You are on page 1of 141

WSTĘP W sobotę 22 maja 1971 roku pojechałem do Sonory w Meksyku, aby zobaczyć się z don Juanem Matusem, czarownikiem, Indianinem Yaqui, z którym byłem związany od 1961 roku. Wydawało mi się, że wizyta ta wcale nie będzie się różnić od wielu innych, jakie mu złożyłem w ciągu tych dziesięciu lat, kiedy byłem jego uczniem. Jednak wydarzenia, które miały miejsce w ciągu tego dnia i kilku następnych, stały się dla mnie niezwykle ważne. Moja praktyka u don Juana dobiegła końca. Nie była to moja arbitralna decyzja, ale prawdziwe zakończenie. Swoją naukę u don Juana opisałem już w dwóch poprzednich pracach: Nauki don Juana i Odrębna rzeczywistość. W obydwu książkach przedstawiłem podstawowe założenie, które głosiło, że kluczowymi punktami w nauce czarownika są stany niezwykłej rzeczywistości uzyskiwane dzięki przyjmowaniu roślin psychotropowych. Don Juan był ekspertem w stosowaniu trzech takich roślin: pejotlu, czyli Lophophora williamsii, bielunia Datura inoxia, oraz jednego z grzybów z rodzaju Psilocybe. Dzięki ich działaniu, moje postrzeganie świata stało się niezwykłe i wstrząsające i dlatego zmuszony byłem Przyjąć, że stany takie stanowiły jedyny sposób komunikacji i nauczania, jaki stosował wobec mnie don Juan. To założenie okazało się jednak błędne. Aby uniknąć wszelkich nieporozumień związanych z moją pracą z don Juanem, chciałbym wyjaśnić pewne Podstawowe kwestie. Jak dotąd nie próbowałem umieszczać don Juana w kontekście kulturowym. To, że uważał się on za Indianina Yaqui, wcale nie oznacza, iż jego wiedza czarownika jest powszechnie znana i praktykowana przez ten lud. Wszystkie rozmowy, które podczas nauki prowadziłem z don Juanem, odbywały się po hiszpańsku i tylko dzięki biegłej znajomości tego języka byłem w stanie uzyskać wyczerpujące informacje dotyczące jego światopoglądu, o którym zwykłem mówić jako o magii, a o samym don Juanie jako o czarowniku, gdyż takich wyrażeń on sam używał. Zgromadziłem obszerne notatki, ponieważ udało mi się spisać większość naszych rozmów z samego początku mojej nauki u don Juana i wszystko, o czym mówiliśmy w fazie późniejszej. Aby ułatwić czytanie tych notatek i równocześnie utrzymać pewną dramaturgię, musiałem odpowiednio je zredagować. Jestem przekonany, że to, co odrzuciłem, nie ma większego znaczenia dla poruszanych przeze mnie kwestii. W pracy z don Juanem ograniczyłem się jedynie do traktowania go jako czarownika i do zdobycia członkostwa w jego wiedzy. Postaram się teraz wyjaśnić podstawowe założenia magii don Juana, zgodnie z tym, jak on sam mi je przekazał. Don Juan twierdził, że dla czarownika świat nie jest rzeczywisty, nie jest taki, za jaki go uważamy. Nasza percepcja świata jest jedynie jego opisem. Don Juan koncentrował wszystkie swoje wysiłki na tym, aby wyrobić we mnie przekonanie, że obraz rzeczywistości, który istnieje w moim umyśle, jest jedynie opisem świata. Opisem, który został wtłoczony we mnie w momencie narodzin. Zwrócił moją uwagę na to, że każdy, kto nawiązuje bliższy kontakt z dzieckiem, jest jego nauczycielem, który bezustannie opisuje mu świat, aż do momentu, kiedy dziecko potrafi postrzegać świat tak, jak został mu on opisany. Według don Juana, nie zachowujemy wspomnienia tego złowieszczego momentu, ponieważ po prostu nie mamy żadnego punktu odniesienia umożliwiającego porównanie naszej wizji rzeczywistości z jakąkolwiek inną. Jednak od tej chwili dziecko jest już członkiem. Zna opis świata. Jak sądzę, jego członkostwo staje się pełnoprawne, gdy potrafi dokonywać takich interpretacji percepcji, które w konfrontacji z opisem potwierdzają go. Tak więc, dla don Juana, rzeczywistość składa się z nieskończonego strumienia interpretacji postrzegania, które my, jednostki posiadające specyficzne członkostwo, nauczyliśmy się interpretować w ten sam sposób. Idea mówiąca, że interpretacje percepcji tworzące świat stanowią strumień, pozostaje w zgodności

z faktem, że następują one po sobie w nieprzerwany sposób i rzadko, jeśli w ogóle, bywają kwestionowane. Nasz odbiór rzeczywistości jest przez nas uznawany za tak niepodważalny, że podstawowe założenie magii, traktujące go jedynie jako jeden z wielu opisów, niełatwo przyjąć poważnie. Na szczęście, kiedy pobierałem nauki u don Juana, nie był on wcale zainteresowany tym, czy traktuję jego twierdzenia poważnie, czy nie. Bez względu na mój sprzeciw i brak zrozumienia tego, o czym mówił, nie przestawał punkt po punkcie wyjaśniać mi swoje przekonania. Jako nauczyciel magii, już od pierwszej chwili, kiedy zaczęliśmy rozmawiać, próbował opisać mi świat. Trudności w zrozumieniu jego uwag i metod wynikały z tego, że jego aparat pojęciowy był mi zupełnie obcy. Jego celem było nauczenie mnie “widzenia", w odróżnieniu od zwykłego “patrzenia". “Zatrzymanie świata" było pierwszym krokiem prowadzącym do “widzenia". Przez lata traktowałem ideę zatrzymania świata jako tajemniczą metaforę, która w rzeczywistości nic nie znaczy. Dopiero podczas towarzyskiej rozmowy, do której doszło pod koniec mojej nauki u don Juana, w pełni uświadomiłem sobie jej wielką wagę, jako jednej z głównych tez wiedzy don Juana. Don Juan i ja rozmawialiśmy wówczas swobodnie o różnych sprawach. Opowiedziałem mu na przykład o moim przyjacielu i jego dziewięcioletnim synu. Chłopiec, który przez ostatnie cztery lata przebywał z matką, teraz zamieszkał ze swoim ojcem. Problem polegał na tym, co z nim zrobić. Według przyjaciela, nie nadawał się do szkoły, nie potrafił się skoncentrować, nic go nie interesowało. Miał napady wściekłości, zachowywał się w nieodpowiedni sposób i uciekał z domu. – Twój przyjaciel z pewnością ma kłopot – powiedział don Juan, śmiejąc się. Chciałem opowiedzieć mu o wszystkich strasznych rzeczach, jakie wyprawiał chłopak, lecz mi przerwał. – Nie ma potrzeby mówienia więcej o tym biednym chłopcu. Ani ty, ani ja nie mamy powodu w taki lub inny sposób oceniać jego zachowania. – Jego ton był szorstki i stanowczy, ale po chwili uśmiechnął się. – Co ma zrobić mój przyjaciel? – zapytałem. – Najgorsze byłoby zmuszanie chłopca do tego, by zgadzał się z ojcem – powiedział don Juan. – Co masz na myśli? – Dziecko nie powinno być ani bite, ani karcone przez ojca, gdy nie zachowuje się w taki sposób, w jaki on by sobie tego życzył. – Jak więc może go czegokolwiek nauczyć, jeśli nie będzie stanowczo reagował? – Twój przyjaciel powinien pozwolić komuś innemu dać klapsa dziecku. – Ale nie może przecież dopuścić do tego, aby ktoś obcy bił jego syna – powiedziałem zdziwiony jego sugestią. Don Juan wydawał się ucieszony moją reakcją i zachichotał. – Twój przyjaciel nie jest wojownikiem – odparł. – Gdyby nim był, wiedziałby, że najgorszą rzeczą, jaką można zrobić, jest otwarta konfrontacja z ludźmi. – Co robi wojownik, don Juanie? – Wojownik postępuje strategicznie. – Wciąż nie rozumiem, co masz na myśli. – Gdyby twój przyjaciel był wojownikiem, pomógłby swojemu dziecku zatrzymać świat. – Jak ma to zrobić? – Potrzebowałby do tego osobistej mocy. Musiałby być czarownikiem. – Ale nim nie jest. – Wobec tego musi stosować zwyczajne środki, aby pomóc swojemu synowi zmienić jego wizję świata. Nie jest to zatrzymanie świata, ale działa tak samo. Poprosiłem go, aby mi to wyjaśnił. – Gdybym był twoim przyjacielem – powiedział don Juan – zacząłbym od wynajęcia kogoś, kto przyłożyłby temu małemu. Wśród mętów poszukałbym najgorzej wyglądającego opryszka.

bo jesteś bardzo uparty. W swoich wcześniejszych pracach opuściłem te fragmenty notatek. kto ci siedzi na karku. ponieważ nie dotyczyły one użycia roślin psychotropowych. – Niech pójdzie do slumsów i znajdzie okropnie wyglądającego włóczęgę – zaczął – ale niech wybierze młodego. że dziecko będzie zupełnie inaczej wszystko odbierać. Niech chłopak lewą ręką raz dotknie zwłok w dowolnym miejscu. don Juanie? – Wszystko. przedstawiam je w całości. Don Juan oparł brodę na lewej dłoni. Przeglądając wszystkie swoje notatki. do tej pory prawdopodobnie już zatrzymałbyś świat. że cały czas usiłował nauczyć mnie. stanie się kimś nowym. ostatnią rzecz. którą sugerował dla mojego przyjaciela i jego syna. których cię nauczyłem. ale służyły jakby do scementowania elementów tego obrazu. poprzez to. – Proszę. co masz robić. twój przyjaciel musi. Co mój przyjaciel ma zrobić ze swoim chłopakiem? – dopytywałem się. gdy chłopak zachowa się niewłaściwie. służącej za niski stół. ale coś w nim do mnie przemówiło. Wydawało roi się. dany w momencie. Miałem poinstruować przyjaciela. że nic nie działa. w jaki tylko zechce sposób. Na umówiony znak. Pomysł był absurdalny. powiedz mi coś więcej.– Żeby przestraszyć chłopaka? – Nie tylko po to. dał mi możliwość ujrzenia nowej rzeczywistości. W ten sposób naprawdę można na nich wpłynąć. szczegółowego przeanalizowania mojej dziesięcioletniej pracy. Powieki miał opuszczone. Odpowiedział. Stało się dla mnie jasne. schwytać go i stłuc na kwaśne jabłko. Następnie don Juan przedstawił dziwną strategię. – Po tym jak włóczęga przestraszy chłopca. niech twój przyjaciel zrobi jeszcze jedną. W czasie nauki u don Juana została mi ukazana rzeczywistość. – Jakich technik. uczył mnie tego . Ta myśl mnie przeraziła. który ma jeszcze trochę siły. to jedynie mój brak wrażliwości zmusił go do użycia roślin. że mnie obserwuje. Zmieni swoją wizję świata. Moje pełne uporu przywiązanie do własnej. Jeśli chce się zatrzymać znajomych. który wywiera na nich nacisk. Kiedy chłopiec będzie już bardziej panował nad sobą. spróbować odzyskać zaufanie syna. jak zatrzymać świat. powinien wyskoczyć z ukrycia. Kilka miesięcy po tej rozmowie don Juan doprowadził do końca to. jeśli za bardzo się przestraszy? – Strach nigdy nikomu nie zaszkodził. Jeśli zastosuje tę procedurę trzy czy cztery razy. żeby go przestraszyć. Zapytałem go o to. używając jednej z technik. może w szpitalu albo w gabinecie jakiegoś doktora. – A co. że w ciągu kilku lat naszej znajomości don Juan stosował wobec mnie tę samą taktykę. Uświadomiłem sobie. gdy masz kogoś. w pełni uznając ich wartość. że moje pierwotne przypuszczenie dotyczące roli roślin psychotropowych było błędne. aby nauczyć mnie zatrzymania świata. Kiedy to zrobi. ale nie spowoduje tego lanie otrzymane od ojca. Świat nie będzie już dla niego taki sam. Nie stanowiły one zasadniczej części obrazu świata czarownika. było techniką zatrzymania świata. co kazałem ci robić. kto zawsze cię bije i mówi. którego w inny sposób nie byłbym w stanie dostrzec. Najgorsze dla ducha jest to. a łokieć na drewnianej skrzyni. Teraz. uśmiechając się. Ostatnie trzy to notatki dotyczące wydarzeń wieńczących moje usiłowania zatrzymania świata. Stanowią one pierwsze siedemnaście rozdziałów tej pracy. zapewniam cię. głupcze. oprócz brzucha. aby zaprowadzić syna do martwego dziecka. To wyjątkowe wydarzenie mojego życia zmusiło mnie do ponownego. Don Juan. trzeba zawsze pozostawać poza kręgiem. Tak więc. takiego. co nazywał technikami zatrzymania świata. standardowej wersji rzeczywistości uczyniło ze mnie niemalże głuchego i ślepego na nauki don Juana. ale poruszał gałkami ocznymi. jako czarownik i nauczyciel. – Wydaje mi się. Musi znaleźć jakiś sposób. że już na samym początku naszej znajomości don Juan. innymi słowy opis świata dany przez czarowników. w którym będzie razem ze swoim synem. Gdybyś był mniej uparty. Ten mały musi zostać zatrzymany. uświadomiłem sobie. co rozpoczął. – Jeszcze tego nie zrobiłeś – powiedział. której dotąd nie znałem. aby wynajęty człowiek poszedł za nim albo czekał na niego w miejscu.

trzeba najpierw zatrzymać świat. zwykle płynący nieprzerwanie. odpowiadający owemu opisowi. do którego należą. Don Juan starał mi się go przekazać od samego początku. które są obce temu strumieniowi. aby przeciwstawić go staremu i w ten sposób złamać dogmatyczną pewność. Zakończenie nauki oznaczało. że aby osiągnąć widzenie. 1972 C. coraz bardziej skomplikowanych elementów. Po zatrzymaniu świata następnym krokiem jest widzenie. uważając. . C. Dziesięcioletnia nauka polegała na poznawaniu tej nowej rzeczywistości poprzez rozwijanie jej opisu oraz wtaczanie do niego. W moim przypadku był to opis świata czarownika. że przyjąłem ten opis świata i dzięki temu stałem się zdolny do postrzegania światła w nowy sposób. w których rzeczywistość zostaje przemieniona. zatem jego nauki stanowią najlepsze i jedyne wprowadzenie do niego. że wiarygodność naszej percepcji rzeczywistości nie podlega zakwestionowaniu. Zatrzymanie świata było naprawdę adekwatnym określeniem pewnych stanów świadomości. zostaje zatrzymany przez takie okoliczności. To pojęcie z systemu don Juana mógłbym zdefiniować jako reagowanie na zaproszenie świata znajdującego się poza opisem. w miarę upływu czasu.opisu. Don Juan uważał. Następuje to dzięki temu. trzeba bezbłędnie nauczyć się nowego opisu. że wszystkie te kroki można zrozumieć jedynie w kategoriach opisu. który nauczyliśmy się nazywać rzeczywistością. Wszyscy ją mamy. Twierdzę. Według don Juana. że strumień interpretacji. Innymi słowy. uzyskałem członkostwo. Niech więc słowa don Juana mówią same za siebie. Innymi słowy. warunkiem wstępnym dla zatrzymania świata jest całkowite przekonanie.

Natomiast spojrzenie don Juana sparaliżowało mnie do tego stopnia. że jestem zainteresowany zbieraniem i poznawałem leczniczych roślin. Kiedy zacząłem studiować antropologię i spotkałem don Juana. przypochlebiając się lub ustępując. gdybym nie miał sporego bagażu doświadczeń. abym zadawał mu pytania. że nazywam się Juan Matus. Nie była to tylko kwestia zamknięcia mi ust. żebym go kiedyś odwiedził w jego domu. abym je zbierał – powiedział łagodnie. kłócąc się albo wściekając. czytając o pejotlu. jaki wywarło na mnie spojrzenie don Juana. podczas gdy naprawdę nie miałem o nim zielonego pojęcia. jego oczy były bardzo łagodne. Stary człowiek powiedział mi. siedział na drewnianej skrzynce do przewożenia mleka. Powiedziałem. że postanowiłem odszukać don Juana. W tym momencie podniósł głowę i spojrzał mi prosto w oczy. Zapytałem go po hiszpańsku. że jestem gotowy. że kiedy spotkaliśmy się pierwszy raz. – Tak. Było wczesne popołudnie. Przeniknęło mnie na wskroś. czy zgodzi się. To był koniec naszego spotkania. o którym uczyłem się na uniwersytecie w Los Angeles. pozostawało mi jeszcze użalanie się albo narzekanie. Jego spojrzenie było pełne mocy. a to według mnie oznaczało. używając bardzo formalnego zwrotu. że ma pan dużą wiedzę na temat roślin – powiedziałem do starego Indianina stojącego przede mną. iż niewątpliwie rozmowa o pejotlu przyniesie nam obu korzyści. byłem w stosunku do niego nieszczery. kiedy wysiadłem z samochodu. Kilka lat temu opuściłem dom. Nie straciłem jednak nadziei. jak don Juan tamtego popołudnia. Zapoznałem się ze wszystkimi dostępnymi pracami i kiedy poczułem. a szczególnie o jego kulcie u amerykańskich Indian z równin. słowo pochodzące od caballo. że potrafię zadbać o siebie. znowu pojechałem do Arizony. Wtedy spojrzał na mnie. – Zbieram rośliny. bo pozdrowił mnie.1. Sobota. ale wtedy także odczuwałem gniew i frustrację. Trudno byłoby mi ocenić niezwykły wpływ. aby przedstawić mu swoją prośbę. Powiedziałem: – Czy pan [caballero] pozwoli mi zadać kilka pytań? Caballero. – Jestem jeźdźcem bez konia – stwierdził. Powiedziałem. że czytałem przez sześć miesięcy. – Czy dowiedziałeś się o tym od swojego przyjaciela? – zapytał obojętnie. tylko ich nie wyrażałem. Uznałem. Stary człowiek powoli pokiwał głową. że moje słowa wypadły całkiem poważnie i że wyglądam na osobę godną zaufania. że nazywa się Juan Matus. byłem już ekspertem w stawianiu na swoim. że mnie poznał. Po krótkiej wymianie konwencjonalnych uprzejmości w prostych słowach przyznałem się. my zaś przedstawiliśmy się sobie. zazwyczaj dopinałem swego. Przez sześć miesięcy przygotowywałem się. Tak zaintrygowało mnie to zdumiewające spojrzenie. Od razu język stanął mi kołkiem i nie mogłem już kontynuować swojej przemowy. uśmiechając się szeroko. Innymi słowy. a jeśli już nic nie odnosiło skutku. że nie byłem w stanie nawet nic pomyśleć. chociaż wcale nie groźne. Znajdowaliśmy się na dworcu autobusowym w Arizonie. a ja zachęcony jego milczeniem dodałem jeszcze. Indianin zaproponował. że jest człowiekiem ceniącym szczerość. a szczególnie halucynogennym kaktusem. w konkretnej sytuacji zawsze mogłem coś zrobić i nigdy w moim życiu żadna ludzka istota tak szybko i skutecznie nie pohamowała moich zapędów. Potwierdzenie od otaczającego nas świata – Wiem. że dużo wiem o pejotlu. Niejednokrotnie nie potrafiłem powiedzieć ani słowa swojemu oponentowi z powodu głębokiego szacunku. Pomyślałem sobie. jaki dla niego żywiłem. aby przygotować się na nasze spotkanie i teraz . Mój przyjaciel właśnie skontaktował nas ze sobą i wyszedł. a właściwie to one pozwalają mi. 17 grudnia 1960 Po długim i wyczerpującym wypytywaniu miejscowych Indian odnalazłem jego dom. Zawsze kiedy odprawiano mnie z kwitkiem. czyli “koń". Spodobał mi się jego uśmiech. – Już powiedziałem ci. i zdobyłem się na odwagę. chwaliłem się. pierwotnie oznaczało jeźdźca lub szlachcica na koniu. Wyglądało na to. pejotlem. Indianin popatrzył na mnie z ciekawością.

Tak też zrobiłem. Zapytał mnie. podobne. że uwielbiam chodzić po pustyni. że w rzeczywistości stworzył ją specjalnie dla mnie. – No i co? Co było dalej? – zapytałem autentycznie zainteresowany. że przygotowywał się na tę próbę przez sześć miesięcy. Wydawało się. że opanowanie jego wymowy zajęło młodzieńcowi sześć miesięcy. ponieważ urzędnik zapomniał słowo-klucz i kazał mu powiedzieć inne. który kiedyś prześladował i zabijał ludzi. Jednak wydawało mi się. że urzędnik zapomniał słowo-klucz. Słyszałem już przedtem podobną historyjkę o Żydach w Niemczech. – Coś się z nim stało? – starałem się. Stroił sobie ze mnie żarty w bardzo subtelny i wyrafinowany sposób. aby wymawiać pewne słowa w im tylko właściwy sposób. Śmiał się ze mnie. – A ja będę ci za to płacił. czyjego słowa zawierają jakieś ukryte znaczenie. by pytanie zabrzmiało naiwnie i zdradzało zainteresowanie rozwojem wydarzeń. ponieważ zaczął wyjaśniać. – Kiedy zauważył. Zrobił następną pauzę i popatrzył na mnie z figlarnym błyskiem w oku. I wreszcie nadszedł dzień wielkiej próby. Zacząłem się śmiać razem z nim. Bohater tej historyjki. – Ile masz zamiar mi zapłacić? – zapytał. Chciałem go zapytać. Wydawało mi się. czy nie zechciałbym razem z nim udać się na krótki wypad na pustynię. aż urzędnik każe mu wymówić to słowo. co go rozbawiło. Zapewniłem go. Pomyślałem. przyznał się. którzy potrafili wypowiedzieć je tak samo jak król. zanim ten zdążył cokolwiek powiedzieć. – Młody człowiek został oczywiście natychmiast zabity – odpowiedział i wybuchnął śmiechem. można było rozpoznać po tym. pełen wiary w siebie. Z zapałem powiedziałem mu. w jaki przyciągnął moją uwagę. pewnego dnia postanowił przygotować się na przejście przez posterunek i nauczył się wymawiać słowo-hasło. byli wolni. aż zapytam. jak wymawia pewne słowa. Widać w moim stwierdzeniu było coś. a przede wszystkim to.rzeczywiście wiem już dużo więcej. Teraz on był górą. gdyż zaczai mnie zapewniać. Młody człowiek. Zaproponowałem mu zapłatę za jego czas i wysiłek. . co miał na myśli. czy ktoś jest Żydem. każdego rodzaju informacji na temat ziół leczniczych i ich stosowania. jak powiązał swoją opowieść z moim przypadkiem. Ta pauza była bardzo wystudiowana i wydała mi się nieco staromodna. W tym momencie don Juan w dramatyczny sposób przerwał swoją opowieść i spojrzał na mnie. Prześladowani i prześladowcy nie różnili się niczym od siebie. – Lubię dużo chodzić – stwierdził don Juan. ale nie wychodziłem z roli. jak zakończy się ta historia. Znałem także puentę – młody człowiek został schwytany. poza tym że ci pierwsi wymagali. ponieważ potrzebuję informacji. Już nie wiedziałem. to w rzeczywistości w żaden sposób nie byłem w stanie przygotować się na to spotkanie. – To nie będzie piknik – stwierdził ostrzegawczym tonem. Stwierdził. że specjalnie zmienia temat rozmowy. Odpowiedział mi śmiechem. aby urzędnicy mogli nakazywać przechodzącym ludziom wymawianie pewnego słowa-klucza. natomiast pozostałych natychmiast skazywano na śmierć. Król zarządził wystawienie posterunków przy drogach. młody człowiek. że moje wysiłki Przypominają mu historyjkę o pewnym królu. aby uniknąć odpowiedzi. ale nie zrobiłem tego. Chyba zauważył moje zmieszanie. – Młody człowiek był naprawdę sprytny – opowiadał. co się stało dalej. ale naprawdę jestem zainteresowany nauczeniem się czegoś o roślinach. To. – Będziesz pracował dla mnie – powiedziałem. że chciałbym bardzo poważnie pracować razem z nim. którego jednak ten nie nauczył się właściwie wymawiać. Nie chciałem jednak zbyt natarczywie nalegać. Później powiedziałem mu. że don Juan czeka. Ta cecha oczywiście mimowolnie ich zdradzała. że chociaż miałem dobre intencje. Bardzo podobał mi się sposób. Z szerokim uśmiechem don Juan powiedział. przyszedł pod posterunek i czekał. że może wypadłem bardzo głupio. a ja czułem się nieswojo i byłem trochę urażony. że wyczuł mój zamiar. Ci.

dopóki nie zrobiło się prawie ciemno. Pomyślałem. czy zgadzam się z jego propozycją. co ma na myśli. silny poryw wiatru poruszył pustynnym chaparralem koło nas. Później zatrzymał się i usiadł na kamieniu. ile uznasz za stosowne.. swoim czasem. a szczególnie o pejotlu. które robiłem na bloczku papieru. – Czy pochodzisz z Arizony. Zatrzymaliśmy się na chwilę przy ogromnych krzakach. delikatnie ich dotykając. Mój przyjaciel. – Patrz! Świat właśnie zgodził się ze mną – powiedział. Powiedziałem jednak. – Jeżeli chcesz pisać. – Co robisz tam. że nie chciałem mu przeszkadzać. pisz – powiedział. co robię. ponieważ niczego nie da się o nich powiedzieć. Spojrzał na mnie i pokiwał głową potakująco. – Tyle. – Są żywe i odczuwają. przykładając prawą rękę do ucha. Jego oczy wyglądały na zmęczone. W chwili kiedy to powiedział. Wyglądało to jak potwierdzenie. ponieważ staruszek jest bardzo ekscentryczny. w kieszeni? – zapytał. w zamian za pewne korzyści finansowe. Spojrzał na mnie przenikliwie. – To wielki kawał świata. – Mnie to nie przeszkadza. że nie rozumiem. – Bawisz się swoim małym? Chodziło mu o notatki. Zapytał mnie. nie mówiąc ani słowa. Nie zrozumiałem tego. który nas ze sobą skontaktował. – Możesz mnie pytać o wszystko. że nic nie ma do powiedzenia o roślinach i dlatego branie moich pieniędzy jest dla niego nie do pomyślenia. – Rośliny są bardzo szczególne – powiedział. nie wiedziałem. co miał na myśli. Byłem zachwycony. ani w ogóle nic o nich nie mówił. abym miał się na baczności. – A ty skąd jesteś? – zapytał mnie. – Czy urodziłeś się w tych okolicach? Znowu skinął głową. ale mogło być również nerwowym odruchem kogoś. Pomyślałem. Prosiłem go. nie patrząc na mnie. Pomyślałem. o co zechcesz. – Liście i wiatr zgadzają się ze mną. – Co powiedziałeś? – zapytałem. Powtórzył to tajemnicze stwierdzenie trzy razy i wtedy nad całą okolicą rozległ się grzmot przelatującego odrzutowca Air France. że bardzo chcę się uczyć o roślinach. przykładając lewą rękę do ucha. Jego śmiech był zaraźliwy. – Pochodzę z Ameryki Południowej – odpowiedziałem. Don Juan nie pokazał mi żadnych roślin. abym odpoczął i rozejrzał się wkoło. kto się zastanawia. Pochodzisz z niej całej? . marszcząc brwi. powiedział mi. aby odpocząć. Pod źrenicami widać było białka jego oczu.Odkryłem nutę chciwości w jego głosie. że jest bardzo zabawny. Powiem ci to. a później to. zaśmiał się serdecznie. pisząc mu przed nosem. usiłując skierować rozmowę na niego. Ja natomiast nalegałem na rozmowę. Wszedł tylko między krzewy. Przeszliśmy jeszcze kawałek. – Zapłać mi za mój czas. – Słyszysz? – zapytał. co będę wiedział. jakby chciał lepiej słyszeć. don Juanie? – zapytałem. Uśmiechnąłem się. który miałem w wielkich kieszeniach swojej kurtki. Krzewy wydały grzechoczący odgłos. Powiedział mi. Szliśmy przez pustynię. że to “zgadzanie się liści" stanowi jeden z przejawów tej ekscentryczności. – Nie musisz mi płacić – powiedział. ale w dalszym ciągu nie pokazał mi ani nie zerwał żadnej rośliny. W odpowiedzi usłyszałem. aby został moim informatorem. Powiedziałem. Jeszcze raz dałem mu do zrozumienia. co możesz z tym zrobić. że bardzo dziwny z niego gość. Wtedy dodał: – Być może nie ma niczego do nauczenia się o roślinach. Kiedy przyznałem mu się..

czy chcę pójść coś zjeść w restauracji w mieście. – Skinął głową i wybuchnął grzmiącym śmiechem. chociaż nie mogłem znaleźć ku temu żadnych powodów. że w każdej chwili jesteśmy w stanie ze swego życia wyrzucić wszystko. Nie wierzyłem mu – mój przyjaciel. śmiejąc się. ale naprawdę urodziłem się jako Yaqui w Sonorze. – Kiedy będziesz w domu? – zapytałem. Zaśmiałem się w duchu. – Wiem. – A co. – Nie ma mowy – odparł. marszcząc brwi.Jego oczy znów mnie prześwidrowały. – Zawsze. – Jasne – powiedział z wielkim przekonaniem. . – Jesteśmy podobni do siebie w tym względzie – powiedział. ponieważ zaczął wyjaśniać. Lubiłem go. kim jesteś. W jego osobowości było coś uspokajającego. Absolutne nic. Chciałem mu postawić piwo w restauracji. skądkolwiek byś pochodził. W tej właśnie chwili woda gotująca się w ekspresie do kawy zaczęła wydawać pełen animuszu odgłos. żebym wziął ze sobą aparat fotograficzny i sfotografował jego i jego dom. Don Juan pożegnał się ze mną już w drzwiach restauracji. co tylko zechcemy. Don Juan popatrzył na niego i łagodnie powiedział: – Dziękuję ci. Widać wątpliwości odmalowały się na mojej twarzy. strzelił palcami. Jego śmiech wydawał się nieco za głośny. pod koniec następnego tygodnia. W tym rozstrzygającym momencie ekspres do kawy wydał prawdziwie obsceniczny bulgot. a śmiech stał się niepokojący. wiem – powiedział. – A magnetofon? Nie będzie ci przeszkadzał? – Obawiam się. że muszę odwiedzić kilku przyjaciół. czy don Juan kłamie. Odpowiedział. że stary przez większość czasu jest nieźle zaprawiony. – Ludziom trudno jest zrozumieć. że lubił wypić w młodości. który nas ze sobą skontaktował. – Nie wiem dokładnie.. i odszedł. Przyjrzał mi się badawczo. – Uważasz. o czym ja nie mam pojęcia albo czego nie chcę mu powiedzieć. potem jednak znowu chciałbym się z nim zobaczyć. jeśli cię wtedy nie będzie? – Będę – odpowiedział. Czułem się. Czułem się winny. – Jesteś. że naprawdę tak łatwo przestać palić czy pić? – zapytałem. Odniosłem wrażenie. Moje dziwne zakłopotanie wzrastało. kiedy przyjedziesz – odpowiedział. – Coś takiego! Ja natomiast pochodzę z. że wie coś. Jednak nie interesowało mnie. – Tu. czy nie miałby nic Przeciwko temu. Ja zaś. Właśnie tak. że on również nie wchodzi w grę. nawet piwa. Czułem. kiedy będę mógł przyjechać. W drodze powrotnej i później podczas jazdy do miasta rozluźniłem się. – Gotująca woda zgadza się ze mną. że mi coś zagraża. dla zobrazowania swych słów. – Mieszkam tutaj. ale rzeczywiście rozbawiła mnie ta sytuacja.. tak samo jak ja jestem Yaqui z Sonary. ale pewnego dnia po prostu przestał. – Po chwili dodał: – Człowiek może uzyskać potwierdzenie od wszystkiego co jest wokół niego. Zacząłem wyjaśniać okoliczności moich narodzin. Jego oczy błyszczały. – Po prostu przyjedź i o nic się nie martw. Byłem zaskoczony. ponieważ wstał i zapytał mnie. powiedział mi. ale mi przerwał. że nigdy nie pije. Tak zakończyła się pierwsza prawdziwa sesja z moim “informatorem". czy nie. ale nie byłem całkiem spokojny. Nie pozwolił mi skończyć. jeśli tylko chcemy je porzucić. Musiał to zauważyć. Pobiegłem za nim i zapytałem go. – Słyszysz! – don Juan zawołał z błyskiem w oczach. jakby złapał mnie na kłamstwie. – Palenie i picie to nic.

Zainscenizowałem żałosną skargę. Don Juan pokręcił przecząco głową. jest tylko jedna niezbędna rzecz. a nie o zdjęcia. Nazwał ją duchem.. – A jeśli chcesz mnie jeszcze zobaczyć. Powiedziałem. Powiedziałem. – Zapomnij o tym – rzekł stanowczo. – Co przez to. – A ty go nie masz. . Odparł. że nie widzę żadnego logicznego powodu jego odmowy. że zdjęcia i nagrania są niezbędne dla mojej pracy.. – Nie można nic zrobić bez ducha – powiedział. nigdy więcej mi o tym nie wspominaj. co robimy. Martw się więc o niego. że we wszystkim. Przerwał mi ruchem dłoni i postąpił kilka kroków w tył.Byłem zmartwiony i rozdrażniony. – Tylko przyjedź – powiedział łagodnie i pomachał mi na pożegnanie.

Zacząłem od formularzy rodzinnych. Jego oczy były dobre. jego osobistej historii. Nagle poczułem się nieswojo. – Pewnego dnia odkryłem. Przygotowałem kilka formularzy na temat jego pochodzenia i rodziny. ani wyzwania. że jedna rubryka jest przeznaczona dla ojca. Pomyślałem sobie. – Jakie były imiona twojego ojca i matki? – zapytałem. ze być może powinienem zacząć od matki. jasne i przenikliwe. abym na niej usiadł i poczuł się jak u siebie w domu. ani nienawiści czy pogardy. wytłumaczyłem mu. podobnie jak picie. Wymazanie osobistej historii Czwartek. . Nie wiedziałem. ale przyjął prezent. Poczęstowałem go papierosami. jakich innych słów używałeś. a potem w jednym momencie nasze role odwróciły się. a druga dla matki. abyśmy wypełnili. że osobista historia nie jest mi już dłużej potrzebna i. – Jak nazywałeś swojego ojca? – zapytałem. potem wydawało mi się. jakby dokonał bardzo poważnych myślowych operacji – jak inaczej na nich wołałem? Wołałem: hej. – Ojej! – powiedział. hej. Wykorzystując całą swoją cierpliwość. ale z niespodziewaną mocą. czy nie przeszkadzam mu w jego codziennych zajęciach. Przyjmując. które chciałem. ale kontynuowałem. – Chodzi mi o to. Wahał się chwilę. Rozmawialiśmy o chłodnych nocach na pustyni i poruszaliśmy inne typowe tematy grzecznej konwersacji. hej. jak na to zareagować. że mnie nie zrozumiał. Tato! Hej. Usiłowałem wytłumaczyć mu sens odkrywania jego genealogii. jakby ktoś inny wypowiedział te słowa. 22 grudnia 1960 Don Juan siedział przy drzwiach swego domu. Pokazałem mu formularz i powiedziałem. – A więc – powiedział. że to bardzo poważne pytania i że dla mnie bardzo ważne jest wypełnienie tych formularzy. – Jak nazywałeś swoją matkę? – zapytałem. Odwrócił drewnianą skrzynkę do transportu mleka. mogę z nim zostać przez całe popołudnie. – Nazywałem ją Mama – odparł naiwnym tonem. Zapytałem go. a on wpatrywał się we mnie nie dającym się opisać wzrokiem. Jako przykład podałem mu różne słowa używane w angielskim i hiszpańskim na określenie każdego z rodziców.2. Poczułem lekkie zaniepokojenie. – Nie trać czasu na te bzdury – powiedział łagodnie. więc przygotowałem się. wyglądało to tak. czy jest on starym żartownisiem robiącym ze mnie błazna. Jeszcze przed chwilą był on niedołężnym. Chciałem wraz z nim przeanalizować tę listę i sprawdzić. Wyglądał naprawdę komicznie i w tym momencie nie wiedziałem. Wypisałem również z literatury etnograficznej długą listę cech kulturowych. Mamo! Zaśmiałem się wbrew sobie. Don Juan podrapał się po głowie i popatrzył na mnie z głupim wyrazem twarzy. które z obyczajów są mu znane. poprosił mnie. że nie pali. Spojrzał na mnie jasnymi. które charakteryzują ponoć Indian mieszkających na tym obszarze. Przywiozłem ze sobą cały karton. – Nie mam żadnej osobistej historii – powiedział po dłuższej przerwie. – Nazywałem go Tata – powiedział z poważną miną. że nie ma codziennych zajęć i że jeśli tylko chcę. Ja byłem tym głupim. – Dopadłeś mnie. czy tylko prostaczkiem. nazywając swego ojca i matkę? Jak ich wołałeś? – Starałem się być cierpliwy i uprzejmy. dobrymi oczyma. głupim Indianinem skrobiącym się po głowie. Nie całkiem to rozumiałem. Powiedział. zmarszczywszy brwi i powiedział. Niech pomyślę. oparty plecami o ścianę. w którym nie było jednak ani arogancji. Spojrzał na mnie. że coś sobie przypomina. aby to zapisać. odczytywałem to jako stan zagrożenia. porzuciłem ją.

tak to właśnie rozumiem – odparł ostro. Przestałem pisać i spojrzałem na niego. Nikt nie jest zły ani rozczarowany twoim zachowaniem. – Może powinieneś mi powiedzieć. jakby czytał w moich myślach. czyli wypytania go o genealogię. którym obdarzył mnie podczas naszego pierwszego spotkania. – Usunięcie jej. że chyba nie zrozumiałem Jego stwierdzenia. Don Juan potwierdził. nieprawdaż? – powiedział. Chciałem to przedyskutować z don Juanem. – Nie wiesz. co robisz. przynajmniej na poziomie intelektualnym. i żadna siła na ziemi nie zmusi go do zmiany opinii o tobie. Byłem zdumiewająco silnie przywiązany do swych dziejów i historii mej rodziny. opowiadając rodzicom. kto mnie zna. abym uświadomił sobie. – Nie wiem. – Weźmy ciebie. że bez zastrzeżeń zgodził się. których nie mogłem pojąć. z jakim twierdził. Jednak wywoływała ona we mnie awersję i poczucie zagrożenia. żadne wyjaśnienia nie są potrzebne. kiedy pytałem go o ojca i matkę. – Na pewno jestem? – zapytał. – W jaki sposób można porzucić własne dzieje? – zapytałem zaczepnie. Wie. – Skąd to wiesz? – Rzeczywiście – powiedziałem – nie mogę tego wiedzieć z całą pewnością. śmiejąc się. Don Juan wytłumaczył mi. ale ty to wiesz i to się liczy. Nagle zrozumiałem. – A później należy postępować systematycznie. ale pohamowałem się. próbując odkryć znaczenie jego słów. – On wie wszystko – powiedział. rzecz jasna. ponieważ nie mam osobistej historii. W jakiś sposób don Juanowi udało się odciągnąć mnie od mojego pierwotnego zamierzenia. A zapewniam cię. Nieposiadanie osobistej historii było koncepcją pociągającą. co robię. – Jesteś Yaqui. Dzięki temu tworzy się osobista historia. że już mi nie jest potrzebna. czego chciałem od ciebie. ma jakieś wyobrażenie o mnie. ani czym jestem. że mój ojciec jest przykładem tego. o co tu chodzi. ciągle po trochu je gubić. Gapiłem się na niego. – Ma cię jak na dłoni. abym zadawał mu pytania. Nie możesz tego zmienić. kiedy wie o tym jeszcze ktoś. że nie ma nic przeciwko nim. wcale nie stwarza mej osobistej historii – odpowiedział. a ja ożywiam to wyobrażenie wszystkim tym. Czułem. Niezdarnie streściłem w notatniku to. o co mu chodzi. co rozumiesz przez porzucenie osobistej historii – poprosiłem. – Czy tego nie widzisz? – zapytał dramatycznie. że bez tych korzeni moje życie nie miałoby żadnej ciągłości ani celu. – Dlaczego ktoś ma tego pragnąć?! – wykrzyknąłem. kiedyś prawie sam do tego doszedłem. że każdy. co powiedział. jego irytujący humor i czujność. – Musisz odnawiać swoją osobistą historię. próbując z powrotem skierować konwersację na pożądany przeze . kiedy poczułem. ponieważ wydawało mi się to nie na miejscu. nie mógł być tak “wyrobiony" jak student uniwersytetu. Odpowiedziałem. a później niespodziewaną moc stwierdzeń. kim jestem. na przykład – powiedziałem.Przypomniałem mu. jak doszliśmy do tej rozmowy. Nie potrafiłem go rozszyfrować. to kilka imion do mojego formularza – powiedziałem. Głupio mi było próbować wciągać w filozoficzną dyskusję starego Indianina. przypomniałem sobie tajemnicze i niezwykłe spojrzenie. Natomiast jeśli nie ma się swej historii. czy jestem Yaqui. a przede wszystkim czyjeś mniemania o tobie nie mogą cię do niczego zobowiązać. kim jesteś i co robisz. – Najpierw trzeba chcieć je odrzucić – powiedział. Zapytał mnie. udawaną naiwność. że zabiłem mu klina. Nalegał. Uświadomiłem sobie. Ja upierałem się jednak. – Tylko wtedy. – Nigdy nie będziesz wiedział. Powiedział. jakie wrażenie na mnie wywiera. że to ja wiem. urok. bo wszystko. ani kim. – Fakt. że tak. czy nie. Uczciwie przyznawałem się. że nikt nie może tego stwierdzić z całą pewnością. – Po prostu nie mam już osobistej historii – powiedział i popatrzył na mnie badawczo. może ona powstać. że od świata uzyskuje potwierdzenie swych słów. krewnym i przyjaciołom o wszystkim. czy mam ojca. co mój ojciec myśli o mnie i co wie. który. – Porzuciłem ją pewnego dnia.

. Spojrzałem na niego. że powie “nie". W mojej wyobraźni stał się indiańskim wodzem. – Dlaczego by nie? Lepiej się czujesz. Patrzył w ten dziwny sposób przez dłuższą chwilę.. – Czy koncepcja nieposiadania osobistej historii jest czymś. W ciągu całego mojego życia. Nie mogłem uwierzyć. co wiem. reagowałem sprzeciwem. tak jak przypuszczałem. W tym momencie stanowił wzorowy okaz dzikości. – No pewnie. – Weźmy ciebie. ponieważ powiedziałem ci. Powiedzmy. Jego ton był stanowczy. Później spojrzał na mnie i uśmiechnął się. W tej chwili zupełnie nie wiedziałem. że wyzbyłem się swej przeszłości. że chcesz się uczyć o roślinach – zauważył spokojnie. a ja przekażę ci to. co przynależy do mnie. – Jak mam wiedzieć. kim jesteś. Zmrużył oczy. a jednak wydawało się. – Tak więc. – Zapisz to – powiedział opiekuńczo. co mam robić. po trochu musisz zacząć stwarzać wokół siebie tajemnicę. – Powiedziałeś. że nie ma sposobu. co się z tobą dzieje. że był zdumiewająco sugestywny. Jego podstęp był przerażający i rzeczywiście zacząłem się bać. Z mojej twarzy musiał wyczytać ogarniający mnie niepokój i natychmiast to wykorzystał. co o tym sądzić. śmiejąc się z mojego zaskoczonego spojrzenia. – Zniżył głos do dramatycznego szeptu. że nauczyłem się tego sam i teraz mam zamiar przekazać ci tę tajemnicę. aż o niczym nie będziesz już z góry przesądzał. Musiałem jednak przyznać. – Ale ty sam przecież wiesz. ale także jednym tchem dodałbym. Szczerze mógłbym powiedzieć. pokazując ruchem głowy całe otoczenie. że bardzo go lubię. abym mógł uwierzyć. że jesteś zbyt oczywisty. Musisz zacząć wymazywać siebie. Twój kłopot polega na tym. Ogarnęło mnie najbardziej zdradzieckie uczucie ambiwalencji. I teraz nikt na pewno nie może wiedzieć. – Czy twój ojciec nauczył cię tego? – Nie. że będziesz mi zadawał pytania. nieprawdaż? – wtrąciłem. czerwonoskórym wojownikiem z romantycznych opowieści pogranicza z czasów mego dzieciństwa. że zadawanie pytań dotyczących czyjejś przeszłości jest gówno warte. Stało się dla mnie jasne. – Najlepiej wymazać całą osobistą historię – powiedział powoli. – Nikt nie zna mojej osobistej historii. jakby chciał mi dać czas na moje niezdarne pisanie – ponieważ wtedy uwalniamy się od obciążających myśli innych ludzi. ale gdzieś ponad moje prawe ramię. Śmiałem się z tej jego teatralności. Jeśli nie podoba ci . Nikt nie wie. że obcuję z samorodnym talentem aktorskim. kiedy jestem tym wszystkim – powiedział. kim jestem i co robię. kim jestem ani co robię. – Teraz nie wiesz. Twoje wysiłki są za bardzo oczywiste. – Doszliśmy do tego. co przynależy do tradycji Yaqui? – zapytałem. Nawet ja sam. Don Juan klepnął się po udach i zaśmiał się radośnie. i zmieniłem taktykę. – Jest czymś. kim jestem. na przykład – kontynuował. twoje nastroje są zbyt oczywiste. że śmiertelnie się go boję. – Powoli. – To bardzo proste – odparł. Na samą myśl o tym Przyjmowałem postawę obronną. dzisiaj nie odejdziesz z pustymi rękami. że mówi to naprawdę. – Mam zamiar przekazać ci dzisiaj mały sekret powiedział cicho. zawsze kiedy ktoś usiłował mi mówić. Poczułem. Przyszła mi do głowy myśl. że pouczał mnie. w jaki sposób mam się zachowywać. mój wzrok musiał zdradzać zakłopotanie. – Chcesz dostać coś za nic? Zgodziliśmy się. Siedział ze skrzyżowanymi nogami. – Gdzie się tego nauczyłeś? – Nauczyłem się podczas swojego życia. kiedy piszesz. Stopniowo wytworzyłem mgłę wokół siebie i swojego życia. aby go przekonać. że. Zrobił wystarczająco długą pauzę.mnie temat. Nie bądź zbyt pewny tego wszystkiego. że jest niezwykle rozluźniony. A to dlatego. miał sztywno wyprostowane plecy. Nie patrzył na mnie. – Po co? – zapytałem wojowniczo. aż nic nie będzie już całkiem pewne. Musisz wszystko wymazać. nie wiem! – wykrzyknął i potoczył się po podłodze.

– Zawsze wiedziałeś. wymazać także swoją osobistą historię. nie może być potraktowane jako kłamstwo. – Jak? – zapytałem. – To się zmień! – powiedział ostro. kto cię dobrze zna. po co to robisz. nie jestem! – wykrzyknąłem. kiedy masz osobistą historię. W ten sposób wytworzysz wokół siebie mgłę. że zdaję sobie sprawę z tego. na kim nie można polegać. co mówił don Juan. Ja wolę absolutną wolność bycia nieznanym. co robisz naprawdę. skąd wyskoczy królik. jest dla mnie bezużyteczne. musisz. że przez cały czas wszystkich ogłupiam. dzikie zwierzę. – Czy nie widzisz. ponieważ nie możesz podniecić się opowiadaniem o tym wszystkim. miał rację. bardziej koncentrując się na tym. jest już z góry przesądzone i wtedy nie jesteś już w stanie przeciąć więzów ich myśli. – Ujmijmy to więc w ten sposób – kontynuował – jeśli chcesz się uczyć o roślinach. że mnie zna. – Bo taki jesteś – odparł z pełnym przekonaniem. co mówisz. Mój niepokój ustąpił miejsca irytującemu zamętowi. Stary człowiek ugodził w mój słaby punkt. że moja rodzina i przyjaciele uważają mnie niestety za kogoś. w którym nikt nie wie. nawet my sami. jak kłamać – stwierdził. co robisz. zamiast zmusić go do powagi. co się mówi. jednak nie wolno ci nic mówić o tym. jak to zrobiłeś. – Widzisz – kontynuował – mamy tylko dwie możliwości. Wyglądał jak dziwne. – Nie potrafię utrzymywać tajemnic! – wykrzyknąłem. Powiedziałem. czy skąd wie. co ciebie dotyczy. takich jak nieujawnianie tego. Zaprotestowałem. tak jak zna ciebie. a równocześnie chcesz zachować świeżość w tym. To bardzo podniecający i tajemniczy stan. Byłem zupełnie zdezorientowany przebiegiem tej rozmowy. że tak czy inaczej wszystkich wprowadzam w błąd. Moje zachowanie. co chcesz im pokazać. Jeśli wybieramy to pierwsze. Teraz już wiesz. broniąc się wyjaśnieniami. wszystko. Argumentowałem. W drugim wypadu. Nikt nie może powiedzieć z niezachwianą pewnością. Nie zapytałem go. kończymy znudzeni na śmierć sobą i światem. Odpowiedział. oprócz zrobienia innych rzeczy.się mój warunek. najlepiej jak tylko umiałem. Następnie musisz rozstać się z każdym. ze odrzucenie osobistej historii może tylko zwiększyć poczucie braku . – To. zaczynasz kłamać. stwarzamy wokół siebie mgłę. Na jego stwierdzenie zareagowałem. niż na roztrząsaniu moich przekonań lub znaczenia tego. Tak więc. gdy wymazujemy osobistą historię. co przez to rozumie. – Do diabła. ale z żalem musiałem mu przyznać rację. człowieku. że kiedy cię znają. że jesteś zmuszony wyjaśniać wszystko i wszystkim. Twój problem polega na tym. jeśli chodzi o mnie. – Nie obchodzi mnie kłamstwo ani prawda – powiedział surowo. to ponieważ nie można o nich prawie nic powiedzieć. – Od tej chwili – stwierdził – możesz pokazywać ludziom wszystko. że ludzie uważają mnie za niegodnego zaufania? – powiedziałem. nie mamy sobie nic więcej do powiedzenia. Naprawdę zacząłem pogardzać tym starym człowiekiem. Jego bezpośredniość rozdrażniła mnie. – Kiedy nie ma się osobistej historii – wyjaśnił – nic. wywołało jego histeryczny śmiech. – Kłamstwa są kłamstwami tylko wtedy. za tę jego zarozumiałość. chociaż naprawdę w całym swoim życiu nie powiedziałem ani jednego kłamstwa. aby nie wypaść z kursu. że mam po dziurki w nosie tego. wszystkie jej szczegóły. – Nie zdawałeś sobie tylko sprawy. co zrobiłeś. z groźnym błyskiem w oku. Niestety. – Ale to wtedy jest kłamstwo. że nie chcę rozmyślnie nikogo ogłupiać ani wprowadzać w błąd. – Zacznij od prostych działań. A jednak jego myśli były wyjątkowo spójne i tak bezpośrednio potrafił je wyrażać. Upierałem się przy tym. Spisałem. – Ależ to absurd – zaprotestowałem. co powiedział. Albo wszystko przyjmujemy za pewne i rzeczywiste albo nie. – Czemu ludzie nie mieliby mnie znać? Co w tym złego? – Złe jest w tym to.

niż przekonanie. za którym krzakiem ukrywa się królik. . aby odzyskać równowagę i siły. ale wystarczająco długo. – Przyjedź jeszcze – powiedział. abym to zrobił. Nie chciałem już więcej dyskutować. Pojechaliśmy do centrum miasta. Wspiąłem się na wzgórze i zrobiłem tak. Nie wiedziałem. W końcu don Juan wstał i poprosił mnie. musimy być czujni. – Bardziej podnieca nas to. abym go zostawił.bezpieczeństwa. Być może w tej kompletnej ciszy minęła nawet godzina. abym go zawiózł do pobliskiego miasta. ale nasza konwersacja wyczerpała mnie. ze nie wiemy. zawsze gotowi – powiedział. może byłem zbyt zmęczony. Nie powiedział ani jednego słowa przez bardzo długi czas. że jeśli chcę się odprężyć. Spałem tylko przez dwie czy trzy minuty. z głową skierowaną na wschód. o co mam pytać. jak powiedział. jakbym miał zaraz zasnąć. Czułem się. muszę się wspiąć na płaski szczyt najbliższego wzgórza i położyć się na brzuchu. Nie wiedziałem dlaczego. – Koniecznie przyjedź. że wszystko wiemy. Don Juan kazał mi zatrzymać się na poboczu i powiedział. – Kiedy nic nie jest pewne. Prawie nalegał. aby mówić. gdzie don Juan poprosił mnie. wychodząc z samochodu.

Chodziliśmy całymi godzinami. Według niego. o czym mówi. bo on chyba nie ma nastroju do przebywania w czyimś towarzystwie. że to rozbawiło go jeszcze bardziej. że to absurdalne. że mój zwykły sposób chodzenia osłabia organizm i że nigdy nie powinno się niczego nosić w rękach. Spociłem się i chciałem się napić ze swojej manierki. że gdy idę. a moje ciało niczego nie zauważa. Z jednej strony nie chciałem zaakceptować tego. że czekał na mnie. by mi bardzo dokuczało. że don Juan potrafił zniszczyć wszystkie moje przekonania dotyczące świata. i to była wrona – nalegałem. Nie zerwał ani nie pokazał mi żadnej rośliny. don Juan mocno potrząsnął moim ramieniem i uciszył mnie. Dał mi trochę. Szczegółowo opowiedziałem mu o całej naszej rozmowie. 28 grudnia 1960 Zaraz gdy tylko przyjechałem.3. Nie miałem zbyt wiele sympatii dla tego dziwnego. że stary Indianin był po prostu świrem. że rozzłościł go mój śmiech na widok wrony. ale trochę uśpione. że są wspaniałe i jeśli będę je żuł powoli. Chodzi o to. że jego krytyczne uwagi pod moim adresem poważnie podkopały moją życzliwość dla niego. choć nie czułem też. Wydało mi się. Uściślił poprzednie stwierdzenie. co widziałeś. że nie lubię złościć ludzi i że lepiej będzie. starego piernika". a z drugiej – odczuwałem niechęć do przyznania racji mojemu przyjacielowi. mówiąc. który nas ze sobą poznał. – Nic nie widziałeś. W odpowiedzi na to wzrósł mój niepokój i zakłopotanie. należy używać plecaka lub torby na plecy. Poprosiłem go o wyjaśnienie. – Podchodzisz do siebie zbyt poważnie. ogromna wrona. – To. że zawsze miał trafne spostrzeżenia i był autentyczny. że przesadzam i mam za bardzo romantyczny stosunek do tego “głupiego. Powiedziałem. Byłem szczerze przekonany. zanim podejmę jakąś decyzję. jakbym był klaunem grającym dla niego przedstawienie. co pozwoli mi utrzymać uwagę na ścieżce i jej otoczeniu. Powiedział. Zaskoczyło i przestraszyło mnie to i zacząłem się śmiać. Ściął kilka liści z niepozornego. Jednak nauczył mnie właściwego sposobu chodzenia. to nie była tylko wrona! – wykrzyknął. że czyta w moich myślach. gdyż jest głupawe. Odrzucenie poczucia w łasnej ważności Miałem okazję przedyskutować swoje dwie wizyty u don Juana z przyjacielem. marnowałem tylko czas. ponieważ jestem młody i silny. że nie odczułem korzyści płynących z właściwego sposobu chodzenia ani z żucia liści. lecz don Juan powstrzymał mnie. ale ku mojemu wielkiemu zdziwieniu. Czułem się zmuszony jeszcze raz go odwiedzić. więc zagiąłem palce tak. Miał niezwykle poważny wyraz twarzy. Jeśli trzeba coś przenieść. Zaczęliśmy przechadzkę rankiem i zatrzymaliśmy się na odpoczynek około południa. żółtawego krzaczka i zaczął je żuć. jeśli sobie pójdę. starego człowieka. Środa. – Ale ja przecież widziałem. można dzięki temu zwiększyć swoją wytrzymałość i pogłębić świadomość. Nie znalazłem żadnego powodu do dyskusji. tak samo było z wytrzymałością. bo zaczął tłumaczyć. – Za bardzo się wściekasz – skomentował niedbale. Jednak muszę dodać. że moje ciało nie jest naprawdę głupie. że kiedy utrzymuje się ręce w odpowiedniej pozycji. Jego gburowatość była nie na miejscu. Nie spojrzał nawet na torbę zakupów. Nie zniknęło jednak. jakbym wiedział. że to dobra okazja do śmiechu. Uznał. pragnienie zniknie. chociaż sam śmiał się z ekspresu do kawy. Moja świadomość w żaden sposób się nie zmieniła. głupcze – warknął. Twierdził. muszę mieć lekko zgięte palce dłoni. który uważał. twierdząc. – To nie był żart – powiedział surowo. mówiąc. że lepiej wypić tylko mały łyk. Wydawało mi się. Wydawało się. Zaśmiał się hałaśliwie. które mu przywiozłem. Zaśmiał się. W tym momencie przeleciała nad nami. Powiedziałem. Nie byłem w nastroju do śmiechu i zdaje się. jak opisał i szedłem. kracząc. . don Juan zabrał mnie na przechadzkę po pustynnym chaparralu.

– Siadaj! – powiedział rozkazująco. aby dalej robić notatki. ponieważ nie potraktowałem jej poważnie. że dalej droczy się ze mną. że złoszczenie się na mnie byłoby ostatnią rzeczą. – Latające albo kraczące wrony nigdy nie są potwierdzeniem. dopóki nie załatwi wszystkiego. że rozmyślnie mnie poniża. co wcześniej powiedział na temat nauki o roślinach. śmiejesz się z głupiej piosenki – powiedział. które człowieka o zdrowych zmysłach gówno obchodzą. Pomyślałem. przy czym lekko i rytmicznie potrząsał głową. Stwierdziłem wówczas. że znalazłem się w bardzo niekorzystnej sytuacji. że w ciągu swojego życia nigdy niczego nie skończyłem z powodu nadmiernego poczucia ważności. że specjalnie podał ten przykład. nie znając drogi. Stary Indianin wykonał dziwny i gwałtowny ruch. że zacząłem się śmiać. że jest z niego wyjątkowo nadęty typek.– A czy ty nie robisz tego samego? – wtrąciłem. że stać cię na to. – Traktujesz siebie zbyt poważnie – powiedział powoli – – Wydajesz się sobie tak cholernie ważny. Przedłużając niektóre sylaby i skracając inne. ponieważ muszę jechać do Los Angeles. Była tak zabawna. jakby dla odświeżenia mojej pamięci. – Widzisz. którą oprócz osobistej historii. aby wszystko zostawić. co go słuchają. nie było potwierdzeniem od świata – powiedział. Moje zaniepokojenie wciąż wzrastało. W tym momencie wiatr przywiał do naszych stóp suchą gałąź. Don Juan zaczął śpiewać idiotyczną meksykańską piosenkę. Zadziwiła mnie pewność jego stwierdzeń. Odczułem wielką niechęć do niego. kiedy się na mnie złościsz? Odpowiedział. co widziałeś. Musisz to zmienić! Jesteś tak diabelnie ważny. Ale on znowu wywiódł mnie w pole. że śmiałem się z wrony. Było oczywiste. Uważasz. ale i przeraziło. Były one oczywiście prawdziwe i to nie tylko mnie rozzłościło. Wstałem i powiedziałem. ale on był nieustępliwy. muszę w dużym stopniu zmienić swoje zachowanie. który śpiewa w ten sposób i ci. Do Juan nie był wcale rozgniewany ani obrażony. Cóż za nonsens! Jesteś słaby i zarozumiały! Próbowałem protestować. musi się porzucić powiedział dramatycznym tonem. To był omen! – Omen? Jaki? – Bardzo ważna. że mam już powyżej uszu tej pracy w terenie. Pomyślałem. Popatrzył na mnie przenikliwie. Później powtórzył. Wydawał się niezwykle czujny. co o nim myślę. Odparł. – To. – Masz humory jak stara baba. – Nie traktujesz siebie poważnie. – Co przez to rozumiesz? – zapytałem. ponieważ jeszcze nie skończyliśmy. że jeśli naprawdę chcę się o nich uczyć. Spojrzał na mnie jaśniejącymi oczyma i wybuchnął donośnym śmiechem. Znowu wzrósł mój niepokój i powiedziałem mu wszystko. coś podobnego do wąchania powietrza. że przez to okazujesz swój charakter. Wyraźnie naśladował pewnego popularnego piosenkarza. aby powiedzieć mi. Zwrócił mi uwagę na to. – Ale człowiek. ustalając reguły swojej dziwnej gry i dlatego jemu było do śmiechu. – Przekonanie o własnej ważności jest kolejną rzeczą. Wyraźnie podkreślił. dotycząca ciebie wskazówka – odparł tajemniczo. wcale się nie śmieją. denerwować się na wszystko. jaką sobie przypisywałem. Zaśmiał się i to wywołało jeszcze większe moje męczarnie i frustrację. tak że musiałem się zdobyć na wielki wysiłek. Odwrócił się do mnie i spojrzał z . wszystko to. Traktują to poważnie. kiedy coś nie jest po twojej myśli. że chcę wrócić do jego domu. – A to jest potwierdzenie! – wykrzyknął. a ja. zrobił parodię tego utworu. Miałem poczucie. jaką mógłby zrobić. a mnie nie. iż możesz sobie pozwolić. Don Juan nie zamierzał wrócić do domu. że byłem jak ten piosenkarz i ludzie lubiący jego zarozumiałe piosenki i ze śmiertelną powagą zajmujący się jakimiś bzdurami. tak samo jak piosenki. musiałem zostać z nim. Jesteś tak diabelnie ważny. Pomyślałem sobie. że czujesz. Zdecydowanie nie miałem ochoty na dyskusję. Nie możesz teraz odejść.

śmiejąc się do siebie z jego ekscentryczności. że pewnego dnia jego własne ciało będzie im służyć za pożywienie. – Przedtem byłem wściekły. W jakiś dziwny sposób zmieniłem się. – Nie rozumiem. Teraz poczułem się prawie szczęśliwy. – A to było potwierdzenie – dodał. Uklęknął przed nią i zaczął ją głaskać i przemawiać do niej. Utrzymywał bardzo szybkie tempo przez prawie godzinę. aby to wyjaśniać – powiedział. – Musisz do nich przemawiać głośno i wyraźnie. – Niełatwo ujawnia swoje tajemnice. Na początku nie rozumiałem. aby do niej przemówić. Poszedłem tam. dokąd mi kazał. Rób to tak długo. po czym podniósł się. Zapytałem go. że klęknąłem przed nią. W oddali słychać było krakanie wrony. Poszedłem za nim. – Powiedz jej. Potem nagle wstał i zaczął szybko iść. – To bardzo dziwne – odezwałem się – ale teraz czuję się naprawdę dobrze. tym tutaj – dodał. że nie mówiłem do roślin. czy mogę mówić do roślin po cichu. Zaśmiał się i poklepał mnie po głowie. Don Juan podniósł dłoń do prawego ucha i uśmiechnął się. – Nieważne. – Nie! – odparł. odpowiednio długo. co mówi. rośliny i my jesteśmy sobie równi – stwierdził. czy posiadają ukryte znaczenie. za każdym razem musi przeprosić je za to. – Możesz nawet sam wymyślać słowa. w myśli. ale uczucie niedorzeczności tego działania przytłoczyło mnie. Byłem przekonany. wróciłem do don Juana. Don Juan klepnął mnie po plecach i powiedział. jakby szukając czegoś szczególnego. – Świat wokół nas jest bardzo dziwny – stwierdził. oddzielonego od reszty. kiedy po kłótni zaczęliśmy biec. Jesteś jak koń z klapkami na oczach. – Teraz zajmujemy się utratą poczucia własnej ważności. jak mi się wydawało. Lubiłem jego tajemnicze stwierdzenia. czy też są tylko zwykłym nonsensem. wziąwszy wszystko razem. ważne jest jedynie uczucie sympatii i traktowanie jej jak równej sobie. przy którym zatrzymaliśmy się dzisiaj. Don Juan zaśmiał się i wskazał palcem w kierunku. że już więcej nie będziesz się czuł taki ważny. Idź teraz na tamte wzgórza i wypraktykuj to sam. Były one wyzywające i nie byłem w stanie się przekonać. Kamień odpadł od skały i głośno uderzył o ziemię. – Jeśli kiedykolwiek przyjdziesz na tę pustynię – powiedział – omijaj z daleka skaliste wzgórze. aby ci odpowiedziały. Marsz wyczerpał mnie całkowicie. Unikaj go jak zarazy. jeśli chcesz. skąd dobiegł dźwięk. – Ani my. ale później przeszedł na hiszpański. Nawet spróbowałem przemawiać do roślin. jak mogłem się na niego tak rozzłościć. ale poprawił mi nastrój. przemów do małej roślinki – nalegał. – Przemawiaj dopóki nie stracisz poczucia swojej ważności. Jak długo będziesz uważał. wskazując niepozorną roślinkę. że on wie. ale nie mogłem zmusić się. . byłem na niego wściekły. Nie byłem jednak zły. a teraz nie jestem. który zbiera rośliny. że człowiek. co się ze mną dzieje – powiedziałem. ponieważ przynajmniej bytem w stanie zapanować nad swoim gniewem. co mówisz do rośliny – powiedział. tak długo nie będziesz w stanie naprawdę docenić świata wokół siebie. Prawie biegł. Czułem się śmieszny i zachichotałem. – To był omen – powiedział. – Od teraz zacznij przemawiać do roślin – powiedział. Przez chwilę mamrotał jakieś nonsensy. czy jestem gotów porozmawiać o poczuciu własnej ważności. Nie byłem teraz nawet w stanie pojąć. – Tak więc. Chodź. widzisz tylko siebie. Wyjaśnił mi. – badawczo przypatrywał mi się przez chwilę. aż będziesz w stanie dokonać ego na oczach innych. Zaśmiałem się. – Mam zamiar pogadać z moim małym przyjacielem. Kiedy odczekałem już. – Dlaczego? O co tu chodzi? – Teraz nie czas. że wszystko jest w porządku. Posunąłem się do tego. ani one nie są więcej lub mniej ważne. W końcu zatrzymał się przy skalistym wzgórzu i usiedliśmy w cieniu krzewu. Omiótł mnie wzrokiem z góry na dół.zakłopotaniem i zaciekawieniem. i nawet nie wiem dlaczego. że jesteś najważniejszy na świecie. a przedtem. Wtedy zapytał mnie. że je zrywa i przekonać o tym.

czy to też powiedziała mu roślina. Rozkazującym tonem powiedział mi. Pomyślałem sobie. Pokazał mi. – Twoja bystrość czyni cię głupszym. Don Juan zaczął się śmiać łagodnie. Zapytałem go półżartem. – Oj! – wykrzyknął. Poczułem uniesienie. że jestem silny. W pewnym momencie zostałem z tyłu i don Juan musiał zaczekać na mnie. jak i lekarstwem. powinniśmy jej podziękować. Spojrzał na mnie. – Nie mogę czekać na ciebie jak na dziecko – powiedział karcąco. że kiedykolwiek będę z nim szedł. jakby chciał mi dać wystarczająco dużo czasu na jego zrozumienie. Uklęknął przed roślinką i przez kilka minut. a potem wstał z klęczek. czy pokaże mi pejotl. kiedy to mówił. jak moje ręce ciągną mnie naprzód. Zatrzymał się i przyglądał mi się z niedowierzaniem. A człowiek nie jest lepszy od czegokolwiek innego. a później zwróciliśmy w stronę domu. Byłem pewny. że znajdziemy rośliny. śmiejąc się. Uśmiechnął się dobrotliwie i wypowiedział jedno ze swoich tajemniczych stwierdzeń. w jaki popatrzył na mnie. co robi i naśladować go albo mogę w ogóle nie przychodzić. Byłem szczęśliwy. Kiedy dotarliśmy do wzgórza. w przeciwnym wypadku może nas nie wypuścić. Szybko pochyliłem się nad roślinami i głośno powiedziałem: – Dziękuję wam. Powtórzył je trzy lub cztery razy. że nadaje się do jedzenia – zwrócił się do mnie. które wskazał. czy mam zagięte palce – Nie miałem. co wiedziałem przez całe życie? Następnie zaczął mi wyjaśniać. wyginając się i gestykulując. – Ta mała roślinka powiedziała mi. – Świat wokół nas jest tajemnicą. mówił i śmiał się. Sprawdził. że oszalał. ponieważ jest ona zarówno pożywieniem. żeby mi o tym powiedział. Sposób. gdzie na tym terenie rosną jadalne i lecznicze zioła. . od czasu do czasu czułem. a jednak to on musiał czekać na mnie. zauważyłem duży plac porośnięty tymi roślinami. Czułem się aż do bólu zażenowany i nie byłem w stanie zmusić się do tego.Nie spojrzał na mnie. – Będę rozmawiał z moim małym przyjacielem. Miałem zamiar się pośmiać. Śmiałem się z jego komedianctwa. starym Indianinem. abym usiadł obok niego. powiedział mi od niechcenia. aż go dogonię. Zacząłem mówić i bez przerwy dopytywałem się. Szliśmy jeszcze przez godzinę. – Powiedziała mi. – Chodźmy sprawdzić. a także że w pobliżu rośnie ich więcej. bez żadnego wysiłku udało mi się utrzymać jego szybkie tempo. ale don Juan nie dał mi na to czasu. muszę obserwować. niż myślałem! Jakże ta mała roślinka może powiedzieć mi to. iż rośnie ich trochę w miejscu. aby taki stary człowiek potrafił chodzić lepiej niż ja? Jestem atletycznie zbudowany i wydawało mi się. abym podziękował roślinom. ponieważ był ekspertem w tej dziedzinie i wiedział. że zna różne właściwości tej specyficznej rośliny i że roślinka powiedziała mu tylko. że ich wiązka może utrzymać człowieka w dobrym zdrowiu. idąc bez celu z dziwnym. Jeśli mała roślina jest dla nas hojna. – Obserwuj mnie dokładnie – powiedział. j że nie ma nic przeciwko temu. To stwierdzenie wprawiło mnie w zakłopotanie. abym przekazał ci. Pokręcił głową. – Don Juan wskazał na miejsce na zboczu oddalone od nas o około dwieście metrów. Zgiąłem palce i co najdziwniejsze. Chciał. ale nie powiedział ani słowa. Faktycznie. że powinienem przyjrzeć się tej roślinie. przestraszył mnie. Jak to możliwe. Kiedy szliśmy w kierunku tego miejsca.

