WSTĘP W sobotę 22 maja 1971 roku pojechałem do Sonory w Meksyku, aby zobaczyć się z don Juanem Matusem, czarownikiem, Indianinem Yaqui, z którym byłem związany od 1961 roku. Wydawało mi się, że wizyta ta wcale nie będzie się różnić od wielu innych, jakie mu złożyłem w ciągu tych dziesięciu lat, kiedy byłem jego uczniem. Jednak wydarzenia, które miały miejsce w ciągu tego dnia i kilku następnych, stały się dla mnie niezwykle ważne. Moja praktyka u don Juana dobiegła końca. Nie była to moja arbitralna decyzja, ale prawdziwe zakończenie. Swoją naukę u don Juana opisałem już w dwóch poprzednich pracach: Nauki don Juana i Odrębna rzeczywistość. W obydwu książkach przedstawiłem podstawowe założenie, które głosiło, że kluczowymi punktami w nauce czarownika są stany niezwykłej rzeczywistości uzyskiwane dzięki przyjmowaniu roślin psychotropowych. Don Juan był ekspertem w stosowaniu trzech takich roślin: pejotlu, czyli Lophophora williamsii, bielunia Datura inoxia, oraz jednego z grzybów z rodzaju Psilocybe. Dzięki ich działaniu, moje postrzeganie świata stało się niezwykłe i wstrząsające i dlatego zmuszony byłem Przyjąć, że stany takie stanowiły jedyny sposób komunikacji i nauczania, jaki stosował wobec mnie don Juan. To założenie okazało się jednak błędne. Aby uniknąć wszelkich nieporozumień związanych z moją pracą z don Juanem, chciałbym wyjaśnić pewne Podstawowe kwestie. Jak dotąd nie próbowałem umieszczać don Juana w kontekście kulturowym. To, że uważał się on za Indianina Yaqui, wcale nie oznacza, iż jego wiedza czarownika jest powszechnie znana i praktykowana przez ten lud. Wszystkie rozmowy, które podczas nauki prowadziłem z don Juanem, odbywały się po hiszpańsku i tylko dzięki biegłej znajomości tego języka byłem w stanie uzyskać wyczerpujące informacje dotyczące jego światopoglądu, o którym zwykłem mówić jako o magii, a o samym don Juanie jako o czarowniku, gdyż takich wyrażeń on sam używał. Zgromadziłem obszerne notatki, ponieważ udało mi się spisać większość naszych rozmów z samego początku mojej nauki u don Juana i wszystko, o czym mówiliśmy w fazie późniejszej. Aby ułatwić czytanie tych notatek i równocześnie utrzymać pewną dramaturgię, musiałem odpowiednio je zredagować. Jestem przekonany, że to, co odrzuciłem, nie ma większego znaczenia dla poruszanych przeze mnie kwestii. W pracy z don Juanem ograniczyłem się jedynie do traktowania go jako czarownika i do zdobycia członkostwa w jego wiedzy. Postaram się teraz wyjaśnić podstawowe założenia magii don Juana, zgodnie z tym, jak on sam mi je przekazał. Don Juan twierdził, że dla czarownika świat nie jest rzeczywisty, nie jest taki, za jaki go uważamy. Nasza percepcja świata jest jedynie jego opisem. Don Juan koncentrował wszystkie swoje wysiłki na tym, aby wyrobić we mnie przekonanie, że obraz rzeczywistości, który istnieje w moim umyśle, jest jedynie opisem świata. Opisem, który został wtłoczony we mnie w momencie narodzin. Zwrócił moją uwagę na to, że każdy, kto nawiązuje bliższy kontakt z dzieckiem, jest jego nauczycielem, który bezustannie opisuje mu świat, aż do momentu, kiedy dziecko potrafi postrzegać świat tak, jak został mu on opisany. Według don Juana, nie zachowujemy wspomnienia tego złowieszczego momentu, ponieważ po prostu nie mamy żadnego punktu odniesienia umożliwiającego porównanie naszej wizji rzeczywistości z jakąkolwiek inną. Jednak od tej chwili dziecko jest już członkiem. Zna opis świata. Jak sądzę, jego członkostwo staje się pełnoprawne, gdy potrafi dokonywać takich interpretacji percepcji, które w konfrontacji z opisem potwierdzają go. Tak więc, dla don Juana, rzeczywistość składa się z nieskończonego strumienia interpretacji postrzegania, które my, jednostki posiadające specyficzne członkostwo, nauczyliśmy się interpretować w ten sam sposób. Idea mówiąca, że interpretacje percepcji tworzące świat stanowią strumień, pozostaje w zgodności

z faktem, że następują one po sobie w nieprzerwany sposób i rzadko, jeśli w ogóle, bywają kwestionowane. Nasz odbiór rzeczywistości jest przez nas uznawany za tak niepodważalny, że podstawowe założenie magii, traktujące go jedynie jako jeden z wielu opisów, niełatwo przyjąć poważnie. Na szczęście, kiedy pobierałem nauki u don Juana, nie był on wcale zainteresowany tym, czy traktuję jego twierdzenia poważnie, czy nie. Bez względu na mój sprzeciw i brak zrozumienia tego, o czym mówił, nie przestawał punkt po punkcie wyjaśniać mi swoje przekonania. Jako nauczyciel magii, już od pierwszej chwili, kiedy zaczęliśmy rozmawiać, próbował opisać mi świat. Trudności w zrozumieniu jego uwag i metod wynikały z tego, że jego aparat pojęciowy był mi zupełnie obcy. Jego celem było nauczenie mnie “widzenia", w odróżnieniu od zwykłego “patrzenia". “Zatrzymanie świata" było pierwszym krokiem prowadzącym do “widzenia". Przez lata traktowałem ideę zatrzymania świata jako tajemniczą metaforę, która w rzeczywistości nic nie znaczy. Dopiero podczas towarzyskiej rozmowy, do której doszło pod koniec mojej nauki u don Juana, w pełni uświadomiłem sobie jej wielką wagę, jako jednej z głównych tez wiedzy don Juana. Don Juan i ja rozmawialiśmy wówczas swobodnie o różnych sprawach. Opowiedziałem mu na przykład o moim przyjacielu i jego dziewięcioletnim synu. Chłopiec, który przez ostatnie cztery lata przebywał z matką, teraz zamieszkał ze swoim ojcem. Problem polegał na tym, co z nim zrobić. Według przyjaciela, nie nadawał się do szkoły, nie potrafił się skoncentrować, nic go nie interesowało. Miał napady wściekłości, zachowywał się w nieodpowiedni sposób i uciekał z domu. – Twój przyjaciel z pewnością ma kłopot – powiedział don Juan, śmiejąc się. Chciałem opowiedzieć mu o wszystkich strasznych rzeczach, jakie wyprawiał chłopak, lecz mi przerwał. – Nie ma potrzeby mówienia więcej o tym biednym chłopcu. Ani ty, ani ja nie mamy powodu w taki lub inny sposób oceniać jego zachowania. – Jego ton był szorstki i stanowczy, ale po chwili uśmiechnął się. – Co ma zrobić mój przyjaciel? – zapytałem. – Najgorsze byłoby zmuszanie chłopca do tego, by zgadzał się z ojcem – powiedział don Juan. – Co masz na myśli? – Dziecko nie powinno być ani bite, ani karcone przez ojca, gdy nie zachowuje się w taki sposób, w jaki on by sobie tego życzył. – Jak więc może go czegokolwiek nauczyć, jeśli nie będzie stanowczo reagował? – Twój przyjaciel powinien pozwolić komuś innemu dać klapsa dziecku. – Ale nie może przecież dopuścić do tego, aby ktoś obcy bił jego syna – powiedziałem zdziwiony jego sugestią. Don Juan wydawał się ucieszony moją reakcją i zachichotał. – Twój przyjaciel nie jest wojownikiem – odparł. – Gdyby nim był, wiedziałby, że najgorszą rzeczą, jaką można zrobić, jest otwarta konfrontacja z ludźmi. – Co robi wojownik, don Juanie? – Wojownik postępuje strategicznie. – Wciąż nie rozumiem, co masz na myśli. – Gdyby twój przyjaciel był wojownikiem, pomógłby swojemu dziecku zatrzymać świat. – Jak ma to zrobić? – Potrzebowałby do tego osobistej mocy. Musiałby być czarownikiem. – Ale nim nie jest. – Wobec tego musi stosować zwyczajne środki, aby pomóc swojemu synowi zmienić jego wizję świata. Nie jest to zatrzymanie świata, ale działa tak samo. Poprosiłem go, aby mi to wyjaśnił. – Gdybym był twoim przyjacielem – powiedział don Juan – zacząłbym od wynajęcia kogoś, kto przyłożyłby temu małemu. Wśród mętów poszukałbym najgorzej wyglądającego opryszka.

Niech chłopak lewą ręką raz dotknie zwłok w dowolnym miejscu. zapewniam cię. służącej za niski stół. Najgorsze dla ducha jest to. W ten sposób naprawdę można na nich wpłynąć. może w szpitalu albo w gabinecie jakiegoś doktora. używając jednej z technik. jak zatrzymać świat. Don Juan. Na umówiony znak. twój przyjaciel musi. żeby go przestraszyć. w pełni uznając ich wartość. to jedynie mój brak wrażliwości zmusił go do użycia roślin. Odpowiedział. Uświadomiłem sobie. uświadomiłem sobie. jeśli za bardzo się przestraszy? – Strach nigdy nikomu nie zaszkodził. aby nauczyć mnie zatrzymania świata. dał mi możliwość ujrzenia nowej rzeczywistości. Musi znaleźć jakiś sposób. ponieważ nie dotyczyły one użycia roślin psychotropowych. że mnie obserwuje. co kazałem ci robić. W swoich wcześniejszych pracach opuściłem te fragmenty notatek. Wydawało roi się. uśmiechając się. Nie stanowiły one zasadniczej części obrazu świata czarownika. Teraz.– Żeby przestraszyć chłopaka? – Nie tylko po to. bo jesteś bardzo uparty. co nazywał technikami zatrzymania świata. standardowej wersji rzeczywistości uczyniło ze mnie niemalże głuchego i ślepego na nauki don Juana. oprócz brzucha. W czasie nauki u don Juana została mi ukazana rzeczywistość. gdy masz kogoś. którego w inny sposób nie byłbym w stanie dostrzec. aby zaprowadzić syna do martwego dziecka. ale coś w nim do mnie przemówiło. innymi słowy opis świata dany przez czarowników. Powieki miał opuszczone. Tak więc. Ta myśl mnie przeraziła. Jeśli chce się zatrzymać znajomych. powiedz mi coś więcej. było techniką zatrzymania świata. której dotąd nie znałem. szczegółowego przeanalizowania mojej dziesięcioletniej pracy. takiego. Don Juan oparł brodę na lewej dłoni. jako czarownik i nauczyciel. Kiedy to zrobi. dany w momencie. powinien wyskoczyć z ukrycia. don Juanie? – Wszystko. uczył mnie tego . – Po tym jak włóczęga przestraszy chłopca. – Proszę. poprzez to. którą sugerował dla mojego przyjaciela i jego syna. – Wydaje mi się. w którym będzie razem ze swoim synem. Kilka miesięcy po tej rozmowie don Juan doprowadził do końca to. że nic nie działa. niech twój przyjaciel zrobi jeszcze jedną. Moje pełne uporu przywiązanie do własnej. schwytać go i stłuc na kwaśne jabłko. ale nie spowoduje tego lanie otrzymane od ojca. Gdybyś był mniej uparty. że dziecko będzie zupełnie inaczej wszystko odbierać. Kiedy chłopiec będzie już bardziej panował nad sobą. co masz robić. spróbować odzyskać zaufanie syna. Następnie don Juan przedstawił dziwną strategię. Stało się dla mnie jasne. trzeba zawsze pozostawać poza kręgiem. co rozpoczął. – Niech pójdzie do slumsów i znajdzie okropnie wyglądającego włóczęgę – zaczął – ale niech wybierze młodego. Miałem poinstruować przyjaciela. który ma jeszcze trochę siły. Jeśli zastosuje tę procedurę trzy czy cztery razy. gdy chłopak zachowa się niewłaściwie. Co mój przyjaciel ma zrobić ze swoim chłopakiem? – dopytywałem się. że już na samym początku naszej znajomości don Juan. kto ci siedzi na karku. że moje pierwotne przypuszczenie dotyczące roli roślin psychotropowych było błędne. – Jakich technik. Pomysł był absurdalny. że cały czas usiłował nauczyć mnie. a łokieć na drewnianej skrzyni. – A co. stanie się kimś nowym. których cię nauczyłem. To wyjątkowe wydarzenie mojego życia zmusiło mnie do ponownego. ostatnią rzecz. Przeglądając wszystkie swoje notatki. przedstawiam je w całości. Ten mały musi zostać zatrzymany. Stanowią one pierwsze siedemnaście rozdziałów tej pracy. Zmieni swoją wizję świata. – Jeszcze tego nie zrobiłeś – powiedział. do tej pory prawdopodobnie już zatrzymałbyś świat. w jaki tylko zechce sposób. kto zawsze cię bije i mówi. ale służyły jakby do scementowania elementów tego obrazu. który wywiera na nich nacisk. aby wynajęty człowiek poszedł za nim albo czekał na niego w miejscu. Zapytałem go o to. Ostatnie trzy to notatki dotyczące wydarzeń wieńczących moje usiłowania zatrzymania świata. że w ciągu kilku lat naszej znajomości don Juan stosował wobec mnie tę samą taktykę. ale poruszał gałkami ocznymi. głupcze. Świat nie będzie już dla niego taki sam.

W moim przypadku był to opis świata czarownika.opisu. które są obce temu strumieniowi. zatem jego nauki stanowią najlepsze i jedyne wprowadzenie do niego. Don Juan uważał. uzyskałem członkostwo. warunkiem wstępnym dla zatrzymania świata jest całkowite przekonanie. że wszystkie te kroki można zrozumieć jedynie w kategoriach opisu. . Niech więc słowa don Juana mówią same za siebie. Zatrzymanie świata było naprawdę adekwatnym określeniem pewnych stanów świadomości. Według don Juana. Don Juan starał mi się go przekazać od samego początku. że strumień interpretacji. że aby osiągnąć widzenie. uważając. Innymi słowy. 1972 C. zostaje zatrzymany przez takie okoliczności. Innymi słowy. Następuje to dzięki temu. C. w miarę upływu czasu. Twierdzę. Wszyscy ją mamy. aby przeciwstawić go staremu i w ten sposób złamać dogmatyczną pewność. trzeba bezbłędnie nauczyć się nowego opisu. coraz bardziej skomplikowanych elementów. trzeba najpierw zatrzymać świat. w których rzeczywistość zostaje przemieniona. że wiarygodność naszej percepcji rzeczywistości nie podlega zakwestionowaniu. To pojęcie z systemu don Juana mógłbym zdefiniować jako reagowanie na zaproszenie świata znajdującego się poza opisem. który nauczyliśmy się nazywać rzeczywistością. Dziesięcioletnia nauka polegała na poznawaniu tej nowej rzeczywistości poprzez rozwijanie jej opisu oraz wtaczanie do niego. zwykle płynący nieprzerwanie. Zakończenie nauki oznaczało. Po zatrzymaniu świata następnym krokiem jest widzenie. do którego należą. odpowiadający owemu opisowi. że przyjąłem ten opis świata i dzięki temu stałem się zdolny do postrzegania światła w nowy sposób.

że nie byłem w stanie nawet nic pomyśleć. a jeśli już nic nie odnosiło skutku. W tym momencie podniósł głowę i spojrzał mi prosto w oczy. że czytałem przez sześć miesięcy. – Czy dowiedziałeś się o tym od swojego przyjaciela? – zapytał obojętnie. Od razu język stanął mi kołkiem i nie mogłem już kontynuować swojej przemowy. a ja zachęcony jego milczeniem dodałem jeszcze. że dużo wiem o pejotlu. Po krótkiej wymianie konwencjonalnych uprzejmości w prostych słowach przyznałem się. pierwotnie oznaczało jeźdźca lub szlachcica na koniu. Stary człowiek powiedział mi. chwaliłem się. czy zgodzi się. abym zadawał mu pytania. znowu pojechałem do Arizony. podczas gdy naprawdę nie miałem o nim zielonego pojęcia.1. że mnie poznał. używając bardzo formalnego zwrotu. Indianin zaproponował. a właściwie to one pozwalają mi. Zapoznałem się ze wszystkimi dostępnymi pracami i kiedy poczułem. Mój przyjaciel właśnie skontaktował nas ze sobą i wyszedł. byłem w stosunku do niego nieszczery. Tak zaintrygowało mnie to zdumiewające spojrzenie. czyli “koń". że potrafię zadbać o siebie. o którym uczyłem się na uniwersytecie w Los Angeles. – Już powiedziałem ci. Było wczesne popołudnie. Niejednokrotnie nie potrafiłem powiedzieć ani słowa swojemu oponentowi z powodu głębokiego szacunku. że nazywa się Juan Matus. że moje słowa wypadły całkiem poważnie i że wyglądam na osobę godną zaufania. To był koniec naszego spotkania. Sobota. kiedy wysiadłem z samochodu. Powiedziałem: – Czy pan [caballero] pozwoli mi zadać kilka pytań? Caballero. 17 grudnia 1960 Po długim i wyczerpującym wypytywaniu miejscowych Indian odnalazłem jego dom. że nazywam się Juan Matus. pozostawało mi jeszcze użalanie się albo narzekanie. a szczególnie halucynogennym kaktusem. że jest człowiekiem ceniącym szczerość. jego oczy były bardzo łagodne. Spodobał mi się jego uśmiech. Wyglądało na to. tylko ich nie wyrażałem. ale wtedy także odczuwałem gniew i frustrację. i zdobyłem się na odwagę. pejotlem. bo pozdrowił mnie. Powiedziałem. uśmiechając się szeroko. – Jestem jeźdźcem bez konia – stwierdził. że jestem gotowy. a szczególnie o jego kulcie u amerykańskich Indian z równin. Przez sześć miesięcy przygotowywałem się. aby przygotować się na nasze spotkanie i teraz . przypochlebiając się lub ustępując. Natomiast spojrzenie don Juana sparaliżowało mnie do tego stopnia. jaki dla niego żywiłem. Uznałem. że kiedy spotkaliśmy się pierwszy raz. Stary człowiek powoli pokiwał głową. my zaś przedstawiliśmy się sobie. Jego spojrzenie było pełne mocy. w konkretnej sytuacji zawsze mogłem coś zrobić i nigdy w moim życiu żadna ludzka istota tak szybko i skutecznie nie pohamowała moich zapędów. Kiedy zacząłem studiować antropologię i spotkałem don Juana. aby przedstawić mu swoją prośbę. byłem już ekspertem w stawianiu na swoim. jak don Juan tamtego popołudnia. Wtedy spojrzał na mnie. Kilka lat temu opuściłem dom. a to według mnie oznaczało. Zawsze kiedy odprawiano mnie z kwitkiem. Innymi słowy. jaki wywarło na mnie spojrzenie don Juana. Zapytałem go po hiszpańsku. żebym go kiedyś odwiedził w jego domu. kłócąc się albo wściekając. czytając o pejotlu. że ma pan dużą wiedzę na temat roślin – powiedziałem do starego Indianina stojącego przede mną. Powiedziałem. zazwyczaj dopinałem swego. Nie straciłem jednak nadziei. chociaż wcale nie groźne. abym je zbierał – powiedział łagodnie. Potwierdzenie od otaczającego nas świata – Wiem. Pomyślałem sobie. Trudno byłoby mi ocenić niezwykły wpływ. Znajdowaliśmy się na dworcu autobusowym w Arizonie. – Tak. gdybym nie miał sporego bagażu doświadczeń. że jestem zainteresowany zbieraniem i poznawałem leczniczych roślin. że postanowiłem odszukać don Juana. słowo pochodzące od caballo. Przeniknęło mnie na wskroś. Indianin popatrzył na mnie z ciekawością. siedział na drewnianej skrzynce do przewożenia mleka. – Zbieram rośliny. Nie była to tylko kwestia zamknięcia mi ust. iż niewątpliwie rozmowa o pejotlu przyniesie nam obu korzyści.

Ta pauza była bardzo wystudiowana i wydała mi się nieco staromodna. że wyczuł mój zamiar. Tak też zrobiłem. że w rzeczywistości stworzył ją specjalnie dla mnie. Nie chciałem jednak zbyt natarczywie nalegać. czyjego słowa zawierają jakieś ukryte znaczenie. – Kiedy zauważył. że opanowanie jego wymowy zajęło młodzieńcowi sześć miesięcy. Odpowiedział mi śmiechem. poza tym że ci pierwsi wymagali. że chciałbym bardzo poważnie pracować razem z nim. Młody człowiek. ponieważ potrzebuję informacji. Wydawało mi się. że uwielbiam chodzić po pustyni. ponieważ zaczął wyjaśniać. którzy potrafili wypowiedzieć je tak samo jak król. przyznał się. ponieważ urzędnik zapomniał słowo-klucz i kazał mu powiedzieć inne. zanim ten zdążył cokolwiek powiedzieć. pełen wiary w siebie. młody człowiek. I wreszcie nadszedł dzień wielkiej próby. ale naprawdę jestem zainteresowany nauczeniem się czegoś o roślinach. natomiast pozostałych natychmiast skazywano na śmierć. . że chociaż miałem dobre intencje. każdego rodzaju informacji na temat ziół leczniczych i ich stosowania. którego jednak ten nie nauczył się właściwie wymawiać. w jaki przyciągnął moją uwagę. Król zarządził wystawienie posterunków przy drogach.rzeczywiście wiem już dużo więcej. co się stało dalej. Bardzo podobał mi się sposób. Stroił sobie ze mnie żarty w bardzo subtelny i wyrafinowany sposób. – Młody człowiek był naprawdę sprytny – opowiadał. Śmiał się ze mnie. a ja czułem się nieswojo i byłem trochę urażony. – To nie będzie piknik – stwierdził ostrzegawczym tonem. to w rzeczywistości w żaden sposób nie byłem w stanie przygotować się na to spotkanie. czy ktoś jest Żydem. który kiedyś prześladował i zabijał ludzi. W tym momencie don Juan w dramatyczny sposób przerwał swoją opowieść i spojrzał na mnie. Wydawało się. byli wolni. To. Z szerokim uśmiechem don Juan powiedział. Widać w moim stwierdzeniu było coś. Zacząłem się śmiać razem z nim. Znałem także puentę – młody człowiek został schwytany. jak zakończy się ta historia. – Młody człowiek został oczywiście natychmiast zabity – odpowiedział i wybuchnął śmiechem. aż zapytam. a przede wszystkim to. że może wypadłem bardzo głupio. przyszedł pod posterunek i czekał. Z zapałem powiedziałem mu. Chyba zauważył moje zmieszanie. Już nie wiedziałem. by pytanie zabrzmiało naiwnie i zdradzało zainteresowanie rozwojem wydarzeń. Pomyślałem. że moje wysiłki Przypominają mu historyjkę o pewnym królu. – Coś się z nim stało? – starałem się. że urzędnik zapomniał słowo-klucz. jak wymawia pewne słowa. aby urzędnicy mogli nakazywać przechodzącym ludziom wymawianie pewnego słowa-klucza. Później powiedziałem mu. można było rozpoznać po tym. co miał na myśli. że specjalnie zmienia temat rozmowy. – Lubię dużo chodzić – stwierdził don Juan. że przygotowywał się na tę próbę przez sześć miesięcy. Bohater tej historyjki. Jednak wydawało mi się. – A ja będę ci za to płacił. czy nie zechciałbym razem z nim udać się na krótki wypad na pustynię. Chciałem go zapytać. gdyż zaczai mnie zapewniać. aby uniknąć odpowiedzi. Zapewniłem go. – No i co? Co było dalej? – zapytałem autentycznie zainteresowany. ale nie zrobiłem tego. Teraz on był górą. Zapytał mnie. co go rozbawiło. Zaproponowałem mu zapłatę za jego czas i wysiłek. Zrobił następną pauzę i popatrzył na mnie z figlarnym błyskiem w oku. – Ile masz zamiar mi zapłacić? – zapytał. że don Juan czeka. Ta cecha oczywiście mimowolnie ich zdradzała. Prześladowani i prześladowcy nie różnili się niczym od siebie. podobne. – Będziesz pracował dla mnie – powiedziałem. pewnego dnia postanowił przygotować się na przejście przez posterunek i nauczył się wymawiać słowo-hasło. jak powiązał swoją opowieść z moim przypadkiem. ale nie wychodziłem z roli. aż urzędnik każe mu wymówić to słowo. Stwierdził. aby wymawiać pewne słowa w im tylko właściwy sposób. Słyszałem już przedtem podobną historyjkę o Żydach w Niemczech. Ci.

Kiedy przyznałem mu się. Don Juan nie pokazał mi żadnych roślin. co miał na myśli. a później to. Byłem zachwycony. – Jeżeli chcesz pisać. Później zatrzymał się i usiadł na kamieniu. W chwili kiedy to powiedział. marszcząc brwi. Wtedy dodał: – Być może nie ma niczego do nauczenia się o roślinach. dopóki nie zrobiło się prawie ciemno. – Tyle. ponieważ niczego nie da się o nich powiedzieć. – Czy pochodzisz z Arizony. Wyglądało to jak potwierdzenie. swoim czasem. że bardzo chcę się uczyć o roślinach. – To wielki kawał świata. kto się zastanawia. co ma na myśli. don Juanie? – zapytałem. – Słyszysz? – zapytał.. jakby chciał lepiej słyszeć. Pod źrenicami widać było białka jego oczu. ponieważ staruszek jest bardzo ekscentryczny. nie wiedziałem. ale w dalszym ciągu nie pokazał mi ani nie zerwał żadnej rośliny. abym odpoczął i rozejrzał się wkoło. przykładając lewą rękę do ucha. zaśmiał się serdecznie. który nas ze sobą skontaktował. Wszedł tylko między krzewy. ile uznasz za stosowne. o co zechcesz. – Mnie to nie przeszkadza. – Czy urodziłeś się w tych okolicach? Znowu skinął głową. Powiedziałem jednak. aby odpocząć. Jego śmiech był zaraźliwy. Mój przyjaciel. co będę wiedział. że nic nie ma do powiedzenia o roślinach i dlatego branie moich pieniędzy jest dla niego nie do pomyślenia. w zamian za pewne korzyści finansowe. Szliśmy przez pustynię. a szczególnie o pejotlu. Powiem ci to. że to “zgadzanie się liści" stanowi jeden z przejawów tej ekscentryczności. – Bawisz się swoim małym? Chodziło mu o notatki. Ja natomiast nalegałem na rozmowę. co możesz z tym zrobić. – Rośliny są bardzo szczególne – powiedział. czy zgadzam się z jego propozycją. – Możesz mnie pytać o wszystko. – Patrz! Świat właśnie zgodził się ze mną – powiedział. nie patrząc na mnie. aby został moim informatorem. Jeszcze raz dałem mu do zrozumienia. – Są żywe i odczuwają. ani w ogóle nic o nich nie mówił. Powtórzył to tajemnicze stwierdzenie trzy razy i wtedy nad całą okolicą rozległ się grzmot przelatującego odrzutowca Air France. że bardzo dziwny z niego gość. nie mówiąc ani słowa. Zatrzymaliśmy się na chwilę przy ogromnych krzakach. w kieszeni? – zapytał. Pochodzisz z niej całej? . ale mogło być również nerwowym odruchem kogoś. Pomyślałem. Jego oczy wyglądały na zmęczone. że nie chciałem mu przeszkadzać. Zapytał mnie. powiedział mi. – Zapłać mi za mój czas. Powiedział mi.Odkryłem nutę chciwości w jego głosie. – Nie musisz mi płacić – powiedział. abym miał się na baczności. które robiłem na bloczku papieru. – Co robisz tam. W odpowiedzi usłyszałem. że nie rozumiem. przykładając prawą rękę do ucha. co robię.. który miałem w wielkich kieszeniach swojej kurtki. Pomyślałem. – A ty skąd jesteś? – zapytał mnie. delikatnie ich dotykając. Nie zrozumiałem tego. – Co powiedziałeś? – zapytałem. Spojrzał na mnie przenikliwie. Uśmiechnąłem się. Pomyślałem. – Pochodzę z Ameryki Południowej – odpowiedziałem. że jest bardzo zabawny. Spojrzał na mnie i pokiwał głową potakująco. Krzewy wydały grzechoczący odgłos. silny poryw wiatru poruszył pustynnym chaparralem koło nas. Prosiłem go. pisz – powiedział. Powiedziałem. – Liście i wiatr zgadzają się ze mną. Przeszliśmy jeszcze kawałek. usiłując skierować rozmowę na niego. pisząc mu przed nosem.

W tej właśnie chwili woda gotująca się w ekspresie do kawy zaczęła wydawać pełen animuszu odgłos. – Po chwili dodał: – Człowiek może uzyskać potwierdzenie od wszystkiego co jest wokół niego. – Wiem. pod koniec następnego tygodnia. że wie coś. ale rzeczywiście rozbawiła mnie ta sytuacja. Przyjrzał mi się badawczo. czy nie. Jego śmiech wydawał się nieco za głośny. Nie wierzyłem mu – mój przyjaciel. – Gotująca woda zgadza się ze mną. Chciałem mu postawić piwo w restauracji. – Jasne – powiedział z wielkim przekonaniem. że nigdy nie pije. że stary przez większość czasu jest nieźle zaprawiony. Lubiłem go. Jego oczy błyszczały. – Jesteśmy podobni do siebie w tym względzie – powiedział. ponieważ zaczął wyjaśniać. kiedy przyjedziesz – odpowiedział. co tylko zechcemy. że on również nie wchodzi w grę. wiem – powiedział. – Uważasz. Absolutne nic. – Skinął głową i wybuchnął grzmiącym śmiechem. a śmiech stał się niepokojący. Czułem się. kim jesteś.Jego oczy znów mnie prześwidrowały. – A magnetofon? Nie będzie ci przeszkadzał? – Obawiam się. tak samo jak ja jestem Yaqui z Sonary. marszcząc brwi. strzelił palcami. Don Juan pożegnał się ze mną już w drzwiach restauracji. Don Juan popatrzył na niego i łagodnie powiedział: – Dziękuję ci. Pobiegłem za nim i zapytałem go. Byłem zaskoczony. Zaśmiałem się w duchu. ale nie byłem całkiem spokojny. że muszę odwiedzić kilku przyjaciół. – Nie ma mowy – odparł. Czułem. Widać wątpliwości odmalowały się na mojej twarzy. W jego osobowości było coś uspokajającego. Nie pozwolił mi skończyć. W tym rozstrzygającym momencie ekspres do kawy wydał prawdziwie obsceniczny bulgot.. – Mieszkam tutaj. nawet piwa. jeśli tylko chcemy je porzucić. ale naprawdę urodziłem się jako Yaqui w Sonorze. potem jednak znowu chciałbym się z nim zobaczyć. śmiejąc się. powiedział mi. i odszedł. kiedy będę mógł przyjechać. . że mi coś zagraża. czy don Juan kłamie. żebym wziął ze sobą aparat fotograficzny i sfotografował jego i jego dom. – A co. Moje dziwne zakłopotanie wzrastało. skądkolwiek byś pochodził. Musiał to zauważyć. jakby złapał mnie na kłamstwie. chociaż nie mogłem znaleźć ku temu żadnych powodów. – Coś takiego! Ja natomiast pochodzę z. Odniosłem wrażenie. ale pewnego dnia po prostu przestał. że w każdej chwili jesteśmy w stanie ze swego życia wyrzucić wszystko. – Kiedy będziesz w domu? – zapytałem. jeśli cię wtedy nie będzie? – Będę – odpowiedział. ale mi przerwał. że naprawdę tak łatwo przestać palić czy pić? – zapytałem. czy nie miałby nic Przeciwko temu. – Tu. – Ludziom trudno jest zrozumieć. Zacząłem wyjaśniać okoliczności moich narodzin. Odpowiedział. o czym ja nie mam pojęcia albo czego nie chcę mu powiedzieć. – Jesteś. dla zobrazowania swych słów. że lubił wypić w młodości. W drodze powrotnej i później podczas jazdy do miasta rozluźniłem się. – Zawsze. – Po prostu przyjedź i o nic się nie martw. Czułem się winny. Właśnie tak. – Nie wiem dokładnie. Tak zakończyła się pierwsza prawdziwa sesja z moim “informatorem". – Palenie i picie to nic. Ja zaś. Jednak nie interesowało mnie. – Słyszysz! – don Juan zawołał z błyskiem w oczach. który nas ze sobą skontaktował. ponieważ wstał i zapytał mnie. czy chcę pójść coś zjeść w restauracji w mieście..

Don Juan pokręcił przecząco głową. Nazwał ją duchem. że zdjęcia i nagrania są niezbędne dla mojej pracy. – A jeśli chcesz mnie jeszcze zobaczyć. Przerwał mi ruchem dłoni i postąpił kilka kroków w tył. co robimy. – A ty go nie masz. nigdy więcej mi o tym nie wspominaj. – Co przez to. Powiedziałem. – Tylko przyjedź – powiedział łagodnie i pomachał mi na pożegnanie. . że nie widzę żadnego logicznego powodu jego odmowy. Odparł. Zainscenizowałem żałosną skargę.. Martw się więc o niego. – Zapomnij o tym – rzekł stanowczo. a nie o zdjęcia. że we wszystkim. jest tylko jedna niezbędna rzecz.Byłem zmartwiony i rozdrażniony. – Nie można nic zrobić bez ducha – powiedział.. Powiedziałem.

ale kontynuowałem. czy tylko prostaczkiem. 22 grudnia 1960 Don Juan siedział przy drzwiach swego domu. ale z niespodziewaną mocą. Spojrzał na mnie. Wykorzystując całą swoją cierpliwość. Jako przykład podałem mu różne słowa używane w angielskim i hiszpańskim na określenie każdego z rodziców. ani nienawiści czy pogardy. – Pewnego dnia odkryłem. Jego oczy były dobre. a druga dla matki. Jeszcze przed chwilą był on niedołężnym. Przyjmując. – Ojej! – powiedział. wytłumaczyłem mu. nazywając swego ojca i matkę? Jak ich wołałeś? – Starałem się być cierpliwy i uprzejmy. Wahał się chwilę. – Jak nazywałeś swoją matkę? – zapytałem. Przygotowałem kilka formularzy na temat jego pochodzenia i rodziny. że to bardzo poważne pytania i że dla mnie bardzo ważne jest wypełnienie tych formularzy. Zapytałem go. że jedna rubryka jest przeznaczona dla ojca. potem wydawało mi się. wyglądało to tak. Niech pomyślę. – Chodzi mi o to. Pokazałem mu formularz i powiedziałem.2. a on wpatrywał się we mnie nie dającym się opisać wzrokiem. mogę z nim zostać przez całe popołudnie. Nie wiedziałem. poprosił mnie. Don Juan podrapał się po głowie i popatrzył na mnie z głupim wyrazem twarzy. więc przygotowałem się. Nagle poczułem się nieswojo. Usiłowałem wytłumaczyć mu sens odkrywania jego genealogii. oparty plecami o ścianę. Odwrócił drewnianą skrzynkę do transportu mleka. Nie całkiem to rozumiałem. jakich innych słów używałeś. – Nazywałem go Tata – powiedział z poważną miną. czy nie przeszkadzam mu w jego codziennych zajęciach. odczytywałem to jako stan zagrożenia. jakby ktoś inny wypowiedział te słowa. w którym nie było jednak ani arogancji. Tato! Hej. Wyglądał naprawdę komicznie i w tym momencie nie wiedziałem. porzuciłem ją. że nie ma codziennych zajęć i że jeśli tylko chcę. abym na niej usiadł i poczuł się jak u siebie w domu. a potem w jednym momencie nasze role odwróciły się. hej. Wymazanie osobistej historii Czwartek. ani wyzwania. Przywiozłem ze sobą cały karton. Spojrzał na mnie jasnymi. Mamo! Zaśmiałem się wbrew sobie. Rozmawialiśmy o chłodnych nocach na pustyni i poruszaliśmy inne typowe tematy grzecznej konwersacji. podobnie jak picie. dobrymi oczyma. Zacząłem od formularzy rodzinnych. głupim Indianinem skrobiącym się po głowie. jakby dokonał bardzo poważnych myślowych operacji – jak inaczej na nich wołałem? Wołałem: hej. które charakteryzują ponoć Indian mieszkających na tym obszarze. zmarszczywszy brwi i powiedział. Ja byłem tym głupim. Poczęstowałem go papierosami. czy jest on starym żartownisiem robiącym ze mnie błazna. – Jak nazywałeś swojego ojca? – zapytałem. że nie pali. jasne i przenikliwe. jego osobistej historii. – Dopadłeś mnie. Pomyślałem sobie. Poczułem lekkie zaniepokojenie. aby to zapisać. hej. które z obyczajów są mu znane. że mnie nie zrozumiał. jak na to zareagować. Powiedział. które chciałem. że coś sobie przypomina. . – Nie mam żadnej osobistej historii – powiedział po dłuższej przerwie. – Jakie były imiona twojego ojca i matki? – zapytałem. Wypisałem również z literatury etnograficznej długą listę cech kulturowych. że osobista historia nie jest mi już dłużej potrzebna i. – Nie trać czasu na te bzdury – powiedział łagodnie. ze być może powinienem zacząć od matki. – A więc – powiedział. abyśmy wypełnili. ale przyjął prezent. – Nazywałem ją Mama – odparł naiwnym tonem. Chciałem wraz z nim przeanalizować tę listę i sprawdzić.

który. – Weźmy ciebie. kto mnie zna. abym zadawał mu pytania. A zapewniam cię. Powiedział. a przede wszystkim czyjeś mniemania o tobie nie mogą cię do niczego zobowiązać. W jakiś sposób don Juanowi udało się odciągnąć mnie od mojego pierwotnego zamierzenia. ani czym jestem. o co mu chodzi. bo wszystko. jego irytujący humor i czujność. czy nie. że mój ojciec jest przykładem tego. przypomniałem sobie tajemnicze i niezwykłe spojrzenie. nieprawdaż? – powiedział. Natomiast jeśli nie ma się swej historii. nie mógł być tak “wyrobiony" jak student uniwersytetu. co robię. że chyba nie zrozumiałem Jego stwierdzenia. Czułem. że bez tych korzeni moje życie nie miałoby żadnej ciągłości ani celu. – On wie wszystko – powiedział. ponieważ wydawało mi się to nie na miejscu. Wie. udawaną naiwność. urok. czego chciałem od ciebie. Nie potrafiłem go rozszyfrować. co mój ojciec myśli o mnie i co wie. kim jesteś i co robisz. Nie możesz tego zmienić. jak doszliśmy do tej rozmowy. Jednak wywoływała ona we mnie awersję i poczucie zagrożenia. Don Juan potwierdził. – Nigdy nie będziesz wiedział. Niezdarnie streściłem w notatniku to. a ja ożywiam to wyobrażenie wszystkim tym. Uczciwie przyznawałem się. opowiadając rodzicom. że tak. abym uświadomił sobie.Przypomniałem mu. krewnym i przyjaciołom o wszystkim. – Jesteś Yaqui. Dzięki temu tworzy się osobista historia. i żadna siła na ziemi nie zmusi go do zmiany opinii o tobie. – Musisz odnawiać swoją osobistą historię. Nikt nie jest zły ani rozczarowany twoim zachowaniem. że od świata uzyskuje potwierdzenie swych słów. Ja upierałem się jednak. ani kim. że już mi nie jest potrzebna. śmiejąc się. czyli wypytania go o genealogię. – Fakt. wcale nie stwarza mej osobistej historii – odpowiedział. – Tylko wtedy. – Po prostu nie mam już osobistej historii – powiedział i popatrzył na mnie badawczo. że nie ma nic przeciwko nim. co robisz. co rozumiesz przez porzucenie osobistej historii – poprosiłem. Uświadomiłem sobie. że każdy. jakie wrażenie na mnie wywiera. to kilka imion do mojego formularza – powiedziałem. Nagle zrozumiałem. Odpowiedziałem. kiedy poczułem. tak to właśnie rozumiem – odparł ostro. – Nie wiem. – Czy tego nie widzisz? – zapytał dramatycznie. ale ty to wiesz i to się liczy. że nikt nie może tego stwierdzić z całą pewnością. że to ja wiem. z jakim twierdził. ponieważ nie mam osobistej historii. przynajmniej na poziomie intelektualnym. kim jestem. a później niespodziewaną moc stwierdzeń. których nie mogłem pojąć. – W jaki sposób można porzucić własne dzieje? – zapytałem zaczepnie. kiedy pytałem go o ojca i matkę. co powiedział. próbując odkryć znaczenie jego słów. Byłem zdumiewająco silnie przywiązany do swych dziejów i historii mej rodziny. – Ma cię jak na dłoni. ciągle po trochu je gubić. – Usunięcie jej. Nieposiadanie osobistej historii było koncepcją pociągającą. Przestałem pisać i spojrzałem na niego. – Na pewno jestem? – zapytał. może ona powstać. – Najpierw trzeba chcieć je odrzucić – powiedział. Don Juan wytłumaczył mi. czy mam ojca. – Dlaczego ktoś ma tego pragnąć?! – wykrzyknąłem. – A później należy postępować systematycznie. że bez zastrzeżeń zgodził się. Głupio mi było próbować wciągać w filozoficzną dyskusję starego Indianina. którym obdarzył mnie podczas naszego pierwszego spotkania. że zabiłem mu klina. – Może powinieneś mi powiedzieć. – Porzuciłem ją pewnego dnia. na przykład – powiedziałem. Zapytał mnie. próbując z powrotem skierować konwersację na pożądany przeze . – Skąd to wiesz? – Rzeczywiście – powiedziałem – nie mogę tego wiedzieć z całą pewnością. żadne wyjaśnienia nie są potrzebne. jakby czytał w moich myślach. kiedyś prawie sam do tego doszedłem. ale pohamowałem się. – Nie wiesz. ma jakieś wyobrażenie o mnie. Nalegał. czy jestem Yaqui. Chciałem to przedyskutować z don Juanem. Gapiłem się na niego. kiedy wie o tym jeszcze ktoś. rzecz jasna. o co tu chodzi.

że będziesz mi zadawał pytania. śmiejąc się z mojego zaskoczonego spojrzenia. Twoje wysiłki są za bardzo oczywiste. Nikt nie wie. – Zniżył głos do dramatycznego szeptu. że śmiertelnie się go boję. nie wiem! – wykrzyknął i potoczył się po podłodze.. kim jestem. – Jest czymś. co o tym sądzić. – No pewnie. a jednak wydawało się. W ciągu całego mojego życia. że bardzo go lubię. czerwonoskórym wojownikiem z romantycznych opowieści pogranicza z czasów mego dzieciństwa. W mojej wyobraźni stał się indiańskim wodzem. kiedy jestem tym wszystkim – powiedział. Zmrużył oczy. na przykład – kontynuował. kim jesteś. miał sztywno wyprostowane plecy. Siedział ze skrzyżowanymi nogami. zawsze kiedy ktoś usiłował mi mówić. Patrzył w ten dziwny sposób przez dłuższą chwilę. że wyzbyłem się swej przeszłości. Jego podstęp był przerażający i rzeczywiście zacząłem się bać. reagowałem sprzeciwem. Stopniowo wytworzyłem mgłę wokół siebie i swojego życia. – Najlepiej wymazać całą osobistą historię – powiedział powoli. Musiałem jednak przyznać. że pouczał mnie. Nawet ja sam. że zadawanie pytań dotyczących czyjejś przeszłości jest gówno warte. jakby chciał mi dać czas na moje niezdarne pisanie – ponieważ wtedy uwalniamy się od obciążających myśli innych ludzi. – Dlaczego by nie? Lepiej się czujesz. że był zdumiewająco sugestywny. w jaki sposób mam się zachowywać.. co wiem. że. – Czy koncepcja nieposiadania osobistej historii jest czymś. – Gdzie się tego nauczyłeś? – Nauczyłem się podczas swojego życia. Nie bądź zbyt pewny tego wszystkiego. Twój kłopot polega na tym. ale gdzieś ponad moje prawe ramię. W tej chwili zupełnie nie wiedziałem. aby go przekonać. I teraz nikt na pewno nie może wiedzieć. W tym momencie stanowił wzorowy okaz dzikości. Stało się dla mnie jasne. Nie mogłem uwierzyć. co się z tobą dzieje. – Teraz nie wiesz. ale także jednym tchem dodałbym. Jeśli nie podoba ci . że jesteś zbyt oczywisty. nieprawdaż? – wtrąciłem. dzisiaj nie odejdziesz z pustymi rękami. – Po co? – zapytałem wojowniczo. A to dlatego. Śmiałem się z tej jego teatralności. że chcesz się uczyć o roślinach – zauważył spokojnie. – Tak więc. kiedy piszesz. – Weźmy ciebie. ponieważ powiedziałem ci. – Chcesz dostać coś za nic? Zgodziliśmy się. Na samą myśl o tym Przyjmowałem postawę obronną. że nie ma sposobu. i zmieniłem taktykę. – Jak mam wiedzieć. – Powiedziałeś. – Doszliśmy do tego. pokazując ruchem głowy całe otoczenie. Don Juan klepnął się po udach i zaśmiał się radośnie. aż nic nie będzie już całkiem pewne. Musisz wszystko wymazać. że nauczyłem się tego sam i teraz mam zamiar przekazać ci tę tajemnicę. abym mógł uwierzyć. co przynależy do mnie. – Powoli. mój wzrok musiał zdradzać zakłopotanie. a ja przekażę ci to. co przynależy do tradycji Yaqui? – zapytałem. – To bardzo proste – odparł. że jest niezwykle rozluźniony. Z mojej twarzy musiał wyczytać ogarniający mnie niepokój i natychmiast to wykorzystał. Nie patrzył na mnie.mnie temat. że mówi to naprawdę. Poczułem. – Czy twój ojciec nauczył cię tego? – Nie. – Zapisz to – powiedział opiekuńczo. że obcuję z samorodnym talentem aktorskim. że powie “nie". Spojrzałem na niego. – Ale ty sam przecież wiesz. Jego ton był stanowczy. kim jestem ani co robię. tak jak przypuszczałem. po trochu musisz zacząć stwarzać wokół siebie tajemnicę. Później spojrzał na mnie i uśmiechnął się. co mam robić. – Mam zamiar przekazać ci dzisiaj mały sekret powiedział cicho. Powiedzmy. aż o niczym nie będziesz już z góry przesądzał. Szczerze mógłbym powiedzieć. Przyszła mi do głowy myśl. kim jestem i co robię. – Nikt nie zna mojej osobistej historii. Ogarnęło mnie najbardziej zdradzieckie uczucie ambiwalencji. Zrobił wystarczająco długą pauzę. Musisz zacząć wymazywać siebie. twoje nastroje są zbyt oczywiste.

Byłem zupełnie zdezorientowany przebiegiem tej rozmowy. aby nie wypaść z kursu. Powiedziałem. zaczynasz kłamać. Spisałem. co mówisz. co robisz naprawdę. na kim nie można polegać. że tak czy inaczej wszystkich wprowadzam w błąd. a równocześnie chcesz zachować świeżość w tym. Stary człowiek ugodził w mój słaby punkt. że jesteś zmuszony wyjaśniać wszystko i wszystkim. co mówił don Juan. zamiast zmusić go do powagi. ze odrzucenie osobistej historii może tylko zwiększyć poczucie braku . co zrobiłeś. W drugim wypadu. Nikt nie może powiedzieć z niezachwianą pewnością. tak jak zna ciebie. Ja wolę absolutną wolność bycia nieznanym. – Czemu ludzie nie mieliby mnie znać? Co w tym złego? – Złe jest w tym to. wywołało jego histeryczny śmiech. jak to zrobiłeś. co chcesz im pokazać. nie jestem! – wykrzyknąłem. jest dla mnie bezużyteczne. miał rację. Jeśli wybieramy to pierwsze. to ponieważ nie można o nich prawie nic powiedzieć. Twój problem polega na tym. – Jak? – zapytałem. oprócz zrobienia innych rzeczy. że przez cały czas wszystkich ogłupiam. Mój niepokój ustąpił miejsca irytującemu zamętowi. co się mówi. Wyglądał jak dziwne. To bardzo podniecający i tajemniczy stan. W ten sposób wytworzysz wokół siebie mgłę.się mój warunek. po co to robisz. – Kłamstwa są kłamstwami tylko wtedy. Na jego stwierdzenie zareagowałem. że mam po dziurki w nosie tego. Albo wszystko przyjmujemy za pewne i rzeczywiste albo nie. niż na roztrząsaniu moich przekonań lub znaczenia tego. skąd wyskoczy królik. bardziej koncentrując się na tym. wymazać także swoją osobistą historię. ponieważ nie możesz podniecić się opowiadaniem o tym wszystkim. co robisz. Odpowiedział. Zaprotestowałem. jeśli chodzi o mnie. za tę jego zarozumiałość. nie mamy sobie nic więcej do powiedzenia. Naprawdę zacząłem pogardzać tym starym człowiekiem. Nie zapytałem go. że kiedy cię znają. dzikie zwierzę. – Kiedy nie ma się osobistej historii – wyjaśnił – nic. że moja rodzina i przyjaciele uważają mnie niestety za kogoś. co przez to rozumie. – To. co powiedział. – Ależ to absurd – zaprotestowałem. chociaż naprawdę w całym swoim życiu nie powiedziałem ani jednego kłamstwa. Moje zachowanie. najlepiej jak tylko umiałem. Upierałem się przy tym. jednak nie wolno ci nic mówić o tym. nie może być potraktowane jako kłamstwo. – Ujmijmy to więc w ten sposób – kontynuował – jeśli chcesz się uczyć o roślinach. kończymy znudzeni na śmierć sobą i światem. że zdaję sobie sprawę z tego. że ludzie uważają mnie za niegodnego zaufania? – powiedziałem. – Nie zdawałeś sobie tylko sprawy. Jego bezpośredniość rozdrażniła mnie. – Do diabła. Teraz już wiesz. takich jak nieujawnianie tego. co ciebie dotyczy. – Od tej chwili – stwierdził – możesz pokazywać ludziom wszystko. w którym nikt nie wie. – Ale to wtedy jest kłamstwo. Tak więc. z groźnym błyskiem w oku. – Bo taki jesteś – odparł z pełnym przekonaniem. Argumentowałem. – Widzisz – kontynuował – mamy tylko dwie możliwości. – Zawsze wiedziałeś. człowieku. wszystkie jej szczegóły. że mnie zna. broniąc się wyjaśnieniami. jak kłamać – stwierdził. A jednak jego myśli były wyjątkowo spójne i tak bezpośrednio potrafił je wyrażać. kiedy masz osobistą historię. gdy wymazujemy osobistą historię. jest już z góry przesądzone i wtedy nie jesteś już w stanie przeciąć więzów ich myśli. czy skąd wie. stwarzamy wokół siebie mgłę. – Czy nie widzisz. – Nie obchodzi mnie kłamstwo ani prawda – powiedział surowo. kto cię dobrze zna. nawet my sami. musisz. – To się zmień! – powiedział ostro. – Zacznij od prostych działań. że nie chcę rozmyślnie nikogo ogłupiać ani wprowadzać w błąd. Następnie musisz rozstać się z każdym. – Nie potrafię utrzymywać tajemnic! – wykrzyknąłem. Niestety. ale z żalem musiałem mu przyznać rację. wszystko.

abym to zrobił. ale wystarczająco długo. – Bardziej podnieca nas to. aby odzyskać równowagę i siły. – Przyjedź jeszcze – powiedział. ze nie wiemy. abym go zostawił. jak powiedział. Być może w tej kompletnej ciszy minęła nawet godzina. Nie powiedział ani jednego słowa przez bardzo długi czas. jakbym miał zaraz zasnąć. gdzie don Juan poprosił mnie. że jeśli chcę się odprężyć. Nie wiedziałem dlaczego. z głową skierowaną na wschód. o co mam pytać. abym go zawiózł do pobliskiego miasta. Spałem tylko przez dwie czy trzy minuty. Czułem się. – Koniecznie przyjedź. za którym krzakiem ukrywa się królik. Don Juan kazał mi zatrzymać się na poboczu i powiedział. musimy być czujni. Nie wiedziałem. ale nasza konwersacja wyczerpała mnie. zawsze gotowi – powiedział. muszę się wspiąć na płaski szczyt najbliższego wzgórza i położyć się na brzuchu. W końcu don Juan wstał i poprosił mnie.bezpieczeństwa. . wychodząc z samochodu. Prawie nalegał. Wspiąłem się na wzgórze i zrobiłem tak. może byłem zbyt zmęczony. – Kiedy nic nie jest pewne. niż przekonanie. że wszystko wiemy. Nie chciałem już więcej dyskutować. aby mówić. Pojechaliśmy do centrum miasta.

– Ale ja przecież widziałem. Nie znalazłem żadnego powodu do dyskusji. jakbym był klaunem grającym dla niego przedstawienie. jakbym wiedział. Wydało mi się. Jednak muszę dodać. że rozzłościł go mój śmiech na widok wrony. że przesadzam i mam za bardzo romantyczny stosunek do tego “głupiego. jak opisał i szedłem. Wydawało mi się. ponieważ jestem młody i silny. że gdy idę. Powiedziałem. – To nie był żart – powiedział surowo. a z drugiej – odczuwałem niechęć do przyznania racji mojemu przyjacielowi. Miał niezwykle poważny wyraz twarzy. Zaczęliśmy przechadzkę rankiem i zatrzymaliśmy się na odpoczynek około południa. że mój zwykły sposób chodzenia osłabia organizm i że nigdy nie powinno się niczego nosić w rękach. który nas ze sobą poznał. jeśli sobie pójdę. Spociłem się i chciałem się napić ze swojej manierki. tak samo było z wytrzymałością. Zaśmiał się. starego człowieka. – Nic nie widziałeś. – Za bardzo się wściekasz – skomentował niedbale. Jednak nauczył mnie właściwego sposobu chodzenia. Nie zniknęło jednak. 28 grudnia 1960 Zaraz gdy tylko przyjechałem. które mu przywiozłem. żółtawego krzaczka i zaczął je żuć. Według niego. ale ku mojemu wielkiemu zdziwieniu. co widziałeś. Czułem się zmuszony jeszcze raz go odwiedzić. należy używać plecaka lub torby na plecy. że nie odczułem korzyści płynących z właściwego sposobu chodzenia ani z żucia liści. że don Juan potrafił zniszczyć wszystkie moje przekonania dotyczące świata. Powiedział. W tym momencie przeleciała nad nami. że kiedy utrzymuje się ręce w odpowiedniej pozycji. kracząc. Zaskoczyło i przestraszyło mnie to i zacząłem się śmiać. że jego krytyczne uwagi pod moim adresem poważnie podkopały moją życzliwość dla niego. Chodziliśmy całymi godzinami. choć nie czułem też. że to absurdalne. – To. Byłem szczerze przekonany. ogromna wrona. że nie lubię złościć ludzi i że lepiej będzie. Nie zerwał ani nie pokazał mi żadnej rośliny. i to była wrona – nalegałem. mówiąc. więc zagiąłem palce tak. ale trochę uśpione. Twierdził. pragnienie zniknie. bo on chyba nie ma nastroju do przebywania w czyimś towarzystwie. muszę mieć lekko zgięte palce dłoni. Ściął kilka liści z niepozornego. Nie spojrzał nawet na torbę zakupów. Uściślił poprzednie stwierdzenie. lecz don Juan powstrzymał mnie. Jeśli trzeba coś przenieść. Nie byłem w nastroju do śmiechu i zdaje się. Z jednej strony nie chciałem zaakceptować tego. Dał mi trochę. że czekał na mnie. Chodzi o to. Poprosiłem go o wyjaśnienie. Nie miałem zbyt wiele sympatii dla tego dziwnego. że to rozbawiło go jeszcze bardziej. – Podchodzisz do siebie zbyt poważnie. Wydawało się. że zawsze miał trafne spostrzeżenia i był autentyczny. by mi bardzo dokuczało. Odrzucenie poczucia w łasnej ważności Miałem okazję przedyskutować swoje dwie wizyty u don Juana z przyjacielem. don Juan zabrał mnie na przechadzkę po pustynnym chaparralu. bo zaczął tłumaczyć. można dzięki temu zwiększyć swoją wytrzymałość i pogłębić świadomość. . o czym mówi. W odpowiedzi na to wzrósł mój niepokój i zakłopotanie.3. to nie była tylko wrona! – wykrzyknął. że to dobra okazja do śmiechu. Zaśmiał się hałaśliwie. chociaż sam śmiał się z ekspresu do kawy. gdyż jest głupawe. don Juan mocno potrząsnął moim ramieniem i uciszył mnie. starego piernika". co pozwoli mi utrzymać uwagę na ścieżce i jej otoczeniu. Uznał. mówiąc. Moja świadomość w żaden sposób się nie zmieniła. że są wspaniałe i jeśli będę je żuł powoli. Szczegółowo opowiedziałem mu o całej naszej rozmowie. zanim podejmę jakąś decyzję. że stary Indianin był po prostu świrem. że lepiej wypić tylko mały łyk. głupcze – warknął. Środa. a moje ciało niczego nie zauważa. że moje ciało nie jest naprawdę głupie. twierdząc. Powiedziałem. który uważał. marnowałem tylko czas. że czyta w moich myślach. Jego gburowatość była nie na miejscu.

Traktują to poważnie. – To. nie było potwierdzeniem od świata – powiedział. ponieważ nie potraktowałem jej poważnie. Uważasz. dopóki nie załatwi wszystkiego. Pomyślałem. aby wszystko zostawić. Cóż za nonsens! Jesteś słaby i zarozumiały! Próbowałem protestować. że zacząłem się śmiać.– A czy ty nie robisz tego samego? – wtrąciłem. Jesteś tak diabelnie ważny. że dalej droczy się ze mną. ale on był nieustępliwy. Moje zaniepokojenie wciąż wzrastało. Ale on znowu wywiódł mnie w pole. Później powtórzył. ale i przeraziło. – Latające albo kraczące wrony nigdy nie są potwierdzeniem. Wstałem i powiedziałem. śmiejesz się z głupiej piosenki – powiedział. jakby dla odświeżenia mojej pamięci. jaką sobie przypisywałem. Pomyślałem. Popatrzył na mnie przenikliwie. Przedłużając niektóre sylaby i skracając inne. Wyraźnie naśladował pewnego popularnego piosenkarza. musiałem zostać z nim. przy czym lekko i rytmicznie potrząsał głową. ustalając reguły swojej dziwnej gry i dlatego jemu było do śmiechu. że chcę wrócić do jego domu. wszystko to. Były one oczywiście prawdziwe i to nie tylko mnie rozzłościło. co wcześniej powiedział na temat nauki o roślinach. – Masz humory jak stara baba. które człowieka o zdrowych zmysłach gówno obchodzą. denerwować się na wszystko. musi się porzucić powiedział dramatycznym tonem. ponieważ muszę jechać do Los Angeles. Odwrócił się do mnie i spojrzał z . To był omen! – Omen? Jaki? – Bardzo ważna. Don Juan zaczął śpiewać idiotyczną meksykańską piosenkę. że znalazłem się w bardzo niekorzystnej sytuacji. Do Juan nie był wcale rozgniewany ani obrażony. Miałem poczucie. – Siadaj! – powiedział rozkazująco. Była tak zabawna. ponieważ jeszcze nie skończyliśmy. Pomyślałem sobie. – Nie traktujesz siebie poważnie. Don Juan nie zamierzał wrócić do domu. Zdecydowanie nie miałem ochoty na dyskusję. że rozmyślnie mnie poniża. że stać cię na to. Zadziwiła mnie pewność jego stwierdzeń. – Traktujesz siebie zbyt poważnie – powiedział powoli – – Wydajesz się sobie tak cholernie ważny. Było oczywiste. a ja. że jeśli naprawdę chcę się o nich uczyć. Musisz to zmienić! Jesteś tak diabelnie ważny. nie znając drogi. – Ale człowiek. zrobił parodię tego utworu. a mnie nie. Odparł. aby dalej robić notatki. muszę w dużym stopniu zmienić swoje zachowanie. iż możesz sobie pozwolić. który śpiewa w ten sposób i ci. Znowu wzrósł mój niepokój i powiedziałem mu wszystko. Wydawał się niezwykle czujny. Spojrzał na mnie jaśniejącymi oczyma i wybuchnął donośnym śmiechem. Odczułem wielką niechęć do niego. że śmiałem się z wrony. że złoszczenie się na mnie byłoby ostatnią rzeczą. tak samo jak piosenki. Zaśmiał się i to wywołało jeszcze większe moje męczarnie i frustrację. coś podobnego do wąchania powietrza. jaką mógłby zrobić. że mam już powyżej uszu tej pracy w terenie. aby powiedzieć mi. tak że musiałem się zdobyć na wielki wysiłek. co go słuchają. kiedy się na mnie złościsz? Odpowiedział. że specjalnie podał ten przykład. że czujesz. że przez to okazujesz swój charakter. co widziałeś. Stwierdziłem wówczas. dotycząca ciebie wskazówka – odparł tajemniczo. którą oprócz osobistej historii. wcale się nie śmieją. Zwrócił mi uwagę na to. Wyraźnie podkreślił. że byłem jak ten piosenkarz i ludzie lubiący jego zarozumiałe piosenki i ze śmiertelną powagą zajmujący się jakimiś bzdurami. że jest z niego wyjątkowo nadęty typek. – Widzisz. – Przekonanie o własnej ważności jest kolejną rzeczą. kiedy coś nie jest po twojej myśli. – Co przez to rozumiesz? – zapytałem. Nie możesz teraz odejść. że w ciągu swojego życia nigdy niczego nie skończyłem z powodu nadmiernego poczucia ważności. – A to jest potwierdzenie! – wykrzyknął. W tym momencie wiatr przywiał do naszych stóp suchą gałąź. Stary Indianin wykonał dziwny i gwałtowny ruch. co o nim myślę.

co mówi. – Mam zamiar pogadać z moim małym przyjacielem. – Powiedz jej. i nawet nie wiem dlaczego. Kamień odpadł od skały i głośno uderzył o ziemię. ale później przeszedł na hiszpański. że człowiek. że już więcej nie będziesz się czuł taki ważny. Byłem przekonany. ponieważ przynajmniej bytem w stanie zapanować nad swoim gniewem. Don Juan klepnął mnie po plecach i powiedział. Nawet spróbowałem przemawiać do roślin. – Jeśli kiedykolwiek przyjdziesz na tę pustynię – powiedział – omijaj z daleka skaliste wzgórze. Wyjaśnił mi. – Przemawiaj dopóki nie stracisz poczucia swojej ważności. W końcu zatrzymał się przy skalistym wzgórzu i usiedliśmy w cieniu krzewu. Omiótł mnie wzrokiem z góry na dół. jakby szukając czegoś szczególnego. jak mi się wydawało. odpowiednio długo. – Nie rozumiem. jak mogłem się na niego tak rozzłościć. ważne jest jedynie uczucie sympatii i traktowanie jej jak równej sobie. Don Juan zaśmiał się i wskazał palcem w kierunku. tym tutaj – dodał. ani one nie są więcej lub mniej ważne. Na początku nie rozumiałem. ale poprawił mi nastrój. kiedy po kłótni zaczęliśmy biec. – badawczo przypatrywał mi się przez chwilę. dokąd mi kazał. że nie mówiłem do roślin. – Niełatwo ujawnia swoje tajemnice. Jak długo będziesz uważał. Rób to tak długo. Don Juan podniósł dłoń do prawego ucha i uśmiechnął się. aby ci odpowiedziały. wziąwszy wszystko razem. czy też są tylko zwykłym nonsensem. że je zrywa i przekonać o tym. Nie byłem jednak zły. Nie byłem teraz nawet w stanie pojąć. – Od teraz zacznij przemawiać do roślin – powiedział. Idź teraz na tamte wzgórza i wypraktykuj to sam. – Tak więc. rośliny i my jesteśmy sobie równi – stwierdził. – Ani my. Zapytałem go. – Świat wokół nas jest bardzo dziwny – stwierdził. Przez chwilę mamrotał jakieś nonsensy. wróciłem do don Juana. widzisz tylko siebie. aż będziesz w stanie dokonać ego na oczach innych. – Nie! – odparł. Teraz poczułem się prawie szczęśliwy. Utrzymywał bardzo szybkie tempo przez prawie godzinę. – To był omen – powiedział. Prawie biegł. Kiedy odczekałem już. – Przedtem byłem wściekły. Zaśmiałem się. Były one wyzywające i nie byłem w stanie się przekonać. że jesteś najważniejszy na świecie. Potem nagle wstał i zaczął szybko iść.zakłopotaniem i zaciekawieniem. czy jestem gotów porozmawiać o poczuciu własnej ważności. aby to wyjaśniać – powiedział. byłem na niego wściekły. że klęknąłem przed nią. śmiejąc się do siebie z jego ekscentryczności. w myśli. ale uczucie niedorzeczności tego działania przytłoczyło mnie. wskazując niepozorną roślinkę. Uklęknął przed nią i zaczął ją głaskać i przemawiać do niej. Jesteś jak koń z klapkami na oczach. a przedtem. Poszedłem za nim. . – Teraz zajmujemy się utratą poczucia własnej ważności. Czułem się śmieszny i zachichotałem. za każdym razem musi przeprosić je za to. że wszystko jest w porządku. Zaśmiał się i poklepał mnie po głowie. Wtedy zapytał mnie. Chodź. Lubiłem jego tajemnicze stwierdzenia. przemów do małej roślinki – nalegał. W jakiś dziwny sposób zmieniłem się. oddzielonego od reszty. – Musisz do nich przemawiać głośno i wyraźnie. czy posiadają ukryte znaczenie. Marsz wyczerpał mnie całkowicie. a teraz nie jestem. W oddali słychać było krakanie wrony. Unikaj go jak zarazy. co mówisz do rośliny – powiedział. który zbiera rośliny. – A to było potwierdzenie – dodał. Posunąłem się do tego. – Możesz nawet sam wymyślać słowa. że pewnego dnia jego własne ciało będzie im służyć za pożywienie. ale nie mogłem zmusić się. przy którym zatrzymaliśmy się dzisiaj. Poszedłem tam. czy mogę mówić do roślin po cichu. – Dlaczego? O co tu chodzi? – Teraz nie czas. jeśli chcesz. skąd dobiegł dźwięk. po czym podniósł się. – To bardzo dziwne – odezwałem się – ale teraz czuję się naprawdę dobrze. – Nieważne. tak długo nie będziesz w stanie naprawdę docenić świata wokół siebie. aby do niej przemówić. że on wie. co się ze mną dzieje – powiedziałem.

muszę obserwować. – Ta mała roślinka powiedziała mi. że oszalał. – Oj! – wykrzyknął. – Twoja bystrość czyni cię głupszym. że znajdziemy rośliny. czy to też powiedziała mu roślina. Pokręcił głową. a także że w pobliżu rośnie ich więcej. wyginając się i gestykulując. Śmiałem się z jego komedianctwa. idąc bez celu z dziwnym. Zacząłem mówić i bez przerwy dopytywałem się. To stwierdzenie wprawiło mnie w zakłopotanie. Pokazał mi. Rozkazującym tonem powiedział mi. Jak to możliwe. przestraszył mnie. Szybko pochyliłem się nad roślinami i głośno powiedziałem: – Dziękuję wam. że powinienem przyjrzeć się tej roślinie. iż rośnie ich trochę w miejscu. abym przekazał ci. – Powiedziała mi. powiedział mi od niechcenia. Zatrzymał się i przyglądał mi się z niedowierzaniem. starym Indianinem. jakby chciał mi dać wystarczająco dużo czasu na jego zrozumienie. gdzie na tym terenie rosną jadalne i lecznicze zioła. abym podziękował roślinom. Uśmiechnął się dobrotliwie i wypowiedział jedno ze swoich tajemniczych stwierdzeń. w jaki popatrzył na mnie. czy pokaże mi pejotl. co robi i naśladować go albo mogę w ogóle nie przychodzić. co wiedziałem przez całe życie? Następnie zaczął mi wyjaśniać. żeby mi o tym powiedział. w przeciwnym wypadku może nas nie wypuścić. Poczułem uniesienie. Sprawdził. że kiedykolwiek będę z nim szedł. kiedy to mówił. Kiedy szliśmy w kierunku tego miejsca. powinniśmy jej podziękować. jak i lekarstwem. Faktycznie. aby taki stary człowiek potrafił chodzić lepiej niż ja? Jestem atletycznie zbudowany i wydawało mi się. że nadaje się do jedzenia – zwrócił się do mnie. aż go dogonię. które wskazał. ponieważ jest ona zarówno pożywieniem. ale nie powiedział ani słowa. W pewnym momencie zostałem z tyłu i don Juan musiał zaczekać na mnie. śmiejąc się. Miałem zamiar się pośmiać. od czasu do czasu czułem. Zgiąłem palce i co najdziwniejsze. niż myślałem! Jakże ta mała roślinka może powiedzieć mi to. Spojrzał na mnie. Pomyślałem sobie. . Chciał. – Chodźmy sprawdzić. Szliśmy jeszcze przez godzinę. – Świat wokół nas jest tajemnicą.Nie spojrzał na mnie. Czułem się aż do bólu zażenowany i nie byłem w stanie zmusić się do tego. Powtórzył je trzy lub cztery razy. – Nie mogę czekać na ciebie jak na dziecko – powiedział karcąco. Byłem szczęśliwy. – Obserwuj mnie dokładnie – powiedział. że jestem silny. Zapytałem go półżartem. Don Juan zaczął się śmiać łagodnie. Sposób. że zna różne właściwości tej specyficznej rośliny i że roślinka powiedziała mu tylko. mówił i śmiał się. ale don Juan nie dał mi na to czasu. Uklęknął przed roślinką i przez kilka minut. ponieważ był ekspertem w tej dziedzinie i wiedział. jak moje ręce ciągną mnie naprzód. abym usiadł obok niego. a potem wstał z klęczek. a jednak to on musiał czekać na mnie. bez żadnego wysiłku udało mi się utrzymać jego szybkie tempo. Kiedy dotarliśmy do wzgórza. – Don Juan wskazał na miejsce na zboczu oddalone od nas o około dwieście metrów. że ich wiązka może utrzymać człowieka w dobrym zdrowiu. j że nie ma nic przeciwko temu. A człowiek nie jest lepszy od czegokolwiek innego. czy mam zagięte palce – Nie miałem. zauważyłem duży plac porośnięty tymi roślinami. – Będę rozmawiał z moim małym przyjacielem. Byłem pewny. a później zwróciliśmy w stronę domu. Jeśli mała roślina jest dla nas hojna.

Zaproponowałem mu zapłatę za jego czas i fatygę. – Jeden z nas musi się zmienić – powiedział. Nagle wstał. jakbym był szalony. Wydawało mi się. – To właśnie o tym myślę – odparł i ku memu najwyższemu zdumieniu zaśmiał się histerycznie. Już kilkakrotnie w rozmowie wspominałem mu o tym i za każdym razem tylko marszczył brwi i kiwał głową. bo powiedział. Znowu miałem wątpliwości i odczuwałem lęk. dopóki nie będzie mi to przychodzić w naturalny sposób. o co bym tylko chciał. kiedy musiałem skonfrontować się z jego dziwnym zachowaniem. Wydmuchując z wielką siłą strumień powietrza. Miałem koncepcję. że nagle podjął decyzję. że powinienem być świadomy bezużyteczności poczucia własnej wartości i posiadania osobistej historii. ponieważ są za słabi. wpatrując się w ziemię. Jego niezwykłe żądania były dla mnie do zniesienia i jeszcze raz powiedziałem mu. że don Juan jest człowiekiem. który nas sobie przedstawił. że nie powinienem próbować mówić do roślin. Przyjrzał mi się badawczo i zaczął się śmiać. Jednak don Juan był marnym. jakiego doświadczyłem przedtem. Śmierć jest doradcą Środa. – Wtedy obydwaj czulibyśmy się lepiej. – Co próbujesz osiągnąć? Wyjaśniłem mu. był szalony. a później nagle podniósł głowę i spojrzał na mnie. Stało się dla mnie zrozumiałe. Ale gdy uświadomiłem sobie. – Twoich przyjaciół. Don Juan był ekscentrycznym. Czułem się skrępowany i przestraszony. że starzy ludzie najlepiej się do tego nadają. ani przeczący ruch. że lubię z nim przebywać. Koncepcja dotycząca poczucia swojej ważności jako przeszkody rzeczywiście zrobiła na mnie duże wrażenie. Don Juan nie odpowiedział. Jednak nie miałem żadnego problemu z przekonaniem siebie. Prawie niedostrzegalnym ruchem głowy zaprosił mnie do pójścia za sobą. to jednak. że ze względu na podeszły wiek stanie się dla mnie doskonałym informatorem. tylko tak samo jak poprzednio popatrzył na mnie. miał rację. – I ty wiesz kto. Mój przyjaciel. że ponieważ jesteśmy tak różni. dlatego prosiłem go. z którym niełatwo sobie poradzić. starym Indianinem i chociaż nie chodził cały czas pijany jak powiedział mi przyjaciel. ale nie chcesz nic zrobić powiedział oskarżająco. nie sądzę. na pustynię porośniętą chaparralem. Mógłbym cię wtedy pytać o wszystko.4. Kiedy szliśmy. wciąż powtarzał. 25 stycznia 1961 – Czy nauczysz mnie kiedyś o pejotlu? – zapytałem. a jego naleganie idiotyczne. że jest szalony. Pomimo swego wieku był porywczy i niewiarygodnie silny. zaczynałem się bać i chciałem uciekać. co gorsze. chciałem usiąść. Nie mogłem sobie z nim poradzić i wydawał mi się niebezpieczny. Co o tym myślisz? Popatrzył na mnie pogardliwie i ustami wydał obsceniczny dźwięk. ale raczej wyraz rozpaczy i niedowierzania. ponieważ pracowałbyś dla mnie i brał za to zapłatę. Po długiej przechadzce nareszcie zatrzymaliśmy się. czy aby nie jestem trochę stuknięty. aby odpocząć ale don Juan kazał mi pójść jakieś dwadzieścia jardów dalej i przemówić głośno i wyraźnie do kępki roślin. Skierowaliśmy się na południe. których znasz od dłuższego czasu. Na mojej twarzy musiało się malować zdziwienie. Ale wszystko to z mojej strony było tylko jakby intelektualnym ćwiczeniem. że powinienem jeszcze raz go odwiedzić. że potrzebuję wiarygodnych informacji na temat własności roślin. Siedzieliśmy na ziemi przed jego domem. Nie był to ani potwierdzający. wprowadził w wibrację język i dolną wargę. odwracając się nagle do mnie. – Powinieneś wziąć te pieniądze – powiedziałem. Pomyślałem. aby został moim informatorem. tych. Jego jedyny komentarz stanowiło stwierdzenie. abyśmy mogli się przyjaźnić. musisz szybko opuścić – oznajmił. ale nic nie powiedziałem. Wydawało mi się. . że moje poczucie własnej ważności jest ogromne. Zaczął nucić ludową meksykańską piosenkę. że już go pokonałem. Zdawało mi się. Powiedziałem. – Chcesz się uczyć o nich. do mojego umysłu wkradła się wątpliwość. że nie potrafię przemawiać do roślin. aby robić cokolwiek innego oprócz mówienia. ponieważ uważam to za śmieszne. Natomiast w chwili.

nie miałem powodu. która dręczyła mnie latami. Kazał mi znowu patrzeć na siebie i opowiadać o bardzo śmiesznym ptaku. Wywołało to jeszcze jeden atak jego śmiechu. nie mogłem oderwać od niego spojrzenia. a sposób. by zwrócić na nią baczniejszą uwagę. Powiedziałem mu. którą uświadomiły mi jego oczy. że stary człowiek prowokuje mnie za każdym razem. że mogłem sobie to przypomnieć. Zaprotestowałem. – Co cię tak rozzłościło? – zapytał z nutą prawdziwej troski w głosie. Klepnął się po udach i wrzasnął. że jestem raczej sympatyczny i niefrasobliwy. Don Juan jednak nie dał za wygraną. Tej zamianie słów towarzyszyła także zmiana . że widzę głowę sokoła zamiast jego. Bardzo podekscytowany powiedziałem mu. Uświadomiłem sobie wtedy. Dalej wpatrywał się we mnie. Orzekł. – Polowałem na sokoły – powiedziałem. czy nie przypomina mi ptaka. czego stałem się świadomy pod wpływem jego wejrzenia. o którym mówił. Nie wiedziałem. że gwałtowny ze mnie facet. Były dzikie. było jednak tajemnicze i nieprzyjemne. był bardzo nieprzyjemny. Strzelanie do nich było więc praktyczne i właściwe. że jest absurdalnym gościem. że już kiedyś widziałem ten wzrok. że nic. Było to tak dawno. Zamiast rozzłościć się. ale nie byłem pewny. że aż dziwne. aby udawać. Usiłowałem go przekonać. Nie kształt ich czy głowy. Odparłem. ale ku mojemu największemu zdumieniu. że to jego wina. – Tak – powiedział łagodnie – ptaka. że najważniejsze jest. Znowu zawiesił na mnie swoje spojrzenie i kazał mi sobie przypomnieć. Poprosił mnie. byłem w tym dobry. że wie o moim polowaniu na sokoły. w jaki na mnie patrzył. Wpatrywałem się w nie przez moment i nagle doznałem olśnienia. polowałem na te ptaki i według opinii mojego dziadka. jakby ujeżdżał dzikiego konia. abym spojrzał mu w oczy i opowiedział o dziwnym sokole. Miał on farmę leghornów i sokoły stanowiły poważne zagrożenie dla jego kurcząt. aby się na niego złościć. Znałem spojrzenie oczu sokoła. Później spoważniał i powiedział. ale zimna dzikość spojrzenia przypominała mi oczy sokoła. którego mi przypominał. Zapytał mnie. Pomyślałem sobie. jakby był tego pewny. że na jego twarzy widziałem rysy sokoła. abym powiedział mu. Kiedy byłem chłopcem. Rzeczywiście. że mógłbym przysiąc. bardzo śmiesznego ptaka. Chciałem odwrócić wzrok lub przymknąć powieki. dlaczego powiedział. Zrobiłem przegląd swoich uczuć i reakcji. Później poczułem przymus zapytania go. – Ptaka?! – wykrzyknąłem. że się popisuje. a ja zbyt wzburzony. a teraz o dziwnym sokole. że wie. a mi się wydało. Powiedział z niezwykłym przekonaniem. Uznałem. ale on nalegał. żebym zwerbalizował to. – Spójrz mi w oczy – rozkazał. Zachichotał jak dziecko i odwrócił wzrok. że wie o moim polowaniu na sokoły. W tym momencie don Juan popatrzył na mnie z ukosa. znów zaczął komentować moje zachowanie. Przedtem mówił o bardzo śmiesznym ptaku. że coś mi one przypominają. Znowu zaczął nalegać. Musiał mieć tupet. Wydawało mi się. Wizja była zbyt ulotna. – Skąd bierze się ten gniew? – zapytał.Jego oczy były dzikie i płonęły. Odwzajemniłem mu się pełnym wyzwania spojrzeniem. co widziałem w jego oczach. ani pogardliwe. ponieważ swoimi niespodziewanymi słowami i zachowaniem wytrącił mnie z równowagi. – Wiem o tym – odparł don Juan. że nie ma o czym mówić. Aż do tego momentu nie pamiętałem dzikości ich oczu. Zaczął mnie sondować w niezwykły sposób. abym przestał z nim walczyć i przypomniał sobie tego śmiesznego ptaka. Powiedział to z takim przekonaniem. Zamiast odpowiedzieć. było moje zakłopotanie. Zawsze wydawało mi się. gdy tylko otworzy usta. gotów się wściec z powodu byle błahostki. że jedyną rzeczą. Jego spojrzenie nie wydawało się ani bardzo groźne. Sprzeciwiłem mu się i z lekceważeniem powiedziałem. że zacząłem się śmiać. uważając ten sąd za nieprawdziwy. zaczai się śmiać.

