WSTĘP W sobotę 22 maja 1971 roku pojechałem do Sonory w Meksyku, aby zobaczyć się z don Juanem Matusem, czarownikiem, Indianinem Yaqui, z którym byłem związany od 1961 roku. Wydawało mi się, że wizyta ta wcale nie będzie się różnić od wielu innych, jakie mu złożyłem w ciągu tych dziesięciu lat, kiedy byłem jego uczniem. Jednak wydarzenia, które miały miejsce w ciągu tego dnia i kilku następnych, stały się dla mnie niezwykle ważne. Moja praktyka u don Juana dobiegła końca. Nie była to moja arbitralna decyzja, ale prawdziwe zakończenie. Swoją naukę u don Juana opisałem już w dwóch poprzednich pracach: Nauki don Juana i Odrębna rzeczywistość. W obydwu książkach przedstawiłem podstawowe założenie, które głosiło, że kluczowymi punktami w nauce czarownika są stany niezwykłej rzeczywistości uzyskiwane dzięki przyjmowaniu roślin psychotropowych. Don Juan był ekspertem w stosowaniu trzech takich roślin: pejotlu, czyli Lophophora williamsii, bielunia Datura inoxia, oraz jednego z grzybów z rodzaju Psilocybe. Dzięki ich działaniu, moje postrzeganie świata stało się niezwykłe i wstrząsające i dlatego zmuszony byłem Przyjąć, że stany takie stanowiły jedyny sposób komunikacji i nauczania, jaki stosował wobec mnie don Juan. To założenie okazało się jednak błędne. Aby uniknąć wszelkich nieporozumień związanych z moją pracą z don Juanem, chciałbym wyjaśnić pewne Podstawowe kwestie. Jak dotąd nie próbowałem umieszczać don Juana w kontekście kulturowym. To, że uważał się on za Indianina Yaqui, wcale nie oznacza, iż jego wiedza czarownika jest powszechnie znana i praktykowana przez ten lud. Wszystkie rozmowy, które podczas nauki prowadziłem z don Juanem, odbywały się po hiszpańsku i tylko dzięki biegłej znajomości tego języka byłem w stanie uzyskać wyczerpujące informacje dotyczące jego światopoglądu, o którym zwykłem mówić jako o magii, a o samym don Juanie jako o czarowniku, gdyż takich wyrażeń on sam używał. Zgromadziłem obszerne notatki, ponieważ udało mi się spisać większość naszych rozmów z samego początku mojej nauki u don Juana i wszystko, o czym mówiliśmy w fazie późniejszej. Aby ułatwić czytanie tych notatek i równocześnie utrzymać pewną dramaturgię, musiałem odpowiednio je zredagować. Jestem przekonany, że to, co odrzuciłem, nie ma większego znaczenia dla poruszanych przeze mnie kwestii. W pracy z don Juanem ograniczyłem się jedynie do traktowania go jako czarownika i do zdobycia członkostwa w jego wiedzy. Postaram się teraz wyjaśnić podstawowe założenia magii don Juana, zgodnie z tym, jak on sam mi je przekazał. Don Juan twierdził, że dla czarownika świat nie jest rzeczywisty, nie jest taki, za jaki go uważamy. Nasza percepcja świata jest jedynie jego opisem. Don Juan koncentrował wszystkie swoje wysiłki na tym, aby wyrobić we mnie przekonanie, że obraz rzeczywistości, który istnieje w moim umyśle, jest jedynie opisem świata. Opisem, który został wtłoczony we mnie w momencie narodzin. Zwrócił moją uwagę na to, że każdy, kto nawiązuje bliższy kontakt z dzieckiem, jest jego nauczycielem, który bezustannie opisuje mu świat, aż do momentu, kiedy dziecko potrafi postrzegać świat tak, jak został mu on opisany. Według don Juana, nie zachowujemy wspomnienia tego złowieszczego momentu, ponieważ po prostu nie mamy żadnego punktu odniesienia umożliwiającego porównanie naszej wizji rzeczywistości z jakąkolwiek inną. Jednak od tej chwili dziecko jest już członkiem. Zna opis świata. Jak sądzę, jego członkostwo staje się pełnoprawne, gdy potrafi dokonywać takich interpretacji percepcji, które w konfrontacji z opisem potwierdzają go. Tak więc, dla don Juana, rzeczywistość składa się z nieskończonego strumienia interpretacji postrzegania, które my, jednostki posiadające specyficzne członkostwo, nauczyliśmy się interpretować w ten sam sposób. Idea mówiąca, że interpretacje percepcji tworzące świat stanowią strumień, pozostaje w zgodności

z faktem, że następują one po sobie w nieprzerwany sposób i rzadko, jeśli w ogóle, bywają kwestionowane. Nasz odbiór rzeczywistości jest przez nas uznawany za tak niepodważalny, że podstawowe założenie magii, traktujące go jedynie jako jeden z wielu opisów, niełatwo przyjąć poważnie. Na szczęście, kiedy pobierałem nauki u don Juana, nie był on wcale zainteresowany tym, czy traktuję jego twierdzenia poważnie, czy nie. Bez względu na mój sprzeciw i brak zrozumienia tego, o czym mówił, nie przestawał punkt po punkcie wyjaśniać mi swoje przekonania. Jako nauczyciel magii, już od pierwszej chwili, kiedy zaczęliśmy rozmawiać, próbował opisać mi świat. Trudności w zrozumieniu jego uwag i metod wynikały z tego, że jego aparat pojęciowy był mi zupełnie obcy. Jego celem było nauczenie mnie “widzenia", w odróżnieniu od zwykłego “patrzenia". “Zatrzymanie świata" było pierwszym krokiem prowadzącym do “widzenia". Przez lata traktowałem ideę zatrzymania świata jako tajemniczą metaforę, która w rzeczywistości nic nie znaczy. Dopiero podczas towarzyskiej rozmowy, do której doszło pod koniec mojej nauki u don Juana, w pełni uświadomiłem sobie jej wielką wagę, jako jednej z głównych tez wiedzy don Juana. Don Juan i ja rozmawialiśmy wówczas swobodnie o różnych sprawach. Opowiedziałem mu na przykład o moim przyjacielu i jego dziewięcioletnim synu. Chłopiec, który przez ostatnie cztery lata przebywał z matką, teraz zamieszkał ze swoim ojcem. Problem polegał na tym, co z nim zrobić. Według przyjaciela, nie nadawał się do szkoły, nie potrafił się skoncentrować, nic go nie interesowało. Miał napady wściekłości, zachowywał się w nieodpowiedni sposób i uciekał z domu. – Twój przyjaciel z pewnością ma kłopot – powiedział don Juan, śmiejąc się. Chciałem opowiedzieć mu o wszystkich strasznych rzeczach, jakie wyprawiał chłopak, lecz mi przerwał. – Nie ma potrzeby mówienia więcej o tym biednym chłopcu. Ani ty, ani ja nie mamy powodu w taki lub inny sposób oceniać jego zachowania. – Jego ton był szorstki i stanowczy, ale po chwili uśmiechnął się. – Co ma zrobić mój przyjaciel? – zapytałem. – Najgorsze byłoby zmuszanie chłopca do tego, by zgadzał się z ojcem – powiedział don Juan. – Co masz na myśli? – Dziecko nie powinno być ani bite, ani karcone przez ojca, gdy nie zachowuje się w taki sposób, w jaki on by sobie tego życzył. – Jak więc może go czegokolwiek nauczyć, jeśli nie będzie stanowczo reagował? – Twój przyjaciel powinien pozwolić komuś innemu dać klapsa dziecku. – Ale nie może przecież dopuścić do tego, aby ktoś obcy bił jego syna – powiedziałem zdziwiony jego sugestią. Don Juan wydawał się ucieszony moją reakcją i zachichotał. – Twój przyjaciel nie jest wojownikiem – odparł. – Gdyby nim był, wiedziałby, że najgorszą rzeczą, jaką można zrobić, jest otwarta konfrontacja z ludźmi. – Co robi wojownik, don Juanie? – Wojownik postępuje strategicznie. – Wciąż nie rozumiem, co masz na myśli. – Gdyby twój przyjaciel był wojownikiem, pomógłby swojemu dziecku zatrzymać świat. – Jak ma to zrobić? – Potrzebowałby do tego osobistej mocy. Musiałby być czarownikiem. – Ale nim nie jest. – Wobec tego musi stosować zwyczajne środki, aby pomóc swojemu synowi zmienić jego wizję świata. Nie jest to zatrzymanie świata, ale działa tak samo. Poprosiłem go, aby mi to wyjaśnił. – Gdybym był twoim przyjacielem – powiedział don Juan – zacząłbym od wynajęcia kogoś, kto przyłożyłby temu małemu. Wśród mętów poszukałbym najgorzej wyglądającego opryszka.

uśmiechając się. W ten sposób naprawdę można na nich wpłynąć. a łokieć na drewnianej skrzyni. Niech chłopak lewą ręką raz dotknie zwłok w dowolnym miejscu. używając jednej z technik. dał mi możliwość ujrzenia nowej rzeczywistości. że już na samym początku naszej znajomości don Juan. ale nie spowoduje tego lanie otrzymane od ojca. do tej pory prawdopodobnie już zatrzymałbyś świat. Wydawało roi się. co masz robić. ale coś w nim do mnie przemówiło. bo jesteś bardzo uparty. Zapytałem go o to. Miałem poinstruować przyjaciela. gdy chłopak zachowa się niewłaściwie. Nie stanowiły one zasadniczej części obrazu świata czarownika. schwytać go i stłuc na kwaśne jabłko. było techniką zatrzymania świata. dany w momencie. jeśli za bardzo się przestraszy? – Strach nigdy nikomu nie zaszkodził. aby wynajęty człowiek poszedł za nim albo czekał na niego w miejscu. że mnie obserwuje. Kiedy chłopiec będzie już bardziej panował nad sobą. standardowej wersji rzeczywistości uczyniło ze mnie niemalże głuchego i ślepego na nauki don Juana. don Juanie? – Wszystko. Ta myśl mnie przeraziła. Jeśli chce się zatrzymać znajomych. Świat nie będzie już dla niego taki sam. W swoich wcześniejszych pracach opuściłem te fragmenty notatek. że dziecko będzie zupełnie inaczej wszystko odbierać. powiedz mi coś więcej. Jeśli zastosuje tę procedurę trzy czy cztery razy. co kazałem ci robić. trzeba zawsze pozostawać poza kręgiem. Pomysł był absurdalny. szczegółowego przeanalizowania mojej dziesięcioletniej pracy. niech twój przyjaciel zrobi jeszcze jedną.– Żeby przestraszyć chłopaka? – Nie tylko po to. że cały czas usiłował nauczyć mnie. służącej za niski stół. To wyjątkowe wydarzenie mojego życia zmusiło mnie do ponownego. ale służyły jakby do scementowania elementów tego obrazu. – Jakich technik. Ostatnie trzy to notatki dotyczące wydarzeń wieńczących moje usiłowania zatrzymania świata. Stanowią one pierwsze siedemnaście rozdziałów tej pracy. – Jeszcze tego nie zrobiłeś – powiedział. ostatnią rzecz. których cię nauczyłem. Gdybyś był mniej uparty. Odpowiedział. Teraz. który wywiera na nich nacisk. innymi słowy opis świata dany przez czarowników. Ten mały musi zostać zatrzymany. Kiedy to zrobi. Powieki miał opuszczone. jak zatrzymać świat. Przeglądając wszystkie swoje notatki. którego w inny sposób nie byłbym w stanie dostrzec. Uświadomiłem sobie. aby nauczyć mnie zatrzymania świata. jako czarownik i nauczyciel. oprócz brzucha. ponieważ nie dotyczyły one użycia roślin psychotropowych. – A co. uczył mnie tego . może w szpitalu albo w gabinecie jakiegoś doktora. – Po tym jak włóczęga przestraszy chłopca. Na umówiony znak. – Proszę. przedstawiam je w całości. że nic nie działa. zapewniam cię. Stało się dla mnie jasne. poprzez to. w jaki tylko zechce sposób. kto zawsze cię bije i mówi. ale poruszał gałkami ocznymi. Moje pełne uporu przywiązanie do własnej. twój przyjaciel musi. Musi znaleźć jakiś sposób. kto ci siedzi na karku. Najgorsze dla ducha jest to. który ma jeszcze trochę siły. takiego. – Niech pójdzie do slumsów i znajdzie okropnie wyglądającego włóczęgę – zaczął – ale niech wybierze młodego. Następnie don Juan przedstawił dziwną strategię. w którym będzie razem ze swoim synem. głupcze. żeby go przestraszyć. stanie się kimś nowym. powinien wyskoczyć z ukrycia. której dotąd nie znałem. Don Juan oparł brodę na lewej dłoni. Zmieni swoją wizję świata. Co mój przyjaciel ma zrobić ze swoim chłopakiem? – dopytywałem się. że w ciągu kilku lat naszej znajomości don Juan stosował wobec mnie tę samą taktykę. co nazywał technikami zatrzymania świata. Tak więc. to jedynie mój brak wrażliwości zmusił go do użycia roślin. którą sugerował dla mojego przyjaciela i jego syna. co rozpoczął. – Wydaje mi się. gdy masz kogoś. Kilka miesięcy po tej rozmowie don Juan doprowadził do końca to. spróbować odzyskać zaufanie syna. Don Juan. W czasie nauki u don Juana została mi ukazana rzeczywistość. aby zaprowadzić syna do martwego dziecka. że moje pierwotne przypuszczenie dotyczące roli roślin psychotropowych było błędne. uświadomiłem sobie. w pełni uznając ich wartość.

Następuje to dzięki temu. warunkiem wstępnym dla zatrzymania świata jest całkowite przekonanie. Don Juan starał mi się go przekazać od samego początku. trzeba najpierw zatrzymać świat. trzeba bezbłędnie nauczyć się nowego opisu. Innymi słowy. To pojęcie z systemu don Juana mógłbym zdefiniować jako reagowanie na zaproszenie świata znajdującego się poza opisem. aby przeciwstawić go staremu i w ten sposób złamać dogmatyczną pewność. uważając. zatem jego nauki stanowią najlepsze i jedyne wprowadzenie do niego. do którego należą. Don Juan uważał. który nauczyliśmy się nazywać rzeczywistością. Według don Juana. zwykle płynący nieprzerwanie. że wiarygodność naszej percepcji rzeczywistości nie podlega zakwestionowaniu. w miarę upływu czasu. Po zatrzymaniu świata następnym krokiem jest widzenie. Innymi słowy. Wszyscy ją mamy. W moim przypadku był to opis świata czarownika. Zakończenie nauki oznaczało. że przyjąłem ten opis świata i dzięki temu stałem się zdolny do postrzegania światła w nowy sposób. 1972 C. uzyskałem członkostwo. coraz bardziej skomplikowanych elementów. że aby osiągnąć widzenie. w których rzeczywistość zostaje przemieniona. zostaje zatrzymany przez takie okoliczności. odpowiadający owemu opisowi. że wszystkie te kroki można zrozumieć jedynie w kategoriach opisu. że strumień interpretacji. C.opisu. Zatrzymanie świata było naprawdę adekwatnym określeniem pewnych stanów świadomości. Twierdzę. Dziesięcioletnia nauka polegała na poznawaniu tej nowej rzeczywistości poprzez rozwijanie jej opisu oraz wtaczanie do niego. Niech więc słowa don Juana mówią same za siebie. które są obce temu strumieniowi. .

W tym momencie podniósł głowę i spojrzał mi prosto w oczy. zazwyczaj dopinałem swego. byłem w stosunku do niego nieszczery. żebym go kiedyś odwiedził w jego domu. jak don Juan tamtego popołudnia. Kiedy zacząłem studiować antropologię i spotkałem don Juana. o którym uczyłem się na uniwersytecie w Los Angeles. że postanowiłem odszukać don Juana. Przez sześć miesięcy przygotowywałem się. Jego spojrzenie było pełne mocy. że nie byłem w stanie nawet nic pomyśleć. Kilka lat temu opuściłem dom. a to według mnie oznaczało. Trudno byłoby mi ocenić niezwykły wpływ. Potwierdzenie od otaczającego nas świata – Wiem. przypochlebiając się lub ustępując. słowo pochodzące od caballo. że jest człowiekiem ceniącym szczerość. i zdobyłem się na odwagę. To był koniec naszego spotkania. a szczególnie halucynogennym kaktusem. Pomyślałem sobie. czytając o pejotlu. pierwotnie oznaczało jeźdźca lub szlachcica na koniu. Przeniknęło mnie na wskroś. – Czy dowiedziałeś się o tym od swojego przyjaciela? – zapytał obojętnie. że nazywa się Juan Matus. podczas gdy naprawdę nie miałem o nim zielonego pojęcia. pozostawało mi jeszcze użalanie się albo narzekanie. Natomiast spojrzenie don Juana sparaliżowało mnie do tego stopnia. Tak zaintrygowało mnie to zdumiewające spojrzenie. używając bardzo formalnego zwrotu. Znajdowaliśmy się na dworcu autobusowym w Arizonie. uśmiechając się szeroko. że dużo wiem o pejotlu. chwaliłem się. a właściwie to one pozwalają mi. byłem już ekspertem w stawianiu na swoim. Powiedziałem. chociaż wcale nie groźne. Spodobał mi się jego uśmiech. Zapytałem go po hiszpańsku. my zaś przedstawiliśmy się sobie. Po krótkiej wymianie konwencjonalnych uprzejmości w prostych słowach przyznałem się. że jestem zainteresowany zbieraniem i poznawałem leczniczych roślin. 17 grudnia 1960 Po długim i wyczerpującym wypytywaniu miejscowych Indian odnalazłem jego dom. Stary człowiek powoli pokiwał głową. jaki wywarło na mnie spojrzenie don Juana. a ja zachęcony jego milczeniem dodałem jeszcze. że jestem gotowy. czyli “koń". bo pozdrowił mnie. aby przygotować się na nasze spotkanie i teraz . abym je zbierał – powiedział łagodnie. że ma pan dużą wiedzę na temat roślin – powiedziałem do starego Indianina stojącego przede mną. Stary człowiek powiedział mi. – Zbieram rośliny. jaki dla niego żywiłem. siedział na drewnianej skrzynce do przewożenia mleka. Indianin zaproponował. aby przedstawić mu swoją prośbę. Sobota. Zawsze kiedy odprawiano mnie z kwitkiem. Od razu język stanął mi kołkiem i nie mogłem już kontynuować swojej przemowy. czy zgodzi się. że kiedy spotkaliśmy się pierwszy raz. że potrafię zadbać o siebie. Powiedziałem.1. Innymi słowy. Wtedy spojrzał na mnie. abym zadawał mu pytania. Nie straciłem jednak nadziei. Powiedziałem: – Czy pan [caballero] pozwoli mi zadać kilka pytań? Caballero. Zapoznałem się ze wszystkimi dostępnymi pracami i kiedy poczułem. kiedy wysiadłem z samochodu. że moje słowa wypadły całkiem poważnie i że wyglądam na osobę godną zaufania. Niejednokrotnie nie potrafiłem powiedzieć ani słowa swojemu oponentowi z powodu głębokiego szacunku. Uznałem. iż niewątpliwie rozmowa o pejotlu przyniesie nam obu korzyści. znowu pojechałem do Arizony. Wyglądało na to. – Tak. pejotlem. a szczególnie o jego kulcie u amerykańskich Indian z równin. kłócąc się albo wściekając. Nie była to tylko kwestia zamknięcia mi ust. jego oczy były bardzo łagodne. a jeśli już nic nie odnosiło skutku. Było wczesne popołudnie. – Jestem jeźdźcem bez konia – stwierdził. ale wtedy także odczuwałem gniew i frustrację. że mnie poznał. w konkretnej sytuacji zawsze mogłem coś zrobić i nigdy w moim życiu żadna ludzka istota tak szybko i skutecznie nie pohamowała moich zapędów. Indianin popatrzył na mnie z ciekawością. że czytałem przez sześć miesięcy. gdybym nie miał sporego bagażu doświadczeń. Mój przyjaciel właśnie skontaktował nas ze sobą i wyszedł. tylko ich nie wyrażałem. że nazywam się Juan Matus. – Już powiedziałem ci.

każdego rodzaju informacji na temat ziół leczniczych i ich stosowania. poza tym że ci pierwsi wymagali. aby uniknąć odpowiedzi. podobne. Ta pauza była bardzo wystudiowana i wydała mi się nieco staromodna. Zapewniłem go. Znałem także puentę – młody człowiek został schwytany. ponieważ potrzebuję informacji. – Kiedy zauważył. że urzędnik zapomniał słowo-klucz. by pytanie zabrzmiało naiwnie i zdradzało zainteresowanie rozwojem wydarzeń. pewnego dnia postanowił przygotować się na przejście przez posterunek i nauczył się wymawiać słowo-hasło. Słyszałem już przedtem podobną historyjkę o Żydach w Niemczech. Z zapałem powiedziałem mu. czyjego słowa zawierają jakieś ukryte znaczenie. gdyż zaczai mnie zapewniać. że chociaż miałem dobre intencje. Jednak wydawało mi się. ponieważ zaczął wyjaśniać. Wydawało się. co go rozbawiło. – Młody człowiek został oczywiście natychmiast zabity – odpowiedział i wybuchnął śmiechem. Odpowiedział mi śmiechem. że wyczuł mój zamiar. ale nie wychodziłem z roli. co się stało dalej. czy nie zechciałbym razem z nim udać się na krótki wypad na pustynię. zanim ten zdążył cokolwiek powiedzieć. że chciałbym bardzo poważnie pracować razem z nim. jak wymawia pewne słowa. Stroił sobie ze mnie żarty w bardzo subtelny i wyrafinowany sposób. Później powiedziałem mu. ponieważ urzędnik zapomniał słowo-klucz i kazał mu powiedzieć inne. to w rzeczywistości w żaden sposób nie byłem w stanie przygotować się na to spotkanie. przyznał się. młody człowiek. że specjalnie zmienia temat rozmowy.rzeczywiście wiem już dużo więcej. Ta cecha oczywiście mimowolnie ich zdradzała. Król zarządził wystawienie posterunków przy drogach. Widać w moim stwierdzeniu było coś. co miał na myśli. Zaproponowałem mu zapłatę za jego czas i wysiłek. natomiast pozostałych natychmiast skazywano na śmierć. aby urzędnicy mogli nakazywać przechodzącym ludziom wymawianie pewnego słowa-klucza. I wreszcie nadszedł dzień wielkiej próby. Śmiał się ze mnie. że don Juan czeka. Prześladowani i prześladowcy nie różnili się niczym od siebie. – Lubię dużo chodzić – stwierdził don Juan. Teraz on był górą. W tym momencie don Juan w dramatyczny sposób przerwał swoją opowieść i spojrzał na mnie. Chyba zauważył moje zmieszanie. że w rzeczywistości stworzył ją specjalnie dla mnie. Stwierdził. że moje wysiłki Przypominają mu historyjkę o pewnym królu. ale naprawdę jestem zainteresowany nauczeniem się czegoś o roślinach. – Coś się z nim stało? – starałem się. którzy potrafili wypowiedzieć je tak samo jak król. Młody człowiek. przyszedł pod posterunek i czekał. – Będziesz pracował dla mnie – powiedziałem. który kiedyś prześladował i zabijał ludzi. można było rozpoznać po tym. jak zakończy się ta historia. Pomyślałem. To. jak powiązał swoją opowieść z moim przypadkiem. pełen wiary w siebie. którego jednak ten nie nauczył się właściwie wymawiać. Z szerokim uśmiechem don Juan powiedział. Zacząłem się śmiać razem z nim. Zapytał mnie. że przygotowywał się na tę próbę przez sześć miesięcy. że może wypadłem bardzo głupio. aż zapytam. a ja czułem się nieswojo i byłem trochę urażony. Chciałem go zapytać. że opanowanie jego wymowy zajęło młodzieńcowi sześć miesięcy. ale nie zrobiłem tego. . Zrobił następną pauzę i popatrzył na mnie z figlarnym błyskiem w oku. że uwielbiam chodzić po pustyni. – Ile masz zamiar mi zapłacić? – zapytał. Ci. aby wymawiać pewne słowa w im tylko właściwy sposób. – Młody człowiek był naprawdę sprytny – opowiadał. aż urzędnik każe mu wymówić to słowo. – No i co? Co było dalej? – zapytałem autentycznie zainteresowany. czy ktoś jest Żydem. Tak też zrobiłem. Wydawało mi się. – To nie będzie piknik – stwierdził ostrzegawczym tonem. byli wolni. a przede wszystkim to. – A ja będę ci za to płacił. Już nie wiedziałem. w jaki przyciągnął moją uwagę. Bardzo podobał mi się sposób. Bohater tej historyjki. Nie chciałem jednak zbyt natarczywie nalegać.

Jeszcze raz dałem mu do zrozumienia. ale w dalszym ciągu nie pokazał mi ani nie zerwał żadnej rośliny. Przeszliśmy jeszcze kawałek. Kiedy przyznałem mu się. w kieszeni? – zapytał. co ma na myśli. Don Juan nie pokazał mi żadnych roślin. Powiedział mi. – Nie musisz mi płacić – powiedział. marszcząc brwi. czy zgadzam się z jego propozycją. – Są żywe i odczuwają. swoim czasem. Prosiłem go. delikatnie ich dotykając. ale mogło być również nerwowym odruchem kogoś.. co miał na myśli. przykładając prawą rękę do ucha. nie mówiąc ani słowa. aby został moim informatorem. Spojrzał na mnie i pokiwał głową potakująco. Zapytał mnie. W odpowiedzi usłyszałem. – Możesz mnie pytać o wszystko. – Czy urodziłeś się w tych okolicach? Znowu skinął głową. Jego oczy wyglądały na zmęczone. Zatrzymaliśmy się na chwilę przy ogromnych krzakach. Mój przyjaciel. – Rośliny są bardzo szczególne – powiedział. o co zechcesz. Spojrzał na mnie przenikliwie. abym miał się na baczności. pisz – powiedział. Pomyślałem. a szczególnie o pejotlu. – Bawisz się swoim małym? Chodziło mu o notatki. silny poryw wiatru poruszył pustynnym chaparralem koło nas. co możesz z tym zrobić. Pochodzisz z niej całej? . że to “zgadzanie się liści" stanowi jeden z przejawów tej ekscentryczności. które robiłem na bloczku papieru. Pomyślałem. ponieważ niczego nie da się o nich powiedzieć. Krzewy wydały grzechoczący odgłos. pisząc mu przed nosem. że nic nie ma do powiedzenia o roślinach i dlatego branie moich pieniędzy jest dla niego nie do pomyślenia. że nie rozumiem. Wyglądało to jak potwierdzenie. a później to. – Jeżeli chcesz pisać. ponieważ staruszek jest bardzo ekscentryczny. zaśmiał się serdecznie. ani w ogóle nic o nich nie mówił. – Liście i wiatr zgadzają się ze mną. Byłem zachwycony. co robię. jakby chciał lepiej słyszeć. Później zatrzymał się i usiadł na kamieniu. Wszedł tylko między krzewy.Odkryłem nutę chciwości w jego głosie. – Patrz! Świat właśnie zgodził się ze mną – powiedział. Uśmiechnąłem się.. co będę wiedział. W chwili kiedy to powiedział. że bardzo dziwny z niego gość. – Co powiedziałeś? – zapytałem. w zamian za pewne korzyści finansowe. Powiem ci to. Powiedziałem jednak. – Co robisz tam. Pod źrenicami widać było białka jego oczu. abym odpoczął i rozejrzał się wkoło. Nie zrozumiałem tego. – Słyszysz? – zapytał. – Czy pochodzisz z Arizony. usiłując skierować rozmowę na niego. – A ty skąd jesteś? – zapytał mnie. powiedział mi. przykładając lewą rękę do ucha. – Zapłać mi za mój czas. który nas ze sobą skontaktował. że nie chciałem mu przeszkadzać. Powtórzył to tajemnicze stwierdzenie trzy razy i wtedy nad całą okolicą rozległ się grzmot przelatującego odrzutowca Air France. kto się zastanawia. ile uznasz za stosowne. że bardzo chcę się uczyć o roślinach. który miałem w wielkich kieszeniach swojej kurtki. dopóki nie zrobiło się prawie ciemno. Wtedy dodał: – Być może nie ma niczego do nauczenia się o roślinach. – Mnie to nie przeszkadza. Szliśmy przez pustynię. – Tyle. nie wiedziałem. że jest bardzo zabawny. – Pochodzę z Ameryki Południowej – odpowiedziałem. nie patrząc na mnie. don Juanie? – zapytałem. Powiedziałem. Pomyślałem. Jego śmiech był zaraźliwy. – To wielki kawał świata. Ja natomiast nalegałem na rozmowę. aby odpocząć.

Czułem się winny. Nie pozwolił mi skończyć. Moje dziwne zakłopotanie wzrastało. – Nie ma mowy – odparł. W jego osobowości było coś uspokajającego. Przyjrzał mi się badawczo. – Jesteśmy podobni do siebie w tym względzie – powiedział. W tej właśnie chwili woda gotująca się w ekspresie do kawy zaczęła wydawać pełen animuszu odgłos. pod koniec następnego tygodnia. – Kiedy będziesz w domu? – zapytałem. tak samo jak ja jestem Yaqui z Sonary. kiedy będę mógł przyjechać. ponieważ wstał i zapytał mnie. – Słyszysz! – don Juan zawołał z błyskiem w oczach. wiem – powiedział. Czułem się. Lubiłem go. że nigdy nie pije. a śmiech stał się niepokojący. żebym wziął ze sobą aparat fotograficzny i sfotografował jego i jego dom. nawet piwa. czy don Juan kłamie. – Jesteś. Chciałem mu postawić piwo w restauracji. powiedział mi. Musiał to zauważyć. – Tu. jeśli tylko chcemy je porzucić. W drodze powrotnej i później podczas jazdy do miasta rozluźniłem się. ale rzeczywiście rozbawiła mnie ta sytuacja. chociaż nie mogłem znaleźć ku temu żadnych powodów. że mi coś zagraża. – Mieszkam tutaj. Tak zakończyła się pierwsza prawdziwa sesja z moim “informatorem". – A co.. że lubił wypić w młodości. i odszedł. Nie wierzyłem mu – mój przyjaciel. że muszę odwiedzić kilku przyjaciół. – Ludziom trudno jest zrozumieć. ale nie byłem całkiem spokojny. jakby złapał mnie na kłamstwie. – Palenie i picie to nic. – Coś takiego! Ja natomiast pochodzę z. Odniosłem wrażenie. – Po prostu przyjedź i o nic się nie martw. o czym ja nie mam pojęcia albo czego nie chcę mu powiedzieć. – Wiem. czy nie miałby nic Przeciwko temu. . kim jesteś. – Jasne – powiedział z wielkim przekonaniem. – A magnetofon? Nie będzie ci przeszkadzał? – Obawiam się. Don Juan popatrzył na niego i łagodnie powiedział: – Dziękuję ci. – Skinął głową i wybuchnął grzmiącym śmiechem. że on również nie wchodzi w grę. ale mi przerwał. czy nie. – Uważasz. – Nie wiem dokładnie. W tym rozstrzygającym momencie ekspres do kawy wydał prawdziwie obsceniczny bulgot. dla zobrazowania swych słów. – Po chwili dodał: – Człowiek może uzyskać potwierdzenie od wszystkiego co jest wokół niego. Ja zaś. Zacząłem wyjaśniać okoliczności moich narodzin.Jego oczy znów mnie prześwidrowały.. Pobiegłem za nim i zapytałem go. że naprawdę tak łatwo przestać palić czy pić? – zapytałem. Odpowiedział. jeśli cię wtedy nie będzie? – Będę – odpowiedział. że stary przez większość czasu jest nieźle zaprawiony. Don Juan pożegnał się ze mną już w drzwiach restauracji. ponieważ zaczął wyjaśniać. ale pewnego dnia po prostu przestał. marszcząc brwi. który nas ze sobą skontaktował. skądkolwiek byś pochodził. potem jednak znowu chciałbym się z nim zobaczyć. że w każdej chwili jesteśmy w stanie ze swego życia wyrzucić wszystko. czy chcę pójść coś zjeść w restauracji w mieście. ale naprawdę urodziłem się jako Yaqui w Sonorze. kiedy przyjedziesz – odpowiedział. Właśnie tak. że wie coś. Absolutne nic. Widać wątpliwości odmalowały się na mojej twarzy. Zaśmiałem się w duchu. Czułem. – Gotująca woda zgadza się ze mną. – Zawsze. śmiejąc się. Jego oczy błyszczały. Jednak nie interesowało mnie. strzelił palcami. Byłem zaskoczony. Jego śmiech wydawał się nieco za głośny. co tylko zechcemy.

Byłem zmartwiony i rozdrażniony. – Zapomnij o tym – rzekł stanowczo. Martw się więc o niego.. co robimy. Odparł. nigdy więcej mi o tym nie wspominaj. – Tylko przyjedź – powiedział łagodnie i pomachał mi na pożegnanie. . Przerwał mi ruchem dłoni i postąpił kilka kroków w tył. Don Juan pokręcił przecząco głową. że nie widzę żadnego logicznego powodu jego odmowy.. Powiedziałem. – Nie można nic zrobić bez ducha – powiedział. – A ty go nie masz. Powiedziałem. Nazwał ją duchem. a nie o zdjęcia. że zdjęcia i nagrania są niezbędne dla mojej pracy. jest tylko jedna niezbędna rzecz. – Co przez to. że we wszystkim. Zainscenizowałem żałosną skargę. – A jeśli chcesz mnie jeszcze zobaczyć.

Poczułem lekkie zaniepokojenie. Wykorzystując całą swoją cierpliwość. Zapytałem go. poprosił mnie. – Dopadłeś mnie. ani wyzwania. – Nie mam żadnej osobistej historii – powiedział po dłuższej przerwie. Tato! Hej. mogę z nim zostać przez całe popołudnie. w którym nie było jednak ani arogancji. jakby ktoś inny wypowiedział te słowa. Nagle poczułem się nieswojo. – A więc – powiedział. Przyjmując. czy jest on starym żartownisiem robiącym ze mnie błazna. 22 grudnia 1960 Don Juan siedział przy drzwiach swego domu. a druga dla matki. zmarszczywszy brwi i powiedział. – Chodzi mi o to. Przygotowałem kilka formularzy na temat jego pochodzenia i rodziny. że osobista historia nie jest mi już dłużej potrzebna i. abym na niej usiadł i poczuł się jak u siebie w domu. ze być może powinienem zacząć od matki. Usiłowałem wytłumaczyć mu sens odkrywania jego genealogii. nazywając swego ojca i matkę? Jak ich wołałeś? – Starałem się być cierpliwy i uprzejmy. ale z niespodziewaną mocą. że mnie nie zrozumiał. Jeszcze przed chwilą był on niedołężnym. że nie pali. – Nazywałem go Tata – powiedział z poważną miną. podobnie jak picie. czy tylko prostaczkiem. – Nie trać czasu na te bzdury – powiedział łagodnie. ale kontynuowałem. które chciałem. że jedna rubryka jest przeznaczona dla ojca. głupim Indianinem skrobiącym się po głowie. Przywiozłem ze sobą cały karton. wyglądało to tak. Nie wiedziałem. Chciałem wraz z nim przeanalizować tę listę i sprawdzić. Powiedział. porzuciłem ją. dobrymi oczyma. – Ojej! – powiedział. Wymazanie osobistej historii Czwartek. aby to zapisać. więc przygotowałem się. czy nie przeszkadzam mu w jego codziennych zajęciach. Zacząłem od formularzy rodzinnych. które charakteryzują ponoć Indian mieszkających na tym obszarze. Jako przykład podałem mu różne słowa używane w angielskim i hiszpańskim na określenie każdego z rodziców. odczytywałem to jako stan zagrożenia. ani nienawiści czy pogardy. że nie ma codziennych zajęć i że jeśli tylko chcę. Pokazałem mu formularz i powiedziałem. Rozmawialiśmy o chłodnych nocach na pustyni i poruszaliśmy inne typowe tematy grzecznej konwersacji. Mamo! Zaśmiałem się wbrew sobie. Nie całkiem to rozumiałem. że coś sobie przypomina. – Jak nazywałeś swoją matkę? – zapytałem. Spojrzał na mnie jasnymi. Spojrzał na mnie.2. jak na to zareagować. że to bardzo poważne pytania i że dla mnie bardzo ważne jest wypełnienie tych formularzy. Wahał się chwilę. Ja byłem tym głupim. – Jakie były imiona twojego ojca i matki? – zapytałem. Wypisałem również z literatury etnograficznej długą listę cech kulturowych. Don Juan podrapał się po głowie i popatrzył na mnie z głupim wyrazem twarzy. Odwrócił drewnianą skrzynkę do transportu mleka. jakby dokonał bardzo poważnych myślowych operacji – jak inaczej na nich wołałem? Wołałem: hej. wytłumaczyłem mu. – Nazywałem ją Mama – odparł naiwnym tonem. które z obyczajów są mu znane. Jego oczy były dobre. oparty plecami o ścianę. jego osobistej historii. a potem w jednym momencie nasze role odwróciły się. ale przyjął prezent. – Pewnego dnia odkryłem. – Jak nazywałeś swojego ojca? – zapytałem. Niech pomyślę. hej. jasne i przenikliwe. hej. Wyglądał naprawdę komicznie i w tym momencie nie wiedziałem. jakich innych słów używałeś. potem wydawało mi się. . Poczęstowałem go papierosami. a on wpatrywał się we mnie nie dającym się opisać wzrokiem. Pomyślałem sobie. abyśmy wypełnili.

co robię. przynajmniej na poziomie intelektualnym. tak to właśnie rozumiem – odparł ostro.Przypomniałem mu. abym zadawał mu pytania. przypomniałem sobie tajemnicze i niezwykłe spojrzenie. – Porzuciłem ją pewnego dnia. kim jestem. że mój ojciec jest przykładem tego. – Nie wiesz. że każdy. – W jaki sposób można porzucić własne dzieje? – zapytałem zaczepnie. z jakim twierdził. co robisz. czy nie. Powiedział. nieprawdaż? – powiedział. – On wie wszystko – powiedział. – Skąd to wiesz? – Rzeczywiście – powiedziałem – nie mogę tego wiedzieć z całą pewnością. – Najpierw trzeba chcieć je odrzucić – powiedział. – Musisz odnawiać swoją osobistą historię. Dzięki temu tworzy się osobista historia. ani czym jestem. urok. którym obdarzył mnie podczas naszego pierwszego spotkania. że nikt nie może tego stwierdzić z całą pewnością. próbując odkryć znaczenie jego słów. czy jestem Yaqui. ani kim. rzecz jasna. Nagle zrozumiałem. – Może powinieneś mi powiedzieć. udawaną naiwność. może ona powstać. to kilka imion do mojego formularza – powiedziałem. kim jesteś i co robisz. który. Uczciwie przyznawałem się. Czułem. że bez zastrzeżeń zgodził się. W jakiś sposób don Juanowi udało się odciągnąć mnie od mojego pierwotnego zamierzenia. Chciałem to przedyskutować z don Juanem. Ja upierałem się jednak. że już mi nie jest potrzebna. – Dlaczego ktoś ma tego pragnąć?! – wykrzyknąłem. Głupio mi było próbować wciągać w filozoficzną dyskusję starego Indianina. co mój ojciec myśli o mnie i co wie. – Czy tego nie widzisz? – zapytał dramatycznie. próbując z powrotem skierować konwersację na pożądany przeze . ale ty to wiesz i to się liczy. ponieważ wydawało mi się to nie na miejscu. Zapytał mnie. kiedy poczułem. że nie ma nic przeciwko nim. Gapiłem się na niego. – Nie wiem. Niezdarnie streściłem w notatniku to. Wie. – A później należy postępować systematycznie. Nie możesz tego zmienić. jego irytujący humor i czujność. – Fakt. Natomiast jeśli nie ma się swej historii. – Na pewno jestem? – zapytał. co rozumiesz przez porzucenie osobistej historii – poprosiłem. Nalegał. – Jesteś Yaqui. jakie wrażenie na mnie wywiera. Nieposiadanie osobistej historii było koncepcją pociągającą. śmiejąc się. Don Juan potwierdził. – Po prostu nie mam już osobistej historii – powiedział i popatrzył na mnie badawczo. a później niespodziewaną moc stwierdzeń. – Nigdy nie będziesz wiedział. Byłem zdumiewająco silnie przywiązany do swych dziejów i historii mej rodziny. których nie mogłem pojąć. Uświadomiłem sobie. bo wszystko. czego chciałem od ciebie. kiedy wie o tym jeszcze ktoś. – Tylko wtedy. żadne wyjaśnienia nie są potrzebne. że chyba nie zrozumiałem Jego stwierdzenia. – Usunięcie jej. – Ma cię jak na dłoni. o co mu chodzi. Odpowiedziałem. wcale nie stwarza mej osobistej historii – odpowiedział. jakby czytał w moich myślach. Nikt nie jest zły ani rozczarowany twoim zachowaniem. opowiadając rodzicom. czyli wypytania go o genealogię. jak doszliśmy do tej rozmowy. Jednak wywoływała ona we mnie awersję i poczucie zagrożenia. o co tu chodzi. kiedy pytałem go o ojca i matkę. ma jakieś wyobrażenie o mnie. że bez tych korzeni moje życie nie miałoby żadnej ciągłości ani celu. ale pohamowałem się. i żadna siła na ziemi nie zmusi go do zmiany opinii o tobie. że tak. że zabiłem mu klina. co powiedział. na przykład – powiedziałem. czy mam ojca. ponieważ nie mam osobistej historii. Nie potrafiłem go rozszyfrować. nie mógł być tak “wyrobiony" jak student uniwersytetu. Przestałem pisać i spojrzałem na niego. kiedyś prawie sam do tego doszedłem. Don Juan wytłumaczył mi. że to ja wiem. kto mnie zna. abym uświadomił sobie. krewnym i przyjaciołom o wszystkim. A zapewniam cię. a przede wszystkim czyjeś mniemania o tobie nie mogą cię do niczego zobowiązać. że od świata uzyskuje potwierdzenie swych słów. a ja ożywiam to wyobrażenie wszystkim tym. – Weźmy ciebie. ciągle po trochu je gubić.

dzisiaj nie odejdziesz z pustymi rękami. aby go przekonać. że był zdumiewająco sugestywny. co przynależy do tradycji Yaqui? – zapytałem. mój wzrok musiał zdradzać zakłopotanie. kim jesteś. Nie mogłem uwierzyć. kim jestem. – Zniżył głos do dramatycznego szeptu. co przynależy do mnie. W mojej wyobraźni stał się indiańskim wodzem. – Jak mam wiedzieć. co o tym sądzić. Później spojrzał na mnie i uśmiechnął się. ale gdzieś ponad moje prawe ramię. – Weźmy ciebie. Jego podstęp był przerażający i rzeczywiście zacząłem się bać. że powie “nie". Nikt nie wie. Spojrzałem na niego. Stopniowo wytworzyłem mgłę wokół siebie i swojego życia. Musisz wszystko wymazać. Szczerze mógłbym powiedzieć. że obcuję z samorodnym talentem aktorskim. śmiejąc się z mojego zaskoczonego spojrzenia. na przykład – kontynuował. że nauczyłem się tego sam i teraz mam zamiar przekazać ci tę tajemnicę. ale także jednym tchem dodałbym. reagowałem sprzeciwem. – Gdzie się tego nauczyłeś? – Nauczyłem się podczas swojego życia. – Doszliśmy do tego. – Mam zamiar przekazać ci dzisiaj mały sekret powiedział cicho. że zadawanie pytań dotyczących czyjejś przeszłości jest gówno warte. – Tak więc. że nie ma sposobu. A to dlatego. – No pewnie. – Czy twój ojciec nauczył cię tego? – Nie. nieprawdaż? – wtrąciłem. Jego ton był stanowczy. – Teraz nie wiesz. – Dlaczego by nie? Lepiej się czujesz. miał sztywno wyprostowane plecy. tak jak przypuszczałem. Nie bądź zbyt pewny tego wszystkiego. W tej chwili zupełnie nie wiedziałem. I teraz nikt na pewno nie może wiedzieć. Zrobił wystarczająco długą pauzę. zawsze kiedy ktoś usiłował mi mówić. Przyszła mi do głowy myśl. Zmrużył oczy. – Powoli. – Powiedziałeś. – Ale ty sam przecież wiesz. Patrzył w ten dziwny sposób przez dłuższą chwilę. że jesteś zbyt oczywisty. czerwonoskórym wojownikiem z romantycznych opowieści pogranicza z czasów mego dzieciństwa. jakby chciał mi dać czas na moje niezdarne pisanie – ponieważ wtedy uwalniamy się od obciążających myśli innych ludzi. – Nikt nie zna mojej osobistej historii. Musisz zacząć wymazywać siebie. a ja przekażę ci to. że będziesz mi zadawał pytania. – To bardzo proste – odparł. w jaki sposób mam się zachowywać. że. że mówi to naprawdę. Musiałem jednak przyznać. – Czy koncepcja nieposiadania osobistej historii jest czymś. co wiem.mnie temat. Na samą myśl o tym Przyjmowałem postawę obronną. W tym momencie stanowił wzorowy okaz dzikości. Stało się dla mnie jasne. twoje nastroje są zbyt oczywiste. Twój kłopot polega na tym. kim jestem ani co robię. nie wiem! – wykrzyknął i potoczył się po podłodze. a jednak wydawało się. – Po co? – zapytałem wojowniczo.. Śmiałem się z tej jego teatralności. że wyzbyłem się swej przeszłości. W ciągu całego mojego życia. po trochu musisz zacząć stwarzać wokół siebie tajemnicę. i zmieniłem taktykę. aż nic nie będzie już całkiem pewne. abym mógł uwierzyć. że bardzo go lubię. że pouczał mnie. Ogarnęło mnie najbardziej zdradzieckie uczucie ambiwalencji. Don Juan klepnął się po udach i zaśmiał się radośnie. że śmiertelnie się go boję. – Zapisz to – powiedział opiekuńczo. Nie patrzył na mnie. pokazując ruchem głowy całe otoczenie.. – Jest czymś. Powiedzmy. Twoje wysiłki są za bardzo oczywiste. – Najlepiej wymazać całą osobistą historię – powiedział powoli. Jeśli nie podoba ci . kim jestem i co robię. Siedział ze skrzyżowanymi nogami. co się z tobą dzieje. – Chcesz dostać coś za nic? Zgodziliśmy się. Poczułem. Z mojej twarzy musiał wyczytać ogarniający mnie niepokój i natychmiast to wykorzystał. że chcesz się uczyć o roślinach – zauważył spokojnie. aż o niczym nie będziesz już z góry przesądzał. ponieważ powiedziałem ci. kiedy piszesz. Nawet ja sam. kiedy jestem tym wszystkim – powiedział. że jest niezwykle rozluźniony. co mam robić.

co powiedział. Mój niepokój ustąpił miejsca irytującemu zamętowi. – Kłamstwa są kłamstwami tylko wtedy. Niestety. po co to robisz. – Ujmijmy to więc w ten sposób – kontynuował – jeśli chcesz się uczyć o roślinach. Odpowiedział. że moja rodzina i przyjaciele uważają mnie niestety za kogoś. nie jestem! – wykrzyknąłem. Stary człowiek ugodził w mój słaby punkt. kiedy masz osobistą historię. – Nie potrafię utrzymywać tajemnic! – wykrzyknąłem. tak jak zna ciebie. że nie chcę rozmyślnie nikogo ogłupiać ani wprowadzać w błąd. gdy wymazujemy osobistą historię. co chcesz im pokazać. jednak nie wolno ci nic mówić o tym. nawet my sami. nie mamy sobie nic więcej do powiedzenia. że zdaję sobie sprawę z tego. – Widzisz – kontynuował – mamy tylko dwie możliwości. – Zacznij od prostych działań. – Kiedy nie ma się osobistej historii – wyjaśnił – nic. Spisałem. co się mówi. z groźnym błyskiem w oku. Nie zapytałem go. – Zawsze wiedziałeś. najlepiej jak tylko umiałem. ale z żalem musiałem mu przyznać rację.się mój warunek. takich jak nieujawnianie tego. co robisz. za tę jego zarozumiałość. Upierałem się przy tym. A jednak jego myśli były wyjątkowo spójne i tak bezpośrednio potrafił je wyrażać. – Czemu ludzie nie mieliby mnie znać? Co w tym złego? – Złe jest w tym to. miał rację. że ludzie uważają mnie za niegodnego zaufania? – powiedziałem. że mnie zna. Następnie musisz rozstać się z każdym. Na jego stwierdzenie zareagowałem. W drugim wypadu. co robisz naprawdę. To bardzo podniecający i tajemniczy stan. że jesteś zmuszony wyjaśniać wszystko i wszystkim. – Nie zdawałeś sobie tylko sprawy. jest już z góry przesądzone i wtedy nie jesteś już w stanie przeciąć więzów ich myśli. Powiedziałem. – To. – Od tej chwili – stwierdził – możesz pokazywać ludziom wszystko. że przez cały czas wszystkich ogłupiam. ponieważ nie możesz podniecić się opowiadaniem o tym wszystkim. człowieku. kończymy znudzeni na śmierć sobą i światem. zamiast zmusić go do powagi. – Ależ to absurd – zaprotestowałem. kto cię dobrze zna. jeśli chodzi o mnie. nie może być potraktowane jako kłamstwo. że tak czy inaczej wszystkich wprowadzam w błąd. W ten sposób wytworzysz wokół siebie mgłę. Tak więc. niż na roztrząsaniu moich przekonań lub znaczenia tego. Naprawdę zacząłem pogardzać tym starym człowiekiem. wszystkie jej szczegóły. Zaprotestowałem. bardziej koncentrując się na tym. chociaż naprawdę w całym swoim życiu nie powiedziałem ani jednego kłamstwa. Albo wszystko przyjmujemy za pewne i rzeczywiste albo nie. wymazać także swoją osobistą historię. – Czy nie widzisz. Wyglądał jak dziwne. co ciebie dotyczy. Jego bezpośredniość rozdrażniła mnie. a równocześnie chcesz zachować świeżość w tym. – To się zmień! – powiedział ostro. dzikie zwierzę. jest dla mnie bezużyteczne. skąd wyskoczy królik. w którym nikt nie wie. że mam po dziurki w nosie tego. wszystko. co mówił don Juan. Nikt nie może powiedzieć z niezachwianą pewnością. czy skąd wie. Teraz już wiesz. jak kłamać – stwierdził. Argumentowałem. – Nie obchodzi mnie kłamstwo ani prawda – powiedział surowo. co zrobiłeś. broniąc się wyjaśnieniami. to ponieważ nie można o nich prawie nic powiedzieć. Twój problem polega na tym. jak to zrobiłeś. stwarzamy wokół siebie mgłę. że kiedy cię znają. Byłem zupełnie zdezorientowany przebiegiem tej rozmowy. wywołało jego histeryczny śmiech. aby nie wypaść z kursu. Jeśli wybieramy to pierwsze. – Bo taki jesteś – odparł z pełnym przekonaniem. musisz. Ja wolę absolutną wolność bycia nieznanym. – Jak? – zapytałem. co mówisz. ze odrzucenie osobistej historii może tylko zwiększyć poczucie braku . Moje zachowanie. oprócz zrobienia innych rzeczy. – Do diabła. zaczynasz kłamać. na kim nie można polegać. co przez to rozumie. – Ale to wtedy jest kłamstwo.

W końcu don Juan wstał i poprosił mnie. aby mówić. Nie wiedziałem dlaczego. że jeśli chcę się odprężyć. Prawie nalegał. ze nie wiemy. że wszystko wiemy. o co mam pytać. Być może w tej kompletnej ciszy minęła nawet godzina. zawsze gotowi – powiedział. Wspiąłem się na wzgórze i zrobiłem tak. jakbym miał zaraz zasnąć. – Przyjedź jeszcze – powiedział. niż przekonanie. wychodząc z samochodu. ale wystarczająco długo. Nie wiedziałem. Spałem tylko przez dwie czy trzy minuty. aby odzyskać równowagę i siły. – Koniecznie przyjedź. musimy być czujni. Nie powiedział ani jednego słowa przez bardzo długi czas. za którym krzakiem ukrywa się królik.bezpieczeństwa. ale nasza konwersacja wyczerpała mnie. z głową skierowaną na wschód. Czułem się. abym to zrobił. muszę się wspiąć na płaski szczyt najbliższego wzgórza i położyć się na brzuchu. abym go zostawił. jak powiedział. może byłem zbyt zmęczony. gdzie don Juan poprosił mnie. Nie chciałem już więcej dyskutować. Pojechaliśmy do centrum miasta. . – Bardziej podnieca nas to. Don Juan kazał mi zatrzymać się na poboczu i powiedział. abym go zawiózł do pobliskiego miasta. – Kiedy nic nie jest pewne.

muszę mieć lekko zgięte palce dłoni. należy używać plecaka lub torby na plecy. że to dobra okazja do śmiechu. że lepiej wypić tylko mały łyk. Z jednej strony nie chciałem zaakceptować tego. Uściślił poprzednie stwierdzenie. Jeśli trzeba coś przenieść. Jednak muszę dodać.3. bo zaczął tłumaczyć. Powiedziałem. że stary Indianin był po prostu świrem. Ściął kilka liści z niepozornego. a z drugiej – odczuwałem niechęć do przyznania racji mojemu przyjacielowi. Jego gburowatość była nie na miejscu. ogromna wrona. Byłem szczerze przekonany. Zaczęliśmy przechadzkę rankiem i zatrzymaliśmy się na odpoczynek około południa. marnowałem tylko czas. Uznał. a moje ciało niczego nie zauważa. Chodzi o to. gdyż jest głupawe. Miał niezwykle poważny wyraz twarzy. Wydało mi się. więc zagiąłem palce tak. jakbym był klaunem grającym dla niego przedstawienie. . że rozzłościł go mój śmiech na widok wrony. Nie miałem zbyt wiele sympatii dla tego dziwnego. że moje ciało nie jest naprawdę głupie. Zaśmiał się hałaśliwie. pragnienie zniknie. W tym momencie przeleciała nad nami. – Podchodzisz do siebie zbyt poważnie. jak opisał i szedłem. żółtawego krzaczka i zaczął je żuć. że czekał na mnie. starego piernika". don Juan mocno potrząsnął moim ramieniem i uciszył mnie. które mu przywiozłem. Wydawało się. który nas ze sobą poznał. ale trochę uśpione. Powiedziałem. – To nie był żart – powiedział surowo. i to była wrona – nalegałem. Spociłem się i chciałem się napić ze swojej manierki. chociaż sam śmiał się z ekspresu do kawy. co pozwoli mi utrzymać uwagę na ścieżce i jej otoczeniu. Poprosiłem go o wyjaśnienie. że są wspaniałe i jeśli będę je żuł powoli. że przesadzam i mam za bardzo romantyczny stosunek do tego “głupiego. Moja świadomość w żaden sposób się nie zmieniła. głupcze – warknął. że czyta w moich myślach. to nie była tylko wrona! – wykrzyknął. Chodziliśmy całymi godzinami. ale ku mojemu wielkiemu zdziwieniu. Jednak nauczył mnie właściwego sposobu chodzenia. jakbym wiedział. – Za bardzo się wściekasz – skomentował niedbale. choć nie czułem też. zanim podejmę jakąś decyzję. można dzięki temu zwiększyć swoją wytrzymałość i pogłębić świadomość. ponieważ jestem młody i silny. że kiedy utrzymuje się ręce w odpowiedniej pozycji. Twierdził. że nie lubię złościć ludzi i że lepiej będzie. że zawsze miał trafne spostrzeżenia i był autentyczny. Wydawało mi się. że to rozbawiło go jeszcze bardziej. o czym mówi. że to absurdalne. mówiąc. by mi bardzo dokuczało. lecz don Juan powstrzymał mnie. – Ale ja przecież widziałem. że jego krytyczne uwagi pod moim adresem poważnie podkopały moją życzliwość dla niego. że nie odczułem korzyści płynących z właściwego sposobu chodzenia ani z żucia liści. który uważał. że gdy idę. Zaskoczyło i przestraszyło mnie to i zacząłem się śmiać. że mój zwykły sposób chodzenia osłabia organizm i że nigdy nie powinno się niczego nosić w rękach. 28 grudnia 1960 Zaraz gdy tylko przyjechałem. – Nic nie widziałeś. Szczegółowo opowiedziałem mu o całej naszej rozmowie. Dał mi trochę. Nie zniknęło jednak. Nie spojrzał nawet na torbę zakupów. Zaśmiał się. Czułem się zmuszony jeszcze raz go odwiedzić. Środa. jeśli sobie pójdę. tak samo było z wytrzymałością. Nie byłem w nastroju do śmiechu i zdaje się. W odpowiedzi na to wzrósł mój niepokój i zakłopotanie. kracząc. Według niego. co widziałeś. Nie znalazłem żadnego powodu do dyskusji. Nie zerwał ani nie pokazał mi żadnej rośliny. Powiedział. że don Juan potrafił zniszczyć wszystkie moje przekonania dotyczące świata. don Juan zabrał mnie na przechadzkę po pustynnym chaparralu. twierdząc. mówiąc. bo on chyba nie ma nastroju do przebywania w czyimś towarzystwie. – To. Odrzucenie poczucia w łasnej ważności Miałem okazję przedyskutować swoje dwie wizyty u don Juana z przyjacielem. starego człowieka.

Stwierdziłem wówczas. który śpiewa w ten sposób i ci. Pomyślałem.– A czy ty nie robisz tego samego? – wtrąciłem. Pomyślałem sobie. Odwrócił się do mnie i spojrzał z . co go słuchają. Zaśmiał się i to wywołało jeszcze większe moje męczarnie i frustrację. Uważasz. musi się porzucić powiedział dramatycznym tonem. aby dalej robić notatki. zrobił parodię tego utworu. że złoszczenie się na mnie byłoby ostatnią rzeczą. To był omen! – Omen? Jaki? – Bardzo ważna. Wyraźnie naśladował pewnego popularnego piosenkarza. – To. ponieważ jeszcze nie skończyliśmy. muszę w dużym stopniu zmienić swoje zachowanie. jaką mógłby zrobić. nie znając drogi. że śmiałem się z wrony. aby powiedzieć mi. – A to jest potwierdzenie! – wykrzyknął. że rozmyślnie mnie poniża. ale on był nieustępliwy. Zwrócił mi uwagę na to. Zadziwiła mnie pewność jego stwierdzeń. Don Juan zaczął śpiewać idiotyczną meksykańską piosenkę. że znalazłem się w bardzo niekorzystnej sytuacji. nie było potwierdzeniem od świata – powiedział. że w ciągu swojego życia nigdy niczego nie skończyłem z powodu nadmiernego poczucia ważności. – Siadaj! – powiedział rozkazująco. denerwować się na wszystko. przy czym lekko i rytmicznie potrząsał głową. że chcę wrócić do jego domu. co o nim myślę. śmiejesz się z głupiej piosenki – powiedział. aby wszystko zostawić. Były one oczywiście prawdziwe i to nie tylko mnie rozzłościło. ponieważ muszę jechać do Los Angeles. że mam już powyżej uszu tej pracy w terenie. ustalając reguły swojej dziwnej gry i dlatego jemu było do śmiechu. tak samo jak piosenki. kiedy coś nie jest po twojej myśli. ponieważ nie potraktowałem jej poważnie. Cóż za nonsens! Jesteś słaby i zarozumiały! Próbowałem protestować. – Masz humory jak stara baba. wcale się nie śmieją. Moje zaniepokojenie wciąż wzrastało. które człowieka o zdrowych zmysłach gówno obchodzą. Odczułem wielką niechęć do niego. Stary Indianin wykonał dziwny i gwałtowny ruch. że specjalnie podał ten przykład. że zacząłem się śmiać. dotycząca ciebie wskazówka – odparł tajemniczo. jaką sobie przypisywałem. – Przekonanie o własnej ważności jest kolejną rzeczą. Znowu wzrósł mój niepokój i powiedziałem mu wszystko. co widziałeś. Ale on znowu wywiódł mnie w pole. jakby dla odświeżenia mojej pamięci. dopóki nie załatwi wszystkiego. wszystko to. Pomyślałem. że jest z niego wyjątkowo nadęty typek. – Traktujesz siebie zbyt poważnie – powiedział powoli – – Wydajesz się sobie tak cholernie ważny. że przez to okazujesz swój charakter. – Widzisz. Do Juan nie był wcale rozgniewany ani obrażony. Wydawał się niezwykle czujny. że dalej droczy się ze mną. Popatrzył na mnie przenikliwie. W tym momencie wiatr przywiał do naszych stóp suchą gałąź. a mnie nie. Przedłużając niektóre sylaby i skracając inne. Zdecydowanie nie miałem ochoty na dyskusję. Wyraźnie podkreślił. Nie możesz teraz odejść. iż możesz sobie pozwolić. co wcześniej powiedział na temat nauki o roślinach. którą oprócz osobistej historii. Don Juan nie zamierzał wrócić do domu. kiedy się na mnie złościsz? Odpowiedział. Odparł. Traktują to poważnie. Później powtórzył. tak że musiałem się zdobyć na wielki wysiłek. – Ale człowiek. Musisz to zmienić! Jesteś tak diabelnie ważny. coś podobnego do wąchania powietrza. – Co przez to rozumiesz? – zapytałem. Była tak zabawna. że jeśli naprawdę chcę się o nich uczyć. a ja. że byłem jak ten piosenkarz i ludzie lubiący jego zarozumiałe piosenki i ze śmiertelną powagą zajmujący się jakimiś bzdurami. że stać cię na to. musiałem zostać z nim. – Nie traktujesz siebie poważnie. że czujesz. Jesteś tak diabelnie ważny. Miałem poczucie. Spojrzał na mnie jaśniejącymi oczyma i wybuchnął donośnym śmiechem. Było oczywiste. ale i przeraziło. Wstałem i powiedziałem. – Latające albo kraczące wrony nigdy nie są potwierdzeniem.

Prawie biegł. Rób to tak długo. – Możesz nawet sam wymyślać słowa. że klęknąłem przed nią. Lubiłem jego tajemnicze stwierdzenia. Zaśmiał się i poklepał mnie po głowie. aby ci odpowiedziały. za każdym razem musi przeprosić je za to. Jesteś jak koń z klapkami na oczach. wróciłem do don Juana. Były one wyzywające i nie byłem w stanie się przekonać. że pewnego dnia jego własne ciało będzie im służyć za pożywienie. tym tutaj – dodał. a teraz nie jestem. że już więcej nie będziesz się czuł taki ważny. ale uczucie niedorzeczności tego działania przytłoczyło mnie. Chodź. Utrzymywał bardzo szybkie tempo przez prawie godzinę. jak mi się wydawało. – Przemawiaj dopóki nie stracisz poczucia swojej ważności. – To bardzo dziwne – odezwałem się – ale teraz czuję się naprawdę dobrze. aby to wyjaśniać – powiedział. rośliny i my jesteśmy sobie równi – stwierdził. co mówisz do rośliny – powiedział. Poszedłem tam. byłem na niego wściekły. Idź teraz na tamte wzgórza i wypraktykuj to sam. Unikaj go jak zarazy. – To był omen – powiedział. – Teraz zajmujemy się utratą poczucia własnej ważności. że człowiek. przemów do małej roślinki – nalegał. – A to było potwierdzenie – dodał. a przedtem. ponieważ przynajmniej bytem w stanie zapanować nad swoim gniewem. Don Juan podniósł dłoń do prawego ucha i uśmiechnął się.zakłopotaniem i zaciekawieniem. aby do niej przemówić. jeśli chcesz. widzisz tylko siebie. – Nie! – odparł. ale poprawił mi nastrój. dokąd mi kazał. oddzielonego od reszty. W końcu zatrzymał się przy skalistym wzgórzu i usiedliśmy w cieniu krzewu. odpowiednio długo. co mówi. – Ani my. – Świat wokół nas jest bardzo dziwny – stwierdził. Nawet spróbowałem przemawiać do roślin. ważne jest jedynie uczucie sympatii i traktowanie jej jak równej sobie. Kamień odpadł od skały i głośno uderzył o ziemię. – badawczo przypatrywał mi się przez chwilę. Teraz poczułem się prawie szczęśliwy. Poszedłem za nim. ani one nie są więcej lub mniej ważne. wziąwszy wszystko razem. Czułem się śmieszny i zachichotałem. ale później przeszedł na hiszpański. Don Juan klepnął mnie po plecach i powiedział. że je zrywa i przekonać o tym. Jak długo będziesz uważał. Marsz wyczerpał mnie całkowicie. Uklęknął przed nią i zaczął ją głaskać i przemawiać do niej. śmiejąc się do siebie z jego ekscentryczności. skąd dobiegł dźwięk. czy jestem gotów porozmawiać o poczuciu własnej ważności. co się ze mną dzieje – powiedziałem. Nie byłem jednak zły. i nawet nie wiem dlaczego. – Nieważne. Zapytałem go. czy posiadają ukryte znaczenie. aż będziesz w stanie dokonać ego na oczach innych. po czym podniósł się. Kiedy odczekałem już. – Mam zamiar pogadać z moim małym przyjacielem. Wtedy zapytał mnie. – Niełatwo ujawnia swoje tajemnice. W oddali słychać było krakanie wrony. że nie mówiłem do roślin. Przez chwilę mamrotał jakieś nonsensy. – Od teraz zacznij przemawiać do roślin – powiedział. . Don Juan zaśmiał się i wskazał palcem w kierunku. przy którym zatrzymaliśmy się dzisiaj. – Jeśli kiedykolwiek przyjdziesz na tę pustynię – powiedział – omijaj z daleka skaliste wzgórze. Nie byłem teraz nawet w stanie pojąć. – Musisz do nich przemawiać głośno i wyraźnie. Zaśmiałem się. kiedy po kłótni zaczęliśmy biec. W jakiś dziwny sposób zmieniłem się. jak mogłem się na niego tak rozzłościć. czy mogę mówić do roślin po cichu. Byłem przekonany. czy też są tylko zwykłym nonsensem. że on wie. który zbiera rośliny. że jesteś najważniejszy na świecie. wskazując niepozorną roślinkę. jakby szukając czegoś szczególnego. – Powiedz jej. w myśli. Wyjaśnił mi. – Dlaczego? O co tu chodzi? – Teraz nie czas. tak długo nie będziesz w stanie naprawdę docenić świata wokół siebie. że wszystko jest w porządku. Na początku nie rozumiałem. – Nie rozumiem. – Przedtem byłem wściekły. Omiótł mnie wzrokiem z góry na dół. – Tak więc. Posunąłem się do tego. Potem nagle wstał i zaczął szybko iść. ale nie mogłem zmusić się.

– Twoja bystrość czyni cię głupszym. ale nie powiedział ani słowa. Don Juan zaczął się śmiać łagodnie. ale don Juan nie dał mi na to czasu. W pewnym momencie zostałem z tyłu i don Juan musiał zaczekać na mnie. Chciał. jakby chciał mi dać wystarczająco dużo czasu na jego zrozumienie. Zgiąłem palce i co najdziwniejsze. – Powiedziała mi. zauważyłem duży plac porośnięty tymi roślinami. w przeciwnym wypadku może nas nie wypuścić. – Oj! – wykrzyknął. że kiedykolwiek będę z nim szedł. jak moje ręce ciągną mnie naprzód. – Don Juan wskazał na miejsce na zboczu oddalone od nas o około dwieście metrów. ponieważ jest ona zarówno pożywieniem. Rozkazującym tonem powiedział mi. muszę obserwować. iż rośnie ich trochę w miejscu. – Będę rozmawiał z moim małym przyjacielem. aby taki stary człowiek potrafił chodzić lepiej niż ja? Jestem atletycznie zbudowany i wydawało mi się. że zna różne właściwości tej specyficznej rośliny i że roślinka powiedziała mu tylko. żeby mi o tym powiedział. Byłem szczęśliwy. a potem wstał z klęczek. czy mam zagięte palce – Nie miałem. że powinienem przyjrzeć się tej roślinie. w jaki popatrzył na mnie. że nadaje się do jedzenia – zwrócił się do mnie. wyginając się i gestykulując. A człowiek nie jest lepszy od czegokolwiek innego. że oszalał. Śmiałem się z jego komedianctwa. co wiedziałem przez całe życie? Następnie zaczął mi wyjaśniać. Pokręcił głową. – Chodźmy sprawdzić. abym usiadł obok niego. Uśmiechnął się dobrotliwie i wypowiedział jedno ze swoich tajemniczych stwierdzeń. czy pokaże mi pejotl. – Nie mogę czekać na ciebie jak na dziecko – powiedział karcąco. czy to też powiedziała mu roślina. Sprawdził. powiedział mi od niechcenia. Uklęknął przed roślinką i przez kilka minut. gdzie na tym terenie rosną jadalne i lecznicze zioła. abym przekazał ci. aż go dogonię. że znajdziemy rośliny. bez żadnego wysiłku udało mi się utrzymać jego szybkie tempo. śmiejąc się. ponieważ był ekspertem w tej dziedzinie i wiedział. Faktycznie. Szliśmy jeszcze przez godzinę. Szybko pochyliłem się nad roślinami i głośno powiedziałem: – Dziękuję wam. starym Indianinem. Sposób. Zatrzymał się i przyglądał mi się z niedowierzaniem. Zapytałem go półżartem. że ich wiązka może utrzymać człowieka w dobrym zdrowiu. – Obserwuj mnie dokładnie – powiedział. – Ta mała roślinka powiedziała mi. Powtórzył je trzy lub cztery razy. Pokazał mi. Kiedy szliśmy w kierunku tego miejsca. od czasu do czasu czułem. przestraszył mnie. co robi i naśladować go albo mogę w ogóle nie przychodzić. To stwierdzenie wprawiło mnie w zakłopotanie. mówił i śmiał się. Miałem zamiar się pośmiać. – Świat wokół nas jest tajemnicą. j że nie ma nic przeciwko temu.Nie spojrzał na mnie. jak i lekarstwem. Pomyślałem sobie. Poczułem uniesienie. Jak to możliwe. Czułem się aż do bólu zażenowany i nie byłem w stanie zmusić się do tego. że jestem silny. Byłem pewny. a także że w pobliżu rośnie ich więcej. które wskazał. a później zwróciliśmy w stronę domu. Zacząłem mówić i bez przerwy dopytywałem się. abym podziękował roślinom. Spojrzał na mnie. a jednak to on musiał czekać na mnie. powinniśmy jej podziękować. idąc bez celu z dziwnym. niż myślałem! Jakże ta mała roślinka może powiedzieć mi to. Jeśli mała roślina jest dla nas hojna. . kiedy to mówił. Kiedy dotarliśmy do wzgórza.

. ani przeczący ruch. Jego niezwykłe żądania były dla mnie do zniesienia i jeszcze raz powiedziałem mu. Skierowaliśmy się na południe. że lubię z nim przebywać. wpatrując się w ziemię. – Co próbujesz osiągnąć? Wyjaśniłem mu. że nie powinienem próbować mówić do roślin. Miałem koncepcję. musisz szybko opuścić – oznajmił. że jest szalony. że powinienem być świadomy bezużyteczności poczucia własnej wartości i posiadania osobistej historii. ponieważ pracowałbyś dla mnie i brał za to zapłatę. – Powinieneś wziąć te pieniądze – powiedziałem. zaczynałem się bać i chciałem uciekać. Po długiej przechadzce nareszcie zatrzymaliśmy się. Jednak don Juan był marnym. Natomiast w chwili. że nie potrafię przemawiać do roślin. – To właśnie o tym myślę – odparł i ku memu najwyższemu zdumieniu zaśmiał się histerycznie. czy aby nie jestem trochę stuknięty. z którym niełatwo sobie poradzić. wciąż powtarzał. do mojego umysłu wkradła się wątpliwość. starym Indianinem i chociaż nie chodził cały czas pijany jak powiedział mi przyjaciel. dlatego prosiłem go. co gorsze. Zaczął nucić ludową meksykańską piosenkę. aby został moim informatorem. bo powiedział. że już go pokonałem. Na mojej twarzy musiało się malować zdziwienie. że starzy ludzie najlepiej się do tego nadają. to jednak. wprowadził w wibrację język i dolną wargę. ponieważ są za słabi. Don Juan był ekscentrycznym. ponieważ uważam to za śmieszne. a jego naleganie idiotyczne. o co bym tylko chciał. że moje poczucie własnej ważności jest ogromne. – Wtedy obydwaj czulibyśmy się lepiej. że ponieważ jesteśmy tak różni. aby odpocząć ale don Juan kazał mi pójść jakieś dwadzieścia jardów dalej i przemówić głośno i wyraźnie do kępki roślin. ale raczej wyraz rozpaczy i niedowierzania. Już kilkakrotnie w rozmowie wspominałem mu o tym i za każdym razem tylko marszczył brwi i kiwał głową. miał rację. był szalony. Jego jedyny komentarz stanowiło stwierdzenie. Ale wszystko to z mojej strony było tylko jakby intelektualnym ćwiczeniem. Wydmuchując z wielką siłą strumień powietrza. Nie był to ani potwierdzający. – Jeden z nas musi się zmienić – powiedział. Zdawało mi się. – Twoich przyjaciół. Nie mogłem sobie z nim poradzić i wydawał mi się niebezpieczny. 25 stycznia 1961 – Czy nauczysz mnie kiedyś o pejotlu? – zapytałem. że nagle podjął decyzję. jakbym był szalony. Ale gdy uświadomiłem sobie. Koncepcja dotycząca poczucia swojej ważności jako przeszkody rzeczywiście zrobiła na mnie duże wrażenie. Czułem się skrępowany i przestraszony. Kiedy szliśmy. że ze względu na podeszły wiek stanie się dla mnie doskonałym informatorem. aby robić cokolwiek innego oprócz mówienia. – I ty wiesz kto. Znowu miałem wątpliwości i odczuwałem lęk. ale nie chcesz nic zrobić powiedział oskarżająco. abyśmy mogli się przyjaźnić. Siedzieliśmy na ziemi przed jego domem. Przyjrzał mi się badawczo i zaczął się śmiać. których znasz od dłuższego czasu. że powinienem jeszcze raz go odwiedzić. który nas sobie przedstawił. Co o tym myślisz? Popatrzył na mnie pogardliwie i ustami wydał obsceniczny dźwięk. tylko tak samo jak poprzednio popatrzył na mnie. jakiego doświadczyłem przedtem.4. Pomyślałem. – Chcesz się uczyć o nich. Wydawało mi się. nie sądzę. Don Juan nie odpowiedział. Mój przyjaciel. że don Juan jest człowiekiem. Stało się dla mnie zrozumiałe. na pustynię porośniętą chaparralem. Powiedziałem. Zaproponowałem mu zapłatę za jego czas i fatygę. kiedy musiałem skonfrontować się z jego dziwnym zachowaniem. ale nic nie powiedziałem. a później nagle podniósł głowę i spojrzał na mnie. Pomimo swego wieku był porywczy i niewiarygodnie silny. że potrzebuję wiarygodnych informacji na temat własności roślin. Nagle wstał. Śmierć jest doradcą Środa. dopóki nie będzie mi to przychodzić w naturalny sposób. Jednak nie miałem żadnego problemu z przekonaniem siebie. Wydawało mi się. Mógłbym cię wtedy pytać o wszystko. chciałem usiąść. Prawie niedostrzegalnym ruchem głowy zaprosił mnie do pójścia za sobą. odwracając się nagle do mnie. tych.