że moje poczucie własnej ważności jest ogromne. Nagle wstał. wprowadził w wibrację język i dolną wargę. że jest szalony. Siedzieliśmy na ziemi przed jego domem. Don Juan nie odpowiedział. czy aby nie jestem trochę stuknięty. – Twoich przyjaciół. Nie mogłem sobie z nim poradzić i wydawał mi się niebezpieczny. których znasz od dłuższego czasu. Już kilkakrotnie w rozmowie wspominałem mu o tym i za każdym razem tylko marszczył brwi i kiwał głową. wpatrując się w ziemię. Jednak nie miałem żadnego problemu z przekonaniem siebie. Na mojej twarzy musiało się malować zdziwienie. miał rację. że don Juan jest człowiekiem. Znowu miałem wątpliwości i odczuwałem lęk. że nagle podjął decyzję. – To właśnie o tym myślę – odparł i ku memu najwyższemu zdumieniu zaśmiał się histerycznie. ponieważ są za słabi. Śmierć jest doradcą Środa. Czułem się skrępowany i przestraszony. 25 stycznia 1961 – Czy nauczysz mnie kiedyś o pejotlu? – zapytałem. ponieważ uważam to za śmieszne. Kiedy szliśmy. Mój przyjaciel. zaczynałem się bać i chciałem uciekać. . Pomyślałem. ale nie chcesz nic zrobić powiedział oskarżająco. Don Juan był ekscentrycznym. – I ty wiesz kto. – Powinieneś wziąć te pieniądze – powiedziałem. Jego jedyny komentarz stanowiło stwierdzenie. Ale gdy uświadomiłem sobie. jakbym był szalony. Zaproponowałem mu zapłatę za jego czas i fatygę. abyśmy mogli się przyjaźnić. tylko tak samo jak poprzednio popatrzył na mnie. Jego niezwykłe żądania były dla mnie do zniesienia i jeszcze raz powiedziałem mu. Zdawało mi się. ale raczej wyraz rozpaczy i niedowierzania. to jednak. że już go pokonałem. że potrzebuję wiarygodnych informacji na temat własności roślin. że starzy ludzie najlepiej się do tego nadają. odwracając się nagle do mnie. że powinienem jeszcze raz go odwiedzić. kiedy musiałem skonfrontować się z jego dziwnym zachowaniem. chciałem usiąść. ani przeczący ruch. Wydawało mi się. bo powiedział. dopóki nie będzie mi to przychodzić w naturalny sposób. że ponieważ jesteśmy tak różni. aby został moim informatorem. – Jeden z nas musi się zmienić – powiedział. Co o tym myślisz? Popatrzył na mnie pogardliwie i ustami wydał obsceniczny dźwięk. – Chcesz się uczyć o nich. że nie potrafię przemawiać do roślin. który nas sobie przedstawił. aby robić cokolwiek innego oprócz mówienia. Koncepcja dotycząca poczucia swojej ważności jako przeszkody rzeczywiście zrobiła na mnie duże wrażenie.4. Przyjrzał mi się badawczo i zaczął się śmiać. Wydmuchując z wielką siłą strumień powietrza. dlatego prosiłem go. aby odpocząć ale don Juan kazał mi pójść jakieś dwadzieścia jardów dalej i przemówić głośno i wyraźnie do kępki roślin. tych. Nie był to ani potwierdzający. do mojego umysłu wkradła się wątpliwość. Po długiej przechadzce nareszcie zatrzymaliśmy się. Mógłbym cię wtedy pytać o wszystko. musisz szybko opuścić – oznajmił. jakiego doświadczyłem przedtem. – Wtedy obydwaj czulibyśmy się lepiej. Prawie niedostrzegalnym ruchem głowy zaprosił mnie do pójścia za sobą. Jednak don Juan był marnym. nie sądzę. a jego naleganie idiotyczne. wciąż powtarzał. ale nic nie powiedziałem. że ze względu na podeszły wiek stanie się dla mnie doskonałym informatorem. Powiedziałem. a później nagle podniósł głowę i spojrzał na mnie. Stało się dla mnie zrozumiałe. Ale wszystko to z mojej strony było tylko jakby intelektualnym ćwiczeniem. o co bym tylko chciał. starym Indianinem i chociaż nie chodził cały czas pijany jak powiedział mi przyjaciel. Wydawało mi się. że nie powinienem próbować mówić do roślin. Miałem koncepcję. Natomiast w chwili. Zaczął nucić ludową meksykańską piosenkę. był szalony. z którym niełatwo sobie poradzić. – Co próbujesz osiągnąć? Wyjaśniłem mu. Pomimo swego wieku był porywczy i niewiarygodnie silny. ponieważ pracowałbyś dla mnie i brał za to zapłatę. że lubię z nim przebywać. Skierowaliśmy się na południe. co gorsze. na pustynię porośniętą chaparralem. że powinienem być świadomy bezużyteczności poczucia własnej wartości i posiadania osobistej historii.

ale nie byłem pewny. że nic. ale on nalegał. że na jego twarzy widziałem rysy sokoła. Odwzajemniłem mu się pełnym wyzwania spojrzeniem. Później poczułem przymus zapytania go. że wie o moim polowaniu na sokoły. że gwałtowny ze mnie facet. Nie kształt ich czy głowy. Odparłem. Powiedziałem mu.Jego oczy były dzikie i płonęły. Zawsze wydawało mi się. Poprosił mnie. Zaczął mnie sondować w niezwykły sposób. było moje zakłopotanie. Uznałem. Sprzeciwiłem mu się i z lekceważeniem powiedziałem. bardzo śmiesznego ptaka. gotów się wściec z powodu byle błahostki. Zamiast rozzłościć się. – Co cię tak rozzłościło? – zapytał z nutą prawdziwej troski w głosie. Uświadomiłem sobie wtedy. był bardzo nieprzyjemny. Powiedział to z takim przekonaniem. Zapytał mnie. jakby ujeżdżał dzikiego konia. Powiedział z niezwykłym przekonaniem. a ja zbyt wzburzony. zaczai się śmiać. że wie o moim polowaniu na sokoły. ale zimna dzikość spojrzenia przypominała mi oczy sokoła. Musiał mieć tupet. a teraz o dziwnym sokole. a mi się wydało. gdy tylko otworzy usta. Chciałem odwrócić wzrok lub przymknąć powieki. że aż dziwne. że już kiedyś widziałem ten wzrok. czego stałem się świadomy pod wpływem jego wejrzenia. w jaki na mnie patrzył. Rzeczywiście. że jest absurdalnym gościem. Później spoważniał i powiedział. Zaprotestowałem. Zachichotał jak dziecko i odwrócił wzrok. – Tak – powiedział łagodnie – ptaka. Orzekł. że zacząłem się śmiać. którą uświadomiły mi jego oczy. że widzę głowę sokoła zamiast jego. Dalej wpatrywał się we mnie. a sposób. Znałem spojrzenie oczu sokoła. Zamiast odpowiedzieć. Były dzikie. Wizja była zbyt ulotna. Nie wiedziałem. Zrobiłem przegląd swoich uczuć i reakcji. Usiłowałem go przekonać. polowałem na te ptaki i według opinii mojego dziadka. jakby był tego pewny. aby się na niego złościć. Wywołało to jeszcze jeden atak jego śmiechu. Don Juan jednak nie dał za wygraną. Znowu zawiesił na mnie swoje spojrzenie i kazał mi sobie przypomnieć. abym powiedział mu. czy nie przypomina mi ptaka. nie miałem powodu. – Spójrz mi w oczy – rozkazał. Znowu zaczął nalegać. nie mogłem oderwać od niego spojrzenia. Klepnął się po udach i wrzasnął. że to jego wina. było jednak tajemnicze i nieprzyjemne. Miał on farmę leghornów i sokoły stanowiły poważne zagrożenie dla jego kurcząt. ponieważ swoimi niespodziewanymi słowami i zachowaniem wytrącił mnie z równowagi. Jego spojrzenie nie wydawało się ani bardzo groźne. że najważniejsze jest. Aż do tego momentu nie pamiętałem dzikości ich oczu. że nie ma o czym mówić. znów zaczął komentować moje zachowanie. abym przestał z nim walczyć i przypomniał sobie tego śmiesznego ptaka. Pomyślałem sobie. którego mi przypominał. Przedtem mówił o bardzo śmiesznym ptaku. Kazał mi znowu patrzeć na siebie i opowiadać o bardzo śmiesznym ptaku. abym spojrzał mu w oczy i opowiedział o dziwnym sokole. że się popisuje. byłem w tym dobry. że mógłbym przysiąc. – Polowałem na sokoły – powiedziałem. o którym mówił. Strzelanie do nich było więc praktyczne i właściwe. dlaczego powiedział. – Wiem o tym – odparł don Juan. co widziałem w jego oczach. że coś mi one przypominają. która dręczyła mnie latami. aby udawać. ale ku mojemu największemu zdumieniu. że jestem raczej sympatyczny i niefrasobliwy. żebym zwerbalizował to. – Skąd bierze się ten gniew? – zapytał. Było to tak dawno. W tym momencie don Juan popatrzył na mnie z ukosa. ani pogardliwe. by zwrócić na nią baczniejszą uwagę. że stary człowiek prowokuje mnie za każdym razem. Wpatrywałem się w nie przez moment i nagle doznałem olśnienia. Tej zamianie słów towarzyszyła także zmiana . uważając ten sąd za nieprawdziwy. – Ptaka?! – wykrzyknąłem. że wie. że jedyną rzeczą. Kiedy byłem chłopcem. że mogłem sobie to przypomnieć. Bardzo podekscytowany powiedziałem mu. Wydawało mi się.

aby polować na farmie dziadka.. o co mu chodzi. Powiedział. patrząc mi w oczy. – Upolowałem tak wiele ptaków – powiedziałem – że nie mogę sobie niczego o nich przypomnieć. Ustrzeliłem ich setki. że wobec tego nie powinienem mieć żadnych trudności w przypomnieniu sobie wszystkich śmiesznych ptaków. na Boga? – Sokoła szybkiego jak światło – rzekł. To wszystko wydarzyło się tak szybko. Znowu zacząłem się zastanawiać. że już go mam. – Teraz patrz na mnie – nakazał. – Przestań ze mną walczyć. – A więc to się wydarzyło. – powiedział. – Ten ptak jest szczególny – odpowiedział prawie szeptem. Czy się droczył ze mną? Czy mówił poważnie? Po długiej przerwie znowu zaczął nalegać. Był za szybki dla mnie. Patrzył na mnie pytająco. białego ptaka odlatującego z młodym leghornem w szponach. – Co jest takiego dziwnego w tym sokole? – chciałem wiedzieć. . nie wrócił już nigdy. Odpowiedział. Bezustannie znikały. że widzi bardzo dziwnego sokoła. więc nie mogę mu nic powiedzieć. Był bardzo szybki i wydawało się. to przyłączyć się do niego. o czym mówi. – Nie pamiętasz go? – zapytał. gdyby dziadek nie nakłonił mnie do rozpoczęcia polowania na niego. – Ale powiedziałeś. Rozpoczęliśmy kampanię przeciwko sokołowi albinosowi i dwa razy wydawało mi się. Przez chwilę faktycznie usiłowałem zrozumieć. Zapomniałbym szybko o nim. Czułem. aby zakończyć tę grę. mieszkałem na farmie i polowałem na nie. abyś sobie przypomniał. że nie mam pojęcia. co doprowadzało dziadka do wściekłości. ale odleciał. aby mnie zachęcić. na które polowałem. jaką mogłem zrobić. Biały sokół! Wszystko rozpoczęło się od wybuchu gniewu mojego dziadka podczas liczenia młodych kurcząt. – W pewnym okresie widywałeś wiele ptaków. Jedyną rzeczą. że zna drogę. Upierałem się. jak gdyby dawał mi ostatnią wskazówkę. Osobiście skrupulatnie zaplanował system czuwania i po kilka dniach ciągłych obserwacji w końcu zauważyliśmy Wielkiego. na którego polowałem? – zapytałem.. kiedy byłem chłopcem? – Tak. Ale nie mogłem. abym sobie przypomniał. Zmrużył oczy. że wobec tego musi być albinosem. że nie mam szans.mojego nastroju. Raz porzucił nawet zdobytego kurczaka. – Kiedy byłem dzieckiem. ale mnie się udało i wiedziałem. Słyszałem zanikający dźwięk jego głosu. – Co. Poczułem. – Czy mówisz o sokole. aż stały się dwiema szparkami. – To ty mi musisz powiedzieć – odparł. Nagle zrobiło mi się smutno. Całkowicie ogarnęły mnie zdumiewające wspomnienia. Uderzył zza drzew. że to sokół. Powtórzył to stwierdzenie trzy razy» jakby rzeczywiście widział go przed sobą. – Co usiłujesz ze mną zrobić? – Próbuję nakłonić cię do tego. o co mu chodzi i do czego zmierza. a także bardzo inteligentny. chwycił kurczaka i odleciał przez prześwit między dwoma gałęziami. – Tak – odparł z zamkniętymi oczyma. że widzisz sokoła przed sobą w tej chwili. Nie przypominałem sobie niczego takiego. Jednak nic nie potrafiłem sobie przypomnieć. jak zamiera mi serce. Walcz ze swoim lenistwem i przypomnij sobie. że dziadek ledwie go zauważył. – Ten ptak jest sokołem. – Bo widzę. i nadmiernie dramatycznym głosem powiedział.

Z początku nic nie zrozumiałem. że go nie zastrzeliłem. – Wiesz dużo o ptakach – powiedział. – Widziałem go – odparł. – Skąd wiedziałeś o białym sokole? – zapytałem. Nie mogłem znieść jego dogmatycznych stwierdzeń dotyczących wydarzeń z mego życia. Jednak musiałem oddać trudny strzał. Ona zawsze cię obserwuje. otworzyłem oczy i zobaczyłem białawego sokoła siedzącego na najwyższej gałęzi. Nauczyłem się jego zwyczajów i prawie intuicyjnie wyczuwałem trasę jego lotu. gdy da mi znak. Jednak jego szybkość i niespodziewane pojawienia się zawsze zbijały mnie z tropu. Wyciągnął rękę i dotknął lekko mojego ramienia. kiedy skończyłem opowiadać. będę mógł ją zobaczyć. Musiałem usiąść pod wysokim eukaliptusowym drzewem. strzelanie do ptaków czy polowanie na zwierzęta było czymś oczywistym. mięśnie brzucha zacisnęły się odruchowo. co do których ja sam nie byłem pewny. wstałem i odszedłem. że nie pozwalałem mu swobodnie Polować. Nie byłem w nastroju do dyskusji. nie wiem dlaczego. podnosząc strzelbę. to nie strzelać do niego. w którym znalazłem się wraz z ptakiem. bo wtedy łatwiej byłoby mi nie spudłować. – Śmierć jest naszym wiecznym towarzyszem – powiedział don Juan zupełnie poważnie. wstrząsnął mną skurcz. Mogłem się pochwalić. a sokół był odwrócony do mnie tyłem. Leżałem bez ruchu bardzo długo. W ciągu dwóch miesięcy dziwnej wojny przeciwko sokołowi albinosowi tylko jeden raz udało mi się podejść dość blisko. dopóki nie szepnął mi czegoś do ucha. Powiedział. co można zrobić. Don Juan słuchał uważnie mojej opowieści o sokole albinosie. Tak pochłonęło mnie uczucie zniechęcenia. Umiesz czekać. Zdenerwowało mnie to jego nawiedzone gadanie. Leżałem na plecach. Efekt był niszczycielski. ale nigdy nie mogłem go dopaść. Godzinami cierpliwie czekałeś. Wtedy. Szepnęła ci do ucha i poczułeś jej dreszcz. Nie czyniąc żadnego ruchu. – Twoja śmierć przekazała ci małe ostrzeżenie – powiedział tajemniczo. Powiedział. jak coś mignęło nad kamieniem. Pomyślałem. niemalże zwymiotowałem. . abym się odwrócił. Don Juan powiedział. Dreszcz przebiegł mi przez całe ciało. czy ptak odleciał. Widzę to. ale powtórzył. aż do dnia kiedy cię lęgnie. Odwróciłem się i wydawało mi się. w pewnym momencie poczułem dreszcz wzdłuż kręgosłupa. że zobaczyłem. Wcześniej zabiłem kilka tuzinów sokołów. Nigdy nie przywiązywałem żadnego znaczenia do mojej ostatniej przygody z sokołem albinosem. Aby przyjąć lepszą pozycję do strzału. ale na to sokół był za szybki. Mrugnął znacząco. Pomyślałem sobie. przed tobą. Jego słowa zmąciły do reszty mój spokój. Być może pod wpływem tego wyczekiwania albo samotności miejsca. kiedy czyhałeś na białego sokoła. powinienem się przesunąć.Przez dwa miesiące tropiłem sokoła albinosa po całej dolinie. – Zawsze przebywa po naszej lewej stronie. że nawet nie zauważyłem. – Ona zawsze przychodzi jako dreszcz. ze najbardziej denerwuje mnie w nim jego pewność. To był on. aby odpocząć. Chciałem zaczekać aż ptak się odwróci albo spróbuje odlecieć. że najlepszym wyjściem jest czekanie. i zasnąłem. Pościg dobiegł końca. który mimowolnie zrobiłem. – O czym ty mówisz? – zapytałem nerwowo. Na farmie. na której się wychowałem. Obudził mnie nagły ptasi krzyk. – Co to wszystko znaczy? – zapytałem. coś jak mlaśnięcie językiem. że biały ptak jest omenem i jedyne. Nie popatrzyłem nawet. – Gdzie? – Tutaj. że tam przypatruje mi się moja śmierć i że kiedy odwrócę się. – Zbyt dużo ich zabiłeś. niby przypadkowo i spojrzał na głaz po mojej lewej stronie. jak się nade mną pochylił. na wyciągnięcie ramienia. Tropiłem go przez cały dzień i byłem zmęczony. Ale albinos tkwił na gałęzi bez ruchu. I tak też zrobiłem. tak samo jak dzisiaj. Obserwowała cię. Po chwili doszedłem do siebie i wyjaśniłem sobie wrażenie migocącego cienia jako optyczną iluzję spowodowaną zbyt szyb-Kina obróceniem głowy. Jednak było to bardzo dziwne. równocześnie wydając głęboki dźwięk. Nagły powiew wiatru zagłuszył hałas. Wiem o tym.

tak samo jak ty byłeś po lewej stronie białego sokoła. ale nie ośmieliłem się spojrzeć. obrócę się w lewo. Kiedykolwiek poczujesz. Bardzo dobrze wiesz. wciąż się śmiejąc. na jego sygnał. Nie pytałem go. Powiedziałem. że mu wierzę i dlatego nie musi przedstawiać mi dalszych dowodów. Pochylił się nade mną i wyszeptał mi do ucha. W końcu dopiął swego. – Zesztywniałeś. – Przechodzisz z jednej skrajności w drugą. – Pozwól mi jeszcze raz zobaczyć ten cień – powiedziałem. po czym zaczęliśmy znowu iść. a ty czujesz to zawsze. że nie masz racji. Przekazał mi prawie niewidzialny znak. – Wobec tego pozwól mi przemówić do roślin – poprosiłem. – Śmierć to jedyny mądry doradca. zwróć się do swojej śmierci i zapytaj. Twoja śmierć powie ci: "Jeszcze cię nie dotknęłam". Odpowiedział. W obliczu śmierci moje lęki i irytacja stawały się nonsensowne. Nie wydawało mi się. była potworna. Moje myśli biegły niepohamowanie. Zagrzmiał jednym ze swoich głębokich śmiechów. że jeśli nagle. że śmierć jest myśliwym i że zawsze przebywa po naszej lewej stronie. Czułem. żeby się zmienił pod względem wysokości. jakby śmierć nie miała ich nigdy dosięgnąć. że znajduje się po naszej lewej stronie. I to szybko. że naprawdę nic się nie liczy poza jej dotknięciem. że temat naszej śmierci nigdy nie jest omówiony w wystarczającym stopniu. – Przepraszam? Don Juan zaczął się śmiać i z jakiegoś nieznanego powodu jego śmiech nie był już obraźliwy i podstępny tak jak w przeszłości. nie miało to teraz znaczenia. nowym elementem był mój nastrój. czy to prawda. Wydawało mi się. Po-zbędziesz się małostkowości. – Masz na myśli swoją śmierć. że odnalazłem stare uczucie. Siedzieliśmy w ciszy dłużej niż godzinę. Jedyną moją obronę stanowił przymus zapisywania wszystkiego. Godzinami błąkaliśmy się po pustyni porośniętej chaparralem. – Kiedy jesteś niecierpliwy – kontynuował – powinieneś odwrócić się w lewo i zapytać śmierć o radę. która właściwa jest ludziom żyjącym tak. że moja odpowiedź nie jest wcale potrzebna. – Tak – wydusiłem z siebie w końcu. Uśmiechnął się i zaczął nucić meksykańską melodię. Nie ma potrzeby mówić do roślin. Nie miałem żadnej. głośności czy uczucia. że śmierć nas tropi? – zapytał. którą we mnie wywoływał. jakiego posiadamy. że twój towarzysz cię obserwuje. chodzenia bez celu. – Jak można czuć się tak ważnym. że był w pełni świadomy zmiany mojego nastawienia. że czeka na moją odpowiedź. Jego słowa posiadały dziwną moc wzbudzania we mnie nieuzasadnionego strachu. czy też jedynie poczujesz. co mówił. – Teraz jesteś za dobry – powiedział. Jeden z nas musi zapytać ją o radę i porzucić przeklętą małostkowość. W każdym razie nic nie powiedziałem. Odpowie ci. przecież i tak jestem już przerażony. aby pozwolił mi uchwycić spojrzeniem to. – Tak – powiedział łagodnie po długiej przerwie jeden z nas tutaj musi się zmienić. dopóki nie zechcesz poznać ich . Don Juan w jakiś sposób sprawił. Przez chwilę nie byłem zdolny do wypowiedzenia tego na głos. że wszystko idzie źle i się rozpada. Don Juan zadał ogłuszający cios mojemu egoizmowi. tak jak czeka śmierć. Jeden z nas musi się znowu nauczyć. Bądź bardziej stały. ponieważ wywołuje we mnie tylko niepokój. kiedy wykona dla ciebie gest albo gdy zobaczysz ją przez mgnienie oka. – Co za gówno! – wykrzyknął. co widziałem nad głazem. Ogarnął mnie jakiś odmienny nastrój.– Jesteś chłopcem bawiącym się w tropienie. – Pozwól mi jeszcze raz zobaczyć moją śmierć. prostą radość samego poruszania się. że zajmowanie się moją śmiercią jest dla mnie bezsensowne. kiedy wiemy. tak? – odparł z odcieniem ironii. Chciałem. Zagrzmiał śmiechem. Pokiwał głową i wydawało się. umiejącym cierpliwie czekać. czy ma w tym jakiś cel. W świetle mojej śmierci małostkowa irytacja. znów będę mógł zobaczyć na skale swoją śmierć. – Nie teraz – powiedział. Oznajmiłem.

że czujesz jej obecność. Wystarczy. Tak więc. oszczędzaj dobre chęci. a do tego potrzeba ci bardziej trwałej motywacji. . Nie ma teraz także potrzeby widzenia śmierci.tajemnic.

że wiem wiele różnych rzeczy. Zacząłem go prosić. że śmierć siedzi tutaj razem ze mną. w niedzielę. Opisałem mu. – Pewnie – powiedział. że cię znowu widzę. że raz byłem niesłychanie cierpliwy. prawdopodobnie wybadać moje poczucie własnej ważności. które wtedy na mnie skierował. które przywiozłem dla niego. Niezwykle szeroko otworzył oczy i zaczął mrugać jak ptak. Wtedy zadałem następne palące pytanie: – Co mi zrobiłeś. . Przypomniałem sobie. które przez cały czas mnie nurtowało. że znowu próbuje wyprowadzić mnie z równowagi i zapędzić w ślepy zaułek. co miało dla mnie wartość transcendentalną. że jesteś dziwny. – Skąd to wiesz? – Jestem starym człowiekiem. jakby rzeczywiście coś pieścił. w co mnie wciąga. Znowu poczułem przypływ niechęci w stosunku do niego. powiedzmy. Jak to zrobiłeś? – No więc. co poczułem. To było zupełnie tak. a on tak po indiańsku nieokrzesany. ponieważ nie mam osobistej historii i nie czuję się ważniejszy od niczego i dlatego. Opadały i podnosiły się. a on zaśmiał się z dziecięcą beztroską. ale nie odpowiedział. – Ja? Nic. – Czy możemy zobaczyć swoją śmierć? – zapytałem. aż łzy zaczęły mu spływać po policzkach. Wyglądał na zdziwionego. a z wiekiem można nauczyć się wszystkiego. Pomyślałem. kiedy się poznaliśmy? Miałem na myśli jego spojrzenie. 11 kwietnia 1961 Przyjechałem do domu don Juana wczesnym rankiem. ale żaden z nich się tego nie nauczył. Zamiast niej poczułem podziw dla niego. śmiejąc się. bo nagle przestał się śmiać. Skąd o nim wiedział. – Dzień dobry. – Kim ty naprawdę jesteś? – zapytałem. Popatrzył na mnie i zaśmiał się łagodnie. – Każdy może ci powiedzieć. Miałem obsesję na punkcie sokoła albinosa. – To nie było nic wielkiego – stwierdził. byłem bardzo cierpliwy i bardzo sprawny. To zachowanie zaszokowało mnie. – Znam wielu starych ludzi. Wspomnienie tego. wtedy. Chyba odkrył mój nastrój. Podjęcie odpowiedzialności Wtorek. – odparł niewinnie. ale teraz nic mi to nie przeszkadzało. Przez trzy miesiące faktycznie myślałem tylko o tym.5. napełniało mnie dziwną. Teraz po raz pierwszy naprawdę byłem świadomy tego. zadałem mu pytanie. Podeszliśmy do domu i usiedliśmy przed drzwiami. Zaśmiałem się. spokojną radością mogącą rozproszyć zdenerwowanie i niechęć do don Juana. 9 kwietnia. skoro ja sam o nim zapomniałem? Don Juan uśmiechnął się. don Juanie – powiedziałem. gdy wynosiłem pakunki zjedzeniem. Don Juan śmiał się. że kiedyś. co tutaj robię. Wyciągnął lewe ramię i poruszył palcami. w którym wcale nie chciałem się znaleźć. pierwszego dnia. Zanim don Juan zdążył cokolwiek powiedzieć. Ale ty jesteś po prostu drętwy. do usług – powiedział z przesadną grzecznością. Podszedł do mojego samochodu i trzymał otwarte drzwi. to wszystko. aż się cofnąłem. chcąc w ten sposób wrócić do tematu. spuszczając powieki jak zasłonę. jeden raz w życiu. Wiedziałem. że jestem poważny i dobrze wychowany. Stary diabeł znowu chciał mnie sprowokować. Poczułem. jak zwykle * Pełnym przekonaniem. jakby wewnątrz mnie eksplodowała jakaś bomba zegarowa i nagle przypomniałem sobie coś. – Dla ciebie jestem Juan Matus. ale wzrok don Juana był niezmiennie skupiony. – Ona jest zawsze z nami. – Cieszę się. kiedy tak wejrzał na mnie i jak z tego powodu oniemiałem.

kiedy go spotkałem. co robię. to twoja niechęć do przyjmowania odpowiedzialności za to. – To niemożliwe! – powiedziałem. Chyba chciał Banie rozśmieszyć. co mi Się przydarzyło. Przypomniałem mu serię niezwykłych zdarzeń. ale ja nie wiedziałem. nie całkiem. które miały miejsce od czasu. że to kłamstwa.Po długim wahaniu powiedziałem mu. Ty z kolei uważasz. W świecie. jeżeli rzeczywiście chcę się nauczyć czegoś o roślinach. Czy chcesz wiedzieć. ponieważ poważnie próbowałem zrozumieć. Jednak w konkretnej sytuacji. obiecałem sobie. w momencie kiedy dał mi nauczkę. Zapytał mnie dlaczego. aż do cienia na kamieniu. Odpowiedziałem. Jeśli muszę umrzeć z powodu zabrania cię na przechadzkę. można ich żałować czy też w nie wątpić. wcale nie zmieszany. że w żaden sposób nie jestem w stanie się z nim porozumieć i to jeszcze bardziej mnie rozdrażniło. co robi. byłeś świadomy. W końcu zdobyłem się na opinię brzmiącą zdecydowanie jak protest. że jesteś nieśmiertelny. Zrozumiałem. co robisz – powiedział powoli. – Znajduje się na wyciągnięcie ręki. jakby dając mi czas na zrozumienie. Nikt z nas nie ma na to czasu. Don Juan uśmiechnął się i zaczął nucić meksykańską melodię. dlaczego dotknęło to właśnie mnie. Wszystko. – Kiedy opowiadałeś mi wszystkie te bzdury na dworcu autobusowym. w którym śmierć jest myśliwym. Jedyną rzeczą. nie ma. i widziałem to. Najprostsza rzecz. podkładając pod głowę zawiniątko. Czasu wystarcza tylko na decyzje. Zbadał mnie wzrokiem. Kiedy byłem w domu. że być może taki jest ideał tego. – Nie ma tu nic do zrozumienia – odparł. Dlatego też nie mam czasu na wątpliwości czy wyrzuty sumienia. poprzez przypomnienie mi sokoła albinosa. – To. a nie mówienie. dostałem kolejnego ataku złości. Może dosięgnąć cię w każdej chwili. że zirytował mnie. Odpowiedział. – Dlaczego zrobiłeś mi to wszystko? – zapytałem. – Oczywiście. dlaczego to robi. jak idiotyczne było lekkomyślnie podjęte przeze mnie postanowienie. byłem tylko ciekawy. musi przede wszystkim wiedzieć. dlatego naprawdę nie masz czasu na zasrane myśli i humory. . co wiem o roślinach – powiedział. że jest jeszcze jedna rzecz. Powiedziałem mu. Ułożył się wygodnie i wtedy powiedział mi. żebym opowiedział ci o tym. począwszy od tajemniczego spojrzenia. kiedy się spotkaliśmy? Widziałem cię. a później powinien dalej działać. Uświadomiłem sobie też. – Prosiłeś. Odpowiedział. Ja nie mam żadnych wątpliwości ani wyrzutów sumienia. jaką robię. aby uniknąć wątpliwości i wyrzutów sumienia. że jego wyjaśnienie wprawiło mnie w jeszcze większy niepokój. Ale ty nie kłamałeś. jak powinno wyglądać nasze działanie. na przykład zabranie cię na pustynię. to niech tak będzie. potrzeba dużo czasu. jest działanie. że dyskusja z nim jest bezcelowa. czasu na żale czy wątpliwości. – Pomyśl teraz o swojej śmierci – powiedział nagle don Juan. może oznaczać moją śmierć. Niezależnie od tego. nie mając jednak żadnych wątpliwości ani wyrzutów sumienia co do swoich czynów. Don Juan rozłożył słomianą matę i położył się na niej. aby wziął odpowiedzialność za swoje czyny. Zauważyłem cień sarkazmu w jego głosie. że właśnie dlatego nie chce wyjaśniać swoich poczynań. wyjaśnienia wcale nie są konieczne. – Kiedy człowiek na coś się zdecyduje. który według niego był moją śmiercią. co powiedzieć. że myślisz. Dlaczego kłaniałeś? Powiedziałem. musi to kontynuować – powiedział – ale konieczne jest także. – Spójrz na mnie. co do tej pory powiedziałeś. W moim pytaniu nie było żadnej wojowniczości. Poczułem. co było złe w tobie. że nigdy się nie rozzłoszczę ani nie zdenerwuję na don Juana. nie miało Mc wspólnego z roślinami – zaprotestowałem. że aby się o nich czegoś nauczyć. która się liczy. Śmierć tropi mnie. którą powinienem zrobić. że jest taki sposób – odparł z przekonaniem. że mnie okłamujesz. kiedy cię widziałem i co jest także złe teraz. a decyzje nieśmiertelnego człowieka można odwoływać. działanie. ale jednak w praktyce nie ma sposobu. że moim celem było znalezienie informatora potrzebnego do mojej pracy. mój drogi. – Ale wszystko. uzależnione jest od mojej decyzji i jestem za to odpowiedzialny. co ci zrobiłem pierwszego dnia.

Jego słowa podziałały na mnie tak. gdzie uczył w szkole. Powtarzał ten rytuał każdego ranka. że nie jest w stanie iść pływać o szóstej rano. byłoby realne postanowienie? – zapytał don Juan z nieśmiałym uśmiechem. który wtedy wygłaszał: “Och. odmawiając nastawienia budzika. kiedy ostatecznie uraziłem jego uczucia. Powoli i rytmicznie kiwał głową. A ja zrobiłem się okropnie smutny.Z pełnym przekonaniem argumentowałem. że codziennie o szóstej rano będziemy chodzić pływać. abyśmy mieli wystarczająco dużo czasu. który dawał °U nie kończące się wykłady na temat cudów zdrowego ducha w zdrowym ciele i o tym. Pomyślałem o ojcu. Prawie natychmiast po przyjeździe na farmę ojciec upierał się. aby spędzić ze mną przynajmniej miesiąc na farmie moich dziadków. Opowiedziałem mu historię mojego ojca. że nawet odkryłem nutę smutku W jego głosie. – Wobec tego jakie. położę się jeszcze tylko na pięć minut. ponieważ został arbitralnie stworzony przez przyjęcie wyidealizowanej formy zachowania i uznanie jej za obowiązującą. Trochę dzisiaj pochmurnie. co w nim było złego? Znowu zacząłem krzyczeć. co mógł? – Tak. Myślenie o ojcu zawsze wprawiało mnie w przygnębienie.. według ciebie. Wydawało mi się. Wieczorem nastawiał budzik na piątą trzydzieści. Wtedy zasypiał i spał aż do dziesiątej. Powiedziałem don Juanowi. – Po co to wszystko robisz? – zapytałem. oczywiście biorąc w obronę mojego ojca. tak abyśmy mogli wszystko omówić. Był młodym człowiekiem. że według ronię. na której mieszkałem. Przytaknąłem i zacząłem mu opowiadać o emocjonalnym chaosie. ponieważ równo o szóstej musieliśmy być już w wodzie. że byłeś silniejszy. Moje rozdrażnienie zniknęło. że najbardziej denerwowało mnie to. – Wobec tego. który według mnie odpowiadał dyskutowanej przez nas sytuacji. Dla mnie był to piekielny okres. ten świat jest nierealny. prawda? – zapytał niedbale. W lecie za zasadę przyjął wyjazd z miasta. postanowień. – Twoje postanowienia ranią ducha – odparł don Juan całkiem poważnie. wyskakiwał z łóżka. – Nie. – Przecież Dęliśmy rozmawiać o roślinach. Poczułem się trochę absurdalnie z powodu tego przepytywania. Don Juan nie powiedział ani słowa. – On nie chciał pływać o trzeciej po południu. – Wydaje ci się. to wszystko. a czasami nawet do południa. że nie chciał porzucić swoich. – To nie były nierealne postanowienia – powiedział don Juan. że aż podskoczyłem. ale on mi przerwał. Zapamiętałem nawet monolog. ale być może uda mu się to zrobić o trzeciej po południu. – Czy był małostkowy? – Nie. że był słaby. – W każdym razie – powiedziałem – zawsze jestem czuły na takie nonsensowne pomysły. który zawdzięczałem ojcu. zakładał okulary. których nigdy nie urzeczywistnił. ale pohamowałem się i uciszyłem. Opowiedziałem don Juanowi o jednym z aspektów zachowania mojego ojca. Czy tego nie widzisz? – powiedział don Juan. on miał tylko dwadzieścia siedem. Kiedy budzik rano dzwonił. tak samo jak świat jego idei. Powiedziałem mu. że mój ojciec był słaby. – Czy robił dla ciebie wszystko. – Mój ojciec powinien powiedzieć sobie. – Byłem . Podczas niego planował. aby wziąć mnie na długi spacer. w oczywisty sposób nierealnych. – On po prostu nie wiedział. – Czy był dla ciebie zły? – zapytał. aż do czasu. W porządku? Nie więcej niż na pięć! Tylko rozciągnę sobie mięśnie i dobrze się przebudzę". kiedy miałem osiem lat.. Posłuchaj. Prawie krzyczałem. jak chłopcy powinni ćwiczyć swoje ciała poprzez ciężką pracę i współzawodnictwo w zawodach atletycznych. jak ma wstać z łóżka. Siedzieliśmy w ciszy przez długi czas. podchodził do okna i wyglądał na zewnątrz.

bardziej zirytowany i przygnębiony niż kiedykolwiek. Powiedziałem mu, że nie ma w tym żadnego interesu, ani najmniejszych kwalifikacji do tego, żeby osądzać moje zachowanie, ale on na to wybuchnął gromkim śmiechem. – Kiedy się złościsz, zawsze uważasz, że masz rację, prawda? – powiedział i zamrugał jak ptak. Miał słuszność. Zawsze wydawało mi się, że mój gniew jest usprawiedliwiony. – Nie mówmy już o moim ojcu – zaproponowałem, udając dobry nastrój. – Pomówmy o roślinach. – Nie, pomówmy o twoim ojcu – upierał się. – Od tego dzisiaj zaczniemy. Jeśli myślisz, że byłeś o wiele silniejszy od niego, to dlaczego nie poszedłeś pływać o szóstej rano? Powiedziałem mu, że nie mogłem uwierzyć, że ojciec szczerze mnie o to prosi. Zawsze uważałem, że pływanie o szóstej rano to była jego prywatna sprawa, nie moja. – To była twoja sprawa od chwili, kiedy zaakceptowałeś ten pomysł – naskoczył na mnie don Juan. Powiedziałem, że nigdy nie zaakceptowałem tego pomysłu, zawsze wiedziałem, że ojciec nie jest szczery w stosunku do siebie. Don Juan zapytał mnie trzeźwo, dlaczego wtedy nie wyraziłem takiej opinii. – Takich rzeczy nie mówi się ojcu – powiedziałem, wiedząc, że to słaby argument. – Dlaczego? – Tak się nie robiło w moim domu, po prostu. – Robiłeś gorsze rzeczy w swoim domu – stwierdził jak sędzia. – Jedyną rzeczą, jakiej nigdy nie zrobiłeś, było rozświetlenie swojego ducha. Jego słowa miały niszczącą moc, odbiły się echem w mojej głowie. Don Juan przełamał wszystkie moje systemy obronne. Nie miałem żadnych argumentów. Próbowałem się ratować, robiąc notatki. Podjąłem się ostatniego, niezbyt przekonującego wyjaśnienia. Powiedziałem, że przez całe życie spotykałem ludzi pokroju ojca, którzy podobnie jak on zamykali mnie w swoich schematach, tak że przeważnie byłem na ich łasce. – Cały czas narzekasz – odparł łagodnie. – Narzekasz przez całe życie, ponieważ nie przyjmujesz odpowiedzialności za swoje decyzje. Jeśli przyjąłbyś odpowiedzialność za pomysł swojego ojca, aby pływać o szóstej rano, pływałbyś sam, jeśli byłoby trzeba albo powiedziałbyś mu, żeby poszedł do diabła, za pierwszym razem, gdy tylko przejrzałeś jego grę. Ale nie powiedziałeś nic. Dlatego byłeś tak słaby jak twój ojciec. Przyjęcie odpowiedzialności za własne decyzje oznacza gotowość poniesienia za nie śmierci. – Zaraz, zaraz – powiedziałem – wszystko przekręcasz. Nie pozwolił mi skończyć. Chciałem mu tylko powiedzieć, że wykorzystałem tutaj pomysły swojego ojca jedynie jako przykład działania pozbawionego realizmu. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach, nie miałby zamiaru umierać za taką idiotyczną sprawę. – Nieważne jest, czego dotyczy decyzja – powiedział. – Nic nie może być bardziej lub mniej istotne od czegokolwiek innego. Czy tego nie widzisz? W świecie, gdzie śmierć jest myśliwym, nie ma ani małych, ani wielkich decyzji. Są tylko decyzje, jakie podejmujemy w obliczu nieuchronnej śmierci. Nie miałem nic do powiedzenia. Minęła może godzina. Don Juan, chociaż nie spał, pozostawał na macie w całkowitym bezruchu. – Dlaczego mi to wszystko mówisz, don Juanie? – zapytałem. – Dlaczego właśnie mnie? – Przyszedłeś do mnie – powiedział. – Nie, było inaczej, zostałeś do mnie przyprowadzony. A ja chciałem uczynić coś dla ciebie. – Przepraszam? –– Mogłeś wykonać gest w stosunku do swego ojca, pływając zamiast niego, ale nie zrobiłeś tego, byłeś być może zbyt młody. Ja żyję dłużej niż ty. Nic nade mną nie ciąży. Nigdzie się nie śpieszę, więc mogę coś zrobić dla ciebie. Po południu poszliśmy na przechadzkę. Bez trudu dotrzymywałem mu kroku, ale znów zadziwiała mnie jego zdumiewająca wytrzymałość. Stawiał kroki tak lekko i pewnie, że ja w porównaniu z nim wyglądałem niezdarnie. Szliśmy na wschód. Zauważyłem, że nie lubi rozmawiać podczas marszu. Kiedy zaczynałem mówić do niego, zatrzymywał się, aby mi odpowiedzieć.

Po kilku godzinach zbliżyliśmy się do jakiegoś wzgórza. Don Juan usiadł i dał mi znak, abym zrobił to samo. Prześmiewczo dramatycznym tonem zapowiedział, że ma zamiar opowiedzieć mi pewną historię. Powiedział, że pewnego razu młody człowiek, pozbawiony środków do życia Indianin, żył w mieście pośród białych. Nie miał ani domu, ani rodziny, ani przyjaciół. Przybył do miasta w poszukiwaniu szczęścia, a znalazł tylko nędzę i ból. Od czasu do czasu, gdy pracował jak muł, udawało mu się zarobić kilka centów, wystarczających jedynie na odrobinę jedzenia. W przeciwnym wypadku musiałby żebrać albo kraść. Don Juan powiedział, że pewnego razu młody człowiek poszedł na plac targowy. Oszołomiony chodził w tę i we w tę, dziko patrząc na wszystkie zgromadzone tam dobra. Był prawie nieprzytomny, nie widział, dokąd idzie. Wdepnął na jakieś koszyki i wpadł na starego człowieka. Stary człowiek niósł cztery ogromne tykwy i właśnie usiadł, aby odpocząć i coś zjeść. Don Juan uśmiechnął się znacząco i powiedział, ze stary człowiek zdziwił się, kiedy młodzieniec wpadł na niego. Nie rozzłościł się, że mu przeszkodzono, ale zdumiał się, że zrobił to właśnie ten młody człowiek. Natomiast on rozzłościł się na staruszka i kazał mu zejść z drogi. W ogóle nie był zainteresowany ostatecznym celem ich spotkania. Wcale nie zauważył, że ich drogi się przecięły. Don Juan zaczął naśladować ruchy człowieka biegnącego za czymś, co się toczy. Powiedział, że tykwy starego człowieka przewróciły się i zaczęły się turlać po ulicy. Kiedy młodzieniec to zauważył, pomyślał sobie, że znalazł na ten dzień jedzenie. Pomógł staremu się podnieść i zaczął nalegać, że poniesie te ciężkie tykwy. Ten odparł, że idzie akurat do swojego domu w górach, ale młody uparł się, aby iść z nim, przynajmniej część drogi. Stary człowiek wszedł na ścieżkę prowadzącą w góry i kiedy tak szli razem, podzielił się z młodzieńcem jedzeniem, które zakupił na targu. Ten bardzo się z tego ucieszył i kiedy już był syty, zauważył, jak ciężkie są tykwy. Don Juan uśmiechnął się chytrze i opowiadał dalej. Młody zapytał, co jest w tych naczyniach. Stary człowiek nie udzielił mu odpowiedzi, tylko rzekł, że ma zamiar poznać go z przyjacielem, który ulży jego smutkom, udzieli mu rad i przekaże wiedzę dróg tego świata. Tu don Juan wykonał majestatyczny gest rękami i kontynuował opowieść. Stary zawezwał najpiękniejszego jelenia, jakiego młody człowiek kiedykolwiek widział. Zwierzę było tak oswojone, że podeszło do niego. Było świetliste i jaśniało. Oczarowało młodzieńca, który od razu poznał, że jest to “magiczny jeleń". Stary człowiek powiedział mu, że jeśli chce mieć takiego przyjaciela i jego mądrość, jedyną rzeczą, jaką musi zrobić, jest porzucenie tykw. Grymas don Juana przedstawiał teraz ambicję; powiedział, że gdy młodzieniec usłyszał to, odezwały się w nim jego małostkowe pragnienia. Oczy don Juana zwęziły się w szatańskie szparki, gdy wypowiadał pytanie, które młodzieniec zadał: “Co masz w tych czterech wielkich tykwach?" Staruszek spokojnie odpowiedział, że niesie w nich jedzenie: pinole i wodę. Don Juan przerwał swoją historię i zaczął chodzić w kółko. Zrobił kilka okrążeń, a ja nie wiedziałem po co. Widocznie stanowiło to część opowieści. Zapewne tak prezentował rozważania młodego człowieka. Młodzieniec oczywiście nie uwierzył w ani jedno słowo. Wykalkulował sobie, że jeśli stary, który niewątpliwie był czarownikiem, chce oddać “magicznego jelenia" w zamian za tykwy, to one same muszą być wypełnione niewiarygodną mocą. Don Juan znów wykrzywił twarz w diabelskim grymasie i powiedział, że młody człowiek zdecydował się wziąć tykwy. W tym momencie nastąpiła długa pauza mająca chyba oznaczać koniec historii. Don Juan nadal milczał, jednak byłem pewny, że chce, abym zapytał go o to, co się działo dalej. Tak też zrobiłem. – Co się stało z tym młodym człowiekiem? – Zabrał tykwy – odparł z uśmiechem satysfakcji. Znowu nastąpiła długa pauza. Zaśmiałem się. Pomyślałem sobie, że tak musi wyglądać prawdziwa indiańska historia. Oczy don Juan miał błyszczące, kiedy po chwili uśmiechnął się do mnie. Wyglądał jak wcielenie niewinności. Zaczął się śmiać i zapytał mnie: – Czy nie chcesz wiedzieć, co było w tykwach?

– Oczywiście, że chcę. Wydawało mi się, że to już koniec opowieści. – Ależ skąd – powiedział z figlarnym błyskiem w oku. – Młody człowiek zabrał tykwy i pobiegł w ustronne miejsce, aby je otworzyć. – I co w nich znalazł? – zapytałem. Don Juan spojrzał na mnie i poczułem, że był świadomy, że nieźle gimnastykuję swój umysł. Pokiwał głową i zachichotał. – No więc – przynaglałem go. – Czy tykwy były puste? – W tykwach było tylko jedzenie i woda – powiedział. – I młody człowiek w przypływie gniewu rozbił je o skałę. Powiedziałem, że jego reakcja była całkiem naturalna każdy na jego miejscu zrobiłby to samo. Don Juan odparł, że młodzieniec był głupcem, który nie wiedział, czego szuka. Nie wiedział, czym jest moc, więc nie mógł poznać, czyją znalazł, czy nie. Nie przyjął Odpowiedzialności za swoją decyzję i dlatego wybuchnął gniewem z powodu popełnionego błędu. Spodziewał się coś zdobyć, ale nie dostał niczego. Don Juan spekulował, że gdybym to ja był tym młodzieńcem i postępował zgodnie ze swoimi skłonnościami, skończyłbym podobnie: wściekły i z wyrzutami sumienia. Niewątpliwie spędziłbym resztę swojego życia, użalając się nad sobą i nad tym, co straciłem. Następnie wyjaśnił postępowanie starego człowieka, który sprytnie nakarmił młodzieńca, aby zapewnić mu odwagę pełnego żołądka. Dlatego też, kiedy znalazł w tykwach tylko jedzenie, rozbił je w napadzie gniewu. – Gdyby był świadomy swojej decyzji i przyjął za nią odpowiedzialność – powiedział don Juan – wziąłby jedzenie i byłby bardzo zadowolony. A być może nawet uświadomiłby sobie, że jedzenie także jest mocą.

kiedy próbowałem odnaleźć ten punkt. ale także jego przeciwieństwo oraz związane z nimi kolory. – Albo też szybko trzeba sprawdzić. Sobota. postawił przede mną następujące zadanie: miałem odnaleźć dobroczynne miejsce na podłodze przed drzwiami. w których odkryłem zmianę koloru. unikałbyś tego miejsca jak zarazy. Pamiętałem także. 23 czerwca 1961 Gdy tylko usiadłem. To zadanie całkiem mnie wyczerpało i zasnąłem na Jednym z tych miejsc. jest zrobienie zeza. kiedy chciałeś się uczyć o roślinach – powiedział oskarżycielskim tonem. Takie miejsce. ponieważ nie pozwolił mi się śmiać. że w ogóle nie siadają mu na twarzy. To miejsce było ci wrogie. W nocy. Był bardzo poważny. don Juanie? Powiedział. Jednak wczesnym wieczorem przygotował dla mnie test. ale Wydawało się. Powiedziałem mu. że samo rozważenie nie wystarczy. abym zamilkł. że właśnie tak postąpiłem. – Wydaje mi się. którego poszukiwałem. że dla człowieka znajdującego się na pustkowiu bardzo przydatna jest umiejętność znalezienia dobroczynnego albo wrogiego miejsca. czy miejsce w którym ma się zamiar odpoczywać. ale później zauważyłem. co do tej pory mi powiedział. aby porozmawiać. tylko wykonał niecierpliwy gest. Nie dając mi klucza do rozwiązania. Być myśliwym Piątek.6. Jednak nie zawsze pojawiają się wrony. że nie ma już nic więcej do powiedzenia. że rozważyłem całą sprawę bardzo poważnie i uznałem. zacząłem bombardować don Juana pytaniami. Wyglądało na to. ponieważ pozostają one w sprzeczności z moją istotą. że odniosłem sukces. Rankiem don Juan obudził mnie i zakomunikował mi. stanowiła omen wyłącznie dla mnie powiedział. Upierałem się. dając mi do zrozumienia. – Wydawało mi się. że wrony także wobec ciebie będą przyjacielskie. Był ciepły dzień i dokuczały mi muchy. że prawdopodobnie nie będę mógł ich przeprowadzić. że rozzłościłem się. a wiedza o pejotlu. że wrona. gdzie zwykliśmy siadać. 24 czerwca 1961 Wczesnym rankiem wybraliśmy się na przechadzkę po pustynnym chaparralu. niewygodnej ciszy odważnie zapytałem: – Czy nauczysz mnie o pejotlu. to nie żarty. że jedyną rzeczą. Pomyślałem. W drodze don Juan wyjaśnił mi. Głośno zaczął robić przegląd wszystkich zmian mojej osobowości. aby przekazać ostrzeżenie i dlatego sam musisz nauczyć się znajdować właściwe miejsce na obóz lub odpoczynek. jaką mam zrobić. abym w przyszłości unikał tej okolicy. Odparł. która przeleciała nad naszymi głowami. chyba że on sam podejmie ten temat. Spojrzał na mnie jak człowiek dobrze znający się na rzeczy i budzącym zaufanie tonem oświadczył. to poważna sprawa. – Jeżeli byś to wiedział. dwa razy na wyznaczonym obszarze odkryłem zmianę barwy jednolicie ciemnej powierzchni klepiska. że je po prostu ignoruje. że same intencje nie wystarczą. który po raz pierwszy nazwał Mescalito. aby dostosować swoje życie do jego wizji. które mi doradzał. Usiedliśmy na odpoczynek w cieniu kilku wysokich krzewów. że się wcale nie zmieniłeś od czasu. On jednak nie odpowiedział. ale don Juan kategorycznie odmówił rozmowy o nim. turlając się po ziemi. Chciałem skierować konwersację na temat pejotlu. Pustynny chaparral wokół nas jeszcze całkiem nie wysechł. kiedy . że chociaż niewiele zrobiłem. to jednak naprawdę chcę się uczyć używania roślin. w którym czułbym się absolutnie szczęśliwy i pełen energii. pamiętasz? Pamiętałem. nie jest złe. Po długiej. Mała wrona przekazała ci ostrzeżenie. Kiedyś usiedliśmy w pobliżu pewnego wzgórza i byłeś wtedy bardzo zły i zdenerwowany. – O czym mówisz? – Wrona była omenem – kontynuował. – Czasami na otwartej przestrzeni konieczne jest szybkie odnalezienie dobroczynnego miejsca – kontynuował don Juan. abym więcej o nim nie wspominał. aby odnaleźć właściwe miejsce. Ostrzegł mnie. Po długiej przerwie don Juan nagle odwrócił się do mnie i powiedział. Nie tylko znalazłem dobroczynne miejsce. że don Juan powiedział mi. a wszystko to. że zostawiały w spokoju don Juana. – Nigdy nie spodziewałbym się.

czego w ogóle nie rozumiałem. gdyż zauważył. które z miejsc jest najlepsze. Później doprowadziło do ostateczności. Po kilku minutach zaczai się głośno śmiać. Ta podwójna percepcja. Powiedział. Szliśmy dalej. byłem w stanie odkryć coś jakby słabo błyszczącego. W pewnym momencie ujrzałem coś. Wyjaśniłem. że zobaczyłem coś połyskującego. czy moje oczy właściwie działały. Dzięki temu byłem w stanie odnaleźć dwa miejsca i ich kolory. co widziałeś – powiedział. abym spróbował to zrobić. Niewątpliwie było coś niewłaściwego w sposobie postępowania don Juana względem mnie. ale nie wykryłem ani nie poczułem niczego. Wskazał mi wielki krzew i zademonstrował. musiał mnie w pośpiechu ratować. aby opisał mi. – Naprawdę nie wiem. Pokazałem to miejsce Gon Juanowi. podczas której próbowałem na niczym nie koncentrować wzroku. Zapewniał mnie. jak mam to robić. Takie jego nieprzetworzenie pociąga za sobą podwójne postrzeganie świata. jakie to odczucia.turlałem się po jego werandzie. że mogło ono zawładnąć wszystkimi moimi uczuciami. Po chwili znowu zaczął mnie namawiać do poszukiwania właściwego miejsca na odpoczynek. Znajdowało się ono pośrodku otwartej polanki pozbawionej gęstych krzewów. Jeśli spojrzysz na krzew. – Jakich. że żałuje. daje możliwości zauważania zmian w otoczeniu niedostrzegalnych przy zwykłym patrzeniu. mógłbym coś zauważyć lub poczuć. że nie może wyświadczyć mi tej grzeczności i usiąść razem ze mną. jak krótkie spojrzenia pozwalają oczom na uchwycenie niezwykłych widoków. W końcu to on wskazał kilka skał i tam się zatrzymaliśmy. ale usiądzie sobie gdzie indziej. Najpierw zdenerwowało mnie to. gdybym był bardziej zrelaksowany. albo po prostu nie chciał tego zrobić. Dał mi do zrozumienia. że nie jest to szkodliwe dla oczu. według don Juana. – Mogłeś zobaczyć nawet słonia. Nagle staruszek z pełną prędkością natarł na mnie i ciągnąc za ramię. Don Juan zaczął nakłaniać mnie. Ważne jest. Poczułem. a on wtedy powie mi. twoje oczy pozwolą ci odczuć. – Nie są to właściwie widoki – powiedział – ale bardziej odczucia. co uznałem za Kamyk odbijający światło. Później don Juan kazał mi rozdzielać obrazy postrzegane przez każde z oczu. dlaczego wybrałem ten punkt. – Nie interesuje mnie. Potem pomógł mi wstać i wytarł sobie pot z czoła. Szliśmy może z godzinę. Jednak przestałem się złościć na don Juana. Czułem. Musiałeś to zrobić. jak oczy don Juana wykonują niewiarygodnie szybkie spojrzenia. Następnie don Juan opisał tę metodę. Nie miałem pojęcia. że jestem tylko zabawką w jego rękach. że stroi sobie ze mnie żarty. drzewo czy skałę. gdzie chciałbyś odpocząć. że sam mógłbyś znaleźć dla nas odpowiednie miejsce na odpoczynek? – zapytał. Zacząłem powątpiewać w sens mojego pobytu tam. – Nie zniechęcaj się – powiedział. Nie mogłem go zobaczyć. razem z nim. – Do właściwego wytrenowania oczu potrzeba dużo czasu. – Zrobiłeś zeza – powiedział stanowczo. Spojrzał na mnie tajemniczo i powiedział. widząc. jakie są kryteria odpowiedniego miejsca. Don Juan cierpliwie wytłumaczył mi. Być może. że powinienem podejść do tego praktycznie i znaleźć miejsce. Don Juan zaśmiał się hałaśliwie i zapytał mnie. ale gdy omiatałem cały obszar szybkimi spojrzeniami. podczas gdy on z ciekawością przyglądał mi się z odległości trzydziestu czy czterdziestu stóp. Wspomnienie don Juana szarżującego na mnie było bardzo zabawne. ale albo nie potrafił. Nic nie odpowiedziałem. – Taka jest technika. co odczuwałeś. co zrobiłem – tłumaczyłem się zażenowany. odwlókł dziesięć czy dwanaście stóp od tego miejsca. kiedy koncentrowałem na nim wzrok. Nie zamierzałem zniechęcać się czymś. Poklepał mnie po plecach i powiedział. chociaż nie pamiętasz. . Po następnej godzinie dostałem okropnego bólu głowy i musiałem przestać. Nie czułem zupełnie nic. że powinienem zacząć od robienia krótkich spojrzeń samymi kącikami. na przykład? – zapytałem. które nie potrafi patrzeć wprost. Usadowiłem się wygodnie. Powiedział. Poczułem się dziwnie. Był wyczerpany. Przypominał mi chytre zwierzę. Zaśmiałem się. Polega ona na stopniowym zmuszaniu oczu do widzenia rozszczepionego obrazu. na której opanowanie potrzeba lat. – Czy uważasz. podczas gdy ja będę sprawdzał wybrane przez siebie miejsce. Zacząłem znowu nalegać. ze ponieważ wybrałem złe miejsce. że jest pod wrażeniem mojego osiągnięcia.

podskoczyłem. prawda? – Zaśmiał się. Don Juan przykrył sobie twarz kapeluszem i tkwił tak bez ruchu. ani światło. Tym. kiedy zacząłem żuć kawałek mięsa. jak się poruszają. ani też kolor. don Juanie. Byłem pochłonięty robieniem notatek. które on nazywał złymi. Kiedy nauczysz się rozdzielać obrazy i zawsze widzieć podwójnie. ale to nic nie znaczy. wtedy musisz skoncentrować swoją uwagę na przestrzeni pomiędzy tymi dwoma obrazami. że don Juan ze śmiechu dostanie ataku serca. żeby wyjaśnił mi.Jednak musiałem przyznać. – Cała sztuka polega na tym. aby być myśliwym. omawiał ich zwyczaje związane z porami roku i kaprysy. Zmiana godna uwagi pojawi się właśnie w tym miejscu. Jestem w stanie przeżyć w każdym miejscu. Musiałem przeprosić go za tak nagłe i ostateczne przerwanie jego życia. marszcząc brwi. wziąwszy wszystko razem. Zrobiłem to. Odpoczywaliśmy w ciszy przez jakiś czas. obdarł ze skóry i upiekł. – W jaki sposób dałem się złapać na haczyk? – upierałem się. Dzisiaj zobaczyłeś coś błyszczącego. że od czasu kiedy zacząłem odwiedzać don Juana. – Ja sam jestem myśliwym. my i węże jesteśmy sobie . jest odczucie. Każdy człowiek jest inny. że dałem się złapać na haczyk. co się liczy. to jedynie podać ci metodę. że pewnego dnia moje własne życie zostanie przerwane bardzo podobnie. że czystą przyjemnością było samo przebywanie z nim i obserwowanie go. Było to spowodowane jedynie przewrażliwieniem. To coś innego. aby żyć. – Przepraszam? Chciałem. Jego ruchy były tak pełne gracji. Później przystąpił do praktycznego potwierdzenia każdego punktu swojego opisu. – Dlaczego? – Nikt nie jest w stanie ci powiedzieć. ani blask. Jednak poprzez praktykę dojdziesz do tego. – Wtedy inaczej widzi się świat. Opisywał. jakich odczuć masz się spodziewać. gwałtownie i ostatecznie. włócząc się we wszystkich kierunkach. wiedząc. – To niemożliwe. W końcu złowił i zabił wielkiego węża. Resztę dnia spędziliśmy. Tego właśnie powinieneś się nauczyć. – Masz talent do polowania. Musisz nauczyć się tego sam. – Teraz problem sprawia ci to. żebyśmy kiedykolwiek o nich rozmawiali. – Myśliwy zawsze będzie polował – powiedział. już trzy razy chorobliwie się zdenerwowałem. Na przykład dzisiaj złapaliśmy małego węża. jakich odczuć mam się spodziewać. w jaki sposób zakładają gniazdo. więc gdy się nagle poruszył. – Może jednak powinieneś mi powiedzieć. że don Juan przekazał mi zadziwiająco dużo informacji o grzechotnikach. Myślałem. Już więcej nie będziemy rozmawiać o roślinach. – Wskazał ręką na całe otoczenie. wszędzie. Po to. Tak więc. siedząc na miejscach. – Jakiego rodzaju są to zmiany? – To nie jest ważne. – Na chwilę wydął policzki. – Dałeś się złapać na haczyk. Gwałtownie usiadł i zwrócił się do mnie. polowania. – Czy możesz to opisać? – Nie. ale mój żołądek decydował niezależnie ode mnie. Zacząłem pracować nad notatkami i ich ilość uświadomiła mi. Skoncentrowałem się tylko na tym. Jedzenie węża stanowiło bolesny powrót do świata zwykłych spraw. ale on tylko zaśmiał się i powtórzył to samo zdanie. jakby spał. jak masz odczuwać. że utrzymujesz się z polowania? – Poluję. trzeba znajdować się w doskonałej równowadze z całym światem. Nie jest to ani ciepło. – Twój duch myśliwego powrócił do ciebie – powiedział nagle don Juan z poważnym wyrazem twarzy. Nie mogę ci powiedzieć. a potem dodał szczerze: – Nie wydaje mi się. ponieważ wąż miał doskonały smak. co mogę zrobić. co miało znaczyć stwierdzenie. W przeciwnym wypadku polowanie staje się bezsensownym zadawaniem śmierci. że nie wiesz. co masz odczuwać. Odciął mu głowę. wyrzucił wnętrzności. co zrobiłem. Ledwie mogłem przełknąć cokolwiek. Później w cieniu skał oddaliśmy się lenistwu. aby odczuwać oczami – powiedział. – To znaczy. ponieważ zabrakło twojego odczucia. Poczułem nudności. tak że reszta świata praktycznie przestała dla mnie istnieć. a don Juan dawał mi niewiarygodnie precyzyjne wyjaśnienia dotyczące grzechotników. – Bycie myśliwym oznacza dużą wiedzę – kontynuował. Wszystko.

Czułem. Perspektywa stania się myśliwym zabrzmiała dla mnie bardzo miło i romantycznie. W pewnym momencie musiałem się zmienić. jak wróbla nazywają tycim bażancikiem. Nie tylko zabijałeś. odnalazłby swoje kolory i miejsca w tym samym czasie. kto próbowałby tego dokonać. Ujmijmy to w ten sposób: dla ciebie w rzeczywistości nie ma większego znaczenia. że istnieją dobre i złe miejsca. aby opowiedział mi o leczniczych roślinach. Prowadzę cię. nigdy nie rozważałem tego rodzaju spraw – powiedziałem. Wydaje mi się. że w ogóle nie lubi rozmawiać. ale on tak daleko odsunął mnie od mojego pierwotnego celu. Teraz sytuacja się zmieniła.równi. Myśliwy musi . kiedy mojej rodzinie dostarczałem dziczyznę. może staniesz się bardziej pokorny. że najlepsi myśliwi nigdy nie lubią polować. Jak dotąd bez rezultatów. że musisz się nauczyć żyć inaczej. kto tam był. Jeśli nie masz wyraźnie sprecyzowanego celu. Jego stwierdzenia tchnęły pewnością kogoś. jak gdyby czytał w moich myślach. że masz talent do polowania – stwierdził. starając się ukazać mu szeroki zakres zainteresowań antropologicznych. – Nie każdy. że na samym początku chciałem tylko. że teraz nie mogę sobie nawet przypomnieć. Teraz tobie wskazuję kierunek. Prawda? Powiedziałem mu to wówczas. ktoś mnie tego nauczył. o czym ktoś ci powie. że masz zmysł myśliwski – powiedział. czy będziesz się uczył o roślinach. Jeden z nich nakarmił nas dzisiaj. w jaki ja chcę teraz nauczyć ciebie – powiedział i szybko zmienił temat: – Uważam. Nie było nic. aby stać się myśliwym. i dołączył komiczną demonstrację tego. – Myśliwi muszą być wyjątkowo silni i odporni. w jaki sposób go jedli. a także specyficzne ich kolory. które po prostu wiem. – To nieprawda. czy rzeczywiście kiedyś tego pragnąłem. ponieważ wcale mi na tym nie zależało. że też nauczyłem się. Być może powinienem ci wyjaśnić. Don Juan zachichotał. Jesteś zainteresowany wszystkim. – Oznacza to. Sam nie wymyśliłem tego wszystkiego. jakich mógł dokonać człowiek. Myśliwy nie może liczyć na szczęście. jak bez większego wysiłku odkryłem. – Czy to ma znaczyć. – Niekoniecznie muszę lubić mówić. Opisałem mu. czego mógłbyś się uchwycić. Oczywiście miał rację. Mam po prostu do tego talent. – Wcale nie musi ci zależeć na polowaniu ani nie musisz go lubić – odparł na mój zarzut. Przypomniał mi. – To tak jak z myśliwymi – powiedział. ale była absurdalna. Robią to dobrze i to wszystko. Cały czas usiłowałem cię przekonać. z pewnością świadomy. – Dobrze – powiedział. które upolowałem. że rzeczywiście zjada całego ptaka. – Bardzo dobrze. – Popełniliśmy błąd. Sam mi to powiedziałeś. że miałeś nauczyciela. Robię to dobrze i to wszystko. o czym mówię. Wszyscy myśliwi byli ludźmi posiadającymi moc. Po krótkim wahaniu zapytałem: – Skąd to wiesz? – Są takie rzeczy. łącznie z kośćmi. Być może zechcesz zmienić swoje życie. wpatrując się we mnie. a przecież twierdził. Zaprotestowałem. – Naprawdę wydaje mi się. Nie mogę ci Powiedzieć skąd. Sprowadziłem twojego starego ducha i może dzięki niemu coś zdziałasz. don Juanie? – Powiedzmy. – Masz do tego naturalne skłonności. chciałem też zwerbować go na informatora. Niezwykłe ruchy jego szczęk sprawiały wrażenie. czy o polowaniu. – Jestem myśliwym – powiedział. Wiem. że łatwo może sobie wyobrazić. że wcale nie chcę zostać myśliwym-Przypomniałem mu. jak moje ciotki i wujowie nazywali bażantami wszystkie ptaki. że don Juan potrafi w każdej sytuacji przekonać oponenta. Nie zawsze żyłem tak jak teraz. że kiedyś polowanie stanowiło jeden z największych czynów. jak zostać myśliwym. że zupełnie panuje nad sytuacją. Bywały takie czasy. – Nie miałem wielkiego wyboru. Don Juan powiedział. Ty i twoja rodzina żywiliście się upolowaną przez ciebie zwierzyną. że ktoś nauczył mnie polować w ten sam sposób. – Kiedy polowałem. Uznałem tę jego zręczność przekonywania za naprawdę zabawną.

Pewnego dnia odkryłem... że jeśli chcę być myśliwym mającym szacunek do siebie samego. jestem lepszy od Indianina. człowiekiem z rozwiniętego zachodniego świata. Naturalnie byłem bardzo łaskawy. – No więc. czy jesteśmy równi? – zapytał. któregoś dnia i ty będziesz wiedział. Wypuściłem z rąk notes i oniemiały wpatrywałem się w niego. że życie. więc pozostawał mi tylko smutek. aby temu zaradzić. Nie jest to wcale ważne. o którym mówisz? – Kiedyś. pewnego razu. zgodnie z rytmem. że myślistwo stanowiło wspólną ideę i wartość dla pewnej określonej grupy ludzi. jakby krzyczał. że jesteśmy – zaprotestowałem. a później oczywiście ogarnęła mnie . Jestem Indianinem. Chciałem zmusić go do stwierdzenia. będąc studentem uniwersytetu.. Rozumiesz. Wtedy uświadomiłem sobie. W pewnym okresie każdy uważał. co mam z nim zrobić. Jego pytanie zaskoczyło mnie. Uszy swędziały mnie cały czas i dlatego nauczyłem się drapać w nerwowy i rytmiczny sposób. Miałem wiele ciepłych uczuć dla niego. – Dlaczego to wszystko dla mnie robisz. muszę zmienić swoje życie. don Juanie? – zapytałem. Jednak metaliczny dźwięk jego głosu rozbrzmiewał mi w głowie. – Oczywiście. – Niekoniecznie. czego przecież nie zrobił. – Nie – powiedział miękko. don Juanie. którzy to wiedzą. – Kiedy był ten czas. – A Indianie Pima? – Nie wszyscy. Lecz później dopisało mi szczęście i ktoś nauczył mnie polować. Teraz nie wszyscy tak sądzą. nie było nic warte. pewnie. ale jest jednak wystarczająco wielu. Powiedzmy. Miałem wiele powodów.ją mieć. Otworzyłem szeroko usta. Don Juan obserwował moje ruchy z wyraźną fascynacją. Ja jestem myśliwym i wojownikiem. niektórzy. – Daj spokój. Nie mogłem uwierzyć. – Kiedy? Co znaczy kiedyś? – Znaczy. Małym palcem lewej ręki podrapałem się w lewym uchu. więc zmieniłem je. Zdjął kapelusz i z udawanym zmieszaniem podrapał się po głowie. w górę i w dół. Nagle to wszystko mnie zaciekawiło. że ty i ja jesteśmy sobie równi? – rzucił ostro. że jesteśmy równi – powiedziałem. – Czy uważasz. że ja. a może dzisiaj. a później nucił tylko melodię. Dlaczego więc miałbym je zmieniać? Don Juan zaczął cicho śpiewać meksykańską piosenkę. że teraz moja kolej. Czy don Juan się odwoływał się do czasów przed podbojem? Postanowiłem go wybadać. co robiłem małymi palcami obydwu rąk. Ruch ten był w zasadzie potrząsaniem całego ramienia. Przedtem stroiłem fochy i narzekałem na wszystko. aby sprostać trudom takiego życia. a Indianie są traktowani jak psy. – Nie – powiedział spokojnie – nie jesteśmy. Kiwał głową. Nie mogłem nic zrobić. Pewnego dnia ty sam zrobisz coś takiego dla innych. nawet wtedy. jakie dotąd prowadziłem. – Robię gest w stosunku do ciebie – powiedział łagodnie. – Ale ja jestem zadowolony ze swojego życia. aby czuć się wykorzystywany. kiedy nie wiedziałem. a ty alfonsem. – Inni ludzie także wykonywali podobne gesty w stosunku do ciebie.. Zabrzęczało mi w uszach. co mam na myśli? – Czy Indianie Yaqui mają taki właśnie stosunek do myśliwych? Chciałbym to wiedzieć. Ja to wiem. – Wcale nie jesteśmy sobie równi. że myśliwy to najlepszy z ludzi. że don Juan rzeczywiście to powiedział. Ale don Juan unikał bezpośredniej odpowiedzi i dlatego zmieniłem temat. Wymieniałem różne sąsiednie plemiona. Jednak gdzieś w głębi mojego umysłu tkwiło nigdy nie wypowiedziane przeświadczenie.

W końcu. Jego świat sprecyzowanych działań. jakby nigdy nie istniał. Siedzieliśmy w ciszy. jeśli tylko będzie musiał. który nazywam swoim życiem. wydawało mi się. uczuć i decyzji był rzeczywiście wspaniałe. ale bitwy jakichś nieznanych ludzi. Czułem się zakłopotany i nie mogłem wymyślić niczego odpowiedniego. . Mijały godziny. Don Juan stopniowo coraz bardziej nieruchomiał. Jego słowa płynęły gładko i bezlitośnie. że on. Jego świat sprecyzowanych działań. co mógłbym powiedzieć. aż przerwie ciszę. Don Juan patrzył na mnie spokojnymi i skupionymi oczyma. prawie przerażającej sztywności. Nie chcę uczyć się o roślinach ani o polowaniu. Kiedy skończył. że jestem stręczycielem. ponieważ zapadł wieczór. Stan bezruchu don Juana był tak doskonały. Trudno go było dostrzec. że starzec sprawiał wrażenie. Lekko dotknąłem jego ramienia i łzy popłynęły mi po twarzy. a jednak z taką mocą i spokojem. może na zawsze pozostać na tym pustkowiu. że rozpłynął się w czerni skał. Mówił w sposób pozbawiony wojowniczości i zarozumiałości.furia. uczuć i decyzji jest szczęśliwszy niż nieudolny idiotyzm. ani o niczym innym. że już więcej nie złościłem się na niego. Powiedział. byłem jak sparaliżowany. Nie rozgrywam swoich własnych bitew. kiedy wokół nas zrobiło się zupełnie ciemno. aż wreszcie jego ciało nabrało dziwnej. kiedy uświadomiłem sobie. Czekałem. Unikałem jego spojrzenia. Zaczął mówić. Minęła północ.

Don Juan zrobił gest udawanej niecierpliwości i cmoknął ustami. co się nagle pojawiło. ponieważ lubię się śmiać. Usiedliśmy na zboczu z piaskowca. Tak całkowicie pochłonęły mnie jego wyjaśnienia. Wiatr był już zimny. Dlaczego świat miałby być taki. poprzetykane zielonymi gałązkami i liśćmi i uszczelnione ziemią. 29 czerwca 1961 Don Juan znowu. aby tak mówić? – Nie ma żadnego dowodu na to. Niezależnie od tego. wpatrując się w dal-Nie wydawał się szczególnie zmartwiony. Don Juan jednak powiedział. że opuszczenie posiłku to dla mnie coś całkiem niezwykłego. co mówię. – A co mam zobaczyć? – Jeszcze nie wiem – powiedział. – Co to jest? – zapytałem. – Co masz na myśli? – zapytałem zatrwożony. nawet jeśli tego nie rozumiesz. – Spójrz! Spójrz! Nie widziałem niczego. ą później zastosował w praktyce kilka sposobów polowania opartych na tym. od witalnej radości do autentycznego strachu. ale don Juan nie spieszył się. co znaczy mówić poważnie – powiedział. – Co masz na myśli? – zapytałem. – Tam jest – powiedział. przepiórki. – Niewątpliwie – powiedział. Zastanawiałem się. – Ale jeśli zrobiłbyś to po swojemu. że musimy wspiąć się na wzgórze i stanąć w miejscu. kiedy mówisz poważnie – rzekłem z wyrzutem. – Śmieję się dużo. aby zbudować palenisko. tylko krzewy. a ja żartobliwie stwierdziłem. Najpierw wyjaśnił mi. – O to mi właśnie chodzi. Następnie nauczył mnie. które nauczył mnie budować i zastawiać. Don Juan posiadał najbardziej zdradliwą umiejętność zmieniania mojego nastroju. – Jestem twoim przyjacielem i dopilnuję. jak każdego dnia przez prawie tydzień. leniwie poszliśmy w kierunku skał. ze nie ma potrzeby krzywdzić krzewów. Zapomniałem także o lunchu. sprawił. a ja nawet tego nie zauważyłem. . Kiedy skończyliśmy jeść. jest śmiertelnie poważne. moglibyśmy nigdy nie opuścić tego miejsca w jednym kawałku. co nazywał kaprysami przepiórek.7. – Nigdy nie wiem. czy nie czas wracać już do domu. że byłem zauroczony jego wiedzą dotyczącą specyficznych zachowań zwierzyny. Bycie niedostępnym Czwartek. – Co by nam przeszkodziło? – Krzewy. jakby czekając na coś. Robiło się ciemno. – Nic się nie bój – dodał uspokajająco. co zobaczysz. że jeśli zostawiłby mi wolną rękę. a ja się dobrze bawiłem. że minął cały dzień. Ja również zacząłem patrzeć w tym samym co on kierunku. tak jak robił to mój dziadek. żby nic złego ci się nie stało. Nagle ożywił się i wskazał lewą ręką w stronę ciemnego obszaru krzewów pustynnych. Chciałem wyciąć kilka zakurzonych krzewów o zielonych gałęziach i liściach. – Dwie dla nas wystarczą – powiedział i wypuścił trzy pozostałe. – O tej porze dnia świat jest bardzo dziwny – powiedział. – Masz dziwne pojęcie o tym. Przed zakończeniem dnia złapał pięć przepiórek w niezwykle pomysłowe pułapki. gdzie nie ma krzewów. Don Juan żartował. nie bój się. natomiast wszystko. że świat jest inny – powiedziałem. bo już i tak skrzywdziliśmy przepiórki. jakim ci się wydaje? Kto upoważnił cię do tego. Nagle don Juan wstał i powiedział. – Jest – powtórzył. Upiekłbym na rożnie wszystkie pięć przepiórek i na pewno smakowałyby one lepiej niż te przygotowane przez niego. wszystko wokół dobrałoby się nam do skóry. jak piec przepiórkę.

ale musimy cię zatrzymać. W tym momencie poczułem silne uderzenie powietrza w twarz. aby się zakryć. – Jest tutaj. powtarzając te same ruchy co przedtem. – Jest podstępne. – Nienawidzę tego robić tym małym roślinkom. Kiedy mieliśmy już dwie wiązki. ponieważ to. abym nie przemęczał swojego mózgu. ponieważ wiatr jest tym. poukładał na nich małe kamienie i nasypał ziemi. Nie mogłem w to uwierzyć. – O czym ty mówisz? – Specjalnie zabrałem cię na wzgórze – powiedział. – Dobrze nas stąd widać i coś przyjdzie do nas. gdybym specjalnie na nią nie czekał. w jednej chwili wiatr rzeczywiście przestał wiać. – Narwijmy jeszcze raz gałęzi – rozkazał. że wiatr ustał. Wiatr nie przestawał wiać. Weszło ci w oczy i nie mogłeś zobaczyć. co nazywałem wiatrem. Bardzo szybko rozłożył gałęzie na moim ciele. – Dla ciebie może to wyglądać na wiatr. Szepnąłem don Juanowi. ale czymś posiadającym własną wolę i dlatego wciąż może nas rozpoznać. Może nie zauważyłbym zmiany. Przytłumionym głosem don Juan zwrócił mi uwagę na panującą wkoło ciszę i wyszeptał. Musiało istnieć logiczne wytłumaczenie tego zjawiska. . że gdy tylko mnie zakryje. że zamierza wstać. że tutaj wiatr zaczął wiać właśnie wtedy. o czym mówił. – Właśnie to poczułeś – odparł. – Patrz! Patrz! – nalegał. wcale nim nie było. Raczej nie zauważyłem nic. – Nic nie widzę – powiedziałem. a później gwałtownie obrócił się i skierował twarzą na zachód. Chciałem zobaczyć to. których poprzednio użyliśmy. Później sam się przykrył i wyszeptał mi poprzez liście. Don Juan zachichotał łagodnie i powiedział.– Teraz jest tutaj – powiedział z napięciem w głosie. zakrywając mi nimi całe ciało. bezustannych podmuchów w łagodne drżenie. żebym zwrócił uwagę na to. potem położył się i też przykrył. Wstaliśmy równocześnie. jak rozwiewa włosy wokół uszu. Zebrał osiem i zrobił z nich wiązkę. gdy tylko staniemy się niezauważalni. wpatrując się w pustynne krzewy. – Właśnie teraz. Pozostawaliśmy w tej pozycji około dwudziestu minut i w tym czasie byłem świadkiem najbardziej niezwykłego zjawiska. czego bym wcześniej nie widział. każdy z nas zerwał osiem nowych gałęzi. Don Juan szepnął. próbując to racjonalnie wytłumaczyć. kiedy wstaliśmy. Przez chwilę don Juan stał cicho obok mnie. Przez chwilę don Juan patrzył ku południowi. Wytężałem wzrok. Pozbierał gałęzie. tak jak zapowiedział don Juan. powiedział. jak ten niby wiatr ucichnie. – Co? Wiatr? – Nie tylko wiatr – powiedział surowo. Zaczęły mnie piec oczy. Wyglądało na to. naprawdę podstępne – mruczał. bardzo łagodnie odkładając gałęzie lewą ręką. że nie powinienem robić żadnego widocznego ruchu ani hałasu. Kazał mi postąpić tak samo i głośno przeprosić rośliny za ich okaleczenie. co znasz. – Jest – powiedział don Juan. Wpatrywałem się tak intensywnie. Czułem. a później stopniowo wokół nas zapanowała cisza. że polegniemy teraz z nimi na wzgórze i położymy się na plecach między dwoma wielkimi kamieniami. Przez chwilę wiatr świszczał poprzez liście nad moją głową. jak tylko mogłem. Nie było tam absolutnie nic nadzwyczajnego. W tym momencie uderzył we mnie gwałtowny powiew wiatru. nie wolno mi zrobić najmniejszego ruchu ani wydać żadnego dźwięku. Wiatr znowu przeszedł z silnych. wskazując na południowy zachód. Na miejscu z wielką szybkością rozłożył gałęzie z mojej wiązki. później odszedł w pobliski chaparral i zaczął łamać gałęzie. Później. Zaśmiałem się nerwowo. a ja powinienem zrobić to samo. Dalej wpatrywałem się we wskazanym kierunku. a on także szeptem odpowiedział mi. Ku mojemu najwyższemu zdumieniu. ale nie zauważyłem niczego. Były tam falujące krzewy poruszane łagodnym wiatrem.

gdzie staliśmy. – Może nas prze-wyczerpać lub nawet zabić. – Spójrz. Gwałtowny podmuch sprawił. – Znów jest! – wykrzyknął głośno. silny podmuch wiatru uderzył mnie w twarz. chmura. nie ma wiatru. Nie zobaczyłem tego. dokładnie obznajomiony z tą okolicą. Jedynie liście pobliskiego chaparralu łagodnie drżały. Chciałem pozostać. Powiedziałem sobie. – Niech to diabli! – powiedział. że rozmyślnie go zaniepokoiliśmy i dlatego lepiej się nie wałęsać. Don Juan wyjaśnił. nie tylko wiedział o ich istnieniu. – Przekonanie. po posiłku. ale także potrafił w pamięci określić dokładny czas ich wystąpienia. co ukrywa się w wietrze i wygląda jak spirala. śmiejąc się. ażeby odpowiednio poruszać się po pustyni. – Tego to już nie mogę kupić. a don Juan. don Juan i ja przenieśliśmy się przed drzwi jego domu. Ja jednak ociągałem się. Przez cały dzień nie oddaliliśmy się od domu ze względu na “wiatr". aby przekonać się. don Juanie – powiedziałem. Siadłem na swoim “miejscu" i zacząłem opracowywać notatki. która najpierw znajdowała się nad krzewami. Przez chwilę spoglądał na mnie. o zmierzchu. – Wiatr cię szuka. Myśliwy musi to wszystko wiedzieć. Siedzieliśmy na wzgórzu przez godzinę. albo się tocząc. – Ten wiatr? – O tej porze dnia. – Co mam widzieć? – zapytałem z desperacją. Zauważyłem falę tworzącą się na krzewach w oddali. – Może pójść za nami – powiedział. że czas już ruszać z powrotem. czy wiatr się zmniejszy. Głos don Juana wytrącił mnie z intelektualnych rozważań. prawie tracąc równowagę. – Jednak zauważyłeś coś niezwykłego. – Naprawdę nie mogę. On położył się na plecach z rękami złożonymi na brzuchu. Odpowiedział. że don Juan podniósł się jednym niewiarygodnie zręcznym podskokiem. Wzgórze było bardzo spokojne. Odruchowo podskoczyłem. wiatr albo cokolwiek by to było. Wiatr wiał mocno i nieprzerwanie przez cały czas. a on głośno. – Posuwa się albo wirując. Szczególnie o zmroku. że świat jest taki. – Może znowu powinieneś mi powiedzieć. że to. czekając na sygnał don Juana. jakim ci się wydaje. policzył i odczekał. O tej porze jest tylko moc. jest bardzo głupie – powiedział. tak samo jak przedtem. . aż wiatr ucichnie. mgła lub jak twarz. ale ja uciekłem od jego spojrzenia. czekał jedynie na jego ponowne pojawienie się. – Niczego nie widziałem. Zrobiłem to samo i wstaliśmy. która wiruje. – Świat to tajemnicze miejsce. ale straszliwą falę tworzącą się na krzewach. że na tym obszarze ciągle milszą pojawiać się powietrzne prądy. jednak on tak poważnie obstawał przy swoim. Oczy don Juana niewzruszenie wpatrywały się w krzewy na południe od nas. że nie odważyłem się błaznować. a później skręciła na wzgórze. – Porusza się w określonym kierunku – kontynuował. Piątek. jak nas szuka. co miałem zobaczyć. Nie chciałem poddać się lękowi i za wszelką cenę starałem się znaleźć odpowiednie wytłumaczenie. W pewnym momencie łagodnie odsunął gałęzie. nie znającym sprzeciwu tonem kazał mi patrzeć. 30 czerwca 1961 Późnym popołudniem. przeraziłem się. – Już ci mówiłem. don Juanie – powiedziałem. Kiedy wstawał. Don Juan wykonał kilka gestów rękami.Powstrzymywałem oddech. Powiedział. Coś. Wtedy właśnie. co opisywał mi don Juan. Ja nawet musiałem spać przykryty gałęziami. by się położył. jest jak chmura albo spirala. Chciałem go rozweselić. aby pokazać mi poziome i pionowe drgania. Jednak tym razem moja reakcja była inna. – Nadchodzi – powiedział mi do ucha don Juan. Ruchem brody wskazał w kierunku wiatru. Wystarczyło.

jesteś dostępny i każdy może cię pokazać palcem. że kiedy stawałem się myśliwym. Niezależnie od tego. byłem cały czas dostępny. Dlatego też. że przedstawię to w inny sposób – tłumaczył cierpliwie.kokon. zwierzę odejdzie. kiedy zapada zmierzch. Ale po chwili spojrzał na mnie i ryknął śmiechem.. Zaprotestowałem. Jest się dostępnym albo niedostępnym w zależności od potrzeb i sytuacji. a ja zasugerowałem: – . Bardzo cierpliwie tłumaczył mi.. . Mogę ci to zagwarantować. Bycie niedostępnym wcale nie oznacza ukrywania się albo tajemniczości. Myśliwy. że podczas zmroku wiatr staje się mocą. o co mu chodziło. podobnie jak ty. – Musisz nauczyć się. – Jak? – Jeśli tego potrzebuje. które wywołuje ich pionowy i poziomy ruch. prawda? Jednak dla myśliwego twoje teorie to czyste gówno. – Przez całe swoje dotychczasowe życie zupełnie nieświadomie byłeś zawsze odkryty. aby wykazać. chowa się przed mocą. Na tym polega tajemnica wielkich myśliwych. wie o tym i zgodnie z tym postępuje. Zrobił przerwę. żaden kojot czy nawet oślizły robak go nie tknie. – Ta osłona jest jak. musi jedynie wejść na wierzchołek wzgórza. nauczyłem się sekretu bycia dostępnym i niedostępnym. – Twoje opinie są ostateczne – powiedział z odcieniem sarkazmu. że się ukrywasz. Puma może podejść pod sam nos myśliwego i go obwąchać. więc poprosiłem don Juana. – Według ciebie. aż w końcu nic ze mnie nie zostało. że nie zrozumiałem. jak rozmyślnie stawać się dostępnym lub nie – powiedział. kiedy myśliwy ma podróżować albo nie chce zasypiać. Kiedyś.. ale jeśli wytrzyma on bez ruchu. dopóki nie minie zmierzch. a później głośno westchnął. że wykorzystał zmierzch i wiatr. tak samo jak ty.Nie byłem uparty.. jak bardzo ważne są relacje między ukrywaniem się i pokazywaniem. – Chociaż byłem młodszy od ciebie – kontynuował – Pewnego dnia miałem dość i zmieniłem się. – Pozwól. Myśliwy może pozostać na otwartej przestrzeni i żadna puma. Don Juan wykonał gest owijania czegoś. jeśli wszyscy będą o tym wiedzieć. że tak – powiedziałem i w cichości cieszyłem się ze swojego tryumfu. – To twoje ostatnie słowo. a ty nie możesz stanowić wyjątku. Powiedziałem. że moje życie stawało się coraz bardziej i bardziej sekretne. czy ciśnienie wynosi jeden. wiatr to tylko gorące i zimne powietrze? – zapytał zmieszany. Trochę czasu zajęło mi wyłożenie wszystkich szczegółów podstaw meteorologii. – Jak postępuje? – Wykorzystuje zmierzch i moc ukrytą w wietrze. Gdy tego nie robisz. Poczułem się zagrożony i pośpiesznie próbowałem się bronić. Kiedy się ukrywasz. Wtedy moc nie da mu spokoju i będzie go szukać przez całą noc. Miałem poczucie. że idea samowolnego wiatru składa się na raczej prymitywną wizję świata. jeśli żyłbyś tutaj na pustkowiu. a moc nie okryje go swoją osłoną. wszyscy wiedzą. Don Juan powiedział. musi stać się dostępny dla wiatru. Więc też płakałem. Don Juan jakby oniemiał. Cierpliwie wyjaśniłem mu. – Nie tłumacz się – powiedział don Juan beznamiętnie. że wiatr posiada swoją własną wolę i poszukuje mnie. że masy gorącego i zimnego powietrza wytwarzają różne ciśnienie. – Obawiam się. – Nie ma potrzeby. może nic oprócz płaczu. zakrywając się i trwając bez ruchu. W mojej głowie zapanował chaos. – Wobec tego czym jest wiatr? – zapytał wyzywającym tonem. Po prostu nie mogłem zaakceptować koncepcji. aby jeszcze raz wszystko wyjaśnił. z którego jest jakiś pożytek. Wszyscy jesteśmy głupcami. – Osłona mocy otula cię jak kokon. ale nieprzystępność. – Właśnie – powiedział. – Niczego nie zmieni ukrywanie się. Jeżeli natomiast myśliwy chce być zauważony. Twoje problemy biorą się właśnie stąd. dwa czy dziesięć. poszukując właściwego słowa. Powiedzmy. albo że nas wytropił i popędził za nami na wierzchołek wzgórza. Don Juan przez chwilę trzymał mnie w napięciu. wiedziałbyś.

badając mnie wzrokiem. że dziewczyna. jakby tam był i wszystko widział. Tylko jeden. Wyprostowałem się. Don Juan używał hiszpańskich idiomów ponerse al alcance oraz ponerse en el medio del camino. że jego grzebanie się w mojej przeszłości jest dla mnie odpychające. mówiąc. miał zamiar nieźle mi dołożyć. wcale nie była taka wspaniała. Ważne jest tylko to. kto nią przechodzi. a tym bardziej o blondynce. – Wszystko to widziałem. Przez długą chwilę wpatrywał się we mnie ze skupieniem. Miałeś kiedyś kobietę. Byłeś za bardzo dostępny. Doszedłszy do takiego wniosku. – Musisz wycofać się ze środka ruchliwej drogi. – Mówisz zagadkami – powiedziałem. – Każdy o was wiedział – stwierdził z niewzruszonym przekonaniem. Zawsze. blondynką? Tą dziewczyną. Zacząłem się zastanawiać. – Hej! – powiedział z uśmiechem. a później pewnego dnia straciłeś ją. – Dlaczego? – Było wiele powodów. – Musisz odejść – wyjaśniał. żebyś skończył z tym wysokim mniemaniem o swojej wartości. – Nic podobnego ci nie mówiłem. a szczególnie to. Ja jednak nie przypominałem sobie. Według mnie była słaba. – Ale to prawda – powiedział z rozbrajającą szczerością. – Nie tak wiele. – Dlaczego nie jest teraz z tobą? – zapytał. kiedy przychodzisz i odchodzisz. Chciałem zaprotestować. jaki na mnie wywarły jego słowa. Poczułem. dlatego nie ma żadnego pożytku z ukrywania się. kiedy don Juan ze mną jechał. że ugodził w mój czuły punkt. w moim życiu była bardzo ważna blondynka. że ma rację. abym mu opowiadał o kimkolwiek. że swoje stwierdzenia zawsze przedstawia z taką pewnością. widzi. Musiałem spojrzeć nań jak ostatni idiota. Nie wiedziałem. – Oczywiście. o której mówi. co przez to rozumie. Szczerze mu zakomunikowałem. a później zaczął nucić piosenkę. Naprawdę nie mogłem zrozumieć. Powiedziałem. ale powstrzymał mnie. Ona była wspaniałą kobietą. Tak. bez przerwy rozmawialiśmy o wszystkim. że każdy. że rzeczywiście ją lubiłem. Tam znajduje się cała twoja istota. że bez sensu byłoby wdawać się z nim w dyskusję. że mówiłeś – odpowiedział. ale rozzłościłem się na niego za to. Powiedziałem mu. Doszedłem do wniosku. że kiedy don Juan zaczynał nucić meksykańską melodię. Był świadomy efektu.Powiedziałem mu. Wiedziałem już. czy kiedykolwiek rozmawiałem o niej z don Juanem. że nie ma znaczenia. A jednak mogłem się wygadać. Ona była wspaniała. – Przestań się wykręcać – powiedział don Juan ostro. że to do mnie nie przemawia. którą naprawdę lubiłeś. gdyż prowadziłem samochód i nie mogłem notować. – Odeszła. o czym mówiliśmy. – Najwyższy czas. ale równocześnie niejasna. przygotowany na wszystko. jak narasta we mnie fala niechęci do niego. – Co stało się z twoją przyjaciółką. Wiedziałem. skąd o niej wie. Jego metafora była interesująca. Naprawdę chciałem wiedzieć. aby ukryć złośliwy uśmieszek. co znaczy być dostępnym. jakby nie słyszał mojego argumentu. – Czy to źle? – Okropnie. czyli “być w zasięgu" oraz “stanąć na środku ruchliwej drogi". bo wydął wargi. poczułem się nieco spokojniejszy. Tylko wydaje ci się. Nie pamiętam. Zaśmiał się z wielką rozkoszą. Znowu mnie poruszył. bardzo ci drogą. . co mam powiedzieć. – Opowiadałeś mi o niej – zapewnił mnie. że nigdy nie było takiej okazji. że się ukrywasz. Znajdowanie się na środku drogi oznacza.

ponieważ nie wykorzystuje wszystkich możliwości i sił tego świata. – Nie rozumiesz – rzekł don Juan cierpliwie. Zawsze znajdowałeś się w jej zasięgu i twoje życie stało się rutyną. że już nigdy więcej nie będzie jadł i pożera całe jedzenie. – Było i jest rutyną – powiedział dogmatycznie. Byłeś z nią dzień w dzień. aby zrobić palenisko. lub samego siebie. jakie ma. wszystkie pięć przepiórek! Don Juan wyraźnie wymierzył cios poniżej pasa. a jednak jest nieprzystępny dla niego. aż jedynym uczuciem. Jednak don Juan uważał inaczej i dlatego też mogę Otwarcie stwierdzić. muszę pozostawać w zasięgu każdego. Zaśmiałem się i chyba sprawiłem mu tym przyjemność. Lekko go dotyka. Argumentowałem. że ludzie zaczynają mnie męczyć i nudzić. – Jesteś w błędzie. – Myśliwy wie. szczególnie tych. że była kimś szczególnym w twoim życiu. – Jest niedostępny. jak tego potrzebuje. nie jesteś jak ten biedak. – Co ty ze mną robisz. Miał rację. Lekko dotknął moich pleców. Nie niszczysz roślin. Poczułem się zakłopotany. że musiałbyś rzadziej się z nią widywać. że szukałeś jej wszędzie. zwierząt. jakie ci zostało. Powiedziałem. ponieważ byłeś dostępny. przebywa w nim tak długo. bez zdawania sobie z tego sprawy. – W przypadku tej dziewczyny znaczyłoby to. aby stać się nieprzystępnym – powiedział. Ważne jest to. że oszczędnie dotykasz świata wokół siebie. jeśli pozostaje w tym świecie. – Zawsze udaje ci się mnie zasmucić. – Bycie nieprzystępnym oznacza. Zamiast zjeść pięć przepiórek. . – Znaczy to. prawie nie pozostawiając śladów. – Przypomniałem ci o tej dziewczynie tylko dlatego. których kochasz. Kiedy się martwisz. Zaczął ogarniać mnie wielki smutek. że po to. Straciłeś ją. w desperacji kurczowo chwytasz się wszystkiego. niezależnie od tego czy dotyczy to rzeczy. gadasz tylko jedną. że tak jest. – Sztuka myśliwego polega na tym. że nie muszę. – To sprzeczność – powiedziałem. Nie tak jak to robiłeś. że nie jesteś głodny i zdesperowany. czego się uchwyciłeś lub tego kogoś. A wtedy już musisz całkiem wyeksploatować to. – Ale to nie jest ważne. czy mocy. Moje życie nigdy nie było rutyną. Dlaczego? – Teraz jesteś zbyt sentymentalny – powiedział oskarżycielsko. Czułem. A o kimś szczególnym powinniśmy mówić tylko pięknymi słowami. aby stać się nieprzystępnym.– Tak samo jak ty – powiedział łagodnie. przez wszystkie dni. Myśliwy ma bardzo intymny kontakt ze swoim światem. aby normalnie funkcjonować. Myśliwy korzysta ze swojego świata oszczędnie i z czułością. czego nie udało mi się na przykładzie wiatru. – Nie – powiedziałem. ludzi. była nuda. – Nigdy nikogo nie wykorzystywałem – powiedziałem szczerze. że bycie nieprzystępnym wcale nie oznacza ukrywania się czy bycia tajemniczym mówił spokojnie. roślin. aby być niedostępnym – stwierdził. co znaczy. a później szybko odchodzi. Zapewniam cię. – Nie oznacza także. jesteś zaniepokojony. – Nie może być nieprzystępny. wszystkie lata. jeśli nie jest ci to potrzebne. że będzie wciąż od nowa zwabiał do pułapek zwierzynę i dlatego o nic się nie martwi. – Jest niezwykle rutynowe i dlatego wydaje ci się. – Już ci mówiłem. że w moim świecie nie do pomyślenia jest. który czuje. – O co w tym wszystkim chodzi. Chciałem się nadąsać się i poddać przygnębieniu. Martwienie się to stawanie się dostępnym. że rozmyślnie unikasz wyczerpywania siebie i innych – kontynuował. aż uschną na pieprz. – Bycie niedostępnym oznacza. kto ma ze mną coś wspólnego. ażeby bezpośrednio pokazać ci to. don Juanie? – zapytałem. Nie wystawiasz się na moc wiatru. Nie wykorzystujesz ludzi i nie wyciskasz z nich wszystkiego. że nie jest. Prawda? Nie odpowiedziałem. ale w jakiś sposób oczy don Juana pobudzały mnie i zmuszały do aktywności. don Juanie? – O to. że nie możesz kontaktować się z ludźmi.

don Juanie? – zapytałem. później na mnie i zamrugał. dlatego ze właściwie nie mieliśmy nic dojedzenia. – Musisz poruszać się tylko wtedy.8. spojrzałem w jego kierunku i zobaczyłem. musi poświęcić trochę czasu na odkrycie miejsc. taki fale wzmocniony gwizd fabrycznej syreny. jak łatwo potrafiły uniknąć niebezpieczeństwa. aby szedł do domu. Automatycznie położyłem go na ziemi wraz z innymi myśliwskimi przyrządami. Podniosłem patyk i usiłowałem go wygiąć. To mnie całkowicie zbiło z tropu. aby wiedzieć. aby je schwytać. Powiedział. – Czas iść do domu – powiedział. Podszedłem do niego i zauważyłem. – Koniec lunchu – oznajmił. Nie patrzyłem na niego. że według niego. że się we mnie wpatruje. 16 lipca 1961 Cały ranek spędziliśmy. Pochłonęła mnie ich obserwacja i można powiedzieć. Don Juan przyłożył dłonie do ust i wydał następny gwiżdżący dźwięk. Wydawało mi się.trochę patyków i przystąpiliśmy do konstruowania tych Myśliwskich wynalazków. co wcześniej mówił. tak abyś również ty się zatrzymał. Właśnie trzymałem długi kij. jak gdyby sprawdzał godzinę na zegarku. Nagle zacząłem się niepokoić. Jak prawdziwemu myśliwemu wiele z nich udało mi się wytropić. o co chodzi. – Chyba mnie przeklniesz – powiedział. że nagle znudziło mu się polowanie i daje sygnał. kiedy nagle don Juan spojrzał na swój lewy przegub. czas na lunch. Jego syrena była doskonała. Zwrócił mi uwagę. Nie wiedziałem. czy zadziała. aby same powpadały do jego pułapek. Kiedy byłem już gotowy. Nazbieraliśmy . Spojrzał na swój wyimaginowany zegarek. z tym. Pomyślałem. Stanął tam. Pokręcił głową. W końcu potrafiłem prawie za każdym razem przewidzieć ich zachowanie. czy też już całkiem mu odbiło. co robi. że on także się zbiera. z którego chciałem zrobić pętlę. patrząc na mnie. gdzie umieścić pułapki. miały okropny zwyczaj zatrzymywania się lub nawet wspinania na kamień i stawania na tylnych łapkach. jak robić pułapki. że zapomniałem. . obserwując gryzonie wyglądające jak tłuste wiewiórki. – Jestem gotowy – powiedziałem. że siedzi ze skrzyżowanymi nogami kilka stóp ode mnie. że nie wzięliśmy zapasów. Don Juan wciąż stał na szczycie skały. naginając go koliście. Przerwanie życiowej rutyny Niedziela. które don Juan nazywał wodnymi szczurami. jakby odkrywał wielki sekret. że myśliwy. ale gdy tylko umknęły jakiemuś drapieżcy. Ja swój prawie skończyłem i byłem bardzo podniecony. czy żartuje. uśmiechnął się i znowu zamrugał. którego nigdy nie miał. Zaśmiałem się. Zastawia je w nocy. – Mają bardzo dobre oczy – powiedział don Juan. Później don Juan pokazał mi. Powiedział. Don Juan popatrzył na mnie z wyrazem zaciekawienia. Później wydał zawodzący dźwięk imitujący syrenę fabryczną. w których jedzą i się gnieżdżą. Obserwowałem go z przejęciem i próbowałem powiązać to. Po chwili don Juan znowu zadął w swój “gwizdek". Wyjaśnił. Wstał i wspiął się na skałę. że był to dzień pracy w terenie. aby je zakończyć. dlatego też powinieneś nauczyć się przewidywać. Spojrzał na mnie. kiedy biegną. Położyłem wszystko na ziemi i zacząłem się przygotowywać do powrotu. Znowu zawył jak fabryczna syrena. ale później pomyślałem. – Wracaj do pracy. a następnego dnia musi tylko wystraszyć gryzonie. – Co się stało? – zapytałem. Przyłożył dłonie do ust i wydał przeciągły i bardzo przenikliwy dźwięk. – Co robisz. – Jest piąta – stwierdził. Przez chwilę nie wiedziałem. pięć czy sześć Pop nad ziemią. że prawdopodobnie żartował. zastanawiając się. Obrócił się wkoło zawodząc w ten sposób. – Możemy iść w każdej chwili. ogłaszającą porę lunchu. kiedy i gdzie się zatrzymają. że daje sygnał całemu światu. aby się rozejrzeć lub uporządkować futerko. Prawie nie rozmawialiśmy przez cały poranek i nie mogłem przypomnieć sobie niczego ważnego. Byłem tak zaabsorbowany gryzoniami.

zanim będziesz mógł powiedzieć. że właściwie moje życie to bałagan spowodowany brakiem zdrowych nawyków. prawdopodobnie zrozumiesz. ponieważ ja sam swoim bezwzględnym. Wpatrywał się we mnie pytająco. jakby dając mi czas na zastanowienie. było niewykonalne ani dla mnie. Rozmawiasz w wyznaczonym czasie. aby każdego dnia jeść koło południa. – Nic ci o tym nie mówiłem. – Bycie myśliwym to nie tylko chwytanie zdobyczy – odezwał się znowu. że oszalałem. Mogą nawet minąć lata. aby pracować na sygnał. – Czy nie wszyscy tak postępujemy? – Nie wszyscy. jak robić i ustawiać pułapki. Było to bardzo śmieszne. Don Juan przerwał. szczerząc zęby w szerokim uśmiechu. uśmiechając się. Chciałem już biec. Nie miałem nic do powiedzenia. że moje postępowanie wcale nie jest rutynowe. że swoim nieoczekiwanym. Nie zrozumiałem. że to rozumiesz i że jesteś myśliwym. że wyglądał jak jedno z tych myjących swe futro zwierzątek. To całkowicie zmąciło mój spokój. jesz o określonej porze i idziesz spać o określonej godzinie. Opis mojego nawyku jedzenia dotyczył wzorca. gdy tylko zaczął mówić. że martwię się o lunch? – Pilnujesz tego. Byłem zszokowany i przekonywałem go. że jest ósma Kuno i muszę rozłożyć swoje narzędzia. – Wytworzyłeś już swój własny rytm polowania. Jest zupełnie inny niż zwierzęta. aby polowanie również przemienić w rutynę – kontynuował. że jesteśmy kwita. Wystarczyło tylko zadąć w gwizdek. to rutyna. abym usiadł obok niego. Na tym polega jego przewaga. Jego okrągła głowa sprawiała. co mam na myśli. Słowa don Juana brzmiały w moich uszach jak arbitralna i irracjonalna idealizacja. bezwzględnym działaniem rozmyślnie usiłował tak mnie przerazić. że zastawia pułapki albo że zna jej nawyki. ale dlatego że sam nie ma żadnych. że tak się zachowałeś? – Martwiłeś się o lunch. Cała sytuacja znowu się zmieniła w tajemniczy sposób. Jeśli przypomnisz sobie. aby stamtąd uciec. na którą polujesz. że w moim przypadku jest tej rutyny mniej niż w życiu większości moich przyjaciół i znajomych. jak postępowałem. giętki i nieobliczalny. – Myślałeś. że to. że moja rutyna jest tak samo szalona jak jego gwizdy. a nie tylko mu przytakiwać lub zaprzeczać. – Co takiego zrobiłem albo powiedziałem. które obserwowaliśmy. Jednak miałem dziwne odczucie. Nie miałem nic na swoją obronę. że jego zachowanie jest szalone. o czym mówił. – Czym jest rutyna? – zapytałem. następnie uczyłem cię nawyków zwierzyny. abym stracił rozum. Nie mogłem sobie wyobrazić życia bez żadnych przyzwyczajeń. niezmienne w swych reakcjach i łatwych do przewidzenia kaprysach. całkowicie oczekiwanym działaniem doprowadziłem go do takiego samego stanu. W ciągu kilku minut mój strach tak wzrósł. że dobry myśliwy musi przede wszystkim znać nawyki swojej zwierzyny. – Teraz dużo już wiesz o polowaniu – kontynuował don Juan – więc łatwo będzie ci zrozumieć. Skąd mogłeś wiedzieć. o co mu chodzi. – Niepokoisz się o jedzenie zawsze o tych porach. a później zastawiania pułapek na te nawyki. aby ukazać ci ten mechanizm. że ogarnęło mnie nieodparte pragnienie. ponieważ mamy przed sobą cały dzień. Jest wolny. – Teraz jesteś już gotowy. Te umiejętności tworzą zewnętrzną formę polowania. – Wszystko. ucząc cię polowania. Byłem pod głębokim wpływem myśli.Powiedział. Zdjął kapelusz i zaczai naśladować ruchy gryzoni. Najpierw uczyłem cię. co? – zapytał. nawet jeśli wcale nie jesteś głodny. Twój duch jest wyszkolony. ani dla . co robisz. uważam. Powiedziałem. Powiedziałem mu że wręcz przeciwnie. że swoim niespodziewanym zachowaniem przeraził mnie aż do utraty zmysłów. – Dobremu myśliwemu nie dlatego udaje się złowić zwierzynę. Czułem. Ja nie żyję rutynowo. kiedy ześliznął się ze łkały i podszedł do mnie. Dodał. że don Juan oszalał. na które poluje. Mój lęk zniknął. Pomyślałem. Teraz muszę nauczyć cię najważniejszej i dużo trudniejszej. Odparł. Wyjaśnił. Właśnie dzięki temu staje się dobrym myśliwym. jaki stosowałem do wszystkiego w swoim życiu. koło szóstej wieczorem i ósmej rano – powiedział. Chciałem być z nim szczery. Don Juan zaśmiał się i dał mi znak.

Jeszcze raz posłyszałem ten zwodniczy gwizd. który tropi zwierzynę na pustkowiu. że magiczny jeleń jest świadomy nawyków zwykłych ludzi i myśliwych. – A jej widok jest godny zobaczenia. jak się poruszają. zanim wykona jakiś ruch. jak nauczyłem się polować. że dobiegał ze wszystkich stron równocześnie. z pewnością ucieknie na otwartą przestrzeń. Później chowa się i czeka na następny krok zwierzyny. Być może któregoś dnia. że jest taki wyjątkowy i trudno go znaleźć? – zapytał. co człowiek zrobi w sytuacji takiej jak ta. – Jednak są zwierzęta nie dające się wytropić – zaczął znów opowieść. Miało to miejsce zaraz po tym. Był mi obcy. jeżeli jeleń każdej nocy śpi o określonej godzinie i w określonym miejscu. Don Juan zrobił teatralną pauzę i popatrzył na mnie przenikliwie. Z tego też powodu sami stajemy się celem dla kogoś czy czegoś innego. Jak już wcześniej ci mówiłem. nie jesteś wyjątkiem. – Czy to nie jest nawyk? – Oczywiście. . gdzie się żywią. że jesteś taki sam jak twoja zdobycz. by był bardziej konkretny i podał mi przykłady. na którą polujemy. musisz przerwać życiową rutynę. Miałem tyle szczęścia. aby samemu nie stać się ofiarą. – Po to. że mam szczęście. Ale te magiczne istoty tak się nie zachowują. jeleń. Być może twoim przeznaczeniem stanie się tropienie jednej z nich do końca życia. W rzeczywistości wszystko to może przewidzieć i zrekonstruować dobry myśliwy. że nasze drogi się spotkały. co odpowiedzieć. Wiedziałem również. Któregoś dnia sam możesz się o tym przekonać. Pomyślałem sobie. Nie byłem w stanie określić kierunku. Obserwowałeś zwyczaje zwierząt na pustyni. Wszyscy zachowujemy się jak zwierzyna. A więc myśliwemu. który to wszystko wie. – Nie ma nawyków – oznajmił tonem objawienia. – Jeleń musi w nocy spać – powiedziałem. Nigdy przez te wszystkie lata włóczęgi po pustkowiach nie słyszałem takiego dźwięku. może dzięki czystemu przypadkowi spotkać raz w życiu. – Dlatego interesuje mnie teraz. Może rzucić poncho na ziemię albo powiesić je na gałęzi. Natomiast myśliwy. – Nie obchodzi mnie to. Wydawało mi się. Poprosiłem go. co zwierzęta robią. Wiedziałem już. Szybko się uczysz i teraz możesz już zobaczyć. Czy mnie rozumiesz? Znowu wyraziłem opinię.kogokolwiek innego. Wszystko to nawyki. że jego koncepcja jest nie do zrealizowania w praktyce. że czeka na pytanie. zachowujesz się tak samo jak twoja zdobycz. w jakimś miejscu na świecie twoja droga przetnie się z drogą magicznej istoty i zechcesz na nią zapolować. łatwo przewidzieć każde twe posunięcie. jak i kiedy śpią. zostawiają ślady we właściwy sobie sposób. Jedzą i piją w pewnych miejscach. Jeśli będzie nie uzbrojony. aby uratować życie. Przede wszystkim jego strach uczyni z niego ofiarę. miejsca. nigdy nie zapomni zapewnić sobie osłony. Pewnego razu byłem w gęstym lesie w górach centralnego Meksyku. – Możesz zacząć od niejedzenia lunchu o dwunastej każdego dnia. Uświadomiłem sobie. jeśli jest szczęściarzem. Wtedy zastygnie w miejscu albo położy się na ziemi. co sprawia. że to magiczna istota. – Wymaga czasu – powiedział don Juan. Kiedyś w moim życiu ktoś także zwrócił mi na to uwagę. Poparzył na mnie i uśmiechnął się życzliwie. w innych zakładają gniazda. Jeśli zaś będzie miał broń. – To sprawia. że jest magiczny. gdzie. aby być myśliwym. gdzie zakładają gniazda. kiedy nagle posłyszałem słodki gwizd. albo stawi czoło. że być może jestem otoczony przez stado czy grupę nieznanych zwierząt. z którego pochodził. według mnie. wydawało mi się. ale nie miałem żadnego. Wyraz jego twarzy był bardzo zabawny i dlatego zaśmiałem się. Wzruszyłem ramionami. Wtedy pozostaną mu dwie możliwości: albo ucieknie. co czujesz – powiedział. przygotuje ją do strzału. bo nie wiedziałem. – Jest na przykład taki jeleń. – Mówię teraz o polowaniu – powiedział chłodno. – Co masz na myśli? – Lubisz polować. na które zwracam ci uwagę. którego myśliwy. chodzi o to. Bardzo łatwo wyobrazić sobie. Jesteś dobry w polowaniu. abyś stał się ich świadomy w swoim własnym życiu. – Jak ci się wydaje.

Jeleń patrzył na mnie.Znalazłszy się w obecności magicznego jelenia. I jeleń przemówił do mnie. że droczy się ze mną. – Magiczny jeleń powiedział: “Cześć przyjacielu". – Jeleń przemówił? – Tak. jak gdyby usiłował sobie przypomnieć. opowiadając mi niestworzone historie. a ja powiedziałem. ani w drugi sposób. – Przemówił do mnie – powiedział don Juan z szerokim uśmiechem. prawda? – Przykro mi. . A ja na to: “Ponieważ jest mi smutno". że nie mam zamiaru zrobić mu krzywdy. nie zachowałem się ani w jeden. Uśmiechnąłem się mimowolnie. aby przekonać się. że zacząłem śmiać się razem z nim. Podniosłem się szybko i zobaczyłem świetliste stworzenie wpatrujące się we mnie. – Nie mam o to do ciebie pretensji – odparł uspokajająco. Spróbowałem obrócić głowę. że jego dialog z jeleniem był raczej drętwy. Jego poczucie humoru było tak nietypowe. czemu płaczę. Wtedy zapytał mnie. A ja mu odpowiedziałem: “Cześć". Don Juan wstał i podniósł swoje myśliwskie przybory. Don Juan wybuchnął śmiechem. że magiczne jelenie mówią. – Co powiedział? – zapytałem półżartem. – Naprawdę przemówił? – zapytałem zupełnie skonsternowany. Don Juan zajrzał mi głęboko w oczy z błyskiem czystej przekory. – To cholernie dziwna rzecz. ale nie mogę uwierzyć. jak ja teraz tobie mówię: “Nie bądź smutny". Szybko stanąłem na głowie i zacząłem zawodzić. – Nie wierzysz. był raczej niewiarygodny. – Przecież jestem Indianinem. – Czego się spodziewałeś? – zapytał. Don Juan przerwał i spojrzał na mnie. Obraz gadającego jelenia. Myślałem. Powiedziałem. aż prawie zemdlałem. co to jest. Don Juan umilkł na chwilę. mówiąc delikatnie. coś wąchało moje włosy za prawym uchem. Roniłem łzy i szlochałem tak długo. i przewróciłem się. wciąż się śmiejąc. że takie rzeczy się wydarzają – powiedziałem. Nagle poczułem łagodny dotyk powietrza. Po chwili ryknął śmiechem. a później jego oczy zajaśniały. Wtedy magiczne stworzenie podeszło i powiedziało mi do ucha tak wyraźnie.

Powiedział. – Sam o tym wiesz. kiedy do czegoś się zabierasz. co chciał. jak tego potrzebuje – zareplikował. aby najlepiej wykorzystać swoje życie. Czasami mijają lata. Przypomniałem sobie. aby wymagać czegoś ode mnie. Robisz wszystko. Faktycznie. Jednak nauczyłem się szanować jego biegłość. całymi latami i bez żadnego rezultatu. że dużo nauczyłem się o polowaniu. Jak zwykle poczułem się zmuszony do obrony. don Juanie? – Myśliwy nie tylko zna nawyki swojej zwierzyny. 24 lipca 1961 Wczesnym popołudniem. Don Juan zamilkł i zdawało się. jak budować i zastawiać pułapki – powiedział. aby temu zaradzić. – Nie. ale być może nie mam żyłki do polowania. zanim człowiek przekona się o tym. tym lepiej dla ciebie. jak czułem. Don Juan przyjrzał mi się z ciekawością i zaśmiał się.9. Dwa razy dał mi znak. było bardziej sugestią albo komentarzem dotyczącym moich wad. co zasługiwało na zaufanie. Wydaje mi się. Trzeba coś zrobić. wydymając policzki. Byłem szczerze przekonany. ażeby rzeczywiście chcieć się zmienić. Mnie zabrało to całe lata. Jego zainteresowanie zmianą mojego życia. co ma mi powiedzieć. po kilku godzinach włóczenia się po pustyni. co żyje. że są konieczne. ale to nie ma znaczenia. don Juan wybrał ocienione miejsce na odpoczynek. abym był cicho. a ja nie stanowię wyjątku. które kierują ludźmi. od czasu kiedy zaczął mnie uczyć polować. Tylko tak mówisz. co możesz. że wszyscy jesteśmy głupcami. że już wcześniej stwierdził. – Zawsze czujesz się zmuszony. Lubiłem go jako człowieka. – Nie będzie ci łatwo się zatrzymać – powiedział w końcu. Zawsze tak mówisz. ponieważ przyjemnie ci tego słuchać. – O jakich mocach mówisz? – zapytałem po długiej przerwie. Ostatnia bitwa na ziemi Poniedziałek. zaczął mówić. że w świetle tego. kiedy chciałem poprosić go o wyjaśnienie tych tajemniczych stwierdzeń. ale nie zmieniłem się tak bardzo jak on by sobie tego życzył. Sposób. co mogę – powiedziałem. – Co masz na myśli. co chciałem robić w życiu. – Wiem. ale musi również wiedzieć. które kierują naszym życiem i śmiercią. zmiany są trudne i zachodzą bardzo powoli. że ma ogromne trudności. w jaki żył. – Dochodzi tu do głosu twoje stare poczucie . usprawiedliwiającej przemowy. że istnieją na ziemi takie moce. co możesz. aby tłumaczyć się ze swoich czynów. ale wyglądało na to. że jesteś uparty. Poprosiłem go o wyjaśnienie. Gdy tylko usiedliśmy. ale jednak nie wyobrażałem sobie. Wcale nie robisz tego. wychodziłem na idiotę i dlatego teraz zatrzymałem się w środku długiej. – Myśliwy musi żyć jak myśliwy po to. Bardzo uprzejmie przypomniał mi. co powie dalej. Być może najbardziej dramatycznym dla mnie odkryciem było uświadomienie sobie. – Nie wystarczy wiedzieć. Niestety. czy odnosi się do mnie. że rozumiem jego punkt widzenia. jego sposoby mogłyby przynieść mi tylko cierpienie i trudy i dlatego znalazłem się w ślepym zaułku. Don Juan zgodnie ze swoją zasadą uderzał w mój najczulszy punkt. że dla mnie najtrudniejszą rzeczą było to. nie pozostawiał wątpliwości co do jego mistrzostwa. a jednak nigdy nie wykorzystywał swojej przewagi. jak jego metody mogą mi pomóc. – O mocach. Pocierał dłonie i kiwał głową. W jego zachowaniu było coś. ja również poddałem rewizji swoje życie. że za każdym razem. żeby zdecydować się. którą zawsze ujawniał w elegancki i precyzyjny sposób. zwierzętami i wszystkim. że powiedział już wszystko. Dzięki niemu stałem się bardziej świadomy swoich braków. jak gdybyś był jedynym człowiekiem na ziemi. – Robię wszystko. kiedy w końcu się zmienisz. Nie zgadzam się z tym. który popełnia błędy – powiedział. Jego stwierdzenie było niejasne i nie wiedziałem. Im bardziej jesteś uparty. – Dobry myśliwy zmienia sposób postępowania tak często. – Zdecydowałem się zmienić swoją taktykę – powiedział. kiedy usiłowałem się bronić przed jego krytyką. że podoba mi się sposób postępowania don Juana. Czekałem. Zapewniłem go.

ponieważ będziesz tutaj tylko przez chwilę. Don Juan zaśmiał się i powiedział. wiesz o tym? Skinąłem potwierdzająco głową. – Trzeba przyjąć odpowiedzialność za przebywanie w dziwnym świecie – powiedział. Powiedziałem. może być twoim ostatnim czynem na ziemi. – Robię wszystko. – Nigdy nie przyjąłeś odpowiedzialności za bycie w tym niezgłębionym świecie – powiedział oskarżycielsko. że była nią sztuka. – Nie. kiedy cię nie nudzi. przerażający. głupcze – powiedział surowo. Przerwał i spojrzał na mnie. aby jej uniknąć. Natomiast dla mnie świat jest dziwny. Zawsze chciałem być artystą i przez lata próbowałem coś tworzyć. że musisz przyjąć odpowiedzialność za bycie tutaj. Równie dobrze może to być twoja ostatnia bitwa. że pożyjesz jeszcze minutę dłużej. Chcę cię przekonać. w którą całkowicie się zaangażowałem. że nie ma racji. Powiedziałem. że musisz się nauczyć. że on zawsze wszystko mi wytyka. Wybuchnąłem. Dał mi znak. – Dla ciebie świat jest dziwny. że twoje życie będzie trwać wiecznie. jak sprawić. zanim cię spotkałem. hamując gniew. – Żyjemy w dziwnym świecie. na co mnie było stać. Znowu poczułem przypływ zarozumiałości i chciałem argumentować. że masz dużo czasu – powtórzył. – Jeśli nie odpowiesz na to wyzwanie. – A więc zmień ją – odparł sucho. – Nie. Gdybyś wiedział. występuje przeciw tobie. że ja nie chcę się zmienić? –– Tak.własnej wartości i przywiązanie do osobistej historii. aby każdy twój czyn się liczył. Zbyt krótko. ponieważ wtedy. Odparłem. don Juanie. cokolwiek robisz teraz. jeśli nie myślisz. która zagwarantowałaby ci. – Dużo czasu na co. że znudzenie światem albo pozostawanie z nim w sprzeczności to odwieczna cecha kondycji ludzkiej. – To. W tym wszystkim jest tylko jedna zła rzecz: wydaje ci się. jakim było. że do pewnego stopnia zgadzam się z nim. Z drugiej strony. zauważyłem. – Dlatego też nigdy nie byłeś artystą i być może nigdy nie będziesz myśliwym. nie słuchasz rad swojej śmierci. – Wobec tego. że jestem jak . Wciąż mam bolesne wspomnienie swojego niepowodzenia. tak samo jak ty. że wystarczy mi świadomość grożącej mi śmierci. wcale tak nie myślę. Ja tak samo nie chciałem się zmieniać. jakby oczekiwał reakcji. – Wiem o tym – powiedziałem. don Juanie? – Myślisz. Nie ma takiej mocy. don Juanie. twoje życie jest takim samym bałaganem. sprawia. ale jednak sam fakt. Za to teraz wcale nie mam go dość. Tłumaczyłem mu. że to zmuszanie mnie do zmiany trybu życia jest przerażające i arbitralne. Możesz robić to lepiej. niezgłębiony. – Nie masz czasu na to przedstawienie. że twoje życie będzie trwać wiecznie. w tym cudownym czasie. – Nie. zauważyłeś. byłbyś myśliwym. nie przyjmujesz odpowiedzialności za swoje czyny. Nie wiesz. a przede wszystkim każdy ma łatwy dostęp do ciebie. tajemniczy. Jednak ja nie lubiłem swojego życia. aby zobaczyć wszystkie cuda świata. ponieważ nie mogę nic zrobić. że masz dużo czasu. abym był cicho. – Myślisz. że sytuacja staje się dla mnie nie do zniesienia. – Znowu nie masz racji. w tym cudownym świecie. – Robiłem wszystko. Podjudzał mnie do wymienienia choćby jednej rzeczy w moim życiu. na tej cudownej pustyni. ale bez sensu jest mówienie o niej. Pragnę cię przekonać. Innymi słowy. co mogę. będziesz niewiele więcej wart od trupa. ponieważ jest zdumiewający. nie wiesz. Byłem nim zmęczony. to na co czekasz? Dlaczego wahasz się i nie chcesz się zmienić? – Czy kiedyś. na co cię stać. – Nie mówimy o tym samym – odparł.

która działa. – Tak po prostu? – Właśnie. Radziłbym ci. że będę w stanie kontynuować do woli to. Ich szczęście polega na tym. ekscytującego szczęścia dostarczają działania oparte na pełnej wiedzy o tym. Śmiał się. tajemniczym świecie. rzucił kapelusz na ziemię i stanął na nim. Zmień się. – Nie – powiedziałem. – A ja tak – zareplikował don Juan. śmiejąc się z jego błazeństw.. – W porządku! Ale czy znasz kogoś. Dlatego uważasz. Powiedziałem ci już. Jednak w końcu. Usiadł i wydął policzki. kiedy mówiłem o zdeterminowanej ciągłości. czy nasze życie będzie trwało wiecznie. Jednak. którzy zważają na naturę swych czynów. następuje nagle. że to pytanie retoryczne. Dlatego ich czyny mają szczególną moc – Ich czyny mają. to z pewnością zmieniałbym się stopniowo. Sprawia tylko. A ty nie przygotowałeś się na ten nagły akt. powiedziałbym. że moja opinia nie jest bezpodstawna. ani chwili czasu. Nie zgadzałem się z nim. Twoje czyny z pewnością nie mają błyskotliwości. że jeżeli miałbym się przygotowywać do zmiany. – Czyny mają moc – powiedział.. że działają z pełną świadomością całkowitego braku czasu. Zmiana. drapał się po niej. – Zamiast tak łatwo się zgadzać. Nikt z nas go nie ma – powiedział. uznałem. Dla mnie szczęście polegało na przeświadczeniu o naturalnej ciągłości moich czynów. abyś zwrócił uwagę na to. ale opiera się na przekonaniu. Wydawało mi się. Nikt z nas nie posiada wystarczająco dużo czasu. że jest w tym sprzeczność. – Szczególnie wtedy. Wydawało mi się. a szczególnie wtedy. przyjacielu – powiedział. że wielu ludzi mogę podać za Przykład. o której mówię. – Nie masz czasu. przyjacielu. Don Juanowi zabrakło chyba słów. że walczy w swojej ostatniej bitwie na ziemi-Innymi słowy. że nie mamy żadnej pewności co do tego. a twoja ciągłość nie ma żadnego znaczenia w tym wzbudzającym grozę. kiedy osoba. don Juanie. żebyś ponownie przyjrzał się swojemu życiu i działał. że zmieniasz się po trochu. nigdy nie zachodzi stopniowo. – Na tym polega nieszczęście istot ludzkich. zacznij działać. że jej czyny stanowią ostatnią jej bitwę.. tak samo jest ze śmiercią. Moje myśli biegły niepohamowanym strumieniem. – Gdyby to była twoja ostatnia bitwa na ziemi. . co możemy z tym zrobić? Wydawało mi się. ze tak. że jesteś idiotą – stwierdził spokojnie. kiedy przynosi mi to radość. Poprosiłem go. Jak ci się wydaje. kto żyje szczęśliwie? Zgodnie z pierwszym impulsem chciałem powiedzieć. Nie miałem już żadnych argumentów. być może. jakby już skończył rozmowę. który wie. Powiedziałem mu. żeby jednak dokończył to o czym zaczai mi mówić. mocy i zniewalającej siły czynów dokonywanych przez człowieka.. Podejmij wyzwanie. – Nie zmieniłeś się ani trochę – powiedział. Nie byłem pewny. kiedy nagle zmienisz się bez żadnego ostrzeżenia. – Marnujesz swój ostatni czyn na jakieś głupie humory. Dziwnego. Wytłumaczyłem mu. Podrapał się po głowie i uśmiechnął. że zmiany nadchodzą gwałtownie i niespodziewanie. Później nagle wstał. o tym. wie. jak tylko się da – powiedziałem. – Zgadzam się z tobą. Wiem. – Nie masz czasu. Don Juan miał oczywiście rację. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. pewnego dnia zdziwisz się.komediant odklepujący swoją rolę. – Nie masz co się zgadzać – warknął. że moje wysiłki staną się tylko bezowocną próbą oczyszczenia się z zarzutów. że jesteś bojaźliwy. – Naprawdę nie znam. Po chwili przerwy don Juan dalej wyjaśniał swój punkt widzenia. mając to na uwadze. twoja ciągłość wcale nie czyni cię . – Radziłbym ci. – Żyć tak szczęśliwie. Don Juan był rozbawiony wysiłkami nadania sensu mojej wypowiedzi. co robię teraz. kiwał głową. a w końcu. Skończyłem więc przemowę. że świat i ja sam posiadamy zdeterminowaną ciągłość. – Może powinienem ująć to inaczej – powiedział. co właściwie chcę powiedzieć. że tak będzie i dlatego nie przestaję cię przekonywać. ale. – Są tacy ludzie. ale on ruchem brwi nakłaniał mnie do odpowiedzi.

powinien dać z siebie wszystko. tego też jestem pewny. ale on wstał. nie ma czasu na bojaźliwość. Wstał w jednej chwili. że wystarczy ci czasu. – Wobec tego co mam robić? – Wykorzystać ją. aby cię pochłonąć. że dokonując ostatniego czynu na ziemi. przerażające. Niech każdy twój czyn będzie twoją ostatnią bitwą na ziemi. Są moce. postępuje rozumnie. zanim zdążyłem o cokolwiek zapytać. Wyczuwałem. – Czy jest coś. bez wyrzutów sumienia. myśliwy oszacowuje każdy czyn.szczęśliwym ani pełnym mocy. Przyłączę się do niej. że twoje niezawodne sposoby postępowania wcale nie były takie niezawodne. tajemniczy świat otworzy paszczę. – Nazywam to bitwą. – Czy możesz je opisać? – Nie całkiem. że przywiązujesz się do czegoś. jeśli jesteś nieśmiertelny. po prostu dlatego że sprawia ona. że nie masz czasu. W przeciwnym przypadku. powietrzem. don Juanie. Tylko głupiec nie zauważyłby przewagi. poza tym że można je nazwać siłami. a ponieważ posiada gruntowną wiedzę o swojej śmierci. że to dziwny świat. kiedy suchym. Wciąż rozmyślałem o jego niezwykłych zdolnościach umożliwiających mu poruszanie się z taką szybkością. Jego ciało wykonało nagły ruch i już był na nogach. ale kiedy przerażający. Tylko wtedy. tak samo jak każdego z nas. Naturalne jest. – To nie jest naturalne. że ciągłym przypominaniem mi o niej wzbudza we mnie lęk. ale powstrzymał się i uśmiechnął się tylko. jaką myśliwy posiada nad zwykłymi ludźmi. ponieważ życie jest walką. – Nie chcę o niej myśleć. że bałem się myśleć o swojej śmierci i oskarżyłem go. która stępia ostrze jego przerażenia. co nami kieruje? – zapytałem. Ale być może ty jesteś inny i śmierć wcale na ciebie nie czeka. ale jeśli masz umrzeć. kiedy spełnisz te warunki. Skoncentruj uwagę na nici łączącej ciebie i twoją śmierć. ściągnąć . rozkazującym tonem polecił mi wytropić królika. które kierują ludźmi są nieprzewidywalne. Myśliwy odnosi się do swojej ostatniej bitwy z należnym jej szacunkiem. co istnieje tylko w twoich myślach. Chciałem go wybadać. Bojaźń nie pozwala nam na zbadanie i wykorzystanie naszego losu. – Tam gdzieś ona czeka na mnie. – Czy to coś strasznego być bojaźliwym? – Nie. Zaśmiał się w odpowiedzi na mój gest rozpaczy. Uspokaja cię. – Jestem przerażony. Większość ludzi działa. – Powiedziałem ci. kiedy panuje spokój. wiatrem czy czymś podobnym. aby żyć. ciągle myśląc o swojej śmierci. Siły. – Dlaczego? – To bez sensu. don Juanie. Przestał mówić i znowu na mnie spojrzał. pozostaną one czynami człowieka bojaźliwego. nie walcząc ani nie myśląc. – Ale trudno mi to zaakceptować. które nami kierują. Mam nadzieję. Skoncentruj się na tym. Przyznałem mu się. to po co mam się tym przejmować? – Wcale nie powiedziałem. – Śmierć czeka na nas i ten czyn. że masz się nią przejmować. Jeśli czeka na mnie. jestem tego pewny. Don Juan z poważnym wyrazem twarzy zbadał mnie wzrokiem. – Ale przecież wszyscy musimy umrzeć – powiedział i wskazał na wzgórza w oddali. będą posiadały właściwą moc. zabić. tak jakby każdy jego czyn był jego ostatnią bitwą. którego teraz dokonujemy może być naszą ostatnią bitwą na ziemi – odparł soczystym tonem. i niech twoje czyny będą się na nim opierać. duchami. – Oczywiście. zanim zaczniesz tak postępować. kiedy tak mówisz – powiedziałem. – Całe lata zajmie ci przekonanie się do tego. smutku czy obawy. ale jednak czasami można być świadkiem ich wspaniałości. – Masz rację – przyznałem. Dzięki temu odczuwa przyjemność. Gapiłem się na niego oszołomiony. a później znowu miną lata. złapać go. Natomiast w przeciwieństwie do nich. wtedy uświadomisz sobie. że jest na granicy ujawnienia mi czegoś.

że nie pozostawiał żadnych wątpliwości co do tego. Automatycznie przystąpiłem do działania. a on na mnie. Sięgnąłem do pułapki. aby wyjąć królika. Z całych sił.z niego skórę i upiec mięso przed zmierzchem. Jednak nie potrafiłem wyzbyć się niesamowitego poczucia . Jej pręty złamały się z trzaskiem. Kręciło mi się w głowie. – Nikogo nie zabiję. co spowodowało całkowitą identyfikację z nim. Trzęsły mi się ręce. ale on był za szybki i chybiłem. Poczułem mdłości i gwałtownie kopnąłem klatkę. a jego odebrałem jako wyraz milczącej rozpaczy. Okazała się nadspodziewanie mocna i nie rozbiła się. Złapałem go za uszy i wyciągnąłem. Odczułem przez chwilę ulgę. Wyciągnąłem królika na zewnątrz. co robić. Zrozumiałem. Był martwy. skuliło się. Krzyknął na mnie. Ton don Juana zaszokował mnie. które kierują ludźmi albo zwierzętami. Zadrżałem z emocji. zanim zapad' nie noc. Dreszcz strachu przebiegł mi po plecach. Królik zwisał bezwładnie. Don Juan bardzo cierpliwie przemawiał do mnie. siedziało cicho i bez ruchu. – Cóż to za różnica? Czas królika skończył się. Poczułem natłok chaotycznych myśli. ponieważ moc czy też duch kierujący królikami zaprowadził u progu zmierzchu właśnie jego do mojej pułapki. w jaki sposób zdechł. Był tak zdecydowany. że moce. która w następnym momencie gwałtownie zmieniła się w rozpacz i przerażenie. Z rozdzierającą serce jasnością czułem tragedię królika. który wpadł w moją pułapkę. – Do diabła z zabijaniem – powiedziałem głośno. jakby mówił do dziecka. Don Juan położył mi na niej rękę i wyszeptał do ucha. kiedy próbowałem chwycić królika za uszy. poruszałem się ostrożnie i nie miałem żadnego kłopotu ze złapaniem królika. Spróbowałem jeszcze raz i znów mi się nie udało. – Teraz zabij go – powiedział don Juan ostro. Wiele razy włóczyliśmy się po pustyni i przez cały ten czas on sam zabił tylko jednego królika. – Nie mogę. postępując w taki sam sposób jak dziesiątki razy wcześniej. że powinienem zdążyć. Powiedział. Usiadłem obok skały. Ogarnęła mnie rozpacz. Opanowało mnie pragnienie odkrycia. Byłem bardzo spokojny. Popatrzyłem na niego. że królik musi umrzeć. Proste zdarzenia tego dnia wykończyły mnie. dwie przepiórki i jednego grzechotnika. że czas królika dobiegł końca. Nie mam co zawracać sobie nim głowy. Powiedział. – Przecież zabiłeś setki ptaków i innych zwierząt. jak wiele razy sam byłem królikiem. Don Juan szedł obok mnie i śledził moje ruchy badawczym wzrokiem. Ten królik będzie wolny. prawą nogą nadepnąłem na krawędź klatki. jak poprowadzą mnie do mojej śmierci. jak mam zabijać zwierzynę. że śmierć królika jest dla mnie darem. Popatrzył na niebo i powiedział. jak przewidywałem. Zwierzę przywarło do tylnej ściany klatki. że to tylko królik. Upuściłem klatkę z królikiem i spojrzałem na don Juana. kiedy ogarnęło mnie dziwne uczucie strachu. jakby właśnie tutaj na mnie czekały. Odwróciłem się do don Juana. Nie wiedziałem. – Dlaczego? – Nigdy tego nie robiłem. Moje zdeterminowanie przerodziło się w udrękę nie do zniesienia. Usiłowałem przekonać samego siebie. Wpatrywał się we mnie. a nie zabiłem gołymi rękami. zupełnie tak. Powiedział. nigdy nie zdarzyło się. zupełnie tak samo jak moja śmierć będzie darem dla kogoś lub czegoś innego. aby pokazywał mi. – Nie mogę go zabić – powiedziałem. – Zastrzeliłem je. aby go uwolnić. – Zabij go! – rozkazał z dzikim spojrzeniem. Wymieniliśmy smutne spojrzenia. W przeciągu kilku sekund przez mój umysł przewinęły się najistotniejsze momenty z mojego życia. Ze jego życie na tej pięknej pustyni dobiegło końca. przyprowadziły tego królika do mnie w taki sam sposób. że muszę zdjąć skórę z królika i upiec go. emanował pewnością i wiedzą. Od czasu kiedy don Juan zaczął mnie uczyć polować. Czułem mdłości. Okropnie bolała mnie głowa.

identyfikacji z nim. Don Juan powiedział, że powinienem zjeść kawałek jego mięsa, przynajmniej jeden kęs, aby uprawomocnić swoje odkrycie. – Nie mogę tego zrobić – zaprotestowałem pokornie. – Jesteśmy niczym dla tych mocy – warknął na mnie. – Dlatego zostaw swoje poczucie ważności i właściwie wykorzystaj ten dar. Podniosłem królika. Był jeszcze ciepły. Don Juan pochylił się nade mną i wyszeptał mi do ucha: – Twoja pułapka była dla niego ostatnią bitwą na ziemi. Jak ci powiedziałem, nie zostało mu już ani trochę czasu, aby biegać po tej cudownej pustyni.

10. Stać się dostępnym dla mocy Czwartek, 17 sierpnia 1961 Gdy tylko wyszedłem z samochodu, zacząłem narzekać na swoje nędzne samopoczucie. – Siadaj, siadaj – powiedział don Juan łagodnie i prawie zaprowadził mnie za rękę na werandę. Uśmiechną} się i poklepał mnie po plecach. Dwa tygodnie wcześniej, 4 sierpnia, don Juan, jak zapowiedział, zmienił swoją taktykę i pozwolił mi przyjąć kilka gałek pejotlu. Podczas największego nasilenia halucynacyjnych wrażeń bawiłem się z psem, który mieszkał w domu, gdzie odbywała się sesja. Don Juan zinterpretował moją zabawę z psem jako wyjątkowe wydarzenie. Utrzymywał, że w momentach mocy, takich jak ten, który wtedy przeżyłem, świat zwykłych zdarzeń nie istnieje i niczego nie można uznać za pewne. Pies nie był prawdziwym psem, ale wcieleniem Mescalito, mocy czy też bóstwa znajdującego się w pejotlu. Późniejszym skutkiem tego doświadczenia było ogólne poczucie zmęczenia i melancholii, plus przypadki wyjątkowo wyraźnych snów i koszmarów. – Gdzie są twoje przybory do pisania? – zapytał don Juan, kiedy usiadłem na werandzie. Zostawiłem swoje notesy w samochodzie. Don Juan wrócił do niego, ostrożnie wyciągnął moją walizkę i przyniósł mi ją. Zapytał, czy zwykle noszę ją ze sobą. Odpowiedziałem twierdząco. – To szaleństwo – podsumował. – Mówiłem ci, żebyś nigdy nie nosił niczego w rękach, kiedy chodzisz. Używaj plecaka. Zaśmiałem się. Pomysł noszenia notatek w plecaku był niedorzeczny. Powiedziałem mu, że zwykle chodzę w garniturze i plecak w połączeniu z nim byłby absurdalny. – Załóż płaszcz na plecak – powiedział. – Lepiej żeby ludzie myśleli, że masz garb, niż miałbyś zrujnować sobie zdrowie, nosząc to cały czas w ręku. Nalegał, abym wyjął notes i zaczął pisać. Wydawało mi się, że bardzo się stara mnie rozluźnić. Znowu zacząłem narzekać na dotkliwe bóle i na dziwną depresję. Don Juan zaśmiał się i rzekł: – Zaczynasz się uczyć. Później odbyliśmy długą rozmowę. Powiedział, że Mescalito, pozwalając mi bawić się z sobą, wskazał na mnie jako na wybrańca i dlatego, chociaż zdezorientował go ten omen, gdyż nie jestem Indianinem, zamierza jednak przekazać mi pewną tajemną wiedzę. Powiedział mi, że on sam miał dobroczyńcę, który nauczył go, jak stać się człowiekiem wiedzy. Czułem, że wydarzy się coś strasznego. Jego wyznanie, że jestem wybrańcem, plus absolutnie osobliwe postępowanie don Juana oraz destrukcyjny wpływ pejotlu wytworzyły we mnie stan nieznośnego lęku i niezdecydowania. Ale don Juan nie przejął się moimi uczuciami i poradził mi, abym myślał tylko o cudzie zabawy z Mescalito. – Nie myśl o niczym innym – dodał. – Reszta przyjdzie sama. Wstał i klepiąc mnie lekko po głowie, dodał bardzo godnie: – Zamierzam nauczyć cię, jak zostać wojownikiem, tak samo jak uczyłem cię polowania. Muszę cię jednak Strzec, że podobnie jak nauka polowania nie uczyniła z ciebie myśliwego, tak teraz mogę nie zrobić z ciebie wojownika. Byłem sfrustrowany, a fizyczne dolegliwości graniczyły z bólem. Zacząłem uskarżać się na plastyczne sny i koszmary. Myślał o tym przez chwilę i znowu usiadł. – To są dziwne sny – powiedziałem. – Zawsze miałeś dziwne sny – odparował. – Ale mówię ci, że teraz są naprawdę dużo dziwniejsze niż kiedykolwiek przedtem. – Nie przejmuj się. To tylko sny. Tak jak sny zwykłego człowieka, nie mają mocy. A więc po co

martwić się nimi albo o nich mówić? – One mnie niepokoją, don Juanie. Czy nie mógłbym czegoś zrobić, aby je powstrzymać? – Nie. Niech same ustaną – powiedział. – Teraz nadszedł czas, abyś stał się dostępny dla mocy, i zaczniesz od śnienia. Ton jego głosu, kiedy mówił o śnieniu, sprawił, że uznałem, iż używa tego słowa w bardzo szczególny sposób. Zastanawiałem się nad pytaniem, jakie mam zadać, kiedy znowu zaczął mówić. – Nigdy nie mówiłem ci o śnieniu, ponieważ do tej pory chciałem uczyć cię tylko tego, jak zostać myśliwym – powiedział. – Myśliwy nie jest zainteresowany manipulowaniem mocą, dlatego jego sny są tylko snami. Mogą poruszać cię do głębi, ale nie są śnieniem. Natomiast wojownik poszukuje mocy, a jedną z prowadzących do niej ścieżek jest śnienie. Można powiedzieć, że różnica pomiędzy myśliwym a wojownikiem polega na tym, że wojownik postępuje ścieżką mocy, a myśliwy nic o niej nie wie albo wie bardzo mało. Decyzja co do tego, kto ma być wojownikiem, a kto tylko myśliwym, nie zależy od nas. Zostaje podjęta w sferze mocy, które kierują człowiekiem. Dlatego właśnie twoja zabawa z Mescalito była tak ważnym omenem. Te moce przywiodły cię do mnie, zabrały cię na dworzec autobusowy, pamiętasz? Pewien błazen przyprowadził cię do mnie. Doskonały omen, błazen wskazujący na ciebie. Dlatego uczyłem cię, jak zostać myśliwym. A później pojawił się następny doskonały omen, sam Mescalito bawił się z tobą. Rozumiesz, o co mi chodzi? Jego niezwykła logika była przytłaczająca. Słowa don Juana stworzyły wizję, w której podlegałem czemuś przerażającemu i nieznanemu, czemuś, czego zupełnie się nie spodziewałem i nawet w najdziwniejszych fantazjach nie wyobrażałem sobie jego istnienia. – Co, według ciebie, powinienem robić? – zapytałem. – Otwórz się na przyjęcie mocy. Zabierz się za swoje sny. Nazywasz je snami, ponieważ nie masz mocy. Natomiast wojownik, będąc człowiekiem poszukującym mocy, nie nazywa ich snami, ale rzeczywistością. – Uważasz, że bierze swoje sny za rzeczywistość? – On nie myli ze sobą żadnych rzeczy. To, co ty nazywasz snami, jest dla wojownika rzeczywiste. Musisz zrozumieć, że wojownik nie jest głupcem. Jest nieskazitelnym myśliwym, który poluje na moc. Nie jest pijakiem ani szaleńcem. Nie ma czasu ani chęci na blagowanie czy też okłamywanie samego siebie, ani na wykonanie nie właściwego ruchu. Stawki są zbyt wysokie, aby mógł robić coś takiego. Ryzykuje swoim precyzyjnie uporządkowanym życiem, a doprowadzenie go do doskonałości zajęło mu dużo czasu. Nie ma zamiaru go zmarnować przez jakiś głupi błąd w kalkulacji, przez pomylenie ze sobą jakichś rzeczy. Śnienie jest rzeczywiste dla wojownika, ponieważ może on w nim działać w zamierzony sposób, jest w stanie dokonać selekcji. Z wielkiej liczby rzeczy może wybierać te, które prowadzą do mocy, a póz niej manipulować nimi i wykorzystywać je. Natomiast w zwykłym śnie nie da się działać w zamierzony sposób. – Czy wobec tego uważasz, że śnienie jest rzeczywiste? – Oczywiście, że jest rzeczywiste. – Tak rzeczywiste jak to, co teraz robimy? – Jeśli chcesz porównywać, mogę ci powiedzieć, ze jest bardziej rzeczywiste. Podczas śnienia posiadasz moc, jesteś w stanie zmieniać rzeczy, możesz odkryć niezliczoną ilość faktów, możesz kontrolować wszystko, co tylko zechcesz. Stwierdzenia don Juana zawsze przemawiały do mnie tylko częściowo. Bez trudu mogłem zrozumieć, że podoba mu się idea możliwości dokonywania wszystkiego we śnie, ale nie mogłem jej traktować poważnie. Byłoby to zbyt dużo jak na mnie. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę. Jego twierdzenia były szalone, a jednak nie mogłem sobie przypomnieć, bym kiedykolwiek spotkał człowieka tak mądrego jak on. Powiedziałem mu, że nie mogę uwierzyć, że bierze swoje sny za rzeczywistość. Zachichotał, jakby był przekonany o absolutnej niemożności obrony mojego stanowiska. Potem wstał i bez słowa wszedł do domu. Przez długi czas siedziałem osłupiały. Potem don Juan zawołał mnie na tyły swojej chaty. Przygotował trochę kukurydzianki i wręczył mi miskę.

jakby spodziewał się. Był gorący dzień. wrzeszcząc. jakoś nie odczułem. śledząc jego poczynania. – Śnienie również się odbywa – zareplikował. powstrzymując śmiech. że podejdzie do nas zwierzyna. Zaczął iść w kierunku pustynnego chaparralu. Wtedy zauważyłem. Wrzasnąłem. chichocząc. Rozluźniłem się i swobodnie usiadłem. Nauczysz się. Zacząłem zsuwać się z kamienia. kiedy się nie śpi. czy było to jakieś wielkie zwierzę. Don Juan wydawał się rozkoszować moją desperacją. niedbale stwierdził. chodzenie. że niczego tu nie ma. że nie. Bardzo ostrożnie wycofał się za skały. dopóki nie skończyłem jeść. – Co się stało? – zapytałem szeptem. Kawał drogi szliśmy kanionem. Don Juan przyłożył rękę do ucha i wrzasnął. Lubiłem to wrażenie. Przeciągnął się. – Jak nazywasz to. tak jak to robiliśmy poprzednio. czym jest rzeczywistość w przeciwieństwie do snu. Teraz już za późno. opierając się plecami o ścianę. śmianie się. Dał mi znak ruchem głowy. że mnie nie słyszy i dlatego muszę do niego krzyczeć. zwykle dla mnie nie do zniesienia. – Daj spokój. klepiąc mnie po plecach i uśmiechając się życzliwie. Później usiadł wyprostowany i zwrócił głowę na prawo. że siądzie razem ze mną. – Co robisz? – zapytałem. Ale albo nie zrozumiał. Znowu dałem wyraz wewnętrznej rozterce. że coś posłyszał. Później wrócił w ocienione miejsce i usiadł. a . chcąc mu zwrócić uwagę na to. którego z pewnością nie użyłby. Jego odpowiedź była nienaturalna i niepojęty był dla mnie jego krzyk. przekroczyć swoich ograniczeń i zaakceptować jego stwierdzeń. albo nie chciał odpowiedzieć. Gdy tylko skończyliśmy jeść. czym można by się niepokoić. że to mięso mocy i trzeba je żuć powoli. otoczonym głazami z piaskowca. że w pobliżu nie ma nic. Ze śmiertelną powagą powiedział. abym poszedł za nim. że chciałbym wiedzieć. – A ja rzeczywistością – wyjaśniłem – ponieważ jedzenie jest czymś. Wycieczka okazała się bardzo długa. aby to porzucić. że rzeczywiście jest to przerażający. że znajdowaliśmy się w kolistym. Nie wysunąłem już dalszych argumentów. co teraz robimy? – zapytałem go. nawet gdybym bardzo się postarał. Chciał. ale on powiedział mi. a jednak piękny świat. Don Juan wreszcie zatrzymał się i usiadł w cieniu kamieni. tak jak to robi myśliwy. co się naprawdę teraz odbywa. niemalże śpiący. co się dzieje. a on odkrzyknął. którego doświadczałem tylko w jego towarzystwie. Tak jak powiedział. abym krzyczał. żebym sobie nimi nie zawracał głowy. – Teraz jest inaczej – powiedział. czy nie ma na ten okres szczególnej nazwy. czy z wierzchołka mojego kamienia widzę coś niezwykłego. – Przemawiam teraz do twojego ducha myśliwego. Don Juan poprowadził mnie ku wzgórzom na wschodzie. Powiedziałem. nie mieszając z żadnym innym pożywieniem. jak stać się dostępnym dla mocy. Chciałem się dowiedzieć. ale nie będziemy się już błąkać po pustyni. że wybierzemy się na przechadzkę. Uważnie nasłuchiwał. Zapytałem go. że się nie kwalifikuję do tego przedsięwzięcia. Jednak wysokiej temperatury. Później bardzo głośno powiedział. ale on wrzasnął. pozwalasz sobie na głupie lęki – powiedział cicho. Mógłbym wrócić do samochodu i odjechać. na którym siedziałem. złapałem się na haczyk. Odpowiedział mi. – Od dzisiaj zaczniemy chodzić do miejsc mocy. Krępowałem się. wstał nagle i zaczął wzrokiem badać otoczenie. Powiedziałem. – Nazywam to jedzeniem – powiedział. Wskazał na samotnie stojący w odległości dziesięciu. ale przecież bardzo lubiłem chodzić razem z nim. bo wydawało mu się. Był spokojny. Spojrzał na mnie dwa czy trzy razy. ale on nalegał. Wyjąłem krakersy z plecaka. podobnym do zatoczki zagięciu wyschłego koryta rzeki.Zapytałem go o czas. Przecież lubisz włóczyć się ze mną po pięknej pustyni. Myślałem. Poczułem gwałtowne szarpnięcie w żołądku. że musiał rozejrzeć się wkoło. piętnastu stóp prawie okrągły kamień i pomógł mi wspiąć się na niego. tajemniczy. Pozostał w tej pozycji. aby podać mi kilka kawałków suszonego mięsa. abym usiadł w wyróżniającym się miejscu. ziewnął i podszedł do kamienia. Nie mogłem jednak. Usiadł i ukrył się pomiędzy dwiema skałami u podstawy głazu. – Tak samo jak polowanie. Następnie zapytał mnie. ale on podszedł tylko po to. Automatycznie zastygłem w bezruchu na swoim miejscu i poruszałem tylko oczyma. nie mając ku temu ważnych powodów. że powinienem jeszcze chwilę tam pozostać. na którym siedziałem. Don Juan nagle wyszedł zza skał i uśmiechnął się do mnie.

On sam zajadał z wielkim apetytem. Próbowałem wypytywać go o wydarzenia minionego dnia. bolały mnie plecy i czułem napięcie w ramionach i szyi. Krzyczeliśmy tak do siebie przez jakiś czas. zamiast skierować się do domu. co przez to rozumie i szeptem próbowałem zadać pytanie. że stoimy nad nią. co znaczy. Rozejrzałem się wkoło. – Tutaj jest woda – szepnął – a także moc. Szedł bardzo wolno. Poradził mi. aby dowiedzieć się. Minęło trochę czasu. 19 sierpnia 1961 Wczoraj rano don Juan i ja pojechaliśmy do miasta i zjedliśmy śniadanie w restauracji. – Wiem. że mogę zadawać wszelkie pytania. Don Juan skierował się ku domowi. trwającą godzinami. ponieważ muszę stać się dostępny dla mocy wody zamieszkujących to wyjątkowe miejsce. Don Juan poradził mi. – Jaki to rodzaj ducha? Popatrzył na mnie z ironicznym wyrazem twarzy i za-replikował: – A ile jest ich rodzajów? Zaśmialiśmy się. Od czasu do czasu podawał mi kawałek suszonego mięsa. po czym dał mi znak. Sobota. Siedzieliśmy na werandzie przez kilka godzin. Zabrakło mi . Powiedział. było późne popołudnie. że rozmowa nie jest potrzebna. Kiedy opuściliśmy to miejsce. Ze zdenerwowania zadawałem głupie pytania. don Juan udał się w stronę gór. Kiedy zacząłem z tego żartować. Kiedy próbowałem się wyprostować. Umyślnie błądził. ale nie zauważyłem żadnej wody. Na razie muszę powstrzymać się od zadawania pytań. Może pójdzie za tobą. że musimy zaczekać na zmierzch i że powinienem zachowywać się w jak najbardziej naturalny sposób. Najpierw dotarliśmy do łagodnych wzniesień. przypomniał mi. spoglądając surowo. aby mi pomóc. W końcu zrobiło się za ciemno na pisanie. Aby zauważył nas duch. gdybyś nie jadł tego co zwykle. ale on. Próbowałem myśleć o czekających mnie nowych przygodach. a później wspięliśmy się na szczyt jednego z wyższych wzgórz. zanim moje mięśnie odzyskały elastyczność potrzebną do chodzenia. żebym zbyt drastycznie nie zmieniał swoich nawyków związanych z posiłkami. – Musimy tylko poczekać. – Wyjdzie o zmierzchu – powiedział. – Rozchorowałbyś się. Pracowałem nad notatkami. – Gdzie? – Tam. Siedzieliśmy w ciszy. naszą zwykłą trasę przecinał cztery czy pięć razy w różnych kierunkach. idąc za nim.wtedy on poprosił mnie. żebym zszedł na dół. Tutaj don Juan wybrał niczym nie osłonięte miejsce na odpoczynek. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o tym domniemanym duchu. z jaką don Juan poderwał się po kilku godzinach bezruchu. który miałem utrzymywać. Ścierpły mi nogi. że krzyk był potrzebny do ujawnienia mojej obecności. Wytłumaczył mi. Jest tutaj duch i musimy go wywabić. Po prostu skoczył na równe nogi i wyciągnął do mnie rękę. Kiedy w końcu dotarliśmy do domu. a on szepnął mi do ucha. Don Juan w końcu wstał. ale don Juan nakazał całkowitą ciszę. – Twoje ciało nie jest przyzwyczajone do mięsa mocy powiedział. zwróciłem uwagę na niepojętą łatwość. do czasu kiedy znajdziemy się w miejscu mocy. Wyznaczył odległość trzech kroków jako dystans. Całe ciało mi zdrętwiało i zmarzłem. że ubiliśmy interes. Trwanie godzinami w zupełnym bezruchu wyraźnie było dla niego bardzo łatwe. za to dla mnie stanowiło wyjątkową torturę. w krzakach. jakie tylko zechcę. prowadziliśmy hałaśliwą rozmowę. że tutaj czai się duch – powiedział bardzo cicho. Podszedłem do niego. ale jakaś część mnie zupełnie odmówiła funkcjonowania i zasnąłem. Pokazał. abym trwał w bezruchu i nawet szeptem czy najmniejszym drgnieniem nie zdradził naszej obecności. a potem zachowywaliśmy przymusową ciszę. Koło południa znowu wybraliśmy się do wodnego kanionu. abym opisał mu widok rozciągający się na południe od nas. Umierałem z ciekawości. powiedział po prostu: – Moje ciało lubi wszystko.

To właśnie wydarza się teraz tobie. Zrobił zabawną minę. czym zajmuje się wojownik – odparł. To jest miejsce mocy i możemy tutaj mówić tylko o niej. Powiedziałem ci o rękach. Doświadczałem idiotycznego uczucia pustki. – Możesz oczywiście patrzeć na cokolwiek. mogą to być palce u nóg. ponieważ zaczyna się twoja pierwsza próba. co kontroluje twoje działania. – Na początku to coś niewiarygodnego. Pomyśl o tym. Człowiek polujący na moc nie podlega prawie żadnym ograniczeniom w swoim śnieniu. co przychodzi do ciebie. aby dał mi jakieś wskazówki. jak ci powiedziałem – odburknął.pytań. a jednak wiesz. co należy do zjawisk codziennych. – Musisz zacząć od czegoś bardzo prostego – powiedział. Zaśmiałem się głośno. otwierając i zamykając usta z wielką szybkością. ciężki z ciebie typ – powiedział. Aż w końcu moc staje się czymś. twój brzuch czy kutas. – Moc jest czymś. Nie mogę powiedzieć. – Jak mam patrzeć we śnie na ręce? – Bardzo prosto. bo zachichotał. – A teraz poważnie. jak przychodzi ani czym naprawdę jest. – Kiedy masz mówić. kiedy możemy dokonać wyboru pomiędzy wejściem na wzgórze. że jest coś. – Tak. czy wiem. Takiej kontroli. o czym nawet trudno pomyśleć. jakby opowiadał mi o czymś. że nie mogłem się powstrzymać od śmiechu. No. – Zamierzam nauczyć cię. Odpowiedziałem. co mówił. Don Juan zaśmiał się i poklepał mnie po plecach. co jest w tobie. O tak. jakby dyktował list do mnie. jak o czymś zabawnym. Tam jeden już się czai. Jeśli o to chodzi. a pozostaniem w cieniu wodnego kanionu. ale jednak pozostaje pod twoimi rozkazami. jak ustawić śnienie. Możesz jej nie mieć albo nawet nie zdawać sobie sprawy z jej istnienia. umieranie czy każda inna rzecz w tym przerażającym. – Naprawdę nie wiem. że to żart. – Rzeczywiście. że nie. Wyobraź sobie wszystkie niepojęte rzeczy. – Każdy z nas jest inny – powiedział w końcu. Jest niczym. powinniśmy rozmawiać. – Wskazówką dla ciebie mogłoby być tylko to. Czułem się zabawnie. Wyjaśnił. – Są takie rzeczy. co ma na myśli. na co ci się podoba. Don Juan zapytał mnie. Abyśmy byli dla niego dostępni. do cholery. Później moc staje się czymś ważnym. – Dlaczego się śmiejesz? – zapytał zdziwiony. Jego ton był tak zwyczajny. Spojrzał na mnie znowu i zapytał. Chyba zauważył moją konsternację. – Z pewnością jest jeszcze coś. rzucił na mnie kilka krótkich spojrzeń. że ustawienie śnienia oznacza posiadanie prostej i praktycznej kontroli nad ogólną sytuacją we śnie. Pochylił głowę do przodu i z otwartymi ustami zaczął się gapić na swoje ręce. dając twierdzącą odpowiedź. Wyglądał tak komicznie. rusz Jadaczką. ponieważ dla mnie najłatwiej jest patrzeć na nie. a jednak dokonuje cudów na twoich oczach. Poprosiłem go. czym jest moc – powiedziałem. czy wszystko zrozumiałem. – Przyprowadziłem cię tutaj. – Teraz jest czas. czego przedtem nie dało się zauważyć. Nie myśl. skieruj na nie swój wzrok. Nastąpiła krótka pauza. tajemniczym świecie. W ogóle z trudnością nadążałem za tym. bardzo odległego. co mógłbyś mi powiedzieć – nalegałem. Nie mogłem niczego wymyślić. – Właśnie teraz zamierzam nauczyć cię pierwszego kroku do osiągnięcia mocy – powiedział. Następnie moc manifestuje się jako coś niekontrolowanego. Śnienie jest tak poważne jak widzenie. Jak spodziewasz się. – Ludzki głos przyciąga duchy. jakie dzięki temu możesz osiągnąć. Pokręcił przecząco głową i zezując. – Patrz tylko na swoje ręce. – Nie ma żadnych wskazówek – powiedział. co ja . że to zrobię? – zapytałem. zapominasz języka w gębie. – Dzisiejszej nocy musisz patrzeć w snach na swoje ręce. o których od teraz będziemy mówić tylko w miejscach mocy – kontynuował. kiedy musimy rozmawiać – powiedział. jaką mamy na pustyni.

abyś mógł prowadzić mocne i czyste życie myśliwego. ponieważ one są tam zawsze. Jak możesz uważać. wyrażałem po prostu moje ogrornn6 rozgoryczenie tym. – Wyglądał. Zawsze. że don Juan będzie chciał wspiąć się po jego łagodnym stoku. kiedy się uczyłem. Więc któż może wiedzieć. Myślałem. – Nie musisz patrzeć na swoje ręce – powiedział. jaki jest! Nikt nie każe ci się zachowywać jak szaleniec. jak mógł utrzymywać pozycję pionową przy takim rozluźnieniu mięśni. Powiedziałem. Opanowanie tej techniki wymaga czasu. a ja usiłowałem cię nauczyć. jak obchodzić się mocami. Rozumiesz. – Jak już ci mówiłem. – Chodźmy – powiedział. wpatrywałem się w niego jak . Przez chwilę drżał. kiedy doradza mi. o czym mówię? Powiedziałem. to jednak nie jestem w stanie zaakceptować jego poglądu. Udaliśmy się w jego kierunku. do czego jesteś zdolny? W głosie don Juana pobrzmiewała nuta smutku. że bez wątpienia takie osoby są psychicznie chore. jakby ktoś inny go odwrócił. gdybyś miał polegać na swojej zdolności odróżniania rzeczywistego od nierzeczywistego. – Będzie prościej. – Możesz to zrobić sam. wojownik musi być doskonały. Szliśmy może pół godziny. Śnienie staje się rzeczywiste kiedy udaje ci się skupić na wszystkim. Don Juan wstał i zaczął rzucać ukradkowe spojrzenia na południe. Później moce zwróciły mi uwagę. w ogóle nie Jesteśmy podobni. To uczucie przenikało całą jego istotę. co zechcesz. Wyglądało to tak. którzy ogarnięci iluzją nie potrafią odróżnić tego. po to aby wiedzieć.sam robiłem. Lecz zdecyduj się wcześniej. Później znów się rozluźnił i stanął niedbale. jakby układał myśli. W tym momencie szarpnął mną bardzo silny podmuch wiatru. przyjacielu. możesz wybrać to. ale on się zatrzymał i przyjął niezwykle czujną postawę. Było tam wielkie okrągłe wzgórze. – Zawsze kiedy spojrzysz na jakąś rzecz w swoich snach. Wydawało mi się. a później znajdź to w swoich snach. Najwyraźniej nie udało mi się przekazać tego. co mówił. że masz patrzeć na swoje ręce. co zechcesz. że jednak tego nie potrafisz. Don Juan zwrócił się w kierunku wiatru. przykładając ręce do policzków i głośno wzdychając. że powinieneś stać się nieskazitelnym wojownikiem. – Zostaw swój cywilizowany świat – powiedział. musisz przenieść wzrok na coś innego. abym zachowywał się jak wariat. Przytoczyłem argument. Niebo było pochmurne i nadciągał już zmierzch. co by mi pomogło. bez mojej pomocy. – Sztuka ustawiania śnienia nie polega tylko na widzeniu rzeczy. który doskonale wiesz. co robisz. jak zmienić twój głupi sposób życia. a moje obawy wzrastają za każdym razem. Słońce już zniknęło za horyzontem. Całe Jego ciało zdawało się napięte niczym jeden mięsień. od razu spaprałbyś całą robotę i umarł. i rytmicznie kiwał głową. Nie jesteśmy tacy sami. że jestem na z góry straconej pozycji– Nie próbuję wpędzać cię w chorobę. że wojownik nie potrafi odróżniać tak podstawowych stanów? Natomiast ty. które nami kierują. kiedy śpisz i kiedy nie śpisz. iż zaczęło się już ściemniać. Krajobraz gwałtownie się zmienił i znaleźliśmy się na obszarze pozbawionym roślinności. przyprowadziły de do mnie. na które poluje. Wyglądało jak łysa głowa. Powiedziałem ci o rękach. że ciało don Juana pociągnęła jakaś siła z zewnątrz. Po tym moim długim wyjaśnieniu don Juan wykonał komiczny gest rozpaczy. Byłem tak zajęty pisaniem. o co mi rzeczywiście chodziło. On patrzył na mnie kącikami oczu. Wtedy nie ma różnicy pomiędzy tym. Wydaje mi się. aż pokaże się duch wody. o czym mówił. Kiedy zaczną zmieniać kształt. Na próżno się głowiłem. na którym chaparral został wypalony. Nie używał mięśni do wykonania obrotu. wariacie – kontynuował don Juan. – Musimy iść na południe i poczekać. ale na utrzymywaniu ich widoku. że nie zauważyłem. jeśli będziesz tylko wiedział. co się dzieje w świecie rzeczywistym od swoich fantazji. ale on znów zaczął mówić. Cały czas wpatrywałem się w niego. Jego twarz wyrażała zdecydowanie i nieugiętą wolę. Lecz siły. a później spojrzeć na nie znowu. na zachód. że chociaż zrozumiałem. a przynajmniej nie robił tego tak jak ja. – Może jednak powiedziałbyś coś. ona zmienia kształt – powiedział po długiej chwili ciszy. Jak już ci powiedziałem. czym jest rzeczywisty świat. gdy sprzeciwiałem się temu. że w cywilizowanym świecie są setki ludzi. – Niech będzie taki. Chciałem go przeprosić. Ale kto może być tego pewny? Jesteśmy tak tajemniczymi i tak przerażającymi istotami jak ten bezkresny świat.

o mało nie krzyknąłem ze strachu. Jakieś dwadzieścia stóp od nas coś leżało na piasku. Kiedy podszedłem bliżej. Było prawie okrągłe. Posłyszałem potężny ryk i krzyczącego don Juana: – Uciekaj! Ratuj swoje życie! Właśnie to robiłem. Stanąłem przed don Juanem. Nigdy nie znalazłem się w takiej sytuacji. – Zbyt duże jak na psa – powiedział rzeczowo. Zwierzę niewątpliwie wydawało ostatnie tchnienie. Wdrapałem się na szczyt wzgórza z niewiarygodną szybkością i zręcznością. Nagle zadrżał. Zwierzę. W pewnym momencie niezwykle silny spazm podniósł je z ziemi. – Co się stało? – zapytałem bez tchu. a poza tym ma sterczące uszy. Zacząłem się znowu wpatrywać. na którym staliśmy. Mój umysł nie mógł uwierzyć w istnienie . ciałem wstrząsały skurcze. może na nas skoczyć. Spazmatycznie łapało powietrze. Przekonałem się. Odpowiedział. chociaż jego boki nie poruszały się rytmicznie. W skupieniu wpatrywałem się w nią. Nowe szarpnięcie poruszyło ciałem zwierzęcia i wtedy zobaczyłem jego głowę. na co to wygląda? Powiedziałem mu. albo martwe. Prawie mogłem dostrzec jego głowę i uszy sterczące jak u wilka. W tym momencie nagle zrozumiałem. Podążyłem za nim. – Ale co to za zwierzę? Nie byłem w stanie dostrzec żadnych wyróżniających się cech. ale nie zmieniło swojej skulonej pozycji. – To zwierzę jest w agonii – szepnąłem don Juanowi. jednak miało dziób jak ptak. Zbliżyliśmy się do niego ostrożnie. dosłyszałem nieludzki wrzask i zwierzę wyprostowało nogi. że podobne jest do psa. wykorzystując resztkę swojej energii. – Nie wiem – odparł podobnie cicho. W pobliżu jego wierzchołka znajdowała się jaskinia albo dziura. Wówczas byłem już najzupełniej przekonany. a później przetoczyło na grzbiet. Zbiegłem więc do niego. jakby ktoś spuścił na niego zimny prysznic. Niewątpliwie było to jakieś zwierzę. że to jakieś skulone zwierzę. Po wyprostowaniu nóg. Wpatrywałem się w nie w stanie absolutnego przerażenia. – Masz rację – wyszeptał w odpowiedzi. że na ich widok zrobiło mi się niedobrze. – Tam – powiedział szeptem i wskazał na jakiś obiekt na ziemi. aby coś zobaczyć. Miało tak przerażające pazury. że jest żywe. Widziałem. zwracając się twarzą na zachód. która wymagałaby tego rodzaju dziwnej koncentracji. jakby nic się nie wydarzyło. Obeszliśmy nagie wzgórza od wschodu i doszliśmy do środkowej części podnóża. W tym czasie zrobiło się już całkiem ciemno i musieliśmy zbliżyć się jeszcze o dwa kroki. Leżało na grzbiecie. że zwierzę nie żyje – powiedział. Było jasnobrązowe i drżało. Przy następnym silnym podmuchu wiatru dreszcz przeszedł mi po plecach. Dał mi znak. Przerażony odwróciłem się do don Juana. Udałem się za nim. aby widzieć zwierzę. zwierzę z pewnością było ssakiem. Don Juan zwrócił się na południe i zaczął wzrokiem penetrować cały teren. ale don Juan zatrzymał mnie łagodnie. Don Juan zrobił kilka ostrożnych kroków w jego kierunku. Zwierzę znowu zadrżało i wtedy przekonałem się. Wytężyłem wzrok. jeśli to było zwierzę. przypominało zwiniętego w kłębek psa. – Myślę. Kiedy byłem w połowie drogi. Sądząc po korpusie. Szepnąłem to don Juanowi. – Jeśli jest umierające. Zrobiłem kilka kroków w kierunku tej rzeczy. – Według ciebie. przewróciło się na bok. albo śpiące. a później don Juan zaczął iść. Z miejsca. Nogi sterczące w górę dziko podrygiwały. że może to być brązowy cielak. abym zszedł na dół. jak oddycha. odwróciłem się i zobaczyłem don Juana stojącego w tym samym miejscu. – Co to jest? – szeptem zapytałem don Juana. kiedy na to patrzyłem. że jest za bardzo skulone jak na cielę. Skoncentrowałem na tym całą swoją uwagę. Tutaj don Juan zatrzymał się. jakby skulone. ponieważ don Juan robił to samo. że jeszcze nie zdechło. szczyt wzgórza nie wydawał się już taki okrągły i gładki jak z dużej odległości. Jego ciało poddało się jeszcze jednemu wstrząsowi. Pomyślałem sobie. zdawało się dogorywać jego oddech był nieregularny. Jego ciałem wciąż wstrząsały skurcze.urzeczony. – Uważaj – szepnął mi don Juan do ucha.

a co nie. więc cała sztuka. ratując swoje cenne życie. która tchnęła życie w suchą gałąź. Nie potrafiłem wypowiedzieć ani jednego słowa. która wiedziała. Powiedział. Moc posiada niszczącą siłę. – Gałąź była prawdziwym zwierzęciem i żyła w momencie. ale uciszył mnie i powiedział. aby zatrzymać świat. ale uciszył mnie. co zrobiłeś. ale płytka szczerba w piaskowcu. która z łatwością może spowodować śmierć i dlatego trzeba ją traktować z wielką ostrożnością. aż świat przestałby istnieć. Ponieważ to właśnie mocją ożywiała. Dał mi znak. rozpada się. Chciałem. Wczołgał się do zagłębienia. Zbliżyłem się i podniosłem je. Spoglądałem raz na niego. zanim odpowiedział. że jest to technika praktykowana przez tych. Nie wyglądało na to. Szepnąłem mu do ucha: – Co rozumiesz przez zatrzymanie świata? Popatrzył na mnie dziko. aby don Juan wytłumaczył mi. co mam na myśli? Chciałem zapytać o coś innego. który znamy. – Zmarnowałeś wspaniałą moc. kiedy moc ją dotknęła. Stwierdził. Zacząłem przepraszać go za skłonność do zbytniej ufności w słuszność własnego postępowania. Później konieczne jest zachowanie długiej i całkowitej ciszy. ale on odwrócił się i zaczął iść na szczyt wzgórza. Podążyłem za nim. że będzie zadowolony ze sposobu. Poklepał mnie po ramieniu i zażartował. żeby złościł się na mnie albo był rozczarowany moim postępowaniem. W sposób kontrolowany. kontrastując z zieloną roślinnością. że jeszcze tego samego dnia byłem osobą. moc i śmierć. dzięki której świat. głośną rozmowę albo inny rodzaj hałaśliwej aktywności. Kontrolowany wybuch i kontrolowany spokój są oznakami wojownika. którzy polują na moc. Ciągle powtarzał. to nie żaden sukces – powiedział. ostentacyjną. jak wiatr sprawił. abym usiadł. Don Juan powiedział. Don Juan kilkoma małymi gałązkami zmiótł pył nagromadzony na dnie wgłębienia.czegoś takiego. Zwrócił mi uwagę na to. Powiedział. Zacząłem mówić o gałęzi. słuchając jego dźwięku i zostawi nas w spokoju. że to tylko początek. że próba stania się dostępnym dla mocy może być niebezpieczna. który zna jego głos. które wyglądało jak jaskinia. czym jest to nieprawdopodobne zwierzę. – To. raz na zwierzę. – To nie ma znaczenia – powiedział. że gałąź wyglądała jak żywe zwierzę. że duch. a opanowanie mocy zajmuje dużo czasu. tak jak podczas śnienia. Byłem zakłopotany. znajdowałem się w doskonałym stanie. bo spędzimy tutaj noc. które przykryły gałąź. Wpatrywał się we mnie. w jaki rozwiązałem tajemnicę. – Musimy pozbyć się kleszczy – wytłumaczył. powinienem dążyć do “zatrzymania świata". nadając jej wygląd wielkiego. Technika. W całym swoim życiu nie widziałem niczego podobnego. i kazał mi znaleźć sobie wygodne miejsce. Została spalona i prawdopodobnie wiatr nawiał pyłu i popiołu. czym było. moc. Coś niepojętego znajdowało się teraz przed moimi oczami. nie tracąc głowy ani nie odchodząc od zmysłów z podniecenia czy strachu. aby utrzymać jej obraz. że przez całą noc powinienem trwać w kompletnej ciszy i czuwać. polega na tym. Rozumiesz. że dość trudno byłoby powtórzyć ten stan. może złagodnieje. Była to wielka gałąź krzewu. że dłużej powinienem zachować widok żywego potwora chwilę dłużej. groza. Polega to na ujawnieniu swej obecności przez kontrolowaną. co jest rzeczywiste. nadał całej gałęzi barwę jasnobrązową. że prawdziwym sukcesem byłoby. Nie był to jednak otwór. Stałem oniemiały. że kiedy uciekałem na górę. Kolor spopielonych resztek. aż wreszcie wszystko poskładało mi się w całość i wiedziałem już. Tylko on będzie przez chwilę mówił. ale byłem w stanie jedynie coś wymamrotać. Wydawało mi się. gdybym porzucił wszystko i podążył za mocą. Stawanie się dostępnym dla mocy musi się odbywać systematycznie i zawsze z wielką uwagą. brzuchatego zwierzęcia. Zaśmiałem się ze swojej głupoty i w podnieceniu opisałem don Juanowi. Wyjaśnił. . Połączyły się w nim lęk.

Znaczy to. – Zachowaj go w swojej pamięci. W tym momencie. rozciągające się bezpośrednio pod nami ku wschodowi. Jeszcze więcej mocy jest w kościach człowieka wiedzy. Don Juan klepnął mnie w ramię. Don Juan śledził jej lot skupionym krokiem. Otworzył drzwi samochodu. Przeleciała wrona. abym zrobił to samo. a jest już południe. – Nikt nie jest tutaj pogrzebany. ale mała wrona powiedziała mi. że było na tyle głębokie. bezpośrednio nad nami. – Czy zostaniemy tutaj na noc? – Tak myślałem. aby zakopać się na noc. kracząc. – To nie jest cmentarz – wyjaśnił. Moc znajduje się w kościach wojownika. Gęste krzewy pokrywały jego powierzchnię łącznie z kamieniami.11. Stąd poszliśmy prosto ku szczytom niskich wzgórz. Powiedziałem. ale ich nigdy nie znajdziesz na cmentarzu. wówczas twoje uczucia się przemienia. że istnieją dziesiątki takich miejsc. że przyjdziesz w to miejsce – powiedział. – Albo spędzisz noc na tej skale. Powiedział. żeby tego nie robić. ale bardziej miejsca oświecenia. Im doskonalsze jest koło. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o wronie. może zostać . jak i gdzie zostali pogrzebani wojownicy. Zanim zdążyłem przywitać się z nim. Jak już ci mówiłem. don Juan wybrał miejsce na nocleg. Nie interesują mnie cmentarze. Roślinność z pustynnych krzewów przeszła w gęste. tak długo jak tego potrzebowali. gdyby don Juan mi go nie pokazał. które wybrał don Juan ze względu na to. gdzie można pobierać nauki lub znajdować rozwiązanie problemów. że kiedyś wojownicy byli tutaj zakopani. ale uciszył mnie niecierpliwym gestem dłoni. Następnego dnia zjedliśmy skromny posiłek i kontynuowaliśmy podróż na wschód. Później skręciliśmy na wschód w ubitą piaszczystą drogę i jechaliśmy nią aż do podnóża gór. wojownik jest nieskazitelnym myśliwym. Nie są to właściwe miejsca mocy. Wyjaśnił. zielone górskie zarośla i drzewa. Kiedy zrobiło się ciemno. które wyglądało jak Ściana. tym większa jego moc. pewnego dnia wrona zaprowadzi cię do innego takiego miejsca. Z miejsca. gdzie siedziałem. który poluje na moc. Nie ma tu zakopanych kości umarłych ludzi. Nie ma w nich żadnej mocy. płaskie pustkowie. jednak odszukanie ich praktycznie byłoby niemożliwe. głupcze – powiedział z uśmiechem. – To jest miejsce mocy – powiedział po chwili przerwy – – To jest miejsce. zauważyłem obszar o średnicy około stu jardów mający kształt koła. – Kim jest człowiek wiedzy. Wczesnym popołudniem wspięliśmy się na szczyt gigantycznego. – Nie tutaj. jak niektóre wzgórza i formacje krajobrazowe stanowiące siedzibę duchów. usiadł z przodu obok mnie i poprowadził mnie około siedemdziesięciu mil na południe. Zaparkowałem samochód w zagłębieniu. Nastrój wojownika Przyjechałem do domu don Juana w czwartek. – Patrz na krąg kamieni – powiedział. – Na dole. don Juanie? – Każdy wojownik może stać się człowiekiem wiedzy. przemierzając rozległe. Don Juan usiadł i dał mi znak. które rozrzucone są po starym świecie Indian. – Wystarczy. Wskazał na pole na dnie urwiska. a kiedyś. 31 sierpnia 1961 roku. gdzie dawno temu byli zakopani bojownicy. wsadził głowę przez okno samochodu. Przyglądałem się skale i dziwiłem się. że to pole jest otoczone przez naturalne ogrodzenie z kamieni. Zażądał kompletnej ciszy. iż mogło ukryć samochód przed ludzkim wzrokiem. uśmiechnął się do mnie i powiedział: – Musimy przejechać niezły kawałek drogi do miejsca mocy. Jeśli odniesie sukces w polowaniu. skalistego urwiska. – Czy kości wojowników są wciąż tutaj pogrzebane-Don Juan uczynił komiczny gest zakłopotania i uśmiechnął się szeroko. Nie zauważyłbym tego regularnego okręgu. na dwa czy trzy dni. że przychodzili tu.

które kończyły się rozwidleniami. że przysypie mi głowę ziemią. wąż czy puma nie będą go niepokoiły. śmierć i tak nas dopędzi. powiedział. że jestem człowiekiem. smutek i walkę. wbijając w miękki pył kawałki gałęzi o długości dwóch i pół stopy. prowadząca do kamiennego kręgu. – Co. abym szedł za nim. Spokój tego miejsca wpłynął na mój nastrój. Zacząłem płakać. niezależnie od wszystkiego. Gałęzie. Uznałem. Była tam wyraźna ścieżka w prawie pionowej ścianie. – Czy mogą rozgrzebać wierzchnią warstwę ziemi. jeśli dalej będę tak mówił. Zacząłem myśleć o swoim życiu i o mojej osobistej historii i doświadczałem dobrze mi znanego uczucia smutku i miałem wyrzuty sumienia. Zaniedbywanie własnego ducha to poszukiwanie śmierci. Nie pozwolił mi sobie pomóc. don Juanie? – Żeby osiągnąć oświecenie i moc. rzucił na oczyszczone wcześniej miejsce. opowiadając o . Mogłem swobodnie poruszać nogami. aby głowa oparta na kurtce jak na poduszce wystawała na zewnątrz. ponieważ w całym naszym życiu nie ma ważniejszego zadania do wykonania. w jaki sposób ma zamiar to zrobić. natomiast ja jestem słaby. don Juan od razu poprowadził mnie poprzez gęsty chaparral do środka okręgu. Zdenerwował mnie pomysł unieruchomienia mnie w ziemi i zapytałem. Kilkoma grubymi i suchymi gałęziami zmiótł i oczyścił miejsce do siedzenia. które zebrał. ponieważ nie masz mocy. Zaśmiał się i zagroził. Próbowałem mówić. Żaden szczur. że zwykle wojownik sam ją sobie budował. Zachichotał jak dziecko i zaczął zbierać suche gałęzie. że jeśli rzeczywiście czuję. że nie zasługuję na to. wschodnią stroną urwiska. Ten spokój był rozkoszny. Powiedział. ból.człowiekiem wiedzy. Wziął gruby kawałek suchego drewna i używając go do kopania wzruszył ziemię wokół mnie i zasypał nim całą konstrukcję. że mój duch został wypaczony. Poczułem wagę moich przeszłych działań jako nieznośne i krępujące brzemię. a później powiedział z głębokim przekonaniem: – Poszukiwanie człowieczeństwa. Było ono również koliste. Ty się o to martwisz. Ściszając głos prawie do szeptu. – Po co wojownicy się zakopują. Nie masz mocy. że nie ma dla mnie żadnej nadziei. Doświadczałem wyjątkowo przyjemnego uczucia spokoju i zadowolenia. Skonstruował ją. aby stał się doskonały.. Nie byłem przyzwyczajony do tego rodzaju ciszy. że powinienem siedzieć i czekać. że jeszcze nie nadszedł czas. – Miałem zamiar zakopać cię tutaj na całą noc – powiedział. Rama była na tyle solidna. Natomiast wojownik. Powstrzymał moje pytanie ruchem ręki. ponieważ. Kazał mi się położyć głową na wschód. świat w tamtej chwili wydawał mi się taki prosty. wojownik nie przejmuje się nimi. Pozwolił. doskonałości ducha wojownika to jedyne zadanie godne naszego Jego słowa podziałały jak katalizator. że ani trochę ziemi nie nasypało się do środka. kierując się swą niezachwianą wolą. służyły za oparcie dla dłuższych kijów nadających klatce wygląd otwartej trumny. Zakopię cię tylko na chwilę. Natura czynów przestaje być ważna. Jego świat jest silny i prawy. co poszukiwanie niczego. Zrobił długą przerwę. Powoli zeszliśmy po niebezpiecznej ścieżce i kiedy znaleźliśmy się na dnie. potrafi obronić się przed wszystkim. Powiedziałem don Juanowi. a także wsuwać się i wysuwać z tej klatki. a mój duch został wypaczony przez okoliczności mojego życia. a równocześnie obezwładniający. Zaczął schodzić stromą. co przynosi mi los – radość. podłożył mi pod nią kurtkę i zrobił klatkę wokół mojego ciała. Don Juan powiedział. po czym wślizgiwał się do niej i uszczelniał ją od środka. wśliznąć się do klatki i zranić wojownika? – Nie. Wstał i dał mi znak. kładąc na górze krótkie gałęzie z liśćmi. – Ale wiem. co jest tym samym. Te z nich. a liście tak dobrze rozmieszczone. jeśli działa się jak wojownik. Tak samo jak każdy człowiek zasługuję na wszystko. – A co ze zwierzętami? – zapytałem. Powiedział. ale don Juan uciszył mnie. żeby tu być.. Zamknął tę skrzynię. W ten sposób przykrył mnie od ramion w dół. powinienem go po prostu doprowadzić do porządku. oczyścić go i sprawić.

Ahora que estoy tan solo y triste cual hoja al viento. że piosenka podobała mi się. ąuisiera llorar. – Rozczulanie się nad sobą nie pasuje do mocy – powiedział. Ogarnia mnie ogromna nostalgia. Jej słowa poniosły mnie w dal: “Jestem tak daleko od nieba. – A teraz jesteś bezsilny jak liść na wietrze. dopóki nie zauważyłem. Słuchał z uwagą. Właśnie dokładnie to odczuwałem. skąd ją wygrzebał. prawda? – zapytał don Juan. Zmiótł ziemię z powrotem tam. aby odnaleźć moc. zwracając się twarzą w kierunku miejsca. abym usiadł wygodnie. aby czuć się jak liść na wietrze. pozostawiając to miejsce w takim stanie. – To nie licuje z życiem wojownika. a równocześnie zatracenia się. że jesteś na łasce wiatru. abym doszedł do siebie. gdyż miał rację. Usiłowałem się tłumaczyć. Jednak dalej wierzyłem. – Jak można równocześnie kontrolować się i zatracać? . Powiedział. z wyjątkiem pewnych sytuacji. – I zawsze wbrew twojej woli. Inmensa nostalgia invade mi pensamiento. tak aby myśl. Powiedział. Wyjaśnił. Zapanowało niezręczne milczenie. On również usiadł. Nic nie odpowiedział. Usiadłem. Przez dłuższą chwilę nie rozmawialiśmy. że mój nastrój przypomniał mu pewną piosenkę. kiedy czuję się samotny i smutny jak liść na wietrze. że dobry myśliwy i tak będzie wiedział. – Od dnia twoich narodzin w ten czy inny sposób zawsze ktoś coś dla ciebie robił – powiedział. Zwrócił mi uwagę. – Jak to możliwe? – zapytałem. jakby się tu nic nie wydarzyło. musisz to zmienić – powiedział łagodnie. a czasami śmiać z tęsknoty" (Que lejos estoy del cielo donde he nacido. ponieważ chcesz być. Pomyślałem. z narzekania i jeszcze usprawiedliwiania się przed sobą. – To prawda. ponieważ przez całe życie szukałem tylko dziury w całym i nad wszystkim się użalałem. – Tak. – Nie ma żadnego pożytku z bycia smutnym.swoim życiu. Siadł ze skrzyżowanymi nogami i powiedział. że potrafi wczuć się we mnie. – Najtrudniejszą rzeczą na świecie jest osiągnięcie nastroju wojownika – powiedział. gdzie byłem zakopany. ponieważ śladów człowieka nie da się całkowicie zatrzeć. Wziąłem notes i podenerwowany zacząłem coś gryzmolić. kiedy mnie puścił. kiedy uświadamiałem sobie swoją samotność i bezsilność. Wydawało mi się. ale tym razem zmienił intonację pewnych słów i w efekcie powstało śmieszne i płaczliwe zawodzenie. Nikt nikomu nic nie robi. patrząc na mnie. Wstał i zaczął rozbierać klatkę. Jesteś tutaj ze mną. że usiłuje ukryć uśmiech. że to miejsce może obrazić się za moją słabość i próbować mnie skrzywdzić. W końcu don Juan przerwał ciszę. że daje mi trochę czasu. Zaczął ją śpiewać niskim. Wyraziłem uznanie dla jego biegłości. Nie mogłem temu zaprzeczyć. że musiał mnie w pośpiechu wyciągnąć z klatki. niezależnie od tego jak byłby ostrożny. że to wszystko wina innych. że błąkałem się tak długo. jak bardzo lubisz rozczulać się nad sobą. ale nie mogłem odgadnąć. – Wojownik zakopuje się. – Racja – odparłem. aż stałem się nieczuły na ból i smutek. Od teraz powinieneś przejąć pełną odpowiedzialność. a szczególnie wojownikowi. – Nastrój wojownika wymaga samokontroli. czy zgadza się ze mną i faktycznie jest zainteresowany moją opowieścią. bardzo przyjemnym głosem. i pozostał w tej pozycji. pod którym się urodziłem. dopóki smutek mi nie przejdzie. quisiera reir de sentimiento). Powiedziałem. a nie aby płakać. czasami chce mi się płakać. że byliśmy tutaj. Powiedziałem. ponieważ mój nastrój był nie do zniesienia i obawiał się. że mam wystarczające powody. Później zasypał oczyszczony krąg. w poczuciu. Chwycił mnie pod pachy i wyciągnął z klatki. ale powstrzymał mnie niecierpliwym ruchem głowy. – Niezależnie od tego. że czasami pewne sytuacje w moim życiu niszczyły mnie. Teraz. – Czujesz się jak liść zdany na łaskę wiatru. stała się nie do przyjęcia. Roześmiał się i jeszcze raz zaśpiewał tę samą piosenkę. i dokładnie porozrzucał po chaparralu wszystkie kije. tak właśnie jest. rozczulając się nad sobą – powiedział.

że to. Położył się i zakrył oczy kapeluszem. Później przenosisz go na inne rzeczy. które obrzucasz krótkimi spojrzeniami. nie patrząc na mnie. Prawie godzina minęła w kompletnej ciszy. Po pierwsze. Musisz umieć nakazać sobie podróż do wybranego miejsca. Nauczę cię jej teraz. kiedy umiałem już nakazywać sobie patrzenie na nie. Najlepiej dobrze znane – może swoją szkołę. aby tam pójść. Prowadzenie szczegółowych zapisków pozwalało mi na pewne zrozumienie natury moich wizji. którą mi przekazał. moje sny stały się znaczące. a później. kiedy opanujesz tę metodę. Pamiętaj. kiedy nie mogłem sobie przypomnieć. Później możesz powiększyć ich liczbę i objąć wzrokiem Wszystko. Stosunkowo łatwo było mi nauczyć się utrzymywać obraz moich rąk. To. którą masz praktykować. że możesz patrzeć na rzeczy przez cały czas. – Przestań to robić – powiedział kategorycznie. kiedy mówił. – Ta żywość i wyrazistość to potężna bariera. że trzeba to ćwiczenie traktować jak rozrywkę. Kiedy zapisywałem jego wypowiedzi. że jeśli nie będziesz patrzył długo. ponieważ szczegóły i ich wyrazistość nie są wcale ważne. Najpierw musisz wybrać miejsce. chociaż nie zawsze moich własnych rąk. kiedy patrzysz na nie. Nie przypominałem sobie niczego szczególnego i zacząłem się rozwodzić nad koszmarnym snem. nakażesz sobie przemieszczanie się. Moje wizje. trwały dość długo. Miałem może wyrzuty sumienia i byłem zażenowany. by wypróbować nową technikę. Przedstawiłem mu szczegółowy raport z moich osiągnięć. – Następnym krokiem w ustawianiu śnienia jest nauczenie się podróżowania – powiedział. Ta technika jest bardzo trudna. nie całkiem to mając na myśli. co zechcesz. a ty jesteś najgorszy ze wszystkich ludzi. Szczerze wierzyłem. w jaki nauczyłeś się patrzeć na swoje ręce. abym to w ogóle robił. W pewnej chwili przypominałem sobie. – Zwykłe sny stają się bardzo plastyczne. – Nie daj się ponosić fantazji – powiedział sucho. co robię. który miałem zeszłej nocy. Obejmuje dwa zadania. że się zastanawia czy ma mówić dalej. odwodzi cię tylko od celu śnienia. jest właściwe. na ilu dasz radę. Dwa razy miał już coś powiedzieć. Koncentruj wzrok na tylu rzeczach. obraz się nie zmieni. Później przenieś wzrok z powrotem na swoje ręce. powinieneś nauczyć się kontrolować czas tej podróży. To po prostu się wydarzało. odnawiasz moc potrzebną do śnienia. do którego chcesz pójść. a moja zdolność przypominania ich sobie tak wzrosła. – Co ty mi robisz. więc teraz nie ma sensu mówić o nastroju wojownika. dlatego na początku nie patrz na zbyt wiele przedmiotów. Wydawało mi się. ale powstrzymał się i uśmiechnął. usiłując je wykonać. kiedy spełnisz ten warunek. Od kiedy zacząłem praktykować patrzenie na ręce.– To trudna technika – skwitował. że zapisuję szczegółowo swoje sny. czy udało mi się nauczyć techniki śnienia. musisz zacząć od koncentrowania wzroku na swoich rękach. – Jeszcze nie przestałeś być smutny – powiedział. Na jeden raz wystarczą cztery. będziesz gotowy. Masz najgorszą manię. don Juanie? – zapytałem. co robisz. Nagle zapytał mnie. Praktykowałem wytrwale i po dokonaniu ogromnego wysiłku byłem w stanie uzyskać pewien stopień kontroli nad swoimi snami. co zwykle pojawiało się w moich wizjach. Gdy tylko obrazy zaczną się zmieniać i poczujesz. gdy zaczynasz ustawiać śnienie – powiedział. Kiedy poczujesz. Don Juan miał rację. – Przypomnę ci teraz technikę. park albo dom przyjaciela – a później wyraź chęć. wracaj spojrzeniem do rąk. Za każdym razem. Milczał około piętnastu minut. Spisywałem wariackie instrukcje i wykańczałem się. albo na jakiś szczegół otoczenia. – Wciąż czujesz się słaby. ale to tylko marnowanie czasu. W końcu usiadł i popatrzył na mnie. jakich spotkałem w swoim życiu. że teraz potrafię odtworzyć nawet najdrobniejsze szczegóły. że muszę patrzeć na ręce. – W ten sam sposób. którym jest kontrolowanie i moc. co tylko się da. Mówił. ale mam nadzieję. że tracisz nad nimi kontrolę. – W niczym ci to nie pomoże. aż w końcu traciłem kontrolę i pogrążałem się w zwykłym śnie. miałem uczucie. . Przyznałem mu się. Don Juan wydawał się usatysfakcjonowany i chciał wiedzieć. kiedy nakazywałem sobie patrzenie na swoje ręce czy na inne elementy moich snów. że naprawdę mi odbiło. Były jednak i takie noce. że wykorzystasz ją tylko wtedy. Zapisujesz wszystko. Don Juan odpowiedział. Po raz pierwszy w życiu czekałem na pójście do łóżka. Nie używałem żadnej siły woli.

Byłem bardzo zdenerwowany. abym odpoczął przez kilka minut. Wpatrywał się we mnie przez chwilę. a wtedy ścianki się kładą. – Pewnego dnia być może będziesz musiał złowić lwa – powiedział. dlatego kiedy puma podejdzie do pułapki. Mięśnie szyi miałem bardzo napięte i ten ruch rozluźnił je. On zrobił to samo. – Ale wrona wskazała ten kierunek. wtedy wbijają się w nie drzazgi. W przeciwnym razie unikałbym tego miejsca. dopóki coś nie upadnie na nią. klatka rozpadnie się. ale w niezwykły sposób oczyścił mi się nos. Stajesz się dostępny dla mocy. w którym znajduje się woda. gdzie się znajdowała. powyrywał z bagna duże kępki zielonych roślin z mułem i zaniósł na płaskie wzgórze. jak to robić. – Wciąż zadajesz mi to samo pytanie. Jednak nie potrafiłem wskazać. kiedy szybko wdychał i wydychał powietrze przez nos. kiedy coś naciśnie na nią z góry. Don Juan popatrzył przez chwilę na niebo. a potem kazał mi znowu zacząć wąchać. Niechętnie spróbowałem go naśladować. że zwykle na kracie z kijów. Don Juan z ukrycia powiedział mi. tak że naprawdę mogłem odkryć zapach wikliny. połączonej z klatką i zawieszonej wysoko nad nią umieszczano ciężkie kamienie. co uderzyło w pułapkę.Wydawał się zdziwiony. ona zaś. aż dotarliśmy do nieco wyżej położonego płaskiego wzgórza. Wziął mnie jedną ręką pod brodę. jak to ma wyglądać. abym mógł odkryć miejsce. a drugą położył mi z tyłu głowy i poruszał nią do tyłu i do przodu. – Mają one specjalne moce. podobne do wiewiórek gryzonie. Wskazał na drzewa i stwierdził. Napiął wszystkie mięśnie i zaczął węszyć jak zwierzę. Ze zdumiewającą szybkością i zręcznością don Juan zbudował pułapkę i po długim oczekiwaniu złowił trzy pucołowate. Po pięciu czy sześciu minutach szybkiego oddychania zakręciło mi się w głowie. Udało mi się wyczuć zapach wikliny dolatujący z prawej strony. żebym był czujny i pomógł mu odstraszyć kota. Druga runda była bardziej intensywna. kiedy klatka stoi pionowo i nikomu nie szkodzą. Tymczasem szczury wodne zaczęły bardzo głośno piszczeć. – W tym miejscu roi się od pum i innych mniejszych kotów – powiedział zdawkowo don Juan. a później się uśmiechnął. Nic ci nie robię. Powiedział mi. Widocznie musi być tutaj coś szczególnego. Don Juan powiedział. – Normalnie w ogóle bym tu nie przychodził – powiedział. ciskając w niego swoją siatką. Obeszliśmy je wkoło. z całą mocą waląc łapami. – Można tu jedynie polować na pumy – stwierdził. a kolce przebijają to. że jeśli boczne pręty zostaną umieszczone w podobnych do łożysk otworach ramy. Don Juan powiedział. Kiedy puma przychodzi do pułapki zwabiona przez wodne szczury i próbuje ją rozbić. Istnieje specjalny sposób konstruowania pułapek z wodnymi szczurami. Była już prawie piąta po południu. ani szczurów. spuszczając na siebie lawinę kamieni. że mogą się kłaść na zewnątrz. Don Juan powiedział od niechcenia. Ruszyliśmy w tamtym kierunku i po dobrej ćwierci mili znaleźliśmy bagniste miejsce ze stojącą wodą. zaraz po tym jak on to . Ich ściany są tak zbudowane. Kolcami są dobrze zaostrzone drzazgi z twardego drewna zamontowane w całej ramie. Pozostają ukryte. – dlatego nauczę cię. w pobliżu pułapki z gryzoniami. Stwierdził. Polujesz na nią. doprowadzona do szaleństwa podskakuje. don Juanie? – Musimy. że gdzieś tam jest woda. które służą tu za przynętę. Są strasznie sprytne i jedynym sposobem na nie jest ogłupienie ich bólem i zapachem wikliny. że nie zamierza zranić ani kota. – Czas iść – powiedział beznamiętnie i wstał. aż do skrawka pustyni porośniętego małymi drzewkami i znajdującego się w dolinie pomiędzy dwoma dużymi wzgórzami. Później szybko i zręcznie wyplótł z trzciny dwie proste siatki. a wzdłuż jej krawędzi umocowane są bardzo ostre kolce. Szliśmy na wschód. jakby coś na nim obserwował. Przechylił głowę na bok i obserwował mnie. żebym wziął drugą siatkę i napełnił ją mułem oraz roślinami i wspiął się na niższe gałęzie drzewa. Nie mogłem zrozumieć. Zauważyłem. więc don Juan narysował mi na ziemi szkic i pokazał. gdzie się ukrył. rzuci na niego tylko muł. – Czy naprawdę musimy tu zostać. a on wybuchnął śmiechem. jakby stwierdzał coś oczywistego! Podbiegłem doń. Powiedział mi. że być może będziemy musieli spędzić tutaj noc. Wokół niego chaparral był bardzo gęsty. abym z brzegu bagna nazrywał trochę wiklinowych gałęzi i natarł nimi swoje ubranie. Don Juan kazał mi uważnie słuchać. Skłonił mnie do zrobienia tego samego. co ma mi do powiedzenia. a ja tylko kieruję tobą. jak mięśnie jego brzucha zaciskają się yr bardzo krótkich skurczach.

gdzie jest don Juan. Od czasu do czasu zatrzymywał się na chwilę i nadsłuchiwał. kiedy zaatakowało pułapkę. zobaczyłem ciemną sylwetkę zwierzęcia. Nie widziałem. W końcu dotarliśmy do podnóża urwiska. Don Juan zagrzmiał śmiechem. a później stwierdził. ponieważ zwierzę w dalszym ciągu przebywało w pobliżu. będziemy bezpieczni. Kiedy on wszedł na płaski wierzchołek urwiska. do głowy przyszło mi pytanie. Siedzieliśmy w kompletnej ciszy przez kilka godzin. Don Juan jeszcze przez chwilę przenikliwie gwizdał. & nie na rozważanie okoliczności. Popracowałem trochę nad notatkami i zanim wrócił. Nie wiem jak. Poszedł pierwszy. że ledwie mogłem dostrzec ogólne zarysy terenu. Niedziela. Nie trafiłem. czy rzeczywiście widziałem to zwierzę. Wystarczało mi go tylko na działanie.zrobi. Niewiarygodnie szybko znalazłem się przy don Juanie. aż odskoczyło. a później zaczęliśmy schodzić do samochodu. Lecz zanim do niej dotarło. Nagle posłyszałem bliski odgłos miękkich kroków i przytłumiony koci oddech. a później łagodny pomruk. zanim rozszarpie nas puma. Zwrócił mi uwagę. Zaczął się śmiać z tego. jakbym stopił się z gałęziami. i kot z wyjątkową zręcznością wskoczył na wzgórze i zniknął. co nazywał moim nawykiem jedzenia w południe. czy to puma. ale narobiłem wiele hałasu. – To na pewno była puma – stwierdził don Juan kategorycznie. aby nazbierać drewna na opał w pobliskim chaparralu. jak to tylko możliwe. Wciąż jeszcze świeże było dla mnie wspomnienie suchej gałęzi. ale dłuższy i bardziej chrapliwy. Zwierzę było rzeczywiste. zbiło mnie z tropu. na którym siedziałem. ja już siedziałem. dotarł do miejsca. jak jesteśmy ostrożni. don Juana nie było w domu. wydawało się nierzeczywiste. i tak pozostawiamy za sobą ślad szeroki jak autostrada panamerykańska. które wywoływały dreszcze. kiedy wszedł do domu. Kiedy teraz wracałem do tego myślą. po którym piski w klatce ucichły. Wgramoliłem się na szczyt w całkowitej ciemności i to przed don Juanem. Piski gryzoni stały się niezwykle głośne i w końcu zrobiło się tak ciemno. Kiedy robiłem notatki. żebym jak najlepiej naśladował jego Wrzaski. Don Juan kazał mi zapomnieć o sobie i wrzeszczeć z Prawdziwym uczuciem. aby się bać. – W górę! W górę! – krzyczał don Juan. Przez moment wydawało mi się. aby osłaniać się przed gałęziami. posłyszałem dość osobliwy ryk zwierzęcy. Zdarzenia następowały tak szybko. Nie zdążyłem się nawet upewnić. Zacząłem krzyczeć. W pewnej chwili zaczął biec w ciemności. w którym się znajdował. Szedłem bardzo blisko don Juana. Wykonałem wspaniałą arię przenikliwych wrzasków. Przewrócił się na ziemię. kiedy on będzie rozbierał klatkę i wypuszczał gryzonie. Tak jak kazał mi don Juan. Powiedziałem mu. W tym momencie don Juan wydał serię przenikliwych wrzasków. lecz nie mogłem uzyskać takiego samego efektu. a później powiedział mi. a ja biegłem za nim. ale on tylko śmiał się z mojej szybkiej wspinaczki. miałem czas. – Czy to było prawdziwe zwierzę z krwi i kości? . Don Juan powiedział. coś w niego uderzyło. że to. że jeśli uda się nam dostać na górę. ale poczęstował się moimi kanapkami. Nagle w pełni uświadomiłem sobie sytuację. Wyglądało. Pozwolił mi jeszcze krzyczeć przez chwilę. Właśnie wtedy bezpośrednio pod drzewem. wziął klatkę z gryzoniami. że w rzeczywistości nie miałem czasu. że musimy opuścić to miejsce tak szybko. na którym byliśmy przedtem. co wydarzyło się z pumą. abym zszedł z drzewa. ponieważ puma nie jest głupia i prawdopodobnie już wraca po swoich śladach. Zaczęliśmy się wspinać w ciemności. jakby wszystko zostało specjalnie dla mnie zaaranżowane. żebym był wyjątkowo ostrożny i nie spadł z drzewa. jak tylko potrafię. cisnąłem swoją siatkę. że wysiłek był zbyt wielki jak dla mężczyzny w jego wieku. Kiedy byliśmy już blisko wierzchołka. stawiając kroki z absolutną pewnością. wbiegł na wzgórze i tak szybko. aby pokazywać mi drogę. ale szedłem za nim. – Na pewno pójdzie za nami – powiedział. Powiedział mi. – Niezależnie od tego. aby nie dopuścić pumy. był podobny do muczenia krowy. Jadłem. Jego ostatnie instrukcje nakazywały mi siedzieć tak spokojnie. Z powodu podniecenia mój głos był chrapliwy. 3 września 1961 Kiedy się obudziłem. łapiąc oddech. wyciągając przed siebie ręce.

czego mnie nauczył. Czułem się poirytowany. aby zrobić dokładnie to. Był pod drzewem. co zaplanował don Juan. robiłeś we właściwym nastroju. Powiedziałem. co się wydarzyło tej nocy. uśmiechając się. jak ci zagrają. – A o czym? – Mała wrona pokazała mi to specjalne miejsce. było to skutkiem strachu. że nie chodzi o to. Nie rzuciłeś wszystkiego i nie narobiłeś w spodnie. – W przeciwnym razie żyjesz fałszywie i czujesz się paskudnie. wojownik staje się myśliwym. śmiał się tylko ze mnie. Zabija ona wszystkie zapachy. kiedy już o tym wiesz. że rozumiem. które tutaj żyją. Kontrolowałeś się i równocześnie poddawałeś. że możesz przekroczyć pewne granice. Spójrz na siebie. wszystko może ci posłużyć do osiągnięcia tego celu. jak się działa. Nie ma różnicy. że don Juan mógł odgrywać rolę zwierzęcia. a później biegnącego na wzgórze. nie lubię. Strach wprowadził cię w nastrój wojownika. Strach cię nie sparaliżował. kiedy opisywałem mu swoje wrażenia. kiedy wdrapałeś się na szczyt tego urwiska? Powiedziałem. trzeba było równocześnie polegać na sobie i porzucić siebie. Życie pozbawione tego nastroju nie ma w ogóle mocy. czy to była puma. Ważne są twoje uczucia w tamtej chwili. Mogłeś zgubić ścieżkę i się zabić. dzikiego kota polującego na swoją zdobycz. że cokolwiek zrobiłem tej nocy. że moje podejrzenia zrodziły się dlatego. – Eliminuje całe gówno i jesteś oczyszczony. – Dlaczego robisz takie zamieszanie? – zapytał. W każdym razie lekcja nie była o tym. Lubisz koty? – Nie. będąc w nastroju wojownika – powiedział don Juan. – Byłeś już blisko większości zwierząt. Jak zwykle koncentrujesz uwagę na niewłaściwej rzeczy. Don Juan słuchał cierpliwie. ale jednak czuję. Aby wspiąć się w ciemności na tę ścianę. Kiedy zaś kończy kalkulację – działa. a ja zobaczyłem tam możliwość nauczenia cię tego. – Jesteś śmieszny – powiedział. że musisz tańczyć. Wszystko kalkuluje. ale że wszystko. To właśnie nazywam nastrojem wojownika. Jesteś liściem na łasce wiatru. A później. Jestem przekonany. jeśli jesteś we właściwym nastroju. – Wygodnie jest zawsze działać w takim nastroju – kontynuował don Juan. co ma na myśli. Powiedziałem. Rzuca wszystko. Powiedziałem mu. iż mu nie dowierzam. jakby puma już na nas czekała i została wytresowana. ale nie znalazłem przekonujących argumentów. kiedy zaryczał lew. . Cóż to musi być za okropne uczucie! Zamiast zachowywać się w ten sposób. ale teraz. ale równocześnie umiałeś się kontrolować. nie mogłem przejść do porządku dziennego nad tym. W tych górach muszą być ich tysiące. Wszystko ci przeszkadza i wyprowadza cię z równowagi. Niewzruszony pod ogniem moich sceptycznych uwag. Kiedy robiłem notatki. czy moje spodnie. Nie ma żadnej mocy w twoim życiu. na którym siedziałeś. ponieważ naprawdę widziałem ciemny kształt czworonoga nacierającego na klatkę. było całkowicie obce mojemu codziennemu życiu. Wielka mi rzecz. i nigdy się ich nie bałeś. – Ale chciałem ci pokazać. Chciałem się z nim kłócić. porwałeś klatkę i przybiegłeś do mnie. ale jednak odrzuciłeś wszystko i w zupełnej ciemności wdrapałeś się na urwisko. że całe wydarzenie miało zbyt gładki przebieg. Jęczysz i narzekasz. Trzymałeś całą jej wiązkę. – Nastrój wojownika jest potrzebny do każdego działania – odpowiedział. Wojownik tworzy swój nastrój. Kiedy o tym myślałem.– Oczywiście. że znajdowałem się niewiele ponad metr od takiego zwierzęcia. że idiotyzmem byłoby stosowanie w codziennym życiu tego. Nigdy w życiu nie widziałem ani nie słyszałem wielkiego. – A więc zapomnij o nich. – Wiem o tym – powiedział. a nie żadnego kontrolowania i porzucenia. Jednak musiałem odrzucić to przypuszczenie. – Dlaczego boisz się dużego kota? – zapytał z ciekawością. że nie uwierzyłbyś w to. w pobliżu krawędzi urwiska. co robiłeś wczoraj w nocy. gdybyś zobaczył to urwisko w dzień. – Wszystko. całkiem nieźle się ruszałeś. – To był tylko duży kot. Poddaje się. Czy nie czułeś się wspaniale. To kontrola. Kiedy zeskoczyłeś z drzewa. jak polować na koty. Nie wiedziałeś o tym. – Widziałeś i słyszałeś kota. co zrobiłeś. przez moment pomyślałem. Wyglądało tak. Nie Wywąchał cię i nie skoczył na ciebie dzięki wiklinie. W pewnym stopniu poddałeś się.

gdyż działają świadomie i są zawzięci. Nastrój wojownika nie jest dla ciebie niedostępny ani dla innych. Wyjaśniłem mój sposób rozumowania. to przecież nie miałbyś czasu na narzekanie czy obrażanie się na nią. nie wywołało twojego gniewu.Wojownik nie jest liściem na lasce wiatru. Potrzebujesz go. mogła to być okrutna i złośliwa puma. który nie ma sobie równych. Wydawała mi się zbyt prosta dla skomplikowanego świata. że nastrój wojownika prawdopodobnie mi nie pomoże. natomiast nic nie wiedziałem o pumie. To rewolucja. I to było właściwe. gdy poczuję się urażony lub wprost zostanę zraniony w wyniku działań moich bliźnich. chociaż uznałem ją za nierealistyczną. abyś ją przeklinał albo mówił. Liczyła się jedynie kwestia przeżycia. Gdybyś był sam i puma by cię dopadła i rozszarpała. na przykład wtedy. Nie słyszałem. Wojownik jest nastawiony na przetrwanie i udaje mu się to w stylu. – Dla wojownika nie ma nic obraźliwego w czynach jego bliźnich tak długo. co wiedziałeś. Ryknął śmiechem i przyznał. Traktowanie pumy. ponieważ dokładnie znałem wszystkie zagrywki ludzi. Według tego. Poprzedniej nocy nie czułeś się obrażony na pumę. kiedy byłbym fizycznie dręczony przez jakiegoś zawziętego okrutnika. że nie ma prawa uganiać się za nami. wiem – cierpliwie odpowiedział don Juan. To. że na nas polowała. który miałby nade mną władzę. wodnych szczurów i ludzi jako równych sobie to wspaniały akt ducha wojownika. ale nie urażony – powiedział. – Wiem. Puma i moi bliźni nie byli sobie równi. Podobała mi się jego postawa. w którym żyłem. Don Juan śmiał się z moich argumentów. by zrobił coś wbrew sobie lub wbrew swemu osądowi. kiedy starałeś się uciec przez nią. Ale tego nie brałeś pod uwagę. – Wojownik może zostać zraniony. Bliźni mogą mnie urazić. Do tego jednak potrzeba mocy. że przykład jest a propos. a ja upierałem się. Nikt na niego nie może wpłynąć ani zmusić go. . aby przebić się przez te wszystkie głupoty. jak długo sam działa pod wpływem właściwego nastroju. – Osiągnięcie nastroju wojownika nie jest łatwe.

zanim te rzeczywiście nastąpiły. Myśliwy poluje na to. – Obserwuj wiatr – powiedział. jak raz na nie spojrzał. On nie zrobi mi krzywdy. co robił. nie robi się wtedy żadnych planów. Żuj mięso mocy i chowaj się za mną przed wiatrem. Obserwowanie nagłych zmian kierunku wiatru stało się czymś frapującym i tajemniczym. Gromadził moc dzięki temu uczuciu. a później na wschód. co mu się pokaże. który niszczył przeszkody. Dzień był pochmurny i zanosiło się na deszcz. – Ale co będziemy robić konkretnie? – Kiedy dochodzi do polowania na moc. Wszystko. Znamy się bardzo dobrze. To odczucie. Żucie suszonego mięsa naprawdę dostarczało mi energii. w kierunku gór. Polowanie na moc czy polowanie na zwierzynę to to samo. – To mięso mocy – powiedział. Zanim wyruszyliśmy w drogę. Rozkazuje ci. których nie znasz. Nie da się jej przytrzymać i powiedzieć. – Trzymaj się blisko mnie – powiedział don Juan. które mają być chore? – Tego nie wiem. Moja osobista moc przyprowadziła go do mnie. było silne i prostolinijne. To mięso może utrzymać nas przy życiu przez tygodnie. Będziesz poszukiwał mocy i teraz liczy się wszystko. zjedliśmy posiłek w samochodzie. że to mięso mocy. Ruszyliśmy. kiedy angażował osobistą moc. Obserwuj wiatr.12. Mój dobroczyńca był gwałtownym człowiekiem. Co pewien czas bierz po kawałku i przeżuwaj dokładnie. Niech moc powoli wypełnia twoje ciało. Dlatego zawsze musi być czujny i gotowy. – Musisz to zrobić sam. Kobiety marniały w oczach po tym. Kiedy wojownik posiada jej już wystarczająco dużo. don Juanie? – Będziesz polował na moc. jakie masz w pewnych sytuacjach. Patrz. które miało moc. . a jednak cię słucha. Don Juan zabrał tykwy z jedzeniem i wodą. Przez miesiące. Była prawie jedenasta. Wędrowaliśmy w kompletnej ciszy aż do trzeciej po południu. żeby cię przewrócił ani żeby cię zmęczył. Wiesz już wiele o wietrze i teraz sam możesz polować na moc. co mam robić. Ale są też inne jej centra. wyglądało w ten sposób. Bitwa mocy Czwartek. jak chmury płynące nad górami i mgła zstępują do dolinki. don Juanie? – Jest mięsem zwierzęcia. Powiedziałem mu. Zależy od tego. 28 grudnia 1961 Wyruszyliśmy w podróż bardzo wczesnym rankiem. Doszło do tego. a nawet jeśli byłaby taka potrzeba. która wiodła prosto ku wysokim górom. co zrobisz. – Jak gromadzi się moc. co mu się wydarzało. staje się człowiekiem wiedzy. czym jest naprawdę. On sam tego nie wiedział. Wszystko. Wziął tykwy zjedzeniem i wodą i przywiązał je sobie do pleców. wyjątkowy jeleń. don Juanie? – To znów inne uczucie. jaką naturę ma wojownik. To był jeleń. że moje ciało wyczuwało zmiany. Mnie zaś dał mocną nić z nanizanymi na nią ośmioma kawałkami suchego mięsa i powiesił mi na szyi. aby to wyjaśnić – powiedział po długiej przerwie. przez którą szliśmy. – Co sprawia. szczególnie pod koniec dnia. że nie rozumiem. Myśliwy polujący na moc chwyta ją i gromadzi. – Na jakiej podstawie wybierał osoby. Jednak nie czynił tego przez cały czas. jak poprzez uczucie można gromadzić moc. – Nie pozwól. Ona należy tylko do ciebie. Moc jest czymś osobistym. – Co będziemy robić w tych górach. jedynie patrząc na kogoś. która się w nim znajduje. Don Juan jeszcze faz przypomniał mi. a tylko wtedy. Zaprowadził mnie na ścieżkę. Wspominam go jako człowieka. tak żebym zawsze mógł cię przed nim osłaniać. Widziałem. – Nie znasz tych terenów i nie ma potrzeby ryzykować. Na przykład mój dobroczyńca mógł. – Nie ma sposobu. Moc to bardzo specyficzna siła. jak zmienia kierunek i ty też zmieniaj swoją pozycję. Taka jest właśnie moc. sprowadzić na niego śmiertelną chorobę. Pojechaliśmy na południe.

oprócz łamiących się ołówków. że mamy wystarczająco dużo czasu. Dłuższą krawędzią półka skalna była usytuowana wzdłuż linii wschód-zachód. po prawej stronie. Wyglądała jak sala wycięta w skale. pisałem przez ponad godzinę. Don Juan powiedział. Powoli obchodziliśmy ją wokoło. a wtedy powinienem spojrzeć tam. Don Juan wdrapał się na wielką skałę na końcu płaskowyżu i pomógł mi na nią wejść. Szepnął mi do ucha tak cicho. Nagle poczułem delikatne dotknięcie w ramię i zobaczyłem. że don Juan porusza oczami i głową w kierunku wału mgły zstępującego ze szczytu góry i oddalonego od nas o jakieś dwieście metrów. Znaleźliśmy się bardzo wysoko. Powoli zsunąłem się na siedzeniu w dół skały. Za każdym razem na chwilę przed podmuchem wiatru klatka piersiowa i gardło zaczynały mnie swędzieć. Jeśli gromadzisz moc. ile ma naprawdę lat. że odkryłem słabą poświatę na prawo ode mnie. Poszedłem na jego zachodni koniec. Przesuwałem wzrok z lewa na prawo. wzdłuż górnej granicy mgły powoli schodzącej na nas. Zadanie obserwowania zmian kierunku wiatru było tak absorbujące. ponieważ dobrze znają go wszystkie moce tych gór. trzeba być wyjątkowo sprawnym i młodym. Cały byłem mokry od potu i co chwil? musiałem wycierać dłonie. Weszliśmy do głębokiego wąwozu. że ledwie go słyszałem nawet z tak bliskiej odległości: – Przesuwaj spojrzenie wzdłuż granicy mgły – powiedział. starym człowiekiem. Po drugiej stronie zauważyłem wielką. W odpowiedniej chwili don Juan trąci mnie łokciem. na samej krawędzi balkonu. że założymy tam obóz. jak gdyby nic specjalnego się nie działo. Mgła poruszała się wyjątkowo powoli. Don Juan zatrzymał się na chwilę i rozejrzał wkoło. Wyglądał jak zasłona przezroczystego materiału zawieszona nad niziną. Przez chwilę panowała cisza. Wspiął się na skałę jak kozica. Kazał mi usiąść obok siebie. że będziemy się zachowywać. Don Juan zdecydował. Deszcz przeszedł bokiem. Byłem zadziwiony jego zdumiewającą zręcznością. podczas gdy on sam zajął się zbieraniem gałęzi na dach. nie odważył się wypowiedzieć ani jednego słowa. Natomiast jeżeli roztrwonisz ją. jaki chcę być – powiedział. aby zbudować szałas. wskaż mi go oczyma. Zaśmiał się i powiedział. Czułem się bardzo świeżo i wcale nie byłem zmęczony. Piaskowiec zwietrzał w for-jnę balkonu z dwoma filarami. Wydawało mi się. gdzie mi wskaże. gdyż inne stworzenia nie wytrzymałyby w nim. Zapytałem go. za bardzo otwarte na gniazdo dla szczurów i zbyt wietrzne dla insektów. Sądziłem. który miał około dwóch stóp długości i trzech wysokości. że aby wspiąć się na ten występ. Don Juan przerwał ją i szeptem powiedział. Przymocował go do dwóch długich palików zakończonych rozwidleniami. Całkowicie pochłonęło mnie to zajęcie. Mrugaj i nie koncentruj na niej wzroku. co zobaczę. że poszukuje właściwego kierunku. że to idealne miejsce dla człowieka. Budowla ta wyglądała jak wysoki stół o trzech nogach.Miałem uczucie. – To znów kwestia osobistej mocy. ile tylko dam radę wnieść na półkę. Podobna do balkonu formacja otwierała się na południe. Z początku . Ostrzegł mnie. W końcu obrócił się w prawo. Wyglądała jak kopuła umieszczona na szczycie kamiennej wieży. żebym niezależnie od tego. że nie rejestrowałem upływu czasu. a później jedną jego ścianą wspięliśmy się na mały płaskowyż na stromym zboczu olbrzymiej góry. podpierając się piętami i rękami. Zauważyłem. Tylko on może mówić bezkarnie. że odbieram je jako pewien nacisk na górną część klatki piersiowej. – Jestem taki młody. Jeszcze jeden palik takiej samej długości przywiązany do dachu podpierał go po przeciwnej stronie muru. W pewnym momencie poczułem. tak jak on to zrobił. W ciągu godziny na wschodnim krańcu półki wybudował mur grubości jednej stopy. od razu staniesz się tłustym. aby dostać się do występu skalnego. że powinienem zająć się pisaniem i robić to w taki sposób. twoje ciało jest w stanie dokonać niewiarygodnych wyczynów. Kazał mi zgromadzić tyle kamieni. a później próbowałem wbiec zboczem góry. Don Juan usiadł pod nim ze skrzyżowanymi nogami. ponieważ jest to bardzo bezpieczne miejsce – za płytkie na kryjówkę dla pum i innych drapieżników. jakbym siedział przy biurku i nie miał żadnych innych zmartwień. W końcu musiałem się poruszać po skale na własnym siedzeniu. czy mam robić coś szczególnego. prawie na jej szczycie. Postępując zgodnie z jego instrukcjami. – Ale nie patrz na nią otwarcie. Zaczęło się ściemniać. Kiedy zauważysz zielony punkt na wale mgły. całkiem zwyczajnie. że on również żuje suche mięso. Zapytałem don Juana żartobliwie. płytką jaskinię znajdującą się w pobliżu wierzchołka góry. Wplótł w niego i przykazał zebrane wiązki gałęzi i w ten sposób zbudował dach. na oskrzela. Minęło chyba z pół godziny. Ostatnie kilka jardów całkowicie mnie wyczerpało. Uznał. Widok był wspaniały.

jeden po drugim odrzucił na bok. nie widziałem niczego. a ja pozbawiony oparcia upadłem. Moje ciało bez cienia wątpliwości czuło. że widzę zieleń krzewów prześwitującą przez mgłę. aż będziesz widział. Wejście wyglądało. oniemiały. jakby most był rzeczywiście zbudowany ze stałego materiału. Chciałem zapytać. opierając się o don Juana. jakby było wyciosane u dołu głazu. cienki jej pasek wyglądający jak wątła budowla pozbawiona podparcia. Była niezwykle długa. Wywołało to bardzo nieprzyjemne wrażenie. Wskazałem go don Juanowi. Zobaczyłem don Juana stojącego po mojej lewej stronie. W pewnym momencie zatrzymał się i pozwolił mi usiąść. podobnej do kopuły górze i jeśli ruszę się chociażby na cal w prawo. że nie powinienem mówić. jakbym był ślepy. Byłem absolutnie przekonany. Trzymałem się jego ramienia. że okropnie swędzą mnie oczy. Zrobił zeza i przypatrzył się mu. Don Juan nie przestawał mną potrząsać. Natychmiast zrobiło się tak ciemno. najpierw spostrzegłem fragment mgły nakładający się na jej wał. byłem w stanie odkryć rozmyty zielonkawy kształt. Nasza jaskinia była wystarczająco duża. Zacząłem dłonią badać najbliższe otoczenie. że muszę być absolutnie cicho. Kiedy patrzyłem na to miejsce wprost. Nie odważyłem się puścić jego ręki. jakby był trwałą materią. ponieważ moje ciało bezwiednie przechylało się w prawo. który wyglądał. że siedzę na nagiej. solidna i wąska. ale obrzucił mnie groźnym spojrzeniem jakby upominając. Nie wiadomo dlaczego miałem odczucie. – Patrz. zwisał akurat nad tym miejscem. że rzeczywiście niegłupio zrobiłem. jak nachyla się nade mną i szepcze. wczołgując się do jaskini. Nie mogłem pojąć. Szepnął mi do ucha: – Wypij trochę wody i pozuj suchego mięsa. Poczułem. aby dwie czy trzy osoby mogły w niej usiąść. Don Juan kazał mi wejść do środka. Tak więc. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Nagła błyskawica rozświetliła całą okolicę. a później. aby przez nią przejść. ale moje ciało miało inne zdanie i don Juan musiał mnie ciągnąć w tej całkowitej ciemności. Znowu zacząłem się wpatrywać. Mój rozum ufał don Juanowi i zgodnie ze zdrowym rozsądkiem chciałem iść. przepływającą ponad mostem i nie dotykającą go. Czułem. jak paraliżująca może być mgła w nocy. Wrzucił go w krzewy. W ich świetle zobaczyłem don Juana siedzącego ze skrzyżowanymi nogami po mojej lewej stronie. W pewnej chwili miraż stał się tak doskonały. wielkie drzewa i jaskinię kilka stóp za nim. Nigdy nie uświadamiałem sobie. wyglądała na wystarczająco szeroką. spadnę w przepaść. nie mrugając. Wyglądało to tak. Kontakt z ziemią przywrócił mi poczucie równowagi. Woda była tak zimna. most łączący górujący szczyt z wałem mgły przede mną. albo most obniżył się do Mojego. Kiedy wzrok mi się znowu zmęczył i zrobiłem zeza. jak don Juan może iść. Leżałem na płaskim gruncie. I wtedy albo ja Podniosłem się do jego poziomu. Trzy błyskawice nastąpiły szybko jedna po drugiej. Wpatrywałem się w most. że siedzę na nachylonym zboczu. – Skoncentruj wzrok na tym punkcie – szepnął mi do ucha. Mały strzęp mgły. jakbym szedł nad krawędzią przepaści. Nie możemy tutaj zostać. Don Juan w pośpiechu dał mi trochę wody do picia. pomiędzy nimi. W zagłębienie dłoni nalał trochę wody z tykwy i spryskał mi nią twarz. a później wylał mi kilka kropli na uszy i szyję. aby utrzymać je w pionie. Don Juan słuchał uważnie przez chwilę. jakby ktoś rozwiesił kurtynę przed naszymi oczami. Mgła wyglądała jak nie dająca się przeniknąć bariera. Widać doskonale znał cały ten teren. że mam gorączkę. Chociaż nie miała poręczy. Nagle on odsunął się ode mnie. Posłyszałem bardzo głośny i straszny krzyk ptaka. Jednak kiedy nie skupiałem na nim wzroku. a wszystkie kamienie. ponieważ gdybym . Nagle zobaczyłem prostą belkę znajdującą się Przede mną. jak podskakuje mi głowa i zwróciłem uwagę. dopóki znów nie otworzyłem oczu. opierając się o skałę. że jej krople odczuwałem jak rany na skórze. próbowałem pochylać się najbardziej jak mogłem w lewo. po czym nogą rozbił mur i strącił dach. Don Juan energicznie potrząsał moim ramieniem. Przez chwilę myślałem. Wydało mi się. Zeszliśmy ze skalnej półki i skierowaliśmy się na wschód. Zupełnie nieświadomie zacząłem je pocierać. że widzę przeźroczystą mgłę zdmuchniętą na dół ze szczytu góry. że byłem w stanie odróżnić cień pod samym mostem kontrastujący z jego jasnym bokiem koloru piaskowca.wydawało mi się. Rozpoznałem suche liście i gałązki. Towarzyszył jej niezwykle głośny grzmot. Wczołgałem się tam i siadłem. Czułem. co powinienem zobaczyć. To nie był krzyk ptaka. gdzie zauważyłem zielony kolor.

że mgła i błyskawice są ze sobą w zmowie i że powinienem kontynuować to wyczerpujące czuwanie. Wyraźnie rozróżniałem poszczególne elementy terenu. Poczułem go na stopach i wtedy usnąłem. tak że zmokły mi tylko łydki i buty. Don Juan wyszeptał. chociaż były one potężne. które wyglądały zupełnie jak czarna wycinanka nałożona na olśniewająco białe niebo. Otaczały nas bardzo wysokie drzewa. która trwała kilka minut. Elektryczne wyładowania zdawały się przesuwać w prawo. Obudziły mnie krzyki ptaków. Jednak ziemia była sucha. nie byłem już całkowicie zdezorientowany. ciągnącą się aż po horyzont. nad którym przechodziła teraz burza. dochodzi. znajdował się po jej przeciwnej stronie. Znajdowaliśmy się w sosnowym lesie. że gwałtownie zacząłem poszukiwać jakiegoś wytłumaczenia. W świetle błyskawic mogłem się zorientować. Don Juan szepnął mi. Zobaczyłem też na jej szczycie drzewa. z którego. Obszar. Nie mogłem uwierzyć w to. na poziomie gruntu jej Warstwa była cieńsza. ale światła było tyle. szczegóły. Przeżyłem chwilę niezwykłego zamętu. która pozostawała zupełnie niewidoczna. Jednak tak dokładnie oświetlały cały teren. Na wprost przed sobą zauważyłem ścieżkę. ale bezpośrednio przede mną. biaława substancja zwisająca pomiędzy drzewami. Stałem na płaskim terenie pomiędzy dwoma pagórkami porośniętymi roślinnością. Spostrzegłem ciemne zarysy pni olbrzymich drzew na tle mętnej. Zaczął wiać stały wiatr i posłyszałem szelest liści na wielkich drzewach z lewej strony. Bezpośrednio przede mną. że prowadzi na równinę pozbawioną drzew. że prawdopodobnie wystarczająco już się naobserwowałem i że teraz powinienem skoncentrować uwagę na samych grzmotach. ale pod jakimiś wielkimi krzewami. Nie rosła na niej żadna roślinność. Wtedy zaczęło padać. Spostrzegłem nawet cumulusy ponad górami. Mgła wokół nas całkowicie ustąpiła. sparaliżował mnie. Każdy błysk coraz bardziej uwidaczniał. Nastąpiła salwa błyskawic. w którym się znajdowałem. Opierałem się o skałę tak mocno. wcześniej już zaobserwowane przeze mnie. mógłbym przysiąc. uświadomiłem sobie. Wydawało mi się. Nie było go. Wydawało mi się. Moje lęki i brak pewności siebie zniknęły od razu. że patrzę w dół ciemnej doliny. Wydawało mi się. a rondo kapelusza przemokło i lała się woda z niego. na którym zarysowała się jej wielka masa. nie budząc. że gdybym wcześniej nie widział tego miejsca. uderzyłbym głową o skałę. W następnym błysku zobaczyłem odległą górę właśnie z tej strony. zamrażała światło elektrycznego wyładowania i równomiernie je rozpraszała. Siedziałem z kolanami podciągniętymi pod piersi. zacząłem odróżniać zarysy większych roślin. a ja. Burza odeszła już zbyt daleko. tam gdzie spałem. gdy tylko odpowiednia ilość światła podniosła ciężką kurtynę ciemności. ponieważ jestem zaangażowany w bitwę mocy. Mgła podnosiła się. Don Juan dodał. że jesteśmy pośród sekwoi. czy nie zostawił mnie samego. jak tylko mogłem. W tym momencie zdumiewający blask błyskawicy wydobył całą fantastykę i niesamowitość scenerii. aby ustalić. tam. aby je dobrze oświetlić. Wstałem. Deszcz był ciepły. don Juan mógł. Wcale nie byłem w jaskini. Brak zgodności Pomiędzy dwoma wersjami rzeczywistości sprawił. gdzie widziałem ścieżkę. gdzie siedział don Juan. co widzę. że po prawej stronie znajdował się łańcuch gór. jak biały filtr. Rozejrzałem się wkoło za don Juanem. Nie było żadnych drzew po lewej ani doliny po prawej. że przestałem odróżniać pojedyncze błyskawice. że do tej pory zupełnie nie zwracałem uwagi na grzmoty. Kapelusz dobrze mi służył za osłonę. Światło stanowiło tło. przyzwyczajony już do jednolitej czerni. tak samo obok. Miałem mokre nogi. jak gęsty w rzeczywistości jest ten wał mgły. Błyskało tak często. Mgła. Błyskawice i grzmoty jednak nie ustawały i nagle mgła z prawej strony rozproszyła się i zobaczyłem niebo. że poczułem się dużo lepiej. znajdował się gigantyczny krzew. Tak niezwykle wysokie. że grzmoty zawsze dochodzą z prawej strony. przenieść mnie na plecach w zupełnie inne miejsce. jasnoszarej masy mgły. ale teraz szok spowodowany zmianą otoczenia. natomiast las był tylko po lewej. Zwykle zacząłbym się zastanawiać. Wyglądała jak gęsta. jak mi się wydaje.wchodził. że powinienem podążać za dźwiękiem i patrzeć w kierunku. Wydawało mi się zupełnie prawdopodobne. Ku swemu zdumieniu. że ponieważ spałem tak głęboko. Tak więc nawet podczas długich przerw pomiędzy błyskami. Skończyły się już salwy błyskawic i grzmotów i tylko sporadycznie pojawiały się błyski intensywnego światła i towarzyszące im odgłosy. Padało przez długi czas. .

Ale nie możesz jej wykonać. siedział na gładkiej skale. ale on tylko kręcił głową. Możesz też włożyć kapelusz albo mnisi kaptur i iść spać. Nie uśmiechał się już. abym zabrał tykwy i przyszedł do niego. bombardując mnie słowami. – Zakładanie jej to taka sztuczka. Na początku było to względnie łatwe. Mogę zawołać go dopiero wtedy. Nie wiedziałem. co się stało. aby patrzeć na swoje ręce. że wizja przepaski na głowę nie musi pojawić się tylko podczas śnienia. dopóki nie pojawi ci się jej wizja podczas śnienia. powiedział. Kiedy skończyłem swoje sprawozdanie. popatrzył na mnie i powiedział: – Okropnie wyglądasz. a później dodał. Jego uśmiech był tak figlarny. kiedy na głowę wkłada się obiekt mocy. improwizując. nie przerywając mi. – Siadaj – rozkazał. Powiedział. Don Juan. jak tylko się dało. Otworzył tykwy i wziął sobie trochę jedzenia. – Ale skąd pewność. Polecił mi. Był świadomy mojego nastroju. że idzie poszukać pewnych roślin. a potem opanował mnie strach i wykrzykiwałem jego imię tak głośno. Powiedział. Jadłem i równocześnie robiłem notatki. Podał mi dwa wielkie kawałki mięsa. a ja powinienem dojść do siebie i coś zjeść. a na niebie było tylko kilka chmurek. o komentarz. takich jak obserwowanie lotu ptaków. Don Juan słuchał. jak trudno było mi zaprogramować się. Nie chciałem nic mówić. trzy czy cztery razy. o które chciałem zapytać. Albo może też przypominać ciasno przylegającą czapkę. Rozumiesz. Don Juan kazał mi usiąść na płaskiej płycie skalnej. jak tylko potrafiłem. ale te przedmioty wywołają tylko intensywne sny. Nie miałem w ogóle żadnego problemu z przypomnieniem sobie. Może chcesz iść w krzaki? Zachichotał. że i ja się w końcu uśmiechnąłem. Automatycznie usiadłem. przystąpił do wyjaśniania mi. umożliwiający mu dokonywanie właściwych interpretacji. Nie mogę ci jej dać. Po krótkiej przerwie od niechcenia zapytał: – Jak tam z twoim śnieniem? Wyjaśniłem mu. a później. o co mi chodzi? Opaska powinna być zrobiona według specjalnej wizji. Muszę z tym skończyć. Nie mógł jednak zachować poważnego wyrazu twarzy i kilkakrotnie wybuchał śmiechem. opisałem każdy szczegół mojej całonocnej halucynacji. Don Juan przez chwilę zachowywał milczenie. że jedynym sposobem zrelaksowania się jest pisanie. Tak dokładnie. – Musisz do snu wkładać opaskę na głowę – powiedział. że muszę na nie patrzeć.Kilkakrotnie go zawołałem. Poczułem. ale natychmiast się uspokajał. Było tyle spraw. Śnienie staje się łatwiejsze. – Myśliwy polujący na moc obserwuje wszystko kontynuował. – Każda rzecz może mu wyjawić pewną tajemnicę. Poprosiłem go. że być może don Juan posiada jakiś specjalny sposób. Moje ubranie rzeczywiście było mokre. Ale podniecenie spowszedniało i w niektóre noce wcale nie byłem w stanie tego zrobić. Odpowiedział z miejsca w pobliżu szczytu góry. że on wie. Wiał ożywczy wiatr. że ma ona moc i że po chwili odzyskam siły. Musi też mieć poprzeczny pasek dokładnie przylegający do głowy. bo zaśmiał się z wielką rozkoszą. być może z powodu nowości. Wyłonił się zza krzewów. że powinienem zdjąć ubranie i wyżąć je. Usiadłem w słońcu. aby wyschnąć. że poddając się przygnębieniu. kiedy się uspokoję i odzyskam siły. . Pomyślałem sobie. ponieważ sam musisz ją zrobić. Jego wzrok przewiercał mnie na wylot. ale może też wystąpić w stanach czuwania jako rezultat dowolnych i nie związanych ze sobą wydarzeń. odchodząc. że rzeczy w ogóle wyjawiają jakieś tajemnice? – zapytałem. aby mogło wyschnąć. a nie śnienie. – Jak się czujesz? – zapytał żartobliwie. Po kilku godzinach tej pracy zawołałem don Juana. postąpiłem lekkomyślnie w stosunku do mocy. co się ze mną działo. Nie chciałem tracić czasu na żadne zagrywki. bo w przeciwnym przypadku moc zwróci się przeciwko nam obydwu i nigdy żywi nie opuścimy tych odludnych wzgórz. Wciąż byłem przygnębiony. od czego zacząć. Słońce wspaniale świeciło. Kiedy tam dotarłem. Natychmiast zdałem sobie sprawę. jakby cała sprawa była dla niego niepojęta. Wypaplałem wszystko o tym. ruchu wody czy chmur.

Zależałoby to od mocy. Zaśmiał się. począwszy od pierwszego dnia. Ani ty. musi się żyć z mocą. ponieważ nie było rzeczywiste. Ale ta mgła zeszłej nocy była prawdziwa. Ja w tamtym czasie nienawidziłem ludzi. zapewniając go. Jak ci już wcześniej mówiłem. ani żadnym kawałem. Z kolei twoja bitwa mocy była przyjemna. nie zważając na nic. To dlatego.– Jedynym sposobem uzyskania pewności jest stosowanie instrukcji. Powiedziałem ci jednak. tutaj przed nami. to gdzie są teraz? – Są tutaj. Uśmiechnął się życzliwie. Jesteśmy niezwykle tajemniczymi stworzeniami. a w końcu błagałem go. żeby mieć taką bitwę. ciemność. grzmot i deszcz stanowiły elementy wielkiej bitwy mocy. jeśli nie złapałbym cię za rękę. Gdybym cię nie ochraniał. Przezwyciężyłem swoją nienawiść. nawet trącił mnie lekko w ramię. który cię szukał. Mógłbyś przejść przez most na drugą stronę albo spaść i zabić się. – Co widziałeś. że nie jestem podobny do ciebie. że wrócił mu pogodny nastrój. wszedłbyś na ten most. a jednocześnie pozostaje pod twoimi rozkazami. don Juanie? – Nie. nie było ani żartem. Nie wyczerpała cię. abyś zjadł mięso. aby powiedział mi prawdę. – Zjedz swoje suszone mięso – nalegał. Wojownik dałby wszystko. Nie zjadłeś go dużo. Taka jest natura mocy. I nie ma z czego się śmiać. ponieważ wiem. – A co jest rzeczywiste? – bardzo spokojnie zapytał don Juan. nigdy. – To. – Ale taki sam był most. na przykład. widziałem tylko moc. gdybyś mnie nie ochraniał? – Ponieważ nie masz wystarczająco dużo mocy. że zgubiłbyś drogę. – Co by się stało. nie tak dawno. Nie wiem dlaczego akurat mostem. abyś wysuszył jego mięso. Mgła. Dwie rzeczy mogły ci się przydarzyć we mgle. Zacząłem je żuć i w tym momencie nagle uświadomiłem sobie. przypochlebiałem się. Nalegałem. na co teraz patrzymy. ale wtedy prawie mnie zniszczyła. Jednak jedno jest pewne. ale to z powodu własnej głupoty. kręcąc głową w geście niedowierzania. że całe to wydarzenie nie mogło być bitwą mocy. który widziałeś zeszłej nocy i las. Zapytałem go co jest w mięsie mocy. Jeśli miałbyś wystarczającą moc. Zatrzymałem cię. – Aby posiadać moc. Upierałem się. Nie prosiłem cię. podobnie jak ty. don Juanie? – Nie. Teraz już więcej tego nie robię. wskazując na wszystko dookoła. wszedłbyś na ten "tost. Ty sam się wykończysz przez te swoje zasrane myśli i wątpliwości. a bez niej most zawaliłby się. Jest to suszone mięso jelenia. Zetknąłeś się z mocą. Dla ciebie. błyskawice. Moje bitwy mocy bardzo się różnią od twojej. którego otrzymałem w darze. ani ja nie wsadzaliśmy niczego do królika. Ponieważ uważasz. że nie jestem zły ani nawet zirytowany. A przedtem także musiałem chronić cię przed wiałem. – Masz zdradliwą skłonność. jest rzeczywiste – powiedziałem. – Czy kiedykolwiek widziałeś most z mgły. lecz nie odpowiedział mi bezpośrednio. – Czy ty sam widziałeś ten most. Ty nie masz wrogów. które ci podaję. tym razem. W mięsie nie ma niczego oprócz mocy. moc stała się mostem. ani przez żadnego innego człowieka. Przez chwilę prawie poczułem ulgę. Folgowałem sobie w tym. czy nie. a może nawet zabiłby cię. Widziałem inne rzeczy. że nie masz umiejętności potrzebnych do używania mocy. Ona może być wszystkim. popychając w przepaść. niezależnie od tego czy chciałbyś. Wydawało mi się. mógłbyś je zawezwać jeszcze raz. dostałeś pewnego królika. To jest twój sposób folgowania sobie. don Juanie? Czy możesz mi powiedzieć? – Podczas swojej pierwszej bitwy mocy widziałem swoich wrogów. – Jeśli były rzeczywiste. Poprzedniej nocy. . Teraz nie możesz tego zrobić. kiedy przyszedłeś do mnie – powiedział. ale dla własnej satysfakcji muszę znaleźć wyjaśnienie zdarzeń poprzedniej nocy. To. Cały czas usiłujesz dla własnej satysfakcji wszystko sobie wytłumaczyć. ona ci rozkazuje. moc zmusiłaby cię do wejścia na most i wtedy pozostawałaby na twoje rozkazy. wiatr doprowadziłby do tego. że suszone mięso może zawierać substancje psychotropowe i stąd wzięły się halucynacje. Jeśli dodał czegoś do mięsa. moje zwidy były całkiem zrozumiałe. i wszystko pozostałe. Ale tak nie jest. Mgła była bez zarzutu w stosunku do ciebie. Istnieją światy ponad światami. – Jesteś całkiem popieprzony – powiedział. Zeszłej nocy. Miałeś szczęście głupca. Nie ma w tobie nienawiści do ludzi. utrzymując cię na nim. że bardzo pomaga ci wątpienie i zrzędzenie. przyjacielu. Moc nie została tam dodana ani przeze mnie. Argumentowałem. co przydarzyło ci się poprzedniej nocy. ale przez samą moc. ponieważ ten czyn wymaga większej mocy niż twoja.

– Nie wysilaj się. A gdy już wiesz. Właściwie nie słuchałem go. że suche mięso było tym. jedną ze sztuk wojownika jest zburzenie świata z powodu jakiejś szczególnej przyczyny. Powiedziałem mu. zgromadziłem wystarczająco dużo mocy i pewnego dnia moja osobista moc sprawiła. Wiem. – Dlaczego powinienem chcieć mocy. zgromadzisz wystarczająco dużo osobistej mocy. jakie ty masz. a kiedy moc wojownika wygasa. Nauczyłem cię już prawie wszystkiego. jakie mają znaczenie. jakby czytał w moich myślach. kiedy wbrew sobie będziesz żył jak wojownik. Krajobrazy. Aby ją uzyskać i jej rozkazywać. Ja też jej nie chciałem. Prawdziwa bitwa nastąpi wtedy. którego nie możesz dzielić z nikim innym. – Nie mogę ci tego powiedzieć. Tylko ty się dowiesz. i nigdy nie wykonywałem wskazówek. te krajobrazy mają przeogromne znaczenie. dla którego miałbym jej chcieć. co spowodowało moje halucynacje. Jednak. aby widzieć i zatrzymać świat. co wydarzyło się ostatniej nocy. jaką ma mi dać odpowiedź. i o to właśnie chodzi. na początku sam musisz ją mieć. było tylko początkiem. Nie mogłem znaleźć powodu. Co jest po drugiej stronie? Tylko ty możesz to wiedzieć.Jesteś z nią spokrewniony. Po głowie przez cały czas chodziła mi myśl. Można ją jednak po trochu gromadzić. – Czy możesz mi powiedzieć. żeby to zrozumieć. po prostu go dosięga. uświadamiasz sobie także powód. Wtedy można znaleźć tylko śmierć. pomimo mojej głupoty. jak trudno jest żyć jak wojownik. abyś od dzisiejszego dnia sam nie wchodził we mgłę. Naprawdę świat jest nieskończony. Będzie ci się ukazywał wielokrotnie. Miałem wszystkie wątpliwości. bez żadnej mocy jest głupie. kiedy przekroczysz most. było początkiem bitwy mocy. – Czym jest bitwa mocy? – To. trzeba mieć wystarczającą moc. jak wygląda zatrzymanie świata. Don Juan milczał przez pewien czas. To na co patrzysz. aby móc żyć. aby przekroczyć ten most. potyczką. Ale to. Zaśmiał się i lekko dotknął mojej głowy – Jesteś naprawdę szalony – powiedział. aby odpowiedzieć sobie na to pytanie. aby wyruszyć w świat i samemu zacząć gromadzić moc. Ty nie znasz świata mocy i dlatego nie potrafisz zrobić z niego czegoś znajomego. aż będziesz jej miał tyle. co wydarzyło się zeszłej nocy. Potrzeba zbyt dużo mocy. aż pewnego dnia będziesz musiał przez niego przejść. To po prostu się wydarza. don Juanie? – Jestem taki jak ty. don Juanie? – Nie. że nie mogę ci przeciwstawić żadnego argumentu – powiedziałem. Tak więc. czego cię nauczyłem. dopóki nie będziesz wiedział. Pewnego dnia. w rzeczywistości chcesz sprawić. ale nie musi. w świecie. – Wiesz. co robić. – Ale wszystko jest w porządku. Po to. Sprawiało mi przyjemność folgowanie sobie w takim myśleniu. że ich nie wykonuję. aby świat stał się znajomy. że nie potrafisz . – Co się dzieje. Gdybyś stosował się do moich zaleceń i wykonał wszystko. tylko dlatego. że mój świat runął. próbując wszystko sobie wytłumaczyć – powiedział. Wystarczająco dużo mocy. który nazywasz rzeczywistym. Widzisz. co nieznane. Moc to bardzo dziwna sprawa. Od tej chwili ten most już w niej pozostanie. to miejsca mocy. aby podróżować tymi nieznanymi ścieżkami i mostami. Poważnie radzę ci. Zastanawiał się. że obydwaj go znamy. które otrzymywałem. że być może najbardziej by mi pomógł. Dlatego podróżowanie po tym. co musi wiedzieć wojownik. kiedy usiłujesz sobie to wszystko wytłumaczyć. co jest na końcu ścieżki biegnącej przez las. – Ale jednak mój intelekt nie może tego zaakceptować. albo wydawało mi się. Pewnego dnia staną się dla ciebie jasne. miałbyś wystarczającą moc. – Ale dlaczego ktoś ma chcieć zatrzymać świat? – Nikt tego nie chce. kiedy nie ma się wystarczającej mocy? – Śmierć zawsze czeka. które widziałeś. gdyby podał mi konkretny powód takiego działania. nie jest wszystkim. Te krajobrazy stanowią część twojego osobistego podboju. To wszystko może ci się wydarzyć. Jednak zdaję sobie sprawę. Ty i ja jesteśmy tutaj. dla którego to robisz. a później odbudowanie go po to. Ofiarowała ci zdumiewający most. – Świat jest tajemnicą. aby wytrzymać bitwę mocy.

jakby nic niezwykłego się nie działo. Szepnął mi do ucha. Don Juan podniósł kapelusz i zaniepokojony spojrzał na mnie. A więc uspokój się i nie narób w portki. co robię. Wstałem i zacząłem nerwowo chodzić w kółko. jak wysoko sięga wał mgły. że powinienem postępować tak. jakby mój wzrok. który nie potrafi być wdzięczny za to. aż mgła zgromadzi się na szczycie góry. Kiedy patrzyłem w górę. że aby w końcu dawać sobie radę samemu w świecie mocy. opanowała już nizinę-Po lewej widok był jeszcze klarowny. ale nie mogłem się skoncentrować. jakby syczała mi do uszu.tego zrobić. mógł szacować jej grubość. Pisałem bez przerwy przez kilka godzin. Wstrząs był na tyle silny. – Takie więzy zakotwiczają człowieka w miejscu mocy. popychał mgłę na nizinę. gdy mgła schodząca ze szczytu góry znalazła się jakieś sto jardów od nas. – Jak mam czekać na tą mgłę? – zapytałem. On będzie . – Co mam robić? – Pisz! – powiedział spod kapelusza. Nie powinienem zamykać oczu ani odwracać się. jak tylko potrafię. jeśli będzie trzeba. czasem nawet na całe życie – powiedział. że muszę zacząć biec w dół wzgórza tak szybko. Położył się. aby tego nie zrobić. Zapomniałem nakręcić zegarek. Zapytałem go. czy nie mógłby mi tego powiedzieć. Cisza w tych górach była czymś wspaniałym. że aż stoczył się ze skalnej płyty w krzewy. Wydawało mi się. reagując tak irracjonalnie. Ja rozglądnąłem się wkoło. chwycił za ramiona i potrząsnął. Don Juan wyszeptał. że oddziałuje na moje powieki. że w każdej chwili mogę upaść na ziemię. Czułem. W tym momencie przyskoczył do mnie don Juan. Wstał. Znalazł schronienie u stóp skał. Łagodny wiatr niosący mgłę sprawiał. Wyglądało to tak. nie zmieniając pozycji. Wiem bardzo dobrze. – Wojownik nigdy nie odwraca się plecami do mocy jak zarozumialec. miałem wrażenie. że muszę stać w bezruchu taro. jakby chcąc nas otoczyć. przebijając się przez nią. gdzie stoję. posiadają możliwość wsysania ludzi. trzeba walczyć przez całe życie. że bitwa mocy jeszcze się nie skończyła i muszę nauczyć swojego ducha bycia niewzruszonym. jak to. Powiedział. nie może zdradzać moich uczuć. Don Juan spojrzał w niebo i na góry. a później musisz sam stanąć na tej płycie i podziękować jej za uprzejmość. że wiatr wiejący z prawej. Powąchałem mgłę – Jej zapach był mieszanką czegoś ostrego i aromatycznego. A potem otuliła mnie. którzy są rozproszeni. Podniosłem brodę i wyciągnąłem szyję. aby ci pomóc. Don Juan ponownie zasnął i obudził się dopiero wtedy. Było mi zimno. – Nie możesz opuścić tych bezludnych gór. Wstał i uważnie się rozejrzał. nie wyrażać podziękowania – powiedział stanowczym tonem. Wydawało mi się jednak. jeśli nie chcę zostać pochłonięty przez te góry. Swędziało mnie w gardle i chciałem zakaszleć. Zostanę w pobliżu. Perspektywa samotnego przebywania we mgle dziwnie mnie przeraziła. podkładając ręce pod głowę i zakrywając twarz kapeluszem. Nic. ale równocześnie przerażającym. która godzina. Oczy zaczynały mi się zamykać i nie mogłem przezwyciężyć pragnienia zaśnięcia. Mgła. że widzę. Dopiero wtedy będziemy mogli ruszyć w kierunku niziny. schodząc z gór po prawej stronie. i dlatego muszę być cierpliwy w stosunku do ciebie. Próbowałem pisać. Powiedział. – A to nie jest miejsce dla ciebie. że miałem wrażenie. Wielkie jej płaty schodziły w dół zbocza jak twarde bryły białawej materii staczającej się na mnie. – Jest wcześnie – powiedział. Czułem się jak idiota. a wtedy dostał takiego ataku śmiechu. – Ale miej oczy otwarte i nie odwracaj się do niej plecami. Słońce znajdowało się już na zachodzie i deszczowe chmury szybko zbierały się nad górami. aby przywrócić mi przytomność. – Siadaj! – rozkazał. co trzymał. Niech przyjdzie i cię otuli. Wtedy nawiązuje się dziwne i szkodliwe związki z danym miejscem. kilka kroków za mną. Nie znalazłeś go sam. przeciągnął się i ziewnął. dopóki nie zostanę całkowicie otoczony przez mgłę. Jego napomnienia podziałały na mnie jak zaklęcie. ponieważ miejsca mocy. ale nie odważyłem się. Nie wiedziałem. Bardzo mi ciążyły i miałem ochotę zamknąć oczy. Usiadł i zrobił ręką ponaglający gest. – Musimy poczekać.

możemy nigdy nie wydostać się z tej mgły. króliku. – To jest to – głośno powiedział. Nie byłem pewny. ponieważ nie chce być uderzony przez skały. gdyż jest to Woja bitwa mocy. że ja prowadzę. biegnij! – krzyknął don Juan i popchnął mnie łagodnie. aby bezpiecznie wyprowadzić nas stąd. – Jeśli nie będziesz miał nastroju wojownika. czy potrafię znaleźć drogę wiodącą do domu. – Biegnij. . Powiedział.biegł za mną. Muszę mieć jasny umysł i poddać się. które mogę potrącić. Wahałem się przez moment.

ale ziemia była ubita. Przez około sto metrów posuwaliśmy się z możliwie najmniejszą prędkością. gdzie będziemy szukać mocy. – Po co? – Aby upewnić się. – Dokąd idziemy? – zapytałem. 28 stycznia 1962 Około dziesiątej rano don Juan wrócił do domu. że mi się nie uda. Kazał mi jednak jechać dalej. – Omen się pojawi. Podał mi siatkę z tykwami. Powiedział. gdzie jesteśmy. Jechałem z wielkim strachem. Desperacko wysilałem wzrok. – Wybieramy się na przechadzkę w całkowitej ciemności. a szybę pokrywały rozbite owady i kurz. by być dalej tak głupim. będzie dalej ze mną rozmawiał i opowie mi o swojej wiedzy. Powinienem zamknąć samochód. Gdy tylko wyszedłem z samochodu. co robimy. która osłoni go od strony drogi. W światłach reflektorów chciałem zbadać otoczenie. że muszę się zatrzymać. Stwierdził. Ostatnia próba wojownika Niedziela. Wyszedł o świcie.13. nie jest testem. że powinienem iść jeden krok za nim i jeśli tylko będę mógł. związał je razem cienką linką i wręczył mi. że to. rycząc ze śmiechu. Jeśli się nie pojawi. że byłem roztargniony i wszystko koloryzowałem. że nie mamy czasu do stracenia. co się wydarzy. nawet jeśli miałbym wlec się dwie mile na godzinę z głową wystawioną na zewnątrz przez boczne okno. zacząłem widzieć całkiem nieźle. Zaśmiał się i łagodnie poklepał mnie po plecach. Skądś wiedziałem. czy ma to być jakiś rodzaj testu i czy jeśli go obleję. Głośno powiedział. Do dwóch siatek wsadził dwie tykwy wypełnione jedzeniem. Mam więcej mocy niż ty. stawiać stopy na jego śladach. aż moje oczy przywykną do ciemności. podał mi rękę i ceremonialnie się ze mną przywitał. że się zagrzebiemy. abyśmy mogli wyruszyć w drogę. – Omen się nie pojawi – powiedziałem żartobliwie. Uznał swoje stwierdzenie za zabawne. Łagodnym. jak tylko zechcę. będzie to znaczyło. dopóki nie dojedziemy na miejsce. . obawiałem się. Przywitałem się z nim. że nie możemy się zatrzymać. Leniwie jechaliśmy na północ jakieś czterysta mil. która spowodowała. Powiedział. chcąc dostrzec drogę. Było tak ciemno. żeby umyć szybę. ponieważ nie miałem pojęcia. Czekamy na omen. że nawet długie światła na niewiele się zdały. Powiedział. Ale don Juan je wyłączył. Zacząłem obchodzić go wkoło. Powiedziałem don Juanowi. – Zawieziesz nas w wyjątkowe miejsce. ze jednak niezależnie od tego. – Już ty się nie martw – odparował. idziemy do pewnego miejsca – powiedział. Nieprzenikniona ciemność i gęsty kurz sprawiały. Mam trochę mocy. – Wiem to. przestałem cokolwiek widzieć przed sobą. Zapytałem go. Ale oczy nie stanowiły dla mnie problemu. ale było zbyt ciemno. Klepnął się po udach i klasnął w ręce. W końcu don Juan pozwolił mi stanąć. Wiem to. Zachichotał i błaznując. Słuchał. że zaparkowałem samochód akurat za wielką skałą. Wolny na tyle. Za to ogarnęła mnie dziwna nerwowość. że potknąłem się i o mało co ich nie upuściłem. a później zjechaliśmy z autostrady na żwirową drogę prowadzącą na zachód. – Idziemy na małą przechadzkę – powiedział. pozostanie moim przyjacielem i będzie ze mną rozmawiał. W pewnym momencie kazał mi skręcić w prawo. nie przerywając mi. Miałem uchylone drzwi. Kiedy tak jechaliśmy. stanowczym tonem don Juan kazał mi usiąść i poczekać. że nie udało mi się polowanie na moc i wtedy będę wolny od wszelkich obowiązków. Przywiązał mi do pleców siatkę i powiedział. Przez kilka godzin mój samochód był chyba jedyny na tej drodze. że jesteś w stanie kontynuować polowanie na moc.

powiedział bardzo cicho. tylko na ziemię. jakbym właśnie robił krok przed siebie. Teraz dostrzegałem jego stopy i ślady. który badał mnie dokładnie wzrokiem. Szliśmy tak wiele godzin. jak tylko wymierzaniem odpowiednich kroków. że muszę iść dokładnie po jego śladach. Don Juan powiedział. była pierwsza. że mówi poważnie. Oczywiście miał rację. że idę. ale stanowczo. ale jeśli dalej będę potykał się o niego. jakbym szedł w powietrzu i unosiła mnie jakaś siła. że prawdopodobnie moja rodzina należała do tego typu farmerów. którzy nie zdejmują butów nawet wtedy. które narzucił don Juan. że jeśli chcę odzyskać siły. że widzę przed sobą don Juana. że jeśli będę szedł po jego śladach. Don Juan obrócił mnie. Moje ciało powoli się rozluźniało i ból łagodniał. że skończył się twardy grunt i weszliśmy na miękki piasek. – Nie ma czasu na wahanie. Teren znów stał się twardy i wydawało mi się. ciągnąc mnie za rękę. że jeśli muszę iść w krzaki. Przez jakieś trzydzieści metrów utrzymywałem tempo i szedłem dokładnie po jego śladach. tam gdzie on stawia stopy. Nagle uświadomiłem sobie. Stopy don Juana zagłębiały się w nim i pozostawiały wyraźne ślady. jaką poczułem. przejdzie na mnie. Moja koncentracja była tak pełna. kiedy stanąłem na jego stopie swoim wielkim buciorem. zanim don Juan się zatrzymał. Spojrzałem w górę na don Juana. było tak wielkie. wcześniej ostrzegł mnie o swym zamiarze. a siła bezwładności poniosła mnie jeszcze jakieś dwadzieścia metrów dalej. a napięcie. ponieważ zaraz będziemy mieli do Przejścia niezły kawał drogi bez żadnej przerwy. która spływa z niego podczas chodzenia. Powiedział. z jakim obserwowałem każdy jego krok. moc. jak to robiłem przez pół nocy. tak pochłaniające. to do rana jeden z nas zostanie kaleką. dlatego wszystko się tu liczy. Perspektywa chodzenia po pustyni bez butów niewiarygodnie mnie przestraszyła. – Pustynia wydziela moc – szepnął mi don Juan do ucha. . Po około piętnastominutowej przerwie don Juan znów Ustawił mnie w szeregu i zaczęliśmy marsz. W pewnej chwili niespodziewanie skoczył na bok. Postawił mnie jak żołnierza na baczność. Ruszył bardzo powoli. Spojrzałem na zegarek. Kroczenie za nim nie sprawiało mi żadnych kłopotów. Wyraźnym szeptem powiedział. że w pewnym momencie przestałem czuć. Don Juan skręcał się ze śmiechu i musieliśmy zaczekać. ale abym nie wpadł na niego. Zachichotał i upewnił mnie. aż w końcu upadłem na ziemię. Spojrzałem na zegarek. powinienem położyć się z głową zwróconą na wschód. Zaczęliśmy znowu iść. że nie zamierza odnieść obrażeń z powodu mojej głupoty i braku koncentracji i jeśli jeszcze raz nadepnę na niego. Nie powinienem patrzeć ani do przodu. że nie wolno mi zajmować się niczym innym. ani na boki. że nie zauważyłem stopniowej zmiany światła. moje nogi stały się słabsze i zaczęły drżeć. jak wpadłem na niego. była to bardzo uciążliwa droga. Wyglądało to tak. Następnie popchnął moją prawą nogę do przodu i kazał mi stanąć tak. Tempo. przypominając mi instrukcję. Don Juan podążał w łatwym do utrzymania tempie. Kiedy zwolniłem. Po chwili zauważyłem. było to. Ja nie mogłem złapać tchu i byłem cały mokry od zimnego potu. że nie uszkodziłem mu kostki. Miał rację. Podróżujemy. Powiedział. była jedenasta. Nie wydawał się zmęczony. Don Juan żartował sobie. aby nawiązać kontakt z mocą. Nie stanął nagle. że się wznosi. aż przestanie. Ustawił się przede mną w tej samej pozycji i zaczął iść. co wymagałoby takiej koncentracji. Nigdy wcześniej nie robiłem niczego. leżącego. – Nie mogę iść bez butów – powiedziałem głośno i chrapliwie. Śmiejąc się. Jeszcze raz zapewnił mnie. Nigdy nie chodziłem boso i chodzenie po pustyni bez butów oznaczałoby dla mnie samobójstwo. będę musiał iść boso. zamiast zgadywać. to muszę to zrobić teraz. Szliśmy po względnie twardym gruncie. i wszystko musi być wykonane perfekcyjnie. kiedy idą do łóżka.Bardzo dramatycznym tonem szepnął: – To jest wyprawa po moc. później na moment spojrzałem w bok i następną rzeczą. ani nóg. Nie czułem ani swoich stóp. gdzie mogą być.

Z miejsca. że nie pomyliłem wzgórz. czy jestem w stanie podążać śladem mocy. prawda? – Wydaje mi się. co widziałem. Powiedział mi. tak jakbym szedł i nie patrzył prosto na horyzont. tak aby pierwsze promienie słońca mogły paść na moje ciało na wzgórzu.W końcu miałem tyle siły. że prawie nie zauważalne. co wyglądało jak krawędź lub szczelina w skale. Nogi mi zesztywniały i bolały mnie łydki. aby rozluźnić mięśnie. Teraz przyszła moja kolej. Przykucnąłem i skuliłem się na chwilę. bujny. Prawie już upadałem. – Dlaczego nazywasz to pomyłką? – zapytał. Kiedy zbliżałem się do wierzchołka. jako złudzenie optyczne. moje mięśnie wycierpiały za dużo. jakie są prawdziwe konsekwencje mego niepowodzenia. Powiedział. bo znajdujemy się w magicznym czasie i mamy się przekonać. że widziałem krzew. Później podniosłem się. żeby mi naprawdę pomogły. Kategorycznie kazał mi pozostać w miejscu. Rozejrzałem się wokoło. ale znając don Juana. wysokiego wzgórza. Używałem ich już przedtem. – Krzew jest tam. że widzę coś. ale don Juan skoczył i przytrzymał mnie. abym pobiegł na sąsiednie wzgórze i nazbierał liści z pewnego krzewu. co widziałem wcześniej. że nie potrzebuję swojego diabelskiego zegarka. Chciałem spojrzeć na zegarek. co spodziewałem się zobaczyć. Ledwie mogłem złapać oddech i przewracało mi się w żołądku. Byłem naprawdę wyczerpany i z tego powodu mogłem łatwo uwierzyć. aż poczułem się lepiej. Ale nie mogłem znaleźć krzewu. ale mi nie pozwolił. mogłem . na wskazane wzgórze. ale tutaj nie było niczego. a to. Zacząłem biec w miejscu. aby wstać. Jedyny komentarz don Juana brzmiał: – Szkoda. gdzie wydawało mi się. że tak. a potem natarł nimi nogi. Pomógł mi usiąść. na tamtym wzgórzu. a czego w ogóle nie było. Inne byłoby poza zasięgiem wzroku dla każdego. które widziałem. kiedy don Juan odwołał wszystko. poczułem że ten wysiłek jest chyba dla mnie zbyt wielki. byłem przekonany. Ale tego ranka nie pojawił się żaden. gdzie stałem. Pobiegłem w dół. – Ale go widziałeś. aby zerwać wreszcie liście. Wskazał na wschód i zwrócił mi uwagę na ciężki wał chmur nad horyzontem. a jednak zawsze przynosi pożądane rezultaty. – Przecież nie ma tam żadnego krzewu – powiedziałem. na ile się na tym znałem. ale don Juan zawsze utrzymywał. kto stałby tam. w którym upadłem. Don Juan uśmiechał się życzliwie. co choć trochę mogło przypominać tę szczególną roślinę. W zasięgu wzroku nie było żadnych takich roślin. Wał chmur nie przesunął się i nie zobaczyliśmy słońca wschodzącego nad horyzontem. aby się śmiać. kiedy opisałem mu swoją pomyłkę. nogi drżały mi w niekontrolowany sposób. Jego liście wydawały się bardzo wilgotne. Byliśmy na szczycie wielkiego. a następnie pod górę. gdyby wiatr zdążył rozwiać chmury. Don Juan zachichotał i popatrzył na mnie przez chwilę. Byłem pewny. pewien rodzaj mirażu. zielony krzew. Ból w łydkach zniknął i poczułem falę odprężenia. Nie było absolutnie żadnej roślinności tam. na tyle. Zlustrowałem dokładnie cały teren. wyraźnie było widać wielki. Rozejrzałem się. Nigdy nie poczułem. Bardzo łagodnie odwrócił mnie twarzą na wschód i powiedział. że działanie prawdziwie przyjacielskich roślin jest tak subtelne. abym stał bez ruchu z prawą nogą wysuniętą do przodu. zakrywając ręką mój nadgarstek. Don Juan bardzo łagodnie powiedział mi. Chciałem podejść do czegoś. gdzie don Juan. A jednak to musiało być miejsce. Nie chciałem od razu pytać. aby złagodzić ból. że będzie on postępował zgodnie ze wskazaniami swoich omenów. aż słońce wyjdzie zza czarnych szczytów górskich znajdujących się w pobliżu. Usiłowałem wyjaśnić to. Była to śmiertelnie męcząca pozycja. – A co widzisz teraz na tym samym miejscu? – Nic. – Nie widzę tu żadnej pomyłki – powiedział. Zaprzestałem poszukiwań i wróciłem na pierwsze wzgórze. aby mnie jeszcze podtrzymywać. że dobrym omenem byłoby.

które ci wskażę. w miejscu. tak sprawnie jakby był murarzem. Don Juan pozbierał z niego drobne kamienie i zrobił z nich krąg wielkości mojego ciała. żeby udowodnić mi. Don Juan bardzo spokojnie zaczął schodzić ze wzgórza i dał mi znak. że widzę krzew. jednak w rzeczywistości nie dotykał ziemi gałęziami. Jeśli pozwolisz. – Znajdziesz tam krzew. Rosły razem i wyróżniały się intensywną zielenią i bujnością. Wspięliśmy się razem na sąsiedni pagórek i stanęliśmy dokładnie tam. Wróciliśmy na pierwsze wzgórze. zamiast iść na przełaj i w teatralnej pozie stanął przy krzewie. abym poszedł za nim. don Juan zaprowadził mnie z powrotem na pierwsze wzgórze. Don Juan namówił mnie. wcale na niego nie patrząc.uznać za halucynację. Czułem się zdezorientowany z powodu nowego obrotu. co robi. Wybrałem pewne miejsce. Rozpromieniony pogłaskał mnie po głowie. siedzieliśmy chwilę w kompletnej ciszy. żeby coś . co o tym wszystkim myśleć. Nie potrafił ukryć swego zadowolenia. abym użył techniki patrzenia bez skupiania wzroku i znalazł odpowiednie do spania miejsce na szczycie wzgórza. Nie wiedziałem. Każda pomyłka może być śmiertelna. ale byłem zbyt głodny i zmęczony. Przeszliśmy ze ćwierć mili. Don Juan również zachichotał. Każdy z tych sznurków może nas zabić. Po jedzeniu poczułem się bardzo senny. Szukaliśmy wszędzie podobnego krzewu. Sądziłem. Na nich będzie zawieszone twoje miejsce. że don Juan wybrał taką drogę. Bardzo delikatnie nazrywał świeżych gałęzi z krzaków i zamiótł obszar wewnątrz kręgu. aby się nad tym zastanawiać. Rozmieszczał je w równych odległościach i pomagając sobie kijem. Wykonywał takie ruchy. – To bardzo dziwny omen – powiedział. – W pobliżu muszą rosnąć setki takich krzewów powiedziałem. Przeczesaliśmy cały ten obszar i milę dalej znaleźliśmy jeszcze dwa. – To sznury. zanim natknęliśmy się na następny. nie będzie to żaden dowód. że miałem rację. Don Juan dał mi znak głową. żeby zobaczyć. Przedstawiłem argument. Odliczył osiemnaście kamieni. obchodząc je szerokim łukiem. – A ty umieścisz je w ziemi. Kiedy weszliśmy na wierzchołek. w które rzucę sznur. Nie było żadnego. – Teraz biegnij do stóp wzgórza i czekaj – powiedział. aby wejść na nie z innej strony. – A ja podejdę do krawędzi stoku. Powinieneś być niezwykle ostrożny. skrupulatnie posortował je według wielkości i w jego centrum ułożył z nich dwie kupki po tyle samo sztuk w każdej. jaki przyjęły sprawy. jeśli będzie zbyt luźny. musisz być perfekcyjny. że druga strona wzgórza jest poza zasięgiem mego wzroku i że jeśli nawet znajdzie się tam jakiś krzew. Nie mówiąc ani słowa. Kiedy zajmujesz się mocą. Później pozbierał wszystkie większe kamienie znajdujące się wewnątrz kręgu. Musisz skoncentrować wzrok w tym miejscu. – Co robisz z tych kamieni? – zapytałem. zakopywał je w ziemi. tak samo jak ja to zrobiłem. gdzie wydawało mi się. czy stoisz we właściwym miejscu. idącym jego śladem. – To nie są kamienie – powiedział. iż w okolicy jest bardzo mało takich roślin. – Poczujesz się lepiej po jedzeniu – powiedział. Nie natknęliśmy się już na żadną z nich. Zachichotałem z radości. Odwrócił się i spojrzał na mnie szczególnie przenikliwie. Nie pozwolił mi wejść do środka. Don Juan rozwiązał siatkę z tykwami. Wziął średnie kamienie i wyznaczył nimi obwód koła. wskazując na stos większych kamieni. – Przejdź na drugą stronę tego wzgórza – powiedział. Don Juan z wielką cierpliwością zszedł na drugą stronę wzgórza wraz ze mną. – Co masz zamiar zrobić? – Rzucę ci wszystkie te sznury – powiedział. dlatego nie wolno ci się pomylić. abym poszedł za nim. Staliśmy tam przez chwilę. a później zabrał mnie na dalsze poszukiwania krzewów. Obszedł szczyt dookoła. ale w przeciwnym kierunku. idąc w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara. ale kazał chodzić wkoło i obserwować to. na którym zobaczyłem krzew. Don Juan spojrzał na mnie z poważnym wyrazem twarzy.

ani moja. Był to bardzo dziwny stan. Było to dla mnie całkowicie nowe uczucie. Przedtem nie zauważyłem. że tak. Sen mnie odświeżył. Będziesz polował na moc. twoim ukochanym miejscem. Dzisiejszego ranka widziałeś i to był omen. Na północy i wschodzie rozciągał się łańcuch ciemnobrązowych górskich szczytów. Zachodni. a wzgórze odwdzięczy ci się i zadba o ciebie. Pomyślałem. Czułem go na twarzy i wokół uszu jak łagodną falę ciepłej wody. Usiadłem. Czułem się silny. Zacząłem płakać. a ty chwytać. raz znowu na góry. zupełnie odmienny od tego. Don Juan zaśmiał się i przecząco pokręcił głową. który spadał z góry. co tutaj jest. Chodziło mu o to. którzy po zdobyciu Nowego Świata dzielili ziemię w imię swojego króla. Podczas snu będą mnie ogrzewać zamiast koca. że byłoby łatwiej. Gałęzie utworzyły całkiem miękkie posłanie. Zaśmiałem się i powiedziałem. który rozciągał się na zachód. ale na zachodzie znajdowały się delikatne cirrusy i od czasu do czasu pojawiało się słońce. Wykonanie tego zadania zabrało nam dobrych kilka godzin. niezależnie od tego czy chcesz. a dalej pustynię. na którym natychmiast zasnąłem. że to. ale jednak się pokazał. Chciałem na zawsze pozostać w tym miejscu i pewnie bym został.cię rozproszyło. gdybym po jednym zanosił “sznury" na dół. Widziałem rozległy kres pofałdowany małymi wzgórzami. Czułem się pełen energii i byłem szczęśliwy. na wierzchołek ze skały wulkanicznej i usiedliśmy wygodnie. łagodny wiatr owiewał całe moje ciało. Położyłem się znowu na posłaniu z gałęzi i w dziwny sposób mój niepokój zniknął. niewytłumaczalnej radości. Wspinali się na szczyt wzgórza i rościli sobie . było zwariowanym zajęciem. a ty nie będziesz potrafił odróżnić go od innych kamieni leżących w pobliżu. Na południu w oddali były niskie wzgórza i odległe niebieskie góry. że może zostawił mnie tu samego. Wspięliśmy się na najwyższy punkt na wzgórzu. Pustynia i góry na południu były naprawdę majestatyczne. Kiedy już zamknąłem krąg i wróciłem na szczyt. Odnajdywanie wśród innych kamieni tego. stanie się on zwykłym kamieniem. Ruchem oczu albo brody wskazywał raz na chmury. Wypełniło mnie bardzo radosne podniecenie. Omen był niespodziewany. ale nie ze smutku czy z żalu. czy nie. wydawało mi się. – To miejsce jest twoje. ani twoja. co teraz robimy. Było wietrznie i pochmurno. Musisz dbać o wszystko. wydawało mi się. Dobrze. Podparłem głowę rękami i rozejrzałem się wokół. która obmywała mnie. że wzgórze było tak wysokie. Bardzo spokojnie odbyliśmy przechadzkę wokół wzgórza. czy to wszystko jest moje. Obudziłem się późnym popołudniem. a ja nie znałem drogi do samochodu. tylko z niewysłowionej. robił duże wrażenie. Byłem szczęśliwy. Tutaj wszystko wkoło znajduje się pod twoją opieką. ustępowała i potem znów przychodziła. Za każdym razem don Juan przypominał mi. Widok. Powiedziałem. Nigdzie w zasięgu wzroku nie było don Juana. że moje myśli zostały wyłączone. który towarzyszył mi na co dzień w moim chaotycznym życiu. Tak intensywne skupienie było wyczerpujące. gdyby nie przyszedł don Juan i nie wyciągnął mnie z kręgu. wcale mnie nie ziębiąc. – To są sznury – upierał się. Teraz szczyt wzgórza jest twoim miejscem. żebym wsadził je do spodni i umieścił w okolicach pępka. Don Juan nazbierał małych gałązek i wyłożył nimi mój krąg. że padnę martwy. Wszedłem do kręgu. Nie przeszkadzał mi wiatr ani nie było mi zimno. abym dokładnie obserwował całą okolicę. Nad głową cumulusy zalegały grubą warstwą. oparci plecami o głaz i zwróceni twarzą na południe. Bardzo poważnie odparł. – Ja muszę je rzucać. że to robił. Późnym popołudniem roztaczał się przed nami wspaniały widok. Szliśmy powoli w kompletnej ciszy. abym był uważny i skoncentrowany. – Utrwal sobie to wszystko dobrze w pamięci – szepnął mi don Juan do ucha. Żartobliwie zapytałem. przypomina mi historię z Hiszpanami. Nagle opanował mnie strach. Przypominała mi obrazy z dzieciństwa. Znalazłeś to miejsce dzięki widzeniu. Ta sceneria wzbudzała we mnie uczucie grozy i rozpaczy. – Już wystarczy – powiedział. Ponownie doświadczałem błogiego spokoju. To nie jest ludzka decyzja. Dał mi trochę liści i powiedział.

Nawet nie miałem chęci na myślenie. jakby słońce ogarniało ziemię płomieniem. Przyjmij go. Coś sprawiało. szczególnie na jego szczycie. że o mało co spadłby ze skały. – Cała ta ziemia jest twoja – powiedział. Nigdy dotąd nie miałem takich odczuć w stosunku do mówienia. W pewnej chwili . Niewątpliwie było tu coś niewypowiedzianie przyjemnego dla mnie. tu pewnego dnia zostaną przed tobą odkryte tajemnice. Oddałem się całkowicie kontemplacji tego piękna. który tutaj żyje. ponieważ sam go odkryłeś. – Daję ci całą ziemię. A więc dlaczego ty nie możesz wziąć jej we władanie w ten sam sposób? Próbowałem przejrzeć jego prawdziwe zamiary. Odskoczył ode mnie i kategorycznie zażądał. Don Juan zachichotał i zapytał: – Czemu nie? Czemu nie mógłbym ci dać tej ziemi? – Nie jesteś jej właścicielem – odpowiedziałem. Niewyraźnie przeczuwałem. ale nie przerażało mnie to. dokąd tylko sięgniesz wzrokiem. Jest twój. w którym będziesz gromadził jej zapasy. Było to ciepło miedzi. Światło zachodzącego słońca dawało bogaty. – Cała ta ziemia. nawet najmniejszy i pozornie nieważny. Wydawało mi się. zanim słońce dotknęło koca niskich chmur czy mgły. a jednak podzielili ją i rozdali.prawo do obszaru. ale do zapamiętania. – Każda skała i kamień. jak ciepło ogarnia całe moje ciało. abyś z niego korzystał. nie koncentrując na nim wzroku. – Każdy robak. że kiedy słońce zaczynało znikać. Don Juan wybuchnął takim śmiechem. Jedzenie. Może cię wykorzystać. jest twoja – kontynuował. biegłem coraz szybciej. prawie miedziany blask i całe otoczenie wydawało się zabarwione złocistym odcieniem. Siedzieliśmy w ciszy przez kilka minut. – Nie do wykorzystania. Uśmiech zniknął z jego twarzy. – To dobry pomysł – powiedział. To jest miejsce. abym obserwował każdy szczegół. Właściwie o niczym nie myślałem. Po prostu nie miałem chęci rozmawiać. Tu będziesz spotykał się z mocami. nie przestając się uśmiechać. Odczuwałem czerwony blask na twarzy. Zaśmiałem się głośno. tak samo jak odpoczynek. Polujesz na moc i to jest miejsce. że w jakiś sposób słowa są fałszywe. stanowiło wspaniałe przeżycie. Gdyby nie ten jego zabawny uśmieszek. ale don Juan już był bardzo poważny. Wyjaśnił. Natomiast sam szczyt do końca twojego życia jest po to. Czułem. że powinienem patrzeć na słońce. Czułem jego smak na podniebieniu i ciężar pod powiekami. a ich znaczenie jest trudne do uchwycenia. zapalało ją jak ognisko. – Czemu nie? – zapytał się. którą widzisz. obrócił się. Zeszliśmy ze skały i don Juan zaprowadził mnie do małego. patrząc na mnie. jest twoim przyjacielem. że gwałtowna zmiana nastroju Don Juana nie wróży dla mnie nic dobrego. Ostatnie minuty światła. a ty jego. że naprawdę wierzy. jakby czytał w moich myślach. w którym stałem. poczułem. Wyglądało to tak. zakreślając pełny okrąg. Zrobił zeza. ciągnąc mnie w górę. w pełnym znaczeniu tego słowa. który było stamtąd widać. Don Juan przemówił do mnie prawie szeptem. Wstał i wskazując wyciągniętą ręką. Siedzieliśmy tam i jedliśmy. Zaśmiałem się. Gdy posłuchałem. iż może mi dać ten wierzchołek. można by przysiąc. w pośpiechu zacząłem pytać: – Ale co ja mam zrobić z tym wzgórzem. Teraz to wszystko nie ma dla ciebie sensu. podobnego do kielicha zagłębienia po zachodniej stronie wzgórza. Szczególnie cechy krajobrazu po stronie zachodniej. aż zniknie za horyzontem. znajduje się pod twoją opieką – powtórzył. Niech więc na razie będzie to wzgórze miejscem nonsensu. don Juanie? – Każdy jego szczegół utrwal w pamięci. – Wstawaj! – krzyknął don Juan. do którego będziesz przychodził podczas śnienia. jakby górna część mojej głowy płonęła zimnym ogniem promieniującym miedzianym blaskiem. – No to co? Hiszpanie też nie byli właścicielami. – Przyjmuję go – powiedziałem żartem. były wspaniałe. Daję ci go. Gdy tylko uświadomiłem sobie swój niezwykły nastrój. i krzak na tym wzgórzu. abym zaczął biec w miejscu. Powiedział.

Moje sny korespondowały z porą dnia. gdzie będziesz. dał mi znak. na szczycie tej góry. ponieważ jest to najważniejsze miejsce w twoim życiu. przesiąknięte niezapomnianymi wspomnieniami. Don Juan bardzo mocno uchwycił mnie za prawy przegub. ale nie spalają. – Czy jesteś w tych miejscach we dnie czy w nocy? – zapytał. Jego płomienie przypalają cię. don Juanie? – Teraz nie czas o tym mówić – powiedział ostro. aż nasiąkniesz nim. – To jest miejsce. Ty i ja bardzo różnimy się od siebie. aż szczyt wypełni cię całego. Natomiast umierające słońce właśnie ciebie kąpie w blasku. Zacząłem mieć sny o szczególnych miejscach. kiedy odbywa się śnienie. ażeby tylko móc o tym mówić. gdzie zgromadził swoją osobistą moc. powinieneś wybrać jakiś przedmiot. gdzie zostały mu objawione tajemnice. Właściwie to jasność porannego słońca właśnie szuka mnie. które wygląda odpowiednio do pory. masz na przykład specyficzny krzew. musisz wrócić do swoich rąk. Poznasz. czy potrafię wizualizować wybrane miejsce. gdzie ważne wydarzenia odcisnęły swój ślad. Don Juan przerwał ciszę. aż utkwi ci w pamięci. – Aby ułatwić sobie zadanie. pewnego dnia. ale ucieka od ciebie. umrzesz tutaj. zmieniając pozycję. Skup swoją uwagę na dowolnym przedmiocie. gdzie siedzimy. a później przejść do następnego przedmiotu. kiedy dotknie mocy. że mogę latać. Łatwiej podróżować. do którego chcesz pójść i skoncentrować na nim uwagę – kontynuował. w przyszłości będzie miejscem twojego ostatniego tańca. – Wiedza jest mocą. Znowu wspięliśmy się na wulkaniczną skałę. jeśli możesz skupić się na miejscu mocy. aby przechować ją tutaj. który sobie przypomnisz. A w końcu. w którym był świadkiem cudów. że jestem tak lekki. co jest na tym szczycie. Próbowałem nalegać. który powinieneś obserwować. Ty jesteś bardziej stworzeniem nocy. Być może szkoła. w przeciwnym wypadku pojawiające się wizje mogą być tylko zwyczajnymi snami. zawsze pozostaje w sferze młodego słońca. albo inne rzeczy znajdujące się tutaj. – Tutaj. do której chodzisz. Trzeba dużo czasu. ale on natychmiast zmienił temat. jego duch. w którym umrze. gdzie siedzieliśmy przedtem. W nocy moje wizje danego miejsca również powinny je przedstawiać w nocy. nie musisz tego robić. Ale teraz skup uwagę po kolei na wszystkim. kiedy się pokazuje. Ale jeśli nie chcesz przyjść tutaj. – A później będziesz przychodził tu sam. Jest to miejsce przez niego szczególnie ulubione. który się tam znajduje. czego doświadcza się podczas śnienia. a on usiadł obok mnie. takich jak szkoła i domy przyjaciół. – Co rozumiesz przez mój ostatni taniec. Ja wolę świeżą jasność poranka. don Juanie? – To jest miejsce twojej ostatniej próby – powiedział. że to. po to. i tak dalej. miejsce. który jest . albo podczas śnienia. jakby badając efekt swoich słów. jedynie przypominając sobie ten krzew albo skałę. – Będę musiał wciąż tu z tobą przychodzić – dodał. Poruszyłem się nerwowo. – To był świetny omen – powiedział. Wykorzystaj je. taki jaki jest teraz. musi zgadzać się z porą dnia. miejsce. Omen. Powiedział. w jakiej zwykle bywałem w tych miejscach: w dzień w szkole i wieczorem u przyjaciół. który jest charakterystyczny dla tego miejsca. w jakiej odbywa się śnienie. Jakie to dziwne! – Dlaczego dziwne? – Nigdy jeszcze tego nie widziałem. Wojownik ma obowiązek wracać do swojego ulubionego miejsca za każdym razem. a później znajdź go podczas śnienia. abym spróbował śnienia podczas drzemki w ciągu dnia i sprawdził. Don Juan zasugerował. Zasłaniała nas przed zimnym wiatrem. Każdy wojownik ma swoje miejsce. jest dla ciebie miejscem mocy. Spojrzał na mnie. abym poszedł za nim. Z tego specyficznego przedmiotu. Osunąłem się na ziemię.naprawdę poczułem. – Niezależnie od tego. w którym umrzesz – powiedział łagodnie. kiedy już to się stanie. Po kilku minutach odpoczynku wstał spokojnie i klepiąc mnie w ramię. Możesz powrócić tutaj podczas śnienia. Dostaje się tutaj albo przychodząc osobiście. Ten szczyt. To przywróciło mi trzeźwość i opanowanie. kiedy jego czas na ziemi dobiegnie końca i kiedy poczuje dotknięcie śmierci na lewym ramieniu. – Ale dziwny! Wydarzył się pod koniec dnia. Zapytał o moje postępy w śnieniu. aby ujarzmić choć tyle mocy. – Dlaczego tak jest. takim jak to.

Nie lubisz gorąca. – Czy śmierć rzeczywiście zatrzymuje się. Każdy wojownik posiada specyficzną formę. A twoja śmierć będzie siedzieć i obserwować cię. ani na jawie. wszystko to zdawało się pomagać w wyobrażeniu sobie ostatniego tańca mocy. aby być świadkiem jego ostatniej próby na ziemi. jaki wykonuje pod wpływem swojej osobistej mocy. – Ale jeszcze nie teraz. W ciągu swojego życia będziesz sam musiał dodawać do niego następne ruchy. Na bezmiar. że to gest. Umierające słońce olśni cię blaskiem. Zapytałem don Juana. i o tych. To coś więcej niż tylko strzelenie kopytami i zesztywnienie. chociaż nie jestem wojownikiem? – zapytałem. W ostatnim tańcu opowiesz o swojej walce. kto poluje na moc.zawsze przygotowany. – Czy ja też będę tańczył dla swojej śmierci. tak jak zrobiło to dzisiaj. aby po raz ostatni mógł się cieszyć. a wtedy pokażę ci pierwsze posunięcie mocy. ani podczas śnienia. które zgromadziłeś. taniec jest wspaniały. Ale niezależnie od tego czy moc jest mała. – Każdy. patrząc na taniec wojownika? – Wojownik jest tylko człowiekiem. Najlepsze efekty swojej życiowej pracy będziesz uzyskiwał pod koniec dnia. śmierć musi się zatrzymać. Niewątpliwie nie lubisz młodzieńczej jasności wczesnego światła. które wygrałeś. którą rozwija przez całe życie. aby go przytłumić. Ale przyjemność sprawia ci umierające słońce o soczystej barwie starego złota. . Ale jego nieskazitelny duch. Twój taniec opowie o tajemnicach i cudach. don Juanie? – Z pewnością. Tak więc taniec wojownika stanowi historię jego życia. Poranne podróżowanie nie przemawia do ciebie. to taniec. jaki śmierć robi w stosunku do tych. które przegrałeś. Jeśli jego moc jest wielka. chociaż jeszcze nie żyjesz jak wojownik. który po raz ostatni opowiada o trudzie swojego życia. o bitwach. Możemy powiedzieć. którzy mają nieskazitelnego ducha. Pokornym człowiekiem. specyficzną postawę mocy. Przez chwilę trwającą wystarczająco długo. który rozwija się wraz z jego osobistą mocą. Nie może zmienić zamiarów swojej śmierci. ruchu. Kiedy skończysz taniec. zmrok. Cisza. jego taniec jest krótki. przyzywając swoją moc. – Przestań – powiedział sucho. Wkrótce znajdziesz godnego siebie przeciwnika. To pewien rodzaj tańca. Jeśli umierający wojownik ma ograniczoną ilość mocy. a twój szczyt zadrży. którego już nigdy więcej nie zobaczysz. dopóki nie skończy tańca. tylko blask. Polujesz na osobistą moc. czy zna wojowników. przyleci tam i wojownik zatańczy dla swojej śmierci. musi się go nauczyć – powiedział. spojrzysz na słońce. Słowa don Juana sprawiły. i w jakim stopniu ich ostatni taniec wpłynął na ich śmierć. Wiatr będzie łagodny i przyjemny. I dlatego będziesz tańczył dla swojej śmierci tutaj. z pewnością może przez chwilę ją zatrzymać. na tym szczycie. nie spalając cię. Każdy następny musi zostać zdobyty podczas walki mocy. Ogarnął mnie przytłaczający niepokój i zacząłem mówić tylko po to. – Czy możesz nauczyć mnie tego tańca. a wtedy twoja śmierć wskaże na południe. Nie może wziąć wojownika. który po przejściu przez potworne trudy zgromadził moc. którzy umarli. pod koniec dnia. Dzisiaj słońce pokazało ci omen. czy potężna. – Umieranie to poważna sprawa. Opowiesz o radościach i zamęcie doświadczanym podczas spotkania z osobistą mocą. wspaniała sceneria. że przeszedł mnie dreszcz.

Wyobrażenie śmierci don Juana oszołomiło mnie. Jak dotąd nie jesteś o tym przekonany. jak ją upolować i gromadzić. czy śmierć jest osobą. Są jak dwa okna. że tak jest. Powiedziałem mu. a jednak nie wszystko jest tak samo. Ostrożnie położył ją na ziemi i usiadł przede mną. Można to też nazwać nastrojem. tak jakbym umierał. a moje ulubione miejsce nie zadrżało. Kiedy to wszystko się działo. jak to tylko możliwe. Osobista moc jest czymś. by się ze mną pożegnać. – Czy to znaczy. dlatego wydawało mi się. Ale ja widziałem moją śmierć i zatańczyłem dla niej. aby zadać pytanie i zająknąłem się. jest osobista moc. W spojrzeniu don Juana pojawiło się zakłopotanie. Jest bardziej jak obecność. czy też jest podobna do osoby. czy też w wypadku każdego innego wojownika? – Każdy wojownik tańczy swój taniec mocy. a równocześnie wszystkim. kultura determinuje sposób. Śmierć obserwuje ostatni taniec wojownika. Podałem za przykład Indian Yuma i Yaqui. a jednak poruszają się jak oczy. krzewem. że ty sam byłeś świadkiem ostatniego tańca wojownika? – Nie. Dobrze żyję z ludźmi. Musisz przyjąć. co determinuje sposób. Powiedziałem mu. że można używać osobistej mocy. siadając na werandzie. – Fart. Śmierć jest tym. które mu przywiozłem. a także że można ją gromadzić. 8 kwietnia 1962 – Czy śmierć jest osobą. osobą. don Juanie. Wydaje ci się. Pod koniec tego tańca śmierć nie wskazała mi żadnego kierunku. Twój kłopot. że jest niczym. Dlatego też mój czas na ziemi nie skończył się i nie umarłem. światłem. . że to wyobrażenie jest fascynujące i chciałbym dowiedzieć się. jak wojownik tańczy swój ostatni taniec na ziemi. I dlatego mogę powiedzieć. Ale można także powiedzieć. co zdobywa się niezależnie od pochodzenia. no ale kim ja w końcu jestem? Śmierć nie jest osobą. czy sposób. że wojownik to myśliwy. mgłą albo tajemniczą obecnością. ale sposób. o którym mówiłem – powiedział. zresztą taki sam jak nas wszystkich. że śmierć patrzy swoimi pustymi oczyma. Człowiek jest tylko sumą swojej osobistej mocy i od niej zależy. Nie mogłem znaleźć adekwatnych słów. w jaki wyobraża się sobie śmierć. – Czym jest osobista moc? – Osobista moc to odczucie – powiedział. kamykiem. Ja uważam inaczej. że umieram. czym się chce. kiedy obserwuje ostatni taniec wojownika. Mówiłem ci już. – A co to za różnica? – zapytał don Juan. Patrzył na mnie. w jaki wszystko się robi. aby mnie przekonać. w jaki wojownik widzi swoją śmierć. – To nie jest ten rodzaj przekonania. jak żyje i jak umiera. Zaśmiał się. Trzymał torbę z artykułami spożywczymi. zadając pytania. który poluje na moc. że wszystko zrozumiesz. – Ale czy jest tak tylko w twoim wypadku. Skąd wie. jak do tego doszedł. Lubię także tajemnice i z tego powodu moja śmierć ma puste oczy. Mogę przez nie patrzeć. i że jestem tak bardzo przekonany. Chód mocy Sobota. Zapytałem go. – Czy twoja śmierć wyglądała jak osoba? – Śmieszny z ciebie gość. że śmierć jest ostatnim świadkiem.14. to kwestia przekonania się o tym. zależy od jego wychowania. Tylko śmierć. don Juanie? – zapytałem. W każdym przypadku ma się rację. – To bardzo proste – powiedział. – Człowiek wiedzy wie. uczyłem cię. żeby była. Nikt nie może być tego świadkiem. ponieważ widzi. – Wychowanie nie ma znaczenia – powiedział. Może ona być wszystkim: ptakiem. w jaki on ją widzi. że chciałbym wiedzieć. posiadałem ograniczoną moc i nie rozumiałem zamiarów śmierci. Według mojej koncepcji. że zrobił wszystko. uśmiechając się i łagodnie nakłaniał mnie do mówienia. dlatego dla mnie śmierć jest osobą. – Tym. pozostaje niewiadomą. Poczułem się tym ośmielony i wyjaśniłem.

wtedy możesz powiedzieć. Był ciepły dzień. to dlaczego na nią poluje? Don Juan uniósł brwi z udawanym obrzydzeniem. czy mam jakiś plan. – Czy to znaczy. Zapytałeś mnie. I sam też możesz stać się człowiekiem wiedzy. – Nie mogę tego pojąć – zaprotestowałem. jego kości wydały serię strzałów. – Ja jestem wojownikiem. czy jest się wojownikiem. z własnej inicjatywy. – Najpierw musi być ideą. do czego zmierzasz. Ale don Juan zawołał mnie z domu i kazał mi zabrać siatki z tykwami. Krótko omówił tę koncepcję i zaraz dodał. Dopiero co zacząłeś. że jego stwierdzenia są sprzeczne. – W śmieszny sposób przypominasz mi czasami mnie samego – kontynuował. Zwróciłem mu uwagę. żeby mi wyjaśnił. Don Juan usiadł na skale i dał mi znak. aż się tam znajdziemy? Wtedy z pewnością będziemy mieli okazję aby porozmawiać. . – Idziemy na miejsce mocy – powiedział. że potrafi odkrywać tajemnice osobistej mocy. o które chciałbym cię zapytać. Wojownik postępuje tak. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. która nie gorączkując się i nie wahając. Dotarliśmy do niższych stoków zachodnich gór Sierra Mądre około trzeciej po południu. a ja powiedziałem. Myliłem się. więc wstałem i podszedłem do niego. że nie mam najmniejszego pojęcia. jak gromadzić osobistą moc. a ponieważ i tak wszyscy musimy umrzeć. Wydawało mi się. lecz późnym popołudniem zaczął wiać zimny wiatr. – Nie wątpię w to – przerwał mi. że potrafisz działać sam. Poprosiłem. aby polować na moc. Kiedy uświadomisz sobie. wchodząc do domu. – Ale bycie przekonanym oznacza. – Człowiek wiedzy to osoba. – Ty jesteś tym. kogo rozumie przez człowieka wiedzy. że mnie nie musisz rozśmieszać. doszła tak daleko. Ale co będziemy robić konkretnie? – Wiesz. – Polowanie na moc to szczególne wydarzenie – powiedział. że nigdy nie robisz planów? – Polowanie na moc to bardzo dziwna sprawa – powiedział. Zaczął się przeciągać i wygiął grzbiet jak kot. Jak zwykle. – Chodźmy – powiedział. – Musimy się pospieszyć – powiedział. aby przekonać go o swoim poważnym podejściu do sprawy. Będzie to z twojej strony wymagało jeszcze wiele wysiłku. że pojedziemy samochodem. że powinienem interesować się tylko tym. że jesteśmy tutaj. ponieważ zauważysz tę wielką różnicę. don Juanie? – Bardzo dobrze wiesz. później trzeba ją krok po kroku wprowadzać w życie i w końcu – cyk! Masz ją. czy nie. – Co teraz będziemy tutaj robić. że się przekonałeś. która szczerze poświęciła się trudom uczenia się. Ale musiałem odkryć to sam. – Jak to się dzieje? Don Juan wstał. który już ją ma. że mam zaufanie do swojej osobistej mocy. Jest przekonany. – Przed nami długa podróż.Dwa lub trzy razy łagodnie poklepał mnie po ramieniu i rechocząc. że jesteś w błędzie. – To wiem. że dzięki niej będzie działał w najbardziej właściwy sposób. – Ale jest tyle rzeczy. Dlatego jest takie ekscytujące. więc jaką różnicę sprawia. – Ja także nie chciałem wstąpić na ścieżkę wojownika. który poluje na moc – powiedział. – Nie da się nic zaplanować. Poczułem się zobowiązany. Myślałem. Jeszcze dużo trzeba zrobić. dodał: – Przecież wiesz. – Naprawdę nie wyobrażam sobie. ponieważ ma zaufanie do swojej osobistej mocy. I od tej pory jesteś w stanie działać sam. jakby miał dokładny plan. – Czy nie mógłbyś poczekać z pytania mi. Jeśli wojownik ma już osobistą moc. Jego twarz wyrażała łagodność. że cała ta praca jest bezsensowna. abym zrobił to samo. Wkrótce czekał już na mnie na skraju pustynnego chaparralu za swoim domem.

Najpierw poczułem je w dłoniach. ale don Juan położył mi rękę na oczach. i nie potrzebuję planu. nie wolno mi też otwierać oczu ani próbować usiąść. Natomiast jeśli chodzi o don Juana. że wie. aby podglądać. aż w końcu dosłownie przeniknęło całe moje ciało. kiedy kazał mi znaleźć miejsce na odpoczynek. Najpierw przeczesałem obrzeża wierzchołka góry. Może nawet całą noc. że nic nie pojmuję. aby wyjaśnił mi. Don Juan szedł kilka kroków za mną i nieco z boku. aby się męczyć czy niepokoić. Próbuję robić wszystko. Masz próbować. Kiedy dotarłem tam. – Znajdź dla nas tutaj. Zacząłem protestować. Sarkastycznym tonem dodał. don Juanie! – Oczywiście. że serce wyskoczy mi z piersi. Moje ciało czuje się dobrze. i robił zeza. Tajemnica nie polega na tym. czego nie powinienem robić z moim ciałem. które przypominało mi chwile. Don Juan przypomniał mi. jak to robił niezliczoną ilość razy. jakby zdawał sobie sprawę z tego. potem ciepło rozeszło się po brzuchu. aż obraz mi się rozmaże. był niestrudzony. Jego chód był równy.która mną kieruje. miejsce na obóz. lecz na tym. a potem zacząłem odczuwać dziwne gorąco promieniujące z liści. że chociaż niewątpliwie systematycznie zbadałem teren. wydawało mi się. Dzięki temu mogłem złapać oddech. w których miałem wysoką temperaturę. że jeśli chcę osiągnąć właściwe rezultaty. Odłożyłem przybory do pisania i wstałem. abym improwizował. aby zawładnęła mną rutyna. nie powinienem przestać naciskać liści. Przez chwilę leżałem zupełnie bez ruchu. co z sobą robisz. czyje znajdziesz. abyś to zauważył. Don Juan kazał mi usiąść. że nie. to wydawało się. Chciałem. Wyglądał. Następnie polecił mi zamknąć oczy i ostrzegł mnie. Zauważyłem. to w tak ociężały sposób. Kazał mi położyć się na plecach. a później zaczęliśmy znowu iść. Powiedziałem mu. dla odmiany. prawie pionowe zbocze. – Dość tych głupstw – powiedział łagodnie. badając teren spod półprzymkniętych powiek. – Jak ty to robisz? – Nic nie robię. Kiedy siadłem obok niego. Miałem nieprzeparte pragnienie. – To jest miejsce mocy – powiedział. Nie jest też ważne. że w ogóle się nie spocił. na szczycie. Położyłem się na plecach i pot dosłownie lał się ze mnie strumieniami. Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy. Patrzył. Czekałem na wyjaśnienie. rozpiąć pasek i ułożyć liście bezpośrednio na skórze w okolicach pępka. czego nie robisz. W ciągu kilku minut stopy zaczęły mi płonąć gorącem. Nie liczy się. które miało mnie przenikać. Zbocza były bardzo strome i wspinanie się sprawiało mi duże trudności i wyjątkowo mnie męczyło. Później zerwał po jednym liściu z każdego z kilku krzewów i dał mi je. kiedy on będzie ustawiał moje ciało w pozycji mocy. gdzie się on znajduje i dlatego nie ma sensu. ile czasu ci zajmie znalezienie odpowiedniego miejsca na odpoczynek. Uśmiechnął się znacząco i wstał. Stwierdził także. Powiedział. Zacząłem iść. Polecił zająć się tylko uczuciem ciepła. po prostu działaj. Ale gdy tylko obszedłem wierzchołek szerokim łukiem. – Wcale nie jesteś stary. – Co wobec tego powinienem zrobić? – zapytałem. . to wszystko. Złapał mnie pod prawą pachę i zakręcił mną wkoło. że jego sprawność fizyczna po prostu powala mnie na kolana. dlatego nie mam powodów. don Juan zatrzymał mnie. – Tym razem. jak to robię i poinstruował mnie żebym liście przyciskał do ciała obydwiema dłońmi. że nie uda mi się spostrzec właściwego miejsca. że pozwoliłem sobie na to. abym patrzył. Nie spieszył się. Don Juan zaśmiał się głośno i zaczął mnie toczyć w prawo i w lewo. Traktuję siebie bardzo dobrze. – Przez cały czas starałem ci się zwrócić na to uwagę – powiedział. Zamierzałem posuwać się spiralnie ku środkowi. don Juan już na mnie czekał. nie koncentrując na niczym wzroku. Uciszył mnie kategorycznym gestem. że jego energia jest niespożyta. nawet po wspinaczce na ogromne.

że o mało mnie nie sparaliżowało. poczułem. – Dobrze! Dobrze! – stwierdził don Juan i poklepał mnie po plecach. Podczas chodzenia w górę i w dół wzgórza czułem się bardzo lekki. i zapytał. Z jakiejś nieznanej przyczyny pomyślałem sobie. czy jemu także zmierzę puls. – Co się stało? – zapytałem zaalarmowany. Powinienem przyciskać liście do brzucha tak długo. – Policz je szybko. że ten występ z piaskowca jest piękny. Śmiejąc się. Powiedział mi. żebym otworzył oczy i szedł bez planu. Don Juan zaśmiał się. było mocą liści. Don Juan nic nie odpowiedział. jak ci powiedziałem. Weź połowę z nich i z powrotem połóż na brzuchu. Miejsce. że pomoże mi wstać. jakby kiedyś cała roślinność spłonęła. zwracając się twarzą na południe. Zbadałem sobie puls. które wybrałem na odpoczynek. Jednak byłem rozczarowany. – Co to za liście mi dałeś? – zapytałem. jakich doświadczyłem. że niespodziewane krzyki odstraszają złe duchy. Byłem przekonany. Don Juan także spał. Nagle poderwał się. abym ostrożnie wyjął liście spod ubrania i rozłożył je na skale. Resztę pokrywały chaotycznie rozrzucone małe krzaczki Wyglądało to tak. Dziesięć wepchnąłem pod koszulę i wtedy silny podmuch wiatru rozrzucił pozostałe dziesięć w kierunku zachodnim. Odparł. Obudziłem się tuż przed zachodem słońca. aż znajdę właściwe miejsce na odpoczynek. Chciałem przekonać się. że nie zrobiłem niczego szczególnego. nazywając mnie doktorem Car-losem. Doliczyłem się dwudziestu liści. poświaty czy ciemnych plam. Nie wiedziałem. Trwaliśmy w milczeniu przez długi czas. wyjaśnił mi. skalna ściana mogła służyć za oparcie. pozwalając mocy liści. Kiedy stanąłem na nogi. Wydawał się normalny. abym położył ręce na brzuchu. Zauważyłem również. co powiedzieć. Z całą szczerością stwierdziłem. ale nie czułem zimna. Szedł za mną. Nagle wrzasnął tak. Byłem wyczerpany. śpiąc na szczycie tamtego wzgórza. Stał w odległości kilku stóp ode mnie. Zrobiłem zeza i chodziłem w tę i we w tę przez jakieś pół godziny. Przez ten czas niemiłe gorąco przemieniło się w przyjemne ciepło. które zrobił dla mnie w moim “ulubionym miejscu". że czas na spanie. Powiedział. . Później powiedział mi. Spodziewałem się odkryć jakieś niezwykłe wizualne zjawisko. na liściach i próbował poczuć. Zacząłem iść. Można było tu siedzieć jak na kanapie. że mam wysoką temperaturę i całkowicie pochłonęło mnie dociekanie tego. ponieważ byłem zmęczony i spodobał mi się kolor tego piaskowca. pewnego rodzaju ogrzewanie.Powiedziałem don Juanowi o tym nieprzyjemnym wrażeniu i potrzebie zdjęcia butów. Rozejrzałem się. ale na obrzeżach swego pola widzenia nie dostrzegłem żadnych zmian. W końcu zmęczyłem się zezowaniem i szeroko otwarłem oczy. w jaki sposób don Juan ją wywołał. bez żadnego twojego planu. aby mną kierowała. że czułem się bardzo niedobrze. Liście na brzuchu działały jak piec. ale nie wolno mi otwierać oczu. Było wietrznie. przypominało płytką nieckę. z niewiarygodną zręcznością przeskoczył przez kilka krzaków i znalazł się na wysokiej skalnej grani. że don Juan przyniósł moje bloki do pisania i podłożył mi pod głowę. miałem niesamowite uczucie. bo stwierdził. Zamknąłem oczy i ogarnęło mnie wspomnienie spokoju i pełni. Stałem przed małym występem skalnym z piaskowca. bo już nadchodzi. Długo stałem przed nim. że jakaś istota rozmyślnie zmiata je w stronę bezkształtnej masy zielonych krzewów. że ciepłota mojego ciała się zmniejsza. że leżę zawieszony na łożu ze “sznurów". Don Juan wrócił i usiadł po mojej lewej stronie. żadnych niezwykłych kolorów. Gorąco sprawiało. skalistych miejsc na szczycie. dopóki na to nie pozwoli. Chciałem zamknąć oczy. a nowa nie zdążyła jeszcze dobrze wyrosnąć. Sen odświeżył mnie i dodał mi energii. czy rzeczywiście jestem zawieszony. w którym wiatr rozwieje twoje liście – powiedział. Kiedy patrzyłem na nie. która oczyściła mnie i umożliwiła mi wykonanie zadania. ale wtedy zasnąłem. Don Juan musiał zauważyć mój stan. ale nie miałem odwagi. – Znalazłeś właściwe miejsce – powiedział z uśmiechem. Otworzył oczy razem ze mną. – I cała operacja odbyła się tak. – Obserwuj kierunek. Gdy tylko przestały dotykać mojej skóry. Siadłem na tym miejscu. który był jednym z niewielu niezarośniętych. że to. szepnął mi do ucha. a potem po prostu usiadłem na nim. Moc zaprowadziła cię tutaj. co czułem.

Nie powiedziałem. jedynie upewniał się. kto jej nie ma. że nie wskazywał na nic konkretnego. jaką tylko możesz zebrać. Don Juan wstał i wskazał na coś w oddali. Widzisz. ale zanim to zrobiłem. która obracała się dokoła precyzyjnym i równomiernym ruchem. że chce. aby komuś innemu pomóc w jej gromadzeniu. Spróbowałem szybko skoczyć na równe nogi. To właśnie cały czas usiłuję ci wytłumaczyć. don Juanie? Zawsze straszysz mnie taką nawiedzoną mową. – Słucham? – Dzisiaj zaryzykujesz wyprawę na te nieznane wzgórza. jest ona bezużyteczna. Kiwał rytmicznie głową. Zostań tam. Jego ciało było obrotnicą dla oczu. W ciemnościach nie są one wzgórzami. które otulało mnie jak koc czy ciepłe ubranie. z wielką siłą popchnął mnie z powrotem. Zaśmiał się i lekko kopnął mnie w łydkę. – Nie kazałem ci robić tego. było dla mnie rzeczywiście ciekawym zjawiskiem. co ja – powiedział surowo. – Co masz na myśli. jeśli ta osoba nie wykorzysta jej w swoich własnych poszukiwaniach. że jego moc jest ograniczona tylko do pomagania innym. Wyjaśnił. nie były liście. że mógłbym tak powiedzieć. ale moc. jak go sobie wyobrażasz. – Twoja moc. Moc nie należy do nikogo.Ciepło promieniujące z nich. Nawet po to. Zdawał się zastanawiać. by pojąć. Don Juan cierpliwie wytłumaczył mi. gdzie jesteś i oszczędzaj się na później. Moc znajdzie drogę do ciebie. – Co więc powinienem robić. – Świat jest tajemnicą – powiedział. ale to nie wszystko. ale dlatego że masz bardzo mało osobistej mocy. że może ona być użyta tylko po to. Odkrywasz to cały czas i kto wie. – Co planujesz? – zapytałem. Czymś nie do pomyślenia dla ciebie. chociaż nie jest to całkiem ścisłe. mechanicznej zabawki. Ukrył uśmiech. Niektórzy z nas mogą ją gromadzić i później bezpośrednio przekazać komuś innemu. co kryje w sobie świat. która pozwoliła ci znaleźć to miejsce. czy to znaczy. że dreszcz przebiegł mi przez ciało. ma moc. że trudno ci to zrozumieć. – Dzisiaj będziesz polował na moc w ciemnościach – powiedział i usiadł. Sprawiał wrażenie jakiejś monumentalnej. że sam to możesz zrobić. zależy od jego osobistej mocy – mówił don Juan. co robisz teraz. Jego ton sprawił. – I wcale nie wygląda tak. czyny potężnego człowieka wydają się niewiarygodne. że może używać swojej osobistej mocy jak tylko zechce i do czego zechce. zdając sobie sprawę z mojego zdziwienia. Przypuszczałem. Patrzyłem na niego z otwartymi ustami. Tym. – Czy to znaczy. po czym uśmiechnął się i dodał: – No tak. – Wszystko. Rób to. w zasadzie wygląda też tak. nie z powodu sprzeciwu i oporu z twojej strony. Później złagodził ton i dodał: – Dzisiaj w nocy czeka cię ciężkie zadanie i będziesz potrzebował całej osobistej mocy. potrzeba mocy. która ci je da. co wspierało cię dzisiaj. abym wstał i popatrzył. don Juanie? – Wydaje mi się. Każdy rodzaj liści może ci pomóc. – Z tego powodu dla kogoś. czy są tam pewne określone . – Niczego nie planuję. zakreślając pełny okrąg i patrząc na każdy element krajobrazu. don Juanie? – Nic. – Czym są? – Są czymś innym. może dzisiejszej nocy dojdzie ci jeszcze jeden kawałek do tej układanki. Nie masz mocy. co robi człowiek. Natomiast jeśli chodzi o bezpośrednie dawanie jej innej osobie. że mogę zerwać liście z pierwszego lepszego krzaka i dadzą one ten sam efekt? – Nie. czym jest moc. Ale wiem. pod warunkiem że osoba. – To były zwykłe liście – powiedział don Juan. kluczem do zgromadzonej mocy jest to. Zapytałem go. jak go sobie wyobrażasz. ponieważ nigdy nie doświadczyłeś ich istnienia. Wstał i rozpoczął obrót. O wszystkim decyduje ta sama moc.

że to mięso mocy. żeby uspokoić się na tyle. Zamiast przynieść mi ulgę. sam wziął drugi i zaczął go żuć. Postąpiłem zgodnie z jego radą i liście. żebym o nich zapomniał. czy powinienem je pozbierać. Wyszeptał. ogarnęła mnie panika. don Juanie? Pokręcił głową w przesadzonym geście niedowierzania. ponieważ jesteśmy. Wyjął małe zawiniątko ze swojego plecaka i z namaszczeniem je rozwinął. że przeciąganie się jest bardzo dobre po spaniu. Potrzebowałem dwóch albo trzech minut. ale będzie mnie informował o swojej pozycji. Wydawało mi się. Zastanawiałem się. że wszystko jest w całkowitym porządku i kazał mi siedzieć cicho i zająć się pisaniem. Powiedział. że wojownik zawsze upewnia się. Przypomniał mi. – Noc jest tam. w którym stoimy. Zapewnił mnie. a ja dostałem następnego ataku irracjonalnego lęku. Po krótkim czasie don Juan zatrzymał się. koncentrując Wzrok na ziemi. ale dlatego. że jest pochłonięty patrzeniem w dal. Zasugerował. Spokojnym. – Musisz dać się ponieść. co robi. – Ale co będziemy robić. ponieważ teraz nie są już potrzebne. Chwyciłem go za ramię i nie chciałem puścić. że to część jego nieskazitelnego zachowania. które nie mają tej cechy. Szedłem za nim. że mam iść za nim w bardzo bliskiej odległości i naśladować wszystko. Następnie podszedł bardzo blisko i szepnął mi do prawego ucha. że już idzie. że don Juan był całkowicie świadomy efektu swoich słów.rzeczy. – Wskazał na ciemność wokół nas. don Juan nie zmienił pozycji. Ale gdy tylko przestałem pisać. Obojętnym tonem poinformował mnie. że jedynym sposobem na to. Dał mi jeden. Pociągnął mnie delikatnie i zaczęliśmy iść. – To szaleństwo – zaprotestowałem. Wiedziałem. – Zaufaj swojej osobistej mocy – powiedział mi do ucha. kiedy pisałem. prawie hipnotyzowało. abym wziął się w garść. ale don Juan powiedział. żeby rozważać możliwość istnienia w nim substancji psychotropowych. aby rozejrzeć się wkoło. co posiadasz w tym tajemniczym świecie. Zawierało kawałki suszonego mięsa. ponieważ było jeszcze dużo czasu do zapadnięcia całkowitych ciemności. Jedliśmy w kompletnej ciszy. skłonienie mnie do pisania lub do pójścia spać. że mój los jest przesądzony. jest nieznaną nieposkromioną istotą. które trzymałem pod koszulą. Chciałem płakać. Powiedział. jak by to powiedzieć. uderzając nogą o skałę. którego obydwaj będziemy potrzebowali na tę okazjęByłem zbyt głodny. czy wszystko jest w porządku. a skupianie wzroku na ziemi dziwnie mnie uspokajało. Jakoś nie mogłem się odważyć. łagodnym głosem don Juan przekonywał mnie. Nie robi tego. że jesteśmy bezpieczni w tym miejscu. Don Juan wstał i przeciągnął się. na krawędzi nocy. aż zrobiło się za ciemno na pisanie. Pracowałem nad notatkami. abym się zamknął. siedzeniu czy chodzeniu. aby móc ją opanować. że przeżyje próbę. na której staliśmy. – Pisz! – rozkazał mi i odwrócił się do mnie plecami. patrząc. . abym zwracał wielką uwagę na krzyki innych sów. że całkowita ciemność jest już blisko i że będzie szedł jeszcze dalej z przodu. Wyprzedził mnie o kilka kroków. Jego śmiech był zaraźliwy i poprawił mi samopoczucie. Sprawdził moją siatkę. Ostrzegł mnie. by móc wypowiedzieć chociaż słowo. że już znam ten sposób: na początku krzyk jest chrapliwy. ponieważ ciemność. która może mnie zwieść. ponieważ wierzy. Nie miałem nic innego do roboty. Zanim don Juan skończył przekazywanie mi instrukcji. jeśli nie będę ostrożny. – To nie jest noc – szepnął. Nerwowy skurcz przebiegł mi przez żołądek i brzuch i uniemożliwił sensowne mówienie. odwrócił się do mnie i żartobliwym tonem stwierdził. jest danie mi czegoś do jedzenia. naśladując charakterystyczny krzyk małej sowy. a później staje się tak łagodny jak krzyk prawdziwej sowy. tak aby twoja osobista moc stopiła się z mocą nocy – wyszeptał mi do ucha. aż skończyło się mięso i zrobiło się całkiem ciemno. czy tykwy z pożywieniem i moje bloki do pisania są dobrze rozmieszczone i łagodnym głosem powiedział. Powiedział. jego napomnienia doprowadziły mnie do absolutnego przekonania. – To wszystko. na zachód. abym zrobił to samo. Przez cały ten czas. tak jak wiatr. wypadły mi przez nogawki spodni. I dlatego muszę być absolutnie spokojny.

Krzyknąłem i upadłem na siedzenie. Zaśmiał się spokojnie i powiedział mi coś do ucha. Nalegał. Następnie przystąpił do demonstracji specjalnego sposobu chodzenia w ciemności. – Nie chciałem cię przestraszyć. tak aby mogła zmieszać się z mocą nocy. aby coś się nie udało. Mogłem jedynie rozróżnić ciemną masę krzewów lub małych drzew. Następnie z pełną powagą dodał. już łagodnie. ale niemożliwa była ocena odległości. Don Juan objął obydwiema dłońmi moją głowę i z mocą wyszeptał: – To jest noc! I to jest moc! Puścił moją głowę i dodał.Don Juan nie rozzłościł się ani nie stracił cierpliwości. Zrobiłem to z największą ostrożnością. – Patrz! – powiedział i pobiegł w ciemność. Stanął przede mną i kazał mi rękami przesunąć po swoich plecach i kolanach. Don Juan zakrył ręką moje usta i wyszeptał. że zabrakło mi tchu. albo stara – baba próbująca na paluszkach przejść między błotnistymi kałużami. iż jestem przekonany. iż unika niebezpieczeństw tylko dlatego. gdzie stawiam kroki. Kolana również miały być lekko ugięte. że wojownik zawsze działa tak. tak że mogłem zobaczyć. ale z wyprostowanym kręgosłupem. że jeśli mam wątpliwości. Gdy ta druga tylko zacznie działać. Nagle coś wyskoczyło przede mną. żeby się z tobą spotkać. . w jaki poruszało się jego ciało. Dla człowieka w jego wieku bieganie po wzgórzach o tej porze byłoby samobójstwem. Nie miałem wątpliwości. czy już dobrze się czuję. Poruszałem się powoli. Próbowałem patrzeć. Spróbowałem się rozejrzeć. Sposób. że doskonale zna te góry. Powiedział. że kluczem do niej jest pozwolenie na swobodny wypływ własnej osobistej mocy. który nazywał chodem mocy. A potem zniknął mi z oczu. Wydawało mi się. Świst wiatru zagłuszał prawie wszystko. Skoncentrowałem uwagę na dźwiękach. nie ma możliwości. czy olbrzymia. to niech przez chwilę rozważę obecną sytuację. abym podążał za nim. Nadszedł z tyłu. Nie byłem w stanie pojąć. – Wojownik pozostaje nieskazitelny wtedy. Po chwili wrócił. że połamałbym sobie nogi. że nie mogłem uwierzyć w to. abym dobrze je zapamiętał. ponieważ czułem się niesłychanie ograniczany przez ciemność. Don Juan wrócił i zaczął biec obok mnie. Metoda podnoszenia nóg przypominała mi rozgrzewkę sprintera. wpadając do szczelin albo uderzając o skałę. był tak niezwykły. szczękając zębami. Powtórzył to stwierdzenie trzy lub cztery razy. abym sam go spróbował. że stoję na obszarze pokrytym gęstą roślinnością. – Wstawaj – łagodnie powiedział don Juan. Powiedziałem mu. chcąc zapewne. Musiałem otworzyć usta. Mój przestrach był tak wielki. aby złapać oddech. a jego umiejętność biegania w nocy nie ma nic wspólnego ze znajomością tych wzgórz. co widzę. co robi. Po chwili oczekiwania zapytał mnie. jeśli nie kierowałaby nim moc nocy. abym uzyskał pojęcie o odpowiedniej postawie ciała. Kiedy tak poruszałem się w ciemności. kiedy ma zaufanie do swojej osobistej mocy. Odwróciłem się i zacząłem iść w tamtym kierunku. jak może biec w kompletnej ciemności. I nagle dobiegł mnie wydłużony krzyk sówki. jakby wiedział. Szedłem jakieś dziesięć minut. Przeszedł powoli przede mną. niezależnie od tego. Była ona lekko pochylona. szybko zniknął z mojego pola widzenia. Powiedział. bo wybuchnął głośnym śmiechem. co niezbyt dobrze zrozumiałem. Stwierdziłem. jak za każdym krokiem podnosi kolana prawie do piersi. Przez chwilę pokazywał ten bieg w miejscu. że w nocy świat jest inny. że to don Juan. Don Juan bardzo spokojnie powiedział. wyglądałem jak kaleka. że chód mocy jest absolutnie bezpieczny. Czekałem przez chwilę w stanie największego natężenia uwagi. Obserwował ponoć mój zasrany sposób chodzenia. – Co powiedziałeś? – zapytałem głośno. Kiedy przytaknąłem. ale żaden się nie wyróżniał. oprócz sporadycznych przenikliwych krzyków dużych sów i świergotu innych ptaków. Uznał to porównanie za bardzo dowcipne. nawet jeśli w rzeczywistości nie wie nic. Zadzwoniło mi w uszach. nie wydając przy tym żadnego odgłosu. czy jest ona mała. – Chód mocy służy do biegania w nocy – szepnął mi do ucha. ale powrócił. Przyszedłem.

próbując “zatracić się". lecz bezskutecznie. Godzinami usiłowałem naśladować jego ruchy i osiągnąć wymagany przez niego nastrój. W obydwu przypadkach trzeba poczucia poddania się i zaufania. Później powiedział mi. . W jakiś niewytłumaczalny sposób zacząłem poruszać się z niespodziewanym poczuciem zaufania do siebie. aby wyruszyć. Byłem prawie zupełnie wyczerpany. abym zawsze zatrzymywał się. – No. Na przykład w ogóle nie dostrzegałem wyszczerbionych skał stojących mi na drodze. że się nie nadaję. Jak ostrzegał mnie don Juan. żebym mógł zobaczyć. Chód mocy był podobny do znajdowania miejsca na odpoczynek. Zwrócił mi uwagę na to. że innym sposobem poruszania jest pozwolenie mocy na kierowanie sobą. Próbowałem to zrobić kilka razy. kto to wie? – powiedział szeptem. czym jest chód mocy i do opanowania go potrzeba mi tylko małego bodźca. Wyjaśnił. że mam bardzo dobry pogląd na temat tego. polegam na wzroku. zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć. Z wielką cierpliwością biegł w miejscu przede mną albo wybiegał nieco do przodu i powracał. kiedy znowu odważymy się na wyprawę w noc. dobrze wiem. – Czy nie możemy iść? Don Juan zatrzymał się i zdjął kapelusz. myśląc. z wyjątkiem kilku nieudanych przypadków. że zgięcie ciała jest konieczne do obniżenia poziomu. Wyjaśnił mi.Szepnął mi. – Zabierajmy się stąd – powiedział i zaczął biec. sprzymierzeńcy. ponieważ we wszystkim co robię. Popychał mnie nawet i nakłaniał do przebiegnięcia kilku metrów. bez względu na to. a ja mam czekać na jego krzyk. Połamałbym sobie nogi. Aby omiatać wzrokiem ziemię bezpośrednio przed sobą. Zgodziłem się z nim. że te istoty nocy zwykle wydają bardzo melodyjne dźwięki i bardzo nie lubią naśladować chrapliwego ludzkiego krzyku czy gwizdu ptaków. Przytłaczał mnie strach przed zranieniem sobie nóg. ale dzięki praktyce będę mógł biegać tak szybko i bezpiecznie jak w dzień. Po prostu nie mogłem dać się ponieść. nie wiedząc. Don Juan kazał mi biec w miejscu i spróbować poczuć. Chód mocy wymaga patrzenia tylko do przodu. Z tego co wiem. kiedy straciłem równowagę z powodu braku skupienia. jak mroczna będzie noc. gdybym szedł. na którym znajdują się oczy. ale wyprostować kciuk i palec wskazujący. Poczułem ulgę i zapytałem go. że powinienem zacisnąć palce w pięści. że szło mi bardzo dobrze. Mogę tylko biec. w przyszłości. co wywołałoby to uczucie. najmniejsze spojrzenie w bok albo za daleko w przód unieruchamiało mnie lub powalało. że zawsze będę dobrze widział w ciemności. Uspokajającym tonem powiedział. nie zrobiłem niczego. aż poczułem się całkiem dobrze. Wtedy posłyszałem krzyk don Juana. ale czas z tym skończyć. kiedy posłyszę taki dźwięk i pamiętał. Zlokalizowałem don Juana po długim poszukiwaniu. Zniknął w ciemności. że kroki są bardzo krótkie i bezpieczne. a tylko omiatał wzrokiem ziemię bezpośrednio przed sobą. a nigdy w szczelinie. Podszedł do mnie i powiedział. Według niego. że na początku często mogę na coś wpadać. albo nigdy nie będę w stanie swobodnie się poruszać. co mi powiedział. Klepnął mnie w ramię i stwierdził. żeby inni zaczęli go naśladować. Powoli napięcie mnie opuszczało. jeśli nie będę na niczym skupiał oczu. ale mimo to mojemu ciału zawsze udawało się stanąć na krawędzi. Później oddalił się i wezwał mnie serią krzyków sowy. Siedział w pobliżu jakichś ciemnych kształtów wyglądających na drzewa. ponieważ nawet jedno spojrzenie w bok wywołuje zmianę płynności ruchu. natychmiast powróciło poczucie braku bezpieczeństwa. którą mam. a podnoszenie kolan do piersi sprawia. tak jak sugerował don Juan. że już czas skończyć. że oddali się teraz. jak się porusza. Przebiegłem pięć czy sześć metrów w kierunku. Ale kiedy wpadłem na krzak. Ciemność dlatego tak mnie ogranicza. że muszę poddać się nocy i zaufać tej odrobinie osobistej mocy. ponieważ kiedyś. z którego dochodził. po prostu folguję sobie. który otrzymam przy innej okazji. Wiesz. ponieważ gwiżdże już wystarczająco długo. – Moce. – Czekaj! Czekaj! – krzyknąłem szaleńczo. że rzeczywiście używam chodu mocy. to mamy problem. Co chwilę zamykałem oczy i biegłem w miejscu ze zgiętymi kolanami i pochylonym ciałem może przez godzinę. – Ojej! – powiedział z zakłopotaniem. że nie potrafię chodzić w ciemności. Don Juan czekał na mnie i poprawił moją postawę. duchy. może będę musiał dokonać właściwej identyfikacji. musiałem być całkowicie skoncentrowany. ale moje ciało zdawało się rozpoznawać rzeczy bez myślenia o nich. Twierdził. że jest gotowy. Ostrzegł mnie. kto mógłby naśladować jego krzyk.

że następne krzyki pozwolą mi na lepszą orientację. Musiał być dobre ćwierć mili stąd i czułem. Zatrzymałbym się tutaj. jakby uderzenie dwóch kamieni o siebie. która przyszła mi do głowy. że nie zdając sobie z tego sprawy. Podążałem za nim. w którym będziemy się poruszali i zaczął biec w stosunkowo wolnym tempie. posłyszałem następny krzyk. musiałem skręcić o czterdzieści pięć stopni. ponieważ co pewien czas będzie wydawał cztery krzyki sowy. gdzie mam iść. Dźwięk był tak przeciągły i miły. jeśli chciał utrzymać swoje tempo. że moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Po chwili znowu posłyszałem krzyk sowy. – Przez kogo? – W nocy są takie rzeczy. jakby coś poruszało się razem ze mną z mojej lewej strony. abyśmy do świtu przeczekali na tych wzgórzach i dopiero wtedy je opuścili. z którego dochodziły. Wydawały się pochodzić z dość bliska. w sytuacji bez wyjścia. Później dodał konfidencjalnie. – Nie marnujmy już więcej czasu – powiedział nagląco. Następny krzyk sowy wyrwał mnie z rozmyślań. gdyby nie trzeźwa myśl. Straciłem równowagę i głośno wpadłem w krzaki. to noc wyssałaby z nas tyle osobistej mocy. lecz bez względu na to. który umiejscawiał don Juana prawie w tym samym miejscu. Obróciłem się i zacząłem biec w przeciwnym kierunku. W oddali posłyszałem słabnący krzyk sowy. Nagle ciemny kształt przeciął mi błyskawicznie drogę z lewa na prawo. jak powoli się poruszał. Żołądek skurczył mi się i tak ciążył. której nauczyłem się do tej pory. Jednak wcale mnie nie przestraszył. Było w nim coś naprawdę melodyjnego. gdybym dokładnie w tym samym momencie nie posłyszał czterech chrapliwych krzyków don Juana. może nawet nawiedzonego albo smutnego. Jego ostateczna instrukcja mówiła. wkrótce pozostanę sam w tych górach. Zatrzymałem się i słuchałem. Wyszeptał to takim tonem.Miałem wrażenie. że nie uniknęlibyśmy losu ofiar pierwszego lepszego niebezpieczeństwa czyhającego na nas za dnia. Kiedy zostałem sam. co się wydarzy. jakby coś chciało. Był zdecydowanie dłuższy i łagodniejszy niż krzyk prawdziwej sowy. Zdawało mi się. że ukoił mój lęk. z którego wyruszyliśmy. że mówiąc to. Zagwizdał cztery razy. że pozostanie tutaj oznaczałoby samobójstwo. Zasugerowałem. nie przestawał się uśmiechać. Po nim szybko nastąpiły jeszcze trzy inne. Spodziewałem się. dlaczego don Juan pobiegł naprzód. Zapewnił mnie. ale obawiałem się stracić rytm. Wpadłbym w panikę. kiedy przecież mógł biegać wokół mnie. że spojrzałem tam. tak że wkrótce zniknął w ciemności przede mną. Przecież w ciemności nie mogłem niczego zobaczyć. że będzie próbował biec tak wolno. Chciałem popatrzeć w tamtym kierunku. uświadomiłem sobie. Przy następnym krzyku sowy przekonałem się. abym wiedział. Powiedział. Był to dla mnie szok. że jest za stary na chodzenie. Posłyszałem nowy gwizd. trzeba wykorzystać zgodnie z nadarzającą się okazją. Wtedy posłyszałem melodyjny krzyk kilka kroków ode mnie. Posłyszałem bardzo ostry dźwięk. jakby ze środka mojego ciała coś ciągnęło mnie w dół. Następnie dotarła do mnie cała seria łagodnych dźwięków tego rodzaju. żeby nawet nie oddychać. zacząłem biec. że niekoniecznie muszę za nim nadążać. Zauważyłem. Aby podążać za nim. jak to tylko możliwe. powinienem starać się być tak cicho. że niezależnie od tego. bardziej wymagający i nieodparty niż pierwszy. chociaż nie mogłem zobaczyć jego twarzy. Dobiegał z lewej strony. – Chodźmy stąd. bym się zatrzymał i nasłuchiwał. Podskoczyłem i ryszyłem w . Nie mogłem zrozumieć. lecz zanim zacząłem znów biec. Szybkość jego ruchu spowodowała. Było w nim coś pociągającego. że jeśli będę poruszał się dalej w tym samym tempie. nieco z prawej ode mnie. ponieważ bez wątpienia był to najsłodszy i najbardziej melodyjny krzyk. co don Juan miał wcześniej na myśli. – Jeśli nie użyjemy chodu mocy. Wskazał mi kierunek. a tę odrobinę chodu mocy. jaki kiedykolwiek słyszałem. Usiłowałem dalej utrzymywać takie tempo i wtedy posłyszałem wołanie don Juana. nie mogłem dotrzymać mu kroku. Pobiegłem w kierunku. zostaniemy skoszeni jak trawa – szepnął mi do ucha. Mogłem prawie to zobaczyć na obrzeżu pola widzenia. Podniosłem się na nogi. Odparł bardzo dramatycznie. które oddziałują na ludzi. Nie zmieniłem kierunku. a nawet gdyby udało się nam ujść z życiem. ale tym razem jeszcze bardziej z prawej. Należały do don Juana. Byłem przerażony.

Gdy skończyłem swoją historię. Zwolniłem. na osiem albo dziesięć stóp wysoka. ale nagły szeleszczący dźwięk z lewej sprawił. Jakaś część mnie wydawała się ciągnąć mnie z niesamowitym uporem w kierunku ciemnego obszaru. don Juanie? – Natknąłeś się na pewne istoty. które znajdują się w świecie i mają wpływ na ludzi. bo w rzeczywistości nie należą one do nocy. Moje reakcje były dla mnie następną absolutną nowością. Przerażenie prawie pozbawiło mnie tchu. Z lewej strony rzeczywiście coś podobnego do zwierzęcia niemal mnie dotknęło. Posłyszałem mlaszczący odgłos. Nagle odzyskałem kontrolę nad sobą. Jednak tym razem mój lęk stanowił dla mnie absolutną nowość. Kazał mi dokładnie opowiedzieć o wszystkim. bo byłem w stanie odwrócić się i przez chwilę biec tak. Mogłem rozróżnić nawet ciemną masę skał albo drzew. Siedzieliśmy na tym stopniu w absolutnej ciszy przez jakąś godzinę aż do świtu. Był pogrążony w myślach. Położył mi rękę na ustach i dał znak. że don Juan czeka na mnie. Nie był melodyjny. co to jest. abyś kiedykolwiek mógł ryzykować samotną wyprawę w noc. zbyt poważne. Były dłuższe i bardziej chrapliwe. Byłem tak ogarnięty przez lęk. a jednak byłem prawie przekonany. Nie był to właściwie widok. Uznałem to za bardzo niezwykłe. co się działo. Nic o nich nie wiesz. Przez chwilę mój strach przekraczał wszelkie granice. Biegliśmy razem w bardzo wygodnym tempie. gdyż dużo łatwiej je zobaczyć właśnie o tej . Znalazłem się już na granicy ciemniejszego i jaśniejszego obszaru. Tym razem jednak nie upadłem. jak tylko mogłem. Chciałem sam zacząć naśladować sowę. Wywoływały je zagrażające mi społeczne sytuacje albo ludzie zachowujący się wrogo wobec mnie. Nadszedł następny. – Co mi się przydarzyło ostatniej nocy. abym podążał za nim.tamtym kierunku. Wtedy zjedliśmy jedzenie z tykw. a z drugiej – rzucił się panicznie do ucieczki. ponieważ nigdy ich nie spotkałeś. Wystraszyłem się i odskoczyłem. że obróciłem się i zdążyłem zobaczyć czarny kształt. To niespodziewane pojawienie się jej zmusiło mnie do krzyku. który turlał się albo ślizgał. lecz już w sekundę później z przerażającym spokojem wpatrywałem się w ciemny kształt. jakbym z jednej strony chciał się przekonać. jak gdyby wydawał je podczas biegu w moim kierunku. Ledwie słyszałem krzyki don Juana. Strach odczuwałem jako wrażenie cielesne. że musimy tutaj pozostać do samego południa. a później zbliżyła się do mnie wielka. Było tak. aż dotarliśmy do skalnego występu. co najdziwniejsze. gdyż znaleźliśmy się już poza niebezpieczną strefą. ciemna masa. tak jakby nic niezwykłego się nie wydarzyło. Nie będziemy spać. – Don Juanie! – wykrzyknąłem. Może lepiej byłoby je nazwać istotami gór. Nagle rozzłościłem się i bezsensowność moich emocji doprowadziła mnie do prawdziwej paniki. tylko rozmawiać. – Nie wygląda to zbyt dobrze – powiedział w końcu. nieco z mojej lewej strony. aby poinformować don Juana o tym. że należy do don Juana. ale raczej odczucie. Była kwadratowa jak drzwi. Pochodził z nieznanej części świata i uderzał w nieznaną część mnie samego. co wydarzyło ci się tej nocy. Nie udało mi się wychwycić niuansów jego tonu. podczas gdy druga opierała się temu. W tym momencie jakaś okropna rzecz zwróciła moją uwagę. ale wydawało mi się. Posłyszałem krzyk sowy dochodzący z bliska. Zdawało mi się. Teraz istoty nocy nie zostawią cię już w spokoju. przy którym odpoczywaliśmy wcześniej. Odruchowo podskoczyłem i skręciłem w prawo. Usiłowałem zwiększyć tempo. jakby ktoś cmokał wargami. od momentu kiedy mnie opuścił. ciemniejszy od całego otoczenia. jak wymagał don Juan. Była w nim chrapliwość gwizdów don Juana. więc przyspieszyłem. kiedy go znalazłem. jest bardzo poważne. Usiłowałem coś wypatrzeć w ciemności. Poruszała się szybciej niż ja i znowu przemieściła się z lewa na prawo. przez długi czas siedział w milczeniu. gdzie jestem. W całym moim życiu lęki zawsze opierały się na intelektualnej podstawie. że postrzegam ją oczami. tak szybko. Po chwili znowu zauważyłem jakieś migotanie czy falę ciemności z lewej strony. – To. Don Juan powiedział. Nazwałem je tak. że dochodzą z bardzo bliska i są gorączkowe. przez co straciłem równowagę. że w moim umyśle nie zagościła ani jedna myśl. nie mające nic wspólnego z myślami. kiedy piąty krzyk unieruchomił mnie. Trzeci krzyk dotarł do mnie z bardzo bliska. to mnie zaniepokoiło. Posłyszałem jeszcze jedno zawołanie sowy i pomyślałem. ale nie odważyłem się złamać jego zakazu. kiedy poruszałem się w ciemności.

Jednak masz jej więcej niż wtedy. dlaczego zostawiłeś mnie samego? – Istnieje tylko jeden sposób. – Próbowały stopić się z twoją śmiercią. że niebezpieczne jest dla mnie samotne przebywanie w ciemności. Nie musisz tego robić rozmyślnie. czy zrozumiesz.porze. ponieważ moc zawsze znajdzie sobie drogę. kiedy zaczynałeś i dlatego zdarzają się pewne rzeczy. ponieważ naturalną siedzibą nocnych istot są skały i szczeliny skalne. chociaż wiedziałem. którzy zabłądzą na pustkowiu i nie mają żadnej osobistej mocy. – Czy to znaczy. czym ona jest. Stały się niebezpieczne dla ciebie. gdybym jednak to zrobił? – Umarłbyś. ale było inaczej. Most i wszystko pozostałe. że takie niesamowite rzeczy wydarzają mi się zawsze wtedy. Nie miałeś wystarczająco dużo mocy. które widziałeś. gdzie nie ma nikogo. że było to rzeczywiście przejście i ciągnęłoby cię. bo zaśmiał się głośno i powiedział: – Nie wysilaj się na wyjaśnienia. nie dlatego że . Szczególnie ważne były drzwi. Powinieneś wiedzieć. aż musiałbyś je przekroczyć. Jednak w dzień dużo trudniej je zauważyć. Dlatego musiałem zostawić cię samego ostatniej nocy. – Ale czy one są rzeczywiste. don Juanie? – Oczywiście! Są tak rzeczywiste. jakby on sam mi je zgotował. Poprosiłem go. Droga wiedzy i mocy jest bardzo trudna i bardzo długa. po prostu dlatego że wtedy dobrze nam znany świat bardziej się wyróżnia. kiedy na początku zacząłem się uczyć postępowania wojownika. Najdelikatniej jak tylko potrafiłem. Jeśli chcesz się dowiedzieć. don Juanie? – Nie wiem. nie myślałem. ale nie w górach. co powiedziałem. Moc ma tę właściwość. jaki ci wskazałem. Wybrałem krzyk sowy. że nie posiadasz wystarczającej mocy. – Istoty nocy poruszały się z twojej lewej strony powiedział. że zwykle zabijają ludzi. ale za mało. Jak zapewne zauważyłeś. dlatego jesteśmy bardziej wrażliwi na te istoty. – W jakim celu to się powtórzy. co ono oznacza. – Jeśli wiedziałeś. Jesteśmy inni. – Co by się stało. jakichś jego wspólników. Don Juan chyba czytał w moich myślach. Kiedy samotnie bywałem w nocy na pustkowiu. aby zawezwać na pomoc miliard różnych rzeczy. ważne że nosisz jego wspomnienie. Nie wiedziałem. w jaki sposób doszedł do wniosku. kiedy zgromadzisz wystarczającą ilość osobistej mocy. Don Juan zachichotał i powiedział. żyjąc w ten sposób. Sama rozmowa o mocy jest bezużyteczna. że wszystko to stanowi dowód. To. zawsze wszystko było absolutnie normalne i nie działo się nic niezwykłego. jeśli chcesz ją zgromadzić. żeby się nauczyć i jest nim praktyka. że nie mogę być w nocy sam? – Możesz spędzać noc sam. Tylko ty możesz dać na to odpowiedź. ponieważ sowy są posłańcami tych istot. że robię coś szczególnego. nie pozwalałem ci samotnie zapuszczać się w ciemność aż do zeszłej nocy. a wtedy byłby to już twój koniec. Powoli zatykasz wszystkie dojścia do siebie. Musiałeś przejść test z tymi istotami. Weź mnie za przykład. kiedy on znajduje się w pobliżu i wygląda to tak. Są one tutaj przez cały czas. Nigdy nie widziałem żadnych cieni ani nie słyszałem dziwnych odgłosów. aż do czasu. Istoty nocy zgniotłyby cię jak robaka. powtórzy się pewnego dnia. nie ma dla ciebie sensu. musisz sam się ze wszystkim chwycić za bary. Miałeś już spotkanie z mgłą i błyskawicą. Ich głos wywabia je. Tak samo jak ty. że gromadzę moc. że ma on wystarczająco dużo osobistej mocy. będąc w swoim łóżku. aby stoczyć dobrą bitwę. co widziałeś tamtej nocy. Nie jest ważne. po prostu dlatego. Nie jestem tobą. że grozi ci śmiertelne niebezpieczeństwo. – Czy dotyczy to także równin? – Dotyczy tylko pustkowi. że chodzi o jakichś ludzi. aby mi wyjaśnił. – Ale jak mam gromadzić osobistą moc? – Robisz to. Teraz masz jej tyle. Natomiast w ciemności wszystko jest tak samo dziwne i niewiele rzeczy się wyróżnia. a szczególnie odludnych miejsc w wysokich górach. Miałem wrażenie. Nigdy nie zostałem przez nic przestraszony. ażeby samemu pozostać w ciemności. zwróciłem don Juanowi uwagę. kiedy się ją gromadzi. kiedy będziesz miał wystarczająco dużo osobistej mocy. że pozostaje niezauważalna. że są one tak niebezpieczne. szczególnie tych. Nie możesz więc iść w góry.

co wiem. że tak nie powinno być. W wypadku patrzenia na drzewo tym. że zanim don Juan wstał. jest bardzo prosty. których ty nie możesz dać mu sam. I teraz musi już wracać do mnie. żeby mieć święty spokój. Cienie liści albo przestrzenie pomiędzy nimi nie były nigdy przedmiotem mego zainteresowania. ludzie. Lubi go. – Nawet ty zgodzisz się ze mną. Wskazał na wielki krzew i powiedział. mogłem posegregować ciemne masy cieni prawie tak efektywnie jak normalnie zrobiłbym to z liśćmi. Biegłeś z prędkością godną czarownika dopiero wtedy. że chciałbym zostać tu dłużej. Powiedziałem don Juanowi. i nie-działaj. o co ci chodzi. Ty mi po prostu przytakujesz. Siedź tu. że twoje ciało wie. – Inne istoty nie mają własnej woli i trzeba ich szukać albo je wywabiać. Don Juan przygwoździł mnie. Kazał mi zrobić to samo. Nie powinienem pozwolić oczom na powrót do liści. są godnymi przeciwnikami – powiedział. Wstał i przeciągnął się.normalnie są wrogie. jak walczy z myślami. Tak więc mówię mu. tak jak to robił już dziesiątki razy wcześniej. co to jest. co robiłeś zeszłej nocy. – Im więcej razy. Za każdym razem. nawet mimo twego sprzeciwu. założył na niego gumową opaskę i wyrzucił jak dysk daleko w chaparral. Powód. – Na nieszczęście tylko nasi bliźni. Na przykład twoje ciało potrzebuje strachu. Jesteś tylko człowiekiem i twoje życie jest za krótkie. abym skoncentrował uwagę nie na liściach. Zaśmiał się i poklepał mnie po kapeluszu. ale na tym. – Teraz nadszedł czas. ponieważ pierwszym świadomym krokiem prowadzącym do nagromadzenia osobistej mocy jest pozwolenie ciału na niedziałanie. że sekret silnego ciała nie polega na tym. Dlatego to twoje przytakiwanie jest na pokaz. że ja też muszę umrzeć. że już znalazłem dla ciebie godnego przeciwnika. W przeciwieństwie do nich człowiek jest nieubłagany. aby się więcej nauczyć. – Wydaje mi się. ale tylko po długim okresie pracy albo odpoczynku. aby się ze mną zobaczyć. żeby ogarnąć wszystkie cudowne i straszne rzeczy tego wspaniałego świata. Don Juan przez długą chwilę milczał. Powiem ci teraz coś. Obaj to wiemy i wydaje mi się. a później objąć tym spojrzeniem całe drzewo. – Musisz rozciągać ciało wiele razy w ciągu dnia powiedział. Powiedzmy. co wiem. Ostrożnie zamknął mój notes. stanowi klucz do mocy. jeśli przypomnisz sobie to. Szeptem w kółko powtarzał mi do prawego ucha. Naciągał każdy mięsień. Chciałem zaprotestować. najważniejszą ze wszystkiego. W swoich ostatnich wskazówkach kazał mi zacząć koncentrować się na cieniach liści na jednej gałęzi. które wie. Być może z powodu zmęczenia albo nerwowego podniecenia tak pochłonęły mnie cienie liści. ale że ty nie jesteś bez skazy. tym lepiej. don Juanie. pisanie pozwoliło mi zachować dystans wystarczająco duży. Twoje ciało potrzebuje ciemności i wiatru. kiedy twój przeciwnik stał się nie do zniesienia. kiedy go wypróbuje. Położył ręce na moich notatkach i zabrał mi je. jak nie– -działać. jest natychmiastowe skoncentrowanie się na liściach. że kiedyś umrze. – Zanim stąd odejdziemy. . Lecz sam wiesz. don Juanie? Nie odpowiedział. Cały czas wszystkim przytakujesz i to automatycznie ustawia cię ponad ludźmi. abyś przestał robić to. kiedy mnie widzisz. że bieg w ciemności nie musi być pobudzany przez strach. jak robić". Tłumaczył. Potrzebuje też osobistej mocy i już się niecierpliwi. że mam na to lekarstwo – kontynuował don Juan po długiej przerwie. ale położył mi rękę na ustach. abym mógł pozostać niewzruszony. Byłem zaszokowany i zacząłem protestować. ponieważ jestem jego przyjacielem. – Powiedziałem ci. czego nie robisz – odezwał się w końcu. – Mówiliśmy już wystarczająco długo – rzekł don Juan gwałtownie. co zawsze robisz. chciałbym mu pokazać pewne rzeczy. musisz zrobić jeszcze jedną rzecz. redukuje cię do żałosnych rozmiarów. Ostateczny efekt był niezwykle zaskakujący. ale może być całkiem naturalną reakcją pełnego radości ciała. że “nierobienie tego. dopóki stąd nie pójdziemy. jak robić. Powraca. ale zanim to zrobię. Teraz zna już chód mocy i nie może się doczekać. – Jakiego przeciwnika masz zamiar znaleźć dla mnie? – zapytałem. – Nie wiem. nawet jeśli ty nigdy o tym nie pomyślałeś. Jest w tobie coś na pokaz i ja wiem. – Co masz zamiar zrobić. ale na ich cieniach. co oczyści twój umysł z wątpliwości. Widziałem. Przez chwilę byłem zły na niego. twoje ciało uczy się pewnych rzeczy. Ale tak samo jak poprzednio. co z nim robisz. dla którego nie przestajesz przychodzić do mnie.

Lekko popchnął mnie w kierunku chaparralu. Myślałem. On wytłumaczył mi to.– Mówiłem ci – powiedział. ponieważ moje ciało przez wiele godzin nasiąknęło nie-działaniem. że podszedłem od razu do notesu. mówiąc. że nieświadomie musiałem zapamiętać sobie kierunek. . Następnie stwierdził. Szedłem bez celu przez chwilę i zaraz potem znalazłem go. w jakim don Juan go rzucił. – Ciało lubi takie rzeczy. że nagromadzona przeze mnie moc poprowadzi mnie poprzez krzaki do mojego notesu.

Po wyczerpującej jeździe i szybkim marszu przybyliśmy na wzgórze późnym popołudniem. że było to retoryczne stwierdzenie. że z gruntu jestem zły. Przez chwilę usiłował znaleźć właściwe słowo. aby umożliwić wojownikowi uzyskanie szczególnego stanu spokoju i dobrego samopoczucia. Don Juan powiedział. ale naśladować jego sposób leżenia w całkowitym bezruchu. pobudziło moje głęboko ukryte emocje. Wyruszyliśmy przed świtem i pojechaliśmy na północ. Po kilku minutach zacząłem odczuwać rozkoszne ciepło. – Nie wiesz. Stwierdził. Usiłowałem mu wyjaśnić. Dramatycznym tonem don Juan stwierdził. że to możliwe! – wykrzyknąłem. Jednak w krótkim czasie mogę poważnie zachorować. 11 kwietnia 1962 Kiedy wróciliśmy do domu. jak tylko potrafię. – To prawda – powiedział don Juan. wybrałbym inne. aby można było go poszukiwać. Odpowiedział na to. natknął się na jeden z moich nastrojów. abym się rozluźnił. które mogłem użyć zamiast tamtego. że widział to. ponieważ wskazane jest oddalić się od “istot nocy". że “łoże ze sznurków" pozwala mi na unoszenie się w powietrzu. Nie-działanie Środa. Odparł. nie powinienem pobudzać swoich liści. Dodał. iż nigdy nie szanowałem ani nie lubiłem nikogo. Zarechotał i powiedział. pokrył miejsce. nawet samego siebie. . zawieszenia w powietrzu. kiedy ja mówiłem. Opisałem to niewiarygodne doświadczenie don Juanowi. ponieważ traktowanie swoich czynów jako podłych. paskudnych czy złych jedynie dodaje ważności “ja". Potem łagodnie przypomniał mi. Usiadłem i zacząłem go przepraszać. chociaż tego nie zauważam. że zostało zrobione właśnie w tym celu. że gdy widział.15. don Juan poradził mi. abym nie miał wyrzutów sumienia z powodu czegoś. Poprosiłem go. że mam się poddawać wrażeniu unoszenia się. który trzeba sobie przygotować. co zrobiłem. że zachowuję się jak istota najważniejsza na świecie. czym jest dobre samopoczucie. że ma dość tego. która co jakiś czas niespodziewanie się uruchamia i wciąga mnie. na którym kiedyś spałem. w który ciągle wpadam. aby oczyścić się i odpocząć. stanem. Kojące uczucie spokoju i pełni. – Nie wierzę. że świat jest nieznany i wspaniały. Zawsze czułem. ani nawet nie myślał o tym. Po jednodniowym odpoczynku zapowiedział. nie mające większego znaczenia. że dobre samopoczucie jest stanem. ale on się zaśmiał i naśladując mój sposób mówienia. Don Juan. i dlatego w stosunku do innych zawsze maskowałem się pyszałkowatością i udawaną odwagą. że jeśli chcę odpoczywać. że zaśmiewałem się z zamierzonej niedorzeczności niektórych proponowanych przez niego możliwości. Skończyło się na tym. i kazał mi położyć się i odpoczywać. Dla siebie wybrał inne miejsce. Zacząłem opowiadać o swoim życiu. Don Juan przyjął moje stwierdzenie dosłownie i skarcił mnie. Poruszyłem się nerwowo i posłanie z liści wydało szeleszczący dźwięk. Było to wrażenie fizycznego komfortu. Powiedział. Powiedział. co przeżyłem. który najpierw trzeba dobrze poznać. którego doświadczałem w tym tajemniczym miejscu. Powiedział. Następnie dał mi garść liści. ale nie zasypiał. że musimy opuścić tę okolicę na kilka dni. Zanim zdołałem powiedzieć coś więcej. małymi gałązkami. W pełni mogłem się teraz zgodzić z don Juanem. retorycznych stwierdzeń. że silnie na mnie wpłynęły. ponieważ nigdy go nie doświadczyłeś – powiedział. Poradził mi. Chyba nieźle się na mnie zdenerwował. zwrócił mi uwagę. tak jak zrobił to przedtem. tak jakby nic mi się nie wydarzyło i ani nie wspominał. trochę na lewo w stosunku do mojej głowy i także się położył. – Wcale nie lubisz siebie. Powiedział poważnie. tak długo. że ten nastrój to pewien stan umysłu. że niemożliwe jest wyraźniejsze określenie widzenia. abym pracował nad swoimi notatkami. że jeśli faktycznie tak by było. abym umieścił je bezpośrednio na skórze brzucha. ponieważ moje ciało nie jest wystarczająco wrażliwe. że “łoże ze sznurków" zostało zrobione wyłącznie po to. Przyznałem się. jeśli nie udam się w moje “ulubione miejsce". aby wyraźniej to określił. Opisał go jako rodzaj zapadni. zaproponował całą serię zabawnych. której wciąż trzeba dostarczać dowodów na to.

Ale on dalej przekonywał mnie. na który wskazywał. na co kładziesz nacisk – powiedział. Ciemnobrązowe magmowe góry w oddali wyglądały złowieszczo. 12 kwietnia 1962 Dotarliśmy do wysoko położonej pustyni wokół wulkanicznych wzgórz późnym popołudniem. Stąd. że będziemy tutaj obozować w nocy. – Zaczekaj. ponieważ jutro albo pojutrze zaczniesz się uczyć nie-działania. Nie mogłem oderwać od nich wzroku. . mogłem sięgnąć wzrokiem na dość dużą odległość. które jadłem tego dnia. jak szukać dezorientacji. Był pochmurny dzień i zmierzch szybko ogarnął okolicę. że aż musiałem wstać. – Możemy albo uczynić siebie nieszczęśliwymi. – Uczyć się czego? – zapytałem. że jeśli chcę dokonać wielkiego czynu unieszczęśliwienia samego siebie. to muszę nad tym pracować niezwykle intensywnie. Przez chwilę czułem się. Zanim wrócił. co wydawało się naturalną formacją górską na północnym wschodzie. że doskonale wiem jedynie o tym. Przed końcem dnia stały się widoczne dolne zbocza gór. ale nie zrobiłem żadnego wysiłku. Uczuciu temu towarzyszył niezwykły niepokój w dołku pod piersiami. albo silnymi. ciemną szarość. wyszczerbione. że don Juan mówi do mnie. jakby poruszał go wiatr. znowu się uspokoiłem i zacząłem doświadczać unoszenia się w powietrzu. zadrżał. Słyszałem. z jaką karmazynowe chmury na zachodzie rozpływały się w jednolitą. Chociaż cały łańcuch wulkanicznych gór w czasie zmroku miał jednolitą ciemnobrązową barwę. iż do tej pory nie uświadomiłem sobie tego. Kiedy zrobiłem zeza. Don Juan wstał i poszedł w stronę krzewów. Na zachodzie niebo było wolne od chmur i światło wyglądało niezwykle. Pochłonęła mnie obserwacja szybkości. Wskazał na odległe. W pewnej chwili poczułem. Być może uwaga don Juana sprawiła. płynny i ciepły. Siadł obok mnie i zwrócił mi uwagę na to. Znajdowaliśmy się na wzniesieniu. Zamknąłem oczy. że może zjadłem coś niezdrowego.Nie mogłem się z nim zgodzić. że pulsuje. do którego trzeba rozmyślnie dążyć. Zaśmiał się kpiąco i zapewnił mnie. – Zanim dzisiaj zajdzie słońce. to punkt. że wszystkie moje wysiłki mógłbym równie dobrze włożyć w dążenie do pełni i siły. że cały łańcuch górski zbliża się do mnie. kiedy byłem chory i miałem zawroty głowy. – Koncentruj się na nim bez przerwy – polecił don Juan. ostrożnie opierając o skałę swoje tykwy z jedzeniem. ciemne i wrogo wyglądające szczyty na północy. którego doświadczałem czasami. jakbym rzeczywiście poruszał się w przestrzeni. Miałem wrażenie. Jego głos był wyraźny. sylwetki wulkanicznych gór były już tylko ciemną masą. Przestało być ważne. Było to tak nieprzyjemne. musisz być całkowicie uspokojony i wypoczęty. że się porusza. złego samopoczucia i zamętu. i że graniczy to z absurdem. aż znajdziemy się w tamtych magmowych górach. dodając jej ciemnemu brązowi oślepiających ozdób z żółtych refleksów. Chociaż uczucie to było niezwykle przyjemne. Czwartek. gdzie stałem. Pomyślałem. że jest jak woda. Był to punkt dużo jaśniejszy niż jego otoczenie. – Siadaj! – krzyknął don Juan. ale szybko przestało mnie to interesować. jak zmienia się światło słońca – powiedział don Juan. Słońce znajdowało się bardzo nisko nad horyzontem i oświetlało zachodnią ścianę zastygłej lawy. jak liść. Dostrzegłem tylko kaktusy i wysoką trawę rosnącą kępkami. Pomyślałem sobie. przypominało mi nieco wrażenie wirowania. Wpatrywałem się w niego bardzo długo. był żółtawy albo ciemnobeżowy. – Niech ten blask cię zapali – powiedział don Juan. że dobre samopoczucie stanowi cel. Powiedział. W obu wypadkach wysiłek jest taki sam. Usiadł. – Teraz się tym nie przejmuj – powiedział. – Cała sztuka polega na tym. co to jest. Don Juan zatrzymał się na odpoczynek. Powiedział. Te szczyty były naprawdę hipnotyzujące. – Obserwuj. Na wysokiej pustyni znajdowało się mało roślinności. Usiłowałem przypomnieć sobie wszystkie rzeczy. aby go wysłuchać. Nie byłem w stanie ustalić. grubą. Wydawało mi się. że żółtawy blask popołudniowego słońca wydawał mi się wspaniały.

ponieważ to ciało się tym zajmuje. ustawił mnie tak. Piątek. Pochłonęło mnie bogactwo ich kolorów. co by się stało. aby odpocząć w cieniu wiszącej ściany skalnej. gdzie wisiał kawałek materiału. o co chodzi w nie-działaniu bez moich wyjaśnień. Jednak myliłem się. Zamknąłem notes. jakby chciały się zamknąć nade mną. Góry stanowiły zastygłe bryły monumentalnej rzeki lawy. Słońce znajdowało się niemalże nad moją głową. Usiadłem znowu. – Zatrzymaj się tutaj – powiedział don Juan i. że patrzyłem w kierunku słońca. co się teraz ze mną dzieje. że zmierzch stał się przyczyną tej optycznej iluzji. że to. przypomina mi patrzenie na słoneczną ulicę przez okno. Notowałem swoje wrażenia. Wydawało mi się. aby nauczyć cię jednej rzeczy – powiedział z wyczuciem dramatyzmu. don Juanie. lekko na południowy zachód. Zaczynałem myśleć jak musiała wyglądać ta wulkaniczna rzeka. i jeszcze jedną. On zaś wstał i podszedł do miejsca. polecił mi pisać. Wpatrywałem się w ten fragment gór. aż cały kanion był upstrzony wielkimi łatami światła. manewrując moim ciałem. wymaga mojej wyjątkowej uwagi. – Będziesz się uczył nie-działania. że to co powie. Były one wysokie na setki stóp i sprawiały wrażenie. a później wypatrzyłem jeszcze jedną świetlistą strefę. Siedliśmy. – Nie wiem. Znajdowały się tam cętki wszystkich możliwych do wyobrażenia barw. ponieważ blask raził mnie w oczy. mimo. że później wszędzie widzi się ciemną okienną ramę. ale bardzo trudno to wykonać. wciąż widziałem połyskujące refleksy słońca. Spojrzałem bezpośrednio w górę i zauważyłem. ale że był to kawałek żółtawego materiału zwisającego z kaktusa przede mną. Opowiem ci o nie-działaniu. . – Przez chwilę dobrze ci z nim szło i nie wiadomo. żebym skupił wzrok na górskiej ścianie nade mną. o czym mówisz. 13 kwietnia 1962 O świcie wyruszyliśmy w góry. a później stwierdził. że nie da się o tym mówić. – Powiem ci o czymś. kiedy po długo trwającej ciszy don Juan nagle przemówił: – Przyprowadziłem cię tutaj. że poczułem dziwny ucisk w dołku. gdybyś nie wstawał. – To nie ma znaczenia – powiedział. że to. która przez tysiąclecia zwietrzała w porowatą ciemnobrązową skałę. kiedy pada na błyszczące punkciki zastygłej lawy. na co patrzyłem. że zrozumiesz. Powiedział. Widok był zdumiewający. Do południa doszliśmy do jednego z kanionów. – Ponieważ ten kawałek materiału ma moc – powiedział obojętnie. Patrzenie w górę prawie pionowych ścian kanionu spowodowało. Wraz z jego ruchem zmniejszała się intensywność refleksów. W płytkich kałużach było tam trochę wody. Powiedziałem. Spojrzałem na drugą stronę kanionu i zauważyłem następne miejsce. Puścił moją rękę i razem usiedliśmy pod wiszącą skałą. Powiedziałem o tym don Juanowi. zwinął i schował do swej torby. Don Juan pokręcił głową i zaczai chichotać. Poczułem zawrót głowy i nawet wtedy. Zaśmiałem się głośno i wyjaśniłem don Juanowi.Ale stanąłem już na równe nogi. jak słońce wytwarza przepiękne refleksy. Wpatrywałem się w nią przez chwilę i nagle uświadomiłem sobie. co powoduje. ale ku memu zdziwieniu. w ogóle nie znajdowało się w górach. Z tej nowej perspektywy żółtawa formacja znalazła się niżej na tle gór. Nie chciałem patrzeć. gdzie odbijało się światło słońca. co jest bardzo proste. Na każdej skale rosły łaty jasnoszarych mchów i porostów. Objąłem głowę dłońmi i usiłowałem wczołgać się pod wiszącą skałę. kiedy zamknąłem oczy. zdjął go. Były niespodziewanie daleko. Tylko kilka silnych chwastów rosło w jej szczelinach. – Po co to robisz? – zapytałem. gdzie tak samo wspaniale załamywało się światło. Rzucił w moim kierunku kilka krótkich spojrzeń. Równie dobrze możemy najpierw o tym porozmawiać. Kilkakrotnie przesunąłem wzrokiem w górę i w dół po ścianach kanionu. aż w końcu całkowicie znik-nęły. ponieważ z tobą nie da się inaczej postępować. ale don Juan chwycił mnie silnie za ramię i kategorycznym tonem kazał mi patrzeć na górskie ściany i próbować wynajdywać punkty gęstej ciemności pośród obszarów światła. Pobudził moją wyobraźnię. nie odrywając od niej wzroku i formacja przesunęła się ku górze.

musisz przestać działać. że wiesz. jakim jest – powiedział. jaką wykonuje z nim działanie. Dalej wyjaśniał. że nie powinno się o nim wspominać – kontynuował. musi po prostu nie-działać. Lepiej po prostu coś zrobić. na przykład. – To jest kamyk. W ten sposób postępujesz ze mną i ze światem. Jeśli więc wojownik chce zatrzymać świat. że nic nie zrozumiałem. kiedy nie zatrzyma się świata. – Świat jest światem. don Juanie? – Działanie jest tym. wie. Kiedy zaczyna się mówić o działaniu.– Nie-działanie jest tak trudne i ma taką moc. który trzymał mi przed oczyma. Weź na przykład skałę. że nie mają. Zdawał sobie sprawę z tego. Spojrzeliśmy na siebie i don Juan się uśmiechnął. że nie rozumiem. aby zatrzymać świat. albo jakąkolwiek inną rzecz. Zaśmiał się i podrapał po głowie. że te słowa nie miały dla mnie żadnego sensu. – To jest działanie! – wykrzyknął. Powiedział. – Ależ mają! – wykrzyknął. a krzak krzakiem. Powinieneś być w siódmym niebie. Potem wziął gałązkę i wskazał nią na nierówną krawędź kamyka. że jeśli uda mi się znaleźć te szczegóły. otwory i wgłębienia znikną. ponieważ znasz potrzebne do tego działanie – powiedział. – Po to. skąd ten chaos! – powiedział. Chyba musiał się dobrze bawić moim kosztem. co powoduje. ponieważ znasz działanie potrzebne do stworzenia go takim. Działanie jest tym. a później powiedział mi. – Ta skała jest skałą z tego powodu. – Gdybyś nie znał tego działania. Przestałem pisać. Zawsze prowadzi do zamętu. Powiedziałem mu. zawsze kończy się na mówieniu o czymś innym. choć nie dawał tego po sobie poznać. . – Przynajmniej do czasu. – W przypadku tego małego kamienia – kontynuował – pierwszą rzeczą. Don Juan rozejrzał się wkoło i wskazał na wielką skałę. Wstał i położył kamyk na głazie. Człowiek wiedzy. Rozumiesz. że skała jest skałą tylko z powodu działania. kiwając głową. Więc jeśli nie chce. Przyglądał mi się z ciekawością. ale on nie odzywał się. – Nie wiem. – Co mówisz? – zapytałem w poczuciu zupełnego zamętu. – Ta skała jest skałą z powodu działania – powiedział. aby nią była. – Słucham? – To także działanie. Pochylił się i wziął mały kamień pomiędzy kciuk i palec wskazujący lewej ręki i podsunął mi pod nos. Chciałem dalszych wyjaśnień. W końcu byłem zmuszony powiedzieć. że bez działania nie byłoby nic znajomego w naszym otoczeniu. co sprawia. ponieważ znasz działanie potrzebne do uczynienia z niego kamyka – powiedział. a ja zrozumiem. a ja mną. że jego wytłumaczenie niczego nie wyjaśnia. że skała jest skałą. Popatrzył na mnie tajemniczo i dwa czy trzy razy uniósł brwi. abym podszedł bliżej i dokładnie go obejrzał. Zaśmiał się i przystąpił do następnej próby wyjaśnienia. – Znowu wskazał na skałę. że robisz z tego kamyk. – Nazywam to działaniem. bo uśmiechnął się. czym jest nie-działanie. – Na tym właśnie polega problem z mówieniem. powiększa taki mały kamień. – Powiedziałem. – O czym mówisz. jeśli się tego pragnie. że ty jesteś sobą. Tylko wtedy można o nim swobodnie mówić. jest skurczenie go do tej wielkości. świat byłby inny. Następnie znowu wskazał na mały kamień. jak z nią postępować – powiedział. o co mi chodzi? W ogóle go nie zrozumiałem. Musiałem się przyznać. Don Juan uśmiechnął się. Chciałem go tylko słuchać. i to jest twoje działanie. Kazał mi patrzeć na otwory i wgłębienia i spróbować uchwycić nawet najmniejsze szczegóły. a widzenie jej to nie-działanie. o co mu chodzi. przez nie-działanie. – Słowa są twoimi faworytami. – Ale ty jesteś przekonany. Patrzenie na nią to działanie.

aby wykonywać działanie. Dowodziłem. – To dobry początek – powiedział. o co mu chodzi. Na mojej twarzy musiała malować się konsternacja. natomiast niewielki cień. Dlatego nie możesz go tak zostawić. W uszach mi dzwoniło. dlatego najlepszą rzeczą. Wojownik tak nie postępuje. że twoje przy ciężkie myślenie zamieniło ten kamyk w coś zupełnie nieciekawego. Poruszał się i zmieniał kształt. przedrzeźniając mnie. Byłem zakłopotany i prawdopodobnie czerwony na twarzy. jaki kamyk rzucał na głaz i stwierdził. nie-działanie zamieniłoby ten kamyk w obiekt mocy. Czy rozumiesz. co robi. robi z nimi coś i wierzy w to. wiedziałbyś. że to bzdury. czy to wszystko jest prawdziwe. czy rzeczy są prawdziwe. . Natomiast gdybyś miał osobistą moc. ale klej. mówiąc. czy fałszywe. stwierdził. don Juanie? – Odpowiedź tak albo nie na twoje pytanie to działanie. ale musisz zakopać. – Oczywiście. o których wie. jaką możesz zrobić. muszę ci powiedzieć. stał się dla mnie najbardziej interesujący. jakimi dysponuję. Nalegałem. udając. Nie mogłem się skoncentrować na jego drobnych otworach i wgłębieniach. gdzie leży. aby ziemia mogła wchłonąć jego ociężałość. Gdybyś widział. który wiąże je ze sobą. Miałem wrażenie. Ale ponieważ uczysz się nie-działania. – Dlaczego? – zapytałem. W tym przypadku kamyk długo nasiąkał tobą i teraz jest tobą. Popatrzył na mnie niby zawstydzony i pokręcił głową jakby sytuacja była beznadziejna. że ja nie mam nieskazitelnego ducha nawet w tym. Długo wpatrywałem się w kamyk. – Działanie sprawia. Z rzeczami uważanymi za prawdziwe postępuje w taki sposób. że musisz je połączyć. że jest w stanie wyjaśnić wszystko. a w inny na te. zaś w drugim nie zajmuje się nimi albo nie wierzy w to. Nie-działanie każe postępować z nim tak. Tutaj wojownik ma przewagę nad zwykłym człowiekiem. który zwraca uwagę na to. Ogarnęło mnie przygnębienie. – Czy to wszystko prawda. jeśli tylko włoży w to trochę wysiłku. aby wykonać nie-działanie. abyś mógł to zrobić. – Wojownik potrafi z cieni przepowiedzieć wszystko. był on jak klej. – Ale czy ty to zrozumiesz? Byłem zaskoczony jego aluzją. jakby był czymś dużo więcej niż tylko skalnym okruchem. Natomiast wojownik ma do nich taki sam stosunek. Później zasugerował. aby jeszcze wyraźniej wyjaśnił mi. że złości się na kamyk. że są prawdziwe. co robi. – Teraz jest w nim jakaś część ciebie. zostań przynajmniej gadułą-wojownikiem – powiedział i wybuchnął śmiechem. Wskazał na mały cień. w ogóle nic nie rozumiem – powiedziałem. Powiedziałem mu. że w rzeczywistości nie ma znaczenia. Z rzeczami uważanymi za nieprawdziwe postępuje tak. Później odwrócił się i odszedł. zamieniając ją w nie-działanie. że to nie cień. Odczuwałem nieprzyjemne ciepło w głowie. jaki rzucał na głaz. ponieważ to tylko mały kawałek skały. które uznaje za nieprawdziwe. – Jeśli masz zamiar tylko dużo gadać i nic nie robić. śmiejąc się. – Obserwowałeś go bardzo długo – powiedział. uznając je za nieścisłe i nieadekwatne. że jest wyciskany spod kamyka. Stwierdzenia don Juana zdenerwowały mnie. Don Juan miał rację. Wojownik zawsze próbuje wpłynąć na siłę działania. – Czy mogę to zrobić? – Twoje życie nie jest wystarczająco uporządkowane. Później. co lubię najbardziej. a on. Kiedy wrócił don Juan. że oddzielasz kamyk od większego głazu – podjął jeszcze jedną próbę. aby mnie sprawdzić. W pierwszym przypadku.– Ten przeklęty kamyk chyba doprowadzi cię dzisiaj do szaleństwa – powiedział. Działanie polegałoby na pozostawieniu kamienia tam. uderzył go dwa czy trzy razy kapeluszem. Popatrzył na mnie i ryknął śmiechem. Nie mogłem znaleźć w nich żadnego sensu. powiedzmy. opowiedziałem mu wszystko o mojej obserwacji. o co mi chodzi? – Nie. że przyjdzie za jakiś czas. Zwykły człowiek w specyficzny sposób reaguje na rzeczy. jest wykopanie dziury i wrzucenie go do niej. w mówieniu. Naśmiewał się z werbalnych środków wyrazu. abym wziął kamień i gdzieś go zakopał. czy fałszywe. że mogę wszystko wyjaśnić – powiedział. – Jeśli chcesz się nauczyć nie-działania.

Prawie natychmiast po-czułem się nieswojo i zaczęło mnie mdlić. Zacząłem odczuwać jakąś papkę wokół niej. Później tak ją wykręcił. że było to tylko ćwiczenie. Don Juan powiedział. a później obszedł mnie wokoło. don Juanie? – Najtrwalsze linie. że istnieje nieskończona ilość linii. Uzyskuje . – Czy są to rzeczywiste linie? – Oczywiście. gdyż w żaden fizyczny sposób na mnie nie oddziaływał. Zacząłem poruszać ramieniem i po krótkiej chwili moja ręka stała się lodowato zimna. – A jednak wiem. linię. którą da się rzucić. ale o opanowanie go. uważnie mi się przyjrzał. ponieważ linie tworzone przez rękę nie są wystarczająco trwałe. że to on wywoływał moje mdłości. – Nie chodzi tutaj o zrozumienie. Trzeba odpychać i przyciągać wyobrażoną przeciwną siłę. Don Juan wykonał gwałtowny ruch i chwycił mnie za dłoń. a ty nie masz jeszcze mocy. zanim znowu usiadł na swoim miejscu. – Czy możesz je zobaczyć i dotknąć? – Powiedzmy. Powiedziałem. że świat jest uczuciem. Kiedy ręka jest ciepła. – Nie-działanie jest bardzo proste i bardzo trudne – powiedział. jakie właśnie opisał. poszedłem w krzaki i zakopałem kamyk. ale nie jest ono właściwe i jeśli chcesz wiedzieć. jakby pod wpływem jakiejś niewidzialnej siły. dając mi czas na zadanie pytania o linie.Wstałem. że jeśli nie mówisz. – Człowiek wiedzy używa innych części ciała. kleistej i płynnej substancji. tego że przypisuje sobie wywołanie we mnie tego uczucia. jakbym trzymał gałkę drzwi. Nie-działanie jest tylko dla bardzo silnych wojowników. Nie mieściło mi się w głowie. że możesz je odczuć. Mówienie jest działaniem dla ciebie. to nie rozumiesz. jakbym pływał w ciężkiej. co zatrzymuje swobodny ruch ręki. aby mieć wartość w praktycznej sytuacji. – Ale może je także zrobić oczami. ujął moją prawą rękę i zgiął ją w łokciu. czy za dziesięć lat. że wojownik wykonuje taki ruch. Teraz złapałeś dłonią tylko coś straszliwego. gdziekolwiek się chce. Kazał mi się położyć. odczuwa się świat. jesteś w stanie wyczuć nią linie świata. Widzenie jest oczywiście ostatecznym osiągnięciem człowieka wiedzy. Don Juan powiedział. Cały drżałem. które łączą nas z rzeczami. pochodzą z centrum jego ciała – powiedział. że ćwiczenie nie-działania. – Wystarczy – powiedział. o co mi chodzi? – zapytał don Juan i spuścił wzrok. Uniósł brwi i otworzył oczy. kiedy wróciłem i znowu usiadłem. Zagiął mi palce. Zrobił przerwę i przyjrzał mi się z ciekawością. Kiedy się nie-działa. Ale zanim zdążyłem to zrobić. Było tak. czy zrobisz je teraz. a on odparł. Wyraziłem swoje wątpliwości. – Czy zrobiłem coś nie tak? – Nie. Nie mogłem tego zaakceptować. zawsze kiedy chce coś wyrzucić ze swego ciała. – Może zrobisz to ćwiczenie innym razem. że wie o tym. jakby coś faktycznie naciskało mi na żołądek. musisz wykonać proste ćwiczenie. na przykład chorobę albo niepożądane uczucie. – Czy rozumiesz. co rozumiem przez nie-działanie. odczuwa się go poprzez linie. aby mnie zatrzymać. Kiedy usiadłem. i wtedy zaczął poruszać nią do tyłu i do przodu kolistym ruchem przypominającym popychanie i przyciąganie dźwigni przymocowanej do koła. W przypadku tego ćwiczenia nie-działanie polega na powtarzaniu go. aż poczuje się ten ciężar. – Trochę się z tobą drażniłem – powiedział don Juan. Zrobił pauzę. co w efekcie przypominało mruganie ptaka. dopóki nie poczuje się ciężkiego przedmiotu czy czegoś. Dlatego rób to stopniowo. aby wytworzyć trwałe linie – powiedział. może pomóc każdemu odczuć linię wychodzącą z poruszającej się ręki. aby je wykonać. Ponieważ jesteśmy zainteresowani nie-działaniem. tak abyś nigdy nie czuł zimna. jakie wytwarza człowiek wiedzy. nie ma znaczenia. kiedy będziesz miał więcej osobistej mocy. że poczułem mdłości. Powiedział. – Jakich części ciała. zaczął wyjaśniać mi. Najtrudniejszą częścią ścieżki wojownika jest uświadomienie sobie. a potem zamrugał. pomimo całkowitego braku wiary w możliwość jego odczucia. tak że wyglądało. ponieważ spróbował dać mi odczuć linie świata swoimi oczami. że dłoń miałem zwróconą w jego kierunku.

że są one cieniami. Byłem okropnie zażenowany. Cienie są jak drzwi. – Cienie są szczególne – powiedział niespodziewanie. Nie zrozumiałem tego. czy nie? – Ale to nie w porządku. ponieważ aby znaleźć się w nieskazitelnej formie. Odruchowo. a jednak nim nie jest. że moje ciało zauważyło naszego prześladowcę. Odparł. Wejście tam stanowiło bolesne doświadczenie. będący przecież starym człowiekiem. ale byłem zdenerwowany. Obserwowanie kamienia w celu poznania tego. pozwalając twojemu ciału wiedzieć. z tym wyjątkiem. aby mi wyjaśnił. – Nic takiego nie zauważyłem – zaprotestowałem. drzwi nie-działania. Powoli ten ruch przywrócił mi równowagę. że mam marną kondycję. jest jedynie naszym działaniem. pomimo mojego upartego zaprzeczania. – To tylko moc – powiedział. co mówił. Don Juan poturlał mnie stopą w prawo i w lewo. gdzie dwie skały wielkości człowieka stały obok siebie w odległości czterech czy pięciu stóp. – Te góry są jej pełne. – Spójrz na cień tego kamienia – powiedział. że wejdziemy na szczyt skały wulkanicznej znajdującej się z prawej strony. Don Juan ciągle powtarzał mi. Wstał i powiedział. że cień idzie za nami. patrząc na niebo. don Juanie. Jest trochę podobny do tych istot. czym on jest. Kogo to obchodzi. Nie wiedziałem. tak jak to już kiedyś zrobił. abym nie patrzył w dół. że te istoty i cienie mają takie same linie i dlatego tak je nazywa. a więc tak samo musi być z cieniami. – Stratą twojego czasu! – wykrzyknął. że w ciągu dnia mogę jedynie poczuć jego obecność. Zapanowała długa cisza. ponieważ jestem zbyt leniwy. don Juanie? – Przekonanie. jakbym oczekiwał na nagłe pojawienie się czegoś. że jeden podąża za nami. w przeciwnym przypadku przychodzenie tutaj byłoby tylko stratą mojego czasu. albo że pochodzą z nich uczucia. jest działaniem – wyjaśnił. Don Juan zatrzymał się dziesięć metrów przed nimi i stanął twarzą w . – Zbliża się koniec dnia – stwierdził don Juan. W rzeczywistości była to wysokogórska wspinaczka. ale obserwowanie jego cienia. – Kiedy pracuje się z ludźmi – powiedział – powinno się przedstawiać całą sprawę tylko ich ciałom. że cienie są tylko cieniami. kiedy don Juan. to działanie. które przestraszyły cię tamtej nocy. dzięki technice nie-działania. Odparł. że kiedy uzyskuje się pewien poziom osobistej mocy. Chciałem. – Można powiedzieć. Chciało mi się wymiotować. Don Juan odparł. Powiedziałem mu. czy rzeczywiście sam mógłbym go zobaczyć. – Z pewnością zauważyłeś. albo też że ukazują się w nich linie świata. – Takie przekonanie jest cokolwiek głupie. ale również patrzył w tym samym kierunku co ja. Przekonywał mnie godnym zaufania tonem. że nie ma w tym nic niezwykłego. parodiując mój głos. wystarczy nie-działać. czy coś rozumiesz. dwa czy trzy razy. Chcę rozumieć wszystko. że nie mieliśmy lin. gdy ześlizgiwałem się ze skały. Kędy dotarliśmy na szczyt. – Czy jest w nich jakiś ruch? – zapytałem. co mógłbym jeszcze powiedzieć.się je tylko po zatrzymaniu świata. Wskazał na długi głaz stojący bezpośrednio przed nami. że jest w nich ruch. Zapewnił mnie. – Ale jak uczucia mogą pochodzić z cieni. Don Juan nie powiedział ani słowa. położyłem się. musiał mi pomagać. to nie-działanie. Dotąd postępowałem tak z tobą. Chciałem dowiedzieć się. dlaczego nazywa to coś cieniem. co sprawia. Na przykład człowiek wiedzy może opowiedzieć o najskrytszych uczuciach ludzi. obserwując ich cienie. rozglądnąłem się na boki. – Ależ ty jesteś zarozumiały. – Cień jest kamieniem. Kilkakrotnie podciągał mnie do góry. ażeby ćwiczyć. które by nam pomagały i nas ubezpieczały. – Powinieneś wykorzystać to olśniewające światło do wykonania jeszcze jednego ćwiczenia. Pomyśl w taki sposób: Świat jest o wiele bardziej skomplikowany niż się wydaje. Odczuwałem to tak. chociaż wcale nie było podobne do cienia. Uśmiechnąłem się odruchowo. ćwiczenia czy inny trening nie są potrzebne. A poza tym to. Zaprowadził mnie w miejsce.

który stworzyłem. powinno polegać na utrzymaniu wizji. Opisałem niezwykłe wrażenie. aby się przekonać. małe dziurki w porowatej skale powiększyły się. Powiedziałem mu. ponieważ widział. Później zjedliśmy. abym zrobił to samo ćwiczenie z tymi cieniami. gdy omiatam wzrokiem ziemię. Poczułem. że musiał je przerwać. Zwróciłem uwagę na to. Potem. A ja przez to prawie zamieniłem niedziałanie w stare. o co tu chodzi. że mogłem się w nim zatracić. Wyjaśnił. co zrobiłem. Co więcej. Efektem miało być nałożenie jednego cienia na drugi. Moja próba wykonania tego ćwiczenia okazała się bezowocna. przez moment. zmniejszając go. tak jak to zwykle robię. Nie chciałem mrugać. aby nie stracić obrazu. a ja zacząłem patrzeć. że ten sposób patrzenia. Znalazłem takie i podałem mu je. Don Juan wziął te dwa odłamki skały. ale utrzymywał. jak oddzielne cienie stapiają się w jeden. że jestem w świecie znajdującym się daleko poza wszystkim. Walczyłem. Zauważyłem również. Don Juan wcale nie był zainteresowany moim niepowodzeniem. Wspiął się na podobny do kopuły wierzchołek i z góry krzyknął. że patrzę na skałę. Skrytykowałem mglistość jego określeń. że kiedy poszukuje się miejsca na odpoczynek. że to. długimi i wąskimi kawałkami skały. zwrócony na zachód. Dodał. że teraz nie-działanie stało się dla mnie jeszcze bardziej tajemnicze. Kiedy don Juan zasłonił światło. którego nigdy przedtem nie widziałem. czy uda mi się połączyć cienie. i powiedział mi. twarzą na zachód i powiedział. Kazał mi stanąć powyżej nich. Zaznaczył miejsce. należy zrobić zeza i równocześnie utrzymywać ostry obraz. co miałem zrobić. Kiedy tylko zaszło słońce. czego mam się spodziewać i co robić. Poklepał miejsce po swojej lewej stronie i powiedział mi. Don Juan skomentował to. Długo nic nie mówiliśmy. był wyraźnie widoczny. który obejmowałem spojrzeniem. dobrze znane działanie. Narzekałem. nie tracąc ostrości widzenia. Sprecyzował swoje wskazówki. bez ulegania jej pokusie. straciłem świadomość. który tak niepewnie utrzymywałem. jakbym z niezmierzonej wysokości patrzył na świat. nie powinno się koncentrować wzroku w danym punkcie. kiedy pojawiają się tego rodzaju odczucia. W tym momencie poczułem. w rzeczywistości. Powinienem obserwować je i zezować tak samo. natomiast obserwując cienie. a potem wszystko zniknęło. wyrazisty fragment stał się nieciekawy. był tak wyraźny. gdzie przedtem leżały. Prawie natychmiast udało mi się zobaczyć. że powinienem być usatysfakcjonowany tym. ale wcale nie utraciłem widoku szczegółów. abym patrzył na cienie skał. Fragment porowatej skały. że naturalną tendencją nas wszystkich jest folgowanie sobie. na którym skupiłem wzrok. to jednak właściwie wykorzystałem cień skał jako drzwi do niedziałania. Wpatrywałem się w niego oszołomiony. zwiększyłem go i chociaż daleko mi jeszcze do odczuwania jego linii. która przemieniała kamień w rzeczywisty świat. szukając miejsca na odpoczynek. jakiej wielkości kamieni potrzebował. niezwykle mnie zaintrygowało. Swoim ciałem zasłaniał mi słońce. niewiarygodną głębię i pewien rodzaj przejrzystości. To nadzwyczajne wrażenie trwało przez sekundę. że mogę przyglądać się otoczeniu cienia. mówiąc. Musiałem przyznać. Zmniejszając świat. był to tylko zmniejszony widok skały. nagle odwrócił się do mnie i zapytał o postępy w śnieniu. nadaje pojedynczemu cieniowi. a nałożony na nie połączony cień. w którym ja miałem stać. bez przetwarzania obrazów. Umieścił je w odległości około jednej stopy od siebie w dwóch szczelinach. co mogłem pojąć. w tym miejscu. że powiększyłem świat. Powiedział. dopóki nie dostałem bólu głowy. Każdy otwór w skale na obszarze. mówiąc.kierunku zachodnim. W końcu pieczenie oczu zmusiło mnie do spuszczenia powiek. Automatycznie spojrzałem w górę i zobaczyłem don Juana stojącego bezpośrednio nade mną. abym rozejrzał się za dwoma małymi. jak zwykle zezuję. a on wyjaśnił. a jednak. dzięki nawilżeniu rogówki obraz stał się jeszcze wyraźniejszy. że dzięki temu można rozróżnić pewne emanujące z nich uczucia. Stwierdzenie. Pokazał mi rękami. Tym razem była to całkiem inna sprawa. że nie miał możliwości. ale teraz w ogóle przestałem odnajdywać swoje . że było to łatwe na początku. że powinien mi wcześniej powiedzieć. ponieważ przynajmniej raz postępowałem właściwie. delikatnie położył je w głębokiej szczelinie i usiadł ze skrzyżowanymi nogami. abym też usiadł. że kopulasty wierzchołek stał się dla mnie niezmierzonym światem. również w ciszy. że naprawdę nie ma możliwości opisania tego. ponieważ w pewien sposób działanie związane jest z uleganiem. Wtedy zwrócił mi uwagę. brązowy kolor zastygłej lawy zmatowiał i wszystko straciło świetlistą przejrzystość. upodobnił się do cienkiej błonki o nie dającej się opisać przezroczystości. jakiego doświadczyłem.

– Ale jaki jest cel takich kłamstw. – Ale w nocy. zamierzam polecić ci. Widzisz. – Wojownik stosuje nie– -działanie do wszystkiego w świecie. ma jakieś znaczenie. będziesz sobie mówił coś całkiem przeciwnego. że znasz działanie pogardy – powiedział poważnie. aby wpłynąć na to działanie. Mówiłem ci już o tym. Nie nadaję się do niczego. ponieważ siła. – To jest twoje działanie. – Wszystko. ponieważ jedyną rzeczywistą rzeczą jest w tobie ta istota. używałeś mojej osobistej mocy. wiedząc. znajduje się z mojej prawej strony. byłoby tylko nie-działaniem. co mógłbym powiedzieć ci o śnieniu – kontynuował. dlatego było łatwiej – powiedział. która postępuje w ślad za nami. zepsuty i do niczego się nie nadajesz. – Wszystko. don Juanie? – Możesz dać się złapać na haczyk innego działania.ręce we śnie. Nie mam zaufania do siebie. don Juanie. Zaśmiałem się głośno i mój własny śmiech przestraszył mnie. Don Juan powiedział. nawet jeśli nie wierzysz. – Zawsze taki byłem – powiedziałem. aby nie zaprzestać poszukiwania własnych rąk. Teraz. mówiąc mi to po cichu. niż mu się wydaje. – Teraz jesteś pusty. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie. to być może pod wpływem mocy godnego przeciwnika. śnienie jest nie-działaniem snów i postęp w nie-działaniu spowoduje także postępy w śnieniu. Musisz pozwolić swojemu ciału odkryć moc i uczucie nie-działania. sam wiedziałbyś. – Nie chodzi tutaj o ufanie komukolwiek. co robisz. ażebyś nauczył się innego działania. Cała sprawa jest kwestią walki wojownika. ponieważ bardzo mało działania pozostaje w ciemności. – Nie wiem. Ale nie wolno przestać ci próbować. takich jak ten. łącznie ze sprzymierzeńcami. ponieważ dopóki czymś się zajmuje. w nic nie wierząc. Jak już ci powiedziałem. nieświadomy ruch prawą ręką. że ci się to uda. że myślisz. – W ciągu dnia cienie stanowią drzwi nie-działania – powiedział. co robić ze śnieniem. – To głupio z twojej strony pogardzać tajemnicami świata tylko z tego powodu. Miałem następny atak nerwowego chichotu. nie są rzeczywiste i uzależnianie się od któregokolwiek jest tylko stratą czasu. kiedy uczyłem cię chodu mocy. Znalezienie własnych rąk na razie jest najważniejsze i jestem przekonany. niż się spodziewam. a wtedy być może uświadomisz sobie. abyś kłamał. – Ja już wiem. Cała sztuczka polega na tym. że moje ciało wie dużo więcej. – Nie ma niczego więcej. Zamiast mówić sobie prawdę. co bym powiedział. chociaż nie wiem jak. że dwa razy tego dnia sprzymierzeniec podszedł tak blisko. dopóki nie będziesz miał wystarczająco dużo własnej mocy. Dotarcie do tej istoty jest nie-działaniem “ja". stanowi aspekt nie-działania – kontynuował. czego cię dotąd uczyłem. wszystko jest cieniem. – A jednak chcę się zmienić. że obydwa są kłamstwem. Przyznał się. a ty będziesz dalej walczył: jeśli nie pod ochroną swojej własnej mocy. Zrobiłem gwałtowny. która musi umrzeć. dopóty niedziała. a jednak nie mogę ci już nic więcej powiedzieć. ale że jestem bardziej nerwowy i nieudolny. że jesteś zgniłek – stwierdził. który już za tobą podąża. wojownik nie musi w nic wierzyć. Zapewniłem go. że kłamiesz i że jesteś absolutnie beznadziejny. przez osiem dni. że nie pogardzam nikim ani niczym. – Kiedy na początku zaczynałeś śnienie. że to. Lecz jeśli uchwyciłbyś nie-działanie bezpośrednio. . Od dzisiaj. chcę. że musiał wkroczyć i zatrzymać go. albo z pomocą jakichś sprzymierzeńców. że jesteś okropny.

Powiedziałem don Juanowi. – Skoncentruj tam wzrok – powiedział. Pierścień mocy Sobota. Zapewnił mnie. wklęsłym mostem rozciągającym się pomiędzy dwoma wierzchołkami. W tej samej chwili zaczął wiać wiatr i zrobiło się zimno. Potem wstał i zapowiedział. Spojrzałem na szczyty zastygłej lawy i nagle całe góry rozbłysły. Chciało mi się spać. a później na inny. że w południe światło słońca może mi pomóc w osiągnięciu nie-działania. co szczególnego powinienem zobaczyć. ale don Juan skierował się ku północnemu zachodowi. a później szerzej otworzyłem oczy. Byłem zmęczony. który podąża naszym śladem. – Słońce świeci prawie pionowo. sprzymierzeńca. Patrzyłem na nią przez chwilę. że grzmot. że wtedy będę w stanie dostrzec domniemany obszar ciemności. Chciałem się odwrócić. Zaraz po znalezieniu ciemnego punktu mam otworzyć oczy i sprawdzić.16. potarłem je. Wyjaśnił. zgodnie zaczęły odbijać światło słońca. Był gorący dzień i słońce świeciło na zastygłą lawę. – Dokąd idziemy? – zapytałem. ale don Juan złapał mnie za głowę i nie pozwolił mi się poruszyć. widzę cały łańcuch górski jako splątany szereg świetlistych włókien. Nie potrafiłem znaleźć żadnego ciemnego obszaru. Po jakiejś godzinie drogi zaprowadził mnie do głębokiego wąwozu. W tym momencie posłyszałem słaby grzmot – można byłoby go wytłumaczyć jako odległy odgłos odrzutowca – a potem. Powiedział mi. abym prawie nie oddychał. czy słońce zaszło za chmury. wszystkie razem. ażeby utrzymać widok świetlnych włókien: chciał też. 14 kwietnia 1962 Don Juan zważył w rękach nasze tykwy i stwierdził. mogę uchwycić częściowy widok istoty z gór. Myślałem. Don Juan powiedział bardzo łagodnie. tylko jedzie do miasta na granicy. aby to znieść. że skończyło się nam jedzenie i nadszedł czas powrotu do domu. że nie wraca do Sonory. a góry stały się masą matowych. stanowił specyficzny sposób. Postępowałem zgodnie z jego instrukcjami i byłem w stanie utrzymać ten widok niezmierzonego przestworu pokrytego siecią światła. mając otwarte oczy. na który wskazywał don Juan. że jeśli się odwrócę. Obojętnie zauważyłem. Następnie udzielił mi serii wskazówek: mam rozluźnić obcisłe ubranie. Robiłem zeza i otwierałem oczy wiele razy. Niecierpliwym gestem don Juan kazał mi być cicho. Myślałem. . Wyglądało to tak. abym nie wpatrywał się w nie. który kończył się w miejscu. zobaczyłem cały łańcuch górski przed sobą jako ogromne pole małych punktów światła. Dziwne zbocza wyglądały jak zakończone ukośnym. Próbowałem zmieniać pozycję. ale moje ręce były lepkie i oczy zaczęły mnie piec od potu. że powinienem spróbować wyizolować obszary ciemności wewnątrz pola świetlnych włókien. Powiedział. usiąść ze skrzyżowanymi nogami i wpatrywać się intensywnie w punkt. aby się przekonać. że będziemy się wspinać na zbocze. Powiedział. gdzie ma pewien interes do załatwienia. jakby przez krótki moment metaliczne cętki w zastygłej lawie. ale on potrząsnął moim ramieniem i surowym tonem kazał mi siedzieć spokojnie i być cierpliwym. że zaczniemy schodzić kanionem rzeki. ale żadna nie pojawiła się na zachodzie. gdzie jest umiejscowiony na przedniej ścianie zbocza. ale patrzył obojętnie na pewien punkt na horyzoncie. Po długim czuwaniu zapytałem. że nie mam wystarczającej siły. Bardzo uważnie obserwowałem wskazany obszar. Ponieważ swędziały mnie. Następnie dodał. brązowych skał. że powrót zabierze nam co najmniej kilka dni. Potem to światło stało się przyćmione i nagle zgasło. gdzie dwa stoki prawie się ze sobą stykały. na wysoką równinę wulkanicznych gór. że kiedy zezuję. Don Juan zbliżył się do mnie i wskazał na punkt po prawej stronie. bezpośrednio przede mną. który mi wybrał. Don Juan wskazał na to miejsce. w jaki sprzymierzeniec zamanifestował swoją obecność. który słyszałem. Po niebie płynęło tylko kilka chmur. bezpośrednio nad zboczem. Na wpół przymknąłem oczy. Znowu zrobiłem zeza i jeszcze raz zobaczyłem sieć świetlnych włókien.

opierając się o głaz. ale dał mi znak ręką. ponieważ był przedmiotem mocy. Spojrzałem na don Juana. Zauważyłem. który wyznaczył jako punkt ciemności. – To dobre miejsce na krótkotrwały obóz – powiedział. ale każdy z nich uważnie go obserwował. Nasze obozowisko było bardzo nierówne. Don Juan ogłosił. leniwie zbliżali się do nas. gdzie można znaleźć przedmioty mocy. że idzie z powrotem do chaparralu. Kiedy rozpocząłem z nimi pogawędkę. Mężczyźni poruszali się bez pośpiechu. don Juan siadł. Szeptem zapytałem don Juana. Oni mówili bardzo cicho i traktowali go z wielkim szacunkiem. że stara się zorientować w terenie. że daje mi go. Weszliśmy na wzgórze i. Jeden z przybyszy zapytał mnie. Wytłumaczył mi. ale im się nie poszczęściło. Wyglądało na to. że młodzi ludzie byli uczniami czarownika i że podczas myśliwskich wypraw po obiekty mocy regułą jest. ale szepnął mi. że to czterej młodzi Indianie. Kiedy wszystkie gałęzie płonęły. Don Juan szedł jakieś dziesięć stóp przede mną i utrzymywał bardzo szybkie tempo. pochwalił ich za rozwagę i powiedział mi. Kiedy tylko to uczyniłem. aby robić krąg. Powiedzieli mi. który należał do mnie. Tylko jeden z nich odezwał się do mnie. że rozpoznali don Juana. abym go zatrzymał. Obserwowałem ich. Byłem trochę zakłopotany. Widziałem tył jego głowy poruszający się tak. Zaraz potem zaczęliśmy schodzić do kanionu i kilka godzin później znaleźliśmy się na wysokiej pustyni u stóp wulkanicznych gór. Potem pewnym krokiem skierował się do występu skalnego. ale zatrzymaliśmy się i poczekaliśmy do momentu kiedy prawdopodobnie zniknęło za horyzontem. Kiedy byli już blisko. Przez kilka dni chodzili wokół wulkanicznych gór. okazali się bardzo przyjacielscy i komunikatywni. Don Juan stał przez chwilę bez ruchu. Jeden z nich oparł się nawet plecami o moje. Usiadł i zaczął ręką zmiatać pył ze skały. czy również mogę z nimi porozmawiać. Klucząc. jakby z góry na dół omiatał wzrokiem górę. Ciężki wał chmur na zachodzie nie pozwolił nam zobaczyć zachodu słońca. Kopał palcami wokół wystającego małego kawałka kamienia. zauważyłem czterech mężczyzn zbliżających się do nas z południa. który sam się do mnie zwrócił. Po trudnej wspinaczce osiągnęliśmy cel. poszukując kwarcowych kryształów mocy. oczyszczając go w ten sposób. jak gdyby nic się nie wydarzyło. że będzie to specjalny ogień dla tych młodych. Usiedli twarzą do don Juana. a on skinął głową. Żaden z młodych ludzi nie ruszył się. aby mu pomóc. szczególnie ten. Zaczął iść w jego kierunku. co się dzieje. zauważyłem. o kilka stóp ode mnie. pozbawione krzewów. tworząc regularne półkole.Wskazał na ten obszar. Powiedział. Ogień znajdował się po jego prawej stronie. Chciałem mu pomóc. kiedy znaleźliśmy się na wierzchołku. Ci zaś siedli w ciasnej gromadce wokół mnie. że dzięki niedziałaniu poznał ten punkt jako możliwe centrum mocy albo miejsce. Kiedy don Juan wrócił z wiązką chrustu. abym się zatrzymał. Powinienem go wypolerować i dbać o niego. czy kiedykolwiek sam znalazłem kryształ. aby nazbierać suchych gałęzi na ogień. Ale don Juan nie wydawał się nimi zainteresowany. Kierowaliśmy się na południe. Próbowałem zbliżyć się do niego. jak mam się zachować w takiej sytuacji. Odezwał się do nich po hiszpańsku. Odpowiedziałem mu. a my wszyscy udaliśmy się za nim. Nigdy dotąd podczas naszych wypraw nie spotkaliśmy ludzi i nie wiedziałem. że znaleźli się tutaj. natomiast ja nie miałem zielonego pojęcia. Szedł. że jego . jak zachowywać się w towarzystwie uczniów czarownika. Następnie kazał mi go wyjąć. Wydawało mi się. odważnych ludzi i nie potrzebuje mojej pomocy. że don Juan nigdy nie zabrał mnie na ich poszukiwanie. Siedliśmy na kamieniach. Don Juan wybrał miejsce w pobliżu wielkiego głazu i zaczął przygotowywać ognisko. Młodzi ludzie wyraźnie wiedzieli. jakieś dwieście metrów stąd. Don Juan rozejrzał się wkoło i wskazał skalisty teren. Wtedy don Juan zmienił kierunek i skierował się na południowy wschód. kazał mi go natychmiast schować pod koszulę. w którego centrum dwóch ludzi siedzi plecami do siebie.

ponieważ od lat nie byłem u spowiedzi. podwinąłem lewą nogę. że wyszedłem z wprawy w klęczeniu. Wywołało to wielkie poruszenie wśród młodych ludzi. Jak gdyby nigdy nic. która napełniłaby go mocą. . dopóki sprzymierzeniec sam się nie objawi. Don Juan skomentował to żartem. pojawiają się jako migające cienie i w ogóle nie posiadają mocy. Następnie opowiedział o poszukiwaniu ducha. bo wszyscy równocześnie wykonali gwałtowny ruch. że taką postawą przyjmuje czarownik. Nie czynią żadnych hałasów. że jaskrawo zabarwione pióro albo wypolerowane kryształy kwarcu przyciągają uwagę sprzymierzeńca. Powiedział. że kryształy kwarcu są bronią używaną podczas czarów. stosując specjalne techniki. a odkrywa sieje. jaką należy zrobić. Powiedział. Najodważniejszy z nich. Wtedy należy na tym miejscu rozpalić ogień. Pierwszą rzeczą. Znalazca jest odpowiedzialny za ich pocięcie i wypolerowanie mające na celu ich zaostrzenie i dopasowanie wielkością i kształtem do palców prawej ręki. ten. a swoją obecność zdradza on. który zamienia zwykłe kryształy w broń. Zauważyłem. dwóch młodzieńców miałem po mojej lewej. Ledwie dostrzegalnym gestem brody wskazał na moją pozycję.miejsce znajduje się bezpośrednio przede mną. że chce pokazać nam jakiś przedmiot mocy. Don Juan zaczął opowiadać im. jest znalezienie odpowiedniego miejsca służącego do wywabienia ducha. jakby nigdy jej nie opuszczały. że zwykle występują w skupiskach i do tego. Powiedział nam. Wtedy kryształy stają się samym człowiekiem. Potem trzeba go powalić na ziemię i przytrzymać. że kryształy kwarcu można znaleźć w określonych miejscach na tym obszarze. że takie siedzenie przez cały jego wykład będzie dla mnie okropną męczarnią. że jest to dla mnie bardzo męcząca pozycja. że sprzymierzeńca przyciągają płomienie. należy je nakłonić do opuszczenia swego miejsca. Pomyślałem. Przyjąłem. aby napełnić je mocą. Musi ono znajdować się na szczycie wzgórza. Młodzi ludzie zachichotali. dopóki nie wyczuje się ciepła. możecie wystawić swoje kutasy. zaśmiał się głośno. możecie dać mu do dotknięcia właściwie wszystko. więc w zwięzły sposób zaczął wyjaśniać młodym ludziom. a innych dwóch po prawej stronie. aby zabić: przebijają one ciało wroga. które nie przypominają sprzymierzeńców. Wstrząsały nimi wybuchy śmiechu. ponieważ musiałem stanąć i biec w miejscu przez kilka minut. Zgadywałem. Młodzi ludzie zmienili pozycję i usiedli z lewą nogą podwiniętą pod siedzenie. Zwykle rzuca się je. ale tylko podwinęli lewą nogę i znowu siedli w tej tajemniczej postawie. Wiedziałem. a później wracają do ręki właściciela. a ich moc sięga daleko poza nasze rozumienie. przesuwając dłoń zwróconą w kierunku ziemi. Przez moment myślałem. że młodzi ludzie zgromadzą się wokół niego. Gdy tylko się je wyszuka. Nie zwróciłem uwagi. Don Juan był w pełni tego świadomy. Wtedy właśnie można go zmusić do dotknięcia kryształów. jeśli nigdy nie znajdziecie ducha dającego moc? – powiedział. Lekko pochylili się do przodu. ponieważ najważniejsze nie jest znalezienie przedmiotu. jak gdyby mieli wstać. Usiłowałem w niewymuszony sposób przejść do tej bardziej wygodnej pozy. Wszyscy młodzi ludzie również skrzyżowali nogi. Niektórzy zakryli twarz i chichotali nerwowo. ale moje lewe kolano chyba miało uszkodzony nerw. Zawsze jednak okazywało się. że don Juan skrzyżował nogi i był rozluźniony. który trzyma w swoim worku. przynajmniej od czasu kiedy włóczę się razem z nim. jak siedzieli poprzednio. aby uczyć się nie-działania. Osoba poszukująca sprzymierzeńca musi podążać w kierunku. kiedy sytuacja jest niepewna. że to dramatyczny początek i miałem rację. należy wybór pięciu najdłuższych i najlepiej wyglądających słupków kwarcu i oddzielenie ich od macierzystej skały. Don Juan wyjaśnił. Krótkie spojrzenie na don Juana ujawniło mi. – Natomiast jeśli nie macie kryształów ale znaleźliście ducha. kiedy przestali się śmiać. który pierwszy ze mną rozmawiał. i że podąża za nami sprzymierzeniec. skąd dochodzą. – Co za pożytek z posiadania pięknie wypolerowanych kryształów. aby przełamać jego opór. po turecku. że jestem w wulkanicznych górach. chłopcy – powiedział obojętnie don Juan. że w tych górach znajdują się też inne siły. Ostrzegł nas. Don Juan dodał. że on także siedział z lewą nogą podwiniętą. ale siły. kto je znajdzie. – Mam zamiar coś wam pokazać. Don Juan powiedział mi kiedyś. że tak samo jak ja. ale właściwie każdy inny przedmiot jest tak samo dobry. Jeśli nie znajdziecie nic innego. wydając serię powtarzających się dźwięków. która była dla mnie bardzo niewygodna.

zapięty na jeden błyszczący metalowy guzik. aby jego przebranie było doskonałe. Trzymał koszyk z jakimiś rzeczami. przy uszach. kolana nie bolą mnie tak bardzo. ale nie może ukryć swojej dzikości. Cicho chichotali i byli zdenerwowani. Musiał sobie wyliczyć. Dodał. Zaśmiałem się do siebie. który przemówił pierwszy. że stał na drewnianej nodze. Miał podarte poncho czy też pewien rodzaj indiańskiego płaszcza i znoszone sombrero. powiedział. Wydawało mi się. że kiedy nie siedzę na stopie i utrzymuję półklęczącą pozycję. ale bardziej wyglądał na człowieka. Przeżyłem moment oszołomienia. Nie zauważyłem. Potem spojrzał ponad nami w ciemność z tyłu. jak długo będą się palić gałęzie. Miał czarny płaszcz z długimi połami. że to prawdziwy piracki kapelusz. Potem spojrzeli na siebie. Spodziewałem się. Zmiana intensywności ognia wywołała duże wrażenie na grupie. Pozostawał w tej pozycji przez chwilę. Don Juan nagle wyszedł zza głazu i stanął tam. że don Juanowi brakuje tylko przepaski na oku i papugi na ramieniu. – Nie miał kaptura. ten najdalej ode mnie z prawej. wszyscy razem. omiatając nasze postacie wzrokiem z prawa na lewo. że don Juan nie miał żadnego kapelusza ani nie nosił długiego płaszcza i z pewnością nie stał na drewnianej nodze. don Juan był ubrany jak jakiś ważny człowiek. kiedy ja zajmowałem się swoją nogą. Popatrzył na każdego z nas. który widział don Juana w czarnym kapturze. Efekt był wyjątkowo dramatyczny. Pomyślałem sobie. stwierdził. skąd mógł go zdobyć na tym pustkowiu. ale nie jest pewny. który powraca z niezwykle długiej podróży. czy rzeczy. co to było. że don Juan zaraz wyjdzie zza głazu i znowu usiądzie. Płomienie straciły swoją moc w tym samym momencie. Wydawał się zakłopotany. spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Kiedy płomienie się zmniejszyły. Miał skórzane nogawice do . który właśnie zsiadł z konia. Powiedział.Możliwie swobodnym ruchem podwinąłem lewą nogę. Młodzi ludzie stali się nerwowi. Wszyscy czterej mężczyźni zbliżyli się do mnie. który właśnie zabił mnicha i założył jego szaty. które don Juan włożył – śmieszny kapelusz i płaszcz z długimi połami – oraz to. Młodzi ludzie siedzieli z niewzruszonym wyrazem twarzy. że don Juan był w łachmanach. – Nie! – cicho krzyknął inny młody człowiek. jak na komendę. Nie mogłem zrozumieć. a potem zniknął za głazem. Wydawało się. Don Juan wyglądał naprawdę głupio w tym pirackim kostiumie. że don Juan właściwie nie był ubrany jak żebrak. W końcu odezwał się najodważniejszy z nich. Miał daszki po bokach. Płomienie sięgnęły dwa razy wyżej. że według mnie. Kiedy odwrócił się i wchodził za głaz. gdzie siedział. bo teraz zaczęły trzaskać nowe gałęzie i płomienie strzeliły wysoko w górę. abyśmy to zrobili. że nie miał nic w rękach. Don Juan wstał i obchodząc łukiem wielki głaz. co się wydarzyło. i drewnianą nogę. drewniana noga i płaszcz czyniły z niego prawdziwego pirata. Pomyślałem sobie. co don Juan chciał osiągnąć poprzez tę komedię. i był okrągły na górze. siedzący obok niego. Po długim oczekiwaniu zwróciłem się do młodego człowieka po prawej i po cichu zapytałem go. że brakuje im słów. kapelusz. Mężczyzna. że wszystko to jest bardzo dziwne. ale za to włosy miał długie i dziko zmierzwione. że nie zwróciłem uwagi na szczegóły. Zauważyłem. Powtórzyłem pytanie i inny młody człowiek. Młody człowiek. Oczywiście musiał zgiąć nogę w kolanie. zniknął nam z oczu. że jego wyczucie czasu było doskonałe. jakby był człowiekiem. zdezorientowani. ale byłem tak otumaniony jego pojawieniem się. Założyłem. ma dla niego jakieś znaczenie. Musiał podsycić ogień. Powiedziałem im. Jeden z młodzieńców. Młody człowiek spojrzał na mnie ze śmiesznie zmieszaną miną. kiedy don Juan wszedł za głaz. powinienem ją zobaczyć. że musiał być ukryty za skałą. i dlatego zostawił nas samych. Zastanawiałem się. Według niego. że musimy bardzo dokładnie i spokojnie przeanalizować to. Młody człowiek z lewej zaśmiał się i powiedział. które dołożył do ognia i dostosować do tego moment swojego wejścia i wyjścia. aby udawać człowieka z drewnianą protezą. jak szedł. popatrzył na mnie uważnie. ale tak się nie stało. Na głowie miał kaptur czy też szal i nosił kruczoczarną tunikę do samej ziemi. wrócili do pozycji ze skrzyżowanymi nogami. – To prawda – potwierdzili pozostali. Czekałem niecierpliwie. zanim wstał. Powiedziałem. Włożył śmieszny czarny kapelusz. Don Juan z pewnością chciał. jak zakonnik.

twój i mój. jest kwestią działania. w którym miałem go zostawić. którą miałem w samochodzie. że w tej okolicy jest tyle mocy. Ale one naprawdę nie są dziwne. – Jak to zrobiłeś? – To bardzo proste – odparł. którym uderzał w lewą dłoń. Usiedliśmy przy stoliku przy oknie wychodzącym na ruchliwą główną ulicę i zamówiliśmy jedzenie. jakby uchwyciła mnie jakaś ręka. Usiłowałem go do tego nakłonić. Wszystko. a jego oczy zdawały się rzucać blask. jest w pewnym sensie jedynie przebraniem. że kiedy każdy z nas się rodzi. Mężczyzna stojący najdalej z lewej śmiał się zawstydzony i nie odważył się opowiedzieć o tym. Zatem każdy z nas już od urodzenia jest zahaczony. co zobaczył. . 15 kwietnia 1962 Kiedy rano zrobiło się wystarczająco jasno. Niedziela. jak już ci powiedziałem. a mężczyźni stali się wyraźnie zarysowanymi. – Istnieją tylko przebrania. Don Juan szepnął mi. Dreszcz przebiegł mi po plecach. Po południu byliśmy już w granicznym mieście. aby rozmawiać. żebyś to zrozumiał. – Powiedzmy. – Lepiej zostawmy tych młodych ludzi. Ogień już dogasał. ale żarzące się węgle dawały wystarczający blask. Zaczął powoli odchodzić. w jego oczach czaił się figlarny błysk. Niemal od razu zaczynamy z niego korzystać. którzy są schwytani w pułapkę działania. don Juanie. – Usiądź. bicz. nieruchomymi postaciami. Człowiek wiedzy potrafi zahaczyć się o czyjeś działanie i wywołać dziwne rzeczy. abym mógł to zrozumieć – powiedziałem. Zrównałem się z don Juanem. które nie dawały mi spokoju. Są dziwne tylko dla tych. Odruchowo krzyknąłem. gdzie zostawiłem samochód.konnej jazdy. Nie było już żadnych płomieni na ognisku. Mężczyźni obejmowali mnie po kolei. aby stworzyć ten świat. Było w niej pusto. proszę cię. Nasze pierścienie mocy są połączone z pierścieniami wszystkich pozostałych ludzi. Zjedliśmy trochę krakersów i popiliśmy wodą mineralną z butelki. niech się zajmą swoimi sprawami – powiedział do mnie. wielkie ostrogi. Don Juan był rozluźniony. W tym właśnie momencie odczułem. kiedy don Juan wyszedł zza skały. Upadłem pięć razy. – Ale nikt z nas nie widział tego samego przebrania – powiedziałem. Nie patrzył na nich. Nie ma możliwości. zaczęliśmy iść. – Pokazałem ci odrobinę swego nie-działania – stwierdził. że będzie mi bardzo łatwo skorzystać z chodu mocy. – Podaj mi przykład. przynosi ze sobą mały pierścień mocy. Poszliśmy do restauracji zjeść lunch. dlatego łatwo było was wszystkich ogłupić. co robimy. Don Juan wyglądał jak ciemny cień. są teraz zahaczone o działanie w tym pokoju. jakie wrażenie wywarło na mnie to wydarzenie. Biegliśmy kilka godzin. – Na przykład nasze pierścienie mocy. W końcu zatrzymał się. Byłem głodny. ale on przyłożył palec do ust. Byli jak szereg kruczoczarnych posągów ustawionych na tle ciemności. – Jednak spróbuj. – Pożegnaj się z nimi. skul się pod skałą i zakryj brzuch rękami – szepnął mi do ucha. – Ale jak to zrobiłeś? – To nie będzie miało dla ciebie żadnego sensu. Don Juan zaprowadził mnie do miejsca. Chciałem zadać don Juanowi kilka pytań. ale poza tym czułem się ożywiony i wypoczęty. Przede wszystkim chciałem się czegoś dowiedzieć o jego przebraniu. aby dać mi czas na pożegnanie. ale inni nie byli nim zainteresowani. Zdobyłem się na odwagę i zacząłem zasypywać go pytaniami. co robimy. Mój żołądek poczuł siłę pochodzącą z zewnątrz. stożkowaty kapelusz oraz dwa automatyczne pistolety kaliber czterdzieści pięć. Rozkazująco powiedział mi. ponieważ wszystko. abym nie odwracał się. kiedy traciłem równowagę. Chyba był zbyt nieśmiały. Innymi słowy. są one zahaczone o działanie świata. Miał wygląd zamożnego właściciela rancza. Don Juan głośno liczył za każdym razem. Tych czterech młodych ludzi i ty sam nie jesteście jeszcze świadomi nie-działania. ponieważ w tej chwili ci młodzieńcy są kręgiem cieni.

zaraz – powiedziałem. Przybył mi z pomocą. – Właśnie ci wszystko wyjaśniłem – odparł. aby zgadzać się co do działania – powiedział łagodnie. co znasz. . Moja ciekawość była ograniczona tylko do jednej. że nie wkładałeś przebrania? – zapytałem. to wszystko – powiedział. o jakiej chciałbym usłyszeć. Nazwałbym go pierścieniem nie-działania. bo don Juan szepnął mi. Mogło by ci to tylko zaszkodzić. Ale ja czułem się przygnębiony. Poczułem niekontrolowany skurcz w żołądku. że jesteśmy podejrzani. Nagle ogarnęło mnie zmęczenie. – Nie masz żadnego pojęcia o mocy. którego znam. tylko głośno się zaśmiał. Don Juan nie zwracał uwagi na mój protest. – To prawda. aby pokazać jej. Bardzo spokojnie utrzymywał. czego doświadczyłem na własnej skórze a jego wyjaśnieniem istniała przepaść nie do przebycia. nie byłem też już głodny. Młoda kelnerka przyniosła nam jedzenie. ponieważ w ten czy inny sposób spędzamy w nich większą część swojego życia. że ścieżka don Juana jest dla mnie zbyt stroma. Natomiast człowiek wiedzy rozwija inny pierścień mocy. – Zaraz. czy włożył ten kostium pirata. że jeszcze nie rozwinąłeś swojego dodatkowego pierścienia mocy i twoje ciało nie zna nie-działania – powiedział. i że nawet nie brałem pod uwagę takiej możliwości. że powinienem zapłacić. Na szczęście. Nasze pierścienie mocy właśnie w tej chwili snują istnienie tego pokoju. nie-działanie jest równie wspaniałe i potężne. Zapłaciłem kobiecie i dałem jej napiwek. prozaicznej kwestii: chciałem wiedzieć. Nie miałem już więcej pytań. że mamy pieniądze. – Nie mam do niej pretensji. Nie mam z tym nic wspólnego. – Widzisz – kontynuował – każdy z nas zna działanie pokoi. – To znaczy. a kiedy zostawiła nas samych. został powołany do istnienia i jest utrzymywany dzięki sile pierścieni mocy każdego człowieka. Pomiędzy tym. Poprosiłem go o wyjaśnienie. czy don Juan nie mógł być w zmowie z młodymi ludźmi i wszystkiego tego zaaranżować? Zmieniłem temat i zapytałem o czterech uczniów. – Czy nie powiedziałeś mi. co mówił. a ponieważ nie są tacy głupi jak ty. – Ty sam zrobiłeś resztę. że nie mam zdolności. aby zostać czarownikiem. którą jak zwykle było zwątpienie i brak zaufania oraz pytanie. Ja go nie stwarzam. – Ten pokój jest tutaj sam z siebie. abyś na nich patrzył. że to ostatnia rzecz. usiłując znaleźć sposób powrotu do naszej rozmowy. Zapewniłem go. w którym jesteśmy. mówiąc. podobnie jak i pozostali.Stwarzamy ten pokój. jaką daje ta zgoda. że są cieniami? – zapytałem. Uświadomiłem sobie. Don Juan jadł ze smakiem i był w doskonałym nastroju. – Dlaczego nazwałeś ich cieniami? – Dlatego że w tamtym momencie zostali dotknięci mocą nie-działania. zacząłem się wpatrywać w don Juana. Don Juan nie odpowiedział. – Wszyscy zostaliśmy nauczeni tego. Są uczniami człowieka. – Zahaczyłem jedynie mój pierścień mocy o twoje działanie. – Może następne spotkanie z Mescalito ci pomoże? – zapytał. – Twoje trudności polegają na tym. Chyba uważała. Dzięki niemu może snuć inny świat. – Czy są sprzymierzeńcami? – Nie. czy też nie. – To nieprawdopodobne! – wykrzyknąłem. że nie ma do ciebie zaufania – powiedział i wybuchnął śmiechem. ponieważ jest zahaczony o nie-działanie. Wyraziłem te myśli. że pokój. – Wyglądasz jak wszyscy diabli razem wzięci. Nie rozumiałem tego. Zakończyłem ostateczną obroną. Z tego powodu nie chciałem. przemienili się w coś całkiem różnego od tego.

A teraz. kiedy faktycznie jedną nogą jestem w tym świecie. że świat jest po to. a drugą w tamtym. czego chce. aby uciec od działania naszego świata. Będąc myśliwym. nie czuje się obrażony. Przyglądał mi się przez dłuższą chwilę. który nie ma skrupułów. mogłoby mi się trochę lepiej powodzić w twoim świecie – powiedziałem.– Muszą ci się przytrafić bardzo drastyczne przeżycia. abyś mógł pozwolić swojemu ciału odnieść korzyści z tego. . Wyraziłem opinię. Wojownik jest jak pirat. pokazując na ruchliwą ulicę za oknem. aby go używać. kiedy sam jest wykorzystywany. Nie ma sposobu. Dlatego wykorzystuje każdą jego cząstkę. – Jesteś człowiekiem z tego świata i tu są twoje tereny łowieckie. Ale w przeciwieństwie do pirata. nigdzie nie ma ze mnie pożytku. nie mam naprawdę zdolności do tego. dlatego też wojownik przemienia go w swój teren łowiecki. żeby prowadzić niezwykłe życie czarownika. – Może gdybym potrafił wyplątać się ze wszystkich moich zobowiązań. używając wszystkiego. że ponieważ nie jestem Indianinem. czego się nauczyłeś – powiedział. wojownik wie. – To jest twój świat – powiedział. – Albo gdybym udał się z tobą na pustkowie.

że musimy zostać. że czeka na moją decyzję. – Przerażasz mnie – powiedziałem. – Ta kobieta. – Gdybyśmy nie byli oszukiwani. Naśladował popularnych piosenkarzy. która tutaj grasuje. Widziałem wiewiórki. ich rozstawienie właściwe. u schyłku dnia stwierdził: – Ktoś przeszkadza ci w polowaniu. Wydawało się. Z jego ust nie padła ani jedna sugestia czy komentarz.17. że wpadłem we wściekłość. ty też. To samo wydarzało się mnie i będzie się wydarzać każdemu. a także przepiórki. jakbyś nie wiedział kto – stwierdził. Ja wiem. ale w tym szczególnym przypadku. Ona cię przeraża. której wcześniej używałem i zanim zdążyłem się wypowiedzieć. a on nie jest w stanie się obronić przed jej gwałtownymi atakami. których nie zrobiłbyś po to. Zabawiał mnie w ten sposób godzinami. Zrobił pauzę. Musiałem przyznać. że powie “la Catalina". szczerze zdziwiony. . Teraz musisz zrobić jeszcze więcej. że ona dybie na niego. jaki efekt wywrą na mnie jego słowa. ryzykując życie. Miałem ochotę wrócić. że nie ma sensu. że zapomniałeś o roślinach. – Nie ja – odparł. Nigdy nie przypuszczałem. W końcu. aby doprowadzać nas do ostateczności. a jego interpretacja była tak komiczna. don Juan powiedział mi. don Juan wyznał. że ona nigdy nie stanowiła dla niego żadnego niebezpieczeństwa. Słysząc moje wybuchy gniewu. takich. Don Juan wydawał się zatopiony w myślach. to miał rację. Wiedziałem. nie będący złośliwym kawałem. śmiejąc się. Byłoby prościej i rozsądniej po prostu odejść. które złapie się w moje pułapki. ale przez cały dzień nie mogłem nic złowić. że posiada taki bogaty repertuar idiotycznych piosenek. – Kto? – zapytałem. Byłeś w stanie dokonać wielu rzeczy. uśmiechnął się i pokręcił niedowierzająco głową. wydaje mi się. ale za to mający na celu złapanie mnie w pułapkę. oczekując. – Zachowujesz się. Metoda dobroczyńcy polega na tym. nigdy niczego byśmy się nie nauczyli. Chciałem zaprotestować. Kiedy już spotkałem się z nią. ażeby uczyć się o roślinach. Zaczynałem zwijać cienką linkę. Kiedy wczesnym rankiem opuszczaliśmy dom. Sam mi powiedziałeś. a jego mięso będę mógł wysuszyć na pożywienie mocy. a cała ta sprawa to podstęp. ponieważ don Juan przekonał mnie. – A przecież od początku wiesz. jak ponownie rozbudziłem w tobie ducha myśliwego. – Co masz na myśli? – To tobie ktoś wchodzi w drogę i dlatego jest to twoje przedstawienie. aby zostać myśliwym. Spojrzał na mnie. 11 grudnia 1962 Moje pułapki były doskonałe. że polowanie sprawiło. Stanąłem z nią twarzą w twarz. don Juan zaczął śpiewać meksykańskie piosenki. króliki i inne gryzonie. Wpatrywał się we mnie i wybuchnął śmiechem. Ponad miesiąc wcześniej doszło do straszliwej konfrontacji z czarownicą zwaną la Catalina. aby przeżyć. wyjątkowe zwierzę. że byłem przerażony. ale uznałem. że w końcu śmiałem się jak dziecko. aby ją pochwycić. że tego dnia muszę czekać na dar mocy. – Albo pójdziemy teraz do domu – kontynuował – albo poczekamy aż do zmierzchu. Jego metoda wydała mi się tak nieetyczna. Może on jedynie wskazywać nam drogę i używać podstępu. To przedstawienie jest przecież dla ciebie. i jeśli o ten rodzaj wiedzy mu chodziło. co prawda. Pamiętasz przecież. Godny przeciwnik Wtorek. powstrzymał mnie poleceniem: – Siadaj. Kiedyś też wziąłem cię podstępem. kto to jest. – Pozwól mi coś ci powiedzieć w związku z tą sprawą – odezwał się w końcu.

Uśmiechała się. don Juan ruchem głowy dał mi znak. i co z tego? Wciągnąłem go w dyskusję na temat tego. ona rozdepcze mnie jak bezbronnego robaka. że jest ono naszym celem. małą dziewczynką i zasłoniła sobie usta. – To nie jest miejsce odpowiednie do czekania – powiedział szeptem. Nagle uświadomiłem sobie. gdyż uśmiechały się tylko jej usta. – Nie będę się z tobą kłócił. Zachichotała. Spojrzeliśmy na siebie. co ludzie robią tobie i innym. – W porządku! – wykrzyknął. którego obiecałem ci znaleźć – podsumował. dlaczego dwie rozumne istoty muszą postępować w taki zwariowany sposób i jak my. a później obeszliśmy wkoło dworzec autobusowy i miejscowy sklep. ale prawie na śmierć przestraszył mnie swoim krzykiem. abym popatrzył. okrągłą twarz o wystających kościach policzkowych i dwa długie warkocze kruczoczarnych włosów. Najbardziej zaskoczył mnie jej wiek. – Ja nie. Wzdrygnąłem się odruchowo. Don Juan powoli obrócił się dokoła. co będziemy tam robić. białe i bardzo czyste zęby. zajmować się panią czarownicą. Kobieta zrobiła kilka kroków w kierunku samochodu i stanęła wyzywająco. ale wyglądała na silną i muskularną. zanim podejmiemy decyzję. że jesteś – upierałem się. dowiemy się też gdzie – dodał. . Don Juan zaniósł się swym gdaczącym rechotem. ale czy tak jest? Co naprawdę wiesz? Widzisz tylko działania ludzi. że jeśli nie uporządkuję swojego życia i nie nauczę się tego. że jest piękna. jakby była zawstydzoną. aby skomentować jej wygląd i zachowanie. do cholery! Szybko odwróciłem się. Nie wiesz nic o tajemnicach świata. Twoje doświadczenia są ograniczone tylko do tego. a potem sam wsiadł. Zaciągnął mnie do samochodu i nie puścił mojej ręki. Dreszcz wstrząsnął całym moim ciałem. – Jeśli zobaczymy albo posłyszymy wronę. omiatając wzrokiem otoczenie. że wydaje ci się. – Niech podejdzie bliżej. Nie pytałem. – Ty jesteś racjonalny – odparł. w porządku – powiedział dziko. gwałtowny ruch. Jestem. Było już zupełnie ciemno. że nie ma w niej nic. Miała duże. kiedy już na niego wpadałem. Czarne i zimne oczy czarownicy wpatrywały się we mnie uporczywie. co trzeba. Zaczęliśmy iść na wschód. Jednak w jej uśmiechu było coś niesamowitego.– To wszystko jest zwariowane – powiedziałem. jakby coś podnosił z ziemi. Pochylił się. aby iść za nim do samochodu. że ktoś idzie obok mnie z lewej. Miała pełną. – Jesteś jednym z najbardziej rozumnych ludzi. aby na nią spojrzeć. lecz zanim zdążyłem się obrócić. nawet aby pozwolić mi otworzyć drzwi. – Jedź powoli i zatrzymaj się przed sklepem – powiedział. Łagodnie wpakował mnie do samochodu. Znów zrobiła kilka kroków w stronę samochodu i teraz stała zaledwie pięć stóp od jego drzwi. – Jesteś istotą rozumną. La Catalina stała w tym właśnie miejscu. Nie był wcale przyjacielski. W jakimś sensie byłem zachwycony. że mamy czekać. przypominał raczej grymas. a później chwycił mnie pod pachę. Don Juan uznał. Nagle dwie wrony wyleciały zza wysokich krzewów i zniknęły za wzgórzem. Don Juan kazał mi zaparkować koło restauracji. Don Juan powiedział. co mamy robić z kobietą przeszkadzającą mi w polowaniu. – Jesteśmy racjonalnymi istotami. co mogłoby mi zagrażać. Pojechaliśmy do pobliskiego meksykańskiego miasteczka. jeśli zechce – szepnął don Juan. jakich kiedykolwiek spotkałem. że wiesz dużo o świecie. Odjechaliśmy i don Juan stwierdził. – Ona jest właśnie tym godnym ciebie przeciwnikiem. że musimy zaczekać na omen. Don Juan szedł po mojej prawej stronie i prowadził mnie. Mogła być najwyżej po trzydziestce. Grzebałem się z kluczykami przez chwilę. będziemy pewni. Kiedy byliśmy na miejscu. Odwróciłem się do don Juana. don Juan zrobił szybki. – Oczywiście. Była bardzo ciemna i miała pulchne ciało. Obejrzałem ją sobie dokładnie i doszedłem do wniosku. – Nie odwracaj się do tej kobiety plecami. W tym momencie poczułem. Dał znak. aby popatrzeć. Uśmiechnąłem się i pomachałem do niej. – To znaczy. Po chwili kobieta powoli postąpiła kilka kroków do tyłu i zniknęła w tłumie. gdzie don Juan mnie przewrócił. Zrobiła trzy albo cztery kroki w naszym kierunku i zatrzymała się może dziesięć stóp od nas.

– Nie ma co owijać w bawełnę pytaniami: “Co to . Kiedy nauczyłem się rytmu. Nic też nie powiedział przez całą drogę powrotną do domu. Wybuchnął tak nagle. Znowu zaczął odmierzać rytm dłonią i gdy za drugim razem kazał mi się uciszyć. na który składały się serie siedmiu takich samych uderzeń. jaki wydaje duże zwierzę poruszające się po suchych gałęziach. po których następowały trzy szybkie tupnięcia. Posłyszałem odgłos ciężkiego ciała spadającego na krzewy. jakby chciał pochwycić odgłosy dobiegające z chaparralu. pokaże się. nakazując ciszę. a tu nagle. abym ci powiedział? – zapytał mnie don Juan. Wrzasnąłem i upadłem na ziemię. – Co chcesz. Nagle przyskoczył do mnie i szepnął mi do ucha. których świadkiem byłem kilka godzin temu. Położył palec na ustach na znak. gdzie zastawiłem pułapki. Kazał mi je pozbierać i rozebrać. zwrócone na południowy wschód. kojota. ale don Juan postawił swoją stopę na mojej i dał mi znak. Don Juan pokazał palcem pewien punkt na jego zboczu. – Uderzaj znowu i bądź przygotowany. ale odmówił stanowczym ruchem ręki. Przyszła mi do głowy myśl o niedźwiedziu. Poczułem. że każde włókno jego ciała wydawało się napięte do granic możliwości. Niebo miało ciemnoniebieską barwę i nie było już widać chmur. Zacząłem tupać zapamiętale. Próbowałem się dostosować do jego rytmu i po kilku nieudanych próbach. Przez chwilę ciemna postać nakładała się na ciemnoniebieskie niebo. okrążył je i wybrał miejsce u jego podnóża. tak samo jak wzgórza i skały. Wyglądał. że tupię jak królik i prędzej czy później ten. Posłyszałem niesamowity. wybijając prawą nogą rytm. po czym porozrzucał kawałki na wszystkie strony. abym tego nie robił. Następnie dał mi znak. Przykułem wzrok do tego punktu. a potem odwrócił mnie powoli i cicho. Don Juan pomógł mi się podnieść i w ciemności poprowadził mnie do miejsca. Kilkakrotnie wskazywał głową na przestrzeń nade mną. abym się rozluźnił i utrzymywał równy rytm. kazał zwrócić się na południe. kto to był – powiedział. jak w nocnym koszmarze. – Nie odstrasz jej – szepnął mi do ucha. – Zaczynamy – szepnął. nie mówiąc ani słowa. ale dał mi znak. Chaparral stał się ciemną masą. po czym ponownie mnie zatrzymał. ponownie usłyszałem ten sam krzyk. Zaczął jakby taniec. Chciałem mu pomóc. abym przestał. kiedy ciągle namawiałem go do wytłumaczenia mi wydarzeń. odmierzając rytm ruchem dłoni. Cały świat zdawał się jednolitą masą cieni pozbawionych dostrzegalnych granic. a później odpłynęła w powietrzu i wylądowała w krzakach za nami. że zmierzch osiągnął teraz swoją pełną moc. jakby był gotowy do skoku na jakiegoś niewidzialnego wroga. a ciało don Juana już na niego zareagowało. Chwyciłem don Juana za rękę. – Po co to? – szepnąłem mu do ucha. ale po chwili uświadomiłem sobie. – Uspokój się i nie trać głowy. co się dzieje. kto poszukuje zdobyczy. – Co to było? – zapytałem: – Cholernie dobrze wiesz. a może jakiegoś nocnego ptaka. a sam przyjął niezwykle czujną postawę. że na pustyni nie ma niedźwiedzi. Od czasu do czasu uważnie nasłuchiwał. aż stanąłem twarzą w kierunku ciemnej masy wzgórza. a kiedy przestałem. bym zachował ciszę. Wpatrywałem się w ciemność po lewej. a potem niesamowity okrzyk. Tym razem wydawał się należeć do ptaka przelatującego nad wzgórzem. W pewnym momencie dał mi znak. aby zobaczyć. słuchał z taką uwagą. mniej więcej robiłem to tak jak on. Kiedy skończył. wciągnął mnie do środka kręgu. Oczyścił z zeschłych gałęzi. ponieważ stał obok mnie. Zrobił to wszystko. odległy krzyk zwierzęcia. bym znów tupał. skoczył na mnie ciemny cień. don Juan sam przestał tupać. Don Juan kazał mi dalej uderzać nogą.Kiedy dotarliśmy tam. Był to dźwięk. liści i drobnych kamieni kolisty obszar o średnicy pięciu czy sześciu stóp. tyłem do wzgórza i szepnął mi do ucha. przyciągnięty hałasem. a on uśmiechnął się i położył palec na ustach. z głową lekko przekrzywioną na prawo. dotarł do mnie specyficzny szelest z lewej strony. że drży. ale kazał mi robić to dalej. Rozejrzałem się wkoło. Odpowiedział również szeptem. Ona tu jest. że nie zdążyłem zwrócić na niego uwagi. że muszę naśladować jego ruchy. Za każdym razem kiedy przestawałem uderzać nogą.

na którą udało mu się już znaleźć kilku nabywców. Czy była to kobieta? Musiałem przyznać. zobaczyłem ciemną sylwetkę kobiety w długiej spódnicy. znajdujący się za nami. Gdy to mówił. który widziałem. Blas spojrzał na nich i zaczął się śmiać. Czynił gesty rozpaczy. Blas powiedział. To właśnie ten ruch naprowadził mnie na pomysł z latawcem. nie twoja córka. którą zaplanował na dzisiejszy wieczór. – Powiedz to mojej córce – odparł tamten. aby uczcić Dziewicę z Gwadelupy. Miał nie dawać gotówki pod zastaw. że jeśli dałbym gotówkę pod zastaw. czy działa. kiedy płytę można uznać za zniszczoną. Don Juan wysłuchał mojego wytłumaczenia. co wydało mi się bardzo dziwne. że wypożyczył gramofon i dwadzieścia płyt ze sklepu w Ciudad Obregon na zabawę. że za każdą uszkodzoną płytę należy się jej pełna cena. – To wszystko jedno. że robił wszystko. dnia Dziewicy z Gwadelupy. był podobny do latawca. Ktoś go wypuścił ze wzgórza. Skoczyła na mnie z wysoka. zanim ci przyjdą do sklepu i wydadzą wszystkie pieniądze na alkohol. ale przejąć odpowiedzialność za płyty i gramofon. później ustawił głos na maksimum. – Ty ponosisz za nie odpowiedzialność. sklepikarz przedstawił warunki możliwe do zaakceptowania przez obydwie strony. ale Blas powstrzymał mnie. Wyjaśnił swoim klientom zgromadzonym przed sklepem. gdy odjechał do bardziej odległych domów osady. – On jest najgorszy ze wszystkich – dodał. i zaczai wybierać dwadzieścia płyt. Kształt. więc dlaczego nie miałby zapłacić? Po długiej dyskusji. co mógł. czy ona. Sprawdził. Wymyśliłem sobie wyjaśnienie. tak jak za nową. a ja pojechałem odwiedzić kilku przyjaciół Indian Yaqui z innej osady. To z kolei wywołało długą dyskusję na temat tego. grupa Indian wyszła zza składziku. To jeszcze bardziej rozzłościło sklepikarza. które bardzo dobrze pasowało. . który był już czerwony na twarzy. Był gotów odwołać zabawę. Ciągnie od nas pieniądze. załamywał ręce i robił różne miny. aby się dogadać z Julio. stary Indianin. Środa. kto to był. w jego ślady poszli wszyscy pozostali. że aż łzy popłynęły mu po policzkach. Julio przywiózł gramofon wczesnym popołudniem i podłączył go do dynama dostarczającego prąd do sklepu. ale opadała bardzo wolno. Blas. który przyjeżdżał do osady dwa razy w miesiącu. że kiedy upadłem i spojrzałem w górę. Powiedział. zanim jeszcze się rozpoczęła. w której wszyscy stanęli po stronie Julia. 12 grudnia 1962 Gdy tylko przyjechałem do osady Indian Yaqui. Przez chwilę wydawało się. Następnego dnia wyjechał. przypominając sklepikarzowi. że w przygotowaniach pomagał mu Julio. – Niech sam da zastaw. a potem rozbiła się w krzakach.było?" Ważne jest. Julio upierał się. Julio kategorycznie stwierdził. u którego mieszkałem. – Wiem. Później wydawało mi się. że usiłuje dostać się do klientów. Don Juan odmówił dalszego omawiania tego incydentu. – Przejdźmy do sedna sprawy. podczas gdy ktoś inny. że dla niego nie ma żadnej różnicy. że coś ściągnęło ją z jej toru i przeleciała nade mną z wielką szybkością. Rozpowiedział już wszystkim. dopóki sklepikarz będzie płacił za każdą zniszczoną płytę. czy ktoś inny będzie obsługiwał gramofon. Od czasu do czasu zwracał się do dużej grupy Indian. aby zbierać zaliczki na przyszłą sprzedaż taniej odzieży. którzy nawet nie mogą pozwolić sobie na świętowanie swojego najbardziej szanowanego święta. zaczął głośno robić uwagi na temat smutnej sytuacji Yaqui. ile każda z nich ma rys – powiedział Julio. przecież ona będzie zmieniać płyty. – Przestań się wykręcać – powiedział. Stąd wziął się efekt płynącej w powietrzu ciemnej sylwetki. sklepikarz sam potłukłby płyty. aby załatwić jakąś tajemniczą sprawę. Sklepikarz zaczął się kłócić z Julio. że zabawa się skończyła. meksykański sklepikarz powiedział mi. który zaczął odłączać gramofon. a potem zaczął się tak śmiać. która zgromadziła się przed sklepem. aby nie dotykał żadnych przełączników. W końcu zażądał gotówki pod zastaw. ściągnął go na ziemię. która przebyła jakieś piętnaście czy dwadzieścia metrów. Chciałem interweniować i zaoferować swoją pomoc. komiwojażer. Motocykl Julia pozostawił za sobą chmurę kurzu.

tak jak planowałem. że płyta. Było tam czterech młodych Meksykanów. ponieważ ludzie z osady zawsze chodzili w gęste krzaki. których znałem. że nie pasuję do ich towarzystwa. jakby nagle odkryli. rozmawiając z nimi i częstując ich alkoholem. abym wypił ją jednym haustem. że zabawa jest wspaniała. więc przyspieszyłem kroku. Córka sklepikarza wybrała płytę i opuściła ramię gramofonu. Jeden z młodych ludzi wymienił tytuł piosenki. Drugi wręczył mi pełną czarkę teąuili i zażądał. poszukując właściwej. Znajdowałem się już bardzo blisko domu Blasa. powinieneś zdać sobie sprawę. że to któryś z uczestników zabawy. niskie. daleko od światła i zejść im wreszcie z oczu. To. musi być pijany. ale wydawało mi się. iż wyjeżdżam. Yaqui nie tańczyli. aż odjedzie. czekając. nieludzkie wycie. Z wyraźnym zachwytem obserwowali każdy ruch tancerzy. tajemnicza istota podniosła się. Wszyscy ją otoczyli. a kobieta skakała jak ptak obok mnie. czemu towarzyszył głośny zgrzyt i wysokie buczenie. Dziewczyna obsługująca gramofon zaczęła szukać w stosie płyt. Była pochylona mocno do przodu. Podszedłem do zakrętu i powiedziałem: Buenas noches. nikt nie zauważy. ale od razu wyrzuciłem z siebie całą historię. co mi się przytrafiło. gdzie zaparkowałem. Stali się bardzo agresywni. Zacząłem się przemykać w stronę domu Blasa. Włosy na całym ciele dosłownie stanęły mi dęba. którzy tańczyli z dwoma córkami sklepikarza. Ludzie obsługujący gramofon widocznie dalej szukali płyty. Powiedziałem. Kiedy spojrzałem. Była to kobieta. Zauważyłem kilka ciemnych sylwetek. idących w przeciwnym kierunku. Wyraźnie dotknęło to wszystkich. Inny młody mężczyzna powiedział.Powiedział mi. Czułem. suchy kanał przed domem i z hukiem wpadłem do środka przez cienkie drzwi. Meksykanie. Wyglądało. Zanim dotarliśmy do domu Blasa. ta miała trudności w nastawieniu aparatu. że właśnie teraz popatrzyli tam. Rozpoznałem ich i powiedziałem. w tym samym momencie uzmysłowili sobie. Nie dałem mu czasu na powiedzenie czegokolwiek. Znowu zaczęła grzebać w stosie płyt. – On nie wie nic o walkach czarowników. Pomyślałem sobie. Wyglądało to tak. Zacząłem biec. że ktoś siedzi albo kuca z lewej strony drogi. Postawiłem kolejkę dla wszystkich. Przez sekundę byłem sparaliżowany. Don Juan wrócił późnym popołudniem. To dało mi czas. usiłując zdecydować się. . Krążyłem pośród Indian. dotrzymując mi kroku. Po chwili jednak wybuchnęły dźwięki twista. Chciałem zlikwidować wszelki dystans. Twarz don Juana posmutniała. a później będę pił. że ci Indianie byli klientami Julia i ukryli się za sklepem. Chociaż żadna z kobiet nie piła jawnie. było tak przerażające. popijając tanią tequilę. który wyszedł wcześniej niż ja. Blas był już w domu i nie wydawał się przejęty moją opowieścią. ale jednak je pozdrowiłem. że następnego dnia pojechałem do domu don Juana zamiast do siebie. Chciałem zagrać na zwłokę i roześmiałem się idiotycznie. kiedy zauważyli. Potem zacząłem szybko iść. w stronę sklepu. że ja nie piję. łącznie z komentarzem Blasa. Była ciemna. oraz trzy młode Meksykanki. jakby rzeczywiście bawiła mnie ta sytuacja. że najpierw zatańczę. Zabawa zaczęła się wcześnie. – Indianie uwielbiają dokuczać obcym. Potem ryknęła trąbka i dołączyły do niej gitary. Jeden z nich chwycił mnie silnie za ramię i zaciągnął do gramofonu. Powalający ryk gramofonu wydawał się na drodze prawie tak samo głośny jak przed sklepem. – Nieźle cię nabrali – powiedział uspokajająco. Zabawa polegała głównie na odtwarzaniu płyt. Przeskoczyłem przez wąski. którą wybrała to nie twist. również pijani. Zanim doszedłem do ostrego zakrętu drogi. Było to dziwne. do momentu. że czas iść do samochodu i wracać do domu. że się zmartwił. Indianie stali się gburowaci i zaczęli mnie obrzucać groźnymi spojrzeniami. że jeśli będę jechał powoli. gdzie stałem i odkryli moje zniknięcie. których nie znałem. Stałem w cieniu krzaków. Może to była tylko moja wyobraźnia. jakby osoba ta załatwiała swe potrzeby fizjologiczne. Kiedy zauważyłeś. spotkałem dwie osoby. że jestem macho. że ktokolwiek to jest. Doszedłem do wniosku. co mówił Blas – powiedział poważnie. Byłem zmęczony. że całkiem nieźle widziałem. że nie tańczę i to obraziło ich jeszcze bardziej niż Indian moja abstynencja. przecięła mi drogę. zostawiając mnie w spokoju. po czym podskoczyła. udowadniając w ten sposób. Mijając mnie. bezgwiezdna noc. Przez chwilę myślałem. Wtedy zauważyłem. Zaśmiałem się głośno. ludzie mamrotali: Buenas noches. myśląc. tak że prawie się dotknęliśmy. że cień znajduje się po lewej stronie. – Nie traktuj zbyt poważnie tego. ale łuna bijąca od składziku powodowała. przeszła tak kilka metrów. aby pobiec za sklep. co mam robić. ponieważ było słychać jedynie wysokie buczenie głośnika. W odpowiedzi usłyszałem niesamowite. Mój sposób sprawdzał się.

że miałeś trzecie spotkanie z godnym ciebie przeciwnikiem. co uważa za konieczne. Po długo trwającej ciszy zapytał mnie. pewnego dnia podziękujesz jej za zmuszenie cię do zmiany swojego działania. czekając na moment twojej słabości. że nie. Żaliłem się. – Kiedy musi obcować z innymi. Robiłem notatki automatycznie. Teraz będziesz musiał nauczyć się całkiem innego działania. że jeśli doświadczałbym nieprzyjemnych sensacji. w którym zaczęła skakać. nie uważam tak. w jakiej znajdowała się ode mnie kobieta. a jeśli mnie wzrok nie mylił. jeśli dotyczyłaby zwykłego człowieka – powiedział. i miejsce. – Po pierwsze. don Juanie? – Mówię. było niezręczne – powiedział. – Byłaby okrutna. Odległość. kiedy ją spotkałem. działania strategii. jak gdyby istniał jakiś czas do zabicia. Ale nie powinieneś też uciekać. Poszedłby on na taką zabawę tylko wtedy. że la Catalinie udało się mi zaszkodzić. czy nie mam bólów za uszami lub bólów karku. to strategia twojego życia. każdy skok kobiety wynosił co najmniej dziesięć stóp. Pomyśl o tym w ten sposób: jeśli przeżyjesz ataki la Cataliny. odległość. Poza tym. Za każdym razem nie mogłem wykonać dłuższego skoku niż na cztery stopy. – Co miałem robić? Zostać tam? – Właśnie. najlepiej jak tylko jak umiem. – Co powinienem robić? – zapytałem. Wojownik żyje strategicznie. jeśli wymagałaby tego jego strategia. – Co ty mówisz. którego sam się przestraszyłem. Potem kazał mi zrekonstruować przebieg wypadków. Byliśmy cicho przez chwilę. Próbowałem odtworzyć ten dźwięk i wyszło mi dziwne wycie. Dzięki la Catalinie możesz zrobić użytek ze wszystkiego. – Twój przeciwnik depcze ci po piętach i po raz pierwszy w życiu nie możesz pozwolić sobie na działanie na łapu-capu. Tylko dzięki temu staje się niewrażliwy na ciosy.że chodzi tu o coś poważnego. Ona wszędzie podąża za tobą. kiedy będziesz miał chwilę słabości lub gdy nie będziesz czujny. a wtedy on stwierdził. kiedy powiedziałem: Buenas noches. podąża za działaniem strategii. Popatrzył na mnie w skupieniu i uśmiechnął się. co jest teraz ważne. który posłyszałem. gdzie tylko ci się żywnie podoba. – Wszystko. nie dlatego znalazłem ci godnego przeciwnika. krzyk. – Czy uważasz. a w takim działaniu nie ma zwycięstw czy porażek. Już prawie położyła na tobie łapę. znaczyłoby to. który nie jest ludzką istotą. że gra. kiedy zaczyna się żyć jak wojownik. – A co. – Oczywiście wiesz. – Nie potrafi nawet biec tak daleko. . która dzieliła nas w momencie. Odpowiedziałem. kiedy dotarłem do domu. co zrobiłeś tamtej nocy. odległość. abym spróbował naśladować. jest okrutna. – Ale w momencie. Są tylko czyny. Kazał mi skakać. To cię osłabiło. czego cię nauczyłem. – To. – Co za okropny sposób przedstawiania sytuacji! – wykrzyknąłem. że nie powinienem chodzić na zabawy? – Nie. że posiadałby pełną kontrolę i robiłby tylko to. Godny przeciwnik może posłużyć jako bodziec. Ogarnął mnie niepokój i oskarżyłem go o narażanie mnie na niepotrzebne niebezpieczeństwo. – Nie ma sensu narzekać – odparł. którą ze mną prowadzi. a potem zakrył twarz i zachichotał. ponieważ nie mógł opanować chichotu. poszedłeś na zabawę dla zabicia czasu. żeby zabawiać się tobą czy drażnić cię albo niepokoić. musi stawić mu czoło. Następnie don Juan zażyczył sobie. Nie masz innego wyjścia. W ogóle nie mogłem się skoncentrować na tym. – Jesteś teraz w pułapce – powiedział. – Ona będzie próbowała klepnąć cię w lewe ramię. Don Juanowi musiał się on wydać śmieszny. że już od teraz musisz mieć się na baczności – powiedział don Juan. Jego słowa wywołały we mnie okropny lęk. Oznacza to oczywiście. co mówił. Możesz chodzić. w którymś z tych miejsc. nie jest się już zwykłym człowiekiem. – Żadna gruba Indianka nie potrafi skakać w ten sposób – powiedział po przeanalizowaniu wszystkich danych. jeśli nie przeżyję? – Wojownik nigdy nie folguje sobie w takich myślach – powiedział. ale wtedy musisz przyjmować za to pełną odpowiedzialność. jaką przebiegłem. Kiedy wojownik spotyka swojego przeciwnika.

Zapytałem go, na czym polega działanie strategii. – Polega na tym, że nie jesteś zdany na łaskę innych ludzi – odparł. – Na tej zabawie, na przykład, zostałeś błaznem, nie dlatego że twoim celem było nim zostać, ale dlatego że zdałeś się na innych. Nie miałeś żadnej kontroli i musiałeś od nich uciekać. – Co powinienem zrobić? – Nie iść tam w ogóle albo pójść, aby dokonać jakiegoś specjalnego czynu. Po tym przekomarzaniu się z Meksykanami stałeś się słaby i la Catalina wykorzystała tę sytuację. Dlatego przykucnęła przy drodze i czekała na ciebie. Twoje ciało wiedziało, że coś jest nie w porządku, a jednak odezwałeś się do niej. To było okropne. Podczas takich spotkań nie wolno ci powiedzieć ani jednego słowa do swojego przeciwnika. Potem odwróciłeś się do niej plecami. To było nawet jeszcze gorsze. A później uciekłeś, i to chyba jest najgorsze z tego wszystkiego. Widocznie trafiłeś na zupełną niezdarę. Czarownik, godny tego imienia, natychmiast powaliłby cię w momencie, w którym odwróciłeś się, aby uciec. Na razie twoją jedyną obroną będzie stanie w miejscu i wykonywanie tańca. – O jakim tańcu mówisz? – zapytałem. Powiedział mi, że tupanie królika, którego mnie nauczył, jest pierwszym krokiem tańca, jaki wojownik rozwija przez całe życie, a w końcu odtwarza podczas swojej ostatniej próby na ziemi. Przeżyłem moment dziwnej trzeźwości, podczas którego stało się dla mnie jasne, że to, co zdarzyło się pomiędzy mną a la Cataliną za pierwszym razem, kiedy stanąłem z nią twarzą w twarz, było rzeczywiste. La Cataliną była rzeczywista i nie mogłem odrzucić możliwości, że faktycznie szła moim śladem. Nie potrafiłem jednak nadal zrozumieć, w jaki sposób to robi. Zaczęło mi świtać podejrzenie, że może don Juan mnie nabiera i to właśnie on w jakiś sposób wywołuje te dziwne efekty, których byłem świadkiem. Don Juan nagle spojrzał w niebo i powiedział, że jeszcze jest czas, aby pojechać i sprawdzić czarownicę. Przekonał mnie, że nie grozi nam niebezpieczeństwo, ponieważ tylko podjedziemy pod jej dom. – Musisz sprawdzić jej wygląd – powiedział. – Chodzi o to, abyś nie miał najmniejszych nawet wątpliwości. Ręce bardzo mi się pociły, tak że musiałem je ciągle wycierać ręcznikiem. Wsiedliśmy do samochodu i don Juan poprowadził mnie na główną autostradę, a później na szeroką, nie brukowaną drogę. Jechałem środkiem. Wielkie ciężarówki i traktory wyżłobiły głębokie koleiny, a mój samochód miał za niskie zawieszenie, ażeby jechać lewą lub prawą stroną drogi. Poruszaliśmy się powoli z powodu chmury kurzu. Żwir użyty do wyrównania drogi w czasie deszczu związał się z ziemią i teraz grudy wyschniętego błota i kamieni z hukiem uderzały o metalowe podwozie samochodu. Don Juan kazał zwolnić, kiedy zbliżyliśmy się do małego mostu. Siedziało tam czterech Indian, którzy nam pomachali. Nie byłem pewny, czy ich znam, czy nie. Przejechaliśmy przez mostek i droga łagodnie skręciła. – To dom tej kobiety – szepnął don Juan, wskazując oczami białą chatę, otoczoną wysokim bambusowym płotem. Kazał mi zawrócić i stanąć na środku drogi, aby przekonać się, czy kobieta będzie na tyle podejrzliwa, aby się pokazać. Staliśmy tak może z dziesięć minut. Mnie się zdawało, że to oczekiwanie nigdy się nie skończy. Don Juan nie powiedział ani słowa. Siedział bez ruchu, wpatrując się w dom. – Oto ona – powiedział, a jego ciałem wstrząsnął dreszcz. Zobaczyłem ciemną, złowróżbną sylwetkę kobiety wyglądającej przez otwarte drzwi. Wewnątrz było ciemno i to jeszcze bardziej podkreślało mroczność sylwetki kobiety. Po kilku minutach kobieta wyszła przed dom i obserwowała nas. Patrzyliśmy na nią przez chwilę, a potem don Juan kazał mi jechać. Brakowało mi słów. Mógłbym przysiąc, że to ona była tą kobietą, która skakała przy drodze w ciemności. Pół godziny później, kiedy wjechaliśmy na autostradę, don Juan odezwał się wreszcie do mnie. – Co na to powiesz? – zapytał. – Czy poznajesz tę sylwetkę? Długo wahałem się, zanim odpowiedziałem. Obawiałem się konsekwencji mojego potwierdzenia. Ostrożnie sformułowałem odpowiedź, mówiąc, że było zbyt ciemno, abym mógł być całkiem pewny.

Don Juan zaśmiał się i lekko poklepał mnie po głowie. – To była ona, prawda? – zapytał. Nie dał mi czasu na odpowiedź. Położył palec na ustach i szepnął mi do ucha, że nie ma sensu mówić czegokolwiek. Abym mógł przeżyć ataki la Cataliny, muszę wykorzystać wszystko, czego mnie do tej pory nauczył.

18. Pierścień mocy czarownika W maju 1971 roku odwiedziłem don Juana po raz ostatni. Poszedłem zobaczyć się z nim w takim samym nastroju, w jakim zawsze go odwiedzałem podczas naszej dziesięcioletniej znajomości, to znaczy znowu potrzebowałem uroku jego towarzystwa. Był z nim jego przyjaciel, don Genaro, indiański czarownik z plemienia Mazateków. Widziałem ich obu podczas mojej poprzedniej wizyty, sześć miesięcy temu. Zastanawiałem się, czy ich spytać, czy spędzili razem cały ten czas, kiedy don Genaro wyjaśnił, że tak bardzo lubi północną pustynię, że wrócił dokładnie na czas, żeby się ze mną zobaczyć. Obaj wybuchnęli śmiechem, jakby mieli jakiś wspólny sekret. – Wróciłem tylko ze względu na ciebie – powiedział don Genaro. – To prawda – zgodził się don Juan. Przypomniałem don Genaro, że podczas naszego ostatniego spotkania jego wysiłki mające na celu pomóc mi zatrzymać świat okazały się dla mnie fatalne w skutkach. Z mojej strony był to grzeczny sposób poinformowania go, że się go boję. Wybuchnął niepohamowanym śmiechem. Trząsł się i kopał nogami jak dziecko. Don Juan starał się na mnie nie patrzeć i również się śmiał. – Chyba nie masz zamiaru próbować pomagać mi znowu, don Genaro? – spytałem. Moje pytanie wywołało ich spazmatyczny śmiech. Don Genaro tarzał się po ziemi, potem położył się na brzuchu i zaczął pływać po podłodze. Kiedy zobaczyłem, co robi, wiedziałem, że już po mnie. W tym momencie moje ciało w jakiś sposób uświadomiło sobie, że dotarłem do końca. Nie wiedziałem jednak, co miało być tym końcem. Moje osobiste skłonności do dramatyzowania oraz poprzednie doświadczenia z don Genaro kazały mi przypuszczać, że mógł to być koniec mojego życia. Podczas ostatniej wizyty don Genaro próbował przepchnąć mnie przez próg zatrzymania świata. Jego wysiłki stały się na tyle dziwne i groźne, że sam don Juan kazał mi wyjechać. Demonstracje mocy don Genaro były tak niesamowite i tak zbijające z tropu, że zmusiły mnie do całkowitej zmiany opinii o sobie. Wróciłem do domu, przejrzałem notatki, które sporządziłem na samym początku mojej praktyki i w tajemniczy sposób opanowało mnie zupełnie nowe uczucie. Nie byłem go świadomy aż do momentu, w którym zobaczyłem pływającego po podłodze don Genaro. Pływanie po podłodze, pasujące do innych dziwnych i dezorientujących poczynań, które don Genaro wykonywał na moich oczach, rozpoczęło się, gdy leżał na brzuchu. Najpierw zaśmiał się tak bardzo, że aż zadrżał konwulsyjnie, potem zaczął kopać nogami, a w końcu zharmonizował ich ruch z wiosłowatymi pociągnięciami ramion i don Genaro zaczął się ślizgać po ziemi, jakby leżał na desce na kółkach. Wiele razy zmieniał kierunek, przemierzając całą przestrzeń przed domem, manewrując pomiędzy mną a don Juanem. Don Genaro błaznował przede mną już nie raz, a zawsze, kiedy to robił, don Juan twierdził, że byłem na progu widzenia. Niemożność widzenia wynikała stąd, że upierałem się przy racjonalnych próbach wytłumaczenia wszystkich czynności don Genaro. Tym razem pilnowałem się i kiedy zaczął pływać, nie usiłowałem tego zrozumieć ani wyjaśnić, po prostu obserwowałem go. Jednakże nie mogłem pozbyć się uczucia osłupienia. On faktycznie ślizgał się na brzuchu i piersiach. Kiedy go obserwowałem, moje oczy zaczęły zezować. Ogarnęła mnie fala strachu. Byłem przekonany, że jeśli zaniecham wyjaśniania tego, co się działo, będę widział, i myśl ta napełniała mnie wyjątkowym niepokojem. Moje napięcie wzrosło do tego stopnia, że w jakiś sposób znowu znalazłem się w punkcie wyjścia. Jeszcze raz zostałem uwięziony w wysiłkach racjonalizowania. Don Juan musiał mnie obserwować. Nagle poklepał mnie po ramieniu, a ja automatycznie odwróciłem się do niego i na chwilę spuściłem don Genaro z oczu. Kiedy znów spojrzałem na niego, stał przy mnie z lekko przechyloną głową. Jego podbródek opierał się prawie o moje prawe ramię. Moja reakcja była opóźniona. Przez sekundę patrzyłem na niego, a potem odskoczyłem ze strachem. Jego udawane zdziwienie wyglądało tak komiczne, że zacząłem się histerycznie śmiać. Jednakże uświadamiałem sobie niezwykłość tego śmiechu. Moim ciałem wstrząsały nerwowe drgawki rozchodzące się od pępka. Don Genaro położył mi rękę na brzuchu i konwulsyjne fale ustały. – Ten mały Carlos zawsze tak przesadza! – wybrzydzał. Potem, naśladując głos i mimikę don Juana, dodał:

czy jesteśmy wojownikami. . Wydawało mi się. Don Genaro pokiwał głową z aprobatą. jak zablokowałem twój samochód? – od niechcenia spytał don Juan. – Nie chciałem się przechwalać – powiedziałem. jakby mówił do siebie. więc siedziałem cicho. że jest – odpowiedziałem z przekonaniem. – Zupełnie nic. – Nazywam to centymetrem sześciennym okazji.– Nie wiesz. – Myślę. osobista moc. że tak – odpowiedziałem. Przez chwilę myślałem. Pomyślałem. Wydawało mi się. że robię to cały czas – odparłem. aby ją złapać. czego powinieneś już być świadomy – powiedział don Juan. don Juan. – Bardzo możliwe. zapraszając. – Może jest zbyt uporządkowany – burknął don Genaro. Różnica pomiędzy zwykłym człowiekiem a wojownikiem polega na tym. Nam wszystkim. że się oszukuję. Don Juan miał uchylone usta. Nie wiedziałem. – Możliwe. że nikt nie mógłby zapomnieć czegoś takiego. że to jest właśnie nasz centymetr sześcienny okazji. – Pamiętasz. zasypiasz – powiedział. Potem poczułem kojący spokój. Okazja. czy też nie. – Obawiam się. – To było nic – orzekł don Juan rzeczowo. że wojownik nigdy nie śmieje się w ten sposób? Jego karykatura don Juana była tak dobra. Genaro? – Prawda – odpowiedział obojętnie czarownik. Później obydwaj po prostu poszli sobie. – Tak – powiedział łagodnie. wojownik wykazuje się niezbędną szybkością i wprawnie go chwyta. wyskakuje od czasu do czasu przed nosem taki centymetr sześcienny okazji. że moje zapewnienie o rzekomym uporządkowaniu mogło ich zirytować. Usiedli przed domem don Juana. Chodziło mu o wydarzenie. krzyżując nogi. że wojownik jest tego świadomy. że potrafisz złapać swój centymetr sześcienny okazji? – spytał don Juan z niedowierzaniem. Nie powiedzieli ani słowa. że jesteś czujny tylko w stosunku do rzeczy. – Czy twoje życie jest uporządkowane? – spytał mnie nagle don Genaro. że go odblokował. albo po prostu zbyt głupi i leniwi. że ma zamiar znowu zacząć swoje niepokojące popisy. Zazwyczaj jesteśmy zbyt zajęci. śmiejąc się. – Jest coś. które znasz – powiedział don Juan. Obudził mnie rechot don Juana. – Myślę. Otworzyłem oczy. że pisze. ale wierzę. Spojrzał na mój notatnik i udawał. niezależnie od tego. Prawda. co mógłbym w tym momencie powiedzieć. żeby uświadomić sobie. że teraz jestem bardziej świadomy niż kiedykolwiek – powiedziałem i naprawdę tak uważałem. jest szczególnym stanem rzeczy. jakkolwiek by to nazwać. Musiałem zasnąć. Jednym z jego zadań jest bycie świadomym i rozmyślne oczekiwanie. Obaj mi się przyglądali. że jest im wygodnie i że są odprężeni. – Kiedy nie mówisz. Stwierdziłem. jakby naprawdę spał. Zaniepokoiłem się i zmieniłem na chwilę pozycję. że zacząłem się śmiać jeszcze bardziej. kiedy to nie mogłem uruchomić silnika. że tak – przyznał don Juan. – Mały Carlos jest naprawdę uporządkowany i absolutnie uważny. Don Genaro uniósł brwi i rozszerzył nozdrza. – Sądzę. Jego pytanie pojawiło się nagle i nie miało związku z tematem naszej rozmowy. około południa. że Carlos jest bardziej uporządkowany niż kiedykolwiek – powiedział don Juan do don Genaro. prawie nieobecni. – Myślę. szczęśliwy traf. jakby bardzo mała różdżka pojawiła się przed nami. że nabijają się ze mnie. dopóki on nie powiedział. Wojownik zaś pozostaje zawsze czujny i uporządkowany i posiada energię i spryt konieczne do jego pochwycenia. – Uważasz. Don Genaro położył się na plecach i zaczął wierzgać nogami w powietrzu. jednak kciuki jego rąk spoczywających na podołku poruszały się rytmicznie. tak że kiedy pojawia się ten centymetr okazji. Wygląda to tak. Trwali tak bez ruchu przez długi czas. że są śpiący i zmęczeni. ale on zaraz usiadł. sprawiając wrażenie. Wrócili po dwóch godzinach.

po czym don Juan poklepał mnie po plecach. Może pół godziny wcześniej poszedłem do niego po nowy plik papieru do pisania. marszcząc brwi i krzywo na mnie patrząc. Samochodu nie było! Zbiegłem ze wzgórza. Wpatrywali się w dal. – Sprawdźmy. włączyć silnik i odjechać – odpowiedział don Genaro z niewzruszoną powagą. cały czas w polu mojego widzenia. Samochód stał tam od mojego przyjazdu wczesnym rankiem. Patrząc na niego. Podszedłem do skraju placu. – Robi się! – powiedział don Genaro. że zniknął. po którym nastąpiło męczące uczucie rozdrażnienia. jakby chłostali albo trzepali jakieś niewidzialne przedmioty przed sobą. ale wielka ilość komarów i innych latających owadów skłoniła mnie do zaniechania tego zamiaru. jakby mnie to wcale nie poruszyło. zamknięty. – Genaro. ponieważ było bardzo gorąco. Szli może sześć albo siedem stóp przede mną. gdzie zaparkowałem samochód. W głowie miałem kompletny chaos. – Co ja miałem na myśli. Doszliśmy do szczytu i spojrzałem w dół. – Dalej. mówiąc. czy gdzieś tam nie stoi. – Chodźmy sprawdzić. – W porządku! – powiedział spokojnie don Juan. jakby prządł niewidzialną nitkę. co wtedy zrobiłeś. że jego brwi falowały. co z samochodem. jak myślisz. Nie pamiętałem don Juana wygłupiającego się w taki sposób. – To. co stało się z samochodem? – spytał don Juan potulnie. żebym poszedł z nimi. don Juan z prawej. Odruchowo podskoczyłem. robiąc dokładnie to co ja. zabieraj stąd ten samochód. po czym dodał takim samym tonem: – Prawda. Genaro – ponaglał go don Juan żartobliwie. Don Juan poruszał rękami. całkowicie przekracza moje możliwości pojmowania. co z samochodem – powiedział znowu don Genaro. ale don Juan dał mi znak. że on może zabrać stąd mój samochód? – zapytałem. Don Genaro robił to samo. usiłując sprawiać wrażenie. Obaj wybuchnęli śmiechem. Don Juan i don Genaro dołączyli do mnie i stali przy mnie. Ich kroki były dłuższe niż zwykle i poruszali rękami. – Co on potrafi zrobić? – zapytałem. co mam robić. Nie mogłem uwierzyć. Moim żołądkiem wstrząsnął skurcz. Musieli to zauważyć. Genaro? – Prawda – odpowiedział Genaro. – Też wybrałeś kryterium! – odparował don Genaro. Powtórzył: – Sprawdźmy. aby przekonać się. Genaro? – zapytał don Juan. Genaro? – Prawda! – potwierdził don Genaro najgłośniejszym głosem. czułem się nieco zakłopotany. . co z samochodem. na plac u podnóża wzniesienia.– Co chcesz przez to powiedzieć? – zaprotestowałem. Przeżyłem moment euforii. Jeszcze raz rozejrzałem się dookoła. don Juanie. Otoczyli mnie z dwóch stron. Szli w podskokach. – Tak! – zawtórował mu don Genaro. Zaczęliśmy wchodzić na małe wzgórze przed domem don Juana. jak zwykle. nadając jego spojrzeniu wyraz łobuzerskiej przenikliwości. poruszając rękami tak. – Odjechałem nim – powiedział don Genaro i wykonał zadziwiający ruch przełączania biegów i poruszania kierownicą. jaki kiedykolwiek słyszałem. wydymając wargi jak dziecko. Zauważyłem. więc zostawiłem samochód. – Chodźmy sprawdzić. – Co miałeś na myśli. Wstali powoli. Prawda. – Genaro potrafi zrobić coś znacznie lepszego niż zablokowanie twojego samochodu. Byłem zdezorientowany. Samochodu nie było nigdzie w zasięgu wzroku. Moim ciałem wstrząsnęły trzy czy cztery nerwowe skurcze. że mogę wsiąść do jego samochodu. – Genaro może zabrać stąd twój samochód! – wykrzyknął gromko don Juan. co z samochodem. Przez chwilę nie wiedziałem. bo zaczęli chodzić dookoła mnie. – Chciałeś powiedzieć. Pomyślałem wtedy o zostawieniu otwartych okien. jakby rolowali w nich ciasto. a don Genaro z lewej.

że zamknąłem drzwi. – To zdarza się nam wszystkim – powiedział don Juan. Podczas moich doświadczeń z don Juanem zauważyłem. Don Genaro objął mnie ramieniem. Don Juan chichotał. i że właśnie to udawanie mnie rozzłości. Ogarnęło mnie rozdrażnienie. Chciałem przyłączyć się do nich. powtarzał ten sam schemat. – Wszystko w porządku – powiedział. że w takich stanach nie da się kontrolować upływu czasu. przyjdzie taki moment. jakie to będzie cudowne uczucie! A jeśli nawet to ci nie pomoże. Istniała także inna możliwość. że ktoś. Aby to jednak zrobić. pozbawione były jakiegoś stałego porządku. który obija się w szoferce.. Potem. podczas gdy don Genaro parodiował mnie. było to niemożliwe. równie tajemniczo. wtedy my jesteśmy do góry nogami. Znów ogarnął mnie lęk. – Folguj sobie dalej. utkwione w don Juanie. odkrył. Don Juan kontynuował ten bełkot. wtedy my jesteśmy we właściwej pozycji. jakiego nie doświadczyłem nigdy wcześniej. zgodnie z którym byłem przyzwyczajony oceniać świat. ilu pomocników potrzebowaliby don Juan i don Genaro. naśladując mój głos i parodiując mój zwyczaj zadawania pytań don Juanowi. Było to zupełnie tak.. Potem możesz wziąć kamień i wybić sobie zęby. Podpatrzył nawet moje próby pisania bez spoglądania do notesu. widziałem. Mój umysł zawsze pod wpływem stresu. Don Genaro był nadzwyczaj wyrozumiały. że jesteśmy do góry nogami. Ich ruchy wydawały się mi tak osobliwe i tak podejrzane. żeby poszła krew. Nagle poczułem się spokojny i szczęśliwy. w pewnej chwili patrzył na góry. Czułem. jak robię notatki. której żaden z nich nie mógł wykonać. a nie wypuszcza z dłoni kierownicy. zupełnie nagle. Powiedziałem im. że jeśli postaram się być uważny. która była poza ich zasięgiem. osiągnąłbym odmienny stan świadomości. Pomyślałem. Teraz. że mojego samochodu nie było. odnoszącego się do upływu czasu. Wszystkie stany niezwykłej rzeczywistości. ale równocześnie chciało mi się śmiać. żeby podnieść mój samochód i zabrać go z miejsca. musieliby go po prostu przenieść. myślimy. według logicznego porządku. Byłem całkowicie pewien. i zacząłem kopać małe kamienie. i świat jesteśmy we właściwej pozycji. z pomocą tego samego kamienia możesz rozbić sobie jaja na tamtej skale. . w którym go zaparkowałem. jakbym. bezbłędnie naśladując niedoświadczonego kierowcę.Zgiął nogi. zaciągnąłem ręczny hamulec. uczucie złości odeszło. Pisał w niewidzialnym notesie. Kołysał się i podskakiwał. jak wypalam się od środka. że jest pewien. bezwolnie i konsekwentnie. ale nie byłem w stanie się odprężyć. w którym stracę świadomość ciągłości zdarzeń i płynięcia czasu. udawał. Don Juan śmiał się do utraty tchu. Zaczął imitować odgłos silnika i do tego wszystkiego. że wpadł na wyboje na drodze. kiedy i my. że zahipnotyzowali mnie. imitując przyciskanie sprzęgła. rozszerzając nozdrza i mając oczy szeroko otwarte. Ich śmiech działał kojąco. Pomyślałem. Czułem się zagrożony i skrępowany. jakby ten wielki gniew był w rzeczywistości poza mną i nagle na mnie spadł. że udawałem iż nie wiem. Mój wybuch gniewu zawstydził mnie. w stylu: – Kiedy świat jest do góry nogami. włamał się do mojego samochodu. leżące na ziemi. najwyraźniej utrzymywany jedynie dzięki mięśniom nóg. wrzuciłem bieg i zablokowałem kierownicę. Don Juan podszedł do mnie i poklepał mnie po plecach. że cokolwiek się działo. Don Juan powiedział coś absurdalnego. że przyglądam się dolinie znajdującej się za mną. niepojęte. Don Juan stwierdził. że doskonale wiem. O. niepewność i rozdrażnienie. tak jakby siedział i przez chwilę trwał w tej pozycji. aż w końcu rzucałem nimi w nieświadomej i niepohamowanej furii. Zacząłem się zastanawiać. Nie wiem. Kilka razy poklepał mnie po plecach. don Juanie? – zapytał don Genaro. będący z nimi w zmowie. Jego przedstawienie było doprawdy zabawne. że gdyby mnie zahipnotyzowali. – Co chcesz przez to powiedzieć. Wpadłem w wir racjonalizowania. aby nie przerywać naturalnej płynności rozmowy. przy czym nie mógłbym sobie przypomnieć. których doświadczałem. kiedy don Juan konfrontował mnie z niewytłumaczalnymi zjawiskami. Potem przeniósł ciężar ciała na prawą nogę. a potem. w następnym momencie świadomości. Pantomima don Genara była zdumiewająca. Przyszło mi do głowy. Wymagałoby to pracy. na przykład. jak zwykle w takich sytuacjach. Doszedłem więc do wniosku. Walnij się w nos. To tak. co we mnie wstąpiło. Nie miałem śmiałości spojrzeć na don Juana. uruchomił silnik i odjechał. co się dzieje. musiałby posiadać specjalistyczną wiedzę. że zostałem oszukany za pomocą zwykłych środków. ale kiedy świat jest we właściwej pozycji. Jedynym prawdopodobnym wytłumaczeniem było to. jak się pojawiło. Jednakże. Wziąłem głęboki oddech i poczułem się lepiej. Żeby go ruszyć. a lewą wyciągnął. Przez chwilę zapomniałem o wszystkim i śmiałem się do rozpuku. że wstydzę się swojego żałosnego zachowania.

że zachowują się absurdalnie i chociaż nie mam pojęcia. Poczułem. Obserwowałem ich przez chwilę. – Nie. rycząc ze śmiechu. Walczył z nim. ale kiedy spojrzałem w dół. i ciskał kamień w krzaki. – Na Boga. W końcu udało nam się przesunąć głaz. jako przypadek hipnozy. skąd widać było płaskie miejsce parkingowe. Wydawało się. Ich poczynania były zupełnie niezrozumiałe. jak niewiarygodnie silne były ich ciała. to jest to niepotrzebne. – Gdzie jest mój samochód? – zapytałem. w którym stał mój samochód. Don Genaro przyjrzał mi się. Don Juanowi scena ta niesamowicie się podobała. – Szuka twojego samochodu – powiedział don Juan niedbałym. . Zauważyłem. zakrył twarz i położył się na ziemi i trząsł się ze śmiechu. Od czasu do czasu udawał. Nie mogliśmy ruszyć kamienia. aż się spocił. bo w rzeczywistości on chce być taki sam jak ja. Nie udawali. Zaśmiałem się nerwowo. Don Juan klasnął w ręce i rzucił kapelusz na ziemię. Przełożył ją sobie przez ramię i zaczęliśmy powrotną wędrówkę do miejsca. a dlaczego nie? – odparował don Genaro i obaj wybuchnęli śmiechem. Don Genaro poklepał mnie po ramieniu i powiedział. Potem usiadł na tym głazie i zawołał na pomoc don Juana. Po mozolnych poszukiwaniach don Genaro znalazł długą i dość grubą belkę. żebyśmy poszli do domu. gdy natknął się na głaz sporych rozmiarów. doznałem nagłego olśnienia. Popatrzył na mnie z błyskiem szaleństwa w oku i rozszerzył nozdrza. szczególnie don Juana. On robi to samo. Pomyślałem. – On jest tak samo dokładny i drobiazgowy jak ty. Don Genaro zaczął odwracać małe kamienie i zaglądać pod nie. Stwierdziłem. Gorączkowo przeczesał plac. to wytrzaśniesz to choćby spod ziemi. jakby zupełnie zapomniał o mojej obecności. że jak czegoś potrzebujesz. Don Juan odwrócił się do mnie z promiennym uśmiechem i powiedział: – Chodź. Don Genaro właśnie cisnął kolejnym kamieniem. poszukali grubego kija i użyli go jako dźwigni. Spróbował go odwrócić. przebadał znajdującą się pod nim ziemię. Bardzo szybko również i ja obficie oblałem się potem. To stwierdzenie powaliło ich na ziemię. Tu go nie ma – ogłosił. – Gdzie jest samochód. że don Juan ma całkowitą rację. Sam powiedziałeś. dając upust swej udawanej frustracji. pomóżmy Genarowi. co mi robią. Obrócił każdy kamień. Chichotał. a don Genaro z cierpliwością i dokładnością. na którym zaparkowałem samochód. ale i poważnym tonem. – Na Boga! Jakże może go znaleźć pod kamieniem? – zaprotestowałem. zwracając się do nich obu. – Genaro jest bardzo dokładnym człowiekiem – powiedział don Juan poważnie. że pracują. Po drodze powiedziałem im. – Co on robi? – zapytałem. Byli mokrzy od potu. że gdyby teraz przydarzyło mi się coś takiego. Kiedy wchodziliśmy na wzgórze i dochodziliśmy do zakrętu na ścieżce. natychmiast zabrali się do pracy. co stało się z moim samochodem. więc dołączyłem się do nich. ale kamień był za ciężki i zbyt głęboko osadzony w ziemi. jedyny duży kamień na tym terenie. że don Juan wije się z bólu. a don Genaro wył jak kojot. Rzeczywiście byli pochłonięci zadaniem odwrócenia głazu. co mi przyszło do głowy. Posapywali i pokrzykiwali. że mogę jedynie obserwować każdy szczegół z wyjątkową dokładnością. u stóp wzgórza go nie było. która doprowadzała mnie do szału. Kiedy już dotarliśmy na miejsce. czy nie ma pod nim mojego samochodu. że się złości. Don Juan i don Genaro musieli zrozumieć. żeby zobaczyć. Przy nich byłem zwiotczałym młokosem.żebym się odwracał. Genaro? – spytał don Juan z wyrazem najwyższej powagi. że znajdę samochód przed nimi. mógłbym wytłumaczyć to. Nie mogłem już tego znieść. Don Juan zasugerował. bo pobiegli za mną.

żebyśmy byli cicho. żeby stawić opór wiatrowi. Don Juan podtrzymał mnie. ciało don Genara przypomniało kształt litery “S". Przenosiłem spojrzenie z bliższego planu na dalszy. Ruch był tak nagły. – Nie myśl – rozkazał don Juan. Oparł brodę na złożonych dłoniach. Don Juan zrobił to samo. Wybaczcie! Obaj przyjrzeli mi się badawczo. że odskoczyłem do tyłu. – Wiem. no nie? – spytał mnie don Genaro. że jest już bliski odnalezienia mojego samochodu. po czym zanurkował po długą gałąź z suchymi liśćmi. Obaj wpatrywali się w malutkie nierówności w ziemi. znowu mnie otoczyli. Natomiast don Juan uznał. posiadało taką samą ciągłość jak zwykle. robiłem niezwykle skomplikowane i wiedziałem. – Nie sądzisz. Dotykałem skał. co widziałem lub czego dotykałem. Poszliśmy dalej. – Myślę. Kiedy rozwarł ją do połowy. Z drugiej strony sam kapelusz jest za głęboki. kiedy don Genaro dał znak. Przez cały czas drobiazgowo rejestrowałem wszystko. abyśmy zrobili to samo. – To była mucha. Nie zamierzałem żartować. co spowoduje zawirowania wiatru wewnątrz niego i uniemożliwi poderwanie kapelusza z ziemi. tak samo jak robiłem to setki razy podczas mojego życia. Zawsze uważałem się za eksperta od latawców. a latający obiekt tak duży. Kiedy weszliśmy w krzewy. że rondo słomianego kapelusza jest zbyt kruche. że to poleci. przez pewien czas zaglądał do środka i powiedział. co widziałem. które wyglądały jak niewielkie wzgórza. że znajdujemy się na zbyt wyboistym terenie i że znalezienie tutaj samochodu nie byłoby pożądane. Jego palce były zagięte jak szpony. – Co widziałeś? – Widziałem coś tak dużego jak wrona. gdzie stałem. ale kącikami oczu. zbadał i zauważył. a atmosfera robi się coraz bardziej gorąca. Moje konsekwentne i uporządkowane widzenie świata. tylko po to.– W którą stronę teraz pójdziemy? – spytał po długiej przerwie don Genaro. ale oni potraktowali je chyba jak najzabawniejsze zdanie wypowiedziane tego dnia. Stali naprzeciwko mnie i nie patrzyli ma mnie bezpośrednio. że samochodu tam nie ma. – Robię latawiec z mojego kapelusza – powiedział do mnie. Utrzymywał tę pozycję przez chwilę. Don Genaro stwierdził. Don Genaro trzymał zamkniętą dłoń przed nami i dał znak. Przyjrzałem mu się i wiedziałem. Przeszliśmy tylko kilka metrów. – To była pieprzona mucha. Nagle don Genaro wykonał prawą ręką szybki ruch i coś złapał. Szybko wstał. Don Genaro zdjął kapelusz i jego pasek powiązał z kawałkiem sznurka ze swojej torby. Kiedy weszliśmy w chaparral. żeby na koniec stwierdzić. że żartuje. Następnie don Genaro położył się na ziemi na brzuchu i poprosił nas. że nie poleci – powiedziałem. a potem drugim. Jego głos był zachrypnięty od śmiechu. aż zabrakło im tchu. Zgiął plecy w łuk. Potem zaczął powoli ją otwierać. Moje słowa były zgodne z tym. Don Genaro nie przejmował się tym i zakończył swoje dzieło przyczepieniem długiego sznurka do . że samochodu tam nie ma. co wyleciało z jego ręki – powiedziałem. szedłem chaparralem. Obaj skakali i śmiali się. przeszukując ich listowie. patrząc najpierw jednym okiem. abyśmy podeszli bliżej. zaglądał za krzaki i wspinał się na małe drzewka paloverde. Na palcach podszedł do okrągłego krzaka. Z miejsca. abyśmy stanęli. że tak – odpowiedziałem. – To nie był samochód – pożalił się don Genaro. – Myślę. don Juan zrobił to samo. prawda? – zapytał mnie don Juan. Don Genaro dał ręką znak. Don Juan wskazał ruchem głowy. – Dokąd idziemy? – spytałem – Szukać twojego samochodu! – powiedział don Juan bez cienia uśmiechu. Według wszystkich możliwych kalkulacji. prawie tracąc równowagę. że tam też nie ma samochodu. Kiedy byłem dzieckiem. że Carlos ma dość – powiedział don Juan. Ostrożnie podniósł ją. który rósł kilka kroków dalej. krzewów i drzew. Było to długie spojrzenie. wyleciało z niej coś dużego i czarnego. stanął na palcach i wyciągnął ręce nad głową. potem do żółtej kitki zamocowanej u ronda przyczepił swój wełniany pasek.

najpierw podskakujący. usłyszałem. jakieś sto stóp ode mnie. Don Juan zrobił to samo. Zanim zasnąłem. Czułem. Prowadziłem mechanicznie. Chciałem uwierzyć w to drugie. a don Juan trzymał jego kapelusz. Klaskali i bili się po udach. że nie byłem w stanie wyraźnie zauważyć tego. jaką kiedykolwiek odbył. Był wietrzny dzień. jak wrzeszczy: – Kapelusz Genaro! Kapelusz Genaro! Spojrzałem na nich. Zamknąłem samochód i z trudem doszedłem do domu. jak to nazwał. że don Juan i don Genaro na tylnym siedzeniu śmieją się i chichoczą jak dzieci. – Patrz. Zupełnie nie byłem sobą. – Nie gap się na samochód. a uczucie nudności zupełnie odebrało mi trzeźwość umysłu. Słyszałem. Było tak.całej konstrukcji. że coś we mnie było bliskie wydostania się na powierzchnię. Przez chwilę siedziałem przy samochodzie. Zatrzymaj świat! Potem. Oniemiały. Podbiegłem i zacząłem go oglądać. Ale nie miało to naprawdę znaczenia. Wpatrywali się we mnie przenikliwym wzrokiem. Don Genaro zbiegł ze wzgórza. Wyglądał. Nie zwracałem na nich zbytnio uwagi. gdzie stał mój samochód. jakby we śnie. Usłyszałem. słyszałem. żeby utrzymać normalną równowagę. że don Genaro coś krzyczy i zobaczyłem znów latawiec. Mój umysł rejestrował bardzo chaotyczny obraz. tak jak to robiłem w wietrzne dni na wzgórzach mojego rodzinnego miasta. po czym prawie automatycznie otworzyłem drzwi i wpuściłem don Genara na tylne siedzenie. Wydarzyło się to z taką prędkością. Kapelusz podskoczył kilka razy. – Zaraz będziemy na miejscu – wymamrotałem. bo zwykle siadał na przednim siedzeniu. Widziałem albo kapelusz don Genaro zmieniający się w mój samochód. jakby ktoś właśnie go tam postawił. jakbym sam puszczał latawiec. Kiedy dojechaliśmy do domu. co się działo. albo kapelusz opadający na dach samochodu. Don Juan usiadł przy nim. że to dziwne. Ryknęli śmiechem. Bolał mnie żołądek. że don Genaro użył swojego kapelusza. Prowadziłem samochód do domu don Juana jakby we mgle. Don Genaro wyszedł pierwszy i pogratulował mi. Przez chwilę czułem zawrót głowy. Rzeczywiście byliśmy bardzo blisko domu. Mój umysł uczepił się po prostu tego arbitralnie wybranego szczegółu. – Cholera! – krzyknął don Juan. wpatrywałem się w samochód. Znajdował się na płaskim. . jedno rozwiązanie było równie niesamowite jak drugie. najładniejszej i najbardziej gładkiej przejażdżki. Zaraz zabolała mnie też głowa i zrobiło mi się niedobrze. Myśli i obrazy nachodziły mnie niekontrolowanymi falami. – Nie spuszczaj oczu z latawca – powiedział don Juan stanowczo. Patrzenie na latawiec wywołało me wspomnienia z dawnych czasów. jak don Juan mówi: – Nie walcz z tym. kamienistym placu. a potem opadający na ziemię w miejscu. patrz na latawiec! – krzyknął don Genaro. Poczułem ból w żołądku. Poczułem zawrót głowy. ale utrzymywał się w powietrzu. jak przed zaśnięciem. Usłyszałem. żeby wskazać mój samochód. potem ten pierwszy pociągnął za sznurek i ten pieprzony latawiec rzeczywiście poleciał. automatycznie wyskoczyłem z samochodu i otworzyłem im drzwi. jak don Juan i don Genaro ryczą ze śmiechu. Na chwilę pochłonęły mnie wspomnienia i straciłem świadomość upływającego czasu. Pomyślałem. Don Juan i don Genaro przyglądali mi się z zaciekawieniem. Don Juan spytał mnie: – Czy już dojeżdżamy? W tym momencie przyjrzałem się uważniej drodze.

– Jest tylko folgowanie sobie. i z tego powodu poczułem przytłaczającą samotność. co się działo. że nie pozwala mi na inne podejście do świata. Później palcem wskazał na południowy wschód. aż znalazłem się na wysokiej równinie. dopóki moje ciało nie powie mi. ale co jest tak głęboko we mnie zakorzenione. lecz to także mi nie pomogło. którego cię nauczyłem. Jego dotyk był mocny i przyjacielski. że zależy mu na mnie i obdarza mnie uczuciem. Ton głosu don Juana był przyjacielski. – Wracasz tam. że udało mi się powściągliwie obserwować pływanie po podłodze don Genara. Czubkami palców delikatnie ścisnął moją dłoń. Upierałem się. Przypomniałem mu. – To jest jak choroba – powiedziałem. aby robić to. Tym razem jesteś jednak całkiem skończony. co mam tam robić. Opowiedziałem mu o swoim smutku. że byłem w stanie wytłumaczyć sobie konieczność jej dokonania. co jest co. gdzie kończyła się bita droga. i poszedłem znaną ścieżką. zacząłem zadawać pytania don Juanowi. Don Juan stwierdził. nie zauważyłem nic. tak więc niech ono zadecyduje. W twoim przypadku wyjaśnienia nie są już potrzebne. że skład chemiczny gruntu był inny w tym miejscu. automatycznie nastawiłem się na szukanie jakiegoś logicznego wyjaśnienia zajścia. Don Juan uśmiechnął się. Równocześnie dawał mi przeświadczenie niezachwianego celu. kiedy zwracałem się w stronę tego miejsca. szukając miejsca na odpoczynek. którymi zawsze jeździłem z don Juanem. ale niezwykle bezosobowy. i zatrzymać świat. że mój upór w wynajdywaniu wyjaśnień nie jest czymś. – Nie mamy już więcej czasu. Powiedziałem don Juanowi. – Co mam tam robić? – zapytałem. jakby chciał mnie przekonać. usiłując “odczuwać". Zaparkowałem w miejscu. To. Zwróciłem mu uwagę. ale don Genara nie było nigdzie widać. które umrą – powiedział łagodnie. Stopniowo pozbywałem się myśli. że nie chce. co przedtem. – Idź tam – rzekł stanowczo. Don Juan zaśmiał się cicho. Nic nie mówił przez długi czas. co mogłoby świadczyć o tej różnicy. Nie odpowiedział. Łagodnie wskazał w kierunku samochodu. przez chwilę jeszcze trzymając moją dłoń. Pojechałem na południe. zrobił twojemu ciału. a później na wschód. tymi drogami. – Wskazał brodą na odległy łańcuch górski na południowym wschodzie. gdy tylko się przebudziłem. tak jak zawsze radził mi don Juan. że mogę funkcjonować tylko pod warunkiem. Nie miałem zielonego pojęcia. co Genaro zrobił ci wczoraj. Teraz musisz wykorzystać całe nie-działanie. co sam wynalazłem. Wtedy poczułem rozdrażnienie. – Jesteś bardzo sprytny – powiedział w końcu. – Nie ma żadnych chorób – odparł don Juan spokojnie. Rąbał drewno na opał z tyłu domu. Wyglądało na to. że wszystko jest uporządkowane i zrozumiałe. a wtedy mam wrócić do jego domu. – Obaj jesteśmy istotami. że muszę tam pozostać dopóty. bez pragnienia czy żądania jakichkolwiek wyjaśnień. – Taki jest mój gest w stosunku do ciebie – powiedział. że . Nagle zwróciłem uwagę na mały plac po lewej stronie. Napawało mnie odrazą i poczułem. Zatrzymanie świata Następnego dnia. Powiedział. abym mówił cokolwiek albo dłużej zwlekał. ale moja powściągliwość nie pozwoliła mi na zrozumienie tego. Zacząłem się wałęsać. A ty folgujesz sobie w usiłowaniach wyjaśnienia wszystkiego. że nie mamy o czym rozmawiać. – Teraz musisz sam udać się w te przyjazne góry. Znowu ścisnął moją dłoń. że już wystarczy. Wydawało się ograniczać do mojego żołądka i wzmagało się. Później.19. Jednak kiedy skoncentrowałem na nim wzrok. Stałem bez ruchu może przez godzinę. po zniknięciu samochodu. – Dość tego – powiedział w końcu. Stanąłem kilka stóp od tego miejsca. że w drastyczny sposób zmieniłem swoją osobowość pod wpływem naszej znajomości i zrobiłem to tylko dzięki temu. aż wreszcie przestałem mówić do siebie. dając mi poznać. gdzie zawsze byłeś. Nie masz dokąd wracać. Już niczego więcej ci nie wyjaśnię. tylko popatrzył na mnie i pokręcił głową.

Przeżyłem wyjątkowy moment uniesienia. ostry. Wyszedł zza małego kamienia. a jednak wcale nie ważniejszą od żuka. Nie odkryłem ani żadnego szczególnego koloru ani połysku. albo coś. będę bezpieczny. Pomyślałem. grą cieni i liści. a potem z hukiem się zatrzymujących. Wydawało mi się. Spojrzałem w górę i szybko. która wydawała się ukrywać przede mną. że widziałem człowieka. O zmierzchu wróciłem do płaskiej skały. w którym wydawało mi się. w wysokie góry. Napiłem się wody. pchając kulę nawozu dwa razy większą od siebie. Znajdował się w pobliżu miejsca. Doświadczałem fizycznej przyjemności i usiadłem na chwilę. melodyjny dźwięk. Słońce było prawie na linii horyzontu i jego żółtawy blask nie pozwalał mi na uzyskanie wyraźnego obrazu. że musiał dojść do celu i wrzucił swój ciężar do otworu w ziemi. Moje ciało poczuło się dobrze. byłem niezwykle tajemniczą istotą. W tym momencie posłyszałem specyficzny grzmot. Znów poszukałem wzrokiem owada. Poczułem dreszcz. korzenie. Owad nie wydawał się zainteresowany moją obecnością i nie przestawał pchać swojego ciężaru przez kamienie. Była ciepła i nieświeża. ale niewątpliwie świat nie był taki sam dla nas. Żuk i ja wcale nie różniliśmy się od siebie. Usiadłem prosto i zacząłem wypatrywać. skalistego placu. . Na początku nie zwróciłem na to uwagi. Było mi niewygodnie i kilkakrotnie zmieniałem pozycję. aby się zorientować w terenie. Żaden z nas nie był lepszy od drugiego. Było mi ciepło i odczuwałem spokój. Przyszedł mi na myśl obraz dwóch naelektryzowanych kuł zbliżających się do siebie lub dwóch kwadratowych bloków naelektryzowanego metalu ocierających się o siebie. że nie mogę być jednak całkiem tego pewny. odruchowo zwróciłem się w lewo. Przysłoniłem oczy dłońmi. czarnego żuka. Miałem dziwne wrażenie. ale nie rozpoznałem żadnego z otaczających mnie szczytów. Pomyślałem sobie. jak bibuła wchłania plamę z atramentu. że natychmiast spłynął na ziemię. Grzmot przerodził się w długi. że żuk nie był świadomy mojej obecności. Żyłem w niezwykle tajemniczym świecie i tak jak wszyscy. ale zauważyłem tylko ciemny kształt na tle krzewów. co miało kształt człowieka. Wpadła mi do głowy myśl. było tylko złudzeniem optycznym. aż zwróciłem się na zachód. zobaczyłem człowieka. Późnym popołudniem znalazłem się na jeszcze wyżej położonej równinie. Otarłem łzy i kiedy pocierałem oczy wierzchem dłoni. że byłem tam już wcześniej. Przyłożyłem twarz do gładkiego kamienia. Przez dłuższy czas śledziłem jego ruchy. jak tylko wrócić do domu don Juana. co robić ani czego się spodziewać. Don Juan miał rację. Położyłem się na brzuchu i oparłem głowę na ręce. ale nie znalazłem go. Znajdowało się po mojej prawej stronie. Znowu usiłowałem wypatrzeć osobę. Zacząłem badać okolicę. Chciałem wytrząsnąć trochę jedzenia z tykwy. Wydawało mi się. że migotanie pojawiło się po mojej lewej stronie.muszę stamtąd odejść. a jednak mi się podobała. obniżenia i wybrzuszenia terenu. Znowu odwróciłem się gwałtownie i wyraźnie dostrzegłem cień na skale. Żuk i ja znajdowaliśmy się w tym samym świecie. metaliczny gwizd. Zatrzymałem się przed nią. która wchłonęła go tak. co widziałem. może tak samo. On zawsze miał rację. że nie zostaje mi nic innego. że patrzy na mnie i przez moment czułem. Wiedziałem. że to. że jeśli spędzę tu noc. Intensywność światła słonecznego zmieniła się w tym momencie i wtedy uświadomiłem sobie. nie wiedząc. Nie było w niej nic szczególnego. że śmierć obserwuje mnie i żuka. Moje uniesienie i radość były tak ogromne. Podobny był do dźwięku przelatującego w oddali odrzutowca. ale przyciągała mnie. Długo patrzyłem na tego żuka i nagle stałem się świadomy panującej ciszy. Nasza śmierć zrównała nas. aż przeszedł w hipnotyzujący. Żuk i ja znajdowaliśmy się na tym samym poziomie. z jaką przenosił swój ciężar ponad kamieniami i szczelinami. ale okazała się pusta. że stał się świadomy mojej obecności. Wszystko wskazywało na to. Przebiegł jakieś pięćdziesiąt metrów na południe. Miałem zmęczone oczy. W głowie pojawiła mi się myśl. Melodia podobna była do wibracji prądu elektrycznego. że zacząłem płakać. Pochłonęła mnie obserwacja owada i zachwyciła olbrzymia siła. Zacząłem się zastanawiać. Tylko wiatr szumiał pomiędzy gałęziami i liśćmi krzewów. Myśl ta wywołała całą serię racjonalnych ocen dotyczących natury owadziego świata jako przeciwstawnego mojemu. Przesunąłem wzrok i zobaczyłem spokojnie biegnącego kojota. czy mam już teraz się zbierać. robiąc zeza. Słońce było już nisko. Błądziłem po wysokiej równinie i okolicznych górach przez cały dzień. ale później uświadomiłem sobie. jakieś pięćdziesiąt metrów ode mnie. Skupiłem na nim uwagę. jak ja byłem świadomy obecności mojej śmierci. Ujrzałem niewyraźny cień albo jakieś migotanie kilka stóp ode mnie. i wkrótce doszedłem do wielkiej płaskiej skały. później złagodniał. Po dokładnym wybraniu odpowiedniego miejsca na odpoczynek siadłem na skraju jałowego. Dreszcz przebiegł mi po plecach. Spojrzałem na ziemię i zobaczyłem wielkiego. Rozejrzałem się wokoło. Żuk wyłonił się z głębokiej dziury i zatrzymał się może dziesięć centymetrów przed moimi oczyma. Śmierć jak cień śledziła nas zza skały. Następnego dnia zapuściłem się dalej na wschód.

białych linii. a kojot stał. Spojrzeliśmy na siebie i kojot podszedł jeszcze bliżej. ale hiszpańskich spójników i wykrzykników. Spojrzałem bezpośrednio na nie i zobaczyłem “linie świata". a ty? Wtedy kój ot powtórzył zdanie. że wypowiadał słowa tak. Chciałem zakryć oczy rękami. Nie był nawet zaskoczony moją nagłą reakcją. Nie mam pojęcia. Pomyślałem. Przez głowę przebiegła mi myśl. Kiedy zwierzę znalazło się dziesięć do piętnastu stóp ode mnie. Całe to zdarzenie mogło jednak trwać tylko kilka minut. nowym świecie. Kojot wstał i nasze spojrzenia się spotkały. a ja skoczyłem na równe nogi. kiedy pod wpływem pejotlu byłem świadkiem przemiany zwykłego psa w niezapomnianą. że może być wściekły i nawet rozważyłem możliwość zebrania kamieni. jak świeciło słońce. jak wypowiadają je ludzie. Było to raczej odczucie. Zamrugałem i popatrzyłem znowu. O niczym nie myślałem ani niczego nie czułem. Mój organizm się wyłączył. że to słońce świeci na mnie. nawet wtedy. co znajdowało się wkoło. On natomiast nie zrobił żadnego ruchu. aby go odstraszyć. Świetlisty kojot i wierzchołek. W końcu zapytał mnie. że trwa wiecznie. że słyszę jego odpowiedź: – W porządku. obrócił się i powoli ruszył w moim kierunku. Przez chwilę myślałem. aby zatrzymać świat.potem zatrzymał się. aż mój śmiech stał się prawie histeryczny. Położył się na brzuchu. świetlistą istotą. aby zastanawiać się nad swoimi uczuciami. mały kojocie? – i wydawało mi się. A potem wydało mi się. Stał się płynną. Nie w ten sposób. otoczyła je poświata. Był taki prosty. a jednak coś utrzymywało mnie w pozycji pionowej. że znajduję się w obecności kojota Chicano [Chicano – Meksykanin zamieszkały w USA]. Uświadomiłem sobie. nieskończenie długo. co się właśnie wydarza. wydawało się bardzo spokojne. kiedy odwróciłem wzrok od słońca. że kojot mi odpowiedział. co mnie rozpaliło. Byłem absolutnie pewny. Zacząłem się śmiać z absurdalności tego wszystkiego. kiedy wydaje się. ale nie starczyło mi czasu. a ja odpowiedziałem. zauważyłem. że przyciągają mnie i nagle zwierzę zaczęło opalizować. Czułem zamęt. Ledwie mogłem rozróżnić odległy łańcuch górski na zachodzie. na którym stałem. Zacząłem tak. a ja swobodnie unosiłem się w przestrzeni. Kojot stwierdził: – Que buenol – i wtedy uświadomiłem sobie. Kojot rzeczywiście coś powiedział. Powiedziałem: – Jak się masz. że coś powiedział. że zwierzę domowe porozumiewa się ze swoim panem. które przecinały wszystko wokół mnie. że może widzę światło słońca rozszczepione przez rzęsy. że przyszedłem tutaj. Trwałem na szczycie wzgórza w stanie ekstazy. Jego oczy były nadal przyjacielskie i czyste. przekrzywił głowę i zapytał: – Czego się boisz? Usiadłem więc i prowadziłem dalej najdziwniejszą konwersację w swoim życiu. Nigdy nie widziałem dzikiego kojota z tak bliskiej odległości i jedyną rzeczą. Byłem sparaliżowany. prawie mnie dotykając. było odezwanie się do niego. może tylko tak długo. że mówi. Poczułem. jakby ten dotyk spowodował we mnie eksplozję. Lecz mnie wydawało się. Wtedy uderzyła mnie cała prawda o niemożliwości tego. którymi mógłbym się posłużyć do obrony w razie ataku. opalizującą istotę. ponieważ kojot znowu przemówił. Słońce znajdowało się prawie na linii horyzontu. Zwolniło i stanęło zaledwie cztery czy pięć stóp ode mnie. jak mówi się do zaprzyjaźnionego psa. Oniemiałem z wrażenia. Chyba kojot wywołał to wspomnienie i nałożyło się ono na jego kształt. Nagle poczułem uderzenie i ciało ogarnęło coś. Było tak. Poczułem coś ciepłego i uspokajającego. Linie nadal były widoczne i stabilne. Krzyknąłem kilka razy. jakby mój umysł odtwarzał wspomnienia innego wydarzenia. Używał angielskich rzeczowników i czasowników. które miało miejsce dziesięć lat temu. Siadłem na kamieniach. jak długo w niej trwałem. rozpłynęły się. W skupieniu wpatrywałem się w jego oczy. na jaką mogłem się zdobyć w tym momencie. Ale też nie takie. Moje ciało doświadczyło tak rozkosznego i nie dającego się opisać uczucia ciepła. że to dwujęzyczny kojot. Rozglądnąłem się po tym nadzwyczajnym. wręcz przeciwnie. ani żadnej części mego ciała. że wcale nie jest podniecone. Ogarnął mnie niepokój. Świetlista istota dotknęła jakiejś nieokreślonej cząstki mnie samego. jak mi się wydawało. ale nie byłem w stanie wykonać żadnego ruchu. ale on nic sobie z tego nie robił. Jego brązowe oczy były przyjacielskie i czyste. Jej świetlistość była oślepiająca. zanim zaszło za horyzont. Wiedziałem. Przekazywał myśl i ta komunikacja dawała w efekcie coś podobnego do rozmowy. . emanującego ze świata i z mojego własnego ciała. co tu robię. Linie nie zmieniły się i dalej przenikały przez wszystko. że odkryłem sekret. Nie czułem stóp ani nóg. Widziałem wprost nieprawdopodobne bogactwo połączeń fluoryzujących.

drzewa i inne żywe istoty. że nie masz godnego zaufania zwierzęcia-towarzysza. Don Juan był sam w domu. jak ty i ja. – Świat był taki jak dzisiaj. Kiedy wróciłem do przytomności. . – Nie. don Juanie. tak samo by wierzył. że jest gdzieś w okolicy i załatwia swoje sprawy. Słuchał z wyraźnym zainteresowaniem. jak go opisują czarownicy – kontynuował. ale moje ciało znało go. Ale ten.Doświadczałem nieznanego przypływu uczuć. tak samo jak i jelenie. Siedzieliśmy w ciszy przez chwilę. Teraz jesteś dokładnie pośrodku. a twoje ciało było w stanie to zrozumieć. – Ale kojot naprawdę rozmawiał. że ani świat zwykłych ludzi. Don Juan wyjaśnił mi. kto uzyskuje wiele rzeczy od swoich braci kojotów. że to wcale nie był kojot i że z pewnością nie mówił w taki sam sposób. Spojrzeliśmy na siebie. co chciałbyś wiedzieć. don Juanie! – Zastanów się. ponieważ świat się rozpadł. Ale ja chciałem. Magiczna istota powiedziała ci coś. Na przykład. to utknięcie w rzeczywistości zwykłych ludzi. że idealnie by było. że kojoty mówią. żeby kojot mógł mówić – powiedziałem. Każdy czarownik. że wiara w to oznacza utknięcie w rzeczywistości czarowników. takiego spokoju i wszechobejmującego zrozumienia. Natychmiast zacząłem opowiadać o nadzwyczajnych doświadczeniach. a w świecie czarowników posiadanie takiego przyjaciela nie jest zbyt pożądane. kto mówi jak idiota. abyś ty nauczył się widzenia. don Juanie. o czym kiedyś ci opowiadałem. że kojot będzie moim towarzyszem w życiu. Robiło się ciemno i automatycznie wyruszyłem w drogę powrotną. światem zwykłych ludzi i światem czarowników. że powinienem podziękować don Genaro za pomoc. a później don Juan powiedział. Wydawał się ze mnie niezwykle zadowolony. ponieważ coś się w tobie zatrzymało. a on byłby zmuszony dać ci odpowiedź. ani świat czarowników nie są rzeczywiste? – To są rzeczywiste światy. Dzisiaj kojoty nic ci nie powiedzą i nie widzisz linii świata. jakim zawsze go widziałem. Taki już twój los. – Po prostu zatrzymałeś świat – skomentował. Później albo zasnąłem. że na kojotach nie można polegać. Klepał mnie wciąż po plecach i chichotał. – Gdybym był tobą – dodał – nigdy nie ufałbym kojotowi. – W tym świecie kojoty mówią. kto widzi. Wczoraj dokonałeś tego wszystkiego. leżałem na kamieniach. że kojot mówi do ciebie. mogłeś zapytać tego kojota o cokolwiek. kiedy przyjechałem następnego ranka. Po wszystkich tych latach nauki powinieneś mieć lepsze rozeznanie. Ale nie udało ci się dostrzec. podobnie zresztą jak i grzechotniki. kiedy przemykasz się pomiędzy światami. który nie widzi. – Czy uważasz. Może wiesz już teraz. gdybym rozmawiał z grzechotnikiem. nie był. jakie przeżyłem. jakim go nam opisują. Są oszustami. Wczoraj wierzyłeś. – On nie mówił – odparł don Juan. od momentu narodzin ludzie mówią nam. Świat był taki. – Ale to niepojęte. Mogą wpływać na ciebie. – A więc co to było? – Twoje ciało po raz pierwszy zaczęło rozumieć. Wstałem. Zapytałem o don Genara i dowiedziałem się. – Wczoraj świat stał się taki. a jednak nie potrafiłem poznanego sekretu oddać słowami ani nawet myślą. co ludzie mówili ci o świecie. Wczoraj zatrzymałeś świat i być może nawet widziałeś. Powiedział. – Co zatrzymało się we mnie? – To. że świat jest taki a taki i naturalnie nie mamy żadnego innego wyboru i musimy widzieć go takim. Nigdy w swoim życiu nie przeżywałem takiej boskiej euforii. Widzisz. ponieważ są one niesamowitymi towarzyszami. albo zemdlałem. Jedyną smutną rzeczą w tym jest to. Ale ty jesteś inny i możesz nawet zostać czarownikiem kojotów. W ten sam sposób niewierzenie w to. – Kim jest czarownik kojotów? – To ktoś. wie. że widzenie wydarza się tylko wtedy. po wysłuchaniu mojej relacji.

jak to robią czarownicy. na który codziennie patrzymy. wystarczy tylko użyć tego dodatkowego pierścienia mocy. Don Juan popatrzył na mnie przenikliwie. Genaro chciał rozmiękczyć twoją pewność. – Rośliny mocy są tylko pomocą – powiedział don Juan. Podczas dziesięciu lat naszej znajomości nigdy nie zostałem tak poruszony. a twojego samochodu nie było w tamtym świecie. Kiedy to się zrobi. Don Juan trzymał ręce złożone na brzuchu. musisz patrzeć na świat w jakiś inny sposób. że znalazłeś samochód. Jego wygłupy powiedziały twojemu ciału o absurdalności usiłowania zrozumienia wszystkiego. po to aby rozproszyć twoje myśli i pozwolić twojemu ciału widzieć. – Powiem ci jeszcze jedną rzecz – zaczął. prawie widziałeś. – Teraz ma to ogromne znaczenie. a do tego trzeba zawezwać sprzymierzeńca. Niestety. jest twoim sprzymierzeńcem. to sposób czarownika. jest jedynie opisem. – To on pomógł ci zatrzymać świat. Po prostu zmusił cię do patrzenia na świat tak. Obydwaj znamy tamten świat. śmiejąc się. że świat. aby tego uniknąć. jak strzelić palcami. Kiedy już się go zna. w jaki czarownicy patrzą na świat. Jego kciuki poruszały się prawie niezauważalnie. Tylko wtedy jesteś w stanie poznać. o którym ci mówiłem. on przychodzi. Byliśmy cicho przez długi czas. nawet wtedy. Tamtego dnia Genaro nie ruszył twojego samochodu ze świata zwykłych ludzi. Genaro potrafi zrobić to tak łatwo. na którą cię zabiorę. gdzie wydawało ci się. że wieziesz nas z powrotem z miejsca. . ale powstrzymał mnie gestem. Będzie czekał na skraju równiny. zanim sprzymierzeniec zmierzy się z tobą. – Genaro także musi pójść z nami do doliny – powiedział nagle. Teraz jesteś już prawie gotów na spotkanie ze sprzymierzeńcem. Wiesz oczywiście. Słyszałeś jego ryk podobny do odgłosu odrzutowca.Chciałem dalej zadawać pytania. – Czy nie możesz nauczyć mnie widzenia bez wzywania sprzymierzeńca? – Nie. Po to. a jedyny inny sposób. że wydarzenia ostatnich trzech dni dokonały w mojej idei świata nie dających się naprawić zniszczeń. aby go sprowadzić. Zajmował twoją uwagę przewracaniem kamieni. którego widziałeś pośród krzewów. Zrywaliśmy sobie boki ze śmiechu. aby móc widzieć musisz nauczyć się sposobu. Kiedy puścił latawiec. – Widziałeś świetlistą istotę. że mają go czarownicy. gdy przyjmowałem rośliny psychotropowe. Powiedziałem mu. Znalazłeś samochód i byłeś w dwóch światach. zostało ci już bardzo mało czasu. – Naprawdę liczy się tylko to. kiedy ciało uświadamia sobie. Moją intencją było pokazanie ci tego. Aby widzieć. – Czy sprzymierzeniec musi się ze mną zmierzyć? – Nie ma możliwości. że człowiek. że potrafi widzieć. ponieważ rzeczywiście myślałeś. jaki znam. – Ale jak zmusił mnie do widzenia świata tak jak czarownicy? – Ja byłem z nim. – Widziałeś linie świata – powiedział.

Pustynny chaparral uzyskał wspaniały wilgotny połysk. Don Genaro spojrzał na mnie i złożył tak wargi. ramiona luźno zwisające po bokach. ale wtedy pomyślałem sobie. aby opowiedział. a potem zeszliśmy do płaskiej doliny. co ja. że nie mogłem się powstrzymać od chichotu. – Byłem młody. to zawsze jest oznaką. Nagle sprzymierzeniec wyszedł zza krzewów i stanął mi na drodze. Jednak trochę się bałem. jakby miał skurcze. – Wstrząs wywołany uchwyceniem sprzymierzeńca jest tak wielki. Skurcze ust don Genara zdawały się nasilać. Zwrócił się do don Juana i zapytał: – Prawda? – Tak – powiedział don Juan spokojnie. zaczęliśmy się wspinać. ale zamiast zatrzymywać się na wysokiej równinie. jakby skurcze miały rozewrzeć zrobiony z nich otwór. – Pamiętam. obłąkany wyraz. Don Genaro wstał i pokazał mi właściwą postawę – nogi lekko ugięte w kolanach. i usiadł znowu. kiedy . Genaro? W głosie don Juana dawało się wyczuć przypochlebny ton. a palce dłoni lekko zaokrąglone. Zacząłem się odwracać. Usta don Genara otwierały się tak. Don Juan spojrzał na niego i zaśmiał się głośno. że jestem wystarczająco silny. Zagiął język na podniebieniu i otwierał i zamykał usta. że było wczesne popołudnie. Napiął szyję. a stopy muszą pewnie i mocno wspierać się na ziemi. Tak przy okazji. gdzie byłem poprzedniego dnia. – Może – powiedział don Genaro. – Genaro ma zamiar coś ci opowiedzieć – powiedział nagle don Juan. Trwał w tej pozycji przez moment i wtedy. – Ma zamiar opowiedzieć ci historię swojego pierwszego spotkania ze sprzymierzeńcem.. Jego oczy miały dziwny. Zatrzymaliśmy się na odpoczynek na szczycie wysokiego wzgórza. może opowie ci o pierwszym spotkaniu ze swoim sprzymierzeńcem – nalegał don Juan. Poszliśmy tą samą trasą. Don Genaro wybrał to miejsce. co o tym sądzić. aby zabrać się do niego. to znaczy kiedy szyja ci twardnieje. tak jak ja to zrobiłem. Po krótkiej wiosennej ulewie stał się lśniąco zielony. przeciągnął się aż strzeliły mu kości. Od świtu przebywałem w polu i właśnie wracałem do domu. we trzech pojechaliśmy do miejsca. nie wykazując zainteresowania. – Jest kurą – odparł. w ten sposób tworząc trójkąt. – Niech to diabli! To nie jest jajko – powiedział z niepokojem malującym się na twarzy. Nie wiedziałem. To tyłek kury. aby go zostawić samego.. Podróż do Ixtlan Don Genaro powrócił około południa i zgodnie z sugestią don Juana. Ja również poprosiłem go. Zwróciłem uwagę na jego wspaniałe umięśnienie. Automatycznie usiadłem tak. kiedy pierwszy raz zwarłem się ze swoim sprzymierzeńcem – powiedział w końcu. z don Juanem po prawej i don Genarem po lewej stronie. Odsłonił koszulę i pokazał mi plecy. Był tak śmieszny. Czekał na mnie i zapraszał mnie do zapasów.20. – Co on robi? – zapytałem don Juana. Prawda. Wydało mi się. kiedy Genaro prawie zniósł jajko. – Teraz. – W takiej sytuacji – kontynuował – musisz zawsze zamknąć usta. która zaraz zniesie jajko. że utworzyły okrągły otwór. Dreszcz przebiegł mi po plecach i szyja zesztywniała mi jak deska. Ciało musi być wyprostowane. Don Genaro wstał. ramionami objął klatkę piersiową i bezceremonialnie charknął flegmą. plecy i ramiona. że jesteś gotowy. aż osiągnęliśmy szczyt niższego łańcucha gór. jakby wspomnienie tamtego spotkania ożywiało każdy mięsień jego tułowia. Czarownik wydał chrapliwy odgłos. – Kurą? – Spójrz na jego usta. jak zawsze to robiłem w ich towarzystwie. że można sobie odgryźć język albo wybić zęby.

aby przekonać się. że nie mam żadnych medalionów. więc zacząłem iść w tamtym kierunku. Sprzymierzeniec nie zabił mnie. – Dlaczego pytasz? – Ponieważ Ixtlan znajduje się w przeciwnym kierunku. wszyscy byliśmy w bardzo dobrym nastroju. W końcu miałem sprzymierzeńca. Kiedy go pochwyciłem. don Genaro? – zapytałem. w ich przyjaznym nastawieniu.myślałem. Wirowaliśmy w powietrzu z taką prędkością i mocą. że nie mogłem zrozumieć. To trwało i trwało. że zbiera myśli. – Mamy jedzenie. kiedy sprzymierzeniec zostanie znokautowany notesami. Obydwaj zaśmiali się głośno. – Czy przyłączyłeś się do nich? – Nie. Pomyślałem sobie. – Nigdy nie wyobrażałem sobie. że upadłem na plecy. Wydawało mi się. odłożyć je gdzieś. co miało jego kształt. nie zrobiłem tego – powiedział. zanim skoczy. aby wytrzymać uderzenie. zaczęliśmy wirować. w którym się starliśmy. aż zadam mu jakieś pytanie. dokąd idę. Okolica nie była mi znana. aby pochwycić swojego sprzymierzeńca – powiedział don Juan ostrzegawczo.. Zdawało się. by walnąć sprzymierzeńca. co ich zdradziło. Kiedy śmiech don Juana i wycie kojota don Genara ucichły. Spotkanie ze sprzymierzeńcem nie trwało zbyt długo. że sprzymierzeniec musiał mnie ponieść w powietrzu i porzucić gdzieś bardzo daleko od miejsca. Don Juan z udawaną powagą powiedział. Wszystko było zamglone. – Genaro tak skacze. – Przyłącz się do nas – namawiali mnie wszyscy. Wydawało mi się. że tak to będzie – kontynuował. Było coś w ich głosach. – No więc. Powinieneś stać tak. – Oni nie byli prawdziwi. – Niech mnie diabli! – powiedział don Juan z pozornie autentycznym zdziwieniem. tak jakby miał sprężyny przypięte do stóp. że nic już nie widziałem. co zrobiłeś? – zapytałem. że rzeczywiście widziałem. – Idę do domu. że będzie to pierwszy raz. Sprzymierzeniec zaczął mną kręcić. – Najpierw powinien pocałować swój medalion – wtrącił don Genaro. jak don Genaro. ale ja nie popuszczałem. . Sami tam idziemy – powiedział ktoś inny. Nagle poczułem. coś. Musisz jedynie wesprzeć się mocno o ziemię. kiedy pochwyciłeś swojego sprzymierzeńca. – Tak – odparłem. Próbowałem zorientować się w terenie. powrócił na miejsce i usiadł. – A co z jego notesami? – upierał się don Genaro. – Widziałeś? – zapytał don Genaro naiwnie zachwycony i rozdął nozdrza. że upadłem na bok. w chwili kiedy do mnie podeszli. miałem wrażenie. – Co się wydarzyło. Co za uczucie! Co to było za uczucie! Później rozejrzałem się wkoło. Wiedziałem to od razu. Don Genaro skoczył znowu z taką siłą. Byłem cały i zdrowy. że znowu stoję na ziemi. o czym nie da się powiedzieć. Założę się. jak mógł z pozycji siedzącej skoczyć na równe nogi i rzucić się do przodu. ponieważ pomaga mu jego sprzymierzeniec. jak stał wcześniej don Genaro. Znów usiadłem prosto. później musisz skoczyć do przodu i pochwycić sprzymierzeńca. rzucił się do przodu w jednym niesamowitym skoku. – Powinien coś z nimi zrobić. do Ixtlan – powiedziałem im. Skakałem z radości. że musisz skoczyć tak dobrze. – Carlos teraz widział twojego sprzymierzeńca – obojętnie zauważył don Juan – ale dalej jest słaby i dlatego upadł. gdzie jestem. Wkrótce znalazłem drogę i zauważyłem grupkę mężczyzn i kobiet zbliżających się do mnie. Jego ruch był tak gwałtowny. Don Juan zapewnił go. Otoczyli mnie i pytali. że don Genaro pochwycił człowieka albo coś. – Nie myśl.. Byłem sobą! Wiedziałem. że mój dom musi być na wschodzie. – Zgubiłeś się? – zapytał ktoś. Don Genaro przestał mówić i spojrzał na mnie. jakby czekał. – Nawet nie przyszło mi to do głowy. Don Genaro ciągle był nieprawdopodobnie napięty i po chwili nagle rozluźnił mięśnie. że mi się udało. – Mocno mną wstrząsnęło – powiedział po chwili wahania. albo niech je wykorzysta. że to Mazatecy. a później don Genaro zmienił swój śmiech na wycie imitujące wycie kojota. – To było coś. Wciąż było jeszcze wcześnie. ale kiedy upadałem. że usiądzie. coś. Zrobił to tak nagle. Byli Indianami.

“Dokąd prowadzi ta ścieżka?" – zapytałem. a później jeden z nich zdjął tobół z jedzeniem i poczęstował mnie. – Byli jak zjawy – wyjaśnił don Juan. Chłopiec mówił do siebie. powiedział jeden z nich. kiedy zauważyłem małego indiańskiego chłopca pilnującego kóz. Pastuszek. Było w niej coś znajomego. Był dokładny i ostrożny. ale ja uciekałem od nich. – Po przejściu kawałka drogi – podjął wątek don Genaro – nabrałem trochę więcej pewności. Powiedziałem. “Gdzie mieszkasz?" “Tam. Nie zwrócili na mnie żadnej uwagi i poszli swoją drogą. że jestem na właściwej drodze i że te zjawy próbowały zwieść mnie z niej. Ich prośby stawały się coraz bardziej natarczywe. i próbowali namówić mnie. jeśli nie pójdę z nimi. Długo mówiłem do niego. pasącego dwie kozy mojego ojca. aby przepędzić kozy z pola mojego widzenia. że są na sprzedaż. “Którędy do Ixtlan?" Wskazali kierunek. Miał może z siedem lat i był ubrany tak. tylko jeden". Stały przy drodze. Z tego. Kiedy odezwałem się dość głośno. którą chyba rozpoznawałem. przypominał mi mnie samego. – Ludźmi – odparł szorstko don Genaro. “Czy jest tam dużo domów?" “Nie. że moje postanowienie jest niezachwiane. jakby był gotów rwać.szczególnie wtedy. co sił w nogach. “Zgubiłem się w tych górach". Obserwowałem go przez pewien czas. powiedziałem i szedłem dalej. krzycząc: “Czekajcie. ale w takim przypadku musiałem teraz znajdować się na południe od Ixtlan. co wiedziałem na temat doglądania kóz. Uświadomiłem sobie. A później zauważyłem dwóch ludzi idących drogą w moją stronę. Przez pewien czas szliśmy razem. jak ja w jego wieku. Wyglądali na rzeczywistych. Pobiegłem za nimi. Zabierze ci to cztery albo i pięć dni. Nie rozpieszczał swoich kóz. że jest w tym naprawdę dobry. które były kobietami. odpowiedział. Zawołałem chłopca. Prowadzili osła wyładowanego drewnem na opał. Poczułem. ale także nie był dla nich okrutny. czekajcie!" Zatrzymali osła i stanęli po obydwu jego stronach. podskoczył i uciekł za skałę i stamtąd mi się przyglądał. aby się tam dostać". Wyglądał na przestraszonego. więc odskoczyłem i zacząłem uciekać. w którym sami szli. “Na dół". w którym właśnie szedłem. wymamrotali: “Dzień dobry". wykazywały większą śmiałość. że Ixtlan znajduje się w tym kierunku. Postanowiłem go zawołać. abym poszedł z nimi. Stwierdziłem. “To bardzo daleko". na dole". zupełnie mną nie zainteresowani. Nie zatrzymałem się ani nie popatrzyłem na nie. – Kim byli? – zapytałem. że to prawdziwi Indianie i poprosiłem ich. że jest zbyt ostrożny i zacząłem zadawać mu pytania. Powoli zwolniłem kroku i ostrożnie odwróciłem się. ale ja dalej uciekałem od nich. że już tu byłem. Zamarłem. Niektóre z nich. Wiedziałem. jak gdyby nigdy nic. żebym wrócił. Napotkałem teraz osiem z nich. wyglądało. a później zaczai mówić do kóz. w którym byliśmy. a jednak znalazł czas. Przechodząc koło mnie. kiedy powiedzieli mi. że to właśnie to. Wydawało się. Było coś straszliwie obcego w sposobie. aby móc się zorientować i skorygować swoją trasę. Zapytałem o nazwę miejsca. Dzięki temu poczułem się bardzo szczęśliwy. “ Jest po drugiej stronie tych gór. i z jego odpowiedzi wywnioskowałem. pozwalającą mu w czasie krótszym od mrugnięcia okiem na przeniesienie mnie na taką odległość. uskoczył w krzaki. że zgubiłem się i nie mogę znaleźć drogi do Ixtlan. Podszedłem do niego i kiedy za bardzo się zbliżyłem. powiedziałem do nich. Wołali mnie i błagali. jakby osłaniali ładunek. Większość z nich nie powiedziała ani słowa. “Dzień dobry". abym przyłączył się do nich. Potem odwrócili się i zaczęli odchodzić. a on nie uciekł. o którym myślałem. wyszedł ze swojej kryjówki i zapędził kozy na prawie niewidoczną ścieżkę. gdzie pieprz rośnie. “A gdzie są inne?" Chłopiec wskazał na drugą stronę doliny z . Również wyglądali na Mazateków. Wyglądał. Prawdę powiedziawszy. – Poza tym. Odchodzili. – Jak duchy. Szedłem dalej. tak samo jak ja to robiłem. Musiały wiedzieć. A więc uciekłem. wiedziałem. jak niewinne handlarki przy drodze. Wydawało mi się. Moje ciało przeraziło się. Podziękowałem chłopcu i zacząłem odchodzić. w jaki chciał mnie obdarzyć jedzeniem. aby spojrzeć na nich. Późnym popołudniem doszedłem do doliny. że nie byli prawdziwi. że umrę w tych górach. patrząc błagalnie. udając. wystawiły nawet jedzenie i inne dobra. Podobał mi się. że już nie czuję się zagubiony i zastanawiałem się nad mocą mojego sprzymierzeńca. natomiast te. aby pozwolili mi przyłączyć się do nich. Zacząłem szukać cech charakterystycznych. Ich prośby również stały się natarczywe. że prowadzi ona do doliny. Obydwaj powiedzieli.

na południe. stwierdził chłopiec i to mną wstrząsnęło. Jesteś zjawą. – Co się stało później. jest tylko przemijającą istotą – wyjaśnił don Juan. było oznaką że są zjawami. – Powiedziałem. – Nie. Byliśmy cicho przez długi czas. W końcu całkowicie przestały mnie niepokoić. Chłopiec. że sam nigdy nie zauważyłby tych osobliwości. że to zjawy. Chodź ze mną". że dzieli mnie od niego tylko jeden krok. zatrzymał się i zwrócił się do mnie: “Nie ma nikogo w domu". Nic nie jest już takie samo. ale także nie potrafiłem. czy Indianie z plemienia Mazateków zwyczajowo nie przyznają się do posiadania jedzenia. ponieważ podobał mi się ten chłopiec. Musiały to wyczuć. Poszedłem za chłopcem ścieżką w dół. aby mnie dostać. Twoje uczucia i gorliwość są takie jak u ludzi. Po moim spotkaniu ze sprzymierzeńcem nic już więcej nie było rzeczywiste. Mój wuj odszedł. albo może przykładają oni wielką wagę do kwestii pożywienia. Jego głos był stanowczy. – A więc o to ci chodziło z tym końcem – stwierdził don Juan. Nie odpowiedział. Odpowiedział. że ton ich głosu. “Nie mam żadnych swoich".. “Poczekaj". powiedział. Od czasu do czasu któraś usiłowała na mnie skoczyć. Po chwili tylko stały przy ścieżce. W domu jest mnóstwo jedzenia. – Nigdy nie dotrę do Ixtlan – powiedział. powiedziałem do niego. w jaki zjawy mówiły o jedzeniu. Chciałem wściec się na sprzymierzeńca albo na zjawy.. ale cichy. abym wpadł w przepaść. – Jednak czuję. były takimi oznakami. ale moja wola była silniejsza od nich. – Ludzie? Przecież powiedziałeś. – Koniec? – To znaczy. Ton jego głosu i gorliwość zdradziły go. kogo Genaro napotyka na swojej drodze. widząc to. że częstowały go jedzeniem. . dlaczego to. więc i z tym dałem sobie spokój. – Każdy. czasami wydaje mi się. więc dałem sobie spokój. don Genaro? – zapytałem. – Czy te zjawy to byli sprzymierzeńcy. ale jego głos sprawił. że zawahałem się. Wydawało się. kiedy i jak dotarłeś w końcu do Ixtlan? Obydwaj równocześnie wybuchnęli śmiechem. – Szedłem dalej – powiedział rzeczowo. To mnie nieco zasmuciło. na przykład. Nie wiem dlaczego. Nie rozumiałem. W mojej podróży nie odnajduję nawet niegdyś znajomych mi miejsc. “Jestem bardzo zmęczony i głodny. Don Juan spojrzał na mnie. Don Genaro siedział cicho przez dłuższy czas. że skończył już swoją opowieść i nie ma nic do dodania. ale zatrzymywałem ją siłą swojej woli. Zaprowadź mnie do swoich". Później chciałem się zasmucić. – Weźmy ciebie. Całe mnóstwo. Inne zjawy szybko wyszły z ukrycia i usiłowały poplątać mi nogi. prawie jak pomruk. że mam sprzymierzeńca i zjawy nie mogą mi nic zrobić. Zjawy przyszły. Ale nigdy tam nie dotrę.obojętnością właściwą dla jego wieku. co miał na myśli don Genaro. Wiedział o tym dzięki pomocy sprzymierzeńca. Podróż Genara nie miała końca. ale jakoś nie byłem w stanie rozzłościć się tak jak przedtem. Zapytałem go. Wciąż byłem odrętwiały po spotkaniu ze sprzymierzeńcem. – Powiedzmy to inaczej. to byli ludzie. Potem wraz z kozami zaczął schodzić swoją ścieżką na dół. Było coś niewymownie smutnego w ich wzroku. ponieważ przestały mnie prześladować. ale ja nie bałem się. Genaro wciąż jest w drodze do Ixtlan! Don Genaro popatrzył na mnie przenikliwie. don Genaro? – zapytałem. Nigdy nie będzie końca. – Jaki był koniec tej historii. że nie byli już więcej czymś rzeczywistym. którą szedłem. a jego żona wyszła w pole. Nagle uświadomiłem sobie. a później spojrzał w dal. don Genaro? – zapytałem. Don Juan i Genaro spojrzeli na siebie. Spytałem więc dalej. – W swojej podróży do Ixtlan spotykam tylko widmowych podróżnych – powiedział cicho. Chłopiec również był zjawą. Przyznał. Spojrzałem na don Juana. gorliwość wabienia go i sposób.

– Podróżnicy nie są realni. Ale nie będzie już powrotu do Los Angeles. Nagle uświadomiłem sobie. na zawsze przepadnie. Los Angeles wciąż będzie na swoim miejscu. ani nawet śmierć. Niezależnie od wszystkiego. roku. Wciąż mówię mu. który jest rzeczywisty. Od tej pory będziesz już czarownikiem. śmiejąc się. kiedy ona ulega zmianie. ale że prędzej czy później będziesz widział. Jednak uczucia w człowieku nie umierają ani się nie zmieniają i czarownik wyrusza w drogę powrotną do domu. – I Tecate – dodał Genaro z wielką powagą. kiedy jestem z nim. znajdziesz się w nieznanym kraju. nosił tytuł El Yiaje Defmitivo (Ostateczna Podróż). studnią. a sądzę. że jesteś dziwny. że podróż don Genara jest metaforą. Wyrecytowałem go: . aby ich odzyskać? Czy nie mogę uratować ich i wziąć ze sobą? – Nie. będziesz musiał walczyć z nim i go oswoić. co tam zostawiłeś. Wskazał na don Juana ruchem głowy i powiedział z naciskiem: – To jedyny. popołudnia. – Jest realna! – wykrzyknął don Genaro. których kocham? – zapytałem don Juana. ale ty jesteś takim głupcem. których kochał. Czy nie ma żadnego sposobu. że kiedyś czytałem mu pewien wiersz i teraz chciał. – Genaro opowiedział ci swoją historię – powiedział don Juan – ponieważ wczoraj zatrzymałeś świat i on myśli. kiedy zacząłem łączyć ją z moim własnym życiem. o którym mówił. Wyjaśnienie don Juana podziałało jak katalizator. – Co się z nimi stanie? – Zostaną tam – powiedział. że także widziałeś. abym go wyrecytował. niebieskie pogodne. Zacytował mi kilka słów z niego i przypomniałem sobie. jeśli będzie dla ciebie następny raz. – Ale będę mógł wrócić do Los Angeles. Ważny dla nas wszystkich jest fakt. wiedząc. że nigdy do niego nie dotrze. śpiewając: pozostanie. w całkiem naturalny dla nas wszystkich sposób. co kochaliśmy czy nienawidziliśmy.Dlatego mówi. Don Genaro dodał jeszcze inne nazwy i tak samo zrobił don Juan. To. godziny. przede wszystkim będziesz chciał wrócić do Los Angeles. ale to nic nie pomoże. że tak.. wiedząc. błądzić mojego . a miasto będzie rozkwitać każdego Ale mój duch zawsze z nostalgią będzie po tym samym. To właśnie powiedział ci Genaro. że wszystko. – I Piedras Negras. – Idea jest wszystkim. nieprawdaż? – Oczywiście – powiedział don Juan. – A także Manteca i Temecula. – Wobec tego twoja podróż do Ixtlan nie jest realna – powiedziałem. że spotyka tylko widmowych podróżników w drodze do Ixtlan. Ale ptaki pozostaną. Wtedy. którzy mnie kochali. Ten. Pełne znaczenie opowieści don Genara uderzyło nagle we mnie. w swoim następnym spotkaniu ze sprzymierzeńcem. Don Juan uśmiechnął się. – Wirowanie ze sprzymierzeńcem zmieni twoją ideę świata – powiedział don Juan. Pochłonęło ich wymienianie niezliczonej ilości najśmieszniejszych i niewiarygodnych nazw miast i miasteczek. a także wszystkie pragnienia pozostawiamy za sobą. i Przez wiele popołudni niebo będzie i i dzwony na dzwonnicy wybiją jak robią to tego Ludzie. że czytałem mu poezje Juana Ramona Jimeneza. Twój sprzymierzeniec tylko z tobą samym puści się w wir i przejdzie do nieznanych światów. do rzeczy i ludzi. zmienia się też sam świat. Jeśli przeżyjesz wstrząs. – Co z ludźmi. i mój ogród z zielonym drzewem. ponieważ jesteś silny i żyjesz jak wojownik. zapomnianym zakątku kwietnego ogrodu. odejdą. i Tucson. prawda? Pojechać autobusem albo polecieć samolotem. Przypomniał mi. i Tranquitas – powiedział don Juan z uśmiechem. Świat jest rzeczywisty tylko wtedy..i odejdę. że żadna siła na ziemi. nie doprowadzi go do miejsca. że sam tego nie wiesz.

Wyraźnie poczułem. człowiek musi odczuwać namiętności. Spojrzałem na don Juana. Taki człowiek ma jakiś dobytek i drogie mu rzeczy. Przerwał. tyle rzeczy. a wtedy poszedłem do samochodu i odjechałem. – Dlatego że sztuka wojownika polega na zrównoważeniu strachu bycia człowiekiem i cudu bycia człowiekiem. Przez chwilę wydawało mi się. którą kroczy. wszystko to. że w tym momencie moc jego wspomnień grozi katastrofą i że don Genaro jest bliski płaczu. ale don Genaro odwracał się kilkakrotnie. że jeszcze nie nadszedł twój czas. Zawezwali falę przytłaczającej nostalgii. – Jeśli czujesz. – Tylko wojownik jest w stanie przeżyć na ścieżce wiedzy – powiedział. musisz być krystalicznie czysty i śmiertelnie pewny samego siebie. Kolejno wpatrywałem się w nich obu. zmuszając się. zmusił mnie. abym poszedł kawałek za nimi. Don Juan odszedł. Ich oczy były czyste i spokojne. Don Juan również wstał i delikatnie położył rękę na moim ramieniu. Jest tak z nami wszystkimi. Nie chciałem. aby don Juan powiedział mi o sobie. . On pozostawił swoje namiętności w Ixtlan – swój dom. że widzę. Szybko odwróciłem wzrok. – Wskazał na ciemną dolinę w oddali. śpiewając. Jeśli chcesz przeżyć. dla ciebie będzie Los Angeles. o co się troszczył. Przez moment odczułem falę potwornego bólu i nie dającej się opisać samotności. że poczułem uniesienie. nie patrząc na mnie. ogarniającą nas trzech. że mój czas jeszcze nie nadszedł. prawie dociera do Ixtlan. jak Genaro opowiedział ci w swojej historii. Namiętności don Genara. powstrzymali tę falę. Spojrzałem na don Genara i wiedziałem. w ostateczności ma zawsze swoją ścieżkę. która zatrzymała się przede mną powstrzymana przez niewidzialną ścianę metafory. i wszystko to pozostawił. jego wielka samotność sprawiły. o które się troszczył. Robiąc oko i przywołując ruchem głowy. Dokładnie jest tak. – Rób to. jakby czytając w moich myślach. dla mnie. Wpatrywał się we mnie. że zapłakałem. Niczego nie zyskasz. musiał mieć tyle serdecznych związków. a kiedy wydawało się już. Don Genaro uśmiechnął się i wstał. I ptaki pozostały. Wiedziałem. ludzi. co uznasz za stosowne. – Zostawimy cię tutaj – powiedział. Teraz błąka się pośród swoich uczuć i jak mówi.. Objąłem ich.– Właśnie o takim uczuciu mówi Genaro – powiedział don Juan. Mój smutek stał się tak przytłaczający. Widziałem samotność człowieka jako gigantyczną falę. zrezygnuj z tego spotkania.. Patrzyłem na ich oddalające się sylwetki. Dla Genara to Ixtlan. że są na granicy gorzkiego płaczu. Genaro westchnął i sparafrazował pierwszą linijkę wiersza: – Odszedłem. że będąc człowiekiem pełnym namiętności. – Aby zostać czarownikiem. aż zniknęli w oddali. Sprzymierzeniec będzie czekał na ciebie na skraju tej równiny.