że wobec tego musi być albinosem. że widzi bardzo dziwnego sokoła. Był za szybki dla mnie. na którego polowałem? – zapytałem. kiedy byłem chłopcem? – Tak. aby mnie zachęcić. – Nie pamiętasz go? – zapytał. abym sobie przypomniał. Upierałem się. – Bo widzę. Patrzył na mnie pytająco. – Teraz patrz na mnie – nakazał. – Co usiłujesz ze mną zrobić? – Próbuję nakłonić cię do tego. Walcz ze swoim lenistwem i przypomnij sobie. że widzisz sokoła przed sobą w tej chwili. gdyby dziadek nie nakłonił mnie do rozpoczęcia polowania na niego. chwycił kurczaka i odleciał przez prześwit między dwoma gałęziami. Raz porzucił nawet zdobytego kurczaka. – A więc to się wydarzyło. Poczułem. co doprowadzało dziadka do wściekłości. Zmrużył oczy. Czułem. mieszkałem na farmie i polowałem na nie. Jedyną rzeczą. Biały sokół! Wszystko rozpoczęło się od wybuchu gniewu mojego dziadka podczas liczenia młodych kurcząt. – Upolowałem tak wiele ptaków – powiedziałem – że nie mogę sobie niczego o nich przypomnieć. Osobiście skrupulatnie zaplanował system czuwania i po kilka dniach ciągłych obserwacji w końcu zauważyliśmy Wielkiego. Powtórzył to stwierdzenie trzy razy» jakby rzeczywiście widział go przed sobą. Zapomniałbym szybko o nim. i nadmiernie dramatycznym głosem powiedział. aby polować na farmie dziadka.. że wobec tego nie powinienem mieć żadnych trudności w przypomnieniu sobie wszystkich śmiesznych ptaków. – Tak – odparł z zamkniętymi oczyma. aż stały się dwiema szparkami. ale odleciał. Przez chwilę faktycznie usiłowałem zrozumieć. . Ale nie mogłem. – Ten ptak jest sokołem. a także bardzo inteligentny. – Co jest takiego dziwnego w tym sokole? – chciałem wiedzieć. jak gdyby dawał mi ostatnią wskazówkę. że zna drogę. Znowu zacząłem się zastanawiać. aby zakończyć tę grę. Słyszałem zanikający dźwięk jego głosu. To wszystko wydarzyło się tak szybko. – W pewnym okresie widywałeś wiele ptaków. – Przestań ze mną walczyć. – Ale powiedziałeś. – To ty mi musisz powiedzieć – odparł. – powiedział. Jednak nic nie potrafiłem sobie przypomnieć. patrząc mi w oczy. na Boga? – Sokoła szybkiego jak światło – rzekł. – Ten ptak jest szczególny – odpowiedział prawie szeptem. o co mu chodzi i do czego zmierza. że to sokół. ale mnie się udało i wiedziałem. – Co. nie wrócił już nigdy. Bezustannie znikały. Uderzył zza drzew. Był bardzo szybki i wydawało się. o co mu chodzi. na które polowałem. jaką mogłem zrobić. – Kiedy byłem dzieckiem. – Czy mówisz o sokole. to przyłączyć się do niego. Rozpoczęliśmy kampanię przeciwko sokołowi albinosowi i dwa razy wydawało mi się. Nagle zrobiło mi się smutno. Całkowicie ogarnęły mnie zdumiewające wspomnienia. że nie mam szans.mojego nastroju.. więc nie mogę mu nic powiedzieć. Odpowiedział. że dziadek ledwie go zauważył. Nie przypominałem sobie niczego takiego. że już go mam. Powiedział. Ustrzeliłem ich setki. o czym mówi. białego ptaka odlatującego z młodym leghornem w szponach. jak zamiera mi serce. Czy się droczył ze mną? Czy mówił poważnie? Po długiej przerwie znowu zaczął nalegać. abyś sobie przypomniał. że nie mam pojęcia.

mięśnie brzucha zacisnęły się odruchowo. że nawet nie zauważyłem. że tam przypatruje mi się moja śmierć i że kiedy odwrócę się. Nie mogłem znieść jego dogmatycznych stwierdzeń dotyczących wydarzeń z mego życia. w pewnym momencie poczułem dreszcz wzdłuż kręgosłupa. gdy da mi znak. – Śmierć jest naszym wiecznym towarzyszem – powiedział don Juan zupełnie poważnie. i zasnąłem. jak coś mignęło nad kamieniem. W ciągu dwóch miesięcy dziwnej wojny przeciwko sokołowi albinosowi tylko jeden raz udało mi się podejść dość blisko. Jednak było to bardzo dziwne. Don Juan powiedział. Nigdy nie przywiązywałem żadnego znaczenia do mojej ostatniej przygody z sokołem albinosem. aż do dnia kiedy cię lęgnie. Jego słowa zmąciły do reszty mój spokój. co można zrobić. coś jak mlaśnięcie językiem. Obserwowała cię. Don Juan słuchał uważnie mojej opowieści o sokole albinosie. To był on. Musiałem usiąść pod wysokim eukaliptusowym drzewem. że go nie zastrzeliłem. Być może pod wpływem tego wyczekiwania albo samotności miejsca. kiedy czyhałeś na białego sokoła. Mrugnął znacząco. Godzinami cierpliwie czekałeś. na wyciągnięcie ramienia. to nie strzelać do niego. Nie popatrzyłem nawet. Leżałem na plecach. w którym znalazłem się wraz z ptakiem. Efekt był niszczycielski. Szepnęła ci do ucha i poczułeś jej dreszcz. powinienem się przesunąć. Zdenerwowało mnie to jego nawiedzone gadanie. Odwróciłem się i wydawało mi się. jak się nade mną pochylił. – Widziałem go – odparł. abym się odwrócił. kiedy skończyłem opowiadać. Nagły powiew wiatru zagłuszył hałas. Chciałem zaczekać aż ptak się odwróci albo spróbuje odlecieć. I tak też zrobiłem. Wtedy. Nauczyłem się jego zwyczajów i prawie intuicyjnie wyczuwałem trasę jego lotu. dopóki nie szepnął mi czegoś do ucha. tak samo jak dzisiaj. Widzę to. Nie czyniąc żadnego ruchu. niemalże zwymiotowałem. czy ptak odleciał. – Wiesz dużo o ptakach – powiedział. – Twoja śmierć przekazała ci małe ostrzeżenie – powiedział tajemniczo. Z początku nic nie zrozumiałem. Ona zawsze cię obserwuje. aby odpocząć. ale powtórzył. Obudził mnie nagły ptasi krzyk. – Gdzie? – Tutaj. Mogłem się pochwalić. – Zbyt dużo ich zabiłeś. Leżałem bez ruchu bardzo długo. . Jednak jego szybkość i niespodziewane pojawienia się zawsze zbijały mnie z tropu. – Ona zawsze przychodzi jako dreszcz. ale nigdy nie mogłem go dopaść. równocześnie wydając głęboki dźwięk. Dreszcz przebiegł mi przez całe ciało. Wiem o tym. a sokół był odwrócony do mnie tyłem. Ale albinos tkwił na gałęzi bez ruchu. że zobaczyłem. strzelanie do ptaków czy polowanie na zwierzęta było czymś oczywistym. – Skąd wiedziałeś o białym sokole? – zapytałem. Jednak musiałem oddać trudny strzał. wstrząsnął mną skurcz. że najlepszym wyjściem jest czekanie. co do których ja sam nie byłem pewny. Tropiłem go przez cały dzień i byłem zmęczony. Umiesz czekać. – Co to wszystko znaczy? – zapytałem. Aby przyjąć lepszą pozycję do strzału. ze najbardziej denerwuje mnie w nim jego pewność. Wyciągnął rękę i dotknął lekko mojego ramienia. ale na to sokół był za szybki. na której się wychowałem. że biały ptak jest omenem i jedyne. Nie byłem w nastroju do dyskusji. niby przypadkowo i spojrzał na głaz po mojej lewej stronie. Na farmie. bo wtedy łatwiej byłoby mi nie spudłować. podnosząc strzelbę. przed tobą. wstałem i odszedłem. Pomyślałem sobie. Po chwili doszedłem do siebie i wyjaśniłem sobie wrażenie migocącego cienia jako optyczną iluzję spowodowaną zbyt szyb-Kina obróceniem głowy.Przez dwa miesiące tropiłem sokoła albinosa po całej dolinie. Wcześniej zabiłem kilka tuzinów sokołów. Pomyślałem. który mimowolnie zrobiłem. Tak pochłonęło mnie uczucie zniechęcenia. będę mógł ją zobaczyć. – Zawsze przebywa po naszej lewej stronie. – O czym ty mówisz? – zapytałem nerwowo. nie wiem dlaczego. Powiedział. Pościg dobiegł końca. Powiedział. otworzyłem oczy i zobaczyłem białawego sokoła siedzącego na najwyższej gałęzi. że nie pozwalałem mu swobodnie Polować.

czy ma w tym jakiś cel. W obliczu śmierci moje lęki i irytacja stawały się nonsensowne. – Pozwól mi jeszcze raz zobaczyć moją śmierć. Zagrzmiał śmiechem. Uśmiechnął się i zaczął nucić meksykańską melodię. Odpowie ci. że śmierć nas tropi? – zapytał. Don Juan w jakiś sposób sprawił. Chciałem. że śmierć jest myśliwym i że zawsze przebywa po naszej lewej stronie. Przekazał mi prawie niewidzialny znak. głośności czy uczucia. nie miało to teraz znaczenia. – Co za gówno! – wykrzyknął. – Tak – powiedział łagodnie po długiej przerwie jeden z nas tutaj musi się zmienić. Nie wydawało mi się. tak samo jak ty byłeś po lewej stronie białego sokoła. Kiedykolwiek poczujesz. Twoja śmierć powie ci: "Jeszcze cię nie dotknęłam". wciąż się śmiejąc. Jedyną moją obronę stanowił przymus zapisywania wszystkiego. – Przechodzisz z jednej skrajności w drugą. Ogarnął mnie jakiś odmienny nastrój. prostą radość samego poruszania się. Bądź bardziej stały. Godzinami błąkaliśmy się po pustyni porośniętej chaparralem. że twój towarzysz cię obserwuje. Pochylił się nade mną i wyszeptał mi do ucha. – Teraz jesteś za dobry – powiedział. – Masz na myśli swoją śmierć. – Wobec tego pozwól mi przemówić do roślin – poprosiłem. W końcu dopiął swego. Jeden z nas musi się znowu nauczyć. Moje myśli biegły niepohamowanie. umiejącym cierpliwie czekać. – Nie teraz – powiedział. chodzenia bez celu. że zajmowanie się moją śmiercią jest dla mnie bezsensowne. ponieważ wywołuje we mnie tylko niepokój. a ty czujesz to zawsze. co mówił.– Jesteś chłopcem bawiącym się w tropienie. że był w pełni świadomy zmiany mojego nastawienia. że moja odpowiedź nie jest wcale potrzebna. Jego słowa posiadały dziwną moc wzbudzania we mnie nieuzasadnionego strachu. Don Juan zadał ogłuszający cios mojemu egoizmowi. Przez chwilę nie byłem zdolny do wypowiedzenia tego na głos. znów będę mógł zobaczyć na skale swoją śmierć. Jeden z nas musi zapytać ją o radę i porzucić przeklętą małostkowość. obrócę się w lewo. nowym elementem był mój nastrój. Po-zbędziesz się małostkowości. że mu wierzę i dlatego nie musi przedstawiać mi dalszych dowodów. Bardzo dobrze wiesz. że czeka na moją odpowiedź. na jego sygnał. że odnalazłem stare uczucie. czy to prawda. ale nie ośmieliłem się spojrzeć. jakby śmierć nie miała ich nigdy dosięgnąć. że jeśli nagle. – Zesztywniałeś. że temat naszej śmierci nigdy nie jest omówiony w wystarczającym stopniu. dopóki nie zechcesz poznać ich . – Przepraszam? Don Juan zaczął się śmiać i z jakiegoś nieznanego powodu jego śmiech nie był już obraźliwy i podstępny tak jak w przeszłości. którą we mnie wywoływał. Pokiwał głową i wydawało się. była potworna. W świetle mojej śmierci małostkowa irytacja. Powiedziałem. że znajduje się po naszej lewej stronie. co widziałem nad głazem. Odpowiedział. żeby się zmienił pod względem wysokości. Siedzieliśmy w ciszy dłużej niż godzinę. Wydawało mi się. I to szybko. że naprawdę nic się nie liczy poza jej dotknięciem. tak jak czeka śmierć. że nie masz racji. przecież i tak jestem już przerażony. Nie miałem żadnej. że wszystko idzie źle i się rozpada. Oznajmiłem. aby pozwolił mi uchwycić spojrzeniem to. – Jak można czuć się tak ważnym. jakiego posiadamy. tak? – odparł z odcieniem ironii. – Pozwól mi jeszcze raz zobaczyć ten cień – powiedziałem. kiedy wiemy. która właściwa jest ludziom żyjącym tak. Zagrzmiał jednym ze swoich głębokich śmiechów. po czym zaczęliśmy znowu iść. W każdym razie nic nie powiedziałem. – Śmierć to jedyny mądry doradca. kiedy wykona dla ciebie gest albo gdy zobaczysz ją przez mgnienie oka. – Tak – wydusiłem z siebie w końcu. Nie ma potrzeby mówić do roślin. Nie pytałem go. Czułem. zwróć się do swojej śmierci i zapytaj. – Kiedy jesteś niecierpliwy – kontynuował – powinieneś odwrócić się w lewo i zapytać śmierć o radę. czy też jedynie poczujesz.

Tak więc. oszczędzaj dobre chęci. . Nie ma teraz także potrzeby widzenia śmierci. a do tego potrzeba ci bardziej trwałej motywacji. że czujesz jej obecność. Wystarczy.tajemnic.

To zachowanie zaszokowało mnie. aż łzy zaczęły mu spływać po policzkach. co miało dla mnie wartość transcendentalną. . w niedzielę. że kiedyś. ale nie odpowiedział. wtedy. śmiejąc się. do usług – powiedział z przesadną grzecznością. aż się cofnąłem. a on tak po indiańsku nieokrzesany. Wiedziałem. gdy wynosiłem pakunki zjedzeniem. w którym wcale nie chciałem się znaleźć. co poczułem. Wtedy zadałem następne palące pytanie: – Co mi zrobiłeś. jakby wewnątrz mnie eksplodowała jakaś bomba zegarowa i nagle przypomniałem sobie coś. które wtedy na mnie skierował. – Skąd to wiesz? – Jestem starym człowiekiem. 9 kwietnia. Poczułem. Chyba odkrył mój nastrój. prawdopodobnie wybadać moje poczucie własnej ważności. Przez trzy miesiące faktycznie myślałem tylko o tym. 11 kwietnia 1961 Przyjechałem do domu don Juana wczesnym rankiem. – Dla ciebie jestem Juan Matus. Wyglądał na zdziwionego. jakby rzeczywiście coś pieścił. a z wiekiem można nauczyć się wszystkiego. Popatrzył na mnie i zaśmiał się łagodnie. że znowu próbuje wyprowadzić mnie z równowagi i zapędzić w ślepy zaułek. że jesteś dziwny. bo nagle przestał się śmiać. – Ona jest zawsze z nami. kiedy tak wejrzał na mnie i jak z tego powodu oniemiałem. że cię znowu widzę. Niezwykle szeroko otworzył oczy i zaczął mrugać jak ptak. – Znam wielu starych ludzi. że wiem wiele różnych rzeczy. co tutaj robię. Znowu poczułem przypływ niechęci w stosunku do niego. powiedzmy. skoro ja sam o nim zapomniałem? Don Juan uśmiechnął się. zadałem mu pytanie. w co mnie wciąga. Don Juan śmiał się. Podeszliśmy do domu i usiedliśmy przed drzwiami. Skąd o nim wiedział. ale wzrok don Juana był niezmiennie skupiony. Wyciągnął lewe ramię i poruszył palcami. kiedy się poznaliśmy? Miałem na myśli jego spojrzenie. Ale ty jesteś po prostu drętwy. napełniało mnie dziwną. Zamiast niej poczułem podziw dla niego. Zanim don Juan zdążył cokolwiek powiedzieć. – Kim ty naprawdę jesteś? – zapytałem. spokojną radością mogącą rozproszyć zdenerwowanie i niechęć do don Juana. Pomyślałem. Opisałem mu. pierwszego dnia. – Dzień dobry. Wspomnienie tego. że jestem poważny i dobrze wychowany. Zaśmiałem się. ale żaden z nich się tego nie nauczył.5. które przez cały czas mnie nurtowało. Stary diabeł znowu chciał mnie sprowokować. byłem bardzo cierpliwy i bardzo sprawny. które przywiozłem dla niego. Podszedł do mojego samochodu i trzymał otwarte drzwi. don Juanie – powiedziałem. – Pewnie – powiedział. spuszczając powieki jak zasłonę. – Cieszę się. ale teraz nic mi to nie przeszkadzało. chcąc w ten sposób wrócić do tematu. to wszystko. Opadały i podnosiły się. – To nie było nic wielkiego – stwierdził. że raz byłem niesłychanie cierpliwy. Miałem obsesję na punkcie sokoła albinosa. Zacząłem go prosić. jeden raz w życiu. a on zaśmiał się z dziecięcą beztroską. Teraz po raz pierwszy naprawdę byłem świadomy tego. – Ja? Nic. że śmierć siedzi tutaj razem ze mną. – odparł niewinnie. To było zupełnie tak. Przypomniałem sobie. Jak to zrobiłeś? – No więc. jak zwykle * Pełnym przekonaniem. – Czy możemy zobaczyć swoją śmierć? – zapytałem. – Każdy może ci powiedzieć. Podjęcie odpowiedzialności Wtorek. ponieważ nie mam osobistej historii i nie czuję się ważniejszy od niczego i dlatego.

nie miało Mc wspólnego z roślinami – zaprotestowałem. dlatego naprawdę nie masz czasu na zasrane myśli i humory. która się liczy. począwszy od tajemniczego spojrzenia. Niezależnie od tego. mój drogi. można ich żałować czy też w nie wątpić. w którym śmierć jest myśliwym. – To. Ty z kolei uważasz. co powiedzieć. czasu na żale czy wątpliwości. nie ma. że dyskusja z nim jest bezcelowa. – Spójrz na mnie. Najprostsza rzecz. aby wziął odpowiedzialność za swoje czyny. Dlaczego kłaniałeś? Powiedziałem. że nigdy się nie rozzłoszczę ani nie zdenerwuję na don Juana. że zirytował mnie. musi to kontynuować – powiedział – ale konieczne jest także. że jego wyjaśnienie wprawiło mnie w jeszcze większy niepokój. a decyzje nieśmiertelnego człowieka można odwoływać. Don Juan rozłożył słomianą matę i położył się na niej. co do tej pory powiedziałeś. działanie. i widziałem to. Zbadał mnie wzrokiem. Ale ty nie kłamałeś. że moim celem było znalezienie informatora potrzebnego do mojej pracy. którą powinienem zrobić. Chyba chciał Banie rozśmieszyć. żebym opowiedział ci o tym. co było złe w tobie. co robię. a nie mówienie. – Nie ma tu nic do zrozumienia – odparł. Kiedy byłem w domu. Odpowiedział. W końcu zdobyłem się na opinię brzmiącą zdecydowanie jak protest. dostałem kolejnego ataku złości. obiecałem sobie. jest działanie. to twoja niechęć do przyjmowania odpowiedzialności za to. co ci zrobiłem pierwszego dnia. Don Juan uśmiechnął się i zaczął nucić meksykańską melodię. wyjaśnienia wcale nie są konieczne. W moim pytaniu nie było żadnej wojowniczości. jaką robię. na przykład zabranie cię na pustynię. a później powinien dalej działać. jak idiotyczne było lekkomyślnie podjęte przeze mnie postanowienie. kiedy go spotkałem. – Oczywiście. Czy chcesz wiedzieć. Dlatego też nie mam czasu na wątpliwości czy wyrzuty sumienia. Odpowiedział. Nikt z nas nie ma na to czasu. Powiedziałem mu. co mi Się przydarzyło. które miały miejsce od czasu. musi przede wszystkim wiedzieć. że być może taki jest ideał tego. Może dosięgnąć cię w każdej chwili. jak powinno wyglądać nasze działanie. Przypomniałem mu serię niezwykłych zdarzeń. kiedy się spotkaliśmy? Widziałem cię. jakby dając mi czas na zrozumienie. że jest taki sposób – odparł z przekonaniem. że to kłamstwa. byłem tylko ciekawy. ale ja nie wiedziałem. kiedy cię widziałem i co jest także złe teraz. – To niemożliwe! – powiedziałem. – Prosiłeś. Ja nie mam żadnych wątpliwości ani wyrzutów sumienia. dlaczego dotknęło to właśnie mnie. Śmierć tropi mnie. Ułożył się wygodnie i wtedy powiedział mi. Zauważyłem cień sarkazmu w jego głosie. – Pomyśl teraz o swojej śmierci – powiedział nagle don Juan. Czasu wystarcza tylko na decyzje. wcale nie zmieszany. że mnie okłamujesz. Uświadomiłem sobie też. Jedyną rzeczą. jeżeli rzeczywiście chcę się nauczyć czegoś o roślinach. dlaczego to robi. – Znajduje się na wyciągnięcie ręki. . Poczułem. potrzeba dużo czasu. – Kiedy człowiek na coś się zdecyduje. byłeś świadomy. może oznaczać moją śmierć. że jest jeszcze jedna rzecz. to niech tak będzie. co robi. że myślisz. – Dlaczego zrobiłeś mi to wszystko? – zapytałem. co robisz – powiedział powoli. aż do cienia na kamieniu. Zapytał mnie dlaczego. ale jednak w praktyce nie ma sposobu. nie mając jednak żadnych wątpliwości ani wyrzutów sumienia co do swoich czynów. który według niego był moją śmiercią. Zrozumiałem. że aby się o nich czegoś nauczyć. w momencie kiedy dał mi nauczkę.Po długim wahaniu powiedziałem mu. podkładając pod głowę zawiniątko. Jednak w konkretnej sytuacji. że właśnie dlatego nie chce wyjaśniać swoich poczynań. nie całkiem. aby uniknąć wątpliwości i wyrzutów sumienia. W świecie. że jesteś nieśmiertelny. Odpowiedziałem. że w żaden sposób nie jestem w stanie się z nim porozumieć i to jeszcze bardziej mnie rozdrażniło. poprzez przypomnienie mi sokoła albinosa. – Ale wszystko. – Kiedy opowiadałeś mi wszystkie te bzdury na dworcu autobusowym. uzależnione jest od mojej decyzji i jestem za to odpowiedzialny. Wszystko. co wiem o roślinach – powiedział. Jeśli muszę umrzeć z powodu zabrania cię na przechadzkę. ponieważ poważnie próbowałem zrozumieć.

tak abyśmy mogli wszystko omówić. – Wobec tego. – Po co to wszystko robisz? – zapytałem. – Wydaje ci się. Prawie natychmiast po przyjeździe na farmę ojciec upierał się. jak chłopcy powinni ćwiczyć swoje ciała poprzez ciężką pracę i współzawodnictwo w zawodach atletycznych.. – Czy był małostkowy? – Nie. Pomyślałem o ojcu. Opowiedziałem mu historię mojego ojca. byłoby realne postanowienie? – zapytał don Juan z nieśmiałym uśmiechem. postanowień. odmawiając nastawienia budzika. A ja zrobiłem się okropnie smutny. których nigdy nie urzeczywistnił. ale być może uda mu się to zrobić o trzeciej po południu. aż do czasu. W porządku? Nie więcej niż na pięć! Tylko rozciągnę sobie mięśnie i dobrze się przebudzę". Moje rozdrażnienie zniknęło. Opowiedziałem don Juanowi o jednym z aspektów zachowania mojego ojca. on miał tylko dwadzieścia siedem. że aż podskoczyłem. Wtedy zasypiał i spał aż do dziesiątej. Prawie krzyczałem. Podczas niego planował. w oczywisty sposób nierealnych. – On nie chciał pływać o trzeciej po południu. Posłuchaj. ten świat jest nierealny. Powtarzał ten rytuał każdego ranka. a czasami nawet do południa. Zapamiętałem nawet monolog. – Mój ojciec powinien powiedzieć sobie. ale on mi przerwał. że był słaby. Czy tego nie widzisz? – powiedział don Juan. Wieczorem nastawiał budzik na piątą trzydzieści. na której mieszkałem. położę się jeszcze tylko na pięć minut. to wszystko. Był młodym człowiekiem. ale pohamowałem się i uciszyłem. że codziennie o szóstej rano będziemy chodzić pływać.. Powiedziałem don Juanowi. Myślenie o ojcu zawsze wprawiało mnie w przygnębienie. tak samo jak świat jego idei. aby spędzić ze mną przynajmniej miesiąc na farmie moich dziadków. Powiedziałem mu. Wydawało mi się. że byłeś silniejszy. co mógł? – Tak. aby wziąć mnie na długi spacer. prawda? – zapytał niedbale. – To nie były nierealne postanowienia – powiedział don Juan. który dawał °U nie kończące się wykłady na temat cudów zdrowego ducha w zdrowym ciele i o tym. że według ronię. – W każdym razie – powiedziałem – zawsze jestem czuły na takie nonsensowne pomysły. Kiedy budzik rano dzwonił. że nie jest w stanie iść pływać o szóstej rano. który zawdzięczałem ojcu.Z pełnym przekonaniem argumentowałem. Jego słowa podziałały na mnie tak. – On po prostu nie wiedział. Trochę dzisiaj pochmurnie. że nie chciał porzucić swoich. W lecie za zasadę przyjął wyjazd z miasta. ponieważ równo o szóstej musieliśmy być już w wodzie. abyśmy mieli wystarczająco dużo czasu. że nawet odkryłem nutę smutku W jego głosie. – Czy był dla ciebie zły? – zapytał. że mój ojciec był słaby. wyskakiwał z łóżka. Przytaknąłem i zacząłem mu opowiadać o emocjonalnym chaosie. który według mnie odpowiadał dyskutowanej przez nas sytuacji. – Przecież Dęliśmy rozmawiać o roślinach. podchodził do okna i wyglądał na zewnątrz. Poczułem się trochę absurdalnie z powodu tego przepytywania. ponieważ został arbitralnie stworzony przez przyjęcie wyidealizowanej formy zachowania i uznanie jej za obowiązującą. – Nie. – Czy robił dla ciebie wszystko. – Wobec tego jakie. Dla mnie był to piekielny okres. jak ma wstać z łóżka. że najbardziej denerwowało mnie to. co w nim było złego? Znowu zacząłem krzyczeć. Siedzieliśmy w ciszy przez długi czas. Powoli i rytmicznie kiwał głową. kiedy ostatecznie uraziłem jego uczucia. gdzie uczył w szkole. Don Juan nie powiedział ani słowa. – Twoje postanowienia ranią ducha – odparł don Juan całkiem poważnie. według ciebie. kiedy miałem osiem lat. – Byłem . oczywiście biorąc w obronę mojego ojca. zakładał okulary. który wtedy wygłaszał: “Och.

bardziej zirytowany i przygnębiony niż kiedykolwiek. Powiedziałem mu, że nie ma w tym żadnego interesu, ani najmniejszych kwalifikacji do tego, żeby osądzać moje zachowanie, ale on na to wybuchnął gromkim śmiechem. – Kiedy się złościsz, zawsze uważasz, że masz rację, prawda? – powiedział i zamrugał jak ptak. Miał słuszność. Zawsze wydawało mi się, że mój gniew jest usprawiedliwiony. – Nie mówmy już o moim ojcu – zaproponowałem, udając dobry nastrój. – Pomówmy o roślinach. – Nie, pomówmy o twoim ojcu – upierał się. – Od tego dzisiaj zaczniemy. Jeśli myślisz, że byłeś o wiele silniejszy od niego, to dlaczego nie poszedłeś pływać o szóstej rano? Powiedziałem mu, że nie mogłem uwierzyć, że ojciec szczerze mnie o to prosi. Zawsze uważałem, że pływanie o szóstej rano to była jego prywatna sprawa, nie moja. – To była twoja sprawa od chwili, kiedy zaakceptowałeś ten pomysł – naskoczył na mnie don Juan. Powiedziałem, że nigdy nie zaakceptowałem tego pomysłu, zawsze wiedziałem, że ojciec nie jest szczery w stosunku do siebie. Don Juan zapytał mnie trzeźwo, dlaczego wtedy nie wyraziłem takiej opinii. – Takich rzeczy nie mówi się ojcu – powiedziałem, wiedząc, że to słaby argument. – Dlaczego? – Tak się nie robiło w moim domu, po prostu. – Robiłeś gorsze rzeczy w swoim domu – stwierdził jak sędzia. – Jedyną rzeczą, jakiej nigdy nie zrobiłeś, było rozświetlenie swojego ducha. Jego słowa miały niszczącą moc, odbiły się echem w mojej głowie. Don Juan przełamał wszystkie moje systemy obronne. Nie miałem żadnych argumentów. Próbowałem się ratować, robiąc notatki. Podjąłem się ostatniego, niezbyt przekonującego wyjaśnienia. Powiedziałem, że przez całe życie spotykałem ludzi pokroju ojca, którzy podobnie jak on zamykali mnie w swoich schematach, tak że przeważnie byłem na ich łasce. – Cały czas narzekasz – odparł łagodnie. – Narzekasz przez całe życie, ponieważ nie przyjmujesz odpowiedzialności za swoje decyzje. Jeśli przyjąłbyś odpowiedzialność za pomysł swojego ojca, aby pływać o szóstej rano, pływałbyś sam, jeśli byłoby trzeba albo powiedziałbyś mu, żeby poszedł do diabła, za pierwszym razem, gdy tylko przejrzałeś jego grę. Ale nie powiedziałeś nic. Dlatego byłeś tak słaby jak twój ojciec. Przyjęcie odpowiedzialności za własne decyzje oznacza gotowość poniesienia za nie śmierci. – Zaraz, zaraz – powiedziałem – wszystko przekręcasz. Nie pozwolił mi skończyć. Chciałem mu tylko powiedzieć, że wykorzystałem tutaj pomysły swojego ojca jedynie jako przykład działania pozbawionego realizmu. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach, nie miałby zamiaru umierać za taką idiotyczną sprawę. – Nieważne jest, czego dotyczy decyzja – powiedział. – Nic nie może być bardziej lub mniej istotne od czegokolwiek innego. Czy tego nie widzisz? W świecie, gdzie śmierć jest myśliwym, nie ma ani małych, ani wielkich decyzji. Są tylko decyzje, jakie podejmujemy w obliczu nieuchronnej śmierci. Nie miałem nic do powiedzenia. Minęła może godzina. Don Juan, chociaż nie spał, pozostawał na macie w całkowitym bezruchu. – Dlaczego mi to wszystko mówisz, don Juanie? – zapytałem. – Dlaczego właśnie mnie? – Przyszedłeś do mnie – powiedział. – Nie, było inaczej, zostałeś do mnie przyprowadzony. A ja chciałem uczynić coś dla ciebie. – Przepraszam? –– Mogłeś wykonać gest w stosunku do swego ojca, pływając zamiast niego, ale nie zrobiłeś tego, byłeś być może zbyt młody. Ja żyję dłużej niż ty. Nic nade mną nie ciąży. Nigdzie się nie śpieszę, więc mogę coś zrobić dla ciebie. Po południu poszliśmy na przechadzkę. Bez trudu dotrzymywałem mu kroku, ale znów zadziwiała mnie jego zdumiewająca wytrzymałość. Stawiał kroki tak lekko i pewnie, że ja w porównaniu z nim wyglądałem niezdarnie. Szliśmy na wschód. Zauważyłem, że nie lubi rozmawiać podczas marszu. Kiedy zaczynałem mówić do niego, zatrzymywał się, aby mi odpowiedzieć.

Po kilku godzinach zbliżyliśmy się do jakiegoś wzgórza. Don Juan usiadł i dał mi znak, abym zrobił to samo. Prześmiewczo dramatycznym tonem zapowiedział, że ma zamiar opowiedzieć mi pewną historię. Powiedział, że pewnego razu młody człowiek, pozbawiony środków do życia Indianin, żył w mieście pośród białych. Nie miał ani domu, ani rodziny, ani przyjaciół. Przybył do miasta w poszukiwaniu szczęścia, a znalazł tylko nędzę i ból. Od czasu do czasu, gdy pracował jak muł, udawało mu się zarobić kilka centów, wystarczających jedynie na odrobinę jedzenia. W przeciwnym wypadku musiałby żebrać albo kraść. Don Juan powiedział, że pewnego razu młody człowiek poszedł na plac targowy. Oszołomiony chodził w tę i we w tę, dziko patrząc na wszystkie zgromadzone tam dobra. Był prawie nieprzytomny, nie widział, dokąd idzie. Wdepnął na jakieś koszyki i wpadł na starego człowieka. Stary człowiek niósł cztery ogromne tykwy i właśnie usiadł, aby odpocząć i coś zjeść. Don Juan uśmiechnął się znacząco i powiedział, ze stary człowiek zdziwił się, kiedy młodzieniec wpadł na niego. Nie rozzłościł się, że mu przeszkodzono, ale zdumiał się, że zrobił to właśnie ten młody człowiek. Natomiast on rozzłościł się na staruszka i kazał mu zejść z drogi. W ogóle nie był zainteresowany ostatecznym celem ich spotkania. Wcale nie zauważył, że ich drogi się przecięły. Don Juan zaczął naśladować ruchy człowieka biegnącego za czymś, co się toczy. Powiedział, że tykwy starego człowieka przewróciły się i zaczęły się turlać po ulicy. Kiedy młodzieniec to zauważył, pomyślał sobie, że znalazł na ten dzień jedzenie. Pomógł staremu się podnieść i zaczął nalegać, że poniesie te ciężkie tykwy. Ten odparł, że idzie akurat do swojego domu w górach, ale młody uparł się, aby iść z nim, przynajmniej część drogi. Stary człowiek wszedł na ścieżkę prowadzącą w góry i kiedy tak szli razem, podzielił się z młodzieńcem jedzeniem, które zakupił na targu. Ten bardzo się z tego ucieszył i kiedy już był syty, zauważył, jak ciężkie są tykwy. Don Juan uśmiechnął się chytrze i opowiadał dalej. Młody zapytał, co jest w tych naczyniach. Stary człowiek nie udzielił mu odpowiedzi, tylko rzekł, że ma zamiar poznać go z przyjacielem, który ulży jego smutkom, udzieli mu rad i przekaże wiedzę dróg tego świata. Tu don Juan wykonał majestatyczny gest rękami i kontynuował opowieść. Stary zawezwał najpiękniejszego jelenia, jakiego młody człowiek kiedykolwiek widział. Zwierzę było tak oswojone, że podeszło do niego. Było świetliste i jaśniało. Oczarowało młodzieńca, który od razu poznał, że jest to “magiczny jeleń". Stary człowiek powiedział mu, że jeśli chce mieć takiego przyjaciela i jego mądrość, jedyną rzeczą, jaką musi zrobić, jest porzucenie tykw. Grymas don Juana przedstawiał teraz ambicję; powiedział, że gdy młodzieniec usłyszał to, odezwały się w nim jego małostkowe pragnienia. Oczy don Juana zwęziły się w szatańskie szparki, gdy wypowiadał pytanie, które młodzieniec zadał: “Co masz w tych czterech wielkich tykwach?" Staruszek spokojnie odpowiedział, że niesie w nich jedzenie: pinole i wodę. Don Juan przerwał swoją historię i zaczął chodzić w kółko. Zrobił kilka okrążeń, a ja nie wiedziałem po co. Widocznie stanowiło to część opowieści. Zapewne tak prezentował rozważania młodego człowieka. Młodzieniec oczywiście nie uwierzył w ani jedno słowo. Wykalkulował sobie, że jeśli stary, który niewątpliwie był czarownikiem, chce oddać “magicznego jelenia" w zamian za tykwy, to one same muszą być wypełnione niewiarygodną mocą. Don Juan znów wykrzywił twarz w diabelskim grymasie i powiedział, że młody człowiek zdecydował się wziąć tykwy. W tym momencie nastąpiła długa pauza mająca chyba oznaczać koniec historii. Don Juan nadal milczał, jednak byłem pewny, że chce, abym zapytał go o to, co się działo dalej. Tak też zrobiłem. – Co się stało z tym młodym człowiekiem? – Zabrał tykwy – odparł z uśmiechem satysfakcji. Znowu nastąpiła długa pauza. Zaśmiałem się. Pomyślałem sobie, że tak musi wyglądać prawdziwa indiańska historia. Oczy don Juan miał błyszczące, kiedy po chwili uśmiechnął się do mnie. Wyglądał jak wcielenie niewinności. Zaczął się śmiać i zapytał mnie: – Czy nie chcesz wiedzieć, co było w tykwach?

– Oczywiście, że chcę. Wydawało mi się, że to już koniec opowieści. – Ależ skąd – powiedział z figlarnym błyskiem w oku. – Młody człowiek zabrał tykwy i pobiegł w ustronne miejsce, aby je otworzyć. – I co w nich znalazł? – zapytałem. Don Juan spojrzał na mnie i poczułem, że był świadomy, że nieźle gimnastykuję swój umysł. Pokiwał głową i zachichotał. – No więc – przynaglałem go. – Czy tykwy były puste? – W tykwach było tylko jedzenie i woda – powiedział. – I młody człowiek w przypływie gniewu rozbił je o skałę. Powiedziałem, że jego reakcja była całkiem naturalna każdy na jego miejscu zrobiłby to samo. Don Juan odparł, że młodzieniec był głupcem, który nie wiedział, czego szuka. Nie wiedział, czym jest moc, więc nie mógł poznać, czyją znalazł, czy nie. Nie przyjął Odpowiedzialności za swoją decyzję i dlatego wybuchnął gniewem z powodu popełnionego błędu. Spodziewał się coś zdobyć, ale nie dostał niczego. Don Juan spekulował, że gdybym to ja był tym młodzieńcem i postępował zgodnie ze swoimi skłonnościami, skończyłbym podobnie: wściekły i z wyrzutami sumienia. Niewątpliwie spędziłbym resztę swojego życia, użalając się nad sobą i nad tym, co straciłem. Następnie wyjaśnił postępowanie starego człowieka, który sprytnie nakarmił młodzieńca, aby zapewnić mu odwagę pełnego żołądka. Dlatego też, kiedy znalazł w tykwach tylko jedzenie, rozbił je w napadzie gniewu. – Gdyby był świadomy swojej decyzji i przyjął za nią odpowiedzialność – powiedział don Juan – wziąłby jedzenie i byłby bardzo zadowolony. A być może nawet uświadomiłby sobie, że jedzenie także jest mocą.

Jednak nie zawsze pojawiają się wrony. jaką mam zrobić. ponieważ nie pozwolił mi się śmiać. to nie żarty. turlając się po ziemi. To miejsce było ci wrogie. aby dostosować swoje życie do jego wizji. W drodze don Juan wyjaśnił mi. ale don Juan kategorycznie odmówił rozmowy o nim. jest zrobienie zeza. To zadanie całkiem mnie wyczerpało i zasnąłem na Jednym z tych miejsc. Wyglądało na to. abym więcej o nim nie wspominał. Jednak wczesnym wieczorem przygotował dla mnie test. że zostawiały w spokoju don Juana. co do tej pory mi powiedział. kiedy próbowałem odnaleźć ten punkt. postawił przede mną następujące zadanie: miałem odnaleźć dobroczynne miejsce na podłodze przed drzwiami. że jedyną rzeczą. unikałbyś tego miejsca jak zarazy. aby odnaleźć właściwe miejsce. W nocy. że nie ma już nic więcej do powiedzenia. a wiedza o pejotlu. że don Juan powiedział mi. tylko wykonał niecierpliwy gest. Mała wrona przekazała ci ostrzeżenie. Usiedliśmy na odpoczynek w cieniu kilku wysokich krzewów. pamiętasz? Pamiętałem. Być myśliwym Piątek. – Jeżeli byś to wiedział. aby przekazać ostrzeżenie i dlatego sam musisz nauczyć się znajdować właściwe miejsce na obóz lub odpoczynek. Sobota. Ostrzegł mnie. którego poszukiwałem. kiedy . – Czasami na otwartej przestrzeni konieczne jest szybkie odnalezienie dobroczynnego miejsca – kontynuował don Juan. Głośno zaczął robić przegląd wszystkich zmian mojej osobowości. – Nigdy nie spodziewałbym się. że chociaż niewiele zrobiłem. – O czym mówisz? – Wrona była omenem – kontynuował. – Albo też szybko trzeba sprawdzić. abym zamilkł. która przeleciała nad naszymi głowami.6. ponieważ pozostają one w sprzeczności z moją istotą. kiedy chciałeś się uczyć o roślinach – powiedział oskarżycielskim tonem. zacząłem bombardować don Juana pytaniami. dając mi do zrozumienia. Po długiej. ale Wydawało się. że same intencje nie wystarczą. a wszystko to. Po długiej przerwie don Juan nagle odwrócił się do mnie i powiedział. że rozzłościłem się. 23 czerwca 1961 Gdy tylko usiadłem. że wrona. że rozważyłem całą sprawę bardzo poważnie i uznałem. Upierałem się. że je po prostu ignoruje. ale później zauważyłem. że właśnie tak postąpiłem. Pomyślałem. Był bardzo poważny. Powiedziałem mu. które mi doradzał. to jednak naprawdę chcę się uczyć używania roślin. dwa razy na wyznaczonym obszarze odkryłem zmianę barwy jednolicie ciemnej powierzchni klepiska. Nie tylko znalazłem dobroczynne miejsce. nie jest złe. Był ciepły dzień i dokuczały mi muchy. – Wydaje mi się. 24 czerwca 1961 Wczesnym rankiem wybraliśmy się na przechadzkę po pustynnym chaparralu. Rankiem don Juan obudził mnie i zakomunikował mi. On jednak nie odpowiedział. że wrony także wobec ciebie będą przyjacielskie. że w ogóle nie siadają mu na twarzy. który po raz pierwszy nazwał Mescalito. w którym czułbym się absolutnie szczęśliwy i pełen energii. to poważna sprawa. abym w przyszłości unikał tej okolicy. Chciałem skierować konwersację na temat pejotlu. że samo rozważenie nie wystarczy. że prawdopodobnie nie będę mógł ich przeprowadzić. Odparł. czy miejsce w którym ma się zamiar odpoczywać. – Wydawało mi się. stanowiła omen wyłącznie dla mnie powiedział. Takie miejsce. Pamiętałem także. don Juanie? Powiedział. Kiedyś usiedliśmy w pobliżu pewnego wzgórza i byłeś wtedy bardzo zły i zdenerwowany. że dla człowieka znajdującego się na pustkowiu bardzo przydatna jest umiejętność znalezienia dobroczynnego albo wrogiego miejsca. gdzie zwykliśmy siadać. że się wcale nie zmieniłeś od czasu. Spojrzał na mnie jak człowiek dobrze znający się na rzeczy i budzącym zaufanie tonem oświadczył. że odniosłem sukces. Nie dając mi klucza do rozwiązania. ale także jego przeciwieństwo oraz związane z nimi kolory. niewygodnej ciszy odważnie zapytałem: – Czy nauczysz mnie o pejotlu. Pustynny chaparral wokół nas jeszcze całkiem nie wysechł. aby porozmawiać. chyba że on sam podejmie ten temat. w których odkryłem zmianę koloru.

Wspomnienie don Juana szarżującego na mnie było bardzo zabawne. dlaczego wybrałem ten punkt. Nic nie odpowiedziałem. że stroi sobie ze mnie żarty. które z miejsc jest najlepsze. że nie jest to szkodliwe dla oczu. a on wtedy powie mi. jak krótkie spojrzenia pozwalają oczom na uchwycenie niezwykłych widoków. W końcu to on wskazał kilka skał i tam się zatrzymaliśmy. że powinienem podejść do tego praktycznie i znaleźć miejsce. Wskazał mi wielki krzew i zademonstrował. że jestem tylko zabawką w jego rękach. chociaż nie pamiętasz. Przypominał mi chytre zwierzę. że nie może wyświadczyć mi tej grzeczności i usiąść razem ze mną. Zacząłem powątpiewać w sens mojego pobytu tam. – Nie są to właściwie widoki – powiedział – ale bardziej odczucia. podczas której próbowałem na niczym nie koncentrować wzroku. podczas gdy ja będę sprawdzał wybrane przez siebie miejsce. czego w ogóle nie rozumiałem. byłem w stanie odkryć coś jakby słabo błyszczącego. Zapewniał mnie. Ta podwójna percepcja. Znajdowało się ono pośrodku otwartej polanki pozbawionej gęstych krzewów. Don Juan cierpliwie wytłumaczył mi. Pokazałem to miejsce Gon Juanowi. jakie to odczucia. co uznałem za Kamyk odbijający światło. Poczułem się dziwnie. Takie jego nieprzetworzenie pociąga za sobą podwójne postrzeganie świata. Usadowiłem się wygodnie.turlałem się po jego werandzie. widząc. Być może. że sam mógłbyś znaleźć dla nas odpowiednie miejsce na odpoczynek? – zapytał. co odczuwałeś. ale nie wykryłem ani nie poczułem niczego. czy moje oczy właściwie działały. Don Juan zaśmiał się hałaśliwie i zapytał mnie. ale usiądzie sobie gdzie indziej. Potem pomógł mi wstać i wytarł sobie pot z czoła. na przykład? – zapytałem. Musiałeś to zrobić. – Zrobiłeś zeza – powiedział stanowczo. Po następnej godzinie dostałem okropnego bólu głowy i musiałem przestać. Nie mogłem go zobaczyć. Powiedział. ale albo nie potrafił. Nie czułem zupełnie nic. Ważne jest. jak mam to robić. Później don Juan kazał mi rozdzielać obrazy postrzegane przez każde z oczu. – Naprawdę nie wiem. Poczułem. że żałuje. Po chwili znowu zaczął mnie namawiać do poszukiwania właściwego miejsca na odpoczynek. . na której opanowanie potrzeba lat. jakie są kryteria odpowiedniego miejsca. Był wyczerpany. Szliśmy może z godzinę. że mogło ono zawładnąć wszystkimi moimi uczuciami. co widziałeś – powiedział. daje możliwości zauważania zmian w otoczeniu niedostrzegalnych przy zwykłym patrzeniu. według don Juana. W pewnym momencie ujrzałem coś. Później doprowadziło do ostateczności. Niewątpliwie było coś niewłaściwego w sposobie postępowania don Juana względem mnie. Dał mi do zrozumienia. że jest pod wrażeniem mojego osiągnięcia. Po kilku minutach zaczai się głośno śmiać. razem z nim. Następnie don Juan opisał tę metodę. Czułem. ze ponieważ wybrałem złe miejsce. mógłbym coś zauważyć lub poczuć. drzewo czy skałę. – Czy uważasz. aby opisał mi. Poklepał mnie po plecach i powiedział. twoje oczy pozwolą ci odczuć. kiedy koncentrowałem na nim wzrok. abym spróbował to zrobić. – Do właściwego wytrenowania oczu potrzeba dużo czasu. Najpierw zdenerwowało mnie to. Powiedział. gdzie chciałbyś odpocząć. – Taka jest technika. Nie miałem pojęcia. Szliśmy dalej. – Nie zniechęcaj się – powiedział. że powinienem zacząć od robienia krótkich spojrzeń samymi kącikami. jak oczy don Juana wykonują niewiarygodnie szybkie spojrzenia. musiał mnie w pośpiechu ratować. które nie potrafi patrzeć wprost. Nie zamierzałem zniechęcać się czymś. gdyż zauważył. Zaśmiałem się. Jeśli spojrzysz na krzew. że zobaczyłem coś połyskującego. Wyjaśniłem. Don Juan zaczął nakłaniać mnie. co zrobiłem – tłumaczyłem się zażenowany. Spojrzał na mnie tajemniczo i powiedział. podczas gdy on z ciekawością przyglądał mi się z odległości trzydziestu czy czterdziestu stóp. ale gdy omiatałem cały obszar szybkimi spojrzeniami. Nagle staruszek z pełną prędkością natarł na mnie i ciągnąc za ramię. Jednak przestałem się złościć na don Juana. gdybym był bardziej zrelaksowany. Zacząłem znowu nalegać. Dzięki temu byłem w stanie odnaleźć dwa miejsca i ich kolory. albo po prostu nie chciał tego zrobić. odwlókł dziesięć czy dwanaście stóp od tego miejsca. Polega ona na stopniowym zmuszaniu oczu do widzenia rozszczepionego obrazu. – Jakich. – Nie interesuje mnie. – Mogłeś zobaczyć nawet słonia.

Ledwie mogłem przełknąć cokolwiek. że utrzymujesz się z polowania? – Poluję. Dzisiaj zobaczyłeś coś błyszczącego. więc gdy się nagle poruszył. co mogę zrobić. – Czy możesz to opisać? – Nie. aby żyć. Było to spowodowane jedynie przewrażliwieniem. żebyśmy kiedykolwiek o nich rozmawiali. obdarł ze skóry i upiekł. Skoncentrowałem się tylko na tym. a potem dodał szczerze: – Nie wydaje mi się. – Dałeś się złapać na haczyk. Jednak poprzez praktykę dojdziesz do tego. aby odczuwać oczami – powiedział. – Teraz problem sprawia ci to. jak się poruszają. że czystą przyjemnością było samo przebywanie z nim i obserwowanie go. – Dlaczego? – Nikt nie jest w stanie ci powiedzieć. prawda? – Zaśmiał się. To coś innego. – Przepraszam? Chciałem. Don Juan przykrył sobie twarz kapeluszem i tkwił tak bez ruchu. marszcząc brwi. które on nazywał złymi. Odpoczywaliśmy w ciszy przez jakiś czas. wyrzucił wnętrzności. ani blask. – Ja sam jestem myśliwym. Na przykład dzisiaj złapaliśmy małego węża. co miało znaczyć stwierdzenie. Opisywał. że don Juan przekazał mi zadziwiająco dużo informacji o grzechotnikach. że don Juan ze śmiechu dostanie ataku serca. – Jakiego rodzaju są to zmiany? – To nie jest ważne. co zrobiłem. – Twój duch myśliwego powrócił do ciebie – powiedział nagle don Juan z poważnym wyrazem twarzy. Gwałtownie usiadł i zwrócił się do mnie. W końcu złowił i zabił wielkiego węża. włócząc się we wszystkich kierunkach. już trzy razy chorobliwie się zdenerwowałem. Tak więc. ani światło. że dałem się złapać na haczyk. – Może jednak powinieneś mi powiedzieć. Musisz nauczyć się tego sam. wszędzie. jakich odczuć mam się spodziewać. siedząc na miejscach. Musiałem przeprosić go za tak nagłe i ostateczne przerwanie jego życia. Zmiana godna uwagi pojawi się właśnie w tym miejscu. don Juanie. omawiał ich zwyczaje związane z porami roku i kaprysy. – Na chwilę wydął policzki. że nie wiesz. wziąwszy wszystko razem. Po to. – W jaki sposób dałem się złapać na haczyk? – upierałem się. – To niemożliwe. co się liczy. w jaki sposób zakładają gniazdo. ponieważ wąż miał doskonały smak. że od czasu kiedy zacząłem odwiedzać don Juana. jak masz odczuwać. Odciął mu głowę. – Cała sztuka polega na tym. ponieważ zabrakło twojego odczucia. Każdy człowiek jest inny. Byłem pochłonięty robieniem notatek. – Myśliwy zawsze będzie polował – powiedział. Zacząłem pracować nad notatkami i ich ilość uświadomiła mi. a don Juan dawał mi niewiarygodnie precyzyjne wyjaśnienia dotyczące grzechotników. jakich odczuć masz się spodziewać. jest odczucie. Kiedy nauczysz się rozdzielać obrazy i zawsze widzieć podwójnie. Tym. Jedzenie węża stanowiło bolesny powrót do świata zwykłych spraw. – Wskazał ręką na całe otoczenie. to jedynie podać ci metodę. wiedząc. Jestem w stanie przeżyć w każdym miejscu.Jednak musiałem przyznać. Zrobiłem to. – Wtedy inaczej widzi się świat. ale on tylko zaśmiał się i powtórzył to samo zdanie. że pewnego dnia moje własne życie zostanie przerwane bardzo podobnie. podskoczyłem. trzeba znajdować się w doskonałej równowadze z całym światem. ale to nic nie znaczy. Resztę dnia spędziliśmy. Później w cieniu skał oddaliśmy się lenistwu. W przeciwnym wypadku polowanie staje się bezsensownym zadawaniem śmierci. Tego właśnie powinieneś się nauczyć. – Bycie myśliwym oznacza dużą wiedzę – kontynuował. wtedy musisz skoncentrować swoją uwagę na przestrzeni pomiędzy tymi dwoma obrazami. ani też kolor. Już więcej nie będziemy rozmawiać o roślinach. ale mój żołądek decydował niezależnie ode mnie. aby być myśliwym. tak że reszta świata praktycznie przestała dla mnie istnieć. Nie mogę ci powiedzieć. Nie jest to ani ciepło. kiedy zacząłem żuć kawałek mięsa. Jego ruchy były tak pełne gracji. my i węże jesteśmy sobie . Myślałem. żeby wyjaśnił mi. – To znaczy. gwałtownie i ostatecznie. polowania. Później przystąpił do praktycznego potwierdzenia każdego punktu swojego opisu. Poczułem nudności. co masz odczuwać. – Masz talent do polowania. Wszystko. jakby spał.

w jaki sposób go jedli. które po prostu wiem. W pewnym momencie musiałem się zmienić. ale była absurdalna. Nie było nic. że zupełnie panuje nad sytuacją. Jesteś zainteresowany wszystkim. że łatwo może sobie wyobrazić. – Wcale nie musi ci zależeć na polowaniu ani nie musisz go lubić – odparł na mój zarzut. że masz zmysł myśliwski – powiedział. które upolowałem. aby stać się myśliwym. Sam nie wymyśliłem tego wszystkiego.równi. o czym mówię. – Niekoniecznie muszę lubić mówić. Jeśli nie masz wyraźnie sprecyzowanego celu. Myśliwy musi . i dołączył komiczną demonstrację tego. ponieważ wcale mi na tym nie zależało. aby opowiedział mi o leczniczych roślinach. że don Juan potrafi w każdej sytuacji przekonać oponenta. kto tam był. Jego stwierdzenia tchnęły pewnością kogoś. Teraz sytuacja się zmieniła. że kiedyś polowanie stanowiło jeden z największych czynów. starając się ukazać mu szeroki zakres zainteresowań antropologicznych. że istnieją dobre i złe miejsca. Jak dotąd bez rezultatów. czy będziesz się uczył o roślinach. jakich mógł dokonać człowiek. czego mógłbyś się uchwycić. – Kiedy polowałem. czy rzeczywiście kiedyś tego pragnąłem. ktoś mnie tego nauczył. Uznałem tę jego zręczność przekonywania za naprawdę zabawną. Prawda? Powiedziałem mu to wówczas. że masz talent do polowania – stwierdził. Myśliwy nie może liczyć na szczęście. Bywały takie czasy. z pewnością świadomy. Ujmijmy to w ten sposób: dla ciebie w rzeczywistości nie ma większego znaczenia. – Bardzo dobrze. – Oznacza to. że najlepsi myśliwi nigdy nie lubią polować. o czym ktoś ci powie. – Naprawdę wydaje mi się. nigdy nie rozważałem tego rodzaju spraw – powiedziałem. don Juanie? – Powiedzmy. wpatrując się we mnie. że też nauczyłem się. Sprowadziłem twojego starego ducha i może dzięki niemu coś zdziałasz. Wydaje mi się. Ty i twoja rodzina żywiliście się upolowaną przez ciebie zwierzyną. jak zostać myśliwym. Jeden z nich nakarmił nas dzisiaj. Być może powinienem ci wyjaśnić. – Masz do tego naturalne skłonności. w jaki ja chcę teraz nauczyć ciebie – powiedział i szybko zmienił temat: – Uważam. że wcale nie chcę zostać myśliwym-Przypomniałem mu. – To tak jak z myśliwymi – powiedział. że musisz się nauczyć żyć inaczej. jak gdyby czytał w moich myślach. że ktoś nauczył mnie polować w ten sam sposób. – Jestem myśliwym – powiedział. Robią to dobrze i to wszystko. – Myśliwi muszą być wyjątkowo silni i odporni. Perspektywa stania się myśliwym zabrzmiała dla mnie bardzo miło i romantycznie. chciałem też zwerbować go na informatora. Czułem. Teraz tobie wskazuję kierunek. jak wróbla nazywają tycim bażancikiem. Po krótkim wahaniu zapytałem: – Skąd to wiesz? – Są takie rzeczy. ale on tak daleko odsunął mnie od mojego pierwotnego celu. Przypomniał mi. Prowadzę cię. – Popełniliśmy błąd. Opisałem mu. – Dobrze – powiedział. łącznie z kośćmi. Robię to dobrze i to wszystko. Nie mogę ci Powiedzieć skąd. odnalazłby swoje kolory i miejsca w tym samym czasie. Niezwykłe ruchy jego szczęk sprawiały wrażenie. kto próbowałby tego dokonać. Cały czas usiłowałem cię przekonać. – Nie każdy. czy o polowaniu. a przecież twierdził. Wszyscy myśliwi byli ludźmi posiadającymi moc. że miałeś nauczyciela. może staniesz się bardziej pokorny. że na samym początku chciałem tylko. Oczywiście miał rację. – Nie miałem wielkiego wyboru. Zaprotestowałem. Nie tylko zabijałeś. – Czy to ma znaczyć. że w ogóle nie lubi rozmawiać. Don Juan powiedział. Mam po prostu do tego talent. Nie zawsze żyłem tak jak teraz. a także specyficzne ich kolory. Sam mi to powiedziałeś. jak bez większego wysiłku odkryłem. kiedy mojej rodzinie dostarczałem dziczyznę. Don Juan zachichotał. że rzeczywiście zjada całego ptaka. Wiem. – To nieprawda. Być może zechcesz zmienić swoje życie. że teraz nie mogę sobie nawet przypomnieć. jak moje ciotki i wujowie nazywali bażantami wszystkie ptaki.

Powiedzmy. Wypuściłem z rąk notes i oniemiały wpatrywałem się w niego. niektórzy. pewnie. – A Indianie Pima? – Nie wszyscy. Zabrzęczało mi w uszach. że don Juan rzeczywiście to powiedział. Dlaczego więc miałbym je zmieniać? Don Juan zaczął cicho śpiewać meksykańską piosenkę. Miałem wiele powodów.. Kiwał głową. więc zmieniłem je. Chciałem zmusić go do stwierdzenia.ją mieć. Przedtem stroiłem fochy i narzekałem na wszystko. Nie mogłem nic zrobić. co mam z nim zrobić. aby temu zaradzić. czego przecież nie zrobił. Jestem Indianinem. Wtedy uświadomiłem sobie. aby czuć się wykorzystywany. Ja to wiem. ale jest jednak wystarczająco wielu. – Daj spokój. Nagle to wszystko mnie zaciekawiło. Naturalnie byłem bardzo łaskawy. a później nucił tylko melodię. Zdjął kapelusz i z udawanym zmieszaniem podrapał się po głowie. o którym mówisz? – Kiedyś. pewnego razu. – No więc. Teraz nie wszyscy tak sądzą. nawet wtedy. Pewnego dnia odkryłem. będąc studentem uniwersytetu. – Wcale nie jesteśmy sobie równi. a później oczywiście ogarnęła mnie . Ja jestem myśliwym i wojownikiem. że życie. aby sprostać trudom takiego życia. jestem lepszy od Indianina. Nie jest to wcale ważne. – Oczywiście. Don Juan obserwował moje ruchy z wyraźną fascynacją. Uszy swędziały mnie cały czas i dlatego nauczyłem się drapać w nerwowy i rytmiczny sposób. Miałem wiele ciepłych uczuć dla niego. muszę zmienić swoje życie. Wymieniałem różne sąsiednie plemiona. a ty alfonsem. Nie mogłem uwierzyć. Małym palcem lewej ręki podrapałem się w lewym uchu. don Juanie? – zapytałem. Rozumiesz. – Nie – powiedział miękko. Lecz później dopisało mi szczęście i ktoś nauczył mnie polować. że myślistwo stanowiło wspólną ideę i wartość dla pewnej określonej grupy ludzi. – Ale ja jestem zadowolony ze swojego życia. któregoś dnia i ty będziesz wiedział. a Indianie są traktowani jak psy. – Dlaczego to wszystko dla mnie robisz. – Czy uważasz.. nie było nic warte. W pewnym okresie każdy uważał. jakby krzyczał.. którzy to wiedzą. że jesteśmy – zaprotestowałem. – Kiedy był ten czas. Ruch ten był w zasadzie potrząsaniem całego ramienia. don Juanie. a może dzisiaj. Pewnego dnia ty sam zrobisz coś takiego dla innych. Jednak gdzieś w głębi mojego umysłu tkwiło nigdy nie wypowiedziane przeświadczenie. Ale don Juan unikał bezpośredniej odpowiedzi i dlatego zmieniłem temat. że ty i ja jesteśmy sobie równi? – rzucił ostro. co robiłem małymi palcami obydwu rąk. że ja. Otworzyłem szeroko usta. Jednak metaliczny dźwięk jego głosu rozbrzmiewał mi w głowie. człowiekiem z rozwiniętego zachodniego świata. co mam na myśli? – Czy Indianie Yaqui mają taki właśnie stosunek do myśliwych? Chciałbym to wiedzieć. – Kiedy? Co znaczy kiedyś? – Znaczy. – Inni ludzie także wykonywali podobne gesty w stosunku do ciebie. kiedy nie wiedziałem. – Nie – powiedział spokojnie – nie jesteśmy. jakie dotąd prowadziłem. że myśliwy to najlepszy z ludzi. – Niekoniecznie. że jeśli chcę być myśliwym mającym szacunek do siebie samego. – Robię gest w stosunku do ciebie – powiedział łagodnie. Jego pytanie zaskoczyło mnie. że jesteśmy równi – powiedziałem. w górę i w dół. czy jesteśmy równi? – zapytał. więc pozostawał mi tylko smutek.. że teraz moja kolej. zgodnie z rytmem. Czy don Juan się odwoływał się do czasów przed podbojem? Postanowiłem go wybadać.

Zaczął mówić. który nazywam swoim życiem. może na zawsze pozostać na tym pustkowiu. Don Juan patrzył na mnie spokojnymi i skupionymi oczyma. . prawie przerażającej sztywności. że jestem stręczycielem. ani o niczym innym. Unikałem jego spojrzenia. co mógłbym powiedzieć. że starzec sprawiał wrażenie. wydawało mi się. byłem jak sparaliżowany. Lekko dotknąłem jego ramienia i łzy popłynęły mi po twarzy. jakby nigdy nie istniał. Nie chcę uczyć się o roślinach ani o polowaniu. Minęła północ. Powiedział. ponieważ zapadł wieczór. Stan bezruchu don Juana był tak doskonały. Mijały godziny.furia. kiedy uświadomiłem sobie. Czekałem. że już więcej nie złościłem się na niego. Czułem się zakłopotany i nie mogłem wymyślić niczego odpowiedniego. aż przerwie ciszę. ale bitwy jakichś nieznanych ludzi. Trudno go było dostrzec. Nie rozgrywam swoich własnych bitew. Mówił w sposób pozbawiony wojowniczości i zarozumiałości. Jego świat sprecyzowanych działań. Siedzieliśmy w ciszy. Kiedy skończył. Jego świat sprecyzowanych działań. aż wreszcie jego ciało nabrało dziwnej. W końcu. że rozpłynął się w czerni skał. jeśli tylko będzie musiał. a jednak z taką mocą i spokojem. uczuć i decyzji jest szczęśliwszy niż nieudolny idiotyzm. że on. Jego słowa płynęły gładko i bezlitośnie. Don Juan stopniowo coraz bardziej nieruchomiał. uczuć i decyzji był rzeczywiście wspaniałe. kiedy wokół nas zrobiło się zupełnie ciemno.

kiedy mówisz poważnie – rzekłem z wyrzutem. Don Juan żartował. ą później zastosował w praktyce kilka sposobów polowania opartych na tym. Don Juan posiadał najbardziej zdradliwą umiejętność zmieniania mojego nastroju. – Śmieję się dużo. że jeśli zostawiłby mi wolną rękę. – Co masz na myśli? – zapytałem zatrwożony. Don Juan jednak powiedział. nawet jeśli tego nie rozumiesz. – Nic się nie bój – dodał uspokajająco. – Ale jeśli zrobiłbyś to po swojemu. jest śmiertelnie poważne. Upiekłbym na rożnie wszystkie pięć przepiórek i na pewno smakowałyby one lepiej niż te przygotowane przez niego. Tak całkowicie pochłonęły mnie jego wyjaśnienia. – Nigdy nie wiem. Zastanawiałem się. – Dwie dla nas wystarczą – powiedział i wypuścił trzy pozostałe. że byłem zauroczony jego wiedzą dotyczącą specyficznych zachowań zwierzyny. Nagle ożywił się i wskazał lewą ręką w stronę ciemnego obszaru krzewów pustynnych. Wiatr był już zimny. przepiórki. bo już i tak skrzywdziliśmy przepiórki. – Tam jest – powiedział. jakby czekając na coś. – Jestem twoim przyjacielem i dopilnuję. co znaczy mówić poważnie – powiedział. co nazywał kaprysami przepiórek. tylko krzewy. – Co masz na myśli? – zapytałem. Następnie nauczył mnie. Chciałem wyciąć kilka zakurzonych krzewów o zielonych gałęziach i liściach. co zobaczysz. a ja nawet tego nie zauważyłem. które nauczył mnie budować i zastawiać. czy nie czas wracać już do domu. gdzie nie ma krzewów. Ja również zacząłem patrzeć w tym samym co on kierunku. – Jest – powtórzył. ze nie ma potrzeby krzywdzić krzewów. Dlaczego świat miałby być taki.7. ponieważ lubię się śmiać. moglibyśmy nigdy nie opuścić tego miejsca w jednym kawałku. – A co mam zobaczyć? – Jeszcze nie wiem – powiedział. jakim ci się wydaje? Kto upoważnił cię do tego. leniwie poszliśmy w kierunku skał. Usiedliśmy na zboczu z piaskowca. a ja żartobliwie stwierdziłem. Don Juan zrobił gest udawanej niecierpliwości i cmoknął ustami. że opuszczenie posiłku to dla mnie coś całkiem niezwykłego. Zapomniałem także o lunchu. co mówię. co się nagle pojawiło. . jak piec przepiórkę. aby tak mówić? – Nie ma żadnego dowodu na to. aby zbudować palenisko. że minął cały dzień. 29 czerwca 1961 Don Juan znowu. – O to mi właśnie chodzi. Przed zakończeniem dnia złapał pięć przepiórek w niezwykle pomysłowe pułapki. sprawił. – Co by nam przeszkodziło? – Krzewy. ale don Juan nie spieszył się. Robiło się ciemno. żby nic złego ci się nie stało. wszystko wokół dobrałoby się nam do skóry. – Spójrz! Spójrz! Nie widziałem niczego. – Niewątpliwie – powiedział. Nagle don Juan wstał i powiedział. – Masz dziwne pojęcie o tym. że świat jest inny – powiedziałem. nie bój się. – Co to jest? – zapytałem. od witalnej radości do autentycznego strachu. wpatrując się w dal-Nie wydawał się szczególnie zmartwiony. – O tej porze dnia świat jest bardzo dziwny – powiedział. Bycie niedostępnym Czwartek. że musimy wspiąć się na wzgórze i stanąć w miejscu. Kiedy skończyliśmy jeść. Najpierw wyjaśnił mi. natomiast wszystko. tak jak robił to mój dziadek. jak każdego dnia przez prawie tydzień. a ja się dobrze bawiłem. Niezależnie od tego. poprzetykane zielonymi gałązkami i liśćmi i uszczelnione ziemią.

ale nie zauważyłem niczego. Przez chwilę wiatr świszczał poprzez liście nad moją głową. o czym mówił. próbując to racjonalnie wytłumaczyć. że gdy tylko mnie zakryje. każdy z nas zerwał osiem nowych gałęzi. Chciałem zobaczyć to. których poprzednio użyliśmy. Zaśmiałem się nerwowo.– Teraz jest tutaj – powiedział z napięciem w głosie. jak rozwiewa włosy wokół uszu. – O czym ty mówisz? – Specjalnie zabrałem cię na wzgórze – powiedział. później odszedł w pobliski chaparral i zaczął łamać gałęzie. Pozbierał gałęzie. aby się zakryć. – Co? Wiatr? – Nie tylko wiatr – powiedział surowo. Zaczęły mnie piec oczy. Ku mojemu najwyższemu zdumieniu. . wpatrując się w pustynne krzewy. Kiedy mieliśmy już dwie wiązki. a później gwałtownie obrócił się i skierował twarzą na zachód. a później stopniowo wokół nas zapanowała cisza. – Właśnie teraz. Nie było tam absolutnie nic nadzwyczajnego. Wpatrywałem się tak intensywnie. że nie powinienem robić żadnego widocznego ruchu ani hałasu. Szepnąłem don Juanowi. – Jest podstępne. – Nienawidzę tego robić tym małym roślinkom. – Właśnie to poczułeś – odparł. zakrywając mi nimi całe ciało. Czułem. Pozostawaliśmy w tej pozycji około dwudziestu minut i w tym czasie byłem świadkiem najbardziej niezwykłego zjawiska. W tym momencie poczułem silne uderzenie powietrza w twarz. abym nie przemęczał swojego mózgu. Raczej nie zauważyłem nic. Później sam się przykrył i wyszeptał mi poprzez liście. że polegniemy teraz z nimi na wzgórze i położymy się na plecach między dwoma wielkimi kamieniami. co nazywałem wiatrem. powiedział. Wstaliśmy równocześnie. potem położył się i też przykrył. że tutaj wiatr zaczął wiać właśnie wtedy. a ja powinienem zrobić to samo. co znasz. – Jest – powiedział don Juan. – Dla ciebie może to wyglądać na wiatr. jak tylko mogłem. Kazał mi postąpić tak samo i głośno przeprosić rośliny za ich okaleczenie. – Patrz! Patrz! – nalegał. – Dobrze nas stąd widać i coś przyjdzie do nas. ale czymś posiadającym własną wolę i dlatego wciąż może nas rozpoznać. w jednej chwili wiatr rzeczywiście przestał wiać. Nie mogłem w to uwierzyć. gdybym specjalnie na nią nie czekał. Bardzo szybko rozłożył gałęzie na moim ciele. a on także szeptem odpowiedział mi. Może nie zauważyłbym zmiany. Weszło ci w oczy i nie mogłeś zobaczyć. Don Juan zachichotał łagodnie i powiedział. Wyglądało na to. Były tam falujące krzewy poruszane łagodnym wiatrem. kiedy wstaliśmy. ponieważ to. poukładał na nich małe kamienie i nasypał ziemi. jak ten niby wiatr ucichnie. Musiało istnieć logiczne wytłumaczenie tego zjawiska. Don Juan szepnął. tak jak zapowiedział don Juan. bardzo łagodnie odkładając gałęzie lewą ręką. Zebrał osiem i zrobił z nich wiązkę. Przytłumionym głosem don Juan zwrócił mi uwagę na panującą wkoło ciszę i wyszeptał. Wiatr znowu przeszedł z silnych. Przez chwilę don Juan patrzył ku południowi. Wytężałem wzrok. czego bym wcześniej nie widział. – Narwijmy jeszcze raz gałęzi – rozkazał. nie wolno mi zrobić najmniejszego ruchu ani wydać żadnego dźwięku. Wiatr nie przestawał wiać. Przez chwilę don Juan stał cicho obok mnie. że zamierza wstać. ponieważ wiatr jest tym. – Jest tutaj. W tym momencie uderzył we mnie gwałtowny powiew wiatru. wskazując na południowy zachód. Dalej wpatrywałem się we wskazanym kierunku. Później. że wiatr ustał. żebym zwrócił uwagę na to. wcale nim nie było. naprawdę podstępne – mruczał. powtarzając te same ruchy co przedtem. Na miejscu z wielką szybkością rozłożył gałęzie z mojej wiązki. – Nic nie widzę – powiedziałem. gdy tylko staniemy się niezauważalni. bezustannych podmuchów w łagodne drżenie. ale musimy cię zatrzymać.

ale także potrafił w pamięci określić dokładny czas ich wystąpienia. by się położył. Don Juan wykonał kilka gestów rękami. nie tylko wiedział o ich istnieniu. W pewnym momencie łagodnie odsunął gałęzie. don Juanie – powiedziałem. policzył i odczekał. ale ja uciekłem od jego spojrzenia. Siedzieliśmy na wzgórzu przez godzinę. O tej porze jest tylko moc. chmura. Piątek. – Co mam widzieć? – zapytałem z desperacją. Chciałem go rozweselić. a don Juan. Nie chciałem poddać się lękowi i za wszelką cenę starałem się znaleźć odpowiednie wytłumaczenie. Wystarczyło. don Juan i ja przenieśliśmy się przed drzwi jego domu. – Może znowu powinieneś mi powiedzieć. – Jednak zauważyłeś coś niezwykłego. że rozmyślnie go zaniepokoiliśmy i dlatego lepiej się nie wałęsać. – Może nas prze-wyczerpać lub nawet zabić. jak nas szuka. – Przekonanie. On położył się na plecach z rękami złożonymi na brzuchu. która wiruje. Siadłem na swoim “miejscu" i zacząłem opracowywać notatki. Szczególnie o zmroku. że czas już ruszać z powrotem. jednak on tak poważnie obstawał przy swoim. Ja jednak ociągałem się. a on głośno. don Juanie – powiedziałem. gdzie staliśmy. – Spójrz. o zmierzchu. Przez cały dzień nie oddaliliśmy się od domu ze względu na “wiatr". aż wiatr ucichnie. co miałem zobaczyć. Don Juan wyjaśnił. Gwałtowny podmuch sprawił. – Posuwa się albo wirując. że don Juan podniósł się jednym niewiarygodnie zręcznym podskokiem. co ukrywa się w wietrze i wygląda jak spirala. – Naprawdę nie mogę.Powstrzymywałem oddech. albo się tocząc. czekał jedynie na jego ponowne pojawienie się. – Już ci mówiłem. po posiłku. Kiedy wstawał. – Świat to tajemnicze miejsce. że to. – Znów jest! – wykrzyknął głośno. nie ma wiatru. – Porusza się w określonym kierunku – kontynuował. – Wiatr cię szuka. ażeby odpowiednio poruszać się po pustyni. – Ten wiatr? – O tej porze dnia. Przez chwilę spoglądał na mnie. śmiejąc się. czy wiatr się zmniejszy. Odruchowo podskoczyłem. mgła lub jak twarz. Jedynie liście pobliskiego chaparralu łagodnie drżały. tak samo jak przedtem. która najpierw znajdowała się nad krzewami. przeraziłem się. Zrobiłem to samo i wstaliśmy. dokładnie obznajomiony z tą okolicą. Wtedy właśnie. Głos don Juana wytrącił mnie z intelektualnych rozważań. Powiedział. Nie zobaczyłem tego. że nie odważyłem się błaznować. – Niech to diabli! – powiedział. jest bardzo głupie – powiedział. Ja nawet musiałem spać przykryty gałęziami. Zauważyłem falę tworzącą się na krzewach w oddali. nie znającym sprzeciwu tonem kazał mi patrzeć. Coś. – Tego to już nie mogę kupić. 30 czerwca 1961 Późnym popołudniem. aby przekonać się. a później skręciła na wzgórze. co opisywał mi don Juan. . – Nadchodzi – powiedział mi do ucha don Juan. Chciałem pozostać. Powiedziałem sobie. czekając na sygnał don Juana. Jednak tym razem moja reakcja była inna. aby pokazać mi poziome i pionowe drgania. że na tym obszarze ciągle milszą pojawiać się powietrzne prądy. że świat jest taki. – Może pójść za nami – powiedział. jakim ci się wydaje. Wzgórze było bardzo spokojne. ale straszliwą falę tworzącą się na krzewach. wiatr albo cokolwiek by to było. Ruchem brody wskazał w kierunku wiatru. Wiatr wiał mocno i nieprzerwanie przez cały czas. Oczy don Juana niewzruszenie wpatrywały się w krzewy na południe od nas. jest jak chmura albo spirala. Myśliwy musi to wszystko wiedzieć. prawie tracąc równowagę. silny podmuch wiatru uderzył mnie w twarz. Odpowiedział. – Niczego nie widziałem.

więc poprosiłem don Juana.. Na tym polega tajemnica wielkich myśliwych. Wtedy moc nie da mu spokoju i będzie go szukać przez całą noc.Nie byłem uparty. – Pozwól. Kiedyś. że wykorzystał zmierzch i wiatr. aby jeszcze raz wszystko wyjaśnił. a moc nie okryje go swoją osłoną. Niezależnie od tego. Myśliwy. – Chociaż byłem młodszy od ciebie – kontynuował – Pewnego dnia miałem dość i zmieniłem się. żaden kojot czy nawet oślizły robak go nie tknie. o co mu chodziło. czy ciśnienie wynosi jeden. Don Juan przez chwilę trzymał mnie w napięciu. dwa czy dziesięć. że masy gorącego i zimnego powietrza wytwarzają różne ciśnienie. Powiedziałem. Jeżeli natomiast myśliwy chce być zauważony. – Niczego nie zmieni ukrywanie się. – Jak postępuje? – Wykorzystuje zmierzch i moc ukrytą w wietrze. że nie zrozumiałem. Don Juan jakby oniemiał. – To twoje ostatnie słowo. aby wykazać. że wiatr posiada swoją własną wolę i poszukuje mnie. a później głośno westchnął. Trochę czasu zajęło mi wyłożenie wszystkich szczegółów podstaw meteorologii. Miałem poczucie. że idea samowolnego wiatru składa się na raczej prymitywną wizję świata. a ja zasugerowałem: – . a ty nie możesz stanowić wyjątku. zakrywając się i trwając bez ruchu. które wywołuje ich pionowy i poziomy ruch. – Właśnie – powiedział. kiedy zapada zmierzch. wiatr to tylko gorące i zimne powietrze? – zapytał zmieszany. że kiedy stawałem się myśliwym. . że moje życie stawało się coraz bardziej i bardziej sekretne. poszukując właściwego słowa. dopóki nie minie zmierzch. – Nie tłumacz się – powiedział don Juan beznamiętnie. Don Juan wykonał gest owijania czegoś.. podobnie jak ty. Bardzo cierpliwie tłumaczył mi.. Kiedy się ukrywasz. Bycie niedostępnym wcale nie oznacza ukrywania się albo tajemniczości. – Nie ma potrzeby. Myśliwy może pozostać na otwartej przestrzeni i żadna puma. tak samo jak ty. Zrobił przerwę. jesteś dostępny i każdy może cię pokazać palcem. wszyscy wiedzą. że się ukrywasz. – Jak? – Jeśli tego potrzebuje. nauczyłem się sekretu bycia dostępnym i niedostępnym. – Obawiam się. kiedy myśliwy ma podróżować albo nie chce zasypiać. – Przez całe swoje dotychczasowe życie zupełnie nieświadomie byłeś zawsze odkryty. – Według ciebie. że tak – powiedziałem i w cichości cieszyłem się ze swojego tryumfu. Don Juan powiedział. chowa się przed mocą. Jest się dostępnym albo niedostępnym w zależności od potrzeb i sytuacji. że podczas zmroku wiatr staje się mocą. z którego jest jakiś pożytek. wie o tym i zgodnie z tym postępuje. prawda? Jednak dla myśliwego twoje teorie to czyste gówno. ale jeśli wytrzyma on bez ruchu.. Cierpliwie wyjaśniłem mu. jak bardzo ważne są relacje między ukrywaniem się i pokazywaniem. Zaprotestowałem. musi stać się dostępny dla wiatru. aż w końcu nic ze mnie nie zostało. Dlatego też. Mogę ci to zagwarantować. ale nieprzystępność. byłem cały czas dostępny. – Musisz nauczyć się. Poczułem się zagrożony i pośpiesznie próbowałem się bronić. – Ta osłona jest jak. może nic oprócz płaczu. Więc też płakałem. wiedziałbyś. Powiedzmy. Puma może podejść pod sam nos myśliwego i go obwąchać. jeśli wszyscy będą o tym wiedzieć. jeśli żyłbyś tutaj na pustkowiu. Po prostu nie mogłem zaakceptować koncepcji. – Osłona mocy otula cię jak kokon. zwierzę odejdzie. – Wobec tego czym jest wiatr? – zapytał wyzywającym tonem. jak rozmyślnie stawać się dostępnym lub nie – powiedział.kokon. musi jedynie wejść na wierzchołek wzgórza. że przedstawię to w inny sposób – tłumaczył cierpliwie. albo że nas wytropił i popędził za nami na wierzchołek wzgórza. Ale po chwili spojrzał na mnie i ryknął śmiechem. Gdy tego nie robisz. Wszyscy jesteśmy głupcami. Twoje problemy biorą się właśnie stąd. W mojej głowie zapanował chaos. – Twoje opinie są ostateczne – powiedział z odcieniem sarkazmu.