że mogłem sobie to przypomnieć. uważając ten sąd za nieprawdziwy. Później poczułem przymus zapytania go. abym spojrzał mu w oczy i opowiedział o dziwnym sokole. żebym zwerbalizował to. Później spoważniał i powiedział. że jest absurdalnym gościem. ani pogardliwe. Kiedy byłem chłopcem. Powiedział z niezwykłym przekonaniem. – Polowałem na sokoły – powiedziałem. że wie o moim polowaniu na sokoły. Bardzo podekscytowany powiedziałem mu. że już kiedyś widziałem ten wzrok. że na jego twarzy widziałem rysy sokoła. Znowu zawiesił na mnie swoje spojrzenie i kazał mi sobie przypomnieć. było jednak tajemnicze i nieprzyjemne. bardzo śmiesznego ptaka. Było to tak dawno. – Wiem o tym – odparł don Juan. – Spójrz mi w oczy – rozkazał. że to jego wina. ale zimna dzikość spojrzenia przypominała mi oczy sokoła. abym powiedział mu. – Skąd bierze się ten gniew? – zapytał. Zaczął mnie sondować w niezwykły sposób. Odparłem. Rzeczywiście. Klepnął się po udach i wrzasnął. było moje zakłopotanie. w jaki na mnie patrzył. a teraz o dziwnym sokole. abym przestał z nim walczyć i przypomniał sobie tego śmiesznego ptaka. Don Juan jednak nie dał za wygraną. Strzelanie do nich było więc praktyczne i właściwe. Musiał mieć tupet. Były dzikie. Zapytał mnie. a ja zbyt wzburzony. że coś mi one przypominają. – Tak – powiedział łagodnie – ptaka. że jedyną rzeczą. nie miałem powodu. Sprzeciwiłem mu się i z lekceważeniem powiedziałem. czy nie przypomina mi ptaka. Uznałem. Nie wiedziałem. Zaprotestowałem. Uświadomiłem sobie wtedy. ale ku mojemu największemu zdumieniu. że najważniejsze jest. był bardzo nieprzyjemny. – Co cię tak rozzłościło? – zapytał z nutą prawdziwej troski w głosie. Wizja była zbyt ulotna. że stary człowiek prowokuje mnie za każdym razem. że nic. Przedtem mówił o bardzo śmiesznym ptaku. a sposób. gotów się wściec z powodu byle błahostki. że nie ma o czym mówić. by zwrócić na nią baczniejszą uwagę. Usiłowałem go przekonać. że wie. nie mogłem oderwać od niego spojrzenia. Zamiast rozzłościć się. że gwałtowny ze mnie facet. gdy tylko otworzy usta. Pomyślałem sobie. Poprosił mnie. Wydawało mi się. o którym mówił. czego stałem się świadomy pod wpływem jego wejrzenia. aby udawać. jakby był tego pewny. że widzę głowę sokoła zamiast jego. polowałem na te ptaki i według opinii mojego dziadka. Tej zamianie słów towarzyszyła także zmiana . Odwzajemniłem mu się pełnym wyzwania spojrzeniem. że jestem raczej sympatyczny i niefrasobliwy. Powiedział to z takim przekonaniem. że się popisuje. jakby ujeżdżał dzikiego konia. znów zaczął komentować moje zachowanie.Jego oczy były dzikie i płonęły. którą uświadomiły mi jego oczy. Zamiast odpowiedzieć. W tym momencie don Juan popatrzył na mnie z ukosa. która dręczyła mnie latami. Znałem spojrzenie oczu sokoła. byłem w tym dobry. a mi się wydało. co widziałem w jego oczach. że zacząłem się śmiać. aby się na niego złościć. Nie kształt ich czy głowy. Kazał mi znowu patrzeć na siebie i opowiadać o bardzo śmiesznym ptaku. Dalej wpatrywał się we mnie. dlaczego powiedział. ponieważ swoimi niespodziewanymi słowami i zachowaniem wytrącił mnie z równowagi. że wie o moim polowaniu na sokoły. Aż do tego momentu nie pamiętałem dzikości ich oczu. Znowu zaczął nalegać. Miał on farmę leghornów i sokoły stanowiły poważne zagrożenie dla jego kurcząt. ale nie byłem pewny. Wpatrywałem się w nie przez moment i nagle doznałem olśnienia. Zawsze wydawało mi się. że aż dziwne. Wywołało to jeszcze jeden atak jego śmiechu. zaczai się śmiać. Orzekł. Chciałem odwrócić wzrok lub przymknąć powieki. Zachichotał jak dziecko i odwrócił wzrok. – Ptaka?! – wykrzyknąłem. Jego spojrzenie nie wydawało się ani bardzo groźne. którego mi przypominał. że mógłbym przysiąc. ale on nalegał. Powiedziałem mu. Zrobiłem przegląd swoich uczuć i reakcji.

– Nie pamiętasz go? – zapytał. to przyłączyć się do niego. Czy się droczył ze mną? Czy mówił poważnie? Po długiej przerwie znowu zaczął nalegać. ale mnie się udało i wiedziałem. że już go mam. Zapomniałbym szybko o nim. Jedyną rzeczą. Powiedział. o co mu chodzi. aby mnie zachęcić. Osobiście skrupulatnie zaplanował system czuwania i po kilka dniach ciągłych obserwacji w końcu zauważyliśmy Wielkiego. – Czy mówisz o sokole. że wobec tego nie powinienem mieć żadnych trudności w przypomnieniu sobie wszystkich śmiesznych ptaków. Nagle zrobiło mi się smutno. jaką mogłem zrobić. Upierałem się. mieszkałem na farmie i polowałem na nie. na które polowałem. a także bardzo inteligentny. że nie mam szans. abyś sobie przypomniał. że widzi bardzo dziwnego sokoła. Ustrzeliłem ich setki. aż stały się dwiema szparkami. że nie mam pojęcia. – Co. abym sobie przypomniał. Biały sokół! Wszystko rozpoczęło się od wybuchu gniewu mojego dziadka podczas liczenia młodych kurcząt. Uderzył zza drzew. Znowu zacząłem się zastanawiać. – Upolowałem tak wiele ptaków – powiedziałem – że nie mogę sobie niczego o nich przypomnieć. nie wrócił już nigdy. że to sokół. – Przestań ze mną walczyć. że zna drogę. – A więc to się wydarzyło. Jednak nic nie potrafiłem sobie przypomnieć. chwycił kurczaka i odleciał przez prześwit między dwoma gałęziami. co doprowadzało dziadka do wściekłości. Powtórzył to stwierdzenie trzy razy» jakby rzeczywiście widział go przed sobą. – Teraz patrz na mnie – nakazał. – Co usiłujesz ze mną zrobić? – Próbuję nakłonić cię do tego. – Ten ptak jest szczególny – odpowiedział prawie szeptem. Odpowiedział. Był bardzo szybki i wydawało się. białego ptaka odlatującego z młodym leghornem w szponach. – Kiedy byłem dzieckiem.. Zmrużył oczy. Poczułem. – Co jest takiego dziwnego w tym sokole? – chciałem wiedzieć. o czym mówi. Raz porzucił nawet zdobytego kurczaka. – Ten ptak jest sokołem. gdyby dziadek nie nakłonił mnie do rozpoczęcia polowania na niego. na którego polowałem? – zapytałem. – Bo widzę. . Nie przypominałem sobie niczego takiego. Patrzył na mnie pytająco. Czułem.mojego nastroju. jak gdyby dawał mi ostatnią wskazówkę. o co mu chodzi i do czego zmierza. – Ale powiedziałeś. Rozpoczęliśmy kampanię przeciwko sokołowi albinosowi i dwa razy wydawało mi się. że widzisz sokoła przed sobą w tej chwili. Był za szybki dla mnie. jak zamiera mi serce. kiedy byłem chłopcem? – Tak. Przez chwilę faktycznie usiłowałem zrozumieć. Słyszałem zanikający dźwięk jego głosu. Bezustannie znikały. aby polować na farmie dziadka. To wszystko wydarzyło się tak szybko. że wobec tego musi być albinosem. Całkowicie ogarnęły mnie zdumiewające wspomnienia. – powiedział. ale odleciał. patrząc mi w oczy. Walcz ze swoim lenistwem i przypomnij sobie. – To ty mi musisz powiedzieć – odparł. więc nie mogę mu nic powiedzieć. że dziadek ledwie go zauważył. – Tak – odparł z zamkniętymi oczyma. – W pewnym okresie widywałeś wiele ptaków. i nadmiernie dramatycznym głosem powiedział. Ale nie mogłem. aby zakończyć tę grę. na Boga? – Sokoła szybkiego jak światło – rzekł..

Przez dwa miesiące tropiłem sokoła albinosa po całej dolinie. Chciałem zaczekać aż ptak się odwróci albo spróbuje odlecieć. To był on. Zdenerwowało mnie to jego nawiedzone gadanie. Nie czyniąc żadnego ruchu. że nie pozwalałem mu swobodnie Polować. mięśnie brzucha zacisnęły się odruchowo. Mrugnął znacząco. Don Juan słuchał uważnie mojej opowieści o sokole albinosie. Tropiłem go przez cały dzień i byłem zmęczony. kiedy skończyłem opowiadać. aż do dnia kiedy cię lęgnie. ale nigdy nie mogłem go dopaść. że zobaczyłem. niby przypadkowo i spojrzał na głaz po mojej lewej stronie. wstrząsnął mną skurcz. strzelanie do ptaków czy polowanie na zwierzęta było czymś oczywistym. wstałem i odszedłem. I tak też zrobiłem. Nie popatrzyłem nawet. – Gdzie? – Tutaj. . czy ptak odleciał. co można zrobić. powinienem się przesunąć. Nie byłem w nastroju do dyskusji. na wyciągnięcie ramienia. Z początku nic nie zrozumiałem. Jednak było to bardzo dziwne. tak samo jak dzisiaj. Wtedy. Tak pochłonęło mnie uczucie zniechęcenia. Aby przyjąć lepszą pozycję do strzału. Być może pod wpływem tego wyczekiwania albo samotności miejsca. Ale albinos tkwił na gałęzi bez ruchu. Odwróciłem się i wydawało mi się. Ona zawsze cię obserwuje. Nigdy nie przywiązywałem żadnego znaczenia do mojej ostatniej przygody z sokołem albinosem. Nagły powiew wiatru zagłuszył hałas. jak się nade mną pochylił. Dreszcz przebiegł mi przez całe ciało. jak coś mignęło nad kamieniem. ale na to sokół był za szybki. w którym znalazłem się wraz z ptakiem. Wyciągnął rękę i dotknął lekko mojego ramienia. Don Juan powiedział. ale powtórzył. – Widziałem go – odparł. Jednak jego szybkość i niespodziewane pojawienia się zawsze zbijały mnie z tropu. Wcześniej zabiłem kilka tuzinów sokołów. coś jak mlaśnięcie językiem. że biały ptak jest omenem i jedyne. to nie strzelać do niego. Jego słowa zmąciły do reszty mój spokój. który mimowolnie zrobiłem. – Twoja śmierć przekazała ci małe ostrzeżenie – powiedział tajemniczo. przed tobą. co do których ja sam nie byłem pewny. Wiem o tym. na której się wychowałem. Jednak musiałem oddać trudny strzał. że tam przypatruje mi się moja śmierć i że kiedy odwrócę się. Widzę to. bo wtedy łatwiej byłoby mi nie spudłować. otworzyłem oczy i zobaczyłem białawego sokoła siedzącego na najwyższej gałęzi. Szepnęła ci do ucha i poczułeś jej dreszcz. – Zawsze przebywa po naszej lewej stronie. – Co to wszystko znaczy? – zapytałem. Po chwili doszedłem do siebie i wyjaśniłem sobie wrażenie migocącego cienia jako optyczną iluzję spowodowaną zbyt szyb-Kina obróceniem głowy. Pomyślałem. w pewnym momencie poczułem dreszcz wzdłuż kręgosłupa. kiedy czyhałeś na białego sokoła. że nawet nie zauważyłem. – Zbyt dużo ich zabiłeś. Efekt był niszczycielski. równocześnie wydając głęboki dźwięk. – O czym ty mówisz? – zapytałem nerwowo. – Wiesz dużo o ptakach – powiedział. ze najbardziej denerwuje mnie w nim jego pewność. i zasnąłem. Powiedział. – Skąd wiedziałeś o białym sokole? – zapytałem. Pomyślałem sobie. niemalże zwymiotowałem. Godzinami cierpliwie czekałeś. Umiesz czekać. Na farmie. aby odpocząć. W ciągu dwóch miesięcy dziwnej wojny przeciwko sokołowi albinosowi tylko jeden raz udało mi się podejść dość blisko. Obserwowała cię. że go nie zastrzeliłem. abym się odwrócił. Mogłem się pochwalić. Nie mogłem znieść jego dogmatycznych stwierdzeń dotyczących wydarzeń z mego życia. Nauczyłem się jego zwyczajów i prawie intuicyjnie wyczuwałem trasę jego lotu. Musiałem usiąść pod wysokim eukaliptusowym drzewem. gdy da mi znak. Leżałem bez ruchu bardzo długo. dopóki nie szepnął mi czegoś do ucha. a sokół był odwrócony do mnie tyłem. będę mógł ją zobaczyć. – Śmierć jest naszym wiecznym towarzyszem – powiedział don Juan zupełnie poważnie. Powiedział. nie wiem dlaczego. Obudził mnie nagły ptasi krzyk. Leżałem na plecach. Pościg dobiegł końca. że najlepszym wyjściem jest czekanie. podnosząc strzelbę. – Ona zawsze przychodzi jako dreszcz.

Kiedykolwiek poczujesz. chodzenia bez celu. – Pozwól mi jeszcze raz zobaczyć moją śmierć. że temat naszej śmierci nigdy nie jest omówiony w wystarczającym stopniu. Nie ma potrzeby mówić do roślin. Siedzieliśmy w ciszy dłużej niż godzinę. W każdym razie nic nie powiedziałem. W obliczu śmierci moje lęki i irytacja stawały się nonsensowne. – Przepraszam? Don Juan zaczął się śmiać i z jakiegoś nieznanego powodu jego śmiech nie był już obraźliwy i podstępny tak jak w przeszłości. Moje myśli biegły niepohamowanie. wciąż się śmiejąc. ponieważ wywołuje we mnie tylko niepokój. Odpowiedział. że wszystko idzie źle i się rozpada. – Masz na myśli swoją śmierć. na jego sygnał. znów będę mógł zobaczyć na skale swoją śmierć. Pochylił się nade mną i wyszeptał mi do ucha. Bardzo dobrze wiesz. tak samo jak ty byłeś po lewej stronie białego sokoła. Po-zbędziesz się małostkowości. Zagrzmiał śmiechem. – Jak można czuć się tak ważnym. że był w pełni świadomy zmiany mojego nastawienia. – Tak – powiedział łagodnie po długiej przerwie jeden z nas tutaj musi się zmienić. żeby się zmienił pod względem wysokości. która właściwa jest ludziom żyjącym tak. Oznajmiłem. Jedyną moją obronę stanowił przymus zapisywania wszystkiego. – Co za gówno! – wykrzyknął. przecież i tak jestem już przerażony. Jego słowa posiadały dziwną moc wzbudzania we mnie nieuzasadnionego strachu. W świetle mojej śmierci małostkowa irytacja. obrócę się w lewo. że jeśli nagle. – Nie teraz – powiedział. po czym zaczęliśmy znowu iść. Twoja śmierć powie ci: "Jeszcze cię nie dotknęłam". była potworna. a ty czujesz to zawsze. że twój towarzysz cię obserwuje. – Śmierć to jedyny mądry doradca. – Przechodzisz z jednej skrajności w drugą. tak? – odparł z odcieniem ironii. umiejącym cierpliwie czekać. Uśmiechnął się i zaczął nucić meksykańską melodię. kiedy wykona dla ciebie gest albo gdy zobaczysz ją przez mgnienie oka. aby pozwolił mi uchwycić spojrzeniem to. Przez chwilę nie byłem zdolny do wypowiedzenia tego na głos. że odnalazłem stare uczucie. Jeden z nas musi się znowu nauczyć. dopóki nie zechcesz poznać ich . – Teraz jesteś za dobry – powiedział. zwróć się do swojej śmierci i zapytaj. co widziałem nad głazem. że zajmowanie się moją śmiercią jest dla mnie bezsensowne. że znajduje się po naszej lewej stronie. że nie masz racji. Bądź bardziej stały. że mu wierzę i dlatego nie musi przedstawiać mi dalszych dowodów. Nie wydawało mi się. – Pozwól mi jeszcze raz zobaczyć ten cień – powiedziałem. Odpowie ci. – Kiedy jesteś niecierpliwy – kontynuował – powinieneś odwrócić się w lewo i zapytać śmierć o radę. – Zesztywniałeś. że moja odpowiedź nie jest wcale potrzebna. I to szybko. Wydawało mi się. głośności czy uczucia. – Tak – wydusiłem z siebie w końcu. że śmierć jest myśliwym i że zawsze przebywa po naszej lewej stronie. co mówił. Jeden z nas musi zapytać ją o radę i porzucić przeklętą małostkowość. Chciałem. nowym elementem był mój nastrój. którą we mnie wywoływał.– Jesteś chłopcem bawiącym się w tropienie. Czułem. Godzinami błąkaliśmy się po pustyni porośniętej chaparralem. czy też jedynie poczujesz. prostą radość samego poruszania się. że czeka na moją odpowiedź. Nie pytałem go. że naprawdę nic się nie liczy poza jej dotknięciem. nie miało to teraz znaczenia. Don Juan zadał ogłuszający cios mojemu egoizmowi. Don Juan w jakiś sposób sprawił. kiedy wiemy. że śmierć nas tropi? – zapytał. Przekazał mi prawie niewidzialny znak. Nie miałem żadnej. – Wobec tego pozwól mi przemówić do roślin – poprosiłem. czy ma w tym jakiś cel. Zagrzmiał jednym ze swoich głębokich śmiechów. Pokiwał głową i wydawało się. ale nie ośmieliłem się spojrzeć. jakby śmierć nie miała ich nigdy dosięgnąć. Powiedziałem. W końcu dopiął swego. czy to prawda. Ogarnął mnie jakiś odmienny nastrój. tak jak czeka śmierć. jakiego posiadamy.

Tak więc. .tajemnic. że czujesz jej obecność. Wystarczy. a do tego potrzeba ci bardziej trwałej motywacji. oszczędzaj dobre chęci. Nie ma teraz także potrzeby widzenia śmierci.

że wiem wiele różnych rzeczy. Znowu poczułem przypływ niechęci w stosunku do niego. Don Juan śmiał się. Podeszliśmy do domu i usiedliśmy przed drzwiami. zadałem mu pytanie. a on zaśmiał się z dziecięcą beztroską. To zachowanie zaszokowało mnie. – odparł niewinnie. że jesteś dziwny. Wiedziałem. Pomyślałem. Przez trzy miesiące faktycznie myślałem tylko o tym. Zanim don Juan zdążył cokolwiek powiedzieć. to wszystko. Zacząłem go prosić. co miało dla mnie wartość transcendentalną. skoro ja sam o nim zapomniałem? Don Juan uśmiechnął się. Przypomniałem sobie. Wyglądał na zdziwionego. – Czy możemy zobaczyć swoją śmierć? – zapytałem. byłem bardzo cierpliwy i bardzo sprawny. Zaśmiałem się. Ale ty jesteś po prostu drętwy. które wtedy na mnie skierował. Stary diabeł znowu chciał mnie sprowokować. . gdy wynosiłem pakunki zjedzeniem. jak zwykle * Pełnym przekonaniem. bo nagle przestał się śmiać. prawdopodobnie wybadać moje poczucie własnej ważności. Niezwykle szeroko otworzył oczy i zaczął mrugać jak ptak. że znowu próbuje wyprowadzić mnie z równowagi i zapędzić w ślepy zaułek. kiedy się poznaliśmy? Miałem na myśli jego spojrzenie. Podszedł do mojego samochodu i trzymał otwarte drzwi. To było zupełnie tak. pierwszego dnia. że cię znowu widzę. – Cieszę się. że jestem poważny i dobrze wychowany. Wspomnienie tego. jeden raz w życiu.5. – To nie było nic wielkiego – stwierdził. co tutaj robię. – Pewnie – powiedział. Opisałem mu. Chyba odkrył mój nastrój. – Każdy może ci powiedzieć. w którym wcale nie chciałem się znaleźć. powiedzmy. w co mnie wciąga. ponieważ nie mam osobistej historii i nie czuję się ważniejszy od niczego i dlatego. – Ona jest zawsze z nami. że kiedyś. Podjęcie odpowiedzialności Wtorek. które przywiozłem dla niego. – Dla ciebie jestem Juan Matus. Popatrzył na mnie i zaśmiał się łagodnie. jakby wewnątrz mnie eksplodowała jakaś bomba zegarowa i nagle przypomniałem sobie coś. – Ja? Nic. wtedy. że raz byłem niesłychanie cierpliwy. co poczułem. don Juanie – powiedziałem. Miałem obsesję na punkcie sokoła albinosa. Poczułem. do usług – powiedział z przesadną grzecznością. że śmierć siedzi tutaj razem ze mną. – Znam wielu starych ludzi. w niedzielę. Wtedy zadałem następne palące pytanie: – Co mi zrobiłeś. – Dzień dobry. Jak to zrobiłeś? – No więc. Wyciągnął lewe ramię i poruszył palcami. – Kim ty naprawdę jesteś? – zapytałem. aż się cofnąłem. 9 kwietnia. a z wiekiem można nauczyć się wszystkiego. – Skąd to wiesz? – Jestem starym człowiekiem. ale wzrok don Juana był niezmiennie skupiony. Teraz po raz pierwszy naprawdę byłem świadomy tego. śmiejąc się. Skąd o nim wiedział. ale teraz nic mi to nie przeszkadzało. 11 kwietnia 1961 Przyjechałem do domu don Juana wczesnym rankiem. ale nie odpowiedział. napełniało mnie dziwną. spuszczając powieki jak zasłonę. spokojną radością mogącą rozproszyć zdenerwowanie i niechęć do don Juana. aż łzy zaczęły mu spływać po policzkach. kiedy tak wejrzał na mnie i jak z tego powodu oniemiałem. ale żaden z nich się tego nie nauczył. które przez cały czas mnie nurtowało. jakby rzeczywiście coś pieścił. a on tak po indiańsku nieokrzesany. Opadały i podnosiły się. chcąc w ten sposób wrócić do tematu. Zamiast niej poczułem podziw dla niego.

dlaczego dotknęło to właśnie mnie. które miały miejsce od czasu. Odpowiedział. co ci zrobiłem pierwszego dnia. – To niemożliwe! – powiedziałem. jest działanie. że dyskusja z nim jest bezcelowa. ponieważ poważnie próbowałem zrozumieć. począwszy od tajemniczego spojrzenia. jaką robię. że jesteś nieśmiertelny. aby wziął odpowiedzialność za swoje czyny. że aby się o nich czegoś nauczyć. co było złe w tobie. Odpowiedziałem. jak idiotyczne było lekkomyślnie podjęte przeze mnie postanowienie. która się liczy. Chyba chciał Banie rozśmieszyć. ale ja nie wiedziałem. że mnie okłamujesz. Dlatego też nie mam czasu na wątpliwości czy wyrzuty sumienia. Kiedy byłem w domu. że nigdy się nie rozzłoszczę ani nie zdenerwuję na don Juana. może oznaczać moją śmierć. co do tej pory powiedziałeś. uzależnione jest od mojej decyzji i jestem za to odpowiedzialny. że to kłamstwa. – Pomyśl teraz o swojej śmierci – powiedział nagle don Juan. – To. nie miało Mc wspólnego z roślinami – zaprotestowałem. obiecałem sobie. żebym opowiedział ci o tym. że być może taki jest ideał tego. kiedy się spotkaliśmy? Widziałem cię. Czasu wystarcza tylko na decyzje. musi przede wszystkim wiedzieć. Ja nie mam żadnych wątpliwości ani wyrzutów sumienia. – Oczywiście. W moim pytaniu nie było żadnej wojowniczości. Przypomniałem mu serię niezwykłych zdarzeń. że jego wyjaśnienie wprawiło mnie w jeszcze większy niepokój. poprzez przypomnienie mi sokoła albinosa. Don Juan uśmiechnął się i zaczął nucić meksykańską melodię. że jest taki sposób – odparł z przekonaniem. co powiedzieć. dlaczego to robi. Odpowiedział. że właśnie dlatego nie chce wyjaśniać swoich poczynań. działanie. który według niego był moją śmiercią. dostałem kolejnego ataku złości. Zapytał mnie dlaczego. Zauważyłem cień sarkazmu w jego głosie. Ułożył się wygodnie i wtedy powiedział mi. – Spójrz na mnie. co robi. czasu na żale czy wątpliwości. Śmierć tropi mnie. – Kiedy opowiadałeś mi wszystkie te bzdury na dworcu autobusowym. i widziałem to. wcale nie zmieszany. Poczułem. Jeśli muszę umrzeć z powodu zabrania cię na przechadzkę. W świecie. Jednak w konkretnej sytuacji. Czy chcesz wiedzieć. że zirytował mnie. Ale ty nie kłamałeś. że jest jeszcze jedna rzecz. kiedy go spotkałem. nie ma. co robię. potrzeba dużo czasu. dlatego naprawdę nie masz czasu na zasrane myśli i humory. musi to kontynuować – powiedział – ale konieczne jest także. to twoja niechęć do przyjmowania odpowiedzialności za to. Dlaczego kłaniałeś? Powiedziałem. co wiem o roślinach – powiedział. którą powinienem zrobić. aż do cienia na kamieniu. że myślisz. – Nie ma tu nic do zrozumienia – odparł. to niech tak będzie. Jedyną rzeczą. że moim celem było znalezienie informatora potrzebnego do mojej pracy. Don Juan rozłożył słomianą matę i położył się na niej. Uświadomiłem sobie też. Zbadał mnie wzrokiem. nie mając jednak żadnych wątpliwości ani wyrzutów sumienia co do swoich czynów. byłem tylko ciekawy. Najprostsza rzecz. kiedy cię widziałem i co jest także złe teraz. na przykład zabranie cię na pustynię. Niezależnie od tego. a później powinien dalej działać. – Ale wszystko. co mi Się przydarzyło. mój drogi. wyjaśnienia wcale nie są konieczne.Po długim wahaniu powiedziałem mu. ale jednak w praktyce nie ma sposobu. jakby dając mi czas na zrozumienie. co robisz – powiedział powoli. że w żaden sposób nie jestem w stanie się z nim porozumieć i to jeszcze bardziej mnie rozdrażniło. nie całkiem. można ich żałować czy też w nie wątpić. – Kiedy człowiek na coś się zdecyduje. – Prosiłeś. Nikt z nas nie ma na to czasu. w momencie kiedy dał mi nauczkę. – Dlaczego zrobiłeś mi to wszystko? – zapytałem. Powiedziałem mu. jak powinno wyglądać nasze działanie. aby uniknąć wątpliwości i wyrzutów sumienia. a decyzje nieśmiertelnego człowieka można odwoływać. Zrozumiałem. podkładając pod głowę zawiniątko. byłeś świadomy. a nie mówienie. jeżeli rzeczywiście chcę się nauczyć czegoś o roślinach. Ty z kolei uważasz. Wszystko. Może dosięgnąć cię w każdej chwili. – Znajduje się na wyciągnięcie ręki. W końcu zdobyłem się na opinię brzmiącą zdecydowanie jak protest. w którym śmierć jest myśliwym. .

który dawał °U nie kończące się wykłady na temat cudów zdrowego ducha w zdrowym ciele i o tym. Don Juan nie powiedział ani słowa. Siedzieliśmy w ciszy przez długi czas. jak chłopcy powinni ćwiczyć swoje ciała poprzez ciężką pracę i współzawodnictwo w zawodach atletycznych. zakładał okulary. Opowiedziałem don Juanowi o jednym z aspektów zachowania mojego ojca. postanowień. – W każdym razie – powiedziałem – zawsze jestem czuły na takie nonsensowne pomysły. Wydawało mi się. – Wobec tego. – Wydaje ci się. Przytaknąłem i zacząłem mu opowiadać o emocjonalnym chaosie. wyskakiwał z łóżka. W lecie za zasadę przyjął wyjazd z miasta. jak ma wstać z łóżka. Wtedy zasypiał i spał aż do dziesiątej. aby spędzić ze mną przynajmniej miesiąc na farmie moich dziadków. ale być może uda mu się to zrobić o trzeciej po południu. – Czy był dla ciebie zły? – zapytał. Powiedziałem don Juanowi. Poczułem się trochę absurdalnie z powodu tego przepytywania. Powiedziałem mu. – Mój ojciec powinien powiedzieć sobie. aby wziąć mnie na długi spacer. Powtarzał ten rytuał każdego ranka. Jego słowa podziałały na mnie tak. ale on mi przerwał. Był młodym człowiekiem. ponieważ został arbitralnie stworzony przez przyjęcie wyidealizowanej formy zachowania i uznanie jej za obowiązującą. abyśmy mieli wystarczająco dużo czasu. Powoli i rytmicznie kiwał głową. – On po prostu nie wiedział. że codziennie o szóstej rano będziemy chodzić pływać. a czasami nawet do południa. Kiedy budzik rano dzwonił. że był słaby. że najbardziej denerwowało mnie to. w oczywisty sposób nierealnych. Podczas niego planował. według ciebie.. aż do czasu. oczywiście biorąc w obronę mojego ojca. kiedy ostatecznie uraziłem jego uczucia. – Czy robił dla ciebie wszystko. Zapamiętałem nawet monolog. W porządku? Nie więcej niż na pięć! Tylko rozciągnę sobie mięśnie i dobrze się przebudzę". co mógł? – Tak. – To nie były nierealne postanowienia – powiedział don Juan. Wieczorem nastawiał budzik na piątą trzydzieści. który wtedy wygłaszał: “Och. Moje rozdrażnienie zniknęło. Posłuchaj. który według mnie odpowiadał dyskutowanej przez nas sytuacji. odmawiając nastawienia budzika. Trochę dzisiaj pochmurnie. położę się jeszcze tylko na pięć minut. Prawie krzyczałem. tak samo jak świat jego idei. – Po co to wszystko robisz? – zapytałem. że według ronię. ale pohamowałem się i uciszyłem. że byłeś silniejszy. prawda? – zapytał niedbale. – Byłem . Dla mnie był to piekielny okres. że nawet odkryłem nutę smutku W jego głosie. A ja zrobiłem się okropnie smutny. Prawie natychmiast po przyjeździe na farmę ojciec upierał się. Pomyślałem o ojcu. Opowiedziałem mu historię mojego ojca. – Twoje postanowienia ranią ducha – odparł don Juan całkiem poważnie. że mój ojciec był słaby. – Nie. Czy tego nie widzisz? – powiedział don Juan. on miał tylko dwadzieścia siedem. że aż podskoczyłem.Z pełnym przekonaniem argumentowałem. byłoby realne postanowienie? – zapytał don Juan z nieśmiałym uśmiechem. tak abyśmy mogli wszystko omówić. – Czy był małostkowy? – Nie.. to wszystko. ten świat jest nierealny. – On nie chciał pływać o trzeciej po południu. – Przecież Dęliśmy rozmawiać o roślinach. że nie chciał porzucić swoich. kiedy miałem osiem lat. podchodził do okna i wyglądał na zewnątrz. – Wobec tego jakie. na której mieszkałem. ponieważ równo o szóstej musieliśmy być już w wodzie. Myślenie o ojcu zawsze wprawiało mnie w przygnębienie. który zawdzięczałem ojcu. gdzie uczył w szkole. co w nim było złego? Znowu zacząłem krzyczeć. że nie jest w stanie iść pływać o szóstej rano. których nigdy nie urzeczywistnił.

bardziej zirytowany i przygnębiony niż kiedykolwiek. Powiedziałem mu, że nie ma w tym żadnego interesu, ani najmniejszych kwalifikacji do tego, żeby osądzać moje zachowanie, ale on na to wybuchnął gromkim śmiechem. – Kiedy się złościsz, zawsze uważasz, że masz rację, prawda? – powiedział i zamrugał jak ptak. Miał słuszność. Zawsze wydawało mi się, że mój gniew jest usprawiedliwiony. – Nie mówmy już o moim ojcu – zaproponowałem, udając dobry nastrój. – Pomówmy o roślinach. – Nie, pomówmy o twoim ojcu – upierał się. – Od tego dzisiaj zaczniemy. Jeśli myślisz, że byłeś o wiele silniejszy od niego, to dlaczego nie poszedłeś pływać o szóstej rano? Powiedziałem mu, że nie mogłem uwierzyć, że ojciec szczerze mnie o to prosi. Zawsze uważałem, że pływanie o szóstej rano to była jego prywatna sprawa, nie moja. – To była twoja sprawa od chwili, kiedy zaakceptowałeś ten pomysł – naskoczył na mnie don Juan. Powiedziałem, że nigdy nie zaakceptowałem tego pomysłu, zawsze wiedziałem, że ojciec nie jest szczery w stosunku do siebie. Don Juan zapytał mnie trzeźwo, dlaczego wtedy nie wyraziłem takiej opinii. – Takich rzeczy nie mówi się ojcu – powiedziałem, wiedząc, że to słaby argument. – Dlaczego? – Tak się nie robiło w moim domu, po prostu. – Robiłeś gorsze rzeczy w swoim domu – stwierdził jak sędzia. – Jedyną rzeczą, jakiej nigdy nie zrobiłeś, było rozświetlenie swojego ducha. Jego słowa miały niszczącą moc, odbiły się echem w mojej głowie. Don Juan przełamał wszystkie moje systemy obronne. Nie miałem żadnych argumentów. Próbowałem się ratować, robiąc notatki. Podjąłem się ostatniego, niezbyt przekonującego wyjaśnienia. Powiedziałem, że przez całe życie spotykałem ludzi pokroju ojca, którzy podobnie jak on zamykali mnie w swoich schematach, tak że przeważnie byłem na ich łasce. – Cały czas narzekasz – odparł łagodnie. – Narzekasz przez całe życie, ponieważ nie przyjmujesz odpowiedzialności za swoje decyzje. Jeśli przyjąłbyś odpowiedzialność za pomysł swojego ojca, aby pływać o szóstej rano, pływałbyś sam, jeśli byłoby trzeba albo powiedziałbyś mu, żeby poszedł do diabła, za pierwszym razem, gdy tylko przejrzałeś jego grę. Ale nie powiedziałeś nic. Dlatego byłeś tak słaby jak twój ojciec. Przyjęcie odpowiedzialności za własne decyzje oznacza gotowość poniesienia za nie śmierci. – Zaraz, zaraz – powiedziałem – wszystko przekręcasz. Nie pozwolił mi skończyć. Chciałem mu tylko powiedzieć, że wykorzystałem tutaj pomysły swojego ojca jedynie jako przykład działania pozbawionego realizmu. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach, nie miałby zamiaru umierać za taką idiotyczną sprawę. – Nieważne jest, czego dotyczy decyzja – powiedział. – Nic nie może być bardziej lub mniej istotne od czegokolwiek innego. Czy tego nie widzisz? W świecie, gdzie śmierć jest myśliwym, nie ma ani małych, ani wielkich decyzji. Są tylko decyzje, jakie podejmujemy w obliczu nieuchronnej śmierci. Nie miałem nic do powiedzenia. Minęła może godzina. Don Juan, chociaż nie spał, pozostawał na macie w całkowitym bezruchu. – Dlaczego mi to wszystko mówisz, don Juanie? – zapytałem. – Dlaczego właśnie mnie? – Przyszedłeś do mnie – powiedział. – Nie, było inaczej, zostałeś do mnie przyprowadzony. A ja chciałem uczynić coś dla ciebie. – Przepraszam? –– Mogłeś wykonać gest w stosunku do swego ojca, pływając zamiast niego, ale nie zrobiłeś tego, byłeś być może zbyt młody. Ja żyję dłużej niż ty. Nic nade mną nie ciąży. Nigdzie się nie śpieszę, więc mogę coś zrobić dla ciebie. Po południu poszliśmy na przechadzkę. Bez trudu dotrzymywałem mu kroku, ale znów zadziwiała mnie jego zdumiewająca wytrzymałość. Stawiał kroki tak lekko i pewnie, że ja w porównaniu z nim wyglądałem niezdarnie. Szliśmy na wschód. Zauważyłem, że nie lubi rozmawiać podczas marszu. Kiedy zaczynałem mówić do niego, zatrzymywał się, aby mi odpowiedzieć.

Po kilku godzinach zbliżyliśmy się do jakiegoś wzgórza. Don Juan usiadł i dał mi znak, abym zrobił to samo. Prześmiewczo dramatycznym tonem zapowiedział, że ma zamiar opowiedzieć mi pewną historię. Powiedział, że pewnego razu młody człowiek, pozbawiony środków do życia Indianin, żył w mieście pośród białych. Nie miał ani domu, ani rodziny, ani przyjaciół. Przybył do miasta w poszukiwaniu szczęścia, a znalazł tylko nędzę i ból. Od czasu do czasu, gdy pracował jak muł, udawało mu się zarobić kilka centów, wystarczających jedynie na odrobinę jedzenia. W przeciwnym wypadku musiałby żebrać albo kraść. Don Juan powiedział, że pewnego razu młody człowiek poszedł na plac targowy. Oszołomiony chodził w tę i we w tę, dziko patrząc na wszystkie zgromadzone tam dobra. Był prawie nieprzytomny, nie widział, dokąd idzie. Wdepnął na jakieś koszyki i wpadł na starego człowieka. Stary człowiek niósł cztery ogromne tykwy i właśnie usiadł, aby odpocząć i coś zjeść. Don Juan uśmiechnął się znacząco i powiedział, ze stary człowiek zdziwił się, kiedy młodzieniec wpadł na niego. Nie rozzłościł się, że mu przeszkodzono, ale zdumiał się, że zrobił to właśnie ten młody człowiek. Natomiast on rozzłościł się na staruszka i kazał mu zejść z drogi. W ogóle nie był zainteresowany ostatecznym celem ich spotkania. Wcale nie zauważył, że ich drogi się przecięły. Don Juan zaczął naśladować ruchy człowieka biegnącego za czymś, co się toczy. Powiedział, że tykwy starego człowieka przewróciły się i zaczęły się turlać po ulicy. Kiedy młodzieniec to zauważył, pomyślał sobie, że znalazł na ten dzień jedzenie. Pomógł staremu się podnieść i zaczął nalegać, że poniesie te ciężkie tykwy. Ten odparł, że idzie akurat do swojego domu w górach, ale młody uparł się, aby iść z nim, przynajmniej część drogi. Stary człowiek wszedł na ścieżkę prowadzącą w góry i kiedy tak szli razem, podzielił się z młodzieńcem jedzeniem, które zakupił na targu. Ten bardzo się z tego ucieszył i kiedy już był syty, zauważył, jak ciężkie są tykwy. Don Juan uśmiechnął się chytrze i opowiadał dalej. Młody zapytał, co jest w tych naczyniach. Stary człowiek nie udzielił mu odpowiedzi, tylko rzekł, że ma zamiar poznać go z przyjacielem, który ulży jego smutkom, udzieli mu rad i przekaże wiedzę dróg tego świata. Tu don Juan wykonał majestatyczny gest rękami i kontynuował opowieść. Stary zawezwał najpiękniejszego jelenia, jakiego młody człowiek kiedykolwiek widział. Zwierzę było tak oswojone, że podeszło do niego. Było świetliste i jaśniało. Oczarowało młodzieńca, który od razu poznał, że jest to “magiczny jeleń". Stary człowiek powiedział mu, że jeśli chce mieć takiego przyjaciela i jego mądrość, jedyną rzeczą, jaką musi zrobić, jest porzucenie tykw. Grymas don Juana przedstawiał teraz ambicję; powiedział, że gdy młodzieniec usłyszał to, odezwały się w nim jego małostkowe pragnienia. Oczy don Juana zwęziły się w szatańskie szparki, gdy wypowiadał pytanie, które młodzieniec zadał: “Co masz w tych czterech wielkich tykwach?" Staruszek spokojnie odpowiedział, że niesie w nich jedzenie: pinole i wodę. Don Juan przerwał swoją historię i zaczął chodzić w kółko. Zrobił kilka okrążeń, a ja nie wiedziałem po co. Widocznie stanowiło to część opowieści. Zapewne tak prezentował rozważania młodego człowieka. Młodzieniec oczywiście nie uwierzył w ani jedno słowo. Wykalkulował sobie, że jeśli stary, który niewątpliwie był czarownikiem, chce oddać “magicznego jelenia" w zamian za tykwy, to one same muszą być wypełnione niewiarygodną mocą. Don Juan znów wykrzywił twarz w diabelskim grymasie i powiedział, że młody człowiek zdecydował się wziąć tykwy. W tym momencie nastąpiła długa pauza mająca chyba oznaczać koniec historii. Don Juan nadal milczał, jednak byłem pewny, że chce, abym zapytał go o to, co się działo dalej. Tak też zrobiłem. – Co się stało z tym młodym człowiekiem? – Zabrał tykwy – odparł z uśmiechem satysfakcji. Znowu nastąpiła długa pauza. Zaśmiałem się. Pomyślałem sobie, że tak musi wyglądać prawdziwa indiańska historia. Oczy don Juan miał błyszczące, kiedy po chwili uśmiechnął się do mnie. Wyglądał jak wcielenie niewinności. Zaczął się śmiać i zapytał mnie: – Czy nie chcesz wiedzieć, co było w tykwach?

– Oczywiście, że chcę. Wydawało mi się, że to już koniec opowieści. – Ależ skąd – powiedział z figlarnym błyskiem w oku. – Młody człowiek zabrał tykwy i pobiegł w ustronne miejsce, aby je otworzyć. – I co w nich znalazł? – zapytałem. Don Juan spojrzał na mnie i poczułem, że był świadomy, że nieźle gimnastykuję swój umysł. Pokiwał głową i zachichotał. – No więc – przynaglałem go. – Czy tykwy były puste? – W tykwach było tylko jedzenie i woda – powiedział. – I młody człowiek w przypływie gniewu rozbił je o skałę. Powiedziałem, że jego reakcja była całkiem naturalna każdy na jego miejscu zrobiłby to samo. Don Juan odparł, że młodzieniec był głupcem, który nie wiedział, czego szuka. Nie wiedział, czym jest moc, więc nie mógł poznać, czyją znalazł, czy nie. Nie przyjął Odpowiedzialności za swoją decyzję i dlatego wybuchnął gniewem z powodu popełnionego błędu. Spodziewał się coś zdobyć, ale nie dostał niczego. Don Juan spekulował, że gdybym to ja był tym młodzieńcem i postępował zgodnie ze swoimi skłonnościami, skończyłbym podobnie: wściekły i z wyrzutami sumienia. Niewątpliwie spędziłbym resztę swojego życia, użalając się nad sobą i nad tym, co straciłem. Następnie wyjaśnił postępowanie starego człowieka, który sprytnie nakarmił młodzieńca, aby zapewnić mu odwagę pełnego żołądka. Dlatego też, kiedy znalazł w tykwach tylko jedzenie, rozbił je w napadzie gniewu. – Gdyby był świadomy swojej decyzji i przyjął za nią odpowiedzialność – powiedział don Juan – wziąłby jedzenie i byłby bardzo zadowolony. A być może nawet uświadomiłby sobie, że jedzenie także jest mocą.

Nie dając mi klucza do rozwiązania. To zadanie całkiem mnie wyczerpało i zasnąłem na Jednym z tych miejsc. stanowiła omen wyłącznie dla mnie powiedział. że jedyną rzeczą. że zostawiały w spokoju don Juana. To miejsce było ci wrogie. że je po prostu ignoruje. – Wydawało mi się. ale później zauważyłem. gdzie zwykliśmy siadać. abym zamilkł. że same intencje nie wystarczą. Nie tylko znalazłem dobroczynne miejsce. aby dostosować swoje życie do jego wizji. 23 czerwca 1961 Gdy tylko usiadłem. Ostrzegł mnie. kiedy próbowałem odnaleźć ten punkt. to jednak naprawdę chcę się uczyć używania roślin. czy miejsce w którym ma się zamiar odpoczywać. turlając się po ziemi. który po raz pierwszy nazwał Mescalito. Spojrzał na mnie jak człowiek dobrze znający się na rzeczy i budzącym zaufanie tonem oświadczył. – Jeżeli byś to wiedział. Głośno zaczął robić przegląd wszystkich zmian mojej osobowości. Być myśliwym Piątek. On jednak nie odpowiedział. Wyglądało na to. Usiedliśmy na odpoczynek w cieniu kilku wysokich krzewów. że rozzłościłem się. aby porozmawiać. tylko wykonał niecierpliwy gest. zacząłem bombardować don Juana pytaniami. aby przekazać ostrzeżenie i dlatego sam musisz nauczyć się znajdować właściwe miejsce na obóz lub odpoczynek. że nie ma już nic więcej do powiedzenia. w którym czułbym się absolutnie szczęśliwy i pełen energii. ale don Juan kategorycznie odmówił rozmowy o nim. że wrona. jaką mam zrobić. która przeleciała nad naszymi głowami. unikałbyś tego miejsca jak zarazy. Odparł. kiedy . ale Wydawało się. dając mi do zrozumienia. Mała wrona przekazała ci ostrzeżenie. Po długiej. abym w przyszłości unikał tej okolicy. które mi doradzał. abym więcej o nim nie wspominał. Takie miejsce. w których odkryłem zmianę koloru. że don Juan powiedział mi. Po długiej przerwie don Juan nagle odwrócił się do mnie i powiedział. że właśnie tak postąpiłem. że się wcale nie zmieniłeś od czasu. że prawdopodobnie nie będę mógł ich przeprowadzić. kiedy chciałeś się uczyć o roślinach – powiedział oskarżycielskim tonem. a wszystko to. to nie żarty. to poważna sprawa. że chociaż niewiele zrobiłem. – Czasami na otwartej przestrzeni konieczne jest szybkie odnalezienie dobroczynnego miejsca – kontynuował don Juan. ale także jego przeciwieństwo oraz związane z nimi kolory. a wiedza o pejotlu. Pustynny chaparral wokół nas jeszcze całkiem nie wysechł. chyba że on sam podejmie ten temat. co do tej pory mi powiedział. że dla człowieka znajdującego się na pustkowiu bardzo przydatna jest umiejętność znalezienia dobroczynnego albo wrogiego miejsca. Chciałem skierować konwersację na temat pejotlu. niewygodnej ciszy odważnie zapytałem: – Czy nauczysz mnie o pejotlu. Pamiętałem także. postawił przede mną następujące zadanie: miałem odnaleźć dobroczynne miejsce na podłodze przed drzwiami. Sobota. że wrony także wobec ciebie będą przyjacielskie. Był ciepły dzień i dokuczały mi muchy. Pomyślałem. jest zrobienie zeza. Kiedyś usiedliśmy w pobliżu pewnego wzgórza i byłeś wtedy bardzo zły i zdenerwowany. – Nigdy nie spodziewałbym się. pamiętasz? Pamiętałem. Powiedziałem mu. Upierałem się. dwa razy na wyznaczonym obszarze odkryłem zmianę barwy jednolicie ciemnej powierzchni klepiska. nie jest złe. ponieważ pozostają one w sprzeczności z moją istotą. że rozważyłem całą sprawę bardzo poważnie i uznałem. że w ogóle nie siadają mu na twarzy. ponieważ nie pozwolił mi się śmiać. – O czym mówisz? – Wrona była omenem – kontynuował. W drodze don Juan wyjaśnił mi. Jednak wczesnym wieczorem przygotował dla mnie test. – Wydaje mi się. don Juanie? Powiedział. którego poszukiwałem. – Albo też szybko trzeba sprawdzić. 24 czerwca 1961 Wczesnym rankiem wybraliśmy się na przechadzkę po pustynnym chaparralu. że odniosłem sukces. aby odnaleźć właściwe miejsce. Był bardzo poważny.6. Rankiem don Juan obudził mnie i zakomunikował mi. że samo rozważenie nie wystarczy. Jednak nie zawsze pojawiają się wrony. W nocy.

gdzie chciałbyś odpocząć. Poczułem. Powiedział. Nie mogłem go zobaczyć. Don Juan zaśmiał się hałaśliwie i zapytał mnie. albo po prostu nie chciał tego zrobić. widząc. że żałuje. Usadowiłem się wygodnie. na której opanowanie potrzeba lat. musiał mnie w pośpiechu ratować. jak oczy don Juana wykonują niewiarygodnie szybkie spojrzenia. abym spróbował to zrobić. Potem pomógł mi wstać i wytarł sobie pot z czoła.turlałem się po jego werandzie. Ta podwójna percepcja. daje możliwości zauważania zmian w otoczeniu niedostrzegalnych przy zwykłym patrzeniu. mógłbym coś zauważyć lub poczuć. Nie zamierzałem zniechęcać się czymś. podczas której próbowałem na niczym nie koncentrować wzroku. dlaczego wybrałem ten punkt. Następnie don Juan opisał tę metodę. – Nie zniechęcaj się – powiedział. Zacząłem powątpiewać w sens mojego pobytu tam. Nagle staruszek z pełną prędkością natarł na mnie i ciągnąc za ramię. Po kilku minutach zaczai się głośno śmiać. – Czy uważasz. Don Juan cierpliwie wytłumaczył mi. czego w ogóle nie rozumiałem. odwlókł dziesięć czy dwanaście stóp od tego miejsca. Później doprowadziło do ostateczności. drzewo czy skałę. W końcu to on wskazał kilka skał i tam się zatrzymaliśmy. Wyjaśniłem. Zacząłem znowu nalegać. Niewątpliwie było coś niewłaściwego w sposobie postępowania don Juana względem mnie. Takie jego nieprzetworzenie pociąga za sobą podwójne postrzeganie świata. – Do właściwego wytrenowania oczu potrzeba dużo czasu. podczas gdy ja będę sprawdzał wybrane przez siebie miejsce. że mogło ono zawładnąć wszystkimi moimi uczuciami. że powinienem podejść do tego praktycznie i znaleźć miejsce. jakie to odczucia. Po chwili znowu zaczął mnie namawiać do poszukiwania właściwego miejsca na odpoczynek. ze ponieważ wybrałem złe miejsce. razem z nim. Dał mi do zrozumienia. że jest pod wrażeniem mojego osiągnięcia. Nic nie odpowiedziałem. Szliśmy może z godzinę. co uznałem za Kamyk odbijający światło. że powinienem zacząć od robienia krótkich spojrzeń samymi kącikami. ale usiądzie sobie gdzie indziej. że sam mógłbyś znaleźć dla nas odpowiednie miejsce na odpoczynek? – zapytał. jak mam to robić. czy moje oczy właściwie działały. ale albo nie potrafił. Był wyczerpany. gdyż zauważył. na przykład? – zapytałem. – Nie interesuje mnie. Pokazałem to miejsce Gon Juanowi. ale nie wykryłem ani nie poczułem niczego. Nie czułem zupełnie nic. – Zrobiłeś zeza – powiedział stanowczo. kiedy koncentrowałem na nim wzrok. Być może. Zaśmiałem się. które z miejsc jest najlepsze. Nie miałem pojęcia. Przypominał mi chytre zwierzę. chociaż nie pamiętasz. jakie są kryteria odpowiedniego miejsca. według don Juana. Poczułem się dziwnie. że zobaczyłem coś połyskującego. – Taka jest technika. co odczuwałeś. Najpierw zdenerwowało mnie to. Spojrzał na mnie tajemniczo i powiedział. twoje oczy pozwolą ci odczuć. Poklepał mnie po plecach i powiedział. Powiedział. co widziałeś – powiedział. Wskazał mi wielki krzew i zademonstrował. ale gdy omiatałem cały obszar szybkimi spojrzeniami. że jestem tylko zabawką w jego rękach. że stroi sobie ze mnie żarty. – Jakich. Znajdowało się ono pośrodku otwartej polanki pozbawionej gęstych krzewów. Szliśmy dalej. – Mogłeś zobaczyć nawet słonia. że nie może wyświadczyć mi tej grzeczności i usiąść razem ze mną. – Naprawdę nie wiem. jak krótkie spojrzenia pozwalają oczom na uchwycenie niezwykłych widoków. Don Juan zaczął nakłaniać mnie. . że nie jest to szkodliwe dla oczu. Jednak przestałem się złościć na don Juana. – Nie są to właściwie widoki – powiedział – ale bardziej odczucia. W pewnym momencie ujrzałem coś. Musiałeś to zrobić. Po następnej godzinie dostałem okropnego bólu głowy i musiałem przestać. Później don Juan kazał mi rozdzielać obrazy postrzegane przez każde z oczu. byłem w stanie odkryć coś jakby słabo błyszczącego. Dzięki temu byłem w stanie odnaleźć dwa miejsca i ich kolory. Jeśli spojrzysz na krzew. Zapewniał mnie. które nie potrafi patrzeć wprost. a on wtedy powie mi. Ważne jest. Czułem. co zrobiłem – tłumaczyłem się zażenowany. Polega ona na stopniowym zmuszaniu oczu do widzenia rozszczepionego obrazu. gdybym był bardziej zrelaksowany. podczas gdy on z ciekawością przyglądał mi się z odległości trzydziestu czy czterdziestu stóp. aby opisał mi. Wspomnienie don Juana szarżującego na mnie było bardzo zabawne.

– Wtedy inaczej widzi się świat. – Przepraszam? Chciałem. Odpoczywaliśmy w ciszy przez jakiś czas. Poczułem nudności. don Juanie. To coś innego. Było to spowodowane jedynie przewrażliwieniem. – Masz talent do polowania. Zrobiłem to. Zacząłem pracować nad notatkami i ich ilość uświadomiła mi. Musiałem przeprosić go za tak nagłe i ostateczne przerwanie jego życia. że dałem się złapać na haczyk. – Czy możesz to opisać? – Nie. Byłem pochłonięty robieniem notatek. marszcząc brwi. ponieważ zabrakło twojego odczucia. Gwałtownie usiadł i zwrócił się do mnie. – Teraz problem sprawia ci to. Zmiana godna uwagi pojawi się właśnie w tym miejscu. co miało znaczyć stwierdzenie. – Ja sam jestem myśliwym. wziąwszy wszystko razem. Już więcej nie będziemy rozmawiać o roślinach. aby żyć. Później przystąpił do praktycznego potwierdzenia każdego punktu swojego opisu. jakich odczuć mam się spodziewać. że pewnego dnia moje własne życie zostanie przerwane bardzo podobnie. – Wskazał ręką na całe otoczenie. – Dlaczego? – Nikt nie jest w stanie ci powiedzieć. wtedy musisz skoncentrować swoją uwagę na przestrzeni pomiędzy tymi dwoma obrazami. omawiał ich zwyczaje związane z porami roku i kaprysy. Tego właśnie powinieneś się nauczyć. wiedząc. – Dałeś się złapać na haczyk. Myślałem. wszędzie. Resztę dnia spędziliśmy. Opisywał. jak masz odczuwać. siedząc na miejscach. co masz odczuwać. Jednak poprzez praktykę dojdziesz do tego. Kiedy nauczysz się rozdzielać obrazy i zawsze widzieć podwójnie. a potem dodał szczerze: – Nie wydaje mi się. prawda? – Zaśmiał się.Jednak musiałem przyznać. co mogę zrobić. – Cała sztuka polega na tym. a don Juan dawał mi niewiarygodnie precyzyjne wyjaśnienia dotyczące grzechotników. które on nazywał złymi. W końcu złowił i zabił wielkiego węża. ale mój żołądek decydował niezależnie ode mnie. co się liczy. że don Juan przekazał mi zadziwiająco dużo informacji o grzechotnikach. polowania. że czystą przyjemnością było samo przebywanie z nim i obserwowanie go. – Bycie myśliwym oznacza dużą wiedzę – kontynuował. Jedzenie węża stanowiło bolesny powrót do świata zwykłych spraw. – To znaczy. jest odczucie. Na przykład dzisiaj złapaliśmy małego węża. Każdy człowiek jest inny. co zrobiłem. Tak więc. jakby spał. podskoczyłem. – Myśliwy zawsze będzie polował – powiedział. żeby wyjaśnił mi. – Jakiego rodzaju są to zmiany? – To nie jest ważne. – Twój duch myśliwego powrócił do ciebie – powiedział nagle don Juan z poważnym wyrazem twarzy. Musisz nauczyć się tego sam. Ledwie mogłem przełknąć cokolwiek. Odciął mu głowę. ani światło. że od czasu kiedy zacząłem odwiedzać don Juana. że utrzymujesz się z polowania? – Poluję. Dzisiaj zobaczyłeś coś błyszczącego. my i węże jesteśmy sobie . Jego ruchy były tak pełne gracji. W przeciwnym wypadku polowanie staje się bezsensownym zadawaniem śmierci. tak że reszta świata praktycznie przestała dla mnie istnieć. kiedy zacząłem żuć kawałek mięsa. jak się poruszają. Nie jest to ani ciepło. Tym. gwałtownie i ostatecznie. – W jaki sposób dałem się złapać na haczyk? – upierałem się. ani też kolor. – Może jednak powinieneś mi powiedzieć. że nie wiesz. aby być myśliwym. Don Juan przykrył sobie twarz kapeluszem i tkwił tak bez ruchu. ale on tylko zaśmiał się i powtórzył to samo zdanie. Po to. aby odczuwać oczami – powiedział. ale to nic nie znaczy. to jedynie podać ci metodę. ponieważ wąż miał doskonały smak. żebyśmy kiedykolwiek o nich rozmawiali. więc gdy się nagle poruszył. – To niemożliwe. w jaki sposób zakładają gniazdo. ani blask. obdarł ze skóry i upiekł. że don Juan ze śmiechu dostanie ataku serca. Skoncentrowałem się tylko na tym. – Na chwilę wydął policzki. Nie mogę ci powiedzieć. już trzy razy chorobliwie się zdenerwowałem. Wszystko. Później w cieniu skał oddaliśmy się lenistwu. wyrzucił wnętrzności. trzeba znajdować się w doskonałej równowadze z całym światem. Jestem w stanie przeżyć w każdym miejscu. jakich odczuć masz się spodziewać. włócząc się we wszystkich kierunkach.

Być może zechcesz zmienić swoje życie. starając się ukazać mu szeroki zakres zainteresowań antropologicznych. Wszyscy myśliwi byli ludźmi posiadającymi moc. że łatwo może sobie wyobrazić. – Naprawdę wydaje mi się. ponieważ wcale mi na tym nie zależało. jak gdyby czytał w moich myślach. Don Juan powiedział. jak wróbla nazywają tycim bażancikiem. nigdy nie rozważałem tego rodzaju spraw – powiedziałem. – To tak jak z myśliwymi – powiedział. kto próbowałby tego dokonać. a przecież twierdził. – Nie miałem wielkiego wyboru. Zaprotestowałem. że miałeś nauczyciela. czy o polowaniu. Niezwykłe ruchy jego szczęk sprawiały wrażenie. – Bardzo dobrze. – Oznacza to. że w ogóle nie lubi rozmawiać. Oczywiście miał rację. że istnieją dobre i złe miejsca. ale on tak daleko odsunął mnie od mojego pierwotnego celu. – Myśliwi muszą być wyjątkowo silni i odporni. kiedy mojej rodzinie dostarczałem dziczyznę. że kiedyś polowanie stanowiło jeden z największych czynów. – To nieprawda. że najlepsi myśliwi nigdy nie lubią polować. że musisz się nauczyć żyć inaczej. w jaki sposób go jedli. – Jestem myśliwym – powiedział. że don Juan potrafi w każdej sytuacji przekonać oponenta. Teraz sytuacja się zmieniła. które upolowałem. Nie zawsze żyłem tak jak teraz. Wydaje mi się. łącznie z kośćmi. Wiem. Ty i twoja rodzina żywiliście się upolowaną przez ciebie zwierzyną. Jeśli nie masz wyraźnie sprecyzowanego celu. Myśliwy nie może liczyć na szczęście. Jego stwierdzenia tchnęły pewnością kogoś. Nie tylko zabijałeś. don Juanie? – Powiedzmy. jak zostać myśliwym. odnalazłby swoje kolory i miejsca w tym samym czasie. Prawda? Powiedziałem mu to wówczas. Perspektywa stania się myśliwym zabrzmiała dla mnie bardzo miło i romantycznie. i dołączył komiczną demonstrację tego. o czym ktoś ci powie. Bywały takie czasy. że wcale nie chcę zostać myśliwym-Przypomniałem mu. – Dobrze – powiedział. a także specyficzne ich kolory. z pewnością świadomy. jakich mógł dokonać człowiek. wpatrując się we mnie. jak moje ciotki i wujowie nazywali bażantami wszystkie ptaki. które po prostu wiem. Jesteś zainteresowany wszystkim. Opisałem mu. aby opowiedział mi o leczniczych roślinach. Sam nie wymyśliłem tego wszystkiego. Mam po prostu do tego talent. – Masz do tego naturalne skłonności. Sam mi to powiedziałeś. – Nie każdy. – Czy to ma znaczyć. że masz talent do polowania – stwierdził. Jeden z nich nakarmił nas dzisiaj. że teraz nie mogę sobie nawet przypomnieć. Robią to dobrze i to wszystko. Myśliwy musi . Don Juan zachichotał. Jak dotąd bez rezultatów. że ktoś nauczył mnie polować w ten sam sposób. w jaki ja chcę teraz nauczyć ciebie – powiedział i szybko zmienił temat: – Uważam. czy będziesz się uczył o roślinach. Po krótkim wahaniu zapytałem: – Skąd to wiesz? – Są takie rzeczy. że masz zmysł myśliwski – powiedział. Być może powinienem ci wyjaśnić. czego mógłbyś się uchwycić. że na samym początku chciałem tylko. czy rzeczywiście kiedyś tego pragnąłem. Nie mogę ci Powiedzieć skąd. jak bez większego wysiłku odkryłem. – Kiedy polowałem. że rzeczywiście zjada całego ptaka. o czym mówię. chciałem też zwerbować go na informatora. ktoś mnie tego nauczył. Robię to dobrze i to wszystko. może staniesz się bardziej pokorny. – Wcale nie musi ci zależeć na polowaniu ani nie musisz go lubić – odparł na mój zarzut. Nie było nic. Ujmijmy to w ten sposób: dla ciebie w rzeczywistości nie ma większego znaczenia. Cały czas usiłowałem cię przekonać. ale była absurdalna. Przypomniał mi. Teraz tobie wskazuję kierunek. – Popełniliśmy błąd. kto tam był. Czułem. Prowadzę cię. że też nauczyłem się.równi. Uznałem tę jego zręczność przekonywania za naprawdę zabawną. że zupełnie panuje nad sytuacją. – Niekoniecznie muszę lubić mówić. Sprowadziłem twojego starego ducha i może dzięki niemu coś zdziałasz. aby stać się myśliwym. W pewnym momencie musiałem się zmienić.

że myśliwy to najlepszy z ludzi.. – Inni ludzie także wykonywali podobne gesty w stosunku do ciebie. Ja jestem myśliwym i wojownikiem. – Kiedy był ten czas. w górę i w dół. Don Juan obserwował moje ruchy z wyraźną fascynacją. – Dlaczego to wszystko dla mnie robisz. aby sprostać trudom takiego życia. a ty alfonsem. Miałem wiele ciepłych uczuć dla niego. aby czuć się wykorzystywany. jakie dotąd prowadziłem. Uszy swędziały mnie cały czas i dlatego nauczyłem się drapać w nerwowy i rytmiczny sposób. Nie mogłem uwierzyć. że teraz moja kolej. że ty i ja jesteśmy sobie równi? – rzucił ostro. Dlaczego więc miałbym je zmieniać? Don Juan zaczął cicho śpiewać meksykańską piosenkę. Chciałem zmusić go do stwierdzenia. że jeśli chcę być myśliwym mającym szacunek do siebie samego. co mam z nim zrobić. Teraz nie wszyscy tak sądzą. Ruch ten był w zasadzie potrząsaniem całego ramienia. Ja to wiem. Jednak gdzieś w głębi mojego umysłu tkwiło nigdy nie wypowiedziane przeświadczenie. Wypuściłem z rąk notes i oniemiały wpatrywałem się w niego. będąc studentem uniwersytetu. Rozumiesz. co robiłem małymi palcami obydwu rąk. don Juanie? – zapytałem. Otworzyłem szeroko usta. Jego pytanie zaskoczyło mnie..ją mieć. jestem lepszy od Indianina. więc zmieniłem je. – Nie – powiedział miękko. – A Indianie Pima? – Nie wszyscy. czy jesteśmy równi? – zapytał. Przedtem stroiłem fochy i narzekałem na wszystko. niektórzy. aby temu zaradzić. którzy to wiedzą. Małym palcem lewej ręki podrapałem się w lewym uchu. Jednak metaliczny dźwięk jego głosu rozbrzmiewał mi w głowie. – Oczywiście. don Juanie. że don Juan rzeczywiście to powiedział. a później oczywiście ogarnęła mnie . – Ale ja jestem zadowolony ze swojego życia. kiedy nie wiedziałem. człowiekiem z rozwiniętego zachodniego świata. Nie mogłem nic zrobić. a Indianie są traktowani jak psy. – Daj spokój. a później nucił tylko melodię. pewnie. co mam na myśli? – Czy Indianie Yaqui mają taki właśnie stosunek do myśliwych? Chciałbym to wiedzieć. Zdjął kapelusz i z udawanym zmieszaniem podrapał się po głowie. czego przecież nie zrobił. – No więc. Naturalnie byłem bardzo łaskawy. W pewnym okresie każdy uważał. Wtedy uświadomiłem sobie. że jesteśmy – zaprotestowałem. ale jest jednak wystarczająco wielu. nawet wtedy. – Robię gest w stosunku do ciebie – powiedział łagodnie.. – Nie – powiedział spokojnie – nie jesteśmy. jakby krzyczał. – Czy uważasz. Wymieniałem różne sąsiednie plemiona. Pewnego dnia ty sam zrobisz coś takiego dla innych. – Wcale nie jesteśmy sobie równi. Zabrzęczało mi w uszach. Jestem Indianinem. – Niekoniecznie. że życie. Lecz później dopisało mi szczęście i ktoś nauczył mnie polować. więc pozostawał mi tylko smutek. nie było nic warte. Powiedzmy. Nie jest to wcale ważne. Miałem wiele powodów. Ale don Juan unikał bezpośredniej odpowiedzi i dlatego zmieniłem temat.. Kiwał głową. że jesteśmy równi – powiedziałem. Nagle to wszystko mnie zaciekawiło. zgodnie z rytmem. że ja. – Kiedy? Co znaczy kiedyś? – Znaczy. muszę zmienić swoje życie. że myślistwo stanowiło wspólną ideę i wartość dla pewnej określonej grupy ludzi. pewnego razu. a może dzisiaj. Pewnego dnia odkryłem. o którym mówisz? – Kiedyś. któregoś dnia i ty będziesz wiedział. Czy don Juan się odwoływał się do czasów przed podbojem? Postanowiłem go wybadać.

Czułem się zakłopotany i nie mogłem wymyślić niczego odpowiedniego. Kiedy skończył.furia. . ponieważ zapadł wieczór. Don Juan patrzył na mnie spokojnymi i skupionymi oczyma. aż wreszcie jego ciało nabrało dziwnej. Minęła północ. Siedzieliśmy w ciszy. Zaczął mówić. W końcu. Lekko dotknąłem jego ramienia i łzy popłynęły mi po twarzy. Powiedział. uczuć i decyzji był rzeczywiście wspaniałe. kiedy uświadomiłem sobie. ani o niczym innym. byłem jak sparaliżowany. Nie chcę uczyć się o roślinach ani o polowaniu. Don Juan stopniowo coraz bardziej nieruchomiał. może na zawsze pozostać na tym pustkowiu. ale bitwy jakichś nieznanych ludzi. Jego świat sprecyzowanych działań. Nie rozgrywam swoich własnych bitew. że już więcej nie złościłem się na niego. Mijały godziny. Unikałem jego spojrzenia. że on. a jednak z taką mocą i spokojem. aż przerwie ciszę. że starzec sprawiał wrażenie. kiedy wokół nas zrobiło się zupełnie ciemno. jakby nigdy nie istniał. prawie przerażającej sztywności. że rozpłynął się w czerni skał. Czekałem. co mógłbym powiedzieć. jeśli tylko będzie musiał. Trudno go było dostrzec. uczuć i decyzji jest szczęśliwszy niż nieudolny idiotyzm. że jestem stręczycielem. Jego słowa płynęły gładko i bezlitośnie. Jego świat sprecyzowanych działań. Mówił w sposób pozbawiony wojowniczości i zarozumiałości. wydawało mi się. Stan bezruchu don Juana był tak doskonały. który nazywam swoim życiem.

Robiło się ciemno. Wiatr był już zimny. co się nagle pojawiło. wszystko wokół dobrałoby się nam do skóry. od witalnej radości do autentycznego strachu. że byłem zauroczony jego wiedzą dotyczącą specyficznych zachowań zwierzyny. że opuszczenie posiłku to dla mnie coś całkiem niezwykłego. moglibyśmy nigdy nie opuścić tego miejsca w jednym kawałku. gdzie nie ma krzewów. Upiekłbym na rożnie wszystkie pięć przepiórek i na pewno smakowałyby one lepiej niż te przygotowane przez niego. Zastanawiałem się. nawet jeśli tego nie rozumiesz. Don Juan posiadał najbardziej zdradliwą umiejętność zmieniania mojego nastroju. jakim ci się wydaje? Kto upoważnił cię do tego. natomiast wszystko. poprzetykane zielonymi gałązkami i liśćmi i uszczelnione ziemią. tylko krzewy. Następnie nauczył mnie. – Dwie dla nas wystarczą – powiedział i wypuścił trzy pozostałe. ale don Juan nie spieszył się. że minął cały dzień. że świat jest inny – powiedziałem. Nagle ożywił się i wskazał lewą ręką w stronę ciemnego obszaru krzewów pustynnych. aby tak mówić? – Nie ma żadnego dowodu na to. Don Juan jednak powiedział. jakby czekając na coś. jak każdego dnia przez prawie tydzień. – Niewątpliwie – powiedział. żby nic złego ci się nie stało. – Jestem twoim przyjacielem i dopilnuję. a ja żartobliwie stwierdziłem. Nagle don Juan wstał i powiedział. Najpierw wyjaśnił mi. Zapomniałem także o lunchu. – Co masz na myśli? – zapytałem zatrwożony. jak piec przepiórkę. Chciałem wyciąć kilka zakurzonych krzewów o zielonych gałęziach i liściach. 29 czerwca 1961 Don Juan znowu. wpatrując się w dal-Nie wydawał się szczególnie zmartwiony. które nauczył mnie budować i zastawiać. Dlaczego świat miałby być taki. – Co masz na myśli? – zapytałem. – O to mi właśnie chodzi.7. a ja się dobrze bawiłem. ponieważ lubię się śmiać. bo już i tak skrzywdziliśmy przepiórki. co nazywał kaprysami przepiórek. a ja nawet tego nie zauważyłem. – Co to jest? – zapytałem. – Masz dziwne pojęcie o tym. – Nic się nie bój – dodał uspokajająco. kiedy mówisz poważnie – rzekłem z wyrzutem. nie bój się. Ja również zacząłem patrzeć w tym samym co on kierunku. aby zbudować palenisko. Don Juan zrobił gest udawanej niecierpliwości i cmoknął ustami. Niezależnie od tego. ą później zastosował w praktyce kilka sposobów polowania opartych na tym. Usiedliśmy na zboczu z piaskowca. . Don Juan żartował. Kiedy skończyliśmy jeść. Bycie niedostępnym Czwartek. ze nie ma potrzeby krzywdzić krzewów. – Spójrz! Spójrz! Nie widziałem niczego. co mówię. czy nie czas wracać już do domu. co zobaczysz. sprawił. – Tam jest – powiedział. – Co by nam przeszkodziło? – Krzewy. Przed zakończeniem dnia złapał pięć przepiórek w niezwykle pomysłowe pułapki. – A co mam zobaczyć? – Jeszcze nie wiem – powiedział. Tak całkowicie pochłonęły mnie jego wyjaśnienia. – Jest – powtórzył. że jeśli zostawiłby mi wolną rękę. – Śmieję się dużo. że musimy wspiąć się na wzgórze i stanąć w miejscu. leniwie poszliśmy w kierunku skał. – Ale jeśli zrobiłbyś to po swojemu. co znaczy mówić poważnie – powiedział. przepiórki. – O tej porze dnia świat jest bardzo dziwny – powiedział. tak jak robił to mój dziadek. – Nigdy nie wiem. jest śmiertelnie poważne.

Dalej wpatrywałem się we wskazanym kierunku. Później. Nie mogłem w to uwierzyć. o czym mówił. Później sam się przykrył i wyszeptał mi poprzez liście. potem położył się i też przykrył. Przez chwilę wiatr świszczał poprzez liście nad moją głową. – Nic nie widzę – powiedziałem. Kiedy mieliśmy już dwie wiązki. jak tylko mogłem. że wiatr ustał. Czułem. Na miejscu z wielką szybkością rozłożył gałęzie z mojej wiązki. Wytężałem wzrok. zakrywając mi nimi całe ciało. czego bym wcześniej nie widział. Chciałem zobaczyć to. – Co? Wiatr? – Nie tylko wiatr – powiedział surowo. gdybym specjalnie na nią nie czekał. Przez chwilę don Juan patrzył ku południowi. W tym momencie uderzył we mnie gwałtowny powiew wiatru. ponieważ wiatr jest tym. a on także szeptem odpowiedział mi. – Dobrze nas stąd widać i coś przyjdzie do nas. wskazując na południowy zachód. każdy z nas zerwał osiem nowych gałęzi. tak jak zapowiedział don Juan. Może nie zauważyłbym zmiany. powiedział. Były tam falujące krzewy poruszane łagodnym wiatrem. – Jest podstępne. Wiatr znowu przeszedł z silnych. Weszło ci w oczy i nie mogłeś zobaczyć. Pozostawaliśmy w tej pozycji około dwudziestu minut i w tym czasie byłem świadkiem najbardziej niezwykłego zjawiska. naprawdę podstępne – mruczał. – Narwijmy jeszcze raz gałęzi – rozkazał. a ja powinienem zrobić to samo. ale musimy cię zatrzymać. Ku mojemu najwyższemu zdumieniu. żebym zwrócił uwagę na to. Przez chwilę don Juan stał cicho obok mnie. Kazał mi postąpić tak samo i głośno przeprosić rośliny za ich okaleczenie. Wyglądało na to. w jednej chwili wiatr rzeczywiście przestał wiać. Bardzo szybko rozłożył gałęzie na moim ciele. Wpatrywałem się tak intensywnie. bardzo łagodnie odkładając gałęzie lewą ręką. później odszedł w pobliski chaparral i zaczął łamać gałęzie. – Nienawidzę tego robić tym małym roślinkom. gdy tylko staniemy się niezauważalni. aby się zakryć. – Dla ciebie może to wyglądać na wiatr. jak ten niby wiatr ucichnie. powtarzając te same ruchy co przedtem. Wiatr nie przestawał wiać. Don Juan zachichotał łagodnie i powiedział. – Jest tutaj.– Teraz jest tutaj – powiedział z napięciem w głosie. – Właśnie to poczułeś – odparł. jak rozwiewa włosy wokół uszu. Don Juan szepnął. bezustannych podmuchów w łagodne drżenie. że zamierza wstać. nie wolno mi zrobić najmniejszego ruchu ani wydać żadnego dźwięku. Musiało istnieć logiczne wytłumaczenie tego zjawiska. ale nie zauważyłem niczego. W tym momencie poczułem silne uderzenie powietrza w twarz. ale czymś posiadającym własną wolę i dlatego wciąż może nas rozpoznać. – O czym ty mówisz? – Specjalnie zabrałem cię na wzgórze – powiedział. abym nie przemęczał swojego mózgu. wpatrując się w pustynne krzewy. ponieważ to. wcale nim nie było. . że nie powinienem robić żadnego widocznego ruchu ani hałasu. co nazywałem wiatrem. Pozbierał gałęzie. że gdy tylko mnie zakryje. że tutaj wiatr zaczął wiać właśnie wtedy. Zaśmiałem się nerwowo. poukładał na nich małe kamienie i nasypał ziemi. co znasz. – Jest – powiedział don Juan. Nie było tam absolutnie nic nadzwyczajnego. – Właśnie teraz. Zaczęły mnie piec oczy. których poprzednio użyliśmy. a później stopniowo wokół nas zapanowała cisza. Przytłumionym głosem don Juan zwrócił mi uwagę na panującą wkoło ciszę i wyszeptał. że polegniemy teraz z nimi na wzgórze i położymy się na plecach między dwoma wielkimi kamieniami. Szepnąłem don Juanowi. Raczej nie zauważyłem nic. – Patrz! Patrz! – nalegał. a później gwałtownie obrócił się i skierował twarzą na zachód. kiedy wstaliśmy. Zebrał osiem i zrobił z nich wiązkę. próbując to racjonalnie wytłumaczyć. Wstaliśmy równocześnie.

