WSTĘP W sobotę 22 maja 1971 roku pojechałem do Sonory w Meksyku, aby zobaczyć się z don Juanem Matusem, czarownikiem, Indianinem Yaqui, z którym byłem związany od 1961 roku. Wydawało mi się, że wizyta ta wcale nie będzie się różnić od wielu innych, jakie mu złożyłem w ciągu tych dziesięciu lat, kiedy byłem jego uczniem. Jednak wydarzenia, które miały miejsce w ciągu tego dnia i kilku następnych, stały się dla mnie niezwykle ważne. Moja praktyka u don Juana dobiegła końca. Nie była to moja arbitralna decyzja, ale prawdziwe zakończenie. Swoją naukę u don Juana opisałem już w dwóch poprzednich pracach: Nauki don Juana i Odrębna rzeczywistość. W obydwu książkach przedstawiłem podstawowe założenie, które głosiło, że kluczowymi punktami w nauce czarownika są stany niezwykłej rzeczywistości uzyskiwane dzięki przyjmowaniu roślin psychotropowych. Don Juan był ekspertem w stosowaniu trzech takich roślin: pejotlu, czyli Lophophora williamsii, bielunia Datura inoxia, oraz jednego z grzybów z rodzaju Psilocybe. Dzięki ich działaniu, moje postrzeganie świata stało się niezwykłe i wstrząsające i dlatego zmuszony byłem Przyjąć, że stany takie stanowiły jedyny sposób komunikacji i nauczania, jaki stosował wobec mnie don Juan. To założenie okazało się jednak błędne. Aby uniknąć wszelkich nieporozumień związanych z moją pracą z don Juanem, chciałbym wyjaśnić pewne Podstawowe kwestie. Jak dotąd nie próbowałem umieszczać don Juana w kontekście kulturowym. To, że uważał się on za Indianina Yaqui, wcale nie oznacza, iż jego wiedza czarownika jest powszechnie znana i praktykowana przez ten lud. Wszystkie rozmowy, które podczas nauki prowadziłem z don Juanem, odbywały się po hiszpańsku i tylko dzięki biegłej znajomości tego języka byłem w stanie uzyskać wyczerpujące informacje dotyczące jego światopoglądu, o którym zwykłem mówić jako o magii, a o samym don Juanie jako o czarowniku, gdyż takich wyrażeń on sam używał. Zgromadziłem obszerne notatki, ponieważ udało mi się spisać większość naszych rozmów z samego początku mojej nauki u don Juana i wszystko, o czym mówiliśmy w fazie późniejszej. Aby ułatwić czytanie tych notatek i równocześnie utrzymać pewną dramaturgię, musiałem odpowiednio je zredagować. Jestem przekonany, że to, co odrzuciłem, nie ma większego znaczenia dla poruszanych przeze mnie kwestii. W pracy z don Juanem ograniczyłem się jedynie do traktowania go jako czarownika i do zdobycia członkostwa w jego wiedzy. Postaram się teraz wyjaśnić podstawowe założenia magii don Juana, zgodnie z tym, jak on sam mi je przekazał. Don Juan twierdził, że dla czarownika świat nie jest rzeczywisty, nie jest taki, za jaki go uważamy. Nasza percepcja świata jest jedynie jego opisem. Don Juan koncentrował wszystkie swoje wysiłki na tym, aby wyrobić we mnie przekonanie, że obraz rzeczywistości, który istnieje w moim umyśle, jest jedynie opisem świata. Opisem, który został wtłoczony we mnie w momencie narodzin. Zwrócił moją uwagę na to, że każdy, kto nawiązuje bliższy kontakt z dzieckiem, jest jego nauczycielem, który bezustannie opisuje mu świat, aż do momentu, kiedy dziecko potrafi postrzegać świat tak, jak został mu on opisany. Według don Juana, nie zachowujemy wspomnienia tego złowieszczego momentu, ponieważ po prostu nie mamy żadnego punktu odniesienia umożliwiającego porównanie naszej wizji rzeczywistości z jakąkolwiek inną. Jednak od tej chwili dziecko jest już członkiem. Zna opis świata. Jak sądzę, jego członkostwo staje się pełnoprawne, gdy potrafi dokonywać takich interpretacji percepcji, które w konfrontacji z opisem potwierdzają go. Tak więc, dla don Juana, rzeczywistość składa się z nieskończonego strumienia interpretacji postrzegania, które my, jednostki posiadające specyficzne członkostwo, nauczyliśmy się interpretować w ten sam sposób. Idea mówiąca, że interpretacje percepcji tworzące świat stanowią strumień, pozostaje w zgodności

z faktem, że następują one po sobie w nieprzerwany sposób i rzadko, jeśli w ogóle, bywają kwestionowane. Nasz odbiór rzeczywistości jest przez nas uznawany za tak niepodważalny, że podstawowe założenie magii, traktujące go jedynie jako jeden z wielu opisów, niełatwo przyjąć poważnie. Na szczęście, kiedy pobierałem nauki u don Juana, nie był on wcale zainteresowany tym, czy traktuję jego twierdzenia poważnie, czy nie. Bez względu na mój sprzeciw i brak zrozumienia tego, o czym mówił, nie przestawał punkt po punkcie wyjaśniać mi swoje przekonania. Jako nauczyciel magii, już od pierwszej chwili, kiedy zaczęliśmy rozmawiać, próbował opisać mi świat. Trudności w zrozumieniu jego uwag i metod wynikały z tego, że jego aparat pojęciowy był mi zupełnie obcy. Jego celem było nauczenie mnie “widzenia", w odróżnieniu od zwykłego “patrzenia". “Zatrzymanie świata" było pierwszym krokiem prowadzącym do “widzenia". Przez lata traktowałem ideę zatrzymania świata jako tajemniczą metaforę, która w rzeczywistości nic nie znaczy. Dopiero podczas towarzyskiej rozmowy, do której doszło pod koniec mojej nauki u don Juana, w pełni uświadomiłem sobie jej wielką wagę, jako jednej z głównych tez wiedzy don Juana. Don Juan i ja rozmawialiśmy wówczas swobodnie o różnych sprawach. Opowiedziałem mu na przykład o moim przyjacielu i jego dziewięcioletnim synu. Chłopiec, który przez ostatnie cztery lata przebywał z matką, teraz zamieszkał ze swoim ojcem. Problem polegał na tym, co z nim zrobić. Według przyjaciela, nie nadawał się do szkoły, nie potrafił się skoncentrować, nic go nie interesowało. Miał napady wściekłości, zachowywał się w nieodpowiedni sposób i uciekał z domu. – Twój przyjaciel z pewnością ma kłopot – powiedział don Juan, śmiejąc się. Chciałem opowiedzieć mu o wszystkich strasznych rzeczach, jakie wyprawiał chłopak, lecz mi przerwał. – Nie ma potrzeby mówienia więcej o tym biednym chłopcu. Ani ty, ani ja nie mamy powodu w taki lub inny sposób oceniać jego zachowania. – Jego ton był szorstki i stanowczy, ale po chwili uśmiechnął się. – Co ma zrobić mój przyjaciel? – zapytałem. – Najgorsze byłoby zmuszanie chłopca do tego, by zgadzał się z ojcem – powiedział don Juan. – Co masz na myśli? – Dziecko nie powinno być ani bite, ani karcone przez ojca, gdy nie zachowuje się w taki sposób, w jaki on by sobie tego życzył. – Jak więc może go czegokolwiek nauczyć, jeśli nie będzie stanowczo reagował? – Twój przyjaciel powinien pozwolić komuś innemu dać klapsa dziecku. – Ale nie może przecież dopuścić do tego, aby ktoś obcy bił jego syna – powiedziałem zdziwiony jego sugestią. Don Juan wydawał się ucieszony moją reakcją i zachichotał. – Twój przyjaciel nie jest wojownikiem – odparł. – Gdyby nim był, wiedziałby, że najgorszą rzeczą, jaką można zrobić, jest otwarta konfrontacja z ludźmi. – Co robi wojownik, don Juanie? – Wojownik postępuje strategicznie. – Wciąż nie rozumiem, co masz na myśli. – Gdyby twój przyjaciel był wojownikiem, pomógłby swojemu dziecku zatrzymać świat. – Jak ma to zrobić? – Potrzebowałby do tego osobistej mocy. Musiałby być czarownikiem. – Ale nim nie jest. – Wobec tego musi stosować zwyczajne środki, aby pomóc swojemu synowi zmienić jego wizję świata. Nie jest to zatrzymanie świata, ale działa tak samo. Poprosiłem go, aby mi to wyjaśnił. – Gdybym był twoim przyjacielem – powiedział don Juan – zacząłbym od wynajęcia kogoś, kto przyłożyłby temu małemu. Wśród mętów poszukałbym najgorzej wyglądającego opryszka.

których cię nauczyłem. – Wydaje mi się. don Juanie? – Wszystko. że mnie obserwuje. To wyjątkowe wydarzenie mojego życia zmusiło mnie do ponownego. co nazywał technikami zatrzymania świata. że cały czas usiłował nauczyć mnie. Nie stanowiły one zasadniczej części obrazu świata czarownika. Następnie don Juan przedstawił dziwną strategię. szczegółowego przeanalizowania mojej dziesięcioletniej pracy. Pomysł był absurdalny. trzeba zawsze pozostawać poza kręgiem. Don Juan. ostatnią rzecz. W swoich wcześniejszych pracach opuściłem te fragmenty notatek. aby zaprowadzić syna do martwego dziecka. jak zatrzymać świat. Jeśli chce się zatrzymać znajomych. ale służyły jakby do scementowania elementów tego obrazu. żeby go przestraszyć. Powieki miał opuszczone. w pełni uznając ich wartość. Wydawało roi się. aby wynajęty człowiek poszedł za nim albo czekał na niego w miejscu. – Jakich technik. do tej pory prawdopodobnie już zatrzymałbyś świat. powiedz mi coś więcej. Kiedy chłopiec będzie już bardziej panował nad sobą. Tak więc. W czasie nauki u don Juana została mi ukazana rzeczywistość. było techniką zatrzymania świata. Ta myśl mnie przeraziła. Stało się dla mnie jasne. Teraz. Miałem poinstruować przyjaciela. W ten sposób naprawdę można na nich wpłynąć. zapewniam cię. w jaki tylko zechce sposób. a łokieć na drewnianej skrzyni. Zapytałem go o to. takiego. Musi znaleźć jakiś sposób. co rozpoczął. aby nauczyć mnie zatrzymania świata. schwytać go i stłuc na kwaśne jabłko. poprzez to. który ma jeszcze trochę siły. że dziecko będzie zupełnie inaczej wszystko odbierać. ale poruszał gałkami ocznymi. Stanowią one pierwsze siedemnaście rozdziałów tej pracy. Świat nie będzie już dla niego taki sam. uświadomiłem sobie. uczył mnie tego . dał mi możliwość ujrzenia nowej rzeczywistości. twój przyjaciel musi. służącej za niski stół. dany w momencie. jako czarownik i nauczyciel. Ostatnie trzy to notatki dotyczące wydarzeń wieńczących moje usiłowania zatrzymania świata. kto ci siedzi na karku. Niech chłopak lewą ręką raz dotknie zwłok w dowolnym miejscu. standardowej wersji rzeczywistości uczyniło ze mnie niemalże głuchego i ślepego na nauki don Juana. ale nie spowoduje tego lanie otrzymane od ojca. Ten mały musi zostać zatrzymany. niech twój przyjaciel zrobi jeszcze jedną. bo jesteś bardzo uparty. jeśli za bardzo się przestraszy? – Strach nigdy nikomu nie zaszkodził. który wywiera na nich nacisk. Odpowiedział. że już na samym początku naszej znajomości don Juan. innymi słowy opis świata dany przez czarowników. Uświadomiłem sobie. Jeśli zastosuje tę procedurę trzy czy cztery razy. ponieważ nie dotyczyły one użycia roślin psychotropowych. gdy masz kogoś. Na umówiony znak. co masz robić. to jedynie mój brak wrażliwości zmusił go do użycia roślin. głupcze. że moje pierwotne przypuszczenie dotyczące roli roślin psychotropowych było błędne. może w szpitalu albo w gabinecie jakiegoś doktora. w którym będzie razem ze swoim synem.– Żeby przestraszyć chłopaka? – Nie tylko po to. że nic nie działa. – A co. ale coś w nim do mnie przemówiło. spróbować odzyskać zaufanie syna. – Jeszcze tego nie zrobiłeś – powiedział. Kilka miesięcy po tej rozmowie don Juan doprowadził do końca to. przedstawiam je w całości. oprócz brzucha. gdy chłopak zachowa się niewłaściwie. Przeglądając wszystkie swoje notatki. co kazałem ci robić. – Po tym jak włóczęga przestraszy chłopca. którego w inny sposób nie byłbym w stanie dostrzec. – Proszę. Zmieni swoją wizję świata. którą sugerował dla mojego przyjaciela i jego syna. Moje pełne uporu przywiązanie do własnej. której dotąd nie znałem. Gdybyś był mniej uparty. powinien wyskoczyć z ukrycia. używając jednej z technik. uśmiechając się. Kiedy to zrobi. Co mój przyjaciel ma zrobić ze swoim chłopakiem? – dopytywałem się. Don Juan oparł brodę na lewej dłoni. że w ciągu kilku lat naszej znajomości don Juan stosował wobec mnie tę samą taktykę. kto zawsze cię bije i mówi. Najgorsze dla ducha jest to. – Niech pójdzie do slumsów i znajdzie okropnie wyglądającego włóczęgę – zaczął – ale niech wybierze młodego. stanie się kimś nowym.

że wiarygodność naszej percepcji rzeczywistości nie podlega zakwestionowaniu. Wszyscy ją mamy. zwykle płynący nieprzerwanie. w miarę upływu czasu. Według don Juana. W moim przypadku był to opis świata czarownika. Innymi słowy. który nauczyliśmy się nazywać rzeczywistością. To pojęcie z systemu don Juana mógłbym zdefiniować jako reagowanie na zaproszenie świata znajdującego się poza opisem. uważając. Po zatrzymaniu świata następnym krokiem jest widzenie. Zakończenie nauki oznaczało. . Don Juan starał mi się go przekazać od samego początku. Innymi słowy. Zatrzymanie świata było naprawdę adekwatnym określeniem pewnych stanów świadomości. Niech więc słowa don Juana mówią same za siebie. aby przeciwstawić go staremu i w ten sposób złamać dogmatyczną pewność. które są obce temu strumieniowi. że aby osiągnąć widzenie. coraz bardziej skomplikowanych elementów. C. że strumień interpretacji. Dziesięcioletnia nauka polegała na poznawaniu tej nowej rzeczywistości poprzez rozwijanie jej opisu oraz wtaczanie do niego. trzeba najpierw zatrzymać świat.opisu. że wszystkie te kroki można zrozumieć jedynie w kategoriach opisu. zatem jego nauki stanowią najlepsze i jedyne wprowadzenie do niego. Następuje to dzięki temu. trzeba bezbłędnie nauczyć się nowego opisu. odpowiadający owemu opisowi. że przyjąłem ten opis świata i dzięki temu stałem się zdolny do postrzegania światła w nowy sposób. w których rzeczywistość zostaje przemieniona. zostaje zatrzymany przez takie okoliczności. Twierdzę. uzyskałem członkostwo. do którego należą. Don Juan uważał. warunkiem wstępnym dla zatrzymania świata jest całkowite przekonanie. 1972 C.

ale wtedy także odczuwałem gniew i frustrację. Było wczesne popołudnie. Zawsze kiedy odprawiano mnie z kwitkiem. Stary człowiek powoli pokiwał głową. Zapytałem go po hiszpańsku. Przeniknęło mnie na wskroś. że potrafię zadbać o siebie. Od razu język stanął mi kołkiem i nie mogłem już kontynuować swojej przemowy. jak don Juan tamtego popołudnia. że moje słowa wypadły całkiem poważnie i że wyglądam na osobę godną zaufania.1. abym zadawał mu pytania. czytając o pejotlu. że mnie poznał. Nie straciłem jednak nadziei. i zdobyłem się na odwagę. chwaliłem się. gdybym nie miał sporego bagażu doświadczeń. że nie byłem w stanie nawet nic pomyśleć. Nie była to tylko kwestia zamknięcia mi ust. Stary człowiek powiedział mi. czy zgodzi się. używając bardzo formalnego zwrotu. o którym uczyłem się na uniwersytecie w Los Angeles. Jego spojrzenie było pełne mocy. Sobota. 17 grudnia 1960 Po długim i wyczerpującym wypytywaniu miejscowych Indian odnalazłem jego dom. To był koniec naszego spotkania. a szczególnie halucynogennym kaktusem. abym je zbierał – powiedział łagodnie. Pomyślałem sobie. Wtedy spojrzał na mnie. Znajdowaliśmy się na dworcu autobusowym w Arizonie. pierwotnie oznaczało jeźdźca lub szlachcica na koniu. Powiedziałem. chociaż wcale nie groźne. jaki dla niego żywiłem. aby przedstawić mu swoją prośbę. siedział na drewnianej skrzynce do przewożenia mleka. że postanowiłem odszukać don Juana. a ja zachęcony jego milczeniem dodałem jeszcze. pozostawało mi jeszcze użalanie się albo narzekanie. Innymi słowy. zazwyczaj dopinałem swego. Indianin zaproponował. Mój przyjaciel właśnie skontaktował nas ze sobą i wyszedł. Uznałem. że czytałem przez sześć miesięcy. aby przygotować się na nasze spotkanie i teraz . że ma pan dużą wiedzę na temat roślin – powiedziałem do starego Indianina stojącego przede mną. że nazywam się Juan Matus. – Czy dowiedziałeś się o tym od swojego przyjaciela? – zapytał obojętnie. byłem w stosunku do niego nieszczery. przypochlebiając się lub ustępując. byłem już ekspertem w stawianiu na swoim. w konkretnej sytuacji zawsze mogłem coś zrobić i nigdy w moim życiu żadna ludzka istota tak szybko i skutecznie nie pohamowała moich zapędów. czyli “koń". pejotlem. iż niewątpliwie rozmowa o pejotlu przyniesie nam obu korzyści. znowu pojechałem do Arizony. Powiedziałem: – Czy pan [caballero] pozwoli mi zadać kilka pytań? Caballero. Wyglądało na to. słowo pochodzące od caballo. że jestem gotowy. bo pozdrowił mnie. – Tak. my zaś przedstawiliśmy się sobie. – Zbieram rośliny. Powiedziałem. Indianin popatrzył na mnie z ciekawością. że nazywa się Juan Matus. a to według mnie oznaczało. kłócąc się albo wściekając. Kiedy zacząłem studiować antropologię i spotkałem don Juana. Kilka lat temu opuściłem dom. Trudno byłoby mi ocenić niezwykły wpływ. tylko ich nie wyrażałem. Spodobał mi się jego uśmiech. a jeśli już nic nie odnosiło skutku. że jestem zainteresowany zbieraniem i poznawałem leczniczych roślin. Tak zaintrygowało mnie to zdumiewające spojrzenie. a właściwie to one pozwalają mi. Natomiast spojrzenie don Juana sparaliżowało mnie do tego stopnia. Zapoznałem się ze wszystkimi dostępnymi pracami i kiedy poczułem. Po krótkiej wymianie konwencjonalnych uprzejmości w prostych słowach przyznałem się. Potwierdzenie od otaczającego nas świata – Wiem. Przez sześć miesięcy przygotowywałem się. że kiedy spotkaliśmy się pierwszy raz. – Jestem jeźdźcem bez konia – stwierdził. jaki wywarło na mnie spojrzenie don Juana. uśmiechając się szeroko. a szczególnie o jego kulcie u amerykańskich Indian z równin. – Już powiedziałem ci. jego oczy były bardzo łagodne. Niejednokrotnie nie potrafiłem powiedzieć ani słowa swojemu oponentowi z powodu głębokiego szacunku. W tym momencie podniósł głowę i spojrzał mi prosto w oczy. kiedy wysiadłem z samochodu. że dużo wiem o pejotlu. żebym go kiedyś odwiedził w jego domu. podczas gdy naprawdę nie miałem o nim zielonego pojęcia. że jest człowiekiem ceniącym szczerość.

każdego rodzaju informacji na temat ziół leczniczych i ich stosowania. pewnego dnia postanowił przygotować się na przejście przez posterunek i nauczył się wymawiać słowo-hasło. że przygotowywał się na tę próbę przez sześć miesięcy. młody człowiek. W tym momencie don Juan w dramatyczny sposób przerwał swoją opowieść i spojrzał na mnie. że może wypadłem bardzo głupio. ale nie zrobiłem tego. że specjalnie zmienia temat rozmowy. aby urzędnicy mogli nakazywać przechodzącym ludziom wymawianie pewnego słowa-klucza. a przede wszystkim to. Prześladowani i prześladowcy nie różnili się niczym od siebie. Ci. że uwielbiam chodzić po pustyni. w jaki przyciągnął moją uwagę. przyznał się. ponieważ urzędnik zapomniał słowo-klucz i kazał mu powiedzieć inne. ponieważ zaczął wyjaśniać. ale nie wychodziłem z roli. Wydawało się. aż urzędnik każe mu wymówić to słowo. Zrobił następną pauzę i popatrzył na mnie z figlarnym błyskiem w oku. I wreszcie nadszedł dzień wielkiej próby. co miał na myśli. Odpowiedział mi śmiechem. Śmiał się ze mnie. ale naprawdę jestem zainteresowany nauczeniem się czegoś o roślinach. jak powiązał swoją opowieść z moim przypadkiem. że chociaż miałem dobre intencje. zanim ten zdążył cokolwiek powiedzieć. że don Juan czeka. Zapewniłem go. że wyczuł mój zamiar. aż zapytam. – Ile masz zamiar mi zapłacić? – zapytał. a ja czułem się nieswojo i byłem trochę urażony. – Młody człowiek był naprawdę sprytny – opowiadał. Chyba zauważył moje zmieszanie. Pomyślałem. jak zakończy się ta historia. Bohater tej historyjki. Stwierdził. aby wymawiać pewne słowa w im tylko właściwy sposób. Wydawało mi się. – Będziesz pracował dla mnie – powiedziałem. to w rzeczywistości w żaden sposób nie byłem w stanie przygotować się na to spotkanie. co się stało dalej. Z szerokim uśmiechem don Juan powiedział. – Kiedy zauważył. To. podobne. że urzędnik zapomniał słowo-klucz. Później powiedziałem mu. że opanowanie jego wymowy zajęło młodzieńcowi sześć miesięcy. . można było rozpoznać po tym. Z zapałem powiedziałem mu. Tak też zrobiłem. co go rozbawiło. Już nie wiedziałem. by pytanie zabrzmiało naiwnie i zdradzało zainteresowanie rozwojem wydarzeń. Znałem także puentę – młody człowiek został schwytany. gdyż zaczai mnie zapewniać. Słyszałem już przedtem podobną historyjkę o Żydach w Niemczech. Widać w moim stwierdzeniu było coś. Nie chciałem jednak zbyt natarczywie nalegać. przyszedł pod posterunek i czekał. Ta pauza była bardzo wystudiowana i wydała mi się nieco staromodna. czy nie zechciałbym razem z nim udać się na krótki wypad na pustynię. ponieważ potrzebuję informacji. Zapytał mnie. którzy potrafili wypowiedzieć je tak samo jak król. Chciałem go zapytać. aby uniknąć odpowiedzi. który kiedyś prześladował i zabijał ludzi. – Coś się z nim stało? – starałem się. że moje wysiłki Przypominają mu historyjkę o pewnym królu. że w rzeczywistości stworzył ją specjalnie dla mnie. byli wolni. czyjego słowa zawierają jakieś ukryte znaczenie. poza tym że ci pierwsi wymagali. Młody człowiek. natomiast pozostałych natychmiast skazywano na śmierć. – No i co? Co było dalej? – zapytałem autentycznie zainteresowany.rzeczywiście wiem już dużo więcej. którego jednak ten nie nauczył się właściwie wymawiać. pełen wiary w siebie. Bardzo podobał mi się sposób. – A ja będę ci za to płacił. jak wymawia pewne słowa. – Młody człowiek został oczywiście natychmiast zabity – odpowiedział i wybuchnął śmiechem. – Lubię dużo chodzić – stwierdził don Juan. Zaproponowałem mu zapłatę za jego czas i wysiłek. czy ktoś jest Żydem. Jednak wydawało mi się. Stroił sobie ze mnie żarty w bardzo subtelny i wyrafinowany sposób. Teraz on był górą. Zacząłem się śmiać razem z nim. Król zarządził wystawienie posterunków przy drogach. że chciałbym bardzo poważnie pracować razem z nim. – To nie będzie piknik – stwierdził ostrzegawczym tonem. Ta cecha oczywiście mimowolnie ich zdradzała.

że jest bardzo zabawny. delikatnie ich dotykając. Wyglądało to jak potwierdzenie. Mój przyjaciel. aby został moim informatorem. pisz – powiedział. co robię. pisząc mu przed nosem. – Są żywe i odczuwają. a później to. – Jeżeli chcesz pisać. że nic nie ma do powiedzenia o roślinach i dlatego branie moich pieniędzy jest dla niego nie do pomyślenia. co miał na myśli. kto się zastanawia. – Liście i wiatr zgadzają się ze mną.Odkryłem nutę chciwości w jego głosie. jakby chciał lepiej słyszeć. Zapytał mnie. Spojrzał na mnie przenikliwie. – Patrz! Świat właśnie zgodził się ze mną – powiedział. – Zapłać mi za mój czas. Pomyślałem. nie mówiąc ani słowa. które robiłem na bloczku papieru. swoim czasem. Powtórzył to tajemnicze stwierdzenie trzy razy i wtedy nad całą okolicą rozległ się grzmot przelatującego odrzutowca Air France. – Czy pochodzisz z Arizony. abym miał się na baczności. aby odpocząć. w kieszeni? – zapytał. Powiem ci to. Uśmiechnąłem się. powiedział mi. że bardzo chcę się uczyć o roślinach. w zamian za pewne korzyści finansowe. Prosiłem go. Don Juan nie pokazał mi żadnych roślin. co ma na myśli. że bardzo dziwny z niego gość. – Pochodzę z Ameryki Południowej – odpowiedziałem. ani w ogóle nic o nich nie mówił. ale w dalszym ciągu nie pokazał mi ani nie zerwał żadnej rośliny. – Czy urodziłeś się w tych okolicach? Znowu skinął głową. – Tyle.. Jego oczy wyglądały na zmęczone. Pomyślałem. Powiedział mi. ile uznasz za stosowne. Wtedy dodał: – Być może nie ma niczego do nauczenia się o roślinach. Byłem zachwycony. że nie rozumiem. ale mogło być również nerwowym odruchem kogoś. usiłując skierować rozmowę na niego. – Co powiedziałeś? – zapytałem. – Co robisz tam. Jeszcze raz dałem mu do zrozumienia. Zatrzymaliśmy się na chwilę przy ogromnych krzakach. Powiedziałem jednak. W chwili kiedy to powiedział. nie patrząc na mnie. a szczególnie o pejotlu. ponieważ staruszek jest bardzo ekscentryczny. – Nie musisz mi płacić – powiedział. Nie zrozumiałem tego. – To wielki kawał świata. nie wiedziałem. Jego śmiech był zaraźliwy. don Juanie? – zapytałem. co będę wiedział. Ja natomiast nalegałem na rozmowę. Pomyślałem. przykładając prawą rękę do ucha. – Słyszysz? – zapytał. dopóki nie zrobiło się prawie ciemno. czy zgadzam się z jego propozycją. przykładając lewą rękę do ucha. Krzewy wydały grzechoczący odgłos. Spojrzał na mnie i pokiwał głową potakująco. zaśmiał się serdecznie.. Kiedy przyznałem mu się. że to “zgadzanie się liści" stanowi jeden z przejawów tej ekscentryczności. Pochodzisz z niej całej? . co możesz z tym zrobić. Szliśmy przez pustynię. silny poryw wiatru poruszył pustynnym chaparralem koło nas. – Rośliny są bardzo szczególne – powiedział. – A ty skąd jesteś? – zapytał mnie. o co zechcesz. abym odpoczął i rozejrzał się wkoło. Powiedziałem. który miałem w wielkich kieszeniach swojej kurtki. – Bawisz się swoim małym? Chodziło mu o notatki. Przeszliśmy jeszcze kawałek. Pod źrenicami widać było białka jego oczu. – Mnie to nie przeszkadza. że nie chciałem mu przeszkadzać. ponieważ niczego nie da się o nich powiedzieć. który nas ze sobą skontaktował. Wszedł tylko między krzewy. Później zatrzymał się i usiadł na kamieniu. – Możesz mnie pytać o wszystko. marszcząc brwi. W odpowiedzi usłyszałem.

– Zawsze. Czułem. W tym rozstrzygającym momencie ekspres do kawy wydał prawdziwie obsceniczny bulgot. ale nie byłem całkiem spokojny. jeśli cię wtedy nie będzie? – Będę – odpowiedział.. Zaśmiałem się w duchu. . Jego oczy błyszczały. czy chcę pójść coś zjeść w restauracji w mieście. – Jesteś. że mi coś zagraża. – Ludziom trudno jest zrozumieć. ponieważ wstał i zapytał mnie. Don Juan popatrzył na niego i łagodnie powiedział: – Dziękuję ci. skądkolwiek byś pochodził. że on również nie wchodzi w grę. że wie coś. i odszedł. ale pewnego dnia po prostu przestał. Jednak nie interesowało mnie. Jego śmiech wydawał się nieco za głośny. kim jesteś. ale rzeczywiście rozbawiła mnie ta sytuacja. kiedy przyjedziesz – odpowiedział. czy nie. – A magnetofon? Nie będzie ci przeszkadzał? – Obawiam się. – Palenie i picie to nic. – A co. kiedy będę mógł przyjechać. ale naprawdę urodziłem się jako Yaqui w Sonorze. który nas ze sobą skontaktował. strzelił palcami. – Słyszysz! – don Juan zawołał z błyskiem w oczach. a śmiech stał się niepokojący. chociaż nie mogłem znaleźć ku temu żadnych powodów.Jego oczy znów mnie prześwidrowały. dla zobrazowania swych słów. Don Juan pożegnał się ze mną już w drzwiach restauracji. marszcząc brwi. że nigdy nie pije. że naprawdę tak łatwo przestać palić czy pić? – zapytałem. – Tu. ale mi przerwał. nawet piwa. – Mieszkam tutaj. – Jasne – powiedział z wielkim przekonaniem. Nie pozwolił mi skończyć. Czułem się. o czym ja nie mam pojęcia albo czego nie chcę mu powiedzieć. – Nie ma mowy – odparł. potem jednak znowu chciałbym się z nim zobaczyć. Musiał to zauważyć. co tylko zechcemy. ponieważ zaczął wyjaśniać. – Jesteśmy podobni do siebie w tym względzie – powiedział. – Po chwili dodał: – Człowiek może uzyskać potwierdzenie od wszystkiego co jest wokół niego. W jego osobowości było coś uspokajającego. – Gotująca woda zgadza się ze mną. żebym wziął ze sobą aparat fotograficzny i sfotografował jego i jego dom.. Odpowiedział. jakby złapał mnie na kłamstwie. Widać wątpliwości odmalowały się na mojej twarzy. – Wiem. Pobiegłem za nim i zapytałem go. tak samo jak ja jestem Yaqui z Sonary. śmiejąc się. Lubiłem go. że muszę odwiedzić kilku przyjaciół. pod koniec następnego tygodnia. Zacząłem wyjaśniać okoliczności moich narodzin. czy don Juan kłamie. Odniosłem wrażenie. – Skinął głową i wybuchnął grzmiącym śmiechem. że stary przez większość czasu jest nieźle zaprawiony. wiem – powiedział. Byłem zaskoczony. – Uważasz. Ja zaś. Czułem się winny. – Po prostu przyjedź i o nic się nie martw. Chciałem mu postawić piwo w restauracji. – Kiedy będziesz w domu? – zapytałem. powiedział mi. Przyjrzał mi się badawczo. Absolutne nic. jeśli tylko chcemy je porzucić. – Coś takiego! Ja natomiast pochodzę z. – Nie wiem dokładnie. W tej właśnie chwili woda gotująca się w ekspresie do kawy zaczęła wydawać pełen animuszu odgłos. że lubił wypić w młodości. W drodze powrotnej i później podczas jazdy do miasta rozluźniłem się. Nie wierzyłem mu – mój przyjaciel. Tak zakończyła się pierwsza prawdziwa sesja z moim “informatorem". że w każdej chwili jesteśmy w stanie ze swego życia wyrzucić wszystko. czy nie miałby nic Przeciwko temu. Właśnie tak. Moje dziwne zakłopotanie wzrastało.

– A jeśli chcesz mnie jeszcze zobaczyć. Powiedziałem. Powiedziałem. Don Juan pokręcił przecząco głową. – Zapomnij o tym – rzekł stanowczo. – A ty go nie masz. nigdy więcej mi o tym nie wspominaj. Odparł. – Tylko przyjedź – powiedział łagodnie i pomachał mi na pożegnanie. jest tylko jedna niezbędna rzecz. że zdjęcia i nagrania są niezbędne dla mojej pracy. – Co przez to. że nie widzę żadnego logicznego powodu jego odmowy. a nie o zdjęcia. Przerwał mi ruchem dłoni i postąpił kilka kroków w tył.Byłem zmartwiony i rozdrażniony. Zainscenizowałem żałosną skargę.. co robimy. Nazwał ją duchem.. – Nie można nic zrobić bez ducha – powiedział. . Martw się więc o niego. że we wszystkim.

czy jest on starym żartownisiem robiącym ze mnie błazna. jakby ktoś inny wypowiedział te słowa. ale z niespodziewaną mocą. hej. ze być może powinienem zacząć od matki. Poczułem lekkie zaniepokojenie. Pomyślałem sobie. podobnie jak picie. że nie ma codziennych zajęć i że jeśli tylko chcę. Odwrócił drewnianą skrzynkę do transportu mleka. Rozmawialiśmy o chłodnych nocach na pustyni i poruszaliśmy inne typowe tematy grzecznej konwersacji. porzuciłem ją. 22 grudnia 1960 Don Juan siedział przy drzwiach swego domu. Przyjmując. wytłumaczyłem mu. Ja byłem tym głupim. a on wpatrywał się we mnie nie dającym się opisać wzrokiem. zmarszczywszy brwi i powiedział. oparty plecami o ścianę. nazywając swego ojca i matkę? Jak ich wołałeś? – Starałem się być cierpliwy i uprzejmy. Niech pomyślę. Powiedział. Zapytałem go. aby to zapisać. Spojrzał na mnie.2. Jako przykład podałem mu różne słowa używane w angielskim i hiszpańskim na określenie każdego z rodziców. Chciałem wraz z nim przeanalizować tę listę i sprawdzić. Przygotowałem kilka formularzy na temat jego pochodzenia i rodziny. – Jakie były imiona twojego ojca i matki? – zapytałem. Usiłowałem wytłumaczyć mu sens odkrywania jego genealogii. które z obyczajów są mu znane. Tato! Hej. abyśmy wypełnili. Spojrzał na mnie jasnymi. jak na to zareagować. że to bardzo poważne pytania i że dla mnie bardzo ważne jest wypełnienie tych formularzy. – Nie trać czasu na te bzdury – powiedział łagodnie. a druga dla matki. hej. jego osobistej historii. Don Juan podrapał się po głowie i popatrzył na mnie z głupim wyrazem twarzy. Mamo! Zaśmiałem się wbrew sobie. Nagle poczułem się nieswojo. Poczęstowałem go papierosami. – Chodzi mi o to. ale kontynuowałem. – Jak nazywałeś swoją matkę? – zapytałem. abym na niej usiadł i poczuł się jak u siebie w domu. potem wydawało mi się. Wahał się chwilę. czy nie przeszkadzam mu w jego codziennych zajęciach. – Nazywałem go Tata – powiedział z poważną miną. Jego oczy były dobre. które charakteryzują ponoć Indian mieszkających na tym obszarze. – Ojej! – powiedział. . dobrymi oczyma. wyglądało to tak. jasne i przenikliwe. Wykorzystując całą swoją cierpliwość. – A więc – powiedział. Wypisałem również z literatury etnograficznej długą listę cech kulturowych. w którym nie było jednak ani arogancji. ani wyzwania. Jeszcze przed chwilą był on niedołężnym. – Jak nazywałeś swojego ojca? – zapytałem. które chciałem. – Dopadłeś mnie. mogę z nim zostać przez całe popołudnie. Pokazałem mu formularz i powiedziałem. Przywiozłem ze sobą cały karton. że mnie nie zrozumiał. jakich innych słów używałeś. odczytywałem to jako stan zagrożenia. ale przyjął prezent. głupim Indianinem skrobiącym się po głowie. – Nazywałem ją Mama – odparł naiwnym tonem. – Pewnego dnia odkryłem. więc przygotowałem się. – Nie mam żadnej osobistej historii – powiedział po dłuższej przerwie. czy tylko prostaczkiem. Nie wiedziałem. że osobista historia nie jest mi już dłużej potrzebna i. jakby dokonał bardzo poważnych myślowych operacji – jak inaczej na nich wołałem? Wołałem: hej. że nie pali. Wyglądał naprawdę komicznie i w tym momencie nie wiedziałem. że jedna rubryka jest przeznaczona dla ojca. Zacząłem od formularzy rodzinnych. a potem w jednym momencie nasze role odwróciły się. że coś sobie przypomina. Wymazanie osobistej historii Czwartek. poprosił mnie. Nie całkiem to rozumiałem. ani nienawiści czy pogardy.

że nikt nie może tego stwierdzić z całą pewnością. że zabiłem mu klina. – Może powinieneś mi powiedzieć. – W jaki sposób można porzucić własne dzieje? – zapytałem zaczepnie. – Skąd to wiesz? – Rzeczywiście – powiedziałem – nie mogę tego wiedzieć z całą pewnością. opowiadając rodzicom. co mój ojciec myśli o mnie i co wie. i żadna siła na ziemi nie zmusi go do zmiany opinii o tobie. czego chciałem od ciebie. Natomiast jeśli nie ma się swej historii. czy nie. o co mu chodzi. śmiejąc się. przynajmniej na poziomie intelektualnym. tak to właśnie rozumiem – odparł ostro. nie mógł być tak “wyrobiony" jak student uniwersytetu. Uczciwie przyznawałem się. że każdy. kiedy pytałem go o ojca i matkę. których nie mogłem pojąć. – Najpierw trzeba chcieć je odrzucić – powiedział. czy mam ojca. Głupio mi było próbować wciągać w filozoficzną dyskusję starego Indianina. A zapewniam cię. że już mi nie jest potrzebna. co powiedział. – Weźmy ciebie. to kilka imion do mojego formularza – powiedziałem. – Fakt. Odpowiedziałem. Jednak wywoływała ona we mnie awersję i poczucie zagrożenia. Niezdarnie streściłem w notatniku to. Nie możesz tego zmienić. próbując z powrotem skierować konwersację na pożądany przeze . a później niespodziewaną moc stwierdzeń. wcale nie stwarza mej osobistej historii – odpowiedział. czy jestem Yaqui. kim jestem. ponieważ nie mam osobistej historii. abym zadawał mu pytania. czyli wypytania go o genealogię. abym uświadomił sobie. – Czy tego nie widzisz? – zapytał dramatycznie. Wie. ale pohamowałem się. – Usunięcie jej. W jakiś sposób don Juanowi udało się odciągnąć mnie od mojego pierwotnego zamierzenia. rzecz jasna. – Jesteś Yaqui. a przede wszystkim czyjeś mniemania o tobie nie mogą cię do niczego zobowiązać. Zapytał mnie. – Porzuciłem ją pewnego dnia. żadne wyjaśnienia nie są potrzebne. o co tu chodzi. że tak. na przykład – powiedziałem. że nie ma nic przeciwko nim. kiedy poczułem. – Ma cię jak na dłoni. Byłem zdumiewająco silnie przywiązany do swych dziejów i historii mej rodziny. Don Juan wytłumaczył mi. którym obdarzył mnie podczas naszego pierwszego spotkania. – Tylko wtedy. Nagle zrozumiałem. Ja upierałem się jednak. – Nigdy nie będziesz wiedział. może ona powstać. ponieważ wydawało mi się to nie na miejscu. nieprawdaż? – powiedział. kim jesteś i co robisz. kiedy wie o tym jeszcze ktoś. że bez tych korzeni moje życie nie miałoby żadnej ciągłości ani celu. Uświadomiłem sobie. co robisz.Przypomniałem mu. Nie potrafiłem go rozszyfrować. Dzięki temu tworzy się osobista historia. z jakim twierdził. – Nie wiesz. że od świata uzyskuje potwierdzenie swych słów. Don Juan potwierdził. – On wie wszystko – powiedział. kto mnie zna. co robię. a ja ożywiam to wyobrażenie wszystkim tym. Nalegał. Powiedział. ani czym jestem. – Dlaczego ktoś ma tego pragnąć?! – wykrzyknąłem. Gapiłem się na niego. próbując odkryć znaczenie jego słów. jak doszliśmy do tej rozmowy. że bez zastrzeżeń zgodził się. ciągle po trochu je gubić. udawaną naiwność. ale ty to wiesz i to się liczy. urok. jego irytujący humor i czujność. – Musisz odnawiać swoją osobistą historię. który. przypomniałem sobie tajemnicze i niezwykłe spojrzenie. krewnym i przyjaciołom o wszystkim. jakie wrażenie na mnie wywiera. – Na pewno jestem? – zapytał. bo wszystko. Nieposiadanie osobistej historii było koncepcją pociągającą. kiedyś prawie sam do tego doszedłem. ani kim. jakby czytał w moich myślach. Nikt nie jest zły ani rozczarowany twoim zachowaniem. że mój ojciec jest przykładem tego. co rozumiesz przez porzucenie osobistej historii – poprosiłem. Czułem. – Nie wiem. że to ja wiem. Chciałem to przedyskutować z don Juanem. Przestałem pisać i spojrzałem na niego. – Po prostu nie mam już osobistej historii – powiedział i popatrzył na mnie badawczo. ma jakieś wyobrażenie o mnie. – A później należy postępować systematycznie. że chyba nie zrozumiałem Jego stwierdzenia.

że będziesz mi zadawał pytania. że bardzo go lubię. aż nic nie będzie już całkiem pewne. Później spojrzał na mnie i uśmiechnął się. ale gdzieś ponad moje prawe ramię. jakby chciał mi dać czas na moje niezdarne pisanie – ponieważ wtedy uwalniamy się od obciążających myśli innych ludzi. że chcesz się uczyć o roślinach – zauważył spokojnie. – To bardzo proste – odparł. Musisz zacząć wymazywać siebie.mnie temat. – Najlepiej wymazać całą osobistą historię – powiedział powoli. że pouczał mnie. że był zdumiewająco sugestywny. tak jak przypuszczałem. nieprawdaż? – wtrąciłem. że jesteś zbyt oczywisty. co przynależy do mnie. Musisz wszystko wymazać. co wiem. kim jesteś. W mojej wyobraźni stał się indiańskim wodzem. Z mojej twarzy musiał wyczytać ogarniający mnie niepokój i natychmiast to wykorzystał. – Zapisz to – powiedział opiekuńczo. reagowałem sprzeciwem. aż o niczym nie będziesz już z góry przesądzał. aby go przekonać. Patrzył w ten dziwny sposób przez dłuższą chwilę. że śmiertelnie się go boję. śmiejąc się z mojego zaskoczonego spojrzenia. Ogarnęło mnie najbardziej zdradzieckie uczucie ambiwalencji. – Teraz nie wiesz. Nie patrzył na mnie. kiedy jestem tym wszystkim – powiedział. kim jestem. że wyzbyłem się swej przeszłości. że jest niezwykle rozluźniony. Nawet ja sam. zawsze kiedy ktoś usiłował mi mówić. kiedy piszesz. dzisiaj nie odejdziesz z pustymi rękami. a jednak wydawało się. – Zniżył głos do dramatycznego szeptu. co się z tobą dzieje. Jeśli nie podoba ci . ponieważ powiedziałem ci. – Gdzie się tego nauczyłeś? – Nauczyłem się podczas swojego życia. W tej chwili zupełnie nie wiedziałem. miał sztywno wyprostowane plecy. W ciągu całego mojego życia. Nikt nie wie. – Chcesz dostać coś za nic? Zgodziliśmy się. Musiałem jednak przyznać. że nauczyłem się tego sam i teraz mam zamiar przekazać ci tę tajemnicę. – Czy twój ojciec nauczył cię tego? – Nie. Twoje wysiłki są za bardzo oczywiste. że zadawanie pytań dotyczących czyjejś przeszłości jest gówno warte. Stopniowo wytworzyłem mgłę wokół siebie i swojego życia. Zrobił wystarczająco długą pauzę. Śmiałem się z tej jego teatralności. Jego ton był stanowczy. – Jest czymś. że nie ma sposobu. abym mógł uwierzyć. – Weźmy ciebie. na przykład – kontynuował. Twój kłopot polega na tym. Nie bądź zbyt pewny tego wszystkiego. pokazując ruchem głowy całe otoczenie. po trochu musisz zacząć stwarzać wokół siebie tajemnicę. czerwonoskórym wojownikiem z romantycznych opowieści pogranicza z czasów mego dzieciństwa. – Czy koncepcja nieposiadania osobistej historii jest czymś. Na samą myśl o tym Przyjmowałem postawę obronną. – Tak więc. – Doszliśmy do tego. że powie “nie". Poczułem. W tym momencie stanowił wzorowy okaz dzikości. kim jestem i co robię. Spojrzałem na niego. A to dlatego. – No pewnie. Jego podstęp był przerażający i rzeczywiście zacząłem się bać. mój wzrok musiał zdradzać zakłopotanie. kim jestem ani co robię. – Nikt nie zna mojej osobistej historii. – Ale ty sam przecież wiesz. a ja przekażę ci to. że mówi to naprawdę. – Powiedziałeś. co mam robić. Przyszła mi do głowy myśl. że obcuję z samorodnym talentem aktorskim. Powiedzmy. Szczerze mógłbym powiedzieć. Don Juan klepnął się po udach i zaśmiał się radośnie. – Po co? – zapytałem wojowniczo. – Dlaczego by nie? Lepiej się czujesz. – Jak mam wiedzieć.. Zmrużył oczy. co przynależy do tradycji Yaqui? – zapytałem. Stało się dla mnie jasne. twoje nastroje są zbyt oczywiste. Nie mogłem uwierzyć. ale także jednym tchem dodałbym. że. co o tym sądzić. i zmieniłem taktykę. – Powoli. – Mam zamiar przekazać ci dzisiaj mały sekret powiedział cicho. w jaki sposób mam się zachowywać.. I teraz nikt na pewno nie może wiedzieć. Siedział ze skrzyżowanymi nogami. nie wiem! – wykrzyknął i potoczył się po podłodze.

To bardzo podniecający i tajemniczy stan. że nie chcę rozmyślnie nikogo ogłupiać ani wprowadzać w błąd. kiedy masz osobistą historię. musisz. nie jestem! – wykrzyknąłem. – Czemu ludzie nie mieliby mnie znać? Co w tym złego? – Złe jest w tym to. niż na roztrząsaniu moich przekonań lub znaczenia tego. że przez cały czas wszystkich ogłupiam. – Ależ to absurd – zaprotestowałem. – Do diabła. – Ale to wtedy jest kłamstwo. za tę jego zarozumiałość. oprócz zrobienia innych rzeczy. dzikie zwierzę. wywołało jego histeryczny śmiech. ze odrzucenie osobistej historii może tylko zwiększyć poczucie braku . Zaprotestowałem.się mój warunek. Jego bezpośredniość rozdrażniła mnie. broniąc się wyjaśnieniami. Byłem zupełnie zdezorientowany przebiegiem tej rozmowy. co przez to rozumie. co się mówi. Tak więc. jak kłamać – stwierdził. w którym nikt nie wie. zamiast zmusić go do powagi. ponieważ nie możesz podniecić się opowiadaniem o tym wszystkim. Na jego stwierdzenie zareagowałem. że jesteś zmuszony wyjaśniać wszystko i wszystkim. A jednak jego myśli były wyjątkowo spójne i tak bezpośrednio potrafił je wyrażać. Stary człowiek ugodził w mój słaby punkt. to ponieważ nie można o nich prawie nic powiedzieć. jak to zrobiłeś. co ciebie dotyczy. najlepiej jak tylko umiałem. – Nie potrafię utrzymywać tajemnic! – wykrzyknąłem. Następnie musisz rozstać się z każdym. kończymy znudzeni na śmierć sobą i światem. że mam po dziurki w nosie tego. skąd wyskoczy królik. wszystko. Upierałem się przy tym. co mówił don Juan. Twój problem polega na tym. chociaż naprawdę w całym swoim życiu nie powiedziałem ani jednego kłamstwa. Spisałem. W ten sposób wytworzysz wokół siebie mgłę. na kim nie można polegać. – Bo taki jesteś – odparł z pełnym przekonaniem. W drugim wypadu. – To się zmień! – powiedział ostro. co zrobiłeś. – Kiedy nie ma się osobistej historii – wyjaśnił – nic. – Ujmijmy to więc w ten sposób – kontynuował – jeśli chcesz się uczyć o roślinach. – Kłamstwa są kłamstwami tylko wtedy. że tak czy inaczej wszystkich wprowadzam w błąd. Nie zapytałem go. Niestety. człowieku. jednak nie wolno ci nic mówić o tym. takich jak nieujawnianie tego. – Od tej chwili – stwierdził – możesz pokazywać ludziom wszystko. Albo wszystko przyjmujemy za pewne i rzeczywiste albo nie. – Widzisz – kontynuował – mamy tylko dwie możliwości. co robisz. ale z żalem musiałem mu przyznać rację. Nikt nie może powiedzieć z niezachwianą pewnością. nawet my sami. wymazać także swoją osobistą historię. co chcesz im pokazać. co mówisz. Jeśli wybieramy to pierwsze. że mnie zna. Naprawdę zacząłem pogardzać tym starym człowiekiem. jest już z góry przesądzone i wtedy nie jesteś już w stanie przeciąć więzów ich myśli. miał rację. Wyglądał jak dziwne. jeśli chodzi o mnie. Odpowiedział. co powiedział. – Jak? – zapytałem. a równocześnie chcesz zachować świeżość w tym. – Zacznij od prostych działań. Argumentowałem. Mój niepokój ustąpił miejsca irytującemu zamętowi. tak jak zna ciebie. że zdaję sobie sprawę z tego. bardziej koncentrując się na tym. Teraz już wiesz. – Nie obchodzi mnie kłamstwo ani prawda – powiedział surowo. kto cię dobrze zna. nie mamy sobie nic więcej do powiedzenia. – Nie zdawałeś sobie tylko sprawy. z groźnym błyskiem w oku. Powiedziałem. że moja rodzina i przyjaciele uważają mnie niestety za kogoś. czy skąd wie. gdy wymazujemy osobistą historię. co robisz naprawdę. aby nie wypaść z kursu. – Zawsze wiedziałeś. Moje zachowanie. zaczynasz kłamać. – Czy nie widzisz. że ludzie uważają mnie za niegodnego zaufania? – powiedziałem. jest dla mnie bezużyteczne. że kiedy cię znają. wszystkie jej szczegóły. stwarzamy wokół siebie mgłę. – To. Ja wolę absolutną wolność bycia nieznanym. nie może być potraktowane jako kłamstwo. po co to robisz.

może byłem zbyt zmęczony. W końcu don Juan wstał i poprosił mnie. ale wystarczająco długo. aby mówić. ze nie wiemy. Czułem się. Nie chciałem już więcej dyskutować. Pojechaliśmy do centrum miasta. abym go zawiózł do pobliskiego miasta. Prawie nalegał. abym to zrobił. za którym krzakiem ukrywa się królik. jak powiedział. gdzie don Juan poprosił mnie. Spałem tylko przez dwie czy trzy minuty. – Przyjedź jeszcze – powiedział. Być może w tej kompletnej ciszy minęła nawet godzina. Don Juan kazał mi zatrzymać się na poboczu i powiedział. Nie powiedział ani jednego słowa przez bardzo długi czas. – Koniecznie przyjedź. abym go zostawił. z głową skierowaną na wschód. . niż przekonanie. że wszystko wiemy. – Bardziej podnieca nas to. jakbym miał zaraz zasnąć. Nie wiedziałem. muszę się wspiąć na płaski szczyt najbliższego wzgórza i położyć się na brzuchu. – Kiedy nic nie jest pewne. zawsze gotowi – powiedział. o co mam pytać. że jeśli chcę się odprężyć.bezpieczeństwa. Nie wiedziałem dlaczego. musimy być czujni. wychodząc z samochodu. aby odzyskać równowagę i siły. ale nasza konwersacja wyczerpała mnie. Wspiąłem się na wzgórze i zrobiłem tak.

twierdząc. 28 grudnia 1960 Zaraz gdy tylko przyjechałem. że przesadzam i mam za bardzo romantyczny stosunek do tego “głupiego. Powiedział. Odrzucenie poczucia w łasnej ważności Miałem okazję przedyskutować swoje dwie wizyty u don Juana z przyjacielem. Powiedziałem. Jego gburowatość była nie na miejscu. Środa. don Juan mocno potrząsnął moim ramieniem i uciszył mnie. co pozwoli mi utrzymać uwagę na ścieżce i jej otoczeniu. chociaż sam śmiał się z ekspresu do kawy. że mój zwykły sposób chodzenia osłabia organizm i że nigdy nie powinno się niczego nosić w rękach. Jednak nauczył mnie właściwego sposobu chodzenia. głupcze – warknął. ale ku mojemu wielkiemu zdziwieniu. że są wspaniałe i jeśli będę je żuł powoli. Uściślił poprzednie stwierdzenie. lecz don Juan powstrzymał mnie. który nas ze sobą poznał. że lepiej wypić tylko mały łyk. marnowałem tylko czas. . co widziałeś. o czym mówi. Zaczęliśmy przechadzkę rankiem i zatrzymaliśmy się na odpoczynek około południa. Nie znalazłem żadnego powodu do dyskusji. starego piernika". Czułem się zmuszony jeszcze raz go odwiedzić. Uznał. Wydawało się. Zaskoczyło i przestraszyło mnie to i zacząłem się śmiać. Poprosiłem go o wyjaśnienie. Moja świadomość w żaden sposób się nie zmieniła. że kiedy utrzymuje się ręce w odpowiedniej pozycji. że moje ciało nie jest naprawdę głupie. Chodziliśmy całymi godzinami. że gdy idę. Miał niezwykle poważny wyraz twarzy. Zaśmiał się hałaśliwie. który uważał. a moje ciało niczego nie zauważa. choć nie czułem też. starego człowieka. W odpowiedzi na to wzrósł mój niepokój i zakłopotanie. Wydawało mi się. Z jednej strony nie chciałem zaakceptować tego. że to rozbawiło go jeszcze bardziej. więc zagiąłem palce tak. że rozzłościł go mój śmiech na widok wrony. to nie była tylko wrona! – wykrzyknął. Nie zniknęło jednak. kracząc. że czyta w moich myślach. i to była wrona – nalegałem. należy używać plecaka lub torby na plecy. tak samo było z wytrzymałością. ogromna wrona. don Juan zabrał mnie na przechadzkę po pustynnym chaparralu. jakbym był klaunem grającym dla niego przedstawienie. – Podchodzisz do siebie zbyt poważnie. że nie odczułem korzyści płynących z właściwego sposobu chodzenia ani z żucia liści. że to absurdalne. że don Juan potrafił zniszczyć wszystkie moje przekonania dotyczące świata. – To nie był żart – powiedział surowo. a z drugiej – odczuwałem niechęć do przyznania racji mojemu przyjacielowi. Wydało mi się.3. jakbym wiedział. by mi bardzo dokuczało. ale trochę uśpione. mówiąc. Twierdził. Dał mi trochę. że zawsze miał trafne spostrzeżenia i był autentyczny. że czekał na mnie. Spociłem się i chciałem się napić ze swojej manierki. – To. można dzięki temu zwiększyć swoją wytrzymałość i pogłębić świadomość. Nie miałem zbyt wiele sympatii dla tego dziwnego. Nie byłem w nastroju do śmiechu i zdaje się. Szczegółowo opowiedziałem mu o całej naszej rozmowie. – Za bardzo się wściekasz – skomentował niedbale. że nie lubię złościć ludzi i że lepiej będzie. mówiąc. że stary Indianin był po prostu świrem. Jednak muszę dodać. muszę mieć lekko zgięte palce dłoni. – Ale ja przecież widziałem. ponieważ jestem młody i silny. Powiedziałem. Nie zerwał ani nie pokazał mi żadnej rośliny. Według niego. które mu przywiozłem. żółtawego krzaczka i zaczął je żuć. – Nic nie widziałeś. Ściął kilka liści z niepozornego. bo zaczął tłumaczyć. Chodzi o to. że to dobra okazja do śmiechu. jak opisał i szedłem. Byłem szczerze przekonany. Nie spojrzał nawet na torbę zakupów. gdyż jest głupawe. Jeśli trzeba coś przenieść. bo on chyba nie ma nastroju do przebywania w czyimś towarzystwie. jeśli sobie pójdę. zanim podejmę jakąś decyzję. pragnienie zniknie. Zaśmiał się. W tym momencie przeleciała nad nami. że jego krytyczne uwagi pod moim adresem poważnie podkopały moją życzliwość dla niego.

Była tak zabawna. – Siadaj! – powiedział rozkazująco. Ale on znowu wywiódł mnie w pole. Wyraźnie podkreślił. Wydawał się niezwykle czujny. dotycząca ciebie wskazówka – odparł tajemniczo. Pomyślałem. Nie możesz teraz odejść. a mnie nie. nie znając drogi. Pomyślałem. Wstałem i powiedziałem. musiałem zostać z nim. a ja. tak samo jak piosenki. Były one oczywiście prawdziwe i to nie tylko mnie rozzłościło. ale i przeraziło. ustalając reguły swojej dziwnej gry i dlatego jemu było do śmiechu. że dalej droczy się ze mną. nie było potwierdzeniem od świata – powiedział. To był omen! – Omen? Jaki? – Bardzo ważna. że chcę wrócić do jego domu. który śpiewa w ten sposób i ci. W tym momencie wiatr przywiał do naszych stóp suchą gałąź. – To. denerwować się na wszystko. że zacząłem się śmiać. śmiejesz się z głupiej piosenki – powiedział. ponieważ nie potraktowałem jej poważnie. coś podobnego do wąchania powietrza. – Ale człowiek. Don Juan zaczął śpiewać idiotyczną meksykańską piosenkę. – Masz humory jak stara baba. musi się porzucić powiedział dramatycznym tonem. że mam już powyżej uszu tej pracy w terenie.– A czy ty nie robisz tego samego? – wtrąciłem. że znalazłem się w bardzo niekorzystnej sytuacji. że rozmyślnie mnie poniża. Pomyślałem sobie. że w ciągu swojego życia nigdy niczego nie skończyłem z powodu nadmiernego poczucia ważności. Popatrzył na mnie przenikliwie. co go słuchają. – A to jest potwierdzenie! – wykrzyknął. wszystko to. jaką sobie przypisywałem. aby powiedzieć mi. Później powtórzył. którą oprócz osobistej historii. Zaśmiał się i to wywołało jeszcze większe moje męczarnie i frustrację. Zdecydowanie nie miałem ochoty na dyskusję. aby dalej robić notatki. – Traktujesz siebie zbyt poważnie – powiedział powoli – – Wydajesz się sobie tak cholernie ważny. ponieważ muszę jechać do Los Angeles. co o nim myślę. dopóki nie załatwi wszystkiego. Cóż za nonsens! Jesteś słaby i zarozumiały! Próbowałem protestować. aby wszystko zostawić. że jest z niego wyjątkowo nadęty typek. Odwrócił się do mnie i spojrzał z . tak że musiałem się zdobyć na wielki wysiłek. – Co przez to rozumiesz? – zapytałem. co widziałeś. Stwierdziłem wówczas. kiedy się na mnie złościsz? Odpowiedział. że byłem jak ten piosenkarz i ludzie lubiący jego zarozumiałe piosenki i ze śmiertelną powagą zajmujący się jakimiś bzdurami. Znowu wzrósł mój niepokój i powiedziałem mu wszystko. kiedy coś nie jest po twojej myśli. co wcześniej powiedział na temat nauki o roślinach. które człowieka o zdrowych zmysłach gówno obchodzą. Musisz to zmienić! Jesteś tak diabelnie ważny. zrobił parodię tego utworu. że jeśli naprawdę chcę się o nich uczyć. przy czym lekko i rytmicznie potrząsał głową. że złoszczenie się na mnie byłoby ostatnią rzeczą. ale on był nieustępliwy. Miałem poczucie. że czujesz. że stać cię na to. Jesteś tak diabelnie ważny. – Widzisz. Don Juan nie zamierzał wrócić do domu. Zadziwiła mnie pewność jego stwierdzeń. że przez to okazujesz swój charakter. Uważasz. Do Juan nie był wcale rozgniewany ani obrażony. Moje zaniepokojenie wciąż wzrastało. jakby dla odświeżenia mojej pamięci. Zwrócił mi uwagę na to. Odparł. jaką mógłby zrobić. – Przekonanie o własnej ważności jest kolejną rzeczą. Traktują to poważnie. że specjalnie podał ten przykład. Było oczywiste. Spojrzał na mnie jaśniejącymi oczyma i wybuchnął donośnym śmiechem. – Nie traktujesz siebie poważnie. wcale się nie śmieją. Wyraźnie naśladował pewnego popularnego piosenkarza. ponieważ jeszcze nie skończyliśmy. iż możesz sobie pozwolić. – Latające albo kraczące wrony nigdy nie są potwierdzeniem. muszę w dużym stopniu zmienić swoje zachowanie. Stary Indianin wykonał dziwny i gwałtowny ruch. że śmiałem się z wrony. Odczułem wielką niechęć do niego. Przedłużając niektóre sylaby i skracając inne.

Na początku nie rozumiałem. Były one wyzywające i nie byłem w stanie się przekonać. Kamień odpadł od skały i głośno uderzył o ziemię. – Musisz do nich przemawiać głośno i wyraźnie. i nawet nie wiem dlaczego. W jakiś dziwny sposób zmieniłem się. W końcu zatrzymał się przy skalistym wzgórzu i usiedliśmy w cieniu krzewu. aby ci odpowiedziały. przemów do małej roślinki – nalegał. – Teraz zajmujemy się utratą poczucia własnej ważności. za każdym razem musi przeprosić je za to. Kiedy odczekałem już. że pewnego dnia jego własne ciało będzie im służyć za pożywienie. który zbiera rośliny. widzisz tylko siebie. ponieważ przynajmniej bytem w stanie zapanować nad swoim gniewem. byłem na niego wściekły. Rób to tak długo. Zaśmiał się i poklepał mnie po głowie. skąd dobiegł dźwięk. wróciłem do don Juana. oddzielonego od reszty. ale poprawił mi nastrój. – A to było potwierdzenie – dodał. ale uczucie niedorzeczności tego działania przytłoczyło mnie. Czułem się śmieszny i zachichotałem. – Ani my. dokąd mi kazał. – Tak więc. Byłem przekonany. że on wie. Nie byłem teraz nawet w stanie pojąć. – To bardzo dziwne – odezwałem się – ale teraz czuję się naprawdę dobrze. tak długo nie będziesz w stanie naprawdę docenić świata wokół siebie. odpowiednio długo. a przedtem. aż będziesz w stanie dokonać ego na oczach innych. że jesteś najważniejszy na świecie. że je zrywa i przekonać o tym. Przez chwilę mamrotał jakieś nonsensy. że klęknąłem przed nią. – Możesz nawet sam wymyślać słowa. czy też są tylko zwykłym nonsensem. Posunąłem się do tego. że wszystko jest w porządku. ale nie mogłem zmusić się. kiedy po kłótni zaczęliśmy biec. ale później przeszedł na hiszpański. w myśli. – badawczo przypatrywał mi się przez chwilę. – Od teraz zacznij przemawiać do roślin – powiedział. jak mogłem się na niego tak rozzłościć. Zapytałem go. Utrzymywał bardzo szybkie tempo przez prawie godzinę. że już więcej nie będziesz się czuł taki ważny. aby to wyjaśniać – powiedział. tym tutaj – dodał. jeśli chcesz. Don Juan klepnął mnie po plecach i powiedział. wskazując niepozorną roślinkę. po czym podniósł się. W oddali słychać było krakanie wrony. – Powiedz jej. Don Juan podniósł dłoń do prawego ucha i uśmiechnął się. że człowiek. jak mi się wydawało. jakby szukając czegoś szczególnego. Idź teraz na tamte wzgórza i wypraktykuj to sam. – Nie! – odparł. aby do niej przemówić. Poszedłem tam. – Przemawiaj dopóki nie stracisz poczucia swojej ważności. co się ze mną dzieje – powiedziałem. Nie byłem jednak zły. czy posiadają ukryte znaczenie. Wyjaśnił mi. że nie mówiłem do roślin. wziąwszy wszystko razem. śmiejąc się do siebie z jego ekscentryczności. co mówi. – Nieważne. . ani one nie są więcej lub mniej ważne. – Mam zamiar pogadać z moim małym przyjacielem. Lubiłem jego tajemnicze stwierdzenia. Marsz wyczerpał mnie całkowicie. – Jeśli kiedykolwiek przyjdziesz na tę pustynię – powiedział – omijaj z daleka skaliste wzgórze. – Niełatwo ujawnia swoje tajemnice. czy jestem gotów porozmawiać o poczuciu własnej ważności. Wtedy zapytał mnie. Omiótł mnie wzrokiem z góry na dół. ważne jest jedynie uczucie sympatii i traktowanie jej jak równej sobie. Zaśmiałem się. Teraz poczułem się prawie szczęśliwy. – Świat wokół nas jest bardzo dziwny – stwierdził. Jesteś jak koń z klapkami na oczach. a teraz nie jestem. Uklęknął przed nią i zaczął ją głaskać i przemawiać do niej. Jak długo będziesz uważał. Chodź. Poszedłem za nim. – To był omen – powiedział. Unikaj go jak zarazy. Nawet spróbowałem przemawiać do roślin.zakłopotaniem i zaciekawieniem. – Przedtem byłem wściekły. rośliny i my jesteśmy sobie równi – stwierdził. – Nie rozumiem. co mówisz do rośliny – powiedział. – Dlaczego? O co tu chodzi? – Teraz nie czas. Don Juan zaśmiał się i wskazał palcem w kierunku. czy mogę mówić do roślin po cichu. Prawie biegł. Potem nagle wstał i zaczął szybko iść. przy którym zatrzymaliśmy się dzisiaj.

ale nie powiedział ani słowa. A człowiek nie jest lepszy od czegokolwiek innego. Spojrzał na mnie. w jaki popatrzył na mnie. Zapytałem go półżartem. Don Juan zaczął się śmiać łagodnie. a także że w pobliżu rośnie ich więcej. – Obserwuj mnie dokładnie – powiedział. od czasu do czasu czułem. Szybko pochyliłem się nad roślinami i głośno powiedziałem: – Dziękuję wam. muszę obserwować. Faktycznie. żeby mi o tym powiedział. j że nie ma nic przeciwko temu. Pokazał mi. Czułem się aż do bólu zażenowany i nie byłem w stanie zmusić się do tego. jak i lekarstwem. Chciał. wyginając się i gestykulując. mówił i śmiał się. abym przekazał ci. To stwierdzenie wprawiło mnie w zakłopotanie. że oszalał. Sprawdził. Kiedy szliśmy w kierunku tego miejsca. – Ta mała roślinka powiedziała mi. czy mam zagięte palce – Nie miałem. w przeciwnym wypadku może nas nie wypuścić. Miałem zamiar się pośmiać. Uklęknął przed roślinką i przez kilka minut. Poczułem uniesienie. Zacząłem mówić i bez przerwy dopytywałem się. że kiedykolwiek będę z nim szedł. Byłem pewny. Kiedy dotarliśmy do wzgórza. – Świat wokół nas jest tajemnicą. co robi i naśladować go albo mogę w ogóle nie przychodzić. starym Indianinem. ponieważ był ekspertem w tej dziedzinie i wiedział. że jestem silny. Zgiąłem palce i co najdziwniejsze. – Powiedziała mi. że znajdziemy rośliny. Rozkazującym tonem powiedział mi. – Oj! – wykrzyknął. iż rośnie ich trochę w miejscu. co wiedziałem przez całe życie? Następnie zaczął mi wyjaśniać. Uśmiechnął się dobrotliwie i wypowiedział jedno ze swoich tajemniczych stwierdzeń. śmiejąc się. Zatrzymał się i przyglądał mi się z niedowierzaniem. przestraszył mnie. gdzie na tym terenie rosną jadalne i lecznicze zioła. Byłem szczęśliwy. – Don Juan wskazał na miejsce na zboczu oddalone od nas o około dwieście metrów. ponieważ jest ona zarówno pożywieniem. zauważyłem duży plac porośnięty tymi roślinami. czy pokaże mi pejotl. że nadaje się do jedzenia – zwrócił się do mnie. Pomyślałem sobie. – Będę rozmawiał z moim małym przyjacielem.Nie spojrzał na mnie. ale don Juan nie dał mi na to czasu. bez żadnego wysiłku udało mi się utrzymać jego szybkie tempo. Jak to możliwe. aby taki stary człowiek potrafił chodzić lepiej niż ja? Jestem atletycznie zbudowany i wydawało mi się. Powtórzył je trzy lub cztery razy. a jednak to on musiał czekać na mnie. abym usiadł obok niego. które wskazał. Pokręcił głową. powiedział mi od niechcenia. Szliśmy jeszcze przez godzinę. aż go dogonię. powinniśmy jej podziękować. jak moje ręce ciągną mnie naprzód. czy to też powiedziała mu roślina. że ich wiązka może utrzymać człowieka w dobrym zdrowiu. a później zwróciliśmy w stronę domu. że powinienem przyjrzeć się tej roślinie. a potem wstał z klęczek. kiedy to mówił. – Chodźmy sprawdzić. że zna różne właściwości tej specyficznej rośliny i że roślinka powiedziała mu tylko. . jakby chciał mi dać wystarczająco dużo czasu na jego zrozumienie. – Twoja bystrość czyni cię głupszym. abym podziękował roślinom. W pewnym momencie zostałem z tyłu i don Juan musiał zaczekać na mnie. idąc bez celu z dziwnym. niż myślałem! Jakże ta mała roślinka może powiedzieć mi to. – Nie mogę czekać na ciebie jak na dziecko – powiedział karcąco. Jeśli mała roślina jest dla nas hojna. Sposób. Śmiałem się z jego komedianctwa.

Siedzieliśmy na ziemi przed jego domem. że powinienem być świadomy bezużyteczności poczucia własnej wartości i posiadania osobistej historii. Zaproponowałem mu zapłatę za jego czas i fatygę. że moje poczucie własnej ważności jest ogromne. Śmierć jest doradcą Środa. aby został moim informatorem. Wydawało mi się. dlatego prosiłem go. Jego jedyny komentarz stanowiło stwierdzenie. że nagle podjął decyzję. że jest szalony. że już go pokonałem. Don Juan był ekscentrycznym. – Chcesz się uczyć o nich. 25 stycznia 1961 – Czy nauczysz mnie kiedyś o pejotlu? – zapytałem. odwracając się nagle do mnie. Jednak don Juan był marnym. że ze względu na podeszły wiek stanie się dla mnie doskonałym informatorem. Stało się dla mnie zrozumiałe. jakiego doświadczyłem przedtem. Na mojej twarzy musiało się malować zdziwienie. musisz szybko opuścić – oznajmił. nie sądzę. był szalony. chciałem usiąść. Ale wszystko to z mojej strony było tylko jakby intelektualnym ćwiczeniem. Kiedy szliśmy. – Powinieneś wziąć te pieniądze – powiedziałem. Nie mogłem sobie z nim poradzić i wydawał mi się niebezpieczny. co gorsze. jakbym był szalony. Pomyślałem. Prawie niedostrzegalnym ruchem głowy zaprosił mnie do pójścia za sobą. których znasz od dłuższego czasu. Czułem się skrępowany i przestraszony. Pomimo swego wieku był porywczy i niewiarygodnie silny. Już kilkakrotnie w rozmowie wspominałem mu o tym i za każdym razem tylko marszczył brwi i kiwał głową. tych. ponieważ są za słabi. który nas sobie przedstawił. Przyjrzał mi się badawczo i zaczął się śmiać. Jednak nie miałem żadnego problemu z przekonaniem siebie. wciąż powtarzał. Wydawało mi się. Nie był to ani potwierdzający. wpatrując się w ziemię. do mojego umysłu wkradła się wątpliwość. Znowu miałem wątpliwości i odczuwałem lęk.4. zaczynałem się bać i chciałem uciekać. że nie potrafię przemawiać do roślin. Natomiast w chwili. starym Indianinem i chociaż nie chodził cały czas pijany jak powiedział mi przyjaciel. Mój przyjaciel. ponieważ pracowałbyś dla mnie i brał za to zapłatę. Zaczął nucić ludową meksykańską piosenkę. ale nie chcesz nic zrobić powiedział oskarżająco. kiedy musiałem skonfrontować się z jego dziwnym zachowaniem. dopóki nie będzie mi to przychodzić w naturalny sposób. że starzy ludzie najlepiej się do tego nadają. z którym niełatwo sobie poradzić. że lubię z nim przebywać. Wydmuchując z wielką siłą strumień powietrza. – Jeden z nas musi się zmienić – powiedział. – Wtedy obydwaj czulibyśmy się lepiej. bo powiedział. aby robić cokolwiek innego oprócz mówienia. Po długiej przechadzce nareszcie zatrzymaliśmy się. wprowadził w wibrację język i dolną wargę. Zdawało mi się. ani przeczący ruch. a później nagle podniósł głowę i spojrzał na mnie. aby odpocząć ale don Juan kazał mi pójść jakieś dwadzieścia jardów dalej i przemówić głośno i wyraźnie do kępki roślin. – Twoich przyjaciół. – Co próbujesz osiągnąć? Wyjaśniłem mu. abyśmy mogli się przyjaźnić. tylko tak samo jak poprzednio popatrzył na mnie. . Miałem koncepcję. ponieważ uważam to za śmieszne. – I ty wiesz kto. Don Juan nie odpowiedział. czy aby nie jestem trochę stuknięty. Co o tym myślisz? Popatrzył na mnie pogardliwie i ustami wydał obsceniczny dźwięk. Jego niezwykłe żądania były dla mnie do zniesienia i jeszcze raz powiedziałem mu. – To właśnie o tym myślę – odparł i ku memu najwyższemu zdumieniu zaśmiał się histerycznie. Ale gdy uświadomiłem sobie. Mógłbym cię wtedy pytać o wszystko. Powiedziałem. ale nic nie powiedziałem. że powinienem jeszcze raz go odwiedzić. że potrzebuję wiarygodnych informacji na temat własności roślin. to jednak. że don Juan jest człowiekiem. Skierowaliśmy się na południe. Koncepcja dotycząca poczucia swojej ważności jako przeszkody rzeczywiście zrobiła na mnie duże wrażenie. miał rację. Nagle wstał. że ponieważ jesteśmy tak różni. ale raczej wyraz rozpaczy i niedowierzania. o co bym tylko chciał. na pustynię porośniętą chaparralem. że nie powinienem próbować mówić do roślin. a jego naleganie idiotyczne.

znów zaczął komentować moje zachowanie. ponieważ swoimi niespodziewanymi słowami i zachowaniem wytrącił mnie z równowagi. – Skąd bierze się ten gniew? – zapytał. Klepnął się po udach i wrzasnął. nie miałem powodu. Powiedziałem mu. Musiał mieć tupet. Zamiast rozzłościć się. polowałem na te ptaki i według opinii mojego dziadka. Zaczął mnie sondować w niezwykły sposób. – Ptaka?! – wykrzyknąłem. Wizja była zbyt ulotna. Uznałem. co widziałem w jego oczach. że mógłbym przysiąc. abym przestał z nim walczyć i przypomniał sobie tego śmiesznego ptaka. że to jego wina. że nic. abym spojrzał mu w oczy i opowiedział o dziwnym sokole. że się popisuje. Powiedział to z takim przekonaniem. a ja zbyt wzburzony. że coś mi one przypominają. o którym mówił. że stary człowiek prowokuje mnie za każdym razem. Rzeczywiście. Zachichotał jak dziecko i odwrócił wzrok. ani pogardliwe. jakby ujeżdżał dzikiego konia. czy nie przypomina mi ptaka. abym powiedział mu. Uświadomiłem sobie wtedy. Było to tak dawno. że wie o moim polowaniu na sokoły. Powiedział z niezwykłym przekonaniem. Odparłem. bardzo śmiesznego ptaka. Przedtem mówił o bardzo śmiesznym ptaku. że już kiedyś widziałem ten wzrok. Strzelanie do nich było więc praktyczne i właściwe. Kazał mi znowu patrzeć na siebie i opowiadać o bardzo śmiesznym ptaku. w jaki na mnie patrzył. aby się na niego złościć. zaczai się śmiać. W tym momencie don Juan popatrzył na mnie z ukosa. że gwałtowny ze mnie facet. był bardzo nieprzyjemny. że wie o moim polowaniu na sokoły. Wydawało mi się. że zacząłem się śmiać. byłem w tym dobry. że najważniejsze jest. – Polowałem na sokoły – powiedziałem. Sprzeciwiłem mu się i z lekceważeniem powiedziałem. a sposób. Wywołało to jeszcze jeden atak jego śmiechu. – Spójrz mi w oczy – rozkazał. że nie ma o czym mówić. – Tak – powiedział łagodnie – ptaka. ale ku mojemu największemu zdumieniu. nie mogłem oderwać od niego spojrzenia. Zapytał mnie. Chciałem odwrócić wzrok lub przymknąć powieki. że widzę głowę sokoła zamiast jego. ale on nalegał. że wie. Pomyślałem sobie. gdy tylko otworzy usta. która dręczyła mnie latami. aby udawać. Wpatrywałem się w nie przez moment i nagle doznałem olśnienia. którego mi przypominał. a teraz o dziwnym sokole. Miał on farmę leghornów i sokoły stanowiły poważne zagrożenie dla jego kurcząt. że na jego twarzy widziałem rysy sokoła. Orzekł. Nie kształt ich czy głowy. uważając ten sąd za nieprawdziwy. a mi się wydało. Były dzikie. Zaprotestowałem. żebym zwerbalizował to. Bardzo podekscytowany powiedziałem mu. Don Juan jednak nie dał za wygraną. Zrobiłem przegląd swoich uczuć i reakcji. którą uświadomiły mi jego oczy. było moje zakłopotanie. – Co cię tak rozzłościło? – zapytał z nutą prawdziwej troski w głosie. Poprosił mnie. ale zimna dzikość spojrzenia przypominała mi oczy sokoła. Kiedy byłem chłopcem. dlaczego powiedział. Znałem spojrzenie oczu sokoła. Później spoważniał i powiedział. by zwrócić na nią baczniejszą uwagę. że aż dziwne. Odwzajemniłem mu się pełnym wyzwania spojrzeniem. Później poczułem przymus zapytania go. Tej zamianie słów towarzyszyła także zmiana . że jestem raczej sympatyczny i niefrasobliwy. – Wiem o tym – odparł don Juan. Aż do tego momentu nie pamiętałem dzikości ich oczu. Zamiast odpowiedzieć. było jednak tajemnicze i nieprzyjemne. Usiłowałem go przekonać. gotów się wściec z powodu byle błahostki. jakby był tego pewny. że jedyną rzeczą. Zawsze wydawało mi się.Jego oczy były dzikie i płonęły. Znowu zawiesił na mnie swoje spojrzenie i kazał mi sobie przypomnieć. że jest absurdalnym gościem. czego stałem się świadomy pod wpływem jego wejrzenia. ale nie byłem pewny. że mogłem sobie to przypomnieć. Dalej wpatrywał się we mnie. Znowu zaczął nalegać. Jego spojrzenie nie wydawało się ani bardzo groźne. Nie wiedziałem.

Odpowiedział. Czułem. że nie mam szans. Całkowicie ogarnęły mnie zdumiewające wspomnienia. że widzi bardzo dziwnego sokoła. – Teraz patrz na mnie – nakazał. – Ale powiedziałeś. co doprowadzało dziadka do wściekłości. Jednak nic nie potrafiłem sobie przypomnieć. Uderzył zza drzew. – Ten ptak jest sokołem. i nadmiernie dramatycznym głosem powiedział. jak zamiera mi serce. Słyszałem zanikający dźwięk jego głosu. Poczułem. – Kiedy byłem dzieckiem. Patrzył na mnie pytająco. na Boga? – Sokoła szybkiego jak światło – rzekł. – Co jest takiego dziwnego w tym sokole? – chciałem wiedzieć. jaką mogłem zrobić. kiedy byłem chłopcem? – Tak. że już go mam. aż stały się dwiema szparkami. – Przestań ze mną walczyć. Ustrzeliłem ich setki. białego ptaka odlatującego z młodym leghornem w szponach. o czym mówi. – Ten ptak jest szczególny – odpowiedział prawie szeptem. Był bardzo szybki i wydawało się. – To ty mi musisz powiedzieć – odparł. Znowu zacząłem się zastanawiać. że wobec tego nie powinienem mieć żadnych trudności w przypomnieniu sobie wszystkich śmiesznych ptaków. o co mu chodzi. abym sobie przypomniał. że wobec tego musi być albinosem. patrząc mi w oczy. Bezustannie znikały.. – Upolowałem tak wiele ptaków – powiedziałem – że nie mogę sobie niczego o nich przypomnieć. gdyby dziadek nie nakłonił mnie do rozpoczęcia polowania na niego. – A więc to się wydarzyło. Nagle zrobiło mi się smutno. – Nie pamiętasz go? – zapytał. nie wrócił już nigdy. Biały sokół! Wszystko rozpoczęło się od wybuchu gniewu mojego dziadka podczas liczenia młodych kurcząt. aby mnie zachęcić.. jak gdyby dawał mi ostatnią wskazówkę. abyś sobie przypomniał. że dziadek ledwie go zauważył. na które polowałem. o co mu chodzi i do czego zmierza. aby zakończyć tę grę.mojego nastroju. – Tak – odparł z zamkniętymi oczyma. Rozpoczęliśmy kampanię przeciwko sokołowi albinosowi i dwa razy wydawało mi się. że zna drogę. – Czy mówisz o sokole. że nie mam pojęcia. Był za szybki dla mnie. ale mnie się udało i wiedziałem. Walcz ze swoim lenistwem i przypomnij sobie. na którego polowałem? – zapytałem. To wszystko wydarzyło się tak szybko. aby polować na farmie dziadka. . że to sokół. Osobiście skrupulatnie zaplanował system czuwania i po kilka dniach ciągłych obserwacji w końcu zauważyliśmy Wielkiego. – Co. Zapomniałbym szybko o nim. – Co usiłujesz ze mną zrobić? – Próbuję nakłonić cię do tego. że widzisz sokoła przed sobą w tej chwili. Czy się droczył ze mną? Czy mówił poważnie? Po długiej przerwie znowu zaczął nalegać. chwycił kurczaka i odleciał przez prześwit między dwoma gałęziami. Zmrużył oczy. ale odleciał. mieszkałem na farmie i polowałem na nie. a także bardzo inteligentny. Raz porzucił nawet zdobytego kurczaka. Przez chwilę faktycznie usiłowałem zrozumieć. Jedyną rzeczą. – powiedział. Ale nie mogłem. – Bo widzę. Powiedział. Powtórzył to stwierdzenie trzy razy» jakby rzeczywiście widział go przed sobą. Nie przypominałem sobie niczego takiego. więc nie mogę mu nic powiedzieć. Upierałem się. to przyłączyć się do niego. – W pewnym okresie widywałeś wiele ptaków.

Odwróciłem się i wydawało mi się. – Co to wszystko znaczy? – zapytałem. równocześnie wydając głęboki dźwięk. Powiedział. ze najbardziej denerwuje mnie w nim jego pewność. Obudził mnie nagły ptasi krzyk. Efekt był niszczycielski. Po chwili doszedłem do siebie i wyjaśniłem sobie wrażenie migocącego cienia jako optyczną iluzję spowodowaną zbyt szyb-Kina obróceniem głowy. Tak pochłonęło mnie uczucie zniechęcenia. kiedy skończyłem opowiadać. Chciałem zaczekać aż ptak się odwróci albo spróbuje odlecieć. co do których ja sam nie byłem pewny. w pewnym momencie poczułem dreszcz wzdłuż kręgosłupa. jak się nade mną pochylił. tak samo jak dzisiaj. – Śmierć jest naszym wiecznym towarzyszem – powiedział don Juan zupełnie poważnie. abym się odwrócił. czy ptak odleciał. Don Juan powiedział. Nie popatrzyłem nawet. który mimowolnie zrobiłem. – Skąd wiedziałeś o białym sokole? – zapytałem. Z początku nic nie zrozumiałem. – Widziałem go – odparł. Aby przyjąć lepszą pozycję do strzału. Szepnęła ci do ucha i poczułeś jej dreszcz. Pościg dobiegł końca. Nie czyniąc żadnego ruchu. – Gdzie? – Tutaj. i zasnąłem. Na farmie. co można zrobić. W ciągu dwóch miesięcy dziwnej wojny przeciwko sokołowi albinosowi tylko jeden raz udało mi się podejść dość blisko. Nagły powiew wiatru zagłuszył hałas. Widzę to. – Twoja śmierć przekazała ci małe ostrzeżenie – powiedział tajemniczo. Zdenerwowało mnie to jego nawiedzone gadanie. Leżałem bez ruchu bardzo długo. Wcześniej zabiłem kilka tuzinów sokołów. Mrugnął znacząco. wstrząsnął mną skurcz. nie wiem dlaczego. mięśnie brzucha zacisnęły się odruchowo. w którym znalazłem się wraz z ptakiem. ale powtórzył. – Ona zawsze przychodzi jako dreszcz. ale na to sokół był za szybki. przed tobą. gdy da mi znak. Jednak było to bardzo dziwne. Ale albinos tkwił na gałęzi bez ruchu. aż do dnia kiedy cię lęgnie. bo wtedy łatwiej byłoby mi nie spudłować. Jego słowa zmąciły do reszty mój spokój. Wiem o tym. że go nie zastrzeliłem. – Zawsze przebywa po naszej lewej stronie. Godzinami cierpliwie czekałeś. strzelanie do ptaków czy polowanie na zwierzęta było czymś oczywistym. jak coś mignęło nad kamieniem. Nie byłem w nastroju do dyskusji. – O czym ty mówisz? – zapytałem nerwowo. na wyciągnięcie ramienia. Ona zawsze cię obserwuje. Leżałem na plecach. że tam przypatruje mi się moja śmierć i że kiedy odwrócę się. że biały ptak jest omenem i jedyne. Nie mogłem znieść jego dogmatycznych stwierdzeń dotyczących wydarzeń z mego życia. że nie pozwalałem mu swobodnie Polować. że najlepszym wyjściem jest czekanie. wstałem i odszedłem. Nigdy nie przywiązywałem żadnego znaczenia do mojej ostatniej przygody z sokołem albinosem. Mogłem się pochwalić. ale nigdy nie mogłem go dopaść.Przez dwa miesiące tropiłem sokoła albinosa po całej dolinie. że nawet nie zauważyłem. Jednak jego szybkość i niespodziewane pojawienia się zawsze zbijały mnie z tropu. to nie strzelać do niego. Powiedział. niemalże zwymiotowałem. – Zbyt dużo ich zabiłeś. To był on. powinienem się przesunąć. Nauczyłem się jego zwyczajów i prawie intuicyjnie wyczuwałem trasę jego lotu. Pomyślałem. Dreszcz przebiegł mi przez całe ciało. dopóki nie szepnął mi czegoś do ucha. Umiesz czekać. Być może pod wpływem tego wyczekiwania albo samotności miejsca. Obserwowała cię. Wtedy. aby odpocząć. na której się wychowałem. Don Juan słuchał uważnie mojej opowieści o sokole albinosie. Pomyślałem sobie. Musiałem usiąść pod wysokim eukaliptusowym drzewem. . coś jak mlaśnięcie językiem. Wyciągnął rękę i dotknął lekko mojego ramienia. podnosząc strzelbę. kiedy czyhałeś na białego sokoła. Tropiłem go przez cały dzień i byłem zmęczony. Jednak musiałem oddać trudny strzał. I tak też zrobiłem. niby przypadkowo i spojrzał na głaz po mojej lewej stronie. będę mógł ją zobaczyć. – Wiesz dużo o ptakach – powiedział. a sokół był odwrócony do mnie tyłem. że zobaczyłem. otworzyłem oczy i zobaczyłem białawego sokoła siedzącego na najwyższej gałęzi.

tak samo jak ty byłeś po lewej stronie białego sokoła. że śmierć nas tropi? – zapytał. Nie miałem żadnej. chodzenia bez celu. była potworna. – Tak – wydusiłem z siebie w końcu. głośności czy uczucia. – Przechodzisz z jednej skrajności w drugą. Ogarnął mnie jakiś odmienny nastrój. – Śmierć to jedyny mądry doradca. że był w pełni świadomy zmiany mojego nastawienia. że znajduje się po naszej lewej stronie. Jeden z nas musi zapytać ją o radę i porzucić przeklętą małostkowość. że śmierć jest myśliwym i że zawsze przebywa po naszej lewej stronie. – Masz na myśli swoją śmierć. – Nie teraz – powiedział. Pochylił się nade mną i wyszeptał mi do ucha. W obliczu śmierci moje lęki i irytacja stawały się nonsensowne. że czeka na moją odpowiedź. czy to prawda. że jeśli nagle. jakby śmierć nie miała ich nigdy dosięgnąć. W każdym razie nic nie powiedziałem. nie miało to teraz znaczenia. zwróć się do swojej śmierci i zapytaj. że zajmowanie się moją śmiercią jest dla mnie bezsensowne. Pokiwał głową i wydawało się. znów będę mógł zobaczyć na skale swoją śmierć. którą we mnie wywoływał. po czym zaczęliśmy znowu iść. kiedy wiemy. – Przepraszam? Don Juan zaczął się śmiać i z jakiegoś nieznanego powodu jego śmiech nie był już obraźliwy i podstępny tak jak w przeszłości. Twoja śmierć powie ci: "Jeszcze cię nie dotknęłam". Po-zbędziesz się małostkowości. umiejącym cierpliwie czekać. – Wobec tego pozwól mi przemówić do roślin – poprosiłem. co widziałem nad głazem. – Teraz jesteś za dobry – powiedział. Nie pytałem go. czy ma w tym jakiś cel. Moje myśli biegły niepohamowanie. tak? – odparł z odcieniem ironii. czy też jedynie poczujesz. Uśmiechnął się i zaczął nucić meksykańską melodię. że nie masz racji. ale nie ośmieliłem się spojrzeć. – Co za gówno! – wykrzyknął. kiedy wykona dla ciebie gest albo gdy zobaczysz ją przez mgnienie oka. ponieważ wywołuje we mnie tylko niepokój. a ty czujesz to zawsze. że twój towarzysz cię obserwuje. Nie wydawało mi się. Czułem. – Zesztywniałeś. – Kiedy jesteś niecierpliwy – kontynuował – powinieneś odwrócić się w lewo i zapytać śmierć o radę. Nie ma potrzeby mówić do roślin. Jeden z nas musi się znowu nauczyć. Odpowiedział. prostą radość samego poruszania się. I to szybko. że wszystko idzie źle i się rozpada. – Jak można czuć się tak ważnym. że moja odpowiedź nie jest wcale potrzebna. Przekazał mi prawie niewidzialny znak. obrócę się w lewo. W końcu dopiął swego.– Jesteś chłopcem bawiącym się w tropienie. Bądź bardziej stały. Kiedykolwiek poczujesz. Oznajmiłem. aby pozwolił mi uchwycić spojrzeniem to. jakiego posiadamy. – Tak – powiedział łagodnie po długiej przerwie jeden z nas tutaj musi się zmienić. Odpowie ci. na jego sygnał. – Pozwól mi jeszcze raz zobaczyć moją śmierć. Wydawało mi się. Don Juan zadał ogłuszający cios mojemu egoizmowi. Jego słowa posiadały dziwną moc wzbudzania we mnie nieuzasadnionego strachu. co mówił. Siedzieliśmy w ciszy dłużej niż godzinę. która właściwa jest ludziom żyjącym tak. – Pozwól mi jeszcze raz zobaczyć ten cień – powiedziałem. przecież i tak jestem już przerażony. Zagrzmiał jednym ze swoich głębokich śmiechów. że temat naszej śmierci nigdy nie jest omówiony w wystarczającym stopniu. Przez chwilę nie byłem zdolny do wypowiedzenia tego na głos. Godzinami błąkaliśmy się po pustyni porośniętej chaparralem. W świetle mojej śmierci małostkowa irytacja. tak jak czeka śmierć. że mu wierzę i dlatego nie musi przedstawiać mi dalszych dowodów. Bardzo dobrze wiesz. Don Juan w jakiś sposób sprawił. nowym elementem był mój nastrój. Chciałem. że odnalazłem stare uczucie. Powiedziałem. żeby się zmienił pod względem wysokości. Jedyną moją obronę stanowił przymus zapisywania wszystkiego. wciąż się śmiejąc. że naprawdę nic się nie liczy poza jej dotknięciem. Zagrzmiał śmiechem. dopóki nie zechcesz poznać ich .

Nie ma teraz także potrzeby widzenia śmierci. a do tego potrzeba ci bardziej trwałej motywacji. oszczędzaj dobre chęci. że czujesz jej obecność. .tajemnic. Tak więc. Wystarczy.

Zaśmiałem się. co tutaj robię. w niedzielę. Podjęcie odpowiedzialności Wtorek. Podszedł do mojego samochodu i trzymał otwarte drzwi. don Juanie – powiedziałem. powiedzmy. Zanim don Juan zdążył cokolwiek powiedzieć. Opisałem mu. Przypomniałem sobie.5. Miałem obsesję na punkcie sokoła albinosa. Skąd o nim wiedział. – Dla ciebie jestem Juan Matus. ale nie odpowiedział. – Ja? Nic. gdy wynosiłem pakunki zjedzeniem. skoro ja sam o nim zapomniałem? Don Juan uśmiechnął się. Popatrzył na mnie i zaśmiał się łagodnie. Stary diabeł znowu chciał mnie sprowokować. Poczułem. 11 kwietnia 1961 Przyjechałem do domu don Juana wczesnym rankiem. które przywiozłem dla niego. a z wiekiem można nauczyć się wszystkiego. aż łzy zaczęły mu spływać po policzkach. kiedy tak wejrzał na mnie i jak z tego powodu oniemiałem. byłem bardzo cierpliwy i bardzo sprawny. To zachowanie zaszokowało mnie. Jak to zrobiłeś? – No więc. Chyba odkrył mój nastrój. – Każdy może ci powiedzieć. a on zaśmiał się z dziecięcą beztroską. – To nie było nic wielkiego – stwierdził. Zamiast niej poczułem podziw dla niego. Wyciągnął lewe ramię i poruszył palcami. – Skąd to wiesz? – Jestem starym człowiekiem. w co mnie wciąga. Przez trzy miesiące faktycznie myślałem tylko o tym. w którym wcale nie chciałem się znaleźć. że wiem wiele różnych rzeczy. kiedy się poznaliśmy? Miałem na myśli jego spojrzenie. że cię znowu widzę. Wiedziałem. co poczułem. Wtedy zadałem następne palące pytanie: – Co mi zrobiłeś. chcąc w ten sposób wrócić do tematu. – Cieszę się. które wtedy na mnie skierował. – Dzień dobry. Niezwykle szeroko otworzył oczy i zaczął mrugać jak ptak. a on tak po indiańsku nieokrzesany. jeden raz w życiu. które przez cały czas mnie nurtowało. to wszystko. aż się cofnąłem. wtedy. śmiejąc się. pierwszego dnia. – Czy możemy zobaczyć swoją śmierć? – zapytałem. co miało dla mnie wartość transcendentalną. Podeszliśmy do domu i usiedliśmy przed drzwiami. prawdopodobnie wybadać moje poczucie własnej ważności. To było zupełnie tak. jak zwykle * Pełnym przekonaniem. ale żaden z nich się tego nie nauczył. jakby rzeczywiście coś pieścił. – Kim ty naprawdę jesteś? – zapytałem. ale wzrok don Juana był niezmiennie skupiony. Znowu poczułem przypływ niechęci w stosunku do niego. Ale ty jesteś po prostu drętwy. napełniało mnie dziwną. zadałem mu pytanie. ale teraz nic mi to nie przeszkadzało. – odparł niewinnie. spuszczając powieki jak zasłonę. że kiedyś. że znowu próbuje wyprowadzić mnie z równowagi i zapędzić w ślepy zaułek. bo nagle przestał się śmiać. Teraz po raz pierwszy naprawdę byłem świadomy tego. Opadały i podnosiły się. że jesteś dziwny. – Pewnie – powiedział. że śmierć siedzi tutaj razem ze mną. Pomyślałem. że raz byłem niesłychanie cierpliwy. Zacząłem go prosić. jakby wewnątrz mnie eksplodowała jakaś bomba zegarowa i nagle przypomniałem sobie coś. . Wyglądał na zdziwionego. – Znam wielu starych ludzi. spokojną radością mogącą rozproszyć zdenerwowanie i niechęć do don Juana. ponieważ nie mam osobistej historii i nie czuję się ważniejszy od niczego i dlatego. że jestem poważny i dobrze wychowany. 9 kwietnia. Wspomnienie tego. do usług – powiedział z przesadną grzecznością. – Ona jest zawsze z nami. Don Juan śmiał się.

– Kiedy człowiek na coś się zdecyduje. uzależnione jest od mojej decyzji i jestem za to odpowiedzialny. – Oczywiście. wyjaśnienia wcale nie są konieczne. – To. że myślisz. Nikt z nas nie ma na to czasu. potrzeba dużo czasu. że moim celem było znalezienie informatora potrzebnego do mojej pracy. i widziałem to. musi przede wszystkim wiedzieć. Ale ty nie kłamałeś. – Ale wszystko. że to kłamstwa. Może dosięgnąć cię w każdej chwili. Niezależnie od tego. można ich żałować czy też w nie wątpić. że dyskusja z nim jest bezcelowa. Don Juan rozłożył słomianą matę i położył się na niej. że jesteś nieśmiertelny. – Prosiłeś. wcale nie zmieszany. Ty z kolei uważasz. że aby się o nich czegoś nauczyć. w którym śmierć jest myśliwym. W końcu zdobyłem się na opinię brzmiącą zdecydowanie jak protest. W moim pytaniu nie było żadnej wojowniczości. jakby dając mi czas na zrozumienie. jaką robię. dlaczego dotknęło to właśnie mnie. dlatego naprawdę nie masz czasu na zasrane myśli i humory. co do tej pory powiedziałeś. nie całkiem. co robi. Zbadał mnie wzrokiem. Jedyną rzeczą. że właśnie dlatego nie chce wyjaśniać swoich poczynań. Jednak w konkretnej sytuacji.Po długim wahaniu powiedziałem mu. Ja nie mam żadnych wątpliwości ani wyrzutów sumienia. a nie mówienie. aż do cienia na kamieniu. Powiedziałem mu. dostałem kolejnego ataku złości. mój drogi. Zrozumiałem. Wszystko. żebym opowiedział ci o tym. że jest jeszcze jedna rzecz. jak idiotyczne było lekkomyślnie podjęte przeze mnie postanowienie. że jest taki sposób – odparł z przekonaniem. co powiedzieć. może oznaczać moją śmierć. ponieważ poważnie próbowałem zrozumieć. Odpowiedział. Czasu wystarcza tylko na decyzje. Zauważyłem cień sarkazmu w jego głosie. aby wziął odpowiedzialność za swoje czyny. że jego wyjaśnienie wprawiło mnie w jeszcze większy niepokój. nie ma. – Spójrz na mnie. a decyzje nieśmiertelnego człowieka można odwoływać. ale jednak w praktyce nie ma sposobu. – Dlaczego zrobiłeś mi to wszystko? – zapytałem. które miały miejsce od czasu. co robię. – Pomyśl teraz o swojej śmierci – powiedział nagle don Juan. aby uniknąć wątpliwości i wyrzutów sumienia. – Nie ma tu nic do zrozumienia – odparł. w momencie kiedy dał mi nauczkę. nie miało Mc wspólnego z roślinami – zaprotestowałem. co wiem o roślinach – powiedział. poprzez przypomnienie mi sokoła albinosa. kiedy cię widziałem i co jest także złe teraz. – Znajduje się na wyciągnięcie ręki. Dlaczego kłaniałeś? Powiedziałem. którą powinienem zrobić. która się liczy. byłeś świadomy. Najprostsza rzecz. podkładając pod głowę zawiniątko. co robisz – powiedział powoli. nie mając jednak żadnych wątpliwości ani wyrzutów sumienia co do swoich czynów. Czy chcesz wiedzieć. Śmierć tropi mnie. Chyba chciał Banie rozśmieszyć. działanie. a później powinien dalej działać. co ci zrobiłem pierwszego dnia. to twoja niechęć do przyjmowania odpowiedzialności za to. czasu na żale czy wątpliwości. – Kiedy opowiadałeś mi wszystkie te bzdury na dworcu autobusowym. jeżeli rzeczywiście chcę się nauczyć czegoś o roślinach. na przykład zabranie cię na pustynię. musi to kontynuować – powiedział – ale konieczne jest także. Odpowiedział. Don Juan uśmiechnął się i zaczął nucić meksykańską melodię. Przypomniałem mu serię niezwykłych zdarzeń. W świecie. co było złe w tobie. to niech tak będzie. ale ja nie wiedziałem. byłem tylko ciekawy. Uświadomiłem sobie też. Dlatego też nie mam czasu na wątpliwości czy wyrzuty sumienia. który według niego był moją śmiercią. Kiedy byłem w domu. kiedy się spotkaliśmy? Widziałem cię. obiecałem sobie. że być może taki jest ideał tego. że zirytował mnie. że nigdy się nie rozzłoszczę ani nie zdenerwuję na don Juana. Poczułem. Ułożył się wygodnie i wtedy powiedział mi. Odpowiedziałem. jak powinno wyglądać nasze działanie. jest działanie. że mnie okłamujesz. dlaczego to robi. począwszy od tajemniczego spojrzenia. kiedy go spotkałem. że w żaden sposób nie jestem w stanie się z nim porozumieć i to jeszcze bardziej mnie rozdrażniło. Zapytał mnie dlaczego. . co mi Się przydarzyło. – To niemożliwe! – powiedziałem. Jeśli muszę umrzeć z powodu zabrania cię na przechadzkę.

jak ma wstać z łóżka. prawda? – zapytał niedbale. w oczywisty sposób nierealnych. aby spędzić ze mną przynajmniej miesiąc na farmie moich dziadków. Myślenie o ojcu zawsze wprawiało mnie w przygnębienie. – Przecież Dęliśmy rozmawiać o roślinach. ponieważ został arbitralnie stworzony przez przyjęcie wyidealizowanej formy zachowania i uznanie jej za obowiązującą. Powoli i rytmicznie kiwał głową. – Mój ojciec powinien powiedzieć sobie. Wtedy zasypiał i spał aż do dziesiątej. – Byłem . który według mnie odpowiadał dyskutowanej przez nas sytuacji. co w nim było złego? Znowu zacząłem krzyczeć. – Wobec tego. Moje rozdrażnienie zniknęło. ponieważ równo o szóstej musieliśmy być już w wodzie. Powtarzał ten rytuał każdego ranka. a czasami nawet do południa. który zawdzięczałem ojcu. według ciebie. Don Juan nie powiedział ani słowa. co mógł? – Tak.. który wtedy wygłaszał: “Och. Jego słowa podziałały na mnie tak. że nie chciał porzucić swoich. Siedzieliśmy w ciszy przez długi czas. że nawet odkryłem nutę smutku W jego głosie. jak chłopcy powinni ćwiczyć swoje ciała poprzez ciężką pracę i współzawodnictwo w zawodach atletycznych. – W każdym razie – powiedziałem – zawsze jestem czuły na takie nonsensowne pomysły. Dla mnie był to piekielny okres. który dawał °U nie kończące się wykłady na temat cudów zdrowego ducha w zdrowym ciele i o tym. że byłeś silniejszy. – On nie chciał pływać o trzeciej po południu. położę się jeszcze tylko na pięć minut. ten świat jest nierealny. że był słaby.. Wieczorem nastawiał budzik na piątą trzydzieści. wyskakiwał z łóżka. – Czy był dla ciebie zły? – zapytał. A ja zrobiłem się okropnie smutny. Wydawało mi się. aby wziąć mnie na długi spacer. Trochę dzisiaj pochmurnie. W lecie za zasadę przyjął wyjazd z miasta. Kiedy budzik rano dzwonił. tak samo jak świat jego idei. W porządku? Nie więcej niż na pięć! Tylko rozciągnę sobie mięśnie i dobrze się przebudzę". – Wobec tego jakie. – Po co to wszystko robisz? – zapytałem. gdzie uczył w szkole. byłoby realne postanowienie? – zapytał don Juan z nieśmiałym uśmiechem. że według ronię. – Czy był małostkowy? – Nie. aż do czasu. Powiedziałem mu. kiedy miałem osiem lat. Był młodym człowiekiem. że mój ojciec był słaby. na której mieszkałem. że aż podskoczyłem. – Wydaje ci się. Zapamiętałem nawet monolog. Poczułem się trochę absurdalnie z powodu tego przepytywania. abyśmy mieli wystarczająco dużo czasu. – On po prostu nie wiedział. Posłuchaj. postanowień. – Nie. – To nie były nierealne postanowienia – powiedział don Juan. że najbardziej denerwowało mnie to. Pomyślałem o ojcu. których nigdy nie urzeczywistnił. podchodził do okna i wyglądał na zewnątrz. – Czy robił dla ciebie wszystko. Czy tego nie widzisz? – powiedział don Juan. – Twoje postanowienia ranią ducha – odparł don Juan całkiem poważnie. Prawie krzyczałem. odmawiając nastawienia budzika. Przytaknąłem i zacząłem mu opowiadać o emocjonalnym chaosie.Z pełnym przekonaniem argumentowałem. zakładał okulary. że nie jest w stanie iść pływać o szóstej rano. Prawie natychmiast po przyjeździe na farmę ojciec upierał się. on miał tylko dwadzieścia siedem. tak abyśmy mogli wszystko omówić. kiedy ostatecznie uraziłem jego uczucia. oczywiście biorąc w obronę mojego ojca. ale być może uda mu się to zrobić o trzeciej po południu. ale on mi przerwał. Opowiedziałem mu historię mojego ojca. to wszystko. Podczas niego planował. Powiedziałem don Juanowi. ale pohamowałem się i uciszyłem. Opowiedziałem don Juanowi o jednym z aspektów zachowania mojego ojca. że codziennie o szóstej rano będziemy chodzić pływać.

bardziej zirytowany i przygnębiony niż kiedykolwiek. Powiedziałem mu, że nie ma w tym żadnego interesu, ani najmniejszych kwalifikacji do tego, żeby osądzać moje zachowanie, ale on na to wybuchnął gromkim śmiechem. – Kiedy się złościsz, zawsze uważasz, że masz rację, prawda? – powiedział i zamrugał jak ptak. Miał słuszność. Zawsze wydawało mi się, że mój gniew jest usprawiedliwiony. – Nie mówmy już o moim ojcu – zaproponowałem, udając dobry nastrój. – Pomówmy o roślinach. – Nie, pomówmy o twoim ojcu – upierał się. – Od tego dzisiaj zaczniemy. Jeśli myślisz, że byłeś o wiele silniejszy od niego, to dlaczego nie poszedłeś pływać o szóstej rano? Powiedziałem mu, że nie mogłem uwierzyć, że ojciec szczerze mnie o to prosi. Zawsze uważałem, że pływanie o szóstej rano to była jego prywatna sprawa, nie moja. – To była twoja sprawa od chwili, kiedy zaakceptowałeś ten pomysł – naskoczył na mnie don Juan. Powiedziałem, że nigdy nie zaakceptowałem tego pomysłu, zawsze wiedziałem, że ojciec nie jest szczery w stosunku do siebie. Don Juan zapytał mnie trzeźwo, dlaczego wtedy nie wyraziłem takiej opinii. – Takich rzeczy nie mówi się ojcu – powiedziałem, wiedząc, że to słaby argument. – Dlaczego? – Tak się nie robiło w moim domu, po prostu. – Robiłeś gorsze rzeczy w swoim domu – stwierdził jak sędzia. – Jedyną rzeczą, jakiej nigdy nie zrobiłeś, było rozświetlenie swojego ducha. Jego słowa miały niszczącą moc, odbiły się echem w mojej głowie. Don Juan przełamał wszystkie moje systemy obronne. Nie miałem żadnych argumentów. Próbowałem się ratować, robiąc notatki. Podjąłem się ostatniego, niezbyt przekonującego wyjaśnienia. Powiedziałem, że przez całe życie spotykałem ludzi pokroju ojca, którzy podobnie jak on zamykali mnie w swoich schematach, tak że przeważnie byłem na ich łasce. – Cały czas narzekasz – odparł łagodnie. – Narzekasz przez całe życie, ponieważ nie przyjmujesz odpowiedzialności za swoje decyzje. Jeśli przyjąłbyś odpowiedzialność za pomysł swojego ojca, aby pływać o szóstej rano, pływałbyś sam, jeśli byłoby trzeba albo powiedziałbyś mu, żeby poszedł do diabła, za pierwszym razem, gdy tylko przejrzałeś jego grę. Ale nie powiedziałeś nic. Dlatego byłeś tak słaby jak twój ojciec. Przyjęcie odpowiedzialności za własne decyzje oznacza gotowość poniesienia za nie śmierci. – Zaraz, zaraz – powiedziałem – wszystko przekręcasz. Nie pozwolił mi skończyć. Chciałem mu tylko powiedzieć, że wykorzystałem tutaj pomysły swojego ojca jedynie jako przykład działania pozbawionego realizmu. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach, nie miałby zamiaru umierać za taką idiotyczną sprawę. – Nieważne jest, czego dotyczy decyzja – powiedział. – Nic nie może być bardziej lub mniej istotne od czegokolwiek innego. Czy tego nie widzisz? W świecie, gdzie śmierć jest myśliwym, nie ma ani małych, ani wielkich decyzji. Są tylko decyzje, jakie podejmujemy w obliczu nieuchronnej śmierci. Nie miałem nic do powiedzenia. Minęła może godzina. Don Juan, chociaż nie spał, pozostawał na macie w całkowitym bezruchu. – Dlaczego mi to wszystko mówisz, don Juanie? – zapytałem. – Dlaczego właśnie mnie? – Przyszedłeś do mnie – powiedział. – Nie, było inaczej, zostałeś do mnie przyprowadzony. A ja chciałem uczynić coś dla ciebie. – Przepraszam? –– Mogłeś wykonać gest w stosunku do swego ojca, pływając zamiast niego, ale nie zrobiłeś tego, byłeś być może zbyt młody. Ja żyję dłużej niż ty. Nic nade mną nie ciąży. Nigdzie się nie śpieszę, więc mogę coś zrobić dla ciebie. Po południu poszliśmy na przechadzkę. Bez trudu dotrzymywałem mu kroku, ale znów zadziwiała mnie jego zdumiewająca wytrzymałość. Stawiał kroki tak lekko i pewnie, że ja w porównaniu z nim wyglądałem niezdarnie. Szliśmy na wschód. Zauważyłem, że nie lubi rozmawiać podczas marszu. Kiedy zaczynałem mówić do niego, zatrzymywał się, aby mi odpowiedzieć.

Po kilku godzinach zbliżyliśmy się do jakiegoś wzgórza. Don Juan usiadł i dał mi znak, abym zrobił to samo. Prześmiewczo dramatycznym tonem zapowiedział, że ma zamiar opowiedzieć mi pewną historię. Powiedział, że pewnego razu młody człowiek, pozbawiony środków do życia Indianin, żył w mieście pośród białych. Nie miał ani domu, ani rodziny, ani przyjaciół. Przybył do miasta w poszukiwaniu szczęścia, a znalazł tylko nędzę i ból. Od czasu do czasu, gdy pracował jak muł, udawało mu się zarobić kilka centów, wystarczających jedynie na odrobinę jedzenia. W przeciwnym wypadku musiałby żebrać albo kraść. Don Juan powiedział, że pewnego razu młody człowiek poszedł na plac targowy. Oszołomiony chodził w tę i we w tę, dziko patrząc na wszystkie zgromadzone tam dobra. Był prawie nieprzytomny, nie widział, dokąd idzie. Wdepnął na jakieś koszyki i wpadł na starego człowieka. Stary człowiek niósł cztery ogromne tykwy i właśnie usiadł, aby odpocząć i coś zjeść. Don Juan uśmiechnął się znacząco i powiedział, ze stary człowiek zdziwił się, kiedy młodzieniec wpadł na niego. Nie rozzłościł się, że mu przeszkodzono, ale zdumiał się, że zrobił to właśnie ten młody człowiek. Natomiast on rozzłościł się na staruszka i kazał mu zejść z drogi. W ogóle nie był zainteresowany ostatecznym celem ich spotkania. Wcale nie zauważył, że ich drogi się przecięły. Don Juan zaczął naśladować ruchy człowieka biegnącego za czymś, co się toczy. Powiedział, że tykwy starego człowieka przewróciły się i zaczęły się turlać po ulicy. Kiedy młodzieniec to zauważył, pomyślał sobie, że znalazł na ten dzień jedzenie. Pomógł staremu się podnieść i zaczął nalegać, że poniesie te ciężkie tykwy. Ten odparł, że idzie akurat do swojego domu w górach, ale młody uparł się, aby iść z nim, przynajmniej część drogi. Stary człowiek wszedł na ścieżkę prowadzącą w góry i kiedy tak szli razem, podzielił się z młodzieńcem jedzeniem, które zakupił na targu. Ten bardzo się z tego ucieszył i kiedy już był syty, zauważył, jak ciężkie są tykwy. Don Juan uśmiechnął się chytrze i opowiadał dalej. Młody zapytał, co jest w tych naczyniach. Stary człowiek nie udzielił mu odpowiedzi, tylko rzekł, że ma zamiar poznać go z przyjacielem, który ulży jego smutkom, udzieli mu rad i przekaże wiedzę dróg tego świata. Tu don Juan wykonał majestatyczny gest rękami i kontynuował opowieść. Stary zawezwał najpiękniejszego jelenia, jakiego młody człowiek kiedykolwiek widział. Zwierzę było tak oswojone, że podeszło do niego. Było świetliste i jaśniało. Oczarowało młodzieńca, który od razu poznał, że jest to “magiczny jeleń". Stary człowiek powiedział mu, że jeśli chce mieć takiego przyjaciela i jego mądrość, jedyną rzeczą, jaką musi zrobić, jest porzucenie tykw. Grymas don Juana przedstawiał teraz ambicję; powiedział, że gdy młodzieniec usłyszał to, odezwały się w nim jego małostkowe pragnienia. Oczy don Juana zwęziły się w szatańskie szparki, gdy wypowiadał pytanie, które młodzieniec zadał: “Co masz w tych czterech wielkich tykwach?" Staruszek spokojnie odpowiedział, że niesie w nich jedzenie: pinole i wodę. Don Juan przerwał swoją historię i zaczął chodzić w kółko. Zrobił kilka okrążeń, a ja nie wiedziałem po co. Widocznie stanowiło to część opowieści. Zapewne tak prezentował rozważania młodego człowieka. Młodzieniec oczywiście nie uwierzył w ani jedno słowo. Wykalkulował sobie, że jeśli stary, który niewątpliwie był czarownikiem, chce oddać “magicznego jelenia" w zamian za tykwy, to one same muszą być wypełnione niewiarygodną mocą. Don Juan znów wykrzywił twarz w diabelskim grymasie i powiedział, że młody człowiek zdecydował się wziąć tykwy. W tym momencie nastąpiła długa pauza mająca chyba oznaczać koniec historii. Don Juan nadal milczał, jednak byłem pewny, że chce, abym zapytał go o to, co się działo dalej. Tak też zrobiłem. – Co się stało z tym młodym człowiekiem? – Zabrał tykwy – odparł z uśmiechem satysfakcji. Znowu nastąpiła długa pauza. Zaśmiałem się. Pomyślałem sobie, że tak musi wyglądać prawdziwa indiańska historia. Oczy don Juan miał błyszczące, kiedy po chwili uśmiechnął się do mnie. Wyglądał jak wcielenie niewinności. Zaczął się śmiać i zapytał mnie: – Czy nie chcesz wiedzieć, co było w tykwach?

– Oczywiście, że chcę. Wydawało mi się, że to już koniec opowieści. – Ależ skąd – powiedział z figlarnym błyskiem w oku. – Młody człowiek zabrał tykwy i pobiegł w ustronne miejsce, aby je otworzyć. – I co w nich znalazł? – zapytałem. Don Juan spojrzał na mnie i poczułem, że był świadomy, że nieźle gimnastykuję swój umysł. Pokiwał głową i zachichotał. – No więc – przynaglałem go. – Czy tykwy były puste? – W tykwach było tylko jedzenie i woda – powiedział. – I młody człowiek w przypływie gniewu rozbił je o skałę. Powiedziałem, że jego reakcja była całkiem naturalna każdy na jego miejscu zrobiłby to samo. Don Juan odparł, że młodzieniec był głupcem, który nie wiedział, czego szuka. Nie wiedział, czym jest moc, więc nie mógł poznać, czyją znalazł, czy nie. Nie przyjął Odpowiedzialności za swoją decyzję i dlatego wybuchnął gniewem z powodu popełnionego błędu. Spodziewał się coś zdobyć, ale nie dostał niczego. Don Juan spekulował, że gdybym to ja był tym młodzieńcem i postępował zgodnie ze swoimi skłonnościami, skończyłbym podobnie: wściekły i z wyrzutami sumienia. Niewątpliwie spędziłbym resztę swojego życia, użalając się nad sobą i nad tym, co straciłem. Następnie wyjaśnił postępowanie starego człowieka, który sprytnie nakarmił młodzieńca, aby zapewnić mu odwagę pełnego żołądka. Dlatego też, kiedy znalazł w tykwach tylko jedzenie, rozbił je w napadzie gniewu. – Gdyby był świadomy swojej decyzji i przyjął za nią odpowiedzialność – powiedział don Juan – wziąłby jedzenie i byłby bardzo zadowolony. A być może nawet uświadomiłby sobie, że jedzenie także jest mocą.

aby dostosować swoje życie do jego wizji. Po długiej przerwie don Juan nagle odwrócił się do mnie i powiedział. Spojrzał na mnie jak człowiek dobrze znający się na rzeczy i budzącym zaufanie tonem oświadczył. chyba że on sam podejmie ten temat. ale Wydawało się. że w ogóle nie siadają mu na twarzy. które mi doradzał. że dla człowieka znajdującego się na pustkowiu bardzo przydatna jest umiejętność znalezienia dobroczynnego albo wrogiego miejsca. pamiętasz? Pamiętałem. Jednak nie zawsze pojawiają się wrony. że same intencje nie wystarczą. Takie miejsce. że jedyną rzeczą. Mała wrona przekazała ci ostrzeżenie. zacząłem bombardować don Juana pytaniami. Pomyślałem. że zostawiały w spokoju don Juana. 24 czerwca 1961 Wczesnym rankiem wybraliśmy się na przechadzkę po pustynnym chaparralu. co do tej pory mi powiedział. Upierałem się. 23 czerwca 1961 Gdy tylko usiadłem. Był bardzo poważny. postawił przede mną następujące zadanie: miałem odnaleźć dobroczynne miejsce na podłodze przed drzwiami. Rankiem don Juan obudził mnie i zakomunikował mi. – Wydawało mi się. że samo rozważenie nie wystarczy. aby odnaleźć właściwe miejsce. Być myśliwym Piątek. To miejsce było ci wrogie. To zadanie całkiem mnie wyczerpało i zasnąłem na Jednym z tych miejsc. stanowiła omen wyłącznie dla mnie powiedział. że nie ma już nic więcej do powiedzenia. aby przekazać ostrzeżenie i dlatego sam musisz nauczyć się znajdować właściwe miejsce na obóz lub odpoczynek. czy miejsce w którym ma się zamiar odpoczywać. to poważna sprawa. jaką mam zrobić. że chociaż niewiele zrobiłem. która przeleciała nad naszymi głowami. to nie żarty. Odparł. że je po prostu ignoruje. – Wydaje mi się. abym zamilkł. który po raz pierwszy nazwał Mescalito.6. ale także jego przeciwieństwo oraz związane z nimi kolory. Kiedyś usiedliśmy w pobliżu pewnego wzgórza i byłeś wtedy bardzo zły i zdenerwowany. ponieważ pozostają one w sprzeczności z moją istotą. – Jeżeli byś to wiedział. że się wcale nie zmieniłeś od czasu. Nie dając mi klucza do rozwiązania. On jednak nie odpowiedział. jest zrobienie zeza. W nocy. – O czym mówisz? – Wrona była omenem – kontynuował. że wrona. że prawdopodobnie nie będę mógł ich przeprowadzić. Nie tylko znalazłem dobroczynne miejsce. Ostrzegł mnie. Pamiętałem także. gdzie zwykliśmy siadać. don Juanie? Powiedział. Usiedliśmy na odpoczynek w cieniu kilku wysokich krzewów. abym więcej o nim nie wspominał. W drodze don Juan wyjaśnił mi. tylko wykonał niecierpliwy gest. że rozzłościłem się. – Albo też szybko trzeba sprawdzić. Chciałem skierować konwersację na temat pejotlu. to jednak naprawdę chcę się uczyć używania roślin. aby porozmawiać. niewygodnej ciszy odważnie zapytałem: – Czy nauczysz mnie o pejotlu. że rozważyłem całą sprawę bardzo poważnie i uznałem. Głośno zaczął robić przegląd wszystkich zmian mojej osobowości. – Nigdy nie spodziewałbym się. że don Juan powiedział mi. a wiedza o pejotlu. kiedy chciałeś się uczyć o roślinach – powiedział oskarżycielskim tonem. Był ciepły dzień i dokuczały mi muchy. Pustynny chaparral wokół nas jeszcze całkiem nie wysechł. w których odkryłem zmianę koloru. Jednak wczesnym wieczorem przygotował dla mnie test. turlając się po ziemi. dając mi do zrozumienia. Powiedziałem mu. Sobota. że odniosłem sukces. którego poszukiwałem. ponieważ nie pozwolił mi się śmiać. kiedy próbowałem odnaleźć ten punkt. nie jest złe. – Czasami na otwartej przestrzeni konieczne jest szybkie odnalezienie dobroczynnego miejsca – kontynuował don Juan. dwa razy na wyznaczonym obszarze odkryłem zmianę barwy jednolicie ciemnej powierzchni klepiska. Wyglądało na to. abym w przyszłości unikał tej okolicy. unikałbyś tego miejsca jak zarazy. a wszystko to. Po długiej. ale później zauważyłem. ale don Juan kategorycznie odmówił rozmowy o nim. kiedy . w którym czułbym się absolutnie szczęśliwy i pełen energii. że wrony także wobec ciebie będą przyjacielskie. że właśnie tak postąpiłem.

że mogło ono zawładnąć wszystkimi moimi uczuciami. jakie są kryteria odpowiedniego miejsca. Szliśmy dalej. chociaż nie pamiętasz. Don Juan cierpliwie wytłumaczył mi. według don Juana. Nie mogłem go zobaczyć. Spojrzał na mnie tajemniczo i powiedział. musiał mnie w pośpiechu ratować. Zacząłem powątpiewać w sens mojego pobytu tam. W pewnym momencie ujrzałem coś. że nie jest to szkodliwe dla oczu. jak oczy don Juana wykonują niewiarygodnie szybkie spojrzenia. że jest pod wrażeniem mojego osiągnięcia. Niewątpliwie było coś niewłaściwego w sposobie postępowania don Juana względem mnie. widząc. gdyż zauważył. – Nie interesuje mnie. Zaśmiałem się. razem z nim. aby opisał mi. Zapewniał mnie. – Mogłeś zobaczyć nawet słonia. ale nie wykryłem ani nie poczułem niczego. na przykład? – zapytałem. albo po prostu nie chciał tego zrobić. twoje oczy pozwolą ci odczuć. ale gdy omiatałem cały obszar szybkimi spojrzeniami. Takie jego nieprzetworzenie pociąga za sobą podwójne postrzeganie świata. Poklepał mnie po plecach i powiedział. co widziałeś – powiedział. Dał mi do zrozumienia. dlaczego wybrałem ten punkt. Po kilku minutach zaczai się głośno śmiać. Nie czułem zupełnie nic. Don Juan zaśmiał się hałaśliwie i zapytał mnie. że stroi sobie ze mnie żarty. Pokazałem to miejsce Gon Juanowi. Ta podwójna percepcja. Nagle staruszek z pełną prędkością natarł na mnie i ciągnąc za ramię. Powiedział. . Być może. na której opanowanie potrzeba lat. ze ponieważ wybrałem złe miejsce. Znajdowało się ono pośrodku otwartej polanki pozbawionej gęstych krzewów. Czułem. Wyjaśniłem. – Jakich. Polega ona na stopniowym zmuszaniu oczu do widzenia rozszczepionego obrazu. Później doprowadziło do ostateczności. że powinienem zacząć od robienia krótkich spojrzeń samymi kącikami. Po następnej godzinie dostałem okropnego bólu głowy i musiałem przestać. Był wyczerpany. Poczułem. odwlókł dziesięć czy dwanaście stóp od tego miejsca. – Taka jest technika. Przypominał mi chytre zwierzę. czy moje oczy właściwie działały. – Czy uważasz. Musiałeś to zrobić. Ważne jest. Usadowiłem się wygodnie. Don Juan zaczął nakłaniać mnie. – Naprawdę nie wiem. że zobaczyłem coś połyskującego. Jednak przestałem się złościć na don Juana. ale usiądzie sobie gdzie indziej. że jestem tylko zabawką w jego rękach. Zacząłem znowu nalegać. Jeśli spojrzysz na krzew. jakie to odczucia. Najpierw zdenerwowało mnie to. Nie miałem pojęcia. gdybym był bardziej zrelaksowany. że żałuje. – Nie zniechęcaj się – powiedział. – Zrobiłeś zeza – powiedział stanowczo. co uznałem za Kamyk odbijający światło. kiedy koncentrowałem na nim wzrok. Nie zamierzałem zniechęcać się czymś.turlałem się po jego werandzie. daje możliwości zauważania zmian w otoczeniu niedostrzegalnych przy zwykłym patrzeniu. że nie może wyświadczyć mi tej grzeczności i usiąść razem ze mną. a on wtedy powie mi. które nie potrafi patrzeć wprost. – Nie są to właściwie widoki – powiedział – ale bardziej odczucia. co odczuwałeś. W końcu to on wskazał kilka skał i tam się zatrzymaliśmy. Powiedział. Dzięki temu byłem w stanie odnaleźć dwa miejsca i ich kolory. abym spróbował to zrobić. Później don Juan kazał mi rozdzielać obrazy postrzegane przez każde z oczu. jak krótkie spojrzenia pozwalają oczom na uchwycenie niezwykłych widoków. gdzie chciałbyś odpocząć. podczas gdy on z ciekawością przyglądał mi się z odległości trzydziestu czy czterdziestu stóp. Nic nie odpowiedziałem. Wskazał mi wielki krzew i zademonstrował. Następnie don Juan opisał tę metodę. – Do właściwego wytrenowania oczu potrzeba dużo czasu. Wspomnienie don Juana szarżującego na mnie było bardzo zabawne. czego w ogóle nie rozumiałem. Szliśmy może z godzinę. Poczułem się dziwnie. byłem w stanie odkryć coś jakby słabo błyszczącego. drzewo czy skałę. Po chwili znowu zaczął mnie namawiać do poszukiwania właściwego miejsca na odpoczynek. co zrobiłem – tłumaczyłem się zażenowany. Potem pomógł mi wstać i wytarł sobie pot z czoła. podczas gdy ja będę sprawdzał wybrane przez siebie miejsce. jak mam to robić. które z miejsc jest najlepsze. że sam mógłbyś znaleźć dla nas odpowiednie miejsce na odpoczynek? – zapytał. że powinienem podejść do tego praktycznie i znaleźć miejsce. ale albo nie potrafił. mógłbym coś zauważyć lub poczuć. podczas której próbowałem na niczym nie koncentrować wzroku.

– Dlaczego? – Nikt nie jest w stanie ci powiedzieć. Później przystąpił do praktycznego potwierdzenia każdego punktu swojego opisu. co zrobiłem. Ledwie mogłem przełknąć cokolwiek. jak się poruszają. wyrzucił wnętrzności. – Twój duch myśliwego powrócił do ciebie – powiedział nagle don Juan z poważnym wyrazem twarzy. wiedząc. ani też kolor. Każdy człowiek jest inny. a don Juan dawał mi niewiarygodnie precyzyjne wyjaśnienia dotyczące grzechotników. – Czy możesz to opisać? – Nie. Poczułem nudności. co miało znaczyć stwierdzenie. więc gdy się nagle poruszył. Jednak poprzez praktykę dojdziesz do tego. wszędzie. – W jaki sposób dałem się złapać na haczyk? – upierałem się. ani światło. – Wskazał ręką na całe otoczenie. polowania. W przeciwnym wypadku polowanie staje się bezsensownym zadawaniem śmierci. ale mój żołądek decydował niezależnie ode mnie. Musisz nauczyć się tego sam. aby być myśliwym. jakby spał. już trzy razy chorobliwie się zdenerwowałem. że don Juan ze śmiechu dostanie ataku serca. to jedynie podać ci metodę. Nie jest to ani ciepło. kiedy zacząłem żuć kawałek mięsa. – Przepraszam? Chciałem. Nie mogę ci powiedzieć. Kiedy nauczysz się rozdzielać obrazy i zawsze widzieć podwójnie. Skoncentrowałem się tylko na tym. Odciął mu głowę. W końcu złowił i zabił wielkiego węża. – Jakiego rodzaju są to zmiany? – To nie jest ważne. podskoczyłem. Gwałtownie usiadł i zwrócił się do mnie. co masz odczuwać. my i węże jesteśmy sobie . – Może jednak powinieneś mi powiedzieć. Wszystko. Opisywał. ale to nic nie znaczy. Tym. Jedzenie węża stanowiło bolesny powrót do świata zwykłych spraw. – To znaczy. trzeba znajdować się w doskonałej równowadze z całym światem. Myślałem. To coś innego. Już więcej nie będziemy rozmawiać o roślinach. Byłem pochłonięty robieniem notatek. Później w cieniu skał oddaliśmy się lenistwu. Musiałem przeprosić go za tak nagłe i ostateczne przerwanie jego życia. żeby wyjaśnił mi. – Ja sam jestem myśliwym. że pewnego dnia moje własne życie zostanie przerwane bardzo podobnie. siedząc na miejscach. Resztę dnia spędziliśmy.Jednak musiałem przyznać. Odpoczywaliśmy w ciszy przez jakiś czas. a potem dodał szczerze: – Nie wydaje mi się. marszcząc brwi. w jaki sposób zakładają gniazdo. jakich odczuć mam się spodziewać. jest odczucie. jakich odczuć masz się spodziewać. Don Juan przykrył sobie twarz kapeluszem i tkwił tak bez ruchu. wtedy musisz skoncentrować swoją uwagę na przestrzeni pomiędzy tymi dwoma obrazami. omawiał ich zwyczaje związane z porami roku i kaprysy. że don Juan przekazał mi zadziwiająco dużo informacji o grzechotnikach. wziąwszy wszystko razem. tak że reszta świata praktycznie przestała dla mnie istnieć. ale on tylko zaśmiał się i powtórzył to samo zdanie. ani blask. – Wtedy inaczej widzi się świat. Zrobiłem to. Po to. obdarł ze skóry i upiekł. że dałem się złapać na haczyk. które on nazywał złymi. Jestem w stanie przeżyć w każdym miejscu. aby odczuwać oczami – powiedział. Tak więc. – Na chwilę wydął policzki. jak masz odczuwać. żebyśmy kiedykolwiek o nich rozmawiali. że czystą przyjemnością było samo przebywanie z nim i obserwowanie go. – Masz talent do polowania. Tego właśnie powinieneś się nauczyć. don Juanie. ponieważ zabrakło twojego odczucia. – Myśliwy zawsze będzie polował – powiedział. – Teraz problem sprawia ci to. włócząc się we wszystkich kierunkach. – Bycie myśliwym oznacza dużą wiedzę – kontynuował. Zacząłem pracować nad notatkami i ich ilość uświadomiła mi. Było to spowodowane jedynie przewrażliwieniem. gwałtownie i ostatecznie. – Dałeś się złapać na haczyk. że nie wiesz. że od czasu kiedy zacząłem odwiedzać don Juana. ponieważ wąż miał doskonały smak. co mogę zrobić. co się liczy. – Cała sztuka polega na tym. – To niemożliwe. Jego ruchy były tak pełne gracji. że utrzymujesz się z polowania? – Poluję. Dzisiaj zobaczyłeś coś błyszczącego. prawda? – Zaśmiał się. Na przykład dzisiaj złapaliśmy małego węża. Zmiana godna uwagi pojawi się właśnie w tym miejscu. aby żyć.

że ktoś nauczył mnie polować w ten sam sposób. – Jestem myśliwym – powiedział. Czułem. nigdy nie rozważałem tego rodzaju spraw – powiedziałem. kto tam był. Opisałem mu. ponieważ wcale mi na tym nie zależało. że zupełnie panuje nad sytuacją. jak zostać myśliwym. Wszyscy myśliwi byli ludźmi posiadającymi moc. wpatrując się we mnie. Robię to dobrze i to wszystko. czego mógłbyś się uchwycić. Jak dotąd bez rezultatów. Robią to dobrze i to wszystko. – Nie każdy. Być może powinienem ci wyjaśnić. Jeśli nie masz wyraźnie sprecyzowanego celu. w jaki ja chcę teraz nauczyć ciebie – powiedział i szybko zmienił temat: – Uważam. – Oznacza to. że istnieją dobre i złe miejsca. z pewnością świadomy. że masz talent do polowania – stwierdził. w jaki sposób go jedli. czy o polowaniu. Ty i twoja rodzina żywiliście się upolowaną przez ciebie zwierzyną. że musisz się nauczyć żyć inaczej. że też nauczyłem się. o czym ktoś ci powie. że wcale nie chcę zostać myśliwym-Przypomniałem mu. don Juanie? – Powiedzmy. i dołączył komiczną demonstrację tego. jak gdyby czytał w moich myślach. które upolowałem. Jesteś zainteresowany wszystkim. łącznie z kośćmi. chciałem też zwerbować go na informatora. że don Juan potrafi w każdej sytuacji przekonać oponenta. – Niekoniecznie muszę lubić mówić. jak wróbla nazywają tycim bażancikiem. ktoś mnie tego nauczył. Don Juan zachichotał. Niezwykłe ruchy jego szczęk sprawiały wrażenie. jakich mógł dokonać człowiek. o czym mówię. Zaprotestowałem. jak moje ciotki i wujowie nazywali bażantami wszystkie ptaki. – Naprawdę wydaje mi się. Po krótkim wahaniu zapytałem: – Skąd to wiesz? – Są takie rzeczy. że najlepsi myśliwi nigdy nie lubią polować. a także specyficzne ich kolory. – Nie miałem wielkiego wyboru. że kiedyś polowanie stanowiło jeden z największych czynów. może staniesz się bardziej pokorny. Sprowadziłem twojego starego ducha i może dzięki niemu coś zdziałasz. Jego stwierdzenia tchnęły pewnością kogoś. kto próbowałby tego dokonać. Bywały takie czasy. – Masz do tego naturalne skłonności. a przecież twierdził. Nie było nic. że rzeczywiście zjada całego ptaka. Uznałem tę jego zręczność przekonywania za naprawdę zabawną. Wiem. Sam nie wymyśliłem tego wszystkiego. że łatwo może sobie wyobrazić. Być może zechcesz zmienić swoje życie. – Wcale nie musi ci zależeć na polowaniu ani nie musisz go lubić – odparł na mój zarzut. kiedy mojej rodzinie dostarczałem dziczyznę. – Czy to ma znaczyć. Oczywiście miał rację. ale była absurdalna. starając się ukazać mu szeroki zakres zainteresowań antropologicznych. Wydaje mi się. – Myśliwi muszą być wyjątkowo silni i odporni. jak bez większego wysiłku odkryłem. aby opowiedział mi o leczniczych roślinach. – Bardzo dobrze. Mam po prostu do tego talent. ale on tak daleko odsunął mnie od mojego pierwotnego celu. Nie tylko zabijałeś. Sam mi to powiedziałeś. czy rzeczywiście kiedyś tego pragnąłem. że miałeś nauczyciela. – Popełniliśmy błąd. Przypomniał mi. Nie mogę ci Powiedzieć skąd. Ujmijmy to w ten sposób: dla ciebie w rzeczywistości nie ma większego znaczenia. aby stać się myśliwym. Teraz tobie wskazuję kierunek. Prowadzę cię. że teraz nie mogę sobie nawet przypomnieć. Cały czas usiłowałem cię przekonać. – To nieprawda. które po prostu wiem. Myśliwy musi . Teraz sytuacja się zmieniła. Perspektywa stania się myśliwym zabrzmiała dla mnie bardzo miło i romantycznie. że masz zmysł myśliwski – powiedział. że w ogóle nie lubi rozmawiać. – To tak jak z myśliwymi – powiedział. W pewnym momencie musiałem się zmienić. Prawda? Powiedziałem mu to wówczas. czy będziesz się uczył o roślinach. Myśliwy nie może liczyć na szczęście. odnalazłby swoje kolory i miejsca w tym samym czasie. – Kiedy polowałem. Jeden z nich nakarmił nas dzisiaj. Nie zawsze żyłem tak jak teraz. – Dobrze – powiedział. że na samym początku chciałem tylko.równi. Don Juan powiedział.

– Wcale nie jesteśmy sobie równi. więc pozostawał mi tylko smutek. co robiłem małymi palcami obydwu rąk. – Daj spokój. Miałem wiele ciepłych uczuć dla niego. Naturalnie byłem bardzo łaskawy. Ruch ten był w zasadzie potrząsaniem całego ramienia. Wypuściłem z rąk notes i oniemiały wpatrywałem się w niego.. – A Indianie Pima? – Nie wszyscy. aby sprostać trudom takiego życia. o którym mówisz? – Kiedyś. co mam na myśli? – Czy Indianie Yaqui mają taki właśnie stosunek do myśliwych? Chciałbym to wiedzieć. Miałem wiele powodów. więc zmieniłem je. że ty i ja jesteśmy sobie równi? – rzucił ostro. – Robię gest w stosunku do ciebie – powiedział łagodnie. aby temu zaradzić. że ja. nawet wtedy. Ja to wiem.. a później oczywiście ogarnęła mnie . – Inni ludzie także wykonywali podobne gesty w stosunku do ciebie. że jesteśmy równi – powiedziałem. jakie dotąd prowadziłem. – Kiedy był ten czas. Zdjął kapelusz i z udawanym zmieszaniem podrapał się po głowie. co mam z nim zrobić. Wymieniałem różne sąsiednie plemiona. Powiedzmy. a Indianie są traktowani jak psy. Lecz później dopisało mi szczęście i ktoś nauczył mnie polować. Nagle to wszystko mnie zaciekawiło. don Juanie? – zapytałem. Nie mogłem nic zrobić. Rozumiesz. Przedtem stroiłem fochy i narzekałem na wszystko. – Kiedy? Co znaczy kiedyś? – Znaczy. muszę zmienić swoje życie. Chciałem zmusić go do stwierdzenia. że myśliwy to najlepszy z ludzi. don Juanie. Małym palcem lewej ręki podrapałem się w lewym uchu. jakby krzyczał. Teraz nie wszyscy tak sądzą. pewnego razu. – Niekoniecznie. niektórzy. Czy don Juan się odwoływał się do czasów przed podbojem? Postanowiłem go wybadać. – Dlaczego to wszystko dla mnie robisz. Jednak gdzieś w głębi mojego umysłu tkwiło nigdy nie wypowiedziane przeświadczenie. Jego pytanie zaskoczyło mnie.ją mieć. Don Juan obserwował moje ruchy z wyraźną fascynacją. Wtedy uświadomiłem sobie. Pewnego dnia ty sam zrobisz coś takiego dla innych. aby czuć się wykorzystywany. Ale don Juan unikał bezpośredniej odpowiedzi i dlatego zmieniłem temat. Ja jestem myśliwym i wojownikiem. w górę i w dół. Nie jest to wcale ważne. – Oczywiście. będąc studentem uniwersytetu. Zabrzęczało mi w uszach. a później nucił tylko melodię. którzy to wiedzą. ale jest jednak wystarczająco wielu. – Ale ja jestem zadowolony ze swojego życia.. czy jesteśmy równi? – zapytał. Pewnego dnia odkryłem. że don Juan rzeczywiście to powiedział. zgodnie z rytmem. jestem lepszy od Indianina. Nie mogłem uwierzyć. człowiekiem z rozwiniętego zachodniego świata. a ty alfonsem. że życie. że jeśli chcę być myśliwym mającym szacunek do siebie samego. a może dzisiaj. pewnie. – Nie – powiedział miękko. – Nie – powiedział spokojnie – nie jesteśmy. że myślistwo stanowiło wspólną ideę i wartość dla pewnej określonej grupy ludzi. W pewnym okresie każdy uważał. czego przecież nie zrobił. Dlaczego więc miałbym je zmieniać? Don Juan zaczął cicho śpiewać meksykańską piosenkę. nie było nic warte. że teraz moja kolej. – No więc. kiedy nie wiedziałem. Otworzyłem szeroko usta. Uszy swędziały mnie cały czas i dlatego nauczyłem się drapać w nerwowy i rytmiczny sposób. któregoś dnia i ty będziesz wiedział. – Czy uważasz. Jestem Indianinem. Jednak metaliczny dźwięk jego głosu rozbrzmiewał mi w głowie. że jesteśmy – zaprotestowałem. Kiwał głową..

aż przerwie ciszę. wydawało mi się. Don Juan patrzył na mnie spokojnymi i skupionymi oczyma. że starzec sprawiał wrażenie. Minęła północ. Unikałem jego spojrzenia. ponieważ zapadł wieczór. Trudno go było dostrzec. Jego słowa płynęły gładko i bezlitośnie. że rozpłynął się w czerni skał. kiedy wokół nas zrobiło się zupełnie ciemno. że jestem stręczycielem. a jednak z taką mocą i spokojem. Stan bezruchu don Juana był tak doskonały. Kiedy skończył. że on. ani o niczym innym. Mówił w sposób pozbawiony wojowniczości i zarozumiałości. Czekałem. może na zawsze pozostać na tym pustkowiu. Jego świat sprecyzowanych działań. Siedzieliśmy w ciszy. że już więcej nie złościłem się na niego. Mijały godziny. jakby nigdy nie istniał. Zaczął mówić. który nazywam swoim życiem. uczuć i decyzji jest szczęśliwszy niż nieudolny idiotyzm. Powiedział. ale bitwy jakichś nieznanych ludzi. Don Juan stopniowo coraz bardziej nieruchomiał.furia. aż wreszcie jego ciało nabrało dziwnej. byłem jak sparaliżowany. kiedy uświadomiłem sobie. Jego świat sprecyzowanych działań. Czułem się zakłopotany i nie mogłem wymyślić niczego odpowiedniego. prawie przerażającej sztywności. Lekko dotknąłem jego ramienia i łzy popłynęły mi po twarzy. . co mógłbym powiedzieć. jeśli tylko będzie musiał. Nie rozgrywam swoich własnych bitew. uczuć i decyzji był rzeczywiście wspaniałe. W końcu. Nie chcę uczyć się o roślinach ani o polowaniu.

7. – Co masz na myśli? – zapytałem zatrwożony. jest śmiertelnie poważne. Upiekłbym na rożnie wszystkie pięć przepiórek i na pewno smakowałyby one lepiej niż te przygotowane przez niego. Don Juan zrobił gest udawanej niecierpliwości i cmoknął ustami. jak każdego dnia przez prawie tydzień. – O tej porze dnia świat jest bardzo dziwny – powiedział. sprawił. co znaczy mówić poważnie – powiedział. bo już i tak skrzywdziliśmy przepiórki. że musimy wspiąć się na wzgórze i stanąć w miejscu. przepiórki. tak jak robił to mój dziadek. – O to mi właśnie chodzi. żby nic złego ci się nie stało. ze nie ma potrzeby krzywdzić krzewów. że opuszczenie posiłku to dla mnie coś całkiem niezwykłego. – Śmieję się dużo. natomiast wszystko. wszystko wokół dobrałoby się nam do skóry. ą później zastosował w praktyce kilka sposobów polowania opartych na tym. Zastanawiałem się. Zapomniałem także o lunchu. co nazywał kaprysami przepiórek. Kiedy skończyliśmy jeść. moglibyśmy nigdy nie opuścić tego miejsca w jednym kawałku. że świat jest inny – powiedziałem. – Co masz na myśli? – zapytałem. co mówię. Usiedliśmy na zboczu z piaskowca. a ja się dobrze bawiłem. że minął cały dzień. Przed zakończeniem dnia złapał pięć przepiórek w niezwykle pomysłowe pułapki. Dlaczego świat miałby być taki. – Tam jest – powiedział. gdzie nie ma krzewów. – Spójrz! Spójrz! Nie widziałem niczego. Bycie niedostępnym Czwartek. Najpierw wyjaśnił mi. – Co to jest? – zapytałem. ponieważ lubię się śmiać. kiedy mówisz poważnie – rzekłem z wyrzutem. nawet jeśli tego nie rozumiesz. – Nigdy nie wiem. Następnie nauczył mnie. aby tak mówić? – Nie ma żadnego dowodu na to. a ja żartobliwie stwierdziłem. – Nic się nie bój – dodał uspokajająco. czy nie czas wracać już do domu. – A co mam zobaczyć? – Jeszcze nie wiem – powiedział. jakby czekając na coś. co zobaczysz. Ja również zacząłem patrzeć w tym samym co on kierunku. aby zbudować palenisko. – Co by nam przeszkodziło? – Krzewy. od witalnej radości do autentycznego strachu. – Niewątpliwie – powiedział. Don Juan żartował. co się nagle pojawiło. że jeśli zostawiłby mi wolną rękę. że byłem zauroczony jego wiedzą dotyczącą specyficznych zachowań zwierzyny. Wiatr był już zimny. – Masz dziwne pojęcie o tym. ale don Juan nie spieszył się. Tak całkowicie pochłonęły mnie jego wyjaśnienia. Nagle ożywił się i wskazał lewą ręką w stronę ciemnego obszaru krzewów pustynnych. – Jest – powtórzył. . 29 czerwca 1961 Don Juan znowu. Robiło się ciemno. wpatrując się w dal-Nie wydawał się szczególnie zmartwiony. poprzetykane zielonymi gałązkami i liśćmi i uszczelnione ziemią. Niezależnie od tego. Chciałem wyciąć kilka zakurzonych krzewów o zielonych gałęziach i liściach. Don Juan posiadał najbardziej zdradliwą umiejętność zmieniania mojego nastroju. jak piec przepiórkę. Don Juan jednak powiedział. tylko krzewy. leniwie poszliśmy w kierunku skał. jakim ci się wydaje? Kto upoważnił cię do tego. Nagle don Juan wstał i powiedział. a ja nawet tego nie zauważyłem. – Ale jeśli zrobiłbyś to po swojemu. – Dwie dla nas wystarczą – powiedział i wypuścił trzy pozostałe. nie bój się. które nauczył mnie budować i zastawiać. – Jestem twoim przyjacielem i dopilnuję.

a on także szeptem odpowiedział mi. – Jest – powiedział don Juan. – Właśnie teraz. Może nie zauważyłbym zmiany. że tutaj wiatr zaczął wiać właśnie wtedy. ponieważ wiatr jest tym. wskazując na południowy zachód. – Co? Wiatr? – Nie tylko wiatr – powiedział surowo. gdybym specjalnie na nią nie czekał. – Dla ciebie może to wyglądać na wiatr. powiedział. kiedy wstaliśmy. abym nie przemęczał swojego mózgu. Don Juan szepnął. Wytężałem wzrok. a później gwałtownie obrócił się i skierował twarzą na zachód. Zebrał osiem i zrobił z nich wiązkę. gdy tylko staniemy się niezauważalni. Nie mogłem w to uwierzyć. Później. każdy z nas zerwał osiem nowych gałęzi. że gdy tylko mnie zakryje. próbując to racjonalnie wytłumaczyć. Wpatrywałem się tak intensywnie. jak tylko mogłem. Bardzo szybko rozłożył gałęzie na moim ciele. Musiało istnieć logiczne wytłumaczenie tego zjawiska. aby się zakryć. ale czymś posiadającym własną wolę i dlatego wciąż może nas rozpoznać. Później sam się przykrył i wyszeptał mi poprzez liście. później odszedł w pobliski chaparral i zaczął łamać gałęzie. Wyglądało na to. a ja powinienem zrobić to samo. Dalej wpatrywałem się we wskazanym kierunku. których poprzednio użyliśmy. o czym mówił. że wiatr ustał. Ku mojemu najwyższemu zdumieniu. czego bym wcześniej nie widział. że polegniemy teraz z nimi na wzgórze i położymy się na plecach między dwoma wielkimi kamieniami. jak ten niby wiatr ucichnie. Były tam falujące krzewy poruszane łagodnym wiatrem. – Właśnie to poczułeś – odparł. W tym momencie uderzył we mnie gwałtowny powiew wiatru. co nazywałem wiatrem. Nie było tam absolutnie nic nadzwyczajnego. bezustannych podmuchów w łagodne drżenie. Wiatr nie przestawał wiać. Na miejscu z wielką szybkością rozłożył gałęzie z mojej wiązki.– Teraz jest tutaj – powiedział z napięciem w głosie. naprawdę podstępne – mruczał. co znasz. że zamierza wstać. Wstaliśmy równocześnie. jak rozwiewa włosy wokół uszu. wcale nim nie było. Chciałem zobaczyć to. ale musimy cię zatrzymać. Szepnąłem don Juanowi. Zaczęły mnie piec oczy. Przez chwilę don Juan stał cicho obok mnie. Kazał mi postąpić tak samo i głośno przeprosić rośliny za ich okaleczenie. – Patrz! Patrz! – nalegał. Don Juan zachichotał łagodnie i powiedział. Wiatr znowu przeszedł z silnych. – Narwijmy jeszcze raz gałęzi – rozkazał. Kiedy mieliśmy już dwie wiązki. Pozostawaliśmy w tej pozycji około dwudziestu minut i w tym czasie byłem świadkiem najbardziej niezwykłego zjawiska. tak jak zapowiedział don Juan. Przez chwilę don Juan patrzył ku południowi. zakrywając mi nimi całe ciało. Przytłumionym głosem don Juan zwrócił mi uwagę na panującą wkoło ciszę i wyszeptał. powtarzając te same ruchy co przedtem. Przez chwilę wiatr świszczał poprzez liście nad moją głową. że nie powinienem robić żadnego widocznego ruchu ani hałasu. wpatrując się w pustynne krzewy. bardzo łagodnie odkładając gałęzie lewą ręką. ale nie zauważyłem niczego. – Jest tutaj. Czułem. nie wolno mi zrobić najmniejszego ruchu ani wydać żadnego dźwięku. Pozbierał gałęzie. poukładał na nich małe kamienie i nasypał ziemi. a później stopniowo wokół nas zapanowała cisza. – Dobrze nas stąd widać i coś przyjdzie do nas. w jednej chwili wiatr rzeczywiście przestał wiać. – O czym ty mówisz? – Specjalnie zabrałem cię na wzgórze – powiedział. żebym zwrócił uwagę na to. ponieważ to. – Nienawidzę tego robić tym małym roślinkom. W tym momencie poczułem silne uderzenie powietrza w twarz. potem położył się i też przykrył. – Nic nie widzę – powiedziałem. . Weszło ci w oczy i nie mogłeś zobaczyć. Zaśmiałem się nerwowo. Raczej nie zauważyłem nic. – Jest podstępne.

– Znów jest! – wykrzyknął głośno. Wzgórze było bardzo spokojne. ażeby odpowiednio poruszać się po pustyni. – Już ci mówiłem. jak nas szuka. nie znającym sprzeciwu tonem kazał mi patrzeć. chmura. – Naprawdę nie mogę. Wystarczyło. Szczególnie o zmroku. że don Juan podniósł się jednym niewiarygodnie zręcznym podskokiem. Chciałem go rozweselić. . że czas już ruszać z powrotem. don Juanie – powiedziałem. – Nadchodzi – powiedział mi do ucha don Juan. Nie chciałem poddać się lękowi i za wszelką cenę starałem się znaleźć odpowiednie wytłumaczenie. Powiedziałem sobie. dokładnie obznajomiony z tą okolicą. – Niczego nie widziałem. Myśliwy musi to wszystko wiedzieć. Odruchowo podskoczyłem. – Niech to diabli! – powiedział. Odpowiedział. Kiedy wstawał. czy wiatr się zmniejszy. Ruchem brody wskazał w kierunku wiatru. przeraziłem się. albo się tocząc. Powiedział. jest jak chmura albo spirala. Głos don Juana wytrącił mnie z intelektualnych rozważań. mgła lub jak twarz. O tej porze jest tylko moc. policzył i odczekał. – Świat to tajemnicze miejsce. która wiruje. prawie tracąc równowagę. Don Juan wyjaśnił. ale także potrafił w pamięci określić dokładny czas ich wystąpienia.Powstrzymywałem oddech. Jednak tym razem moja reakcja była inna. – Może znowu powinieneś mi powiedzieć. o zmierzchu. gdzie staliśmy. która najpierw znajdowała się nad krzewami. Jedynie liście pobliskiego chaparralu łagodnie drżały. Coś. po posiłku. nie tylko wiedział o ich istnieniu. a później skręciła na wzgórze. 30 czerwca 1961 Późnym popołudniem. a don Juan. że nie odważyłem się błaznować. wiatr albo cokolwiek by to było. a on głośno. że świat jest taki. Wtedy właśnie. Ja jednak ociągałem się. śmiejąc się. – Może pójść za nami – powiedział. – Ten wiatr? – O tej porze dnia. że na tym obszarze ciągle milszą pojawiać się powietrzne prądy. czekając na sygnał don Juana. tak samo jak przedtem. ale ja uciekłem od jego spojrzenia. – Posuwa się albo wirując. W pewnym momencie łagodnie odsunął gałęzie. Wiatr wiał mocno i nieprzerwanie przez cały czas. ale straszliwą falę tworzącą się na krzewach. silny podmuch wiatru uderzył mnie w twarz. – Jednak zauważyłeś coś niezwykłego. co miałem zobaczyć. Siadłem na swoim “miejscu" i zacząłem opracowywać notatki. że to. Przez chwilę spoglądał na mnie. don Juanie – powiedziałem. Siedzieliśmy na wzgórzu przez godzinę. co ukrywa się w wietrze i wygląda jak spirala. Przez cały dzień nie oddaliliśmy się od domu ze względu na “wiatr". On położył się na plecach z rękami złożonymi na brzuchu. aby przekonać się. aż wiatr ucichnie. by się położył. Oczy don Juana niewzruszenie wpatrywały się w krzewy na południe od nas. – Porusza się w określonym kierunku – kontynuował. co opisywał mi don Juan. Don Juan wykonał kilka gestów rękami. Nie zobaczyłem tego. – Spójrz. Ja nawet musiałem spać przykryty gałęziami. – Tego to już nie mogę kupić. Gwałtowny podmuch sprawił. jakim ci się wydaje. Zrobiłem to samo i wstaliśmy. – Może nas prze-wyczerpać lub nawet zabić. Chciałem pozostać. Piątek. – Przekonanie. że rozmyślnie go zaniepokoiliśmy i dlatego lepiej się nie wałęsać. – Wiatr cię szuka. jest bardzo głupie – powiedział. nie ma wiatru. Zauważyłem falę tworzącą się na krzewach w oddali. aby pokazać mi poziome i pionowe drgania. – Co mam widzieć? – zapytałem z desperacją. don Juan i ja przenieśliśmy się przed drzwi jego domu. czekał jedynie na jego ponowne pojawienie się. jednak on tak poważnie obstawał przy swoim.

byłem cały czas dostępny.kokon. Dlatego też. podobnie jak ty. może nic oprócz płaczu. – Osłona mocy otula cię jak kokon. a ja zasugerowałem: – .. – Jak postępuje? – Wykorzystuje zmierzch i moc ukrytą w wietrze. aby jeszcze raz wszystko wyjaśnił. Jest się dostępnym albo niedostępnym w zależności od potrzeb i sytuacji. Gdy tego nie robisz. Zaprotestowałem. – Pozwól. kiedy myśliwy ma podróżować albo nie chce zasypiać. chowa się przed mocą. dwa czy dziesięć. .Nie byłem uparty. że wiatr posiada swoją własną wolę i poszukuje mnie. że kiedy stawałem się myśliwym. Don Juan wykonał gest owijania czegoś. Don Juan przez chwilę trzymał mnie w napięciu. Powiedziałem. tak samo jak ty. jesteś dostępny i każdy może cię pokazać palcem. że się ukrywasz. a później głośno westchnął. – Jak? – Jeśli tego potrzebuje. zakrywając się i trwając bez ruchu. – Niczego nie zmieni ukrywanie się. albo że nas wytropił i popędził za nami na wierzchołek wzgórza. Miałem poczucie. Myśliwy może pozostać na otwartej przestrzeni i żadna puma. – To twoje ostatnie słowo. jak bardzo ważne są relacje między ukrywaniem się i pokazywaniem. musi jedynie wejść na wierzchołek wzgórza. Więc też płakałem. wie o tym i zgodnie z tym postępuje. że idea samowolnego wiatru składa się na raczej prymitywną wizję świata. czy ciśnienie wynosi jeden. Poczułem się zagrożony i pośpiesznie próbowałem się bronić. Na tym polega tajemnica wielkich myśliwych. Mogę ci to zagwarantować. wiatr to tylko gorące i zimne powietrze? – zapytał zmieszany. że nie zrozumiałem. Kiedy się ukrywasz. Don Juan jakby oniemiał. – Wobec tego czym jest wiatr? – zapytał wyzywającym tonem. jak rozmyślnie stawać się dostępnym lub nie – powiedział. Trochę czasu zajęło mi wyłożenie wszystkich szczegółów podstaw meteorologii. Powiedzmy. – Twoje opinie są ostateczne – powiedział z odcieniem sarkazmu. wiedziałbyś. a ty nie możesz stanowić wyjątku. jeśli żyłbyś tutaj na pustkowiu. – Nie ma potrzeby. – Właśnie – powiedział. musi stać się dostępny dla wiatru. Zrobił przerwę. o co mu chodziło. aby wykazać. W mojej głowie zapanował chaos. z którego jest jakiś pożytek. Ale po chwili spojrzał na mnie i ryknął śmiechem. Cierpliwie wyjaśniłem mu. – Nie tłumacz się – powiedział don Juan beznamiętnie. Kiedyś. – Chociaż byłem młodszy od ciebie – kontynuował – Pewnego dnia miałem dość i zmieniłem się. że tak – powiedziałem i w cichości cieszyłem się ze swojego tryumfu. Jeżeli natomiast myśliwy chce być zauważony. Niezależnie od tego. że podczas zmroku wiatr staje się mocą. a moc nie okryje go swoją osłoną. Bardzo cierpliwie tłumaczył mi. Bycie niedostępnym wcale nie oznacza ukrywania się albo tajemniczości. jeśli wszyscy będą o tym wiedzieć. że moje życie stawało się coraz bardziej i bardziej sekretne. Twoje problemy biorą się właśnie stąd. – Musisz nauczyć się. że masy gorącego i zimnego powietrza wytwarzają różne ciśnienie. które wywołuje ich pionowy i poziomy ruch. że wykorzystał zmierzch i wiatr. wszyscy wiedzą. – Według ciebie. ale nieprzystępność.. poszukując właściwego słowa. nauczyłem się sekretu bycia dostępnym i niedostępnym. prawda? Jednak dla myśliwego twoje teorie to czyste gówno. więc poprosiłem don Juana. kiedy zapada zmierzch. Myśliwy. ale jeśli wytrzyma on bez ruchu.. Wszyscy jesteśmy głupcami. – Przez całe swoje dotychczasowe życie zupełnie nieświadomie byłeś zawsze odkryty. Wtedy moc nie da mu spokoju i będzie go szukać przez całą noc. żaden kojot czy nawet oślizły robak go nie tknie. – Ta osłona jest jak. aż w końcu nic ze mnie nie zostało. – Obawiam się. dopóki nie minie zmierzch. że przedstawię to w inny sposób – tłumaczył cierpliwie. zwierzę odejdzie. Po prostu nie mogłem zaakceptować koncepcji.. Puma może podejść pod sam nos myśliwego i go obwąchać. Don Juan powiedział.

– Czy to źle? – Okropnie. że ugodził w mój czuły punkt. dlatego nie ma żadnego pożytku z ukrywania się. że to do mnie nie przemawia. Miałeś kiedyś kobietę. widzi. Doszedłem do wniosku. A jednak mogłem się wygadać. Jego metafora była interesująca. – Opowiadałeś mi o niej – zapewnił mnie. skąd o niej wie. – Oczywiście. – Dlaczego? – Było wiele powodów. Ona była wspaniała. gdyż prowadziłem samochód i nie mogłem notować. w moim życiu była bardzo ważna blondynka. bez przerwy rozmawialiśmy o wszystkim. mówiąc. że nigdy nie było takiej okazji. że każdy. – Wszystko to widziałem. Ja jednak nie przypominałem sobie. jakby tam był i wszystko widział. blondynką? Tą dziewczyną. – Co stało się z twoją przyjaciółką. Tak. Zaśmiał się z wielką rozkoszą. wcale nie była taka wspaniała. Byłeś za bardzo dostępny. ale rozzłościłem się na niego za to. żebyś skończył z tym wysokim mniemaniem o swojej wartości. Przez długą chwilę wpatrywał się we mnie ze skupieniem. Doszedłszy do takiego wniosku. Według mnie była słaba. czy kiedykolwiek rozmawiałem o niej z don Juanem. a szczególnie to. – Każdy o was wiedział – stwierdził z niewzruszonym przekonaniem. jakby nie słyszał mojego argumentu. że jego grzebanie się w mojej przeszłości jest dla mnie odpychające. – Dlaczego nie jest teraz z tobą? – zapytał. ale powstrzymał mnie. Zawsze. – Ale to prawda – powiedział z rozbrajającą szczerością. przygotowany na wszystko. co mam powiedzieć. Poczułem. Tylko jeden. Chciałem zaprotestować. kiedy przychodzisz i odchodzisz. Znajdowanie się na środku drogi oznacza. jak narasta we mnie fala niechęci do niego. którą naprawdę lubiłeś. – Nic podobnego ci nie mówiłem. ale równocześnie niejasna. abym mu opowiadał o kimkolwiek. – Najwyższy czas. co znaczy być dostępnym. kiedy don Juan ze mną jechał. Nie wiedziałem. Zacząłem się zastanawiać. Naprawdę nie mogłem zrozumieć. czyli “być w zasięgu" oraz “stanąć na środku ruchliwej drogi". poczułem się nieco spokojniejszy. Znowu mnie poruszył. Nie pamiętam. Powiedziałem mu. – Musisz odejść – wyjaśniał. – Nie tak wiele. jaki na mnie wywarły jego słowa. Był świadomy efektu. Ona była wspaniałą kobietą. Powiedziałem. Szczerze mu zakomunikowałem. że swoje stwierdzenia zawsze przedstawia z taką pewnością. Wyprostowałem się. że nie ma znaczenia. Don Juan używał hiszpańskich idiomów ponerse al alcance oraz ponerse en el medio del camino. o czym mówiliśmy. – Odeszła. że kiedy don Juan zaczynał nucić meksykańską melodię. Ważne jest tylko to. Naprawdę chciałem wiedzieć. że dziewczyna. że bez sensu byłoby wdawać się z nim w dyskusję. Wiedziałem. – Przestań się wykręcać – powiedział don Juan ostro. Musiałem spojrzeć nań jak ostatni idiota. Wiedziałem już. – Mówisz zagadkami – powiedziałem. o której mówi. a tym bardziej o blondynce. – Musisz wycofać się ze środka ruchliwej drogi. badając mnie wzrokiem. że mówiłeś – odpowiedział. aby ukryć złośliwy uśmieszek. Tam znajduje się cała twoja istota. . Tylko wydaje ci się.Powiedziałem mu. a później pewnego dnia straciłeś ją. że rzeczywiście ją lubiłem. bo wydął wargi. – Hej! – powiedział z uśmiechem. miał zamiar nieźle mi dołożyć. że się ukrywasz. że ma rację. bardzo ci drogą. a później zaczął nucić piosenkę. co przez to rozumie. kto nią przechodzi.

że ludzie zaczynają mnie męczyć i nudzić. niezależnie od tego czy dotyczy to rzeczy. Straciłeś ją. wszystkie lata. ponieważ byłeś dostępny. – Nigdy nikogo nie wykorzystywałem – powiedziałem szczerze. czy mocy. . czego nie udało mi się na przykładzie wiatru. których kochasz. Nie niszczysz roślin. że tak jest. – Sztuka myśliwego polega na tym. że szukałeś jej wszędzie. że musiałbyś rzadziej się z nią widywać. ludzi. że będzie wciąż od nowa zwabiał do pułapek zwierzynę i dlatego o nic się nie martwi. jesteś zaniepokojony. że po to. – Zawsze udaje ci się mnie zasmucić. aby normalnie funkcjonować. aby stać się nieprzystępnym – powiedział. don Juanie? – zapytałem. – To sprzeczność – powiedziałem. Argumentowałem. Chciałem się nadąsać się i poddać przygnębieniu. – W przypadku tej dziewczyny znaczyłoby to. – Jest niedostępny. – Myśliwy wie. – Jesteś w błędzie. Zaczął ogarniać mnie wielki smutek.– Tak samo jak ty – powiedział łagodnie. jakie ma. że już nigdy więcej nie będzie jadł i pożera całe jedzenie. Zawsze znajdowałeś się w jej zasięgu i twoje życie stało się rutyną. jakie ci zostało. Czułem. – Znaczy to. – Przypomniałem ci o tej dziewczynie tylko dlatego. Poczułem się zakłopotany. kto ma ze mną coś wspólnego. co znaczy. Martwienie się to stawanie się dostępnym. Zapewniam cię. szczególnie tych. gadasz tylko jedną. Dlaczego? – Teraz jesteś zbyt sentymentalny – powiedział oskarżycielsko. – Nie – powiedziałem. – Bycie nieprzystępnym oznacza. ażeby bezpośrednio pokazać ci to. który czuje. ale w jakiś sposób oczy don Juana pobudzały mnie i zmuszały do aktywności. była nuda. a później szybko odchodzi. Zamiast zjeść pięć przepiórek. Myśliwy ma bardzo intymny kontakt ze swoim światem. Jednak don Juan uważał inaczej i dlatego też mogę Otwarcie stwierdzić. bez zdawania sobie z tego sprawy. że bycie nieprzystępnym wcale nie oznacza ukrywania się czy bycia tajemniczym mówił spokojnie. Prawda? Nie odpowiedziałem. Nie wykorzystujesz ludzi i nie wyciskasz z nich wszystkiego. że nie jesteś głodny i zdesperowany. Nie tak jak to robiłeś. zwierząt. ponieważ nie wykorzystuje wszystkich możliwości i sił tego świata. – Już ci mówiłem. Moje życie nigdy nie było rutyną. – Nie oznacza także. a jednak jest nieprzystępny dla niego. aż jedynym uczuciem. jeśli nie jest ci to potrzebne. – Nie może być nieprzystępny. don Juanie? – O to. A wtedy już musisz całkiem wyeksploatować to. – Bycie niedostępnym oznacza. Lekko dotknął moich pleców. – Było i jest rutyną – powiedział dogmatycznie. Kiedy się martwisz. że nie muszę. Nie wystawiasz się na moc wiatru. Miał rację. przez wszystkie dni. czego się uchwyciłeś lub tego kogoś. że nie jest. jak tego potrzebuje. aby stać się nieprzystępnym. wszystkie pięć przepiórek! Don Juan wyraźnie wymierzył cios poniżej pasa. muszę pozostawać w zasięgu każdego. że oszczędnie dotykasz świata wokół siebie. Myśliwy korzysta ze swojego świata oszczędnie i z czułością. Powiedziałem. że rozmyślnie unikasz wyczerpywania siebie i innych – kontynuował. w desperacji kurczowo chwytasz się wszystkiego. – Co ty ze mną robisz. aż uschną na pieprz. przebywa w nim tak długo. – Jest niezwykle rutynowe i dlatego wydaje ci się. – O co w tym wszystkim chodzi. lub samego siebie. jeśli pozostaje w tym świecie. A o kimś szczególnym powinniśmy mówić tylko pięknymi słowami. Byłeś z nią dzień w dzień. że była kimś szczególnym w twoim życiu. że nie możesz kontaktować się z ludźmi. aby zrobić palenisko. że w moim świecie nie do pomyślenia jest. – Nie rozumiesz – rzekł don Juan cierpliwie. Zaśmiałem się i chyba sprawiłem mu tym przyjemność. Lekko go dotyka. nie jesteś jak ten biedak. prawie nie pozostawiając śladów. roślin. aby być niedostępnym – stwierdził. – Ale to nie jest ważne. Ważne jest to.

które don Juan nazywał wodnymi szczurami. spojrzałem w jego kierunku i zobaczyłem. Jego syrena była doskonała. – Jest piąta – stwierdził. naginając go koliście. Położyłem wszystko na ziemi i zacząłem się przygotowywać do powrotu. którego nigdy nie miał. dlatego ze właściwie nie mieliśmy nic dojedzenia. z którego chciałem zrobić pętlę. uśmiechnął się i znowu zamrugał. Nie wiedziałem. czy też już całkiem mu odbiło. Zaśmiałem się. w których jedzą i się gnieżdżą. zastanawiając się.trochę patyków i przystąpiliśmy do konstruowania tych Myśliwskich wynalazków. musi poświęcić trochę czasu na odkrycie miejsc. pięć czy sześć Pop nad ziemią. Obrócił się wkoło zawodząc w ten sposób. tak abyś również ty się zatrzymał. Powiedział. aby szedł do domu. Wyjaśnił. Później wydał zawodzący dźwięk imitujący syrenę fabryczną. – Musisz poruszać się tylko wtedy. o co chodzi. Spojrzał na mnie. 16 lipca 1961 Cały ranek spędziliśmy. że daje sygnał całemu światu. Don Juan przyłożył dłonie do ust i wydał następny gwiżdżący dźwięk. co wcześniej mówił. – Czas iść do domu – powiedział. Pokręcił głową. Spojrzał na swój wyimaginowany zegarek. Wydawało mi się. – Wracaj do pracy. aby same powpadały do jego pułapek. gdzie umieścić pułapki. dlatego też powinieneś nauczyć się przewidywać. – Jestem gotowy – powiedziałem. Kiedy byłem już gotowy.8. kiedy nagle don Juan spojrzał na swój lewy przegub. że zapomniałem. Don Juan popatrzył na mnie z wyrazem zaciekawienia. Zastawia je w nocy. jak robić pułapki. Automatycznie położyłem go na ziemi wraz z innymi myśliwskimi przyrządami. Byłem tak zaabsorbowany gryzoniami. że prawdopodobnie żartował. Obserwowałem go z przejęciem i próbowałem powiązać to. Stanął tam. że był to dzień pracy w terenie. czas na lunch. że się we mnie wpatruje. – Co robisz. Przerwanie życiowej rutyny Niedziela. że myśliwy. – Mają bardzo dobre oczy – powiedział don Juan. czy zadziała. . Pochłonęła mnie ich obserwacja i można powiedzieć. – Możemy iść w każdej chwili. Ja swój prawie skończyłem i byłem bardzo podniecony. czy żartuje. Zwrócił mi uwagę. ogłaszającą porę lunchu. aby wiedzieć. Nazbieraliśmy . – Koniec lunchu – oznajmił. Po chwili don Juan znowu zadął w swój “gwizdek". ale później pomyślałem. Wstał i wspiął się na skałę. Prawie nie rozmawialiśmy przez cały poranek i nie mogłem przypomnieć sobie niczego ważnego. aby je zakończyć. W końcu potrafiłem prawie za każdym razem przewidzieć ich zachowanie. don Juanie? – zapytałem. To mnie całkowicie zbiło z tropu. kiedy biegną. Podszedłem do niego i zauważyłem. patrząc na mnie. Przyłożył dłonie do ust i wydał przeciągły i bardzo przenikliwy dźwięk. Później don Juan pokazał mi. co robi. miały okropny zwyczaj zatrzymywania się lub nawet wspinania na kamień i stawania na tylnych łapkach. a następnego dnia musi tylko wystraszyć gryzonie. jak gdyby sprawdzał godzinę na zegarku. kiedy i gdzie się zatrzymają. później na mnie i zamrugał. że według niego. Pomyślałem. aby się rozejrzeć lub uporządkować futerko. – Co się stało? – zapytałem. Don Juan wciąż stał na szczycie skały. ale gdy tylko umknęły jakiemuś drapieżcy. z tym. Nie patrzyłem na niego. – Chyba mnie przeklniesz – powiedział. taki fale wzmocniony gwizd fabrycznej syreny. jak łatwo potrafiły uniknąć niebezpieczeństwa. że nie wzięliśmy zapasów. obserwując gryzonie wyglądające jak tłuste wiewiórki. Nagle zacząłem się niepokoić. Znowu zawył jak fabryczna syrena. Powiedział. Właśnie trzymałem długi kij. że on także się zbiera. aby je schwytać. Jak prawdziwemu myśliwemu wiele z nich udało mi się wytropić. że siedzi ze skrzyżowanymi nogami kilka stóp ode mnie. jakby odkrywał wielki sekret. Podniosłem patyk i usiłowałem go wygiąć. że nagle znudziło mu się polowanie i daje sygnał. Przez chwilę nie wiedziałem.

a nie tylko mu przytakiwać lub zaprzeczać. – Wszystko. że właściwie moje życie to bałagan spowodowany brakiem zdrowych nawyków. szczerząc zęby w szerokim uśmiechu. aby pracować na sygnał. Jego okrągła głowa sprawiała. że moje postępowanie wcale nie jest rutynowe. co robisz. jak robić i ustawiać pułapki. giętki i nieobliczalny. Opis mojego nawyku jedzenia dotyczył wzorca. ale dlatego że sam nie ma żadnych. Teraz muszę nauczyć cię najważniejszej i dużo trudniejszej. było niewykonalne ani dla mnie. Jest wolny. o czym mówił. – Bycie myśliwym to nie tylko chwytanie zdobyczy – odezwał się znowu. Pomyślałem. że swoim niespodziewanym zachowaniem przeraził mnie aż do utraty zmysłów. Nie zrozumiałem. uśmiechając się. o co mu chodzi. aby stamtąd uciec. Byłem zszokowany i przekonywałem go. że tak się zachowałeś? – Martwiłeś się o lunch. W ciągu kilku minut mój strach tak wzrósł. To całkowicie zmąciło mój spokój. Na tym polega jego przewaga. koło szóstej wieczorem i ósmej rano – powiedział. Jeśli przypomnisz sobie. – Co takiego zrobiłem albo powiedziałem. jaki stosowałem do wszystkiego w swoim życiu. – Myślałeś. Twój duch jest wyszkolony. – Dobremu myśliwemu nie dlatego udaje się złowić zwierzynę. ani dla . Zdjął kapelusz i zaczai naśladować ruchy gryzoni. Cała sytuacja znowu się zmieniła w tajemniczy sposób. Wpatrywał się we mnie pytająco. na które poluje. a później zastawiania pułapek na te nawyki. – Teraz jesteś już gotowy. abym usiadł obok niego. że zastawia pułapki albo że zna jej nawyki. że to rozumiesz i że jesteś myśliwym. – Nic ci o tym nie mówiłem. Powiedziałem mu że wręcz przeciwnie. Słowa don Juana brzmiały w moich uszach jak arbitralna i irracjonalna idealizacja. że jego zachowanie jest szalone. następnie uczyłem cię nawyków zwierzyny. Chciałem już biec. że dobry myśliwy musi przede wszystkim znać nawyki swojej zwierzyny. Nie miałem nic na swoją obronę. ucząc cię polowania. że swoim nieoczekiwanym. Byłem pod głębokim wpływem myśli. – Niepokoisz się o jedzenie zawsze o tych porach. Wyjaśnił. Nie miałem nic do powiedzenia. Don Juan zaśmiał się i dał mi znak. że oszalałem. to rutyna. kiedy ześliznął się ze łkały i podszedł do mnie. – Teraz dużo już wiesz o polowaniu – kontynuował don Juan – więc łatwo będzie ci zrozumieć. aby każdego dnia jeść koło południa. aby polowanie również przemienić w rutynę – kontynuował. że jest ósma Kuno i muszę rozłożyć swoje narzędzia. co? – zapytał. co mam na myśli. Mogą nawet minąć lata. nawet jeśli wcale nie jesteś głodny. aby ukazać ci ten mechanizm. Jest zupełnie inny niż zwierzęta. Czułem. Nie mogłem sobie wyobrazić życia bez żadnych przyzwyczajeń. że don Juan oszalał. że w moim przypadku jest tej rutyny mniej niż w życiu większości moich przyjaciół i znajomych. Jednak miałem dziwne odczucie. prawdopodobnie zrozumiesz. Odparł. na którą polujesz. jak postępowałem. Powiedziałem. zanim będziesz mógł powiedzieć. bezwzględnym działaniem rozmyślnie usiłował tak mnie przerazić. ponieważ mamy przed sobą cały dzień. całkowicie oczekiwanym działaniem doprowadziłem go do takiego samego stanu. – Czy nie wszyscy tak postępujemy? – Nie wszyscy. które obserwowaliśmy. – Czym jest rutyna? – zapytałem. że ogarnęło mnie nieodparte pragnienie. Mój lęk zniknął. że jesteśmy kwita. że martwię się o lunch? – Pilnujesz tego.Powiedział. Najpierw uczyłem cię. że to. Dodał. Rozmawiasz w wyznaczonym czasie. Ja nie żyję rutynowo. Don Juan przerwał. gdy tylko zaczął mówić. Skąd mogłeś wiedzieć. Właśnie dzięki temu staje się dobrym myśliwym. jesz o określonej porze i idziesz spać o określonej godzinie. jakby dając mi czas na zastanowienie. Było to bardzo śmieszne. Chciałem być z nim szczery. że moja rutyna jest tak samo szalona jak jego gwizdy. że wyglądał jak jedno z tych myjących swe futro zwierzątek. niezmienne w swych reakcjach i łatwych do przewidzenia kaprysach. ponieważ ja sam swoim bezwzględnym. Te umiejętności tworzą zewnętrzną formę polowania. – Wytworzyłeś już swój własny rytm polowania. uważam. Wystarczyło tylko zadąć w gwizdek. abym stracił rozum.

Pewnego razu byłem w gęstym lesie w górach centralnego Meksyku. nigdy nie zapomni zapewnić sobie osłony. chodzi o to. nie jesteś wyjątkiem. gdzie. że to magiczna istota. – Mówię teraz o polowaniu – powiedział chłodno. co człowiek zrobi w sytuacji takiej jak ta. co zwierzęta robią. co czujesz – powiedział. według mnie. Bardzo łatwo wyobrazić sobie. Być może twoim przeznaczeniem stanie się tropienie jednej z nich do końca życia. że czeka na pytanie. – Nie obchodzi mnie to. Szybko się uczysz i teraz możesz już zobaczyć. Wydawało mi się. aby uratować życie. – Jednak są zwierzęta nie dające się wytropić – zaczął znów opowieść. Później chowa się i czeka na następny krok zwierzyny. że jesteś taki sam jak twoja zdobycz. w jakimś miejscu na świecie twoja droga przetnie się z drogą magicznej istoty i zechcesz na nią zapolować. Któregoś dnia sam możesz się o tym przekonać. Jeśli zaś będzie miał broń. – Czy to nie jest nawyk? – Oczywiście. zanim wykona jakiś ruch. Don Juan zrobił teatralną pauzę i popatrzył na mnie przenikliwie. że nasze drogi się spotkały. – Jeleń musi w nocy spać – powiedziałem. co sprawia. jeśli jest szczęściarzem. jak i kiedy śpią. że jego koncepcja jest nie do zrealizowania w praktyce. gdzie zakładają gniazda. Wiedziałem już. – Nie ma nawyków – oznajmił tonem objawienia. . który to wszystko wie. Poprosiłem go. Wszyscy zachowujemy się jak zwierzyna.kogokolwiek innego. Wtedy pozostaną mu dwie możliwości: albo ucieknie. wydawało mi się. gdzie się żywią. – Dlatego interesuje mnie teraz. – Wymaga czasu – powiedział don Juan. zachowujesz się tak samo jak twoja zdobycz. przygotuje ją do strzału. Jedzą i piją w pewnych miejscach. Był mi obcy. na którą polujemy. jeleń. aby być myśliwym. jak się poruszają. że dobiegał ze wszystkich stron równocześnie. łatwo przewidzieć każde twe posunięcie. z pewnością ucieknie na otwartą przestrzeń. Wtedy zastygnie w miejscu albo położy się na ziemi. albo stawi czoło. – Jak ci się wydaje. na które zwracam ci uwagę. Może rzucić poncho na ziemię albo powiesić je na gałęzi. że mam szczęście. jeżeli jeleń każdej nocy śpi o określonej godzinie i w określonym miejscu. Wyraz jego twarzy był bardzo zabawny i dlatego zaśmiałem się. Jak już wcześniej ci mówiłem. kiedy nagle posłyszałem słodki gwizd. – Możesz zacząć od niejedzenia lunchu o dwunastej każdego dnia. Kiedyś w moim życiu ktoś także zwrócił mi na to uwagę. Wszystko to nawyki. A więc myśliwemu. co odpowiedzieć. że jest magiczny. Poparzył na mnie i uśmiechnął się życzliwie. Uświadomiłem sobie. miejsca. W rzeczywistości wszystko to może przewidzieć i zrekonstruować dobry myśliwy. że magiczny jeleń jest świadomy nawyków zwykłych ludzi i myśliwych. bo nie wiedziałem. by był bardziej konkretny i podał mi przykłady. Obserwowałeś zwyczaje zwierząt na pustyni. Miało to miejsce zaraz po tym. że być może jestem otoczony przez stado czy grupę nieznanych zwierząt. aby samemu nie stać się ofiarą. Nie byłem w stanie określić kierunku. Przede wszystkim jego strach uczyni z niego ofiarę. abyś stał się ich świadomy w swoim własnym życiu. – Jest na przykład taki jeleń. Jeśli będzie nie uzbrojony. który tropi zwierzynę na pustkowiu. zostawiają ślady we właściwy sobie sposób. Jeszcze raz posłyszałem ten zwodniczy gwizd. Wzruszyłem ramionami. – A jej widok jest godny zobaczenia. może dzięki czystemu przypadkowi spotkać raz w życiu. Nigdy przez te wszystkie lata włóczęgi po pustkowiach nie słyszałem takiego dźwięku. – Co masz na myśli? – Lubisz polować. – Po to. Jesteś dobry w polowaniu. Natomiast myśliwy. którego myśliwy. Czy mnie rozumiesz? Znowu wyraziłem opinię. że jest taki wyjątkowy i trudno go znaleźć? – zapytał. Wiedziałem również. Pomyślałem sobie. jak nauczyłem się polować. z którego pochodził. Ale te magiczne istoty tak się nie zachowują. Być może któregoś dnia. Miałem tyle szczęścia. w innych zakładają gniazda. musisz przerwać życiową rutynę. – To sprawia. ale nie miałem żadnego. Z tego też powodu sami stajemy się celem dla kogoś czy czegoś innego.

że jego dialog z jeleniem był raczej drętwy. i przewróciłem się. opowiadając mi niestworzone historie. co to jest. Wtedy zapytał mnie.Znalazłszy się w obecności magicznego jelenia. ale nie mogę uwierzyć. a ja powiedziałem. że takie rzeczy się wydarzają – powiedziałem. Szybko stanąłem na głowie i zacząłem zawodzić. – Czego się spodziewałeś? – zapytał. Don Juan umilkł na chwilę. nie zachowałem się ani w jeden. – Przecież jestem Indianinem. że zacząłem śmiać się razem z nim. wciąż się śmiejąc. czemu płaczę. Jego poczucie humoru było tak nietypowe. A ja na to: “Ponieważ jest mi smutno". ani w drugi sposób. że droczy się ze mną. I jeleń przemówił do mnie. Uśmiechnąłem się mimowolnie. A ja mu odpowiedziałem: “Cześć". – To cholernie dziwna rzecz. Po chwili ryknął śmiechem. Don Juan zajrzał mi głęboko w oczy z błyskiem czystej przekory. . Myślałem. – Nie mam o to do ciebie pretensji – odparł uspokajająco. aby przekonać się. – Jeleń przemówił? – Tak. mówiąc delikatnie. coś wąchało moje włosy za prawym uchem. Don Juan wybuchnął śmiechem. – Przemówił do mnie – powiedział don Juan z szerokim uśmiechem. Podniosłem się szybko i zobaczyłem świetliste stworzenie wpatrujące się we mnie. – Nie wierzysz. jak ja teraz tobie mówię: “Nie bądź smutny". Obraz gadającego jelenia. że nie mam zamiaru zrobić mu krzywdy. Spróbowałem obrócić głowę. Wtedy magiczne stworzenie podeszło i powiedziało mi do ucha tak wyraźnie. że magiczne jelenie mówią. – Naprawdę przemówił? – zapytałem zupełnie skonsternowany. był raczej niewiarygodny. Don Juan wstał i podniósł swoje myśliwskie przybory. jak gdyby usiłował sobie przypomnieć. Don Juan przerwał i spojrzał na mnie. Jeleń patrzył na mnie. aż prawie zemdlałem. – Co powiedział? – zapytałem półżartem. – Magiczny jeleń powiedział: “Cześć przyjacielu". Roniłem łzy i szlochałem tak długo. Nagle poczułem łagodny dotyk powietrza. prawda? – Przykro mi. a później jego oczy zajaśniały. Powiedziałem.

że rozumiem jego punkt widzenia. zanim człowiek przekona się o tym. ale nie zmieniłem się tak bardzo jak on by sobie tego życzył. którą zawsze ujawniał w elegancki i precyzyjny sposób. Don Juan przyjrzał mi się z ciekawością i zaśmiał się. Wydaje mi się. co możesz. ażeby rzeczywiście chcieć się zmienić. ale być może nie mam żyłki do polowania. co zasługiwało na zaufanie. Czasami mijają lata. które kierują naszym życiem i śmiercią. – Robię wszystko. aby temu zaradzić. don Juanie? – Myśliwy nie tylko zna nawyki swojej zwierzyny. ja również poddałem rewizji swoje życie. żeby zdecydować się. nie pozostawiał wątpliwości co do jego mistrzostwa. aby wymagać czegoś ode mnie. jak jego metody mogą mi pomóc. 24 lipca 1961 Wczesnym popołudniem. jego sposoby mogłyby przynieść mi tylko cierpienie i trudy i dlatego znalazłem się w ślepym zaułku. – Wiem. Tylko tak mówisz. – Zawsze czujesz się zmuszony. że w świetle tego. Don Juan zgodnie ze swoją zasadą uderzał w mój najczulszy punkt. jak tego potrzebuje – zareplikował. które kierują ludźmi. Poprosiłem go o wyjaśnienie. aby najlepiej wykorzystać swoje życie. co żyje. – Myśliwy musi żyć jak myśliwy po to. Zawsze tak mówisz. co powie dalej. Robisz wszystko. W jego zachowaniu było coś. – Dobry myśliwy zmienia sposób postępowania tak często. wydymając policzki. wychodziłem na idiotę i dlatego teraz zatrzymałem się w środku długiej. Jednak nauczyłem się szanować jego biegłość. – Dochodzi tu do głosu twoje stare poczucie . a jednak nigdy nie wykorzystywał swojej przewagi. Sposób. od czasu kiedy zaczął mnie uczyć polować. jak budować i zastawiać pułapki – powiedział. abym był cicho. Ostatnia bitwa na ziemi Poniedziałek. że istnieją na ziemi takie moce. co mogę – powiedziałem. ale musi również wiedzieć. – Nie będzie ci łatwo się zatrzymać – powiedział w końcu. w jaki żył. ale wyglądało na to. po kilku godzinach włóczenia się po pustyni. – Co masz na myśli. – Nie wystarczy wiedzieć. Gdy tylko usiedliśmy. że są konieczne. że wszyscy jesteśmy głupcami. Mnie zabrało to całe lata. Im bardziej jesteś uparty. Lubiłem go jako człowieka. Byłem szczerze przekonany. co chciałem robić w życiu. Bardzo uprzejmie przypomniał mi. Faktycznie. że za każdym razem. że dla mnie najtrudniejszą rzeczą było to. Być może najbardziej dramatycznym dla mnie odkryciem było uświadomienie sobie. Przypomniałem sobie. tym lepiej dla ciebie. że jesteś uparty. było bardziej sugestią albo komentarzem dotyczącym moich wad. zmiany są trudne i zachodzą bardzo powoli. kiedy w końcu się zmienisz. ponieważ przyjemnie ci tego słuchać. czy odnosi się do mnie. kiedy usiłowałem się bronić przed jego krytyką. że podoba mi się sposób postępowania don Juana. – Zdecydowałem się zmienić swoją taktykę – powiedział. Trzeba coś zrobić. ale to nie ma znaczenia. Zapewniłem go. Wcale nie robisz tego. Jego zainteresowanie zmianą mojego życia. aby tłumaczyć się ze swoich czynów. kiedy chciałem poprosić go o wyjaśnienie tych tajemniczych stwierdzeń. co ma mi powiedzieć. że już wcześniej stwierdził. jak czułem. Pocierał dłonie i kiwał głową. – Sam o tym wiesz. że ma ogromne trudności. zwierzętami i wszystkim. Niestety. kiedy do czegoś się zabierasz. całymi latami i bez żadnego rezultatu. Don Juan zamilkł i zdawało się. Jak zwykle poczułem się zmuszony do obrony. don Juan wybrał ocienione miejsce na odpoczynek. co chciał. ale jednak nie wyobrażałem sobie. który popełnia błędy – powiedział. Nie zgadzam się z tym. – O jakich mocach mówisz? – zapytałem po długiej przerwie. jak gdybyś był jedynym człowiekiem na ziemi. – O mocach.9. Dzięki niemu stałem się bardziej świadomy swoich braków. Czekałem. a ja nie stanowię wyjątku. że dużo nauczyłem się o polowaniu. usprawiedliwiającej przemowy. Dwa razy dał mi znak. Jego stwierdzenie było niejasne i nie wiedziałem. zaczął mówić. że powiedział już wszystko. – Nie. co możesz. Powiedział.

że musisz się nauczyć. – Dla ciebie świat jest dziwny. Za to teraz wcale nie mam go dość. Przerwał i spojrzał na mnie. że jestem jak . że wystarczy mi świadomość grożącej mi śmierci. – Dlatego też nigdy nie byłeś artystą i być może nigdy nie będziesz myśliwym. Zawsze chciałem być artystą i przez lata próbowałem coś tworzyć. don Juanie. – Robię wszystko. – Znowu nie masz racji. – Robiłem wszystko. że pożyjesz jeszcze minutę dłużej. ale jednak sam fakt. wiesz o tym? Skinąłem potwierdzająco głową. Możesz robić to lepiej. że on zawsze wszystko mi wytyka. don Juanie. – Trzeba przyjąć odpowiedzialność za przebywanie w dziwnym świecie – powiedział. Nie ma takiej mocy. jakim było. don Juanie? – Myślisz. występuje przeciw tobie. hamując gniew. która zagwarantowałaby ci. niezgłębiony. zauważyłem. że twoje życie będzie trwać wiecznie. Gdybyś wiedział. wcale tak nie myślę. Byłem nim zmęczony. że była nią sztuka. Innymi słowy. – Nie. aby zobaczyć wszystkie cuda świata. że znudzenie światem albo pozostawanie z nim w sprzeczności to odwieczna cecha kondycji ludzkiej. Don Juan zaśmiał się i powiedział. – Nie. ale bez sensu jest mówienie o niej. Odparłem. – Wobec tego. ponieważ nie mogę nic zrobić. na co mnie było stać. – Nie mówimy o tym samym – odparł. – Żyjemy w dziwnym świecie. – Nigdy nie przyjąłeś odpowiedzialności za bycie w tym niezgłębionym świecie – powiedział oskarżycielsko. że ja nie chcę się zmienić? –– Tak. co mogę. nie przyjmujesz odpowiedzialności za swoje czyny. że sytuacja staje się dla mnie nie do zniesienia. że musisz przyjąć odpowiedzialność za bycie tutaj. nie wiesz. Równie dobrze może to być twoja ostatnia bitwa. – To. twoje życie jest takim samym bałaganem. że nie ma racji. Z drugiej strony. ponieważ będziesz tutaj tylko przez chwilę. – Dużo czasu na co. przerażający. byłbyś myśliwym. Powiedziałem. – Nie. tak samo jak ty. W tym wszystkim jest tylko jedna zła rzecz: wydaje ci się. kiedy cię nie nudzi. – Nie masz czasu na to przedstawienie. Pragnę cię przekonać. Powiedziałem. Znowu poczułem przypływ zarozumiałości i chciałem argumentować. to na co czekasz? Dlaczego wahasz się i nie chcesz się zmienić? – Czy kiedyś. na tej cudownej pustyni. jakby oczekiwał reakcji. Wybuchnąłem. – Myślisz. aby jej uniknąć. ponieważ jest zdumiewający. Tłumaczyłem mu. że masz dużo czasu. jeśli nie myślisz. tajemniczy. Podjudzał mnie do wymienienia choćby jednej rzeczy w moim życiu. w tym cudownym czasie. – Jeśli nie odpowiesz na to wyzwanie. jak sprawić.własnej wartości i przywiązanie do osobistej historii. Dał mi znak. że to zmuszanie mnie do zmiany trybu życia jest przerażające i arbitralne. aby każdy twój czyn się liczył. Ja tak samo nie chciałem się zmieniać. zanim cię spotkałem. że twoje życie będzie trwać wiecznie. zauważyłeś. na co cię stać. głupcze – powiedział surowo. – Wiem o tym – powiedziałem. a przede wszystkim każdy ma łatwy dostęp do ciebie. Wciąż mam bolesne wspomnienie swojego niepowodzenia. abym był cicho. Zbyt krótko. sprawia. w tym cudownym świecie. Chcę cię przekonać. Natomiast dla mnie świat jest dziwny. nie słuchasz rad swojej śmierci. w którą całkowicie się zaangażowałem. może być twoim ostatnim czynem na ziemi. – A więc zmień ją – odparł sucho. że do pewnego stopnia zgadzam się z nim. że masz dużo czasu – powtórzył. cokolwiek robisz teraz. Nie wiesz. będziesz niewiele więcej wart od trupa. ponieważ wtedy. Jednak ja nie lubiłem swojego życia.

Sprawia tylko. że jesteś idiotą – stwierdził spokojnie. mocy i zniewalającej siły czynów dokonywanych przez człowieka. jakby już skończył rozmowę. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Usiadł i wydął policzki. nigdy nie zachodzi stopniowo. Podejmij wyzwanie. Twoje czyny z pewnością nie mają błyskotliwości. – Szczególnie wtedy. ale opiera się na przekonaniu. – Gdyby to była twoja ostatnia bitwa na ziemi. że nie mamy żadnej pewności co do tego. kiedy mówiłem o zdeterminowanej ciągłości. Zmiana. Dlatego ich czyny mają szczególną moc – Ich czyny mają. jak tylko się da – powiedziałem. Wiem. – Są tacy ludzie. Jednak. ekscytującego szczęścia dostarczają działania oparte na pełnej wiedzy o tym. – Nie – powiedziałem. przyjacielu. Wydawało mi się. że jest w tym sprzeczność. Don Juan miał oczywiście rację. Nie miałem już żadnych argumentów. Skończyłem więc przemowę. że jej czyny stanowią ostatnią jej bitwę. – Nie masz czasu. tajemniczym świecie. Moje myśli biegły niepohamowanym strumieniem. że moja opinia nie jest bezpodstawna.. a szczególnie wtedy. Don Juan był rozbawiony wysiłkami nadania sensu mojej wypowiedzi. don Juanie. – Zamiast tak łatwo się zgadzać. – Nie masz co się zgadzać – warknął. Powiedziałem ci już.. że zmieniasz się po trochu. abyś zwrócił uwagę na to. że to pytanie retoryczne. że jesteś bojaźliwy. Nikt z nas nie posiada wystarczająco dużo czasu. Wydawało mi się. – Radziłbym ci. a w końcu. która działa. kto żyje szczęśliwie? Zgodnie z pierwszym impulsem chciałem powiedzieć. kiwał głową. o której mówię. – A ja tak – zareplikował don Juan. pewnego dnia zdziwisz się. to z pewnością zmieniałbym się stopniowo. – Nie zmieniłeś się ani trochę – powiedział. uznałem. ani chwili czasu. – Tak po prostu? – Właśnie. Dlatego uważasz. Ich szczęście polega na tym. ze tak. że działają z pełną świadomością całkowitego braku czasu. – Naprawdę nie znam. mając to na uwadze. co możemy z tym zrobić? Wydawało mi się. że będę w stanie kontynuować do woli to. Nikt z nas go nie ma – powiedział. – Nie masz czasu. kiedy osoba. Jak ci się wydaje. zacznij działać. rzucił kapelusz na ziemię i stanął na nim. powiedziałbym. kiedy nagle zmienisz się bez żadnego ostrzeżenia. wie. że tak będzie i dlatego nie przestaję cię przekonywać. którzy zważają na naturę swych czynów. drapał się po niej. przyjacielu – powiedział. następuje nagle. czy nasze życie będzie trwało wiecznie. twoja ciągłość wcale nie czyni cię . Radziłbym ci. – Zgadzam się z tobą. Śmiał się. Nie byłem pewny. kiedy przynosi mi to radość. Podrapał się po głowie i uśmiechnął. żebyś ponownie przyjrzał się swojemu życiu i działał. Dziwnego. tak samo jest ze śmiercią. Dla mnie szczęście polegało na przeświadczeniu o naturalnej ciągłości moich czynów. Poprosiłem go. że jeżeli miałbym się przygotowywać do zmiany. że wielu ludzi mogę podać za Przykład. Jednak w końcu. co robię teraz. ale on ruchem brwi nakłaniał mnie do odpowiedzi. że moje wysiłki staną się tylko bezowocną próbą oczyszczenia się z zarzutów.komediant odklepujący swoją rolę. Don Juanowi zabrakło chyba słów. że zmiany nadchodzą gwałtownie i niespodziewanie. że świat i ja sam posiadamy zdeterminowaną ciągłość. – Żyć tak szczęśliwie. żeby jednak dokończył to o czym zaczai mi mówić. śmiejąc się z jego błazeństw. – Może powinienem ująć to inaczej – powiedział. . Wytłumaczyłem mu. Zmień się. Powiedziałem mu. – Marnujesz swój ostatni czyn na jakieś głupie humory. – Czyny mają moc – powiedział. A ty nie przygotowałeś się na ten nagły akt.. Później nagle wstał. Nie zgadzałem się z nim. Po chwili przerwy don Juan dalej wyjaśniał swój punkt widzenia. o tym. który wie.. co właściwie chcę powiedzieć. że walczy w swojej ostatniej bitwie na ziemi-Innymi słowy. a twoja ciągłość nie ma żadnego znaczenia w tym wzbudzającym grozę. – Na tym polega nieszczęście istot ludzkich. – W porządku! Ale czy znasz kogoś. być może. ale.

zanim zaczniesz tak postępować. że przywiązujesz się do czegoś. – Nie chcę o niej myśleć. że to dziwny świat. przerażające. aby żyć. którego teraz dokonujemy może być naszą ostatnią bitwą na ziemi – odparł soczystym tonem. Przyznałem mu się. ciągle myśląc o swojej śmierci. don Juanie. – Ale trudno mi to zaakceptować. powinien dać z siebie wszystko. która stępia ostrze jego przerażenia. postępuje rozumnie. Ale być może ty jesteś inny i śmierć wcale na ciebie nie czeka. nie walcząc ani nie myśląc. kiedy spełnisz te warunki. Tylko wtedy. – Tam gdzieś ona czeka na mnie. a ponieważ posiada gruntowną wiedzę o swojej śmierci. tak samo jak każdego z nas. Myśliwy odnosi się do swojej ostatniej bitwy z należnym jej szacunkiem. – Oczywiście. – Masz rację – przyznałem. Są moce. Tylko głupiec nie zauważyłby przewagi. ale jednak czasami można być świadkiem ich wspaniałości. Zaśmiał się w odpowiedzi na mój gest rozpaczy. ale on wstał. Przyłączę się do niej. tajemniczy świat otworzy paszczę. kiedy tak mówisz – powiedziałem. po prostu dlatego że sprawia ona. Uspokaja cię. Skoncentruj uwagę na nici łączącej ciebie i twoją śmierć. – Czy to coś strasznego być bojaźliwym? – Nie. że jest na granicy ujawnienia mi czegoś. – Czy jest coś. – Dlaczego? – To bez sensu. Większość ludzi działa. jeśli jesteś nieśmiertelny. i niech twoje czyny będą się na nim opierać. Wstał w jednej chwili. – Nazywam to bitwą. Wciąż rozmyślałem o jego niezwykłych zdolnościach umożliwiających mu poruszanie się z taką szybkością. a później znowu miną lata. nie ma czasu na bojaźliwość. Niech każdy twój czyn będzie twoją ostatnią bitwą na ziemi. – Czy możesz je opisać? – Nie całkiem. że dokonując ostatniego czynu na ziemi. bez wyrzutów sumienia. które nami kierują. to po co mam się tym przejmować? – Wcale nie powiedziałem. – Ale przecież wszyscy musimy umrzeć – powiedział i wskazał na wzgórza w oddali. – Całe lata zajmie ci przekonanie się do tego. co istnieje tylko w twoich myślach. myśliwy oszacowuje każdy czyn. ale kiedy przerażający. tego też jestem pewny. jaką myśliwy posiada nad zwykłymi ludźmi. zanim zdążyłem o cokolwiek zapytać. że nie masz czasu. wtedy uświadomisz sobie. że ciągłym przypominaniem mi o niej wzbudza we mnie lęk. zabić. aby cię pochłonąć. rozkazującym tonem polecił mi wytropić królika. Natomiast w przeciwieństwie do nich. duchami. wiatrem czy czymś podobnym. W przeciwnym przypadku. – Śmierć czeka na nas i ten czyn. co nami kieruje? – zapytałem.szczęśliwym ani pełnym mocy. Przestał mówić i znowu na mnie spojrzał. – Wobec tego co mam robić? – Wykorzystać ją. Chciałem go wybadać. złapać go. że bałem się myśleć o swojej śmierci i oskarżyłem go. ponieważ życie jest walką. – Powiedziałem ci. Bojaźń nie pozwala nam na zbadanie i wykorzystanie naszego losu. które kierują ludźmi są nieprzewidywalne. Siły. ale jeśli masz umrzeć. smutku czy obawy. – To nie jest naturalne. – Jestem przerażony. Mam nadzieję. Wyczuwałem. że wystarczy ci czasu. kiedy panuje spokój. jestem tego pewny. kiedy suchym. poza tym że można je nazwać siłami. będą posiadały właściwą moc. ściągnąć . że twoje niezawodne sposoby postępowania wcale nie były takie niezawodne. don Juanie. Naturalne jest. Gapiłem się na niego oszołomiony. Don Juan z poważnym wyrazem twarzy zbadał mnie wzrokiem. Dzięki temu odczuwa przyjemność. Skoncentruj się na tym. Jeśli czeka na mnie. pozostaną one czynami człowieka bojaźliwego. ale powstrzymał się i uśmiechnął się tylko. że masz się nią przejmować. tak jakby każdy jego czyn był jego ostatnią bitwą. Jego ciało wykonało nagły ruch i już był na nogach. powietrzem.

– Dlaczego? – Nigdy tego nie robiłem. – Nikogo nie zabiję. Czułem mdłości. jak mam zabijać zwierzynę. ale on był za szybki i chybiłem. że to tylko królik. – Nie mogę. Sięgnąłem do pułapki. zanim zapad' nie noc. że śmierć królika jest dla mnie darem. ponieważ moc czy też duch kierujący królikami zaprowadził u progu zmierzchu właśnie jego do mojej pułapki. zupełnie tak. – Cóż to za różnica? Czas królika skończył się. prawą nogą nadepnąłem na krawędź klatki. Wymieniliśmy smutne spojrzenia. – Zabij go! – rozkazał z dzikim spojrzeniem. Dreszcz strachu przebiegł mi po plecach. Popatrzył na niebo i powiedział. siedziało cicho i bez ruchu. jak poprowadzą mnie do mojej śmierci. Opanowało mnie pragnienie odkrycia. Popatrzyłem na niego. Królik zwisał bezwładnie. Trzęsły mi się ręce. że królik musi umrzeć. Odczułem przez chwilę ulgę. Don Juan bardzo cierpliwie przemawiał do mnie. Złapałem go za uszy i wyciągnąłem. że moce. a on na mnie. kiedy ogarnęło mnie dziwne uczucie strachu. Don Juan położył mi na niej rękę i wyszeptał do ucha. Okazała się nadspodziewanie mocna i nie rozbiła się. – Zastrzeliłem je. – Nie mogę go zabić – powiedziałem. Odwróciłem się do don Juana. a jego odebrałem jako wyraz milczącej rozpaczy. Proste zdarzenia tego dnia wykończyły mnie. emanował pewnością i wiedzą. który wpadł w moją pułapkę. co spowodowało całkowitą identyfikację z nim. Byłem bardzo spokojny. Poczułem natłok chaotycznych myśli. Ogarnęła mnie rozpacz. Spróbowałem jeszcze raz i znów mi się nie udało. Poczułem mdłości i gwałtownie kopnąłem klatkę. Wyciągnąłem królika na zewnątrz. Od czasu kiedy don Juan zaczął mnie uczyć polować. Nie wiedziałem. Ze jego życie na tej pięknej pustyni dobiegło końca. Okropnie bolała mnie głowa. Krzyknął na mnie. że czas królika dobiegł końca. skuliło się. jakby właśnie tutaj na mnie czekały. poruszałem się ostrożnie i nie miałem żadnego kłopotu ze złapaniem królika. aby wyjąć królika. Moje zdeterminowanie przerodziło się w udrękę nie do zniesienia. że muszę zdjąć skórę z królika i upiec go. która w następnym momencie gwałtownie zmieniła się w rozpacz i przerażenie. a nie zabiłem gołymi rękami. Był tak zdecydowany. jakby mówił do dziecka. kiedy próbowałem chwycić królika za uszy. aby pokazywał mi. dwie przepiórki i jednego grzechotnika. w jaki sposób zdechł. nigdy nie zdarzyło się. Ten królik będzie wolny. – Teraz zabij go – powiedział don Juan ostro. Zadrżałem z emocji. Don Juan szedł obok mnie i śledził moje ruchy badawczym wzrokiem. Usiłowałem przekonać samego siebie. Powiedział. Zrozumiałem. jak przewidywałem. aby go uwolnić. W przeciągu kilku sekund przez mój umysł przewinęły się najistotniejsze momenty z mojego życia.z niego skórę i upiec mięso przed zmierzchem. Z rozdzierającą serce jasnością czułem tragedię królika. Ton don Juana zaszokował mnie. Powiedział. Z całych sił. Kręciło mi się w głowie. co robić. – Przecież zabiłeś setki ptaków i innych zwierząt. Zwierzę przywarło do tylnej ściany klatki. że powinienem zdążyć. Wiele razy włóczyliśmy się po pustyni i przez cały ten czas on sam zabił tylko jednego królika. że nie pozostawiał żadnych wątpliwości co do tego. które kierują ludźmi albo zwierzętami. Usiadłem obok skały. Automatycznie przystąpiłem do działania. Jednak nie potrafiłem wyzbyć się niesamowitego poczucia . jak wiele razy sam byłem królikiem. Nie mam co zawracać sobie nim głowy. Jej pręty złamały się z trzaskiem. Upuściłem klatkę z królikiem i spojrzałem na don Juana. Był martwy. – Do diabła z zabijaniem – powiedziałem głośno. Powiedział. przyprowadziły tego królika do mnie w taki sam sposób. Wpatrywał się we mnie. zupełnie tak samo jak moja śmierć będzie darem dla kogoś lub czegoś innego. postępując w taki sam sposób jak dziesiątki razy wcześniej.

identyfikacji z nim. Don Juan powiedział, że powinienem zjeść kawałek jego mięsa, przynajmniej jeden kęs, aby uprawomocnić swoje odkrycie. – Nie mogę tego zrobić – zaprotestowałem pokornie. – Jesteśmy niczym dla tych mocy – warknął na mnie. – Dlatego zostaw swoje poczucie ważności i właściwie wykorzystaj ten dar. Podniosłem królika. Był jeszcze ciepły. Don Juan pochylił się nade mną i wyszeptał mi do ucha: – Twoja pułapka była dla niego ostatnią bitwą na ziemi. Jak ci powiedziałem, nie zostało mu już ani trochę czasu, aby biegać po tej cudownej pustyni.

10. Stać się dostępnym dla mocy Czwartek, 17 sierpnia 1961 Gdy tylko wyszedłem z samochodu, zacząłem narzekać na swoje nędzne samopoczucie. – Siadaj, siadaj – powiedział don Juan łagodnie i prawie zaprowadził mnie za rękę na werandę. Uśmiechną} się i poklepał mnie po plecach. Dwa tygodnie wcześniej, 4 sierpnia, don Juan, jak zapowiedział, zmienił swoją taktykę i pozwolił mi przyjąć kilka gałek pejotlu. Podczas największego nasilenia halucynacyjnych wrażeń bawiłem się z psem, który mieszkał w domu, gdzie odbywała się sesja. Don Juan zinterpretował moją zabawę z psem jako wyjątkowe wydarzenie. Utrzymywał, że w momentach mocy, takich jak ten, który wtedy przeżyłem, świat zwykłych zdarzeń nie istnieje i niczego nie można uznać za pewne. Pies nie był prawdziwym psem, ale wcieleniem Mescalito, mocy czy też bóstwa znajdującego się w pejotlu. Późniejszym skutkiem tego doświadczenia było ogólne poczucie zmęczenia i melancholii, plus przypadki wyjątkowo wyraźnych snów i koszmarów. – Gdzie są twoje przybory do pisania? – zapytał don Juan, kiedy usiadłem na werandzie. Zostawiłem swoje notesy w samochodzie. Don Juan wrócił do niego, ostrożnie wyciągnął moją walizkę i przyniósł mi ją. Zapytał, czy zwykle noszę ją ze sobą. Odpowiedziałem twierdząco. – To szaleństwo – podsumował. – Mówiłem ci, żebyś nigdy nie nosił niczego w rękach, kiedy chodzisz. Używaj plecaka. Zaśmiałem się. Pomysł noszenia notatek w plecaku był niedorzeczny. Powiedziałem mu, że zwykle chodzę w garniturze i plecak w połączeniu z nim byłby absurdalny. – Załóż płaszcz na plecak – powiedział. – Lepiej żeby ludzie myśleli, że masz garb, niż miałbyś zrujnować sobie zdrowie, nosząc to cały czas w ręku. Nalegał, abym wyjął notes i zaczął pisać. Wydawało mi się, że bardzo się stara mnie rozluźnić. Znowu zacząłem narzekać na dotkliwe bóle i na dziwną depresję. Don Juan zaśmiał się i rzekł: – Zaczynasz się uczyć. Później odbyliśmy długą rozmowę. Powiedział, że Mescalito, pozwalając mi bawić się z sobą, wskazał na mnie jako na wybrańca i dlatego, chociaż zdezorientował go ten omen, gdyż nie jestem Indianinem, zamierza jednak przekazać mi pewną tajemną wiedzę. Powiedział mi, że on sam miał dobroczyńcę, który nauczył go, jak stać się człowiekiem wiedzy. Czułem, że wydarzy się coś strasznego. Jego wyznanie, że jestem wybrańcem, plus absolutnie osobliwe postępowanie don Juana oraz destrukcyjny wpływ pejotlu wytworzyły we mnie stan nieznośnego lęku i niezdecydowania. Ale don Juan nie przejął się moimi uczuciami i poradził mi, abym myślał tylko o cudzie zabawy z Mescalito. – Nie myśl o niczym innym – dodał. – Reszta przyjdzie sama. Wstał i klepiąc mnie lekko po głowie, dodał bardzo godnie: – Zamierzam nauczyć cię, jak zostać wojownikiem, tak samo jak uczyłem cię polowania. Muszę cię jednak Strzec, że podobnie jak nauka polowania nie uczyniła z ciebie myśliwego, tak teraz mogę nie zrobić z ciebie wojownika. Byłem sfrustrowany, a fizyczne dolegliwości graniczyły z bólem. Zacząłem uskarżać się na plastyczne sny i koszmary. Myślał o tym przez chwilę i znowu usiadł. – To są dziwne sny – powiedziałem. – Zawsze miałeś dziwne sny – odparował. – Ale mówię ci, że teraz są naprawdę dużo dziwniejsze niż kiedykolwiek przedtem. – Nie przejmuj się. To tylko sny. Tak jak sny zwykłego człowieka, nie mają mocy. A więc po co

martwić się nimi albo o nich mówić? – One mnie niepokoją, don Juanie. Czy nie mógłbym czegoś zrobić, aby je powstrzymać? – Nie. Niech same ustaną – powiedział. – Teraz nadszedł czas, abyś stał się dostępny dla mocy, i zaczniesz od śnienia. Ton jego głosu, kiedy mówił o śnieniu, sprawił, że uznałem, iż używa tego słowa w bardzo szczególny sposób. Zastanawiałem się nad pytaniem, jakie mam zadać, kiedy znowu zaczął mówić. – Nigdy nie mówiłem ci o śnieniu, ponieważ do tej pory chciałem uczyć cię tylko tego, jak zostać myśliwym – powiedział. – Myśliwy nie jest zainteresowany manipulowaniem mocą, dlatego jego sny są tylko snami. Mogą poruszać cię do głębi, ale nie są śnieniem. Natomiast wojownik poszukuje mocy, a jedną z prowadzących do niej ścieżek jest śnienie. Można powiedzieć, że różnica pomiędzy myśliwym a wojownikiem polega na tym, że wojownik postępuje ścieżką mocy, a myśliwy nic o niej nie wie albo wie bardzo mało. Decyzja co do tego, kto ma być wojownikiem, a kto tylko myśliwym, nie zależy od nas. Zostaje podjęta w sferze mocy, które kierują człowiekiem. Dlatego właśnie twoja zabawa z Mescalito była tak ważnym omenem. Te moce przywiodły cię do mnie, zabrały cię na dworzec autobusowy, pamiętasz? Pewien błazen przyprowadził cię do mnie. Doskonały omen, błazen wskazujący na ciebie. Dlatego uczyłem cię, jak zostać myśliwym. A później pojawił się następny doskonały omen, sam Mescalito bawił się z tobą. Rozumiesz, o co mi chodzi? Jego niezwykła logika była przytłaczająca. Słowa don Juana stworzyły wizję, w której podlegałem czemuś przerażającemu i nieznanemu, czemuś, czego zupełnie się nie spodziewałem i nawet w najdziwniejszych fantazjach nie wyobrażałem sobie jego istnienia. – Co, według ciebie, powinienem robić? – zapytałem. – Otwórz się na przyjęcie mocy. Zabierz się za swoje sny. Nazywasz je snami, ponieważ nie masz mocy. Natomiast wojownik, będąc człowiekiem poszukującym mocy, nie nazywa ich snami, ale rzeczywistością. – Uważasz, że bierze swoje sny za rzeczywistość? – On nie myli ze sobą żadnych rzeczy. To, co ty nazywasz snami, jest dla wojownika rzeczywiste. Musisz zrozumieć, że wojownik nie jest głupcem. Jest nieskazitelnym myśliwym, który poluje na moc. Nie jest pijakiem ani szaleńcem. Nie ma czasu ani chęci na blagowanie czy też okłamywanie samego siebie, ani na wykonanie nie właściwego ruchu. Stawki są zbyt wysokie, aby mógł robić coś takiego. Ryzykuje swoim precyzyjnie uporządkowanym życiem, a doprowadzenie go do doskonałości zajęło mu dużo czasu. Nie ma zamiaru go zmarnować przez jakiś głupi błąd w kalkulacji, przez pomylenie ze sobą jakichś rzeczy. Śnienie jest rzeczywiste dla wojownika, ponieważ może on w nim działać w zamierzony sposób, jest w stanie dokonać selekcji. Z wielkiej liczby rzeczy może wybierać te, które prowadzą do mocy, a póz niej manipulować nimi i wykorzystywać je. Natomiast w zwykłym śnie nie da się działać w zamierzony sposób. – Czy wobec tego uważasz, że śnienie jest rzeczywiste? – Oczywiście, że jest rzeczywiste. – Tak rzeczywiste jak to, co teraz robimy? – Jeśli chcesz porównywać, mogę ci powiedzieć, ze jest bardziej rzeczywiste. Podczas śnienia posiadasz moc, jesteś w stanie zmieniać rzeczy, możesz odkryć niezliczoną ilość faktów, możesz kontrolować wszystko, co tylko zechcesz. Stwierdzenia don Juana zawsze przemawiały do mnie tylko częściowo. Bez trudu mogłem zrozumieć, że podoba mu się idea możliwości dokonywania wszystkiego we śnie, ale nie mogłem jej traktować poważnie. Byłoby to zbyt dużo jak na mnie. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę. Jego twierdzenia były szalone, a jednak nie mogłem sobie przypomnieć, bym kiedykolwiek spotkał człowieka tak mądrego jak on. Powiedziałem mu, że nie mogę uwierzyć, że bierze swoje sny za rzeczywistość. Zachichotał, jakby był przekonany o absolutnej niemożności obrony mojego stanowiska. Potem wstał i bez słowa wszedł do domu. Przez długi czas siedziałem osłupiały. Potem don Juan zawołał mnie na tyły swojej chaty. Przygotował trochę kukurydzianki i wręczył mi miskę.

Spojrzał na mnie dwa czy trzy razy. klepiąc mnie po plecach i uśmiechając się życzliwie. że to mięso mocy i trzeba je żuć powoli. wrzeszcząc. Krępowałem się. że wybierzemy się na przechadzkę.Zapytałem go o czas. niedbale stwierdził. niemalże śpiący. – Daj spokój. piętnastu stóp prawie okrągły kamień i pomógł mi wspiąć się na niego. Jednak wysokiej temperatury. Powiedziałem. Don Juan nagle wyszedł zza skał i uśmiechnął się do mnie. Przeciągnął się. śmianie się. Don Juan poprowadził mnie ku wzgórzom na wschodzie. czym jest rzeczywistość w przeciwieństwie do snu. śledząc jego poczynania. ale on nalegał. że się nie kwalifikuję do tego przedsięwzięcia. a . Dał mi znak ruchem głowy. Później wrócił w ocienione miejsce i usiadł. zwykle dla mnie nie do zniesienia. aby to porzucić. Przecież lubisz włóczyć się ze mną po pięknej pustyni. czy z wierzchołka mojego kamienia widzę coś niezwykłego. na którym siedziałem. Był gorący dzień. Później bardzo głośno powiedział. chichocząc. że siądzie razem ze mną. złapałem się na haczyk. Bardzo ostrożnie wycofał się za skały. czy było to jakieś wielkie zwierzę. wstał nagle i zaczął wzrokiem badać otoczenie. aby podać mi kilka kawałków suszonego mięsa. Lubiłem to wrażenie. Znowu dałem wyraz wewnętrznej rozterce. czym można by się niepokoić. Wskazał na samotnie stojący w odległości dziesięciu. tak jak to robiliśmy poprzednio. którego doświadczałem tylko w jego towarzystwie. bo wydawało mu się. na którym siedziałem. – A ja rzeczywistością – wyjaśniłem – ponieważ jedzenie jest czymś. że chciałbym wiedzieć. że nie. tak jak to robi myśliwy. że podejdzie do nas zwierzyna. abym poszedł za nim. Don Juan wydawał się rozkoszować moją desperacją. że coś posłyszał. Powiedziałem. ale nie będziemy się już błąkać po pustyni. – Nazywam to jedzeniem – powiedział. jak stać się dostępnym dla mocy. Teraz już za późno. Nie wysunąłem już dalszych argumentów. podobnym do zatoczki zagięciu wyschłego koryta rzeki. Był spokojny. Zapytałem go. Uważnie nasłuchiwał. nie mając ku temu ważnych powodów. Mógłbym wrócić do samochodu i odjechać. Wrzasnąłem. albo nie chciał odpowiedzieć. Wycieczka okazała się bardzo długa. nie mieszając z żadnym innym pożywieniem. że niczego tu nie ma. pozwalasz sobie na głupie lęki – powiedział cicho. Myślałem. a jednak piękny świat. Nauczysz się. że znajdowaliśmy się w kolistym. Tak jak powiedział. że rzeczywiście jest to przerażający. – Śnienie również się odbywa – zareplikował. – Tak samo jak polowanie. że powinienem jeszcze chwilę tam pozostać. – Teraz jest inaczej – powiedział. co się naprawdę teraz odbywa. nawet gdybym bardzo się postarał. Później usiadł wyprostowany i zwrócił głowę na prawo. Jego odpowiedź była nienaturalna i niepojęty był dla mnie jego krzyk. Chciałem się dowiedzieć. żebym sobie nimi nie zawracał głowy. czy nie ma na ten okres szczególnej nazwy. Ze śmiertelną powagą powiedział. chcąc mu zwrócić uwagę na to. Nie mogłem jednak. – Jak nazywasz to. – Co robisz? – zapytałem. ziewnął i podszedł do kamienia. Don Juan wreszcie zatrzymał się i usiadł w cieniu kamieni. Gdy tylko skończyliśmy jeść. dopóki nie skończyłem jeść. otoczonym głazami z piaskowca. opierając się plecami o ścianę. że musiał rozejrzeć się wkoło. ale przecież bardzo lubiłem chodzić razem z nim. co teraz robimy? – zapytałem go. abym krzyczał. Zacząłem zsuwać się z kamienia. jakoś nie odczułem. ale on powiedział mi. Poczułem gwałtowne szarpnięcie w żołądku. Pozostał w tej pozycji. – Od dzisiaj zaczniemy chodzić do miejsc mocy. co się dzieje. którego z pewnością nie użyłby. Automatycznie zastygłem w bezruchu na swoim miejscu i poruszałem tylko oczyma. Kawał drogi szliśmy kanionem. Odpowiedział mi. że mnie nie słyszy i dlatego muszę do niego krzyczeć. Zaczął iść w kierunku pustynnego chaparralu. tajemniczy. jakby spodziewał się. Wyjąłem krakersy z plecaka. ale on wrzasnął. że w pobliżu nie ma nic. przekroczyć swoich ograniczeń i zaakceptować jego stwierdzeń. Wtedy zauważyłem. Rozluźniłem się i swobodnie usiadłem. ale on podszedł tylko po to. – Co się stało? – zapytałem szeptem. Don Juan przyłożył rękę do ucha i wrzasnął. Ale albo nie zrozumiał. Usiadł i ukrył się pomiędzy dwiema skałami u podstawy głazu. abym usiadł w wyróżniającym się miejscu. chodzenie. powstrzymując śmiech. – Przemawiam teraz do twojego ducha myśliwego. Chciał. kiedy się nie śpi. a on odkrzyknął. Następnie zapytał mnie.

Wytłumaczył mi. spoglądając surowo. prowadziliśmy hałaśliwą rozmowę. zwróciłem uwagę na niepojętą łatwość. za to dla mnie stanowiło wyjątkową torturę. powiedział po prostu: – Moje ciało lubi wszystko. naszą zwykłą trasę przecinał cztery czy pięć razy w różnych kierunkach. Umierałem z ciekawości. Podszedłem do niego. Rozejrzałem się wkoło. Od czasu do czasu podawał mi kawałek suszonego mięsa. Kiedy opuściliśmy to miejsce. że mogę zadawać wszelkie pytania. – Tutaj jest woda – szepnął – a także moc. ale on. 19 sierpnia 1961 Wczoraj rano don Juan i ja pojechaliśmy do miasta i zjedliśmy śniadanie w restauracji. Zabrakło mi . jakie tylko zechcę. – Gdzie? – Tam. że stoimy nad nią. Poradził mi. Powiedział. co przez to rozumie i szeptem próbowałem zadać pytanie. W końcu zrobiło się za ciemno na pisanie. On sam zajadał z wielkim apetytem. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o tym domniemanym duchu. abym opisał mu widok rozciągający się na południe od nas. ponieważ muszę stać się dostępny dla mocy wody zamieszkujących to wyjątkowe miejsce. Siedzieliśmy na werandzie przez kilka godzin. a potem zachowywaliśmy przymusową ciszę. trwającą godzinami. idąc za nim. Na razie muszę powstrzymać się od zadawania pytań. ale jakaś część mnie zupełnie odmówiła funkcjonowania i zasnąłem. Pracowałem nad notatkami. don Juan udał się w stronę gór. że krzyk był potrzebny do ujawnienia mojej obecności. Minęło trochę czasu. z jaką don Juan poderwał się po kilku godzinach bezruchu. Koło południa znowu wybraliśmy się do wodnego kanionu. – Musimy tylko poczekać. Szedł bardzo wolno. że rozmowa nie jest potrzebna. Ścierpły mi nogi. że ubiliśmy interes. co znaczy. – Wyjdzie o zmierzchu – powiedział. Kiedy w końcu dotarliśmy do domu. Trwanie godzinami w zupełnym bezruchu wyraźnie było dla niego bardzo łatwe. Wyznaczył odległość trzech kroków jako dystans. ale don Juan nakazał całkowitą ciszę. Może pójdzie za tobą. Siedzieliśmy w ciszy. Ze zdenerwowania zadawałem głupie pytania. ale nie zauważyłem żadnej wody. przypomniał mi. – Wiem. zanim moje mięśnie odzyskały elastyczność potrzebną do chodzenia. a on szepnął mi do ucha. gdybyś nie jadł tego co zwykle. Całe ciało mi zdrętwiało i zmarzłem. – Jaki to rodzaj ducha? Popatrzył na mnie z ironicznym wyrazem twarzy i za-replikował: – A ile jest ich rodzajów? Zaśmialiśmy się. Aby zauważył nas duch. Po prostu skoczył na równe nogi i wyciągnął do mnie rękę. Umyślnie błądził. który miałem utrzymywać. bolały mnie plecy i czułem napięcie w ramionach i szyi. do czasu kiedy znajdziemy się w miejscu mocy. po czym dał mi znak. Próbowałem wypytywać go o wydarzenia minionego dnia.wtedy on poprosił mnie. Kiedy próbowałem się wyprostować. abym trwał w bezruchu i nawet szeptem czy najmniejszym drgnieniem nie zdradził naszej obecności. aby mi pomóc. Tutaj don Juan wybrał niczym nie osłonięte miejsce na odpoczynek. w krzakach. aby dowiedzieć się. zamiast skierować się do domu. Kiedy zacząłem z tego żartować. że tutaj czai się duch – powiedział bardzo cicho. Pokazał. Don Juan skierował się ku domowi. Sobota. – Rozchorowałbyś się. Don Juan poradził mi. – Twoje ciało nie jest przyzwyczajone do mięsa mocy powiedział. żebym zszedł na dół. Najpierw dotarliśmy do łagodnych wzniesień. było późne popołudnie. żebym zbyt drastycznie nie zmieniał swoich nawyków związanych z posiłkami. Próbowałem myśleć o czekających mnie nowych przygodach. a później wspięliśmy się na szczyt jednego z wyższych wzgórz. Don Juan w końcu wstał. Krzyczeliśmy tak do siebie przez jakiś czas. Jest tutaj duch i musimy go wywabić. że musimy zaczekać na zmierzch i że powinienem zachowywać się w jak najbardziej naturalny sposób.

Spojrzał na mnie znowu i zapytał. powinniśmy rozmawiać. a jednak dokonuje cudów na twoich oczach. jak o czymś zabawnym. Odpowiedziałem. że nie mogłem się powstrzymać od śmiechu. Pochylił głowę do przodu i z otwartymi ustami zaczął się gapić na swoje ręce. Jak spodziewasz się. To jest miejsce mocy i możemy tutaj mówić tylko o niej. Następnie moc manifestuje się jako coś niekontrolowanego. Później moc staje się czymś ważnym. co mówił. mogą to być palce u nóg. Don Juan zaśmiał się i poklepał mnie po plecach. co mógłbyś mi powiedzieć – nalegałem. a pozostaniem w cieniu wodnego kanionu. – Każdy z nas jest inny – powiedział w końcu. – Właśnie teraz zamierzam nauczyć cię pierwszego kroku do osiągnięcia mocy – powiedział. jakie dzięki temu możesz osiągnąć. kiedy możemy dokonać wyboru pomiędzy wejściem na wzgórze.pytań. co należy do zjawisk codziennych. czego przedtem nie dało się zauważyć. – Dzisiejszej nocy musisz patrzeć w snach na swoje ręce. – Nie ma żadnych wskazówek – powiedział. jakby dyktował list do mnie. jak ustawić śnienie. Zrobił zabawną minę. jaką mamy na pustyni. co ma na myśli. – A teraz poważnie. twój brzuch czy kutas. Powiedziałem ci o rękach. że to żart. Czułem się zabawnie. a jednak wiesz. czy wiem. Zaśmiałem się głośno. ponieważ zaczyna się twoja pierwsza próba. Człowiek polujący na moc nie podlega prawie żadnym ograniczeniom w swoim śnieniu. ciężki z ciebie typ – powiedział. Poprosiłem go. – Na początku to coś niewiarygodnego. otwierając i zamykając usta z wielką szybkością. – Możesz oczywiście patrzeć na cokolwiek. zapominasz języka w gębie. aby dał mi jakieś wskazówki. rzucił na mnie kilka krótkich spojrzeń. Doświadczałem idiotycznego uczucia pustki. czym zajmuje się wojownik – odparł. że jest coś. na co ci się podoba. ale jednak pozostaje pod twoimi rozkazami. – Musisz zacząć od czegoś bardzo prostego – powiedział. Śnienie jest tak poważne jak widzenie. Jeśli o to chodzi. Takiej kontroli. Jest niczym. że nie. – Dlaczego się śmiejesz? – zapytał zdziwiony. – Tak. – Jak mam patrzeć we śnie na ręce? – Bardzo prosto. Możesz jej nie mieć albo nawet nie zdawać sobie sprawy z jej istnienia. co ja . bo zachichotał. – Naprawdę nie wiem. Nastąpiła krótka pauza. Don Juan zapytał mnie. czym jest moc – powiedziałem. Jego ton był tak zwyczajny. co przychodzi do ciebie. jak przychodzi ani czym naprawdę jest. To właśnie wydarza się teraz tobie. rusz Jadaczką. – Patrz tylko na swoje ręce. – Ludzki głos przyciąga duchy. Aż w końcu moc staje się czymś. że to zrobię? – zapytałem. umieranie czy każda inna rzecz w tym przerażającym. Nie myśl. W ogóle z trudnością nadążałem za tym. No. Wyglądał tak komicznie. do cholery. skieruj na nie swój wzrok. Wyobraź sobie wszystkie niepojęte rzeczy. jakby opowiadał mi o czymś. co kontroluje twoje działania. Chyba zauważył moją konsternację. Nie mogłem niczego wymyślić. że ustawienie śnienia oznacza posiadanie prostej i praktycznej kontroli nad ogólną sytuacją we śnie. ponieważ dla mnie najłatwiej jest patrzeć na nie. kiedy musimy rozmawiać – powiedział. dając twierdzącą odpowiedź. o czym nawet trudno pomyśleć. – Teraz jest czas. co jest w tobie. – Rzeczywiście. bardzo odległego. Pokręcił przecząco głową i zezując. Wyjaśnił. – Wskazówką dla ciebie mogłoby być tylko to. O tak. Abyśmy byli dla niego dostępni. Pomyśl o tym. – Kiedy masz mówić. czy wszystko zrozumiałem. Nie mogę powiedzieć. – Przyprowadziłem cię tutaj. Tam jeden już się czai. – Zamierzam nauczyć cię. o których od teraz będziemy mówić tylko w miejscach mocy – kontynuował. – Są takie rzeczy. tajemniczym świecie. – Moc jest czymś. jak ci powiedziałem – odburknął. – Z pewnością jest jeszcze coś.

wyrażałem po prostu moje ogrornn6 rozgoryczenie tym. Powiedziałem. Niebo było pochmurne i nadciągał już zmierzch. – Może jednak powiedziałbyś coś. co zechcesz. Ale kto może być tego pewny? Jesteśmy tak tajemniczymi i tak przerażającymi istotami jak ten bezkresny świat. którzy ogarnięci iluzją nie potrafią odróżnić tego. Byłem tak zajęty pisaniem. Lecz siły. jaki jest! Nikt nie każe ci się zachowywać jak szaleniec. Don Juan zwrócił się w kierunku wiatru. Po tym moim długim wyjaśnieniu don Juan wykonał komiczny gest rozpaczy. – Możesz to zrobić sam. przykładając ręce do policzków i głośno wzdychając. ale na utrzymywaniu ich widoku. Myślałem. Rozumiesz. jak obchodzić się mocami. Później znów się rozluźnił i stanął niedbale. do czego jesteś zdolny? W głosie don Juana pobrzmiewała nuta smutku. kiedy się uczyłem. przyprowadziły de do mnie. Więc któż może wiedzieć. – Musimy iść na południe i poczekać. – Jak już ci mówiłem. na zachód. wpatrywałem się w niego jak . o czym mówię? Powiedziałem. co robisz. że jestem na z góry straconej pozycji– Nie próbuję wpędzać cię w chorobę. gdybyś miał polegać na swojej zdolności odróżniania rzeczywistego od nierzeczywistego. bez mojej pomocy. wojownik musi być doskonały. abym zachowywał się jak wariat. o czym mówił. To uczucie przenikało całą jego istotę. ale on się zatrzymał i przyjął niezwykle czujną postawę. od razu spaprałbyś całą robotę i umarł. Na próżno się głowiłem. abyś mógł prowadzić mocne i czyste życie myśliwego. Jak już ci powiedziałem. jak zmienić twój głupi sposób życia. w ogóle nie Jesteśmy podobni. co zechcesz. – Zostaw swój cywilizowany świat – powiedział. Zawsze. ponieważ one są tam zawsze. kiedy śpisz i kiedy nie śpisz. Opanowanie tej techniki wymaga czasu. Najwyraźniej nie udało mi się przekazać tego.sam robiłem. jeśli będziesz tylko wiedział. a przynajmniej nie robił tego tak jak ja. Później moce zwróciły mi uwagę. kiedy doradza mi. co mówił. Nie używał mięśni do wykonania obrotu. – Sztuka ustawiania śnienia nie polega tylko na widzeniu rzeczy. przyjacielu. jakby układał myśli. że bez wątpienia takie osoby są psychicznie chore. Szliśmy może pół godziny. Krajobraz gwałtownie się zmienił i znaleźliśmy się na obszarze pozbawionym roślinności. – Niech będzie taki. które nami kierują. a moje obawy wzrastają za każdym razem. a później spojrzeć na nie znowu. Wydawało mi się. o co mi rzeczywiście chodziło. On patrzył na mnie kącikami oczu. gdy sprzeciwiałem się temu. Lecz zdecyduj się wcześniej. Powiedziałem ci o rękach. możesz wybrać to. który doskonale wiesz. że w cywilizowanym świecie są setki ludzi. Jak możesz uważać. aż pokaże się duch wody. że don Juan będzie chciał wspiąć się po jego łagodnym stoku. – Wyglądał. ona zmienia kształt – powiedział po długiej chwili ciszy. co się dzieje w świecie rzeczywistym od swoich fantazji. Don Juan wstał i zaczął rzucać ukradkowe spojrzenia na południe. Kiedy zaczną zmieniać kształt. Udaliśmy się w jego kierunku. na którym chaparral został wypalony. Nie jesteśmy tacy sami. Było tam wielkie okrągłe wzgórze. że chociaż zrozumiałem. co by mi pomogło. Całe Jego ciało zdawało się napięte niczym jeden mięsień. wariacie – kontynuował don Juan. po to aby wiedzieć. że jednak tego nie potrafisz. Wydaje mi się. W tym momencie szarpnął mną bardzo silny podmuch wiatru. że masz patrzeć na swoje ręce. Przytoczyłem argument. na które poluje. Wyglądało to tak. i rytmicznie kiwał głową. Słońce już zniknęło za horyzontem. Jego twarz wyrażała zdecydowanie i nieugiętą wolę. Cały czas wpatrywałem się w niego. – Chodźmy – powiedział. że nie zauważyłem. jakby ktoś inny go odwrócił. ale on znów zaczął mówić. że powinieneś stać się nieskazitelnym wojownikiem. musisz przenieść wzrok na coś innego. czym jest rzeczywisty świat. że wojownik nie potrafi odróżniać tak podstawowych stanów? Natomiast ty. – Będzie prościej. jak mógł utrzymywać pozycję pionową przy takim rozluźnieniu mięśni. – Zawsze kiedy spojrzysz na jakąś rzecz w swoich snach. że ciało don Juana pociągnęła jakaś siła z zewnątrz. a ja usiłowałem cię nauczyć. Śnienie staje się rzeczywiste kiedy udaje ci się skupić na wszystkim. Chciałem go przeprosić. Wyglądało jak łysa głowa. – Nie musisz patrzeć na swoje ręce – powiedział. to jednak nie jestem w stanie zaakceptować jego poglądu. a później znajdź to w swoich snach. iż zaczęło się już ściemniać. Przez chwilę drżał. Wtedy nie ma różnicy pomiędzy tym.

że może to być brązowy cielak. Wdrapałem się na szczyt wzgórza z niewiarygodną szybkością i zręcznością. Stanąłem przed don Juanem. – Uważaj – szepnął mi don Juan do ucha. Szepnąłem to don Juanowi. Tutaj don Juan zatrzymał się. ponieważ don Juan robił to samo. a później przetoczyło na grzbiet. Jakieś dwadzieścia stóp od nas coś leżało na piasku. Wpatrywałem się w nie w stanie absolutnego przerażenia. W pewnym momencie niezwykle silny spazm podniósł je z ziemi. Udałem się za nim. – Co to jest? – szeptem zapytałem don Juana. Kiedy byłem w połowie drogi. Don Juan zwrócił się na południe i zaczął wzrokiem penetrować cały teren. Przy następnym silnym podmuchu wiatru dreszcz przeszedł mi po plecach. Nigdy nie znalazłem się w takiej sytuacji. jeśli to było zwierzę. chociaż jego boki nie poruszały się rytmicznie. Zbiegłem więc do niego. że jest za bardzo skulone jak na cielę. Przekonałem się. abym zszedł na dół. Jego ciałem wciąż wstrząsały skurcze. że jest żywe. Było jasnobrązowe i drżało. Zacząłem się znowu wpatrywać. o mało nie krzyknąłem ze strachu. zwierzę z pewnością było ssakiem. a później don Juan zaczął iść. może na nas skoczyć. przypominało zwiniętego w kłębek psa. przewróciło się na bok. Wytężyłem wzrok. Z miejsca. zwracając się twarzą na zachód. Było prawie okrągłe. Spazmatycznie łapało powietrze. jakby nic się nie wydarzyło. W tym momencie nagle zrozumiałem. aby widzieć zwierzę. na co to wygląda? Powiedziałem mu. Prawie mogłem dostrzec jego głowę i uszy sterczące jak u wilka. ale nie zmieniło swojej skulonej pozycji. Leżało na grzbiecie. Odpowiedział. zdawało się dogorywać jego oddech był nieregularny. albo martwe. dosłyszałem nieludzki wrzask i zwierzę wyprostowało nogi. która wymagałaby tego rodzaju dziwnej koncentracji. – Nie wiem – odparł podobnie cicho. Zwierzę. aby coś zobaczyć. że to jakieś skulone zwierzę. Pomyślałem sobie. – Jeśli jest umierające. Dał mi znak. odwróciłem się i zobaczyłem don Juana stojącego w tym samym miejscu. – Ale co to za zwierzę? Nie byłem w stanie dostrzec żadnych wyróżniających się cech. Skoncentrowałem na tym całą swoją uwagę. Nowe szarpnięcie poruszyło ciałem zwierzęcia i wtedy zobaczyłem jego głowę. – To zwierzę jest w agonii – szepnąłem don Juanowi. – Tam – powiedział szeptem i wskazał na jakiś obiekt na ziemi. Don Juan zrobił kilka ostrożnych kroków w jego kierunku. Przerażony odwróciłem się do don Juana. Obeszliśmy nagie wzgórza od wschodu i doszliśmy do środkowej części podnóża. – Według ciebie. Nogi sterczące w górę dziko podrygiwały. Nagle zadrżał. Kiedy podszedłem bliżej. Jego ciało poddało się jeszcze jednemu wstrząsowi. że zwierzę nie żyje – powiedział. Sądząc po korpusie. że jeszcze nie zdechło. że podobne jest do psa. na którym staliśmy. jak oddycha. W tym czasie zrobiło się już całkiem ciemno i musieliśmy zbliżyć się jeszcze o dwa kroki. ale don Juan zatrzymał mnie łagodnie. Widziałem. – Co się stało? – zapytałem bez tchu. – Myślę. Po wyprostowaniu nóg.urzeczony. Zwierzę znowu zadrżało i wtedy przekonałem się. Niewątpliwie było to jakieś zwierzę. Zrobiłem kilka kroków w kierunku tej rzeczy. – Zbyt duże jak na psa – powiedział rzeczowo. że na ich widok zrobiło mi się niedobrze. Miało tak przerażające pazury. a poza tym ma sterczące uszy. ciałem wstrząsały skurcze. albo śpiące. W pobliżu jego wierzchołka znajdowała się jaskinia albo dziura. szczyt wzgórza nie wydawał się już taki okrągły i gładki jak z dużej odległości. jakby ktoś spuścił na niego zimny prysznic. jakby skulone. Zbliżyliśmy się do niego ostrożnie. Posłyszałem potężny ryk i krzyczącego don Juana: – Uciekaj! Ratuj swoje życie! Właśnie to robiłem. jednak miało dziób jak ptak. W skupieniu wpatrywałem się w nią. Mój umysł nie mógł uwierzyć w istnienie . kiedy na to patrzyłem. Podążyłem za nim. – Masz rację – wyszeptał w odpowiedzi. Wówczas byłem już najzupełniej przekonany. Zwierzę niewątpliwie wydawało ostatnie tchnienie. wykorzystując resztkę swojej energii.

Polega to na ujawnieniu swej obecności przez kontrolowaną. Ciągle powtarzał. Moc posiada niszczącą siłę. Wydawało mi się. że jeszcze tego samego dnia byłem osobą. ale uciszył mnie i powiedział. że gałąź wyglądała jak żywe zwierzę. gdybym porzucił wszystko i podążył za mocą. a opanowanie mocy zajmuje dużo czasu. moc. Byłem zakłopotany. Została spalona i prawdopodobnie wiatr nawiał pyłu i popiołu. . ale on odwrócił się i zaczął iść na szczyt wzgórza. ratując swoje cenne życie. Rozumiesz. że dość trudno byłoby powtórzyć ten stan. – Gałąź była prawdziwym zwierzęciem i żyła w momencie. co jest rzeczywiste. Szepnąłem mu do ucha: – Co rozumiesz przez zatrzymanie świata? Popatrzył na mnie dziko. który znamy. który zna jego głos. Coś niepojętego znajdowało się teraz przed moimi oczami. jak wiatr sprawił. aby zatrzymać świat. Była to wielka gałąź krzewu. W sposób kontrolowany. Powiedział. co zrobiłeś. ostentacyjną. że prawdziwym sukcesem byłoby. i kazał mi znaleźć sobie wygodne miejsce. które wyglądało jak jaskinia. – Zmarnowałeś wspaniałą moc. znajdowałem się w doskonałym stanie. że próba stania się dostępnym dla mocy może być niebezpieczna. Chciałem. że dłużej powinienem zachować widok żywego potwora chwilę dłużej. słuchając jego dźwięku i zostawi nas w spokoju. aż świat przestałby istnieć. Zaśmiałem się ze swojej głupoty i w podnieceniu opisałem don Juanowi. żeby złościł się na mnie albo był rozczarowany moim postępowaniem. moc i śmierć. Nie wyglądało na to. którzy polują na moc. ale uciszył mnie. groza. że kiedy uciekałem na górę. aby don Juan wytłumaczył mi. Stałem oniemiały. głośną rozmowę albo inny rodzaj hałaśliwej aktywności. polega na tym. rozpada się. Powiedział. aż wreszcie wszystko poskładało mi się w całość i wiedziałem już. Połączyły się w nim lęk. Zacząłem przepraszać go za skłonność do zbytniej ufności w słuszność własnego postępowania. Stawanie się dostępnym dla mocy musi się odbywać systematycznie i zawsze z wielką uwagą. Spoglądałem raz na niego. Zbliżyłem się i podniosłem je. czym było. Don Juan kilkoma małymi gałązkami zmiótł pył nagromadzony na dnie wgłębienia. że to tylko początek. Poklepał mnie po ramieniu i zażartował. Stwierdził. – To nie ma znaczenia – powiedział. że duch. W całym swoim życiu nie widziałem niczego podobnego. że przez całą noc powinienem trwać w kompletnej ciszy i czuwać. Dał mi znak. Wpatrywał się we mnie. tak jak podczas śnienia. Później konieczne jest zachowanie długiej i całkowitej ciszy. Technika. Zwrócił mi uwagę na to.czegoś takiego. nadając jej wygląd wielkiego. powinienem dążyć do “zatrzymania świata". raz na zwierzę. ale płytka szczerba w piaskowcu. że jest to technika praktykowana przez tych. kiedy moc ją dotknęła. – To. która tchnęła życie w suchą gałąź. Zacząłem mówić o gałęzi. więc cała sztuka. aby utrzymać jej obraz. to nie żaden sukces – powiedział. Nie był to jednak otwór. Don Juan powiedział. która wiedziała. zanim odpowiedział. kontrastując z zieloną roślinnością. Tylko on będzie przez chwilę mówił. Kontrolowany wybuch i kontrolowany spokój są oznakami wojownika. – Musimy pozbyć się kleszczy – wytłumaczył. abym usiadł. Nie potrafiłem wypowiedzieć ani jednego słowa. a co nie. w jaki rozwiązałem tajemnicę. nie tracąc głowy ani nie odchodząc od zmysłów z podniecenia czy strachu. Podążyłem za nim. co mam na myśli? Chciałem zapytać o coś innego. Kolor spopielonych resztek. czym jest to nieprawdopodobne zwierzę. dzięki której świat. ale byłem w stanie jedynie coś wymamrotać. że będzie zadowolony ze sposobu. może złagodnieje. Wczołgał się do zagłębienia. bo spędzimy tutaj noc. która z łatwością może spowodować śmierć i dlatego trzeba ją traktować z wielką ostrożnością. Wyjaśnił. nadał całej gałęzi barwę jasnobrązową. brzuchatego zwierzęcia. Ponieważ to właśnie mocją ożywiała. które przykryły gałąź.

może zostać . gdzie siedziałem. Nie są to właściwe miejsca mocy. Don Juan śledził jej lot skupionym krokiem. że istnieją dziesiątki takich miejsc. głupcze – powiedział z uśmiechem. ale mała wrona powiedziała mi. don Juanie? – Każdy wojownik może stać się człowiekiem wiedzy. Wyjaśnił. – Zachowaj go w swojej pamięci. skalistego urwiska. Otworzył drzwi samochodu. Nie ma w nich żadnej mocy. gdzie dawno temu byli zakopani bojownicy. wojownik jest nieskazitelnym myśliwym. ale bardziej miejsca oświecenia. Im doskonalsze jest koło. Wczesnym popołudniem wspięliśmy się na szczyt gigantycznego. Znaczy to. Roślinność z pustynnych krzewów przeszła w gęste. które wybrał don Juan ze względu na to. Zaparkowałem samochód w zagłębieniu. Z miejsca. że było na tyle głębokie. płaskie pustkowie. usiadł z przodu obok mnie i poprowadził mnie około siedemdziesięciu mil na południe. Moc znajduje się w kościach wojownika. Powiedziałem. który poluje na moc. tak długo jak tego potrzebowali. tym większa jego moc. wsadził głowę przez okno samochodu. iż mogło ukryć samochód przed ludzkim wzrokiem. zauważyłem obszar o średnicy około stu jardów mający kształt koła. Gęste krzewy pokrywały jego powierzchnię łącznie z kamieniami. Nie ma tu zakopanych kości umarłych ludzi. 31 sierpnia 1961 roku. – Wystarczy. gdzie można pobierać nauki lub znajdować rozwiązanie problemów. – Nikt nie jest tutaj pogrzebany. a jest już południe. Wskazał na pole na dnie urwiska. Zażądał kompletnej ciszy. Nastrój wojownika Przyjechałem do domu don Juana w czwartek. – Czy kości wojowników są wciąż tutaj pogrzebane-Don Juan uczynił komiczny gest zakłopotania i uśmiechnął się szeroko.11. – Nie tutaj. zielone górskie zarośla i drzewa. że przyjdziesz w to miejsce – powiedział. jak niektóre wzgórza i formacje krajobrazowe stanowiące siedzibę duchów. Don Juan usiadł i dał mi znak. Stąd poszliśmy prosto ku szczytom niskich wzgórz. gdyby don Juan mi go nie pokazał. które rozrzucone są po starym świecie Indian. bezpośrednio nad nami. – Na dole. przemierzając rozległe. – Czy zostaniemy tutaj na noc? – Tak myślałem. które wyglądało jak Ściana. jednak odszukanie ich praktycznie byłoby niemożliwe. Jeśli odniesie sukces w polowaniu. a kiedyś. Przeleciała wrona. – Albo spędzisz noc na tej skale. wówczas twoje uczucia się przemienia. Przyglądałem się skale i dziwiłem się. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o wronie. Kiedy zrobiło się ciemno. kracząc. Nie interesują mnie cmentarze. W tym momencie. ale ich nigdy nie znajdziesz na cmentarzu. Don Juan klepnął mnie w ramię. Nie zauważyłbym tego regularnego okręgu. uśmiechnął się do mnie i powiedział: – Musimy przejechać niezły kawałek drogi do miejsca mocy. na dwa czy trzy dni. że przychodzili tu. – Patrz na krąg kamieni – powiedział. – To jest miejsce mocy – powiedział po chwili przerwy – – To jest miejsce. Następnego dnia zjedliśmy skromny posiłek i kontynuowaliśmy podróż na wschód. – To nie jest cmentarz – wyjaśnił. że kiedyś wojownicy byli tutaj zakopani. ale uciszył mnie niecierpliwym gestem dłoni. – Kim jest człowiek wiedzy. żeby tego nie robić. jak i gdzie zostali pogrzebani wojownicy. że to pole jest otoczone przez naturalne ogrodzenie z kamieni. Powiedział. aby zakopać się na noc. Później skręciliśmy na wschód w ubitą piaszczystą drogę i jechaliśmy nią aż do podnóża gór. Jak już ci mówiłem. Zanim zdążyłem przywitać się z nim. rozciągające się bezpośrednio pod nami ku wschodowi. don Juan wybrał miejsce na nocleg. abym zrobił to samo. pewnego dnia wrona zaprowadzi cię do innego takiego miejsca. Jeszcze więcej mocy jest w kościach człowieka wiedzy.

wśliznąć się do klatki i zranić wojownika? – Nie. aby stał się doskonały. Zamknął tę skrzynię. – Miałem zamiar zakopać cię tutaj na całą noc – powiedział. Poczułem wagę moich przeszłych działań jako nieznośne i krępujące brzemię. – A co ze zwierzętami? – zapytałem. Powstrzymał moje pytanie ruchem ręki. ale don Juan uciszył mnie.człowiekiem wiedzy. wojownik nie przejmuje się nimi. Nie pozwolił mi sobie pomóc. że powinienem siedzieć i czekać. że jestem człowiekiem. Zdenerwował mnie pomysł unieruchomienia mnie w ziemi i zapytałem. że nie ma dla mnie żadnej nadziei. powiedział. że jeszcze nie nadszedł czas. wąż czy puma nie będą go niepokoiły. że ani trochę ziemi nie nasypało się do środka. doskonałości ducha wojownika to jedyne zadanie godne naszego Jego słowa podziałały jak katalizator. niezależnie od wszystkiego. żeby tu być. Powiedział. że zwykle wojownik sam ją sobie budował. Doświadczałem wyjątkowo przyjemnego uczucia spokoju i zadowolenia. rzucił na oczyszczone wcześniej miejsce. Ściszając głos prawie do szeptu. oczyścić go i sprawić. Natura czynów przestaje być ważna. don Juan od razu poprowadził mnie poprzez gęsty chaparral do środka okręgu. że nie zasługuję na to.. Była tam wyraźna ścieżka w prawie pionowej ścianie. że jeśli rzeczywiście czuję. Wstał i dał mi znak. a równocześnie obezwładniający. świat w tamtej chwili wydawał mi się taki prosty. Zaniedbywanie własnego ducha to poszukiwanie śmierci. które zebrał. Zaczął schodzić stromą. W ten sposób przykrył mnie od ramion w dół. Zacząłem płakać. opowiadając o . Powiedziałem don Juanowi. służyły za oparcie dla dłuższych kijów nadających klatce wygląd otwartej trumny. smutek i walkę. które kończyły się rozwidleniami. po czym wślizgiwał się do niej i uszczelniał ją od środka. a liście tak dobrze rozmieszczone. a później powiedział z głębokim przekonaniem: – Poszukiwanie człowieczeństwa. Nie masz mocy. natomiast ja jestem słaby. potrafi obronić się przed wszystkim. abym szedł za nim. że mój duch został wypaczony. Ten spokój był rozkoszny. Don Juan powiedział.. Zrobił długą przerwę. powinienem go po prostu doprowadzić do porządku. Uznałem. wbijając w miękki pył kawałki gałęzi o długości dwóch i pół stopy. Powiedział. ból. Mogłem swobodnie poruszać nogami. a mój duch został wypaczony przez okoliczności mojego życia. kładąc na górze krótkie gałęzie z liśćmi. co przynosi mi los – radość. Zaśmiał się i zagroził. wschodnią stroną urwiska. ponieważ. Kazał mi się położyć głową na wschód. w jaki sposób ma zamiar to zrobić. – Po co wojownicy się zakopują. Natomiast wojownik. podłożył mi pod nią kurtkę i zrobił klatkę wokół mojego ciała. kierując się swą niezachwianą wolą. Zachichotał jak dziecko i zaczął zbierać suche gałęzie. Było ono również koliste. Wziął gruby kawałek suchego drewna i używając go do kopania wzruszył ziemię wokół mnie i zasypał nim całą konstrukcję. aby głowa oparta na kurtce jak na poduszce wystawała na zewnątrz. Gałęzie. śmierć i tak nas dopędzi. Żaden szczur. – Ale wiem. co jest tym samym. Te z nich. Powoli zeszliśmy po niebezpiecznej ścieżce i kiedy znaleźliśmy się na dnie. Nie byłem przyzwyczajony do tego rodzaju ciszy. Próbowałem mówić. Skonstruował ją. ponieważ nie masz mocy. Spokój tego miejsca wpłynął na mój nastrój. Zakopię cię tylko na chwilę. Tak samo jak każdy człowiek zasługuję na wszystko. Zacząłem myśleć o swoim życiu i o mojej osobistej historii i doświadczałem dobrze mi znanego uczucia smutku i miałem wyrzuty sumienia. Pozwolił. Ty się o to martwisz. prowadząca do kamiennego kręgu. jeśli dalej będę tak mówił. a także wsuwać się i wysuwać z tej klatki. ponieważ w całym naszym życiu nie ma ważniejszego zadania do wykonania. Jego świat jest silny i prawy. don Juanie? – Żeby osiągnąć oświecenie i moc. jeśli działa się jak wojownik. – Czy mogą rozgrzebać wierzchnią warstwę ziemi. Kilkoma grubymi i suchymi gałęziami zmiótł i oczyścił miejsce do siedzenia. co poszukiwanie niczego. że przysypie mi głowę ziemią. Rama była na tyle solidna. – Co.

Nie mogłem temu zaprzeczyć. w poczuciu. pozostawiając to miejsce w takim stanie. i pozostał w tej pozycji. Później zasypał oczyszczony krąg. – I zawsze wbrew twojej woli. pod którym się urodziłem. że byliśmy tutaj. a nie aby płakać. Od teraz powinieneś przejąć pełną odpowiedzialność. jakby się tu nic nie wydarzyło. ale powstrzymał mnie niecierpliwym ruchem głowy. W końcu don Juan przerwał ciszę. dopóki nie zauważyłem. – To nie licuje z życiem wojownika. Zapanowało niezręczne milczenie. że potrafi wczuć się we mnie. Chwycił mnie pod pachy i wyciągnął z klatki. ponieważ śladów człowieka nie da się całkowicie zatrzeć. prawda? – zapytał don Juan. jak bardzo lubisz rozczulać się nad sobą. że mój nastrój przypomniał mu pewną piosenkę. Pomyślałem. Zwrócił mi uwagę. – Jak to możliwe? – zapytałem. Wyraziłem uznanie dla jego biegłości. Siadł ze skrzyżowanymi nogami i powiedział. ąuisiera llorar. musisz to zmienić – powiedział łagodnie. Nic nie odpowiedział. tak właśnie jest. rozczulając się nad sobą – powiedział. a czasami śmiać z tęsknoty" (Que lejos estoy del cielo donde he nacido. z wyjątkiem pewnych sytuacji. Słuchał z uwagą. Zaczął ją śpiewać niskim. aż stałem się nieczuły na ból i smutek. Zmiótł ziemię z powrotem tam. – Czujesz się jak liść zdany na łaskę wiatru. Roześmiał się i jeszcze raz zaśpiewał tę samą piosenkę. a szczególnie wojownikowi. – Najtrudniejszą rzeczą na świecie jest osiągnięcie nastroju wojownika – powiedział. – Jak można równocześnie kontrolować się i zatracać? . czy zgadza się ze mną i faktycznie jest zainteresowany moją opowieścią. Wziąłem notes i podenerwowany zacząłem coś gryzmolić. że musiał mnie w pośpiechu wyciągnąć z klatki. Nikt nikomu nic nie robi. ponieważ przez całe życie szukałem tylko dziury w całym i nad wszystkim się użalałem. – A teraz jesteś bezsilny jak liść na wietrze. bardzo przyjemnym głosem. – Niezależnie od tego. że błąkałem się tak długo. a równocześnie zatracenia się. kiedy czuję się samotny i smutny jak liść na wietrze. że jesteś na łasce wiatru. quisiera reir de sentimiento). On również usiadł. Wydawało mi się. Wstał i zaczął rozbierać klatkę. gdzie byłem zakopany. Ahora que estoy tan solo y triste cual hoja al viento. Powiedział. że czasami pewne sytuacje w moim życiu niszczyły mnie. dopóki smutek mi nie przejdzie. że to wszystko wina innych. ponieważ chcesz być. że usiłuje ukryć uśmiech. że mam wystarczające powody. aby odnaleźć moc. ale nie mogłem odgadnąć. – Nie ma żadnego pożytku z bycia smutnym. kiedy mnie puścił. zwracając się twarzą w kierunku miejsca. Powiedziałem. ponieważ mój nastrój był nie do zniesienia i obawiał się. Usiłowałem się tłumaczyć. – To prawda. że daje mi trochę czasu. patrząc na mnie. że piosenka podobała mi się. gdyż miał rację. czasami chce mi się płakać. Teraz. ale tym razem zmienił intonację pewnych słów i w efekcie powstało śmieszne i płaczliwe zawodzenie. Właśnie dokładnie to odczuwałem. Inmensa nostalgia invade mi pensamiento. Przez dłuższą chwilę nie rozmawialiśmy. Ogarnia mnie ogromna nostalgia. stała się nie do przyjęcia. – Od dnia twoich narodzin w ten czy inny sposób zawsze ktoś coś dla ciebie robił – powiedział. Jesteś tutaj ze mną. tak aby myśl.swoim życiu. Wyjaśnił. skąd ją wygrzebał. Powiedział. kiedy uświadamiałem sobie swoją samotność i bezsilność. – Racja – odparłem. Usiadłem. aby czuć się jak liść na wietrze. że dobry myśliwy i tak będzie wiedział. niezależnie od tego jak byłby ostrożny. Jej słowa poniosły mnie w dal: “Jestem tak daleko od nieba. Powiedziałem. – Nastrój wojownika wymaga samokontroli. – Tak. Jednak dalej wierzyłem. abym doszedł do siebie. – Rozczulanie się nad sobą nie pasuje do mocy – powiedział. że to miejsce może obrazić się za moją słabość i próbować mnie skrzywdzić. – Wojownik zakopuje się. abym usiadł wygodnie. i dokładnie porozrzucał po chaparralu wszystkie kije. z narzekania i jeszcze usprawiedliwiania się przed sobą.

Prowadzenie szczegółowych zapisków pozwalało mi na pewne zrozumienie natury moich wizji. Później przenieś wzrok z powrotem na swoje ręce. co zwykle pojawiało się w moich wizjach. Za każdym razem. Na jeden raz wystarczą cztery. że wykorzystasz ją tylko wtedy. kiedy patrzysz na nie. w jaki nauczyłeś się patrzeć na swoje ręce. na ilu dasz radę. Musisz umieć nakazać sobie podróż do wybranego miejsca. które obrzucasz krótkimi spojrzeniami. dlatego na początku nie patrz na zbyt wiele przedmiotów. a później. co robisz. Masz najgorszą manię. Najpierw musisz wybrać miejsce. Don Juan odpowiedział. nie całkiem to mając na myśli. To po prostu się wydarzało. Kiedy poczujesz. gdy zaczynasz ustawiać śnienie – powiedział. Szczerze wierzyłem. don Juanie? – zapytałem. że naprawdę mi odbiło. Moje wizje. Don Juan miał rację. – Przypomnę ci teraz technikę. moje sny stały się znaczące. kiedy mówił. Milczał około piętnastu minut. musisz zacząć od koncentrowania wzroku na swoich rękach. Gdy tylko obrazy zaczną się zmieniać i poczujesz. że zapisuję szczegółowo swoje sny. Nie używałem żadnej siły woli. trwały dość długo.– To trudna technika – skwitował. Wydawało mi się. Kiedy zapisywałem jego wypowiedzi. odnawiasz moc potrzebną do śnienia. jakich spotkałem w swoim życiu. którą mi przekazał. usiłując je wykonać. Były jednak i takie noce. Stosunkowo łatwo było mi nauczyć się utrzymywać obraz moich rąk. ponieważ szczegóły i ich wyrazistość nie są wcale ważne. odwodzi cię tylko od celu śnienia. Dwa razy miał już coś powiedzieć. park albo dom przyjaciela – a później wyraź chęć. ale powstrzymał się i uśmiechnął. kiedy nie mogłem sobie przypomnieć. To. że możesz patrzeć na rzeczy przez cały czas. ale to tylko marnowanie czasu. nie patrząc na mnie. którym jest kontrolowanie i moc. Don Juan wydawał się usatysfakcjonowany i chciał wiedzieć. Po pierwsze. Zapisujesz wszystko. Mówił. – Wciąż czujesz się słaby. do którego chcesz pójść. by wypróbować nową technikę. Przedstawiłem mu szczegółowy raport z moich osiągnięć. W pewnej chwili przypominałem sobie. – Przestań to robić – powiedział kategorycznie. jest właściwe. Od kiedy zacząłem praktykować patrzenie na ręce. – W ten sam sposób. – Zwykłe sny stają się bardzo plastyczne. że trzeba to ćwiczenie traktować jak rozrywkę. miałem uczucie. – Następnym krokiem w ustawianiu śnienia jest nauczenie się podróżowania – powiedział. Przyznałem mu się. że jeśli nie będziesz patrzył długo. Pamiętaj. wracaj spojrzeniem do rąk. a ty jesteś najgorszy ze wszystkich ludzi. Prawie godzina minęła w kompletnej ciszy. aby tam pójść. Obejmuje dwa zadania. Położył się i zakrył oczy kapeluszem. – Nie daj się ponosić fantazji – powiedział sucho. Po raz pierwszy w życiu czekałem na pójście do łóżka. że tracisz nad nimi kontrolę. chociaż nie zawsze moich własnych rąk. kiedy nakazywałem sobie patrzenie na swoje ręce czy na inne elementy moich snów. – Ta żywość i wyrazistość to potężna bariera. albo na jakiś szczegół otoczenia. że muszę patrzeć na ręce. czy udało mi się nauczyć techniki śnienia. Praktykowałem wytrwale i po dokonaniu ogromnego wysiłku byłem w stanie uzyskać pewien stopień kontroli nad swoimi snami. – Jeszcze nie przestałeś być smutny – powiedział. co zechcesz. Później przenosisz go na inne rzeczy. że się zastanawia czy ma mówić dalej. kiedy umiałem już nakazywać sobie patrzenie na nie. . abym to w ogóle robił. – Co ty mi robisz. że teraz potrafię odtworzyć nawet najdrobniejsze szczegóły. ale mam nadzieję. Nagle zapytał mnie. Najlepiej dobrze znane – może swoją szkołę. W końcu usiadł i popatrzył na mnie. powinieneś nauczyć się kontrolować czas tej podróży. – W niczym ci to nie pomoże. Ta technika jest bardzo trudna. że to. kiedy spełnisz ten warunek. Koncentruj wzrok na tylu rzeczach. Później możesz powiększyć ich liczbę i objąć wzrokiem Wszystko. a moja zdolność przypominania ich sobie tak wzrosła. co robię. kiedy opanujesz tę metodę. będziesz gotowy. którą masz praktykować. Spisywałem wariackie instrukcje i wykańczałem się. nakażesz sobie przemieszczanie się. który miałem zeszłej nocy. więc teraz nie ma sensu mówić o nastroju wojownika. obraz się nie zmieni. co tylko się da. Miałem może wyrzuty sumienia i byłem zażenowany. Nie przypominałem sobie niczego szczególnego i zacząłem się rozwodzić nad koszmarnym snem. aż w końcu traciłem kontrolę i pogrążałem się w zwykłym śnie. Nauczę cię jej teraz.

ani szczurów. Wskazał na drzewa i stwierdził. tak że naprawdę mogłem odkryć zapach wikliny. Don Juan powiedział od niechcenia. ciskając w niego swoją siatką. Polujesz na nią. Wokół niego chaparral był bardzo gęsty. kiedy coś naciśnie na nią z góry. Powiedział mi. Istnieje specjalny sposób konstruowania pułapek z wodnymi szczurami. Wziął mnie jedną ręką pod brodę. w którym znajduje się woda. Don Juan kazał mi uważnie słuchać. Mięśnie szyi miałem bardzo napięte i ten ruch rozluźnił je. Wpatrywał się we mnie przez chwilę. abym mógł odkryć miejsce. z całą mocą waląc łapami. abym z brzegu bagna nazrywał trochę wiklinowych gałęzi i natarł nimi swoje ubranie. Pozostają ukryte. – Ale wrona wskazała ten kierunek. gdzie się znajdowała. Byłem bardzo zdenerwowany. Ze zdumiewającą szybkością i zręcznością don Juan zbudował pułapkę i po długim oczekiwaniu złowił trzy pucołowate. połączonej z klatką i zawieszonej wysoko nad nią umieszczano ciężkie kamienie. a drugą położył mi z tyłu głowy i poruszał nią do tyłu i do przodu. że mogą się kłaść na zewnątrz. ale w niezwykły sposób oczyścił mi się nos.Wydawał się zdziwiony. Skłonił mnie do zrobienia tego samego. – Normalnie w ogóle bym tu nie przychodził – powiedział. Była już prawie piąta po południu. doprowadzona do szaleństwa podskakuje. wtedy wbijają się w nie drzazgi. Stwierdził. dlatego kiedy puma podejdzie do pułapki. kiedy klatka stoi pionowo i nikomu nie szkodzą. że zwykle na kracie z kijów. kiedy szybko wdychał i wydychał powietrze przez nos. Don Juan powiedział. gdzie się ukrył. a wzdłuż jej krawędzi umocowane są bardzo ostre kolce. które służą tu za przynętę. żebym był czujny i pomógł mu odstraszyć kota. powyrywał z bagna duże kępki zielonych roślin z mułem i zaniósł na płaskie wzgórze. klatka rozpadnie się. – W tym miejscu roi się od pum i innych mniejszych kotów – powiedział zdawkowo don Juan. Po pięciu czy sześciu minutach szybkiego oddychania zakręciło mi się w głowie. a później się uśmiechnął. – Można tu jedynie polować na pumy – stwierdził. – Wciąż zadajesz mi to samo pytanie. Don Juan powiedział. a wtedy ścianki się kładą. – Czy naprawdę musimy tu zostać. że gdzieś tam jest woda. Obeszliśmy je wkoło. jak to robić. Są strasznie sprytne i jedynym sposobem na nie jest ogłupienie ich bólem i zapachem wikliny. żebym wziął drugą siatkę i napełnił ją mułem oraz roślinami i wspiął się na niższe gałęzie drzewa. a kolce przebijają to. w pobliżu pułapki z gryzoniami. Tymczasem szczury wodne zaczęły bardzo głośno piszczeć. rzuci na niego tylko muł. jak to ma wyglądać. – Mają one specjalne moce. Ich ściany są tak zbudowane. Nic ci nie robię. aż do skrawka pustyni porośniętego małymi drzewkami i znajdującego się w dolinie pomiędzy dwoma dużymi wzgórzami. że jeśli boczne pręty zostaną umieszczone w podobnych do łożysk otworach ramy. On zrobił to samo. jakby coś na nim obserwował. dopóki coś nie upadnie na nią. Nie mogłem zrozumieć. Niechętnie spróbowałem go naśladować. że być może będziemy musieli spędzić tutaj noc. ona zaś. że nie zamierza zranić ani kota. Jednak nie potrafiłem wskazać. Don Juan z ukrycia powiedział mi. zaraz po tym jak on to . – Czas iść – powiedział beznamiętnie i wstał. Stajesz się dostępny dla mocy. aż dotarliśmy do nieco wyżej położonego płaskiego wzgórza. – dlatego nauczę cię. Widocznie musi być tutaj coś szczególnego. Don Juan popatrzył przez chwilę na niebo. jakby stwierdzał coś oczywistego! Podbiegłem doń. abym odpoczął przez kilka minut. Przechylił głowę na bok i obserwował mnie. co ma mi do powiedzenia. a ja tylko kieruję tobą. Druga runda była bardziej intensywna. Powiedział mi. jak mięśnie jego brzucha zaciskają się yr bardzo krótkich skurczach. W przeciwnym razie unikałbym tego miejsca. więc don Juan narysował mi na ziemi szkic i pokazał. Później szybko i zręcznie wyplótł z trzciny dwie proste siatki. Szliśmy na wschód. – Pewnego dnia być może będziesz musiał złowić lwa – powiedział. spuszczając na siebie lawinę kamieni. Ruszyliśmy w tamtym kierunku i po dobrej ćwierci mili znaleźliśmy bagniste miejsce ze stojącą wodą. Kolcami są dobrze zaostrzone drzazgi z twardego drewna zamontowane w całej ramie. Napiął wszystkie mięśnie i zaczął węszyć jak zwierzę. co uderzyło w pułapkę. Kiedy puma przychodzi do pułapki zwabiona przez wodne szczury i próbuje ją rozbić. a potem kazał mi znowu zacząć wąchać. Zauważyłem. a on wybuchnął śmiechem. Udało mi się wyczuć zapach wikliny dolatujący z prawej strony. podobne do wiewiórek gryzonie. don Juanie? – Musimy.

na którym byliśmy przedtem. wydawało się nierzeczywiste. w którym się znajdował. W tym momencie don Juan wydał serię przenikliwych wrzasków. żebym był wyjątkowo ostrożny i nie spadł z drzewa. Lecz zanim do niej dotarło. Nie trafiłem. Piski gryzoni stały się niezwykle głośne i w końcu zrobiło się tak ciemno. jak to tylko możliwe. Powiedziałem mu. że w rzeczywistości nie miałem czasu. W końcu dotarliśmy do podnóża urwiska. kiedy wszedł do domu. był podobny do muczenia krowy. że ledwie mogłem dostrzec ogólne zarysy terenu. wziął klatkę z gryzoniami. Don Juan jeszcze przez chwilę przenikliwie gwizdał. łapiąc oddech. Wystarczało mi go tylko na działanie. Zdarzenia następowały tak szybko. będziemy bezpieczni. ja już siedziałem. jak jesteśmy ostrożni. – Na pewno pójdzie za nami – powiedział. Zwrócił mi uwagę. aby nazbierać drewna na opał w pobliskim chaparralu. Don Juan zagrzmiał śmiechem. Zaczął się śmiać z tego. Tak jak kazał mi don Juan. ale narobiłem wiele hałasu. co wydarzyło się z pumą. na którym siedziałem. że musimy opuścić to miejsce tak szybko. Z powodu podniecenia mój głos był chrapliwy. czy rzeczywiście widziałem to zwierzę. aby się bać.zrobi. Jego ostatnie instrukcje nakazywały mi siedzieć tak spokojnie. że jeśli uda się nam dostać na górę. a później powiedział mi. Szedłem bardzo blisko don Juana. aby nie dopuścić pumy. Don Juan powiedział. do głowy przyszło mi pytanie. abym zszedł z drzewa. aby pokazywać mi drogę. lecz nie mogłem uzyskać takiego samego efektu. Nie widziałem. Poszedł pierwszy. wbiegł na wzgórze i tak szybko. posłyszałem dość osobliwy ryk zwierzęcy. Jadłem. Siedzieliśmy w kompletnej ciszy przez kilka godzin. coś w niego uderzyło. Wyglądało. ale on tylko śmiał się z mojej szybkiej wspinaczki. a ja biegłem za nim. Kiedy teraz wracałem do tego myślą. a później zaczęliśmy schodzić do samochodu. kiedy zaatakowało pułapkę. Od czasu do czasu zatrzymywał się na chwilę i nadsłuchiwał. że wysiłek był zbyt wielki jak dla mężczyzny w jego wieku. Nie wiem jak. zbiło mnie z tropu. gdzie jest don Juan. czy to puma. Kiedy robiłem notatki. cisnąłem swoją siatkę. stawiając kroki z absolutną pewnością. don Juana nie było w domu. wyciągając przed siebie ręce. i kot z wyjątkową zręcznością wskoczył na wzgórze i zniknął. kiedy on będzie rozbierał klatkę i wypuszczał gryzonie. W pewnej chwili zaczął biec w ciemności. – To na pewno była puma – stwierdził don Juan kategorycznie. jak tylko potrafię. Zwierzę było rzeczywiste. 3 września 1961 Kiedy się obudziłem. jakby wszystko zostało specjalnie dla mnie zaaranżowane. Wykonałem wspaniałą arię przenikliwych wrzasków. Wgramoliłem się na szczyt w całkowitej ciemności i to przed don Juanem. Kiedy byliśmy już blisko wierzchołka. a później stwierdził. Przez moment wydawało mi się. Powiedział mi. Zacząłem krzyczeć. ale szedłem za nim. Przewrócił się na ziemię. Kiedy on wszedł na płaski wierzchołek urwiska. aby osłaniać się przed gałęziami. – Czy to było prawdziwe zwierzę z krwi i kości? . Nie zdążyłem się nawet upewnić. a później łagodny pomruk. – W górę! W górę! – krzyczał don Juan. miałem czas. że to. ponieważ zwierzę w dalszym ciągu przebywało w pobliżu. co nazywał moim nawykiem jedzenia w południe. Niedziela. Wciąż jeszcze świeże było dla mnie wspomnienie suchej gałęzi. żebym jak najlepiej naśladował jego Wrzaski. po którym piski w klatce ucichły. Niewiarygodnie szybko znalazłem się przy don Juanie. dotarł do miejsca. aż odskoczyło. i tak pozostawiamy za sobą ślad szeroki jak autostrada panamerykańska. które wywoływały dreszcze. zanim rozszarpie nas puma. Nagle posłyszałem bliski odgłos miękkich kroków i przytłumiony koci oddech. Don Juan kazał mi zapomnieć o sobie i wrzeszczeć z Prawdziwym uczuciem. Nagle w pełni uświadomiłem sobie sytuację. ponieważ puma nie jest głupia i prawdopodobnie już wraca po swoich śladach. & nie na rozważanie okoliczności. zobaczyłem ciemną sylwetkę zwierzęcia. ale dłuższy i bardziej chrapliwy. Zaczęliśmy się wspinać w ciemności. Właśnie wtedy bezpośrednio pod drzewem. – Niezależnie od tego. jakbym stopił się z gałęziami. ale poczęstował się moimi kanapkami. Popracowałem trochę nad notatkami i zanim wrócił. Pozwolił mi jeszcze krzyczeć przez chwilę.

na którym siedziałeś. – Wiem o tym – powiedział. Nie ma różnicy. że rozumiem. dzikiego kota polującego na swoją zdobycz. Powiedziałem. Lubisz koty? – Nie. Jak zwykle koncentrujesz uwagę na niewłaściwej rzeczy. jak się działa. ponieważ naprawdę widziałem ciemny kształt czworonoga nacierającego na klatkę. – Wygodnie jest zawsze działać w takim nastroju – kontynuował don Juan. Kontrolowałeś się i równocześnie poddawałeś. . że możesz przekroczyć pewne granice. Wszystko ci przeszkadza i wyprowadza cię z równowagi. gdybyś zobaczył to urwisko w dzień. – A o czym? – Mała wrona pokazała mi to specjalne miejsce. A później. uśmiechając się. Jednak musiałem odrzucić to przypuszczenie. Poddaje się. że idiotyzmem byłoby stosowanie w codziennym życiu tego. że cokolwiek zrobiłem tej nocy. Aby wspiąć się w ciemności na tę ścianę. co zrobiłeś. kiedy wdrapałeś się na szczyt tego urwiska? Powiedziałem. – Byłeś już blisko większości zwierząt. robiłeś we właściwym nastroju. Czy nie czułeś się wspaniale. Był pod drzewem. Don Juan słuchał cierpliwie. Czułem się poirytowany. przez moment pomyślałem. było całkowicie obce mojemu codziennemu życiu. iż mu nie dowierzam. Jestem przekonany. że moje podejrzenia zrodziły się dlatego. ale nie znalazłem przekonujących argumentów. ale jednak czuję. Powiedziałem. Kiedy o tym myślałem. Jesteś liściem na łasce wiatru. Zabija ona wszystkie zapachy. ale równocześnie umiałeś się kontrolować. jak ci zagrają. co robiłeś wczoraj w nocy. – W przeciwnym razie żyjesz fałszywie i czujesz się paskudnie. Kiedy zaś kończy kalkulację – działa. ale że wszystko. Wielka mi rzecz. – To był tylko duży kot. – Dlaczego robisz takie zamieszanie? – zapytał. – A więc zapomnij o nich. – Widziałeś i słyszałeś kota. i nigdy się ich nie bałeś. jakby puma już na nas czekała i została wytresowana. ale teraz. było to skutkiem strachu. Mogłeś zgubić ścieżkę i się zabić. co zaplanował don Juan. – Wszystko. To właśnie nazywam nastrojem wojownika. Wszystko kalkuluje. trzeba było równocześnie polegać na sobie i porzucić siebie. czy moje spodnie. – Nastrój wojownika jest potrzebny do każdego działania – odpowiedział. kiedy zaryczał lew. Kiedy zeskoczyłeś z drzewa. Życie pozbawione tego nastroju nie ma w ogóle mocy. W każdym razie lekcja nie była o tym. Wyglądało tak. a później biegnącego na wzgórze. ale jednak odrzuciłeś wszystko i w zupełnej ciemności wdrapałeś się na urwisko. Nie rzuciłeś wszystkiego i nie narobiłeś w spodnie. kiedy już o tym wiesz. jeśli jesteś we właściwym nastroju. wszystko może ci posłużyć do osiągnięcia tego celu. porwałeś klatkę i przybiegłeś do mnie. Strach wprowadził cię w nastrój wojownika. Spójrz na siebie. To kontrola. Ważne są twoje uczucia w tamtej chwili.– Oczywiście. a nie żadnego kontrolowania i porzucenia. że musisz tańczyć. całkiem nieźle się ruszałeś. które tutaj żyją. – Jesteś śmieszny – powiedział. Strach cię nie sparaliżował. w pobliżu krawędzi urwiska. czego mnie nauczył. będąc w nastroju wojownika – powiedział don Juan. śmiał się tylko ze mnie. – Ale chciałem ci pokazać. Nie ma żadnej mocy w twoim życiu. Cóż to musi być za okropne uczucie! Zamiast zachowywać się w ten sposób. – Dlaczego boisz się dużego kota? – zapytał z ciekawością. co ma na myśli. Rzuca wszystko. nie mogłem przejść do porządku dziennego nad tym. że nie chodzi o to. Powiedziałem mu. Trzymałeś całą jej wiązkę. czy to była puma. że nie uwierzyłbyś w to. że znajdowałem się niewiele ponad metr od takiego zwierzęcia. Nie Wywąchał cię i nie skoczył na ciebie dzięki wiklinie. że całe wydarzenie miało zbyt gładki przebieg. Niewzruszony pod ogniem moich sceptycznych uwag. Nigdy w życiu nie widziałem ani nie słyszałem wielkiego. Jęczysz i narzekasz. Nie wiedziałeś o tym. – Eliminuje całe gówno i jesteś oczyszczony. nie lubię. Wojownik tworzy swój nastrój. kiedy opisywałem mu swoje wrażenia. wojownik staje się myśliwym. aby zrobić dokładnie to. że don Juan mógł odgrywać rolę zwierzęcia. W pewnym stopniu poddałeś się. co się wydarzyło tej nocy. W tych górach muszą być ich tysiące. Chciałem się z nim kłócić. Kiedy robiłem notatki. a ja zobaczyłem tam możliwość nauczenia cię tego. jak polować na koty.

Wydawała mi się zbyt prosta dla skomplikowanego świata. Wyjaśniłem mój sposób rozumowania. gdy poczuję się urażony lub wprost zostanę zraniony w wyniku działań moich bliźnich. Wojownik jest nastawiony na przetrwanie i udaje mu się to w stylu. Nikt na niego nie może wpłynąć ani zmusić go. Liczyła się jedynie kwestia przeżycia. . ponieważ dokładnie znałem wszystkie zagrywki ludzi. – Dla wojownika nie ma nic obraźliwego w czynach jego bliźnich tak długo. – Osiągnięcie nastroju wojownika nie jest łatwe. to przecież nie miałbyś czasu na narzekanie czy obrażanie się na nią. mogła to być okrutna i złośliwa puma. jak długo sam działa pod wpływem właściwego nastroju. Traktowanie pumy. który nie ma sobie równych. który miałby nade mną władzę. To. Poprzedniej nocy nie czułeś się obrażony na pumę. ale nie urażony – powiedział. – Wiem. Według tego. aby przebić się przez te wszystkie głupoty. chociaż uznałem ją za nierealistyczną. Don Juan śmiał się z moich argumentów. na przykład wtedy. kiedy starałeś się uciec przez nią. wodnych szczurów i ludzi jako równych sobie to wspaniały akt ducha wojownika. Puma i moi bliźni nie byli sobie równi.Wojownik nie jest liściem na lasce wiatru. że przykład jest a propos. Ale tego nie brałeś pod uwagę. Bliźni mogą mnie urazić. co wiedziałeś. Do tego jednak potrzeba mocy. Podobała mi się jego postawa. Nastrój wojownika nie jest dla ciebie niedostępny ani dla innych. – Wojownik może zostać zraniony. wiem – cierpliwie odpowiedział don Juan. gdyż działają świadomie i są zawzięci. Gdybyś był sam i puma by cię dopadła i rozszarpała. Potrzebujesz go. nie wywołało twojego gniewu. Ryknął śmiechem i przyznał. To rewolucja. Nie słyszałem. kiedy byłbym fizycznie dręczony przez jakiegoś zawziętego okrutnika. w którym żyłem. a ja upierałem się. abyś ją przeklinał albo mówił. że nastrój wojownika prawdopodobnie mi nie pomoże. by zrobił coś wbrew sobie lub wbrew swemu osądowi. natomiast nic nie wiedziałem o pumie. I to było właściwe. że na nas polowała. że nie ma prawa uganiać się za nami.

– Na jakiej podstawie wybierał osoby. Wszystko. jak raz na nie spojrzał. Don Juan zabrał tykwy z jedzeniem i wodą. Doszło do tego. – Ale co będziemy robić konkretnie? – Kiedy dochodzi do polowania na moc. jak chmury płynące nad górami i mgła zstępują do dolinki. Kobiety marniały w oczach po tym. która się w nim znajduje. Don Juan jeszcze faz przypomniał mi. który niszczył przeszkody. a później na wschód. nie robi się wtedy żadnych planów. co mu się pokaże. Powiedziałem mu. – To mięso mocy – powiedział. On nie zrobi mi krzywdy.12. co robił. jakie masz w pewnych sytuacjach. Gromadził moc dzięki temu uczuciu. Żuj mięso mocy i chowaj się za mną przed wiatrem. Rozkazuje ci. jak poprzez uczucie można gromadzić moc. Moja osobista moc przyprowadziła go do mnie. Dlatego zawsze musi być czujny i gotowy. Wszystko. – Nie ma sposobu. Widziałem. Jednak nie czynił tego przez cały czas. staje się człowiekiem wiedzy. don Juanie? – Jest mięsem zwierzęcia. Moc jest czymś osobistym. Będziesz poszukiwał mocy i teraz liczy się wszystko. zjedliśmy posiłek w samochodzie. Moc to bardzo specyficzna siła. Wziął tykwy zjedzeniem i wodą i przywiązał je sobie do pleców. że nie rozumiem. aby to wyjaśnić – powiedział po długiej przerwie. – Nie pozwól. Obserwowanie nagłych zmian kierunku wiatru stało się czymś frapującym i tajemniczym. Na przykład mój dobroczyńca mógł. – Trzymaj się blisko mnie – powiedział don Juan. Mój dobroczyńca był gwałtownym człowiekiem. Wędrowaliśmy w kompletnej ciszy aż do trzeciej po południu. przez którą szliśmy. – Co będziemy robić w tych górach. jedynie patrząc na kogoś. Żucie suszonego mięsa naprawdę dostarczało mi energii. Polowanie na moc czy polowanie na zwierzynę to to samo. Patrz. Obserwuj wiatr. jaką naturę ma wojownik. Zaprowadził mnie na ścieżkę. a jednak cię słucha. co mu się wydarzało. a tylko wtedy. . don Juanie? – To znów inne uczucie. – Jak gromadzi się moc. a nawet jeśli byłaby taka potrzeba. Zależy od tego. Niech moc powoli wypełnia twoje ciało. co mam robić. która wiodła prosto ku wysokim górom. Ale są też inne jej centra. Wiesz już wiele o wietrze i teraz sam możesz polować na moc. Przez miesiące. Ona należy tylko do ciebie. Co pewien czas bierz po kawałku i przeżuwaj dokładnie. które mają być chore? – Tego nie wiem. żeby cię przewrócił ani żeby cię zmęczył. co zrobisz. – Obserwuj wiatr – powiedział. zanim te rzeczywiście nastąpiły. Ruszyliśmy. 28 grudnia 1961 Wyruszyliśmy w podróż bardzo wczesnym rankiem. których nie znasz. w kierunku gór. było silne i prostolinijne. Znamy się bardzo dobrze. Bitwa mocy Czwartek. – Co sprawia. Wspominam go jako człowieka. To odczucie. Nie da się jej przytrzymać i powiedzieć. szczególnie pod koniec dnia. kiedy angażował osobistą moc. don Juanie? – Będziesz polował na moc. – Musisz to zrobić sam. że moje ciało wyczuwało zmiany. Dzień był pochmurny i zanosiło się na deszcz. tak żebym zawsze mógł cię przed nim osłaniać. Mnie zaś dał mocną nić z nanizanymi na nią ośmioma kawałkami suchego mięsa i powiesił mi na szyi. On sam tego nie wiedział. Pojechaliśmy na południe. które miało moc. Była prawie jedenasta. sprowadzić na niego śmiertelną chorobę. – Nie znasz tych terenów i nie ma potrzeby ryzykować. wyjątkowy jeleń. To był jeleń. jak zmienia kierunek i ty też zmieniaj swoją pozycję. Myśliwy polujący na moc chwyta ją i gromadzi. Zanim wyruszyliśmy w drogę. Kiedy wojownik posiada jej już wystarczająco dużo. Taka jest właśnie moc. Myśliwy poluje na to. wyglądało w ten sposób. że to mięso mocy. czym jest naprawdę. To mięso może utrzymać nas przy życiu przez tygodnie.

– To znów kwestia osobistej mocy. na samej krawędzi balkonu. za bardzo otwarte na gniazdo dla szczurów i zbyt wietrzne dla insektów. W odpowiedniej chwili don Juan trąci mnie łokciem. Don Juan zdecydował. Zapytałem go. Przesuwałem wzrok z lewa na prawo. Wyglądała jak kopuła umieszczona na szczycie kamiennej wieży. Don Juan przerwał ją i szeptem powiedział. Don Juan powiedział. Powoli obchodziliśmy ją wokoło. Wplótł w niego i przykazał zebrane wiązki gałęzi i w ten sposób zbudował dach. po prawej stronie. Znaleźliśmy się bardzo wysoko. że odbieram je jako pewien nacisk na górną część klatki piersiowej. W końcu obrócił się w prawo. Mrugaj i nie koncentruj na niej wzroku. Nagle poczułem delikatne dotknięcie w ramię i zobaczyłem. ile tylko dam radę wnieść na półkę. Czułem się bardzo świeżo i wcale nie byłem zmęczony. Don Juan zatrzymał się na chwilę i rozejrzał wkoło. Natomiast jeżeli roztrwonisz ją. żebym niezależnie od tego. Za każdym razem na chwilę przed podmuchem wiatru klatka piersiowa i gardło zaczynały mnie swędzieć. jakbym siedział przy biurku i nie miał żadnych innych zmartwień. Postępując zgodnie z jego instrukcjami. starym człowiekiem. prawie na jej szczycie. Zapytałem don Juana żartobliwie. Byłem zadziwiony jego zdumiewającą zręcznością.Miałem uczucie. Don Juan usiadł pod nim ze skrzyżowanymi nogami. Kazał mi zgromadzić tyle kamieni. Powoli zsunąłem się na siedzeniu w dół skały. a wtedy powinienem spojrzeć tam. Przez chwilę panowała cisza. Jeszcze jeden palik takiej samej długości przywiązany do dachu podpierał go po przeciwnej stronie muru. nie odważył się wypowiedzieć ani jednego słowa. trzeba być wyjątkowo sprawnym i młodym. Widok był wspaniały. że założymy tam obóz. podczas gdy on sam zajął się zbieraniem gałęzi na dach. tak jak on to zrobił. W pewnym momencie poczułem. płytką jaskinię znajdującą się w pobliżu wierzchołka góry. Kazał mi usiąść obok siebie. a później próbowałem wbiec zboczem góry. wskaż mi go oczyma. podpierając się piętami i rękami. Weszliśmy do głębokiego wąwozu. Budowla ta wyglądała jak wysoki stół o trzech nogach. Zauważyłem. pisałem przez ponad godzinę. Don Juan wdrapał się na wielką skałę na końcu płaskowyżu i pomógł mi na nią wejść. Wyglądała jak sala wycięta w skale. co zobaczę. Poszedłem na jego zachodni koniec. że on również żuje suche mięso. Uznał. gdzie mi wskaże. że to idealne miejsce dla człowieka. Całkowicie pochłonęło mnie to zajęcie. jak gdyby nic specjalnego się nie działo. że powinienem zająć się pisaniem i robić to w taki sposób. że aby wspiąć się na ten występ. że ledwie go słyszałem nawet z tak bliskiej odległości: – Przesuwaj spojrzenie wzdłuż granicy mgły – powiedział. ile ma naprawdę lat. całkiem zwyczajnie. który miał około dwóch stóp długości i trzech wysokości. że don Juan porusza oczami i głową w kierunku wału mgły zstępującego ze szczytu góry i oddalonego od nas o jakieś dwieście metrów. Sądziłem. Minęło chyba z pół godziny. czy mam robić coś szczególnego. Deszcz przeszedł bokiem. od razu staniesz się tłustym. jaki chcę być – powiedział. że nie rejestrowałem upływu czasu. Podobna do balkonu formacja otwierała się na południe. Wspiął się na skałę jak kozica. Cały byłem mokry od potu i co chwil? musiałem wycierać dłonie. – Jestem taki młody. wzdłuż górnej granicy mgły powoli schodzącej na nas. Zaśmiał się i powiedział. gdyż inne stworzenia nie wytrzymałyby w nim. Z początku . a później jedną jego ścianą wspięliśmy się na mały płaskowyż na stromym zboczu olbrzymiej góry. Ostrzegł mnie. ponieważ jest to bardzo bezpieczne miejsce – za płytkie na kryjówkę dla pum i innych drapieżników. Piaskowiec zwietrzał w for-jnę balkonu z dwoma filarami. aby zbudować szałas. Zadanie obserwowania zmian kierunku wiatru było tak absorbujące. że poszukuje właściwego kierunku. Przymocował go do dwóch długich palików zakończonych rozwidleniami. że będziemy się zachowywać. aby dostać się do występu skalnego. twoje ciało jest w stanie dokonać niewiarygodnych wyczynów. Wyglądał jak zasłona przezroczystego materiału zawieszona nad niziną. Zaczęło się ściemniać. Jeśli gromadzisz moc. że odkryłem słabą poświatę na prawo ode mnie. Dłuższą krawędzią półka skalna była usytuowana wzdłuż linii wschód-zachód. na oskrzela. – Ale nie patrz na nią otwarcie. Mgła poruszała się wyjątkowo powoli. W końcu musiałem się poruszać po skale na własnym siedzeniu. Wydawało mi się. W ciągu godziny na wschodnim krańcu półki wybudował mur grubości jednej stopy. Kiedy zauważysz zielony punkt na wale mgły. Ostatnie kilka jardów całkowicie mnie wyczerpało. Po drugiej stronie zauważyłem wielką. Szepnął mi do ucha tak cicho. ponieważ dobrze znają go wszystkie moce tych gór. oprócz łamiących się ołówków. Tylko on może mówić bezkarnie. że mamy wystarczająco dużo czasu.

– Skoncentruj wzrok na tym punkcie – szepnął mi do ucha. byłem w stanie odkryć rozmyty zielonkawy kształt. aż będziesz widział. jakby było wyciosane u dołu głazu. Mały strzęp mgły. Nie wiadomo dlaczego miałem odczucie. że widzę zieleń krzewów prześwitującą przez mgłę. jak nachyla się nade mną i szepcze. jakby ktoś rozwiesił kurtynę przed naszymi oczami. że widzę przeźroczystą mgłę zdmuchniętą na dół ze szczytu góry. aby dwie czy trzy osoby mogły w niej usiąść. Znowu zacząłem się wpatrywać. solidna i wąska. Wydało mi się. Posłyszałem bardzo głośny i straszny krzyk ptaka. nie mrugając. Don Juan w pośpiechu dał mi trochę wody do picia. most łączący górujący szczyt z wałem mgły przede mną. że rzeczywiście niegłupio zrobiłem. Wrzucił go w krzewy. podobnej do kopuły górze i jeśli ruszę się chociażby na cal w prawo. Nagle zobaczyłem prostą belkę znajdującą się Przede mną. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa. że mam gorączkę. Kiedy wzrok mi się znowu zmęczył i zrobiłem zeza. Wczołgałem się tam i siadłem. próbowałem pochylać się najbardziej jak mogłem w lewo. ponieważ gdybym . przepływającą ponad mostem i nie dotykającą go. zwisał akurat nad tym miejscem. pomiędzy nimi. wczołgując się do jaskini. W pewnym momencie zatrzymał się i pozwolił mi usiąść. Poczułem. Kiedy patrzyłem na to miejsce wprost. aby przez nią przejść. Nasza jaskinia była wystarczająco duża. jakbym był ślepy. że okropnie swędzą mnie oczy. Nie mogłem pojąć. W ich świetle zobaczyłem don Juana siedzącego ze skrzyżowanymi nogami po mojej lewej stronie. Woda była tak zimna. jakbym szedł nad krawędzią przepaści. który wyglądał. Don Juan słuchał uważnie przez chwilę. Leżałem na płaskim gruncie. gdzie zauważyłem zielony kolor. Zrobił zeza i przypatrzył się mu. Trzymałem się jego ramienia. Była niezwykle długa. Moje ciało bez cienia wątpliwości czuło. Szepnął mi do ucha: – Wypij trochę wody i pozuj suchego mięsa. że jej krople odczuwałem jak rany na skórze. Natychmiast zrobiło się tak ciemno. Mgła wyglądała jak nie dająca się przeniknąć bariera. Nagła błyskawica rozświetliła całą okolicę. opierając się o don Juana. Zupełnie nieświadomie zacząłem je pocierać. Don Juan kazał mi wejść do środka. W zagłębienie dłoni nalał trochę wody z tykwy i spryskał mi nią twarz. co powinienem zobaczyć. Zeszliśmy ze skalnej półki i skierowaliśmy się na wschód.wydawało mi się. nie widziałem niczego. Wskazałem go don Juanowi. jak don Juan może iść. a później. albo most obniżył się do Mojego. Nie możemy tutaj zostać. a ja pozbawiony oparcia upadłem. Czułem. a później wylał mi kilka kropli na uszy i szyję. dopóki znów nie otworzyłem oczu. że muszę być absolutnie cicho. jakby most był rzeczywiście zbudowany ze stałego materiału. ponieważ moje ciało bezwiednie przechylało się w prawo. ale moje ciało miało inne zdanie i don Juan musiał mnie ciągnąć w tej całkowitej ciemności. Don Juan nie przestawał mną potrząsać. Trzy błyskawice nastąpiły szybko jedna po drugiej. Przez chwilę myślałem. jak podskakuje mi głowa i zwróciłem uwagę. Wpatrywałem się w most. W pewnej chwili miraż stał się tak doskonały. aby utrzymać je w pionie. Don Juan energicznie potrząsał moim ramieniem. Widać doskonale znał cały ten teren. spadnę w przepaść. ale obrzucił mnie groźnym spojrzeniem jakby upominając. jak paraliżująca może być mgła w nocy. To nie był krzyk ptaka. najpierw spostrzegłem fragment mgły nakładający się na jej wał. wielkie drzewa i jaskinię kilka stóp za nim. wyglądała na wystarczająco szeroką. Zobaczyłem don Juana stojącego po mojej lewej stronie. Nie odważyłem się puścić jego ręki. Rozpoznałem suche liście i gałązki. że siedzę na nachylonym zboczu. Nagle on odsunął się ode mnie. opierając się o skałę. – Patrz. oniemiały. że nie powinienem mówić. Tak więc. Chciałem zapytać. I wtedy albo ja Podniosłem się do jego poziomu. Wyglądało to tak. Byłem absolutnie przekonany. że siedzę na nagiej. Nigdy nie uświadamiałem sobie. Kontakt z ziemią przywrócił mi poczucie równowagi. Chociaż nie miała poręczy. jeden po drugim odrzucił na bok. Mój rozum ufał don Juanowi i zgodnie ze zdrowym rozsądkiem chciałem iść. Zacząłem dłonią badać najbliższe otoczenie. a wszystkie kamienie. Wywołało to bardzo nieprzyjemne wrażenie. że byłem w stanie odróżnić cień pod samym mostem kontrastujący z jego jasnym bokiem koloru piaskowca. Towarzyszył jej niezwykle głośny grzmot. po czym nogą rozbił mur i strącił dach. Jednak kiedy nie skupiałem na nim wzroku. Czułem. Wejście wyglądało. jakby był trwałą materią. cienki jej pasek wyglądający jak wątła budowla pozbawiona podparcia.

na poziomie gruntu jej Warstwa była cieńsza. Siedziałem z kolanami podciągniętymi pod piersi. że przestałem odróżniać pojedyncze błyskawice. Każdy błysk coraz bardziej uwidaczniał. Ku swemu zdumieniu. że powinienem podążać za dźwiękiem i patrzeć w kierunku. że poczułem się dużo lepiej. Opierałem się o skałę tak mocno. chociaż były one potężne. która trwała kilka minut. zacząłem odróżniać zarysy większych roślin. Jednak ziemia była sucha. mógłbym przysiąc. z którego. tak samo obok. Kapelusz dobrze mi służył za osłonę. która pozostawała zupełnie niewidoczna. Deszcz był ciepły. dochodzi.wchodził. Zaczął wiać stały wiatr i posłyszałem szelest liści na wielkich drzewach z lewej strony. Otaczały nas bardzo wysokie drzewa. że prowadzi na równinę pozbawioną drzew. ale bezpośrednio przede mną. Rozejrzałem się wkoło za don Juanem. Wyraźnie rozróżniałem poszczególne elementy terenu. Brak zgodności Pomiędzy dwoma wersjami rzeczywistości sprawił. sparaliżował mnie. tak że zmokły mi tylko łydki i buty. że mgła i błyskawice są ze sobą w zmowie i że powinienem kontynuować to wyczerpujące czuwanie. jasnoszarej masy mgły. że prawdopodobnie wystarczająco już się naobserwowałem i że teraz powinienem skoncentrować uwagę na samych grzmotach. don Juan mógł. W następnym błysku zobaczyłem odległą górę właśnie z tej strony. Obszar. Wydawało mi się zupełnie prawdopodobne. Elektryczne wyładowania zdawały się przesuwać w prawo. Bezpośrednio przede mną. zamrażała światło elektrycznego wyładowania i równomiernie je rozpraszała. uświadomiłem sobie. że gwałtownie zacząłem poszukiwać jakiegoś wytłumaczenia. Nie mogłem uwierzyć w to. Mgła podnosiła się. W tym momencie zdumiewający blask błyskawicy wydobył całą fantastykę i niesamowitość scenerii. nie budząc. gdy tylko odpowiednia ilość światła podniosła ciężką kurtynę ciemności. gdzie widziałem ścieżkę. Burza odeszła już zbyt daleko. ciągnącą się aż po horyzont. Don Juan dodał. tam gdzie spałem. przyzwyczajony już do jednolitej czerni. W świetle błyskawic mogłem się zorientować. natomiast las był tylko po lewej. w którym się znajdowałem. Wydawało mi się. co widzę. Wtedy zaczęło padać. Przeżyłem chwilę niezwykłego zamętu. ale teraz szok spowodowany zmianą otoczenia. Błyskało tak często. znajdował się po jej przeciwnej stronie. że po prawej stronie znajdował się łańcuch gór. Spostrzegłem ciemne zarysy pni olbrzymich drzew na tle mętnej. Tak więc nawet podczas długich przerw pomiędzy błyskami. że jesteśmy pośród sekwoi. a rondo kapelusza przemokło i lała się woda z niego. ponieważ jestem zaangażowany w bitwę mocy. jak gęsty w rzeczywistości jest ten wał mgły. aby ustalić. że grzmoty zawsze dochodzą z prawej strony. aby je dobrze oświetlić. Błyskawice i grzmoty jednak nie ustawały i nagle mgła z prawej strony rozproszyła się i zobaczyłem niebo. że gdybym wcześniej nie widział tego miejsca. Wyglądała jak gęsta. Moje lęki i brak pewności siebie zniknęły od razu. jak mi się wydaje. jak tylko mogłem. Nie rosła na niej żadna roślinność. na którym zarysowała się jej wielka masa. biaława substancja zwisająca pomiędzy drzewami. że do tej pory zupełnie nie zwracałem uwagi na grzmoty. Mgła wokół nas całkowicie ustąpiła. Jednak tak dokładnie oświetlały cały teren. gdzie siedział don Juan. tam. Wydawało mi się. Padało przez długi czas. Miałem mokre nogi. Mgła. że ponieważ spałem tak głęboko. Nastąpiła salwa błyskawic. Nie było żadnych drzew po lewej ani doliny po prawej. nad którym przechodziła teraz burza. nie byłem już całkowicie zdezorientowany. wcześniej już zaobserwowane przeze mnie. Stałem na płaskim terenie pomiędzy dwoma pagórkami porośniętymi roślinnością. Światło stanowiło tło. że patrzę w dół ciemnej doliny. Skończyły się już salwy błyskawic i grzmotów i tylko sporadycznie pojawiały się błyski intensywnego światła i towarzyszące im odgłosy. a ja. Wydawało mi się. Zwykle zacząłbym się zastanawiać. znajdował się gigantyczny krzew. . Spostrzegłem nawet cumulusy ponad górami. Znajdowaliśmy się w sosnowym lesie. uderzyłbym głową o skałę. Na wprost przed sobą zauważyłem ścieżkę. ale pod jakimiś wielkimi krzewami. czy nie zostawił mnie samego. ale światła było tyle. szczegóły. Poczułem go na stopach i wtedy usnąłem. które wyglądały zupełnie jak czarna wycinanka nałożona na olśniewająco białe niebo. Obudziły mnie krzyki ptaków. Tak niezwykle wysokie. przenieść mnie na plecach w zupełnie inne miejsce. Don Juan szepnął mi. jak biały filtr. Zobaczyłem też na jej szczycie drzewa. Wcale nie byłem w jaskini. Nie było go. Don Juan wyszeptał. Wstałem.

Rozumiesz. Nie mogę ci jej dać. Ale nie możesz jej wykonać. że rzeczy w ogóle wyjawiają jakieś tajemnice? – zapytałem. Musi też mieć poprzeczny pasek dokładnie przylegający do głowy. Kiedy tam dotarłem. Don Juan przez chwilę zachowywał milczenie. że poddając się przygnębieniu. ale natychmiast się uspokajał. Poprosiłem go. a na niebie było tylko kilka chmurek. że jedynym sposobem zrelaksowania się jest pisanie. Jadłem i równocześnie robiłem notatki. siedział na gładkiej skale. Był świadomy mojego nastroju. co się ze mną działo. bombardując mnie słowami. Nie mógł jednak zachować poważnego wyrazu twarzy i kilkakrotnie wybuchał śmiechem. Don Juan słuchał. bo zaśmiał się z wielką rozkoszą. Poczułem. ruchu wody czy chmur. Albo może też przypominać ciasno przylegającą czapkę. Jego wzrok przewiercał mnie na wylot. jak trudno było mi zaprogramować się. Nie uśmiechał się już. o komentarz. . Mogę zawołać go dopiero wtedy. Powiedział. – Jak się czujesz? – zapytał żartobliwie. Podał mi dwa wielkie kawałki mięsa. a potem opanował mnie strach i wykrzykiwałem jego imię tak głośno. jak tylko się dało. dopóki nie pojawi ci się jej wizja podczas śnienia. o co mi chodzi? Opaska powinna być zrobiona według specjalnej wizji. umożliwiający mu dokonywanie właściwych interpretacji. – Każda rzecz może mu wyjawić pewną tajemnicę. Don Juan. postąpiłem lekkomyślnie w stosunku do mocy. że idzie poszukać pewnych roślin. Odpowiedział z miejsca w pobliżu szczytu góry. Automatycznie usiadłem. Wciąż byłem przygnębiony. co się stało. Nie chciałem nic mówić. kiedy na głowę wkłada się obiekt mocy. Don Juan kazał mi usiąść na płaskiej płycie skalnej. Nie miałem w ogóle żadnego problemu z przypomnieniem sobie. Otworzył tykwy i wziął sobie trochę jedzenia. – Zakładanie jej to taka sztuczka. Wypaplałem wszystko o tym. Po kilku godzinach tej pracy zawołałem don Juana. ale te przedmioty wywołają tylko intensywne sny. Słońce wspaniale świeciło. Polecił mi. że wizja przepaski na głowę nie musi pojawić się tylko podczas śnienia. improwizując. Powiedział. a nie śnienie. Kiedy skończyłem swoje sprawozdanie. jak tylko potrafiłem. powiedział. Pomyślałem sobie. bo w przeciwnym przypadku moc zwróci się przeciwko nam obydwu i nigdy żywi nie opuścimy tych odludnych wzgórz. Może chcesz iść w krzaki? Zachichotał. że on wie. Ale podniecenie spowszedniało i w niektóre noce wcale nie byłem w stanie tego zrobić. popatrzył na mnie i powiedział: – Okropnie wyglądasz. odchodząc. ale może też wystąpić w stanach czuwania jako rezultat dowolnych i nie związanych ze sobą wydarzeń. Jego uśmiech był tak figlarny. Usiadłem w słońcu. ponieważ sam musisz ją zrobić. Wiał ożywczy wiatr. a ja powinienem dojść do siebie i coś zjeść. ale on tylko kręcił głową. Wyłonił się zza krzewów. Po krótkiej przerwie od niechcenia zapytał: – Jak tam z twoim śnieniem? Wyjaśniłem mu. Nie chciałem tracić czasu na żadne zagrywki. że muszę na nie patrzeć. abym zabrał tykwy i przyszedł do niego. Natychmiast zdałem sobie sprawę. – Myśliwy polujący na moc obserwuje wszystko kontynuował. a później. jakby cała sprawa była dla niego niepojęta. Moje ubranie rzeczywiście było mokre. Tak dokładnie. przystąpił do wyjaśniania mi. o które chciałem zapytać. a później dodał. że być może don Juan posiada jakiś specjalny sposób. aby patrzeć na swoje ręce. Nie wiedziałem. Możesz też włożyć kapelusz albo mnisi kaptur i iść spać. – Musisz do snu wkładać opaskę na głowę – powiedział. od czego zacząć. – Ale skąd pewność. takich jak obserwowanie lotu ptaków. kiedy się uspokoję i odzyskam siły. być może z powodu nowości. Śnienie staje się łatwiejsze. że ma ona moc i że po chwili odzyskam siły. opisałem każdy szczegół mojej całonocnej halucynacji.Kilkakrotnie go zawołałem. nie przerywając mi. Muszę z tym skończyć. Było tyle spraw. aby wyschnąć. – Siadaj – rozkazał. że powinienem zdjąć ubranie i wyżąć je. aby mogło wyschnąć. że i ja się w końcu uśmiechnąłem. Na początku było to względnie łatwe. trzy czy cztery razy.

To jest twój sposób folgowania sobie. Wojownik dałby wszystko. – Co by się stało. Teraz nie możesz tego zrobić. Istnieją światy ponad światami. ciemność. i wszystko pozostałe. Zaśmiał się. ani przez żadnego innego człowieka. aby powiedział mi prawdę. – Zjedz swoje suszone mięso – nalegał. kręcąc głową w geście niedowierzania. abyś wysuszył jego mięso. Jest to suszone mięso jelenia. widziałem tylko moc. Miałeś szczęście głupca. – Masz zdradliwą skłonność. don Juanie? – Nie. Ty nie masz wrogów. Jak ci już wcześniej mówiłem. nigdy. co przydarzyło ci się poprzedniej nocy. Ale tak nie jest. gdybyś mnie nie ochraniał? – Ponieważ nie masz wystarczająco dużo mocy. – Aby posiadać moc. tym razem. – Czy ty sam widziałeś ten most. ani żadnym kawałem. nie zważając na nic. Zapytałem go co jest w mięsie mocy. Nie wyczerpała cię. To. ona ci rozkazuje. Jeśli dodał czegoś do mięsa. na przykład. – To. mógłbyś je zawezwać jeszcze raz. don Juanie? Czy możesz mi powiedzieć? – Podczas swojej pierwszej bitwy mocy widziałem swoich wrogów. że wrócił mu pogodny nastrój. I nie ma z czego się śmiać. Gdybym cię nie ochraniał. Nie prosiłem cię. Argumentowałem. Poprzedniej nocy. ponieważ nie było rzeczywiste. że nie masz umiejętności potrzebnych do używania mocy. Uśmiechnął się życzliwie. że suszone mięso może zawierać substancje psychotropowe i stąd wzięły się halucynacje. zapewniając go. to gdzie są teraz? – Są tutaj. ale przez samą moc. To dlatego. Ty sam się wykończysz przez te swoje zasrane myśli i wątpliwości. jest rzeczywiste – powiedziałem. błyskawice. że zgubiłbyś drogę. nawet trącił mnie lekko w ramię. Teraz już więcej tego nie robię. że nie jestem zły ani nawet zirytowany. Wydawało mi się. popychając w przepaść. Ja w tamtym czasie nienawidziłem ludzi. W mięsie nie ma niczego oprócz mocy. przyjacielu. ani ja nie wsadzaliśmy niczego do królika. ale wtedy prawie mnie zniszczyła. Ani ty. Zatrzymałem cię. Mgła była bez zarzutu w stosunku do ciebie. który widziałeś zeszłej nocy i las. wskazując na wszystko dookoła. Z kolei twoja bitwa mocy była przyjemna. don Juanie? – Nie. które ci podaję. Zeszłej nocy. a może nawet zabiłby cię. a bez niej most zawaliłby się. Powiedziałem ci jednak. Ponieważ uważasz. Upierałem się. A przedtem także musiałem chronić cię przed wiałem. dostałeś pewnego królika. żeby mieć taką bitwę. Dla ciebie. który cię szukał. Przezwyciężyłem swoją nienawiść. ale dla własnej satysfakcji muszę znaleźć wyjaśnienie zdarzeń poprzedniej nocy. którego otrzymałem w darze. Jesteśmy niezwykle tajemniczymi stworzeniami. Przez chwilę prawie poczułem ulgę. Taka jest natura mocy. kiedy przyszedłeś do mnie – powiedział.– Jedynym sposobem uzyskania pewności jest stosowanie instrukcji. Jeśli miałbyś wystarczającą moc. lecz nie odpowiedział mi bezpośrednio. – Jeśli były rzeczywiste. moc zmusiłaby cię do wejścia na most i wtedy pozostawałaby na twoje rozkazy. Moje bitwy mocy bardzo się różnią od twojej. Mgła. ponieważ wiem. że bardzo pomaga ci wątpienie i zrzędzenie. wiatr doprowadziłby do tego. Nie ma w tobie nienawiści do ludzi. czy nie. – Co widziałeś. – Czy kiedykolwiek widziałeś most z mgły. jeśli nie złapałbym cię za rękę. moje zwidy były całkiem zrozumiałe. moc stała się mostem. Ona może być wszystkim. że nie jestem podobny do ciebie. – A co jest rzeczywiste? – bardzo spokojnie zapytał don Juan. Zetknąłeś się z mocą. musi się żyć z mocą. Mógłbyś przejść przez most na drugą stronę albo spaść i zabić się. wszedłbyś na ten "tost. – Jesteś całkiem popieprzony – powiedział. podobnie jak ty. a jednocześnie pozostaje pod twoimi rozkazami. wszedłbyś na ten most. Widziałem inne rzeczy. Dwie rzeczy mogły ci się przydarzyć we mgle. Ale ta mgła zeszłej nocy była prawdziwa. Zależałoby to od mocy. nie tak dawno. – Ale taki sam był most. na co teraz patrzymy. ale to z powodu własnej głupoty. a w końcu błagałem go. . abyś zjadł mięso. ponieważ ten czyn wymaga większej mocy niż twoja. Nie zjadłeś go dużo. tutaj przed nami. począwszy od pierwszego dnia. Moc nie została tam dodana ani przeze mnie. Nalegałem. Folgowałem sobie w tym. że całe to wydarzenie nie mogło być bitwą mocy. Cały czas usiłujesz dla własnej satysfakcji wszystko sobie wytłumaczyć. utrzymując cię na nim. nie było ani żartem. Jednak jedno jest pewne. Zacząłem je żuć i w tym momencie nagle uświadomiłem sobie. grzmot i deszcz stanowiły elementy wielkiej bitwy mocy. Nie wiem dlaczego akurat mostem. niezależnie od tego czy chciałbyś. przypochlebiałem się.

– Czym jest bitwa mocy? – To. kiedy nie ma się wystarczającej mocy? – Śmierć zawsze czeka. – Dlaczego powinienem chcieć mocy. dla którego miałbym jej chcieć. albo wydawało mi się. – Wiesz. kiedy wbrew sobie będziesz żył jak wojownik. Widzisz. – Nie mogę ci tego powiedzieć. a później odbudowanie go po to. Można ją jednak po trochu gromadzić. Poważnie radzę ci. ale nie musi. aby przekroczyć ten most. Miałem wszystkie wątpliwości. Tak więc. które widziałeś. w rzeczywistości chcesz sprawić. Wiem. Po głowie przez cały czas chodziła mi myśl. aby wyruszyć w świat i samemu zacząć gromadzić moc. Aby ją uzyskać i jej rozkazywać. To na co patrzysz. które otrzymywałem. – Czy możesz mi powiedzieć. Wystarczająco dużo mocy. te krajobrazy mają przeogromne znaczenie. jakie mają znaczenie. że mój świat runął. że być może najbardziej by mi pomógł. to miejsca mocy. dla którego to robisz. którego nie możesz dzielić z nikim innym. jakby czytał w moich myślach. co spowodowało moje halucynacje. aby wytrzymać bitwę mocy. Zastanawiał się. Naprawdę świat jest nieskończony. – Ale dlaczego ktoś ma chcieć zatrzymać świat? – Nikt tego nie chce. było tylko początkiem. gdyby podał mi konkretny powód takiego działania. Dlatego podróżowanie po tym. aby świat stał się znajomy.Jesteś z nią spokrewniony. Tylko ty się dowiesz. Te krajobrazy stanowią część twojego osobistego podboju. Ty i ja jesteśmy tutaj. Sprawiało mi przyjemność folgowanie sobie w takim myśleniu. To wszystko może ci się wydarzyć. było początkiem bitwy mocy. po prostu go dosięga. Gdybyś stosował się do moich zaleceń i wykonał wszystko. Ty nie znasz świata mocy i dlatego nie potrafisz zrobić z niego czegoś znajomego. – Ale jednak mój intelekt nie może tego zaakceptować. Nauczyłem cię już prawie wszystkiego. Pewnego dnia staną się dla ciebie jasne. trzeba mieć wystarczającą moc. żeby to zrozumieć. i nigdy nie wykonywałem wskazówek. – Co się dzieje. Co jest po drugiej stronie? Tylko ty możesz to wiedzieć. a kiedy moc wojownika wygasa. Pewnego dnia. że nie potrafisz . Jednak. aby widzieć i zatrzymać świat. Jednak zdaję sobie sprawę. co musi wiedzieć wojownik. że nie mogę ci przeciwstawić żadnego argumentu – powiedziałem. i o to właśnie chodzi. jakie ty masz. Wtedy można znaleźć tylko śmierć. aż pewnego dnia będziesz musiał przez niego przejść. pomimo mojej głupoty. który nazywasz rzeczywistym. Moc to bardzo dziwna sprawa. co wydarzyło się ostatniej nocy. że suche mięso było tym. Właściwie nie słuchałem go. Powiedziałem mu. miałbyś wystarczającą moc. kiedy usiłujesz sobie to wszystko wytłumaczyć. co nieznane. Nie mogłem znaleźć powodu. Zaśmiał się i lekko dotknął mojej głowy – Jesteś naprawdę szalony – powiedział. że obydwaj go znamy. A gdy już wiesz. Ale to. aby odpowiedzieć sobie na to pytanie. uświadamiasz sobie także powód. tylko dlatego. aby podróżować tymi nieznanymi ścieżkami i mostami. aż będziesz jej miał tyle. Będzie ci się ukazywał wielokrotnie. Ja też jej nie chciałem. Ofiarowała ci zdumiewający most. że ich nie wykonuję. zgromadziłem wystarczająco dużo mocy i pewnego dnia moja osobista moc sprawiła. don Juanie? – Jestem taki jak ty. don Juanie? – Nie. w świecie. Od tej chwili ten most już w niej pozostanie. jak wygląda zatrzymanie świata. To po prostu się wydarza. – Ale wszystko jest w porządku. bez żadnej mocy jest głupie. jaką ma mi dać odpowiedź. zgromadzisz wystarczająco dużo osobistej mocy. dopóki nie będziesz wiedział. potyczką. aby móc żyć. abyś od dzisiejszego dnia sam nie wchodził we mgłę. co jest na końcu ścieżki biegnącej przez las. jak trudno jest żyć jak wojownik. na początku sam musisz ją mieć. Prawdziwa bitwa nastąpi wtedy. Po to. co robić. – Nie wysilaj się. czego cię nauczyłem. co wydarzyło się zeszłej nocy. – Świat jest tajemnicą. Don Juan milczał przez pewien czas. jedną ze sztuk wojownika jest zburzenie świata z powodu jakiejś szczególnej przyczyny. nie jest wszystkim. próbując wszystko sobie wytłumaczyć – powiedział. Potrzeba zbyt dużo mocy. kiedy przekroczysz most. Krajobrazy.

przeciągnął się i ziewnął. czy nie mógłby mi tego powiedzieć. mógł szacować jej grubość. – Ale miej oczy otwarte i nie odwracaj się do niej plecami. Mgła. Wydawało mi się. podkładając ręce pod głowę i zakrywając twarz kapeluszem. gdzie stoję. Wielkie jej płaty schodziły w dół zbocza jak twarde bryły białawej materii staczającej się na mnie. reagując tak irracjonalnie. aby ci pomóc. że muszę stać w bezruchu taro. Czułem. który nie potrafi być wdzięczny za to. że oddziałuje na moje powieki. że bitwa mocy jeszcze się nie skończyła i muszę nauczyć swojego ducha bycia niewzruszonym. jakby mój wzrok. Czułem się jak idiota. Nie wiedziałem. Powiedział. Próbowałem pisać. Jego napomnienia podziałały na mnie jak zaklęcie. nie zmieniając pozycji. co robię. Wtedy nawiązuje się dziwne i szkodliwe związki z danym miejscem. ale równocześnie przerażającym. aż mgła zgromadzi się na szczycie góry. On będzie . Nic. schodząc z gór po prawej stronie. Nie powinienem zamykać oczu ani odwracać się. jak tylko potrafię. Oczy zaczynały mi się zamykać i nie mogłem przezwyciężyć pragnienia zaśnięcia. – Musimy poczekać. ale nie odważyłem się. Wydawało mi się jednak. kilka kroków za mną. – Jest wcześnie – powiedział. a później musisz sam stanąć na tej płycie i podziękować jej za uprzejmość. gdy mgła schodząca ze szczytu góry znalazła się jakieś sto jardów od nas. nie wyrażać podziękowania – powiedział stanowczym tonem. co trzymał. aby tego nie zrobić. aby przywrócić mi przytomność. – A to nie jest miejsce dla ciebie. Usiadł i zrobił ręką ponaglający gest. A potem otuliła mnie. że aż stoczył się ze skalnej płyty w krzewy. jak wysoko sięga wał mgły. Zapytałem go. Wiem bardzo dobrze. opanowała już nizinę-Po lewej widok był jeszcze klarowny. Nie znalazłeś go sam. Don Juan wyszeptał. jakby syczała mi do uszu. jakby nic niezwykłego się nie działo. miałem wrażenie. Wstał i uważnie się rozejrzał. popychał mgłę na nizinę. że w każdej chwili mogę upaść na ziemię. Don Juan podniósł kapelusz i zaniepokojony spojrzał na mnie. Znalazł schronienie u stóp skał. – Wojownik nigdy nie odwraca się plecami do mocy jak zarozumialec. że miałem wrażenie. jakby chcąc nas otoczyć. – Siadaj! – rozkazał. – Takie więzy zakotwiczają człowieka w miejscu mocy. A więc uspokój się i nie narób w portki. dopóki nie zostanę całkowicie otoczony przez mgłę. Słońce znajdowało się już na zachodzie i deszczowe chmury szybko zbierały się nad górami. Wstałem i zacząłem nerwowo chodzić w kółko. którzy są rozproszeni. Zapomniałem nakręcić zegarek. posiadają możliwość wsysania ludzi. jak to. Ja rozglądnąłem się wkoło. i dlatego muszę być cierpliwy w stosunku do ciebie. Dopiero wtedy będziemy mogli ruszyć w kierunku niziny. Podniosłem brodę i wyciągnąłem szyję. Perspektywa samotnego przebywania we mgle dziwnie mnie przeraziła. że aby w końcu dawać sobie radę samemu w świecie mocy. Swędziało mnie w gardle i chciałem zakaszleć. Łagodny wiatr niosący mgłę sprawiał. a wtedy dostał takiego ataku śmiechu. Szepnął mi do ucha. Cisza w tych górach była czymś wspaniałym.tego zrobić. jeśli nie chcę zostać pochłonięty przez te góry. Położył się. – Nie możesz opuścić tych bezludnych gór. Pisałem bez przerwy przez kilka godzin. Wstrząs był na tyle silny. nie może zdradzać moich uczuć. ponieważ miejsca mocy. trzeba walczyć przez całe życie. przebijając się przez nią. że powinienem postępować tak. – Jak mam czekać na tą mgłę? – zapytałem. że widzę. jeśli będzie trzeba. W tym momencie przyskoczył do mnie don Juan. Było mi zimno. czasem nawet na całe życie – powiedział. Bardzo mi ciążyły i miałem ochotę zamknąć oczy. Powąchałem mgłę – Jej zapach był mieszanką czegoś ostrego i aromatycznego. – Co mam robić? – Pisz! – powiedział spod kapelusza. Don Juan ponownie zasnął i obudził się dopiero wtedy. która godzina. Don Juan spojrzał w niebo i na góry. że wiatr wiejący z prawej. Wyglądało to tak. Niech przyjdzie i cię otuli. Powiedział. Zostanę w pobliżu. Wstał. chwycił za ramiona i potrząsnął. Kiedy patrzyłem w górę. ale nie mogłem się skoncentrować. że muszę zacząć biec w dół wzgórza tak szybko.

biegnij! – krzyknął don Juan i popchnął mnie łagodnie. ponieważ nie chce być uderzony przez skały. Wahałem się przez moment. – To jest to – głośno powiedział. aby bezpiecznie wyprowadzić nas stąd. . Powiedział. – Jeśli nie będziesz miał nastroju wojownika. Muszę mieć jasny umysł i poddać się. czy potrafię znaleźć drogę wiodącą do domu. które mogę potrącić. króliku.biegł za mną. gdyż jest to Woja bitwa mocy. możemy nigdy nie wydostać się z tej mgły. że ja prowadzę. – Biegnij. Nie byłem pewny.

Stwierdził. Wolny na tyle. Kiedy tak jechaliśmy. Powiedział. Powinienem zamknąć samochód. obawiałem się. a szybę pokrywały rozbite owady i kurz. W światłach reflektorów chciałem zbadać otoczenie. Przywitałem się z nim. nie jest testem. Klepnął się po udach i klasnął w ręce. że nie mamy czasu do stracenia. że muszę się zatrzymać. że powinienem iść jeden krok za nim i jeśli tylko będę mógł. Uznał swoje stwierdzenie za zabawne. Jechałem z wielkim strachem. stawiać stopy na jego śladach. Przez około sto metrów posuwaliśmy się z możliwie najmniejszą prędkością. Podał mi siatkę z tykwami. będzie to znaczyło. że byłem roztargniony i wszystko koloryzowałem. chcąc dostrzec drogę. Głośno powiedział. Kazał mi jednak jechać dalej. ponieważ nie miałem pojęcia. a później zjechaliśmy z autostrady na żwirową drogę prowadzącą na zachód. 28 stycznia 1962 Około dziesiątej rano don Juan wrócił do domu. abyśmy mogli wyruszyć w drogę. – Omen się pojawi. przestałem cokolwiek widzieć przed sobą. gdzie jesteśmy. że nawet długie światła na niewiele się zdały. Powiedziałem don Juanowi. aż moje oczy przywykną do ciemności. – Omen się nie pojawi – powiedziałem żartobliwie. Przez kilka godzin mój samochód był chyba jedyny na tej drodze. Leniwie jechaliśmy na północ jakieś czterysta mil. podał mi rękę i ceremonialnie się ze mną przywitał. stanowczym tonem don Juan kazał mi usiąść i poczekać. Do dwóch siatek wsadził dwie tykwy wypełnione jedzeniem. pozostanie moim przyjacielem i będzie ze mną rozmawiał. W końcu don Juan pozwolił mi stanąć. Było tak ciemno. Mam więcej mocy niż ty.13. Zachichotał i błaznując. Za to ogarnęła mnie dziwna nerwowość. która osłoni go od strony drogi. co się wydarzy. czy ma to być jakiś rodzaj testu i czy jeśli go obleję. Słuchał. ze jednak niezależnie od tego. nawet jeśli miałbym wlec się dwie mile na godzinę z głową wystawioną na zewnątrz przez boczne okno. że nie możemy się zatrzymać. ale było zbyt ciemno. będzie dalej ze mną rozmawiał i opowie mi o swojej wiedzy. Gdy tylko wyszedłem z samochodu. – Wybieramy się na przechadzkę w całkowitej ciemności. Łagodnym. Ostatnia próba wojownika Niedziela. co robimy. Wiem to. by być dalej tak głupim. że jesteś w stanie kontynuować polowanie na moc. Powiedział. Desperacko wysilałem wzrok. żeby umyć szybę. Zacząłem obchodzić go wkoło. że się zagrzebiemy. Nieprzenikniona ciemność i gęsty kurz sprawiały. że zaparkowałem samochód akurat za wielką skałą. która spowodowała. Przywiązał mi do pleców siatkę i powiedział. że nie udało mi się polowanie na moc i wtedy będę wolny od wszelkich obowiązków. – Zawieziesz nas w wyjątkowe miejsce. dopóki nie dojedziemy na miejsce. Jeśli się nie pojawi. – Po co? – Aby upewnić się. – Idziemy na małą przechadzkę – powiedział. że potknąłem się i o mało co ich nie upuściłem. – Wiem to. związał je razem cienką linką i wręczył mi. gdzie będziemy szukać mocy. Skądś wiedziałem. Powiedział. zacząłem widzieć całkiem nieźle. Zaśmiał się i łagodnie poklepał mnie po plecach. – Dokąd idziemy? – zapytałem. rycząc ze śmiechu. jak tylko zechcę. Zapytałem go. że mi się nie uda. W pewnym momencie kazał mi skręcić w prawo. Czekamy na omen. Wyszedł o świcie. Ale don Juan je wyłączył. Miałem uchylone drzwi. . Ale oczy nie stanowiły dla mnie problemu. idziemy do pewnego miejsca – powiedział. że to. Mam trochę mocy. – Już ty się nie martw – odparował. ale ziemia była ubita. nie przerywając mi.

ponieważ zaraz będziemy mieli do Przejścia niezły kawał drogi bez żadnej przerwy. Nigdy nie chodziłem boso i chodzenie po pustyni bez butów oznaczałoby dla mnie samobójstwo. . przypominając mi instrukcję. Następnie popchnął moją prawą nogę do przodu i kazał mi stanąć tak.Bardzo dramatycznym tonem szepnął: – To jest wyprawa po moc. Śmiejąc się. że jeśli będę szedł po jego śladach. powinienem położyć się z głową zwróconą na wschód. ani na boki. W pewnej chwili niespodziewanie skoczył na bok. tak pochłaniające. była to bardzo uciążliwa droga. Nie powinienem patrzeć ani do przodu. Nigdy wcześniej nie robiłem niczego. Moja koncentracja była tak pełna. ale abym nie wpadł na niego. ale jeśli dalej będę potykał się o niego. Szliśmy po względnie twardym gruncie. tam gdzie on stawia stopy. Zaczęliśmy znowu iść. Teraz dostrzegałem jego stopy i ślady. że idę. to muszę to zrobić teraz. jak to robiłem przez pół nocy. że się wznosi. którzy nie zdejmują butów nawet wtedy. że w pewnym momencie przestałem czuć. Szliśmy tak wiele godzin. jak wpadłem na niego. Jeszcze raz zapewnił mnie. ciągnąc mnie za rękę. Zachichotał i upewnił mnie. będę musiał iść boso. było to. kiedy stanąłem na jego stopie swoim wielkim buciorem. że skończył się twardy grunt i weszliśmy na miękki piasek. moje nogi stały się słabsze i zaczęły drżeć. Ruszył bardzo powoli. że nie uszkodziłem mu kostki. Wyglądało to tak. który badał mnie dokładnie wzrokiem. że nie zauważyłem stopniowej zmiany światła. tylko na ziemię. jak tylko wymierzaniem odpowiednich kroków. Perspektywa chodzenia po pustyni bez butów niewiarygodnie mnie przestraszyła. Don Juan powiedział. była pierwsza. aż w końcu upadłem na ziemię. Po około piętnastominutowej przerwie don Juan znów Ustawił mnie w szeregu i zaczęliśmy marsz. Ustawił się przede mną w tej samej pozycji i zaczął iść. Spojrzałem na zegarek. co wymagałoby takiej koncentracji. później na moment spojrzałem w bok i następną rzeczą. Nagle uświadomiłem sobie. zamiast zgadywać. Kiedy zwolniłem. Nie wydawał się zmęczony. że prawdopodobnie moja rodzina należała do tego typu farmerów. że jeśli muszę iść w krzaki. dlatego wszystko się tu liczy. – Nie ma czasu na wahanie. ale stanowczo. Przez jakieś trzydzieści metrów utrzymywałem tempo i szedłem dokładnie po jego śladach. Don Juan żartował sobie. która spływa z niego podczas chodzenia. jakbym szedł w powietrzu i unosiła mnie jakaś siła. – Pustynia wydziela moc – szepnął mi don Juan do ucha. Powiedział. aż przestanie. które narzucił don Juan. że nie zamierza odnieść obrażeń z powodu mojej głupoty i braku koncentracji i jeśli jeszcze raz nadepnę na niego. była jedenasta. że mówi poważnie. zanim don Juan się zatrzymał. było tak wielkie. a napięcie. Kroczenie za nim nie sprawiało mi żadnych kłopotów. że widzę przed sobą don Juana. i wszystko musi być wykonane perfekcyjnie. Nie czułem ani swoich stóp. Don Juan podążał w łatwym do utrzymania tempie. jakbym właśnie robił krok przed siebie. powiedział bardzo cicho. Po chwili zauważyłem. leżącego. Spojrzałem w górę na don Juana. aby nawiązać kontakt z mocą. Tempo. Wyraźnym szeptem powiedział. Moje ciało powoli się rozluźniało i ból łagodniał. wcześniej ostrzegł mnie o swym zamiarze. kiedy idą do łóżka. Ja nie mogłem złapać tchu i byłem cały mokry od zimnego potu. Don Juan obrócił mnie. przejdzie na mnie. że nie wolno mi zajmować się niczym innym. Teren znów stał się twardy i wydawało mi się. z jakim obserwowałem każdy jego krok. Miał rację. ani nóg. a siła bezwładności poniosła mnie jeszcze jakieś dwadzieścia metrów dalej. Oczywiście miał rację. Don Juan skręcał się ze śmiechu i musieliśmy zaczekać. Podróżujemy. Powiedział. Nie stanął nagle. Spojrzałem na zegarek. to do rana jeden z nas zostanie kaleką. że jeśli chcę odzyskać siły. – Nie mogę iść bez butów – powiedziałem głośno i chrapliwie. jaką poczułem. Postawił mnie jak żołnierza na baczność. Stopy don Juana zagłębiały się w nim i pozostawiały wyraźne ślady. że muszę iść dokładnie po jego śladach. moc. gdzie mogą być.

gdzie don Juan. co wyglądało jak krawędź lub szczelina w skale. aby zerwać wreszcie liście. Pomógł mi usiąść. – Ale go widziałeś. – Przecież nie ma tam żadnego krzewu – powiedziałem. co spodziewałem się zobaczyć. ale tutaj nie było niczego. Ból w łydkach zniknął i poczułem falę odprężenia. Ale nie mogłem znaleźć krzewu. Chciałem spojrzeć na zegarek. ale mi nie pozwolił. Bardzo łagodnie odwrócił mnie twarzą na wschód i powiedział. żeby mi naprawdę pomogły. na ile się na tym znałem.W końcu miałem tyle siły. na tyle. tak aby pierwsze promienie słońca mogły paść na moje ciało na wzgórzu. – Nie widzę tu żadnej pomyłki – powiedział. prawda? – Wydaje mi się. gdzie wydawało mi się. aż poczułem się lepiej. poczułem że ten wysiłek jest chyba dla mnie zbyt wielki. Powiedział mi. Usiłowałem wyjaśnić to. kiedy opisałem mu swoją pomyłkę. Później podniosłem się. Kiedy zbliżałem się do wierzchołka. ale znając don Juana. zielony krzew. Ale tego ranka nie pojawił się żaden. aby mnie jeszcze podtrzymywać. kiedy don Juan odwołał wszystko. aby złagodzić ból. Zaprzestałem poszukiwań i wróciłem na pierwsze wzgórze. że działanie prawdziwie przyjacielskich roślin jest tak subtelne. Byłem naprawdę wyczerpany i z tego powodu mogłem łatwo uwierzyć. Nie chciałem od razu pytać. a czego w ogóle nie było. Ledwie mogłem złapać oddech i przewracało mi się w żołądku. ale don Juan skoczył i przytrzymał mnie. że prawie nie zauważalne. a potem natarł nimi nogi. tak jakbym szedł i nie patrzył prosto na horyzont. Wał chmur nie przesunął się i nie zobaczyliśmy słońca wschodzącego nad horyzontem. że widziałem krzew. Nogi mi zesztywniały i bolały mnie łydki. Byłem pewny. – Dlaczego nazywasz to pomyłką? – zapytał. Powiedział. – A co widzisz teraz na tym samym miejscu? – Nic. że będzie on postępował zgodnie ze wskazaniami swoich omenów. byłem przekonany. na wskazane wzgórze. W zasięgu wzroku nie było żadnych takich roślin. co choć trochę mogło przypominać tę szczególną roślinę. jakie są prawdziwe konsekwencje mego niepowodzenia. Nie było absolutnie żadnej roślinności tam. wysokiego wzgórza. jako złudzenie optyczne. aby wstać. Chciałem podejść do czegoś. Byliśmy na szczycie wielkiego. Używałem ich już przedtem. Zlustrowałem dokładnie cały teren. abym stał bez ruchu z prawą nogą wysuniętą do przodu. a to. że widzę coś. Don Juan bardzo łagodnie powiedział mi. co widziałem. że tak. aby rozluźnić mięśnie. mogłem . że nie pomyliłem wzgórz. nogi drżały mi w niekontrolowany sposób. czy jestem w stanie podążać śladem mocy. Pobiegłem w dół. zakrywając ręką mój nadgarstek. abym pobiegł na sąsiednie wzgórze i nazbierał liści z pewnego krzewu. które widziałem. pewien rodzaj mirażu. Inne byłoby poza zasięgiem wzroku dla każdego. w którym upadłem. aż słońce wyjdzie zza czarnych szczytów górskich znajdujących się w pobliżu. Była to śmiertelnie męcząca pozycja. Wskazał na wschód i zwrócił mi uwagę na ciężki wał chmur nad horyzontem. A jednak to musiało być miejsce. kto stałby tam. Rozejrzałem się. Teraz przyszła moja kolej. gdyby wiatr zdążył rozwiać chmury. Jego liście wydawały się bardzo wilgotne. bo znajdujemy się w magicznym czasie i mamy się przekonać. bujny. gdzie stałem. że nie potrzebuję swojego diabelskiego zegarka. Don Juan uśmiechał się życzliwie. Zacząłem biec w miejscu. aby się śmiać. Prawie już upadałem. a następnie pod górę. co widziałem wcześniej. Przykucnąłem i skuliłem się na chwilę. – Krzew jest tam. Don Juan zachichotał i popatrzył na mnie przez chwilę. Rozejrzałem się wokoło. Nigdy nie poczułem. a jednak zawsze przynosi pożądane rezultaty. Kategorycznie kazał mi pozostać w miejscu. Jedyny komentarz don Juana brzmiał: – Szkoda. ale don Juan zawsze utrzymywał. na tamtym wzgórzu. wyraźnie było widać wielki. moje mięśnie wycierpiały za dużo. Z miejsca. że dobrym omenem byłoby.

dlatego nie wolno ci się pomylić. Wybrałem pewne miejsce.uznać za halucynację. Wykonywał takie ruchy. Don Juan bardzo spokojnie zaczął schodzić ze wzgórza i dał mi znak. obchodząc je szerokim łukiem. Don Juan również zachichotał. abym użył techniki patrzenia bez skupiania wzroku i znalazł odpowiednie do spania miejsce na szczycie wzgórza. siedzieliśmy chwilę w kompletnej ciszy. żeby udowodnić mi. Musisz skoncentrować wzrok w tym miejscu. – Teraz biegnij do stóp wzgórza i czekaj – powiedział. musisz być perfekcyjny. – A ty umieścisz je w ziemi. Staliśmy tam przez chwilę. jeśli będzie zbyt luźny. ale w przeciwnym kierunku. Rosły razem i wyróżniały się intensywną zielenią i bujnością. zakopywał je w ziemi. Bardzo delikatnie nazrywał świeżych gałęzi z krzaków i zamiótł obszar wewnątrz kręgu. Przeczesaliśmy cały ten obszar i milę dalej znaleźliśmy jeszcze dwa. – W pobliżu muszą rosnąć setki takich krzewów powiedziałem. Każda pomyłka może być śmiertelna. ale kazał chodzić wkoło i obserwować to. Don Juan pozbierał z niego drobne kamienie i zrobił z nich krąg wielkości mojego ciała. Kiedy weszliśmy na wierzchołek. Odwrócił się i spojrzał na mnie szczególnie przenikliwie. Don Juan spojrzał na mnie z poważnym wyrazem twarzy. – Co robisz z tych kamieni? – zapytałem. – Co masz zamiar zrobić? – Rzucę ci wszystkie te sznury – powiedział. co o tym wszystkim myśleć. Zachichotałem z radości. że druga strona wzgórza jest poza zasięgiem mego wzroku i że jeśli nawet znajdzie się tam jakiś krzew. co robi. żeby zobaczyć. Później pozbierał wszystkie większe kamienie znajdujące się wewnątrz kręgu. że miałem rację. czy stoisz we właściwym miejscu. Nie mówiąc ani słowa. Nie natknęliśmy się już na żadną z nich. które ci wskażę. żeby coś . wskazując na stos większych kamieni. Czułem się zdezorientowany z powodu nowego obrotu. – Poczujesz się lepiej po jedzeniu – powiedział. Nie było żadnego. Szukaliśmy wszędzie podobnego krzewu. zamiast iść na przełaj i w teatralnej pozie stanął przy krzewie. Wróciliśmy na pierwsze wzgórze. Obszedł szczyt dookoła. Nie potrafił ukryć swego zadowolenia. gdzie wydawało mi się. Jeśli pozwolisz. Po jedzeniu poczułem się bardzo senny. – To sznury. – To nie są kamienie – powiedział. aby się nad tym zastanawiać. idącym jego śladem. aby wejść na nie z innej strony. Nie wiedziałem. abym poszedł za nim. don Juan zaprowadził mnie z powrotem na pierwsze wzgórze. abym poszedł za nim. Don Juan dał mi znak głową. Przedstawiłem argument. że don Juan wybrał taką drogę. a później zabrał mnie na dalsze poszukiwania krzewów. zanim natknęliśmy się na następny. Don Juan namówił mnie. Na nich będzie zawieszone twoje miejsce. Powinieneś być niezwykle ostrożny. w które rzucę sznur. jaki przyjęły sprawy. idąc w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara. – Znajdziesz tam krzew. Wziął średnie kamienie i wyznaczył nimi obwód koła. skrupulatnie posortował je według wielkości i w jego centrum ułożył z nich dwie kupki po tyle samo sztuk w każdej. Przeszliśmy ze ćwierć mili. Rozmieszczał je w równych odległościach i pomagając sobie kijem. tak samo jak ja to zrobiłem. wcale na niego nie patrząc. – Przejdź na drugą stronę tego wzgórza – powiedział. Nie pozwolił mi wejść do środka. w miejscu. tak sprawnie jakby był murarzem. na którym zobaczyłem krzew. iż w okolicy jest bardzo mało takich roślin. – To bardzo dziwny omen – powiedział. Wspięliśmy się razem na sąsiedni pagórek i stanęliśmy dokładnie tam. że widzę krzew. Rozpromieniony pogłaskał mnie po głowie. jednak w rzeczywistości nie dotykał ziemi gałęziami. Kiedy zajmujesz się mocą. Don Juan z wielką cierpliwością zszedł na drugą stronę wzgórza wraz ze mną. Odliczył osiemnaście kamieni. nie będzie to żaden dowód. Każdy z tych sznurków może nas zabić. – A ja podejdę do krawędzi stoku. Don Juan rozwiązał siatkę z tykwami. Sądziłem. ale byłem zbyt głodny i zmęczony.

Pustynia i góry na południu były naprawdę majestatyczne. – Już wystarczy – powiedział. że moje myśli zostały wyłączone. którzy po zdobyciu Nowego Świata dzielili ziemię w imię swojego króla. Czułem go na twarzy i wokół uszu jak łagodną falę ciepłej wody. Byłem szczęśliwy. oparci plecami o głaz i zwróceni twarzą na południe. Przedtem nie zauważyłem. Dzisiejszego ranka widziałeś i to był omen. czy to wszystko jest moje. Podczas snu będą mnie ogrzewać zamiast koca. Chciałem na zawsze pozostać w tym miejscu i pewnie bym został. Widok. ale nie ze smutku czy z żalu. Gałęzie utworzyły całkiem miękkie posłanie. ale na zachodzie znajdowały się delikatne cirrusy i od czasu do czasu pojawiało się słońce. Był to bardzo dziwny stan. Wspięliśmy się na najwyższy punkt na wzgórzu. Omen był niespodziewany. Zaśmiałem się i powiedziałem. a dalej pustynię. ale jednak się pokazał. gdybym po jednym zanosił “sznury" na dół. że wzgórze było tak wysokie. Ta sceneria wzbudzała we mnie uczucie grozy i rozpaczy. Widziałem rozległy kres pofałdowany małymi wzgórzami. Ruchem oczu albo brody wskazywał raz na chmury. Obudziłem się późnym popołudniem. która obmywała mnie. który towarzyszył mi na co dzień w moim chaotycznym życiu. Za każdym razem don Juan przypominał mi. ani twoja. łagodny wiatr owiewał całe moje ciało. – To miejsce jest twoje. Było wietrznie i pochmurno. Żartobliwie zapytałem. ani moja. niezależnie od tego czy chcesz.cię rozproszyło. Czułem się pełen energii i byłem szczęśliwy. gdyby nie przyszedł don Juan i nie wyciągnął mnie z kręgu. co teraz robimy. Przypominała mi obrazy z dzieciństwa. Wypełniło mnie bardzo radosne podniecenie. Położyłem się znowu na posłaniu z gałęzi i w dziwny sposób mój niepokój zniknął. przypomina mi historię z Hiszpanami. Późnym popołudniem roztaczał się przed nami wspaniały widok. To nie jest ludzka decyzja. że tak. żebym wsadził je do spodni i umieścił w okolicach pępka. Kiedy już zamknąłem krąg i wróciłem na szczyt. Sen mnie odświeżył. Na północy i wschodzie rozciągał się łańcuch ciemnobrązowych górskich szczytów. Wykonanie tego zadania zabrało nam dobrych kilka godzin. Nie przeszkadzał mi wiatr ani nie było mi zimno. abym był uważny i skoncentrowany. wydawało mi się. wydawało mi się. który spadał z góry. Nigdzie w zasięgu wzroku nie było don Juana. – Ja muszę je rzucać. Chodziło mu o to. raz znowu na góry. a wzgórze odwdzięczy ci się i zadba o ciebie. że padnę martwy. Wszedłem do kręgu. Ponownie doświadczałem błogiego spokoju. zupełnie odmienny od tego. a ty nie będziesz potrafił odróżnić go od innych kamieni leżących w pobliżu. ustępowała i potem znów przychodziła. Dobrze. Szliśmy powoli w kompletnej ciszy. że byłoby łatwiej. Znalazłeś to miejsce dzięki widzeniu. Podparłem głowę rękami i rozejrzałem się wokół. Odnajdywanie wśród innych kamieni tego. Zachodni. Usiadłem. a ty chwytać. Powiedziałem. Don Juan nazbierał małych gałązek i wyłożył nimi mój krąg. Tutaj wszystko wkoło znajduje się pod twoją opieką. Na południu w oddali były niskie wzgórza i odległe niebieskie góry. twoim ukochanym miejscem. Dał mi trochę liści i powiedział. robił duże wrażenie. Było to dla mnie całkowicie nowe uczucie. czy nie. Zacząłem płakać. – To są sznury – upierał się. Będziesz polował na moc. Pomyślałem. Nagle opanował mnie strach. tylko z niewysłowionej. Bardzo spokojnie odbyliśmy przechadzkę wokół wzgórza. abym dokładnie obserwował całą okolicę. na wierzchołek ze skały wulkanicznej i usiedliśmy wygodnie. wcale mnie nie ziębiąc. Tak intensywne skupienie było wyczerpujące. a ja nie znałem drogi do samochodu. Wspinali się na szczyt wzgórza i rościli sobie . co tutaj jest. było zwariowanym zajęciem. który rozciągał się na zachód. Musisz dbać o wszystko. że może zostawił mnie tu samego. stanie się on zwykłym kamieniem. Czułem się silny. że to. niewytłumaczalnej radości. Nad głową cumulusy zalegały grubą warstwą. Bardzo poważnie odparł. na którym natychmiast zasnąłem. że to robił. – Utrwal sobie to wszystko dobrze w pamięci – szepnął mi don Juan do ucha. Teraz szczyt wzgórza jest twoim miejscem. Don Juan zaśmiał się i przecząco pokręcił głową.

jakby górna część mojej głowy płonęła zimnym ogniem promieniującym miedzianym blaskiem. W pewnej chwili . – Każda skała i kamień. Natomiast sam szczyt do końca twojego życia jest po to. Wyjaśnił. Don Juan przemówił do mnie prawie szeptem. Wyglądało to tak. w którym będziesz gromadził jej zapasy. Właściwie o niczym nie myślałem. którą widzisz. Polujesz na moc i to jest miejsce. a jednak podzielili ją i rozdali. w pośpiechu zacząłem pytać: – Ale co ja mam zrobić z tym wzgórzem. Po prostu nie miałem chęci rozmawiać. w pełnym znaczeniu tego słowa. Światło zachodzącego słońca dawało bogaty. jakby czytał w moich myślach. aż zniknie za horyzontem. Niewątpliwie było tu coś niewypowiedzianie przyjemnego dla mnie. znajduje się pod twoją opieką – powtórzył. jakby słońce ogarniało ziemię płomieniem. Zaśmiałem się. Ostatnie minuty światła. zapalało ją jak ognisko. Teraz to wszystko nie ma dla ciebie sensu. ale do zapamiętania. Uśmiech zniknął z jego twarzy. Zaśmiałem się głośno. ponieważ sam go odkryłeś. ciągnąc mnie w górę. – Czemu nie? – zapytał się. Gdyby nie ten jego zabawny uśmieszek. można by przysiąc. Gdy tylko uświadomiłem sobie swój niezwykły nastrój. biegłem coraz szybciej. Don Juan wybuchnął takim śmiechem. Jest twój. Niewyraźnie przeczuwałem. Zrobił zeza. podobnego do kielicha zagłębienia po zachodniej stronie wzgórza. abym obserwował każdy szczegół. zakreślając pełny okrąg. Odczuwałem czerwony blask na twarzy. który było stamtąd widać.prawo do obszaru. Oddałem się całkowicie kontemplacji tego piękna. dokąd tylko sięgniesz wzrokiem. Coś sprawiało. – No to co? Hiszpanie też nie byli właścicielami. nie przestając się uśmiechać. Don Juan zachichotał i zapytał: – Czemu nie? Czemu nie mógłbym ci dać tej ziemi? – Nie jesteś jej właścicielem – odpowiedziałem. Niech więc na razie będzie to wzgórze miejscem nonsensu. prawie miedziany blask i całe otoczenie wydawało się zabarwione złocistym odcieniem. stanowiło wspaniałe przeżycie. a ty jego. Odskoczył ode mnie i kategorycznie zażądał. Siedzieliśmy w ciszy przez kilka minut. do którego będziesz przychodził podczas śnienia. Może cię wykorzystać. Szczególnie cechy krajobrazu po stronie zachodniej. Zeszliśmy ze skały i don Juan zaprowadził mnie do małego. – Cała ta ziemia jest twoja – powiedział. Czułem jego smak na podniebieniu i ciężar pod powiekami. – Przyjmuję go – powiedziałem żartem. a ich znaczenie jest trudne do uchwycenia. jest twoja – kontynuował. iż może mi dać ten wierzchołek. Wydawało mi się. abym zaczął biec w miejscu. patrząc na mnie. że naprawdę wierzy. Siedzieliśmy tam i jedliśmy. – Wstawaj! – krzyknął don Juan. Było to ciepło miedzi. szczególnie na jego szczycie. że kiedy słońce zaczynało znikać. Gdy posłuchałem. ale nie przerażało mnie to. Nigdy dotąd nie miałem takich odczuć w stosunku do mówienia. don Juanie? – Każdy jego szczegół utrwal w pamięci. Jedzenie. tak samo jak odpoczynek. Wstał i wskazując wyciągniętą ręką. jak ciepło ogarnia całe moje ciało. że powinienem patrzeć na słońce. – Każdy robak. To jest miejsce. A więc dlaczego ty nie możesz wziąć jej we władanie w ten sam sposób? Próbowałem przejrzeć jego prawdziwe zamiary. zanim słońce dotknęło koca niskich chmur czy mgły. Nawet nie miałem chęci na myślenie. – Daję ci całą ziemię. który tutaj żyje. – To dobry pomysł – powiedział. tu pewnego dnia zostaną przed tobą odkryte tajemnice. ale don Juan już był bardzo poważny. obrócił się. Powiedział. w którym stałem. że o mało co spadłby ze skały. że w jakiś sposób słowa są fałszywe. i krzak na tym wzgórzu. jest twoim przyjacielem. Daję ci go. że gwałtowna zmiana nastroju Don Juana nie wróży dla mnie nic dobrego. abyś z niego korzystał. Tu będziesz spotykał się z mocami. Czułem. nawet najmniejszy i pozornie nieważny. Przyjmij go. poczułem. – Nie do wykorzystania. nie koncentrując na nim wzroku. – Cała ta ziemia. były wspaniałe.

abym poszedł za nim. – To był świetny omen – powiedział. – Co rozumiesz przez mój ostatni taniec. Don Juan przerwał ciszę. gdzie będziesz. umrzesz tutaj. aż utkwi ci w pamięci. Jest to miejsce przez niego szczególnie ulubione. Skup swoją uwagę na dowolnym przedmiocie. takich jak szkoła i domy przyjaciół. A w końcu. kiedy odbywa się śnienie. i tak dalej. jedynie przypominając sobie ten krzew albo skałę. abym spróbował śnienia podczas drzemki w ciągu dnia i sprawdził. Zapytał o moje postępy w śnieniu. – To jest miejsce. Trzeba dużo czasu. don Juanie? – Teraz nie czas o tym mówić – powiedział ostro. ale nie spalają. Być może szkoła. w przeciwnym wypadku pojawiające się wizje mogą być tylko zwyczajnymi snami. kiedy jego czas na ziemi dobiegnie końca i kiedy poczuje dotknięcie śmierci na lewym ramieniu. a później znajdź go podczas śnienia. Każdy wojownik ma swoje miejsce. przesiąknięte niezapomnianymi wspomnieniami. Spojrzał na mnie. Jakie to dziwne! – Dlaczego dziwne? – Nigdy jeszcze tego nie widziałem. Próbowałem nalegać. Łatwiej podróżować. nie musisz tego robić. Poznasz. Zasłaniała nas przed zimnym wiatrem. – Będę musiał wciąż tu z tobą przychodzić – dodał. do którego chcesz pójść i skoncentrować na nim uwagę – kontynuował. albo inne rzeczy znajdujące się tutaj. aż szczyt wypełni cię całego. który jest . jeśli możesz skupić się na miejscu mocy. który jest charakterystyczny dla tego miejsca. – Ale dziwny! Wydarzył się pod koniec dnia. w którym był świadkiem cudów. – Aby ułatwić sobie zadanie. aż nasiąkniesz nim. miejsce. ponieważ jest to najważniejsze miejsce w twoim życiu. że to. Zacząłem mieć sny o szczególnych miejscach. który się tam znajduje. pewnego dnia. taki jaki jest teraz. Ty i ja bardzo różnimy się od siebie. jakby badając efekt swoich słów. zawsze pozostaje w sferze młodego słońca. gdzie zgromadził swoją osobistą moc. gdzie siedzimy. don Juanie? – To jest miejsce twojej ostatniej próby – powiedział. Don Juan bardzo mocno uchwycił mnie za prawy przegub. w jakiej odbywa się śnienie. ażeby tylko móc o tym mówić. – Niezależnie od tego. Moje sny korespondowały z porą dnia. Jego płomienie przypalają cię. zmieniając pozycję. Don Juan zasugerował. Poruszyłem się nerwowo. ale ucieka od ciebie. miejsce. które wygląda odpowiednio do pory. po to. Dostaje się tutaj albo przychodząc osobiście. jest dla ciebie miejscem mocy. jego duch. gdzie zostały mu objawione tajemnice. masz na przykład specyficzny krzew. To przywróciło mi trzeźwość i opanowanie. Powiedział. czego doświadcza się podczas śnienia. Wykorzystaj je. – Czy jesteś w tych miejscach we dnie czy w nocy? – zapytał. powinieneś wybrać jakiś przedmiot.naprawdę poczułem. Ja wolę świeżą jasność poranka. który powinieneś obserwować. w którym umrzesz – powiedział łagodnie. co jest na tym szczycie. w którym umrze. w jakiej zwykle bywałem w tych miejscach: w dzień w szkole i wieczorem u przyjaciół. a później przejść do następnego przedmiotu. Natomiast umierające słońce właśnie ciebie kąpie w blasku. Znowu wspięliśmy się na wulkaniczną skałę. Wojownik ma obowiązek wracać do swojego ulubionego miejsca za każdym razem. W nocy moje wizje danego miejsca również powinny je przedstawiać w nocy. – A później będziesz przychodził tu sam. Z tego specyficznego przedmiotu. – Dlaczego tak jest. dał mi znak. ale on natychmiast zmienił temat. do której chodzisz. czy potrafię wizualizować wybrane miejsce. Możesz powrócić tutaj podczas śnienia. Po kilku minutach odpoczynku wstał spokojnie i klepiąc mnie w ramię. Właściwie to jasność porannego słońca właśnie szuka mnie. Ty jesteś bardziej stworzeniem nocy. który sobie przypomnisz. kiedy już to się stanie. że mogę latać. Ale jeśli nie chcesz przyjść tutaj. w przyszłości będzie miejscem twojego ostatniego tańca. takim jak to. – Wiedza jest mocą. musisz wrócić do swoich rąk. – Tutaj. że jestem tak lekki. musi zgadzać się z porą dnia. kiedy się pokazuje. albo podczas śnienia. kiedy dotknie mocy. aby przechować ją tutaj. Osunąłem się na ziemię. na szczycie tej góry. a on usiadł obok mnie. gdzie siedzieliśmy przedtem. Ale teraz skup uwagę po kolei na wszystkim. aby ujarzmić choć tyle mocy. Ten szczyt. Omen. gdzie ważne wydarzenia odcisnęły swój ślad.

który po przejściu przez potworne trudy zgromadził moc. Pokornym człowiekiem. że to gest. ruchu. czy zna wojowników. – Ale jeszcze nie teraz. – Przestań – powiedział sucho. Jeśli umierający wojownik ma ograniczoną ilość mocy. Najlepsze efekty swojej życiowej pracy będziesz uzyskiwał pod koniec dnia. patrząc na taniec wojownika? – Wojownik jest tylko człowiekiem. Poranne podróżowanie nie przemawia do ciebie. . wspaniała sceneria. Każdy wojownik posiada specyficzną formę. W ciągu swojego życia będziesz sam musiał dodawać do niego następne ruchy. którzy mają nieskazitelnego ducha. musi się go nauczyć – powiedział. – Czy możesz nauczyć mnie tego tańca. nie spalając cię. spojrzysz na słońce. a wtedy pokażę ci pierwsze posunięcie mocy. don Juanie? – Z pewnością. które wygrałeś. taniec jest wspaniały. przyzywając swoją moc.zawsze przygotowany. jaki śmierć robi w stosunku do tych. tylko blask. – Czy ja też będę tańczył dla swojej śmierci. Umierające słońce olśni cię blaskiem. Opowiesz o radościach i zamęcie doświadczanym podczas spotkania z osobistą mocą. o bitwach. To pewien rodzaj tańca. Ale niezależnie od tego czy moc jest mała. ani podczas śnienia. Nie może zmienić zamiarów swojej śmierci. Słowa don Juana sprawiły. I dlatego będziesz tańczył dla swojej śmierci tutaj. Dzisiaj słońce pokazało ci omen. który po raz ostatni opowiada o trudzie swojego życia. wszystko to zdawało się pomagać w wyobrażeniu sobie ostatniego tańca mocy. dopóki nie skończy tańca. z pewnością może przez chwilę ją zatrzymać. A twoja śmierć będzie siedzieć i obserwować cię. Ogarnął mnie przytłaczający niepokój i zacząłem mówić tylko po to. Jeśli jego moc jest wielka. chociaż nie jestem wojownikiem? – zapytałem. – Każdy. Ale przyjemność sprawia ci umierające słońce o soczystej barwie starego złota. którego już nigdy więcej nie zobaczysz. Wiatr będzie łagodny i przyjemny. Nie lubisz gorąca. przyleci tam i wojownik zatańczy dla swojej śmierci. ani na jawie. W ostatnim tańcu opowiesz o swojej walce. i w jakim stopniu ich ostatni taniec wpłynął na ich śmierć. Cisza. chociaż jeszcze nie żyjesz jak wojownik. którą rozwija przez całe życie. Niewątpliwie nie lubisz młodzieńczej jasności wczesnego światła. pod koniec dnia. Wkrótce znajdziesz godnego siebie przeciwnika. które zgromadziłeś. aby po raz ostatni mógł się cieszyć. Tak więc taniec wojownika stanowi historię jego życia. Zapytałem don Juana. aby go przytłumić. a twój szczyt zadrży. Przez chwilę trwającą wystarczająco długo. jaki wykonuje pod wpływem swojej osobistej mocy. czy potężna. Ale jego nieskazitelny duch. Kiedy skończysz taniec. jego taniec jest krótki. specyficzną postawę mocy. zmrok. Nie może wziąć wojownika. którzy umarli. śmierć musi się zatrzymać. Twój taniec opowie o tajemnicach i cudach. na tym szczycie. aby być świadkiem jego ostatniej próby na ziemi. a wtedy twoja śmierć wskaże na południe. który rozwija się wraz z jego osobistą mocą. kto poluje na moc. że przeszedł mnie dreszcz. Każdy następny musi zostać zdobyty podczas walki mocy. Polujesz na osobistą moc. i o tych. To coś więcej niż tylko strzelenie kopytami i zesztywnienie. to taniec. Możemy powiedzieć. tak jak zrobiło to dzisiaj. Na bezmiar. – Czy śmierć rzeczywiście zatrzymuje się. – Umieranie to poważna sprawa. które przegrałeś.

8 kwietnia 1962 – Czy śmierć jest osobą. światłem. że umieram. czy też w wypadku każdego innego wojownika? – Każdy wojownik tańczy swój taniec mocy. a równocześnie wszystkim. pozostaje niewiadomą. jest osobista moc. krzewem. Powiedziałem mu. a jednak nie wszystko jest tak samo. Skąd wie. o którym mówiłem – powiedział. Twój kłopot. Ale można także powiedzieć. jak wojownik tańczy swój ostatni taniec na ziemi. – Ale czy jest tak tylko w twoim wypadku. co determinuje sposób. zresztą taki sam jak nas wszystkich. jak to tylko możliwe. W każdym przypadku ma się rację. Powiedziałem mu. – Fart. aby zadać pytanie i zająknąłem się. a jednak poruszają się jak oczy. Pod koniec tego tańca śmierć nie wskazała mi żadnego kierunku. Człowiek jest tylko sumą swojej osobistej mocy i od niej zależy. to kwestia przekonania się o tym. Nie mogłem znaleźć adekwatnych słów. Tylko śmierć. kultura determinuje sposób. Trzymał torbę z artykułami spożywczymi. – Czy to znaczy. posiadałem ograniczoną moc i nie rozumiałem zamiarów śmierci.14. że można używać osobistej mocy. – To nie jest ten rodzaj przekonania. że wszystko zrozumiesz. a moje ulubione miejsce nie zadrżało. Mogę przez nie patrzeć. Mówiłem ci już. ale sposób. ponieważ widzi. że to wyobrażenie jest fascynujące i chciałbym dowiedzieć się. Poczułem się tym ośmielony i wyjaśniłem. czy śmierć jest osobą. – To bardzo proste – powiedział. siadając na werandzie. don Juanie? – zapytałem. w jaki on ją widzi. czy też jest podobna do osoby. Wyobrażenie śmierci don Juana oszołomiło mnie. dlatego wydawało mi się. jak do tego doszedł. jak ją upolować i gromadzić. Może ona być wszystkim: ptakiem. Dlatego też mój czas na ziemi nie skończył się i nie umarłem. który poluje na moc. w jaki wyobraża się sobie śmierć. co zdobywa się niezależnie od pochodzenia. – Tym. – A co to za różnica? – zapytał don Juan. że zrobił wszystko. no ale kim ja w końcu jestem? Śmierć nie jest osobą. kamykiem. – Człowiek wiedzy wie. że wojownik to myśliwy. Kiedy to wszystko się działo. – Wychowanie nie ma znaczenia – powiedział. jak żyje i jak umiera. Patrzył na mnie. mgłą albo tajemniczą obecnością. Lubię także tajemnice i z tego powodu moja śmierć ma puste oczy. aby mnie przekonać. uczyłem cię. zależy od jego wychowania. Można to też nazwać nastrojem. Wydaje ci się. Nikt nie może być tego świadkiem. Śmierć obserwuje ostatni taniec wojownika. kiedy obserwuje ostatni taniec wojownika. czym się chce. czy sposób. w jaki wojownik widzi swoją śmierć. osobą. dlatego dla mnie śmierć jest osobą. Ja uważam inaczej. że ty sam byłeś świadkiem ostatniego tańca wojownika? – Nie. Musisz przyjąć. żeby była. I dlatego mogę powiedzieć. . Według mojej koncepcji. W spojrzeniu don Juana pojawiło się zakłopotanie. Są jak dwa okna. że śmierć patrzy swoimi pustymi oczyma. – Czy twoja śmierć wyglądała jak osoba? – Śmieszny z ciebie gość. Jak dotąd nie jesteś o tym przekonany. tak jakbym umierał. że tak jest. Jest bardziej jak obecność. i że jestem tak bardzo przekonany. Zaśmiał się. Ale ja widziałem moją śmierć i zatańczyłem dla niej. które mu przywiozłem. by się ze mną pożegnać. uśmiechając się i łagodnie nakłaniał mnie do mówienia. w jaki wszystko się robi. Chód mocy Sobota. zadając pytania. don Juanie. że jest niczym. Podałem za przykład Indian Yuma i Yaqui. a także że można ją gromadzić. Dobrze żyję z ludźmi. Osobista moc jest czymś. że śmierć jest ostatnim świadkiem. – Czym jest osobista moc? – Osobista moc to odczucie – powiedział. że chciałbym wiedzieć. Śmierć jest tym. Zapytałem go. Ostrożnie położył ją na ziemi i usiadł przede mną.

– Ja także nie chciałem wstąpić na ścieżkę wojownika. który poluje na moc – powiedział. czy mam jakiś plan. abym zrobił to samo. Jeśli wojownik ma już osobistą moc. don Juanie? – Bardzo dobrze wiesz. że dzięki niej będzie działał w najbardziej właściwy sposób. jakby miał dokładny plan. doszła tak daleko. o które chciałbym cię zapytać. Ale don Juan zawołał mnie z domu i kazał mi zabrać siatki z tykwami. ponieważ zauważysz tę wielką różnicę. Dotarliśmy do niższych stoków zachodnich gór Sierra Mądre około trzeciej po południu. dodał: – Przecież wiesz. Zapytałeś mnie. Wkrótce czekał już na mnie na skraju pustynnego chaparralu za swoim domem. żeby mi wyjaśnił. Kiedy uświadomisz sobie. – Ale bycie przekonanym oznacza. – Ja jestem wojownikiem. – Czy to znaczy. że mam zaufanie do swojej osobistej mocy. aby polować na moc. – Chodźmy – powiedział. – Najpierw musi być ideą. jego kości wydały serię strzałów. – Nie wątpię w to – przerwał mi. I od tej pory jesteś w stanie działać sam. wtedy możesz powiedzieć. Jest przekonany. – Przed nami długa podróż. że nigdy nie robisz planów? – Polowanie na moc to bardzo dziwna sprawa – powiedział. że cała ta praca jest bezsensowna. Myliłem się. czy nie. Będzie to z twojej strony wymagało jeszcze wiele wysiłku. Myślałem. z własnej inicjatywy. aby przekonać go o swoim poważnym podejściu do sprawy. czy jest się wojownikiem. później trzeba ją krok po kroku wprowadzać w życie i w końcu – cyk! Masz ją. Krótko omówił tę koncepcję i zaraz dodał. wchodząc do domu. Don Juan usiadł na skale i dał mi znak.Dwa lub trzy razy łagodnie poklepał mnie po ramieniu i rechocząc. – Człowiek wiedzy to osoba. – Ty jesteś tym. – Nie mogę tego pojąć – zaprotestowałem. – Czy nie mógłbyś poczekać z pytania mi. że jesteśmy tutaj. – Polowanie na moc to szczególne wydarzenie – powiedział. a ponieważ i tak wszyscy musimy umrzeć. – W śmieszny sposób przypominasz mi czasami mnie samego – kontynuował. Wydawało mi się. która szczerze poświęciła się trudom uczenia się. aż się tam znajdziemy? Wtedy z pewnością będziemy mieli okazję aby porozmawiać. a ja powiedziałem. to dlaczego na nią poluje? Don Juan uniósł brwi z udawanym obrzydzeniem. – To wiem. – Jak to się dzieje? Don Juan wstał. że potrafisz działać sam. że powinienem interesować się tylko tym. że jego stwierdzenia są sprzeczne. Jeszcze dużo trzeba zrobić. Poprosiłem. – Naprawdę nie wyobrażam sobie. Poczułem się zobowiązany. że mnie nie musisz rozśmieszać. do czego zmierzasz. że się przekonałeś. I sam też możesz stać się człowiekiem wiedzy. – Nie da się nic zaplanować. Zaczął się przeciągać i wygiął grzbiet jak kot. który już ją ma. że pojedziemy samochodem. Ale co będziemy robić konkretnie? – Wiesz. więc jaką różnicę sprawia. – Ale jest tyle rzeczy. . jak gromadzić osobistą moc. lecz późnym popołudniem zaczął wiać zimny wiatr. kogo rozumie przez człowieka wiedzy. ponieważ ma zaufanie do swojej osobistej mocy. – Idziemy na miejsce mocy – powiedział. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Zwróciłem mu uwagę. że potrafi odkrywać tajemnice osobistej mocy. Wojownik postępuje tak. Jak zwykle. – Musimy się pospieszyć – powiedział. że nie mam najmniejszego pojęcia. – Co teraz będziemy tutaj robić. Ale musiałem odkryć to sam. Dlatego jest takie ekscytujące. więc wstałem i podszedłem do niego. Był ciepły dzień. która nie gorączkując się i nie wahając. Jego twarz wyrażała łagodność. Dopiero co zacząłeś. że jesteś w błędzie.

Czekałem na wyjaśnienie. kiedy on będzie ustawiał moje ciało w pozycji mocy. abyś to zauważył. don Juanie! – Oczywiście. Najpierw poczułem je w dłoniach. potem ciepło rozeszło się po brzuchu. aż obraz mi się rozmaże. czego nie powinienem robić z moim ciałem. aby się męczyć czy niepokoić. Stwierdził także. a później zaczęliśmy znowu iść. W ciągu kilku minut stopy zaczęły mi płonąć gorącem. Tajemnica nie polega na tym. . aby zawładnęła mną rutyna. Zacząłem iść. to w tak ociężały sposób. był niestrudzony. że jeśli chcę osiągnąć właściwe rezultaty. Chciałem. nie koncentrując na niczym wzroku. Powiedziałem mu. że serce wyskoczy mi z piersi. Sarkastycznym tonem dodał. – Dość tych głupstw – powiedział łagodnie. lecz na tym. Najpierw przeczesałem obrzeża wierzchołka góry. gdzie się on znajduje i dlatego nie ma sensu. nawet po wspinaczce na ogromne. Może nawet całą noc. nie wolno mi też otwierać oczu ani próbować usiąść. don Juan zatrzymał mnie. Powiedział. Uśmiechnął się znacząco i wstał. Odłożyłem przybory do pisania i wstałem. i robił zeza. po prostu działaj. Nie spieszył się. Przez chwilę leżałem zupełnie bez ruchu. Masz próbować. – Tym razem. w których miałem wysoką temperaturę. Zacząłem protestować. Don Juan przypomniał mi. czego nie robisz. don Juan już na mnie czekał. aby wyjaśnił mi. Ale gdy tylko obszedłem wierzchołek szerokim łukiem. Natomiast jeśli chodzi o don Juana. dlatego nie mam powodów. Don Juan zaśmiał się głośno i zaczął mnie toczyć w prawo i w lewo. Uciszył mnie kategorycznym gestem. Zamierzałem posuwać się spiralnie ku środkowi. – Jak ty to robisz? – Nic nie robię. jak to robił niezliczoną ilość razy. kiedy kazał mi znaleźć miejsce na odpoczynek. Don Juan kazał mi usiąść. Polecił zająć się tylko uczuciem ciepła. abym improwizował. Dzięki temu mogłem złapać oddech. Zbocza były bardzo strome i wspinanie się sprawiało mi duże trudności i wyjątkowo mnie męczyło. Miałem nieprzeparte pragnienie. Moje ciało czuje się dobrze. że nie. Kiedy dotarłem tam. Don Juan szedł kilka kroków za mną i nieco z boku. aż w końcu dosłownie przeniknęło całe moje ciało. Zauważyłem.która mną kieruje. – Przez cały czas starałem ci się zwrócić na to uwagę – powiedział. Położyłem się na plecach i pot dosłownie lał się ze mnie strumieniami. co z sobą robisz. Złapał mnie pod prawą pachę i zakręcił mną wkoło. Kazał mi położyć się na plecach. aby podglądać. nie powinienem przestać naciskać liści. Patrzył. Próbuję robić wszystko. i nie potrzebuję planu. miejsce na obóz. że w ogóle się nie spocił. Wyglądał. że pozwoliłem sobie na to. jak to robię i poinstruował mnie żebym liście przyciskał do ciała obydwiema dłońmi. ile czasu ci zajmie znalezienie odpowiedniego miejsca na odpoczynek. rozpiąć pasek i ułożyć liście bezpośrednio na skórze w okolicach pępka. Nie liczy się. Kiedy siadłem obok niego. – Znajdź dla nas tutaj. dla odmiany. – To jest miejsce mocy – powiedział. a potem zacząłem odczuwać dziwne gorąco promieniujące z liści. Następnie polecił mi zamknąć oczy i ostrzegł mnie. Traktuję siebie bardzo dobrze. Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy. – Wcale nie jesteś stary. że nic nie pojmuję. jakby zdawał sobie sprawę z tego. że wie. to wszystko. to wydawało się. które miało mnie przenikać. – Co wobec tego powinienem zrobić? – zapytałem. na szczycie. że jego energia jest niespożyta. czyje znajdziesz. badając teren spod półprzymkniętych powiek. że chociaż niewątpliwie systematycznie zbadałem teren. Jego chód był równy. ale don Juan położył mi rękę na oczach. prawie pionowe zbocze. wydawało mi się. że jego sprawność fizyczna po prostu powala mnie na kolana. abym patrzył. Nie jest też ważne. że nie uda mi się spostrzec właściwego miejsca. Później zerwał po jednym liściu z każdego z kilku krzewów i dał mi je. które przypominało mi chwile.

które zrobił dla mnie w moim “ulubionym miejscu". Resztę pokrywały chaotycznie rozrzucone małe krzaczki Wyglądało to tak. Długo stałem przed nim. że ten występ z piaskowca jest piękny. Gorąco sprawiało. Zamknąłem oczy i ogarnęło mnie wspomnienie spokoju i pełni. Spodziewałem się odkryć jakieś niezwykłe wizualne zjawisko. skalistych miejsc na szczycie. Szedł za mną. bez żadnego twojego planu. ponieważ byłem zmęczony i spodobał mi się kolor tego piaskowca. – Co to za liście mi dałeś? – zapytałem. że czas na spanie. Stał w odległości kilku stóp ode mnie. a nowa nie zdążyła jeszcze dobrze wyrosnąć. Przez ten czas niemiłe gorąco przemieniło się w przyjemne ciepło. Powiedział mi. Stałem przed małym występem skalnym z piaskowca. Weź połowę z nich i z powrotem połóż na brzuchu. Zauważyłem również. Obudziłem się tuż przed zachodem słońca. było mocą liści. że niespodziewane krzyki odstraszają złe duchy. Nagle wrzasnął tak. śpiąc na szczycie tamtego wzgórza. – Co się stało? – zapytałem zaalarmowany. że jakaś istota rozmyślnie zmiata je w stronę bezkształtnej masy zielonych krzewów. Kiedy patrzyłem na nie. aż znajdę właściwe miejsce na odpoczynek. jakby kiedyś cała roślinność spłonęła. Chciałem zamknąć oczy. że ciepłota mojego ciała się zmniejsza. Później powiedział mi. czy jemu także zmierzę puls. Moc zaprowadziła cię tutaj. Było wietrznie. że pomoże mi wstać. w jaki sposób don Juan ją wywołał. miałem niesamowite uczucie. ale nie miałem odwagi. poczułem. Jednak byłem rozczarowany. W końcu zmęczyłem się zezowaniem i szeroko otwarłem oczy. Powiedział. Miejsce. z niewiarygodną zręcznością przeskoczył przez kilka krzaków i znalazł się na wysokiej skalnej grani. Byłem wyczerpany. Nie wiedziałem. ale nie czułem zimna. że nie zrobiłem niczego szczególnego. Nagle poderwał się. Zrobiłem zeza i chodziłem w tę i we w tę przez jakieś pół godziny. bo stwierdził. Kiedy stanąłem na nogi. Doliczyłem się dwudziestu liści. zwracając się twarzą na południe. poświaty czy ciemnych plam. co czułem. – Znalazłeś właściwe miejsce – powiedział z uśmiechem. że to. że don Juan przyniósł moje bloki do pisania i podłożył mi pod głowę. Don Juan zaśmiał się. przypominało płytką nieckę. Don Juan musiał zauważyć mój stan. Zbadałem sobie puls. który był jednym z niewielu niezarośniętych. szepnął mi do ucha. Liście na brzuchu działały jak piec. Trwaliśmy w milczeniu przez długi czas. że czułem się bardzo niedobrze. a potem po prostu usiadłem na nim. która oczyściła mnie i umożliwiła mi wykonanie zadania. że o mało mnie nie sparaliżowało. Dziesięć wepchnąłem pod koszulę i wtedy silny podmuch wiatru rozrzucił pozostałe dziesięć w kierunku zachodnim. Gdy tylko przestały dotykać mojej skóry. żebym otworzył oczy i szedł bez planu. jak ci powiedziałem. na liściach i próbował poczuć. żadnych niezwykłych kolorów. Odparł. dopóki na to nie pozwoli. aby mną kierowała. Rozejrzałem się. i zapytał. w którym wiatr rozwieje twoje liście – powiedział. ale na obrzeżach swego pola widzenia nie dostrzegłem żadnych zmian. Don Juan nic nie odpowiedział. Śmiejąc się. jakich doświadczyłem. Powinienem przyciskać liście do brzucha tak długo. abym ostrożnie wyjął liście spod ubrania i rozłożył je na skale. które wybrałem na odpoczynek. Don Juan wrócił i usiadł po mojej lewej stronie. abym położył ręce na brzuchu. – Policz je szybko. ale nie wolno mi otwierać oczu. Można było tu siedzieć jak na kanapie. Z jakiejś nieznanej przyczyny pomyślałem sobie. bo już nadchodzi. Z całą szczerością stwierdziłem. co powiedzieć. Wydawał się normalny. że mam wysoką temperaturę i całkowicie pochłonęło mnie dociekanie tego. czy rzeczywiście jestem zawieszony. – I cała operacja odbyła się tak. Byłem przekonany.Powiedziałem don Juanowi o tym nieprzyjemnym wrażeniu i potrzebie zdjęcia butów. Podczas chodzenia w górę i w dół wzgórza czułem się bardzo lekki. skalna ściana mogła służyć za oparcie. wyjaśnił mi. nazywając mnie doktorem Car-losem. – Dobrze! Dobrze! – stwierdził don Juan i poklepał mnie po plecach. Sen odświeżył mnie i dodał mi energii. ale wtedy zasnąłem. Otworzył oczy razem ze mną. Don Juan także spał. że leżę zawieszony na łożu ze “sznurów". pewnego rodzaju ogrzewanie. pozwalając mocy liści. – Obserwuj kierunek. Chciałem przekonać się. . Siadłem na tym miejscu. Zacząłem iść.

kluczem do zgromadzonej mocy jest to. – I wcale nie wygląda tak. Wyjaśnił. O wszystkim decyduje ta sama moc. aby komuś innemu pomóc w jej gromadzeniu. że trudno ci to zrozumieć. – Twoja moc. ale zanim to zrobiłem. Moc znajdzie drogę do ciebie. don Juanie? Zawsze straszysz mnie taką nawiedzoną mową. czym jest moc. – Świat jest tajemnicą – powiedział. że sam to możesz zrobić. zakreślając pełny okrąg i patrząc na każdy element krajobrazu. Ale wiem. nie z powodu sprzeciwu i oporu z twojej strony. – To były zwykłe liście – powiedział don Juan.Ciepło promieniujące z nich. Rób to. Moc nie należy do nikogo. co kryje w sobie świat. Każdy rodzaj liści może ci pomóc. Wstał i rozpoczął obrót. – Wszystko. gdzie jesteś i oszczędzaj się na później. która pozwoliła ci znaleźć to miejsce. że dreszcz przebiegł mi przez ciało. że chce. co wspierało cię dzisiaj. Patrzyłem na niego z otwartymi ustami. kto jej nie ma. że może używać swojej osobistej mocy jak tylko zechce i do czego zechce. nie były liście. z wielką siłą popchnął mnie z powrotem. zależy od jego osobistej mocy – mówił don Juan. ale moc. Don Juan cierpliwie wytłumaczył mi. Zaśmiał się i lekko kopnął mnie w łydkę. jak go sobie wyobrażasz. abym wstał i popatrzył. Sprawiał wrażenie jakiejś monumentalnej. czyny potężnego człowieka wydają się niewiarygodne. – Czy to znaczy. Don Juan wstał i wskazał na coś w oddali. Spróbowałem szybko skoczyć na równe nogi. Natomiast jeśli chodzi o bezpośrednie dawanie jej innej osobie. że jego moc jest ograniczona tylko do pomagania innym. jeśli ta osoba nie wykorzysta jej w swoich własnych poszukiwaniach. pod warunkiem że osoba. po czym uśmiechnął się i dodał: – No tak. – Co więc powinienem robić. jedynie upewniał się. Przypuszczałem. czy są tam pewne określone . co robisz teraz. Zdawał się zastanawiać. W ciemnościach nie są one wzgórzami. Zostań tam. które otulało mnie jak koc czy ciepłe ubranie. Później złagodził ton i dodał: – Dzisiaj w nocy czeka cię ciężkie zadanie i będziesz potrzebował całej osobistej mocy. czy to znaczy. że mogę zerwać liście z pierwszego lepszego krzaka i dadzą one ten sam efekt? – Nie. by pojąć. don Juanie? – Wydaje mi się. Nie powiedziałem. – Dzisiaj będziesz polował na moc w ciemnościach – powiedział i usiadł. – Czym są? – Są czymś innym. – Słucham? – Dzisiaj zaryzykujesz wyprawę na te nieznane wzgórza. don Juanie? – Nic. To właśnie cały czas usiłuję ci wytłumaczyć. Jego ton sprawił. ale dlatego że masz bardzo mało osobistej mocy. potrzeba mocy. zdając sobie sprawę z mojego zdziwienia. ma moc. – Co planujesz? – zapytałem. w zasadzie wygląda też tak. mechanicznej zabawki. było dla mnie rzeczywiście ciekawym zjawiskiem. że nie wskazywał na nic konkretnego. Widzisz. Odkrywasz to cały czas i kto wie. jak go sobie wyobrażasz. Niektórzy z nas mogą ją gromadzić i później bezpośrednio przekazać komuś innemu. – Niczego nie planuję. chociaż nie jest to całkiem ścisłe. Kiwał rytmicznie głową. jaką tylko możesz zebrać. Czymś nie do pomyślenia dla ciebie. – Z tego powodu dla kogoś. co ja – powiedział surowo. która ci je da. Tym. – Nie kazałem ci robić tego. może dzisiejszej nocy dojdzie ci jeszcze jeden kawałek do tej układanki. Jego ciało było obrotnicą dla oczu. która obracała się dokoła precyzyjnym i równomiernym ruchem. – Co masz na myśli. Nie masz mocy. ale to nie wszystko. Ukrył uśmiech. jest ona bezużyteczna. ponieważ nigdy nie doświadczyłeś ich istnienia. że mógłbym tak powiedzieć. że może ona być użyta tylko po to. Nawet po to. Zapytałem go. co robi człowiek.

ale dlatego. abym wziął się w garść. Potrzebowałem dwóch albo trzech minut. Nerwowy skurcz przebiegł mi przez żołądek i brzuch i uniemożliwił sensowne mówienie. siedzeniu czy chodzeniu. co robi. żeby rozważać możliwość istnienia w nim substancji psychotropowych. co posiadasz w tym tajemniczym świecie. łagodnym głosem don Juan przekonywał mnie. skłonienie mnie do pisania lub do pójścia spać. Powiedział. Ostrzegł mnie. Nie robi tego. a ja dostałem następnego ataku irracjonalnego lęku. koncentrując Wzrok na ziemi. ponieważ wierzy. że to mięso mocy. jego napomnienia doprowadziły mnie do absolutnego przekonania. tak aby twoja osobista moc stopiła się z mocą nocy – wyszeptał mi do ucha. – To nie jest noc – szepnął. – Zaufaj swojej osobistej mocy – powiedział mi do ucha. aż zrobiło się za ciemno na pisanie. Powiedział. na krawędzi nocy. że przeżyje próbę. abym zwracał wielką uwagę na krzyki innych sów. czy powinienem je pozbierać. Następnie podszedł bardzo blisko i szepnął mi do prawego ucha. Powiedział. Obojętnym tonem poinformował mnie. Pociągnął mnie delikatnie i zaczęliśmy iść. kiedy pisałem. Wyjął małe zawiniątko ze swojego plecaka i z namaszczeniem je rozwinął. aż skończyło się mięso i zrobiło się całkiem ciemno. – Wskazał na ciemność wokół nas. że jest pochłonięty patrzeniem w dal. tak jak wiatr. a skupianie wzroku na ziemi dziwnie mnie uspokajało. Jedliśmy w kompletnej ciszy. że jesteśmy bezpieczni w tym miejscu. że mój los jest przesądzony. Zawierało kawałki suszonego mięsa. ogarnęła mnie panika. że przeciąganie się jest bardzo dobre po spaniu. – Ale co będziemy robić. Przez cały ten czas. prawie hipnotyzowało. abym się zamknął. aby móc ją opanować. Wyprzedził mnie o kilka kroków. Dał mi jeden. aby rozejrzeć się wkoło. Zamiast przynieść mi ulgę. ale będzie mnie informował o swojej pozycji. że już idzie. Szedłem za nim.rzeczy. że don Juan był całkowicie świadomy efektu swoich słów. ponieważ jesteśmy. Zapewnił mnie. Zanim don Juan skończył przekazywanie mi instrukcji. Zasugerował. które nie mają tej cechy. patrząc. ponieważ teraz nie są już potrzebne. Wiedziałem. żebym o nich zapomniał. Pracowałem nad notatkami. sam wziął drugi i zaczął go żuć. Jakoś nie mogłem się odważyć. Przypomniał mi. na której staliśmy. które trzymałem pod koszulą. Don Juan wstał i przeciągnął się. Chwyciłem go za ramię i nie chciałem puścić. że to część jego nieskazitelnego zachowania. jeśli nie będę ostrożny. Po krótkim czasie don Juan zatrzymał się. Spokojnym. Postąpiłem zgodnie z jego radą i liście. – Pisz! – rozkazał mi i odwrócił się do mnie plecami. czy tykwy z pożywieniem i moje bloki do pisania są dobrze rozmieszczone i łagodnym głosem powiedział. że mam iść za nim w bardzo bliskiej odległości i naśladować wszystko. abym zrobił to samo. – Musisz dać się ponieść. uderzając nogą o skałę. don Juanie? Pokręcił głową w przesadzonym geście niedowierzania. by móc wypowiedzieć chociaż słowo. don Juan nie zmienił pozycji. żeby uspokoić się na tyle. – To szaleństwo – zaprotestowałem. w którym stoimy. że jedynym sposobem na to. naśladując charakterystyczny krzyk małej sowy. że całkowita ciemność jest już blisko i że będzie szedł jeszcze dalej z przodu. Chciałem płakać. Wyszeptał. Nie miałem nic innego do roboty. Wydawało mi się. I dlatego muszę być absolutnie spokojny. ponieważ ciemność. na zachód. którego obydwaj będziemy potrzebowali na tę okazjęByłem zbyt głodny. Jego śmiech był zaraźliwy i poprawił mi samopoczucie. Sprawdził moją siatkę. czy wszystko jest w porządku. odwrócił się do mnie i żartobliwym tonem stwierdził. jest nieznaną nieposkromioną istotą. – Noc jest tam. Zastanawiałem się. a później staje się tak łagodny jak krzyk prawdziwej sowy. ale don Juan powiedział. jak by to powiedzieć. że już znam ten sposób: na początku krzyk jest chrapliwy. – To wszystko. Ale gdy tylko przestałem pisać. wypadły mi przez nogawki spodni. jest danie mi czegoś do jedzenia. ponieważ było jeszcze dużo czasu do zapadnięcia całkowitych ciemności. że wojownik zawsze upewnia się. . że wszystko jest w całkowitym porządku i kazał mi siedzieć cicho i zająć się pisaniem. która może mnie zwieść.

ale z wyprostowanym kręgosłupem. a jego umiejętność biegania w nocy nie ma nic wspólnego ze znajomością tych wzgórz. Powtórzył to stwierdzenie trzy lub cztery razy. że nie mogłem uwierzyć w to. nawet jeśli w rzeczywistości nie wie nic. Świst wiatru zagłuszał prawie wszystko. tak aby mogła zmieszać się z mocą nocy. że połamałbym sobie nogi. jak może biec w kompletnej ciemności. że w nocy świat jest inny. Zadzwoniło mi w uszach. oprócz sporadycznych przenikliwych krzyków dużych sów i świergotu innych ptaków. Don Juan wrócił i zaczął biec obok mnie. I nagle dobiegł mnie wydłużony krzyk sówki. Stanął przede mną i kazał mi rękami przesunąć po swoich plecach i kolanach. że jeśli mam wątpliwości. iż unika niebezpieczeństw tylko dlatego. że doskonale zna te góry. że chód mocy jest absolutnie bezpieczny. co niezbyt dobrze zrozumiałem. czy już dobrze się czuję. – Patrz! – powiedział i pobiegł w ciemność. aby złapać oddech. iż jestem przekonany. niezależnie od tego. – Nie chciałem cię przestraszyć. Odwróciłem się i zacząłem iść w tamtym kierunku. Mogłem jedynie rozróżnić ciemną masę krzewów lub małych drzew. abym podążał za nim. albo stara – baba próbująca na paluszkach przejść między błotnistymi kałużami. – Wojownik pozostaje nieskazitelny wtedy. Don Juan objął obydwiema dłońmi moją głowę i z mocą wyszeptał: – To jest noc! I to jest moc! Puścił moją głowę i dodał. Dla człowieka w jego wieku bieganie po wzgórzach o tej porze byłoby samobójstwem.Don Juan nie rozzłościł się ani nie stracił cierpliwości. ale niemożliwa była ocena odległości. jeśli nie kierowałaby nim moc nocy. abym dobrze je zapamiętał. Uznał to porównanie za bardzo dowcipne. Metoda podnoszenia nóg przypominała mi rozgrzewkę sprintera. bo wybuchnął głośnym śmiechem. czy olbrzymia. . Przez chwilę pokazywał ten bieg w miejscu. szczękając zębami. Sposób. Don Juan zakrył ręką moje usta i wyszeptał. jak za każdym krokiem podnosi kolana prawie do piersi. jakby wiedział. to niech przez chwilę rozważę obecną sytuację. w jaki poruszało się jego ciało. nie wydając przy tym żadnego odgłosu. Po chwili oczekiwania zapytał mnie. Wydawało mi się. Następnie przystąpił do demonstracji specjalnego sposobu chodzenia w ciemności. A potem zniknął mi z oczu. Poruszałem się powoli. Stwierdziłem. Musiałem otworzyć usta. wyglądałem jak kaleka. czy jest ona mała. Powiedział. Obserwował ponoć mój zasrany sposób chodzenia. że kluczem do niej jest pozwolenie na swobodny wypływ własnej osobistej mocy. Próbowałem patrzeć. Zaśmiał się spokojnie i powiedział mi coś do ucha. tak że mogłem zobaczyć. Skoncentrowałem uwagę na dźwiękach. Przeszedł powoli przede mną. abym sam go spróbował. Gdy ta druga tylko zacznie działać. Nadszedł z tyłu. Zrobiłem to z największą ostrożnością. był tak niezwykły. abym uzyskał pojęcie o odpowiedniej postawie ciała. żeby się z tobą spotkać. ale żaden się nie wyróżniał. Następnie z pełną powagą dodał. wpadając do szczelin albo uderzając o skałę. Czekałem przez chwilę w stanie największego natężenia uwagi. aby coś się nie udało. Nalegał. gdzie stawiam kroki. Przyszedłem. Kiedy tak poruszałem się w ciemności. że wojownik zawsze działa tak. Powiedziałem mu. – Co powiedziałeś? – zapytałem głośno. Nie byłem w stanie pojąć. ale powrócił. nie ma możliwości. Krzyknąłem i upadłem na siedzenie. że zabrakło mi tchu. co widzę. Spróbowałem się rozejrzeć. – Chód mocy służy do biegania w nocy – szepnął mi do ucha. że to don Juan. Mój przestrach był tak wielki. Kiedy przytaknąłem. kiedy ma zaufanie do swojej osobistej mocy. Kolana również miały być lekko ugięte. chcąc zapewne. że stoję na obszarze pokrytym gęstą roślinnością. Nie miałem wątpliwości. który nazywał chodem mocy. – Wstawaj – łagodnie powiedział don Juan. szybko zniknął z mojego pola widzenia. już łagodnie. Nagle coś wyskoczyło przede mną. Powiedział. Po chwili wrócił. co robi. ponieważ czułem się niesłychanie ograniczany przez ciemność. Szedłem jakieś dziesięć minut. Była ona lekko pochylona. Don Juan bardzo spokojnie powiedział.

kiedy znowu odważymy się na wyprawę w noc. Siedział w pobliżu jakichś ciemnych kształtów wyglądających na drzewa. Przytłaczał mnie strach przed zranieniem sobie nóg. Chód mocy wymaga patrzenia tylko do przodu. Przebiegłem pięć czy sześć metrów w kierunku. który otrzymam przy innej okazji. Powoli napięcie mnie opuszczało. którą mam. Po prostu nie mogłem dać się ponieść. – No. jeśli nie będę na niczym skupiał oczu. Co chwilę zamykałem oczy i biegłem w miejscu ze zgiętymi kolanami i pochylonym ciałem może przez godzinę. ale dzięki praktyce będę mógł biegać tak szybko i bezpiecznie jak w dzień. Don Juan czekał na mnie i poprawił moją postawę. – Moce. żebym mógł zobaczyć. że nie potrafię chodzić w ciemności. to mamy problem. że oddali się teraz. że się nie nadaję. W obydwu przypadkach trzeba poczucia poddania się i zaufania. myśląc. z którego dochodził. aby wyruszyć. że muszę poddać się nocy i zaufać tej odrobinie osobistej mocy. Byłem prawie zupełnie wyczerpany. Zniknął w ciemności. Popychał mnie nawet i nakłaniał do przebiegnięcia kilku metrów. . dobrze wiem. co mi powiedział. że powinienem zacisnąć palce w pięści. bez względu na to. Połamałbym sobie nogi. że zgięcie ciała jest konieczne do obniżenia poziomu. Wtedy posłyszałem krzyk don Juana. Później powiedział mi. po prostu folguję sobie. – Czy nie możemy iść? Don Juan zatrzymał się i zdjął kapelusz. Podszedł do mnie i powiedział. ale mimo to mojemu ciału zawsze udawało się stanąć na krawędzi. Na przykład w ogóle nie dostrzegałem wyszczerbionych skał stojących mi na drodze. może będę musiał dokonać właściwej identyfikacji. Próbowałem to zrobić kilka razy. albo nigdy nie będę w stanie swobodnie się poruszać. Wyjaśnił. Poczułem ulgę i zapytałem go. Ostrzegł mnie. nie zrobiłem niczego. w przyszłości. najmniejsze spojrzenie w bok albo za daleko w przód unieruchamiało mnie lub powalało. Wiesz. sprzymierzeńcy. Chód mocy był podobny do znajdowania miejsca na odpoczynek. Ale kiedy wpadłem na krzak. Godzinami usiłowałem naśladować jego ruchy i osiągnąć wymagany przez niego nastrój. że zawsze będę dobrze widział w ciemności. a nigdy w szczelinie. abym zawsze zatrzymywał się. a ja mam czekać na jego krzyk. że mam bardzo dobry pogląd na temat tego. co wywołałoby to uczucie. że już czas skończyć. Zgodziłem się z nim. Ciemność dlatego tak mnie ogranicza. nie wiedząc. że innym sposobem poruszania jest pozwolenie mocy na kierowanie sobą. lecz bezskutecznie. ponieważ we wszystkim co robię. Aby omiatać wzrokiem ziemię bezpośrednio przed sobą. W jakiś niewytłumaczalny sposób zacząłem poruszać się z niespodziewanym poczuciem zaufania do siebie. jak się porusza. natychmiast powróciło poczucie braku bezpieczeństwa. ponieważ nawet jedno spojrzenie w bok wywołuje zmianę płynności ruchu. polegam na wzroku. ponieważ kiedyś. – Czekaj! Czekaj! – krzyknąłem szaleńczo. jak mroczna będzie noc. Klepnął mnie w ramię i stwierdził. ale wyprostować kciuk i palec wskazujący. czym jest chód mocy i do opanowania go potrzeba mi tylko małego bodźca. aż poczułem się całkiem dobrze. z wyjątkiem kilku nieudanych przypadków. że kroki są bardzo krótkie i bezpieczne. tak jak sugerował don Juan. duchy. ponieważ gwiżdże już wystarczająco długo. próbując “zatracić się". że jest gotowy. że na początku często mogę na coś wpadać. Wyjaśnił mi. Z tego co wiem. Zwrócił mi uwagę na to. a podnoszenie kolan do piersi sprawia. – Zabierajmy się stąd – powiedział i zaczął biec. kto to wie? – powiedział szeptem. Według niego. na którym znajdują się oczy. ale czas z tym skończyć. Z wielką cierpliwością biegł w miejscu przede mną albo wybiegał nieco do przodu i powracał.Szepnął mi. gdybym szedł. Później oddalił się i wezwał mnie serią krzyków sowy. ale moje ciało zdawało się rozpoznawać rzeczy bez myślenia o nich. że szło mi bardzo dobrze. że rzeczywiście używam chodu mocy. a tylko omiatał wzrokiem ziemię bezpośrednio przed sobą. żeby inni zaczęli go naśladować. Jak ostrzegał mnie don Juan. kiedy posłyszę taki dźwięk i pamiętał. – Ojej! – powiedział z zakłopotaniem. Don Juan kazał mi biec w miejscu i spróbować poczuć. musiałem być całkowicie skoncentrowany. Twierdził. że te istoty nocy zwykle wydają bardzo melodyjne dźwięki i bardzo nie lubią naśladować chrapliwego ludzkiego krzyku czy gwizdu ptaków. Zlokalizowałem don Juana po długim poszukiwaniu. kto mógłby naśladować jego krzyk. zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć. kiedy straciłem równowagę z powodu braku skupienia. Uspokajającym tonem powiedział. Mogę tylko biec.

Należały do don Juana. Następny krzyk sowy wyrwał mnie z rozmyślań. Dobiegał z lewej strony. Wpadłbym w panikę. Pobiegłem w kierunku. Kiedy zostałem sam. jak to tylko możliwe. że pozostanie tutaj oznaczałoby samobójstwo. Wydawały się pochodzić z dość bliska. Następnie dotarła do mnie cała seria łagodnych dźwięków tego rodzaju. że jeśli będę poruszał się dalej w tym samym tempie. co don Juan miał wcześniej na myśli. Obróciłem się i zacząłem biec w przeciwnym kierunku. która przyszła mi do głowy. Wskazał mi kierunek. chociaż nie mogłem zobaczyć jego twarzy. W oddali posłyszałem słabnący krzyk sowy. ale obawiałem się stracić rytm. że moim ciałem wstrząsnął dreszcz. to noc wyssałaby z nas tyle osobistej mocy. nie przestawał się uśmiechać. Chciałem popatrzeć w tamtym kierunku. tak że wkrótce zniknął w ciemności przede mną. że nie zdając sobie z tego sprawy. Zauważyłem. Szybkość jego ruchu spowodowała. – Przez kogo? – W nocy są takie rzeczy. Podskoczyłem i ryszyłem w . Żołądek skurczył mi się i tak ciążył. jakby uderzenie dwóch kamieni o siebie. Zapewnił mnie. – Nie marnujmy już więcej czasu – powiedział nagląco. Po chwili znowu posłyszałem krzyk sowy. może nawet nawiedzonego albo smutnego. jakby coś poruszało się razem ze mną z mojej lewej strony. ale tym razem jeszcze bardziej z prawej. abyśmy do świtu przeczekali na tych wzgórzach i dopiero wtedy je opuścili.Miałem wrażenie. a nawet gdyby udało się nam ujść z życiem. Straciłem równowagę i głośno wpadłem w krzaki. bym się zatrzymał i nasłuchiwał. a tę odrobinę chodu mocy. Spodziewałem się. której nauczyłem się do tej pory. uświadomiłem sobie. Musiał być dobre ćwierć mili stąd i czułem. Było w nim coś naprawdę melodyjnego. co się wydarzy. że spojrzałem tam. jakby coś chciało. w którym będziemy się poruszali i zaczął biec w stosunkowo wolnym tempie. Zatrzymałbym się tutaj. że niezależnie od tego. lecz bez względu na to. jak powoli się poruszał. musiałem skręcić o czterdzieści pięć stopni. że będzie próbował biec tak wolno. Zdawało mi się. zacząłem biec. lecz zanim zacząłem znów biec. w sytuacji bez wyjścia. że niekoniecznie muszę za nim nadążać. Posłyszałem nowy gwizd. Byłem przerażony. abym wiedział. Przy następnym krzyku sowy przekonałem się. Przecież w ciemności nie mogłem niczego zobaczyć. gdybym dokładnie w tym samym momencie nie posłyszał czterech chrapliwych krzyków don Juana. Posłyszałem bardzo ostry dźwięk. Wtedy posłyszałem melodyjny krzyk kilka kroków ode mnie. Nie zmieniłem kierunku. Odparł bardzo dramatycznie. żeby nawet nie oddychać. Wyszeptał to takim tonem. gdzie mam iść. wkrótce pozostanę sam w tych górach. posłyszałem następny krzyk. który umiejscawiał don Juana prawie w tym samym miejscu. ponieważ bez wątpienia był to najsłodszy i najbardziej melodyjny krzyk. że mówiąc to. bardziej wymagający i nieodparty niż pierwszy. ponieważ co pewien czas będzie wydawał cztery krzyki sowy. Był zdecydowanie dłuższy i łagodniejszy niż krzyk prawdziwej sowy. – Chodźmy stąd. Było w nim coś pociągającego. gdyby nie trzeźwa myśl. Zasugerowałem. zostaniemy skoszeni jak trawa – szepnął mi do ucha. nie mogłem dotrzymać mu kroku. Jego ostateczna instrukcja mówiła. Później dodał konfidencjalnie. Nagle ciemny kształt przeciął mi błyskawicznie drogę z lewa na prawo. Aby podążać za nim. Mogłem prawie to zobaczyć na obrzeżu pola widzenia. kiedy przecież mógł biegać wokół mnie. że następne krzyki pozwolą mi na lepszą orientację. że nie uniknęlibyśmy losu ofiar pierwszego lepszego niebezpieczeństwa czyhającego na nas za dnia. z którego wyruszyliśmy. Jednak wcale mnie nie przestraszył. z którego dochodziły. powinienem starać się być tak cicho. Powiedział. jakby ze środka mojego ciała coś ciągnęło mnie w dół. które oddziałują na ludzi. Dźwięk był tak przeciągły i miły. jeśli chciał utrzymać swoje tempo. jaki kiedykolwiek słyszałem. nieco z prawej ode mnie. Zagwizdał cztery razy. Po nim szybko nastąpiły jeszcze trzy inne. Usiłowałem dalej utrzymywać takie tempo i wtedy posłyszałem wołanie don Juana. Był to dla mnie szok. że ukoił mój lęk. Nie mogłem zrozumieć. Podniosłem się na nogi. dlaczego don Juan pobiegł naprzód. że jest za stary na chodzenie. – Jeśli nie użyjemy chodu mocy. trzeba wykorzystać zgodnie z nadarzającą się okazją. Zatrzymałem się i słuchałem. Podążałem za nim.

Trzeci krzyk dotarł do mnie z bardzo bliska. przy którym odpoczywaliśmy wcześniej. a z drugiej – rzucił się panicznie do ucieczki. Był pogrążony w myślach. bo w rzeczywistości nie należą one do nocy. Chciałem sam zacząć naśladować sowę. ale nagły szeleszczący dźwięk z lewej sprawił. W tym momencie jakaś okropna rzecz zwróciła moją uwagę. Kazał mi dokładnie opowiedzieć o wszystkim. Były dłuższe i bardziej chrapliwe. jakby ktoś cmokał wargami. a później zbliżyła się do mnie wielka. Wywoływały je zagrażające mi społeczne sytuacje albo ludzie zachowujący się wrogo wobec mnie. Posłyszałem krzyk sowy dochodzący z bliska. podczas gdy druga opierała się temu. abyś kiedykolwiek mógł ryzykować samotną wyprawę w noc. abym podążał za nim. że don Juan czeka na mnie. tak jakby nic niezwykłego się nie wydarzyło. Była w nim chrapliwość gwizdów don Juana. więc przyspieszyłem.tamtym kierunku. ale wydawało mi się. gdzie jestem. Tym razem jednak nie upadłem. Położył mi rękę na ustach i dał znak. Może lepiej byłoby je nazwać istotami gór. Jakaś część mnie wydawała się ciągnąć mnie z niesamowitym uporem w kierunku ciemnego obszaru. Przerażenie prawie pozbawiło mnie tchu. don Juanie? – Natknąłeś się na pewne istoty. nie mające nic wspólnego z myślami. to mnie zaniepokoiło. przez długi czas siedział w milczeniu. że postrzegam ją oczami. Zdawało mi się. Nagle rozzłościłem się i bezsensowność moich emocji doprowadziła mnie do prawdziwej paniki. gdyż znaleźliśmy się już poza niebezpieczną strefą. aż dotarliśmy do skalnego występu. Zwolniłem. Ledwie słyszałem krzyki don Juana. Byłem tak ogarnięty przez lęk. Nie był to właściwie widok. kiedy piąty krzyk unieruchomił mnie. Nazwałem je tak. Usiłowałem coś wypatrzeć w ciemności. a jednak byłem prawie przekonany. zbyt poważne. bo byłem w stanie odwrócić się i przez chwilę biec tak. – To. że w moim umyśle nie zagościła ani jedna myśl. Z lewej strony rzeczywiście coś podobnego do zwierzęcia niemal mnie dotknęło. Nic o nich nie wiesz. jak tylko mogłem. Usiłowałem zwiększyć tempo. tylko rozmawiać. Gdy skończyłem swoją historię. Znalazłem się już na granicy ciemniejszego i jaśniejszego obszaru. To niespodziewane pojawienie się jej zmusiło mnie do krzyku. Pochodził z nieznanej części świata i uderzał w nieznaną część mnie samego. co najdziwniejsze. jest bardzo poważne. Nagle odzyskałem kontrolę nad sobą. na osiem albo dziesięć stóp wysoka. który turlał się albo ślizgał. tak szybko. Odruchowo podskoczyłem i skręciłem w prawo. gdyż dużo łatwiej je zobaczyć właśnie o tej . Posłyszałem mlaszczący odgłos. Don Juan powiedział. kiedy poruszałem się w ciemności. Siedzieliśmy na tym stopniu w absolutnej ciszy przez jakąś godzinę aż do świtu. – Co mi się przydarzyło ostatniej nocy. Teraz istoty nocy nie zostawią cię już w spokoju. – Nie wygląda to zbyt dobrze – powiedział w końcu. co się działo. Była kwadratowa jak drzwi. Wtedy zjedliśmy jedzenie z tykw. ciemniejszy od całego otoczenia. ale nie odważyłem się złamać jego zakazu. Przez chwilę mój strach przekraczał wszelkie granice. co wydarzyło ci się tej nocy. kiedy go znalazłem. Było tak. Nie będziemy spać. Nie był melodyjny. że musimy tutaj pozostać do samego południa. Wystraszyłem się i odskoczyłem. ciemna masa. jak wymagał don Juan. Nie udało mi się wychwycić niuansów jego tonu. ale raczej odczucie. W całym moim życiu lęki zawsze opierały się na intelektualnej podstawie. Poruszała się szybciej niż ja i znowu przemieściła się z lewa na prawo. – Don Juanie! – wykrzyknąłem. co to jest. ponieważ nigdy ich nie spotkałeś. Jednak tym razem mój lęk stanowił dla mnie absolutną nowość. aby poinformować don Juana o tym. przez co straciłem równowagę. że obróciłem się i zdążyłem zobaczyć czarny kształt. Strach odczuwałem jako wrażenie cielesne. Moje reakcje były dla mnie następną absolutną nowością. które znajdują się w świecie i mają wpływ na ludzi. Uznałem to za bardzo niezwykłe. Nadszedł następny. Po chwili znowu zauważyłem jakieś migotanie czy falę ciemności z lewej strony. nieco z mojej lewej strony. jakbym z jednej strony chciał się przekonać. że dochodzą z bardzo bliska i są gorączkowe. Mogłem rozróżnić nawet ciemną masę skał albo drzew. jak gdyby wydawał je podczas biegu w moim kierunku. Posłyszałem jeszcze jedno zawołanie sowy i pomyślałem. Biegliśmy razem w bardzo wygodnym tempie. lecz już w sekundę później z przerażającym spokojem wpatrywałem się w ciemny kształt. że należy do don Juana. od momentu kiedy mnie opuścił.

Dlatego musiałem zostawić cię samego ostatniej nocy. że ma on wystarczająco dużo osobistej mocy. że nie mogę być w nocy sam? – Możesz spędzać noc sam. Miałem wrażenie. ważne że nosisz jego wspomnienie. Jak zapewne zauważyłeś. Jednak masz jej więcej niż wtedy. Poprosiłem go. Teraz masz jej tyle. że są one tak niebezpieczne. aż do czasu. don Juanie? – Nie wiem. nie ma dla ciebie sensu. chociaż wiedziałem. Nie możesz więc iść w góry. Moc ma tę właściwość. że grozi ci śmiertelne niebezpieczeństwo. – Istoty nocy poruszały się z twojej lewej strony powiedział. Droga wiedzy i mocy jest bardzo trudna i bardzo długa. ponieważ moc zawsze znajdzie sobie drogę. żeby się nauczyć i jest nim praktyka. ale było inaczej. Szczególnie ważne były drzwi. Musiałeś przejść test z tymi istotami. zwróciłem don Juanowi uwagę.porze. kiedy na początku zacząłem się uczyć postępowania wojownika. po prostu dlatego. jakichś jego wspólników. Jesteśmy inni. jakby on sam mi je zgotował. – Jeśli wiedziałeś. Natomiast w ciemności wszystko jest tak samo dziwne i niewiele rzeczy się wyróżnia. że chodzi o jakichś ludzi. nie myślałem. Nigdy nie widziałem żadnych cieni ani nie słyszałem dziwnych odgłosów. nie pozwalałem ci samotnie zapuszczać się w ciemność aż do zeszłej nocy. Nie jest ważne. – Próbowały stopić się z twoją śmiercią. co ono oznacza. kiedy on znajduje się w pobliżu i wygląda to tak. Nie miałeś wystarczająco dużo mocy. a szczególnie odludnych miejsc w wysokich górach. czy zrozumiesz. aby zawezwać na pomoc miliard różnych rzeczy. czym ona jest. powtórzy się pewnego dnia. dlaczego zostawiłeś mnie samego? – Istnieje tylko jeden sposób. – Czy to znaczy. Ich głos wywabia je. Kiedy samotnie bywałem w nocy na pustkowiu. że nie posiadasz wystarczającej mocy. don Juanie? – Oczywiście! Są tak rzeczywiste. co powiedziałem. że takie niesamowite rzeczy wydarzają mi się zawsze wtedy. gdybym jednak to zrobił? – Umarłbyś. Powinieneś wiedzieć. Tylko ty możesz dać na to odpowiedź. Wybrałem krzyk sowy. kiedy będziesz miał wystarczająco dużo osobistej mocy. że było to rzeczywiście przejście i ciągnęłoby cię. kiedy zgromadzisz wystarczającą ilość osobistej mocy. którzy zabłądzą na pustkowiu i nie mają żadnej osobistej mocy. Sama rozmowa o mocy jest bezużyteczna. kiedy się ją gromadzi. – Ale jak mam gromadzić osobistą moc? – Robisz to. żyjąc w ten sposób. szczególnie tych. – Czy dotyczy to także równin? – Dotyczy tylko pustkowi. aby mi wyjaśnił. nie dlatego że . dlatego jesteśmy bardziej wrażliwi na te istoty. aby stoczyć dobrą bitwę. ale za mało. co widziałeś tamtej nocy. że robię coś szczególnego. Nigdy nie zostałem przez nic przestraszony. po prostu dlatego że wtedy dobrze nam znany świat bardziej się wyróżnia. będąc w swoim łóżku. Most i wszystko pozostałe. Istoty nocy zgniotłyby cię jak robaka. Don Juan zachichotał i powiedział. ponieważ naturalną siedzibą nocnych istot są skały i szczeliny skalne. że pozostaje niezauważalna. To. ponieważ sowy są posłańcami tych istot. Najdelikatniej jak tylko potrafiłem. Jednak w dzień dużo trudniej je zauważyć. Weź mnie za przykład. że niebezpieczne jest dla mnie samotne przebywanie w ciemności. Nie musisz tego robić rozmyślnie. bo zaśmiał się głośno i powiedział: – Nie wysilaj się na wyjaśnienia. aż musiałbyś je przekroczyć. – W jakim celu to się powtórzy. które widziałeś. że zwykle zabijają ludzi. jaki ci wskazałem. a wtedy byłby to już twój koniec. Jeśli chcesz się dowiedzieć. kiedy zaczynałeś i dlatego zdarzają się pewne rzeczy. że gromadzę moc. Nie jestem tobą. w jaki sposób doszedł do wniosku. Powoli zatykasz wszystkie dojścia do siebie. – Co by się stało. ale nie w górach. Stały się niebezpieczne dla ciebie. – Ale czy one są rzeczywiste. ażeby samemu pozostać w ciemności. Nie wiedziałem. że wszystko to stanowi dowód. musisz sam się ze wszystkim chwycić za bary. Są one tutaj przez cały czas. Miałeś już spotkanie z mgłą i błyskawicą. jeśli chcesz ją zgromadzić. gdzie nie ma nikogo. Tak samo jak ty. Don Juan chyba czytał w moich myślach. zawsze wszystko było absolutnie normalne i nie działo się nic niezwykłego.

co robiłeś zeszłej nocy. że twoje ciało wie. że ja też muszę umrzeć. co wiem. – Nie wiem. jak walczy z myślami. że już znalazłem dla ciebie godnego przeciwnika. co z nim robisz. ale tylko po długim okresie pracy albo odpoczynku. że tak nie powinno być. nawet mimo twego sprzeciwu. Tak więc mówię mu. Być może z powodu zmęczenia albo nerwowego podniecenia tak pochłonęły mnie cienie liści. ale na tym. ale zanim to zrobię. ludzie. – Im więcej razy. założył na niego gumową opaskę i wyrzucił jak dysk daleko w chaparral. że chciałbym zostać tu dłużej. – Teraz nadszedł czas. don Juanie? Nie odpowiedział. co zawsze robisz. I teraz musi już wracać do mnie. Wstał i przeciągnął się. jak nie– -działać. Powiedziałem don Juanowi. Powraca. Na przykład twoje ciało potrzebuje strachu. W swoich ostatnich wskazówkach kazał mi zacząć koncentrować się na cieniach liści na jednej gałęzi. Przez chwilę byłem zły na niego. – Na nieszczęście tylko nasi bliźni. Powiedzmy. kiedy go wypróbuje. – Nawet ty zgodzisz się ze mną. ponieważ pierwszym świadomym krokiem prowadzącym do nagromadzenia osobistej mocy jest pozwolenie ciału na niedziałanie. Cały czas wszystkim przytakujesz i to automatycznie ustawia cię ponad ludźmi. tym lepiej. Jest w tobie coś na pokaz i ja wiem. które wie. dla którego nie przestajesz przychodzić do mnie. mogłem posegregować ciemne masy cieni prawie tak efektywnie jak normalnie zrobiłbym to z liśćmi. – Musisz rozciągać ciało wiele razy w ciągu dnia powiedział. Kazał mi zrobić to samo. Twoje ciało potrzebuje ciemności i wiatru. tak jak to robił już dziesiątki razy wcześniej. co to jest. Chciałem zaprotestować. – Mówiliśmy już wystarczająco długo – rzekł don Juan gwałtownie. ale może być całkiem naturalną reakcją pełnego radości ciała. Ty mi po prostu przytakujesz. – Powiedziałem ci. Obaj to wiemy i wydaje mi się. aby się więcej nauczyć. twoje ciało uczy się pewnych rzeczy. są godnymi przeciwnikami – powiedział. ale że ty nie jesteś bez skazy. – Zanim stąd odejdziemy. Ale tak samo jak poprzednio. Widziałem. W przeciwieństwie do nich człowiek jest nieubłagany. kiedy mnie widzisz. Położył ręce na moich notatkach i zabrał mi je. których ty nie możesz dać mu sam. pisanie pozwoliło mi zachować dystans wystarczająco duży. żeby mieć święty spokój. Ostateczny efekt był niezwykle zaskakujący. Ostrożnie zamknął mój notes. don Juanie. stanowi klucz do mocy. Powód. Dlatego to twoje przytakiwanie jest na pokaz.normalnie są wrogie. Potrzebuje też osobistej mocy i już się niecierpliwi. Zaśmiał się i poklepał mnie po kapeluszu. chciałbym mu pokazać pewne rzeczy. kiedy twój przeciwnik stał się nie do zniesienia. Don Juan przygwoździł mnie. co oczyści twój umysł z wątpliwości. Tłumaczył. Lubi go. Teraz zna już chód mocy i nie może się doczekać. Wskazał na wielki krzew i powiedział. Szeptem w kółko powtarzał mi do prawego ucha. W wypadku patrzenia na drzewo tym. Naciągał każdy mięsień. a później objąć tym spojrzeniem całe drzewo. Siedź tu. co wiem. – Wydaje mi się. Za każdym razem. jak robić". dopóki stąd nie pójdziemy. najważniejszą ze wszystkiego. o co ci chodzi. że zanim don Juan wstał. że mam na to lekarstwo – kontynuował don Juan po długiej przerwie. że kiedyś umrze. – Inne istoty nie mają własnej woli i trzeba ich szukać albo je wywabiać. abyś przestał robić to. ale na ich cieniach. że bieg w ciemności nie musi być pobudzany przez strach. nawet jeśli ty nigdy o tym nie pomyślałeś. – Co masz zamiar zrobić. aby się ze mną zobaczyć. ponieważ jestem jego przyjacielem. czego nie robisz – odezwał się w końcu. i nie-działaj. jest natychmiastowe skoncentrowanie się na liściach. Jesteś tylko człowiekiem i twoje życie jest za krótkie. musisz zrobić jeszcze jedną rzecz. ale położył mi rękę na ustach. że sekret silnego ciała nie polega na tym. Lecz sam wiesz. Nie powinienem pozwolić oczom na powrót do liści. abym skoncentrował uwagę nie na liściach. jest bardzo prosty. redukuje cię do żałosnych rozmiarów. abym mógł pozostać niewzruszony. Don Juan przez długą chwilę milczał. że “nierobienie tego. . żeby ogarnąć wszystkie cudowne i straszne rzeczy tego wspaniałego świata. Byłem zaszokowany i zacząłem protestować. jeśli przypomnisz sobie to. Biegłeś z prędkością godną czarownika dopiero wtedy. jak robić. Powiem ci teraz coś. – Jakiego przeciwnika masz zamiar znaleźć dla mnie? – zapytałem. Cienie liści albo przestrzenie pomiędzy nimi nie były nigdy przedmiotem mego zainteresowania.

Lekko popchnął mnie w kierunku chaparralu. ponieważ moje ciało przez wiele godzin nasiąknęło nie-działaniem. Następnie stwierdził. Szedłem bez celu przez chwilę i zaraz potem znalazłem go. – Ciało lubi takie rzeczy. że podszedłem od razu do notesu. mówiąc. że nieświadomie musiałem zapamiętać sobie kierunek.– Mówiłem ci – powiedział. On wytłumaczył mi to. Myślałem. . w jakim don Juan go rzucił. że nagromadzona przeze mnie moc poprowadzi mnie poprzez krzaki do mojego notesu.

15. Powiedział poważnie. chociaż tego nie zauważam. że zostało zrobione właśnie w tym celu. którego doświadczałem w tym tajemniczym miejscu. że ma dość tego. paskudnych czy złych jedynie dodaje ważności “ja". Powiedział. Po kilku minutach zacząłem odczuwać rozkoszne ciepło. na którym kiedyś spałem. że widział to. – Nie wiesz. że jeśli chcę odpoczywać. Don Juan. ale naśladować jego sposób leżenia w całkowitym bezruchu. Opisał go jako rodzaj zapadni. abym pracował nad swoimi notatkami. abym nie miał wyrzutów sumienia z powodu czegoś. że zachowuję się jak istota najważniejsza na świecie. Poprosiłem go. że to możliwe! – wykrzyknąłem. Powiedział. aby wyraźniej to określił. Odparł. Zanim zdołałem powiedzieć coś więcej. że niemożliwe jest wyraźniejsze określenie widzenia. że gdy widział. zwrócił mi uwagę. Powiedział. Przyznałem się. aby oczyścić się i odpocząć. Potem łagodnie przypomniał mi. Wyruszyliśmy przed świtem i pojechaliśmy na północ. ale on się zaśmiał i naśladując mój sposób mówienia. natknął się na jeden z moich nastrojów. Po jednodniowym odpoczynku zapowiedział. której wciąż trzeba dostarczać dowodów na to. 11 kwietnia 1962 Kiedy wróciliśmy do domu. tak długo. Dramatycznym tonem don Juan stwierdził. Kojące uczucie spokoju i pełni. który trzeba sobie przygotować. pobudziło moje głęboko ukryte emocje. że zaśmiewałem się z zamierzonej niedorzeczności niektórych proponowanych przez niego możliwości. że silnie na mnie wpłynęły. wybrałbym inne. abym się rozluźnił. że “łoże ze sznurków" zostało zrobione wyłącznie po to. że jeśli faktycznie tak by było. Don Juan przyjął moje stwierdzenie dosłownie i skarcił mnie. Zacząłem opowiadać o swoim życiu. ponieważ moje ciało nie jest wystarczająco wrażliwe. czym jest dobre samopoczucie. Zawsze czułem. tak jak zrobił to przedtem. Po wyczerpującej jeździe i szybkim marszu przybyliśmy na wzgórze późnym popołudniem. Poruszyłem się nerwowo i posłanie z liści wydało szeleszczący dźwięk. nawet samego siebie. Opisałem to niewiarygodne doświadczenie don Juanowi. iż nigdy nie szanowałem ani nie lubiłem nikogo. Don Juan powiedział. W pełni mogłem się teraz zgodzić z don Juanem. Zarechotał i powiedział. aby można było go poszukiwać. że mam się poddawać wrażeniu unoszenia się. Usiadłem i zacząłem go przepraszać. trochę na lewo w stosunku do mojej głowy i także się położył. ale nie zasypiał. kiedy ja mówiłem. ponieważ traktowanie swoich czynów jako podłych. w który ciągle wpadam. Usiłowałem mu wyjaśnić. retorycznych stwierdzeń. Było to wrażenie fizycznego komfortu. Następnie dał mi garść liści. zawieszenia w powietrzu. stanem. i kazał mi położyć się i odpoczywać. abym umieścił je bezpośrednio na skórze brzucha. – Nie wierzę. aby umożliwić wojownikowi uzyskanie szczególnego stanu spokoju i dobrego samopoczucia. i dlatego w stosunku do innych zawsze maskowałem się pyszałkowatością i udawaną odwagą. który najpierw trzeba dobrze poznać. Jednak w krótkim czasie mogę poważnie zachorować. Chyba nieźle się na mnie zdenerwował. że musimy opuścić tę okolicę na kilka dni. nie mające większego znaczenia. – Wcale nie lubisz siebie. co przeżyłem. że ten nastrój to pewien stan umysłu. Skończyło się na tym. . Poradził mi. Dodał. że świat jest nieznany i wspaniały. małymi gałązkami. – To prawda – powiedział don Juan. Odpowiedział na to. która co jakiś czas niespodziewanie się uruchamia i wciąga mnie. pokrył miejsce. że “łoże ze sznurków" pozwala mi na unoszenie się w powietrzu. co zrobiłem. don Juan poradził mi. jeśli nie udam się w moje “ulubione miejsce". które mogłem użyć zamiast tamtego. ponieważ wskazane jest oddalić się od “istot nocy". ponieważ nigdy go nie doświadczyłeś – powiedział. Dla siebie wybrał inne miejsce. Stwierdził. Przez chwilę usiłował znaleźć właściwe słowo. że dobre samopoczucie jest stanem. tak jakby nic mi się nie wydarzyło i ani nie wspominał. że z gruntu jestem zły. zaproponował całą serię zabawnych. że było to retoryczne stwierdzenie. nie powinienem pobudzać swoich liści. ani nawet nie myślał o tym. Nie-działanie Środa. jak tylko potrafię.

12 kwietnia 1962 Dotarliśmy do wysoko położonej pustyni wokół wulkanicznych wzgórz późnym popołudniem. był żółtawy albo ciemnobeżowy. Na zachodzie niebo było wolne od chmur i światło wyglądało niezwykle. Usiadł. ponieważ jutro albo pojutrze zaczniesz się uczyć nie-działania. Powiedział. sylwetki wulkanicznych gór były już tylko ciemną masą. musisz być całkowicie uspokojony i wypoczęty. które jadłem tego dnia. płynny i ciepły. ale szybko przestało mnie to interesować. W pewnej chwili poczułem. Było to tak nieprzyjemne. Na wysokiej pustyni znajdowało się mało roślinności. Zaśmiał się kpiąco i zapewnił mnie. Dostrzegłem tylko kaktusy i wysoką trawę rosnącą kępkami. że może zjadłem coś niezdrowego. Ale on dalej przekonywał mnie. W obu wypadkach wysiłek jest taki sam. wyszczerbione. aby go wysłuchać. – Uczyć się czego? – zapytałem. Był pochmurny dzień i zmierzch szybko ogarnął okolicę. Uczuciu temu towarzyszył niezwykły niepokój w dołku pod piersiami. jak zmienia się światło słońca – powiedział don Juan. zadrżał. to punkt. Kiedy zrobiłem zeza. że żółtawy blask popołudniowego słońca wydawał mi się wspaniały. Czwartek. że pulsuje. Te szczyty były naprawdę hipnotyzujące. Był to punkt dużo jaśniejszy niż jego otoczenie. jakbym rzeczywiście poruszał się w przestrzeni. Wpatrywałem się w niego bardzo długo. że cały łańcuch górski zbliża się do mnie. ale nie zrobiłem żadnego wysiłku. że don Juan mówi do mnie. Chociaż cały łańcuch wulkanicznych gór w czasie zmroku miał jednolitą ciemnobrązową barwę. – Siadaj! – krzyknął don Juan. albo silnymi. Nie mogłem oderwać od nich wzroku. – Zaczekaj. Powiedział. – Obserwuj. że jest jak woda. iż do tej pory nie uświadomiłem sobie tego. Wskazał na odległe. przypominało mi nieco wrażenie wirowania. Chociaż uczucie to było niezwykle przyjemne. Znajdowaliśmy się na wzniesieniu. . znowu się uspokoiłem i zacząłem doświadczać unoszenia się w powietrzu. Być może uwaga don Juana sprawiła. – Koncentruj się na nim bez przerwy – polecił don Juan. – Niech ten blask cię zapali – powiedział don Juan. Pomyślałem sobie. gdzie stałem. kiedy byłem chory i miałem zawroty głowy. ostrożnie opierając o skałę swoje tykwy z jedzeniem. złego samopoczucia i zamętu. Nie byłem w stanie ustalić. że aż musiałem wstać. mogłem sięgnąć wzrokiem na dość dużą odległość. Pochłonęła mnie obserwacja szybkości. – Teraz się tym nie przejmuj – powiedział. dodając jej ciemnemu brązowi oślepiających ozdób z żółtych refleksów. – Cała sztuka polega na tym. i że graniczy to z absurdem. że doskonale wiem jedynie o tym. Przestało być ważne. że jeśli chcę dokonać wielkiego czynu unieszczęśliwienia samego siebie. Stąd. Słońce znajdowało się bardzo nisko nad horyzontem i oświetlało zachodnią ścianę zastygłej lawy. że wszystkie moje wysiłki mógłbym równie dobrze włożyć w dążenie do pełni i siły. Ciemnobrązowe magmowe góry w oddali wyglądały złowieszczo. aż znajdziemy się w tamtych magmowych górach. jakby poruszał go wiatr. co to jest. jak liść. – Możemy albo uczynić siebie nieszczęśliwymi. Zamknąłem oczy. Siadł obok mnie i zwrócił mi uwagę na to. Don Juan zatrzymał się na odpoczynek. Zanim wrócił. do którego trzeba rozmyślnie dążyć. jak szukać dezorientacji. Wydawało mi się. Jego głos był wyraźny.Nie mogłem się z nim zgodzić. Usiłowałem przypomnieć sobie wszystkie rzeczy. Don Juan wstał i poszedł w stronę krzewów. że dobre samopoczucie stanowi cel. grubą. ciemną szarość. to muszę nad tym pracować niezwykle intensywnie. z jaką karmazynowe chmury na zachodzie rozpływały się w jednolitą. Pomyślałem. na co kładziesz nacisk – powiedział. Przez chwilę czułem się. że się porusza. ciemne i wrogo wyglądające szczyty na północy. że będziemy tutaj obozować w nocy. Miałem wrażenie. co wydawało się naturalną formacją górską na północnym wschodzie. którego doświadczałem czasami. Słyszałem. Przed końcem dnia stały się widoczne dolne zbocza gór. na który wskazywał. – Zanim dzisiaj zajdzie słońce.

Wpatrywałem się w nią przez chwilę i nagle uświadomiłem sobie. Pochłonęło mnie bogactwo ich kolorów. Powiedziałem o tym don Juanowi. – Ponieważ ten kawałek materiału ma moc – powiedział obojętnie. Zamknąłem notes. – Będziesz się uczył nie-działania. Objąłem głowę dłońmi i usiłowałem wczołgać się pod wiszącą skałę. Znajdowały się tam cętki wszystkich możliwych do wyobrażenia barw. 13 kwietnia 1962 O świcie wyruszyliśmy w góry. co się teraz ze mną dzieje. Były one wysokie na setki stóp i sprawiały wrażenie. i jeszcze jedną. że to. ale don Juan chwycił mnie silnie za ramię i kategorycznym tonem kazał mi patrzeć na górskie ściany i próbować wynajdywać punkty gęstej ciemności pośród obszarów światła. co jest bardzo proste. – Po co to robisz? – zapytałem. Powiedział. co powoduje. Wraz z jego ruchem zmniejszała się intensywność refleksów. gdybyś nie wstawał. Spojrzałem na drugą stronę kanionu i zauważyłem następne miejsce. Widok był zdumiewający. o co chodzi w nie-działaniu bez moich wyjaśnień. Wydawało mi się. aby nauczyć cię jednej rzeczy – powiedział z wyczuciem dramatyzmu. ale ku memu zdziwieniu. żebym skupił wzrok na górskiej ścianie nade mną. ale bardzo trudno to wykonać. Opowiem ci o nie-działaniu. Równie dobrze możemy najpierw o tym porozmawiać.Ale stanąłem już na równe nogi. Don Juan pokręcił głową i zaczai chichotać. na co patrzyłem. ustawił mnie tak. Słońce znajdowało się niemalże nad moją głową. Patrzenie w górę prawie pionowych ścian kanionu spowodowało. Notowałem swoje wrażenia. – Przez chwilę dobrze ci z nim szło i nie wiadomo. przypomina mi patrzenie na słoneczną ulicę przez okno. – To nie ma znaczenia – powiedział. że zmierzch stał się przyczyną tej optycznej iluzji. lekko na południowy zachód. a później stwierdził. o czym mówisz. Puścił moją rękę i razem usiedliśmy pod wiszącą skałą. Rzucił w moim kierunku kilka krótkich spojrzeń. manewrując moim ciałem. Poczułem zawrót głowy i nawet wtedy. aż w końcu całkowicie znik-nęły. aż cały kanion był upstrzony wielkimi łatami światła. Wpatrywałem się w ten fragment gór. a później wypatrzyłem jeszcze jedną świetlistą strefę. jakby chciały się zamknąć nade mną. polecił mi pisać. Były niespodziewanie daleko. Spojrzałem bezpośrednio w górę i zauważyłem. gdzie tak samo wspaniale załamywało się światło. ponieważ blask raził mnie w oczy. że to co powie. . Jednak myliłem się. co by się stało. wymaga mojej wyjątkowej uwagi. jak słońce wytwarza przepiękne refleksy. Piątek. że poczułem dziwny ucisk w dołku. ponieważ z tobą nie da się inaczej postępować. Góry stanowiły zastygłe bryły monumentalnej rzeki lawy. Siedliśmy. Z tej nowej perspektywy żółtawa formacja znalazła się niżej na tle gór. że później wszędzie widzi się ciemną okienną ramę. Pobudził moją wyobraźnię. Tylko kilka silnych chwastów rosło w jej szczelinach. – Powiem ci o czymś. która przez tysiąclecia zwietrzała w porowatą ciemnobrązową skałę. – Zatrzymaj się tutaj – powiedział don Juan i. że zrozumiesz. On zaś wstał i podszedł do miejsca. kiedy zamknąłem oczy. Powiedziałem. że patrzyłem w kierunku słońca. Kilkakrotnie przesunąłem wzrokiem w górę i w dół po ścianach kanionu. Na każdej skale rosły łaty jasnoszarych mchów i porostów. gdzie wisiał kawałek materiału. ale że był to kawałek żółtawego materiału zwisającego z kaktusa przede mną. don Juanie. mimo. zwinął i schował do swej torby. zdjął go. aby odpocząć w cieniu wiszącej ściany skalnej. kiedy po długo trwającej ciszy don Juan nagle przemówił: – Przyprowadziłem cię tutaj. wciąż widziałem połyskujące refleksy słońca. w ogóle nie znajdowało się w górach. kiedy pada na błyszczące punkciki zastygłej lawy. Zaczynałem myśleć jak musiała wyglądać ta wulkaniczna rzeka. W płytkich kałużach było tam trochę wody. ponieważ to ciało się tym zajmuje. Usiadłem znowu. gdzie odbijało się światło słońca. Do południa doszliśmy do jednego z kanionów. że nie da się o tym mówić. Zaśmiałem się głośno i wyjaśniłem don Juanowi. Nie chciałem patrzeć. że to. nie odrywając od niej wzroku i formacja przesunęła się ku górze. – Nie wiem.

że bez działania nie byłoby nic znajomego w naszym otoczeniu. Zaśmiał się i podrapał po głowie. Zdawał sobie sprawę z tego. abym podszedł bliżej i dokładnie go obejrzał. jest skurczenie go do tej wielkości. Człowiek wiedzy. jak z nią postępować – powiedział. czym jest nie-działanie. zawsze kończy się na mówieniu o czymś innym. bo uśmiechnął się. – Co mówisz? – zapytałem w poczuciu zupełnego zamętu. Powiedział. powiększa taki mały kamień. skąd ten chaos! – powiedział. – Ależ mają! – wykrzyknął. Rozumiesz. Powiedziałem mu. kiedy nie zatrzyma się świata. a ja mną. – Ale ty jesteś przekonany.– Nie-działanie jest tak trudne i ma taką moc. Patrzenie na nią to działanie. – Ta skała jest skałą z tego powodu. Chciałem go tylko słuchać. przez nie-działanie. Działanie jest tym. na przykład. aby zatrzymać świat. że nie powinno się o nim wspominać – kontynuował. – Przynajmniej do czasu. o co mu chodzi. – Gdybyś nie znał tego działania. Powinieneś być w siódmym niebie. Chciałem dalszych wyjaśnień. że jego wytłumaczenie niczego nie wyjaśnia. Pochylił się i wziął mały kamień pomiędzy kciuk i palec wskazujący lewej ręki i podsunął mi pod nos. Zaśmiał się i przystąpił do następnej próby wyjaśnienia. Przyglądał mi się z ciekawością. musi po prostu nie-działać. – Powiedziałem. Potem wziął gałązkę i wskazał nią na nierówną krawędź kamyka. że ty jesteś sobą. – Słucham? – To także działanie. wie. że nic nie zrozumiałem. że wiesz. don Juanie? – Działanie jest tym. Don Juan rozejrzał się wkoło i wskazał na wielką skałę. jaką wykonuje z nim działanie. że skała jest skałą tylko z powodu działania. Weź na przykład skałę. – Świat jest światem. Wstał i położył kamyk na głazie. a krzak krzakiem. Jeśli więc wojownik chce zatrzymać świat. – Ta skała jest skałą z powodu działania – powiedział. – Na tym właśnie polega problem z mówieniem. – Nie wiem. że robisz z tego kamyk. a widzenie jej to nie-działanie. który trzymał mi przed oczyma. ponieważ znasz potrzebne do tego działanie – powiedział. . o co mi chodzi? W ogóle go nie zrozumiałem. a ja zrozumiem. że nie rozumiem. a później powiedział mi. otwory i wgłębienia znikną. – To jest kamyk. – Słowa są twoimi faworytami. co powoduje. Następnie znowu wskazał na mały kamień. albo jakąkolwiek inną rzecz. – Po to. że nie mają. Lepiej po prostu coś zrobić. Spojrzeliśmy na siebie i don Juan się uśmiechnął. Don Juan uśmiechnął się. choć nie dawał tego po sobie poznać. świat byłby inny. jeśli się tego pragnie. Chyba musiał się dobrze bawić moim kosztem. Musiałem się przyznać. aby nią była. – W przypadku tego małego kamienia – kontynuował – pierwszą rzeczą. ponieważ znasz działanie potrzebne do uczynienia z niego kamyka – powiedział. że jeśli uda mi się znaleźć te szczegóły. Kazał mi patrzeć na otwory i wgłębienia i spróbować uchwycić nawet najmniejsze szczegóły. co sprawia. – To jest działanie! – wykrzyknął. – Nazywam to działaniem. jakim jest – powiedział. że skała jest skałą. – O czym mówisz. W końcu byłem zmuszony powiedzieć. ale on nie odzywał się. Popatrzył na mnie tajemniczo i dwa czy trzy razy uniósł brwi. Więc jeśli nie chce. Tylko wtedy można o nim swobodnie mówić. że te słowa nie miały dla mnie żadnego sensu. Zawsze prowadzi do zamętu. Przestałem pisać. Dalej wyjaśniał. Kiedy zaczyna się mówić o działaniu. kiwając głową. ponieważ znasz działanie potrzebne do stworzenia go takim. – Znowu wskazał na skałę. W ten sposób postępujesz ze mną i ze światem. i to jest twoje działanie. musisz przestać działać.

abym wziął kamień i gdzieś go zakopał. – Oczywiście. – Teraz jest w nim jakaś część ciebie. że twoje przy ciężkie myślenie zamieniło ten kamyk w coś zupełnie nieciekawego. Wojownik zawsze próbuje wpłynąć na siłę działania. aby mnie sprawdzić. powiedzmy. ponieważ to tylko mały kawałek skały. jakimi dysponuję. Nalegałem. – Jeśli masz zamiar tylko dużo gadać i nic nie robić. w mówieniu. Nie mogłem się skoncentrować na jego drobnych otworach i wgłębieniach. Kiedy wrócił don Juan. W uszach mi dzwoniło. śmiejąc się. dlatego najlepszą rzeczą. Gdybyś widział. był on jak klej. muszę ci powiedzieć. stwierdził. jaki rzucał na głaz. natomiast niewielki cień. robi z nimi coś i wierzy w to. Poruszał się i zmieniał kształt. o co mi chodzi? – Nie. Z rzeczami uważanymi za prawdziwe postępuje w taki sposób. stał się dla mnie najbardziej interesujący. Później. Byłem zakłopotany i prawdopodobnie czerwony na twarzy. że musisz je połączyć. Popatrzył na mnie i ryknął śmiechem. – Czy mogę to zrobić? – Twoje życie nie jest wystarczająco uporządkowane. Natomiast wojownik ma do nich taki sam stosunek. że oddzielasz kamyk od większego głazu – podjął jeszcze jedną próbę. Popatrzył na mnie niby zawstydzony i pokręcił głową jakby sytuacja była beznadziejna. co robi. don Juanie? – Odpowiedź tak albo nie na twoje pytanie to działanie. czy rzeczy są prawdziwe. W tym przypadku kamyk długo nasiąkał tobą i teraz jest tobą. – Ale czy ty to zrozumiesz? Byłem zaskoczony jego aluzją. Miałem wrażenie. Nie mogłem znaleźć w nich żadnego sensu. Tutaj wojownik ma przewagę nad zwykłym człowiekiem. Z rzeczami uważanymi za nieprawdziwe postępuje tak. Naśmiewał się z werbalnych środków wyrazu. że to bzdury. że są prawdziwe. Stwierdzenia don Juana zdenerwowały mnie. Ogarnęło mnie przygnębienie. Powiedziałem mu.– Ten przeklęty kamyk chyba doprowadzi cię dzisiaj do szaleństwa – powiedział. aby ziemia mogła wchłonąć jego ociężałość. co lubię najbardziej. Ale ponieważ uczysz się nie-działania. Wojownik tak nie postępuje. Wskazał na mały cień. aby jeszcze wyraźniej wyjaśnił mi. o których wie. – Obserwowałeś go bardzo długo – powiedział. Nie-działanie każe postępować z nim tak. że przyjdzie za jakiś czas. opowiedziałem mu wszystko o mojej obserwacji. czy to wszystko jest prawdziwe. – To dobry początek – powiedział. a w inny na te. jakby był czymś dużo więcej niż tylko skalnym okruchem. ale musisz zakopać. Don Juan miał rację. – Działanie sprawia. wiedziałbyś. że mogę wszystko wyjaśnić – powiedział. jest wykopanie dziury i wrzucenie go do niej. Dowodziłem. jeśli tylko włoży w to trochę wysiłku. o co mu chodzi. Dlatego nie możesz go tak zostawić. uznając je za nieścisłe i nieadekwatne. aby wykonywać działanie. aby wykonać nie-działanie. mówiąc. czy fałszywe. Zwykły człowiek w specyficzny sposób reaguje na rzeczy. – Czy to wszystko prawda. Później zasugerował. Na mojej twarzy musiała malować się konsternacja. który wiąże je ze sobą. Później odwrócił się i odszedł. że ja nie mam nieskazitelnego ducha nawet w tym. zostań przynajmniej gadułą-wojownikiem – powiedział i wybuchnął śmiechem. które uznaje za nieprawdziwe. że w rzeczywistości nie ma znaczenia. jaki kamyk rzucał na głaz i stwierdził. nie-działanie zamieniłoby ten kamyk w obiekt mocy. Odczuwałem nieprzyjemne ciepło w głowie. czy fałszywe. abyś mógł to zrobić. że jest wyciskany spod kamyka. przedrzeźniając mnie. że złości się na kamyk. Natomiast gdybyś miał osobistą moc. zamieniając ją w nie-działanie. – Jeśli chcesz się nauczyć nie-działania. co robi. – Dlaczego? – zapytałem. – Wojownik potrafi z cieni przepowiedzieć wszystko. gdzie leży. że jest w stanie wyjaśnić wszystko. który zwraca uwagę na to. . uderzył go dwa czy trzy razy kapeluszem. udając. W pierwszym przypadku. ale klej. jaką możesz zrobić. Działanie polegałoby na pozostawieniu kamienia tam. a on. że to nie cień. Czy rozumiesz. Długo wpatrywałem się w kamyk. zaś w drugim nie zajmuje się nimi albo nie wierzy w to. w ogóle nic nie rozumiem – powiedziałem.

Było tak. że jeśli nie mówisz. jakby coś faktycznie naciskało mi na żołądek. aby wytworzyć trwałe linie – powiedział. jakie wytwarza człowiek wiedzy. co w efekcie przypominało mruganie ptaka. Wyraziłem swoje wątpliwości. że wojownik wykonuje taki ruch. Teraz złapałeś dłonią tylko coś straszliwego. że dłoń miałem zwróconą w jego kierunku. – Czy są to rzeczywiste linie? – Oczywiście. to nie rozumiesz. Nie-działanie jest tylko dla bardzo silnych wojowników. zawsze kiedy chce coś wyrzucić ze swego ciała. a później obszedł mnie wokoło. Kiedy usiadłem. – Trochę się z tobą drażniłem – powiedział don Juan. czy zrobisz je teraz. Widzenie jest oczywiście ostatecznym osiągnięciem człowieka wiedzy. Powiedziałem. Zacząłem poruszać ramieniem i po krótkiej chwili moja ręka stała się lodowato zimna. które łączą nas z rzeczami. o co mi chodzi? – zapytał don Juan i spuścił wzrok. a potem zamrugał. don Juanie? – Najtrwalsze linie. nie ma znaczenia. Kazał mi się położyć. kleistej i płynnej substancji. że poczułem mdłości. Prawie natychmiast po-czułem się nieswojo i zaczęło mnie mdlić. Kiedy ręka jest ciepła. – Człowiek wiedzy używa innych części ciała. – Czy zrobiłem coś nie tak? – Nie. aż poczuje się ten ciężar. pomimo całkowitego braku wiary w możliwość jego odczucia. że to on wywoływał moje mdłości. Później tak ją wykręcił. Don Juan powiedział. – Jakich części ciała. że istnieje nieskończona ilość linii. Nie mieściło mi się w głowie. jesteś w stanie wyczuć nią linie świata. że wie o tym. zaczął wyjaśniać mi. – Nie-działanie jest bardzo proste i bardzo trudne – powiedział. Zrobił przerwę i przyjrzał mi się z ciekawością. Kiedy się nie-działa. dopóki nie poczuje się ciężkiego przedmiotu czy czegoś. że było to tylko ćwiczenie. odczuwa się go poprzez linie. jakie właśnie opisał. aby mieć wartość w praktycznej sytuacji. co rozumiem przez nie-działanie. – A jednak wiem. i wtedy zaczął poruszać nią do tyłu i do przodu kolistym ruchem przypominającym popychanie i przyciąganie dźwigni przymocowanej do koła. tak że wyglądało. Uzyskuje . kiedy wróciłem i znowu usiadłem. Ale zanim zdążyłem to zrobić. jakbym pływał w ciężkiej. zanim znowu usiadł na swoim miejscu. odczuwa się świat. gdyż w żaden fizyczny sposób na mnie nie oddziaływał. a on odparł. musisz wykonać proste ćwiczenie. Don Juan wykonał gwałtowny ruch i chwycił mnie za dłoń. czy za dziesięć lat. Ponieważ jesteśmy zainteresowani nie-działaniem. – Wystarczy – powiedział. ale nie jest ono właściwe i jeśli chcesz wiedzieć. tego że przypisuje sobie wywołanie we mnie tego uczucia. co zatrzymuje swobodny ruch ręki. że ćwiczenie nie-działania. Mówienie jest działaniem dla ciebie. pochodzą z centrum jego ciała – powiedział. tak abyś nigdy nie czuł zimna. Zacząłem odczuwać jakąś papkę wokół niej. W przypadku tego ćwiczenia nie-działanie polega na powtarzaniu go. – Czy możesz je zobaczyć i dotknąć? – Powiedzmy. ponieważ linie tworzone przez rękę nie są wystarczająco trwałe. Trzeba odpychać i przyciągać wyobrażoną przeciwną siłę. na przykład chorobę albo niepożądane uczucie. Cały drżałem. jakbym trzymał gałkę drzwi. aby mnie zatrzymać. że możesz je odczuć. może pomóc każdemu odczuć linię wychodzącą z poruszającej się ręki. ponieważ spróbował dać mi odczuć linie świata swoimi oczami. Don Juan powiedział. gdziekolwiek się chce. aby je wykonać. dając mi czas na zadanie pytania o linie. kiedy będziesz miał więcej osobistej mocy. Dlatego rób to stopniowo. Zagiął mi palce. którą da się rzucić. ale o opanowanie go. Najtrudniejszą częścią ścieżki wojownika jest uświadomienie sobie. Powiedział. Uniósł brwi i otworzył oczy. a ty nie masz jeszcze mocy. – Ale może je także zrobić oczami. – Może zrobisz to ćwiczenie innym razem.Wstałem. uważnie mi się przyjrzał. że świat jest uczuciem. poszedłem w krzaki i zakopałem kamyk. – Nie chodzi tutaj o zrozumienie. ujął moją prawą rękę i zgiął ją w łokciu. Nie mogłem tego zaakceptować. Zrobił pauzę. – Czy rozumiesz. jakby pod wpływem jakiejś niewidzialnej siły. linię.

– Takie przekonanie jest cokolwiek głupie. Dotąd postępowałem tak z tobą. ale obserwowanie jego cienia. że są one cieniami. – Te góry są jej pełne. że mam marną kondycję. że wejdziemy na szczyt skały wulkanicznej znajdującej się z prawej strony. w przeciwnym przypadku przychodzenie tutaj byłoby tylko stratą mojego czasu. że nie ma w tym nic niezwykłego. co sprawia. rozglądnąłem się na boki. ale również patrzył w tym samym kierunku co ja. że jeden podąża za nami. Obserwowanie kamienia w celu poznania tego. Powiedziałem mu. – Ależ ty jesteś zarozumiały. Przekonywał mnie godnym zaufania tonem. że moje ciało zauważyło naszego prześladowcę. Chciało mi się wymiotować. patrząc na niebo. a jednak nim nie jest. dzięki technice nie-działania. chociaż wcale nie było podobne do cienia. tak jak to już kiedyś zrobił. A poza tym to. don Juanie? – Przekonanie. Pomyśl w taki sposób: Świat jest o wiele bardziej skomplikowany niż się wydaje. Kędy dotarliśmy na szczyt. abym nie patrzył w dół. dwa czy trzy razy. a więc tak samo musi być z cieniami. Uśmiechnąłem się odruchowo. czy coś rozumiesz. jakbym oczekiwał na nagłe pojawienie się czegoś. aby mi wyjaśnił. Odruchowo. to działanie. Odparł. będący przecież starym człowiekiem. W rzeczywistości była to wysokogórska wspinaczka. które przestraszyły cię tamtej nocy. Nie wiedziałem. Wejście tam stanowiło bolesne doświadczenie. że jest w nich ruch. Na przykład człowiek wiedzy może opowiedzieć o najskrytszych uczuciach ludzi. że w ciągu dnia mogę jedynie poczuć jego obecność. Nie zrozumiałem tego. że kiedy uzyskuje się pewien poziom osobistej mocy. co mówił. Chciałem dowiedzieć się. albo też że ukazują się w nich linie świata. Don Juan zatrzymał się dziesięć metrów przed nimi i stanął twarzą w . jest działaniem – wyjaśnił. Odczuwałem to tak. Zapewnił mnie. z tym wyjątkiem. pomimo mojego upartego zaprzeczania. obserwując ich cienie. musiał mi pomagać. albo że pochodzą z nich uczucia. że cienie są tylko cieniami. jest jedynie naszym działaniem. don Juanie. że cień idzie za nami. że nie mieliśmy lin. – Zbliża się koniec dnia – stwierdził don Juan. – Z pewnością zauważyłeś. Zapanowała długa cisza. Zaprowadził mnie w miejsce. – To tylko moc – powiedział. Don Juan nie powiedział ani słowa. gdy ześlizgiwałem się ze skały. czym on jest. – Spójrz na cień tego kamienia – powiedział. – Cień jest kamieniem. pozwalając twojemu ciału wiedzieć. – Nic takiego nie zauważyłem – zaprotestowałem. dlaczego nazywa to coś cieniem. Wskazał na długi głaz stojący bezpośrednio przed nami. położyłem się. czy rzeczywiście sam mógłbym go zobaczyć. Kilkakrotnie podciągał mnie do góry. czy nie? – Ale to nie w porządku. co mógłbym jeszcze powiedzieć. Odparł. Jest trochę podobny do tych istot. – Można powiedzieć. – Powinieneś wykorzystać to olśniewające światło do wykonania jeszcze jednego ćwiczenia. Chciałem. parodiując mój głos. – Ale jak uczucia mogą pochodzić z cieni. to nie-działanie. kiedy don Juan. Powoli ten ruch przywrócił mi równowagę. Chcę rozumieć wszystko.się je tylko po zatrzymaniu świata. – Kiedy pracuje się z ludźmi – powiedział – powinno się przedstawiać całą sprawę tylko ich ciałom. że te istoty i cienie mają takie same linie i dlatego tak je nazywa. które by nam pomagały i nas ubezpieczały. – Cienie są szczególne – powiedział niespodziewanie. ćwiczenia czy inny trening nie są potrzebne. Don Juan odparł. Wstał i powiedział. – Stratą twojego czasu! – wykrzyknął. Don Juan poturlał mnie stopą w prawo i w lewo. Kogo to obchodzi. drzwi nie-działania. ale byłem zdenerwowany. gdzie dwie skały wielkości człowieka stały obok siebie w odległości czterech czy pięciu stóp. – Czy jest w nich jakiś ruch? – zapytałem. Cienie są jak drzwi. ponieważ aby znaleźć się w nieskazitelnej formie. Don Juan ciągle powtarzał mi. Byłem okropnie zażenowany. wystarczy nie-działać. ażeby ćwiczyć. ponieważ jestem zbyt leniwy.

szukając miejsca na odpoczynek. ponieważ widział. że dzięki temu można rozróżnić pewne emanujące z nich uczucia. dzięki nawilżeniu rogówki obraz stał się jeszcze wyraźniejszy. jak zwykle zezuję. że było to łatwe na początku. a ja zacząłem patrzeć. ale wcale nie utraciłem widoku szczegółów. Co więcej. mówiąc. Powiedział. który tak niepewnie utrzymywałem. Później zjedliśmy. że ten sposób patrzenia. Zauważyłem również. a potem wszystko zniknęło. delikatnie położył je w głębokiej szczelinie i usiadł ze skrzyżowanymi nogami. że naturalną tendencją nas wszystkich jest folgowanie sobie. Zwróciłem uwagę na to. Długo nic nie mówiliśmy. że powinienem być usatysfakcjonowany tym. to jednak właściwie wykorzystałem cień skał jako drzwi do niedziałania. Umieścił je w odległości około jednej stopy od siebie w dwóch szczelinach. że musiał je przerwać. jakiego doświadczyłem. Wspiął się na podobny do kopuły wierzchołek i z góry krzyknął. bez ulegania jej pokusie. czy uda mi się połączyć cienie. a on wyjaśnił. że patrzę na skałę. że kopulasty wierzchołek stał się dla mnie niezmierzonym światem. Automatycznie spojrzałem w górę i zobaczyłem don Juana stojącego bezpośrednio nade mną. Zmniejszając świat. który stworzyłem. w rzeczywistości. Stwierdzenie. w którym ja miałem stać. abym zrobił to samo ćwiczenie z tymi cieniami. abym rozejrzał się za dwoma małymi. że powinien mi wcześniej powiedzieć. który obejmowałem spojrzeniem. Wyjaśnił. czego mam się spodziewać i co robić. że jestem w świecie znajdującym się daleko poza wszystkim. ale teraz w ogóle przestałem odnajdywać swoje . Dodał. Moja próba wykonania tego ćwiczenia okazała się bezowocna. Swoim ciałem zasłaniał mi słońce. Powiedziałem mu. A ja przez to prawie zamieniłem niedziałanie w stare. należy zrobić zeza i równocześnie utrzymywać ostry obraz. Narzekałem. Tym razem była to całkiem inna sprawa. co mogłem pojąć. był wyraźnie widoczny. W końcu pieczenie oczu zmusiło mnie do spuszczenia powiek. zmniejszając go. Efektem miało być nałożenie jednego cienia na drugi. Opisałem niezwykłe wrażenie. że naprawdę nie ma możliwości opisania tego. przez moment. tak jak to zwykle robię. abym też usiadł. niezwykle mnie zaintrygowało. a nałożony na nie połączony cień. zwrócony na zachód. Kazał mi stanąć powyżej nich. mówiąc. Musiałem przyznać. niewiarygodną głębię i pewien rodzaj przejrzystości. bez przetwarzania obrazów. gdy omiatam wzrokiem ziemię. dopóki nie dostałem bólu głowy. Don Juan skomentował to. Don Juan wziął te dwa odłamki skały. Skrytykowałem mglistość jego określeń. w tym miejscu. co zrobiłem. co miałem zrobić. która przemieniała kamień w rzeczywisty świat. nadaje pojedynczemu cieniowi. nie tracąc ostrości widzenia. zwiększyłem go i chociaż daleko mi jeszcze do odczuwania jego linii. jak oddzielne cienie stapiają się w jeden. straciłem świadomość. ponieważ w pewien sposób działanie związane jest z uleganiem. Kiedy tylko zaszło słońce. Poczułem. że teraz nie-działanie stało się dla mnie jeszcze bardziej tajemnicze. Znalazłem takie i podałem mu je. nie powinno się koncentrować wzroku w danym punkcie. upodobnił się do cienkiej błonki o nie dającej się opisać przezroczystości. Powinienem obserwować je i zezować tak samo. Zaznaczył miejsce. gdzie przedtem leżały. że powiększyłem świat. małe dziurki w porowatej skale powiększyły się. Wpatrywałem się w niego oszołomiony. że mogę przyglądać się otoczeniu cienia. na którym skupiłem wzrok. kiedy pojawiają się tego rodzaju odczucia. również w ciszy. o co tu chodzi. Potem. brązowy kolor zastygłej lawy zmatowiał i wszystko straciło świetlistą przejrzystość. abym patrzył na cienie skał. To nadzwyczajne wrażenie trwało przez sekundę. powinno polegać na utrzymaniu wizji. wyrazisty fragment stał się nieciekawy. był to tylko zmniejszony widok skały. że nie miał możliwości. Don Juan wcale nie był zainteresowany moim niepowodzeniem. W tym momencie poczułem.kierunku zachodnim. Pokazał mi rękami. długimi i wąskimi kawałkami skały. Poklepał miejsce po swojej lewej stronie i powiedział mi. Prawie natychmiast udało mi się zobaczyć. ponieważ przynajmniej raz postępowałem właściwie. że kiedy poszukuje się miejsca na odpoczynek. Każdy otwór w skale na obszarze. którego nigdy przedtem nie widziałem. że to. jakbym z niezmierzonej wysokości patrzył na świat. Wtedy zwrócił mi uwagę. jakiej wielkości kamieni potrzebował. aby się przekonać. Sprecyzował swoje wskazówki. natomiast obserwując cienie. że mogłem się w nim zatracić. Nie chciałem mrugać. ale utrzymywał. Kiedy don Juan zasłonił światło. i powiedział mi. aby nie stracić obrazu. Fragment porowatej skały. był tak wyraźny. Walczyłem. dobrze znane działanie. nagle odwrócił się do mnie i zapytał o postępy w śnieniu. a jednak. twarzą na zachód i powiedział.

– Nie ma niczego więcej. Widzisz. Jak już ci powiedziałem. która musi umrzeć. Zapewniłem go. – Nie wiem. Ale nie wolno przestać ci próbować. nie są rzeczywiste i uzależnianie się od któregokolwiek jest tylko stratą czasu. Mówiłem ci już o tym. a jednak nie mogę ci już nic więcej powiedzieć. niż mu się wydaje. co robisz. – A jednak chcę się zmienić. Zaśmiałem się głośno i mój własny śmiech przestraszył mnie. albo z pomocą jakichś sprzymierzeńców. abyś kłamał. że jesteś okropny. Zrobiłem gwałtowny. że dwa razy tego dnia sprzymierzeniec podszedł tak blisko. aby nie zaprzestać poszukiwania własnych rąk. ale że jestem bardziej nerwowy i nieudolny. chcę. a ty będziesz dalej walczył: jeśli nie pod ochroną swojej własnej mocy. zamierzam polecić ci. mówiąc mi to po cichu. to być może pod wpływem mocy godnego przeciwnika. Od dzisiaj. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie. czego cię dotąd uczyłem. – Wojownik stosuje nie– -działanie do wszystkiego w świecie. don Juanie. – Ale jaki jest cel takich kłamstw. Zamiast mówić sobie prawdę. nawet jeśli nie wierzysz. Znalezienie własnych rąk na razie jest najważniejsze i jestem przekonany. . – Ja już wiem. ma jakieś znaczenie. która postępuje w ślad za nami. Cała sztuczka polega na tym. Nie mam zaufania do siebie. Musisz pozwolić swojemu ciału odkryć moc i uczucie nie-działania. sam wiedziałbyś. ponieważ siła. dopóty niedziała. w nic nie wierząc. że musiał wkroczyć i zatrzymać go. takich jak ten. ponieważ dopóki czymś się zajmuje. że znasz działanie pogardy – powiedział poważnie. dlatego było łatwiej – powiedział. – Ale w nocy. niż się spodziewam. – To głupio z twojej strony pogardzać tajemnicami świata tylko z tego powodu. przez osiem dni. Teraz. Don Juan powiedział. ponieważ bardzo mało działania pozostaje w ciemności. wszystko jest cieniem. chociaż nie wiem jak. że obydwa są kłamstwem. – To jest twoje działanie. będziesz sobie mówił coś całkiem przeciwnego. że moje ciało wie dużo więcej. – Teraz jesteś pusty. Nie nadaję się do niczego. – W ciągu dnia cienie stanowią drzwi nie-działania – powiedział. – Nie chodzi tutaj o ufanie komukolwiek. śnienie jest nie-działaniem snów i postęp w nie-działaniu spowoduje także postępy w śnieniu. zepsuty i do niczego się nie nadajesz. że ci się to uda. Cała sprawa jest kwestią walki wojownika. – Kiedy na początku zaczynałeś śnienie. co mógłbym powiedzieć ci o śnieniu – kontynuował. dopóki nie będziesz miał wystarczająco dużo własnej mocy. a wtedy być może uświadomisz sobie. kiedy uczyłem cię chodu mocy. Przyznał się. ażebyś nauczył się innego działania.ręce we śnie. don Juanie? – Możesz dać się złapać na haczyk innego działania. że to. co robić ze śnieniem. używałeś mojej osobistej mocy. Lecz jeśli uchwyciłbyś nie-działanie bezpośrednio. aby wpłynąć na to działanie. że jesteś zgniłek – stwierdził. wiedząc. łącznie ze sprzymierzeńcami. znajduje się z mojej prawej strony. Dotarcie do tej istoty jest nie-działaniem “ja". nieświadomy ruch prawą ręką. który już za tobą podąża. – Wszystko. – Zawsze taki byłem – powiedziałem. co bym powiedział. że kłamiesz i że jesteś absolutnie beznadziejny. – Wszystko. że myślisz. że nie pogardzam nikim ani niczym. ponieważ jedyną rzeczywistą rzeczą jest w tobie ta istota. byłoby tylko nie-działaniem. wojownik nie musi w nic wierzyć. Miałem następny atak nerwowego chichotu. stanowi aspekt nie-działania – kontynuował.

zobaczyłem cały łańcuch górski przed sobą jako ogromne pole małych punktów światła. W tej samej chwili zaczął wiać wiatr i zrobiło się zimno. Po jakiejś godzinie drogi zaprowadził mnie do głębokiego wąwozu. Próbowałem zmieniać pozycję. wszystkie razem. który kończył się w miejscu. że w południe światło słońca może mi pomóc w osiągnięciu nie-działania. ale don Juan skierował się ku północnemu zachodowi. Potem wstał i zapowiedział. aby się przekonać. jakby przez krótki moment metaliczne cętki w zastygłej lawie. zgodnie zaczęły odbijać światło słońca. usiąść ze skrzyżowanymi nogami i wpatrywać się intensywnie w punkt. W tym momencie posłyszałem słaby grzmot – można byłoby go wytłumaczyć jako odległy odgłos odrzutowca – a potem. że jeśli się odwrócę. Spojrzałem na szczyty zastygłej lawy i nagle całe góry rozbłysły. Myślałem. Powiedział. potarłem je. że powinienem spróbować wyizolować obszary ciemności wewnątrz pola świetlnych włókien. abym prawie nie oddychał. abym nie wpatrywał się w nie. Znowu zrobiłem zeza i jeszcze raz zobaczyłem sieć świetlnych włókien. Don Juan powiedział bardzo łagodnie. bezpośrednio przede mną. Don Juan zbliżył się do mnie i wskazał na punkt po prawej stronie. gdzie ma pewien interes do załatwienia. Obojętnie zauważyłem. Robiłem zeza i otwierałem oczy wiele razy. Wyglądało to tak. Potem to światło stało się przyćmione i nagle zgasło. Powiedział mi. że wtedy będę w stanie dostrzec domniemany obszar ciemności. Wyjaśnił. – Skoncentruj tam wzrok – powiedział. Dziwne zbocza wyglądały jak zakończone ukośnym. Zaraz po znalezieniu ciemnego punktu mam otworzyć oczy i sprawdzić. Nie potrafiłem znaleźć żadnego ciemnego obszaru. Bardzo uważnie obserwowałem wskazany obszar. Patrzyłem na nią przez chwilę. Powiedział. stanowił specyficzny sposób. . Postępowałem zgodnie z jego instrukcjami i byłem w stanie utrzymać ten widok niezmierzonego przestworu pokrytego siecią światła. – Dokąd idziemy? – zapytałem. ale on potrząsnął moim ramieniem i surowym tonem kazał mi siedzieć spokojnie i być cierpliwym. Ponieważ swędziały mnie. Pierścień mocy Sobota. Po niebie płynęło tylko kilka chmur. sprzymierzeńca. widzę cały łańcuch górski jako splątany szereg świetlistych włókien. Chciałem się odwrócić. mając otwarte oczy. że nie wraca do Sonory. tylko jedzie do miasta na granicy. mogę uchwycić częściowy widok istoty z gór. Był gorący dzień i słońce świeciło na zastygłą lawę. że grzmot. – Słońce świeci prawie pionowo. że zaczniemy schodzić kanionem rzeki. a góry stały się masą matowych. Don Juan wskazał na to miejsce.16. Powiedziałem don Juanowi. gdzie jest umiejscowiony na przedniej ścianie zbocza. że będziemy się wspinać na zbocze. że nie mam wystarczającej siły. czy słońce zaszło za chmury. ażeby utrzymać widok świetlnych włókien: chciał też. ale żadna nie pojawiła się na zachodzie. który słyszałem. na wysoką równinę wulkanicznych gór. a później szerzej otworzyłem oczy. bezpośrednio nad zboczem. 14 kwietnia 1962 Don Juan zważył w rękach nasze tykwy i stwierdził. Chciało mi się spać. Następnie dodał. Niecierpliwym gestem don Juan kazał mi być cicho. a później na inny. Myślałem. aby to znieść. w jaki sprzymierzeniec zamanifestował swoją obecność. brązowych skał. ale don Juan złapał mnie za głowę i nie pozwolił mi się poruszyć. gdzie dwa stoki prawie się ze sobą stykały. wklęsłym mostem rozciągającym się pomiędzy dwoma wierzchołkami. Po długim czuwaniu zapytałem. Następnie udzielił mi serii wskazówek: mam rozluźnić obcisłe ubranie. który podąża naszym śladem. ale moje ręce były lepkie i oczy zaczęły mnie piec od potu. na który wskazywał don Juan. Byłem zmęczony. Zapewnił mnie. który mi wybrał. ale patrzył obojętnie na pewien punkt na horyzoncie. że powrót zabierze nam co najmniej kilka dni. że kiedy zezuję. co szczególnego powinienem zobaczyć. że skończyło się nam jedzenie i nadszedł czas powrotu do domu. Na wpół przymknąłem oczy.

Kiedy byli już blisko. w którego centrum dwóch ludzi siedzi plecami do siebie. który należał do mnie. Młodzi ludzie wyraźnie wiedzieli.Wskazał na ten obszar. Widziałem tył jego głowy poruszający się tak. Przez kilka dni chodzili wokół wulkanicznych gór. Kiedy wszystkie gałęzie płonęły. a on skinął głową. że młodzi ludzie byli uczniami czarownika i że podczas myśliwskich wypraw po obiekty mocy regułą jest. – To dobre miejsce na krótkotrwały obóz – powiedział. abym się zatrzymał. Kierowaliśmy się na południe. że jego . co się dzieje. Po trudnej wspinaczce osiągnęliśmy cel. że dzięki niedziałaniu poznał ten punkt jako możliwe centrum mocy albo miejsce. Don Juan rozejrzał się wkoło i wskazał skalisty teren. jak mam się zachować w takiej sytuacji. ale im się nie poszczęściło. Obserwowałem ich. Weszliśmy na wzgórze i. zauważyłem. tworząc regularne półkole. natomiast ja nie miałem zielonego pojęcia. szczególnie ten. że idzie z powrotem do chaparralu. Byłem trochę zakłopotany. Nasze obozowisko było bardzo nierówne. jakby z góry na dół omiatał wzrokiem górę. Wyglądało na to. opierając się o głaz. Wytłumaczył mi. Nigdy dotąd podczas naszych wypraw nie spotkaliśmy ludzi i nie wiedziałem. Kiedy rozpocząłem z nimi pogawędkę. Ogień znajdował się po jego prawej stronie. Mężczyźni poruszali się bez pośpiechu. Siedliśmy na kamieniach. Powinienem go wypolerować i dbać o niego. poszukując kwarcowych kryształów mocy. Zauważyłem. aby robić krąg. Ciężki wał chmur na zachodzie nie pozwolił nam zobaczyć zachodu słońca. Jeden z nich oparł się nawet plecami o moje. o kilka stóp ode mnie. Wydawało mi się. ale zatrzymaliśmy się i poczekaliśmy do momentu kiedy prawdopodobnie zniknęło za horyzontem. ale szepnął mi. Powiedzieli mi. Don Juan stał przez chwilę bez ruchu. ale dał mi znak ręką. zauważyłem czterech mężczyzn zbliżających się do nas z południa. jakieś dwieście metrów stąd. który wyznaczył jako punkt ciemności. pozbawione krzewów. Jeden z przybyszy zapytał mnie. Chciałem mu pomóc. aby nazbierać suchych gałęzi na ogień. oczyszczając go w ten sposób. Szedł. Zaczął iść w jego kierunku. Don Juan szedł jakieś dziesięć stóp przede mną i utrzymywał bardzo szybkie tempo. Odpowiedziałem mu. Wtedy don Juan zmienił kierunek i skierował się na południowy wschód. że don Juan nigdy nie zabrał mnie na ich poszukiwanie. gdzie można znaleźć przedmioty mocy. Oni mówili bardzo cicho i traktowali go z wielkim szacunkiem. ponieważ był przedmiotem mocy. Kopał palcami wokół wystającego małego kawałka kamienia. że będzie to specjalny ogień dla tych młodych. ale każdy z nich uważnie go obserwował. Usiadł i zaczął ręką zmiatać pył ze skały. czy kiedykolwiek sam znalazłem kryształ. abym go zatrzymał. Ci zaś siedli w ciasnej gromadce wokół mnie. Zaraz potem zaczęliśmy schodzić do kanionu i kilka godzin później znaleźliśmy się na wysokiej pustyni u stóp wulkanicznych gór. pochwalił ich za rozwagę i powiedział mi. leniwie zbliżali się do nas. jak zachowywać się w towarzystwie uczniów czarownika. Próbowałem zbliżyć się do niego. Kiedy don Juan wrócił z wiązką chrustu. Odezwał się do nich po hiszpańsku. Usiedli twarzą do don Juana. że znaleźli się tutaj. Tylko jeden z nich odezwał się do mnie. don Juan siadł. aby mu pomóc. Ale don Juan nie wydawał się nimi zainteresowany. Klucząc. że daje mi go. który sam się do mnie zwrócił. Kiedy tylko to uczyniłem. Potem pewnym krokiem skierował się do występu skalnego. kazał mi go natychmiast schować pod koszulę. odważnych ludzi i nie potrzebuje mojej pomocy. Don Juan wybrał miejsce w pobliżu wielkiego głazu i zaczął przygotowywać ognisko. a my wszyscy udaliśmy się za nim. Spojrzałem na don Juana. okazali się bardzo przyjacielscy i komunikatywni. kiedy znaleźliśmy się na wierzchołku. że to czterej młodzi Indianie. Powiedział. że stara się zorientować w terenie. Szeptem zapytałem don Juana. Don Juan ogłosił. Następnie kazał mi go wyjąć. Żaden z młodych ludzi nie ruszył się. jak gdyby nic się nie wydarzyło. czy również mogę z nimi porozmawiać. że rozpoznali don Juana.

przynajmniej od czasu kiedy włóczę się razem z nim. zaśmiał się głośno. dopóki sprzymierzeniec sam się nie objawi. aby przełamać jego opór. dwóch młodzieńców miałem po mojej lewej. że jaskrawo zabarwione pióro albo wypolerowane kryształy kwarcu przyciągają uwagę sprzymierzeńca. a odkrywa sieje. Don Juan zaczął opowiadać im. Lekko pochylili się do przodu. . Zawsze jednak okazywało się. Zwykle rzuca się je. bo wszyscy równocześnie wykonali gwałtowny ruch. który zamienia zwykłe kryształy w broń. Niektórzy zakryli twarz i chichotali nerwowo. Powiedział nam. że jestem w wulkanicznych górach. należy wybór pięciu najdłuższych i najlepiej wyglądających słupków kwarcu i oddzielenie ich od macierzystej skały. że tak samo jak ja. która była dla mnie bardzo niewygodna. Pomyślałem. Don Juan skomentował to żartem. chłopcy – powiedział obojętnie don Juan. a swoją obecność zdradza on. że jest to dla mnie bardzo męcząca pozycja. aby napełnić je mocą. ponieważ musiałem stanąć i biec w miejscu przez kilka minut. że młodzi ludzie zgromadzą się wokół niego. Potem trzeba go powalić na ziemię i przytrzymać. że kryształy kwarcu są bronią używaną podczas czarów. należy je nakłonić do opuszczenia swego miejsca. Wszyscy młodzi ludzie również skrzyżowali nogi. jakby nigdy jej nie opuszczały. Nie zwróciłem uwagi. że taką postawą przyjmuje czarownik. możecie dać mu do dotknięcia właściwie wszystko. że to dramatyczny początek i miałem rację. ponieważ najważniejsze nie jest znalezienie przedmiotu. Zgadywałem. Przyjąłem. Najodważniejszy z nich. że wyszedłem z wprawy w klęczeniu. Don Juan powiedział mi kiedyś. przesuwając dłoń zwróconą w kierunku ziemi. kto je znajdzie. Znalazca jest odpowiedzialny za ich pocięcie i wypolerowanie mające na celu ich zaostrzenie i dopasowanie wielkością i kształtem do palców prawej ręki. Ledwie dostrzegalnym gestem brody wskazał na moją pozycję. – Mam zamiar coś wam pokazać. ale moje lewe kolano chyba miało uszkodzony nerw. które nie przypominają sprzymierzeńców. że sprzymierzeńca przyciągają płomienie. po turecku. że zwykle występują w skupiskach i do tego. Don Juan dodał. który trzyma w swoim worku. Wtedy właśnie można go zmusić do dotknięcia kryształów. że kryształy kwarcu można znaleźć w określonych miejscach na tym obszarze. dopóki nie wyczuje się ciepła. jak gdyby mieli wstać. Młodzi ludzie zmienili pozycję i usiedli z lewą nogą podwiniętą pod siedzenie. aby zabić: przebijają one ciało wroga. stosując specjalne techniki. wydając serię powtarzających się dźwięków. Wtedy kryształy stają się samym człowiekiem. możecie wystawić swoje kutasy. ale tylko podwinęli lewą nogę i znowu siedli w tej tajemniczej postawie. ale siły. kiedy sytuacja jest niepewna. skąd dochodzą. a innych dwóch po prawej stronie.miejsce znajduje się bezpośrednio przede mną. Krótkie spojrzenie na don Juana ujawniło mi. Powiedział. pojawiają się jako migające cienie i w ogóle nie posiadają mocy. Wtedy należy na tym miejscu rozpalić ogień. Nie czynią żadnych hałasów. Jak gdyby nigdy nic. Osoba poszukująca sprzymierzeńca musi podążać w kierunku. że w tych górach znajdują się też inne siły. Jeśli nie znajdziecie nic innego. Wywołało to wielkie poruszenie wśród młodych ludzi. że chce pokazać nam jakiś przedmiot mocy. który pierwszy ze mną rozmawiał. – Natomiast jeśli nie macie kryształów ale znaleźliście ducha. jak siedzieli poprzednio. która napełniłaby go mocą. – Co za pożytek z posiadania pięknie wypolerowanych kryształów. ponieważ od lat nie byłem u spowiedzi. a później wracają do ręki właściciela. Don Juan wyjaśnił. Przez moment myślałem. Don Juan był w pełni tego świadomy. i że podąża za nami sprzymierzeniec. a ich moc sięga daleko poza nasze rozumienie. Następnie opowiedział o poszukiwaniu ducha. aby uczyć się nie-działania. Zauważyłem. kiedy przestali się śmiać. ten. Ostrzegł nas. Wstrząsały nimi wybuchy śmiechu. Pierwszą rzeczą. że takie siedzenie przez cały jego wykład będzie dla mnie okropną męczarnią. że on także siedział z lewą nogą podwiniętą. jest znalezienie odpowiedniego miejsca służącego do wywabienia ducha. ale właściwie każdy inny przedmiot jest tak samo dobry. Gdy tylko się je wyszuka. że don Juan skrzyżował nogi i był rozluźniony. więc w zwięzły sposób zaczął wyjaśniać młodym ludziom. jeśli nigdy nie znajdziecie ducha dającego moc? – powiedział. Powiedział. Usiłowałem w niewymuszony sposób przejść do tej bardziej wygodnej pozy. Młodzi ludzie zachichotali. Wiedziałem. podwinąłem lewą nogę. jaką należy zrobić. Musi ono znajdować się na szczycie wzgórza.

Potem spojrzeli na siebie. przy uszach. że nie zwróciłem uwagi na szczegóły. ten najdalej ode mnie z prawej. Włożył śmieszny czarny kapelusz. że wszystko to jest bardzo dziwne. Spodziewałem się. Przeżyłem moment oszołomienia. siedzący obok niego. Płomienie sięgnęły dwa razy wyżej. Miał czarny płaszcz z długimi połami. aby udawać człowieka z drewnianą protezą. powiedział. które dołożył do ognia i dostosować do tego moment swojego wejścia i wyjścia. Powiedziałem im. Zaśmiałem się do siebie. Musiał podsycić ogień. abyśmy to zrobili. skąd mógł go zdobyć na tym pustkowiu. co to było. Popatrzył na każdego z nas. który właśnie zsiadł z konia. Trzymał koszyk z jakimiś rzeczami. Pomyślałem sobie. czy rzeczy. co się wydarzyło. Miał daszki po bokach. Zmiana intensywności ognia wywołała duże wrażenie na grupie. jak na komendę. – To prawda – potwierdzili pozostali. kolana nie bolą mnie tak bardzo. Młodzi ludzie siedzieli z niewzruszonym wyrazem twarzy. Wydawał się zakłopotany. i był okrągły na górze. spojrzał na mnie z niedowierzaniem. jak szedł. Cicho chichotali i byli zdenerwowani. kiedy don Juan wszedł za głaz. a potem zniknął za głazem. Po długim oczekiwaniu zwróciłem się do młodego człowieka po prawej i po cichu zapytałem go. Potem spojrzał ponad nami w ciemność z tyłu. wszyscy razem. Założyłem. Według niego. że don Juan był w łachmanach. Płomienie straciły swoją moc w tym samym momencie. zdezorientowani. jakby był człowiekiem. który powraca z niezwykle długiej podróży. Młody człowiek spojrzał na mnie ze śmiesznie zmieszaną miną. który widział don Juana w czarnym kapturze. Pozostawał w tej pozycji przez chwilę. co don Juan chciał osiągnąć poprzez tę komedię. że to prawdziwy piracki kapelusz. – Nie! – cicho krzyknął inny młody człowiek. że don Juan zaraz wyjdzie zza głazu i znowu usiądzie. ale bardziej wyglądał na człowieka. że brakuje im słów. Nie mogłem zrozumieć. który właśnie zabił mnicha i założył jego szaty. don Juan był ubrany jak jakiś ważny człowiek. bo teraz zaczęły trzaskać nowe gałęzie i płomienie strzeliły wysoko w górę. Wszyscy czterej mężczyźni zbliżyli się do mnie.Możliwie swobodnym ruchem podwinąłem lewą nogę. wrócili do pozycji ze skrzyżowanymi nogami. Pomyślałem sobie. Don Juan z pewnością chciał. który przemówił pierwszy. Don Juan wyglądał naprawdę głupio w tym pirackim kostiumie. powinienem ją zobaczyć. W końcu odezwał się najodważniejszy z nich. Młodzi ludzie stali się nerwowi. że według mnie. Na głowie miał kaptur czy też szal i nosił kruczoczarną tunikę do samej ziemi. aby jego przebranie było doskonałe. Powiedziałem. Dodał. zapięty na jeden błyszczący metalowy guzik. popatrzył na mnie uważnie. Zauważyłem. Czekałem niecierpliwie. ale tak się nie stało. że don Juan nie miał żadnego kapelusza ani nie nosił długiego płaszcza i z pewnością nie stał na drewnianej nodze. Don Juan wstał i obchodząc łukiem wielki głaz. że don Juan właściwie nie był ubrany jak żebrak. Mężczyzna. ma dla niego jakieś znaczenie. że jego wyczucie czasu było doskonałe. że kiedy nie siedzę na stopie i utrzymuję półklęczącą pozycję. Oczywiście musiał zgiąć nogę w kolanie. drewniana noga i płaszcz czyniły z niego prawdziwego pirata. ale byłem tak otumaniony jego pojawieniem się. że musimy bardzo dokładnie i spokojnie przeanalizować to. Zastanawiałem się. omiatając nasze postacie wzrokiem z prawa na lewo. i dlatego zostawił nas samych. – Nie miał kaptura. Efekt był wyjątkowo dramatyczny. zanim wstał. i drewnianą nogę. że musiał być ukryty za skałą. gdzie siedział. jak długo będą się palić gałęzie. Młody człowiek z lewej zaśmiał się i powiedział. Nie zauważyłem. jak zakonnik. że nie miał nic w rękach. Musiał sobie wyliczyć. Powiedział. ale nie jest pewny. że stał na drewnianej nodze. kiedy ja zajmowałem się swoją nogą. Miał podarte poncho czy też pewien rodzaj indiańskiego płaszcza i znoszone sombrero. Młody człowiek. które don Juan włożył – śmieszny kapelusz i płaszcz z długimi połami – oraz to. Kiedy odwrócił się i wchodził za głaz. stwierdził. Miał skórzane nogawice do . Powtórzyłem pytanie i inny młody człowiek. kapelusz. ale nie może ukryć swojej dzikości. zniknął nam z oczu. ale za to włosy miał długie i dziko zmierzwione. Kiedy płomienie się zmniejszyły. Wydawało mi się. Don Juan nagle wyszedł zza głazu i stanął tam. Wydawało się. Jeden z młodzieńców. że don Juanowi brakuje tylko przepaski na oku i papugi na ramieniu.

W tym właśnie momencie odczułem. Don Juan był rozluźniony. Zrównałem się z don Juanem. twój i mój. Poszliśmy do restauracji zjeść lunch. Odruchowo krzyknąłem. wielkie ostrogi. Przede wszystkim chciałem się czegoś dowiedzieć o jego przebraniu. skul się pod skałą i zakryj brzuch rękami – szepnął mi do ucha. Ale one naprawdę nie są dziwne. Zaczął powoli odchodzić. – Pokazałem ci odrobinę swego nie-działania – stwierdził. – Ale jak to zrobiłeś? – To nie będzie miało dla ciebie żadnego sensu. – Podaj mi przykład. aby rozmawiać. że kiedy każdy z nas się rodzi. kiedy traciłem równowagę. ale poza tym czułem się ożywiony i wypoczęty. – Powiedzmy. a jego oczy zdawały się rzucać blask. dlatego łatwo było was wszystkich ogłupić. – Pożegnaj się z nimi. abym mógł to zrozumieć – powiedziałem. don Juanie. Byłem głodny. Usiłowałem go do tego nakłonić. jakby uchwyciła mnie jakaś ręka. przynosi ze sobą mały pierścień mocy. którym uderzał w lewą dłoń. 15 kwietnia 1962 Kiedy rano zrobiło się wystarczająco jasno. są one zahaczone o działanie świata. – Ale nikt z nas nie widział tego samego przebrania – powiedziałem. Upadłem pięć razy. gdzie zostawiłem samochód. że w tej okolicy jest tyle mocy. ale żarzące się węgle dawały wystarczający blask.konnej jazdy. Są dziwne tylko dla tych. Człowiek wiedzy potrafi zahaczyć się o czyjeś działanie i wywołać dziwne rzeczy. – Jednak spróbuj. Mężczyźni obejmowali mnie po kolei. Nasze pierścienie mocy są połączone z pierścieniami wszystkich pozostałych ludzi. Biegliśmy kilka godzin. Zjedliśmy trochę krakersów i popiliśmy wodą mineralną z butelki. – Jak to zrobiłeś? – To bardzo proste – odparł. Chyba był zbyt nieśmiały. – Istnieją tylko przebrania. proszę cię. Byli jak szereg kruczoczarnych posągów ustawionych na tle ciemności. Nie było już żadnych płomieni na ognisku. które nie dawały mi spokoju. jest w pewnym sensie jedynie przebraniem. Tych czterech młodych ludzi i ty sam nie jesteście jeszcze świadomi nie-działania. Don Juan szepnął mi. – Usiądź. Mężczyzna stojący najdalej z lewej śmiał się zawstydzony i nie odważył się opowiedzieć o tym. Don Juan głośno liczył za każdym razem. żebyś to zrozumiał. . – Lepiej zostawmy tych młodych ludzi. Niedziela. co robimy. którzy są schwytani w pułapkę działania. w którym miałem go zostawić. którą miałem w samochodzie. Po południu byliśmy już w granicznym mieście. jak już ci powiedziałem. aby stworzyć ten świat. a mężczyźni stali się wyraźnie zarysowanymi. są teraz zahaczone o działanie w tym pokoju. że będzie mi bardzo łatwo skorzystać z chodu mocy. aby dać mi czas na pożegnanie. bicz. Nie ma możliwości. jakie wrażenie wywarło na mnie to wydarzenie. Don Juan wyglądał jak ciemny cień. Don Juan zaprowadził mnie do miejsca. Chciałem zadać don Juanowi kilka pytań. Nie patrzył na nich. Dreszcz przebiegł mi po plecach. – Na przykład nasze pierścienie mocy. niech się zajmą swoimi sprawami – powiedział do mnie. jest kwestią działania. co zobaczył. Usiedliśmy przy stoliku przy oknie wychodzącym na ruchliwą główną ulicę i zamówiliśmy jedzenie. Miał wygląd zamożnego właściciela rancza. Zatem każdy z nas już od urodzenia jest zahaczony. ale inni nie byli nim zainteresowani. Mój żołądek poczuł siłę pochodzącą z zewnątrz. zaczęliśmy iść. nieruchomymi postaciami. ale on przyłożył palec do ust. Rozkazująco powiedział mi. Zdobyłem się na odwagę i zacząłem zasypywać go pytaniami. ponieważ w tej chwili ci młodzieńcy są kręgiem cieni. Było w niej pusto. kiedy don Juan wyszedł zza skały. co robimy. w jego oczach czaił się figlarny błysk. W końcu zatrzymał się. Wszystko. abym nie odwracał się. Ogień już dogasał. ponieważ wszystko. stożkowaty kapelusz oraz dwa automatyczne pistolety kaliber czterdzieści pięć. Innymi słowy. Niemal od razu zaczynamy z niego korzystać.

Nazwałbym go pierścieniem nie-działania. Bardzo spokojnie utrzymywał. – Wszyscy zostaliśmy nauczeni tego. mówiąc. ponieważ jest zahaczony o nie-działanie. ponieważ w ten czy inny sposób spędzamy w nich większą część swojego życia. jaką daje ta zgoda. Mogło by ci to tylko zaszkodzić. czego doświadczyłem na własnej skórze a jego wyjaśnieniem istniała przepaść nie do przebycia. . to wszystko – powiedział. Nie miałem już więcej pytań. Zapłaciłem kobiecie i dałem jej napiwek. – Może następne spotkanie z Mescalito ci pomoże? – zapytał. przemienili się w coś całkiem różnego od tego. Nasze pierścienie mocy właśnie w tej chwili snują istnienie tego pokoju. że nie mam zdolności. Don Juan jadł ze smakiem i był w doskonałym nastroju. nie-działanie jest równie wspaniałe i potężne. – Dlaczego nazwałeś ich cieniami? – Dlatego że w tamtym momencie zostali dotknięci mocą nie-działania. że nie wkładałeś przebrania? – zapytałem. Poczułem niekontrolowany skurcz w żołądku. – To nieprawdopodobne! – wykrzyknąłem. Ja go nie stwarzam. że pokój. Nagle ogarnęło mnie zmęczenie. że mamy pieniądze. którą jak zwykle było zwątpienie i brak zaufania oraz pytanie. i że nawet nie brałem pod uwagę takiej możliwości. bo don Juan szepnął mi. aby zostać czarownikiem. – Nie mam do niej pretensji. – Ten pokój jest tutaj sam z siebie. Nie mam z tym nic wspólnego. Moja ciekawość była ograniczona tylko do jednej. co znasz. Ale ja czułem się przygnębiony. – Widzisz – kontynuował – każdy z nas zna działanie pokoi. został powołany do istnienia i jest utrzymywany dzięki sile pierścieni mocy każdego człowieka. – Nie masz żadnego pojęcia o mocy. abyś na nich patrzył.Stwarzamy ten pokój. co mówił. że to ostatnia rzecz. – Zahaczyłem jedynie mój pierścień mocy o twoje działanie. Z tego powodu nie chciałem. nie byłem też już głodny. a kiedy zostawiła nas samych. Poprosiłem go o wyjaśnienie. – Ty sam zrobiłeś resztę. że nie ma do ciebie zaufania – powiedział i wybuchnął śmiechem. Zapewniłem go. usiłując znaleźć sposób powrotu do naszej rozmowy. Pomiędzy tym. prozaicznej kwestii: chciałem wiedzieć. że powinienem zapłacić. Don Juan nie odpowiedział. czy włożył ten kostium pirata. w którym jesteśmy. – Czy są sprzymierzeńcami? – Nie. aby pokazać jej. czy też nie. że jeszcze nie rozwinąłeś swojego dodatkowego pierścienia mocy i twoje ciało nie zna nie-działania – powiedział. – To prawda. – Wyglądasz jak wszyscy diabli razem wzięci. o jakiej chciałbym usłyszeć. Chyba uważała. a ponieważ nie są tacy głupi jak ty. zacząłem się wpatrywać w don Juana. – To znaczy. zaraz – powiedziałem. czy don Juan nie mógł być w zmowie z młodymi ludźmi i wszystkiego tego zaaranżować? Zmieniłem temat i zapytałem o czterech uczniów. – Zaraz. Wyraziłem te myśli. którego znam. Natomiast człowiek wiedzy rozwija inny pierścień mocy. – Czy nie powiedziałeś mi. że ścieżka don Juana jest dla mnie zbyt stroma. Na szczęście. Don Juan nie zwracał uwagi na mój protest. że jesteśmy podejrzani. Zakończyłem ostateczną obroną. – Właśnie ci wszystko wyjaśniłem – odparł. tylko głośno się zaśmiał. Młoda kelnerka przyniosła nam jedzenie. podobnie jak i pozostali. – Twoje trudności polegają na tym. Uświadomiłem sobie. że są cieniami? – zapytałem. aby zgadzać się co do działania – powiedział łagodnie. Przybył mi z pomocą. Nie rozumiałem tego. Są uczniami człowieka. Dzięki niemu może snuć inny świat.

kiedy sam jest wykorzystywany. pokazując na ruchliwą ulicę za oknem. że świat jest po to. Ale w przeciwieństwie do pirata. Wyraziłem opinię. aby uciec od działania naszego świata. który nie ma skrupułów. dlatego też wojownik przemienia go w swój teren łowiecki. wojownik wie. kiedy faktycznie jedną nogą jestem w tym świecie. . A teraz. mogłoby mi się trochę lepiej powodzić w twoim świecie – powiedziałem. – Albo gdybym udał się z tobą na pustkowie. – To jest twój świat – powiedział. że ponieważ nie jestem Indianinem. czego chce. czego się nauczyłeś – powiedział. Dlatego wykorzystuje każdą jego cząstkę. Wojownik jest jak pirat. używając wszystkiego. Będąc myśliwym. Przyglądał mi się przez dłuższą chwilę. nigdzie nie ma ze mnie pożytku. żeby prowadzić niezwykłe życie czarownika. abyś mógł pozwolić swojemu ciału odnieść korzyści z tego.– Muszą ci się przytrafić bardzo drastyczne przeżycia. aby go używać. – Jesteś człowiekiem z tego świata i tu są twoje tereny łowieckie. – Może gdybym potrafił wyplątać się ze wszystkich moich zobowiązań. nie czuje się obrażony. Nie ma sposobu. nie mam naprawdę zdolności do tego. a drugą w tamtym.

jak ponownie rozbudziłem w tobie ducha myśliwego. – Zachowujesz się. To samo wydarzało się mnie i będzie się wydarzać każdemu. – Albo pójdziemy teraz do domu – kontynuował – albo poczekamy aż do zmierzchu. ale uznałem. Don Juan wydawał się zatopiony w myślach. – Kto? – zapytałem. Kiedy wczesnym rankiem opuszczaliśmy dom. Godny przeciwnik Wtorek. takich. – Ta kobieta. a także przepiórki. – Gdybyśmy nie byli oszukiwani. Kiedyś też wziąłem cię podstępem. nie będący złośliwym kawałem. wyjątkowe zwierzę. Ponad miesiąc wcześniej doszło do straszliwej konfrontacji z czarownicą zwaną la Catalina. aby przeżyć. Pamiętasz przecież. która tutaj grasuje. że zapomniałeś o roślinach. Miałem ochotę wrócić. nigdy niczego byśmy się nie nauczyli. Naśladował popularnych piosenkarzy. W końcu. ty też. Zaczynałem zwijać cienką linkę. i jeśli o ten rodzaj wiedzy mu chodziło. których nie zrobiłbyś po to. don Juan zaczął śpiewać meksykańskie piosenki. ale w tym szczególnym przypadku. Teraz musisz zrobić jeszcze więcej. Ja wiem. Wiedziałem. aby ją pochwycić. Chciałem zaprotestować. – Nie ja – odparł. że w końcu śmiałem się jak dziecko. Jego metoda wydała mi się tak nieetyczna. że musimy zostać. aby doprowadzać nas do ostateczności. że byłem przerażony. ryzykując życie. Ona cię przeraża. Może on jedynie wskazywać nam drogę i używać podstępu. don Juan wyznał. 11 grudnia 1962 Moje pułapki były doskonałe. że wpadłem we wściekłość. a jego mięso będę mógł wysuszyć na pożywienie mocy. śmiejąc się. ażeby uczyć się o roślinach. Wpatrywał się we mnie i wybuchnął śmiechem. a on nie jest w stanie się obronić przed jej gwałtownymi atakami. To przedstawienie jest przecież dla ciebie. Stanąłem z nią twarzą w twarz. jakbyś nie wiedział kto – stwierdził. Wydawało się.17. u schyłku dnia stwierdził: – Ktoś przeszkadza ci w polowaniu. Słysząc moje wybuchy gniewu. co prawda. don Juan powiedział mi. że posiada taki bogaty repertuar idiotycznych piosenek. aby zostać myśliwym. Nigdy nie przypuszczałem. a jego interpretacja była tak komiczna. Musiałem przyznać. której wcześniej używałem i zanim zdążyłem się wypowiedzieć. – Przerażasz mnie – powiedziałem. Spojrzał na mnie. Zrobił pauzę. Byłoby prościej i rozsądniej po prostu odejść. . że powie “la Catalina". że polowanie sprawiło. że nie ma sensu. uśmiechnął się i pokręcił niedowierzająco głową. Widziałem wiewiórki. króliki i inne gryzonie. że tego dnia muszę czekać na dar mocy. – Pozwól mi coś ci powiedzieć w związku z tą sprawą – odezwał się w końcu. Byłeś w stanie dokonać wielu rzeczy. Kiedy już spotkałem się z nią. że czeka na moją decyzję. – A przecież od początku wiesz. Sam mi powiedziałeś. – Co masz na myśli? – To tobie ktoś wchodzi w drogę i dlatego jest to twoje przedstawienie. ponieważ don Juan przekonał mnie. które złapie się w moje pułapki. szczerze zdziwiony. Metoda dobroczyńcy polega na tym. wydaje mi się. że ona dybie na niego. ale przez cały dzień nie mogłem nic złowić. to miał rację. jaki efekt wywrą na mnie jego słowa. że ona nigdy nie stanowiła dla niego żadnego niebezpieczeństwa. powstrzymał mnie poleceniem: – Siadaj. ich rozstawienie właściwe. Z jego ust nie padła ani jedna sugestia czy komentarz. Zabawiał mnie w ten sposób godzinami. kto to jest. a cała ta sprawa to podstęp. ale za to mający na celu złapanie mnie w pułapkę. oczekując.

w porządku – powiedział dziko. a później obeszliśmy wkoło dworzec autobusowy i miejscowy sklep. Twoje doświadczenia są ograniczone tylko do tego. La Catalina stała w tym właśnie miejscu. Nagle dwie wrony wyleciały zza wysokich krzewów i zniknęły za wzgórzem. Grzebałem się z kluczykami przez chwilę. Spojrzeliśmy na siebie. Kobieta zrobiła kilka kroków w kierunku samochodu i stanęła wyzywająco. Odwróciłem się do don Juana. Miała duże. W tym momencie poczułem.– To wszystko jest zwariowane – powiedziałem. Don Juan szedł po mojej prawej stronie i prowadził mnie. przypominał raczej grymas. – Jesteśmy racjonalnymi istotami. Uśmiechała się. don Juan ruchem głowy dał mi znak. Mogła być najwyżej po trzydziestce. białe i bardzo czyste zęby. – Jesteś istotą rozumną. Zaciągnął mnie do samochodu i nie puścił mojej ręki. Dreszcz wstrząsnął całym moim ciałem. Była bardzo ciemna i miała pulchne ciało. małą dziewczynką i zasłoniła sobie usta. Zachichotała. – W porządku! – wykrzyknął. – Nie będę się z tobą kłócił. że jest ono naszym celem. ona rozdepcze mnie jak bezbronnego robaka. Don Juan kazał mi zaparkować koło restauracji. Don Juan zaniósł się swym gdaczącym rechotem. – Ja nie. – Niech podejdzie bliżej. a później chwycił mnie pod pachę. Nagle uświadomiłem sobie. jakby była zawstydzoną. Don Juan powoli obrócił się dokoła. zajmować się panią czarownicą. którego obiecałem ci znaleźć – podsumował. a potem sam wsiadł. będziemy pewni. Najbardziej zaskoczył mnie jej wiek. Wzdrygnąłem się odruchowo. Zaczęliśmy iść na wschód. jakby coś podnosił z ziemi. gdzie don Juan mnie przewrócił. – To nie jest miejsce odpowiednie do czekania – powiedział szeptem. – Oczywiście. lecz zanim zdążyłem się obrócić. aby iść za nim do samochodu. co trzeba. jeśli zechce – szepnął don Juan. – To znaczy. że jesteś – upierałem się. Jestem. – Nie odwracaj się do tej kobiety plecami. – Ty jesteś racjonalny – odparł. Czarne i zimne oczy czarownicy wpatrywały się we mnie uporczywie. Obejrzałem ją sobie dokładnie i doszedłem do wniosku. Dał znak. zanim podejmiemy decyzję. – Jeśli zobaczymy albo posłyszymy wronę. Don Juan powiedział. aby popatrzeć. ale prawie na śmierć przestraszył mnie swoim krzykiem. gwałtowny ruch. co mamy robić z kobietą przeszkadzającą mi w polowaniu. że wydaje ci się. Było już zupełnie ciemno. Łagodnie wpakował mnie do samochodu. – Jesteś jednym z najbardziej rozumnych ludzi. Po chwili kobieta powoli postąpiła kilka kroków do tyłu i zniknęła w tłumie. że jeśli nie uporządkuję swojego życia i nie nauczę się tego. W jakimś sensie byłem zachwycony. Znów zrobiła kilka kroków w stronę samochodu i teraz stała zaledwie pięć stóp od jego drzwi. Miała pełną. Don Juan uznał. że nie ma w niej nic. ale wyglądała na silną i muskularną. dowiemy się też gdzie – dodał. że wiesz dużo o świecie. okrągłą twarz o wystających kościach policzkowych i dwa długie warkocze kruczoczarnych włosów. – Jedź powoli i zatrzymaj się przed sklepem – powiedział. że ktoś idzie obok mnie z lewej. Kiedy byliśmy na miejscu. aby na nią spojrzeć. nawet aby pozwolić mi otworzyć drzwi. omiatając wzrokiem otoczenie. Pojechaliśmy do pobliskiego meksykańskiego miasteczka. co ludzie robią tobie i innym. co będziemy tam robić. Nie wiesz nic o tajemnicach świata. ale czy tak jest? Co naprawdę wiesz? Widzisz tylko działania ludzi. abym popatrzył. . – Ona jest właśnie tym godnym ciebie przeciwnikiem. Zrobiła trzy albo cztery kroki w naszym kierunku i zatrzymała się może dziesięć stóp od nas. Nie pytałem. Pochylił się. Jednak w jej uśmiechu było coś niesamowitego. że mamy czekać. Uśmiechnąłem się i pomachałem do niej. kiedy już na niego wpadałem. że musimy zaczekać na omen. Nie był wcale przyjacielski. jakich kiedykolwiek spotkałem. i co z tego? Wciągnąłem go w dyskusję na temat tego. do cholery! Szybko odwróciłem się. co mogłoby mi zagrażać. dlaczego dwie rozumne istoty muszą postępować w taki zwariowany sposób i jak my. aby skomentować jej wygląd i zachowanie. Odjechaliśmy i don Juan stwierdził. że jest piękna. gdyż uśmiechały się tylko jej usta. don Juan zrobił szybki.

co się dzieje. kiedy ciągle namawiałem go do wytłumaczenia mi wydarzeń. a ciało don Juana już na niego zareagowało. kto to był – powiedział. a tu nagle. nakazując ciszę. – Uderzaj znowu i bądź przygotowany. Następnie dał mi znak. – Co to było? – zapytałem: – Cholernie dobrze wiesz. Wpatrywałem się w ciemność po lewej. ponieważ stał obok mnie. a później odpłynęła w powietrzu i wylądowała w krzakach za nami. bym znów tupał. że muszę naśladować jego ruchy. jak w nocnym koszmarze. po których następowały trzy szybkie tupnięcia. ale odmówił stanowczym ruchem ręki. że na pustyni nie ma niedźwiedzi. – Co chcesz. Od czasu do czasu uważnie nasłuchiwał. a on uśmiechnął się i położył palec na ustach. Zacząłem tupać zapamiętale. Don Juan pokazał palcem pewien punkt na jego zboczu. Chaparral stał się ciemną masą. zwrócone na południowy wschód. Tym razem wydawał się należeć do ptaka przelatującego nad wzgórzem. Odpowiedział również szeptem. słuchał z taką uwagą. – Nie ma co owijać w bawełnę pytaniami: “Co to . przyciągnięty hałasem. że tupię jak królik i prędzej czy później ten. ale kazał mi robić to dalej. Przez chwilę ciemna postać nakładała się na ciemnoniebieskie niebo. Wyglądał. Próbowałem się dostosować do jego rytmu i po kilku nieudanych próbach. których świadkiem byłem kilka godzin temu. a kiedy przestałem. gdzie zastawiłem pułapki. że zmierzch osiągnął teraz swoją pełną moc. aż stanąłem twarzą w kierunku ciemnej masy wzgórza. kto poszukuje zdobyczy. ponownie usłyszałem ten sam krzyk. Kilkakrotnie wskazywał głową na przestrzeń nade mną. W pewnym momencie dał mi znak. don Juan sam przestał tupać. Posłyszałem odgłos ciężkiego ciała spadającego na krzewy. Oczyścił z zeschłych gałęzi. Chciałem mu pomóc. Nagle przyskoczył do mnie i szepnął mi do ucha. po czym ponownie mnie zatrzymał. Kiedy skończył. odległy krzyk zwierzęcia. Wybuchnął tak nagle. abym się rozluźnił i utrzymywał równy rytm. jakby chciał pochwycić odgłosy dobiegające z chaparralu. pokaże się. wciągnął mnie do środka kręgu. nie mówiąc ani słowa. Ona tu jest. wybijając prawą nogą rytm. tyłem do wzgórza i szepnął mi do ucha. aby zobaczyć. Chwyciłem don Juana za rękę. abym ci powiedział? – zapytał mnie don Juan. mniej więcej robiłem to tak jak on. jaki wydaje duże zwierzę poruszające się po suchych gałęziach. abym tego nie robił. że każde włókno jego ciała wydawało się napięte do granic możliwości. Kiedy nauczyłem się rytmu. Przyszła mi do głowy myśl o niedźwiedziu. Zrobił to wszystko. a sam przyjął niezwykle czujną postawę. – Zaczynamy – szepnął. że nie zdążyłem zwrócić na niego uwagi. odmierzając rytm ruchem dłoni. jakby był gotowy do skoku na jakiegoś niewidzialnego wroga. Poczułem. Zaczął jakby taniec. Wrzasnąłem i upadłem na ziemię. Rozejrzałem się wkoło. Nic też nie powiedział przez całą drogę powrotną do domu. Znowu zaczął odmierzać rytm dłonią i gdy za drugim razem kazał mi się uciszyć. skoczył na mnie ciemny cień. ale po chwili uświadomiłem sobie. liści i drobnych kamieni kolisty obszar o średnicy pięciu czy sześciu stóp. – Nie odstrasz jej – szepnął mi do ucha. Położył palec na ustach na znak. – Uspokój się i nie trać głowy. kojota. ale don Juan postawił swoją stopę na mojej i dał mi znak. kazał zwrócić się na południe. Niebo miało ciemnoniebieską barwę i nie było już widać chmur. ale dał mi znak. z głową lekko przekrzywioną na prawo. że drży. Za każdym razem kiedy przestawałem uderzać nogą. dotarł do mnie specyficzny szelest z lewej strony. a potem niesamowity okrzyk. – Po co to? – szepnąłem mu do ucha. bym zachował ciszę.Kiedy dotarliśmy tam. po czym porozrzucał kawałki na wszystkie strony. Przykułem wzrok do tego punktu. a potem odwrócił mnie powoli i cicho. abym przestał. okrążył je i wybrał miejsce u jego podnóża. a może jakiegoś nocnego ptaka. Don Juan pomógł mi się podnieść i w ciemności poprowadził mnie do miejsca. tak samo jak wzgórza i skały. Kazał mi je pozbierać i rozebrać. Cały świat zdawał się jednolitą masą cieni pozbawionych dostrzegalnych granic. Posłyszałem niesamowity. Don Juan kazał mi dalej uderzać nogą. Był to dźwięk. na który składały się serie siedmiu takich samych uderzeń.

czy ona. że zabawa się skończyła. zanim jeszcze się rozpoczęła. – Niech sam da zastaw. Julio przywiózł gramofon wczesnym popołudniem i podłączył go do dynama dostarczającego prąd do sklepu. a ja pojechałem odwiedzić kilku przyjaciół Indian Yaqui z innej osady. Gdy to mówił. . ale Blas powstrzymał mnie. na którą udało mu się już znaleźć kilku nabywców. Rozpowiedział już wszystkim. grupa Indian wyszła zza składziku. który widziałem. że w przygotowaniach pomagał mu Julio. podczas gdy ktoś inny. że dla niego nie ma żadnej różnicy. że coś ściągnęło ją z jej toru i przeleciała nade mną z wielką szybkością. sklepikarz przedstawił warunki możliwe do zaakceptowania przez obydwie strony. że robił wszystko. Powiedział. ale opadała bardzo wolno. co wydało mi się bardzo dziwne. Kształt. Czynił gesty rozpaczy. To jeszcze bardziej rozzłościło sklepikarza. Blas spojrzał na nich i zaczął się śmiać. To z kolei wywołało długą dyskusję na temat tego. Ciągnie od nas pieniądze. Miał nie dawać gotówki pod zastaw. dnia Dziewicy z Gwadelupy. która przebyła jakieś piętnaście czy dwadzieścia metrów. i zaczai wybierać dwadzieścia płyt. przypominając sklepikarzowi. komiwojażer. Wyjaśnił swoim klientom zgromadzonym przed sklepem. – Przestań się wykręcać – powiedział. później ustawił głos na maksimum. Don Juan wysłuchał mojego wytłumaczenia. Blas. – To wszystko jedno. że usiłuje dostać się do klientów. Sklepikarz zaczął się kłócić z Julio. Był gotów odwołać zabawę. gdy odjechał do bardziej odległych domów osady. To właśnie ten ruch naprowadził mnie na pomysł z latawcem. a potem zaczął się tak śmiać. zanim ci przyjdą do sklepu i wydadzą wszystkie pieniądze na alkohol. meksykański sklepikarz powiedział mi. Blas powiedział. aby zbierać zaliczki na przyszłą sprzedaż taniej odzieży. a potem rozbiła się w krzakach. – Powiedz to mojej córce – odparł tamten. Stąd wziął się efekt płynącej w powietrzu ciemnej sylwetki.było?" Ważne jest. że aż łzy popłynęły mu po policzkach. w jego ślady poszli wszyscy pozostali. Wymyśliłem sobie wyjaśnienie. czy ktoś inny będzie obsługiwał gramofon. aby nie dotykał żadnych przełączników. zobaczyłem ciemną sylwetkę kobiety w długiej spódnicy. ile każda z nich ma rys – powiedział Julio. że za każdą uszkodzoną płytę należy się jej pełna cena. – On jest najgorszy ze wszystkich – dodał. Julio upierał się. Przez chwilę wydawało się. który przyjeżdżał do osady dwa razy w miesiącu. które bardzo dobrze pasowało. czy działa. załamywał ręce i robił różne miny. kiedy płytę można uznać za zniszczoną. Później wydawało mi się. Skoczyła na mnie z wysoka. 12 grudnia 1962 Gdy tylko przyjechałem do osady Indian Yaqui. aby się dogadać z Julio. którzy nawet nie mogą pozwolić sobie na świętowanie swojego najbardziej szanowanego święta. był podobny do latawca. Od czasu do czasu zwracał się do dużej grupy Indian. kto to był. Don Juan odmówił dalszego omawiania tego incydentu. znajdujący się za nami. dopóki sklepikarz będzie płacił za każdą zniszczoną płytę. Sprawdził. co mógł. u którego mieszkałem. więc dlaczego nie miałby zapłacić? Po długiej dyskusji. – Ty ponosisz za nie odpowiedzialność. tak jak za nową. – Przejdźmy do sedna sprawy. Motocykl Julia pozostawił za sobą chmurę kurzu. nie twoja córka. że wypożyczył gramofon i dwadzieścia płyt ze sklepu w Ciudad Obregon na zabawę. W końcu zażądał gotówki pod zastaw. że jeśli dałbym gotówkę pod zastaw. przecież ona będzie zmieniać płyty. aby uczcić Dziewicę z Gwadelupy. aby załatwić jakąś tajemniczą sprawę. w której wszyscy stanęli po stronie Julia. Julio kategorycznie stwierdził. który zaczął odłączać gramofon. która zgromadziła się przed sklepem. który był już czerwony na twarzy. stary Indianin. ale przejąć odpowiedzialność za płyty i gramofon. zaczął głośno robić uwagi na temat smutnej sytuacji Yaqui. – Wiem. Następnego dnia wyjechał. Czy była to kobieta? Musiałem przyznać. ściągnął go na ziemię. że kiedy upadłem i spojrzałem w górę. Ktoś go wypuścił ze wzgórza. sklepikarz sam potłukłby płyty. Chciałem interweniować i zaoferować swoją pomoc. Środa. którą zaplanował na dzisiejszy wieczór.

Mijając mnie. Córka sklepikarza wybrała płytę i opuściła ramię gramofonu. Krążyłem pośród Indian. Było tam czterech młodych Meksykanów. czekając. Chciałem zagrać na zwłokę i roześmiałem się idiotycznie. Jeden z nich chwycił mnie silnie za ramię i zaciągnął do gramofonu. usiłując zdecydować się. w tym samym momencie uzmysłowili sobie. że nie pasuję do ich towarzystwa. ta miała trudności w nastawieniu aparatu. Dziewczyna obsługująca gramofon zaczęła szukać w stosie płyt. musi być pijany. Było to dziwne. że ja nie piję. których znałem. aż odjedzie. Zanim doszedłem do ostrego zakrętu drogi. że jestem macho. Z wyraźnym zachwytem obserwowali każdy ruch tancerzy. Przez chwilę myślałem. Doszedłem do wniosku. który wyszedł wcześniej niż ja. a później będę pił. – On nie wie nic o walkach czarowników. abym wypił ją jednym haustem. co mam robić. dotrzymując mi kroku. co mówił Blas – powiedział poważnie. Rozpoznałem ich i powiedziałem. Zabawa polegała głównie na odtwarzaniu płyt. że całkiem nieźle widziałem. których nie znałem. W odpowiedzi usłyszałem niesamowite. Przez sekundę byłem sparaliżowany. Chociaż żadna z kobiet nie piła jawnie. Była to kobieta. że nie tańczę i to obraziło ich jeszcze bardziej niż Indian moja abstynencja. udowadniając w ten sposób. Stali się bardzo agresywni. że ktokolwiek to jest. przecięła mi drogę. że jeśli będę jechał powoli. iż wyjeżdżam. ale wydawało mi się. Meksykanie. było tak przerażające. – Nie traktuj zbyt poważnie tego. że się zmartwił. ludzie mamrotali: Buenas noches. Powalający ryk gramofonu wydawał się na drodze prawie tak samo głośny jak przed sklepem. Przeskoczyłem przez wąski. nikt nie zauważy. Po chwili jednak wybuchnęły dźwięki twista. Zauważyłem kilka ciemnych sylwetek. zostawiając mnie w spokoju. a kobieta skakała jak ptak obok mnie. spotkałem dwie osoby. że zabawa jest wspaniała. Zacząłem się przemykać w stronę domu Blasa. Zaśmiałem się głośno. Ludzie obsługujący gramofon widocznie dalej szukali płyty. Wtedy zauważyłem. że najpierw zatańczę. idących w przeciwnym kierunku. Włosy na całym ciele dosłownie stanęły mi dęba. gdzie stałem i odkryli moje zniknięcie. Yaqui nie tańczyli. Wyglądało. ponieważ ludzie z osady zawsze chodzili w gęste krzaki. Kiedy spojrzałem. ale łuna bijąca od składziku powodowała. również pijani. – Indianie uwielbiają dokuczać obcym. rozmawiając z nimi i częstując ich alkoholem. jakby osoba ta załatwiała swe potrzeby fizjologiczne. Zacząłem biec. że następnego dnia pojechałem do domu don Juana zamiast do siebie. Wyglądało to tak. że płyta. powinieneś zdać sobie sprawę. Indianie stali się gburowaci i zaczęli mnie obrzucać groźnymi spojrzeniami. Postawiłem kolejkę dla wszystkich. Zabawa zaczęła się wcześnie. ale od razu wyrzuciłem z siebie całą historię. Nie dałem mu czasu na powiedzenie czegokolwiek. To. Chciałem zlikwidować wszelki dystans. więc przyspieszyłem kroku. ponieważ było słychać jedynie wysokie buczenie głośnika. Powiedziałem. . daleko od światła i zejść im wreszcie z oczu. Inny młody mężczyzna powiedział. Stałem w cieniu krzaków. łącznie z komentarzem Blasa. – Nieźle cię nabrali – powiedział uspokajająco. Zanim dotarliśmy do domu Blasa. kiedy zauważyli. popijając tanią tequilę. Kiedy zauważyłeś. po czym podskoczyła. Podszedłem do zakrętu i powiedziałem: Buenas noches. bezgwiezdna noc. Potem zacząłem szybko iść. Może to była tylko moja wyobraźnia. którą wybrała to nie twist. Mój sposób sprawdzał się. że cień znajduje się po lewej stronie. gdzie zaparkowałem. Twarz don Juana posmutniała. Wyraźnie dotknęło to wszystkich. tak że prawie się dotknęliśmy. suchy kanał przed domem i z hukiem wpadłem do środka przez cienkie drzwi. Była ciemna. Wszyscy ją otoczyli. Jeden z młodych ludzi wymienił tytuł piosenki. Potem ryknęła trąbka i dołączyły do niej gitary. jakby nagle odkryli. którzy tańczyli z dwoma córkami sklepikarza. Don Juan wrócił późnym popołudniem. że ci Indianie byli klientami Julia i ukryli się za sklepem. co mi się przytrafiło. Znowu zaczęła grzebać w stosie płyt. że właśnie teraz popatrzyli tam. że ktoś siedzi albo kuca z lewej strony drogi. nieludzkie wycie.Powiedział mi. Była pochylona mocno do przodu. w stronę sklepu. przeszła tak kilka metrów. To dało mi czas. Byłem zmęczony. Pomyślałem sobie. że to któryś z uczestników zabawy. czemu towarzyszył głośny zgrzyt i wysokie buczenie. niskie. oraz trzy młode Meksykanki. Znajdowałem się już bardzo blisko domu Blasa. tak jak planowałem. jakby rzeczywiście bawiła mnie ta sytuacja. aby pobiec za sklep. do momentu. poszukując właściwej. Blas był już w domu i nie wydawał się przejęty moją opowieścią. ale jednak je pozdrowiłem. że czas iść do samochodu i wracać do domu. Drugi wręczył mi pełną czarkę teąuili i zażądał. Czułem. tajemnicza istota podniosła się. myśląc.

kiedy będziesz miał chwilę słabości lub gdy nie będziesz czujny. co jest teraz ważne. odległość. odległość. który nie jest ludzką istotą. To cię osłabiło. Potem kazał mi zrekonstruować przebieg wypadków. Robiłem notatki automatycznie. Są tylko czyny. a jeśli mnie wzrok nie mylił. kiedy ją spotkałem. a wtedy on stwierdził. kiedy powiedziałem: Buenas noches. Jego słowa wywołały we mnie okropny lęk. Nie masz innego wyjścia. Następnie don Juan zażyczył sobie. co uważa za konieczne. Poszedłby on na taką zabawę tylko wtedy. Godny przeciwnik może posłużyć jako bodziec. Pomyśl o tym w ten sposób: jeśli przeżyjesz ataki la Cataliny. że posiadałby pełną kontrolę i robiłby tylko to. poszedłeś na zabawę dla zabicia czasu. czekając na moment twojej słabości. że gra. podąża za działaniem strategii. don Juanie? – Mówię. – Oczywiście wiesz. gdzie tylko ci się żywnie podoba. Kazał mi skakać. Żaliłem się. Możesz chodzić. którą ze mną prowadzi. co zrobiłeś tamtej nocy. – Co ty mówisz. Za każdym razem nie mogłem wykonać dłuższego skoku niż na cztery stopy. że nie. Dzięki la Catalinie możesz zrobić użytek ze wszystkiego. – Po pierwsze. – Ale w momencie.że chodzi tu o coś poważnego. W ogóle nie mogłem się skoncentrować na tym. jeśli wymagałaby tego jego strategia. jeśli dotyczyłaby zwykłego człowieka – powiedział. nie uważam tak. Ogarnął mnie niepokój i oskarżyłem go o narażanie mnie na niepotrzebne niebezpieczeństwo. czego cię nauczyłem. Teraz będziesz musiał nauczyć się całkiem innego działania. – Wszystko. która dzieliła nas w momencie. – Kiedy musi obcować z innymi. – Co miałem robić? Zostać tam? – Właśnie. nie dlatego znalazłem ci godnego przeciwnika. co mówił. a w takim działaniu nie ma zwycięstw czy porażek. że jeśli doświadczałbym nieprzyjemnych sensacji. że nie powinienem chodzić na zabawy? – Nie. który posłyszałem. Wojownik żyje strategicznie. Po długo trwającej ciszy zapytał mnie. w jakiej znajdowała się ode mnie kobieta. Popatrzył na mnie w skupieniu i uśmiechnął się. jeśli nie przeżyję? – Wojownik nigdy nie folguje sobie w takich myślach – powiedział. abym spróbował naśladować. to strategia twojego życia. a potem zakrył twarz i zachichotał. Odległość. czy nie mam bólów za uszami lub bólów karku. że la Catalinie udało się mi zaszkodzić. znaczyłoby to. żeby zabawiać się tobą czy drażnić cię albo niepokoić. Oznacza to oczywiście. Byliśmy cicho przez chwilę. . – To. jest okrutna. – Czy uważasz. Ona wszędzie podąża za tobą. jaką przebiegłem. ale wtedy musisz przyjmować za to pełną odpowiedzialność. Ale nie powinieneś też uciekać. – Jesteś teraz w pułapce – powiedział. – A co. najlepiej jak tylko jak umiem. w którymś z tych miejsc. kiedy dotarłem do domu. krzyk. każdy skok kobiety wynosił co najmniej dziesięć stóp. Próbowałem odtworzyć ten dźwięk i wyszło mi dziwne wycie. – Żadna gruba Indianka nie potrafi skakać w ten sposób – powiedział po przeanalizowaniu wszystkich danych. działania strategii. – Nie potrafi nawet biec tak daleko. – Co za okropny sposób przedstawiania sytuacji! – wykrzyknąłem. Kiedy wojownik spotyka swojego przeciwnika. Poza tym. Tylko dzięki temu staje się niewrażliwy na ciosy. – Twój przeciwnik depcze ci po piętach i po raz pierwszy w życiu nie możesz pozwolić sobie na działanie na łapu-capu. że już od teraz musisz mieć się na baczności – powiedział don Juan. że miałeś trzecie spotkanie z godnym ciebie przeciwnikiem. było niezręczne – powiedział. ponieważ nie mógł opanować chichotu. musi stawić mu czoło. – Byłaby okrutna. – Co powinienem robić? – zapytałem. – Ona będzie próbowała klepnąć cię w lewe ramię. Już prawie położyła na tobie łapę. którego sam się przestraszyłem. kiedy zaczyna się żyć jak wojownik. nie jest się już zwykłym człowiekiem. jak gdyby istniał jakiś czas do zabicia. – Nie ma sensu narzekać – odparł. w którym zaczęła skakać. pewnego dnia podziękujesz jej za zmuszenie cię do zmiany swojego działania. i miejsce. Don Juanowi musiał się on wydać śmieszny. Odpowiedziałem.

Zapytałem go, na czym polega działanie strategii. – Polega na tym, że nie jesteś zdany na łaskę innych ludzi – odparł. – Na tej zabawie, na przykład, zostałeś błaznem, nie dlatego że twoim celem było nim zostać, ale dlatego że zdałeś się na innych. Nie miałeś żadnej kontroli i musiałeś od nich uciekać. – Co powinienem zrobić? – Nie iść tam w ogóle albo pójść, aby dokonać jakiegoś specjalnego czynu. Po tym przekomarzaniu się z Meksykanami stałeś się słaby i la Catalina wykorzystała tę sytuację. Dlatego przykucnęła przy drodze i czekała na ciebie. Twoje ciało wiedziało, że coś jest nie w porządku, a jednak odezwałeś się do niej. To było okropne. Podczas takich spotkań nie wolno ci powiedzieć ani jednego słowa do swojego przeciwnika. Potem odwróciłeś się do niej plecami. To było nawet jeszcze gorsze. A później uciekłeś, i to chyba jest najgorsze z tego wszystkiego. Widocznie trafiłeś na zupełną niezdarę. Czarownik, godny tego imienia, natychmiast powaliłby cię w momencie, w którym odwróciłeś się, aby uciec. Na razie twoją jedyną obroną będzie stanie w miejscu i wykonywanie tańca. – O jakim tańcu mówisz? – zapytałem. Powiedział mi, że tupanie królika, którego mnie nauczył, jest pierwszym krokiem tańca, jaki wojownik rozwija przez całe życie, a w końcu odtwarza podczas swojej ostatniej próby na ziemi. Przeżyłem moment dziwnej trzeźwości, podczas którego stało się dla mnie jasne, że to, co zdarzyło się pomiędzy mną a la Cataliną za pierwszym razem, kiedy stanąłem z nią twarzą w twarz, było rzeczywiste. La Cataliną była rzeczywista i nie mogłem odrzucić możliwości, że faktycznie szła moim śladem. Nie potrafiłem jednak nadal zrozumieć, w jaki sposób to robi. Zaczęło mi świtać podejrzenie, że może don Juan mnie nabiera i to właśnie on w jakiś sposób wywołuje te dziwne efekty, których byłem świadkiem. Don Juan nagle spojrzał w niebo i powiedział, że jeszcze jest czas, aby pojechać i sprawdzić czarownicę. Przekonał mnie, że nie grozi nam niebezpieczeństwo, ponieważ tylko podjedziemy pod jej dom. – Musisz sprawdzić jej wygląd – powiedział. – Chodzi o to, abyś nie miał najmniejszych nawet wątpliwości. Ręce bardzo mi się pociły, tak że musiałem je ciągle wycierać ręcznikiem. Wsiedliśmy do samochodu i don Juan poprowadził mnie na główną autostradę, a później na szeroką, nie brukowaną drogę. Jechałem środkiem. Wielkie ciężarówki i traktory wyżłobiły głębokie koleiny, a mój samochód miał za niskie zawieszenie, ażeby jechać lewą lub prawą stroną drogi. Poruszaliśmy się powoli z powodu chmury kurzu. Żwir użyty do wyrównania drogi w czasie deszczu związał się z ziemią i teraz grudy wyschniętego błota i kamieni z hukiem uderzały o metalowe podwozie samochodu. Don Juan kazał zwolnić, kiedy zbliżyliśmy się do małego mostu. Siedziało tam czterech Indian, którzy nam pomachali. Nie byłem pewny, czy ich znam, czy nie. Przejechaliśmy przez mostek i droga łagodnie skręciła. – To dom tej kobiety – szepnął don Juan, wskazując oczami białą chatę, otoczoną wysokim bambusowym płotem. Kazał mi zawrócić i stanąć na środku drogi, aby przekonać się, czy kobieta będzie na tyle podejrzliwa, aby się pokazać. Staliśmy tak może z dziesięć minut. Mnie się zdawało, że to oczekiwanie nigdy się nie skończy. Don Juan nie powiedział ani słowa. Siedział bez ruchu, wpatrując się w dom. – Oto ona – powiedział, a jego ciałem wstrząsnął dreszcz. Zobaczyłem ciemną, złowróżbną sylwetkę kobiety wyglądającej przez otwarte drzwi. Wewnątrz było ciemno i to jeszcze bardziej podkreślało mroczność sylwetki kobiety. Po kilku minutach kobieta wyszła przed dom i obserwowała nas. Patrzyliśmy na nią przez chwilę, a potem don Juan kazał mi jechać. Brakowało mi słów. Mógłbym przysiąc, że to ona była tą kobietą, która skakała przy drodze w ciemności. Pół godziny później, kiedy wjechaliśmy na autostradę, don Juan odezwał się wreszcie do mnie. – Co na to powiesz? – zapytał. – Czy poznajesz tę sylwetkę? Długo wahałem się, zanim odpowiedziałem. Obawiałem się konsekwencji mojego potwierdzenia. Ostrożnie sformułowałem odpowiedź, mówiąc, że było zbyt ciemno, abym mógł być całkiem pewny.

Don Juan zaśmiał się i lekko poklepał mnie po głowie. – To była ona, prawda? – zapytał. Nie dał mi czasu na odpowiedź. Położył palec na ustach i szepnął mi do ucha, że nie ma sensu mówić czegokolwiek. Abym mógł przeżyć ataki la Cataliny, muszę wykorzystać wszystko, czego mnie do tej pory nauczył.

18. Pierścień mocy czarownika W maju 1971 roku odwiedziłem don Juana po raz ostatni. Poszedłem zobaczyć się z nim w takim samym nastroju, w jakim zawsze go odwiedzałem podczas naszej dziesięcioletniej znajomości, to znaczy znowu potrzebowałem uroku jego towarzystwa. Był z nim jego przyjaciel, don Genaro, indiański czarownik z plemienia Mazateków. Widziałem ich obu podczas mojej poprzedniej wizyty, sześć miesięcy temu. Zastanawiałem się, czy ich spytać, czy spędzili razem cały ten czas, kiedy don Genaro wyjaśnił, że tak bardzo lubi północną pustynię, że wrócił dokładnie na czas, żeby się ze mną zobaczyć. Obaj wybuchnęli śmiechem, jakby mieli jakiś wspólny sekret. – Wróciłem tylko ze względu na ciebie – powiedział don Genaro. – To prawda – zgodził się don Juan. Przypomniałem don Genaro, że podczas naszego ostatniego spotkania jego wysiłki mające na celu pomóc mi zatrzymać świat okazały się dla mnie fatalne w skutkach. Z mojej strony był to grzeczny sposób poinformowania go, że się go boję. Wybuchnął niepohamowanym śmiechem. Trząsł się i kopał nogami jak dziecko. Don Juan starał się na mnie nie patrzeć i również się śmiał. – Chyba nie masz zamiaru próbować pomagać mi znowu, don Genaro? – spytałem. Moje pytanie wywołało ich spazmatyczny śmiech. Don Genaro tarzał się po ziemi, potem położył się na brzuchu i zaczął pływać po podłodze. Kiedy zobaczyłem, co robi, wiedziałem, że już po mnie. W tym momencie moje ciało w jakiś sposób uświadomiło sobie, że dotarłem do końca. Nie wiedziałem jednak, co miało być tym końcem. Moje osobiste skłonności do dramatyzowania oraz poprzednie doświadczenia z don Genaro kazały mi przypuszczać, że mógł to być koniec mojego życia. Podczas ostatniej wizyty don Genaro próbował przepchnąć mnie przez próg zatrzymania świata. Jego wysiłki stały się na tyle dziwne i groźne, że sam don Juan kazał mi wyjechać. Demonstracje mocy don Genaro były tak niesamowite i tak zbijające z tropu, że zmusiły mnie do całkowitej zmiany opinii o sobie. Wróciłem do domu, przejrzałem notatki, które sporządziłem na samym początku mojej praktyki i w tajemniczy sposób opanowało mnie zupełnie nowe uczucie. Nie byłem go świadomy aż do momentu, w którym zobaczyłem pływającego po podłodze don Genaro. Pływanie po podłodze, pasujące do innych dziwnych i dezorientujących poczynań, które don Genaro wykonywał na moich oczach, rozpoczęło się, gdy leżał na brzuchu. Najpierw zaśmiał się tak bardzo, że aż zadrżał konwulsyjnie, potem zaczął kopać nogami, a w końcu zharmonizował ich ruch z wiosłowatymi pociągnięciami ramion i don Genaro zaczął się ślizgać po ziemi, jakby leżał na desce na kółkach. Wiele razy zmieniał kierunek, przemierzając całą przestrzeń przed domem, manewrując pomiędzy mną a don Juanem. Don Genaro błaznował przede mną już nie raz, a zawsze, kiedy to robił, don Juan twierdził, że byłem na progu widzenia. Niemożność widzenia wynikała stąd, że upierałem się przy racjonalnych próbach wytłumaczenia wszystkich czynności don Genaro. Tym razem pilnowałem się i kiedy zaczął pływać, nie usiłowałem tego zrozumieć ani wyjaśnić, po prostu obserwowałem go. Jednakże nie mogłem pozbyć się uczucia osłupienia. On faktycznie ślizgał się na brzuchu i piersiach. Kiedy go obserwowałem, moje oczy zaczęły zezować. Ogarnęła mnie fala strachu. Byłem przekonany, że jeśli zaniecham wyjaśniania tego, co się działo, będę widział, i myśl ta napełniała mnie wyjątkowym niepokojem. Moje napięcie wzrosło do tego stopnia, że w jakiś sposób znowu znalazłem się w punkcie wyjścia. Jeszcze raz zostałem uwięziony w wysiłkach racjonalizowania. Don Juan musiał mnie obserwować. Nagle poklepał mnie po ramieniu, a ja automatycznie odwróciłem się do niego i na chwilę spuściłem don Genaro z oczu. Kiedy znów spojrzałem na niego, stał przy mnie z lekko przechyloną głową. Jego podbródek opierał się prawie o moje prawe ramię. Moja reakcja była opóźniona. Przez sekundę patrzyłem na niego, a potem odskoczyłem ze strachem. Jego udawane zdziwienie wyglądało tak komiczne, że zacząłem się histerycznie śmiać. Jednakże uświadamiałem sobie niezwykłość tego śmiechu. Moim ciałem wstrząsały nerwowe drgawki rozchodzące się od pępka. Don Genaro położył mi rękę na brzuchu i konwulsyjne fale ustały. – Ten mały Carlos zawsze tak przesadza! – wybrzydzał. Potem, naśladując głos i mimikę don Juana, dodał:

krzyżując nogi. Musiałem zasnąć. jakkolwiek by to nazwać. osobista moc. Nie powiedzieli ani słowa. ale on zaraz usiadł. co mógłbym w tym momencie powiedzieć. prawie nieobecni.– Nie wiesz. Don Genaro położył się na plecach i zaczął wierzgać nogami w powietrzu. jest szczególnym stanem rzeczy. Stwierdziłem. że się oszukuję. około południa. że Carlos jest bardziej uporządkowany niż kiedykolwiek – powiedział don Juan do don Genaro. sprawiając wrażenie. – Kiedy nie mówisz. że nabijają się ze mnie. że są śpiący i zmęczeni. – Możliwe. – Mały Carlos jest naprawdę uporządkowany i absolutnie uważny. – Myślę. Wrócili po dwóch godzinach. zapraszając. dopóki on nie powiedział. Jego pytanie pojawiło się nagle i nie miało związku z tematem naszej rozmowy. Wojownik zaś pozostaje zawsze czujny i uporządkowany i posiada energię i spryt konieczne do jego pochwycenia. – Nie chciałem się przechwalać – powiedziałem. – Uważasz. Różnica pomiędzy zwykłym człowiekiem a wojownikiem polega na tym. że tak – odpowiedziałem. – Obawiam się. że go odblokował. że potrafisz złapać swój centymetr sześcienny okazji? – spytał don Juan z niedowierzaniem. że jest im wygodnie i że są odprężeni. – Może jest zbyt uporządkowany – burknął don Genaro. – Myślę. śmiejąc się. Okazja. jakby mówił do siebie. aby ją złapać. Pomyślałem. Zazwyczaj jesteśmy zbyt zajęci. że nikt nie mógłby zapomnieć czegoś takiego. – Tak – powiedział łagodnie. Jednym z jego zadań jest bycie świadomym i rozmyślne oczekiwanie. jak zablokowałem twój samochód? – od niechcenia spytał don Juan. że jest – odpowiedziałem z przekonaniem. – Myślę. – Zupełnie nic. ale wierzę. że zacząłem się śmiać jeszcze bardziej. Obudził mnie rechot don Juana. że ma zamiar znowu zacząć swoje niepokojące popisy. – Pamiętasz. Don Genaro uniósł brwi i rozszerzył nozdrza. Wygląda to tak. don Juan. tak że kiedy pojawia się ten centymetr okazji. Genaro? – Prawda – odpowiedział obojętnie czarownik. że moje zapewnienie o rzekomym uporządkowaniu mogło ich zirytować. czy też nie. jakby bardzo mała różdżka pojawiła się przed nami. Prawda. Później obydwaj po prostu poszli sobie. – Sądzę. Spojrzał na mój notatnik i udawał. Trwali tak bez ruchu przez długi czas. szczęśliwy traf. Otworzyłem oczy. że tak – przyznał don Juan. że jesteś czujny tylko w stosunku do rzeczy. czego powinieneś już być świadomy – powiedział don Juan. jednak kciuki jego rąk spoczywających na podołku poruszały się rytmicznie. Wydawało mi się. że teraz jestem bardziej świadomy niż kiedykolwiek – powiedziałem i naprawdę tak uważałem. – Bardzo możliwe. Potem poczułem kojący spokój. Przez chwilę myślałem. kiedy to nie mogłem uruchomić silnika. Zaniepokoiłem się i zmieniłem na chwilę pozycję. że wojownik jest tego świadomy. jakby naprawdę spał. żeby uświadomić sobie. które znasz – powiedział don Juan. że pisze. – To było nic – orzekł don Juan rzeczowo. czy jesteśmy wojownikami. Nam wszystkim. Usiedli przed domem don Juana. że robię to cały czas – odparłem. wyskakuje od czasu do czasu przed nosem taki centymetr sześcienny okazji. Nie wiedziałem. – Jest coś. więc siedziałem cicho. Wydawało mi się. wojownik wykazuje się niezbędną szybkością i wprawnie go chwyta. Obaj mi się przyglądali. – Nazywam to centymetrem sześciennym okazji. niezależnie od tego. Chodziło mu o wydarzenie. zasypiasz – powiedział. albo po prostu zbyt głupi i leniwi. że to jest właśnie nasz centymetr sześcienny okazji. Don Genaro pokiwał głową z aprobatą. . że wojownik nigdy nie śmieje się w ten sposób? Jego karykatura don Juana była tak dobra. Don Juan miał uchylone usta. – Czy twoje życie jest uporządkowane? – spytał mnie nagle don Genaro.

czy gdzieś tam nie stoi. – Co miałeś na myśli. don Juanie. po którym nastąpiło męczące uczucie rozdrażnienia. – Genaro może zabrać stąd twój samochód! – wykrzyknął gromko don Juan. – Odjechałem nim – powiedział don Genaro i wykonał zadziwiający ruch przełączania biegów i poruszania kierownicą. co z samochodem. jakby chłostali albo trzepali jakieś niewidzialne przedmioty przed sobą. Doszliśmy do szczytu i spojrzałem w dół. ponieważ było bardzo gorąco. – Też wybrałeś kryterium! – odparował don Genaro. – Tak! – zawtórował mu don Genaro. Jeszcze raz rozejrzałem się dookoła. marszcząc brwi i krzywo na mnie patrząc. usiłując sprawiać wrażenie. wydymając wargi jak dziecko. żebym poszedł z nimi. – Dalej. zabieraj stąd ten samochód. Ich kroki były dłuższe niż zwykle i poruszali rękami. że mogę wsiąść do jego samochodu. jak zwykle. Otoczyli mnie z dwóch stron. Przeżyłem moment euforii. ale don Juan dał mi znak. – Co ja miałem na myśli. że on może zabrać stąd mój samochód? – zapytałem. całkowicie przekracza moje możliwości pojmowania. po czym dodał takim samym tonem: – Prawda. Patrząc na niego. Powtórzył: – Sprawdźmy. że zniknął. ale wielka ilość komarów i innych latających owadów skłoniła mnie do zaniechania tego zamiaru. Genaro? – Prawda! – potwierdził don Genaro najgłośniejszym głosem. Prawda. Genaro – ponaglał go don Juan żartobliwie. Don Genaro robił to samo. Samochód stał tam od mojego przyjazdu wczesnym rankiem. – W porządku! – powiedział spokojnie don Juan. Pomyślałem wtedy o zostawieniu otwartych okien. – Co on potrafi zrobić? – zapytałem.– Co chcesz przez to powiedzieć? – zaprotestowałem. jak myślisz. co mam robić. włączyć silnik i odjechać – odpowiedział don Genaro z niewzruszoną powagą. jakby mnie to wcale nie poruszyło. na plac u podnóża wzniesienia. Samochodu nie było nigdzie w zasięgu wzroku. – Genaro potrafi zrobić coś znacznie lepszego niż zablokowanie twojego samochodu. Podszedłem do skraju placu. co z samochodem. don Juan z prawej. Wstali powoli. Obaj wybuchnęli śmiechem. a don Genaro z lewej. Musieli to zauważyć. Don Juan i don Genaro dołączyli do mnie i stali przy mnie. – To. . Zauważyłem. mówiąc. po czym don Juan poklepał mnie po plecach. co z samochodem. cały czas w polu mojego widzenia. co stało się z samochodem? – spytał don Juan potulnie. czułem się nieco zakłopotany. Moim żołądkiem wstrząsnął skurcz. – Chodźmy sprawdzić. Genaro? – zapytał don Juan. – Chodźmy sprawdzić. nadając jego spojrzeniu wyraz łobuzerskiej przenikliwości. aby przekonać się. Samochodu nie było! Zbiegłem ze wzgórza. Don Juan poruszał rękami. jakby rolowali w nich ciasto. Wpatrywali się w dal. Nie pamiętałem don Juana wygłupiającego się w taki sposób. Może pół godziny wcześniej poszedłem do niego po nowy plik papieru do pisania. co z samochodem – powiedział znowu don Genaro. – Robi się! – powiedział don Genaro. Szli w podskokach. Byłem zdezorientowany. – Sprawdźmy. poruszając rękami tak. Moim ciałem wstrząsnęły trzy czy cztery nerwowe skurcze. – Chciałeś powiedzieć. że jego brwi falowały. Genaro? – Prawda – odpowiedział Genaro. W głowie miałem kompletny chaos. gdzie zaparkowałem samochód. co wtedy zrobiłeś. więc zostawiłem samochód. bo zaczęli chodzić dookoła mnie. Przez chwilę nie wiedziałem. robiąc dokładnie to co ja. jakby prządł niewidzialną nitkę. jaki kiedykolwiek słyszałem. Zaczęliśmy wchodzić na małe wzgórze przed domem don Juana. Szli może sześć albo siedem stóp przede mną. Nie mogłem uwierzyć. zamknięty. Odruchowo podskoczyłem. – Genaro.

Ich śmiech działał kojąco. Jednakże. kiedy don Juan konfrontował mnie z niewytłumaczalnymi zjawiskami. w którym stracę świadomość ciągłości zdarzeń i płynięcia czasu. Powiedziałem im. włamał się do mojego samochodu. Kilka razy poklepał mnie po plecach. Don Genaro objął mnie ramieniem. Don Juan stwierdził. z pomocą tego samego kamienia możesz rozbić sobie jaja na tamtej skale. Teraz. – Co chcesz przez to powiedzieć. ilu pomocników potrzebowaliby don Juan i don Genaro. Żeby go ruszyć. Znów ogarnął mnie lęk. który obija się w szoferce. że ktoś. Pisał w niewidzialnym notesie. odkrył. i świat jesteśmy we właściwej pozycji. a lewą wyciągnął. Walnij się w nos.. Doszedłem więc do wniosku. wrzuciłem bieg i zablokowałem kierownicę. Wszystkie stany niezwykłej rzeczywistości. aż w końcu rzucałem nimi w nieświadomej i niepohamowanej furii. myślimy. że jesteśmy do góry nogami. że mojego samochodu nie było. żeby podnieść mój samochód i zabrać go z miejsca. jak wypalam się od środka. że wpadł na wyboje na drodze. że w takich stanach nie da się kontrolować upływu czasu. Przez chwilę zapomniałem o wszystkim i śmiałem się do rozpuku. Podpatrzył nawet moje próby pisania bez spoglądania do notesu. jak się pojawiło. naśladując mój głos i parodiując mój zwyczaj zadawania pytań don Juanowi. co się dzieje. według logicznego porządku. jakie to będzie cudowne uczucie! A jeśli nawet to ci nie pomoże. rozszerzając nozdrza i mając oczy szeroko otwarte. żeby poszła krew. Pomyślałem. Chciałem przyłączyć się do nich. w którym go zaparkowałem. Ogarnęło mnie rozdrażnienie. ale równocześnie chciało mi się śmiać. Nagle poczułem się spokojny i szczęśliwy. zgodnie z którym byłem przyzwyczajony oceniać świat.. Pomyślałem. niepewność i rozdrażnienie. że przyglądam się dolinie znajdującej się za mną. będący z nimi w zmowie. najwyraźniej utrzymywany jedynie dzięki mięśniom nóg. i zacząłem kopać małe kamienie. Jego przedstawienie było doprawdy zabawne. uruchomił silnik i odjechał. podczas gdy don Genaro parodiował mnie. w pewnej chwili patrzył na góry. jak robię notatki. a potem. Potem przeniósł ciężar ciała na prawą nogę. tak jakby siedział i przez chwilę trwał w tej pozycji. Mój wybuch gniewu zawstydził mnie. ale kiedy świat jest we właściwej pozycji. co we mnie wstąpiło. wtedy my jesteśmy do góry nogami. Potem możesz wziąć kamień i wybić sobie zęby. że udawałem iż nie wiem. Aby to jednak zrobić. niepojęte. zupełnie nagle. powtarzał ten sam schemat. kiedy i my. – Folguj sobie dalej. Wymagałoby to pracy. bezbłędnie naśladując niedoświadczonego kierowcę. Ich ruchy wydawały się mi tak osobliwe i tak podejrzane. – Wszystko w porządku – powiedział. Jedynym prawdopodobnym wytłumaczeniem było to. że zostałem oszukany za pomocą zwykłych środków. Mój umysł zawsze pod wpływem stresu. Przyszło mi do głowy. że cokolwiek się działo. Było to zupełnie tak. że jeśli postaram się być uważny. Podczas moich doświadczeń z don Juanem zauważyłem. Don Genaro był nadzwyczaj wyrozumiały. która była poza ich zasięgiem. widziałem. przy czym nie mógłbym sobie przypomnieć. było to niemożliwe. leżące na ziemi. Nie wiem. równie tajemniczo. – To zdarza się nam wszystkim – powiedział don Juan. Pantomima don Genara była zdumiewająca. że doskonale wiem. wtedy my jesteśmy we właściwej pozycji. w następnym momencie świadomości. Don Juan chichotał. Istniała także inna możliwość. Potem. jakby ten wielki gniew był w rzeczywistości poza mną i nagle na mnie spadł. Don Juan śmiał się do utraty tchu. przyjdzie taki moment. musieliby go po prostu przenieść. musiałby posiadać specjalistyczną wiedzę. utkwione w don Juanie. Wpadłem w wir racjonalizowania. że wstydzę się swojego żałosnego zachowania. Czułem. i że właśnie to udawanie mnie rozzłości. Don Juan powiedział coś absurdalnego. której żaden z nich nie mógł wykonać. Zaczął imitować odgłos silnika i do tego wszystkiego. To tak. uczucie złości odeszło. Czułem się zagrożony i skrępowany. a nie wypuszcza z dłoni kierownicy. Wziąłem głęboki oddech i poczułem się lepiej. imitując przyciskanie sprzęgła. . don Juanie? – zapytał don Genaro. w stylu: – Kiedy świat jest do góry nogami. Zacząłem się zastanawiać. ale nie byłem w stanie się odprężyć. jakbym. osiągnąłbym odmienny stan świadomości. że jest pewien. Nie miałem śmiałości spojrzeć na don Juana. Don Juan kontynuował ten bełkot. pozbawione były jakiegoś stałego porządku. których doświadczałem. odnoszącego się do upływu czasu. że zamknąłem drzwi. O. bezwolnie i konsekwentnie. że gdyby mnie zahipnotyzowali. zaciągnąłem ręczny hamulec. aby nie przerywać naturalnej płynności rozmowy. Don Juan podszedł do mnie i poklepał mnie po plecach. że zahipnotyzowali mnie. udawał. jak zwykle w takich sytuacjach. Kołysał się i podskakiwał.Zgiął nogi. Byłem całkowicie pewien. na przykład. jakiego nie doświadczyłem nigdy wcześniej.

zwracając się do nich obu. Stwierdziłem. przebadał znajdującą się pod nim ziemię. co mi robią. – Na Boga! Jakże może go znaleźć pod kamieniem? – zaprotestowałem. – Na Boga. On robi to samo. żeby zobaczyć. zakrył twarz i położył się na ziemi i trząsł się ze śmiechu. W końcu udało nam się przesunąć głaz. na którym zaparkowałem samochód. że don Juan wije się z bólu. Przełożył ją sobie przez ramię i zaczęliśmy powrotną wędrówkę do miejsca. Don Juan zasugerował. Obrócił każdy kamień. Ich poczynania były zupełnie niezrozumiałe. mógłbym wytłumaczyć to. że zachowują się absurdalnie i chociaż nie mam pojęcia. Don Juanowi scena ta niesamowicie się podobała. – Nie. Nie mogłem już tego znieść. Kiedy wchodziliśmy na wzgórze i dochodziliśmy do zakrętu na ścieżce.żebym się odwracał. a don Genaro wył jak kojot. że mogę jedynie obserwować każdy szczegół z wyjątkową dokładnością. Byli mokrzy od potu. Don Genaro poklepał mnie po ramieniu i powiedział. – Szuka twojego samochodu – powiedział don Juan niedbałym. to jest to niepotrzebne. Po mozolnych poszukiwaniach don Genaro znalazł długą i dość grubą belkę. ale kiedy spojrzałem w dół. Nie udawali. Don Juan odwrócił się do mnie z promiennym uśmiechem i powiedział: – Chodź. że pracują. poszukali grubego kija i użyli go jako dźwigni. to wytrzaśniesz to choćby spod ziemi. co mi przyszło do głowy. Po drodze powiedziałem im. Zauważyłem. Spróbował go odwrócić. pomóżmy Genarowi. Tu go nie ma – ogłosił. u stóp wzgórza go nie było. a don Genaro z cierpliwością i dokładnością. natychmiast zabrali się do pracy. Genaro? – spytał don Juan z wyrazem najwyższej powagi. jako przypadek hipnozy. To stwierdzenie powaliło ich na ziemię. czy nie ma pod nim mojego samochodu. że się złości. Bardzo szybko również i ja obficie oblałem się potem. doznałem nagłego olśnienia. Don Juan klasnął w ręce i rzucił kapelusz na ziemię. a dlaczego nie? – odparował don Genaro i obaj wybuchnęli śmiechem. w którym stał mój samochód. dając upust swej udawanej frustracji. Don Juan i don Genaro musieli zrozumieć. Sam powiedziałeś. Poczułem. i ciskał kamień w krzaki. Don Genaro właśnie cisnął kolejnym kamieniem. szczególnie don Juana. skąd widać było płaskie miejsce parkingowe. jak niewiarygodnie silne były ich ciała. – Gdzie jest samochód. Posapywali i pokrzykiwali. – Gdzie jest mój samochód? – zapytałem. bo w rzeczywistości on chce być taki sam jak ja. że jak czegoś potrzebujesz. Wydawało się. Obserwowałem ich przez chwilę. bo pobiegli za mną. żebyśmy poszli do domu. ale i poważnym tonem. Rzeczywiście byli pochłonięci zadaniem odwrócenia głazu. że gdyby teraz przydarzyło mi się coś takiego. rycząc ze śmiechu. że don Juan ma całkowitą rację. Zaśmiałem się nerwowo. co stało się z moim samochodem. Potem usiadł na tym głazie i zawołał na pomoc don Juana. ale kamień był za ciężki i zbyt głęboko osadzony w ziemi. jakby zupełnie zapomniał o mojej obecności. Gorączkowo przeczesał plac. więc dołączyłem się do nich. gdy natknął się na głaz sporych rozmiarów. Nie mogliśmy ruszyć kamienia. Pomyślałem. – Genaro jest bardzo dokładnym człowiekiem – powiedział don Juan poważnie. jedyny duży kamień na tym terenie. Don Genaro zaczął odwracać małe kamienie i zaglądać pod nie. Kiedy już dotarliśmy na miejsce. Walczył z nim. aż się spocił. która doprowadzała mnie do szału. Popatrzył na mnie z błyskiem szaleństwa w oku i rozszerzył nozdrza. Przy nich byłem zwiotczałym młokosem. Od czasu do czasu udawał. że znajdę samochód przed nimi. Don Genaro przyjrzał mi się. – Co on robi? – zapytałem. Chichotał. – On jest tak samo dokładny i drobiazgowy jak ty. .

że to poleci. żeby na koniec stwierdzić. wyleciało z niej coś dużego i czarnego. Moje konsekwentne i uporządkowane widzenie świata. że Carlos ma dość – powiedział don Juan. patrząc najpierw jednym okiem. że znajdujemy się na zbyt wyboistym terenie i że znalezienie tutaj samochodu nie byłoby pożądane. tylko po to. że samochodu tam nie ma. ciało don Genara przypomniało kształt litery “S". po czym zanurkował po długą gałąź z suchymi liśćmi. że rondo słomianego kapelusza jest zbyt kruche. tak samo jak robiłem to setki razy podczas mojego życia. Don Juan zrobił to samo. – Nie sądzisz. które wyglądały jak niewielkie wzgórza. – Myślę. Don Genaro trzymał zamkniętą dłoń przed nami i dał znak. Kiedy weszliśmy w krzewy. Don Juan wskazał ruchem głowy. że samochodu tam nie ma.– W którą stronę teraz pójdziemy? – spytał po długiej przerwie don Genaro. Przez cały czas drobiazgowo rejestrowałem wszystko. potem do żółtej kitki zamocowanej u ronda przyczepił swój wełniany pasek. robiłem niezwykle skomplikowane i wiedziałem. Don Genaro stwierdził. Kiedy rozwarł ją do połowy. a latający obiekt tak duży. krzewów i drzew. znowu mnie otoczyli. że tam też nie ma samochodu. Przenosiłem spojrzenie z bliższego planu na dalszy. kiedy don Genaro dał znak. abyśmy zrobili to samo. żebyśmy byli cicho. Następnie don Genaro położył się na ziemi na brzuchu i poprosił nas. Zawsze uważałem się za eksperta od latawców. – To była pieprzona mucha. Jego palce były zagięte jak szpony. przeszukując ich listowie. abyśmy podeszli bliżej. Było to długie spojrzenie. – Robię latawiec z mojego kapelusza – powiedział do mnie. aż zabrakło im tchu. Moje słowa były zgodne z tym. gdzie stałem. a atmosfera robi się coraz bardziej gorąca. zbadał i zauważył. żeby stawić opór wiatrowi. Nagle don Genaro wykonał prawą ręką szybki ruch i coś złapał. – Co widziałeś? – Widziałem coś tak dużego jak wrona. co spowoduje zawirowania wiatru wewnątrz niego i uniemożliwi poderwanie kapelusza z ziemi. Według wszystkich możliwych kalkulacji. Utrzymywał tę pozycję przez chwilę. Stali naprzeciwko mnie i nie patrzyli ma mnie bezpośrednio. zaglądał za krzaki i wspinał się na małe drzewka paloverde. stanął na palcach i wyciągnął ręce nad głową. co widziałem lub czego dotykałem. że żartuje. Z miejsca. że nie poleci – powiedziałem. Obaj skakali i śmiali się. Jego głos był zachrypnięty od śmiechu. ale oni potraktowali je chyba jak najzabawniejsze zdanie wypowiedziane tego dnia. Kiedy weszliśmy w chaparral. abyśmy stanęli. Potem zaczął powoli ją otwierać. Poszliśmy dalej. Oparł brodę na złożonych dłoniach. – Dokąd idziemy? – spytałem – Szukać twojego samochodu! – powiedział don Juan bez cienia uśmiechu. szedłem chaparralem. Ostrożnie podniósł ją. który rósł kilka kroków dalej. – Nie myśl – rozkazał don Juan. że jest już bliski odnalezienia mojego samochodu. – To była mucha. don Juan zrobił to samo. że tak – odpowiedziałem. Przyjrzałem mu się i wiedziałem. Don Genaro dał ręką znak. no nie? – spytał mnie don Genaro. przez pewien czas zaglądał do środka i powiedział. a potem drugim. Obaj wpatrywali się w malutkie nierówności w ziemi. prawie tracąc równowagę. Kiedy byłem dzieckiem. że odskoczyłem do tyłu. Ruch był tak nagły. Przeszliśmy tylko kilka metrów. – Wiem. – Myślę. Don Juan podtrzymał mnie. – To nie był samochód – pożalił się don Genaro. ale kącikami oczu. Z drugiej strony sam kapelusz jest za głęboki. co widziałem. Don Genaro zdjął kapelusz i jego pasek powiązał z kawałkiem sznurka ze swojej torby. posiadało taką samą ciągłość jak zwykle. Nie zamierzałem żartować. co wyleciało z jego ręki – powiedziałem. Szybko wstał. prawda? – zapytał mnie don Juan. Zgiął plecy w łuk. Wybaczcie! Obaj przyjrzeli mi się badawczo. Natomiast don Juan uznał. Na palcach podszedł do okrągłego krzaka. Don Genaro nie przejmował się tym i zakończył swoje dzieło przyczepieniem długiego sznurka do . Dotykałem skał.

bo zwykle siadał na przednim siedzeniu. że don Genaro użył swojego kapelusza. jakby ktoś właśnie go tam postawił. jedno rozwiązanie było równie niesamowite jak drugie. Nie zwracałem na nich zbytnio uwagi. żeby wskazać mój samochód. jaką kiedykolwiek odbył. najpierw podskakujący. Don Juan i don Genaro przyglądali mi się z zaciekawieniem. Widziałem albo kapelusz don Genaro zmieniający się w mój samochód. Patrzenie na latawiec wywołało me wspomnienia z dawnych czasów. Poczułem ból w żołądku. Bolał mnie żołądek. Przez chwilę czułem zawrót głowy. Na chwilę pochłonęły mnie wspomnienia i straciłem świadomość upływającego czasu. Był wietrzny dzień. Słyszałem. Don Juan spytał mnie: – Czy już dojeżdżamy? W tym momencie przyjrzałem się uważniej drodze. Wydarzyło się to z taką prędkością. Don Genaro wyszedł pierwszy i pogratulował mi. patrz na latawiec! – krzyknął don Genaro. Klaskali i bili się po udach. jak wrzeszczy: – Kapelusz Genaro! Kapelusz Genaro! Spojrzałem na nich. Pomyślałem. Wpatrywali się we mnie przenikliwym wzrokiem. albo kapelusz opadający na dach samochodu. ale utrzymywał się w powietrzu. co się działo. Ale nie miało to naprawdę znaczenia. Czułem. Usłyszałem. słyszałem. Usłyszałem. Myśli i obrazy nachodziły mnie niekontrolowanymi falami. Prowadziłem mechanicznie. gdzie stał mój samochód. Zanim zasnąłem. jakby we śnie. Zatrzymaj świat! Potem. że coś we mnie było bliskie wydostania się na powierzchnię. jakbym sam puszczał latawiec. jak to nazwał. Zupełnie nie byłem sobą. Zaraz zabolała mnie też głowa i zrobiło mi się niedobrze. Don Juan zrobił to samo. najładniejszej i najbardziej gładkiej przejażdżki. a uczucie nudności zupełnie odebrało mi trzeźwość umysłu. a potem opadający na ziemię w miejscu. że nie byłem w stanie wyraźnie zauważyć tego. jak don Juan i don Genaro ryczą ze śmiechu. Rzeczywiście byliśmy bardzo blisko domu. jak przed zaśnięciem. – Patrz. – Nie spuszczaj oczu z latawca – powiedział don Juan stanowczo. tak jak to robiłem w wietrzne dni na wzgórzach mojego rodzinnego miasta. automatycznie wyskoczyłem z samochodu i otworzyłem im drzwi. Don Genaro zbiegł ze wzgórza. Mój umysł uczepił się po prostu tego arbitralnie wybranego szczegółu. Przez chwilę siedziałem przy samochodzie. potem ten pierwszy pociągnął za sznurek i ten pieprzony latawiec rzeczywiście poleciał. Oniemiały. jak don Juan mówi: – Nie walcz z tym. a don Juan trzymał jego kapelusz. kamienistym placu. – Zaraz będziemy na miejscu – wymamrotałem. Kiedy dojechaliśmy do domu. – Nie gap się na samochód. że to dziwne. Prowadziłem samochód do domu don Juana jakby we mgle. Mój umysł rejestrował bardzo chaotyczny obraz. jakieś sto stóp ode mnie. Kapelusz podskoczył kilka razy. Don Juan usiadł przy nim. Podbiegłem i zacząłem go oglądać. Znajdował się na płaskim.całej konstrukcji. po czym prawie automatycznie otworzyłem drzwi i wpuściłem don Genara na tylne siedzenie. usłyszałem. Zamknąłem samochód i z trudem doszedłem do domu. że don Genaro coś krzyczy i zobaczyłem znów latawiec. . że don Juan i don Genaro na tylnym siedzeniu śmieją się i chichoczą jak dzieci. Było tak. Wyglądał. żeby utrzymać normalną równowagę. wpatrywałem się w samochód. Chciałem uwierzyć w to drugie. Poczułem zawrót głowy. Ryknęli śmiechem. – Cholera! – krzyknął don Juan.

jakby chciał mnie przekonać. Zacząłem się wałęsać. – Idź tam – rzekł stanowczo. że muszę tam pozostać dopóty. po zniknięciu samochodu. ale niezwykle bezosobowy. że już wystarczy. że udało mi się powściągliwie obserwować pływanie po podłodze don Genara. że mój upór w wynajdywaniu wyjaśnień nie jest czymś. że nie mamy o czym rozmawiać. co jest co. Nic nie mówił przez długi czas. – Dość tego – powiedział w końcu. że nie pozwala mi na inne podejście do świata. Czubkami palców delikatnie ścisnął moją dłoń. – Nie mamy już więcej czasu. Wtedy poczułem rozdrażnienie. – Nie ma żadnych chorób – odparł don Juan spokojnie. którymi zawsze jeździłem z don Juanem. i z tego powodu poczułem przytłaczającą samotność. szukając miejsca na odpoczynek. Powiedziałem don Juanowi. abym mówił cokolwiek albo dłużej zwlekał.19. gdzie zawsze byłeś. – Wskazał brodą na odległy łańcuch górski na południowym wschodzie. Don Juan uśmiechnął się. Stanąłem kilka stóp od tego miejsca. że . przez chwilę jeszcze trzymając moją dłoń. i zatrzymać świat. aż znalazłem się na wysokiej równinie. Powiedział. co Genaro zrobił ci wczoraj. Zatrzymanie świata Następnego dnia. – To jest jak choroba – powiedziałem. co mogłoby świadczyć o tej różnicy. To. a później na wschód. dając mi poznać. ale don Genara nie było nigdzie widać. że mogę funkcjonować tylko pod warunkiem. gdy tylko się przebudziłem. Wydawało się ograniczać do mojego żołądka i wzmagało się. że w drastyczny sposób zmieniłem swoją osobowość pod wpływem naszej znajomości i zrobiłem to tylko dzięki temu. Zwróciłem mu uwagę. a wtedy mam wrócić do jego domu. Znowu ścisnął moją dłoń. Później palcem wskazał na południowy wschód. tak więc niech ono zadecyduje. – Taki jest mój gest w stosunku do ciebie – powiedział. – Jest tylko folgowanie sobie. Już niczego więcej ci nie wyjaśnię. Nie odpowiedział. W twoim przypadku wyjaśnienia nie są już potrzebne. lecz to także mi nie pomogło. Napawało mnie odrazą i poczułem. A ty folgujesz sobie w usiłowaniach wyjaśnienia wszystkiego. co przedtem. – Wracasz tam. – Co mam tam robić? – zapytałem. Tym razem jesteś jednak całkiem skończony. że skład chemiczny gruntu był inny w tym miejscu. aby robić to. Zaparkowałem w miejscu. Nie miałem zielonego pojęcia. Łagodnie wskazał w kierunku samochodu. tylko popatrzył na mnie i pokręcił głową. Nagle zwróciłem uwagę na mały plac po lewej stronie. Jego dotyk był mocny i przyjacielski. aż wreszcie przestałem mówić do siebie. Stopniowo pozbywałem się myśli. usiłując “odczuwać". kiedy zwracałem się w stronę tego miejsca. Nie masz dokąd wracać. – Jesteś bardzo sprytny – powiedział w końcu. – Teraz musisz sam udać się w te przyjazne góry. Stałem bez ruchu może przez godzinę. Pojechałem na południe. tymi drogami. Przypomniałem mu. Ton głosu don Juana był przyjacielski. Jednak kiedy skoncentrowałem na nim wzrok. że nie chce. co sam wynalazłem. Teraz musisz wykorzystać całe nie-działanie. ale moja powściągliwość nie pozwoliła mi na zrozumienie tego. ale co jest tak głęboko we mnie zakorzenione. dopóki moje ciało nie powie mi. – Obaj jesteśmy istotami. co się działo. co mam tam robić. którego cię nauczyłem. automatycznie nastawiłem się na szukanie jakiegoś logicznego wyjaśnienia zajścia. nie zauważyłem nic. że byłem w stanie wytłumaczyć sobie konieczność jej dokonania. Rąbał drewno na opał z tyłu domu. że zależy mu na mnie i obdarza mnie uczuciem. zacząłem zadawać pytania don Juanowi. Wyglądało na to. gdzie kończyła się bita droga. Później. Don Juan stwierdził. które umrą – powiedział łagodnie. tak jak zawsze radził mi don Juan. i poszedłem znaną ścieżką. Don Juan zaśmiał się cicho. że wszystko jest uporządkowane i zrozumiałe. Upierałem się. Równocześnie dawał mi przeświadczenie niezachwianego celu. Opowiedziałem mu o swoim smutku. bez pragnienia czy żądania jakichkolwiek wyjaśnień. zrobił twojemu ciału.

Melodia podobna była do wibracji prądu elektrycznego. czarnego żuka. nie wiedząc. a jednak wcale nie ważniejszą od żuka. Długo patrzyłem na tego żuka i nagle stałem się świadomy panującej ciszy. ale później uświadomiłem sobie. Znajdował się w pobliżu miejsca. korzenie. Słońce było już nisko. Don Juan miał rację. Tylko wiatr szumiał pomiędzy gałęziami i liśćmi krzewów. Podobny był do dźwięku przelatującego w oddali odrzutowca. Otarłem łzy i kiedy pocierałem oczy wierzchem dłoni. ale niewątpliwie świat nie był taki sam dla nas. było tylko złudzeniem optycznym. ostry. Spojrzałem w górę i szybko. a potem z hukiem się zatrzymujących. później złagodniał. Żuk i ja znajdowaliśmy się w tym samym świecie. Napiłem się wody. Nie było w niej nic szczególnego. Pomyślałem. Miałem dziwne wrażenie. może tak samo. Nie odkryłem ani żadnego szczególnego koloru ani połysku. co miało kształt człowieka. a jednak mi się podobała. Poczułem dreszcz. Żyłem w niezwykle tajemniczym świecie i tak jak wszyscy. i wkrótce doszedłem do wielkiej płaskiej skały. z jaką przenosił swój ciężar ponad kamieniami i szczelinami. albo coś. będę bezpieczny. Moje uniesienie i radość były tak ogromne. która wchłonęła go tak. obniżenia i wybrzuszenia terenu. Skupiłem na nim uwagę. melodyjny dźwięk. byłem niezwykle tajemniczą istotą. jakieś pięćdziesiąt metrów ode mnie. Ujrzałem niewyraźny cień albo jakieś migotanie kilka stóp ode mnie. Pomyślałem sobie. Wyszedł zza małego kamienia. ale okazała się pusta. Przesunąłem wzrok i zobaczyłem spokojnie biegnącego kojota. Żuk i ja znajdowaliśmy się na tym samym poziomie. w którym wydawało mi się. grą cieni i liści. Intensywność światła słonecznego zmieniła się w tym momencie i wtedy uświadomiłem sobie. Była ciepła i nieświeża. Zacząłem badać okolicę. Słońce było prawie na linii horyzontu i jego żółtawy blask nie pozwalał mi na uzyskanie wyraźnego obrazu. aż zwróciłem się na zachód. Przyłożyłem twarz do gładkiego kamienia. Przeżyłem wyjątkowy moment uniesienia. jak tylko wrócić do domu don Juana. robiąc zeza. Myśl ta wywołała całą serię racjonalnych ocen dotyczących natury owadziego świata jako przeciwstawnego mojemu. aby się zorientować w terenie. Pochłonęła mnie obserwacja owada i zachwyciła olbrzymia siła. Grzmot przerodził się w długi. która wydawała się ukrywać przede mną. Żuk i ja wcale nie różniliśmy się od siebie. Moje ciało poczuło się dobrze. Położyłem się na brzuchu i oparłem głowę na ręce. jak bibuła wchłania plamę z atramentu. że to. jak ja byłem świadomy obecności mojej śmierci. że musiał dojść do celu i wrzucił swój ciężar do otworu w ziemi. Przyszedł mi na myśl obraz dwóch naelektryzowanych kuł zbliżających się do siebie lub dwóch kwadratowych bloków naelektryzowanego metalu ocierających się o siebie. . że śmierć obserwuje mnie i żuka. co widziałem. ale zauważyłem tylko ciemny kształt na tle krzewów. Doświadczałem fizycznej przyjemności i usiadłem na chwilę. Usiadłem prosto i zacząłem wypatrywać. że żuk nie był świadomy mojej obecności. Było mi niewygodnie i kilkakrotnie zmieniałem pozycję. zobaczyłem człowieka. że zacząłem płakać. Wiedziałem. Znajdowało się po mojej prawej stronie. Dreszcz przebiegł mi po plecach. że stał się świadomy mojej obecności. Żuk wyłonił się z głębokiej dziury i zatrzymał się może dziesięć centymetrów przed moimi oczyma. czy mam już teraz się zbierać. Spojrzałem na ziemię i zobaczyłem wielkiego. Wydawało mi się. odruchowo zwróciłem się w lewo. że patrzy na mnie i przez moment czułem. Żaden z nas nie był lepszy od drugiego. Znowu usiłowałem wypatrzeć osobę. Miałem zmęczone oczy. Rozejrzałem się wokoło. ale przyciągała mnie. ale nie znalazłem go. metaliczny gwizd. że migotanie pojawiło się po mojej lewej stronie. że byłem tam już wcześniej. Późnym popołudniem znalazłem się na jeszcze wyżej położonej równinie. Przebiegł jakieś pięćdziesiąt metrów na południe. że nie mogę być jednak całkiem tego pewny. Wpadła mi do głowy myśl. Zacząłem się zastanawiać. Było mi ciepło i odczuwałem spokój. że jeśli spędzę tu noc. Chciałem wytrząsnąć trochę jedzenia z tykwy. Zatrzymałem się przed nią. Wydawało mi się. że nie zostaje mi nic innego. W tym momencie posłyszałem specyficzny grzmot. aż przeszedł w hipnotyzujący. Po dokładnym wybraniu odpowiedniego miejsca na odpoczynek siadłem na skraju jałowego. Wszystko wskazywało na to. pchając kulę nawozu dwa razy większą od siebie. Przez dłuższy czas śledziłem jego ruchy. Błądziłem po wysokiej równinie i okolicznych górach przez cały dzień. w wysokie góry. W głowie pojawiła mi się myśl. Nasza śmierć zrównała nas. skalistego placu.muszę stamtąd odejść. ale nie rozpoznałem żadnego z otaczających mnie szczytów. Śmierć jak cień śledziła nas zza skały. On zawsze miał rację. Owad nie wydawał się zainteresowany moją obecnością i nie przestawał pchać swojego ciężaru przez kamienie. Przysłoniłem oczy dłońmi. co robić ani czego się spodziewać. Znowu odwróciłem się gwałtownie i wyraźnie dostrzegłem cień na skale. że natychmiast spłynął na ziemię. Następnego dnia zapuściłem się dalej na wschód. że widziałem człowieka. Znów poszukałem wzrokiem owada. Na początku nie zwróciłem na to uwagi. O zmierzchu wróciłem do płaskiej skały.

On natomiast nie zrobił żadnego ruchu. Nie był nawet zaskoczony moją nagłą reakcją. ale nie byłem w stanie wykonać żadnego ruchu. Linie nadal były widoczne i stabilne. Poczułem coś ciepłego i uspokajającego. Spojrzeliśmy na siebie i kojot podszedł jeszcze bliżej. które miało miejsce dziesięć lat temu. które przecinały wszystko wokół mnie. co się właśnie wydarza. Nie mam pojęcia. Świetlisty kojot i wierzchołek. Przez głowę przebiegła mi myśl. aby zastanawiać się nad swoimi uczuciami. Trwałem na szczycie wzgórza w stanie ekstazy. że coś powiedział. jakby ten dotyk spowodował we mnie eksplozję. że może być wściekły i nawet rozważyłem możliwość zebrania kamieni. że wcale nie jest podniecone. Ogarnął mnie niepokój. Stał się płynną. Widziałem wprost nieprawdopodobne bogactwo połączeń fluoryzujących. Kojot stwierdził: – Que buenol – i wtedy uświadomiłem sobie. Moje ciało doświadczyło tak rozkosznego i nie dającego się opisać uczucia ciepła. ponieważ kojot znowu przemówił. kiedy pod wpływem pejotlu byłem świadkiem przemiany zwykłego psa w niezapomnianą. Spojrzałem bezpośrednio na nie i zobaczyłem “linie świata". Całe to zdarzenie mogło jednak trwać tylko kilka minut. co mnie rozpaliło. Położył się na brzuchu. ale on nic sobie z tego nie robił. Kiedy zwierzę znalazło się dziesięć do piętnastu stóp ode mnie. otoczyła je poświata. że słyszę jego odpowiedź: – W porządku. a ja swobodnie unosiłem się w przestrzeni. że kojot mi odpowiedział. Przekazywał myśl i ta komunikacja dawała w efekcie coś podobnego do rozmowy. było odezwanie się do niego. Krzyknąłem kilka razy. że mówi. wręcz przeciwnie. Kojot rzeczywiście coś powiedział. zanim zaszło za horyzont. jak świeciło słońce. a ja skoczyłem na równe nogi. Było tak. a jednak coś utrzymywało mnie w pozycji pionowej. wydawało się bardzo spokojne. jakby mój umysł odtwarzał wspomnienia innego wydarzenia. Lecz mnie wydawało się. prawie mnie dotykając. że odkryłem sekret. . Nie w ten sposób. może tylko tak długo. mały kojocie? – i wydawało mi się. co znajdowało się wkoło. rozpłynęły się. że przyciągają mnie i nagle zwierzę zaczęło opalizować. ale nie starczyło mi czasu. Wtedy uderzyła mnie cała prawda o niemożliwości tego. Zamrugałem i popatrzyłem znowu. nawet wtedy. aby go odstraszyć. jak długo w niej trwałem. Był taki prosty. Siadłem na kamieniach. Nie czułem stóp ani nóg. Oniemiałem z wrażenia. Ale też nie takie. a ty? Wtedy kój ot powtórzył zdanie. na jaką mogłem się zdobyć w tym momencie. Rozglądnąłem się po tym nadzwyczajnym. Zacząłem tak. Nigdy nie widziałem dzikiego kojota z tak bliskiej odległości i jedyną rzeczą. Świetlista istota dotknęła jakiejś nieokreślonej cząstki mnie samego. na którym stałem. jak wypowiadają je ludzie. emanującego ze świata i z mojego własnego ciała. że może widzę światło słońca rozszczepione przez rzęsy. że trwa wiecznie. a kojot stał. co tu robię. Chyba kojot wywołał to wspomnienie i nałożyło się ono na jego kształt. że wypowiadał słowa tak. Używał angielskich rzeczowników i czasowników. Byłem absolutnie pewny.potem zatrzymał się. O niczym nie myślałem ani niczego nie czułem. że to dwujęzyczny kojot. jak mi się wydawało. Poczułem. aby zatrzymać świat. Linie nie zmieniły się i dalej przenikały przez wszystko. Mój organizm się wyłączył. Chciałem zakryć oczy rękami. białych linii. kiedy odwróciłem wzrok od słońca. Czułem zamęt. opalizującą istotę. że to słońce świeci na mnie. jak mówi się do zaprzyjaźnionego psa. Powiedziałem: – Jak się masz. W skupieniu wpatrywałem się w jego oczy. Jego brązowe oczy były przyjacielskie i czyste. świetlistą istotą. kiedy wydaje się. obrócił się i powoli ruszył w moim kierunku. Ledwie mogłem rozróżnić odległy łańcuch górski na zachodzie. nowym świecie. W końcu zapytał mnie. że zwierzę domowe porozumiewa się ze swoim panem. nieskończenie długo. że przyszedłem tutaj. Kojot wstał i nasze spojrzenia się spotkały. ani żadnej części mego ciała. ale hiszpańskich spójników i wykrzykników. a ja odpowiedziałem. Jej świetlistość była oślepiająca. Nagle poczułem uderzenie i ciało ogarnęło coś. zauważyłem. Uświadomiłem sobie. przekrzywił głowę i zapytał: – Czego się boisz? Usiadłem więc i prowadziłem dalej najdziwniejszą konwersację w swoim życiu. Zacząłem się śmiać z absurdalności tego wszystkiego. którymi mógłbym się posłużyć do obrony w razie ataku. Zwolniło i stanęło zaledwie cztery czy pięć stóp ode mnie. Pomyślałem. A potem wydało mi się. Wiedziałem. Słońce znajdowało się prawie na linii horyzontu. że znajduję się w obecności kojota Chicano [Chicano – Meksykanin zamieszkały w USA]. aż mój śmiech stał się prawie histeryczny. Byłem sparaliżowany. Przez chwilę myślałem. Jego oczy były nadal przyjacielskie i czyste. Było to raczej odczucie.

Robiło się ciemno i automatycznie wyruszyłem w drogę powrotną. żeby kojot mógł mówić – powiedziałem. ponieważ coś się w tobie zatrzymało. Mogą wpływać na ciebie. Słuchał z wyraźnym zainteresowaniem. – Świat był taki jak dzisiaj. – Nie. nie był. ale moje ciało znało go. że jest gdzieś w okolicy i załatwia swoje sprawy. Taki już twój los. że kojoty mówią. że kojot będzie moim towarzyszem w życiu. a twoje ciało było w stanie to zrozumieć. Później albo zasnąłem. jakim go nam opisują. – Ale to niepojęte. Teraz jesteś dokładnie pośrodku. Świat był taki. ponieważ są one niesamowitymi towarzyszami. Nigdy w swoim życiu nie przeżywałem takiej boskiej euforii. leżałem na kamieniach. że nie masz godnego zaufania zwierzęcia-towarzysza. Kiedy wróciłem do przytomności. po wysłuchaniu mojej relacji. Klepał mnie wciąż po plecach i chichotał. Don Juan był sam w domu. Wczoraj dokonałeś tego wszystkiego. Spojrzeliśmy na siebie. co ludzie mówili ci o świecie. Ale ten. Wczoraj wierzyłeś. – W tym świecie kojoty mówią. jak go opisują czarownicy – kontynuował. kiedy przemykasz się pomiędzy światami.Doświadczałem nieznanego przypływu uczuć. wie. Natychmiast zacząłem opowiadać o nadzwyczajnych doświadczeniach. światem zwykłych ludzi i światem czarowników. to utknięcie w rzeczywistości zwykłych ludzi. Magiczna istota powiedziała ci coś. ani świat czarowników nie są rzeczywiste? – To są rzeczywiste światy. Powiedział. jakie przeżyłem. – A więc co to było? – Twoje ciało po raz pierwszy zaczęło rozumieć. mogłeś zapytać tego kojota o cokolwiek. Widzisz. abyś ty nauczył się widzenia. Na przykład. a jednak nie potrafiłem poznanego sekretu oddać słowami ani nawet myślą. . Ale ty jesteś inny i możesz nawet zostać czarownikiem kojotów. ponieważ świat się rozpadł. że kojot mówi do ciebie. Siedzieliśmy w ciszy przez chwilę. a w świecie czarowników posiadanie takiego przyjaciela nie jest zbyt pożądane. Wstałem. tak samo by wierzył. że idealnie by było. że wiara w to oznacza utknięcie w rzeczywistości czarowników. – On nie mówił – odparł don Juan. – Co zatrzymało się we mnie? – To. Don Juan wyjaśnił mi. że świat jest taki a taki i naturalnie nie mamy żadnego innego wyboru i musimy widzieć go takim. Może wiesz już teraz. Są oszustami. kiedy przyjechałem następnego ranka. Dzisiaj kojoty nic ci nie powiedzą i nie widzisz linii świata. don Juanie. – Po prostu zatrzymałeś świat – skomentował. jakim zawsze go widziałem. Zapytałem o don Genara i dowiedziałem się. że powinienem podziękować don Genaro za pomoc. Wydawał się ze mnie niezwykle zadowolony. jak ty i ja. że widzenie wydarza się tylko wtedy. – Ale kojot naprawdę rozmawiał. kto uzyskuje wiele rzeczy od swoich braci kojotów. – Gdybym był tobą – dodał – nigdy nie ufałbym kojotowi. Po wszystkich tych latach nauki powinieneś mieć lepsze rozeznanie. że na kojotach nie można polegać. że ani świat zwykłych ludzi. Ale ja chciałem. podobnie zresztą jak i grzechotniki. don Juanie. Wczoraj zatrzymałeś świat i być może nawet widziałeś. – Kim jest czarownik kojotów? – To ktoś. takiego spokoju i wszechobejmującego zrozumienia. don Juanie! – Zastanów się. Jedyną smutną rzeczą w tym jest to. a on byłby zmuszony dać ci odpowiedź. W ten sam sposób niewierzenie w to. drzewa i inne żywe istoty. że to wcale nie był kojot i że z pewnością nie mówił w taki sam sposób. od momentu narodzin ludzie mówią nam. gdybym rozmawiał z grzechotnikiem. tak samo jak i jelenie. co chciałbyś wiedzieć. albo zemdlałem. – Czy uważasz. Każdy czarownik. kto widzi. – Wczoraj świat stał się taki. Ale nie udało ci się dostrzec. kto mówi jak idiota. który nie widzi. o czym kiedyś ci opowiadałem. a później don Juan powiedział.

Podczas dziesięciu lat naszej znajomości nigdy nie zostałem tak poruszony. – Rośliny mocy są tylko pomocą – powiedział don Juan. Kiedy to się zrobi. którego widziałeś pośród krzewów. Powiedziałem mu. o którym ci mówiłem. a jedyny inny sposób. jest twoim sprzymierzeńcem. – Teraz ma to ogromne znaczenie. po to aby rozproszyć twoje myśli i pozwolić twojemu ciału widzieć. prawie widziałeś. – Czy sprzymierzeniec musi się ze mną zmierzyć? – Nie ma możliwości. Don Juan popatrzył na mnie przenikliwie. – Powiem ci jeszcze jedną rzecz – zaczął. że mają go czarownicy. to sposób czarownika. Zrywaliśmy sobie boki ze śmiechu. kiedy ciało uświadamia sobie. że człowiek. Moją intencją było pokazanie ci tego. Słyszałeś jego ryk podobny do odgłosu odrzutowca. że wydarzenia ostatnich trzech dni dokonały w mojej idei świata nie dających się naprawić zniszczeń. Teraz jesteś już prawie gotów na spotkanie ze sprzymierzeńcem. aby tego uniknąć. . – Widziałeś linie świata – powiedział. Zajmował twoją uwagę przewracaniem kamieni. Po to. aby go sprowadzić.Chciałem dalej zadawać pytania. Tylko wtedy jesteś w stanie poznać. musisz patrzeć na świat w jakiś inny sposób. na którą cię zabiorę. nawet wtedy. Jego kciuki poruszały się prawie niezauważalnie. gdzie wydawało ci się. wystarczy tylko użyć tego dodatkowego pierścienia mocy. Obydwaj znamy tamten świat. Po prostu zmusił cię do patrzenia na świat tak. a twojego samochodu nie było w tamtym świecie. jest jedynie opisem. że wieziesz nas z powrotem z miejsca. jaki znam. – Ale jak zmusił mnie do widzenia świata tak jak czarownicy? – Ja byłem z nim. w jaki czarownicy patrzą na świat. Będzie czekał na skraju równiny. Niestety. – Naprawdę liczy się tylko to. – Widziałeś świetlistą istotę. Znalazłeś samochód i byłeś w dwóch światach. jak strzelić palcami. że znalazłeś samochód. że świat. Byliśmy cicho przez długi czas. Jego wygłupy powiedziały twojemu ciału o absurdalności usiłowania zrozumienia wszystkiego. aby móc widzieć musisz nauczyć się sposobu. Aby widzieć. on przychodzi. Don Juan trzymał ręce złożone na brzuchu. zanim sprzymierzeniec zmierzy się z tobą. zostało ci już bardzo mało czasu. na który codziennie patrzymy. a do tego trzeba zawezwać sprzymierzeńca. Genaro chciał rozmiękczyć twoją pewność. Kiedy już się go zna. gdy przyjmowałem rośliny psychotropowe. ponieważ rzeczywiście myślałeś. że potrafi widzieć. Genaro potrafi zrobić to tak łatwo. Kiedy puścił latawiec. – To on pomógł ci zatrzymać świat. Tamtego dnia Genaro nie ruszył twojego samochodu ze świata zwykłych ludzi. ale powstrzymał mnie gestem. jak to robią czarownicy. – Genaro także musi pójść z nami do doliny – powiedział nagle. – Czy nie możesz nauczyć mnie widzenia bez wzywania sprzymierzeńca? – Nie. Wiesz oczywiście. śmiejąc się.

aby opowiedział. a potem zeszliśmy do płaskiej doliny. aby go zostawić samego. – Jest kurą – odparł. Podróż do Ixtlan Don Genaro powrócił około południa i zgodnie z sugestią don Juana. to znaczy kiedy szyja ci twardnieje. Skurcze ust don Genara zdawały się nasilać. jakby skurcze miały rozewrzeć zrobiony z nich otwór. Nagle sprzymierzeniec wyszedł zza krzewów i stanął mi na drodze. – Teraz. Don Genaro wybrał to miejsce. Genaro? W głosie don Juana dawało się wyczuć przypochlebny ton. ale zamiast zatrzymywać się na wysokiej równinie. Nie wiedziałem. a palce dłoni lekko zaokrąglone. Ja również poprosiłem go. we trzech pojechaliśmy do miejsca. która zaraz zniesie jajko. że jesteś gotowy. że jestem wystarczająco silny. z don Juanem po prawej i don Genarem po lewej stronie. Czekał na mnie i zapraszał mnie do zapasów. Automatycznie usiadłem tak. – Może – powiedział don Genaro. że nie mogłem się powstrzymać od chichotu. jakby miał skurcze. Don Genaro wstał. Tak przy okazji. – Kurą? – Spójrz na jego usta. ramiona luźno zwisające po bokach. Od świtu przebywałem w polu i właśnie wracałem do domu. i usiadł znowu. Zacząłem się odwracać. gdzie byłem poprzedniego dnia. że utworzyły okrągły otwór. co o tym sądzić. To tyłek kury. kiedy . Don Genaro wstał i pokazał mi właściwą postawę – nogi lekko ugięte w kolanach. nie wykazując zainteresowania. – Wstrząs wywołany uchwyceniem sprzymierzeńca jest tak wielki. Poszliśmy tą samą trasą.. w ten sposób tworząc trójkąt. – Byłem młody. ale wtedy pomyślałem sobie. Odsłonił koszulę i pokazał mi plecy. Zwrócił się do don Juana i zapytał: – Prawda? – Tak – powiedział don Juan spokojnie. kiedy pierwszy raz zwarłem się ze swoim sprzymierzeńcem – powiedział w końcu. Ciało musi być wyprostowane. Usta don Genara otwierały się tak. jak zawsze to robiłem w ich towarzystwie. Dreszcz przebiegł mi po plecach i szyja zesztywniała mi jak deska. Jednak trochę się bałem. – Genaro ma zamiar coś ci opowiedzieć – powiedział nagle don Juan. plecy i ramiona.. a stopy muszą pewnie i mocno wspierać się na ziemi. Czarownik wydał chrapliwy odgłos. aż osiągnęliśmy szczyt niższego łańcucha gór. Wydało mi się. Pustynny chaparral uzyskał wspaniały wilgotny połysk. że można sobie odgryźć język albo wybić zęby. to zawsze jest oznaką. Zwróciłem uwagę na jego wspaniałe umięśnienie. Jego oczy miały dziwny. zaczęliśmy się wspinać. jakby wspomnienie tamtego spotkania ożywiało każdy mięsień jego tułowia. przeciągnął się aż strzeliły mu kości. ramionami objął klatkę piersiową i bezceremonialnie charknął flegmą. kiedy Genaro prawie zniósł jajko. może opowie ci o pierwszym spotkaniu ze swoim sprzymierzeńcem – nalegał don Juan. Don Juan spojrzał na niego i zaśmiał się głośno. aby zabrać się do niego. Zatrzymaliśmy się na odpoczynek na szczycie wysokiego wzgórza. Zagiął język na podniebieniu i otwierał i zamykał usta. – Ma zamiar opowiedzieć ci historię swojego pierwszego spotkania ze sprzymierzeńcem. Po krótkiej wiosennej ulewie stał się lśniąco zielony. obłąkany wyraz. tak jak ja to zrobiłem. Napiął szyję. co ja. – Niech to diabli! To nie jest jajko – powiedział z niepokojem malującym się na twarzy. Prawda. – W takiej sytuacji – kontynuował – musisz zawsze zamknąć usta. Don Genaro spojrzał na mnie i złożył tak wargi. – Co on robi? – zapytałem don Juana.20. Był tak śmieszny. Trwał w tej pozycji przez moment i wtedy. że było wczesne popołudnie. – Pamiętam.

Skakałem z radości. kiedy sprzymierzeniec zostanie znokautowany notesami.. że don Genaro pochwycił człowieka albo coś. Powinieneś stać tak. Okolica nie była mi znana. aby przekonać się. Sprzymierzeniec zaczął mną kręcić. Wydawało mi się. że tak to będzie – kontynuował. co miało jego kształt. jak don Genaro. powrócił na miejsce i usiadł. Don Juan z udawaną powagą powiedział. – Powinien coś z nimi zrobić. Musisz jedynie wesprzeć się mocno o ziemię. by walnąć sprzymierzeńca. Byłem cały i zdrowy. – Najpierw powinien pocałować swój medalion – wtrącił don Genaro. Don Genaro ciągle był nieprawdopodobnie napięty i po chwili nagle rozluźnił mięśnie. że upadłem na bok. – Niech mnie diabli! – powiedział don Juan z pozornie autentycznym zdziwieniem. Wkrótce znalazłem drogę i zauważyłem grupkę mężczyzn i kobiet zbliżających się do mnie. Było coś w ich głosach. Wydawało mi się. Wirowaliśmy w powietrzu z taką prędkością i mocą. – Mocno mną wstrząsnęło – powiedział po chwili wahania. w ich przyjaznym nastawieniu. Znów usiadłem prosto. że nie mam żadnych medalionów. ale ja nie popuszczałem. Obydwaj zaśmiali się głośno. Nagle poczułem. – A co z jego notesami? – upierał się don Genaro. Don Genaro przestał mówić i spojrzał na mnie. ale kiedy upadałem. ponieważ pomaga mu jego sprzymierzeniec. jak stał wcześniej don Genaro. że zbiera myśli. – Co się wydarzyło. w chwili kiedy do mnie podeszli. Zrobił to tak nagle. zanim skoczy. – Nigdy nie wyobrażałem sobie. Wszystko było zamglone. Sprzymierzeniec nie zabił mnie. że upadłem na plecy. Założę się. – Genaro tak skacze. Pomyślałem sobie. tak jakby miał sprężyny przypięte do stóp. albo niech je wykorzysta. wszyscy byliśmy w bardzo dobrym nastroju. co zrobiłeś? – zapytałem. – Przyłącz się do nas – namawiali mnie wszyscy. Byłem sobą! Wiedziałem. – Dlaczego pytasz? – Ponieważ Ixtlan znajduje się w przeciwnym kierunku. To trwało i trwało. Don Genaro skoczył znowu z taką siłą. Wciąż było jeszcze wcześnie. Spotkanie ze sprzymierzeńcem nie trwało zbyt długo. Próbowałem zorientować się w terenie. Byli Indianami. do Ixtlan – powiedziałem im. w którym się starliśmy. don Genaro? – zapytałem.. – Idę do domu. – Mamy jedzenie. – Nie myśl. że to Mazatecy. Don Juan zapewnił go. – Carlos teraz widział twojego sprzymierzeńca – obojętnie zauważył don Juan – ale dalej jest słaby i dlatego upadł. – Zgubiłeś się? – zapytał ktoś. . a później don Genaro zmienił swój śmiech na wycie imitujące wycie kojota. miałem wrażenie. Kiedy śmiech don Juana i wycie kojota don Genara ucichły. Kiedy go pochwyciłem. – No więc. że usiądzie. aby wytrzymać uderzenie. – Nawet nie przyszło mi to do głowy. Wiedziałem to od razu. zaczęliśmy wirować. nie zrobiłem tego – powiedział. jakby czekał. później musisz skoczyć do przodu i pochwycić sprzymierzeńca. coś. więc zacząłem iść w tamtym kierunku. że rzeczywiście widziałem. aż zadam mu jakieś pytanie. odłożyć je gdzieś. Sami tam idziemy – powiedział ktoś inny. kiedy pochwyciłeś swojego sprzymierzeńca. aby pochwycić swojego sprzymierzeńca – powiedział don Juan ostrzegawczo. że musisz skoczyć tak dobrze. że będzie to pierwszy raz. – Tak – odparłem. Co za uczucie! Co to było za uczucie! Później rozejrzałem się wkoło. – Czy przyłączyłeś się do nich? – Nie. o czym nie da się powiedzieć. co ich zdradziło. W końcu miałem sprzymierzeńca.myślałem. że nie mogłem zrozumieć. – Widziałeś? – zapytał don Genaro naiwnie zachwycony i rozdął nozdrza. że mi się udało. dokąd idę. jak mógł z pozycji siedzącej skoczyć na równe nogi i rzucić się do przodu. coś. rzucił się do przodu w jednym niesamowitym skoku. że sprzymierzeniec musiał mnie ponieść w powietrzu i porzucić gdzieś bardzo daleko od miejsca. Otoczyli mnie i pytali. – Oni nie byli prawdziwi. gdzie jestem. że nic już nie widziałem. Zdawało się. że znowu stoję na ziemi. że mój dom musi być na wschodzie. Jego ruch był tak gwałtowny. – To było coś.

Miał może z siedem lat i był ubrany tak. które były kobietami. Było w niej coś znajomego. co sił w nogach. Wydawało mi się. Przechodząc koło mnie. w którym właśnie szedłem. Odchodzili. Było coś straszliwie obcego w sposobie. jak niewinne handlarki przy drodze. pasącego dwie kozy mojego ojca. czekajcie!" Zatrzymali osła i stanęli po obydwu jego stronach. Wyglądał. że to właśnie to. “Dokąd prowadzi ta ścieżka?" – zapytałem. Wyglądali na rzeczywistych. “Gdzie mieszkasz?" “Tam. patrząc błagalnie. aby przepędzić kozy z pola mojego widzenia. że zgubiłem się i nie mogę znaleźć drogi do Ixtlan. – Jak duchy. Pastuszek.szczególnie wtedy. Zabierze ci to cztery albo i pięć dni. powiedziałem do nich. przypominał mi mnie samego. odpowiedział. że Ixtlan znajduje się w tym kierunku. Moje ciało przeraziło się. Zawołałem chłopca. Napotkałem teraz osiem z nich. – Kim byli? – zapytałem. Z tego. Przez pewien czas szliśmy razem. zupełnie mną nie zainteresowani. Zamarłem. Obydwaj powiedzieli. że nie byli prawdziwi. “Na dół". że jestem na właściwej drodze i że te zjawy próbowały zwieść mnie z niej. że są na sprzedaż. żebym wrócił. jakby był gotów rwać. ale ja dalej uciekałem od nich. Ich prośby również stały się natarczywe. że to prawdziwi Indianie i poprosiłem ich. wykazywały większą śmiałość. Podszedłem do niego i kiedy za bardzo się zbliżyłem. Nie rozpieszczał swoich kóz. Szedłem dalej. jak ja w jego wieku. gdzie pieprz rośnie. aby móc się zorientować i skorygować swoją trasę. “ Jest po drugiej stronie tych gór. Obserwowałem go przez pewien czas. – Poza tym. Zapytałem o nazwę miejsca. tak samo jak ja to robiłem. że już tu byłem. Podobał mi się. Wydawało się. podskoczył i uciekł za skałę i stamtąd mi się przyglądał. Wiedziałem. w jaki chciał mnie obdarzyć jedzeniem. Wyglądał na przestraszonego. a on nie uciekł. w którym byliśmy. “Dzień dobry". kiedy powiedzieli mi. A więc uciekłem. Stały przy drodze. wymamrotali: “Dzień dobry". Również wyglądali na Mazateków. że jest zbyt ostrożny i zacząłem zadawać mu pytania. aby spojrzeć na nich. “Którędy do Ixtlan?" Wskazali kierunek. “Czy jest tam dużo domów?" “Nie. a później jeden z nich zdjął tobół z jedzeniem i poczęstował mnie. wiedziałem. Powiedziałem. “A gdzie są inne?" Chłopiec wskazał na drugą stronę doliny z . jeśli nie pójdę z nimi. Kiedy odezwałem się dość głośno. Pobiegłem za nimi. Potem odwrócili się i zaczęli odchodzić. że moje postanowienie jest niezachwiane. Ich prośby stawały się coraz bardziej natarczywe. i próbowali namówić mnie. abym przyłączył się do nich. kiedy zauważyłem małego indiańskiego chłopca pilnującego kóz. że już nie czuję się zagubiony i zastanawiałem się nad mocą mojego sprzymierzeńca. co wiedziałem na temat doglądania kóz. że umrę w tych górach. A później zauważyłem dwóch ludzi idących drogą w moją stronę. że jest w tym naprawdę dobry. abym poszedł z nimi. Nie zwrócili na mnie żadnej uwagi i poszli swoją drogą. Prawdę powiedziawszy. jak gdyby nigdy nic. w którym sami szli. i z jego odpowiedzi wywnioskowałem. jakby osłaniali ładunek. wyglądało. na dole". “To bardzo daleko". ale także nie był dla nich okrutny. powiedziałem i szedłem dalej. udając. a jednak znalazł czas. pozwalającą mu w czasie krótszym od mrugnięcia okiem na przeniesienie mnie na taką odległość. Niektóre z nich. Uświadomiłem sobie. Większość z nich nie powiedziała ani słowa. o którym myślałem. którą chyba rozpoznawałem. Wołali mnie i błagali. aby się tam dostać". Postanowiłem go zawołać. ale ja uciekałem od nich. Późnym popołudniem doszedłem do doliny. powiedział jeden z nich. Nie zatrzymałem się ani nie popatrzyłem na nie. ale w takim przypadku musiałem teraz znajdować się na południe od Ixtlan. Poczułem. krzycząc: “Czekajcie. aby pozwolili mi przyłączyć się do nich. Musiały wiedzieć. Podziękowałem chłopcu i zacząłem odchodzić. Długo mówiłem do niego. “Zgubiłem się w tych górach". Zacząłem szukać cech charakterystycznych. Prowadzili osła wyładowanego drewnem na opał. tylko jeden". Powoli zwolniłem kroku i ostrożnie odwróciłem się. Był dokładny i ostrożny. wystawiły nawet jedzenie i inne dobra. – Byli jak zjawy – wyjaśnił don Juan. Dzięki temu poczułem się bardzo szczęśliwy. Stwierdziłem. a później zaczai mówić do kóz. – Po przejściu kawałka drogi – podjął wątek don Genaro – nabrałem trochę więcej pewności. że prowadzi ona do doliny. – Ludźmi – odparł szorstko don Genaro. uskoczył w krzaki. natomiast te. Chłopiec mówił do siebie. wyszedł ze swojej kryjówki i zapędził kozy na prawie niewidoczną ścieżkę. więc odskoczyłem i zacząłem uciekać.

ale także nie potrafiłem. a jego żona wyszła w pole. Chciałem wściec się na sprzymierzeńca albo na zjawy. Zjawy przyszły. “Poczekaj". Nic nie jest już takie samo. było oznaką że są zjawami. widząc to. abym wpadł w przepaść. – Czy te zjawy to byli sprzymierzeńcy. a później spojrzał w dal. Ale nigdy tam nie dotrę. Później chciałem się zasmucić. że częstowały go jedzeniem. na południe. prawie jak pomruk. powiedziałem do niego. Nie rozumiałem. że nie byli już więcej czymś rzeczywistym. że ton ich głosu. dlaczego to. Po chwili tylko stały przy ścieżce. Spytałem więc dalej. kiedy i jak dotarłeś w końcu do Ixtlan? Obydwaj równocześnie wybuchnęli śmiechem.obojętnością właściwą dla jego wieku. Genaro wciąż jest w drodze do Ixtlan! Don Genaro popatrzył na mnie przenikliwie. – Weźmy ciebie. – Szedłem dalej – powiedział rzeczowo. Po moim spotkaniu ze sprzymierzeńcem nic już więcej nie było rzeczywiste. W mojej podróży nie odnajduję nawet niegdyś znajomych mi miejsc. Ton jego głosu i gorliwość zdradziły go. że sam nigdy nie zauważyłby tych osobliwości. albo może przykładają oni wielką wagę do kwestii pożywienia. że dzieli mnie od niego tylko jeden krok. To mnie nieco zasmuciło. Potem wraz z kozami zaczął schodzić swoją ścieżką na dół. Byliśmy cicho przez długi czas. Inne zjawy szybko wyszły z ukrycia i usiłowały poplątać mi nogi. Nie wiem dlaczego. Don Genaro siedział cicho przez dłuższy czas. Wydawało się. że zawahałem się. Don Juan spojrzał na mnie. – A więc o to ci chodziło z tym końcem – stwierdził don Juan. don Genaro? – zapytałem. – Nigdy nie dotrę do Ixtlan – powiedział. że mam sprzymierzeńca i zjawy nie mogą mi nic zrobić. – Powiedzmy to inaczej. ale ja nie bałem się. Poszedłem za chłopcem ścieżką w dół. na przykład. Przyznał. że to zjawy. Zapytałem go. Wciąż byłem odrętwiały po spotkaniu ze sprzymierzeńcem. jest tylko przemijającą istotą – wyjaśnił don Juan. – W swojej podróży do Ixtlan spotykam tylko widmowych podróżnych – powiedział cicho. Było coś niewymownie smutnego w ich wzroku. że skończył już swoją opowieść i nie ma nic do dodania. Nagle uświadomiłem sobie. – Powiedziałem. W końcu całkowicie przestały mnie niepokoić. stwierdził chłopiec i to mną wstrząsnęło. ale jakoś nie byłem w stanie rozzłościć się tak jak przedtem. Nie odpowiedział. w jaki zjawy mówiły o jedzeniu. Wiedział o tym dzięki pomocy sprzymierzeńca. – Koniec? – To znaczy. Twoje uczucia i gorliwość są takie jak u ludzi. – Ludzie? Przecież powiedziałeś. – Jednak czuję. – Nie.. ale zatrzymywałem ją siłą swojej woli. Mój wuj odszedł. “Jestem bardzo zmęczony i głodny. zatrzymał się i zwrócił się do mnie: “Nie ma nikogo w domu". czy Indianie z plemienia Mazateków zwyczajowo nie przyznają się do posiadania jedzenia. – Jaki był koniec tej historii. Chłopiec również był zjawą. “Nie mam żadnych swoich". którą szedłem. ale cichy. czasami wydaje mi się. Spojrzałem na don Juana. Całe mnóstwo. aby mnie dostać. Od czasu do czasu któraś usiłowała na mnie skoczyć. to byli ludzie. Jego głos był stanowczy. ale moja wola była silniejsza od nich. Musiały to wyczuć. Zaprowadź mnie do swoich". don Genaro? – zapytałem. więc dałem sobie spokój. Podróż Genara nie miała końca. – Co się stało później. . gorliwość wabienia go i sposób. Jesteś zjawą. – Każdy. W domu jest mnóstwo jedzenia. Chłopiec. Nigdy nie będzie końca. Odpowiedział.. więc i z tym dałem sobie spokój. don Genaro? – zapytałem. kogo Genaro napotyka na swojej drodze. Don Juan i Genaro spojrzeli na siebie. powiedział. co miał na myśli don Genaro. ponieważ podobał mi się ten chłopiec. ponieważ przestały mnie prześladować. ale jego głos sprawił. były takimi oznakami. Chodź ze mną".

i Przez wiele popołudni niebo będzie i i dzwony na dzwonnicy wybiją jak robią to tego Ludzie. śpiewając: pozostanie. że kiedyś czytałem mu pewien wiersz i teraz chciał. jeśli będzie dla ciebie następny raz. w swoim następnym spotkaniu ze sprzymierzeńcem. – A także Manteca i Temecula. kiedy jestem z nim. ale to nic nie pomoże. Wskazał na don Juana ruchem głowy i powiedział z naciskiem: – To jedyny. ponieważ jesteś silny i żyjesz jak wojownik. i mój ogród z zielonym drzewem. wiedząc. kiedy zacząłem łączyć ją z moim własnym życiem. których kocham? – zapytałem don Juana. że żadna siła na ziemi.. Świat jest rzeczywisty tylko wtedy. ale że prędzej czy później będziesz widział. że także widziałeś. studnią. zmienia się też sam świat. godziny. i Tucson. roku. nieprawdaż? – Oczywiście – powiedział don Juan. i Tranquitas – powiedział don Juan z uśmiechem. ani nawet śmierć. Don Juan uśmiechnął się. Ważny dla nas wszystkich jest fakt. Nagle uświadomiłem sobie. – Co z ludźmi. przede wszystkim będziesz chciał wrócić do Los Angeles. Twój sprzymierzeniec tylko z tobą samym puści się w wir i przejdzie do nieznanych światów. że spotyka tylko widmowych podróżników w drodze do Ixtlan. – I Piedras Negras. Wyjaśnienie don Juana podziałało jak katalizator. których kochał. To właśnie powiedział ci Genaro. a sądzę. ale ty jesteś takim głupcem. Jednak uczucia w człowieku nie umierają ani się nie zmieniają i czarownik wyrusza w drogę powrotną do domu. Pełne znaczenie opowieści don Genara uderzyło nagle we mnie. Zacytował mi kilka słów z niego i przypomniałem sobie. że podróż don Genara jest metaforą. Don Genaro dodał jeszcze inne nazwy i tak samo zrobił don Juan. wiedząc. będziesz musiał walczyć z nim i go oswoić. popołudnia. co kochaliśmy czy nienawidziliśmy. do rzeczy i ludzi. kiedy ona ulega zmianie. że tak. który jest rzeczywisty. co tam zostawiłeś. że wszystko. abym go wyrecytował. że jesteś dziwny. że sam tego nie wiesz. – Genaro opowiedział ci swoją historię – powiedział don Juan – ponieważ wczoraj zatrzymałeś świat i on myśli. Ale nie będzie już powrotu do Los Angeles. Przypomniał mi.Dlatego mówi. Pochłonęło ich wymienianie niezliczonej ilości najśmieszniejszych i niewiarygodnych nazw miast i miasteczek. o którym mówił. nie doprowadzi go do miejsca. Wtedy. a także wszystkie pragnienia pozostawiamy za sobą. Ale ptaki pozostaną. zapomnianym zakątku kwietnego ogrodu. w całkiem naturalny dla nas wszystkich sposób. że nigdy do niego nie dotrze. – Jest realna! – wykrzyknął don Genaro. – Ale będę mógł wrócić do Los Angeles. Wyrecytowałem go: . Od tej pory będziesz już czarownikiem. na zawsze przepadnie. Ten. Los Angeles wciąż będzie na swoim miejscu. aby ich odzyskać? Czy nie mogę uratować ich i wziąć ze sobą? – Nie. znajdziesz się w nieznanym kraju. – Wirowanie ze sprzymierzeńcem zmieni twoją ideę świata – powiedział don Juan. Niezależnie od wszystkiego. śmiejąc się. Czy nie ma żadnego sposobu. To.i odejdę. – Co się z nimi stanie? – Zostaną tam – powiedział. nosił tytuł El Yiaje Defmitivo (Ostateczna Podróż). błądzić mojego . niebieskie pogodne. odejdą. – Idea jest wszystkim. – Wobec tego twoja podróż do Ixtlan nie jest realna – powiedziałem. Wciąż mówię mu. prawda? Pojechać autobusem albo polecieć samolotem. że czytałem mu poezje Juana Ramona Jimeneza. którzy mnie kochali.. Jeśli przeżyjesz wstrząs. – Podróżnicy nie są realni. – I Tecate – dodał Genaro z wielką powagą. a miasto będzie rozkwitać każdego Ale mój duch zawsze z nostalgią będzie po tym samym.

człowiek musi odczuwać namiętności.. Widziałem samotność człowieka jako gigantyczną falę. zmuszając się. o które się troszczył. – Rób to. – Aby zostać czarownikiem. zmusił mnie. Namiętności don Genara. Jeśli chcesz przeżyć. Dla Genara to Ixtlan. Wiedziałem.– Właśnie o takim uczuciu mówi Genaro – powiedział don Juan. ogarniającą nas trzech. wszystko to. Objąłem ich. Przerwał. Przez chwilę wydawało mi się. Zawezwali falę przytłaczającej nostalgii. tyle rzeczy. ludzi. – Zostawimy cię tutaj – powiedział. Nie chciałem. Teraz błąka się pośród swoich uczuć i jak mówi. Ich oczy były czyste i spokojne. Niczego nie zyskasz. I ptaki pozostały. On pozostawił swoje namiętności w Ixtlan – swój dom.. dla ciebie będzie Los Angeles. Szybko odwróciłem wzrok. – Wskazał na ciemną dolinę w oddali. zrezygnuj z tego spotkania. . a wtedy poszedłem do samochodu i odjechałem. ale don Genaro odwracał się kilkakrotnie. Patrzyłem na ich oddalające się sylwetki. Jest tak z nami wszystkimi. jego wielka samotność sprawiły. i wszystko to pozostawił. Wyraźnie poczułem. śpiewając. Kolejno wpatrywałem się w nich obu. że widzę. Taki człowiek ma jakiś dobytek i drogie mu rzeczy. że poczułem uniesienie. Mój smutek stał się tak przytłaczający. Don Genaro uśmiechnął się i wstał. w ostateczności ma zawsze swoją ścieżkę. Spojrzałem na don Juana. Robiąc oko i przywołując ruchem głowy. aby don Juan powiedział mi o sobie. jak Genaro opowiedział ci w swojej historii. Sprzymierzeniec będzie czekał na ciebie na skraju tej równiny. że mój czas jeszcze nie nadszedł. musiał mieć tyle serdecznych związków. – Dlatego że sztuka wojownika polega na zrównoważeniu strachu bycia człowiekiem i cudu bycia człowiekiem. że będąc człowiekiem pełnym namiętności. która zatrzymała się przede mną powstrzymana przez niewidzialną ścianę metafory. Don Juan odszedł. jakby czytając w moich myślach. Genaro westchnął i sparafrazował pierwszą linijkę wiersza: – Odszedłem. aż zniknęli w oddali. Dokładnie jest tak. a kiedy wydawało się już. co uznasz za stosowne. Przez moment odczułem falę potwornego bólu i nie dającej się opisać samotności. – Jeśli czujesz. – Tylko wojownik jest w stanie przeżyć na ścieżce wiedzy – powiedział. Wpatrywał się we mnie. dla mnie. którą kroczy. że w tym momencie moc jego wspomnień grozi katastrofą i że don Genaro jest bliski płaczu. musisz być krystalicznie czysty i śmiertelnie pewny samego siebie. powstrzymali tę falę. że są na granicy gorzkiego płaczu. że jeszcze nie nadszedł twój czas. nie patrząc na mnie. prawie dociera do Ixtlan. że zapłakałem. Don Juan również wstał i delikatnie położył rękę na moim ramieniu. Spojrzałem na don Genara i wiedziałem. abym poszedł kawałek za nimi. o co się troszczył.