– Dlaczego? – Było wiele powodów. – Musisz wycofać się ze środka ruchliwej drogi. Don Juan używał hiszpańskich idiomów ponerse al alcance oraz ponerse en el medio del camino. jak narasta we mnie fala niechęci do niego. Naprawdę chciałem wiedzieć. – Odeszła. dlatego nie ma żadnego pożytku z ukrywania się. – Oczywiście. Znajdowanie się na środku drogi oznacza. blondynką? Tą dziewczyną. Przez długą chwilę wpatrywał się we mnie ze skupieniem. Tylko jeden. że każdy. przygotowany na wszystko. Doszedłszy do takiego wniosku. Ona była wspaniałą kobietą. poczułem się nieco spokojniejszy. gdyż prowadziłem samochód i nie mogłem notować. a później pewnego dnia straciłeś ją. że jego grzebanie się w mojej przeszłości jest dla mnie odpychające. Według mnie była słaba. – Opowiadałeś mi o niej – zapewnił mnie.Powiedziałem mu. Powiedziałem. – Nic podobnego ci nie mówiłem. co mam powiedzieć. Szczerze mu zakomunikowałem. czyli “być w zasięgu" oraz “stanąć na środku ruchliwej drogi". – Ale to prawda – powiedział z rozbrajającą szczerością. Tam znajduje się cała twoja istota. Ważne jest tylko to. ale równocześnie niejasna. którą naprawdę lubiłeś. że kiedy don Juan zaczynał nucić meksykańską melodię. o czym mówiliśmy. aby ukryć złośliwy uśmieszek. Poczułem. Powiedziałem mu. czy kiedykolwiek rozmawiałem o niej z don Juanem. – Hej! – powiedział z uśmiechem. co przez to rozumie. że bez sensu byłoby wdawać się z nim w dyskusję. bo wydął wargi. widzi. – Czy to źle? – Okropnie. kiedy don Juan ze mną jechał. Ona była wspaniała. Jego metafora była interesująca. – Co stało się z twoją przyjaciółką. Musiałem spojrzeć nań jak ostatni idiota. – Dlaczego nie jest teraz z tobą? – zapytał. – Każdy o was wiedział – stwierdził z niewzruszonym przekonaniem. że nigdy nie było takiej okazji. Znowu mnie poruszył. żebyś skończył z tym wysokim mniemaniem o swojej wartości. Tak. Wiedziałem już. – Mówisz zagadkami – powiedziałem. jaki na mnie wywarły jego słowa. Naprawdę nie mogłem zrozumieć. a tym bardziej o blondynce. Chciałem zaprotestować. Doszedłem do wniosku. – Musisz odejść – wyjaśniał. o której mówi. kiedy przychodzisz i odchodzisz. a później zaczął nucić piosenkę. Byłeś za bardzo dostępny. ale rozzłościłem się na niego za to. Nie wiedziałem. – Wszystko to widziałem. że dziewczyna. że ma rację. wcale nie była taka wspaniała. że to do mnie nie przemawia. – Przestań się wykręcać – powiedział don Juan ostro. miał zamiar nieźle mi dołożyć. że mówiłeś – odpowiedział. że rzeczywiście ją lubiłem. skąd o niej wie. Ja jednak nie przypominałem sobie. w moim życiu była bardzo ważna blondynka. abym mu opowiadał o kimkolwiek. Tylko wydaje ci się. że swoje stwierdzenia zawsze przedstawia z taką pewnością. Zaśmiał się z wielką rozkoszą. kto nią przechodzi. Zawsze. bardzo ci drogą. A jednak mogłem się wygadać. Wyprostowałem się. co znaczy być dostępnym. że się ukrywasz. a szczególnie to. Był świadomy efektu. – Nie tak wiele. – Najwyższy czas. mówiąc. Wiedziałem. Zacząłem się zastanawiać. Nie pamiętam. że ugodził w mój czuły punkt. że nie ma znaczenia. jakby nie słyszał mojego argumentu. Miałeś kiedyś kobietę. badając mnie wzrokiem. bez przerwy rozmawialiśmy o wszystkim. ale powstrzymał mnie. . jakby tam był i wszystko widział.

– Już ci mówiłem. . ażeby bezpośrednio pokazać ci to. co znaczy. – Było i jest rutyną – powiedział dogmatycznie. niezależnie od tego czy dotyczy to rzeczy. wszystkie lata. że musiałbyś rzadziej się z nią widywać. – Nigdy nikogo nie wykorzystywałem – powiedziałem szczerze. – Bycie nieprzystępnym oznacza. Poczułem się zakłopotany. że bycie nieprzystępnym wcale nie oznacza ukrywania się czy bycia tajemniczym mówił spokojnie. Zamiast zjeść pięć przepiórek. – To sprzeczność – powiedziałem. Straciłeś ją. Miał rację. że szukałeś jej wszędzie. – O co w tym wszystkim chodzi. Ważne jest to. czego nie udało mi się na przykładzie wiatru. Lekko go dotyka. że była kimś szczególnym w twoim życiu. aby stać się nieprzystępnym. że nie muszę. Moje życie nigdy nie było rutyną. don Juanie? – zapytałem. czy mocy. Czułem. – Jesteś w błędzie. Nie wystawiasz się na moc wiatru. ponieważ byłeś dostępny. Zapewniam cię. który czuje. przebywa w nim tak długo. że nie możesz kontaktować się z ludźmi. że ludzie zaczynają mnie męczyć i nudzić. roślin. – Bycie niedostępnym oznacza. jeśli nie jest ci to potrzebne. Prawda? Nie odpowiedziałem. lub samego siebie. – Jest niedostępny. Argumentowałem. ale w jakiś sposób oczy don Juana pobudzały mnie i zmuszały do aktywności. – Nie oznacza także. Jednak don Juan uważał inaczej i dlatego też mogę Otwarcie stwierdzić. że nie jesteś głodny i zdesperowany. aż jedynym uczuciem. Nie niszczysz roślin. don Juanie? – O to. – Ale to nie jest ważne. – Nie – powiedziałem. szczególnie tych. ponieważ nie wykorzystuje wszystkich możliwości i sił tego świata. że po to. zwierząt. Zaczął ogarniać mnie wielki smutek. – Sztuka myśliwego polega na tym. muszę pozostawać w zasięgu każdego. jesteś zaniepokojony. że w moim świecie nie do pomyślenia jest. Chciałem się nadąsać się i poddać przygnębieniu. Nie wykorzystujesz ludzi i nie wyciskasz z nich wszystkiego. że już nigdy więcej nie będzie jadł i pożera całe jedzenie. że będzie wciąż od nowa zwabiał do pułapek zwierzynę i dlatego o nic się nie martwi. A wtedy już musisz całkiem wyeksploatować to. – Nie rozumiesz – rzekł don Juan cierpliwie. Kiedy się martwisz. Dlaczego? – Teraz jesteś zbyt sentymentalny – powiedział oskarżycielsko.– Tak samo jak ty – powiedział łagodnie. Myśliwy ma bardzo intymny kontakt ze swoim światem. gadasz tylko jedną. których kochasz. aby być niedostępnym – stwierdził. – Jest niezwykle rutynowe i dlatego wydaje ci się. że tak jest. – Myśliwy wie. – Przypomniałem ci o tej dziewczynie tylko dlatego. bez zdawania sobie z tego sprawy. przez wszystkie dni. – Znaczy to. – Co ty ze mną robisz. wszystkie pięć przepiórek! Don Juan wyraźnie wymierzył cios poniżej pasa. Byłeś z nią dzień w dzień. aby normalnie funkcjonować. w desperacji kurczowo chwytasz się wszystkiego. A o kimś szczególnym powinniśmy mówić tylko pięknymi słowami. aż uschną na pieprz. aby zrobić palenisko. prawie nie pozostawiając śladów. ludzi. jakie ma. Martwienie się to stawanie się dostępnym. aby stać się nieprzystępnym – powiedział. jakie ci zostało. nie jesteś jak ten biedak. – Zawsze udaje ci się mnie zasmucić. a jednak jest nieprzystępny dla niego. że rozmyślnie unikasz wyczerpywania siebie i innych – kontynuował. jeśli pozostaje w tym świecie. kto ma ze mną coś wspólnego. jak tego potrzebuje. była nuda. Myśliwy korzysta ze swojego świata oszczędnie i z czułością. Lekko dotknął moich pleców. – Nie może być nieprzystępny. Powiedziałem. czego się uchwyciłeś lub tego kogoś. Zaśmiałem się i chyba sprawiłem mu tym przyjemność. – W przypadku tej dziewczyny znaczyłoby to. Nie tak jak to robiłeś. że nie jest. a później szybko odchodzi. że oszczędnie dotykasz świata wokół siebie. Zawsze znajdowałeś się w jej zasięgu i twoje życie stało się rutyną.

Prawie nie rozmawialiśmy przez cały poranek i nie mogłem przypomnieć sobie niczego ważnego. aby je zakończyć.8. Pochłonęła mnie ich obserwacja i można powiedzieć. Don Juan wciąż stał na szczycie skały. obserwując gryzonie wyglądające jak tłuste wiewiórki. Ja swój prawie skończyłem i byłem bardzo podniecony. Zwrócił mi uwagę. że on także się zbiera. Nie patrzyłem na niego. Jak prawdziwemu myśliwemu wiele z nich udało mi się wytropić. czas na lunch. ogłaszającą porę lunchu. 16 lipca 1961 Cały ranek spędziliśmy. spojrzałem w jego kierunku i zobaczyłem. kiedy biegną. Pomyślałem. Zaśmiałem się. jak robić pułapki. Podniosłem patyk i usiłowałem go wygiąć. Powiedział. Później wydał zawodzący dźwięk imitujący syrenę fabryczną. naginając go koliście. – Co robisz. Nie wiedziałem. miały okropny zwyczaj zatrzymywania się lub nawet wspinania na kamień i stawania na tylnych łapkach. jak łatwo potrafiły uniknąć niebezpieczeństwa. jak gdyby sprawdzał godzinę na zegarku. że nie wzięliśmy zapasów. Nagle zacząłem się niepokoić. Jego syrena była doskonała. czy żartuje. aby szedł do domu. – Czas iść do domu – powiedział. Później don Juan pokazał mi. że myśliwy. kiedy i gdzie się zatrzymają. don Juanie? – zapytałem. że prawdopodobnie żartował. Podszedłem do niego i zauważyłem. Zastawia je w nocy. zastanawiając się. które don Juan nazywał wodnymi szczurami. że daje sygnał całemu światu. – Jest piąta – stwierdził. Kiedy byłem już gotowy. – Jestem gotowy – powiedziałem. Wyjaśnił. aby same powpadały do jego pułapek. Nazbieraliśmy . taki fale wzmocniony gwizd fabrycznej syreny. w których jedzą i się gnieżdżą. To mnie całkowicie zbiło z tropu. Obserwowałem go z przejęciem i próbowałem powiązać to. Byłem tak zaabsorbowany gryzoniami. pięć czy sześć Pop nad ziemią. Wstał i wspiął się na skałę. że nagle znudziło mu się polowanie i daje sygnał. – Wracaj do pracy. Wydawało mi się. Automatycznie położyłem go na ziemi wraz z innymi myśliwskimi przyrządami. Po chwili don Juan znowu zadął w swój “gwizdek". którego nigdy nie miał. że się we mnie wpatruje. . czy zadziała. patrząc na mnie. czy też już całkiem mu odbiło. – Co się stało? – zapytałem. Przez chwilę nie wiedziałem. Pokręcił głową. Znowu zawył jak fabryczna syrena. Spojrzał na swój wyimaginowany zegarek. Przyłożył dłonie do ust i wydał przeciągły i bardzo przenikliwy dźwięk. tak abyś również ty się zatrzymał. ale gdy tylko umknęły jakiemuś drapieżcy. Don Juan przyłożył dłonie do ust i wydał następny gwiżdżący dźwięk. – Chyba mnie przeklniesz – powiedział. później na mnie i zamrugał. Stanął tam. Przerwanie życiowej rutyny Niedziela. co wcześniej mówił. Don Juan popatrzył na mnie z wyrazem zaciekawienia. – Możemy iść w każdej chwili. uśmiechnął się i znowu zamrugał. ale później pomyślałem. aby je schwytać. że był to dzień pracy w terenie. że siedzi ze skrzyżowanymi nogami kilka stóp ode mnie. aby wiedzieć. – Mają bardzo dobre oczy – powiedział don Juan. z tym. Spojrzał na mnie. Położyłem wszystko na ziemi i zacząłem się przygotowywać do powrotu. Obrócił się wkoło zawodząc w ten sposób. – Koniec lunchu – oznajmił. Powiedział. gdzie umieścić pułapki. jakby odkrywał wielki sekret. dlatego ze właściwie nie mieliśmy nic dojedzenia. W końcu potrafiłem prawie za każdym razem przewidzieć ich zachowanie. że zapomniałem. dlatego też powinieneś nauczyć się przewidywać. Właśnie trzymałem długi kij.trochę patyków i przystąpiliśmy do konstruowania tych Myśliwskich wynalazków. że według niego. aby się rozejrzeć lub uporządkować futerko. co robi. o co chodzi. musi poświęcić trochę czasu na odkrycie miejsc. kiedy nagle don Juan spojrzał na swój lewy przegub. a następnego dnia musi tylko wystraszyć gryzonie. z którego chciałem zrobić pętlę. – Musisz poruszać się tylko wtedy.

– Teraz jesteś już gotowy. Opis mojego nawyku jedzenia dotyczył wzorca. że zastawia pułapki albo że zna jej nawyki. aby każdego dnia jeść koło południa. – Wytworzyłeś już swój własny rytm polowania. że swoim niespodziewanym zachowaniem przeraził mnie aż do utraty zmysłów.Powiedział. o co mu chodzi. giętki i nieobliczalny. że moja rutyna jest tak samo szalona jak jego gwizdy. które obserwowaliśmy. zanim będziesz mógł powiedzieć. aby stamtąd uciec. Teraz muszę nauczyć cię najważniejszej i dużo trudniejszej. na którą polujesz. całkowicie oczekiwanym działaniem doprowadziłem go do takiego samego stanu. że właściwie moje życie to bałagan spowodowany brakiem zdrowych nawyków. ucząc cię polowania. Cała sytuacja znowu się zmieniła w tajemniczy sposób. – Myślałeś. o czym mówił. Mój lęk zniknął. ponieważ mamy przed sobą cały dzień. – Dobremu myśliwemu nie dlatego udaje się złowić zwierzynę. że jest ósma Kuno i muszę rozłożyć swoje narzędzia. Nie zrozumiałem. uśmiechając się. że to rozumiesz i że jesteś myśliwym. abym stracił rozum. że martwię się o lunch? – Pilnujesz tego. jak postępowałem. nawet jeśli wcale nie jesteś głodny. To całkowicie zmąciło mój spokój. Twój duch jest wyszkolony. ani dla . prawdopodobnie zrozumiesz. następnie uczyłem cię nawyków zwierzyny. Don Juan zaśmiał się i dał mi znak. aby pracować na sygnał. co mam na myśli. Czułem. uważam. Byłem zszokowany i przekonywałem go. – Czy nie wszyscy tak postępujemy? – Nie wszyscy. szczerząc zęby w szerokim uśmiechu. że w moim przypadku jest tej rutyny mniej niż w życiu większości moich przyjaciół i znajomych. Powiedziałem mu że wręcz przeciwnie. Właśnie dzięki temu staje się dobrym myśliwym. na które poluje. Mogą nawet minąć lata. koło szóstej wieczorem i ósmej rano – powiedział. Wyjaśnił. że oszalałem. jak robić i ustawiać pułapki. Don Juan przerwał. Jego okrągła głowa sprawiała. że to. Skąd mogłeś wiedzieć. – Wszystko. że dobry myśliwy musi przede wszystkim znać nawyki swojej zwierzyny. jesz o określonej porze i idziesz spać o określonej godzinie. że jesteśmy kwita. że swoim nieoczekiwanym. Odparł. – Nic ci o tym nie mówiłem. Rozmawiasz w wyznaczonym czasie. kiedy ześliznął się ze łkały i podszedł do mnie. Te umiejętności tworzą zewnętrzną formę polowania. – Co takiego zrobiłem albo powiedziałem. jakby dając mi czas na zastanowienie. ponieważ ja sam swoim bezwzględnym. bezwzględnym działaniem rozmyślnie usiłował tak mnie przerazić. niezmienne w swych reakcjach i łatwych do przewidzenia kaprysach. – Niepokoisz się o jedzenie zawsze o tych porach. że wyglądał jak jedno z tych myjących swe futro zwierzątek. co? – zapytał. Nie miałem nic na swoją obronę. że moje postępowanie wcale nie jest rutynowe. gdy tylko zaczął mówić. W ciągu kilku minut mój strach tak wzrósł. a nie tylko mu przytakiwać lub zaprzeczać. Wystarczyło tylko zadąć w gwizdek. że jego zachowanie jest szalone. abym usiadł obok niego. Byłem pod głębokim wpływem myśli. Jest zupełnie inny niż zwierzęta. Powiedziałem. Ja nie żyję rutynowo. a później zastawiania pułapek na te nawyki. Jest wolny. Dodał. – Czym jest rutyna? – zapytałem. Wpatrywał się we mnie pytająco. Jednak miałem dziwne odczucie. Nie miałem nic do powiedzenia. jaki stosowałem do wszystkiego w swoim życiu. że don Juan oszalał. Pomyślałem. Słowa don Juana brzmiały w moich uszach jak arbitralna i irracjonalna idealizacja. to rutyna. Nie mogłem sobie wyobrazić życia bez żadnych przyzwyczajeń. – Bycie myśliwym to nie tylko chwytanie zdobyczy – odezwał się znowu. że tak się zachowałeś? – Martwiłeś się o lunch. co robisz. – Teraz dużo już wiesz o polowaniu – kontynuował don Juan – więc łatwo będzie ci zrozumieć. ale dlatego że sam nie ma żadnych. Było to bardzo śmieszne. było niewykonalne ani dla mnie. że ogarnęło mnie nieodparte pragnienie. aby polowanie również przemienić w rutynę – kontynuował. Na tym polega jego przewaga. Najpierw uczyłem cię. aby ukazać ci ten mechanizm. Chciałem być z nim szczery. Zdjął kapelusz i zaczai naśladować ruchy gryzoni. Chciałem już biec. Jeśli przypomnisz sobie.

jeleń. – Czy to nie jest nawyk? – Oczywiście. gdzie zakładają gniazda. Obserwowałeś zwyczaje zwierząt na pustyni. że jest taki wyjątkowy i trudno go znaleźć? – zapytał. przygotuje ją do strzału. kiedy nagle posłyszałem słodki gwizd. Przede wszystkim jego strach uczyni z niego ofiarę. który to wszystko wie. Któregoś dnia sam możesz się o tym przekonać. na którą polujemy. co zwierzęta robią. co człowiek zrobi w sytuacji takiej jak ta. że jesteś taki sam jak twoja zdobycz. – Dlatego interesuje mnie teraz. Jesteś dobry w polowaniu. jak nauczyłem się polować. że jego koncepcja jest nie do zrealizowania w praktyce. – Możesz zacząć od niejedzenia lunchu o dwunastej każdego dnia. Wtedy pozostaną mu dwie możliwości: albo ucieknie. A więc myśliwemu. musisz przerwać życiową rutynę. który tropi zwierzynę na pustkowiu. w jakimś miejscu na świecie twoja droga przetnie się z drogą magicznej istoty i zechcesz na nią zapolować. – Jeleń musi w nocy spać – powiedziałem. Wyraz jego twarzy był bardzo zabawny i dlatego zaśmiałem się. że to magiczna istota. Z tego też powodu sami stajemy się celem dla kogoś czy czegoś innego. Może rzucić poncho na ziemię albo powiesić je na gałęzi. Być może twoim przeznaczeniem stanie się tropienie jednej z nich do końca życia. – Mówię teraz o polowaniu – powiedział chłodno. którego myśliwy. co sprawia. Ale te magiczne istoty tak się nie zachowują. Nigdy przez te wszystkie lata włóczęgi po pustkowiach nie słyszałem takiego dźwięku. Natomiast myśliwy. wydawało mi się. że nasze drogi się spotkały. albo stawi czoło. – Po to. Wydawało mi się. bo nie wiedziałem. – Jednak są zwierzęta nie dające się wytropić – zaczął znów opowieść. nie jesteś wyjątkiem. ale nie miałem żadnego. aby samemu nie stać się ofiarą. Wszystko to nawyki. Miałem tyle szczęścia. miejsca. Don Juan zrobił teatralną pauzę i popatrzył na mnie przenikliwie. Jak już wcześniej ci mówiłem. jeśli jest szczęściarzem. Uświadomiłem sobie. że magiczny jeleń jest świadomy nawyków zwykłych ludzi i myśliwych. Wtedy zastygnie w miejscu albo położy się na ziemi. – Nie ma nawyków – oznajmił tonem objawienia. co odpowiedzieć. Wiedziałem już. z pewnością ucieknie na otwartą przestrzeń. – Jak ci się wydaje. jak się poruszają. Poprosiłem go. łatwo przewidzieć każde twe posunięcie. że mam szczęście. Szybko się uczysz i teraz możesz już zobaczyć. Wiedziałem również. Jedzą i piją w pewnych miejscach. że dobiegał ze wszystkich stron równocześnie. – Co masz na myśli? – Lubisz polować. gdzie się żywią. aby uratować życie. – To sprawia. by był bardziej konkretny i podał mi przykłady. . jak i kiedy śpią. Pewnego razu byłem w gęstym lesie w górach centralnego Meksyku. W rzeczywistości wszystko to może przewidzieć i zrekonstruować dobry myśliwy. chodzi o to. w innych zakładają gniazda. Czy mnie rozumiesz? Znowu wyraziłem opinię. Wszyscy zachowujemy się jak zwierzyna. Jeśli będzie nie uzbrojony. może dzięki czystemu przypadkowi spotkać raz w życiu. nigdy nie zapomni zapewnić sobie osłony. na które zwracam ci uwagę.kogokolwiek innego. Nie byłem w stanie określić kierunku. co czujesz – powiedział. według mnie. zanim wykona jakiś ruch. Później chowa się i czeka na następny krok zwierzyny. – A jej widok jest godny zobaczenia. że jest magiczny. Być może któregoś dnia. Poparzył na mnie i uśmiechnął się życzliwie. Był mi obcy. – Jest na przykład taki jeleń. z którego pochodził. – Nie obchodzi mnie to. że być może jestem otoczony przez stado czy grupę nieznanych zwierząt. Kiedyś w moim życiu ktoś także zwrócił mi na to uwagę. zachowujesz się tak samo jak twoja zdobycz. aby być myśliwym. Wzruszyłem ramionami. Bardzo łatwo wyobrazić sobie. abyś stał się ich świadomy w swoim własnym życiu. Pomyślałem sobie. gdzie. jeżeli jeleń każdej nocy śpi o określonej godzinie i w określonym miejscu. że czeka na pytanie. Jeszcze raz posłyszałem ten zwodniczy gwizd. – Wymaga czasu – powiedział don Juan. Jeśli zaś będzie miał broń. Miało to miejsce zaraz po tym. zostawiają ślady we właściwy sobie sposób.

nie zachowałem się ani w jeden. wciąż się śmiejąc. coś wąchało moje włosy za prawym uchem. – To cholernie dziwna rzecz. – Co powiedział? – zapytałem półżartem. co to jest. Spróbowałem obrócić głowę. aż prawie zemdlałem. Uśmiechnąłem się mimowolnie. opowiadając mi niestworzone historie. Nagle poczułem łagodny dotyk powietrza. – Przecież jestem Indianinem. Wtedy zapytał mnie. – Jeleń przemówił? – Tak. A ja na to: “Ponieważ jest mi smutno". Don Juan umilkł na chwilę.Znalazłszy się w obecności magicznego jelenia. był raczej niewiarygodny. Powiedziałem. Roniłem łzy i szlochałem tak długo. Jego poczucie humoru było tak nietypowe. Obraz gadającego jelenia. Szybko stanąłem na głowie i zacząłem zawodzić. jak gdyby usiłował sobie przypomnieć. a ja powiedziałem. aby przekonać się. i przewróciłem się. że jego dialog z jeleniem był raczej drętwy. Jeleń patrzył na mnie. Wtedy magiczne stworzenie podeszło i powiedziało mi do ucha tak wyraźnie. Don Juan wstał i podniósł swoje myśliwskie przybory. że droczy się ze mną. – Nie mam o to do ciebie pretensji – odparł uspokajająco. prawda? – Przykro mi. że magiczne jelenie mówią. Don Juan przerwał i spojrzał na mnie. A ja mu odpowiedziałem: “Cześć". jak ja teraz tobie mówię: “Nie bądź smutny". – Magiczny jeleń powiedział: “Cześć przyjacielu". Don Juan wybuchnął śmiechem. Don Juan zajrzał mi głęboko w oczy z błyskiem czystej przekory. że zacząłem śmiać się razem z nim. Podniosłem się szybko i zobaczyłem świetliste stworzenie wpatrujące się we mnie. . Myślałem. I jeleń przemówił do mnie. że nie mam zamiaru zrobić mu krzywdy. – Przemówił do mnie – powiedział don Juan z szerokim uśmiechem. czemu płaczę. Po chwili ryknął śmiechem. – Naprawdę przemówił? – zapytałem zupełnie skonsternowany. że takie rzeczy się wydarzają – powiedziałem. – Nie wierzysz. – Czego się spodziewałeś? – zapytał. a później jego oczy zajaśniały. ani w drugi sposób. ale nie mogę uwierzyć. mówiąc delikatnie.

– Nie. że ma ogromne trudności. że w świetle tego. Poprosiłem go o wyjaśnienie. co powie dalej. wychodziłem na idiotę i dlatego teraz zatrzymałem się w środku długiej. Dzięki niemu stałem się bardziej świadomy swoich braków. czy odnosi się do mnie. zwierzętami i wszystkim. Jak zwykle poczułem się zmuszony do obrony. – Wiem. Lubiłem go jako człowieka. którą zawsze ujawniał w elegancki i precyzyjny sposób. – Co masz na myśli. w jaki żył. aby najlepiej wykorzystać swoje życie. Powiedział. Zawsze tak mówisz. że dla mnie najtrudniejszą rzeczą było to. co chciałem robić w życiu. kiedy w końcu się zmienisz. po kilku godzinach włóczenia się po pustyni. – Dobry myśliwy zmienia sposób postępowania tak często. – Dochodzi tu do głosu twoje stare poczucie . jak jego metody mogą mi pomóc. że są konieczne. że istnieją na ziemi takie moce. jak budować i zastawiać pułapki – powiedział. a ja nie stanowię wyjątku. ażeby rzeczywiście chcieć się zmienić. żeby zdecydować się. Pocierał dłonie i kiwał głową. że wszyscy jesteśmy głupcami. ale jednak nie wyobrażałem sobie. jak czułem. aby tłumaczyć się ze swoich czynów. że dużo nauczyłem się o polowaniu. wydymając policzki. że powiedział już wszystko. Jego stwierdzenie było niejasne i nie wiedziałem. jak gdybyś był jedynym człowiekiem na ziemi. – O mocach. don Juanie? – Myśliwy nie tylko zna nawyki swojej zwierzyny. Być może najbardziej dramatycznym dla mnie odkryciem było uświadomienie sobie. kiedy usiłowałem się bronić przed jego krytyką. Nie zgadzam się z tym. Dwa razy dał mi znak. Sposób. ale nie zmieniłem się tak bardzo jak on by sobie tego życzył. jak tego potrzebuje – zareplikował. Don Juan zgodnie ze swoją zasadą uderzał w mój najczulszy punkt. Jednak nauczyłem się szanować jego biegłość. – Nie wystarczy wiedzieć. – O jakich mocach mówisz? – zapytałem po długiej przerwie. Don Juan zamilkł i zdawało się. Zapewniłem go. co możesz. od czasu kiedy zaczął mnie uczyć polować. Wcale nie robisz tego. abym był cicho. Im bardziej jesteś uparty. Mnie zabrało to całe lata. co chciał. co żyje. że za każdym razem. Robisz wszystko. Czekałem. zaczął mówić. – Robię wszystko. co ma mi powiedzieć. a jednak nigdy nie wykorzystywał swojej przewagi. Przypomniałem sobie. Wydaje mi się. kiedy chciałem poprosić go o wyjaśnienie tych tajemniczych stwierdzeń. że rozumiem jego punkt widzenia. co możesz. Faktycznie. Czasami mijają lata. – Sam o tym wiesz. – Nie będzie ci łatwo się zatrzymać – powiedział w końcu. tym lepiej dla ciebie. zmiany są trudne i zachodzą bardzo powoli. że już wcześniej stwierdził. ja również poddałem rewizji swoje życie. jego sposoby mogłyby przynieść mi tylko cierpienie i trudy i dlatego znalazłem się w ślepym zaułku. co mogę – powiedziałem. Ostatnia bitwa na ziemi Poniedziałek. nie pozostawiał wątpliwości co do jego mistrzostwa. Bardzo uprzejmie przypomniał mi. które kierują ludźmi. było bardziej sugestią albo komentarzem dotyczącym moich wad. zanim człowiek przekona się o tym. aby temu zaradzić. Trzeba coś zrobić. całymi latami i bez żadnego rezultatu. Jego zainteresowanie zmianą mojego życia. że jesteś uparty. ale to nie ma znaczenia. ponieważ przyjemnie ci tego słuchać. Niestety.9. ale musi również wiedzieć. Byłem szczerze przekonany. co zasługiwało na zaufanie. że podoba mi się sposób postępowania don Juana. – Zdecydowałem się zmienić swoją taktykę – powiedział. Tylko tak mówisz. Gdy tylko usiedliśmy. 24 lipca 1961 Wczesnym popołudniem. Don Juan przyjrzał mi się z ciekawością i zaśmiał się. który popełnia błędy – powiedział. kiedy do czegoś się zabierasz. – Zawsze czujesz się zmuszony. usprawiedliwiającej przemowy. ale wyglądało na to. W jego zachowaniu było coś. ale być może nie mam żyłki do polowania. które kierują naszym życiem i śmiercią. don Juan wybrał ocienione miejsce na odpoczynek. aby wymagać czegoś ode mnie. – Myśliwy musi żyć jak myśliwy po to.

Równie dobrze może to być twoja ostatnia bitwa. że on zawsze wszystko mi wytyka. Chcę cię przekonać. co mogę. zauważyłeś. – Nie. na tej cudownej pustyni. ponieważ będziesz tutaj tylko przez chwilę. to na co czekasz? Dlaczego wahasz się i nie chcesz się zmienić? – Czy kiedyś. na co cię stać. Nie wiesz. don Juanie. nie wiesz. że to zmuszanie mnie do zmiany trybu życia jest przerażające i arbitralne. jakim było. ponieważ nie mogę nic zrobić. Tłumaczyłem mu. tajemniczy. może być twoim ostatnim czynem na ziemi. Ja tak samo nie chciałem się zmieniać. że pożyjesz jeszcze minutę dłużej. że musisz przyjąć odpowiedzialność za bycie tutaj. – Nie. Za to teraz wcale nie mam go dość. Powiedziałem. – Dlatego też nigdy nie byłeś artystą i być może nigdy nie będziesz myśliwym. hamując gniew. że znudzenie światem albo pozostawanie z nim w sprzeczności to odwieczna cecha kondycji ludzkiej. tak samo jak ty. – Nigdy nie przyjąłeś odpowiedzialności za bycie w tym niezgłębionym świecie – powiedział oskarżycielsko. Wciąż mam bolesne wspomnienie swojego niepowodzenia. że jestem jak . że wystarczy mi świadomość grożącej mi śmierci. – Robiłem wszystko. – Nie mówimy o tym samym – odparł. że masz dużo czasu. – Znowu nie masz racji. aby każdy twój czyn się liczył. abym był cicho. Powiedziałem. że musisz się nauczyć. będziesz niewiele więcej wart od trupa. Odparłem. wcale tak nie myślę. Przerwał i spojrzał na mnie. jak sprawić. – Nie masz czasu na to przedstawienie. że masz dużo czasu – powtórzył. na co mnie było stać. W tym wszystkim jest tylko jedna zła rzecz: wydaje ci się. – Dla ciebie świat jest dziwny. – Żyjemy w dziwnym świecie. aby zobaczyć wszystkie cuda świata. występuje przeciw tobie. aby jej uniknąć. Możesz robić to lepiej. że była nią sztuka. że twoje życie będzie trwać wiecznie. nie słuchasz rad swojej śmierci. Dał mi znak. Gdybyś wiedział. ale jednak sam fakt. Zbyt krótko. że do pewnego stopnia zgadzam się z nim. don Juanie. Nie ma takiej mocy. niezgłębiony. – A więc zmień ją – odparł sucho. głupcze – powiedział surowo. ponieważ wtedy. że sytuacja staje się dla mnie nie do zniesienia. Zawsze chciałem być artystą i przez lata próbowałem coś tworzyć. – Trzeba przyjąć odpowiedzialność za przebywanie w dziwnym świecie – powiedział. – Robię wszystko. twoje życie jest takim samym bałaganem. – Jeśli nie odpowiesz na to wyzwanie. – To. że nie ma racji. byłbyś myśliwym. wiesz o tym? Skinąłem potwierdzająco głową. a przede wszystkim każdy ma łatwy dostęp do ciebie. w tym cudownym czasie. Pragnę cię przekonać. jeśli nie myślisz. Jednak ja nie lubiłem swojego życia. ale bez sensu jest mówienie o niej. – Nie. – Myślisz. że twoje życie będzie trwać wiecznie. Podjudzał mnie do wymienienia choćby jednej rzeczy w moim życiu. że ja nie chcę się zmienić? –– Tak. Znowu poczułem przypływ zarozumiałości i chciałem argumentować. kiedy cię nie nudzi. Wybuchnąłem. zanim cię spotkałem. w którą całkowicie się zaangażowałem. ponieważ jest zdumiewający.własnej wartości i przywiązanie do osobistej historii. – Dużo czasu na co. Natomiast dla mnie świat jest dziwny. zauważyłem. Innymi słowy. przerażający. nie przyjmujesz odpowiedzialności za swoje czyny. cokolwiek robisz teraz. – Wobec tego. która zagwarantowałaby ci. – Wiem o tym – powiedziałem. Z drugiej strony. Byłem nim zmęczony. don Juanie? – Myślisz. sprawia. w tym cudownym świecie. Don Juan zaśmiał się i powiedział. jakby oczekiwał reakcji.

a twoja ciągłość nie ma żadnego znaczenia w tym wzbudzającym grozę. kto żyje szczęśliwie? Zgodnie z pierwszym impulsem chciałem powiedzieć. Wydawało mi się. – Marnujesz swój ostatni czyn na jakieś głupie humory. Wydawało mi się. żebyś ponownie przyjrzał się swojemu życiu i działał. – Nie masz czasu. to z pewnością zmieniałbym się stopniowo. ekscytującego szczęścia dostarczają działania oparte na pełnej wiedzy o tym. mając to na uwadze. że moje wysiłki staną się tylko bezowocną próbą oczyszczenia się z zarzutów.komediant odklepujący swoją rolę. Śmiał się. Usiadł i wydął policzki. – Są tacy ludzie. wie. zacznij działać. Poprosiłem go. ale. – Nie masz czasu. Nie miałem już żadnych argumentów. przyjacielu – powiedział. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. kiedy osoba. powiedziałbym.. A ty nie przygotowałeś się na ten nagły akt. Don Juan miał oczywiście rację. że jesteś idiotą – stwierdził spokojnie. Powiedziałem ci już. Podrapał się po głowie i uśmiechnął. Zmień się. o której mówię. że nie mamy żadnej pewności co do tego. który wie. czy nasze życie będzie trwało wiecznie.. Później nagle wstał. – Zamiast tak łatwo się zgadzać. Don Juan był rozbawiony wysiłkami nadania sensu mojej wypowiedzi. Moje myśli biegły niepohamowanym strumieniem. a szczególnie wtedy. – Naprawdę nie znam. Zmiana. o tym. Jednak. – Tak po prostu? – Właśnie. że walczy w swojej ostatniej bitwie na ziemi-Innymi słowy. nigdy nie zachodzi stopniowo. przyjacielu. że wielu ludzi mogę podać za Przykład. Nie byłem pewny. Podejmij wyzwanie. – Gdyby to była twoja ostatnia bitwa na ziemi. że jej czyny stanowią ostatnią jej bitwę. która działa. ale on ruchem brwi nakłaniał mnie do odpowiedzi. Jednak w końcu. co robię teraz. kiedy mówiłem o zdeterminowanej ciągłości. być może. następuje nagle. żeby jednak dokończył to o czym zaczai mi mówić.. Powiedziałem mu. że moja opinia nie jest bezpodstawna. Po chwili przerwy don Juan dalej wyjaśniał swój punkt widzenia. Ich szczęście polega na tym. Sprawia tylko. Nikt z nas nie posiada wystarczająco dużo czasu. – W porządku! Ale czy znasz kogoś. pewnego dnia zdziwisz się. Dlatego uważasz. drapał się po niej. Don Juanowi zabrakło chyba słów. tajemniczym świecie. śmiejąc się z jego błazeństw. ale opiera się na przekonaniu. kiedy przynosi mi to radość. że będę w stanie kontynuować do woli to. że jeżeli miałbym się przygotowywać do zmiany. – Nie zmieniłeś się ani trochę – powiedział. którzy zważają na naturę swych czynów. . Dla mnie szczęście polegało na przeświadczeniu o naturalnej ciągłości moich czynów. Dziwnego. Nikt z nas go nie ma – powiedział. jak tylko się da – powiedziałem. że tak będzie i dlatego nie przestaję cię przekonywać. rzucił kapelusz na ziemię i stanął na nim. Wiem. – Zgadzam się z tobą. – Nie – powiedziałem. – A ja tak – zareplikował don Juan. abyś zwrócił uwagę na to. ze tak. Dlatego ich czyny mają szczególną moc – Ich czyny mają. Radziłbym ci. że zmiany nadchodzą gwałtownie i niespodziewanie. Nie zgadzałem się z nim. kiwał głową. mocy i zniewalającej siły czynów dokonywanych przez człowieka. uznałem. tak samo jest ze śmiercią. – Czyny mają moc – powiedział. a w końcu.. twoja ciągłość wcale nie czyni cię . – Szczególnie wtedy. don Juanie. kiedy nagle zmienisz się bez żadnego ostrzeżenia. że jesteś bojaźliwy. co właściwie chcę powiedzieć. że działają z pełną świadomością całkowitego braku czasu. że jest w tym sprzeczność. – Nie masz co się zgadzać – warknął. że to pytanie retoryczne. że zmieniasz się po trochu. ani chwili czasu. co możemy z tym zrobić? Wydawało mi się. – Na tym polega nieszczęście istot ludzkich. że świat i ja sam posiadamy zdeterminowaną ciągłość. Skończyłem więc przemowę. – Żyć tak szczęśliwie. – Radziłbym ci. jakby już skończył rozmowę. Wytłumaczyłem mu. Jak ci się wydaje. Twoje czyny z pewnością nie mają błyskotliwości. – Może powinienem ująć to inaczej – powiedział.

Są moce. – Czy możesz je opisać? – Nie całkiem. ale kiedy przerażający. co nami kieruje? – zapytałem. – Masz rację – przyznałem. jaką myśliwy posiada nad zwykłymi ludźmi. nie walcząc ani nie myśląc. Przyznałem mu się. jestem tego pewny. wtedy uświadomisz sobie. Skoncentruj się na tym. Chciałem go wybadać. że nie masz czasu. – Czy to coś strasznego być bojaźliwym? – Nie. Skoncentruj uwagę na nici łączącej ciebie i twoją śmierć. ściągnąć . Jeśli czeka na mnie. Myśliwy odnosi się do swojej ostatniej bitwy z należnym jej szacunkiem. – Śmierć czeka na nas i ten czyn. kiedy suchym. przerażające. tajemniczy świat otworzy paszczę. powietrzem. Natomiast w przeciwieństwie do nich. będą posiadały właściwą moc. że jest na granicy ujawnienia mi czegoś. – Dlaczego? – To bez sensu. Większość ludzi działa. bez wyrzutów sumienia. i niech twoje czyny będą się na nim opierać. zanim zdążyłem o cokolwiek zapytać. – Ale trudno mi to zaakceptować. to po co mam się tym przejmować? – Wcale nie powiedziałem. Tylko wtedy. Mam nadzieję. – Całe lata zajmie ci przekonanie się do tego. że przywiązujesz się do czegoś. Naturalne jest. co istnieje tylko w twoich myślach. że ciągłym przypominaniem mi o niej wzbudza we mnie lęk. ciągle myśląc o swojej śmierci. ale jednak czasami można być świadkiem ich wspaniałości. że twoje niezawodne sposoby postępowania wcale nie były takie niezawodne. ale jeśli masz umrzeć. ale powstrzymał się i uśmiechnął się tylko. zanim zaczniesz tak postępować. – Powiedziałem ci. pozostaną one czynami człowieka bojaźliwego. – To nie jest naturalne. Zaśmiał się w odpowiedzi na mój gest rozpaczy. zabić. myśliwy oszacowuje każdy czyn. którego teraz dokonujemy może być naszą ostatnią bitwą na ziemi – odparł soczystym tonem. tak samo jak każdego z nas. Przestał mówić i znowu na mnie spojrzał. kiedy tak mówisz – powiedziałem. Jego ciało wykonało nagły ruch i już był na nogach. jeśli jesteś nieśmiertelny.szczęśliwym ani pełnym mocy. że wystarczy ci czasu. poza tym że można je nazwać siłami. powinien dać z siebie wszystko. Bojaźń nie pozwala nam na zbadanie i wykorzystanie naszego losu. które nami kierują. tego też jestem pewny. don Juanie. duchami. – Tam gdzieś ona czeka na mnie. Uspokaja cię. po prostu dlatego że sprawia ona. Wciąż rozmyślałem o jego niezwykłych zdolnościach umożliwiających mu poruszanie się z taką szybkością. Siły. Dzięki temu odczuwa przyjemność. rozkazującym tonem polecił mi wytropić królika. nie ma czasu na bojaźliwość. don Juanie. tak jakby każdy jego czyn był jego ostatnią bitwą. Gapiłem się na niego oszołomiony. – Oczywiście. Wyczuwałem. złapać go. smutku czy obawy. Wstał w jednej chwili. Don Juan z poważnym wyrazem twarzy zbadał mnie wzrokiem. a później znowu miną lata. W przeciwnym przypadku. że dokonując ostatniego czynu na ziemi. – Nazywam to bitwą. że masz się nią przejmować. kiedy spełnisz te warunki. że bałem się myśleć o swojej śmierci i oskarżyłem go. kiedy panuje spokój. ponieważ życie jest walką. – Czy jest coś. która stępia ostrze jego przerażenia. – Jestem przerażony. postępuje rozumnie. Tylko głupiec nie zauważyłby przewagi. Niech każdy twój czyn będzie twoją ostatnią bitwą na ziemi. Ale być może ty jesteś inny i śmierć wcale na ciebie nie czeka. – Ale przecież wszyscy musimy umrzeć – powiedział i wskazał na wzgórza w oddali. że to dziwny świat. ale on wstał. – Wobec tego co mam robić? – Wykorzystać ją. a ponieważ posiada gruntowną wiedzę o swojej śmierci. aby cię pochłonąć. które kierują ludźmi są nieprzewidywalne. Przyłączę się do niej. wiatrem czy czymś podobnym. – Nie chcę o niej myśleć. aby żyć.

zupełnie tak samo jak moja śmierć będzie darem dla kogoś lub czegoś innego. Odwróciłem się do don Juana. Moje zdeterminowanie przerodziło się w udrękę nie do zniesienia. siedziało cicho i bez ruchu. jak mam zabijać zwierzynę. Popatrzył na niebo i powiedział. Opanowało mnie pragnienie odkrycia. Z rozdzierającą serce jasnością czułem tragedię królika. Byłem bardzo spokojny. jak wiele razy sam byłem królikiem. a jego odebrałem jako wyraz milczącej rozpaczy. – Dlaczego? – Nigdy tego nie robiłem. Z całych sił. Królik zwisał bezwładnie. Proste zdarzenia tego dnia wykończyły mnie. jak przewidywałem. Złapałem go za uszy i wyciągnąłem. dwie przepiórki i jednego grzechotnika. Wiele razy włóczyliśmy się po pustyni i przez cały ten czas on sam zabił tylko jednego królika. które kierują ludźmi albo zwierzętami. Był martwy. który wpadł w moją pułapkę. Wymieniliśmy smutne spojrzenia. Automatycznie przystąpiłem do działania. Był tak zdecydowany. Odczułem przez chwilę ulgę. Ton don Juana zaszokował mnie. ponieważ moc czy też duch kierujący królikami zaprowadził u progu zmierzchu właśnie jego do mojej pułapki. w jaki sposób zdechł. że to tylko królik. Don Juan położył mi na niej rękę i wyszeptał do ucha. co robić. ale on był za szybki i chybiłem. – Teraz zabij go – powiedział don Juan ostro. Powiedział. zupełnie tak. poruszałem się ostrożnie i nie miałem żadnego kłopotu ze złapaniem królika. Jej pręty złamały się z trzaskiem. aby wyjąć królika. Czułem mdłości. że królik musi umrzeć. Kręciło mi się w głowie. Usiłowałem przekonać samego siebie. Zrozumiałem. postępując w taki sam sposób jak dziesiątki razy wcześniej. – Nie mogę go zabić – powiedziałem.z niego skórę i upiec mięso przed zmierzchem. Upuściłem klatkę z królikiem i spojrzałem na don Juana. że muszę zdjąć skórę z królika i upiec go. Powiedział. – Nie mogę. – Do diabła z zabijaniem – powiedziałem głośno. Poczułem natłok chaotycznych myśli. jakby mówił do dziecka. że powinienem zdążyć. skuliło się. Zwierzę przywarło do tylnej ściany klatki. – Zabij go! – rozkazał z dzikim spojrzeniem. – Zastrzeliłem je. a on na mnie. a nie zabiłem gołymi rękami. nigdy nie zdarzyło się. – Przecież zabiłeś setki ptaków i innych zwierząt. Wpatrywał się we mnie. kiedy próbowałem chwycić królika za uszy. Popatrzyłem na niego. Okropnie bolała mnie głowa. emanował pewnością i wiedzą. Spróbowałem jeszcze raz i znów mi się nie udało. Okazała się nadspodziewanie mocna i nie rozbiła się. Od czasu kiedy don Juan zaczął mnie uczyć polować. że moce. Nie mam co zawracać sobie nim głowy. zanim zapad' nie noc. że śmierć królika jest dla mnie darem. Don Juan szedł obok mnie i śledził moje ruchy badawczym wzrokiem. Don Juan bardzo cierpliwie przemawiał do mnie. Poczułem mdłości i gwałtownie kopnąłem klatkę. Sięgnąłem do pułapki. prawą nogą nadepnąłem na krawędź klatki. kiedy ogarnęło mnie dziwne uczucie strachu. przyprowadziły tego królika do mnie w taki sam sposób. Usiadłem obok skały. która w następnym momencie gwałtownie zmieniła się w rozpacz i przerażenie. Ogarnęła mnie rozpacz. jakby właśnie tutaj na mnie czekały. Nie wiedziałem. Dreszcz strachu przebiegł mi po plecach. że nie pozostawiał żadnych wątpliwości co do tego. jak poprowadzą mnie do mojej śmierci. Ze jego życie na tej pięknej pustyni dobiegło końca. Zadrżałem z emocji. że czas królika dobiegł końca. Krzyknął na mnie. Powiedział. – Nikogo nie zabiję. Ten królik będzie wolny. Trzęsły mi się ręce. co spowodowało całkowitą identyfikację z nim. Jednak nie potrafiłem wyzbyć się niesamowitego poczucia . – Cóż to za różnica? Czas królika skończył się. aby go uwolnić. Wyciągnąłem królika na zewnątrz. W przeciągu kilku sekund przez mój umysł przewinęły się najistotniejsze momenty z mojego życia. aby pokazywał mi.

identyfikacji z nim. Don Juan powiedział, że powinienem zjeść kawałek jego mięsa, przynajmniej jeden kęs, aby uprawomocnić swoje odkrycie. – Nie mogę tego zrobić – zaprotestowałem pokornie. – Jesteśmy niczym dla tych mocy – warknął na mnie. – Dlatego zostaw swoje poczucie ważności i właściwie wykorzystaj ten dar. Podniosłem królika. Był jeszcze ciepły. Don Juan pochylił się nade mną i wyszeptał mi do ucha: – Twoja pułapka była dla niego ostatnią bitwą na ziemi. Jak ci powiedziałem, nie zostało mu już ani trochę czasu, aby biegać po tej cudownej pustyni.

10. Stać się dostępnym dla mocy Czwartek, 17 sierpnia 1961 Gdy tylko wyszedłem z samochodu, zacząłem narzekać na swoje nędzne samopoczucie. – Siadaj, siadaj – powiedział don Juan łagodnie i prawie zaprowadził mnie za rękę na werandę. Uśmiechną} się i poklepał mnie po plecach. Dwa tygodnie wcześniej, 4 sierpnia, don Juan, jak zapowiedział, zmienił swoją taktykę i pozwolił mi przyjąć kilka gałek pejotlu. Podczas największego nasilenia halucynacyjnych wrażeń bawiłem się z psem, który mieszkał w domu, gdzie odbywała się sesja. Don Juan zinterpretował moją zabawę z psem jako wyjątkowe wydarzenie. Utrzymywał, że w momentach mocy, takich jak ten, który wtedy przeżyłem, świat zwykłych zdarzeń nie istnieje i niczego nie można uznać za pewne. Pies nie był prawdziwym psem, ale wcieleniem Mescalito, mocy czy też bóstwa znajdującego się w pejotlu. Późniejszym skutkiem tego doświadczenia było ogólne poczucie zmęczenia i melancholii, plus przypadki wyjątkowo wyraźnych snów i koszmarów. – Gdzie są twoje przybory do pisania? – zapytał don Juan, kiedy usiadłem na werandzie. Zostawiłem swoje notesy w samochodzie. Don Juan wrócił do niego, ostrożnie wyciągnął moją walizkę i przyniósł mi ją. Zapytał, czy zwykle noszę ją ze sobą. Odpowiedziałem twierdząco. – To szaleństwo – podsumował. – Mówiłem ci, żebyś nigdy nie nosił niczego w rękach, kiedy chodzisz. Używaj plecaka. Zaśmiałem się. Pomysł noszenia notatek w plecaku był niedorzeczny. Powiedziałem mu, że zwykle chodzę w garniturze i plecak w połączeniu z nim byłby absurdalny. – Załóż płaszcz na plecak – powiedział. – Lepiej żeby ludzie myśleli, że masz garb, niż miałbyś zrujnować sobie zdrowie, nosząc to cały czas w ręku. Nalegał, abym wyjął notes i zaczął pisać. Wydawało mi się, że bardzo się stara mnie rozluźnić. Znowu zacząłem narzekać na dotkliwe bóle i na dziwną depresję. Don Juan zaśmiał się i rzekł: – Zaczynasz się uczyć. Później odbyliśmy długą rozmowę. Powiedział, że Mescalito, pozwalając mi bawić się z sobą, wskazał na mnie jako na wybrańca i dlatego, chociaż zdezorientował go ten omen, gdyż nie jestem Indianinem, zamierza jednak przekazać mi pewną tajemną wiedzę. Powiedział mi, że on sam miał dobroczyńcę, który nauczył go, jak stać się człowiekiem wiedzy. Czułem, że wydarzy się coś strasznego. Jego wyznanie, że jestem wybrańcem, plus absolutnie osobliwe postępowanie don Juana oraz destrukcyjny wpływ pejotlu wytworzyły we mnie stan nieznośnego lęku i niezdecydowania. Ale don Juan nie przejął się moimi uczuciami i poradził mi, abym myślał tylko o cudzie zabawy z Mescalito. – Nie myśl o niczym innym – dodał. – Reszta przyjdzie sama. Wstał i klepiąc mnie lekko po głowie, dodał bardzo godnie: – Zamierzam nauczyć cię, jak zostać wojownikiem, tak samo jak uczyłem cię polowania. Muszę cię jednak Strzec, że podobnie jak nauka polowania nie uczyniła z ciebie myśliwego, tak teraz mogę nie zrobić z ciebie wojownika. Byłem sfrustrowany, a fizyczne dolegliwości graniczyły z bólem. Zacząłem uskarżać się na plastyczne sny i koszmary. Myślał o tym przez chwilę i znowu usiadł. – To są dziwne sny – powiedziałem. – Zawsze miałeś dziwne sny – odparował. – Ale mówię ci, że teraz są naprawdę dużo dziwniejsze niż kiedykolwiek przedtem. – Nie przejmuj się. To tylko sny. Tak jak sny zwykłego człowieka, nie mają mocy. A więc po co

martwić się nimi albo o nich mówić? – One mnie niepokoją, don Juanie. Czy nie mógłbym czegoś zrobić, aby je powstrzymać? – Nie. Niech same ustaną – powiedział. – Teraz nadszedł czas, abyś stał się dostępny dla mocy, i zaczniesz od śnienia. Ton jego głosu, kiedy mówił o śnieniu, sprawił, że uznałem, iż używa tego słowa w bardzo szczególny sposób. Zastanawiałem się nad pytaniem, jakie mam zadać, kiedy znowu zaczął mówić. – Nigdy nie mówiłem ci o śnieniu, ponieważ do tej pory chciałem uczyć cię tylko tego, jak zostać myśliwym – powiedział. – Myśliwy nie jest zainteresowany manipulowaniem mocą, dlatego jego sny są tylko snami. Mogą poruszać cię do głębi, ale nie są śnieniem. Natomiast wojownik poszukuje mocy, a jedną z prowadzących do niej ścieżek jest śnienie. Można powiedzieć, że różnica pomiędzy myśliwym a wojownikiem polega na tym, że wojownik postępuje ścieżką mocy, a myśliwy nic o niej nie wie albo wie bardzo mało. Decyzja co do tego, kto ma być wojownikiem, a kto tylko myśliwym, nie zależy od nas. Zostaje podjęta w sferze mocy, które kierują człowiekiem. Dlatego właśnie twoja zabawa z Mescalito była tak ważnym omenem. Te moce przywiodły cię do mnie, zabrały cię na dworzec autobusowy, pamiętasz? Pewien błazen przyprowadził cię do mnie. Doskonały omen, błazen wskazujący na ciebie. Dlatego uczyłem cię, jak zostać myśliwym. A później pojawił się następny doskonały omen, sam Mescalito bawił się z tobą. Rozumiesz, o co mi chodzi? Jego niezwykła logika była przytłaczająca. Słowa don Juana stworzyły wizję, w której podlegałem czemuś przerażającemu i nieznanemu, czemuś, czego zupełnie się nie spodziewałem i nawet w najdziwniejszych fantazjach nie wyobrażałem sobie jego istnienia. – Co, według ciebie, powinienem robić? – zapytałem. – Otwórz się na przyjęcie mocy. Zabierz się za swoje sny. Nazywasz je snami, ponieważ nie masz mocy. Natomiast wojownik, będąc człowiekiem poszukującym mocy, nie nazywa ich snami, ale rzeczywistością. – Uważasz, że bierze swoje sny za rzeczywistość? – On nie myli ze sobą żadnych rzeczy. To, co ty nazywasz snami, jest dla wojownika rzeczywiste. Musisz zrozumieć, że wojownik nie jest głupcem. Jest nieskazitelnym myśliwym, który poluje na moc. Nie jest pijakiem ani szaleńcem. Nie ma czasu ani chęci na blagowanie czy też okłamywanie samego siebie, ani na wykonanie nie właściwego ruchu. Stawki są zbyt wysokie, aby mógł robić coś takiego. Ryzykuje swoim precyzyjnie uporządkowanym życiem, a doprowadzenie go do doskonałości zajęło mu dużo czasu. Nie ma zamiaru go zmarnować przez jakiś głupi błąd w kalkulacji, przez pomylenie ze sobą jakichś rzeczy. Śnienie jest rzeczywiste dla wojownika, ponieważ może on w nim działać w zamierzony sposób, jest w stanie dokonać selekcji. Z wielkiej liczby rzeczy może wybierać te, które prowadzą do mocy, a póz niej manipulować nimi i wykorzystywać je. Natomiast w zwykłym śnie nie da się działać w zamierzony sposób. – Czy wobec tego uważasz, że śnienie jest rzeczywiste? – Oczywiście, że jest rzeczywiste. – Tak rzeczywiste jak to, co teraz robimy? – Jeśli chcesz porównywać, mogę ci powiedzieć, ze jest bardziej rzeczywiste. Podczas śnienia posiadasz moc, jesteś w stanie zmieniać rzeczy, możesz odkryć niezliczoną ilość faktów, możesz kontrolować wszystko, co tylko zechcesz. Stwierdzenia don Juana zawsze przemawiały do mnie tylko częściowo. Bez trudu mogłem zrozumieć, że podoba mu się idea możliwości dokonywania wszystkiego we śnie, ale nie mogłem jej traktować poważnie. Byłoby to zbyt dużo jak na mnie. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę. Jego twierdzenia były szalone, a jednak nie mogłem sobie przypomnieć, bym kiedykolwiek spotkał człowieka tak mądrego jak on. Powiedziałem mu, że nie mogę uwierzyć, że bierze swoje sny za rzeczywistość. Zachichotał, jakby był przekonany o absolutnej niemożności obrony mojego stanowiska. Potem wstał i bez słowa wszedł do domu. Przez długi czas siedziałem osłupiały. Potem don Juan zawołał mnie na tyły swojej chaty. Przygotował trochę kukurydzianki i wręczył mi miskę.

Przecież lubisz włóczyć się ze mną po pięknej pustyni. jakoś nie odczułem. ale on wrzasnął. że musiał rozejrzeć się wkoło. Jednak wysokiej temperatury. – Teraz jest inaczej – powiedział. że nie. Chciałem się dowiedzieć. Don Juan nagle wyszedł zza skał i uśmiechnął się do mnie. – Nazywam to jedzeniem – powiedział. Powiedziałem. chcąc mu zwrócić uwagę na to. Krępowałem się. Chciał. Odpowiedział mi. Wskazał na samotnie stojący w odległości dziesięciu. Później usiadł wyprostowany i zwrócił głowę na prawo. niedbale stwierdził. Uważnie nasłuchiwał. czy nie ma na ten okres szczególnej nazwy. że to mięso mocy i trzeba je żuć powoli. że w pobliżu nie ma nic. powstrzymując śmiech. aby to porzucić. co się dzieje. – Jak nazywasz to. czy z wierzchołka mojego kamienia widzę coś niezwykłego. jakby spodziewał się. Don Juan przyłożył rękę do ucha i wrzasnął. jak stać się dostępnym dla mocy. nie mając ku temu ważnych powodów. czy było to jakieś wielkie zwierzę. Kawał drogi szliśmy kanionem. Nauczysz się. czym jest rzeczywistość w przeciwieństwie do snu. Był spokojny. ale przecież bardzo lubiłem chodzić razem z nim. złapałem się na haczyk. Dał mi znak ruchem głowy. nawet gdybym bardzo się postarał. na którym siedziałem. Spojrzał na mnie dwa czy trzy razy. którego z pewnością nie użyłby. Wtedy zauważyłem. – Daj spokój. że znajdowaliśmy się w kolistym. Znowu dałem wyraz wewnętrznej rozterce. – Co się stało? – zapytałem szeptem. zwykle dla mnie nie do zniesienia. a . Jego odpowiedź była nienaturalna i niepojęty był dla mnie jego krzyk. co teraz robimy? – zapytałem go. ale nie będziemy się już błąkać po pustyni. że mnie nie słyszy i dlatego muszę do niego krzyczeć. – Co robisz? – zapytałem. aby podać mi kilka kawałków suszonego mięsa. kiedy się nie śpi. Gdy tylko skończyliśmy jeść. abym krzyczał. Teraz już za późno. a jednak piękny świat. żebym sobie nimi nie zawracał głowy. że powinienem jeszcze chwilę tam pozostać. Pozostał w tej pozycji. pozwalasz sobie na głupie lęki – powiedział cicho. Don Juan wreszcie zatrzymał się i usiadł w cieniu kamieni. Don Juan poprowadził mnie ku wzgórzom na wschodzie. Wrzasnąłem. piętnastu stóp prawie okrągły kamień i pomógł mi wspiąć się na niego. Nie wysunąłem już dalszych argumentów. że rzeczywiście jest to przerażający. na którym siedziałem. – A ja rzeczywistością – wyjaśniłem – ponieważ jedzenie jest czymś.Zapytałem go o czas. Mógłbym wrócić do samochodu i odjechać. klepiąc mnie po plecach i uśmiechając się życzliwie. chodzenie. albo nie chciał odpowiedzieć. Nie mogłem jednak. Przeciągnął się. śledząc jego poczynania. Wyjąłem krakersy z plecaka. bo wydawało mu się. Zaczął iść w kierunku pustynnego chaparralu. tajemniczy. co się naprawdę teraz odbywa. niemalże śpiący. że podejdzie do nas zwierzyna. – Od dzisiaj zaczniemy chodzić do miejsc mocy. ale on powiedział mi. – Przemawiam teraz do twojego ducha myśliwego. podobnym do zatoczki zagięciu wyschłego koryta rzeki. że siądzie razem ze mną. otoczonym głazami z piaskowca. Ze śmiertelną powagą powiedział. czym można by się niepokoić. przekroczyć swoich ograniczeń i zaakceptować jego stwierdzeń. Usiadł i ukrył się pomiędzy dwiema skałami u podstawy głazu. Bardzo ostrożnie wycofał się za skały. Myślałem. Poczułem gwałtowne szarpnięcie w żołądku. wstał nagle i zaczął wzrokiem badać otoczenie. którego doświadczałem tylko w jego towarzystwie. Był gorący dzień. tak jak to robiliśmy poprzednio. Zapytałem go. że się nie kwalifikuję do tego przedsięwzięcia. Automatycznie zastygłem w bezruchu na swoim miejscu i poruszałem tylko oczyma. Zacząłem zsuwać się z kamienia. Wycieczka okazała się bardzo długa. – Śnienie również się odbywa – zareplikował. – Tak samo jak polowanie. że wybierzemy się na przechadzkę. Powiedziałem. abym poszedł za nim. ale on podszedł tylko po to. tak jak to robi myśliwy. wrzeszcząc. ale on nalegał. Lubiłem to wrażenie. Później bardzo głośno powiedział. Tak jak powiedział. chichocząc. Ale albo nie zrozumiał. że niczego tu nie ma. Później wrócił w ocienione miejsce i usiadł. abym usiadł w wyróżniającym się miejscu. że chciałbym wiedzieć. Rozluźniłem się i swobodnie usiadłem. a on odkrzyknął. Don Juan wydawał się rozkoszować moją desperacją. Następnie zapytał mnie. śmianie się. dopóki nie skończyłem jeść. nie mieszając z żadnym innym pożywieniem. ziewnął i podszedł do kamienia. że coś posłyszał. opierając się plecami o ścianę.

Podszedłem do niego. Don Juan w końcu wstał. że ubiliśmy interes. ale jakaś część mnie zupełnie odmówiła funkcjonowania i zasnąłem. było późne popołudnie. zanim moje mięśnie odzyskały elastyczność potrzebną do chodzenia. ale don Juan nakazał całkowitą ciszę. ale nie zauważyłem żadnej wody. Don Juan poradził mi. Kiedy zacząłem z tego żartować. jakie tylko zechcę. – Wiem. aby dowiedzieć się. Umierałem z ciekawości. spoglądając surowo. trwającą godzinami. Aby zauważył nas duch. Całe ciało mi zdrętwiało i zmarzłem. Próbowałem myśleć o czekających mnie nowych przygodach. – Rozchorowałbyś się. zwróciłem uwagę na niepojętą łatwość. ponieważ muszę stać się dostępny dla mocy wody zamieszkujących to wyjątkowe miejsce. Pracowałem nad notatkami. abym opisał mu widok rozciągający się na południe od nas. że mogę zadawać wszelkie pytania. Na razie muszę powstrzymać się od zadawania pytań. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o tym domniemanym duchu. Powiedział. bolały mnie plecy i czułem napięcie w ramionach i szyi. – Twoje ciało nie jest przyzwyczajone do mięsa mocy powiedział. Od czasu do czasu podawał mi kawałek suszonego mięsa. 19 sierpnia 1961 Wczoraj rano don Juan i ja pojechaliśmy do miasta i zjedliśmy śniadanie w restauracji. Poradził mi. Próbowałem wypytywać go o wydarzenia minionego dnia. Kiedy próbowałem się wyprostować. Zabrakło mi . Kiedy w końcu dotarliśmy do domu. Wyznaczył odległość trzech kroków jako dystans. Koło południa znowu wybraliśmy się do wodnego kanionu. – Jaki to rodzaj ducha? Popatrzył na mnie z ironicznym wyrazem twarzy i za-replikował: – A ile jest ich rodzajów? Zaśmialiśmy się. Ścierpły mi nogi. Kiedy opuściliśmy to miejsce. don Juan udał się w stronę gór. przypomniał mi. w krzakach. ale on. Don Juan skierował się ku domowi. Sobota. Ze zdenerwowania zadawałem głupie pytania. Po prostu skoczył na równe nogi i wyciągnął do mnie rękę. a później wspięliśmy się na szczyt jednego z wyższych wzgórz. że krzyk był potrzebny do ujawnienia mojej obecności. gdybyś nie jadł tego co zwykle. Rozejrzałem się wkoło. prowadziliśmy hałaśliwą rozmowę. abym trwał w bezruchu i nawet szeptem czy najmniejszym drgnieniem nie zdradził naszej obecności. aby mi pomóc. po czym dał mi znak. Szedł bardzo wolno. W końcu zrobiło się za ciemno na pisanie. że musimy zaczekać na zmierzch i że powinienem zachowywać się w jak najbardziej naturalny sposób. Jest tutaj duch i musimy go wywabić. powiedział po prostu: – Moje ciało lubi wszystko. Tutaj don Juan wybrał niczym nie osłonięte miejsce na odpoczynek. – Musimy tylko poczekać. On sam zajadał z wielkim apetytem. do czasu kiedy znajdziemy się w miejscu mocy. żebym zszedł na dół. co przez to rozumie i szeptem próbowałem zadać pytanie. żebym zbyt drastycznie nie zmieniał swoich nawyków związanych z posiłkami. co znaczy. Krzyczeliśmy tak do siebie przez jakiś czas. że stoimy nad nią. Może pójdzie za tobą. za to dla mnie stanowiło wyjątkową torturę. Wytłumaczył mi. a potem zachowywaliśmy przymusową ciszę. z jaką don Juan poderwał się po kilku godzinach bezruchu. – Gdzie? – Tam. Minęło trochę czasu. idąc za nim. Trwanie godzinami w zupełnym bezruchu wyraźnie było dla niego bardzo łatwe. że rozmowa nie jest potrzebna. który miałem utrzymywać. – Wyjdzie o zmierzchu – powiedział. że tutaj czai się duch – powiedział bardzo cicho. Pokazał. Siedzieliśmy na werandzie przez kilka godzin. – Tutaj jest woda – szepnął – a także moc.wtedy on poprosił mnie. zamiast skierować się do domu. Najpierw dotarliśmy do łagodnych wzniesień. Umyślnie błądził. Siedzieliśmy w ciszy. a on szepnął mi do ucha. naszą zwykłą trasę przecinał cztery czy pięć razy w różnych kierunkach.