Don Juan wyjaśnił. nie ma wiatru. czy wiatr się zmniejszy. a don Juan. Nie chciałem poddać się lękowi i za wszelką cenę starałem się znaleźć odpowiednie wytłumaczenie. dokładnie obznajomiony z tą okolicą. Ja jednak ociągałem się. że don Juan podniósł się jednym niewiarygodnie zręcznym podskokiem. Coś. że świat jest taki. – Niczego nie widziałem. – Wiatr cię szuka. silny podmuch wiatru uderzył mnie w twarz. co opisywał mi don Juan. która wiruje. chmura. – Może nas prze-wyczerpać lub nawet zabić. don Juanie – powiedziałem. Powiedział. a on głośno. – Może znowu powinieneś mi powiedzieć. Siedzieliśmy na wzgórzu przez godzinę. albo się tocząc. aż wiatr ucichnie. Wtedy właśnie. Zrobiłem to samo i wstaliśmy. po posiłku. policzył i odczekał. mgła lub jak twarz. – Posuwa się albo wirując. czekał jedynie na jego ponowne pojawienie się. Jednak tym razem moja reakcja była inna. Jedynie liście pobliskiego chaparralu łagodnie drżały. – Spójrz. co ukrywa się w wietrze i wygląda jak spirala. Głos don Juana wytrącił mnie z intelektualnych rozważań. – Porusza się w określonym kierunku – kontynuował. że to. W pewnym momencie łagodnie odsunął gałęzie. On położył się na plecach z rękami złożonymi na brzuchu. – Znów jest! – wykrzyknął głośno. jak nas szuka. Don Juan wykonał kilka gestów rękami. . wiatr albo cokolwiek by to było. Nie zobaczyłem tego. Piątek. Odruchowo podskoczyłem. Siadłem na swoim “miejscu" i zacząłem opracowywać notatki. że rozmyślnie go zaniepokoiliśmy i dlatego lepiej się nie wałęsać. śmiejąc się. gdzie staliśmy. – Nadchodzi – powiedział mi do ucha don Juan. – Ten wiatr? – O tej porze dnia. aby pokazać mi poziome i pionowe drgania. Przez cały dzień nie oddaliliśmy się od domu ze względu na “wiatr". czekając na sygnał don Juana. nie tylko wiedział o ich istnieniu. jednak on tak poważnie obstawał przy swoim. Oczy don Juana niewzruszenie wpatrywały się w krzewy na południe od nas. jakim ci się wydaje. O tej porze jest tylko moc. przeraziłem się. – Może pójść za nami – powiedział. – Tego to już nie mogę kupić. by się położył. Chciałem go rozweselić. tak samo jak przedtem. Chciałem pozostać. że czas już ruszać z powrotem. jest bardzo głupie – powiedział. że na tym obszarze ciągle milszą pojawiać się powietrzne prądy. ażeby odpowiednio poruszać się po pustyni. prawie tracąc równowagę. Przez chwilę spoglądał na mnie. – Już ci mówiłem. Zauważyłem falę tworzącą się na krzewach w oddali. Wystarczyło. don Juan i ja przenieśliśmy się przed drzwi jego domu. – Niech to diabli! – powiedział.Powstrzymywałem oddech. – Naprawdę nie mogę. że nie odważyłem się błaznować. o zmierzchu. 30 czerwca 1961 Późnym popołudniem. Kiedy wstawał. – Przekonanie. Powiedziałem sobie. Szczególnie o zmroku. Gwałtowny podmuch sprawił. – Co mam widzieć? – zapytałem z desperacją. Ruchem brody wskazał w kierunku wiatru. Ja nawet musiałem spać przykryty gałęziami. – Jednak zauważyłeś coś niezwykłego. Odpowiedział. jest jak chmura albo spirala. Wzgórze było bardzo spokojne. Wiatr wiał mocno i nieprzerwanie przez cały czas. – Świat to tajemnicze miejsce. która najpierw znajdowała się nad krzewami. a później skręciła na wzgórze. co miałem zobaczyć. aby przekonać się. ale ja uciekłem od jego spojrzenia. ale straszliwą falę tworzącą się na krzewach. Myśliwy musi to wszystko wiedzieć. don Juanie – powiedziałem. ale także potrafił w pamięci określić dokładny czas ich wystąpienia. nie znającym sprzeciwu tonem kazał mi patrzeć.

Wszyscy jesteśmy głupcami. Kiedy się ukrywasz. – Według ciebie. albo że nas wytropił i popędził za nami na wierzchołek wzgórza. Więc też płakałem. – Wobec tego czym jest wiatr? – zapytał wyzywającym tonem. Myśliwy może pozostać na otwartej przestrzeni i żadna puma. Don Juan wykonał gest owijania czegoś. Jeżeli natomiast myśliwy chce być zauważony. jeśli żyłbyś tutaj na pustkowiu. Twoje problemy biorą się właśnie stąd. aby jeszcze raz wszystko wyjaśnił. że wiatr posiada swoją własną wolę i poszukuje mnie. Poczułem się zagrożony i pośpiesznie próbowałem się bronić. zwierzę odejdzie. a moc nie okryje go swoją osłoną. o co mu chodziło. – Jak? – Jeśli tego potrzebuje. że idea samowolnego wiatru składa się na raczej prymitywną wizję świata. Trochę czasu zajęło mi wyłożenie wszystkich szczegółów podstaw meteorologii. wiedziałbyś. ale jeśli wytrzyma on bez ruchu. Niezależnie od tego. ale nieprzystępność. że się ukrywasz.. a później głośno westchnął. musi stać się dostępny dla wiatru. – Twoje opinie są ostateczne – powiedział z odcieniem sarkazmu. dopóki nie minie zmierzch. – Przez całe swoje dotychczasowe życie zupełnie nieświadomie byłeś zawsze odkryty. więc poprosiłem don Juana. – Jak postępuje? – Wykorzystuje zmierzch i moc ukrytą w wietrze. że wykorzystał zmierzch i wiatr. że nie zrozumiałem. – Chociaż byłem młodszy od ciebie – kontynuował – Pewnego dnia miałem dość i zmieniłem się. chowa się przed mocą. Gdy tego nie robisz. Wtedy moc nie da mu spokoju i będzie go szukać przez całą noc. dwa czy dziesięć. – To twoje ostatnie słowo. aż w końcu nic ze mnie nie zostało. Miałem poczucie. a ja zasugerowałem: – . że moje życie stawało się coraz bardziej i bardziej sekretne. wie o tym i zgodnie z tym postępuje. jeśli wszyscy będą o tym wiedzieć. Cierpliwie wyjaśniłem mu.kokon. Myśliwy. wszyscy wiedzą. – Nie tłumacz się – powiedział don Juan beznamiętnie. czy ciśnienie wynosi jeden. tak samo jak ty. nauczyłem się sekretu bycia dostępnym i niedostępnym. Mogę ci to zagwarantować. Bardzo cierpliwie tłumaczył mi. jesteś dostępny i każdy może cię pokazać palcem. kiedy myśliwy ma podróżować albo nie chce zasypiać. że podczas zmroku wiatr staje się mocą. – Musisz nauczyć się. – Osłona mocy otula cię jak kokon. Po prostu nie mogłem zaakceptować koncepcji. a ty nie możesz stanowić wyjątku. że tak – powiedziałem i w cichości cieszyłem się ze swojego tryumfu. Don Juan jakby oniemiał.. W mojej głowie zapanował chaos. Jest się dostępnym albo niedostępnym w zależności od potrzeb i sytuacji. – Obawiam się. Powiedziałem. może nic oprócz płaczu. Zrobił przerwę. że kiedy stawałem się myśliwym. poszukując właściwego słowa. musi jedynie wejść na wierzchołek wzgórza. Dlatego też. Don Juan przez chwilę trzymał mnie w napięciu. Ale po chwili spojrzał na mnie i ryknął śmiechem. – Właśnie – powiedział. – Ta osłona jest jak. – Niczego nie zmieni ukrywanie się. . Na tym polega tajemnica wielkich myśliwych. Puma może podejść pod sam nos myśliwego i go obwąchać. Don Juan powiedział. aby wykazać. podobnie jak ty.. zakrywając się i trwając bez ruchu. z którego jest jakiś pożytek. jak bardzo ważne są relacje między ukrywaniem się i pokazywaniem. kiedy zapada zmierzch. żaden kojot czy nawet oślizły robak go nie tknie. Bycie niedostępnym wcale nie oznacza ukrywania się albo tajemniczości. Powiedzmy. Kiedyś. – Pozwól. prawda? Jednak dla myśliwego twoje teorie to czyste gówno.Nie byłem uparty. że przedstawię to w inny sposób – tłumaczył cierpliwie. wiatr to tylko gorące i zimne powietrze? – zapytał zmieszany. – Nie ma potrzeby. które wywołuje ich pionowy i poziomy ruch.. Zaprotestowałem. jak rozmyślnie stawać się dostępnym lub nie – powiedział. że masy gorącego i zimnego powietrza wytwarzają różne ciśnienie. byłem cały czas dostępny.

że jego grzebanie się w mojej przeszłości jest dla mnie odpychające. Byłeś za bardzo dostępny. poczułem się nieco spokojniejszy. że ma rację. czy kiedykolwiek rozmawiałem o niej z don Juanem. Chciałem zaprotestować. Tylko jeden. A jednak mogłem się wygadać. co znaczy być dostępnym. – Wszystko to widziałem. a tym bardziej o blondynce. co mam powiedzieć. – Dlaczego nie jest teraz z tobą? – zapytał.Powiedziałem mu. a szczególnie to. ale równocześnie niejasna. wcale nie była taka wspaniała. Znowu mnie poruszył. że to do mnie nie przemawia. Naprawdę nie mogłem zrozumieć. Tylko wydaje ci się. – Każdy o was wiedział – stwierdził z niewzruszonym przekonaniem. jakby nie słyszał mojego argumentu. – Mówisz zagadkami – powiedziałem. – Najwyższy czas. Szczerze mu zakomunikowałem. skąd o niej wie. – Opowiadałeś mi o niej – zapewnił mnie. jakby tam był i wszystko widział. – Ale to prawda – powiedział z rozbrajającą szczerością. kiedy przychodzisz i odchodzisz. w moim życiu była bardzo ważna blondynka. jaki na mnie wywarły jego słowa. Przez długą chwilę wpatrywał się we mnie ze skupieniem. – Odeszła. Nie pamiętam. Według mnie była słaba. o której mówi. Naprawdę chciałem wiedzieć. Powiedziałem mu. . – Nic podobnego ci nie mówiłem. Poczułem. abym mu opowiadał o kimkolwiek. Doszedłszy do takiego wniosku. Zaśmiał się z wielką rozkoszą. Zacząłem się zastanawiać. – Musisz wycofać się ze środka ruchliwej drogi. żebyś skończył z tym wysokim mniemaniem o swojej wartości. że nie ma znaczenia. blondynką? Tą dziewczyną. Musiałem spojrzeć nań jak ostatni idiota. Miałeś kiedyś kobietę. co przez to rozumie. widzi. Nie wiedziałem. Ja jednak nie przypominałem sobie. Ważne jest tylko to. Wyprostowałem się. Zawsze. aby ukryć złośliwy uśmieszek. Tam znajduje się cała twoja istota. czyli “być w zasięgu" oraz “stanąć na środku ruchliwej drogi". Wiedziałem już. gdyż prowadziłem samochód i nie mogłem notować. bez przerwy rozmawialiśmy o wszystkim. – Dlaczego? – Było wiele powodów. Powiedziałem. Ona była wspaniała. że bez sensu byłoby wdawać się z nim w dyskusję. Doszedłem do wniosku. że mówiłeś – odpowiedział. Był świadomy efektu. że ugodził w mój czuły punkt. ale powstrzymał mnie. o czym mówiliśmy. – Przestań się wykręcać – powiedział don Juan ostro. Don Juan używał hiszpańskich idiomów ponerse al alcance oraz ponerse en el medio del camino. miał zamiar nieźle mi dołożyć. kiedy don Juan ze mną jechał. jak narasta we mnie fala niechęci do niego. badając mnie wzrokiem. że się ukrywasz. a później zaczął nucić piosenkę. Jego metafora była interesująca. że rzeczywiście ją lubiłem. ale rozzłościłem się na niego za to. Tak. że nigdy nie było takiej okazji. – Hej! – powiedział z uśmiechem. bardzo ci drogą. – Co stało się z twoją przyjaciółką. mówiąc. że swoje stwierdzenia zawsze przedstawia z taką pewnością. – Czy to źle? – Okropnie. bo wydął wargi. Wiedziałem. że kiedy don Juan zaczynał nucić meksykańską melodię. – Oczywiście. że każdy. Ona była wspaniałą kobietą. – Nie tak wiele. przygotowany na wszystko. dlatego nie ma żadnego pożytku z ukrywania się. którą naprawdę lubiłeś. kto nią przechodzi. Znajdowanie się na środku drogi oznacza. – Musisz odejść – wyjaśniał. że dziewczyna. a później pewnego dnia straciłeś ją.

– Nie – powiedziałem. aż uschną na pieprz. jesteś zaniepokojony. aby zrobić palenisko. przez wszystkie dni. ale w jakiś sposób oczy don Juana pobudzały mnie i zmuszały do aktywności. jeśli pozostaje w tym świecie. prawie nie pozostawiając śladów. aby normalnie funkcjonować. – Ale to nie jest ważne. a jednak jest nieprzystępny dla niego. czego nie udało mi się na przykładzie wiatru. co znaczy. że była kimś szczególnym w twoim życiu. Zawsze znajdowałeś się w jej zasięgu i twoje życie stało się rutyną. że nie jesteś głodny i zdesperowany. – Było i jest rutyną – powiedział dogmatycznie. Nie tak jak to robiłeś. nie jesteś jak ten biedak. a później szybko odchodzi. Nie wykorzystujesz ludzi i nie wyciskasz z nich wszystkiego. jakie ci zostało. – Nie może być nieprzystępny. muszę pozostawać w zasięgu każdego. ponieważ byłeś dostępny. Miał rację. Prawda? Nie odpowiedziałem. wszystkie pięć przepiórek! Don Juan wyraźnie wymierzył cios poniżej pasa. ażeby bezpośrednio pokazać ci to. Zaśmiałem się i chyba sprawiłem mu tym przyjemność. jak tego potrzebuje. Straciłeś ją. – Sztuka myśliwego polega na tym. – Nigdy nikogo nie wykorzystywałem – powiedziałem szczerze. Chciałem się nadąsać się i poddać przygnębieniu. – Myśliwy wie. – Co ty ze mną robisz. że już nigdy więcej nie będzie jadł i pożera całe jedzenie. – Bycie nieprzystępnym oznacza. że rozmyślnie unikasz wyczerpywania siebie i innych – kontynuował. wszystkie lata. że tak jest. Jednak don Juan uważał inaczej i dlatego też mogę Otwarcie stwierdzić. gadasz tylko jedną. – Znaczy to. – Przypomniałem ci o tej dziewczynie tylko dlatego. don Juanie? – zapytałem. aż jedynym uczuciem. . Lekko dotknął moich pleców. że po to. że oszczędnie dotykasz świata wokół siebie. – Jesteś w błędzie. Ważne jest to. ponieważ nie wykorzystuje wszystkich możliwości i sił tego świata. że bycie nieprzystępnym wcale nie oznacza ukrywania się czy bycia tajemniczym mówił spokojnie. – Nie rozumiesz – rzekł don Juan cierpliwie. Kiedy się martwisz. których kochasz. – W przypadku tej dziewczyny znaczyłoby to. A wtedy już musisz całkiem wyeksploatować to. – Jest niezwykle rutynowe i dlatego wydaje ci się. przebywa w nim tak długo. – O co w tym wszystkim chodzi. – Zawsze udaje ci się mnie zasmucić. aby stać się nieprzystępnym. don Juanie? – O to. zwierząt. że nie muszę. – Jest niedostępny. bez zdawania sobie z tego sprawy. A o kimś szczególnym powinniśmy mówić tylko pięknymi słowami. Argumentowałem. Moje życie nigdy nie było rutyną. Powiedziałem. aby stać się nieprzystępnym – powiedział. była nuda. że szukałeś jej wszędzie. Lekko go dotyka. Martwienie się to stawanie się dostępnym. jakie ma. Czułem. ludzi. aby być niedostępnym – stwierdził. – Nie oznacza także. że w moim świecie nie do pomyślenia jest.– Tak samo jak ty – powiedział łagodnie. – Już ci mówiłem. że nie możesz kontaktować się z ludźmi. że nie jest. – To sprzeczność – powiedziałem. że będzie wciąż od nowa zwabiał do pułapek zwierzynę i dlatego o nic się nie martwi. że ludzie zaczynają mnie męczyć i nudzić. czy mocy. Nie wystawiasz się na moc wiatru. lub samego siebie. w desperacji kurczowo chwytasz się wszystkiego. jeśli nie jest ci to potrzebne. czego się uchwyciłeś lub tego kogoś. który czuje. Nie niszczysz roślin. Myśliwy korzysta ze swojego świata oszczędnie i z czułością. że musiałbyś rzadziej się z nią widywać. kto ma ze mną coś wspólnego. niezależnie od tego czy dotyczy to rzeczy. Dlaczego? – Teraz jesteś zbyt sentymentalny – powiedział oskarżycielsko. Zapewniam cię. roślin. Myśliwy ma bardzo intymny kontakt ze swoim światem. Zamiast zjeść pięć przepiórek. – Bycie niedostępnym oznacza. szczególnie tych. Poczułem się zakłopotany. Zaczął ogarniać mnie wielki smutek. Byłeś z nią dzień w dzień.

Podszedłem do niego i zauważyłem. Obserwowałem go z przejęciem i próbowałem powiązać to. To mnie całkowicie zbiło z tropu. Po chwili don Juan znowu zadął w swój “gwizdek". Jego syrena była doskonała. – Jestem gotowy – powiedziałem. aby je schwytać. Przyłożył dłonie do ust i wydał przeciągły i bardzo przenikliwy dźwięk. Don Juan popatrzył na mnie z wyrazem zaciekawienia. Przerwanie życiowej rutyny Niedziela. – Możemy iść w każdej chwili. – Czas iść do domu – powiedział. W końcu potrafiłem prawie za każdym razem przewidzieć ich zachowanie. że się we mnie wpatruje. czy też już całkiem mu odbiło. – Jest piąta – stwierdził. jak robić pułapki. co robi. patrząc na mnie. że siedzi ze skrzyżowanymi nogami kilka stóp ode mnie. Ja swój prawie skończyłem i byłem bardzo podniecony. . aby wiedzieć. jak łatwo potrafiły uniknąć niebezpieczeństwa.8. Nagle zacząłem się niepokoić. Podniosłem patyk i usiłowałem go wygiąć. Powiedział. aby się rozejrzeć lub uporządkować futerko. – Musisz poruszać się tylko wtedy. Zaśmiałem się. Właśnie trzymałem długi kij. że prawdopodobnie żartował. uśmiechnął się i znowu zamrugał. o co chodzi. naginając go koliście. że nie wzięliśmy zapasów. Stanął tam. spojrzałem w jego kierunku i zobaczyłem. co wcześniej mówił. Zwrócił mi uwagę. a następnego dnia musi tylko wystraszyć gryzonie. Wydawało mi się. Spojrzał na swój wyimaginowany zegarek. że zapomniałem. – Chyba mnie przeklniesz – powiedział. – Co robisz. jakby odkrywał wielki sekret. aby szedł do domu. aby je zakończyć.trochę patyków i przystąpiliśmy do konstruowania tych Myśliwskich wynalazków. Don Juan wciąż stał na szczycie skały. kiedy nagle don Juan spojrzał na swój lewy przegub. które don Juan nazywał wodnymi szczurami. jak gdyby sprawdzał godzinę na zegarku. że według niego. aby same powpadały do jego pułapek. Spojrzał na mnie. dlatego ze właściwie nie mieliśmy nic dojedzenia. że daje sygnał całemu światu. Zastawia je w nocy. Znowu zawył jak fabryczna syrena. Powiedział. 16 lipca 1961 Cały ranek spędziliśmy. Byłem tak zaabsorbowany gryzoniami. ogłaszającą porę lunchu. z tym. zastanawiając się. kiedy i gdzie się zatrzymają. miały okropny zwyczaj zatrzymywania się lub nawet wspinania na kamień i stawania na tylnych łapkach. tak abyś również ty się zatrzymał. Prawie nie rozmawialiśmy przez cały poranek i nie mogłem przypomnieć sobie niczego ważnego. z którego chciałem zrobić pętlę. – Mają bardzo dobre oczy – powiedział don Juan. Później don Juan pokazał mi. że był to dzień pracy w terenie. Pokręcił głową. dlatego też powinieneś nauczyć się przewidywać. Pochłonęła mnie ich obserwacja i można powiedzieć. – Co się stało? – zapytałem. czy zadziała. Pomyślałem. kiedy biegną. gdzie umieścić pułapki. – Koniec lunchu – oznajmił. ale później pomyślałem. Don Juan przyłożył dłonie do ust i wydał następny gwiżdżący dźwięk. Kiedy byłem już gotowy. Jak prawdziwemu myśliwemu wiele z nich udało mi się wytropić. taki fale wzmocniony gwizd fabrycznej syreny. czy żartuje. Automatycznie położyłem go na ziemi wraz z innymi myśliwskimi przyrządami. musi poświęcić trochę czasu na odkrycie miejsc. pięć czy sześć Pop nad ziemią. Obrócił się wkoło zawodząc w ten sposób. że nagle znudziło mu się polowanie i daje sygnał. obserwując gryzonie wyglądające jak tłuste wiewiórki. że myśliwy. że on także się zbiera. Później wydał zawodzący dźwięk imitujący syrenę fabryczną. Wstał i wspiął się na skałę. Wyjaśnił. Położyłem wszystko na ziemi i zacząłem się przygotowywać do powrotu. później na mnie i zamrugał. – Wracaj do pracy. Nazbieraliśmy . którego nigdy nie miał. Nie wiedziałem. Nie patrzyłem na niego. w których jedzą i się gnieżdżą. Przez chwilę nie wiedziałem. czas na lunch. ale gdy tylko umknęły jakiemuś drapieżcy. don Juanie? – zapytałem.

że swoim nieoczekiwanym. Nie miałem nic do powiedzenia. – Bycie myśliwym to nie tylko chwytanie zdobyczy – odezwał się znowu. jak postępowałem. Byłem zszokowany i przekonywałem go. bezwzględnym działaniem rozmyślnie usiłował tak mnie przerazić. – Wszystko. na którą polujesz. Teraz muszę nauczyć cię najważniejszej i dużo trudniejszej. a nie tylko mu przytakiwać lub zaprzeczać. Te umiejętności tworzą zewnętrzną formę polowania. Dodał. Odparł. że moje postępowanie wcale nie jest rutynowe. nawet jeśli wcale nie jesteś głodny. koło szóstej wieczorem i ósmej rano – powiedział. następnie uczyłem cię nawyków zwierzyny. – Teraz jesteś już gotowy. Skąd mogłeś wiedzieć. – Co takiego zrobiłem albo powiedziałem. na które poluje. – Wytworzyłeś już swój własny rytm polowania. że oszalałem. szczerząc zęby w szerokim uśmiechu. co mam na myśli. Rozmawiasz w wyznaczonym czasie. kiedy ześliznął się ze łkały i podszedł do mnie. to rutyna. – Czy nie wszyscy tak postępujemy? – Nie wszyscy. Don Juan przerwał. zanim będziesz mógł powiedzieć. Jest wolny. jak robić i ustawiać pułapki. że jesteśmy kwita. że w moim przypadku jest tej rutyny mniej niż w życiu większości moich przyjaciół i znajomych. że ogarnęło mnie nieodparte pragnienie. Chciałem być z nim szczery. Cała sytuacja znowu się zmieniła w tajemniczy sposób. a później zastawiania pułapek na te nawyki. ale dlatego że sam nie ma żadnych. Mój lęk zniknął. – Teraz dużo już wiesz o polowaniu – kontynuował don Juan – więc łatwo będzie ci zrozumieć. Wystarczyło tylko zadąć w gwizdek. Nie mogłem sobie wyobrazić życia bez żadnych przyzwyczajeń. Wpatrywał się we mnie pytająco. było niewykonalne ani dla mnie. aby każdego dnia jeść koło południa. że martwię się o lunch? – Pilnujesz tego. Jeśli przypomnisz sobie. giętki i nieobliczalny. Byłem pod głębokim wpływem myśli. Słowa don Juana brzmiały w moich uszach jak arbitralna i irracjonalna idealizacja. Czułem. ani dla . prawdopodobnie zrozumiesz. ponieważ ja sam swoim bezwzględnym. co robisz. Mogą nawet minąć lata. – Nic ci o tym nie mówiłem. Jednak miałem dziwne odczucie. całkowicie oczekiwanym działaniem doprowadziłem go do takiego samego stanu. Jest zupełnie inny niż zwierzęta. W ciągu kilku minut mój strach tak wzrósł. abym stracił rozum. Powiedziałem. jesz o określonej porze i idziesz spać o określonej godzinie. aby pracować na sygnał. że dobry myśliwy musi przede wszystkim znać nawyki swojej zwierzyny. uśmiechając się. Powiedziałem mu że wręcz przeciwnie. – Czym jest rutyna? – zapytałem. że zastawia pułapki albo że zna jej nawyki. co? – zapytał. uważam. o co mu chodzi. aby polowanie również przemienić w rutynę – kontynuował. jakby dając mi czas na zastanowienie. Opis mojego nawyku jedzenia dotyczył wzorca. aby ukazać ci ten mechanizm. że to. że jest ósma Kuno i muszę rozłożyć swoje narzędzia. że tak się zachowałeś? – Martwiłeś się o lunch. Don Juan zaśmiał się i dał mi znak. Pomyślałem. jaki stosowałem do wszystkiego w swoim życiu. o czym mówił. że swoim niespodziewanym zachowaniem przeraził mnie aż do utraty zmysłów. ucząc cię polowania. że don Juan oszalał. – Dobremu myśliwemu nie dlatego udaje się złowić zwierzynę. Zdjął kapelusz i zaczai naśladować ruchy gryzoni. Wyjaśnił. ponieważ mamy przed sobą cały dzień. niezmienne w swych reakcjach i łatwych do przewidzenia kaprysach. Chciałem już biec. że właściwie moje życie to bałagan spowodowany brakiem zdrowych nawyków. Nie miałem nic na swoją obronę. Jego okrągła głowa sprawiała. Twój duch jest wyszkolony. Najpierw uczyłem cię. że moja rutyna jest tak samo szalona jak jego gwizdy. Nie zrozumiałem. że jego zachowanie jest szalone. które obserwowaliśmy. że wyglądał jak jedno z tych myjących swe futro zwierzątek.Powiedział. – Niepokoisz się o jedzenie zawsze o tych porach. To całkowicie zmąciło mój spokój. abym usiadł obok niego. Właśnie dzięki temu staje się dobrym myśliwym. gdy tylko zaczął mówić. Na tym polega jego przewaga. że to rozumiesz i że jesteś myśliwym. Ja nie żyję rutynowo. Było to bardzo śmieszne. aby stamtąd uciec. – Myślałeś.

kiedy nagle posłyszałem słodki gwizd. Nie byłem w stanie określić kierunku. że być może jestem otoczony przez stado czy grupę nieznanych zwierząt. aby samemu nie stać się ofiarą. Poprosiłem go. nie jesteś wyjątkiem. Był mi obcy.kogokolwiek innego. Poparzył na mnie i uśmiechnął się życzliwie. – Dlatego interesuje mnie teraz. z którego pochodził. którego myśliwy. Z tego też powodu sami stajemy się celem dla kogoś czy czegoś innego. że nasze drogi się spotkały. który tropi zwierzynę na pustkowiu. jak nauczyłem się polować. Któregoś dnia sam możesz się o tym przekonać. gdzie zakładają gniazda. Być może twoim przeznaczeniem stanie się tropienie jednej z nich do końca życia. w jakimś miejscu na świecie twoja droga przetnie się z drogą magicznej istoty i zechcesz na nią zapolować. Szybko się uczysz i teraz możesz już zobaczyć. zostawiają ślady we właściwy sobie sposób. Obserwowałeś zwyczaje zwierząt na pustyni. Pomyślałem sobie. musisz przerwać życiową rutynę. gdzie się żywią. Wyraz jego twarzy był bardzo zabawny i dlatego zaśmiałem się. co człowiek zrobi w sytuacji takiej jak ta. bo nie wiedziałem. jeleń. aby być myśliwym. chodzi o to. Natomiast myśliwy. – Co masz na myśli? – Lubisz polować. że jesteś taki sam jak twoja zdobycz. W rzeczywistości wszystko to może przewidzieć i zrekonstruować dobry myśliwy. zachowujesz się tak samo jak twoja zdobycz. – Jednak są zwierzęta nie dające się wytropić – zaczął znów opowieść. jak i kiedy śpią. ale nie miałem żadnego. Ale te magiczne istoty tak się nie zachowują. – A jej widok jest godny zobaczenia. że jego koncepcja jest nie do zrealizowania w praktyce. Miało to miejsce zaraz po tym. – Jak ci się wydaje. Wzruszyłem ramionami. jeśli jest szczęściarzem. według mnie. . zanim wykona jakiś ruch. albo stawi czoło. co czujesz – powiedział. Wydawało mi się. A więc myśliwemu. że magiczny jeleń jest świadomy nawyków zwykłych ludzi i myśliwych. jak się poruszają. że jest magiczny. że jest taki wyjątkowy i trudno go znaleźć? – zapytał. łatwo przewidzieć każde twe posunięcie. z pewnością ucieknie na otwartą przestrzeń. Wiedziałem już. Miałem tyle szczęścia. Wszystko to nawyki. przygotuje ją do strzału. – Mówię teraz o polowaniu – powiedział chłodno. co zwierzęta robią. Przede wszystkim jego strach uczyni z niego ofiarę. – Nie obchodzi mnie to. Wiedziałem również. Czy mnie rozumiesz? Znowu wyraziłem opinię. by był bardziej konkretny i podał mi przykłady. – To sprawia. co odpowiedzieć. w innych zakładają gniazda. że czeka na pytanie. Wtedy zastygnie w miejscu albo położy się na ziemi. Jak już wcześniej ci mówiłem. aby uratować życie. Pewnego razu byłem w gęstym lesie w górach centralnego Meksyku. – Możesz zacząć od niejedzenia lunchu o dwunastej każdego dnia. Jeśli zaś będzie miał broń. wydawało mi się. – Po to. na którą polujemy. Później chowa się i czeka na następny krok zwierzyny. – Jest na przykład taki jeleń. że to magiczna istota. Kiedyś w moim życiu ktoś także zwrócił mi na to uwagę. – Wymaga czasu – powiedział don Juan. Może rzucić poncho na ziemię albo powiesić je na gałęzi. który to wszystko wie. – Czy to nie jest nawyk? – Oczywiście. miejsca. Jeśli będzie nie uzbrojony. Uświadomiłem sobie. Don Juan zrobił teatralną pauzę i popatrzył na mnie przenikliwie. Bardzo łatwo wyobrazić sobie. że dobiegał ze wszystkich stron równocześnie. nigdy nie zapomni zapewnić sobie osłony. Jedzą i piją w pewnych miejscach. że mam szczęście. – Nie ma nawyków – oznajmił tonem objawienia. Jesteś dobry w polowaniu. Być może któregoś dnia. na które zwracam ci uwagę. jeżeli jeleń każdej nocy śpi o określonej godzinie i w określonym miejscu. co sprawia. Wtedy pozostaną mu dwie możliwości: albo ucieknie. może dzięki czystemu przypadkowi spotkać raz w życiu. gdzie. abyś stał się ich świadomy w swoim własnym życiu. Nigdy przez te wszystkie lata włóczęgi po pustkowiach nie słyszałem takiego dźwięku. Wszyscy zachowujemy się jak zwierzyna. – Jeleń musi w nocy spać – powiedziałem. Jeszcze raz posłyszałem ten zwodniczy gwizd.

Uśmiechnąłem się mimowolnie. i przewróciłem się. Spróbowałem obrócić głowę. jak gdyby usiłował sobie przypomnieć. Don Juan wstał i podniósł swoje myśliwskie przybory. – Przemówił do mnie – powiedział don Juan z szerokim uśmiechem. prawda? – Przykro mi. I jeleń przemówił do mnie. że droczy się ze mną. był raczej niewiarygodny. nie zachowałem się ani w jeden. Wtedy magiczne stworzenie podeszło i powiedziało mi do ucha tak wyraźnie. – Nie wierzysz. aby przekonać się. – Czego się spodziewałeś? – zapytał. Don Juan przerwał i spojrzał na mnie. że jego dialog z jeleniem był raczej drętwy. – Przecież jestem Indianinem. co to jest. Myślałem. opowiadając mi niestworzone historie. Wtedy zapytał mnie. ale nie mogę uwierzyć. – Nie mam o to do ciebie pretensji – odparł uspokajająco. Szybko stanąłem na głowie i zacząłem zawodzić. Don Juan umilkł na chwilę. czemu płaczę. Po chwili ryknął śmiechem. Jeleń patrzył na mnie. Don Juan zajrzał mi głęboko w oczy z błyskiem czystej przekory. – To cholernie dziwna rzecz. coś wąchało moje włosy za prawym uchem. że nie mam zamiaru zrobić mu krzywdy. jak ja teraz tobie mówię: “Nie bądź smutny". – Naprawdę przemówił? – zapytałem zupełnie skonsternowany. – Jeleń przemówił? – Tak. Podniosłem się szybko i zobaczyłem świetliste stworzenie wpatrujące się we mnie. mówiąc delikatnie. A ja mu odpowiedziałem: “Cześć". Roniłem łzy i szlochałem tak długo. Don Juan wybuchnął śmiechem. że zacząłem śmiać się razem z nim. aż prawie zemdlałem. .Znalazłszy się w obecności magicznego jelenia. że takie rzeczy się wydarzają – powiedziałem. Nagle poczułem łagodny dotyk powietrza. wciąż się śmiejąc. – Magiczny jeleń powiedział: “Cześć przyjacielu". a ja powiedziałem. Obraz gadającego jelenia. a później jego oczy zajaśniały. A ja na to: “Ponieważ jest mi smutno". Powiedziałem. – Co powiedział? – zapytałem półżartem. ani w drugi sposób. że magiczne jelenie mówią. Jego poczucie humoru było tak nietypowe.

ale to nie ma znaczenia. Ostatnia bitwa na ziemi Poniedziałek. co zasługiwało na zaufanie. Pocierał dłonie i kiwał głową. Faktycznie. ale musi również wiedzieć. co mogę – powiedziałem. – Zawsze czujesz się zmuszony. Don Juan zgodnie ze swoją zasadą uderzał w mój najczulszy punkt. ale nie zmieniłem się tak bardzo jak on by sobie tego życzył. aby wymagać czegoś ode mnie. co chciał. Czekałem. jak jego metody mogą mi pomóc. że rozumiem jego punkt widzenia. Przypomniałem sobie. – Dochodzi tu do głosu twoje stare poczucie . że podoba mi się sposób postępowania don Juana. ale jednak nie wyobrażałem sobie. aby najlepiej wykorzystać swoje życie. Mnie zabrało to całe lata. żeby zdecydować się. że dużo nauczyłem się o polowaniu. tym lepiej dla ciebie. zmiany są trudne i zachodzą bardzo powoli. – Nie wystarczy wiedzieć. że już wcześniej stwierdził. Jego stwierdzenie było niejasne i nie wiedziałem. Gdy tylko usiedliśmy. Im bardziej jesteś uparty. co powie dalej. Dwa razy dał mi znak. jak gdybyś był jedynym człowiekiem na ziemi. że są konieczne. ażeby rzeczywiście chcieć się zmienić. Dzięki niemu stałem się bardziej świadomy swoich braków. – Nie będzie ci łatwo się zatrzymać – powiedział w końcu. Poprosiłem go o wyjaśnienie. jak czułem. kiedy usiłowałem się bronić przed jego krytyką. Jego zainteresowanie zmianą mojego życia. Wcale nie robisz tego. kiedy do czegoś się zabierasz. Powiedział. abym był cicho. co możesz. Don Juan zamilkł i zdawało się. Bardzo uprzejmie przypomniał mi. że jesteś uparty. całymi latami i bez żadnego rezultatu. Trzeba coś zrobić. Tylko tak mówisz. że istnieją na ziemi takie moce. Czasami mijają lata. aby temu zaradzić. Sposób. zanim człowiek przekona się o tym. ale wyglądało na to. – Myśliwy musi żyć jak myśliwy po to. – O mocach. – Sam o tym wiesz. zwierzętami i wszystkim. jak tego potrzebuje – zareplikował. w jaki żył. Lubiłem go jako człowieka. 24 lipca 1961 Wczesnym popołudniem. – Wiem. po kilku godzinach włóczenia się po pustyni. ponieważ przyjemnie ci tego słuchać. Byłem szczerze przekonany. którą zawsze ujawniał w elegancki i precyzyjny sposób. Don Juan przyjrzał mi się z ciekawością i zaśmiał się. – Dobry myśliwy zmienia sposób postępowania tak często. a jednak nigdy nie wykorzystywał swojej przewagi. że wszyscy jesteśmy głupcami. co żyje. Jednak nauczyłem się szanować jego biegłość. don Juan wybrał ocienione miejsce na odpoczynek. czy odnosi się do mnie.9. od czasu kiedy zaczął mnie uczyć polować. – O jakich mocach mówisz? – zapytałem po długiej przerwie. było bardziej sugestią albo komentarzem dotyczącym moich wad. nie pozostawiał wątpliwości co do jego mistrzostwa. W jego zachowaniu było coś. don Juanie? – Myśliwy nie tylko zna nawyki swojej zwierzyny. jak budować i zastawiać pułapki – powiedział. które kierują naszym życiem i śmiercią. że dla mnie najtrudniejszą rzeczą było to. że za każdym razem. Robisz wszystko. – Nie. a ja nie stanowię wyjątku. aby tłumaczyć się ze swoich czynów. wychodziłem na idiotę i dlatego teraz zatrzymałem się w środku długiej. które kierują ludźmi. usprawiedliwiającej przemowy. Wydaje mi się. – Robię wszystko. ale być może nie mam żyłki do polowania. jego sposoby mogłyby przynieść mi tylko cierpienie i trudy i dlatego znalazłem się w ślepym zaułku. wydymając policzki. Być może najbardziej dramatycznym dla mnie odkryciem było uświadomienie sobie. że ma ogromne trudności. kiedy chciałem poprosić go o wyjaśnienie tych tajemniczych stwierdzeń. Zawsze tak mówisz. – Zdecydowałem się zmienić swoją taktykę – powiedział. który popełnia błędy – powiedział. Jak zwykle poczułem się zmuszony do obrony. Nie zgadzam się z tym. co możesz. zaczął mówić. co ma mi powiedzieć. że powiedział już wszystko. Niestety. co chciałem robić w życiu. że w świetle tego. ja również poddałem rewizji swoje życie. – Co masz na myśli. kiedy w końcu się zmienisz. Zapewniłem go.

– Nie mówimy o tym samym – odparł. Jednak ja nie lubiłem swojego życia. – To. aby każdy twój czyn się liczył. że nie ma racji. to na co czekasz? Dlaczego wahasz się i nie chcesz się zmienić? – Czy kiedyś. przerażający. w którą całkowicie się zaangażowałem. jakby oczekiwał reakcji. – Robiłem wszystko. zauważyłem. Innymi słowy. twoje życie jest takim samym bałaganem. kiedy cię nie nudzi. – Nie. Byłem nim zmęczony. że pożyjesz jeszcze minutę dłużej. – Żyjemy w dziwnym świecie. – Dla ciebie świat jest dziwny. – Trzeba przyjąć odpowiedzialność za przebywanie w dziwnym świecie – powiedział. Znowu poczułem przypływ zarozumiałości i chciałem argumentować. że była nią sztuka. Z drugiej strony. jeśli nie myślisz. ponieważ jest zdumiewający.własnej wartości i przywiązanie do osobistej historii. wcale tak nie myślę. – Wiem o tym – powiedziałem. Nie wiesz. – Dlatego też nigdy nie byłeś artystą i być może nigdy nie będziesz myśliwym. Natomiast dla mnie świat jest dziwny. hamując gniew. – Dużo czasu na co. ale bez sensu jest mówienie o niej. a przede wszystkim każdy ma łatwy dostęp do ciebie. będziesz niewiele więcej wart od trupa. don Juanie. Wybuchnąłem. wiesz o tym? Skinąłem potwierdzająco głową. w tym cudownym czasie. nie słuchasz rad swojej śmierci. nie wiesz. w tym cudownym świecie. występuje przeciw tobie. Don Juan zaśmiał się i powiedział. ponieważ nie mogę nic zrobić. co mogę. jak sprawić. że on zawsze wszystko mi wytyka. Dał mi znak. – Myślisz. Podjudzał mnie do wymienienia choćby jednej rzeczy w moim życiu. Możesz robić to lepiej. – Nigdy nie przyjąłeś odpowiedzialności za bycie w tym niezgłębionym świecie – powiedział oskarżycielsko. która zagwarantowałaby ci. Nie ma takiej mocy. byłbyś myśliwym. że musisz przyjąć odpowiedzialność za bycie tutaj. don Juanie. abym był cicho. – Wobec tego. że ja nie chcę się zmienić? –– Tak. Chcę cię przekonać. aby zobaczyć wszystkie cuda świata. na co mnie było stać. na tej cudownej pustyni. W tym wszystkim jest tylko jedna zła rzecz: wydaje ci się. że masz dużo czasu – powtórzył. Powiedziałem. Powiedziałem. ponieważ wtedy. że twoje życie będzie trwać wiecznie. Gdybyś wiedział. Zawsze chciałem być artystą i przez lata próbowałem coś tworzyć. – Robię wszystko. tak samo jak ty. że twoje życie będzie trwać wiecznie. – A więc zmień ją – odparł sucho. – Jeśli nie odpowiesz na to wyzwanie. że to zmuszanie mnie do zmiany trybu życia jest przerażające i arbitralne. Odparłem. Tłumaczyłem mu. – Znowu nie masz racji. Zbyt krótko. tajemniczy. że do pewnego stopnia zgadzam się z nim. Pragnę cię przekonać. że jestem jak . – Nie masz czasu na to przedstawienie. aby jej uniknąć. jakim było. że sytuacja staje się dla mnie nie do zniesienia. Ja tak samo nie chciałem się zmieniać. niezgłębiony. don Juanie? – Myślisz. ale jednak sam fakt. że musisz się nauczyć. zanim cię spotkałem. głupcze – powiedział surowo. Równie dobrze może to być twoja ostatnia bitwa. Wciąż mam bolesne wspomnienie swojego niepowodzenia. ponieważ będziesz tutaj tylko przez chwilę. na co cię stać. że znudzenie światem albo pozostawanie z nim w sprzeczności to odwieczna cecha kondycji ludzkiej. – Nie. że masz dużo czasu. sprawia. cokolwiek robisz teraz. nie przyjmujesz odpowiedzialności za swoje czyny. zauważyłeś. może być twoim ostatnim czynem na ziemi. Za to teraz wcale nie mam go dość. że wystarczy mi świadomość grożącej mi śmierci. – Nie. Przerwał i spojrzał na mnie.

że to pytanie retoryczne. abyś zwrócił uwagę na to. – W porządku! Ale czy znasz kogoś. kiedy osoba. ale on ruchem brwi nakłaniał mnie do odpowiedzi. don Juanie. Nikt z nas go nie ma – powiedział. tak samo jest ze śmiercią. – Nie masz czasu. mając to na uwadze. twoja ciągłość wcale nie czyni cię . rzucił kapelusz na ziemię i stanął na nim. Po chwili przerwy don Juan dalej wyjaśniał swój punkt widzenia. nigdy nie zachodzi stopniowo. uznałem. że jest w tym sprzeczność. jakby już skończył rozmowę. a szczególnie wtedy. zacznij działać. Dlatego uważasz. że walczy w swojej ostatniej bitwie na ziemi-Innymi słowy. co właściwie chcę powiedzieć.. Don Juan miał oczywiście rację. – A ja tak – zareplikował don Juan. żeby jednak dokończył to o czym zaczai mi mówić. Ich szczęście polega na tym. ze tak. Wiem. Wydawało mi się. Dlatego ich czyny mają szczególną moc – Ich czyny mają. być może. że zmiany nadchodzą gwałtownie i niespodziewanie. następuje nagle. o której mówię. – Nie masz czasu. ekscytującego szczęścia dostarczają działania oparte na pełnej wiedzy o tym. – Żyć tak szczęśliwie. a w końcu. . drapał się po niej. Moje myśli biegły niepohamowanym strumieniem. – Zgadzam się z tobą. kto żyje szczęśliwie? Zgodnie z pierwszym impulsem chciałem powiedzieć. że jeżeli miałbym się przygotowywać do zmiany. wie. a twoja ciągłość nie ma żadnego znaczenia w tym wzbudzającym grozę. Don Juan był rozbawiony wysiłkami nadania sensu mojej wypowiedzi. że tak będzie i dlatego nie przestaję cię przekonywać. Powiedziałem ci już. żebyś ponownie przyjrzał się swojemu życiu i działał. Skończyłem więc przemowę. która działa.. Podejmij wyzwanie. ani chwili czasu. Nikt z nas nie posiada wystarczająco dużo czasu. powiedziałbym. Nie miałem już żadnych argumentów. o tym.. – Czyny mają moc – powiedział. Śmiał się. że wielu ludzi mogę podać za Przykład. Jednak w końcu. Poprosiłem go. którzy zważają na naturę swych czynów. że jesteś idiotą – stwierdził spokojnie. Nie byłem pewny. Don Juanowi zabrakło chyba słów. że moja opinia nie jest bezpodstawna. że jej czyny stanowią ostatnią jej bitwę. co robię teraz. – Tak po prostu? – Właśnie. – Nie masz co się zgadzać – warknął. kiedy przynosi mi to radość. – Zamiast tak łatwo się zgadzać. Wydawało mi się. – Szczególnie wtedy. kiedy mówiłem o zdeterminowanej ciągłości. śmiejąc się z jego błazeństw. ale opiera się na przekonaniu. że świat i ja sam posiadamy zdeterminowaną ciągłość. Zmiana. – Gdyby to była twoja ostatnia bitwa na ziemi. Twoje czyny z pewnością nie mają błyskotliwości.. – Na tym polega nieszczęście istot ludzkich. Zmień się. – Marnujesz swój ostatni czyn na jakieś głupie humory. – Radziłbym ci. Dla mnie szczęście polegało na przeświadczeniu o naturalnej ciągłości moich czynów. kiedy nagle zmienisz się bez żadnego ostrzeżenia. pewnego dnia zdziwisz się. tajemniczym świecie. Usiadł i wydął policzki. mocy i zniewalającej siły czynów dokonywanych przez człowieka.komediant odklepujący swoją rolę. – Nie zmieniłeś się ani trochę – powiedział. Radziłbym ci. – Nie – powiedziałem. kiwał głową. ale. Sprawia tylko. Później nagle wstał. że działają z pełną świadomością całkowitego braku czasu. że moje wysiłki staną się tylko bezowocną próbą oczyszczenia się z zarzutów. Jak ci się wydaje. – Może powinienem ująć to inaczej – powiedział. że nie mamy żadnej pewności co do tego. że zmieniasz się po trochu. – Są tacy ludzie. Dziwnego. że jesteś bojaźliwy. A ty nie przygotowałeś się na ten nagły akt. przyjacielu – powiedział. Nie zgadzałem się z nim. który wie. co możemy z tym zrobić? Wydawało mi się. Podrapał się po głowie i uśmiechnął. – Naprawdę nie znam. czy nasze życie będzie trwało wiecznie. jak tylko się da – powiedziałem. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. że będę w stanie kontynuować do woli to. Powiedziałem mu. przyjacielu. Jednak. to z pewnością zmieniałbym się stopniowo. Wytłumaczyłem mu.

Przestał mówić i znowu na mnie spojrzał. Don Juan z poważnym wyrazem twarzy zbadał mnie wzrokiem. Gapiłem się na niego oszołomiony. – Nazywam to bitwą. ściągnąć . że to dziwny świat. tak samo jak każdego z nas. co istnieje tylko w twoich myślach. jestem tego pewny. W przeciwnym przypadku. a ponieważ posiada gruntowną wiedzę o swojej śmierci. złapać go. które nami kierują. przerażające. tajemniczy świat otworzy paszczę. Wciąż rozmyślałem o jego niezwykłych zdolnościach umożliwiających mu poruszanie się z taką szybkością. że bałem się myśleć o swojej śmierci i oskarżyłem go. kiedy panuje spokój. Są moce. don Juanie. Jeśli czeka na mnie. po prostu dlatego że sprawia ona. Wstał w jednej chwili. co nami kieruje? – zapytałem. Większość ludzi działa. jeśli jesteś nieśmiertelny. – Nie chcę o niej myśleć. Bojaźń nie pozwala nam na zbadanie i wykorzystanie naszego losu. postępuje rozumnie. a później znowu miną lata. ale jednak czasami można być świadkiem ich wspaniałości. – To nie jest naturalne. rozkazującym tonem polecił mi wytropić królika. myśliwy oszacowuje każdy czyn. to po co mam się tym przejmować? – Wcale nie powiedziałem. i niech twoje czyny będą się na nim opierać. – Czy jest coś. które kierują ludźmi są nieprzewidywalne. Wyczuwałem. że masz się nią przejmować. – Dlaczego? – To bez sensu. kiedy suchym. Naturalne jest. że ciągłym przypominaniem mi o niej wzbudza we mnie lęk. Skoncentruj uwagę na nici łączącej ciebie i twoją śmierć. – Śmierć czeka na nas i ten czyn. Zaśmiał się w odpowiedzi na mój gest rozpaczy. Mam nadzieję. tego też jestem pewny. aby żyć. będą posiadały właściwą moc. że nie masz czasu. – Ale przecież wszyscy musimy umrzeć – powiedział i wskazał na wzgórza w oddali. don Juanie. powietrzem. kiedy tak mówisz – powiedziałem. że wystarczy ci czasu. Tylko wtedy. że jest na granicy ujawnienia mi czegoś. zabić. ale on wstał. która stępia ostrze jego przerażenia. Niech każdy twój czyn będzie twoją ostatnią bitwą na ziemi. – Tam gdzieś ona czeka na mnie. ciągle myśląc o swojej śmierci. nie ma czasu na bojaźliwość. – Całe lata zajmie ci przekonanie się do tego. że przywiązujesz się do czegoś. smutku czy obawy. Skoncentruj się na tym. Chciałem go wybadać. Myśliwy odnosi się do swojej ostatniej bitwy z należnym jej szacunkiem. pozostaną one czynami człowieka bojaźliwego. – Ale trudno mi to zaakceptować. Natomiast w przeciwieństwie do nich. Tylko głupiec nie zauważyłby przewagi. ale kiedy przerażający. jaką myśliwy posiada nad zwykłymi ludźmi. że twoje niezawodne sposoby postępowania wcale nie były takie niezawodne. zanim zaczniesz tak postępować. – Powiedziałem ci. Uspokaja cię. poza tym że można je nazwać siłami. którego teraz dokonujemy może być naszą ostatnią bitwą na ziemi – odparł soczystym tonem. wtedy uświadomisz sobie. bez wyrzutów sumienia. – Oczywiście.szczęśliwym ani pełnym mocy. Dzięki temu odczuwa przyjemność. Przyłączę się do niej. ponieważ życie jest walką. Jego ciało wykonało nagły ruch i już był na nogach. aby cię pochłonąć. duchami. Przyznałem mu się. zanim zdążyłem o cokolwiek zapytać. że dokonując ostatniego czynu na ziemi. tak jakby każdy jego czyn był jego ostatnią bitwą. – Jestem przerażony. ale jeśli masz umrzeć. – Czy to coś strasznego być bojaźliwym? – Nie. nie walcząc ani nie myśląc. powinien dać z siebie wszystko. ale powstrzymał się i uśmiechnął się tylko. wiatrem czy czymś podobnym. – Masz rację – przyznałem. – Czy możesz je opisać? – Nie całkiem. – Wobec tego co mam robić? – Wykorzystać ją. Siły. Ale być może ty jesteś inny i śmierć wcale na ciebie nie czeka. kiedy spełnisz te warunki.

Był martwy. Upuściłem klatkę z królikiem i spojrzałem na don Juana. Wiele razy włóczyliśmy się po pustyni i przez cały ten czas on sam zabił tylko jednego królika. Trzęsły mi się ręce. jakby mówił do dziecka. jak wiele razy sam byłem królikiem. Powiedział. zupełnie tak samo jak moja śmierć będzie darem dla kogoś lub czegoś innego. Don Juan bardzo cierpliwie przemawiał do mnie. Z rozdzierającą serce jasnością czułem tragedię królika. Od czasu kiedy don Juan zaczął mnie uczyć polować. – Do diabła z zabijaniem – powiedziałem głośno. która w następnym momencie gwałtownie zmieniła się w rozpacz i przerażenie. ponieważ moc czy też duch kierujący królikami zaprowadził u progu zmierzchu właśnie jego do mojej pułapki. Automatycznie przystąpiłem do działania. Opanowało mnie pragnienie odkrycia. które kierują ludźmi albo zwierzętami. – Zastrzeliłem je. – Cóż to za różnica? Czas królika skończył się. Powiedział. a jego odebrałem jako wyraz milczącej rozpaczy. – Nikogo nie zabiję. Wpatrywał się we mnie. Wymieniliśmy smutne spojrzenia. emanował pewnością i wiedzą. Odczułem przez chwilę ulgę. kiedy próbowałem chwycić królika za uszy. Złapałem go za uszy i wyciągnąłem. jak poprowadzą mnie do mojej śmierci. Odwróciłem się do don Juana. a nie zabiłem gołymi rękami. Okropnie bolała mnie głowa. Moje zdeterminowanie przerodziło się w udrękę nie do zniesienia. Zwierzę przywarło do tylnej ściany klatki. Ton don Juana zaszokował mnie. jak przewidywałem. jakby właśnie tutaj na mnie czekały. Ze jego życie na tej pięknej pustyni dobiegło końca. Poczułem mdłości i gwałtownie kopnąłem klatkę. Ogarnęła mnie rozpacz. Popatrzył na niebo i powiedział. – Zabij go! – rozkazał z dzikim spojrzeniem. Królik zwisał bezwładnie. Usiadłem obok skały. Okazała się nadspodziewanie mocna i nie rozbiła się. Usiłowałem przekonać samego siebie. Jednak nie potrafiłem wyzbyć się niesamowitego poczucia . skuliło się. Kręciło mi się w głowie. Jej pręty złamały się z trzaskiem. Proste zdarzenia tego dnia wykończyły mnie. dwie przepiórki i jednego grzechotnika. nigdy nie zdarzyło się. jak mam zabijać zwierzynę. kiedy ogarnęło mnie dziwne uczucie strachu. Zrozumiałem. postępując w taki sam sposób jak dziesiątki razy wcześniej. prawą nogą nadepnąłem na krawędź klatki. Spróbowałem jeszcze raz i znów mi się nie udało. zanim zapad' nie noc. poruszałem się ostrożnie i nie miałem żadnego kłopotu ze złapaniem królika. Z całych sił. że czas królika dobiegł końca. że śmierć królika jest dla mnie darem. który wpadł w moją pułapkę. Poczułem natłok chaotycznych myśli. Dreszcz strachu przebiegł mi po plecach. w jaki sposób zdechł. Sięgnąłem do pułapki. W przeciągu kilku sekund przez mój umysł przewinęły się najistotniejsze momenty z mojego życia. Powiedział. – Nie mogę. Don Juan położył mi na niej rękę i wyszeptał do ucha. siedziało cicho i bez ruchu. aby go uwolnić. Nie wiedziałem. – Dlaczego? – Nigdy tego nie robiłem. a on na mnie.z niego skórę i upiec mięso przed zmierzchem. – Teraz zabij go – powiedział don Juan ostro. Ten królik będzie wolny. Don Juan szedł obok mnie i śledził moje ruchy badawczym wzrokiem. Zadrżałem z emocji. Popatrzyłem na niego. przyprowadziły tego królika do mnie w taki sam sposób. Nie mam co zawracać sobie nim głowy. Był tak zdecydowany. co robić. – Przecież zabiłeś setki ptaków i innych zwierząt. co spowodowało całkowitą identyfikację z nim. aby pokazywał mi. Wyciągnąłem królika na zewnątrz. Czułem mdłości. że nie pozostawiał żadnych wątpliwości co do tego. że powinienem zdążyć. – Nie mogę go zabić – powiedziałem. Krzyknął na mnie. Byłem bardzo spokojny. że moce. że to tylko królik. aby wyjąć królika. zupełnie tak. że muszę zdjąć skórę z królika i upiec go. że królik musi umrzeć. ale on był za szybki i chybiłem.

identyfikacji z nim. Don Juan powiedział, że powinienem zjeść kawałek jego mięsa, przynajmniej jeden kęs, aby uprawomocnić swoje odkrycie. – Nie mogę tego zrobić – zaprotestowałem pokornie. – Jesteśmy niczym dla tych mocy – warknął na mnie. – Dlatego zostaw swoje poczucie ważności i właściwie wykorzystaj ten dar. Podniosłem królika. Był jeszcze ciepły. Don Juan pochylił się nade mną i wyszeptał mi do ucha: – Twoja pułapka była dla niego ostatnią bitwą na ziemi. Jak ci powiedziałem, nie zostało mu już ani trochę czasu, aby biegać po tej cudownej pustyni.

10. Stać się dostępnym dla mocy Czwartek, 17 sierpnia 1961 Gdy tylko wyszedłem z samochodu, zacząłem narzekać na swoje nędzne samopoczucie. – Siadaj, siadaj – powiedział don Juan łagodnie i prawie zaprowadził mnie za rękę na werandę. Uśmiechną} się i poklepał mnie po plecach. Dwa tygodnie wcześniej, 4 sierpnia, don Juan, jak zapowiedział, zmienił swoją taktykę i pozwolił mi przyjąć kilka gałek pejotlu. Podczas największego nasilenia halucynacyjnych wrażeń bawiłem się z psem, który mieszkał w domu, gdzie odbywała się sesja. Don Juan zinterpretował moją zabawę z psem jako wyjątkowe wydarzenie. Utrzymywał, że w momentach mocy, takich jak ten, który wtedy przeżyłem, świat zwykłych zdarzeń nie istnieje i niczego nie można uznać za pewne. Pies nie był prawdziwym psem, ale wcieleniem Mescalito, mocy czy też bóstwa znajdującego się w pejotlu. Późniejszym skutkiem tego doświadczenia było ogólne poczucie zmęczenia i melancholii, plus przypadki wyjątkowo wyraźnych snów i koszmarów. – Gdzie są twoje przybory do pisania? – zapytał don Juan, kiedy usiadłem na werandzie. Zostawiłem swoje notesy w samochodzie. Don Juan wrócił do niego, ostrożnie wyciągnął moją walizkę i przyniósł mi ją. Zapytał, czy zwykle noszę ją ze sobą. Odpowiedziałem twierdząco. – To szaleństwo – podsumował. – Mówiłem ci, żebyś nigdy nie nosił niczego w rękach, kiedy chodzisz. Używaj plecaka. Zaśmiałem się. Pomysł noszenia notatek w plecaku był niedorzeczny. Powiedziałem mu, że zwykle chodzę w garniturze i plecak w połączeniu z nim byłby absurdalny. – Załóż płaszcz na plecak – powiedział. – Lepiej żeby ludzie myśleli, że masz garb, niż miałbyś zrujnować sobie zdrowie, nosząc to cały czas w ręku. Nalegał, abym wyjął notes i zaczął pisać. Wydawało mi się, że bardzo się stara mnie rozluźnić. Znowu zacząłem narzekać na dotkliwe bóle i na dziwną depresję. Don Juan zaśmiał się i rzekł: – Zaczynasz się uczyć. Później odbyliśmy długą rozmowę. Powiedział, że Mescalito, pozwalając mi bawić się z sobą, wskazał na mnie jako na wybrańca i dlatego, chociaż zdezorientował go ten omen, gdyż nie jestem Indianinem, zamierza jednak przekazać mi pewną tajemną wiedzę. Powiedział mi, że on sam miał dobroczyńcę, który nauczył go, jak stać się człowiekiem wiedzy. Czułem, że wydarzy się coś strasznego. Jego wyznanie, że jestem wybrańcem, plus absolutnie osobliwe postępowanie don Juana oraz destrukcyjny wpływ pejotlu wytworzyły we mnie stan nieznośnego lęku i niezdecydowania. Ale don Juan nie przejął się moimi uczuciami i poradził mi, abym myślał tylko o cudzie zabawy z Mescalito. – Nie myśl o niczym innym – dodał. – Reszta przyjdzie sama. Wstał i klepiąc mnie lekko po głowie, dodał bardzo godnie: – Zamierzam nauczyć cię, jak zostać wojownikiem, tak samo jak uczyłem cię polowania. Muszę cię jednak Strzec, że podobnie jak nauka polowania nie uczyniła z ciebie myśliwego, tak teraz mogę nie zrobić z ciebie wojownika. Byłem sfrustrowany, a fizyczne dolegliwości graniczyły z bólem. Zacząłem uskarżać się na plastyczne sny i koszmary. Myślał o tym przez chwilę i znowu usiadł. – To są dziwne sny – powiedziałem. – Zawsze miałeś dziwne sny – odparował. – Ale mówię ci, że teraz są naprawdę dużo dziwniejsze niż kiedykolwiek przedtem. – Nie przejmuj się. To tylko sny. Tak jak sny zwykłego człowieka, nie mają mocy. A więc po co

martwić się nimi albo o nich mówić? – One mnie niepokoją, don Juanie. Czy nie mógłbym czegoś zrobić, aby je powstrzymać? – Nie. Niech same ustaną – powiedział. – Teraz nadszedł czas, abyś stał się dostępny dla mocy, i zaczniesz od śnienia. Ton jego głosu, kiedy mówił o śnieniu, sprawił, że uznałem, iż używa tego słowa w bardzo szczególny sposób. Zastanawiałem się nad pytaniem, jakie mam zadać, kiedy znowu zaczął mówić. – Nigdy nie mówiłem ci o śnieniu, ponieważ do tej pory chciałem uczyć cię tylko tego, jak zostać myśliwym – powiedział. – Myśliwy nie jest zainteresowany manipulowaniem mocą, dlatego jego sny są tylko snami. Mogą poruszać cię do głębi, ale nie są śnieniem. Natomiast wojownik poszukuje mocy, a jedną z prowadzących do niej ścieżek jest śnienie. Można powiedzieć, że różnica pomiędzy myśliwym a wojownikiem polega na tym, że wojownik postępuje ścieżką mocy, a myśliwy nic o niej nie wie albo wie bardzo mało. Decyzja co do tego, kto ma być wojownikiem, a kto tylko myśliwym, nie zależy od nas. Zostaje podjęta w sferze mocy, które kierują człowiekiem. Dlatego właśnie twoja zabawa z Mescalito była tak ważnym omenem. Te moce przywiodły cię do mnie, zabrały cię na dworzec autobusowy, pamiętasz? Pewien błazen przyprowadził cię do mnie. Doskonały omen, błazen wskazujący na ciebie. Dlatego uczyłem cię, jak zostać myśliwym. A później pojawił się następny doskonały omen, sam Mescalito bawił się z tobą. Rozumiesz, o co mi chodzi? Jego niezwykła logika była przytłaczająca. Słowa don Juana stworzyły wizję, w której podlegałem czemuś przerażającemu i nieznanemu, czemuś, czego zupełnie się nie spodziewałem i nawet w najdziwniejszych fantazjach nie wyobrażałem sobie jego istnienia. – Co, według ciebie, powinienem robić? – zapytałem. – Otwórz się na przyjęcie mocy. Zabierz się za swoje sny. Nazywasz je snami, ponieważ nie masz mocy. Natomiast wojownik, będąc człowiekiem poszukującym mocy, nie nazywa ich snami, ale rzeczywistością. – Uważasz, że bierze swoje sny za rzeczywistość? – On nie myli ze sobą żadnych rzeczy. To, co ty nazywasz snami, jest dla wojownika rzeczywiste. Musisz zrozumieć, że wojownik nie jest głupcem. Jest nieskazitelnym myśliwym, który poluje na moc. Nie jest pijakiem ani szaleńcem. Nie ma czasu ani chęci na blagowanie czy też okłamywanie samego siebie, ani na wykonanie nie właściwego ruchu. Stawki są zbyt wysokie, aby mógł robić coś takiego. Ryzykuje swoim precyzyjnie uporządkowanym życiem, a doprowadzenie go do doskonałości zajęło mu dużo czasu. Nie ma zamiaru go zmarnować przez jakiś głupi błąd w kalkulacji, przez pomylenie ze sobą jakichś rzeczy. Śnienie jest rzeczywiste dla wojownika, ponieważ może on w nim działać w zamierzony sposób, jest w stanie dokonać selekcji. Z wielkiej liczby rzeczy może wybierać te, które prowadzą do mocy, a póz niej manipulować nimi i wykorzystywać je. Natomiast w zwykłym śnie nie da się działać w zamierzony sposób. – Czy wobec tego uważasz, że śnienie jest rzeczywiste? – Oczywiście, że jest rzeczywiste. – Tak rzeczywiste jak to, co teraz robimy? – Jeśli chcesz porównywać, mogę ci powiedzieć, ze jest bardziej rzeczywiste. Podczas śnienia posiadasz moc, jesteś w stanie zmieniać rzeczy, możesz odkryć niezliczoną ilość faktów, możesz kontrolować wszystko, co tylko zechcesz. Stwierdzenia don Juana zawsze przemawiały do mnie tylko częściowo. Bez trudu mogłem zrozumieć, że podoba mu się idea możliwości dokonywania wszystkiego we śnie, ale nie mogłem jej traktować poważnie. Byłoby to zbyt dużo jak na mnie. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę. Jego twierdzenia były szalone, a jednak nie mogłem sobie przypomnieć, bym kiedykolwiek spotkał człowieka tak mądrego jak on. Powiedziałem mu, że nie mogę uwierzyć, że bierze swoje sny za rzeczywistość. Zachichotał, jakby był przekonany o absolutnej niemożności obrony mojego stanowiska. Potem wstał i bez słowa wszedł do domu. Przez długi czas siedziałem osłupiały. Potem don Juan zawołał mnie na tyły swojej chaty. Przygotował trochę kukurydzianki i wręczył mi miskę.

Nauczysz się. że to mięso mocy i trzeba je żuć powoli. Ale albo nie zrozumiał. że musiał rozejrzeć się wkoło. Lubiłem to wrażenie. – Co robisz? – zapytałem. abym krzyczał. podobnym do zatoczki zagięciu wyschłego koryta rzeki. Gdy tylko skończyliśmy jeść. ale nie będziemy się już błąkać po pustyni. niedbale stwierdził. Dał mi znak ruchem głowy. Zapytałem go. Krępowałem się. abym usiadł w wyróżniającym się miejscu. abym poszedł za nim. Był spokojny. niemalże śpiący. Teraz już za późno. Nie wysunąłem już dalszych argumentów. Był gorący dzień. Tak jak powiedział. Chciałem się dowiedzieć. Później bardzo głośno powiedział. albo nie chciał odpowiedzieć. przekroczyć swoich ograniczeń i zaakceptować jego stwierdzeń. czym można by się niepokoić. – Przemawiam teraz do twojego ducha myśliwego. Automatycznie zastygłem w bezruchu na swoim miejscu i poruszałem tylko oczyma. jak stać się dostępnym dla mocy. – Co się stało? – zapytałem szeptem. kiedy się nie śpi. aby podać mi kilka kawałków suszonego mięsa. otoczonym głazami z piaskowca. Myślałem. czy z wierzchołka mojego kamienia widzę coś niezwykłego. Don Juan wreszcie zatrzymał się i usiadł w cieniu kamieni. Powiedziałem. dopóki nie skończyłem jeść. Przecież lubisz włóczyć się ze mną po pięknej pustyni. co się dzieje. że w pobliżu nie ma nic. śledząc jego poczynania. że chciałbym wiedzieć. Odpowiedział mi. że siądzie razem ze mną. tajemniczy. nawet gdybym bardzo się postarał. ale on wrzasnął. Bardzo ostrożnie wycofał się za skały. Wycieczka okazała się bardzo długa. Don Juan wydawał się rozkoszować moją desperacją. Znowu dałem wyraz wewnętrznej rozterce. – A ja rzeczywistością – wyjaśniłem – ponieważ jedzenie jest czymś. Jednak wysokiej temperatury. klepiąc mnie po plecach i uśmiechając się życzliwie. – Od dzisiaj zaczniemy chodzić do miejsc mocy. opierając się plecami o ścianę. Pozostał w tej pozycji. wstał nagle i zaczął wzrokiem badać otoczenie. ale on podszedł tylko po to. Jego odpowiedź była nienaturalna i niepojęty był dla mnie jego krzyk. a jednak piękny świat. wrzeszcząc. Wyjąłem krakersy z plecaka. aby to porzucić. Wrzasnąłem. Nie mogłem jednak. na którym siedziałem. którego doświadczałem tylko w jego towarzystwie. Kawał drogi szliśmy kanionem. Don Juan poprowadził mnie ku wzgórzom na wschodzie. tak jak to robi myśliwy. – Daj spokój. – Śnienie również się odbywa – zareplikował. Ze śmiertelną powagą powiedział. że podejdzie do nas zwierzyna. złapałem się na haczyk. Później wrócił w ocienione miejsce i usiadł. chodzenie. czy nie ma na ten okres szczególnej nazwy. powstrzymując śmiech. Powiedziałem. ale on powiedział mi. Chciał. Wskazał na samotnie stojący w odległości dziesięciu. – Jak nazywasz to. na którym siedziałem. Don Juan przyłożył rękę do ucha i wrzasnął. ale przecież bardzo lubiłem chodzić razem z nim. śmianie się. pozwalasz sobie na głupie lęki – powiedział cicho. Wtedy zauważyłem. że coś posłyszał. Rozluźniłem się i swobodnie usiadłem. Później usiadł wyprostowany i zwrócił głowę na prawo. że znajdowaliśmy się w kolistym. – Tak samo jak polowanie. jakby spodziewał się. Uważnie nasłuchiwał. tak jak to robiliśmy poprzednio. chcąc mu zwrócić uwagę na to. czy było to jakieś wielkie zwierzę. że się nie kwalifikuję do tego przedsięwzięcia. co teraz robimy? – zapytałem go. że mnie nie słyszy i dlatego muszę do niego krzyczeć. że rzeczywiście jest to przerażający. nie mieszając z żadnym innym pożywieniem. Mógłbym wrócić do samochodu i odjechać. nie mając ku temu ważnych powodów. co się naprawdę teraz odbywa. Zaczął iść w kierunku pustynnego chaparralu. którego z pewnością nie użyłby. Następnie zapytał mnie. Don Juan nagle wyszedł zza skał i uśmiechnął się do mnie. jakoś nie odczułem. Spojrzał na mnie dwa czy trzy razy. chichocząc. zwykle dla mnie nie do zniesienia. piętnastu stóp prawie okrągły kamień i pomógł mi wspiąć się na niego. – Nazywam to jedzeniem – powiedział. że niczego tu nie ma. – Teraz jest inaczej – powiedział. bo wydawało mu się. Przeciągnął się. Usiadł i ukrył się pomiędzy dwiema skałami u podstawy głazu. że wybierzemy się na przechadzkę. że nie. a . że powinienem jeszcze chwilę tam pozostać. Zacząłem zsuwać się z kamienia. żebym sobie nimi nie zawracał głowy. ale on nalegał. Poczułem gwałtowne szarpnięcie w żołądku.Zapytałem go o czas. czym jest rzeczywistość w przeciwieństwie do snu. ziewnął i podszedł do kamienia. a on odkrzyknął.

Don Juan skierował się ku domowi. On sam zajadał z wielkim apetytem. zanim moje mięśnie odzyskały elastyczność potrzebną do chodzenia. zwróciłem uwagę na niepojętą łatwość. – Jaki to rodzaj ducha? Popatrzył na mnie z ironicznym wyrazem twarzy i za-replikował: – A ile jest ich rodzajów? Zaśmialiśmy się. Na razie muszę powstrzymać się od zadawania pytań. Pokazał. za to dla mnie stanowiło wyjątkową torturę. prowadziliśmy hałaśliwą rozmowę. żebym zszedł na dół. zamiast skierować się do domu. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o tym domniemanym duchu. abym opisał mu widok rozciągający się na południe od nas. W końcu zrobiło się za ciemno na pisanie. do czasu kiedy znajdziemy się w miejscu mocy. powiedział po prostu: – Moje ciało lubi wszystko. 19 sierpnia 1961 Wczoraj rano don Juan i ja pojechaliśmy do miasta i zjedliśmy śniadanie w restauracji. a później wspięliśmy się na szczyt jednego z wyższych wzgórz. co znaczy. spoglądając surowo. że tutaj czai się duch – powiedział bardzo cicho. ponieważ muszę stać się dostępny dla mocy wody zamieszkujących to wyjątkowe miejsce. że rozmowa nie jest potrzebna. Wytłumaczył mi. Krzyczeliśmy tak do siebie przez jakiś czas. ale jakaś część mnie zupełnie odmówiła funkcjonowania i zasnąłem. Najpierw dotarliśmy do łagodnych wzniesień. Trwanie godzinami w zupełnym bezruchu wyraźnie było dla niego bardzo łatwe. don Juan udał się w stronę gór. że musimy zaczekać na zmierzch i że powinienem zachowywać się w jak najbardziej naturalny sposób. bolały mnie plecy i czułem napięcie w ramionach i szyi. – Wiem. Próbowałem myśleć o czekających mnie nowych przygodach. co przez to rozumie i szeptem próbowałem zadać pytanie. przypomniał mi. Don Juan poradził mi. Jest tutaj duch i musimy go wywabić. ale on. – Gdzie? – Tam. Siedzieliśmy na werandzie przez kilka godzin. gdybyś nie jadł tego co zwykle.wtedy on poprosił mnie. Całe ciało mi zdrętwiało i zmarzłem. idąc za nim. – Tutaj jest woda – szepnął – a także moc. Próbowałem wypytywać go o wydarzenia minionego dnia. że ubiliśmy interes. Po prostu skoczył na równe nogi i wyciągnął do mnie rękę. Umyślnie błądził. – Rozchorowałbyś się. żebym zbyt drastycznie nie zmieniał swoich nawyków związanych z posiłkami. a potem zachowywaliśmy przymusową ciszę. – Wyjdzie o zmierzchu – powiedział. że stoimy nad nią. Ścierpły mi nogi. Wyznaczył odległość trzech kroków jako dystans. że krzyk był potrzebny do ujawnienia mojej obecności. Umierałem z ciekawości. Minęło trochę czasu. Koło południa znowu wybraliśmy się do wodnego kanionu. Pracowałem nad notatkami. Powiedział. Poradził mi. jakie tylko zechcę. że mogę zadawać wszelkie pytania. naszą zwykłą trasę przecinał cztery czy pięć razy w różnych kierunkach. po czym dał mi znak. – Musimy tylko poczekać. aby mi pomóc. abym trwał w bezruchu i nawet szeptem czy najmniejszym drgnieniem nie zdradził naszej obecności. Ze zdenerwowania zadawałem głupie pytania. było późne popołudnie. który miałem utrzymywać. aby dowiedzieć się. Kiedy w końcu dotarliśmy do domu. w krzakach. trwającą godzinami. Podszedłem do niego. ale nie zauważyłem żadnej wody. Zabrakło mi . Może pójdzie za tobą. Od czasu do czasu podawał mi kawałek suszonego mięsa. Siedzieliśmy w ciszy. z jaką don Juan poderwał się po kilku godzinach bezruchu. ale don Juan nakazał całkowitą ciszę. Kiedy zacząłem z tego żartować. – Twoje ciało nie jest przyzwyczajone do mięsa mocy powiedział. Kiedy próbowałem się wyprostować. a on szepnął mi do ucha. Aby zauważył nas duch. Kiedy opuściliśmy to miejsce. Rozejrzałem się wkoło. Szedł bardzo wolno. Don Juan w końcu wstał. Tutaj don Juan wybrał niczym nie osłonięte miejsce na odpoczynek. Sobota.

Zrobił zabawną minę. czy wszystko zrozumiałem. że nie mogłem się powstrzymać od śmiechu. Spojrzał na mnie znowu i zapytał. No. Jak spodziewasz się. – Są takie rzeczy. Abyśmy byli dla niego dostępni. Takiej kontroli. – Z pewnością jest jeszcze coś. dając twierdzącą odpowiedź. do cholery. jakie dzięki temu możesz osiągnąć. aby dał mi jakieś wskazówki. bardzo odległego. Wyjaśnił. Pokręcił przecząco głową i zezując. Śnienie jest tak poważne jak widzenie. Odpowiedziałem. To właśnie wydarza się teraz tobie. co mówił. czy wiem. że nie. – A teraz poważnie. Doświadczałem idiotycznego uczucia pustki. czego przedtem nie dało się zauważyć. Nie myśl. Jest niczym. o czym nawet trudno pomyśleć. a jednak dokonuje cudów na twoich oczach. jak o czymś zabawnym. jakby dyktował list do mnie. – Naprawdę nie wiem. jaką mamy na pustyni. – Teraz jest czas. W ogóle z trudnością nadążałem za tym. Nie mogę powiedzieć. ponieważ zaczyna się twoja pierwsza próba. O tak. Później moc staje się czymś ważnym. co ma na myśli. – Patrz tylko na swoje ręce. Jeśli o to chodzi. ciężki z ciebie typ – powiedział. – Możesz oczywiście patrzeć na cokolwiek. co ja . – Na początku to coś niewiarygodnego. – Ludzki głos przyciąga duchy. Nie mogłem niczego wymyślić. na co ci się podoba. – Właśnie teraz zamierzam nauczyć cię pierwszego kroku do osiągnięcia mocy – powiedział. że to zrobię? – zapytałem. bo zachichotał. kiedy możemy dokonać wyboru pomiędzy wejściem na wzgórze. – Moc jest czymś. kiedy musimy rozmawiać – powiedział. Wyobraź sobie wszystkie niepojęte rzeczy. Czułem się zabawnie. Wyglądał tak komicznie. – Rzeczywiście. jakby opowiadał mi o czymś. tajemniczym świecie. a pozostaniem w cieniu wodnego kanionu. że ustawienie śnienia oznacza posiadanie prostej i praktycznej kontroli nad ogólną sytuacją we śnie. otwierając i zamykając usta z wielką szybkością. – Kiedy masz mówić. – Musisz zacząć od czegoś bardzo prostego – powiedział. Chyba zauważył moją konsternację. jak przychodzi ani czym naprawdę jest. jak ci powiedziałem – odburknął. Don Juan zaśmiał się i poklepał mnie po plecach. rusz Jadaczką. jak ustawić śnienie. co przychodzi do ciebie. – Dlaczego się śmiejesz? – zapytał zdziwiony. Nastąpiła krótka pauza. ponieważ dla mnie najłatwiej jest patrzeć na nie. rzucił na mnie kilka krótkich spojrzeń. twój brzuch czy kutas. co mógłbyś mi powiedzieć – nalegałem. Tam jeden już się czai. Następnie moc manifestuje się jako coś niekontrolowanego. co jest w tobie. – Wskazówką dla ciebie mogłoby być tylko to. Powiedziałem ci o rękach. – Jak mam patrzeć we śnie na ręce? – Bardzo prosto. powinniśmy rozmawiać. – Tak. Poprosiłem go. mogą to być palce u nóg. Don Juan zapytał mnie. Pomyśl o tym. – Każdy z nas jest inny – powiedział w końcu. Człowiek polujący na moc nie podlega prawie żadnym ograniczeniom w swoim śnieniu. czym jest moc – powiedziałem. – Dzisiejszej nocy musisz patrzeć w snach na swoje ręce. umieranie czy każda inna rzecz w tym przerażającym.pytań. Aż w końcu moc staje się czymś. że jest coś. Pochylił głowę do przodu i z otwartymi ustami zaczął się gapić na swoje ręce. – Przyprowadziłem cię tutaj. Jego ton był tak zwyczajny. skieruj na nie swój wzrok. co kontroluje twoje działania. co należy do zjawisk codziennych. Możesz jej nie mieć albo nawet nie zdawać sobie sprawy z jej istnienia. ale jednak pozostaje pod twoimi rozkazami. – Zamierzam nauczyć cię. o których od teraz będziemy mówić tylko w miejscach mocy – kontynuował. a jednak wiesz. – Nie ma żadnych wskazówek – powiedział. Zaśmiałem się głośno. że to żart. czym zajmuje się wojownik – odparł. To jest miejsce mocy i możemy tutaj mówić tylko o niej. zapominasz języka w gębie.

jak obchodzić się mocami. musisz przenieść wzrok na coś innego. Jak możesz uważać. W tym momencie szarpnął mną bardzo silny podmuch wiatru.sam robiłem. abyś mógł prowadzić mocne i czyste życie myśliwego. Cały czas wpatrywałem się w niego. że powinieneś stać się nieskazitelnym wojownikiem. jakby ktoś inny go odwrócił. czym jest rzeczywisty świat. i rytmicznie kiwał głową. wyrażałem po prostu moje ogrornn6 rozgoryczenie tym. co zechcesz. Najwyraźniej nie udało mi się przekazać tego. Powiedziałem ci o rękach. że bez wątpienia takie osoby są psychicznie chore. Później moce zwróciły mi uwagę. o co mi rzeczywiście chodziło. że don Juan będzie chciał wspiąć się po jego łagodnym stoku. po to aby wiedzieć. – Sztuka ustawiania śnienia nie polega tylko na widzeniu rzeczy. kiedy się uczyłem. a później spojrzeć na nie znowu. Przytoczyłem argument. Krajobraz gwałtownie się zmienił i znaleźliśmy się na obszarze pozbawionym roślinności. Chciałem go przeprosić. Don Juan zwrócił się w kierunku wiatru. Przez chwilę drżał. Byłem tak zajęty pisaniem. co mówił. – Chodźmy – powiedział. bez mojej pomocy. wojownik musi być doskonały. Zawsze. Kiedy zaczną zmieniać kształt. Lecz siły. to jednak nie jestem w stanie zaakceptować jego poglądu. a ja usiłowałem cię nauczyć. iż zaczęło się już ściemniać. Nie używał mięśni do wykonania obrotu. co się dzieje w świecie rzeczywistym od swoich fantazji. – Możesz to zrobić sam. że wojownik nie potrafi odróżniać tak podstawowych stanów? Natomiast ty. o czym mówił. jak zmienić twój głupi sposób życia. Po tym moim długim wyjaśnieniu don Juan wykonał komiczny gest rozpaczy. Całe Jego ciało zdawało się napięte niczym jeden mięsień. wariacie – kontynuował don Juan. gdybyś miał polegać na swojej zdolności odróżniania rzeczywistego od nierzeczywistego. To uczucie przenikało całą jego istotę. że masz patrzeć na swoje ręce. przyjacielu. od razu spaprałbyś całą robotę i umarł. możesz wybrać to. Don Juan wstał i zaczął rzucać ukradkowe spojrzenia na południe. aż pokaże się duch wody. co robisz. o czym mówię? Powiedziałem. ale on znów zaczął mówić. – Musimy iść na południe i poczekać. – Zostaw swój cywilizowany świat – powiedział. Udaliśmy się w jego kierunku. Wyglądało jak łysa głowa. – Zawsze kiedy spojrzysz na jakąś rzecz w swoich snach. wpatrywałem się w niego jak . ona zmienia kształt – powiedział po długiej chwili ciszy. Na próżno się głowiłem. a przynajmniej nie robił tego tak jak ja. że chociaż zrozumiałem. które nami kierują. którzy ogarnięci iluzją nie potrafią odróżnić tego. że jednak tego nie potrafisz. przyprowadziły de do mnie. Ale kto może być tego pewny? Jesteśmy tak tajemniczymi i tak przerażającymi istotami jak ten bezkresny świat. Wyglądało to tak. że nie zauważyłem. Myślałem. – Będzie prościej. na które poluje. jaki jest! Nikt nie każe ci się zachowywać jak szaleniec. Powiedziałem. przykładając ręce do policzków i głośno wzdychając. abym zachowywał się jak wariat. a moje obawy wzrastają za każdym razem. Później znów się rozluźnił i stanął niedbale. kiedy śpisz i kiedy nie śpisz. co zechcesz. ponieważ one są tam zawsze. Wtedy nie ma różnicy pomiędzy tym. Wydawało mi się. że jestem na z góry straconej pozycji– Nie próbuję wpędzać cię w chorobę. Opanowanie tej techniki wymaga czasu. – Wyglądał. że ciało don Juana pociągnęła jakaś siła z zewnątrz. – Może jednak powiedziałbyś coś. do czego jesteś zdolny? W głosie don Juana pobrzmiewała nuta smutku. – Niech będzie taki. na zachód. kiedy doradza mi. On patrzył na mnie kącikami oczu. Szliśmy może pół godziny. Rozumiesz. Niebo było pochmurne i nadciągał już zmierzch. który doskonale wiesz. że w cywilizowanym świecie są setki ludzi. ale na utrzymywaniu ich widoku. jakby układał myśli. Więc któż może wiedzieć. co by mi pomogło. jeśli będziesz tylko wiedział. w ogóle nie Jesteśmy podobni. na którym chaparral został wypalony. ale on się zatrzymał i przyjął niezwykle czujną postawę. Wydaje mi się. jak mógł utrzymywać pozycję pionową przy takim rozluźnieniu mięśni. Śnienie staje się rzeczywiste kiedy udaje ci się skupić na wszystkim. Lecz zdecyduj się wcześniej. Jak już ci powiedziałem. Słońce już zniknęło za horyzontem. – Jak już ci mówiłem. Jego twarz wyrażała zdecydowanie i nieugiętą wolę. a później znajdź to w swoich snach. gdy sprzeciwiałem się temu. – Nie musisz patrzeć na swoje ręce – powiedział. Było tam wielkie okrągłe wzgórze. Nie jesteśmy tacy sami.

W pobliżu jego wierzchołka znajdowała się jaskinia albo dziura. że to jakieś skulone zwierzę. na którym staliśmy. szczyt wzgórza nie wydawał się już taki okrągły i gładki jak z dużej odległości. że zwierzę nie żyje – powiedział. Wówczas byłem już najzupełniej przekonany. jeśli to było zwierzę. Zacząłem się znowu wpatrywać. Miało tak przerażające pazury. jednak miało dziób jak ptak. Udałem się za nim. W pewnym momencie niezwykle silny spazm podniósł je z ziemi. Niewątpliwie było to jakieś zwierzę. – Myślę. Kiedy podszedłem bliżej. że jest żywe. W tym czasie zrobiło się już całkiem ciemno i musieliśmy zbliżyć się jeszcze o dwa kroki. albo martwe. Przekonałem się. jakby nic się nie wydarzyło. – To zwierzę jest w agonii – szepnąłem don Juanowi. Zwierzę niewątpliwie wydawało ostatnie tchnienie. Podążyłem za nim. Pomyślałem sobie. Wdrapałem się na szczyt wzgórza z niewiarygodną szybkością i zręcznością. na co to wygląda? Powiedziałem mu. zdawało się dogorywać jego oddech był nieregularny. Zrobiłem kilka kroków w kierunku tej rzeczy. Dał mi znak. Szepnąłem to don Juanowi. Kiedy byłem w połowie drogi. chociaż jego boki nie poruszały się rytmicznie. Don Juan zwrócił się na południe i zaczął wzrokiem penetrować cały teren. albo śpiące. Wpatrywałem się w nie w stanie absolutnego przerażenia. która wymagałaby tego rodzaju dziwnej koncentracji. Jego ciałem wciąż wstrząsały skurcze. Przy następnym silnym podmuchu wiatru dreszcz przeszedł mi po plecach. dosłyszałem nieludzki wrzask i zwierzę wyprostowało nogi. Zbiegłem więc do niego. zwracając się twarzą na zachód. abym zszedł na dół. – Według ciebie. może na nas skoczyć. – Co to jest? – szeptem zapytałem don Juana. kiedy na to patrzyłem. Nogi sterczące w górę dziko podrygiwały. że jest za bardzo skulone jak na cielę. Przerażony odwróciłem się do don Juana. Zwierzę znowu zadrżało i wtedy przekonałem się. Posłyszałem potężny ryk i krzyczącego don Juana: – Uciekaj! Ratuj swoje życie! Właśnie to robiłem. a później przetoczyło na grzbiet. przewróciło się na bok. Widziałem. Nagle zadrżał. jakby ktoś spuścił na niego zimny prysznic. Było prawie okrągłe. że jeszcze nie zdechło. Odpowiedział. Obeszliśmy nagie wzgórza od wschodu i doszliśmy do środkowej części podnóża. Jakieś dwadzieścia stóp od nas coś leżało na piasku. – Masz rację – wyszeptał w odpowiedzi. – Zbyt duże jak na psa – powiedział rzeczowo. – Nie wiem – odparł podobnie cicho. że może to być brązowy cielak. a poza tym ma sterczące uszy. zwierzę z pewnością było ssakiem. aby widzieć zwierzę. Było jasnobrązowe i drżało. Sądząc po korpusie. Jego ciało poddało się jeszcze jednemu wstrząsowi. Z miejsca. ciałem wstrząsały skurcze. ponieważ don Juan robił to samo. W skupieniu wpatrywałem się w nią. a później don Juan zaczął iść. jakby skulone. Nowe szarpnięcie poruszyło ciałem zwierzęcia i wtedy zobaczyłem jego głowę.urzeczony. Mój umysł nie mógł uwierzyć w istnienie . Stanąłem przed don Juanem. Nigdy nie znalazłem się w takiej sytuacji. Leżało na grzbiecie. że podobne jest do psa. przypominało zwiniętego w kłębek psa. – Jeśli jest umierające. Po wyprostowaniu nóg. o mało nie krzyknąłem ze strachu. Prawie mogłem dostrzec jego głowę i uszy sterczące jak u wilka. jak oddycha. że na ich widok zrobiło mi się niedobrze. Tutaj don Juan zatrzymał się. Wytężyłem wzrok. Zwierzę. – Co się stało? – zapytałem bez tchu. W tym momencie nagle zrozumiałem. – Ale co to za zwierzę? Nie byłem w stanie dostrzec żadnych wyróżniających się cech. – Tam – powiedział szeptem i wskazał na jakiś obiekt na ziemi. odwróciłem się i zobaczyłem don Juana stojącego w tym samym miejscu. Spazmatycznie łapało powietrze. ale don Juan zatrzymał mnie łagodnie. wykorzystując resztkę swojej energii. aby coś zobaczyć. Skoncentrowałem na tym całą swoją uwagę. ale nie zmieniło swojej skulonej pozycji. Zbliżyliśmy się do niego ostrożnie. Don Juan zrobił kilka ostrożnych kroków w jego kierunku. – Uważaj – szepnął mi don Juan do ucha.

Byłem zakłopotany. a co nie. . nadając jej wygląd wielkiego. Zacząłem mówić o gałęzi. Don Juan powiedział. która tchnęła życie w suchą gałąź. ale uciszył mnie i powiedział. Kolor spopielonych resztek. Szepnąłem mu do ucha: – Co rozumiesz przez zatrzymanie świata? Popatrzył na mnie dziko. aż świat przestałby istnieć. – To. żeby złościł się na mnie albo był rozczarowany moim postępowaniem. kontrastując z zieloną roślinnością. że prawdziwym sukcesem byłoby. że dość trudno byłoby powtórzyć ten stan. kiedy moc ją dotknęła. – Musimy pozbyć się kleszczy – wytłumaczył.czegoś takiego. Wczołgał się do zagłębienia. że przez całą noc powinienem trwać w kompletnej ciszy i czuwać. Nie był to jednak otwór. – Gałąź była prawdziwym zwierzęciem i żyła w momencie. jak wiatr sprawił. może złagodnieje. którzy polują na moc. Nie potrafiłem wypowiedzieć ani jednego słowa. Stawanie się dostępnym dla mocy musi się odbywać systematycznie i zawsze z wielką uwagą. który zna jego głos. Później konieczne jest zachowanie długiej i całkowitej ciszy. znajdowałem się w doskonałym stanie. czym było. ostentacyjną. że dłużej powinienem zachować widok żywego potwora chwilę dłużej. brzuchatego zwierzęcia. słuchając jego dźwięku i zostawi nas w spokoju. bo spędzimy tutaj noc. aby don Juan wytłumaczył mi. i kazał mi znaleźć sobie wygodne miejsce. co jest rzeczywiste. moc i śmierć. nie tracąc głowy ani nie odchodząc od zmysłów z podniecenia czy strachu. które wyglądało jak jaskinia. Rozumiesz. w jaki rozwiązałem tajemnicę. – Zmarnowałeś wspaniałą moc. głośną rozmowę albo inny rodzaj hałaśliwej aktywności. to nie żaden sukces – powiedział. Połączyły się w nim lęk. że to tylko początek. Zwrócił mi uwagę na to. że duch. Była to wielka gałąź krzewu. abym usiadł. a opanowanie mocy zajmuje dużo czasu. polega na tym. Coś niepojętego znajdowało się teraz przed moimi oczami. groza. Wyjaśnił. Nie wyglądało na to. że próba stania się dostępnym dla mocy może być niebezpieczna. ratując swoje cenne życie. Podążyłem za nim. nadał całej gałęzi barwę jasnobrązową. dzięki której świat. Moc posiada niszczącą siłę. Zaśmiałem się ze swojej głupoty i w podnieceniu opisałem don Juanowi. który znamy. zanim odpowiedział. Wpatrywał się we mnie. ale on odwrócił się i zaczął iść na szczyt wzgórza. że gałąź wyglądała jak żywe zwierzę. Chciałem. Zacząłem przepraszać go za skłonność do zbytniej ufności w słuszność własnego postępowania. tak jak podczas śnienia. Spoglądałem raz na niego. że będzie zadowolony ze sposobu. Zbliżyłem się i podniosłem je. Technika. Poklepał mnie po ramieniu i zażartował. że jeszcze tego samego dnia byłem osobą. moc. Ponieważ to właśnie mocją ożywiała. Stwierdził. która z łatwością może spowodować śmierć i dlatego trzeba ją traktować z wielką ostrożnością. – To nie ma znaczenia – powiedział. raz na zwierzę. Tylko on będzie przez chwilę mówił. aby zatrzymać świat. Stałem oniemiały. Została spalona i prawdopodobnie wiatr nawiał pyłu i popiołu. W sposób kontrolowany. ale byłem w stanie jedynie coś wymamrotać. rozpada się. aż wreszcie wszystko poskładało mi się w całość i wiedziałem już. aby utrzymać jej obraz. że jest to technika praktykowana przez tych. Don Juan kilkoma małymi gałązkami zmiótł pył nagromadzony na dnie wgłębienia. Powiedział. ale płytka szczerba w piaskowcu. ale uciszył mnie. która wiedziała. co zrobiłeś. Dał mi znak. Powiedział. W całym swoim życiu nie widziałem niczego podobnego. że kiedy uciekałem na górę. które przykryły gałąź. powinienem dążyć do “zatrzymania świata". Polega to na ujawnieniu swej obecności przez kontrolowaną. gdybym porzucił wszystko i podążył za mocą. Wydawało mi się. co mam na myśli? Chciałem zapytać o coś innego. Ciągle powtarzał. więc cała sztuka. czym jest to nieprawdopodobne zwierzę. Kontrolowany wybuch i kontrolowany spokój są oznakami wojownika.

a kiedyś. Przeleciała wrona. ale ich nigdy nie znajdziesz na cmentarzu. Moc znajduje się w kościach wojownika. na dwa czy trzy dni. Don Juan klepnął mnie w ramię. Zanim zdążyłem przywitać się z nim. jak niektóre wzgórza i formacje krajobrazowe stanowiące siedzibę duchów. gdzie dawno temu byli zakopani bojownicy. Nie zauważyłbym tego regularnego okręgu. – To nie jest cmentarz – wyjaśnił. – Zachowaj go w swojej pamięci. W tym momencie. Zażądał kompletnej ciszy. – Czy kości wojowników są wciąż tutaj pogrzebane-Don Juan uczynił komiczny gest zakłopotania i uśmiechnął się szeroko. że przychodzili tu. gdzie można pobierać nauki lub znajdować rozwiązanie problemów. ale uciszył mnie niecierpliwym gestem dłoni. don Juan wybrał miejsce na nocleg. tym większa jego moc. Wczesnym popołudniem wspięliśmy się na szczyt gigantycznego. Znaczy to. – Na dole. – To jest miejsce mocy – powiedział po chwili przerwy – – To jest miejsce. Gęste krzewy pokrywały jego powierzchnię łącznie z kamieniami. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o wronie. jak i gdzie zostali pogrzebani wojownicy. Kiedy zrobiło się ciemno. Nie są to właściwe miejsca mocy. Nie interesują mnie cmentarze. wówczas twoje uczucia się przemienia. iż mogło ukryć samochód przed ludzkim wzrokiem. Roślinność z pustynnych krzewów przeszła w gęste. Don Juan usiadł i dał mi znak. Wskazał na pole na dnie urwiska. Nastrój wojownika Przyjechałem do domu don Juana w czwartek. które wyglądało jak Ściana. Z miejsca. Później skręciliśmy na wschód w ubitą piaszczystą drogę i jechaliśmy nią aż do podnóża gór. Jeśli odniesie sukces w polowaniu. płaskie pustkowie. że było na tyle głębokie. zielone górskie zarośla i drzewa. – Albo spędzisz noc na tej skale. Nie ma tu zakopanych kości umarłych ludzi. uśmiechnął się do mnie i powiedział: – Musimy przejechać niezły kawałek drogi do miejsca mocy. 31 sierpnia 1961 roku. rozciągające się bezpośrednio pod nami ku wschodowi. kracząc. Powiedziałem. zauważyłem obszar o średnicy około stu jardów mający kształt koła. Nie ma w nich żadnej mocy. wsadził głowę przez okno samochodu.11. – Kim jest człowiek wiedzy. – Patrz na krąg kamieni – powiedział. że istnieją dziesiątki takich miejsc. bezpośrednio nad nami. skalistego urwiska. Stąd poszliśmy prosto ku szczytom niskich wzgórz. – Czy zostaniemy tutaj na noc? – Tak myślałem. że kiedyś wojownicy byli tutaj zakopani. Zaparkowałem samochód w zagłębieniu. don Juanie? – Każdy wojownik może stać się człowiekiem wiedzy. Im doskonalsze jest koło. które wybrał don Juan ze względu na to. który poluje na moc. a jest już południe. pewnego dnia wrona zaprowadzi cię do innego takiego miejsca. Don Juan śledził jej lot skupionym krokiem. Wyjaśnił. ale mała wrona powiedziała mi. Jak już ci mówiłem. głupcze – powiedział z uśmiechem. abym zrobił to samo. usiadł z przodu obok mnie i poprowadził mnie około siedemdziesięciu mil na południe. może zostać . Otworzył drzwi samochodu. Jeszcze więcej mocy jest w kościach człowieka wiedzy. ale bardziej miejsca oświecenia. przemierzając rozległe. Powiedział. Następnego dnia zjedliśmy skromny posiłek i kontynuowaliśmy podróż na wschód. że to pole jest otoczone przez naturalne ogrodzenie z kamieni. gdzie siedziałem. – Wystarczy. wojownik jest nieskazitelnym myśliwym. że przyjdziesz w to miejsce – powiedział. aby zakopać się na noc. gdyby don Juan mi go nie pokazał. tak długo jak tego potrzebowali. – Nie tutaj. – Nikt nie jest tutaj pogrzebany. które rozrzucone są po starym świecie Indian. Przyglądałem się skale i dziwiłem się. jednak odszukanie ich praktycznie byłoby niemożliwe. żeby tego nie robić.

– Miałem zamiar zakopać cię tutaj na całą noc – powiedział. kierując się swą niezachwianą wolą. Zacząłem myśleć o swoim życiu i o mojej osobistej historii i doświadczałem dobrze mi znanego uczucia smutku i miałem wyrzuty sumienia. Zrobił długą przerwę. oczyścić go i sprawić. Jego świat jest silny i prawy. Don Juan powiedział. że jeśli rzeczywiście czuję. Natura czynów przestaje być ważna. Zakopię cię tylko na chwilę. aby stał się doskonały. – Co. Było ono również koliste. Kazał mi się położyć głową na wschód. a liście tak dobrze rozmieszczone. Powiedziałem don Juanowi. Natomiast wojownik. ponieważ w całym naszym życiu nie ma ważniejszego zadania do wykonania. w jaki sposób ma zamiar to zrobić. don Juanie? – Żeby osiągnąć oświecenie i moc. że jeszcze nie nadszedł czas. wbijając w miękki pył kawałki gałęzi o długości dwóch i pół stopy. powiedział. podłożył mi pod nią kurtkę i zrobił klatkę wokół mojego ciała. Próbowałem mówić. Nie pozwolił mi sobie pomóc. don Juan od razu poprowadził mnie poprzez gęsty chaparral do środka okręgu. że nie ma dla mnie żadnej nadziei.. – A co ze zwierzętami? – zapytałem. Nie byłem przyzwyczajony do tego rodzaju ciszy. rzucił na oczyszczone wcześniej miejsce. Żaden szczur. doskonałości ducha wojownika to jedyne zadanie godne naszego Jego słowa podziałały jak katalizator. natomiast ja jestem słaby. potrafi obronić się przed wszystkim. Pozwolił. po czym wślizgiwał się do niej i uszczelniał ją od środka. które zebrał. ponieważ nie masz mocy. W ten sposób przykrył mnie od ramion w dół. Poczułem wagę moich przeszłych działań jako nieznośne i krępujące brzemię. świat w tamtej chwili wydawał mi się taki prosty. wojownik nie przejmuje się nimi. Wstał i dał mi znak. że ani trochę ziemi nie nasypało się do środka. Gałęzie. Tak samo jak każdy człowiek zasługuję na wszystko. że zwykle wojownik sam ją sobie budował. śmierć i tak nas dopędzi. Ściszając głos prawie do szeptu. Spokój tego miejsca wpłynął na mój nastrój. co jest tym samym. – Czy mogą rozgrzebać wierzchnią warstwę ziemi. Ten spokój był rozkoszny.człowiekiem wiedzy. a także wsuwać się i wysuwać z tej klatki. Zamknął tę skrzynię. opowiadając o . Zachichotał jak dziecko i zaczął zbierać suche gałęzie. Mogłem swobodnie poruszać nogami. Te z nich. Kilkoma grubymi i suchymi gałęziami zmiótł i oczyścił miejsce do siedzenia. Powiedział. jeśli działa się jak wojownik. ponieważ. Była tam wyraźna ścieżka w prawie pionowej ścianie. że jestem człowiekiem. Zacząłem płakać.. a mój duch został wypaczony przez okoliczności mojego życia. powinienem go po prostu doprowadzić do porządku. wśliznąć się do klatki i zranić wojownika? – Nie. smutek i walkę. wschodnią stroną urwiska. co przynosi mi los – radość. Zaśmiał się i zagroził. Rama była na tyle solidna. jeśli dalej będę tak mówił. niezależnie od wszystkiego. że mój duch został wypaczony. służyły za oparcie dla dłuższych kijów nadających klatce wygląd otwartej trumny. Zdenerwował mnie pomysł unieruchomienia mnie w ziemi i zapytałem. Powiedział. że powinienem siedzieć i czekać. abym szedł za nim. Wziął gruby kawałek suchego drewna i używając go do kopania wzruszył ziemię wokół mnie i zasypał nim całą konstrukcję. Powstrzymał moje pytanie ruchem ręki. kładąc na górze krótkie gałęzie z liśćmi. Doświadczałem wyjątkowo przyjemnego uczucia spokoju i zadowolenia. a równocześnie obezwładniający. Nie masz mocy. Uznałem. ból. Ty się o to martwisz. Zaniedbywanie własnego ducha to poszukiwanie śmierci. które kończyły się rozwidleniami. ale don Juan uciszył mnie. że przysypie mi głowę ziemią. – Po co wojownicy się zakopują. Zaczął schodzić stromą. aby głowa oparta na kurtce jak na poduszce wystawała na zewnątrz. – Ale wiem. a później powiedział z głębokim przekonaniem: – Poszukiwanie człowieczeństwa. Powoli zeszliśmy po niebezpiecznej ścieżce i kiedy znaleźliśmy się na dnie. żeby tu być. prowadząca do kamiennego kręgu. co poszukiwanie niczego. że nie zasługuję na to. wąż czy puma nie będą go niepokoiły. Skonstruował ją.

z narzekania i jeszcze usprawiedliwiania się przed sobą. – Najtrudniejszą rzeczą na świecie jest osiągnięcie nastroju wojownika – powiedział. że to miejsce może obrazić się za moją słabość i próbować mnie skrzywdzić. że czasami pewne sytuacje w moim życiu niszczyły mnie. rozczulając się nad sobą – powiedział. Wstał i zaczął rozbierać klatkę. gdyż miał rację. – Od dnia twoich narodzin w ten czy inny sposób zawsze ktoś coś dla ciebie robił – powiedział. niezależnie od tego jak byłby ostrożny. Ahora que estoy tan solo y triste cual hoja al viento. Powiedział. Nikt nikomu nic nie robi. ponieważ przez całe życie szukałem tylko dziury w całym i nad wszystkim się użalałem. Ogarnia mnie ogromna nostalgia. Roześmiał się i jeszcze raz zaśpiewał tę samą piosenkę. gdzie byłem zakopany. ąuisiera llorar. Jej słowa poniosły mnie w dal: “Jestem tak daleko od nieba. stała się nie do przyjęcia. – Niezależnie od tego. Pomyślałem. kiedy czuję się samotny i smutny jak liść na wietrze. aby odnaleźć moc. jakby się tu nic nie wydarzyło. Nie mogłem temu zaprzeczyć. dopóki smutek mi nie przejdzie. quisiera reir de sentimiento). – Czujesz się jak liść zdany na łaskę wiatru. bardzo przyjemnym głosem. że błąkałem się tak długo. Zaczął ją śpiewać niskim. pod którym się urodziłem. – Wojownik zakopuje się. pozostawiając to miejsce w takim stanie. Jesteś tutaj ze mną. Zmiótł ziemię z powrotem tam. że usiłuje ukryć uśmiech. prawda? – zapytał don Juan. że mój nastrój przypomniał mu pewną piosenkę. że musiał mnie w pośpiechu wyciągnąć z klatki. Przez dłuższą chwilę nie rozmawialiśmy. a równocześnie zatracenia się. Chwycił mnie pod pachy i wyciągnął z klatki. On również usiadł. że mam wystarczające powody. że dobry myśliwy i tak będzie wiedział. abym doszedł do siebie. – Rozczulanie się nad sobą nie pasuje do mocy – powiedział. aby czuć się jak liść na wietrze. Wyjaśnił. Teraz. – Jak można równocześnie kontrolować się i zatracać? . dopóki nie zauważyłem. a nie aby płakać. tak właśnie jest. Powiedziałem. abym usiadł wygodnie. – Nie ma żadnego pożytku z bycia smutnym. że byliśmy tutaj. Siadł ze skrzyżowanymi nogami i powiedział. – To prawda. Usiadłem. ponieważ mój nastrój był nie do zniesienia i obawiał się. zwracając się twarzą w kierunku miejsca. Powiedziałem. W końcu don Juan przerwał ciszę. ponieważ śladów człowieka nie da się całkowicie zatrzeć. aż stałem się nieczuły na ból i smutek. – Jak to możliwe? – zapytałem. ale nie mogłem odgadnąć. i pozostał w tej pozycji. a szczególnie wojownikowi. Usiłowałem się tłumaczyć. Właśnie dokładnie to odczuwałem. że daje mi trochę czasu. ale tym razem zmienił intonację pewnych słów i w efekcie powstało śmieszne i płaczliwe zawodzenie. i dokładnie porozrzucał po chaparralu wszystkie kije. ponieważ chcesz być. – Nastrój wojownika wymaga samokontroli.swoim życiu. skąd ją wygrzebał. Nic nie odpowiedział. czy zgadza się ze mną i faktycznie jest zainteresowany moją opowieścią. – I zawsze wbrew twojej woli. czasami chce mi się płakać. Później zasypał oczyszczony krąg. że potrafi wczuć się we mnie. Zwrócił mi uwagę. – Tak. kiedy uświadamiałem sobie swoją samotność i bezsilność. Wziąłem notes i podenerwowany zacząłem coś gryzmolić. że to wszystko wina innych. że jesteś na łasce wiatru. Jednak dalej wierzyłem. że piosenka podobała mi się. Słuchał z uwagą. Inmensa nostalgia invade mi pensamiento. – To nie licuje z życiem wojownika. tak aby myśl. – Racja – odparłem. patrząc na mnie. z wyjątkiem pewnych sytuacji. – A teraz jesteś bezsilny jak liść na wietrze. Powiedział. w poczuciu. kiedy mnie puścił. ale powstrzymał mnie niecierpliwym ruchem głowy. Wydawało mi się. Od teraz powinieneś przejąć pełną odpowiedzialność. Zapanowało niezręczne milczenie. a czasami śmiać z tęsknoty" (Que lejos estoy del cielo donde he nacido. musisz to zmienić – powiedział łagodnie. Wyraziłem uznanie dla jego biegłości. jak bardzo lubisz rozczulać się nad sobą.

Stosunkowo łatwo było mi nauczyć się utrzymywać obraz moich rąk. Później możesz powiększyć ich liczbę i objąć wzrokiem Wszystko. ale powstrzymał się i uśmiechnął. co zechcesz. odnawiasz moc potrzebną do śnienia. że jeśli nie będziesz patrzył długo. Najpierw musisz wybrać miejsce. don Juanie? – zapytałem. Wydawało mi się. że muszę patrzeć na ręce. nie całkiem to mając na myśli. Miałem może wyrzuty sumienia i byłem zażenowany. Dwa razy miał już coś powiedzieć. Don Juan odpowiedział. park albo dom przyjaciela – a później wyraź chęć. co robię. Prawie godzina minęła w kompletnej ciszy. moje sny stały się znaczące. Prowadzenie szczegółowych zapisków pozwalało mi na pewne zrozumienie natury moich wizji. Milczał około piętnastu minut. że wykorzystasz ją tylko wtedy. – Jeszcze nie przestałeś być smutny – powiedział. nakażesz sobie przemieszczanie się. Przedstawiłem mu szczegółowy raport z moich osiągnięć. Na jeden raz wystarczą cztery. Od kiedy zacząłem praktykować patrzenie na ręce. – W niczym ci to nie pomoże. dlatego na początku nie patrz na zbyt wiele przedmiotów. usiłując je wykonać. Koncentruj wzrok na tylu rzeczach. w jaki nauczyłeś się patrzeć na swoje ręce. Musisz umieć nakazać sobie podróż do wybranego miejsca. którą mi przekazał. Przyznałem mu się. ale mam nadzieję. że się zastanawia czy ma mówić dalej. – Przypomnę ci teraz technikę. który miałem zeszłej nocy. – W ten sam sposób. Kiedy zapisywałem jego wypowiedzi. aby tam pójść. którym jest kontrolowanie i moc. – Zwykłe sny stają się bardzo plastyczne. W pewnej chwili przypominałem sobie. Gdy tylko obrazy zaczną się zmieniać i poczujesz. co zwykle pojawiało się w moich wizjach. – Nie daj się ponosić fantazji – powiedział sucho. – Przestań to robić – powiedział kategorycznie. chociaż nie zawsze moich własnych rąk. a ty jesteś najgorszy ze wszystkich ludzi. a później. Nie przypominałem sobie niczego szczególnego i zacząłem się rozwodzić nad koszmarnym snem. kiedy nakazywałem sobie patrzenie na swoje ręce czy na inne elementy moich snów. gdy zaczynasz ustawiać śnienie – powiedział. czy udało mi się nauczyć techniki śnienia.– To trudna technika – skwitował. a moja zdolność przypominania ich sobie tak wzrosła. powinieneś nauczyć się kontrolować czas tej podróży. Masz najgorszą manię. W końcu usiadł i popatrzył na mnie. którą masz praktykować. kiedy mówił. kiedy spełnisz ten warunek. – Wciąż czujesz się słaby. które obrzucasz krótkimi spojrzeniami. obraz się nie zmieni. nie patrząc na mnie. Pamiętaj. Spisywałem wariackie instrukcje i wykańczałem się. kiedy umiałem już nakazywać sobie patrzenie na nie. aż w końcu traciłem kontrolę i pogrążałem się w zwykłym śnie. wracaj spojrzeniem do rąk. Zapisujesz wszystko. Po raz pierwszy w życiu czekałem na pójście do łóżka. że naprawdę mi odbiło. To po prostu się wydarzało. Później przenieś wzrok z powrotem na swoje ręce. – Ta żywość i wyrazistość to potężna bariera. Położył się i zakrył oczy kapeluszem. kiedy nie mogłem sobie przypomnieć. Ta technika jest bardzo trudna. Później przenosisz go na inne rzeczy. . Nauczę cię jej teraz. kiedy opanujesz tę metodę. by wypróbować nową technikę. będziesz gotowy. Były jednak i takie noce. Po pierwsze. że możesz patrzeć na rzeczy przez cały czas. ponieważ szczegóły i ich wyrazistość nie są wcale ważne. Za każdym razem. że teraz potrafię odtworzyć nawet najdrobniejsze szczegóły. do którego chcesz pójść. odwodzi cię tylko od celu śnienia. Nie używałem żadnej siły woli. że zapisuję szczegółowo swoje sny. Don Juan miał rację. Nagle zapytał mnie. Don Juan wydawał się usatysfakcjonowany i chciał wiedzieć. że tracisz nad nimi kontrolę. ale to tylko marnowanie czasu. kiedy patrzysz na nie. że trzeba to ćwiczenie traktować jak rozrywkę. albo na jakiś szczegół otoczenia. Moje wizje. abym to w ogóle robił. musisz zacząć od koncentrowania wzroku na swoich rękach. Najlepiej dobrze znane – może swoją szkołę. – Następnym krokiem w ustawianiu śnienia jest nauczenie się podróżowania – powiedział. Praktykowałem wytrwale i po dokonaniu ogromnego wysiłku byłem w stanie uzyskać pewien stopień kontroli nad swoimi snami. co tylko się da. miałem uczucie. jest właściwe. Kiedy poczujesz. – Co ty mi robisz. Mówił. trwały dość długo. co robisz. Szczerze wierzyłem. więc teraz nie ma sensu mówić o nastroju wojownika. Obejmuje dwa zadania. jakich spotkałem w swoim życiu. To. że to. na ilu dasz radę.

a wzdłuż jej krawędzi umocowane są bardzo ostre kolce. – dlatego nauczę cię. a ja tylko kieruję tobą. żebym był czujny i pomógł mu odstraszyć kota. On zrobił to samo. Napiął wszystkie mięśnie i zaczął węszyć jak zwierzę. Nic ci nie robię. Niechętnie spróbowałem go naśladować. ciskając w niego swoją siatką. Była już prawie piąta po południu. więc don Juan narysował mi na ziemi szkic i pokazał. Ze zdumiewającą szybkością i zręcznością don Juan zbudował pułapkę i po długim oczekiwaniu złowił trzy pucołowate. Polujesz na nią. aż do skrawka pustyni porośniętego małymi drzewkami i znajdującego się w dolinie pomiędzy dwoma dużymi wzgórzami. Pozostają ukryte. jak to robić. żebym wziął drugą siatkę i napełnił ją mułem oraz roślinami i wspiął się na niższe gałęzie drzewa. powyrywał z bagna duże kępki zielonych roślin z mułem i zaniósł na płaskie wzgórze. Wokół niego chaparral był bardzo gęsty. Kiedy puma przychodzi do pułapki zwabiona przez wodne szczury i próbuje ją rozbić. Powiedział mi. ona zaś. Zauważyłem. Później szybko i zręcznie wyplótł z trzciny dwie proste siatki. spuszczając na siebie lawinę kamieni. – Czas iść – powiedział beznamiętnie i wstał. Kolcami są dobrze zaostrzone drzazgi z twardego drewna zamontowane w całej ramie. Don Juan powiedział. Wskazał na drzewa i stwierdził. ani szczurów. klatka rozpadnie się. – Mają one specjalne moce. jakby coś na nim obserwował. że gdzieś tam jest woda. Don Juan powiedział. – Czy naprawdę musimy tu zostać. w którym znajduje się woda. Mięśnie szyi miałem bardzo napięte i ten ruch rozluźnił je. jak mięśnie jego brzucha zaciskają się yr bardzo krótkich skurczach. w pobliżu pułapki z gryzoniami. – Ale wrona wskazała ten kierunek. Don Juan powiedział od niechcenia. – Pewnego dnia być może będziesz musiał złowić lwa – powiedział. Don Juan kazał mi uważnie słuchać.Wydawał się zdziwiony. Nie mogłem zrozumieć. ale w niezwykły sposób oczyścił mi się nos. Stwierdził. dopóki coś nie upadnie na nią. Widocznie musi być tutaj coś szczególnego. Skłonił mnie do zrobienia tego samego. a drugą położył mi z tyłu głowy i poruszał nią do tyłu i do przodu. – Wciąż zadajesz mi to samo pytanie. abym odpoczął przez kilka minut. zaraz po tym jak on to . Wziął mnie jedną ręką pod brodę. Stajesz się dostępny dla mocy. Jednak nie potrafiłem wskazać. – Można tu jedynie polować na pumy – stwierdził. Szliśmy na wschód. Druga runda była bardziej intensywna. a potem kazał mi znowu zacząć wąchać. Wpatrywał się we mnie przez chwilę. gdzie się ukrył. a później się uśmiechnął. połączonej z klatką i zawieszonej wysoko nad nią umieszczano ciężkie kamienie. – Normalnie w ogóle bym tu nie przychodził – powiedział. kiedy szybko wdychał i wydychał powietrze przez nos. a on wybuchnął śmiechem. gdzie się znajdowała. dlatego kiedy puma podejdzie do pułapki. Byłem bardzo zdenerwowany. doprowadzona do szaleństwa podskakuje. podobne do wiewiórek gryzonie. jak to ma wyglądać. Są strasznie sprytne i jedynym sposobem na nie jest ogłupienie ich bólem i zapachem wikliny. rzuci na niego tylko muł. Udało mi się wyczuć zapach wikliny dolatujący z prawej strony. Obeszliśmy je wkoło. Tymczasem szczury wodne zaczęły bardzo głośno piszczeć. z całą mocą waląc łapami. co ma mi do powiedzenia. – W tym miejscu roi się od pum i innych mniejszych kotów – powiedział zdawkowo don Juan. że zwykle na kracie z kijów. że nie zamierza zranić ani kota. a wtedy ścianki się kładą. które służą tu za przynętę. wtedy wbijają się w nie drzazgi. że jeśli boczne pręty zostaną umieszczone w podobnych do łożysk otworach ramy. W przeciwnym razie unikałbym tego miejsca. abym z brzegu bagna nazrywał trochę wiklinowych gałęzi i natarł nimi swoje ubranie. że być może będziemy musieli spędzić tutaj noc. tak że naprawdę mogłem odkryć zapach wikliny. co uderzyło w pułapkę. kiedy klatka stoi pionowo i nikomu nie szkodzą. don Juanie? – Musimy. Przechylił głowę na bok i obserwował mnie. Istnieje specjalny sposób konstruowania pułapek z wodnymi szczurami. jakby stwierdzał coś oczywistego! Podbiegłem doń. aż dotarliśmy do nieco wyżej położonego płaskiego wzgórza. Don Juan popatrzył przez chwilę na niebo. Ich ściany są tak zbudowane. Ruszyliśmy w tamtym kierunku i po dobrej ćwierci mili znaleźliśmy bagniste miejsce ze stojącą wodą. Don Juan z ukrycia powiedział mi. abym mógł odkryć miejsce. Po pięciu czy sześciu minutach szybkiego oddychania zakręciło mi się w głowie. że mogą się kłaść na zewnątrz. kiedy coś naciśnie na nią z góry. a kolce przebijają to. Powiedział mi.

– W górę! W górę! – krzyczał don Juan. wziął klatkę z gryzoniami. i tak pozostawiamy za sobą ślad szeroki jak autostrada panamerykańska. Lecz zanim do niej dotarło. Pozwolił mi jeszcze krzyczeć przez chwilę. Nie wiem jak. był podobny do muczenia krowy. aby pokazywać mi drogę. zobaczyłem ciemną sylwetkę zwierzęcia. Don Juan zagrzmiał śmiechem. zanim rozszarpie nas puma. na którym byliśmy przedtem. ale on tylko śmiał się z mojej szybkiej wspinaczki. – Niezależnie od tego. Poszedł pierwszy. kiedy wszedł do domu. Zdarzenia następowały tak szybko. W pewnej chwili zaczął biec w ciemności. gdzie jest don Juan. co wydarzyło się z pumą. Od czasu do czasu zatrzymywał się na chwilę i nadsłuchiwał. – To na pewno była puma – stwierdził don Juan kategorycznie. aby się bać. coś w niego uderzyło. co nazywał moim nawykiem jedzenia w południe.zrobi. 3 września 1961 Kiedy się obudziłem. stawiając kroki z absolutną pewnością. ale szedłem za nim. Niewiarygodnie szybko znalazłem się przy don Juanie. Z powodu podniecenia mój głos był chrapliwy. Kiedy byliśmy już blisko wierzchołka. a ja biegłem za nim. & nie na rozważanie okoliczności. żebym jak najlepiej naśladował jego Wrzaski. Wykonałem wspaniałą arię przenikliwych wrzasków. Don Juan powiedział. Nie widziałem. Zaczął się śmiać z tego. ponieważ zwierzę w dalszym ciągu przebywało w pobliżu. Nagle w pełni uświadomiłem sobie sytuację. że wysiłek był zbyt wielki jak dla mężczyzny w jego wieku. w którym się znajdował. Zacząłem krzyczeć. ja już siedziałem. ponieważ puma nie jest głupia i prawdopodobnie już wraca po swoich śladach. wyciągając przed siebie ręce. wydawało się nierzeczywiste. cisnąłem swoją siatkę. Kiedy robiłem notatki. Zaczęliśmy się wspinać w ciemności. Przez moment wydawało mi się. Nie zdążyłem się nawet upewnić. Zwierzę było rzeczywiste. kiedy on będzie rozbierał klatkę i wypuszczał gryzonie. Kiedy on wszedł na płaski wierzchołek urwiska. aby osłaniać się przed gałęziami. dotarł do miejsca. że to. Wciąż jeszcze świeże było dla mnie wspomnienie suchej gałęzi. kiedy zaatakowało pułapkę. ale dłuższy i bardziej chrapliwy. Niedziela. czy rzeczywiście widziałem to zwierzę. Wgramoliłem się na szczyt w całkowitej ciemności i to przed don Juanem. Jego ostatnie instrukcje nakazywały mi siedzieć tak spokojnie. Piski gryzoni stały się niezwykle głośne i w końcu zrobiło się tak ciemno. Wystarczało mi go tylko na działanie. jakby wszystko zostało specjalnie dla mnie zaaranżowane. aby nazbierać drewna na opał w pobliskim chaparralu. – Na pewno pójdzie za nami – powiedział. Przewrócił się na ziemię. lecz nie mogłem uzyskać takiego samego efektu. miałem czas. będziemy bezpieczni. że musimy opuścić to miejsce tak szybko. Wyglądało. Powiedział mi. które wywoływały dreszcze. Tak jak kazał mi don Juan. – Czy to było prawdziwe zwierzę z krwi i kości? . jak jesteśmy ostrożni. a później łagodny pomruk. Don Juan kazał mi zapomnieć o sobie i wrzeszczeć z Prawdziwym uczuciem. wbiegł na wzgórze i tak szybko. aż odskoczyło. Kiedy teraz wracałem do tego myślą. a później powiedział mi. Nagle posłyszałem bliski odgłos miękkich kroków i przytłumiony koci oddech. W tym momencie don Juan wydał serię przenikliwych wrzasków. łapiąc oddech. żebym był wyjątkowo ostrożny i nie spadł z drzewa. że w rzeczywistości nie miałem czasu. don Juana nie było w domu. Zwrócił mi uwagę. Nie trafiłem. Siedzieliśmy w kompletnej ciszy przez kilka godzin. Jadłem. W końcu dotarliśmy do podnóża urwiska. że jeśli uda się nam dostać na górę. na którym siedziałem. zbiło mnie z tropu. że ledwie mogłem dostrzec ogólne zarysy terenu. do głowy przyszło mi pytanie. a później stwierdził. Powiedziałem mu. aby nie dopuścić pumy. po którym piski w klatce ucichły. Popracowałem trochę nad notatkami i zanim wrócił. abym zszedł z drzewa. czy to puma. ale narobiłem wiele hałasu. jak to tylko możliwe. jakbym stopił się z gałęziami. Właśnie wtedy bezpośrednio pod drzewem. a później zaczęliśmy schodzić do samochodu. Szedłem bardzo blisko don Juana. posłyszałem dość osobliwy ryk zwierzęcy. ale poczęstował się moimi kanapkami. Don Juan jeszcze przez chwilę przenikliwie gwizdał. i kot z wyjątkową zręcznością wskoczył na wzgórze i zniknął. jak tylko potrafię.

że moje podejrzenia zrodziły się dlatego. Wyglądało tak. dzikiego kota polującego na swoją zdobycz. To kontrola. nie mogłem przejść do porządku dziennego nad tym. że don Juan mógł odgrywać rolę zwierzęcia. Strach cię nie sparaliżował. będąc w nastroju wojownika – powiedział don Juan. kiedy wdrapałeś się na szczyt tego urwiska? Powiedziałem. Kiedy zaś kończy kalkulację – działa. Poddaje się. iż mu nie dowierzam. i nigdy się ich nie bałeś. Nigdy w życiu nie widziałem ani nie słyszałem wielkiego. ale jednak czuję. że całe wydarzenie miało zbyt gładki przebieg. Rzuca wszystko. Wojownik tworzy swój nastrój. czego mnie nauczył. że cokolwiek zrobiłem tej nocy. że idiotyzmem byłoby stosowanie w codziennym życiu tego. że musisz tańczyć. Wielka mi rzecz. ale równocześnie umiałeś się kontrolować. Lubisz koty? – Nie. Cóż to musi być za okropne uczucie! Zamiast zachowywać się w ten sposób. – Ale chciałem ci pokazać. Był pod drzewem. Trzymałeś całą jej wiązkę. Nie wiedziałeś o tym. Niewzruszony pod ogniem moich sceptycznych uwag. co robiłeś wczoraj w nocy. na którym siedziałeś. A później. Chciałem się z nim kłócić. Nie ma różnicy. – Widziałeś i słyszałeś kota. co się wydarzyło tej nocy. kiedy zaryczał lew. porwałeś klatkę i przybiegłeś do mnie. trzeba było równocześnie polegać na sobie i porzucić siebie. całkiem nieźle się ruszałeś. – Wygodnie jest zawsze działać w takim nastroju – kontynuował don Juan. Zabija ona wszystkie zapachy. Aby wspiąć się w ciemności na tę ścianę. że możesz przekroczyć pewne granice. które tutaj żyją. ale teraz. Powiedziałem mu. jakby puma już na nas czekała i została wytresowana. nie lubię. Jestem przekonany. że rozumiem. że znajdowałem się niewiele ponad metr od takiego zwierzęcia. co zaplanował don Juan. było to skutkiem strachu. – Wszystko. – To był tylko duży kot. – Wiem o tym – powiedział. uśmiechając się. To właśnie nazywam nastrojem wojownika. Ważne są twoje uczucia w tamtej chwili. co ma na myśli. jak polować na koty. Kiedy robiłem notatki. Powiedziałem. wojownik staje się myśliwym. – A o czym? – Mała wrona pokazała mi to specjalne miejsce. a nie żadnego kontrolowania i porzucenia. robiłeś we właściwym nastroju. W każdym razie lekcja nie była o tym. – Eliminuje całe gówno i jesteś oczyszczony. Powiedziałem. kiedy już o tym wiesz. przez moment pomyślałem. Kiedy zeskoczyłeś z drzewa. Nie Wywąchał cię i nie skoczył na ciebie dzięki wiklinie. a później biegnącego na wzgórze.– Oczywiście. jak się działa. a ja zobaczyłem tam możliwość nauczenia cię tego. wszystko może ci posłużyć do osiągnięcia tego celu. Don Juan słuchał cierpliwie. Kontrolowałeś się i równocześnie poddawałeś. co zrobiłeś. czy to była puma. że nie uwierzyłbyś w to. Nie ma żadnej mocy w twoim życiu. kiedy opisywałem mu swoje wrażenia. ale nie znalazłem przekonujących argumentów. Jak zwykle koncentrujesz uwagę na niewłaściwej rzeczy. – Jesteś śmieszny – powiedział. Jednak musiałem odrzucić to przypuszczenie. gdybyś zobaczył to urwisko w dzień. – Dlaczego boisz się dużego kota? – zapytał z ciekawością. aby zrobić dokładnie to. Strach wprowadził cię w nastrój wojownika. – W przeciwnym razie żyjesz fałszywie i czujesz się paskudnie. Czułem się poirytowany. Mogłeś zgubić ścieżkę i się zabić. – Dlaczego robisz takie zamieszanie? – zapytał. było całkowicie obce mojemu codziennemu życiu. śmiał się tylko ze mnie. czy moje spodnie. – A więc zapomnij o nich. jak ci zagrają. Wszystko ci przeszkadza i wyprowadza cię z równowagi. Czy nie czułeś się wspaniale. W tych górach muszą być ich tysiące. ale że wszystko. Kiedy o tym myślałem. jeśli jesteś we właściwym nastroju. . – Byłeś już blisko większości zwierząt. Wszystko kalkuluje. Spójrz na siebie. Nie rzuciłeś wszystkiego i nie narobiłeś w spodnie. Jęczysz i narzekasz. – Nastrój wojownika jest potrzebny do każdego działania – odpowiedział. Życie pozbawione tego nastroju nie ma w ogóle mocy. w pobliżu krawędzi urwiska. że nie chodzi o to. ponieważ naprawdę widziałem ciemny kształt czworonoga nacierającego na klatkę. W pewnym stopniu poddałeś się. ale jednak odrzuciłeś wszystko i w zupełnej ciemności wdrapałeś się na urwisko. Jesteś liściem na łasce wiatru.

natomiast nic nie wiedziałem o pumie. wodnych szczurów i ludzi jako równych sobie to wspaniały akt ducha wojownika. że na nas polowała. – Wojownik może zostać zraniony. który nie ma sobie równych. by zrobił coś wbrew sobie lub wbrew swemu osądowi. kiedy byłbym fizycznie dręczony przez jakiegoś zawziętego okrutnika. chociaż uznałem ją za nierealistyczną. – Dla wojownika nie ma nic obraźliwego w czynach jego bliźnich tak długo. Liczyła się jedynie kwestia przeżycia. w którym żyłem. Wydawała mi się zbyt prosta dla skomplikowanego świata. który miałby nade mną władzę. Puma i moi bliźni nie byli sobie równi. Don Juan śmiał się z moich argumentów. To rewolucja. gdy poczuję się urażony lub wprost zostanę zraniony w wyniku działań moich bliźnich. Potrzebujesz go. To. jak długo sam działa pod wpływem właściwego nastroju. Ale tego nie brałeś pod uwagę. ponieważ dokładnie znałem wszystkie zagrywki ludzi. kiedy starałeś się uciec przez nią. Traktowanie pumy. Nikt na niego nie może wpłynąć ani zmusić go. a ja upierałem się. – Osiągnięcie nastroju wojownika nie jest łatwe. wiem – cierpliwie odpowiedział don Juan. Ryknął śmiechem i przyznał. mogła to być okrutna i złośliwa puma. Nie słyszałem. Do tego jednak potrzeba mocy. Gdybyś był sam i puma by cię dopadła i rozszarpała. na przykład wtedy. I to było właściwe. co wiedziałeś.Wojownik nie jest liściem na lasce wiatru. Wyjaśniłem mój sposób rozumowania. Według tego. Wojownik jest nastawiony na przetrwanie i udaje mu się to w stylu. gdyż działają świadomie i są zawzięci. . ale nie urażony – powiedział. że nie ma prawa uganiać się za nami. abyś ją przeklinał albo mówił. że przykład jest a propos. że nastrój wojownika prawdopodobnie mi nie pomoże. nie wywołało twojego gniewu. Nastrój wojownika nie jest dla ciebie niedostępny ani dla innych. Bliźni mogą mnie urazić. aby przebić się przez te wszystkie głupoty. to przecież nie miałbyś czasu na narzekanie czy obrażanie się na nią. Podobała mi się jego postawa. – Wiem. Poprzedniej nocy nie czułeś się obrażony na pumę.

tak żebym zawsze mógł cię przed nim osłaniać. Znamy się bardzo dobrze. don Juanie? – To znów inne uczucie. Ale są też inne jej centra. – Jak gromadzi się moc. Zanim wyruszyliśmy w drogę. Bitwa mocy Czwartek. – Ale co będziemy robić konkretnie? – Kiedy dochodzi do polowania na moc. a później na wschód. było silne i prostolinijne. Ruszyliśmy. – Na jakiej podstawie wybierał osoby. Myśliwy polujący na moc chwyta ją i gromadzi. Don Juan jeszcze faz przypomniał mi. Wziął tykwy zjedzeniem i wodą i przywiązał je sobie do pleców. Pojechaliśmy na południe. Wędrowaliśmy w kompletnej ciszy aż do trzeciej po południu. – Obserwuj wiatr – powiedział. Będziesz poszukiwał mocy i teraz liczy się wszystko. Zaprowadził mnie na ścieżkę. Jednak nie czynił tego przez cały czas. zanim te rzeczywiście nastąpiły. Myśliwy poluje na to. Rozkazuje ci. Na przykład mój dobroczyńca mógł. w kierunku gór. co mam robić. On sam tego nie wiedział. Dzień był pochmurny i zanosiło się na deszcz. Dlatego zawsze musi być czujny i gotowy. Żuj mięso mocy i chowaj się za mną przed wiatrem. Zależy od tego. że to mięso mocy. Moja osobista moc przyprowadziła go do mnie. Żucie suszonego mięsa naprawdę dostarczało mi energii. Obserwuj wiatr. 28 grudnia 1961 Wyruszyliśmy w podróż bardzo wczesnym rankiem. Niech moc powoli wypełnia twoje ciało. że moje ciało wyczuwało zmiany. Polowanie na moc czy polowanie na zwierzynę to to samo. co mu się wydarzało. nie robi się wtedy żadnych planów. których nie znasz. Wiesz już wiele o wietrze i teraz sam możesz polować na moc. jak raz na nie spojrzał. szczególnie pod koniec dnia. że nie rozumiem. Co pewien czas bierz po kawałku i przeżuwaj dokładnie. zjedliśmy posiłek w samochodzie. Widziałem. – Musisz to zrobić sam. Patrz. która się w nim znajduje. To mięso może utrzymać nas przy życiu przez tygodnie. – Co sprawia. który niszczył przeszkody. Wszystko. don Juanie? – Jest mięsem zwierzęcia. Gromadził moc dzięki temu uczuciu. przez którą szliśmy. – Nie ma sposobu. wyjątkowy jeleń. – Nie znasz tych terenów i nie ma potrzeby ryzykować. Wspominam go jako człowieka. żeby cię przewrócił ani żeby cię zmęczył. Kobiety marniały w oczach po tym. jaką naturę ma wojownik. Wszystko. . Obserwowanie nagłych zmian kierunku wiatru stało się czymś frapującym i tajemniczym. Nie da się jej przytrzymać i powiedzieć. Taka jest właśnie moc. Kiedy wojownik posiada jej już wystarczająco dużo. – Nie pozwól. On nie zrobi mi krzywdy. To odczucie. co mu się pokaże. Mnie zaś dał mocną nić z nanizanymi na nią ośmioma kawałkami suchego mięsa i powiesił mi na szyi. kiedy angażował osobistą moc. a nawet jeśli byłaby taka potrzeba. – Trzymaj się blisko mnie – powiedział don Juan. staje się człowiekiem wiedzy. jedynie patrząc na kogoś. a tylko wtedy. Była prawie jedenasta. aby to wyjaśnić – powiedział po długiej przerwie. don Juanie? – Będziesz polował na moc. Don Juan zabrał tykwy z jedzeniem i wodą. czym jest naprawdę. Powiedziałem mu. Mój dobroczyńca był gwałtownym człowiekiem. Moc to bardzo specyficzna siła. jak chmury płynące nad górami i mgła zstępują do dolinki. jakie masz w pewnych sytuacjach. wyglądało w ten sposób. Przez miesiące. a jednak cię słucha. – To mięso mocy – powiedział. Moc jest czymś osobistym. które mają być chore? – Tego nie wiem. – Co będziemy robić w tych górach. jak zmienia kierunek i ty też zmieniaj swoją pozycję. Doszło do tego.12. które miało moc. co robił. co zrobisz. jak poprzez uczucie można gromadzić moc. Ona należy tylko do ciebie. To był jeleń. która wiodła prosto ku wysokim górom. sprowadzić na niego śmiertelną chorobę.

że odbieram je jako pewien nacisk na górną część klatki piersiowej. Zadanie obserwowania zmian kierunku wiatru było tak absorbujące. Całkowicie pochłonęło mnie to zajęcie.Miałem uczucie. po prawej stronie. Don Juan powiedział. wzdłuż górnej granicy mgły powoli schodzącej na nas. Sądziłem. starym człowiekiem. że odkryłem słabą poświatę na prawo ode mnie. Byłem zadziwiony jego zdumiewającą zręcznością. jaki chcę być – powiedział. Czułem się bardzo świeżo i wcale nie byłem zmęczony. Podobna do balkonu formacja otwierała się na południe. Poszedłem na jego zachodni koniec. Powoli obchodziliśmy ją wokoło. że założymy tam obóz. Za każdym razem na chwilę przed podmuchem wiatru klatka piersiowa i gardło zaczynały mnie swędzieć. Cały byłem mokry od potu i co chwil? musiałem wycierać dłonie. Przez chwilę panowała cisza. który miał około dwóch stóp długości i trzech wysokości. że ledwie go słyszałem nawet z tak bliskiej odległości: – Przesuwaj spojrzenie wzdłuż granicy mgły – powiedział. gdyż inne stworzenia nie wytrzymałyby w nim. Piaskowiec zwietrzał w for-jnę balkonu z dwoma filarami. Jeśli gromadzisz moc. jak gdyby nic specjalnego się nie działo. twoje ciało jest w stanie dokonać niewiarygodnych wyczynów. Zapytałem go. ile ma naprawdę lat. aby zbudować szałas. że poszukuje właściwego kierunku. czy mam robić coś szczególnego. Postępując zgodnie z jego instrukcjami. że powinienem zająć się pisaniem i robić to w taki sposób. Zauważyłem. Weszliśmy do głębokiego wąwozu. Ostrzegł mnie. że aby wspiąć się na ten występ. Natomiast jeżeli roztrwonisz ją. tak jak on to zrobił. że nie rejestrowałem upływu czasu. Deszcz przeszedł bokiem. a później jedną jego ścianą wspięliśmy się na mały płaskowyż na stromym zboczu olbrzymiej góry. oprócz łamiących się ołówków. że będziemy się zachowywać. Widok był wspaniały. W odpowiedniej chwili don Juan trąci mnie łokciem. Wyglądała jak sala wycięta w skale. Minęło chyba z pół godziny. Wyglądała jak kopuła umieszczona na szczycie kamiennej wieży. podpierając się piętami i rękami. Don Juan wdrapał się na wielką skałę na końcu płaskowyżu i pomógł mi na nią wejść. ile tylko dam radę wnieść na półkę. Don Juan zatrzymał się na chwilę i rozejrzał wkoło. a później próbowałem wbiec zboczem góry. Nagle poczułem delikatne dotknięcie w ramię i zobaczyłem. gdzie mi wskaże. Wspiął się na skałę jak kozica. ponieważ dobrze znają go wszystkie moce tych gór. Kiedy zauważysz zielony punkt na wale mgły. Wydawało mi się. W końcu musiałem się poruszać po skale na własnym siedzeniu. Jeszcze jeden palik takiej samej długości przywiązany do dachu podpierał go po przeciwnej stronie muru. Tylko on może mówić bezkarnie. Kazał mi zgromadzić tyle kamieni. Z początku . trzeba być wyjątkowo sprawnym i młodym. od razu staniesz się tłustym. nie odważył się wypowiedzieć ani jednego słowa. Znaleźliśmy się bardzo wysoko. że on również żuje suche mięso. podczas gdy on sam zajął się zbieraniem gałęzi na dach. Szepnął mi do ucha tak cicho. Kazał mi usiąść obok siebie. Przesuwałem wzrok z lewa na prawo. W pewnym momencie poczułem. wskaż mi go oczyma. pisałem przez ponad godzinę. co zobaczę. że don Juan porusza oczami i głową w kierunku wału mgły zstępującego ze szczytu góry i oddalonego od nas o jakieś dwieście metrów. całkiem zwyczajnie. Budowla ta wyglądała jak wysoki stół o trzech nogach. – Ale nie patrz na nią otwarcie. Zaczęło się ściemniać. Zapytałem don Juana żartobliwie. Dłuższą krawędzią półka skalna była usytuowana wzdłuż linii wschód-zachód. Zaśmiał się i powiedział. Wyglądał jak zasłona przezroczystego materiału zawieszona nad niziną. ponieważ jest to bardzo bezpieczne miejsce – za płytkie na kryjówkę dla pum i innych drapieżników. Po drugiej stronie zauważyłem wielką. a wtedy powinienem spojrzeć tam. Don Juan usiadł pod nim ze skrzyżowanymi nogami. Don Juan zdecydował. prawie na jej szczycie. Przymocował go do dwóch długich palików zakończonych rozwidleniami. W końcu obrócił się w prawo. Wplótł w niego i przykazał zebrane wiązki gałęzi i w ten sposób zbudował dach. W ciągu godziny na wschodnim krańcu półki wybudował mur grubości jednej stopy. Mrugaj i nie koncentruj na niej wzroku. na samej krawędzi balkonu. jakbym siedział przy biurku i nie miał żadnych innych zmartwień. żebym niezależnie od tego. na oskrzela. że mamy wystarczająco dużo czasu. Powoli zsunąłem się na siedzeniu w dół skały. – Jestem taki młody. że to idealne miejsce dla człowieka. aby dostać się do występu skalnego. płytką jaskinię znajdującą się w pobliżu wierzchołka góry. Ostatnie kilka jardów całkowicie mnie wyczerpało. Uznał. – To znów kwestia osobistej mocy. za bardzo otwarte na gniazdo dla szczurów i zbyt wietrzne dla insektów. Don Juan przerwał ją i szeptem powiedział. Mgła poruszała się wyjątkowo powoli.

Natychmiast zrobiło się tak ciemno. Mgła wyglądała jak nie dająca się przeniknąć bariera. – Skoncentruj wzrok na tym punkcie – szepnął mi do ucha. Don Juan słuchał uważnie przez chwilę. Don Juan energicznie potrząsał moim ramieniem. wyglądała na wystarczająco szeroką. jakbym szedł nad krawędzią przepaści. nie mrugając. Rozpoznałem suche liście i gałązki. W zagłębienie dłoni nalał trochę wody z tykwy i spryskał mi nią twarz. Wywołało to bardzo nieprzyjemne wrażenie. opierając się o skałę. To nie był krzyk ptaka. ponieważ gdybym . Nie wiadomo dlaczego miałem odczucie. że siedzę na nagiej. Znowu zacząłem się wpatrywać. Leżałem na płaskim gruncie. Don Juan w pośpiechu dał mi trochę wody do picia. dopóki znów nie otworzyłem oczu. jak podskakuje mi głowa i zwróciłem uwagę. Mały strzęp mgły. Nie odważyłem się puścić jego ręki. przepływającą ponad mostem i nie dotykającą go. Chociaż nie miała poręczy. pomiędzy nimi. Wydało mi się. solidna i wąska. najpierw spostrzegłem fragment mgły nakładający się na jej wał. jakbym był ślepy. zwisał akurat nad tym miejscem. Wskazałem go don Juanowi. Tak więc. Widać doskonale znał cały ten teren. jakby most był rzeczywiście zbudowany ze stałego materiału. Wyglądało to tak. jak don Juan może iść. jakby był trwałą materią. Szepnął mi do ucha: – Wypij trochę wody i pozuj suchego mięsa. I wtedy albo ja Podniosłem się do jego poziomu. Zobaczyłem don Juana stojącego po mojej lewej stronie. spadnę w przepaść. oniemiały. Woda była tak zimna. że widzę przeźroczystą mgłę zdmuchniętą na dół ze szczytu góry. że okropnie swędzą mnie oczy. Moje ciało bez cienia wątpliwości czuło. Wejście wyglądało. Mój rozum ufał don Juanowi i zgodnie ze zdrowym rozsądkiem chciałem iść. Chciałem zapytać. aby przez nią przejść. a później. albo most obniżył się do Mojego. a później wylał mi kilka kropli na uszy i szyję. Nie mogłem pojąć. jak paraliżująca może być mgła w nocy. co powinienem zobaczyć. Wczołgałem się tam i siadłem. Trzy błyskawice nastąpiły szybko jedna po drugiej. Kontakt z ziemią przywrócił mi poczucie równowagi. że muszę być absolutnie cicho. – Patrz. że nie powinienem mówić. jakby ktoś rozwiesił kurtynę przed naszymi oczami. Wpatrywałem się w most. wielkie drzewa i jaskinię kilka stóp za nim. Jednak kiedy nie skupiałem na nim wzroku. W ich świetle zobaczyłem don Juana siedzącego ze skrzyżowanymi nogami po mojej lewej stronie. że siedzę na nachylonym zboczu. Nigdy nie uświadamiałem sobie. że jej krople odczuwałem jak rany na skórze. a ja pozbawiony oparcia upadłem. jak nachyla się nade mną i szepcze. Nagle zobaczyłem prostą belkę znajdującą się Przede mną. który wyglądał. nie widziałem niczego. Don Juan kazał mi wejść do środka. ponieważ moje ciało bezwiednie przechylało się w prawo. aby utrzymać je w pionie. że rzeczywiście niegłupio zrobiłem. Zupełnie nieświadomie zacząłem je pocierać. Zeszliśmy ze skalnej półki i skierowaliśmy się na wschód. jakby było wyciosane u dołu głazu. ale obrzucił mnie groźnym spojrzeniem jakby upominając. aby dwie czy trzy osoby mogły w niej usiąść. W pewnej chwili miraż stał się tak doskonały. Trzymałem się jego ramienia.wydawało mi się. Zacząłem dłonią badać najbliższe otoczenie. że widzę zieleń krzewów prześwitującą przez mgłę. ale moje ciało miało inne zdanie i don Juan musiał mnie ciągnąć w tej całkowitej ciemności. że mam gorączkę. próbowałem pochylać się najbardziej jak mogłem w lewo. Nasza jaskinia była wystarczająco duża. Kiedy wzrok mi się znowu zmęczył i zrobiłem zeza. a wszystkie kamienie. Kiedy patrzyłem na to miejsce wprost. Posłyszałem bardzo głośny i straszny krzyk ptaka. Nagle on odsunął się ode mnie. most łączący górujący szczyt z wałem mgły przede mną. Towarzyszył jej niezwykle głośny grzmot. cienki jej pasek wyglądający jak wątła budowla pozbawiona podparcia. Don Juan nie przestawał mną potrząsać. jeden po drugim odrzucił na bok. W pewnym momencie zatrzymał się i pozwolił mi usiąść. opierając się o don Juana. Czułem. Poczułem. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Czułem. gdzie zauważyłem zielony kolor. Była niezwykle długa. aż będziesz widział. że byłem w stanie odróżnić cień pod samym mostem kontrastujący z jego jasnym bokiem koloru piaskowca. Wrzucił go w krzewy. po czym nogą rozbił mur i strącił dach. byłem w stanie odkryć rozmyty zielonkawy kształt. Nie możemy tutaj zostać. wczołgując się do jaskini. podobnej do kopuły górze i jeśli ruszę się chociażby na cal w prawo. Nagła błyskawica rozświetliła całą okolicę. Zrobił zeza i przypatrzył się mu. Przez chwilę myślałem. Byłem absolutnie przekonany.

Znajdowaliśmy się w sosnowym lesie. Nie było go. Elektryczne wyładowania zdawały się przesuwać w prawo. Deszcz był ciepły. uświadomiłem sobie. Padało przez długi czas. chociaż były one potężne. Nie było żadnych drzew po lewej ani doliny po prawej. W tym momencie zdumiewający blask błyskawicy wydobył całą fantastykę i niesamowitość scenerii. Błyskawice i grzmoty jednak nie ustawały i nagle mgła z prawej strony rozproszyła się i zobaczyłem niebo. Na wprost przed sobą zauważyłem ścieżkę. przyzwyczajony już do jednolitej czerni. które wyglądały zupełnie jak czarna wycinanka nałożona na olśniewająco białe niebo. zacząłem odróżniać zarysy większych roślin. znajdował się po jej przeciwnej stronie. Opierałem się o skałę tak mocno. Otaczały nas bardzo wysokie drzewa. Brak zgodności Pomiędzy dwoma wersjami rzeczywistości sprawił. Nie rosła na niej żadna roślinność. że grzmoty zawsze dochodzą z prawej strony. Błyskało tak często. Skończyły się już salwy błyskawic i grzmotów i tylko sporadycznie pojawiały się błyski intensywnego światła i towarzyszące im odgłosy. w którym się znajdowałem. Spostrzegłem ciemne zarysy pni olbrzymich drzew na tle mętnej. zamrażała światło elektrycznego wyładowania i równomiernie je rozpraszała. Wydawało mi się. tak samo obok. Nie mogłem uwierzyć w to. Bezpośrednio przede mną. tak że zmokły mi tylko łydki i buty. że prawdopodobnie wystarczająco już się naobserwowałem i że teraz powinienem skoncentrować uwagę na samych grzmotach. ale światła było tyle. Don Juan wyszeptał. Rozejrzałem się wkoło za don Juanem. Moje lęki i brak pewności siebie zniknęły od razu. że ponieważ spałem tak głęboko. że gdybym wcześniej nie widział tego miejsca. tam gdzie spałem. Światło stanowiło tło. Wydawało mi się. Wyraźnie rozróżniałem poszczególne elementy terenu. że prowadzi na równinę pozbawioną drzew. ale teraz szok spowodowany zmianą otoczenia. Wydawało mi się zupełnie prawdopodobne. na poziomie gruntu jej Warstwa była cieńsza. aby ustalić. przenieść mnie na plecach w zupełnie inne miejsce. nie budząc. znajdował się gigantyczny krzew. nad którym przechodziła teraz burza. tam. Poczułem go na stopach i wtedy usnąłem. Jednak ziemia była sucha. uderzyłbym głową o skałę. Wydawało mi się. Don Juan szepnął mi. nie byłem już całkowicie zdezorientowany. Wcale nie byłem w jaskini. Siedziałem z kolanami podciągniętymi pod piersi. Jednak tak dokładnie oświetlały cały teren. Don Juan dodał. jasnoszarej masy mgły. że po prawej stronie znajdował się łańcuch gór. biaława substancja zwisająca pomiędzy drzewami. ponieważ jestem zaangażowany w bitwę mocy. wcześniej już zaobserwowane przeze mnie. Kapelusz dobrze mi służył za osłonę. Zaczął wiać stały wiatr i posłyszałem szelest liści na wielkich drzewach z lewej strony. że jesteśmy pośród sekwoi. jak mi się wydaje. Wtedy zaczęło padać. Wstałem. gdzie widziałem ścieżkę. dochodzi. ciągnącą się aż po horyzont. Przeżyłem chwilę niezwykłego zamętu. gdzie siedział don Juan. która pozostawała zupełnie niewidoczna. sparaliżował mnie. aby je dobrze oświetlić. ale bezpośrednio przede mną. Ku swemu zdumieniu. don Juan mógł.wchodził. Mgła podnosiła się. mógłbym przysiąc. ale pod jakimiś wielkimi krzewami. a ja. Obudziły mnie krzyki ptaków. . Stałem na płaskim terenie pomiędzy dwoma pagórkami porośniętymi roślinnością. jak gęsty w rzeczywistości jest ten wał mgły. Miałem mokre nogi. W świetle błyskawic mogłem się zorientować. na którym zarysowała się jej wielka masa. że do tej pory zupełnie nie zwracałem uwagi na grzmoty. że gwałtownie zacząłem poszukiwać jakiegoś wytłumaczenia. że powinienem podążać za dźwiękiem i patrzeć w kierunku. która trwała kilka minut. że mgła i błyskawice są ze sobą w zmowie i że powinienem kontynuować to wyczerpujące czuwanie. co widzę. z którego. jak tylko mogłem. że patrzę w dół ciemnej doliny. szczegóły. Tak więc nawet podczas długich przerw pomiędzy błyskami. Tak niezwykle wysokie. Zwykle zacząłbym się zastanawiać. że przestałem odróżniać pojedyncze błyskawice. Zobaczyłem też na jej szczycie drzewa. Burza odeszła już zbyt daleko. Obszar. Mgła. Każdy błysk coraz bardziej uwidaczniał. Mgła wokół nas całkowicie ustąpiła. Wyglądała jak gęsta. gdy tylko odpowiednia ilość światła podniosła ciężką kurtynę ciemności. a rondo kapelusza przemokło i lała się woda z niego. czy nie zostawił mnie samego. że poczułem się dużo lepiej. jak biały filtr. W następnym błysku zobaczyłem odległą górę właśnie z tej strony. natomiast las był tylko po lewej. Spostrzegłem nawet cumulusy ponad górami. Nastąpiła salwa błyskawic.

jak tylko potrafiłem. co się ze mną działo. Wciąż byłem przygnębiony. Tak dokładnie. trzy czy cztery razy. Był świadomy mojego nastroju. Moje ubranie rzeczywiście było mokre. a na niebie było tylko kilka chmurek. siedział na gładkiej skale. Jego uśmiech był tak figlarny. popatrzył na mnie i powiedział: – Okropnie wyglądasz. o które chciałem zapytać. – Jak się czujesz? – zapytał żartobliwie. aby patrzeć na swoje ręce. Poczułem. kiedy się uspokoję i odzyskam siły. być może z powodu nowości. Wypaplałem wszystko o tym. Albo może też przypominać ciasno przylegającą czapkę. bo zaśmiał się z wielką rozkoszą. Nie chciałem tracić czasu na żadne zagrywki. ruchu wody czy chmur. że muszę na nie patrzeć. aby wyschnąć. a później. umożliwiający mu dokonywanie właściwych interpretacji. Ale podniecenie spowszedniało i w niektóre noce wcale nie byłem w stanie tego zrobić. kiedy na głowę wkłada się obiekt mocy. Rozumiesz. – Zakładanie jej to taka sztuczka. improwizując. Na początku było to względnie łatwe. Odpowiedział z miejsca w pobliżu szczytu góry. Natychmiast zdałem sobie sprawę. przystąpił do wyjaśniania mi. Polecił mi. jak tylko się dało. nie przerywając mi. Możesz też włożyć kapelusz albo mnisi kaptur i iść spać. Otworzył tykwy i wziął sobie trochę jedzenia. Mogę zawołać go dopiero wtedy. – Musisz do snu wkładać opaskę na głowę – powiedział. dopóki nie pojawi ci się jej wizja podczas śnienia. Powiedział. że być może don Juan posiada jakiś specjalny sposób. Nie uśmiechał się już. Nie wiedziałem. że on wie. Wyłonił się zza krzewów. Don Juan przez chwilę zachowywał milczenie. Podał mi dwa wielkie kawałki mięsa. – Myśliwy polujący na moc obserwuje wszystko kontynuował. Nie miałem w ogóle żadnego problemu z przypomnieniem sobie. bombardując mnie słowami. postąpiłem lekkomyślnie w stosunku do mocy. Pomyślałem sobie. jak trudno było mi zaprogramować się. ale te przedmioty wywołają tylko intensywne sny. aby mogło wyschnąć. a później dodał. Było tyle spraw. Wiał ożywczy wiatr. Po krótkiej przerwie od niechcenia zapytał: – Jak tam z twoim śnieniem? Wyjaśniłem mu. Automatycznie usiadłem. – Ale skąd pewność. opisałem każdy szczegół mojej całonocnej halucynacji. o co mi chodzi? Opaska powinna być zrobiona według specjalnej wizji. ale może też wystąpić w stanach czuwania jako rezultat dowolnych i nie związanych ze sobą wydarzeń. ale on tylko kręcił głową. bo w przeciwnym przypadku moc zwróci się przeciwko nam obydwu i nigdy żywi nie opuścimy tych odludnych wzgórz.Kilkakrotnie go zawołałem. – Siadaj – rozkazał. Po kilku godzinach tej pracy zawołałem don Juana. że idzie poszukać pewnych roślin. powiedział. Don Juan. Może chcesz iść w krzaki? Zachichotał. – Każda rzecz może mu wyjawić pewną tajemnicę. Nie mógł jednak zachować poważnego wyrazu twarzy i kilkakrotnie wybuchał śmiechem. że powinienem zdjąć ubranie i wyżąć je. o komentarz. odchodząc. Słońce wspaniale świeciło. Jadłem i równocześnie robiłem notatki. Don Juan kazał mi usiąść na płaskiej płycie skalnej. że jedynym sposobem zrelaksowania się jest pisanie. że ma ona moc i że po chwili odzyskam siły. Śnienie staje się łatwiejsze. że poddając się przygnębieniu. od czego zacząć. Muszę z tym skończyć. a potem opanował mnie strach i wykrzykiwałem jego imię tak głośno. takich jak obserwowanie lotu ptaków. Nie mogę ci jej dać. że wizja przepaski na głowę nie musi pojawić się tylko podczas śnienia. Kiedy tam dotarłem. Nie chciałem nic mówić. a nie śnienie. Usiadłem w słońcu. a ja powinienem dojść do siebie i coś zjeść. Don Juan słuchał. Musi też mieć poprzeczny pasek dokładnie przylegający do głowy. Jego wzrok przewiercał mnie na wylot. . Poprosiłem go. że rzeczy w ogóle wyjawiają jakieś tajemnice? – zapytałem. abym zabrał tykwy i przyszedł do niego. że i ja się w końcu uśmiechnąłem. Kiedy skończyłem swoje sprawozdanie. Powiedział. co się stało. jakby cała sprawa była dla niego niepojęta. ale natychmiast się uspokajał. ponieważ sam musisz ją zrobić. Ale nie możesz jej wykonać.

że wrócił mu pogodny nastrój. dostałeś pewnego królika. Ale ta mgła zeszłej nocy była prawdziwa. który cię szukał. tym razem. zapewniając go. ani żadnym kawałem. Dwie rzeczy mogły ci się przydarzyć we mgle. Jeśli dodał czegoś do mięsa. Folgowałem sobie w tym. żeby mieć taką bitwę. To. przyjacielu. nie było ani żartem. Upierałem się. mógłbyś je zawezwać jeszcze raz. Gdybym cię nie ochraniał. don Juanie? – Nie. Ponieważ uważasz. moje zwidy były całkiem zrozumiałe. – Co by się stało. widziałem tylko moc. To jest twój sposób folgowania sobie. moc zmusiłaby cię do wejścia na most i wtedy pozostawałaby na twoje rozkazy. Teraz nie możesz tego zrobić. – Czy kiedykolwiek widziałeś most z mgły. ale to z powodu własnej głupoty. Jak ci już wcześniej mówiłem. don Juanie? – Nie. Teraz już więcej tego nie robię. Ona może być wszystkim. Przezwyciężyłem swoją nienawiść. niezależnie od tego czy chciałbyś. – Zjedz swoje suszone mięso – nalegał. popychając w przepaść. Zapytałem go co jest w mięsie mocy. – Masz zdradliwą skłonność. – Ale taki sam był most. grzmot i deszcz stanowiły elementy wielkiej bitwy mocy. ona ci rozkazuje. Zależałoby to od mocy. Zacząłem je żuć i w tym momencie nagle uświadomiłem sobie. Nie ma w tobie nienawiści do ludzi. Ani ty. . – Co widziałeś. które ci podaję. kręcąc głową w geście niedowierzania. don Juanie? Czy możesz mi powiedzieć? – Podczas swojej pierwszej bitwy mocy widziałem swoich wrogów. A przedtem także musiałem chronić cię przed wiałem. Dla ciebie. którego otrzymałem w darze. musi się żyć z mocą. Jesteśmy niezwykle tajemniczymi stworzeniami. podobnie jak ty. Przez chwilę prawie poczułem ulgę. Wydawało mi się. czy nie. Mógłbyś przejść przez most na drugą stronę albo spaść i zabić się. Nie wiem dlaczego akurat mostem. Mgła. wiatr doprowadziłby do tego. a bez niej most zawaliłby się. Moje bitwy mocy bardzo się różnią od twojej. kiedy przyszedłeś do mnie – powiedział. I nie ma z czego się śmiać. że nie jestem zły ani nawet zirytowany. Zaśmiał się. Ja w tamtym czasie nienawidziłem ludzi. ale dla własnej satysfakcji muszę znaleźć wyjaśnienie zdarzeń poprzedniej nocy. moc stała się mostem. wskazując na wszystko dookoła. wszedłbyś na ten most. Poprzedniej nocy. że suszone mięso może zawierać substancje psychotropowe i stąd wzięły się halucynacje. To dlatego. nigdy. Taka jest natura mocy. – To. wszedłbyś na ten "tost. ponieważ ten czyn wymaga większej mocy niż twoja. Nalegałem. ale wtedy prawie mnie zniszczyła. że nie masz umiejętności potrzebnych do używania mocy. że bardzo pomaga ci wątpienie i zrzędzenie. a jednocześnie pozostaje pod twoimi rozkazami. ciemność. Wojownik dałby wszystko. na przykład. aby powiedział mi prawdę. Ale tak nie jest. który widziałeś zeszłej nocy i las. nawet trącił mnie lekko w ramię. to gdzie są teraz? – Są tutaj. przypochlebiałem się. Moc nie została tam dodana ani przeze mnie. nie tak dawno. lecz nie odpowiedział mi bezpośrednio. Miałeś szczęście głupca. Ty sam się wykończysz przez te swoje zasrane myśli i wątpliwości. Uśmiechnął się życzliwie. a w końcu błagałem go. Jednak jedno jest pewne. błyskawice. Nie prosiłem cię. ani przez żadnego innego człowieka. Ty nie masz wrogów. jeśli nie złapałbym cię za rękę. a może nawet zabiłby cię. Zatrzymałem cię.– Jedynym sposobem uzyskania pewności jest stosowanie instrukcji. Powiedziałem ci jednak. – A co jest rzeczywiste? – bardzo spokojnie zapytał don Juan. ponieważ nie było rzeczywiste. Jeśli miałbyś wystarczającą moc. począwszy od pierwszego dnia. że całe to wydarzenie nie mogło być bitwą mocy. i wszystko pozostałe. W mięsie nie ma niczego oprócz mocy. Jest to suszone mięso jelenia. ponieważ wiem. Zeszłej nocy. – Jesteś całkiem popieprzony – powiedział. abyś wysuszył jego mięso. – Jeśli były rzeczywiste. Istnieją światy ponad światami. ale przez samą moc. Nie zjadłeś go dużo. tutaj przed nami. na co teraz patrzymy. gdybyś mnie nie ochraniał? – Ponieważ nie masz wystarczająco dużo mocy. – Czy ty sam widziałeś ten most. utrzymując cię na nim. że zgubiłbyś drogę. Nie wyczerpała cię. Mgła była bez zarzutu w stosunku do ciebie. Z kolei twoja bitwa mocy była przyjemna. Argumentowałem. Zetknąłeś się z mocą. abyś zjadł mięso. Widziałem inne rzeczy. – Aby posiadać moc. nie zważając na nic. Cały czas usiłujesz dla własnej satysfakcji wszystko sobie wytłumaczyć. jest rzeczywiste – powiedziałem. co przydarzyło ci się poprzedniej nocy. ani ja nie wsadzaliśmy niczego do królika. że nie jestem podobny do ciebie.

gdyby podał mi konkretny powód takiego działania. co nieznane. Tylko ty się dowiesz. że być może najbardziej by mi pomógł. – Świat jest tajemnicą. jak trudno jest żyć jak wojownik. które widziałeś. aby wytrzymać bitwę mocy. ale nie musi. co musi wiedzieć wojownik. co wydarzyło się zeszłej nocy. aż pewnego dnia będziesz musiał przez niego przejść. Tak więc. jaką ma mi dać odpowiedź. Naprawdę świat jest nieskończony. uświadamiasz sobie także powód. jedną ze sztuk wojownika jest zburzenie świata z powodu jakiejś szczególnej przyczyny. Miałem wszystkie wątpliwości. aby przekroczyć ten most. i nigdy nie wykonywałem wskazówek. miałbyś wystarczającą moc. Potrzeba zbyt dużo mocy. pomimo mojej głupoty. Pewnego dnia. Nie mogłem znaleźć powodu. Poważnie radzę ci. trzeba mieć wystarczającą moc. który nazywasz rzeczywistym. a później odbudowanie go po to. Wystarczająco dużo mocy. jak wygląda zatrzymanie świata. To wszystko może ci się wydarzyć. kiedy przekroczysz most. Od tej chwili ten most już w niej pozostanie. – Co się dzieje. – Nie mogę ci tego powiedzieć. To po prostu się wydarza. zgromadzisz wystarczająco dużo osobistej mocy. Jednak. Ofiarowała ci zdumiewający most. że obydwaj go znamy. Zaśmiał się i lekko dotknął mojej głowy – Jesteś naprawdę szalony – powiedział. Aby ją uzyskać i jej rozkazywać. na początku sam musisz ją mieć. dopóki nie będziesz wiedział. dla którego to robisz.Jesteś z nią spokrewniony. – Ale jednak mój intelekt nie może tego zaakceptować. Zastanawiał się. Krajobrazy. jakie mają znaczenie. że suche mięso było tym. było początkiem bitwy mocy. tylko dlatego. jakby czytał w moich myślach. Powiedziałem mu. co spowodowało moje halucynacje. dla którego miałbym jej chcieć. w rzeczywistości chcesz sprawić. potyczką. a kiedy moc wojownika wygasa. Jednak zdaję sobie sprawę. – Ale dlaczego ktoś ma chcieć zatrzymać świat? – Nikt tego nie chce. – Nie wysilaj się. albo wydawało mi się. aby świat stał się znajomy. Ty i ja jesteśmy tutaj. że ich nie wykonuję. Widzisz. którego nie możesz dzielić z nikim innym. – Wiesz. że mój świat runął. czego cię nauczyłem. Nauczyłem cię już prawie wszystkiego. Po głowie przez cały czas chodziła mi myśl. było tylko początkiem. Moc to bardzo dziwna sprawa. Wtedy można znaleźć tylko śmierć. Gdybyś stosował się do moich zaleceń i wykonał wszystko. kiedy wbrew sobie będziesz żył jak wojownik. po prostu go dosięga. Można ją jednak po trochu gromadzić. aż będziesz jej miał tyle. co wydarzyło się ostatniej nocy. żeby to zrozumieć. kiedy nie ma się wystarczającej mocy? – Śmierć zawsze czeka. i o to właśnie chodzi. aby móc żyć. aby odpowiedzieć sobie na to pytanie. zgromadziłem wystarczająco dużo mocy i pewnego dnia moja osobista moc sprawiła. które otrzymywałem. aby widzieć i zatrzymać świat. nie jest wszystkim. bez żadnej mocy jest głupie. – Czym jest bitwa mocy? – To. Te krajobrazy stanowią część twojego osobistego podboju. że nie mogę ci przeciwstawić żadnego argumentu – powiedziałem. co robić. don Juanie? – Jestem taki jak ty. – Ale wszystko jest w porządku. Ale to. Prawdziwa bitwa nastąpi wtedy. don Juanie? – Nie. kiedy usiłujesz sobie to wszystko wytłumaczyć. Po to. Ja też jej nie chciałem. To na co patrzysz. Sprawiało mi przyjemność folgowanie sobie w takim myśleniu. – Czy możesz mi powiedzieć. Ty nie znasz świata mocy i dlatego nie potrafisz zrobić z niego czegoś znajomego. – Dlaczego powinienem chcieć mocy. próbując wszystko sobie wytłumaczyć – powiedział. Będzie ci się ukazywał wielokrotnie. abyś od dzisiejszego dnia sam nie wchodził we mgłę. aby wyruszyć w świat i samemu zacząć gromadzić moc. co jest na końcu ścieżki biegnącej przez las. w świecie. te krajobrazy mają przeogromne znaczenie. aby podróżować tymi nieznanymi ścieżkami i mostami. że nie potrafisz . Właściwie nie słuchałem go. Wiem. to miejsca mocy. Don Juan milczał przez pewien czas. Co jest po drugiej stronie? Tylko ty możesz to wiedzieć. Dlatego podróżowanie po tym. Pewnego dnia staną się dla ciebie jasne. jakie ty masz. A gdy już wiesz.

Swędziało mnie w gardle i chciałem zakaszleć. że oddziałuje na moje powieki. że bitwa mocy jeszcze się nie skończyła i muszę nauczyć swojego ducha bycia niewzruszonym. nie wyrażać podziękowania – powiedział stanowczym tonem. a wtedy dostał takiego ataku śmiechu. – Takie więzy zakotwiczają człowieka w miejscu mocy. jeśli nie chcę zostać pochłonięty przez te góry. Wstał. ale równocześnie przerażającym. ale nie odważyłem się. opanowała już nizinę-Po lewej widok był jeszcze klarowny. Czułem się jak idiota. – Siadaj! – rozkazał. Nic. co robię. Don Juan wyszeptał. trzeba walczyć przez całe życie. Czułem. – Ale miej oczy otwarte i nie odwracaj się do niej plecami. że miałem wrażenie. Łagodny wiatr niosący mgłę sprawiał. że aby w końcu dawać sobie radę samemu w świecie mocy. Don Juan ponownie zasnął i obudził się dopiero wtedy. ponieważ miejsca mocy. Pisałem bez przerwy przez kilka godzin. jakby syczała mi do uszu. Wiem bardzo dobrze. Oczy zaczynały mi się zamykać i nie mogłem przezwyciężyć pragnienia zaśnięcia. Wstałem i zacząłem nerwowo chodzić w kółko. A więc uspokój się i nie narób w portki. czy nie mógłby mi tego powiedzieć. Powiedział. – Co mam robić? – Pisz! – powiedział spod kapelusza. Słońce znajdowało się już na zachodzie i deszczowe chmury szybko zbierały się nad górami. Wyglądało to tak. jakby mój wzrok. jakby chcąc nas otoczyć. Znalazł schronienie u stóp skał. reagując tak irracjonalnie. Wielkie jej płaty schodziły w dół zbocza jak twarde bryły białawej materii staczającej się na mnie. Perspektywa samotnego przebywania we mgle dziwnie mnie przeraziła. Wydawało mi się. gdzie stoję. Usiadł i zrobił ręką ponaglający gest. Don Juan podniósł kapelusz i zaniepokojony spojrzał na mnie. Ja rozglądnąłem się wkoło. – Musimy poczekać. Kiedy patrzyłem w górę. Nie znalazłeś go sam. Don Juan spojrzał w niebo i na góry. Jego napomnienia podziałały na mnie jak zaklęcie. że w każdej chwili mogę upaść na ziemię. jak wysoko sięga wał mgły. że muszę stać w bezruchu taro. nie może zdradzać moich uczuć. Wydawało mi się jednak. Próbowałem pisać. – Nie możesz opuścić tych bezludnych gór. Było mi zimno. że powinienem postępować tak. gdy mgła schodząca ze szczytu góry znalazła się jakieś sto jardów od nas. nie zmieniając pozycji. że muszę zacząć biec w dół wzgórza tak szybko.tego zrobić. jeśli będzie trzeba. miałem wrażenie. aby ci pomóc. i dlatego muszę być cierpliwy w stosunku do ciebie. aż mgła zgromadzi się na szczycie góry. – Jak mam czekać na tą mgłę? – zapytałem. schodząc z gór po prawej stronie. popychał mgłę na nizinę. ale nie mogłem się skoncentrować. Wtedy nawiązuje się dziwne i szkodliwe związki z danym miejscem. który nie potrafi być wdzięczny za to. – Wojownik nigdy nie odwraca się plecami do mocy jak zarozumialec. On będzie . przebijając się przez nią. Cisza w tych górach była czymś wspaniałym. Zostanę w pobliżu. że wiatr wiejący z prawej. Zapomniałem nakręcić zegarek. W tym momencie przyskoczył do mnie don Juan. która godzina. przeciągnął się i ziewnął. posiadają możliwość wsysania ludzi. jak tylko potrafię. Podniosłem brodę i wyciągnąłem szyję. podkładając ręce pod głowę i zakrywając twarz kapeluszem. Szepnął mi do ucha. Niech przyjdzie i cię otuli. Położył się. a później musisz sam stanąć na tej płycie i podziękować jej za uprzejmość. Dopiero wtedy będziemy mogli ruszyć w kierunku niziny. Bardzo mi ciążyły i miałem ochotę zamknąć oczy. Nie wiedziałem. Powąchałem mgłę – Jej zapach był mieszanką czegoś ostrego i aromatycznego. jak to. Wstał i uważnie się rozejrzał. Powiedział. dopóki nie zostanę całkowicie otoczony przez mgłę. jakby nic niezwykłego się nie działo. Zapytałem go. A potem otuliła mnie. Wstrząs był na tyle silny. że aż stoczył się ze skalnej płyty w krzewy. – Jest wcześnie – powiedział. którzy są rozproszeni. Mgła. chwycił za ramiona i potrząsnął. aby tego nie zrobić. Nie powinienem zamykać oczu ani odwracać się. – A to nie jest miejsce dla ciebie. że widzę. mógł szacować jej grubość. co trzymał. aby przywrócić mi przytomność. kilka kroków za mną. czasem nawet na całe życie – powiedział.

Muszę mieć jasny umysł i poddać się. – To jest to – głośno powiedział. Wahałem się przez moment. króliku. czy potrafię znaleźć drogę wiodącą do domu.biegł za mną. aby bezpiecznie wyprowadzić nas stąd. – Biegnij. – Jeśli nie będziesz miał nastroju wojownika. gdyż jest to Woja bitwa mocy. biegnij! – krzyknął don Juan i popchnął mnie łagodnie. ponieważ nie chce być uderzony przez skały. . możemy nigdy nie wydostać się z tej mgły. które mogę potrącić. Nie byłem pewny. że ja prowadzę. Powiedział.

która osłoni go od strony drogi. Miałem uchylone drzwi. a później zjechaliśmy z autostrady na żwirową drogę prowadzącą na zachód. Leniwie jechaliśmy na północ jakieś czterysta mil. co robimy. Kazał mi jednak jechać dalej. Powiedziałem don Juanowi. abyśmy mogli wyruszyć w drogę. rycząc ze śmiechu. będzie dalej ze mną rozmawiał i opowie mi o swojej wiedzy. a szybę pokrywały rozbite owady i kurz. Było tak ciemno. że nie udało mi się polowanie na moc i wtedy będę wolny od wszelkich obowiązków. że nie możemy się zatrzymać. podał mi rękę i ceremonialnie się ze mną przywitał. żeby umyć szybę. że byłem roztargniony i wszystko koloryzowałem. Ostatnia próba wojownika Niedziela. Słuchał. Do dwóch siatek wsadził dwie tykwy wypełnione jedzeniem. Czekamy na omen. Stwierdził. – Zawieziesz nas w wyjątkowe miejsce. 28 stycznia 1962 Około dziesiątej rano don Juan wrócił do domu. która spowodowała. idziemy do pewnego miejsca – powiedział. ze jednak niezależnie od tego. że powinienem iść jeden krok za nim i jeśli tylko będę mógł. co się wydarzy. że muszę się zatrzymać. Skądś wiedziałem. Jechałem z wielkim strachem. Klepnął się po udach i klasnął w ręce. – Wybieramy się na przechadzkę w całkowitej ciemności. – Dokąd idziemy? – zapytałem. W końcu don Juan pozwolił mi stanąć. Przez około sto metrów posuwaliśmy się z możliwie najmniejszą prędkością. ale ziemia była ubita. Nieprzenikniona ciemność i gęsty kurz sprawiały. gdzie będziemy szukać mocy. pozostanie moim przyjacielem i będzie ze mną rozmawiał. . Kiedy tak jechaliśmy.13. Jeśli się nie pojawi. jak tylko zechcę. Głośno powiedział. Desperacko wysilałem wzrok. że nie mamy czasu do stracenia. że mi się nie uda. stanowczym tonem don Juan kazał mi usiąść i poczekać. Powiedział. – Już ty się nie martw – odparował. Wyszedł o świcie. stawiać stopy na jego śladach. W pewnym momencie kazał mi skręcić w prawo. Wiem to. związał je razem cienką linką i wręczył mi. Wolny na tyle. że nawet długie światła na niewiele się zdały. dopóki nie dojedziemy na miejsce. że się zagrzebiemy. – Idziemy na małą przechadzkę – powiedział. ale było zbyt ciemno. Ale oczy nie stanowiły dla mnie problemu. obawiałem się. że jesteś w stanie kontynuować polowanie na moc. Za to ogarnęła mnie dziwna nerwowość. aż moje oczy przywykną do ciemności. Mam trochę mocy. nie przerywając mi. Gdy tylko wyszedłem z samochodu. Uznał swoje stwierdzenie za zabawne. Przywitałem się z nim. chcąc dostrzec drogę. nawet jeśli miałbym wlec się dwie mile na godzinę z głową wystawioną na zewnątrz przez boczne okno. Podał mi siatkę z tykwami. by być dalej tak głupim. nie jest testem. gdzie jesteśmy. ponieważ nie miałem pojęcia. Zachichotał i błaznując. będzie to znaczyło. Mam więcej mocy niż ty. czy ma to być jakiś rodzaj testu i czy jeśli go obleję. Przez kilka godzin mój samochód był chyba jedyny na tej drodze. – Omen się pojawi. Zapytałem go. – Wiem to. że to. Łagodnym. Ale don Juan je wyłączył. Powiedział. Powinienem zamknąć samochód. Powiedział. – Omen się nie pojawi – powiedziałem żartobliwie. że zaparkowałem samochód akurat za wielką skałą. – Po co? – Aby upewnić się. że potknąłem się i o mało co ich nie upuściłem. przestałem cokolwiek widzieć przed sobą. Przywiązał mi do pleców siatkę i powiedział. zacząłem widzieć całkiem nieźle. Zacząłem obchodzić go wkoło. Zaśmiał się i łagodnie poklepał mnie po plecach. W światłach reflektorów chciałem zbadać otoczenie.

Nie powinienem patrzeć ani do przodu. przypominając mi instrukcję. Zachichotał i upewnił mnie. Ruszył bardzo powoli. że jeśli chcę odzyskać siły. powiedział bardzo cicho. moje nogi stały się słabsze i zaczęły drżeć. że się wznosi. Don Juan podążał w łatwym do utrzymania tempie. Moja koncentracja była tak pełna. że nie zauważyłem stopniowej zmiany światła. że nie wolno mi zajmować się niczym innym. przejdzie na mnie. jakbym właśnie robił krok przed siebie. Zaczęliśmy znowu iść. Nigdy nie chodziłem boso i chodzenie po pustyni bez butów oznaczałoby dla mnie samobójstwo. który badał mnie dokładnie wzrokiem. była jedenasta. jak wpadłem na niego. tak pochłaniające. a napięcie. aby nawiązać kontakt z mocą. była pierwsza. Nie czułem ani swoich stóp. Kroczenie za nim nie sprawiało mi żadnych kłopotów. że widzę przed sobą don Juana. Powiedział. Don Juan obrócił mnie. że nie zamierza odnieść obrażeń z powodu mojej głupoty i braku koncentracji i jeśli jeszcze raz nadepnę na niego. było tak wielkie. tam gdzie on stawia stopy. zanim don Juan się zatrzymał. Spojrzałem na zegarek. Ustawił się przede mną w tej samej pozycji i zaczął iść. jak to robiłem przez pół nocy. Wyraźnym szeptem powiedział. zamiast zgadywać. Po około piętnastominutowej przerwie don Juan znów Ustawił mnie w szeregu i zaczęliśmy marsz. leżącego. było to. Przez jakieś trzydzieści metrów utrzymywałem tempo i szedłem dokładnie po jego śladach. ale stanowczo. kiedy stanąłem na jego stopie swoim wielkim buciorem. jakbym szedł w powietrzu i unosiła mnie jakaś siła. z jakim obserwowałem każdy jego krok. Don Juan żartował sobie. – Pustynia wydziela moc – szepnął mi don Juan do ucha. Spojrzałem w górę na don Juana. Don Juan skręcał się ze śmiechu i musieliśmy zaczekać. Jeszcze raz zapewnił mnie. że idę. Nigdy wcześniej nie robiłem niczego. to do rana jeden z nas zostanie kaleką. ciągnąc mnie za rękę. Perspektywa chodzenia po pustyni bez butów niewiarygodnie mnie przestraszyła. Szliśmy tak wiele godzin. jak tylko wymierzaniem odpowiednich kroków. ani na boki. Nie stanął nagle. tylko na ziemię. że nie uszkodziłem mu kostki. Nagle uświadomiłem sobie. Podróżujemy. Miał rację. ale abym nie wpadł na niego. aż przestanie. ani nóg. . Postawił mnie jak żołnierza na baczność. Po chwili zauważyłem. ale jeśli dalej będę potykał się o niego. Teren znów stał się twardy i wydawało mi się. Wyglądało to tak. Stopy don Juana zagłębiały się w nim i pozostawiały wyraźne ślady. – Nie ma czasu na wahanie. że jeśli muszę iść w krzaki.Bardzo dramatycznym tonem szepnął: – To jest wyprawa po moc. że muszę iść dokładnie po jego śladach. Nie wydawał się zmęczony. Następnie popchnął moją prawą nogę do przodu i kazał mi stanąć tak. W pewnej chwili niespodziewanie skoczył na bok. jaką poczułem. będę musiał iść boso. ponieważ zaraz będziemy mieli do Przejścia niezły kawał drogi bez żadnej przerwy. którzy nie zdejmują butów nawet wtedy. która spływa z niego podczas chodzenia. a siła bezwładności poniosła mnie jeszcze jakieś dwadzieścia metrów dalej. Kiedy zwolniłem. później na moment spojrzałem w bok i następną rzeczą. powinienem położyć się z głową zwróconą na wschód. Don Juan powiedział. Ja nie mogłem złapać tchu i byłem cały mokry od zimnego potu. Spojrzałem na zegarek. gdzie mogą być. że mówi poważnie. Oczywiście miał rację. i wszystko musi być wykonane perfekcyjnie. że jeśli będę szedł po jego śladach. Tempo. aż w końcu upadłem na ziemię. że w pewnym momencie przestałem czuć. które narzucił don Juan. kiedy idą do łóżka. to muszę to zrobić teraz. – Nie mogę iść bez butów – powiedziałem głośno i chrapliwie. co wymagałoby takiej koncentracji. że skończył się twardy grunt i weszliśmy na miękki piasek. Powiedział. Szliśmy po względnie twardym gruncie. że prawdopodobnie moja rodzina należała do tego typu farmerów. Teraz dostrzegałem jego stopy i ślady. Moje ciało powoli się rozluźniało i ból łagodniał. dlatego wszystko się tu liczy. Śmiejąc się. była to bardzo uciążliwa droga. moc. wcześniej ostrzegł mnie o swym zamiarze.

że prawie nie zauważalne. że działanie prawdziwie przyjacielskich roślin jest tak subtelne. pewien rodzaj mirażu. aby rozluźnić mięśnie. Usiłowałem wyjaśnić to. – Ale go widziałeś. aby wstać. aby mnie jeszcze podtrzymywać. bo znajdujemy się w magicznym czasie i mamy się przekonać. co widziałem. że dobrym omenem byłoby. a czego w ogóle nie było. Prawie już upadałem. które widziałem. abym pobiegł na sąsiednie wzgórze i nazbierał liści z pewnego krzewu. Zaprzestałem poszukiwań i wróciłem na pierwsze wzgórze. Jego liście wydawały się bardzo wilgotne. a to. Don Juan bardzo łagodnie powiedział mi. że nie pomyliłem wzgórz. Don Juan zachichotał i popatrzył na mnie przez chwilę. gdzie wydawało mi się. aby się śmiać. że tak. mogłem . gdzie stałem. Byliśmy na szczycie wielkiego. Nie było absolutnie żadnej roślinności tam. Zacząłem biec w miejscu. Z miejsca. Rozejrzałem się wokoło. ale znając don Juana. Wskazał na wschód i zwrócił mi uwagę na ciężki wał chmur nad horyzontem. Teraz przyszła moja kolej. nogi drżały mi w niekontrolowany sposób. prawda? – Wydaje mi się. – Nie widzę tu żadnej pomyłki – powiedział. Jedyny komentarz don Juana brzmiał: – Szkoda. byłem przekonany. Chciałem spojrzeć na zegarek. co widziałem wcześniej. kiedy opisałem mu swoją pomyłkę. wysokiego wzgórza. Powiedział. zakrywając ręką mój nadgarstek. bujny. Kiedy zbliżałem się do wierzchołka. Zlustrowałem dokładnie cały teren. co choć trochę mogło przypominać tę szczególną roślinę. na tamtym wzgórzu. Wał chmur nie przesunął się i nie zobaczyliśmy słońca wschodzącego nad horyzontem. co wyglądało jak krawędź lub szczelina w skale. kiedy don Juan odwołał wszystko. aby zerwać wreszcie liście. Chciałem podejść do czegoś. wyraźnie było widać wielki. Byłem naprawdę wyczerpany i z tego powodu mogłem łatwo uwierzyć. aż słońce wyjdzie zza czarnych szczytów górskich znajdujących się w pobliżu. Pomógł mi usiąść. Ale nie mogłem znaleźć krzewu. Bardzo łagodnie odwrócił mnie twarzą na wschód i powiedział. jako złudzenie optyczne. a jednak zawsze przynosi pożądane rezultaty. Używałem ich już przedtem. a następnie pod górę. na wskazane wzgórze. Ledwie mogłem złapać oddech i przewracało mi się w żołądku. Nigdy nie poczułem. poczułem że ten wysiłek jest chyba dla mnie zbyt wielki. kto stałby tam. – Dlaczego nazywasz to pomyłką? – zapytał. Powiedział mi. – Krzew jest tam. aż poczułem się lepiej. moje mięśnie wycierpiały za dużo. Ból w łydkach zniknął i poczułem falę odprężenia. Nie chciałem od razu pytać. Pobiegłem w dół. – Przecież nie ma tam żadnego krzewu – powiedziałem. A jednak to musiało być miejsce. co spodziewałem się zobaczyć. gdzie don Juan. ale don Juan zawsze utrzymywał. zielony krzew. gdyby wiatr zdążył rozwiać chmury. że nie potrzebuję swojego diabelskiego zegarka. – A co widzisz teraz na tym samym miejscu? – Nic. aby złagodzić ból. Ale tego ranka nie pojawił się żaden. Nogi mi zesztywniały i bolały mnie łydki. Była to śmiertelnie męcząca pozycja. Rozejrzałem się.W końcu miałem tyle siły. tak jakbym szedł i nie patrzył prosto na horyzont. Kategorycznie kazał mi pozostać w miejscu. Byłem pewny. Później podniosłem się. ale tutaj nie było niczego. że widziałem krzew. jakie są prawdziwe konsekwencje mego niepowodzenia. a potem natarł nimi nogi. żeby mi naprawdę pomogły. że będzie on postępował zgodnie ze wskazaniami swoich omenów. Przykucnąłem i skuliłem się na chwilę. Inne byłoby poza zasięgiem wzroku dla każdego. że widzę coś. na tyle. ale mi nie pozwolił. ale don Juan skoczył i przytrzymał mnie. w którym upadłem. tak aby pierwsze promienie słońca mogły paść na moje ciało na wzgórzu. Don Juan uśmiechał się życzliwie. na ile się na tym znałem. abym stał bez ruchu z prawą nogą wysuniętą do przodu. W zasięgu wzroku nie było żadnych takich roślin. czy jestem w stanie podążać śladem mocy.

nie będzie to żaden dowód. Wybrałem pewne miejsce. – Teraz biegnij do stóp wzgórza i czekaj – powiedział. idąc w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara. żeby udowodnić mi. – Co masz zamiar zrobić? – Rzucę ci wszystkie te sznury – powiedział. czy stoisz we właściwym miejscu. – Przejdź na drugą stronę tego wzgórza – powiedział. – A ja podejdę do krawędzi stoku. Szukaliśmy wszędzie podobnego krzewu. jaki przyjęły sprawy. Wspięliśmy się razem na sąsiedni pagórek i stanęliśmy dokładnie tam. Rosły razem i wyróżniały się intensywną zielenią i bujnością. zamiast iść na przełaj i w teatralnej pozie stanął przy krzewie. Nie mówiąc ani słowa. Po jedzeniu poczułem się bardzo senny. abym poszedł za nim. Don Juan dał mi znak głową. Don Juan rozwiązał siatkę z tykwami. Don Juan bardzo spokojnie zaczął schodzić ze wzgórza i dał mi znak. Wziął średnie kamienie i wyznaczył nimi obwód koła. – To bardzo dziwny omen – powiedział.uznać za halucynację. Odwrócił się i spojrzał na mnie szczególnie przenikliwie. aby się nad tym zastanawiać. ale kazał chodzić wkoło i obserwować to. zanim natknęliśmy się na następny. abym użył techniki patrzenia bez skupiania wzroku i znalazł odpowiednie do spania miejsce na szczycie wzgórza. ale w przeciwnym kierunku. ale byłem zbyt głodny i zmęczony. Wykonywał takie ruchy. obchodząc je szerokim łukiem. – To nie są kamienie – powiedział. Każda pomyłka może być śmiertelna. zakopywał je w ziemi. Kiedy weszliśmy na wierzchołek. Don Juan spojrzał na mnie z poważnym wyrazem twarzy. Przeczesaliśmy cały ten obszar i milę dalej znaleźliśmy jeszcze dwa. – Poczujesz się lepiej po jedzeniu – powiedział. jednak w rzeczywistości nie dotykał ziemi gałęziami. żeby coś . Przeszliśmy ze ćwierć mili. – W pobliżu muszą rosnąć setki takich krzewów powiedziałem. Sądziłem. Nie było żadnego. Zachichotałem z radości. że druga strona wzgórza jest poza zasięgiem mego wzroku i że jeśli nawet znajdzie się tam jakiś krzew. Rozpromieniony pogłaskał mnie po głowie. w które rzucę sznur. że don Juan wybrał taką drogę. żeby zobaczyć. siedzieliśmy chwilę w kompletnej ciszy. w miejscu. Musisz skoncentrować wzrok w tym miejscu. Każdy z tych sznurków może nas zabić. gdzie wydawało mi się. – Znajdziesz tam krzew. co o tym wszystkim myśleć. wcale na niego nie patrząc. iż w okolicy jest bardzo mało takich roślin. Rozmieszczał je w równych odległościach i pomagając sobie kijem. Powinieneś być niezwykle ostrożny. tak samo jak ja to zrobiłem. Czułem się zdezorientowany z powodu nowego obrotu. co robi. idącym jego śladem. Nie pozwolił mi wejść do środka. jeśli będzie zbyt luźny. Nie natknęliśmy się już na żadną z nich. że widzę krzew. Później pozbierał wszystkie większe kamienie znajdujące się wewnątrz kręgu. Nie potrafił ukryć swego zadowolenia. Nie wiedziałem. musisz być perfekcyjny. które ci wskażę. tak sprawnie jakby był murarzem. dlatego nie wolno ci się pomylić. skrupulatnie posortował je według wielkości i w jego centrum ułożył z nich dwie kupki po tyle samo sztuk w każdej. Staliśmy tam przez chwilę. Don Juan pozbierał z niego drobne kamienie i zrobił z nich krąg wielkości mojego ciała. Jeśli pozwolisz. don Juan zaprowadził mnie z powrotem na pierwsze wzgórze. Don Juan z wielką cierpliwością zszedł na drugą stronę wzgórza wraz ze mną. Don Juan namówił mnie. Odliczył osiemnaście kamieni. Obszedł szczyt dookoła. – A ty umieścisz je w ziemi. Kiedy zajmujesz się mocą. na którym zobaczyłem krzew. Wróciliśmy na pierwsze wzgórze. abym poszedł za nim. a później zabrał mnie na dalsze poszukiwania krzewów. że miałem rację. Bardzo delikatnie nazrywał świeżych gałęzi z krzaków i zamiótł obszar wewnątrz kręgu. Na nich będzie zawieszone twoje miejsce. – Co robisz z tych kamieni? – zapytałem. Przedstawiłem argument. Don Juan również zachichotał. wskazując na stos większych kamieni. – To sznury. aby wejść na nie z innej strony.

robił duże wrażenie. że to robił. Dał mi trochę liści i powiedział. tylko z niewysłowionej. gdybym po jednym zanosił “sznury" na dół. że moje myśli zostały wyłączone. Obudziłem się późnym popołudniem. Czułem go na twarzy i wokół uszu jak łagodną falę ciepłej wody. ale jednak się pokazał. Omen był niespodziewany. Bardzo poważnie odparł. Musisz dbać o wszystko. – To miejsce jest twoje. Szliśmy powoli w kompletnej ciszy. Było wietrznie i pochmurno. Czułem się silny. To nie jest ludzka decyzja. Teraz szczyt wzgórza jest twoim miejscem. Ta sceneria wzbudzała we mnie uczucie grozy i rozpaczy. Zacząłem płakać. Nigdzie w zasięgu wzroku nie było don Juana. Dobrze. Czułem się pełen energii i byłem szczęśliwy. żebym wsadził je do spodni i umieścił w okolicach pępka. czy to wszystko jest moje. Usiadłem. a ty chwytać. Odnajdywanie wśród innych kamieni tego. ustępowała i potem znów przychodziła. ani twoja. niewytłumaczalnej radości. – Ja muszę je rzucać. Zaśmiałem się i powiedziałem. Widziałem rozległy kres pofałdowany małymi wzgórzami. ale nie ze smutku czy z żalu. która obmywała mnie. że może zostawił mnie tu samego. który spadał z góry. Kiedy już zamknąłem krąg i wróciłem na szczyt. Pomyślałem. Na południu w oddali były niskie wzgórza i odległe niebieskie góry. Bardzo spokojnie odbyliśmy przechadzkę wokół wzgórza. łagodny wiatr owiewał całe moje ciało. że byłoby łatwiej. Na północy i wschodzie rozciągał się łańcuch ciemnobrązowych górskich szczytów. twoim ukochanym miejscem. Don Juan nazbierał małych gałązek i wyłożył nimi mój krąg. abym dokładnie obserwował całą okolicę. wcale mnie nie ziębiąc. Wykonanie tego zadania zabrało nam dobrych kilka godzin. ani moja. Byłem szczęśliwy. Przedtem nie zauważyłem. ale na zachodzie znajdowały się delikatne cirrusy i od czasu do czasu pojawiało się słońce. oparci plecami o głaz i zwróceni twarzą na południe. Wszedłem do kręgu. Podparłem głowę rękami i rozejrzałem się wokół. wydawało mi się. że tak. co tutaj jest. na którym natychmiast zasnąłem. przypomina mi historię z Hiszpanami. czy nie. Nagle opanował mnie strach. a wzgórze odwdzięczy ci się i zadba o ciebie. Podczas snu będą mnie ogrzewać zamiast koca. Widok. a ty nie będziesz potrafił odróżnić go od innych kamieni leżących w pobliżu. co teraz robimy. Zachodni. – To są sznury – upierał się.cię rozproszyło. który towarzyszył mi na co dzień w moim chaotycznym życiu. Znalazłeś to miejsce dzięki widzeniu. a dalej pustynię. Ponownie doświadczałem błogiego spokoju. na wierzchołek ze skały wulkanicznej i usiedliśmy wygodnie. a ja nie znałem drogi do samochodu. abym był uważny i skoncentrowany. Położyłem się znowu na posłaniu z gałęzi i w dziwny sposób mój niepokój zniknął. było zwariowanym zajęciem. Nie przeszkadzał mi wiatr ani nie było mi zimno. że padnę martwy. gdyby nie przyszedł don Juan i nie wyciągnął mnie z kręgu. Wypełniło mnie bardzo radosne podniecenie. Późnym popołudniem roztaczał się przed nami wspaniały widok. Dzisiejszego ranka widziałeś i to był omen. Chciałem na zawsze pozostać w tym miejscu i pewnie bym został. Pustynia i góry na południu były naprawdę majestatyczne. Tak intensywne skupienie było wyczerpujące. że wzgórze było tak wysokie. Będziesz polował na moc. wydawało mi się. raz znowu na góry. Sen mnie odświeżył. Był to bardzo dziwny stan. Ruchem oczu albo brody wskazywał raz na chmury. Wspinali się na szczyt wzgórza i rościli sobie . Tutaj wszystko wkoło znajduje się pod twoją opieką. Don Juan zaśmiał się i przecząco pokręcił głową. że to. zupełnie odmienny od tego. – Utrwal sobie to wszystko dobrze w pamięci – szepnął mi don Juan do ucha. Żartobliwie zapytałem. Wspięliśmy się na najwyższy punkt na wzgórzu. Za każdym razem don Juan przypominał mi. – Już wystarczy – powiedział. Nad głową cumulusy zalegały grubą warstwą. Było to dla mnie całkowicie nowe uczucie. Powiedziałem. którzy po zdobyciu Nowego Świata dzielili ziemię w imię swojego króla. który rozciągał się na zachód. niezależnie od tego czy chcesz. Gałęzie utworzyły całkiem miękkie posłanie. Przypominała mi obrazy z dzieciństwa. stanie się on zwykłym kamieniem. Chodziło mu o to.

W pewnej chwili . Teraz to wszystko nie ma dla ciebie sensu. Don Juan zachichotał i zapytał: – Czemu nie? Czemu nie mógłbym ci dać tej ziemi? – Nie jesteś jej właścicielem – odpowiedziałem. a ich znaczenie jest trudne do uchwycenia. – Cała ta ziemia jest twoja – powiedział. – Przyjmuję go – powiedziałem żartem. którą widzisz. że kiedy słońce zaczynało znikać. który było stamtąd widać. tak samo jak odpoczynek. Zeszliśmy ze skały i don Juan zaprowadził mnie do małego. Nawet nie miałem chęci na myślenie. Odczuwałem czerwony blask na twarzy. w którym stałem. Może cię wykorzystać. do którego będziesz przychodził podczas śnienia. Ostatnie minuty światła. dokąd tylko sięgniesz wzrokiem. ale do zapamiętania. Nigdy dotąd nie miałem takich odczuć w stosunku do mówienia. Wstał i wskazując wyciągniętą ręką. Gdy tylko uświadomiłem sobie swój niezwykły nastrój. jest twoim przyjacielem. Czułem. Wyjaśnił. poczułem. abyś z niego korzystał. abym obserwował każdy szczegół. Don Juan przemówił do mnie prawie szeptem. a ty jego. Gdy posłuchałem. – No to co? Hiszpanie też nie byli właścicielami. Właściwie o niczym nie myślałem. Uśmiech zniknął z jego twarzy. prawie miedziany blask i całe otoczenie wydawało się zabarwione złocistym odcieniem. w pośpiechu zacząłem pytać: – Ale co ja mam zrobić z tym wzgórzem. podobnego do kielicha zagłębienia po zachodniej stronie wzgórza. Coś sprawiało. Czułem jego smak na podniebieniu i ciężar pod powiekami. który tutaj żyje. Odskoczył ode mnie i kategorycznie zażądał. Tu będziesz spotykał się z mocami. nawet najmniejszy i pozornie nieważny. ponieważ sam go odkryłeś. Jest twój.prawo do obszaru. zakreślając pełny okrąg. stanowiło wspaniałe przeżycie. Oddałem się całkowicie kontemplacji tego piękna. – Każdy robak. jakby górna część mojej głowy płonęła zimnym ogniem promieniującym miedzianym blaskiem. Przyjmij go. Wydawało mi się. że powinienem patrzeć na słońce. – To dobry pomysł – powiedział. Po prostu nie miałem chęci rozmawiać. – Cała ta ziemia. szczególnie na jego szczycie. zanim słońce dotknęło koca niskich chmur czy mgły. Powiedział. zapalało ją jak ognisko. że o mało co spadłby ze skały. Zaśmiałem się. ale don Juan już był bardzo poważny. iż może mi dać ten wierzchołek. biegłem coraz szybciej. były wspaniałe. – Czemu nie? – zapytał się. Niech więc na razie będzie to wzgórze miejscem nonsensu. Jedzenie. obrócił się. Szczególnie cechy krajobrazu po stronie zachodniej. tu pewnego dnia zostaną przed tobą odkryte tajemnice. Siedzieliśmy tam i jedliśmy. Siedzieliśmy w ciszy przez kilka minut. abym zaczął biec w miejscu. ciągnąc mnie w górę. Niewątpliwie było tu coś niewypowiedzianie przyjemnego dla mnie. Natomiast sam szczyt do końca twojego życia jest po to. A więc dlaczego ty nie możesz wziąć jej we władanie w ten sam sposób? Próbowałem przejrzeć jego prawdziwe zamiary. w pełnym znaczeniu tego słowa. że naprawdę wierzy. Polujesz na moc i to jest miejsce. jakby słońce ogarniało ziemię płomieniem. w którym będziesz gromadził jej zapasy. że gwałtowna zmiana nastroju Don Juana nie wróży dla mnie nic dobrego. Było to ciepło miedzi. ale nie przerażało mnie to. Zrobił zeza. aż zniknie za horyzontem. Daję ci go. nie przestając się uśmiechać. i krzak na tym wzgórzu. – Wstawaj! – krzyknął don Juan. Światło zachodzącego słońca dawało bogaty. jest twoja – kontynuował. Niewyraźnie przeczuwałem. a jednak podzielili ją i rozdali. – Daję ci całą ziemię. – Każda skała i kamień. jakby czytał w moich myślach. jak ciepło ogarnia całe moje ciało. że w jakiś sposób słowa są fałszywe. znajduje się pod twoją opieką – powtórzył. Zaśmiałem się głośno. Don Juan wybuchnął takim śmiechem. patrząc na mnie. Wyglądało to tak. nie koncentrując na nim wzroku. Gdyby nie ten jego zabawny uśmieszek. don Juanie? – Każdy jego szczegół utrwal w pamięci. można by przysiąc. – Nie do wykorzystania. To jest miejsce.

jest dla ciebie miejscem mocy. kiedy odbywa się śnienie. pewnego dnia. don Juanie? – Teraz nie czas o tym mówić – powiedział ostro. masz na przykład specyficzny krzew. – To jest miejsce. Jego płomienie przypalają cię. Łatwiej podróżować. kiedy jego czas na ziemi dobiegnie końca i kiedy poczuje dotknięcie śmierci na lewym ramieniu. – Ale dziwny! Wydarzył się pod koniec dnia. miejsce. gdzie będziesz. Z tego specyficznego przedmiotu. – Czy jesteś w tych miejscach we dnie czy w nocy? – zapytał. musisz wrócić do swoich rąk. a później znajdź go podczas śnienia. Poruszyłem się nerwowo. takich jak szkoła i domy przyjaciół. co jest na tym szczycie. – Wiedza jest mocą. Don Juan bardzo mocno uchwycił mnie za prawy przegub. ale on natychmiast zmienił temat. w przyszłości będzie miejscem twojego ostatniego tańca. Zacząłem mieć sny o szczególnych miejscach. Po kilku minutach odpoczynku wstał spokojnie i klepiąc mnie w ramię. który powinieneś obserwować. – Dlaczego tak jest. jego duch. jedynie przypominając sobie ten krzew albo skałę. który sobie przypomnisz. – Niezależnie od tego. kiedy się pokazuje. ponieważ jest to najważniejsze miejsce w twoim życiu. Ty i ja bardzo różnimy się od siebie. które wygląda odpowiednio do pory. w jakiej odbywa się śnienie. kiedy dotknie mocy. W nocy moje wizje danego miejsca również powinny je przedstawiać w nocy. gdzie zostały mu objawione tajemnice. albo podczas śnienia. Ty jesteś bardziej stworzeniem nocy. miejsce. Właściwie to jasność porannego słońca właśnie szuka mnie. do której chodzisz. Ale teraz skup uwagę po kolei na wszystkim. że jestem tak lekki. i tak dalej. Skup swoją uwagę na dowolnym przedmiocie.naprawdę poczułem. gdzie siedzieliśmy przedtem. w którym umrze. takim jak to. że mogę latać. w jakiej zwykle bywałem w tych miejscach: w dzień w szkole i wieczorem u przyjaciół. Każdy wojownik ma swoje miejsce. aż szczyt wypełni cię całego. A w końcu. który jest charakterystyczny dla tego miejsca. a później przejść do następnego przedmiotu. kiedy już to się stanie. że to. Próbowałem nalegać. musi zgadzać się z porą dnia. Ale jeśli nie chcesz przyjść tutaj. Dostaje się tutaj albo przychodząc osobiście. aby ujarzmić choć tyle mocy. abym poszedł za nim. na szczycie tej góry. To przywróciło mi trzeźwość i opanowanie. zmieniając pozycję. Możesz powrócić tutaj podczas śnienia. Jest to miejsce przez niego szczególnie ulubione. Zasłaniała nas przed zimnym wiatrem. Ten szczyt. don Juanie? – To jest miejsce twojej ostatniej próby – powiedział. w którym był świadkiem cudów. gdzie zgromadził swoją osobistą moc. – Co rozumiesz przez mój ostatni taniec. gdzie ważne wydarzenia odcisnęły swój ślad. jakby badając efekt swoich słów. aż utkwi ci w pamięci. Trzeba dużo czasu. Zapytał o moje postępy w śnieniu. Don Juan zasugerował. Osunąłem się na ziemię. Spojrzał na mnie. – Tutaj. – Będę musiał wciąż tu z tobą przychodzić – dodał. do którego chcesz pójść i skoncentrować na nim uwagę – kontynuował. ażeby tylko móc o tym mówić. – To był świetny omen – powiedział. po to. Wykorzystaj je. aż nasiąkniesz nim. – Aby ułatwić sobie zadanie. ale ucieka od ciebie. Natomiast umierające słońce właśnie ciebie kąpie w blasku. nie musisz tego robić. który się tam znajduje. taki jaki jest teraz. Znowu wspięliśmy się na wulkaniczną skałę. w przeciwnym wypadku pojawiające się wizje mogą być tylko zwyczajnymi snami. a on usiadł obok mnie. dał mi znak. czy potrafię wizualizować wybrane miejsce. Don Juan przerwał ciszę. Być może szkoła. w którym umrzesz – powiedział łagodnie. Jakie to dziwne! – Dlaczego dziwne? – Nigdy jeszcze tego nie widziałem. aby przechować ją tutaj. Powiedział. Moje sny korespondowały z porą dnia. Poznasz. zawsze pozostaje w sferze młodego słońca. – A później będziesz przychodził tu sam. Omen. Ja wolę świeżą jasność poranka. przesiąknięte niezapomnianymi wspomnieniami. który jest . albo inne rzeczy znajdujące się tutaj. powinieneś wybrać jakiś przedmiot. abym spróbował śnienia podczas drzemki w ciągu dnia i sprawdził. Wojownik ma obowiązek wracać do swojego ulubionego miejsca za każdym razem. czego doświadcza się podczas śnienia. umrzesz tutaj. jeśli możesz skupić się na miejscu mocy. gdzie siedzimy. ale nie spalają.

a twój szczyt zadrży. to taniec. Nie może zmienić zamiarów swojej śmierci. który po raz ostatni opowiada o trudzie swojego życia. którzy umarli. Tak więc taniec wojownika stanowi historię jego życia. które zgromadziłeś. aby po raz ostatni mógł się cieszyć. Pokornym człowiekiem. którego już nigdy więcej nie zobaczysz. Na bezmiar. a wtedy twoja śmierć wskaże na południe. wspaniała sceneria. ruchu. Ale niezależnie od tego czy moc jest mała. musi się go nauczyć – powiedział. jaki wykonuje pod wpływem swojej osobistej mocy. – Umieranie to poważna sprawa. z pewnością może przez chwilę ją zatrzymać. – Każdy. czy zna wojowników. że przeszedł mnie dreszcz. pod koniec dnia. zmrok. W ostatnim tańcu opowiesz o swojej walce. tak jak zrobiło to dzisiaj. Opowiesz o radościach i zamęcie doświadczanym podczas spotkania z osobistą mocą. Zapytałem don Juana. To coś więcej niż tylko strzelenie kopytami i zesztywnienie. Każdy wojownik posiada specyficzną formę. Słowa don Juana sprawiły. Ale przyjemność sprawia ci umierające słońce o soczystej barwie starego złota. Przez chwilę trwającą wystarczająco długo. Najlepsze efekty swojej życiowej pracy będziesz uzyskiwał pod koniec dnia. spojrzysz na słońce. Niewątpliwie nie lubisz młodzieńczej jasności wczesnego światła. tylko blask. To pewien rodzaj tańca. Wkrótce znajdziesz godnego siebie przeciwnika. przyleci tam i wojownik zatańczy dla swojej śmierci. który po przejściu przez potworne trudy zgromadził moc. Twój taniec opowie o tajemnicach i cudach. Nie lubisz gorąca. . patrząc na taniec wojownika? – Wojownik jest tylko człowiekiem. czy potężna. aby go przytłumić. I dlatego będziesz tańczył dla swojej śmierci tutaj. i w jakim stopniu ich ostatni taniec wpłynął na ich śmierć. Ale jego nieskazitelny duch. śmierć musi się zatrzymać. ani na jawie. którzy mają nieskazitelnego ducha. na tym szczycie. ani podczas śnienia. – Czy śmierć rzeczywiście zatrzymuje się. – Czy ja też będę tańczył dla swojej śmierci. Nie może wziąć wojownika. Każdy następny musi zostać zdobyty podczas walki mocy. że to gest. W ciągu swojego życia będziesz sam musiał dodawać do niego następne ruchy. Jeśli umierający wojownik ma ograniczoną ilość mocy. które przegrałeś. i o tych. A twoja śmierć będzie siedzieć i obserwować cię. Ogarnął mnie przytłaczający niepokój i zacząłem mówić tylko po to. Kiedy skończysz taniec. przyzywając swoją moc. Możemy powiedzieć. aby być świadkiem jego ostatniej próby na ziemi.zawsze przygotowany. Poranne podróżowanie nie przemawia do ciebie. którą rozwija przez całe życie. taniec jest wspaniały. Jeśli jego moc jest wielka. Cisza. jaki śmierć robi w stosunku do tych. który rozwija się wraz z jego osobistą mocą. – Ale jeszcze nie teraz. a wtedy pokażę ci pierwsze posunięcie mocy. Umierające słońce olśni cię blaskiem. wszystko to zdawało się pomagać w wyobrażeniu sobie ostatniego tańca mocy. specyficzną postawę mocy. Polujesz na osobistą moc. – Przestań – powiedział sucho. nie spalając cię. jego taniec jest krótki. które wygrałeś. chociaż jeszcze nie żyjesz jak wojownik. dopóki nie skończy tańca. – Czy możesz nauczyć mnie tego tańca. o bitwach. chociaż nie jestem wojownikiem? – zapytałem. Wiatr będzie łagodny i przyjemny. don Juanie? – Z pewnością. kto poluje na moc. Dzisiaj słońce pokazało ci omen.

i że jestem tak bardzo przekonany. żeby była. że tak jest.14. zależy od jego wychowania. – Tym. krzewem. że śmierć jest ostatnim świadkiem. Osobista moc jest czymś. Patrzył na mnie. Chód mocy Sobota. zresztą taki sam jak nas wszystkich. Trzymał torbę z artykułami spożywczymi. Jak dotąd nie jesteś o tym przekonany. jest osobista moc. Poczułem się tym ośmielony i wyjaśniłem. że to wyobrażenie jest fascynujące i chciałbym dowiedzieć się. W każdym przypadku ma się rację. kultura determinuje sposób. Musisz przyjąć. że zrobił wszystko. że umieram. Zaśmiał się. . Kiedy to wszystko się działo. zadając pytania. Człowiek jest tylko sumą swojej osobistej mocy i od niej zależy. a jednak poruszają się jak oczy. jak ją upolować i gromadzić. że wojownik to myśliwy. – A co to za różnica? – zapytał don Juan. Według mojej koncepcji. Wyobrażenie śmierci don Juana oszołomiło mnie. Mogę przez nie patrzeć. Lubię także tajemnice i z tego powodu moja śmierć ma puste oczy. w jaki wyobraża się sobie śmierć. kiedy obserwuje ostatni taniec wojownika. Powiedziałem mu. Tylko śmierć. to kwestia przekonania się o tym. – Wychowanie nie ma znaczenia – powiedział. aby zadać pytanie i zająknąłem się. Zapytałem go. Mówiłem ci już. don Juanie? – zapytałem. że można używać osobistej mocy. – To nie jest ten rodzaj przekonania. co zdobywa się niezależnie od pochodzenia. Skąd wie. siadając na werandzie. że ty sam byłeś świadkiem ostatniego tańca wojownika? – Nie. jak wojownik tańczy swój ostatni taniec na ziemi. jak do tego doszedł. które mu przywiozłem. a moje ulubione miejsce nie zadrżało. światłem. Śmierć obserwuje ostatni taniec wojownika. ale sposób. Wydaje ci się. pozostaje niewiadomą. w jaki wszystko się robi. Ale można także powiedzieć. o którym mówiłem – powiedział. czy też w wypadku każdego innego wojownika? – Każdy wojownik tańczy swój taniec mocy. W spojrzeniu don Juana pojawiło się zakłopotanie. Są jak dwa okna. a także że można ją gromadzić. jak żyje i jak umiera. osobą. Ja uważam inaczej. Nikt nie może być tego świadkiem. posiadałem ograniczoną moc i nie rozumiałem zamiarów śmierci. jak to tylko możliwe. czy też jest podobna do osoby. który poluje na moc. – Fart. – To bardzo proste – powiedział. Pod koniec tego tańca śmierć nie wskazała mi żadnego kierunku. – Czym jest osobista moc? – Osobista moc to odczucie – powiedział. uśmiechając się i łagodnie nakłaniał mnie do mówienia. ponieważ widzi. – Ale czy jest tak tylko w twoim wypadku. no ale kim ja w końcu jestem? Śmierć nie jest osobą. I dlatego mogę powiedzieć. don Juanie. – Czy twoja śmierć wyglądała jak osoba? – Śmieszny z ciebie gość. Dobrze żyję z ludźmi. czy śmierć jest osobą. a jednak nie wszystko jest tak samo. Śmierć jest tym. że śmierć patrzy swoimi pustymi oczyma. 8 kwietnia 1962 – Czy śmierć jest osobą. Ostrożnie położył ją na ziemi i usiadł przede mną. a równocześnie wszystkim. tak jakbym umierał. że wszystko zrozumiesz. mgłą albo tajemniczą obecnością. Ale ja widziałem moją śmierć i zatańczyłem dla niej. Powiedziałem mu. czy sposób. Nie mogłem znaleźć adekwatnych słów. Twój kłopot. – Czy to znaczy. dlatego wydawało mi się. – Człowiek wiedzy wie. Jest bardziej jak obecność. że chciałbym wiedzieć. Może ona być wszystkim: ptakiem. uczyłem cię. Można to też nazwać nastrojem. aby mnie przekonać. kamykiem. Podałem za przykład Indian Yuma i Yaqui. czym się chce. w jaki on ją widzi. Dlatego też mój czas na ziemi nie skończył się i nie umarłem. że jest niczym. co determinuje sposób. by się ze mną pożegnać. w jaki wojownik widzi swoją śmierć. dlatego dla mnie śmierć jest osobą.

– Ale bycie przekonanym oznacza. I sam też możesz stać się człowiekiem wiedzy. – Ale jest tyle rzeczy. – Czy nie mógłbyś poczekać z pytania mi. jakby miał dokładny plan. Poczułem się zobowiązany. Don Juan usiadł na skale i dał mi znak. Będzie to z twojej strony wymagało jeszcze wiele wysiłku. że mam zaufanie do swojej osobistej mocy. abym zrobił to samo. Dotarliśmy do niższych stoków zachodnich gór Sierra Mądre około trzeciej po południu. jego kości wydały serię strzałów. jak gromadzić osobistą moc. że cała ta praca jest bezsensowna. więc wstałem i podszedłem do niego. – Człowiek wiedzy to osoba. czy mam jakiś plan. Myślałem. że pojedziemy samochodem. Jak zwykle. aż się tam znajdziemy? Wtedy z pewnością będziemy mieli okazję aby porozmawiać. aby polować na moc. Poprosiłem. Zwróciłem mu uwagę. z własnej inicjatywy. Myliłem się. doszła tak daleko. Kiedy uświadomisz sobie. o które chciałbym cię zapytać. Ale musiałem odkryć to sam. że nie mam najmniejszego pojęcia. Jeszcze dużo trzeba zrobić. później trzeba ją krok po kroku wprowadzać w życie i w końcu – cyk! Masz ją. – Naprawdę nie wyobrażam sobie. I od tej pory jesteś w stanie działać sam. wtedy możesz powiedzieć. żeby mi wyjaśnił. Zapytałeś mnie. . dodał: – Przecież wiesz. – Nie mogę tego pojąć – zaprotestowałem. – Ty jesteś tym. – Ja także nie chciałem wstąpić na ścieżkę wojownika. – Najpierw musi być ideą. Jeśli wojownik ma już osobistą moc. Wydawało mi się. don Juanie? – Bardzo dobrze wiesz. Krótko omówił tę koncepcję i zaraz dodał. który już ją ma. – Polowanie na moc to szczególne wydarzenie – powiedział. Wkrótce czekał już na mnie na skraju pustynnego chaparralu za swoim domem. czy jest się wojownikiem. wchodząc do domu. ponieważ ma zaufanie do swojej osobistej mocy. kogo rozumie przez człowieka wiedzy.Dwa lub trzy razy łagodnie poklepał mnie po ramieniu i rechocząc. że potrafisz działać sam. że jesteśmy tutaj. – Ja jestem wojownikiem. – Musimy się pospieszyć – powiedział. Zaczął się przeciągać i wygiął grzbiet jak kot. Był ciepły dzień. że jego stwierdzenia są sprzeczne. że nigdy nie robisz planów? – Polowanie na moc to bardzo dziwna sprawa – powiedział. to dlaczego na nią poluje? Don Juan uniósł brwi z udawanym obrzydzeniem. – Czy to znaczy. – Nie da się nic zaplanować. – To wiem. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. – Co teraz będziemy tutaj robić. że dzięki niej będzie działał w najbardziej właściwy sposób. a ponieważ i tak wszyscy musimy umrzeć. czy nie. a ja powiedziałem. ponieważ zauważysz tę wielką różnicę. która nie gorączkując się i nie wahając. Ale co będziemy robić konkretnie? – Wiesz. który poluje na moc – powiedział. – Nie wątpię w to – przerwał mi. Ale don Juan zawołał mnie z domu i kazał mi zabrać siatki z tykwami. Dopiero co zacząłeś. że się przekonałeś. – W śmieszny sposób przypominasz mi czasami mnie samego – kontynuował. że potrafi odkrywać tajemnice osobistej mocy. która szczerze poświęciła się trudom uczenia się. aby przekonać go o swoim poważnym podejściu do sprawy. do czego zmierzasz. Dlatego jest takie ekscytujące. Jest przekonany. że mnie nie musisz rozśmieszać. – Chodźmy – powiedział. że jesteś w błędzie. lecz późnym popołudniem zaczął wiać zimny wiatr. że powinienem interesować się tylko tym. Wojownik postępuje tak. – Przed nami długa podróż. – Jak to się dzieje? Don Juan wstał. – Idziemy na miejsce mocy – powiedział. więc jaką różnicę sprawia. Jego twarz wyrażała łagodność.

na szczycie. Don Juan szedł kilka kroków za mną i nieco z boku. ale don Juan położył mi rękę na oczach. Ale gdy tylko obszedłem wierzchołek szerokim łukiem. Traktuję siebie bardzo dobrze. – To jest miejsce mocy – powiedział. i nie potrzebuję planu. Miałem nieprzeparte pragnienie. . że chociaż niewątpliwie systematycznie zbadałem teren. to wszystko. jakby zdawał sobie sprawę z tego. Najpierw poczułem je w dłoniach. lecz na tym. Tajemnica nie polega na tym. jak to robię i poinstruował mnie żebym liście przyciskał do ciała obydwiema dłońmi. rozpiąć pasek i ułożyć liście bezpośrednio na skórze w okolicach pępka. Powiedziałem mu. dlatego nie mam powodów. Później zerwał po jednym liściu z każdego z kilku krzewów i dał mi je. aż w końcu dosłownie przeniknęło całe moje ciało. ile czasu ci zajmie znalezienie odpowiedniego miejsca na odpoczynek. badając teren spod półprzymkniętych powiek. Masz próbować. Nie spieszył się. Chciałem. Moje ciało czuje się dobrze. Polecił zająć się tylko uczuciem ciepła. Kiedy dotarłem tam. że wie. – Dość tych głupstw – powiedział łagodnie. abyś to zauważył. Natomiast jeśli chodzi o don Juana. don Juanie! – Oczywiście. to wydawało się. Patrzył. że jego sprawność fizyczna po prostu powala mnie na kolana. Nie liczy się. Może nawet całą noc. a później zaczęliśmy znowu iść. Zamierzałem posuwać się spiralnie ku środkowi. Odłożyłem przybory do pisania i wstałem. Uciszył mnie kategorycznym gestem. co z sobą robisz. że w ogóle się nie spocił. że nie. Dzięki temu mogłem złapać oddech. Zacząłem iść. że jego energia jest niespożyta. Zauważyłem. Próbuję robić wszystko. don Juan zatrzymał mnie. że nie uda mi się spostrzec właściwego miejsca. Stwierdził także. Zacząłem protestować. nie powinienem przestać naciskać liści. Uśmiechnął się znacząco i wstał. gdzie się on znajduje i dlatego nie ma sensu. W ciągu kilku minut stopy zaczęły mi płonąć gorącem. – Tym razem. Powiedział. Wyglądał. był niestrudzony. Kazał mi położyć się na plecach. czego nie robisz. Nie jest też ważne. aż obraz mi się rozmaże. że serce wyskoczy mi z piersi. dla odmiany. wydawało mi się. nie koncentrując na niczym wzroku. to w tak ociężały sposób. kiedy kazał mi znaleźć miejsce na odpoczynek. po prostu działaj. aby zawładnęła mną rutyna. Don Juan kazał mi usiąść. a potem zacząłem odczuwać dziwne gorąco promieniujące z liści. abym improwizował. że jeśli chcę osiągnąć właściwe rezultaty. które miało mnie przenikać. które przypominało mi chwile. Don Juan zaśmiał się głośno i zaczął mnie toczyć w prawo i w lewo. aby wyjaśnił mi.która mną kieruje. jak to robił niezliczoną ilość razy. w których miałem wysoką temperaturę. Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy. abym patrzył. Położyłem się na plecach i pot dosłownie lał się ze mnie strumieniami. nawet po wspinaczce na ogromne. Jego chód był równy. Czekałem na wyjaśnienie. Don Juan przypomniał mi. i robił zeza. – Wcale nie jesteś stary. – Przez cały czas starałem ci się zwrócić na to uwagę – powiedział. prawie pionowe zbocze. Najpierw przeczesałem obrzeża wierzchołka góry. – Jak ty to robisz? – Nic nie robię. nie wolno mi też otwierać oczu ani próbować usiąść. Sarkastycznym tonem dodał. kiedy on będzie ustawiał moje ciało w pozycji mocy. – Znajdź dla nas tutaj. miejsce na obóz. że pozwoliłem sobie na to. że nic nie pojmuję. Zbocza były bardzo strome i wspinanie się sprawiało mi duże trudności i wyjątkowo mnie męczyło. Złapał mnie pod prawą pachę i zakręcił mną wkoło. don Juan już na mnie czekał. aby podglądać. Przez chwilę leżałem zupełnie bez ruchu. aby się męczyć czy niepokoić. czyje znajdziesz. czego nie powinienem robić z moim ciałem. Kiedy siadłem obok niego. – Co wobec tego powinienem zrobić? – zapytałem. potem ciepło rozeszło się po brzuchu. Następnie polecił mi zamknąć oczy i ostrzegł mnie.

że mam wysoką temperaturę i całkowicie pochłonęło mnie dociekanie tego. Z całą szczerością stwierdziłem. na liściach i próbował poczuć. Don Juan zaśmiał się. a potem po prostu usiadłem na nim. w jaki sposób don Juan ją wywołał. Byłem wyczerpany. Doliczyłem się dwudziestu liści. wyjaśnił mi. że don Juan przyniósł moje bloki do pisania i podłożył mi pod głowę. Kiedy patrzyłem na nie. Zauważyłem również. Dziesięć wepchnąłem pod koszulę i wtedy silny podmuch wiatru rozrzucił pozostałe dziesięć w kierunku zachodnim. Zacząłem iść. Było wietrznie. skalistych miejsc na szczycie. Nie wiedziałem. żebym otworzył oczy i szedł bez planu. która oczyściła mnie i umożliwiła mi wykonanie zadania. Byłem przekonany. Zbadałem sobie puls. Otworzył oczy razem ze mną. Stałem przed małym występem skalnym z piaskowca. Powinienem przyciskać liście do brzucha tak długo. abym ostrożnie wyjął liście spod ubrania i rozłożył je na skale. Spodziewałem się odkryć jakieś niezwykłe wizualne zjawisko. Można było tu siedzieć jak na kanapie. Miejsce. pozwalając mocy liści. Don Juan musiał zauważyć mój stan. że jakaś istota rozmyślnie zmiata je w stronę bezkształtnej masy zielonych krzewów. z niewiarygodną zręcznością przeskoczył przez kilka krzaków i znalazł się na wysokiej skalnej grani. że nie zrobiłem niczego szczególnego. Powiedział. Jednak byłem rozczarowany. że to. – Co się stało? – zapytałem zaalarmowany. śpiąc na szczycie tamtego wzgórza. – I cała operacja odbyła się tak. Rozejrzałem się. nazywając mnie doktorem Car-losem. przypominało płytką nieckę. które wybrałem na odpoczynek. Kiedy stanąłem na nogi. było mocą liści. ale nie wolno mi otwierać oczu. bo już nadchodzi. bez żadnego twojego planu. aby mną kierowała. Obudziłem się tuż przed zachodem słońca. co czułem. – Dobrze! Dobrze! – stwierdził don Juan i poklepał mnie po plecach. Zrobiłem zeza i chodziłem w tę i we w tę przez jakieś pół godziny. czy rzeczywiście jestem zawieszony. abym położył ręce na brzuchu. że o mało mnie nie sparaliżowało. Chciałem przekonać się. Weź połowę z nich i z powrotem połóż na brzuchu. Liście na brzuchu działały jak piec. dopóki na to nie pozwoli. – Obserwuj kierunek. a nowa nie zdążyła jeszcze dobrze wyrosnąć. Szedł za mną. Podczas chodzenia w górę i w dół wzgórza czułem się bardzo lekki. – Co to za liście mi dałeś? – zapytałem. aż znajdę właściwe miejsce na odpoczynek. szepnął mi do ucha. skalna ściana mogła służyć za oparcie. Długo stałem przed nim. ale nie czułem zimna. Nagle poderwał się. Trwaliśmy w milczeniu przez długi czas. że niespodziewane krzyki odstraszają złe duchy. jakby kiedyś cała roślinność spłonęła. – Policz je szybko. Gorąco sprawiało. które zrobił dla mnie w moim “ulubionym miejscu". poczułem. że czas na spanie. ale na obrzeżach swego pola widzenia nie dostrzegłem żadnych zmian. Z jakiejś nieznanej przyczyny pomyślałem sobie. Powiedział mi. jakich doświadczyłem. – Znalazłeś właściwe miejsce – powiedział z uśmiechem. czy jemu także zmierzę puls. że leżę zawieszony na łożu ze “sznurów". Odparł. co powiedzieć. Resztę pokrywały chaotycznie rozrzucone małe krzaczki Wyglądało to tak. Don Juan wrócił i usiadł po mojej lewej stronie. który był jednym z niewielu niezarośniętych. Przez ten czas niemiłe gorąco przemieniło się w przyjemne ciepło. że ten występ z piaskowca jest piękny. Chciałem zamknąć oczy.Powiedziałem don Juanowi o tym nieprzyjemnym wrażeniu i potrzebie zdjęcia butów. i zapytał. W końcu zmęczyłem się zezowaniem i szeroko otwarłem oczy. ale wtedy zasnąłem. jak ci powiedziałem. Wydawał się normalny. miałem niesamowite uczucie. Siadłem na tym miejscu. ale nie miałem odwagi. Don Juan także spał. Gdy tylko przestały dotykać mojej skóry. Moc zaprowadziła cię tutaj. Stał w odległości kilku stóp ode mnie. poświaty czy ciemnych plam. Don Juan nic nie odpowiedział. że pomoże mi wstać. . ponieważ byłem zmęczony i spodobał mi się kolor tego piaskowca. Sen odświeżył mnie i dodał mi energii. pewnego rodzaju ogrzewanie. zwracając się twarzą na południe. że czułem się bardzo niedobrze. że ciepłota mojego ciała się zmniejsza. bo stwierdził. Nagle wrzasnął tak. w którym wiatr rozwieje twoje liście – powiedział. żadnych niezwykłych kolorów. Śmiejąc się. Zamknąłem oczy i ogarnęło mnie wspomnienie spokoju i pełni. Później powiedział mi.

która pozwoliła ci znaleźć to miejsce. ale zanim to zrobiłem. co robisz teraz. że może ona być użyta tylko po to. – Niczego nie planuję. – Co masz na myśli. zdając sobie sprawę z mojego zdziwienia. – Co więc powinienem robić. – I wcale nie wygląda tak. Nawet po to. że sam to możesz zrobić. Zaśmiał się i lekko kopnął mnie w łydkę. Niektórzy z nas mogą ją gromadzić i później bezpośrednio przekazać komuś innemu. don Juanie? Zawsze straszysz mnie taką nawiedzoną mową. mechanicznej zabawki. Rób to. Ale wiem. co robi człowiek. Każdy rodzaj liści może ci pomóc. że może używać swojej osobistej mocy jak tylko zechce i do czego zechce. że dreszcz przebiegł mi przez ciało. – Świat jest tajemnicą – powiedział. co kryje w sobie świat. Jego ciało było obrotnicą dla oczu. Ukrył uśmiech. było dla mnie rzeczywiście ciekawym zjawiskiem. by pojąć. Don Juan cierpliwie wytłumaczył mi. Moc znajdzie drogę do ciebie. Wstał i rozpoczął obrót. Natomiast jeśli chodzi o bezpośrednie dawanie jej innej osobie. pod warunkiem że osoba. po czym uśmiechnął się i dodał: – No tak. z wielką siłą popchnął mnie z powrotem. W ciemnościach nie są one wzgórzami. aby komuś innemu pomóc w jej gromadzeniu. Czymś nie do pomyślenia dla ciebie. że mogę zerwać liście z pierwszego lepszego krzaka i dadzą one ten sam efekt? – Nie. ale dlatego że masz bardzo mało osobistej mocy. O wszystkim decyduje ta sama moc. – Czy to znaczy. Jego ton sprawił. Zapytałem go. czyny potężnego człowieka wydają się niewiarygodne. – Nie kazałem ci robić tego. potrzeba mocy. – Słucham? – Dzisiaj zaryzykujesz wyprawę na te nieznane wzgórza. Tym. Don Juan wstał i wskazał na coś w oddali. Wyjaśnił. – To były zwykłe liście – powiedział don Juan.Ciepło promieniujące z nich. chociaż nie jest to całkiem ścisłe. Nie masz mocy. która ci je da. czy są tam pewne określone . nie były liście. – Z tego powodu dla kogoś. To właśnie cały czas usiłuję ci wytłumaczyć. jeśli ta osoba nie wykorzysta jej w swoich własnych poszukiwaniach. jedynie upewniał się. Później złagodził ton i dodał: – Dzisiaj w nocy czeka cię ciężkie zadanie i będziesz potrzebował całej osobistej mocy. Sprawiał wrażenie jakiejś monumentalnej. zakreślając pełny okrąg i patrząc na każdy element krajobrazu. w zasadzie wygląda też tak. don Juanie? – Nic. co ja – powiedział surowo. że trudno ci to zrozumieć. czy to znaczy. – Czym są? – Są czymś innym. co wspierało cię dzisiaj. Widzisz. abym wstał i popatrzył. Spróbowałem szybko skoczyć na równe nogi. że chce. – Wszystko. że jego moc jest ograniczona tylko do pomagania innym. – Twoja moc. że nie wskazywał na nic konkretnego. ale to nie wszystko. jaką tylko możesz zebrać. kto jej nie ma. Przypuszczałem. Odkrywasz to cały czas i kto wie. Nie powiedziałem. Patrzyłem na niego z otwartymi ustami. gdzie jesteś i oszczędzaj się na później. ma moc. Zostań tam. zależy od jego osobistej mocy – mówił don Juan. ponieważ nigdy nie doświadczyłeś ich istnienia. jak go sobie wyobrażasz. nie z powodu sprzeciwu i oporu z twojej strony. – Dzisiaj będziesz polował na moc w ciemnościach – powiedział i usiadł. które otulało mnie jak koc czy ciepłe ubranie. jest ona bezużyteczna. że mógłbym tak powiedzieć. Zdawał się zastanawiać. – Co planujesz? – zapytałem. jak go sobie wyobrażasz. kluczem do zgromadzonej mocy jest to. don Juanie? – Wydaje mi się. ale moc. Kiwał rytmicznie głową. Moc nie należy do nikogo. może dzisiejszej nocy dojdzie ci jeszcze jeden kawałek do tej układanki. czym jest moc. która obracała się dokoła precyzyjnym i równomiernym ruchem.

ale don Juan powiedział. na krawędzi nocy. Nie miałem nic innego do roboty. jeśli nie będę ostrożny. naśladując charakterystyczny krzyk małej sowy. prawie hipnotyzowało. w którym stoimy. koncentrując Wzrok na ziemi. – Noc jest tam. – Wskazał na ciemność wokół nas. Postąpiłem zgodnie z jego radą i liście. sam wziął drugi i zaczął go żuć. Obojętnym tonem poinformował mnie. Ostrzegł mnie. – Zaufaj swojej osobistej mocy – powiedział mi do ucha. – Musisz dać się ponieść. że wojownik zawsze upewnia się. tak jak wiatr. ale dlatego. czy powinienem je pozbierać. Wyprzedził mnie o kilka kroków. odwrócił się do mnie i żartobliwym tonem stwierdził. co robi. Zapewnił mnie. że to część jego nieskazitelnego zachowania. że wszystko jest w całkowitym porządku i kazał mi siedzieć cicho i zająć się pisaniem. ogarnęła mnie panika. czy tykwy z pożywieniem i moje bloki do pisania są dobrze rozmieszczone i łagodnym głosem powiedział. . a ja dostałem następnego ataku irracjonalnego lęku. na zachód. don Juanie? Pokręcił głową w przesadzonym geście niedowierzania. Wiedziałem. czy wszystko jest w porządku.rzeczy. abym się zamknął. Wyszeptał. Przez cały ten czas. Zawierało kawałki suszonego mięsa. Nerwowy skurcz przebiegł mi przez żołądek i brzuch i uniemożliwił sensowne mówienie. by móc wypowiedzieć chociaż słowo. abym zrobił to samo. – Pisz! – rozkazał mi i odwrócił się do mnie plecami. ponieważ ciemność. Zasugerował. Chciałem płakać. Spokojnym. patrząc. Zanim don Juan skończył przekazywanie mi instrukcji. Jedliśmy w kompletnej ciszy. że jedynym sposobem na to. skłonienie mnie do pisania lub do pójścia spać. ponieważ teraz nie są już potrzebne. Zamiast przynieść mi ulgę. – To szaleństwo – zaprotestowałem. don Juan nie zmienił pozycji. Zastanawiałem się. łagodnym głosem don Juan przekonywał mnie. – Ale co będziemy robić. Chwyciłem go za ramię i nie chciałem puścić. Sprawdził moją siatkę. Pociągnął mnie delikatnie i zaczęliśmy iść. a skupianie wzroku na ziemi dziwnie mnie uspokajało. kiedy pisałem. – To wszystko. Jego śmiech był zaraźliwy i poprawił mi samopoczucie. jest nieznaną nieposkromioną istotą. ale będzie mnie informował o swojej pozycji. wypadły mi przez nogawki spodni. Po krótkim czasie don Juan zatrzymał się. Wydawało mi się. że mój los jest przesądzony. że już znam ten sposób: na początku krzyk jest chrapliwy. jak by to powiedzieć. – To nie jest noc – szepnął. że to mięso mocy. aby rozejrzeć się wkoło. ponieważ jesteśmy. którego obydwaj będziemy potrzebowali na tę okazjęByłem zbyt głodny. Powiedział. ponieważ wierzy. Powiedział. że mam iść za nim w bardzo bliskiej odległości i naśladować wszystko. Następnie podszedł bardzo blisko i szepnął mi do prawego ucha. Powiedział. Ale gdy tylko przestałem pisać. uderzając nogą o skałę. abym zwracał wielką uwagę na krzyki innych sów. a później staje się tak łagodny jak krzyk prawdziwej sowy. tak aby twoja osobista moc stopiła się z mocą nocy – wyszeptał mi do ucha. aż skończyło się mięso i zrobiło się całkiem ciemno. że jest pochłonięty patrzeniem w dal. że całkowita ciemność jest już blisko i że będzie szedł jeszcze dalej z przodu. co posiadasz w tym tajemniczym świecie. Wyjął małe zawiniątko ze swojego plecaka i z namaszczeniem je rozwinął. która może mnie zwieść. ponieważ było jeszcze dużo czasu do zapadnięcia całkowitych ciemności. Przypomniał mi. żeby uspokoić się na tyle. że jesteśmy bezpieczni w tym miejscu. I dlatego muszę być absolutnie spokojny. Don Juan wstał i przeciągnął się. które trzymałem pod koszulą. aby móc ją opanować. że przeżyje próbę. Dał mi jeden. że przeciąganie się jest bardzo dobre po spaniu. Szedłem za nim. że don Juan był całkowicie świadomy efektu swoich słów. że już idzie. Pracowałem nad notatkami. aż zrobiło się za ciemno na pisanie. Jakoś nie mogłem się odważyć. które nie mają tej cechy. żeby rozważać możliwość istnienia w nim substancji psychotropowych. siedzeniu czy chodzeniu. żebym o nich zapomniał. Nie robi tego. Potrzebowałem dwóch albo trzech minut. na której staliśmy. jego napomnienia doprowadziły mnie do absolutnego przekonania. jest danie mi czegoś do jedzenia. abym wziął się w garść.

Powtórzył to stwierdzenie trzy lub cztery razy. – Nie chciałem cię przestraszyć. Czekałem przez chwilę w stanie największego natężenia uwagi. Stwierdziłem. Powiedziałem mu. – Co powiedziałeś? – zapytałem głośno. Próbowałem patrzeć. że nie mogłem uwierzyć w to. Sposób. gdzie stawiam kroki. tak że mogłem zobaczyć. wyglądałem jak kaleka. że wojownik zawsze działa tak. że stoję na obszarze pokrytym gęstą roślinnością. Zaśmiał się spokojnie i powiedział mi coś do ucha. Spróbowałem się rozejrzeć. kiedy ma zaufanie do swojej osobistej mocy. abym uzyskał pojęcie o odpowiedniej postawie ciała. jak może biec w kompletnej ciemności. aby coś się nie udało.Don Juan nie rozzłościł się ani nie stracił cierpliwości. Obserwował ponoć mój zasrany sposób chodzenia. iż jestem przekonany. tak aby mogła zmieszać się z mocą nocy. czy jest ona mała. Nie byłem w stanie pojąć. że jeśli mam wątpliwości. który nazywał chodem mocy. że doskonale zna te góry. Następnie z pełną powagą dodał. Nadszedł z tyłu. Dla człowieka w jego wieku bieganie po wzgórzach o tej porze byłoby samobójstwem. był tak niezwykły. I nagle dobiegł mnie wydłużony krzyk sówki. jeśli nie kierowałaby nim moc nocy. już łagodnie. ale żaden się nie wyróżniał. Wydawało mi się. – Wstawaj – łagodnie powiedział don Juan. że połamałbym sobie nogi. abym sam go spróbował. Przez chwilę pokazywał ten bieg w miejscu. Zadzwoniło mi w uszach. chcąc zapewne. a jego umiejętność biegania w nocy nie ma nic wspólnego ze znajomością tych wzgórz. Była ona lekko pochylona. szczękając zębami. Don Juan wrócił i zaczął biec obok mnie. żeby się z tobą spotkać. Gdy ta druga tylko zacznie działać. jak za każdym krokiem podnosi kolana prawie do piersi. szybko zniknął z mojego pola widzenia. abym podążał za nim. nie ma możliwości. czy już dobrze się czuję. Przeszedł powoli przede mną. aby złapać oddech. czy olbrzymia. abym dobrze je zapamiętał. niezależnie od tego. że zabrakło mi tchu. Kiedy tak poruszałem się w ciemności. Krzyknąłem i upadłem na siedzenie. że w nocy świat jest inny. iż unika niebezpieczeństw tylko dlatego. Powiedział. to niech przez chwilę rozważę obecną sytuację. Kiedy przytaknąłem. A potem zniknął mi z oczu. że chód mocy jest absolutnie bezpieczny. Zrobiłem to z największą ostrożnością. Poruszałem się powoli. Mogłem jedynie rozróżnić ciemną masę krzewów lub małych drzew. bo wybuchnął głośnym śmiechem. albo stara – baba próbująca na paluszkach przejść między błotnistymi kałużami. ponieważ czułem się niesłychanie ograniczany przez ciemność. oprócz sporadycznych przenikliwych krzyków dużych sów i świergotu innych ptaków. Następnie przystąpił do demonstracji specjalnego sposobu chodzenia w ciemności. Kolana również miały być lekko ugięte. Skoncentrowałem uwagę na dźwiękach. Uznał to porównanie za bardzo dowcipne. Nagle coś wyskoczyło przede mną. Metoda podnoszenia nóg przypominała mi rozgrzewkę sprintera. ale z wyprostowanym kręgosłupem. Przyszedłem. w jaki poruszało się jego ciało. Świst wiatru zagłuszał prawie wszystko. Nie miałem wątpliwości. – Patrz! – powiedział i pobiegł w ciemność. – Wojownik pozostaje nieskazitelny wtedy. że kluczem do niej jest pozwolenie na swobodny wypływ własnej osobistej mocy. . Don Juan objął obydwiema dłońmi moją głowę i z mocą wyszeptał: – To jest noc! I to jest moc! Puścił moją głowę i dodał. Po chwili wrócił. nie wydając przy tym żadnego odgłosu. Stanął przede mną i kazał mi rękami przesunąć po swoich plecach i kolanach. Szedłem jakieś dziesięć minut. Don Juan zakrył ręką moje usta i wyszeptał. Nalegał. ale niemożliwa była ocena odległości. nawet jeśli w rzeczywistości nie wie nic. Don Juan bardzo spokojnie powiedział. ale powrócił. Mój przestrach był tak wielki. Musiałem otworzyć usta. co robi. co widzę. Odwróciłem się i zacząłem iść w tamtym kierunku. że to don Juan. Powiedział. co niezbyt dobrze zrozumiałem. Po chwili oczekiwania zapytał mnie. jakby wiedział. – Chód mocy służy do biegania w nocy – szepnął mi do ucha. wpadając do szczelin albo uderzając o skałę.

zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć. próbując “zatracić się". W jakiś niewytłumaczalny sposób zacząłem poruszać się z niespodziewanym poczuciem zaufania do siebie. aby wyruszyć. nie zrobiłem niczego. że oddali się teraz. ale wyprostować kciuk i palec wskazujący. Z tego co wiem. że muszę poddać się nocy i zaufać tej odrobinie osobistej mocy. natychmiast powróciło poczucie braku bezpieczeństwa. . – Zabierajmy się stąd – powiedział i zaczął biec. dobrze wiem. że na początku często mogę na coś wpadać. ale moje ciało zdawało się rozpoznawać rzeczy bez myślenia o nich. Później oddalił się i wezwał mnie serią krzyków sowy. Wtedy posłyszałem krzyk don Juana. Chód mocy był podobny do znajdowania miejsca na odpoczynek. bez względu na to. Chód mocy wymaga patrzenia tylko do przodu. Zlokalizowałem don Juana po długim poszukiwaniu. myśląc. że nie potrafię chodzić w ciemności. ale mimo to mojemu ciału zawsze udawało się stanąć na krawędzi. Podszedł do mnie i powiedział. Ciemność dlatego tak mnie ogranicza. że zawsze będę dobrze widział w ciemności. że rzeczywiście używam chodu mocy. Siedział w pobliżu jakichś ciemnych kształtów wyglądających na drzewa. polegam na wzroku. Poczułem ulgę i zapytałem go. po prostu folguję sobie. Popychał mnie nawet i nakłaniał do przebiegnięcia kilku metrów. tak jak sugerował don Juan. Próbowałem to zrobić kilka razy. że się nie nadaję. ale czas z tym skończyć. – Ojej! – powiedział z zakłopotaniem. – No. Twierdził. Klepnął mnie w ramię i stwierdził. Przytłaczał mnie strach przed zranieniem sobie nóg. jeśli nie będę na niczym skupiał oczu. – Moce. ponieważ gwiżdże już wystarczająco długo. żeby inni zaczęli go naśladować. ale dzięki praktyce będę mógł biegać tak szybko i bezpiecznie jak w dzień. gdybym szedł. – Czekaj! Czekaj! – krzyknąłem szaleńczo. Na przykład w ogóle nie dostrzegałem wyszczerbionych skał stojących mi na drodze. czym jest chód mocy i do opanowania go potrzeba mi tylko małego bodźca. Ale kiedy wpadłem na krzak. jak się porusza. Godzinami usiłowałem naśladować jego ruchy i osiągnąć wymagany przez niego nastrój. że już czas skończyć. duchy. W obydwu przypadkach trzeba poczucia poddania się i zaufania. w przyszłości. że kroki są bardzo krótkie i bezpieczne. żebym mógł zobaczyć. musiałem być całkowicie skoncentrowany. Don Juan czekał na mnie i poprawił moją postawę. Zwrócił mi uwagę na to. Z wielką cierpliwością biegł w miejscu przede mną albo wybiegał nieco do przodu i powracał. Połamałbym sobie nogi. Powoli napięcie mnie opuszczało. na którym znajdują się oczy. z wyjątkiem kilku nieudanych przypadków. lecz bezskutecznie. kiedy znowu odważymy się na wyprawę w noc. Ostrzegł mnie. jak mroczna będzie noc.Szepnął mi. – Czy nie możemy iść? Don Juan zatrzymał się i zdjął kapelusz. ponieważ kiedyś. Wiesz. to mamy problem. kiedy posłyszę taki dźwięk i pamiętał. Mogę tylko biec. kto mógłby naśladować jego krzyk. Przebiegłem pięć czy sześć metrów w kierunku. Zgodziłem się z nim. co wywołałoby to uczucie. co mi powiedział. a ja mam czekać na jego krzyk. Co chwilę zamykałem oczy i biegłem w miejscu ze zgiętymi kolanami i pochylonym ciałem może przez godzinę. Po prostu nie mogłem dać się ponieść. nie wiedząc. Aby omiatać wzrokiem ziemię bezpośrednio przed sobą. ponieważ nawet jedno spojrzenie w bok wywołuje zmianę płynności ruchu. że zgięcie ciała jest konieczne do obniżenia poziomu. że szło mi bardzo dobrze. że te istoty nocy zwykle wydają bardzo melodyjne dźwięki i bardzo nie lubią naśladować chrapliwego ludzkiego krzyku czy gwizdu ptaków. Wyjaśnił mi. Don Juan kazał mi biec w miejscu i spróbować poczuć. kiedy straciłem równowagę z powodu braku skupienia. Według niego. albo nigdy nie będę w stanie swobodnie się poruszać. aż poczułem się całkiem dobrze. którą mam. a nigdy w szczelinie. że powinienem zacisnąć palce w pięści. z którego dochodził. że mam bardzo dobry pogląd na temat tego. a podnoszenie kolan do piersi sprawia. kto to wie? – powiedział szeptem. Wyjaśnił. sprzymierzeńcy. że innym sposobem poruszania jest pozwolenie mocy na kierowanie sobą. abym zawsze zatrzymywał się. Byłem prawie zupełnie wyczerpany. który otrzymam przy innej okazji. że jest gotowy. Zniknął w ciemności. Później powiedział mi. ponieważ we wszystkim co robię. a tylko omiatał wzrokiem ziemię bezpośrednio przed sobą. Jak ostrzegał mnie don Juan. może będę musiał dokonać właściwej identyfikacji. najmniejsze spojrzenie w bok albo za daleko w przód unieruchamiało mnie lub powalało. Uspokajającym tonem powiedział.

która przyszła mi do głowy. ponieważ co pewien czas będzie wydawał cztery krzyki sowy. Podniosłem się na nogi. – Chodźmy stąd. że następne krzyki pozwolą mi na lepszą orientację. Podążałem za nim. Później dodał konfidencjalnie. Po chwili znowu posłyszałem krzyk sowy. Nie zmieniłem kierunku. jakby uderzenie dwóch kamieni o siebie. Spodziewałem się. nieco z prawej ode mnie. ale obawiałem się stracić rytm. że ukoił mój lęk. co don Juan miał wcześniej na myśli. Nagle ciemny kształt przeciął mi błyskawicznie drogę z lewa na prawo. że będzie próbował biec tak wolno. Pobiegłem w kierunku. Chciałem popatrzeć w tamtym kierunku. Jego ostateczna instrukcja mówiła. Zasugerowałem. Obróciłem się i zacząłem biec w przeciwnym kierunku. że mówiąc to. musiałem skręcić o czterdzieści pięć stopni. Było w nim coś naprawdę melodyjnego. Posłyszałem bardzo ostry dźwięk. jeśli chciał utrzymać swoje tempo. z którego wyruszyliśmy. wkrótce pozostanę sam w tych górach. Należały do don Juana. gdyby nie trzeźwa myśl. Nie mogłem zrozumieć. Był to dla mnie szok. dlaczego don Juan pobiegł naprzód. W oddali posłyszałem słabnący krzyk sowy. jakby coś poruszało się razem ze mną z mojej lewej strony. to noc wyssałaby z nas tyle osobistej mocy. tak że wkrótce zniknął w ciemności przede mną. – Nie marnujmy już więcej czasu – powiedział nagląco. bym się zatrzymał i nasłuchiwał. jakby ze środka mojego ciała coś ciągnęło mnie w dół. ponieważ bez wątpienia był to najsłodszy i najbardziej melodyjny krzyk. uświadomiłem sobie. Aby podążać za nim. że spojrzałem tam. Był zdecydowanie dłuższy i łagodniejszy niż krzyk prawdziwej sowy. Szybkość jego ruchu spowodowała. w sytuacji bez wyjścia. Usiłowałem dalej utrzymywać takie tempo i wtedy posłyszałem wołanie don Juana. Straciłem równowagę i głośno wpadłem w krzaki. Zatrzymałem się i słuchałem. Wydawały się pochodzić z dość bliska. Zagwizdał cztery razy. Przy następnym krzyku sowy przekonałem się. Podskoczyłem i ryszyłem w . Wpadłbym w panikę. który umiejscawiał don Juana prawie w tym samym miejscu. gdzie mam iść. Wtedy posłyszałem melodyjny krzyk kilka kroków ode mnie. Dobiegał z lewej strony. Następny krzyk sowy wyrwał mnie z rozmyślań. Zapewnił mnie. Powiedział. a tę odrobinę chodu mocy. powinienem starać się być tak cicho. jakby coś chciało. Wyszeptał to takim tonem. z którego dochodziły. Mogłem prawie to zobaczyć na obrzeżu pola widzenia. Zdawało mi się. kiedy przecież mógł biegać wokół mnie. które oddziałują na ludzi. Przecież w ciemności nie mogłem niczego zobaczyć. lecz bez względu na to. trzeba wykorzystać zgodnie z nadarzającą się okazją. że pozostanie tutaj oznaczałoby samobójstwo. Następnie dotarła do mnie cała seria łagodnych dźwięków tego rodzaju. abym wiedział. Musiał być dobre ćwierć mili stąd i czułem. Byłem przerażony. nie mogłem dotrzymać mu kroku. – Przez kogo? – W nocy są takie rzeczy. że nie zdając sobie z tego sprawy. Dźwięk był tak przeciągły i miły. Kiedy zostałem sam. Żołądek skurczył mi się i tak ciążył. żeby nawet nie oddychać. Zauważyłem. a nawet gdyby udało się nam ujść z życiem. gdybym dokładnie w tym samym momencie nie posłyszał czterech chrapliwych krzyków don Juana. Po nim szybko nastąpiły jeszcze trzy inne. Odparł bardzo dramatycznie. że niekoniecznie muszę za nim nadążać. może nawet nawiedzonego albo smutnego. lecz zanim zacząłem znów biec. której nauczyłem się do tej pory. że nie uniknęlibyśmy losu ofiar pierwszego lepszego niebezpieczeństwa czyhającego na nas za dnia. ale tym razem jeszcze bardziej z prawej. – Jeśli nie użyjemy chodu mocy. co się wydarzy. posłyszałem następny krzyk. Było w nim coś pociągającego. zacząłem biec. że jeśli będę poruszał się dalej w tym samym tempie. bardziej wymagający i nieodparty niż pierwszy. że moim ciałem wstrząsnął dreszcz. że jest za stary na chodzenie. chociaż nie mogłem zobaczyć jego twarzy. w którym będziemy się poruszali i zaczął biec w stosunkowo wolnym tempie. że niezależnie od tego. nie przestawał się uśmiechać. Posłyszałem nowy gwizd. Wskazał mi kierunek. jak powoli się poruszał. jak to tylko możliwe. abyśmy do świtu przeczekali na tych wzgórzach i dopiero wtedy je opuścili. Jednak wcale mnie nie przestraszył. zostaniemy skoszeni jak trawa – szepnął mi do ucha.Miałem wrażenie. jaki kiedykolwiek słyszałem. Zatrzymałbym się tutaj.

Były dłuższe i bardziej chrapliwe. Usiłowałem zwiększyć tempo. który turlał się albo ślizgał. że w moim umyśle nie zagościła ani jedna myśl. Przerażenie prawie pozbawiło mnie tchu. Nagle odzyskałem kontrolę nad sobą. przez długi czas siedział w milczeniu. Teraz istoty nocy nie zostawią cię już w spokoju. Moje reakcje były dla mnie następną absolutną nowością. Nie był melodyjny. Usiłowałem coś wypatrzeć w ciemności. ponieważ nigdy ich nie spotkałeś. kiedy go znalazłem. co to jest. Wystraszyłem się i odskoczyłem. co wydarzyło ci się tej nocy. Z lewej strony rzeczywiście coś podobnego do zwierzęcia niemal mnie dotknęło. a z drugiej – rzucił się panicznie do ucieczki. Po chwili znowu zauważyłem jakieś migotanie czy falę ciemności z lewej strony. don Juanie? – Natknąłeś się na pewne istoty. Przez chwilę mój strach przekraczał wszelkie granice. to mnie zaniepokoiło. Odruchowo podskoczyłem i skręciłem w prawo. że musimy tutaj pozostać do samego południa. ale wydawało mi się. gdyż znaleźliśmy się już poza niebezpieczną strefą. Posłyszałem krzyk sowy dochodzący z bliska. nieco z mojej lewej strony. – To. abym podążał za nim. Kazał mi dokładnie opowiedzieć o wszystkim. Chciałem sam zacząć naśladować sowę. jest bardzo poważne. Strach odczuwałem jako wrażenie cielesne. Jakaś część mnie wydawała się ciągnąć mnie z niesamowitym uporem w kierunku ciemnego obszaru. Zdawało mi się. aż dotarliśmy do skalnego występu. Nie udało mi się wychwycić niuansów jego tonu. jak wymagał don Juan. Poruszała się szybciej niż ja i znowu przemieściła się z lewa na prawo. abyś kiedykolwiek mógł ryzykować samotną wyprawę w noc. Położył mi rękę na ustach i dał znak. a później zbliżyła się do mnie wielka. Pochodził z nieznanej części świata i uderzał w nieznaną część mnie samego. Trzeci krzyk dotarł do mnie z bardzo bliska. gdyż dużo łatwiej je zobaczyć właśnie o tej . – Nie wygląda to zbyt dobrze – powiedział w końcu. że dochodzą z bardzo bliska i są gorączkowe. jakbym z jednej strony chciał się przekonać. tylko rozmawiać. lecz już w sekundę później z przerażającym spokojem wpatrywałem się w ciemny kształt. Był pogrążony w myślach. że postrzegam ją oczami. ale nie odważyłem się złamać jego zakazu. Posłyszałem mlaszczący odgłos. gdzie jestem. więc przyspieszyłem. Siedzieliśmy na tym stopniu w absolutnej ciszy przez jakąś godzinę aż do świtu. Nie będziemy spać. nie mające nic wspólnego z myślami. ciemniejszy od całego otoczenia. Znalazłem się już na granicy ciemniejszego i jaśniejszego obszaru. na osiem albo dziesięć stóp wysoka. Biegliśmy razem w bardzo wygodnym tempie. W tym momencie jakaś okropna rzecz zwróciła moją uwagę. Nazwałem je tak. kiedy piąty krzyk unieruchomił mnie. jak gdyby wydawał je podczas biegu w moim kierunku. przy którym odpoczywaliśmy wcześniej. To niespodziewane pojawienie się jej zmusiło mnie do krzyku. podczas gdy druga opierała się temu. Mogłem rozróżnić nawet ciemną masę skał albo drzew. Byłem tak ogarnięty przez lęk. Zwolniłem. od momentu kiedy mnie opuścił. – Don Juanie! – wykrzyknąłem. aby poinformować don Juana o tym. Don Juan powiedział. bo w rzeczywistości nie należą one do nocy. kiedy poruszałem się w ciemności. ciemna masa. Wtedy zjedliśmy jedzenie z tykw. Jednak tym razem mój lęk stanowił dla mnie absolutną nowość.tamtym kierunku. Była kwadratowa jak drzwi. przez co straciłem równowagę. Nagle rozzłościłem się i bezsensowność moich emocji doprowadziła mnie do prawdziwej paniki. Posłyszałem jeszcze jedno zawołanie sowy i pomyślałem. Uznałem to za bardzo niezwykłe. co się działo. Nadszedł następny. które znajdują się w świecie i mają wpływ na ludzi. Może lepiej byłoby je nazwać istotami gór. że należy do don Juana. zbyt poważne. jakby ktoś cmokał wargami. W całym moim życiu lęki zawsze opierały się na intelektualnej podstawie. co najdziwniejsze. Gdy skończyłem swoją historię. Tym razem jednak nie upadłem. że don Juan czeka na mnie. Nic o nich nie wiesz. Było tak. Ledwie słyszałem krzyki don Juana. Nie był to właściwie widok. bo byłem w stanie odwrócić się i przez chwilę biec tak. ale nagły szeleszczący dźwięk z lewej sprawił. Była w nim chrapliwość gwizdów don Juana. jak tylko mogłem. ale raczej odczucie. tak jakby nic niezwykłego się nie wydarzyło. Wywoływały je zagrażające mi społeczne sytuacje albo ludzie zachowujący się wrogo wobec mnie. a jednak byłem prawie przekonany. tak szybko. – Co mi się przydarzyło ostatniej nocy. że obróciłem się i zdążyłem zobaczyć czarny kształt.

Miałeś już spotkanie z mgłą i błyskawicą. dlatego jesteśmy bardziej wrażliwi na te istoty. Nie jestem tobą. Stały się niebezpieczne dla ciebie. Jesteśmy inni. ale było inaczej. nie dlatego że . czym ona jest. – Próbowały stopić się z twoją śmiercią. że chodzi o jakichś ludzi. Powoli zatykasz wszystkie dojścia do siebie. – Istoty nocy poruszały się z twojej lewej strony powiedział. – Co by się stało. że ma on wystarczająco dużo osobistej mocy. że wszystko to stanowi dowód. jaki ci wskazałem. Most i wszystko pozostałe. Ich głos wywabia je. aż musiałbyś je przekroczyć. gdzie nie ma nikogo. powtórzy się pewnego dnia. – W jakim celu to się powtórzy. Jednak w dzień dużo trudniej je zauważyć. Istoty nocy zgniotłyby cię jak robaka. bo zaśmiał się głośno i powiedział: – Nie wysilaj się na wyjaśnienia. żeby się nauczyć i jest nim praktyka. ponieważ moc zawsze znajdzie sobie drogę. kiedy zaczynałeś i dlatego zdarzają się pewne rzeczy. Don Juan zachichotał i powiedział. Sama rozmowa o mocy jest bezużyteczna. aby zawezwać na pomoc miliard różnych rzeczy.porze. kiedy na początku zacząłem się uczyć postępowania wojownika. kiedy będziesz miał wystarczająco dużo osobistej mocy. czy zrozumiesz. które widziałeś. – Czy dotyczy to także równin? – Dotyczy tylko pustkowi. Nie musisz tego robić rozmyślnie. kiedy zgromadzisz wystarczającą ilość osobistej mocy. – Jeśli wiedziałeś. Tak samo jak ty. ażeby samemu pozostać w ciemności. po prostu dlatego że wtedy dobrze nam znany świat bardziej się wyróżnia. że gromadzę moc. ponieważ naturalną siedzibą nocnych istot są skały i szczeliny skalne. Szczególnie ważne były drzwi. jakby on sam mi je zgotował. – Czy to znaczy. szczególnie tych. że zwykle zabijają ludzi. zawsze wszystko było absolutnie normalne i nie działo się nic niezwykłego. nie pozwalałem ci samotnie zapuszczać się w ciemność aż do zeszłej nocy. w jaki sposób doszedł do wniosku. Kiedy samotnie bywałem w nocy na pustkowiu. ale nie w górach. nie ma dla ciebie sensu. Nigdy nie widziałem żadnych cieni ani nie słyszałem dziwnych odgłosów. ważne że nosisz jego wspomnienie. ale za mało. dlaczego zostawiłeś mnie samego? – Istnieje tylko jeden sposób. chociaż wiedziałem. żyjąc w ten sposób. – Ale jak mam gromadzić osobistą moc? – Robisz to. co powiedziałem. Nie miałeś wystarczająco dużo mocy. Są one tutaj przez cały czas. musisz sam się ze wszystkim chwycić za bary. jakichś jego wspólników. Weź mnie za przykład. Nie jest ważne. Don Juan chyba czytał w moich myślach. zwróciłem don Juanowi uwagę. jeśli chcesz ją zgromadzić. że niebezpieczne jest dla mnie samotne przebywanie w ciemności. że było to rzeczywiście przejście i ciągnęłoby cię. aby mi wyjaśnił. że są one tak niebezpieczne. Nie wiedziałem. kiedy on znajduje się w pobliżu i wygląda to tak. kiedy się ją gromadzi. że robię coś szczególnego. będąc w swoim łóżku. Jeśli chcesz się dowiedzieć. – Ale czy one są rzeczywiste. że grozi ci śmiertelne niebezpieczeństwo. po prostu dlatego. że pozostaje niezauważalna. że nie mogę być w nocy sam? – Możesz spędzać noc sam. Najdelikatniej jak tylko potrafiłem. co ono oznacza. Moc ma tę właściwość. Droga wiedzy i mocy jest bardzo trudna i bardzo długa. don Juanie? – Nie wiem. że nie posiadasz wystarczającej mocy. Powinieneś wiedzieć. Wybrałem krzyk sowy. Nigdy nie zostałem przez nic przestraszony. Musiałeś przejść test z tymi istotami. a szczególnie odludnych miejsc w wysokich górach. nie myślałem. że takie niesamowite rzeczy wydarzają mi się zawsze wtedy. a wtedy byłby to już twój koniec. którzy zabłądzą na pustkowiu i nie mają żadnej osobistej mocy. To. Jednak masz jej więcej niż wtedy. Tylko ty możesz dać na to odpowiedź. ponieważ sowy są posłańcami tych istot. Nie możesz więc iść w góry. Jak zapewne zauważyłeś. Teraz masz jej tyle. aż do czasu. Dlatego musiałem zostawić cię samego ostatniej nocy. Miałem wrażenie. Natomiast w ciemności wszystko jest tak samo dziwne i niewiele rzeczy się wyróżnia. Poprosiłem go. don Juanie? – Oczywiście! Są tak rzeczywiste. gdybym jednak to zrobił? – Umarłbyś. co widziałeś tamtej nocy. aby stoczyć dobrą bitwę.

Tak więc mówię mu. ale na tym. że “nierobienie tego. co wiem. Jesteś tylko człowiekiem i twoje życie jest za krótkie. że już znalazłem dla ciebie godnego przeciwnika. Tłumaczył. chciałbym mu pokazać pewne rzeczy. które wie. . jest natychmiastowe skoncentrowanie się na liściach. Lubi go. jest bardzo prosty. W przeciwieństwie do nich człowiek jest nieubłagany. ale tylko po długim okresie pracy albo odpoczynku. Don Juan przez długą chwilę milczał. że chciałbym zostać tu dłużej. – Powiedziałem ci. jak robić. że mam na to lekarstwo – kontynuował don Juan po długiej przerwie. że zanim don Juan wstał. abyś przestał robić to. żeby mieć święty spokój. – Im więcej razy. nawet jeśli ty nigdy o tym nie pomyślałeś. Naciągał każdy mięsień. don Juanie. dopóki stąd nie pójdziemy. – Nie wiem. Cały czas wszystkim przytakujesz i to automatycznie ustawia cię ponad ludźmi. Zaśmiał się i poklepał mnie po kapeluszu. ludzie. – Co masz zamiar zrobić. Potrzebuje też osobistej mocy i już się niecierpliwi. Twoje ciało potrzebuje ciemności i wiatru. – Inne istoty nie mają własnej woli i trzeba ich szukać albo je wywabiać. Na przykład twoje ciało potrzebuje strachu. Ale tak samo jak poprzednio. że twoje ciało wie. Wskazał na wielki krzew i powiedział. kiedy twój przeciwnik stał się nie do zniesienia. najważniejszą ze wszystkiego. Obaj to wiemy i wydaje mi się. których ty nie możesz dać mu sam. co z nim robisz. kiedy mnie widzisz. Teraz zna już chód mocy i nie może się doczekać. ale na ich cieniach. ale może być całkiem naturalną reakcją pełnego radości ciała. jak walczy z myślami. Nie powinienem pozwolić oczom na powrót do liści. Siedź tu. – Wydaje mi się. Powraca. twoje ciało uczy się pewnych rzeczy. są godnymi przeciwnikami – powiedział. Don Juan przygwoździł mnie. I teraz musi już wracać do mnie. don Juanie? Nie odpowiedział. tym lepiej. Za każdym razem. stanowi klucz do mocy. Ostateczny efekt był niezwykle zaskakujący. założył na niego gumową opaskę i wyrzucił jak dysk daleko w chaparral. o co ci chodzi. tak jak to robił już dziesiątki razy wcześniej. żeby ogarnąć wszystkie cudowne i straszne rzeczy tego wspaniałego świata. ale że ty nie jesteś bez skazy. Lecz sam wiesz. co oczyści twój umysł z wątpliwości. jak nie– -działać. Kazał mi zrobić to samo. Szeptem w kółko powtarzał mi do prawego ucha. W wypadku patrzenia na drzewo tym. Byłem zaszokowany i zacząłem protestować. – Na nieszczęście tylko nasi bliźni. Położył ręce na moich notatkach i zabrał mi je. Powód. co robiłeś zeszłej nocy. i nie-działaj. – Teraz nadszedł czas. pisanie pozwoliło mi zachować dystans wystarczająco duży. czego nie robisz – odezwał się w końcu. nawet mimo twego sprzeciwu. a później objąć tym spojrzeniem całe drzewo. że ja też muszę umrzeć. Jest w tobie coś na pokaz i ja wiem. Ostrożnie zamknął mój notes. dla którego nie przestajesz przychodzić do mnie. ale zanim to zrobię. abym mógł pozostać niewzruszony. ale położył mi rękę na ustach. Cienie liści albo przestrzenie pomiędzy nimi nie były nigdy przedmiotem mego zainteresowania. co to jest. Dlatego to twoje przytakiwanie jest na pokaz. redukuje cię do żałosnych rozmiarów. W swoich ostatnich wskazówkach kazał mi zacząć koncentrować się na cieniach liści na jednej gałęzi. – Jakiego przeciwnika masz zamiar znaleźć dla mnie? – zapytałem. że bieg w ciemności nie musi być pobudzany przez strach.normalnie są wrogie. że sekret silnego ciała nie polega na tym. aby się ze mną zobaczyć. – Nawet ty zgodzisz się ze mną. abym skoncentrował uwagę nie na liściach. że kiedyś umrze. Być może z powodu zmęczenia albo nerwowego podniecenia tak pochłonęły mnie cienie liści. – Mówiliśmy już wystarczająco długo – rzekł don Juan gwałtownie. że tak nie powinno być. co zawsze robisz. Chciałem zaprotestować. jak robić". aby się więcej nauczyć. mogłem posegregować ciemne masy cieni prawie tak efektywnie jak normalnie zrobiłbym to z liśćmi. co wiem. jeśli przypomnisz sobie to. kiedy go wypróbuje. Widziałem. Wstał i przeciągnął się. Powiem ci teraz coś. Powiedziałem don Juanowi. musisz zrobić jeszcze jedną rzecz. ponieważ jestem jego przyjacielem. – Musisz rozciągać ciało wiele razy w ciągu dnia powiedział. Przez chwilę byłem zły na niego. ponieważ pierwszym świadomym krokiem prowadzącym do nagromadzenia osobistej mocy jest pozwolenie ciału na niedziałanie. Powiedzmy. Ty mi po prostu przytakujesz. Biegłeś z prędkością godną czarownika dopiero wtedy. – Zanim stąd odejdziemy.

że podszedłem od razu do notesu. . ponieważ moje ciało przez wiele godzin nasiąknęło nie-działaniem. Myślałem. że nieświadomie musiałem zapamiętać sobie kierunek.– Mówiłem ci – powiedział. Następnie stwierdził. Szedłem bez celu przez chwilę i zaraz potem znalazłem go. Lekko popchnął mnie w kierunku chaparralu. – Ciało lubi takie rzeczy. mówiąc. że nagromadzona przeze mnie moc poprowadzi mnie poprzez krzaki do mojego notesu. On wytłumaczył mi to. w jakim don Juan go rzucił.

15. którego doświadczałem w tym tajemniczym miejscu. paskudnych czy złych jedynie dodaje ważności “ja". aby umożliwić wojownikowi uzyskanie szczególnego stanu spokoju i dobrego samopoczucia. aby wyraźniej to określił. jak tylko potrafię. że zostało zrobione właśnie w tym celu. Po kilku minutach zacząłem odczuwać rozkoszne ciepło. abym nie miał wyrzutów sumienia z powodu czegoś. Opisał go jako rodzaj zapadni. 11 kwietnia 1962 Kiedy wróciliśmy do domu. tak jak zrobił to przedtem. ale on się zaśmiał i naśladując mój sposób mówienia. Powiedział. że mam się poddawać wrażeniu unoszenia się. aby oczyścić się i odpocząć. nie powinienem pobudzać swoich liści. zwrócił mi uwagę. Chyba nieźle się na mnie zdenerwował. Usiadłem i zacząłem go przepraszać. natknął się na jeden z moich nastrojów. który najpierw trzeba dobrze poznać. Dodał. które mogłem użyć zamiast tamtego. ale nie zasypiał. pobudziło moje głęboko ukryte emocje. abym pracował nad swoimi notatkami. Było to wrażenie fizycznego komfortu. Poprosiłem go. ponieważ nigdy go nie doświadczyłeś – powiedział. ani nawet nie myślał o tym. Powiedział. co przeżyłem. ale naśladować jego sposób leżenia w całkowitym bezruchu. że było to retoryczne stwierdzenie. Opisałem to niewiarygodne doświadczenie don Juanowi. że ma dość tego. Powiedział poważnie. aby można było go poszukiwać. Jednak w krótkim czasie mogę poważnie zachorować. – Wcale nie lubisz siebie. że jeśli chcę odpoczywać. Następnie dał mi garść liści. Usiłowałem mu wyjaśnić. Przez chwilę usiłował znaleźć właściwe słowo. iż nigdy nie szanowałem ani nie lubiłem nikogo. i kazał mi położyć się i odpoczywać. która co jakiś czas niespodziewanie się uruchamia i wciąga mnie. tak jakby nic mi się nie wydarzyło i ani nie wspominał. Kojące uczucie spokoju i pełni. Odpowiedział na to. ponieważ traktowanie swoich czynów jako podłych. że ten nastrój to pewien stan umysłu. w który ciągle wpadam. że dobre samopoczucie jest stanem. Skończyło się na tym. Don Juan. że świat jest nieznany i wspaniały. że z gruntu jestem zły. – To prawda – powiedział don Juan. że niemożliwe jest wyraźniejsze określenie widzenia. pokrył miejsce. Don Juan powiedział. Po wyczerpującej jeździe i szybkim marszu przybyliśmy na wzgórze późnym popołudniem. że “łoże ze sznurków" pozwala mi na unoszenie się w powietrzu. Potem łagodnie przypomniał mi. zaproponował całą serię zabawnych. stanem. Poruszyłem się nerwowo i posłanie z liści wydało szeleszczący dźwięk. małymi gałązkami. Po jednodniowym odpoczynku zapowiedział. Przyznałem się. i dlatego w stosunku do innych zawsze maskowałem się pyszałkowatością i udawaną odwagą. don Juan poradził mi. Nie-działanie Środa. – Nie wierzę. czym jest dobre samopoczucie. Poradził mi. że musimy opuścić tę okolicę na kilka dni. co zrobiłem. – Nie wiesz. W pełni mogłem się teraz zgodzić z don Juanem. Zawsze czułem. Zanim zdołałem powiedzieć coś więcej. że widział to. na którym kiedyś spałem. że zaśmiewałem się z zamierzonej niedorzeczności niektórych proponowanych przez niego możliwości. Dramatycznym tonem don Juan stwierdził. który trzeba sobie przygotować. abym umieścił je bezpośrednio na skórze brzucha. której wciąż trzeba dostarczać dowodów na to. retorycznych stwierdzeń. że jeśli faktycznie tak by było. abym się rozluźnił. Powiedział. nie mające większego znaczenia. nawet samego siebie. trochę na lewo w stosunku do mojej głowy i także się położył. że zachowuję się jak istota najważniejsza na świecie. zawieszenia w powietrzu. tak długo. że gdy widział. Don Juan przyjął moje stwierdzenie dosłownie i skarcił mnie. Odparł. że to możliwe! – wykrzyknąłem. że silnie na mnie wpłynęły. Wyruszyliśmy przed świtem i pojechaliśmy na północ. Zarechotał i powiedział. chociaż tego nie zauważam. . Dla siebie wybrał inne miejsce. Zacząłem opowiadać o swoim życiu. Stwierdził. ponieważ moje ciało nie jest wystarczająco wrażliwe. wybrałbym inne. ponieważ wskazane jest oddalić się od “istot nocy". jeśli nie udam się w moje “ulubione miejsce". że “łoże ze sznurków" zostało zrobione wyłącznie po to. kiedy ja mówiłem.

– Teraz się tym nie przejmuj – powiedział. – Możemy albo uczynić siebie nieszczęśliwymi. Czwartek. Ale on dalej przekonywał mnie. przypominało mi nieco wrażenie wirowania. Słyszałem. Pomyślałem. Usiadł. Być może uwaga don Juana sprawiła. Znajdowaliśmy się na wzniesieniu. to muszę nad tym pracować niezwykle intensywnie. Ciemnobrązowe magmowe góry w oddali wyglądały złowieszczo. że wszystkie moje wysiłki mógłbym równie dobrze włożyć w dążenie do pełni i siły. to punkt. które jadłem tego dnia. mogłem sięgnąć wzrokiem na dość dużą odległość. Zanim wrócił. Pomyślałem sobie. na który wskazywał. – Niech ten blask cię zapali – powiedział don Juan. – Obserwuj. że będziemy tutaj obozować w nocy. – Uczyć się czego? – zapytałem. ciemne i wrogo wyglądające szczyty na północy. że aż musiałem wstać. musisz być całkowicie uspokojony i wypoczęty. iż do tej pory nie uświadomiłem sobie tego. Stąd. – Cała sztuka polega na tym. co to jest. Przez chwilę czułem się. że don Juan mówi do mnie. albo silnymi. ale szybko przestało mnie to interesować. Usiłowałem przypomnieć sobie wszystkie rzeczy. dodając jej ciemnemu brązowi oślepiających ozdób z żółtych refleksów. Zaśmiał się kpiąco i zapewnił mnie. na co kładziesz nacisk – powiedział. Miałem wrażenie. że jeśli chcę dokonać wielkiego czynu unieszczęśliwienia samego siebie. że żółtawy blask popołudniowego słońca wydawał mi się wspaniały. – Siadaj! – krzyknął don Juan. Siadł obok mnie i zwrócił mi uwagę na to. Powiedział. jakbym rzeczywiście poruszał się w przestrzeni. że się porusza. Powiedział. ciemną szarość. kiedy byłem chory i miałem zawroty głowy. wyszczerbione. Przed końcem dnia stały się widoczne dolne zbocza gór. jak liść. . Zamknąłem oczy. 12 kwietnia 1962 Dotarliśmy do wysoko położonej pustyni wokół wulkanicznych wzgórz późnym popołudniem. Chociaż uczucie to było niezwykle przyjemne. Był pochmurny dzień i zmierzch szybko ogarnął okolicę. Kiedy zrobiłem zeza. złego samopoczucia i zamętu. że doskonale wiem jedynie o tym. aby go wysłuchać. – Koncentruj się na nim bez przerwy – polecił don Juan. że może zjadłem coś niezdrowego. Don Juan wstał i poszedł w stronę krzewów. jak szukać dezorientacji. z jaką karmazynowe chmury na zachodzie rozpływały się w jednolitą. Wpatrywałem się w niego bardzo długo. że dobre samopoczucie stanowi cel. Chociaż cały łańcuch wulkanicznych gór w czasie zmroku miał jednolitą ciemnobrązową barwę. był żółtawy albo ciemnobeżowy. Na zachodzie niebo było wolne od chmur i światło wyglądało niezwykle. W obu wypadkach wysiłek jest taki sam. Nie mogłem oderwać od nich wzroku. Te szczyty były naprawdę hipnotyzujące. Uczuciu temu towarzyszył niezwykły niepokój w dołku pod piersiami. którego doświadczałem czasami. ponieważ jutro albo pojutrze zaczniesz się uczyć nie-działania. zadrżał. ostrożnie opierając o skałę swoje tykwy z jedzeniem. aż znajdziemy się w tamtych magmowych górach. znowu się uspokoiłem i zacząłem doświadczać unoszenia się w powietrzu. Nie byłem w stanie ustalić. do którego trzeba rozmyślnie dążyć. ale nie zrobiłem żadnego wysiłku. Było to tak nieprzyjemne. że pulsuje. grubą. co wydawało się naturalną formacją górską na północnym wschodzie. gdzie stałem. i że graniczy to z absurdem. że jest jak woda. Dostrzegłem tylko kaktusy i wysoką trawę rosnącą kępkami. W pewnej chwili poczułem. Przestało być ważne. Pochłonęła mnie obserwacja szybkości. jakby poruszał go wiatr. Słońce znajdowało się bardzo nisko nad horyzontem i oświetlało zachodnią ścianę zastygłej lawy. – Zaczekaj. płynny i ciepły. – Zanim dzisiaj zajdzie słońce. Wydawało mi się. Don Juan zatrzymał się na odpoczynek.Nie mogłem się z nim zgodzić. że cały łańcuch górski zbliża się do mnie. Jego głos był wyraźny. Wskazał na odległe. sylwetki wulkanicznych gór były już tylko ciemną masą. jak zmienia się światło słońca – powiedział don Juan. Na wysokiej pustyni znajdowało się mało roślinności. Był to punkt dużo jaśniejszy niż jego otoczenie.

że poczułem dziwny ucisk w dołku. a później stwierdził. ale że był to kawałek żółtawego materiału zwisającego z kaktusa przede mną. ale don Juan chwycił mnie silnie za ramię i kategorycznym tonem kazał mi patrzeć na górskie ściany i próbować wynajdywać punkty gęstej ciemności pośród obszarów światła. co by się stało. Tylko kilka silnych chwastów rosło w jej szczelinach. Powiedział. że to. W płytkich kałużach było tam trochę wody. Pobudził moją wyobraźnię. Rzucił w moim kierunku kilka krótkich spojrzeń. Spojrzałem bezpośrednio w górę i zauważyłem. Wpatrywałem się w ten fragment gór. że później wszędzie widzi się ciemną okienną ramę. Poczułem zawrót głowy i nawet wtedy. Zaczynałem myśleć jak musiała wyglądać ta wulkaniczna rzeka. Patrzenie w górę prawie pionowych ścian kanionu spowodowało. Wraz z jego ruchem zmniejszała się intensywność refleksów. aby nauczyć cię jednej rzeczy – powiedział z wyczuciem dramatyzmu. co się teraz ze mną dzieje. wciąż widziałem połyskujące refleksy słońca. – Zatrzymaj się tutaj – powiedział don Juan i. jakby chciały się zamknąć nade mną. Do południa doszliśmy do jednego z kanionów. o czym mówisz. – Po co to robisz? – zapytałem. aby odpocząć w cieniu wiszącej ściany skalnej. Don Juan pokręcił głową i zaczai chichotać. Powiedziałem. . Były one wysokie na setki stóp i sprawiały wrażenie. mimo. na co patrzyłem. że zmierzch stał się przyczyną tej optycznej iluzji. Góry stanowiły zastygłe bryły monumentalnej rzeki lawy. kiedy po długo trwającej ciszy don Juan nagle przemówił: – Przyprowadziłem cię tutaj. Kilkakrotnie przesunąłem wzrokiem w górę i w dół po ścianach kanionu. ale bardzo trudno to wykonać. Wpatrywałem się w nią przez chwilę i nagle uświadomiłem sobie. ponieważ to ciało się tym zajmuje. Zaśmiałem się głośno i wyjaśniłem don Juanowi. Usiadłem znowu. Zamknąłem notes. kiedy pada na błyszczące punkciki zastygłej lawy. Słońce znajdowało się niemalże nad moją głową. don Juanie. Jednak myliłem się. która przez tysiąclecia zwietrzała w porowatą ciemnobrązową skałę. że to co powie. Notowałem swoje wrażenia. o co chodzi w nie-działaniu bez moich wyjaśnień. ponieważ z tobą nie da się inaczej postępować. aż cały kanion był upstrzony wielkimi łatami światła. kiedy zamknąłem oczy. co powoduje. nie odrywając od niej wzroku i formacja przesunęła się ku górze. Wydawało mi się. i jeszcze jedną. a później wypatrzyłem jeszcze jedną świetlistą strefę. wymaga mojej wyjątkowej uwagi. Nie chciałem patrzeć. Powiedziałem o tym don Juanowi. ustawił mnie tak. – Przez chwilę dobrze ci z nim szło i nie wiadomo. Znajdowały się tam cętki wszystkich możliwych do wyobrażenia barw. Pochłonęło mnie bogactwo ich kolorów. Opowiem ci o nie-działaniu. Były niespodziewanie daleko. jak słońce wytwarza przepiękne refleksy. co jest bardzo proste. zwinął i schował do swej torby. On zaś wstał i podszedł do miejsca. przypomina mi patrzenie na słoneczną ulicę przez okno. – Będziesz się uczył nie-działania.Ale stanąłem już na równe nogi. Na każdej skale rosły łaty jasnoszarych mchów i porostów. gdzie wisiał kawałek materiału. Piątek. zdjął go. Równie dobrze możemy najpierw o tym porozmawiać. aż w końcu całkowicie znik-nęły. – Nie wiem. Widok był zdumiewający. 13 kwietnia 1962 O świcie wyruszyliśmy w góry. gdybyś nie wstawał. że patrzyłem w kierunku słońca. że nie da się o tym mówić. Z tej nowej perspektywy żółtawa formacja znalazła się niżej na tle gór. – Ponieważ ten kawałek materiału ma moc – powiedział obojętnie. żebym skupił wzrok na górskiej ścianie nade mną. – To nie ma znaczenia – powiedział. ponieważ blask raził mnie w oczy. gdzie tak samo wspaniale załamywało się światło. ale ku memu zdziwieniu. Siedliśmy. – Powiem ci o czymś. w ogóle nie znajdowało się w górach. manewrując moim ciałem. polecił mi pisać. gdzie odbijało się światło słońca. lekko na południowy zachód. że to. Puścił moją rękę i razem usiedliśmy pod wiszącą skałą. Spojrzałem na drugą stronę kanionu i zauważyłem następne miejsce. Objąłem głowę dłońmi i usiłowałem wczołgać się pod wiszącą skałę. że zrozumiesz.

aby zatrzymać świat. Działanie jest tym. Następnie znowu wskazał na mały kamień. Zaśmiał się i przystąpił do następnej próby wyjaśnienia. o co mu chodzi. choć nie dawał tego po sobie poznać. musisz przestać działać. aby nią była. Kiedy zaczyna się mówić o działaniu. na przykład. że skała jest skałą. don Juanie? – Działanie jest tym. Człowiek wiedzy. ponieważ znasz działanie potrzebne do stworzenia go takim. że te słowa nie miały dla mnie żadnego sensu. że nie mają. – W przypadku tego małego kamienia – kontynuował – pierwszą rzeczą. – O czym mówisz. a ja zrozumiem. a widzenie jej to nie-działanie. . Zdawał sobie sprawę z tego. i to jest twoje działanie. Zaśmiał się i podrapał po głowie. Jeśli więc wojownik chce zatrzymać świat. – Nie wiem. – To jest kamyk. że nie powinno się o nim wspominać – kontynuował. że ty jesteś sobą. że jego wytłumaczenie niczego nie wyjaśnia. ponieważ znasz działanie potrzebne do uczynienia z niego kamyka – powiedział. – Na tym właśnie polega problem z mówieniem. kiedy nie zatrzyma się świata. musi po prostu nie-działać. jest skurczenie go do tej wielkości. ponieważ znasz potrzebne do tego działanie – powiedział. jakim jest – powiedział. Potem wziął gałązkę i wskazał nią na nierówną krawędź kamyka. Chyba musiał się dobrze bawić moim kosztem. Lepiej po prostu coś zrobić. jeśli się tego pragnie. – Znowu wskazał na skałę. – Powiedziałem. skąd ten chaos! – powiedział. Musiałem się przyznać. – Przynajmniej do czasu. co powoduje. Popatrzył na mnie tajemniczo i dwa czy trzy razy uniósł brwi. – Ależ mają! – wykrzyknął. Tylko wtedy można o nim swobodnie mówić. Weź na przykład skałę. co sprawia. albo jakąkolwiek inną rzecz. Powinieneś być w siódmym niebie. że nic nie zrozumiałem. że skała jest skałą tylko z powodu działania. – Ale ty jesteś przekonany. że robisz z tego kamyk. czym jest nie-działanie. Dalej wyjaśniał. Rozumiesz. Więc jeśli nie chce. przez nie-działanie. ale on nie odzywał się. abym podszedł bliżej i dokładnie go obejrzał. otwory i wgłębienia znikną. W końcu byłem zmuszony powiedzieć. – Co mówisz? – zapytałem w poczuciu zupełnego zamętu. a krzak krzakiem. Patrzenie na nią to działanie. – Ta skała jest skałą z tego powodu. a później powiedział mi. Spojrzeliśmy na siebie i don Juan się uśmiechnął. – Po to. świat byłby inny. że wiesz. o co mi chodzi? W ogóle go nie zrozumiałem. bo uśmiechnął się. powiększa taki mały kamień. a ja mną. że bez działania nie byłoby nic znajomego w naszym otoczeniu. Wstał i położył kamyk na głazie. jak z nią postępować – powiedział. zawsze kończy się na mówieniu o czymś innym. Chciałem go tylko słuchać. Don Juan uśmiechnął się. – Świat jest światem. – Słucham? – To także działanie. kiwając głową. Don Juan rozejrzał się wkoło i wskazał na wielką skałę. Powiedziałem mu. Powiedział. Zawsze prowadzi do zamętu.– Nie-działanie jest tak trudne i ma taką moc. – Ta skała jest skałą z powodu działania – powiedział. że nie rozumiem. Chciałem dalszych wyjaśnień. Pochylił się i wziął mały kamień pomiędzy kciuk i palec wskazujący lewej ręki i podsunął mi pod nos. który trzymał mi przed oczyma. – Gdybyś nie znał tego działania. że jeśli uda mi się znaleźć te szczegóły. wie. – Nazywam to działaniem. jaką wykonuje z nim działanie. Przestałem pisać. – To jest działanie! – wykrzyknął. W ten sposób postępujesz ze mną i ze światem. – Słowa są twoimi faworytami. Przyglądał mi się z ciekawością. Kazał mi patrzeć na otwory i wgłębienia i spróbować uchwycić nawet najmniejsze szczegóły.

Wskazał na mały cień. – Teraz jest w nim jakaś część ciebie. Zwykły człowiek w specyficzny sposób reaguje na rzeczy. jeśli tylko włoży w to trochę wysiłku. Ogarnęło mnie przygnębienie. jakby był czymś dużo więcej niż tylko skalnym okruchem. – Dlaczego? – zapytałem. czy fałszywe. jaką możesz zrobić. o co mi chodzi? – Nie. że w rzeczywistości nie ma znaczenia. co robi. powiedzmy. aby jeszcze wyraźniej wyjaśnił mi. Długo wpatrywałem się w kamyk. zamieniając ją w nie-działanie. Popatrzył na mnie i ryknął śmiechem. abyś mógł to zrobić. mówiąc. że to bzdury. w ogóle nic nie rozumiem – powiedziałem. Z rzeczami uważanymi za prawdziwe postępuje w taki sposób. gdzie leży. że są prawdziwe.– Ten przeklęty kamyk chyba doprowadzi cię dzisiaj do szaleństwa – powiedział. – Czy to wszystko prawda. aby wykonywać działanie. że ja nie mam nieskazitelnego ducha nawet w tym. zaś w drugim nie zajmuje się nimi albo nie wierzy w to. śmiejąc się. Z rzeczami uważanymi za nieprawdziwe postępuje tak. Stwierdzenia don Juana zdenerwowały mnie. który wiąże je ze sobą. aby mnie sprawdzić. Miałem wrażenie. ale musisz zakopać. – Jeśli chcesz się nauczyć nie-działania. a on. Nie-działanie każe postępować z nim tak. – Oczywiście. Naśmiewał się z werbalnych środków wyrazu. stwierdził. uznając je za nieścisłe i nieadekwatne. stał się dla mnie najbardziej interesujący. – Obserwowałeś go bardzo długo – powiedział. Gdybyś widział. W uszach mi dzwoniło. że twoje przy ciężkie myślenie zamieniło ten kamyk w coś zupełnie nieciekawego. jest wykopanie dziury i wrzucenie go do niej. ponieważ to tylko mały kawałek skały. – Wojownik potrafi z cieni przepowiedzieć wszystko. – Czy mogę to zrobić? – Twoje życie nie jest wystarczająco uporządkowane. aby wykonać nie-działanie. Kiedy wrócił don Juan. don Juanie? – Odpowiedź tak albo nie na twoje pytanie to działanie. aby ziemia mogła wchłonąć jego ociężałość. które uznaje za nieprawdziwe. Później. co lubię najbardziej. Odczuwałem nieprzyjemne ciepło w głowie. – Ale czy ty to zrozumiesz? Byłem zaskoczony jego aluzją. W pierwszym przypadku. że musisz je połączyć. Na mojej twarzy musiała malować się konsternacja. Popatrzył na mnie niby zawstydzony i pokręcił głową jakby sytuacja była beznadziejna. w mówieniu. Powiedziałem mu. że złości się na kamyk. co robi. że przyjdzie za jakiś czas. muszę ci powiedzieć. Dowodziłem. zostań przynajmniej gadułą-wojownikiem – powiedział i wybuchnął śmiechem. Natomiast gdybyś miał osobistą moc. W tym przypadku kamyk długo nasiąkał tobą i teraz jest tobą. udając. że to nie cień. Później zasugerował. że mogę wszystko wyjaśnić – powiedział. o co mu chodzi. nie-działanie zamieniłoby ten kamyk w obiekt mocy. uderzył go dwa czy trzy razy kapeluszem. Dlatego nie możesz go tak zostawić. Wojownik zawsze próbuje wpłynąć na siłę działania. a w inny na te. że jest wyciskany spod kamyka. Nie mogłem się skoncentrować na jego drobnych otworach i wgłębieniach. Nalegałem. opowiedziałem mu wszystko o mojej obserwacji. był on jak klej. Działanie polegałoby na pozostawieniu kamienia tam. . Ale ponieważ uczysz się nie-działania. Natomiast wojownik ma do nich taki sam stosunek. że jest w stanie wyjaśnić wszystko. że oddzielasz kamyk od większego głazu – podjął jeszcze jedną próbę. przedrzeźniając mnie. Poruszał się i zmieniał kształt. – Jeśli masz zamiar tylko dużo gadać i nic nie robić. czy to wszystko jest prawdziwe. abym wziął kamień i gdzieś go zakopał. Czy rozumiesz. ale klej. jaki rzucał na głaz. Tutaj wojownik ma przewagę nad zwykłym człowiekiem. – Działanie sprawia. Wojownik tak nie postępuje. czy fałszywe. natomiast niewielki cień. czy rzeczy są prawdziwe. o których wie. dlatego najlepszą rzeczą. jaki kamyk rzucał na głaz i stwierdził. – To dobry początek – powiedział. jakimi dysponuję. Byłem zakłopotany i prawdopodobnie czerwony na twarzy. robi z nimi coś i wierzy w to. Nie mogłem znaleźć w nich żadnego sensu. który zwraca uwagę na to. Później odwrócił się i odszedł. Don Juan miał rację. wiedziałbyś.

W przypadku tego ćwiczenia nie-działanie polega na powtarzaniu go. – A jednak wiem. że istnieje nieskończona ilość linii. Cały drżałem. jakie wytwarza człowiek wiedzy. ponieważ linie tworzone przez rękę nie są wystarczająco trwałe. którą da się rzucić. Kiedy się nie-działa. Don Juan wykonał gwałtowny ruch i chwycił mnie za dłoń. co w efekcie przypominało mruganie ptaka. – Nie chodzi tutaj o zrozumienie. dopóki nie poczuje się ciężkiego przedmiotu czy czegoś. – Jakich części ciała. Prawie natychmiast po-czułem się nieswojo i zaczęło mnie mdlić. Powiedziałem. że to on wywoływał moje mdłości. jakby coś faktycznie naciskało mi na żołądek. Widzenie jest oczywiście ostatecznym osiągnięciem człowieka wiedzy. że wie o tym. pochodzą z centrum jego ciała – powiedział. a ty nie masz jeszcze mocy. Wyraziłem swoje wątpliwości. że możesz je odczuć. jesteś w stanie wyczuć nią linie świata. że poczułem mdłości. – Czy zrobiłem coś nie tak? – Nie. ponieważ spróbował dać mi odczuć linie świata swoimi oczami. że wojownik wykonuje taki ruch. nie ma znaczenia. – Czy są to rzeczywiste linie? – Oczywiście. Zacząłem odczuwać jakąś papkę wokół niej. Nie mieściło mi się w głowie. kiedy wróciłem i znowu usiadłem. poszedłem w krzaki i zakopałem kamyk. a on odparł.Wstałem. – Wystarczy – powiedział. Dlatego rób to stopniowo. dając mi czas na zadanie pytania o linie. linię. – Trochę się z tobą drażniłem – powiedział don Juan. ujął moją prawą rękę i zgiął ją w łokciu. Nie mogłem tego zaakceptować. na przykład chorobę albo niepożądane uczucie. don Juanie? – Najtrwalsze linie. tego że przypisuje sobie wywołanie we mnie tego uczucia. aby mieć wartość w praktycznej sytuacji. co rozumiem przez nie-działanie. Ale zanim zdążyłem to zrobić. jakie właśnie opisał. Później tak ją wykręcił. musisz wykonać proste ćwiczenie. kiedy będziesz miał więcej osobistej mocy. odczuwa się go poprzez linie. zaczął wyjaśniać mi. Najtrudniejszą częścią ścieżki wojownika jest uświadomienie sobie. czy zrobisz je teraz. Zagiął mi palce. – Czy możesz je zobaczyć i dotknąć? – Powiedzmy. gdyż w żaden fizyczny sposób na mnie nie oddziaływał. – Człowiek wiedzy używa innych części ciała. że było to tylko ćwiczenie. gdziekolwiek się chce. Kazał mi się położyć. zanim znowu usiadł na swoim miejscu. i wtedy zaczął poruszać nią do tyłu i do przodu kolistym ruchem przypominającym popychanie i przyciąganie dźwigni przymocowanej do koła. czy za dziesięć lat. Trzeba odpychać i przyciągać wyobrażoną przeciwną siłę. Kiedy usiadłem. uważnie mi się przyjrzał. to nie rozumiesz. które łączą nas z rzeczami. Uzyskuje . ale o opanowanie go. jakbym pływał w ciężkiej. zawsze kiedy chce coś wyrzucić ze swego ciała. Nie-działanie jest tylko dla bardzo silnych wojowników. Don Juan powiedział. tak abyś nigdy nie czuł zimna. Don Juan powiedział. Zacząłem poruszać ramieniem i po krótkiej chwili moja ręka stała się lodowato zimna. że ćwiczenie nie-działania. Mówienie jest działaniem dla ciebie. aby je wykonać. Zrobił przerwę i przyjrzał mi się z ciekawością. tak że wyglądało. – Ale może je także zrobić oczami. o co mi chodzi? – zapytał don Juan i spuścił wzrok. aż poczuje się ten ciężar. że dłoń miałem zwróconą w jego kierunku. Ponieważ jesteśmy zainteresowani nie-działaniem. Teraz złapałeś dłonią tylko coś straszliwego. pomimo całkowitego braku wiary w możliwość jego odczucia. – Może zrobisz to ćwiczenie innym razem. co zatrzymuje swobodny ruch ręki. a potem zamrugał. aby wytworzyć trwałe linie – powiedział. Uniósł brwi i otworzył oczy. Zrobił pauzę. Powiedział. może pomóc każdemu odczuć linię wychodzącą z poruszającej się ręki. – Czy rozumiesz. odczuwa się świat. jakbym trzymał gałkę drzwi. – Nie-działanie jest bardzo proste i bardzo trudne – powiedział. aby mnie zatrzymać. Kiedy ręka jest ciepła. że świat jest uczuciem. ale nie jest ono właściwe i jeśli chcesz wiedzieć. Było tak. że jeśli nie mówisz. a później obszedł mnie wokoło. jakby pod wpływem jakiejś niewidzialnej siły. kleistej i płynnej substancji.

– Można powiedzieć. – Powinieneś wykorzystać to olśniewające światło do wykonania jeszcze jednego ćwiczenia. rozglądnąłem się na boki. musiał mi pomagać. jest działaniem – wyjaśnił. ale byłem zdenerwowany. Cienie są jak drzwi. pozwalając twojemu ciału wiedzieć. don Juanie? – Przekonanie. Nie wiedziałem. że cień idzie za nami. Kilkakrotnie podciągał mnie do góry. Odruchowo. to działanie. że te istoty i cienie mają takie same linie i dlatego tak je nazywa. – Ale jak uczucia mogą pochodzić z cieni. Chciało mi się wymiotować. Powoli ten ruch przywrócił mi równowagę. Don Juan nie powiedział ani słowa. Zaprowadził mnie w miejsce. że jest w nich ruch. Don Juan zatrzymał się dziesięć metrów przed nimi i stanął twarzą w . z tym wyjątkiem. że są one cieniami. a jednak nim nie jest. – Te góry są jej pełne. dzięki technice nie-działania. albo że pochodzą z nich uczucia. Chcę rozumieć wszystko. drzwi nie-działania. don Juanie. Obserwowanie kamienia w celu poznania tego. Powiedziałem mu. gdzie dwie skały wielkości człowieka stały obok siebie w odległości czterech czy pięciu stóp. które by nam pomagały i nas ubezpieczały. że mam marną kondycję. czym on jest. Chciałem. A poza tym to. – Kiedy pracuje się z ludźmi – powiedział – powinno się przedstawiać całą sprawę tylko ich ciałom. wystarczy nie-działać. W rzeczywistości była to wysokogórska wspinaczka. Chciałem dowiedzieć się. – Cienie są szczególne – powiedział niespodziewanie. w przeciwnym przypadku przychodzenie tutaj byłoby tylko stratą mojego czasu. położyłem się. że w ciągu dnia mogę jedynie poczuć jego obecność. jest jedynie naszym działaniem. Dotąd postępowałem tak z tobą. – Nic takiego nie zauważyłem – zaprotestowałem. czy coś rozumiesz. – Ależ ty jesteś zarozumiały. – Z pewnością zauważyłeś. ćwiczenia czy inny trening nie są potrzebne. – Cień jest kamieniem. będący przecież starym człowiekiem. że cienie są tylko cieniami. Uśmiechnąłem się odruchowo. Wstał i powiedział. ponieważ jestem zbyt leniwy. to nie-działanie. że kiedy uzyskuje się pewien poziom osobistej mocy. patrząc na niebo. pomimo mojego upartego zaprzeczania. tak jak to już kiedyś zrobił. a więc tak samo musi być z cieniami. że nie mieliśmy lin. Don Juan ciągle powtarzał mi. – Stratą twojego czasu! – wykrzyknął. ażeby ćwiczyć. ale również patrzył w tym samym kierunku co ja. Wskazał na długi głaz stojący bezpośrednio przed nami. Odparł. – To tylko moc – powiedział. – Zbliża się koniec dnia – stwierdził don Juan. jakbym oczekiwał na nagłe pojawienie się czegoś. dlaczego nazywa to coś cieniem. aby mi wyjaśnił. Kędy dotarliśmy na szczyt. Byłem okropnie zażenowany. czy rzeczywiście sam mógłbym go zobaczyć. Kogo to obchodzi. Jest trochę podobny do tych istot. Wejście tam stanowiło bolesne doświadczenie. albo też że ukazują się w nich linie świata. co sprawia. abym nie patrzył w dół. Pomyśl w taki sposób: Świat jest o wiele bardziej skomplikowany niż się wydaje. dwa czy trzy razy. ale obserwowanie jego cienia. Przekonywał mnie godnym zaufania tonem. – Spójrz na cień tego kamienia – powiedział. że moje ciało zauważyło naszego prześladowcę. co mógłbym jeszcze powiedzieć. Na przykład człowiek wiedzy może opowiedzieć o najskrytszych uczuciach ludzi. gdy ześlizgiwałem się ze skały. Odczuwałem to tak. Don Juan odparł. co mówił. Zapanowała długa cisza. Zapewnił mnie. chociaż wcale nie było podobne do cienia. Nie zrozumiałem tego. czy nie? – Ale to nie w porządku. ponieważ aby znaleźć się w nieskazitelnej formie. że jeden podąża za nami.się je tylko po zatrzymaniu świata. że wejdziemy na szczyt skały wulkanicznej znajdującej się z prawej strony. parodiując mój głos. obserwując ich cienie. – Czy jest w nich jakiś ruch? – zapytałem. – Takie przekonanie jest cokolwiek głupie. kiedy don Juan. że nie ma w tym nic niezwykłego. Don Juan poturlał mnie stopą w prawo i w lewo. Odparł. które przestraszyły cię tamtej nocy.

co mogłem pojąć. że kopulasty wierzchołek stał się dla mnie niezmierzonym światem. Potem. a jednak. był wyraźnie widoczny. Wspiął się na podobny do kopuły wierzchołek i z góry krzyknął. a on wyjaśnił. Każdy otwór w skale na obszarze. że jestem w świecie znajdującym się daleko poza wszystkim. Poklepał miejsce po swojej lewej stronie i powiedział mi.kierunku zachodnim. którego nigdy przedtem nie widziałem. że mogę przyglądać się otoczeniu cienia. czy uda mi się połączyć cienie. że teraz nie-działanie stało się dla mnie jeszcze bardziej tajemnicze. że powinien mi wcześniej powiedzieć. który tak niepewnie utrzymywałem. który stworzyłem. zwiększyłem go i chociaż daleko mi jeszcze do odczuwania jego linii. że ten sposób patrzenia. szukając miejsca na odpoczynek. Znalazłem takie i podałem mu je. Moja próba wykonania tego ćwiczenia okazała się bezowocna. jakiego doświadczyłem. powinno polegać na utrzymaniu wizji. bez ulegania jej pokusie. Dodał. Powinienem obserwować je i zezować tak samo. że dzięki temu można rozróżnić pewne emanujące z nich uczucia. i powiedział mi. niezwykle mnie zaintrygowało. Sprecyzował swoje wskazówki. który obejmowałem spojrzeniem. Skrytykowałem mglistość jego określeń. natomiast obserwując cienie. twarzą na zachód i powiedział. nagle odwrócił się do mnie i zapytał o postępy w śnieniu. że naprawdę nie ma możliwości opisania tego. Wpatrywałem się w niego oszołomiony. Powiedziałem mu. gdy omiatam wzrokiem ziemię. zmniejszając go. nie tracąc ostrości widzenia. a nałożony na nie połączony cień. że patrzę na skałę. abym patrzył na cienie skał. a ja zacząłem patrzeć. a potem wszystko zniknęło. W końcu pieczenie oczu zmusiło mnie do spuszczenia powiek. przez moment. że musiał je przerwać. w tym miejscu. Musiałem przyznać. abym też usiadł. delikatnie położył je w głębokiej szczelinie i usiadł ze skrzyżowanymi nogami. że powinienem być usatysfakcjonowany tym. ponieważ w pewien sposób działanie związane jest z uleganiem. Zmniejszając świat. w którym ja miałem stać. Walczyłem. o co tu chodzi. ale teraz w ogóle przestałem odnajdywać swoje . niewiarygodną głębię i pewien rodzaj przejrzystości. nie powinno się koncentrować wzroku w danym punkcie. Prawie natychmiast udało mi się zobaczyć. straciłem świadomość. bez przetwarzania obrazów. Zaznaczył miejsce. To nadzwyczajne wrażenie trwało przez sekundę. dobrze znane działanie. że nie miał możliwości. Tym razem była to całkiem inna sprawa. że to. co zrobiłem. Zwróciłem uwagę na to. która przemieniała kamień w rzeczywisty świat. Poczułem. mówiąc. Umieścił je w odległości około jednej stopy od siebie w dwóch szczelinach. że kiedy poszukuje się miejsca na odpoczynek. że naturalną tendencją nas wszystkich jest folgowanie sobie. że mogłem się w nim zatracić. Narzekałem. mówiąc. jak zwykle zezuję. ponieważ widział. małe dziurki w porowatej skale powiększyły się. Don Juan wcale nie był zainteresowany moim niepowodzeniem. Powiedział. abym zrobił to samo ćwiczenie z tymi cieniami. A ja przez to prawie zamieniłem niedziałanie w stare. Co więcej. kiedy pojawiają się tego rodzaju odczucia. upodobnił się do cienkiej błonki o nie dającej się opisać przezroczystości. W tym momencie poczułem. Zauważyłem również. że powiększyłem świat. był tak wyraźny. jak oddzielne cienie stapiają się w jeden. że było to łatwe na początku. abym rozejrzał się za dwoma małymi. jakbym z niezmierzonej wysokości patrzył na świat. ale wcale nie utraciłem widoku szczegółów. gdzie przedtem leżały. Nie chciałem mrugać. Stwierdzenie. należy zrobić zeza i równocześnie utrzymywać ostry obraz. dopóki nie dostałem bólu głowy. Później zjedliśmy. Swoim ciałem zasłaniał mi słońce. jakiej wielkości kamieni potrzebował. nadaje pojedynczemu cieniowi. w rzeczywistości. Fragment porowatej skały. co miałem zrobić. aby nie stracić obrazu. był to tylko zmniejszony widok skały. czego mam się spodziewać i co robić. Opisałem niezwykłe wrażenie. również w ciszy. Długo nic nie mówiliśmy. dzięki nawilżeniu rogówki obraz stał się jeszcze wyraźniejszy. Kazał mi stanąć powyżej nich. Kiedy don Juan zasłonił światło. ponieważ przynajmniej raz postępowałem właściwie. Automatycznie spojrzałem w górę i zobaczyłem don Juana stojącego bezpośrednio nade mną. aby się przekonać. Kiedy tylko zaszło słońce. brązowy kolor zastygłej lawy zmatowiał i wszystko straciło świetlistą przejrzystość. to jednak właściwie wykorzystałem cień skał jako drzwi do niedziałania. Wyjaśnił. Efektem miało być nałożenie jednego cienia na drugi. Wtedy zwrócił mi uwagę. Pokazał mi rękami. tak jak to zwykle robię. ale utrzymywał. Don Juan skomentował to. zwrócony na zachód. na którym skupiłem wzrok. Don Juan wziął te dwa odłamki skały. długimi i wąskimi kawałkami skały. wyrazisty fragment stał się nieciekawy.

ręce we śnie. – Ja już wiem. chociaż nie wiem jak. znajduje się z mojej prawej strony. sam wiedziałbyś. a wtedy być może uświadomisz sobie. co robić ze śnieniem. to być może pod wpływem mocy godnego przeciwnika. – To głupio z twojej strony pogardzać tajemnicami świata tylko z tego powodu. abyś kłamał. kiedy uczyłem cię chodu mocy. ponieważ dopóki czymś się zajmuje. że jesteś zgniłek – stwierdził. zepsuty i do niczego się nie nadajesz. Lecz jeśli uchwyciłbyś nie-działanie bezpośrednio. w nic nie wierząc. nie są rzeczywiste i uzależnianie się od któregokolwiek jest tylko stratą czasu. – Ale jaki jest cel takich kłamstw. – Nie ma niczego więcej. – Kiedy na początku zaczynałeś śnienie. Znalezienie własnych rąk na razie jest najważniejsze i jestem przekonany. – Nie wiem. aby wpłynąć na to działanie. niż mu się wydaje. aby nie zaprzestać poszukiwania własnych rąk. ażebyś nauczył się innego działania. – Wszystko. – Nie chodzi tutaj o ufanie komukolwiek. Ale nie wolno przestać ci próbować. ponieważ bardzo mało działania pozostaje w ciemności. co bym powiedział. Nie mam zaufania do siebie. wiedząc. – To jest twoje działanie. czego cię dotąd uczyłem. Od dzisiaj. co mógłbym powiedzieć ci o śnieniu – kontynuował. śnienie jest nie-działaniem snów i postęp w nie-działaniu spowoduje także postępy w śnieniu. Zaśmiałem się głośno i mój własny śmiech przestraszył mnie. wszystko jest cieniem. że musiał wkroczyć i zatrzymać go. ma jakieś znaczenie. że myślisz. używałeś mojej osobistej mocy. zamierzam polecić ci. że znasz działanie pogardy – powiedział poważnie. – A jednak chcę się zmienić. Zapewniłem go. ponieważ siła. że jesteś okropny. nieświadomy ruch prawą ręką. ale że jestem bardziej nerwowy i nieudolny. która postępuje w ślad za nami. Zrobiłem gwałtowny. don Juanie? – Możesz dać się złapać na haczyk innego działania. Musisz pozwolić swojemu ciału odkryć moc i uczucie nie-działania. Cała sztuczka polega na tym. Jak już ci powiedziałem. że moje ciało wie dużo więcej. dlatego było łatwiej – powiedział. Widzisz. Teraz. chcę. – Ale w nocy. że ci się to uda. że nie pogardzam nikim ani niczym. co robisz. Zamiast mówić sobie prawdę. Cała sprawa jest kwestią walki wojownika. że kłamiesz i że jesteś absolutnie beznadziejny. dopóki nie będziesz miał wystarczająco dużo własnej mocy. Don Juan powiedział. a ty będziesz dalej walczył: jeśli nie pod ochroną swojej własnej mocy. ponieważ jedyną rzeczywistą rzeczą jest w tobie ta istota. Mówiłem ci już o tym. don Juanie. – Wszystko. przez osiem dni. nawet jeśli nie wierzysz. – Teraz jesteś pusty. Nie nadaję się do niczego. . dopóty niedziała. albo z pomocą jakichś sprzymierzeńców. Dotarcie do tej istoty jest nie-działaniem “ja". niż się spodziewam. Przyznał się. będziesz sobie mówił coś całkiem przeciwnego. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie. że to. że obydwa są kłamstwem. że dwa razy tego dnia sprzymierzeniec podszedł tak blisko. byłoby tylko nie-działaniem. łącznie ze sprzymierzeńcami. który już za tobą podąża. która musi umrzeć. – Zawsze taki byłem – powiedziałem. – W ciągu dnia cienie stanowią drzwi nie-działania – powiedział. Miałem następny atak nerwowego chichotu. mówiąc mi to po cichu. takich jak ten. a jednak nie mogę ci już nic więcej powiedzieć. wojownik nie musi w nic wierzyć. – Wojownik stosuje nie– -działanie do wszystkiego w świecie. stanowi aspekt nie-działania – kontynuował.

na wysoką równinę wulkanicznych gór. Potem to światło stało się przyćmione i nagle zgasło. Na wpół przymknąłem oczy. Zaraz po znalezieniu ciemnego punktu mam otworzyć oczy i sprawdzić. ale don Juan złapał mnie za głowę i nie pozwolił mi się poruszyć. Niecierpliwym gestem don Juan kazał mi być cicho. Byłem zmęczony. abym nie wpatrywał się w nie. bezpośrednio nad zboczem. Następnie udzielił mi serii wskazówek: mam rozluźnić obcisłe ubranie. który mi wybrał. Patrzyłem na nią przez chwilę. Robiłem zeza i otwierałem oczy wiele razy. mogę uchwycić częściowy widok istoty z gór. Zapewnił mnie. – Dokąd idziemy? – zapytałem. czy słońce zaszło za chmury. ale moje ręce były lepkie i oczy zaczęły mnie piec od potu. Myślałem. Myślałem. aby się przekonać. 14 kwietnia 1962 Don Juan zważył w rękach nasze tykwy i stwierdził. a góry stały się masą matowych. Wyglądało to tak. Wyjaśnił. że nie wraca do Sonory. Po długim czuwaniu zapytałem. że skończyło się nam jedzenie i nadszedł czas powrotu do domu. Powiedziałem don Juanowi. zobaczyłem cały łańcuch górski przed sobą jako ogromne pole małych punktów światła. gdzie dwa stoki prawie się ze sobą stykały. . Powiedział. że będziemy się wspinać na zbocze. Po niebie płynęło tylko kilka chmur.16. Spojrzałem na szczyty zastygłej lawy i nagle całe góry rozbłysły. Powiedział mi. ale patrzył obojętnie na pewien punkt na horyzoncie. że powinienem spróbować wyizolować obszary ciemności wewnątrz pola świetlnych włókien. Po jakiejś godzinie drogi zaprowadził mnie do głębokiego wąwozu. Próbowałem zmieniać pozycję. a później szerzej otworzyłem oczy. że w południe światło słońca może mi pomóc w osiągnięciu nie-działania. brązowych skał. sprzymierzeńca. że grzmot. – Słońce świeci prawie pionowo. Znowu zrobiłem zeza i jeszcze raz zobaczyłem sieć świetlnych włókien. że kiedy zezuję. który kończył się w miejscu. bezpośrednio przede mną. stanowił specyficzny sposób. ażeby utrzymać widok świetlnych włókien: chciał też. Bardzo uważnie obserwowałem wskazany obszar. a później na inny. Obojętnie zauważyłem. że jeśli się odwrócę. wklęsłym mostem rozciągającym się pomiędzy dwoma wierzchołkami. Powiedział. mając otwarte oczy. ale don Juan skierował się ku północnemu zachodowi. na który wskazywał don Juan. który podąża naszym śladem. Następnie dodał. w jaki sprzymierzeniec zamanifestował swoją obecność. Don Juan zbliżył się do mnie i wskazał na punkt po prawej stronie. jakby przez krótki moment metaliczne cętki w zastygłej lawie. Potem wstał i zapowiedział. że zaczniemy schodzić kanionem rzeki. co szczególnego powinienem zobaczyć. Nie potrafiłem znaleźć żadnego ciemnego obszaru. Był gorący dzień i słońce świeciło na zastygłą lawę. gdzie ma pewien interes do załatwienia. ale on potrząsnął moim ramieniem i surowym tonem kazał mi siedzieć spokojnie i być cierpliwym. że wtedy będę w stanie dostrzec domniemany obszar ciemności. zgodnie zaczęły odbijać światło słońca. gdzie jest umiejscowiony na przedniej ścianie zbocza. Don Juan powiedział bardzo łagodnie. potarłem je. widzę cały łańcuch górski jako splątany szereg świetlistych włókien. że nie mam wystarczającej siły. Dziwne zbocza wyglądały jak zakończone ukośnym. który słyszałem. usiąść ze skrzyżowanymi nogami i wpatrywać się intensywnie w punkt. Chciało mi się spać. ale żadna nie pojawiła się na zachodzie. aby to znieść. Chciałem się odwrócić. że powrót zabierze nam co najmniej kilka dni. – Skoncentruj tam wzrok – powiedział. wszystkie razem. Pierścień mocy Sobota. W tej samej chwili zaczął wiać wiatr i zrobiło się zimno. W tym momencie posłyszałem słaby grzmot – można byłoby go wytłumaczyć jako odległy odgłos odrzutowca – a potem. Ponieważ swędziały mnie. abym prawie nie oddychał. tylko jedzie do miasta na granicy. Postępowałem zgodnie z jego instrukcjami i byłem w stanie utrzymać ten widok niezmierzonego przestworu pokrytego siecią światła. Don Juan wskazał na to miejsce.

Ci zaś siedli w ciasnej gromadce wokół mnie. poszukując kwarcowych kryształów mocy. Chciałem mu pomóc. Wtedy don Juan zmienił kierunek i skierował się na południowy wschód. jakieś dwieście metrów stąd. Zauważyłem. Po trudnej wspinaczce osiągnęliśmy cel. że daje mi go. pochwalił ich za rozwagę i powiedział mi. Kiedy tylko to uczyniłem. Kiedy rozpocząłem z nimi pogawędkę. Obserwowałem ich. ale dał mi znak ręką. Kiedy byli już blisko. Spojrzałem na don Juana. Ogień znajdował się po jego prawej stronie. Powiedzieli mi. Młodzi ludzie wyraźnie wiedzieli. ale szepnął mi. okazali się bardzo przyjacielscy i komunikatywni. oczyszczając go w ten sposób. o kilka stóp ode mnie. abym go zatrzymał. – To dobre miejsce na krótkotrwały obóz – powiedział. zauważyłem. Przez kilka dni chodzili wokół wulkanicznych gór. natomiast ja nie miałem zielonego pojęcia. leniwie zbliżali się do nas. Odpowiedziałem mu. opierając się o głaz. który wyznaczył jako punkt ciemności. ale zatrzymaliśmy się i poczekaliśmy do momentu kiedy prawdopodobnie zniknęło za horyzontem. kazał mi go natychmiast schować pod koszulę. Don Juan ogłosił. Wytłumaczył mi. że będzie to specjalny ogień dla tych młodych. Siedliśmy na kamieniach. Ciężki wał chmur na zachodzie nie pozwolił nam zobaczyć zachodu słońca. że jego . gdzie można znaleźć przedmioty mocy. że idzie z powrotem do chaparralu. Następnie kazał mi go wyjąć. Don Juan stał przez chwilę bez ruchu. że dzięki niedziałaniu poznał ten punkt jako możliwe centrum mocy albo miejsce. tworząc regularne półkole. jak zachowywać się w towarzystwie uczniów czarownika. a my wszyscy udaliśmy się za nim. Byłem trochę zakłopotany. Zaraz potem zaczęliśmy schodzić do kanionu i kilka godzin później znaleźliśmy się na wysokiej pustyni u stóp wulkanicznych gór. aby robić krąg. jak gdyby nic się nie wydarzyło. Kiedy wszystkie gałęzie płonęły. Klucząc. Nigdy dotąd podczas naszych wypraw nie spotkaliśmy ludzi i nie wiedziałem. który sam się do mnie zwrócił. jak mam się zachować w takiej sytuacji. który należał do mnie. ale im się nie poszczęściło. szczególnie ten. Wyglądało na to. don Juan siadł. czy również mogę z nimi porozmawiać. Nasze obozowisko było bardzo nierówne. Mężczyźni poruszali się bez pośpiechu. że don Juan nigdy nie zabrał mnie na ich poszukiwanie. że to czterej młodzi Indianie. Potem pewnym krokiem skierował się do występu skalnego. Szeptem zapytałem don Juana. a on skinął głową. jakby z góry na dół omiatał wzrokiem górę. Don Juan szedł jakieś dziesięć stóp przede mną i utrzymywał bardzo szybkie tempo. że znaleźli się tutaj. Jeden z przybyszy zapytał mnie. Weszliśmy na wzgórze i. w którego centrum dwóch ludzi siedzi plecami do siebie. że rozpoznali don Juana. Kiedy don Juan wrócił z wiązką chrustu. Powinienem go wypolerować i dbać o niego. Odezwał się do nich po hiszpańsku. pozbawione krzewów. że stara się zorientować w terenie. ponieważ był przedmiotem mocy. aby mu pomóc. Widziałem tył jego głowy poruszający się tak. Kopał palcami wokół wystającego małego kawałka kamienia. kiedy znaleźliśmy się na wierzchołku. Don Juan rozejrzał się wkoło i wskazał skalisty teren. Oni mówili bardzo cicho i traktowali go z wielkim szacunkiem. Zaczął iść w jego kierunku. Żaden z młodych ludzi nie ruszył się. Wydawało mi się. Powiedział. Próbowałem zbliżyć się do niego. zauważyłem czterech mężczyzn zbliżających się do nas z południa. Szedł. Kierowaliśmy się na południe. Usiadł i zaczął ręką zmiatać pył ze skały. ale każdy z nich uważnie go obserwował. abym się zatrzymał. co się dzieje.Wskazał na ten obszar. odważnych ludzi i nie potrzebuje mojej pomocy. Jeden z nich oparł się nawet plecami o moje. czy kiedykolwiek sam znalazłem kryształ. aby nazbierać suchych gałęzi na ogień. Ale don Juan nie wydawał się nimi zainteresowany. że młodzi ludzie byli uczniami czarownika i że podczas myśliwskich wypraw po obiekty mocy regułą jest. Usiedli twarzą do don Juana. Tylko jeden z nich odezwał się do mnie. Don Juan wybrał miejsce w pobliżu wielkiego głazu i zaczął przygotowywać ognisko.

Powiedział. Znalazca jest odpowiedzialny za ich pocięcie i wypolerowanie mające na celu ich zaostrzenie i dopasowanie wielkością i kształtem do palców prawej ręki. że kryształy kwarcu są bronią używaną podczas czarów. kiedy przestali się śmiać. ale siły. zaśmiał się głośno. Najodważniejszy z nich. że takie siedzenie przez cały jego wykład będzie dla mnie okropną męczarnią. a odkrywa sieje. że sprzymierzeńca przyciągają płomienie. chłopcy – powiedział obojętnie don Juan. a ich moc sięga daleko poza nasze rozumienie. Przez moment myślałem. że w tych górach znajdują się też inne siły. należy je nakłonić do opuszczenia swego miejsca. Powiedział. Wtedy kryształy stają się samym człowiekiem. jaką należy zrobić. pojawiają się jako migające cienie i w ogóle nie posiadają mocy. wydając serię powtarzających się dźwięków. Pierwszą rzeczą. który pierwszy ze mną rozmawiał. Wtedy właśnie można go zmusić do dotknięcia kryształów. Ostrzegł nas. Don Juan dodał. że młodzi ludzie zgromadzą się wokół niego. dopóki nie wyczuje się ciepła. aby zabić: przebijają one ciało wroga. przynajmniej od czasu kiedy włóczę się razem z nim. który zamienia zwykłe kryształy w broń. Młodzi ludzie zmienili pozycję i usiedli z lewą nogą podwiniętą pod siedzenie. Wtedy należy na tym miejscu rozpalić ogień. Jak gdyby nigdy nic. a później wracają do ręki właściciela. – Natomiast jeśli nie macie kryształów ale znaleźliście ducha. że tak samo jak ja. Pomyślałem. Niektórzy zakryli twarz i chichotali nerwowo. który trzyma w swoim worku. że jestem w wulkanicznych górach. jak siedzieli poprzednio. Don Juan zaczął opowiadać im. Nie zwróciłem uwagi. Powiedział nam. Następnie opowiedział o poszukiwaniu ducha. że taką postawą przyjmuje czarownik. a swoją obecność zdradza on. ponieważ najważniejsze nie jest znalezienie przedmiotu. Zgadywałem. ten. Krótkie spojrzenie na don Juana ujawniło mi. ale właściwie każdy inny przedmiot jest tak samo dobry. Nie czynią żadnych hałasów. dopóki sprzymierzeniec sam się nie objawi. która napełniłaby go mocą. ale tylko podwinęli lewą nogę i znowu siedli w tej tajemniczej postawie. należy wybór pięciu najdłuższych i najlepiej wyglądających słupków kwarcu i oddzielenie ich od macierzystej skały. i że podąża za nami sprzymierzeniec. Don Juan był w pełni tego świadomy. Wywołało to wielkie poruszenie wśród młodych ludzi. że jest to dla mnie bardzo męcząca pozycja. więc w zwięzły sposób zaczął wyjaśniać młodym ludziom. Zauważyłem. stosując specjalne techniki. Zawsze jednak okazywało się. przesuwając dłoń zwróconą w kierunku ziemi. ponieważ od lat nie byłem u spowiedzi. która była dla mnie bardzo niewygodna. skąd dochodzą. aby przełamać jego opór. możecie wystawić swoje kutasy. że zwykle występują w skupiskach i do tego. podwinąłem lewą nogę. że kryształy kwarcu można znaleźć w określonych miejscach na tym obszarze. że to dramatyczny początek i miałem rację. Osoba poszukująca sprzymierzeńca musi podążać w kierunku. ponieważ musiałem stanąć i biec w miejscu przez kilka minut. Lekko pochylili się do przodu. Don Juan skomentował to żartem. że on także siedział z lewą nogą podwiniętą. Zwykle rzuca się je. Usiłowałem w niewymuszony sposób przejść do tej bardziej wygodnej pozy. Don Juan wyjaśnił. po turecku. Przyjąłem. Don Juan powiedział mi kiedyś. Gdy tylko się je wyszuka. kiedy sytuacja jest niepewna. aby napełnić je mocą. Wiedziałem. . a innych dwóch po prawej stronie. kto je znajdzie. jeśli nigdy nie znajdziecie ducha dającego moc? – powiedział. Musi ono znajdować się na szczycie wzgórza.miejsce znajduje się bezpośrednio przede mną. Ledwie dostrzegalnym gestem brody wskazał na moją pozycję. – Co za pożytek z posiadania pięknie wypolerowanych kryształów. Jeśli nie znajdziecie nic innego. możecie dać mu do dotknięcia właściwie wszystko. Wstrząsały nimi wybuchy śmiechu. że jaskrawo zabarwione pióro albo wypolerowane kryształy kwarcu przyciągają uwagę sprzymierzeńca. jak gdyby mieli wstać. Wszyscy młodzi ludzie również skrzyżowali nogi. które nie przypominają sprzymierzeńców. że wyszedłem z wprawy w klęczeniu. jest znalezienie odpowiedniego miejsca służącego do wywabienia ducha. bo wszyscy równocześnie wykonali gwałtowny ruch. że don Juan skrzyżował nogi i był rozluźniony. że chce pokazać nam jakiś przedmiot mocy. dwóch młodzieńców miałem po mojej lewej. Potem trzeba go powalić na ziemię i przytrzymać. ale moje lewe kolano chyba miało uszkodzony nerw. – Mam zamiar coś wam pokazać. Młodzi ludzie zachichotali. jakby nigdy jej nie opuszczały. aby uczyć się nie-działania.

że don Juanowi brakuje tylko przepaski na oku i papugi na ramieniu. Powiedziałem im. który przemówił pierwszy. Jeden z młodzieńców. omiatając nasze postacie wzrokiem z prawa na lewo. – To prawda – potwierdzili pozostali. Powiedział. Wszyscy czterej mężczyźni zbliżyli się do mnie. ale byłem tak otumaniony jego pojawieniem się. don Juan był ubrany jak jakiś ważny człowiek. ale nie jest pewny. że nie miał nic w rękach. i był okrągły na górze. Miał podarte poncho czy też pewien rodzaj indiańskiego płaszcza i znoszone sombrero. jak na komendę. Czekałem niecierpliwie. że don Juan nie miał żadnego kapelusza ani nie nosił długiego płaszcza i z pewnością nie stał na drewnianej nodze. Według niego. Zmiana intensywności ognia wywołała duże wrażenie na grupie. Przeżyłem moment oszołomienia. co to było. Nie mogłem zrozumieć. który widział don Juana w czarnym kapturze. które don Juan włożył – śmieszny kapelusz i płaszcz z długimi połami – oraz to. kiedy don Juan wszedł za głaz. Miał skórzane nogawice do . Don Juan z pewnością chciał. aby jego przebranie było doskonałe. Wydawał się zakłopotany. który właśnie zabił mnicha i założył jego szaty. że don Juan zaraz wyjdzie zza głazu i znowu usiądzie. spojrzał na mnie z niedowierzaniem. które dołożył do ognia i dostosować do tego moment swojego wejścia i wyjścia. że kiedy nie siedzę na stopie i utrzymuję półklęczącą pozycję. zniknął nam z oczu. bo teraz zaczęły trzaskać nowe gałęzie i płomienie strzeliły wysoko w górę. Pomyślałem sobie. Pomyślałem sobie. Kiedy płomienie się zmniejszyły. Miał czarny płaszcz z długimi połami. że stał na drewnianej nodze. Płomienie straciły swoją moc w tym samym momencie. gdzie siedział. Dodał. zanim wstał. Don Juan wyglądał naprawdę głupio w tym pirackim kostiumie. Założyłem. Młody człowiek z lewej zaśmiał się i powiedział. Musiał sobie wyliczyć. a potem zniknął za głazem. że brakuje im słów. że jego wyczucie czasu było doskonałe. że musiał być ukryty za skałą. Powiedziałem. ten najdalej ode mnie z prawej. że wszystko to jest bardzo dziwne. ma dla niego jakieś znaczenie. popatrzył na mnie uważnie. Mężczyzna. Nie zauważyłem. wrócili do pozycji ze skrzyżowanymi nogami. i drewnianą nogę. i dlatego zostawił nas samych. co się wydarzyło. ale za to włosy miał długie i dziko zmierzwione. ale tak się nie stało. Musiał podsycić ogień. Wydawało się. Młodzi ludzie siedzieli z niewzruszonym wyrazem twarzy. zapięty na jeden błyszczący metalowy guzik. kapelusz. Młody człowiek spojrzał na mnie ze śmiesznie zmieszaną miną. Potem spojrzeli na siebie. Popatrzył na każdego z nas. powiedział. powinienem ją zobaczyć. przy uszach. Efekt był wyjątkowo dramatyczny. Zastanawiałem się. – Nie! – cicho krzyknął inny młody człowiek. wszyscy razem. Zaśmiałem się do siebie. aby udawać człowieka z drewnianą protezą. że don Juan był w łachmanach. zdezorientowani. Powtórzyłem pytanie i inny młody człowiek. że don Juan właściwie nie był ubrany jak żebrak. Wydawało mi się. ale nie może ukryć swojej dzikości. kiedy ja zajmowałem się swoją nogą. Miał daszki po bokach. Po długim oczekiwaniu zwróciłem się do młodego człowieka po prawej i po cichu zapytałem go. Na głowie miał kaptur czy też szal i nosił kruczoczarną tunikę do samej ziemi. Kiedy odwrócił się i wchodził za głaz. Spodziewałem się. jak szedł. Zauważyłem. jak zakonnik. Potem spojrzał ponad nami w ciemność z tyłu. czy rzeczy. jak długo będą się palić gałęzie. Pozostawał w tej pozycji przez chwilę. że to prawdziwy piracki kapelusz. jakby był człowiekiem. Młodzi ludzie stali się nerwowi. siedzący obok niego.Możliwie swobodnym ruchem podwinąłem lewą nogę. Don Juan wstał i obchodząc łukiem wielki głaz. że według mnie. W końcu odezwał się najodważniejszy z nich. Cicho chichotali i byli zdenerwowani. Don Juan nagle wyszedł zza głazu i stanął tam. Włożył śmieszny czarny kapelusz. który właśnie zsiadł z konia. który powraca z niezwykle długiej podróży. – Nie miał kaptura. abyśmy to zrobili. że musimy bardzo dokładnie i spokojnie przeanalizować to. co don Juan chciał osiągnąć poprzez tę komedię. drewniana noga i płaszcz czyniły z niego prawdziwego pirata. Płomienie sięgnęły dwa razy wyżej. ale bardziej wyglądał na człowieka. stwierdził. Oczywiście musiał zgiąć nogę w kolanie. skąd mógł go zdobyć na tym pustkowiu. kolana nie bolą mnie tak bardzo. Młody człowiek. że nie zwróciłem uwagi na szczegóły. Trzymał koszyk z jakimiś rzeczami.

kiedy traciłem równowagę. – Powiedzmy. stożkowaty kapelusz oraz dwa automatyczne pistolety kaliber czterdzieści pięć. don Juanie. ponieważ w tej chwili ci młodzieńcy są kręgiem cieni. – Usiądź. Rozkazująco powiedział mi. Zaczął powoli odchodzić. gdzie zostawiłem samochód. Wszystko. nieruchomymi postaciami. niech się zajmą swoimi sprawami – powiedział do mnie. żebyś to zrozumiał. Mężczyźni obejmowali mnie po kolei. zaczęliśmy iść. jak już ci powiedziałem. Niedziela. którą miałem w samochodzie. Don Juan szepnął mi. Miał wygląd zamożnego właściciela rancza. Usiłowałem go do tego nakłonić. jest kwestią działania. bicz. Upadłem pięć razy. Odruchowo krzyknąłem. co robimy. – Pokazałem ci odrobinę swego nie-działania – stwierdził. jakby uchwyciła mnie jakaś ręka. Byłem głodny. Po południu byliśmy już w granicznym mieście. dlatego łatwo było was wszystkich ogłupić. Don Juan był rozluźniony. Innymi słowy. aby stworzyć ten świat. Usiedliśmy przy stoliku przy oknie wychodzącym na ruchliwą główną ulicę i zamówiliśmy jedzenie. w którym miałem go zostawić. które nie dawały mi spokoju. jest w pewnym sensie jedynie przebraniem. – Pożegnaj się z nimi. a mężczyźni stali się wyraźnie zarysowanymi. co zobaczył. ponieważ wszystko. Poszliśmy do restauracji zjeść lunch. są one zahaczone o działanie świata. W końcu zatrzymał się. 15 kwietnia 1962 Kiedy rano zrobiło się wystarczająco jasno. – Ale jak to zrobiłeś? – To nie będzie miało dla ciebie żadnego sensu. aby rozmawiać. – Jednak spróbuj. którym uderzał w lewą dłoń. Tych czterech młodych ludzi i ty sam nie jesteście jeszcze świadomi nie-działania. w jego oczach czaił się figlarny błysk. wielkie ostrogi. abym nie odwracał się. Dreszcz przebiegł mi po plecach. . skul się pod skałą i zakryj brzuch rękami – szepnął mi do ucha. Przede wszystkim chciałem się czegoś dowiedzieć o jego przebraniu. Mój żołądek poczuł siłę pochodzącą z zewnątrz. Zrównałem się z don Juanem. a jego oczy zdawały się rzucać blask. Było w niej pusto. Don Juan głośno liczył za każdym razem. którzy są schwytani w pułapkę działania. – Lepiej zostawmy tych młodych ludzi.konnej jazdy. Nasze pierścienie mocy są połączone z pierścieniami wszystkich pozostałych ludzi. Don Juan wyglądał jak ciemny cień. proszę cię. Don Juan zaprowadził mnie do miejsca. przynosi ze sobą mały pierścień mocy. – Istnieją tylko przebrania. Niemal od razu zaczynamy z niego korzystać. twój i mój. Biegliśmy kilka godzin. – Ale nikt z nas nie widział tego samego przebrania – powiedziałem. Nie było już żadnych płomieni na ognisku. W tym właśnie momencie odczułem. ale inni nie byli nim zainteresowani. Zatem każdy z nas już od urodzenia jest zahaczony. abym mógł to zrozumieć – powiedziałem. jakie wrażenie wywarło na mnie to wydarzenie. Nie ma możliwości. Chyba był zbyt nieśmiały. Ale one naprawdę nie są dziwne. Człowiek wiedzy potrafi zahaczyć się o czyjeś działanie i wywołać dziwne rzeczy. Zdobyłem się na odwagę i zacząłem zasypywać go pytaniami. ale żarzące się węgle dawały wystarczający blask. Chciałem zadać don Juanowi kilka pytań. Ogień już dogasał. ale on przyłożył palec do ust. – Na przykład nasze pierścienie mocy. Są dziwne tylko dla tych. Mężczyzna stojący najdalej z lewej śmiał się zawstydzony i nie odważył się opowiedzieć o tym. co robimy. kiedy don Juan wyszedł zza skały. – Podaj mi przykład. Nie patrzył na nich. że kiedy każdy z nas się rodzi. – Jak to zrobiłeś? – To bardzo proste – odparł. są teraz zahaczone o działanie w tym pokoju. że będzie mi bardzo łatwo skorzystać z chodu mocy. Zjedliśmy trochę krakersów i popiliśmy wodą mineralną z butelki. ale poza tym czułem się ożywiony i wypoczęty. że w tej okolicy jest tyle mocy. Byli jak szereg kruczoczarnych posągów ustawionych na tle ciemności. aby dać mi czas na pożegnanie.

– To prawda. podobnie jak i pozostali. tylko głośno się zaśmiał. co znasz. – Nie masz żadnego pojęcia o mocy. Zapłaciłem kobiecie i dałem jej napiwek. Nie mam z tym nic wspólnego. Don Juan nie zwracał uwagi na mój protest. którą jak zwykle było zwątpienie i brak zaufania oraz pytanie. Są uczniami człowieka. że ścieżka don Juana jest dla mnie zbyt stroma. że jeszcze nie rozwinąłeś swojego dodatkowego pierścienia mocy i twoje ciało nie zna nie-działania – powiedział. Nagle ogarnęło mnie zmęczenie.Stwarzamy ten pokój. że nie mam zdolności. został powołany do istnienia i jest utrzymywany dzięki sile pierścieni mocy każdego człowieka. Mogło by ci to tylko zaszkodzić. Na szczęście. – Czy są sprzymierzeńcami? – Nie. o jakiej chciałbym usłyszeć. aby pokazać jej. Nasze pierścienie mocy właśnie w tej chwili snują istnienie tego pokoju. – Twoje trudności polegają na tym. co mówił. czego doświadczyłem na własnej skórze a jego wyjaśnieniem istniała przepaść nie do przebycia. Bardzo spokojnie utrzymywał. a ponieważ nie są tacy głupi jak ty. że nie wkładałeś przebrania? – zapytałem. przemienili się w coś całkiem różnego od tego. mówiąc. – To nieprawdopodobne! – wykrzyknąłem. zaraz – powiedziałem. Wyraziłem te myśli. aby zgadzać się co do działania – powiedział łagodnie. – Dlaczego nazwałeś ich cieniami? – Dlatego że w tamtym momencie zostali dotknięci mocą nie-działania. Ja go nie stwarzam. prozaicznej kwestii: chciałem wiedzieć. Uświadomiłem sobie. Pomiędzy tym. zacząłem się wpatrywać w don Juana. – Ty sam zrobiłeś resztę. Nie rozumiałem tego. bo don Juan szepnął mi. Dzięki niemu może snuć inny świat. Nazwałbym go pierścieniem nie-działania. . Zapewniłem go. że powinienem zapłacić. usiłując znaleźć sposób powrotu do naszej rozmowy. Zakończyłem ostateczną obroną. nie-działanie jest równie wspaniałe i potężne. – Widzisz – kontynuował – każdy z nas zna działanie pokoi. – Wszyscy zostaliśmy nauczeni tego. którego znam. czy też nie. że nie ma do ciebie zaufania – powiedział i wybuchnął śmiechem. – Zahaczyłem jedynie mój pierścień mocy o twoje działanie. czy don Juan nie mógł być w zmowie z młodymi ludźmi i wszystkiego tego zaaranżować? Zmieniłem temat i zapytałem o czterech uczniów. Poprosiłem go o wyjaśnienie. Przybył mi z pomocą. w którym jesteśmy. że są cieniami? – zapytałem. Chyba uważała. Z tego powodu nie chciałem. abyś na nich patrzył. Moja ciekawość była ograniczona tylko do jednej. czy włożył ten kostium pirata. Don Juan jadł ze smakiem i był w doskonałym nastroju. ponieważ w ten czy inny sposób spędzamy w nich większą część swojego życia. to wszystko – powiedział. – Nie mam do niej pretensji. nie byłem też już głodny. Poczułem niekontrolowany skurcz w żołądku. Młoda kelnerka przyniosła nam jedzenie. ponieważ jest zahaczony o nie-działanie. a kiedy zostawiła nas samych. – Wyglądasz jak wszyscy diabli razem wzięci. – Właśnie ci wszystko wyjaśniłem – odparł. że to ostatnia rzecz. że jesteśmy podejrzani. Natomiast człowiek wiedzy rozwija inny pierścień mocy. i że nawet nie brałem pod uwagę takiej możliwości. aby zostać czarownikiem. Ale ja czułem się przygnębiony. Nie miałem już więcej pytań. – Czy nie powiedziałeś mi. że mamy pieniądze. Don Juan nie odpowiedział. – Ten pokój jest tutaj sam z siebie. że pokój. – To znaczy. – Zaraz. jaką daje ta zgoda. – Może następne spotkanie z Mescalito ci pomoże? – zapytał.

Dlatego wykorzystuje każdą jego cząstkę. używając wszystkiego. A teraz. – Może gdybym potrafił wyplątać się ze wszystkich moich zobowiązań. czego chce. Przyglądał mi się przez dłuższą chwilę. nigdzie nie ma ze mnie pożytku. – To jest twój świat – powiedział. Wyraziłem opinię. Wojownik jest jak pirat. że ponieważ nie jestem Indianinem. kiedy sam jest wykorzystywany. dlatego też wojownik przemienia go w swój teren łowiecki.– Muszą ci się przytrafić bardzo drastyczne przeżycia. pokazując na ruchliwą ulicę za oknem. nie czuje się obrażony. – Albo gdybym udał się z tobą na pustkowie. że świat jest po to. aby go używać. a drugą w tamtym. nie mam naprawdę zdolności do tego. . mogłoby mi się trochę lepiej powodzić w twoim świecie – powiedziałem. żeby prowadzić niezwykłe życie czarownika. wojownik wie. – Jesteś człowiekiem z tego świata i tu są twoje tereny łowieckie. abyś mógł pozwolić swojemu ciału odnieść korzyści z tego. Ale w przeciwieństwie do pirata. aby uciec od działania naszego świata. Nie ma sposobu. Będąc myśliwym. który nie ma skrupułów. czego się nauczyłeś – powiedział. kiedy faktycznie jedną nogą jestem w tym świecie.

Sam mi powiedziałeś. Don Juan wydawał się zatopiony w myślach. Spojrzał na mnie. Teraz musisz zrobić jeszcze więcej. że polowanie sprawiło. wydaje mi się. don Juan wyznał. nie będący złośliwym kawałem. jak ponownie rozbudziłem w tobie ducha myśliwego. których nie zrobiłbyś po to. uśmiechnął się i pokręcił niedowierzająco głową. Byłeś w stanie dokonać wielu rzeczy. śmiejąc się.17. ty też. Zrobił pauzę. 11 grudnia 1962 Moje pułapki były doskonałe. Pamiętasz przecież. Może on jedynie wskazywać nam drogę i używać podstępu. – Kto? – zapytałem. Zabawiał mnie w ten sposób godzinami. Musiałem przyznać. ale w tym szczególnym przypadku. że musimy zostać. że powie “la Catalina". – Albo pójdziemy teraz do domu – kontynuował – albo poczekamy aż do zmierzchu. Wiedziałem. a cała ta sprawa to podstęp. jakbyś nie wiedział kto – stwierdził. – Przerażasz mnie – powiedziałem. która tutaj grasuje. – A przecież od początku wiesz. że czeka na moją decyzję. don Juan zaczął śpiewać meksykańskie piosenki. Ona cię przeraża. które złapie się w moje pułapki. jaki efekt wywrą na mnie jego słowa. że byłem przerażony. aby zostać myśliwym. – Nie ja – odparł. ich rozstawienie właściwe. że posiada taki bogaty repertuar idiotycznych piosenek. a jego mięso będę mógł wysuszyć na pożywienie mocy. że nie ma sensu. Ponad miesiąc wcześniej doszło do straszliwej konfrontacji z czarownicą zwaną la Catalina. nigdy niczego byśmy się nie nauczyli. że ona nigdy nie stanowiła dla niego żadnego niebezpieczeństwa. Kiedy wczesnym rankiem opuszczaliśmy dom. . że w końcu śmiałem się jak dziecko. aby doprowadzać nas do ostateczności. Z jego ust nie padła ani jedna sugestia czy komentarz. kto to jest. Wydawało się. – Gdybyśmy nie byli oszukiwani. Naśladował popularnych piosenkarzy. oczekując. Chciałem zaprotestować. Widziałem wiewiórki. że zapomniałeś o roślinach. i jeśli o ten rodzaj wiedzy mu chodziło. Byłoby prościej i rozsądniej po prostu odejść. a jego interpretacja była tak komiczna. ponieważ don Juan przekonał mnie. – Co masz na myśli? – To tobie ktoś wchodzi w drogę i dlatego jest to twoje przedstawienie. Kiedy już spotkałem się z nią. aby przeżyć. wyjątkowe zwierzę. co prawda. To samo wydarzało się mnie i będzie się wydarzać każdemu. że wpadłem we wściekłość. króliki i inne gryzonie. której wcześniej używałem i zanim zdążyłem się wypowiedzieć. Metoda dobroczyńcy polega na tym. ażeby uczyć się o roślinach. u schyłku dnia stwierdził: – Ktoś przeszkadza ci w polowaniu. ale uznałem. a także przepiórki. – Ta kobieta. Zaczynałem zwijać cienką linkę. – Zachowujesz się. Ja wiem. Kiedyś też wziąłem cię podstępem. Wpatrywał się we mnie i wybuchnął śmiechem. ale przez cały dzień nie mogłem nic złowić. Stanąłem z nią twarzą w twarz. Nigdy nie przypuszczałem. powstrzymał mnie poleceniem: – Siadaj. to miał rację. a on nie jest w stanie się obronić przed jej gwałtownymi atakami. ryzykując życie. Słysząc moje wybuchy gniewu. – Pozwól mi coś ci powiedzieć w związku z tą sprawą – odezwał się w końcu. To przedstawienie jest przecież dla ciebie. Godny przeciwnik Wtorek. ale za to mający na celu złapanie mnie w pułapkę. szczerze zdziwiony. aby ją pochwycić. takich. że ona dybie na niego. Miałem ochotę wrócić. W końcu. Jego metoda wydała mi się tak nieetyczna. że tego dnia muszę czekać na dar mocy. don Juan powiedział mi.

że ktoś idzie obok mnie z lewej. Kiedy byliśmy na miejscu. Znów zrobiła kilka kroków w stronę samochodu i teraz stała zaledwie pięć stóp od jego drzwi. – Jedź powoli i zatrzymaj się przed sklepem – powiedział. że jest ono naszym celem. co będziemy tam robić. Don Juan szedł po mojej prawej stronie i prowadził mnie. Don Juan powiedział. że wydaje ci się. Mogła być najwyżej po trzydziestce. – Oczywiście. aby iść za nim do samochodu. białe i bardzo czyste zęby. nawet aby pozwolić mi otworzyć drzwi. że mamy czekać. omiatając wzrokiem otoczenie. że nie ma w niej nic. Obejrzałem ją sobie dokładnie i doszedłem do wniosku. – To znaczy. don Juan ruchem głowy dał mi znak. Zrobiła trzy albo cztery kroki w naszym kierunku i zatrzymała się może dziesięć stóp od nas. Miała pełną. Nie pytałem. a potem sam wsiadł. Łagodnie wpakował mnie do samochodu. – Niech podejdzie bliżej. aby na nią spojrzeć. w porządku – powiedział dziko. Było już zupełnie ciemno. ona rozdepcze mnie jak bezbronnego robaka. Wzdrygnąłem się odruchowo. Jestem. Nagle dwie wrony wyleciały zza wysokich krzewów i zniknęły za wzgórzem. La Catalina stała w tym właśnie miejscu. W jakimś sensie byłem zachwycony. – W porządku! – wykrzyknął. W tym momencie poczułem.– To wszystko jest zwariowane – powiedziałem. – Jesteśmy racjonalnymi istotami. że jesteś – upierałem się. co trzeba. Don Juan zaniósł się swym gdaczącym rechotem. Była bardzo ciemna i miała pulchne ciało. co ludzie robią tobie i innym. Odwróciłem się do don Juana. że jest piękna. jeśli zechce – szepnął don Juan. Nie był wcale przyjacielski. Uśmiechnąłem się i pomachałem do niej. – Jesteś jednym z najbardziej rozumnych ludzi. Don Juan powoli obrócił się dokoła. – Nie odwracaj się do tej kobiety plecami. – Jesteś istotą rozumną. że musimy zaczekać na omen. Don Juan kazał mi zaparkować koło restauracji. Pochylił się. Twoje doświadczenia są ograniczone tylko do tego. Miała duże. Po chwili kobieta powoli postąpiła kilka kroków do tyłu i zniknęła w tłumie. Zachichotała. Don Juan uznał. ale czy tak jest? Co naprawdę wiesz? Widzisz tylko działania ludzi. jakich kiedykolwiek spotkałem. którego obiecałem ci znaleźć – podsumował. gdyż uśmiechały się tylko jej usta. – Ona jest właśnie tym godnym ciebie przeciwnikiem. ale prawie na śmierć przestraszył mnie swoim krzykiem. i co z tego? Wciągnąłem go w dyskusję na temat tego. co mogłoby mi zagrażać. . Uśmiechała się. aby popatrzeć. dowiemy się też gdzie – dodał. gdzie don Juan mnie przewrócił. okrągłą twarz o wystających kościach policzkowych i dwa długie warkocze kruczoczarnych włosów. Dał znak. – Ja nie. a później chwycił mnie pod pachę. Dreszcz wstrząsnął całym moim ciałem. do cholery! Szybko odwróciłem się. Zaczęliśmy iść na wschód. zanim podejmiemy decyzję. jakby coś podnosił z ziemi. a później obeszliśmy wkoło dworzec autobusowy i miejscowy sklep. jakby była zawstydzoną. co mamy robić z kobietą przeszkadzającą mi w polowaniu. Grzebałem się z kluczykami przez chwilę. że wiesz dużo o świecie. Odjechaliśmy i don Juan stwierdził. – Jeśli zobaczymy albo posłyszymy wronę. zajmować się panią czarownicą. Jednak w jej uśmiechu było coś niesamowitego. – Ty jesteś racjonalny – odparł. abym popatrzył. gwałtowny ruch. będziemy pewni. przypominał raczej grymas. dlaczego dwie rozumne istoty muszą postępować w taki zwariowany sposób i jak my. – Nie będę się z tobą kłócił. Kobieta zrobiła kilka kroków w kierunku samochodu i stanęła wyzywająco. lecz zanim zdążyłem się obrócić. Czarne i zimne oczy czarownicy wpatrywały się we mnie uporczywie. Nagle uświadomiłem sobie. Zaciągnął mnie do samochodu i nie puścił mojej ręki. Najbardziej zaskoczył mnie jej wiek. Spojrzeliśmy na siebie. Pojechaliśmy do pobliskiego meksykańskiego miasteczka. że jeśli nie uporządkuję swojego życia i nie nauczę się tego. – To nie jest miejsce odpowiednie do czekania – powiedział szeptem. Nie wiesz nic o tajemnicach świata. kiedy już na niego wpadałem. aby skomentować jej wygląd i zachowanie. don Juan zrobił szybki. ale wyglądała na silną i muskularną. małą dziewczynką i zasłoniła sobie usta.

ponieważ stał obok mnie. kto to był – powiedział. – Nie ma co owijać w bawełnę pytaniami: “Co to . Oczyścił z zeschłych gałęzi. Chaparral stał się ciemną masą.Kiedy dotarliśmy tam. a później odpłynęła w powietrzu i wylądowała w krzakach za nami. aż stanąłem twarzą w kierunku ciemnej masy wzgórza. po czym ponownie mnie zatrzymał. – Po co to? – szepnąłem mu do ucha. na który składały się serie siedmiu takich samych uderzeń. ale don Juan postawił swoją stopę na mojej i dał mi znak. abym tego nie robił. abym się rozluźnił i utrzymywał równy rytm. nakazując ciszę. po czym porozrzucał kawałki na wszystkie strony. okrążył je i wybrał miejsce u jego podnóża. wybijając prawą nogą rytm. a kiedy przestałem. – Nie odstrasz jej – szepnął mi do ucha. słuchał z taką uwagą. Niebo miało ciemnoniebieską barwę i nie było już widać chmur. ale kazał mi robić to dalej. abym ci powiedział? – zapytał mnie don Juan. Znowu zaczął odmierzać rytm dłonią i gdy za drugim razem kazał mi się uciszyć. – Zaczynamy – szepnął. tak samo jak wzgórza i skały. Nic też nie powiedział przez całą drogę powrotną do domu. że na pustyni nie ma niedźwiedzi. Tym razem wydawał się należeć do ptaka przelatującego nad wzgórzem. ale dał mi znak. a tu nagle. Wybuchnął tak nagle. kazał zwrócić się na południe. Posłyszałem niesamowity. Don Juan pokazał palcem pewien punkt na jego zboczu. jakby był gotowy do skoku na jakiegoś niewidzialnego wroga. Za każdym razem kiedy przestawałem uderzać nogą. że drży. ponownie usłyszałem ten sam krzyk. liści i drobnych kamieni kolisty obszar o średnicy pięciu czy sześciu stóp. Wpatrywałem się w ciemność po lewej. bym znów tupał. – Uderzaj znowu i bądź przygotowany. – Co chcesz. Był to dźwięk. że nie zdążyłem zwrócić na niego uwagi. Wrzasnąłem i upadłem na ziemię. z głową lekko przekrzywioną na prawo. W pewnym momencie dał mi znak. których świadkiem byłem kilka godzin temu. kto poszukuje zdobyczy. Don Juan pomógł mi się podnieść i w ciemności poprowadził mnie do miejsca. kojota. że zmierzch osiągnął teraz swoją pełną moc. Zrobił to wszystko. ale po chwili uświadomiłem sobie. odległy krzyk zwierzęcia. Od czasu do czasu uważnie nasłuchiwał. Cały świat zdawał się jednolitą masą cieni pozbawionych dostrzegalnych granic. a sam przyjął niezwykle czujną postawę. skoczył na mnie ciemny cień. Kazał mi je pozbierać i rozebrać. gdzie zastawiłem pułapki. Zaczął jakby taniec. że tupię jak królik i prędzej czy później ten. Odpowiedział również szeptem. Don Juan kazał mi dalej uderzać nogą. Położył palec na ustach na znak. jakby chciał pochwycić odgłosy dobiegające z chaparralu. Przyszła mi do głowy myśl o niedźwiedziu. a on uśmiechnął się i położył palec na ustach. kiedy ciągle namawiałem go do wytłumaczenia mi wydarzeń. a ciało don Juana już na niego zareagowało. Nagle przyskoczył do mnie i szepnął mi do ucha. co się dzieje. jaki wydaje duże zwierzę poruszające się po suchych gałęziach. dotarł do mnie specyficzny szelest z lewej strony. po których następowały trzy szybkie tupnięcia. abym przestał. Chwyciłem don Juana za rękę. że każde włókno jego ciała wydawało się napięte do granic możliwości. – Co to było? – zapytałem: – Cholernie dobrze wiesz. Kiedy skończył. Przez chwilę ciemna postać nakładała się na ciemnoniebieskie niebo. Poczułem. Przykułem wzrok do tego punktu. a potem niesamowity okrzyk. bym zachował ciszę. Chciałem mu pomóc. mniej więcej robiłem to tak jak on. jak w nocnym koszmarze. że muszę naśladować jego ruchy. Następnie dał mi znak. pokaże się. a może jakiegoś nocnego ptaka. zwrócone na południowy wschód. – Uspokój się i nie trać głowy. Zacząłem tupać zapamiętale. Wyglądał. don Juan sam przestał tupać. nie mówiąc ani słowa. Próbowałem się dostosować do jego rytmu i po kilku nieudanych próbach. Posłyszałem odgłos ciężkiego ciała spadającego na krzewy. wciągnął mnie do środka kręgu. ale odmówił stanowczym ruchem ręki. Kilkakrotnie wskazywał głową na przestrzeń nade mną. Rozejrzałem się wkoło. przyciągnięty hałasem. tyłem do wzgórza i szepnął mi do ucha. a potem odwrócił mnie powoli i cicho. Ona tu jest. Kiedy nauczyłem się rytmu. aby zobaczyć. odmierzając rytm ruchem dłoni.

Sklepikarz zaczął się kłócić z Julio. – Przestań się wykręcać – powiedział. kiedy płytę można uznać za zniszczoną. aby zbierać zaliczki na przyszłą sprzedaż taniej odzieży. że kiedy upadłem i spojrzałem w górę. ale przejąć odpowiedzialność za płyty i gramofon. Później wydawało mi się. To właśnie ten ruch naprowadził mnie na pomysł z latawcem. Środa. Motocykl Julia pozostawił za sobą chmurę kurzu. Skoczyła na mnie z wysoka. Rozpowiedział już wszystkim. sklepikarz przedstawił warunki możliwe do zaakceptowania przez obydwie strony. czy działa. która zgromadziła się przed sklepem. co mógł. – To wszystko jedno. a ja pojechałem odwiedzić kilku przyjaciół Indian Yaqui z innej osady. że jeśli dałbym gotówkę pod zastaw. że dla niego nie ma żadnej różnicy. gdy odjechał do bardziej odległych domów osady. nie twoja córka. dnia Dziewicy z Gwadelupy. Miał nie dawać gotówki pod zastaw. sklepikarz sam potłukłby płyty. Ktoś go wypuścił ze wzgórza. W końcu zażądał gotówki pod zastaw. którą zaplanował na dzisiejszy wieczór. meksykański sklepikarz powiedział mi. Julio przywiózł gramofon wczesnym popołudniem i podłączył go do dynama dostarczającego prąd do sklepu. Blas. Wymyśliłem sobie wyjaśnienie.było?" Ważne jest. Blas powiedział. Blas spojrzał na nich i zaczął się śmiać. więc dlaczego nie miałby zapłacić? Po długiej dyskusji. czy ona. że wypożyczył gramofon i dwadzieścia płyt ze sklepu w Ciudad Obregon na zabawę. że coś ściągnęło ją z jej toru i przeleciała nade mną z wielką szybkością. co wydało mi się bardzo dziwne. że aż łzy popłynęły mu po policzkach. na którą udało mu się już znaleźć kilku nabywców. Czynił gesty rozpaczy. Don Juan wysłuchał mojego wytłumaczenia. – Powiedz to mojej córce – odparł tamten. To jeszcze bardziej rozzłościło sklepikarza. Był gotów odwołać zabawę. załamywał ręce i robił różne miny. który przyjeżdżał do osady dwa razy w miesiącu. Kształt. – Ty ponosisz za nie odpowiedzialność. 12 grudnia 1962 Gdy tylko przyjechałem do osady Indian Yaqui. ale opadała bardzo wolno. który zaczął odłączać gramofon. w jego ślady poszli wszyscy pozostali. później ustawił głos na maksimum. ściągnął go na ziemię. był podobny do latawca. Gdy to mówił. że robił wszystko. aby uczcić Dziewicę z Gwadelupy. – Niech sam da zastaw. grupa Indian wyszła zza składziku. tak jak za nową. dopóki sklepikarz będzie płacił za każdą zniszczoną płytę. że za każdą uszkodzoną płytę należy się jej pełna cena. która przebyła jakieś piętnaście czy dwadzieścia metrów. które bardzo dobrze pasowało. Przez chwilę wydawało się. Sprawdził. że w przygotowaniach pomagał mu Julio. Następnego dnia wyjechał. że zabawa się skończyła. Ciągnie od nas pieniądze. czy ktoś inny będzie obsługiwał gramofon. w której wszyscy stanęli po stronie Julia. – On jest najgorszy ze wszystkich – dodał. Wyjaśnił swoim klientom zgromadzonym przed sklepem. To z kolei wywołało długą dyskusję na temat tego. ile każda z nich ma rys – powiedział Julio. Julio kategorycznie stwierdził. Stąd wziął się efekt płynącej w powietrzu ciemnej sylwetki. że usiłuje dostać się do klientów. Don Juan odmówił dalszego omawiania tego incydentu. – Wiem. którzy nawet nie mogą pozwolić sobie na świętowanie swojego najbardziej szanowanego święta. Powiedział. aby nie dotykał żadnych przełączników. ale Blas powstrzymał mnie. znajdujący się za nami. zanim ci przyjdą do sklepu i wydadzą wszystkie pieniądze na alkohol. a potem rozbiła się w krzakach. kto to był. i zaczai wybierać dwadzieścia płyt. Od czasu do czasu zwracał się do dużej grupy Indian. a potem zaczął się tak śmiać. – Przejdźmy do sedna sprawy. komiwojażer. aby załatwić jakąś tajemniczą sprawę. zanim jeszcze się rozpoczęła. przecież ona będzie zmieniać płyty. który był już czerwony na twarzy. przypominając sklepikarzowi. Czy była to kobieta? Musiałem przyznać. stary Indianin. u którego mieszkałem. zaczął głośno robić uwagi na temat smutnej sytuacji Yaqui. który widziałem. zobaczyłem ciemną sylwetkę kobiety w długiej spódnicy. podczas gdy ktoś inny. aby się dogadać z Julio. Chciałem interweniować i zaoferować swoją pomoc. Julio upierał się. .

czekając. Rozpoznałem ich i powiedziałem. że zabawa jest wspaniała. udowadniając w ten sposób. – Nieźle cię nabrali – powiedział uspokajająco. Przez chwilę myślałem. kiedy zauważyli. Jeden z nich chwycił mnie silnie za ramię i zaciągnął do gramofonu. ale od razu wyrzuciłem z siebie całą historię. Pomyślałem sobie. Potem zacząłem szybko iść. że cień znajduje się po lewej stronie. Wyraźnie dotknęło to wszystkich. że najpierw zatańczę. do momentu. Meksykanie. Chociaż żadna z kobiet nie piła jawnie. Zanim doszedłem do ostrego zakrętu drogi. których nie znałem. Zacząłem się przemykać w stronę domu Blasa. idących w przeciwnym kierunku. jakby nagle odkryli. Przez sekundę byłem sparaliżowany. To dało mi czas. usiłując zdecydować się. Włosy na całym ciele dosłownie stanęły mi dęba. nikt nie zauważy. czemu towarzyszył głośny zgrzyt i wysokie buczenie. jakby osoba ta załatwiała swe potrzeby fizjologiczne. nieludzkie wycie. Wyglądało to tak. Była pochylona mocno do przodu. Była to kobieta. Doszedłem do wniosku. musi być pijany. – On nie wie nic o walkach czarowników. Wtedy zauważyłem. po czym podskoczyła. który wyszedł wcześniej niż ja. w stronę sklepu. ale wydawało mi się. ale jednak je pozdrowiłem. było tak przerażające. że właśnie teraz popatrzyli tam. że następnego dnia pojechałem do domu don Juana zamiast do siebie. gdzie zaparkowałem. Drugi wręczył mi pełną czarkę teąuili i zażądał. Ludzie obsługujący gramofon widocznie dalej szukali płyty. Była ciemna. Wyglądało. że całkiem nieźle widziałem. ludzie mamrotali: Buenas noches. Don Juan wrócił późnym popołudniem. Zanim dotarliśmy do domu Blasa. Kiedy zauważyłeś. Yaqui nie tańczyli. aż odjedzie. Indianie stali się gburowaci i zaczęli mnie obrzucać groźnymi spojrzeniami. że jestem macho. również pijani. spotkałem dwie osoby. co mi się przytrafiło. ponieważ ludzie z osady zawsze chodzili w gęste krzaki. że czas iść do samochodu i wracać do domu. niskie. Jeden z młodych ludzi wymienił tytuł piosenki. Krążyłem pośród Indian. że to któryś z uczestników zabawy. Było tam czterech młodych Meksykanów. co mam robić. Inny młody mężczyzna powiedział. że ja nie piję. . że ci Indianie byli klientami Julia i ukryli się za sklepem. W odpowiedzi usłyszałem niesamowite. że się zmartwił. daleko od światła i zejść im wreszcie z oczu. że ktoś siedzi albo kuca z lewej strony drogi. Mój sposób sprawdzał się. tak że prawie się dotknęliśmy. oraz trzy młode Meksykanki. Czułem.Powiedział mi. popijając tanią tequilę. Mijając mnie. że nie tańczę i to obraziło ich jeszcze bardziej niż Indian moja abstynencja. Potem ryknęła trąbka i dołączyły do niej gitary. a kobieta skakała jak ptak obok mnie. przeszła tak kilka metrów. Stałem w cieniu krzaków. Postawiłem kolejkę dla wszystkich. w tym samym momencie uzmysłowili sobie. Byłem zmęczony. Może to była tylko moja wyobraźnia. Powalający ryk gramofonu wydawał się na drodze prawie tak samo głośny jak przed sklepem. a później będę pił. tajemnicza istota podniosła się. którzy tańczyli z dwoma córkami sklepikarza. ponieważ było słychać jedynie wysokie buczenie głośnika. Chciałem zlikwidować wszelki dystans. Zabawa zaczęła się wcześnie. abym wypił ją jednym haustem. Zauważyłem kilka ciemnych sylwetek. rozmawiając z nimi i częstując ich alkoholem. Córka sklepikarza wybrała płytę i opuściła ramię gramofonu. że nie pasuję do ich towarzystwa. myśląc. Blas był już w domu i nie wydawał się przejęty moją opowieścią. Zaśmiałem się głośno. ta miała trudności w nastawieniu aparatu. Powiedziałem. – Indianie uwielbiają dokuczać obcym. Podszedłem do zakrętu i powiedziałem: Buenas noches. tak jak planowałem. Chciałem zagrać na zwłokę i roześmiałem się idiotycznie. Znajdowałem się już bardzo blisko domu Blasa. Z wyraźnym zachwytem obserwowali każdy ruch tancerzy. powinieneś zdać sobie sprawę. gdzie stałem i odkryli moje zniknięcie. że ktokolwiek to jest. Stali się bardzo agresywni. łącznie z komentarzem Blasa. Przeskoczyłem przez wąski. jakby rzeczywiście bawiła mnie ta sytuacja. Zabawa polegała głównie na odtwarzaniu płyt. Było to dziwne. których znałem. Wszyscy ją otoczyli. zostawiając mnie w spokoju. Dziewczyna obsługująca gramofon zaczęła szukać w stosie płyt. Znowu zaczęła grzebać w stosie płyt. co mówił Blas – powiedział poważnie. Po chwili jednak wybuchnęły dźwięki twista. dotrzymując mi kroku. bezgwiezdna noc. Kiedy spojrzałem. że jeśli będę jechał powoli. aby pobiec za sklep. Twarz don Juana posmutniała. iż wyjeżdżam. To. ale łuna bijąca od składziku powodowała. suchy kanał przed domem i z hukiem wpadłem do środka przez cienkie drzwi. którą wybrała to nie twist. Zacząłem biec. więc przyspieszyłem kroku. że płyta. poszukując właściwej. Nie dałem mu czasu na powiedzenie czegokolwiek. – Nie traktuj zbyt poważnie tego. przecięła mi drogę.

co zrobiłeś tamtej nocy. – Żadna gruba Indianka nie potrafi skakać w ten sposób – powiedział po przeanalizowaniu wszystkich danych. a w takim działaniu nie ma zwycięstw czy porażek. czekając na moment twojej słabości. ponieważ nie mógł opanować chichotu. w jakiej znajdowała się ode mnie kobieta. w którym zaczęła skakać. – A co. – Oczywiście wiesz. nie uważam tak. – Ale w momencie. Już prawie położyła na tobie łapę. – To. Są tylko czyny. co mówił. odległość. Po długo trwającej ciszy zapytał mnie. – Co miałem robić? Zostać tam? – Właśnie. a jeśli mnie wzrok nie mylił. Nie masz innego wyjścia. Następnie don Juan zażyczył sobie. Próbowałem odtworzyć ten dźwięk i wyszło mi dziwne wycie. Odpowiedziałem. najlepiej jak tylko jak umiem. a wtedy on stwierdził. krzyk. – Ona będzie próbowała klepnąć cię w lewe ramię. żeby zabawiać się tobą czy drażnić cię albo niepokoić. że jeśli doświadczałbym nieprzyjemnych sensacji. – Wszystko. że nie powinienem chodzić na zabawy? – Nie. Poza tym. co jest teraz ważne. Godny przeciwnik może posłużyć jako bodziec. kiedy powiedziałem: Buenas noches. – Co za okropny sposób przedstawiania sytuacji! – wykrzyknąłem. – Twój przeciwnik depcze ci po piętach i po raz pierwszy w życiu nie możesz pozwolić sobie na działanie na łapu-capu. Kiedy wojownik spotyka swojego przeciwnika. – Po pierwsze. Możesz chodzić. . to strategia twojego życia. Pomyśl o tym w ten sposób: jeśli przeżyjesz ataki la Cataliny. który posłyszałem. jak gdyby istniał jakiś czas do zabicia. działania strategii. – Kiedy musi obcować z innymi. że la Catalinie udało się mi zaszkodzić. Odległość.że chodzi tu o coś poważnego. Żaliłem się. Za każdym razem nie mogłem wykonać dłuższego skoku niż na cztery stopy. W ogóle nie mogłem się skoncentrować na tym. odległość. każdy skok kobiety wynosił co najmniej dziesięć stóp. a potem zakrył twarz i zachichotał. i miejsce. że już od teraz musisz mieć się na baczności – powiedział don Juan. podąża za działaniem strategii. Teraz będziesz musiał nauczyć się całkiem innego działania. co uważa za konieczne. znaczyłoby to. którą ze mną prowadzi. musi stawić mu czoło. Byliśmy cicho przez chwilę. – Czy uważasz. abym spróbował naśladować. Ogarnął mnie niepokój i oskarżyłem go o narażanie mnie na niepotrzebne niebezpieczeństwo. jeśli wymagałaby tego jego strategia. kiedy będziesz miał chwilę słabości lub gdy nie będziesz czujny. – Byłaby okrutna. że posiadałby pełną kontrolę i robiłby tylko to. poszedłeś na zabawę dla zabicia czasu. Popatrzył na mnie w skupieniu i uśmiechnął się. że gra. Dzięki la Catalinie możesz zrobić użytek ze wszystkiego. jaką przebiegłem. czy nie mam bólów za uszami lub bólów karku. nie jest się już zwykłym człowiekiem. To cię osłabiło. – Jesteś teraz w pułapce – powiedział. Poszedłby on na taką zabawę tylko wtedy. Don Juanowi musiał się on wydać śmieszny. Ale nie powinieneś też uciekać. – Nie potrafi nawet biec tak daleko. który nie jest ludzką istotą. kiedy ją spotkałem. Wojownik żyje strategicznie. nie dlatego znalazłem ci godnego przeciwnika. Potem kazał mi zrekonstruować przebieg wypadków. że nie. Kazał mi skakać. don Juanie? – Mówię. było niezręczne – powiedział. – Nie ma sensu narzekać – odparł. gdzie tylko ci się żywnie podoba. jest okrutna. kiedy dotarłem do domu. w którymś z tych miejsc. – Co powinienem robić? – zapytałem. jeśli nie przeżyję? – Wojownik nigdy nie folguje sobie w takich myślach – powiedział. Jego słowa wywołały we mnie okropny lęk. Tylko dzięki temu staje się niewrażliwy na ciosy. która dzieliła nas w momencie. kiedy zaczyna się żyć jak wojownik. ale wtedy musisz przyjmować za to pełną odpowiedzialność. Robiłem notatki automatycznie. że miałeś trzecie spotkanie z godnym ciebie przeciwnikiem. jeśli dotyczyłaby zwykłego człowieka – powiedział. Oznacza to oczywiście. czego cię nauczyłem. – Co ty mówisz. którego sam się przestraszyłem. Ona wszędzie podąża za tobą. pewnego dnia podziękujesz jej za zmuszenie cię do zmiany swojego działania.

Zapytałem go, na czym polega działanie strategii. – Polega na tym, że nie jesteś zdany na łaskę innych ludzi – odparł. – Na tej zabawie, na przykład, zostałeś błaznem, nie dlatego że twoim celem było nim zostać, ale dlatego że zdałeś się na innych. Nie miałeś żadnej kontroli i musiałeś od nich uciekać. – Co powinienem zrobić? – Nie iść tam w ogóle albo pójść, aby dokonać jakiegoś specjalnego czynu. Po tym przekomarzaniu się z Meksykanami stałeś się słaby i la Catalina wykorzystała tę sytuację. Dlatego przykucnęła przy drodze i czekała na ciebie. Twoje ciało wiedziało, że coś jest nie w porządku, a jednak odezwałeś się do niej. To było okropne. Podczas takich spotkań nie wolno ci powiedzieć ani jednego słowa do swojego przeciwnika. Potem odwróciłeś się do niej plecami. To było nawet jeszcze gorsze. A później uciekłeś, i to chyba jest najgorsze z tego wszystkiego. Widocznie trafiłeś na zupełną niezdarę. Czarownik, godny tego imienia, natychmiast powaliłby cię w momencie, w którym odwróciłeś się, aby uciec. Na razie twoją jedyną obroną będzie stanie w miejscu i wykonywanie tańca. – O jakim tańcu mówisz? – zapytałem. Powiedział mi, że tupanie królika, którego mnie nauczył, jest pierwszym krokiem tańca, jaki wojownik rozwija przez całe życie, a w końcu odtwarza podczas swojej ostatniej próby na ziemi. Przeżyłem moment dziwnej trzeźwości, podczas którego stało się dla mnie jasne, że to, co zdarzyło się pomiędzy mną a la Cataliną za pierwszym razem, kiedy stanąłem z nią twarzą w twarz, było rzeczywiste. La Cataliną była rzeczywista i nie mogłem odrzucić możliwości, że faktycznie szła moim śladem. Nie potrafiłem jednak nadal zrozumieć, w jaki sposób to robi. Zaczęło mi świtać podejrzenie, że może don Juan mnie nabiera i to właśnie on w jakiś sposób wywołuje te dziwne efekty, których byłem świadkiem. Don Juan nagle spojrzał w niebo i powiedział, że jeszcze jest czas, aby pojechać i sprawdzić czarownicę. Przekonał mnie, że nie grozi nam niebezpieczeństwo, ponieważ tylko podjedziemy pod jej dom. – Musisz sprawdzić jej wygląd – powiedział. – Chodzi o to, abyś nie miał najmniejszych nawet wątpliwości. Ręce bardzo mi się pociły, tak że musiałem je ciągle wycierać ręcznikiem. Wsiedliśmy do samochodu i don Juan poprowadził mnie na główną autostradę, a później na szeroką, nie brukowaną drogę. Jechałem środkiem. Wielkie ciężarówki i traktory wyżłobiły głębokie koleiny, a mój samochód miał za niskie zawieszenie, ażeby jechać lewą lub prawą stroną drogi. Poruszaliśmy się powoli z powodu chmury kurzu. Żwir użyty do wyrównania drogi w czasie deszczu związał się z ziemią i teraz grudy wyschniętego błota i kamieni z hukiem uderzały o metalowe podwozie samochodu. Don Juan kazał zwolnić, kiedy zbliżyliśmy się do małego mostu. Siedziało tam czterech Indian, którzy nam pomachali. Nie byłem pewny, czy ich znam, czy nie. Przejechaliśmy przez mostek i droga łagodnie skręciła. – To dom tej kobiety – szepnął don Juan, wskazując oczami białą chatę, otoczoną wysokim bambusowym płotem. Kazał mi zawrócić i stanąć na środku drogi, aby przekonać się, czy kobieta będzie na tyle podejrzliwa, aby się pokazać. Staliśmy tak może z dziesięć minut. Mnie się zdawało, że to oczekiwanie nigdy się nie skończy. Don Juan nie powiedział ani słowa. Siedział bez ruchu, wpatrując się w dom. – Oto ona – powiedział, a jego ciałem wstrząsnął dreszcz. Zobaczyłem ciemną, złowróżbną sylwetkę kobiety wyglądającej przez otwarte drzwi. Wewnątrz było ciemno i to jeszcze bardziej podkreślało mroczność sylwetki kobiety. Po kilku minutach kobieta wyszła przed dom i obserwowała nas. Patrzyliśmy na nią przez chwilę, a potem don Juan kazał mi jechać. Brakowało mi słów. Mógłbym przysiąc, że to ona była tą kobietą, która skakała przy drodze w ciemności. Pół godziny później, kiedy wjechaliśmy na autostradę, don Juan odezwał się wreszcie do mnie. – Co na to powiesz? – zapytał. – Czy poznajesz tę sylwetkę? Długo wahałem się, zanim odpowiedziałem. Obawiałem się konsekwencji mojego potwierdzenia. Ostrożnie sformułowałem odpowiedź, mówiąc, że było zbyt ciemno, abym mógł być całkiem pewny.

Don Juan zaśmiał się i lekko poklepał mnie po głowie. – To była ona, prawda? – zapytał. Nie dał mi czasu na odpowiedź. Położył palec na ustach i szepnął mi do ucha, że nie ma sensu mówić czegokolwiek. Abym mógł przeżyć ataki la Cataliny, muszę wykorzystać wszystko, czego mnie do tej pory nauczył.

18. Pierścień mocy czarownika W maju 1971 roku odwiedziłem don Juana po raz ostatni. Poszedłem zobaczyć się z nim w takim samym nastroju, w jakim zawsze go odwiedzałem podczas naszej dziesięcioletniej znajomości, to znaczy znowu potrzebowałem uroku jego towarzystwa. Był z nim jego przyjaciel, don Genaro, indiański czarownik z plemienia Mazateków. Widziałem ich obu podczas mojej poprzedniej wizyty, sześć miesięcy temu. Zastanawiałem się, czy ich spytać, czy spędzili razem cały ten czas, kiedy don Genaro wyjaśnił, że tak bardzo lubi północną pustynię, że wrócił dokładnie na czas, żeby się ze mną zobaczyć. Obaj wybuchnęli śmiechem, jakby mieli jakiś wspólny sekret. – Wróciłem tylko ze względu na ciebie – powiedział don Genaro. – To prawda – zgodził się don Juan. Przypomniałem don Genaro, że podczas naszego ostatniego spotkania jego wysiłki mające na celu pomóc mi zatrzymać świat okazały się dla mnie fatalne w skutkach. Z mojej strony był to grzeczny sposób poinformowania go, że się go boję. Wybuchnął niepohamowanym śmiechem. Trząsł się i kopał nogami jak dziecko. Don Juan starał się na mnie nie patrzeć i również się śmiał. – Chyba nie masz zamiaru próbować pomagać mi znowu, don Genaro? – spytałem. Moje pytanie wywołało ich spazmatyczny śmiech. Don Genaro tarzał się po ziemi, potem położył się na brzuchu i zaczął pływać po podłodze. Kiedy zobaczyłem, co robi, wiedziałem, że już po mnie. W tym momencie moje ciało w jakiś sposób uświadomiło sobie, że dotarłem do końca. Nie wiedziałem jednak, co miało być tym końcem. Moje osobiste skłonności do dramatyzowania oraz poprzednie doświadczenia z don Genaro kazały mi przypuszczać, że mógł to być koniec mojego życia. Podczas ostatniej wizyty don Genaro próbował przepchnąć mnie przez próg zatrzymania świata. Jego wysiłki stały się na tyle dziwne i groźne, że sam don Juan kazał mi wyjechać. Demonstracje mocy don Genaro były tak niesamowite i tak zbijające z tropu, że zmusiły mnie do całkowitej zmiany opinii o sobie. Wróciłem do domu, przejrzałem notatki, które sporządziłem na samym początku mojej praktyki i w tajemniczy sposób opanowało mnie zupełnie nowe uczucie. Nie byłem go świadomy aż do momentu, w którym zobaczyłem pływającego po podłodze don Genaro. Pływanie po podłodze, pasujące do innych dziwnych i dezorientujących poczynań, które don Genaro wykonywał na moich oczach, rozpoczęło się, gdy leżał na brzuchu. Najpierw zaśmiał się tak bardzo, że aż zadrżał konwulsyjnie, potem zaczął kopać nogami, a w końcu zharmonizował ich ruch z wiosłowatymi pociągnięciami ramion i don Genaro zaczął się ślizgać po ziemi, jakby leżał na desce na kółkach. Wiele razy zmieniał kierunek, przemierzając całą przestrzeń przed domem, manewrując pomiędzy mną a don Juanem. Don Genaro błaznował przede mną już nie raz, a zawsze, kiedy to robił, don Juan twierdził, że byłem na progu widzenia. Niemożność widzenia wynikała stąd, że upierałem się przy racjonalnych próbach wytłumaczenia wszystkich czynności don Genaro. Tym razem pilnowałem się i kiedy zaczął pływać, nie usiłowałem tego zrozumieć ani wyjaśnić, po prostu obserwowałem go. Jednakże nie mogłem pozbyć się uczucia osłupienia. On faktycznie ślizgał się na brzuchu i piersiach. Kiedy go obserwowałem, moje oczy zaczęły zezować. Ogarnęła mnie fala strachu. Byłem przekonany, że jeśli zaniecham wyjaśniania tego, co się działo, będę widział, i myśl ta napełniała mnie wyjątkowym niepokojem. Moje napięcie wzrosło do tego stopnia, że w jakiś sposób znowu znalazłem się w punkcie wyjścia. Jeszcze raz zostałem uwięziony w wysiłkach racjonalizowania. Don Juan musiał mnie obserwować. Nagle poklepał mnie po ramieniu, a ja automatycznie odwróciłem się do niego i na chwilę spuściłem don Genaro z oczu. Kiedy znów spojrzałem na niego, stał przy mnie z lekko przechyloną głową. Jego podbródek opierał się prawie o moje prawe ramię. Moja reakcja była opóźniona. Przez sekundę patrzyłem na niego, a potem odskoczyłem ze strachem. Jego udawane zdziwienie wyglądało tak komiczne, że zacząłem się histerycznie śmiać. Jednakże uświadamiałem sobie niezwykłość tego śmiechu. Moim ciałem wstrząsały nerwowe drgawki rozchodzące się od pępka. Don Genaro położył mi rękę na brzuchu i konwulsyjne fale ustały. – Ten mały Carlos zawsze tak przesadza! – wybrzydzał. Potem, naśladując głos i mimikę don Juana, dodał:

że moje zapewnienie o rzekomym uporządkowaniu mogło ich zirytować. Prawda. że zacząłem się śmiać jeszcze bardziej. że ma zamiar znowu zacząć swoje niepokojące popisy. albo po prostu zbyt głupi i leniwi. – Może jest zbyt uporządkowany – burknął don Genaro. . że tak – odpowiedziałem. – Czy twoje życie jest uporządkowane? – spytał mnie nagle don Genaro. Pomyślałem. że to jest właśnie nasz centymetr sześcienny okazji. niezależnie od tego. krzyżując nogi. Otworzyłem oczy. które znasz – powiedział don Juan. śmiejąc się. szczęśliwy traf. Usiedli przed domem don Juana. więc siedziałem cicho. prawie nieobecni. że teraz jestem bardziej świadomy niż kiedykolwiek – powiedziałem i naprawdę tak uważałem. – Nie chciałem się przechwalać – powiedziałem. sprawiając wrażenie. że potrafisz złapać swój centymetr sześcienny okazji? – spytał don Juan z niedowierzaniem. że są śpiący i zmęczeni. don Juan. Don Genaro pokiwał głową z aprobatą. Wydawało mi się. Wrócili po dwóch godzinach. ale wierzę. że tak – przyznał don Juan. – Pamiętasz. Przez chwilę myślałem. kiedy to nie mogłem uruchomić silnika. – Jest coś. Obaj mi się przyglądali. – Myślę. – Zupełnie nic. – Nazywam to centymetrem sześciennym okazji. – Myślę. dopóki on nie powiedział. Nam wszystkim. – Możliwe. Don Genaro położył się na plecach i zaczął wierzgać nogami w powietrzu. jest szczególnym stanem rzeczy. żeby uświadomić sobie. jak zablokowałem twój samochód? – od niechcenia spytał don Juan. co mógłbym w tym momencie powiedzieć. osobista moc. Stwierdziłem. – Bardzo możliwe. – Kiedy nie mówisz. zasypiasz – powiedział. wyskakuje od czasu do czasu przed nosem taki centymetr sześcienny okazji. Zazwyczaj jesteśmy zbyt zajęci. – Sądzę. Zaniepokoiłem się i zmieniłem na chwilę pozycję. Różnica pomiędzy zwykłym człowiekiem a wojownikiem polega na tym. że pisze. jakby bardzo mała różdżka pojawiła się przed nami. Obudził mnie rechot don Juana. Wydawało mi się. Don Genaro uniósł brwi i rozszerzył nozdrza. że Carlos jest bardziej uporządkowany niż kiedykolwiek – powiedział don Juan do don Genaro. – Mały Carlos jest naprawdę uporządkowany i absolutnie uważny. Chodziło mu o wydarzenie. Spojrzał na mój notatnik i udawał. – Tak – powiedział łagodnie.– Nie wiesz. że go odblokował. jakby mówił do siebie. Nie powiedzieli ani słowa. czy jesteśmy wojownikami. – Obawiam się. Potem poczułem kojący spokój. że wojownik nigdy nie śmieje się w ten sposób? Jego karykatura don Juana była tak dobra. Don Juan miał uchylone usta. Później obydwaj po prostu poszli sobie. Musiałem zasnąć. Genaro? – Prawda – odpowiedział obojętnie czarownik. Jednym z jego zadań jest bycie świadomym i rozmyślne oczekiwanie. około południa. tak że kiedy pojawia się ten centymetr okazji. że nikt nie mógłby zapomnieć czegoś takiego. zapraszając. jakkolwiek by to nazwać. Okazja. że się oszukuję. ale on zaraz usiadł. że jest im wygodnie i że są odprężeni. jednak kciuki jego rąk spoczywających na podołku poruszały się rytmicznie. Wojownik zaś pozostaje zawsze czujny i uporządkowany i posiada energię i spryt konieczne do jego pochwycenia. wojownik wykazuje się niezbędną szybkością i wprawnie go chwyta. Jego pytanie pojawiło się nagle i nie miało związku z tematem naszej rozmowy. że robię to cały czas – odparłem. jakby naprawdę spał. Trwali tak bez ruchu przez długi czas. że jesteś czujny tylko w stosunku do rzeczy. czego powinieneś już być świadomy – powiedział don Juan. że jest – odpowiedziałem z przekonaniem. że wojownik jest tego świadomy. – Myślę. Nie wiedziałem. czy też nie. że nabijają się ze mnie. Wygląda to tak. – To było nic – orzekł don Juan rzeczowo. – Uważasz. aby ją złapać.

Przez chwilę nie wiedziałem. Przeżyłem moment euforii. Don Juan poruszał rękami. – Co on potrafi zrobić? – zapytałem. żebym poszedł z nimi. Może pół godziny wcześniej poszedłem do niego po nowy plik papieru do pisania. – W porządku! – powiedział spokojnie don Juan. Zauważyłem. – Genaro potrafi zrobić coś znacznie lepszego niż zablokowanie twojego samochodu. Musieli to zauważyć. Genaro? – Prawda! – potwierdził don Genaro najgłośniejszym głosem. nadając jego spojrzeniu wyraz łobuzerskiej przenikliwości. Otoczyli mnie z dwóch stron. don Juanie. Podszedłem do skraju placu. Szli może sześć albo siedem stóp przede mną. czułem się nieco zakłopotany. ale don Juan dał mi znak. co wtedy zrobiłeś. Samochodu nie było nigdzie w zasięgu wzroku. – Chodźmy sprawdzić. Samochód stał tam od mojego przyjazdu wczesnym rankiem. że jego brwi falowały. jak myślisz. czy gdzieś tam nie stoi. – Robi się! – powiedział don Genaro. Wpatrywali się w dal. Moim żołądkiem wstrząsnął skurcz. Wstali powoli. Genaro? – Prawda – odpowiedział Genaro. – Co ja miałem na myśli. poruszając rękami tak. Szli w podskokach. don Juan z prawej. że on może zabrać stąd mój samochód? – zapytałem. co stało się z samochodem? – spytał don Juan potulnie. gdzie zaparkowałem samochód. – Sprawdźmy. – Chodźmy sprawdzić. Jeszcze raz rozejrzałem się dookoła. aby przekonać się. Samochodu nie było! Zbiegłem ze wzgórza. Odruchowo podskoczyłem. mówiąc. więc zostawiłem samochód. usiłując sprawiać wrażenie. na plac u podnóża wzniesienia. . ponieważ było bardzo gorąco. jakby prządł niewidzialną nitkę. co z samochodem. marszcząc brwi i krzywo na mnie patrząc. jakby chłostali albo trzepali jakieś niewidzialne przedmioty przed sobą. Patrząc na niego. – Co miałeś na myśli. włączyć silnik i odjechać – odpowiedział don Genaro z niewzruszoną powagą. Genaro? – zapytał don Juan. Pomyślałem wtedy o zostawieniu otwartych okien. po czym dodał takim samym tonem: – Prawda. Doszliśmy do szczytu i spojrzałem w dół. że zniknął. – Odjechałem nim – powiedział don Genaro i wykonał zadziwiający ruch przełączania biegów i poruszania kierownicą. – Genaro może zabrać stąd twój samochód! – wykrzyknął gromko don Juan. – To. co z samochodem. Don Juan i don Genaro dołączyli do mnie i stali przy mnie. Nie mogłem uwierzyć. Zaczęliśmy wchodzić na małe wzgórze przed domem don Juana. Nie pamiętałem don Juana wygłupiającego się w taki sposób. jakby mnie to wcale nie poruszyło. jak zwykle. – Genaro. Don Genaro robił to samo. Powtórzył: – Sprawdźmy. jakby rolowali w nich ciasto. wydymając wargi jak dziecko. że mogę wsiąść do jego samochodu. ale wielka ilość komarów i innych latających owadów skłoniła mnie do zaniechania tego zamiaru. Moim ciałem wstrząsnęły trzy czy cztery nerwowe skurcze. – Chciałeś powiedzieć. co mam robić. po czym don Juan poklepał mnie po plecach. – Też wybrałeś kryterium! – odparował don Genaro. całkowicie przekracza moje możliwości pojmowania. Obaj wybuchnęli śmiechem. zabieraj stąd ten samochód. Byłem zdezorientowany. Prawda. bo zaczęli chodzić dookoła mnie. a don Genaro z lewej. jaki kiedykolwiek słyszałem. co z samochodem. robiąc dokładnie to co ja. co z samochodem – powiedział znowu don Genaro. zamknięty. Genaro – ponaglał go don Juan żartobliwie. po którym nastąpiło męczące uczucie rozdrażnienia. W głowie miałem kompletny chaos. – Tak! – zawtórował mu don Genaro.– Co chcesz przez to powiedzieć? – zaprotestowałem. Ich kroki były dłuższe niż zwykle i poruszali rękami. cały czas w polu mojego widzenia. – Dalej.

– To zdarza się nam wszystkim – powiedział don Juan. Kilka razy poklepał mnie po plecach. Było to zupełnie tak. Czułem się zagrożony i skrępowany. odnoszącego się do upływu czasu. a lewą wyciągnął. Jednakże. don Juanie? – zapytał don Genaro. Pisał w niewidzialnym notesie. Byłem całkowicie pewien. że zahipnotyzowali mnie. ale kiedy świat jest we właściwej pozycji. Don Juan chichotał. Nie wiem. niepewność i rozdrażnienie. Don Juan stwierdził. bezwolnie i konsekwentnie. w stylu: – Kiedy świat jest do góry nogami. Żeby go ruszyć. Teraz. O. widziałem. Wymagałoby to pracy. Jego przedstawienie było doprawdy zabawne. aby nie przerywać naturalnej płynności rozmowy. wtedy my jesteśmy we właściwej pozycji. w którym go zaparkowałem. Nagle poczułem się spokojny i szczęśliwy. Podpatrzył nawet moje próby pisania bez spoglądania do notesu. co we mnie wstąpiło. odkrył. równie tajemniczo. kiedy i my. Zacząłem się zastanawiać. jakbym. aż w końcu rzucałem nimi w nieświadomej i niepohamowanej furii. Wpadłem w wir racjonalizowania. Ich ruchy wydawały się mi tak osobliwe i tak podejrzane. Jedynym prawdopodobnym wytłumaczeniem było to. Nie miałem śmiałości spojrzeć na don Juana. w następnym momencie świadomości. że jest pewien. z pomocą tego samego kamienia możesz rozbić sobie jaja na tamtej skale. ilu pomocników potrzebowaliby don Juan i don Genaro. pozbawione były jakiegoś stałego porządku. że ktoś. Wziąłem głęboki oddech i poczułem się lepiej. że cokolwiek się działo. na przykład. musiałby posiadać specjalistyczną wiedzę. i zacząłem kopać małe kamienie. zaciągnąłem ręczny hamulec. tak jakby siedział i przez chwilę trwał w tej pozycji. który obija się w szoferce. uczucie złości odeszło. uruchomił silnik i odjechał. Pomyślałem. podczas gdy don Genaro parodiował mnie. i świat jesteśmy we właściwej pozycji. musieliby go po prostu przenieść. przyjdzie taki moment. niepojęte. udawał. a potem. rozszerzając nozdrza i mając oczy szeroko otwarte. Czułem. jak robię notatki. jakie to będzie cudowne uczucie! A jeśli nawet to ci nie pomoże. której żaden z nich nie mógł wykonać. leżące na ziemi. Ich śmiech działał kojąco. Pantomima don Genara była zdumiewająca. która była poza ich zasięgiem. jakby ten wielki gniew był w rzeczywistości poza mną i nagle na mnie spadł. że wstydzę się swojego żałosnego zachowania. żeby poszła krew. Znów ogarnął mnie lęk. że mojego samochodu nie było. imitując przyciskanie sprzęgła. Podczas moich doświadczeń z don Juanem zauważyłem. Mój umysł zawsze pod wpływem stresu. wrzuciłem bieg i zablokowałem kierownicę. Potem możesz wziąć kamień i wybić sobie zęby. wtedy my jesteśmy do góry nogami. jak zwykle w takich sytuacjach. że udawałem iż nie wiem. ale równocześnie chciało mi się śmiać. Don Genaro objął mnie ramieniem. Potem przeniósł ciężar ciała na prawą nogę. jak się pojawiło. kiedy don Juan konfrontował mnie z niewytłumaczalnymi zjawiskami. – Folguj sobie dalej. Don Juan powiedział coś absurdalnego. przy czym nie mógłbym sobie przypomnieć. osiągnąłbym odmienny stan świadomości. według logicznego porządku. jak wypalam się od środka. powtarzał ten sam schemat. było to niemożliwe. będący z nimi w zmowie. zupełnie nagle.Zgiął nogi. Wszystkie stany niezwykłej rzeczywistości. w którym stracę świadomość ciągłości zdarzeń i płynięcia czasu. żeby podnieść mój samochód i zabrać go z miejsca. – Wszystko w porządku – powiedział. Kołysał się i podskakiwał. że doskonale wiem. włamał się do mojego samochodu. To tak. najwyraźniej utrzymywany jedynie dzięki mięśniom nóg. Walnij się w nos. Mój wybuch gniewu zawstydził mnie. Don Juan kontynuował ten bełkot. że zamknąłem drzwi. że gdyby mnie zahipnotyzowali. Don Juan śmiał się do utraty tchu.. Pomyślałem. myślimy. . Ogarnęło mnie rozdrażnienie. których doświadczałem. Zaczął imitować odgłos silnika i do tego wszystkiego. że w takich stanach nie da się kontrolować upływu czasu. bezbłędnie naśladując niedoświadczonego kierowcę. Doszedłem więc do wniosku. Don Juan podszedł do mnie i poklepał mnie po plecach.. że wpadł na wyboje na drodze. Powiedziałem im. utkwione w don Juanie. Przez chwilę zapomniałem o wszystkim i śmiałem się do rozpuku. a nie wypuszcza z dłoni kierownicy. że zostałem oszukany za pomocą zwykłych środków. że przyglądam się dolinie znajdującej się za mną. i że właśnie to udawanie mnie rozzłości. Chciałem przyłączyć się do nich. co się dzieje. w pewnej chwili patrzył na góry. Przyszło mi do głowy. zgodnie z którym byłem przyzwyczajony oceniać świat. Istniała także inna możliwość. że jeśli postaram się być uważny. naśladując mój głos i parodiując mój zwyczaj zadawania pytań don Juanowi. ale nie byłem w stanie się odprężyć. że jesteśmy do góry nogami. jakiego nie doświadczyłem nigdy wcześniej. Don Genaro był nadzwyczaj wyrozumiały. Aby to jednak zrobić. – Co chcesz przez to powiedzieć. Potem.

Don Genaro przyjrzał mi się. co mi robią. – Na Boga. zakrył twarz i położył się na ziemi i trząsł się ze śmiechu. szczególnie don Juana. Sam powiedziałeś. ale kamień był za ciężki i zbyt głęboko osadzony w ziemi. Kiedy już dotarliśmy na miejsce. Rzeczywiście byli pochłonięci zadaniem odwrócenia głazu. doznałem nagłego olśnienia. a don Genaro wył jak kojot. Kiedy wchodziliśmy na wzgórze i dochodziliśmy do zakrętu na ścieżce. czy nie ma pod nim mojego samochodu. Potem usiadł na tym głazie i zawołał na pomoc don Juana. Bardzo szybko również i ja obficie oblałem się potem. Poczułem. a don Genaro z cierpliwością i dokładnością. że mogę jedynie obserwować każdy szczegół z wyjątkową dokładnością. Don Juan klasnął w ręce i rzucił kapelusz na ziemię. u stóp wzgórza go nie było. że zachowują się absurdalnie i chociaż nie mam pojęcia. żebyśmy poszli do domu. że znajdę samochód przed nimi. Genaro? – spytał don Juan z wyrazem najwyższej powagi. Posapywali i pokrzykiwali. a dlaczego nie? – odparował don Genaro i obaj wybuchnęli śmiechem. ale i poważnym tonem. . – Gdzie jest samochód. poszukali grubego kija i użyli go jako dźwigni. dając upust swej udawanej frustracji. Obrócił każdy kamień. Chichotał. Don Juan zasugerował. natychmiast zabrali się do pracy. Ich poczynania były zupełnie niezrozumiałe. w którym stał mój samochód. To stwierdzenie powaliło ich na ziemię. Don Juan i don Genaro musieli zrozumieć. rycząc ze śmiechu. Wydawało się. Don Genaro właśnie cisnął kolejnym kamieniem. Przy nich byłem zwiotczałym młokosem. W końcu udało nam się przesunąć głaz. to jest to niepotrzebne. jako przypadek hipnozy. co stało się z moim samochodem. Od czasu do czasu udawał. Po drodze powiedziałem im. więc dołączyłem się do nich. żeby zobaczyć. Obserwowałem ich przez chwilę. – Gdzie jest mój samochód? – zapytałem. jakby zupełnie zapomniał o mojej obecności. gdy natknął się na głaz sporych rozmiarów. On robi to samo. Tu go nie ma – ogłosił. skąd widać było płaskie miejsce parkingowe. – Co on robi? – zapytałem. Byli mokrzy od potu. że don Juan wije się z bólu. Nie mogłem już tego znieść. Walczył z nim. Przełożył ją sobie przez ramię i zaczęliśmy powrotną wędrówkę do miejsca. że jak czegoś potrzebujesz. jedyny duży kamień na tym terenie. ale kiedy spojrzałem w dół. na którym zaparkowałem samochód. Nie udawali. – Nie.żebym się odwracał. Nie mogliśmy ruszyć kamienia. Spróbował go odwrócić. pomóżmy Genarowi. Stwierdziłem. – Genaro jest bardzo dokładnym człowiekiem – powiedział don Juan poważnie. Popatrzył na mnie z błyskiem szaleństwa w oku i rozszerzył nozdrza. aż się spocił. że gdyby teraz przydarzyło mi się coś takiego. Pomyślałem. przebadał znajdującą się pod nim ziemię. która doprowadzała mnie do szału. Don Genaro poklepał mnie po ramieniu i powiedział. to wytrzaśniesz to choćby spod ziemi. – Na Boga! Jakże może go znaleźć pod kamieniem? – zaprotestowałem. Don Genaro zaczął odwracać małe kamienie i zaglądać pod nie. Po mozolnych poszukiwaniach don Genaro znalazł długą i dość grubą belkę. Don Juanowi scena ta niesamowicie się podobała. bo w rzeczywistości on chce być taki sam jak ja. jak niewiarygodnie silne były ich ciała. – On jest tak samo dokładny i drobiazgowy jak ty. Gorączkowo przeczesał plac. mógłbym wytłumaczyć to. że don Juan ma całkowitą rację. bo pobiegli za mną. i ciskał kamień w krzaki. Zauważyłem. – Szuka twojego samochodu – powiedział don Juan niedbałym. co mi przyszło do głowy. że się złości. Zaśmiałem się nerwowo. Don Juan odwrócił się do mnie z promiennym uśmiechem i powiedział: – Chodź. zwracając się do nich obu. że pracują.

Oparł brodę na złożonych dłoniach. Przeszliśmy tylko kilka metrów. Kiedy byłem dzieckiem. tylko po to. Z miejsca. że jest już bliski odnalezienia mojego samochodu. Zawsze uważałem się za eksperta od latawców. Nagle don Genaro wykonał prawą ręką szybki ruch i coś złapał. abyśmy stanęli. Potem zaczął powoli ją otwierać. Ruch był tak nagły. – Nie sądzisz. abyśmy zrobili to samo. Następnie don Genaro położył się na ziemi na brzuchu i poprosił nas.– W którą stronę teraz pójdziemy? – spytał po długiej przerwie don Genaro. – To nie był samochód – pożalił się don Genaro. tak samo jak robiłem to setki razy podczas mojego życia. że rondo słomianego kapelusza jest zbyt kruche. Nie zamierzałem żartować. a latający obiekt tak duży. Don Genaro nie przejmował się tym i zakończył swoje dzieło przyczepieniem długiego sznurka do . ale kącikami oczu. że znajdujemy się na zbyt wyboistym terenie i że znalezienie tutaj samochodu nie byłoby pożądane. Na palcach podszedł do okrągłego krzaka. – To była mucha. Kiedy weszliśmy w krzewy. Don Genaro dał ręką znak. Wybaczcie! Obaj przyjrzeli mi się badawczo. że to poleci. co spowoduje zawirowania wiatru wewnątrz niego i uniemożliwi poderwanie kapelusza z ziemi. – Nie myśl – rozkazał don Juan. robiłem niezwykle skomplikowane i wiedziałem. prawda? – zapytał mnie don Juan. ciało don Genara przypomniało kształt litery “S". Utrzymywał tę pozycję przez chwilę. Szybko wstał. szedłem chaparralem. że odskoczyłem do tyłu. zaglądał za krzaki i wspinał się na małe drzewka paloverde. Stali naprzeciwko mnie i nie patrzyli ma mnie bezpośrednio. – Myślę. Zgiął plecy w łuk. Don Genaro stwierdził. Obaj skakali i śmiali się. przez pewien czas zaglądał do środka i powiedział. żeby na koniec stwierdzić. Don Genaro trzymał zamkniętą dłoń przed nami i dał znak. Przenosiłem spojrzenie z bliższego planu na dalszy. Natomiast don Juan uznał. – Co widziałeś? – Widziałem coś tak dużego jak wrona. prawie tracąc równowagę. Poszliśmy dalej. co widziałem lub czego dotykałem. że tam też nie ma samochodu. Ostrożnie podniósł ją. krzewów i drzew. Dotykałem skał. Jego głos był zachrypnięty od śmiechu. Przyjrzałem mu się i wiedziałem. – Dokąd idziemy? – spytałem – Szukać twojego samochodu! – powiedział don Juan bez cienia uśmiechu. po czym zanurkował po długą gałąź z suchymi liśćmi. potem do żółtej kitki zamocowanej u ronda przyczepił swój wełniany pasek. – Myślę. który rósł kilka kroków dalej. Jego palce były zagięte jak szpony. Kiedy rozwarł ją do połowy. stanął na palcach i wyciągnął ręce nad głową. znowu mnie otoczyli. – Robię latawiec z mojego kapelusza – powiedział do mnie. Kiedy weszliśmy w chaparral. gdzie stałem. Moje słowa były zgodne z tym. Don Genaro zdjął kapelusz i jego pasek powiązał z kawałkiem sznurka ze swojej torby. że samochodu tam nie ma. don Juan zrobił to samo. Było to długie spojrzenie. Don Juan podtrzymał mnie. abyśmy podeszli bliżej. Don Juan zrobił to samo. przeszukując ich listowie. że tak – odpowiedziałem. wyleciało z niej coś dużego i czarnego. Z drugiej strony sam kapelusz jest za głęboki. posiadało taką samą ciągłość jak zwykle. patrząc najpierw jednym okiem. Obaj wpatrywali się w malutkie nierówności w ziemi. że żartuje. a atmosfera robi się coraz bardziej gorąca. co widziałem. aż zabrakło im tchu. zbadał i zauważył. że nie poleci – powiedziałem. Don Juan wskazał ruchem głowy. Moje konsekwentne i uporządkowane widzenie świata. ale oni potraktowali je chyba jak najzabawniejsze zdanie wypowiedziane tego dnia. które wyglądały jak niewielkie wzgórza. co wyleciało z jego ręki – powiedziałem. żebyśmy byli cicho. Według wszystkich możliwych kalkulacji. kiedy don Genaro dał znak. Przez cały czas drobiazgowo rejestrowałem wszystko. że Carlos ma dość – powiedział don Juan. – Wiem. – To była pieprzona mucha. że samochodu tam nie ma. no nie? – spytał mnie don Genaro. a potem drugim. żeby stawić opór wiatrowi.

całej konstrukcji. Był wietrzny dzień. że to dziwne. Bolał mnie żołądek. Oniemiały. Prowadziłem mechanicznie. usłyszałem. – Cholera! – krzyknął don Juan. jakieś sto stóp ode mnie. a uczucie nudności zupełnie odebrało mi trzeźwość umysłu. jak to nazwał. jak wrzeszczy: – Kapelusz Genaro! Kapelusz Genaro! Spojrzałem na nich. Zanim zasnąłem. co się działo. najładniejszej i najbardziej gładkiej przejażdżki. jak przed zaśnięciem. Kapelusz podskoczył kilka razy. bo zwykle siadał na przednim siedzeniu. Don Juan spytał mnie: – Czy już dojeżdżamy? W tym momencie przyjrzałem się uważniej drodze. ale utrzymywał się w powietrzu. jak don Juan i don Genaro ryczą ze śmiechu. Ryknęli śmiechem. najpierw podskakujący. żeby wskazać mój samochód. Wyglądał. Na chwilę pochłonęły mnie wspomnienia i straciłem świadomość upływającego czasu. Było tak. że don Juan i don Genaro na tylnym siedzeniu śmieją się i chichoczą jak dzieci. Czułem. Prowadziłem samochód do domu don Juana jakby we mgle. albo kapelusz opadający na dach samochodu. Ale nie miało to naprawdę znaczenia. Poczułem ból w żołądku. automatycznie wyskoczyłem z samochodu i otworzyłem im drzwi. Usłyszałem. jakby we śnie. że nie byłem w stanie wyraźnie zauważyć tego. Pomyślałem. po czym prawie automatycznie otworzyłem drzwi i wpuściłem don Genara na tylne siedzenie. Myśli i obrazy nachodziły mnie niekontrolowanymi falami. Mój umysł uczepił się po prostu tego arbitralnie wybranego szczegółu. Zamknąłem samochód i z trudem doszedłem do domu. Patrzenie na latawiec wywołało me wspomnienia z dawnych czasów. jaką kiedykolwiek odbył. jedno rozwiązanie było równie niesamowite jak drugie. że don Genaro coś krzyczy i zobaczyłem znów latawiec. – Nie gap się na samochód. że coś we mnie było bliskie wydostania się na powierzchnię. Rzeczywiście byliśmy bardzo blisko domu. a don Juan trzymał jego kapelusz. Nie zwracałem na nich zbytnio uwagi. . Don Juan zrobił to samo. Znajdował się na płaskim. Wydarzyło się to z taką prędkością. gdzie stał mój samochód. – Nie spuszczaj oczu z latawca – powiedział don Juan stanowczo. Don Genaro zbiegł ze wzgórza. Kiedy dojechaliśmy do domu. patrz na latawiec! – krzyknął don Genaro. że don Genaro użył swojego kapelusza. kamienistym placu. Poczułem zawrót głowy. słyszałem. jakby ktoś właśnie go tam postawił. Don Juan usiadł przy nim. Klaskali i bili się po udach. Zatrzymaj świat! Potem. – Patrz. wpatrywałem się w samochód. Don Juan i don Genaro przyglądali mi się z zaciekawieniem. a potem opadający na ziemię w miejscu. Podbiegłem i zacząłem go oglądać. Zaraz zabolała mnie też głowa i zrobiło mi się niedobrze. Zupełnie nie byłem sobą. jak don Juan mówi: – Nie walcz z tym. Wpatrywali się we mnie przenikliwym wzrokiem. Don Genaro wyszedł pierwszy i pogratulował mi. Przez chwilę czułem zawrót głowy. Słyszałem. żeby utrzymać normalną równowagę. Widziałem albo kapelusz don Genaro zmieniający się w mój samochód. – Zaraz będziemy na miejscu – wymamrotałem. tak jak to robiłem w wietrzne dni na wzgórzach mojego rodzinnego miasta. potem ten pierwszy pociągnął za sznurek i ten pieprzony latawiec rzeczywiście poleciał. Przez chwilę siedziałem przy samochodzie. Chciałem uwierzyć w to drugie. Usłyszałem. jakbym sam puszczał latawiec. Mój umysł rejestrował bardzo chaotyczny obraz.

W twoim przypadku wyjaśnienia nie są już potrzebne. którego cię nauczyłem. Zwróciłem mu uwagę. kiedy zwracałem się w stronę tego miejsca. i zatrzymać świat. że mój upór w wynajdywaniu wyjaśnień nie jest czymś. Powiedziałem don Juanowi. że nie chce. Zacząłem się wałęsać. – Jest tylko folgowanie sobie. Teraz musisz wykorzystać całe nie-działanie.19. Nic nie mówił przez długi czas. zrobił twojemu ciału. jakby chciał mnie przekonać. tymi drogami. że nie mamy o czym rozmawiać. lecz to także mi nie pomogło. Wyglądało na to. że byłem w stanie wytłumaczyć sobie konieczność jej dokonania. gdzie kończyła się bita droga. – Dość tego – powiedział w końcu. że . tak jak zawsze radził mi don Juan. że nie pozwala mi na inne podejście do świata. Stanąłem kilka stóp od tego miejsca. co się działo. nie zauważyłem nic. aż wreszcie przestałem mówić do siebie. ale niezwykle bezosobowy. Wtedy poczułem rozdrażnienie. Przypomniałem mu. dopóki moje ciało nie powie mi. ale co jest tak głęboko we mnie zakorzenione. co sam wynalazłem. Jednak kiedy skoncentrowałem na nim wzrok. gdzie zawsze byłeś. Powiedział. abym mówił cokolwiek albo dłużej zwlekał. Stałem bez ruchu może przez godzinę. Upierałem się. Wydawało się ograniczać do mojego żołądka i wzmagało się. Stopniowo pozbywałem się myśli. – Wskazał brodą na odległy łańcuch górski na południowym wschodzie. zacząłem zadawać pytania don Juanowi. Nie odpowiedział. Czubkami palców delikatnie ścisnął moją dłoń. – Teraz musisz sam udać się w te przyjazne góry. które umrą – powiedział łagodnie. i poszedłem znaną ścieżką. Zaparkowałem w miejscu. Don Juan stwierdził. aby robić to. Później palcem wskazał na południowy wschód. Później. aż znalazłem się na wysokiej równinie. – To jest jak choroba – powiedziałem. automatycznie nastawiłem się na szukanie jakiegoś logicznego wyjaśnienia zajścia. że zależy mu na mnie i obdarza mnie uczuciem. którymi zawsze jeździłem z don Juanem. – Taki jest mój gest w stosunku do ciebie – powiedział. Opowiedziałem mu o swoim smutku. przez chwilę jeszcze trzymając moją dłoń. co mogłoby świadczyć o tej różnicy. – Idź tam – rzekł stanowczo. Jego dotyk był mocny i przyjacielski. że udało mi się powściągliwie obserwować pływanie po podłodze don Genara. Pojechałem na południe. – Co mam tam robić? – zapytałem. szukając miejsca na odpoczynek. Tym razem jesteś jednak całkiem skończony. co przedtem. że mogę funkcjonować tylko pod warunkiem. Znowu ścisnął moją dłoń. ale don Genara nie było nigdzie widać. – Jesteś bardzo sprytny – powiedział w końcu. Rąbał drewno na opał z tyłu domu. To. ale moja powściągliwość nie pozwoliła mi na zrozumienie tego. Zatrzymanie świata Następnego dnia. gdy tylko się przebudziłem. co Genaro zrobił ci wczoraj. Don Juan zaśmiał się cicho. co mam tam robić. – Obaj jesteśmy istotami. Nie masz dokąd wracać. Już niczego więcej ci nie wyjaśnię. Nie miałem zielonego pojęcia. – Nie mamy już więcej czasu. po zniknięciu samochodu. co jest co. Napawało mnie odrazą i poczułem. Równocześnie dawał mi przeświadczenie niezachwianego celu. tak więc niech ono zadecyduje. że muszę tam pozostać dopóty. tylko popatrzył na mnie i pokręcił głową. Don Juan uśmiechnął się. dając mi poznać. Ton głosu don Juana był przyjacielski. że w drastyczny sposób zmieniłem swoją osobowość pod wpływem naszej znajomości i zrobiłem to tylko dzięki temu. że wszystko jest uporządkowane i zrozumiałe. – Wracasz tam. – Nie ma żadnych chorób – odparł don Juan spokojnie. usiłując “odczuwać". A ty folgujesz sobie w usiłowaniach wyjaśnienia wszystkiego. Łagodnie wskazał w kierunku samochodu. bez pragnienia czy żądania jakichkolwiek wyjaśnień. a później na wschód. Nagle zwróciłem uwagę na mały plac po lewej stronie. że już wystarczy. a wtedy mam wrócić do jego domu. i z tego powodu poczułem przytłaczającą samotność. że skład chemiczny gruntu był inny w tym miejscu.

Późnym popołudniem znalazłem się na jeszcze wyżej położonej równinie. Słońce było już nisko. później złagodniał. Skupiłem na nim uwagę. Doświadczałem fizycznej przyjemności i usiadłem na chwilę. Otarłem łzy i kiedy pocierałem oczy wierzchem dłoni. Rozejrzałem się wokoło. Przez dłuższy czas śledziłem jego ruchy. Żaden z nas nie był lepszy od drugiego. W głowie pojawiła mi się myśl. On zawsze miał rację. że musiał dojść do celu i wrzucił swój ciężar do otworu w ziemi. obniżenia i wybrzuszenia terenu. czarnego żuka. Błądziłem po wysokiej równinie i okolicznych górach przez cały dzień. metaliczny gwizd. która wydawała się ukrywać przede mną. aby się zorientować w terenie. ale niewątpliwie świat nie był taki sam dla nas. Była ciepła i nieświeża. a jednak wcale nie ważniejszą od żuka. Miałem dziwne wrażenie. że migotanie pojawiło się po mojej lewej stronie. jakieś pięćdziesiąt metrów ode mnie. że żuk nie był świadomy mojej obecności. korzenie. będę bezpieczny. Moje ciało poczuło się dobrze. że nie zostaje mi nic innego. Owad nie wydawał się zainteresowany moją obecnością i nie przestawał pchać swojego ciężaru przez kamienie. Wydawało mi się. Zatrzymałem się przed nią. Długo patrzyłem na tego żuka i nagle stałem się świadomy panującej ciszy. O zmierzchu wróciłem do płaskiej skały. Pochłonęła mnie obserwacja owada i zachwyciła olbrzymia siła. melodyjny dźwięk. Zacząłem się zastanawiać. Miałem zmęczone oczy. ale zauważyłem tylko ciemny kształt na tle krzewów. aż zwróciłem się na zachód. Znów poszukałem wzrokiem owada. Spojrzałem w górę i szybko. Przebiegł jakieś pięćdziesiąt metrów na południe. czy mam już teraz się zbierać. Pomyślałem sobie. Przyłożyłem twarz do gładkiego kamienia. skalistego placu. Ujrzałem niewyraźny cień albo jakieś migotanie kilka stóp ode mnie. jak ja byłem świadomy obecności mojej śmierci. Don Juan miał rację. Położyłem się na brzuchu i oparłem głowę na ręce. ale później uświadomiłem sobie. Grzmot przerodził się w długi.muszę stamtąd odejść. Poczułem dreszcz. Pomyślałem. Chciałem wytrząsnąć trochę jedzenia z tykwy. Przyszedł mi na myśl obraz dwóch naelektryzowanych kuł zbliżających się do siebie lub dwóch kwadratowych bloków naelektryzowanego metalu ocierających się o siebie. Napiłem się wody. było tylko złudzeniem optycznym. byłem niezwykle tajemniczą istotą. że stał się świadomy mojej obecności. Podobny był do dźwięku przelatującego w oddali odrzutowca. ale przyciągała mnie. że widziałem człowieka. że to. nie wiedząc. Znowu usiłowałem wypatrzeć osobę. Nie odkryłem ani żadnego szczególnego koloru ani połysku. Znajdowało się po mojej prawej stronie. może tak samo. Żuk i ja wcale nie różniliśmy się od siebie. w wysokie góry. Zacząłem badać okolicę. ale nie znalazłem go. Przysłoniłem oczy dłońmi. Następnego dnia zapuściłem się dalej na wschód. jak tylko wrócić do domu don Juana. a potem z hukiem się zatrzymujących. albo coś. Znajdował się w pobliżu miejsca. że śmierć obserwuje mnie i żuka. W tym momencie posłyszałem specyficzny grzmot. Melodia podobna była do wibracji prądu elektrycznego. Wyszedł zza małego kamienia. jak bibuła wchłania plamę z atramentu. co robić ani czego się spodziewać. Tylko wiatr szumiał pomiędzy gałęziami i liśćmi krzewów. Dreszcz przebiegł mi po plecach. że byłem tam już wcześniej. Żuk wyłonił się z głębokiej dziury i zatrzymał się może dziesięć centymetrów przed moimi oczyma. że zacząłem płakać. że natychmiast spłynął na ziemię. Było mi ciepło i odczuwałem spokój. Przeżyłem wyjątkowy moment uniesienia. a jednak mi się podobała. Wydawało mi się. aż przeszedł w hipnotyzujący. Żuk i ja znajdowaliśmy się w tym samym świecie. Było mi niewygodnie i kilkakrotnie zmieniałem pozycję. Śmierć jak cień śledziła nas zza skały. robiąc zeza. co widziałem. co miało kształt człowieka. grą cieni i liści. ostry. ale nie rozpoznałem żadnego z otaczających mnie szczytów. Po dokładnym wybraniu odpowiedniego miejsca na odpoczynek siadłem na skraju jałowego. odruchowo zwróciłem się w lewo. która wchłonęła go tak. Moje uniesienie i radość były tak ogromne. Nie było w niej nic szczególnego. zobaczyłem człowieka. Żyłem w niezwykle tajemniczym świecie i tak jak wszyscy. że jeśli spędzę tu noc. Usiadłem prosto i zacząłem wypatrywać. Nasza śmierć zrównała nas. ale okazała się pusta. Znowu odwróciłem się gwałtownie i wyraźnie dostrzegłem cień na skale. . pchając kulę nawozu dwa razy większą od siebie. Wpadła mi do głowy myśl. że patrzy na mnie i przez moment czułem. i wkrótce doszedłem do wielkiej płaskiej skały. w którym wydawało mi się. Na początku nie zwróciłem na to uwagi. Przesunąłem wzrok i zobaczyłem spokojnie biegnącego kojota. Żuk i ja znajdowaliśmy się na tym samym poziomie. że nie mogę być jednak całkiem tego pewny. Wiedziałem. Słońce było prawie na linii horyzontu i jego żółtawy blask nie pozwalał mi na uzyskanie wyraźnego obrazu. z jaką przenosił swój ciężar ponad kamieniami i szczelinami. Spojrzałem na ziemię i zobaczyłem wielkiego. Wszystko wskazywało na to. Myśl ta wywołała całą serię racjonalnych ocen dotyczących natury owadziego świata jako przeciwstawnego mojemu. Intensywność światła słonecznego zmieniła się w tym momencie i wtedy uświadomiłem sobie.

Przez chwilę myślałem. że to słońce świeci na mnie. że kojot mi odpowiedział. aby go odstraszyć. które przecinały wszystko wokół mnie. wręcz przeciwnie. W końcu zapytał mnie. Kojot rzeczywiście coś powiedział. jak mówi się do zaprzyjaźnionego psa. świetlistą istotą. ani żadnej części mego ciała. co tu robię. Jego brązowe oczy były przyjacielskie i czyste. na którym stałem. Położył się na brzuchu. Nie czułem stóp ani nóg. jakby mój umysł odtwarzał wspomnienia innego wydarzenia. Używał angielskich rzeczowników i czasowników. że może być wściekły i nawet rozważyłem możliwość zebrania kamieni. Kojot stwierdził: – Que buenol – i wtedy uświadomiłem sobie. O niczym nie myślałem ani niczego nie czułem. ale on nic sobie z tego nie robił. kiedy odwróciłem wzrok od słońca. . że coś powiedział. Było tak. On natomiast nie zrobił żadnego ruchu. kiedy pod wpływem pejotlu byłem świadkiem przemiany zwykłego psa w niezapomnianą. a kojot stał. Byłem sparaliżowany. Krzyknąłem kilka razy. że odkryłem sekret. Spojrzałem bezpośrednio na nie i zobaczyłem “linie świata". Oniemiałem z wrażenia. Ledwie mogłem rozróżnić odległy łańcuch górski na zachodzie. Linie nie zmieniły się i dalej przenikały przez wszystko. Zwolniło i stanęło zaledwie cztery czy pięć stóp ode mnie. Jej świetlistość była oślepiająca. Poczułem coś ciepłego i uspokajającego. że zwierzę domowe porozumiewa się ze swoim panem. co się właśnie wydarza. prawie mnie dotykając. Był taki prosty. A potem wydało mi się. Trwałem na szczycie wzgórza w stanie ekstazy. a jednak coś utrzymywało mnie w pozycji pionowej. Linie nadal były widoczne i stabilne. że wypowiadał słowa tak. że wcale nie jest podniecone. Mój organizm się wyłączył. że trwa wiecznie. białych linii. nieskończenie długo. Zamrugałem i popatrzyłem znowu. aby zatrzymać świat. nawet wtedy. Pomyślałem. a ja odpowiedziałem. Wiedziałem. Nigdy nie widziałem dzikiego kojota z tak bliskiej odległości i jedyną rzeczą. przekrzywił głowę i zapytał: – Czego się boisz? Usiadłem więc i prowadziłem dalej najdziwniejszą konwersację w swoim życiu. aż mój śmiech stał się prawie histeryczny. że przyszedłem tutaj. Chciałem zakryć oczy rękami. Świetlista istota dotknęła jakiejś nieokreślonej cząstki mnie samego. jak długo w niej trwałem. mały kojocie? – i wydawało mi się.potem zatrzymał się. ale nie byłem w stanie wykonać żadnego ruchu. otoczyła je poświata. Ogarnął mnie niepokój. Stał się płynną. Jego oczy były nadal przyjacielskie i czyste. było odezwanie się do niego. Świetlisty kojot i wierzchołek. Uświadomiłem sobie. a ja skoczyłem na równe nogi. Nie mam pojęcia. Nagle poczułem uderzenie i ciało ogarnęło coś. Nie był nawet zaskoczony moją nagłą reakcją. jak świeciło słońce. że słyszę jego odpowiedź: – W porządku. że to dwujęzyczny kojot. na jaką mogłem się zdobyć w tym momencie. ponieważ kojot znowu przemówił. jakby ten dotyk spowodował we mnie eksplozję. Wtedy uderzyła mnie cała prawda o niemożliwości tego. Nie w ten sposób. Kojot wstał i nasze spojrzenia się spotkały. Zacząłem się śmiać z absurdalności tego wszystkiego. ale hiszpańskich spójników i wykrzykników. że przyciągają mnie i nagle zwierzę zaczęło opalizować. Było to raczej odczucie. opalizującą istotę. Zacząłem tak. którymi mógłbym się posłużyć do obrony w razie ataku. rozpłynęły się. Chyba kojot wywołał to wspomnienie i nałożyło się ono na jego kształt. Całe to zdarzenie mogło jednak trwać tylko kilka minut. zanim zaszło za horyzont. jak wypowiadają je ludzie. Poczułem. kiedy wydaje się. Słońce znajdowało się prawie na linii horyzontu. Czułem zamęt. wydawało się bardzo spokojne. nowym świecie. Przekazywał myśl i ta komunikacja dawała w efekcie coś podobnego do rozmowy. Spojrzeliśmy na siebie i kojot podszedł jeszcze bliżej. co mnie rozpaliło. obrócił się i powoli ruszył w moim kierunku. jak mi się wydawało. a ty? Wtedy kój ot powtórzył zdanie. W skupieniu wpatrywałem się w jego oczy. Kiedy zwierzę znalazło się dziesięć do piętnastu stóp ode mnie. emanującego ze świata i z mojego własnego ciała. Moje ciało doświadczyło tak rozkosznego i nie dającego się opisać uczucia ciepła. może tylko tak długo. Byłem absolutnie pewny. Lecz mnie wydawało się. ale nie starczyło mi czasu. Powiedziałem: – Jak się masz. Siadłem na kamieniach. które miało miejsce dziesięć lat temu. zauważyłem. Widziałem wprost nieprawdopodobne bogactwo połączeń fluoryzujących. że mówi. a ja swobodnie unosiłem się w przestrzeni. co znajdowało się wkoło. że może widzę światło słońca rozszczepione przez rzęsy. że znajduję się w obecności kojota Chicano [Chicano – Meksykanin zamieszkały w USA]. Rozglądnąłem się po tym nadzwyczajnym. aby zastanawiać się nad swoimi uczuciami. Przez głowę przebiegła mi myśl. Ale też nie takie.

Jedyną smutną rzeczą w tym jest to. a on byłby zmuszony dać ci odpowiedź. że wiara w to oznacza utknięcie w rzeczywistości czarowników. jakim go nam opisują. don Juanie. co chciałbyś wiedzieć. ponieważ coś się w tobie zatrzymało. że widzenie wydarza się tylko wtedy. Wczoraj zatrzymałeś świat i być może nawet widziałeś. od momentu narodzin ludzie mówią nam. jakim zawsze go widziałem. Później albo zasnąłem. ale moje ciało znało go. Don Juan był sam w domu. leżałem na kamieniach. Wydawał się ze mnie niezwykle zadowolony. Może wiesz już teraz. jakie przeżyłem. podobnie zresztą jak i grzechotniki. kiedy przyjechałem następnego ranka. że kojot będzie moim towarzyszem w życiu. – Wczoraj świat stał się taki. że ani świat zwykłych ludzi. . don Juanie. światem zwykłych ludzi i światem czarowników. Ale ja chciałem. jak ty i ja. że nie masz godnego zaufania zwierzęcia-towarzysza. Są oszustami. – Świat był taki jak dzisiaj. Świat był taki. po wysłuchaniu mojej relacji. że jest gdzieś w okolicy i załatwia swoje sprawy. że idealnie by było. Wczoraj wierzyłeś. Taki już twój los. Nigdy w swoim życiu nie przeżywałem takiej boskiej euforii. – Po prostu zatrzymałeś świat – skomentował. Powiedział. W ten sam sposób niewierzenie w to. który nie widzi. o czym kiedyś ci opowiadałem. że na kojotach nie można polegać. – Czy uważasz. – Co zatrzymało się we mnie? – To. tak samo by wierzył. Klepał mnie wciąż po plecach i chichotał. Na przykład. Zapytałem o don Genara i dowiedziałem się. Robiło się ciemno i automatycznie wyruszyłem w drogę powrotną. że powinienem podziękować don Genaro za pomoc. – W tym świecie kojoty mówią. drzewa i inne żywe istoty. Don Juan wyjaśnił mi. a w świecie czarowników posiadanie takiego przyjaciela nie jest zbyt pożądane. – On nie mówił – odparł don Juan. nie był. Siedzieliśmy w ciszy przez chwilę. Widzisz. Ale ten. – Kim jest czarownik kojotów? – To ktoś. – Gdybym był tobą – dodał – nigdy nie ufałbym kojotowi. Po wszystkich tych latach nauki powinieneś mieć lepsze rozeznanie. Wczoraj dokonałeś tego wszystkiego. Ale ty jesteś inny i możesz nawet zostać czarownikiem kojotów. a później don Juan powiedział. takiego spokoju i wszechobejmującego zrozumienia. że kojot mówi do ciebie. ponieważ są one niesamowitymi towarzyszami. abyś ty nauczył się widzenia. ani świat czarowników nie są rzeczywiste? – To są rzeczywiste światy. tak samo jak i jelenie.Doświadczałem nieznanego przypływu uczuć. Dzisiaj kojoty nic ci nie powiedzą i nie widzisz linii świata. albo zemdlałem. Ale nie udało ci się dostrzec. – Ale to niepojęte. kto mówi jak idiota. że to wcale nie był kojot i że z pewnością nie mówił w taki sam sposób. że świat jest taki a taki i naturalnie nie mamy żadnego innego wyboru i musimy widzieć go takim. wie. Teraz jesteś dokładnie pośrodku. Natychmiast zacząłem opowiadać o nadzwyczajnych doświadczeniach. kto widzi. don Juanie! – Zastanów się. – A więc co to było? – Twoje ciało po raz pierwszy zaczęło rozumieć. mogłeś zapytać tego kojota o cokolwiek. żeby kojot mógł mówić – powiedziałem. gdybym rozmawiał z grzechotnikiem. to utknięcie w rzeczywistości zwykłych ludzi. a twoje ciało było w stanie to zrozumieć. Wstałem. co ludzie mówili ci o świecie. kiedy przemykasz się pomiędzy światami. jak go opisują czarownicy – kontynuował. kto uzyskuje wiele rzeczy od swoich braci kojotów. – Nie. a jednak nie potrafiłem poznanego sekretu oddać słowami ani nawet myślą. Magiczna istota powiedziała ci coś. – Ale kojot naprawdę rozmawiał. Mogą wpływać na ciebie. Spojrzeliśmy na siebie. ponieważ świat się rozpadł. Słuchał z wyraźnym zainteresowaniem. Kiedy wróciłem do przytomności. że kojoty mówią. Każdy czarownik.

śmiejąc się. Genaro potrafi zrobić to tak łatwo. – Widziałeś świetlistą istotę. – Czy nie możesz nauczyć mnie widzenia bez wzywania sprzymierzeńca? – Nie. – Widziałeś linie świata – powiedział. . kiedy ciało uświadamia sobie. Słyszałeś jego ryk podobny do odgłosu odrzutowca. a do tego trzeba zawezwać sprzymierzeńca. prawie widziałeś. – Powiem ci jeszcze jedną rzecz – zaczął. że potrafi widzieć. Byliśmy cicho przez długi czas. że znalazłeś samochód. on przychodzi. jest twoim sprzymierzeńcem. aby móc widzieć musisz nauczyć się sposobu. Będzie czekał na skraju równiny. że wieziesz nas z powrotem z miejsca. że mają go czarownicy. aby tego uniknąć. na który codziennie patrzymy. – Czy sprzymierzeniec musi się ze mną zmierzyć? – Nie ma możliwości. o którym ci mówiłem. aby go sprowadzić. Jego kciuki poruszały się prawie niezauważalnie. po to aby rozproszyć twoje myśli i pozwolić twojemu ciału widzieć. Jego wygłupy powiedziały twojemu ciału o absurdalności usiłowania zrozumienia wszystkiego. Don Juan trzymał ręce złożone na brzuchu. Kiedy puścił latawiec. Znalazłeś samochód i byłeś w dwóch światach. jak to robią czarownicy. wystarczy tylko użyć tego dodatkowego pierścienia mocy.Chciałem dalej zadawać pytania. Zrywaliśmy sobie boki ze śmiechu. a twojego samochodu nie było w tamtym świecie. Niestety. Po prostu zmusił cię do patrzenia na świat tak. jak strzelić palcami. Powiedziałem mu. Don Juan popatrzył na mnie przenikliwie. – Rośliny mocy są tylko pomocą – powiedział don Juan. Obydwaj znamy tamten świat. – Ale jak zmusił mnie do widzenia świata tak jak czarownicy? – Ja byłem z nim. to sposób czarownika. Kiedy to się zrobi. zostało ci już bardzo mało czasu. ponieważ rzeczywiście myślałeś. że człowiek. na którą cię zabiorę. jaki znam. Tylko wtedy jesteś w stanie poznać. że wydarzenia ostatnich trzech dni dokonały w mojej idei świata nie dających się naprawić zniszczeń. Teraz jesteś już prawie gotów na spotkanie ze sprzymierzeńcem. Aby widzieć. Po to. w jaki czarownicy patrzą na świat. ale powstrzymał mnie gestem. zanim sprzymierzeniec zmierzy się z tobą. Moją intencją było pokazanie ci tego. Podczas dziesięciu lat naszej znajomości nigdy nie zostałem tak poruszony. którego widziałeś pośród krzewów. Zajmował twoją uwagę przewracaniem kamieni. nawet wtedy. – Teraz ma to ogromne znaczenie. Kiedy już się go zna. – To on pomógł ci zatrzymać świat. – Naprawdę liczy się tylko to. musisz patrzeć na świat w jakiś inny sposób. gdy przyjmowałem rośliny psychotropowe. – Genaro także musi pójść z nami do doliny – powiedział nagle. Wiesz oczywiście. jest jedynie opisem. Tamtego dnia Genaro nie ruszył twojego samochodu ze świata zwykłych ludzi. gdzie wydawało ci się. a jedyny inny sposób. Genaro chciał rozmiękczyć twoją pewność. że świat.

– Jest kurą – odparł. przeciągnął się aż strzeliły mu kości.20. Genaro? W głosie don Juana dawało się wyczuć przypochlebny ton. Czekał na mnie i zapraszał mnie do zapasów. Od świtu przebywałem w polu i właśnie wracałem do domu. Don Genaro wstał i pokazał mi właściwą postawę – nogi lekko ugięte w kolanach. jak zawsze to robiłem w ich towarzystwie. że utworzyły okrągły otwór. – Może – powiedział don Genaro. Nie wiedziałem. Zagiął język na podniebieniu i otwierał i zamykał usta.. Wydało mi się. Odsłonił koszulę i pokazał mi plecy. że było wczesne popołudnie. ale zamiast zatrzymywać się na wysokiej równinie. Usta don Genara otwierały się tak. Don Juan spojrzał na niego i zaśmiał się głośno. zaczęliśmy się wspinać. – Teraz. tak jak ja to zrobiłem. jakby wspomnienie tamtego spotkania ożywiało każdy mięsień jego tułowia. – Pamiętam. Poszliśmy tą samą trasą. a potem zeszliśmy do płaskiej doliny. Napiął szyję. aż osiągnęliśmy szczyt niższego łańcucha gór. Po krótkiej wiosennej ulewie stał się lśniąco zielony. że nie mogłem się powstrzymać od chichotu. ramiona luźno zwisające po bokach. obłąkany wyraz. co ja. Zwrócił się do don Juana i zapytał: – Prawda? – Tak – powiedział don Juan spokojnie. to zawsze jest oznaką. Zwróciłem uwagę na jego wspaniałe umięśnienie. Don Genaro wstał. Nagle sprzymierzeniec wyszedł zza krzewów i stanął mi na drodze. Jednak trochę się bałem. ramionami objął klatkę piersiową i bezceremonialnie charknął flegmą. Dreszcz przebiegł mi po plecach i szyja zesztywniała mi jak deska. – Co on robi? – zapytałem don Juana. która zaraz zniesie jajko. może opowie ci o pierwszym spotkaniu ze swoim sprzymierzeńcem – nalegał don Juan. Trwał w tej pozycji przez moment i wtedy. i usiadł znowu. aby go zostawić samego. jakby skurcze miały rozewrzeć zrobiony z nich otwór. Tak przy okazji. to znaczy kiedy szyja ci twardnieje. – W takiej sytuacji – kontynuował – musisz zawsze zamknąć usta. – Ma zamiar opowiedzieć ci historię swojego pierwszego spotkania ze sprzymierzeńcem. Don Genaro spojrzał na mnie i złożył tak wargi. To tyłek kury. że jesteś gotowy.. – Genaro ma zamiar coś ci opowiedzieć – powiedział nagle don Juan. Skurcze ust don Genara zdawały się nasilać. że jestem wystarczająco silny. Zatrzymaliśmy się na odpoczynek na szczycie wysokiego wzgórza. kiedy pierwszy raz zwarłem się ze swoim sprzymierzeńcem – powiedział w końcu. Don Genaro wybrał to miejsce. Zacząłem się odwracać. ale wtedy pomyślałem sobie. – Byłem młody. – Niech to diabli! To nie jest jajko – powiedział z niepokojem malującym się na twarzy. kiedy . z don Juanem po prawej i don Genarem po lewej stronie. Jego oczy miały dziwny. Czarownik wydał chrapliwy odgłos. co o tym sądzić. plecy i ramiona. aby opowiedział. Automatycznie usiadłem tak. nie wykazując zainteresowania. Ciało musi być wyprostowane. że można sobie odgryźć język albo wybić zęby. a stopy muszą pewnie i mocno wspierać się na ziemi. aby zabrać się do niego. Prawda. we trzech pojechaliśmy do miejsca. Pustynny chaparral uzyskał wspaniały wilgotny połysk. Ja również poprosiłem go. a palce dłoni lekko zaokrąglone. – Wstrząs wywołany uchwyceniem sprzymierzeńca jest tak wielki. Podróż do Ixtlan Don Genaro powrócił około południa i zgodnie z sugestią don Juana. kiedy Genaro prawie zniósł jajko. – Kurą? – Spójrz na jego usta. gdzie byłem poprzedniego dnia. w ten sposób tworząc trójkąt. jakby miał skurcze. Był tak śmieszny.

Sprzymierzeniec zaczął mną kręcić. Kiedy go pochwyciłem. – Dlaczego pytasz? – Ponieważ Ixtlan znajduje się w przeciwnym kierunku. Musisz jedynie wesprzeć się mocno o ziemię. że mi się udało. Nagle poczułem. w ich przyjaznym nastawieniu. Spotkanie ze sprzymierzeńcem nie trwało zbyt długo. don Genaro? – zapytałem. Znów usiadłem prosto. że mój dom musi być na wschodzie. – Zgubiłeś się? – zapytał ktoś. że usiądzie. Otoczyli mnie i pytali. Powinieneś stać tak. aby pochwycić swojego sprzymierzeńca – powiedział don Juan ostrzegawczo. gdzie jestem. Wkrótce znalazłem drogę i zauważyłem grupkę mężczyzn i kobiet zbliżających się do mnie. Wirowaliśmy w powietrzu z taką prędkością i mocą. że znowu stoję na ziemi. Don Genaro skoczył znowu z taką siłą. – Mamy jedzenie. jak don Genaro. Było coś w ich głosach. ale ja nie popuszczałem. – Powinien coś z nimi zrobić. Pomyślałem sobie. Kiedy śmiech don Juana i wycie kojota don Genara ucichły. że nic już nie widziałem. zanim skoczy. nie zrobiłem tego – powiedział. Sami tam idziemy – powiedział ktoś inny. Byli Indianami.. co ich zdradziło. że nie mogłem zrozumieć. – Nie myśl. Wydawało mi się. jakby czekał. tak jakby miał sprężyny przypięte do stóp. Wciąż było jeszcze wcześnie. odłożyć je gdzieś. – Genaro tak skacze. powrócił na miejsce i usiadł. że upadłem na plecy. – No więc. Don Juan z udawaną powagą powiedział.myślałem. Don Juan zapewnił go. Don Genaro przestał mówić i spojrzał na mnie. To trwało i trwało. Don Genaro ciągle był nieprawdopodobnie napięty i po chwili nagle rozluźnił mięśnie. miałem wrażenie. aby wytrzymać uderzenie. więc zacząłem iść w tamtym kierunku. Okolica nie była mi znana. w którym się starliśmy. rzucił się do przodu w jednym niesamowitym skoku. ponieważ pomaga mu jego sprzymierzeniec. że nie mam żadnych medalionów. że musisz skoczyć tak dobrze. – Mocno mną wstrząsnęło – powiedział po chwili wahania. co miało jego kształt. że rzeczywiście widziałem. Wydawało mi się. Zdawało się. że to Mazatecy. Co za uczucie! Co to było za uczucie! Później rozejrzałem się wkoło. że sprzymierzeniec musiał mnie ponieść w powietrzu i porzucić gdzieś bardzo daleko od miejsca. że tak to będzie – kontynuował. Wszystko było zamglone.. Sprzymierzeniec nie zabił mnie. kiedy pochwyciłeś swojego sprzymierzeńca. by walnąć sprzymierzeńca. – Czy przyłączyłeś się do nich? – Nie. aby przekonać się. – Idę do domu. – Nawet nie przyszło mi to do głowy. Skakałem z radości. coś. – Nigdy nie wyobrażałem sobie. zaczęliśmy wirować. – Tak – odparłem. a później don Genaro zmienił swój śmiech na wycie imitujące wycie kojota. wszyscy byliśmy w bardzo dobrym nastroju. Byłem cały i zdrowy. o czym nie da się powiedzieć. jak stał wcześniej don Genaro. – Najpierw powinien pocałować swój medalion – wtrącił don Genaro. Wiedziałem to od razu. dokąd idę. – Co się wydarzyło. – Przyłącz się do nas – namawiali mnie wszyscy. W końcu miałem sprzymierzeńca. Obydwaj zaśmiali się głośno. albo niech je wykorzysta. że zbiera myśli. Byłem sobą! Wiedziałem. . później musisz skoczyć do przodu i pochwycić sprzymierzeńca. – A co z jego notesami? – upierał się don Genaro. aż zadam mu jakieś pytanie. w chwili kiedy do mnie podeszli. Zrobił to tak nagle. że będzie to pierwszy raz. – To było coś. jak mógł z pozycji siedzącej skoczyć na równe nogi i rzucić się do przodu. – Niech mnie diabli! – powiedział don Juan z pozornie autentycznym zdziwieniem. – Oni nie byli prawdziwi. coś. do Ixtlan – powiedziałem im. że upadłem na bok. ale kiedy upadałem. że don Genaro pochwycił człowieka albo coś. – Carlos teraz widział twojego sprzymierzeńca – obojętnie zauważył don Juan – ale dalej jest słaby i dlatego upadł. Jego ruch był tak gwałtowny. – Widziałeś? – zapytał don Genaro naiwnie zachwycony i rozdął nozdrza. Założę się. co zrobiłeś? – zapytałem. kiedy sprzymierzeniec zostanie znokautowany notesami. Próbowałem zorientować się w terenie.

Zabierze ci to cztery albo i pięć dni. “Czy jest tam dużo domów?" “Nie. “ Jest po drugiej stronie tych gór. przypominał mi mnie samego. w którym byliśmy. Podziękowałem chłopcu i zacząłem odchodzić. Zawołałem chłopca. Obydwaj powiedzieli. pasącego dwie kozy mojego ojca. Kiedy odezwałem się dość głośno. Nie zatrzymałem się ani nie popatrzyłem na nie. Wyglądał. “To bardzo daleko". Szedłem dalej. a później zaczai mówić do kóz. zupełnie mną nie zainteresowani. w jaki chciał mnie obdarzyć jedzeniem. jakby osłaniali ładunek. aby pozwolili mi przyłączyć się do nich. “Dokąd prowadzi ta ścieżka?" – zapytałem. że już nie czuję się zagubiony i zastanawiałem się nad mocą mojego sprzymierzeńca. w którym sami szli. – Poza tym. Moje ciało przeraziło się. aby spojrzeć na nich. że umrę w tych górach. udając. “Zgubiłem się w tych górach". a później jeden z nich zdjął tobół z jedzeniem i poczęstował mnie. Pobiegłem za nimi. Wydawało się. Podszedłem do niego i kiedy za bardzo się zbliżyłem. wykazywały większą śmiałość. jak gdyby nigdy nic. Wyglądali na rzeczywistych.szczególnie wtedy. Było w niej coś znajomego. – Byli jak zjawy – wyjaśnił don Juan. Nie rozpieszczał swoich kóz. Prowadzili osła wyładowanego drewnem na opał. Późnym popołudniem doszedłem do doliny. – Kim byli? – zapytałem. Z tego. a on nie uciekł. wymamrotali: “Dzień dobry". Potem odwrócili się i zaczęli odchodzić. Ich prośby stawały się coraz bardziej natarczywe. – Ludźmi – odparł szorstko don Genaro. Również wyglądali na Mazateków. wyglądało. natomiast te. gdzie pieprz rośnie. – Jak duchy. że jest w tym naprawdę dobry. – Po przejściu kawałka drogi – podjął wątek don Genaro – nabrałem trochę więcej pewności. które były kobietami. powiedziałem i szedłem dalej. odpowiedział. że już tu byłem. aby móc się zorientować i skorygować swoją trasę. tylko jeden". że jestem na właściwej drodze i że te zjawy próbowały zwieść mnie z niej. że moje postanowienie jest niezachwiane. Napotkałem teraz osiem z nich. Zapytałem o nazwę miejsca. którą chyba rozpoznawałem. a jednak znalazł czas. Pastuszek. Powiedziałem. abym przyłączył się do nich. Wołali mnie i błagali. Obserwowałem go przez pewien czas. ale także nie był dla nich okrutny. co wiedziałem na temat doglądania kóz. ale ja uciekałem od nich. wyszedł ze swojej kryjówki i zapędził kozy na prawie niewidoczną ścieżkę. A później zauważyłem dwóch ludzi idących drogą w moją stronę. Większość z nich nie powiedziała ani słowa. o którym myślałem. wystawiły nawet jedzenie i inne dobra. jak ja w jego wieku. powiedziałem do nich. w którym właśnie szedłem. A więc uciekłem. kiedy zauważyłem małego indiańskiego chłopca pilnującego kóz. Podobał mi się. Wiedziałem. Prawdę powiedziawszy. tak samo jak ja to robiłem. powiedział jeden z nich. Przechodząc koło mnie. Było coś straszliwie obcego w sposobie. abym poszedł z nimi. “Którędy do Ixtlan?" Wskazali kierunek. jakby był gotów rwać. czekajcie!" Zatrzymali osła i stanęli po obydwu jego stronach. żebym wrócił. Ich prośby również stały się natarczywe. “Dzień dobry". kiedy powiedzieli mi. Zamarłem. Stwierdziłem. Chłopiec mówił do siebie. że Ixtlan znajduje się w tym kierunku. “Gdzie mieszkasz?" “Tam. pozwalającą mu w czasie krótszym od mrugnięcia okiem na przeniesienie mnie na taką odległość. patrząc błagalnie. podskoczył i uciekł za skałę i stamtąd mi się przyglądał. Nie zwrócili na mnie żadnej uwagi i poszli swoją drogą. więc odskoczyłem i zacząłem uciekać. krzycząc: “Czekajcie. Powoli zwolniłem kroku i ostrożnie odwróciłem się. i z jego odpowiedzi wywnioskowałem. Wyglądał na przestraszonego. że to właśnie to. i próbowali namówić mnie. że zgubiłem się i nie mogę znaleźć drogi do Ixtlan. uskoczył w krzaki. “Na dół". Niektóre z nich. Był dokładny i ostrożny. aby przepędzić kozy z pola mojego widzenia. Wydawało mi się. Uświadomiłem sobie. Zacząłem szukać cech charakterystycznych. jeśli nie pójdę z nimi. Postanowiłem go zawołać. Dzięki temu poczułem się bardzo szczęśliwy. na dole". że nie byli prawdziwi. że jest zbyt ostrożny i zacząłem zadawać mu pytania. co sił w nogach. że to prawdziwi Indianie i poprosiłem ich. jak niewinne handlarki przy drodze. Stały przy drodze. Poczułem. wiedziałem. Miał może z siedem lat i był ubrany tak. że są na sprzedaż. Odchodzili. Długo mówiłem do niego. ale w takim przypadku musiałem teraz znajdować się na południe od Ixtlan. Musiały wiedzieć. “A gdzie są inne?" Chłopiec wskazał na drugą stronę doliny z . ale ja dalej uciekałem od nich. Przez pewien czas szliśmy razem. aby się tam dostać". że prowadzi ona do doliny.

– Koniec? – To znaczy. były takimi oznakami. Całe mnóstwo. że mam sprzymierzeńca i zjawy nie mogą mi nic zrobić.obojętnością właściwą dla jego wieku. – Jednak czuję. że nie byli już więcej czymś rzeczywistym. Chciałem wściec się na sprzymierzeńca albo na zjawy. ale moja wola była silniejsza od nich. w jaki zjawy mówiły o jedzeniu. Podróż Genara nie miała końca. Było coś niewymownie smutnego w ich wzroku. Jesteś zjawą. Nie rozumiałem. Spojrzałem na don Juana.. na południe. Inne zjawy szybko wyszły z ukrycia i usiłowały poplątać mi nogi. Przyznał. że częstowały go jedzeniem. Don Juan i Genaro spojrzeli na siebie. albo może przykładają oni wielką wagę do kwestii pożywienia. to byli ludzie. było oznaką że są zjawami. Chłopiec. – Co się stało później. ale ja nie bałem się. Byliśmy cicho przez długi czas. don Genaro? – zapytałem. Zaprowadź mnie do swoich". Nie odpowiedział. – Jaki był koniec tej historii. – Powiedziałem. Nigdy nie będzie końca. Chodź ze mną". na przykład. ponieważ podobał mi się ten chłopiec. – Nie. – W swojej podróży do Ixtlan spotykam tylko widmowych podróżnych – powiedział cicho. . ale także nie potrafiłem. Po chwili tylko stały przy ścieżce. W końcu całkowicie przestały mnie niepokoić. powiedział. Nie wiem dlaczego. więc i z tym dałem sobie spokój. prawie jak pomruk. Ton jego głosu i gorliwość zdradziły go. że zawahałem się. a później spojrzał w dal. powiedziałem do niego. że sam nigdy nie zauważyłby tych osobliwości. co miał na myśli don Genaro. Jego głos był stanowczy. – Każdy. Mój wuj odszedł. Od czasu do czasu któraś usiłowała na mnie skoczyć. Don Genaro siedział cicho przez dłuższy czas. kiedy i jak dotarłeś w końcu do Ixtlan? Obydwaj równocześnie wybuchnęli śmiechem. Ale nigdy tam nie dotrę. którą szedłem. Po moim spotkaniu ze sprzymierzeńcem nic już więcej nie było rzeczywiste. Genaro wciąż jest w drodze do Ixtlan! Don Genaro popatrzył na mnie przenikliwie. jest tylko przemijającą istotą – wyjaśnił don Juan. Wciąż byłem odrętwiały po spotkaniu ze sprzymierzeńcem.. ponieważ przestały mnie prześladować. czasami wydaje mi się. więc dałem sobie spokój. – Czy te zjawy to byli sprzymierzeńcy. że ton ich głosu. abym wpadł w przepaść. – Nigdy nie dotrę do Ixtlan – powiedział. Odpowiedział. zatrzymał się i zwrócił się do mnie: “Nie ma nikogo w domu". don Genaro? – zapytałem. Później chciałem się zasmucić. Nic nie jest już takie samo. “Jestem bardzo zmęczony i głodny. że skończył już swoją opowieść i nie ma nic do dodania. że dzieli mnie od niego tylko jeden krok. stwierdził chłopiec i to mną wstrząsnęło. Nagle uświadomiłem sobie. Potem wraz z kozami zaczął schodzić swoją ścieżką na dół. “Nie mam żadnych swoich". Musiały to wyczuć. Wiedział o tym dzięki pomocy sprzymierzeńca. ale jego głos sprawił. że to zjawy. Twoje uczucia i gorliwość są takie jak u ludzi. Wydawało się. W domu jest mnóstwo jedzenia. czy Indianie z plemienia Mazateków zwyczajowo nie przyznają się do posiadania jedzenia. To mnie nieco zasmuciło. Zjawy przyszły. aby mnie dostać. Spytałem więc dalej. gorliwość wabienia go i sposób. – Ludzie? Przecież powiedziałeś. Zapytałem go. Poszedłem za chłopcem ścieżką w dół. kogo Genaro napotyka na swojej drodze. ale jakoś nie byłem w stanie rozzłościć się tak jak przedtem. – Weźmy ciebie. – A więc o to ci chodziło z tym końcem – stwierdził don Juan. a jego żona wyszła w pole. ale cichy. – Powiedzmy to inaczej. ale zatrzymywałem ją siłą swojej woli. – Szedłem dalej – powiedział rzeczowo. dlaczego to. widząc to. Don Juan spojrzał na mnie. don Genaro? – zapytałem. W mojej podróży nie odnajduję nawet niegdyś znajomych mi miejsc. Chłopiec również był zjawą. “Poczekaj".

Przypomniał mi. Zacytował mi kilka słów z niego i przypomniałem sobie. niebieskie pogodne. których kocham? – zapytałem don Juana. – Genaro opowiedział ci swoją historię – powiedział don Juan – ponieważ wczoraj zatrzymałeś świat i on myśli. Wskazał na don Juana ruchem głowy i powiedział z naciskiem: – To jedyny. znajdziesz się w nieznanym kraju. wiedząc. że spotyka tylko widmowych podróżników w drodze do Ixtlan. nosił tytuł El Yiaje Defmitivo (Ostateczna Podróż). na zawsze przepadnie. roku. – Co się z nimi stanie? – Zostaną tam – powiedział. Jeśli przeżyjesz wstrząs. – Jest realna! – wykrzyknął don Genaro. Jednak uczucia w człowieku nie umierają ani się nie zmieniają i czarownik wyrusza w drogę powrotną do domu. Czy nie ma żadnego sposobu. Don Juan uśmiechnął się. nieprawdaż? – Oczywiście – powiedział don Juan. Wtedy. Ale nie będzie już powrotu do Los Angeles. Ten. a sądzę.. ale to nic nie pomoże. – I Piedras Negras. Wyrecytowałem go: . do rzeczy i ludzi. To właśnie powiedział ci Genaro. kiedy zacząłem łączyć ją z moim własnym życiem. i Tucson. zmienia się też sam świat. że sam tego nie wiesz. że żadna siła na ziemi. błądzić mojego . abym go wyrecytował. nie doprowadzi go do miejsca. jeśli będzie dla ciebie następny raz. że nigdy do niego nie dotrze. co tam zostawiłeś. – Wobec tego twoja podróż do Ixtlan nie jest realna – powiedziałem. będziesz musiał walczyć z nim i go oswoić. których kochał. Wyjaśnienie don Juana podziałało jak katalizator. kiedy ona ulega zmianie. aby ich odzyskać? Czy nie mogę uratować ich i wziąć ze sobą? – Nie. – Ale będę mógł wrócić do Los Angeles. studnią. że czytałem mu poezje Juana Ramona Jimeneza. że także widziałeś. – Podróżnicy nie są realni. co kochaliśmy czy nienawidziliśmy. Wciąż mówię mu. Nagle uświadomiłem sobie. którzy mnie kochali. prawda? Pojechać autobusem albo polecieć samolotem. w całkiem naturalny dla nas wszystkich sposób. Los Angeles wciąż będzie na swoim miejscu. że tak. zapomnianym zakątku kwietnego ogrodu. Ale ptaki pozostaną. Niezależnie od wszystkiego. że podróż don Genara jest metaforą. – Idea jest wszystkim. Ważny dla nas wszystkich jest fakt. Pełne znaczenie opowieści don Genara uderzyło nagle we mnie. i Tranquitas – powiedział don Juan z uśmiechem. a miasto będzie rozkwitać każdego Ale mój duch zawsze z nostalgią będzie po tym samym. popołudnia. który jest rzeczywisty. Don Genaro dodał jeszcze inne nazwy i tak samo zrobił don Juan. kiedy jestem z nim. ale ty jesteś takim głupcem. ani nawet śmierć. ponieważ jesteś silny i żyjesz jak wojownik. – Co z ludźmi. że jesteś dziwny. przede wszystkim będziesz chciał wrócić do Los Angeles. odejdą. – Wirowanie ze sprzymierzeńcem zmieni twoją ideę świata – powiedział don Juan. w swoim następnym spotkaniu ze sprzymierzeńcem. godziny. Od tej pory będziesz już czarownikiem. wiedząc. Pochłonęło ich wymienianie niezliczonej ilości najśmieszniejszych i niewiarygodnych nazw miast i miasteczek. – A także Manteca i Temecula. i Przez wiele popołudni niebo będzie i i dzwony na dzwonnicy wybiją jak robią to tego Ludzie.i odejdę. ale że prędzej czy później będziesz widział.Dlatego mówi.. a także wszystkie pragnienia pozostawiamy za sobą. śpiewając: pozostanie. To. że kiedyś czytałem mu pewien wiersz i teraz chciał. że wszystko. śmiejąc się. Twój sprzymierzeniec tylko z tobą samym puści się w wir i przejdzie do nieznanych światów. – I Tecate – dodał Genaro z wielką powagą. i mój ogród z zielonym drzewem. Świat jest rzeczywisty tylko wtedy. o którym mówił.

Przez moment odczułem falę potwornego bólu i nie dającej się opisać samotności. ludzi. Widziałem samotność człowieka jako gigantyczną falę. Don Juan odszedł. że w tym momencie moc jego wspomnień grozi katastrofą i że don Genaro jest bliski płaczu. co uznasz za stosowne. człowiek musi odczuwać namiętności. musisz być krystalicznie czysty i śmiertelnie pewny samego siebie. Namiętności don Genara. Jest tak z nami wszystkimi. jakby czytając w moich myślach. która zatrzymała się przede mną powstrzymana przez niewidzialną ścianę metafory. śpiewając. abym poszedł kawałek za nimi. o które się troszczył. Spojrzałem na don Genara i wiedziałem. nie patrząc na mnie. Przerwał. Objąłem ich. Kolejno wpatrywałem się w nich obu..– Właśnie o takim uczuciu mówi Genaro – powiedział don Juan. – Jeśli czujesz. a kiedy wydawało się już. Robiąc oko i przywołując ruchem głowy. Don Juan również wstał i delikatnie położył rękę na moim ramieniu. że będąc człowiekiem pełnym namiętności. dla mnie. – Zostawimy cię tutaj – powiedział. Jeśli chcesz przeżyć. że poczułem uniesienie. zrezygnuj z tego spotkania. że widzę. o co się troszczył. ale don Genaro odwracał się kilkakrotnie. Dokładnie jest tak. – Wskazał na ciemną dolinę w oddali. Wiedziałem. Szybko odwróciłem wzrok. a wtedy poszedłem do samochodu i odjechałem. Teraz błąka się pośród swoich uczuć i jak mówi. Nie chciałem. i wszystko to pozostawił. – Rób to. Mój smutek stał się tak przytłaczający.. jego wielka samotność sprawiły. Przez chwilę wydawało mi się. – Tylko wojownik jest w stanie przeżyć na ścieżce wiedzy – powiedział. że są na granicy gorzkiego płaczu. Sprzymierzeniec będzie czekał na ciebie na skraju tej równiny. Niczego nie zyskasz. Taki człowiek ma jakiś dobytek i drogie mu rzeczy. ogarniającą nas trzech. . wszystko to. Wyraźnie poczułem. powstrzymali tę falę. – Aby zostać czarownikiem. dla ciebie będzie Los Angeles. Ich oczy były czyste i spokojne. On pozostawił swoje namiętności w Ixtlan – swój dom. Don Genaro uśmiechnął się i wstał. Spojrzałem na don Juana. Zawezwali falę przytłaczającej nostalgii. tyle rzeczy. Dla Genara to Ixtlan. Genaro westchnął i sparafrazował pierwszą linijkę wiersza: – Odszedłem. Patrzyłem na ich oddalające się sylwetki. I ptaki pozostały. że jeszcze nie nadszedł twój czas. musiał mieć tyle serdecznych związków. w ostateczności ma zawsze swoją ścieżkę. zmuszając się. aby don Juan powiedział mi o sobie. prawie dociera do Ixtlan. że zapłakałem. jak Genaro opowiedział ci w swojej historii. Wpatrywał się we mnie. że mój czas jeszcze nie nadszedł. zmusił mnie. którą kroczy. – Dlatego że sztuka wojownika polega na zrównoważeniu strachu bycia człowiekiem i cudu bycia człowiekiem. aż zniknęli w oddali.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful