WSTĘP W sobotę 22 maja 1971 roku pojechałem do Sonory w Meksyku, aby zobaczyć się z don Juanem Matusem, czarownikiem, Indianinem Yaqui, z którym byłem związany od 1961 roku. Wydawało mi się, że wizyta ta wcale nie będzie się różnić od wielu innych, jakie mu złożyłem w ciągu tych dziesięciu lat, kiedy byłem jego uczniem. Jednak wydarzenia, które miały miejsce w ciągu tego dnia i kilku następnych, stały się dla mnie niezwykle ważne. Moja praktyka u don Juana dobiegła końca. Nie była to moja arbitralna decyzja, ale prawdziwe zakończenie. Swoją naukę u don Juana opisałem już w dwóch poprzednich pracach: Nauki don Juana i Odrębna rzeczywistość. W obydwu książkach przedstawiłem podstawowe założenie, które głosiło, że kluczowymi punktami w nauce czarownika są stany niezwykłej rzeczywistości uzyskiwane dzięki przyjmowaniu roślin psychotropowych. Don Juan był ekspertem w stosowaniu trzech takich roślin: pejotlu, czyli Lophophora williamsii, bielunia Datura inoxia, oraz jednego z grzybów z rodzaju Psilocybe. Dzięki ich działaniu, moje postrzeganie świata stało się niezwykłe i wstrząsające i dlatego zmuszony byłem Przyjąć, że stany takie stanowiły jedyny sposób komunikacji i nauczania, jaki stosował wobec mnie don Juan. To założenie okazało się jednak błędne. Aby uniknąć wszelkich nieporozumień związanych z moją pracą z don Juanem, chciałbym wyjaśnić pewne Podstawowe kwestie. Jak dotąd nie próbowałem umieszczać don Juana w kontekście kulturowym. To, że uważał się on za Indianina Yaqui, wcale nie oznacza, iż jego wiedza czarownika jest powszechnie znana i praktykowana przez ten lud. Wszystkie rozmowy, które podczas nauki prowadziłem z don Juanem, odbywały się po hiszpańsku i tylko dzięki biegłej znajomości tego języka byłem w stanie uzyskać wyczerpujące informacje dotyczące jego światopoglądu, o którym zwykłem mówić jako o magii, a o samym don Juanie jako o czarowniku, gdyż takich wyrażeń on sam używał. Zgromadziłem obszerne notatki, ponieważ udało mi się spisać większość naszych rozmów z samego początku mojej nauki u don Juana i wszystko, o czym mówiliśmy w fazie późniejszej. Aby ułatwić czytanie tych notatek i równocześnie utrzymać pewną dramaturgię, musiałem odpowiednio je zredagować. Jestem przekonany, że to, co odrzuciłem, nie ma większego znaczenia dla poruszanych przeze mnie kwestii. W pracy z don Juanem ograniczyłem się jedynie do traktowania go jako czarownika i do zdobycia członkostwa w jego wiedzy. Postaram się teraz wyjaśnić podstawowe założenia magii don Juana, zgodnie z tym, jak on sam mi je przekazał. Don Juan twierdził, że dla czarownika świat nie jest rzeczywisty, nie jest taki, za jaki go uważamy. Nasza percepcja świata jest jedynie jego opisem. Don Juan koncentrował wszystkie swoje wysiłki na tym, aby wyrobić we mnie przekonanie, że obraz rzeczywistości, który istnieje w moim umyśle, jest jedynie opisem świata. Opisem, który został wtłoczony we mnie w momencie narodzin. Zwrócił moją uwagę na to, że każdy, kto nawiązuje bliższy kontakt z dzieckiem, jest jego nauczycielem, który bezustannie opisuje mu świat, aż do momentu, kiedy dziecko potrafi postrzegać świat tak, jak został mu on opisany. Według don Juana, nie zachowujemy wspomnienia tego złowieszczego momentu, ponieważ po prostu nie mamy żadnego punktu odniesienia umożliwiającego porównanie naszej wizji rzeczywistości z jakąkolwiek inną. Jednak od tej chwili dziecko jest już członkiem. Zna opis świata. Jak sądzę, jego członkostwo staje się pełnoprawne, gdy potrafi dokonywać takich interpretacji percepcji, które w konfrontacji z opisem potwierdzają go. Tak więc, dla don Juana, rzeczywistość składa się z nieskończonego strumienia interpretacji postrzegania, które my, jednostki posiadające specyficzne członkostwo, nauczyliśmy się interpretować w ten sam sposób. Idea mówiąca, że interpretacje percepcji tworzące świat stanowią strumień, pozostaje w zgodności

z faktem, że następują one po sobie w nieprzerwany sposób i rzadko, jeśli w ogóle, bywają kwestionowane. Nasz odbiór rzeczywistości jest przez nas uznawany za tak niepodważalny, że podstawowe założenie magii, traktujące go jedynie jako jeden z wielu opisów, niełatwo przyjąć poważnie. Na szczęście, kiedy pobierałem nauki u don Juana, nie był on wcale zainteresowany tym, czy traktuję jego twierdzenia poważnie, czy nie. Bez względu na mój sprzeciw i brak zrozumienia tego, o czym mówił, nie przestawał punkt po punkcie wyjaśniać mi swoje przekonania. Jako nauczyciel magii, już od pierwszej chwili, kiedy zaczęliśmy rozmawiać, próbował opisać mi świat. Trudności w zrozumieniu jego uwag i metod wynikały z tego, że jego aparat pojęciowy był mi zupełnie obcy. Jego celem było nauczenie mnie “widzenia", w odróżnieniu od zwykłego “patrzenia". “Zatrzymanie świata" było pierwszym krokiem prowadzącym do “widzenia". Przez lata traktowałem ideę zatrzymania świata jako tajemniczą metaforę, która w rzeczywistości nic nie znaczy. Dopiero podczas towarzyskiej rozmowy, do której doszło pod koniec mojej nauki u don Juana, w pełni uświadomiłem sobie jej wielką wagę, jako jednej z głównych tez wiedzy don Juana. Don Juan i ja rozmawialiśmy wówczas swobodnie o różnych sprawach. Opowiedziałem mu na przykład o moim przyjacielu i jego dziewięcioletnim synu. Chłopiec, który przez ostatnie cztery lata przebywał z matką, teraz zamieszkał ze swoim ojcem. Problem polegał na tym, co z nim zrobić. Według przyjaciela, nie nadawał się do szkoły, nie potrafił się skoncentrować, nic go nie interesowało. Miał napady wściekłości, zachowywał się w nieodpowiedni sposób i uciekał z domu. – Twój przyjaciel z pewnością ma kłopot – powiedział don Juan, śmiejąc się. Chciałem opowiedzieć mu o wszystkich strasznych rzeczach, jakie wyprawiał chłopak, lecz mi przerwał. – Nie ma potrzeby mówienia więcej o tym biednym chłopcu. Ani ty, ani ja nie mamy powodu w taki lub inny sposób oceniać jego zachowania. – Jego ton był szorstki i stanowczy, ale po chwili uśmiechnął się. – Co ma zrobić mój przyjaciel? – zapytałem. – Najgorsze byłoby zmuszanie chłopca do tego, by zgadzał się z ojcem – powiedział don Juan. – Co masz na myśli? – Dziecko nie powinno być ani bite, ani karcone przez ojca, gdy nie zachowuje się w taki sposób, w jaki on by sobie tego życzył. – Jak więc może go czegokolwiek nauczyć, jeśli nie będzie stanowczo reagował? – Twój przyjaciel powinien pozwolić komuś innemu dać klapsa dziecku. – Ale nie może przecież dopuścić do tego, aby ktoś obcy bił jego syna – powiedziałem zdziwiony jego sugestią. Don Juan wydawał się ucieszony moją reakcją i zachichotał. – Twój przyjaciel nie jest wojownikiem – odparł. – Gdyby nim był, wiedziałby, że najgorszą rzeczą, jaką można zrobić, jest otwarta konfrontacja z ludźmi. – Co robi wojownik, don Juanie? – Wojownik postępuje strategicznie. – Wciąż nie rozumiem, co masz na myśli. – Gdyby twój przyjaciel był wojownikiem, pomógłby swojemu dziecku zatrzymać świat. – Jak ma to zrobić? – Potrzebowałby do tego osobistej mocy. Musiałby być czarownikiem. – Ale nim nie jest. – Wobec tego musi stosować zwyczajne środki, aby pomóc swojemu synowi zmienić jego wizję świata. Nie jest to zatrzymanie świata, ale działa tak samo. Poprosiłem go, aby mi to wyjaśnił. – Gdybym był twoim przyjacielem – powiedział don Juan – zacząłbym od wynajęcia kogoś, kto przyłożyłby temu małemu. Wśród mętów poszukałbym najgorzej wyglądającego opryszka.

don Juanie? – Wszystko. stanie się kimś nowym. Zapytałem go o to. że w ciągu kilku lat naszej znajomości don Juan stosował wobec mnie tę samą taktykę. uświadomiłem sobie. Nie stanowiły one zasadniczej części obrazu świata czarownika. którą sugerował dla mojego przyjaciela i jego syna. powinien wyskoczyć z ukrycia. oprócz brzucha. W czasie nauki u don Juana została mi ukazana rzeczywistość. to jedynie mój brak wrażliwości zmusił go do użycia roślin. których cię nauczyłem. Uświadomiłem sobie. Musi znaleźć jakiś sposób. Ostatnie trzy to notatki dotyczące wydarzeń wieńczących moje usiłowania zatrzymania świata. To wyjątkowe wydarzenie mojego życia zmusiło mnie do ponownego. kto ci siedzi na karku. W ten sposób naprawdę można na nich wpłynąć. Kilka miesięcy po tej rozmowie don Juan doprowadził do końca to. jako czarownik i nauczyciel. powiedz mi coś więcej. że mnie obserwuje. twój przyjaciel musi. – Niech pójdzie do slumsów i znajdzie okropnie wyglądającego włóczęgę – zaczął – ale niech wybierze młodego. schwytać go i stłuc na kwaśne jabłko. którego w inny sposób nie byłbym w stanie dostrzec. a łokieć na drewnianej skrzyni. ostatnią rzecz. Co mój przyjaciel ma zrobić ze swoim chłopakiem? – dopytywałem się. gdy masz kogoś. – Jeszcze tego nie zrobiłeś – powiedział. trzeba zawsze pozostawać poza kręgiem. uśmiechając się. dał mi możliwość ujrzenia nowej rzeczywistości. który wywiera na nich nacisk. ponieważ nie dotyczyły one użycia roślin psychotropowych. co rozpoczął. może w szpitalu albo w gabinecie jakiegoś doktora. Teraz. – Jakich technik. w jaki tylko zechce sposób. gdy chłopak zachowa się niewłaściwie. Gdybyś był mniej uparty. co nazywał technikami zatrzymania świata. Jeśli chce się zatrzymać znajomych. Don Juan oparł brodę na lewej dłoni. Stanowią one pierwsze siedemnaście rozdziałów tej pracy. – A co. – Po tym jak włóczęga przestraszy chłopca. ale poruszał gałkami ocznymi. jeśli za bardzo się przestraszy? – Strach nigdy nikomu nie zaszkodził. że cały czas usiłował nauczyć mnie. co kazałem ci robić. który ma jeszcze trochę siły. służącej za niski stół. Wydawało roi się. takiego. Na umówiony znak. głupcze. Następnie don Juan przedstawił dziwną strategię. niech twój przyjaciel zrobi jeszcze jedną. że nic nie działa. że już na samym początku naszej znajomości don Juan. – Proszę. innymi słowy opis świata dany przez czarowników. Kiedy to zrobi. aby wynajęty człowiek poszedł za nim albo czekał na niego w miejscu. używając jednej z technik. Przeglądając wszystkie swoje notatki. Ten mały musi zostać zatrzymany. w którym będzie razem ze swoim synem. Kiedy chłopiec będzie już bardziej panował nad sobą. Odpowiedział. przedstawiam je w całości. szczegółowego przeanalizowania mojej dziesięcioletniej pracy. – Wydaje mi się. jak zatrzymać świat.– Żeby przestraszyć chłopaka? – Nie tylko po to. zapewniam cię. ale coś w nim do mnie przemówiło. poprzez to. żeby go przestraszyć. Zmieni swoją wizję świata. standardowej wersji rzeczywistości uczyniło ze mnie niemalże głuchego i ślepego na nauki don Juana. do tej pory prawdopodobnie już zatrzymałbyś świat. W swoich wcześniejszych pracach opuściłem te fragmenty notatek. było techniką zatrzymania świata. Moje pełne uporu przywiązanie do własnej. w pełni uznając ich wartość. Don Juan. aby zaprowadzić syna do martwego dziecka. uczył mnie tego . Tak więc. Świat nie będzie już dla niego taki sam. ale służyły jakby do scementowania elementów tego obrazu. spróbować odzyskać zaufanie syna. Ta myśl mnie przeraziła. bo jesteś bardzo uparty. że moje pierwotne przypuszczenie dotyczące roli roślin psychotropowych było błędne. co masz robić. Niech chłopak lewą ręką raz dotknie zwłok w dowolnym miejscu. że dziecko będzie zupełnie inaczej wszystko odbierać. Stało się dla mnie jasne. ale nie spowoduje tego lanie otrzymane od ojca. Najgorsze dla ducha jest to. aby nauczyć mnie zatrzymania świata. dany w momencie. Pomysł był absurdalny. Jeśli zastosuje tę procedurę trzy czy cztery razy. Powieki miał opuszczone. Miałem poinstruować przyjaciela. kto zawsze cię bije i mówi. której dotąd nie znałem.

Po zatrzymaniu świata następnym krokiem jest widzenie. 1972 C. Twierdzę. trzeba bezbłędnie nauczyć się nowego opisu. To pojęcie z systemu don Juana mógłbym zdefiniować jako reagowanie na zaproszenie świata znajdującego się poza opisem. w miarę upływu czasu. odpowiadający owemu opisowi. Don Juan uważał. że wszystkie te kroki można zrozumieć jedynie w kategoriach opisu. Dziesięcioletnia nauka polegała na poznawaniu tej nowej rzeczywistości poprzez rozwijanie jej opisu oraz wtaczanie do niego. Zakończenie nauki oznaczało. że strumień interpretacji. Innymi słowy. do którego należą. Według don Juana. aby przeciwstawić go staremu i w ten sposób złamać dogmatyczną pewność. że przyjąłem ten opis świata i dzięki temu stałem się zdolny do postrzegania światła w nowy sposób. który nauczyliśmy się nazywać rzeczywistością. Don Juan starał mi się go przekazać od samego początku. C. zwykle płynący nieprzerwanie. warunkiem wstępnym dla zatrzymania świata jest całkowite przekonanie. że wiarygodność naszej percepcji rzeczywistości nie podlega zakwestionowaniu. trzeba najpierw zatrzymać świat. Wszyscy ją mamy. Niech więc słowa don Juana mówią same za siebie. W moim przypadku był to opis świata czarownika. Innymi słowy. uważając. że aby osiągnąć widzenie. Zatrzymanie świata było naprawdę adekwatnym określeniem pewnych stanów świadomości. uzyskałem członkostwo. zostaje zatrzymany przez takie okoliczności. . które są obce temu strumieniowi. coraz bardziej skomplikowanych elementów. w których rzeczywistość zostaje przemieniona.opisu. Następuje to dzięki temu. zatem jego nauki stanowią najlepsze i jedyne wprowadzenie do niego.

iż niewątpliwie rozmowa o pejotlu przyniesie nam obu korzyści. Wyglądało na to. Innymi słowy. Kilka lat temu opuściłem dom. że mnie poznał. pozostawało mi jeszcze użalanie się albo narzekanie. że jest człowiekiem ceniącym szczerość. a jeśli już nic nie odnosiło skutku. jaki dla niego żywiłem. czytając o pejotlu. Powiedziałem: – Czy pan [caballero] pozwoli mi zadać kilka pytań? Caballero. Zapytałem go po hiszpańsku. Uznałem. jaki wywarło na mnie spojrzenie don Juana. Przeniknęło mnie na wskroś. W tym momencie podniósł głowę i spojrzał mi prosto w oczy. 17 grudnia 1960 Po długim i wyczerpującym wypytywaniu miejscowych Indian odnalazłem jego dom. To był koniec naszego spotkania. Natomiast spojrzenie don Juana sparaliżowało mnie do tego stopnia. o którym uczyłem się na uniwersytecie w Los Angeles. że kiedy spotkaliśmy się pierwszy raz. podczas gdy naprawdę nie miałem o nim zielonego pojęcia. Powiedziałem. Tak zaintrygowało mnie to zdumiewające spojrzenie. żebym go kiedyś odwiedził w jego domu. czyli “koń". a właściwie to one pozwalają mi. aby przygotować się na nasze spotkanie i teraz . Było wczesne popołudnie. Kiedy zacząłem studiować antropologię i spotkałem don Juana. Niejednokrotnie nie potrafiłem powiedzieć ani słowa swojemu oponentowi z powodu głębokiego szacunku. – Jestem jeźdźcem bez konia – stwierdził. byłem w stosunku do niego nieszczery. Jego spojrzenie było pełne mocy. że nazywa się Juan Matus. my zaś przedstawiliśmy się sobie. chociaż wcale nie groźne. Stary człowiek powiedział mi. uśmiechając się szeroko. używając bardzo formalnego zwrotu. w konkretnej sytuacji zawsze mogłem coś zrobić i nigdy w moim życiu żadna ludzka istota tak szybko i skutecznie nie pohamowała moich zapędów. Powiedziałem. pierwotnie oznaczało jeźdźca lub szlachcica na koniu. a ja zachęcony jego milczeniem dodałem jeszcze. Spodobał mi się jego uśmiech. abym zadawał mu pytania. jak don Juan tamtego popołudnia. Nie była to tylko kwestia zamknięcia mi ust. aby przedstawić mu swoją prośbę. Potwierdzenie od otaczającego nas świata – Wiem. byłem już ekspertem w stawianiu na swoim. Nie straciłem jednak nadziei. że nie byłem w stanie nawet nic pomyśleć. jego oczy były bardzo łagodne. czy zgodzi się. a to według mnie oznaczało. a szczególnie halucynogennym kaktusem. że ma pan dużą wiedzę na temat roślin – powiedziałem do starego Indianina stojącego przede mną. że postanowiłem odszukać don Juana. Mój przyjaciel właśnie skontaktował nas ze sobą i wyszedł. kłócąc się albo wściekając. przypochlebiając się lub ustępując. Stary człowiek powoli pokiwał głową. Przez sześć miesięcy przygotowywałem się. Indianin zaproponował. Wtedy spojrzał na mnie. bo pozdrowił mnie. Zawsze kiedy odprawiano mnie z kwitkiem. i zdobyłem się na odwagę. Po krótkiej wymianie konwencjonalnych uprzejmości w prostych słowach przyznałem się. pejotlem. Zapoznałem się ze wszystkimi dostępnymi pracami i kiedy poczułem.1. że jestem zainteresowany zbieraniem i poznawałem leczniczych roślin. – Tak. Trudno byłoby mi ocenić niezwykły wpływ. że potrafię zadbać o siebie. że dużo wiem o pejotlu. gdybym nie miał sporego bagażu doświadczeń. że jestem gotowy. że czytałem przez sześć miesięcy. chwaliłem się. ale wtedy także odczuwałem gniew i frustrację. Sobota. słowo pochodzące od caballo. tylko ich nie wyrażałem. a szczególnie o jego kulcie u amerykańskich Indian z równin. siedział na drewnianej skrzynce do przewożenia mleka. znowu pojechałem do Arizony. Od razu język stanął mi kołkiem i nie mogłem już kontynuować swojej przemowy. Indianin popatrzył na mnie z ciekawością. że moje słowa wypadły całkiem poważnie i że wyglądam na osobę godną zaufania. – Zbieram rośliny. – Czy dowiedziałeś się o tym od swojego przyjaciela? – zapytał obojętnie. abym je zbierał – powiedział łagodnie. że nazywam się Juan Matus. Pomyślałem sobie. Znajdowaliśmy się na dworcu autobusowym w Arizonie. kiedy wysiadłem z samochodu. zazwyczaj dopinałem swego. – Już powiedziałem ci.

ponieważ urzędnik zapomniał słowo-klucz i kazał mu powiedzieć inne. Już nie wiedziałem. aby urzędnicy mogli nakazywać przechodzącym ludziom wymawianie pewnego słowa-klucza. a przede wszystkim to. każdego rodzaju informacji na temat ziół leczniczych i ich stosowania. który kiedyś prześladował i zabijał ludzi. – Coś się z nim stało? – starałem się. co go rozbawiło. Znałem także puentę – młody człowiek został schwytany. Odpowiedział mi śmiechem. Jednak wydawało mi się. Później powiedziałem mu. że chociaż miałem dobre intencje. że don Juan czeka. co się stało dalej. Zapewniłem go. – Kiedy zauważył. Bohater tej historyjki. Ci. Z szerokim uśmiechem don Juan powiedział. – Młody człowiek był naprawdę sprytny – opowiadał. przyznał się. młody człowiek. – Będziesz pracował dla mnie – powiedziałem. jak powiązał swoją opowieść z moim przypadkiem. to w rzeczywistości w żaden sposób nie byłem w stanie przygotować się na to spotkanie. by pytanie zabrzmiało naiwnie i zdradzało zainteresowanie rozwojem wydarzeń. czy ktoś jest Żydem. Młody człowiek. Zaproponowałem mu zapłatę za jego czas i wysiłek. zanim ten zdążył cokolwiek powiedzieć. że wyczuł mój zamiar. ponieważ potrzebuję informacji. aby uniknąć odpowiedzi. w jaki przyciągnął moją uwagę. którzy potrafili wypowiedzieć je tak samo jak król. ale nie zrobiłem tego. I wreszcie nadszedł dzień wielkiej próby. co miał na myśli. byli wolni. aż zapytam. aż urzędnik każe mu wymówić to słowo. że uwielbiam chodzić po pustyni. Tak też zrobiłem. pełen wiary w siebie. Ta pauza była bardzo wystudiowana i wydała mi się nieco staromodna. pewnego dnia postanowił przygotować się na przejście przez posterunek i nauczył się wymawiać słowo-hasło. Bardzo podobał mi się sposób. a ja czułem się nieswojo i byłem trochę urażony. jak zakończy się ta historia. W tym momencie don Juan w dramatyczny sposób przerwał swoją opowieść i spojrzał na mnie. gdyż zaczai mnie zapewniać. Słyszałem już przedtem podobną historyjkę o Żydach w Niemczech. Prześladowani i prześladowcy nie różnili się niczym od siebie. jak wymawia pewne słowa. – Ile masz zamiar mi zapłacić? – zapytał. czyjego słowa zawierają jakieś ukryte znaczenie. aby wymawiać pewne słowa w im tylko właściwy sposób. Widać w moim stwierdzeniu było coś. Ta cecha oczywiście mimowolnie ich zdradzała. Chyba zauważył moje zmieszanie. że w rzeczywistości stworzył ją specjalnie dla mnie. że moje wysiłki Przypominają mu historyjkę o pewnym królu. natomiast pozostałych natychmiast skazywano na śmierć. że przygotowywał się na tę próbę przez sześć miesięcy. – To nie będzie piknik – stwierdził ostrzegawczym tonem. Zacząłem się śmiać razem z nim. – Lubię dużo chodzić – stwierdził don Juan. Wydawało się.rzeczywiście wiem już dużo więcej. Pomyślałem. Zrobił następną pauzę i popatrzył na mnie z figlarnym błyskiem w oku. Teraz on był górą. ale naprawdę jestem zainteresowany nauczeniem się czegoś o roślinach. ale nie wychodziłem z roli. przyszedł pod posterunek i czekał. że specjalnie zmienia temat rozmowy. którego jednak ten nie nauczył się właściwie wymawiać. – A ja będę ci za to płacił. można było rozpoznać po tym. Z zapałem powiedziałem mu. Stwierdził. że urzędnik zapomniał słowo-klucz. – Młody człowiek został oczywiście natychmiast zabity – odpowiedział i wybuchnął śmiechem. To. Chciałem go zapytać. ponieważ zaczął wyjaśniać. podobne. Wydawało mi się. Nie chciałem jednak zbyt natarczywie nalegać. poza tym że ci pierwsi wymagali. czy nie zechciałbym razem z nim udać się na krótki wypad na pustynię. że może wypadłem bardzo głupio. . Król zarządził wystawienie posterunków przy drogach. Śmiał się ze mnie. Zapytał mnie. Stroił sobie ze mnie żarty w bardzo subtelny i wyrafinowany sposób. że chciałbym bardzo poważnie pracować razem z nim. że opanowanie jego wymowy zajęło młodzieńcowi sześć miesięcy. – No i co? Co było dalej? – zapytałem autentycznie zainteresowany.

o co zechcesz. Pomyślałem. że nic nie ma do powiedzenia o roślinach i dlatego branie moich pieniędzy jest dla niego nie do pomyślenia. – Mnie to nie przeszkadza. abym odpoczął i rozejrzał się wkoło. Pomyślałem. Powiedział mi. ile uznasz za stosowne. nie wiedziałem. przykładając prawą rękę do ucha. Kiedy przyznałem mu się. Powiem ci to. że bardzo chcę się uczyć o roślinach. Przeszliśmy jeszcze kawałek. – Pochodzę z Ameryki Południowej – odpowiedziałem. dopóki nie zrobiło się prawie ciemno. – Liście i wiatr zgadzają się ze mną. Byłem zachwycony. co ma na myśli. – Są żywe i odczuwają. pisz – powiedział. nie patrząc na mnie. Później zatrzymał się i usiadł na kamieniu. Prosiłem go. ale mogło być również nerwowym odruchem kogoś. Szliśmy przez pustynię. ponieważ niczego nie da się o nich powiedzieć. – Tyle. Pod źrenicami widać było białka jego oczu. W odpowiedzi usłyszałem. Powiedziałem. że nie chciałem mu przeszkadzać. co możesz z tym zrobić. – Możesz mnie pytać o wszystko. Pomyślałem. które robiłem na bloczku papieru. Don Juan nie pokazał mi żadnych roślin. że jest bardzo zabawny. delikatnie ich dotykając. Uśmiechnąłem się. Nie zrozumiałem tego. silny poryw wiatru poruszył pustynnym chaparralem koło nas. czy zgadzam się z jego propozycją. Powtórzył to tajemnicze stwierdzenie trzy razy i wtedy nad całą okolicą rozległ się grzmot przelatującego odrzutowca Air France. który miałem w wielkich kieszeniach swojej kurtki. w kieszeni? – zapytał. Spojrzał na mnie i pokiwał głową potakująco. Jeszcze raz dałem mu do zrozumienia. powiedział mi. pisząc mu przed nosem. co będę wiedział. nie mówiąc ani słowa. – Słyszysz? – zapytał. że bardzo dziwny z niego gość. co robię. Wtedy dodał: – Być może nie ma niczego do nauczenia się o roślinach. że nie rozumiem. zaśmiał się serdecznie. Wszedł tylko między krzewy. – To wielki kawał świata. Powiedziałem jednak. usiłując skierować rozmowę na niego. – Patrz! Świat właśnie zgodził się ze mną – powiedział. – Rośliny są bardzo szczególne – powiedział. a później to. Spojrzał na mnie przenikliwie. ponieważ staruszek jest bardzo ekscentryczny. Zapytał mnie. W chwili kiedy to powiedział.. Jego oczy wyglądały na zmęczone. – Co powiedziałeś? – zapytałem. aby został moim informatorem.. Pochodzisz z niej całej? .Odkryłem nutę chciwości w jego głosie. – Zapłać mi za mój czas. don Juanie? – zapytałem. Krzewy wydały grzechoczący odgłos. – Jeżeli chcesz pisać. ale w dalszym ciągu nie pokazał mi ani nie zerwał żadnej rośliny. przykładając lewą rękę do ucha. kto się zastanawia. – Co robisz tam. ani w ogóle nic o nich nie mówił. swoim czasem. jakby chciał lepiej słyszeć. Zatrzymaliśmy się na chwilę przy ogromnych krzakach. aby odpocząć. a szczególnie o pejotlu. – Nie musisz mi płacić – powiedział. – A ty skąd jesteś? – zapytał mnie. co miał na myśli. – Bawisz się swoim małym? Chodziło mu o notatki. Jego śmiech był zaraźliwy. który nas ze sobą skontaktował. Mój przyjaciel. – Czy urodziłeś się w tych okolicach? Znowu skinął głową. marszcząc brwi. Ja natomiast nalegałem na rozmowę. Wyglądało to jak potwierdzenie. w zamian za pewne korzyści finansowe. że to “zgadzanie się liści" stanowi jeden z przejawów tej ekscentryczności. – Czy pochodzisz z Arizony. abym miał się na baczności.

W tym rozstrzygającym momencie ekspres do kawy wydał prawdziwie obsceniczny bulgot. – Ludziom trudno jest zrozumieć. – Nie ma mowy – odparł. Zacząłem wyjaśniać okoliczności moich narodzin. ale pewnego dnia po prostu przestał. tak samo jak ja jestem Yaqui z Sonary. Moje dziwne zakłopotanie wzrastało. chociaż nie mogłem znaleźć ku temu żadnych powodów. Chciałem mu postawić piwo w restauracji. Odniosłem wrażenie. że nigdy nie pije. – Po chwili dodał: – Człowiek może uzyskać potwierdzenie od wszystkiego co jest wokół niego. – Jasne – powiedział z wielkim przekonaniem. że stary przez większość czasu jest nieźle zaprawiony. kim jesteś. czy chcę pójść coś zjeść w restauracji w mieście. strzelił palcami. Widać wątpliwości odmalowały się na mojej twarzy. jakby złapał mnie na kłamstwie. Lubiłem go. czy nie miałby nic Przeciwko temu. – A co. – Uważasz. Odpowiedział. W tej właśnie chwili woda gotująca się w ekspresie do kawy zaczęła wydawać pełen animuszu odgłos. wiem – powiedział. że on również nie wchodzi w grę. – Gotująca woda zgadza się ze mną. ponieważ zaczął wyjaśniać. W jego osobowości było coś uspokajającego. – Mieszkam tutaj. Musiał to zauważyć. że muszę odwiedzić kilku przyjaciół. Czułem się winny. . a śmiech stał się niepokojący. Zaśmiałem się w duchu. i odszedł. Jednak nie interesowało mnie. ale nie byłem całkiem spokojny. że lubił wypić w młodości.Jego oczy znów mnie prześwidrowały. nawet piwa. Absolutne nic. Jego oczy błyszczały. skądkolwiek byś pochodził.. Byłem zaskoczony. – Jesteś. Ja zaś. Nie pozwolił mi skończyć. – Zawsze. powiedział mi. Don Juan popatrzył na niego i łagodnie powiedział: – Dziękuję ci. W drodze powrotnej i później podczas jazdy do miasta rozluźniłem się. kiedy będę mógł przyjechać. że w każdej chwili jesteśmy w stanie ze swego życia wyrzucić wszystko. ponieważ wstał i zapytał mnie. – Nie wiem dokładnie. – Po prostu przyjedź i o nic się nie martw. – Wiem. czy don Juan kłamie. – Palenie i picie to nic. śmiejąc się. ale naprawdę urodziłem się jako Yaqui w Sonorze.. który nas ze sobą skontaktował. – Kiedy będziesz w domu? – zapytałem. – A magnetofon? Nie będzie ci przeszkadzał? – Obawiam się. że wie coś. pod koniec następnego tygodnia. Tak zakończyła się pierwsza prawdziwa sesja z moim “informatorem". Czułem się. – Coś takiego! Ja natomiast pochodzę z. marszcząc brwi. żebym wziął ze sobą aparat fotograficzny i sfotografował jego i jego dom. kiedy przyjedziesz – odpowiedział. Don Juan pożegnał się ze mną już w drzwiach restauracji. Przyjrzał mi się badawczo. czy nie. jeśli cię wtedy nie będzie? – Będę – odpowiedział. Nie wierzyłem mu – mój przyjaciel. że mi coś zagraża. – Tu. – Jesteśmy podobni do siebie w tym względzie – powiedział. jeśli tylko chcemy je porzucić. Pobiegłem za nim i zapytałem go. potem jednak znowu chciałbym się z nim zobaczyć. Jego śmiech wydawał się nieco za głośny. Czułem. o czym ja nie mam pojęcia albo czego nie chcę mu powiedzieć. co tylko zechcemy. że naprawdę tak łatwo przestać palić czy pić? – zapytałem. dla zobrazowania swych słów. ale rzeczywiście rozbawiła mnie ta sytuacja. – Skinął głową i wybuchnął grzmiącym śmiechem. ale mi przerwał. Właśnie tak. – Słyszysz! – don Juan zawołał z błyskiem w oczach.

co robimy. Powiedziałem. Nazwał ją duchem. – Zapomnij o tym – rzekł stanowczo.Byłem zmartwiony i rozdrażniony. a nie o zdjęcia. Zainscenizowałem żałosną skargę. nigdy więcej mi o tym nie wspominaj. Przerwał mi ruchem dłoni i postąpił kilka kroków w tył. . – A ty go nie masz. że we wszystkim.. Martw się więc o niego. – A jeśli chcesz mnie jeszcze zobaczyć. – Co przez to. że zdjęcia i nagrania są niezbędne dla mojej pracy.. Odparł. – Tylko przyjedź – powiedział łagodnie i pomachał mi na pożegnanie. że nie widzę żadnego logicznego powodu jego odmowy. jest tylko jedna niezbędna rzecz. – Nie można nic zrobić bez ducha – powiedział. Don Juan pokręcił przecząco głową. Powiedziałem.

Pomyślałem sobie. ze być może powinienem zacząć od matki. oparty plecami o ścianę. – Ojej! – powiedział. które z obyczajów są mu znane. – A więc – powiedział. – Pewnego dnia odkryłem. 22 grudnia 1960 Don Juan siedział przy drzwiach swego domu. Poczęstowałem go papierosami. podobnie jak picie. – Nazywałem go Tata – powiedział z poważną miną. Spojrzał na mnie jasnymi. więc przygotowałem się. jego osobistej historii. wyglądało to tak. ani wyzwania. ale z niespodziewaną mocą. – Nie mam żadnej osobistej historii – powiedział po dłuższej przerwie. – Dopadłeś mnie. Jego oczy były dobre. Powiedział. Don Juan podrapał się po głowie i popatrzył na mnie z głupim wyrazem twarzy. – Jakie były imiona twojego ojca i matki? – zapytałem. Tato! Hej. które chciałem. głupim Indianinem skrobiącym się po głowie. zmarszczywszy brwi i powiedział. nazywając swego ojca i matkę? Jak ich wołałeś? – Starałem się być cierpliwy i uprzejmy. – Jak nazywałeś swojego ojca? – zapytałem. . że nie pali. że to bardzo poważne pytania i że dla mnie bardzo ważne jest wypełnienie tych formularzy. Przywiozłem ze sobą cały karton. wytłumaczyłem mu. że nie ma codziennych zajęć i że jeśli tylko chcę. a on wpatrywał się we mnie nie dającym się opisać wzrokiem. Wahał się chwilę. Wyglądał naprawdę komicznie i w tym momencie nie wiedziałem. porzuciłem ją. że mnie nie zrozumiał. ale kontynuowałem. Mamo! Zaśmiałem się wbrew sobie. abyśmy wypełnili. Nie wiedziałem. w którym nie było jednak ani arogancji. czy jest on starym żartownisiem robiącym ze mnie błazna. Spojrzał na mnie. a potem w jednym momencie nasze role odwróciły się. – Chodzi mi o to. Chciałem wraz z nim przeanalizować tę listę i sprawdzić. Wymazanie osobistej historii Czwartek. jasne i przenikliwe. Jeszcze przed chwilą był on niedołężnym. Rozmawialiśmy o chłodnych nocach na pustyni i poruszaliśmy inne typowe tematy grzecznej konwersacji. czy tylko prostaczkiem. które charakteryzują ponoć Indian mieszkających na tym obszarze. że coś sobie przypomina. jakby dokonał bardzo poważnych myślowych operacji – jak inaczej na nich wołałem? Wołałem: hej. hej. Nie całkiem to rozumiałem. jak na to zareagować. poprosił mnie. abym na niej usiadł i poczuł się jak u siebie w domu.2. jakby ktoś inny wypowiedział te słowa. – Jak nazywałeś swoją matkę? – zapytałem. potem wydawało mi się. Usiłowałem wytłumaczyć mu sens odkrywania jego genealogii. Poczułem lekkie zaniepokojenie. – Nazywałem ją Mama – odparł naiwnym tonem. hej. ani nienawiści czy pogardy. że osobista historia nie jest mi już dłużej potrzebna i. Nagle poczułem się nieswojo. Wypisałem również z literatury etnograficznej długą listę cech kulturowych. jakich innych słów używałeś. odczytywałem to jako stan zagrożenia. Jako przykład podałem mu różne słowa używane w angielskim i hiszpańskim na określenie każdego z rodziców. że jedna rubryka jest przeznaczona dla ojca. Zacząłem od formularzy rodzinnych. Przyjmując. Ja byłem tym głupim. Pokazałem mu formularz i powiedziałem. a druga dla matki. aby to zapisać. Zapytałem go. Przygotowałem kilka formularzy na temat jego pochodzenia i rodziny. ale przyjął prezent. dobrymi oczyma. Niech pomyślę. Wykorzystując całą swoją cierpliwość. Odwrócił drewnianą skrzynkę do transportu mleka. – Nie trać czasu na te bzdury – powiedział łagodnie. czy nie przeszkadzam mu w jego codziennych zajęciach. mogę z nim zostać przez całe popołudnie.

– Nigdy nie będziesz wiedział. – Ma cię jak na dłoni. że bez tych korzeni moje życie nie miałoby żadnej ciągłości ani celu. Nie możesz tego zmienić. przynajmniej na poziomie intelektualnym. jego irytujący humor i czujność. – Nie wiem. czego chciałem od ciebie. Dzięki temu tworzy się osobista historia. ale pohamowałem się. czy mam ojca. ma jakieś wyobrażenie o mnie. z jakim twierdził. – W jaki sposób można porzucić własne dzieje? – zapytałem zaczepnie. Uświadomiłem sobie. kto mnie zna. Niezdarnie streściłem w notatniku to. Nie potrafiłem go rozszyfrować. próbując z powrotem skierować konwersację na pożądany przeze . że nie ma nic przeciwko nim. o co mu chodzi. śmiejąc się. a później niespodziewaną moc stwierdzeń. – Dlaczego ktoś ma tego pragnąć?! – wykrzyknąłem. tak to właśnie rozumiem – odparł ostro. udawaną naiwność. urok. jakby czytał w moich myślach. Zapytał mnie. Odpowiedziałem. ani kim. – Nie wiesz. którym obdarzył mnie podczas naszego pierwszego spotkania. – Weźmy ciebie. ale ty to wiesz i to się liczy. wcale nie stwarza mej osobistej historii – odpowiedział. że nikt nie może tego stwierdzić z całą pewnością. jak doszliśmy do tej rozmowy. Jednak wywoływała ona we mnie awersję i poczucie zagrożenia. – Po prostu nie mam już osobistej historii – powiedział i popatrzył na mnie badawczo. – Może powinieneś mi powiedzieć. ponieważ nie mam osobistej historii. przypomniałem sobie tajemnicze i niezwykłe spojrzenie. czy nie. Nalegał. o co tu chodzi. że tak. Nikt nie jest zły ani rozczarowany twoim zachowaniem. bo wszystko. – On wie wszystko – powiedział. W jakiś sposób don Juanowi udało się odciągnąć mnie od mojego pierwotnego zamierzenia. że każdy. że chyba nie zrozumiałem Jego stwierdzenia. jakie wrażenie na mnie wywiera. Don Juan wytłumaczył mi. – Usunięcie jej. których nie mogłem pojąć. kiedy wie o tym jeszcze ktoś. czyli wypytania go o genealogię. – A później należy postępować systematycznie. Uczciwie przyznawałem się. a przede wszystkim czyjeś mniemania o tobie nie mogą cię do niczego zobowiązać. próbując odkryć znaczenie jego słów. Nieposiadanie osobistej historii było koncepcją pociągającą. ciągle po trochu je gubić. – Musisz odnawiać swoją osobistą historię. – Na pewno jestem? – zapytał. abym zadawał mu pytania. Powiedział. – Najpierw trzeba chcieć je odrzucić – powiedział. ani czym jestem. Natomiast jeśli nie ma się swej historii. nieprawdaż? – powiedział. abym uświadomił sobie. że od świata uzyskuje potwierdzenie swych słów. że to ja wiem. kiedy poczułem. że zabiłem mu klina. Chciałem to przedyskutować z don Juanem. czy jestem Yaqui. Czułem. – Czy tego nie widzisz? – zapytał dramatycznie. krewnym i przyjaciołom o wszystkim. Nagle zrozumiałem. – Tylko wtedy. Głupio mi było próbować wciągać w filozoficzną dyskusję starego Indianina. co powiedział. co robię. i żadna siła na ziemi nie zmusi go do zmiany opinii o tobie. – Skąd to wiesz? – Rzeczywiście – powiedziałem – nie mogę tego wiedzieć z całą pewnością. który. ponieważ wydawało mi się to nie na miejscu. że mój ojciec jest przykładem tego. rzecz jasna. Byłem zdumiewająco silnie przywiązany do swych dziejów i historii mej rodziny. na przykład – powiedziałem. – Jesteś Yaqui. Wie. kiedyś prawie sam do tego doszedłem. – Porzuciłem ją pewnego dnia. Don Juan potwierdził. A zapewniam cię. – Fakt. że bez zastrzeżeń zgodził się. kim jesteś i co robisz. opowiadając rodzicom. kim jestem. może ona powstać. to kilka imion do mojego formularza – powiedziałem. Przestałem pisać i spojrzałem na niego. a ja ożywiam to wyobrażenie wszystkim tym. kiedy pytałem go o ojca i matkę. Ja upierałem się jednak. co rozumiesz przez porzucenie osobistej historii – poprosiłem. że już mi nie jest potrzebna. żadne wyjaśnienia nie są potrzebne. co mój ojciec myśli o mnie i co wie. co robisz.Przypomniałem mu. nie mógł być tak “wyrobiony" jak student uniwersytetu. Gapiłem się na niego.

aby go przekonać. Jego ton był stanowczy. – Zniżył głos do dramatycznego szeptu. a ja przekażę ci to. Don Juan klepnął się po udach i zaśmiał się radośnie. aż o niczym nie będziesz już z góry przesądzał. – Chcesz dostać coś za nic? Zgodziliśmy się. reagowałem sprzeciwem. zawsze kiedy ktoś usiłował mi mówić. – No pewnie. Później spojrzał na mnie i uśmiechnął się. kim jestem. – Powoli. – Zapisz to – powiedział opiekuńczo. że jest niezwykle rozluźniony. śmiejąc się z mojego zaskoczonego spojrzenia. że nie ma sposobu. i zmieniłem taktykę. co mam robić. że chcesz się uczyć o roślinach – zauważył spokojnie. kim jesteś. że śmiertelnie się go boję. – Doszliśmy do tego. Nie patrzył na mnie. Z mojej twarzy musiał wyczytać ogarniający mnie niepokój i natychmiast to wykorzystał.mnie temat. dzisiaj nie odejdziesz z pustymi rękami. Ogarnęło mnie najbardziej zdradzieckie uczucie ambiwalencji. że wyzbyłem się swej przeszłości. W mojej wyobraźni stał się indiańskim wodzem. – Jest czymś. Nikt nie wie. – Powiedziałeś. – Dlaczego by nie? Lepiej się czujesz. – Gdzie się tego nauczyłeś? – Nauczyłem się podczas swojego życia. nieprawdaż? – wtrąciłem. – Mam zamiar przekazać ci dzisiaj mały sekret powiedział cicho. że obcuję z samorodnym talentem aktorskim.. miał sztywno wyprostowane plecy. nie wiem! – wykrzyknął i potoczył się po podłodze. kiedy piszesz. W tym momencie stanowił wzorowy okaz dzikości. I teraz nikt na pewno nie może wiedzieć. jakby chciał mi dać czas na moje niezdarne pisanie – ponieważ wtedy uwalniamy się od obciążających myśli innych ludzi. – Tak więc. że nauczyłem się tego sam i teraz mam zamiar przekazać ci tę tajemnicę. – Czy twój ojciec nauczył cię tego? – Nie. ale także jednym tchem dodałbym. Patrzył w ten dziwny sposób przez dłuższą chwilę. na przykład – kontynuował. Musiałem jednak przyznać.. Nie bądź zbyt pewny tego wszystkiego. co o tym sądzić. – Weźmy ciebie. Śmiałem się z tej jego teatralności. w jaki sposób mam się zachowywać. Nawet ja sam. Szczerze mógłbym powiedzieć. pokazując ruchem głowy całe otoczenie. Musisz wszystko wymazać. co przynależy do tradycji Yaqui? – zapytałem. Twój kłopot polega na tym. że zadawanie pytań dotyczących czyjejś przeszłości jest gówno warte. – Jak mam wiedzieć. że. co wiem. A to dlatego. Stało się dla mnie jasne. Stopniowo wytworzyłem mgłę wokół siebie i swojego życia. ale gdzieś ponad moje prawe ramię. – Ale ty sam przecież wiesz. – Najlepiej wymazać całą osobistą historię – powiedział powoli. Spojrzałem na niego. – Po co? – zapytałem wojowniczo. po trochu musisz zacząć stwarzać wokół siebie tajemnicę. a jednak wydawało się. kim jestem i co robię. Zrobił wystarczająco długą pauzę. – Czy koncepcja nieposiadania osobistej historii jest czymś. Na samą myśl o tym Przyjmowałem postawę obronną. czerwonoskórym wojownikiem z romantycznych opowieści pogranicza z czasów mego dzieciństwa. W ciągu całego mojego życia. Jego podstęp był przerażający i rzeczywiście zacząłem się bać. – To bardzo proste – odparł. mój wzrok musiał zdradzać zakłopotanie. tak jak przypuszczałem. Jeśli nie podoba ci . Siedział ze skrzyżowanymi nogami. aż nic nie będzie już całkiem pewne. Nie mogłem uwierzyć. że będziesz mi zadawał pytania. co przynależy do mnie. abym mógł uwierzyć. kim jestem ani co robię. że pouczał mnie. W tej chwili zupełnie nie wiedziałem. Musisz zacząć wymazywać siebie. – Nikt nie zna mojej osobistej historii. co się z tobą dzieje. że był zdumiewająco sugestywny. Twoje wysiłki są za bardzo oczywiste. Powiedzmy. ponieważ powiedziałem ci. twoje nastroje są zbyt oczywiste. Zmrużył oczy. – Teraz nie wiesz. że mówi to naprawdę. Poczułem. że jesteś zbyt oczywisty. Przyszła mi do głowy myśl. że powie “nie". kiedy jestem tym wszystkim – powiedział. że bardzo go lubię.

A jednak jego myśli były wyjątkowo spójne i tak bezpośrednio potrafił je wyrażać. Na jego stwierdzenie zareagowałem. że zdaję sobie sprawę z tego. Byłem zupełnie zdezorientowany przebiegiem tej rozmowy. wywołało jego histeryczny śmiech. że tak czy inaczej wszystkich wprowadzam w błąd. nie może być potraktowane jako kłamstwo. co powiedział. – Ale to wtedy jest kłamstwo. Twój problem polega na tym. człowieku. – To. że mam po dziurki w nosie tego. ale z żalem musiałem mu przyznać rację. Spisałem. z groźnym błyskiem w oku. czy skąd wie. Mój niepokój ustąpił miejsca irytującemu zamętowi. że nie chcę rozmyślnie nikogo ogłupiać ani wprowadzać w błąd. to ponieważ nie można o nich prawie nic powiedzieć. – Zacznij od prostych działań. – Zawsze wiedziałeś. Nie zapytałem go. Jeśli wybieramy to pierwsze. jest już z góry przesądzone i wtedy nie jesteś już w stanie przeciąć więzów ich myśli. – Nie zdawałeś sobie tylko sprawy. wszystko. wszystkie jej szczegóły. Powiedziałem. co zrobiłeś. chociaż naprawdę w całym swoim życiu nie powiedziałem ani jednego kłamstwa. co robisz naprawdę. – Nie potrafię utrzymywać tajemnic! – wykrzyknąłem. niż na roztrząsaniu moich przekonań lub znaczenia tego. – Czy nie widzisz. Następnie musisz rozstać się z każdym. zamiast zmusić go do powagi. a równocześnie chcesz zachować świeżość w tym. za tę jego zarozumiałość. wymazać także swoją osobistą historię. Jego bezpośredniość rozdrażniła mnie. że kiedy cię znają. – Ujmijmy to więc w ten sposób – kontynuował – jeśli chcesz się uczyć o roślinach. najlepiej jak tylko umiałem. kto cię dobrze zna. Ja wolę absolutną wolność bycia nieznanym. Stary człowiek ugodził w mój słaby punkt. W drugim wypadu. Teraz już wiesz. na kim nie można polegać. jak to zrobiłeś. Naprawdę zacząłem pogardzać tym starym człowiekiem. Odpowiedział. jest dla mnie bezużyteczne. – Bo taki jesteś – odparł z pełnym przekonaniem. że moja rodzina i przyjaciele uważają mnie niestety za kogoś. dzikie zwierzę. nawet my sami. co ciebie dotyczy. – Ależ to absurd – zaprotestowałem. aby nie wypaść z kursu. – To się zmień! – powiedział ostro. Nikt nie może powiedzieć z niezachwianą pewnością. W ten sposób wytworzysz wokół siebie mgłę. musisz. że mnie zna. zaczynasz kłamać. w którym nikt nie wie. bardziej koncentrując się na tym. ponieważ nie możesz podniecić się opowiadaniem o tym wszystkim. co mówisz. gdy wymazujemy osobistą historię. Albo wszystko przyjmujemy za pewne i rzeczywiste albo nie. tak jak zna ciebie. jeśli chodzi o mnie. co chcesz im pokazać. Argumentowałem. Tak więc. ze odrzucenie osobistej historii może tylko zwiększyć poczucie braku . że przez cały czas wszystkich ogłupiam. – Kiedy nie ma się osobistej historii – wyjaśnił – nic. oprócz zrobienia innych rzeczy. jednak nie wolno ci nic mówić o tym. takich jak nieujawnianie tego. – Czemu ludzie nie mieliby mnie znać? Co w tym złego? – Złe jest w tym to. – Od tej chwili – stwierdził – możesz pokazywać ludziom wszystko. skąd wyskoczy królik. stwarzamy wokół siebie mgłę. co robisz. kiedy masz osobistą historię. Upierałem się przy tym. miał rację. Moje zachowanie. co mówił don Juan. broniąc się wyjaśnieniami. nie mamy sobie nic więcej do powiedzenia. To bardzo podniecający i tajemniczy stan. – Kłamstwa są kłamstwami tylko wtedy. – Do diabła. co przez to rozumie. co się mówi. Wyglądał jak dziwne. po co to robisz. – Widzisz – kontynuował – mamy tylko dwie możliwości. Zaprotestowałem. kończymy znudzeni na śmierć sobą i światem.się mój warunek. że jesteś zmuszony wyjaśniać wszystko i wszystkim. – Jak? – zapytałem. że ludzie uważają mnie za niegodnego zaufania? – powiedziałem. Niestety. jak kłamać – stwierdził. nie jestem! – wykrzyknąłem. – Nie obchodzi mnie kłamstwo ani prawda – powiedział surowo.

Spałem tylko przez dwie czy trzy minuty. Nie wiedziałem dlaczego. – Bardziej podnieca nas to.bezpieczeństwa. Don Juan kazał mi zatrzymać się na poboczu i powiedział. ale wystarczająco długo. W końcu don Juan wstał i poprosił mnie. zawsze gotowi – powiedział. musimy być czujni. – Kiedy nic nie jest pewne. aby odzyskać równowagę i siły. jakbym miał zaraz zasnąć. Być może w tej kompletnej ciszy minęła nawet godzina. z głową skierowaną na wschód. Nie powiedział ani jednego słowa przez bardzo długi czas. abym go zawiózł do pobliskiego miasta. Prawie nalegał. wychodząc z samochodu. może byłem zbyt zmęczony. – Koniecznie przyjedź. niż przekonanie. Wspiąłem się na wzgórze i zrobiłem tak. Nie chciałem już więcej dyskutować. – Przyjedź jeszcze – powiedział. muszę się wspiąć na płaski szczyt najbliższego wzgórza i położyć się na brzuchu. abym go zostawił. . jak powiedział. za którym krzakiem ukrywa się królik. o co mam pytać. abym to zrobił. że wszystko wiemy. gdzie don Juan poprosił mnie. ze nie wiemy. aby mówić. ale nasza konwersacja wyczerpała mnie. Nie wiedziałem. Czułem się. Pojechaliśmy do centrum miasta. że jeśli chcę się odprężyć.

Byłem szczerze przekonany. że kiedy utrzymuje się ręce w odpowiedniej pozycji. W tym momencie przeleciała nad nami. marnowałem tylko czas. bo on chyba nie ma nastroju do przebywania w czyimś towarzystwie. to nie była tylko wrona! – wykrzyknął. Środa. tak samo było z wytrzymałością. W odpowiedzi na to wzrósł mój niepokój i zakłopotanie. że gdy idę. Uściślił poprzednie stwierdzenie. Wydawało się. kracząc. 28 grudnia 1960 Zaraz gdy tylko przyjechałem. Powiedziałem. bo zaczął tłumaczyć. można dzięki temu zwiększyć swoją wytrzymałość i pogłębić świadomość. – To nie był żart – powiedział surowo. Zaczęliśmy przechadzkę rankiem i zatrzymaliśmy się na odpoczynek około południa. ale trochę uśpione. jakbym był klaunem grającym dla niego przedstawienie. Moja świadomość w żaden sposób się nie zmieniła. – Podchodzisz do siebie zbyt poważnie. ponieważ jestem młody i silny. Uznał. Nie miałem zbyt wiele sympatii dla tego dziwnego. Nie byłem w nastroju do śmiechu i zdaje się. Nie znalazłem żadnego powodu do dyskusji. Nie zniknęło jednak. że stary Indianin był po prostu świrem. – Za bardzo się wściekasz – skomentował niedbale. – Ale ja przecież widziałem. Szczegółowo opowiedziałem mu o całej naszej rozmowie. że przesadzam i mam za bardzo romantyczny stosunek do tego “głupiego. jeśli sobie pójdę. Miał niezwykle poważny wyraz twarzy. należy używać plecaka lub torby na plecy. że czekał na mnie. muszę mieć lekko zgięte palce dłoni. Poprosiłem go o wyjaśnienie. że są wspaniałe i jeśli będę je żuł powoli. Wydało mi się. że to rozbawiło go jeszcze bardziej. Ściął kilka liści z niepozornego. który uważał. Według niego. ogromna wrona. Twierdził. które mu przywiozłem. żółtawego krzaczka i zaczął je żuć. by mi bardzo dokuczało. Wydawało mi się. Zaskoczyło i przestraszyło mnie to i zacząłem się śmiać. – Nic nie widziałeś. Czułem się zmuszony jeszcze raz go odwiedzić. Chodzi o to. a z drugiej – odczuwałem niechęć do przyznania racji mojemu przyjacielowi. jak opisał i szedłem. co widziałeś. że lepiej wypić tylko mały łyk. Jednak nauczył mnie właściwego sposobu chodzenia. głupcze – warknął. lecz don Juan powstrzymał mnie. że mój zwykły sposób chodzenia osłabia organizm i że nigdy nie powinno się niczego nosić w rękach. Odrzucenie poczucia w łasnej ważności Miałem okazję przedyskutować swoje dwie wizyty u don Juana z przyjacielem. że don Juan potrafił zniszczyć wszystkie moje przekonania dotyczące świata. mówiąc. jakbym wiedział. chociaż sam śmiał się z ekspresu do kawy. – To. a moje ciało niczego nie zauważa. zanim podejmę jakąś decyzję. Dał mi trochę. Jego gburowatość była nie na miejscu. pragnienie zniknie. Chodziliśmy całymi godzinami. starego piernika". twierdząc. co pozwoli mi utrzymać uwagę na ścieżce i jej otoczeniu. o czym mówi. . Nie zerwał ani nie pokazał mi żadnej rośliny. Jednak muszę dodać. starego człowieka. Z jednej strony nie chciałem zaakceptować tego. więc zagiąłem palce tak. Nie spojrzał nawet na torbę zakupów. Powiedział. Powiedziałem. ale ku mojemu wielkiemu zdziwieniu. że moje ciało nie jest naprawdę głupie. że nie lubię złościć ludzi i że lepiej będzie. że zawsze miał trafne spostrzeżenia i był autentyczny. że to dobra okazja do śmiechu. choć nie czułem też. że rozzłościł go mój śmiech na widok wrony. który nas ze sobą poznał. że to absurdalne. Jeśli trzeba coś przenieść. don Juan mocno potrząsnął moim ramieniem i uciszył mnie. że czyta w moich myślach. gdyż jest głupawe. Zaśmiał się. mówiąc. don Juan zabrał mnie na przechadzkę po pustynnym chaparralu. że jego krytyczne uwagi pod moim adresem poważnie podkopały moją życzliwość dla niego. Zaśmiał się hałaśliwie.3. Spociłem się i chciałem się napić ze swojej manierki. że nie odczułem korzyści płynących z właściwego sposobu chodzenia ani z żucia liści. i to była wrona – nalegałem.

że przez to okazujesz swój charakter. że byłem jak ten piosenkarz i ludzie lubiący jego zarozumiałe piosenki i ze śmiertelną powagą zajmujący się jakimiś bzdurami. – Latające albo kraczące wrony nigdy nie są potwierdzeniem. Pomyślałem. W tym momencie wiatr przywiał do naszych stóp suchą gałąź. śmiejesz się z głupiej piosenki – powiedział. dotycząca ciebie wskazówka – odparł tajemniczo. – Co przez to rozumiesz? – zapytałem. dopóki nie załatwi wszystkiego. Zwrócił mi uwagę na to. iż możesz sobie pozwolić. musiałem zostać z nim. Nie możesz teraz odejść. Wyraźnie podkreślił. – Traktujesz siebie zbyt poważnie – powiedział powoli – – Wydajesz się sobie tak cholernie ważny. że dalej droczy się ze mną. Stary Indianin wykonał dziwny i gwałtowny ruch. ale i przeraziło. że jest z niego wyjątkowo nadęty typek. – Przekonanie o własnej ważności jest kolejną rzeczą. że jeśli naprawdę chcę się o nich uczyć. aby dalej robić notatki. nie było potwierdzeniem od świata – powiedział. Odczułem wielką niechęć do niego. Była tak zabawna. Popatrzył na mnie przenikliwie. ale on był nieustępliwy. Zaśmiał się i to wywołało jeszcze większe moje męczarnie i frustrację. denerwować się na wszystko. jakby dla odświeżenia mojej pamięci. że w ciągu swojego życia nigdy niczego nie skończyłem z powodu nadmiernego poczucia ważności. a ja. kiedy coś nie jest po twojej myśli. Były one oczywiście prawdziwe i to nie tylko mnie rozzłościło. że specjalnie podał ten przykład. że znalazłem się w bardzo niekorzystnej sytuacji. To był omen! – Omen? Jaki? – Bardzo ważna. Później powtórzył. ustalając reguły swojej dziwnej gry i dlatego jemu było do śmiechu. Pomyślałem sobie. Spojrzał na mnie jaśniejącymi oczyma i wybuchnął donośnym śmiechem. – Masz humory jak stara baba. Cóż za nonsens! Jesteś słaby i zarozumiały! Próbowałem protestować. Było oczywiste. Odwrócił się do mnie i spojrzał z . aby powiedzieć mi. Zdecydowanie nie miałem ochoty na dyskusję. nie znając drogi. jaką mógłby zrobić. że chcę wrócić do jego domu. – Ale człowiek. Wydawał się niezwykle czujny.– A czy ty nie robisz tego samego? – wtrąciłem. Traktują to poważnie. Stwierdziłem wówczas. że stać cię na to. Do Juan nie był wcale rozgniewany ani obrażony. wcale się nie śmieją. tak że musiałem się zdobyć na wielki wysiłek. Uważasz. Pomyślałem. ponieważ jeszcze nie skończyliśmy. Musisz to zmienić! Jesteś tak diabelnie ważny. Zadziwiła mnie pewność jego stwierdzeń. tak samo jak piosenki. który śpiewa w ten sposób i ci. Moje zaniepokojenie wciąż wzrastało. musi się porzucić powiedział dramatycznym tonem. Wyraźnie naśladował pewnego popularnego piosenkarza. że zacząłem się śmiać. Don Juan zaczął śpiewać idiotyczną meksykańską piosenkę. zrobił parodię tego utworu. kiedy się na mnie złościsz? Odpowiedział. – To. że rozmyślnie mnie poniża. Miałem poczucie. wszystko to. co go słuchają. muszę w dużym stopniu zmienić swoje zachowanie. którą oprócz osobistej historii. co widziałeś. Wstałem i powiedziałem. aby wszystko zostawić. Don Juan nie zamierzał wrócić do domu. Znowu wzrósł mój niepokój i powiedziałem mu wszystko. Przedłużając niektóre sylaby i skracając inne. Odparł. – Siadaj! – powiedział rozkazująco. że mam już powyżej uszu tej pracy w terenie. – A to jest potwierdzenie! – wykrzyknął. jaką sobie przypisywałem. a mnie nie. Ale on znowu wywiódł mnie w pole. że czujesz. że złoszczenie się na mnie byłoby ostatnią rzeczą. – Widzisz. które człowieka o zdrowych zmysłach gówno obchodzą. ponieważ muszę jechać do Los Angeles. że śmiałem się z wrony. co o nim myślę. – Nie traktujesz siebie poważnie. co wcześniej powiedział na temat nauki o roślinach. Jesteś tak diabelnie ważny. przy czym lekko i rytmicznie potrząsał głową. coś podobnego do wąchania powietrza. ponieważ nie potraktowałem jej poważnie.

a teraz nie jestem. – A to było potwierdzenie – dodał. odpowiednio długo. Nawet spróbowałem przemawiać do roślin. że człowiek. Don Juan klepnął mnie po plecach i powiedział. że pewnego dnia jego własne ciało będzie im służyć za pożywienie. ale później przeszedł na hiszpański. że już więcej nie będziesz się czuł taki ważny. Byłem przekonany. a przedtem. – Jeśli kiedykolwiek przyjdziesz na tę pustynię – powiedział – omijaj z daleka skaliste wzgórze. aż będziesz w stanie dokonać ego na oczach innych. śmiejąc się do siebie z jego ekscentryczności. widzisz tylko siebie. w myśli. oddzielonego od reszty. – Nieważne. – Możesz nawet sam wymyślać słowa. ale nie mogłem zmusić się. za każdym razem musi przeprosić je za to. jak mi się wydawało. – Przedtem byłem wściekły. Wyjaśnił mi. kiedy po kłótni zaczęliśmy biec. dokąd mi kazał. – Ani my. ale uczucie niedorzeczności tego działania przytłoczyło mnie. Potem nagle wstał i zaczął szybko iść. wziąwszy wszystko razem. – Tak więc. – Nie! – odparł. i nawet nie wiem dlaczego. – Świat wokół nas jest bardzo dziwny – stwierdził. W jakiś dziwny sposób zmieniłem się. – Niełatwo ujawnia swoje tajemnice. ani one nie są więcej lub mniej ważne. Zapytałem go. jak mogłem się na niego tak rozzłościć. aby ci odpowiedziały. – Powiedz jej. Unikaj go jak zarazy. przy którym zatrzymaliśmy się dzisiaj. czy mogę mówić do roślin po cichu. Rób to tak długo. Idź teraz na tamte wzgórza i wypraktykuj to sam. wróciłem do don Juana. – Przemawiaj dopóki nie stracisz poczucia swojej ważności. co się ze mną dzieje – powiedziałem. Kamień odpadł od skały i głośno uderzył o ziemię. Wtedy zapytał mnie. Uklęknął przed nią i zaczął ją głaskać i przemawiać do niej. Don Juan podniósł dłoń do prawego ucha i uśmiechnął się. – Musisz do nich przemawiać głośno i wyraźnie. Prawie biegł. ważne jest jedynie uczucie sympatii i traktowanie jej jak równej sobie. Chodź. aby to wyjaśniać – powiedział. Utrzymywał bardzo szybkie tempo przez prawie godzinę. byłem na niego wściekły. Teraz poczułem się prawie szczęśliwy. czy posiadają ukryte znaczenie. Jesteś jak koń z klapkami na oczach. Kiedy odczekałem już. wskazując niepozorną roślinkę. że je zrywa i przekonać o tym. Don Juan zaśmiał się i wskazał palcem w kierunku. Były one wyzywające i nie byłem w stanie się przekonać. Zaśmiałem się. ale poprawił mi nastrój. jakby szukając czegoś szczególnego. – To bardzo dziwne – odezwałem się – ale teraz czuję się naprawdę dobrze. Czułem się śmieszny i zachichotałem. – badawczo przypatrywał mi się przez chwilę. Posunąłem się do tego. Poszedłem za nim. Przez chwilę mamrotał jakieś nonsensy. rośliny i my jesteśmy sobie równi – stwierdził. po czym podniósł się. W końcu zatrzymał się przy skalistym wzgórzu i usiedliśmy w cieniu krzewu. Marsz wyczerpał mnie całkowicie. aby do niej przemówić. że jesteś najważniejszy na świecie. Nie byłem teraz nawet w stanie pojąć. Jak długo będziesz uważał. tak długo nie będziesz w stanie naprawdę docenić świata wokół siebie. jeśli chcesz. że nie mówiłem do roślin.zakłopotaniem i zaciekawieniem. Zaśmiał się i poklepał mnie po głowie. który zbiera rośliny. – Od teraz zacznij przemawiać do roślin – powiedział. co mówi. że wszystko jest w porządku. – Nie rozumiem. Omiótł mnie wzrokiem z góry na dół. ponieważ przynajmniej bytem w stanie zapanować nad swoim gniewem. – Mam zamiar pogadać z moim małym przyjacielem. Lubiłem jego tajemnicze stwierdzenia. przemów do małej roślinki – nalegał. czy jestem gotów porozmawiać o poczuciu własnej ważności. że on wie. skąd dobiegł dźwięk. – Teraz zajmujemy się utratą poczucia własnej ważności. co mówisz do rośliny – powiedział. czy też są tylko zwykłym nonsensem. Poszedłem tam. tym tutaj – dodał. . – Dlaczego? O co tu chodzi? – Teraz nie czas. W oddali słychać było krakanie wrony. – To był omen – powiedział. Nie byłem jednak zły. że klęknąłem przed nią. Na początku nie rozumiałem.

Powtórzył je trzy lub cztery razy. iż rośnie ich trochę w miejscu. W pewnym momencie zostałem z tyłu i don Juan musiał zaczekać na mnie. co wiedziałem przez całe życie? Następnie zaczął mi wyjaśniać. śmiejąc się. – Ta mała roślinka powiedziała mi. że oszalał. jak moje ręce ciągną mnie naprzód. a potem wstał z klęczek. – Będę rozmawiał z moim małym przyjacielem. . a jednak to on musiał czekać na mnie. zauważyłem duży plac porośnięty tymi roślinami. Spojrzał na mnie. abym usiadł obok niego. aż go dogonię. które wskazał. To stwierdzenie wprawiło mnie w zakłopotanie. – Chodźmy sprawdzić. ponieważ był ekspertem w tej dziedzinie i wiedział. w przeciwnym wypadku może nas nie wypuścić. Don Juan zaczął się śmiać łagodnie. – Don Juan wskazał na miejsce na zboczu oddalone od nas o około dwieście metrów. czy to też powiedziała mu roślina. Sprawdził. Kiedy dotarliśmy do wzgórza. Uklęknął przed roślinką i przez kilka minut. starym Indianinem. a także że w pobliżu rośnie ich więcej. – Twoja bystrość czyni cię głupszym. przestraszył mnie. ale don Juan nie dał mi na to czasu. – Obserwuj mnie dokładnie – powiedział. jak i lekarstwem. A człowiek nie jest lepszy od czegokolwiek innego. powiedział mi od niechcenia. co robi i naśladować go albo mogę w ogóle nie przychodzić. ale nie powiedział ani słowa. abym przekazał ci. – Nie mogę czekać na ciebie jak na dziecko – powiedział karcąco. Sposób. muszę obserwować. Rozkazującym tonem powiedział mi. Pokazał mi. Poczułem uniesienie. Jak to możliwe. Faktycznie. że nadaje się do jedzenia – zwrócił się do mnie. Zacząłem mówić i bez przerwy dopytywałem się. że znajdziemy rośliny. abym podziękował roślinom. żeby mi o tym powiedział. gdzie na tym terenie rosną jadalne i lecznicze zioła. j że nie ma nic przeciwko temu. ponieważ jest ona zarówno pożywieniem. Byłem szczęśliwy. od czasu do czasu czułem. w jaki popatrzył na mnie. powinniśmy jej podziękować. jakby chciał mi dać wystarczająco dużo czasu na jego zrozumienie. mówił i śmiał się. że zna różne właściwości tej specyficznej rośliny i że roślinka powiedziała mu tylko. wyginając się i gestykulując. Byłem pewny. że ich wiązka może utrzymać człowieka w dobrym zdrowiu. Szliśmy jeszcze przez godzinę. że kiedykolwiek będę z nim szedł. bez żadnego wysiłku udało mi się utrzymać jego szybkie tempo. a później zwróciliśmy w stronę domu. że jestem silny. Chciał. Zgiąłem palce i co najdziwniejsze. niż myślałem! Jakże ta mała roślinka może powiedzieć mi to. Szybko pochyliłem się nad roślinami i głośno powiedziałem: – Dziękuję wam. Zapytałem go półżartem. Pomyślałem sobie.Nie spojrzał na mnie. Kiedy szliśmy w kierunku tego miejsca. kiedy to mówił. czy pokaże mi pejotl. – Oj! – wykrzyknął. Śmiałem się z jego komedianctwa. Miałem zamiar się pośmiać. Uśmiechnął się dobrotliwie i wypowiedział jedno ze swoich tajemniczych stwierdzeń. aby taki stary człowiek potrafił chodzić lepiej niż ja? Jestem atletycznie zbudowany i wydawało mi się. że powinienem przyjrzeć się tej roślinie. Zatrzymał się i przyglądał mi się z niedowierzaniem. Pokręcił głową. – Świat wokół nas jest tajemnicą. – Powiedziała mi. czy mam zagięte palce – Nie miałem. Jeśli mała roślina jest dla nas hojna. idąc bez celu z dziwnym. Czułem się aż do bólu zażenowany i nie byłem w stanie zmusić się do tego.

Stało się dla mnie zrozumiałe. Jego jedyny komentarz stanowiło stwierdzenie. ale nie chcesz nic zrobić powiedział oskarżająco. których znasz od dłuższego czasu. że już go pokonałem. bo powiedział. że don Juan jest człowiekiem. Zaproponowałem mu zapłatę za jego czas i fatygę. Śmierć jest doradcą Środa. że nagle podjął decyzję. do mojego umysłu wkradła się wątpliwość. na pustynię porośniętą chaparralem. wpatrując się w ziemię. odwracając się nagle do mnie.4. ponieważ pracowałbyś dla mnie i brał za to zapłatę. miał rację. Wydawało mi się. musisz szybko opuścić – oznajmił. aby został moim informatorem. Pomimo swego wieku był porywczy i niewiarygodnie silny. Po długiej przechadzce nareszcie zatrzymaliśmy się. Don Juan był ekscentrycznym. Jednak don Juan był marnym. Siedzieliśmy na ziemi przed jego domem. tych. który nas sobie przedstawił. – To właśnie o tym myślę – odparł i ku memu najwyższemu zdumieniu zaśmiał się histerycznie. Na mojej twarzy musiało się malować zdziwienie. nie sądzę. tylko tak samo jak poprzednio popatrzył na mnie. aby odpocząć ale don Juan kazał mi pójść jakieś dwadzieścia jardów dalej i przemówić głośno i wyraźnie do kępki roślin. że potrzebuję wiarygodnych informacji na temat własności roślin. że powinienem być świadomy bezużyteczności poczucia własnej wartości i posiadania osobistej historii. Nie był to ani potwierdzający. że nie powinienem próbować mówić do roślin. chciałem usiąść. Powiedziałem. Koncepcja dotycząca poczucia swojej ważności jako przeszkody rzeczywiście zrobiła na mnie duże wrażenie. wciąż powtarzał. dlatego prosiłem go. . dopóki nie będzie mi to przychodzić w naturalny sposób. Zaczął nucić ludową meksykańską piosenkę. ponieważ uważam to za śmieszne. – Powinieneś wziąć te pieniądze – powiedziałem. Kiedy szliśmy. – Chcesz się uczyć o nich. Co o tym myślisz? Popatrzył na mnie pogardliwie i ustami wydał obsceniczny dźwięk. że ze względu na podeszły wiek stanie się dla mnie doskonałym informatorem. Ale gdy uświadomiłem sobie. abyśmy mogli się przyjaźnić. Skierowaliśmy się na południe. Znowu miałem wątpliwości i odczuwałem lęk. Prawie niedostrzegalnym ruchem głowy zaprosił mnie do pójścia za sobą. ani przeczący ruch. co gorsze. – Co próbujesz osiągnąć? Wyjaśniłem mu. Mój przyjaciel. że moje poczucie własnej ważności jest ogromne. a jego naleganie idiotyczne. aby robić cokolwiek innego oprócz mówienia. o co bym tylko chciał. Zdawało mi się. Ale wszystko to z mojej strony było tylko jakby intelektualnym ćwiczeniem. Nie mogłem sobie z nim poradzić i wydawał mi się niebezpieczny. że jest szalony. Don Juan nie odpowiedział. Czułem się skrępowany i przestraszony. jakiego doświadczyłem przedtem. Natomiast w chwili. – I ty wiesz kto. z którym niełatwo sobie poradzić. Nagle wstał. że powinienem jeszcze raz go odwiedzić. Przyjrzał mi się badawczo i zaczął się śmiać. Wydmuchując z wielką siłą strumień powietrza. jakbym był szalony. ponieważ są za słabi. Miałem koncepcję. Już kilkakrotnie w rozmowie wspominałem mu o tym i za każdym razem tylko marszczył brwi i kiwał głową. starym Indianinem i chociaż nie chodził cały czas pijany jak powiedział mi przyjaciel. to jednak. że nie potrafię przemawiać do roślin. był szalony. czy aby nie jestem trochę stuknięty. kiedy musiałem skonfrontować się z jego dziwnym zachowaniem. – Jeden z nas musi się zmienić – powiedział. zaczynałem się bać i chciałem uciekać. 25 stycznia 1961 – Czy nauczysz mnie kiedyś o pejotlu? – zapytałem. wprowadził w wibrację język i dolną wargę. Pomyślałem. ale nic nie powiedziałem. że starzy ludzie najlepiej się do tego nadają. że ponieważ jesteśmy tak różni. Jego niezwykłe żądania były dla mnie do zniesienia i jeszcze raz powiedziałem mu. ale raczej wyraz rozpaczy i niedowierzania. Wydawało mi się. – Twoich przyjaciół. a później nagle podniósł głowę i spojrzał na mnie. że lubię z nim przebywać. – Wtedy obydwaj czulibyśmy się lepiej. Mógłbym cię wtedy pytać o wszystko. Jednak nie miałem żadnego problemu z przekonaniem siebie.

Strzelanie do nich było więc praktyczne i właściwe. że gwałtowny ze mnie facet. że zacząłem się śmiać. że nic. Zaprotestowałem. aby udawać. Powiedziałem mu. że jest absurdalnym gościem. a sposób. było moje zakłopotanie. czy nie przypomina mi ptaka. Rzeczywiście. czego stałem się świadomy pod wpływem jego wejrzenia. ani pogardliwe. Znowu zawiesił na mnie swoje spojrzenie i kazał mi sobie przypomnieć. Bardzo podekscytowany powiedziałem mu. że wie o moim polowaniu na sokoły. Orzekł. Klepnął się po udach i wrzasnął. ale zimna dzikość spojrzenia przypominała mi oczy sokoła. Sprzeciwiłem mu się i z lekceważeniem powiedziałem. – Ptaka?! – wykrzyknąłem. gotów się wściec z powodu byle błahostki. Powiedział z niezwykłym przekonaniem. Odwzajemniłem mu się pełnym wyzwania spojrzeniem. o którym mówił. abym przestał z nim walczyć i przypomniał sobie tego śmiesznego ptaka. Poprosił mnie. że nie ma o czym mówić. Było to tak dawno. Znałem spojrzenie oczu sokoła. nie mogłem oderwać od niego spojrzenia. że jestem raczej sympatyczny i niefrasobliwy. by zwrócić na nią baczniejszą uwagę. Odparłem. Miał on farmę leghornów i sokoły stanowiły poważne zagrożenie dla jego kurcząt. że widzę głowę sokoła zamiast jego. znów zaczął komentować moje zachowanie. Wpatrywałem się w nie przez moment i nagle doznałem olśnienia. Zawsze wydawało mi się. Zamiast odpowiedzieć. Zachichotał jak dziecko i odwrócił wzrok. abym powiedział mu. Musiał mieć tupet. Nie wiedziałem. że najważniejsze jest. Wizja była zbyt ulotna. Powiedział to z takim przekonaniem. nie miałem powodu. Były dzikie. że mógłbym przysiąc. Zapytał mnie. która dręczyła mnie latami. żebym zwerbalizował to. Jego spojrzenie nie wydawało się ani bardzo groźne. że wie o moim polowaniu na sokoły. Kiedy byłem chłopcem. byłem w tym dobry. Tej zamianie słów towarzyszyła także zmiana . polowałem na te ptaki i według opinii mojego dziadka. – Polowałem na sokoły – powiedziałem. ale ku mojemu największemu zdumieniu. Wydawało mi się. Zamiast rozzłościć się. a ja zbyt wzburzony. że to jego wina. że jedyną rzeczą. Usiłowałem go przekonać. a mi się wydało. – Skąd bierze się ten gniew? – zapytał. uważając ten sąd za nieprawdziwy. gdy tylko otworzy usta. Nie kształt ich czy głowy. Pomyślałem sobie. było jednak tajemnicze i nieprzyjemne. ale nie byłem pewny. że aż dziwne. a teraz o dziwnym sokole. ponieważ swoimi niespodziewanymi słowami i zachowaniem wytrącił mnie z równowagi. Później spoważniał i powiedział. zaczai się śmiać. co widziałem w jego oczach. że coś mi one przypominają. Znowu zaczął nalegać. bardzo śmiesznego ptaka. – Wiem o tym – odparł don Juan. Aż do tego momentu nie pamiętałem dzikości ich oczu. Zrobiłem przegląd swoich uczuć i reakcji. Później poczułem przymus zapytania go. – Co cię tak rozzłościło? – zapytał z nutą prawdziwej troski w głosie. Wywołało to jeszcze jeden atak jego śmiechu. – Tak – powiedział łagodnie – ptaka. aby się na niego złościć. Chciałem odwrócić wzrok lub przymknąć powieki. – Spójrz mi w oczy – rozkazał. W tym momencie don Juan popatrzył na mnie z ukosa. Uświadomiłem sobie wtedy.Jego oczy były dzikie i płonęły. Uznałem. dlaczego powiedział. że na jego twarzy widziałem rysy sokoła. w jaki na mnie patrzył. że mogłem sobie to przypomnieć. jakby był tego pewny. jakby ujeżdżał dzikiego konia. abym spojrzał mu w oczy i opowiedział o dziwnym sokole. że wie. Don Juan jednak nie dał za wygraną. Przedtem mówił o bardzo śmiesznym ptaku. którą uświadomiły mi jego oczy. że już kiedyś widziałem ten wzrok. którego mi przypominał. Dalej wpatrywał się we mnie. Zaczął mnie sondować w niezwykły sposób. był bardzo nieprzyjemny. ale on nalegał. Kazał mi znowu patrzeć na siebie i opowiadać o bardzo śmiesznym ptaku. że stary człowiek prowokuje mnie za każdym razem. że się popisuje.

i nadmiernie dramatycznym głosem powiedział. ale odleciał. o czym mówi. Nie przypominałem sobie niczego takiego. że nie mam pojęcia. – Co. Całkowicie ogarnęły mnie zdumiewające wspomnienia. – W pewnym okresie widywałeś wiele ptaków. nie wrócił już nigdy. Poczułem. kiedy byłem chłopcem? – Tak. – Nie pamiętasz go? – zapytał. – Upolowałem tak wiele ptaków – powiedziałem – że nie mogę sobie niczego o nich przypomnieć. więc nie mogę mu nic powiedzieć. Walcz ze swoim lenistwem i przypomnij sobie. Bezustannie znikały. aby polować na farmie dziadka. – Przestań ze mną walczyć. Rozpoczęliśmy kampanię przeciwko sokołowi albinosowi i dwa razy wydawało mi się.. Powiedział. – Co jest takiego dziwnego w tym sokole? – chciałem wiedzieć. Jednak nic nie potrafiłem sobie przypomnieć. gdyby dziadek nie nakłonił mnie do rozpoczęcia polowania na niego. – A więc to się wydarzyło. Zapomniałbym szybko o nim. – Ale powiedziałeś. – Tak – odparł z zamkniętymi oczyma. Jedyną rzeczą. – To ty mi musisz powiedzieć – odparł. ale mnie się udało i wiedziałem.. – Teraz patrz na mnie – nakazał. – Czy mówisz o sokole. – Ten ptak jest sokołem. Osobiście skrupulatnie zaplanował system czuwania i po kilka dniach ciągłych obserwacji w końcu zauważyliśmy Wielkiego. abym sobie przypomniał. – Co usiłujesz ze mną zrobić? – Próbuję nakłonić cię do tego. co doprowadzało dziadka do wściekłości. Upierałem się. abyś sobie przypomniał. że widzisz sokoła przed sobą w tej chwili. Był za szybki dla mnie. Raz porzucił nawet zdobytego kurczaka. mieszkałem na farmie i polowałem na nie. Biały sokół! Wszystko rozpoczęło się od wybuchu gniewu mojego dziadka podczas liczenia młodych kurcząt. Patrzył na mnie pytająco. – powiedział. że już go mam. że zna drogę. Był bardzo szybki i wydawało się. na Boga? – Sokoła szybkiego jak światło – rzekł. na którego polowałem? – zapytałem. Przez chwilę faktycznie usiłowałem zrozumieć. jak gdyby dawał mi ostatnią wskazówkę. Zmrużył oczy. że dziadek ledwie go zauważył. aby mnie zachęcić. jaką mogłem zrobić. Uderzył zza drzew. Nagle zrobiło mi się smutno. aby zakończyć tę grę. – Bo widzę. że to sokół. że nie mam szans. że widzi bardzo dziwnego sokoła. chwycił kurczaka i odleciał przez prześwit między dwoma gałęziami. – Kiedy byłem dzieckiem. aż stały się dwiema szparkami. na które polowałem. to przyłączyć się do niego. jak zamiera mi serce. Czułem. To wszystko wydarzyło się tak szybko. Znowu zacząłem się zastanawiać. o co mu chodzi i do czego zmierza. a także bardzo inteligentny.mojego nastroju. Czy się droczył ze mną? Czy mówił poważnie? Po długiej przerwie znowu zaczął nalegać. patrząc mi w oczy. Ustrzeliłem ich setki. białego ptaka odlatującego z młodym leghornem w szponach. Powtórzył to stwierdzenie trzy razy» jakby rzeczywiście widział go przed sobą. o co mu chodzi. . Odpowiedział. że wobec tego musi być albinosem. że wobec tego nie powinienem mieć żadnych trudności w przypomnieniu sobie wszystkich śmiesznych ptaków. Słyszałem zanikający dźwięk jego głosu. Ale nie mogłem. – Ten ptak jest szczególny – odpowiedział prawie szeptem.

i zasnąłem. Jednak jego szybkość i niespodziewane pojawienia się zawsze zbijały mnie z tropu. że zobaczyłem. Mogłem się pochwalić. Nie mogłem znieść jego dogmatycznych stwierdzeń dotyczących wydarzeń z mego życia. Leżałem bez ruchu bardzo długo. Widzę to. przed tobą. – Wiesz dużo o ptakach – powiedział. coś jak mlaśnięcie językiem. Wcześniej zabiłem kilka tuzinów sokołów. Tak pochłonęło mnie uczucie zniechęcenia. że nie pozwalałem mu swobodnie Polować. że biały ptak jest omenem i jedyne. Powiedział. nie wiem dlaczego. – Zawsze przebywa po naszej lewej stronie. Pomyślałem sobie. otworzyłem oczy i zobaczyłem białawego sokoła siedzącego na najwyższej gałęzi. Wiem o tym. Odwróciłem się i wydawało mi się. To był on. że tam przypatruje mi się moja śmierć i że kiedy odwrócę się. co można zrobić. Na farmie. że najlepszym wyjściem jest czekanie. ale na to sokół był za szybki. co do których ja sam nie byłem pewny. kiedy skończyłem opowiadać. Obudził mnie nagły ptasi krzyk. tak samo jak dzisiaj. – Zbyt dużo ich zabiłeś. Szepnęła ci do ucha i poczułeś jej dreszcz. Aby przyjąć lepszą pozycję do strzału. Nie byłem w nastroju do dyskusji. że nawet nie zauważyłem. Godzinami cierpliwie czekałeś. Pomyślałem. Być może pod wpływem tego wyczekiwania albo samotności miejsca. Obserwowała cię. Mrugnął znacząco. Nie czyniąc żadnego ruchu. Nagły powiew wiatru zagłuszył hałas. Musiałem usiąść pod wysokim eukaliptusowym drzewem. – Gdzie? – Tutaj. – O czym ty mówisz? – zapytałem nerwowo. . a sokół był odwrócony do mnie tyłem. Nauczyłem się jego zwyczajów i prawie intuicyjnie wyczuwałem trasę jego lotu. Dreszcz przebiegł mi przez całe ciało. Ale albinos tkwił na gałęzi bez ruchu. Jednak musiałem oddać trudny strzał. jak się nade mną pochylił. I tak też zrobiłem. – Śmierć jest naszym wiecznym towarzyszem – powiedział don Juan zupełnie poważnie. Ona zawsze cię obserwuje. podnosząc strzelbę. niemalże zwymiotowałem. bo wtedy łatwiej byłoby mi nie spudłować. Chciałem zaczekać aż ptak się odwróci albo spróbuje odlecieć. kiedy czyhałeś na białego sokoła. Jego słowa zmąciły do reszty mój spokój. gdy da mi znak. na której się wychowałem. Po chwili doszedłem do siebie i wyjaśniłem sobie wrażenie migocącego cienia jako optyczną iluzję spowodowaną zbyt szyb-Kina obróceniem głowy. Don Juan słuchał uważnie mojej opowieści o sokole albinosie. mięśnie brzucha zacisnęły się odruchowo. Wyciągnął rękę i dotknął lekko mojego ramienia. strzelanie do ptaków czy polowanie na zwierzęta było czymś oczywistym. Don Juan powiedział. równocześnie wydając głęboki dźwięk. ale nigdy nie mogłem go dopaść. ale powtórzył. na wyciągnięcie ramienia. powinienem się przesunąć. Umiesz czekać.Przez dwa miesiące tropiłem sokoła albinosa po całej dolinie. Leżałem na plecach. W ciągu dwóch miesięcy dziwnej wojny przeciwko sokołowi albinosowi tylko jeden raz udało mi się podejść dość blisko. niby przypadkowo i spojrzał na głaz po mojej lewej stronie. Efekt był niszczycielski. dopóki nie szepnął mi czegoś do ucha. jak coś mignęło nad kamieniem. Tropiłem go przez cały dzień i byłem zmęczony. wstałem i odszedłem. Powiedział. w którym znalazłem się wraz z ptakiem. Wtedy. aż do dnia kiedy cię lęgnie. Nie popatrzyłem nawet. – Skąd wiedziałeś o białym sokole? – zapytałem. że go nie zastrzeliłem. Jednak było to bardzo dziwne. czy ptak odleciał. będę mógł ją zobaczyć. ze najbardziej denerwuje mnie w nim jego pewność. który mimowolnie zrobiłem. abym się odwrócił. to nie strzelać do niego. Zdenerwowało mnie to jego nawiedzone gadanie. – Ona zawsze przychodzi jako dreszcz. wstrząsnął mną skurcz. Pościg dobiegł końca. w pewnym momencie poczułem dreszcz wzdłuż kręgosłupa. – Widziałem go – odparł. – Co to wszystko znaczy? – zapytałem. Z początku nic nie zrozumiałem. aby odpocząć. – Twoja śmierć przekazała ci małe ostrzeżenie – powiedział tajemniczo. Nigdy nie przywiązywałem żadnego znaczenia do mojej ostatniej przygody z sokołem albinosem.

– Nie teraz – powiedział. obrócę się w lewo. wciąż się śmiejąc. że znajduje się po naszej lewej stronie. chodzenia bez celu. czy to prawda. po czym zaczęliśmy znowu iść. Pochylił się nade mną i wyszeptał mi do ucha. że odnalazłem stare uczucie. jakby śmierć nie miała ich nigdy dosięgnąć. Nie pytałem go. Wydawało mi się. Chciałem. żeby się zmienił pod względem wysokości. że nie masz racji. ponieważ wywołuje we mnie tylko niepokój. Twoja śmierć powie ci: "Jeszcze cię nie dotknęłam". Godzinami błąkaliśmy się po pustyni porośniętej chaparralem. że mu wierzę i dlatego nie musi przedstawiać mi dalszych dowodów. Pokiwał głową i wydawało się. Bardzo dobrze wiesz. W obliczu śmierci moje lęki i irytacja stawały się nonsensowne. znów będę mógł zobaczyć na skale swoją śmierć. – Przepraszam? Don Juan zaczął się śmiać i z jakiegoś nieznanego powodu jego śmiech nie był już obraźliwy i podstępny tak jak w przeszłości. – Przechodzisz z jednej skrajności w drugą. że śmierć nas tropi? – zapytał. kiedy wykona dla ciebie gest albo gdy zobaczysz ją przez mgnienie oka. – Zesztywniałeś. – Kiedy jesteś niecierpliwy – kontynuował – powinieneś odwrócić się w lewo i zapytać śmierć o radę. umiejącym cierpliwie czekać.– Jesteś chłopcem bawiącym się w tropienie. – Wobec tego pozwól mi przemówić do roślin – poprosiłem. że czeka na moją odpowiedź. prostą radość samego poruszania się. tak samo jak ty byłeś po lewej stronie białego sokoła. Jedyną moją obronę stanowił przymus zapisywania wszystkiego. – Masz na myśli swoją śmierć. Odpowie ci. nowym elementem był mój nastrój. – Teraz jesteś za dobry – powiedział. W końcu dopiął swego. Czułem. – Śmierć to jedyny mądry doradca. Powiedziałem. czy ma w tym jakiś cel. – Jak można czuć się tak ważnym. Don Juan w jakiś sposób sprawił. Jeden z nas musi zapytać ją o radę i porzucić przeklętą małostkowość. Odpowiedział. – Tak – wydusiłem z siebie w końcu. Bądź bardziej stały. ale nie ośmieliłem się spojrzeć. nie miało to teraz znaczenia. głośności czy uczucia. która właściwa jest ludziom żyjącym tak. – Pozwól mi jeszcze raz zobaczyć moją śmierć. zwróć się do swojej śmierci i zapytaj. Po-zbędziesz się małostkowości. czy też jedynie poczujesz. tak jak czeka śmierć. W świetle mojej śmierci małostkowa irytacja. W każdym razie nic nie powiedziałem. Jego słowa posiadały dziwną moc wzbudzania we mnie nieuzasadnionego strachu. Moje myśli biegły niepohamowanie. – Tak – powiedział łagodnie po długiej przerwie jeden z nas tutaj musi się zmienić. dopóki nie zechcesz poznać ich . co widziałem nad głazem. Zagrzmiał śmiechem. Don Juan zadał ogłuszający cios mojemu egoizmowi. Przez chwilę nie byłem zdolny do wypowiedzenia tego na głos. Nie miałem żadnej. że moja odpowiedź nie jest wcale potrzebna. na jego sygnał. jakiego posiadamy. Zagrzmiał jednym ze swoich głębokich śmiechów. Uśmiechnął się i zaczął nucić meksykańską melodię. że twój towarzysz cię obserwuje. Jeden z nas musi się znowu nauczyć. że zajmowanie się moją śmiercią jest dla mnie bezsensowne. że śmierć jest myśliwym i że zawsze przebywa po naszej lewej stronie. Nie ma potrzeby mówić do roślin. – Pozwól mi jeszcze raz zobaczyć ten cień – powiedziałem. Przekazał mi prawie niewidzialny znak. I to szybko. tak? – odparł z odcieniem ironii. że był w pełni świadomy zmiany mojego nastawienia. Oznajmiłem. – Co za gówno! – wykrzyknął. że temat naszej śmierci nigdy nie jest omówiony w wystarczającym stopniu. a ty czujesz to zawsze. Nie wydawało mi się. przecież i tak jestem już przerażony. była potworna. kiedy wiemy. Kiedykolwiek poczujesz. Siedzieliśmy w ciszy dłużej niż godzinę. że jeśli nagle. że wszystko idzie źle i się rozpada. którą we mnie wywoływał. co mówił. Ogarnął mnie jakiś odmienny nastrój. że naprawdę nic się nie liczy poza jej dotknięciem. aby pozwolił mi uchwycić spojrzeniem to.

tajemnic. Nie ma teraz także potrzeby widzenia śmierci. . że czujesz jej obecność. Wystarczy. a do tego potrzeba ci bardziej trwałej motywacji. oszczędzaj dobre chęci. Tak więc.

Opadały i podnosiły się. co miało dla mnie wartość transcendentalną. – Ja? Nic. w którym wcale nie chciałem się znaleźć. – Znam wielu starych ludzi. że wiem wiele różnych rzeczy. a z wiekiem można nauczyć się wszystkiego. Pomyślałem. powiedzmy. jeden raz w życiu. skoro ja sam o nim zapomniałem? Don Juan uśmiechnął się. – Kim ty naprawdę jesteś? – zapytałem. – Każdy może ci powiedzieć. Przypomniałem sobie. jakby wewnątrz mnie eksplodowała jakaś bomba zegarowa i nagle przypomniałem sobie coś. Don Juan śmiał się. – odparł niewinnie. Jak to zrobiłeś? – No więc. byłem bardzo cierpliwy i bardzo sprawny. Wyglądał na zdziwionego. Poczułem. ponieważ nie mam osobistej historii i nie czuję się ważniejszy od niczego i dlatego. Wspomnienie tego. Teraz po raz pierwszy naprawdę byłem świadomy tego. – Czy możemy zobaczyć swoją śmierć? – zapytałem. które przywiozłem dla niego.5. – Ona jest zawsze z nami. które wtedy na mnie skierował. jakby rzeczywiście coś pieścił. a on zaśmiał się z dziecięcą beztroską. aż się cofnąłem. Zanim don Juan zdążył cokolwiek powiedzieć. – Skąd to wiesz? – Jestem starym człowiekiem. bo nagle przestał się śmiać. To zachowanie zaszokowało mnie. Znowu poczułem przypływ niechęci w stosunku do niego. ale wzrok don Juana był niezmiennie skupiony. że cię znowu widzę. spuszczając powieki jak zasłonę. Wyciągnął lewe ramię i poruszył palcami. To było zupełnie tak. napełniało mnie dziwną. Skąd o nim wiedział. Chyba odkrył mój nastrój. aż łzy zaczęły mu spływać po policzkach. Zamiast niej poczułem podziw dla niego. – Dzień dobry. – Pewnie – powiedział. śmiejąc się. jak zwykle * Pełnym przekonaniem. 9 kwietnia. które przez cały czas mnie nurtowało. Przez trzy miesiące faktycznie myślałem tylko o tym. Podszedł do mojego samochodu i trzymał otwarte drzwi. że jesteś dziwny. gdy wynosiłem pakunki zjedzeniem. a on tak po indiańsku nieokrzesany. – Cieszę się. . Zacząłem go prosić. Zaśmiałem się. wtedy. to wszystko. ale teraz nic mi to nie przeszkadzało. Popatrzył na mnie i zaśmiał się łagodnie. że śmierć siedzi tutaj razem ze mną. chcąc w ten sposób wrócić do tematu. Niezwykle szeroko otworzył oczy i zaczął mrugać jak ptak. co poczułem. – To nie było nic wielkiego – stwierdził. kiedy tak wejrzał na mnie i jak z tego powodu oniemiałem. że kiedyś. że znowu próbuje wyprowadzić mnie z równowagi i zapędzić w ślepy zaułek. Miałem obsesję na punkcie sokoła albinosa. ale żaden z nich się tego nie nauczył. don Juanie – powiedziałem. w niedzielę. ale nie odpowiedział. kiedy się poznaliśmy? Miałem na myśli jego spojrzenie. – Dla ciebie jestem Juan Matus. że raz byłem niesłychanie cierpliwy. co tutaj robię. spokojną radością mogącą rozproszyć zdenerwowanie i niechęć do don Juana. do usług – powiedział z przesadną grzecznością. pierwszego dnia. Wtedy zadałem następne palące pytanie: – Co mi zrobiłeś. Opisałem mu. Stary diabeł znowu chciał mnie sprowokować. Ale ty jesteś po prostu drętwy. Podjęcie odpowiedzialności Wtorek. 11 kwietnia 1961 Przyjechałem do domu don Juana wczesnym rankiem. prawdopodobnie wybadać moje poczucie własnej ważności. Podeszliśmy do domu i usiedliśmy przed drzwiami. zadałem mu pytanie. że jestem poważny i dobrze wychowany. Wiedziałem. w co mnie wciąga.

Poczułem. jak powinno wyglądać nasze działanie. kiedy cię widziałem i co jest także złe teraz. nie mając jednak żadnych wątpliwości ani wyrzutów sumienia co do swoich czynów. . Wszystko. jaką robię. to niech tak będzie. że zirytował mnie. Dlatego też nie mam czasu na wątpliwości czy wyrzuty sumienia. że w żaden sposób nie jestem w stanie się z nim porozumieć i to jeszcze bardziej mnie rozdrażniło. Może dosięgnąć cię w każdej chwili. podkładając pod głowę zawiniątko. Don Juan uśmiechnął się i zaczął nucić meksykańską melodię. byłeś świadomy. Zrozumiałem. jak idiotyczne było lekkomyślnie podjęte przeze mnie postanowienie. działanie. Nikt z nas nie ma na to czasu. Jedyną rzeczą. że właśnie dlatego nie chce wyjaśniać swoich poczynań. Odpowiedziałem. Zauważyłem cień sarkazmu w jego głosie. musi to kontynuować – powiedział – ale konieczne jest także. dlaczego to robi. Zapytał mnie dlaczego. jakby dając mi czas na zrozumienie. Uświadomiłem sobie też. dostałem kolejnego ataku złości. – Kiedy opowiadałeś mi wszystkie te bzdury na dworcu autobusowym. – To niemożliwe! – powiedziałem. co do tej pory powiedziałeś. – Nie ma tu nic do zrozumienia – odparł. która się liczy. że to kłamstwa. Ułożył się wygodnie i wtedy powiedział mi. W świecie. to twoja niechęć do przyjmowania odpowiedzialności za to. że jesteś nieśmiertelny. i widziałem to. nie miało Mc wspólnego z roślinami – zaprotestowałem. Przypomniałem mu serię niezwykłych zdarzeń. dlatego naprawdę nie masz czasu na zasrane myśli i humory. że aby się o nich czegoś nauczyć. W moim pytaniu nie było żadnej wojowniczości. – Spójrz na mnie. wcale nie zmieszany. który według niego był moją śmiercią. – To. aż do cienia na kamieniu. Dlaczego kłaniałeś? Powiedziałem. wyjaśnienia wcale nie są konieczne. co było złe w tobie. co robisz – powiedział powoli. którą powinienem zrobić. że jest taki sposób – odparł z przekonaniem. żebym opowiedział ci o tym. Najprostsza rzecz. może oznaczać moją śmierć. a decyzje nieśmiertelnego człowieka można odwoływać. że moim celem było znalezienie informatora potrzebnego do mojej pracy. jest działanie. – Kiedy człowiek na coś się zdecyduje. kiedy go spotkałem. że myślisz. ponieważ poważnie próbowałem zrozumieć. że nigdy się nie rozzłoszczę ani nie zdenerwuję na don Juana. mój drogi. musi przede wszystkim wiedzieć. a później powinien dalej działać. że jest jeszcze jedna rzecz. aby wziął odpowiedzialność za swoje czyny. Odpowiedział. Ale ty nie kłamałeś. uzależnione jest od mojej decyzji i jestem za to odpowiedzialny. że dyskusja z nim jest bezcelowa. Zbadał mnie wzrokiem. – Pomyśl teraz o swojej śmierci – powiedział nagle don Juan. dlaczego dotknęło to właśnie mnie. nie całkiem. które miały miejsce od czasu. – Znajduje się na wyciągnięcie ręki. Don Juan rozłożył słomianą matę i położył się na niej. w momencie kiedy dał mi nauczkę. kiedy się spotkaliśmy? Widziałem cię. Czasu wystarcza tylko na decyzje. ale jednak w praktyce nie ma sposobu. obiecałem sobie. potrzeba dużo czasu. że jego wyjaśnienie wprawiło mnie w jeszcze większy niepokój. Jednak w konkretnej sytuacji. co wiem o roślinach – powiedział. Niezależnie od tego. co robię. Chyba chciał Banie rozśmieszyć. – Ale wszystko. Jeśli muszę umrzeć z powodu zabrania cię na przechadzkę. w którym śmierć jest myśliwym. Odpowiedział.Po długim wahaniu powiedziałem mu. aby uniknąć wątpliwości i wyrzutów sumienia. co robi. co mi Się przydarzyło. czasu na żale czy wątpliwości. – Prosiłeś. byłem tylko ciekawy. nie ma. co ci zrobiłem pierwszego dnia. na przykład zabranie cię na pustynię. co powiedzieć. poprzez przypomnienie mi sokoła albinosa. że mnie okłamujesz. Śmierć tropi mnie. że być może taki jest ideał tego. Powiedziałem mu. jeżeli rzeczywiście chcę się nauczyć czegoś o roślinach. Czy chcesz wiedzieć. ale ja nie wiedziałem. począwszy od tajemniczego spojrzenia. Ja nie mam żadnych wątpliwości ani wyrzutów sumienia. – Dlaczego zrobiłeś mi to wszystko? – zapytałem. W końcu zdobyłem się na opinię brzmiącą zdecydowanie jak protest. a nie mówienie. można ich żałować czy też w nie wątpić. Ty z kolei uważasz. – Oczywiście. Kiedy byłem w domu.

w oczywisty sposób nierealnych. – To nie były nierealne postanowienia – powiedział don Juan. że codziennie o szóstej rano będziemy chodzić pływać. – Wobec tego jakie. – Czy był małostkowy? – Nie.. Czy tego nie widzisz? – powiedział don Juan. położę się jeszcze tylko na pięć minut. – Czy robił dla ciebie wszystko. według ciebie. Trochę dzisiaj pochmurnie. abyśmy mieli wystarczająco dużo czasu. na której mieszkałem. aby wziąć mnie na długi spacer. Myślenie o ojcu zawsze wprawiało mnie w przygnębienie. Wtedy zasypiał i spał aż do dziesiątej. Powtarzał ten rytuał każdego ranka. tak samo jak świat jego idei. – Wobec tego. postanowień. a czasami nawet do południa. Powiedziałem don Juanowi. że najbardziej denerwowało mnie to. – Nie. – Byłem . – Wydaje ci się. Moje rozdrażnienie zniknęło. Przytaknąłem i zacząłem mu opowiadać o emocjonalnym chaosie. – On po prostu nie wiedział. zakładał okulary. Prawie natychmiast po przyjeździe na farmę ojciec upierał się. wyskakiwał z łóżka. Opowiedziałem don Juanowi o jednym z aspektów zachowania mojego ojca. ale być może uda mu się to zrobić o trzeciej po południu. Był młodym człowiekiem. Opowiedziałem mu historię mojego ojca. ponieważ równo o szóstej musieliśmy być już w wodzie. odmawiając nastawienia budzika. których nigdy nie urzeczywistnił. ponieważ został arbitralnie stworzony przez przyjęcie wyidealizowanej formy zachowania i uznanie jej za obowiązującą. – Przecież Dęliśmy rozmawiać o roślinach.Z pełnym przekonaniem argumentowałem. Wieczorem nastawiał budzik na piątą trzydzieści. który wtedy wygłaszał: “Och. że nie jest w stanie iść pływać o szóstej rano. który dawał °U nie kończące się wykłady na temat cudów zdrowego ducha w zdrowym ciele i o tym. że mój ojciec był słaby. że nawet odkryłem nutę smutku W jego głosie. co mógł? – Tak. Don Juan nie powiedział ani słowa. że był słaby. podchodził do okna i wyglądał na zewnątrz. prawda? – zapytał niedbale. że według ronię. Poczułem się trochę absurdalnie z powodu tego przepytywania. gdzie uczył w szkole. kiedy miałem osiem lat. Jego słowa podziałały na mnie tak. – Twoje postanowienia ranią ducha – odparł don Juan całkiem poważnie. że byłeś silniejszy. Powoli i rytmicznie kiwał głową. oczywiście biorąc w obronę mojego ojca. Pomyślałem o ojcu. że aż podskoczyłem. W porządku? Nie więcej niż na pięć! Tylko rozciągnę sobie mięśnie i dobrze się przebudzę". tak abyśmy mogli wszystko omówić. jak chłopcy powinni ćwiczyć swoje ciała poprzez ciężką pracę i współzawodnictwo w zawodach atletycznych. – On nie chciał pływać o trzeciej po południu. aby spędzić ze mną przynajmniej miesiąc na farmie moich dziadków. Wydawało mi się.. Kiedy budzik rano dzwonił. ale pohamowałem się i uciszyłem. – Czy był dla ciebie zły? – zapytał. który zawdzięczałem ojcu. jak ma wstać z łóżka. on miał tylko dwadzieścia siedem. ale on mi przerwał. Podczas niego planował. Powiedziałem mu. byłoby realne postanowienie? – zapytał don Juan z nieśmiałym uśmiechem. – Mój ojciec powinien powiedzieć sobie. – W każdym razie – powiedziałem – zawsze jestem czuły na takie nonsensowne pomysły. A ja zrobiłem się okropnie smutny. Posłuchaj. Dla mnie był to piekielny okres. Prawie krzyczałem. aż do czasu. Zapamiętałem nawet monolog. to wszystko. – Po co to wszystko robisz? – zapytałem. że nie chciał porzucić swoich. kiedy ostatecznie uraziłem jego uczucia. ten świat jest nierealny. co w nim było złego? Znowu zacząłem krzyczeć. który według mnie odpowiadał dyskutowanej przez nas sytuacji. Siedzieliśmy w ciszy przez długi czas. W lecie za zasadę przyjął wyjazd z miasta.

bardziej zirytowany i przygnębiony niż kiedykolwiek. Powiedziałem mu, że nie ma w tym żadnego interesu, ani najmniejszych kwalifikacji do tego, żeby osądzać moje zachowanie, ale on na to wybuchnął gromkim śmiechem. – Kiedy się złościsz, zawsze uważasz, że masz rację, prawda? – powiedział i zamrugał jak ptak. Miał słuszność. Zawsze wydawało mi się, że mój gniew jest usprawiedliwiony. – Nie mówmy już o moim ojcu – zaproponowałem, udając dobry nastrój. – Pomówmy o roślinach. – Nie, pomówmy o twoim ojcu – upierał się. – Od tego dzisiaj zaczniemy. Jeśli myślisz, że byłeś o wiele silniejszy od niego, to dlaczego nie poszedłeś pływać o szóstej rano? Powiedziałem mu, że nie mogłem uwierzyć, że ojciec szczerze mnie o to prosi. Zawsze uważałem, że pływanie o szóstej rano to była jego prywatna sprawa, nie moja. – To była twoja sprawa od chwili, kiedy zaakceptowałeś ten pomysł – naskoczył na mnie don Juan. Powiedziałem, że nigdy nie zaakceptowałem tego pomysłu, zawsze wiedziałem, że ojciec nie jest szczery w stosunku do siebie. Don Juan zapytał mnie trzeźwo, dlaczego wtedy nie wyraziłem takiej opinii. – Takich rzeczy nie mówi się ojcu – powiedziałem, wiedząc, że to słaby argument. – Dlaczego? – Tak się nie robiło w moim domu, po prostu. – Robiłeś gorsze rzeczy w swoim domu – stwierdził jak sędzia. – Jedyną rzeczą, jakiej nigdy nie zrobiłeś, było rozświetlenie swojego ducha. Jego słowa miały niszczącą moc, odbiły się echem w mojej głowie. Don Juan przełamał wszystkie moje systemy obronne. Nie miałem żadnych argumentów. Próbowałem się ratować, robiąc notatki. Podjąłem się ostatniego, niezbyt przekonującego wyjaśnienia. Powiedziałem, że przez całe życie spotykałem ludzi pokroju ojca, którzy podobnie jak on zamykali mnie w swoich schematach, tak że przeważnie byłem na ich łasce. – Cały czas narzekasz – odparł łagodnie. – Narzekasz przez całe życie, ponieważ nie przyjmujesz odpowiedzialności za swoje decyzje. Jeśli przyjąłbyś odpowiedzialność za pomysł swojego ojca, aby pływać o szóstej rano, pływałbyś sam, jeśli byłoby trzeba albo powiedziałbyś mu, żeby poszedł do diabła, za pierwszym razem, gdy tylko przejrzałeś jego grę. Ale nie powiedziałeś nic. Dlatego byłeś tak słaby jak twój ojciec. Przyjęcie odpowiedzialności za własne decyzje oznacza gotowość poniesienia za nie śmierci. – Zaraz, zaraz – powiedziałem – wszystko przekręcasz. Nie pozwolił mi skończyć. Chciałem mu tylko powiedzieć, że wykorzystałem tutaj pomysły swojego ojca jedynie jako przykład działania pozbawionego realizmu. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach, nie miałby zamiaru umierać za taką idiotyczną sprawę. – Nieważne jest, czego dotyczy decyzja – powiedział. – Nic nie może być bardziej lub mniej istotne od czegokolwiek innego. Czy tego nie widzisz? W świecie, gdzie śmierć jest myśliwym, nie ma ani małych, ani wielkich decyzji. Są tylko decyzje, jakie podejmujemy w obliczu nieuchronnej śmierci. Nie miałem nic do powiedzenia. Minęła może godzina. Don Juan, chociaż nie spał, pozostawał na macie w całkowitym bezruchu. – Dlaczego mi to wszystko mówisz, don Juanie? – zapytałem. – Dlaczego właśnie mnie? – Przyszedłeś do mnie – powiedział. – Nie, było inaczej, zostałeś do mnie przyprowadzony. A ja chciałem uczynić coś dla ciebie. – Przepraszam? –– Mogłeś wykonać gest w stosunku do swego ojca, pływając zamiast niego, ale nie zrobiłeś tego, byłeś być może zbyt młody. Ja żyję dłużej niż ty. Nic nade mną nie ciąży. Nigdzie się nie śpieszę, więc mogę coś zrobić dla ciebie. Po południu poszliśmy na przechadzkę. Bez trudu dotrzymywałem mu kroku, ale znów zadziwiała mnie jego zdumiewająca wytrzymałość. Stawiał kroki tak lekko i pewnie, że ja w porównaniu z nim wyglądałem niezdarnie. Szliśmy na wschód. Zauważyłem, że nie lubi rozmawiać podczas marszu. Kiedy zaczynałem mówić do niego, zatrzymywał się, aby mi odpowiedzieć.

Po kilku godzinach zbliżyliśmy się do jakiegoś wzgórza. Don Juan usiadł i dał mi znak, abym zrobił to samo. Prześmiewczo dramatycznym tonem zapowiedział, że ma zamiar opowiedzieć mi pewną historię. Powiedział, że pewnego razu młody człowiek, pozbawiony środków do życia Indianin, żył w mieście pośród białych. Nie miał ani domu, ani rodziny, ani przyjaciół. Przybył do miasta w poszukiwaniu szczęścia, a znalazł tylko nędzę i ból. Od czasu do czasu, gdy pracował jak muł, udawało mu się zarobić kilka centów, wystarczających jedynie na odrobinę jedzenia. W przeciwnym wypadku musiałby żebrać albo kraść. Don Juan powiedział, że pewnego razu młody człowiek poszedł na plac targowy. Oszołomiony chodził w tę i we w tę, dziko patrząc na wszystkie zgromadzone tam dobra. Był prawie nieprzytomny, nie widział, dokąd idzie. Wdepnął na jakieś koszyki i wpadł na starego człowieka. Stary człowiek niósł cztery ogromne tykwy i właśnie usiadł, aby odpocząć i coś zjeść. Don Juan uśmiechnął się znacząco i powiedział, ze stary człowiek zdziwił się, kiedy młodzieniec wpadł na niego. Nie rozzłościł się, że mu przeszkodzono, ale zdumiał się, że zrobił to właśnie ten młody człowiek. Natomiast on rozzłościł się na staruszka i kazał mu zejść z drogi. W ogóle nie był zainteresowany ostatecznym celem ich spotkania. Wcale nie zauważył, że ich drogi się przecięły. Don Juan zaczął naśladować ruchy człowieka biegnącego za czymś, co się toczy. Powiedział, że tykwy starego człowieka przewróciły się i zaczęły się turlać po ulicy. Kiedy młodzieniec to zauważył, pomyślał sobie, że znalazł na ten dzień jedzenie. Pomógł staremu się podnieść i zaczął nalegać, że poniesie te ciężkie tykwy. Ten odparł, że idzie akurat do swojego domu w górach, ale młody uparł się, aby iść z nim, przynajmniej część drogi. Stary człowiek wszedł na ścieżkę prowadzącą w góry i kiedy tak szli razem, podzielił się z młodzieńcem jedzeniem, które zakupił na targu. Ten bardzo się z tego ucieszył i kiedy już był syty, zauważył, jak ciężkie są tykwy. Don Juan uśmiechnął się chytrze i opowiadał dalej. Młody zapytał, co jest w tych naczyniach. Stary człowiek nie udzielił mu odpowiedzi, tylko rzekł, że ma zamiar poznać go z przyjacielem, który ulży jego smutkom, udzieli mu rad i przekaże wiedzę dróg tego świata. Tu don Juan wykonał majestatyczny gest rękami i kontynuował opowieść. Stary zawezwał najpiękniejszego jelenia, jakiego młody człowiek kiedykolwiek widział. Zwierzę było tak oswojone, że podeszło do niego. Było świetliste i jaśniało. Oczarowało młodzieńca, który od razu poznał, że jest to “magiczny jeleń". Stary człowiek powiedział mu, że jeśli chce mieć takiego przyjaciela i jego mądrość, jedyną rzeczą, jaką musi zrobić, jest porzucenie tykw. Grymas don Juana przedstawiał teraz ambicję; powiedział, że gdy młodzieniec usłyszał to, odezwały się w nim jego małostkowe pragnienia. Oczy don Juana zwęziły się w szatańskie szparki, gdy wypowiadał pytanie, które młodzieniec zadał: “Co masz w tych czterech wielkich tykwach?" Staruszek spokojnie odpowiedział, że niesie w nich jedzenie: pinole i wodę. Don Juan przerwał swoją historię i zaczął chodzić w kółko. Zrobił kilka okrążeń, a ja nie wiedziałem po co. Widocznie stanowiło to część opowieści. Zapewne tak prezentował rozważania młodego człowieka. Młodzieniec oczywiście nie uwierzył w ani jedno słowo. Wykalkulował sobie, że jeśli stary, który niewątpliwie był czarownikiem, chce oddać “magicznego jelenia" w zamian za tykwy, to one same muszą być wypełnione niewiarygodną mocą. Don Juan znów wykrzywił twarz w diabelskim grymasie i powiedział, że młody człowiek zdecydował się wziąć tykwy. W tym momencie nastąpiła długa pauza mająca chyba oznaczać koniec historii. Don Juan nadal milczał, jednak byłem pewny, że chce, abym zapytał go o to, co się działo dalej. Tak też zrobiłem. – Co się stało z tym młodym człowiekiem? – Zabrał tykwy – odparł z uśmiechem satysfakcji. Znowu nastąpiła długa pauza. Zaśmiałem się. Pomyślałem sobie, że tak musi wyglądać prawdziwa indiańska historia. Oczy don Juan miał błyszczące, kiedy po chwili uśmiechnął się do mnie. Wyglądał jak wcielenie niewinności. Zaczął się śmiać i zapytał mnie: – Czy nie chcesz wiedzieć, co było w tykwach?

– Oczywiście, że chcę. Wydawało mi się, że to już koniec opowieści. – Ależ skąd – powiedział z figlarnym błyskiem w oku. – Młody człowiek zabrał tykwy i pobiegł w ustronne miejsce, aby je otworzyć. – I co w nich znalazł? – zapytałem. Don Juan spojrzał na mnie i poczułem, że był świadomy, że nieźle gimnastykuję swój umysł. Pokiwał głową i zachichotał. – No więc – przynaglałem go. – Czy tykwy były puste? – W tykwach było tylko jedzenie i woda – powiedział. – I młody człowiek w przypływie gniewu rozbił je o skałę. Powiedziałem, że jego reakcja była całkiem naturalna każdy na jego miejscu zrobiłby to samo. Don Juan odparł, że młodzieniec był głupcem, który nie wiedział, czego szuka. Nie wiedział, czym jest moc, więc nie mógł poznać, czyją znalazł, czy nie. Nie przyjął Odpowiedzialności za swoją decyzję i dlatego wybuchnął gniewem z powodu popełnionego błędu. Spodziewał się coś zdobyć, ale nie dostał niczego. Don Juan spekulował, że gdybym to ja był tym młodzieńcem i postępował zgodnie ze swoimi skłonnościami, skończyłbym podobnie: wściekły i z wyrzutami sumienia. Niewątpliwie spędziłbym resztę swojego życia, użalając się nad sobą i nad tym, co straciłem. Następnie wyjaśnił postępowanie starego człowieka, który sprytnie nakarmił młodzieńca, aby zapewnić mu odwagę pełnego żołądka. Dlatego też, kiedy znalazł w tykwach tylko jedzenie, rozbił je w napadzie gniewu. – Gdyby był świadomy swojej decyzji i przyjął za nią odpowiedzialność – powiedział don Juan – wziąłby jedzenie i byłby bardzo zadowolony. A być może nawet uświadomiłby sobie, że jedzenie także jest mocą.

kiedy chciałeś się uczyć o roślinach – powiedział oskarżycielskim tonem. Wyglądało na to. a wiedza o pejotlu. a wszystko to. W nocy. On jednak nie odpowiedział. To zadanie całkiem mnie wyczerpało i zasnąłem na Jednym z tych miejsc. abym w przyszłości unikał tej okolicy. że jedyną rzeczą. don Juanie? Powiedział. Takie miejsce. To miejsce było ci wrogie. – Jeżeli byś to wiedział. ponieważ pozostają one w sprzeczności z moją istotą. Nie dając mi klucza do rozwiązania.6. kiedy próbowałem odnaleźć ten punkt. Pamiętałem także. że rozważyłem całą sprawę bardzo poważnie i uznałem. jaką mam zrobić. – Albo też szybko trzeba sprawdzić. Spojrzał na mnie jak człowiek dobrze znający się na rzeczy i budzącym zaufanie tonem oświadczył. dwa razy na wyznaczonym obszarze odkryłem zmianę barwy jednolicie ciemnej powierzchni klepiska. Po długiej. że w ogóle nie siadają mu na twarzy. która przeleciała nad naszymi głowami. Usiedliśmy na odpoczynek w cieniu kilku wysokich krzewów. który po raz pierwszy nazwał Mescalito. aby porozmawiać. Jednak wczesnym wieczorem przygotował dla mnie test. Upierałem się. dając mi do zrozumienia. że same intencje nie wystarczą. czy miejsce w którym ma się zamiar odpoczywać. ponieważ nie pozwolił mi się śmiać. kiedy . aby odnaleźć właściwe miejsce. że nie ma już nic więcej do powiedzenia. w którym czułbym się absolutnie szczęśliwy i pełen energii. Pomyślałem. unikałbyś tego miejsca jak zarazy. Powiedziałem mu. 23 czerwca 1961 Gdy tylko usiadłem. abym więcej o nim nie wspominał. że wrony także wobec ciebie będą przyjacielskie. Mała wrona przekazała ci ostrzeżenie. tylko wykonał niecierpliwy gest. postawił przede mną następujące zadanie: miałem odnaleźć dobroczynne miejsce na podłodze przed drzwiami. Kiedyś usiedliśmy w pobliżu pewnego wzgórza i byłeś wtedy bardzo zły i zdenerwowany. W drodze don Juan wyjaśnił mi. Głośno zaczął robić przegląd wszystkich zmian mojej osobowości. – Wydawało mi się. że zostawiały w spokoju don Juana. zacząłem bombardować don Juana pytaniami. to nie żarty. gdzie zwykliśmy siadać. – Nigdy nie spodziewałbym się. że je po prostu ignoruje. aby przekazać ostrzeżenie i dlatego sam musisz nauczyć się znajdować właściwe miejsce na obóz lub odpoczynek. Był bardzo poważny. którego poszukiwałem. że chociaż niewiele zrobiłem. chyba że on sam podejmie ten temat. 24 czerwca 1961 Wczesnym rankiem wybraliśmy się na przechadzkę po pustynnym chaparralu. Nie tylko znalazłem dobroczynne miejsce. które mi doradzał. stanowiła omen wyłącznie dla mnie powiedział. Chciałem skierować konwersację na temat pejotlu. że samo rozważenie nie wystarczy. że odniosłem sukces. – Wydaje mi się. – Czasami na otwartej przestrzeni konieczne jest szybkie odnalezienie dobroczynnego miejsca – kontynuował don Juan. aby dostosować swoje życie do jego wizji. pamiętasz? Pamiętałem. że prawdopodobnie nie będę mógł ich przeprowadzić. że właśnie tak postąpiłem. abym zamilkł. że don Juan powiedział mi. turlając się po ziemi. Po długiej przerwie don Juan nagle odwrócił się do mnie i powiedział. że rozzłościłem się. że dla człowieka znajdującego się na pustkowiu bardzo przydatna jest umiejętność znalezienia dobroczynnego albo wrogiego miejsca. Rankiem don Juan obudził mnie i zakomunikował mi. niewygodnej ciszy odważnie zapytałem: – Czy nauczysz mnie o pejotlu. w których odkryłem zmianę koloru. ale także jego przeciwieństwo oraz związane z nimi kolory. co do tej pory mi powiedział. Sobota. Pustynny chaparral wokół nas jeszcze całkiem nie wysechł. ale Wydawało się. jest zrobienie zeza. że się wcale nie zmieniłeś od czasu. Odparł. Jednak nie zawsze pojawiają się wrony. Ostrzegł mnie. ale don Juan kategorycznie odmówił rozmowy o nim. Być myśliwym Piątek. to jednak naprawdę chcę się uczyć używania roślin. to poważna sprawa. że wrona. – O czym mówisz? – Wrona była omenem – kontynuował. nie jest złe. ale później zauważyłem. Był ciepły dzień i dokuczały mi muchy.

że stroi sobie ze mnie żarty. podczas gdy ja będę sprawdzał wybrane przez siebie miejsce. dlaczego wybrałem ten punkt. – Nie są to właściwie widoki – powiedział – ale bardziej odczucia. Ta podwójna percepcja. Ważne jest. Zaśmiałem się. Don Juan zaśmiał się hałaśliwie i zapytał mnie. jak krótkie spojrzenia pozwalają oczom na uchwycenie niezwykłych widoków. na której opanowanie potrzeba lat. Zacząłem powątpiewać w sens mojego pobytu tam. – Taka jest technika. że jestem tylko zabawką w jego rękach. Spojrzał na mnie tajemniczo i powiedział. Poczułem się dziwnie. Jeśli spojrzysz na krzew. co widziałeś – powiedział. czego w ogóle nie rozumiałem. jakie są kryteria odpowiedniego miejsca. – Jakich. Polega ona na stopniowym zmuszaniu oczu do widzenia rozszczepionego obrazu. . Najpierw zdenerwowało mnie to. Szliśmy może z godzinę. razem z nim. ale nie wykryłem ani nie poczułem niczego. abym spróbował to zrobić. ze ponieważ wybrałem złe miejsce. Takie jego nieprzetworzenie pociąga za sobą podwójne postrzeganie świata. co uznałem za Kamyk odbijający światło. – Do właściwego wytrenowania oczu potrzeba dużo czasu. podczas której próbowałem na niczym nie koncentrować wzroku. Później doprowadziło do ostateczności. gdzie chciałbyś odpocząć. że mogło ono zawładnąć wszystkimi moimi uczuciami. Powiedział. – Zrobiłeś zeza – powiedział stanowczo. Niewątpliwie było coś niewłaściwego w sposobie postępowania don Juana względem mnie. Jednak przestałem się złościć na don Juana.turlałem się po jego werandzie. Przypominał mi chytre zwierzę. widząc. daje możliwości zauważania zmian w otoczeniu niedostrzegalnych przy zwykłym patrzeniu. Zapewniał mnie. Dzięki temu byłem w stanie odnaleźć dwa miejsca i ich kolory. Usadowiłem się wygodnie. musiał mnie w pośpiechu ratować. – Nie zniechęcaj się – powiedział. Być może. co odczuwałeś. W pewnym momencie ujrzałem coś. czy moje oczy właściwie działały. Musiałeś to zrobić. jak mam to robić. Don Juan cierpliwie wytłumaczył mi. Nie zamierzałem zniechęcać się czymś. gdyż zauważył. aby opisał mi. że żałuje. gdybym był bardziej zrelaksowany. a on wtedy powie mi. twoje oczy pozwolą ci odczuć. Po chwili znowu zaczął mnie namawiać do poszukiwania właściwego miejsca na odpoczynek. kiedy koncentrowałem na nim wzrok. że zobaczyłem coś połyskującego. Poklepał mnie po plecach i powiedział. co zrobiłem – tłumaczyłem się zażenowany. na przykład? – zapytałem. Don Juan zaczął nakłaniać mnie. mógłbym coś zauważyć lub poczuć. Dał mi do zrozumienia. ale gdy omiatałem cały obszar szybkimi spojrzeniami. Po następnej godzinie dostałem okropnego bólu głowy i musiałem przestać. – Naprawdę nie wiem. Nic nie odpowiedziałem. Później don Juan kazał mi rozdzielać obrazy postrzegane przez każde z oczu. Powiedział. Po kilku minutach zaczai się głośno śmiać. podczas gdy on z ciekawością przyglądał mi się z odległości trzydziestu czy czterdziestu stóp. W końcu to on wskazał kilka skał i tam się zatrzymaliśmy. Wskazał mi wielki krzew i zademonstrował. – Nie interesuje mnie. Pokazałem to miejsce Gon Juanowi. Poczułem. odwlókł dziesięć czy dwanaście stóp od tego miejsca. według don Juana. Był wyczerpany. Nagle staruszek z pełną prędkością natarł na mnie i ciągnąc za ramię. które nie potrafi patrzeć wprost. że powinienem zacząć od robienia krótkich spojrzeń samymi kącikami. ale albo nie potrafił. że nie może wyświadczyć mi tej grzeczności i usiąść razem ze mną. Czułem. które z miejsc jest najlepsze. że sam mógłbyś znaleźć dla nas odpowiednie miejsce na odpoczynek? – zapytał. ale usiądzie sobie gdzie indziej. byłem w stanie odkryć coś jakby słabo błyszczącego. że jest pod wrażeniem mojego osiągnięcia. Wyjaśniłem. że powinienem podejść do tego praktycznie i znaleźć miejsce. – Czy uważasz. Potem pomógł mi wstać i wytarł sobie pot z czoła. jak oczy don Juana wykonują niewiarygodnie szybkie spojrzenia. albo po prostu nie chciał tego zrobić. Następnie don Juan opisał tę metodę. że nie jest to szkodliwe dla oczu. jakie to odczucia. Znajdowało się ono pośrodku otwartej polanki pozbawionej gęstych krzewów. Nie czułem zupełnie nic. Zacząłem znowu nalegać. Szliśmy dalej. drzewo czy skałę. – Mogłeś zobaczyć nawet słonia. Nie mogłem go zobaczyć. Wspomnienie don Juana szarżującego na mnie było bardzo zabawne. chociaż nie pamiętasz. Nie miałem pojęcia.

– Jakiego rodzaju są to zmiany? – To nie jest ważne. wszędzie. Po to. – Wskazał ręką na całe otoczenie. To coś innego. Tego właśnie powinieneś się nauczyć. wtedy musisz skoncentrować swoją uwagę na przestrzeni pomiędzy tymi dwoma obrazami. aby odczuwać oczami – powiedział. – Cała sztuka polega na tym.Jednak musiałem przyznać. które on nazywał złymi. Tak więc. ponieważ wąż miał doskonały smak. Myślałem. ani światło. tak że reszta świata praktycznie przestała dla mnie istnieć. że od czasu kiedy zacząłem odwiedzać don Juana. polowania. jak masz odczuwać. włócząc się we wszystkich kierunkach. że pewnego dnia moje własne życie zostanie przerwane bardzo podobnie. – Dlaczego? – Nikt nie jest w stanie ci powiedzieć. Odpoczywaliśmy w ciszy przez jakiś czas. ani też kolor. żeby wyjaśnił mi. – To znaczy. że utrzymujesz się z polowania? – Poluję. wyrzucił wnętrzności. że nie wiesz. co się liczy. więc gdy się nagle poruszył. jak się poruszają. – Przepraszam? Chciałem. Zacząłem pracować nad notatkami i ich ilość uświadomiła mi. ale on tylko zaśmiał się i powtórzył to samo zdanie. Ledwie mogłem przełknąć cokolwiek. – Na chwilę wydął policzki. Jego ruchy były tak pełne gracji. Jednak poprzez praktykę dojdziesz do tego. kiedy zacząłem żuć kawałek mięsa. don Juanie. – Teraz problem sprawia ci to. jakby spał. Nie mogę ci powiedzieć. Nie jest to ani ciepło. Później przystąpił do praktycznego potwierdzenia każdego punktu swojego opisu. co mogę zrobić. Było to spowodowane jedynie przewrażliwieniem. Zrobiłem to. marszcząc brwi. – Twój duch myśliwego powrócił do ciebie – powiedział nagle don Juan z poważnym wyrazem twarzy. W przeciwnym wypadku polowanie staje się bezsensownym zadawaniem śmierci. jakich odczuć mam się spodziewać. Jestem w stanie przeżyć w każdym miejscu. Tym. co zrobiłem. aby żyć. – Bycie myśliwym oznacza dużą wiedzę – kontynuował. Resztę dnia spędziliśmy. że don Juan przekazał mi zadziwiająco dużo informacji o grzechotnikach. siedząc na miejscach. Odciął mu głowę. W końcu złowił i zabił wielkiego węża. już trzy razy chorobliwie się zdenerwowałem. Kiedy nauczysz się rozdzielać obrazy i zawsze widzieć podwójnie. – To niemożliwe. że dałem się złapać na haczyk. Na przykład dzisiaj złapaliśmy małego węża. to jedynie podać ci metodę. wiedząc. obdarł ze skóry i upiekł. co masz odczuwać. a potem dodał szczerze: – Nie wydaje mi się. podskoczyłem. ale to nic nie znaczy. – Dałeś się złapać na haczyk. Później w cieniu skał oddaliśmy się lenistwu. Już więcej nie będziemy rozmawiać o roślinach. ani blask. Każdy człowiek jest inny. gwałtownie i ostatecznie. że don Juan ze śmiechu dostanie ataku serca. my i węże jesteśmy sobie . trzeba znajdować się w doskonałej równowadze z całym światem. ale mój żołądek decydował niezależnie ode mnie. Poczułem nudności. – Masz talent do polowania. – Wtedy inaczej widzi się świat. ponieważ zabrakło twojego odczucia. co miało znaczyć stwierdzenie. Gwałtownie usiadł i zwrócił się do mnie. jakich odczuć masz się spodziewać. Dzisiaj zobaczyłeś coś błyszczącego. żebyśmy kiedykolwiek o nich rozmawiali. – Ja sam jestem myśliwym. Byłem pochłonięty robieniem notatek. Zmiana godna uwagi pojawi się właśnie w tym miejscu. Wszystko. Jedzenie węża stanowiło bolesny powrót do świata zwykłych spraw. – Myśliwy zawsze będzie polował – powiedział. omawiał ich zwyczaje związane z porami roku i kaprysy. – W jaki sposób dałem się złapać na haczyk? – upierałem się. Musisz nauczyć się tego sam. a don Juan dawał mi niewiarygodnie precyzyjne wyjaśnienia dotyczące grzechotników. Opisywał. aby być myśliwym. w jaki sposób zakładają gniazdo. że czystą przyjemnością było samo przebywanie z nim i obserwowanie go. – Czy możesz to opisać? – Nie. Skoncentrowałem się tylko na tym. wziąwszy wszystko razem. jest odczucie. prawda? – Zaśmiał się. Don Juan przykrył sobie twarz kapeluszem i tkwił tak bez ruchu. Musiałem przeprosić go za tak nagłe i ostateczne przerwanie jego życia. – Może jednak powinieneś mi powiedzieć.

– Nie każdy. Wiem. aby stać się myśliwym. że na samym początku chciałem tylko. Wszyscy myśliwi byli ludźmi posiadającymi moc. Jesteś zainteresowany wszystkim. jak wróbla nazywają tycim bażancikiem. jak moje ciotki i wujowie nazywali bażantami wszystkie ptaki. czy rzeczywiście kiedyś tego pragnąłem. Myśliwy musi . że masz talent do polowania – stwierdził. – Czy to ma znaczyć. Uznałem tę jego zręczność przekonywania za naprawdę zabawną. Bywały takie czasy. Don Juan zachichotał. Sam mi to powiedziałeś. W pewnym momencie musiałem się zmienić. Wydaje mi się. Sprowadziłem twojego starego ducha i może dzięki niemu coś zdziałasz. Jeśli nie masz wyraźnie sprecyzowanego celu. odnalazłby swoje kolory i miejsca w tym samym czasie. – Jestem myśliwym – powiedział. – Masz do tego naturalne skłonności. że zupełnie panuje nad sytuacją. Nie zawsze żyłem tak jak teraz. a także specyficzne ich kolory. że don Juan potrafi w każdej sytuacji przekonać oponenta. Ty i twoja rodzina żywiliście się upolowaną przez ciebie zwierzyną. Jeden z nich nakarmił nas dzisiaj. że istnieją dobre i złe miejsca. łącznie z kośćmi. Po krótkim wahaniu zapytałem: – Skąd to wiesz? – Są takie rzeczy. że najlepsi myśliwi nigdy nie lubią polować. że musisz się nauczyć żyć inaczej. Robią to dobrze i to wszystko. że wcale nie chcę zostać myśliwym-Przypomniałem mu. że masz zmysł myśliwski – powiedział.równi. czy będziesz się uczył o roślinach. – Bardzo dobrze. z pewnością świadomy. – Nie miałem wielkiego wyboru. ale on tak daleko odsunął mnie od mojego pierwotnego celu. chciałem też zwerbować go na informatora. kto próbowałby tego dokonać. w jaki sposób go jedli. ktoś mnie tego nauczył. może staniesz się bardziej pokorny. Nie było nic. jak zostać myśliwym. które upolowałem. o czym ktoś ci powie. Prowadzę cię. Być może powinienem ci wyjaśnić. Niezwykłe ruchy jego szczęk sprawiały wrażenie. Czułem. które po prostu wiem. – Popełniliśmy błąd. – Kiedy polowałem. Opisałem mu. ale była absurdalna. Teraz sytuacja się zmieniła. że łatwo może sobie wyobrazić. czego mógłbyś się uchwycić. że w ogóle nie lubi rozmawiać. że teraz nie mogę sobie nawet przypomnieć. kto tam był. Perspektywa stania się myśliwym zabrzmiała dla mnie bardzo miło i romantycznie. – Naprawdę wydaje mi się. – To tak jak z myśliwymi – powiedział. czy o polowaniu. – Wcale nie musi ci zależeć na polowaniu ani nie musisz go lubić – odparł na mój zarzut. Przypomniał mi. – To nieprawda. Jego stwierdzenia tchnęły pewnością kogoś. don Juanie? – Powiedzmy. Być może zechcesz zmienić swoje życie. – Myśliwi muszą być wyjątkowo silni i odporni. Nie mogę ci Powiedzieć skąd. aby opowiedział mi o leczniczych roślinach. Sam nie wymyśliłem tego wszystkiego. Robię to dobrze i to wszystko. o czym mówię. jak gdyby czytał w moich myślach. jak bez większego wysiłku odkryłem. jakich mógł dokonać człowiek. Nie tylko zabijałeś. Jak dotąd bez rezultatów. nigdy nie rozważałem tego rodzaju spraw – powiedziałem. ponieważ wcale mi na tym nie zależało. starając się ukazać mu szeroki zakres zainteresowań antropologicznych. kiedy mojej rodzinie dostarczałem dziczyznę. że też nauczyłem się. wpatrując się we mnie. a przecież twierdził. Zaprotestowałem. że rzeczywiście zjada całego ptaka. Prawda? Powiedziałem mu to wówczas. Myśliwy nie może liczyć na szczęście. Cały czas usiłowałem cię przekonać. że kiedyś polowanie stanowiło jeden z największych czynów. Teraz tobie wskazuję kierunek. – Dobrze – powiedział. Mam po prostu do tego talent. Oczywiście miał rację. Ujmijmy to w ten sposób: dla ciebie w rzeczywistości nie ma większego znaczenia. że miałeś nauczyciela. – Niekoniecznie muszę lubić mówić. i dołączył komiczną demonstrację tego. w jaki ja chcę teraz nauczyć ciebie – powiedział i szybko zmienił temat: – Uważam. że ktoś nauczył mnie polować w ten sam sposób. – Oznacza to. Don Juan powiedział.

zgodnie z rytmem. W pewnym okresie każdy uważał. – Kiedy? Co znaczy kiedyś? – Znaczy. Małym palcem lewej ręki podrapałem się w lewym uchu. Lecz później dopisało mi szczęście i ktoś nauczył mnie polować. więc pozostawał mi tylko smutek. ale jest jednak wystarczająco wielu. pewnie.. nie było nic warte. a ty alfonsem. Otworzyłem szeroko usta. Wymieniałem różne sąsiednie plemiona. – No więc. że jeśli chcę być myśliwym mającym szacunek do siebie samego. czego przecież nie zrobił. a może dzisiaj. Zabrzęczało mi w uszach. że don Juan rzeczywiście to powiedział. co mam z nim zrobić. Przedtem stroiłem fochy i narzekałem na wszystko. pewnego razu. don Juanie.. człowiekiem z rozwiniętego zachodniego świata. Don Juan obserwował moje ruchy z wyraźną fascynacją. Nie mogłem nic zrobić. – Niekoniecznie. Zdjął kapelusz i z udawanym zmieszaniem podrapał się po głowie. czy jesteśmy równi? – zapytał. a później nucił tylko melodię.. że myśliwy to najlepszy z ludzi. – Ale ja jestem zadowolony ze swojego życia. – Oczywiście. Nie mogłem uwierzyć. którzy to wiedzą. – Kiedy był ten czas. w górę i w dół.. Rozumiesz. Ruch ten był w zasadzie potrząsaniem całego ramienia. aby temu zaradzić. Ale don Juan unikał bezpośredniej odpowiedzi i dlatego zmieniłem temat. Dlaczego więc miałbym je zmieniać? Don Juan zaczął cicho śpiewać meksykańską piosenkę. Miałem wiele powodów. muszę zmienić swoje życie. że życie. Pewnego dnia ty sam zrobisz coś takiego dla innych. Wtedy uświadomiłem sobie. – Daj spokój. będąc studentem uniwersytetu. więc zmieniłem je. a później oczywiście ogarnęła mnie . Wypuściłem z rąk notes i oniemiały wpatrywałem się w niego. że ty i ja jesteśmy sobie równi? – rzucił ostro. że teraz moja kolej. – Inni ludzie także wykonywali podobne gesty w stosunku do ciebie. – Robię gest w stosunku do ciebie – powiedział łagodnie. że jesteśmy równi – powiedziałem. – Dlaczego to wszystko dla mnie robisz. o którym mówisz? – Kiedyś. aby czuć się wykorzystywany. jakby krzyczał. Naturalnie byłem bardzo łaskawy. aby sprostać trudom takiego życia. jestem lepszy od Indianina. że jesteśmy – zaprotestowałem. Kiwał głową. Ja jestem myśliwym i wojownikiem. Uszy swędziały mnie cały czas i dlatego nauczyłem się drapać w nerwowy i rytmiczny sposób. Nie jest to wcale ważne. Jednak metaliczny dźwięk jego głosu rozbrzmiewał mi w głowie. niektórzy. że myślistwo stanowiło wspólną ideę i wartość dla pewnej określonej grupy ludzi. – Nie – powiedział spokojnie – nie jesteśmy.ją mieć. nawet wtedy. – Nie – powiedział miękko. Czy don Juan się odwoływał się do czasów przed podbojem? Postanowiłem go wybadać. Ja to wiem. Nagle to wszystko mnie zaciekawiło. Powiedzmy. któregoś dnia i ty będziesz wiedział. że ja. Jednak gdzieś w głębi mojego umysłu tkwiło nigdy nie wypowiedziane przeświadczenie. Chciałem zmusić go do stwierdzenia. don Juanie? – zapytałem. jakie dotąd prowadziłem. Teraz nie wszyscy tak sądzą. Jego pytanie zaskoczyło mnie. kiedy nie wiedziałem. co mam na myśli? – Czy Indianie Yaqui mają taki właśnie stosunek do myśliwych? Chciałbym to wiedzieć. Miałem wiele ciepłych uczuć dla niego. – Wcale nie jesteśmy sobie równi. Pewnego dnia odkryłem. – A Indianie Pima? – Nie wszyscy. co robiłem małymi palcami obydwu rąk. – Czy uważasz. a Indianie są traktowani jak psy. Jestem Indianinem.

Unikałem jego spojrzenia. uczuć i decyzji był rzeczywiście wspaniałe. kiedy uświadomiłem sobie. może na zawsze pozostać na tym pustkowiu. Nie rozgrywam swoich własnych bitew. byłem jak sparaliżowany. Czułem się zakłopotany i nie mogłem wymyślić niczego odpowiedniego. Czekałem. Don Juan patrzył na mnie spokojnymi i skupionymi oczyma. aż wreszcie jego ciało nabrało dziwnej. aż przerwie ciszę. Minęła północ. jakby nigdy nie istniał. Lekko dotknąłem jego ramienia i łzy popłynęły mi po twarzy. W końcu.furia. Siedzieliśmy w ciszy. że już więcej nie złościłem się na niego. co mógłbym powiedzieć. że rozpłynął się w czerni skał. Powiedział. Jego słowa płynęły gładko i bezlitośnie. Mijały godziny. Mówił w sposób pozbawiony wojowniczości i zarozumiałości. że jestem stręczycielem. Don Juan stopniowo coraz bardziej nieruchomiał. prawie przerażającej sztywności. Stan bezruchu don Juana był tak doskonały. jeśli tylko będzie musiał. Zaczął mówić. ale bitwy jakichś nieznanych ludzi. a jednak z taką mocą i spokojem. Kiedy skończył. Trudno go było dostrzec. Nie chcę uczyć się o roślinach ani o polowaniu. że on. Jego świat sprecyzowanych działań. Jego świat sprecyzowanych działań. kiedy wokół nas zrobiło się zupełnie ciemno. uczuć i decyzji jest szczęśliwszy niż nieudolny idiotyzm. że starzec sprawiał wrażenie. wydawało mi się. który nazywam swoim życiem. . ani o niczym innym. ponieważ zapadł wieczór.

Bycie niedostępnym Czwartek. – Niewątpliwie – powiedział. wpatrując się w dal-Nie wydawał się szczególnie zmartwiony. kiedy mówisz poważnie – rzekłem z wyrzutem. nawet jeśli tego nie rozumiesz. Chciałem wyciąć kilka zakurzonych krzewów o zielonych gałęziach i liściach. jakby czekając na coś. poprzetykane zielonymi gałązkami i liśćmi i uszczelnione ziemią. Najpierw wyjaśnił mi. które nauczył mnie budować i zastawiać. że minął cały dzień. co mówię. – Masz dziwne pojęcie o tym. – Tam jest – powiedział. ze nie ma potrzeby krzywdzić krzewów. Ja również zacząłem patrzeć w tym samym co on kierunku. Don Juan jednak powiedział. jakim ci się wydaje? Kto upoważnił cię do tego. – A co mam zobaczyć? – Jeszcze nie wiem – powiedział. Tak całkowicie pochłonęły mnie jego wyjaśnienia. co nazywał kaprysami przepiórek. że musimy wspiąć się na wzgórze i stanąć w miejscu. – Ale jeśli zrobiłbyś to po swojemu. a ja nawet tego nie zauważyłem. Dlaczego świat miałby być taki. – O to mi właśnie chodzi. gdzie nie ma krzewów. – Co masz na myśli? – zapytałem zatrwożony. – Śmieję się dużo. a ja żartobliwie stwierdziłem. co się nagle pojawiło. – Co masz na myśli? – zapytałem. wszystko wokół dobrałoby się nam do skóry. przepiórki. sprawił. Przed zakończeniem dnia złapał pięć przepiórek w niezwykle pomysłowe pułapki. tylko krzewy. jest śmiertelnie poważne. Zastanawiałem się. a ja się dobrze bawiłem. Kiedy skończyliśmy jeść. Usiedliśmy na zboczu z piaskowca. jak każdego dnia przez prawie tydzień. Następnie nauczył mnie. – Dwie dla nas wystarczą – powiedział i wypuścił trzy pozostałe. że opuszczenie posiłku to dla mnie coś całkiem niezwykłego. Don Juan żartował. bo już i tak skrzywdziliśmy przepiórki. Upiekłbym na rożnie wszystkie pięć przepiórek i na pewno smakowałyby one lepiej niż te przygotowane przez niego. żby nic złego ci się nie stało. leniwie poszliśmy w kierunku skał. Wiatr był już zimny. Don Juan zrobił gest udawanej niecierpliwości i cmoknął ustami. 29 czerwca 1961 Don Juan znowu. – Jestem twoim przyjacielem i dopilnuję. Robiło się ciemno. Don Juan posiadał najbardziej zdradliwą umiejętność zmieniania mojego nastroju. aby zbudować palenisko. natomiast wszystko. – Nigdy nie wiem. że jeśli zostawiłby mi wolną rękę. – Spójrz! Spójrz! Nie widziałem niczego. jak piec przepiórkę. – Co by nam przeszkodziło? – Krzewy. co znaczy mówić poważnie – powiedział. aby tak mówić? – Nie ma żadnego dowodu na to. Nagle ożywił się i wskazał lewą ręką w stronę ciemnego obszaru krzewów pustynnych. ą później zastosował w praktyce kilka sposobów polowania opartych na tym. – Co to jest? – zapytałem. .7. Niezależnie od tego. co zobaczysz. Nagle don Juan wstał i powiedział. Zapomniałem także o lunchu. ponieważ lubię się śmiać. tak jak robił to mój dziadek. czy nie czas wracać już do domu. od witalnej radości do autentycznego strachu. – O tej porze dnia świat jest bardzo dziwny – powiedział. że byłem zauroczony jego wiedzą dotyczącą specyficznych zachowań zwierzyny. – Nic się nie bój – dodał uspokajająco. moglibyśmy nigdy nie opuścić tego miejsca w jednym kawałku. – Jest – powtórzył. nie bój się. że świat jest inny – powiedziałem. ale don Juan nie spieszył się.

Później sam się przykrył i wyszeptał mi poprzez liście. zakrywając mi nimi całe ciało. co znasz. a później stopniowo wokół nas zapanowała cisza.– Teraz jest tutaj – powiedział z napięciem w głosie. Na miejscu z wielką szybkością rozłożył gałęzie z mojej wiązki. że gdy tylko mnie zakryje. Nie mogłem w to uwierzyć. – Jest tutaj. Ku mojemu najwyższemu zdumieniu. że tutaj wiatr zaczął wiać właśnie wtedy. – Nienawidzę tego robić tym małym roślinkom. ale nie zauważyłem niczego. że wiatr ustał. W tym momencie uderzył we mnie gwałtowny powiew wiatru. tak jak zapowiedział don Juan. próbując to racjonalnie wytłumaczyć. żebym zwrócił uwagę na to. co nazywałem wiatrem. jak rozwiewa włosy wokół uszu. potem położył się i też przykrył. poukładał na nich małe kamienie i nasypał ziemi. każdy z nas zerwał osiem nowych gałęzi. Pozostawaliśmy w tej pozycji około dwudziestu minut i w tym czasie byłem świadkiem najbardziej niezwykłego zjawiska. Chciałem zobaczyć to. Bardzo szybko rozłożył gałęzie na moim ciele. Wiatr znowu przeszedł z silnych. później odszedł w pobliski chaparral i zaczął łamać gałęzie. Wiatr nie przestawał wiać. Przez chwilę wiatr świszczał poprzez liście nad moją głową. – Dobrze nas stąd widać i coś przyjdzie do nas. – O czym ty mówisz? – Specjalnie zabrałem cię na wzgórze – powiedział. jak tylko mogłem. kiedy wstaliśmy. Później. Don Juan szepnął. – Nic nie widzę – powiedziałem. Zebrał osiem i zrobił z nich wiązkę. Zaśmiałem się nerwowo. . czego bym wcześniej nie widział. Dalej wpatrywałem się we wskazanym kierunku. o czym mówił. a później gwałtownie obrócił się i skierował twarzą na zachód. – Jest – powiedział don Juan. Czułem. naprawdę podstępne – mruczał. W tym momencie poczułem silne uderzenie powietrza w twarz. ponieważ wiatr jest tym. Zaczęły mnie piec oczy. abym nie przemęczał swojego mózgu. Don Juan zachichotał łagodnie i powiedział. Kiedy mieliśmy już dwie wiązki. – Dla ciebie może to wyglądać na wiatr. a on także szeptem odpowiedział mi. w jednej chwili wiatr rzeczywiście przestał wiać. że polegniemy teraz z nimi na wzgórze i położymy się na plecach między dwoma wielkimi kamieniami. Musiało istnieć logiczne wytłumaczenie tego zjawiska. jak ten niby wiatr ucichnie. Pozbierał gałęzie. – Właśnie teraz. – Jest podstępne. ale musimy cię zatrzymać. Wstaliśmy równocześnie. – Patrz! Patrz! – nalegał. wcale nim nie było. Szepnąłem don Juanowi. których poprzednio użyliśmy. Były tam falujące krzewy poruszane łagodnym wiatrem. Przytłumionym głosem don Juan zwrócił mi uwagę na panującą wkoło ciszę i wyszeptał. Przez chwilę don Juan stał cicho obok mnie. a ja powinienem zrobić to samo. Przez chwilę don Juan patrzył ku południowi. ale czymś posiadającym własną wolę i dlatego wciąż może nas rozpoznać. bardzo łagodnie odkładając gałęzie lewą ręką. wskazując na południowy zachód. – Co? Wiatr? – Nie tylko wiatr – powiedział surowo. wpatrując się w pustynne krzewy. Wyglądało na to. Może nie zauważyłbym zmiany. Raczej nie zauważyłem nic. Wytężałem wzrok. powtarzając te same ruchy co przedtem. aby się zakryć. powiedział. – Narwijmy jeszcze raz gałęzi – rozkazał. Weszło ci w oczy i nie mogłeś zobaczyć. ponieważ to. Kazał mi postąpić tak samo i głośno przeprosić rośliny za ich okaleczenie. gdybym specjalnie na nią nie czekał. – Właśnie to poczułeś – odparł. Nie było tam absolutnie nic nadzwyczajnego. nie wolno mi zrobić najmniejszego ruchu ani wydać żadnego dźwięku. bezustannych podmuchów w łagodne drżenie. gdy tylko staniemy się niezauważalni. Wpatrywałem się tak intensywnie. że nie powinienem robić żadnego widocznego ruchu ani hałasu. że zamierza wstać.

silny podmuch wiatru uderzył mnie w twarz. Zauważyłem falę tworzącą się na krzewach w oddali. ale także potrafił w pamięci określić dokładny czas ich wystąpienia. Siedzieliśmy na wzgórzu przez godzinę. Głos don Juana wytrącił mnie z intelektualnych rozważań. policzył i odczekał. Gwałtowny podmuch sprawił. – Posuwa się albo wirując. że czas już ruszać z powrotem. a on głośno. gdzie staliśmy. a don Juan. jak nas szuka. Don Juan wyjaśnił. Wystarczyło. jakim ci się wydaje. – Spójrz. że don Juan podniósł się jednym niewiarygodnie zręcznym podskokiem. by się położył. – Już ci mówiłem. – Przekonanie.Powstrzymywałem oddech. – Może znowu powinieneś mi powiedzieć. Odruchowo podskoczyłem. że świat jest taki. Ja jednak ociągałem się. śmiejąc się. – Naprawdę nie mogę. – Świat to tajemnicze miejsce. mgła lub jak twarz. W pewnym momencie łagodnie odsunął gałęzie. Przez cały dzień nie oddaliliśmy się od domu ze względu na “wiatr". Chciałem pozostać. – Ten wiatr? – O tej porze dnia. że rozmyślnie go zaniepokoiliśmy i dlatego lepiej się nie wałęsać. On położył się na plecach z rękami złożonymi na brzuchu. Szczególnie o zmroku. Piątek. Nie zobaczyłem tego. – Wiatr cię szuka. jednak on tak poważnie obstawał przy swoim. jest jak chmura albo spirala. aby pokazać mi poziome i pionowe drgania. prawie tracąc równowagę. – Może nas prze-wyczerpać lub nawet zabić. która najpierw znajdowała się nad krzewami. Kiedy wstawał. Coś. że to. chmura. Powiedziałem sobie. że na tym obszarze ciągle milszą pojawiać się powietrzne prądy. co opisywał mi don Juan. Wtedy właśnie. nie ma wiatru. Zrobiłem to samo i wstaliśmy. – Jednak zauważyłeś coś niezwykłego. co miałem zobaczyć. a później skręciła na wzgórze. Nie chciałem poddać się lękowi i za wszelką cenę starałem się znaleźć odpowiednie wytłumaczenie. po posiłku. jest bardzo głupie – powiedział. Oczy don Juana niewzruszenie wpatrywały się w krzewy na południe od nas. która wiruje. aż wiatr ucichnie. 30 czerwca 1961 Późnym popołudniem. wiatr albo cokolwiek by to było. Jedynie liście pobliskiego chaparralu łagodnie drżały. don Juan i ja przenieśliśmy się przed drzwi jego domu. Przez chwilę spoglądał na mnie. nie tylko wiedział o ich istnieniu. – Niech to diabli! – powiedział. ale ja uciekłem od jego spojrzenia. Siadłem na swoim “miejscu" i zacząłem opracowywać notatki. Chciałem go rozweselić. co ukrywa się w wietrze i wygląda jak spirala. Wzgórze było bardzo spokojne. – Tego to już nie mogę kupić. czekał jedynie na jego ponowne pojawienie się. Don Juan wykonał kilka gestów rękami. – Może pójść za nami – powiedział. . – Porusza się w określonym kierunku – kontynuował. albo się tocząc. don Juanie – powiedziałem. dokładnie obznajomiony z tą okolicą. – Znów jest! – wykrzyknął głośno. – Niczego nie widziałem. – Nadchodzi – powiedział mi do ucha don Juan. Ja nawet musiałem spać przykryty gałęziami. przeraziłem się. Wiatr wiał mocno i nieprzerwanie przez cały czas. że nie odważyłem się błaznować. don Juanie – powiedziałem. aby przekonać się. Ruchem brody wskazał w kierunku wiatru. Myśliwy musi to wszystko wiedzieć. nie znającym sprzeciwu tonem kazał mi patrzeć. ale straszliwą falę tworzącą się na krzewach. ażeby odpowiednio poruszać się po pustyni. Jednak tym razem moja reakcja była inna. O tej porze jest tylko moc. czy wiatr się zmniejszy. tak samo jak przedtem. Odpowiedział. o zmierzchu. Powiedział. czekając na sygnał don Juana. – Co mam widzieć? – zapytałem z desperacją.

– Wobec tego czym jest wiatr? – zapytał wyzywającym tonem. Twoje problemy biorą się właśnie stąd.. – Przez całe swoje dotychczasowe życie zupełnie nieświadomie byłeś zawsze odkryty. wiedziałbyś. poszukując właściwego słowa. kiedy zapada zmierzch. że wykorzystał zmierzch i wiatr.Nie byłem uparty. – Ta osłona jest jak. albo że nas wytropił i popędził za nami na wierzchołek wzgórza. – Według ciebie. Bardzo cierpliwie tłumaczył mi. jeśli wszyscy będą o tym wiedzieć. Don Juan powiedział. Wszyscy jesteśmy głupcami. jak bardzo ważne są relacje między ukrywaniem się i pokazywaniem. – Niczego nie zmieni ukrywanie się. W mojej głowie zapanował chaos. że masy gorącego i zimnego powietrza wytwarzają różne ciśnienie. a moc nie okryje go swoją osłoną. Myśliwy. Cierpliwie wyjaśniłem mu. Powiedzmy. Don Juan jakby oniemiał. wiatr to tylko gorące i zimne powietrze? – zapytał zmieszany.. Gdy tego nie robisz. Więc też płakałem. prawda? Jednak dla myśliwego twoje teorie to czyste gówno. jeśli żyłbyś tutaj na pustkowiu. czy ciśnienie wynosi jeden. aby jeszcze raz wszystko wyjaśnił. jesteś dostępny i każdy może cię pokazać palcem. Dlatego też. że kiedy stawałem się myśliwym. . – Osłona mocy otula cię jak kokon. a ja zasugerowałem: – . Jest się dostępnym albo niedostępnym w zależności od potrzeb i sytuacji. które wywołuje ich pionowy i poziomy ruch. że moje życie stawało się coraz bardziej i bardziej sekretne. o co mu chodziło. wszyscy wiedzą. Puma może podejść pod sam nos myśliwego i go obwąchać. Don Juan przez chwilę trzymał mnie w napięciu. podobnie jak ty. – Chociaż byłem młodszy od ciebie – kontynuował – Pewnego dnia miałem dość i zmieniłem się. wie o tym i zgodnie z tym postępuje. musi stać się dostępny dla wiatru. Na tym polega tajemnica wielkich myśliwych. – Jak? – Jeśli tego potrzebuje. ale jeśli wytrzyma on bez ruchu. Niezależnie od tego. tak samo jak ty. Bycie niedostępnym wcale nie oznacza ukrywania się albo tajemniczości. – Obawiam się. dopóki nie minie zmierzch. żaden kojot czy nawet oślizły robak go nie tknie. – Twoje opinie są ostateczne – powiedział z odcieniem sarkazmu. byłem cały czas dostępny. – Jak postępuje? – Wykorzystuje zmierzch i moc ukrytą w wietrze. – Pozwól. Wtedy moc nie da mu spokoju i będzie go szukać przez całą noc. kiedy myśliwy ma podróżować albo nie chce zasypiać. – Właśnie – powiedział. dwa czy dziesięć. Kiedy się ukrywasz. może nic oprócz płaczu. Jeżeli natomiast myśliwy chce być zauważony. Mogę ci to zagwarantować.kokon. że podczas zmroku wiatr staje się mocą.. aż w końcu nic ze mnie nie zostało.. ale nieprzystępność. – Nie ma potrzeby. Trochę czasu zajęło mi wyłożenie wszystkich szczegółów podstaw meteorologii. Don Juan wykonał gest owijania czegoś. – To twoje ostatnie słowo. Ale po chwili spojrzał na mnie i ryknął śmiechem. Zaprotestowałem. jak rozmyślnie stawać się dostępnym lub nie – powiedział. więc poprosiłem don Juana. aby wykazać. z którego jest jakiś pożytek. Poczułem się zagrożony i pośpiesznie próbowałem się bronić. Po prostu nie mogłem zaakceptować koncepcji. Kiedyś. że idea samowolnego wiatru składa się na raczej prymitywną wizję świata. nauczyłem się sekretu bycia dostępnym i niedostępnym. musi jedynie wejść na wierzchołek wzgórza. Miałem poczucie. Powiedziałem. że się ukrywasz. zwierzę odejdzie. chowa się przed mocą. zakrywając się i trwając bez ruchu. że nie zrozumiałem. a później głośno westchnął. że wiatr posiada swoją własną wolę i poszukuje mnie. – Musisz nauczyć się. Zrobił przerwę. że przedstawię to w inny sposób – tłumaczył cierpliwie. że tak – powiedziałem i w cichości cieszyłem się ze swojego tryumfu. Myśliwy może pozostać na otwartej przestrzeni i żadna puma. a ty nie możesz stanowić wyjątku. – Nie tłumacz się – powiedział don Juan beznamiętnie.

– Czy to źle? – Okropnie.Powiedziałem mu. Ona była wspaniałą kobietą. bo wydął wargi. czy kiedykolwiek rozmawiałem o niej z don Juanem. Tak. Znowu mnie poruszył. – Hej! – powiedział z uśmiechem. – Musisz odejść – wyjaśniał. jakby nie słyszał mojego argumentu. Według mnie była słaba. o czym mówiliśmy. że jego grzebanie się w mojej przeszłości jest dla mnie odpychające. – Oczywiście. że rzeczywiście ją lubiłem. – Dlaczego? – Było wiele powodów. a tym bardziej o blondynce. że swoje stwierdzenia zawsze przedstawia z taką pewnością. co mam powiedzieć. wcale nie była taka wspaniała. – Ale to prawda – powiedział z rozbrajającą szczerością. widzi. Ważne jest tylko to. Powiedziałem mu. a szczególnie to. jakby tam był i wszystko widział. skąd o niej wie. Wiedziałem już. jaki na mnie wywarły jego słowa. Chciałem zaprotestować. kiedy przychodzisz i odchodzisz. w moim życiu była bardzo ważna blondynka. kiedy don Juan ze mną jechał. Tam znajduje się cała twoja istota. Zawsze. Szczerze mu zakomunikowałem. Poczułem. że dziewczyna. miał zamiar nieźle mi dołożyć. Miałeś kiedyś kobietę. czyli “być w zasięgu" oraz “stanąć na środku ruchliwej drogi". dlatego nie ma żadnego pożytku z ukrywania się. Przez długą chwilę wpatrywał się we mnie ze skupieniem. Don Juan używał hiszpańskich idiomów ponerse al alcance oraz ponerse en el medio del camino. . a później pewnego dnia straciłeś ją. blondynką? Tą dziewczyną. poczułem się nieco spokojniejszy. Znajdowanie się na środku drogi oznacza. żebyś skończył z tym wysokim mniemaniem o swojej wartości. – Każdy o was wiedział – stwierdził z niewzruszonym przekonaniem. że nigdy nie było takiej okazji. – Mówisz zagadkami – powiedziałem. że mówiłeś – odpowiedział. co przez to rozumie. kto nią przechodzi. Był świadomy efektu. o której mówi. Musiałem spojrzeć nań jak ostatni idiota. – Co stało się z twoją przyjaciółką. że ma rację. – Dlaczego nie jest teraz z tobą? – zapytał. Wiedziałem. Nie wiedziałem. że każdy. że nie ma znaczenia. Zacząłem się zastanawiać. A jednak mogłem się wygadać. Ona była wspaniała. Nie pamiętam. – Nic podobnego ci nie mówiłem. Byłeś za bardzo dostępny. Doszedłszy do takiego wniosku. Tylko jeden. ale równocześnie niejasna. Naprawdę nie mogłem zrozumieć. że to do mnie nie przemawia. że bez sensu byłoby wdawać się z nim w dyskusję. – Odeszła. badając mnie wzrokiem. aby ukryć złośliwy uśmieszek. – Wszystko to widziałem. gdyż prowadziłem samochód i nie mogłem notować. – Opowiadałeś mi o niej – zapewnił mnie. że ugodził w mój czuły punkt. Ja jednak nie przypominałem sobie. – Najwyższy czas. – Musisz wycofać się ze środka ruchliwej drogi. Tylko wydaje ci się. jak narasta we mnie fala niechęci do niego. że kiedy don Juan zaczynał nucić meksykańską melodię. Zaśmiał się z wielką rozkoszą. – Nie tak wiele. bez przerwy rozmawialiśmy o wszystkim. co znaczy być dostępnym. mówiąc. bardzo ci drogą. – Przestań się wykręcać – powiedział don Juan ostro. Naprawdę chciałem wiedzieć. ale powstrzymał mnie. którą naprawdę lubiłeś. ale rozzłościłem się na niego za to. Powiedziałem. a później zaczął nucić piosenkę. Wyprostowałem się. Doszedłem do wniosku. że się ukrywasz. Jego metafora była interesująca. przygotowany na wszystko. abym mu opowiadał o kimkolwiek.

których kochasz. – O co w tym wszystkim chodzi. – Myśliwy wie. aby normalnie funkcjonować. – W przypadku tej dziewczyny znaczyłoby to. Zawsze znajdowałeś się w jej zasięgu i twoje życie stało się rutyną. że bycie nieprzystępnym wcale nie oznacza ukrywania się czy bycia tajemniczym mówił spokojnie. który czuje. Straciłeś ją. w desperacji kurczowo chwytasz się wszystkiego. Moje życie nigdy nie było rutyną. że będzie wciąż od nowa zwabiał do pułapek zwierzynę i dlatego o nic się nie martwi. Miał rację.– Tak samo jak ty – powiedział łagodnie. – Sztuka myśliwego polega na tym. Poczułem się zakłopotany. że po to. że ludzie zaczynają mnie męczyć i nudzić. bez zdawania sobie z tego sprawy. ponieważ byłeś dostępny. – Jesteś w błędzie. – Ale to nie jest ważne. wszystkie lata. że w moim świecie nie do pomyślenia jest. Powiedziałem. Dlaczego? – Teraz jesteś zbyt sentymentalny – powiedział oskarżycielsko. przebywa w nim tak długo. jeśli pozostaje w tym świecie. aby być niedostępnym – stwierdził. aby stać się nieprzystępnym – powiedział. Lekko dotknął moich pleców. jak tego potrzebuje. don Juanie? – zapytałem. – Znaczy to. Myśliwy korzysta ze swojego świata oszczędnie i z czułością. lub samego siebie. gadasz tylko jedną. aby stać się nieprzystępnym. jesteś zaniepokojony. że oszczędnie dotykasz świata wokół siebie. że była kimś szczególnym w twoim życiu. – Jest niezwykle rutynowe i dlatego wydaje ci się. Byłeś z nią dzień w dzień. Zamiast zjeść pięć przepiórek. Zapewniam cię. A o kimś szczególnym powinniśmy mówić tylko pięknymi słowami. prawie nie pozostawiając śladów. przez wszystkie dni. że tak jest. że nie muszę. don Juanie? – O to. – Zawsze udaje ci się mnie zasmucić. ponieważ nie wykorzystuje wszystkich możliwości i sił tego świata. – Już ci mówiłem. czy mocy. – Nigdy nikogo nie wykorzystywałem – powiedziałem szczerze. a później szybko odchodzi. że musiałbyś rzadziej się z nią widywać. – Jest niedostępny. roślin. – Było i jest rutyną – powiedział dogmatycznie. – Nie – powiedziałem. Myśliwy ma bardzo intymny kontakt ze swoim światem. Nie wystawiasz się na moc wiatru. zwierząt. była nuda. A wtedy już musisz całkiem wyeksploatować to. aż jedynym uczuciem. muszę pozostawać w zasięgu każdego. . ludzi. a jednak jest nieprzystępny dla niego. – Nie oznacza także. – Bycie niedostępnym oznacza. wszystkie pięć przepiórek! Don Juan wyraźnie wymierzył cios poniżej pasa. Prawda? Nie odpowiedziałem. że nie jesteś głodny i zdesperowany. Lekko go dotyka. – Przypomniałem ci o tej dziewczynie tylko dlatego. że nie możesz kontaktować się z ludźmi. że już nigdy więcej nie będzie jadł i pożera całe jedzenie. szczególnie tych. jakie ci zostało. Nie tak jak to robiłeś. Czułem. Zaczął ogarniać mnie wielki smutek. – To sprzeczność – powiedziałem. Nie wykorzystujesz ludzi i nie wyciskasz z nich wszystkiego. aż uschną na pieprz. że rozmyślnie unikasz wyczerpywania siebie i innych – kontynuował. – Bycie nieprzystępnym oznacza. Jednak don Juan uważał inaczej i dlatego też mogę Otwarcie stwierdzić. że szukałeś jej wszędzie. ale w jakiś sposób oczy don Juana pobudzały mnie i zmuszały do aktywności. – Nie rozumiesz – rzekł don Juan cierpliwie. ażeby bezpośrednio pokazać ci to. Ważne jest to. jakie ma. Chciałem się nadąsać się i poddać przygnębieniu. Kiedy się martwisz. niezależnie od tego czy dotyczy to rzeczy. Martwienie się to stawanie się dostępnym. czego nie udało mi się na przykładzie wiatru. nie jesteś jak ten biedak. Nie niszczysz roślin. że nie jest. jeśli nie jest ci to potrzebne. Zaśmiałem się i chyba sprawiłem mu tym przyjemność. co znaczy. Argumentowałem. aby zrobić palenisko. czego się uchwyciłeś lub tego kogoś. kto ma ze mną coś wspólnego. – Nie może być nieprzystępny. – Co ty ze mną robisz.

czy też już całkiem mu odbiło. a następnego dnia musi tylko wystraszyć gryzonie. Przerwanie życiowej rutyny Niedziela. – Koniec lunchu – oznajmił. Pochłonęła mnie ich obserwacja i można powiedzieć.8. Obserwowałem go z przejęciem i próbowałem powiązać to. dlatego też powinieneś nauczyć się przewidywać. Nie wiedziałem. Pokręcił głową. Przyłożył dłonie do ust i wydał przeciągły i bardzo przenikliwy dźwięk. Nagle zacząłem się niepokoić. ale gdy tylko umknęły jakiemuś drapieżcy. czas na lunch. – Jest piąta – stwierdził. Wyjaśnił. że daje sygnał całemu światu. Zaśmiałem się. Wydawało mi się. aby szedł do domu. – Musisz poruszać się tylko wtedy. obserwując gryzonie wyglądające jak tłuste wiewiórki. Ja swój prawie skończyłem i byłem bardzo podniecony. Jego syrena była doskonała. jak gdyby sprawdzał godzinę na zegarku. czy żartuje. dlatego ze właściwie nie mieliśmy nic dojedzenia. Pomyślałem. Don Juan popatrzył na mnie z wyrazem zaciekawienia. Znowu zawył jak fabryczna syrena. – Czas iść do domu – powiedział. kiedy nagle don Juan spojrzał na swój lewy przegub. aby same powpadały do jego pułapek. że zapomniałem. zastanawiając się. Don Juan wciąż stał na szczycie skały.trochę patyków i przystąpiliśmy do konstruowania tych Myśliwskich wynalazków. – Możemy iść w każdej chwili. Powiedział. – Co robisz. aby je zakończyć. że siedzi ze skrzyżowanymi nogami kilka stóp ode mnie. aby wiedzieć. z którego chciałem zrobić pętlę. To mnie całkowicie zbiło z tropu. uśmiechnął się i znowu zamrugał. Zastawia je w nocy. musi poświęcić trochę czasu na odkrycie miejsc. pięć czy sześć Pop nad ziemią. – Wracaj do pracy. – Jestem gotowy – powiedziałem. patrząc na mnie. że prawdopodobnie żartował. że myśliwy. Wstał i wspiął się na skałę. – Co się stało? – zapytałem. Prawie nie rozmawialiśmy przez cały poranek i nie mogłem przypomnieć sobie niczego ważnego. Kiedy byłem już gotowy. ale później pomyślałem. czy zadziała. don Juanie? – zapytałem. . Później don Juan pokazał mi. że według niego. jak łatwo potrafiły uniknąć niebezpieczeństwa. jakby odkrywał wielki sekret. Nie patrzyłem na niego. Po chwili don Juan znowu zadął w swój “gwizdek". Stanął tam. naginając go koliście. że był to dzień pracy w terenie. Jak prawdziwemu myśliwemu wiele z nich udało mi się wytropić. jak robić pułapki. kiedy i gdzie się zatrzymają. z tym. Powiedział. – Chyba mnie przeklniesz – powiedział. które don Juan nazywał wodnymi szczurami. że nagle znudziło mu się polowanie i daje sygnał. Właśnie trzymałem długi kij. później na mnie i zamrugał. w których jedzą i się gnieżdżą. Byłem tak zaabsorbowany gryzoniami. miały okropny zwyczaj zatrzymywania się lub nawet wspinania na kamień i stawania na tylnych łapkach. Później wydał zawodzący dźwięk imitujący syrenę fabryczną. W końcu potrafiłem prawie za każdym razem przewidzieć ich zachowanie. że nie wzięliśmy zapasów. aby się rozejrzeć lub uporządkować futerko. Podszedłem do niego i zauważyłem. tak abyś również ty się zatrzymał. gdzie umieścić pułapki. Położyłem wszystko na ziemi i zacząłem się przygotowywać do powrotu. że się we mnie wpatruje. Obrócił się wkoło zawodząc w ten sposób. aby je schwytać. – Mają bardzo dobre oczy – powiedział don Juan. o co chodzi. Spojrzał na swój wyimaginowany zegarek. Przez chwilę nie wiedziałem. Nazbieraliśmy . którego nigdy nie miał. kiedy biegną. spojrzałem w jego kierunku i zobaczyłem. 16 lipca 1961 Cały ranek spędziliśmy. co robi. Zwrócił mi uwagę. Don Juan przyłożył dłonie do ust i wydał następny gwiżdżący dźwięk. Spojrzał na mnie. taki fale wzmocniony gwizd fabrycznej syreny. co wcześniej mówił. że on także się zbiera. ogłaszającą porę lunchu. Podniosłem patyk i usiłowałem go wygiąć. Automatycznie położyłem go na ziemi wraz z innymi myśliwskimi przyrządami.

bezwzględnym działaniem rozmyślnie usiłował tak mnie przerazić. Nie miałem nic na swoją obronę. Byłem zszokowany i przekonywałem go. Rozmawiasz w wyznaczonym czasie. – Nic ci o tym nie mówiłem. Nie mogłem sobie wyobrazić życia bez żadnych przyzwyczajeń. że oszalałem. jaki stosowałem do wszystkiego w swoim życiu. Wpatrywał się we mnie pytająco. o co mu chodzi. ani dla . że ogarnęło mnie nieodparte pragnienie. Byłem pod głębokim wpływem myśli. W ciągu kilku minut mój strach tak wzrósł. że swoim nieoczekiwanym. jesz o określonej porze i idziesz spać o określonej godzinie. Nie miałem nic do powiedzenia. że swoim niespodziewanym zachowaniem przeraził mnie aż do utraty zmysłów. aby polowanie również przemienić w rutynę – kontynuował. co? – zapytał. Chciałem być z nim szczery. że jego zachowanie jest szalone. że martwię się o lunch? – Pilnujesz tego. że właściwie moje życie to bałagan spowodowany brakiem zdrowych nawyków. kiedy ześliznął się ze łkały i podszedł do mnie. Mój lęk zniknął. Powiedziałem mu że wręcz przeciwnie. prawdopodobnie zrozumiesz. że moje postępowanie wcale nie jest rutynowe. aby każdego dnia jeść koło południa. Opis mojego nawyku jedzenia dotyczył wzorca. Don Juan zaśmiał się i dał mi znak. Cała sytuacja znowu się zmieniła w tajemniczy sposób. ale dlatego że sam nie ma żadnych. ucząc cię polowania. Odparł. Jednak miałem dziwne odczucie. a nie tylko mu przytakiwać lub zaprzeczać. że wyglądał jak jedno z tych myjących swe futro zwierzątek. o czym mówił. aby stamtąd uciec. Powiedziałem. Wystarczyło tylko zadąć w gwizdek. że jest ósma Kuno i muszę rozłożyć swoje narzędzia. na którą polujesz. Słowa don Juana brzmiały w moich uszach jak arbitralna i irracjonalna idealizacja. Jeśli przypomnisz sobie. że tak się zachowałeś? – Martwiłeś się o lunch. To całkowicie zmąciło mój spokój. koło szóstej wieczorem i ósmej rano – powiedział. że jesteśmy kwita. gdy tylko zaczął mówić. Jest zupełnie inny niż zwierzęta. Teraz muszę nauczyć cię najważniejszej i dużo trudniejszej. było niewykonalne ani dla mnie. Mogą nawet minąć lata. zanim będziesz mógł powiedzieć. – Teraz dużo już wiesz o polowaniu – kontynuował don Juan – więc łatwo będzie ci zrozumieć. aby pracować na sygnał. Było to bardzo śmieszne. Dodał. następnie uczyłem cię nawyków zwierzyny. ponieważ ja sam swoim bezwzględnym. abym stracił rozum. – Dobremu myśliwemu nie dlatego udaje się złowić zwierzynę. że moja rutyna jest tak samo szalona jak jego gwizdy. Jego okrągła głowa sprawiała. nawet jeśli wcale nie jesteś głodny. Skąd mogłeś wiedzieć. Najpierw uczyłem cię. Jest wolny. – Wytworzyłeś już swój własny rytm polowania. – Co takiego zrobiłem albo powiedziałem. Te umiejętności tworzą zewnętrzną formę polowania. – Niepokoisz się o jedzenie zawsze o tych porach. że w moim przypadku jest tej rutyny mniej niż w życiu większości moich przyjaciół i znajomych. – Bycie myśliwym to nie tylko chwytanie zdobyczy – odezwał się znowu. uważam. całkowicie oczekiwanym działaniem doprowadziłem go do takiego samego stanu. że zastawia pułapki albo że zna jej nawyki. że to rozumiesz i że jesteś myśliwym. że dobry myśliwy musi przede wszystkim znać nawyki swojej zwierzyny. Na tym polega jego przewaga. Czułem. ponieważ mamy przed sobą cały dzień. że to. szczerząc zęby w szerokim uśmiechu. które obserwowaliśmy. co mam na myśli. niezmienne w swych reakcjach i łatwych do przewidzenia kaprysach. jak robić i ustawiać pułapki. Don Juan przerwał.Powiedział. to rutyna. Zdjął kapelusz i zaczai naśladować ruchy gryzoni. Nie zrozumiałem. giętki i nieobliczalny. co robisz. abym usiadł obok niego. Twój duch jest wyszkolony. Pomyślałem. że don Juan oszalał. – Czy nie wszyscy tak postępujemy? – Nie wszyscy. – Wszystko. jakby dając mi czas na zastanowienie. – Myślałeś. Ja nie żyję rutynowo. Wyjaśnił. na które poluje. Chciałem już biec. aby ukazać ci ten mechanizm. Właśnie dzięki temu staje się dobrym myśliwym. a później zastawiania pułapek na te nawyki. uśmiechając się. – Teraz jesteś już gotowy. – Czym jest rutyna? – zapytałem. jak postępowałem.

że jest magiczny. Był mi obcy. Wtedy zastygnie w miejscu albo położy się na ziemi. Natomiast myśliwy. jeleń. Być może twoim przeznaczeniem stanie się tropienie jednej z nich do końca życia. że jest taki wyjątkowy i trudno go znaleźć? – zapytał. że magiczny jeleń jest świadomy nawyków zwykłych ludzi i myśliwych. Któregoś dnia sam możesz się o tym przekonać. Później chowa się i czeka na następny krok zwierzyny. z którego pochodził. który tropi zwierzynę na pustkowiu. że jesteś taki sam jak twoja zdobycz. że mam szczęście. Jeszcze raz posłyszałem ten zwodniczy gwizd. A więc myśliwemu. Kiedyś w moim życiu ktoś także zwrócił mi na to uwagę. w innych zakładają gniazda. – Czy to nie jest nawyk? – Oczywiście. Bardzo łatwo wyobrazić sobie.kogokolwiek innego. Jeśli zaś będzie miał broń. zachowujesz się tak samo jak twoja zdobycz. Być może któregoś dnia. Nie byłem w stanie określić kierunku. Pewnego razu byłem w gęstym lesie w górach centralnego Meksyku. zostawiają ślady we właściwy sobie sposób. który to wszystko wie. co zwierzęta robią. – Mówię teraz o polowaniu – powiedział chłodno. aby być myśliwym. gdzie zakładają gniazda. Szybko się uczysz i teraz możesz już zobaczyć. przygotuje ją do strzału. może dzięki czystemu przypadkowi spotkać raz w życiu. – Możesz zacząć od niejedzenia lunchu o dwunastej każdego dnia. – Co masz na myśli? – Lubisz polować. jak nauczyłem się polować. Nigdy przez te wszystkie lata włóczęgi po pustkowiach nie słyszałem takiego dźwięku. – Nie ma nawyków – oznajmił tonem objawienia. jak i kiedy śpią. Wszystko to nawyki. Poparzył na mnie i uśmiechnął się życzliwie. Miało to miejsce zaraz po tym. – Nie obchodzi mnie to. Jedzą i piją w pewnych miejscach. Jeśli będzie nie uzbrojony. Wtedy pozostaną mu dwie możliwości: albo ucieknie. abyś stał się ich świadomy w swoim własnym życiu. Miałem tyle szczęścia. – A jej widok jest godny zobaczenia. albo stawi czoło. co czujesz – powiedział. z pewnością ucieknie na otwartą przestrzeń. że jego koncepcja jest nie do zrealizowania w praktyce. wydawało mi się. jeśli jest szczęściarzem. co człowiek zrobi w sytuacji takiej jak ta. Wiedziałem już. nie jesteś wyjątkiem. Wydawało mi się. jak się poruszają. aby samemu nie stać się ofiarą. Uświadomiłem sobie. by był bardziej konkretny i podał mi przykłady. Czy mnie rozumiesz? Znowu wyraziłem opinię. – Dlatego interesuje mnie teraz. – Jest na przykład taki jeleń. – Jak ci się wydaje. Poprosiłem go. miejsca. Wyraz jego twarzy był bardzo zabawny i dlatego zaśmiałem się. W rzeczywistości wszystko to może przewidzieć i zrekonstruować dobry myśliwy. jeżeli jeleń każdej nocy śpi o określonej godzinie i w określonym miejscu. Jesteś dobry w polowaniu. Wzruszyłem ramionami. gdzie. – Wymaga czasu – powiedział don Juan. w jakimś miejscu na świecie twoja droga przetnie się z drogą magicznej istoty i zechcesz na nią zapolować. łatwo przewidzieć każde twe posunięcie. gdzie się żywią. że to magiczna istota. bo nie wiedziałem. na które zwracam ci uwagę. Ale te magiczne istoty tak się nie zachowują. – Jednak są zwierzęta nie dające się wytropić – zaczął znów opowieść. że dobiegał ze wszystkich stron równocześnie. – Jeleń musi w nocy spać – powiedziałem. nigdy nie zapomni zapewnić sobie osłony. ale nie miałem żadnego. że nasze drogi się spotkały. Przede wszystkim jego strach uczyni z niego ofiarę. Wiedziałem również. co sprawia. Może rzucić poncho na ziemię albo powiesić je na gałęzi. zanim wykona jakiś ruch. którego myśliwy. kiedy nagle posłyszałem słodki gwizd. Pomyślałem sobie. na którą polujemy. – To sprawia. chodzi o to. Obserwowałeś zwyczaje zwierząt na pustyni. . że być może jestem otoczony przez stado czy grupę nieznanych zwierząt. Z tego też powodu sami stajemy się celem dla kogoś czy czegoś innego. aby uratować życie. że czeka na pytanie. – Po to. musisz przerwać życiową rutynę. Jak już wcześniej ci mówiłem. Wszyscy zachowujemy się jak zwierzyna. co odpowiedzieć. według mnie. Don Juan zrobił teatralną pauzę i popatrzył na mnie przenikliwie.

Roniłem łzy i szlochałem tak długo. ale nie mogę uwierzyć. prawda? – Przykro mi. A ja mu odpowiedziałem: “Cześć". że nie mam zamiaru zrobić mu krzywdy. nie zachowałem się ani w jeden. aż prawie zemdlałem. aby przekonać się. a ja powiedziałem.Znalazłszy się w obecności magicznego jelenia. coś wąchało moje włosy za prawym uchem. co to jest. Po chwili ryknął śmiechem. wciąż się śmiejąc. Myślałem. Jego poczucie humoru było tak nietypowe. – Nie wierzysz. Don Juan wybuchnął śmiechem. A ja na to: “Ponieważ jest mi smutno". – Jeleń przemówił? – Tak. Don Juan zajrzał mi głęboko w oczy z błyskiem czystej przekory. jak ja teraz tobie mówię: “Nie bądź smutny". Powiedziałem. – Magiczny jeleń powiedział: “Cześć przyjacielu". – Przemówił do mnie – powiedział don Juan z szerokim uśmiechem. opowiadając mi niestworzone historie. – Co powiedział? – zapytałem półżartem. mówiąc delikatnie. i przewróciłem się. Szybko stanąłem na głowie i zacząłem zawodzić. Don Juan wstał i podniósł swoje myśliwskie przybory. – Przecież jestem Indianinem. że takie rzeczy się wydarzają – powiedziałem. – Naprawdę przemówił? – zapytałem zupełnie skonsternowany. że droczy się ze mną. Nagle poczułem łagodny dotyk powietrza. a później jego oczy zajaśniały. Wtedy magiczne stworzenie podeszło i powiedziało mi do ucha tak wyraźnie. ani w drugi sposób. – Czego się spodziewałeś? – zapytał. – To cholernie dziwna rzecz. Spróbowałem obrócić głowę. Podniosłem się szybko i zobaczyłem świetliste stworzenie wpatrujące się we mnie. był raczej niewiarygodny. Wtedy zapytał mnie. Jeleń patrzył na mnie. że jego dialog z jeleniem był raczej drętwy. że zacząłem śmiać się razem z nim. Don Juan umilkł na chwilę. I jeleń przemówił do mnie. Don Juan przerwał i spojrzał na mnie. jak gdyby usiłował sobie przypomnieć. . – Nie mam o to do ciebie pretensji – odparł uspokajająco. Uśmiechnąłem się mimowolnie. czemu płaczę. że magiczne jelenie mówią. Obraz gadającego jelenia.

– Dobry myśliwy zmienia sposób postępowania tak często. a ja nie stanowię wyjątku. usprawiedliwiającej przemowy. ja również poddałem rewizji swoje życie. było bardziej sugestią albo komentarzem dotyczącym moich wad. Dzięki niemu stałem się bardziej świadomy swoich braków. don Juanie? – Myśliwy nie tylko zna nawyki swojej zwierzyny. wydymając policzki. Im bardziej jesteś uparty. ale jednak nie wyobrażałem sobie. Mnie zabrało to całe lata. Tylko tak mówisz. jak czułem. że jesteś uparty. – Co masz na myśli. które kierują naszym życiem i śmiercią. kiedy chciałem poprosić go o wyjaśnienie tych tajemniczych stwierdzeń. Pocierał dłonie i kiwał głową. zanim człowiek przekona się o tym. Nie zgadzam się z tym. – Nie wystarczy wiedzieć. Przypomniałem sobie. 24 lipca 1961 Wczesnym popołudniem. że są konieczne. ponieważ przyjemnie ci tego słuchać. Zawsze tak mówisz.9. Byłem szczerze przekonany. Powiedział. że istnieją na ziemi takie moce. co mogę – powiedziałem. Jak zwykle poczułem się zmuszony do obrony. ale nie zmieniłem się tak bardzo jak on by sobie tego życzył. kiedy do czegoś się zabierasz. że wszyscy jesteśmy głupcami. Zapewniłem go. – Nie. co ma mi powiedzieć. – Zdecydowałem się zmienić swoją taktykę – powiedział. Don Juan zgodnie ze swoją zasadą uderzał w mój najczulszy punkt. don Juan wybrał ocienione miejsce na odpoczynek. kiedy w końcu się zmienisz. – O mocach. które kierują ludźmi. Dwa razy dał mi znak. Robisz wszystko. że już wcześniej stwierdził. – Robię wszystko. ale wyglądało na to. jak gdybyś był jedynym człowiekiem na ziemi. ale być może nie mam żyłki do polowania. że dużo nauczyłem się o polowaniu. że powiedział już wszystko. co możesz. aby wymagać czegoś ode mnie. Wydaje mi się. Sposób. aby najlepiej wykorzystać swoje życie. że podoba mi się sposób postępowania don Juana. W jego zachowaniu było coś. – Sam o tym wiesz. a jednak nigdy nie wykorzystywał swojej przewagi. Don Juan przyjrzał mi się z ciekawością i zaśmiał się. zwierzętami i wszystkim. – Wiem. co chciałem robić w życiu. Don Juan zamilkł i zdawało się. jak tego potrzebuje – zareplikował. Bardzo uprzejmie przypomniał mi. Jego zainteresowanie zmianą mojego życia. co żyje. nie pozostawiał wątpliwości co do jego mistrzostwa. czy odnosi się do mnie. co zasługiwało na zaufanie. którą zawsze ujawniał w elegancki i precyzyjny sposób. aby temu zaradzić. że dla mnie najtrudniejszą rzeczą było to. Jednak nauczyłem się szanować jego biegłość. Wcale nie robisz tego. wychodziłem na idiotę i dlatego teraz zatrzymałem się w środku długiej. że w świetle tego. że ma ogromne trudności. aby tłumaczyć się ze swoich czynów. Trzeba coś zrobić. – O jakich mocach mówisz? – zapytałem po długiej przerwie. Czasami mijają lata. tym lepiej dla ciebie. Niestety. Faktycznie. całymi latami i bez żadnego rezultatu. Jego stwierdzenie było niejasne i nie wiedziałem. jak jego metody mogą mi pomóc. Być może najbardziej dramatycznym dla mnie odkryciem było uświadomienie sobie. ale to nie ma znaczenia. od czasu kiedy zaczął mnie uczyć polować. co powie dalej. w jaki żył. – Myśliwy musi żyć jak myśliwy po to. co chciał. co możesz. – Dochodzi tu do głosu twoje stare poczucie . jego sposoby mogłyby przynieść mi tylko cierpienie i trudy i dlatego znalazłem się w ślepym zaułku. kiedy usiłowałem się bronić przed jego krytyką. po kilku godzinach włóczenia się po pustyni. że rozumiem jego punkt widzenia. zaczął mówić. Gdy tylko usiedliśmy. Czekałem. Poprosiłem go o wyjaśnienie. który popełnia błędy – powiedział. Lubiłem go jako człowieka. Ostatnia bitwa na ziemi Poniedziałek. zmiany są trudne i zachodzą bardzo powoli. że za każdym razem. – Nie będzie ci łatwo się zatrzymać – powiedział w końcu. ale musi również wiedzieć. żeby zdecydować się. ażeby rzeczywiście chcieć się zmienić. – Zawsze czujesz się zmuszony. jak budować i zastawiać pułapki – powiedział. abym był cicho.

wiesz o tym? Skinąłem potwierdzająco głową. – Myślisz. don Juanie. nie wiesz. – To. – Wobec tego. na tej cudownej pustyni. Nie ma takiej mocy. – Znowu nie masz racji. Podjudzał mnie do wymienienia choćby jednej rzeczy w moim życiu. głupcze – powiedział surowo. a przede wszystkim każdy ma łatwy dostęp do ciebie. Zawsze chciałem być artystą i przez lata próbowałem coś tworzyć. – Dla ciebie świat jest dziwny. jeśli nie myślisz. – Robiłem wszystko. Możesz robić to lepiej. nie słuchasz rad swojej śmierci. aby zobaczyć wszystkie cuda świata. że on zawsze wszystko mi wytyka. hamując gniew. twoje życie jest takim samym bałaganem. – Nie. Nie wiesz. – Jeśli nie odpowiesz na to wyzwanie. że sytuacja staje się dla mnie nie do zniesienia. Wciąż mam bolesne wspomnienie swojego niepowodzenia. niezgłębiony. – Dlatego też nigdy nie byłeś artystą i być może nigdy nie będziesz myśliwym. występuje przeciw tobie. aby jej uniknąć. w tym cudownym świecie. – Dużo czasu na co. Z drugiej strony. że musisz się nauczyć. Wybuchnąłem. – Nie. Powiedziałem. Ja tak samo nie chciałem się zmieniać. kiedy cię nie nudzi. Natomiast dla mnie świat jest dziwny. Pragnę cię przekonać. Zbyt krótko. że jestem jak . ponieważ będziesz tutaj tylko przez chwilę. Chcę cię przekonać. – Trzeba przyjąć odpowiedzialność za przebywanie w dziwnym świecie – powiedział. że była nią sztuka. – Robię wszystko. Jednak ja nie lubiłem swojego życia. ponieważ jest zdumiewający. don Juanie? – Myślisz. nie przyjmujesz odpowiedzialności za swoje czyny. co mogę. że wystarczy mi świadomość grożącej mi śmierci. – Nie mówimy o tym samym – odparł. Powiedziałem. przerażający. – Żyjemy w dziwnym świecie. w którą całkowicie się zaangażowałem. Byłem nim zmęczony. która zagwarantowałaby ci. Znowu poczułem przypływ zarozumiałości i chciałem argumentować. że to zmuszanie mnie do zmiany trybu życia jest przerażające i arbitralne. zanim cię spotkałem. to na co czekasz? Dlaczego wahasz się i nie chcesz się zmienić? – Czy kiedyś. Tłumaczyłem mu. że musisz przyjąć odpowiedzialność za bycie tutaj. na co mnie było stać. jakim było. Gdybyś wiedział. w tym cudownym czasie. że do pewnego stopnia zgadzam się z nim. cokolwiek robisz teraz. – Nigdy nie przyjąłeś odpowiedzialności za bycie w tym niezgłębionym świecie – powiedział oskarżycielsko. – Wiem o tym – powiedziałem. Dał mi znak. byłbyś myśliwym. że nie ma racji. że masz dużo czasu. może być twoim ostatnim czynem na ziemi. Przerwał i spojrzał na mnie. – A więc zmień ją – odparł sucho. aby każdy twój czyn się liczył. zauważyłem. jak sprawić. ponieważ wtedy. tajemniczy. sprawia. – Nie masz czasu na to przedstawienie. Równie dobrze może to być twoja ostatnia bitwa. Odparłem. że twoje życie będzie trwać wiecznie. ponieważ nie mogę nic zrobić. będziesz niewiele więcej wart od trupa. że pożyjesz jeszcze minutę dłużej. Za to teraz wcale nie mam go dość.własnej wartości i przywiązanie do osobistej historii. że ja nie chcę się zmienić? –– Tak. na co cię stać. ale jednak sam fakt. jakby oczekiwał reakcji. tak samo jak ty. W tym wszystkim jest tylko jedna zła rzecz: wydaje ci się. że twoje życie będzie trwać wiecznie. zauważyłeś. że masz dużo czasu – powtórzył. że znudzenie światem albo pozostawanie z nim w sprzeczności to odwieczna cecha kondycji ludzkiej. abym był cicho. don Juanie. Innymi słowy. Don Juan zaśmiał się i powiedział. ale bez sensu jest mówienie o niej. – Nie. wcale tak nie myślę.

Dziwnego. że tak będzie i dlatego nie przestaję cię przekonywać. Dlatego ich czyny mają szczególną moc – Ich czyny mają. Podrapał się po głowie i uśmiechnął. Śmiał się. że nie mamy żadnej pewności co do tego. uznałem. – Marnujesz swój ostatni czyn na jakieś głupie humory. że to pytanie retoryczne. – Może powinienem ująć to inaczej – powiedział. ekscytującego szczęścia dostarczają działania oparte na pełnej wiedzy o tym. Wydawało mi się. co właściwie chcę powiedzieć. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Jak ci się wydaje. zacznij działać. że moje wysiłki staną się tylko bezowocną próbą oczyszczenia się z zarzutów. że jest w tym sprzeczność. – Zamiast tak łatwo się zgadzać. że świat i ja sam posiadamy zdeterminowaną ciągłość. Zmiana. kiedy nagle zmienisz się bez żadnego ostrzeżenia. o tym. – Nie masz czasu. Nie miałem już żadnych argumentów. że działają z pełną świadomością całkowitego braku czasu. żebyś ponownie przyjrzał się swojemu życiu i działał. czy nasze życie będzie trwało wiecznie. – A ja tak – zareplikował don Juan. kto żyje szczęśliwie? Zgodnie z pierwszym impulsem chciałem powiedzieć. mając to na uwadze. Powiedziałem mu. drapał się po niej. – Nie zmieniłeś się ani trochę – powiedział. – Żyć tak szczęśliwie.komediant odklepujący swoją rolę. o której mówię. Dlatego uważasz. – Są tacy ludzie. Nikt z nas nie posiada wystarczająco dużo czasu. Usiadł i wydął policzki. co robię teraz. Skończyłem więc przemowę. – Nie – powiedziałem. ale on ruchem brwi nakłaniał mnie do odpowiedzi. który wie. Ich szczęście polega na tym. Sprawia tylko. – Szczególnie wtedy. powiedziałbym. śmiejąc się z jego błazeństw. don Juanie. – W porządku! Ale czy znasz kogoś. Jednak. przyjacielu – powiedział. Don Juanowi zabrakło chyba słów. że moja opinia nie jest bezpodstawna. że jesteś bojaźliwy. kiedy osoba. przyjacielu. tajemniczym świecie. A ty nie przygotowałeś się na ten nagły akt. jakby już skończył rozmowę. Nie zgadzałem się z nim. ze tak. która działa. Wydawało mi się. – Nie masz czasu. być może. Dla mnie szczęście polegało na przeświadczeniu o naturalnej ciągłości moich czynów. kiedy mówiłem o zdeterminowanej ciągłości. Wiem. tak samo jest ze śmiercią. Podejmij wyzwanie. Poprosiłem go. – Na tym polega nieszczęście istot ludzkich. ale opiera się na przekonaniu. abyś zwrócił uwagę na to. kiwał głową. Radziłbym ci. że jej czyny stanowią ostatnią jej bitwę. jak tylko się da – powiedziałem. . żeby jednak dokończył to o czym zaczai mi mówić. Moje myśli biegły niepohamowanym strumieniem. – Nie masz co się zgadzać – warknął. Po chwili przerwy don Juan dalej wyjaśniał swój punkt widzenia. nigdy nie zachodzi stopniowo. a w końcu. następuje nagle. że walczy w swojej ostatniej bitwie na ziemi-Innymi słowy. że będę w stanie kontynuować do woli to. Powiedziałem ci już. twoja ciągłość wcale nie czyni cię . Zmień się. że zmieniasz się po trochu. Don Juan miał oczywiście rację. – Czyny mają moc – powiedział. pewnego dnia zdziwisz się. Nikt z nas go nie ma – powiedział.. którzy zważają na naturę swych czynów. ani chwili czasu. – Gdyby to była twoja ostatnia bitwa na ziemi. – Radziłbym ci. co możemy z tym zrobić? Wydawało mi się. wie. że jeżeli miałbym się przygotowywać do zmiany. Twoje czyny z pewnością nie mają błyskotliwości. że zmiany nadchodzą gwałtownie i niespodziewanie. że jesteś idiotą – stwierdził spokojnie. Wytłumaczyłem mu. kiedy przynosi mi to radość. że wielu ludzi mogę podać za Przykład. rzucił kapelusz na ziemię i stanął na nim.. a szczególnie wtedy. mocy i zniewalającej siły czynów dokonywanych przez człowieka. Nie byłem pewny. Później nagle wstał.. – Naprawdę nie znam. Jednak w końcu. Don Juan był rozbawiony wysiłkami nadania sensu mojej wypowiedzi.. – Tak po prostu? – Właśnie. to z pewnością zmieniałbym się stopniowo. ale. – Zgadzam się z tobą. a twoja ciągłość nie ma żadnego znaczenia w tym wzbudzającym grozę.

że twoje niezawodne sposoby postępowania wcale nie były takie niezawodne. Naturalne jest. ale jednak czasami można być świadkiem ich wspaniałości. don Juanie. Natomiast w przeciwieństwie do nich. to po co mam się tym przejmować? – Wcale nie powiedziałem. Wciąż rozmyślałem o jego niezwykłych zdolnościach umożliwiających mu poruszanie się z taką szybkością. i niech twoje czyny będą się na nim opierać. Niech każdy twój czyn będzie twoją ostatnią bitwą na ziemi. Myśliwy odnosi się do swojej ostatniej bitwy z należnym jej szacunkiem. że nie masz czasu. powietrzem. tak jakby każdy jego czyn był jego ostatnią bitwą. – Oczywiście. – To nie jest naturalne. – Czy jest coś. że przywiązujesz się do czegoś. Siły. – Jestem przerażony. – Tam gdzieś ona czeka na mnie. Zaśmiał się w odpowiedzi na mój gest rozpaczy. – Całe lata zajmie ci przekonanie się do tego. że bałem się myśleć o swojej śmierci i oskarżyłem go. kiedy spełnisz te warunki. Mam nadzieję. – Śmierć czeka na nas i ten czyn. będą posiadały właściwą moc. Wstał w jednej chwili. Chciałem go wybadać. że jest na granicy ujawnienia mi czegoś. kiedy tak mówisz – powiedziałem. jaką myśliwy posiada nad zwykłymi ludźmi. które nami kierują. złapać go. ponieważ życie jest walką. – Powiedziałem ci. bez wyrzutów sumienia. Większość ludzi działa. wtedy uświadomisz sobie. Bojaźń nie pozwala nam na zbadanie i wykorzystanie naszego losu. co nami kieruje? – zapytałem. zabić. które kierują ludźmi są nieprzewidywalne. Ale być może ty jesteś inny i śmierć wcale na ciebie nie czeka. myśliwy oszacowuje każdy czyn. która stępia ostrze jego przerażenia. tajemniczy świat otworzy paszczę. Jego ciało wykonało nagły ruch i już był na nogach. – Masz rację – przyznałem. że dokonując ostatniego czynu na ziemi. nie walcząc ani nie myśląc. po prostu dlatego że sprawia ona. ale on wstał. przerażające. ale powstrzymał się i uśmiechnął się tylko. Jeśli czeka na mnie. aby żyć. Dzięki temu odczuwa przyjemność. powinien dać z siebie wszystko. Skoncentruj uwagę na nici łączącej ciebie i twoją śmierć. – Czy to coś strasznego być bojaźliwym? – Nie. – Nazywam to bitwą. duchami. – Czy możesz je opisać? – Nie całkiem. postępuje rozumnie. zanim zdążyłem o cokolwiek zapytać. nie ma czasu na bojaźliwość. ciągle myśląc o swojej śmierci. że wystarczy ci czasu. – Nie chcę o niej myśleć. Przyłączę się do niej. kiedy panuje spokój. którego teraz dokonujemy może być naszą ostatnią bitwą na ziemi – odparł soczystym tonem. – Wobec tego co mam robić? – Wykorzystać ją. że to dziwny świat. Uspokaja cię. Przestał mówić i znowu na mnie spojrzał. tak samo jak każdego z nas. Tylko wtedy. Gapiłem się na niego oszołomiony. poza tym że można je nazwać siłami. tego też jestem pewny. Tylko głupiec nie zauważyłby przewagi. don Juanie. Przyznałem mu się. ale kiedy przerażający. pozostaną one czynami człowieka bojaźliwego. aby cię pochłonąć. kiedy suchym. Wyczuwałem. a ponieważ posiada gruntowną wiedzę o swojej śmierci. – Ale trudno mi to zaakceptować. ściągnąć . smutku czy obawy. że ciągłym przypominaniem mi o niej wzbudza we mnie lęk. Don Juan z poważnym wyrazem twarzy zbadał mnie wzrokiem. ale jeśli masz umrzeć. jeśli jesteś nieśmiertelny. zanim zaczniesz tak postępować. W przeciwnym przypadku. a później znowu miną lata. – Ale przecież wszyscy musimy umrzeć – powiedział i wskazał na wzgórza w oddali.szczęśliwym ani pełnym mocy. Skoncentruj się na tym. co istnieje tylko w twoich myślach. że masz się nią przejmować. jestem tego pewny. Są moce. – Dlaczego? – To bez sensu. rozkazującym tonem polecił mi wytropić królika. wiatrem czy czymś podobnym.

emanował pewnością i wiedzą. Sięgnąłem do pułapki. co robić. kiedy ogarnęło mnie dziwne uczucie strachu. Proste zdarzenia tego dnia wykończyły mnie. które kierują ludźmi albo zwierzętami. Trzęsły mi się ręce. Usiadłem obok skały. Don Juan położył mi na niej rękę i wyszeptał do ucha. – Przecież zabiłeś setki ptaków i innych zwierząt. – Zastrzeliłem je. Automatycznie przystąpiłem do działania. a on na mnie. że powinienem zdążyć. – Zabij go! – rozkazał z dzikim spojrzeniem. zanim zapad' nie noc. – Dlaczego? – Nigdy tego nie robiłem. Wiele razy włóczyliśmy się po pustyni i przez cały ten czas on sam zabił tylko jednego królika. że czas królika dobiegł końca. Odczułem przez chwilę ulgę. Popatrzył na niebo i powiedział. postępując w taki sam sposób jak dziesiątki razy wcześniej. Z całych sił. Kręciło mi się w głowie. – Do diabła z zabijaniem – powiedziałem głośno. Byłem bardzo spokojny. jakby mówił do dziecka. Jednak nie potrafiłem wyzbyć się niesamowitego poczucia . Jej pręty złamały się z trzaskiem. przyprowadziły tego królika do mnie w taki sam sposób. aby wyjąć królika. Odwróciłem się do don Juana. Wpatrywał się we mnie. Poczułem natłok chaotycznych myśli. nigdy nie zdarzyło się. – Cóż to za różnica? Czas królika skończył się. zupełnie tak. Zwierzę przywarło do tylnej ściany klatki. siedziało cicho i bez ruchu. a nie zabiłem gołymi rękami. kiedy próbowałem chwycić królika za uszy. jak mam zabijać zwierzynę. Krzyknął na mnie. jak przewidywałem. że to tylko królik. Powiedział. że muszę zdjąć skórę z królika i upiec go. W przeciągu kilku sekund przez mój umysł przewinęły się najistotniejsze momenty z mojego życia. że królik musi umrzeć.z niego skórę i upiec mięso przed zmierzchem. Zadrżałem z emocji. a jego odebrałem jako wyraz milczącej rozpaczy. Królik zwisał bezwładnie. w jaki sposób zdechł. Ogarnęła mnie rozpacz. Don Juan szedł obok mnie i śledził moje ruchy badawczym wzrokiem. Ton don Juana zaszokował mnie. jak poprowadzą mnie do mojej śmierci. – Teraz zabij go – powiedział don Juan ostro. aby go uwolnić. która w następnym momencie gwałtownie zmieniła się w rozpacz i przerażenie. Był tak zdecydowany. skuliło się. Powiedział. Ten królik będzie wolny. Okropnie bolała mnie głowa. Poczułem mdłości i gwałtownie kopnąłem klatkę. Usiłowałem przekonać samego siebie. – Nie mogę go zabić – powiedziałem. poruszałem się ostrożnie i nie miałem żadnego kłopotu ze złapaniem królika. Zrozumiałem. prawą nogą nadepnąłem na krawędź klatki. Wyciągnąłem królika na zewnątrz. Opanowało mnie pragnienie odkrycia. Nie mam co zawracać sobie nim głowy. Czułem mdłości. Okazała się nadspodziewanie mocna i nie rozbiła się. jakby właśnie tutaj na mnie czekały. Popatrzyłem na niego. – Nikogo nie zabiję. Moje zdeterminowanie przerodziło się w udrękę nie do zniesienia. co spowodowało całkowitą identyfikację z nim. Don Juan bardzo cierpliwie przemawiał do mnie. Upuściłem klatkę z królikiem i spojrzałem na don Juana. że moce. że śmierć królika jest dla mnie darem. ponieważ moc czy też duch kierujący królikami zaprowadził u progu zmierzchu właśnie jego do mojej pułapki. Powiedział. Był martwy. Nie wiedziałem. Złapałem go za uszy i wyciągnąłem. jak wiele razy sam byłem królikiem. dwie przepiórki i jednego grzechotnika. Od czasu kiedy don Juan zaczął mnie uczyć polować. aby pokazywał mi. zupełnie tak samo jak moja śmierć będzie darem dla kogoś lub czegoś innego. Spróbowałem jeszcze raz i znów mi się nie udało. Wymieniliśmy smutne spojrzenia. Ze jego życie na tej pięknej pustyni dobiegło końca. Dreszcz strachu przebiegł mi po plecach. – Nie mogę. Z rozdzierającą serce jasnością czułem tragedię królika. ale on był za szybki i chybiłem. który wpadł w moją pułapkę. że nie pozostawiał żadnych wątpliwości co do tego.

identyfikacji z nim. Don Juan powiedział, że powinienem zjeść kawałek jego mięsa, przynajmniej jeden kęs, aby uprawomocnić swoje odkrycie. – Nie mogę tego zrobić – zaprotestowałem pokornie. – Jesteśmy niczym dla tych mocy – warknął na mnie. – Dlatego zostaw swoje poczucie ważności i właściwie wykorzystaj ten dar. Podniosłem królika. Był jeszcze ciepły. Don Juan pochylił się nade mną i wyszeptał mi do ucha: – Twoja pułapka była dla niego ostatnią bitwą na ziemi. Jak ci powiedziałem, nie zostało mu już ani trochę czasu, aby biegać po tej cudownej pustyni.

10. Stać się dostępnym dla mocy Czwartek, 17 sierpnia 1961 Gdy tylko wyszedłem z samochodu, zacząłem narzekać na swoje nędzne samopoczucie. – Siadaj, siadaj – powiedział don Juan łagodnie i prawie zaprowadził mnie za rękę na werandę. Uśmiechną} się i poklepał mnie po plecach. Dwa tygodnie wcześniej, 4 sierpnia, don Juan, jak zapowiedział, zmienił swoją taktykę i pozwolił mi przyjąć kilka gałek pejotlu. Podczas największego nasilenia halucynacyjnych wrażeń bawiłem się z psem, który mieszkał w domu, gdzie odbywała się sesja. Don Juan zinterpretował moją zabawę z psem jako wyjątkowe wydarzenie. Utrzymywał, że w momentach mocy, takich jak ten, który wtedy przeżyłem, świat zwykłych zdarzeń nie istnieje i niczego nie można uznać za pewne. Pies nie był prawdziwym psem, ale wcieleniem Mescalito, mocy czy też bóstwa znajdującego się w pejotlu. Późniejszym skutkiem tego doświadczenia było ogólne poczucie zmęczenia i melancholii, plus przypadki wyjątkowo wyraźnych snów i koszmarów. – Gdzie są twoje przybory do pisania? – zapytał don Juan, kiedy usiadłem na werandzie. Zostawiłem swoje notesy w samochodzie. Don Juan wrócił do niego, ostrożnie wyciągnął moją walizkę i przyniósł mi ją. Zapytał, czy zwykle noszę ją ze sobą. Odpowiedziałem twierdząco. – To szaleństwo – podsumował. – Mówiłem ci, żebyś nigdy nie nosił niczego w rękach, kiedy chodzisz. Używaj plecaka. Zaśmiałem się. Pomysł noszenia notatek w plecaku był niedorzeczny. Powiedziałem mu, że zwykle chodzę w garniturze i plecak w połączeniu z nim byłby absurdalny. – Załóż płaszcz na plecak – powiedział. – Lepiej żeby ludzie myśleli, że masz garb, niż miałbyś zrujnować sobie zdrowie, nosząc to cały czas w ręku. Nalegał, abym wyjął notes i zaczął pisać. Wydawało mi się, że bardzo się stara mnie rozluźnić. Znowu zacząłem narzekać na dotkliwe bóle i na dziwną depresję. Don Juan zaśmiał się i rzekł: – Zaczynasz się uczyć. Później odbyliśmy długą rozmowę. Powiedział, że Mescalito, pozwalając mi bawić się z sobą, wskazał na mnie jako na wybrańca i dlatego, chociaż zdezorientował go ten omen, gdyż nie jestem Indianinem, zamierza jednak przekazać mi pewną tajemną wiedzę. Powiedział mi, że on sam miał dobroczyńcę, który nauczył go, jak stać się człowiekiem wiedzy. Czułem, że wydarzy się coś strasznego. Jego wyznanie, że jestem wybrańcem, plus absolutnie osobliwe postępowanie don Juana oraz destrukcyjny wpływ pejotlu wytworzyły we mnie stan nieznośnego lęku i niezdecydowania. Ale don Juan nie przejął się moimi uczuciami i poradził mi, abym myślał tylko o cudzie zabawy z Mescalito. – Nie myśl o niczym innym – dodał. – Reszta przyjdzie sama. Wstał i klepiąc mnie lekko po głowie, dodał bardzo godnie: – Zamierzam nauczyć cię, jak zostać wojownikiem, tak samo jak uczyłem cię polowania. Muszę cię jednak Strzec, że podobnie jak nauka polowania nie uczyniła z ciebie myśliwego, tak teraz mogę nie zrobić z ciebie wojownika. Byłem sfrustrowany, a fizyczne dolegliwości graniczyły z bólem. Zacząłem uskarżać się na plastyczne sny i koszmary. Myślał o tym przez chwilę i znowu usiadł. – To są dziwne sny – powiedziałem. – Zawsze miałeś dziwne sny – odparował. – Ale mówię ci, że teraz są naprawdę dużo dziwniejsze niż kiedykolwiek przedtem. – Nie przejmuj się. To tylko sny. Tak jak sny zwykłego człowieka, nie mają mocy. A więc po co

martwić się nimi albo o nich mówić? – One mnie niepokoją, don Juanie. Czy nie mógłbym czegoś zrobić, aby je powstrzymać? – Nie. Niech same ustaną – powiedział. – Teraz nadszedł czas, abyś stał się dostępny dla mocy, i zaczniesz od śnienia. Ton jego głosu, kiedy mówił o śnieniu, sprawił, że uznałem, iż używa tego słowa w bardzo szczególny sposób. Zastanawiałem się nad pytaniem, jakie mam zadać, kiedy znowu zaczął mówić. – Nigdy nie mówiłem ci o śnieniu, ponieważ do tej pory chciałem uczyć cię tylko tego, jak zostać myśliwym – powiedział. – Myśliwy nie jest zainteresowany manipulowaniem mocą, dlatego jego sny są tylko snami. Mogą poruszać cię do głębi, ale nie są śnieniem. Natomiast wojownik poszukuje mocy, a jedną z prowadzących do niej ścieżek jest śnienie. Można powiedzieć, że różnica pomiędzy myśliwym a wojownikiem polega na tym, że wojownik postępuje ścieżką mocy, a myśliwy nic o niej nie wie albo wie bardzo mało. Decyzja co do tego, kto ma być wojownikiem, a kto tylko myśliwym, nie zależy od nas. Zostaje podjęta w sferze mocy, które kierują człowiekiem. Dlatego właśnie twoja zabawa z Mescalito była tak ważnym omenem. Te moce przywiodły cię do mnie, zabrały cię na dworzec autobusowy, pamiętasz? Pewien błazen przyprowadził cię do mnie. Doskonały omen, błazen wskazujący na ciebie. Dlatego uczyłem cię, jak zostać myśliwym. A później pojawił się następny doskonały omen, sam Mescalito bawił się z tobą. Rozumiesz, o co mi chodzi? Jego niezwykła logika była przytłaczająca. Słowa don Juana stworzyły wizję, w której podlegałem czemuś przerażającemu i nieznanemu, czemuś, czego zupełnie się nie spodziewałem i nawet w najdziwniejszych fantazjach nie wyobrażałem sobie jego istnienia. – Co, według ciebie, powinienem robić? – zapytałem. – Otwórz się na przyjęcie mocy. Zabierz się za swoje sny. Nazywasz je snami, ponieważ nie masz mocy. Natomiast wojownik, będąc człowiekiem poszukującym mocy, nie nazywa ich snami, ale rzeczywistością. – Uważasz, że bierze swoje sny za rzeczywistość? – On nie myli ze sobą żadnych rzeczy. To, co ty nazywasz snami, jest dla wojownika rzeczywiste. Musisz zrozumieć, że wojownik nie jest głupcem. Jest nieskazitelnym myśliwym, który poluje na moc. Nie jest pijakiem ani szaleńcem. Nie ma czasu ani chęci na blagowanie czy też okłamywanie samego siebie, ani na wykonanie nie właściwego ruchu. Stawki są zbyt wysokie, aby mógł robić coś takiego. Ryzykuje swoim precyzyjnie uporządkowanym życiem, a doprowadzenie go do doskonałości zajęło mu dużo czasu. Nie ma zamiaru go zmarnować przez jakiś głupi błąd w kalkulacji, przez pomylenie ze sobą jakichś rzeczy. Śnienie jest rzeczywiste dla wojownika, ponieważ może on w nim działać w zamierzony sposób, jest w stanie dokonać selekcji. Z wielkiej liczby rzeczy może wybierać te, które prowadzą do mocy, a póz niej manipulować nimi i wykorzystywać je. Natomiast w zwykłym śnie nie da się działać w zamierzony sposób. – Czy wobec tego uważasz, że śnienie jest rzeczywiste? – Oczywiście, że jest rzeczywiste. – Tak rzeczywiste jak to, co teraz robimy? – Jeśli chcesz porównywać, mogę ci powiedzieć, ze jest bardziej rzeczywiste. Podczas śnienia posiadasz moc, jesteś w stanie zmieniać rzeczy, możesz odkryć niezliczoną ilość faktów, możesz kontrolować wszystko, co tylko zechcesz. Stwierdzenia don Juana zawsze przemawiały do mnie tylko częściowo. Bez trudu mogłem zrozumieć, że podoba mu się idea możliwości dokonywania wszystkiego we śnie, ale nie mogłem jej traktować poważnie. Byłoby to zbyt dużo jak na mnie. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę. Jego twierdzenia były szalone, a jednak nie mogłem sobie przypomnieć, bym kiedykolwiek spotkał człowieka tak mądrego jak on. Powiedziałem mu, że nie mogę uwierzyć, że bierze swoje sny za rzeczywistość. Zachichotał, jakby był przekonany o absolutnej niemożności obrony mojego stanowiska. Potem wstał i bez słowa wszedł do domu. Przez długi czas siedziałem osłupiały. Potem don Juan zawołał mnie na tyły swojej chaty. Przygotował trochę kukurydzianki i wręczył mi miskę.

ale nie będziemy się już błąkać po pustyni. a . Ale albo nie zrozumiał. Wskazał na samotnie stojący w odległości dziesięciu. abym usiadł w wyróżniającym się miejscu. Spojrzał na mnie dwa czy trzy razy. – Co się stało? – zapytałem szeptem. Przecież lubisz włóczyć się ze mną po pięknej pustyni. ale on podszedł tylko po to. Don Juan poprowadził mnie ku wzgórzom na wschodzie. abym poszedł za nim. Zacząłem zsuwać się z kamienia. Następnie zapytał mnie. którego z pewnością nie użyłby. Nauczysz się.Zapytałem go o czas. niemalże śpiący. że coś posłyszał. nawet gdybym bardzo się postarał. Don Juan wydawał się rozkoszować moją desperacją. Zaczął iść w kierunku pustynnego chaparralu. co teraz robimy? – zapytałem go. że to mięso mocy i trzeba je żuć powoli. Lubiłem to wrażenie. niedbale stwierdził. którego doświadczałem tylko w jego towarzystwie. – Teraz jest inaczej – powiedział. że rzeczywiście jest to przerażający. że siądzie razem ze mną. wrzeszcząc. Don Juan nagle wyszedł zza skał i uśmiechnął się do mnie. tajemniczy. Wrzasnąłem. na którym siedziałem. że musiał rozejrzeć się wkoło. żebym sobie nimi nie zawracał głowy. śmianie się. nie mając ku temu ważnych powodów. – Daj spokój. a jednak piękny świat. chodzenie. Mógłbym wrócić do samochodu i odjechać. że się nie kwalifikuję do tego przedsięwzięcia. Kawał drogi szliśmy kanionem. jakoś nie odczułem. jakby spodziewał się. chcąc mu zwrócić uwagę na to. Ze śmiertelną powagą powiedział. Wycieczka okazała się bardzo długa. piętnastu stóp prawie okrągły kamień i pomógł mi wspiąć się na niego. Był gorący dzień. pozwalasz sobie na głupie lęki – powiedział cicho. jak stać się dostępnym dla mocy. otoczonym głazami z piaskowca. ziewnął i podszedł do kamienia. że nie. aby to porzucić. – Przemawiam teraz do twojego ducha myśliwego. aby podać mi kilka kawałków suszonego mięsa. Był spokojny. Powiedziałem. że chciałbym wiedzieć. Don Juan wreszcie zatrzymał się i usiadł w cieniu kamieni. czym można by się niepokoić. chichocząc. czy nie ma na ten okres szczególnej nazwy. wstał nagle i zaczął wzrokiem badać otoczenie. Rozluźniłem się i swobodnie usiadłem. przekroczyć swoich ograniczeń i zaakceptować jego stwierdzeń. Tak jak powiedział. Myślałem. że mnie nie słyszy i dlatego muszę do niego krzyczeć. powstrzymując śmiech. albo nie chciał odpowiedzieć. Wyjąłem krakersy z plecaka. zwykle dla mnie nie do zniesienia. – Co robisz? – zapytałem. Przeciągnął się. czy było to jakieś wielkie zwierzę. że podejdzie do nas zwierzyna. – Od dzisiaj zaczniemy chodzić do miejsc mocy. – A ja rzeczywistością – wyjaśniłem – ponieważ jedzenie jest czymś. – Tak samo jak polowanie. Później usiadł wyprostowany i zwrócił głowę na prawo. Teraz już za późno. ale on powiedział mi. Chciałem się dowiedzieć. opierając się plecami o ścianę. że w pobliżu nie ma nic. Później wrócił w ocienione miejsce i usiadł. Powiedziałem. Poczułem gwałtowne szarpnięcie w żołądku. śledząc jego poczynania. a on odkrzyknął. ale on nalegał. Chciał. nie mieszając z żadnym innym pożywieniem. tak jak to robi myśliwy. że powinienem jeszcze chwilę tam pozostać. Później bardzo głośno powiedział. – Nazywam to jedzeniem – powiedział. Dał mi znak ruchem głowy. bo wydawało mu się. że wybierzemy się na przechadzkę. że znajdowaliśmy się w kolistym. czy z wierzchołka mojego kamienia widzę coś niezwykłego. Odpowiedział mi. czym jest rzeczywistość w przeciwieństwie do snu. – Jak nazywasz to. Wtedy zauważyłem. Uważnie nasłuchiwał. ale przecież bardzo lubiłem chodzić razem z nim. Jego odpowiedź była nienaturalna i niepojęty był dla mnie jego krzyk. co się naprawdę teraz odbywa. Znowu dałem wyraz wewnętrznej rozterce. dopóki nie skończyłem jeść. Krępowałem się. na którym siedziałem. Gdy tylko skończyliśmy jeść. podobnym do zatoczki zagięciu wyschłego koryta rzeki. kiedy się nie śpi. Automatycznie zastygłem w bezruchu na swoim miejscu i poruszałem tylko oczyma. Don Juan przyłożył rękę do ucha i wrzasnął. Jednak wysokiej temperatury. abym krzyczał. Usiadł i ukrył się pomiędzy dwiema skałami u podstawy głazu. Nie mogłem jednak. Zapytałem go. złapałem się na haczyk. Nie wysunąłem już dalszych argumentów. klepiąc mnie po plecach i uśmiechając się życzliwie. – Śnienie również się odbywa – zareplikował. tak jak to robiliśmy poprzednio. Pozostał w tej pozycji. ale on wrzasnął. co się dzieje. że niczego tu nie ma. Bardzo ostrożnie wycofał się za skały.

Ścierpły mi nogi. Podszedłem do niego. a on szepnął mi do ucha. Pokazał. Po prostu skoczył na równe nogi i wyciągnął do mnie rękę. Wyznaczył odległość trzech kroków jako dystans. Zabrakło mi . Kiedy opuściliśmy to miejsce. gdybyś nie jadł tego co zwykle. ale jakaś część mnie zupełnie odmówiła funkcjonowania i zasnąłem. Kiedy w końcu dotarliśmy do domu. Ze zdenerwowania zadawałem głupie pytania. zwróciłem uwagę na niepojętą łatwość. Na razie muszę powstrzymać się od zadawania pytań. co przez to rozumie i szeptem próbowałem zadać pytanie. – Wiem. że krzyk był potrzebny do ujawnienia mojej obecności. – Musimy tylko poczekać. Szedł bardzo wolno. Koło południa znowu wybraliśmy się do wodnego kanionu. jakie tylko zechcę. po czym dał mi znak. a potem zachowywaliśmy przymusową ciszę. abym opisał mu widok rozciągający się na południe od nas. W końcu zrobiło się za ciemno na pisanie. że musimy zaczekać na zmierzch i że powinienem zachowywać się w jak najbardziej naturalny sposób. Kiedy zacząłem z tego żartować. że stoimy nad nią. Umierałem z ciekawości. Minęło trochę czasu. ale nie zauważyłem żadnej wody. Don Juan skierował się ku domowi. don Juan udał się w stronę gór. Krzyczeliśmy tak do siebie przez jakiś czas. aby mi pomóc. Jest tutaj duch i musimy go wywabić. ale don Juan nakazał całkowitą ciszę. – Rozchorowałbyś się. trwającą godzinami. Trwanie godzinami w zupełnym bezruchu wyraźnie było dla niego bardzo łatwe. – Twoje ciało nie jest przyzwyczajone do mięsa mocy powiedział. za to dla mnie stanowiło wyjątkową torturę. Od czasu do czasu podawał mi kawałek suszonego mięsa. 19 sierpnia 1961 Wczoraj rano don Juan i ja pojechaliśmy do miasta i zjedliśmy śniadanie w restauracji. Próbowałem myśleć o czekających mnie nowych przygodach. On sam zajadał z wielkim apetytem. który miałem utrzymywać. że tutaj czai się duch – powiedział bardzo cicho. zanim moje mięśnie odzyskały elastyczność potrzebną do chodzenia. było późne popołudnie. ponieważ muszę stać się dostępny dla mocy wody zamieszkujących to wyjątkowe miejsce. Całe ciało mi zdrętwiało i zmarzłem. bolały mnie plecy i czułem napięcie w ramionach i szyi. Sobota. zamiast skierować się do domu. Kiedy próbowałem się wyprostować. z jaką don Juan poderwał się po kilku godzinach bezruchu. Wytłumaczył mi. Umyślnie błądził. żebym zbyt drastycznie nie zmieniał swoich nawyków związanych z posiłkami. co znaczy. powiedział po prostu: – Moje ciało lubi wszystko. abym trwał w bezruchu i nawet szeptem czy najmniejszym drgnieniem nie zdradził naszej obecności. – Tutaj jest woda – szepnął – a także moc. Aby zauważył nas duch. prowadziliśmy hałaśliwą rozmowę. Siedzieliśmy w ciszy. a później wspięliśmy się na szczyt jednego z wyższych wzgórz. Poradził mi. Powiedział. do czasu kiedy znajdziemy się w miejscu mocy. – Gdzie? – Tam. – Jaki to rodzaj ducha? Popatrzył na mnie z ironicznym wyrazem twarzy i za-replikował: – A ile jest ich rodzajów? Zaśmialiśmy się. Don Juan poradził mi. Don Juan w końcu wstał. Tutaj don Juan wybrał niczym nie osłonięte miejsce na odpoczynek. – Wyjdzie o zmierzchu – powiedział.wtedy on poprosił mnie. że mogę zadawać wszelkie pytania. Siedzieliśmy na werandzie przez kilka godzin. że ubiliśmy interes. Pracowałem nad notatkami. Może pójdzie za tobą. Najpierw dotarliśmy do łagodnych wzniesień. aby dowiedzieć się. że rozmowa nie jest potrzebna. ale on. przypomniał mi. Rozejrzałem się wkoło. spoglądając surowo. idąc za nim. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o tym domniemanym duchu. naszą zwykłą trasę przecinał cztery czy pięć razy w różnych kierunkach. żebym zszedł na dół. Próbowałem wypytywać go o wydarzenia minionego dnia. w krzakach.

co mógłbyś mi powiedzieć – nalegałem. co przychodzi do ciebie. Aż w końcu moc staje się czymś. Możesz jej nie mieć albo nawet nie zdawać sobie sprawy z jej istnienia. a pozostaniem w cieniu wodnego kanionu. Pochylił głowę do przodu i z otwartymi ustami zaczął się gapić na swoje ręce. czy wszystko zrozumiałem. – Każdy z nas jest inny – powiedział w końcu. Śnienie jest tak poważne jak widzenie. Człowiek polujący na moc nie podlega prawie żadnym ograniczeniom w swoim śnieniu. że ustawienie śnienia oznacza posiadanie prostej i praktycznej kontroli nad ogólną sytuacją we śnie. rusz Jadaczką. powinniśmy rozmawiać. Wyglądał tak komicznie. Wyobraź sobie wszystkie niepojęte rzeczy. Czułem się zabawnie. otwierając i zamykając usta z wielką szybkością. – Są takie rzeczy. co jest w tobie. że jest coś. Powiedziałem ci o rękach. Jak spodziewasz się. aby dał mi jakieś wskazówki. Nie myśl. twój brzuch czy kutas. Jego ton był tak zwyczajny. co należy do zjawisk codziennych. ponieważ dla mnie najłatwiej jest patrzeć na nie. co ma na myśli. na co ci się podoba. Don Juan zapytał mnie. – Ludzki głos przyciąga duchy. ponieważ zaczyna się twoja pierwsza próba. Odpowiedziałem. czy wiem. Pokręcił przecząco głową i zezując. – Patrz tylko na swoje ręce. – Naprawdę nie wiem. – Tak. – Jak mam patrzeć we śnie na ręce? – Bardzo prosto. mogą to być palce u nóg. że nie mogłem się powstrzymać od śmiechu. o których od teraz będziemy mówić tylko w miejscach mocy – kontynuował. że to żart. jakby dyktował list do mnie. – Przyprowadziłem cię tutaj. co kontroluje twoje działania. co ja . – Kiedy masz mówić. co mówił. jak ustawić śnienie. jak przychodzi ani czym naprawdę jest. Poprosiłem go. że nie. Wyjaśnił. czego przedtem nie dało się zauważyć. jakby opowiadał mi o czymś. Takiej kontroli. Jeśli o to chodzi. umieranie czy każda inna rzecz w tym przerażającym. Zaśmiałem się głośno. No. dając twierdzącą odpowiedź. kiedy musimy rozmawiać – powiedział. jakie dzięki temu możesz osiągnąć. rzucił na mnie kilka krótkich spojrzeń. do cholery. Później moc staje się czymś ważnym. – Wskazówką dla ciebie mogłoby być tylko to. czym jest moc – powiedziałem. tajemniczym świecie. – Nie ma żadnych wskazówek – powiedział. – Możesz oczywiście patrzeć na cokolwiek. a jednak dokonuje cudów na twoich oczach. – Dlaczego się śmiejesz? – zapytał zdziwiony. – Musisz zacząć od czegoś bardzo prostego – powiedział. o czym nawet trudno pomyśleć. To jest miejsce mocy i możemy tutaj mówić tylko o niej. – Dzisiejszej nocy musisz patrzeć w snach na swoje ręce. – Moc jest czymś. a jednak wiesz. O tak. – Zamierzam nauczyć cię. To właśnie wydarza się teraz tobie. skieruj na nie swój wzrok. – Na początku to coś niewiarygodnego. bardzo odległego. Tam jeden już się czai. – A teraz poważnie. Don Juan zaśmiał się i poklepał mnie po plecach. Doświadczałem idiotycznego uczucia pustki. jak o czymś zabawnym. Zrobił zabawną minę. Następnie moc manifestuje się jako coś niekontrolowanego. Nastąpiła krótka pauza. – Rzeczywiście. kiedy możemy dokonać wyboru pomiędzy wejściem na wzgórze. W ogóle z trudnością nadążałem za tym. jak ci powiedziałem – odburknął. – Właśnie teraz zamierzam nauczyć cię pierwszego kroku do osiągnięcia mocy – powiedział. – Z pewnością jest jeszcze coś. ale jednak pozostaje pod twoimi rozkazami. Abyśmy byli dla niego dostępni. – Teraz jest czas.pytań. Spojrzał na mnie znowu i zapytał. Pomyśl o tym. Chyba zauważył moją konsternację. ciężki z ciebie typ – powiedział. czym zajmuje się wojownik – odparł. bo zachichotał. zapominasz języka w gębie. Nie mogłem niczego wymyślić. Nie mogę powiedzieć. że to zrobię? – zapytałem. Jest niczym. jaką mamy na pustyni.

Powiedziałem ci o rękach. Jak możesz uważać. – Zawsze kiedy spojrzysz na jakąś rzecz w swoich snach. przyjacielu. Lecz zdecyduj się wcześniej. – Zostaw swój cywilizowany świat – powiedział. wariacie – kontynuował don Juan. o czym mówię? Powiedziałem. jakby układał myśli. kiedy się uczyłem. co zechcesz. Kiedy zaczną zmieniać kształt. w ogóle nie Jesteśmy podobni. że masz patrzeć na swoje ręce. Don Juan wstał i zaczął rzucać ukradkowe spojrzenia na południe. Na próżno się głowiłem. Śnienie staje się rzeczywiste kiedy udaje ci się skupić na wszystkim. że jednak tego nie potrafisz. Krajobraz gwałtownie się zmienił i znaleźliśmy się na obszarze pozbawionym roślinności. gdy sprzeciwiałem się temu. że chociaż zrozumiałem. ale on się zatrzymał i przyjął niezwykle czujną postawę.sam robiłem. abym zachowywał się jak wariat. ale on znów zaczął mówić. Byłem tak zajęty pisaniem. a później spojrzeć na nie znowu. Słońce już zniknęło za horyzontem. co się dzieje w świecie rzeczywistym od swoich fantazji. o co mi rzeczywiście chodziło. wpatrywałem się w niego jak . Niebo było pochmurne i nadciągał już zmierzch. Powiedziałem. Rozumiesz. Przytoczyłem argument. a moje obawy wzrastają za każdym razem. Wydawało mi się. że jestem na z góry straconej pozycji– Nie próbuję wpędzać cię w chorobę. co zechcesz. to jednak nie jestem w stanie zaakceptować jego poglądu. co robisz. Jak już ci powiedziałem. – Chodźmy – powiedział. gdybyś miał polegać na swojej zdolności odróżniania rzeczywistego od nierzeczywistego. W tym momencie szarpnął mną bardzo silny podmuch wiatru. Cały czas wpatrywałem się w niego. że powinieneś stać się nieskazitelnym wojownikiem. Jego twarz wyrażała zdecydowanie i nieugiętą wolę. Don Juan zwrócił się w kierunku wiatru. – Może jednak powiedziałbyś coś. a później znajdź to w swoich snach. o czym mówił. Ale kto może być tego pewny? Jesteśmy tak tajemniczymi i tak przerażającymi istotami jak ten bezkresny świat. aż pokaże się duch wody. jakby ktoś inny go odwrócił. i rytmicznie kiwał głową. możesz wybrać to. kiedy doradza mi. na które poluje. Przez chwilę drżał. na zachód. przykładając ręce do policzków i głośno wzdychając. Opanowanie tej techniki wymaga czasu. który doskonale wiesz. Najwyraźniej nie udało mi się przekazać tego. Później znów się rozluźnił i stanął niedbale. Lecz siły. – Sztuka ustawiania śnienia nie polega tylko na widzeniu rzeczy. Więc któż może wiedzieć. Później moce zwróciły mi uwagę. co by mi pomogło. wojownik musi być doskonały. Nie używał mięśni do wykonania obrotu. – Musimy iść na południe i poczekać. ona zmienia kształt – powiedział po długiej chwili ciszy. jak obchodzić się mocami. Było tam wielkie okrągłe wzgórze. On patrzył na mnie kącikami oczu. musisz przenieść wzrok na coś innego. kiedy śpisz i kiedy nie śpisz. jeśli będziesz tylko wiedział. – Jak już ci mówiłem. Szliśmy może pół godziny. iż zaczęło się już ściemniać. że bez wątpienia takie osoby są psychicznie chore. ale na utrzymywaniu ich widoku. – Możesz to zrobić sam. Zawsze. – Wyglądał. Nie jesteśmy tacy sami. Wyglądało jak łysa głowa. jaki jest! Nikt nie każe ci się zachowywać jak szaleniec. Chciałem go przeprosić. a ja usiłowałem cię nauczyć. Wtedy nie ma różnicy pomiędzy tym. – Będzie prościej. – Niech będzie taki. Udaliśmy się w jego kierunku. że wojownik nie potrafi odróżniać tak podstawowych stanów? Natomiast ty. wyrażałem po prostu moje ogrornn6 rozgoryczenie tym. abyś mógł prowadzić mocne i czyste życie myśliwego. To uczucie przenikało całą jego istotę. a przynajmniej nie robił tego tak jak ja. jak mógł utrzymywać pozycję pionową przy takim rozluźnieniu mięśni. że w cywilizowanym świecie są setki ludzi. którzy ogarnięci iluzją nie potrafią odróżnić tego. co mówił. po to aby wiedzieć. przyprowadziły de do mnie. od razu spaprałbyś całą robotę i umarł. że nie zauważyłem. bez mojej pomocy. do czego jesteś zdolny? W głosie don Juana pobrzmiewała nuta smutku. że ciało don Juana pociągnęła jakaś siła z zewnątrz. Myślałem. – Nie musisz patrzeć na swoje ręce – powiedział. jak zmienić twój głupi sposób życia. że don Juan będzie chciał wspiąć się po jego łagodnym stoku. które nami kierują. Po tym moim długim wyjaśnieniu don Juan wykonał komiczny gest rozpaczy. Wydaje mi się. ponieważ one są tam zawsze. czym jest rzeczywisty świat. na którym chaparral został wypalony. Wyglądało to tak. Całe Jego ciało zdawało się napięte niczym jeden mięsień.

abym zszedł na dół. jakby ktoś spuścił na niego zimny prysznic. że jeszcze nie zdechło. – Zbyt duże jak na psa – powiedział rzeczowo. która wymagałaby tego rodzaju dziwnej koncentracji. – Jeśli jest umierające. Zwierzę znowu zadrżało i wtedy przekonałem się. jakby skulone. dosłyszałem nieludzki wrzask i zwierzę wyprostowało nogi. Don Juan zwrócił się na południe i zaczął wzrokiem penetrować cały teren. odwróciłem się i zobaczyłem don Juana stojącego w tym samym miejscu. jakby nic się nie wydarzyło. że jest żywe. Jego ciało poddało się jeszcze jednemu wstrząsowi. ciałem wstrząsały skurcze. ale don Juan zatrzymał mnie łagodnie. Tutaj don Juan zatrzymał się. Niewątpliwie było to jakieś zwierzę. kiedy na to patrzyłem. Nowe szarpnięcie poruszyło ciałem zwierzęcia i wtedy zobaczyłem jego głowę. Po wyprostowaniu nóg. Obeszliśmy nagie wzgórza od wschodu i doszliśmy do środkowej części podnóża. a później don Juan zaczął iść. Zbliżyliśmy się do niego ostrożnie. na co to wygląda? Powiedziałem mu. – Według ciebie. Było jasnobrązowe i drżało. Wpatrywałem się w nie w stanie absolutnego przerażenia. że może to być brązowy cielak. wykorzystując resztkę swojej energii. a później przetoczyło na grzbiet. Widziałem. na którym staliśmy. – Co to jest? – szeptem zapytałem don Juana. zwracając się twarzą na zachód. Nogi sterczące w górę dziko podrygiwały. zwierzę z pewnością było ssakiem. – Myślę. szczyt wzgórza nie wydawał się już taki okrągły i gładki jak z dużej odległości. a poza tym ma sterczące uszy. że jest za bardzo skulone jak na cielę. W pobliżu jego wierzchołka znajdowała się jaskinia albo dziura. że podobne jest do psa.urzeczony. Don Juan zrobił kilka ostrożnych kroków w jego kierunku. Prawie mogłem dostrzec jego głowę i uszy sterczące jak u wilka. Nagle zadrżał. ponieważ don Juan robił to samo. że to jakieś skulone zwierzę. Skoncentrowałem na tym całą swoją uwagę. Sądząc po korpusie. Leżało na grzbiecie. Zacząłem się znowu wpatrywać. – Uważaj – szepnął mi don Juan do ucha. że na ich widok zrobiło mi się niedobrze. – Ale co to za zwierzę? Nie byłem w stanie dostrzec żadnych wyróżniających się cech. Zwierzę. albo martwe. że zwierzę nie żyje – powiedział. Przekonałem się. aby coś zobaczyć. ale nie zmieniło swojej skulonej pozycji. Kiedy byłem w połowie drogi. Było prawie okrągłe. Stanąłem przed don Juanem. Wówczas byłem już najzupełniej przekonany. może na nas skoczyć. Jego ciałem wciąż wstrząsały skurcze. jednak miało dziób jak ptak. Jakieś dwadzieścia stóp od nas coś leżało na piasku. zdawało się dogorywać jego oddech był nieregularny. Szepnąłem to don Juanowi. przypominało zwiniętego w kłębek psa. o mało nie krzyknąłem ze strachu. – Co się stało? – zapytałem bez tchu. Kiedy podszedłem bliżej. Z miejsca. W tym czasie zrobiło się już całkiem ciemno i musieliśmy zbliżyć się jeszcze o dwa kroki. Przerażony odwróciłem się do don Juana. Przy następnym silnym podmuchu wiatru dreszcz przeszedł mi po plecach. Nigdy nie znalazłem się w takiej sytuacji. chociaż jego boki nie poruszały się rytmicznie. Miało tak przerażające pazury. albo śpiące. – Tam – powiedział szeptem i wskazał na jakiś obiekt na ziemi. aby widzieć zwierzę. W skupieniu wpatrywałem się w nią. Pomyślałem sobie. Dał mi znak. – Nie wiem – odparł podobnie cicho. Podążyłem za nim. Mój umysł nie mógł uwierzyć w istnienie . Zbiegłem więc do niego. Wytężyłem wzrok. Posłyszałem potężny ryk i krzyczącego don Juana: – Uciekaj! Ratuj swoje życie! Właśnie to robiłem. jeśli to było zwierzę. Zwierzę niewątpliwie wydawało ostatnie tchnienie. W tym momencie nagle zrozumiałem. – Masz rację – wyszeptał w odpowiedzi. Odpowiedział. Udałem się za nim. jak oddycha. W pewnym momencie niezwykle silny spazm podniósł je z ziemi. Wdrapałem się na szczyt wzgórza z niewiarygodną szybkością i zręcznością. Zrobiłem kilka kroków w kierunku tej rzeczy. – To zwierzę jest w agonii – szepnąłem don Juanowi. Spazmatycznie łapało powietrze. przewróciło się na bok.

że jest to technika praktykowana przez tych. Zwrócił mi uwagę na to. Powiedział. że to tylko początek. Rozumiesz. znajdowałem się w doskonałym stanie. co zrobiłeś. . Stwierdził. nie tracąc głowy ani nie odchodząc od zmysłów z podniecenia czy strachu. Ponieważ to właśnie mocją ożywiała. a co nie. która tchnęła życie w suchą gałąź. W całym swoim życiu nie widziałem niczego podobnego. Nie był to jednak otwór. Kolor spopielonych resztek. Poklepał mnie po ramieniu i zażartował. – Zmarnowałeś wspaniałą moc. słuchając jego dźwięku i zostawi nas w spokoju. Wyjaśnił. że kiedy uciekałem na górę. gdybym porzucił wszystko i podążył za mocą. czym jest to nieprawdopodobne zwierzę. która z łatwością może spowodować śmierć i dlatego trzeba ją traktować z wielką ostrożnością. że dłużej powinienem zachować widok żywego potwora chwilę dłużej. w jaki rozwiązałem tajemnicę. Zacząłem przepraszać go za skłonność do zbytniej ufności w słuszność własnego postępowania. który znamy. raz na zwierzę. Szepnąłem mu do ucha: – Co rozumiesz przez zatrzymanie świata? Popatrzył na mnie dziko. Podążyłem za nim. ale płytka szczerba w piaskowcu. może złagodnieje. a opanowanie mocy zajmuje dużo czasu. Wydawało mi się. które przykryły gałąź.czegoś takiego. zanim odpowiedział. polega na tym. że próba stania się dostępnym dla mocy może być niebezpieczna. – Musimy pozbyć się kleszczy – wytłumaczył. Ciągle powtarzał. ostentacyjną. który zna jego głos. kontrastując z zieloną roślinnością. Spoglądałem raz na niego. którzy polują na moc. aż świat przestałby istnieć. to nie żaden sukces – powiedział. Wczołgał się do zagłębienia. głośną rozmowę albo inny rodzaj hałaśliwej aktywności. dzięki której świat. że gałąź wyglądała jak żywe zwierzę. aby don Juan wytłumaczył mi. Zaśmiałem się ze swojej głupoty i w podnieceniu opisałem don Juanowi. ratując swoje cenne życie. ale on odwrócił się i zaczął iść na szczyt wzgórza. abym usiadł. Stałem oniemiały. tak jak podczas śnienia. Don Juan kilkoma małymi gałązkami zmiótł pył nagromadzony na dnie wgłębienia. Don Juan powiedział. ale uciszył mnie i powiedział. Była to wielka gałąź krzewu. aby utrzymać jej obraz. żeby złościł się na mnie albo był rozczarowany moim postępowaniem. powinienem dążyć do “zatrzymania świata". które wyglądało jak jaskinia. że duch. i kazał mi znaleźć sobie wygodne miejsce. Stawanie się dostępnym dla mocy musi się odbywać systematycznie i zawsze z wielką uwagą. Chciałem. nadał całej gałęzi barwę jasnobrązową. aż wreszcie wszystko poskładało mi się w całość i wiedziałem już. co mam na myśli? Chciałem zapytać o coś innego. groza. – To. Powiedział. Zacząłem mówić o gałęzi. rozpada się. Tylko on będzie przez chwilę mówił. Dał mi znak. jak wiatr sprawił. kiedy moc ją dotknęła. która wiedziała. Nie potrafiłem wypowiedzieć ani jednego słowa. bo spędzimy tutaj noc. ale byłem w stanie jedynie coś wymamrotać. brzuchatego zwierzęcia. – To nie ma znaczenia – powiedział. co jest rzeczywiste. Zbliżyłem się i podniosłem je. Wpatrywał się we mnie. moc. że prawdziwym sukcesem byłoby. Moc posiada niszczącą siłę. Byłem zakłopotany. nadając jej wygląd wielkiego. – Gałąź była prawdziwym zwierzęciem i żyła w momencie. że będzie zadowolony ze sposobu. Polega to na ujawnieniu swej obecności przez kontrolowaną. że przez całą noc powinienem trwać w kompletnej ciszy i czuwać. Została spalona i prawdopodobnie wiatr nawiał pyłu i popiołu. że dość trudno byłoby powtórzyć ten stan. ale uciszył mnie. że jeszcze tego samego dnia byłem osobą. Później konieczne jest zachowanie długiej i całkowitej ciszy. aby zatrzymać świat. Nie wyglądało na to. więc cała sztuka. Kontrolowany wybuch i kontrolowany spokój są oznakami wojownika. Coś niepojętego znajdowało się teraz przed moimi oczami. czym było. W sposób kontrolowany. moc i śmierć. Połączyły się w nim lęk. Technika.

gdzie siedziałem. uśmiechnął się do mnie i powiedział: – Musimy przejechać niezły kawałek drogi do miejsca mocy. – Nie tutaj. 31 sierpnia 1961 roku. wsadził głowę przez okno samochodu. Roślinność z pustynnych krzewów przeszła w gęste. Później skręciliśmy na wschód w ubitą piaszczystą drogę i jechaliśmy nią aż do podnóża gór. że przychodzili tu. Kiedy zrobiło się ciemno. Wyjaśnił. W tym momencie. wówczas twoje uczucia się przemienia. które wyglądało jak Ściana. – Patrz na krąg kamieni – powiedział. Don Juan śledził jej lot skupionym krokiem. a kiedyś. które rozrzucone są po starym świecie Indian. – Kim jest człowiek wiedzy. Don Juan klepnął mnie w ramię. gdzie można pobierać nauki lub znajdować rozwiązanie problemów.11. – Czy zostaniemy tutaj na noc? – Tak myślałem. może zostać . że było na tyle głębokie. że przyjdziesz w to miejsce – powiedział. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o wronie. zauważyłem obszar o średnicy około stu jardów mający kształt koła. – To nie jest cmentarz – wyjaśnił. Nastrój wojownika Przyjechałem do domu don Juana w czwartek. skalistego urwiska. – Nikt nie jest tutaj pogrzebany. który poluje na moc. Nie są to właściwe miejsca mocy. że kiedyś wojownicy byli tutaj zakopani. a jest już południe. – Czy kości wojowników są wciąż tutaj pogrzebane-Don Juan uczynił komiczny gest zakłopotania i uśmiechnął się szeroko. żeby tego nie robić. jak niektóre wzgórza i formacje krajobrazowe stanowiące siedzibę duchów. wojownik jest nieskazitelnym myśliwym. Nie interesują mnie cmentarze. Powiedział. Nie zauważyłbym tego regularnego okręgu. Zanim zdążyłem przywitać się z nim. – Na dole. jak i gdzie zostali pogrzebani wojownicy. ale ich nigdy nie znajdziesz na cmentarzu. że to pole jest otoczone przez naturalne ogrodzenie z kamieni. głupcze – powiedział z uśmiechem. Nie ma tu zakopanych kości umarłych ludzi. tym większa jego moc. pewnego dnia wrona zaprowadzi cię do innego takiego miejsca. aby zakopać się na noc. zielone górskie zarośla i drzewa. Stąd poszliśmy prosto ku szczytom niskich wzgórz. Im doskonalsze jest koło. Zażądał kompletnej ciszy. Jeśli odniesie sukces w polowaniu. – Wystarczy. tak długo jak tego potrzebowali. ale mała wrona powiedziała mi. gdyby don Juan mi go nie pokazał. don Juan wybrał miejsce na nocleg. Powiedziałem. Znaczy to. na dwa czy trzy dni. jednak odszukanie ich praktycznie byłoby niemożliwe. don Juanie? – Każdy wojownik może stać się człowiekiem wiedzy. usiadł z przodu obok mnie i poprowadził mnie około siedemdziesięciu mil na południe. – Albo spędzisz noc na tej skale. Następnego dnia zjedliśmy skromny posiłek i kontynuowaliśmy podróż na wschód. kracząc. że istnieją dziesiątki takich miejsc. które wybrał don Juan ze względu na to. rozciągające się bezpośrednio pod nami ku wschodowi. płaskie pustkowie. Gęste krzewy pokrywały jego powierzchnię łącznie z kamieniami. Wskazał na pole na dnie urwiska. iż mogło ukryć samochód przed ludzkim wzrokiem. abym zrobił to samo. Wczesnym popołudniem wspięliśmy się na szczyt gigantycznego. Otworzył drzwi samochodu. ale uciszył mnie niecierpliwym gestem dłoni. Zaparkowałem samochód w zagłębieniu. Przyglądałem się skale i dziwiłem się. – Zachowaj go w swojej pamięci. – To jest miejsce mocy – powiedział po chwili przerwy – – To jest miejsce. Don Juan usiadł i dał mi znak. ale bardziej miejsca oświecenia. Przeleciała wrona. Moc znajduje się w kościach wojownika. gdzie dawno temu byli zakopani bojownicy. Jeszcze więcej mocy jest w kościach człowieka wiedzy. Nie ma w nich żadnej mocy. bezpośrednio nad nami. Z miejsca. przemierzając rozległe. Jak już ci mówiłem.

powinienem go po prostu doprowadzić do porządku. aby głowa oparta na kurtce jak na poduszce wystawała na zewnątrz. że ani trochę ziemi nie nasypało się do środka. wschodnią stroną urwiska. Wstał i dał mi znak. Natura czynów przestaje być ważna. powiedział. Powoli zeszliśmy po niebezpiecznej ścieżce i kiedy znaleźliśmy się na dnie. służyły za oparcie dla dłuższych kijów nadających klatce wygląd otwartej trumny. że jestem człowiekiem. Te z nich. – Co. Don Juan powiedział. Tak samo jak każdy człowiek zasługuję na wszystko. że powinienem siedzieć i czekać. ponieważ nie masz mocy. a także wsuwać się i wysuwać z tej klatki. Zamknął tę skrzynię. Nie byłem przyzwyczajony do tego rodzaju ciszy. – A co ze zwierzętami? – zapytałem. Była tam wyraźna ścieżka w prawie pionowej ścianie. Kazał mi się położyć głową na wschód. W ten sposób przykrył mnie od ramion w dół. ale don Juan uciszył mnie. wąż czy puma nie będą go niepokoiły. prowadząca do kamiennego kręgu. Poczułem wagę moich przeszłych działań jako nieznośne i krępujące brzemię. Jego świat jest silny i prawy. Doświadczałem wyjątkowo przyjemnego uczucia spokoju i zadowolenia. a liście tak dobrze rozmieszczone. ponieważ. Próbowałem mówić. a mój duch został wypaczony przez okoliczności mojego życia. Wziął gruby kawałek suchego drewna i używając go do kopania wzruszył ziemię wokół mnie i zasypał nim całą konstrukcję. co poszukiwanie niczego. – Miałem zamiar zakopać cię tutaj na całą noc – powiedział. Zakopię cię tylko na chwilę. Gałęzie. wśliznąć się do klatki i zranić wojownika? – Nie. doskonałości ducha wojownika to jedyne zadanie godne naszego Jego słowa podziałały jak katalizator. jeśli działa się jak wojownik. – Czy mogą rozgrzebać wierzchnią warstwę ziemi. ból. Było ono również koliste. Ten spokój był rozkoszny. jeśli dalej będę tak mówił. wbijając w miękki pył kawałki gałęzi o długości dwóch i pół stopy. Powstrzymał moje pytanie ruchem ręki. że jeśli rzeczywiście czuję. opowiadając o . żeby tu być. że jeszcze nie nadszedł czas. Zacząłem myśleć o swoim życiu i o mojej osobistej historii i doświadczałem dobrze mi znanego uczucia smutku i miałem wyrzuty sumienia. które zebrał. Zaczął schodzić stromą. wojownik nie przejmuje się nimi. oczyścić go i sprawić. rzucił na oczyszczone wcześniej miejsce. Żaden szczur. Spokój tego miejsca wpłynął na mój nastrój. ponieważ w całym naszym życiu nie ma ważniejszego zadania do wykonania. a później powiedział z głębokim przekonaniem: – Poszukiwanie człowieczeństwa. śmierć i tak nas dopędzi. Zaśmiał się i zagroził. Zrobił długą przerwę. świat w tamtej chwili wydawał mi się taki prosty. Powiedział. po czym wślizgiwał się do niej i uszczelniał ją od środka. podłożył mi pod nią kurtkę i zrobił klatkę wokół mojego ciała. kierując się swą niezachwianą wolą. że nie zasługuję na to.człowiekiem wiedzy. Zachichotał jak dziecko i zaczął zbierać suche gałęzie. co przynosi mi los – radość. że przysypie mi głowę ziemią. Zaniedbywanie własnego ducha to poszukiwanie śmierci. Ty się o to martwisz. Uznałem. Skonstruował ją. Rama była na tyle solidna. a równocześnie obezwładniający. Nie masz mocy. – Ale wiem. Natomiast wojownik. Ściszając głos prawie do szeptu. don Juanie? – Żeby osiągnąć oświecenie i moc.. abym szedł za nim. w jaki sposób ma zamiar to zrobić. potrafi obronić się przed wszystkim. Kilkoma grubymi i suchymi gałęziami zmiótł i oczyścił miejsce do siedzenia. – Po co wojownicy się zakopują. niezależnie od wszystkiego. które kończyły się rozwidleniami. smutek i walkę. Pozwolił. że mój duch został wypaczony. Powiedział. aby stał się doskonały. natomiast ja jestem słaby. don Juan od razu poprowadził mnie poprzez gęsty chaparral do środka okręgu. kładąc na górze krótkie gałęzie z liśćmi.. Mogłem swobodnie poruszać nogami. Zdenerwował mnie pomysł unieruchomienia mnie w ziemi i zapytałem. że zwykle wojownik sam ją sobie budował. że nie ma dla mnie żadnej nadziei. Powiedziałem don Juanowi. Nie pozwolił mi sobie pomóc. Zacząłem płakać. co jest tym samym.

bardzo przyjemnym głosem. Zwrócił mi uwagę. stała się nie do przyjęcia. – Czujesz się jak liść zdany na łaskę wiatru. Jej słowa poniosły mnie w dal: “Jestem tak daleko od nieba. kiedy uświadamiałem sobie swoją samotność i bezsilność. Siadł ze skrzyżowanymi nogami i powiedział. Powiedziałem. ale powstrzymał mnie niecierpliwym ruchem głowy. Chwycił mnie pod pachy i wyciągnął z klatki. skąd ją wygrzebał. Wydawało mi się. Zaczął ją śpiewać niskim. zwracając się twarzą w kierunku miejsca. z wyjątkiem pewnych sytuacji. a czasami śmiać z tęsknoty" (Que lejos estoy del cielo donde he nacido. że musiał mnie w pośpiechu wyciągnąć z klatki. Powiedział. tak właśnie jest. Usiłowałem się tłumaczyć. Powiedziałem. że piosenka podobała mi się. że byliśmy tutaj. Ahora que estoy tan solo y triste cual hoja al viento. że to wszystko wina innych. pod którym się urodziłem. pozostawiając to miejsce w takim stanie. Właśnie dokładnie to odczuwałem. dopóki smutek mi nie przejdzie. i pozostał w tej pozycji. musisz to zmienić – powiedział łagodnie. że jesteś na łasce wiatru. Roześmiał się i jeszcze raz zaśpiewał tę samą piosenkę. – Niezależnie od tego. że usiłuje ukryć uśmiech. rozczulając się nad sobą – powiedział. Nie mogłem temu zaprzeczyć. aby czuć się jak liść na wietrze. aby odnaleźć moc. ale tym razem zmienił intonację pewnych słów i w efekcie powstało śmieszne i płaczliwe zawodzenie. Jednak dalej wierzyłem. że potrafi wczuć się we mnie. – Jak można równocześnie kontrolować się i zatracać? . – I zawsze wbrew twojej woli. niezależnie od tego jak byłby ostrożny. Od teraz powinieneś przejąć pełną odpowiedzialność. Zmiótł ziemię z powrotem tam. – Nastrój wojownika wymaga samokontroli. a nie aby płakać. że to miejsce może obrazić się za moją słabość i próbować mnie skrzywdzić. czy zgadza się ze mną i faktycznie jest zainteresowany moją opowieścią. że czasami pewne sytuacje w moim życiu niszczyły mnie. prawda? – zapytał don Juan. czasami chce mi się płakać. – Tak. ponieważ mój nastrój był nie do zniesienia i obawiał się. aż stałem się nieczuły na ból i smutek. Nic nie odpowiedział. ale nie mogłem odgadnąć. quisiera reir de sentimiento). Pomyślałem. że daje mi trochę czasu. w poczuciu. Inmensa nostalgia invade mi pensamiento. Słuchał z uwagą. ponieważ przez całe życie szukałem tylko dziury w całym i nad wszystkim się użalałem. że mój nastrój przypomniał mu pewną piosenkę. gdyż miał rację. że błąkałem się tak długo. że dobry myśliwy i tak będzie wiedział. jak bardzo lubisz rozczulać się nad sobą. – A teraz jesteś bezsilny jak liść na wietrze. abym usiadł wygodnie. – Rozczulanie się nad sobą nie pasuje do mocy – powiedział. jakby się tu nic nie wydarzyło. Nikt nikomu nic nie robi. dopóki nie zauważyłem. tak aby myśl. Wyjaśnił. – Jak to możliwe? – zapytałem. ponieważ chcesz być. i dokładnie porozrzucał po chaparralu wszystkie kije. a równocześnie zatracenia się. Teraz. abym doszedł do siebie. W końcu don Juan przerwał ciszę. Później zasypał oczyszczony krąg. – To nie licuje z życiem wojownika. z narzekania i jeszcze usprawiedliwiania się przed sobą. ąuisiera llorar. Ogarnia mnie ogromna nostalgia. Jesteś tutaj ze mną.swoim życiu. Przez dłuższą chwilę nie rozmawialiśmy. kiedy mnie puścił. Wstał i zaczął rozbierać klatkę. Powiedział. On również usiadł. gdzie byłem zakopany. – Wojownik zakopuje się. Zapanowało niezręczne milczenie. Usiadłem. Wziąłem notes i podenerwowany zacząłem coś gryzmolić. – Nie ma żadnego pożytku z bycia smutnym. – To prawda. – Najtrudniejszą rzeczą na świecie jest osiągnięcie nastroju wojownika – powiedział. a szczególnie wojownikowi. Wyraziłem uznanie dla jego biegłości. kiedy czuję się samotny i smutny jak liść na wietrze. że mam wystarczające powody. ponieważ śladów człowieka nie da się całkowicie zatrzeć. – Racja – odparłem. patrząc na mnie. – Od dnia twoich narodzin w ten czy inny sposób zawsze ktoś coś dla ciebie robił – powiedział.

– W niczym ci to nie pomoże. Gdy tylko obrazy zaczną się zmieniać i poczujesz. Ta technika jest bardzo trudna. że trzeba to ćwiczenie traktować jak rozrywkę. – Przestań to robić – powiedział kategorycznie. Milczał około piętnastu minut. więc teraz nie ma sensu mówić o nastroju wojownika. Były jednak i takie noce. wracaj spojrzeniem do rąk. Dwa razy miał już coś powiedzieć. Na jeden raz wystarczą cztery. które obrzucasz krótkimi spojrzeniami. Wydawało mi się. kiedy spełnisz ten warunek. Prawie godzina minęła w kompletnej ciszy. że możesz patrzeć na rzeczy przez cały czas. Kiedy poczujesz. Nie przypominałem sobie niczego szczególnego i zacząłem się rozwodzić nad koszmarnym snem. czy udało mi się nauczyć techniki śnienia. . odwodzi cię tylko od celu śnienia. jest właściwe. ale powstrzymał się i uśmiechnął. – W ten sam sposób. że naprawdę mi odbiło. że zapisuję szczegółowo swoje sny. co tylko się da. obraz się nie zmieni. by wypróbować nową technikę. – Nie daj się ponosić fantazji – powiedział sucho. kiedy mówił. moje sny stały się znaczące. albo na jakiś szczegół otoczenia. Moje wizje. Kiedy zapisywałem jego wypowiedzi. ale mam nadzieję. Stosunkowo łatwo było mi nauczyć się utrzymywać obraz moich rąk. że jeśli nie będziesz patrzył długo. – Jeszcze nie przestałeś być smutny – powiedział. a ty jesteś najgorszy ze wszystkich ludzi. kiedy nie mogłem sobie przypomnieć. będziesz gotowy. Musisz umieć nakazać sobie podróż do wybranego miejsca. że muszę patrzeć na ręce. że się zastanawia czy ma mówić dalej. Najlepiej dobrze znane – może swoją szkołę. Przyznałem mu się. Nagle zapytał mnie. dlatego na początku nie patrz na zbyt wiele przedmiotów. miałem uczucie. ale to tylko marnowanie czasu. aby tam pójść. którą masz praktykować. – Zwykłe sny stają się bardzo plastyczne. ponieważ szczegóły i ich wyrazistość nie są wcale ważne. usiłując je wykonać. nakażesz sobie przemieszczanie się. Później możesz powiększyć ich liczbę i objąć wzrokiem Wszystko. Miałem może wyrzuty sumienia i byłem zażenowany. którym jest kontrolowanie i moc. musisz zacząć od koncentrowania wzroku na swoich rękach. Koncentruj wzrok na tylu rzeczach. aż w końcu traciłem kontrolę i pogrążałem się w zwykłym śnie. Spisywałem wariackie instrukcje i wykańczałem się. Pamiętaj. na ilu dasz radę. nie patrząc na mnie. Don Juan miał rację. co robię. To po prostu się wydarzało. że teraz potrafię odtworzyć nawet najdrobniejsze szczegóły. nie całkiem to mając na myśli. a moja zdolność przypominania ich sobie tak wzrosła. Położył się i zakrył oczy kapeluszem. że tracisz nad nimi kontrolę. Obejmuje dwa zadania. W pewnej chwili przypominałem sobie. – Przypomnę ci teraz technikę. Przedstawiłem mu szczegółowy raport z moich osiągnięć. kiedy nakazywałem sobie patrzenie na swoje ręce czy na inne elementy moich snów. – Następnym krokiem w ustawianiu śnienia jest nauczenie się podróżowania – powiedział. – Co ty mi robisz. abym to w ogóle robił. Don Juan odpowiedział. Po pierwsze. Później przenosisz go na inne rzeczy. Za każdym razem. park albo dom przyjaciela – a później wyraź chęć. że to. że wykorzystasz ją tylko wtedy. co robisz. który miałem zeszłej nocy. trwały dość długo. Później przenieś wzrok z powrotem na swoje ręce. co zechcesz. powinieneś nauczyć się kontrolować czas tej podróży. don Juanie? – zapytałem. kiedy patrzysz na nie. Najpierw musisz wybrać miejsce. kiedy umiałem już nakazywać sobie patrzenie na nie. odnawiasz moc potrzebną do śnienia. – Wciąż czujesz się słaby. chociaż nie zawsze moich własnych rąk. Od kiedy zacząłem praktykować patrzenie na ręce. Nie używałem żadnej siły woli. Don Juan wydawał się usatysfakcjonowany i chciał wiedzieć. a później. W końcu usiadł i popatrzył na mnie.– To trudna technika – skwitował. jakich spotkałem w swoim życiu. Nauczę cię jej teraz. – Ta żywość i wyrazistość to potężna bariera. Praktykowałem wytrwale i po dokonaniu ogromnego wysiłku byłem w stanie uzyskać pewien stopień kontroli nad swoimi snami. To. Po raz pierwszy w życiu czekałem na pójście do łóżka. kiedy opanujesz tę metodę. Zapisujesz wszystko. którą mi przekazał. w jaki nauczyłeś się patrzeć na swoje ręce. gdy zaczynasz ustawiać śnienie – powiedział. Mówił. Szczerze wierzyłem. Masz najgorszą manię. do którego chcesz pójść. co zwykle pojawiało się w moich wizjach. Prowadzenie szczegółowych zapisków pozwalało mi na pewne zrozumienie natury moich wizji.

Wziął mnie jedną ręką pod brodę. jak mięśnie jego brzucha zaciskają się yr bardzo krótkich skurczach. – Czy naprawdę musimy tu zostać. Kolcami są dobrze zaostrzone drzazgi z twardego drewna zamontowane w całej ramie. – Normalnie w ogóle bym tu nie przychodził – powiedział. – Ale wrona wskazała ten kierunek. Powiedział mi. ale w niezwykły sposób oczyścił mi się nos. – Czas iść – powiedział beznamiętnie i wstał. Przechylił głowę na bok i obserwował mnie. ciskając w niego swoją siatką. a kolce przebijają to. więc don Juan narysował mi na ziemi szkic i pokazał. że mogą się kłaść na zewnątrz. Byłem bardzo zdenerwowany. – Mają one specjalne moce. a wzdłuż jej krawędzi umocowane są bardzo ostre kolce. jak to ma wyglądać. abym z brzegu bagna nazrywał trochę wiklinowych gałęzi i natarł nimi swoje ubranie. Są strasznie sprytne i jedynym sposobem na nie jest ogłupienie ich bólem i zapachem wikliny. Wokół niego chaparral był bardzo gęsty. powyrywał z bagna duże kępki zielonych roślin z mułem i zaniósł na płaskie wzgórze. Druga runda była bardziej intensywna. które służą tu za przynętę. Don Juan kazał mi uważnie słuchać. połączonej z klatką i zawieszonej wysoko nad nią umieszczano ciężkie kamienie. ona zaś. żebym był czujny i pomógł mu odstraszyć kota.Wydawał się zdziwiony. Nie mogłem zrozumieć. wtedy wbijają się w nie drzazgi. Istnieje specjalny sposób konstruowania pułapek z wodnymi szczurami. Ruszyliśmy w tamtym kierunku i po dobrej ćwierci mili znaleźliśmy bagniste miejsce ze stojącą wodą. tak że naprawdę mogłem odkryć zapach wikliny. Don Juan powiedział od niechcenia. z całą mocą waląc łapami. a drugą położył mi z tyłu głowy i poruszał nią do tyłu i do przodu. Don Juan z ukrycia powiedział mi. zaraz po tym jak on to . Zauważyłem. a potem kazał mi znowu zacząć wąchać. rzuci na niego tylko muł. Tymczasem szczury wodne zaczęły bardzo głośno piszczeć. klatka rozpadnie się. co ma mi do powiedzenia. abym odpoczął przez kilka minut. że jeśli boczne pręty zostaną umieszczone w podobnych do łożysk otworach ramy. Don Juan popatrzył przez chwilę na niebo. że być może będziemy musieli spędzić tutaj noc. kiedy szybko wdychał i wydychał powietrze przez nos. Wskazał na drzewa i stwierdził. Powiedział mi. Nic ci nie robię. Ich ściany są tak zbudowane. Później szybko i zręcznie wyplótł z trzciny dwie proste siatki. a później się uśmiechnął. Pozostają ukryte. że zwykle na kracie z kijów. – Pewnego dnia być może będziesz musiał złowić lwa – powiedział. gdzie się ukrył. Niechętnie spróbowałem go naśladować. Mięśnie szyi miałem bardzo napięte i ten ruch rozluźnił je. kiedy coś naciśnie na nią z góry. jak to robić. a on wybuchnął śmiechem. w pobliżu pułapki z gryzoniami. Była już prawie piąta po południu. że nie zamierza zranić ani kota. ani szczurów. w którym znajduje się woda. Ze zdumiewającą szybkością i zręcznością don Juan zbudował pułapkę i po długim oczekiwaniu złowił trzy pucołowate. żebym wziął drugą siatkę i napełnił ją mułem oraz roślinami i wspiął się na niższe gałęzie drzewa. dlatego kiedy puma podejdzie do pułapki. a wtedy ścianki się kładą. Skłonił mnie do zrobienia tego samego. Widocznie musi być tutaj coś szczególnego. On zrobił to samo. Stwierdził. – Wciąż zadajesz mi to samo pytanie. gdzie się znajdowała. aż dotarliśmy do nieco wyżej położonego płaskiego wzgórza. dopóki coś nie upadnie na nią. – dlatego nauczę cię. – Można tu jedynie polować na pumy – stwierdził. Jednak nie potrafiłem wskazać. spuszczając na siebie lawinę kamieni. Wpatrywał się we mnie przez chwilę. kiedy klatka stoi pionowo i nikomu nie szkodzą. Napiął wszystkie mięśnie i zaczął węszyć jak zwierzę. Don Juan powiedział. abym mógł odkryć miejsce. jakby stwierdzał coś oczywistego! Podbiegłem doń. Stajesz się dostępny dla mocy. – W tym miejscu roi się od pum i innych mniejszych kotów – powiedział zdawkowo don Juan. Don Juan powiedział. a ja tylko kieruję tobą. aż do skrawka pustyni porośniętego małymi drzewkami i znajdującego się w dolinie pomiędzy dwoma dużymi wzgórzami. jakby coś na nim obserwował. doprowadzona do szaleństwa podskakuje. podobne do wiewiórek gryzonie. Udało mi się wyczuć zapach wikliny dolatujący z prawej strony. Obeszliśmy je wkoło. że gdzieś tam jest woda. don Juanie? – Musimy. Szliśmy na wschód. Po pięciu czy sześciu minutach szybkiego oddychania zakręciło mi się w głowie. W przeciwnym razie unikałbym tego miejsca. Kiedy puma przychodzi do pułapki zwabiona przez wodne szczury i próbuje ją rozbić. Polujesz na nią. co uderzyło w pułapkę.

że jeśli uda się nam dostać na górę. dotarł do miejsca. Nie zdążyłem się nawet upewnić. Zaczął się śmiać z tego. a później powiedział mi. Kiedy robiłem notatki. zobaczyłem ciemną sylwetkę zwierzęcia. abym zszedł z drzewa. czy rzeczywiście widziałem to zwierzę. & nie na rozważanie okoliczności. wyciągając przed siebie ręce. Zdarzenia następowały tak szybko. że to. na którym byliśmy przedtem. kiedy zaatakowało pułapkę. zbiło mnie z tropu. kiedy on będzie rozbierał klatkę i wypuszczał gryzonie. aby osłaniać się przed gałęziami. do głowy przyszło mi pytanie. Nie widziałem. zanim rozszarpie nas puma. Poszedł pierwszy. Nie trafiłem. – To na pewno była puma – stwierdził don Juan kategorycznie. Powiedział mi. żebym był wyjątkowo ostrożny i nie spadł z drzewa. ponieważ puma nie jest głupia i prawdopodobnie już wraca po swoich śladach. jak jesteśmy ostrożni. 3 września 1961 Kiedy się obudziłem. jak to tylko możliwe. ale dłuższy i bardziej chrapliwy. Zwrócił mi uwagę. aby się bać. lecz nie mogłem uzyskać takiego samego efektu. Don Juan powiedział. które wywoływały dreszcze. w którym się znajdował. don Juana nie było w domu. że w rzeczywistości nie miałem czasu. Wciąż jeszcze świeże było dla mnie wspomnienie suchej gałęzi. Jego ostatnie instrukcje nakazywały mi siedzieć tak spokojnie. Piski gryzoni stały się niezwykle głośne i w końcu zrobiło się tak ciemno. Od czasu do czasu zatrzymywał się na chwilę i nadsłuchiwał. Don Juan jeszcze przez chwilę przenikliwie gwizdał. Don Juan kazał mi zapomnieć o sobie i wrzeszczeć z Prawdziwym uczuciem. Zacząłem krzyczeć. czy to puma. aż odskoczyło. Przewrócił się na ziemię. łapiąc oddech. a później łagodny pomruk. kiedy wszedł do domu. W końcu dotarliśmy do podnóża urwiska. Niedziela. Przez moment wydawało mi się. gdzie jest don Juan. na którym siedziałem. był podobny do muczenia krowy. aby pokazywać mi drogę. – Czy to było prawdziwe zwierzę z krwi i kości? . Niewiarygodnie szybko znalazłem się przy don Juanie. że ledwie mogłem dostrzec ogólne zarysy terenu. co nazywał moim nawykiem jedzenia w południe. że musimy opuścić to miejsce tak szybko. ponieważ zwierzę w dalszym ciągu przebywało w pobliżu. Wyglądało. coś w niego uderzyło. Kiedy on wszedł na płaski wierzchołek urwiska. aby nie dopuścić pumy. Don Juan zagrzmiał śmiechem. – W górę! W górę! – krzyczał don Juan. Wystarczało mi go tylko na działanie. wydawało się nierzeczywiste. i tak pozostawiamy za sobą ślad szeroki jak autostrada panamerykańska. a ja biegłem za nim. ale poczęstował się moimi kanapkami. będziemy bezpieczni. – Niezależnie od tego. Powiedziałem mu. jak tylko potrafię. Nagle posłyszałem bliski odgłos miękkich kroków i przytłumiony koci oddech.zrobi. – Na pewno pójdzie za nami – powiedział. Wykonałem wspaniałą arię przenikliwych wrzasków. Jadłem. a później zaczęliśmy schodzić do samochodu. W tym momencie don Juan wydał serię przenikliwych wrzasków. cisnąłem swoją siatkę. ja już siedziałem. stawiając kroki z absolutną pewnością. a później stwierdził. co wydarzyło się z pumą. Z powodu podniecenia mój głos był chrapliwy. miałem czas. że wysiłek był zbyt wielki jak dla mężczyzny w jego wieku. Popracowałem trochę nad notatkami i zanim wrócił. Kiedy teraz wracałem do tego myślą. Zaczęliśmy się wspinać w ciemności. Nagle w pełni uświadomiłem sobie sytuację. po którym piski w klatce ucichły. ale szedłem za nim. Siedzieliśmy w kompletnej ciszy przez kilka godzin. i kot z wyjątkową zręcznością wskoczył na wzgórze i zniknął. aby nazbierać drewna na opał w pobliskim chaparralu. ale narobiłem wiele hałasu. Wgramoliłem się na szczyt w całkowitej ciemności i to przed don Juanem. ale on tylko śmiał się z mojej szybkiej wspinaczki. Lecz zanim do niej dotarło. wziął klatkę z gryzoniami. Właśnie wtedy bezpośrednio pod drzewem. jakbym stopił się z gałęziami. Zwierzę było rzeczywiste. Tak jak kazał mi don Juan. Nie wiem jak. Szedłem bardzo blisko don Juana. posłyszałem dość osobliwy ryk zwierzęcy. wbiegł na wzgórze i tak szybko. jakby wszystko zostało specjalnie dla mnie zaaranżowane. Pozwolił mi jeszcze krzyczeć przez chwilę. Kiedy byliśmy już blisko wierzchołka. żebym jak najlepiej naśladował jego Wrzaski. W pewnej chwili zaczął biec w ciemności.

Ważne są twoje uczucia w tamtej chwili. Niewzruszony pod ogniem moich sceptycznych uwag. Jestem przekonany. – W przeciwnym razie żyjesz fałszywie i czujesz się paskudnie. a ja zobaczyłem tam możliwość nauczenia cię tego. Jak zwykle koncentrujesz uwagę na niewłaściwej rzeczy. – Byłeś już blisko większości zwierząt. – Nastrój wojownika jest potrzebny do każdego działania – odpowiedział. uśmiechając się. Wojownik tworzy swój nastrój. Nie ma różnicy. jakby puma już na nas czekała i została wytresowana. Strach wprowadził cię w nastrój wojownika. że nie uwierzyłbyś w to. kiedy już o tym wiesz. że rozumiem. Kiedy robiłem notatki. że moje podejrzenia zrodziły się dlatego. Cóż to musi być za okropne uczucie! Zamiast zachowywać się w ten sposób. Kiedy o tym myślałem. co zaplanował don Juan. gdybyś zobaczył to urwisko w dzień. Powiedziałem. i nigdy się ich nie bałeś. – Wiem o tym – powiedział. Życie pozbawione tego nastroju nie ma w ogóle mocy. – Ale chciałem ci pokazać. Nie wiedziałeś o tym. że cokolwiek zrobiłem tej nocy. – Jesteś śmieszny – powiedział. trzeba było równocześnie polegać na sobie i porzucić siebie. Chciałem się z nim kłócić. wojownik staje się myśliwym. całkiem nieźle się ruszałeś. Jęczysz i narzekasz. Wyglądało tak. że znajdowałem się niewiele ponad metr od takiego zwierzęcia. robiłeś we właściwym nastroju. Trzymałeś całą jej wiązkę. jak ci zagrają. Nie rzuciłeś wszystkiego i nie narobiłeś w spodnie. ale teraz. czy moje spodnie. Mogłeś zgubić ścieżkę i się zabić. – Wszystko. Zabija ona wszystkie zapachy. Czułem się poirytowany. a nie żadnego kontrolowania i porzucenia. ponieważ naprawdę widziałem ciemny kształt czworonoga nacierającego na klatkę. przez moment pomyślałem. dzikiego kota polującego na swoją zdobycz. Rzuca wszystko. a później biegnącego na wzgórze. Czy nie czułeś się wspaniale. było to skutkiem strachu. – Wygodnie jest zawsze działać w takim nastroju – kontynuował don Juan. . aby zrobić dokładnie to. – A o czym? – Mała wrona pokazała mi to specjalne miejsce. nie mogłem przejść do porządku dziennego nad tym. Powiedziałem mu. W pewnym stopniu poddałeś się. – Dlaczego boisz się dużego kota? – zapytał z ciekawością. W każdym razie lekcja nie była o tym. ale że wszystko. ale jednak odrzuciłeś wszystko i w zupełnej ciemności wdrapałeś się na urwisko. A później. Strach cię nie sparaliżował. będąc w nastroju wojownika – powiedział don Juan. śmiał się tylko ze mnie. co robiłeś wczoraj w nocy. czego mnie nauczył. że możesz przekroczyć pewne granice. ale równocześnie umiałeś się kontrolować. jak polować na koty. – A więc zapomnij o nich. Kontrolowałeś się i równocześnie poddawałeś. – To był tylko duży kot. że nie chodzi o to. Kiedy zaś kończy kalkulację – działa. ale jednak czuję. To kontrola. w pobliżu krawędzi urwiska. co zrobiłeś. że całe wydarzenie miało zbyt gładki przebieg. że idiotyzmem byłoby stosowanie w codziennym życiu tego. że musisz tańczyć. kiedy opisywałem mu swoje wrażenia. To właśnie nazywam nastrojem wojownika. co ma na myśli. Aby wspiąć się w ciemności na tę ścianę. W tych górach muszą być ich tysiące. co się wydarzyło tej nocy. – Dlaczego robisz takie zamieszanie? – zapytał. które tutaj żyją. Lubisz koty? – Nie. Jesteś liściem na łasce wiatru. porwałeś klatkę i przybiegłeś do mnie. Nie ma żadnej mocy w twoim życiu. ale nie znalazłem przekonujących argumentów.– Oczywiście. nie lubię. Don Juan słuchał cierpliwie. Nigdy w życiu nie widziałem ani nie słyszałem wielkiego. Poddaje się. – Eliminuje całe gówno i jesteś oczyszczony. Kiedy zeskoczyłeś z drzewa. iż mu nie dowierzam. Jednak musiałem odrzucić to przypuszczenie. że don Juan mógł odgrywać rolę zwierzęcia. Wszystko kalkuluje. Spójrz na siebie. Nie Wywąchał cię i nie skoczył na ciebie dzięki wiklinie. Powiedziałem. na którym siedziałeś. Wszystko ci przeszkadza i wyprowadza cię z równowagi. było całkowicie obce mojemu codziennemu życiu. jak się działa. – Widziałeś i słyszałeś kota. Był pod drzewem. wszystko może ci posłużyć do osiągnięcia tego celu. jeśli jesteś we właściwym nastroju. czy to była puma. Wielka mi rzecz. kiedy zaryczał lew. kiedy wdrapałeś się na szczyt tego urwiska? Powiedziałem.

mogła to być okrutna i złośliwa puma. który nie ma sobie równych. że na nas polowała. Liczyła się jedynie kwestia przeżycia. na przykład wtedy. jak długo sam działa pod wpływem właściwego nastroju. Gdybyś był sam i puma by cię dopadła i rozszarpała. Ryknął śmiechem i przyznał. – Dla wojownika nie ma nic obraźliwego w czynach jego bliźnich tak długo. – Osiągnięcie nastroju wojownika nie jest łatwe. Puma i moi bliźni nie byli sobie równi. Nikt na niego nie może wpłynąć ani zmusić go. a ja upierałem się. wodnych szczurów i ludzi jako równych sobie to wspaniały akt ducha wojownika. w którym żyłem. I to było właściwe. Do tego jednak potrzeba mocy. gdyż działają świadomie i są zawzięci. że nastrój wojownika prawdopodobnie mi nie pomoże. co wiedziałeś. ponieważ dokładnie znałem wszystkie zagrywki ludzi. który miałby nade mną władzę. Ale tego nie brałeś pod uwagę. Bliźni mogą mnie urazić. chociaż uznałem ją za nierealistyczną. To rewolucja. nie wywołało twojego gniewu. ale nie urażony – powiedział. Nastrój wojownika nie jest dla ciebie niedostępny ani dla innych. gdy poczuję się urażony lub wprost zostanę zraniony w wyniku działań moich bliźnich. że nie ma prawa uganiać się za nami. aby przebić się przez te wszystkie głupoty. Wojownik jest nastawiony na przetrwanie i udaje mu się to w stylu. Potrzebujesz go. abyś ją przeklinał albo mówił.Wojownik nie jest liściem na lasce wiatru. Poprzedniej nocy nie czułeś się obrażony na pumę. to przecież nie miałbyś czasu na narzekanie czy obrażanie się na nią. Według tego. Nie słyszałem. Don Juan śmiał się z moich argumentów. że przykład jest a propos. – Wojownik może zostać zraniony. by zrobił coś wbrew sobie lub wbrew swemu osądowi. Wydawała mi się zbyt prosta dla skomplikowanego świata. . kiedy byłbym fizycznie dręczony przez jakiegoś zawziętego okrutnika. Podobała mi się jego postawa. – Wiem. kiedy starałeś się uciec przez nią. natomiast nic nie wiedziałem o pumie. Traktowanie pumy. To. Wyjaśniłem mój sposób rozumowania. wiem – cierpliwie odpowiedział don Juan.

co mu się wydarzało. których nie znasz. Powiedziałem mu. To mięso może utrzymać nas przy życiu przez tygodnie. Co pewien czas bierz po kawałku i przeżuwaj dokładnie. – Musisz to zrobić sam. przez którą szliśmy. – Obserwuj wiatr – powiedział. Don Juan zabrał tykwy z jedzeniem i wodą. czym jest naprawdę. co zrobisz. która się w nim znajduje. Znamy się bardzo dobrze. Będziesz poszukiwał mocy i teraz liczy się wszystko. że nie rozumiem. zanim te rzeczywiście nastąpiły. że to mięso mocy. Widziałem. jak zmienia kierunek i ty też zmieniaj swoją pozycję. Obserwowanie nagłych zmian kierunku wiatru stało się czymś frapującym i tajemniczym. Mój dobroczyńca był gwałtownym człowiekiem. don Juanie? – Jest mięsem zwierzęcia. w kierunku gór. – Ale co będziemy robić konkretnie? – Kiedy dochodzi do polowania na moc. wyjątkowy jeleń. . jak raz na nie spojrzał. aby to wyjaśnić – powiedział po długiej przerwie. Zależy od tego. Moc jest czymś osobistym. Zaprowadził mnie na ścieżkę. Dzień był pochmurny i zanosiło się na deszcz. Jednak nie czynił tego przez cały czas. Bitwa mocy Czwartek. 28 grudnia 1961 Wyruszyliśmy w podróż bardzo wczesnym rankiem. szczególnie pod koniec dnia. która wiodła prosto ku wysokim górom. Była prawie jedenasta. Niech moc powoli wypełnia twoje ciało. staje się człowiekiem wiedzy. tak żebym zawsze mógł cię przed nim osłaniać. Patrz. było silne i prostolinijne. – Trzymaj się blisko mnie – powiedział don Juan. Wędrowaliśmy w kompletnej ciszy aż do trzeciej po południu. Wszystko. Żucie suszonego mięsa naprawdę dostarczało mi energii. co mam robić. kiedy angażował osobistą moc. który niszczył przeszkody. które miało moc. nie robi się wtedy żadnych planów. które mają być chore? – Tego nie wiem. jedynie patrząc na kogoś. Przez miesiące. Nie da się jej przytrzymać i powiedzieć. Don Juan jeszcze faz przypomniał mi. jak chmury płynące nad górami i mgła zstępują do dolinki. że moje ciało wyczuwało zmiany. Obserwuj wiatr. Gromadził moc dzięki temu uczuciu. co mu się pokaże. On sam tego nie wiedział. To odczucie. Myśliwy poluje na to. Ruszyliśmy. Taka jest właśnie moc. a nawet jeśli byłaby taka potrzeba. Mnie zaś dał mocną nić z nanizanymi na nią ośmioma kawałkami suchego mięsa i powiesił mi na szyi. Wiesz już wiele o wietrze i teraz sam możesz polować na moc. On nie zrobi mi krzywdy. Wszystko. Na przykład mój dobroczyńca mógł. a jednak cię słucha. zjedliśmy posiłek w samochodzie. – Na jakiej podstawie wybierał osoby. sprowadzić na niego śmiertelną chorobę. Myśliwy polujący na moc chwyta ją i gromadzi. Żuj mięso mocy i chowaj się za mną przed wiatrem.12. Zanim wyruszyliśmy w drogę. wyglądało w ten sposób. Ona należy tylko do ciebie. – Nie ma sposobu. jaką naturę ma wojownik. Wspominam go jako człowieka. Doszło do tego. Kiedy wojownik posiada jej już wystarczająco dużo. żeby cię przewrócił ani żeby cię zmęczył. don Juanie? – Będziesz polował na moc. – Jak gromadzi się moc. – Co sprawia. Kobiety marniały w oczach po tym. Rozkazuje ci. don Juanie? – To znów inne uczucie. – Nie znasz tych terenów i nie ma potrzeby ryzykować. Polowanie na moc czy polowanie na zwierzynę to to samo. Ale są też inne jej centra. – To mięso mocy – powiedział. Moja osobista moc przyprowadziła go do mnie. a tylko wtedy. Dlatego zawsze musi być czujny i gotowy. – Co będziemy robić w tych górach. Wziął tykwy zjedzeniem i wodą i przywiązał je sobie do pleców. jak poprzez uczucie można gromadzić moc. Pojechaliśmy na południe. To był jeleń. – Nie pozwól. Moc to bardzo specyficzna siła. a później na wschód. co robił. jakie masz w pewnych sytuacjach.

ile ma naprawdę lat. oprócz łamiących się ołówków. tak jak on to zrobił. Deszcz przeszedł bokiem. płytką jaskinię znajdującą się w pobliżu wierzchołka góry. Don Juan zdecydował. że odkryłem słabą poświatę na prawo ode mnie. że odbieram je jako pewien nacisk na górną część klatki piersiowej. wskaż mi go oczyma. W pewnym momencie poczułem. Jeszcze jeden palik takiej samej długości przywiązany do dachu podpierał go po przeciwnej stronie muru. Podobna do balkonu formacja otwierała się na południe. Poszedłem na jego zachodni koniec. jak gdyby nic specjalnego się nie działo. Zaśmiał się i powiedział. pisałem przez ponad godzinę. W końcu musiałem się poruszać po skale na własnym siedzeniu. Natomiast jeżeli roztrwonisz ją. na samej krawędzi balkonu. Ostatnie kilka jardów całkowicie mnie wyczerpało. Tylko on może mówić bezkarnie. od razu staniesz się tłustym. Don Juan wdrapał się na wielką skałę na końcu płaskowyżu i pomógł mi na nią wejść. Całkowicie pochłonęło mnie to zajęcie. Czułem się bardzo świeżo i wcale nie byłem zmęczony. że nie rejestrowałem upływu czasu. Widok był wspaniały. Kazał mi usiąść obok siebie. Kiedy zauważysz zielony punkt na wale mgły. Wyglądał jak zasłona przezroczystego materiału zawieszona nad niziną. Dłuższą krawędzią półka skalna była usytuowana wzdłuż linii wschód-zachód. że powinienem zająć się pisaniem i robić to w taki sposób. Budowla ta wyglądała jak wysoki stół o trzech nogach. wzdłuż górnej granicy mgły powoli schodzącej na nas. całkiem zwyczajnie. ponieważ jest to bardzo bezpieczne miejsce – za płytkie na kryjówkę dla pum i innych drapieżników. Sądziłem. że on również żuje suche mięso. Szepnął mi do ucha tak cicho. Wspiął się na skałę jak kozica. Przymocował go do dwóch długich palików zakończonych rozwidleniami. że ledwie go słyszałem nawet z tak bliskiej odległości: – Przesuwaj spojrzenie wzdłuż granicy mgły – powiedział. że będziemy się zachowywać. Powoli obchodziliśmy ją wokoło. Don Juan usiadł pod nim ze skrzyżowanymi nogami. Wydawało mi się. Z początku .Miałem uczucie. podczas gdy on sam zajął się zbieraniem gałęzi na dach. Mrugaj i nie koncentruj na niej wzroku. ile tylko dam radę wnieść na półkę. że to idealne miejsce dla człowieka. Jeśli gromadzisz moc. Kazał mi zgromadzić tyle kamieni. a wtedy powinienem spojrzeć tam. ponieważ dobrze znają go wszystkie moce tych gór. Wyglądała jak kopuła umieszczona na szczycie kamiennej wieży. Postępując zgodnie z jego instrukcjami. żebym niezależnie od tego. Byłem zadziwiony jego zdumiewającą zręcznością. W ciągu godziny na wschodnim krańcu półki wybudował mur grubości jednej stopy. jakbym siedział przy biurku i nie miał żadnych innych zmartwień. – Jestem taki młody. Zaczęło się ściemniać. Wplótł w niego i przykazał zebrane wiązki gałęzi i w ten sposób zbudował dach. czy mam robić coś szczególnego. jaki chcę być – powiedział. że don Juan porusza oczami i głową w kierunku wału mgły zstępującego ze szczytu góry i oddalonego od nas o jakieś dwieście metrów. – To znów kwestia osobistej mocy. Zapytałem don Juana żartobliwie. gdyż inne stworzenia nie wytrzymałyby w nim. prawie na jej szczycie. a później próbowałem wbiec zboczem góry. W odpowiedniej chwili don Juan trąci mnie łokciem. Weszliśmy do głębokiego wąwozu. W końcu obrócił się w prawo. że poszukuje właściwego kierunku. Uznał. Wyglądała jak sala wycięta w skale. Cały byłem mokry od potu i co chwil? musiałem wycierać dłonie. Przesuwałem wzrok z lewa na prawo. Po drugiej stronie zauważyłem wielką. który miał około dwóch stóp długości i trzech wysokości. – Ale nie patrz na nią otwarcie. Znaleźliśmy się bardzo wysoko. Ostrzegł mnie. na oskrzela. Za każdym razem na chwilę przed podmuchem wiatru klatka piersiowa i gardło zaczynały mnie swędzieć. gdzie mi wskaże. po prawej stronie. Don Juan powiedział. trzeba być wyjątkowo sprawnym i młodym. a później jedną jego ścianą wspięliśmy się na mały płaskowyż na stromym zboczu olbrzymiej góry. Powoli zsunąłem się na siedzeniu w dół skały. podpierając się piętami i rękami. starym człowiekiem. że mamy wystarczająco dużo czasu. co zobaczę. że aby wspiąć się na ten występ. Zadanie obserwowania zmian kierunku wiatru było tak absorbujące. Don Juan przerwał ją i szeptem powiedział. za bardzo otwarte na gniazdo dla szczurów i zbyt wietrzne dla insektów. twoje ciało jest w stanie dokonać niewiarygodnych wyczynów. Piaskowiec zwietrzał w for-jnę balkonu z dwoma filarami. aby dostać się do występu skalnego. nie odważył się wypowiedzieć ani jednego słowa. Minęło chyba z pół godziny. Przez chwilę panowała cisza. Don Juan zatrzymał się na chwilę i rozejrzał wkoło. Zapytałem go. Nagle poczułem delikatne dotknięcie w ramię i zobaczyłem. Mgła poruszała się wyjątkowo powoli. aby zbudować szałas. Zauważyłem. że założymy tam obóz.

aby przez nią przejść. Wpatrywałem się w most. próbowałem pochylać się najbardziej jak mogłem w lewo. dopóki znów nie otworzyłem oczu. Kontakt z ziemią przywrócił mi poczucie równowagi. W ich świetle zobaczyłem don Juana siedzącego ze skrzyżowanymi nogami po mojej lewej stronie. Wydało mi się. najpierw spostrzegłem fragment mgły nakładający się na jej wał. Mój rozum ufał don Juanowi i zgodnie ze zdrowym rozsądkiem chciałem iść. Nasza jaskinia była wystarczająco duża. przepływającą ponad mostem i nie dotykającą go. że mam gorączkę. Towarzyszył jej niezwykle głośny grzmot. Natychmiast zrobiło się tak ciemno. opierając się o skałę. ale moje ciało miało inne zdanie i don Juan musiał mnie ciągnąć w tej całkowitej ciemności. Wczołgałem się tam i siadłem. Nagle zobaczyłem prostą belkę znajdującą się Przede mną. Nie mogłem pojąć. co powinienem zobaczyć. że nie powinienem mówić. Mały strzęp mgły. Zacząłem dłonią badać najbliższe otoczenie. Zeszliśmy ze skalnej półki i skierowaliśmy się na wschód. że siedzę na nachylonym zboczu. Nagła błyskawica rozświetliła całą okolicę. a ja pozbawiony oparcia upadłem. jak podskakuje mi głowa i zwróciłem uwagę. wczołgując się do jaskini. W pewnej chwili miraż stał się tak doskonały. ale obrzucił mnie groźnym spojrzeniem jakby upominając. Don Juan kazał mi wejść do środka. Don Juan nie przestawał mną potrząsać. most łączący górujący szczyt z wałem mgły przede mną. zwisał akurat nad tym miejscem. Wejście wyglądało. jak don Juan może iść.wydawało mi się. Nie wiadomo dlaczego miałem odczucie. byłem w stanie odkryć rozmyty zielonkawy kształt. aby utrzymać je w pionie. Wyglądało to tak. solidna i wąska. Znowu zacząłem się wpatrywać. że widzę przeźroczystą mgłę zdmuchniętą na dół ze szczytu góry. jakby był trwałą materią. W zagłębienie dłoni nalał trochę wody z tykwy i spryskał mi nią twarz. – Patrz. Wrzucił go w krzewy. że jej krople odczuwałem jak rany na skórze. a później wylał mi kilka kropli na uszy i szyję. Szepnął mi do ucha: – Wypij trochę wody i pozuj suchego mięsa. Posłyszałem bardzo głośny i straszny krzyk ptaka. jakby było wyciosane u dołu głazu. – Skoncentruj wzrok na tym punkcie – szepnął mi do ucha. Moje ciało bez cienia wątpliwości czuło. gdzie zauważyłem zielony kolor. oniemiały. opierając się o don Juana. Wywołało to bardzo nieprzyjemne wrażenie. Chciałem zapytać. nie widziałem niczego. wyglądała na wystarczająco szeroką. spadnę w przepaść. Czułem. Don Juan energicznie potrząsał moim ramieniem. Mgła wyglądała jak nie dająca się przeniknąć bariera. aby dwie czy trzy osoby mogły w niej usiąść. Przez chwilę myślałem. Trzy błyskawice nastąpiły szybko jedna po drugiej. albo most obniżył się do Mojego. aż będziesz widział. Nagle on odsunął się ode mnie. wielkie drzewa i jaskinię kilka stóp za nim. Byłem absolutnie przekonany. że widzę zieleń krzewów prześwitującą przez mgłę. jakby most był rzeczywiście zbudowany ze stałego materiału. podobnej do kopuły górze i jeśli ruszę się chociażby na cal w prawo. cienki jej pasek wyglądający jak wątła budowla pozbawiona podparcia. Don Juan w pośpiechu dał mi trochę wody do picia. jeden po drugim odrzucił na bok. Wskazałem go don Juanowi. Kiedy wzrok mi się znowu zmęczył i zrobiłem zeza. To nie był krzyk ptaka. jakbym szedł nad krawędzią przepaści. który wyglądał. Nigdy nie uświadamiałem sobie. że rzeczywiście niegłupio zrobiłem. Zupełnie nieświadomie zacząłem je pocierać. że muszę być absolutnie cicho. Don Juan słuchał uważnie przez chwilę. Widać doskonale znał cały ten teren. Kiedy patrzyłem na to miejsce wprost. nie mrugając. jak nachyla się nade mną i szepcze. Nie możemy tutaj zostać. Była niezwykle długa. jak paraliżująca może być mgła w nocy. W pewnym momencie zatrzymał się i pozwolił mi usiąść. że byłem w stanie odróżnić cień pod samym mostem kontrastujący z jego jasnym bokiem koloru piaskowca. że siedzę na nagiej. Rozpoznałem suche liście i gałązki. I wtedy albo ja Podniosłem się do jego poziomu. ponieważ gdybym . Trzymałem się jego ramienia. pomiędzy nimi. Woda była tak zimna. Chociaż nie miała poręczy. Zobaczyłem don Juana stojącego po mojej lewej stronie. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Tak więc. jakby ktoś rozwiesił kurtynę przed naszymi oczami. Leżałem na płaskim gruncie. że okropnie swędzą mnie oczy. a wszystkie kamienie. Jednak kiedy nie skupiałem na nim wzroku. po czym nogą rozbił mur i strącił dach. Poczułem. Nie odważyłem się puścić jego ręki. a później. Zrobił zeza i przypatrzył się mu. jakbym był ślepy. ponieważ moje ciało bezwiednie przechylało się w prawo. Czułem.

Jednak tak dokładnie oświetlały cały teren. Obszar. że poczułem się dużo lepiej. że gwałtownie zacząłem poszukiwać jakiegoś wytłumaczenia. W świetle błyskawic mogłem się zorientować. tam gdzie spałem. ciągnącą się aż po horyzont. aby ustalić. W tym momencie zdumiewający blask błyskawicy wydobył całą fantastykę i niesamowitość scenerii. Deszcz był ciepły. Mgła. don Juan mógł. Wydawało mi się. jak gęsty w rzeczywistości jest ten wał mgły. Błyskało tak często. Znajdowaliśmy się w sosnowym lesie. czy nie zostawił mnie samego. Burza odeszła już zbyt daleko. że prowadzi na równinę pozbawioną drzew. Wyraźnie rozróżniałem poszczególne elementy terenu. chociaż były one potężne. Miałem mokre nogi. uświadomiłem sobie. a rondo kapelusza przemokło i lała się woda z niego. Przeżyłem chwilę niezwykłego zamętu. że mgła i błyskawice są ze sobą w zmowie i że powinienem kontynuować to wyczerpujące czuwanie. Moje lęki i brak pewności siebie zniknęły od razu. Otaczały nas bardzo wysokie drzewa. Don Juan wyszeptał. że po prawej stronie znajdował się łańcuch gór. . na którym zarysowała się jej wielka masa. Tak więc nawet podczas długich przerw pomiędzy błyskami. że jesteśmy pośród sekwoi. Mgła podnosiła się. dochodzi. że do tej pory zupełnie nie zwracałem uwagi na grzmoty. mógłbym przysiąc. uderzyłbym głową o skałę. Zobaczyłem też na jej szczycie drzewa. co widzę. zamrażała światło elektrycznego wyładowania i równomiernie je rozpraszała. Nie rosła na niej żadna roślinność. Nie było żadnych drzew po lewej ani doliny po prawej. że ponieważ spałem tak głęboko. ale pod jakimiś wielkimi krzewami. Wydawało mi się. Wydawało mi się zupełnie prawdopodobne. że grzmoty zawsze dochodzą z prawej strony. Don Juan dodał. jak tylko mogłem. nad którym przechodziła teraz burza. zacząłem odróżniać zarysy większych roślin. nie byłem już całkowicie zdezorientowany. Rozejrzałem się wkoło za don Juanem. która pozostawała zupełnie niewidoczna. przyzwyczajony już do jednolitej czerni. Światło stanowiło tło. W następnym błysku zobaczyłem odległą górę właśnie z tej strony. natomiast las był tylko po lewej. Wyglądała jak gęsta. Spostrzegłem nawet cumulusy ponad górami. Ku swemu zdumieniu. że przestałem odróżniać pojedyncze błyskawice. Błyskawice i grzmoty jednak nie ustawały i nagle mgła z prawej strony rozproszyła się i zobaczyłem niebo. ponieważ jestem zaangażowany w bitwę mocy. szczegóły. z którego. że gdybym wcześniej nie widział tego miejsca. na poziomie gruntu jej Warstwa była cieńsza. Nastąpiła salwa błyskawic. wcześniej już zaobserwowane przeze mnie. ale teraz szok spowodowany zmianą otoczenia. Nie było go. Kapelusz dobrze mi służył za osłonę. gdy tylko odpowiednia ilość światła podniosła ciężką kurtynę ciemności. Brak zgodności Pomiędzy dwoma wersjami rzeczywistości sprawił. Jednak ziemia była sucha. Bezpośrednio przede mną. tak że zmokły mi tylko łydki i buty. Mgła wokół nas całkowicie ustąpiła. Zaczął wiać stały wiatr i posłyszałem szelest liści na wielkich drzewach z lewej strony. Na wprost przed sobą zauważyłem ścieżkę. ale bezpośrednio przede mną. jak mi się wydaje. Wtedy zaczęło padać. że powinienem podążać za dźwiękiem i patrzeć w kierunku. znajdował się gigantyczny krzew. Padało przez długi czas. które wyglądały zupełnie jak czarna wycinanka nałożona na olśniewająco białe niebo.wchodził. Spostrzegłem ciemne zarysy pni olbrzymich drzew na tle mętnej. Nie mogłem uwierzyć w to. Każdy błysk coraz bardziej uwidaczniał. znajdował się po jej przeciwnej stronie. Elektryczne wyładowania zdawały się przesuwać w prawo. Skończyły się już salwy błyskawic i grzmotów i tylko sporadycznie pojawiały się błyski intensywnego światła i towarzyszące im odgłosy. tak samo obok. przenieść mnie na plecach w zupełnie inne miejsce. tam. gdzie siedział don Juan. która trwała kilka minut. że patrzę w dół ciemnej doliny. Obudziły mnie krzyki ptaków. Wcale nie byłem w jaskini. jasnoszarej masy mgły. Opierałem się o skałę tak mocno. Stałem na płaskim terenie pomiędzy dwoma pagórkami porośniętymi roślinnością. Don Juan szepnął mi. gdzie widziałem ścieżkę. Zwykle zacząłbym się zastanawiać. Poczułem go na stopach i wtedy usnąłem. Siedziałem z kolanami podciągniętymi pod piersi. nie budząc. aby je dobrze oświetlić. Wstałem. Tak niezwykle wysokie. w którym się znajdowałem. a ja. jak biały filtr. że prawdopodobnie wystarczająco już się naobserwowałem i że teraz powinienem skoncentrować uwagę na samych grzmotach. sparaliżował mnie. ale światła było tyle. Wydawało mi się. biaława substancja zwisająca pomiędzy drzewami.

a potem opanował mnie strach i wykrzykiwałem jego imię tak głośno. takich jak obserwowanie lotu ptaków. ale te przedmioty wywołają tylko intensywne sny. Otworzył tykwy i wziął sobie trochę jedzenia. . Może chcesz iść w krzaki? Zachichotał. że idzie poszukać pewnych roślin. Było tyle spraw. że wizja przepaski na głowę nie musi pojawić się tylko podczas śnienia. Don Juan. Don Juan przez chwilę zachowywał milczenie. opisałem każdy szczegół mojej całonocnej halucynacji. siedział na gładkiej skale. że być może don Juan posiada jakiś specjalny sposób. Słońce wspaniale świeciło. że powinienem zdjąć ubranie i wyżąć je. a ja powinienem dojść do siebie i coś zjeść. że poddając się przygnębieniu. Jego wzrok przewiercał mnie na wylot. Natychmiast zdałem sobie sprawę. bo w przeciwnym przypadku moc zwróci się przeciwko nam obydwu i nigdy żywi nie opuścimy tych odludnych wzgórz. – Jak się czujesz? – zapytał żartobliwie. powiedział. Kiedy skończyłem swoje sprawozdanie. Śnienie staje się łatwiejsze. kiedy na głowę wkłada się obiekt mocy. Jego uśmiech był tak figlarny. a nie śnienie. że muszę na nie patrzeć. aby wyschnąć. Poczułem. że on wie. ruchu wody czy chmur. Nie chciałem nic mówić. aby patrzeć na swoje ręce. co się stało. jak tylko potrafiłem. Don Juan słuchał. jakby cała sprawa była dla niego niepojęta. o które chciałem zapytać. – Musisz do snu wkładać opaskę na głowę – powiedział. być może z powodu nowości. Musi też mieć poprzeczny pasek dokładnie przylegający do głowy. Mogę zawołać go dopiero wtedy. Jadłem i równocześnie robiłem notatki. ale natychmiast się uspokajał. bo zaśmiał się z wielką rozkoszą. – Myśliwy polujący na moc obserwuje wszystko kontynuował. ale może też wystąpić w stanach czuwania jako rezultat dowolnych i nie związanych ze sobą wydarzeń. Polecił mi. Wiał ożywczy wiatr. Odpowiedział z miejsca w pobliżu szczytu góry. a na niebie było tylko kilka chmurek. Nie chciałem tracić czasu na żadne zagrywki. Kiedy tam dotarłem. Moje ubranie rzeczywiście było mokre. dopóki nie pojawi ci się jej wizja podczas śnienia. Nie wiedziałem. trzy czy cztery razy. że jedynym sposobem zrelaksowania się jest pisanie. Nie miałem w ogóle żadnego problemu z przypomnieniem sobie. Albo może też przypominać ciasno przylegającą czapkę. Don Juan kazał mi usiąść na płaskiej płycie skalnej. Wciąż byłem przygnębiony. Po krótkiej przerwie od niechcenia zapytał: – Jak tam z twoim śnieniem? Wyjaśniłem mu. Ale podniecenie spowszedniało i w niektóre noce wcale nie byłem w stanie tego zrobić. Nie uśmiechał się już. Poprosiłem go. Wyłonił się zza krzewów. od czego zacząć. postąpiłem lekkomyślnie w stosunku do mocy. Ale nie możesz jej wykonać. Usiadłem w słońcu. – Ale skąd pewność. abym zabrał tykwy i przyszedł do niego. Na początku było to względnie łatwe. Był świadomy mojego nastroju. Rozumiesz. co się ze mną działo. improwizując. Możesz też włożyć kapelusz albo mnisi kaptur i iść spać. Powiedział. – Zakładanie jej to taka sztuczka. Po kilku godzinach tej pracy zawołałem don Juana. popatrzył na mnie i powiedział: – Okropnie wyglądasz. odchodząc. o komentarz. kiedy się uspokoję i odzyskam siły. bombardując mnie słowami. Nie mogę ci jej dać. Wypaplałem wszystko o tym. – Siadaj – rozkazał. ponieważ sam musisz ją zrobić. Muszę z tym skończyć.Kilkakrotnie go zawołałem. jak trudno było mi zaprogramować się. – Każda rzecz może mu wyjawić pewną tajemnicę. Nie mógł jednak zachować poważnego wyrazu twarzy i kilkakrotnie wybuchał śmiechem. jak tylko się dało. że rzeczy w ogóle wyjawiają jakieś tajemnice? – zapytałem. nie przerywając mi. Powiedział. aby mogło wyschnąć. o co mi chodzi? Opaska powinna być zrobiona według specjalnej wizji. że i ja się w końcu uśmiechnąłem. umożliwiający mu dokonywanie właściwych interpretacji. przystąpił do wyjaśniania mi. Automatycznie usiadłem. ale on tylko kręcił głową. a później dodał. że ma ona moc i że po chwili odzyskam siły. Podał mi dwa wielkie kawałki mięsa. Pomyślałem sobie. a później. Tak dokładnie.

Jeśli miałbyś wystarczającą moc. don Juanie? – Nie. Powiedziałem ci jednak. I nie ma z czego się śmiać. Zetknąłeś się z mocą. ale to z powodu własnej głupoty. – Czy kiedykolwiek widziałeś most z mgły. – A co jest rzeczywiste? – bardzo spokojnie zapytał don Juan. . lecz nie odpowiedział mi bezpośrednio. ani żadnym kawałem. Przezwyciężyłem swoją nienawiść. jeśli nie złapałbym cię za rękę. Zależałoby to od mocy. – To. don Juanie? Czy możesz mi powiedzieć? – Podczas swojej pierwszej bitwy mocy widziałem swoich wrogów. podobnie jak ty. Ale ta mgła zeszłej nocy była prawdziwa. wszedłbyś na ten "tost. że nie masz umiejętności potrzebnych do używania mocy. – Aby posiadać moc. popychając w przepaść. abyś wysuszył jego mięso. Mógłbyś przejść przez most na drugą stronę albo spaść i zabić się. Uśmiechnął się życzliwie. żeby mieć taką bitwę. Nie wyczerpała cię. Nie prosiłem cię. Mgła była bez zarzutu w stosunku do ciebie. ale przez samą moc. Dwie rzeczy mogły ci się przydarzyć we mgle. Mgła. Jednak jedno jest pewne. ciemność. Istnieją światy ponad światami. przyjacielu. który cię szukał. ona ci rozkazuje. Przez chwilę prawie poczułem ulgę. a może nawet zabiłby cię. że suszone mięso może zawierać substancje psychotropowe i stąd wzięły się halucynacje. Teraz już więcej tego nie robię. Zeszłej nocy. moc zmusiłaby cię do wejścia na most i wtedy pozostawałaby na twoje rozkazy. że całe to wydarzenie nie mogło być bitwą mocy. Nie zjadłeś go dużo. Ty nie masz wrogów. i wszystko pozostałe. nie było ani żartem. na co teraz patrzymy. Widziałem inne rzeczy. zapewniając go. aby powiedział mi prawdę. Jeśli dodał czegoś do mięsa. Dla ciebie. Poprzedniej nocy. Ani ty. mógłbyś je zawezwać jeszcze raz. Gdybym cię nie ochraniał. Moc nie została tam dodana ani przeze mnie. wiatr doprowadziłby do tego. że nie jestem podobny do ciebie. że zgubiłbyś drogę. ale wtedy prawie mnie zniszczyła. Argumentowałem. Ty sam się wykończysz przez te swoje zasrane myśli i wątpliwości. począwszy od pierwszego dnia. Jesteśmy niezwykle tajemniczymi stworzeniami. jest rzeczywiste – powiedziałem. To jest twój sposób folgowania sobie. wskazując na wszystko dookoła. że wrócił mu pogodny nastrój. nie zważając na nic. grzmot i deszcz stanowiły elementy wielkiej bitwy mocy. – Jesteś całkiem popieprzony – powiedział. Ona może być wszystkim. kiedy przyszedłeś do mnie – powiedział. a jednocześnie pozostaje pod twoimi rozkazami. na przykład. Zatrzymałem cię. nigdy. don Juanie? – Nie. – Co widziałeś. nie tak dawno. ani ja nie wsadzaliśmy niczego do królika. moje zwidy były całkiem zrozumiałe. nawet trącił mnie lekko w ramię. którego otrzymałem w darze. – Masz zdradliwą skłonność. widziałem tylko moc. wszedłbyś na ten most. to gdzie są teraz? – Są tutaj. Folgowałem sobie w tym. – Ale taki sam był most. Zaśmiał się. tym razem. Wojownik dałby wszystko. dostałeś pewnego królika. Ja w tamtym czasie nienawidziłem ludzi. Nie ma w tobie nienawiści do ludzi. Taka jest natura mocy. co przydarzyło ci się poprzedniej nocy. niezależnie od tego czy chciałbyś. gdybyś mnie nie ochraniał? – Ponieważ nie masz wystarczająco dużo mocy. przypochlebiałem się. Cały czas usiłujesz dla własnej satysfakcji wszystko sobie wytłumaczyć. czy nie. ale dla własnej satysfakcji muszę znaleźć wyjaśnienie zdarzeń poprzedniej nocy. abyś zjadł mięso. Ponieważ uważasz. – Czy ty sam widziałeś ten most. Nalegałem. utrzymując cię na nim. To. kręcąc głową w geście niedowierzania. który widziałeś zeszłej nocy i las. ani przez żadnego innego człowieka. To dlatego. tutaj przed nami. a w końcu błagałem go. musi się żyć z mocą. że nie jestem zły ani nawet zirytowany. ponieważ nie było rzeczywiste. że bardzo pomaga ci wątpienie i zrzędzenie. a bez niej most zawaliłby się. Zacząłem je żuć i w tym momencie nagle uświadomiłem sobie. Ale tak nie jest. które ci podaję. ponieważ wiem. Jest to suszone mięso jelenia. – Co by się stało. Jak ci już wcześniej mówiłem. błyskawice.– Jedynym sposobem uzyskania pewności jest stosowanie instrukcji. Z kolei twoja bitwa mocy była przyjemna. moc stała się mostem. – Jeśli były rzeczywiste. – Zjedz swoje suszone mięso – nalegał. Teraz nie możesz tego zrobić. Upierałem się. Miałeś szczęście głupca. Wydawało mi się. A przedtem także musiałem chronić cię przed wiałem. Nie wiem dlaczego akurat mostem. W mięsie nie ma niczego oprócz mocy. ponieważ ten czyn wymaga większej mocy niż twoja. Moje bitwy mocy bardzo się różnią od twojej. Zapytałem go co jest w mięsie mocy.

że ich nie wykonuję. Prawdziwa bitwa nastąpi wtedy. jakie mają znaczenie. potyczką. – Nie mogę ci tego powiedzieć. którego nie możesz dzielić z nikim innym. Co jest po drugiej stronie? Tylko ty możesz to wiedzieć. To po prostu się wydarza. że mój świat runął. że nie potrafisz . a później odbudowanie go po to. Wystarczająco dużo mocy. Ty nie znasz świata mocy i dlatego nie potrafisz zrobić z niego czegoś znajomego. co wydarzyło się ostatniej nocy. Będzie ci się ukazywał wielokrotnie. jedną ze sztuk wojownika jest zburzenie świata z powodu jakiejś szczególnej przyczyny. było początkiem bitwy mocy. próbując wszystko sobie wytłumaczyć – powiedział. kiedy przekroczysz most. gdyby podał mi konkretny powód takiego działania. to miejsca mocy. po prostu go dosięga. w rzeczywistości chcesz sprawić. nie jest wszystkim. – Świat jest tajemnicą. don Juanie? – Nie. aby podróżować tymi nieznanymi ścieżkami i mostami. Jednak. że być może najbardziej by mi pomógł. – Co się dzieje. dopóki nie będziesz wiedział. Nie mogłem znaleźć powodu.Jesteś z nią spokrewniony. aby przekroczyć ten most. Potrzeba zbyt dużo mocy. aby świat stał się znajomy. Dlatego podróżowanie po tym. i nigdy nie wykonywałem wskazówek. albo wydawało mi się. – Ale jednak mój intelekt nie może tego zaakceptować. – Czy możesz mi powiedzieć. aż pewnego dnia będziesz musiał przez niego przejść. Po głowie przez cały czas chodziła mi myśl. że nie mogę ci przeciwstawić żadnego argumentu – powiedziałem. A gdy już wiesz. na początku sam musisz ją mieć. Wiem. uświadamiasz sobie także powód. – Ale dlaczego ktoś ma chcieć zatrzymać świat? – Nikt tego nie chce. co jest na końcu ścieżki biegnącej przez las. jak trudno jest żyć jak wojownik. – Ale wszystko jest w porządku. żeby to zrozumieć. ale nie musi. Jednak zdaję sobie sprawę. Miałem wszystkie wątpliwości. Po to. – Nie wysilaj się. – Dlaczego powinienem chcieć mocy. te krajobrazy mają przeogromne znaczenie. Tylko ty się dowiesz. Zaśmiał się i lekko dotknął mojej głowy – Jesteś naprawdę szalony – powiedział. jaką ma mi dać odpowiedź. a kiedy moc wojownika wygasa. jakie ty masz. Poważnie radzę ci. Ty i ja jesteśmy tutaj. Pewnego dnia staną się dla ciebie jasne. Te krajobrazy stanowią część twojego osobistego podboju. miałbyś wystarczającą moc. było tylko początkiem. Ja też jej nie chciałem. jak wygląda zatrzymanie świata. aby móc żyć. aby odpowiedzieć sobie na to pytanie. i o to właśnie chodzi. aby widzieć i zatrzymać świat. aż będziesz jej miał tyle. Powiedziałem mu. co spowodowało moje halucynacje. tylko dlatego. co nieznane. abyś od dzisiejszego dnia sam nie wchodził we mgłę. aby wyruszyć w świat i samemu zacząć gromadzić moc. Widzisz. trzeba mieć wystarczającą moc. że obydwaj go znamy. don Juanie? – Jestem taki jak ty. jakby czytał w moich myślach. kiedy usiłujesz sobie to wszystko wytłumaczyć. który nazywasz rzeczywistym. które widziałeś. w świecie. co musi wiedzieć wojownik. Można ją jednak po trochu gromadzić. Od tej chwili ten most już w niej pozostanie. kiedy wbrew sobie będziesz żył jak wojownik. Wtedy można znaleźć tylko śmierć. że suche mięso było tym. Aby ją uzyskać i jej rozkazywać. Ofiarowała ci zdumiewający most. co wydarzyło się zeszłej nocy. – Czym jest bitwa mocy? – To. Moc to bardzo dziwna sprawa. bez żadnej mocy jest głupie. Ale to. Don Juan milczał przez pewien czas. Zastanawiał się. Nauczyłem cię już prawie wszystkiego. kiedy nie ma się wystarczającej mocy? – Śmierć zawsze czeka. – Wiesz. czego cię nauczyłem. dla którego to robisz. aby wytrzymać bitwę mocy. zgromadzisz wystarczająco dużo osobistej mocy. pomimo mojej głupoty. Tak więc. Pewnego dnia. Właściwie nie słuchałem go. które otrzymywałem. To na co patrzysz. Krajobrazy. Sprawiało mi przyjemność folgowanie sobie w takim myśleniu. dla którego miałbym jej chcieć. co robić. Gdybyś stosował się do moich zaleceń i wykonał wszystko. zgromadziłem wystarczająco dużo mocy i pewnego dnia moja osobista moc sprawiła. To wszystko może ci się wydarzyć. Naprawdę świat jest nieskończony.

a później musisz sam stanąć na tej płycie i podziękować jej za uprzejmość. że miałem wrażenie. – Jak mam czekać na tą mgłę? – zapytałem. którzy są rozproszeni. ale nie odważyłem się. Podniosłem brodę i wyciągnąłem szyję. – Ale miej oczy otwarte i nie odwracaj się do niej plecami. jakby mój wzrok. Wstrząs był na tyle silny. reagując tak irracjonalnie. On będzie . że aż stoczył się ze skalnej płyty w krzewy. – Nie możesz opuścić tych bezludnych gór. że oddziałuje na moje powieki. Cisza w tych górach była czymś wspaniałym. że bitwa mocy jeszcze się nie skończyła i muszę nauczyć swojego ducha bycia niewzruszonym. co robię. Bardzo mi ciążyły i miałem ochotę zamknąć oczy. Don Juan ponownie zasnął i obudził się dopiero wtedy. Zostanę w pobliżu. Niech przyjdzie i cię otuli. popychał mgłę na nizinę. że wiatr wiejący z prawej. Znalazł schronienie u stóp skał. chwycił za ramiona i potrząsnął. i dlatego muszę być cierpliwy w stosunku do ciebie. że powinienem postępować tak. miałem wrażenie. podkładając ręce pod głowę i zakrywając twarz kapeluszem. Czułem się jak idiota. jeśli będzie trzeba. Dopiero wtedy będziemy mogli ruszyć w kierunku niziny. że w każdej chwili mogę upaść na ziemię. Czułem. Wydawało mi się. Swędziało mnie w gardle i chciałem zakaszleć. – Co mam robić? – Pisz! – powiedział spod kapelusza. a wtedy dostał takiego ataku śmiechu. który nie potrafi być wdzięczny za to. Usiadł i zrobił ręką ponaglający gest. Mgła. Było mi zimno. Nic. mógł szacować jej grubość. – A to nie jest miejsce dla ciebie. gdzie stoję. Wiem bardzo dobrze. aby przywrócić mi przytomność. jakby chcąc nas otoczyć. Nie powinienem zamykać oczu ani odwracać się. przebijając się przez nią. Nie wiedziałem. ale nie mogłem się skoncentrować. – Musimy poczekać. Wydawało mi się jednak. ponieważ miejsca mocy. ale równocześnie przerażającym. nie zmieniając pozycji. Don Juan wyszeptał. czasem nawet na całe życie – powiedział. Zapytałem go. Próbowałem pisać. nie może zdradzać moich uczuć. jak tylko potrafię. co trzymał. Wstał. aby ci pomóc. że aby w końcu dawać sobie radę samemu w świecie mocy. że muszę zacząć biec w dół wzgórza tak szybko. gdy mgła schodząca ze szczytu góry znalazła się jakieś sto jardów od nas. Położył się. A więc uspokój się i nie narób w portki. przeciągnął się i ziewnął. Pisałem bez przerwy przez kilka godzin. że muszę stać w bezruchu taro. nie wyrażać podziękowania – powiedział stanowczym tonem. posiadają możliwość wsysania ludzi. opanowała już nizinę-Po lewej widok był jeszcze klarowny. Zapomniałem nakręcić zegarek. Kiedy patrzyłem w górę. jeśli nie chcę zostać pochłonięty przez te góry. Wielkie jej płaty schodziły w dół zbocza jak twarde bryły białawej materii staczającej się na mnie. Szepnął mi do ucha.tego zrobić. jak to. Ja rozglądnąłem się wkoło. A potem otuliła mnie. – Siadaj! – rozkazał. czy nie mógłby mi tego powiedzieć. schodząc z gór po prawej stronie. Słońce znajdowało się już na zachodzie i deszczowe chmury szybko zbierały się nad górami. Perspektywa samotnego przebywania we mgle dziwnie mnie przeraziła. – Takie więzy zakotwiczają człowieka w miejscu mocy. Jego napomnienia podziałały na mnie jak zaklęcie. Wstał i uważnie się rozejrzał. trzeba walczyć przez całe życie. Łagodny wiatr niosący mgłę sprawiał. jak wysoko sięga wał mgły. aż mgła zgromadzi się na szczycie góry. – Jest wcześnie – powiedział. która godzina. Wyglądało to tak. jakby syczała mi do uszu. Don Juan spojrzał w niebo i na góry. Nie znalazłeś go sam. kilka kroków za mną. jakby nic niezwykłego się nie działo. Don Juan podniósł kapelusz i zaniepokojony spojrzał na mnie. dopóki nie zostanę całkowicie otoczony przez mgłę. aby tego nie zrobić. – Wojownik nigdy nie odwraca się plecami do mocy jak zarozumialec. Wstałem i zacząłem nerwowo chodzić w kółko. W tym momencie przyskoczył do mnie don Juan. Oczy zaczynały mi się zamykać i nie mogłem przezwyciężyć pragnienia zaśnięcia. Wtedy nawiązuje się dziwne i szkodliwe związki z danym miejscem. że widzę. Powiedział. Powiedział. Powąchałem mgłę – Jej zapach był mieszanką czegoś ostrego i aromatycznego.

Nie byłem pewny. . aby bezpiecznie wyprowadzić nas stąd. – Biegnij. króliku. że ja prowadzę. biegnij! – krzyknął don Juan i popchnął mnie łagodnie. czy potrafię znaleźć drogę wiodącą do domu. które mogę potrącić. Wahałem się przez moment. – Jeśli nie będziesz miał nastroju wojownika. – To jest to – głośno powiedział. Muszę mieć jasny umysł i poddać się. Powiedział. gdyż jest to Woja bitwa mocy.biegł za mną. możemy nigdy nie wydostać się z tej mgły. ponieważ nie chce być uderzony przez skały.

że potknąłem się i o mało co ich nie upuściłem. Mam trochę mocy. – Wybieramy się na przechadzkę w całkowitej ciemności. Jechałem z wielkim strachem. zacząłem widzieć całkiem nieźle. Przez kilka godzin mój samochód był chyba jedyny na tej drodze. Zachichotał i błaznując. Gdy tylko wyszedłem z samochodu. obawiałem się. Miałem uchylone drzwi. że muszę się zatrzymać.13. Głośno powiedział. ze jednak niezależnie od tego. że nie możemy się zatrzymać. Wyszedł o świcie. Ale don Juan je wyłączył. związał je razem cienką linką i wręczył mi. że to. co robimy. Przywitałem się z nim. gdzie jesteśmy. dopóki nie dojedziemy na miejsce. że powinienem iść jeden krok za nim i jeśli tylko będę mógł. Stwierdził. Mam więcej mocy niż ty. będzie to znaczyło. że zaparkowałem samochód akurat za wielką skałą. abyśmy mogli wyruszyć w drogę. Ale oczy nie stanowiły dla mnie problemu. W pewnym momencie kazał mi skręcić w prawo. że się zagrzebiemy. ponieważ nie miałem pojęcia. przestałem cokolwiek widzieć przed sobą. – Już ty się nie martw – odparował. która osłoni go od strony drogi. Powiedział. podał mi rękę i ceremonialnie się ze mną przywitał. – Omen się nie pojawi – powiedziałem żartobliwie. Powiedziałem don Juanowi. gdzie będziemy szukać mocy. Słuchał. jak tylko zechcę. że byłem roztargniony i wszystko koloryzowałem. będzie dalej ze mną rozmawiał i opowie mi o swojej wiedzy. – Idziemy na małą przechadzkę – powiedział. W końcu don Juan pozwolił mi stanąć. Powinienem zamknąć samochód. – Po co? – Aby upewnić się. . Za to ogarnęła mnie dziwna nerwowość. że jesteś w stanie kontynuować polowanie na moc. Wiem to. Do dwóch siatek wsadził dwie tykwy wypełnione jedzeniem. pozostanie moim przyjacielem i będzie ze mną rozmawiał. chcąc dostrzec drogę. Zapytałem go. ale było zbyt ciemno. Leniwie jechaliśmy na północ jakieś czterysta mil. stawiać stopy na jego śladach. Łagodnym. Powiedział. idziemy do pewnego miejsca – powiedział. że nawet długie światła na niewiele się zdały. Zaśmiał się i łagodnie poklepał mnie po plecach. Podał mi siatkę z tykwami. – Zawieziesz nas w wyjątkowe miejsce. nie jest testem. stanowczym tonem don Juan kazał mi usiąść i poczekać. czy ma to być jakiś rodzaj testu i czy jeśli go obleję. – Dokąd idziemy? – zapytałem. Jeśli się nie pojawi. Skądś wiedziałem. Nieprzenikniona ciemność i gęsty kurz sprawiały. Wolny na tyle. Przez około sto metrów posuwaliśmy się z możliwie najmniejszą prędkością. Kiedy tak jechaliśmy. że nie udało mi się polowanie na moc i wtedy będę wolny od wszelkich obowiązków. W światłach reflektorów chciałem zbadać otoczenie. Desperacko wysilałem wzrok. co się wydarzy. ale ziemia była ubita. Ostatnia próba wojownika Niedziela. – Wiem to. rycząc ze śmiechu. aż moje oczy przywykną do ciemności. że nie mamy czasu do stracenia. Zacząłem obchodzić go wkoło. nawet jeśli miałbym wlec się dwie mile na godzinę z głową wystawioną na zewnątrz przez boczne okno. Czekamy na omen. nie przerywając mi. a szybę pokrywały rozbite owady i kurz. – Omen się pojawi. Uznał swoje stwierdzenie za zabawne. 28 stycznia 1962 Około dziesiątej rano don Juan wrócił do domu. która spowodowała. Kazał mi jednak jechać dalej. Klepnął się po udach i klasnął w ręce. Powiedział. by być dalej tak głupim. a później zjechaliśmy z autostrady na żwirową drogę prowadzącą na zachód. Było tak ciemno. że mi się nie uda. Przywiązał mi do pleców siatkę i powiedział. żeby umyć szybę.

Spojrzałem w górę na don Juana. – Nie mogę iść bez butów – powiedziałem głośno i chrapliwie. Zaczęliśmy znowu iść. przejdzie na mnie. Wyglądało to tak. to do rana jeden z nas zostanie kaleką. Nie wydawał się zmęczony. było to. który badał mnie dokładnie wzrokiem. Nie powinienem patrzeć ani do przodu. jak to robiłem przez pół nocy. tam gdzie on stawia stopy. Nagle uświadomiłem sobie. ale abym nie wpadł na niego. Nigdy wcześniej nie robiłem niczego. że jeśli chcę odzyskać siły. ponieważ zaraz będziemy mieli do Przejścia niezły kawał drogi bez żadnej przerwy. Moja koncentracja była tak pełna. że nie wolno mi zajmować się niczym innym. Następnie popchnął moją prawą nogę do przodu i kazał mi stanąć tak. a napięcie. Spojrzałem na zegarek. Wyraźnym szeptem powiedział. była pierwsza. ani nóg. była jedenasta. Miał rację. Don Juan żartował sobie. gdzie mogą być. Tempo. jak wpadłem na niego. że mówi poważnie. Oczywiście miał rację. Teraz dostrzegałem jego stopy i ślady. przypominając mi instrukcję. jaką poczułem. że skończył się twardy grunt i weszliśmy na miękki piasek. a siła bezwładności poniosła mnie jeszcze jakieś dwadzieścia metrów dalej. Przez jakieś trzydzieści metrów utrzymywałem tempo i szedłem dokładnie po jego śladach. kiedy idą do łóżka. Podróżujemy. Szliśmy po względnie twardym gruncie. że nie zauważyłem stopniowej zmiany światła. Zachichotał i upewnił mnie. która spływa z niego podczas chodzenia. Don Juan obrócił mnie. powiedział bardzo cicho. że idę. leżącego. którzy nie zdejmują butów nawet wtedy. ale stanowczo. aż przestanie. Szliśmy tak wiele godzin. Ustawił się przede mną w tej samej pozycji i zaczął iść. że nie uszkodziłem mu kostki. kiedy stanąłem na jego stopie swoim wielkim buciorem. dlatego wszystko się tu liczy. . tak pochłaniające. jakbym szedł w powietrzu i unosiła mnie jakaś siła. powinienem położyć się z głową zwróconą na wschód. Moje ciało powoli się rozluźniało i ból łagodniał. ani na boki. że nie zamierza odnieść obrażeń z powodu mojej głupoty i braku koncentracji i jeśli jeszcze raz nadepnę na niego. moje nogi stały się słabsze i zaczęły drżeć. – Nie ma czasu na wahanie. Powiedział. że w pewnym momencie przestałem czuć. jakbym właśnie robił krok przed siebie. co wymagałoby takiej koncentracji. że jeśli muszę iść w krzaki. zanim don Juan się zatrzymał. było tak wielkie. Nie czułem ani swoich stóp. z jakim obserwowałem każdy jego krok. Jeszcze raz zapewnił mnie. Nigdy nie chodziłem boso i chodzenie po pustyni bez butów oznaczałoby dla mnie samobójstwo. Po około piętnastominutowej przerwie don Juan znów Ustawił mnie w szeregu i zaczęliśmy marsz. że prawdopodobnie moja rodzina należała do tego typu farmerów. Don Juan podążał w łatwym do utrzymania tempie. że muszę iść dokładnie po jego śladach. aż w końcu upadłem na ziemię. wcześniej ostrzegł mnie o swym zamiarze. ale jeśli dalej będę potykał się o niego. to muszę to zrobić teraz. i wszystko musi być wykonane perfekcyjnie. później na moment spojrzałem w bok i następną rzeczą. tylko na ziemię.Bardzo dramatycznym tonem szepnął: – To jest wyprawa po moc. Kroczenie za nim nie sprawiało mi żadnych kłopotów. Śmiejąc się. Don Juan skręcał się ze śmiechu i musieliśmy zaczekać. Teren znów stał się twardy i wydawało mi się. że widzę przed sobą don Juana. Ruszył bardzo powoli. była to bardzo uciążliwa droga. Postawił mnie jak żołnierza na baczność. – Pustynia wydziela moc – szepnął mi don Juan do ucha. Spojrzałem na zegarek. Don Juan powiedział. że jeśli będę szedł po jego śladach. które narzucił don Juan. Ja nie mogłem złapać tchu i byłem cały mokry od zimnego potu. ciągnąc mnie za rękę. aby nawiązać kontakt z mocą. moc. Po chwili zauważyłem. Powiedział. W pewnej chwili niespodziewanie skoczył na bok. Kiedy zwolniłem. będę musiał iść boso. Nie stanął nagle. że się wznosi. Stopy don Juana zagłębiały się w nim i pozostawiały wyraźne ślady. zamiast zgadywać. Perspektywa chodzenia po pustyni bez butów niewiarygodnie mnie przestraszyła. jak tylko wymierzaniem odpowiednich kroków.

jakie są prawdziwe konsekwencje mego niepowodzenia. byłem przekonany. że widziałem krzew. prawda? – Wydaje mi się. moje mięśnie wycierpiały za dużo. ale mi nie pozwolił. Powiedział mi. nogi drżały mi w niekontrolowany sposób. a potem natarł nimi nogi. – Dlaczego nazywasz to pomyłką? – zapytał. jako złudzenie optyczne. wysokiego wzgórza. – A co widzisz teraz na tym samym miejscu? – Nic. Wał chmur nie przesunął się i nie zobaczyliśmy słońca wschodzącego nad horyzontem. Zaprzestałem poszukiwań i wróciłem na pierwsze wzgórze. poczułem że ten wysiłek jest chyba dla mnie zbyt wielki. abym pobiegł na sąsiednie wzgórze i nazbierał liści z pewnego krzewu. że widzę coś. gdzie don Juan. czy jestem w stanie podążać śladem mocy. żeby mi naprawdę pomogły. Rozejrzałem się. Pobiegłem w dół. a następnie pod górę. które widziałem.W końcu miałem tyle siły. – Nie widzę tu żadnej pomyłki – powiedział. abym stał bez ruchu z prawą nogą wysuniętą do przodu. aby mnie jeszcze podtrzymywać. Don Juan zachichotał i popatrzył na mnie przez chwilę. Kategorycznie kazał mi pozostać w miejscu. Używałem ich już przedtem. Teraz przyszła moja kolej. aby się śmiać. Kiedy zbliżałem się do wierzchołka. Inne byłoby poza zasięgiem wzroku dla każdego. Nie chciałem od razu pytać. aby rozluźnić mięśnie. Zacząłem biec w miejscu. A jednak to musiało być miejsce. bujny. ale don Juan skoczył i przytrzymał mnie. Wskazał na wschód i zwrócił mi uwagę na ciężki wał chmur nad horyzontem. że tak. Byliśmy na szczycie wielkiego. Później podniosłem się. Zlustrowałem dokładnie cały teren. co spodziewałem się zobaczyć. wyraźnie było widać wielki. bo znajdujemy się w magicznym czasie i mamy się przekonać. gdyby wiatr zdążył rozwiać chmury. Rozejrzałem się wokoło. a to. kiedy opisałem mu swoją pomyłkę. aby złagodzić ból. na wskazane wzgórze. Chciałem spojrzeć na zegarek. tak aby pierwsze promienie słońca mogły paść na moje ciało na wzgórzu. Pomógł mi usiąść. aż poczułem się lepiej. Ból w łydkach zniknął i poczułem falę odprężenia. Nogi mi zesztywniały i bolały mnie łydki. co widziałem wcześniej. kiedy don Juan odwołał wszystko. a czego w ogóle nie było. Usiłowałem wyjaśnić to. że prawie nie zauważalne. Przykucnąłem i skuliłem się na chwilę. Jedyny komentarz don Juana brzmiał: – Szkoda. ale don Juan zawsze utrzymywał. Powiedział. kto stałby tam. – Przecież nie ma tam żadnego krzewu – powiedziałem. gdzie wydawało mi się. – Ale go widziałeś. na tyle. gdzie stałem. Była to śmiertelnie męcząca pozycja. – Krzew jest tam. że nie pomyliłem wzgórz. Ledwie mogłem złapać oddech i przewracało mi się w żołądku. aż słońce wyjdzie zza czarnych szczytów górskich znajdujących się w pobliżu. ale znając don Juana. Bardzo łagodnie odwrócił mnie twarzą na wschód i powiedział. ale tutaj nie było niczego. co widziałem. aby wstać. Ale tego ranka nie pojawił się żaden. zielony krzew. Don Juan uśmiechał się życzliwie. Don Juan bardzo łagodnie powiedział mi. Prawie już upadałem. W zasięgu wzroku nie było żadnych takich roślin. Chciałem podejść do czegoś. że będzie on postępował zgodnie ze wskazaniami swoich omenów. tak jakbym szedł i nie patrzył prosto na horyzont. Z miejsca. Byłem naprawdę wyczerpany i z tego powodu mogłem łatwo uwierzyć. a jednak zawsze przynosi pożądane rezultaty. pewien rodzaj mirażu. na ile się na tym znałem. Ale nie mogłem znaleźć krzewu. Nigdy nie poczułem. co wyglądało jak krawędź lub szczelina w skale. zakrywając ręką mój nadgarstek. w którym upadłem. Nie było absolutnie żadnej roślinności tam. że dobrym omenem byłoby. że działanie prawdziwie przyjacielskich roślin jest tak subtelne. Byłem pewny. Jego liście wydawały się bardzo wilgotne. co choć trochę mogło przypominać tę szczególną roślinę. na tamtym wzgórzu. aby zerwać wreszcie liście. mogłem . że nie potrzebuję swojego diabelskiego zegarka.

Kiedy weszliśmy na wierzchołek. Wykonywał takie ruchy. żeby udowodnić mi. ale byłem zbyt głodny i zmęczony. – W pobliżu muszą rosnąć setki takich krzewów powiedziałem. – Poczujesz się lepiej po jedzeniu – powiedział. w które rzucę sznur. Nie było żadnego. co robi. – Znajdziesz tam krzew. Bardzo delikatnie nazrywał świeżych gałęzi z krzaków i zamiótł obszar wewnątrz kręgu. skrupulatnie posortował je według wielkości i w jego centrum ułożył z nich dwie kupki po tyle samo sztuk w każdej. wcale na niego nie patrząc. Sądziłem. Don Juan dał mi znak głową. Don Juan bardzo spokojnie zaczął schodzić ze wzgórza i dał mi znak. ale w przeciwnym kierunku. Don Juan pozbierał z niego drobne kamienie i zrobił z nich krąg wielkości mojego ciała. – Co robisz z tych kamieni? – zapytałem. Jeśli pozwolisz. Staliśmy tam przez chwilę. idąc w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara. wskazując na stos większych kamieni. Kiedy zajmujesz się mocą. co o tym wszystkim myśleć. aby wejść na nie z innej strony. Nie natknęliśmy się już na żadną z nich. jeśli będzie zbyt luźny. nie będzie to żaden dowód. zanim natknęliśmy się na następny. ale kazał chodzić wkoło i obserwować to. żeby coś . musisz być perfekcyjny. Powinieneś być niezwykle ostrożny. Rosły razem i wyróżniały się intensywną zielenią i bujnością. abym użył techniki patrzenia bez skupiania wzroku i znalazł odpowiednie do spania miejsce na szczycie wzgórza. Don Juan namówił mnie. które ci wskażę. Rozmieszczał je w równych odległościach i pomagając sobie kijem. Na nich będzie zawieszone twoje miejsce. idącym jego śladem. Musisz skoncentrować wzrok w tym miejscu. Nie pozwolił mi wejść do środka. – To bardzo dziwny omen – powiedział. abym poszedł za nim. – To sznury. gdzie wydawało mi się. zakopywał je w ziemi. w miejscu. że widzę krzew. Odwrócił się i spojrzał na mnie szczególnie przenikliwie. Szukaliśmy wszędzie podobnego krzewu. Don Juan spojrzał na mnie z poważnym wyrazem twarzy. obchodząc je szerokim łukiem. Przedstawiłem argument. tak samo jak ja to zrobiłem. Nie potrafił ukryć swego zadowolenia. – To nie są kamienie – powiedział. Przeszliśmy ze ćwierć mili. tak sprawnie jakby był murarzem. don Juan zaprowadził mnie z powrotem na pierwsze wzgórze. aby się nad tym zastanawiać. Zachichotałem z radości. Odliczył osiemnaście kamieni. Don Juan z wielką cierpliwością zszedł na drugą stronę wzgórza wraz ze mną. Wziął średnie kamienie i wyznaczył nimi obwód koła. Czułem się zdezorientowany z powodu nowego obrotu. jaki przyjęły sprawy.uznać za halucynację. Później pozbierał wszystkie większe kamienie znajdujące się wewnątrz kręgu. Wspięliśmy się razem na sąsiedni pagórek i stanęliśmy dokładnie tam. Don Juan również zachichotał. żeby zobaczyć. jednak w rzeczywistości nie dotykał ziemi gałęziami. zamiast iść na przełaj i w teatralnej pozie stanął przy krzewie. – A ty umieścisz je w ziemi. Obszedł szczyt dookoła. siedzieliśmy chwilę w kompletnej ciszy. Nie mówiąc ani słowa. że miałem rację. Nie wiedziałem. Każdy z tych sznurków może nas zabić. Wybrałem pewne miejsce. czy stoisz we właściwym miejscu. Rozpromieniony pogłaskał mnie po głowie. a później zabrał mnie na dalsze poszukiwania krzewów. Po jedzeniu poczułem się bardzo senny. że druga strona wzgórza jest poza zasięgiem mego wzroku i że jeśli nawet znajdzie się tam jakiś krzew. – Co masz zamiar zrobić? – Rzucę ci wszystkie te sznury – powiedział. Przeczesaliśmy cały ten obszar i milę dalej znaleźliśmy jeszcze dwa. abym poszedł za nim. Każda pomyłka może być śmiertelna. – A ja podejdę do krawędzi stoku. – Teraz biegnij do stóp wzgórza i czekaj – powiedział. Don Juan rozwiązał siatkę z tykwami. że don Juan wybrał taką drogę. na którym zobaczyłem krzew. iż w okolicy jest bardzo mało takich roślin. – Przejdź na drugą stronę tego wzgórza – powiedział. Wróciliśmy na pierwsze wzgórze. dlatego nie wolno ci się pomylić.

Musisz dbać o wszystko. abym był uważny i skoncentrowany. Przedtem nie zauważyłem. Teraz szczyt wzgórza jest twoim miejscem. Widok. a wzgórze odwdzięczy ci się i zadba o ciebie. wcale mnie nie ziębiąc. Czułem go na twarzy i wokół uszu jak łagodną falę ciepłej wody. wydawało mi się. Tutaj wszystko wkoło znajduje się pod twoją opieką. że to robił. To nie jest ludzka decyzja. ani twoja. żebym wsadził je do spodni i umieścił w okolicach pępka. ale jednak się pokazał. Omen był niespodziewany. a ja nie znałem drogi do samochodu. wydawało mi się. łagodny wiatr owiewał całe moje ciało. Bardzo poważnie odparł. było zwariowanym zajęciem. Nagle opanował mnie strach. co teraz robimy. Pomyślałem. na którym natychmiast zasnąłem. Wszedłem do kręgu. Usiadłem. Sen mnie odświeżył. że wzgórze było tak wysokie. Tak intensywne skupienie było wyczerpujące. a dalej pustynię. Byłem szczęśliwy. Wypełniło mnie bardzo radosne podniecenie. gdybym po jednym zanosił “sznury" na dół. Odnajdywanie wśród innych kamieni tego. Don Juan nazbierał małych gałązek i wyłożył nimi mój krąg. że padnę martwy. Widziałem rozległy kres pofałdowany małymi wzgórzami. – Utrwal sobie to wszystko dobrze w pamięci – szepnął mi don Juan do ucha. Czułem się silny. Będziesz polował na moc. który spadał z góry. ani moja. Chciałem na zawsze pozostać w tym miejscu i pewnie bym został. co tutaj jest. tylko z niewysłowionej. ale nie ze smutku czy z żalu. – To miejsce jest twoje. Położyłem się znowu na posłaniu z gałęzi i w dziwny sposób mój niepokój zniknął. Było wietrznie i pochmurno. który rozciągał się na zachód. Wspinali się na szczyt wzgórza i rościli sobie . czy nie. Wykonanie tego zadania zabrało nam dobrych kilka godzin. niewytłumaczalnej radości. Ta sceneria wzbudzała we mnie uczucie grozy i rozpaczy. na wierzchołek ze skały wulkanicznej i usiedliśmy wygodnie. Nigdzie w zasięgu wzroku nie było don Juana. Późnym popołudniem roztaczał się przed nami wspaniały widok. abym dokładnie obserwował całą okolicę. Był to bardzo dziwny stan. że byłoby łatwiej. Powiedziałem. a ty chwytać. czy to wszystko jest moje. Bardzo spokojnie odbyliśmy przechadzkę wokół wzgórza. Dzisiejszego ranka widziałeś i to był omen. Dał mi trochę liści i powiedział. że to. robił duże wrażenie. Żartobliwie zapytałem. zupełnie odmienny od tego. Na południu w oddali były niskie wzgórza i odległe niebieskie góry. Don Juan zaśmiał się i przecząco pokręcił głową. ustępowała i potem znów przychodziła. Zachodni. Za każdym razem don Juan przypominał mi. która obmywała mnie. Pustynia i góry na południu były naprawdę majestatyczne. Zacząłem płakać. że może zostawił mnie tu samego. który towarzyszył mi na co dzień w moim chaotycznym życiu. ale na zachodzie znajdowały się delikatne cirrusy i od czasu do czasu pojawiało się słońce. Zaśmiałem się i powiedziałem. Chodziło mu o to. – To są sznury – upierał się. Na północy i wschodzie rozciągał się łańcuch ciemnobrązowych górskich szczytów. Znalazłeś to miejsce dzięki widzeniu. którzy po zdobyciu Nowego Świata dzielili ziemię w imię swojego króla. Ruchem oczu albo brody wskazywał raz na chmury. że tak. Szliśmy powoli w kompletnej ciszy. – Już wystarczy – powiedział. Było to dla mnie całkowicie nowe uczucie. Obudziłem się późnym popołudniem. że moje myśli zostały wyłączone. Wspięliśmy się na najwyższy punkt na wzgórzu.cię rozproszyło. stanie się on zwykłym kamieniem. Podparłem głowę rękami i rozejrzałem się wokół. Czułem się pełen energii i byłem szczęśliwy. Nie przeszkadzał mi wiatr ani nie było mi zimno. – Ja muszę je rzucać. niezależnie od tego czy chcesz. Nad głową cumulusy zalegały grubą warstwą. Ponownie doświadczałem błogiego spokoju. Gałęzie utworzyły całkiem miękkie posłanie. gdyby nie przyszedł don Juan i nie wyciągnął mnie z kręgu. Dobrze. oparci plecami o głaz i zwróceni twarzą na południe. Przypominała mi obrazy z dzieciństwa. przypomina mi historię z Hiszpanami. raz znowu na góry. Podczas snu będą mnie ogrzewać zamiast koca. twoim ukochanym miejscem. a ty nie będziesz potrafił odróżnić go od innych kamieni leżących w pobliżu. Kiedy już zamknąłem krąg i wróciłem na szczyt.

że naprawdę wierzy. że powinienem patrzeć na słońce. Daję ci go. Niewyraźnie przeczuwałem. stanowiło wspaniałe przeżycie. nie przestając się uśmiechać. jest twoim przyjacielem. Jedzenie. że gwałtowna zmiana nastroju Don Juana nie wróży dla mnie nic dobrego. To jest miejsce. Gdyby nie ten jego zabawny uśmieszek. w pełnym znaczeniu tego słowa. zakreślając pełny okrąg. tak samo jak odpoczynek. Natomiast sam szczyt do końca twojego życia jest po to. Światło zachodzącego słońca dawało bogaty. biegłem coraz szybciej. ale do zapamiętania. do którego będziesz przychodził podczas śnienia. Gdy posłuchałem. jakby czytał w moich myślach. Właściwie o niczym nie myślałem. Zrobił zeza. poczułem. Nawet nie miałem chęci na myślenie. jak ciepło ogarnia całe moje ciało. jakby słońce ogarniało ziemię płomieniem. jest twoja – kontynuował. Przyjmij go. można by przysiąc. Niech więc na razie będzie to wzgórze miejscem nonsensu. były wspaniałe. – Nie do wykorzystania. Uśmiech zniknął z jego twarzy. Szczególnie cechy krajobrazu po stronie zachodniej. – Daję ci całą ziemię. a jednak podzielili ją i rozdali. który było stamtąd widać. szczególnie na jego szczycie. który tutaj żyje. ponieważ sam go odkryłeś. Siedzieliśmy w ciszy przez kilka minut. – Przyjmuję go – powiedziałem żartem. Po prostu nie miałem chęci rozmawiać. Don Juan zachichotał i zapytał: – Czemu nie? Czemu nie mógłbym ci dać tej ziemi? – Nie jesteś jej właścicielem – odpowiedziałem. Teraz to wszystko nie ma dla ciebie sensu. jakby górna część mojej głowy płonęła zimnym ogniem promieniującym miedzianym blaskiem. w którym będziesz gromadził jej zapasy. którą widzisz. nawet najmniejszy i pozornie nieważny. Było to ciepło miedzi. Czułem jego smak na podniebieniu i ciężar pod powiekami. Gdy tylko uświadomiłem sobie swój niezwykły nastrój. W pewnej chwili . w pośpiechu zacząłem pytać: – Ale co ja mam zrobić z tym wzgórzem. iż może mi dać ten wierzchołek. – No to co? Hiszpanie też nie byli właścicielami. Zeszliśmy ze skały i don Juan zaprowadził mnie do małego. – Każdy robak. że w jakiś sposób słowa są fałszywe. tu pewnego dnia zostaną przed tobą odkryte tajemnice. Może cię wykorzystać. patrząc na mnie. Odczuwałem czerwony blask na twarzy. Don Juan przemówił do mnie prawie szeptem. w którym stałem. – Czemu nie? – zapytał się. aż zniknie za horyzontem. podobnego do kielicha zagłębienia po zachodniej stronie wzgórza.prawo do obszaru. Odskoczył ode mnie i kategorycznie zażądał. ale nie przerażało mnie to. a ich znaczenie jest trudne do uchwycenia. Oddałem się całkowicie kontemplacji tego piękna. prawie miedziany blask i całe otoczenie wydawało się zabarwione złocistym odcieniem. Wydawało mi się. A więc dlaczego ty nie możesz wziąć jej we władanie w ten sam sposób? Próbowałem przejrzeć jego prawdziwe zamiary. abyś z niego korzystał. Niewątpliwie było tu coś niewypowiedzianie przyjemnego dla mnie. Czułem. dokąd tylko sięgniesz wzrokiem. Zaśmiałem się głośno. Wstał i wskazując wyciągniętą ręką. znajduje się pod twoją opieką – powtórzył. a ty jego. – Każda skała i kamień. Wyjaśnił. i krzak na tym wzgórzu. że kiedy słońce zaczynało znikać. ale don Juan już był bardzo poważny. Wyglądało to tak. abym obserwował każdy szczegół. Polujesz na moc i to jest miejsce. – Cała ta ziemia. Jest twój. Coś sprawiało. obrócił się. Powiedział. ciągnąc mnie w górę. – Wstawaj! – krzyknął don Juan. – To dobry pomysł – powiedział. Ostatnie minuty światła. abym zaczął biec w miejscu. Don Juan wybuchnął takim śmiechem. Siedzieliśmy tam i jedliśmy. – Cała ta ziemia jest twoja – powiedział. zapalało ją jak ognisko. Zaśmiałem się. don Juanie? – Każdy jego szczegół utrwal w pamięci. nie koncentrując na nim wzroku. zanim słońce dotknęło koca niskich chmur czy mgły. że o mało co spadłby ze skały. Tu będziesz spotykał się z mocami. Nigdy dotąd nie miałem takich odczuć w stosunku do mówienia.

Jego płomienie przypalają cię. Każdy wojownik ma swoje miejsce. Jakie to dziwne! – Dlaczego dziwne? – Nigdy jeszcze tego nie widziałem. ponieważ jest to najważniejsze miejsce w twoim życiu. przesiąknięte niezapomnianymi wspomnieniami. który sobie przypomnisz. gdzie zgromadził swoją osobistą moc. taki jaki jest teraz. gdzie będziesz. Poruszyłem się nerwowo. pewnego dnia. Natomiast umierające słońce właśnie ciebie kąpie w blasku. po to. – To był świetny omen – powiedział. Moje sny korespondowały z porą dnia. Zasłaniała nas przed zimnym wiatrem. Jest to miejsce przez niego szczególnie ulubione. kiedy dotknie mocy. – To jest miejsce. Ty jesteś bardziej stworzeniem nocy. kiedy odbywa się śnienie. Wykorzystaj je. jedynie przypominając sobie ten krzew albo skałę. jest dla ciebie miejscem mocy. w jakiej odbywa się śnienie. – Niezależnie od tego. – Aby ułatwić sobie zadanie. don Juanie? – Teraz nie czas o tym mówić – powiedział ostro. miejsce. jego duch. Dostaje się tutaj albo przychodząc osobiście. aż szczyt wypełni cię całego. Ten szczyt. kiedy już to się stanie. do którego chcesz pójść i skoncentrować na nim uwagę – kontynuował. który powinieneś obserwować. Zapytał o moje postępy w śnieniu. Ja wolę świeżą jasność poranka. Ty i ja bardzo różnimy się od siebie. w którym był świadkiem cudów. Poznasz. nie musisz tego robić. – Czy jesteś w tych miejscach we dnie czy w nocy? – zapytał. Z tego specyficznego przedmiotu. Osunąłem się na ziemię. takich jak szkoła i domy przyjaciół. umrzesz tutaj. czego doświadcza się podczas śnienia. Omen. powinieneś wybrać jakiś przedmiot. abym spróbował śnienia podczas drzemki w ciągu dnia i sprawdził. w przyszłości będzie miejscem twojego ostatniego tańca. Don Juan bardzo mocno uchwycił mnie za prawy przegub. które wygląda odpowiednio do pory. gdzie siedzimy. aby przechować ją tutaj.naprawdę poczułem. aż utkwi ci w pamięci. Don Juan zasugerował. Don Juan przerwał ciszę. który jest charakterystyczny dla tego miejsca. – Co rozumiesz przez mój ostatni taniec. ale on natychmiast zmienił temat. gdzie siedzieliśmy przedtem. że jestem tak lekki. Ale jeśli nie chcesz przyjść tutaj. Próbowałem nalegać. zawsze pozostaje w sferze młodego słońca. dał mi znak. Ale teraz skup uwagę po kolei na wszystkim. i tak dalej. co jest na tym szczycie. w którym umrze. aby ujarzmić choć tyle mocy. Po kilku minutach odpoczynku wstał spokojnie i klepiąc mnie w ramię. albo podczas śnienia. – Wiedza jest mocą. który się tam znajduje. ażeby tylko móc o tym mówić. Spojrzał na mnie. Zacząłem mieć sny o szczególnych miejscach. musisz wrócić do swoich rąk. że to. w przeciwnym wypadku pojawiające się wizje mogą być tylko zwyczajnymi snami. miejsce. Trzeba dużo czasu. jeśli możesz skupić się na miejscu mocy. ale nie spalają. kiedy jego czas na ziemi dobiegnie końca i kiedy poczuje dotknięcie śmierci na lewym ramieniu. gdzie ważne wydarzenia odcisnęły swój ślad. Możesz powrócić tutaj podczas śnienia. – Tutaj. To przywróciło mi trzeźwość i opanowanie. w którym umrzesz – powiedział łagodnie. gdzie zostały mu objawione tajemnice. – Dlaczego tak jest. na szczycie tej góry. a on usiadł obok mnie. takim jak to. musi zgadzać się z porą dnia. do której chodzisz. Wojownik ma obowiązek wracać do swojego ulubionego miejsca za każdym razem. – Ale dziwny! Wydarzył się pod koniec dnia. aż nasiąkniesz nim. Skup swoją uwagę na dowolnym przedmiocie. albo inne rzeczy znajdujące się tutaj. Znowu wspięliśmy się na wulkaniczną skałę. że mogę latać. Łatwiej podróżować. masz na przykład specyficzny krzew. a później znajdź go podczas śnienia. zmieniając pozycję. kiedy się pokazuje. czy potrafię wizualizować wybrane miejsce. – A później będziesz przychodził tu sam. który jest . Właściwie to jasność porannego słońca właśnie szuka mnie. W nocy moje wizje danego miejsca również powinny je przedstawiać w nocy. w jakiej zwykle bywałem w tych miejscach: w dzień w szkole i wieczorem u przyjaciół. ale ucieka od ciebie. – Będę musiał wciąż tu z tobą przychodzić – dodał. jakby badając efekt swoich słów. a później przejść do następnego przedmiotu. A w końcu. Powiedział. don Juanie? – To jest miejsce twojej ostatniej próby – powiedział. abym poszedł za nim. Być może szkoła.

W ciągu swojego życia będziesz sam musiał dodawać do niego następne ruchy. To pewien rodzaj tańca. musi się go nauczyć – powiedział. Nie może zmienić zamiarów swojej śmierci. A twoja śmierć będzie siedzieć i obserwować cię. – Przestań – powiedział sucho. Opowiesz o radościach i zamęcie doświadczanym podczas spotkania z osobistą mocą. zmrok. które wygrałeś. Ale przyjemność sprawia ci umierające słońce o soczystej barwie starego złota. Jeśli jego moc jest wielka. Ale jego nieskazitelny duch. taniec jest wspaniały. przyleci tam i wojownik zatańczy dla swojej śmierci. – Każdy. Niewątpliwie nie lubisz młodzieńczej jasności wczesnego światła. który po raz ostatni opowiada o trudzie swojego życia. na tym szczycie. że przeszedł mnie dreszcz. jego taniec jest krótki. ruchu. Na bezmiar. ani na jawie. Nie może wziąć wojownika. patrząc na taniec wojownika? – Wojownik jest tylko człowiekiem. wszystko to zdawało się pomagać w wyobrażeniu sobie ostatniego tańca mocy. Twój taniec opowie o tajemnicach i cudach. spojrzysz na słońce. To coś więcej niż tylko strzelenie kopytami i zesztywnienie. Możemy powiedzieć. W ostatnim tańcu opowiesz o swojej walce. które przegrałeś. nie spalając cię. Wiatr będzie łagodny i przyjemny. aby go przytłumić. kto poluje na moc. że to gest. . – Czy śmierć rzeczywiście zatrzymuje się. specyficzną postawę mocy. dopóki nie skończy tańca. czy zna wojowników. przyzywając swoją moc. które zgromadziłeś. Jeśli umierający wojownik ma ograniczoną ilość mocy. ani podczas śnienia. śmierć musi się zatrzymać. Poranne podróżowanie nie przemawia do ciebie. Ogarnął mnie przytłaczający niepokój i zacząłem mówić tylko po to. Najlepsze efekty swojej życiowej pracy będziesz uzyskiwał pod koniec dnia. Ale niezależnie od tego czy moc jest mała. a wtedy pokażę ci pierwsze posunięcie mocy.zawsze przygotowany. don Juanie? – Z pewnością. którzy mają nieskazitelnego ducha. wspaniała sceneria. którą rozwija przez całe życie. Polujesz na osobistą moc. jaki wykonuje pod wpływem swojej osobistej mocy. czy potężna. którego już nigdy więcej nie zobaczysz. Zapytałem don Juana. – Ale jeszcze nie teraz. Pokornym człowiekiem. I dlatego będziesz tańczył dla swojej śmierci tutaj. którzy umarli. Każdy wojownik posiada specyficzną formę. Kiedy skończysz taniec. a wtedy twoja śmierć wskaże na południe. tak jak zrobiło to dzisiaj. Nie lubisz gorąca. Każdy następny musi zostać zdobyty podczas walki mocy. a twój szczyt zadrży. z pewnością może przez chwilę ją zatrzymać. pod koniec dnia. chociaż jeszcze nie żyjesz jak wojownik. chociaż nie jestem wojownikiem? – zapytałem. Słowa don Juana sprawiły. Dzisiaj słońce pokazało ci omen. jaki śmierć robi w stosunku do tych. Wkrótce znajdziesz godnego siebie przeciwnika. Cisza. o bitwach. Tak więc taniec wojownika stanowi historię jego życia. i w jakim stopniu ich ostatni taniec wpłynął na ich śmierć. to taniec. Umierające słońce olśni cię blaskiem. tylko blask. który po przejściu przez potworne trudy zgromadził moc. i o tych. który rozwija się wraz z jego osobistą mocą. aby po raz ostatni mógł się cieszyć. Przez chwilę trwającą wystarczająco długo. – Czy ja też będę tańczył dla swojej śmierci. – Czy możesz nauczyć mnie tego tańca. – Umieranie to poważna sprawa. aby być świadkiem jego ostatniej próby na ziemi.

w jaki wszystko się robi. światłem. Chód mocy Sobota. aby mnie przekonać. – To nie jest ten rodzaj przekonania. Musisz przyjąć. – Wychowanie nie ma znaczenia – powiedział. tak jakbym umierał. Jest bardziej jak obecność. i że jestem tak bardzo przekonany. W każdym przypadku ma się rację. kultura determinuje sposób. w jaki wojownik widzi swoją śmierć. że umieram. siadając na werandzie. Ja uważam inaczej. kamykiem. że śmierć jest ostatnim świadkiem. Osobista moc jest czymś. mgłą albo tajemniczą obecnością. osobą. jak do tego doszedł. czy też jest podobna do osoby. Powiedziałem mu. a także że można ją gromadzić. Tylko śmierć. w jaki wyobraża się sobie śmierć. Trzymał torbę z artykułami spożywczymi. Śmierć obserwuje ostatni taniec wojownika. jak żyje i jak umiera. że wojownik to myśliwy. ponieważ widzi. że wszystko zrozumiesz. – Czy to znaczy. jak to tylko możliwe. Można to też nazwać nastrojem. co determinuje sposób. – A co to za różnica? – zapytał don Juan. czy też w wypadku każdego innego wojownika? – Każdy wojownik tańczy swój taniec mocy. Jak dotąd nie jesteś o tym przekonany. że jest niczym. o którym mówiłem – powiedział. Śmierć jest tym. jest osobista moc. dlatego wydawało mi się. który poluje na moc. uczyłem cię. Dobrze żyję z ludźmi. Skąd wie. a jednak poruszają się jak oczy. – Czym jest osobista moc? – Osobista moc to odczucie – powiedział. pozostaje niewiadomą. Mówiłem ci już. Mogę przez nie patrzeć. a jednak nie wszystko jest tak samo. – Czy twoja śmierć wyglądała jak osoba? – Śmieszny z ciebie gość. . Może ona być wszystkim: ptakiem. I dlatego mogę powiedzieć. aby zadać pytanie i zająknąłem się. – To bardzo proste – powiedział. czym się chce. Dlatego też mój czas na ziemi nie skończył się i nie umarłem. Powiedziałem mu. czy śmierć jest osobą. które mu przywiozłem. że śmierć patrzy swoimi pustymi oczyma. Nikt nie może być tego świadkiem. że można używać osobistej mocy. – Fart. Podałem za przykład Indian Yuma i Yaqui. to kwestia przekonania się o tym. że to wyobrażenie jest fascynujące i chciałbym dowiedzieć się. zależy od jego wychowania. – Człowiek wiedzy wie. Wydaje ci się. że tak jest. don Juanie. Ostrożnie położył ją na ziemi i usiadł przede mną. zresztą taki sam jak nas wszystkich. Nie mogłem znaleźć adekwatnych słów. Według mojej koncepcji. że chciałbym wiedzieć. Zapytałem go. posiadałem ograniczoną moc i nie rozumiałem zamiarów śmierci. dlatego dla mnie śmierć jest osobą. Twój kłopot. jak ją upolować i gromadzić. Poczułem się tym ośmielony i wyjaśniłem. no ale kim ja w końcu jestem? Śmierć nie jest osobą. Ale ja widziałem moją śmierć i zatańczyłem dla niej.14. krzewem. 8 kwietnia 1962 – Czy śmierć jest osobą. W spojrzeniu don Juana pojawiło się zakłopotanie. ale sposób. a równocześnie wszystkim. by się ze mną pożegnać. że zrobił wszystko. Zaśmiał się. Są jak dwa okna. Lubię także tajemnice i z tego powodu moja śmierć ma puste oczy. jak wojownik tańczy swój ostatni taniec na ziemi. że ty sam byłeś świadkiem ostatniego tańca wojownika? – Nie. uśmiechając się i łagodnie nakłaniał mnie do mówienia. – Tym. Wyobrażenie śmierci don Juana oszołomiło mnie. kiedy obserwuje ostatni taniec wojownika. Kiedy to wszystko się działo. Patrzył na mnie. co zdobywa się niezależnie od pochodzenia. don Juanie? – zapytałem. Pod koniec tego tańca śmierć nie wskazała mi żadnego kierunku. a moje ulubione miejsce nie zadrżało. czy sposób. Ale można także powiedzieć. Człowiek jest tylko sumą swojej osobistej mocy i od niej zależy. żeby była. w jaki on ją widzi. – Ale czy jest tak tylko w twoim wypadku. zadając pytania.

Poprosiłem. – Nie wątpię w to – przerwał mi. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Zapytałeś mnie. Dlatego jest takie ekscytujące. – Co teraz będziemy tutaj robić. że pojedziemy samochodem. – Nie da się nic zaplanować. doszła tak daleko. że nie mam najmniejszego pojęcia. że potrafisz działać sam. który już ją ma. że jesteś w błędzie. że nigdy nie robisz planów? – Polowanie na moc to bardzo dziwna sprawa – powiedział. lecz późnym popołudniem zaczął wiać zimny wiatr. Jeśli wojownik ma już osobistą moc. aby przekonać go o swoim poważnym podejściu do sprawy. Zaczął się przeciągać i wygiął grzbiet jak kot. – Najpierw musi być ideą. – Czy to znaczy. – To wiem. że powinienem interesować się tylko tym. abym zrobił to samo. z własnej inicjatywy. że dzięki niej będzie działał w najbardziej właściwy sposób. ponieważ zauważysz tę wielką różnicę. Jego twarz wyrażała łagodność. – Ty jesteś tym. Wojownik postępuje tak. dodał: – Przecież wiesz. to dlaczego na nią poluje? Don Juan uniósł brwi z udawanym obrzydzeniem. ponieważ ma zaufanie do swojej osobistej mocy. o które chciałbym cię zapytać. a ja powiedziałem. Ale co będziemy robić konkretnie? – Wiesz. czy mam jakiś plan. Myślałem. Dopiero co zacząłeś. kogo rozumie przez człowieka wiedzy. I od tej pory jesteś w stanie działać sam. – Idziemy na miejsce mocy – powiedział. która szczerze poświęciła się trudom uczenia się. czy jest się wojownikiem. do czego zmierzasz. Ale musiałem odkryć to sam. że jego stwierdzenia są sprzeczne. – Przed nami długa podróż. – Ale jest tyle rzeczy. – W śmieszny sposób przypominasz mi czasami mnie samego – kontynuował. który poluje na moc – powiedział. – Ja także nie chciałem wstąpić na ścieżkę wojownika. wchodząc do domu. don Juanie? – Bardzo dobrze wiesz. Kiedy uświadomisz sobie. jego kości wydały serię strzałów. Zwróciłem mu uwagę. – Nie mogę tego pojąć – zaprotestowałem. więc jaką różnicę sprawia. później trzeba ją krok po kroku wprowadzać w życie i w końcu – cyk! Masz ją. – Jak to się dzieje? Don Juan wstał. że mnie nie musisz rozśmieszać. Don Juan usiadł na skale i dał mi znak. Poczułem się zobowiązany. Jak zwykle. która nie gorączkując się i nie wahając. aby polować na moc. że mam zaufanie do swojej osobistej mocy. . Jest przekonany. Będzie to z twojej strony wymagało jeszcze wiele wysiłku. jakby miał dokładny plan. – Ale bycie przekonanym oznacza. – Człowiek wiedzy to osoba. czy nie. że jesteśmy tutaj. Krótko omówił tę koncepcję i zaraz dodał. że potrafi odkrywać tajemnice osobistej mocy. a ponieważ i tak wszyscy musimy umrzeć. wtedy możesz powiedzieć. Dotarliśmy do niższych stoków zachodnich gór Sierra Mądre około trzeciej po południu. jak gromadzić osobistą moc. – Polowanie na moc to szczególne wydarzenie – powiedział. Wydawało mi się. Jeszcze dużo trzeba zrobić. że się przekonałeś. żeby mi wyjaśnił. – Naprawdę nie wyobrażam sobie. I sam też możesz stać się człowiekiem wiedzy. Był ciepły dzień. – Ja jestem wojownikiem. Wkrótce czekał już na mnie na skraju pustynnego chaparralu za swoim domem. Ale don Juan zawołał mnie z domu i kazał mi zabrać siatki z tykwami. więc wstałem i podszedłem do niego. – Musimy się pospieszyć – powiedział. aż się tam znajdziemy? Wtedy z pewnością będziemy mieli okazję aby porozmawiać. – Chodźmy – powiedział. – Czy nie mógłbyś poczekać z pytania mi. że cała ta praca jest bezsensowna.Dwa lub trzy razy łagodnie poklepał mnie po ramieniu i rechocząc. Myliłem się.

Masz próbować. że jego sprawność fizyczna po prostu powala mnie na kolana. kiedy on będzie ustawiał moje ciało w pozycji mocy. Nie liczy się. że nie uda mi się spostrzec właściwego miejsca. Powiedział. po prostu działaj. aby się męczyć czy niepokoić. – Dość tych głupstw – powiedział łagodnie. . Uśmiechnął się znacząco i wstał. – Tym razem. Następnie polecił mi zamknąć oczy i ostrzegł mnie. Miałem nieprzeparte pragnienie. Złapał mnie pod prawą pachę i zakręcił mną wkoło. jakby zdawał sobie sprawę z tego. Kazał mi położyć się na plecach. co z sobą robisz. Próbuję robić wszystko. aż w końcu dosłownie przeniknęło całe moje ciało. Przez chwilę leżałem zupełnie bez ruchu. Kiedy siadłem obok niego. czego nie powinienem robić z moim ciałem. że chociaż niewątpliwie systematycznie zbadałem teren. Zbocza były bardzo strome i wspinanie się sprawiało mi duże trudności i wyjątkowo mnie męczyło. Zacząłem iść. aby podglądać. – To jest miejsce mocy – powiedział. potem ciepło rozeszło się po brzuchu. Zacząłem protestować. Może nawet całą noc. Później zerwał po jednym liściu z każdego z kilku krzewów i dał mi je. Odłożyłem przybory do pisania i wstałem. nie powinienem przestać naciskać liści. – Przez cały czas starałem ci się zwrócić na to uwagę – powiedział. rozpiąć pasek i ułożyć liście bezpośrednio na skórze w okolicach pępka. nie wolno mi też otwierać oczu ani próbować usiąść. Ale gdy tylko obszedłem wierzchołek szerokim łukiem. aby zawładnęła mną rutyna. które miało mnie przenikać. że pozwoliłem sobie na to. Jego chód był równy. Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy. – Wcale nie jesteś stary. Polecił zająć się tylko uczuciem ciepła. czego nie robisz. a potem zacząłem odczuwać dziwne gorąco promieniujące z liści. Moje ciało czuje się dobrze. abym patrzył. kiedy kazał mi znaleźć miejsce na odpoczynek. że nie. i nie potrzebuję planu. Najpierw poczułem je w dłoniach. don Juanie! – Oczywiście. don Juan zatrzymał mnie. jak to robię i poinstruował mnie żebym liście przyciskał do ciała obydwiema dłońmi. ile czasu ci zajmie znalezienie odpowiedniego miejsca na odpoczynek. w których miałem wysoką temperaturę. badając teren spod półprzymkniętych powiek. Najpierw przeczesałem obrzeża wierzchołka góry. Czekałem na wyjaśnienie. Don Juan szedł kilka kroków za mną i nieco z boku. Zauważyłem. na szczycie. – Znajdź dla nas tutaj. abym improwizował. dlatego nie mam powodów. że wie. gdzie się on znajduje i dlatego nie ma sensu. czyje znajdziesz.która mną kieruje. wydawało mi się. Kiedy dotarłem tam. prawie pionowe zbocze. Don Juan zaśmiał się głośno i zaczął mnie toczyć w prawo i w lewo. Traktuję siebie bardzo dobrze. – Co wobec tego powinienem zrobić? – zapytałem. że w ogóle się nie spocił. Don Juan kazał mi usiąść. W ciągu kilku minut stopy zaczęły mi płonąć gorącem. które przypominało mi chwile. a później zaczęliśmy znowu iść. Natomiast jeśli chodzi o don Juana. abyś to zauważył. to w tak ociężały sposób. że nic nie pojmuję. miejsce na obóz. don Juan już na mnie czekał. nie koncentrując na niczym wzroku. że serce wyskoczy mi z piersi. Chciałem. Nie jest też ważne. aż obraz mi się rozmaże. że jego energia jest niespożyta. nawet po wspinaczce na ogromne. Stwierdził także. dla odmiany. Powiedziałem mu. ale don Juan położył mi rękę na oczach. Patrzył. Don Juan przypomniał mi. lecz na tym. aby wyjaśnił mi. był niestrudzony. i robił zeza. to wydawało się. Sarkastycznym tonem dodał. – Jak ty to robisz? – Nic nie robię. Wyglądał. Tajemnica nie polega na tym. to wszystko. Nie spieszył się. Dzięki temu mogłem złapać oddech. Uciszył mnie kategorycznym gestem. jak to robił niezliczoną ilość razy. że jeśli chcę osiągnąć właściwe rezultaty. Zamierzałem posuwać się spiralnie ku środkowi. Położyłem się na plecach i pot dosłownie lał się ze mnie strumieniami.

Don Juan zaśmiał się. który był jednym z niewielu niezarośniętych. było mocą liści. Liście na brzuchu działały jak piec. która oczyściła mnie i umożliwiła mi wykonanie zadania. że o mało mnie nie sparaliżowało. – Co to za liście mi dałeś? – zapytałem. Rozejrzałem się. że nie zrobiłem niczego szczególnego. Jednak byłem rozczarowany. Kiedy stanąłem na nogi. – Policz je szybko. Otworzył oczy razem ze mną. Byłem wyczerpany. poświaty czy ciemnych plam. żebym otworzył oczy i szedł bez planu. Don Juan także spał. Zrobiłem zeza i chodziłem w tę i we w tę przez jakieś pół godziny. że ciepłota mojego ciała się zmniejsza. miałem niesamowite uczucie. Trwaliśmy w milczeniu przez długi czas. – I cała operacja odbyła się tak. że mam wysoką temperaturę i całkowicie pochłonęło mnie dociekanie tego. że czułem się bardzo niedobrze. co powiedzieć. – Znalazłeś właściwe miejsce – powiedział z uśmiechem. że leżę zawieszony na łożu ze “sznurów". zwracając się twarzą na południe.Powiedziałem don Juanowi o tym nieprzyjemnym wrażeniu i potrzebie zdjęcia butów. ponieważ byłem zmęczony i spodobał mi się kolor tego piaskowca. Miejsce. – Obserwuj kierunek. Byłem przekonany. Siadłem na tym miejscu. że czas na spanie. Powiedział. że jakaś istota rozmyślnie zmiata je w stronę bezkształtnej masy zielonych krzewów. czy jemu także zmierzę puls. abym położył ręce na brzuchu. Resztę pokrywały chaotycznie rozrzucone małe krzaczki Wyglądało to tak. na liściach i próbował poczuć. czy rzeczywiście jestem zawieszony. ale nie wolno mi otwierać oczu. Moc zaprowadziła cię tutaj. Nagle wrzasnął tak. śpiąc na szczycie tamtego wzgórza. Zacząłem iść. jakby kiedyś cała roślinność spłonęła. że ten występ z piaskowca jest piękny. Don Juan wrócił i usiadł po mojej lewej stronie. bez żadnego twojego planu. Nie wiedziałem. Powinienem przyciskać liście do brzucha tak długo. Później powiedział mi. W końcu zmęczyłem się zezowaniem i szeroko otwarłem oczy. Kiedy patrzyłem na nie. Można było tu siedzieć jak na kanapie. żadnych niezwykłych kolorów. Sen odświeżył mnie i dodał mi energii. wyjaśnił mi. a potem po prostu usiadłem na nim. Zauważyłem również. Stał w odległości kilku stóp ode mnie. Spodziewałem się odkryć jakieś niezwykłe wizualne zjawisko. że don Juan przyniósł moje bloki do pisania i podłożył mi pod głowę. Stałem przed małym występem skalnym z piaskowca. – Dobrze! Dobrze! – stwierdził don Juan i poklepał mnie po plecach. Dziesięć wepchnąłem pod koszulę i wtedy silny podmuch wiatru rozrzucił pozostałe dziesięć w kierunku zachodnim. które wybrałem na odpoczynek. Zbadałem sobie puls. ale nie czułem zimna. – Co się stało? – zapytałem zaalarmowany. aż znajdę właściwe miejsce na odpoczynek. i zapytał. Nagle poderwał się. abym ostrożnie wyjął liście spod ubrania i rozłożył je na skale. że niespodziewane krzyki odstraszają złe duchy. Obudziłem się tuż przed zachodem słońca. Chciałem przekonać się. Don Juan nic nie odpowiedział. przypominało płytką nieckę. Z jakiejś nieznanej przyczyny pomyślałem sobie. Wydawał się normalny. Gorąco sprawiało. Z całą szczerością stwierdziłem. ale na obrzeżach swego pola widzenia nie dostrzegłem żadnych zmian. poczułem. że to. które zrobił dla mnie w moim “ulubionym miejscu". jak ci powiedziałem. Don Juan musiał zauważyć mój stan. Chciałem zamknąć oczy. Weź połowę z nich i z powrotem połóż na brzuchu. Podczas chodzenia w górę i w dół wzgórza czułem się bardzo lekki. z niewiarygodną zręcznością przeskoczył przez kilka krzaków i znalazł się na wysokiej skalnej grani. skalistych miejsc na szczycie. Zamknąłem oczy i ogarnęło mnie wspomnienie spokoju i pełni. bo stwierdził. Gdy tylko przestały dotykać mojej skóry. w jaki sposób don Juan ją wywołał. w którym wiatr rozwieje twoje liście – powiedział. aby mną kierowała. Powiedział mi. jakich doświadczyłem. bo już nadchodzi. pewnego rodzaju ogrzewanie. skalna ściana mogła służyć za oparcie. Odparł. Przez ten czas niemiłe gorąco przemieniło się w przyjemne ciepło. a nowa nie zdążyła jeszcze dobrze wyrosnąć. Było wietrznie. dopóki na to nie pozwoli. Szedł za mną. Śmiejąc się. nazywając mnie doktorem Car-losem. co czułem. Długo stałem przed nim. pozwalając mocy liści. szepnął mi do ucha. że pomoże mi wstać. ale nie miałem odwagi. . ale wtedy zasnąłem. Doliczyłem się dwudziestu liści.

jeśli ta osoba nie wykorzysta jej w swoich własnych poszukiwaniach. – Twoja moc. Widzisz. z wielką siłą popchnął mnie z powrotem. – Niczego nie planuję. Nie masz mocy. nie były liście. czy to znaczy. – Słucham? – Dzisiaj zaryzykujesz wyprawę na te nieznane wzgórza. kto jej nie ma. mechanicznej zabawki. Don Juan wstał i wskazał na coś w oddali. że chce. ale to nie wszystko. zdając sobie sprawę z mojego zdziwienia. – Wszystko. może dzisiejszej nocy dojdzie ci jeszcze jeden kawałek do tej układanki. Później złagodził ton i dodał: – Dzisiaj w nocy czeka cię ciężkie zadanie i będziesz potrzebował całej osobistej mocy. by pojąć. Czymś nie do pomyślenia dla ciebie. Jego ciało było obrotnicą dla oczu. Moc nie należy do nikogo. – Nie kazałem ci robić tego. chociaż nie jest to całkiem ścisłe. Przypuszczałem. ale moc. Ale wiem. Natomiast jeśli chodzi o bezpośrednie dawanie jej innej osobie. Każdy rodzaj liści może ci pomóc. kluczem do zgromadzonej mocy jest to. że sam to możesz zrobić. że jego moc jest ograniczona tylko do pomagania innym. ale zanim to zrobiłem. która ci je da. czy są tam pewne określone . – Świat jest tajemnicą – powiedział. O wszystkim decyduje ta sama moc. don Juanie? – Wydaje mi się. co robi człowiek. To właśnie cały czas usiłuję ci wytłumaczyć. która pozwoliła ci znaleźć to miejsce. abym wstał i popatrzył. ale dlatego że masz bardzo mało osobistej mocy. potrzeba mocy. ponieważ nigdy nie doświadczyłeś ich istnienia. – To były zwykłe liście – powiedział don Juan. które otulało mnie jak koc czy ciepłe ubranie. Jego ton sprawił. Zostań tam. aby komuś innemu pomóc w jej gromadzeniu. – Czy to znaczy. czym jest moc. Sprawiał wrażenie jakiejś monumentalnej. czyny potężnego człowieka wydają się niewiarygodne. że może używać swojej osobistej mocy jak tylko zechce i do czego zechce. – Co więc powinienem robić. co kryje w sobie świat. Don Juan cierpliwie wytłumaczył mi. że mogę zerwać liście z pierwszego lepszego krzaka i dadzą one ten sam efekt? – Nie. Moc znajdzie drogę do ciebie. w zasadzie wygląda też tak. Tym. że dreszcz przebiegł mi przez ciało. Niektórzy z nas mogą ją gromadzić i później bezpośrednio przekazać komuś innemu. – Co planujesz? – zapytałem. – Czym są? – Są czymś innym. – Z tego powodu dla kogoś. Zapytałem go. która obracała się dokoła precyzyjnym i równomiernym ruchem. Spróbowałem szybko skoczyć na równe nogi. don Juanie? – Nic. co robisz teraz. że nie wskazywał na nic konkretnego. że mógłbym tak powiedzieć. zależy od jego osobistej mocy – mówił don Juan. – Dzisiaj będziesz polował na moc w ciemnościach – powiedział i usiadł. Odkrywasz to cały czas i kto wie. jak go sobie wyobrażasz. jedynie upewniał się. Zaśmiał się i lekko kopnął mnie w łydkę. jest ona bezużyteczna. Nie powiedziałem. po czym uśmiechnął się i dodał: – No tak. ma moc. co ja – powiedział surowo. że trudno ci to zrozumieć. Wstał i rozpoczął obrót. Wyjaśnił. Ukrył uśmiech. co wspierało cię dzisiaj. Kiwał rytmicznie głową. jaką tylko możesz zebrać. Zdawał się zastanawiać. pod warunkiem że osoba. gdzie jesteś i oszczędzaj się na później.Ciepło promieniujące z nich. Rób to. jak go sobie wyobrażasz. że może ona być użyta tylko po to. – I wcale nie wygląda tak. – Co masz na myśli. zakreślając pełny okrąg i patrząc na każdy element krajobrazu. Nawet po to. Patrzyłem na niego z otwartymi ustami. don Juanie? Zawsze straszysz mnie taką nawiedzoną mową. było dla mnie rzeczywiście ciekawym zjawiskiem. W ciemnościach nie są one wzgórzami. nie z powodu sprzeciwu i oporu z twojej strony.

abym zrobił to samo. Powiedział. aż skończyło się mięso i zrobiło się całkiem ciemno. że jest pochłonięty patrzeniem w dal. żeby rozważać możliwość istnienia w nim substancji psychotropowych. aby rozejrzeć się wkoło.rzeczy. że don Juan był całkowicie świadomy efektu swoich słów. że jesteśmy bezpieczni w tym miejscu. Don Juan wstał i przeciągnął się. Ostrzegł mnie. abym zwracał wielką uwagę na krzyki innych sów. naśladując charakterystyczny krzyk małej sowy. Następnie podszedł bardzo blisko i szepnął mi do prawego ucha. Nerwowy skurcz przebiegł mi przez żołądek i brzuch i uniemożliwił sensowne mówienie. Nie miałem nic innego do roboty. – To wszystko. prawie hipnotyzowało. – To szaleństwo – zaprotestowałem. a ja dostałem następnego ataku irracjonalnego lęku. ale dlatego. która może mnie zwieść. Dał mi jeden. I dlatego muszę być absolutnie spokojny. że przeżyje próbę. łagodnym głosem don Juan przekonywał mnie. Przez cały ten czas. ponieważ jesteśmy. aby móc ją opanować. abym wziął się w garść. patrząc. że jedynym sposobem na to. Jakoś nie mogłem się odważyć. co posiadasz w tym tajemniczym świecie. Przypomniał mi. jego napomnienia doprowadziły mnie do absolutnego przekonania. – Pisz! – rozkazał mi i odwrócił się do mnie plecami. czy wszystko jest w porządku. Ale gdy tylko przestałem pisać. czy powinienem je pozbierać. ponieważ ciemność. don Juan nie zmienił pozycji. Chwyciłem go za ramię i nie chciałem puścić. – Noc jest tam. Szedłem za nim. Wyszeptał. Zamiast przynieść mi ulgę. które trzymałem pod koszulą. uderzając nogą o skałę. don Juanie? Pokręcił głową w przesadzonym geście niedowierzania. skłonienie mnie do pisania lub do pójścia spać. Jedliśmy w kompletnej ciszy. że wojownik zawsze upewnia się. tak jak wiatr. a skupianie wzroku na ziemi dziwnie mnie uspokajało. tak aby twoja osobista moc stopiła się z mocą nocy – wyszeptał mi do ucha. Wyjął małe zawiniątko ze swojego plecaka i z namaszczeniem je rozwinął. że już idzie. żebym o nich zapomniał. Wydawało mi się. że już znam ten sposób: na początku krzyk jest chrapliwy. ale don Juan powiedział. że mam iść za nim w bardzo bliskiej odległości i naśladować wszystko. Wiedziałem. Postąpiłem zgodnie z jego radą i liście. Sprawdził moją siatkę. Zapewnił mnie. aż zrobiło się za ciemno na pisanie. – Musisz dać się ponieść. – Zaufaj swojej osobistej mocy – powiedział mi do ucha. na krawędzi nocy. ponieważ teraz nie są już potrzebne. Powiedział. sam wziął drugi i zaczął go żuć. jeśli nie będę ostrożny. Po krótkim czasie don Juan zatrzymał się. na zachód. – To nie jest noc – szepnął. że to część jego nieskazitelnego zachowania. Zanim don Juan skończył przekazywanie mi instrukcji. Pracowałem nad notatkami. abym się zamknął. że wszystko jest w całkowitym porządku i kazał mi siedzieć cicho i zająć się pisaniem. ogarnęła mnie panika. w którym stoimy. . Nie robi tego. odwrócił się do mnie i żartobliwym tonem stwierdził. Obojętnym tonem poinformował mnie. Spokojnym. siedzeniu czy chodzeniu. że przeciąganie się jest bardzo dobre po spaniu. jak by to powiedzieć. Zawierało kawałki suszonego mięsa. ale będzie mnie informował o swojej pozycji. a później staje się tak łagodny jak krzyk prawdziwej sowy. Potrzebowałem dwóch albo trzech minut. że mój los jest przesądzony. – Ale co będziemy robić. że to mięso mocy. by móc wypowiedzieć chociaż słowo. koncentrując Wzrok na ziemi. wypadły mi przez nogawki spodni. którego obydwaj będziemy potrzebowali na tę okazjęByłem zbyt głodny. Powiedział. że całkowita ciemność jest już blisko i że będzie szedł jeszcze dalej z przodu. jest danie mi czegoś do jedzenia. Pociągnął mnie delikatnie i zaczęliśmy iść. czy tykwy z pożywieniem i moje bloki do pisania są dobrze rozmieszczone i łagodnym głosem powiedział. które nie mają tej cechy. co robi. jest nieznaną nieposkromioną istotą. żeby uspokoić się na tyle. ponieważ było jeszcze dużo czasu do zapadnięcia całkowitych ciemności. Zasugerował. Wyprzedził mnie o kilka kroków. Chciałem płakać. – Wskazał na ciemność wokół nas. Zastanawiałem się. ponieważ wierzy. na której staliśmy. kiedy pisałem. Jego śmiech był zaraźliwy i poprawił mi samopoczucie.

Musiałem otworzyć usta. Nadszedł z tyłu. Kolana również miały być lekko ugięte. iż jestem przekonany. szybko zniknął z mojego pola widzenia. Szedłem jakieś dziesięć minut. Nalegał. albo stara – baba próbująca na paluszkach przejść między błotnistymi kałużami. Uznał to porównanie za bardzo dowcipne. że wojownik zawsze działa tak. tak że mogłem zobaczyć. szczękając zębami. Zrobiłem to z największą ostrożnością. w jaki poruszało się jego ciało. że w nocy świat jest inny. Powtórzył to stwierdzenie trzy lub cztery razy. że to don Juan. Don Juan bardzo spokojnie powiedział. że połamałbym sobie nogi. Następnie przystąpił do demonstracji specjalnego sposobu chodzenia w ciemności. ponieważ czułem się niesłychanie ograniczany przez ciemność. – Patrz! – powiedział i pobiegł w ciemność. aby złapać oddech. że nie mogłem uwierzyć w to. Powiedziałem mu. ale niemożliwa była ocena odległości. Nagle coś wyskoczyło przede mną. Don Juan zakrył ręką moje usta i wyszeptał. Wydawało mi się.Don Juan nie rozzłościł się ani nie stracił cierpliwości. Zadzwoniło mi w uszach. – Chód mocy służy do biegania w nocy – szepnął mi do ucha. Don Juan objął obydwiema dłońmi moją głowę i z mocą wyszeptał: – To jest noc! I to jest moc! Puścił moją głowę i dodał. ale żaden się nie wyróżniał. nie wydając przy tym żadnego odgłosu. Przyszedłem. – Wstawaj – łagodnie powiedział don Juan. – Nie chciałem cię przestraszyć. żeby się z tobą spotkać. Kiedy tak poruszałem się w ciemności. był tak niezwykły. Przeszedł powoli przede mną. I nagle dobiegł mnie wydłużony krzyk sówki. nie ma możliwości. czy olbrzymia. że chód mocy jest absolutnie bezpieczny. jak może biec w kompletnej ciemności. aby coś się nie udało. Próbowałem patrzeć. Mogłem jedynie rozróżnić ciemną masę krzewów lub małych drzew. to niech przez chwilę rozważę obecną sytuację. że stoję na obszarze pokrytym gęstą roślinnością. który nazywał chodem mocy. Świst wiatru zagłuszał prawie wszystko. że doskonale zna te góry. Metoda podnoszenia nóg przypominała mi rozgrzewkę sprintera. abym dobrze je zapamiętał. wpadając do szczelin albo uderzając o skałę. A potem zniknął mi z oczu. Skoncentrowałem uwagę na dźwiękach. Odwróciłem się i zacząłem iść w tamtym kierunku. oprócz sporadycznych przenikliwych krzyków dużych sów i świergotu innych ptaków. Powiedział. Stwierdziłem. co robi. kiedy ma zaufanie do swojej osobistej mocy. – Co powiedziałeś? – zapytałem głośno. Krzyknąłem i upadłem na siedzenie. abym sam go spróbował. Po chwili wrócił. Stanął przede mną i kazał mi rękami przesunąć po swoich plecach i kolanach. Nie byłem w stanie pojąć. Następnie z pełną powagą dodał. Spróbowałem się rozejrzeć. Mój przestrach był tak wielki. Po chwili oczekiwania zapytał mnie. Była ona lekko pochylona. tak aby mogła zmieszać się z mocą nocy. bo wybuchnął głośnym śmiechem. co niezbyt dobrze zrozumiałem. ale z wyprostowanym kręgosłupem. Poruszałem się powoli. nawet jeśli w rzeczywistości nie wie nic. czy jest ona mała. Kiedy przytaknąłem. iż unika niebezpieczeństw tylko dlatego. Powiedział. wyglądałem jak kaleka. czy już dobrze się czuję. abym podążał za nim. jeśli nie kierowałaby nim moc nocy. że jeśli mam wątpliwości. chcąc zapewne. niezależnie od tego. że kluczem do niej jest pozwolenie na swobodny wypływ własnej osobistej mocy. co widzę. że zabrakło mi tchu. – Wojownik pozostaje nieskazitelny wtedy. Zaśmiał się spokojnie i powiedział mi coś do ucha. Nie miałem wątpliwości. ale powrócił. abym uzyskał pojęcie o odpowiedniej postawie ciała. Gdy ta druga tylko zacznie działać. już łagodnie. Czekałem przez chwilę w stanie największego natężenia uwagi. Dla człowieka w jego wieku bieganie po wzgórzach o tej porze byłoby samobójstwem. Przez chwilę pokazywał ten bieg w miejscu. jak za każdym krokiem podnosi kolana prawie do piersi. . Don Juan wrócił i zaczął biec obok mnie. Sposób. a jego umiejętność biegania w nocy nie ma nic wspólnego ze znajomością tych wzgórz. jakby wiedział. gdzie stawiam kroki. Obserwował ponoć mój zasrany sposób chodzenia.

tak jak sugerował don Juan. Don Juan czekał na mnie i poprawił moją postawę. jak się porusza. że rzeczywiście używam chodu mocy. kto mógłby naśladować jego krzyk. po prostu folguję sobie. Przebiegłem pięć czy sześć metrów w kierunku. Wyjaśnił. że kroki są bardzo krótkie i bezpieczne. którą mam. Powoli napięcie mnie opuszczało. Mogę tylko biec. Jak ostrzegał mnie don Juan. – No. w przyszłości. że powinienem zacisnąć palce w pięści. Popychał mnie nawet i nakłaniał do przebiegnięcia kilku metrów. Zniknął w ciemności. bez względu na to. który otrzymam przy innej okazji. z wyjątkiem kilku nieudanych przypadków. Wtedy posłyszałem krzyk don Juana. Ciemność dlatego tak mnie ogranicza. jeśli nie będę na niczym skupiał oczu. z którego dochodził. Twierdził. Co chwilę zamykałem oczy i biegłem w miejscu ze zgiętymi kolanami i pochylonym ciałem może przez godzinę. aby wyruszyć. Wiesz. Godzinami usiłowałem naśladować jego ruchy i osiągnąć wymagany przez niego nastrój. ponieważ we wszystkim co robię. zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć. ale moje ciało zdawało się rozpoznawać rzeczy bez myślenia o nich. . że nie potrafię chodzić w ciemności. kto to wie? – powiedział szeptem. Zwrócił mi uwagę na to. ale mimo to mojemu ciału zawsze udawało się stanąć na krawędzi. ale wyprostować kciuk i palec wskazujący. próbując “zatracić się". na którym znajdują się oczy. abym zawsze zatrzymywał się. Później powiedział mi. Siedział w pobliżu jakichś ciemnych kształtów wyglądających na drzewa. Aby omiatać wzrokiem ziemię bezpośrednio przed sobą. W obydwu przypadkach trzeba poczucia poddania się i zaufania. – Ojej! – powiedział z zakłopotaniem. Z tego co wiem. że innym sposobem poruszania jest pozwolenie mocy na kierowanie sobą. Zgodziłem się z nim. a nigdy w szczelinie. że te istoty nocy zwykle wydają bardzo melodyjne dźwięki i bardzo nie lubią naśladować chrapliwego ludzkiego krzyku czy gwizdu ptaków. Chód mocy był podobny do znajdowania miejsca na odpoczynek. musiałem być całkowicie skoncentrowany. Przytłaczał mnie strach przed zranieniem sobie nóg. żebym mógł zobaczyć. ale czas z tym skończyć. najmniejsze spojrzenie w bok albo za daleko w przód unieruchamiało mnie lub powalało. lecz bezskutecznie. myśląc. nie zrobiłem niczego. że muszę poddać się nocy i zaufać tej odrobinie osobistej mocy. gdybym szedł. jak mroczna będzie noc. Klepnął mnie w ramię i stwierdził. Według niego. ponieważ nawet jedno spojrzenie w bok wywołuje zmianę płynności ruchu. kiedy znowu odważymy się na wyprawę w noc. czym jest chód mocy i do opanowania go potrzeba mi tylko małego bodźca. polegam na wzroku. Po prostu nie mogłem dać się ponieść.Szepnął mi. że oddali się teraz. – Zabierajmy się stąd – powiedział i zaczął biec. albo nigdy nie będę w stanie swobodnie się poruszać. co wywołałoby to uczucie. Wyjaśnił mi. aż poczułem się całkiem dobrze. może będę musiał dokonać właściwej identyfikacji. Połamałbym sobie nogi. że zawsze będę dobrze widział w ciemności. a tylko omiatał wzrokiem ziemię bezpośrednio przed sobą. Byłem prawie zupełnie wyczerpany. że jest gotowy. Później oddalił się i wezwał mnie serią krzyków sowy. ponieważ gwiżdże już wystarczająco długo. – Czy nie możemy iść? Don Juan zatrzymał się i zdjął kapelusz. Uspokajającym tonem powiedział. że już czas skończyć. kiedy posłyszę taki dźwięk i pamiętał. że szło mi bardzo dobrze. sprzymierzeńcy. ponieważ kiedyś. a podnoszenie kolan do piersi sprawia. dobrze wiem. Podszedł do mnie i powiedział. że się nie nadaję. nie wiedząc. Chód mocy wymaga patrzenia tylko do przodu. Z wielką cierpliwością biegł w miejscu przede mną albo wybiegał nieco do przodu i powracał. to mamy problem. że na początku często mogę na coś wpadać. że zgięcie ciała jest konieczne do obniżenia poziomu. Don Juan kazał mi biec w miejscu i spróbować poczuć. Zlokalizowałem don Juana po długim poszukiwaniu. kiedy straciłem równowagę z powodu braku skupienia. że mam bardzo dobry pogląd na temat tego. – Czekaj! Czekaj! – krzyknąłem szaleńczo. żeby inni zaczęli go naśladować. Poczułem ulgę i zapytałem go. duchy. natychmiast powróciło poczucie braku bezpieczeństwa. Na przykład w ogóle nie dostrzegałem wyszczerbionych skał stojących mi na drodze. ale dzięki praktyce będę mógł biegać tak szybko i bezpiecznie jak w dzień. Ostrzegł mnie. co mi powiedział. Ale kiedy wpadłem na krzak. – Moce. W jakiś niewytłumaczalny sposób zacząłem poruszać się z niespodziewanym poczuciem zaufania do siebie. a ja mam czekać na jego krzyk. Próbowałem to zrobić kilka razy.

że jest za stary na chodzenie. Przecież w ciemności nie mogłem niczego zobaczyć. Musiał być dobre ćwierć mili stąd i czułem. abym wiedział. że będzie próbował biec tak wolno. nie przestawał się uśmiechać. Wyszeptał to takim tonem. Dobiegał z lewej strony. ale obawiałem się stracić rytm. Odparł bardzo dramatycznie. że niezależnie od tego. Następny krzyk sowy wyrwał mnie z rozmyślań. Straciłem równowagę i głośno wpadłem w krzaki. co się wydarzy. w którym będziemy się poruszali i zaczął biec w stosunkowo wolnym tempie. Po nim szybko nastąpiły jeszcze trzy inne. że nie zdając sobie z tego sprawy. Mogłem prawie to zobaczyć na obrzeżu pola widzenia. gdyby nie trzeźwa myśl. że spojrzałem tam. nieco z prawej ode mnie. zacząłem biec. tak że wkrótce zniknął w ciemności przede mną. Zapewnił mnie. lecz bez względu na to. Był to dla mnie szok. że ukoił mój lęk. z którego dochodziły. Kiedy zostałem sam. Dźwięk był tak przeciągły i miły. Posłyszałem nowy gwizd. Wskazał mi kierunek. żeby nawet nie oddychać. Szybkość jego ruchu spowodowała. Zagwizdał cztery razy. Wydawały się pochodzić z dość bliska. Aby podążać za nim. uświadomiłem sobie. jaki kiedykolwiek słyszałem. zostaniemy skoszeni jak trawa – szepnął mi do ucha. Podążałem za nim. Wpadłbym w panikę. jeśli chciał utrzymać swoje tempo. gdybym dokładnie w tym samym momencie nie posłyszał czterech chrapliwych krzyków don Juana. Zatrzymałem się i słuchałem. – Nie marnujmy już więcej czasu – powiedział nagląco. Nagle ciemny kształt przeciął mi błyskawicznie drogę z lewa na prawo. Podskoczyłem i ryszyłem w . Nie zmieniłem kierunku. Chciałem popatrzeć w tamtym kierunku. jakby ze środka mojego ciała coś ciągnęło mnie w dół. a tę odrobinę chodu mocy. gdzie mam iść. W oddali posłyszałem słabnący krzyk sowy. Wtedy posłyszałem melodyjny krzyk kilka kroków ode mnie. Jednak wcale mnie nie przestraszył. że następne krzyki pozwolą mi na lepszą orientację. Następnie dotarła do mnie cała seria łagodnych dźwięków tego rodzaju. musiałem skręcić o czterdzieści pięć stopni. Po chwili znowu posłyszałem krzyk sowy. jak to tylko możliwe. w sytuacji bez wyjścia. że pozostanie tutaj oznaczałoby samobójstwo. jakby uderzenie dwóch kamieni o siebie. Żołądek skurczył mi się i tak ciążył. chociaż nie mogłem zobaczyć jego twarzy. – Jeśli nie użyjemy chodu mocy. jakby coś chciało. dlaczego don Juan pobiegł naprzód. że mówiąc to. Zasugerowałem. – Przez kogo? – W nocy są takie rzeczy. Później dodał konfidencjalnie. co don Juan miał wcześniej na myśli. bardziej wymagający i nieodparty niż pierwszy. wkrótce pozostanę sam w tych górach. Usiłowałem dalej utrzymywać takie tempo i wtedy posłyszałem wołanie don Juana. że nie uniknęlibyśmy losu ofiar pierwszego lepszego niebezpieczeństwa czyhającego na nas za dnia. Zdawało mi się. kiedy przecież mógł biegać wokół mnie. Zauważyłem. posłyszałem następny krzyk. Było w nim coś pociągającego. abyśmy do świtu przeczekali na tych wzgórzach i dopiero wtedy je opuścili. Powiedział. Był zdecydowanie dłuższy i łagodniejszy niż krzyk prawdziwej sowy. Należały do don Juana. Było w nim coś naprawdę melodyjnego. Pobiegłem w kierunku. że jeśli będę poruszał się dalej w tym samym tempie. że moim ciałem wstrząsnął dreszcz. które oddziałują na ludzi. ponieważ bez wątpienia był to najsłodszy i najbardziej melodyjny krzyk. powinienem starać się być tak cicho. Zatrzymałbym się tutaj. nie mogłem dotrzymać mu kroku. ale tym razem jeszcze bardziej z prawej. to noc wyssałaby z nas tyle osobistej mocy. który umiejscawiał don Juana prawie w tym samym miejscu. jak powoli się poruszał. a nawet gdyby udało się nam ujść z życiem. Podniosłem się na nogi. Przy następnym krzyku sowy przekonałem się. Obróciłem się i zacząłem biec w przeciwnym kierunku. ponieważ co pewien czas będzie wydawał cztery krzyki sowy. Nie mogłem zrozumieć. Jego ostateczna instrukcja mówiła. bym się zatrzymał i nasłuchiwał. jakby coś poruszało się razem ze mną z mojej lewej strony. Byłem przerażony. Spodziewałem się. – Chodźmy stąd. lecz zanim zacząłem znów biec.Miałem wrażenie. której nauczyłem się do tej pory. że niekoniecznie muszę za nim nadążać. która przyszła mi do głowy. z którego wyruszyliśmy. trzeba wykorzystać zgodnie z nadarzającą się okazją. może nawet nawiedzonego albo smutnego. Posłyszałem bardzo ostry dźwięk.

Usiłowałem coś wypatrzeć w ciemności. ciemniejszy od całego otoczenia. jak wymagał don Juan. Chciałem sam zacząć naśladować sowę. co najdziwniejsze. Zwolniłem. bo w rzeczywistości nie należą one do nocy. co to jest. Posłyszałem krzyk sowy dochodzący z bliska. Kazał mi dokładnie opowiedzieć o wszystkim. Usiłowałem zwiększyć tempo. tylko rozmawiać. a później zbliżyła się do mnie wielka. podczas gdy druga opierała się temu. ale wydawało mi się. Z lewej strony rzeczywiście coś podobnego do zwierzęcia niemal mnie dotknęło. Biegliśmy razem w bardzo wygodnym tempie. Nagle odzyskałem kontrolę nad sobą. Byłem tak ogarnięty przez lęk. Gdy skończyłem swoją historię. Przez chwilę mój strach przekraczał wszelkie granice. gdzie jestem. to mnie zaniepokoiło. Nadszedł następny. jakbym z jednej strony chciał się przekonać. kiedy piąty krzyk unieruchomił mnie.tamtym kierunku. Teraz istoty nocy nie zostawią cię już w spokoju. że w moim umyśle nie zagościła ani jedna myśl. – Don Juanie! – wykrzyknąłem. Było tak. gdyż dużo łatwiej je zobaczyć właśnie o tej . przez długi czas siedział w milczeniu. don Juanie? – Natknąłeś się na pewne istoty. Wtedy zjedliśmy jedzenie z tykw. jak gdyby wydawał je podczas biegu w moim kierunku. jak tylko mogłem. Pochodził z nieznanej części świata i uderzał w nieznaną część mnie samego. abym podążał za nim. Jednak tym razem mój lęk stanowił dla mnie absolutną nowość. Posłyszałem jeszcze jedno zawołanie sowy i pomyślałem. więc przyspieszyłem. Nazwałem je tak. Uznałem to za bardzo niezwykłe. Zdawało mi się. ciemna masa. jest bardzo poważne. Znalazłem się już na granicy ciemniejszego i jaśniejszego obszaru. Poruszała się szybciej niż ja i znowu przemieściła się z lewa na prawo. Strach odczuwałem jako wrażenie cielesne. gdyż znaleźliśmy się już poza niebezpieczną strefą. Siedzieliśmy na tym stopniu w absolutnej ciszy przez jakąś godzinę aż do świtu. Były dłuższe i bardziej chrapliwe. Posłyszałem mlaszczący odgłos. Don Juan powiedział. aby poinformować don Juana o tym. który turlał się albo ślizgał. Mogłem rozróżnić nawet ciemną masę skał albo drzew. Położył mi rękę na ustach i dał znak. Wystraszyłem się i odskoczyłem. – To. nieco z mojej lewej strony. ponieważ nigdy ich nie spotkałeś. Był pogrążony w myślach. – Nie wygląda to zbyt dobrze – powiedział w końcu. Nie był melodyjny. że dochodzą z bardzo bliska i są gorączkowe. co się działo. Jakaś część mnie wydawała się ciągnąć mnie z niesamowitym uporem w kierunku ciemnego obszaru. Była kwadratowa jak drzwi. W tym momencie jakaś okropna rzecz zwróciła moją uwagę. abyś kiedykolwiek mógł ryzykować samotną wyprawę w noc. ale nie odważyłem się złamać jego zakazu. lecz już w sekundę później z przerażającym spokojem wpatrywałem się w ciemny kształt. Odruchowo podskoczyłem i skręciłem w prawo. ale nagły szeleszczący dźwięk z lewej sprawił. co wydarzyło ci się tej nocy. kiedy poruszałem się w ciemności. Po chwili znowu zauważyłem jakieś migotanie czy falę ciemności z lewej strony. jakby ktoś cmokał wargami. że don Juan czeka na mnie. Nie udało mi się wychwycić niuansów jego tonu. że musimy tutaj pozostać do samego południa. przy którym odpoczywaliśmy wcześniej. które znajdują się w świecie i mają wpływ na ludzi. na osiem albo dziesięć stóp wysoka. że postrzegam ją oczami. aż dotarliśmy do skalnego występu. zbyt poważne. Wywoływały je zagrażające mi społeczne sytuacje albo ludzie zachowujący się wrogo wobec mnie. Moje reakcje były dla mnie następną absolutną nowością. W całym moim życiu lęki zawsze opierały się na intelektualnej podstawie. a jednak byłem prawie przekonany. Przerażenie prawie pozbawiło mnie tchu. Nie był to właściwie widok. od momentu kiedy mnie opuścił. Nie będziemy spać. Była w nim chrapliwość gwizdów don Juana. że należy do don Juana. kiedy go znalazłem. Ledwie słyszałem krzyki don Juana. ale raczej odczucie. bo byłem w stanie odwrócić się i przez chwilę biec tak. że obróciłem się i zdążyłem zobaczyć czarny kształt. – Co mi się przydarzyło ostatniej nocy. Tym razem jednak nie upadłem. Nagle rozzłościłem się i bezsensowność moich emocji doprowadziła mnie do prawdziwej paniki. nie mające nic wspólnego z myślami. przez co straciłem równowagę. Nic o nich nie wiesz. To niespodziewane pojawienie się jej zmusiło mnie do krzyku. Trzeci krzyk dotarł do mnie z bardzo bliska. tak szybko. Może lepiej byłoby je nazwać istotami gór. tak jakby nic niezwykłego się nie wydarzyło. a z drugiej – rzucił się panicznie do ucieczki.

gdzie nie ma nikogo. Sama rozmowa o mocy jest bezużyteczna. że wszystko to stanowi dowód. kiedy zgromadzisz wystarczającą ilość osobistej mocy. Jednak w dzień dużo trudniej je zauważyć. Jesteśmy inni. Kiedy samotnie bywałem w nocy na pustkowiu. jeśli chcesz ją zgromadzić. – Jeśli wiedziałeś. gdybym jednak to zrobił? – Umarłbyś. czym ona jest. że grozi ci śmiertelne niebezpieczeństwo. Dlatego musiałem zostawić cię samego ostatniej nocy. aby stoczyć dobrą bitwę. Ich głos wywabia je. Nie musisz tego robić rozmyślnie. Nie miałeś wystarczająco dużo mocy. Są one tutaj przez cały czas. nie ma dla ciebie sensu. że chodzi o jakichś ludzi. Most i wszystko pozostałe. po prostu dlatego. powtórzy się pewnego dnia. ażeby samemu pozostać w ciemności. kiedy się ją gromadzi. zawsze wszystko było absolutnie normalne i nie działo się nic niezwykłego. Poprosiłem go. musisz sam się ze wszystkim chwycić za bary. ważne że nosisz jego wspomnienie. kiedy zaczynałeś i dlatego zdarzają się pewne rzeczy. – Czy dotyczy to także równin? – Dotyczy tylko pustkowi. że robię coś szczególnego. co ono oznacza. ale za mało. czy zrozumiesz. nie pozwalałem ci samotnie zapuszczać się w ciemność aż do zeszłej nocy. jakby on sam mi je zgotował. Szczególnie ważne były drzwi. Jednak masz jej więcej niż wtedy. że było to rzeczywiście przejście i ciągnęłoby cię. jaki ci wskazałem. Wybrałem krzyk sowy. Nie jestem tobą. nie myślałem. dlaczego zostawiłeś mnie samego? – Istnieje tylko jeden sposób. – Ale czy one są rzeczywiste. Weź mnie za przykład. aby zawezwać na pomoc miliard różnych rzeczy. Stały się niebezpieczne dla ciebie. nie dlatego że . będąc w swoim łóżku. w jaki sposób doszedł do wniosku. Tak samo jak ty. żyjąc w ten sposób. ale nie w górach. że gromadzę moc. Don Juan chyba czytał w moich myślach. jakichś jego wspólników. – Czy to znaczy. ale było inaczej. aby mi wyjaśnił. don Juanie? – Nie wiem. żeby się nauczyć i jest nim praktyka. Nigdy nie zostałem przez nic przestraszony. a szczególnie odludnych miejsc w wysokich górach. co widziałeś tamtej nocy. ponieważ moc zawsze znajdzie sobie drogę. że ma on wystarczająco dużo osobistej mocy. którzy zabłądzą na pustkowiu i nie mają żadnej osobistej mocy. a wtedy byłby to już twój koniec. szczególnie tych. ponieważ sowy są posłańcami tych istot. Powinieneś wiedzieć. kiedy on znajduje się w pobliżu i wygląda to tak. ponieważ naturalną siedzibą nocnych istot są skały i szczeliny skalne. Miałem wrażenie. że są one tak niebezpieczne. – Ale jak mam gromadzić osobistą moc? – Robisz to. Miałeś już spotkanie z mgłą i błyskawicą. zwróciłem don Juanowi uwagę. Powoli zatykasz wszystkie dojścia do siebie. Nie jest ważne. Tylko ty możesz dać na to odpowiedź. Musiałeś przejść test z tymi istotami. co powiedziałem. Droga wiedzy i mocy jest bardzo trudna i bardzo długa. kiedy będziesz miał wystarczająco dużo osobistej mocy. Don Juan zachichotał i powiedział. że takie niesamowite rzeczy wydarzają mi się zawsze wtedy. chociaż wiedziałem. że zwykle zabijają ludzi. dlatego jesteśmy bardziej wrażliwi na te istoty. że nie mogę być w nocy sam? – Możesz spędzać noc sam. To. Jak zapewne zauważyłeś. don Juanie? – Oczywiście! Są tak rzeczywiste. kiedy na początku zacząłem się uczyć postępowania wojownika. Najdelikatniej jak tylko potrafiłem. że nie posiadasz wystarczającej mocy. Moc ma tę właściwość. – Co by się stało. Istoty nocy zgniotłyby cię jak robaka.porze. Nigdy nie widziałem żadnych cieni ani nie słyszałem dziwnych odgłosów. aż do czasu. które widziałeś. Nie możesz więc iść w góry. aż musiałbyś je przekroczyć. Natomiast w ciemności wszystko jest tak samo dziwne i niewiele rzeczy się wyróżnia. – Próbowały stopić się z twoją śmiercią. Teraz masz jej tyle. że niebezpieczne jest dla mnie samotne przebywanie w ciemności. Nie wiedziałem. Jeśli chcesz się dowiedzieć. po prostu dlatego że wtedy dobrze nam znany świat bardziej się wyróżnia. że pozostaje niezauważalna. bo zaśmiał się głośno i powiedział: – Nie wysilaj się na wyjaśnienia. – Istoty nocy poruszały się z twojej lewej strony powiedział. – W jakim celu to się powtórzy.

że chciałbym zostać tu dłużej. aby się ze mną zobaczyć. Lubi go. których ty nie możesz dać mu sam. dla którego nie przestajesz przychodzić do mnie. Ty mi po prostu przytakujesz. że “nierobienie tego. są godnymi przeciwnikami – powiedział. Szeptem w kółko powtarzał mi do prawego ucha. jak robić". najważniejszą ze wszystkiego. – Teraz nadszedł czas. Wskazał na wielki krzew i powiedział. co oczyści twój umysł z wątpliwości. dopóki stąd nie pójdziemy. Teraz zna już chód mocy i nie może się doczekać. co wiem. – Nawet ty zgodzisz się ze mną. Przez chwilę byłem zły na niego. Na przykład twoje ciało potrzebuje strachu. W przeciwieństwie do nich człowiek jest nieubłagany. Powiedzmy. ale na ich cieniach. tym lepiej.normalnie są wrogie. – Im więcej razy. W swoich ostatnich wskazówkach kazał mi zacząć koncentrować się na cieniach liści na jednej gałęzi. Być może z powodu zmęczenia albo nerwowego podniecenia tak pochłonęły mnie cienie liści. Naciągał każdy mięsień. abyś przestał robić to. mogłem posegregować ciemne masy cieni prawie tak efektywnie jak normalnie zrobiłbym to z liśćmi. – Zanim stąd odejdziemy. – Wydaje mi się. żeby mieć święty spokój. Tak więc mówię mu. chciałbym mu pokazać pewne rzeczy. ponieważ jestem jego przyjacielem. kiedy go wypróbuje. Wstał i przeciągnął się. Ale tak samo jak poprzednio. – Powiedziałem ci. jak nie– -działać. że kiedyś umrze. Potrzebuje też osobistej mocy i już się niecierpliwi. nawet jeśli ty nigdy o tym nie pomyślałeś. co wiem. jest bardzo prosty. Don Juan przez długą chwilę milczał. Biegłeś z prędkością godną czarownika dopiero wtedy. ponieważ pierwszym świadomym krokiem prowadzącym do nagromadzenia osobistej mocy jest pozwolenie ciału na niedziałanie. co robiłeś zeszłej nocy. ludzie. że mam na to lekarstwo – kontynuował don Juan po długiej przerwie. nawet mimo twego sprzeciwu. Tłumaczył. Jesteś tylko człowiekiem i twoje życie jest za krótkie. Ostateczny efekt był niezwykle zaskakujący. Kazał mi zrobić to samo. Twoje ciało potrzebuje ciemności i wiatru. że bieg w ciemności nie musi być pobudzany przez strach. Za każdym razem. co to jest. – Na nieszczęście tylko nasi bliźni. Nie powinienem pozwolić oczom na powrót do liści. Ostrożnie zamknął mój notes. tak jak to robił już dziesiątki razy wcześniej. Powraca. Widziałem. że twoje ciało wie. Powiedziałem don Juanowi. jeśli przypomnisz sobie to. a później objąć tym spojrzeniem całe drzewo. Dlatego to twoje przytakiwanie jest na pokaz. Cienie liści albo przestrzenie pomiędzy nimi nie były nigdy przedmiotem mego zainteresowania. I teraz musi już wracać do mnie. pisanie pozwoliło mi zachować dystans wystarczająco duży. don Juanie? Nie odpowiedział. aby się więcej nauczyć. Powód. jak walczy z myślami. Położył ręce na moich notatkach i zabrał mi je. ale na tym. Siedź tu. ale tylko po długim okresie pracy albo odpoczynku. – Inne istoty nie mają własnej woli i trzeba ich szukać albo je wywabiać. Jest w tobie coś na pokaz i ja wiem. co z nim robisz. . musisz zrobić jeszcze jedną rzecz. – Musisz rozciągać ciało wiele razy w ciągu dnia powiedział. ale że ty nie jesteś bez skazy. stanowi klucz do mocy. Zaśmiał się i poklepał mnie po kapeluszu. o co ci chodzi. założył na niego gumową opaskę i wyrzucił jak dysk daleko w chaparral. – Jakiego przeciwnika masz zamiar znaleźć dla mnie? – zapytałem. ale położył mi rękę na ustach. żeby ogarnąć wszystkie cudowne i straszne rzeczy tego wspaniałego świata. Byłem zaszokowany i zacząłem protestować. jest natychmiastowe skoncentrowanie się na liściach. – Co masz zamiar zrobić. co zawsze robisz. – Mówiliśmy już wystarczająco długo – rzekł don Juan gwałtownie. don Juanie. redukuje cię do żałosnych rozmiarów. że zanim don Juan wstał. kiedy mnie widzisz. jak robić. – Nie wiem. i nie-działaj. abym mógł pozostać niewzruszony. czego nie robisz – odezwał się w końcu. że już znalazłem dla ciebie godnego przeciwnika. W wypadku patrzenia na drzewo tym. Obaj to wiemy i wydaje mi się. które wie. że ja też muszę umrzeć. Chciałem zaprotestować. twoje ciało uczy się pewnych rzeczy. Lecz sam wiesz. kiedy twój przeciwnik stał się nie do zniesienia. że sekret silnego ciała nie polega na tym. że tak nie powinno być. abym skoncentrował uwagę nie na liściach. Cały czas wszystkim przytakujesz i to automatycznie ustawia cię ponad ludźmi. ale zanim to zrobię. ale może być całkiem naturalną reakcją pełnego radości ciała. Don Juan przygwoździł mnie. Powiem ci teraz coś.

Następnie stwierdził. mówiąc. że podszedłem od razu do notesu. że nieświadomie musiałem zapamiętać sobie kierunek. . Myślałem. – Ciało lubi takie rzeczy. w jakim don Juan go rzucił.– Mówiłem ci – powiedział. Lekko popchnął mnie w kierunku chaparralu. Szedłem bez celu przez chwilę i zaraz potem znalazłem go. ponieważ moje ciało przez wiele godzin nasiąknęło nie-działaniem. że nagromadzona przeze mnie moc poprowadzi mnie poprzez krzaki do mojego notesu. On wytłumaczył mi to.

Don Juan. 11 kwietnia 1962 Kiedy wróciliśmy do domu. W pełni mogłem się teraz zgodzić z don Juanem. Dla siebie wybrał inne miejsce. retorycznych stwierdzeń. ponieważ traktowanie swoich czynów jako podłych. że zachowuję się jak istota najważniejsza na świecie. Dodał. że musimy opuścić tę okolicę na kilka dni. że świat jest nieznany i wspaniały. paskudnych czy złych jedynie dodaje ważności “ja". – Wcale nie lubisz siebie. abym się rozluźnił. Po kilku minutach zacząłem odczuwać rozkoszne ciepło. . której wciąż trzeba dostarczać dowodów na to. która co jakiś czas niespodziewanie się uruchamia i wciąga mnie. ale nie zasypiał. Wyruszyliśmy przed świtem i pojechaliśmy na północ. na którym kiedyś spałem. ponieważ moje ciało nie jest wystarczająco wrażliwe. tak jakby nic mi się nie wydarzyło i ani nie wspominał.15. aby można było go poszukiwać. Powiedział poważnie. że z gruntu jestem zły. który najpierw trzeba dobrze poznać. Don Juan powiedział. co przeżyłem. Opisałem to niewiarygodne doświadczenie don Juanowi. Odparł. Poradził mi. Powiedział. Było to wrażenie fizycznego komfortu. że gdy widział. Przyznałem się. aby wyraźniej to określił. Usiadłem i zacząłem go przepraszać. że “łoże ze sznurków" pozwala mi na unoszenie się w powietrzu. Poruszyłem się nerwowo i posłanie z liści wydało szeleszczący dźwięk. Poprosiłem go. Powiedział. aby oczyścić się i odpocząć. że to możliwe! – wykrzyknąłem. Zawsze czułem. i dlatego w stosunku do innych zawsze maskowałem się pyszałkowatością i udawaną odwagą. że ma dość tego. nie mające większego znaczenia. Dramatycznym tonem don Juan stwierdził. zawieszenia w powietrzu. jak tylko potrafię. – Nie wierzę. że jeśli faktycznie tak by było. małymi gałązkami. don Juan poradził mi. Skończyło się na tym. zwrócił mi uwagę. ponieważ nigdy go nie doświadczyłeś – powiedział. Zanim zdołałem powiedzieć coś więcej. Zacząłem opowiadać o swoim życiu. jeśli nie udam się w moje “ulubione miejsce". wybrałbym inne. iż nigdy nie szanowałem ani nie lubiłem nikogo. ale naśladować jego sposób leżenia w całkowitym bezruchu. który trzeba sobie przygotować. Po jednodniowym odpoczynku zapowiedział. Stwierdził. ani nawet nie myślał o tym. którego doświadczałem w tym tajemniczym miejscu. Po wyczerpującej jeździe i szybkim marszu przybyliśmy na wzgórze późnym popołudniem. Odpowiedział na to. Powiedział. Nie-działanie Środa. stanem. że niemożliwe jest wyraźniejsze określenie widzenia. nawet samego siebie. pokrył miejsce. tak długo. i kazał mi położyć się i odpoczywać. że było to retoryczne stwierdzenie. ponieważ wskazane jest oddalić się od “istot nocy". Chyba nieźle się na mnie zdenerwował. abym nie miał wyrzutów sumienia z powodu czegoś. że mam się poddawać wrażeniu unoszenia się. czym jest dobre samopoczucie. Kojące uczucie spokoju i pełni. abym umieścił je bezpośrednio na skórze brzucha. – Nie wiesz. natknął się na jeden z moich nastrojów. że “łoże ze sznurków" zostało zrobione wyłącznie po to. że dobre samopoczucie jest stanem. Zarechotał i powiedział. kiedy ja mówiłem. zaproponował całą serię zabawnych. Opisał go jako rodzaj zapadni. tak jak zrobił to przedtem. Don Juan przyjął moje stwierdzenie dosłownie i skarcił mnie. że zaśmiewałem się z zamierzonej niedorzeczności niektórych proponowanych przez niego możliwości. że jeśli chcę odpoczywać. że widział to. Usiłowałem mu wyjaśnić. Jednak w krótkim czasie mogę poważnie zachorować. – To prawda – powiedział don Juan. Następnie dał mi garść liści. chociaż tego nie zauważam. nie powinienem pobudzać swoich liści. że zostało zrobione właśnie w tym celu. pobudziło moje głęboko ukryte emocje. ale on się zaśmiał i naśladując mój sposób mówienia. że silnie na mnie wpłynęły. Potem łagodnie przypomniał mi. aby umożliwić wojownikowi uzyskanie szczególnego stanu spokoju i dobrego samopoczucia. co zrobiłem. abym pracował nad swoimi notatkami. Przez chwilę usiłował znaleźć właściwe słowo. trochę na lewo w stosunku do mojej głowy i także się położył. że ten nastrój to pewien stan umysłu. w który ciągle wpadam. które mogłem użyć zamiast tamtego.

co to jest. ciemną szarość. Jego głos był wyraźny. albo silnymi. i że graniczy to z absurdem. Ciemnobrązowe magmowe góry w oddali wyglądały złowieszczo. że cały łańcuch górski zbliża się do mnie. że dobre samopoczucie stanowi cel. Było to tak nieprzyjemne. Wydawało mi się. ale nie zrobiłem żadnego wysiłku. sylwetki wulkanicznych gór były już tylko ciemną masą. ciemne i wrogo wyglądające szczyty na północy. Powiedział. 12 kwietnia 1962 Dotarliśmy do wysoko położonej pustyni wokół wulkanicznych wzgórz późnym popołudniem. Wpatrywałem się w niego bardzo długo. że wszystkie moje wysiłki mógłbym równie dobrze włożyć w dążenie do pełni i siły. do którego trzeba rozmyślnie dążyć. Dostrzegłem tylko kaktusy i wysoką trawę rosnącą kępkami. W pewnej chwili poczułem. Kiedy zrobiłem zeza. Siadł obok mnie i zwrócił mi uwagę na to. iż do tej pory nie uświadomiłem sobie tego. aż znajdziemy się w tamtych magmowych górach. Na wysokiej pustyni znajdowało się mało roślinności. jak liść. – Siadaj! – krzyknął don Juan. Zamknąłem oczy. – Cała sztuka polega na tym. Don Juan zatrzymał się na odpoczynek. Ale on dalej przekonywał mnie. które jadłem tego dnia. że się porusza. zadrżał. – Zaczekaj. co wydawało się naturalną formacją górską na północnym wschodzie. aby go wysłuchać. Pomyślałem. – Teraz się tym nie przejmuj – powiedział. Wskazał na odległe. że będziemy tutaj obozować w nocy. na który wskazywał. jakbym rzeczywiście poruszał się w przestrzeni. Powiedział. Nie mogłem oderwać od nich wzroku. że żółtawy blask popołudniowego słońca wydawał mi się wspaniały. Nie byłem w stanie ustalić. Przestało być ważne. że aż musiałem wstać. jak szukać dezorientacji. Pomyślałem sobie. – Obserwuj. – Koncentruj się na nim bez przerwy – polecił don Juan. Zanim wrócił. że jeśli chcę dokonać wielkiego czynu unieszczęśliwienia samego siebie. to muszę nad tym pracować niezwykle intensywnie. mogłem sięgnąć wzrokiem na dość dużą odległość. grubą. Na zachodzie niebo było wolne od chmur i światło wyglądało niezwykle. to punkt. Usiadł. Te szczyty były naprawdę hipnotyzujące. ponieważ jutro albo pojutrze zaczniesz się uczyć nie-działania. Miałem wrażenie. na co kładziesz nacisk – powiedział. że może zjadłem coś niezdrowego. musisz być całkowicie uspokojony i wypoczęty. Don Juan wstał i poszedł w stronę krzewów. jak zmienia się światło słońca – powiedział don Juan. Znajdowaliśmy się na wzniesieniu. Czwartek. Chociaż uczucie to było niezwykle przyjemne. znowu się uspokoiłem i zacząłem doświadczać unoszenia się w powietrzu.Nie mogłem się z nim zgodzić. . jakby poruszał go wiatr. Stąd. że pulsuje. Był pochmurny dzień i zmierzch szybko ogarnął okolicę. Słyszałem. Chociaż cały łańcuch wulkanicznych gór w czasie zmroku miał jednolitą ciemnobrązową barwę. Przez chwilę czułem się. – Niech ten blask cię zapali – powiedział don Juan. – Możemy albo uczynić siebie nieszczęśliwymi. Być może uwaga don Juana sprawiła. gdzie stałem. Był to punkt dużo jaśniejszy niż jego otoczenie. Przed końcem dnia stały się widoczne dolne zbocza gór. dodając jej ciemnemu brązowi oślepiających ozdób z żółtych refleksów. że don Juan mówi do mnie. kiedy byłem chory i miałem zawroty głowy. ale szybko przestało mnie to interesować. ostrożnie opierając o skałę swoje tykwy z jedzeniem. płynny i ciepły. był żółtawy albo ciemnobeżowy. przypominało mi nieco wrażenie wirowania. wyszczerbione. – Zanim dzisiaj zajdzie słońce. Usiłowałem przypomnieć sobie wszystkie rzeczy. Słońce znajdowało się bardzo nisko nad horyzontem i oświetlało zachodnią ścianę zastygłej lawy. Pochłonęła mnie obserwacja szybkości. którego doświadczałem czasami. – Uczyć się czego? – zapytałem. Zaśmiał się kpiąco i zapewnił mnie. Uczuciu temu towarzyszył niezwykły niepokój w dołku pod piersiami. że jest jak woda. że doskonale wiem jedynie o tym. złego samopoczucia i zamętu. z jaką karmazynowe chmury na zachodzie rozpływały się w jednolitą. W obu wypadkach wysiłek jest taki sam.

kiedy pada na błyszczące punkciki zastygłej lawy. że to. jak słońce wytwarza przepiękne refleksy. ale że był to kawałek żółtawego materiału zwisającego z kaktusa przede mną. że to co powie. – Powiem ci o czymś. Były niespodziewanie daleko. gdybyś nie wstawał. nie odrywając od niej wzroku i formacja przesunęła się ku górze. Wpatrywałem się w nią przez chwilę i nagle uświadomiłem sobie. Widok był zdumiewający. przypomina mi patrzenie na słoneczną ulicę przez okno. że to. Powiedział. gdzie tak samo wspaniale załamywało się światło. gdzie wisiał kawałek materiału. Jednak myliłem się. lekko na południowy zachód. w ogóle nie znajdowało się w górach. Don Juan pokręcił głową i zaczai chichotać. ale bardzo trudno to wykonać. żebym skupił wzrok na górskiej ścianie nade mną. co by się stało. ponieważ blask raził mnie w oczy. Góry stanowiły zastygłe bryły monumentalnej rzeki lawy. – Ponieważ ten kawałek materiału ma moc – powiedział obojętnie. Wydawało mi się. Słońce znajdowało się niemalże nad moją głową. co powoduje. kiedy zamknąłem oczy. zdjął go. – Po co to robisz? – zapytałem. . polecił mi pisać. wciąż widziałem połyskujące refleksy słońca. Puścił moją rękę i razem usiedliśmy pod wiszącą skałą. że patrzyłem w kierunku słońca. Patrzenie w górę prawie pionowych ścian kanionu spowodowało. Poczułem zawrót głowy i nawet wtedy. Na każdej skale rosły łaty jasnoszarych mchów i porostów. ustawił mnie tak. kiedy po długo trwającej ciszy don Juan nagle przemówił: – Przyprowadziłem cię tutaj. jakby chciały się zamknąć nade mną. aby odpocząć w cieniu wiszącej ściany skalnej. że poczułem dziwny ucisk w dołku. Spojrzałem na drugą stronę kanionu i zauważyłem następne miejsce. don Juanie. manewrując moim ciałem. o czym mówisz. Rzucił w moim kierunku kilka krótkich spojrzeń. Zaśmiałem się głośno i wyjaśniłem don Juanowi. na co patrzyłem. mimo. że później wszędzie widzi się ciemną okienną ramę. Znajdowały się tam cętki wszystkich możliwych do wyobrażenia barw. ponieważ z tobą nie da się inaczej postępować. Spojrzałem bezpośrednio w górę i zauważyłem. ale ku memu zdziwieniu. Tylko kilka silnych chwastów rosło w jej szczelinach. Nie chciałem patrzeć. – Przez chwilę dobrze ci z nim szło i nie wiadomo. gdzie odbijało się światło słońca. co się teraz ze mną dzieje. Pochłonęło mnie bogactwo ich kolorów. Pobudził moją wyobraźnię. Zaczynałem myśleć jak musiała wyglądać ta wulkaniczna rzeka. że zmierzch stał się przyczyną tej optycznej iluzji. wymaga mojej wyjątkowej uwagi. Siedliśmy. 13 kwietnia 1962 O świcie wyruszyliśmy w góry. Notowałem swoje wrażenia. zwinął i schował do swej torby. Wpatrywałem się w ten fragment gór. Powiedziałem o tym don Juanowi. – Nie wiem. – Zatrzymaj się tutaj – powiedział don Juan i. ponieważ to ciało się tym zajmuje. Powiedziałem. Kilkakrotnie przesunąłem wzrokiem w górę i w dół po ścianach kanionu. ale don Juan chwycił mnie silnie za ramię i kategorycznym tonem kazał mi patrzeć na górskie ściany i próbować wynajdywać punkty gęstej ciemności pośród obszarów światła. Były one wysokie na setki stóp i sprawiały wrażenie. Zamknąłem notes. co jest bardzo proste. Równie dobrze możemy najpierw o tym porozmawiać.Ale stanąłem już na równe nogi. Piątek. – Będziesz się uczył nie-działania. – To nie ma znaczenia – powiedział. i jeszcze jedną. Z tej nowej perspektywy żółtawa formacja znalazła się niżej na tle gór. Opowiem ci o nie-działaniu. On zaś wstał i podszedł do miejsca. że nie da się o tym mówić. a później stwierdził. aby nauczyć cię jednej rzeczy – powiedział z wyczuciem dramatyzmu. Usiadłem znowu. Wraz z jego ruchem zmniejszała się intensywność refleksów. Do południa doszliśmy do jednego z kanionów. Objąłem głowę dłońmi i usiłowałem wczołgać się pod wiszącą skałę. aż cały kanion był upstrzony wielkimi łatami światła. że zrozumiesz. W płytkich kałużach było tam trochę wody. a później wypatrzyłem jeszcze jedną świetlistą strefę. aż w końcu całkowicie znik-nęły. która przez tysiąclecia zwietrzała w porowatą ciemnobrązową skałę. o co chodzi w nie-działaniu bez moich wyjaśnień.

Kiedy zaczyna się mówić o działaniu. o co mi chodzi? W ogóle go nie zrozumiałem. Następnie znowu wskazał na mały kamień. Więc jeśli nie chce. Potem wziął gałązkę i wskazał nią na nierówną krawędź kamyka. aby zatrzymać świat. a ja mną. jeśli się tego pragnie. – Co mówisz? – zapytałem w poczuciu zupełnego zamętu. a widzenie jej to nie-działanie. Lepiej po prostu coś zrobić. co sprawia. Spojrzeliśmy na siebie i don Juan się uśmiechnął. że nie powinno się o nim wspominać – kontynuował. – Nazywam to działaniem. a później powiedział mi. Człowiek wiedzy. Dalej wyjaśniał. a ja zrozumiem. – Ta skała jest skałą z tego powodu. Don Juan uśmiechnął się. Jeśli więc wojownik chce zatrzymać świat. – W przypadku tego małego kamienia – kontynuował – pierwszą rzeczą. choć nie dawał tego po sobie poznać. czym jest nie-działanie. że ty jesteś sobą. świat byłby inny. Zaśmiał się i podrapał po głowie. Powinieneś być w siódmym niebie. Chciałem go tylko słuchać. Pochylił się i wziął mały kamień pomiędzy kciuk i palec wskazujący lewej ręki i podsunął mi pod nos. co powoduje. Chciałem dalszych wyjaśnień. – Słucham? – To także działanie. na przykład. Zawsze prowadzi do zamętu. że nie rozumiem. że jego wytłumaczenie niczego nie wyjaśnia. musisz przestać działać. – Słowa są twoimi faworytami. że skała jest skałą. Weź na przykład skałę. jest skurczenie go do tej wielkości. kiwając głową. skąd ten chaos! – powiedział. – Ta skała jest skałą z powodu działania – powiedział. – Przynajmniej do czasu. – Ależ mają! – wykrzyknął. Chyba musiał się dobrze bawić moim kosztem. ale on nie odzywał się. – To jest kamyk. W końcu byłem zmuszony powiedzieć. Działanie jest tym. – Świat jest światem. ponieważ znasz działanie potrzebne do stworzenia go takim. Musiałem się przyznać. że skała jest skałą tylko z powodu działania. zawsze kończy się na mówieniu o czymś innym. ponieważ znasz potrzebne do tego działanie – powiedział. że jeśli uda mi się znaleźć te szczegóły.– Nie-działanie jest tak trudne i ma taką moc. a krzak krzakiem. kiedy nie zatrzyma się świata. – Nie wiem. wie. – Powiedziałem. który trzymał mi przed oczyma. i to jest twoje działanie. Don Juan rozejrzał się wkoło i wskazał na wielką skałę. Popatrzył na mnie tajemniczo i dwa czy trzy razy uniósł brwi. jak z nią postępować – powiedział. jakim jest – powiedział. Przestałem pisać. – Po to. aby nią była. że wiesz. abym podszedł bliżej i dokładnie go obejrzał. Powiedział. Powiedziałem mu. bo uśmiechnął się. – Ale ty jesteś przekonany. że robisz z tego kamyk. – Gdybyś nie znał tego działania. don Juanie? – Działanie jest tym. – O czym mówisz. Wstał i położył kamyk na głazie. Kazał mi patrzeć na otwory i wgłębienia i spróbować uchwycić nawet najmniejsze szczegóły. – To jest działanie! – wykrzyknął. musi po prostu nie-działać. ponieważ znasz działanie potrzebne do uczynienia z niego kamyka – powiedział. Zdawał sobie sprawę z tego. że te słowa nie miały dla mnie żadnego sensu. – Na tym właśnie polega problem z mówieniem. otwory i wgłębienia znikną. Tylko wtedy można o nim swobodnie mówić. powiększa taki mały kamień. Rozumiesz. o co mu chodzi. – Znowu wskazał na skałę. że nic nie zrozumiałem. . przez nie-działanie. jaką wykonuje z nim działanie. że nie mają. Zaśmiał się i przystąpił do następnej próby wyjaśnienia. albo jakąkolwiek inną rzecz. W ten sposób postępujesz ze mną i ze światem. Przyglądał mi się z ciekawością. że bez działania nie byłoby nic znajomego w naszym otoczeniu. Patrzenie na nią to działanie.

ale musisz zakopać. Działanie polegałoby na pozostawieniu kamienia tam. W tym przypadku kamyk długo nasiąkał tobą i teraz jest tobą. w ogóle nic nie rozumiem – powiedziałem. . przedrzeźniając mnie. udając. że przyjdzie za jakiś czas. mówiąc. Dlatego nie możesz go tak zostawić. czy fałszywe. – Jeśli chcesz się nauczyć nie-działania. Później odwrócił się i odszedł. zamieniając ją w nie-działanie. gdzie leży. a on. Z rzeczami uważanymi za prawdziwe postępuje w taki sposób. abyś mógł to zrobić. ale klej. Później. które uznaje za nieprawdziwe. opowiedziałem mu wszystko o mojej obserwacji. że to nie cień. abym wziął kamień i gdzieś go zakopał. Nie mogłem znaleźć w nich żadnego sensu. muszę ci powiedzieć. który zwraca uwagę na to. Gdybyś widział. – Jeśli masz zamiar tylko dużo gadać i nic nie robić. stał się dla mnie najbardziej interesujący. – Obserwowałeś go bardzo długo – powiedział. – Wojownik potrafi z cieni przepowiedzieć wszystko. don Juanie? – Odpowiedź tak albo nie na twoje pytanie to działanie. jeśli tylko włoży w to trochę wysiłku. aby ziemia mogła wchłonąć jego ociężałość. Ale ponieważ uczysz się nie-działania. że jest w stanie wyjaśnić wszystko. – To dobry początek – powiedział. W pierwszym przypadku. że mogę wszystko wyjaśnić – powiedział. czy fałszywe. był on jak klej. Wskazał na mały cień. w mówieniu. uderzył go dwa czy trzy razy kapeluszem. Nie mogłem się skoncentrować na jego drobnych otworach i wgłębieniach. że to bzdury. powiedzmy. Naśmiewał się z werbalnych środków wyrazu. aby wykonać nie-działanie. że ja nie mam nieskazitelnego ducha nawet w tym. jakby był czymś dużo więcej niż tylko skalnym okruchem. Później zasugerował. Czy rozumiesz.– Ten przeklęty kamyk chyba doprowadzi cię dzisiaj do szaleństwa – powiedział. – Czy mogę to zrobić? – Twoje życie nie jest wystarczająco uporządkowane. jaki kamyk rzucał na głaz i stwierdził. że twoje przy ciężkie myślenie zamieniło ten kamyk w coś zupełnie nieciekawego. zaś w drugim nie zajmuje się nimi albo nie wierzy w to. stwierdził. – Dlaczego? – zapytałem. dlatego najlepszą rzeczą. jakimi dysponuję. Powiedziałem mu. że musisz je połączyć. Byłem zakłopotany i prawdopodobnie czerwony na twarzy. Wojownik zawsze próbuje wpłynąć na siłę działania. Kiedy wrócił don Juan. co robi. że są prawdziwe. który wiąże je ze sobą. aby jeszcze wyraźniej wyjaśnił mi. jest wykopanie dziury i wrzucenie go do niej. Poruszał się i zmieniał kształt. robi z nimi coś i wierzy w to. Na mojej twarzy musiała malować się konsternacja. a w inny na te. Stwierdzenia don Juana zdenerwowały mnie. Ogarnęło mnie przygnębienie. że jest wyciskany spod kamyka. śmiejąc się. W uszach mi dzwoniło. Nalegałem. wiedziałbyś. ponieważ to tylko mały kawałek skały. że w rzeczywistości nie ma znaczenia. Dowodziłem. nie-działanie zamieniłoby ten kamyk w obiekt mocy. Zwykły człowiek w specyficzny sposób reaguje na rzeczy. Natomiast gdybyś miał osobistą moc. Długo wpatrywałem się w kamyk. aby mnie sprawdzić. Nie-działanie każe postępować z nim tak. Odczuwałem nieprzyjemne ciepło w głowie. uznając je za nieścisłe i nieadekwatne. – Teraz jest w nim jakaś część ciebie. czy to wszystko jest prawdziwe. Don Juan miał rację. – Działanie sprawia. – Oczywiście. – Ale czy ty to zrozumiesz? Byłem zaskoczony jego aluzją. że złości się na kamyk. zostań przynajmniej gadułą-wojownikiem – powiedział i wybuchnął śmiechem. że oddzielasz kamyk od większego głazu – podjął jeszcze jedną próbę. o co mu chodzi. o których wie. – Czy to wszystko prawda. Natomiast wojownik ma do nich taki sam stosunek. czy rzeczy są prawdziwe. Miałem wrażenie. Popatrzył na mnie i ryknął śmiechem. jaką możesz zrobić. Z rzeczami uważanymi za nieprawdziwe postępuje tak. co lubię najbardziej. co robi. jaki rzucał na głaz. o co mi chodzi? – Nie. Popatrzył na mnie niby zawstydzony i pokręcił głową jakby sytuacja była beznadziejna. aby wykonywać działanie. natomiast niewielki cień. Wojownik tak nie postępuje. Tutaj wojownik ma przewagę nad zwykłym człowiekiem.

Później tak ją wykręcił. Nie mieściło mi się w głowie. – Wystarczy – powiedział. Uzyskuje . Don Juan powiedział. Kiedy się nie-działa. aż poczuje się ten ciężar. a potem zamrugał. a później obszedł mnie wokoło. Nie-działanie jest tylko dla bardzo silnych wojowników. uważnie mi się przyjrzał. a ty nie masz jeszcze mocy. kiedy wróciłem i znowu usiadłem. Kiedy usiadłem. ujął moją prawą rękę i zgiął ją w łokciu. Trzeba odpychać i przyciągać wyobrażoną przeciwną siłę. Ponieważ jesteśmy zainteresowani nie-działaniem. jakie wytwarza człowiek wiedzy. Teraz złapałeś dłonią tylko coś straszliwego. zawsze kiedy chce coś wyrzucić ze swego ciała. zanim znowu usiadł na swoim miejscu. że ćwiczenie nie-działania. i wtedy zaczął poruszać nią do tyłu i do przodu kolistym ruchem przypominającym popychanie i przyciąganie dźwigni przymocowanej do koła. Powiedział. Mówienie jest działaniem dla ciebie. Kiedy ręka jest ciepła. Don Juan wykonał gwałtowny ruch i chwycił mnie za dłoń. linię. tak że wyglądało. dopóki nie poczuje się ciężkiego przedmiotu czy czegoś. a on odparł. – Nie-działanie jest bardzo proste i bardzo trudne – powiedział. don Juanie? – Najtrwalsze linie. nie ma znaczenia. aby je wykonać. co zatrzymuje swobodny ruch ręki. pochodzą z centrum jego ciała – powiedział. o co mi chodzi? – zapytał don Juan i spuścił wzrok. musisz wykonać proste ćwiczenie. Widzenie jest oczywiście ostatecznym osiągnięciem człowieka wiedzy. Zagiął mi palce. Ale zanim zdążyłem to zrobić. Powiedziałem. – Może zrobisz to ćwiczenie innym razem. że istnieje nieskończona ilość linii. jesteś w stanie wyczuć nią linie świata. dając mi czas na zadanie pytania o linie. ale o opanowanie go. poszedłem w krzaki i zakopałem kamyk. ponieważ spróbował dać mi odczuć linie świata swoimi oczami. że wie o tym. którą da się rzucić. że dłoń miałem zwróconą w jego kierunku. że poczułem mdłości. kleistej i płynnej substancji. że możesz je odczuć. że było to tylko ćwiczenie. Uniósł brwi i otworzył oczy. jakbym trzymał gałkę drzwi. co rozumiem przez nie-działanie. które łączą nas z rzeczami. Zrobił przerwę i przyjrzał mi się z ciekawością. kiedy będziesz miał więcej osobistej mocy. Najtrudniejszą częścią ścieżki wojownika jest uświadomienie sobie. Cały drżałem. jakbym pływał w ciężkiej. aby mnie zatrzymać. gdyż w żaden fizyczny sposób na mnie nie oddziaływał. Nie mogłem tego zaakceptować. jakby pod wpływem jakiejś niewidzialnej siły. Zrobił pauzę. że to on wywoływał moje mdłości. – A jednak wiem. ponieważ linie tworzone przez rękę nie są wystarczająco trwałe. W przypadku tego ćwiczenia nie-działanie polega na powtarzaniu go. – Nie chodzi tutaj o zrozumienie. czy za dziesięć lat. aby wytworzyć trwałe linie – powiedział. – Czy zrobiłem coś nie tak? – Nie. – Trochę się z tobą drażniłem – powiedział don Juan. to nie rozumiesz. Zacząłem poruszać ramieniem i po krótkiej chwili moja ręka stała się lodowato zimna. Don Juan powiedział. tego że przypisuje sobie wywołanie we mnie tego uczucia. zaczął wyjaśniać mi. że wojownik wykonuje taki ruch. Prawie natychmiast po-czułem się nieswojo i zaczęło mnie mdlić. Kazał mi się położyć. może pomóc każdemu odczuć linię wychodzącą z poruszającej się ręki. jakie właśnie opisał. Zacząłem odczuwać jakąś papkę wokół niej. że jeśli nie mówisz. że świat jest uczuciem. Było tak.Wstałem. – Czy możesz je zobaczyć i dotknąć? – Powiedzmy. odczuwa się świat. Dlatego rób to stopniowo. jakby coś faktycznie naciskało mi na żołądek. – Ale może je także zrobić oczami. co w efekcie przypominało mruganie ptaka. gdziekolwiek się chce. – Jakich części ciała. czy zrobisz je teraz. – Czy są to rzeczywiste linie? – Oczywiście. ale nie jest ono właściwe i jeśli chcesz wiedzieć. Wyraziłem swoje wątpliwości. tak abyś nigdy nie czuł zimna. odczuwa się go poprzez linie. – Człowiek wiedzy używa innych części ciała. – Czy rozumiesz. pomimo całkowitego braku wiary w możliwość jego odczucia. na przykład chorobę albo niepożądane uczucie. aby mieć wartość w praktycznej sytuacji.

co mógłbym jeszcze powiedzieć. Zapanowała długa cisza. – Stratą twojego czasu! – wykrzyknął. że jest w nich ruch. gdzie dwie skały wielkości człowieka stały obok siebie w odległości czterech czy pięciu stóp. z tym wyjątkiem. Jest trochę podobny do tych istot. – Powinieneś wykorzystać to olśniewające światło do wykonania jeszcze jednego ćwiczenia. a więc tak samo musi być z cieniami. że cienie są tylko cieniami. że w ciągu dnia mogę jedynie poczuć jego obecność. czy nie? – Ale to nie w porządku. ażeby ćwiczyć. obserwując ich cienie. chociaż wcale nie było podobne do cienia. aby mi wyjaśnił. ale byłem zdenerwowany. które przestraszyły cię tamtej nocy. Kędy dotarliśmy na szczyt. Powiedziałem mu. don Juanie. Na przykład człowiek wiedzy może opowiedzieć o najskrytszych uczuciach ludzi. ćwiczenia czy inny trening nie są potrzebne. – Cień jest kamieniem. które by nam pomagały i nas ubezpieczały. że wejdziemy na szczyt skały wulkanicznej znajdującej się z prawej strony. – Z pewnością zauważyłeś. tak jak to już kiedyś zrobił. że nie mieliśmy lin. – Można powiedzieć. A poza tym to. – Nic takiego nie zauważyłem – zaprotestowałem. Wskazał na długi głaz stojący bezpośrednio przed nami. Don Juan ciągle powtarzał mi. to działanie. Wejście tam stanowiło bolesne doświadczenie. Obserwowanie kamienia w celu poznania tego. Pomyśl w taki sposób: Świat jest o wiele bardziej skomplikowany niż się wydaje. Cienie są jak drzwi. gdy ześlizgiwałem się ze skały. czy coś rozumiesz. położyłem się. albo też że ukazują się w nich linie świata. pomimo mojego upartego zaprzeczania. don Juanie? – Przekonanie. patrząc na niebo. – Te góry są jej pełne. Kilkakrotnie podciągał mnie do góry. Byłem okropnie zażenowany. Chciałem dowiedzieć się. Chciało mi się wymiotować. ponieważ aby znaleźć się w nieskazitelnej formie. Uśmiechnąłem się odruchowo. Powoli ten ruch przywrócił mi równowagę. że te istoty i cienie mają takie same linie i dlatego tak je nazywa. jakbym oczekiwał na nagłe pojawienie się czegoś. Nie zrozumiałem tego. ale obserwowanie jego cienia. ale również patrzył w tym samym kierunku co ja. Nie wiedziałem. kiedy don Juan. jest jedynie naszym działaniem. Chciałem. Don Juan odparł. co mówił. dzięki technice nie-działania. – Cienie są szczególne – powiedział niespodziewanie. – Czy jest w nich jakiś ruch? – zapytałem. Don Juan poturlał mnie stopą w prawo i w lewo. parodiując mój głos. jest działaniem – wyjaśnił. że mam marną kondycję. albo że pochodzą z nich uczucia. Dotąd postępowałem tak z tobą. będący przecież starym człowiekiem. Zaprowadził mnie w miejsce. – Spójrz na cień tego kamienia – powiedział. wystarczy nie-działać. dwa czy trzy razy. dlaczego nazywa to coś cieniem. drzwi nie-działania. – Takie przekonanie jest cokolwiek głupie. czy rzeczywiście sam mógłbym go zobaczyć. – Ależ ty jesteś zarozumiały. pozwalając twojemu ciału wiedzieć. Zapewnił mnie. – To tylko moc – powiedział. abym nie patrzył w dół.się je tylko po zatrzymaniu świata. ponieważ jestem zbyt leniwy. musiał mi pomagać. Odparł. a jednak nim nie jest. że moje ciało zauważyło naszego prześladowcę. co sprawia. Odruchowo. Kogo to obchodzi. – Ale jak uczucia mogą pochodzić z cieni. – Kiedy pracuje się z ludźmi – powiedział – powinno się przedstawiać całą sprawę tylko ich ciałom. Don Juan zatrzymał się dziesięć metrów przed nimi i stanął twarzą w . w przeciwnym przypadku przychodzenie tutaj byłoby tylko stratą mojego czasu. W rzeczywistości była to wysokogórska wspinaczka. że cień idzie za nami. Wstał i powiedział. czym on jest. Odczuwałem to tak. Don Juan nie powiedział ani słowa. że nie ma w tym nic niezwykłego. że kiedy uzyskuje się pewien poziom osobistej mocy. to nie-działanie. że jeden podąża za nami. Przekonywał mnie godnym zaufania tonem. Odparł. – Zbliża się koniec dnia – stwierdził don Juan. rozglądnąłem się na boki. Chcę rozumieć wszystko. że są one cieniami.

Kiedy tylko zaszło słońce. że patrzę na skałę. że naturalną tendencją nas wszystkich jest folgowanie sobie. że musiał je przerwać. czy uda mi się połączyć cienie. gdy omiatam wzrokiem ziemię. był tak wyraźny. Kazał mi stanąć powyżej nich. długimi i wąskimi kawałkami skały. mówiąc. Nie chciałem mrugać. co miałem zrobić. dopóki nie dostałem bólu głowy. Tym razem była to całkiem inna sprawa. Skrytykowałem mglistość jego określeń. To nadzwyczajne wrażenie trwało przez sekundę. Zwróciłem uwagę na to. ale utrzymywał. aby się przekonać. Sprecyzował swoje wskazówki. Moja próba wykonania tego ćwiczenia okazała się bezowocna. Wyjaśnił. Poczułem. abym rozejrzał się za dwoma małymi. nagle odwrócił się do mnie i zapytał o postępy w śnieniu. wyrazisty fragment stał się nieciekawy. również w ciszy. że teraz nie-działanie stało się dla mnie jeszcze bardziej tajemnicze. że powinienem być usatysfakcjonowany tym. nie powinno się koncentrować wzroku w danym punkcie. że było to łatwe na początku. jak oddzielne cienie stapiają się w jeden. że naprawdę nie ma możliwości opisania tego. i powiedział mi. o co tu chodzi. jakiego doświadczyłem. w tym miejscu. delikatnie położył je w głębokiej szczelinie i usiadł ze skrzyżowanymi nogami. co mogłem pojąć. ale teraz w ogóle przestałem odnajdywać swoje . Dodał. Zmniejszając świat. Musiałem przyznać. Automatycznie spojrzałem w górę i zobaczyłem don Juana stojącego bezpośrednio nade mną. Później zjedliśmy. czego mam się spodziewać i co robić. zmniejszając go. na którym skupiłem wzrok. Poklepał miejsce po swojej lewej stronie i powiedział mi. niewiarygodną głębię i pewien rodzaj przejrzystości. Co więcej. że mogłem się w nim zatracić. a on wyjaśnił. zwrócony na zachód. W końcu pieczenie oczu zmusiło mnie do spuszczenia powiek. Kiedy don Juan zasłonił światło. że powiększyłem świat. Zauważyłem również. a nałożony na nie połączony cień. przez moment. Powinienem obserwować je i zezować tak samo. A ja przez to prawie zamieniłem niedziałanie w stare. W tym momencie poczułem. straciłem świadomość. że nie miał możliwości. że kopulasty wierzchołek stał się dla mnie niezmierzonym światem. Wtedy zwrócił mi uwagę. niezwykle mnie zaintrygowało. a potem wszystko zniknęło. mówiąc. był wyraźnie widoczny. ale wcale nie utraciłem widoku szczegółów. abym też usiadł. ponieważ widział. Walczyłem. nie tracąc ostrości widzenia. Powiedział.kierunku zachodnim. który tak niepewnie utrzymywałem. Umieścił je w odległości około jednej stopy od siebie w dwóch szczelinach. że jestem w świecie znajdującym się daleko poza wszystkim. Potem. gdzie przedtem leżały. Narzekałem. ponieważ w pewien sposób działanie związane jest z uleganiem. natomiast obserwując cienie. Fragment porowatej skały. Don Juan wziął te dwa odłamki skały. jak zwykle zezuję. twarzą na zachód i powiedział. brązowy kolor zastygłej lawy zmatowiał i wszystko straciło świetlistą przejrzystość. był to tylko zmniejszony widok skały. jakiej wielkości kamieni potrzebował. należy zrobić zeza i równocześnie utrzymywać ostry obraz. bez ulegania jej pokusie. powinno polegać na utrzymaniu wizji. Don Juan skomentował to. Stwierdzenie. szukając miejsca na odpoczynek. ponieważ przynajmniej raz postępowałem właściwie. Pokazał mi rękami. to jednak właściwie wykorzystałem cień skał jako drzwi do niedziałania. a jednak. Efektem miało być nałożenie jednego cienia na drugi. że to. kiedy pojawiają się tego rodzaju odczucia. upodobnił się do cienkiej błonki o nie dającej się opisać przezroczystości. Don Juan wcale nie był zainteresowany moim niepowodzeniem. dzięki nawilżeniu rogówki obraz stał się jeszcze wyraźniejszy. zwiększyłem go i chociaż daleko mi jeszcze do odczuwania jego linii. dobrze znane działanie. Długo nic nie mówiliśmy. abym zrobił to samo ćwiczenie z tymi cieniami. aby nie stracić obrazu. że mogę przyglądać się otoczeniu cienia. że powinien mi wcześniej powiedzieć. Zaznaczył miejsce. który obejmowałem spojrzeniem. który stworzyłem. abym patrzył na cienie skał. w którym ja miałem stać. Każdy otwór w skale na obszarze. nadaje pojedynczemu cieniowi. że ten sposób patrzenia. w rzeczywistości. Prawie natychmiast udało mi się zobaczyć. a ja zacząłem patrzeć. Wspiął się na podobny do kopuły wierzchołek i z góry krzyknął. co zrobiłem. Powiedziałem mu. Opisałem niezwykłe wrażenie. że dzięki temu można rozróżnić pewne emanujące z nich uczucia. Znalazłem takie i podałem mu je. Wpatrywałem się w niego oszołomiony. bez przetwarzania obrazów. która przemieniała kamień w rzeczywisty świat. małe dziurki w porowatej skale powiększyły się. Swoim ciałem zasłaniał mi słońce. jakbym z niezmierzonej wysokości patrzył na świat. którego nigdy przedtem nie widziałem. że kiedy poszukuje się miejsca na odpoczynek. tak jak to zwykle robię.

łącznie ze sprzymierzeńcami. znajduje się z mojej prawej strony. Jak już ci powiedziałem. wojownik nie musi w nic wierzyć. zamierzam polecić ci. ponieważ dopóki czymś się zajmuje. – Ale jaki jest cel takich kłamstw. don Juanie. dopóki nie będziesz miał wystarczająco dużo własnej mocy. kiedy uczyłem cię chodu mocy. że moje ciało wie dużo więcej. co robisz. mówiąc mi to po cichu. że obydwa są kłamstwem. wszystko jest cieniem. – Nie ma niczego więcej. – To jest twoje działanie. – Nie wiem. nieświadomy ruch prawą ręką. stanowi aspekt nie-działania – kontynuował. która postępuje w ślad za nami. – Zawsze taki byłem – powiedziałem. to być może pod wpływem mocy godnego przeciwnika. – Ja już wiem. Zamiast mówić sobie prawdę. czego cię dotąd uczyłem. a wtedy być może uświadomisz sobie. Od dzisiaj. ale że jestem bardziej nerwowy i nieudolny. Zapewniłem go. ażebyś nauczył się innego działania.ręce we śnie. niż się spodziewam. a jednak nie mogę ci już nic więcej powiedzieć. Znalezienie własnych rąk na razie jest najważniejsze i jestem przekonany. Cała sztuczka polega na tym. byłoby tylko nie-działaniem. – To głupio z twojej strony pogardzać tajemnicami świata tylko z tego powodu. – A jednak chcę się zmienić. używałeś mojej osobistej mocy. Zaśmiałem się głośno i mój własny śmiech przestraszył mnie. aby wpłynąć na to działanie. aby nie zaprzestać poszukiwania własnych rąk. wiedząc. niż mu się wydaje. zepsuty i do niczego się nie nadajesz. Przyznał się. Zrobiłem gwałtowny. Lecz jeśli uchwyciłbyś nie-działanie bezpośrednio. . śnienie jest nie-działaniem snów i postęp w nie-działaniu spowoduje także postępy w śnieniu. co robić ze śnieniem. Don Juan powiedział. – Kiedy na początku zaczynałeś śnienie. albo z pomocą jakichś sprzymierzeńców. nawet jeśli nie wierzysz. Miałem następny atak nerwowego chichotu. ponieważ jedyną rzeczywistą rzeczą jest w tobie ta istota. abyś kłamał. ma jakieś znaczenie. don Juanie? – Możesz dać się złapać na haczyk innego działania. – W ciągu dnia cienie stanowią drzwi nie-działania – powiedział. Ale nie wolno przestać ci próbować. będziesz sobie mówił coś całkiem przeciwnego. a ty będziesz dalej walczył: jeśli nie pod ochroną swojej własnej mocy. że znasz działanie pogardy – powiedział poważnie. – Teraz jesteś pusty. że nie pogardzam nikim ani niczym. która musi umrzeć. – Nie chodzi tutaj o ufanie komukolwiek. dopóty niedziała. co bym powiedział. że kłamiesz i że jesteś absolutnie beznadziejny. – Wszystko. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie. że ci się to uda. przez osiem dni. – Wszystko. takich jak ten. sam wiedziałbyś. – Ale w nocy. ponieważ siła. Nie nadaję się do niczego. chcę. że myślisz. Widzisz. Cała sprawa jest kwestią walki wojownika. ponieważ bardzo mało działania pozostaje w ciemności. nie są rzeczywiste i uzależnianie się od któregokolwiek jest tylko stratą czasu. – Wojownik stosuje nie– -działanie do wszystkiego w świecie. że musiał wkroczyć i zatrzymać go. że jesteś zgniłek – stwierdził. Musisz pozwolić swojemu ciału odkryć moc i uczucie nie-działania. że to. Teraz. co mógłbym powiedzieć ci o śnieniu – kontynuował. dlatego było łatwiej – powiedział. który już za tobą podąża. Nie mam zaufania do siebie. że dwa razy tego dnia sprzymierzeniec podszedł tak blisko. Dotarcie do tej istoty jest nie-działaniem “ja". Mówiłem ci już o tym. że jesteś okropny. w nic nie wierząc. chociaż nie wiem jak.

że kiedy zezuję. czy słońce zaszło za chmury. co szczególnego powinienem zobaczyć. brązowych skał. ale żadna nie pojawiła się na zachodzie. Nie potrafiłem znaleźć żadnego ciemnego obszaru. Don Juan zbliżył się do mnie i wskazał na punkt po prawej stronie. Zaraz po znalezieniu ciemnego punktu mam otworzyć oczy i sprawdzić. Powiedział. że grzmot. ale on potrząsnął moim ramieniem i surowym tonem kazał mi siedzieć spokojnie i być cierpliwym. który podąża naszym śladem. aby się przekonać. Wyglądało to tak. ale moje ręce były lepkie i oczy zaczęły mnie piec od potu. ale patrzył obojętnie na pewien punkt na horyzoncie. który kończył się w miejscu. Powiedziałem don Juanowi. mając otwarte oczy. Powiedział mi. Spojrzałem na szczyty zastygłej lawy i nagle całe góry rozbłysły. bezpośrednio przede mną. Wyjaśnił. potarłem je. że powrót zabierze nam co najmniej kilka dni. – Słońce świeci prawie pionowo. że wtedy będę w stanie dostrzec domniemany obszar ciemności. że będziemy się wspinać na zbocze. Ponieważ swędziały mnie. Chciało mi się spać. że skończyło się nam jedzenie i nadszedł czas powrotu do domu. ażeby utrzymać widok świetlnych włókien: chciał też. stanowił specyficzny sposób. Znowu zrobiłem zeza i jeszcze raz zobaczyłem sieć świetlnych włókien. Myślałem. sprzymierzeńca. na który wskazywał don Juan. że jeśli się odwrócę. w jaki sprzymierzeniec zamanifestował swoją obecność. że zaczniemy schodzić kanionem rzeki. – Dokąd idziemy? – zapytałem. abym prawie nie oddychał. wklęsłym mostem rozciągającym się pomiędzy dwoma wierzchołkami. zobaczyłem cały łańcuch górski przed sobą jako ogromne pole małych punktów światła. Postępowałem zgodnie z jego instrukcjami i byłem w stanie utrzymać ten widok niezmierzonego przestworu pokrytego siecią światła. Po długim czuwaniu zapytałem. . zgodnie zaczęły odbijać światło słońca. Był gorący dzień i słońce świeciło na zastygłą lawę. gdzie dwa stoki prawie się ze sobą stykały. Don Juan powiedział bardzo łagodnie. gdzie jest umiejscowiony na przedniej ścianie zbocza. Chciałem się odwrócić. a później na inny. Po niebie płynęło tylko kilka chmur. W tym momencie posłyszałem słaby grzmot – można byłoby go wytłumaczyć jako odległy odgłos odrzutowca – a potem. Patrzyłem na nią przez chwilę. ale don Juan złapał mnie za głowę i nie pozwolił mi się poruszyć. że powinienem spróbować wyizolować obszary ciemności wewnątrz pola świetlnych włókien. że nie mam wystarczającej siły. Obojętnie zauważyłem. Pierścień mocy Sobota. abym nie wpatrywał się w nie. Robiłem zeza i otwierałem oczy wiele razy. Następnie udzielił mi serii wskazówek: mam rozluźnić obcisłe ubranie. Niecierpliwym gestem don Juan kazał mi być cicho. tylko jedzie do miasta na granicy. który mi wybrał. wszystkie razem. Po jakiejś godzinie drogi zaprowadził mnie do głębokiego wąwozu. 14 kwietnia 1962 Don Juan zważył w rękach nasze tykwy i stwierdził. – Skoncentruj tam wzrok – powiedział. aby to znieść. bezpośrednio nad zboczem. Następnie dodał. Bardzo uważnie obserwowałem wskazany obszar. na wysoką równinę wulkanicznych gór. mogę uchwycić częściowy widok istoty z gór. jakby przez krótki moment metaliczne cętki w zastygłej lawie. że nie wraca do Sonory. W tej samej chwili zaczął wiać wiatr i zrobiło się zimno. gdzie ma pewien interes do załatwienia.16. Zapewnił mnie. ale don Juan skierował się ku północnemu zachodowi. Potem wstał i zapowiedział. Potem to światło stało się przyćmione i nagle zgasło. że w południe światło słońca może mi pomóc w osiągnięciu nie-działania. widzę cały łańcuch górski jako splątany szereg świetlistych włókien. a później szerzej otworzyłem oczy. Don Juan wskazał na to miejsce. Próbowałem zmieniać pozycję. Myślałem. Byłem zmęczony. Dziwne zbocza wyglądały jak zakończone ukośnym. a góry stały się masą matowych. który słyszałem. usiąść ze skrzyżowanymi nogami i wpatrywać się intensywnie w punkt. Na wpół przymknąłem oczy. Powiedział.

Obserwowałem ich. Kiedy byli już blisko. Don Juan wybrał miejsce w pobliżu wielkiego głazu i zaczął przygotowywać ognisko. Przez kilka dni chodzili wokół wulkanicznych gór. Wydawało mi się. Tylko jeden z nich odezwał się do mnie. że znaleźli się tutaj. jak gdyby nic się nie wydarzyło. pozbawione krzewów. Mężczyźni poruszali się bez pośpiechu. Usiedli twarzą do don Juana. Zauważyłem. który należał do mnie. co się dzieje. że rozpoznali don Juana. czy kiedykolwiek sam znalazłem kryształ. Ciężki wał chmur na zachodzie nie pozwolił nam zobaczyć zachodu słońca. okazali się bardzo przyjacielscy i komunikatywni. Ogień znajdował się po jego prawej stronie. że idzie z powrotem do chaparralu. że dzięki niedziałaniu poznał ten punkt jako możliwe centrum mocy albo miejsce. ale zatrzymaliśmy się i poczekaliśmy do momentu kiedy prawdopodobnie zniknęło za horyzontem. Don Juan rozejrzał się wkoło i wskazał skalisty teren. że będzie to specjalny ogień dla tych młodych. Spojrzałem na don Juana. jak zachowywać się w towarzystwie uczniów czarownika. Ci zaś siedli w ciasnej gromadce wokół mnie. że daje mi go. Klucząc. aby nazbierać suchych gałęzi na ogień. don Juan siadł. aby mu pomóc. że jego . Don Juan szedł jakieś dziesięć stóp przede mną i utrzymywał bardzo szybkie tempo. abym się zatrzymał. aby robić krąg. odważnych ludzi i nie potrzebuje mojej pomocy. ale szepnął mi. Jeden z przybyszy zapytał mnie. Żaden z młodych ludzi nie ruszył się. Kiedy rozpocząłem z nimi pogawędkę. natomiast ja nie miałem zielonego pojęcia.Wskazał na ten obszar. jak mam się zachować w takiej sytuacji. Szeptem zapytałem don Juana. Byłem trochę zakłopotany. zauważyłem. Szedł. ponieważ był przedmiotem mocy. Wtedy don Juan zmienił kierunek i skierował się na południowy wschód. jakieś dwieście metrów stąd. w którego centrum dwóch ludzi siedzi plecami do siebie. Wyglądało na to. że stara się zorientować w terenie. gdzie można znaleźć przedmioty mocy. abym go zatrzymał. oczyszczając go w ten sposób. Kiedy wszystkie gałęzie płonęły. Powiedział. Potem pewnym krokiem skierował się do występu skalnego. Powiedzieli mi. Młodzi ludzie wyraźnie wiedzieli. a on skinął głową. a my wszyscy udaliśmy się za nim. jakby z góry na dół omiatał wzrokiem górę. opierając się o głaz. Po trudnej wspinaczce osiągnęliśmy cel. Następnie kazał mi go wyjąć. Ale don Juan nie wydawał się nimi zainteresowany. Wytłumaczył mi. Zaraz potem zaczęliśmy schodzić do kanionu i kilka godzin później znaleźliśmy się na wysokiej pustyni u stóp wulkanicznych gór. ale każdy z nich uważnie go obserwował. Próbowałem zbliżyć się do niego. Widziałem tył jego głowy poruszający się tak. Kiedy tylko to uczyniłem. kazał mi go natychmiast schować pod koszulę. – To dobre miejsce na krótkotrwały obóz – powiedział. że to czterej młodzi Indianie. który sam się do mnie zwrócił. Jeden z nich oparł się nawet plecami o moje. Kopał palcami wokół wystającego małego kawałka kamienia. szczególnie ten. Nigdy dotąd podczas naszych wypraw nie spotkaliśmy ludzi i nie wiedziałem. że don Juan nigdy nie zabrał mnie na ich poszukiwanie. ale im się nie poszczęściło. zauważyłem czterech mężczyzn zbliżających się do nas z południa. kiedy znaleźliśmy się na wierzchołku. Oni mówili bardzo cicho i traktowali go z wielkim szacunkiem. który wyznaczył jako punkt ciemności. czy również mogę z nimi porozmawiać. Don Juan stał przez chwilę bez ruchu. Kiedy don Juan wrócił z wiązką chrustu. o kilka stóp ode mnie. Usiadł i zaczął ręką zmiatać pył ze skały. Odpowiedziałem mu. Powinienem go wypolerować i dbać o niego. Don Juan ogłosił. że młodzi ludzie byli uczniami czarownika i że podczas myśliwskich wypraw po obiekty mocy regułą jest. pochwalił ich za rozwagę i powiedział mi. Odezwał się do nich po hiszpańsku. leniwie zbliżali się do nas. Siedliśmy na kamieniach. Zaczął iść w jego kierunku. Chciałem mu pomóc. Nasze obozowisko było bardzo nierówne. ale dał mi znak ręką. Kierowaliśmy się na południe. tworząc regularne półkole. poszukując kwarcowych kryształów mocy. Weszliśmy na wzgórze i.

jeśli nigdy nie znajdziecie ducha dającego moc? – powiedział. który zamienia zwykłe kryształy w broń. Nie czynią żadnych hałasów. a ich moc sięga daleko poza nasze rozumienie. Znalazca jest odpowiedzialny za ich pocięcie i wypolerowanie mające na celu ich zaostrzenie i dopasowanie wielkością i kształtem do palców prawej ręki. Wiedziałem. jaką należy zrobić. ponieważ najważniejsze nie jest znalezienie przedmiotu. że on także siedział z lewą nogą podwiniętą. Wywołało to wielkie poruszenie wśród młodych ludzi. ale siły. skąd dochodzą. Potem trzeba go powalić na ziemię i przytrzymać.miejsce znajduje się bezpośrednio przede mną. Usiłowałem w niewymuszony sposób przejść do tej bardziej wygodnej pozy. aby napełnić je mocą. Przyjąłem. Młodzi ludzie zachichotali. – Natomiast jeśli nie macie kryształów ale znaleźliście ducha. aby zabić: przebijają one ciało wroga. Przez moment myślałem. Powiedział nam. Zauważyłem. że zwykle występują w skupiskach i do tego. jakby nigdy jej nie opuszczały. Zwykle rzuca się je. stosując specjalne techniki. że tak samo jak ja. która napełniłaby go mocą. Lekko pochylili się do przodu. Wtedy kryształy stają się samym człowiekiem. możecie wystawić swoje kutasy. bo wszyscy równocześnie wykonali gwałtowny ruch. Don Juan był w pełni tego świadomy. aby uczyć się nie-działania. Powiedział. który pierwszy ze mną rozmawiał. ponieważ musiałem stanąć i biec w miejscu przez kilka minut. że takie siedzenie przez cały jego wykład będzie dla mnie okropną męczarnią. przesuwając dłoń zwróconą w kierunku ziemi. Don Juan powiedział mi kiedyś. że młodzi ludzie zgromadzą się wokół niego. i że podąża za nami sprzymierzeniec. – Co za pożytek z posiadania pięknie wypolerowanych kryształów. że jestem w wulkanicznych górach. Wszyscy młodzi ludzie również skrzyżowali nogi. jak gdyby mieli wstać. pojawiają się jako migające cienie i w ogóle nie posiadają mocy. kiedy przestali się śmiać. że don Juan skrzyżował nogi i był rozluźniony. ale moje lewe kolano chyba miało uszkodzony nerw. zaśmiał się głośno. że jaskrawo zabarwione pióro albo wypolerowane kryształy kwarcu przyciągają uwagę sprzymierzeńca. jak siedzieli poprzednio. Jeśli nie znajdziecie nic innego. Musi ono znajdować się na szczycie wzgórza. przynajmniej od czasu kiedy włóczę się razem z nim. – Mam zamiar coś wam pokazać. chłopcy – powiedział obojętnie don Juan. Nie zwróciłem uwagi. ale tylko podwinęli lewą nogę i znowu siedli w tej tajemniczej postawie. Zgadywałem. że w tych górach znajdują się też inne siły. a innych dwóch po prawej stronie. Ledwie dostrzegalnym gestem brody wskazał na moją pozycję. które nie przypominają sprzymierzeńców. Don Juan zaczął opowiadać im. Wstrząsały nimi wybuchy śmiechu. wydając serię powtarzających się dźwięków. Jak gdyby nigdy nic. . który trzyma w swoim worku. że sprzymierzeńca przyciągają płomienie. że jest to dla mnie bardzo męcząca pozycja. Don Juan dodał. kto je znajdzie. Pierwszą rzeczą. Zawsze jednak okazywało się. ten. należy wybór pięciu najdłuższych i najlepiej wyglądających słupków kwarcu i oddzielenie ich od macierzystej skały. Następnie opowiedział o poszukiwaniu ducha. Niektórzy zakryli twarz i chichotali nerwowo. ponieważ od lat nie byłem u spowiedzi. że wyszedłem z wprawy w klęczeniu. że kryształy kwarcu można znaleźć w określonych miejscach na tym obszarze. ale właściwie każdy inny przedmiot jest tak samo dobry. a odkrywa sieje. Pomyślałem. że to dramatyczny początek i miałem rację. że chce pokazać nam jakiś przedmiot mocy. podwinąłem lewą nogę. po turecku. Osoba poszukująca sprzymierzeńca musi podążać w kierunku. a później wracają do ręki właściciela. Don Juan wyjaśnił. dwóch młodzieńców miałem po mojej lewej. aby przełamać jego opór. więc w zwięzły sposób zaczął wyjaśniać młodym ludziom. że kryształy kwarcu są bronią używaną podczas czarów. kiedy sytuacja jest niepewna. Don Juan skomentował to żartem. że taką postawą przyjmuje czarownik. Gdy tylko się je wyszuka. Młodzi ludzie zmienili pozycję i usiedli z lewą nogą podwiniętą pod siedzenie. Najodważniejszy z nich. Ostrzegł nas. Krótkie spojrzenie na don Juana ujawniło mi. Powiedział. która była dla mnie bardzo niewygodna. dopóki nie wyczuje się ciepła. jest znalezienie odpowiedniego miejsca służącego do wywabienia ducha. dopóki sprzymierzeniec sam się nie objawi. możecie dać mu do dotknięcia właściwie wszystko. Wtedy właśnie można go zmusić do dotknięcia kryształów. Wtedy należy na tym miejscu rozpalić ogień. a swoją obecność zdradza on. należy je nakłonić do opuszczenia swego miejsca.

Efekt był wyjątkowo dramatyczny. że don Juan właściwie nie był ubrany jak żebrak. kapelusz. zanim wstał. zniknął nam z oczu. Don Juan wstał i obchodząc łukiem wielki głaz. że don Juan zaraz wyjdzie zza głazu i znowu usiądzie. że don Juanowi brakuje tylko przepaski na oku i papugi na ramieniu. Młodzi ludzie siedzieli z niewzruszonym wyrazem twarzy. Zaśmiałem się do siebie. abyśmy to zrobili. Wydawało się. Musiał podsycić ogień. aby udawać człowieka z drewnianą protezą. bo teraz zaczęły trzaskać nowe gałęzie i płomienie strzeliły wysoko w górę. popatrzył na mnie uważnie. który przemówił pierwszy. że to prawdziwy piracki kapelusz. Don Juan z pewnością chciał. Don Juan nagle wyszedł zza głazu i stanął tam. Trzymał koszyk z jakimiś rzeczami. ma dla niego jakieś znaczenie. jak szedł. przy uszach. Powiedział. ale za to włosy miał długie i dziko zmierzwione. że brakuje im słów. że stał na drewnianej nodze. Wydawało mi się. Powiedziałem. jak zakonnik. drewniana noga i płaszcz czyniły z niego prawdziwego pirata. – Nie miał kaptura. który powraca z niezwykle długiej podróży. omiatając nasze postacie wzrokiem z prawa na lewo. Miał czarny płaszcz z długimi połami. Miał skórzane nogawice do . że don Juan był w łachmanach. co się wydarzyło. a potem zniknął za głazem. Musiał sobie wyliczyć. kiedy ja zajmowałem się swoją nogą. który właśnie zabił mnicha i założył jego szaty. Na głowie miał kaptur czy też szal i nosił kruczoczarną tunikę do samej ziemi. zapięty na jeden błyszczący metalowy guzik. Włożył śmieszny czarny kapelusz. Według niego. zdezorientowani. kolana nie bolą mnie tak bardzo. że według mnie. Płomienie sięgnęły dwa razy wyżej. skąd mógł go zdobyć na tym pustkowiu. ale tak się nie stało. wrócili do pozycji ze skrzyżowanymi nogami. stwierdził. Kiedy płomienie się zmniejszyły. Powtórzyłem pytanie i inny młody człowiek. Po długim oczekiwaniu zwróciłem się do młodego człowieka po prawej i po cichu zapytałem go. i dlatego zostawił nas samych. ale nie jest pewny. że nie miał nic w rękach. Wszyscy czterej mężczyźni zbliżyli się do mnie. Nie mogłem zrozumieć. kiedy don Juan wszedł za głaz. Miał podarte poncho czy też pewien rodzaj indiańskiego płaszcza i znoszone sombrero. które dołożył do ognia i dostosować do tego moment swojego wejścia i wyjścia. spojrzał na mnie z niedowierzaniem. jak długo będą się palić gałęzie. Popatrzył na każdego z nas. Zauważyłem.Możliwie swobodnym ruchem podwinąłem lewą nogę. – Nie! – cicho krzyknął inny młody człowiek. Zmiana intensywności ognia wywołała duże wrażenie na grupie. Młody człowiek z lewej zaśmiał się i powiedział. jakby był człowiekiem. jak na komendę. że kiedy nie siedzę na stopie i utrzymuję półklęczącą pozycję. gdzie siedział. Przeżyłem moment oszołomienia. że wszystko to jest bardzo dziwne. ale nie może ukryć swojej dzikości. Młody człowiek. i był okrągły na górze. Płomienie straciły swoją moc w tym samym momencie. powinienem ją zobaczyć. Cicho chichotali i byli zdenerwowani. które don Juan włożył – śmieszny kapelusz i płaszcz z długimi połami – oraz to. ale byłem tak otumaniony jego pojawieniem się. Mężczyzna. ale bardziej wyglądał na człowieka. który widział don Juana w czarnym kapturze. Nie zauważyłem. powiedział. don Juan był ubrany jak jakiś ważny człowiek. Oczywiście musiał zgiąć nogę w kolanie. Potem spojrzał ponad nami w ciemność z tyłu. co don Juan chciał osiągnąć poprzez tę komedię. i drewnianą nogę. aby jego przebranie było doskonałe. który właśnie zsiadł z konia. ten najdalej ode mnie z prawej. Pomyślałem sobie. – To prawda – potwierdzili pozostali. że musimy bardzo dokładnie i spokojnie przeanalizować to. Pomyślałem sobie. Młodzi ludzie stali się nerwowi. że jego wyczucie czasu było doskonałe. że musiał być ukryty za skałą. Pozostawał w tej pozycji przez chwilę. Jeden z młodzieńców. Założyłem. Powiedziałem im. Młody człowiek spojrzał na mnie ze śmiesznie zmieszaną miną. Spodziewałem się. Don Juan wyglądał naprawdę głupio w tym pirackim kostiumie. wszyscy razem. siedzący obok niego. W końcu odezwał się najodważniejszy z nich. co to było. czy rzeczy. że don Juan nie miał żadnego kapelusza ani nie nosił długiego płaszcza i z pewnością nie stał na drewnianej nodze. Kiedy odwrócił się i wchodził za głaz. Wydawał się zakłopotany. że nie zwróciłem uwagi na szczegóły. Potem spojrzeli na siebie. Zastanawiałem się. Miał daszki po bokach. Dodał. Czekałem niecierpliwie.

co zobaczył. którzy są schwytani w pułapkę działania. wielkie ostrogi. Mężczyzna stojący najdalej z lewej śmiał się zawstydzony i nie odważył się opowiedzieć o tym. są teraz zahaczone o działanie w tym pokoju. jakie wrażenie wywarło na mnie to wydarzenie. – Pożegnaj się z nimi. ale poza tym czułem się ożywiony i wypoczęty. którym uderzał w lewą dłoń. są one zahaczone o działanie świata. Po południu byliśmy już w granicznym mieście. abym mógł to zrozumieć – powiedziałem. Niemal od razu zaczynamy z niego korzystać. Don Juan wyglądał jak ciemny cień. Mój żołądek poczuł siłę pochodzącą z zewnątrz. Biegliśmy kilka godzin. Usiedliśmy przy stoliku przy oknie wychodzącym na ruchliwą główną ulicę i zamówiliśmy jedzenie. Byłem głodny. jest kwestią działania. którą miałem w samochodzie. zaczęliśmy iść. Są dziwne tylko dla tych. don Juanie. Nasze pierścienie mocy są połączone z pierścieniami wszystkich pozostałych ludzi. Wszystko. Ogień już dogasał. ale on przyłożył palec do ust. stożkowaty kapelusz oraz dwa automatyczne pistolety kaliber czterdzieści pięć. Zjedliśmy trochę krakersów i popiliśmy wodą mineralną z butelki. bicz. co robimy. – Powiedzmy. Odruchowo krzyknąłem. Nie było już żadnych płomieni na ognisku. Zaczął powoli odchodzić. Człowiek wiedzy potrafi zahaczyć się o czyjeś działanie i wywołać dziwne rzeczy. Mężczyźni obejmowali mnie po kolei. ponieważ wszystko. że w tej okolicy jest tyle mocy. Innymi słowy. – Jak to zrobiłeś? – To bardzo proste – odparł. dlatego łatwo było was wszystkich ogłupić. jak już ci powiedziałem. Poszliśmy do restauracji zjeść lunch. Dreszcz przebiegł mi po plecach. skul się pod skałą i zakryj brzuch rękami – szepnął mi do ucha. Rozkazująco powiedział mi. jest w pewnym sensie jedynie przebraniem. twój i mój. Zrównałem się z don Juanem. Niedziela. a mężczyźni stali się wyraźnie zarysowanymi. Usiłowałem go do tego nakłonić. które nie dawały mi spokoju. Don Juan zaprowadził mnie do miejsca.konnej jazdy. Zdobyłem się na odwagę i zacząłem zasypywać go pytaniami. Don Juan szepnął mi. ale inni nie byli nim zainteresowani. co robimy. że kiedy każdy z nas się rodzi. – Pokazałem ci odrobinę swego nie-działania – stwierdził. – Ale jak to zrobiłeś? – To nie będzie miało dla ciebie żadnego sensu. a jego oczy zdawały się rzucać blask. – Istnieją tylko przebrania. Upadłem pięć razy. – Lepiej zostawmy tych młodych ludzi. – Ale nikt z nas nie widział tego samego przebrania – powiedziałem. – Na przykład nasze pierścienie mocy. aby stworzyć ten świat. przynosi ze sobą mały pierścień mocy. Nie patrzył na nich. aby rozmawiać. W tym właśnie momencie odczułem. ponieważ w tej chwili ci młodzieńcy są kręgiem cieni. kiedy traciłem równowagę. Miał wygląd zamożnego właściciela rancza. proszę cię. Don Juan głośno liczył za każdym razem. jakby uchwyciła mnie jakaś ręka. abym nie odwracał się. Chciałem zadać don Juanowi kilka pytań. Przede wszystkim chciałem się czegoś dowiedzieć o jego przebraniu. Don Juan był rozluźniony. Zatem każdy z nas już od urodzenia jest zahaczony. kiedy don Juan wyszedł zza skały. Chyba był zbyt nieśmiały. ale żarzące się węgle dawały wystarczający blask. aby dać mi czas na pożegnanie. Było w niej pusto. – Podaj mi przykład. nieruchomymi postaciami. Tych czterech młodych ludzi i ty sam nie jesteście jeszcze świadomi nie-działania. żebyś to zrozumiał. – Jednak spróbuj. Byli jak szereg kruczoczarnych posągów ustawionych na tle ciemności. . w którym miałem go zostawić. gdzie zostawiłem samochód. w jego oczach czaił się figlarny błysk. niech się zajmą swoimi sprawami – powiedział do mnie. Ale one naprawdę nie są dziwne. W końcu zatrzymał się. że będzie mi bardzo łatwo skorzystać z chodu mocy. – Usiądź. Nie ma możliwości. 15 kwietnia 1962 Kiedy rano zrobiło się wystarczająco jasno.

– Widzisz – kontynuował – każdy z nas zna działanie pokoi. Są uczniami człowieka. Don Juan nie odpowiedział. abyś na nich patrzył.Stwarzamy ten pokój. że mamy pieniądze. Młoda kelnerka przyniosła nam jedzenie. a kiedy zostawiła nas samych. Zapłaciłem kobiecie i dałem jej napiwek. Don Juan nie zwracał uwagi na mój protest. – To nieprawdopodobne! – wykrzyknąłem. podobnie jak i pozostali. w którym jesteśmy. Uświadomiłem sobie. Pomiędzy tym. zacząłem się wpatrywać w don Juana. że jesteśmy podejrzani. – Właśnie ci wszystko wyjaśniłem – odparł. Nie mam z tym nic wspólnego. bo don Juan szepnął mi. Poczułem niekontrolowany skurcz w żołądku. Ja go nie stwarzam. Nazwałbym go pierścieniem nie-działania. czy też nie. Nagle ogarnęło mnie zmęczenie. to wszystko – powiedział. Nasze pierścienie mocy właśnie w tej chwili snują istnienie tego pokoju. – Nie masz żadnego pojęcia o mocy. Zapewniłem go. nie-działanie jest równie wspaniałe i potężne. Don Juan jadł ze smakiem i był w doskonałym nastroju. – Czy nie powiedziałeś mi. . – Ty sam zrobiłeś resztę. – Wszyscy zostaliśmy nauczeni tego. Natomiast człowiek wiedzy rozwija inny pierścień mocy. – Może następne spotkanie z Mescalito ci pomoże? – zapytał. aby pokazać jej. że nie ma do ciebie zaufania – powiedział i wybuchnął śmiechem. – To znaczy. – Ten pokój jest tutaj sam z siebie. – Zahaczyłem jedynie mój pierścień mocy o twoje działanie. jaką daje ta zgoda. że jeszcze nie rozwinąłeś swojego dodatkowego pierścienia mocy i twoje ciało nie zna nie-działania – powiedział. – Czy są sprzymierzeńcami? – Nie. – Zaraz. tylko głośno się zaśmiał. że pokój. Bardzo spokojnie utrzymywał. Z tego powodu nie chciałem. Nie rozumiałem tego. czy don Juan nie mógł być w zmowie z młodymi ludźmi i wszystkiego tego zaaranżować? Zmieniłem temat i zapytałem o czterech uczniów. został powołany do istnienia i jest utrzymywany dzięki sile pierścieni mocy każdego człowieka. mówiąc. Mogło by ci to tylko zaszkodzić. przemienili się w coś całkiem różnego od tego. Zakończyłem ostateczną obroną. aby zgadzać się co do działania – powiedział łagodnie. ponieważ jest zahaczony o nie-działanie. Moja ciekawość była ograniczona tylko do jednej. Przybył mi z pomocą. Dzięki niemu może snuć inny świat. Ale ja czułem się przygnębiony. co znasz. którą jak zwykle było zwątpienie i brak zaufania oraz pytanie. co mówił. że to ostatnia rzecz. o jakiej chciałbym usłyszeć. – To prawda. że powinienem zapłacić. zaraz – powiedziałem. – Dlaczego nazwałeś ich cieniami? – Dlatego że w tamtym momencie zostali dotknięci mocą nie-działania. czego doświadczyłem na własnej skórze a jego wyjaśnieniem istniała przepaść nie do przebycia. czy włożył ten kostium pirata. Poprosiłem go o wyjaśnienie. – Twoje trudności polegają na tym. że nie mam zdolności. i że nawet nie brałem pod uwagę takiej możliwości. ponieważ w ten czy inny sposób spędzamy w nich większą część swojego życia. nie byłem też już głodny. którego znam. usiłując znaleźć sposób powrotu do naszej rozmowy. prozaicznej kwestii: chciałem wiedzieć. a ponieważ nie są tacy głupi jak ty. – Nie mam do niej pretensji. Chyba uważała. Na szczęście. że nie wkładałeś przebrania? – zapytałem. że ścieżka don Juana jest dla mnie zbyt stroma. aby zostać czarownikiem. – Wyglądasz jak wszyscy diabli razem wzięci. Nie miałem już więcej pytań. że są cieniami? – zapytałem. Wyraziłem te myśli.

że ponieważ nie jestem Indianinem. Wojownik jest jak pirat. aby uciec od działania naszego świata. dlatego też wojownik przemienia go w swój teren łowiecki. czego się nauczyłeś – powiedział. – Jesteś człowiekiem z tego świata i tu są twoje tereny łowieckie. czego chce. – Albo gdybym udał się z tobą na pustkowie. Ale w przeciwieństwie do pirata. nie mam naprawdę zdolności do tego. Dlatego wykorzystuje każdą jego cząstkę. Wyraziłem opinię. Nie ma sposobu. Będąc myśliwym. mogłoby mi się trochę lepiej powodzić w twoim świecie – powiedziałem. kiedy faktycznie jedną nogą jestem w tym świecie. wojownik wie. abyś mógł pozwolić swojemu ciału odnieść korzyści z tego. nie czuje się obrażony. używając wszystkiego. a drugą w tamtym. kiedy sam jest wykorzystywany. – Może gdybym potrafił wyplątać się ze wszystkich moich zobowiązań. pokazując na ruchliwą ulicę za oknem. Przyglądał mi się przez dłuższą chwilę. . nigdzie nie ma ze mnie pożytku.– Muszą ci się przytrafić bardzo drastyczne przeżycia. który nie ma skrupułów. że świat jest po to. żeby prowadzić niezwykłe życie czarownika. A teraz. aby go używać. – To jest twój świat – powiedział.

– Pozwól mi coś ci powiedzieć w związku z tą sprawą – odezwał się w końcu. aby przeżyć. Teraz musisz zrobić jeszcze więcej. a jego mięso będę mógł wysuszyć na pożywienie mocy. ale w tym szczególnym przypadku. wyjątkowe zwierzę. Kiedy już spotkałem się z nią. powstrzymał mnie poleceniem: – Siadaj. – Nie ja – odparł. Godny przeciwnik Wtorek. że posiada taki bogaty repertuar idiotycznych piosenek. a cała ta sprawa to podstęp. ale uznałem. W końcu. – Ta kobieta. że byłem przerażony. jakbyś nie wiedział kto – stwierdził. która tutaj grasuje. że ona dybie na niego. Wpatrywał się we mnie i wybuchnął śmiechem. – Gdybyśmy nie byli oszukiwani. króliki i inne gryzonie. don Juan powiedział mi. że musimy zostać. Musiałem przyznać. ale przez cały dzień nie mogłem nic złowić. że czeka na moją decyzję. Zabawiał mnie w ten sposób godzinami. – Zachowujesz się. Miałem ochotę wrócić. Byłeś w stanie dokonać wielu rzeczy. – Albo pójdziemy teraz do domu – kontynuował – albo poczekamy aż do zmierzchu. jaki efekt wywrą na mnie jego słowa. Ja wiem. Ona cię przeraża. a także przepiórki. śmiejąc się. To przedstawienie jest przecież dla ciebie. a on nie jest w stanie się obronić przed jej gwałtownymi atakami. Byłoby prościej i rozsądniej po prostu odejść. aby zostać myśliwym. Z jego ust nie padła ani jedna sugestia czy komentarz. Nigdy nie przypuszczałem. a jego interpretacja była tak komiczna. 11 grudnia 1962 Moje pułapki były doskonałe. że wpadłem we wściekłość. – A przecież od początku wiesz. że ona nigdy nie stanowiła dla niego żadnego niebezpieczeństwa. które złapie się w moje pułapki. Naśladował popularnych piosenkarzy. to miał rację. szczerze zdziwiony. nie będący złośliwym kawałem. uśmiechnął się i pokręcił niedowierzająco głową. Ponad miesiąc wcześniej doszło do straszliwej konfrontacji z czarownicą zwaną la Catalina. Może on jedynie wskazywać nam drogę i używać podstępu. don Juan wyznał. ich rozstawienie właściwe. że tego dnia muszę czekać na dar mocy. że nie ma sensu. Słysząc moje wybuchy gniewu. Zrobił pauzę. aby doprowadzać nas do ostateczności. i jeśli o ten rodzaj wiedzy mu chodziło. Kiedy wczesnym rankiem opuszczaliśmy dom. Jego metoda wydała mi się tak nieetyczna. których nie zrobiłbyś po to. – Co masz na myśli? – To tobie ktoś wchodzi w drogę i dlatego jest to twoje przedstawienie. oczekując. nigdy niczego byśmy się nie nauczyli. Wiedziałem. że polowanie sprawiło. że w końcu śmiałem się jak dziecko. aby ją pochwycić. Wydawało się. której wcześniej używałem i zanim zdążyłem się wypowiedzieć. co prawda. Sam mi powiedziałeś. że zapomniałeś o roślinach. Don Juan wydawał się zatopiony w myślach. Kiedyś też wziąłem cię podstępem. jak ponownie rozbudziłem w tobie ducha myśliwego. u schyłku dnia stwierdził: – Ktoś przeszkadza ci w polowaniu. że powie “la Catalina". Stanąłem z nią twarzą w twarz. wydaje mi się. ponieważ don Juan przekonał mnie. Widziałem wiewiórki. ale za to mający na celu złapanie mnie w pułapkę. ryzykując życie.17. Pamiętasz przecież. To samo wydarzało się mnie i będzie się wydarzać każdemu. Chciałem zaprotestować. kto to jest. – Przerażasz mnie – powiedziałem. – Kto? – zapytałem. takich. don Juan zaczął śpiewać meksykańskie piosenki. ty też. . Spojrzał na mnie. Zaczynałem zwijać cienką linkę. ażeby uczyć się o roślinach. Metoda dobroczyńcy polega na tym.

Zachichotała. małą dziewczynką i zasłoniła sobie usta. ale czy tak jest? Co naprawdę wiesz? Widzisz tylko działania ludzi. Nagle dwie wrony wyleciały zza wysokich krzewów i zniknęły za wzgórzem. że mamy czekać. ale wyglądała na silną i muskularną. że nie ma w niej nic. że ktoś idzie obok mnie z lewej. lecz zanim zdążyłem się obrócić. gdyż uśmiechały się tylko jej usta. co mamy robić z kobietą przeszkadzającą mi w polowaniu. białe i bardzo czyste zęby. Don Juan uznał. don Juan ruchem głowy dał mi znak. – To nie jest miejsce odpowiednie do czekania – powiedział szeptem. Było już zupełnie ciemno. Don Juan szedł po mojej prawej stronie i prowadził mnie. a później obeszliśmy wkoło dworzec autobusowy i miejscowy sklep. Don Juan kazał mi zaparkować koło restauracji. – Nie będę się z tobą kłócił. gdzie don Juan mnie przewrócił. Uśmiechała się. aby skomentować jej wygląd i zachowanie. że musimy zaczekać na omen. – Jeśli zobaczymy albo posłyszymy wronę. W jakimś sensie byłem zachwycony. – Jesteśmy racjonalnymi istotami. – Jedź powoli i zatrzymaj się przed sklepem – powiedział. ale prawie na śmierć przestraszył mnie swoim krzykiem. co będziemy tam robić. jakby była zawstydzoną. abym popatrzył. ona rozdepcze mnie jak bezbronnego robaka. Mogła być najwyżej po trzydziestce. – Jesteś istotą rozumną. nawet aby pozwolić mi otworzyć drzwi. w porządku – powiedział dziko. La Catalina stała w tym właśnie miejscu. Pochylił się. co ludzie robią tobie i innym. gwałtowny ruch. co trzeba. Miała duże. – W porządku! – wykrzyknął. Pojechaliśmy do pobliskiego meksykańskiego miasteczka. – Niech podejdzie bliżej. Kobieta zrobiła kilka kroków w kierunku samochodu i stanęła wyzywająco. a potem sam wsiadł. Najbardziej zaskoczył mnie jej wiek. Była bardzo ciemna i miała pulchne ciało. będziemy pewni. Nagle uświadomiłem sobie. Kiedy byliśmy na miejscu. co mogłoby mi zagrażać. – Ona jest właśnie tym godnym ciebie przeciwnikiem. Miała pełną. jakich kiedykolwiek spotkałem. Nie pytałem. W tym momencie poczułem.– To wszystko jest zwariowane – powiedziałem. aby popatrzeć. jeśli zechce – szepnął don Juan. że wydaje ci się. Po chwili kobieta powoli postąpiła kilka kroków do tyłu i zniknęła w tłumie. że wiesz dużo o świecie. – Ty jesteś racjonalny – odparł. – Ja nie. Zrobiła trzy albo cztery kroki w naszym kierunku i zatrzymała się może dziesięć stóp od nas. Odwróciłem się do don Juana. jakby coś podnosił z ziemi. i co z tego? Wciągnąłem go w dyskusję na temat tego. dowiemy się też gdzie – dodał. Spojrzeliśmy na siebie. Nie był wcale przyjacielski. – Oczywiście. Nie wiesz nic o tajemnicach świata. Jestem. – Nie odwracaj się do tej kobiety plecami. Twoje doświadczenia są ograniczone tylko do tego. – Jesteś jednym z najbardziej rozumnych ludzi. że jest ono naszym celem. – To znaczy. przypominał raczej grymas. Odjechaliśmy i don Juan stwierdził. że jesteś – upierałem się. Dał znak. którego obiecałem ci znaleźć – podsumował. . Dreszcz wstrząsnął całym moim ciałem. Zaczęliśmy iść na wschód. omiatając wzrokiem otoczenie. Czarne i zimne oczy czarownicy wpatrywały się we mnie uporczywie. don Juan zrobił szybki. Don Juan powoli obrócił się dokoła. Wzdrygnąłem się odruchowo. Don Juan zaniósł się swym gdaczącym rechotem. kiedy już na niego wpadałem. okrągłą twarz o wystających kościach policzkowych i dwa długie warkocze kruczoczarnych włosów. a później chwycił mnie pod pachę. Uśmiechnąłem się i pomachałem do niej. Łagodnie wpakował mnie do samochodu. aby na nią spojrzeć. Don Juan powiedział. Grzebałem się z kluczykami przez chwilę. że jest piękna. Zaciągnął mnie do samochodu i nie puścił mojej ręki. zanim podejmiemy decyzję. Obejrzałem ją sobie dokładnie i doszedłem do wniosku. do cholery! Szybko odwróciłem się. Znów zrobiła kilka kroków w stronę samochodu i teraz stała zaledwie pięć stóp od jego drzwi. aby iść za nim do samochodu. zajmować się panią czarownicą. że jeśli nie uporządkuję swojego życia i nie nauczę się tego. dlaczego dwie rozumne istoty muszą postępować w taki zwariowany sposób i jak my. Jednak w jej uśmiechu było coś niesamowitego.

kto poszukuje zdobyczy. Kilkakrotnie wskazywał głową na przestrzeń nade mną. bym znów tupał. jakby chciał pochwycić odgłosy dobiegające z chaparralu. Następnie dał mi znak. pokaże się. – Uderzaj znowu i bądź przygotowany. – Nie ma co owijać w bawełnę pytaniami: “Co to . kazał zwrócić się na południe. że każde włókno jego ciała wydawało się napięte do granic możliwości. mniej więcej robiłem to tak jak on. Od czasu do czasu uważnie nasłuchiwał. Don Juan pokazał palcem pewien punkt na jego zboczu. W pewnym momencie dał mi znak. – Nie odstrasz jej – szepnął mi do ucha. a ciało don Juana już na niego zareagowało. których świadkiem byłem kilka godzin temu. Był to dźwięk. wciągnął mnie do środka kręgu. gdzie zastawiłem pułapki. wybijając prawą nogą rytm. Zrobił to wszystko. Posłyszałem niesamowity. kojota. kto to był – powiedział. Kazał mi je pozbierać i rozebrać. ale dał mi znak. przyciągnięty hałasem. a później odpłynęła w powietrzu i wylądowała w krzakach za nami. ale don Juan postawił swoją stopę na mojej i dał mi znak. liści i drobnych kamieni kolisty obszar o średnicy pięciu czy sześciu stóp. że drży. jaki wydaje duże zwierzę poruszające się po suchych gałęziach. ale odmówił stanowczym ruchem ręki. po czym ponownie mnie zatrzymał. Don Juan pomógł mi się podnieść i w ciemności poprowadził mnie do miejsca. a on uśmiechnął się i położył palec na ustach. abym tego nie robił. że na pustyni nie ma niedźwiedzi. Kiedy nauczyłem się rytmu. Oczyścił z zeschłych gałęzi. Nagle przyskoczył do mnie i szepnął mi do ucha. Wybuchnął tak nagle. jak w nocnym koszmarze. dotarł do mnie specyficzny szelest z lewej strony. że zmierzch osiągnął teraz swoją pełną moc. Cały świat zdawał się jednolitą masą cieni pozbawionych dostrzegalnych granic. abym się rozluźnił i utrzymywał równy rytm. co się dzieje. don Juan sam przestał tupać. nakazując ciszę. na który składały się serie siedmiu takich samych uderzeń. – Zaczynamy – szepnął. jakby był gotowy do skoku na jakiegoś niewidzialnego wroga. – Uspokój się i nie trać głowy. Przykułem wzrok do tego punktu.Kiedy dotarliśmy tam. Wpatrywałem się w ciemność po lewej. bym zachował ciszę. Chaparral stał się ciemną masą. Don Juan kazał mi dalej uderzać nogą. że tupię jak królik i prędzej czy później ten. a tu nagle. abym przestał. Przez chwilę ciemna postać nakładała się na ciemnoniebieskie niebo. aby zobaczyć. Posłyszałem odgłos ciężkiego ciała spadającego na krzewy. a sam przyjął niezwykle czujną postawę. Chwyciłem don Juana za rękę. Tym razem wydawał się należeć do ptaka przelatującego nad wzgórzem. odległy krzyk zwierzęcia. – Co to było? – zapytałem: – Cholernie dobrze wiesz. Położył palec na ustach na znak. nie mówiąc ani słowa. że muszę naśladować jego ruchy. z głową lekko przekrzywioną na prawo. że nie zdążyłem zwrócić na niego uwagi. tak samo jak wzgórza i skały. zwrócone na południowy wschód. aż stanąłem twarzą w kierunku ciemnej masy wzgórza. a potem odwrócił mnie powoli i cicho. ponieważ stał obok mnie. okrążył je i wybrał miejsce u jego podnóża. a potem niesamowity okrzyk. Rozejrzałem się wkoło. słuchał z taką uwagą. – Po co to? – szepnąłem mu do ucha. Odpowiedział również szeptem. Wyglądał. Nic też nie powiedział przez całą drogę powrotną do domu. skoczył na mnie ciemny cień. po których następowały trzy szybkie tupnięcia. ale kazał mi robić to dalej. kiedy ciągle namawiałem go do wytłumaczenia mi wydarzeń. tyłem do wzgórza i szepnął mi do ucha. Znowu zaczął odmierzać rytm dłonią i gdy za drugim razem kazał mi się uciszyć. a kiedy przestałem. po czym porozrzucał kawałki na wszystkie strony. abym ci powiedział? – zapytał mnie don Juan. odmierzając rytm ruchem dłoni. Za każdym razem kiedy przestawałem uderzać nogą. Wrzasnąłem i upadłem na ziemię. a może jakiegoś nocnego ptaka. ale po chwili uświadomiłem sobie. ponownie usłyszałem ten sam krzyk. Zacząłem tupać zapamiętale. Próbowałem się dostosować do jego rytmu i po kilku nieudanych próbach. Przyszła mi do głowy myśl o niedźwiedziu. Zaczął jakby taniec. Ona tu jest. Niebo miało ciemnoniebieską barwę i nie było już widać chmur. Kiedy skończył. – Co chcesz. Chciałem mu pomóc. Poczułem.

ale Blas powstrzymał mnie. przypominając sklepikarzowi. Przez chwilę wydawało się. dopóki sklepikarz będzie płacił za każdą zniszczoną płytę. Miał nie dawać gotówki pod zastaw. w jego ślady poszli wszyscy pozostali. Motocykl Julia pozostawił za sobą chmurę kurzu. że aż łzy popłynęły mu po policzkach. W końcu zażądał gotówki pod zastaw. czy ona. stary Indianin. 12 grudnia 1962 Gdy tylko przyjechałem do osady Indian Yaqui. Julio upierał się. Gdy to mówił. Ktoś go wypuścił ze wzgórza. że jeśli dałbym gotówkę pod zastaw. Don Juan odmówił dalszego omawiania tego incydentu. Wyjaśnił swoim klientom zgromadzonym przed sklepem. . załamywał ręce i robił różne miny. u którego mieszkałem. Był gotów odwołać zabawę. dnia Dziewicy z Gwadelupy. później ustawił głos na maksimum. – On jest najgorszy ze wszystkich – dodał. że w przygotowaniach pomagał mu Julio. Don Juan wysłuchał mojego wytłumaczenia. Sprawdził. sklepikarz przedstawił warunki możliwe do zaakceptowania przez obydwie strony. komiwojażer. co mógł. sklepikarz sam potłukłby płyty. przecież ona będzie zmieniać płyty. Środa. że kiedy upadłem i spojrzałem w górę. co wydało mi się bardzo dziwne. którą zaplanował na dzisiejszy wieczór. że usiłuje dostać się do klientów. ściągnął go na ziemię. był podobny do latawca. w której wszyscy stanęli po stronie Julia. – Przestań się wykręcać – powiedział. że zabawa się skończyła. kto to był. Czy była to kobieta? Musiałem przyznać. ale opadała bardzo wolno. grupa Indian wyszła zza składziku. a potem zaczął się tak śmiać. Wymyśliłem sobie wyjaśnienie. ale przejąć odpowiedzialność za płyty i gramofon. nie twoja córka. Następnego dnia wyjechał. czy działa. Skoczyła na mnie z wysoka.było?" Ważne jest. czy ktoś inny będzie obsługiwał gramofon. zaczął głośno robić uwagi na temat smutnej sytuacji Yaqui. aby się dogadać z Julio. że dla niego nie ma żadnej różnicy. Sklepikarz zaczął się kłócić z Julio. który widziałem. zanim ci przyjdą do sklepu i wydadzą wszystkie pieniądze na alkohol. Powiedział. kiedy płytę można uznać za zniszczoną. Czynił gesty rozpaczy. Kształt. To właśnie ten ruch naprowadził mnie na pomysł z latawcem. podczas gdy ktoś inny. która zgromadziła się przed sklepem. meksykański sklepikarz powiedział mi. która przebyła jakieś piętnaście czy dwadzieścia metrów. który zaczął odłączać gramofon. – Przejdźmy do sedna sprawy. znajdujący się za nami. – Ty ponosisz za nie odpowiedzialność. Blas powiedział. który przyjeżdżał do osady dwa razy w miesiącu. – Wiem. aby załatwić jakąś tajemniczą sprawę. które bardzo dobrze pasowało. aby zbierać zaliczki na przyszłą sprzedaż taniej odzieży. który był już czerwony na twarzy. tak jak za nową. że wypożyczył gramofon i dwadzieścia płyt ze sklepu w Ciudad Obregon na zabawę. Stąd wziął się efekt płynącej w powietrzu ciemnej sylwetki. na którą udało mu się już znaleźć kilku nabywców. To jeszcze bardziej rozzłościło sklepikarza. aby uczcić Dziewicę z Gwadelupy. Ciągnie od nas pieniądze. Chciałem interweniować i zaoferować swoją pomoc. ile każda z nich ma rys – powiedział Julio. Julio kategorycznie stwierdził. a ja pojechałem odwiedzić kilku przyjaciół Indian Yaqui z innej osady. Julio przywiózł gramofon wczesnym popołudniem i podłączył go do dynama dostarczającego prąd do sklepu. aby nie dotykał żadnych przełączników. że robił wszystko. To z kolei wywołało długą dyskusję na temat tego. zobaczyłem ciemną sylwetkę kobiety w długiej spódnicy. Blas. – To wszystko jedno. Rozpowiedział już wszystkim. Od czasu do czasu zwracał się do dużej grupy Indian. że coś ściągnęło ją z jej toru i przeleciała nade mną z wielką szybkością. Później wydawało mi się. Blas spojrzał na nich i zaczął się śmiać. a potem rozbiła się w krzakach. że za każdą uszkodzoną płytę należy się jej pełna cena. – Niech sam da zastaw. gdy odjechał do bardziej odległych domów osady. i zaczai wybierać dwadzieścia płyt. zanim jeszcze się rozpoczęła. którzy nawet nie mogą pozwolić sobie na świętowanie swojego najbardziej szanowanego święta. – Powiedz to mojej córce – odparł tamten. więc dlaczego nie miałby zapłacić? Po długiej dyskusji.

daleko od światła i zejść im wreszcie z oczu. że czas iść do samochodu i wracać do domu. było tak przerażające. Jeden z młodych ludzi wymienił tytuł piosenki. Pomyślałem sobie. To. że ktokolwiek to jest. że całkiem nieźle widziałem. Yaqui nie tańczyli. Zauważyłem kilka ciemnych sylwetek. że ci Indianie byli klientami Julia i ukryli się za sklepem. Znowu zaczęła grzebać w stosie płyt. – Nieźle cię nabrali – powiedział uspokajająco. myśląc. Chciałem zagrać na zwłokę i roześmiałem się idiotycznie. Blas był już w domu i nie wydawał się przejęty moją opowieścią. rozmawiając z nimi i częstując ich alkoholem. który wyszedł wcześniej niż ja. Zanim dotarliśmy do domu Blasa. Drugi wręczył mi pełną czarkę teąuili i zażądał. Córka sklepikarza wybrała płytę i opuściła ramię gramofonu. Zabawa zaczęła się wcześnie. Postawiłem kolejkę dla wszystkich. nieludzkie wycie. To dało mi czas. Czułem. Doszedłem do wniosku. których znałem. że właśnie teraz popatrzyli tam. że najpierw zatańczę. a kobieta skakała jak ptak obok mnie. bezgwiezdna noc. usiłując zdecydować się. Przez chwilę myślałem. Zacząłem się przemykać w stronę domu Blasa. Dziewczyna obsługująca gramofon zaczęła szukać w stosie płyt. że płyta. Zanim doszedłem do ostrego zakrętu drogi. idących w przeciwnym kierunku. gdzie zaparkowałem. Byłem zmęczony. poszukując właściwej. Chociaż żadna z kobiet nie piła jawnie. Powiedziałem. co mówił Blas – powiedział poważnie. powinieneś zdać sobie sprawę. oraz trzy młode Meksykanki. Wszyscy ją otoczyli. Kiedy zauważyłeś. Wyraźnie dotknęło to wszystkich. Inny młody mężczyzna powiedział. że jestem macho. tajemnicza istota podniosła się. w stronę sklepu. Rozpoznałem ich i powiedziałem. udowadniając w ten sposób. ta miała trudności w nastawieniu aparatu. przecięła mi drogę. gdzie stałem i odkryli moje zniknięcie. Z wyraźnym zachwytem obserwowali każdy ruch tancerzy. Włosy na całym ciele dosłownie stanęły mi dęba. Podszedłem do zakrętu i powiedziałem: Buenas noches. Kiedy spojrzałem. jakby rzeczywiście bawiła mnie ta sytuacja. spotkałem dwie osoby. aby pobiec za sklep. Zaśmiałem się głośno. Indianie stali się gburowaci i zaczęli mnie obrzucać groźnymi spojrzeniami. do momentu. Była ciemna. Była pochylona mocno do przodu. ponieważ ludzie z osady zawsze chodzili w gęste krzaki. kiedy zauważyli. Meksykanie. czekając. ponieważ było słychać jedynie wysokie buczenie głośnika. Przez sekundę byłem sparaliżowany. Potem zacząłem szybko iść. że ja nie piję. Chciałem zlikwidować wszelki dystans. że następnego dnia pojechałem do domu don Juana zamiast do siebie. musi być pijany. Może to była tylko moja wyobraźnia. jakby osoba ta załatwiała swe potrzeby fizjologiczne. W odpowiedzi usłyszałem niesamowite. że zabawa jest wspaniała. niskie. że cień znajduje się po lewej stronie. Wyglądało. ale jednak je pozdrowiłem. dotrzymując mi kroku. Nie dałem mu czasu na powiedzenie czegokolwiek. zostawiając mnie w spokoju. Twarz don Juana posmutniała. Przeskoczyłem przez wąski. abym wypił ją jednym haustem. Jeden z nich chwycił mnie silnie za ramię i zaciągnął do gramofonu. Znajdowałem się już bardzo blisko domu Blasa. których nie znałem. więc przyspieszyłem kroku. ale wydawało mi się. – Nie traktuj zbyt poważnie tego.Powiedział mi. Stali się bardzo agresywni. że się zmartwił. ale łuna bijąca od składziku powodowała. . w tym samym momencie uzmysłowili sobie. Zabawa polegała głównie na odtwarzaniu płyt. Wtedy zauważyłem. Don Juan wrócił późnym popołudniem. jakby nagle odkryli. Było tam czterech młodych Meksykanów. Powalający ryk gramofonu wydawał się na drodze prawie tak samo głośny jak przed sklepem. a później będę pił. łącznie z komentarzem Blasa. Wyglądało to tak. tak jak planowałem. Stałem w cieniu krzaków. – On nie wie nic o walkach czarowników. aż odjedzie. co mam robić. tak że prawie się dotknęliśmy. co mi się przytrafiło. – Indianie uwielbiają dokuczać obcym. popijając tanią tequilę. iż wyjeżdżam. że nie pasuję do ich towarzystwa. że jeśli będę jechał powoli. po czym podskoczyła. nikt nie zauważy. Było to dziwne. którzy tańczyli z dwoma córkami sklepikarza. Mój sposób sprawdzał się. że ktoś siedzi albo kuca z lewej strony drogi. czemu towarzyszył głośny zgrzyt i wysokie buczenie. Krążyłem pośród Indian. że nie tańczę i to obraziło ich jeszcze bardziej niż Indian moja abstynencja. którą wybrała to nie twist. również pijani. suchy kanał przed domem i z hukiem wpadłem do środka przez cienkie drzwi. Zacząłem biec. Była to kobieta. Po chwili jednak wybuchnęły dźwięki twista. przeszła tak kilka metrów. Potem ryknęła trąbka i dołączyły do niej gitary. ludzie mamrotali: Buenas noches. Mijając mnie. Ludzie obsługujący gramofon widocznie dalej szukali płyty. że to któryś z uczestników zabawy. ale od razu wyrzuciłem z siebie całą historię.

Już prawie położyła na tobie łapę. Po długo trwającej ciszy zapytał mnie. ale wtedy musisz przyjmować za to pełną odpowiedzialność. i miejsce. – Byłaby okrutna. – Żadna gruba Indianka nie potrafi skakać w ten sposób – powiedział po przeanalizowaniu wszystkich danych. abym spróbował naśladować. Nie masz innego wyjścia. że nie powinienem chodzić na zabawy? – Nie. co mówił. poszedłeś na zabawę dla zabicia czasu. działania strategii. jeśli nie przeżyję? – Wojownik nigdy nie folguje sobie w takich myślach – powiedział. Godny przeciwnik może posłużyć jako bodziec. – Co powinienem robić? – zapytałem. – Ona będzie próbowała klepnąć cię w lewe ramię. w którymś z tych miejsc. którą ze mną prowadzi. gdzie tylko ci się żywnie podoba. Poza tym. kiedy dotarłem do domu. Ona wszędzie podąża za tobą. jak gdyby istniał jakiś czas do zabicia. co uważa za konieczne. Ale nie powinieneś też uciekać. – Po pierwsze. W ogóle nie mogłem się skoncentrować na tym. jeśli wymagałaby tego jego strategia. Teraz będziesz musiał nauczyć się całkiem innego działania. – Nie potrafi nawet biec tak daleko. jest okrutna. Próbowałem odtworzyć ten dźwięk i wyszło mi dziwne wycie. podąża za działaniem strategii. Jego słowa wywołały we mnie okropny lęk. Kiedy wojownik spotyka swojego przeciwnika. odległość. Robiłem notatki automatycznie. to strategia twojego życia. było niezręczne – powiedział. – Kiedy musi obcować z innymi. że już od teraz musisz mieć się na baczności – powiedział don Juan. ponieważ nie mógł opanować chichotu. co jest teraz ważne. – Twój przeciwnik depcze ci po piętach i po raz pierwszy w życiu nie możesz pozwolić sobie na działanie na łapu-capu. Odpowiedziałem. Wojownik żyje strategicznie. czego cię nauczyłem. Możesz chodzić. że miałeś trzecie spotkanie z godnym ciebie przeciwnikiem. że nie. Ogarnął mnie niepokój i oskarżyłem go o narażanie mnie na niepotrzebne niebezpieczeństwo. pewnego dnia podziękujesz jej za zmuszenie cię do zmiany swojego działania. – A co. kiedy będziesz miał chwilę słabości lub gdy nie będziesz czujny. znaczyłoby to.że chodzi tu o coś poważnego. jaką przebiegłem. Są tylko czyny. – Co za okropny sposób przedstawiania sytuacji! – wykrzyknąłem. Don Juanowi musiał się on wydać śmieszny. kiedy zaczyna się żyć jak wojownik. . że posiadałby pełną kontrolę i robiłby tylko to. co zrobiłeś tamtej nocy. najlepiej jak tylko jak umiem. nie jest się już zwykłym człowiekiem. Żaliłem się. – Co miałem robić? Zostać tam? – Właśnie. w którym zaczęła skakać. Pomyśl o tym w ten sposób: jeśli przeżyjesz ataki la Cataliny. żeby zabawiać się tobą czy drażnić cię albo niepokoić. jeśli dotyczyłaby zwykłego człowieka – powiedział. a potem zakrył twarz i zachichotał. krzyk. która dzieliła nas w momencie. którego sam się przestraszyłem. Potem kazał mi zrekonstruować przebieg wypadków. Popatrzył na mnie w skupieniu i uśmiechnął się. że la Catalinie udało się mi zaszkodzić. – Oczywiście wiesz. odległość. Dzięki la Catalinie możesz zrobić użytek ze wszystkiego. a w takim działaniu nie ma zwycięstw czy porażek. każdy skok kobiety wynosił co najmniej dziesięć stóp. – Wszystko. nie dlatego znalazłem ci godnego przeciwnika. który nie jest ludzką istotą. – Czy uważasz. Następnie don Juan zażyczył sobie. Tylko dzięki temu staje się niewrażliwy na ciosy. Poszedłby on na taką zabawę tylko wtedy. Odległość. Byliśmy cicho przez chwilę. a jeśli mnie wzrok nie mylił. – Nie ma sensu narzekać – odparł. czekając na moment twojej słabości. że gra. czy nie mam bólów za uszami lub bólów karku. Za każdym razem nie mogłem wykonać dłuższego skoku niż na cztery stopy. a wtedy on stwierdził. kiedy powiedziałem: Buenas noches. który posłyszałem. don Juanie? – Mówię. w jakiej znajdowała się ode mnie kobieta. że jeśli doświadczałbym nieprzyjemnych sensacji. nie uważam tak. Kazał mi skakać. – Jesteś teraz w pułapce – powiedział. – Co ty mówisz. musi stawić mu czoło. – Ale w momencie. kiedy ją spotkałem. – To. To cię osłabiło. Oznacza to oczywiście.

Zapytałem go, na czym polega działanie strategii. – Polega na tym, że nie jesteś zdany na łaskę innych ludzi – odparł. – Na tej zabawie, na przykład, zostałeś błaznem, nie dlatego że twoim celem było nim zostać, ale dlatego że zdałeś się na innych. Nie miałeś żadnej kontroli i musiałeś od nich uciekać. – Co powinienem zrobić? – Nie iść tam w ogóle albo pójść, aby dokonać jakiegoś specjalnego czynu. Po tym przekomarzaniu się z Meksykanami stałeś się słaby i la Catalina wykorzystała tę sytuację. Dlatego przykucnęła przy drodze i czekała na ciebie. Twoje ciało wiedziało, że coś jest nie w porządku, a jednak odezwałeś się do niej. To było okropne. Podczas takich spotkań nie wolno ci powiedzieć ani jednego słowa do swojego przeciwnika. Potem odwróciłeś się do niej plecami. To było nawet jeszcze gorsze. A później uciekłeś, i to chyba jest najgorsze z tego wszystkiego. Widocznie trafiłeś na zupełną niezdarę. Czarownik, godny tego imienia, natychmiast powaliłby cię w momencie, w którym odwróciłeś się, aby uciec. Na razie twoją jedyną obroną będzie stanie w miejscu i wykonywanie tańca. – O jakim tańcu mówisz? – zapytałem. Powiedział mi, że tupanie królika, którego mnie nauczył, jest pierwszym krokiem tańca, jaki wojownik rozwija przez całe życie, a w końcu odtwarza podczas swojej ostatniej próby na ziemi. Przeżyłem moment dziwnej trzeźwości, podczas którego stało się dla mnie jasne, że to, co zdarzyło się pomiędzy mną a la Cataliną za pierwszym razem, kiedy stanąłem z nią twarzą w twarz, było rzeczywiste. La Cataliną była rzeczywista i nie mogłem odrzucić możliwości, że faktycznie szła moim śladem. Nie potrafiłem jednak nadal zrozumieć, w jaki sposób to robi. Zaczęło mi świtać podejrzenie, że może don Juan mnie nabiera i to właśnie on w jakiś sposób wywołuje te dziwne efekty, których byłem świadkiem. Don Juan nagle spojrzał w niebo i powiedział, że jeszcze jest czas, aby pojechać i sprawdzić czarownicę. Przekonał mnie, że nie grozi nam niebezpieczeństwo, ponieważ tylko podjedziemy pod jej dom. – Musisz sprawdzić jej wygląd – powiedział. – Chodzi o to, abyś nie miał najmniejszych nawet wątpliwości. Ręce bardzo mi się pociły, tak że musiałem je ciągle wycierać ręcznikiem. Wsiedliśmy do samochodu i don Juan poprowadził mnie na główną autostradę, a później na szeroką, nie brukowaną drogę. Jechałem środkiem. Wielkie ciężarówki i traktory wyżłobiły głębokie koleiny, a mój samochód miał za niskie zawieszenie, ażeby jechać lewą lub prawą stroną drogi. Poruszaliśmy się powoli z powodu chmury kurzu. Żwir użyty do wyrównania drogi w czasie deszczu związał się z ziemią i teraz grudy wyschniętego błota i kamieni z hukiem uderzały o metalowe podwozie samochodu. Don Juan kazał zwolnić, kiedy zbliżyliśmy się do małego mostu. Siedziało tam czterech Indian, którzy nam pomachali. Nie byłem pewny, czy ich znam, czy nie. Przejechaliśmy przez mostek i droga łagodnie skręciła. – To dom tej kobiety – szepnął don Juan, wskazując oczami białą chatę, otoczoną wysokim bambusowym płotem. Kazał mi zawrócić i stanąć na środku drogi, aby przekonać się, czy kobieta będzie na tyle podejrzliwa, aby się pokazać. Staliśmy tak może z dziesięć minut. Mnie się zdawało, że to oczekiwanie nigdy się nie skończy. Don Juan nie powiedział ani słowa. Siedział bez ruchu, wpatrując się w dom. – Oto ona – powiedział, a jego ciałem wstrząsnął dreszcz. Zobaczyłem ciemną, złowróżbną sylwetkę kobiety wyglądającej przez otwarte drzwi. Wewnątrz było ciemno i to jeszcze bardziej podkreślało mroczność sylwetki kobiety. Po kilku minutach kobieta wyszła przed dom i obserwowała nas. Patrzyliśmy na nią przez chwilę, a potem don Juan kazał mi jechać. Brakowało mi słów. Mógłbym przysiąc, że to ona była tą kobietą, która skakała przy drodze w ciemności. Pół godziny później, kiedy wjechaliśmy na autostradę, don Juan odezwał się wreszcie do mnie. – Co na to powiesz? – zapytał. – Czy poznajesz tę sylwetkę? Długo wahałem się, zanim odpowiedziałem. Obawiałem się konsekwencji mojego potwierdzenia. Ostrożnie sformułowałem odpowiedź, mówiąc, że było zbyt ciemno, abym mógł być całkiem pewny.

Don Juan zaśmiał się i lekko poklepał mnie po głowie. – To była ona, prawda? – zapytał. Nie dał mi czasu na odpowiedź. Położył palec na ustach i szepnął mi do ucha, że nie ma sensu mówić czegokolwiek. Abym mógł przeżyć ataki la Cataliny, muszę wykorzystać wszystko, czego mnie do tej pory nauczył.

18. Pierścień mocy czarownika W maju 1971 roku odwiedziłem don Juana po raz ostatni. Poszedłem zobaczyć się z nim w takim samym nastroju, w jakim zawsze go odwiedzałem podczas naszej dziesięcioletniej znajomości, to znaczy znowu potrzebowałem uroku jego towarzystwa. Był z nim jego przyjaciel, don Genaro, indiański czarownik z plemienia Mazateków. Widziałem ich obu podczas mojej poprzedniej wizyty, sześć miesięcy temu. Zastanawiałem się, czy ich spytać, czy spędzili razem cały ten czas, kiedy don Genaro wyjaśnił, że tak bardzo lubi północną pustynię, że wrócił dokładnie na czas, żeby się ze mną zobaczyć. Obaj wybuchnęli śmiechem, jakby mieli jakiś wspólny sekret. – Wróciłem tylko ze względu na ciebie – powiedział don Genaro. – To prawda – zgodził się don Juan. Przypomniałem don Genaro, że podczas naszego ostatniego spotkania jego wysiłki mające na celu pomóc mi zatrzymać świat okazały się dla mnie fatalne w skutkach. Z mojej strony był to grzeczny sposób poinformowania go, że się go boję. Wybuchnął niepohamowanym śmiechem. Trząsł się i kopał nogami jak dziecko. Don Juan starał się na mnie nie patrzeć i również się śmiał. – Chyba nie masz zamiaru próbować pomagać mi znowu, don Genaro? – spytałem. Moje pytanie wywołało ich spazmatyczny śmiech. Don Genaro tarzał się po ziemi, potem położył się na brzuchu i zaczął pływać po podłodze. Kiedy zobaczyłem, co robi, wiedziałem, że już po mnie. W tym momencie moje ciało w jakiś sposób uświadomiło sobie, że dotarłem do końca. Nie wiedziałem jednak, co miało być tym końcem. Moje osobiste skłonności do dramatyzowania oraz poprzednie doświadczenia z don Genaro kazały mi przypuszczać, że mógł to być koniec mojego życia. Podczas ostatniej wizyty don Genaro próbował przepchnąć mnie przez próg zatrzymania świata. Jego wysiłki stały się na tyle dziwne i groźne, że sam don Juan kazał mi wyjechać. Demonstracje mocy don Genaro były tak niesamowite i tak zbijające z tropu, że zmusiły mnie do całkowitej zmiany opinii o sobie. Wróciłem do domu, przejrzałem notatki, które sporządziłem na samym początku mojej praktyki i w tajemniczy sposób opanowało mnie zupełnie nowe uczucie. Nie byłem go świadomy aż do momentu, w którym zobaczyłem pływającego po podłodze don Genaro. Pływanie po podłodze, pasujące do innych dziwnych i dezorientujących poczynań, które don Genaro wykonywał na moich oczach, rozpoczęło się, gdy leżał na brzuchu. Najpierw zaśmiał się tak bardzo, że aż zadrżał konwulsyjnie, potem zaczął kopać nogami, a w końcu zharmonizował ich ruch z wiosłowatymi pociągnięciami ramion i don Genaro zaczął się ślizgać po ziemi, jakby leżał na desce na kółkach. Wiele razy zmieniał kierunek, przemierzając całą przestrzeń przed domem, manewrując pomiędzy mną a don Juanem. Don Genaro błaznował przede mną już nie raz, a zawsze, kiedy to robił, don Juan twierdził, że byłem na progu widzenia. Niemożność widzenia wynikała stąd, że upierałem się przy racjonalnych próbach wytłumaczenia wszystkich czynności don Genaro. Tym razem pilnowałem się i kiedy zaczął pływać, nie usiłowałem tego zrozumieć ani wyjaśnić, po prostu obserwowałem go. Jednakże nie mogłem pozbyć się uczucia osłupienia. On faktycznie ślizgał się na brzuchu i piersiach. Kiedy go obserwowałem, moje oczy zaczęły zezować. Ogarnęła mnie fala strachu. Byłem przekonany, że jeśli zaniecham wyjaśniania tego, co się działo, będę widział, i myśl ta napełniała mnie wyjątkowym niepokojem. Moje napięcie wzrosło do tego stopnia, że w jakiś sposób znowu znalazłem się w punkcie wyjścia. Jeszcze raz zostałem uwięziony w wysiłkach racjonalizowania. Don Juan musiał mnie obserwować. Nagle poklepał mnie po ramieniu, a ja automatycznie odwróciłem się do niego i na chwilę spuściłem don Genaro z oczu. Kiedy znów spojrzałem na niego, stał przy mnie z lekko przechyloną głową. Jego podbródek opierał się prawie o moje prawe ramię. Moja reakcja była opóźniona. Przez sekundę patrzyłem na niego, a potem odskoczyłem ze strachem. Jego udawane zdziwienie wyglądało tak komiczne, że zacząłem się histerycznie śmiać. Jednakże uświadamiałem sobie niezwykłość tego śmiechu. Moim ciałem wstrząsały nerwowe drgawki rozchodzące się od pępka. Don Genaro położył mi rękę na brzuchu i konwulsyjne fale ustały. – Ten mały Carlos zawsze tak przesadza! – wybrzydzał. Potem, naśladując głos i mimikę don Juana, dodał:

– Myślę. że tak – przyznał don Juan. zasypiasz – powiedział. Usiedli przed domem don Juana. że nabijają się ze mnie. – Myślę. ale on zaraz usiadł. Zazwyczaj jesteśmy zbyt zajęci. Wojownik zaś pozostaje zawsze czujny i uporządkowany i posiada energię i spryt konieczne do jego pochwycenia. – Obawiam się. że robię to cały czas – odparłem. zapraszając. Wygląda to tak. Nam wszystkim. Pomyślałem. Don Genaro pokiwał głową z aprobatą. albo po prostu zbyt głupi i leniwi. Trwali tak bez ruchu przez długi czas. – Mały Carlos jest naprawdę uporządkowany i absolutnie uważny. że wojownik jest tego świadomy. że się oszukuję. Otworzyłem oczy. że ma zamiar znowu zacząć swoje niepokojące popisy. . jakby naprawdę spał. Musiałem zasnąć. Don Genaro uniósł brwi i rozszerzył nozdrza. około południa. Nie wiedziałem. Później obydwaj po prostu poszli sobie. że jest – odpowiedziałem z przekonaniem. Obudził mnie rechot don Juana. prawie nieobecni. że nikt nie mógłby zapomnieć czegoś takiego. że wojownik nigdy nie śmieje się w ten sposób? Jego karykatura don Juana była tak dobra. aby ją złapać. że tak – odpowiedziałem. Różnica pomiędzy zwykłym człowiekiem a wojownikiem polega na tym. krzyżując nogi. Prawda. co mógłbym w tym momencie powiedzieć. jakby bardzo mała różdżka pojawiła się przed nami. don Juan. jednak kciuki jego rąk spoczywających na podołku poruszały się rytmicznie. Przez chwilę myślałem. szczęśliwy traf. sprawiając wrażenie. jakkolwiek by to nazwać. Spojrzał na mój notatnik i udawał. osobista moc. – Pamiętasz. śmiejąc się. Nie powiedzieli ani słowa. że są śpiący i zmęczeni. czy też nie. Genaro? – Prawda – odpowiedział obojętnie czarownik. tak że kiedy pojawia się ten centymetr okazji. Wrócili po dwóch godzinach. – Myślę. Stwierdziłem. że moje zapewnienie o rzekomym uporządkowaniu mogło ich zirytować. że jesteś czujny tylko w stosunku do rzeczy. – Tak – powiedział łagodnie. Zaniepokoiłem się i zmieniłem na chwilę pozycję. Don Juan miał uchylone usta. że teraz jestem bardziej świadomy niż kiedykolwiek – powiedziałem i naprawdę tak uważałem. ale wierzę. czy jesteśmy wojownikami. Don Genaro położył się na plecach i zaczął wierzgać nogami w powietrzu. – Zupełnie nic. – Bardzo możliwe. że pisze. – Kiedy nie mówisz. – Możliwe. Jednym z jego zadań jest bycie świadomym i rozmyślne oczekiwanie. Potem poczułem kojący spokój. Jego pytanie pojawiło się nagle i nie miało związku z tematem naszej rozmowy. Chodziło mu o wydarzenie. wojownik wykazuje się niezbędną szybkością i wprawnie go chwyta. Obaj mi się przyglądali. Wydawało mi się. więc siedziałem cicho. jest szczególnym stanem rzeczy. dopóki on nie powiedział. – Nazywam to centymetrem sześciennym okazji. że zacząłem się śmiać jeszcze bardziej. jak zablokowałem twój samochód? – od niechcenia spytał don Juan. że potrafisz złapać swój centymetr sześcienny okazji? – spytał don Juan z niedowierzaniem. – To było nic – orzekł don Juan rzeczowo.– Nie wiesz. że go odblokował. które znasz – powiedział don Juan. kiedy to nie mogłem uruchomić silnika. że Carlos jest bardziej uporządkowany niż kiedykolwiek – powiedział don Juan do don Genaro. wyskakuje od czasu do czasu przed nosem taki centymetr sześcienny okazji. Wydawało mi się. niezależnie od tego. jakby mówił do siebie. Okazja. – Sądzę. żeby uświadomić sobie. czego powinieneś już być świadomy – powiedział don Juan. – Może jest zbyt uporządkowany – burknął don Genaro. – Jest coś. – Uważasz. że jest im wygodnie i że są odprężeni. że to jest właśnie nasz centymetr sześcienny okazji. – Nie chciałem się przechwalać – powiedziałem. – Czy twoje życie jest uporządkowane? – spytał mnie nagle don Genaro.

ale don Juan dał mi znak. Samochodu nie było nigdzie w zasięgu wzroku. co z samochodem. jakby prządł niewidzialną nitkę. że zniknął. co stało się z samochodem? – spytał don Juan potulnie. Byłem zdezorientowany. Samochodu nie było! Zbiegłem ze wzgórza. Ich kroki były dłuższe niż zwykle i poruszali rękami. Musieli to zauważyć. zabieraj stąd ten samochód. co z samochodem. co wtedy zrobiłeś. Przeżyłem moment euforii. – Co ja miałem na myśli. Zauważyłem. gdzie zaparkowałem samochód. don Juanie. włączyć silnik i odjechać – odpowiedział don Genaro z niewzruszoną powagą. Może pół godziny wcześniej poszedłem do niego po nowy plik papieru do pisania. – Chodźmy sprawdzić. Genaro? – Prawda! – potwierdził don Genaro najgłośniejszym głosem. W głowie miałem kompletny chaos. Don Juan poruszał rękami. że on może zabrać stąd mój samochód? – zapytałem. jakby mnie to wcale nie poruszyło. a don Genaro z lewej. ponieważ było bardzo gorąco. co z samochodem. Prawda. cały czas w polu mojego widzenia. – Dalej. Patrząc na niego. Wstali powoli. jaki kiedykolwiek słyszałem. Genaro? – Prawda – odpowiedział Genaro. więc zostawiłem samochód. – Tak! – zawtórował mu don Genaro. nadając jego spojrzeniu wyraz łobuzerskiej przenikliwości. mówiąc. don Juan z prawej. marszcząc brwi i krzywo na mnie patrząc. poruszając rękami tak. że mogę wsiąść do jego samochodu. – To. – Robi się! – powiedział don Genaro. co z samochodem – powiedział znowu don Genaro. Zaczęliśmy wchodzić na małe wzgórze przed domem don Juana. robiąc dokładnie to co ja. Samochód stał tam od mojego przyjazdu wczesnym rankiem. Przez chwilę nie wiedziałem. po którym nastąpiło męczące uczucie rozdrażnienia. czy gdzieś tam nie stoi. jakby rolowali w nich ciasto. – W porządku! – powiedział spokojnie don Juan.– Co chcesz przez to powiedzieć? – zaprotestowałem. po czym don Juan poklepał mnie po plecach. Wpatrywali się w dal. jakby chłostali albo trzepali jakieś niewidzialne przedmioty przed sobą. Powtórzył: – Sprawdźmy. aby przekonać się. . Don Genaro robił to samo. Don Juan i don Genaro dołączyli do mnie i stali przy mnie. po czym dodał takim samym tonem: – Prawda. – Też wybrałeś kryterium! – odparował don Genaro. na plac u podnóża wzniesienia. Moim żołądkiem wstrząsnął skurcz. Doszliśmy do szczytu i spojrzałem w dół. co mam robić. Jeszcze raz rozejrzałem się dookoła. Szli może sześć albo siedem stóp przede mną. – Co on potrafi zrobić? – zapytałem. zamknięty. Genaro? – zapytał don Juan. – Chciałeś powiedzieć. Odruchowo podskoczyłem. wydymając wargi jak dziecko. Podszedłem do skraju placu. – Sprawdźmy. czułem się nieco zakłopotany. – Genaro potrafi zrobić coś znacznie lepszego niż zablokowanie twojego samochodu. Nie pamiętałem don Juana wygłupiającego się w taki sposób. Otoczyli mnie z dwóch stron. – Odjechałem nim – powiedział don Genaro i wykonał zadziwiający ruch przełączania biegów i poruszania kierownicą. Szli w podskokach. Moim ciałem wstrząsnęły trzy czy cztery nerwowe skurcze. – Chodźmy sprawdzić. – Co miałeś na myśli. jak myślisz. Nie mogłem uwierzyć. bo zaczęli chodzić dookoła mnie. Genaro – ponaglał go don Juan żartobliwie. całkowicie przekracza moje możliwości pojmowania. usiłując sprawiać wrażenie. – Genaro może zabrać stąd twój samochód! – wykrzyknął gromko don Juan. Obaj wybuchnęli śmiechem. – Genaro. Pomyślałem wtedy o zostawieniu otwartych okien. że jego brwi falowały. żebym poszedł z nimi. ale wielka ilość komarów i innych latających owadów skłoniła mnie do zaniechania tego zamiaru. jak zwykle.

że mojego samochodu nie było. . że zamknąłem drzwi. żeby poszła krew. w którym go zaparkowałem. Zaczął imitować odgłos silnika i do tego wszystkiego. równie tajemniczo. niepojęte. Nie miałem śmiałości spojrzeć na don Juana. że w takich stanach nie da się kontrolować upływu czasu. że przyglądam się dolinie znajdującej się za mną. Pantomima don Genara była zdumiewająca. Wpadłem w wir racjonalizowania. Istniała także inna możliwość. Powiedziałem im. i że właśnie to udawanie mnie rozzłości. na przykład. z pomocą tego samego kamienia możesz rozbić sobie jaja na tamtej skale. że cokolwiek się działo. zupełnie nagle. Don Juan śmiał się do utraty tchu. według logicznego porządku. – Wszystko w porządku – powiedział. Podczas moich doświadczeń z don Juanem zauważyłem. imitując przyciskanie sprzęgła. włamał się do mojego samochodu. niepewność i rozdrażnienie. utkwione w don Juanie. Teraz. Potem. że gdyby mnie zahipnotyzowali. najwyraźniej utrzymywany jedynie dzięki mięśniom nóg. Przyszło mi do głowy. że ktoś. Don Juan podszedł do mnie i poklepał mnie po plecach. musieliby go po prostu przenieść. naśladując mój głos i parodiując mój zwyczaj zadawania pytań don Juanowi. Pisał w niewidzialnym notesie. kiedy don Juan konfrontował mnie z niewytłumaczalnymi zjawiskami. jakie to będzie cudowne uczucie! A jeśli nawet to ci nie pomoże. że jest pewien. ale kiedy świat jest we właściwej pozycji. Podpatrzył nawet moje próby pisania bez spoglądania do notesu. Don Genaro był nadzwyczaj wyrozumiały. uruchomił silnik i odjechał. Ich śmiech działał kojąco. że udawałem iż nie wiem. Wszystkie stany niezwykłej rzeczywistości. których doświadczałem. Doszedłem więc do wniosku. Wziąłem głęboki oddech i poczułem się lepiej. udawał. w następnym momencie świadomości. w którym stracę świadomość ciągłości zdarzeń i płynięcia czasu. Czułem się zagrożony i skrępowany.. musiałby posiadać specjalistyczną wiedzę. a lewą wyciągnął. O. będący z nimi w zmowie. pozbawione były jakiegoś stałego porządku. leżące na ziemi. myślimy. że jesteśmy do góry nogami. uczucie złości odeszło. odnoszącego się do upływu czasu. Nagle poczułem się spokojny i szczęśliwy. aż w końcu rzucałem nimi w nieświadomej i niepohamowanej furii. Don Juan kontynuował ten bełkot. Wymagałoby to pracy. wtedy my jesteśmy do góry nogami. osiągnąłbym odmienny stan świadomości. podczas gdy don Genaro parodiował mnie. kiedy i my. zaciągnąłem ręczny hamulec. jakby ten wielki gniew był w rzeczywistości poza mną i nagle na mnie spadł. Potem przeniósł ciężar ciała na prawą nogę. było to niemożliwe. Pomyślałem. i świat jesteśmy we właściwej pozycji. wrzuciłem bieg i zablokowałem kierownicę. jak wypalam się od środka. której żaden z nich nie mógł wykonać. Byłem całkowicie pewien. Jedynym prawdopodobnym wytłumaczeniem było to. Kołysał się i podskakiwał. w stylu: – Kiedy świat jest do góry nogami. Ogarnęło mnie rozdrażnienie. Mój wybuch gniewu zawstydził mnie. który obija się w szoferce. a nie wypuszcza z dłoni kierownicy. co się dzieje. przy czym nie mógłbym sobie przypomnieć. że jeśli postaram się być uważny. Przez chwilę zapomniałem o wszystkim i śmiałem się do rozpuku. ale równocześnie chciało mi się śmiać. Było to zupełnie tak. Mój umysł zawsze pod wpływem stresu. wtedy my jesteśmy we właściwej pozycji. widziałem. Nie wiem. że wpadł na wyboje na drodze. jak zwykle w takich sytuacjach. Jednakże. Don Juan chichotał. Czułem. Aby to jednak zrobić. – Folguj sobie dalej. jak robię notatki. że wstydzę się swojego żałosnego zachowania. co we mnie wstąpiło. Don Juan powiedział coś absurdalnego. bezwolnie i konsekwentnie. przyjdzie taki moment. że zahipnotyzowali mnie.. To tak. ale nie byłem w stanie się odprężyć. żeby podnieść mój samochód i zabrać go z miejsca. jak się pojawiło. Pomyślałem. Kilka razy poklepał mnie po plecach. bezbłędnie naśladując niedoświadczonego kierowcę. Potem możesz wziąć kamień i wybić sobie zęby.Zgiął nogi. zgodnie z którym byłem przyzwyczajony oceniać świat. Don Genaro objął mnie ramieniem. jakbym. Ich ruchy wydawały się mi tak osobliwe i tak podejrzane. aby nie przerywać naturalnej płynności rozmowy. a potem. Chciałem przyłączyć się do nich. Don Juan stwierdził. – To zdarza się nam wszystkim – powiedział don Juan. odkrył. i zacząłem kopać małe kamienie. która była poza ich zasięgiem. ilu pomocników potrzebowaliby don Juan i don Genaro. Zacząłem się zastanawiać. tak jakby siedział i przez chwilę trwał w tej pozycji. że doskonale wiem. rozszerzając nozdrza i mając oczy szeroko otwarte. powtarzał ten sam schemat. w pewnej chwili patrzył na góry. don Juanie? – zapytał don Genaro. – Co chcesz przez to powiedzieć. Żeby go ruszyć. Jego przedstawienie było doprawdy zabawne. że zostałem oszukany za pomocą zwykłych środków. Znów ogarnął mnie lęk. jakiego nie doświadczyłem nigdy wcześniej. Walnij się w nos.

czy nie ma pod nim mojego samochodu. a dlaczego nie? – odparował don Genaro i obaj wybuchnęli śmiechem. Tu go nie ma – ogłosił. że gdyby teraz przydarzyło mi się coś takiego. poszukali grubego kija i użyli go jako dźwigni. jak niewiarygodnie silne były ich ciała. – Na Boga. co stało się z moim samochodem. – Na Boga! Jakże może go znaleźć pod kamieniem? – zaprotestowałem. bo pobiegli za mną. To stwierdzenie powaliło ich na ziemię. a don Genaro wył jak kojot. – Gdzie jest mój samochód? – zapytałem. Poczułem. szczególnie don Juana. przebadał znajdującą się pod nim ziemię. doznałem nagłego olśnienia. natychmiast zabrali się do pracy.żebym się odwracał. Przy nich byłem zwiotczałym młokosem. Genaro? – spytał don Juan z wyrazem najwyższej powagi. Obrócił każdy kamień. – Nie. Kiedy wchodziliśmy na wzgórze i dochodziliśmy do zakrętu na ścieżce. mógłbym wytłumaczyć to. On robi to samo. Obserwowałem ich przez chwilę. co mi przyszło do głowy. Don Juan klasnął w ręce i rzucił kapelusz na ziemię. Stwierdziłem. ale i poważnym tonem. – On jest tak samo dokładny i drobiazgowy jak ty. Nie mogliśmy ruszyć kamienia. Posapywali i pokrzykiwali. Ich poczynania były zupełnie niezrozumiałe. to wytrzaśniesz to choćby spod ziemi. Bardzo szybko również i ja obficie oblałem się potem. jako przypadek hipnozy. Don Juan odwrócił się do mnie z promiennym uśmiechem i powiedział: – Chodź. żeby zobaczyć. Spróbował go odwrócić. pomóżmy Genarowi. Byli mokrzy od potu. Chichotał. Gorączkowo przeczesał plac. Po mozolnych poszukiwaniach don Genaro znalazł długą i dość grubą belkę. dając upust swej udawanej frustracji. że zachowują się absurdalnie i chociaż nie mam pojęcia. Don Genaro przyjrzał mi się. rycząc ze śmiechu. – Gdzie jest samochód. Don Juan zasugerował. Od czasu do czasu udawał. – Co on robi? – zapytałem. że don Juan ma całkowitą rację. jakby zupełnie zapomniał o mojej obecności. Kiedy już dotarliśmy na miejsce. że don Juan wije się z bólu. Don Genaro właśnie cisnął kolejnym kamieniem. Pomyślałem. Zaśmiałem się nerwowo. Walczył z nim. bo w rzeczywistości on chce być taki sam jak ja. co mi robią. Don Genaro poklepał mnie po ramieniu i powiedział. to jest to niepotrzebne. w którym stał mój samochód. Zauważyłem. ale kamień był za ciężki i zbyt głęboko osadzony w ziemi. więc dołączyłem się do nich. zakrył twarz i położył się na ziemi i trząsł się ze śmiechu. Don Juan i don Genaro musieli zrozumieć. Po drodze powiedziałem im. a don Genaro z cierpliwością i dokładnością. Sam powiedziałeś. Wydawało się. żebyśmy poszli do domu. Don Juanowi scena ta niesamowicie się podobała. gdy natknął się na głaz sporych rozmiarów. Przełożył ją sobie przez ramię i zaczęliśmy powrotną wędrówkę do miejsca. Popatrzył na mnie z błyskiem szaleństwa w oku i rozszerzył nozdrza. ale kiedy spojrzałem w dół. na którym zaparkowałem samochód. że mogę jedynie obserwować każdy szczegół z wyjątkową dokładnością. i ciskał kamień w krzaki. Rzeczywiście byli pochłonięci zadaniem odwrócenia głazu. u stóp wzgórza go nie było. która doprowadzała mnie do szału. Nie mogłem już tego znieść. . jedyny duży kamień na tym terenie. aż się spocił. W końcu udało nam się przesunąć głaz. – Szuka twojego samochodu – powiedział don Juan niedbałym. Nie udawali. że znajdę samochód przed nimi. że jak czegoś potrzebujesz. – Genaro jest bardzo dokładnym człowiekiem – powiedział don Juan poważnie. skąd widać było płaskie miejsce parkingowe. Potem usiadł na tym głazie i zawołał na pomoc don Juana. Don Genaro zaczął odwracać małe kamienie i zaglądać pod nie. że pracują. że się złości. zwracając się do nich obu.

– Wiem. – Co widziałeś? – Widziałem coś tak dużego jak wrona. Don Genaro trzymał zamkniętą dłoń przed nami i dał znak. a potem drugim. żeby stawić opór wiatrowi. przeszukując ich listowie. że znajdujemy się na zbyt wyboistym terenie i że znalezienie tutaj samochodu nie byłoby pożądane. Don Genaro nie przejmował się tym i zakończył swoje dzieło przyczepieniem długiego sznurka do . Przeszliśmy tylko kilka metrów. patrząc najpierw jednym okiem. ale kącikami oczu. Oparł brodę na złożonych dłoniach. – Robię latawiec z mojego kapelusza – powiedział do mnie. że rondo słomianego kapelusza jest zbyt kruche. po czym zanurkował po długą gałąź z suchymi liśćmi. Ostrożnie podniósł ją. Potem zaczął powoli ją otwierać. robiłem niezwykle skomplikowane i wiedziałem. Obaj wpatrywali się w malutkie nierówności w ziemi. abyśmy stanęli. szedłem chaparralem. a atmosfera robi się coraz bardziej gorąca. tak samo jak robiłem to setki razy podczas mojego życia. posiadało taką samą ciągłość jak zwykle. Natomiast don Juan uznał. no nie? – spytał mnie don Genaro. Wybaczcie! Obaj przyjrzeli mi się badawczo. przez pewien czas zaglądał do środka i powiedział. że tak – odpowiedziałem. Don Genaro stwierdził. Kiedy weszliśmy w chaparral. co widziałem. znowu mnie otoczyli. ale oni potraktowali je chyba jak najzabawniejsze zdanie wypowiedziane tego dnia. krzewów i drzew. zbadał i zauważył. stanął na palcach i wyciągnął ręce nad głową. abyśmy zrobili to samo. Kiedy weszliśmy w krzewy. Szybko wstał. Don Genaro dał ręką znak. zaglądał za krzaki i wspinał się na małe drzewka paloverde. – Nie myśl – rozkazał don Juan. Poszliśmy dalej. Don Juan wskazał ruchem głowy. żebyśmy byli cicho. Stali naprzeciwko mnie i nie patrzyli ma mnie bezpośrednio. Przyjrzałem mu się i wiedziałem. który rósł kilka kroków dalej. – Nie sądzisz. Don Genaro zdjął kapelusz i jego pasek powiązał z kawałkiem sznurka ze swojej torby.– W którą stronę teraz pójdziemy? – spytał po długiej przerwie don Genaro. Utrzymywał tę pozycję przez chwilę. które wyglądały jak niewielkie wzgórza. – Myślę. Przenosiłem spojrzenie z bliższego planu na dalszy. Kiedy byłem dzieckiem. Jego głos był zachrypnięty od śmiechu. prawda? – zapytał mnie don Juan. Było to długie spojrzenie. Następnie don Genaro położył się na ziemi na brzuchu i poprosił nas. Obaj skakali i śmiali się. prawie tracąc równowagę. że samochodu tam nie ma. abyśmy podeszli bliżej. że Carlos ma dość – powiedział don Juan. że nie poleci – powiedziałem. don Juan zrobił to samo. a latający obiekt tak duży. że tam też nie ma samochodu. Z drugiej strony sam kapelusz jest za głęboki. Nie zamierzałem żartować. – Dokąd idziemy? – spytałem – Szukać twojego samochodu! – powiedział don Juan bez cienia uśmiechu. Na palcach podszedł do okrągłego krzaka. Moje konsekwentne i uporządkowane widzenie świata. Moje słowa były zgodne z tym. co widziałem lub czego dotykałem. aż zabrakło im tchu. Nagle don Genaro wykonał prawą ręką szybki ruch i coś złapał. – To nie był samochód – pożalił się don Genaro. Don Juan zrobił to samo. – To była pieprzona mucha. potem do żółtej kitki zamocowanej u ronda przyczepił swój wełniany pasek. Jego palce były zagięte jak szpony. Dotykałem skał. co spowoduje zawirowania wiatru wewnątrz niego i uniemożliwi poderwanie kapelusza z ziemi. co wyleciało z jego ręki – powiedziałem. – To była mucha. że to poleci. kiedy don Genaro dał znak. Według wszystkich możliwych kalkulacji. Zgiął plecy w łuk. że żartuje. Kiedy rozwarł ją do połowy. żeby na koniec stwierdzić. Ruch był tak nagły. Z miejsca. Przez cały czas drobiazgowo rejestrowałem wszystko. ciało don Genara przypomniało kształt litery “S". że jest już bliski odnalezienia mojego samochodu. Don Juan podtrzymał mnie. gdzie stałem. wyleciało z niej coś dużego i czarnego. że samochodu tam nie ma. tylko po to. – Myślę. że odskoczyłem do tyłu. Zawsze uważałem się za eksperta od latawców.

Było tak. Mój umysł rejestrował bardzo chaotyczny obraz. – Nie gap się na samochód. Na chwilę pochłonęły mnie wspomnienia i straciłem świadomość upływającego czasu. żeby wskazać mój samochód. usłyszałem. automatycznie wyskoczyłem z samochodu i otworzyłem im drzwi. Wydarzyło się to z taką prędkością. jak don Juan i don Genaro ryczą ze śmiechu. Kiedy dojechaliśmy do domu. jaką kiedykolwiek odbył. że coś we mnie było bliskie wydostania się na powierzchnię. że to dziwne. Chciałem uwierzyć w to drugie.całej konstrukcji. bo zwykle siadał na przednim siedzeniu. Don Genaro zbiegł ze wzgórza. Patrzenie na latawiec wywołało me wspomnienia z dawnych czasów. ale utrzymywał się w powietrzu. Zupełnie nie byłem sobą. jakby ktoś właśnie go tam postawił. a don Juan trzymał jego kapelusz. Zaraz zabolała mnie też głowa i zrobiło mi się niedobrze. Zanim zasnąłem. że don Genaro coś krzyczy i zobaczyłem znów latawiec. Myśli i obrazy nachodziły mnie niekontrolowanymi falami. Ale nie miało to naprawdę znaczenia. jak to nazwał. jakieś sto stóp ode mnie. jedno rozwiązanie było równie niesamowite jak drugie. Nie zwracałem na nich zbytnio uwagi. co się działo. Poczułem zawrót głowy. że don Genaro użył swojego kapelusza. gdzie stał mój samochód. jakby we śnie. Przez chwilę siedziałem przy samochodzie. Przez chwilę czułem zawrót głowy. – Nie spuszczaj oczu z latawca – powiedział don Juan stanowczo. – Cholera! – krzyknął don Juan. Mój umysł uczepił się po prostu tego arbitralnie wybranego szczegółu. Rzeczywiście byliśmy bardzo blisko domu. Don Genaro wyszedł pierwszy i pogratulował mi. że don Juan i don Genaro na tylnym siedzeniu śmieją się i chichoczą jak dzieci. Pomyślałem. Poczułem ból w żołądku. Usłyszałem. kamienistym placu. Wyglądał. wpatrywałem się w samochód. Wpatrywali się we mnie przenikliwym wzrokiem. a uczucie nudności zupełnie odebrało mi trzeźwość umysłu. albo kapelusz opadający na dach samochodu. że nie byłem w stanie wyraźnie zauważyć tego. Kapelusz podskoczył kilka razy. Don Juan zrobił to samo. Don Juan usiadł przy nim. słyszałem. Klaskali i bili się po udach. jak przed zaśnięciem. Czułem. po czym prawie automatycznie otworzyłem drzwi i wpuściłem don Genara na tylne siedzenie. – Zaraz będziemy na miejscu – wymamrotałem. Don Juan spytał mnie: – Czy już dojeżdżamy? W tym momencie przyjrzałem się uważniej drodze. potem ten pierwszy pociągnął za sznurek i ten pieprzony latawiec rzeczywiście poleciał. patrz na latawiec! – krzyknął don Genaro. . tak jak to robiłem w wietrzne dni na wzgórzach mojego rodzinnego miasta. Był wietrzny dzień. Ryknęli śmiechem. – Patrz. Zamknąłem samochód i z trudem doszedłem do domu. Zatrzymaj świat! Potem. żeby utrzymać normalną równowagę. najpierw podskakujący. Prowadziłem mechanicznie. jakbym sam puszczał latawiec. Znajdował się na płaskim. Usłyszałem. Oniemiały. Widziałem albo kapelusz don Genaro zmieniający się w mój samochód. najładniejszej i najbardziej gładkiej przejażdżki. jak wrzeszczy: – Kapelusz Genaro! Kapelusz Genaro! Spojrzałem na nich. Prowadziłem samochód do domu don Juana jakby we mgle. Słyszałem. Podbiegłem i zacząłem go oglądać. Don Juan i don Genaro przyglądali mi się z zaciekawieniem. jak don Juan mówi: – Nie walcz z tym. Bolał mnie żołądek. a potem opadający na ziemię w miejscu.

– Jest tylko folgowanie sobie. co mogłoby świadczyć o tej różnicy. Wydawało się ograniczać do mojego żołądka i wzmagało się. że . co przedtem. Później. Wtedy poczułem rozdrażnienie. którego cię nauczyłem. ale co jest tak głęboko we mnie zakorzenione. abym mówił cokolwiek albo dłużej zwlekał. Nie odpowiedział. tymi drogami. dopóki moje ciało nie powie mi. że zależy mu na mnie i obdarza mnie uczuciem. Jego dotyk był mocny i przyjacielski. i z tego powodu poczułem przytłaczającą samotność. co mam tam robić. i poszedłem znaną ścieżką. a później na wschód. To. lecz to także mi nie pomogło. Zacząłem się wałęsać. Nie miałem zielonego pojęcia. zacząłem zadawać pytania don Juanowi. ale moja powściągliwość nie pozwoliła mi na zrozumienie tego. że nie chce. po zniknięciu samochodu. co jest co. dając mi poznać. że wszystko jest uporządkowane i zrozumiałe. i zatrzymać świat. gdzie zawsze byłeś. że nie pozwala mi na inne podejście do świata. Stopniowo pozbywałem się myśli. że nie mamy o czym rozmawiać. Równocześnie dawał mi przeświadczenie niezachwianego celu. Jednak kiedy skoncentrowałem na nim wzrok. szukając miejsca na odpoczynek. – Idź tam – rzekł stanowczo. automatycznie nastawiłem się na szukanie jakiegoś logicznego wyjaśnienia zajścia. nie zauważyłem nic. Stanąłem kilka stóp od tego miejsca. – Co mam tam robić? – zapytałem. Nagle zwróciłem uwagę na mały plac po lewej stronie. A ty folgujesz sobie w usiłowaniach wyjaśnienia wszystkiego. tak więc niech ono zadecyduje. Teraz musisz wykorzystać całe nie-działanie. tak jak zawsze radził mi don Juan. – Teraz musisz sam udać się w te przyjazne góry. Rąbał drewno na opał z tyłu domu. Opowiedziałem mu o swoim smutku. co się działo. – Dość tego – powiedział w końcu. Zatrzymanie świata Następnego dnia. co sam wynalazłem. aż wreszcie przestałem mówić do siebie. że w drastyczny sposób zmieniłem swoją osobowość pod wpływem naszej znajomości i zrobiłem to tylko dzięki temu. Już niczego więcej ci nie wyjaśnię. Nic nie mówił przez długi czas. – Nie ma żadnych chorób – odparł don Juan spokojnie. że muszę tam pozostać dopóty. gdzie kończyła się bita droga. Nie masz dokąd wracać. Don Juan stwierdził. – Jesteś bardzo sprytny – powiedział w końcu. Napawało mnie odrazą i poczułem. zrobił twojemu ciału. Tym razem jesteś jednak całkiem skończony. Przypomniałem mu. Upierałem się. Zaparkowałem w miejscu. ale don Genara nie było nigdzie widać. Wyglądało na to. Don Juan uśmiechnął się. Łagodnie wskazał w kierunku samochodu. kiedy zwracałem się w stronę tego miejsca.19. – Nie mamy już więcej czasu. jakby chciał mnie przekonać. Później palcem wskazał na południowy wschód. że mogę funkcjonować tylko pod warunkiem. Znowu ścisnął moją dłoń. – To jest jak choroba – powiedziałem. bez pragnienia czy żądania jakichkolwiek wyjaśnień. gdy tylko się przebudziłem. aż znalazłem się na wysokiej równinie. co Genaro zrobił ci wczoraj. Pojechałem na południe. przez chwilę jeszcze trzymając moją dłoń. które umrą – powiedział łagodnie. że byłem w stanie wytłumaczyć sobie konieczność jej dokonania. tylko popatrzył na mnie i pokręcił głową. Don Juan zaśmiał się cicho. W twoim przypadku wyjaśnienia nie są już potrzebne. że już wystarczy. – Wskazał brodą na odległy łańcuch górski na południowym wschodzie. usiłując “odczuwać". Ton głosu don Juana był przyjacielski. że mój upór w wynajdywaniu wyjaśnień nie jest czymś. Powiedziałem don Juanowi. aby robić to. Powiedział. – Obaj jesteśmy istotami. – Taki jest mój gest w stosunku do ciebie – powiedział. że skład chemiczny gruntu był inny w tym miejscu. a wtedy mam wrócić do jego domu. – Wracasz tam. że udało mi się powściągliwie obserwować pływanie po podłodze don Genara. Stałem bez ruchu może przez godzinę. którymi zawsze jeździłem z don Juanem. ale niezwykle bezosobowy. Czubkami palców delikatnie ścisnął moją dłoń. Zwróciłem mu uwagę.

jak ja byłem świadomy obecności mojej śmierci. Ujrzałem niewyraźny cień albo jakieś migotanie kilka stóp ode mnie. obniżenia i wybrzuszenia terenu. Było mi ciepło i odczuwałem spokój. Nie było w niej nic szczególnego. Słońce było już nisko. Myśl ta wywołała całą serię racjonalnych ocen dotyczących natury owadziego świata jako przeciwstawnego mojemu. że natychmiast spłynął na ziemię. Późnym popołudniem znalazłem się na jeszcze wyżej położonej równinie. może tak samo. albo coś. będę bezpieczny. Żuk i ja znajdowaliśmy się w tym samym świecie. Znowu usiłowałem wypatrzeć osobę. czarnego żuka. że stał się świadomy mojej obecności. Śmierć jak cień śledziła nas zza skały. że śmierć obserwuje mnie i żuka. ale później uświadomiłem sobie. a jednak mi się podobała. Poczułem dreszcz. Spojrzałem na ziemię i zobaczyłem wielkiego. Przez dłuższy czas śledziłem jego ruchy. Przyszedł mi na myśl obraz dwóch naelektryzowanych kuł zbliżających się do siebie lub dwóch kwadratowych bloków naelektryzowanego metalu ocierających się o siebie. Miałem dziwne wrażenie. byłem niezwykle tajemniczą istotą. ale przyciągała mnie. co widziałem. Pomyślałem. Znów poszukałem wzrokiem owada. melodyjny dźwięk. On zawsze miał rację. a jednak wcale nie ważniejszą od żuka. Moje ciało poczuło się dobrze. a potem z hukiem się zatrzymujących. Po dokładnym wybraniu odpowiedniego miejsca na odpoczynek siadłem na skraju jałowego. korzenie. Słońce było prawie na linii horyzontu i jego żółtawy blask nie pozwalał mi na uzyskanie wyraźnego obrazu. skalistego placu. W tym momencie posłyszałem specyficzny grzmot. Chciałem wytrząsnąć trochę jedzenia z tykwy. ale okazała się pusta. Wydawało mi się. w wysokie góry. jak tylko wrócić do domu don Juana. Otarłem łzy i kiedy pocierałem oczy wierzchem dłoni. Intensywność światła słonecznego zmieniła się w tym momencie i wtedy uświadomiłem sobie. O zmierzchu wróciłem do płaskiej skały. Przesunąłem wzrok i zobaczyłem spokojnie biegnącego kojota. Wiedziałem. Doświadczałem fizycznej przyjemności i usiadłem na chwilę. ale nie znalazłem go. Żuk i ja znajdowaliśmy się na tym samym poziomie. że patrzy na mnie i przez moment czułem. że nie mogę być jednak całkiem tego pewny. Przysłoniłem oczy dłońmi. robiąc zeza. jak bibuła wchłania plamę z atramentu. Usiadłem prosto i zacząłem wypatrywać. Przyłożyłem twarz do gładkiego kamienia. Zatrzymałem się przed nią. pchając kulę nawozu dwa razy większą od siebie. Rozejrzałem się wokoło. co miało kształt człowieka. czy mam już teraz się zbierać. Wszystko wskazywało na to. aby się zorientować w terenie. Znajdowało się po mojej prawej stronie.muszę stamtąd odejść. Zacząłem badać okolicę. Skupiłem na nim uwagę. ale nie rozpoznałem żadnego z otaczających mnie szczytów. Przebiegł jakieś pięćdziesiąt metrów na południe. co robić ani czego się spodziewać. Tylko wiatr szumiał pomiędzy gałęziami i liśćmi krzewów. aż przeszedł w hipnotyzujący. Znajdował się w pobliżu miejsca. później złagodniał. Pochłonęła mnie obserwacja owada i zachwyciła olbrzymia siła. w którym wydawało mi się. że migotanie pojawiło się po mojej lewej stronie. metaliczny gwizd. ale niewątpliwie świat nie był taki sam dla nas. Moje uniesienie i radość były tak ogromne. . Wydawało mi się. Wpadła mi do głowy myśl. i wkrótce doszedłem do wielkiej płaskiej skały. ale zauważyłem tylko ciemny kształt na tle krzewów. Nasza śmierć zrównała nas. aż zwróciłem się na zachód. Długo patrzyłem na tego żuka i nagle stałem się świadomy panującej ciszy. Miałem zmęczone oczy. Żyłem w niezwykle tajemniczym świecie i tak jak wszyscy. Wyszedł zza małego kamienia. W głowie pojawiła mi się myśl. Don Juan miał rację. że byłem tam już wcześniej. która wydawała się ukrywać przede mną. która wchłonęła go tak. Grzmot przerodził się w długi. że zacząłem płakać. było tylko złudzeniem optycznym. Błądziłem po wysokiej równinie i okolicznych górach przez cały dzień. Żaden z nas nie był lepszy od drugiego. z jaką przenosił swój ciężar ponad kamieniami i szczelinami. Było mi niewygodnie i kilkakrotnie zmieniałem pozycję. Znowu odwróciłem się gwałtownie i wyraźnie dostrzegłem cień na skale. Żuk wyłonił się z głębokiej dziury i zatrzymał się może dziesięć centymetrów przed moimi oczyma. Dreszcz przebiegł mi po plecach. Napiłem się wody. odruchowo zwróciłem się w lewo. Zacząłem się zastanawiać. grą cieni i liści. Położyłem się na brzuchu i oparłem głowę na ręce. nie wiedząc. Melodia podobna była do wibracji prądu elektrycznego. Owad nie wydawał się zainteresowany moją obecnością i nie przestawał pchać swojego ciężaru przez kamienie. Na początku nie zwróciłem na to uwagi. że to. ostry. Przeżyłem wyjątkowy moment uniesienia. że musiał dojść do celu i wrzucił swój ciężar do otworu w ziemi. Podobny był do dźwięku przelatującego w oddali odrzutowca. Żuk i ja wcale nie różniliśmy się od siebie. że widziałem człowieka. Spojrzałem w górę i szybko. jakieś pięćdziesiąt metrów ode mnie. Była ciepła i nieświeża. zobaczyłem człowieka. Pomyślałem sobie. że nie zostaje mi nic innego. że żuk nie był świadomy mojej obecności. że jeśli spędzę tu noc. Nie odkryłem ani żadnego szczególnego koloru ani połysku. Następnego dnia zapuściłem się dalej na wschód.

Kiedy zwierzę znalazło się dziesięć do piętnastu stóp ode mnie. Nie czułem stóp ani nóg. a ja skoczyłem na równe nogi. prawie mnie dotykając. było odezwanie się do niego. Był taki prosty. Linie nie zmieniły się i dalej przenikały przez wszystko. że wcale nie jest podniecone. Pomyślałem. Trwałem na szczycie wzgórza w stanie ekstazy. a jednak coś utrzymywało mnie w pozycji pionowej. Przez chwilę myślałem. Nagle poczułem uderzenie i ciało ogarnęło coś. co znajdowało się wkoło. że mówi.potem zatrzymał się. Ale też nie takie. Przekazywał myśl i ta komunikacja dawała w efekcie coś podobnego do rozmowy. Poczułem. Nigdy nie widziałem dzikiego kojota z tak bliskiej odległości i jedyną rzeczą. że może być wściekły i nawet rozważyłem możliwość zebrania kamieni. Ledwie mogłem rozróżnić odległy łańcuch górski na zachodzie. Przez głowę przebiegła mi myśl. że to dwujęzyczny kojot. którymi mógłbym się posłużyć do obrony w razie ataku. Świetlisty kojot i wierzchołek. Uświadomiłem sobie. Spojrzeliśmy na siebie i kojot podszedł jeszcze bliżej. ale hiszpańskich spójników i wykrzykników. Było to raczej odczucie. W końcu zapytał mnie. Kojot wstał i nasze spojrzenia się spotkały. emanującego ze świata i z mojego własnego ciała. przekrzywił głowę i zapytał: – Czego się boisz? Usiadłem więc i prowadziłem dalej najdziwniejszą konwersację w swoim życiu. a ja swobodnie unosiłem się w przestrzeni. które przecinały wszystko wokół mnie. O niczym nie myślałem ani niczego nie czułem. Całe to zdarzenie mogło jednak trwać tylko kilka minut. nawet wtedy. ale nie byłem w stanie wykonać żadnego ruchu. Kojot rzeczywiście coś powiedział. świetlistą istotą. kiedy odwróciłem wzrok od słońca. że znajduję się w obecności kojota Chicano [Chicano – Meksykanin zamieszkały w USA]. że kojot mi odpowiedział. On natomiast nie zrobił żadnego ruchu. Kojot stwierdził: – Que buenol – i wtedy uświadomiłem sobie. nieskończenie długo. Zacząłem tak. Oniemiałem z wrażenia. Jej świetlistość była oślepiająca. obrócił się i powoli ruszył w moim kierunku. Widziałem wprost nieprawdopodobne bogactwo połączeń fluoryzujących. Spojrzałem bezpośrednio na nie i zobaczyłem “linie świata". ale nie starczyło mi czasu. że odkryłem sekret. Chyba kojot wywołał to wspomnienie i nałożyło się ono na jego kształt. że to słońce świeci na mnie. mały kojocie? – i wydawało mi się. aby go odstraszyć. co się właśnie wydarza. Czułem zamęt. a kojot stał. że coś powiedział. że zwierzę domowe porozumiewa się ze swoim panem. Stał się płynną. Rozglądnąłem się po tym nadzwyczajnym. że przyciągają mnie i nagle zwierzę zaczęło opalizować. wydawało się bardzo spokojne. aby zatrzymać świat. Siadłem na kamieniach. opalizującą istotę. Chciałem zakryć oczy rękami. jakby mój umysł odtwarzał wspomnienia innego wydarzenia. że wypowiadał słowa tak. Mój organizm się wyłączył. że może widzę światło słońca rozszczepione przez rzęsy. Wtedy uderzyła mnie cała prawda o niemożliwości tego. Zamrugałem i popatrzyłem znowu. Powiedziałem: – Jak się masz. Byłem sparaliżowany. Używał angielskich rzeczowników i czasowników. na jaką mogłem się zdobyć w tym momencie. kiedy wydaje się. kiedy pod wpływem pejotlu byłem świadkiem przemiany zwykłego psa w niezapomnianą. Zwolniło i stanęło zaledwie cztery czy pięć stóp ode mnie. co tu robię. aż mój śmiech stał się prawie histeryczny. Było tak. że trwa wiecznie. jakby ten dotyk spowodował we mnie eksplozję. jak mi się wydawało. W skupieniu wpatrywałem się w jego oczy. że przyszedłem tutaj. Zacząłem się śmiać z absurdalności tego wszystkiego. Świetlista istota dotknęła jakiejś nieokreślonej cząstki mnie samego. ale on nic sobie z tego nie robił. Nie w ten sposób. białych linii. Słońce znajdowało się prawie na linii horyzontu. Lecz mnie wydawało się. . Poczułem coś ciepłego i uspokajającego. jak mówi się do zaprzyjaźnionego psa. Krzyknąłem kilka razy. jak długo w niej trwałem. Jego brązowe oczy były przyjacielskie i czyste. Nie był nawet zaskoczony moją nagłą reakcją. ani żadnej części mego ciała. zauważyłem. rozpłynęły się. że słyszę jego odpowiedź: – W porządku. Jego oczy były nadal przyjacielskie i czyste. a ja odpowiedziałem. jak wypowiadają je ludzie. Nie mam pojęcia. na którym stałem. Ogarnął mnie niepokój. Wiedziałem. wręcz przeciwnie. Byłem absolutnie pewny. aby zastanawiać się nad swoimi uczuciami. nowym świecie. ponieważ kojot znowu przemówił. otoczyła je poświata. Linie nadal były widoczne i stabilne. zanim zaszło za horyzont. jak świeciło słońce. a ty? Wtedy kój ot powtórzył zdanie. co mnie rozpaliło. Moje ciało doświadczyło tak rozkosznego i nie dającego się opisać uczucia ciepła. które miało miejsce dziesięć lat temu. Położył się na brzuchu. może tylko tak długo. A potem wydało mi się.

kiedy przyjechałem następnego ranka. który nie widzi. Wczoraj wierzyłeś. a on byłby zmuszony dać ci odpowiedź. . że to wcale nie był kojot i że z pewnością nie mówił w taki sam sposób. a w świecie czarowników posiadanie takiego przyjaciela nie jest zbyt pożądane. to utknięcie w rzeczywistości zwykłych ludzi. kto mówi jak idiota. ani świat czarowników nie są rzeczywiste? – To są rzeczywiste światy. Ale nie udało ci się dostrzec. – Czy uważasz. a jednak nie potrafiłem poznanego sekretu oddać słowami ani nawet myślą. – Kim jest czarownik kojotów? – To ktoś. ponieważ są one niesamowitymi towarzyszami. że ani świat zwykłych ludzi. że idealnie by było. kto widzi. Na przykład. Siedzieliśmy w ciszy przez chwilę. o czym kiedyś ci opowiadałem. że wiara w to oznacza utknięcie w rzeczywistości czarowników. tak samo jak i jelenie. Są oszustami. abyś ty nauczył się widzenia. że kojoty mówią. – Ale to niepojęte. – Świat był taki jak dzisiaj. że nie masz godnego zaufania zwierzęcia-towarzysza. Słuchał z wyraźnym zainteresowaniem. gdybym rozmawiał z grzechotnikiem. Don Juan wyjaśnił mi. Don Juan był sam w domu. Magiczna istota powiedziała ci coś. Wstałem. – A więc co to było? – Twoje ciało po raz pierwszy zaczęło rozumieć. Spojrzeliśmy na siebie. – W tym świecie kojoty mówią. że powinienem podziękować don Genaro za pomoc.Doświadczałem nieznanego przypływu uczuć. że na kojotach nie można polegać. Ale ty jesteś inny i możesz nawet zostać czarownikiem kojotów. wie. Ale ten. Mogą wpływać na ciebie. kto uzyskuje wiele rzeczy od swoich braci kojotów. – Po prostu zatrzymałeś świat – skomentował. ponieważ coś się w tobie zatrzymało. – Wczoraj świat stał się taki. podobnie zresztą jak i grzechotniki. żeby kojot mógł mówić – powiedziałem. jakie przeżyłem. światem zwykłych ludzi i światem czarowników. ponieważ świat się rozpadł. Taki już twój los. jakim zawsze go widziałem. Teraz jesteś dokładnie pośrodku. Kiedy wróciłem do przytomności. Jedyną smutną rzeczą w tym jest to. don Juanie! – Zastanów się. Później albo zasnąłem. że kojot będzie moim towarzyszem w życiu. że jest gdzieś w okolicy i załatwia swoje sprawy. jak ty i ja. W ten sam sposób niewierzenie w to. Dzisiaj kojoty nic ci nie powiedzą i nie widzisz linii świata. Każdy czarownik. a później don Juan powiedział. Wydawał się ze mnie niezwykle zadowolony. Po wszystkich tych latach nauki powinieneś mieć lepsze rozeznanie. od momentu narodzin ludzie mówią nam. Świat był taki. jakim go nam opisują. Zapytałem o don Genara i dowiedziałem się. albo zemdlałem. że widzenie wydarza się tylko wtedy. don Juanie. że kojot mówi do ciebie. kiedy przemykasz się pomiędzy światami. Robiło się ciemno i automatycznie wyruszyłem w drogę powrotną. tak samo by wierzył. Ale ja chciałem. mogłeś zapytać tego kojota o cokolwiek. Widzisz. – Gdybym był tobą – dodał – nigdy nie ufałbym kojotowi. Klepał mnie wciąż po plecach i chichotał. co chciałbyś wiedzieć. że świat jest taki a taki i naturalnie nie mamy żadnego innego wyboru i musimy widzieć go takim. Natychmiast zacząłem opowiadać o nadzwyczajnych doświadczeniach. takiego spokoju i wszechobejmującego zrozumienia. Wczoraj dokonałeś tego wszystkiego. co ludzie mówili ci o świecie. nie był. Wczoraj zatrzymałeś świat i być może nawet widziałeś. – Co zatrzymało się we mnie? – To. – Nie. Nigdy w swoim życiu nie przeżywałem takiej boskiej euforii. leżałem na kamieniach. a twoje ciało było w stanie to zrozumieć. Powiedział. – On nie mówił – odparł don Juan. – Ale kojot naprawdę rozmawiał. don Juanie. drzewa i inne żywe istoty. Może wiesz już teraz. ale moje ciało znało go. jak go opisują czarownicy – kontynuował. po wysłuchaniu mojej relacji.

wystarczy tylko użyć tego dodatkowego pierścienia mocy. Jego wygłupy powiedziały twojemu ciału o absurdalności usiłowania zrozumienia wszystkiego. Po to. Zrywaliśmy sobie boki ze śmiechu. Don Juan trzymał ręce złożone na brzuchu. nawet wtedy. Tylko wtedy jesteś w stanie poznać. Don Juan popatrzył na mnie przenikliwie. Kiedy to się zrobi. – Teraz ma to ogromne znaczenie. jest jedynie opisem. – Powiem ci jeszcze jedną rzecz – zaczął. to sposób czarownika. Słyszałeś jego ryk podobny do odgłosu odrzutowca. Wiesz oczywiście. a twojego samochodu nie było w tamtym świecie. Będzie czekał na skraju równiny. Podczas dziesięciu lat naszej znajomości nigdy nie zostałem tak poruszony. ponieważ rzeczywiście myślałeś. ale powstrzymał mnie gestem. Kiedy puścił latawiec. gdzie wydawało ci się. po to aby rozproszyć twoje myśli i pozwolić twojemu ciału widzieć. – Ale jak zmusił mnie do widzenia świata tak jak czarownicy? – Ja byłem z nim. musisz patrzeć na świat w jakiś inny sposób. Obydwaj znamy tamten świat. Kiedy już się go zna. Jego kciuki poruszały się prawie niezauważalnie. Tamtego dnia Genaro nie ruszył twojego samochodu ze świata zwykłych ludzi. a do tego trzeba zawezwać sprzymierzeńca. aby tego uniknąć. prawie widziałeś. Po prostu zmusił cię do patrzenia na świat tak. jak strzelić palcami. – Widziałeś linie świata – powiedział. Genaro potrafi zrobić to tak łatwo. on przychodzi. Aby widzieć. – Rośliny mocy są tylko pomocą – powiedział don Juan. Moją intencją było pokazanie ci tego. – Czy nie możesz nauczyć mnie widzenia bez wzywania sprzymierzeńca? – Nie. aby go sprowadzić. w jaki czarownicy patrzą na świat. na który codziennie patrzymy. Niestety. na którą cię zabiorę. o którym ci mówiłem. że potrafi widzieć. którego widziałeś pośród krzewów. – Widziałeś świetlistą istotę. aby móc widzieć musisz nauczyć się sposobu. jaki znam. zanim sprzymierzeniec zmierzy się z tobą. Zajmował twoją uwagę przewracaniem kamieni. jak to robią czarownicy. kiedy ciało uświadamia sobie. Znalazłeś samochód i byłeś w dwóch światach. Teraz jesteś już prawie gotów na spotkanie ze sprzymierzeńcem. – Czy sprzymierzeniec musi się ze mną zmierzyć? – Nie ma możliwości. Genaro chciał rozmiękczyć twoją pewność. śmiejąc się. że wieziesz nas z powrotem z miejsca. . że świat. że wydarzenia ostatnich trzech dni dokonały w mojej idei świata nie dających się naprawić zniszczeń. – To on pomógł ci zatrzymać świat. że człowiek. – Naprawdę liczy się tylko to. że mają go czarownicy. jest twoim sprzymierzeńcem.Chciałem dalej zadawać pytania. że znalazłeś samochód. Byliśmy cicho przez długi czas. a jedyny inny sposób. gdy przyjmowałem rośliny psychotropowe. zostało ci już bardzo mało czasu. Powiedziałem mu. – Genaro także musi pójść z nami do doliny – powiedział nagle.

co ja. ale wtedy pomyślałem sobie. jakby skurcze miały rozewrzeć zrobiony z nich otwór. – Pamiętam. w ten sposób tworząc trójkąt. Ja również poprosiłem go. – Ma zamiar opowiedzieć ci historię swojego pierwszego spotkania ze sprzymierzeńcem. To tyłek kury. Tak przy okazji. Po krótkiej wiosennej ulewie stał się lśniąco zielony. Trwał w tej pozycji przez moment i wtedy. Pustynny chaparral uzyskał wspaniały wilgotny połysk.. aby go zostawić samego. Czarownik wydał chrapliwy odgłos. – W takiej sytuacji – kontynuował – musisz zawsze zamknąć usta. która zaraz zniesie jajko. Usta don Genara otwierały się tak. Zacząłem się odwracać. że można sobie odgryźć język albo wybić zęby. że było wczesne popołudnie. Don Genaro wstał i pokazał mi właściwą postawę – nogi lekko ugięte w kolanach. aby opowiedział. Zwrócił się do don Juana i zapytał: – Prawda? – Tak – powiedział don Juan spokojnie. jakby miał skurcze. że utworzyły okrągły otwór. Czekał na mnie i zapraszał mnie do zapasów. z don Juanem po prawej i don Genarem po lewej stronie. nie wykazując zainteresowania. – Może – powiedział don Genaro. – Wstrząs wywołany uchwyceniem sprzymierzeńca jest tak wielki. Don Genaro wstał. plecy i ramiona. Dreszcz przebiegł mi po plecach i szyja zesztywniała mi jak deska. Jednak trochę się bałem. – Kurą? – Spójrz na jego usta. a stopy muszą pewnie i mocno wspierać się na ziemi. Zwróciłem uwagę na jego wspaniałe umięśnienie. Don Juan spojrzał na niego i zaśmiał się głośno. Podróż do Ixtlan Don Genaro powrócił około południa i zgodnie z sugestią don Juana. Wydało mi się. to znaczy kiedy szyja ci twardnieje. – Jest kurą – odparł. że nie mogłem się powstrzymać od chichotu. przeciągnął się aż strzeliły mu kości. Zagiął język na podniebieniu i otwierał i zamykał usta. a palce dłoni lekko zaokrąglone. aż osiągnęliśmy szczyt niższego łańcucha gór. Automatycznie usiadłem tak. tak jak ja to zrobiłem.20. może opowie ci o pierwszym spotkaniu ze swoim sprzymierzeńcem – nalegał don Juan. Odsłonił koszulę i pokazał mi plecy. – Teraz. Ciało musi być wyprostowane.. – Co on robi? – zapytałem don Juana. kiedy . Genaro? W głosie don Juana dawało się wyczuć przypochlebny ton. jak zawsze to robiłem w ich towarzystwie. gdzie byłem poprzedniego dnia. ramionami objął klatkę piersiową i bezceremonialnie charknął flegmą. co o tym sądzić. a potem zeszliśmy do płaskiej doliny. Nagle sprzymierzeniec wyszedł zza krzewów i stanął mi na drodze. i usiadł znowu. ale zamiast zatrzymywać się na wysokiej równinie. kiedy pierwszy raz zwarłem się ze swoim sprzymierzeńcem – powiedział w końcu. Był tak śmieszny. Skurcze ust don Genara zdawały się nasilać. że jesteś gotowy. Poszliśmy tą samą trasą. ramiona luźno zwisające po bokach. jakby wspomnienie tamtego spotkania ożywiało każdy mięsień jego tułowia. że jestem wystarczająco silny. Od świtu przebywałem w polu i właśnie wracałem do domu. Prawda. – Niech to diabli! To nie jest jajko – powiedział z niepokojem malującym się na twarzy. – Genaro ma zamiar coś ci opowiedzieć – powiedział nagle don Juan. obłąkany wyraz. aby zabrać się do niego. zaczęliśmy się wspinać. Zatrzymaliśmy się na odpoczynek na szczycie wysokiego wzgórza. Nie wiedziałem. Napiął szyję. Don Genaro spojrzał na mnie i złożył tak wargi. – Byłem młody. Jego oczy miały dziwny. Don Genaro wybrał to miejsce. we trzech pojechaliśmy do miejsca. to zawsze jest oznaką. kiedy Genaro prawie zniósł jajko.

Obydwaj zaśmiali się głośno. – Idę do domu. później musisz skoczyć do przodu i pochwycić sprzymierzeńca. aby wytrzymać uderzenie. – Powinien coś z nimi zrobić. że to Mazatecy. rzucił się do przodu w jednym niesamowitym skoku. Okolica nie była mi znana. że nic już nie widziałem. że będzie to pierwszy raz. że don Genaro pochwycił człowieka albo coś. coś. ponieważ pomaga mu jego sprzymierzeniec. że mi się udało. – Dlaczego pytasz? – Ponieważ Ixtlan znajduje się w przeciwnym kierunku. Don Juan z udawaną powagą powiedział. co miało jego kształt. – Mamy jedzenie. powrócił na miejsce i usiadł. Byłem sobą! Wiedziałem. w którym się starliśmy. a później don Genaro zmienił swój śmiech na wycie imitujące wycie kojota. odłożyć je gdzieś. kiedy sprzymierzeniec zostanie znokautowany notesami. To trwało i trwało. że musisz skoczyć tak dobrze. Założę się. – Tak – odparłem. Wciąż było jeszcze wcześnie. Otoczyli mnie i pytali. – Niech mnie diabli! – powiedział don Juan z pozornie autentycznym zdziwieniem. – Zgubiłeś się? – zapytał ktoś. o czym nie da się powiedzieć. Skakałem z radości. jak stał wcześniej don Genaro. Don Genaro ciągle był nieprawdopodobnie napięty i po chwili nagle rozluźnił mięśnie. w chwili kiedy do mnie podeszli. zanim skoczy. Sprzymierzeniec nie zabił mnie. do Ixtlan – powiedziałem im. albo niech je wykorzysta. Znów usiadłem prosto. Byli Indianami. że nie mogłem zrozumieć. Byłem cały i zdrowy. że rzeczywiście widziałem. tak jakby miał sprężyny przypięte do stóp. – Oni nie byli prawdziwi. wszyscy byliśmy w bardzo dobrym nastroju. Zrobił to tak nagle. Pomyślałem sobie. – Widziałeś? – zapytał don Genaro naiwnie zachwycony i rozdął nozdrza. aby przekonać się. – Nawet nie przyszło mi to do głowy. coś. ale ja nie popuszczałem. – No więc. że mój dom musi być na wschodzie. – Mocno mną wstrząsnęło – powiedział po chwili wahania. Jego ruch był tak gwałtowny. Co za uczucie! Co to było za uczucie! Później rozejrzałem się wkoło. Było coś w ich głosach. jakby czekał. Don Juan zapewnił go. – Carlos teraz widział twojego sprzymierzeńca – obojętnie zauważył don Juan – ale dalej jest słaby i dlatego upadł. nie zrobiłem tego – powiedział.. Musisz jedynie wesprzeć się mocno o ziemię. że sprzymierzeniec musiał mnie ponieść w powietrzu i porzucić gdzieś bardzo daleko od miejsca. że nie mam żadnych medalionów. – Nigdy nie wyobrażałem sobie. W końcu miałem sprzymierzeńca. Próbowałem zorientować się w terenie. Kiedy śmiech don Juana i wycie kojota don Genara ucichły. jak don Genaro.myślałem. – Genaro tak skacze. w ich przyjaznym nastawieniu. że zbiera myśli. że upadłem na bok. więc zacząłem iść w tamtym kierunku. Wirowaliśmy w powietrzu z taką prędkością i mocą. don Genaro? – zapytałem. Zdawało się. Powinieneś stać tak. by walnąć sprzymierzeńca. zaczęliśmy wirować. Wydawało mi się. – Przyłącz się do nas – namawiali mnie wszyscy. – Co się wydarzyło. kiedy pochwyciłeś swojego sprzymierzeńca. – A co z jego notesami? – upierał się don Genaro. co zrobiłeś? – zapytałem. miałem wrażenie. Kiedy go pochwyciłem. jak mógł z pozycji siedzącej skoczyć na równe nogi i rzucić się do przodu. że tak to będzie – kontynuował. że upadłem na plecy. Nagle poczułem. aby pochwycić swojego sprzymierzeńca – powiedział don Juan ostrzegawczo. – Najpierw powinien pocałować swój medalion – wtrącił don Genaro. Don Genaro skoczył znowu z taką siłą. Sami tam idziemy – powiedział ktoś inny. . ale kiedy upadałem. że usiądzie. Wkrótce znalazłem drogę i zauważyłem grupkę mężczyzn i kobiet zbliżających się do mnie. Wszystko było zamglone. co ich zdradziło. że znowu stoję na ziemi. – Czy przyłączyłeś się do nich? – Nie. aż zadam mu jakieś pytanie. Don Genaro przestał mówić i spojrzał na mnie. Wydawało mi się.. – Nie myśl. Spotkanie ze sprzymierzeńcem nie trwało zbyt długo. gdzie jestem. – To było coś. Wiedziałem to od razu. dokąd idę. Sprzymierzeniec zaczął mną kręcić.

“To bardzo daleko". ale w takim przypadku musiałem teraz znajdować się na południe od Ixtlan. Poczułem. “A gdzie są inne?" Chłopiec wskazał na drugą stronę doliny z . Wyglądali na rzeczywistych. aby przepędzić kozy z pola mojego widzenia. Powiedziałem. Przechodząc koło mnie. że jest w tym naprawdę dobry. że jestem na właściwej drodze i że te zjawy próbowały zwieść mnie z niej. w jaki chciał mnie obdarzyć jedzeniem. “Gdzie mieszkasz?" “Tam. aby pozwolili mi przyłączyć się do nich. podskoczył i uciekł za skałę i stamtąd mi się przyglądał. Prowadzili osła wyładowanego drewnem na opał. że Ixtlan znajduje się w tym kierunku. które były kobietami. “Którędy do Ixtlan?" Wskazali kierunek. przypominał mi mnie samego. Długo mówiłem do niego. Było coś straszliwie obcego w sposobie. pasącego dwie kozy mojego ojca. więc odskoczyłem i zacząłem uciekać. abym poszedł z nimi. czekajcie!" Zatrzymali osła i stanęli po obydwu jego stronach. że zgubiłem się i nie mogę znaleźć drogi do Ixtlan. Pastuszek. Ich prośby również stały się natarczywe. patrząc błagalnie. tak samo jak ja to robiłem. aby się tam dostać". i próbowali namówić mnie. “Na dół". Powoli zwolniłem kroku i ostrożnie odwróciłem się. jak gdyby nigdy nic. Zapytałem o nazwę miejsca. o którym myślałem. Późnym popołudniem doszedłem do doliny. aby spojrzeć na nich. Podszedłem do niego i kiedy za bardzo się zbliżyłem. jakby był gotów rwać. Uświadomiłem sobie. – Ludźmi – odparł szorstko don Genaro. Dzięki temu poczułem się bardzo szczęśliwy. i z jego odpowiedzi wywnioskowałem. że to właśnie to. Wołali mnie i błagali. Wyglądał na przestraszonego. – Poza tym. ale ja uciekałem od nich. Większość z nich nie powiedziała ani słowa. Obserwowałem go przez pewien czas. a później zaczai mówić do kóz. Napotkałem teraz osiem z nich. Ich prośby stawały się coraz bardziej natarczywe. “Dzień dobry". Szedłem dalej. Odchodzili. Kiedy odezwałem się dość głośno. że jest zbyt ostrożny i zacząłem zadawać mu pytania. – Byli jak zjawy – wyjaśnił don Juan. “ Jest po drugiej stronie tych gór. Zamarłem. ale także nie był dla nich okrutny. wystawiły nawet jedzenie i inne dobra. Obydwaj powiedzieli. Wydawało mi się. wyszedł ze swojej kryjówki i zapędził kozy na prawie niewidoczną ścieżkę. a później jeden z nich zdjął tobół z jedzeniem i poczęstował mnie. że już nie czuję się zagubiony i zastanawiałem się nad mocą mojego sprzymierzeńca. tylko jeden". wymamrotali: “Dzień dobry". abym przyłączył się do nich. Nie rozpieszczał swoich kóz. Moje ciało przeraziło się. Podziękowałem chłopcu i zacząłem odchodzić. wykazywały większą śmiałość. Zacząłem szukać cech charakterystycznych. Stwierdziłem. A później zauważyłem dwóch ludzi idących drogą w moją stronę. powiedział jeden z nich. Prawdę powiedziawszy. a on nie uciekł. Potem odwrócili się i zaczęli odchodzić. jak niewinne handlarki przy drodze. że umrę w tych górach. “Czy jest tam dużo domów?" “Nie. odpowiedział. jakby osłaniali ładunek. jak ja w jego wieku. żebym wrócił. co wiedziałem na temat doglądania kóz. że moje postanowienie jest niezachwiane. że to prawdziwi Indianie i poprosiłem ich. pozwalającą mu w czasie krótszym od mrugnięcia okiem na przeniesienie mnie na taką odległość. uskoczył w krzaki. A więc uciekłem. co sił w nogach. gdzie pieprz rośnie. Wydawało się. na dole". Wyglądał. – Jak duchy. wyglądało. Podobał mi się. że już tu byłem. Postanowiłem go zawołać. Był dokładny i ostrożny. Zabierze ci to cztery albo i pięć dni. aby móc się zorientować i skorygować swoją trasę. Również wyglądali na Mazateków. Przez pewien czas szliśmy razem. Pobiegłem za nimi. natomiast te. że prowadzi ona do doliny. zupełnie mną nie zainteresowani. Nie zwrócili na mnie żadnej uwagi i poszli swoją drogą. którą chyba rozpoznawałem. Zawołałem chłopca. “Dokąd prowadzi ta ścieżka?" – zapytałem. w którym byliśmy. kiedy powiedzieli mi. a jednak znalazł czas. – Po przejściu kawałka drogi – podjął wątek don Genaro – nabrałem trochę więcej pewności. Było w niej coś znajomego. krzycząc: “Czekajcie. że nie byli prawdziwi. Chłopiec mówił do siebie. wiedziałem. kiedy zauważyłem małego indiańskiego chłopca pilnującego kóz. “Zgubiłem się w tych górach". w którym właśnie szedłem. w którym sami szli. Wiedziałem. – Kim byli? – zapytałem. że są na sprzedaż. Nie zatrzymałem się ani nie popatrzyłem na nie. Niektóre z nich. ale ja dalej uciekałem od nich. Musiały wiedzieć. powiedziałem i szedłem dalej. udając. jeśli nie pójdę z nimi. Z tego. Miał może z siedem lat i był ubrany tak.szczególnie wtedy. Stały przy drodze. powiedziałem do nich.

Spytałem więc dalej. W końcu całkowicie przestały mnie niepokoić. – A więc o to ci chodziło z tym końcem – stwierdził don Juan. ale cichy. don Genaro? – zapytałem. Byliśmy cicho przez długi czas. . – Nie. gorliwość wabienia go i sposób. Genaro wciąż jest w drodze do Ixtlan! Don Genaro popatrzył na mnie przenikliwie. stwierdził chłopiec i to mną wstrząsnęło. Zaprowadź mnie do swoich". to byli ludzie. było oznaką że są zjawami. Wydawało się. Nagle uświadomiłem sobie. Poszedłem za chłopcem ścieżką w dół. W domu jest mnóstwo jedzenia. że sam nigdy nie zauważyłby tych osobliwości. abym wpadł w przepaść... Zjawy przyszły. powiedział. Było coś niewymownie smutnego w ich wzroku. Potem wraz z kozami zaczął schodzić swoją ścieżką na dół. prawie jak pomruk. zatrzymał się i zwrócił się do mnie: “Nie ma nikogo w domu". a później spojrzał w dal. – Nigdy nie dotrę do Ixtlan – powiedział. To mnie nieco zasmuciło. – Powiedziałem. Całe mnóstwo. – Koniec? – To znaczy. którą szedłem. “Nie mam żadnych swoich". powiedziałem do niego. Wiedział o tym dzięki pomocy sprzymierzeńca. – Szedłem dalej – powiedział rzeczowo.obojętnością właściwą dla jego wieku. Inne zjawy szybko wyszły z ukrycia i usiłowały poplątać mi nogi. czasami wydaje mi się. – Co się stało później. Podróż Genara nie miała końca. jest tylko przemijającą istotą – wyjaśnił don Juan. Don Juan spojrzał na mnie. don Genaro? – zapytałem. ale jakoś nie byłem w stanie rozzłościć się tak jak przedtem. widząc to. że zawahałem się. więc i z tym dałem sobie spokój. Jego głos był stanowczy. Chłopiec również był zjawą. – W swojej podróży do Ixtlan spotykam tylko widmowych podróżnych – powiedział cicho. że ton ich głosu. że mam sprzymierzeńca i zjawy nie mogą mi nic zrobić. Twoje uczucia i gorliwość są takie jak u ludzi. – Jednak czuję. ponieważ podobał mi się ten chłopiec. były takimi oznakami. czy Indianie z plemienia Mazateków zwyczajowo nie przyznają się do posiadania jedzenia. – Jaki był koniec tej historii. Odpowiedział. Nie wiem dlaczego. Zapytałem go. Chodź ze mną". na przykład. albo może przykładają oni wielką wagę do kwestii pożywienia. Musiały to wyczuć. Jesteś zjawą. Po chwili tylko stały przy ścieżce. Ale nigdy tam nie dotrę. – Weźmy ciebie. Później chciałem się zasmucić. Nigdy nie będzie końca. ale moja wola była silniejsza od nich. Po moim spotkaniu ze sprzymierzeńcem nic już więcej nie było rzeczywiste. Don Juan i Genaro spojrzeli na siebie. Przyznał. ale ja nie bałem się. w jaki zjawy mówiły o jedzeniu. Don Genaro siedział cicho przez dłuższy czas. – Ludzie? Przecież powiedziałeś. aby mnie dostać. że częstowały go jedzeniem. “Jestem bardzo zmęczony i głodny. że dzieli mnie od niego tylko jeden krok. – Każdy. kiedy i jak dotarłeś w końcu do Ixtlan? Obydwaj równocześnie wybuchnęli śmiechem. Nic nie jest już takie samo. a jego żona wyszła w pole. Ton jego głosu i gorliwość zdradziły go. – Powiedzmy to inaczej. więc dałem sobie spokój. Mój wuj odszedł. dlaczego to. ale jego głos sprawił. na południe. W mojej podróży nie odnajduję nawet niegdyś znajomych mi miejsc. Nie rozumiałem. Spojrzałem na don Juana. że nie byli już więcej czymś rzeczywistym. Nie odpowiedział. ale zatrzymywałem ją siłą swojej woli. “Poczekaj". Chciałem wściec się na sprzymierzeńca albo na zjawy. – Czy te zjawy to byli sprzymierzeńcy. ponieważ przestały mnie prześladować. że skończył już swoją opowieść i nie ma nic do dodania. kogo Genaro napotyka na swojej drodze. Od czasu do czasu któraś usiłowała na mnie skoczyć. ale także nie potrafiłem. co miał na myśli don Genaro. Wciąż byłem odrętwiały po spotkaniu ze sprzymierzeńcem. don Genaro? – zapytałem. Chłopiec. że to zjawy.

że także widziałeś. Jednak uczucia w człowieku nie umierają ani się nie zmieniają i czarownik wyrusza w drogę powrotną do domu. kiedy zacząłem łączyć ją z moim własnym życiem. że żadna siła na ziemi. śpiewając: pozostanie. że podróż don Genara jest metaforą.. prawda? Pojechać autobusem albo polecieć samolotem. Świat jest rzeczywisty tylko wtedy. a sądzę. zmienia się też sam świat. na zawsze przepadnie. w całkiem naturalny dla nas wszystkich sposób. że czytałem mu poezje Juana Ramona Jimeneza. których kocham? – zapytałem don Juana. ale że prędzej czy później będziesz widział. do rzeczy i ludzi. Zacytował mi kilka słów z niego i przypomniałem sobie. Twój sprzymierzeniec tylko z tobą samym puści się w wir i przejdzie do nieznanych światów. Wtedy. – Wirowanie ze sprzymierzeńcem zmieni twoją ideę świata – powiedział don Juan. niebieskie pogodne. Wskazał na don Juana ruchem głowy i powiedział z naciskiem: – To jedyny. roku. znajdziesz się w nieznanym kraju. studnią. Jeśli przeżyjesz wstrząs. i Przez wiele popołudni niebo będzie i i dzwony na dzwonnicy wybiją jak robią to tego Ludzie. który jest rzeczywisty. – Genaro opowiedział ci swoją historię – powiedział don Juan – ponieważ wczoraj zatrzymałeś świat i on myśli. To właśnie powiedział ci Genaro. Wyjaśnienie don Juana podziałało jak katalizator. co tam zostawiłeś. śmiejąc się. – I Piedras Negras. i Tranquitas – powiedział don Juan z uśmiechem. ale ty jesteś takim głupcem. – A także Manteca i Temecula. przede wszystkim będziesz chciał wrócić do Los Angeles.i odejdę. Ale ptaki pozostaną. nie doprowadzi go do miejsca. Pochłonęło ich wymienianie niezliczonej ilości najśmieszniejszych i niewiarygodnych nazw miast i miasteczek. jeśli będzie dla ciebie następny raz. Pełne znaczenie opowieści don Genara uderzyło nagle we mnie.. że sam tego nie wiesz. abym go wyrecytował. o którym mówił. Ważny dla nas wszystkich jest fakt. że nigdy do niego nie dotrze. Don Juan uśmiechnął się. którzy mnie kochali. będziesz musiał walczyć z nim i go oswoić. odejdą. ani nawet śmierć.Dlatego mówi. – Co z ludźmi. aby ich odzyskać? Czy nie mogę uratować ich i wziąć ze sobą? – Nie. Nagle uświadomiłem sobie. Ten. – Idea jest wszystkim. których kochał. ale to nic nie pomoże. że wszystko. To. i Tucson. – I Tecate – dodał Genaro z wielką powagą. nieprawdaż? – Oczywiście – powiedział don Juan. zapomnianym zakątku kwietnego ogrodu. i mój ogród z zielonym drzewem. kiedy ona ulega zmianie. Ale nie będzie już powrotu do Los Angeles. że spotyka tylko widmowych podróżników w drodze do Ixtlan. że jesteś dziwny. – Podróżnicy nie są realni. Od tej pory będziesz już czarownikiem. Czy nie ma żadnego sposobu. co kochaliśmy czy nienawidziliśmy. wiedząc. Don Genaro dodał jeszcze inne nazwy i tak samo zrobił don Juan. że kiedyś czytałem mu pewien wiersz i teraz chciał. w swoim następnym spotkaniu ze sprzymierzeńcem. ponieważ jesteś silny i żyjesz jak wojownik. Przypomniał mi. że tak. popołudnia. wiedząc. a także wszystkie pragnienia pozostawiamy za sobą. – Jest realna! – wykrzyknął don Genaro. nosił tytuł El Yiaje Defmitivo (Ostateczna Podróż). – Wobec tego twoja podróż do Ixtlan nie jest realna – powiedziałem. Wciąż mówię mu. Los Angeles wciąż będzie na swoim miejscu. Wyrecytowałem go: . a miasto będzie rozkwitać każdego Ale mój duch zawsze z nostalgią będzie po tym samym. godziny. – Ale będę mógł wrócić do Los Angeles. błądzić mojego . – Co się z nimi stanie? – Zostaną tam – powiedział. kiedy jestem z nim. Niezależnie od wszystkiego.

Don Juan również wstał i delikatnie położył rękę na moim ramieniu. że jeszcze nie nadszedł twój czas. Wiedziałem. Dokładnie jest tak. Przez moment odczułem falę potwornego bólu i nie dającej się opisać samotności. że mój czas jeszcze nie nadszedł. Wpatrywał się we mnie. i wszystko to pozostawił. Namiętności don Genara.. Genaro westchnął i sparafrazował pierwszą linijkę wiersza: – Odszedłem. Jeśli chcesz przeżyć. a kiedy wydawało się już. Mój smutek stał się tak przytłaczający. powstrzymali tę falę. dla ciebie będzie Los Angeles. Wyraźnie poczułem. Szybko odwróciłem wzrok. dla mnie. Przerwał. Nie chciałem. aż zniknęli w oddali. Don Genaro uśmiechnął się i wstał. że zapłakałem. musiał mieć tyle serdecznych związków.– Właśnie o takim uczuciu mówi Genaro – powiedział don Juan. zrezygnuj z tego spotkania. co uznasz za stosowne. a wtedy poszedłem do samochodu i odjechałem. zmusił mnie. ludzi. ale don Genaro odwracał się kilkakrotnie. Taki człowiek ma jakiś dobytek i drogie mu rzeczy. którą kroczy. Przez chwilę wydawało mi się. Teraz błąka się pośród swoich uczuć i jak mówi. zmuszając się. – Dlatego że sztuka wojownika polega na zrównoważeniu strachu bycia człowiekiem i cudu bycia człowiekiem. Patrzyłem na ich oddalające się sylwetki. . musisz być krystalicznie czysty i śmiertelnie pewny samego siebie. – Tylko wojownik jest w stanie przeżyć na ścieżce wiedzy – powiedział. Jest tak z nami wszystkimi. że są na granicy gorzkiego płaczu. abym poszedł kawałek za nimi. Spojrzałem na don Genara i wiedziałem. wszystko to. Niczego nie zyskasz. że w tym momencie moc jego wspomnień grozi katastrofą i że don Genaro jest bliski płaczu. – Aby zostać czarownikiem. jakby czytając w moich myślach. Sprzymierzeniec będzie czekał na ciebie na skraju tej równiny. jak Genaro opowiedział ci w swojej historii. Don Juan odszedł. prawie dociera do Ixtlan. Widziałem samotność człowieka jako gigantyczną falę. że poczułem uniesienie. – Rób to. Dla Genara to Ixtlan. Kolejno wpatrywałem się w nich obu. Objąłem ich. że będąc człowiekiem pełnym namiętności. człowiek musi odczuwać namiętności. o które się troszczył. nie patrząc na mnie. – Zostawimy cię tutaj – powiedział. aby don Juan powiedział mi o sobie. ogarniającą nas trzech. która zatrzymała się przede mną powstrzymana przez niewidzialną ścianę metafory.. Robiąc oko i przywołując ruchem głowy. Zawezwali falę przytłaczającej nostalgii. On pozostawił swoje namiętności w Ixtlan – swój dom. śpiewając. jego wielka samotność sprawiły. I ptaki pozostały. tyle rzeczy. Spojrzałem na don Juana. że widzę. w ostateczności ma zawsze swoją ścieżkę. – Jeśli czujesz. – Wskazał na ciemną dolinę w oddali. o co się troszczył. Ich oczy były czyste i spokojne.