Tam jeden już się czai. – Moc jest czymś. do cholery. Nastąpiła krótka pauza. To właśnie wydarza się teraz tobie. Don Juan zaśmiał się i poklepał mnie po plecach. – Każdy z nas jest inny – powiedział w końcu. – Zamierzam nauczyć cię. Nie mogę powiedzieć. jak ci powiedziałem – odburknął. No. Poprosiłem go. Jeśli o to chodzi. Człowiek polujący na moc nie podlega prawie żadnym ograniczeniom w swoim śnieniu. – Dlaczego się śmiejesz? – zapytał zdziwiony. jakie dzięki temu możesz osiągnąć. Don Juan zapytał mnie. Jest niczym. na co ci się podoba. tajemniczym świecie. czym jest moc – powiedziałem. umieranie czy każda inna rzecz w tym przerażającym. Pochylił głowę do przodu i z otwartymi ustami zaczął się gapić na swoje ręce. że nie. – Na początku to coś niewiarygodnego. Takiej kontroli. Wyglądał tak komicznie. – Przyprowadziłem cię tutaj. jak o czymś zabawnym. – Z pewnością jest jeszcze coś. co kontroluje twoje działania. Nie myśl. o których od teraz będziemy mówić tylko w miejscach mocy – kontynuował. Zaśmiałem się głośno. co ma na myśli. czego przedtem nie dało się zauważyć. otwierając i zamykając usta z wielką szybkością. Odpowiedziałem. czy wszystko zrozumiałem. co ja . a jednak dokonuje cudów na twoich oczach. co mówił. aby dał mi jakieś wskazówki. – Patrz tylko na swoje ręce. bardzo odległego. – A teraz poważnie. O tak. Śnienie jest tak poważne jak widzenie. że jest coś. Możesz jej nie mieć albo nawet nie zdawać sobie sprawy z jej istnienia.pytań. – Są takie rzeczy. skieruj na nie swój wzrok. – Właśnie teraz zamierzam nauczyć cię pierwszego kroku do osiągnięcia mocy – powiedział. czym zajmuje się wojownik – odparł. a jednak wiesz. co należy do zjawisk codziennych. mogą to być palce u nóg. dając twierdzącą odpowiedź. jak ustawić śnienie. – Rzeczywiście. że ustawienie śnienia oznacza posiadanie prostej i praktycznej kontroli nad ogólną sytuacją we śnie. Abyśmy byli dla niego dostępni. – Kiedy masz mówić. Czułem się zabawnie. Wyobraź sobie wszystkie niepojęte rzeczy. bo zachichotał. Jego ton był tak zwyczajny. Pokręcił przecząco głową i zezując. jak przychodzi ani czym naprawdę jest. Spojrzał na mnie znowu i zapytał. ale jednak pozostaje pod twoimi rozkazami. powinniśmy rozmawiać. jakby opowiadał mi o czymś. Zrobił zabawną minę. Wyjaśnił. kiedy możemy dokonać wyboru pomiędzy wejściem na wzgórze. Jak spodziewasz się. – Teraz jest czas. czy wiem. W ogóle z trudnością nadążałem za tym. – Nie ma żadnych wskazówek – powiedział. że nie mogłem się powstrzymać od śmiechu. Pomyśl o tym. – Możesz oczywiście patrzeć na cokolwiek. – Musisz zacząć od czegoś bardzo prostego – powiedział. To jest miejsce mocy i możemy tutaj mówić tylko o niej. twój brzuch czy kutas. co mógłbyś mi powiedzieć – nalegałem. o czym nawet trudno pomyśleć. jaką mamy na pustyni. co przychodzi do ciebie. ciężki z ciebie typ – powiedział. Doświadczałem idiotycznego uczucia pustki. a pozostaniem w cieniu wodnego kanionu. – Jak mam patrzeć we śnie na ręce? – Bardzo prosto. ponieważ dla mnie najłatwiej jest patrzeć na nie. zapominasz języka w gębie. że to zrobię? – zapytałem. rzucił na mnie kilka krótkich spojrzeń. – Tak. co jest w tobie. Później moc staje się czymś ważnym. Nie mogłem niczego wymyślić. – Ludzki głos przyciąga duchy. Aż w końcu moc staje się czymś. Następnie moc manifestuje się jako coś niekontrolowanego. rusz Jadaczką. – Naprawdę nie wiem. – Dzisiejszej nocy musisz patrzeć w snach na swoje ręce. ponieważ zaczyna się twoja pierwsza próba. Chyba zauważył moją konsternację. kiedy musimy rozmawiać – powiedział. Powiedziałem ci o rękach. – Wskazówką dla ciebie mogłoby być tylko to. że to żart. jakby dyktował list do mnie.

jaki jest! Nikt nie każe ci się zachowywać jak szaleniec. którzy ogarnięci iluzją nie potrafią odróżnić tego. o czym mówię? Powiedziałem. że jednak tego nie potrafisz. Całe Jego ciało zdawało się napięte niczym jeden mięsień. na którym chaparral został wypalony. Przytoczyłem argument. Ale kto może być tego pewny? Jesteśmy tak tajemniczymi i tak przerażającymi istotami jak ten bezkresny świat. a później spojrzeć na nie znowu. gdy sprzeciwiałem się temu. – Możesz to zrobić sam. Chciałem go przeprosić. jakby układał myśli. Więc któż może wiedzieć. przyjacielu. Nie używał mięśni do wykonania obrotu. Powiedziałem ci o rękach. kiedy śpisz i kiedy nie śpisz. do czego jesteś zdolny? W głosie don Juana pobrzmiewała nuta smutku. – Jak już ci mówiłem. Jak już ci powiedziałem. Szliśmy może pół godziny. co zechcesz. – Zawsze kiedy spojrzysz na jakąś rzecz w swoich snach. bez mojej pomocy. Don Juan wstał i zaczął rzucać ukradkowe spojrzenia na południe. który doskonale wiesz. że chociaż zrozumiałem. a później znajdź to w swoich snach. wpatrywałem się w niego jak . – Będzie prościej. – Niech będzie taki. abyś mógł prowadzić mocne i czyste życie myśliwego. Lecz zdecyduj się wcześniej. Kiedy zaczną zmieniać kształt. wojownik musi być doskonały. Niebo było pochmurne i nadciągał już zmierzch.sam robiłem. Lecz siły. Krajobraz gwałtownie się zmienił i znaleźliśmy się na obszarze pozbawionym roślinności. w ogóle nie Jesteśmy podobni. Słońce już zniknęło za horyzontem. iż zaczęło się już ściemniać. Przez chwilę drżał. ponieważ one są tam zawsze. – Wyglądał. kiedy się uczyłem. Jak możesz uważać. a przynajmniej nie robił tego tak jak ja. ale na utrzymywaniu ich widoku. że don Juan będzie chciał wspiąć się po jego łagodnym stoku. że wojownik nie potrafi odróżniać tak podstawowych stanów? Natomiast ty. jak obchodzić się mocami. – Może jednak powiedziałbyś coś. Udaliśmy się w jego kierunku. od razu spaprałbyś całą robotę i umarł. Opanowanie tej techniki wymaga czasu. – Sztuka ustawiania śnienia nie polega tylko na widzeniu rzeczy. a ja usiłowałem cię nauczyć. Zawsze. przykładając ręce do policzków i głośno wzdychając. aż pokaże się duch wody. – Zostaw swój cywilizowany świat – powiedział. jakby ktoś inny go odwrócił. Wydawało mi się. co robisz. że nie zauważyłem. ona zmienia kształt – powiedział po długiej chwili ciszy. a moje obawy wzrastają za każdym razem. jeśli będziesz tylko wiedział. co mówił. Wyglądało jak łysa głowa. Na próżno się głowiłem. – Musimy iść na południe i poczekać. że bez wątpienia takie osoby są psychicznie chore. na które poluje. wariacie – kontynuował don Juan. że w cywilizowanym świecie są setki ludzi. co się dzieje w świecie rzeczywistym od swoich fantazji. o co mi rzeczywiście chodziło. że ciało don Juana pociągnęła jakaś siła z zewnątrz. Wtedy nie ma różnicy pomiędzy tym. Najwyraźniej nie udało mi się przekazać tego. jak zmienić twój głupi sposób życia. że powinieneś stać się nieskazitelnym wojownikiem. W tym momencie szarpnął mną bardzo silny podmuch wiatru. abym zachowywał się jak wariat. możesz wybrać to. To uczucie przenikało całą jego istotę. które nami kierują. Byłem tak zajęty pisaniem. o czym mówił. Powiedziałem. kiedy doradza mi. – Chodźmy – powiedział. Wyglądało to tak. i rytmicznie kiwał głową. Później znów się rozluźnił i stanął niedbale. po to aby wiedzieć. On patrzył na mnie kącikami oczu. co by mi pomogło. na zachód. co zechcesz. Cały czas wpatrywałem się w niego. ale on znów zaczął mówić. Było tam wielkie okrągłe wzgórze. to jednak nie jestem w stanie zaakceptować jego poglądu. Później moce zwróciły mi uwagę. że jestem na z góry straconej pozycji– Nie próbuję wpędzać cię w chorobę. przyprowadziły de do mnie. Śnienie staje się rzeczywiste kiedy udaje ci się skupić na wszystkim. jak mógł utrzymywać pozycję pionową przy takim rozluźnieniu mięśni. wyrażałem po prostu moje ogrornn6 rozgoryczenie tym. czym jest rzeczywisty świat. Po tym moim długim wyjaśnieniu don Juan wykonał komiczny gest rozpaczy. Myślałem. ale on się zatrzymał i przyjął niezwykle czujną postawę. Jego twarz wyrażała zdecydowanie i nieugiętą wolę. że masz patrzeć na swoje ręce. gdybyś miał polegać na swojej zdolności odróżniania rzeczywistego od nierzeczywistego. Wydaje mi się. Nie jesteśmy tacy sami. – Nie musisz patrzeć na swoje ręce – powiedział. Don Juan zwrócił się w kierunku wiatru. Rozumiesz. musisz przenieść wzrok na coś innego.

Wówczas byłem już najzupełniej przekonany. W skupieniu wpatrywałem się w nią. Podążyłem za nim. – Co się stało? – zapytałem bez tchu. że podobne jest do psa. – Ale co to za zwierzę? Nie byłem w stanie dostrzec żadnych wyróżniających się cech. Niewątpliwie było to jakieś zwierzę. jeśli to było zwierzę. Miało tak przerażające pazury. że jest za bardzo skulone jak na cielę. dosłyszałem nieludzki wrzask i zwierzę wyprostowało nogi. na co to wygląda? Powiedziałem mu. W tym czasie zrobiło się już całkiem ciemno i musieliśmy zbliżyć się jeszcze o dwa kroki. Obeszliśmy nagie wzgórza od wschodu i doszliśmy do środkowej części podnóża. że jeszcze nie zdechło. która wymagałaby tego rodzaju dziwnej koncentracji. że zwierzę nie żyje – powiedział. Mój umysł nie mógł uwierzyć w istnienie . Leżało na grzbiecie. Zrobiłem kilka kroków w kierunku tej rzeczy. Wytężyłem wzrok. a poza tym ma sterczące uszy. – Co to jest? – szeptem zapytałem don Juana. Z miejsca. Wdrapałem się na szczyt wzgórza z niewiarygodną szybkością i zręcznością. Zwierzę znowu zadrżało i wtedy przekonałem się. aby widzieć zwierzę. jakby skulone. – Masz rację – wyszeptał w odpowiedzi. przypominało zwiniętego w kłębek psa. Kiedy byłem w połowie drogi. jak oddycha. Prawie mogłem dostrzec jego głowę i uszy sterczące jak u wilka. Wpatrywałem się w nie w stanie absolutnego przerażenia. W pobliżu jego wierzchołka znajdowała się jaskinia albo dziura. Nigdy nie znalazłem się w takiej sytuacji. o mało nie krzyknąłem ze strachu. Jakieś dwadzieścia stóp od nas coś leżało na piasku. Udałem się za nim. W pewnym momencie niezwykle silny spazm podniósł je z ziemi. Po wyprostowaniu nóg. Nagle zadrżał. zwierzę z pewnością było ssakiem. – Tam – powiedział szeptem i wskazał na jakiś obiekt na ziemi. – Uważaj – szepnął mi don Juan do ucha. że może to być brązowy cielak. – Myślę. zdawało się dogorywać jego oddech był nieregularny. kiedy na to patrzyłem. zwracając się twarzą na zachód. Nogi sterczące w górę dziko podrygiwały. ale don Juan zatrzymał mnie łagodnie. jakby ktoś spuścił na niego zimny prysznic. – Jeśli jest umierające. Zwierzę. aby coś zobaczyć. jakby nic się nie wydarzyło. – Według ciebie. – Nie wiem – odparł podobnie cicho. chociaż jego boki nie poruszały się rytmicznie. na którym staliśmy. Było prawie okrągłe. Tutaj don Juan zatrzymał się. Przekonałem się. Don Juan zrobił kilka ostrożnych kroków w jego kierunku. jednak miało dziób jak ptak. W tym momencie nagle zrozumiałem. może na nas skoczyć. Kiedy podszedłem bliżej. Odpowiedział. że na ich widok zrobiło mi się niedobrze. przewróciło się na bok. – Zbyt duże jak na psa – powiedział rzeczowo. Widziałem. Przerażony odwróciłem się do don Juana. a później don Juan zaczął iść. albo śpiące. Jego ciałem wciąż wstrząsały skurcze. Przy następnym silnym podmuchu wiatru dreszcz przeszedł mi po plecach.urzeczony. abym zszedł na dół. że jest żywe. Było jasnobrązowe i drżało. Zacząłem się znowu wpatrywać. – To zwierzę jest w agonii – szepnąłem don Juanowi. odwróciłem się i zobaczyłem don Juana stojącego w tym samym miejscu. Spazmatycznie łapało powietrze. że to jakieś skulone zwierzę. Zwierzę niewątpliwie wydawało ostatnie tchnienie. Szepnąłem to don Juanowi. Sądząc po korpusie. Posłyszałem potężny ryk i krzyczącego don Juana: – Uciekaj! Ratuj swoje życie! Właśnie to robiłem. ciałem wstrząsały skurcze. szczyt wzgórza nie wydawał się już taki okrągły i gładki jak z dużej odległości. ale nie zmieniło swojej skulonej pozycji. Don Juan zwrócił się na południe i zaczął wzrokiem penetrować cały teren. wykorzystując resztkę swojej energii. Zbiegłem więc do niego. Skoncentrowałem na tym całą swoją uwagę. Nowe szarpnięcie poruszyło ciałem zwierzęcia i wtedy zobaczyłem jego głowę. Jego ciało poddało się jeszcze jednemu wstrząsowi. Zbliżyliśmy się do niego ostrożnie. ponieważ don Juan robił to samo. a później przetoczyło na grzbiet. Dał mi znak. Stanąłem przed don Juanem. Pomyślałem sobie. albo martwe.

moc i śmierć. Była to wielka gałąź krzewu. jak wiatr sprawił. Powiedział. Wydawało mi się. słuchając jego dźwięku i zostawi nas w spokoju. brzuchatego zwierzęcia. Don Juan powiedział. Połączyły się w nim lęk. co mam na myśli? Chciałem zapytać o coś innego. że jeszcze tego samego dnia byłem osobą. Zacząłem przepraszać go za skłonność do zbytniej ufności w słuszność własnego postępowania. dzięki której świat. które wyglądało jak jaskinia. że gałąź wyglądała jak żywe zwierzę. co jest rzeczywiste. może złagodnieje. a co nie. aż świat przestałby istnieć. Wyjaśnił. W całym swoim życiu nie widziałem niczego podobnego. że przez całą noc powinienem trwać w kompletnej ciszy i czuwać. – To nie ma znaczenia – powiedział. głośną rozmowę albo inny rodzaj hałaśliwej aktywności. kontrastując z zieloną roślinnością. Zwrócił mi uwagę na to. Coś niepojętego znajdowało się teraz przed moimi oczami. że kiedy uciekałem na górę. że dość trudno byłoby powtórzyć ten stan. co zrobiłeś. zanim odpowiedział. która z łatwością może spowodować śmierć i dlatego trzeba ją traktować z wielką ostrożnością. Wpatrywał się we mnie. bo spędzimy tutaj noc. nadał całej gałęzi barwę jasnobrązową. Chciałem. Nie wyglądało na to. Stawanie się dostępnym dla mocy musi się odbywać systematycznie i zawsze z wielką uwagą. że to tylko początek. czym jest to nieprawdopodobne zwierzę. – Zmarnowałeś wspaniałą moc. Technika. Byłem zakłopotany. aż wreszcie wszystko poskładało mi się w całość i wiedziałem już. że dłużej powinienem zachować widok żywego potwora chwilę dłużej. Poklepał mnie po ramieniu i zażartował. w jaki rozwiązałem tajemnicę. Stwierdził. i kazał mi znaleźć sobie wygodne miejsce. rozpada się. ostentacyjną. kiedy moc ją dotknęła. nadając jej wygląd wielkiego. moc.czegoś takiego. powinienem dążyć do “zatrzymania świata". a opanowanie mocy zajmuje dużo czasu. ale płytka szczerba w piaskowcu. – Musimy pozbyć się kleszczy – wytłumaczył. Tylko on będzie przez chwilę mówił. że duch. Zacząłem mówić o gałęzi. – To. Wczołgał się do zagłębienia. – Gałąź była prawdziwym zwierzęciem i żyła w momencie. która tchnęła życie w suchą gałąź. ale on odwrócił się i zaczął iść na szczyt wzgórza. że prawdziwym sukcesem byłoby. który zna jego głos. raz na zwierzę. gdybym porzucił wszystko i podążył za mocą. ratując swoje cenne życie. Zbliżyłem się i podniosłem je. którzy polują na moc. znajdowałem się w doskonałym stanie. Moc posiada niszczącą siłę. że będzie zadowolony ze sposobu. Powiedział. która wiedziała. Podążyłem za nim. W sposób kontrolowany. Dał mi znak. Szepnąłem mu do ucha: – Co rozumiesz przez zatrzymanie świata? Popatrzył na mnie dziko. żeby złościł się na mnie albo był rozczarowany moim postępowaniem. ale byłem w stanie jedynie coś wymamrotać. że próba stania się dostępnym dla mocy może być niebezpieczna. Rozumiesz. tak jak podczas śnienia. Później konieczne jest zachowanie długiej i całkowitej ciszy. aby utrzymać jej obraz. abym usiadł. to nie żaden sukces – powiedział. Ponieważ to właśnie mocją ożywiała. polega na tym. ale uciszył mnie. Ciągle powtarzał. Spoglądałem raz na niego. groza. aby zatrzymać świat. Zaśmiałem się ze swojej głupoty i w podnieceniu opisałem don Juanowi. Kontrolowany wybuch i kontrolowany spokój są oznakami wojownika. że jest to technika praktykowana przez tych. które przykryły gałąź. czym było. Don Juan kilkoma małymi gałązkami zmiótł pył nagromadzony na dnie wgłębienia. który znamy. nie tracąc głowy ani nie odchodząc od zmysłów z podniecenia czy strachu. Polega to na ujawnieniu swej obecności przez kontrolowaną. Została spalona i prawdopodobnie wiatr nawiał pyłu i popiołu. ale uciszył mnie i powiedział. Nie był to jednak otwór. Stałem oniemiały. Kolor spopielonych resztek. więc cała sztuka. aby don Juan wytłumaczył mi. . Nie potrafiłem wypowiedzieć ani jednego słowa.

– To nie jest cmentarz – wyjaśnił. Don Juan usiadł i dał mi znak. Stąd poszliśmy prosto ku szczytom niskich wzgórz. ale ich nigdy nie znajdziesz na cmentarzu. – Wystarczy. don Juan wybrał miejsce na nocleg. Nie interesują mnie cmentarze. – Na dole. może zostać . jak niektóre wzgórza i formacje krajobrazowe stanowiące siedzibę duchów. W tym momencie. – Patrz na krąg kamieni – powiedział. Nie są to właściwe miejsca mocy. że przychodzili tu. gdzie dawno temu byli zakopani bojownicy. iż mogło ukryć samochód przed ludzkim wzrokiem. na dwa czy trzy dni. Moc znajduje się w kościach wojownika. że kiedyś wojownicy byli tutaj zakopani. tym większa jego moc. Zanim zdążyłem przywitać się z nim. ale bardziej miejsca oświecenia. zielone górskie zarośla i drzewa. gdzie siedziałem. abym zrobił to samo. które rozrzucone są po starym świecie Indian. bezpośrednio nad nami. rozciągające się bezpośrednio pod nami ku wschodowi. Kiedy zrobiło się ciemno. przemierzając rozległe. Don Juan klepnął mnie w ramię. głupcze – powiedział z uśmiechem. – Nikt nie jest tutaj pogrzebany. płaskie pustkowie. że istnieją dziesiątki takich miejsc. Nie ma tu zakopanych kości umarłych ludzi. 31 sierpnia 1961 roku. Powiedziałem. że było na tyle głębokie. że przyjdziesz w to miejsce – powiedział. Później skręciliśmy na wschód w ubitą piaszczystą drogę i jechaliśmy nią aż do podnóża gór. Wskazał na pole na dnie urwiska. – Zachowaj go w swojej pamięci. don Juanie? – Każdy wojownik może stać się człowiekiem wiedzy. żeby tego nie robić. Wczesnym popołudniem wspięliśmy się na szczyt gigantycznego. Wyjaśnił. Im doskonalsze jest koło. – Nie tutaj. jednak odszukanie ich praktycznie byłoby niemożliwe. gdyby don Juan mi go nie pokazał. tak długo jak tego potrzebowali. wojownik jest nieskazitelnym myśliwym. jak i gdzie zostali pogrzebani wojownicy. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o wronie. uśmiechnął się do mnie i powiedział: – Musimy przejechać niezły kawałek drogi do miejsca mocy. Nastrój wojownika Przyjechałem do domu don Juana w czwartek. Jeszcze więcej mocy jest w kościach człowieka wiedzy. – Albo spędzisz noc na tej skale. Z miejsca. Roślinność z pustynnych krzewów przeszła w gęste. – Kim jest człowiek wiedzy. Następnego dnia zjedliśmy skromny posiłek i kontynuowaliśmy podróż na wschód. które wybrał don Juan ze względu na to. – Czy zostaniemy tutaj na noc? – Tak myślałem. Don Juan śledził jej lot skupionym krokiem.11. kracząc. a jest już południe. pewnego dnia wrona zaprowadzi cię do innego takiego miejsca. wsadził głowę przez okno samochodu. że to pole jest otoczone przez naturalne ogrodzenie z kamieni. Znaczy to. ale mała wrona powiedziała mi. Zaparkowałem samochód w zagłębieniu. skalistego urwiska. gdzie można pobierać nauki lub znajdować rozwiązanie problemów. Nie ma w nich żadnej mocy. które wyglądało jak Ściana. Jak już ci mówiłem. ale uciszył mnie niecierpliwym gestem dłoni. zauważyłem obszar o średnicy około stu jardów mający kształt koła. Powiedział. Przyglądałem się skale i dziwiłem się. Otworzył drzwi samochodu. – To jest miejsce mocy – powiedział po chwili przerwy – – To jest miejsce. Jeśli odniesie sukces w polowaniu. Przeleciała wrona. który poluje na moc. usiadł z przodu obok mnie i poprowadził mnie około siedemdziesięciu mil na południe. aby zakopać się na noc. Nie zauważyłbym tego regularnego okręgu. wówczas twoje uczucia się przemienia. – Czy kości wojowników są wciąż tutaj pogrzebane-Don Juan uczynił komiczny gest zakłopotania i uśmiechnął się szeroko. Zażądał kompletnej ciszy. Gęste krzewy pokrywały jego powierzchnię łącznie z kamieniami. a kiedyś.

rzucił na oczyszczone wcześniej miejsce. że jestem człowiekiem. że nie zasługuję na to. że jeśli rzeczywiście czuję. Poczułem wagę moich przeszłych działań jako nieznośne i krępujące brzemię. Wstał i dał mi znak. kładąc na górze krótkie gałęzie z liśćmi. Zdenerwował mnie pomysł unieruchomienia mnie w ziemi i zapytałem. doskonałości ducha wojownika to jedyne zadanie godne naszego Jego słowa podziałały jak katalizator. Zrobił długą przerwę.człowiekiem wiedzy. Powiedział. Zamknął tę skrzynię. ponieważ w całym naszym życiu nie ma ważniejszego zadania do wykonania. aby stał się doskonały.. kierując się swą niezachwianą wolą. Powoli zeszliśmy po niebezpiecznej ścieżce i kiedy znaleźliśmy się na dnie. powinienem go po prostu doprowadzić do porządku. które zebrał. Zaśmiał się i zagroził. a liście tak dobrze rozmieszczone. w jaki sposób ma zamiar to zrobić. które kończyły się rozwidleniami. co jest tym samym. co poszukiwanie niczego. prowadząca do kamiennego kręgu. jeśli działa się jak wojownik. Natomiast wojownik. po czym wślizgiwał się do niej i uszczelniał ją od środka. Don Juan powiedział. śmierć i tak nas dopędzi. podłożył mi pod nią kurtkę i zrobił klatkę wokół mojego ciała. Ty się o to martwisz. aby głowa oparta na kurtce jak na poduszce wystawała na zewnątrz. niezależnie od wszystkiego. Kilkoma grubymi i suchymi gałęziami zmiótł i oczyścił miejsce do siedzenia. – Ale wiem. żeby tu być. że ani trochę ziemi nie nasypało się do środka. Zachichotał jak dziecko i zaczął zbierać suche gałęzie. Wziął gruby kawałek suchego drewna i używając go do kopania wzruszył ziemię wokół mnie i zasypał nim całą konstrukcję. Kazał mi się położyć głową na wschód. natomiast ja jestem słaby. smutek i walkę. Zacząłem myśleć o swoim życiu i o mojej osobistej historii i doświadczałem dobrze mi znanego uczucia smutku i miałem wyrzuty sumienia. Tak samo jak każdy człowiek zasługuję na wszystko. wojownik nie przejmuje się nimi. Zacząłem płakać. Doświadczałem wyjątkowo przyjemnego uczucia spokoju i zadowolenia. Próbowałem mówić. wśliznąć się do klatki i zranić wojownika? – Nie. Te z nich. że przysypie mi głowę ziemią. Była tam wyraźna ścieżka w prawie pionowej ścianie. opowiadając o . Skonstruował ją. Spokój tego miejsca wpłynął na mój nastrój. Nie pozwolił mi sobie pomóc. Pozwolił. ponieważ. don Juanie? – Żeby osiągnąć oświecenie i moc. ale don Juan uciszył mnie. – Po co wojownicy się zakopują. a także wsuwać się i wysuwać z tej klatki. że zwykle wojownik sam ją sobie budował. a mój duch został wypaczony przez okoliczności mojego życia. Powstrzymał moje pytanie ruchem ręki. Uznałem. a później powiedział z głębokim przekonaniem: – Poszukiwanie człowieczeństwa. – Miałem zamiar zakopać cię tutaj na całą noc – powiedział. Zakopię cię tylko na chwilę.. Powiedział. Ściszając głos prawie do szeptu. Żaden szczur. powiedział. potrafi obronić się przed wszystkim. świat w tamtej chwili wydawał mi się taki prosty. wąż czy puma nie będą go niepokoiły. jeśli dalej będę tak mówił. Mogłem swobodnie poruszać nogami. – Czy mogą rozgrzebać wierzchnią warstwę ziemi. że nie ma dla mnie żadnej nadziei. Zaczął schodzić stromą. Zaniedbywanie własnego ducha to poszukiwanie śmierci. wschodnią stroną urwiska. że powinienem siedzieć i czekać. abym szedł za nim. a równocześnie obezwładniający. Rama była na tyle solidna. Było ono również koliste. Ten spokój był rozkoszny. don Juan od razu poprowadził mnie poprzez gęsty chaparral do środka okręgu. służyły za oparcie dla dłuższych kijów nadających klatce wygląd otwartej trumny. – Co. Jego świat jest silny i prawy. wbijając w miękki pył kawałki gałęzi o długości dwóch i pół stopy. że jeszcze nie nadszedł czas. – A co ze zwierzętami? – zapytałem. ból. Nie byłem przyzwyczajony do tego rodzaju ciszy. Nie masz mocy. W ten sposób przykrył mnie od ramion w dół. Powiedziałem don Juanowi. Natura czynów przestaje być ważna. co przynosi mi los – radość. Gałęzie. że mój duch został wypaczony. oczyścić go i sprawić. ponieważ nie masz mocy.

– Czujesz się jak liść zdany na łaskę wiatru. – Od dnia twoich narodzin w ten czy inny sposób zawsze ktoś coś dla ciebie robił – powiedział. On również usiadł. – Jak można równocześnie kontrolować się i zatracać? . że byliśmy tutaj. Roześmiał się i jeszcze raz zaśpiewał tę samą piosenkę. że musiał mnie w pośpiechu wyciągnąć z klatki. tak aby myśl. Powiedział. Chwycił mnie pod pachy i wyciągnął z klatki. gdzie byłem zakopany. niezależnie od tego jak byłby ostrożny. Usiadłem. a nie aby płakać. tak właśnie jest. a czasami śmiać z tęsknoty" (Que lejos estoy del cielo donde he nacido. jakby się tu nic nie wydarzyło. że to wszystko wina innych. stała się nie do przyjęcia. Pomyślałem. Inmensa nostalgia invade mi pensamiento. kiedy czuję się samotny i smutny jak liść na wietrze. Usiłowałem się tłumaczyć. Powiedziałem. ale powstrzymał mnie niecierpliwym ruchem głowy. abym doszedł do siebie.swoim życiu. Zaczął ją śpiewać niskim. że potrafi wczuć się we mnie. ąuisiera llorar. – I zawsze wbrew twojej woli. że mój nastrój przypomniał mu pewną piosenkę. z wyjątkiem pewnych sytuacji. aż stałem się nieczuły na ból i smutek. Nie mogłem temu zaprzeczyć. Wyjaśnił. Słuchał z uwagą. ale nie mogłem odgadnąć. rozczulając się nad sobą – powiedział. skąd ją wygrzebał. Teraz. Właśnie dokładnie to odczuwałem. a równocześnie zatracenia się. kiedy uświadamiałem sobie swoją samotność i bezsilność. – Nastrój wojownika wymaga samokontroli. Powiedziałem. pod którym się urodziłem. abym usiadł wygodnie. a szczególnie wojownikowi. dopóki smutek mi nie przejdzie. Nic nie odpowiedział. – Niezależnie od tego. czy zgadza się ze mną i faktycznie jest zainteresowany moją opowieścią. Powiedział. czasami chce mi się płakać. kiedy mnie puścił. Później zasypał oczyszczony krąg. Wydawało mi się. że daje mi trochę czasu. jak bardzo lubisz rozczulać się nad sobą. że usiłuje ukryć uśmiech. Jej słowa poniosły mnie w dal: “Jestem tak daleko od nieba. musisz to zmienić – powiedział łagodnie. i pozostał w tej pozycji. ale tym razem zmienił intonację pewnych słów i w efekcie powstało śmieszne i płaczliwe zawodzenie. ponieważ chcesz być. – Tak. – Jak to możliwe? – zapytałem. że mam wystarczające powody. – Rozczulanie się nad sobą nie pasuje do mocy – powiedział. że błąkałem się tak długo. dopóki nie zauważyłem. – A teraz jesteś bezsilny jak liść na wietrze. ponieważ śladów człowieka nie da się całkowicie zatrzeć. – To prawda. Zwrócił mi uwagę. Siadł ze skrzyżowanymi nogami i powiedział. bardzo przyjemnym głosem. zwracając się twarzą w kierunku miejsca. patrząc na mnie. Wziąłem notes i podenerwowany zacząłem coś gryzmolić. aby czuć się jak liść na wietrze. ponieważ mój nastrój był nie do zniesienia i obawiał się. – Wojownik zakopuje się. W końcu don Juan przerwał ciszę. Ogarnia mnie ogromna nostalgia. Ahora que estoy tan solo y triste cual hoja al viento. że piosenka podobała mi się. – To nie licuje z życiem wojownika. że to miejsce może obrazić się za moją słabość i próbować mnie skrzywdzić. Zapanowało niezręczne milczenie. w poczuciu. pozostawiając to miejsce w takim stanie. Od teraz powinieneś przejąć pełną odpowiedzialność. gdyż miał rację. ponieważ przez całe życie szukałem tylko dziury w całym i nad wszystkim się użalałem. Nikt nikomu nic nie robi. że dobry myśliwy i tak będzie wiedział. z narzekania i jeszcze usprawiedliwiania się przed sobą. – Nie ma żadnego pożytku z bycia smutnym. Jednak dalej wierzyłem. Wyraziłem uznanie dla jego biegłości. Wstał i zaczął rozbierać klatkę. aby odnaleźć moc. Zmiótł ziemię z powrotem tam. Przez dłuższą chwilę nie rozmawialiśmy. i dokładnie porozrzucał po chaparralu wszystkie kije. że czasami pewne sytuacje w moim życiu niszczyły mnie. że jesteś na łasce wiatru. prawda? – zapytał don Juan. quisiera reir de sentimiento). – Najtrudniejszą rzeczą na świecie jest osiągnięcie nastroju wojownika – powiedział. – Racja – odparłem. Jesteś tutaj ze mną.

abym to w ogóle robił. aby tam pójść. ale powstrzymał się i uśmiechnął. Ta technika jest bardzo trudna. że możesz patrzeć na rzeczy przez cały czas.– To trudna technika – skwitował. jest właściwe. kiedy opanujesz tę metodę. Miałem może wyrzuty sumienia i byłem zażenowany. jakich spotkałem w swoim życiu. Przedstawiłem mu szczegółowy raport z moich osiągnięć. miałem uczucie. Od kiedy zacząłem praktykować patrzenie na ręce. Masz najgorszą manię. Spisywałem wariackie instrukcje i wykańczałem się. co zechcesz. ale mam nadzieję. Kiedy zapisywałem jego wypowiedzi. don Juanie? – zapytałem. odnawiasz moc potrzebną do śnienia. Po pierwsze. kiedy patrzysz na nie. które obrzucasz krótkimi spojrzeniami. obraz się nie zmieni. kiedy nie mogłem sobie przypomnieć. że się zastanawia czy ma mówić dalej. że zapisuję szczegółowo swoje sny. moje sny stały się znaczące. którą masz praktykować. albo na jakiś szczegół otoczenia. gdy zaczynasz ustawiać śnienie – powiedział. kiedy nakazywałem sobie patrzenie na swoje ręce czy na inne elementy moich snów. Milczał około piętnastu minut. . To. – Ta żywość i wyrazistość to potężna bariera. który miałem zeszłej nocy. – Jeszcze nie przestałeś być smutny – powiedział. Przyznałem mu się. że jeśli nie będziesz patrzył długo. – W niczym ci to nie pomoże. dlatego na początku nie patrz na zbyt wiele przedmiotów. że tracisz nad nimi kontrolę. Później możesz powiększyć ich liczbę i objąć wzrokiem Wszystko. na ilu dasz radę. czy udało mi się nauczyć techniki śnienia. odwodzi cię tylko od celu śnienia. Po raz pierwszy w życiu czekałem na pójście do łóżka. Pamiętaj. aż w końcu traciłem kontrolę i pogrążałem się w zwykłym śnie. będziesz gotowy. Później przenieś wzrok z powrotem na swoje ręce. Don Juan odpowiedział. – Nie daj się ponosić fantazji – powiedział sucho. Gdy tylko obrazy zaczną się zmieniać i poczujesz. Moje wizje. Stosunkowo łatwo było mi nauczyć się utrzymywać obraz moich rąk. Dwa razy miał już coś powiedzieć. Później przenosisz go na inne rzeczy. Nie przypominałem sobie niczego szczególnego i zacząłem się rozwodzić nad koszmarnym snem. Szczerze wierzyłem. usiłując je wykonać. że naprawdę mi odbiło. kiedy spełnisz ten warunek. ponieważ szczegóły i ich wyrazistość nie są wcale ważne. Były jednak i takie noce. nakażesz sobie przemieszczanie się. co robię. wracaj spojrzeniem do rąk. że teraz potrafię odtworzyć nawet najdrobniejsze szczegóły. Don Juan miał rację. Za każdym razem. że muszę patrzeć na ręce. – Następnym krokiem w ustawianiu śnienia jest nauczenie się podróżowania – powiedział. park albo dom przyjaciela – a później wyraź chęć. ale to tylko marnowanie czasu. którą mi przekazał. Najpierw musisz wybrać miejsce. – Przypomnę ci teraz technikę. Położył się i zakrył oczy kapeluszem. Prawie godzina minęła w kompletnej ciszy. w jaki nauczyłeś się patrzeć na swoje ręce. Musisz umieć nakazać sobie podróż do wybranego miejsca. Koncentruj wzrok na tylu rzeczach. – Co ty mi robisz. Don Juan wydawał się usatysfakcjonowany i chciał wiedzieć. nie patrząc na mnie. powinieneś nauczyć się kontrolować czas tej podróży. a moja zdolność przypominania ich sobie tak wzrosła. Nauczę cię jej teraz. – Przestań to robić – powiedział kategorycznie. Najlepiej dobrze znane – może swoją szkołę. trwały dość długo. Praktykowałem wytrwale i po dokonaniu ogromnego wysiłku byłem w stanie uzyskać pewien stopień kontroli nad swoimi snami. by wypróbować nową technikę. a ty jesteś najgorszy ze wszystkich ludzi. W końcu usiadł i popatrzył na mnie. że to. Obejmuje dwa zadania. którym jest kontrolowanie i moc. To po prostu się wydarzało. – W ten sam sposób. Zapisujesz wszystko. Na jeden raz wystarczą cztery. – Zwykłe sny stają się bardzo plastyczne. co robisz. że wykorzystasz ją tylko wtedy. więc teraz nie ma sensu mówić o nastroju wojownika. Mówił. Kiedy poczujesz. Prowadzenie szczegółowych zapisków pozwalało mi na pewne zrozumienie natury moich wizji. musisz zacząć od koncentrowania wzroku na swoich rękach. a później. co tylko się da. Nagle zapytał mnie. Nie używałem żadnej siły woli. Wydawało mi się. chociaż nie zawsze moich własnych rąk. – Wciąż czujesz się słaby. nie całkiem to mając na myśli. co zwykle pojawiało się w moich wizjach. kiedy umiałem już nakazywać sobie patrzenie na nie. kiedy mówił. W pewnej chwili przypominałem sobie. do którego chcesz pójść. że trzeba to ćwiczenie traktować jak rozrywkę.

więc don Juan narysował mi na ziemi szkic i pokazał. a wtedy ścianki się kładą. Don Juan z ukrycia powiedział mi. gdzie się znajdowała. spuszczając na siebie lawinę kamieni. doprowadzona do szaleństwa podskakuje. Mięśnie szyi miałem bardzo napięte i ten ruch rozluźnił je. wtedy wbijają się w nie drzazgi. – Pewnego dnia być może będziesz musiał złowić lwa – powiedział. Ruszyliśmy w tamtym kierunku i po dobrej ćwierci mili znaleźliśmy bagniste miejsce ze stojącą wodą. Napiął wszystkie mięśnie i zaczął węszyć jak zwierzę. rzuci na niego tylko muł. Ich ściany są tak zbudowane. Ze zdumiewającą szybkością i zręcznością don Juan zbudował pułapkę i po długim oczekiwaniu złowił trzy pucołowate. abym odpoczął przez kilka minut. Po pięciu czy sześciu minutach szybkiego oddychania zakręciło mi się w głowie. żebym wziął drugą siatkę i napełnił ją mułem oraz roślinami i wspiął się na niższe gałęzie drzewa. zaraz po tym jak on to . co uderzyło w pułapkę. don Juanie? – Musimy. powyrywał z bagna duże kępki zielonych roślin z mułem i zaniósł na płaskie wzgórze. Don Juan powiedział. Nic ci nie robię. a potem kazał mi znowu zacząć wąchać. Pozostają ukryte. Wpatrywał się we mnie przez chwilę. Istnieje specjalny sposób konstruowania pułapek z wodnymi szczurami.Wydawał się zdziwiony. połączonej z klatką i zawieszonej wysoko nad nią umieszczano ciężkie kamienie. jakby stwierdzał coś oczywistego! Podbiegłem doń. klatka rozpadnie się. ona zaś. a kolce przebijają to. ani szczurów. aż dotarliśmy do nieco wyżej położonego płaskiego wzgórza. jak to ma wyglądać. W przeciwnym razie unikałbym tego miejsca. Powiedział mi. Była już prawie piąta po południu. jakby coś na nim obserwował. dopóki coś nie upadnie na nią. w pobliżu pułapki z gryzoniami. jak to robić. – Normalnie w ogóle bym tu nie przychodził – powiedział. kiedy coś naciśnie na nią z góry. Skłonił mnie do zrobienia tego samego. abym mógł odkryć miejsce. Don Juan powiedział. abym z brzegu bagna nazrywał trochę wiklinowych gałęzi i natarł nimi swoje ubranie. Szliśmy na wschód. On zrobił to samo. że być może będziemy musieli spędzić tutaj noc. – Ale wrona wskazała ten kierunek. żebym był czujny i pomógł mu odstraszyć kota. Tymczasem szczury wodne zaczęły bardzo głośno piszczeć. Są strasznie sprytne i jedynym sposobem na nie jest ogłupienie ich bólem i zapachem wikliny. a później się uśmiechnął. Niechętnie spróbowałem go naśladować. Nie mogłem zrozumieć. a ja tylko kieruję tobą. Kiedy puma przychodzi do pułapki zwabiona przez wodne szczury i próbuje ją rozbić. które służą tu za przynętę. – dlatego nauczę cię. aż do skrawka pustyni porośniętego małymi drzewkami i znajdującego się w dolinie pomiędzy dwoma dużymi wzgórzami. Don Juan kazał mi uważnie słuchać. Jednak nie potrafiłem wskazać. Druga runda była bardziej intensywna. – Czy naprawdę musimy tu zostać. że nie zamierza zranić ani kota. – Czas iść – powiedział beznamiętnie i wstał. co ma mi do powiedzenia. że jeśli boczne pręty zostaną umieszczone w podobnych do łożysk otworach ramy. a on wybuchnął śmiechem. że mogą się kłaść na zewnątrz. Kolcami są dobrze zaostrzone drzazgi z twardego drewna zamontowane w całej ramie. ciskając w niego swoją siatką. Powiedział mi. Udało mi się wyczuć zapach wikliny dolatujący z prawej strony. tak że naprawdę mogłem odkryć zapach wikliny. Stwierdził. – Można tu jedynie polować na pumy – stwierdził. z całą mocą waląc łapami. Przechylił głowę na bok i obserwował mnie. gdzie się ukrył. a wzdłuż jej krawędzi umocowane są bardzo ostre kolce. dlatego kiedy puma podejdzie do pułapki. Widocznie musi być tutaj coś szczególnego. – Mają one specjalne moce. Wokół niego chaparral był bardzo gęsty. w którym znajduje się woda. – W tym miejscu roi się od pum i innych mniejszych kotów – powiedział zdawkowo don Juan. – Wciąż zadajesz mi to samo pytanie. podobne do wiewiórek gryzonie. Polujesz na nią. Byłem bardzo zdenerwowany. jak mięśnie jego brzucha zaciskają się yr bardzo krótkich skurczach. Don Juan popatrzył przez chwilę na niebo. że gdzieś tam jest woda. Obeszliśmy je wkoło. kiedy klatka stoi pionowo i nikomu nie szkodzą. Stajesz się dostępny dla mocy. kiedy szybko wdychał i wydychał powietrze przez nos. ale w niezwykły sposób oczyścił mi się nos. Wskazał na drzewa i stwierdził. a drugą położył mi z tyłu głowy i poruszał nią do tyłu i do przodu. że zwykle na kracie z kijów. Wziął mnie jedną ręką pod brodę. Później szybko i zręcznie wyplótł z trzciny dwie proste siatki. Don Juan powiedział od niechcenia. Zauważyłem.

łapiąc oddech. wziął klatkę z gryzoniami. Powiedział mi. zbiło mnie z tropu. jakbym stopił się z gałęziami. do głowy przyszło mi pytanie. Zwierzę było rzeczywiste. Zaczął się śmiać z tego. ja już siedziałem. był podobny do muczenia krowy. Kiedy teraz wracałem do tego myślą. że w rzeczywistości nie miałem czasu. aby nazbierać drewna na opał w pobliskim chaparralu. – To na pewno była puma – stwierdził don Juan kategorycznie. Don Juan jeszcze przez chwilę przenikliwie gwizdał. a ja biegłem za nim. i tak pozostawiamy za sobą ślad szeroki jak autostrada panamerykańska. – Czy to było prawdziwe zwierzę z krwi i kości? . Wystarczało mi go tylko na działanie. aby się bać. a później powiedział mi. Wyglądało. posłyszałem dość osobliwy ryk zwierzęcy. Nagle w pełni uświadomiłem sobie sytuację. ale narobiłem wiele hałasu. Kiedy robiłem notatki. Siedzieliśmy w kompletnej ciszy przez kilka godzin. Kiedy on wszedł na płaski wierzchołek urwiska. że musimy opuścić to miejsce tak szybko. po którym piski w klatce ucichły. Zwrócił mi uwagę. że to. & nie na rozważanie okoliczności. i kot z wyjątkową zręcznością wskoczył na wzgórze i zniknął. Don Juan kazał mi zapomnieć o sobie i wrzeszczeć z Prawdziwym uczuciem. Piski gryzoni stały się niezwykle głośne i w końcu zrobiło się tak ciemno. że ledwie mogłem dostrzec ogólne zarysy terenu. w którym się znajdował. ale szedłem za nim. Powiedziałem mu. Wykonałem wspaniałą arię przenikliwych wrzasków. W tym momencie don Juan wydał serię przenikliwych wrzasków. czy to puma. Wciąż jeszcze świeże było dla mnie wspomnienie suchej gałęzi. Lecz zanim do niej dotarło. Nie widziałem. Jego ostatnie instrukcje nakazywały mi siedzieć tak spokojnie. a później stwierdził. ale on tylko śmiał się z mojej szybkiej wspinaczki. Tak jak kazał mi don Juan. W pewnej chwili zaczął biec w ciemności. aby nie dopuścić pumy. na którym byliśmy przedtem. Nie zdążyłem się nawet upewnić. kiedy on będzie rozbierał klatkę i wypuszczał gryzonie. ponieważ puma nie jest głupia i prawdopodobnie już wraca po swoich śladach. Szedłem bardzo blisko don Juana. kiedy zaatakowało pułapkę. co nazywał moim nawykiem jedzenia w południe. lecz nie mogłem uzyskać takiego samego efektu. że wysiłek był zbyt wielki jak dla mężczyzny w jego wieku. Jadłem. co wydarzyło się z pumą. żebym jak najlepiej naśladował jego Wrzaski. Przez moment wydawało mi się. jakby wszystko zostało specjalnie dla mnie zaaranżowane. 3 września 1961 Kiedy się obudziłem. Don Juan zagrzmiał śmiechem. Zaczęliśmy się wspinać w ciemności. Z powodu podniecenia mój głos był chrapliwy. wbiegł na wzgórze i tak szybko. jak jesteśmy ostrożni. Nie wiem jak. ponieważ zwierzę w dalszym ciągu przebywało w pobliżu. ale dłuższy i bardziej chrapliwy. stawiając kroki z absolutną pewnością. a później zaczęliśmy schodzić do samochodu. abym zszedł z drzewa. będziemy bezpieczni.zrobi. coś w niego uderzyło. Popracowałem trochę nad notatkami i zanim wrócił. Pozwolił mi jeszcze krzyczeć przez chwilę. jak to tylko możliwe. ale poczęstował się moimi kanapkami. Poszedł pierwszy. Nagle posłyszałem bliski odgłos miękkich kroków i przytłumiony koci oddech. don Juana nie było w domu. Kiedy byliśmy już blisko wierzchołka. kiedy wszedł do domu. Zdarzenia następowały tak szybko. wydawało się nierzeczywiste. które wywoływały dreszcze. Niewiarygodnie szybko znalazłem się przy don Juanie. – Niezależnie od tego. zobaczyłem ciemną sylwetkę zwierzęcia. aby pokazywać mi drogę. żebym był wyjątkowo ostrożny i nie spadł z drzewa. cisnąłem swoją siatkę. – Na pewno pójdzie za nami – powiedział. zanim rozszarpie nas puma. Nie trafiłem. gdzie jest don Juan. Don Juan powiedział. Przewrócił się na ziemię. Zacząłem krzyczeć. – W górę! W górę! – krzyczał don Juan. czy rzeczywiście widziałem to zwierzę. aby osłaniać się przed gałęziami. Właśnie wtedy bezpośrednio pod drzewem. Wgramoliłem się na szczyt w całkowitej ciemności i to przed don Juanem. na którym siedziałem. aż odskoczyło. dotarł do miejsca. Od czasu do czasu zatrzymywał się na chwilę i nadsłuchiwał. miałem czas. że jeśli uda się nam dostać na górę. Niedziela. W końcu dotarliśmy do podnóża urwiska. a później łagodny pomruk. wyciągając przed siebie ręce. jak tylko potrafię.

W pewnym stopniu poddałeś się. Czułem się poirytowany. jakby puma już na nas czekała i została wytresowana. Lubisz koty? – Nie. Wszystko ci przeszkadza i wyprowadza cię z równowagi. porwałeś klatkę i przybiegłeś do mnie. kiedy zaryczał lew. Jęczysz i narzekasz. – Wiem o tym – powiedział. trzeba było równocześnie polegać na sobie i porzucić siebie. całkiem nieźle się ruszałeś. w pobliżu krawędzi urwiska. że cokolwiek zrobiłem tej nocy. dzikiego kota polującego na swoją zdobycz. – Widziałeś i słyszałeś kota. Kiedy zaś kończy kalkulację – działa. ponieważ naprawdę widziałem ciemny kształt czworonoga nacierającego na klatkę. uśmiechając się. – Dlaczego boisz się dużego kota? – zapytał z ciekawością. Nie ma różnicy. ale teraz. Czy nie czułeś się wspaniale. co zrobiłeś. Życie pozbawione tego nastroju nie ma w ogóle mocy. Zabija ona wszystkie zapachy. Powiedziałem. Nie rzuciłeś wszystkiego i nie narobiłeś w spodnie. gdybyś zobaczył to urwisko w dzień. co się wydarzyło tej nocy. jak polować na koty. Mogłeś zgubić ścieżkę i się zabić. Wyglądało tak. Kiedy o tym myślałem. czego mnie nauczył. – Nastrój wojownika jest potrzebny do każdego działania – odpowiedział. Nie Wywąchał cię i nie skoczył na ciebie dzięki wiklinie. aby zrobić dokładnie to. wojownik staje się myśliwym. Nie ma żadnej mocy w twoim życiu. Aby wspiąć się w ciemności na tę ścianę. – Ale chciałem ci pokazać. przez moment pomyślałem. że rozumiem. co robiłeś wczoraj w nocy. wszystko może ci posłużyć do osiągnięcia tego celu. ale nie znalazłem przekonujących argumentów. było całkowicie obce mojemu codziennemu życiu. że moje podejrzenia zrodziły się dlatego. ale że wszystko. że musisz tańczyć. Cóż to musi być za okropne uczucie! Zamiast zachowywać się w ten sposób. że idiotyzmem byłoby stosowanie w codziennym życiu tego. Poddaje się. To właśnie nazywam nastrojem wojownika. Kiedy zeskoczyłeś z drzewa. Trzymałeś całą jej wiązkę. robiłeś we właściwym nastroju. A później. Rzuca wszystko. kiedy wdrapałeś się na szczyt tego urwiska? Powiedziałem. – Wygodnie jest zawsze działać w takim nastroju – kontynuował don Juan. kiedy już o tym wiesz. Kontrolowałeś się i równocześnie poddawałeś. Jesteś liściem na łasce wiatru. że znajdowałem się niewiele ponad metr od takiego zwierzęcia. – Wszystko. Jak zwykle koncentrujesz uwagę na niewłaściwej rzeczy. Powiedziałem. Wojownik tworzy swój nastrój. Powiedziałem mu. że nie chodzi o to. Jestem przekonany. ale równocześnie umiałeś się kontrolować. jak ci zagrają. Był pod drzewem. Nie wiedziałeś o tym. Strach cię nie sparaliżował. Chciałem się z nim kłócić. Spójrz na siebie. będąc w nastroju wojownika – powiedział don Juan. i nigdy się ich nie bałeś. – Jesteś śmieszny – powiedział. W każdym razie lekcja nie była o tym. nie mogłem przejść do porządku dziennego nad tym. jeśli jesteś we właściwym nastroju. że możesz przekroczyć pewne granice. – Byłeś już blisko większości zwierząt. – W przeciwnym razie żyjesz fałszywie i czujesz się paskudnie. W tych górach muszą być ich tysiące. a później biegnącego na wzgórze. nie lubię. czy to była puma. Strach wprowadził cię w nastrój wojownika. Kiedy robiłem notatki. Wielka mi rzecz. iż mu nie dowierzam. Nigdy w życiu nie widziałem ani nie słyszałem wielkiego. czy moje spodnie. Ważne są twoje uczucia w tamtej chwili. było to skutkiem strachu. – Dlaczego robisz takie zamieszanie? – zapytał. a nie żadnego kontrolowania i porzucenia. co zaplanował don Juan. jak się działa. . śmiał się tylko ze mnie. które tutaj żyją. Don Juan słuchał cierpliwie. że nie uwierzyłbyś w to. – To był tylko duży kot. – A więc zapomnij o nich. na którym siedziałeś. – A o czym? – Mała wrona pokazała mi to specjalne miejsce. ale jednak odrzuciłeś wszystko i w zupełnej ciemności wdrapałeś się na urwisko. Jednak musiałem odrzucić to przypuszczenie. że całe wydarzenie miało zbyt gładki przebieg. To kontrola.– Oczywiście. że don Juan mógł odgrywać rolę zwierzęcia. ale jednak czuję. Niewzruszony pod ogniem moich sceptycznych uwag. – Eliminuje całe gówno i jesteś oczyszczony. co ma na myśli. kiedy opisywałem mu swoje wrażenia. Wszystko kalkuluje. a ja zobaczyłem tam możliwość nauczenia cię tego.

Bliźni mogą mnie urazić. – Wiem. kiedy byłbym fizycznie dręczony przez jakiegoś zawziętego okrutnika. Nikt na niego nie może wpłynąć ani zmusić go. to przecież nie miałbyś czasu na narzekanie czy obrażanie się na nią.Wojownik nie jest liściem na lasce wiatru. Traktowanie pumy. natomiast nic nie wiedziałem o pumie. jak długo sam działa pod wpływem właściwego nastroju. na przykład wtedy. – Dla wojownika nie ma nic obraźliwego w czynach jego bliźnich tak długo. że przykład jest a propos. Poprzedniej nocy nie czułeś się obrażony na pumę. I to było właściwe. że na nas polowała. nie wywołało twojego gniewu. – Wojownik może zostać zraniony. w którym żyłem. wodnych szczurów i ludzi jako równych sobie to wspaniały akt ducha wojownika. Ryknął śmiechem i przyznał. by zrobił coś wbrew sobie lub wbrew swemu osądowi. który miałby nade mną władzę. Wojownik jest nastawiony na przetrwanie i udaje mu się to w stylu. mogła to być okrutna i złośliwa puma. . co wiedziałeś. kiedy starałeś się uciec przez nią. chociaż uznałem ją za nierealistyczną. że nie ma prawa uganiać się za nami. To. ale nie urażony – powiedział. który nie ma sobie równych. Liczyła się jedynie kwestia przeżycia. Ale tego nie brałeś pod uwagę. wiem – cierpliwie odpowiedział don Juan. Gdybyś był sam i puma by cię dopadła i rozszarpała. Nie słyszałem. Wyjaśniłem mój sposób rozumowania. abyś ją przeklinał albo mówił. Wydawała mi się zbyt prosta dla skomplikowanego świata. Puma i moi bliźni nie byli sobie równi. a ja upierałem się. że nastrój wojownika prawdopodobnie mi nie pomoże. Nastrój wojownika nie jest dla ciebie niedostępny ani dla innych. Potrzebujesz go. aby przebić się przez te wszystkie głupoty. gdy poczuję się urażony lub wprost zostanę zraniony w wyniku działań moich bliźnich. Do tego jednak potrzeba mocy. Don Juan śmiał się z moich argumentów. – Osiągnięcie nastroju wojownika nie jest łatwe. Według tego. ponieważ dokładnie znałem wszystkie zagrywki ludzi. To rewolucja. gdyż działają świadomie i są zawzięci. Podobała mi się jego postawa.

było silne i prostolinijne. Kiedy wojownik posiada jej już wystarczająco dużo. To mięso może utrzymać nas przy życiu przez tygodnie. – Ale co będziemy robić konkretnie? – Kiedy dochodzi do polowania na moc. co mu się wydarzało. Rozkazuje ci. sprowadzić na niego śmiertelną chorobę. Mój dobroczyńca był gwałtownym człowiekiem. Wiesz już wiele o wietrze i teraz sam możesz polować na moc. Moc jest czymś osobistym. Kobiety marniały w oczach po tym. szczególnie pod koniec dnia. – Co będziemy robić w tych górach. don Juanie? – To znów inne uczucie. Jednak nie czynił tego przez cały czas. Ona należy tylko do ciebie. czym jest naprawdę. która wiodła prosto ku wysokim górom. – Musisz to zrobić sam. że to mięso mocy. jak poprzez uczucie można gromadzić moc. Powiedziałem mu. – Jak gromadzi się moc. a nawet jeśli byłaby taka potrzeba. Moc to bardzo specyficzna siła. w kierunku gór. co zrobisz. Znamy się bardzo dobrze. Wziął tykwy zjedzeniem i wodą i przywiązał je sobie do pleców. wyjątkowy jeleń. tak żebym zawsze mógł cię przed nim osłaniać. – Nie pozwól. Gromadził moc dzięki temu uczuciu. kiedy angażował osobistą moc. Dzień był pochmurny i zanosiło się na deszcz. Co pewien czas bierz po kawałku i przeżuwaj dokładnie. a tylko wtedy. Polowanie na moc czy polowanie na zwierzynę to to samo. a później na wschód. aby to wyjaśnić – powiedział po długiej przerwie. On sam tego nie wiedział. Obserwuj wiatr. Bitwa mocy Czwartek. Wszystko. jak zmienia kierunek i ty też zmieniaj swoją pozycję. . Żucie suszonego mięsa naprawdę dostarczało mi energii. Pojechaliśmy na południe.12. wyglądało w ten sposób. co robił. Mnie zaś dał mocną nić z nanizanymi na nią ośmioma kawałkami suchego mięsa i powiesił mi na szyi. – To mięso mocy – powiedział. co mam robić. – Na jakiej podstawie wybierał osoby. że moje ciało wyczuwało zmiany. że nie rozumiem. Przez miesiące. On nie zrobi mi krzywdy. – Obserwuj wiatr – powiedział. don Juanie? – Jest mięsem zwierzęcia. – Trzymaj się blisko mnie – powiedział don Juan. Moja osobista moc przyprowadziła go do mnie. jaką naturę ma wojownik. Taka jest właśnie moc. Zanim wyruszyliśmy w drogę. które mają być chore? – Tego nie wiem. Don Juan zabrał tykwy z jedzeniem i wodą. jedynie patrząc na kogoś. żeby cię przewrócił ani żeby cię zmęczył. Widziałem. Żuj mięso mocy i chowaj się za mną przed wiatrem. Dlatego zawsze musi być czujny i gotowy. Don Juan jeszcze faz przypomniał mi. jak raz na nie spojrzał. – Co sprawia. Nie da się jej przytrzymać i powiedzieć. Wędrowaliśmy w kompletnej ciszy aż do trzeciej po południu. Zależy od tego. Obserwowanie nagłych zmian kierunku wiatru stało się czymś frapującym i tajemniczym. co mu się pokaże. – Nie ma sposobu. To odczucie. don Juanie? – Będziesz polował na moc. Zaprowadził mnie na ścieżkę. Była prawie jedenasta. Ale są też inne jej centra. Wspominam go jako człowieka. Myśliwy poluje na to. których nie znasz. Wszystko. Doszło do tego. jakie masz w pewnych sytuacjach. nie robi się wtedy żadnych planów. jak chmury płynące nad górami i mgła zstępują do dolinki. które miało moc. To był jeleń. Myśliwy polujący na moc chwyta ją i gromadzi. – Nie znasz tych terenów i nie ma potrzeby ryzykować. która się w nim znajduje. Patrz. Niech moc powoli wypełnia twoje ciało. staje się człowiekiem wiedzy. Na przykład mój dobroczyńca mógł. zjedliśmy posiłek w samochodzie. Będziesz poszukiwał mocy i teraz liczy się wszystko. Ruszyliśmy. 28 grudnia 1961 Wyruszyliśmy w podróż bardzo wczesnym rankiem. który niszczył przeszkody. zanim te rzeczywiście nastąpiły. przez którą szliśmy. a jednak cię słucha.

że don Juan porusza oczami i głową w kierunku wału mgły zstępującego ze szczytu góry i oddalonego od nas o jakieś dwieście metrów. Zapytałem go. Przymocował go do dwóch długich palików zakończonych rozwidleniami. Wydawało mi się. Zadanie obserwowania zmian kierunku wiatru było tak absorbujące. że ledwie go słyszałem nawet z tak bliskiej odległości: – Przesuwaj spojrzenie wzdłuż granicy mgły – powiedział. Don Juan wdrapał się na wielką skałę na końcu płaskowyżu i pomógł mi na nią wejść. Za każdym razem na chwilę przed podmuchem wiatru klatka piersiowa i gardło zaczynały mnie swędzieć. W końcu obrócił się w prawo. podczas gdy on sam zajął się zbieraniem gałęzi na dach. trzeba być wyjątkowo sprawnym i młodym. Uznał. nie odważył się wypowiedzieć ani jednego słowa. starym człowiekiem. Powoli obchodziliśmy ją wokoło. Wyglądała jak kopuła umieszczona na szczycie kamiennej wieży. że będziemy się zachowywać. jaki chcę być – powiedział. płytką jaskinię znajdującą się w pobliżu wierzchołka góry. od razu staniesz się tłustym. Budowla ta wyglądała jak wysoki stół o trzech nogach. Postępując zgodnie z jego instrukcjami. Podobna do balkonu formacja otwierała się na południe. gdzie mi wskaże. twoje ciało jest w stanie dokonać niewiarygodnych wyczynów. Z początku . a później próbowałem wbiec zboczem góry. Don Juan usiadł pod nim ze skrzyżowanymi nogami. że on również żuje suche mięso. że nie rejestrowałem upływu czasu. ile ma naprawdę lat. Kazał mi zgromadzić tyle kamieni. że odbieram je jako pewien nacisk na górną część klatki piersiowej. Wplótł w niego i przykazał zebrane wiązki gałęzi i w ten sposób zbudował dach. za bardzo otwarte na gniazdo dla szczurów i zbyt wietrzne dla insektów. Tylko on może mówić bezkarnie. Widok był wspaniały. Nagle poczułem delikatne dotknięcie w ramię i zobaczyłem. Don Juan powiedział. wzdłuż górnej granicy mgły powoli schodzącej na nas. po prawej stronie. Kazał mi usiąść obok siebie. oprócz łamiących się ołówków. Weszliśmy do głębokiego wąwozu. Byłem zadziwiony jego zdumiewającą zręcznością. a później jedną jego ścianą wspięliśmy się na mały płaskowyż na stromym zboczu olbrzymiej góry. Don Juan zdecydował. Szepnął mi do ucha tak cicho. a wtedy powinienem spojrzeć tam. jakbym siedział przy biurku i nie miał żadnych innych zmartwień. ponieważ jest to bardzo bezpieczne miejsce – za płytkie na kryjówkę dla pum i innych drapieżników. Kiedy zauważysz zielony punkt na wale mgły. Wyglądała jak sala wycięta w skale. Znaleźliśmy się bardzo wysoko. W pewnym momencie poczułem. Wspiął się na skałę jak kozica. Mgła poruszała się wyjątkowo powoli. Minęło chyba z pół godziny. Powoli zsunąłem się na siedzeniu w dół skały. Poszedłem na jego zachodni koniec. Sądziłem. – Jestem taki młody. Całkowicie pochłonęło mnie to zajęcie. co zobaczę. Po drugiej stronie zauważyłem wielką. tak jak on to zrobił. Mrugaj i nie koncentruj na niej wzroku. Natomiast jeżeli roztrwonisz ją. W końcu musiałem się poruszać po skale na własnym siedzeniu. W ciągu godziny na wschodnim krańcu półki wybudował mur grubości jednej stopy. że mamy wystarczająco dużo czasu. że aby wspiąć się na ten występ. Ostatnie kilka jardów całkowicie mnie wyczerpało. Czułem się bardzo świeżo i wcale nie byłem zmęczony. Przez chwilę panowała cisza. że założymy tam obóz. Deszcz przeszedł bokiem. Dłuższą krawędzią półka skalna była usytuowana wzdłuż linii wschód-zachód. czy mam robić coś szczególnego. jak gdyby nic specjalnego się nie działo. że powinienem zająć się pisaniem i robić to w taki sposób. całkiem zwyczajnie. który miał około dwóch stóp długości i trzech wysokości. Cały byłem mokry od potu i co chwil? musiałem wycierać dłonie. Don Juan przerwał ją i szeptem powiedział. – Ale nie patrz na nią otwarcie.Miałem uczucie. Zaczęło się ściemniać. – To znów kwestia osobistej mocy. Ostrzegł mnie. Zapytałem don Juana żartobliwie. ponieważ dobrze znają go wszystkie moce tych gór. podpierając się piętami i rękami. gdyż inne stworzenia nie wytrzymałyby w nim. Zaśmiał się i powiedział. że odkryłem słabą poświatę na prawo ode mnie. że poszukuje właściwego kierunku. na samej krawędzi balkonu. W odpowiedniej chwili don Juan trąci mnie łokciem. żebym niezależnie od tego. Wyglądał jak zasłona przezroczystego materiału zawieszona nad niziną. Jeszcze jeden palik takiej samej długości przywiązany do dachu podpierał go po przeciwnej stronie muru. że to idealne miejsce dla człowieka. pisałem przez ponad godzinę. Piaskowiec zwietrzał w for-jnę balkonu z dwoma filarami. wskaż mi go oczyma. Przesuwałem wzrok z lewa na prawo. aby zbudować szałas. aby dostać się do występu skalnego. Zauważyłem. Jeśli gromadzisz moc. prawie na jej szczycie. ile tylko dam radę wnieść na półkę. na oskrzela. Don Juan zatrzymał się na chwilę i rozejrzał wkoło.

aby przez nią przejść. Don Juan nie przestawał mną potrząsać. że siedzę na nagiej. Czułem. Zacząłem dłonią badać najbliższe otoczenie. jakby był trwałą materią. Kontakt z ziemią przywrócił mi poczucie równowagi. opierając się o skałę. To nie był krzyk ptaka. że nie powinienem mówić.wydawało mi się. Nie odważyłem się puścić jego ręki. gdzie zauważyłem zielony kolor. jakby most był rzeczywiście zbudowany ze stałego materiału. Jednak kiedy nie skupiałem na nim wzroku. Wydało mi się. Nasza jaskinia była wystarczająco duża. że widzę przeźroczystą mgłę zdmuchniętą na dół ze szczytu góry. ponieważ moje ciało bezwiednie przechylało się w prawo. wyglądała na wystarczająco szeroką. jak nachyla się nade mną i szepcze. jakbym był ślepy. Leżałem na płaskim gruncie. a wszystkie kamienie. Don Juan w pośpiechu dał mi trochę wody do picia. W pewnym momencie zatrzymał się i pozwolił mi usiąść. cienki jej pasek wyglądający jak wątła budowla pozbawiona podparcia. Chciałem zapytać. Znowu zacząłem się wpatrywać. Wywołało to bardzo nieprzyjemne wrażenie. zwisał akurat nad tym miejscem. jakby ktoś rozwiesił kurtynę przed naszymi oczami. Zobaczyłem don Juana stojącego po mojej lewej stronie. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa. że muszę być absolutnie cicho. Wczołgałem się tam i siadłem. Moje ciało bez cienia wątpliwości czuło. most łączący górujący szczyt z wałem mgły przede mną. albo most obniżył się do Mojego. podobnej do kopuły górze i jeśli ruszę się chociażby na cal w prawo. Kiedy patrzyłem na to miejsce wprost. – Patrz. W pewnej chwili miraż stał się tak doskonały. Widać doskonale znał cały ten teren. Zupełnie nieświadomie zacząłem je pocierać. ponieważ gdybym . solidna i wąska. Posłyszałem bardzo głośny i straszny krzyk ptaka. Czułem. a ja pozbawiony oparcia upadłem. Wyglądało to tak. Don Juan energicznie potrząsał moim ramieniem. Nie mogłem pojąć. Nagle zobaczyłem prostą belkę znajdującą się Przede mną. a później wylał mi kilka kropli na uszy i szyję. – Skoncentruj wzrok na tym punkcie – szepnął mi do ucha. oniemiały. że mam gorączkę. jeden po drugim odrzucił na bok. jakbym szedł nad krawędzią przepaści. Nigdy nie uświadamiałem sobie. Zeszliśmy ze skalnej półki i skierowaliśmy się na wschód. wczołgując się do jaskini. przepływającą ponad mostem i nie dotykającą go. aby utrzymać je w pionie. ale obrzucił mnie groźnym spojrzeniem jakby upominając. Rozpoznałem suche liście i gałązki. Byłem absolutnie przekonany. Kiedy wzrok mi się znowu zmęczył i zrobiłem zeza. Nagle on odsunął się ode mnie. najpierw spostrzegłem fragment mgły nakładający się na jej wał. opierając się o don Juana. Mgła wyglądała jak nie dająca się przeniknąć bariera. próbowałem pochylać się najbardziej jak mogłem w lewo. I wtedy albo ja Podniosłem się do jego poziomu. Natychmiast zrobiło się tak ciemno. że okropnie swędzą mnie oczy. jak podskakuje mi głowa i zwróciłem uwagę. aby dwie czy trzy osoby mogły w niej usiąść. nie mrugając. spadnę w przepaść. że rzeczywiście niegłupio zrobiłem. Wpatrywałem się w most. Trzy błyskawice nastąpiły szybko jedna po drugiej. W ich świetle zobaczyłem don Juana siedzącego ze skrzyżowanymi nogami po mojej lewej stronie. W zagłębienie dłoni nalał trochę wody z tykwy i spryskał mi nią twarz. Woda była tak zimna. pomiędzy nimi. Była niezwykle długa. że jej krople odczuwałem jak rany na skórze. Nagła błyskawica rozświetliła całą okolicę. Nie możemy tutaj zostać. Tak więc. ale moje ciało miało inne zdanie i don Juan musiał mnie ciągnąć w tej całkowitej ciemności. byłem w stanie odkryć rozmyty zielonkawy kształt. Trzymałem się jego ramienia. po czym nogą rozbił mur i strącił dach. nie widziałem niczego. Towarzyszył jej niezwykle głośny grzmot. wielkie drzewa i jaskinię kilka stóp za nim. Przez chwilę myślałem. Wrzucił go w krzewy. dopóki znów nie otworzyłem oczu. Chociaż nie miała poręczy. Mały strzęp mgły. Wejście wyglądało. że byłem w stanie odróżnić cień pod samym mostem kontrastujący z jego jasnym bokiem koloru piaskowca. Zrobił zeza i przypatrzył się mu. aż będziesz widział. że widzę zieleń krzewów prześwitującą przez mgłę. który wyglądał. Don Juan kazał mi wejść do środka. Poczułem. że siedzę na nachylonym zboczu. Nie wiadomo dlaczego miałem odczucie. a później. Szepnął mi do ucha: – Wypij trochę wody i pozuj suchego mięsa. Don Juan słuchał uważnie przez chwilę. jak don Juan może iść. co powinienem zobaczyć. Wskazałem go don Juanowi. jakby było wyciosane u dołu głazu. jak paraliżująca może być mgła w nocy. Mój rozum ufał don Juanowi i zgodnie ze zdrowym rozsądkiem chciałem iść.

Spostrzegłem ciemne zarysy pni olbrzymich drzew na tle mętnej. która pozostawała zupełnie niewidoczna. że prowadzi na równinę pozbawioną drzew. że po prawej stronie znajdował się łańcuch gór. Każdy błysk coraz bardziej uwidaczniał. nad którym przechodziła teraz burza. Bezpośrednio przede mną. że ponieważ spałem tak głęboko. czy nie zostawił mnie samego. znajdował się po jej przeciwnej stronie. Burza odeszła już zbyt daleko. Deszcz był ciepły. Don Juan szepnął mi. Znajdowaliśmy się w sosnowym lesie. Otaczały nas bardzo wysokie drzewa. uświadomiłem sobie. biaława substancja zwisająca pomiędzy drzewami. ale teraz szok spowodowany zmianą otoczenia. Kapelusz dobrze mi służył za osłonę. że mgła i błyskawice są ze sobą w zmowie i że powinienem kontynuować to wyczerpujące czuwanie. Don Juan dodał. że jesteśmy pośród sekwoi. Opierałem się o skałę tak mocno. tam gdzie spałem. Ku swemu zdumieniu. don Juan mógł. gdzie widziałem ścieżkę. Nie było żadnych drzew po lewej ani doliny po prawej. Mgła podnosiła się. uderzyłbym głową o skałę. aby ustalić. nie byłem już całkowicie zdezorientowany. na którym zarysowała się jej wielka masa. szczegóły. że do tej pory zupełnie nie zwracałem uwagi na grzmoty. a rondo kapelusza przemokło i lała się woda z niego. Poczułem go na stopach i wtedy usnąłem. co widzę. że powinienem podążać za dźwiękiem i patrzeć w kierunku. Zwykle zacząłbym się zastanawiać. Obudziły mnie krzyki ptaków. jak mi się wydaje. Don Juan wyszeptał. Wydawało mi się. aby je dobrze oświetlić. Tak więc nawet podczas długich przerw pomiędzy błyskami. Nastąpiła salwa błyskawic. Spostrzegłem nawet cumulusy ponad górami. które wyglądały zupełnie jak czarna wycinanka nałożona na olśniewająco białe niebo. Rozejrzałem się wkoło za don Juanem. tak samo obok. mógłbym przysiąc. wcześniej już zaobserwowane przeze mnie. tak że zmokły mi tylko łydki i buty. Miałem mokre nogi. Światło stanowiło tło. W świetle błyskawic mogłem się zorientować. Nie było go. Mgła wokół nas całkowicie ustąpiła. W tym momencie zdumiewający blask błyskawicy wydobył całą fantastykę i niesamowitość scenerii. Moje lęki i brak pewności siebie zniknęły od razu. ale bezpośrednio przede mną. Jednak ziemia była sucha. jak gęsty w rzeczywistości jest ten wał mgły. która trwała kilka minut. W następnym błysku zobaczyłem odległą górę właśnie z tej strony. Wydawało mi się zupełnie prawdopodobne. że gwałtownie zacząłem poszukiwać jakiegoś wytłumaczenia. Wyglądała jak gęsta. że poczułem się dużo lepiej. z którego. ale pod jakimiś wielkimi krzewami. że patrzę w dół ciemnej doliny.wchodził. Przeżyłem chwilę niezwykłego zamętu. Skończyły się już salwy błyskawic i grzmotów i tylko sporadycznie pojawiały się błyski intensywnego światła i towarzyszące im odgłosy. na poziomie gruntu jej Warstwa była cieńsza. nie budząc. że prawdopodobnie wystarczająco już się naobserwowałem i że teraz powinienem skoncentrować uwagę na samych grzmotach. gdzie siedział don Juan. Siedziałem z kolanami podciągniętymi pod piersi. gdy tylko odpowiednia ilość światła podniosła ciężką kurtynę ciemności. znajdował się gigantyczny krzew. Zaczął wiać stały wiatr i posłyszałem szelest liści na wielkich drzewach z lewej strony. Tak niezwykle wysokie. Zobaczyłem też na jej szczycie drzewa. jasnoszarej masy mgły. Wydawało mi się. Padało przez długi czas. sparaliżował mnie. Nie mogłem uwierzyć w to. Na wprost przed sobą zauważyłem ścieżkę. Stałem na płaskim terenie pomiędzy dwoma pagórkami porośniętymi roślinnością. Wyraźnie rozróżniałem poszczególne elementy terenu. ponieważ jestem zaangażowany w bitwę mocy. jak biały filtr. a ja. jak tylko mogłem. chociaż były one potężne. Błyskało tak często. zamrażała światło elektrycznego wyładowania i równomiernie je rozpraszała. w którym się znajdowałem. Jednak tak dokładnie oświetlały cały teren. że przestałem odróżniać pojedyncze błyskawice. Mgła. dochodzi. Wcale nie byłem w jaskini. Błyskawice i grzmoty jednak nie ustawały i nagle mgła z prawej strony rozproszyła się i zobaczyłem niebo. natomiast las był tylko po lewej. ale światła było tyle. ciągnącą się aż po horyzont. przyzwyczajony już do jednolitej czerni. Obszar. że gdybym wcześniej nie widział tego miejsca. Nie rosła na niej żadna roślinność. . tam. Wydawało mi się. przenieść mnie na plecach w zupełnie inne miejsce. Elektryczne wyładowania zdawały się przesuwać w prawo. że grzmoty zawsze dochodzą z prawej strony. zacząłem odróżniać zarysy większych roślin. Wstałem. Brak zgodności Pomiędzy dwoma wersjami rzeczywistości sprawił. Wtedy zaczęło padać.

Albo może też przypominać ciasno przylegającą czapkę. jak tylko się dało. ponieważ sam musisz ją zrobić. że ma ona moc i że po chwili odzyskam siły. Automatycznie usiadłem. Jadłem i równocześnie robiłem notatki. ale natychmiast się uspokajał. Na początku było to względnie łatwe. Powiedział. umożliwiający mu dokonywanie właściwych interpretacji. Nie chciałem tracić czasu na żadne zagrywki. ale on tylko kręcił głową. bombardując mnie słowami. – Jak się czujesz? – zapytał żartobliwie. Don Juan. Nie mogę ci jej dać. Kiedy tam dotarłem. – Musisz do snu wkładać opaskę na głowę – powiedział. Don Juan słuchał. Odpowiedział z miejsca w pobliżu szczytu góry. a później dodał. że być może don Juan posiada jakiś specjalny sposób. Był świadomy mojego nastroju. co się ze mną działo. być może z powodu nowości. że poddając się przygnębieniu. Słońce wspaniale świeciło. Muszę z tym skończyć. Don Juan kazał mi usiąść na płaskiej płycie skalnej. Jego wzrok przewiercał mnie na wylot. że idzie poszukać pewnych roślin. Nie uśmiechał się już. aby mogło wyschnąć. Ale nie możesz jej wykonać. . że wizja przepaski na głowę nie musi pojawić się tylko podczas śnienia. ruchu wody czy chmur. bo zaśmiał się z wielką rozkoszą. Kiedy skończyłem swoje sprawozdanie. takich jak obserwowanie lotu ptaków. Powiedział. jakby cała sprawa była dla niego niepojęta. – Siadaj – rozkazał. Po krótkiej przerwie od niechcenia zapytał: – Jak tam z twoim śnieniem? Wyjaśniłem mu. popatrzył na mnie i powiedział: – Okropnie wyglądasz. Moje ubranie rzeczywiście było mokre. dopóki nie pojawi ci się jej wizja podczas śnienia. Nie wiedziałem. Ale podniecenie spowszedniało i w niektóre noce wcale nie byłem w stanie tego zrobić. jak trudno było mi zaprogramować się. Pomyślałem sobie. że rzeczy w ogóle wyjawiają jakieś tajemnice? – zapytałem. Po kilku godzinach tej pracy zawołałem don Juana. bo w przeciwnym przypadku moc zwróci się przeciwko nam obydwu i nigdy żywi nie opuścimy tych odludnych wzgórz. aby patrzeć na swoje ręce. Było tyle spraw. Poprosiłem go. Usiadłem w słońcu. kiedy się uspokoję i odzyskam siły. Natychmiast zdałem sobie sprawę. że i ja się w końcu uśmiechnąłem. abym zabrał tykwy i przyszedł do niego. opisałem każdy szczegół mojej całonocnej halucynacji. przystąpił do wyjaśniania mi. że jedynym sposobem zrelaksowania się jest pisanie. Tak dokładnie. Wciąż byłem przygnębiony. a potem opanował mnie strach i wykrzykiwałem jego imię tak głośno. że powinienem zdjąć ubranie i wyżąć je. Musi też mieć poprzeczny pasek dokładnie przylegający do głowy. nie przerywając mi. Wyłonił się zza krzewów. a później. aby wyschnąć.Kilkakrotnie go zawołałem. a nie śnienie. Wiał ożywczy wiatr. od czego zacząć. jak tylko potrafiłem. że muszę na nie patrzeć. ale może też wystąpić w stanach czuwania jako rezultat dowolnych i nie związanych ze sobą wydarzeń. Nie chciałem nic mówić. Mogę zawołać go dopiero wtedy. Podał mi dwa wielkie kawałki mięsa. Rozumiesz. Jego uśmiech był tak figlarny. kiedy na głowę wkłada się obiekt mocy. – Zakładanie jej to taka sztuczka. a ja powinienem dojść do siebie i coś zjeść. – Ale skąd pewność. Otworzył tykwy i wziął sobie trochę jedzenia. – Myśliwy polujący na moc obserwuje wszystko kontynuował. Możesz też włożyć kapelusz albo mnisi kaptur i iść spać. ale te przedmioty wywołają tylko intensywne sny. o co mi chodzi? Opaska powinna być zrobiona według specjalnej wizji. Może chcesz iść w krzaki? Zachichotał. Nie mógł jednak zachować poważnego wyrazu twarzy i kilkakrotnie wybuchał śmiechem. Don Juan przez chwilę zachowywał milczenie. Poczułem. a na niebie było tylko kilka chmurek. o które chciałem zapytać. improwizując. postąpiłem lekkomyślnie w stosunku do mocy. Śnienie staje się łatwiejsze. powiedział. że on wie. siedział na gładkiej skale. odchodząc. – Każda rzecz może mu wyjawić pewną tajemnicę. o komentarz. Nie miałem w ogóle żadnego problemu z przypomnieniem sobie. Polecił mi. Wypaplałem wszystko o tym. co się stało. trzy czy cztery razy.

Zacząłem je żuć i w tym momencie nagle uświadomiłem sobie. Jeśli miałbyś wystarczającą moc. tutaj przed nami. ona ci rozkazuje. Zetknąłeś się z mocą. Jeśli dodał czegoś do mięsa. że suszone mięso może zawierać substancje psychotropowe i stąd wzięły się halucynacje. wiatr doprowadziłby do tego. – Ale taki sam był most. ponieważ wiem. Istnieją światy ponad światami. abyś zjadł mięso. który cię szukał. – Czy ty sam widziałeś ten most. Nie zjadłeś go dużo. – Czy kiedykolwiek widziałeś most z mgły. Jesteśmy niezwykle tajemniczymi stworzeniami. To dlatego. jest rzeczywiste – powiedziałem. Nalegałem. Uśmiechnął się życzliwie. a bez niej most zawaliłby się. ponieważ ten czyn wymaga większej mocy niż twoja. Z kolei twoja bitwa mocy była przyjemna. wszedłbyś na ten "tost. Ani ty. przypochlebiałem się. tym razem. lecz nie odpowiedział mi bezpośrednio. Taka jest natura mocy. moje zwidy były całkiem zrozumiałe. że nie jestem podobny do ciebie. Zależałoby to od mocy. Teraz nie możesz tego zrobić. a może nawet zabiłby cię. moc stała się mostem. błyskawice. Teraz już więcej tego nie robię. abyś wysuszył jego mięso. Przezwyciężyłem swoją nienawiść. Wydawało mi się. Nie ma w tobie nienawiści do ludzi. na przykład. który widziałeś zeszłej nocy i las. mógłbyś je zawezwać jeszcze raz. Moc nie została tam dodana ani przeze mnie. – Jeśli były rzeczywiste. podobnie jak ty. Ponieważ uważasz. kręcąc głową w geście niedowierzania. Jednak jedno jest pewne. To jest twój sposób folgowania sobie. Przez chwilę prawie poczułem ulgę. jeśli nie złapałbym cię za rękę. . grzmot i deszcz stanowiły elementy wielkiej bitwy mocy. W mięsie nie ma niczego oprócz mocy. Nie prosiłem cię. na co teraz patrzymy. ani przez żadnego innego człowieka. Nie wiem dlaczego akurat mostem. – To. że bardzo pomaga ci wątpienie i zrzędzenie. aby powiedział mi prawdę. Ty nie masz wrogów. widziałem tylko moc. Mgła była bez zarzutu w stosunku do ciebie. Dwie rzeczy mogły ci się przydarzyć we mgle. dostałeś pewnego królika. – Co by się stało. – Co widziałeś. I nie ma z czego się śmiać. Ale ta mgła zeszłej nocy była prawdziwa. Upierałem się. Mógłbyś przejść przez most na drugą stronę albo spaść i zabić się. że nie jestem zły ani nawet zirytowany. A przedtem także musiałem chronić cię przed wiałem. ale wtedy prawie mnie zniszczyła. że całe to wydarzenie nie mogło być bitwą mocy. nigdy. Mgła. żeby mieć taką bitwę. – Jesteś całkiem popieprzony – powiedział. Poprzedniej nocy. kiedy przyszedłeś do mnie – powiedział. – A co jest rzeczywiste? – bardzo spokojnie zapytał don Juan. Ty sam się wykończysz przez te swoje zasrane myśli i wątpliwości. czy nie. Nie wyczerpała cię. Powiedziałem ci jednak.– Jedynym sposobem uzyskania pewności jest stosowanie instrukcji. – Aby posiadać moc. nawet trącił mnie lekko w ramię. don Juanie? – Nie. nie było ani żartem. Jest to suszone mięso jelenia. a jednocześnie pozostaje pod twoimi rozkazami. którego otrzymałem w darze. że wrócił mu pogodny nastrój. popychając w przepaść. Zatrzymałem cię. Argumentowałem. to gdzie są teraz? – Są tutaj. Widziałem inne rzeczy. – Zjedz swoje suszone mięso – nalegał. wszedłbyś na ten most. moc zmusiłaby cię do wejścia na most i wtedy pozostawałaby na twoje rozkazy. ale przez samą moc. ale dla własnej satysfakcji muszę znaleźć wyjaśnienie zdarzeń poprzedniej nocy. musi się żyć z mocą. a w końcu błagałem go. Zapytałem go co jest w mięsie mocy. nie tak dawno. że nie masz umiejętności potrzebnych do używania mocy. Gdybym cię nie ochraniał. Moje bitwy mocy bardzo się różnią od twojej. przyjacielu. Wojownik dałby wszystko. Jak ci już wcześniej mówiłem. ani ja nie wsadzaliśmy niczego do królika. niezależnie od tego czy chciałbyś. ciemność. że zgubiłbyś drogę. don Juanie? – Nie. i wszystko pozostałe. ani żadnym kawałem. co przydarzyło ci się poprzedniej nocy. Folgowałem sobie w tym. Zeszłej nocy. don Juanie? Czy możesz mi powiedzieć? – Podczas swojej pierwszej bitwy mocy widziałem swoich wrogów. Cały czas usiłujesz dla własnej satysfakcji wszystko sobie wytłumaczyć. gdybyś mnie nie ochraniał? – Ponieważ nie masz wystarczająco dużo mocy. To. Dla ciebie. począwszy od pierwszego dnia. – Masz zdradliwą skłonność. nie zważając na nic. Zaśmiał się. Ona może być wszystkim. Ja w tamtym czasie nienawidziłem ludzi. utrzymując cię na nim. Miałeś szczęście głupca. zapewniając go. ponieważ nie było rzeczywiste. ale to z powodu własnej głupoty. które ci podaję. wskazując na wszystko dookoła. Ale tak nie jest.

Don Juan milczał przez pewien czas. Nauczyłem cię już prawie wszystkiego. jak trudno jest żyć jak wojownik. To na co patrzysz. – Dlaczego powinienem chcieć mocy. pomimo mojej głupoty. Dlatego podróżowanie po tym. A gdy już wiesz. czego cię nauczyłem. Krajobrazy. a później odbudowanie go po to. miałbyś wystarczającą moc. potyczką. że być może najbardziej by mi pomógł. Powiedziałem mu. don Juanie? – Nie. aby odpowiedzieć sobie na to pytanie. Zaśmiał się i lekko dotknął mojej głowy – Jesteś naprawdę szalony – powiedział. w rzeczywistości chcesz sprawić. jaką ma mi dać odpowiedź. którego nie możesz dzielić z nikim innym. Poważnie radzę ci. kiedy usiłujesz sobie to wszystko wytłumaczyć. Tylko ty się dowiesz. Sprawiało mi przyjemność folgowanie sobie w takim myśleniu. Jednak. – Nie mogę ci tego powiedzieć. że mój świat runął. Wtedy można znaleźć tylko śmierć. Po głowie przez cały czas chodziła mi myśl. aby móc żyć. – Wiesz. – Nie wysilaj się. albo wydawało mi się. aż pewnego dnia będziesz musiał przez niego przejść. że nie potrafisz . tylko dlatego. Prawdziwa bitwa nastąpi wtedy. Można ją jednak po trochu gromadzić. Ty nie znasz świata mocy i dlatego nie potrafisz zrobić z niego czegoś znajomego. Tak więc. Wystarczająco dużo mocy.Jesteś z nią spokrewniony. – Czym jest bitwa mocy? – To. Naprawdę świat jest nieskończony. żeby to zrozumieć. Co jest po drugiej stronie? Tylko ty możesz to wiedzieć. było tylko początkiem. Te krajobrazy stanowią część twojego osobistego podboju. jedną ze sztuk wojownika jest zburzenie świata z powodu jakiejś szczególnej przyczyny. Zastanawiał się. Ale to. To wszystko może ci się wydarzyć. że ich nie wykonuję. że suche mięso było tym. jakie ty masz. było początkiem bitwy mocy. Wiem. Widzisz. ale nie musi. trzeba mieć wystarczającą moc. aby przekroczyć ten most. co robić. to miejsca mocy. i o to właśnie chodzi. próbując wszystko sobie wytłumaczyć – powiedział. zgromadzisz wystarczająco dużo osobistej mocy. kiedy przekroczysz most. Ja też jej nie chciałem. – Ale wszystko jest w porządku. aby podróżować tymi nieznanymi ścieżkami i mostami. – Czy możesz mi powiedzieć. aż będziesz jej miał tyle. dopóki nie będziesz wiedział. Pewnego dnia staną się dla ciebie jasne. – Co się dzieje. Od tej chwili ten most już w niej pozostanie. co nieznane. i nigdy nie wykonywałem wskazówek. Pewnego dnia. co wydarzyło się zeszłej nocy. Moc to bardzo dziwna sprawa. jakie mają znaczenie. – Ale jednak mój intelekt nie może tego zaakceptować. Będzie ci się ukazywał wielokrotnie. bez żadnej mocy jest głupie. co jest na końcu ścieżki biegnącej przez las. że nie mogę ci przeciwstawić żadnego argumentu – powiedziałem. – Ale dlaczego ktoś ma chcieć zatrzymać świat? – Nikt tego nie chce. dla którego miałbym jej chcieć. które widziałeś. don Juanie? – Jestem taki jak ty. Miałem wszystkie wątpliwości. uświadamiasz sobie także powód. aby wytrzymać bitwę mocy. jak wygląda zatrzymanie świata. na początku sam musisz ją mieć. Ofiarowała ci zdumiewający most. zgromadziłem wystarczająco dużo mocy i pewnego dnia moja osobista moc sprawiła. po prostu go dosięga. Jednak zdaję sobie sprawę. Aby ją uzyskać i jej rozkazywać. abyś od dzisiejszego dnia sam nie wchodził we mgłę. aby widzieć i zatrzymać świat. gdyby podał mi konkretny powód takiego działania. dla którego to robisz. Gdybyś stosował się do moich zaleceń i wykonał wszystko. te krajobrazy mają przeogromne znaczenie. jakby czytał w moich myślach. aby świat stał się znajomy. aby wyruszyć w świat i samemu zacząć gromadzić moc. Nie mogłem znaleźć powodu. które otrzymywałem. To po prostu się wydarza. w świecie. nie jest wszystkim. że obydwaj go znamy. kiedy nie ma się wystarczającej mocy? – Śmierć zawsze czeka. Ty i ja jesteśmy tutaj. co musi wiedzieć wojownik. Po to. Potrzeba zbyt dużo mocy. co spowodowało moje halucynacje. a kiedy moc wojownika wygasa. – Świat jest tajemnicą. kiedy wbrew sobie będziesz żył jak wojownik. który nazywasz rzeczywistym. co wydarzyło się ostatniej nocy. Właściwie nie słuchałem go.

reagując tak irracjonalnie. – A to nie jest miejsce dla ciebie. Mgła. opanowała już nizinę-Po lewej widok był jeszcze klarowny. Szepnął mi do ucha. – Jak mam czekać na tą mgłę? – zapytałem. ale nie odważyłem się. Jego napomnienia podziałały na mnie jak zaklęcie. Oczy zaczynały mi się zamykać i nie mogłem przezwyciężyć pragnienia zaśnięcia. dopóki nie zostanę całkowicie otoczony przez mgłę. co trzymał. że wiatr wiejący z prawej. – Ale miej oczy otwarte i nie odwracaj się do niej plecami. Nie znalazłeś go sam. nie wyrażać podziękowania – powiedział stanowczym tonem. jeśli nie chcę zostać pochłonięty przez te góry. – Takie więzy zakotwiczają człowieka w miejscu mocy. Nie wiedziałem. Dopiero wtedy będziemy mogli ruszyć w kierunku niziny. że muszę stać w bezruchu taro. jakby chcąc nas otoczyć. Powąchałem mgłę – Jej zapach był mieszanką czegoś ostrego i aromatycznego. miałem wrażenie. ponieważ miejsca mocy. że widzę. posiadają możliwość wsysania ludzi. że oddziałuje na moje powieki. że aż stoczył się ze skalnej płyty w krzewy. Niech przyjdzie i cię otuli. Zapytałem go. W tym momencie przyskoczył do mnie don Juan. Podniosłem brodę i wyciągnąłem szyję. – Musimy poczekać. trzeba walczyć przez całe życie. kilka kroków za mną. który nie potrafi być wdzięczny za to. On będzie . Wtedy nawiązuje się dziwne i szkodliwe związki z danym miejscem. że miałem wrażenie. Don Juan podniósł kapelusz i zaniepokojony spojrzał na mnie. aby tego nie zrobić. Wstał. że w każdej chwili mogę upaść na ziemię. która godzina. Położył się. Wstałem i zacząłem nerwowo chodzić w kółko. – Wojownik nigdy nie odwraca się plecami do mocy jak zarozumialec. nie może zdradzać moich uczuć. gdzie stoję. Czułem. Wiem bardzo dobrze. Wydawało mi się jednak. i dlatego muszę być cierpliwy w stosunku do ciebie. Wielkie jej płaty schodziły w dół zbocza jak twarde bryły białawej materii staczającej się na mnie. chwycił za ramiona i potrząsnął. Znalazł schronienie u stóp skał. Ja rozglądnąłem się wkoło. czy nie mógłby mi tego powiedzieć. że powinienem postępować tak. schodząc z gór po prawej stronie. Wyglądało to tak. Było mi zimno. Zapomniałem nakręcić zegarek. Słońce znajdowało się już na zachodzie i deszczowe chmury szybko zbierały się nad górami. aby przywrócić mi przytomność. – Jest wcześnie – powiedział. Swędziało mnie w gardle i chciałem zakaszleć. nie zmieniając pozycji. – Siadaj! – rozkazał. – Nie możesz opuścić tych bezludnych gór. którzy są rozproszeni. popychał mgłę na nizinę. Powiedział. Cisza w tych górach była czymś wspaniałym. że bitwa mocy jeszcze się nie skończyła i muszę nauczyć swojego ducha bycia niewzruszonym. że muszę zacząć biec w dół wzgórza tak szybko. jakby nic niezwykłego się nie działo. A potem otuliła mnie. mógł szacować jej grubość. jakby mój wzrok. jak wysoko sięga wał mgły. A więc uspokój się i nie narób w portki. Don Juan ponownie zasnął i obudził się dopiero wtedy. przebijając się przez nią.tego zrobić. gdy mgła schodząca ze szczytu góry znalazła się jakieś sto jardów od nas. aż mgła zgromadzi się na szczycie góry. co robię. ale nie mogłem się skoncentrować. ale równocześnie przerażającym. podkładając ręce pod głowę i zakrywając twarz kapeluszem. Nie powinienem zamykać oczu ani odwracać się. Czułem się jak idiota. Pisałem bez przerwy przez kilka godzin. a później musisz sam stanąć na tej płycie i podziękować jej za uprzejmość. jak tylko potrafię. Próbowałem pisać. czasem nawet na całe życie – powiedział. jakby syczała mi do uszu. Don Juan spojrzał w niebo i na góry. Powiedział. Nic. Wydawało mi się. Wstrząs był na tyle silny. przeciągnął się i ziewnął. Zostanę w pobliżu. Bardzo mi ciążyły i miałem ochotę zamknąć oczy. a wtedy dostał takiego ataku śmiechu. – Co mam robić? – Pisz! – powiedział spod kapelusza. jeśli będzie trzeba. Usiadł i zrobił ręką ponaglający gest. aby ci pomóc. Kiedy patrzyłem w górę. Don Juan wyszeptał. Perspektywa samotnego przebywania we mgle dziwnie mnie przeraziła. że aby w końcu dawać sobie radę samemu w świecie mocy. Łagodny wiatr niosący mgłę sprawiał. Wstał i uważnie się rozejrzał. jak to.

Wahałem się przez moment. – Jeśli nie będziesz miał nastroju wojownika. Powiedział. ponieważ nie chce być uderzony przez skały. aby bezpiecznie wyprowadzić nas stąd. możemy nigdy nie wydostać się z tej mgły. że ja prowadzę. – To jest to – głośno powiedział. Nie byłem pewny. .biegł za mną. które mogę potrącić. czy potrafię znaleźć drogę wiodącą do domu. króliku. gdyż jest to Woja bitwa mocy. – Biegnij. biegnij! – krzyknął don Juan i popchnął mnie łagodnie. Muszę mieć jasny umysł i poddać się.

Zaśmiał się i łagodnie poklepał mnie po plecach. Słuchał. Uznał swoje stwierdzenie za zabawne. Wolny na tyle. chcąc dostrzec drogę. pozostanie moim przyjacielem i będzie ze mną rozmawiał. że to. że byłem roztargniony i wszystko koloryzowałem. że nie możemy się zatrzymać. nawet jeśli miałbym wlec się dwie mile na godzinę z głową wystawioną na zewnątrz przez boczne okno. aż moje oczy przywykną do ciemności. a szybę pokrywały rozbite owady i kurz. Powiedziałem don Juanowi. co robimy. Zacząłem obchodzić go wkoło. podał mi rękę i ceremonialnie się ze mną przywitał. gdzie będziemy szukać mocy. ale ziemia była ubita. że nie mamy czasu do stracenia. idziemy do pewnego miejsca – powiedział. Za to ogarnęła mnie dziwna nerwowość. Było tak ciemno. Klepnął się po udach i klasnął w ręce. że mi się nie uda. Zachichotał i błaznując. by być dalej tak głupim. stawiać stopy na jego śladach. – Zawieziesz nas w wyjątkowe miejsce. będzie dalej ze mną rozmawiał i opowie mi o swojej wiedzy. Ale oczy nie stanowiły dla mnie problemu. – Omen się pojawi.13. ale było zbyt ciemno. żeby umyć szybę. Ale don Juan je wyłączył. Przez około sto metrów posuwaliśmy się z możliwie najmniejszą prędkością. ponieważ nie miałem pojęcia. abyśmy mogli wyruszyć w drogę. Wyszedł o świcie. Łagodnym. Mam więcej mocy niż ty. Do dwóch siatek wsadził dwie tykwy wypełnione jedzeniem. zacząłem widzieć całkiem nieźle. W końcu don Juan pozwolił mi stanąć. dopóki nie dojedziemy na miejsce. Stwierdził. co się wydarzy. Powiedział. Kiedy tak jechaliśmy. Wiem to. – Wiem to. – Wybieramy się na przechadzkę w całkowitej ciemności. że nawet długie światła na niewiele się zdały. – Dokąd idziemy? – zapytałem. Ostatnia próba wojownika Niedziela. że potknąłem się i o mało co ich nie upuściłem. Desperacko wysilałem wzrok. Przez kilka godzin mój samochód był chyba jedyny na tej drodze. będzie to znaczyło. Czekamy na omen. Skądś wiedziałem. Głośno powiedział. czy ma to być jakiś rodzaj testu i czy jeśli go obleję. gdzie jesteśmy. Mam trochę mocy. 28 stycznia 1962 Około dziesiątej rano don Juan wrócił do domu. Powinienem zamknąć samochód. Gdy tylko wyszedłem z samochodu. – Omen się nie pojawi – powiedziałem żartobliwie. związał je razem cienką linką i wręczył mi. że jesteś w stanie kontynuować polowanie na moc. Nieprzenikniona ciemność i gęsty kurz sprawiały. Jeśli się nie pojawi. W światłach reflektorów chciałem zbadać otoczenie. Leniwie jechaliśmy na północ jakieś czterysta mil. nie przerywając mi. że zaparkowałem samochód akurat za wielką skałą. Kazał mi jednak jechać dalej. że się zagrzebiemy. – Już ty się nie martw – odparował. stanowczym tonem don Juan kazał mi usiąść i poczekać. Przywitałem się z nim. przestałem cokolwiek widzieć przed sobą. a później zjechaliśmy z autostrady na żwirową drogę prowadzącą na zachód. że powinienem iść jeden krok za nim i jeśli tylko będę mógł. jak tylko zechcę. która spowodowała. Przywiązał mi do pleców siatkę i powiedział. – Idziemy na małą przechadzkę – powiedział. W pewnym momencie kazał mi skręcić w prawo. która osłoni go od strony drogi. że muszę się zatrzymać. . że nie udało mi się polowanie na moc i wtedy będę wolny od wszelkich obowiązków. Powiedział. – Po co? – Aby upewnić się. Miałem uchylone drzwi. Jechałem z wielkim strachem. Podał mi siatkę z tykwami. rycząc ze śmiechu. nie jest testem. Zapytałem go. obawiałem się. Powiedział. ze jednak niezależnie od tego.

a siła bezwładności poniosła mnie jeszcze jakieś dwadzieścia metrów dalej. że jeśli będę szedł po jego śladach. będę musiał iść boso. jak to robiłem przez pół nocy. Śmiejąc się. jaką poczułem. Oczywiście miał rację. Podróżujemy. Moja koncentracja była tak pełna. Don Juan żartował sobie. że prawdopodobnie moja rodzina należała do tego typu farmerów. gdzie mogą być. jak tylko wymierzaniem odpowiednich kroków. Ja nie mogłem złapać tchu i byłem cały mokry od zimnego potu. aby nawiązać kontakt z mocą. ponieważ zaraz będziemy mieli do Przejścia niezły kawał drogi bez żadnej przerwy. była to bardzo uciążliwa droga. a napięcie. ani na boki. – Nie mogę iść bez butów – powiedziałem głośno i chrapliwie. wcześniej ostrzegł mnie o swym zamiarze. . była pierwsza. Nie powinienem patrzeć ani do przodu. Don Juan podążał w łatwym do utrzymania tempie. Stopy don Juana zagłębiały się w nim i pozostawiały wyraźne ślady. – Nie ma czasu na wahanie. który badał mnie dokładnie wzrokiem. przypominając mi instrukcję. co wymagałoby takiej koncentracji. Spojrzałem na zegarek. że w pewnym momencie przestałem czuć. tam gdzie on stawia stopy. ciągnąc mnie za rękę. które narzucił don Juan. Spojrzałem na zegarek. Ruszył bardzo powoli. Moje ciało powoli się rozluźniało i ból łagodniał. że skończył się twardy grunt i weszliśmy na miękki piasek. jakbym szedł w powietrzu i unosiła mnie jakaś siła. z jakim obserwowałem każdy jego krok. kiedy idą do łóżka. ale jeśli dalej będę potykał się o niego. zamiast zgadywać. tak pochłaniające. że mówi poważnie. Ustawił się przede mną w tej samej pozycji i zaczął iść. Nigdy nie chodziłem boso i chodzenie po pustyni bez butów oznaczałoby dla mnie samobójstwo. Zaczęliśmy znowu iść. Nie czułem ani swoich stóp. to do rana jeden z nas zostanie kaleką. było to. W pewnej chwili niespodziewanie skoczył na bok. Przez jakieś trzydzieści metrów utrzymywałem tempo i szedłem dokładnie po jego śladach. Nie wydawał się zmęczony. Kiedy zwolniłem. przejdzie na mnie. aż przestanie. Perspektywa chodzenia po pustyni bez butów niewiarygodnie mnie przestraszyła. to muszę to zrobić teraz. Teraz dostrzegałem jego stopy i ślady. Po około piętnastominutowej przerwie don Juan znów Ustawił mnie w szeregu i zaczęliśmy marsz. jakbym właśnie robił krok przed siebie. że muszę iść dokładnie po jego śladach. było tak wielkie. aż w końcu upadłem na ziemię. Nie stanął nagle. była jedenasta. i wszystko musi być wykonane perfekcyjnie. Wyraźnym szeptem powiedział. powinienem położyć się z głową zwróconą na wschód. jak wpadłem na niego. leżącego. Miał rację. Tempo. zanim don Juan się zatrzymał. Szliśmy tak wiele godzin. – Pustynia wydziela moc – szepnął mi don Juan do ucha. Don Juan powiedział. która spływa z niego podczas chodzenia. moc. moje nogi stały się słabsze i zaczęły drżeć. że jeśli muszę iść w krzaki. Nigdy wcześniej nie robiłem niczego. ani nóg. którzy nie zdejmują butów nawet wtedy. Powiedział. że idę. Szliśmy po względnie twardym gruncie. że nie zamierza odnieść obrażeń z powodu mojej głupoty i braku koncentracji i jeśli jeszcze raz nadepnę na niego. Po chwili zauważyłem. że nie wolno mi zajmować się niczym innym. Nagle uświadomiłem sobie. Powiedział. później na moment spojrzałem w bok i następną rzeczą. kiedy stanąłem na jego stopie swoim wielkim buciorem. Następnie popchnął moją prawą nogę do przodu i kazał mi stanąć tak. ale abym nie wpadł na niego. Postawił mnie jak żołnierza na baczność. że się wznosi. że widzę przed sobą don Juana. Wyglądało to tak. Spojrzałem w górę na don Juana. że nie uszkodziłem mu kostki. ale stanowczo.Bardzo dramatycznym tonem szepnął: – To jest wyprawa po moc. Don Juan skręcał się ze śmiechu i musieliśmy zaczekać. dlatego wszystko się tu liczy. tylko na ziemię. Kroczenie za nim nie sprawiało mi żadnych kłopotów. Don Juan obrócił mnie. powiedział bardzo cicho. Teren znów stał się twardy i wydawało mi się. Jeszcze raz zapewnił mnie. Zachichotał i upewnił mnie. że jeśli chcę odzyskać siły. że nie zauważyłem stopniowej zmiany światła.

Ale nie mogłem znaleźć krzewu. Zacząłem biec w miejscu. aż poczułem się lepiej. Byłem naprawdę wyczerpany i z tego powodu mogłem łatwo uwierzyć. Zaprzestałem poszukiwań i wróciłem na pierwsze wzgórze. że nie pomyliłem wzgórz. W zasięgu wzroku nie było żadnych takich roślin. prawda? – Wydaje mi się. Kiedy zbliżałem się do wierzchołka. Ale tego ranka nie pojawił się żaden. gdzie stałem. kiedy opisałem mu swoją pomyłkę. Bardzo łagodnie odwrócił mnie twarzą na wschód i powiedział. Używałem ich już przedtem. – Dlaczego nazywasz to pomyłką? – zapytał. kiedy don Juan odwołał wszystko. jakie są prawdziwe konsekwencje mego niepowodzenia. aż słońce wyjdzie zza czarnych szczytów górskich znajdujących się w pobliżu. aby wstać. aby mnie jeszcze podtrzymywać. które widziałem. Teraz przyszła moja kolej. w którym upadłem. że działanie prawdziwie przyjacielskich roślin jest tak subtelne. Ból w łydkach zniknął i poczułem falę odprężenia. Byliśmy na szczycie wielkiego. Powiedział mi. że będzie on postępował zgodnie ze wskazaniami swoich omenów. kto stałby tam. poczułem że ten wysiłek jest chyba dla mnie zbyt wielki. – A co widzisz teraz na tym samym miejscu? – Nic. wyraźnie było widać wielki. że tak. co choć trochę mogło przypominać tę szczególną roślinę. Nigdy nie poczułem.W końcu miałem tyle siły. Usiłowałem wyjaśnić to. a potem natarł nimi nogi. – Nie widzę tu żadnej pomyłki – powiedział. ale znając don Juana. abym pobiegł na sąsiednie wzgórze i nazbierał liści z pewnego krzewu. że widziałem krzew. co widziałem wcześniej. byłem przekonany. Nie było absolutnie żadnej roślinności tam. na wskazane wzgórze. a jednak zawsze przynosi pożądane rezultaty. gdzie don Juan. a czego w ogóle nie było. Don Juan uśmiechał się życzliwie. Ledwie mogłem złapać oddech i przewracało mi się w żołądku. A jednak to musiało być miejsce. bujny. Jedyny komentarz don Juana brzmiał: – Szkoda. mogłem . na tyle. Przykucnąłem i skuliłem się na chwilę. bo znajdujemy się w magicznym czasie i mamy się przekonać. nogi drżały mi w niekontrolowany sposób. co spodziewałem się zobaczyć. Chciałem spojrzeć na zegarek. czy jestem w stanie podążać śladem mocy. tak jakbym szedł i nie patrzył prosto na horyzont. wysokiego wzgórza. abym stał bez ruchu z prawą nogą wysuniętą do przodu. – Krzew jest tam. gdzie wydawało mi się. Z miejsca. że nie potrzebuję swojego diabelskiego zegarka. Powiedział. Wał chmur nie przesunął się i nie zobaczyliśmy słońca wschodzącego nad horyzontem. moje mięśnie wycierpiały za dużo. Pomógł mi usiąść. aby zerwać wreszcie liście. pewien rodzaj mirażu. na tamtym wzgórzu. – Przecież nie ma tam żadnego krzewu – powiedziałem. Nie chciałem od razu pytać. a następnie pod górę. Don Juan bardzo łagodnie powiedział mi. aby rozluźnić mięśnie. Zlustrowałem dokładnie cały teren. ale tutaj nie było niczego. na ile się na tym znałem. tak aby pierwsze promienie słońca mogły paść na moje ciało na wzgórzu. Wskazał na wschód i zwrócił mi uwagę na ciężki wał chmur nad horyzontem. że prawie nie zauważalne. Prawie już upadałem. Byłem pewny. Rozejrzałem się. jako złudzenie optyczne. żeby mi naprawdę pomogły. aby złagodzić ból. Później podniosłem się. Inne byłoby poza zasięgiem wzroku dla każdego. zakrywając ręką mój nadgarstek. aby się śmiać. Don Juan zachichotał i popatrzył na mnie przez chwilę. zielony krzew. Była to śmiertelnie męcząca pozycja. Chciałem podejść do czegoś. ale don Juan skoczył i przytrzymał mnie. Rozejrzałem się wokoło. a to. Kategorycznie kazał mi pozostać w miejscu. ale don Juan zawsze utrzymywał. – Ale go widziałeś. gdyby wiatr zdążył rozwiać chmury. Jego liście wydawały się bardzo wilgotne. Nogi mi zesztywniały i bolały mnie łydki. że widzę coś. że dobrym omenem byłoby. ale mi nie pozwolił. Pobiegłem w dół. co wyglądało jak krawędź lub szczelina w skale. co widziałem.

że widzę krzew. nie będzie to żaden dowód. Rozpromieniony pogłaskał mnie po głowie. Przeszliśmy ze ćwierć mili. – Co masz zamiar zrobić? – Rzucę ci wszystkie te sznury – powiedział. idącym jego śladem. siedzieliśmy chwilę w kompletnej ciszy. które ci wskażę.uznać za halucynację. czy stoisz we właściwym miejscu. że don Juan wybrał taką drogę. Czułem się zdezorientowany z powodu nowego obrotu. jaki przyjęły sprawy. Przeczesaliśmy cały ten obszar i milę dalej znaleźliśmy jeszcze dwa. że miałem rację. Bardzo delikatnie nazrywał świeżych gałęzi z krzaków i zamiótł obszar wewnątrz kręgu. – Co robisz z tych kamieni? – zapytałem. Wybrałem pewne miejsce. tak samo jak ja to zrobiłem. Wróciliśmy na pierwsze wzgórze. Później pozbierał wszystkie większe kamienie znajdujące się wewnątrz kręgu. Don Juan z wielką cierpliwością zszedł na drugą stronę wzgórza wraz ze mną. Kiedy zajmujesz się mocą. ale kazał chodzić wkoło i obserwować to. żeby coś . Każda pomyłka może być śmiertelna. Nie natknęliśmy się już na żadną z nich. żeby udowodnić mi. w miejscu. abym użył techniki patrzenia bez skupiania wzroku i znalazł odpowiednie do spania miejsce na szczycie wzgórza. don Juan zaprowadził mnie z powrotem na pierwsze wzgórze. na którym zobaczyłem krzew. Odliczył osiemnaście kamieni. jednak w rzeczywistości nie dotykał ziemi gałęziami. gdzie wydawało mi się. zakopywał je w ziemi. Wspięliśmy się razem na sąsiedni pagórek i stanęliśmy dokładnie tam. co robi. jeśli będzie zbyt luźny. Powinieneś być niezwykle ostrożny. dlatego nie wolno ci się pomylić. – W pobliżu muszą rosnąć setki takich krzewów powiedziałem. Don Juan bardzo spokojnie zaczął schodzić ze wzgórza i dał mi znak. Obszedł szczyt dookoła. Musisz skoncentrować wzrok w tym miejscu. wcale na niego nie patrząc. – To nie są kamienie – powiedział. Na nich będzie zawieszone twoje miejsce. żeby zobaczyć. ale byłem zbyt głodny i zmęczony. Nie pozwolił mi wejść do środka. Kiedy weszliśmy na wierzchołek. idąc w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara. Każdy z tych sznurków może nas zabić. – Znajdziesz tam krzew. – A ja podejdę do krawędzi stoku. Wziął średnie kamienie i wyznaczył nimi obwód koła. zanim natknęliśmy się na następny. ale w przeciwnym kierunku. musisz być perfekcyjny. Wykonywał takie ruchy. Don Juan namówił mnie. Nie mówiąc ani słowa. Sądziłem. Nie było żadnego. Don Juan również zachichotał. Don Juan pozbierał z niego drobne kamienie i zrobił z nich krąg wielkości mojego ciała. Don Juan spojrzał na mnie z poważnym wyrazem twarzy. Jeśli pozwolisz. obchodząc je szerokim łukiem. że druga strona wzgórza jest poza zasięgiem mego wzroku i że jeśli nawet znajdzie się tam jakiś krzew. Nie potrafił ukryć swego zadowolenia. – A ty umieścisz je w ziemi. Przedstawiłem argument. Po jedzeniu poczułem się bardzo senny. co o tym wszystkim myśleć. iż w okolicy jest bardzo mało takich roślin. Nie wiedziałem. – Przejdź na drugą stronę tego wzgórza – powiedział. Odwrócił się i spojrzał na mnie szczególnie przenikliwie. – To sznury. – Poczujesz się lepiej po jedzeniu – powiedział. Staliśmy tam przez chwilę. tak sprawnie jakby był murarzem. aby wejść na nie z innej strony. – Teraz biegnij do stóp wzgórza i czekaj – powiedział. abym poszedł za nim. aby się nad tym zastanawiać. Szukaliśmy wszędzie podobnego krzewu. skrupulatnie posortował je według wielkości i w jego centrum ułożył z nich dwie kupki po tyle samo sztuk w każdej. Rozmieszczał je w równych odległościach i pomagając sobie kijem. zamiast iść na przełaj i w teatralnej pozie stanął przy krzewie. abym poszedł za nim. – To bardzo dziwny omen – powiedział. w które rzucę sznur. Don Juan rozwiązał siatkę z tykwami. wskazując na stos większych kamieni. a później zabrał mnie na dalsze poszukiwania krzewów. Rosły razem i wyróżniały się intensywną zielenią i bujnością. Don Juan dał mi znak głową. Zachichotałem z radości.

wydawało mi się. którzy po zdobyciu Nowego Świata dzielili ziemię w imię swojego króla. na wierzchołek ze skały wulkanicznej i usiedliśmy wygodnie. gdyby nie przyszedł don Juan i nie wyciągnął mnie z kręgu. Ta sceneria wzbudzała we mnie uczucie grozy i rozpaczy. że tak. stanie się on zwykłym kamieniem. było zwariowanym zajęciem. Nie przeszkadzał mi wiatr ani nie było mi zimno. gdybym po jednym zanosił “sznury" na dół. Teraz szczyt wzgórza jest twoim miejscem. co tutaj jest. Bardzo poważnie odparł. Wykonanie tego zadania zabrało nam dobrych kilka godzin. Podczas snu będą mnie ogrzewać zamiast koca. – To miejsce jest twoje. Musisz dbać o wszystko. a ty chwytać. Czułem się silny. Chodziło mu o to. Nagle opanował mnie strach. Nad głową cumulusy zalegały grubą warstwą. wcale mnie nie ziębiąc. Pustynia i góry na południu były naprawdę majestatyczne. Pomyślałem. Powiedziałem. Wspięliśmy się na najwyższy punkt na wzgórzu. Będziesz polował na moc. łagodny wiatr owiewał całe moje ciało. Dał mi trochę liści i powiedział. ustępowała i potem znów przychodziła. ani twoja. czy nie. abym dokładnie obserwował całą okolicę. twoim ukochanym miejscem. Zaśmiałem się i powiedziałem. Przedtem nie zauważyłem. Widok. Czułem go na twarzy i wokół uszu jak łagodną falę ciepłej wody. – Już wystarczy – powiedział. a dalej pustynię. że to robił. Kiedy już zamknąłem krąg i wróciłem na szczyt. Omen był niespodziewany. Późnym popołudniem roztaczał się przed nami wspaniały widok. że to. Wypełniło mnie bardzo radosne podniecenie. że może zostawił mnie tu samego. Widziałem rozległy kres pofałdowany małymi wzgórzami. że byłoby łatwiej. a wzgórze odwdzięczy ci się i zadba o ciebie. – Ja muszę je rzucać. Za każdym razem don Juan przypominał mi. Szliśmy powoli w kompletnej ciszy. Wszedłem do kręgu. Chciałem na zawsze pozostać w tym miejscu i pewnie bym został. To nie jest ludzka decyzja.cię rozproszyło. niewytłumaczalnej radości. Był to bardzo dziwny stan. oparci plecami o głaz i zwróceni twarzą na południe. Na północy i wschodzie rozciągał się łańcuch ciemnobrązowych górskich szczytów. raz znowu na góry. – Utrwal sobie to wszystko dobrze w pamięci – szepnął mi don Juan do ucha. który towarzyszył mi na co dzień w moim chaotycznym życiu. ale na zachodzie znajdowały się delikatne cirrusy i od czasu do czasu pojawiało się słońce. Było to dla mnie całkowicie nowe uczucie. Zachodni. tylko z niewysłowionej. Obudziłem się późnym popołudniem. Usiadłem. a ja nie znałem drogi do samochodu. który rozciągał się na zachód. czy to wszystko jest moje. Czułem się pełen energii i byłem szczęśliwy. – To są sznury – upierał się. Bardzo spokojnie odbyliśmy przechadzkę wokół wzgórza. Znalazłeś to miejsce dzięki widzeniu. Don Juan nazbierał małych gałązek i wyłożył nimi mój krąg. zupełnie odmienny od tego. Na południu w oddali były niskie wzgórza i odległe niebieskie góry. Zacząłem płakać. że wzgórze było tak wysokie. żebym wsadził je do spodni i umieścił w okolicach pępka. na którym natychmiast zasnąłem. który spadał z góry. Byłem szczęśliwy. abym był uważny i skoncentrowany. że moje myśli zostały wyłączone. ale nie ze smutku czy z żalu. robił duże wrażenie. Don Juan zaśmiał się i przecząco pokręcił głową. Przypominała mi obrazy z dzieciństwa. Podparłem głowę rękami i rozejrzałem się wokół. Było wietrznie i pochmurno. że padnę martwy. Ponownie doświadczałem błogiego spokoju. Ruchem oczu albo brody wskazywał raz na chmury. Tak intensywne skupienie było wyczerpujące. Wspinali się na szczyt wzgórza i rościli sobie . Dzisiejszego ranka widziałeś i to był omen. Żartobliwie zapytałem. Nigdzie w zasięgu wzroku nie było don Juana. Odnajdywanie wśród innych kamieni tego. co teraz robimy. a ty nie będziesz potrafił odróżnić go od innych kamieni leżących w pobliżu. przypomina mi historię z Hiszpanami. niezależnie od tego czy chcesz. Dobrze. ale jednak się pokazał. Tutaj wszystko wkoło znajduje się pod twoją opieką. wydawało mi się. Sen mnie odświeżył. Gałęzie utworzyły całkiem miękkie posłanie. ani moja. Położyłem się znowu na posłaniu z gałęzi i w dziwny sposób mój niepokój zniknął. która obmywała mnie.

To jest miejsce. w pośpiechu zacząłem pytać: – Ale co ja mam zrobić z tym wzgórzem. jakby górna część mojej głowy płonęła zimnym ogniem promieniującym miedzianym blaskiem. – Czemu nie? – zapytał się. jest twoja – kontynuował. Ostatnie minuty światła. który było stamtąd widać. abym obserwował każdy szczegół. Gdy tylko uświadomiłem sobie swój niezwykły nastrój. tak samo jak odpoczynek. Po prostu nie miałem chęci rozmawiać. Tu będziesz spotykał się z mocami. poczułem. że powinienem patrzeć na słońce. Siedzieliśmy w ciszy przez kilka minut. Czułem jego smak na podniebieniu i ciężar pod powiekami. jakby słońce ogarniało ziemię płomieniem. Siedzieliśmy tam i jedliśmy. do którego będziesz przychodził podczas śnienia. – Wstawaj! – krzyknął don Juan. Uśmiech zniknął z jego twarzy. Daję ci go. Może cię wykorzystać. Jedzenie. były wspaniałe. Odczuwałem czerwony blask na twarzy. zakreślając pełny okrąg. ponieważ sam go odkryłeś. Teraz to wszystko nie ma dla ciebie sensu. Światło zachodzącego słońca dawało bogaty. w pełnym znaczeniu tego słowa. don Juanie? – Każdy jego szczegół utrwal w pamięci. który tutaj żyje. ciągnąc mnie w górę. Zaśmiałem się. Wydawało mi się. Czułem. – Cała ta ziemia jest twoja – powiedział. nie koncentrując na nim wzroku. nie przestając się uśmiechać. – Każdy robak. Niewyraźnie przeczuwałem. Nigdy dotąd nie miałem takich odczuć w stosunku do mówienia. że naprawdę wierzy. stanowiło wspaniałe przeżycie. patrząc na mnie. prawie miedziany blask i całe otoczenie wydawało się zabarwione złocistym odcieniem. Coś sprawiało. Wstał i wskazując wyciągniętą ręką. że gwałtowna zmiana nastroju Don Juana nie wróży dla mnie nic dobrego. a ty jego. że w jakiś sposób słowa są fałszywe. zapalało ją jak ognisko. Polujesz na moc i to jest miejsce. Powiedział. w którym będziesz gromadził jej zapasy. Nawet nie miałem chęci na myślenie. Niewątpliwie było tu coś niewypowiedzianie przyjemnego dla mnie. Przyjmij go. podobnego do kielicha zagłębienia po zachodniej stronie wzgórza. Natomiast sam szczyt do końca twojego życia jest po to. – Każda skała i kamień. Don Juan przemówił do mnie prawie szeptem. – Nie do wykorzystania. Było to ciepło miedzi. jakby czytał w moich myślach. i krzak na tym wzgórzu. abym zaczął biec w miejscu. jest twoim przyjacielem. Szczególnie cechy krajobrazu po stronie zachodniej. Zeszliśmy ze skały i don Juan zaprowadził mnie do małego. szczególnie na jego szczycie. – To dobry pomysł – powiedział. – Cała ta ziemia. W pewnej chwili . Jest twój. Odskoczył ode mnie i kategorycznie zażądał. Oddałem się całkowicie kontemplacji tego piękna. Don Juan zachichotał i zapytał: – Czemu nie? Czemu nie mógłbym ci dać tej ziemi? – Nie jesteś jej właścicielem – odpowiedziałem. Zrobił zeza. aż zniknie za horyzontem. a ich znaczenie jest trudne do uchwycenia. tu pewnego dnia zostaną przed tobą odkryte tajemnice. Niech więc na razie będzie to wzgórze miejscem nonsensu. ale nie przerażało mnie to. – Daję ci całą ziemię. Gdyby nie ten jego zabawny uśmieszek. Wyglądało to tak. Zaśmiałem się głośno. A więc dlaczego ty nie możesz wziąć jej we władanie w ten sam sposób? Próbowałem przejrzeć jego prawdziwe zamiary. obrócił się. abyś z niego korzystał. iż może mi dać ten wierzchołek. można by przysiąc. Wyjaśnił. którą widzisz. że o mało co spadłby ze skały. ale do zapamiętania. – No to co? Hiszpanie też nie byli właścicielami. Gdy posłuchałem. Don Juan wybuchnął takim śmiechem. biegłem coraz szybciej. znajduje się pod twoją opieką – powtórzył. Właściwie o niczym nie myślałem.prawo do obszaru. że kiedy słońce zaczynało znikać. ale don Juan już był bardzo poważny. jak ciepło ogarnia całe moje ciało. w którym stałem. nawet najmniejszy i pozornie nieważny. – Przyjmuję go – powiedziałem żartem. dokąd tylko sięgniesz wzrokiem. zanim słońce dotknęło koca niskich chmur czy mgły. a jednak podzielili ją i rozdali.

– A później będziesz przychodził tu sam. aż utkwi ci w pamięci. musisz wrócić do swoich rąk. Don Juan zasugerował. takim jak to. które wygląda odpowiednio do pory. Znowu wspięliśmy się na wulkaniczną skałę. – Będę musiał wciąż tu z tobą przychodzić – dodał. w przeciwnym wypadku pojawiające się wizje mogą być tylko zwyczajnymi snami. w którym był świadkiem cudów. aż szczyt wypełni cię całego. Natomiast umierające słońce właśnie ciebie kąpie w blasku. Ten szczyt. w przyszłości będzie miejscem twojego ostatniego tańca. a później przejść do następnego przedmiotu. miejsce. Łatwiej podróżować. dał mi znak. gdzie siedzieliśmy przedtem. Zacząłem mieć sny o szczególnych miejscach. umrzesz tutaj. gdzie zostały mu objawione tajemnice. czego doświadcza się podczas śnienia. kiedy się pokazuje. – Co rozumiesz przez mój ostatni taniec. że jestem tak lekki. don Juanie? – Teraz nie czas o tym mówić – powiedział ostro. don Juanie? – To jest miejsce twojej ostatniej próby – powiedział. Don Juan bardzo mocno uchwycił mnie za prawy przegub. jego duch. Właściwie to jasność porannego słońca właśnie szuka mnie. – Czy jesteś w tych miejscach we dnie czy w nocy? – zapytał. gdzie będziesz. – Dlaczego tak jest. – Ale dziwny! Wydarzył się pod koniec dnia. Dostaje się tutaj albo przychodząc osobiście. gdzie siedzimy. miejsce. który powinieneś obserwować. Wykorzystaj je. do której chodzisz. taki jaki jest teraz. Z tego specyficznego przedmiotu. aż nasiąkniesz nim.naprawdę poczułem. Wojownik ma obowiązek wracać do swojego ulubionego miejsca za każdym razem. po to. albo podczas śnienia. – To był świetny omen – powiedział. Ty jesteś bardziej stworzeniem nocy. Zasłaniała nas przed zimnym wiatrem. kiedy dotknie mocy. Skup swoją uwagę na dowolnym przedmiocie. Być może szkoła. w jakiej zwykle bywałem w tych miejscach: w dzień w szkole i wieczorem u przyjaciół. Trzeba dużo czasu. Jakie to dziwne! – Dlaczego dziwne? – Nigdy jeszcze tego nie widziałem. kiedy jego czas na ziemi dobiegnie końca i kiedy poczuje dotknięcie śmierci na lewym ramieniu. jeśli możesz skupić się na miejscu mocy. Poznasz. który jest charakterystyczny dla tego miejsca. w którym umrzesz – powiedział łagodnie. czy potrafię wizualizować wybrane miejsce. – Niezależnie od tego. – Wiedza jest mocą. i tak dalej. kiedy odbywa się śnienie. musi zgadzać się z porą dnia. zmieniając pozycję. abym spróbował śnienia podczas drzemki w ciągu dnia i sprawdził. który sobie przypomnisz. Poruszyłem się nerwowo. Osunąłem się na ziemię. ale nie spalają. Powiedział. Ale teraz skup uwagę po kolei na wszystkim. pewnego dnia. przesiąknięte niezapomnianymi wspomnieniami. Ale jeśli nie chcesz przyjść tutaj. Możesz powrócić tutaj podczas śnienia. co jest na tym szczycie. a później znajdź go podczas śnienia. abym poszedł za nim. Ja wolę świeżą jasność poranka. nie musisz tego robić. To przywróciło mi trzeźwość i opanowanie. w jakiej odbywa się śnienie. jakby badając efekt swoich słów. że mogę latać. Spojrzał na mnie. Zapytał o moje postępy w śnieniu. który jest . aby przechować ją tutaj. A w końcu. gdzie zgromadził swoją osobistą moc. – Aby ułatwić sobie zadanie. Próbowałem nalegać. ale ucieka od ciebie. jedynie przypominając sobie ten krzew albo skałę. albo inne rzeczy znajdujące się tutaj. ponieważ jest to najważniejsze miejsce w twoim życiu. aby ujarzmić choć tyle mocy. gdzie ważne wydarzenia odcisnęły swój ślad. na szczycie tej góry. do którego chcesz pójść i skoncentrować na nim uwagę – kontynuował. w którym umrze. jest dla ciebie miejscem mocy. Po kilku minutach odpoczynku wstał spokojnie i klepiąc mnie w ramię. masz na przykład specyficzny krzew. kiedy już to się stanie. ale on natychmiast zmienił temat. W nocy moje wizje danego miejsca również powinny je przedstawiać w nocy. że to. – Tutaj. Jest to miejsce przez niego szczególnie ulubione. zawsze pozostaje w sferze młodego słońca. – To jest miejsce. ażeby tylko móc o tym mówić. który się tam znajduje. a on usiadł obok mnie. Don Juan przerwał ciszę. Ty i ja bardzo różnimy się od siebie. Moje sny korespondowały z porą dnia. Każdy wojownik ma swoje miejsce. Omen. Jego płomienie przypalają cię. powinieneś wybrać jakiś przedmiot. takich jak szkoła i domy przyjaciół.

Możemy powiedzieć. dopóki nie skończy tańca. Nie lubisz gorąca. a wtedy twoja śmierć wskaże na południe. patrząc na taniec wojownika? – Wojownik jest tylko człowiekiem. don Juanie? – Z pewnością. Twój taniec opowie o tajemnicach i cudach. Zapytałem don Juana. jaki wykonuje pod wpływem swojej osobistej mocy. – Czy możesz nauczyć mnie tego tańca. kto poluje na moc. ani podczas śnienia. przyleci tam i wojownik zatańczy dla swojej śmierci. na tym szczycie. spojrzysz na słońce. Pokornym człowiekiem. To coś więcej niż tylko strzelenie kopytami i zesztywnienie. musi się go nauczyć – powiedział. zmrok. – Przestań – powiedział sucho. i o tych. jaki śmierć robi w stosunku do tych. To pewien rodzaj tańca. Opowiesz o radościach i zamęcie doświadczanym podczas spotkania z osobistą mocą. Cisza. – Każdy. śmierć musi się zatrzymać. tak jak zrobiło to dzisiaj. – Czy ja też będę tańczył dla swojej śmierci. które wygrałeś. który po przejściu przez potworne trudy zgromadził moc. Kiedy skończysz taniec. to taniec. Polujesz na osobistą moc. Ale niezależnie od tego czy moc jest mała. – Ale jeszcze nie teraz. pod koniec dnia. Poranne podróżowanie nie przemawia do ciebie. – Umieranie to poważna sprawa. W ostatnim tańcu opowiesz o swojej walce. chociaż nie jestem wojownikiem? – zapytałem. Każdy następny musi zostać zdobyty podczas walki mocy. że przeszedł mnie dreszcz. Każdy wojownik posiada specyficzną formę. które zgromadziłeś. aby go przytłumić. a wtedy pokażę ci pierwsze posunięcie mocy. którzy umarli. I dlatego będziesz tańczył dla swojej śmierci tutaj. tylko blask. że to gest. Ogarnął mnie przytłaczający niepokój i zacząłem mówić tylko po to. Dzisiaj słońce pokazało ci omen. przyzywając swoją moc. Jeśli umierający wojownik ma ograniczoną ilość mocy. które przegrałeś. Wkrótce znajdziesz godnego siebie przeciwnika. który po raz ostatni opowiada o trudzie swojego życia. Jeśli jego moc jest wielka. i w jakim stopniu ich ostatni taniec wpłynął na ich śmierć. taniec jest wspaniały. Na bezmiar. Ale przyjemność sprawia ci umierające słońce o soczystej barwie starego złota. Ale jego nieskazitelny duch. wspaniała sceneria. Przez chwilę trwającą wystarczająco długo. Słowa don Juana sprawiły. aby po raz ostatni mógł się cieszyć. Wiatr będzie łagodny i przyjemny. aby być świadkiem jego ostatniej próby na ziemi. Najlepsze efekty swojej życiowej pracy będziesz uzyskiwał pod koniec dnia. Tak więc taniec wojownika stanowi historię jego życia. który rozwija się wraz z jego osobistą mocą. czy potężna.zawsze przygotowany. ruchu. – Czy śmierć rzeczywiście zatrzymuje się. o bitwach. . specyficzną postawę mocy. Umierające słońce olśni cię blaskiem. ani na jawie. Nie może zmienić zamiarów swojej śmierci. z pewnością może przez chwilę ją zatrzymać. A twoja śmierć będzie siedzieć i obserwować cię. czy zna wojowników. Niewątpliwie nie lubisz młodzieńczej jasności wczesnego światła. Nie może wziąć wojownika. W ciągu swojego życia będziesz sam musiał dodawać do niego następne ruchy. którego już nigdy więcej nie zobaczysz. którą rozwija przez całe życie. a twój szczyt zadrży. nie spalając cię. wszystko to zdawało się pomagać w wyobrażeniu sobie ostatniego tańca mocy. chociaż jeszcze nie żyjesz jak wojownik. którzy mają nieskazitelnego ducha. jego taniec jest krótki.

dlatego dla mnie śmierć jest osobą. czy też w wypadku każdego innego wojownika? – Każdy wojownik tańczy swój taniec mocy. I dlatego mogę powiedzieć. Kiedy to wszystko się działo. a jednak nie wszystko jest tak samo. – Fart. Ja uważam inaczej. – Ale czy jest tak tylko w twoim wypadku. Powiedziałem mu. – Człowiek wiedzy wie. pozostaje niewiadomą. – To bardzo proste – powiedział. no ale kim ja w końcu jestem? Śmierć nie jest osobą. don Juanie? – zapytałem. czy sposób. siadając na werandzie. Jak dotąd nie jesteś o tym przekonany. Wydaje ci się. że umieram. że wojownik to myśliwy. czym się chce. że tak jest. Nikt nie może być tego świadkiem. Trzymał torbę z artykułami spożywczymi. Ale ja widziałem moją śmierć i zatańczyłem dla niej. o którym mówiłem – powiedział. zadając pytania. a moje ulubione miejsce nie zadrżało. Powiedziałem mu. 8 kwietnia 1962 – Czy śmierć jest osobą. jak ją upolować i gromadzić. Osobista moc jest czymś. to kwestia przekonania się o tym. światłem. że śmierć patrzy swoimi pustymi oczyma. w jaki wszystko się robi. że jest niczym. w jaki wojownik widzi swoją śmierć. jak do tego doszedł. zresztą taki sam jak nas wszystkich. że zrobił wszystko. – Czy to znaczy. ale sposób. jest osobista moc. tak jakbym umierał. zależy od jego wychowania. Podałem za przykład Indian Yuma i Yaqui. don Juanie. że to wyobrażenie jest fascynujące i chciałbym dowiedzieć się. w jaki on ją widzi. Dlatego też mój czas na ziemi nie skończył się i nie umarłem. Ostrożnie położył ją na ziemi i usiadł przede mną. . uczyłem cię. mgłą albo tajemniczą obecnością. jak to tylko możliwe. Wyobrażenie śmierci don Juana oszołomiło mnie. kamykiem. kultura determinuje sposób. a także że można ją gromadzić. by się ze mną pożegnać. że można używać osobistej mocy. co zdobywa się niezależnie od pochodzenia. jak żyje i jak umiera. Ale można także powiedzieć. że chciałbym wiedzieć. – Wychowanie nie ma znaczenia – powiedział. Poczułem się tym ośmielony i wyjaśniłem. – Czy twoja śmierć wyglądała jak osoba? – Śmieszny z ciebie gość. który poluje na moc. żeby była. Może ona być wszystkim: ptakiem. i że jestem tak bardzo przekonany. Zapytałem go. że wszystko zrozumiesz. Można to też nazwać nastrojem. jak wojownik tańczy swój ostatni taniec na ziemi. a równocześnie wszystkim. Mogę przez nie patrzeć. Są jak dwa okna.14. aby mnie przekonać. czy śmierć jest osobą. aby zadać pytanie i zająknąłem się. w jaki wyobraża się sobie śmierć. Twój kłopot. W każdym przypadku ma się rację. ponieważ widzi. które mu przywiozłem. W spojrzeniu don Juana pojawiło się zakłopotanie. – Czym jest osobista moc? – Osobista moc to odczucie – powiedział. Jest bardziej jak obecność. Śmierć obserwuje ostatni taniec wojownika. Pod koniec tego tańca śmierć nie wskazała mi żadnego kierunku. osobą. czy też jest podobna do osoby. krzewem. Człowiek jest tylko sumą swojej osobistej mocy i od niej zależy. Śmierć jest tym. Skąd wie. – A co to za różnica? – zapytał don Juan. – Tym. dlatego wydawało mi się. – To nie jest ten rodzaj przekonania. Nie mogłem znaleźć adekwatnych słów. posiadałem ograniczoną moc i nie rozumiałem zamiarów śmierci. a jednak poruszają się jak oczy. Lubię także tajemnice i z tego powodu moja śmierć ma puste oczy. Według mojej koncepcji. Tylko śmierć. Zaśmiał się. kiedy obserwuje ostatni taniec wojownika. Musisz przyjąć. co determinuje sposób. Dobrze żyję z ludźmi. uśmiechając się i łagodnie nakłaniał mnie do mówienia. Mówiłem ci już. Chód mocy Sobota. że śmierć jest ostatnim świadkiem. że ty sam byłeś świadkiem ostatniego tańca wojownika? – Nie. Patrzył na mnie.

Jest przekonany. Był ciepły dzień. że pojedziemy samochodem. jak gromadzić osobistą moc. Zapytałeś mnie. – To wiem. Wydawało mi się. don Juanie? – Bardzo dobrze wiesz. czy mam jakiś plan. . ponieważ ma zaufanie do swojej osobistej mocy. że powinienem interesować się tylko tym. – Idziemy na miejsce mocy – powiedział. aby polować na moc. Poprosiłem. że cała ta praca jest bezsensowna. do czego zmierzasz. Dopiero co zacząłeś. abym zrobił to samo. jakby miał dokładny plan. żeby mi wyjaśnił. że mnie nie musisz rozśmieszać. Krótko omówił tę koncepcję i zaraz dodał. Ale don Juan zawołał mnie z domu i kazał mi zabrać siatki z tykwami. – Ale bycie przekonanym oznacza. – Przed nami długa podróż. że jesteśmy tutaj. który już ją ma. że nie mam najmniejszego pojęcia. Poczułem się zobowiązany. o które chciałbym cię zapytać. Będzie to z twojej strony wymagało jeszcze wiele wysiłku.Dwa lub trzy razy łagodnie poklepał mnie po ramieniu i rechocząc. dodał: – Przecież wiesz. że się przekonałeś. to dlaczego na nią poluje? Don Juan uniósł brwi z udawanym obrzydzeniem. że jego stwierdzenia są sprzeczne. Zaczął się przeciągać i wygiął grzbiet jak kot. jego kości wydały serię strzałów. która szczerze poświęciła się trudom uczenia się. I od tej pory jesteś w stanie działać sam. więc jaką różnicę sprawia. później trzeba ją krok po kroku wprowadzać w życie i w końcu – cyk! Masz ją. – Najpierw musi być ideą. że mam zaufanie do swojej osobistej mocy. – Chodźmy – powiedział. czy jest się wojownikiem. – Ty jesteś tym. – W śmieszny sposób przypominasz mi czasami mnie samego – kontynuował. Dlatego jest takie ekscytujące. – Co teraz będziemy tutaj robić. – Jak to się dzieje? Don Juan wstał. a ponieważ i tak wszyscy musimy umrzeć. – Nie da się nic zaplanować. więc wstałem i podszedłem do niego. Wojownik postępuje tak. – Czy nie mógłbyś poczekać z pytania mi. Zwróciłem mu uwagę. – Ja jestem wojownikiem. – Naprawdę nie wyobrażam sobie. Jeśli wojownik ma już osobistą moc. – Człowiek wiedzy to osoba. który poluje na moc – powiedział. wtedy możesz powiedzieć. z własnej inicjatywy. – Musimy się pospieszyć – powiedział. Jego twarz wyrażała łagodność. że jesteś w błędzie. Don Juan usiadł na skale i dał mi znak. a ja powiedziałem. aby przekonać go o swoim poważnym podejściu do sprawy. że nigdy nie robisz planów? – Polowanie na moc to bardzo dziwna sprawa – powiedział. – Nie wątpię w to – przerwał mi. kogo rozumie przez człowieka wiedzy. ponieważ zauważysz tę wielką różnicę. – Czy to znaczy. – Ale jest tyle rzeczy. Dotarliśmy do niższych stoków zachodnich gór Sierra Mądre około trzeciej po południu. Ale co będziemy robić konkretnie? – Wiesz. doszła tak daleko. aż się tam znajdziemy? Wtedy z pewnością będziemy mieli okazję aby porozmawiać. że potrafi odkrywać tajemnice osobistej mocy. że dzięki niej będzie działał w najbardziej właściwy sposób. – Nie mogę tego pojąć – zaprotestowałem. Myliłem się. Wkrótce czekał już na mnie na skraju pustynnego chaparralu za swoim domem. że potrafisz działać sam. I sam też możesz stać się człowiekiem wiedzy. Ale musiałem odkryć to sam. Jeszcze dużo trzeba zrobić. lecz późnym popołudniem zaczął wiać zimny wiatr. – Ja także nie chciałem wstąpić na ścieżkę wojownika. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. która nie gorączkując się i nie wahając. Myślałem. wchodząc do domu. Kiedy uświadomisz sobie. Jak zwykle. – Polowanie na moc to szczególne wydarzenie – powiedział. czy nie.

Próbuję robić wszystko. nawet po wspinaczce na ogromne. że jeśli chcę osiągnąć właściwe rezultaty. jak to robię i poinstruował mnie żebym liście przyciskał do ciała obydwiema dłońmi. don Juan już na mnie czekał. Wyglądał. Kazał mi położyć się na plecach. Złapał mnie pod prawą pachę i zakręcił mną wkoło. Don Juan szedł kilka kroków za mną i nieco z boku. lecz na tym. że jego sprawność fizyczna po prostu powala mnie na kolana. które miało mnie przenikać. że w ogóle się nie spocił. Natomiast jeśli chodzi o don Juana. Powiedział.która mną kieruje. jak to robił niezliczoną ilość razy. Traktuję siebie bardzo dobrze. potem ciepło rozeszło się po brzuchu. Zauważyłem. Polecił zająć się tylko uczuciem ciepła. Zbocza były bardzo strome i wspinanie się sprawiało mi duże trudności i wyjątkowo mnie męczyło. dlatego nie mam powodów. to w tak ociężały sposób. – To jest miejsce mocy – powiedział. Don Juan zaśmiał się głośno i zaczął mnie toczyć w prawo i w lewo. prawie pionowe zbocze. Don Juan przypomniał mi. to wydawało się. rozpiąć pasek i ułożyć liście bezpośrednio na skórze w okolicach pępka. Patrzył. Don Juan kazał mi usiąść. że nic nie pojmuję. że pozwoliłem sobie na to. na szczycie. kiedy kazał mi znaleźć miejsce na odpoczynek. Uciszył mnie kategorycznym gestem. – Co wobec tego powinienem zrobić? – zapytałem. ale don Juan położył mi rękę na oczach. don Juan zatrzymał mnie. don Juanie! – Oczywiście. – Jak ty to robisz? – Nic nie robię. aby się męczyć czy niepokoić. Kiedy dotarłem tam. czyje znajdziesz. i robił zeza. i nie potrzebuję planu. abym patrzył. a później zaczęliśmy znowu iść. że serce wyskoczy mi z piersi. Najpierw poczułem je w dłoniach. a potem zacząłem odczuwać dziwne gorąco promieniujące z liści. Odłożyłem przybory do pisania i wstałem. Nie jest też ważne. Położyłem się na plecach i pot dosłownie lał się ze mnie strumieniami. Przez chwilę leżałem zupełnie bez ruchu. Ale gdy tylko obszedłem wierzchołek szerokim łukiem. Zacząłem protestować. Nie liczy się. nie wolno mi też otwierać oczu ani próbować usiąść. nie powinienem przestać naciskać liści. że chociaż niewątpliwie systematycznie zbadałem teren. Następnie polecił mi zamknąć oczy i ostrzegł mnie. – Dość tych głupstw – powiedział łagodnie. – Znajdź dla nas tutaj. Czekałem na wyjaśnienie. aby zawładnęła mną rutyna. Tajemnica nie polega na tym. Nie spieszył się. nie koncentrując na niczym wzroku. dla odmiany. – Wcale nie jesteś stary. kiedy on będzie ustawiał moje ciało w pozycji mocy. to wszystko. Kiedy siadłem obok niego. Jego chód był równy. Masz próbować. czego nie robisz. jakby zdawał sobie sprawę z tego. które przypominało mi chwile. w których miałem wysoką temperaturę. aż w końcu dosłownie przeniknęło całe moje ciało. Dzięki temu mogłem złapać oddech. abym improwizował. Uśmiechnął się znacząco i wstał. – Przez cały czas starałem ci się zwrócić na to uwagę – powiedział. Później zerwał po jednym liściu z każdego z kilku krzewów i dał mi je. że nie. Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy. – Tym razem. . abyś to zauważył. był niestrudzony. aby podglądać. po prostu działaj. Sarkastycznym tonem dodał. Zamierzałem posuwać się spiralnie ku środkowi. badając teren spod półprzymkniętych powiek. ile czasu ci zajmie znalezienie odpowiedniego miejsca na odpoczynek. że nie uda mi się spostrzec właściwego miejsca. Może nawet całą noc. Zacząłem iść. Miałem nieprzeparte pragnienie. Moje ciało czuje się dobrze. Stwierdził także. co z sobą robisz. Powiedziałem mu. aż obraz mi się rozmaże. że jego energia jest niespożyta. miejsce na obóz. gdzie się on znajduje i dlatego nie ma sensu. że wie. aby wyjaśnił mi. wydawało mi się. czego nie powinienem robić z moim ciałem. W ciągu kilku minut stopy zaczęły mi płonąć gorącem. Najpierw przeczesałem obrzeża wierzchołka góry. Chciałem.

Trwaliśmy w milczeniu przez długi czas. że ciepłota mojego ciała się zmniejsza.Powiedziałem don Juanowi o tym nieprzyjemnym wrażeniu i potrzebie zdjęcia butów. – Co to za liście mi dałeś? – zapytałem. ale nie czułem zimna. w jaki sposób don Juan ją wywołał. miałem niesamowite uczucie. Chciałem zamknąć oczy. Powiedział. żebym otworzył oczy i szedł bez planu. że o mało mnie nie sparaliżowało. co powiedzieć. Śmiejąc się. Sen odświeżył mnie i dodał mi energii. który był jednym z niewielu niezarośniętych. Gorąco sprawiało. Gdy tylko przestały dotykać mojej skóry. Kiedy stanąłem na nogi. na liściach i próbował poczuć. szepnął mi do ucha. że to. ale na obrzeżach swego pola widzenia nie dostrzegłem żadnych zmian. Rozejrzałem się. abym położył ręce na brzuchu. ale nie miałem odwagi. Otworzył oczy razem ze mną. a nowa nie zdążyła jeszcze dobrze wyrosnąć. Don Juan także spał. które zrobił dla mnie w moim “ulubionym miejscu". że nie zrobiłem niczego szczególnego. – Co się stało? – zapytałem zaalarmowany. zwracając się twarzą na południe. – Policz je szybko. – Obserwuj kierunek. i zapytał. Zacząłem iść. czy jemu także zmierzę puls. skalna ściana mogła służyć za oparcie. Jednak byłem rozczarowany. Weź połowę z nich i z powrotem połóż na brzuchu. jak ci powiedziałem. że jakaś istota rozmyślnie zmiata je w stronę bezkształtnej masy zielonych krzewów. Podczas chodzenia w górę i w dół wzgórza czułem się bardzo lekki. która oczyściła mnie i umożliwiła mi wykonanie zadania. ale nie wolno mi otwierać oczu. Obudziłem się tuż przed zachodem słońca. Stał w odległości kilku stóp ode mnie. Nie wiedziałem. Z jakiejś nieznanej przyczyny pomyślałem sobie. Stałem przed małym występem skalnym z piaskowca. Siadłem na tym miejscu. z niewiarygodną zręcznością przeskoczył przez kilka krzaków i znalazł się na wysokiej skalnej grani. Dziesięć wepchnąłem pod koszulę i wtedy silny podmuch wiatru rozrzucił pozostałe dziesięć w kierunku zachodnim. Z całą szczerością stwierdziłem. Było wietrznie. jakich doświadczyłem. Przez ten czas niemiłe gorąco przemieniło się w przyjemne ciepło. w którym wiatr rozwieje twoje liście – powiedział. Później powiedział mi. Spodziewałem się odkryć jakieś niezwykłe wizualne zjawisko. co czułem. czy rzeczywiście jestem zawieszony. że mam wysoką temperaturę i całkowicie pochłonęło mnie dociekanie tego. – Dobrze! Dobrze! – stwierdził don Juan i poklepał mnie po plecach. Nagle poderwał się. Resztę pokrywały chaotycznie rozrzucone małe krzaczki Wyglądało to tak. wyjaśnił mi. Chciałem przekonać się. . Zbadałem sobie puls. nazywając mnie doktorem Car-losem. że don Juan przyniósł moje bloki do pisania i podłożył mi pod głowę. – Znalazłeś właściwe miejsce – powiedział z uśmiechem. ponieważ byłem zmęczony i spodobał mi się kolor tego piaskowca. Moc zaprowadziła cię tutaj. że niespodziewane krzyki odstraszają złe duchy. Wydawał się normalny. Nagle wrzasnął tak. Kiedy patrzyłem na nie. Don Juan musiał zauważyć mój stan. bo już nadchodzi. – I cała operacja odbyła się tak. Liście na brzuchu działały jak piec. ale wtedy zasnąłem. pozwalając mocy liści. a potem po prostu usiadłem na nim. że leżę zawieszony na łożu ze “sznurów". bez żadnego twojego planu. Powinienem przyciskać liście do brzucha tak długo. Zamknąłem oczy i ogarnęło mnie wspomnienie spokoju i pełni. że czas na spanie. bo stwierdził. że ten występ z piaskowca jest piękny. Miejsce. Zrobiłem zeza i chodziłem w tę i we w tę przez jakieś pół godziny. poczułem. dopóki na to nie pozwoli. jakby kiedyś cała roślinność spłonęła. Można było tu siedzieć jak na kanapie. pewnego rodzaju ogrzewanie. że czułem się bardzo niedobrze. Powiedział mi. Zauważyłem również. Don Juan wrócił i usiadł po mojej lewej stronie. Szedł za mną. żadnych niezwykłych kolorów. śpiąc na szczycie tamtego wzgórza. poświaty czy ciemnych plam. Odparł. że pomoże mi wstać. które wybrałem na odpoczynek. Byłem wyczerpany. było mocą liści. przypominało płytką nieckę. Don Juan nic nie odpowiedział. W końcu zmęczyłem się zezowaniem i szeroko otwarłem oczy. Don Juan zaśmiał się. aby mną kierowała. aż znajdę właściwe miejsce na odpoczynek. abym ostrożnie wyjął liście spod ubrania i rozłożył je na skale. Byłem przekonany. skalistych miejsc na szczycie. Doliczyłem się dwudziestu liści. Długo stałem przed nim.

Ukrył uśmiech. don Juanie? – Nic. – I wcale nie wygląda tak. które otulało mnie jak koc czy ciepłe ubranie. don Juanie? Zawsze straszysz mnie taką nawiedzoną mową. Rób to. Spróbowałem szybko skoczyć na równe nogi. Ale wiem. co robisz teraz. Sprawiał wrażenie jakiejś monumentalnej. – Dzisiaj będziesz polował na moc w ciemnościach – powiedział i usiadł. że mogę zerwać liście z pierwszego lepszego krzaka i dadzą one ten sam efekt? – Nie. – Niczego nie planuję. Niektórzy z nas mogą ją gromadzić i później bezpośrednio przekazać komuś innemu. ale dlatego że masz bardzo mało osobistej mocy. co robi człowiek. że nie wskazywał na nic konkretnego.Ciepło promieniujące z nich. Nawet po to. w zasadzie wygląda też tak. Patrzyłem na niego z otwartymi ustami. jeśli ta osoba nie wykorzysta jej w swoich własnych poszukiwaniach. Kiwał rytmicznie głową. Później złagodził ton i dodał: – Dzisiaj w nocy czeka cię ciężkie zadanie i będziesz potrzebował całej osobistej mocy. Wyjaśnił. że mógłbym tak powiedzieć. Don Juan wstał i wskazał na coś w oddali. W ciemnościach nie są one wzgórzami. po czym uśmiechnął się i dodał: – No tak. co kryje w sobie świat. jak go sobie wyobrażasz. ale to nie wszystko. Zdawał się zastanawiać. – Co masz na myśli. że chce. że może używać swojej osobistej mocy jak tylko zechce i do czego zechce. Moc znajdzie drogę do ciebie. Odkrywasz to cały czas i kto wie. abym wstał i popatrzył. która ci je da. Przypuszczałem. Nie powiedziałem. by pojąć. – Co planujesz? – zapytałem. co ja – powiedział surowo. – Nie kazałem ci robić tego. nie były liście. że sam to możesz zrobić. – Twoja moc. Tym. – Co więc powinienem robić. pod warunkiem że osoba. ale zanim to zrobiłem. która pozwoliła ci znaleźć to miejsce. Zaśmiał się i lekko kopnął mnie w łydkę. jaką tylko możesz zebrać. – Wszystko. To właśnie cały czas usiłuję ci wytłumaczyć. ponieważ nigdy nie doświadczyłeś ich istnienia. – Słucham? – Dzisiaj zaryzykujesz wyprawę na te nieznane wzgórza. ale moc. Moc nie należy do nikogo. – To były zwykłe liście – powiedział don Juan. mechanicznej zabawki. ma moc. Wstał i rozpoczął obrót. gdzie jesteś i oszczędzaj się na później. Jego ton sprawił. Widzisz. czym jest moc. że trudno ci to zrozumieć. O wszystkim decyduje ta sama moc. że może ona być użyta tylko po to. zdając sobie sprawę z mojego zdziwienia. może dzisiejszej nocy dojdzie ci jeszcze jeden kawałek do tej układanki. don Juanie? – Wydaje mi się. kto jej nie ma. jedynie upewniał się. jest ona bezużyteczna. co wspierało cię dzisiaj. kluczem do zgromadzonej mocy jest to. – Świat jest tajemnicą – powiedział. Zostań tam. było dla mnie rzeczywiście ciekawym zjawiskiem. która obracała się dokoła precyzyjnym i równomiernym ruchem. z wielką siłą popchnął mnie z powrotem. Jego ciało było obrotnicą dla oczu. Czymś nie do pomyślenia dla ciebie. że dreszcz przebiegł mi przez ciało. że jego moc jest ograniczona tylko do pomagania innym. – Z tego powodu dla kogoś. aby komuś innemu pomóc w jej gromadzeniu. Don Juan cierpliwie wytłumaczył mi. zakreślając pełny okrąg i patrząc na każdy element krajobrazu. Natomiast jeśli chodzi o bezpośrednie dawanie jej innej osobie. czy to znaczy. jak go sobie wyobrażasz. potrzeba mocy. czyny potężnego człowieka wydają się niewiarygodne. Każdy rodzaj liści może ci pomóc. Nie masz mocy. – Czym są? – Są czymś innym. Zapytałem go. zależy od jego osobistej mocy – mówił don Juan. – Czy to znaczy. chociaż nie jest to całkiem ścisłe. czy są tam pewne określone . nie z powodu sprzeciwu i oporu z twojej strony.

jest nieznaną nieposkromioną istotą. Obojętnym tonem poinformował mnie. uderzając nogą o skałę. Zapewnił mnie. a ja dostałem następnego ataku irracjonalnego lęku. żeby uspokoić się na tyle. Nie miałem nic innego do roboty. że mam iść za nim w bardzo bliskiej odległości i naśladować wszystko. Wiedziałem. co robi. – Wskazał na ciemność wokół nas. . siedzeniu czy chodzeniu. Powiedział. że to część jego nieskazitelnego zachowania. Ale gdy tylko przestałem pisać. że to mięso mocy. – Pisz! – rozkazał mi i odwrócił się do mnie plecami. że mój los jest przesądzony. ale będzie mnie informował o swojej pozycji. że już znam ten sposób: na początku krzyk jest chrapliwy. żebym o nich zapomniał. Postąpiłem zgodnie z jego radą i liście. które nie mają tej cechy. Chciałem płakać. aby móc ją opanować. jest danie mi czegoś do jedzenia. Wydawało mi się. a skupianie wzroku na ziemi dziwnie mnie uspokajało. które trzymałem pod koszulą. ogarnęła mnie panika. że wojownik zawsze upewnia się. czy powinienem je pozbierać. koncentrując Wzrok na ziemi. wypadły mi przez nogawki spodni. Spokojnym. Ostrzegł mnie. na krawędzi nocy.rzeczy. Zasugerował. naśladując charakterystyczny krzyk małej sowy. że przeciąganie się jest bardzo dobre po spaniu. ponieważ było jeszcze dużo czasu do zapadnięcia całkowitych ciemności. Wyprzedził mnie o kilka kroków. tak jak wiatr. ponieważ ciemność. Pociągnął mnie delikatnie i zaczęliśmy iść. Zamiast przynieść mi ulgę. Chwyciłem go za ramię i nie chciałem puścić. Dał mi jeden. tak aby twoja osobista moc stopiła się z mocą nocy – wyszeptał mi do ucha. a później staje się tak łagodny jak krzyk prawdziwej sowy. – Ale co będziemy robić. ponieważ teraz nie są już potrzebne. Nerwowy skurcz przebiegł mi przez żołądek i brzuch i uniemożliwił sensowne mówienie. abym zrobił to samo. Przypomniał mi. don Juanie? Pokręcił głową w przesadzonym geście niedowierzania. – To szaleństwo – zaprotestowałem. Po krótkim czasie don Juan zatrzymał się. Nie robi tego. że już idzie. Powiedział. ponieważ wierzy. ale dlatego. Potrzebowałem dwóch albo trzech minut. jeśli nie będę ostrożny. aż zrobiło się za ciemno na pisanie. – To nie jest noc – szepnął. ponieważ jesteśmy. Zastanawiałem się. że jest pochłonięty patrzeniem w dal. łagodnym głosem don Juan przekonywał mnie. co posiadasz w tym tajemniczym świecie. abym się zamknął. abym wziął się w garść. – Noc jest tam. czy wszystko jest w porządku. Jedliśmy w kompletnej ciszy. aby rozejrzeć się wkoło. która może mnie zwieść. jego napomnienia doprowadziły mnie do absolutnego przekonania. patrząc. Sprawdził moją siatkę. Don Juan wstał i przeciągnął się. abym zwracał wielką uwagę na krzyki innych sów. że wszystko jest w całkowitym porządku i kazał mi siedzieć cicho i zająć się pisaniem. Jakoś nie mogłem się odważyć. którego obydwaj będziemy potrzebowali na tę okazjęByłem zbyt głodny. kiedy pisałem. że przeżyje próbę. don Juan nie zmienił pozycji. Zawierało kawałki suszonego mięsa. ale don Juan powiedział. prawie hipnotyzowało. czy tykwy z pożywieniem i moje bloki do pisania są dobrze rozmieszczone i łagodnym głosem powiedział. że don Juan był całkowicie świadomy efektu swoich słów. I dlatego muszę być absolutnie spokojny. że jedynym sposobem na to. na zachód. jak by to powiedzieć. w którym stoimy. – Zaufaj swojej osobistej mocy – powiedział mi do ucha. że jesteśmy bezpieczni w tym miejscu. skłonienie mnie do pisania lub do pójścia spać. że całkowita ciemność jest już blisko i że będzie szedł jeszcze dalej z przodu. Jego śmiech był zaraźliwy i poprawił mi samopoczucie. by móc wypowiedzieć chociaż słowo. żeby rozważać możliwość istnienia w nim substancji psychotropowych. Następnie podszedł bardzo blisko i szepnął mi do prawego ucha. na której staliśmy. – To wszystko. Powiedział. odwrócił się do mnie i żartobliwym tonem stwierdził. – Musisz dać się ponieść. Wyjął małe zawiniątko ze swojego plecaka i z namaszczeniem je rozwinął. Pracowałem nad notatkami. sam wziął drugi i zaczął go żuć. Zanim don Juan skończył przekazywanie mi instrukcji. Szedłem za nim. aż skończyło się mięso i zrobiło się całkiem ciemno. Wyszeptał. Przez cały ten czas.

abym uzyskał pojęcie o odpowiedniej postawie ciała. Don Juan wrócił i zaczął biec obok mnie. Powiedział. Wydawało mi się. nie ma możliwości. to niech przez chwilę rozważę obecną sytuację. ale z wyprostowanym kręgosłupem. Zaśmiał się spokojnie i powiedział mi coś do ucha. kiedy ma zaufanie do swojej osobistej mocy. że zabrakło mi tchu. Obserwował ponoć mój zasrany sposób chodzenia. chcąc zapewne. czy już dobrze się czuję. że doskonale zna te góry. jeśli nie kierowałaby nim moc nocy. Odwróciłem się i zacząłem iść w tamtym kierunku. Czekałem przez chwilę w stanie największego natężenia uwagi. Skoncentrowałem uwagę na dźwiękach. Powiedział. Kolana również miały być lekko ugięte. w jaki poruszało się jego ciało. tak że mogłem zobaczyć. I nagle dobiegł mnie wydłużony krzyk sówki. ponieważ czułem się niesłychanie ograniczany przez ciemność. Uznał to porównanie za bardzo dowcipne. Musiałem otworzyć usta. już łagodnie. bo wybuchnął głośnym śmiechem. Mogłem jedynie rozróżnić ciemną masę krzewów lub małych drzew. Świst wiatru zagłuszał prawie wszystko. czy olbrzymia. Zrobiłem to z największą ostrożnością. Powiedziałem mu. Następnie przystąpił do demonstracji specjalnego sposobu chodzenia w ciemności. Nagle coś wyskoczyło przede mną. Przez chwilę pokazywał ten bieg w miejscu. ale żaden się nie wyróżniał. był tak niezwykły. ale niemożliwa była ocena odległości. że chód mocy jest absolutnie bezpieczny. wyglądałem jak kaleka. – Patrz! – powiedział i pobiegł w ciemność. abym sam go spróbował. Poruszałem się powoli. – Wstawaj – łagodnie powiedział don Juan. szybko zniknął z mojego pola widzenia. gdzie stawiam kroki. co robi. abym dobrze je zapamiętał. aby złapać oddech. albo stara – baba próbująca na paluszkach przejść między błotnistymi kałużami. iż unika niebezpieczeństw tylko dlatego. Próbowałem patrzeć. jak za każdym krokiem podnosi kolana prawie do piersi. Po chwili wrócił. wpadając do szczelin albo uderzając o skałę. Krzyknąłem i upadłem na siedzenie. nie wydając przy tym żadnego odgłosu.Don Juan nie rozzłościł się ani nie stracił cierpliwości. – Chód mocy służy do biegania w nocy – szepnął mi do ucha. Nalegał. abym podążał za nim. Don Juan zakrył ręką moje usta i wyszeptał. aby coś się nie udało. Don Juan objął obydwiema dłońmi moją głowę i z mocą wyszeptał: – To jest noc! I to jest moc! Puścił moją głowę i dodał. szczękając zębami. oprócz sporadycznych przenikliwych krzyków dużych sów i świergotu innych ptaków. że to don Juan. co widzę. że kluczem do niej jest pozwolenie na swobodny wypływ własnej osobistej mocy. Dla człowieka w jego wieku bieganie po wzgórzach o tej porze byłoby samobójstwem. Zadzwoniło mi w uszach. Spróbowałem się rozejrzeć. – Co powiedziałeś? – zapytałem głośno. co niezbyt dobrze zrozumiałem. Przyszedłem. Była ona lekko pochylona. a jego umiejętność biegania w nocy nie ma nic wspólnego ze znajomością tych wzgórz. jak może biec w kompletnej ciemności. czy jest ona mała. Stanął przede mną i kazał mi rękami przesunąć po swoich plecach i kolanach. że wojownik zawsze działa tak. który nazywał chodem mocy. niezależnie od tego. Nie miałem wątpliwości. że połamałbym sobie nogi. Sposób. nawet jeśli w rzeczywistości nie wie nic. iż jestem przekonany. Szedłem jakieś dziesięć minut. – Nie chciałem cię przestraszyć. ale powrócił. Po chwili oczekiwania zapytał mnie. Nie byłem w stanie pojąć. . Gdy ta druga tylko zacznie działać. Metoda podnoszenia nóg przypominała mi rozgrzewkę sprintera. Nadszedł z tyłu. że w nocy świat jest inny. Don Juan bardzo spokojnie powiedział. że stoję na obszarze pokrytym gęstą roślinnością. Przeszedł powoli przede mną. – Wojownik pozostaje nieskazitelny wtedy. Mój przestrach był tak wielki. tak aby mogła zmieszać się z mocą nocy. Stwierdziłem. że jeśli mam wątpliwości. Kiedy tak poruszałem się w ciemności. że nie mogłem uwierzyć w to. Następnie z pełną powagą dodał. Kiedy przytaknąłem. żeby się z tobą spotkać. jakby wiedział. A potem zniknął mi z oczu. Powtórzył to stwierdzenie trzy lub cztery razy.

ponieważ kiedyś. Z wielką cierpliwością biegł w miejscu przede mną albo wybiegał nieco do przodu i powracał. Byłem prawie zupełnie wyczerpany. a podnoszenie kolan do piersi sprawia. Popychał mnie nawet i nakłaniał do przebiegnięcia kilku metrów. a tylko omiatał wzrokiem ziemię bezpośrednio przed sobą. bez względu na to. dobrze wiem. że kroki są bardzo krótkie i bezpieczne. ponieważ gwiżdże już wystarczająco długo. że się nie nadaję. abym zawsze zatrzymywał się. którą mam. polegam na wzroku. w przyszłości. Później oddalił się i wezwał mnie serią krzyków sowy. W jakiś niewytłumaczalny sposób zacząłem poruszać się z niespodziewanym poczuciem zaufania do siebie. na którym znajdują się oczy. Don Juan czekał na mnie i poprawił moją postawę. Zlokalizowałem don Juana po długim poszukiwaniu. żebym mógł zobaczyć. Mogę tylko biec. ponieważ nawet jedno spojrzenie w bok wywołuje zmianę płynności ruchu. Jak ostrzegał mnie don Juan. duchy. co mi powiedział. to mamy problem. Powoli napięcie mnie opuszczało. że mam bardzo dobry pogląd na temat tego. Wiesz. – No. W obydwu przypadkach trzeba poczucia poddania się i zaufania. aby wyruszyć. – Czy nie możemy iść? Don Juan zatrzymał się i zdjął kapelusz. że zgięcie ciała jest konieczne do obniżenia poziomu. kiedy straciłem równowagę z powodu braku skupienia. że już czas skończyć. Zwrócił mi uwagę na to. że te istoty nocy zwykle wydają bardzo melodyjne dźwięki i bardzo nie lubią naśladować chrapliwego ludzkiego krzyku czy gwizdu ptaków. który otrzymam przy innej okazji. Ale kiedy wpadłem na krzak. po prostu folguję sobie. Przytłaczał mnie strach przed zranieniem sobie nóg. żeby inni zaczęli go naśladować. – Czekaj! Czekaj! – krzyknąłem szaleńczo. myśląc. musiałem być całkowicie skoncentrowany. Uspokajającym tonem powiedział. że rzeczywiście używam chodu mocy. że muszę poddać się nocy i zaufać tej odrobinie osobistej mocy. Połamałbym sobie nogi. lecz bezskutecznie. że szło mi bardzo dobrze. a ja mam czekać na jego krzyk. ale czas z tym skończyć. Klepnął mnie w ramię i stwierdził. Zniknął w ciemności. kiedy znowu odważymy się na wyprawę w noc. Ostrzegł mnie. zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć. Chód mocy wymaga patrzenia tylko do przodu. próbując “zatracić się". ale wyprostować kciuk i palec wskazujący. Podszedł do mnie i powiedział. kiedy posłyszę taki dźwięk i pamiętał. Ciemność dlatego tak mnie ogranicza. że powinienem zacisnąć palce w pięści. Wtedy posłyszałem krzyk don Juana. że nie potrafię chodzić w ciemności. natychmiast powróciło poczucie braku bezpieczeństwa. tak jak sugerował don Juan. Aby omiatać wzrokiem ziemię bezpośrednio przed sobą. Na przykład w ogóle nie dostrzegałem wyszczerbionych skał stojących mi na drodze. Po prostu nie mogłem dać się ponieść. jeśli nie będę na niczym skupiał oczu. z wyjątkiem kilku nieudanych przypadków. a nigdy w szczelinie.Szepnął mi. Godzinami usiłowałem naśladować jego ruchy i osiągnąć wymagany przez niego nastrój. nie zrobiłem niczego. Don Juan kazał mi biec w miejscu i spróbować poczuć. Z tego co wiem. Przebiegłem pięć czy sześć metrów w kierunku. że na początku często mogę na coś wpadać. nie wiedząc. ponieważ we wszystkim co robię. jak się porusza. Siedział w pobliżu jakichś ciemnych kształtów wyglądających na drzewa. Chód mocy był podobny do znajdowania miejsca na odpoczynek. że innym sposobem poruszania jest pozwolenie mocy na kierowanie sobą. albo nigdy nie będę w stanie swobodnie się poruszać. Co chwilę zamykałem oczy i biegłem w miejscu ze zgiętymi kolanami i pochylonym ciałem może przez godzinę. z którego dochodził. aż poczułem się całkiem dobrze. że oddali się teraz. że zawsze będę dobrze widział w ciemności. czym jest chód mocy i do opanowania go potrzeba mi tylko małego bodźca. ale dzięki praktyce będę mógł biegać tak szybko i bezpiecznie jak w dzień. że jest gotowy. – Ojej! – powiedział z zakłopotaniem. sprzymierzeńcy. Później powiedział mi. . kto to wie? – powiedział szeptem. Próbowałem to zrobić kilka razy. Zgodziłem się z nim. może będę musiał dokonać właściwej identyfikacji. Wyjaśnił mi. najmniejsze spojrzenie w bok albo za daleko w przód unieruchamiało mnie lub powalało. gdybym szedł. co wywołałoby to uczucie. jak mroczna będzie noc. – Zabierajmy się stąd – powiedział i zaczął biec. Wyjaśnił. Twierdził. ale mimo to mojemu ciału zawsze udawało się stanąć na krawędzi. Według niego. Poczułem ulgę i zapytałem go. ale moje ciało zdawało się rozpoznawać rzeczy bez myślenia o nich. kto mógłby naśladować jego krzyk. – Moce.

W oddali posłyszałem słabnący krzyk sowy. Podskoczyłem i ryszyłem w . Podążałem za nim. to noc wyssałaby z nas tyle osobistej mocy. Zasugerowałem. Musiał być dobre ćwierć mili stąd i czułem. Szybkość jego ruchu spowodowała. Nie mogłem zrozumieć. Wtedy posłyszałem melodyjny krzyk kilka kroków ode mnie. Aby podążać za nim. Dźwięk był tak przeciągły i miły. Byłem przerażony. że jest za stary na chodzenie. Po chwili znowu posłyszałem krzyk sowy. Żołądek skurczył mi się i tak ciążył. Należały do don Juana. musiałem skręcić o czterdzieści pięć stopni. Odparł bardzo dramatycznie. lecz zanim zacząłem znów biec. gdybym dokładnie w tym samym momencie nie posłyszał czterech chrapliwych krzyków don Juana. Później dodał konfidencjalnie. gdzie mam iść. jakby ze środka mojego ciała coś ciągnęło mnie w dół. kiedy przecież mógł biegać wokół mnie. Pobiegłem w kierunku. Jednak wcale mnie nie przestraszył. że będzie próbował biec tak wolno. chociaż nie mogłem zobaczyć jego twarzy. nie przestawał się uśmiechać. Po nim szybko nastąpiły jeszcze trzy inne. Dobiegał z lewej strony. Był to dla mnie szok. Zagwizdał cztery razy. Nagle ciemny kształt przeciął mi błyskawicznie drogę z lewa na prawo. lecz bez względu na to. ale tym razem jeszcze bardziej z prawej. jak to tylko możliwe. jak powoli się poruszał. żeby nawet nie oddychać. Był zdecydowanie dłuższy i łagodniejszy niż krzyk prawdziwej sowy. Jego ostateczna instrukcja mówiła. może nawet nawiedzonego albo smutnego. Było w nim coś pociągającego. Zapewnił mnie. – Jeśli nie użyjemy chodu mocy. – Nie marnujmy już więcej czasu – powiedział nagląco. – Chodźmy stąd. Wyszeptał to takim tonem. gdyby nie trzeźwa myśl. że jeśli będę poruszał się dalej w tym samym tempie. – Przez kogo? – W nocy są takie rzeczy. Podniosłem się na nogi. powinienem starać się być tak cicho. uświadomiłem sobie. jeśli chciał utrzymać swoje tempo. z którego wyruszyliśmy. Zauważyłem. który umiejscawiał don Juana prawie w tym samym miejscu. Zatrzymałbym się tutaj. z którego dochodziły. bardziej wymagający i nieodparty niż pierwszy. abym wiedział. Nie zmieniłem kierunku. że moim ciałem wstrząsnął dreszcz. ponieważ bez wątpienia był to najsłodszy i najbardziej melodyjny krzyk. zostaniemy skoszeni jak trawa – szepnął mi do ucha. która przyszła mi do głowy. że spojrzałem tam. że niekoniecznie muszę za nim nadążać. Chciałem popatrzeć w tamtym kierunku. Przecież w ciemności nie mogłem niczego zobaczyć. tak że wkrótce zniknął w ciemności przede mną. że nie zdając sobie z tego sprawy. posłyszałem następny krzyk. Było w nim coś naprawdę melodyjnego. Usiłowałem dalej utrzymywać takie tempo i wtedy posłyszałem wołanie don Juana. jakby coś poruszało się razem ze mną z mojej lewej strony. Powiedział. Spodziewałem się. Następny krzyk sowy wyrwał mnie z rozmyślań. że następne krzyki pozwolą mi na lepszą orientację. Zdawało mi się. zacząłem biec. że nie uniknęlibyśmy losu ofiar pierwszego lepszego niebezpieczeństwa czyhającego na nas za dnia. nie mogłem dotrzymać mu kroku. nieco z prawej ode mnie. wkrótce pozostanę sam w tych górach. że mówiąc to. Obróciłem się i zacząłem biec w przeciwnym kierunku. jaki kiedykolwiek słyszałem. Wpadłbym w panikę. ale obawiałem się stracić rytm. co się wydarzy. abyśmy do świtu przeczekali na tych wzgórzach i dopiero wtedy je opuścili. ponieważ co pewien czas będzie wydawał cztery krzyki sowy. Posłyszałem bardzo ostry dźwięk. a nawet gdyby udało się nam ujść z życiem. że pozostanie tutaj oznaczałoby samobójstwo. trzeba wykorzystać zgodnie z nadarzającą się okazją.Miałem wrażenie. Wskazał mi kierunek. Kiedy zostałem sam. co don Juan miał wcześniej na myśli. Straciłem równowagę i głośno wpadłem w krzaki. które oddziałują na ludzi. Mogłem prawie to zobaczyć na obrzeżu pola widzenia. a tę odrobinę chodu mocy. Przy następnym krzyku sowy przekonałem się. Następnie dotarła do mnie cała seria łagodnych dźwięków tego rodzaju. że ukoił mój lęk. w którym będziemy się poruszali i zaczął biec w stosunkowo wolnym tempie. dlaczego don Juan pobiegł naprzód. jakby coś chciało. w sytuacji bez wyjścia. bym się zatrzymał i nasłuchiwał. że niezależnie od tego. jakby uderzenie dwóch kamieni o siebie. której nauczyłem się do tej pory. Posłyszałem nowy gwizd. Wydawały się pochodzić z dość bliska. Zatrzymałem się i słuchałem.

ale wydawało mi się. abym podążał za nim. jest bardzo poważne. ale raczej odczucie. tak jakby nic niezwykłego się nie wydarzyło. Strach odczuwałem jako wrażenie cielesne. Wywoływały je zagrażające mi społeczne sytuacje albo ludzie zachowujący się wrogo wobec mnie. Mogłem rozróżnić nawet ciemną masę skał albo drzew. kiedy piąty krzyk unieruchomił mnie. lecz już w sekundę później z przerażającym spokojem wpatrywałem się w ciemny kształt. kiedy go znalazłem. jak wymagał don Juan. co to jest. Chciałem sam zacząć naśladować sowę. jak tylko mogłem. aż dotarliśmy do skalnego występu. tylko rozmawiać. od momentu kiedy mnie opuścił. Byłem tak ogarnięty przez lęk. a jednak byłem prawie przekonany. Położył mi rękę na ustach i dał znak. Była kwadratowa jak drzwi. Ledwie słyszałem krzyki don Juana. Usiłowałem zwiększyć tempo. gdzie jestem. zbyt poważne. gdyż dużo łatwiej je zobaczyć właśnie o tej . Moje reakcje były dla mnie następną absolutną nowością. Nie udało mi się wychwycić niuansów jego tonu. co wydarzyło ci się tej nocy. a z drugiej – rzucił się panicznie do ucieczki. Nie był melodyjny. Kazał mi dokładnie opowiedzieć o wszystkim. kiedy poruszałem się w ciemności. bo w rzeczywistości nie należą one do nocy. Nagle odzyskałem kontrolę nad sobą. co się działo. przez długi czas siedział w milczeniu. aby poinformować don Juana o tym. na osiem albo dziesięć stóp wysoka. Nie będziemy spać. a później zbliżyła się do mnie wielka. Usiłowałem coś wypatrzeć w ciemności. W całym moim życiu lęki zawsze opierały się na intelektualnej podstawie. co najdziwniejsze. Nie był to właściwie widok. Gdy skończyłem swoją historię. Don Juan powiedział. że w moim umyśle nie zagościła ani jedna myśl. Teraz istoty nocy nie zostawią cię już w spokoju. ale nie odważyłem się złamać jego zakazu. Poruszała się szybciej niż ja i znowu przemieściła się z lewa na prawo. Trzeci krzyk dotarł do mnie z bardzo bliska. Przerażenie prawie pozbawiło mnie tchu. to mnie zaniepokoiło. Było tak. Siedzieliśmy na tym stopniu w absolutnej ciszy przez jakąś godzinę aż do świtu. Pochodził z nieznanej części świata i uderzał w nieznaną część mnie samego. don Juanie? – Natknąłeś się na pewne istoty. Po chwili znowu zauważyłem jakieś migotanie czy falę ciemności z lewej strony. nieco z mojej lewej strony. że dochodzą z bardzo bliska i są gorączkowe. Wtedy zjedliśmy jedzenie z tykw. Były dłuższe i bardziej chrapliwe. Wystraszyłem się i odskoczyłem. bo byłem w stanie odwrócić się i przez chwilę biec tak. Tym razem jednak nie upadłem. To niespodziewane pojawienie się jej zmusiło mnie do krzyku. tak szybko. W tym momencie jakaś okropna rzecz zwróciła moją uwagę. nie mające nic wspólnego z myślami. – To. Odruchowo podskoczyłem i skręciłem w prawo. że należy do don Juana. Posłyszałem jeszcze jedno zawołanie sowy i pomyślałem. abyś kiedykolwiek mógł ryzykować samotną wyprawę w noc. ciemna masa. Zdawało mi się. Przez chwilę mój strach przekraczał wszelkie granice. że don Juan czeka na mnie. Może lepiej byłoby je nazwać istotami gór. – Don Juanie! – wykrzyknąłem. Z lewej strony rzeczywiście coś podobnego do zwierzęcia niemal mnie dotknęło. Zwolniłem. więc przyspieszyłem. że postrzegam ją oczami. Nic o nich nie wiesz. podczas gdy druga opierała się temu. że musimy tutaj pozostać do samego południa. – Nie wygląda to zbyt dobrze – powiedział w końcu. Biegliśmy razem w bardzo wygodnym tempie. Jakaś część mnie wydawała się ciągnąć mnie z niesamowitym uporem w kierunku ciemnego obszaru. jak gdyby wydawał je podczas biegu w moim kierunku. jakby ktoś cmokał wargami. że obróciłem się i zdążyłem zobaczyć czarny kształt. Posłyszałem krzyk sowy dochodzący z bliska. przez co straciłem równowagę. Znalazłem się już na granicy ciemniejszego i jaśniejszego obszaru. jakbym z jednej strony chciał się przekonać. które znajdują się w świecie i mają wpływ na ludzi. gdyż znaleźliśmy się już poza niebezpieczną strefą. Posłyszałem mlaszczący odgłos. ponieważ nigdy ich nie spotkałeś.tamtym kierunku. Nazwałem je tak. przy którym odpoczywaliśmy wcześniej. Była w nim chrapliwość gwizdów don Juana. Nagle rozzłościłem się i bezsensowność moich emocji doprowadziła mnie do prawdziwej paniki. – Co mi się przydarzyło ostatniej nocy. Jednak tym razem mój lęk stanowił dla mnie absolutną nowość. Był pogrążony w myślach. Nadszedł następny. który turlał się albo ślizgał. Uznałem to za bardzo niezwykłe. ale nagły szeleszczący dźwięk z lewej sprawił. ciemniejszy od całego otoczenia.

Teraz masz jej tyle. zwróciłem don Juanowi uwagę. że takie niesamowite rzeczy wydarzają mi się zawsze wtedy. Nie wiedziałem. kiedy zaczynałeś i dlatego zdarzają się pewne rzeczy. kiedy się ją gromadzi. że niebezpieczne jest dla mnie samotne przebywanie w ciemności. żeby się nauczyć i jest nim praktyka. – Co by się stało. że chodzi o jakichś ludzi. Ich głos wywabia je. jakichś jego wspólników. Jeśli chcesz się dowiedzieć. – Jeśli wiedziałeś. kiedy będziesz miał wystarczająco dużo osobistej mocy. Szczególnie ważne były drzwi. kiedy zgromadzisz wystarczającą ilość osobistej mocy. Jednak w dzień dużo trudniej je zauważyć. które widziałeś. nie dlatego że . co powiedziałem. dlaczego zostawiłeś mnie samego? – Istnieje tylko jeden sposób. aby mi wyjaśnił. nie myślałem. ważne że nosisz jego wspomnienie. Dlatego musiałem zostawić cię samego ostatniej nocy. co widziałeś tamtej nocy. Nie musisz tego robić rozmyślnie. Nigdy nie zostałem przez nic przestraszony. aż do czasu. ale nie w górach. Moc ma tę właściwość. Jednak masz jej więcej niż wtedy. że nie mogę być w nocy sam? – Możesz spędzać noc sam. ponieważ sowy są posłańcami tych istot. że ma on wystarczająco dużo osobistej mocy. Wybrałem krzyk sowy. Sama rozmowa o mocy jest bezużyteczna. że było to rzeczywiście przejście i ciągnęłoby cię. powtórzy się pewnego dnia. Najdelikatniej jak tylko potrafiłem. w jaki sposób doszedł do wniosku. – Ale jak mam gromadzić osobistą moc? – Robisz to. – W jakim celu to się powtórzy. jaki ci wskazałem. a szczególnie odludnych miejsc w wysokich górach. co ono oznacza. Don Juan chyba czytał w moich myślach. czy zrozumiesz. którzy zabłądzą na pustkowiu i nie mają żadnej osobistej mocy. ponieważ naturalną siedzibą nocnych istot są skały i szczeliny skalne. Nie miałeś wystarczająco dużo mocy. że gromadzę moc. – Ale czy one są rzeczywiste. Natomiast w ciemności wszystko jest tak samo dziwne i niewiele rzeczy się wyróżnia. Don Juan zachichotał i powiedział. jakby on sam mi je zgotował. że robię coś szczególnego. Nigdy nie widziałem żadnych cieni ani nie słyszałem dziwnych odgłosów. Miałeś już spotkanie z mgłą i błyskawicą. zawsze wszystko było absolutnie normalne i nie działo się nic niezwykłego. Stały się niebezpieczne dla ciebie. chociaż wiedziałem. gdzie nie ma nikogo. jeśli chcesz ją zgromadzić. To. że zwykle zabijają ludzi. – Istoty nocy poruszały się z twojej lewej strony powiedział. będąc w swoim łóżku. a wtedy byłby to już twój koniec. Nie jestem tobą. Nie jest ważne. Poprosiłem go. że nie posiadasz wystarczającej mocy. po prostu dlatego że wtedy dobrze nam znany świat bardziej się wyróżnia. po prostu dlatego. żyjąc w ten sposób. szczególnie tych. ale za mało. Jesteśmy inni. kiedy na początku zacząłem się uczyć postępowania wojownika. don Juanie? – Nie wiem. Weź mnie za przykład. bo zaśmiał się głośno i powiedział: – Nie wysilaj się na wyjaśnienia. że są one tak niebezpieczne. że grozi ci śmiertelne niebezpieczeństwo.porze. aby zawezwać na pomoc miliard różnych rzeczy. musisz sam się ze wszystkim chwycić za bary. Tylko ty możesz dać na to odpowiedź. Musiałeś przejść test z tymi istotami. Kiedy samotnie bywałem w nocy na pustkowiu. nie pozwalałem ci samotnie zapuszczać się w ciemność aż do zeszłej nocy. – Czy dotyczy to także równin? – Dotyczy tylko pustkowi. Powoli zatykasz wszystkie dojścia do siebie. aż musiałbyś je przekroczyć. Miałem wrażenie. Powinieneś wiedzieć. aby stoczyć dobrą bitwę. czym ona jest. ażeby samemu pozostać w ciemności. Tak samo jak ty. Most i wszystko pozostałe. ale było inaczej. kiedy on znajduje się w pobliżu i wygląda to tak. Istoty nocy zgniotłyby cię jak robaka. dlatego jesteśmy bardziej wrażliwi na te istoty. Jak zapewne zauważyłeś. że pozostaje niezauważalna. gdybym jednak to zrobił? – Umarłbyś. Nie możesz więc iść w góry. Droga wiedzy i mocy jest bardzo trudna i bardzo długa. ponieważ moc zawsze znajdzie sobie drogę. – Próbowały stopić się z twoją śmiercią. don Juanie? – Oczywiście! Są tak rzeczywiste. – Czy to znaczy. Są one tutaj przez cały czas. że wszystko to stanowi dowód. nie ma dla ciebie sensu.

że kiedyś umrze. – Powiedziałem ci. kiedy mnie widzisz. pisanie pozwoliło mi zachować dystans wystarczająco duży. ale na ich cieniach. tym lepiej. jak robić. ale położył mi rękę na ustach. twoje ciało uczy się pewnych rzeczy. co to jest. Przez chwilę byłem zły na niego. – Teraz nadszedł czas. i nie-działaj. Potrzebuje też osobistej mocy i już się niecierpliwi. jak robić". Powiem ci teraz coś. – Musisz rozciągać ciało wiele razy w ciągu dnia powiedział. Ostrożnie zamknął mój notes. ale tylko po długim okresie pracy albo odpoczynku. Twoje ciało potrzebuje ciemności i wiatru. ale na tym. żeby ogarnąć wszystkie cudowne i straszne rzeczy tego wspaniałego świata. kiedy go wypróbuje. Za każdym razem. że sekret silnego ciała nie polega na tym. Lubi go. Naciągał każdy mięsień. jest bardzo prosty. – Im więcej razy. Szeptem w kółko powtarzał mi do prawego ucha. stanowi klucz do mocy. jak nie– -działać. . Położył ręce na moich notatkach i zabrał mi je. Biegłeś z prędkością godną czarownika dopiero wtedy. jeśli przypomnisz sobie to. że bieg w ciemności nie musi być pobudzany przez strach. a później objąć tym spojrzeniem całe drzewo. nawet jeśli ty nigdy o tym nie pomyślałeś.normalnie są wrogie. co wiem. Don Juan przez długą chwilę milczał. – Co masz zamiar zrobić. don Juanie? Nie odpowiedział. ale może być całkiem naturalną reakcją pełnego radości ciała. redukuje cię do żałosnych rozmiarów. ponieważ jestem jego przyjacielem. Jesteś tylko człowiekiem i twoje życie jest za krótkie. czego nie robisz – odezwał się w końcu. których ty nie możesz dać mu sam. Jest w tobie coś na pokaz i ja wiem. są godnymi przeciwnikami – powiedział. Ty mi po prostu przytakujesz. Na przykład twoje ciało potrzebuje strachu. że mam na to lekarstwo – kontynuował don Juan po długiej przerwie. jest natychmiastowe skoncentrowanie się na liściach. aby się ze mną zobaczyć. co wiem. Powiedzmy. Dlatego to twoje przytakiwanie jest na pokaz. które wie. Ostateczny efekt był niezwykle zaskakujący. W przeciwieństwie do nich człowiek jest nieubłagany. że tak nie powinno być. abym mógł pozostać niewzruszony. dopóki stąd nie pójdziemy. musisz zrobić jeszcze jedną rzecz. Tak więc mówię mu. Widziałem. Don Juan przygwoździł mnie. że “nierobienie tego. co oczyści twój umysł z wątpliwości. Teraz zna już chód mocy i nie może się doczekać. że zanim don Juan wstał. tak jak to robił już dziesiątki razy wcześniej. dla którego nie przestajesz przychodzić do mnie. że twoje ciało wie. ale że ty nie jesteś bez skazy. Tłumaczył. Ale tak samo jak poprzednio. – Na nieszczęście tylko nasi bliźni. żeby mieć święty spokój. co robiłeś zeszłej nocy. W swoich ostatnich wskazówkach kazał mi zacząć koncentrować się na cieniach liści na jednej gałęzi. najważniejszą ze wszystkiego. Obaj to wiemy i wydaje mi się. don Juanie. Kazał mi zrobić to samo. ponieważ pierwszym świadomym krokiem prowadzącym do nagromadzenia osobistej mocy jest pozwolenie ciału na niedziałanie. W wypadku patrzenia na drzewo tym. o co ci chodzi. Cienie liści albo przestrzenie pomiędzy nimi nie były nigdy przedmiotem mego zainteresowania. Być może z powodu zmęczenia albo nerwowego podniecenia tak pochłonęły mnie cienie liści. co zawsze robisz. ale zanim to zrobię. Siedź tu. – Zanim stąd odejdziemy. – Wydaje mi się. I teraz musi już wracać do mnie. Byłem zaszokowany i zacząłem protestować. Powód. założył na niego gumową opaskę i wyrzucił jak dysk daleko w chaparral. aby się więcej nauczyć. – Mówiliśmy już wystarczająco długo – rzekł don Juan gwałtownie. że ja też muszę umrzeć. Nie powinienem pozwolić oczom na powrót do liści. abyś przestał robić to. Cały czas wszystkim przytakujesz i to automatycznie ustawia cię ponad ludźmi. kiedy twój przeciwnik stał się nie do zniesienia. Chciałem zaprotestować. – Nie wiem. Zaśmiał się i poklepał mnie po kapeluszu. Powiedziałem don Juanowi. ludzie. co z nim robisz. mogłem posegregować ciemne masy cieni prawie tak efektywnie jak normalnie zrobiłbym to z liśćmi. że chciałbym zostać tu dłużej. – Inne istoty nie mają własnej woli i trzeba ich szukać albo je wywabiać. że już znalazłem dla ciebie godnego przeciwnika. – Nawet ty zgodzisz się ze mną. Wstał i przeciągnął się. nawet mimo twego sprzeciwu. abym skoncentrował uwagę nie na liściach. – Jakiego przeciwnika masz zamiar znaleźć dla mnie? – zapytałem. chciałbym mu pokazać pewne rzeczy. Wskazał na wielki krzew i powiedział. Powraca. jak walczy z myślami. Lecz sam wiesz.

Lekko popchnął mnie w kierunku chaparralu. w jakim don Juan go rzucił. ponieważ moje ciało przez wiele godzin nasiąknęło nie-działaniem. Myślałem. . Następnie stwierdził. że nagromadzona przeze mnie moc poprowadzi mnie poprzez krzaki do mojego notesu. że nieświadomie musiałem zapamiętać sobie kierunek. Szedłem bez celu przez chwilę i zaraz potem znalazłem go.– Mówiłem ci – powiedział. On wytłumaczył mi to. – Ciało lubi takie rzeczy. że podszedłem od razu do notesu. mówiąc.

nie powinienem pobudzać swoich liści. Opisałem to niewiarygodne doświadczenie don Juanowi. Dodał. Poprosiłem go. Powiedział. i dlatego w stosunku do innych zawsze maskowałem się pyszałkowatością i udawaną odwagą. Opisał go jako rodzaj zapadni. nawet samego siebie. że dobre samopoczucie jest stanem. . Odpowiedział na to. ponieważ wskazane jest oddalić się od “istot nocy". jeśli nie udam się w moje “ulubione miejsce". nie mające większego znaczenia. że zostało zrobione właśnie w tym celu. że jeśli faktycznie tak by było. który trzeba sobie przygotować. Zacząłem opowiadać o swoim życiu. Nie-działanie Środa. że musimy opuścić tę okolicę na kilka dni. aby oczyścić się i odpocząć. Usiadłem i zacząłem go przepraszać. – To prawda – powiedział don Juan. aby można było go poszukiwać. Przez chwilę usiłował znaleźć właściwe słowo. ponieważ moje ciało nie jest wystarczająco wrażliwe. stanem. Zanim zdołałem powiedzieć coś więcej. Chyba nieźle się na mnie zdenerwował. aby umożliwić wojownikowi uzyskanie szczególnego stanu spokoju i dobrego samopoczucia. że “łoże ze sznurków" zostało zrobione wyłącznie po to. w który ciągle wpadam. tak jakby nic mi się nie wydarzyło i ani nie wspominał. ale nie zasypiał. Po jednodniowym odpoczynku zapowiedział. retorycznych stwierdzeń. abym się rozluźnił. którego doświadczałem w tym tajemniczym miejscu.15. która co jakiś czas niespodziewanie się uruchamia i wciąga mnie. zawieszenia w powietrzu. że gdy widział. Powiedział. który najpierw trzeba dobrze poznać. ani nawet nie myślał o tym. W pełni mogłem się teraz zgodzić z don Juanem. Zarechotał i powiedział. ale naśladować jego sposób leżenia w całkowitym bezruchu. – Wcale nie lubisz siebie. że niemożliwe jest wyraźniejsze określenie widzenia. don Juan poradził mi. której wciąż trzeba dostarczać dowodów na to. że mam się poddawać wrażeniu unoszenia się. zaproponował całą serię zabawnych. pokrył miejsce. że ten nastrój to pewien stan umysłu. że to możliwe! – wykrzyknąłem. małymi gałązkami. Don Juan powiedział. że widział to. Było to wrażenie fizycznego komfortu. że świat jest nieznany i wspaniały. że jeśli chcę odpoczywać. abym umieścił je bezpośrednio na skórze brzucha. Odparł. Przyznałem się. Wyruszyliśmy przed świtem i pojechaliśmy na północ. Następnie dał mi garść liści. abym pracował nad swoimi notatkami. 11 kwietnia 1962 Kiedy wróciliśmy do domu. natknął się na jeden z moich nastrojów. tak długo. jak tylko potrafię. chociaż tego nie zauważam. co zrobiłem. Dramatycznym tonem don Juan stwierdził. Stwierdził. Powiedział poważnie. kiedy ja mówiłem. aby wyraźniej to określił. iż nigdy nie szanowałem ani nie lubiłem nikogo. Skończyło się na tym. że “łoże ze sznurków" pozwala mi na unoszenie się w powietrzu. czym jest dobre samopoczucie. paskudnych czy złych jedynie dodaje ważności “ja". że ma dość tego. które mogłem użyć zamiast tamtego. Don Juan. ponieważ nigdy go nie doświadczyłeś – powiedział. Kojące uczucie spokoju i pełni. Powiedział. i kazał mi położyć się i odpoczywać. tak jak zrobił to przedtem. wybrałbym inne. zwrócił mi uwagę. Don Juan przyjął moje stwierdzenie dosłownie i skarcił mnie. że silnie na mnie wpłynęły. na którym kiedyś spałem. Po wyczerpującej jeździe i szybkim marszu przybyliśmy na wzgórze późnym popołudniem. pobudziło moje głęboko ukryte emocje. Poradził mi. Zawsze czułem. Po kilku minutach zacząłem odczuwać rozkoszne ciepło. Jednak w krótkim czasie mogę poważnie zachorować. abym nie miał wyrzutów sumienia z powodu czegoś. ale on się zaśmiał i naśladując mój sposób mówienia. Dla siebie wybrał inne miejsce. że było to retoryczne stwierdzenie. Usiłowałem mu wyjaśnić. Potem łagodnie przypomniał mi. że zachowuję się jak istota najważniejsza na świecie. że z gruntu jestem zły. co przeżyłem. – Nie wierzę. że zaśmiewałem się z zamierzonej niedorzeczności niektórych proponowanych przez niego możliwości. Poruszyłem się nerwowo i posłanie z liści wydało szeleszczący dźwięk. – Nie wiesz. ponieważ traktowanie swoich czynów jako podłych. trochę na lewo w stosunku do mojej głowy i także się położył.

Te szczyty były naprawdę hipnotyzujące. 12 kwietnia 1962 Dotarliśmy do wysoko położonej pustyni wokół wulkanicznych wzgórz późnym popołudniem. – Cała sztuka polega na tym. musisz być całkowicie uspokojony i wypoczęty. albo silnymi. iż do tej pory nie uświadomiłem sobie tego. mogłem sięgnąć wzrokiem na dość dużą odległość. zadrżał. Wpatrywałem się w niego bardzo długo. Kiedy zrobiłem zeza. Usiadł. jak zmienia się światło słońca – powiedział don Juan. i że graniczy to z absurdem. sylwetki wulkanicznych gór były już tylko ciemną masą. Don Juan wstał i poszedł w stronę krzewów. ale nie zrobiłem żadnego wysiłku. – Obserwuj. że żółtawy blask popołudniowego słońca wydawał mi się wspaniały. że jeśli chcę dokonać wielkiego czynu unieszczęśliwienia samego siebie. – Niech ten blask cię zapali – powiedział don Juan. Powiedział. co to jest. które jadłem tego dnia. Stąd. był żółtawy albo ciemnobeżowy. Zaśmiał się kpiąco i zapewnił mnie. . że don Juan mówi do mnie. – Teraz się tym nie przejmuj – powiedział. Ciemnobrązowe magmowe góry w oddali wyglądały złowieszczo. Był to punkt dużo jaśniejszy niż jego otoczenie. Jego głos był wyraźny. – Zanim dzisiaj zajdzie słońce. Zanim wrócił. Siadł obok mnie i zwrócił mi uwagę na to. że będziemy tutaj obozować w nocy. że jest jak woda. że dobre samopoczucie stanowi cel. Ale on dalej przekonywał mnie. Słyszałem. Wskazał na odległe. do którego trzeba rozmyślnie dążyć. Usiłowałem przypomnieć sobie wszystkie rzeczy. jakbym rzeczywiście poruszał się w przestrzeni. Miałem wrażenie. z jaką karmazynowe chmury na zachodzie rozpływały się w jednolitą. ciemne i wrogo wyglądające szczyty na północy. Przed końcem dnia stały się widoczne dolne zbocza gór. wyszczerbione. aż znajdziemy się w tamtych magmowych górach. ponieważ jutro albo pojutrze zaczniesz się uczyć nie-działania. Pomyślałem sobie. na który wskazywał. – Siadaj! – krzyknął don Juan. płynny i ciepły. Było to tak nieprzyjemne. gdzie stałem. że pulsuje. złego samopoczucia i zamętu. Dostrzegłem tylko kaktusy i wysoką trawę rosnącą kępkami. przypominało mi nieco wrażenie wirowania. że doskonale wiem jedynie o tym. – Uczyć się czego? – zapytałem. Pomyślałem. Nie byłem w stanie ustalić. jak szukać dezorientacji. kiedy byłem chory i miałem zawroty głowy. Na zachodzie niebo było wolne od chmur i światło wyglądało niezwykle. na co kładziesz nacisk – powiedział. że cały łańcuch górski zbliża się do mnie. że wszystkie moje wysiłki mógłbym równie dobrze włożyć w dążenie do pełni i siły. – Możemy albo uczynić siebie nieszczęśliwymi. Był pochmurny dzień i zmierzch szybko ogarnął okolicę. Przez chwilę czułem się. Chociaż uczucie to było niezwykle przyjemne. jakby poruszał go wiatr. Powiedział. Zamknąłem oczy. aby go wysłuchać. jak liść. że aż musiałem wstać. W obu wypadkach wysiłek jest taki sam. – Zaczekaj. Znajdowaliśmy się na wzniesieniu. grubą. że się porusza. W pewnej chwili poczułem. to punkt. którego doświadczałem czasami. Uczuciu temu towarzyszył niezwykły niepokój w dołku pod piersiami. ale szybko przestało mnie to interesować. – Koncentruj się na nim bez przerwy – polecił don Juan. Wydawało mi się. że może zjadłem coś niezdrowego. Nie mogłem oderwać od nich wzroku. Przestało być ważne. Czwartek. Don Juan zatrzymał się na odpoczynek. Chociaż cały łańcuch wulkanicznych gór w czasie zmroku miał jednolitą ciemnobrązową barwę. co wydawało się naturalną formacją górską na północnym wschodzie.Nie mogłem się z nim zgodzić. ostrożnie opierając o skałę swoje tykwy z jedzeniem. znowu się uspokoiłem i zacząłem doświadczać unoszenia się w powietrzu. Słońce znajdowało się bardzo nisko nad horyzontem i oświetlało zachodnią ścianę zastygłej lawy. Na wysokiej pustyni znajdowało się mało roślinności. Być może uwaga don Juana sprawiła. to muszę nad tym pracować niezwykle intensywnie. Pochłonęła mnie obserwacja szybkości. ciemną szarość. dodając jej ciemnemu brązowi oślepiających ozdób z żółtych refleksów.

– Powiem ci o czymś. że nie da się o tym mówić. o co chodzi w nie-działaniu bez moich wyjaśnień. Wpatrywałem się w nią przez chwilę i nagle uświadomiłem sobie. gdybyś nie wstawał. jakby chciały się zamknąć nade mną. Zaśmiałem się głośno i wyjaśniłem don Juanowi. don Juanie. a później stwierdził. w ogóle nie znajdowało się w górach. Kilkakrotnie przesunąłem wzrokiem w górę i w dół po ścianach kanionu. Usiadłem znowu. ale ku memu zdziwieniu. ponieważ blask raził mnie w oczy. która przez tysiąclecia zwietrzała w porowatą ciemnobrązową skałę. Powiedział. że patrzyłem w kierunku słońca. wymaga mojej wyjątkowej uwagi. Tylko kilka silnych chwastów rosło w jej szczelinach. ale don Juan chwycił mnie silnie za ramię i kategorycznym tonem kazał mi patrzeć na górskie ściany i próbować wynajdywać punkty gęstej ciemności pośród obszarów światła. Równie dobrze możemy najpierw o tym porozmawiać. aby odpocząć w cieniu wiszącej ściany skalnej. gdzie wisiał kawałek materiału. Znajdowały się tam cętki wszystkich możliwych do wyobrażenia barw. ponieważ to ciało się tym zajmuje. co się teraz ze mną dzieje. Pochłonęło mnie bogactwo ich kolorów. gdzie odbijało się światło słońca. Rzucił w moim kierunku kilka krótkich spojrzeń. ale że był to kawałek żółtawego materiału zwisającego z kaktusa przede mną. co powoduje. – Nie wiem. aż w końcu całkowicie znik-nęły. Siedliśmy. lekko na południowy zachód. gdzie tak samo wspaniale załamywało się światło. że to. Zamknąłem notes. co jest bardzo proste. aż cały kanion był upstrzony wielkimi łatami światła. że później wszędzie widzi się ciemną okienną ramę. Patrzenie w górę prawie pionowych ścian kanionu spowodowało. zdjął go. Widok był zdumiewający. aby nauczyć cię jednej rzeczy – powiedział z wyczuciem dramatyzmu. Z tej nowej perspektywy żółtawa formacja znalazła się niżej na tle gór. kiedy po długo trwającej ciszy don Juan nagle przemówił: – Przyprowadziłem cię tutaj. ale bardzo trudno to wykonać. polecił mi pisać. Słońce znajdowało się niemalże nad moją głową. kiedy zamknąłem oczy. mimo. Objąłem głowę dłońmi i usiłowałem wczołgać się pod wiszącą skałę. Powiedziałem. – Będziesz się uczył nie-działania. Zaczynałem myśleć jak musiała wyglądać ta wulkaniczna rzeka.Ale stanąłem już na równe nogi. Były one wysokie na setki stóp i sprawiały wrażenie. Notowałem swoje wrażenia. Powiedziałem o tym don Juanowi. – Przez chwilę dobrze ci z nim szło i nie wiadomo. kiedy pada na błyszczące punkciki zastygłej lawy. że zmierzch stał się przyczyną tej optycznej iluzji. Opowiem ci o nie-działaniu. – Ponieważ ten kawałek materiału ma moc – powiedział obojętnie. żebym skupił wzrok na górskiej ścianie nade mną. Jednak myliłem się. Puścił moją rękę i razem usiedliśmy pod wiszącą skałą. Wpatrywałem się w ten fragment gór. o czym mówisz. – Po co to robisz? – zapytałem. manewrując moim ciałem. Do południa doszliśmy do jednego z kanionów. że to co powie. Piątek. wciąż widziałem połyskujące refleksy słońca. że zrozumiesz. Na każdej skale rosły łaty jasnoszarych mchów i porostów. i jeszcze jedną. Były niespodziewanie daleko. Don Juan pokręcił głową i zaczai chichotać. zwinął i schował do swej torby. nie odrywając od niej wzroku i formacja przesunęła się ku górze. na co patrzyłem. Spojrzałem na drugą stronę kanionu i zauważyłem następne miejsce. W płytkich kałużach było tam trochę wody. że to. a później wypatrzyłem jeszcze jedną świetlistą strefę. 13 kwietnia 1962 O świcie wyruszyliśmy w góry. Wydawało mi się. że poczułem dziwny ucisk w dołku. Poczułem zawrót głowy i nawet wtedy. co by się stało. Spojrzałem bezpośrednio w górę i zauważyłem. Góry stanowiły zastygłe bryły monumentalnej rzeki lawy. ponieważ z tobą nie da się inaczej postępować. jak słońce wytwarza przepiękne refleksy. Pobudził moją wyobraźnię. przypomina mi patrzenie na słoneczną ulicę przez okno. On zaś wstał i podszedł do miejsca. ustawił mnie tak. . – Zatrzymaj się tutaj – powiedział don Juan i. – To nie ma znaczenia – powiedział. Nie chciałem patrzeć. Wraz z jego ruchem zmniejszała się intensywność refleksów.

Weź na przykład skałę. że skała jest skałą. ponieważ znasz działanie potrzebne do stworzenia go takim. jaką wykonuje z nim działanie. że robisz z tego kamyk. Powiedziałem mu. – Słucham? – To także działanie. o co mu chodzi. i to jest twoje działanie. – W przypadku tego małego kamienia – kontynuował – pierwszą rzeczą. Kazał mi patrzeć na otwory i wgłębienia i spróbować uchwycić nawet najmniejsze szczegóły. ale on nie odzywał się. Działanie jest tym. że nie mają. Don Juan uśmiechnął się. ponieważ znasz działanie potrzebne do uczynienia z niego kamyka – powiedział. Przyglądał mi się z ciekawością. musisz przestać działać. a ja mną. – O czym mówisz. a widzenie jej to nie-działanie. Pochylił się i wziął mały kamień pomiędzy kciuk i palec wskazujący lewej ręki i podsunął mi pod nos. jest skurczenie go do tej wielkości. Lepiej po prostu coś zrobić. Dalej wyjaśniał. otwory i wgłębienia znikną. Spojrzeliśmy na siebie i don Juan się uśmiechnął. a krzak krzakiem. że bez działania nie byłoby nic znajomego w naszym otoczeniu. Chciałem dalszych wyjaśnień. – To jest kamyk. że jeśli uda mi się znaleźć te szczegóły. przez nie-działanie. skąd ten chaos! – powiedział. Rozumiesz. Człowiek wiedzy. Zaśmiał się i przystąpił do następnej próby wyjaśnienia. Zaśmiał się i podrapał po głowie. – Znowu wskazał na skałę. albo jakąkolwiek inną rzecz. – To jest działanie! – wykrzyknął. Don Juan rozejrzał się wkoło i wskazał na wielką skałę. Następnie znowu wskazał na mały kamień. – Co mówisz? – zapytałem w poczuciu zupełnego zamętu. – Ależ mają! – wykrzyknął. aby zatrzymać świat. Zdawał sobie sprawę z tego. jakim jest – powiedział. – Na tym właśnie polega problem z mówieniem. Patrzenie na nią to działanie. Powinieneś być w siódmym niebie. o co mi chodzi? W ogóle go nie zrozumiałem. Chyba musiał się dobrze bawić moim kosztem. na przykład. Jeśli więc wojownik chce zatrzymać świat. jak z nią postępować – powiedział. że nie powinno się o nim wspominać – kontynuował. – Powiedziałem. Więc jeśli nie chce. musi po prostu nie-działać. Musiałem się przyznać. co powoduje. – Słowa są twoimi faworytami. kiedy nie zatrzyma się świata. bo uśmiechnął się. Tylko wtedy można o nim swobodnie mówić. – Ta skała jest skałą z powodu działania – powiedział. co sprawia. – Gdybyś nie znał tego działania. wie. a później powiedział mi. że ty jesteś sobą. Przestałem pisać. W ten sposób postępujesz ze mną i ze światem. – Ale ty jesteś przekonany. – Po to. don Juanie? – Działanie jest tym. że skała jest skałą tylko z powodu działania. Powiedział. jeśli się tego pragnie. który trzymał mi przed oczyma. – Ta skała jest skałą z tego powodu. czym jest nie-działanie. – Nie wiem. Chciałem go tylko słuchać. a ja zrozumiem. . – Przynajmniej do czasu. abym podszedł bliżej i dokładnie go obejrzał. że te słowa nie miały dla mnie żadnego sensu. kiwając głową. zawsze kończy się na mówieniu o czymś innym. że wiesz. aby nią była. Zawsze prowadzi do zamętu. że nic nie zrozumiałem. ponieważ znasz potrzebne do tego działanie – powiedział.– Nie-działanie jest tak trudne i ma taką moc. Wstał i położył kamyk na głazie. choć nie dawał tego po sobie poznać. Potem wziął gałązkę i wskazał nią na nierówną krawędź kamyka. Popatrzył na mnie tajemniczo i dwa czy trzy razy uniósł brwi. że nie rozumiem. – Nazywam to działaniem. Kiedy zaczyna się mówić o działaniu. – Świat jest światem. świat byłby inny. że jego wytłumaczenie niczego nie wyjaśnia. powiększa taki mały kamień. W końcu byłem zmuszony powiedzieć.

natomiast niewielki cień. o których wie. że to bzdury. Byłem zakłopotany i prawdopodobnie czerwony na twarzy. ale musisz zakopać. udając. – Obserwowałeś go bardzo długo – powiedział. który zwraca uwagę na to. co robi. aby wykonać nie-działanie. był on jak klej. Odczuwałem nieprzyjemne ciepło w głowie. Wojownik tak nie postępuje. w mówieniu. . Czy rozumiesz. wiedziałbyś. Działanie polegałoby na pozostawieniu kamienia tam. Wskazał na mały cień. jaką możesz zrobić. aby jeszcze wyraźniej wyjaśnił mi. które uznaje za nieprawdziwe. – Wojownik potrafi z cieni przepowiedzieć wszystko. że jest wyciskany spod kamyka. Gdybyś widział. Popatrzył na mnie niby zawstydzony i pokręcił głową jakby sytuacja była beznadziejna. Natomiast gdybyś miał osobistą moc. robi z nimi coś i wierzy w to. – Dlaczego? – zapytałem. stwierdził. zamieniając ją w nie-działanie. czy fałszywe. Naśmiewał się z werbalnych środków wyrazu. ale klej. że w rzeczywistości nie ma znaczenia. że twoje przy ciężkie myślenie zamieniło ten kamyk w coś zupełnie nieciekawego. Stwierdzenia don Juana zdenerwowały mnie. jakimi dysponuję. – Jeśli chcesz się nauczyć nie-działania. w ogóle nic nie rozumiem – powiedziałem. Kiedy wrócił don Juan. co robi. Ogarnęło mnie przygnębienie. aby mnie sprawdzić. jaki kamyk rzucał na głaz i stwierdził. ponieważ to tylko mały kawałek skały. don Juanie? – Odpowiedź tak albo nie na twoje pytanie to działanie. Tutaj wojownik ma przewagę nad zwykłym człowiekiem. Na mojej twarzy musiała malować się konsternacja. który wiąże je ze sobą. że mogę wszystko wyjaśnić – powiedział. że to nie cień. że musisz je połączyć. Nie mogłem znaleźć w nich żadnego sensu. – Jeśli masz zamiar tylko dużo gadać i nic nie robić. – Czy to wszystko prawda. o co mu chodzi. Miałem wrażenie. jaki rzucał na głaz. jakby był czymś dużo więcej niż tylko skalnym okruchem. czy fałszywe. a w inny na te. czy to wszystko jest prawdziwe. W tym przypadku kamyk długo nasiąkał tobą i teraz jest tobą. – To dobry początek – powiedział. o co mi chodzi? – Nie. Później odwrócił się i odszedł. mówiąc. aby wykonywać działanie. Popatrzył na mnie i ryknął śmiechem. że są prawdziwe. Później. Zwykły człowiek w specyficzny sposób reaguje na rzeczy. – Czy mogę to zrobić? – Twoje życie nie jest wystarczająco uporządkowane. nie-działanie zamieniłoby ten kamyk w obiekt mocy. powiedzmy. Z rzeczami uważanymi za nieprawdziwe postępuje tak. Nie mogłem się skoncentrować na jego drobnych otworach i wgłębieniach. co lubię najbardziej. a on. – Teraz jest w nim jakaś część ciebie. – Oczywiście. śmiejąc się. stał się dla mnie najbardziej interesujący. Powiedziałem mu. czy rzeczy są prawdziwe. Z rzeczami uważanymi za prawdziwe postępuje w taki sposób.– Ten przeklęty kamyk chyba doprowadzi cię dzisiaj do szaleństwa – powiedział. że ja nie mam nieskazitelnego ducha nawet w tym. przedrzeźniając mnie. zostań przynajmniej gadułą-wojownikiem – powiedział i wybuchnął śmiechem. opowiedziałem mu wszystko o mojej obserwacji. abym wziął kamień i gdzieś go zakopał. – Działanie sprawia. Natomiast wojownik ma do nich taki sam stosunek. dlatego najlepszą rzeczą. W uszach mi dzwoniło. abyś mógł to zrobić. Don Juan miał rację. Później zasugerował. W pierwszym przypadku. gdzie leży. Nie-działanie każe postępować z nim tak. jeśli tylko włoży w to trochę wysiłku. Wojownik zawsze próbuje wpłynąć na siłę działania. uderzył go dwa czy trzy razy kapeluszem. że przyjdzie za jakiś czas. Poruszał się i zmieniał kształt. Długo wpatrywałem się w kamyk. że jest w stanie wyjaśnić wszystko. uznając je za nieścisłe i nieadekwatne. zaś w drugim nie zajmuje się nimi albo nie wierzy w to. Dlatego nie możesz go tak zostawić. aby ziemia mogła wchłonąć jego ociężałość. – Ale czy ty to zrozumiesz? Byłem zaskoczony jego aluzją. Dowodziłem. że złości się na kamyk. muszę ci powiedzieć. jest wykopanie dziury i wrzucenie go do niej. że oddzielasz kamyk od większego głazu – podjął jeszcze jedną próbę. Nalegałem. Ale ponieważ uczysz się nie-działania.

czy zrobisz je teraz. może pomóc każdemu odczuć linię wychodzącą z poruszającej się ręki. – Człowiek wiedzy używa innych części ciała. na przykład chorobę albo niepożądane uczucie. Don Juan wykonał gwałtowny ruch i chwycił mnie za dłoń. pochodzą z centrum jego ciała – powiedział. – Czy możesz je zobaczyć i dotknąć? – Powiedzmy. nie ma znaczenia. aby mnie zatrzymać. jakby coś faktycznie naciskało mi na żołądek. aby wytworzyć trwałe linie – powiedział. Teraz złapałeś dłonią tylko coś straszliwego. Powiedział. kiedy wróciłem i znowu usiadłem. Kiedy usiadłem. Zacząłem odczuwać jakąś papkę wokół niej. że wojownik wykonuje taki ruch. Zrobił przerwę i przyjrzał mi się z ciekawością. jesteś w stanie wyczuć nią linie świata. – A jednak wiem. Kiedy się nie-działa. że ćwiczenie nie-działania. Don Juan powiedział. ale o opanowanie go. Kazał mi się położyć. Don Juan powiedział. że poczułem mdłości. tak abyś nigdy nie czuł zimna. Ale zanim zdążyłem to zrobić. że było to tylko ćwiczenie. Uzyskuje . a potem zamrugał. – Czy zrobiłem coś nie tak? – Nie. a ty nie masz jeszcze mocy. jakbym trzymał gałkę drzwi. że możesz je odczuć. i wtedy zaczął poruszać nią do tyłu i do przodu kolistym ruchem przypominającym popychanie i przyciąganie dźwigni przymocowanej do koła. – Ale może je także zrobić oczami.Wstałem. – Czy są to rzeczywiste linie? – Oczywiście. Nie mogłem tego zaakceptować. Cały drżałem. Zagiął mi palce. a później obszedł mnie wokoło. tego że przypisuje sobie wywołanie we mnie tego uczucia. że istnieje nieskończona ilość linii. Uniósł brwi i otworzył oczy. Nie mieściło mi się w głowie. Zacząłem poruszać ramieniem i po krótkiej chwili moja ręka stała się lodowato zimna. co w efekcie przypominało mruganie ptaka. Nie-działanie jest tylko dla bardzo silnych wojowników. Ponieważ jesteśmy zainteresowani nie-działaniem. ponieważ spróbował dać mi odczuć linie świata swoimi oczami. Mówienie jest działaniem dla ciebie. Później tak ją wykręcił. Wyraziłem swoje wątpliwości. zanim znowu usiadł na swoim miejscu. to nie rozumiesz. że jeśli nie mówisz. zawsze kiedy chce coś wyrzucić ze swego ciała. ale nie jest ono właściwe i jeśli chcesz wiedzieć. Dlatego rób to stopniowo. Powiedziałem. jakby pod wpływem jakiejś niewidzialnej siły. kiedy będziesz miał więcej osobistej mocy. – Nie chodzi tutaj o zrozumienie. tak że wyglądało. Prawie natychmiast po-czułem się nieswojo i zaczęło mnie mdlić. ujął moją prawą rękę i zgiął ją w łokciu. – Trochę się z tobą drażniłem – powiedział don Juan. że wie o tym. którą da się rzucić. Najtrudniejszą częścią ścieżki wojownika jest uświadomienie sobie. Było tak. poszedłem w krzaki i zakopałem kamyk. W przypadku tego ćwiczenia nie-działanie polega na powtarzaniu go. gdziekolwiek się chce. odczuwa się świat. uważnie mi się przyjrzał. ponieważ linie tworzone przez rękę nie są wystarczająco trwałe. dopóki nie poczuje się ciężkiego przedmiotu czy czegoś. jakie właśnie opisał. aby mieć wartość w praktycznej sytuacji. – Jakich części ciała. – Czy rozumiesz. odczuwa się go poprzez linie. dając mi czas na zadanie pytania o linie. Kiedy ręka jest ciepła. don Juanie? – Najtrwalsze linie. jakie wytwarza człowiek wiedzy. Zrobił pauzę. aby je wykonać. – Nie-działanie jest bardzo proste i bardzo trudne – powiedział. że dłoń miałem zwróconą w jego kierunku. – Wystarczy – powiedział. zaczął wyjaśniać mi. a on odparł. gdyż w żaden fizyczny sposób na mnie nie oddziaływał. jakbym pływał w ciężkiej. musisz wykonać proste ćwiczenie. o co mi chodzi? – zapytał don Juan i spuścił wzrok. aż poczuje się ten ciężar. pomimo całkowitego braku wiary w możliwość jego odczucia. – Może zrobisz to ćwiczenie innym razem. że to on wywoływał moje mdłości. czy za dziesięć lat. Widzenie jest oczywiście ostatecznym osiągnięciem człowieka wiedzy. linię. które łączą nas z rzeczami. kleistej i płynnej substancji. co zatrzymuje swobodny ruch ręki. Trzeba odpychać i przyciągać wyobrażoną przeciwną siłę. że świat jest uczuciem. co rozumiem przez nie-działanie.

ponieważ aby znaleźć się w nieskazitelnej formie. – Stratą twojego czasu! – wykrzyknął. to działanie. Nie zrozumiałem tego. będący przecież starym człowiekiem. – Zbliża się koniec dnia – stwierdził don Juan. Don Juan ciągle powtarzał mi. Zaprowadził mnie w miejsce. Zapewnił mnie. czym on jest. abym nie patrzył w dół. Wstał i powiedział. – Ale jak uczucia mogą pochodzić z cieni. obserwując ich cienie. ale obserwowanie jego cienia. gdy ześlizgiwałem się ze skały. że wejdziemy na szczyt skały wulkanicznej znajdującej się z prawej strony. dlaczego nazywa to coś cieniem. jest jedynie naszym działaniem. które przestraszyły cię tamtej nocy. Powiedziałem mu. albo też że ukazują się w nich linie świata. że mam marną kondycję. że cienie są tylko cieniami. don Juanie. że nie ma w tym nic niezwykłego. Jest trochę podobny do tych istot. Wejście tam stanowiło bolesne doświadczenie. że jest w nich ruch. musiał mi pomagać. Cienie są jak drzwi. Wskazał na długi głaz stojący bezpośrednio przed nami. Chciałem. ażeby ćwiczyć. parodiując mój głos. że w ciągu dnia mogę jedynie poczuć jego obecność. W rzeczywistości była to wysokogórska wspinaczka. co sprawia. położyłem się. Don Juan nie powiedział ani słowa. Don Juan odparł. – Takie przekonanie jest cokolwiek głupie. ale również patrzył w tym samym kierunku co ja. tak jak to już kiedyś zrobił. patrząc na niebo. że cień idzie za nami. a jednak nim nie jest. z tym wyjątkiem. – Cień jest kamieniem. – Czy jest w nich jakiś ruch? – zapytałem. – Spójrz na cień tego kamienia – powiedział. dzięki technice nie-działania. – To tylko moc – powiedział. Przekonywał mnie godnym zaufania tonem. Nie wiedziałem. ale byłem zdenerwowany. czy rzeczywiście sam mógłbym go zobaczyć. A poza tym to. co mógłbym jeszcze powiedzieć. – Powinieneś wykorzystać to olśniewające światło do wykonania jeszcze jednego ćwiczenia. Chciałem dowiedzieć się. kiedy don Juan. pomimo mojego upartego zaprzeczania. – Cienie są szczególne – powiedział niespodziewanie. – Nic takiego nie zauważyłem – zaprotestowałem. czy nie? – Ale to nie w porządku. drzwi nie-działania. Don Juan zatrzymał się dziesięć metrów przed nimi i stanął twarzą w . Na przykład człowiek wiedzy może opowiedzieć o najskrytszych uczuciach ludzi. Obserwowanie kamienia w celu poznania tego. Uśmiechnąłem się odruchowo. Odruchowo. gdzie dwie skały wielkości człowieka stały obok siebie w odległości czterech czy pięciu stóp. pozwalając twojemu ciału wiedzieć. Kędy dotarliśmy na szczyt. wystarczy nie-działać. Zapanowała długa cisza.się je tylko po zatrzymaniu świata. Powoli ten ruch przywrócił mi równowagę. ponieważ jestem zbyt leniwy. don Juanie? – Przekonanie. Pomyśl w taki sposób: Świat jest o wiele bardziej skomplikowany niż się wydaje. Byłem okropnie zażenowany. że kiedy uzyskuje się pewien poziom osobistej mocy. dwa czy trzy razy. w przeciwnym przypadku przychodzenie tutaj byłoby tylko stratą mojego czasu. że są one cieniami. Odparł. Chciało mi się wymiotować. co mówił. że te istoty i cienie mają takie same linie i dlatego tak je nazywa. albo że pochodzą z nich uczucia. – Można powiedzieć. że jeden podąża za nami. Odparł. Kogo to obchodzi. Chcę rozumieć wszystko. że nie mieliśmy lin. – Ależ ty jesteś zarozumiały. chociaż wcale nie było podobne do cienia. to nie-działanie. czy coś rozumiesz. Dotąd postępowałem tak z tobą. jest działaniem – wyjaśnił. aby mi wyjaśnił. – Kiedy pracuje się z ludźmi – powiedział – powinno się przedstawiać całą sprawę tylko ich ciałom. ćwiczenia czy inny trening nie są potrzebne. – Te góry są jej pełne. – Z pewnością zauważyłeś. jakbym oczekiwał na nagłe pojawienie się czegoś. Don Juan poturlał mnie stopą w prawo i w lewo. że moje ciało zauważyło naszego prześladowcę. a więc tak samo musi być z cieniami. Kilkakrotnie podciągał mnie do góry. rozglądnąłem się na boki. które by nam pomagały i nas ubezpieczały. Odczuwałem to tak.

że ten sposób patrzenia. Swoim ciałem zasłaniał mi słońce. Poczułem. abym rozejrzał się za dwoma małymi. że jestem w świecie znajdującym się daleko poza wszystkim. małe dziurki w porowatej skale powiększyły się. jak oddzielne cienie stapiają się w jeden. czego mam się spodziewać i co robić. należy zrobić zeza i równocześnie utrzymywać ostry obraz. że teraz nie-działanie stało się dla mnie jeszcze bardziej tajemnicze. W końcu pieczenie oczu zmusiło mnie do spuszczenia powiek. A ja przez to prawie zamieniłem niedziałanie w stare. Pokazał mi rękami. szukając miejsca na odpoczynek. Don Juan wcale nie był zainteresowany moim niepowodzeniem. natomiast obserwując cienie. Skrytykowałem mglistość jego określeń. Wyjaśnił. Tym razem była to całkiem inna sprawa. powinno polegać na utrzymaniu wizji. aby nie stracić obrazu. że powinien mi wcześniej powiedzieć. a jednak.kierunku zachodnim. Zauważyłem również. W tym momencie poczułem. brązowy kolor zastygłej lawy zmatowiał i wszystko straciło świetlistą przejrzystość. Nie chciałem mrugać. Automatycznie spojrzałem w górę i zobaczyłem don Juana stojącego bezpośrednio nade mną. Musiałem przyznać. mówiąc. Fragment porowatej skały. jakiej wielkości kamieni potrzebował. był wyraźnie widoczny. że kopulasty wierzchołek stał się dla mnie niezmierzonym światem. Stwierdzenie. Kiedy tylko zaszło słońce. twarzą na zachód i powiedział. gdy omiatam wzrokiem ziemię. wyrazisty fragment stał się nieciekawy. zwrócony na zachód. upodobnił się do cienkiej błonki o nie dającej się opisać przezroczystości. a on wyjaśnił. ponieważ widział. Kazał mi stanąć powyżej nich. mówiąc. ale utrzymywał. a ja zacząłem patrzeć. czy uda mi się połączyć cienie. Każdy otwór w skale na obszarze. na którym skupiłem wzrok. Powiedziałem mu. Zwróciłem uwagę na to. i powiedział mi. dobrze znane działanie. to jednak właściwie wykorzystałem cień skał jako drzwi do niedziałania. Narzekałem. który obejmowałem spojrzeniem. straciłem świadomość. co zrobiłem. bez przetwarzania obrazów. Zaznaczył miejsce. Wpatrywałem się w niego oszołomiony. Efektem miało być nałożenie jednego cienia na drugi. że powiększyłem świat. co mogłem pojąć. nie powinno się koncentrować wzroku w danym punkcie. w tym miejscu. że musiał je przerwać. jakiego doświadczyłem. co miałem zrobić. Długo nic nie mówiliśmy. tak jak to zwykle robię. ale wcale nie utraciłem widoku szczegółów. zwiększyłem go i chociaż daleko mi jeszcze do odczuwania jego linii. Dodał. długimi i wąskimi kawałkami skały. gdzie przedtem leżały. bez ulegania jej pokusie. abym zrobił to samo ćwiczenie z tymi cieniami. a nałożony na nie połączony cień. nie tracąc ostrości widzenia. że mogłem się w nim zatracić. Kiedy don Juan zasłonił światło. również w ciszy. Walczyłem. Opisałem niezwykłe wrażenie. a potem wszystko zniknęło. którego nigdy przedtem nie widziałem. zmniejszając go. ale teraz w ogóle przestałem odnajdywać swoje . przez moment. nagle odwrócił się do mnie i zapytał o postępy w śnieniu. Wspiął się na podobny do kopuły wierzchołek i z góry krzyknął. który tak niepewnie utrzymywałem. Don Juan wziął te dwa odłamki skały. był tak wyraźny. Powiedział. Moja próba wykonania tego ćwiczenia okazała się bezowocna. w którym ja miałem stać. jak zwykle zezuję. że było to łatwe na początku. abym patrzył na cienie skał. Poklepał miejsce po swojej lewej stronie i powiedział mi. jakbym z niezmierzonej wysokości patrzył na świat. Zmniejszając świat. Powinienem obserwować je i zezować tak samo. dzięki nawilżeniu rogówki obraz stał się jeszcze wyraźniejszy. ponieważ przynajmniej raz postępowałem właściwie. niezwykle mnie zaintrygowało. że kiedy poszukuje się miejsca na odpoczynek. To nadzwyczajne wrażenie trwało przez sekundę. Sprecyzował swoje wskazówki. o co tu chodzi. dopóki nie dostałem bólu głowy. Wtedy zwrócił mi uwagę. był to tylko zmniejszony widok skały. Potem. Don Juan skomentował to. Umieścił je w odległości około jednej stopy od siebie w dwóch szczelinach. aby się przekonać. która przemieniała kamień w rzeczywisty świat. że to. abym też usiadł. niewiarygodną głębię i pewien rodzaj przejrzystości. że naturalną tendencją nas wszystkich jest folgowanie sobie. że nie miał możliwości. delikatnie położył je w głębokiej szczelinie i usiadł ze skrzyżowanymi nogami. że naprawdę nie ma możliwości opisania tego. że powinienem być usatysfakcjonowany tym. Co więcej. że dzięki temu można rozróżnić pewne emanujące z nich uczucia. nadaje pojedynczemu cieniowi. Prawie natychmiast udało mi się zobaczyć. w rzeczywistości. że mogę przyglądać się otoczeniu cienia. Później zjedliśmy. który stworzyłem. ponieważ w pewien sposób działanie związane jest z uleganiem. kiedy pojawiają się tego rodzaju odczucia. Znalazłem takie i podałem mu je. że patrzę na skałę.

Musisz pozwolić swojemu ciału odkryć moc i uczucie nie-działania. dopóty niedziała. ponieważ dopóki czymś się zajmuje. Znalezienie własnych rąk na razie jest najważniejsze i jestem przekonany. a jednak nie mogę ci już nic więcej powiedzieć. że obydwa są kłamstwem. Od dzisiaj. – Nie ma niczego więcej. Cała sprawa jest kwestią walki wojownika. ponieważ bardzo mało działania pozostaje w ciemności. don Juanie. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie. który już za tobą podąża. czego cię dotąd uczyłem. – Ja już wiem. a ty będziesz dalej walczył: jeśli nie pod ochroną swojej własnej mocy. wiedząc. Przyznał się. – Ale jaki jest cel takich kłamstw. albo z pomocą jakichś sprzymierzeńców. – W ciągu dnia cienie stanowią drzwi nie-działania – powiedział. takich jak ten. że myślisz. – Zawsze taki byłem – powiedziałem. Don Juan powiedział. że kłamiesz i że jesteś absolutnie beznadziejny. don Juanie? – Możesz dać się złapać na haczyk innego działania. nie są rzeczywiste i uzależnianie się od któregokolwiek jest tylko stratą czasu. Teraz. która musi umrzeć. co mógłbym powiedzieć ci o śnieniu – kontynuował. – Ale w nocy.ręce we śnie. mówiąc mi to po cichu. Nie mam zaufania do siebie. śnienie jest nie-działaniem snów i postęp w nie-działaniu spowoduje także postępy w śnieniu. co robisz. znajduje się z mojej prawej strony. zepsuty i do niczego się nie nadajesz. Nie nadaję się do niczego. byłoby tylko nie-działaniem. dopóki nie będziesz miał wystarczająco dużo własnej mocy. ma jakieś znaczenie. nieświadomy ruch prawą ręką. Zapewniłem go. Miałem następny atak nerwowego chichotu. – A jednak chcę się zmienić. kiedy uczyłem cię chodu mocy. wojownik nie musi w nic wierzyć. – To głupio z twojej strony pogardzać tajemnicami świata tylko z tego powodu. a wtedy być może uświadomisz sobie. chcę. Jak już ci powiedziałem. w nic nie wierząc. – To jest twoje działanie. że nie pogardzam nikim ani niczym. – Nie wiem. Lecz jeśli uchwyciłbyś nie-działanie bezpośrednio. Zrobiłem gwałtowny. Widzisz. Dotarcie do tej istoty jest nie-działaniem “ja". abyś kłamał. wszystko jest cieniem. używałeś mojej osobistej mocy. Ale nie wolno przestać ci próbować. – Kiedy na początku zaczynałeś śnienie. dlatego było łatwiej – powiedział. – Teraz jesteś pusty. że jesteś zgniłek – stwierdził. że ci się to uda. że jesteś okropny. przez osiem dni. że musiał wkroczyć i zatrzymać go. która postępuje w ślad za nami. ażebyś nauczył się innego działania. że dwa razy tego dnia sprzymierzeniec podszedł tak blisko. łącznie ze sprzymierzeńcami. niż mu się wydaje. sam wiedziałbyś. że moje ciało wie dużo więcej. stanowi aspekt nie-działania – kontynuował. ponieważ siła. ale że jestem bardziej nerwowy i nieudolny. nawet jeśli nie wierzysz. co robić ze śnieniem. że znasz działanie pogardy – powiedział poważnie. niż się spodziewam. . że to. Cała sztuczka polega na tym. to być może pod wpływem mocy godnego przeciwnika. ponieważ jedyną rzeczywistą rzeczą jest w tobie ta istota. – Wszystko. – Wszystko. Zamiast mówić sobie prawdę. aby wpłynąć na to działanie. Mówiłem ci już o tym. Zaśmiałem się głośno i mój własny śmiech przestraszył mnie. chociaż nie wiem jak. zamierzam polecić ci. aby nie zaprzestać poszukiwania własnych rąk. – Wojownik stosuje nie– -działanie do wszystkiego w świecie. co bym powiedział. – Nie chodzi tutaj o ufanie komukolwiek. będziesz sobie mówił coś całkiem przeciwnego.

ale patrzył obojętnie na pewien punkt na horyzoncie. że w południe światło słońca może mi pomóc w osiągnięciu nie-działania. Powiedziałem don Juanowi. Byłem zmęczony. Ponieważ swędziały mnie. że będziemy się wspinać na zbocze. sprzymierzeńca. bezpośrednio nad zboczem. . stanowił specyficzny sposób. zobaczyłem cały łańcuch górski przed sobą jako ogromne pole małych punktów światła. Chciałem się odwrócić. ale żadna nie pojawiła się na zachodzie. abym prawie nie oddychał. 14 kwietnia 1962 Don Juan zważył w rękach nasze tykwy i stwierdził. że zaczniemy schodzić kanionem rzeki. ale don Juan złapał mnie za głowę i nie pozwolił mi się poruszyć. widzę cały łańcuch górski jako splątany szereg świetlistych włókien. Pierścień mocy Sobota. Potem wstał i zapowiedział. Po długim czuwaniu zapytałem. Myślałem. Po jakiejś godzinie drogi zaprowadził mnie do głębokiego wąwozu. Dziwne zbocza wyglądały jak zakończone ukośnym. – Dokąd idziemy? – zapytałem. Don Juan zbliżył się do mnie i wskazał na punkt po prawej stronie. Potem to światło stało się przyćmione i nagle zgasło. Następnie udzielił mi serii wskazówek: mam rozluźnić obcisłe ubranie. jakby przez krótki moment metaliczne cętki w zastygłej lawie. – Słońce świeci prawie pionowo. że nie mam wystarczającej siły. ale don Juan skierował się ku północnemu zachodowi. że kiedy zezuję. ale on potrząsnął moim ramieniem i surowym tonem kazał mi siedzieć spokojnie i być cierpliwym. tylko jedzie do miasta na granicy. Don Juan powiedział bardzo łagodnie. który słyszałem. brązowych skał. gdzie dwa stoki prawie się ze sobą stykały. Bardzo uważnie obserwowałem wskazany obszar. aby to znieść. zgodnie zaczęły odbijać światło słońca. Po niebie płynęło tylko kilka chmur. Postępowałem zgodnie z jego instrukcjami i byłem w stanie utrzymać ten widok niezmierzonego przestworu pokrytego siecią światła. Wyglądało to tak. w jaki sprzymierzeniec zamanifestował swoją obecność. Próbowałem zmieniać pozycję. Na wpół przymknąłem oczy. że grzmot. W tym momencie posłyszałem słaby grzmot – można byłoby go wytłumaczyć jako odległy odgłos odrzutowca – a potem. ale moje ręce były lepkie i oczy zaczęły mnie piec od potu. aby się przekonać. Powiedział mi. co szczególnego powinienem zobaczyć. a później na inny. że skończyło się nam jedzenie i nadszedł czas powrotu do domu. a później szerzej otworzyłem oczy. który podąża naszym śladem. Zaraz po znalezieniu ciemnego punktu mam otworzyć oczy i sprawdzić. – Skoncentruj tam wzrok – powiedział. na wysoką równinę wulkanicznych gór. Wyjaśnił. że nie wraca do Sonory. mając otwarte oczy. Powiedział. gdzie jest umiejscowiony na przedniej ścianie zbocza. Był gorący dzień i słońce świeciło na zastygłą lawę. Powiedział. wklęsłym mostem rozciągającym się pomiędzy dwoma wierzchołkami. W tej samej chwili zaczął wiać wiatr i zrobiło się zimno. który mi wybrał. Robiłem zeza i otwierałem oczy wiele razy. czy słońce zaszło za chmury. który kończył się w miejscu. że powinienem spróbować wyizolować obszary ciemności wewnątrz pola świetlnych włókien. Następnie dodał. a góry stały się masą matowych. Znowu zrobiłem zeza i jeszcze raz zobaczyłem sieć świetlnych włókien. Don Juan wskazał na to miejsce. bezpośrednio przede mną. Chciało mi się spać. mogę uchwycić częściowy widok istoty z gór. Patrzyłem na nią przez chwilę.16. że jeśli się odwrócę. Spojrzałem na szczyty zastygłej lawy i nagle całe góry rozbłysły. gdzie ma pewien interes do załatwienia. Niecierpliwym gestem don Juan kazał mi być cicho. że powrót zabierze nam co najmniej kilka dni. usiąść ze skrzyżowanymi nogami i wpatrywać się intensywnie w punkt. abym nie wpatrywał się w nie. Obojętnie zauważyłem. Myślałem. ażeby utrzymać widok świetlnych włókien: chciał też. potarłem je. wszystkie razem. Nie potrafiłem znaleźć żadnego ciemnego obszaru. że wtedy będę w stanie dostrzec domniemany obszar ciemności. na który wskazywał don Juan. Zapewnił mnie.

Don Juan stał przez chwilę bez ruchu. jak gdyby nic się nie wydarzyło. Żaden z młodych ludzi nie ruszył się. Ciężki wał chmur na zachodzie nie pozwolił nam zobaczyć zachodu słońca. gdzie można znaleźć przedmioty mocy. Po trudnej wspinaczce osiągnęliśmy cel. że to czterej młodzi Indianie. a on skinął głową. że idzie z powrotem do chaparralu. Kiedy byli już blisko. Zaczął iść w jego kierunku. Zauważyłem. Tylko jeden z nich odezwał się do mnie. ale dał mi znak ręką. Usiedli twarzą do don Juana. leniwie zbliżali się do nas. który należał do mnie. ponieważ był przedmiotem mocy. Powiedzieli mi. Wyglądało na to. Kiedy wszystkie gałęzie płonęły. Powinienem go wypolerować i dbać o niego. Wydawało mi się. don Juan siadł. w którego centrum dwóch ludzi siedzi plecami do siebie. Byłem trochę zakłopotany. ale im się nie poszczęściło. tworząc regularne półkole. Kiedy tylko to uczyniłem. Siedliśmy na kamieniach. Potem pewnym krokiem skierował się do występu skalnego. ale szepnął mi. o kilka stóp ode mnie. Nasze obozowisko było bardzo nierówne. Ci zaś siedli w ciasnej gromadce wokół mnie. – To dobre miejsce na krótkotrwały obóz – powiedział. ale każdy z nich uważnie go obserwował. że dzięki niedziałaniu poznał ten punkt jako możliwe centrum mocy albo miejsce. ale zatrzymaliśmy się i poczekaliśmy do momentu kiedy prawdopodobnie zniknęło za horyzontem. Don Juan ogłosił. Nigdy dotąd podczas naszych wypraw nie spotkaliśmy ludzi i nie wiedziałem. kiedy znaleźliśmy się na wierzchołku. kazał mi go natychmiast schować pod koszulę. Kiedy rozpocząłem z nimi pogawędkę. Weszliśmy na wzgórze i. oczyszczając go w ten sposób. Wytłumaczył mi. szczególnie ten. jak mam się zachować w takiej sytuacji. Zaraz potem zaczęliśmy schodzić do kanionu i kilka godzin później znaleźliśmy się na wysokiej pustyni u stóp wulkanicznych gór. natomiast ja nie miałem zielonego pojęcia. zauważyłem czterech mężczyzn zbliżających się do nas z południa. Odpowiedziałem mu. co się dzieje. jakieś dwieście metrów stąd. Don Juan wybrał miejsce w pobliżu wielkiego głazu i zaczął przygotowywać ognisko. zauważyłem. opierając się o głaz.Wskazał na ten obszar. Jeden z nich oparł się nawet plecami o moje. odważnych ludzi i nie potrzebuje mojej pomocy. Don Juan szedł jakieś dziesięć stóp przede mną i utrzymywał bardzo szybkie tempo. że daje mi go. że rozpoznali don Juana. aby robić krąg. okazali się bardzo przyjacielscy i komunikatywni. a my wszyscy udaliśmy się za nim. Ogień znajdował się po jego prawej stronie. jak zachowywać się w towarzystwie uczniów czarownika. aby nazbierać suchych gałęzi na ogień. aby mu pomóc. Don Juan rozejrzał się wkoło i wskazał skalisty teren. abym go zatrzymał. który sam się do mnie zwrócił. że młodzi ludzie byli uczniami czarownika i że podczas myśliwskich wypraw po obiekty mocy regułą jest. Spojrzałem na don Juana. Wtedy don Juan zmienił kierunek i skierował się na południowy wschód. Następnie kazał mi go wyjąć. Chciałem mu pomóc. że don Juan nigdy nie zabrał mnie na ich poszukiwanie. jakby z góry na dół omiatał wzrokiem górę. Jeden z przybyszy zapytał mnie. Młodzi ludzie wyraźnie wiedzieli. Klucząc. Ale don Juan nie wydawał się nimi zainteresowany. Kopał palcami wokół wystającego małego kawałka kamienia. że stara się zorientować w terenie. pozbawione krzewów. czy również mogę z nimi porozmawiać. że będzie to specjalny ogień dla tych młodych. Kierowaliśmy się na południe. Widziałem tył jego głowy poruszający się tak. Próbowałem zbliżyć się do niego. Usiadł i zaczął ręką zmiatać pył ze skały. że jego . Kiedy don Juan wrócił z wiązką chrustu. Przez kilka dni chodzili wokół wulkanicznych gór. Szedł. czy kiedykolwiek sam znalazłem kryształ. pochwalił ich za rozwagę i powiedział mi. Oni mówili bardzo cicho i traktowali go z wielkim szacunkiem. Odezwał się do nich po hiszpańsku. Obserwowałem ich. Szeptem zapytałem don Juana. że znaleźli się tutaj. Powiedział. poszukując kwarcowych kryształów mocy. który wyznaczył jako punkt ciemności. abym się zatrzymał. Mężczyźni poruszali się bez pośpiechu.

dwóch młodzieńców miałem po mojej lewej. jaką należy zrobić. Następnie opowiedział o poszukiwaniu ducha. Don Juan dodał. Don Juan był w pełni tego świadomy. Powiedział. Najodważniejszy z nich. . Pomyślałem. – Co za pożytek z posiadania pięknie wypolerowanych kryształów. że kryształy kwarcu są bronią używaną podczas czarów. zaśmiał się głośno. jakby nigdy jej nie opuszczały. że sprzymierzeńca przyciągają płomienie. chłopcy – powiedział obojętnie don Juan. kto je znajdzie. że jest to dla mnie bardzo męcząca pozycja. aby uczyć się nie-działania. Jak gdyby nigdy nic. należy je nakłonić do opuszczenia swego miejsca. aby zabić: przebijają one ciało wroga. Nie czynią żadnych hałasów. Ledwie dostrzegalnym gestem brody wskazał na moją pozycję. przynajmniej od czasu kiedy włóczę się razem z nim. który pierwszy ze mną rozmawiał. że kryształy kwarcu można znaleźć w określonych miejscach na tym obszarze. jak gdyby mieli wstać. Przyjąłem. ponieważ od lat nie byłem u spowiedzi. Przez moment myślałem. Zwykle rzuca się je. skąd dochodzą. Ostrzegł nas. który trzyma w swoim worku. a później wracają do ręki właściciela. ten. jak siedzieli poprzednio. a odkrywa sieje. Wtedy należy na tym miejscu rozpalić ogień. Pierwszą rzeczą. jest znalezienie odpowiedniego miejsca służącego do wywabienia ducha. że chce pokazać nam jakiś przedmiot mocy. bo wszyscy równocześnie wykonali gwałtowny ruch. Don Juan powiedział mi kiedyś. Don Juan skomentował to żartem. – Natomiast jeśli nie macie kryształów ale znaleźliście ducha. Młodzi ludzie zachichotali. że don Juan skrzyżował nogi i był rozluźniony. pojawiają się jako migające cienie i w ogóle nie posiadają mocy. a innych dwóch po prawej stronie. Zawsze jednak okazywało się. po turecku. że taką postawą przyjmuje czarownik. podwinąłem lewą nogę. i że podąża za nami sprzymierzeniec. Zgadywałem. Zauważyłem. Don Juan zaczął opowiadać im. należy wybór pięciu najdłuższych i najlepiej wyglądających słupków kwarcu i oddzielenie ich od macierzystej skały. kiedy sytuacja jest niepewna. która była dla mnie bardzo niewygodna. która napełniłaby go mocą. Młodzi ludzie zmienili pozycję i usiedli z lewą nogą podwiniętą pod siedzenie. Powiedział. że to dramatyczny początek i miałem rację. Lekko pochylili się do przodu. że jestem w wulkanicznych górach. ponieważ najważniejsze nie jest znalezienie przedmiotu. dopóki nie wyczuje się ciepła. że tak samo jak ja. że w tych górach znajdują się też inne siły. ponieważ musiałem stanąć i biec w miejscu przez kilka minut. Wszyscy młodzi ludzie również skrzyżowali nogi. Osoba poszukująca sprzymierzeńca musi podążać w kierunku. wydając serię powtarzających się dźwięków. Wiedziałem. aby przełamać jego opór. aby napełnić je mocą. jeśli nigdy nie znajdziecie ducha dającego moc? – powiedział. Gdy tylko się je wyszuka. Krótkie spojrzenie na don Juana ujawniło mi. że takie siedzenie przez cały jego wykład będzie dla mnie okropną męczarnią. Nie zwróciłem uwagi. Don Juan wyjaśnił. przesuwając dłoń zwróconą w kierunku ziemi. kiedy przestali się śmiać. możecie wystawić swoje kutasy. który zamienia zwykłe kryształy w broń. Znalazca jest odpowiedzialny za ich pocięcie i wypolerowanie mające na celu ich zaostrzenie i dopasowanie wielkością i kształtem do palców prawej ręki. Musi ono znajdować się na szczycie wzgórza. Usiłowałem w niewymuszony sposób przejść do tej bardziej wygodnej pozy. że wyszedłem z wprawy w klęczeniu. Potem trzeba go powalić na ziemię i przytrzymać. a ich moc sięga daleko poza nasze rozumienie. – Mam zamiar coś wam pokazać. że jaskrawo zabarwione pióro albo wypolerowane kryształy kwarcu przyciągają uwagę sprzymierzeńca. że on także siedział z lewą nogą podwiniętą. że zwykle występują w skupiskach i do tego. które nie przypominają sprzymierzeńców. ale moje lewe kolano chyba miało uszkodzony nerw. Wtedy właśnie można go zmusić do dotknięcia kryształów. możecie dać mu do dotknięcia właściwie wszystko. ale siły. dopóki sprzymierzeniec sam się nie objawi. ale właściwie każdy inny przedmiot jest tak samo dobry. ale tylko podwinęli lewą nogę i znowu siedli w tej tajemniczej postawie. że młodzi ludzie zgromadzą się wokół niego. więc w zwięzły sposób zaczął wyjaśniać młodym ludziom.miejsce znajduje się bezpośrednio przede mną. Powiedział nam. Wstrząsały nimi wybuchy śmiechu. Niektórzy zakryli twarz i chichotali nerwowo. Jeśli nie znajdziecie nic innego. a swoją obecność zdradza on. Wywołało to wielkie poruszenie wśród młodych ludzi. stosując specjalne techniki. Wtedy kryształy stają się samym człowiekiem.

skąd mógł go zdobyć na tym pustkowiu. które dołożył do ognia i dostosować do tego moment swojego wejścia i wyjścia. siedzący obok niego. don Juan był ubrany jak jakiś ważny człowiek. powiedział. Powiedziałem. ale tak się nie stało. i był okrągły na górze. W końcu odezwał się najodważniejszy z nich. omiatając nasze postacie wzrokiem z prawa na lewo. Wydawał się zakłopotany. aby jego przebranie było doskonałe.Możliwie swobodnym ruchem podwinąłem lewą nogę. zniknął nam z oczu. że don Juan był w łachmanach. jak szedł. Potem spojrzeli na siebie. Według niego. Don Juan wstał i obchodząc łukiem wielki głaz. jak długo będą się palić gałęzie. przy uszach. Zastanawiałem się. jak zakonnik. Po długim oczekiwaniu zwróciłem się do młodego człowieka po prawej i po cichu zapytałem go. drewniana noga i płaszcz czyniły z niego prawdziwego pirata. Miał czarny płaszcz z długimi połami. gdzie siedział. który właśnie zabił mnicha i założył jego szaty. Oczywiście musiał zgiąć nogę w kolanie. ale byłem tak otumaniony jego pojawieniem się. wrócili do pozycji ze skrzyżowanymi nogami. ale nie może ukryć swojej dzikości. spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Potem spojrzał ponad nami w ciemność z tyłu. Na głowie miał kaptur czy też szal i nosił kruczoczarną tunikę do samej ziemi. Spodziewałem się. Powtórzyłem pytanie i inny młody człowiek. który widział don Juana w czarnym kapturze. Wydawało mi się. – To prawda – potwierdzili pozostali. Płomienie sięgnęły dwa razy wyżej. Musiał podsycić ogień. Płomienie straciły swoją moc w tym samym momencie. i dlatego zostawił nas samych. ale bardziej wyglądał na człowieka. powinienem ją zobaczyć. że brakuje im słów. Włożył śmieszny czarny kapelusz. że kiedy nie siedzę na stopie i utrzymuję półklęczącą pozycję. że według mnie. zapięty na jeden błyszczący metalowy guzik. ale nie jest pewny. Wydawało się. ma dla niego jakieś znaczenie. aby udawać człowieka z drewnianą protezą. Młody człowiek. Pomyślałem sobie. Pozostawał w tej pozycji przez chwilę. popatrzył na mnie uważnie. Kiedy odwrócił się i wchodził za głaz. Dodał. Młody człowiek z lewej zaśmiał się i powiedział. – Nie miał kaptura. Efekt był wyjątkowo dramatyczny. Młody człowiek spojrzał na mnie ze śmiesznie zmieszaną miną. że to prawdziwy piracki kapelusz. czy rzeczy. które don Juan włożył – śmieszny kapelusz i płaszcz z długimi połami – oraz to. Cicho chichotali i byli zdenerwowani. że nie miał nic w rękach. co się wydarzyło. Przeżyłem moment oszołomienia. Miał skórzane nogawice do . abyśmy to zrobili. Don Juan nagle wyszedł zza głazu i stanął tam. jak na komendę. że don Juan nie miał żadnego kapelusza ani nie nosił długiego płaszcza i z pewnością nie stał na drewnianej nodze. że don Juan właściwie nie był ubrany jak żebrak. Czekałem niecierpliwie. bo teraz zaczęły trzaskać nowe gałęzie i płomienie strzeliły wysoko w górę. zanim wstał. Musiał sobie wyliczyć. Wszyscy czterej mężczyźni zbliżyli się do mnie. Zmiana intensywności ognia wywołała duże wrażenie na grupie. wszyscy razem. Don Juan z pewnością chciał. kapelusz. Zauważyłem. kiedy ja zajmowałem się swoją nogą. jakby był człowiekiem. Mężczyzna. Powiedziałem im. Miał podarte poncho czy też pewien rodzaj indiańskiego płaszcza i znoszone sombrero. który przemówił pierwszy. że jego wyczucie czasu było doskonałe. co don Juan chciał osiągnąć poprzez tę komedię. – Nie! – cicho krzyknął inny młody człowiek. ale za to włosy miał długie i dziko zmierzwione. Nie zauważyłem. że nie zwróciłem uwagi na szczegóły. zdezorientowani. że wszystko to jest bardzo dziwne. co to było. który powraca z niezwykle długiej podróży. stwierdził. że stał na drewnianej nodze. Pomyślałem sobie. że don Juanowi brakuje tylko przepaski na oku i papugi na ramieniu. że musiał być ukryty za skałą. Jeden z młodzieńców. ten najdalej ode mnie z prawej. Trzymał koszyk z jakimiś rzeczami. i drewnianą nogę. że don Juan zaraz wyjdzie zza głazu i znowu usiądzie. Miał daszki po bokach. Don Juan wyglądał naprawdę głupio w tym pirackim kostiumie. kolana nie bolą mnie tak bardzo. Popatrzył na każdego z nas. który właśnie zsiadł z konia. Młodzi ludzie siedzieli z niewzruszonym wyrazem twarzy. że musimy bardzo dokładnie i spokojnie przeanalizować to. Kiedy płomienie się zmniejszyły. Powiedział. Nie mogłem zrozumieć. Młodzi ludzie stali się nerwowi. a potem zniknął za głazem. Zaśmiałem się do siebie. Założyłem. kiedy don Juan wszedł za głaz.

– Na przykład nasze pierścienie mocy. – Pokazałem ci odrobinę swego nie-działania – stwierdził. Chciałem zadać don Juanowi kilka pytań. Nie ma możliwości. kiedy traciłem równowagę. Przede wszystkim chciałem się czegoś dowiedzieć o jego przebraniu. proszę cię. – Jak to zrobiłeś? – To bardzo proste – odparł. co robimy. Dreszcz przebiegł mi po plecach. – Pożegnaj się z nimi. którym uderzał w lewą dłoń. ponieważ wszystko. w którym miałem go zostawić. wielkie ostrogi. Mój żołądek poczuł siłę pochodzącą z zewnątrz. Innymi słowy. a jego oczy zdawały się rzucać blask. – Istnieją tylko przebrania. Niedziela. Wszystko. twój i mój.konnej jazdy. skul się pod skałą i zakryj brzuch rękami – szepnął mi do ucha. W końcu zatrzymał się. ale żarzące się węgle dawały wystarczający blask. Są dziwne tylko dla tych. aby stworzyć ten świat. Usiłowałem go do tego nakłonić. bicz. Don Juan był rozluźniony. Zjedliśmy trochę krakersów i popiliśmy wodą mineralną z butelki. Don Juan wyglądał jak ciemny cień. przynosi ze sobą mały pierścień mocy. Don Juan szepnął mi. gdzie zostawiłem samochód. że kiedy każdy z nas się rodzi. zaczęliśmy iść. kiedy don Juan wyszedł zza skały. ale inni nie byli nim zainteresowani. Człowiek wiedzy potrafi zahaczyć się o czyjeś działanie i wywołać dziwne rzeczy. jakby uchwyciła mnie jakaś ręka. W tym właśnie momencie odczułem. Upadłem pięć razy. Ale one naprawdę nie są dziwne. Odruchowo krzyknąłem. Zdobyłem się na odwagę i zacząłem zasypywać go pytaniami. jakie wrażenie wywarło na mnie to wydarzenie. Tych czterech młodych ludzi i ty sam nie jesteście jeszcze świadomi nie-działania. Nie patrzył na nich. które nie dawały mi spokoju. Zrównałem się z don Juanem. że będzie mi bardzo łatwo skorzystać z chodu mocy. – Powiedzmy. którą miałem w samochodzie. co robimy. że w tej okolicy jest tyle mocy. Biegliśmy kilka godzin. Mężczyzna stojący najdalej z lewej śmiał się zawstydzony i nie odważył się opowiedzieć o tym. którzy są schwytani w pułapkę działania. ale on przyłożył palec do ust. abym mógł to zrozumieć – powiedziałem. są one zahaczone o działanie świata. – Podaj mi przykład. . dlatego łatwo było was wszystkich ogłupić. abym nie odwracał się. co zobaczył. Miał wygląd zamożnego właściciela rancza. Byłem głodny. Byli jak szereg kruczoczarnych posągów ustawionych na tle ciemności. don Juanie. – Lepiej zostawmy tych młodych ludzi. ale poza tym czułem się ożywiony i wypoczęty. Było w niej pusto. Niemal od razu zaczynamy z niego korzystać. – Usiądź. 15 kwietnia 1962 Kiedy rano zrobiło się wystarczająco jasno. – Ale jak to zrobiłeś? – To nie będzie miało dla ciebie żadnego sensu. Rozkazująco powiedział mi. Don Juan zaprowadził mnie do miejsca. aby rozmawiać. Zaczął powoli odchodzić. Ogień już dogasał. Po południu byliśmy już w granicznym mieście. stożkowaty kapelusz oraz dwa automatyczne pistolety kaliber czterdzieści pięć. jak już ci powiedziałem. a mężczyźni stali się wyraźnie zarysowanymi. są teraz zahaczone o działanie w tym pokoju. aby dać mi czas na pożegnanie. Usiedliśmy przy stoliku przy oknie wychodzącym na ruchliwą główną ulicę i zamówiliśmy jedzenie. Zatem każdy z nas już od urodzenia jest zahaczony. nieruchomymi postaciami. ponieważ w tej chwili ci młodzieńcy są kręgiem cieni. jest w pewnym sensie jedynie przebraniem. jest kwestią działania. – Ale nikt z nas nie widział tego samego przebrania – powiedziałem. Don Juan głośno liczył za każdym razem. w jego oczach czaił się figlarny błysk. żebyś to zrozumiał. Poszliśmy do restauracji zjeść lunch. niech się zajmą swoimi sprawami – powiedział do mnie. Mężczyźni obejmowali mnie po kolei. – Jednak spróbuj. Nasze pierścienie mocy są połączone z pierścieniami wszystkich pozostałych ludzi. Chyba był zbyt nieśmiały. Nie było już żadnych płomieni na ognisku.

Pomiędzy tym. Nazwałbym go pierścieniem nie-działania. że są cieniami? – zapytałem. – Właśnie ci wszystko wyjaśniłem – odparł. – Nie mam do niej pretensji. ponieważ jest zahaczony o nie-działanie. co znasz. że to ostatnia rzecz. Młoda kelnerka przyniosła nam jedzenie. że jeszcze nie rozwinąłeś swojego dodatkowego pierścienia mocy i twoje ciało nie zna nie-działania – powiedział. Poczułem niekontrolowany skurcz w żołądku. – To znaczy. Zakończyłem ostateczną obroną. Wyraziłem te myśli. Don Juan nie zwracał uwagi na mój protest. – Zahaczyłem jedynie mój pierścień mocy o twoje działanie. a ponieważ nie są tacy głupi jak ty. Zapewniłem go. tylko głośno się zaśmiał. Przybył mi z pomocą. czy też nie. bo don Juan szepnął mi. że nie wkładałeś przebrania? – zapytałem. abyś na nich patrzył. – Wyglądasz jak wszyscy diabli razem wzięci. że powinienem zapłacić. Są uczniami człowieka. że ścieżka don Juana jest dla mnie zbyt stroma. – Może następne spotkanie z Mescalito ci pomoże? – zapytał. prozaicznej kwestii: chciałem wiedzieć. Uświadomiłem sobie. Nie mam z tym nic wspólnego. Nie miałem już więcej pytań. Don Juan jadł ze smakiem i był w doskonałym nastroju. Nasze pierścienie mocy właśnie w tej chwili snują istnienie tego pokoju. którą jak zwykle było zwątpienie i brak zaufania oraz pytanie. Poprosiłem go o wyjaśnienie. – Ty sam zrobiłeś resztę.Stwarzamy ten pokój. Nagle ogarnęło mnie zmęczenie. Zapłaciłem kobiecie i dałem jej napiwek. że jesteśmy podejrzani. został powołany do istnienia i jest utrzymywany dzięki sile pierścieni mocy każdego człowieka. że nie ma do ciebie zaufania – powiedział i wybuchnął śmiechem. – Zaraz. zacząłem się wpatrywać w don Juana. i że nawet nie brałem pod uwagę takiej możliwości. aby zgadzać się co do działania – powiedział łagodnie. Natomiast człowiek wiedzy rozwija inny pierścień mocy. zaraz – powiedziałem. jaką daje ta zgoda. czego doświadczyłem na własnej skórze a jego wyjaśnieniem istniała przepaść nie do przebycia. Dzięki niemu może snuć inny świat. Moja ciekawość była ograniczona tylko do jednej. Na szczęście. – Nie masz żadnego pojęcia o mocy. Chyba uważała. – Twoje trudności polegają na tym. przemienili się w coś całkiem różnego od tego. czy włożył ten kostium pirata. – Widzisz – kontynuował – każdy z nas zna działanie pokoi. Don Juan nie odpowiedział. usiłując znaleźć sposób powrotu do naszej rozmowy. mówiąc. aby zostać czarownikiem. – Dlaczego nazwałeś ich cieniami? – Dlatego że w tamtym momencie zostali dotknięci mocą nie-działania. podobnie jak i pozostali. aby pokazać jej. to wszystko – powiedział. że nie mam zdolności. Z tego powodu nie chciałem. Ja go nie stwarzam. – Czy nie powiedziałeś mi. którego znam. – To nieprawdopodobne! – wykrzyknąłem. ponieważ w ten czy inny sposób spędzamy w nich większą część swojego życia. Bardzo spokojnie utrzymywał. czy don Juan nie mógł być w zmowie z młodymi ludźmi i wszystkiego tego zaaranżować? Zmieniłem temat i zapytałem o czterech uczniów. nie-działanie jest równie wspaniałe i potężne. – To prawda. Ale ja czułem się przygnębiony. – Ten pokój jest tutaj sam z siebie. Nie rozumiałem tego. a kiedy zostawiła nas samych. o jakiej chciałbym usłyszeć. Mogło by ci to tylko zaszkodzić. że pokój. że mamy pieniądze. . – Czy są sprzymierzeńcami? – Nie. co mówił. nie byłem też już głodny. – Wszyscy zostaliśmy nauczeni tego. w którym jesteśmy.

kiedy sam jest wykorzystywany. a drugą w tamtym. . – Może gdybym potrafił wyplątać się ze wszystkich moich zobowiązań. Wojownik jest jak pirat. że ponieważ nie jestem Indianinem. który nie ma skrupułów. dlatego też wojownik przemienia go w swój teren łowiecki. nie mam naprawdę zdolności do tego. że świat jest po to. Będąc myśliwym. abyś mógł pozwolić swojemu ciału odnieść korzyści z tego. aby go używać. czego chce. kiedy faktycznie jedną nogą jestem w tym świecie.– Muszą ci się przytrafić bardzo drastyczne przeżycia. Nie ma sposobu. wojownik wie. Dlatego wykorzystuje każdą jego cząstkę. – To jest twój świat – powiedział. nigdzie nie ma ze mnie pożytku. żeby prowadzić niezwykłe życie czarownika. Ale w przeciwieństwie do pirata. aby uciec od działania naszego świata. Przyglądał mi się przez dłuższą chwilę. mogłoby mi się trochę lepiej powodzić w twoim świecie – powiedziałem. używając wszystkiego. nie czuje się obrażony. A teraz. czego się nauczyłeś – powiedział. pokazując na ruchliwą ulicę za oknem. – Jesteś człowiekiem z tego świata i tu są twoje tereny łowieckie. – Albo gdybym udał się z tobą na pustkowie. Wyraziłem opinię.

co prawda. Kiedy wczesnym rankiem opuszczaliśmy dom. że w końcu śmiałem się jak dziecko. – Gdybyśmy nie byli oszukiwani. że zapomniałeś o roślinach. – Ta kobieta. Kiedyś też wziąłem cię podstępem. Wydawało się. don Juan powiedział mi. – Kto? – zapytałem. śmiejąc się. nigdy niczego byśmy się nie nauczyli. Widziałem wiewiórki. Nigdy nie przypuszczałem. ale uznałem. To samo wydarzało się mnie i będzie się wydarzać każdemu. uśmiechnął się i pokręcił niedowierzająco głową. – Pozwól mi coś ci powiedzieć w związku z tą sprawą – odezwał się w końcu. a jego mięso będę mógł wysuszyć na pożywienie mocy. że ona dybie na niego. To przedstawienie jest przecież dla ciebie. ponieważ don Juan przekonał mnie. Pamiętasz przecież. wyjątkowe zwierzę. że nie ma sensu. jaki efekt wywrą na mnie jego słowa. aby ją pochwycić. Teraz musisz zrobić jeszcze więcej. a on nie jest w stanie się obronić przed jej gwałtownymi atakami. Byłoby prościej i rozsądniej po prostu odejść. które złapie się w moje pułapki. nie będący złośliwym kawałem. że czeka na moją decyzję. która tutaj grasuje. u schyłku dnia stwierdził: – Ktoś przeszkadza ci w polowaniu. – Albo pójdziemy teraz do domu – kontynuował – albo poczekamy aż do zmierzchu. ale przez cały dzień nie mogłem nic złowić. – Co masz na myśli? – To tobie ktoś wchodzi w drogę i dlatego jest to twoje przedstawienie. ale za to mający na celu złapanie mnie w pułapkę. – Zachowujesz się. króliki i inne gryzonie. Zrobił pauzę. ich rozstawienie właściwe. takich. której wcześniej używałem i zanim zdążyłem się wypowiedzieć. że ona nigdy nie stanowiła dla niego żadnego niebezpieczeństwa. powstrzymał mnie poleceniem: – Siadaj. Ponad miesiąc wcześniej doszło do straszliwej konfrontacji z czarownicą zwaną la Catalina. Byłeś w stanie dokonać wielu rzeczy. Zabawiał mnie w ten sposób godzinami. ażeby uczyć się o roślinach. że musimy zostać. W końcu. Z jego ust nie padła ani jedna sugestia czy komentarz. i jeśli o ten rodzaj wiedzy mu chodziło. Wiedziałem. Jego metoda wydała mi się tak nieetyczna. wydaje mi się. – Przerażasz mnie – powiedziałem. Spojrzał na mnie. że byłem przerażony. Chciałem zaprotestować. to miał rację. Może on jedynie wskazywać nam drogę i używać podstępu. że wpadłem we wściekłość. – Nie ja – odparł. Godny przeciwnik Wtorek. aby doprowadzać nas do ostateczności. Słysząc moje wybuchy gniewu. Sam mi powiedziałeś. don Juan zaczął śpiewać meksykańskie piosenki. Musiałem przyznać. że powie “la Catalina". jak ponownie rozbudziłem w tobie ducha myśliwego. Ona cię przeraża. Miałem ochotę wrócić. których nie zrobiłbyś po to. Zaczynałem zwijać cienką linkę. a także przepiórki. ale w tym szczególnym przypadku. że polowanie sprawiło. don Juan wyznał. Kiedy już spotkałem się z nią. – A przecież od początku wiesz. Naśladował popularnych piosenkarzy. Ja wiem. Metoda dobroczyńcy polega na tym. 11 grudnia 1962 Moje pułapki były doskonałe. jakbyś nie wiedział kto – stwierdził. a jego interpretacja była tak komiczna. że tego dnia muszę czekać na dar mocy. aby przeżyć. ty też. Don Juan wydawał się zatopiony w myślach. a cała ta sprawa to podstęp. aby zostać myśliwym. szczerze zdziwiony. . kto to jest. Stanąłem z nią twarzą w twarz. ryzykując życie. że posiada taki bogaty repertuar idiotycznych piosenek.17. oczekując. Wpatrywał się we mnie i wybuchnął śmiechem.

Nie wiesz nic o tajemnicach świata. ale prawie na śmierć przestraszył mnie swoim krzykiem. że jest piękna. . Pochylił się. zajmować się panią czarownicą. Kobieta zrobiła kilka kroków w kierunku samochodu i stanęła wyzywająco. Obejrzałem ją sobie dokładnie i doszedłem do wniosku. – Niech podejdzie bliżej. Dreszcz wstrząsnął całym moim ciałem. do cholery! Szybko odwróciłem się. zanim podejmiemy decyzję. ona rozdepcze mnie jak bezbronnego robaka. gdyż uśmiechały się tylko jej usta. którego obiecałem ci znaleźć – podsumował. W tym momencie poczułem. abym popatrzył. don Juan ruchem głowy dał mi znak. małą dziewczynką i zasłoniła sobie usta. Wzdrygnąłem się odruchowo. aby popatrzeć. że ktoś idzie obok mnie z lewej. Don Juan szedł po mojej prawej stronie i prowadził mnie. że musimy zaczekać na omen. jeśli zechce – szepnął don Juan. La Catalina stała w tym właśnie miejscu. – Oczywiście. okrągłą twarz o wystających kościach policzkowych i dwa długie warkocze kruczoczarnych włosów. Twoje doświadczenia są ograniczone tylko do tego. Miała duże. Jestem. Uśmiechnąłem się i pomachałem do niej. Jednak w jej uśmiechu było coś niesamowitego. Nagle dwie wrony wyleciały zza wysokich krzewów i zniknęły za wzgórzem. Najbardziej zaskoczył mnie jej wiek. Po chwili kobieta powoli postąpiła kilka kroków do tyłu i zniknęła w tłumie. będziemy pewni. gwałtowny ruch. Było już zupełnie ciemno. Zaczęliśmy iść na wschód.– To wszystko jest zwariowane – powiedziałem. przypominał raczej grymas. że jeśli nie uporządkuję swojego życia i nie nauczę się tego. Czarne i zimne oczy czarownicy wpatrywały się we mnie uporczywie. jakby coś podnosił z ziemi. a potem sam wsiadł. co mamy robić z kobietą przeszkadzającą mi w polowaniu. co będziemy tam robić. ale wyglądała na silną i muskularną. Nie pytałem. dowiemy się też gdzie – dodał. że wiesz dużo o świecie. nawet aby pozwolić mi otworzyć drzwi. – Nie odwracaj się do tej kobiety plecami. Miała pełną. Don Juan powiedział. w porządku – powiedział dziko. – Jesteśmy racjonalnymi istotami. że mamy czekać. że wydaje ci się. omiatając wzrokiem otoczenie. – Jedź powoli i zatrzymaj się przed sklepem – powiedział. i co z tego? Wciągnąłem go w dyskusję na temat tego. że jesteś – upierałem się. Dał znak. Don Juan kazał mi zaparkować koło restauracji. co trzeba. gdzie don Juan mnie przewrócił. Kiedy byliśmy na miejscu. co mogłoby mi zagrażać. – Ona jest właśnie tym godnym ciebie przeciwnikiem. Zachichotała. Znów zrobiła kilka kroków w stronę samochodu i teraz stała zaledwie pięć stóp od jego drzwi. – To znaczy. aby skomentować jej wygląd i zachowanie. Grzebałem się z kluczykami przez chwilę. Zrobiła trzy albo cztery kroki w naszym kierunku i zatrzymała się może dziesięć stóp od nas. dlaczego dwie rozumne istoty muszą postępować w taki zwariowany sposób i jak my. Była bardzo ciemna i miała pulchne ciało. jakby była zawstydzoną. – To nie jest miejsce odpowiednie do czekania – powiedział szeptem. Don Juan powoli obrócił się dokoła. – Nie będę się z tobą kłócił. – Jeśli zobaczymy albo posłyszymy wronę. – Jesteś jednym z najbardziej rozumnych ludzi. jakich kiedykolwiek spotkałem. – W porządku! – wykrzyknął. że nie ma w niej nic. a później chwycił mnie pod pachę. – Jesteś istotą rozumną. Mogła być najwyżej po trzydziestce. że jest ono naszym celem. Don Juan uznał. Nagle uświadomiłem sobie. kiedy już na niego wpadałem. Odwróciłem się do don Juana. aby iść za nim do samochodu. lecz zanim zdążyłem się obrócić. Zaciągnął mnie do samochodu i nie puścił mojej ręki. a później obeszliśmy wkoło dworzec autobusowy i miejscowy sklep. Pojechaliśmy do pobliskiego meksykańskiego miasteczka. aby na nią spojrzeć. ale czy tak jest? Co naprawdę wiesz? Widzisz tylko działania ludzi. co ludzie robią tobie i innym. Spojrzeliśmy na siebie. białe i bardzo czyste zęby. don Juan zrobił szybki. Łagodnie wpakował mnie do samochodu. – Ty jesteś racjonalny – odparł. – Ja nie. Nie był wcale przyjacielski. Uśmiechała się. W jakimś sensie byłem zachwycony. Don Juan zaniósł się swym gdaczącym rechotem. Odjechaliśmy i don Juan stwierdził.

a kiedy przestałem. – Zaczynamy – szepnął. Odpowiedział również szeptem. jak w nocnym koszmarze. – Uspokój się i nie trać głowy. po czym ponownie mnie zatrzymał. Przez chwilę ciemna postać nakładała się na ciemnoniebieskie niebo. Don Juan pokazał palcem pewien punkt na jego zboczu. jakby był gotowy do skoku na jakiegoś niewidzialnego wroga. ponownie usłyszałem ten sam krzyk. aż stanąłem twarzą w kierunku ciemnej masy wzgórza. wciągnął mnie do środka kręgu. a sam przyjął niezwykle czujną postawę. których świadkiem byłem kilka godzin temu. Był to dźwięk. Wpatrywałem się w ciemność po lewej. Przyszła mi do głowy myśl o niedźwiedziu. a może jakiegoś nocnego ptaka. – Co to było? – zapytałem: – Cholernie dobrze wiesz.Kiedy dotarliśmy tam. Cały świat zdawał się jednolitą masą cieni pozbawionych dostrzegalnych granic. Następnie dał mi znak. po których następowały trzy szybkie tupnięcia. ale po chwili uświadomiłem sobie. Kiedy skończył. – Po co to? – szepnąłem mu do ucha. Znowu zaczął odmierzać rytm dłonią i gdy za drugim razem kazał mi się uciszyć. nakazując ciszę. don Juan sam przestał tupać. Zacząłem tupać zapamiętale. – Co chcesz. tak samo jak wzgórza i skały. że drży. jaki wydaje duże zwierzę poruszające się po suchych gałęziach. odległy krzyk zwierzęcia. – Nie odstrasz jej – szepnął mi do ucha. że muszę naśladować jego ruchy. a tu nagle. okrążył je i wybrał miejsce u jego podnóża. wybijając prawą nogą rytm. kojota. pokaże się. ale don Juan postawił swoją stopę na mojej i dał mi znak. abym tego nie robił. mniej więcej robiłem to tak jak on. skoczył na mnie ciemny cień. tyłem do wzgórza i szepnął mi do ucha. Rozejrzałem się wkoło. Oczyścił z zeschłych gałęzi. Nagle przyskoczył do mnie i szepnął mi do ucha. Tym razem wydawał się należeć do ptaka przelatującego nad wzgórzem. bym znów tupał. że nie zdążyłem zwrócić na niego uwagi. że każde włókno jego ciała wydawało się napięte do granic możliwości. kiedy ciągle namawiałem go do wytłumaczenia mi wydarzeń. Za każdym razem kiedy przestawałem uderzać nogą. Chwyciłem don Juana za rękę. Kilkakrotnie wskazywał głową na przestrzeń nade mną. kto to był – powiedział. nie mówiąc ani słowa. a on uśmiechnął się i położył palec na ustach. Niebo miało ciemnoniebieską barwę i nie było już widać chmur. po czym porozrzucał kawałki na wszystkie strony. Próbowałem się dostosować do jego rytmu i po kilku nieudanych próbach. liści i drobnych kamieni kolisty obszar o średnicy pięciu czy sześciu stóp. Don Juan kazał mi dalej uderzać nogą. bym zachował ciszę. Poczułem. aby zobaczyć. a ciało don Juana już na niego zareagowało. ale odmówił stanowczym ruchem ręki. Położył palec na ustach na znak. Chaparral stał się ciemną masą. Chciałem mu pomóc. ale dał mi znak. jakby chciał pochwycić odgłosy dobiegające z chaparralu. gdzie zastawiłem pułapki. kazał zwrócić się na południe. a potem odwrócił mnie powoli i cicho. słuchał z taką uwagą. że na pustyni nie ma niedźwiedzi. a później odpłynęła w powietrzu i wylądowała w krzakach za nami. że tupię jak królik i prędzej czy później ten. z głową lekko przekrzywioną na prawo. ponieważ stał obok mnie. Przykułem wzrok do tego punktu. że zmierzch osiągnął teraz swoją pełną moc. Don Juan pomógł mi się podnieść i w ciemności poprowadził mnie do miejsca. – Nie ma co owijać w bawełnę pytaniami: “Co to . – Uderzaj znowu i bądź przygotowany. odmierzając rytm ruchem dłoni. Wybuchnął tak nagle. przyciągnięty hałasem. Posłyszałem niesamowity. abym przestał. Od czasu do czasu uważnie nasłuchiwał. ale kazał mi robić to dalej. Zaczął jakby taniec. Ona tu jest. a potem niesamowity okrzyk. abym ci powiedział? – zapytał mnie don Juan. Wyglądał. zwrócone na południowy wschód. Nic też nie powiedział przez całą drogę powrotną do domu. co się dzieje. Zrobił to wszystko. Posłyszałem odgłos ciężkiego ciała spadającego na krzewy. Kiedy nauczyłem się rytmu. kto poszukuje zdobyczy. Wrzasnąłem i upadłem na ziemię. dotarł do mnie specyficzny szelest z lewej strony. W pewnym momencie dał mi znak. na który składały się serie siedmiu takich samych uderzeń. abym się rozluźnił i utrzymywał równy rytm. Kazał mi je pozbierać i rozebrać.

aby załatwić jakąś tajemniczą sprawę. gdy odjechał do bardziej odległych domów osady. Wymyśliłem sobie wyjaśnienie. Miał nie dawać gotówki pod zastaw. – Przejdźmy do sedna sprawy. podczas gdy ktoś inny. – Niech sam da zastaw. w której wszyscy stanęli po stronie Julia. ale Blas powstrzymał mnie. To właśnie ten ruch naprowadził mnie na pomysł z latawcem. kto to był. Wyjaśnił swoim klientom zgromadzonym przed sklepem.było?" Ważne jest. później ustawił głos na maksimum. którą zaplanował na dzisiejszy wieczór. Blas powiedział. co wydało mi się bardzo dziwne. zobaczyłem ciemną sylwetkę kobiety w długiej spódnicy. był podobny do latawca. Był gotów odwołać zabawę. która przebyła jakieś piętnaście czy dwadzieścia metrów. czy ona. która zgromadziła się przed sklepem. dnia Dziewicy z Gwadelupy. który był już czerwony na twarzy. więc dlaczego nie miałby zapłacić? Po długiej dyskusji. ściągnął go na ziemię. którzy nawet nie mogą pozwolić sobie na świętowanie swojego najbardziej szanowanego święta. Później wydawało mi się. Od czasu do czasu zwracał się do dużej grupy Indian. W końcu zażądał gotówki pod zastaw. który widziałem. zaczął głośno robić uwagi na temat smutnej sytuacji Yaqui. że aż łzy popłynęły mu po policzkach. że dla niego nie ma żadnej różnicy. Środa. nie twoja córka. u którego mieszkałem. Motocykl Julia pozostawił za sobą chmurę kurzu. stary Indianin. Następnego dnia wyjechał. Julio kategorycznie stwierdził. sklepikarz przedstawił warunki możliwe do zaakceptowania przez obydwie strony. Rozpowiedział już wszystkim. ale przejąć odpowiedzialność za płyty i gramofon. – Ty ponosisz za nie odpowiedzialność. zanim ci przyjdą do sklepu i wydadzą wszystkie pieniądze na alkohol. że kiedy upadłem i spojrzałem w górę. że zabawa się skończyła. Don Juan odmówił dalszego omawiania tego incydentu. że wypożyczył gramofon i dwadzieścia płyt ze sklepu w Ciudad Obregon na zabawę. że coś ściągnęło ją z jej toru i przeleciała nade mną z wielką szybkością. Czynił gesty rozpaczy. Powiedział. To z kolei wywołało długą dyskusję na temat tego. ile każda z nich ma rys – powiedział Julio. Kształt. które bardzo dobrze pasowało. Sklepikarz zaczął się kłócić z Julio. że usiłuje dostać się do klientów. w jego ślady poszli wszyscy pozostali. tak jak za nową. Przez chwilę wydawało się. Chciałem interweniować i zaoferować swoją pomoc. Julio upierał się. – Przestań się wykręcać – powiedział. a potem zaczął się tak śmiać. kiedy płytę można uznać za zniszczoną. Don Juan wysłuchał mojego wytłumaczenia. przecież ona będzie zmieniać płyty. meksykański sklepikarz powiedział mi. To jeszcze bardziej rozzłościło sklepikarza. Blas. że jeśli dałbym gotówkę pod zastaw. Blas spojrzał na nich i zaczął się śmiać. – To wszystko jedno. który przyjeżdżał do osady dwa razy w miesiącu. dopóki sklepikarz będzie płacił za każdą zniszczoną płytę. ale opadała bardzo wolno. zanim jeszcze się rozpoczęła. aby zbierać zaliczki na przyszłą sprzedaż taniej odzieży. że robił wszystko. że w przygotowaniach pomagał mu Julio. załamywał ręce i robił różne miny. a potem rozbiła się w krzakach. że za każdą uszkodzoną płytę należy się jej pełna cena. aby się dogadać z Julio. Ktoś go wypuścił ze wzgórza. Sprawdził. i zaczai wybierać dwadzieścia płyt. Julio przywiózł gramofon wczesnym popołudniem i podłączył go do dynama dostarczającego prąd do sklepu. – Powiedz to mojej córce – odparł tamten. aby uczcić Dziewicę z Gwadelupy. znajdujący się za nami. . Ciągnie od nas pieniądze. – Wiem. przypominając sklepikarzowi. sklepikarz sam potłukłby płyty. a ja pojechałem odwiedzić kilku przyjaciół Indian Yaqui z innej osady. grupa Indian wyszła zza składziku. który zaczął odłączać gramofon. Skoczyła na mnie z wysoka. czy działa. aby nie dotykał żadnych przełączników. Gdy to mówił. 12 grudnia 1962 Gdy tylko przyjechałem do osady Indian Yaqui. na którą udało mu się już znaleźć kilku nabywców. Stąd wziął się efekt płynącej w powietrzu ciemnej sylwetki. – On jest najgorszy ze wszystkich – dodał. co mógł. czy ktoś inny będzie obsługiwał gramofon. komiwojażer. Czy była to kobieta? Musiałem przyznać.

że zabawa jest wspaniała. Jeden z młodych ludzi wymienił tytuł piosenki. Dziewczyna obsługująca gramofon zaczęła szukać w stosie płyt. musi być pijany. Zauważyłem kilka ciemnych sylwetek. Doszedłem do wniosku. dotrzymując mi kroku. że właśnie teraz popatrzyli tam. że nie tańczę i to obraziło ich jeszcze bardziej niż Indian moja abstynencja. Twarz don Juana posmutniała. myśląc. Znajdowałem się już bardzo blisko domu Blasa. co mam robić. jakby osoba ta załatwiała swe potrzeby fizjologiczne. że jestem macho. jakby nagle odkryli. że się zmartwił. ponieważ ludzie z osady zawsze chodzili w gęste krzaki. Indianie stali się gburowaci i zaczęli mnie obrzucać groźnymi spojrzeniami. łącznie z komentarzem Blasa. Wyraźnie dotknęło to wszystkich. Przez chwilę myślałem. Chciałem zagrać na zwłokę i roześmiałem się idiotycznie. Było tam czterech młodych Meksykanów. Stali się bardzo agresywni. Wyglądało. Meksykanie. że następnego dnia pojechałem do domu don Juana zamiast do siebie. Kiedy zauważyłeś. udowadniając w ten sposób. Zanim doszedłem do ostrego zakrętu drogi. Była pochylona mocno do przodu. Nie dałem mu czasu na powiedzenie czegokolwiek. – Indianie uwielbiają dokuczać obcym. Zanim dotarliśmy do domu Blasa. czemu towarzyszył głośny zgrzyt i wysokie buczenie. powinieneś zdać sobie sprawę. do momentu. Przeskoczyłem przez wąski. rozmawiając z nimi i częstując ich alkoholem. że czas iść do samochodu i wracać do domu. tak jak planowałem. Don Juan wrócił późnym popołudniem. Chociaż żadna z kobiet nie piła jawnie. nikt nie zauważy. tajemnicza istota podniosła się. że ktokolwiek to jest. Było to dziwne. Potem zacząłem szybko iść. że ci Indianie byli klientami Julia i ukryli się za sklepem. a kobieta skakała jak ptak obok mnie. że ja nie piję. jakby rzeczywiście bawiła mnie ta sytuacja. Włosy na całym ciele dosłownie stanęły mi dęba. Ludzie obsługujący gramofon widocznie dalej szukali płyty. – Nieźle cię nabrali – powiedział uspokajająco. ponieważ było słychać jedynie wysokie buczenie głośnika. . że najpierw zatańczę. idących w przeciwnym kierunku. że ktoś siedzi albo kuca z lewej strony drogi. Zabawa polegała głównie na odtwarzaniu płyt. Yaqui nie tańczyli. usiłując zdecydować się. Po chwili jednak wybuchnęły dźwięki twista. Stałem w cieniu krzaków. którą wybrała to nie twist. Kiedy spojrzałem. – On nie wie nic o walkach czarowników. Rozpoznałem ich i powiedziałem. aż odjedzie. Postawiłem kolejkę dla wszystkich. który wyszedł wcześniej niż ja. poszukując właściwej. że całkiem nieźle widziałem. było tak przerażające. Może to była tylko moja wyobraźnia. Krążyłem pośród Indian. Pomyślałem sobie. gdzie stałem i odkryli moje zniknięcie. Inny młody mężczyzna powiedział. niskie. Potem ryknęła trąbka i dołączyły do niej gitary. ta miała trudności w nastawieniu aparatu. Wtedy zauważyłem. Znowu zaczęła grzebać w stosie płyt. Była ciemna. To. oraz trzy młode Meksykanki. popijając tanią tequilę. w tym samym momencie uzmysłowili sobie. Z wyraźnym zachwytem obserwowali każdy ruch tancerzy. co mówił Blas – powiedział poważnie. tak że prawie się dotknęliśmy. ale jednak je pozdrowiłem. że płyta. przecięła mi drogę. Mijając mnie. Czułem. więc przyspieszyłem kroku. Powalający ryk gramofonu wydawał się na drodze prawie tak samo głośny jak przed sklepem. że to któryś z uczestników zabawy. Zaśmiałem się głośno.Powiedział mi. spotkałem dwie osoby. ale od razu wyrzuciłem z siebie całą historię. Zabawa zaczęła się wcześnie. bezgwiezdna noc. W odpowiedzi usłyszałem niesamowite. zostawiając mnie w spokoju. po czym podskoczyła. Była to kobieta. Zacząłem biec. To dało mi czas. Blas był już w domu i nie wydawał się przejęty moją opowieścią. iż wyjeżdżam. Córka sklepikarza wybrała płytę i opuściła ramię gramofonu. kiedy zauważyli. czekając. Zacząłem się przemykać w stronę domu Blasa. Powiedziałem. przeszła tak kilka metrów. ludzie mamrotali: Buenas noches. suchy kanał przed domem i z hukiem wpadłem do środka przez cienkie drzwi. Przez sekundę byłem sparaliżowany. abym wypił ją jednym haustem. aby pobiec za sklep. którzy tańczyli z dwoma córkami sklepikarza. Drugi wręczył mi pełną czarkę teąuili i zażądał. Byłem zmęczony. ale łuna bijąca od składziku powodowała. ale wydawało mi się. Wyglądało to tak. daleko od światła i zejść im wreszcie z oczu. w stronę sklepu. których nie znałem. których znałem. Wszyscy ją otoczyli. że nie pasuję do ich towarzystwa. co mi się przytrafiło. a później będę pił. również pijani. Mój sposób sprawdzał się. – Nie traktuj zbyt poważnie tego. że cień znajduje się po lewej stronie. Jeden z nich chwycił mnie silnie za ramię i zaciągnął do gramofonu. gdzie zaparkowałem. że jeśli będę jechał powoli. nieludzkie wycie. Chciałem zlikwidować wszelki dystans. Podszedłem do zakrętu i powiedziałem: Buenas noches.

– Żadna gruba Indianka nie potrafi skakać w ten sposób – powiedział po przeanalizowaniu wszystkich danych. czego cię nauczyłem. Ale nie powinieneś też uciekać. Jego słowa wywołały we mnie okropny lęk. że posiadałby pełną kontrolę i robiłby tylko to. a jeśli mnie wzrok nie mylił. żeby zabawiać się tobą czy drażnić cię albo niepokoić. jeśli wymagałaby tego jego strategia. – Nie ma sensu narzekać – odparł. kiedy zaczyna się żyć jak wojownik. co zrobiłeś tamtej nocy. – A co. – Po pierwsze. – Nie potrafi nawet biec tak daleko. kiedy będziesz miał chwilę słabości lub gdy nie będziesz czujny. który nie jest ludzką istotą. nie jest się już zwykłym człowiekiem. – Wszystko. Oznacza to oczywiście. Próbowałem odtworzyć ten dźwięk i wyszło mi dziwne wycie. którą ze mną prowadzi. każdy skok kobiety wynosił co najmniej dziesięć stóp. Robiłem notatki automatycznie. poszedłeś na zabawę dla zabicia czasu. abym spróbował naśladować. Możesz chodzić. kiedy powiedziałem: Buenas noches. że jeśli doświadczałbym nieprzyjemnych sensacji. Dzięki la Catalinie możesz zrobić użytek ze wszystkiego. nie dlatego znalazłem ci godnego przeciwnika. – Ale w momencie. – Ona będzie próbowała klepnąć cię w lewe ramię. Ona wszędzie podąża za tobą. że la Catalinie udało się mi zaszkodzić. a wtedy on stwierdził. Poszedłby on na taką zabawę tylko wtedy. w jakiej znajdowała się ode mnie kobieta. – To. – Co miałem robić? Zostać tam? – Właśnie. jest okrutna. Byliśmy cicho przez chwilę. w którym zaczęła skakać. Kazał mi skakać. Następnie don Juan zażyczył sobie. co uważa za konieczne. . – Czy uważasz. W ogóle nie mogłem się skoncentrować na tym. Teraz będziesz musiał nauczyć się całkiem innego działania. działania strategii. Poza tym. że miałeś trzecie spotkanie z godnym ciebie przeciwnikiem. Godny przeciwnik może posłużyć jako bodziec. jaką przebiegłem. Don Juanowi musiał się on wydać śmieszny. która dzieliła nas w momencie. Nie masz innego wyjścia. odległość. don Juanie? – Mówię. że nie powinienem chodzić na zabawy? – Nie. że gra. – Jesteś teraz w pułapce – powiedział. gdzie tylko ci się żywnie podoba. nie uważam tak. ale wtedy musisz przyjmować za to pełną odpowiedzialność. to strategia twojego życia. i miejsce. – Kiedy musi obcować z innymi. pewnego dnia podziękujesz jej za zmuszenie cię do zmiany swojego działania. kiedy ją spotkałem. jeśli dotyczyłaby zwykłego człowieka – powiedział. Żaliłem się. że już od teraz musisz mieć się na baczności – powiedział don Juan. – Twój przeciwnik depcze ci po piętach i po raz pierwszy w życiu nie możesz pozwolić sobie na działanie na łapu-capu. znaczyłoby to. To cię osłabiło. podąża za działaniem strategii.że chodzi tu o coś poważnego. jeśli nie przeżyję? – Wojownik nigdy nie folguje sobie w takich myślach – powiedział. – Byłaby okrutna. że nie. Już prawie położyła na tobie łapę. Po długo trwającej ciszy zapytał mnie. czy nie mam bólów za uszami lub bólów karku. musi stawić mu czoło. krzyk. Za każdym razem nie mogłem wykonać dłuższego skoku niż na cztery stopy. co jest teraz ważne. było niezręczne – powiedział. czekając na moment twojej słabości. Pomyśl o tym w ten sposób: jeśli przeżyjesz ataki la Cataliny. ponieważ nie mógł opanować chichotu. Odpowiedziałem. w którymś z tych miejsc. Są tylko czyny. Odległość. Ogarnął mnie niepokój i oskarżyłem go o narażanie mnie na niepotrzebne niebezpieczeństwo. Tylko dzięki temu staje się niewrażliwy na ciosy. – Co ty mówisz. Wojownik żyje strategicznie. Kiedy wojownik spotyka swojego przeciwnika. kiedy dotarłem do domu. a potem zakrył twarz i zachichotał. Potem kazał mi zrekonstruować przebieg wypadków. jak gdyby istniał jakiś czas do zabicia. – Oczywiście wiesz. którego sam się przestraszyłem. a w takim działaniu nie ma zwycięstw czy porażek. – Co powinienem robić? – zapytałem. – Co za okropny sposób przedstawiania sytuacji! – wykrzyknąłem. Popatrzył na mnie w skupieniu i uśmiechnął się. najlepiej jak tylko jak umiem. co mówił. który posłyszałem. odległość.

Zapytałem go, na czym polega działanie strategii. – Polega na tym, że nie jesteś zdany na łaskę innych ludzi – odparł. – Na tej zabawie, na przykład, zostałeś błaznem, nie dlatego że twoim celem było nim zostać, ale dlatego że zdałeś się na innych. Nie miałeś żadnej kontroli i musiałeś od nich uciekać. – Co powinienem zrobić? – Nie iść tam w ogóle albo pójść, aby dokonać jakiegoś specjalnego czynu. Po tym przekomarzaniu się z Meksykanami stałeś się słaby i la Catalina wykorzystała tę sytuację. Dlatego przykucnęła przy drodze i czekała na ciebie. Twoje ciało wiedziało, że coś jest nie w porządku, a jednak odezwałeś się do niej. To było okropne. Podczas takich spotkań nie wolno ci powiedzieć ani jednego słowa do swojego przeciwnika. Potem odwróciłeś się do niej plecami. To było nawet jeszcze gorsze. A później uciekłeś, i to chyba jest najgorsze z tego wszystkiego. Widocznie trafiłeś na zupełną niezdarę. Czarownik, godny tego imienia, natychmiast powaliłby cię w momencie, w którym odwróciłeś się, aby uciec. Na razie twoją jedyną obroną będzie stanie w miejscu i wykonywanie tańca. – O jakim tańcu mówisz? – zapytałem. Powiedział mi, że tupanie królika, którego mnie nauczył, jest pierwszym krokiem tańca, jaki wojownik rozwija przez całe życie, a w końcu odtwarza podczas swojej ostatniej próby na ziemi. Przeżyłem moment dziwnej trzeźwości, podczas którego stało się dla mnie jasne, że to, co zdarzyło się pomiędzy mną a la Cataliną za pierwszym razem, kiedy stanąłem z nią twarzą w twarz, było rzeczywiste. La Cataliną była rzeczywista i nie mogłem odrzucić możliwości, że faktycznie szła moim śladem. Nie potrafiłem jednak nadal zrozumieć, w jaki sposób to robi. Zaczęło mi świtać podejrzenie, że może don Juan mnie nabiera i to właśnie on w jakiś sposób wywołuje te dziwne efekty, których byłem świadkiem. Don Juan nagle spojrzał w niebo i powiedział, że jeszcze jest czas, aby pojechać i sprawdzić czarownicę. Przekonał mnie, że nie grozi nam niebezpieczeństwo, ponieważ tylko podjedziemy pod jej dom. – Musisz sprawdzić jej wygląd – powiedział. – Chodzi o to, abyś nie miał najmniejszych nawet wątpliwości. Ręce bardzo mi się pociły, tak że musiałem je ciągle wycierać ręcznikiem. Wsiedliśmy do samochodu i don Juan poprowadził mnie na główną autostradę, a później na szeroką, nie brukowaną drogę. Jechałem środkiem. Wielkie ciężarówki i traktory wyżłobiły głębokie koleiny, a mój samochód miał za niskie zawieszenie, ażeby jechać lewą lub prawą stroną drogi. Poruszaliśmy się powoli z powodu chmury kurzu. Żwir użyty do wyrównania drogi w czasie deszczu związał się z ziemią i teraz grudy wyschniętego błota i kamieni z hukiem uderzały o metalowe podwozie samochodu. Don Juan kazał zwolnić, kiedy zbliżyliśmy się do małego mostu. Siedziało tam czterech Indian, którzy nam pomachali. Nie byłem pewny, czy ich znam, czy nie. Przejechaliśmy przez mostek i droga łagodnie skręciła. – To dom tej kobiety – szepnął don Juan, wskazując oczami białą chatę, otoczoną wysokim bambusowym płotem. Kazał mi zawrócić i stanąć na środku drogi, aby przekonać się, czy kobieta będzie na tyle podejrzliwa, aby się pokazać. Staliśmy tak może z dziesięć minut. Mnie się zdawało, że to oczekiwanie nigdy się nie skończy. Don Juan nie powiedział ani słowa. Siedział bez ruchu, wpatrując się w dom. – Oto ona – powiedział, a jego ciałem wstrząsnął dreszcz. Zobaczyłem ciemną, złowróżbną sylwetkę kobiety wyglądającej przez otwarte drzwi. Wewnątrz było ciemno i to jeszcze bardziej podkreślało mroczność sylwetki kobiety. Po kilku minutach kobieta wyszła przed dom i obserwowała nas. Patrzyliśmy na nią przez chwilę, a potem don Juan kazał mi jechać. Brakowało mi słów. Mógłbym przysiąc, że to ona była tą kobietą, która skakała przy drodze w ciemności. Pół godziny później, kiedy wjechaliśmy na autostradę, don Juan odezwał się wreszcie do mnie. – Co na to powiesz? – zapytał. – Czy poznajesz tę sylwetkę? Długo wahałem się, zanim odpowiedziałem. Obawiałem się konsekwencji mojego potwierdzenia. Ostrożnie sformułowałem odpowiedź, mówiąc, że było zbyt ciemno, abym mógł być całkiem pewny.

Don Juan zaśmiał się i lekko poklepał mnie po głowie. – To była ona, prawda? – zapytał. Nie dał mi czasu na odpowiedź. Położył palec na ustach i szepnął mi do ucha, że nie ma sensu mówić czegokolwiek. Abym mógł przeżyć ataki la Cataliny, muszę wykorzystać wszystko, czego mnie do tej pory nauczył.

18. Pierścień mocy czarownika W maju 1971 roku odwiedziłem don Juana po raz ostatni. Poszedłem zobaczyć się z nim w takim samym nastroju, w jakim zawsze go odwiedzałem podczas naszej dziesięcioletniej znajomości, to znaczy znowu potrzebowałem uroku jego towarzystwa. Był z nim jego przyjaciel, don Genaro, indiański czarownik z plemienia Mazateków. Widziałem ich obu podczas mojej poprzedniej wizyty, sześć miesięcy temu. Zastanawiałem się, czy ich spytać, czy spędzili razem cały ten czas, kiedy don Genaro wyjaśnił, że tak bardzo lubi północną pustynię, że wrócił dokładnie na czas, żeby się ze mną zobaczyć. Obaj wybuchnęli śmiechem, jakby mieli jakiś wspólny sekret. – Wróciłem tylko ze względu na ciebie – powiedział don Genaro. – To prawda – zgodził się don Juan. Przypomniałem don Genaro, że podczas naszego ostatniego spotkania jego wysiłki mające na celu pomóc mi zatrzymać świat okazały się dla mnie fatalne w skutkach. Z mojej strony był to grzeczny sposób poinformowania go, że się go boję. Wybuchnął niepohamowanym śmiechem. Trząsł się i kopał nogami jak dziecko. Don Juan starał się na mnie nie patrzeć i również się śmiał. – Chyba nie masz zamiaru próbować pomagać mi znowu, don Genaro? – spytałem. Moje pytanie wywołało ich spazmatyczny śmiech. Don Genaro tarzał się po ziemi, potem położył się na brzuchu i zaczął pływać po podłodze. Kiedy zobaczyłem, co robi, wiedziałem, że już po mnie. W tym momencie moje ciało w jakiś sposób uświadomiło sobie, że dotarłem do końca. Nie wiedziałem jednak, co miało być tym końcem. Moje osobiste skłonności do dramatyzowania oraz poprzednie doświadczenia z don Genaro kazały mi przypuszczać, że mógł to być koniec mojego życia. Podczas ostatniej wizyty don Genaro próbował przepchnąć mnie przez próg zatrzymania świata. Jego wysiłki stały się na tyle dziwne i groźne, że sam don Juan kazał mi wyjechać. Demonstracje mocy don Genaro były tak niesamowite i tak zbijające z tropu, że zmusiły mnie do całkowitej zmiany opinii o sobie. Wróciłem do domu, przejrzałem notatki, które sporządziłem na samym początku mojej praktyki i w tajemniczy sposób opanowało mnie zupełnie nowe uczucie. Nie byłem go świadomy aż do momentu, w którym zobaczyłem pływającego po podłodze don Genaro. Pływanie po podłodze, pasujące do innych dziwnych i dezorientujących poczynań, które don Genaro wykonywał na moich oczach, rozpoczęło się, gdy leżał na brzuchu. Najpierw zaśmiał się tak bardzo, że aż zadrżał konwulsyjnie, potem zaczął kopać nogami, a w końcu zharmonizował ich ruch z wiosłowatymi pociągnięciami ramion i don Genaro zaczął się ślizgać po ziemi, jakby leżał na desce na kółkach. Wiele razy zmieniał kierunek, przemierzając całą przestrzeń przed domem, manewrując pomiędzy mną a don Juanem. Don Genaro błaznował przede mną już nie raz, a zawsze, kiedy to robił, don Juan twierdził, że byłem na progu widzenia. Niemożność widzenia wynikała stąd, że upierałem się przy racjonalnych próbach wytłumaczenia wszystkich czynności don Genaro. Tym razem pilnowałem się i kiedy zaczął pływać, nie usiłowałem tego zrozumieć ani wyjaśnić, po prostu obserwowałem go. Jednakże nie mogłem pozbyć się uczucia osłupienia. On faktycznie ślizgał się na brzuchu i piersiach. Kiedy go obserwowałem, moje oczy zaczęły zezować. Ogarnęła mnie fala strachu. Byłem przekonany, że jeśli zaniecham wyjaśniania tego, co się działo, będę widział, i myśl ta napełniała mnie wyjątkowym niepokojem. Moje napięcie wzrosło do tego stopnia, że w jakiś sposób znowu znalazłem się w punkcie wyjścia. Jeszcze raz zostałem uwięziony w wysiłkach racjonalizowania. Don Juan musiał mnie obserwować. Nagle poklepał mnie po ramieniu, a ja automatycznie odwróciłem się do niego i na chwilę spuściłem don Genaro z oczu. Kiedy znów spojrzałem na niego, stał przy mnie z lekko przechyloną głową. Jego podbródek opierał się prawie o moje prawe ramię. Moja reakcja była opóźniona. Przez sekundę patrzyłem na niego, a potem odskoczyłem ze strachem. Jego udawane zdziwienie wyglądało tak komiczne, że zacząłem się histerycznie śmiać. Jednakże uświadamiałem sobie niezwykłość tego śmiechu. Moim ciałem wstrząsały nerwowe drgawki rozchodzące się od pępka. Don Genaro położył mi rękę na brzuchu i konwulsyjne fale ustały. – Ten mały Carlos zawsze tak przesadza! – wybrzydzał. Potem, naśladując głos i mimikę don Juana, dodał:

więc siedziałem cicho. że zacząłem się śmiać jeszcze bardziej. że to jest właśnie nasz centymetr sześcienny okazji. że pisze. czego powinieneś już być świadomy – powiedział don Juan. że tak – przyznał don Juan. Trwali tak bez ruchu przez długi czas. – Mały Carlos jest naprawdę uporządkowany i absolutnie uważny. jakby mówił do siebie. że go odblokował. jak zablokowałem twój samochód? – od niechcenia spytał don Juan. albo po prostu zbyt głupi i leniwi. Otworzyłem oczy. Zazwyczaj jesteśmy zbyt zajęci. żeby uświadomić sobie. jakby naprawdę spał. – Bardzo możliwe. Nie wiedziałem. że jest im wygodnie i że są odprężeni. Nie powiedzieli ani słowa. że tak – odpowiedziałem. Wojownik zaś pozostaje zawsze czujny i uporządkowany i posiada energię i spryt konieczne do jego pochwycenia. że wojownik nigdy nie śmieje się w ten sposób? Jego karykatura don Juana była tak dobra. Genaro? – Prawda – odpowiedział obojętnie czarownik. jednak kciuki jego rąk spoczywających na podołku poruszały się rytmicznie. wyskakuje od czasu do czasu przed nosem taki centymetr sześcienny okazji. Usiedli przed domem don Juana. Chodziło mu o wydarzenie. ale wierzę. co mógłbym w tym momencie powiedzieć. aby ją złapać. Jednym z jego zadań jest bycie świadomym i rozmyślne oczekiwanie. Wydawało mi się. – Myślę. Przez chwilę myślałem. Później obydwaj po prostu poszli sobie. około południa. że nikt nie mógłby zapomnieć czegoś takiego. dopóki on nie powiedział. sprawiając wrażenie. niezależnie od tego. Obaj mi się przyglądali. – Uważasz. że nabijają się ze mnie. – Sądzę. że ma zamiar znowu zacząć swoje niepokojące popisy. – Myślę. Różnica pomiędzy zwykłym człowiekiem a wojownikiem polega na tym. że wojownik jest tego świadomy. krzyżując nogi. – Tak – powiedział łagodnie. Wrócili po dwóch godzinach. czy jesteśmy wojownikami. osobista moc. Nam wszystkim. prawie nieobecni. że się oszukuję. kiedy to nie mogłem uruchomić silnika. Spojrzał na mój notatnik i udawał. – Zupełnie nic. zasypiasz – powiedział. które znasz – powiedział don Juan. że są śpiący i zmęczeni. Wydawało mi się. szczęśliwy traf. Don Genaro położył się na plecach i zaczął wierzgać nogami w powietrzu. – Nazywam to centymetrem sześciennym okazji. . że potrafisz złapać swój centymetr sześcienny okazji? – spytał don Juan z niedowierzaniem. że robię to cały czas – odparłem. – Nie chciałem się przechwalać – powiedziałem. – To było nic – orzekł don Juan rzeczowo. Okazja. jakby bardzo mała różdżka pojawiła się przed nami. że moje zapewnienie o rzekomym uporządkowaniu mogło ich zirytować. Pomyślałem. że teraz jestem bardziej świadomy niż kiedykolwiek – powiedziałem i naprawdę tak uważałem. czy też nie. Zaniepokoiłem się i zmieniłem na chwilę pozycję. Prawda. jakkolwiek by to nazwać. zapraszając. – Kiedy nie mówisz. śmiejąc się. Obudził mnie rechot don Juana. Potem poczułem kojący spokój. Jego pytanie pojawiło się nagle i nie miało związku z tematem naszej rozmowy. tak że kiedy pojawia się ten centymetr okazji. don Juan. – Czy twoje życie jest uporządkowane? – spytał mnie nagle don Genaro. – Może jest zbyt uporządkowany – burknął don Genaro. Wygląda to tak. – Obawiam się. wojownik wykazuje się niezbędną szybkością i wprawnie go chwyta. – Możliwe. – Jest coś. Musiałem zasnąć. Stwierdziłem.– Nie wiesz. że jest – odpowiedziałem z przekonaniem. ale on zaraz usiadł. Don Genaro pokiwał głową z aprobatą. Don Juan miał uchylone usta. że Carlos jest bardziej uporządkowany niż kiedykolwiek – powiedział don Juan do don Genaro. Don Genaro uniósł brwi i rozszerzył nozdrza. jest szczególnym stanem rzeczy. – Myślę. – Pamiętasz. że jesteś czujny tylko w stosunku do rzeczy.

mówiąc. że on może zabrać stąd mój samochód? – zapytałem. nadając jego spojrzeniu wyraz łobuzerskiej przenikliwości. Genaro? – zapytał don Juan. – Co miałeś na myśli. Pomyślałem wtedy o zostawieniu otwartych okien. – Genaro może zabrać stąd twój samochód! – wykrzyknął gromko don Juan. jakby mnie to wcale nie poruszyło. – Co on potrafi zrobić? – zapytałem. ponieważ było bardzo gorąco. Don Juan poruszał rękami. co wtedy zrobiłeś. – Co ja miałem na myśli. – Genaro potrafi zrobić coś znacznie lepszego niż zablokowanie twojego samochodu. – Też wybrałeś kryterium! – odparował don Genaro. na plac u podnóża wzniesienia. Doszliśmy do szczytu i spojrzałem w dół. Nie mogłem uwierzyć. – Sprawdźmy. jaki kiedykolwiek słyszałem. – Genaro. . że jego brwi falowały. zamknięty. Nie pamiętałem don Juana wygłupiającego się w taki sposób. Podszedłem do skraju placu. aby przekonać się. czy gdzieś tam nie stoi. usiłując sprawiać wrażenie. ale wielka ilość komarów i innych latających owadów skłoniła mnie do zaniechania tego zamiaru. Musieli to zauważyć. jak myślisz. Samochód stał tam od mojego przyjazdu wczesnym rankiem. włączyć silnik i odjechać – odpowiedział don Genaro z niewzruszoną powagą. – Chodźmy sprawdzić. jakby chłostali albo trzepali jakieś niewidzialne przedmioty przed sobą. Szli w podskokach. cały czas w polu mojego widzenia. Prawda. Patrząc na niego. gdzie zaparkowałem samochód. Odruchowo podskoczyłem. – Odjechałem nim – powiedział don Genaro i wykonał zadziwiający ruch przełączania biegów i poruszania kierownicą. co mam robić. Genaro? – Prawda – odpowiedział Genaro. ale don Juan dał mi znak. Otoczyli mnie z dwóch stron. robiąc dokładnie to co ja. Samochodu nie było! Zbiegłem ze wzgórza. Moim żołądkiem wstrząsnął skurcz. Wstali powoli. po czym dodał takim samym tonem: – Prawda. – Robi się! – powiedział don Genaro. W głowie miałem kompletny chaos. Przeżyłem moment euforii. żebym poszedł z nimi. co z samochodem. że zniknął. Jeszcze raz rozejrzałem się dookoła. Zauważyłem. co z samochodem. Ich kroki były dłuższe niż zwykle i poruszali rękami. – W porządku! – powiedział spokojnie don Juan. jakby prządł niewidzialną nitkę. Może pół godziny wcześniej poszedłem do niego po nowy plik papieru do pisania. Wpatrywali się w dal. – Tak! – zawtórował mu don Genaro. co z samochodem – powiedział znowu don Genaro. Moim ciałem wstrząsnęły trzy czy cztery nerwowe skurcze. wydymając wargi jak dziecko. – Chciałeś powiedzieć. – Dalej. a don Genaro z lewej. całkowicie przekracza moje możliwości pojmowania. po którym nastąpiło męczące uczucie rozdrażnienia. jak zwykle. Genaro – ponaglał go don Juan żartobliwie. Obaj wybuchnęli śmiechem. Byłem zdezorientowany. Don Juan i don Genaro dołączyli do mnie i stali przy mnie. zabieraj stąd ten samochód. że mogę wsiąść do jego samochodu. – Chodźmy sprawdzić. więc zostawiłem samochód. Samochodu nie było nigdzie w zasięgu wzroku. po czym don Juan poklepał mnie po plecach. co stało się z samochodem? – spytał don Juan potulnie. don Juan z prawej. co z samochodem. Zaczęliśmy wchodzić na małe wzgórze przed domem don Juana. czułem się nieco zakłopotany. Genaro? – Prawda! – potwierdził don Genaro najgłośniejszym głosem. marszcząc brwi i krzywo na mnie patrząc. – To. Powtórzył: – Sprawdźmy. Don Genaro robił to samo. Przez chwilę nie wiedziałem. don Juanie. jakby rolowali w nich ciasto. bo zaczęli chodzić dookoła mnie. poruszając rękami tak. Szli może sześć albo siedem stóp przede mną.– Co chcesz przez to powiedzieć? – zaprotestowałem.

żeby podnieść mój samochód i zabrać go z miejsca. – Folguj sobie dalej. jak wypalam się od środka. że wstydzę się swojego żałosnego zachowania. bezwolnie i konsekwentnie. Doszedłem więc do wniosku. jak zwykle w takich sytuacjach. jakbym. odnoszącego się do upływu czasu. musiałby posiadać specjalistyczną wiedzę. co się dzieje. Mój wybuch gniewu zawstydził mnie. Wziąłem głęboki oddech i poczułem się lepiej. Znów ogarnął mnie lęk. co we mnie wstąpiło. uczucie złości odeszło. tak jakby siedział i przez chwilę trwał w tej pozycji. że jesteśmy do góry nogami. w stylu: – Kiedy świat jest do góry nogami. osiągnąłbym odmienny stan świadomości. Byłem całkowicie pewien. Jednakże. że jest pewien. żeby poszła krew. że mojego samochodu nie było. – To zdarza się nam wszystkim – powiedział don Juan. w którym go zaparkowałem. Czułem. aż w końcu rzucałem nimi w nieświadomej i niepohamowanej furii. Don Genaro objął mnie ramieniem. Nie wiem. Potem przeniósł ciężar ciała na prawą nogę. Powiedziałem im. bezbłędnie naśladując niedoświadczonego kierowcę. Aby to jednak zrobić. zaciągnąłem ręczny hamulec.. że zamknąłem drzwi. uruchomił silnik i odjechał. niepojęte. naśladując mój głos i parodiując mój zwyczaj zadawania pytań don Juanowi. jakie to będzie cudowne uczucie! A jeśli nawet to ci nie pomoże. że wpadł na wyboje na drodze. z pomocą tego samego kamienia możesz rozbić sobie jaja na tamtej skale. że przyglądam się dolinie znajdującej się za mną. imitując przyciskanie sprzęgła. O. ale równocześnie chciało mi się śmiać. a lewą wyciągnął. Mój umysł zawsze pod wpływem stresu. przyjdzie taki moment. Kilka razy poklepał mnie po plecach. – Wszystko w porządku – powiedział. Wpadłem w wir racjonalizowania. Walnij się w nos. Jedynym prawdopodobnym wytłumaczeniem było to. włamał się do mojego samochodu. których doświadczałem. według logicznego porządku. Don Juan stwierdził. Pomyślałem. jak się pojawiło. To tak. wtedy my jesteśmy we właściwej pozycji. że jeśli postaram się być uważny. równie tajemniczo. najwyraźniej utrzymywany jedynie dzięki mięśniom nóg. na przykład. i świat jesteśmy we właściwej pozycji. Jego przedstawienie było doprawdy zabawne. Podpatrzył nawet moje próby pisania bez spoglądania do notesu. Podczas moich doświadczeń z don Juanem zauważyłem. która była poza ich zasięgiem. było to niemożliwe. . powtarzał ten sam schemat. jak robię notatki. a potem. Kołysał się i podskakiwał.. że gdyby mnie zahipnotyzowali. Pisał w niewidzialnym notesie. – Co chcesz przez to powiedzieć. leżące na ziemi. Ich ruchy wydawały się mi tak osobliwe i tak podejrzane. który obija się w szoferce. zgodnie z którym byłem przyzwyczajony oceniać świat. Potem możesz wziąć kamień i wybić sobie zęby. aby nie przerywać naturalnej płynności rozmowy. Zaczął imitować odgłos silnika i do tego wszystkiego. Don Genaro był nadzwyczaj wyrozumiały.Zgiął nogi. że zostałem oszukany za pomocą zwykłych środków. której żaden z nich nie mógł wykonać. ale nie byłem w stanie się odprężyć. wtedy my jesteśmy do góry nogami. odkrył. Istniała także inna możliwość. ale kiedy świat jest we właściwej pozycji. jakby ten wielki gniew był w rzeczywistości poza mną i nagle na mnie spadł. w którym stracę świadomość ciągłości zdarzeń i płynięcia czasu. w następnym momencie świadomości. i zacząłem kopać małe kamienie. Don Juan kontynuował ten bełkot. przy czym nie mógłbym sobie przypomnieć. rozszerzając nozdrza i mając oczy szeroko otwarte. że udawałem iż nie wiem. w pewnej chwili patrzył na góry. don Juanie? – zapytał don Genaro. kiedy i my. Czułem się zagrożony i skrępowany. zupełnie nagle. Żeby go ruszyć. Ogarnęło mnie rozdrażnienie. że cokolwiek się działo. będący z nimi w zmowie. myślimy. Pomyślałem. Było to zupełnie tak. ilu pomocników potrzebowaliby don Juan i don Genaro. Potem. Ich śmiech działał kojąco. jakiego nie doświadczyłem nigdy wcześniej. Don Juan podszedł do mnie i poklepał mnie po plecach. wrzuciłem bieg i zablokowałem kierownicę. utkwione w don Juanie. widziałem. Nie miałem śmiałości spojrzeć na don Juana. Teraz. Pantomima don Genara była zdumiewająca. że zahipnotyzowali mnie. że ktoś. niepewność i rozdrażnienie. Nagle poczułem się spokojny i szczęśliwy. Chciałem przyłączyć się do nich. Don Juan śmiał się do utraty tchu. Don Juan chichotał. pozbawione były jakiegoś stałego porządku. podczas gdy don Genaro parodiował mnie. że doskonale wiem. musieliby go po prostu przenieść. kiedy don Juan konfrontował mnie z niewytłumaczalnymi zjawiskami. udawał. Don Juan powiedział coś absurdalnego. Przez chwilę zapomniałem o wszystkim i śmiałem się do rozpuku. Przyszło mi do głowy. Wszystkie stany niezwykłej rzeczywistości. Wymagałoby to pracy. i że właśnie to udawanie mnie rozzłości. a nie wypuszcza z dłoni kierownicy. Zacząłem się zastanawiać. że w takich stanach nie da się kontrolować upływu czasu.

co mi przyszło do głowy. rycząc ze śmiechu. że don Juan wije się z bólu. to wytrzaśniesz to choćby spod ziemi. że gdyby teraz przydarzyło mi się coś takiego. Przy nich byłem zwiotczałym młokosem. że jak czegoś potrzebujesz. a dlaczego nie? – odparował don Genaro i obaj wybuchnęli śmiechem. jedyny duży kamień na tym terenie. Pomyślałem. która doprowadzała mnie do szału.żebym się odwracał. – Gdzie jest mój samochód? – zapytałem. Chichotał. u stóp wzgórza go nie było. Przełożył ją sobie przez ramię i zaczęliśmy powrotną wędrówkę do miejsca. – On jest tak samo dokładny i drobiazgowy jak ty. Nie mogliśmy ruszyć kamienia. To stwierdzenie powaliło ich na ziemię. bo w rzeczywistości on chce być taki sam jak ja. Byli mokrzy od potu. Nie mogłem już tego znieść. to jest to niepotrzebne. że znajdę samochód przed nimi. a don Genaro z cierpliwością i dokładnością. – Na Boga! Jakże może go znaleźć pod kamieniem? – zaprotestowałem. – Na Boga. . i ciskał kamień w krzaki. Nie udawali. Gorączkowo przeczesał plac. żeby zobaczyć. Popatrzył na mnie z błyskiem szaleństwa w oku i rozszerzył nozdrza. więc dołączyłem się do nich. na którym zaparkowałem samochód. zakrył twarz i położył się na ziemi i trząsł się ze śmiechu. czy nie ma pod nim mojego samochodu. – Nie. w którym stał mój samochód. przebadał znajdującą się pod nim ziemię. a don Genaro wył jak kojot. Od czasu do czasu udawał. ale i poważnym tonem. Don Genaro przyjrzał mi się. jakby zupełnie zapomniał o mojej obecności. Potem usiadł na tym głazie i zawołał na pomoc don Juana. bo pobiegli za mną. Zauważyłem. że don Juan ma całkowitą rację. W końcu udało nam się przesunąć głaz. Po mozolnych poszukiwaniach don Genaro znalazł długą i dość grubą belkę. Bardzo szybko również i ja obficie oblałem się potem. Zaśmiałem się nerwowo. Rzeczywiście byli pochłonięci zadaniem odwrócenia głazu. co mi robią. Sam powiedziałeś. On robi to samo. Don Genaro poklepał mnie po ramieniu i powiedział. Don Juanowi scena ta niesamowicie się podobała. Don Juan i don Genaro musieli zrozumieć. Don Genaro zaczął odwracać małe kamienie i zaglądać pod nie. zwracając się do nich obu. Spróbował go odwrócić. Ich poczynania były zupełnie niezrozumiałe. Tu go nie ma – ogłosił. natychmiast zabrali się do pracy. – Szuka twojego samochodu – powiedział don Juan niedbałym. że zachowują się absurdalnie i chociaż nie mam pojęcia. Po drodze powiedziałem im. skąd widać było płaskie miejsce parkingowe. co stało się z moim samochodem. – Gdzie jest samochód. jak niewiarygodnie silne były ich ciała. Obrócił każdy kamień. Kiedy wchodziliśmy na wzgórze i dochodziliśmy do zakrętu na ścieżce. – Co on robi? – zapytałem. jako przypadek hipnozy. Genaro? – spytał don Juan z wyrazem najwyższej powagi. poszukali grubego kija i użyli go jako dźwigni. ale kamień był za ciężki i zbyt głęboko osadzony w ziemi. ale kiedy spojrzałem w dół. żebyśmy poszli do domu. Posapywali i pokrzykiwali. Walczył z nim. że się złości. że mogę jedynie obserwować każdy szczegół z wyjątkową dokładnością. że pracują. dając upust swej udawanej frustracji. Wydawało się. Poczułem. Don Juan odwrócił się do mnie z promiennym uśmiechem i powiedział: – Chodź. Don Juan klasnął w ręce i rzucił kapelusz na ziemię. – Genaro jest bardzo dokładnym człowiekiem – powiedział don Juan poważnie. szczególnie don Juana. mógłbym wytłumaczyć to. pomóżmy Genarowi. doznałem nagłego olśnienia. gdy natknął się na głaz sporych rozmiarów. Don Juan zasugerował. Kiedy już dotarliśmy na miejsce. Stwierdziłem. Obserwowałem ich przez chwilę. Don Genaro właśnie cisnął kolejnym kamieniem. aż się spocił.

Jego palce były zagięte jak szpony. kiedy don Genaro dał znak. które wyglądały jak niewielkie wzgórza. tak samo jak robiłem to setki razy podczas mojego życia. co spowoduje zawirowania wiatru wewnątrz niego i uniemożliwi poderwanie kapelusza z ziemi. Kiedy byłem dzieckiem. Don Juan wskazał ruchem głowy. Przenosiłem spojrzenie z bliższego planu na dalszy. Ostrożnie podniósł ją. potem do żółtej kitki zamocowanej u ronda przyczepił swój wełniany pasek. abyśmy podeszli bliżej. posiadało taką samą ciągłość jak zwykle. Zawsze uważałem się za eksperta od latawców. a atmosfera robi się coraz bardziej gorąca. że samochodu tam nie ma. żeby na koniec stwierdzić. Obaj skakali i śmiali się. Natomiast don Juan uznał. tylko po to. Przeszliśmy tylko kilka metrów. wyleciało z niej coś dużego i czarnego. Nie zamierzałem żartować. Don Genaro nie przejmował się tym i zakończył swoje dzieło przyczepieniem długiego sznurka do . krzewów i drzew. po czym zanurkował po długą gałąź z suchymi liśćmi. że Carlos ma dość – powiedział don Juan. Kiedy weszliśmy w krzewy. – Co widziałeś? – Widziałem coś tak dużego jak wrona. a potem drugim. Z drugiej strony sam kapelusz jest za głęboki. co widziałem lub czego dotykałem. – Myślę. że nie poleci – powiedziałem. że jest już bliski odnalezienia mojego samochodu. że samochodu tam nie ma. że znajdujemy się na zbyt wyboistym terenie i że znalezienie tutaj samochodu nie byłoby pożądane. Moje słowa były zgodne z tym. Na palcach podszedł do okrągłego krzaka. Obaj wpatrywali się w malutkie nierówności w ziemi. prawie tracąc równowagę. co widziałem. co wyleciało z jego ręki – powiedziałem. – Nie myśl – rozkazał don Juan. Oparł brodę na złożonych dłoniach. Przyjrzałem mu się i wiedziałem. – Dokąd idziemy? – spytałem – Szukać twojego samochodu! – powiedział don Juan bez cienia uśmiechu. że żartuje. Jego głos był zachrypnięty od śmiechu. Ruch był tak nagły. że tak – odpowiedziałem. Było to długie spojrzenie. – To była mucha. że to poleci. – Robię latawiec z mojego kapelusza – powiedział do mnie. Nagle don Genaro wykonał prawą ręką szybki ruch i coś złapał. – To była pieprzona mucha. gdzie stałem. – Wiem. – Myślę. że rondo słomianego kapelusza jest zbyt kruche. patrząc najpierw jednym okiem. robiłem niezwykle skomplikowane i wiedziałem. Utrzymywał tę pozycję przez chwilę. zbadał i zauważył. znowu mnie otoczyli. że tam też nie ma samochodu. prawda? – zapytał mnie don Juan. Don Genaro stwierdził. Don Genaro zdjął kapelusz i jego pasek powiązał z kawałkiem sznurka ze swojej torby. Dotykałem skał. przeszukując ich listowie. Przez cały czas drobiazgowo rejestrowałem wszystko. Stali naprzeciwko mnie i nie patrzyli ma mnie bezpośrednio. szedłem chaparralem. Don Juan zrobił to samo. Zgiął plecy w łuk. ciało don Genara przypomniało kształt litery “S".– W którą stronę teraz pójdziemy? – spytał po długiej przerwie don Genaro. Kiedy weszliśmy w chaparral. Don Juan podtrzymał mnie. – Nie sądzisz. Moje konsekwentne i uporządkowane widzenie świata. Poszliśmy dalej. abyśmy stanęli. Kiedy rozwarł ją do połowy. a latający obiekt tak duży. Według wszystkich możliwych kalkulacji. aż zabrakło im tchu. Z miejsca. ale oni potraktowali je chyba jak najzabawniejsze zdanie wypowiedziane tego dnia. – To nie był samochód – pożalił się don Genaro. żebyśmy byli cicho. Wybaczcie! Obaj przyjrzeli mi się badawczo. że odskoczyłem do tyłu. Potem zaczął powoli ją otwierać. żeby stawić opór wiatrowi. przez pewien czas zaglądał do środka i powiedział. Szybko wstał. don Juan zrobił to samo. który rósł kilka kroków dalej. Don Genaro dał ręką znak. Don Genaro trzymał zamkniętą dłoń przed nami i dał znak. Następnie don Genaro położył się na ziemi na brzuchu i poprosił nas. ale kącikami oczu. abyśmy zrobili to samo. zaglądał za krzaki i wspinał się na małe drzewka paloverde. stanął na palcach i wyciągnął ręce nad głową. no nie? – spytał mnie don Genaro.

jedno rozwiązanie było równie niesamowite jak drugie. Bolał mnie żołądek. usłyszałem. Poczułem ból w żołądku. że don Juan i don Genaro na tylnym siedzeniu śmieją się i chichoczą jak dzieci. Don Genaro zbiegł ze wzgórza. że don Genaro użył swojego kapelusza. Zanim zasnąłem. Przez chwilę siedziałem przy samochodzie. Prowadziłem mechanicznie. Mój umysł uczepił się po prostu tego arbitralnie wybranego szczegółu. Mój umysł rejestrował bardzo chaotyczny obraz. Ryknęli śmiechem. Na chwilę pochłonęły mnie wspomnienia i straciłem świadomość upływającego czasu. Wyglądał. Don Juan i don Genaro przyglądali mi się z zaciekawieniem. Wydarzyło się to z taką prędkością. Patrzenie na latawiec wywołało me wspomnienia z dawnych czasów. Podbiegłem i zacząłem go oglądać. Don Juan usiadł przy nim. – Cholera! – krzyknął don Juan. że don Genaro coś krzyczy i zobaczyłem znów latawiec. Kapelusz podskoczył kilka razy. po czym prawie automatycznie otworzyłem drzwi i wpuściłem don Genara na tylne siedzenie. jaką kiedykolwiek odbył. Myśli i obrazy nachodziły mnie niekontrolowanymi falami. patrz na latawiec! – krzyknął don Genaro. Widziałem albo kapelusz don Genaro zmieniający się w mój samochód. . jakieś sto stóp ode mnie. Don Genaro wyszedł pierwszy i pogratulował mi. a uczucie nudności zupełnie odebrało mi trzeźwość umysłu. Prowadziłem samochód do domu don Juana jakby we mgle. że coś we mnie było bliskie wydostania się na powierzchnię. potem ten pierwszy pociągnął za sznurek i ten pieprzony latawiec rzeczywiście poleciał. a don Juan trzymał jego kapelusz. najpierw podskakujący. Klaskali i bili się po udach. Znajdował się na płaskim. Rzeczywiście byliśmy bardzo blisko domu. jak don Juan i don Genaro ryczą ze śmiechu. żeby wskazać mój samochód. albo kapelusz opadający na dach samochodu. tak jak to robiłem w wietrzne dni na wzgórzach mojego rodzinnego miasta. Zamknąłem samochód i z trudem doszedłem do domu. – Nie spuszczaj oczu z latawca – powiedział don Juan stanowczo. Słyszałem. – Nie gap się na samochód. Był wietrzny dzień. kamienistym placu. Usłyszałem. gdzie stał mój samochód. Było tak. jakby we śnie. Zatrzymaj świat! Potem. najładniejszej i najbardziej gładkiej przejażdżki. Zupełnie nie byłem sobą. a potem opadający na ziemię w miejscu. słyszałem. – Zaraz będziemy na miejscu – wymamrotałem. że to dziwne. Przez chwilę czułem zawrót głowy. co się działo. Chciałem uwierzyć w to drugie. Kiedy dojechaliśmy do domu. Nie zwracałem na nich zbytnio uwagi. Oniemiały. Zaraz zabolała mnie też głowa i zrobiło mi się niedobrze. Poczułem zawrót głowy. jak to nazwał. jak przed zaśnięciem. bo zwykle siadał na przednim siedzeniu. Don Juan spytał mnie: – Czy już dojeżdżamy? W tym momencie przyjrzałem się uważniej drodze. jakby ktoś właśnie go tam postawił. Don Juan zrobił to samo. że nie byłem w stanie wyraźnie zauważyć tego. Pomyślałem. – Patrz.całej konstrukcji. Wpatrywali się we mnie przenikliwym wzrokiem. Czułem. wpatrywałem się w samochód. jak don Juan mówi: – Nie walcz z tym. jak wrzeszczy: – Kapelusz Genaro! Kapelusz Genaro! Spojrzałem na nich. ale utrzymywał się w powietrzu. Usłyszałem. żeby utrzymać normalną równowagę. Ale nie miało to naprawdę znaczenia. jakbym sam puszczał latawiec. automatycznie wyskoczyłem z samochodu i otworzyłem im drzwi.

Jego dotyk był mocny i przyjacielski. że nie pozwala mi na inne podejście do świata. jakby chciał mnie przekonać. że nie chce. i z tego powodu poczułem przytłaczającą samotność. kiedy zwracałem się w stronę tego miejsca. Nie odpowiedział. Łagodnie wskazał w kierunku samochodu. Tym razem jesteś jednak całkiem skończony. i poszedłem znaną ścieżką. Zacząłem się wałęsać. tymi drogami. Don Juan stwierdził. W twoim przypadku wyjaśnienia nie są już potrzebne. co przedtem. – Obaj jesteśmy istotami. – To jest jak choroba – powiedziałem. tak więc niech ono zadecyduje. – Wracasz tam. Nie miałem zielonego pojęcia. dopóki moje ciało nie powie mi. że udało mi się powściągliwie obserwować pływanie po podłodze don Genara. aż znalazłem się na wysokiej równinie. że zależy mu na mnie i obdarza mnie uczuciem. że w drastyczny sposób zmieniłem swoją osobowość pod wpływem naszej znajomości i zrobiłem to tylko dzięki temu. gdzie kończyła się bita droga.19. po zniknięciu samochodu. usiłując “odczuwać". że skład chemiczny gruntu był inny w tym miejscu. Napawało mnie odrazą i poczułem. abym mówił cokolwiek albo dłużej zwlekał. co mam tam robić. bez pragnienia czy żądania jakichkolwiek wyjaśnień. – Wskazał brodą na odległy łańcuch górski na południowym wschodzie. że mój upór w wynajdywaniu wyjaśnień nie jest czymś. – Teraz musisz sam udać się w te przyjazne góry. – Taki jest mój gest w stosunku do ciebie – powiedział. Zatrzymanie świata Następnego dnia. Już niczego więcej ci nie wyjaśnię. Nagle zwróciłem uwagę na mały plac po lewej stronie. co mogłoby świadczyć o tej różnicy. że nie mamy o czym rozmawiać. ale moja powściągliwość nie pozwoliła mi na zrozumienie tego. Stanąłem kilka stóp od tego miejsca. ale niezwykle bezosobowy. Wyglądało na to. co się działo. Ton głosu don Juana był przyjacielski. że mogę funkcjonować tylko pod warunkiem. automatycznie nastawiłem się na szukanie jakiegoś logicznego wyjaśnienia zajścia. które umrą – powiedział łagodnie. lecz to także mi nie pomogło. co Genaro zrobił ci wczoraj. że byłem w stanie wytłumaczyć sobie konieczność jej dokonania. Znowu ścisnął moją dłoń. dając mi poznać. Nie masz dokąd wracać. Opowiedziałem mu o swoim smutku. Upierałem się. Później palcem wskazał na południowy wschód. To. którego cię nauczyłem. gdy tylko się przebudziłem. i zatrzymać świat. – Jesteś bardzo sprytny – powiedział w końcu. – Nie mamy już więcej czasu. którymi zawsze jeździłem z don Juanem. Wtedy poczułem rozdrażnienie. a wtedy mam wrócić do jego domu. Stopniowo pozbywałem się myśli. że wszystko jest uporządkowane i zrozumiałe. Później. Wydawało się ograniczać do mojego żołądka i wzmagało się. gdzie zawsze byłeś. Zaparkowałem w miejscu. – Nie ma żadnych chorób – odparł don Juan spokojnie. a później na wschód. Stałem bez ruchu może przez godzinę. Pojechałem na południe. Przypomniałem mu. co jest co. Równocześnie dawał mi przeświadczenie niezachwianego celu. Powiedziałem don Juanowi. aż wreszcie przestałem mówić do siebie. że . Jednak kiedy skoncentrowałem na nim wzrok. A ty folgujesz sobie w usiłowaniach wyjaśnienia wszystkiego. Rąbał drewno na opał z tyłu domu. że muszę tam pozostać dopóty. Nic nie mówił przez długi czas. Teraz musisz wykorzystać całe nie-działanie. – Idź tam – rzekł stanowczo. zacząłem zadawać pytania don Juanowi. tylko popatrzył na mnie i pokręcił głową. tak jak zawsze radził mi don Juan. – Co mam tam robić? – zapytałem. aby robić to. Zwróciłem mu uwagę. co sam wynalazłem. przez chwilę jeszcze trzymając moją dłoń. zrobił twojemu ciału. że już wystarczy. – Dość tego – powiedział w końcu. Powiedział. nie zauważyłem nic. Don Juan zaśmiał się cicho. ale co jest tak głęboko we mnie zakorzenione. Czubkami palców delikatnie ścisnął moją dłoń. Don Juan uśmiechnął się. – Jest tylko folgowanie sobie. szukając miejsca na odpoczynek. ale don Genara nie było nigdzie widać.

jakieś pięćdziesiąt metrów ode mnie. zobaczyłem człowieka. ale zauważyłem tylko ciemny kształt na tle krzewów. Chciałem wytrząsnąć trochę jedzenia z tykwy. co robić ani czego się spodziewać. Zacząłem się zastanawiać. co widziałem. ale nie znalazłem go. i wkrótce doszedłem do wielkiej płaskiej skały. Zatrzymałem się przed nią. że to. W głowie pojawiła mi się myśl. Miałem dziwne wrażenie. robiąc zeza. ale niewątpliwie świat nie był taki sam dla nas. Melodia podobna była do wibracji prądu elektrycznego. Podobny był do dźwięku przelatującego w oddali odrzutowca. Wszystko wskazywało na to. z jaką przenosił swój ciężar ponad kamieniami i szczelinami. Wydawało mi się. Przyłożyłem twarz do gładkiego kamienia. odruchowo zwróciłem się w lewo. Don Juan miał rację. ostry. Przyszedł mi na myśl obraz dwóch naelektryzowanych kuł zbliżających się do siebie lub dwóch kwadratowych bloków naelektryzowanego metalu ocierających się o siebie. że widziałem człowieka. że nie mogę być jednak całkiem tego pewny. Intensywność światła słonecznego zmieniła się w tym momencie i wtedy uświadomiłem sobie. jak ja byłem świadomy obecności mojej śmierci. że byłem tam już wcześniej. która wydawała się ukrywać przede mną. Nie odkryłem ani żadnego szczególnego koloru ani połysku. metaliczny gwizd. jak tylko wrócić do domu don Juana. Moje ciało poczuło się dobrze. Znajdowało się po mojej prawej stronie. Żyłem w niezwykle tajemniczym świecie i tak jak wszyscy. że patrzy na mnie i przez moment czułem. w którym wydawało mi się. Usiadłem prosto i zacząłem wypatrywać. Owad nie wydawał się zainteresowany moją obecnością i nie przestawał pchać swojego ciężaru przez kamienie. Napiłem się wody. ale później uświadomiłem sobie. On zawsze miał rację. Było mi niewygodnie i kilkakrotnie zmieniałem pozycję. Pochłonęła mnie obserwacja owada i zachwyciła olbrzymia siła. Znajdował się w pobliżu miejsca. Następnego dnia zapuściłem się dalej na wschód. Żaden z nas nie był lepszy od drugiego. co miało kształt człowieka. Grzmot przerodził się w długi. aby się zorientować w terenie. że nie zostaje mi nic innego. Moje uniesienie i radość były tak ogromne. Pomyślałem. Miałem zmęczone oczy. Przebiegł jakieś pięćdziesiąt metrów na południe. że migotanie pojawiło się po mojej lewej stronie. że żuk nie był świadomy mojej obecności. Przez dłuższy czas śledziłem jego ruchy. że jeśli spędzę tu noc. obniżenia i wybrzuszenia terenu. Ujrzałem niewyraźny cień albo jakieś migotanie kilka stóp ode mnie. że stał się świadomy mojej obecności. grą cieni i liści. Skupiłem na nim uwagę. ale okazała się pusta. może tak samo. Żuk i ja znajdowaliśmy się w tym samym świecie. która wchłonęła go tak. Żuk i ja znajdowaliśmy się na tym samym poziomie. Na początku nie zwróciłem na to uwagi. czarnego żuka. Znowu usiłowałem wypatrzeć osobę. Zacząłem badać okolicę. melodyjny dźwięk. że zacząłem płakać. ale nie rozpoznałem żadnego z otaczających mnie szczytów. Wiedziałem. Położyłem się na brzuchu i oparłem głowę na ręce. Wyszedł zza małego kamienia. Przeżyłem wyjątkowy moment uniesienia. Znów poszukałem wzrokiem owada. Wpadła mi do głowy myśl. w wysokie góry. Pomyślałem sobie. O zmierzchu wróciłem do płaskiej skały.muszę stamtąd odejść. Długo patrzyłem na tego żuka i nagle stałem się świadomy panującej ciszy. Przysłoniłem oczy dłońmi. . Dreszcz przebiegł mi po plecach. Myśl ta wywołała całą serię racjonalnych ocen dotyczących natury owadziego świata jako przeciwstawnego mojemu. albo coś. aż zwróciłem się na zachód. byłem niezwykle tajemniczą istotą. Błądziłem po wysokiej równinie i okolicznych górach przez cały dzień. Nasza śmierć zrównała nas. korzenie. nie wiedząc. Znowu odwróciłem się gwałtownie i wyraźnie dostrzegłem cień na skale. że śmierć obserwuje mnie i żuka. Żuk wyłonił się z głębokiej dziury i zatrzymał się może dziesięć centymetrów przed moimi oczyma. Otarłem łzy i kiedy pocierałem oczy wierzchem dłoni. pchając kulę nawozu dwa razy większą od siebie. Była ciepła i nieświeża. W tym momencie posłyszałem specyficzny grzmot. później złagodniał. a jednak wcale nie ważniejszą od żuka. Poczułem dreszcz. Po dokładnym wybraniu odpowiedniego miejsca na odpoczynek siadłem na skraju jałowego. aż przeszedł w hipnotyzujący. Spojrzałem na ziemię i zobaczyłem wielkiego. Spojrzałem w górę i szybko. a potem z hukiem się zatrzymujących. Śmierć jak cień śledziła nas zza skały. skalistego placu. Późnym popołudniem znalazłem się na jeszcze wyżej położonej równinie. Nie było w niej nic szczególnego. a jednak mi się podobała. Żuk i ja wcale nie różniliśmy się od siebie. że musiał dojść do celu i wrzucił swój ciężar do otworu w ziemi. Przesunąłem wzrok i zobaczyłem spokojnie biegnącego kojota. Wydawało mi się. że natychmiast spłynął na ziemię. ale przyciągała mnie. Słońce było prawie na linii horyzontu i jego żółtawy blask nie pozwalał mi na uzyskanie wyraźnego obrazu. było tylko złudzeniem optycznym. Rozejrzałem się wokoło. Doświadczałem fizycznej przyjemności i usiadłem na chwilę. Słońce było już nisko. czy mam już teraz się zbierać. Tylko wiatr szumiał pomiędzy gałęziami i liśćmi krzewów. będę bezpieczny. Było mi ciepło i odczuwałem spokój. jak bibuła wchłania plamę z atramentu.

którymi mógłbym się posłużyć do obrony w razie ataku. ale nie starczyło mi czasu. Słońce znajdowało się prawie na linii horyzontu. Ale też nie takie. a ja odpowiedziałem. ale nie byłem w stanie wykonać żadnego ruchu. że odkryłem sekret. Moje ciało doświadczyło tak rozkosznego i nie dającego się opisać uczucia ciepła. Siadłem na kamieniach. że znajduję się w obecności kojota Chicano [Chicano – Meksykanin zamieszkały w USA]. co się właśnie wydarza. nieskończenie długo. Przez głowę przebiegła mi myśl. a ja swobodnie unosiłem się w przestrzeni. Spojrzeliśmy na siebie i kojot podszedł jeszcze bliżej. że może widzę światło słońca rozszczepione przez rzęsy. Kojot rzeczywiście coś powiedział. Poczułem. Było to raczej odczucie. ale on nic sobie z tego nie robił. W skupieniu wpatrywałem się w jego oczy. mały kojocie? – i wydawało mi się. On natomiast nie zrobił żadnego ruchu. Stał się płynną. co tu robię. że kojot mi odpowiedział. Położył się na brzuchu. W końcu zapytał mnie. Linie nie zmieniły się i dalej przenikały przez wszystko. wręcz przeciwnie. Nie czułem stóp ani nóg. Powiedziałem: – Jak się masz. a ja skoczyłem na równe nogi. jakby mój umysł odtwarzał wspomnienia innego wydarzenia. Używał angielskich rzeczowników i czasowników. że mówi. Spojrzałem bezpośrednio na nie i zobaczyłem “linie świata". było odezwanie się do niego. a jednak coś utrzymywało mnie w pozycji pionowej. jak mówi się do zaprzyjaźnionego psa. Kiedy zwierzę znalazło się dziesięć do piętnastu stóp ode mnie. że słyszę jego odpowiedź: – W porządku. otoczyła je poświata. jak wypowiadają je ludzie. . Zwolniło i stanęło zaledwie cztery czy pięć stóp ode mnie. przekrzywił głowę i zapytał: – Czego się boisz? Usiadłem więc i prowadziłem dalej najdziwniejszą konwersację w swoim życiu. Pomyślałem. Świetlisty kojot i wierzchołek. Wiedziałem. Byłem sparaliżowany. nawet wtedy. Widziałem wprost nieprawdopodobne bogactwo połączeń fluoryzujących. na jaką mogłem się zdobyć w tym momencie. obrócił się i powoli ruszył w moim kierunku. jak długo w niej trwałem. że wypowiadał słowa tak. emanującego ze świata i z mojego własnego ciała. Jego oczy były nadal przyjacielskie i czyste. że przyszedłem tutaj. Nie mam pojęcia. może tylko tak długo. aż mój śmiech stał się prawie histeryczny. że może być wściekły i nawet rozważyłem możliwość zebrania kamieni. aby zastanawiać się nad swoimi uczuciami. aby zatrzymać świat. że to słońce świeci na mnie. A potem wydało mi się. kiedy pod wpływem pejotlu byłem świadkiem przemiany zwykłego psa w niezapomnianą. Oniemiałem z wrażenia. Lecz mnie wydawało się. że wcale nie jest podniecone. Zacząłem się śmiać z absurdalności tego wszystkiego. Zacząłem tak. Rozglądnąłem się po tym nadzwyczajnym. co znajdowało się wkoło. Trwałem na szczycie wzgórza w stanie ekstazy. Jej świetlistość była oślepiająca. ani żadnej części mego ciała. Byłem absolutnie pewny. że przyciągają mnie i nagle zwierzę zaczęło opalizować. zauważyłem. Całe to zdarzenie mogło jednak trwać tylko kilka minut. że coś powiedział. białych linii. Było tak. że to dwujęzyczny kojot. Mój organizm się wyłączył. jak świeciło słońce. Ogarnął mnie niepokój. a ty? Wtedy kój ot powtórzył zdanie. co mnie rozpaliło. O niczym nie myślałem ani niczego nie czułem. że zwierzę domowe porozumiewa się ze swoim panem. Był taki prosty. nowym świecie. rozpłynęły się. Uświadomiłem sobie. Krzyknąłem kilka razy. kiedy wydaje się. Kojot wstał i nasze spojrzenia się spotkały. prawie mnie dotykając. Nie w ten sposób. Poczułem coś ciepłego i uspokajającego. na którym stałem. świetlistą istotą. Wtedy uderzyła mnie cała prawda o niemożliwości tego. Linie nadal były widoczne i stabilne. Świetlista istota dotknęła jakiejś nieokreślonej cząstki mnie samego. ponieważ kojot znowu przemówił. które miało miejsce dziesięć lat temu. a kojot stał. aby go odstraszyć. Jego brązowe oczy były przyjacielskie i czyste. Czułem zamęt. Nigdy nie widziałem dzikiego kojota z tak bliskiej odległości i jedyną rzeczą. które przecinały wszystko wokół mnie. Kojot stwierdził: – Que buenol – i wtedy uświadomiłem sobie. Nie był nawet zaskoczony moją nagłą reakcją. jak mi się wydawało. kiedy odwróciłem wzrok od słońca. Chyba kojot wywołał to wspomnienie i nałożyło się ono na jego kształt. Przez chwilę myślałem. że trwa wiecznie. zanim zaszło za horyzont. Chciałem zakryć oczy rękami. Nagle poczułem uderzenie i ciało ogarnęło coś. jakby ten dotyk spowodował we mnie eksplozję. ale hiszpańskich spójników i wykrzykników. Przekazywał myśl i ta komunikacja dawała w efekcie coś podobnego do rozmowy. wydawało się bardzo spokojne.potem zatrzymał się. Zamrugałem i popatrzyłem znowu. opalizującą istotę. Ledwie mogłem rozróżnić odległy łańcuch górski na zachodzie.

– Wczoraj świat stał się taki. don Juanie. Ale ja chciałem. – Nie. Słuchał z wyraźnym zainteresowaniem. który nie widzi. – On nie mówił – odparł don Juan. Teraz jesteś dokładnie pośrodku. że idealnie by było. że kojoty mówią. don Juanie. – Ale to niepojęte. jakie przeżyłem. Wczoraj dokonałeś tego wszystkiego. kto mówi jak idiota. Kiedy wróciłem do przytomności. albo zemdlałem. że wiara w to oznacza utknięcie w rzeczywistości czarowników. Dzisiaj kojoty nic ci nie powiedzą i nie widzisz linii świata. jakim go nam opisują. a w świecie czarowników posiadanie takiego przyjaciela nie jest zbyt pożądane. Siedzieliśmy w ciszy przez chwilę. Taki już twój los. jakim zawsze go widziałem. tak samo by wierzył. ani świat czarowników nie są rzeczywiste? – To są rzeczywiste światy. co ludzie mówili ci o świecie. – Co zatrzymało się we mnie? – To. Wstałem. że widzenie wydarza się tylko wtedy. leżałem na kamieniach. kto widzi. Don Juan był sam w domu. Zapytałem o don Genara i dowiedziałem się. Wczoraj wierzyłeś. Wczoraj zatrzymałeś świat i być może nawet widziałeś. Nigdy w swoim życiu nie przeżywałem takiej boskiej euforii. ponieważ świat się rozpadł. – Czy uważasz. takiego spokoju i wszechobejmującego zrozumienia. – Kim jest czarownik kojotów? – To ktoś. że świat jest taki a taki i naturalnie nie mamy żadnego innego wyboru i musimy widzieć go takim. . a jednak nie potrafiłem poznanego sekretu oddać słowami ani nawet myślą. a później don Juan powiedział.Doświadczałem nieznanego przypływu uczuć. don Juanie! – Zastanów się. Ale nie udało ci się dostrzec. Robiło się ciemno i automatycznie wyruszyłem w drogę powrotną. że kojot mówi do ciebie. drzewa i inne żywe istoty. – Świat był taki jak dzisiaj. ponieważ coś się w tobie zatrzymało. – A więc co to było? – Twoje ciało po raz pierwszy zaczęło rozumieć. Mogą wpływać na ciebie. że nie masz godnego zaufania zwierzęcia-towarzysza. – Po prostu zatrzymałeś świat – skomentował. kiedy przemykasz się pomiędzy światami. o czym kiedyś ci opowiadałem. ponieważ są one niesamowitymi towarzyszami. Magiczna istota powiedziała ci coś. Don Juan wyjaśnił mi. ale moje ciało znało go. podobnie zresztą jak i grzechotniki. kto uzyskuje wiele rzeczy od swoich braci kojotów. że to wcale nie był kojot i że z pewnością nie mówił w taki sam sposób. a on byłby zmuszony dać ci odpowiedź. Jedyną smutną rzeczą w tym jest to. co chciałbyś wiedzieć. żeby kojot mógł mówić – powiedziałem. Powiedział. Później albo zasnąłem. Są oszustami. Spojrzeliśmy na siebie. abyś ty nauczył się widzenia. jak ty i ja. Klepał mnie wciąż po plecach i chichotał. kiedy przyjechałem następnego ranka. W ten sam sposób niewierzenie w to. Po wszystkich tych latach nauki powinieneś mieć lepsze rozeznanie. jak go opisują czarownicy – kontynuował. – Gdybym był tobą – dodał – nigdy nie ufałbym kojotowi. wie. Widzisz. Świat był taki. gdybym rozmawiał z grzechotnikiem. od momentu narodzin ludzie mówią nam. nie był. Może wiesz już teraz. że jest gdzieś w okolicy i załatwia swoje sprawy. mogłeś zapytać tego kojota o cokolwiek. – Ale kojot naprawdę rozmawiał. że na kojotach nie można polegać. to utknięcie w rzeczywistości zwykłych ludzi. że ani świat zwykłych ludzi. po wysłuchaniu mojej relacji. tak samo jak i jelenie. że kojot będzie moim towarzyszem w życiu. – W tym świecie kojoty mówią. że powinienem podziękować don Genaro za pomoc. Na przykład. światem zwykłych ludzi i światem czarowników. Wydawał się ze mnie niezwykle zadowolony. Ale ty jesteś inny i możesz nawet zostać czarownikiem kojotów. a twoje ciało było w stanie to zrozumieć. Ale ten. Natychmiast zacząłem opowiadać o nadzwyczajnych doświadczeniach. Każdy czarownik.

Po prostu zmusił cię do patrzenia na świat tak. którego widziałeś pośród krzewów. kiedy ciało uświadamia sobie. Jego wygłupy powiedziały twojemu ciału o absurdalności usiłowania zrozumienia wszystkiego. Zajmował twoją uwagę przewracaniem kamieni. – Widziałeś linie świata – powiedział. ale powstrzymał mnie gestem. – Teraz ma to ogromne znaczenie. Zrywaliśmy sobie boki ze śmiechu. Don Juan trzymał ręce złożone na brzuchu. na którą cię zabiorę. że wydarzenia ostatnich trzech dni dokonały w mojej idei świata nie dających się naprawić zniszczeń. a jedyny inny sposób. o którym ci mówiłem. aby go sprowadzić. jak to robią czarownicy. Kiedy już się go zna. Tamtego dnia Genaro nie ruszył twojego samochodu ze świata zwykłych ludzi. jak strzelić palcami. Niestety. Po to. aby móc widzieć musisz nauczyć się sposobu.Chciałem dalej zadawać pytania. nawet wtedy. Będzie czekał na skraju równiny. że człowiek. musisz patrzeć na świat w jakiś inny sposób. Słyszałeś jego ryk podobny do odgłosu odrzutowca. aby tego uniknąć. Don Juan popatrzył na mnie przenikliwie. – Czy sprzymierzeniec musi się ze mną zmierzyć? – Nie ma możliwości. wystarczy tylko użyć tego dodatkowego pierścienia mocy. – Naprawdę liczy się tylko to. na który codziennie patrzymy. – To on pomógł ci zatrzymać świat. Powiedziałem mu. – Powiem ci jeszcze jedną rzecz – zaczął. gdy przyjmowałem rośliny psychotropowe. – Widziałeś świetlistą istotę. po to aby rozproszyć twoje myśli i pozwolić twojemu ciału widzieć. – Czy nie możesz nauczyć mnie widzenia bez wzywania sprzymierzeńca? – Nie. śmiejąc się. Genaro potrafi zrobić to tak łatwo. że świat. Kiedy puścił latawiec. Tylko wtedy jesteś w stanie poznać. a do tego trzeba zawezwać sprzymierzeńca. to sposób czarownika. gdzie wydawało ci się. w jaki czarownicy patrzą na świat. Genaro chciał rozmiękczyć twoją pewność. że znalazłeś samochód. jaki znam. że potrafi widzieć. Jego kciuki poruszały się prawie niezauważalnie. a twojego samochodu nie było w tamtym świecie. Kiedy to się zrobi. Znalazłeś samochód i byłeś w dwóch światach. – Ale jak zmusił mnie do widzenia świata tak jak czarownicy? – Ja byłem z nim. prawie widziałeś. Teraz jesteś już prawie gotów na spotkanie ze sprzymierzeńcem. – Rośliny mocy są tylko pomocą – powiedział don Juan. Moją intencją było pokazanie ci tego. że mają go czarownicy. Podczas dziesięciu lat naszej znajomości nigdy nie zostałem tak poruszony. jest jedynie opisem. zostało ci już bardzo mało czasu. . Byliśmy cicho przez długi czas. zanim sprzymierzeniec zmierzy się z tobą. jest twoim sprzymierzeńcem. Wiesz oczywiście. – Genaro także musi pójść z nami do doliny – powiedział nagle. on przychodzi. że wieziesz nas z powrotem z miejsca. ponieważ rzeczywiście myślałeś. Obydwaj znamy tamten świat. Aby widzieć.

– Ma zamiar opowiedzieć ci historię swojego pierwszego spotkania ze sprzymierzeńcem. kiedy Genaro prawie zniósł jajko. Skurcze ust don Genara zdawały się nasilać. a potem zeszliśmy do płaskiej doliny. Dreszcz przebiegł mi po plecach i szyja zesztywniała mi jak deska. – Może – powiedział don Genaro. że nie mogłem się powstrzymać od chichotu.. aby go zostawić samego. we trzech pojechaliśmy do miejsca. kiedy pierwszy raz zwarłem się ze swoim sprzymierzeńcem – powiedział w końcu. – Teraz. z don Juanem po prawej i don Genarem po lewej stronie. – Jest kurą – odparł. nie wykazując zainteresowania. Poszliśmy tą samą trasą. ramiona luźno zwisające po bokach. to zawsze jest oznaką. przeciągnął się aż strzeliły mu kości. Czarownik wydał chrapliwy odgłos. że jestem wystarczająco silny. która zaraz zniesie jajko. Prawda. – Byłem młody. Don Genaro wstał. ale zamiast zatrzymywać się na wysokiej równinie. Zwrócił się do don Juana i zapytał: – Prawda? – Tak – powiedział don Juan spokojnie. to znaczy kiedy szyja ci twardnieje. jakby skurcze miały rozewrzeć zrobiony z nich otwór. Odsłonił koszulę i pokazał mi plecy. jakby wspomnienie tamtego spotkania ożywiało każdy mięsień jego tułowia. że można sobie odgryźć język albo wybić zęby. – Co on robi? – zapytałem don Juana. Czekał na mnie i zapraszał mnie do zapasów. i usiadł znowu. Wydało mi się. Zacząłem się odwracać. – Pamiętam. może opowie ci o pierwszym spotkaniu ze swoim sprzymierzeńcem – nalegał don Juan. Usta don Genara otwierały się tak. – Wstrząs wywołany uchwyceniem sprzymierzeńca jest tak wielki. Don Genaro spojrzał na mnie i złożył tak wargi. Nie wiedziałem. Od świtu przebywałem w polu i właśnie wracałem do domu. plecy i ramiona.. ale wtedy pomyślałem sobie. co ja. Trwał w tej pozycji przez moment i wtedy.20. Jednak trochę się bałem. Ciało musi być wyprostowane. Tak przy okazji. Nagle sprzymierzeniec wyszedł zza krzewów i stanął mi na drodze. Zagiął język na podniebieniu i otwierał i zamykał usta. Genaro? W głosie don Juana dawało się wyczuć przypochlebny ton. że utworzyły okrągły otwór. kiedy . obłąkany wyraz. Don Genaro wybrał to miejsce. Automatycznie usiadłem tak. Don Genaro wstał i pokazał mi właściwą postawę – nogi lekko ugięte w kolanach. tak jak ja to zrobiłem. – Niech to diabli! To nie jest jajko – powiedział z niepokojem malującym się na twarzy. Napiął szyję. gdzie byłem poprzedniego dnia. jak zawsze to robiłem w ich towarzystwie. – Kurą? – Spójrz na jego usta. – W takiej sytuacji – kontynuował – musisz zawsze zamknąć usta. aby opowiedział. Pustynny chaparral uzyskał wspaniały wilgotny połysk. Zwróciłem uwagę na jego wspaniałe umięśnienie. Był tak śmieszny. Podróż do Ixtlan Don Genaro powrócił około południa i zgodnie z sugestią don Juana. a palce dłoni lekko zaokrąglone. Don Juan spojrzał na niego i zaśmiał się głośno. aż osiągnęliśmy szczyt niższego łańcucha gór. ramionami objął klatkę piersiową i bezceremonialnie charknął flegmą. co o tym sądzić. aby zabrać się do niego. – Genaro ma zamiar coś ci opowiedzieć – powiedział nagle don Juan. Ja również poprosiłem go. że jesteś gotowy. a stopy muszą pewnie i mocno wspierać się na ziemi. Po krótkiej wiosennej ulewie stał się lśniąco zielony. To tyłek kury. że było wczesne popołudnie. jakby miał skurcze. zaczęliśmy się wspinać. w ten sposób tworząc trójkąt. Jego oczy miały dziwny. Zatrzymaliśmy się na odpoczynek na szczycie wysokiego wzgórza.

co zrobiłeś? – zapytałem. Don Juan zapewnił go. Byłem cały i zdrowy. – Przyłącz się do nas – namawiali mnie wszyscy. – Mamy jedzenie. Spotkanie ze sprzymierzeńcem nie trwało zbyt długo. aby wytrzymać uderzenie. Było coś w ich głosach. co ich zdradziło. Znów usiadłem prosto. Byłem sobą! Wiedziałem. – Co się wydarzyło. Don Juan z udawaną powagą powiedział. – Nigdy nie wyobrażałem sobie. – A co z jego notesami? – upierał się don Genaro. W końcu miałem sprzymierzeńca. Byli Indianami. jak stał wcześniej don Genaro. Kiedy śmiech don Juana i wycie kojota don Genara ucichły. do Ixtlan – powiedziałem im. że don Genaro pochwycił człowieka albo coś. ponieważ pomaga mu jego sprzymierzeniec. Sprzymierzeniec zaczął mną kręcić. że znowu stoję na ziemi. aby pochwycić swojego sprzymierzeńca – powiedział don Juan ostrzegawczo. że to Mazatecy. aby przekonać się. coś. – Nie myśl. Sprzymierzeniec nie zabił mnie. zanim skoczy. kiedy pochwyciłeś swojego sprzymierzeńca. że sprzymierzeniec musiał mnie ponieść w powietrzu i porzucić gdzieś bardzo daleko od miejsca. – Carlos teraz widział twojego sprzymierzeńca – obojętnie zauważył don Juan – ale dalej jest słaby i dlatego upadł. Okolica nie była mi znana. Wciąż było jeszcze wcześnie. tak jakby miał sprężyny przypięte do stóp. – Najpierw powinien pocałować swój medalion – wtrącił don Genaro. Założę się. coś.myślałem. – Czy przyłączyłeś się do nich? – Nie. że upadłem na plecy. później musisz skoczyć do przodu i pochwycić sprzymierzeńca. Wirowaliśmy w powietrzu z taką prędkością i mocą. w chwili kiedy do mnie podeszli. w którym się starliśmy. – Tak – odparłem. Powinieneś stać tak. gdzie jestem. więc zacząłem iść w tamtym kierunku. że zbiera myśli. że nic już nie widziałem. co miało jego kształt. – Nawet nie przyszło mi to do głowy. nie zrobiłem tego – powiedział. odłożyć je gdzieś. że usiądzie. Don Genaro skoczył znowu z taką siłą. Otoczyli mnie i pytali. rzucił się do przodu w jednym niesamowitym skoku. Wydawało mi się. jakby czekał. . – No więc. jak don Genaro. don Genaro? – zapytałem. – Powinien coś z nimi zrobić. Jego ruch był tak gwałtowny. by walnąć sprzymierzeńca. zaczęliśmy wirować. że nie mogłem zrozumieć. że będzie to pierwszy raz. Wkrótce znalazłem drogę i zauważyłem grupkę mężczyzn i kobiet zbliżających się do mnie. Skakałem z radości. wszyscy byliśmy w bardzo dobrym nastroju. Wydawało mi się. że rzeczywiście widziałem. Sami tam idziemy – powiedział ktoś inny. Musisz jedynie wesprzeć się mocno o ziemię. że mi się udało. że tak to będzie – kontynuował. ale ja nie popuszczałem. Wiedziałem to od razu. Kiedy go pochwyciłem.. o czym nie da się powiedzieć. To trwało i trwało. że upadłem na bok. Obydwaj zaśmiali się głośno. powrócił na miejsce i usiadł. Zrobił to tak nagle. – Zgubiłeś się? – zapytał ktoś. że mój dom musi być na wschodzie. Don Genaro przestał mówić i spojrzał na mnie. Zdawało się. że nie mam żadnych medalionów. jak mógł z pozycji siedzącej skoczyć na równe nogi i rzucić się do przodu. – Niech mnie diabli! – powiedział don Juan z pozornie autentycznym zdziwieniem. że musisz skoczyć tak dobrze. Nagle poczułem. – Mocno mną wstrząsnęło – powiedział po chwili wahania. a później don Genaro zmienił swój śmiech na wycie imitujące wycie kojota. Don Genaro ciągle był nieprawdopodobnie napięty i po chwili nagle rozluźnił mięśnie.. Pomyślałem sobie. w ich przyjaznym nastawieniu. ale kiedy upadałem. – To było coś. albo niech je wykorzysta. Próbowałem zorientować się w terenie. dokąd idę. – Oni nie byli prawdziwi. Wszystko było zamglone. – Idę do domu. – Dlaczego pytasz? – Ponieważ Ixtlan znajduje się w przeciwnym kierunku. Co za uczucie! Co to było za uczucie! Później rozejrzałem się wkoło. miałem wrażenie. – Genaro tak skacze. kiedy sprzymierzeniec zostanie znokautowany notesami. aż zadam mu jakieś pytanie. – Widziałeś? – zapytał don Genaro naiwnie zachwycony i rozdął nozdrza.

Zacząłem szukać cech charakterystycznych. a później jeden z nich zdjął tobół z jedzeniem i poczęstował mnie. co sił w nogach. w którym właśnie szedłem. Przechodząc koło mnie. Było w niej coś znajomego. “A gdzie są inne?" Chłopiec wskazał na drugą stronę doliny z . aby spojrzeć na nich. że prowadzi ona do doliny. – Poza tym. że to prawdziwi Indianie i poprosiłem ich. tak samo jak ja to robiłem. natomiast te. A później zauważyłem dwóch ludzi idących drogą w moją stronę. “Zgubiłem się w tych górach". aby przepędzić kozy z pola mojego widzenia. “Którędy do Ixtlan?" Wskazali kierunek. wykazywały większą śmiałość. udając. – Kim byli? – zapytałem. Z tego. a jednak znalazł czas. kiedy powiedzieli mi. Pobiegłem za nimi. że zgubiłem się i nie mogę znaleźć drogi do Ixtlan. że jest zbyt ostrożny i zacząłem zadawać mu pytania. – Po przejściu kawałka drogi – podjął wątek don Genaro – nabrałem trochę więcej pewności. “Dzień dobry". w którym sami szli. Przez pewien czas szliśmy razem. Postanowiłem go zawołać. Niektóre z nich. jak gdyby nigdy nic. “To bardzo daleko". wyszedł ze swojej kryjówki i zapędził kozy na prawie niewidoczną ścieżkę. Zabierze ci to cztery albo i pięć dni. pasącego dwie kozy mojego ojca. jakby był gotów rwać. aby pozwolili mi przyłączyć się do nich. “Czy jest tam dużo domów?" “Nie. i próbowali namówić mnie. a on nie uciekł. Nie zwrócili na mnie żadnej uwagi i poszli swoją drogą. i z jego odpowiedzi wywnioskowałem. którą chyba rozpoznawałem. Zapytałem o nazwę miejsca. aby móc się zorientować i skorygować swoją trasę. Nie zatrzymałem się ani nie popatrzyłem na nie. aby się tam dostać". Ich prośby stawały się coraz bardziej natarczywe. ale ja uciekałem od nich. Zamarłem. Podszedłem do niego i kiedy za bardzo się zbliżyłem. Wyglądał. Wyglądali na rzeczywistych. że Ixtlan znajduje się w tym kierunku. że jest w tym naprawdę dobry. w którym byliśmy. Powiedziałem. Był dokładny i ostrożny. Podobał mi się. które były kobietami. odpowiedział. Obserwowałem go przez pewien czas. powiedział jeden z nich. jakby osłaniali ładunek. w jaki chciał mnie obdarzyć jedzeniem. jeśli nie pójdę z nimi. co wiedziałem na temat doglądania kóz. patrząc błagalnie. że już tu byłem. Ich prośby również stały się natarczywe. kiedy zauważyłem małego indiańskiego chłopca pilnującego kóz. uskoczył w krzaki. wystawiły nawet jedzenie i inne dobra. Nie rozpieszczał swoich kóz. Długo mówiłem do niego. Wydawało się. tylko jeden". ale także nie był dla nich okrutny. że nie byli prawdziwi. wymamrotali: “Dzień dobry". Wydawało mi się. krzycząc: “Czekajcie. że moje postanowienie jest niezachwiane. Moje ciało przeraziło się. Obydwaj powiedzieli. Również wyglądali na Mazateków. więc odskoczyłem i zacząłem uciekać. Stały przy drodze. pozwalającą mu w czasie krótszym od mrugnięcia okiem na przeniesienie mnie na taką odległość. zupełnie mną nie zainteresowani. Stwierdziłem. że umrę w tych górach. Prawdę powiedziawszy. Zawołałem chłopca. Poczułem. abym przyłączył się do nich. że są na sprzedaż. gdzie pieprz rośnie. jak ja w jego wieku. że to właśnie to. Kiedy odezwałem się dość głośno. “Na dół". Późnym popołudniem doszedłem do doliny. Pastuszek. Odchodzili. – Jak duchy. – Byli jak zjawy – wyjaśnił don Juan. ale w takim przypadku musiałem teraz znajdować się na południe od Ixtlan. Chłopiec mówił do siebie. wiedziałem. podskoczył i uciekł za skałę i stamtąd mi się przyglądał. wyglądało. “Dokąd prowadzi ta ścieżka?" – zapytałem. Musiały wiedzieć. “ Jest po drugiej stronie tych gór. jak niewinne handlarki przy drodze. na dole". powiedziałem do nich. że jestem na właściwej drodze i że te zjawy próbowały zwieść mnie z niej. Potem odwrócili się i zaczęli odchodzić. Powoli zwolniłem kroku i ostrożnie odwróciłem się. Wyglądał na przestraszonego. Większość z nich nie powiedziała ani słowa. Dzięki temu poczułem się bardzo szczęśliwy. powiedziałem i szedłem dalej. abym poszedł z nimi. Wołali mnie i błagali. Było coś straszliwie obcego w sposobie.szczególnie wtedy. czekajcie!" Zatrzymali osła i stanęli po obydwu jego stronach. Uświadomiłem sobie. Wiedziałem. Szedłem dalej. “Gdzie mieszkasz?" “Tam. żebym wrócił. ale ja dalej uciekałem od nich. że już nie czuję się zagubiony i zastanawiałem się nad mocą mojego sprzymierzeńca. a później zaczai mówić do kóz. A więc uciekłem. Podziękowałem chłopcu i zacząłem odchodzić. Prowadzili osła wyładowanego drewnem na opał. – Ludźmi – odparł szorstko don Genaro. przypominał mi mnie samego. Napotkałem teraz osiem z nich. Miał może z siedem lat i był ubrany tak. o którym myślałem.

W mojej podróży nie odnajduję nawet niegdyś znajomych mi miejsc. aby mnie dostać. . – Powiedzmy to inaczej. Nie rozumiałem. Chodź ze mną". co miał na myśli don Genaro. Wciąż byłem odrętwiały po spotkaniu ze sprzymierzeńcem. kiedy i jak dotarłeś w końcu do Ixtlan? Obydwaj równocześnie wybuchnęli śmiechem. Chłopiec. powiedziałem do niego. Po moim spotkaniu ze sprzymierzeńcem nic już więcej nie było rzeczywiste. że mam sprzymierzeńca i zjawy nie mogą mi nic zrobić. Nic nie jest już takie samo. – Weźmy ciebie. – Jednak czuję. zatrzymał się i zwrócił się do mnie: “Nie ma nikogo w domu". Podróż Genara nie miała końca. było oznaką że są zjawami. ale jego głos sprawił. że częstowały go jedzeniem. Jego głos był stanowczy. Spytałem więc dalej. na południe. abym wpadł w przepaść. To mnie nieco zasmuciło.. Poszedłem za chłopcem ścieżką w dół. że nie byli już więcej czymś rzeczywistym. stwierdził chłopiec i to mną wstrząsnęło. więc dałem sobie spokój. – Szedłem dalej – powiedział rzeczowo. ale także nie potrafiłem. którą szedłem. Potem wraz z kozami zaczął schodzić swoją ścieżką na dół. – Nigdy nie dotrę do Ixtlan – powiedział. były takimi oznakami. – Koniec? – To znaczy. czy Indianie z plemienia Mazateków zwyczajowo nie przyznają się do posiadania jedzenia. że dzieli mnie od niego tylko jeden krok. że to zjawy. a jego żona wyszła w pole. dlaczego to. Odpowiedział. ponieważ podobał mi się ten chłopiec. – Czy te zjawy to byli sprzymierzeńcy.obojętnością właściwą dla jego wieku.. Zapytałem go. – Nie. – Jaki był koniec tej historii. ale ja nie bałem się. ale cichy. Genaro wciąż jest w drodze do Ixtlan! Don Genaro popatrzył na mnie przenikliwie. Wiedział o tym dzięki pomocy sprzymierzeńca. Jesteś zjawą. Inne zjawy szybko wyszły z ukrycia i usiłowały poplątać mi nogi. “Poczekaj". – Ludzie? Przecież powiedziałeś. Ton jego głosu i gorliwość zdradziły go. Nie wiem dlaczego. – Co się stało później. Don Juan i Genaro spojrzeli na siebie. a później spojrzał w dal. że zawahałem się. Całe mnóstwo. ale jakoś nie byłem w stanie rozzłościć się tak jak przedtem. że skończył już swoją opowieść i nie ma nic do dodania. Mój wuj odszedł. “Jestem bardzo zmęczony i głodny. Przyznał. “Nie mam żadnych swoich". Musiały to wyczuć. czasami wydaje mi się. ponieważ przestały mnie prześladować. Byliśmy cicho przez długi czas. Chciałem wściec się na sprzymierzeńca albo na zjawy. powiedział. – Powiedziałem. Nagle uświadomiłem sobie. Po chwili tylko stały przy ścieżce. don Genaro? – zapytałem. Ale nigdy tam nie dotrę. ale moja wola była silniejsza od nich. więc i z tym dałem sobie spokój. Było coś niewymownie smutnego w ich wzroku. Chłopiec również był zjawą. że sam nigdy nie zauważyłby tych osobliwości. Zjawy przyszły. Nie odpowiedział. Don Genaro siedział cicho przez dłuższy czas. to byli ludzie. Nigdy nie będzie końca. że ton ich głosu. w jaki zjawy mówiły o jedzeniu. – W swojej podróży do Ixtlan spotykam tylko widmowych podróżnych – powiedział cicho. Od czasu do czasu któraś usiłowała na mnie skoczyć. jest tylko przemijającą istotą – wyjaśnił don Juan. – Każdy. Don Juan spojrzał na mnie. kogo Genaro napotyka na swojej drodze. prawie jak pomruk. Później chciałem się zasmucić. Wydawało się. W domu jest mnóstwo jedzenia. Spojrzałem na don Juana. ale zatrzymywałem ją siłą swojej woli. Twoje uczucia i gorliwość są takie jak u ludzi. widząc to. don Genaro? – zapytałem. Zaprowadź mnie do swoich". albo może przykładają oni wielką wagę do kwestii pożywienia. don Genaro? – zapytałem. – A więc o to ci chodziło z tym końcem – stwierdził don Juan. W końcu całkowicie przestały mnie niepokoić. gorliwość wabienia go i sposób. na przykład.

a sądzę. popołudnia. co kochaliśmy czy nienawidziliśmy. Don Genaro dodał jeszcze inne nazwy i tak samo zrobił don Juan. odejdą. – I Tecate – dodał Genaro z wielką powagą. Ale nie będzie już powrotu do Los Angeles. o którym mówił. i Tucson. Wyjaśnienie don Juana podziałało jak katalizator. w całkiem naturalny dla nas wszystkich sposób. że kiedyś czytałem mu pewien wiersz i teraz chciał. – Genaro opowiedział ci swoją historię – powiedział don Juan – ponieważ wczoraj zatrzymałeś świat i on myśli. – Wirowanie ze sprzymierzeńcem zmieni twoją ideę świata – powiedział don Juan. będziesz musiał walczyć z nim i go oswoić.. nosił tytuł El Yiaje Defmitivo (Ostateczna Podróż). których kocham? – zapytałem don Juana. To właśnie powiedział ci Genaro. co tam zostawiłeś. Świat jest rzeczywisty tylko wtedy. nieprawdaż? – Oczywiście – powiedział don Juan. którzy mnie kochali. kiedy ona ulega zmianie. ale to nic nie pomoże. Ten. Los Angeles wciąż będzie na swoim miejscu. których kochał. abym go wyrecytował. Jeśli przeżyjesz wstrząs. ponieważ jesteś silny i żyjesz jak wojownik. błądzić mojego . że także widziałeś. Niezależnie od wszystkiego. że podróż don Genara jest metaforą. Zacytował mi kilka słów z niego i przypomniałem sobie. – Co się z nimi stanie? – Zostaną tam – powiedział. że sam tego nie wiesz. Wskazał na don Juana ruchem głowy i powiedział z naciskiem: – To jedyny. nie doprowadzi go do miejsca. że tak. niebieskie pogodne. że spotyka tylko widmowych podróżników w drodze do Ixtlan. Don Juan uśmiechnął się. który jest rzeczywisty. kiedy jestem z nim. – Idea jest wszystkim. w swoim następnym spotkaniu ze sprzymierzeńcem. i Przez wiele popołudni niebo będzie i i dzwony na dzwonnicy wybiją jak robią to tego Ludzie. że wszystko. znajdziesz się w nieznanym kraju. – Ale będę mógł wrócić do Los Angeles. że nigdy do niego nie dotrze. a także wszystkie pragnienia pozostawiamy za sobą. do rzeczy i ludzi. godziny. Ale ptaki pozostaną. – I Piedras Negras. że żadna siła na ziemi. – A także Manteca i Temecula. Od tej pory będziesz już czarownikiem. śpiewając: pozostanie. aby ich odzyskać? Czy nie mogę uratować ich i wziąć ze sobą? – Nie. wiedząc.i odejdę. Pochłonęło ich wymienianie niezliczonej ilości najśmieszniejszych i niewiarygodnych nazw miast i miasteczek. roku. Przypomniał mi. i Tranquitas – powiedział don Juan z uśmiechem. – Wobec tego twoja podróż do Ixtlan nie jest realna – powiedziałem.Dlatego mówi. Nagle uświadomiłem sobie. kiedy zacząłem łączyć ją z moim własnym życiem. zmienia się też sam świat. – Co z ludźmi. ani nawet śmierć. Wyrecytowałem go: . Wciąż mówię mu. śmiejąc się. na zawsze przepadnie. ale ty jesteś takim głupcem. przede wszystkim będziesz chciał wrócić do Los Angeles. Ważny dla nas wszystkich jest fakt. – Jest realna! – wykrzyknął don Genaro. Wtedy. zapomnianym zakątku kwietnego ogrodu. To. – Podróżnicy nie są realni. Czy nie ma żadnego sposobu. studnią. Jednak uczucia w człowieku nie umierają ani się nie zmieniają i czarownik wyrusza w drogę powrotną do domu. i mój ogród z zielonym drzewem. wiedząc. Pełne znaczenie opowieści don Genara uderzyło nagle we mnie.. że jesteś dziwny. jeśli będzie dla ciebie następny raz. ale że prędzej czy później będziesz widział. Twój sprzymierzeniec tylko z tobą samym puści się w wir i przejdzie do nieznanych światów. że czytałem mu poezje Juana Ramona Jimeneza. prawda? Pojechać autobusem albo polecieć samolotem. a miasto będzie rozkwitać każdego Ale mój duch zawsze z nostalgią będzie po tym samym.

Dokładnie jest tak. o co się troszczył. co uznasz za stosowne. Robiąc oko i przywołując ruchem głowy. zmusił mnie. dla ciebie będzie Los Angeles. aż zniknęli w oddali. – Tylko wojownik jest w stanie przeżyć na ścieżce wiedzy – powiedział. wszystko to. którą kroczy. Zawezwali falę przytłaczającej nostalgii. Przez chwilę wydawało mi się. Niczego nie zyskasz. że w tym momencie moc jego wspomnień grozi katastrofą i że don Genaro jest bliski płaczu. Kolejno wpatrywałem się w nich obu. jego wielka samotność sprawiły. a kiedy wydawało się już. że będąc człowiekiem pełnym namiętności. aby don Juan powiedział mi o sobie. że mój czas jeszcze nie nadszedł. – Rób to. Spojrzałem na don Juana. że poczułem uniesienie. abym poszedł kawałek za nimi. że są na granicy gorzkiego płaczu. – Wskazał na ciemną dolinę w oddali. nie patrząc na mnie. – Dlatego że sztuka wojownika polega na zrównoważeniu strachu bycia człowiekiem i cudu bycia człowiekiem. dla mnie. – Jeśli czujesz. – Zostawimy cię tutaj – powiedział. I ptaki pozostały. Mój smutek stał się tak przytłaczający. Przerwał. musiał mieć tyle serdecznych związków. musisz być krystalicznie czysty i śmiertelnie pewny samego siebie. człowiek musi odczuwać namiętności. Szybko odwróciłem wzrok. Wpatrywał się we mnie. w ostateczności ma zawsze swoją ścieżkę. jakby czytając w moich myślach.. ogarniającą nas trzech. że widzę. powstrzymali tę falę. a wtedy poszedłem do samochodu i odjechałem.– Właśnie o takim uczuciu mówi Genaro – powiedział don Juan. Widziałem samotność człowieka jako gigantyczną falę. Nie chciałem. że jeszcze nie nadszedł twój czas.. . Dla Genara to Ixtlan. Wyraźnie poczułem. zrezygnuj z tego spotkania. i wszystko to pozostawił. Don Genaro uśmiechnął się i wstał. – Aby zostać czarownikiem. Taki człowiek ma jakiś dobytek i drogie mu rzeczy. prawie dociera do Ixtlan. Don Juan odszedł. Spojrzałem na don Genara i wiedziałem. Genaro westchnął i sparafrazował pierwszą linijkę wiersza: – Odszedłem. ludzi. On pozostawił swoje namiętności w Ixtlan – swój dom. Patrzyłem na ich oddalające się sylwetki. Przez moment odczułem falę potwornego bólu i nie dającej się opisać samotności. Objąłem ich. ale don Genaro odwracał się kilkakrotnie. jak Genaro opowiedział ci w swojej historii. Ich oczy były czyste i spokojne. tyle rzeczy. Teraz błąka się pośród swoich uczuć i jak mówi. zmuszając się. śpiewając. która zatrzymała się przede mną powstrzymana przez niewidzialną ścianę metafory. Jeśli chcesz przeżyć. o które się troszczył. Sprzymierzeniec będzie czekał na ciebie na skraju tej równiny. że zapłakałem. Jest tak z nami wszystkimi. Wiedziałem. Namiętności don Genara. Don Juan również wstał i delikatnie położył rękę na moim ramieniu.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful