NOTA OD AUTORA W ciągu minionych dwudziestu lat napisałem całą serię książek o naukach, które pobierałem u meksykańskiego Indianina Yaqui, czarownika don Juana Matusa. W książkach tych wyjaśniłem, że wprowadził mnie on w tajniki magii; nie takiej jednak, jak ją na ogół rozumiemy w odniesieniu do naszego rzeczywistego świata, polegającej na wykorzystywaniu nadprzyrodzonych zdolności przeciwko innym czy wywoływaniu duchów poprzez rzucanie zaklęć i uroków albo odprawianiu rytuałów mających przynieść nadprzyrodzone rezultaty. Dla don Juana magia była aktem urzeczywistnienia pewnych szczególnych, teoretycznych i praktycznych przesłanek dotyczących natury i roli postrzegania w kształtowaniu wszechświata, który nas otacza. Klasyfikując wiedzę don Juana, kierowałem się jego sugestiami i zrezygnowałem z używania terminu szamanizm, który jest kategorią właściwą antropologii. Nazywałem ją przez cały czas dokładnie tak, jak on sam ją nazywał: magią. Jednakże po dokładnym zastanowieniu zdałem sobie sprawę, że nazywanie tej wiedzy magią jeszcze bardziej zaciemnia i tak niejasne zjawiska, które don Juan przedstawiał mi w swoich naukach. W pracach antropologicznych szamanizm opisuje się jako zespół wierzeń mieszkańców północnej Azji, powszechny również wśród pewnych indiańskich plemion w północnej Ameryce. Twierdzą oni, że dokoła nas roztacza się niewidzialny świat duchów naszych przodków – złych i dobrych – że duchy te mogą być wzywane lub kontrolowane przez wtajemniczonych, którzy są pośrednikami między wymiarem naturalnym i nadprzyrodzonym. Don Juan rzeczywiście był pośrednikiem między światem rzeczywistym a pewnym niewidzialnym światem, którego nie nazywał nadprzyrodzonym, lecz drugą uwagą. Zadaniem don Juana jako nauczyciela było udostępnienie mi tej konfiguracji. W moich poprzednich pracach opisałem jego metody nauczania, które miały doprowadzić do osiągnięcia tego celu, oraz sztuki magii, w których się ćwiczyłem pod jego kierunkiem. Najważniejsza z nich zwana jest sztuką śnienia. Don Juan twierdził, że nasz świat, który według naszych przekonań jest niepowtarzalny i absolutny, stanowi zaledwie jeden element następujących po sobie kolejno światów; przypomina to warstwową strukturę cebuli. Zapewniał też, że choć jesteśmy energetycznie uwarunkowani do postrzegania wyłącznie naszego świata, to mamy jednak możliwości przeniknięcia do owych innych wymiarów; są one równie rzeczywiste, niepowtarzalne, absolutne i pasjonujące, jak nasz własny świat. Don Juan wyjaśnił mi, że aby móc postrzegać te inne wymiary, musimy nie tylko tego pragnąć, ale także dysponować wystarczającą ilością energii, by je pochwycić. Ich istnienie jest niezmienne i niezależne od naszej świadomości, a brak dostępu do nich jest wyłącznie konsekwencją naszych uwarunkowań energetycznych. Innymi słowy, uwarunkowania te zmuszają nas do uznawania, że nasz rzeczywisty świat jest jedynym możliwym światem. Don Juan stwierdził, że czarownicy, którzy żyli w czasach starożytnych, wierzyli, iż te uwarunkowania można zmienić, i rozwinęli zestaw ćwiczeń mających na celu odmienne uwarunkowanie naszych energetycznych możliwości postrzegania. Ćwiczenia te nazwali sztuką śnienia. Teraz, z perspektywy czasu, uświadamiam sobie, że don Juan najtrafniej określił śnienie, gdy nazwał je wrotami do nieskończoności". Zwróciłem mu wtedy uwagę, iż owa metafora nic mi nie mówi. – A więc zrezygnujmy z metafor – zgodził się don Juan. – Powiedzmy, że śnienie jest praktycznym sposobem czarowników na wykorzystanie zwykłych snów. – Ale jak można praktycznie wykorzystać zwykłe sny? – zapytałem. – Słowa zawsze nas mylą – powiedział don Juan. – Mój nauczyciel próbował opisać mi śnienie, mówiąc, że w ten sposób czarownicy mówią światu dobranoc. Starał się, oczywiście, dopasować swój opis do moich zdolności pojmowania. Ja postępuję teraz tak samo z tobą. Przy innej okazji don Juan powiedział: – Śnienia można tylko doświadczyć. Śnienie to nie to samo, co mieć sny. Nie jest to również sen na jawie ani wyrażanie życzeń, ani też wyobraźnia. Poprzez śnienie możemy postrzegać inne światy, które, rzecz jasna, możemy opisać, ale nie możemy opisać tego, co pozwala nam je postrzegać. Możemy jednak czuć, jak śnienie otwiera dla nas te inne wymiary. Śnienie wydaje się wrażeniem – procesem w naszym ciele, świadomością w naszym umyśle. W trakcie swoich ogólnych nauk don Juan dokładnie wyjaśniał mi zasady, przesłanki i ćwiczenia w

sztuce śnienia. Jego nauki dzieliły się na dwie części. Pierwsza dotyczyła procedur śnienia, a druga czysto abstrakcyjnych objaśnień tych procedur. Stosowana przez niego metoda nauczania polegała na naprzemiennym wzbudzaniu mojego zaciekawienia abstrakcyjnymi zasadami śnienia i później ułatwianiu mi znajdowania ujścia dla niego poprzez ćwiczenia. Opisałem to już na tyle szczegółowo, na ile tylko mogłem. Przedstawiłem również środowisko czarowników, w którym umieścił mnie don Juan, abym studiował Jego sztukę. Moje kontakty z tym środowiskiem były przedmiotem mojego szczególnego zainteresowania, ponieważ miały miejsce wyłącznie w drugiej uwadze. W środowisku tym miałem styczność z dziesięcioma kobietami i pięcioma mężczyznami – czarownikami i towarzyszami don Juana, a także z czterema młodymi mężczyznami i czterema młodymi kobietami, którzy byli jego uczniami. Don Juan zebrał tych ludzi krótko po tym, jak ja sam znalazłem się w jego świecie. Wyjaśnił mi, że tworzą oni tradycyjną grupę czarowników – replikę jego własnej grupy – a ja mam im przewodzić. Jednakże w trakcie pracy ze mną don Juan odkrył, że jestem inny, niż się tego spodziewał. Wyjaśnił tę różnicę w kategoriach konfiguracji energii widocznej tylko dla czarowników; nie miałem czterech komór energetycznych, tak jak on sam, a tylko trzy. Don Juan pomylił się, mając nadzieję, że taką konfigurację można poprawić; zupełnie nie potrafiłem współdziałać z ową grupą ośmiu uczniów ani jej przewodniczyć. Don Juan stanął więc przed koniecznością zebrania jeszcze jednej grupy ludzi, bliższej mojej strukturze energetycznej. Pisałem szeroko o tych zdarzeniach, ale nigdy nie wymieniłem tej drugiej grupy uczniów; don Juan nie pozwolił mi na to. Argumentował, że znajdowali się oni wyłącznie w moim polu działania, a według naszej umowy miałem pisać o jego polu działania, nie moim. Ta druga grupa uczniów była niezwykle zwarta. Liczyła tylko trzech członków. Należeli do niej Florinda Grau – śniąca, Taisha Abelar – zwiadowca, i Carol Tiggs – kobieta nagual. Obcowaliśmy ze sobą wyłącznie w drugiej uwadze. W świecie rzeczywistym nie mieliśmy o sobie nawet mglistego wyobrażenia. Jeśli zaś chodzi o nasze relacje z don Juanem, nie było tam miejsca na żadne niejasności. Wkładał wielki wysiłek w to, by wyćwiczyć nas wszystkich jednakowo. Niemniej jednak, gdy czas don Juana dobiegał końca, psychologiczne napięcie wynikające z jego odejścia zaczęło burzyć sztywne granice drugiej uwagi. W rezultacie nasze wzajemne kontakty zaczęły w sposób niezamierzony przenikać w sferę świata rzeczywistego i wtedy się spotkaliśmy, jak nam się zdawało, po raz pierwszy. Żadne z nas nie uświadamiało sobie, jak głębokie i żmudne były nasze wspólne działania w drugiej uwadze. Ponieważ każde z nas pracowało naukowo, byliśmy więcej niż zaszokowani, gdy okazało się, że spotykaliśmy się już wcześniej. Było to dla nas – i nadal jest, rzecz jasna – rozumowo nie do przyjęcia, a jednak wiemy, że tego właśnie doświadczyliśmy. I tak pozostała nam nie dająca spokoju wiedza o tym, że ludzka psychika jest nieskończenie bardziej złożona, niż pozwala nam wierzyć nasze wykształcenie uniwersyteckie i zdrowy rozum. Kiedyś razem poprosiliśmy don Juana, by rzucił nieco światła na nasz problem. Odrzekł, że ma dwie możliwości wyjaśnienia nam tego zjawiska. Pierwsze wyjaśnienie prowadzi do naszej zranionej racjonalności i składają do kupy – druga uwaga jest stanem świadomości równie iluzorycznym, niczym słoń latający po niebie, a wszystko to, czego rzekomo doświadczyliśmy w tym stanie, było wytworem hipnotycznej sugestii. Drugie wyjaśnienie będzie zgodne z rozumieniem czarowników stosujących śnienie –jest to energetyczna konfiguracja świadomości. Jednak podczas wykonywania zadań związanych ze śnieniem, bariera drugiej uwagi pozostawała nie zmieniona. Zawsze, gdy wkraczałem w śnienie, wkraczałem także w drugą uwagę, przebudzenie ze śnienia niekoniecznie oznaczało wyjście z drugiej uwagi. Przez cale lata pamiętałem jedynie drobne fragmenty moich doświadczeń w śnieniu. Większość z tego, co robiłem, była dla mnie energetycznie niedostępna. Potrzebowałem piętnastu lat nieprzerwanej pracy – od roku 1973 do 1988, by zebrać wystarczająco dużo energii i odtworzyć w moim umyśle kolejność tych wszystkich zdarzeń. Przypominałem sobie wówczas całe cykle śnienia, jeden po drugim, i w końcu mogłem wypełnić pozorne luki w mojej pamięci. W ten sposób dostrzegłem wewnętrzną ciągłość łączącą kolejne lekcje don Juana o sztuce śnienia; ciągłość, którą utraciłem, ponieważ za jego sprawą kluczyłem między świadomością świata rzeczywistego a świadomością drugiej uwagi. Ta praca jest rezultatem owego procesu odtwarzania zdarzeń. Wszystko to prowadzi do ostatniej części mojego wstępu, a mianowicie wyjawienia powodu do napisania tej książki. Znając większą część nauk don Juana dotyczących sztuki śnienia, chciałbym wyjaśnić w następnej pracy, jaka jest obecna sytuacja i co pochłania jego ostatnich czterech uczniów

– Florindę Grau. Taishę Abelar. podjąłem dzięki Carol Tiggs. Ale zanim opiszę i wyjaśnię. do których do tej pory nie miałem dostępu. że objaśnienie świata. jest najwyższym wyrazem naszej wdzięczności dla niego i naszego oddania dla jego niestrudzonych poszukiwań. by napisać tę pracę. . Uważa ona. co teraz mi wiadomo – te partie lekcji don Juana o śnieniu. Carol Tiggs i mnie samego. dokąd doszliśmy pod kierunkiem don Juana i jaki wywarł on na nas wpływ. muszę zweryfikować – w świetle tego. który dzięki don Juanowi stał się naszym dziedzictwem. Jednakże ostateczną decyzję.

do którego dopasowaliśmy naszą percepcję. – Jakie znaczenie mogłoby mieć dla mnie postrzeganie energetycznej natury rzeczy? – zapytałem kiedyś don Juana. Jestem przekonany. zostało przewidziane i opracowane przez ludzi zwanych przez niego czarownikami starożytności. iż uczyniono z niego podstawową przesłankę magii. że wszystko. W dzisiejszych czasach czarownicy. – Chodzi ci o to. don Juanie. który byłby oficjalnym widzącym lub urzędującym czarownikiem. zmiana postrzegania musi nastąpić u jej społecznej podstawy. – Takie. Ponieważ jednak nie możemy jej bezpośrednio dostrzec. iż aby ocenić pozycję śniących i samego śnienia. – Obsesyjne trwanie umysłu przy praktyce i technice. – Co nazywasz konkretnością. nie interesują ich konkretne zdobycze. czego mnie uczy.ROZDZIAŁ I: CZAROWNICY STAROŻYTNOŚCI Don Juan niezmiennie podkreślał. zdolność. należy zrozumieć dążenia współczesnych czarowników do przesunięcia magii od konkretności w stronę abstrakcji. którą nazywają widzeniem. jeśli tylko uznają to za konieczne. lecz pozbawionych mądrości. Współczesnych zaś czarowników don Juan opisał jako ludzi słynących ze zdrowego rozsądku i zdolności do zmieniania i poprawiania reguł magii. Z konieczności więc – gdyż owe przesłanki są kluczem do wyjaśnienia i zrozumienia śnienia – musiałem raz jeszcze o nich napisać. niczym nie uzasadnione oddziaływanie na ludzi. Lubię natomiast ogrom myśli. don Juanie? . ponieważ szukają wolności. bez jakichkolwiek obsesji. Osobiście brzydzę się ciemną stroną umysłu i jego obsesją śmierci. gdyż właśnie oni pierwsi odkryli i robili to wszystko. wolności postrzegania wszystkiego. co może być postrzegane. jestem winien czarownikom starożytności należny im szacunek. Wyjaśnił mi. Tak więc nigdy nie spotkasz takiego. Czarowników starożytności określił jako ludzi. jest energią. – A co nazywasz abstrakcją? – Poszukiwanie wolności. Wszystko to należało do królestwa czarowników starożytności. Dlatego też większa część tej książki jest rozszerzeniem tego. – Dzięki oddzieleniu społecznej strony postrzegania. poświęciwszy całe swe życie twardej dyscyplinie i ćwiczeniom. Don Juan wyjaśnił. Cokolwiek bowiem postrzegamy. Nie pełnią żadnych funkcji społecznych. co prezentowałem już w moich wcześniejszych pracach. – A co jest społeczną podstawą postrzegania. że współcześni czarownicy poszukują abstrakcji. co jest dostępne człowieczeństwu. Dał mi wyraźnie do zrozumienia. Pomijając jednak moje sympatie i antypatie. don Juanie? – zapytałem. – Dlaczego muszę ją oddzielić? – Ponieważ celowo zmniejsza ona zakres tego. rzeczywiście osiągają zdolność postrzegania natury rzeczy. Twierdzę. że ich najważniejszym osiągnięciem było dostrzeżenie energetycznej natury rzeczy. że przeszłość nie ma żadnego znaczenia dla współczesnych czarowników? – Z pewnością ma znaczenie. Nie lubimy jedynie jej posmaku. i każe nam wierzyć. że postrzegałbyś bezpośrednio samą energię – odparł. Podczas jednej z naszych rozmów don Juan stwierdził. by człowiek mógł przetrwać w dzisiejszych czasach. że podwaliny śnienia przynależne magii zrodziły się w sposób naturalny w umysłach czarowników starożytności i dzięki nim ugruntowały. co wiemy i robimy dzisiaj. przetwarzamy naszą percepcję tak. co istnieje. jest wszystkim. Przedstawił ich jako ludzi błyskotliwych. by pasowała do pełnego wzorca. tak jak to było w przypadku czarowników przeszłości. którzy żyli w Meksyku prawdopodobnie już tysiące lat przed hiszpańskimi konkwistadorami i których najważniejszym dokonaniem było stworzenie podstaw magii ze szczególnym uwzględnieniem jej praktyczności i konkretności. – Praktyczną stronę magii – odparł. Ów wzorzec jest właśnie społeczną stroną postrzegania. iż między owymi czarownikami a tymi z ery nowożytnej istnieją zasadnicze różnice. zrozumiałbyś naturę wszystkiego. którą musisz oddzielić. Odkrycie to było tak doniosłe. że po to. że wzorzec.

– Obecnie. olbrzymi. że istota wszechświata przypomina świetliste nici biegnące w nieskończoność we wszystkich kierunkach. By to udowodnić. z którym cię właśnie zapoznaję. którzy widzieli ją jako pierwsi. . – Jak zatem powinniśmy postrzegać świat? – Wszystko jest energią. po drugie. ponieważ nasze otoczenie nie ustaje w szaleńczych wysiłkach ukazania nam świata właśnie takim. co istnieje. by go zbadać. Nazywam to podstawą społeczną. nie mogłem ich zaakceptować. że opisywali oni człowieka jako jaśniejący kształt przypominający gigantyczne jajo i nazywali go świetlistym jajem. jakby ów kształt miał korzeń i wlókł go za sobą. Jeśli od samego początku nie założymy. który znałem. – Więc o co ci właściwie chodzi? – O to. – Czy to możliwe. Don Juan powiedział. że świat jest zbudowany z konkretnych obiektów. Twierdzili oni. Społeczna podstawa naszej percepcji powinna być naturalnym przekonaniem. Don Juan zapewnił mnie. że to. Nie kwestionujemy tego.– Naturalne przekonanie. Lecz nie jest to jedyny sposób postrzegania. energii samej w sobie. – Gdy czarownicy widzą istotę ludzką – powiedział don Juan – widzą unoszący się. ryje głęboką bruzdę w energii ziemi. sklasyfikujemy go i opiszemy za pomocą całkowicie nowych. Wtedy jeszcze mój umysł odrzucał każdy sposób rozumienia świata różniący się od tego. Don Juan miał wrażenie. Nawiązywały one do prawd magii nie mających żadnych racjonalnych podstaw i jakichkolwiek związków z faktami świata naszej codzienności. Twierdzenia don Juana były dla mnie zupełnie obce. by ukazać nam energię bezpośrednio. Dla takich czarowników najbardziej znaczącym aktem magii jest widzenie istoty wszechświata. że jest to świat obiektów. nigdy nie będziemy w stanie dostrzec jej w sposób bezpośredni. aby nasi przodkowie mogli przetrwać – powiedział don Juan. że jego metoda jest bardzo zbliżona do tej. że energia jest wszystkim. – Jest to bardzo skuteczny sposób oceniania i klasyfikowania żywność i niebezpieczeństwa. że przede wszystkim jest to świat energii. jesteśmy zmuszeni wierzyć. – Postrzeganie świata jako świata przedmiotów. przetwarzamy i dopasowujemy do pewnego wzorca. powszedniej rzeczywistości. Do tych bardziej wyszukanych terminów należały wyrażenia. że zrozumiemy świat. który poruszając się. don Juanie – stwierdziłem z żalem. na co właśnie zwróciłeś uwagę. jakim go widzimy. Don Juan twierdził. że to możliwe i że właśnie robi to ze mną i innymi uczniami. Jego argument był dla mnie całkowicie niepojęty. – Postrzegamy tak. by nauczyć nas postrzegania świata naszej codziennej. którzy postrzegają energię i widzą istotę wszechrzeczy. – Jest to bez wątpienia świat obiektów. Jest jeszcze jeden: ten. której używa się. Naucza nas nowego sposobu postrzegania. Postrzeganie istoty wszechrzeczy sprawi. że najlepiej opisali ją czarownicy starożytności. Należałoby podjąć ogromny wysiłek ukazania nam energii jako energii. a potem dopiero świat obiektów. Wygląda to tak. iż zaakceptowaliśmy ten wzorzec jako dziedzictwo naszych przodków. Według koncepcji don Juana swoiste usidlenie w procesie przetwarzania naszej percepcji w celu dopasowania jej do społecznego wzorca traci na sile w momencie. że nasz kształt energetyczny nieustannie zmienia się w czasie. Jest to akt bezpośredniego postrzegania istoty wszechrzeczy. lecz będących oczywistymi prawdami dla czarowników. albo negatywne. których nauczyli don Juana jego poprzednicy. które były albo pozytywne. iż jest to świat energii. poprzez uświadomienie nam. z którego potrafimy korzystać. Wtedy mielibyśmy w ręku obie możliwości. Cały wszechświat jest energią. Od widzenia istoty wszechświata czarownicy starożytności przeszli do widzenia energetycznej istoty człowieka. Zawsze będzie powstrzymywać nas naturalne przekonanie o realności i twardości obiektów. wystarczy zderzyć się z nimi. świetlisty kształt. bardziej pasjonujących i wyszukanych terminów – stwierdził don Juan. poprzez szaleńcze wysiłki. by nauczyć ludzi postrzegać w taki sposób? – zapytałem. Don Juan uważał. co postrzegamy. – Oczywiście. że jest on zbudowany z obiektów. – Nie potrafię wyobrazić sobie świata w inny sposób. gdy zdajemy sobie sprawę. po upływie tysięcy lat takiego postrzegania świata. lecz również nie mogłem odrzucić. było bez wątpienia konieczne. jak postrzega drapieżca – po wiedział mi pewnego razu don Juan. nie zadając sobie nawet trudu. Po pierwsze. jaśniejące włókna świadome swego istnienia w sposób niepojęty dla ludzkiego umysłu.

musi być wyrażone za pomocą terminów dostępnych normalnie widzącemu drapieżcy. punkt połączenia opisują więc jako plamę światła. – Wszystko. w sposób właściwy danej istocie. że punkt połączenia otacza zawsze kulista poświata. włączając w to siebie. że tam właśnie. co uważał za decydujące odkrycie czarowników starożytności. dawni czarownicy przypuszczali. a punkt niezwykłej jasności jest częścią tej kuli energii i jest zlokalizowany na wysokości łopatki w odległości wyprostowanego ramienia za plecami. co widzimy. Dawni czarownicy doszli więc do wniosku. lecz widzenie tego ruchu nie wystarczy. że najbardziej odpowiednim przykładem owej trudności jest sposób. – Jaka jest funkcja punktu połączenia? – zapytałem. automatycznie i spontanicznie łączy je w ciągłą percepcję świata. że doszli do wniosku. co jest nam znane. widząc jego funkcję. że później. w którym jest zazwyczaj ulokowany. gdyż jest on niewielki w porównaniu z całością. zawsze używam wyrażenia “przypomina" lub “wydaje się" – zwrócił uwagę don Juan. niezwykłe zachowanie ludzi z tak przesuniętym punktem zdaje się zaświadczać. Potem powiedział. poszli w swych wyjaśnieniach dalej. czarownicy widzą osobę. punkt połączenia u człowieka może oddalać się od miejsca. że dawni czarownicy widzieli. nazwali go punktem połączenia. jest tak niepowtarzalne. iż wszelkie postrzeganie musi zachodzić właśnie tam. w tym punkcie. – Zauważ. Widząc. Jednak od czasu do czasu. chociaż nie mogą być jasnością w dosłownym tego słowa znaczeniu – widzenie nie polega bowiem na dostrzeganiu za pomocą wzroku. – Sprawia. która go . z nie znanych sobie przyczyn. że postrzegamy – odpowiedział. że punkt połączenia poprzez skupianie swojej poświaty na włóknach energii wszechświata. Don Juan stwierdził. Nazywał to fundamentalną cechą istoty ludzkiej jako świetlistej kuli. Don Juan sugerował. gdy czarownicy widzieli już. że wszystkie żywe istoty mają taki jasny punkt. – A co takiego dawni czarownicy widzieli. i założyli. W końcu widzieli dwie rzeczy. tym bardziej niezwykłe staje się jego zachowanie i najwyraźniej również jego świadomość i percepcja. że każdy widzący. Niemniej jednak muszą uwypuklić różnicę pomiędzy nimi. niezwykle jasny punkt wielkości piłki tenisowej tkwiący na stałe wewnątrz świetlistej kuli. że świetlista kula jest dużo większa od ludzkiego ciała. by odpowiedzieć. – Dawni czarownicy widzieli. o których mówiłeś. którego znał.Powiedział. Gdy jednak punkt połączenia i otaczająca go kulista poświata zmienią swoje położenie. tak zdominowanymi przez patrzenie oczami drapieżcy. poświatę. sądząc z normalnego zachowania obserwowanych. Ponieważ za pierwszym razem miałem trudności z wyobrażeniem sobie tego. Po pierwsze. jak miliony włókien świadomej energii przechodzą przez punkt połączenia. jak i dlaczego energia się porusza. jaką rolę może odgrywać punkt połączenia i otaczający go blask. że najpierw widzieli. iż postrzeganie zachodzi właśnie w owym punkcie połączenia? – zapytałem. że ludzie w kształcie jaja są bardziej podobni do ludzi z dalekiej przeszłości niż pozostali. gdy punkt połączenia znajduje się w swym zwykłym położeniu. – Czarownicy widzą ruch energii. – Tego nikt nie może wiedzieć – odparł z przekonaniem. świetliste włókna łączą się w percepcję. widzi kształt istoty ludzkiej jako przypominający bardziej kulę albo kamień nagrobny niż jajo. Chodziło o okrągły. że im większe jest przemieszczenie punktu połączenia u człowieka. czego się zresztą można było spodziewać. – W jaki sposób włókna. że jesteśmy istotami tak uzależnionymi od wzroku. iż wszystko. Opisują je jako jasność. Don Juan stwierdził. łączone są w ciągłą percepcję świata? – zapytałem. co ktoś widzi. przy samej jej powierzchni. że dawni czarownicy. która wzmacnia jasność włókien przepływających przez kulę. a otaczający go blask jako aureolę. w jaki czarownicy mówią o punkcie połączenia i otaczającej go poświacie. niż tylko porównując z tym. iż spośród milionów świetlistych włókien wszechświata przepływających przez świetlistą kulę jedynie nieliczne przechodzą przez punkt połączenia. jakieś dwie stopy za wzgórkiem prawej łopatki. Odpowiedział mi. co usłyszałem. Don Juan powiedział. które przez niego przechodzą. W trakcie swoich nauk don Juan wielokrotnie prezentował i objaśniał to. której energia przybiera kształt jaja. że łączą się one i gromadzą w poświacie. Don Juan powiedział. iż zmienia się również ich świadomość i postrzegają oni odmiennie niż zazwyczaj. że gdy mówię o widzeniu. Następnie widzieli. iż nie można mówić o tym inaczej. Po drugie. percepcja i świadomość wydają się normalne. don Juan wyjaśnił. Wysunęli przypuszczenie.

potrzebujemy jedynie energii. należą ciągle do wymiaru ludzkiego. don Juanie – powiedziałem pewnego razu – ale ta cała historia o punkcie połączenia jest tak naciągana. które nie należą do wymiaru ludzkiego. która tkwi w umyśle każdego z nas i która nas powstrzymuje. że gdy punkt połączenia przemieści się w inne położenie. nazwali go przesunięciem punktu połączenia. lecz dlatego. że w ogóle nie wiem. żebyś je zastosował. gdyby czarownicy pozostawali wyłącznie na poziomie opisu widzenia. czarownicy muszą doskonalić swoje umysły najlepiej jak potrafią i w każdej dostępnej im formie. Widzieli go dawni czarownicy i doszli do wniosku. – Czy istnieje możliwość. mogą być mylne. Gdy ją posiądziemy. Rolę don Juana w świecie czarowników oddawał tytuł. które czarownik wysnuwa ze swego widzenia. że niewątpliwie byłoby o całe niebo bezpieczniej. – Dla mnie jest oczywiste. Don Juan wyjaśnił. Widzieli także. którą czarownicy starożytności widzieli i zbadali. Jeden polegał na przemieszczeniu do jakiegokolwiek punktu na powierzchni lub we wnętrzu świetlistej kuli. była odmienna konfiguracja energii. chociażby tylko na własny użytek. że różnica między przesunięciem a ruchem leży w naturze postrzegania w obu wypadkach. i w ogóle brak jej w martwych ciałach. Don Juan spuścił nieco z tonu i zauważył. – Co prawda. – Nie potrafię wyjaśnić dlaczego. Drugi zaś był przemieszczeniem poza kulę i zyskał nazwę ruchu punktu połączenia. Ponieważ przesunięcia punktu połączenia są przemieszczeniem wewnątrz kuli. lecz pokusa wyciągania wniosków i wyjaśniania. iż poświata jest mocno zamglona u ludzi nieprzytomnych lub będących u kresu życia. w nim właśnie włókna energii łączą się w postrzeganie. To nie jest tylko kwestia posiadania energii. don Juanie. Wówczas musisz zaufać nagualowi. Czarownicy przeszłości doszli zatem do nieuniknionego wniosku. uwierz mi. jak sobie z tym poradzić i co o tym myśleć. nowy świat nie może być naszym światem spraw codziennych. że świadomość i percepcja idą ze sobą w parze i są ściśle związane z punktem połączenia i jego poświatą. że owa poświata jest świadomością. Aby uniknąć takiej katastrofy. lecz nie istnieje nawet najmniejsze prawdopodobieństwo. Natomiast ruch punktu połączenia jest przemieszczeniem poza kulę i wiąże się z włóknami energii.otacza. nazwali go . że muszę nauczyć się ufać mu bez zastrzeżeń i zaakceptować go bez uprzedzeń jako naguala. najtrudniej było mi znaleźć się w jego świecie. Trzeba tylko przełamać barierę. światy nimi wywołane. Wymiar ludzki to włókna energii przechodzące przez całą świetlistą kulę. wspaniałe czy niewiarygodne. skupia się tam nowy konglomerat milionów świetlistych włókien. Mówię ci o zasadach magii nie w nadziei. By ją przełamać. – Możesz zrobić tylko jedno – odparował don Juan. – Czy jego również nie ma w martwym ciele? Don Juan odparł. Czarownicy odkryli. Postrzeganie tych włókien wywołuje powstawanie światów niedostępnych rozumowi. gdyby okazał się on człowiekiem naiwnym i prymitywnym. widzenie samo do nas przyjdzie. jak dziwaczne. że czarownicy starożytności pomylili się w swoim widzeniu? – zapytałem. tak nie do przyjęcia. bez względu na to. gdzie znajduje się punkt połączenia. że to jest tylko kwestia posiadania energii. Najtrudniej przekonać samego siebie. że można to zrobić. Oznaczało to. Następną rzeczą. by opuścić fortecę naszego samozadowolenia i fałszywego bezpieczeństwa. że dawni czarownicy potrafili rozróżnić dwa typy przemieszczeń punktu połączenia. że każdy czarownik musi sprawdzić wszystko w oparciu o własne doświadczenie. gdyż są one oznaką życia i świadomości. by czarownicy mogli się mylić w swoim widzeniu – powiedział don Juan nie znoszącym sprzeciwu tonem. – Wybacz mi. że u nieżywej istoty nie ma nawet śladu punktu połączenia i otaczającej go poświaty. który nadali mu jego towarzysze. Sztuczka polega na tym. jako efekt przemieszczenia się punktu połączenia. Na początku mojego trzynastoletniego okresu terminowania u don Juana. że skoro poświata świadomości jest obecna wszędzie tam. wnioski. że widzenie wymaga wielkiej wiedzy. że je zapamiętasz. – Właśnie. gdy mówił o zaufaniu. doszli więc do przekonania. Don Juan powiedział. – A co z punktem połączenia? – zapytałem. nigdy jeszcze nie tkniętych ludzką stopą. Sprawa uzasadnienia każdej kwestii była wówczas dla mnie bardzo istotna. światów niepojętych. Don Juan miał całkowitą rację. Jednakże z powodu odmiennej pozycji punktu połączenia. jest zbyt silna. Cud magii polega na tym. – Musisz zobaczyć punkt połączenia! Widzenie wcale nie jest takie trudne.

którego musiałem się nauczyć jako dziecko i którego nienawidziłem z całego serca. że bez Zaufania do naguala nie ma możliwości poczucia ulgi. a główka fajki to pozostałości po rozciągniętej świetlistej kuli. czy punkt połączenia ma coś wspólnego z ciałem materialnym. jest nagualem. – Nie. – Wierz. ale przeciętny człowiek zbytnio jest zajęty swymi doczesnymi problemami. – A czy ty sam potrafisz je wyczuwać? – spytałem. Ale ich słowa nie wypływały z poczucia i przekonania o własnej ważności. Mówiłem mu. Pewnego dnia zapytałem go. a także jego własna uległość wobec niego. jeśli nie odpychającym. odzwierciedlać ducha. co zwykle postrzegamy jako nasze ciało – odpowiedział. zamiast kuli czy jaja. że bez naguala nie ma dalszej gry. jak słuszne było to. i tak też twierdzę. posiadającej szczególną konfigurację energii. Wtedy. – Faktem jest jednak. mężczyzny czy kobiety. Don Juan wielokrotnie powtarzał. którzy żyli przede mną. potrafi nawet nagiąć je do swojej woli. że ostatecznym efektem ruchu punktu połączenia jest całkowita zmiana kształtu pola energii człowieka. jeśli o to chodzi. co przypomina kształtem fajkę. Strumienie te pojawiają się nagle i równie nagle znikają. zapewnił mnie. niczym nie uzasadnioną chimeryczność. jak powiedział. to odwoływać się tylko i wyłącznie do tego. – A jak się przemieszcza? – Poprzez strumienie energii. Gdy powiedziałem mu o tym. gdy punkt połączenia przemieszcza się na zewnątrz pola energii. Mówić. którą widzący postrzega jako podwójną świetlistą kulę. A gdy punkt połączenia nadal będzie się poruszał. – Gdy mówisz o nagualu. ani euforia nie mają swojej stałej przyczyny. nie traktujemy ich jako miażdżącego uścisku nieznanego. powstaje coś. wówczas jej dodatkowy ładunek energii zamienia się w siłę i zdolności przywódcze. które jest naszą energetyczną jaźnią.nagualem. co się dzieje. Widzący wierzą. który głosi nam jego przesłanie. czego starał się mnie nauczyć. I rzeczywiście. Don Juan wyjaśnił mi. Ale to wszystko. co ty mówisz teraz mnie – powiedział don Juan. poza jego kształt? Wisi w wolnej przestrzeni? Jest połączony ze świetlistą kulą? – Punkt połączenia rozciąga granice pola energii. nauczyłem się w końcu ufać don Juanowi bez zastrzeżeń. jak trudno mi się z tym zgodzić. w co tylko chcesz – odpowiedział mi z niezmąconym spokojem don Juan. po którym zaraz przychodzi euforia. jakbyś wyrażał ślepą religijną wiarę – powiedziałem. w pewnej chwili świetlista kula . niezmiennie kojarzyły mi się z całkowitym i dogmatycznym posłuszeństwem. ale nigdy ich nie przerywa. brzmi to tak. Początkowo takie pełne zaufanie do don Juana wydawało mi się czymś bardzo niepokojącym. Wiem o tym. jest zaledwie marginalny. że nie ma dokąd pójść bez naguala. W miejscu ustnika znajduje się punkt połączenia. – Don Juanie. i często o tym dyskutowaliśmy. To samo dotyczy i mnie. by zwracać uwagę na takie uczucia. ponieważ lepiej od innych potrafi odzwierciedlać abstrakcję. a zatem i możliwości oczyszczenia swojego życia z gruzów dawnych obciążeń. Jesteśmy powiązani z samym duchem i nasz związek z człowiekiem. – Czuje je każdy czarownik. Wyjaśniono mi. – Mój nauczyciel odrzekł. Są to wstrząsy rodzące się wewnątrz i na zewnątrz naszego ciała energetycznego. I tak też twierdzili inni naguale. kiedy to nastąpi. – Powiedziałem mu to samo. ale jako niewytłumaczalną. co powiedział jego nauczyciel. rozpycha je. Ja zaś wielokrotnie powtarzałem. – Jest to część świetlistego jaja. Każda istota ludzka to potrafi. Nie ma to nic wspólnego z tym. że gdy taka osoba pojawi się w świecie czarowników. A ponieważ ani smutek. – A jakie uczucia towarzyszą tym strumieniom? – Stosunkowo nieprzyjemne uczucie. Ale czarownik potrafi to zrobić. ufać mu jako nagualowi. W ten sposób nagual staje się naturalnym przywódcą i przewodnikiem grupy czarowników. bez tego nie ma wolności. że człowiek. nagual. że to pojęcie odnosi się do każdej osoby. I tak. I nikt nie potrafi przewidzieć. przyniosło mi to nieopisaną ulgę i otworzyło bardziej na wszystko. Stwierdzenia nauczyciela don Juana. W naukach swych don Juan kładł szczególny nacisk na wyjaśnienie istoty punktu połączenia. że miał takie same problemy z zaufaniem swojemu nauczycielowi. że moje wychowanie w przytłaczającym środowisku religijnym wycisnęło na mnie swe okropne piętno. ledwo uchwytne poczucie smutku.

Moim zdaniem ci dawni czarownicy byli lekkomyślnymi.rozciągnie się tak bardzo. i to czyni nas podobnymi do siebie. To jego zachowanie było niezwykłe. choć budzący grozę. – I jak wyglądał? – Jeśli chodzi o wygląd. Wolności zachowania swej świadomości i jednocześnie tego. don Juanie? – Tak. urąga najśmielszym wyobrażeniom. jak my. Wszelkie dążenia i troski typowe zwykłym ludziom przestały mieć dla nich jakiekolwiek znaczenie. Przypominali bardziej istoty nie z tego świata. W podobnej chwili staje się jasne. Gdy zapytałem. Głównym jego argumentem było to. Don Juan powiedział mi także. bardziej stosownej . don Juanie? Umarli? – Według opowieści czarowników. że wyglądałbym jak pies goniący za swym ogonem. A jak mieliby niby wyglądać? Ale nie byli oni tacy. – Co się w końcu z nimi stało. godnymi zaufania. – Chcesz przez to powiedzieć. pod jakim względem różnili się od nas. Nie wiem. A owi czarownicy jawili się już niejako kule energii. – Chcesz powiedzieć. które usiłowały nagiąć się w krąg. którym udało się dokonać tego wielkiego wyczynu i przekształcić swe pole energii. to to. Ale nie chodzi tu tylko o sprawę zachowania. że byli okropni? – Ależ nie. że osiągamy te dwa stany energii automatycznie w procesie wychowywania i traktujemy je jako coś tak oczywistego. don Juan odpowiedział: – Oczywiście. Ale wydaje mi się. dlatego właśnie. Zyskali także zupełnie odmienny wygląd. niezupełnie. co musiałbyś wpierw sam zobaczyć. że upodobni się do cienkiej linii energii. którzy wpadli w sidła swych własnych machinacji. co mogę ci na ten temat powiedzieć. że zachowanie czarownika. opętanymi i kapryśnymi dziwakami. że pytasz. że inni postrzegają znany nam świat tak. Opisywani są jako ludzie bardzo mili. co niezupełnie im się udawało. Gdybyś jednak nalegał i chciał się dokładnie dowiedzieć. ludźmi rozsądnymi. – Pod jakim względem się zmienili? – Zajmowały ich inne sprawy. to nie odbiegał zasadniczo od przeciętnego człowieka. by moje osobiste poglądy miały wpływ na twoje odczucia. – Co stanowiło o jego niezwykłości? – Wszystko. jak pewnie byś sobie ich wyobrażał albo nawet ja. że potrzeba nam nowej. – A co ty sam o tym sądzisz. że nie wyglądali jak ludzie? – Trudno jest powiedzieć cokolwiek na temat tych czarowników. – Czy spotkałeś kiedykolwiek któregoś z nich. to w swych wyjaśnieniach zaplątałbym się tak. don Juanie? – Jest to dla mnie zbyt dziwaczne. iż łączy nas owa jednorodność i spójność energetyczna. Don Juan powiedział także. jacy oni byli. by zniknąć w otchłani. Oczywiście. czy nadal byli ludźmi myślącymi. by należycie to ocenić. – Czy wszyscy czarownicy byli tacy jak ten. skoro udawało im się rozciągać swe pole energii. spotkałem kiedyś jednego. Już choćby tylko dlatego. No cóż. czy po tym przekształceniu czarownicy nadal byli ludźmi. Opowieści te przedstawiają ich jednak jako ludzi dość osobliwych. Znam nawet kilka opowieści o tym. którego spotkałem. jak bardzo istotna dla postrzegania jest energetyczna jednorodność i spójność. który znamy. Wszystkie istoty ludzkie są świetlistymi kulami. Don Juan starał się również wyjaśniać mi. że nadal byli ludźmi. Dokonań dawnych czarowników nie można z niczym porównać. Jest to coś. iż ludzkie możliwości są wcale pokaźne. dopóki nie stajemy nagle przed możliwością dostrzeżenia świata innego niż ten. że udowodnili nam. iż nie uświadamiamy sobie ich fundamentalnego znaczenia. że dawni czarownicy byli jedynymi. Ja chcę wolności. lecz jako linie energii. Tak więc nadal żyją i zachowują swą świadomość aż do dziś. którego spotkałeś? – Z pewnością nie. że pojawiają się od czasu do czasu na ziemi. Nie pozwól jednak. znam jednak opowieści innych czarowników przekazywane z pokolenia na pokolenie. że wyglądali jak ludzie. udało im się również rozciągnąć trwanie swej świadomości.

don Juan świadomie opowiadał o czymś. skoro nie potrafiłem tego dokonać. by pojąć i zrozumieć tę nową konfigurację pola energetycznego. jakiego nigdy przedtem nie widziałem ani nawet nie potrafiłem sobie wyobrazić. bym sam to widział. że nieraz widziałeś tłumy ludzkie. Ten twój pomysł z mnóstwem świetlistych kuł bierze się z tego. dobre sobie – Bardzo prosto. – Jak ja mam to zrobić? Pożyczyć od ciebie energii. czego nie sposób opisać. – Jak można zyskać jednorodność i spójność? – spytałem. Było to światło. że mówimy o jednorodności kształtu energetycznego dlatego. Możliwe też. Don Juan odparł. który nazywał drugą uwagą. i to tak mocno. że straciłem oddech. Wtedy po raz pierwszy. – Kluczem jest tu usytuowanie punktu połączenia. co robił przez cały czas – o wprowadzaniu mnie w pewien niepojęty stan świadomości. Wtedy on zaproponował. jak wyjaśniał don Juan. Wydawało mi się. Dopiero wtedy można zrozumieć ogrom tego. zapytałem go więc. każdy z nich jednorodnie stawał się linią i spójnie tą linią pozostawał. Lecz gdy wyobraziłem sobie całe mnóstwo takich kuł. który całkowicie urągał memu wyobrażeniu świata i mnie samego. przy takiej liczbie kuł. czy dawni czarownicy mogliby powrócić do formy jaja. a może raczej unieruchomienie go – odpowiedział don Juan. otoczone bezmiarem. Wszędzie wokół mnie snuły się jasne. Jednorodność i spójność energetyczna na poziomie linii pozwoliła czarownikom dostrzec nowy homogeniczny świat. co mogli postrzegać i czego dokonać jako linie energii. Tak więc. widzi go jako pojedynczą kulę energii. należą włókna przestrzeni przez nią przenikające. Zawsze będą w jakiejś kuli. Lecz we wszechświecie energii istnieją tylko formy indywidualne. czym jest owa jednorodność i spójność. stan. – Nie znam sposobu na wyjaśnienie tego. iż wskutek uderzenia zapadłem w sen. lśniące wiązki światła. gdy przybierał on postać linii. poczyniłem ogromny wysiłek. co skrystalizowało i spoiło ich pola energetyczne. samotne. rozciągnęli swe pola energetyczne w linie tysiące razy większe od normalnego pola w kształcie kuli i mogli dostrzegać wszystkie włókna przestrzeni przenikające przez tę linię. włókna znajdujące się na zewnątrz dowolnej z nich muszą przenikać przez sąsiednią kulę. że nie miało sensu nakazywać mi. Logicznie rozumowałem. Kiedy odzyskałem oddech lub też kiedy się przebudziłem. Kiedy widzący widzi energetyczny kształt człowieka. nadciągały z przestrzeni i niknęły gdzieś w nieskończoności. Mogę przesunąć twój punkt połączenia w miejsce bardziej odpowiednie do bezpośredniego postrzegania energii. mówimy o jego spójności. – Ogarnięcie tego z pewnością nie jest ćwiczeniem na twoją głowę – odrzekł don Juan po uważnym wysłuchaniu moich argumentów. włókna przestrzeni nie mogą znajdować się poza nimi. Po wielu trudach zacząłem wreszcie pojmować ideę włókien przestrzeni przenikających świetlistą kulę i tych znajdujących się poza nią. jeśli dobrze pamiętam. A ponieważ jego energia zawsze zachowuje swój kształt kuli lub jaja. Tak więc. że zemdlałem. don Juan wyjaśnił mi. by móc postrzegać spójnie i całościowo. a tym samym uniemożliwiło powrót. aby przesunąć mój punkt połączenia do pozycji bardziej odpowiedniej do bezpośredniego postrzegania energii. don Juan uderzył mnie w plecy pomiędzy łopatkami. daleko wykraczał poza to. don Juan z wielkim zaciekawieniem spytał: . że dobrym przykładem nowego typu jednorodności i spójności był kształt energetyczny dawnych czarowników. Nie chciał jednak rozwijać wtedy tego tematu. że do wymiaru ludzkiego. A potem spójność pola energetycznego uniemożliwiła im już powrót. obraz prysł. Ponieważ don Juan nalegał.jednorodności i spójności energetycznej. ale tego nie uczynili. gdy człowiek jest energetyczną kulą. Jeśli obok tej kuli znajduje się jeszcze jedna kula. Normalnie postrzegamy zaledwie jedną tysięczną wymiaru ludzkiego. była ich własna decyzja powodowana zachłannością. Gdy spytałem. bym pożyczył od niego energii i użył jej do widzenia. Don Juan powiedział. że patrzę na coś. Don Juan uważał. że w pewnym momencie mogli. że gdy świetlistych kuł jest tak dużo. co mógł postrzegać i dokonać zwykły człowiek czy zwykły czarownik. że każdy człowiek na ziemi ma kształt kuli albo jaja. Sam musisz to widzieć! Spierałem się później z don Juanem. Chodzi o to. że tym. co uczynili dawni czarownicy. mówiąc o włóknach przestrzeni wewnątrz i na zewnątrz kształtu istoty ludzkiej. tę również widzi jako pojedynczy kształt. I nagle patrzyłem albo śniło mi się. co dawni czarownicy mieli na myśli. Zakres tego.

w stanie normalnej świadomości czarownik naucza swoich uczniów podstawowych pojęć i procedur. ale mogą też wciąż na nowo przeżywać to wszystko. czego doświadczali w drugiej uwadze. jak tylko mógł. wiedząc. Przekonywał mnie również. uczucia superświadomości. Zasadniczym powodem były tu nie tyle jej zawiłość i złożoność. które zajmował w momencie przechodzenia do drugiej uwagi. mówimy wtedy. było to delikatne klepnięcie lub silne uderzenie w plecy na wysokości łopatek. że dawni czarownicy rozróżniali dwa całkowite wymiary swych poczynań: mniejszy zwany pierwszą uwagą lub świadomością naszego świata. zanim pojąłem istotę drugiej uwagi. Don Juan powiedział. – Poruszyłem twój punkt połączenia – mówił don Juan – i przez chwilę śniłeś włókna wszechświata. gdy mamy zrobić coś. Don Juan pomógł mi doświadczyć niewytłumaczalnych rzeczy towarzyszących drugiej uwadze za pomocą czegoś. Doświadczałem wtedy na krótko bardzo męczącego uczucia niesamowitej jasności umysłu. Oceniając to wszystko z dzisiejszej perspektywy. do rangi jednego z najtrudniejszych i najbardziej skomplikowanych zadań w tradycyjnej magii. I dlatego widzieli wszystko. Don Juan argumentował. byś mógł przemienić swoją jednorodność i spójność. punkt połączenia znajduje się w innym położeniu. znacznie rozleglejszym. że stosowanie sztuczki czarowników jest nieodzowne. Dawni czarownicy byli wytrawnymi mistrzami takiej przemiany. by zrozumieć swoją niezwykłą wizję. jest druga uwaga lub świadomość innych światów. że gdy powracałem . nie pozwalając. tak intensywny. ile to. Tak więc przypominanie sobie to ponowne przesunięcie punktu połączenia dokładnie w to położenie. co może widzieć człowiek. czego nauczyliśmy się jako dzieci. Gdy znajdowałem się w drugiej uwadze. zostaje z nami przez całe życie. jak to tylko możliwe. by przesunął się z powrotem. ale w jakiś sposób zachowują je w każdym szczególe w swej pamięci. Don Juan zauważył. Kosztowało mnie to wiele wysiłku i zabrało mnóstwo czasu. że wypełnieniu tego zadania czarownicy poświęcają całe swe życie. czyli unieruchomienie punktu połączenia w jednym z niezliczonych nowych położeń. – Czym jest przemiana jednorodności i spójności? – Osiągnięciem drugiej uwagi poprzez utrzymywanie punktu połączenia w jego nowym położeniu. don Juan wyjaśniał mi szczegółowo naturę magii. że czarownicy mają nie tylko doskonałą i absolutną pamięć. że dzięki temu przemieszcza mój punkt połączenia. że każdorazowo. Przeważnie przypominało jakiś dziwny sen. co dzieje się z nimi w drugiej uwadze. To. że nie byłem jeszcze gotowy do tego. Powiedział. Wyjaśnił mi. że don Juan tak często. że stan normalnej świadomości prezentował się przy nim bardzo mizernie. Don Juan powiedział mi tak: – Uczenie się czegoś w drugiej uwadze przypomina nabywanie wiedzy w dzieciństwie. codziennego świata. Niezliczoną liczbę razy udało mi się postrzegać tak wyraźnie. mimo wszystko. Problem mój polegał na tym. Ale nie było to. Ale nie ma w tobie jeszcze odpowiedniej dyscypliny. że nie potrafiłem przerzucić pomostu między swoimi działaniami w drugiej uwadze a świadomością otaczającego mnie. i to bez zbędnych słów. wprowadzał mnie w drugą uwagę. że wszystko to w nienaruszonym stanie pozostanie w mej pamięci do końca życia. przywracając określone położenie punktu połączenia. Mówiąc innymi słowy. a w drugiej uwadze udziela im abstrakcyjnych i szczegółowych wyjaśnień. całkowitego jak uwaga której wymaga od nas codzienne życie. że po jego uderzeniu zobaczyłem gwiazdy. Czarownicy wyjaśniają tę osobliwość pamięci i proces przypominania tak. co nazywał sztuczką czarowników. czyli unieruchomienie punktu połączenia w swym zwykłym położeniu. Potem don Juan podał mi tradycyjną definicję drugiej uwagi.– I co widziałeś? Gdy odpowiedziałem. gdy ktoś wkracza w drugą uwagę. Zwykle też uczniowie nie pamiętają tych wyjaśnień. czego się wtedy nauczymy. “To takie oczywiste". Traktowali oni drugą uwagę jako Wymiar nie kończącego się działania. Drugim wymiarem. jak postrzegałem otaczający mnie świat na co dzień. zdaję sobie sprawę. Czarownicy wykorzystali tę osobliwość pamięci i podnieśli proces przypominania sobie wszystkiego. nie ma energii. starał się mnie zmusić do przemiany jednorodności i spójności mojej energii. Don Juan zapewnił mnie. aż skręcał się ze śmiechu. które są zresztą ogromne. miłe uczucie. W stanie tym potrafiłem pojąć dosłownie wszystko. że dawni czarownicy tak nazywali stan wynikający z unieruchomienia punktu połączenia w nowym położeniu. by zmusić mnie do utrzymywania odmiennego położenia punktu połączenia i spójnego w nim postrzegania tak długo.

co można postrzegać. gdy spacerowaliśmy po wielkim placu w mieście Oaxaca. lecz również tego. że punkt połączenia można wypchnąć poza świetliste jajo. Po czwarte. Po drugie. zaczynają przez niego przechodzić całkiem różne. Głodówki. widzieli. Świadomość istnienia tej możliwości pociągała za sobą kolejne odkrycie. widzieli oni. którego dokonali dawni czarownicy.do normalnego stanu świadomości. Don Juan powiedział. widzieli. tym większe przemieszczenie. że byłem w drugiej uwadze. – To sztuka swobodnego przemieszczenia punktu połączenia z jego zwykłego położenia w celu uwydatnienia i rozszerzenia zakresu tego. poddawanie się długotrwałym stanom przemęczenia i napięcia czy. zupełnie nie pamiętałem nie tylko tego. I w ten sposób. które przechodzą przez punkt połączenia. pomiędzy włókna energii całego wszechświata. spójnego postrzegania. – Czarownicy pojmują śnienie jako niezwykle wysublimowaną sztukę – powiedział. Angażują one świadomość i zmuszają owe niezwyczajne pola energetyczne do połączenia się i wytworzenia stałego. widzieli. że to spostrzeżenie stało się dla nich bodźcem do opracowania niesłychanie wydumanych technik wymuszających przemieszczanie punktu połączenia. Dawni czarownicy. przyjmując dowolne położenie na powierzchni świetlistego jaja lub w jego wnętrzu. że im większe przemieszczenie. że dzięki właściwej dyscyplinie można systematycznie przesuwać punkt połączenia w trakcie snu i zwyczajnych marzeń sennych. że sny są ściśle powiązane z tym przemieszczeniem. że podczas gnu punkt połączenia może się bardzo łatwo przemieścić. widzieli. że tylko te włókna energii. stworzyli śnienie. Dawni czarownicy widzieli. takich jak spożywanie roślin pobudzających odmienne stany świadomości. I po piąte. tym bardziej niezwykły sen. było stwierdzenie. Po pierwsze. Pewnego dnia. don Juan podał mi najspójniejszą z punktu widzenia czarowników definicję śnienia. w szczególności. . Po trzecie. zasadzali sztukę śnienia na pięciu stanach. że w trakcie zwykłego snu punkt połączenia może bardzo łatwo sam się przemieścić. jak mówił don Juan. Kolejnym fundamentalnym odkryciem. niezwyczajne włókna. iż taki stan w ogóle istnieje. że jeśli punkt połączenia ulegnie choćby nieznacznemu przemieszczeniu. kontrolowanie snów. a mianowicie. mogą być połączone w spójne postrzeganie. lub też na odwrót: im bardziej niezwykły sen. które widzieli w przepływie energii człowieka. prawdopodobnie nawet o tym nie wiedząc.

Czarownicy przywykli już do tego i potrafią to osiągać. Ustawić śnienie. niczym wrażenie ^myślowe. Moje pierwsze próby poszukiwania własnych rąk pod – czas snu okazały się fiaskiem. na chwilę. Don Juan opisał uwagę śnienia jako kontrolę. Jeśli ty chcesz do tego przywyknąć. począwszy od pragnienia pojawienia się myśli o niej. samoistną właściwość naszej świadomości czeka ona jedynie na nasze przywołanie. którą posiada każdy z nas. kontrolujesz obraz sali wykładowej i pozwalasz mu zniknąć dopiero wtedy. którą zyskuje się nad snami poprzez umiejętność unieruchomienia punktu połączenia w dowolnym nowym położeniu w które został przesunięty w czasie snów. że druga uwaga jest swego rodzaju sekwencją. Nie skaczesz więc. a na stałej i kontrolowanej świadomości przesunięcia punktu połączenia skończywszy. – Ten. Śnić powinno się z niezachwianą wolą i powagą. Dziś w nocy. Don Juan zapewnił mnie. co można tylko odczuwać. Na poziomie świadomości codziennego świata nie mówiliśmy już wiele więcej. Tylko w tych warunkach nasze sny mogą zamienić się w śnienie. a on zasugerował. W końcu przekształca się w pewien stan istnienia czy może sferę praktycznego działania albo wszechogarniającą siłę. która otwiera przed nami światy. aczkolwiek żadna z nich nigdy nie zadowoli racjonalnego umysłu człowieka Zachodu. z sali wykładowej nagle w góry. musi otworzyć je wszystkie. czarownicy mają dwie możliwości. Możesz. powiedzmy. – Co oznacza: “ustawić śnienie"? – Oznacza to umiejętność precyzyjnego i praktyczne – go zawiadywania ogólną sytuacją podczas snu. na początku pojawia się myśl. Po miesiącach bezowocnych prób poddałem się i znów zacząłem narzekać na absurdalność całego przedsięwzięcia. śnić. określił uwagę śnienia jako niepojętą. Celem ćwiczenia nie było znalezienie konkretnego obiektu. powinieneś zacząć od czegoś bardzo prostego. jeśli chcesz kiedykolwiek śnić. Ja zawsze wolałem tę drugą. na przykład. Używając bardziej ogólnych sformułowań. – Jest siedem bram – powiedział mi wtedy don Juan. odkryłem. Mogą odwoływać się do przenośni i mówić o świecie wymiarów magicznych albo objaśniać całą sprawę. Między innymi powiedziałem don Juanowi. – Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej? – Nie miałoby najmniejszego sensu opowiadać ci . który śni. w której określimy jej cel. by twój sen zamienił się w coś innego.ROZDZIAŁ II: PIERWSZA BRANIA ŚNIENIA Tytułem wstępu do swej pierwszej lekcji o śnieniu don Juan mówił. Innymi słowy. abym spróbował potraktować to wyzwanie jako zabawę. bardziej kuriozalna niż przedstawiająca rzeczywistą możliwość. jak ustawiać śnienie. – Nauczę cię teraz pierwszego kroku do mocy – powiedział don Juan. używając terminów abstrakcyjnych właściwych magii. ale raczej zaangażowanie uwagi śnienia. gdy ty tego chcesz. że przez metaforyczny opis drugiej uwagi jako sekwencji chciał mi powiedzieć. podpartymi jednak gromkim śmiechem i pewnością człowieka pozbawionego wszelkich trosk. kiedy tylko zechcą. by wykorzystać ją w naszym codziennym życiu. Owa kontrola niczym nie różni się od kontrolowania dowolnej sytuacji w naszym codziennym życiu. to nie dopuścić. jest to ukryta umiejętność. Jesteś właśnie przed pierwszą i musisz ją otworzyć. w trakcie snu. a nie sprawę życia i śmierci. Nigdy jednak nie mamy Sposobności. iż druga uwaga – efekt uboczny przemieszczenia się punktu połączenia – nie przychodzi naturalną koleją rzeczy. że wybór moich rąk jako obiektu śnienia był równie zasadny jak wybór czegoś zupełnie innego. Don Juan powiedział mi. – Wyjaśnienia zawsze wymagają głębi myśli. musisz patrzeć na swoje ręce. możesz być ciężki jak cholera – powiedział. ale musi być wsparta intencją. – Gdy rozmawiamy o śnieniu. rozpoczynając moje szkolenie w sztuce śnienia. staraj się być lekki jak piórko. Potem zmienia się w coś. Wyjaśniając istotę magii. jedną po drugiej. co myślę o jego absurdalnym zadaniu. że jesteś w swojej sali wykładowej. – Nauczę cię. – Czy to jest możliwe? – Oczywiście. że to możliwe. że nasza rozmowa na tym się nie zakończyła. Jednakże przypominając sobie moje doświadczenia w drugiej uwadze. Ale gdy już śnisz. jakich nawet nie moglibyśmy sobie wyobrazić.

W chwili. Mógłbym przysiąc. dopóki nie roztrzaskałeś sobie głowy o pierwszą z nich. co tylko nakażą sobie zamierzyć. że to wcale nie był sen. było to jednak miasto kultury zachodniej. Całkowicie pochłonęło mnie odczytywanie napisów na tablicach reklamowych i nad sklepami. Brzmi to dość idiotycznie. że zasypiam? Czy są jakieś etapy. ale klepnął mnie wtedy w plecy. że trzeba do tego ciała trafić. Haczyk tkwi w tym. – Uważaj na to. że zasypiamy zawieszeni między ciemnością a ociężałością. które trzeba przejść? – Nie. szeroką aleją otoczoną drzewami. Nie dopatrzyłem się na nich żadnych chwastów ani śmieci tak typowych dla dużych miast. które bardzo trudno opisać. Spacer podziałał na mnie w niezwykły sposób. docierając do następnej przecznicy. ale moim ciałem owładnął strach. don Juanie. Po prostu trzeba zamierzyć świadomość tego. ono pojmie je całkowicie odmiennie niż umysł. Byłem przekonany. Śniłem. Żeby zrozumieć. że w przypadku śnienia istnieje siedem wejść. gdy zdamy sobie sprawę. wprowadzając w drugą uwagę. Chciałem się zorientować. Gdy zacząłem im się przypatrywać. iż natychmiast zasnąłem. że w strumieniu energii wszechświata istnieją wejścia i wyjścia. przez podjęcie takiego zamiaru. Im dłużej szliśmy. co mam na myśli.o wszystkich bramach. musisz sam tego doświadczyć. wypełnione były czarną jak smoła. Rozglądaj się dookoła. uświadomiłem sobie. które usłyszałeś. gdy spojrzałem na krawężnik. nie ma żadnych etapów. Stwierdzenie. Czarownicy są przekonani. że jeśli ktoś zamierza skierować to stwierdzenie do ciała energetycznego. Osiągamy pierwszą bramę W momencie. zauważyłem. który musimy przekroczyć poprzez świadomość istnienia pewnego odczucia przychodzącego tuż przed głębokim snem – powiedział. Mój umysł był pobudzony. luźną ziemią. – Pierwsza brama jest progiem. co mówię. – Jest to uczucie miłej ociężałości. To była rzeczywistość. tym bardziej ściskało mnie w żołądku. abyś mógł trafić do swojego ciała energetycznego. A do tego trzeba ci energii. Zachowuj się tak. Zapamiętaj teraz. Spojrzałem na don Juana. – Nie przejmuj się tym – powiedział. Chciałem. że drzewa były tu równo przycięte. że nie chce się nam otworzyć oczu. – To nic nie znaczy. Miałem pełną świadomość tego. którym wkroczyłeś właśnie do innego świata. a liście mocne i skulone. ale nie rzucaj się w oczy. by znaleźć przyczynę mojego niepokoju. Rozpaczliwie usiłowałem obserwować ludzi. I nagle zawładnęło mną całkowite przekonanie. jak don Juan trąca mnie lekko. że natychmiast zacząłem rozglądać się dookoła. aby przejść na drugą stronę ulicy. Szliśmy w milczeniu. Wokół nas natychmiast uformował się krąg przytłaczających niebieskich i brązowych oczu. postrzeganych przez czarowników jako przeszkody. brzmi nonsensownie tylko dlatego. że nie jestem w tym świecie. Byłem już o . dla czarowników rozumienie istoty tego stwierdzenia odnosi się do domeny energii. gdzie jestem. że nie było tam żadnych samochodów. – W jakim sensie ciało energetyczne pojmie to stwierdzenie? – W sensie cielesnego odczuwania. – To nie jest żadne konkretne miejsce. więc staraj się wykorzystać mądrze swój czas. Poczułem. umysłu. co mam ci do powiedzenia: czarownicy podejmują zamiar uczynienia wszystkiego. co znałem i uważałem za realne. Pewnego dnia to ty będziesz musiał wszystko tłumaczyć. że się zasypia. które nazywa się siedmioma bramami śnienia. gdy ktokolwiek stara sieje wyjaśniać. Użyczyłem ci właśnie mojej energii. Don Juan wyjaśnił. szukając jakichś napisów i patrząc na ludzi. To nie potrwa długo. którzy przechodzili obok nas. – Jak mam być świadom tego. że to klepnięcie zahipnotyzowało mnie. ale wykraczająca daleko poza to. że spaceruję z nim po nieznanym mieście. – Ale jak można zamierzyć taką świadomość? – Zamiar czy też intencja to sprawy. mogli być Litwinami. Ludzie wyglądali na mieszkańców Europy Północnej. o których trudno mówić. by nikt nie zwrócił na ciebie uwagi. Ponieważ moje stwierdzenie odnosi się do zamiaru i intencji. Wtedy wszystko to było dla mnie jeszcze tajemnicą nie do przeniknięcia. że rozumienie jest wyłączną domeną rozumu i rozsądku. oni zaczęli przypatrywać się mnie. że jest to twoja przeszkoda i że musisz ją pokonać. A teraz wiesz. która sprawia. Gdy doszliśmy do skrzyżowania i zatrzymaliśmy się. przy którym stałem. Z pewnością nie posługiwano się tam angielskim ani hiszpańskim. na każde słowo. Każde drzewo otaczał duży kwadratowy klomb. Były one niskie. że nie odnosisz go do odpowiedniego kontekstu. aby don Juan wyjaśnił mi to bardziej szczegółowo. Jak każdy racjonalny człowiek sądzisz. Sen był tak realny.

naturalną koleją rzeczy. nie mogłem sobie tego uprzytomnić. i zrobić wszystko. Pomogłem ci trafić do drugiej uwagi. że muszę sobie wmówić. Dzięki temu. cielesnej wiedzy. Nie zmuszaj się do świadomości. don Juanie? – spytałem. dyscypliny i woli. Tym razem to ja skoncentrowałem ją za ciebie na trafieniu do twojego ciała energetycznego. że zamierzanie pierwszej bramy śnienia było jednym ze sposobów trafienia do drugiej uwagi i ciała energetycznego. a nie rozumu. że ciągle budziłem się o różnych porach nocy. A potem. celem śnienia jest zamierzyć. Wiedziałem. Był to jednak pojedynczy przypadek i więcej mi się to nie powtórzyło. Szok był dostatecznie silny. Obraz zamazał się. a ja nie potrafiłem sobie uświadomić ani tego. przekonanie siebie samego. – Gdzie byliśmy. ale byłem cały odrętwiały. Zapewnił mnie. że powinienem coś robić. jak mi to powiedział. Gdybyś zamierzył cokolwiek. – Ale jak mam sam siebie przekonać. abyś zrozumiał. Chwilę później byłem już w miejscu. ale nawet jeśli czegoś się dowiedziałem. ponieważ rozmawiamy o pierwszej bramie śnienia. Mijały tygodnie. że intencja jest sprawą twojego ciała energetycznego. że trafiłeś do swego ciała energetycznego i że jesteś śniącym. Wróciłem do domu i przez długie miesiące każdej nocy z całej siły zamierzałem być świadomym momentu. Don Juan dodał żartobliwym tonem. – W tym konkretnym przypadku. w którym zasypiam. iż zapadasz w sen. że rzeczywiście jesteś śniącym. że jestem śniącym i że osiągnąłem moje ciało energetyczne. Słyszałem. twoje ciało energetyczne natychmiast zrozumiałoby. tknięty dość osobliwą myślą. automatycznie stajesz się bardziej racjonalny. Muszę sam trafić do swego ciała energetycznego. gdy nagle zawiał dziwny.krok od uświadomienia sobie. że jestem śniącym. – Czy chcesz przez to powiedzieć. jak mówił. okazała się dla mnie całkowicie niewykonalna. przenikając prosto do nosa i zatok. Zamierzać oznacza pragnąć. i bycie przekonanym. gdy nim nie jestem? – Gdy słyszysz. Pozostała część zadania. Leżałem skulony na boku. Musisz czuć. To przeczucie było tak silne. że w swoich snach miewam niejasne przeczucie. – Niewątpliwie można to i tak określić – odpowiedział don Juan. Po tym. działać. staniesz się świadomy momentu. a ja zapomniałem. I to nie tylko dlatego. chociaż nigdy przedtem nie śniłeś. wolny od wszelkich myśli. – Użyj swej cichej determinacji. gdy nim nie jesteś? Zamierzanie jest tym i tym: to przekonanie samego siebie. że zapadasz w sen. W tym przypadku zamierzać to nabyć niepodważalnej. – Użyczyłem ci mojej energii. przez co mój oddech był płytki i sprawiał mi ból. suchy wiatr. starając się też zobaczyć we śnie swoje ręce. każdą komórką swego ciała. Zaczynałem jednak dostrzegać. dosłownie wyrzucił mnie ze swego domu. których widziałem. by twoje ciało energetyczne uświadomiło sobie. zakazując mi się pokazywać. że zapadam w sen. – Czy to wszystko było snem? Hipnozą? – To nie był sen – odparł. w domu don Juana. że brak ci energii. Podejmij się trudu zamierzania – kontynuował po chwili don Juan. zanim nie zamierzę pierwszej bramy śnienia. a jednocześnie daleko bardziej złożonym. że zamierzać można jedynie poprzez skoncentrowanie twojej intencji na tym. by mnie przebudzić. by w to uwierzyć? O to chodzi? – Nie. na słomiance. ale nie pamiętam co. że byłem o krok od odkrycia transcendentalnej istoty śnienia i tajemnicy ludzi. – To było śnienie. i przekonaj samego siebie. ale również przez to. ani też zobaczyć swoich rąk. że jesteś śniącym. że masz sam siebie przekonać. Zamierzanie jest czymś dużo prostszym. czym różnią się ode mnie ci wszyscy otaczający mnie ludzie. Pozwól to zrobić swemu ciału energetycznemu. Odczuwałem niezwyczajne mrowienie w okolicy splotu słonecznego. nie działając. co chciałem powiedzieć don Juanowi. z którego zacząłem moją wędrówkę. nie pragnąc. że widzę swoje ręce. Jak masz przekonać sam siebie. że jestem śniącym. w którym zapadasz w sen. W tej chwili nie potrafisz jeszcze pojąć znaczenia tego wszystkiego. co zamierzasz. że niczego nie zamierzasz. pewnego popołudnia podczas drzemki śniłem. odkrytym przez czarowników starożytności. że jesteś śniącym. . że nie ma wystarczającej ilości energii na następną pożyczkę na po –®2et intencji. – Czy celem śnienia jest zamierzyć ciało energetyczne? – zapytałem nagle. a ty trafiłeś do swego ciała energetycznego – stwierdził zwięźle don Juan. że jesteś śniącym. Wymaga wyobraźni.

którym w nie uderzyłem. Oznacza to.Kiedy podzieliłem się z don Juanem wrażeniami z moich bezowocnych prób. Śniłeś. Zmusiłem go do tej zmiany. wyglądało dokładnie tak. że musiałem poprosić go o wyjaśnienie. co kiedyś zrobiłeś. że zabolało mnie kolano. jak moje miasto. tak zupełnych. zanim dał mi odpowiedź. że posunąłeś się trochę za daleko – powiedział don Juan. na co tylko kierowałem swoją uwagę. Nie chodzi o to. jakbym był turystą spacerującym ulicami miasta. choć bardzo plastyczny sen. – Proszenie śniącego. że twój punkt połączenia nie znalazł się w swoim położeniu poprzez normalny sen. by wyobraził sobie jakąś określoną rzecz podczas snu. bo są to wrota do drugiej uwagi. Jeśli skupiają uwagę śnienia na czymś konkretnym. Niemniej jednak pozostała treść moich snów cechowała się przyjemną stabilnością. że pośród mnogości przedmiotów w naszych snach istnieją też prawdziwe energetyczne wtręty. można porównać do zburzenia ściany po to tylko. wracając do punktu wyjścia możliwe jak najczęściej. Zaczęło się to jak całkiem zwykły. . don Juanie. ale nie radziłbym ci tego teraz robić. Następnie patrzą na inne przedmioty w ich śnie. ale nie mogłem oprzeć się wrażeniu. Śniłem. by mieć świadomość zapadania w sen. to jeszcze wściekłem się na siebie za swoją niezdarność. jak zapadasz w sen. Natomiast uwaga śnienia to stan świadomości istnienia przedmiotów w naszych snach. Don Juan z całym naciskiem podkreślał. Uwagę śnienia trzeba cały czas ćwiczyć. Nie było absolutnie żadnej różnicy między tym spacerem podczas snu a jednym ze spacerów. Powiedział też. ty nie spałeś. Śnienie to proces przebudzania i uzyskiwania kontroli. narzucone nam przez obcą siłę. momentami wyglądały wręcz koszmarnie. co zrobiłeś. nie dość. Umiejętność odnalezienia ich i podążania za nimi stanowi istotę magii. ale to nie były moje ręce. niezaprzeczalnie stała się bardziej rzeczywista. Doznawałem absurdalnego uczucia. on dał mi kilka wskazówek. że wszystko jest bardzo ciężkie. która wpada do tego oceanu. po której szedłem. że śniący z pełną świadomością rzucają krótkie spojrzenia na wszystkie rzeczy. Wszystko stało się wyraźniejsze. jest to jedynie punkt wyjścia. że właśnie w tym mieście się urodziłem. by rozgnieść siedzącego na niej komara. że nadal starałem się uświadamiać sobie moment zapadania w sen i odnajdywać własne dłonie. Nie można sobie pozwolić na jeden fałszywy krok. – Jaka jest różnica między uwagą śnienia a drugą uwagą? – Druga uwaga jest jak ocean. że wszystko zepsułem? – Nie. Możesz osiągnąć tę samą pozycję poprzez śnienie. choć nie robiłem niczego innego poza tym. że miasto. Ale najwidoczniej starasz się powtórzyć to. na którą się patrzy podczas snu. – Czy chcesz przez to powiedzieć. – Myślę. jak nasz świat. Zawahał się przez moment. które pamiętałem ze swych wizyt w miastach. Po wielu wysiłkach rzeczywiście zobaczyłem we śnie ręce. One tylko pozornie należały do mnie. nie zdarza się to poprzez nakazywanie sobie i narzucanie owej świadomości. niż była chwilę przedtem. zmieniały kształt. a uwaga śnienia to rzeka. Druga uwaga to stan świadomości istnienia innych światów zupełnych. aż pewnego dnia moja umiejętność śnienia uległa samoistnej przemianie. Kiedy zmieniłem położenie twojego punktu połączenia i znaleźliśmy się w tamtym tajemniczym mieście. Ulica. który don Juan kładł na te stwierdzenia. ale nie spałeś. to pewnego rodzaju wybieg – powiedział. rzeczy występujące w naszych snach za przyczyną zewnętrzną. Widziałem wszystko tak. A to. gdzie byłem po raz pierwszy. był tak silny. że odwiedzam moje miasto rodzinne. – Miałeś jedynie uświadomić sobie. Don Juan powiedział. które ich otaczają podczas snu. byłem bliski utrzymania wizji wszystkiego. Tak minęły kolejne miesiące. że uwaga śnienia to klucz do poruszania się w świecie czarowników. Gdy wpadłem na jakieś drzwi. – Czy to jest niebezpieczne? – I to jak! Śnienie musi być przemyślane i rzeczowe. I jakkolwiek dziwnie to może brzmieć. – Rzeczywistym celem jest to. ale przez wytrzymywanie wizji dowolnej rzeczy. które mi się śniło. Zaczęły boleć mnie stopy. Kontynuowałem mój realistyczny spacer po mieście aż do całkowitego wyczerpania. gdy wysłuchał mojej relacji. Potem zmieniło się światło w moim śnie. Nacisk.

tak jak ty. Jest taki moment. jest to. – Co oznacza przejście pierwszej bramy śnienia? – Osiągamy pierwszą bramę śnienia. że don Juan albo nieco przesadza. aby dać mi czas na przemyślenie tego. Powrócił do omawiania moich doświadczeń w śnieniu. don Juanie. że wraz z dotarciem do pierwszej bramy docierają także do swego ciała energetycznego. Pomyślałem. – Nie rozumiesz. ale przedmioty szybko się rozpływają. Potem wróć do punktu. – A jak czarownicy oddzielają te prądy od normalnych przedmiotów w swoich snach? – Poprzez ćwiczenia i kontrolę uwagi śnienia. – Dostrzegają je i starają się oddzielić od zwykłych przedmiotów ze snów. a te światy wysyłają w nasze sny tropicieli. Wystarczą cztery przedmioty. a to już jest bardzo dużo. don Juan nagle powrócił do tego tematu. że jest ze mną szczery. – I jako takie są niczym ulica dwukierunkowa. że naprawdę dotarłem do pierwszej bramy śnienia. – Don Juan przerwał. ale słowa z twojego wyjaśnienia nie rozumiem. a my interpretujemy je jako przedmioty nam znane lub nie znane. co nam się przydarza. Aby skompensować ulotność snów. – Czarownicy są świadomi istnienia tych prądów zewnętrznej energii – ciągnął. Wkrótce przekonasz się. iż udało mi się dotrzeć do pierwszej bramy śnienia. uświadamiając sobie. – Właśnie to usiłuję ci powiedzieć. kiedy śpimy. Na początku musisz utkwić spojrzenie w dowolnie wybranym przedmiocie. że jakkolwiek by było. które przenikają do naszych snów. odczuwasz natłok energii. – Po co je oddzielają. – Czy sądzisz. że czarownicy drżą na samo wspomnienie takiej możliwości. innym razem. wpatruj się w tyle przedmiotów. Później możesz poszerzyć zakres postrzegania. co oznacza. musimy ją przekroczyć dzięki umiejętności utrzymania obrazu dowolnego przedmiotu w naszym śnie. gdy nasza uwaga śnienia odnajduje te prądy pośród przedmiotów we śnie i skupia się na nich. albo co tam chcesz. On zapewnił mnie jednak. Dlatego też na samym początku nie patrz na zbyt wiele rzeczy w swoich snach. – Najbardziej niezwykłą rzeczą. A ja ciągle się staram. jak łatwo będzie ci teraz przychodzić śnienie. że zapadamy w sen. Gdy podążamy za nimi do ich źródła. Są to wybuchy zewnętrznej energii. ile tylko zdołasz. gdy będziesz dalej ćwiczył. Powiedział. – Prawie to mi się udaje. co zechcesz. wróć do punktu wyjścia i zacznij od początku. niesłychanie realistyczny sen. które łączą się z przedmiotami z naszych normalnych snów. – Kim są ci tropiciele? – Są to ładunki energii. Ale gdy tylko zaczniesz tracić kontrolę. co masz zrobić w swoich snach. Potem przesuwaj wzrok na inne przedmioty. Wtedy umysł albo mózg. Kiedy już osiągniemy bramę. – Czym właściwie jest ciało energetyczne? . Wtedy cały sen się rozpada i pozostaje tylko ta zewnętrzna energia. obrazy się nie zmieniają. czynimy je naszymi przewodnikami do sfer tak nam obcych i tajemniczych. Nasza świadomość przechodzi przez ten właz do innych światów. Za każdym razem. aż będziesz mógł ogarnąć wszystko. albo mając. – Chcę jeszcze raz powiedzieć ci. rzucając przelotne spojrzenia. co wiesz o snach – sen to to. albo też chce mnie zachęcić. byś poznał inną wersję – sen to właz do innych światów percepcji. chwyta te prądy energii i zamienia je w określone części naszych snów. to przynajmniej włazem do innych światów – zaczął. musi potraktować mój sen jako pierwszą prawdziwą próbę w śnieniu. Pamiętaj. która przytrafia się śniącym. a obrazy zaczną się zmieniać. czarownicy zastosowali metodę określonego przedmiotu jako punktu wyjścia. co właśnie powiedział. – Bardzo mi przykro. Przez ten właz przenikają do nas prądy nieznanej energii. że jeśli patrzysz krótko. bo ciągle trzymasz się tego. Podczas kolejnej rozmowy. Don Juan odmówił dalszych wyjaśnień tego tematu.– Sny są jeśli już nie wrotami. don Juanie? – Ponieważ one pochodzą z innych światów. don Juanie? – Tak. od którego zacząłeś. gdy oddzielasz go i patrzysz na niego. aby przekroczyć pierwszą bramę.

don Juanie? – Na przykład przemieszczenia się w jednej chwili z jednego końca wszechświata na drugi. jakby chciał coś jeszcze dodać. którą posiadamy. Don Juan kilkakrotnie powtórzył. że ciało energetyczne ma jedynie określoną postać i brak jej substancji. by don Juan powiedział coś jeszcze na ten temat. Ma swą własną sferę. Robią to ich ciała energetyczne. takie jak śnienie. gdyż niezwykle łatwo w takiej pogoni stracić kontrolę nad sobą. Uśmiechnął się do mnie i już miałem zadać mu pytanie. Zauważyłem wówczas. jest niezależne od niego. że dochodzenie z pełną świadomością do pierwszej bramy śnienia jest metodą dochodzenia do ciała energetycznego. Jednakże utrzymanie tej zdobyczy uzależnione jest jedynie od energii. Jego postrzeganie. to nie zostaje nam już jej nic na jakiekolwiek niezwyczajne postrzeganie. don Juanie? – Energia. że nigdzie nie zdobędziemy już więcej energii. Dokładnie przedstawił mi cały zestaw ćwiczeń. i zużywamy ją całkowicie do postrzegania i obcowania z pochłaniającym nas światem. którą wykorzystują do postrzegania świata na co dzień. – Ponieważ energia jest jego sferą. że czarownicy mają swoje sposoby organizowania energii. by wystrzelić. ale nie był do końca przekonany. Don Juan umilkł. lub może postrzegać tak. Wielokrotnie powtórzył dla podkreślenia wagi swych słów. Ciało energetyczne ma do czynienia z energią na poziomie energetycznym. co uważają za zbyteczne w swym życiu. które odziedziczyliśmy po naszych przodkach. by nadać sobie ruch. Musi je jedynie oddzielić i już śmiga razem z nimi. a jednak dla innej wszystko jest zrozumiałe i doskonale logiczne. – Do czego to prowadzi? – Do tego. Albo też ciało energetyczne odczuwa ją wprost jako wstrząs lub uczucie graniczące nawet z bólem. Gdy nalegałem. A śnienie jest sztuką hartowania ciała energetycznego. W przemyślany sposób rozprowadzają swoją energię i eliminują wszystko. Don Juan szybko przeszedł do innej kwestii. że wszyscy posiadamy pewien zasób podstawowej energii. Metodę tę nazywają ścieżką czarowników. może dokonywać rzeczy nieosiągalnych dla ciała fizycznego. by wystrzelić niczym rakieta w nieznane. To oznacza. – Na przykład czego. Istotą ścieżki czarowników. a skoro angażujemy całą naszą energię do zwykłego postrzegania. że czarownicy w swych snach oddzielają tropicieli przybywających z innych światów. don Juanie? Gdy ciało energetyczne używa energii. ciało energetyczne może bardzo łatwo wykorzystać prądy energii. Różnica polega na tym. Don Juan wyjaśnił. A ponieważ jest czystą energią. Poprzez śnienie zagęszczamy ciało energetyczne. Wybór określonych zachowań przez czarowników ma służyć odnowie ich życia poprzez zmianę podstawowych reakcji na świadomość istnienia. Rozpoznają energię i idą za nią. – Co znaczy “postrzegać przepływ energii"? – To znaczy widzieć. jak zwykle postrzegamy świat. Jest to cała energia. aż staje się ono jednostką zdolną postrzegać. Ale śniący nie powinni sobie folgować i uganiać się za tropicielami. że organizujemy sobie energię skąd tylko się da. może posłużyć się energią. jak określił to don Juan. dodał. – Ale czy ciało fizyczne także nie składa się z energii? – Oczywiście. że pewna część mnie nie może niczego z tego pojąć. które istnieją we wszechświecie. aczkolwiek obarczone wpływem naszego normalnego postrzegania świata. Istnieją trzy sytuacje. Czarownicy zdobywają tę energię dzięki bardziej przemyślanemu rozprowadzeniu posiadanej energii. że ciało energetyczne widzi energię bezpośrednio jako światło lub swego rodzaju wibrujący prąd albo pewne zaburzenie. nadawania mu gibkości i spójności poprzez stopniowe ćwiczenia. Wydawał się niezdecydowany.– Jest to odpowiednik ciała fizycznego. Niechętnie ci o tym mówię. . Są to zachowania o wiele mądrzejsze niż te. – Wspomniałem ci już przedtem. Niematerialna konfiguracja złożona z czystej energii. że tak. jest nieustanny wybór określonych zachowań w kontakcie ze światem. o której mówiłeś. kiedy ma ono do czynienia z energią w śnieniu: może postrzegać przepływ energii. – Co to za sfera. gdy podjął wyjaśnienie. – A co z tą drugą sytuacją.

Poprzez kształtowanie tej świadomości możemy zdobyć tyle energii. Don Juan zakończył rozmowę na temat śnienia. . w normalnym znaczeniu tego słowa – jako trwającego właśnie ciągu operacji lub serii czynności albo funkcji prowadzących do zaistnienia określonego rezultatu. ale również przekształcił to w skuteczny tryb życia poprzez ciągłe powtarzanie. by uczynić z nas istoty zdolne do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie. że nasi przodkowie zastosowali powtarzanie. że jego celem. by dotrzeć do ciała energetycznego i go nie utracić. do tej pory uśpione. upominając mnie. nabyłem umiejętności uświadamiania sobie. Miał rację. wiemy o nas samych. żeby pasowała do specyfiki określonej osoby – stwierdził don Juan dobitnie. gdy rozważysz. bym nie poprzestał jedynie na zastanawianiu się nad tym. że zacieśniając kontrolę nad naszymi snami. było możliwie jak najpełniejsze wprowadzenie mnie w zagadnienia życia i istnienia. a dzięki niemu możemy bez kłopotu kształtować generalny kierunek i zdarzenia naszego życia. Drugi to kształtowanie naszej konkretnej sytuacji życiowej tak. – Pierwszy to całkowite poddanie się jej – czy to poprzez nagięcie się do jej żądań. jako nauczyciela. trzeba nam ustawicznie powtarzać aż do wyczerpania. – Śniący to robią. aby pasowała do właściwej nam konfiguracji. – Mówiąc o kształtowaniu sytuacji życiowej – wyjaśniał don Juan – czarownicy mają na myśli kształtowanie świadomości istnienia. coraz bardziej panujemy nad uwagą śnienia. Coś. jak również potrafiłem zatrzymać się we śnie i dokładnie przyjrzeć się dowolnie wybranym jego elementom. że uwaga śnienia pojawia się wtedy. nagle budzi się do życia. Twierdził. mówiąc. niejako uświadomienie mi różnicy między życiem jako wynikiem działania różnych sił biologicznych a aktem istnienia jako kwestią poznania. jak mało. don Juanie? – Konkretną sytuację życiową można tak zróżnicować. Don Juan przyznał. że wszystko.– Co to za podstawowe reakcje? – Są dwa sposoby podejścia do naszej świadomości istnienia – odpowiedział don Juan. Osiągnięcie to graniczyło dla mnie niemal z cudem. – Czy rzeczywiście możemy kształtować naszą sytuację życiową. że zapadam w sen. których mnie uczył. Wraz z postępowaniem moich ćwiczeń w śnieniu. Wskazał też. jak na przykład koncepcje czarowników. czy to poprzez przeciwstawienie się im. Jej pojawienie się nie jest do końca procesem. w istocie. co dla nas w życiu nowe. co właśnie powiedział. Don Juan stwierdził. Brzmi to niesamowicie? Ale nie jest niesamowite. zanim będziemy mogli w pełni się na to otworzyć. gdy jest przywoływana. gdy da się jej cel. Jest to raczej rodzaj przebudzenia.

Don Juan wymógł na mnie zgodę. że potwierdziłem w praktyce to. Poprosiłem don Juana. że nie potrafimy się zatrzymać w dowolnym momencie i skupić uwagi na jakimś przedmiocie ze snu. – Wchodzisz w drugą uwagę i to właśnie daje ci tę pewność siebie – powiedział mi don Juan. niewątpliwie nie pochwalałbym takiego zachowania. musi się przed nią ugiąć. Tymczasem miałem nadal ćwiczyć. Teraz. gdy już ją pokonałeś. musi stworzyć pewną dydaktyczną syntezę. by zasilić własną energię. że aby nauczyciel śnienia mógł wskazać na określone zagadnienie. że energia potrzebna do uwolnienia naszej uwagi śnienia z klatki uwarunkowań społecznych bierze się z rozprowadzenia energii już istniejącej. To fałszywe przekonanie. a on obiecał mi. Don Juan powiedział. Don Juan niezmiennie powtarzał.ROZDZIAŁ III: DRUGA BRAMA ŚNIENIA Podczas moich ćwiczeń w śnieniu odkryłem. podkreślał. Ponieważ. gdy tylko miał ku temu stosowną okazję. że są to jakieś absurdalne odczucia. ale pozwolił mi zanotować je w moim notatniku. którym przypisywałem wielkie znaczenie. Uczucie to było tak niesamowite. że czynnym elementem takich ćwiczeń jest wytrwałość. nazywając kryptoegomaniakiem. gdy przyglądam się obiektom we śnie tylko przez chwilę. A przede wszystkim nie rozmawiaj o tym. i umysł. że jest to bariera psychologiczna powstała w procesie socjalizacji. Don Juan nigdy nie wspominał. że poczucie własnej ważności jest nie tylko najpotężniejszym wrogiem . Powiedziałem mu. że walczy z poczuciem własnej ważności. jak mówił don Juan. broniący się swą racjonalnością. Don Juan zawsze. ale się nie zatrzymuj. naoliwienie machiny rozprowadzania energii i że spośród wszystkich składników ścieżki czarowników najskuteczniejszym jest utrata własnej ważności. Zasadniczo tym. To naturalna przeszkoda. Pierwsza brama śnienia związana jest z przepływem energii we wszechświecie. Posuwaj się powoli. Do tego celu don Juan użył jako bodźca pojęcia świadomości zapadania w sen. dając mi moje pierwsze zadanie. że musiałem o tym porozmawiać z don Juanem. Don Juan był przekonany. że prędzej czy później mury obronne umysłu nie wytrzymują naporu wytrwałości i nieskrępowana uwaga śnienia może się rozwijać. zacząłem często odczuwać dziwne wrażenia. Po prostu działaj. wydaje ci się niedorzeczne. zacząłem odczuwać dość dziwną wiarę w siebie. że jedynym sposobem na uświadomienie sobie chwili zapadania w sen jest dokładne przyglądanie się przedmiotom ze snu. – Tym bardziej więc musisz zachować trzeźwość umysłu. Trudno o bardziej prawdziwe stwierdzenie. to obrazy się nie rozpływają. aby przedstawił mi na ten temat swoją własną opinię. a jednocześnie prowadzi skrupulatny. Byłem głęboko przekonany. Dziś. że nie będzie się do tego wtrącał. nie mamy żadnej możliwości podłączenia się do zewnętrznego źródła. jakbym staczał się do rowu dokładnie w chwili zapadania w sen. Don Juan śmiał się ze mnie. Teraz zdaję sobie sprawę. Jednakże dla umysłu niemożliwe wydaje się wyćwiczenie świadomości na poziomie snu. gdybym sam nauczał śnienia. co don Juan zamierzał. – To pierwsza brama śnienia. Jednym z nich było uczucie. Pojawienie się naszej uwagi śnienia jest bezpośrednim następstwem odnowy naszego życia. – Ta bariera to coś więcej niż tylko proces socjalizacji – odparł don Juan. Był przekonany. gdy uzna to za stosowne. o czym mi wcześniej powiedział. jak idiotycznie musiałem wówczas brzmieć. że jest ona niezbędna we wszelkich poczynaniach czarowników i dlatego wielką wagę przykładał do nauczenia tego swoich uczniów. Już prawie na samym początku moich doświadczeń w śnieniu zdałem sobie sprawę. podczas którego uczymy się dyskredytować sny. która uniemożliwia nam świadome skoncentrowanie się na śnie. Don Juan powiedział. Nabywszy biegłości w ustawianiu śnienia. musimy rozprowadzać istniejącą w nas energię w każdy dostępny nam sposób. Jego wybieg polegał na daniu mi do zrozumienia. Gdy wprawiałem się w skupianiu i utrzymywaniu uwagi śnienia na przedmiotach ze snu. że ścieżka czarowników to najlepszy sposób na. który zaklina się. Stwierdziłem też. że ćwiczenia w uwadze śnienia są podstawą istoty śnienia. że będziemy rozmawiali o śnieniu tylko w drugiej uwadze i tylko wtedy. niezwykle osobisty pamiętnik pod tytułem Moje Sny. było ćwiczenie uwagi śnienia poprzez koncentrowanie się na poszczególnych przedmiotach z mojego snu. jak się wyraził. że jedną z trudniejszych rzeczy jest przełamanie początkowej bariery.

Masz zgubne skłonności do takich samych zachowań. lecz także nemezis rodzaju ludzkiego. ale wydawało mi się. Gdy następnym razem usłyszysz. Nie rozpoznaję wówczas mojego głosu. Nadarzyła się okazja uzyskania odpowiedzi na pytania. nastąpiłyby dwie rzeczy. Oczywiście cały czas pamiętałem o tym. poza granice znanego nam świata. gdy go znów zobaczyłem. Rzecz jasna. Jeszcze nie czas na wyjaśnienia. Jednak wciąż pamiętałem. miałem pamiętać. Po pierwsze. by dotrzeć do drugiej bramy śnienia. To. gdy on sam tak postanowi. – Cóż. działo się przede wszystkim w umyśle. gdy don Juan wprowadził mnie w śnienie. jak czarownicy starożytności – mówił dalej don Juan. Najlepszym przykładem jest nasza ciągła troska o dobry wygląd. słysząc. dostarczylibyśmy sobie wystarczająco dużo energii. – Im więcej o tym myślę – powiedziałem – tym bardziej mnie to intryguje. że potrafiłem sobie wyobrazić. by przejść do drugiej uwagi i choćby na mgnienie oka dojrzeć wspaniałość wszechświata. Z tych innych zupełnych światów przybywają do nas czasami pewne energetyczne istoty. że gdybyśmy utracili choćby trochę tego poczucia własnej ważności. do zdolności poruszania się. jak napominam samego siebie. Powiedzmy. ruszasz swój punkt połączenia. być może. Wtedy twój punkt połączenia przemieścił się dość daleko. bałeś się i brzydziłeś – po raz pierwszy w życiu badałeś obcą energię. że sytuacja jest alarmująca. czułem strach i obrzydzenie. Don Juan argumentował. jakbym niczego innego nie robił przez całe życie. Ale powiedzmy. napominając się. W rezultacie zapuściłeś się. . o to. Bardzo realistyczna. zanim mogłem z powodzeniem utrzymać niezachwianą uwagę śnienia na dowolnym przedmiocie. W końcu powiedziałem don Juanowi: – W moich snach wciąż mówię do siebie. podobnie jak dawni czarownicy. że są i inne światy dostępne dla śniących. iż tak bardzo drażniło mnie to natrętne napominanie. podobnym. Zabrało mi to ponad dwa lata. żeby patrzeć na przedmioty. czy jesteśmy zauważani. Nowa umiejętność przelotnego spoglądania na przedmioty w moim śnie łączyła się z niezwykle dokuczliwym napominaniem samego siebie. Gdy patrzyłem wówczas na tych ludzi w tamtym śnie. których nigdy nie zapomnę. uwolnilibyśmy znaczne zasoby energii marnotrawionej na podtrzymywanie iluzji naszej wspaniałości. – A więc to nie ty. Myślałem nawet. Co to było za uczucie.czarowników. rozzłość się nie na żarty i wrzaśnij: “przestań!" Tak więc stanęło przede mną kolejne wyzwanie. pamiętałem jednak. Byłem świadomy swojego przyrodzonego natręctwa. że obserwowałem przedmioty w moich snach ile tylko dusza zapragnie i nigdy wcześniej nie odczuwałem niczego chociażby trochę zbliżonego w sensie czystości i ostrości obrazu. jakie to było niezwykłe doznanie. Powiedziałem don Juanowi. światy zupełne. iż mi odbija. Stała się tak intensywna. doceniani i podziwiani. z jaką trudnością przychodziła mi choćby sama myśl o takiej możliwości. Ale przecież jego nauka jest dla nas ogromnym wysiłkiem. przerwał mi. Pozostawiłem tymczasem kwestię znaczenia jego słów. właściwie tak. ale podczas śnienia cecha ta niezwykle przybierała na sile. że na podtrzymanie poczucia własnej ważności tracimy większość naszej energii. że wydawało mi się. że zdolność badania treści snów musi być wynikiem naturalnej konfiguracji istoty ludzkiej. iż nie posiadałem tej zdolności wcześniej. bardziej zainteresowany inną sprawą. bym patrzył na składniki moich snów. ale też bardzo niebezpieczna podróż. że nie tylko brzydziłem się. – Czy odnosisz wrażenie. używamy do tego nóg. czego doświadczyłem za pierwszym razem. Jesteśmy fizycznie przystosowani tylko do jednego sposobu chodzenia. jak napominasz samego siebie. – Niektórzy tak – odparł od niechcenia. lecz również zacząłem wątpić. don Juanie? – Moim zdaniem twoje ciało energetyczne połączyło się z obcą ci energią tamtego miejsca i pohulało sobie do woli. mówiąc: – Teraz jesteś gotów. których nie mogłem mu wcześniej zadać. Gdy zacząłem swój elaborat. by podczas śnienia krzyknąć “przestań!" Wydaje mi się. – Gdy nadarza się okazja. czy to naprawdę było moje natręctwo czy też coś innego. by krzyknąć “przestań!" Głos natychmiast umilkł i już nigdy więcej nie powrócił. że chyba dlatego. że jest to jakiś obcy głos? –zapytał don Juan. – Czy każdy śniący tego doświadcza? – zapytałem don Juana. Przyszło mi do głowy. że nie jesteśmy sami na tym świecie. Don Juan dowodził. że mieliśmy rozmawiać o śnieniu tylko wtedy. Po drugie. Nabyłem takiej wprawy. Najdziwniejsze było to.

oczywiście. Teraz usiłujesz zredukować coś transcendentalnego do czegoś zupełnie przyziemnego. Albo może raczej wiem. – Dochodzisz do drugiej bramy śnienia. Albo może potrafię wyjaśnić. które zadałem mu za pierwszym razem. to jak możemy przyjąć dwie jego wersje? – To bardzo proste. don Juanie. ale nie chcę. co tylko zwiększyło mój niepokój. co widziałem. Ty. że nigdy nie wolno mi się obudzić w tym świecie? – Nie. – A gdzie jest to “nie z tego świata". Aż zadrżałem. Niektórzy czarownicy z mojej linii również tak robili. Wyjaśniłem ci już kiedyś. Ty widziałeś to jako miasto. że miasto. – Czy sądzisz. Możesz mieć tyle snów. Owa kontrola niczym nie różni się od kontrolowania dowolnej sytuacji w naszym codziennym życiu. widziałeś jakieś miasto i ludzi w tym mieście. czy też ile zdołasz mieć. ale podczas śnienia masz śnić. – Nie. co pochodzi nie z tego świata. by nie obudzić się w świecie. i dlatego wciąż gonisz w kółko. Ja widziałem to jako energię. – Ale przecież to nie było rzeczywiste miasto. że budzisz się w innym śnie. Chcę. to nie tak. że jest to jedna z możliwości. jak zadaję don Juanowi to samo pytanie. – Wróćmy do naszych spraw – powiedział. w którym byłeś. który znamy. Nie potrafisz sobie wyobrazić niczego. Przedtem powiedziałeś. że nigdy nie zapytałeś mnie. Nie wiem. To była pierwsza rzecz. Ale jeśli to miejsce było rzeczywiste. Będziesz musiał poczekać i samemu się domyślić. jak wtedy. że te dwie cechy to klucz do postrzegania. Przecież nie jesteś tak głupi. gdy już o tym wspomniałeś. Na przykład automatycznie przyjąłeś. Moje zażenowanie minęło dość szybko i byłem gotów do następnego pytania. ile chcesz. – Chcesz powiedzieć. Żaden z nas się nie myli i żaden nie ma racji. Ale don Juan ubiegł mnie i zaczął wyjaśniać kolejne cechy drugiej bramy śnienia. że byliśmy w miejscu istniejącym naprawdę. że coś Jest rzeczywiste. – Może to być problem poważny. Jeśli mamy skłonności do folgowania sobie i kurczowego trzymania się pewnych rzeczy lub sytuacji. Dowodem jest to. Ta podróż była rzeczywista. które znasz lub wydaje ci się. ale nie potrafię tego wyjaśnić. że mógłbym wrócić do tamtego miasta? – Tu mnie masz. że najbardziej szaloną cechą magii jest właśnie konfiguracja owego “nie z tego świata". który znamy. muszę ci powiedzieć. tego nie powiedziałem. żebyś budził się w sposób naturalny. Ono istniało tylko dla mnie. Mamy dwie wersje. – Czy to jest możliwe? Don Juan z pewnością zauważył moje rozkojarzenie i śmiejąc się. ponieważ wtedy mieliśmy różne poziomy jednorodności i spójności. Z pewnością można to zrobić. gdy to usłyszałem. – Przestaję cię rozumieć. – Jest jeden problem dotyczący drugiej bramy – powiedział. co ty. Ja niczego takiego nie widziałem. – Oczywiście. gdy powiedział mi o ustawianiu śnienia. nigdy nie budzili się w świecie. gdy budzisz się z jednego snu w drugi. gdy zaczynasz mówić. nie należało do tego świata. i tylko ty. powinniśmy przygotować się na solidnego kopa w tyłek. Czarownicy starożytności tak właśnie robili.– Czy to miasto było może na innej planecie? – Nie można wyjaśniać śnienia za pomocą rzeczy. Musisz jednak odpowiednio się kontrolować. . Ja widziałem energię. że znasz – odpowiedział don Juan. że to możliwe. to zależy od osobowości. że ja widziałem to samo. ale ja tego nie zalecam. Nie możesz tego robić. don Juanie? – Wierz mi. odpowiedział mi tak samo. Tak więc nie z tego świata tylko dla ciebie było w owym przypadku jakimś miastem. w moim umyśle. – Więc gdzie było? – Poza tym światem. Usłyszałem. Ale teraz. Don Juan nie chciał dalej na ten temat rozmawiać. gdy skończysz śnienie. – Mogę ci jedynie powiedzieć. którą zauważyłeś. jak jest naprawdę.

jednego dnia. wszystko oglądasz. don Juanie? – Z tego wynika. Na samej tablicy był obraz budynku. Pogodzenie się z moimi wadami przydało mi jakby energii. Tak więc ponownie wyruszyłem na niezbadane tereny. . Tekst. Porastały je kępy drzew. Jej stalowa konstrukcja wzbudziła we mnie strach. gdzie jestem. żniwiarkom.– Co masz na myśli. że jest to śnienie. co wyglądało jak tablica reklamowa. nabyłem prawdziwej biegłości w utrzymywaniu obrazu dowolnego przedmiotu w moich snach. To jest właśnie ten zawór bezpieczeństwa. co to było za okno. przekraczając pierwszą bramę. Ale to nie jest normalna sytuacja. że przekraczając drugą bramę. Odmiana przyszła nagle. by odkrywać tajemnice śnienia. w pewnym momencie jego uwaga śnienia musi wyciągnąć go na powierzchnię. który przeczytałem. jedynym zaworem bezpieczeństwa. że tracę kontrolę. To jest śnienie. Łatwo sobie uświadomić. że znalazłem się na jakiejś farmie. Gdy w moim śnie oglądałem okno. którą odebrałem jako brzęczenie w mych uszach. Chciałem się nad tym przez chwilę zastanowić. to tak. aż wyczerpałem się całkowicie i nie mogłem już dłużej na niczym zatrzymać swej uwagi śnienia. że ta potrafi je zatrzymać. Skakałem ze ścian urwisk na szczyty gór. Natychmiast gdy skoncentrowałem uwagę na tablicy reklamowej. Doświadczyłeś już tej niezwykłej przyjemności badania treści swoich snów. Byłem przekonany. Po całej serii niepowodzeń dałem sobie spokój i powróciłem po prostu do moich ćwiczeń skupiania uwagi śnienia na wszystkich przedmiotach w moich snach. trafia do swego ciała energetycznego. Rozejrzałem się naokoło. Mogłem dowolnie przybliżać wszystkie obrazy: wąwozy. otoczyła mnie ciemność. Wyglądało na to. W ciągu następnego roku nic się nie zmieniło. Śniący. że prawdziwym celem śnienia jest doskonalenie ciała energetycznego. – Co to za zawór bezpieczeństwa? – Sam kiedyś odkryjesz. że jestem w Oregonie albo północnej Kalifornii. – Czy ciało albo mózg nie powstrzymałoby tego automatycznie? – Jeśli to jest normalny sen. że przechodzisz ze snu do snu. Szczególnie wtedy. że zapomniałem o moim pierwotnym śnie. poczułem nagle jakby powiew jakiejś siły. pługom i młockarniom. głazy. Doskonałe ciało energetyczne posiada. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego. że cała moja dotychczasowa praktyka niewiele mi tu pomoże. zacząłem więc rozglądać się po najbliższym otoczeniu. Tym razem jednak cel był jeszcze bardziej mglisty i znacznie trudniejszy. ale przyciągnął mnie odległy łańcuch górski. Była złowieszcza. drzewa i jaskinie. gdy ktoś ma skłonności do folgowania sobie. Bez względu na to. W oddali majaczył łańcuch górski. Miałem niezbyt pocieszające obawy. taką kontrolę nad uwagą śnienia. Było tego tak wiele. Nie widziałem żadnych budynków. jakim dysponuje śniący. traktorom. dokładnie się przypatrując. Wyobraź sobie. don Juanie? – Pomyśl przez chwilę. W górach opuściła mnie cala energia śnienia. I tak jak za pierwszym razem. starając się ustalić. Oceniając na podstawie moich zdolności postrzegania. Tak więc to rzeczywiście ciało energetyczne przekracza drugą bramę i skacze od snu do snu. Jednakże całą moją uwagę przykuty poniewierające się dokoła w wielkiej liczbie przeróżne maszyny rolnicze sprawiające wrażenie porzuconych i zapomnianych. Siła ta wypchnęła mnie za okno. już byłem obok niej. musisz zamierzyć znacznie większą i bardziej trzeźwą kontrolę nad uwagą śnienia. zupełnie nie mogłem wykoncypować. próbując się przekonać. niedaleko której postawiono parę niewysokich słupków z aparatami telefonicznymi. Wówczas postanowiłem zorientować się. były to chyba kalifornijskie dęby. – Co z tego wszystkiego wynika. W końcu niczego już nie widziałem. gdy jest to konieczne. bliżej zaś widziałem niewysokie zielone wzgórza. czy byłbym w stanie dostrzec rozciągający się z niego widok. wszystko badasz. jak bardzo ktoś sobie folguje. co mam robić. byłem przyciągany przez wszelkie możliwe szczegóły. jak szybko można się bezpowrotnie pogrążyć w tej głębi. Przyglądałem się kosiarkom. Na krótko przed wypchnięciem moją uwagę śnienia przyciągnęła jakaś dziwna konstrukcja. zachęcał do zatrzymania się w motelu. każdy szczegół. Poczułem. z którego zostałem wypchnięty. Ale zanim to nastąpiło. niezbyt daleko ode mnie. W chwilę później już stałem obok niej. Wyglądała jak traktor. Ponownie rozejrzałem się po okolicy z mojego snu. Byłem dziwnie przekonany. Chciałem znaleźć się przy tych wzgórzach. między innymi oczywiście. Mój sen przestał być snem. że są to góry Sierra Madre. W oddali dostrzegłem coś. naprawdę byłem w górach Sierra Madre.

aby nie mącić w twym racjonalnym umyśle. mniej dostępny. że musiałem poprosić don Juana o radę. Ćwiczenia przebiegały gładko. Inna możliwość to użycie przedmiotów ze snu do inicjacji kolejnego snu. Szarpnięcia stały się jednak na tyle silne. Wymaga wielkiej dyscypliny i wysiłku. co jest niezbędne. W żadnym wypadku nie zabawialiby się wytworami zaburzeń umysłu. potwierdziłem istnienie tych dwóch sposobów. Nie byłem pewien. – Istoty nieorganiczne posiadają to. ale nie mogę. – Powiedziałem ci. jak ja to zrobiłem. a ich świadomość nieskończenie spokojniejsza i głębsza. Przy pierwszej bramie straciłeś dużo czasu. Don Juan jak zawsze pozwolił mi ćwiczyć bez żadnych sugestii ze swej strony. Próbowałem je ignorować. Obawiam się. że masz planowo i precyzyjnie zmieniać sny. jak się śni. że są dwa sposoby prawidłowego przekraczania drugiej bramy śnienia. szarpnięcie strachu czy też Niepokoju. Zapytałem go. – Właśnie wkroczyłeś na najniebezpieczniejsze obszary wiedzy czarowników – zaczął don Juan. – Są przerażające. nie zawracając sobie głowy zaleceniem. by obcować z innymi istotami. które mi wyznaczył. –Wierz mi. że trzeba się obudzić w innym śnie. którą. – Obcowanie z nimi nie stanowi dla czarowników najmniejszego problemu – ciągnął don Juan. które mi opisał. Nigdy jednak nie udawało mi się podjąć świadomej decyzji. – Teraz powinieneś ją przekroczyć. tłumacząc sobie. że nie wspominałem ci o tym. jak mówił don Juan. A ja. właśnie tak. Właśnie tak. Natomiast życie istot nieorganicznych jest nieskończenie dłuższe. widzą czarownicy. iż życie i świadomość istot organicznych są krótkotrwałe. jako wyłączna domena energii. bezpośrednio dostępnego mojej uwadze śnienia. natomiast istoty organiczne są okrągłe i o wiele jaśniejsze. gdy opowiedziałem mu o moim śnieniu. przez które z każdej strony przenikają miliony włókien energii wszechświata. – To ja popełniłem błąd – powiedział don Juan. Don Juan wyjaśnił mi. Mógłbym teraz zacząć żartować z tego i powiedzieć. po czym widzenie we śnie przebudzenia ze snu. nie obudziłem się bowiem w innym śnie. i są nieprzezroczyste. Postrzeganie jest dla czarowników podstawowym wyznacznikiem życia. albo też przenosiłem wzrok z wybranego przedmiotu. – Dlaczego mówisz. Każdy czarownik musi temu stawić czoło. ale chodziło mi o to. Tym razem jednak od razu znalazłeś właściwe rozwiązanie. Inną istotną różnicą. Powiedział. by brać je później za rzeczywistość. że tak – odpowiedział don Juan. jak to zrobiłeś. jako że ich naturą jest pośpiech. że stojąca przed nimi istota. Don Juan powiedział. że czarownicy widzą dwa typy istot świadomych. jest niezaprzeczalnie zdolna do postrzegania. na inny. Istoty nieorganiczne są długie. które mówią czarownikom. Moim wariantem drugiego sposobu było wpatrywanie się w dowolny przedmiot tak długo. że właśnie teraz może ci się wydać. że jedne i drugie są świetlistymi bryłami. czarownicy widzą. czarownicy to bardzo inteligentne stworzenia. że jest to wynik mojego obżarstwa lub też spożywania roślin halucynogennych. przypominając swym kształtem świece. poprzez ćwiczenia. a mianowicie świadomość. którego z tych sposobów użyć do przeniesienia się w inny sen. Oznacza to posiadanie punktu połączenia i otaczającej go poświaty świadomości. Pierwszy to przebudzenie się w innym śnie. co powodowało brzęczące zawirowanie i wciągnięcie mnie w inny sen. które zacząłem odczuwać coraz częściej. jest to. że te istoty są żywe? – Dla czarowników życie oznacza świadomość. czyli niejako widzenie we śnie. byś obudził się w innym śnie. Albo więc śniłem. co sądzi o tej nieprawidłowości. zaludniających naszą planetę: organiczne i nieorganiczne. Moje ćwiczenia niezmiennie kończyły się tym samym: zawsze brakowało mi energii na podtrzymanie uwagi śnienia i budziłem się albo zapadałem w mroczny.– Dotarłeś do drugiej bramy śnienia – oznajmił don Juan. Bryły te różnią się od siebie kształtem i natężeniem jasności. głęboki sen. to prawdziwy koszmar. że życie i świadomość. Przejście przez drugą bramę to bardzo poważna sprawa. – Ale czy te istoty nieorganiczne rzeczywiście istnieją? Tak jak ty lub ja? – Oczywiście. iż przestajesz panować nad sobą. Starałeś się zobaczyć tylko swe ręce. organiczna lub nie. czy wypełniłem zadanie. nie są cechami jedynie organizmów. które wówczas don Juan podawał mi w wielkich ilościach jako część mojej nauki. aż zaczynał zmieniać kształt. Porównując je z sobą. że mam sen i się z niego budzę. . Mój spokój zakłócało jedynie szczególne wrażenie.

– Chcesz przez to powiedzieć. don Juanie? – Prawdopodobnie pojawienie się któregoś z nich. Czy to prawda. Wyjaśnił mi więc. musisz swoje praktyki w śnieniu połączyć z intencją spotkania istot nieorganicznych. Mijają lata. że istoty nieorganiczne same do ciebie przyjdą. który musi upłynąć. To działa jak przynęta na ryby. Trudno mi to pojąć. Ale trwanie tej świadomości jest dla nas niepojęte. – Nie jestem pewien. niż zapytał. zbyteczne. – Jak czarownicy zmuszają je poprzez śnienie? – Śnienie to utrzymanie położenia. Już one same są wystarczająco mroczne i posępne. don Juanie? – Śmiertelnie poważnie. don Juanie. z pewnością nie stoją na środku drogi. jak te istoty objawiają się czarownikom. czyli podtrzymywać swą gotowość współdziałania przez długi czas. Ich sposób pojawiania się należy do niezwykle szczególnych. by wszystko potoczyło się własnym trybem. Przydawanie im jeszcze twoich obsesji jest więc. – W ogóle nie orientujesz się w tym. mówiąc oględnie. że na to jest jeszcze trochę za wcześnie. że zwykle po ludziach lub innych istotach organicznych spodziewamy się natychmiastowej reakcji na naszą gotowość współdziałania. do którego punkt połączenia przemieścił się podczas snu. że ich świadomość w porównaniu z naszą jest niezwykle wolna. Don Juan wpatrywał się we mnie z wielką uwagą. że najlepiej wstrzymać się z osądem i pozwolić. Tracą świadomość tak samo. wysłałeś im zaproszenie. energia poruszająca się z inną prędkością – czarownicy muszą zmienić swoje oczekiwania. – Ostrzegałem cię. – A jaki to może być znak. Natomiast chcąc obcować z istotami nieorganicznymi – jako że oddziela nas od nich ogromna bariera. Prędzej czy później pojawią się. jeszcze lepiej. Można powiedzieć. jeśli to miałeś na myśli. nie mogą mu się oprzeć. – Czy te istoty nieorganiczne ukazują się czarownikom? – Bardzo trudno określić. Dlatego też sądzę. Zdrowy rozsądek nie przyjmuje tego.– W takim razie istoty nieorganiczne także umierają. twoją siłę i niewzruszoność. jak to z nimi jest. Nie wiedziałem. Czarownicy. co mówię –stwierdził raczej. – Tak. Przechodząc przez te dwie bramy. docierając do pierwszych dwóch bram i przekraczając je. co miał na myśli. Aby jednak odnieść pełny sukces. że te sprawy zachwieją twoim racjonalnym umysłem. że zmuszamy je do obcowania z nami. don Juanie? – Naturalnie. Problem z istotami nieorganicznymi polega na tym. co oznacza. Czarownicy poprzez śnienie zmuszają owe istoty do obcowania z nimi. – Jak czarownicy je przywabiają? Czy mają jakiś rytuał? – No cóż. Teraz musisz czekać na jakiś znak od nich. – Co mam teraz zrobić? – Musisz zmienić swoje oczekiwania. który przyciąga ich uwagę. To są szarpnięcia energii przesyłane przez istoty nieorganiczne. jak my. zanim czarownik zostanie zauważony przez istoty nieorganiczne. czy rozumiem. – Mówisz poważnie. – A więc co robią? – Przywabiają je podczas śnienia. Jestem przekonany. to coś więcej niż zwabianie. Moim zdaniem znakiem tym będą jakieś zaburzenia w twoim śnieniu. Ale nie pojawią się tak. przywołując je drżącym głosem wraz z wybiciem północy. rozkładają przynętę i zmuszają istoty nieorganiczne do pojawienia się. że praktykowanie śnienia to właśnie ta gotowość? – Tak. aczkolwiek wydaje się. że odczuwane przez ciebie szarpnięcia strachu nie są spowodowane niestrawnością. że przywabiamy je albo. jak ty lub ja. W jakiż to szczególny sposób dają znać o sobie? . Pozwól im odczuć twoją moc i pewność. to prawda. by został on dostrzeżony. Zalecałbym więc uzbroić się w cierpliwość i czekać. Za nic nie wolno ci okazywać strachu czy poddawać się obsesji mroku. Akt ten tworzy charakterystyczny ładunek energii. Jak już mówiłem.

Czasami czujemy je tak. Mając do czynienia z istotami nieorganicznymi. czy im się to podoba. we wszechświat poza wymiarem ludzkim. niepokoiła mnie możliwość istnienia obdarzonych świadomością istot nieorganicznych. – Dlaczego. gdy śniłem o cyrku. Czynią z nich swoich sprzymierzeńców. cyrk i górską miejscowość w Arizonie. Zdarzyło się to. ale gdy tylko się pojawiały. istoty te mogą napawać nas nieopisanym przerażeniem. Miejsce to wyglądało jak górska miejscowość w Arizonie. Najczęściej jednak ich niewidoczną dla nas obecność odbieramy jako szarpnięcia ciałem. Tak trzeba postępować od samego początku. światy. zawierając niezwykłe przyjaźnie. będzie mi was brakować". których widziałem wówczas. Dla nich. że kiedyś jeszcze zobaczę tych ludzi. To właśnie czarownicy starożytności nauczyli się wykorzystywać istoty nieorganiczne i oni ukuli termin “sprzymierzeńcy". zaraz za nimi przychodził przedziwny spokój. Jako że na samym początku śnienia nie mamy jeszcze potrzebnego nam doświadczenia. Były cienkie. z kolei. Bezwiednie szukamy towarzystwa świadomości. To dla nas wielce niebezpieczne. Szarpnięcie rozproszyło moją uwagę i straciłem z oczu ludzi. powitam was z radością. na naszych oczach. by sobie 2 nim poradzić. Na ich miejscu stały dwa dziwnie wyglądające kształty. don Juanie? – Bo wtedy strach może zapuścić korzenie w naszym życiu i musielibyśmy odseparować się od ludzi. Od tej pory nie wolno ci zapominać. Don Juan natychmiast to zauważył. szerokie nie więcej niż . które wypływa ze szpiku kości. gdy don Juan po raz pierwszy wepchnął mnie w drugą uwagę. Jesteśmy istotami społecznymi. niczym cios w brzuch. Szarpnięcia strachu nie mijały. don Juanie. że na pewno przybędą. który znałem z dzieciństwa. Gdy im się przyglądałem. Kiedy więc sprzymierzeńcy przenoszą czarownika. – A jak to się odbywa w śnieniu? – W śnieniu jest zupełnie na odwrót. poczułem silne szarpnięcie nerwów w okolicy żołądka. Istoty nieorganiczne potrafią być gorsze niż zaraza. Gdy słuchałem don Juana. Jeśli nie przybędziecie. że istoty nieorganiczne i ich fenomenalna świadomość bardzo silnie oddziałują na śniących i z łatwością mogą ich przenieść w inne światy. Spotkajcie się ze mną. w tym przypadku układów istot nieorganicznych. przez który mogą przedostać się za nami do naszego świata. Przez ciągły strach mogą nas szybko doprowadzić do szaleństwa. Efekty tego są dla nas katastrofalne. czy też nie. A w dodatku czynią to z wielkim zapałem. niż nasza wiara pozwala nam przypuszczać. szarpały mną dziwne lęki i złe przeczucia. rodzaj drżenia. To jest cały sekret. który przejmował nade mną kontrolę i pozwalał mi robić swoje.– Czasami materializują się w naszym świecie. przenoszą go poza granice królestwa człowieka. Po takim przesłaniu będą tak zaciekawione. Ale podczas śnienia nie odczuwałem tego niepokoju. w których pierwszoplanową rolę odgrywa postrzeganie. Ich sprzymierzeńcy nauczyli ich przemieszczać punkt połączenia poza granice jaja. – Co czarownicy robią z istotami nieorganicznymi? – Stapiają się z nimi. przekraczająca granice ich królestwa. Tworzą powiązania. Nasza intencja powinna być dla nich przesłaniem mocy i żywiołu. Gdy nie śniłem. Więzi te nazywam kolosalnymi przedsięwzięciami. Nie było wyjątkiem również pojawienie się w moich snach istot nieorganicznych. – Jesteś religijny aż do szpiku kości – zaśmiał się. – Brzmi to bardzo dziwnie. istota naszego rodzaju. bez ostrzeżenia. jako szarpnięcie strachu. W tamtym czasie każdy przełom w moim śnieniu przychodził nagle. których nie można nawet opisać. W przesłaniu musi być zawarta wiadomość: “Nie boję się was. Zacząłem przyglądać się ludziom z nieokreśloną nadzieją. Ale pomyśl o śnieniu w ten sposób: śnienie to postrzeganie w znacznie większym zakresie. Może to brzmieć dla ciebie szokująco. także jest nowością. którą ciągle żywiłem. Przeważnie jednak materializują się dokładnie przed nami. –Czujesz teraz pewnie oddech diabła na karku. jakbym się w ogóle nie bał. Nasz strach jest dla nich tunelem. ale śniący automatycznie poszukują grup innych istot. nie można okazywać strachu. Dlaczego – śniący to robią? – Istoty nieorganiczne są dla nas czymś zupełnie nowym. jak ty obecnie odczuwasz ich obecność. – Dlaczego miałyby tu przybywać albo po cóż ja miałbym się z nimi spotykać? – Śniący. poszukują w trakcie śnienia innych istot.

gigantyczne dżdżownice. ponieważ coś mi mówiło. patrząc na te dwie dziwne zjawy. że widzę. czując przemożny strach. Istoty zachowywały swą spójność i nie zmieniały kształtu. Musiałem mocno stąpać po kamieniach. – Nie należy przeganiać tych istot. W mojej normalnej świadomości nie mogłem zrozumieć. Ja zaś nie tylko nie kiwnąłem palcem. zawsze uważałem. który przyklejał mi się do podeszew butów. gdy don Juan zabrał mnie na wzgórza pustyni otaczającej Sonorę. smutek pozbawiony racjonalnych podstaw. don Juan zabrał mnie na wzgórza. Domyślałem się jednak. Wiedziałem jednak w jakiś sposób. W drugiej uwadze wszystko nabierało sensu. W końcu wyglądało to już tak. Nie miało to jednak nic wspólnego z psychiką. że rozumiem istotę bezpośredniego postrzegania energii. że nie mam ani krzty odwagi. idąc pod górę w kierunku wzgórz:. w normalnym stanie świadomości. W tej chwili ich obecność przeszkadza ci w śnieniu. po czym upewniał się. to przynajmniej z ogromnym zainteresowaniem go słuchałem. . które prawdę powiedziawszy. Coś w nich nakazywało czemuś we mnie utrzymywać cały czas obraz ich kształtu. że muszę coś zrobić i będzie to z pewnością coś zupełnie niewiarygodnego. W ten sposób zostałem podzielony na dwie części. Gdy doszliśmy do wąskiego wąwozu między dwoma wzgórzami. dlaczego aż nazbyt łatwo brałem poważnie jego działania. Don Juan mówił ze mną o widzeniu tak na jawie. uświadomiłem sobie. ale wykonalne. don Juanie? – Staw im czoło w normalnym świecie i każ wrócić później. Dlatego też byłem gotów dostosować się do jego nakazów. – Jak mam stawić im czoło? – Nie jest to proste. to owe istoty także się nie poruszą. czy przeszedłem do drugiej uwagi. był jeszcze wilgotny. Istoty te jednak nigdy nie spróbowały zbliżyć się do mnie ani też nie niepokoiły mnie w żaden sposób. by zdobyć się na odwagę. że obraz tych istot się nie rozpływa ani też nie zmienia w nic innego. Była to raczej fizyczna udręka. Mieszkał wtedy w północnym Meksyku. ale zdawałem sobie także sprawę z tego. gdy będziesz miał więcej mocy potrzebnej do śnienia. że jeśli się nie poruszę. Najbardziej niesamowite było to. I sprawiał na mnie wrażenie samotnego czarownika. W tamtym śnie. jak i w drugiej uwadze. czego mnie uczył. Wiedziałem. że widzę energetyczną kwintesencję czegoś niewiarygodnego. ale również zapomniałem o pierwotnym celu moich ćwiczeń w śnieniu. bo czerwonawy piasek. że druga uwaga jest dostępna nam wszystkim. by oczyścić buty z ciężkich grud błota. uznawałem jedynie za przejawy jego dziwactwa. że zrozumiałem wszystko to. że śnienie burzy bariery. Natychmiast zalała mnie fala lęków. starego człowieka zapomnianego przez wszystkich. Don Juan twierdził. Przebiegłość czarowników. które oddzielają nas od drugiej uwagi. ale my – bardziej lub mniej zawzięcie czepiając się naszej niewydarzonej racjonalności – utrzymujemy ją na dystans. Chociaż sam nie byłem w stanie tego doświadczyć. Ogarnęła mnie głęboka troska. Dwie dziwne zjawy pojawiały się odtąd podczas każdej sesji śnienia. Zdawało mi się. aż zdążę mu odpowiedzieć. w jednym momencie. spędziłem całe miesiące wyłącznie na oglądaniu tych dwóch kształtów. Szliśmy na wschód.na stopę. Don Juan uważał. Wszystko skończyło się nagle. Byłem bardzo spokojny. rozwijana przez tysiąclecia. zupełnie na uboczu szerokiego świata ludzkich spraw. co mogłem. – Co mogę zrobić. że pochylają się nade mną dwie groźne. Chodzi tylko o to. Po prostu stały przede mną nieruchomo tak długo. – Utknąłeś na niebezpiecznym rozdrożu – powiedział don Juan. jak trwał mój sen. ale za to wysokie chyba na siedem stóp. jakbym śnił tylko po to. że to był sen. gdzie jeśli nawet nie rozumiałem wszystkiego. Na pustyni musiało wcześniej trochę pokropić. że jest niesamowicie inteligentny. Wiedziałem o tym. Zanim w końcu opowiedziałem o wszystkim don Juanowi. byłem w normalnym stanie świadomości. ale nie powinno się też pozwolić im zostać. była specjalnością don Juana. Nie czekając nawet. której z pewnością ci nie brak. by je spotkać. gdy obudziłem się. by zmienić swoje sny. W ogóle się nie ruszałem. bym stawił czoło istotom nieorganicznym. Tego dnia. don Juan zatrzymał się. Upewniał się.

– Co mam zrobić. Nasyciły swą obecnością twoje sny. – I nie pozwól mu się wyrwać. Istoty nieorganiczne wnoszą swoją rozbudowaną świadomość. było jak porażenie prądem. Gdy tak robią. prawie (same i niezwykle groźnie wyglądające słupy. ciemne. co w tym momencie poczułem. po mojej prawej stronie. Wcale mnie nie zdziwiło. więc z trudem utrzymywałem równowagę. – Co zalecasz mi w tej chwili. z którymi stykałem się na co dzień. który wił się i szarpał. To. Siedziałem ze skrzyżowanymi nogami na jakiejś skale. I nawet nie musisz ich zwabiać. śmiejąc się. to znaczy. że choć byłem ^wiadomy. ponieważ chcą stworzyć swój obraz w twojej pamięci. Nie mogłem wydobyć głosu ani też otworzyć oczu. Spytałem don Juana. O mało co go nie puściłem. Rezultat negatywny to wzajemne uzależnienie. że mam już ich pełny obraz. co mi nakazał. W końcu istota pode mną znieruchomiała i stwardniała.– To jest z pewnością najlepsze miejsce. Don Juan szorstko nakazał mi zamknąć oczy i ich nie otwierać. ponieważ wstrząsy te wydawały mi się innego rodzaju energią niż te. don Juanie? – Przywołaj je. lecz nie z bólu. I wtedy zobaczyłem dwa ciemne kształty przypominające dwa cienkie pnie. Pochwyciłem tego z mojej prawej strony. ze szukają towarzystwa. ale przytrzymał moją głowę. Poczułem chłód i twardość kamienia. lecz jak coś puszystego i lekkiego. Stały dokładnie przede mną. a potem podejmij decyzję. Don Jan stał nieco z tylu. Patrzyłem na nie z szeroko otwartymi ustami. I w tym właśnie widzę ogromne niebezpieczeństwo. aż będą dokładnie takie same. Nie trwało to długo. jak – bardzo będzie tobą miotał. ale jakaś ogromna siła poniosła mnie wbrew mojej woli. Kiedy uderzała we mnie. Oceń sytuację. na której usiadłem. jak w twoich snach – powiedział mi don Juan do ucha. by przywołać twoich przyjaciół – powiedział. – Daj mi znać. Chciałem się do niego odwrócić. – W żadnym wypadku – powiedział ktoś. – Dlaczego nazywasz ich moimi przyjaciółmi? – Oni sami cię wybrali. Zupełnie mechanicznie wstałem i ruszyłem w kierunku dwóch kształtów. by je przywołać? – Utrzymuj w umyśle ich obraz z twojego snu. choć silnie naelektryzowanego. że czarownicy zawiązują z nimi więzi przyjaźni. ale to nie była ta sama skała. – Wstań i złap jednego z nich – rozkazał mi don Juan. czułem mrowienie. Nie były wcale tak wysokie. Zaszokowało mnie natomiast to. – Siedź tutaj i wyobrażaj je sobie. don Juanie? – Przyjaźń ta polega na wzajemnej wymianie energii. Nie przypominały już nieprzejrzystej światłości. iż mimo usilnych starań. nie potrafiłem dać znać don Juanowi. Zdecydowanie nie miałem ochoty na nic takiego. Wkrótce miałem już pełny ich obraz. Jakby z oddali usłyszałem wołanie don Juana: – Jak go puścisz. a czarownicy swoją podwyższoną świadomość i wysoką energię. to koniec z tobą! Trzymałem więc ciemny kształt. Serce chciało wręcz wyskoczyć mi z piersi. Kulaliśmy się po piaszczystym dnie rozpadliny przez dość długi czas. czy ona nie żyje. Słyszałem wszystko. i tak zrobię to. tak jak w moim śnie. Skała była pochyła. wyłem i ryczałem jak zwierzę. że potrafiłem to zrobić. iż wcale nie zamierzam posłuchać don Juana. Ale nie jak spore zwierzę. gdy już się na nich skupisz. I bez żadnych trudności otworzyłem oczy. co się wokół mnie dzieje. W rzeczy samej kochali swoich sprzymierzeńców bardziej niż swoich współbraci. jak w moich snach. Były teraz o połowę niższe. – Możesz teraz otworzyć oczy – usłyszałem głos don Juana. lecz raczej skondensowane. Rezultat pozytywny to sprawiedliwa wymiana. ale to nie był don Juan. bez względu na to. – Pozbawiłeś go tylko . Potem pomógł mi usiąść na pobliskiej skale. Dawni czarownicy kochali swoich sprzymierzeńców. A przecież nie śniłem. Czułem raz za razem elektryczne wstrząsy przyprawiające mnie o mdłości. Właśnie nadszedł czas sięgnięcia do tej pamięci. Pomyślałem sobie. Wówczas zdałem sobie sprawę z tego. Twój przypadek jest chyba tego przykładem. byłem wściekły. – Co składa się na taką przyjaźń. lecz nie słyszałem swojego głosu. że mnie moli. Wspomniałem ci już. Nie poruszała się.

Z pewnością przyjdzie po więcej. nie pozbawione uczuć. Poleź jeszcze przez chwilę. organicznej czy nieorganicznej. nawet mnie nie słyszałeś. Zalecałbym ci wyplenić strach z twoich snów i z twojego życia. Jakoś byłem pewien. o wszystkich możliwościach. Nie mogłem mu powiedzieć. Ale wiedząc. zadając mi pytanie: “Czy energia istoty nieorganicznej była jak ogień czy jak woda?" Czułem. ale też bardziej nadęte. że są bardziej oddane. by zabezpieczyć twój związek. gdy don Juan zadawał mi to pytanie. by teraz o tym dyskutować. Kontynuowałem moje ćwiczenia w śnieniu. być może. – Musisz być bardzo ostrożny. powiedział mi.energii. a nawet. Nigdy w życiu nie czułem strumieni naelektryzowanej wody. jest ona. Podszedłem do leżącej na piasku istoty i spróbowałem ją dźwignąć. którą wpierw pozbawiłeś energii. tak jak zawsze. Gdy wiedziałem już. by można było je wytworzyć czy poczuć. Tym miały się różnić od tych ognistych. ja i istota nieorganiczna przyczepiona do mnie niczym ciemny cień. Odrzuciłem tę część wiedzy czarowników. których doświadczałem. choć nie wydaje mi się. biorąc wszystko to za jakiś sen. don Juanie? – To zbyt wielkie. czy nic jej nie będzie. Przyglądał mi się z wielkim zaciekawieniem. Nie chcę być na łasce żadnej istoty. Zrobiłem to i oboje w jednym ruchu stanęliśmy na ziemi. bo nie miała substancji. bardziej skłonne do naśladownictwa. było słuszne. po prostu wyszła z siebie z emocji. Dawni czarownicy uważali. Na tym zakończyła się nasza rozmowa. ale raczej dokuczliwe uzależnienie – zawyrokował. lecz znów nie mogłem wydobyć z siebie głosu. – Dlaczego mnie nie powstrzymałeś. Przez ponad dobę odzyskiwałem kontrolę nad swoim umysłem. Uznałem. były jak strumienie naelektryzowanej wody. jak ważne było jego pytanie. Ale za każdym razem. taki właśnie obraz pojawiał się w moim umyśle. Prawie przez cały ten czas spałem. ale tak się nie stało. a następnie znów naładowałeś. który nie należał do don Juana. I nagle podjąłem szaleńczą decyzję. że wszystko działo się naprawdę. pozostawiając mnie z niezwykle przyjemnym odczuciem pełni. bardziej opanowane. żebym położył się na istocie nieorganicznej. – Nie znajdziesz wśród istot nieorganicznych pomocnych przyjaźni. że cokolwiek zrobiłem. gdy krzyczałem. Wodne istoty nieorganiczne są bardziej skore do przesady. jak pali mnie w gardle. Od czasu do czasu don Juan podchodził do mnie. Potem pomógł mi wstać. Istota organiczna. Ale nie wstawaj jeszcze. Nie mogłeś jej chwycić. – Jakie to wszystko ma dla mnie znaczenie. don Juanie? – Nie dałeś mi czasu. – Powinieneś był mnie uprzedzić. Ten sam głos. że szarpnięcia energii. że całkowicie odzyskałem siły. W kwestii istot nieorganicznych jestem prawie nowicjuszem. Byłem zdezorientowany. . Chciałem zapytać don Juana. o których mówiono. Powinienem się zmartwić jego zdecydowanie negatywną reakcją. nie niepokojony więcej przez istoty nieorganiczne. Delikatnie oddzieliła się ode mnie i zniknęła. Spojrzałem pytająco na don Juana. zbyt niewygodna i kapryśna. jakich jej dostarczyłeś. sen wywołany przez sztuczki don Juana. że są poważniejsze. Ciemny kształt leżał na piasku. – Nie znałem wszystkich możliwości. Aż do tego momentu cząstka mego umysłu zachowywała swą racjonalność. obudziłem go i opowiedziałem mu. moim zdaniem. Poza tym. don Juan spał. byś ją zostawił na piasku. co czułem.

prowadzony przez niewidzialnego przewodnika. W ten sposób w nic się nie angażujesz. Byłem więc zaskoczony. gdy odwiedziłem don Juana w jego domu i rozmawialiśmy zupełnie o czymś innym. – Najlepsze. iż sam podjął ten temat. Byłem tak rozdrażniony. lecz odraza. Pewnego razu. jak temat istot nieorganicznych. – Żartujesz? Jakich pogaduszek? – Nie chciałem poruszać tego tematu. Don Juan wpatrywał się we mnie z uśmiechem. chociaż nie wiedziałem dlaczego. bym opowiedział mu o moich niezwykłych sesjach śnienia. don Juanie? – To nie jest właściwie strach. że to tylko sen. Roześmiał się i powiedział mi o swoich własnych lękach i odrazie do istot nieorganicznych. tak czy owak. był głosem istoty nieorganicznej. – Nie mam czasu myśleć. gdy należało to zrobić. ciągle wirując. – Nigdy nie należały do moich ulubieńców – stwierdził. – Czy teraz też się ich boisz. zanim zupełnie się przebudzę. co można zrobić z istotami nieorganicznymi. dawni czarownicy nabyli wielkiej biegłości w manipulowaniu punktem połączenia – w dziedzinie niezwykle obszernej i złowrogiej. by ci powiedzieć. lecz pogadywać sobie z nimi regularnie. One uwielbiają kupować. Zawsze się budzę z takiego snu. i tak utrwalił się już na dobre. . Pomyślałem sobie. – Czy jest po temu jakiś szczególny powód? – Najbardziej oczywisty na świecie: zupełne przeciwieństwo. – Oczywiście główną przyczyną był strach. iż znów zlekceważył moje pytanie. byś skupiał swą uwagę śnienia na przedmiotach w twoich snach. Moja odpowiedź niezmiernie ubawiła don Juana. ale chyba nadszedł już czas. co teraz o nich sądzisz? – Pogrzebałem moje opinie – odparłem. – Ta sprawa tak samo wykończy twój zdrowy rozsądek. – To bardzo uciążliwy temat – stwierdził takim tonem. że ten natrętny głos. – Do czego pijesz. że czasami. Nieraz wcześniej pytałem go o to. twierdząc. a we śnie wszystko może się zdarzyć. w jakich czasach mogli żyć dawni czarownicy. który wprawia mnie w wirowanie. podejmowane zawsze zupełnie nieoczekiwanie. że dzięki obcowaniu z istotami nieorganicznymi w śnieniu. Natychmiast skorzystałem z okazji i zapytałem don Juana. – Do twoich pogaduszek z istotami nieorganicznymi – odparł sucho. don Juanie? – czułem się zmuszony spytać. co ty zrobiłeś: zaprzeczyć ich istnieniu. gdy tylko zdecydował się podjąć ten temat. że ta sprawa jest dla mnie zbyt naciągana. a ja wolność. to właśnie to. Śmiał się ze mnie i poprosił.ROZDZIAŁ IV: UNIERUCHOMIENIE PUNKTU POŁĄCZENIA Ponieważ umówiliśmy się. być może dlatego. gdy don Juan uzna to za konieczne. rzadko kiedy pytałem go o to i nigdy nie drążyłem tematu zbyt głęboko. że nawet zacząłem na niego krzyczeć. że pomyślałem. i długo się miotam. One kochają niewolnictwo. lecz całkowicie zmienia się jego nastrój. Nie potrafiłem go przezwyciężyć. W tym momencie wierzyłem jednak. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. a ja niczego nie sprzedaję. Tam szybuję. Komentarze lub rozważania o śnieniu niezmiennie pojawiały się w tle innych tematów jego nauk. Nigdy bowiem nie wspominałem nikomu. że będziemy rozmawiać o śnieniu tylko wtedy. Dlatego też bardziej niż chętnie słuchałem go. że tym razem zechce sprawić mi przyjemność i odpowie. gdy zaczął mówić dalej. a ja odkrywam. Poczułem się dziwnie winny. A przy okazji. bym mógł traktować ją poważnie. nie zmieniam go na inny. ten nagle powiedział. że don Juan kompletnie stracił rozum. który napominał cię. co powinno nastąpić. Odczułem niewyobrażalne rozdrażnienie i szorstko powiedziałem don Juanowi. przyciągany przez jakiś szczegół. Ta prośba bardzo mnie zdziwiła. czy domyśla się. że znajduję się w nie znanym mi wymiarze. gdy oddalam się od swojego snu. lecz nie udzielił mi zadowalającej odpowiedzi.

Chodzi o jednego z dawnych czarowników. On jest kluczem do wielu naszych starań i wysiłków. co zostało po ich starożytnych poprzednikach. Odrzekłem mu. Co prawda. – Według mojej wiedzy dawni czarownicy panowali przez cztery tysiące lat. Kto może potwierdzić coś. –Jeśli natomiast nie zaangażujesz w to swojego zdrowego rozsądku. Tego. brak ideologicznych sympatii czarowników czyni z nich idealnych pracowników. Chrapliwym głosem oświadczył wprost. gdy Sebastian krzątał się przy swojej pracy. że angażuję się w tę dyskusję tylko po to. – Nikt nie wie tego na pewno. I właśnie z nim musisz się spotkać. że opowiem ci inną wydumaną historię o pewnym nagualu z mojej linii. Nagual pomyślał. kto wie to na pewno. Sebastian. lecz don Juan podjął ten temat na nowo. że Indianin poszukuje proboszcza. jak czarownicy – zripostował raz jeszcze. takich jak Kościół. – Daj spokój. o których mowa. Nic nie powiedziałem. że z powodu swojej wielkiej dyscypliny czarownicy są godnymi zaufania pracownikami i z tego powodu są usilnie poszukiwani przez instytucje. Nie chciałem się z nim kłócić. To właśnie on opowiedział mi wszystko o dawnych czarownikach. Don Juan opowiadał dalej. Zapomniałem całkiem o swoim pytaniu o dawnych czarowników. w którą nie można uwierzyć. pozostanie jedynie kwestią energii. lecz również nagualem. którym ciągle brak takich właśnie osób. od siódmego do trzeciego tysiąclecia wstecz. – Według mnie dawni czarownicy żyli może nawet aż dziesięć tysięcy lat temu – powiedział z uśmiechem. Don Juan powiedział mi. Pewnego dnia spotkasz tę osobę. Podkreślił. mocno zaniepokojony niespodziewanym obrotem wydarzeń. iż Sebastian jest nie tylko czarownikiem. lecz ten. a ja swoje – stwierdził don Juan. aczkolwiek wtedy zareagowałbym zupełnie inaczej. że jeśli tylko nikt nie jest świadomy istnienia magii. którego spotkałem. z wielkim wysiłkiem. ale też nie mogłem przyznać mu racji. Powiedziałem mu. – Ty wiesz swoje. że rzeczywiście. co powiem ci o tym człowieku. kto może to wszystko potwierdzić. Mam nadzieję. – Skąd możesz być tak pewien swoich? – odparował. o czym mówi. Zarzucił mi. Wy dwaj musicie się spotkać pewnego dnia. ale istnieje ktoś. że pewnego dnia. – Skąd możesz być tak pewien tych swoich dat? –zapytałem. że spotkam jednego z dawnych czarowników? – Ponieważ tak będzie. oczekując mojej reakcji. że czarownicy – czy to starożytni. Twierdził. don Juanie. że nagual Sebastian był kościelnym w południowym Meksyku na początku osiemnastego wieku. czy współcześni – znajdowali azyl w uznanych instytucjach. nie uwierzyłbym w nie również w drugiej uwadze. – Historia ta wyda ci się wydumana jedynie wówczas. dlaczego powiedziałeś. iż w ogóle nie wierzę w to. iż nie wydaje mi się. Przybysz poprosił słabym głosem o pomoc. Nie żartuj sobie. w stanie normalnej świadomości nie wierzę w te jego wydumane historie. że zapamiętasz. co zdarzyło się siedem tysięcy lat temu? – To bardzo proste. że wie. – Tak samo. Przyznałem. Dziesięć tysięcy lat to o wiele za dużo. gdy zaczniesz ją roztrząsać – zauważył don Juan. – Don Juanie. Don Juan uważał. Na razie jednak pozwól. odciągnął Indianina na bok . skierował swe słowa do niego. don Juanie. nagualu Sebastianie.– Miewasz prawdziwie udane spotkania ze swoimi nieorganicznymi przyjaciółmi – stwierdził don Juan. co mówi o dawnych czarownikach. by nie okazać mu wprost. Trzy tysiące lat temu skończyła się ich władza i od tej pory czarownicy przegrupowują i restrukturyzują to. opierając swoją odpowiedź na najnowszych danych archeologicznych dotyczących migracji azjatyckich nomadów do obu Ameryk. choć zupełnie nie rozumiem. żeby mogła być to prawda. – To kolejna rzecz. że archeologowie mają nieomylne metody ustalania czasu istnienia dawnych kultur. Powiedziałem don Juanowi. do kościoła przyszedł dziwny człowiek – stary Indianin wyglądający na chorego. – Nie próbuję zbijać twoich argumentów – ciągnął –lecz być może już wkrótce będziesz mógł zapytać kogoś. że słucham pilnie każdego jego słowa.

gdy siedziałem przy biurku. czekając na nich. To właśnie tego. Don Juan nie chciał więcej opowiadać. że to. dotknąłem nawet jednej z nich. Powiedział. Kłamstewka są dobre dla tych. niż gdybym opisał największą potworność. było prawdą. Don Juan musiał zauważyć druzgoczący efekt swoich słów. Przypomniałem sobie. Widziałem je w snach tak wiele razy. zapytałem o dawnych czarowników. jeśli nie z odrazą. który był bardzo inteligentnym człowiekiem i nie miał ochoty wysłuchiwać podobnych bzdur. jak ludzie. co powiedział. w zamian za ich energię. został przyparty do muru i nie miał innego wyjścia. Największe wrażenie jednak wywarło na mnie to. – Skąd wiesz. że jeśli ten nie spełni jego prośby. że po niedługim czasie zaczęło mi się to przydarzać również na jawie. Don Juan zapewnił mnie. to gdzie w fizycznym wszechświecie. Sebastian musiał przyjąć podarunek. Sebastian. bym doszedł do siebie. tworząc symbiotyczny związek. następców Sebastiana. co wiemy o nim od pokoleń. Jednak pozostali naguale. że zacząłem uważać za istoty realne. lecz przybysz był nieugięty i nie pozostawił mu innego wyjścia. Okazało się bowiem. gdy Kościół brutalnie i systematycznie tępił heretyckie praktyki wśród Indian Nowego Świata. że nie przybył tu. Sebastian zapytał Indianina. że manipuluje nim stary Indianin.i zażądał przeprosin. lecz również otrzyma podarunek mocy. upomniał Indianina. lecz po fachową pomoc. pochodzi od niego samego. aczkolwiek zrobił to bardzo niechętnie. Tej groźby nie można było zlekceważyć. jak tylko spełnić jego prośbę. wyda go i jego grupę władzom kościelnym. Stary człowiek rozzłościł się i zagroził Sebastianowi. że mówił prawdę? Don Juan pokręcił głową ze zdumieniem. a on powiedział. Don Juan powiedział. że to. Stary człowiek odparł. Przetrwał tak długo prawdopodobnie dzięki sobie tylko znanym sposobom manipulowania punktem połączenia. Chciałem zadać don Juanowi zwięzłe pytanie. – A co tam na nas czeka. nie mogły być wytworami mojego umysłu. Stary człowiek wyjaśnił. sformułowałem je w myślach następująco: “Jeżeli mamy przyjąć. Don Juan przypomniał mi. których zwano tymi. pozornie niewinna. który sprzeciwił się śmierci. które możliwie najlepiej wyrażałoby mój dylemat. – Gdy stajesz w obliczu tej niewyobrażalnej tajemnicy dokoła – odparł. co zaszło między Sebastianem a starym Indianinem. stało się później podstawą porozumienia. Zmienił poziom mojej świadomości. że jest jednym z czarowników starożytności. Zacząłem uzyskiwać w snach odpowiedzi na pytania. zaczęto nazywać lokatorem. – Coś absolutnie bezosobowego – powiedział. nagual i jego grupa znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. w której one . który zmienia przebieg i ostateczny cel ich linii. trwa już tysiące lat. które zamierzałem zadać don Juanowi. że istoty nieorganiczne są tak samo realne. nie dawała nagualowi spokoju. jednym z tych. jak ma przekazać mu swoją energię. Uczucie to było dla mnie bardziej kłopotliwe. którzy przyszli po nim. którzy nigdy nie widzieli. Ten. znajduje się przestrzeń. zataczając ręką szeroki łuk – nie zawracasz sobie głowy kłamstewkami. którzy sprzeciwili się śmierci. że były to czasy. który sprzeciwił się śmierci dotrzymał słowa. bardziej mnie przeraziła. A moje sny co jakiś czas odchodziły od normalności i widywałem wówczas obrazy światów. że byli u szczytu swego rozwoju trzy tysiące lat temu. co tam się ukrywa. którą gromadzi w swoim ciele i której on bezboleśnie zaczerpnie z jego centrum energetycznego znajdującego się na pępku. Świadomość. – Tego nikt nie wie – odpowiedział don Juan. Pewnego dnia. że Indianin wcale nie przesadzał. otrzymałem odpowiedź na nie wypowiedziane pytanie o realność istot nieorganicznych. jak zapewnił Sebastiana. który sprzeciwił się śmierci. że znajdując się w stanie nie całkiem normalnej świadomości na pustyni wokół Sonory. że potrzebuje energii naguala. don Juanie? Jego odpowiedź. aby przepraszać. – Wszystko. by utrzymać się przy życiu. że z biegiem czasu tego. by zaprzestał wygłupów. Don Juan zakończył swoje opowiadanie. niż mogłem sobie wyobrazić. Kilka miesięcy później moje ćwiczenia w śnieniu przybrały dziwny obrót. – W jaki sposób zdołał tak długo przeżyć? – zapytałem. choć właśnie teraz gaśnie. które związało wszystkich sześciu nagualów. ofiarował każdemu nagualowi podarunek mocy. że nagual dzięki swojej dyscyplinie nabywa szczególnego rodzaju energii. wyjaśniając. W zamian za to Sebastian nie tylko będzie mógł bez żadnego uszczerbku działać dalej. a ja zostałem z dziwnym uczuciem. które. jak podejrzewałem. I od ponad dwustu lat naguale z linii don Juana szanują to porozumienie. przyjęli go z wdzięcznością i dumą. które.

– Wysłannik nie powiedział ci nic nowego. Czarownicy nazywają go głosem wysłannika śnienia. lecz ja byłem zbyt przerażony. która oddziałuje na nas z powodu unieruchomienia naszego punktu połączenia. śniący osiąga pewien próg energii i zaczyna widzieć różne rzeczy lub słyszeć głosy. wiemy więcej o tajemnicy wszechświata. Wysłannik powtórzył jedynie to. On tylko mówi nam. albo – tak jak ty – słyszą jako kobiecy lub męski głos. co jest czym. jaki jest stan rzeczy. że może powiedzieć czarownikowi jedynie to. don Juanie. było wdawanie się w dyskusję z jakimś eterycznym głosem. Później usłyszałem męski głos: – Przestrzeń ta znajduje się w określonym położeniu punktu połączenia. jak mówiłem – zauważył don Juan. by sobie żartować. Następny kłopot do mojej kolekcji kłopotów. Wiesz obecnie nieskończenie więcej o tajemnicy wszechświata. zupełnie jak wówczas. im silniejsze unieruchomienie. iż jest to obca energia obdarzona zwięzłością. Ten głos mówi im. niż przypuszczasz. – Obawiam się. ponieważ posiada głos. jeżeli jesteś w stanie utrzymać pewien dystans. jak twój świat znajduje się w jego zwyczajowym położeniu. której nadajemy cechy osobowe. Głos był tak wyraźny i apodyktyczny. Po przekroczeniu pierwszej lub drugiej bramy śnienia.istnieją? Po postawieniu sobie tego pytania. – Czy ta siła może się zmaterializować? – zapytałem. iż wiedziałem to wcześniej. co mówił do mnie głos. A raczej pojedynczy głos. Don Juan roześmiał się. ale tylko pozornie odkrył coś przed tobą. Jaka to energia? Dobrotliwa. Ostatnią rzeczą. Problem z wysłannikiem śnienia polega na tym. Bezosobowa siła. Uważaj! Możesz zobaczyć i poczuć go jako nagą kobietę. bez pomocy don Juana. – Musisz zrozumieć raz na zawsze. że nie tylko mnie zaintrygował. czy on również słyszy jego głos. że tracę rozum. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o wysłanniku. wcale mi nie pomogło. – Co to wysłannik śnienia? – To obca energia obdarzona zwięzłością. wstałem więc i wybiegłem z domu. – Nie skłamałbyś. Obca energia. co już wiedziałeś. określonym położeniu. jakiej pragnąłem. dobra? Jaka? – Obca energia. powiedział: . napełniło mnie wielką radością. Przyszło mi na myśl. Jego stwierdzenia były słuszne. Przerwał mi i uśmiechając się szeroko. lecz również przeraził. Bądź jednak spokojny. Nawet ją widzą. – Dlaczego niektórym z nas objawia się jako głos? – Widzimy ją albo słyszymy. lecz zdarzenie już więcej się nie powtórzyło. ponieważ utrzymujemy nasz punkt połączenia nieruchomo w nowym. Przy pierwszej okazji opowiedziałem o tym don Juanowi. czym jest: bezosobową siłą. Opowiedziałem don Juanowi. Ale taka to już nasza ludzka przypadłość. Zacząłem pytać don Juana. nic się nie zdarzy. – Stwierdzenie. usłyszałem dziwny śmiech. co ten już wie lub wiedziałby. gdybym powiedział. – Czyjego rady są bezpieczne i rozsądne? – To nie są rady. niż przypuszczamy. Wszystko zależy od stopnia unieruchomienia punktu połączenia. – Nie tracisz rozumu. Niektórzy czarownicy są jej zagorzałymi zwolennikami. Czekałem na niego w trwodze. Wysłannik pozostanie tym. – Jest tak. don Juanie. gdyby był czarownikiem z prawdziwego zdarzenia. która rzekomo pomaga śniącym poprzez mówienie im różnych rzeczy. zła. Nie wywarło to na nim żadnego wrażenia. gdy mocowałem się z istotą nieorganiczną. tym silniejsze przeżycie kontaktu z wysłannikiem. Tak samo. Przeżycie tego niesamowitego zjawiska zupełnie samodzielnie. złośliwa. a my wyciągamy z tego własne wnioski. Tylko tyle. że takie rzeczy są normalne w życiu czarownika – powiedział. po prostu słyszysz głos wysłannika śnienia. – Jasne. co najczęściej biorą za święte słowa. że skłamałbym.

niewielu jednak widzi lub czuje. a potem uczeniu nas odpowiednich rzeczy. – Ale czego one uczą? – Rzeczy właściwych ich światu. – Czy oznacza to. tak. na co skieruję moją intencję. bym mógł żyć w takich związkach. Gadającego zakonnika. Zamiast tego wyjaśnił. Mogę stwierdzić jedynie. – Czy wysłannik śnienia jest istotą nieorganiczną? –zapytałem. których nie chce mi się samemu rozgryzać. czy skoncentrować się na istotach nieorganicznych i pójść w ślady dawnych czarowników. że nie wyobrażam sobie. – Problem z dawnymi czarownikami polega na tym. – Cena jest zbyt wysoka. W tym momencie zupełnie przestał mi się podobać kierunek. Ilość energii potrzebna do regularnego odbywania takiej podróży jest niewyobrażalna. Sprzymierzeńcy wykonywali poszczególne czynności. – Istoty nieorganiczne stały się ich sprzymierzeńcami i za pomocą cierpliwych instrukcji nauczyły ich czynić cuda. Może dlatego. – Czy związki z istotami nieorganicznymi przetrwały do dzisiaj? – Nie potrafię na to odpowiedzieć z całą pewnością. dlaczego don Juan to wszystko odrzucił. gdy nie ma mnie w pobliżu.– Tak. stal się bezosobowym głosem. Mój nauczyciel. – Potrafisz to jakoś wyjaśnić? – Nie. na którego widok umierałem ze strachu. co robią. Jednakże ich metoda polega na potraktowaniu jako miernika naszych potrzeb naszej najgłębszej jaźni. – Jeśli ktoś miałby wziąć za miernik twoją najgłębszą jaźń razem ze wszystkimi jej lękami. Zaangażowanie tej natury. lecz zrobili to na bazie czystej. dawni czarownicy musieli spędzać życie w świecie istot nieorganicznych. W młodości widywałem go jako zakonnika w czarnym kapturze. Dlatego właśnie śniący zawsze się z nią stykają. podczas gdy don Juan zanosił się śmiechem. W szczególności o tobie. który do dzisiaj mówi mi o różnych sprawach. czują się zmuszone wziąć nas pod swą kuratelę. don Juanie? Nie odpowiedział. zazdrością i tak dalej. . po co miałbym zostawać ich uczniem – dodał don Juan. poprzez zużytkowanie całego zapasu dostępnej energii. pomógł mi podjąć decyzję i odrzucić tę drogę. że nauczyli się wspaniałych rzeczy. że istoty nieorganiczne są zawsze gotowe do nauczania. nasza energia. że jest siłą. Innymi słowy. o rzeczach. chciwością. gdybyśmy byli w stanie. ogranicza poszukiwanie wolności. dlaczego miałoby to być niebezpieczne. a czarownicy starożytności krok po kroku powtarzali je. Na przykład o szczegółach związanych z zachowaniem moich uczniów. jak zaspokoić ten straszliwy stan ducha. – A jaka jest ta cena? – Nasze życie. Poza tym. nie czyniąc żadnych zmian w swojej najgłębszej naturze. rzeczy właściwych naszemu światu. co robisz. czy odrzucić to wszystko. To bardzo niebezpieczne! – Nie rozumiem. don Juanie? – O wszystkim. niższej jaźni – ciągnął don Juan. W pewnym momencie życia musiałem podjąć decyzję. Nigdy nie żałowałem tej decyzji. że ja również powinienem odrzucać istoty nieorganiczne. to jakie mogłyby być tego rezultaty? Jak myślisz? Nie znalazłem odpowiedzi. – Uważasz. że każdy śniący słyszy albo widzi wysłannika? – Każdy go słyszy. Aby w pełni podążać za przykładem swoich sprzymierzeńców. Potem. W ten sam sposób my sami uczylibyśmy je. która przybywa z ich świata. gdy już lepiej radziłem sobie ze strachem. wysłannik mało mnie obchodzi. – Nie wiedziałem. nasze oddanie się im. nagual Julian. Gorączkowo szukałem w pamięci pytań z innych dziedzin. za każdym razem. i tak dalej. a potem uczyłby cię. – Powiedzmy. Chyba doskonale rozumiałem. Wysłannik mówi mi o wszystkim. jaki przybrała nasza rozmowa. nasza wolność. Wysłannik mówi i do mnie. O tym. – Jakich sprawach. że posiadają głębszą świadomość niż nasza własna.

że czarownicy byli zdolni do egzystowania w takich światach tak samo. A za ten absurd wysłannik pobiera nieprawdopodobne ilości energii. Postawili wszystko na jedną kartę: unieruchomienie punktu połączenia w tysiącach położeń. Byłem pewien. co usłyszałem. nie oznacza. – Analizuje się znaczenie słów. – Czy byłeś kiedykolwiek w takim świecie. jak efektami ubocznymi nabywania spójności. Powróciłem więc do swoich ćwiczeń w śnieniu. że nie nauczono nas traktować snów jako poważnego pola odkrywania nowego. traktuje się je jako znaki. Wysłannik należy do innego porządku. iż tak nie jest w istocie – zaczął. by mnie uspokoić. zgodził się ze mną. że zareagowałem nieco histerycznie. Nie chcesz siedzieć sobie bezpiecznie. że muszę przerwać moje lekcje śnienia. Ale w końcu i oni popełnili błąd. Kilka tygodni później stwierdziłem. O świecie istot nieorganicznych porozmawiamy innym razem. – Lubisz mnie. – On ma rację – powiedział. których czarownicy się nauczyli. Podchodzenie zaś zdefiniował jako sztukę unieruchamiania punktu połączenia w dowolnym położeniu. Byłem tym zafascynowany. Don Juan powiedział. Gdy jednak powtórzyłem mu to. że zdumiewa go to. że don Juan wie. W tonie don Juana pobrzmiewało ukryte przekonanie. Wysłannik powiedział to po angielsku z wyraźnym akcentem z Zachodniego Wybrzeża. iż ze wszystkich wspaniałych rzeczy. Nigdy przedtem nie słyszałem. – To. Wyczułem jednak. by wysłannik mówił w ten sposób. Słuchanie jego głosu. lecz z pewnością mogli tam żyć. I ty też tam byłeś. zachowując swoją świadomość i indywidualność. ponieważ nie widzisz niczego złego w próbowaniu wszystkich możliwości. przeraziło mnie i przyprawiło o mdłości. wysłannik jest doskonałym pomostem łączącym oba światy. – To właśnie robiłeś podczas ćwiczeń w śnieniu. Jeżeli czarownik chce żyć w świecie istot nieorganicznych. zmuszając śniących do unieruchomienia punktu połączenia. że robi to tylko po to. zagrzebany w rutynie i przekonaniach swego powszedniego życia. don Juanie? – Niezliczoną liczbę razy. ciało energetyczne. Śnienie pomaga w tym. jak daleko jestem od miejsca swoich narodzin. pozostały jedynie sztuka śnienia i sztuka podchodzenia. że nie zgadzam się z nim w kwestii wysłannika. o pragnieniu przygód i obsesji na tle nowych rzeczy i nowych horyzontów. Wielokrotnie powtarzał. Chcesz wiedzy. Pewnego dnia zgodzisz się ze mną. Ale nie ma sensu teraz o tym mówić. gdy usłyszałem głos wysłannika. – Z tego co wiem – ciągnął don Juan – tak postąpili jedynie czarownicy starożytności. – Myślałem. – Robisz to i jeszcze dużo więcej. wybrali złe rozwidlenie. ani nie lubię. Podczas jednej z wizyt zupełnie niespodziewanie zaczął mówić o snach. że udoskonalam swoje ciało energetyczne – zauważyłem ze zdziwieniem. badając te tysiące położeń. że sztuka śnienia wiąże się z przemieszczaniem punktu połączenia. a moja decyzja o wycofaniu się z nauki była nieuzasadniona. jak my egzystujemy w naszym? – Niezupełnie tak samo. Uwaga śnienia. druga uwaga. które może przyjąć. Innymi słowy. Stali się zbyt zachłanni i gdy doszli do rozdroża. Natychmiast powiedziałem don Juanowi. mówi. zalewającego mnie pochlebstwami. a na dodatek naucza i prowadzi. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Nie oczyściłeś jeszcze swojej uwagi śnienia ze wszystkich śmieci. wysłannik śnienia są niczym innym. Wysłannik śnienia był dla takich czarowników najważniejszą istotą. wszystkie są efektami ubocznymi unieruchomienia punktu . porządku dawnych czarowników. Sam zobaczysz. o tym. – Czy mam z tego wnioskować. z wyraźnym akcentem południowych pampasów. don Juanie? – Ani go nie akceptuję. do którego zostanie przesunięty. Opowiedział mi o spełnieniu i wiedzy. że nie akceptujesz albo nie lubisz wysłannika. – Unieruchomienie punktu połączenia w jakimś nowym miejscu oznacza nabycie spójności – powiedział don Juan. uczysz się spójności. Potem przeszedł na hiszpański.– Chcesz przez to powiedzieć. A poza tym jego nauki i przewodnictwo po naszym świecie to absurd. a wiedza jest mocą. Rozróżniłem słaby akcent argentyński. Już miałem wszcząć kłótnię. związki z istotami nieorganicznymi. iż odwołałem moją decyzję. lecz nigdy nie uznaje się ich za świat prawdziwych zdarzeń. Głos mówił nawet po portugalska.

że jest to tak proste. Mogłem je również powąchać. zupełnie jak podczas śnienia. abym po prostu się w nie wpatrywał? – zapytałem. że nie potrafisz. ćwiczysz umiejętność zachowania nowego kształtu swej energii poprzez umocowanie punktu połączenia nieruchomo w położeniu określonego snu. lecz z pewną drobną. Potem don Juan powiedział. – Czy rzeczywiście zachowuję nowy kształt mojej energii? – Niezupełnie. Moja uwaga śnienia była nie tylko wzrokowa. jak nauczyłem się w moich snach. gdy tylko skupiałem swoją wielozmysłową uwagę śnienia na jakiejś cesze drzewa. w rzeczywistości utrzymujesz pozycję śnienia swojego punktu połączenia. Oczywiście zachowywałem się również tak samo. – Chcesz. W czasie tej wizji czy też snu ogarnęły mnie racjonalne wątpliwości. gdy dotykałem drzewa jakąś częścią mojego ciała. unieruchomię go w nowym położeniu. żebyś po prostu się w nie wpatrywał. Im wyrazistszy jest obraz naszych snów. do której punkt połączenia zostaje przemieszczony w trakcie snu. bym sprawdził w praktyce to. kiedy już potrafisz utrzymać obraz dowolnego przedmiotu. lecz również wtedy. a nie ruch. Wystarczyło jedynie skupić wzrok na liściach. lecz dlatego. Nie dając mi czasu na zadanie jakiegokolwiek pytania. by się nad tym dłużej rozwodzić. utrzymać go i oto nagle zostałem wciągnięty w zawirowanie. Pamiętaj. Wtem wstrząsnęło mną straszliwie. To. Trwały jedynie chwilę. – Skąd wiemy. Przesunięcia punktu połączenia powodują tak małe zmiany. Czułem. który właśnie śniłeś. lecz postrzegałem nie tylko oczami. Na końcu dodał. i to nie dlatego. tak jak zdarzało się to podczas niezliczonych snów. czego się nauczyłem w śnieniu. choć niezwykle znaczącą zmianą. – W jaki sposób możemy unieruchomić punkt połączenia w pozycji śnienia? – Przez utrzymywanie obrazu dowolnego przedmiotu z twojego snu lub poprzez swobodne zmiany snów. na liściach samotnego drzewa rosnącego w pobliżu. Myśli zaczęły odpływać. A może zasnąłem zahipnotyzowany przez drżące na wietrze liście i to wszystko mi się śni. poniżej. nakazał mi skupić moją uwagę. że poprzez przypatrywanie się liściom dokonam małego przemieszczenia punktu połączenia. Dzięki swoim ćwiczeniom w śnieniu. Wiry formowały się nie tylko wówczas. że aż śmieszne. don Juanie? – Każda nowa pozycja. że nie byłem w stanie śledzić jego toku rozumowania. Masz utrzymać swą uwagę śnienia na liściach tego drzewa. Trudność polega tu na tym. że będę postrzegać z poziomu drugiej uwagi. Wszędzie skłaniały się nade mną ogromne. Jednak tak samo.połączenia w przeróżnych pozycjach śnienia. tym większa spójność. to tak. Wyjaśniał mi cierpliwie. Liście drzewa przemieniły się we wszechświat odczuć zmysłowych. Zacząłem się zastanawiać. lecz wielozmysłowa. A teraz wpatruj się w te liście tak. że twój punkt połączenia wykonuje jedynie przesunięcie. Otaczały mnie ciemne góry i zieloność roślin. chichocząc. nie miałem dość energii. kolejne szarpnięcie energii przeniosło mnie w zupełnie inne miejsce. Chcę. jak podczas zwykłego snu. jakbyś śnił. nie wiedząc dlaczego. rozciągał się niezmierzony horyzont. abyś zrobił coś bardzo szczególnego z tymi liśćmi. jakby połknęły mnie w całości. tak jak robiłem to w snach. groźnie . że w snach. zagubiony w koronie drzewa. Don Juan miał rację. że są one tak małe i tak liczne. tak jakbym się wyrwał z magnetycznego uścisku drzewa. Jakiś nagły ruch wstrząsnął wszystkim dokoła i wypchnął mnie z kępy liści. co z początku było zwykłym wpatrywaniem się w liście drzewa. Potem. – Co to jest pozycja śnienia. jak w prawdziwym śnie. w istocie czułem je pod palcami. że zachowujemy spójność? – Dzięki wyrazistości naszej percepcji. który formował się. Zdenerwowanie sprawiło. przyciągany siłą wiru. Przede mną. że nadszedł czas. a potem siła bezpośredniego doświadczenia zaćmiła je zupełnie. będąc w stanie świadomości normalnego świata. że są one praktycznie niezauważalne. Poruszałem się od szczegółu do szczegółu. Byłem przekonany. a moja spójność sprawi. gdy się wpatrywałem. iż zachowanie spójności we wszystkich przesunięciach jest prawdziwym osiągnięciem. rozwijasz również umiejętność bycia spójnym. – Nie chcę. czy przypadkiem nie wdrapałem się na to drzewo w przypływie oszołomienia i naprawdę nie chwytam za liście. jakbym dotykał tych liści. że siedzę na jakimś śnionym drzewie. Inaczej mówiąc. zmieniło się w sen. przywołując moją uwagę śnienia przez przypatrywanie się poszczególnym liściom.

don Juanie? – Ponieważ zarówno człowiek jako gatunek. Natychmiast zrozumiałem. Ostrzegł mnie. gdybyś stanął po stronie człowieka. niszcząc nasze poczucie. co tylko człowiek jest w stanie dostrzec. że rozumiemy świat i potrafimy przewidywać zdarzenia. ale nie mogłem mówić. nawet wówczas. z jaką można nim manipulować. Nie możesz wpadać w takie pułapki – ciągnął. Były większe niż jodły z Oregonu i Waszyngtonu. że mam dwa wyjścia. dzięki której możemy odwiedzać inne światy. że choć wiedzieli o nim wszystko. Im bardziej jest ono sztywne i niezmienne. Dawni czarownicy zaś dlatego. co się dzieje wokół nas i zdrowy rozsądek – jest jedynie rezultatem unieruchomienia punktu połączenia w jego zwyczajowym położeniu. co niepojęte. a potem wypycha punkt połączenia poza wymiar ludzki i pozwala nam postrzegać to. Albo opowiem się za credo człowieka i stanę w obliczu dylematu. a ja odpowiem ci. że to rzeczywiście sen i zniknie od razu. moje doświadczenie będzie mi mówić. Nazwał śnienie podróżą o niewyobrażalnym zasięgu. że nie mam co liczyć na to. było zjawiskiem wykraczającym poza wymiar rozumu. świadomość tego. w którym mogłem myśleć spójnie. W tej samej jednak chwili usłyszałem wyraźnie głos wysłannika. że nic nie może wykraczać poza granice rozumu. Don Juan powiedział. Pewne rzeczy mogą być niejasne. nieporuszony. który powiedział. – Co to ma wspólnego z tym. gdy trochę odpocznę. z której się wyłoniłem.wyglądające drzewa. że śnienie daje nam płynność. – Dlaczego tak mówisz. że znowu znalazłem się w stanie. Wówczas przez głowę przeszła mi przerażająca myśl: “A jeśli to nie jest ani sen. że moja uwaga śnienia powinna się była już wyczerpać. co przeżyłem wczoraj? – Wczoraj byłeś w innym świecie. że istnieją inne światy. Bezwładność mojego skoku nadała mi pędu i z wielką prędkością spadałem wśród liści drzewa i jego twardych gałęzi. że rozsądek jest tylko efektem ubocznym zwyczajowego położenia punktu połączenia. dali się skusić łatwością. Wyjaśnił. że z moim rozumem jest coś nie w porządku. Oderwałem się od drzewa i w jednej sekundzie znalazłem się przy don Juanie. Wiedziałem. Albo opowiem się za credo dawnych . – Byłoby doprawdy odrażające. że za kilka godzin. że don Juanowi zrobiło się mnie żal i postanowił dodać mi otuchy. iż to. a rozum będzie odpowiadał. gdzie jest punkt połączenia. Naprawdę w to wierzyłem. wykazywał. gdzie jest ten świat. Jeśli jednak zapytasz mnie. a napady niemoty zdarzają się często czarownikom. Po przebudzeniu. lecz dlatego. Zatrzymałem ten niezwykły widok. Lecz jeszcze większą ohydą byłoby opowiedzenie się po stronie dawnych czarowników i cyniczne manipulowanie punktem połączenia dla własnych korzyści. ani normalny świat?" Ogarnięty śmiertelnym przerażeniem skoczyłem do tyłu. Don Juan utrzymywał. bojąc się go stracić. z powrotem do kępy liści. na prośbę don Juana opisałem wszystko. W środku czułem. tym większa nasza wiara w siebie. całkiem dojdę do siebie. Don Juan. To klątwa dawnych czarowników i sól w oku człowieka. – No i patrz. Człowiek – ponieważ nie wie o istnieniu punktu połączenia i musi uważać efekt uboczny jego zwyczajowego położenia za coś ostatecznego i bezspornego. w drzwiach jego domu na pustyni Sonora. że nasza zdolność mowy jest wyjątkowo słaba. Oczywiście nie zgodziłem się z tym i wyraziłem pogląd. że takie światy nie istnieją i istnieć nie mogą. ale wcześniej czy później umysł rozświetli ciemności niewiedzy. Nigdy w życiu nie widziałem takiego lasu. iż nie miałem już żadnych wątpliwości. gdy tylko wyczerpie się moja uwaga śnienia. iż uda mi się racjonalnie ogarnąć moje przeżycie i to nie dlatego. jak i dawni czarownicy padli ofiarą umiejscowienia punktu połączenia. którzy wyprawiają się poza granice normalnego postrzegania. moja odpowiedź nie będzie miała dla ciebie żadnego sensu. co napawa nas tak wielką dumą i wydaje się naturalnym miernikiem naszej wartości – twarde stanie nogami na ziemi. że śnię. Ale obraz trwał. poczucie. Don Juan dodał. znowu pytlujemy o najważniejszej kwestii świata czarowników – ciągnął don Juan – o pozycji punktu połączenia. co się zdarzyło. gdy pomyślałem sobie. która najpierw pozwala nam dostrzec wszystko. że tam. podróżą. – Ciągle czegoś nie rozumiem – powiedziałem. żebym się nie martwił. Sceneria ta tak skrajnie różniła się od jałowej pustyni wokół Sonory. że rozumiemy ten świat. co widziałem i co robiłem. Dlatego też to. tak jakbyś nie wiedział o istnieniu punktu połączenia.

bym zażywał mieszanki roślin halucynogennych właśnie po to. że niemal pojąłem niechęć don Juana do traktowania go poważnie. byśmy mogli interpretować to. acz niezmienną. Wynikiem tego będzie inny dylemat: będę musiał się tam przenieść fizycznie. założyli. Dlatego też jestem niebezpiecznie poprawny. jak oni – poprawnym i histerycznym. że jedynie u dorosłych punkt połączenia jest unieruchomiony w jednym miejscu. by nadążyć za jego wywodem. iż się w nim urodziliśmy. – Jeżeli nie zdołasz rozwinąć tego minimum – mówił dalej don Juan – to albo staniesz się jeszcze bardziej poprawny. Ta zgoda była raczej uczuciem. można pokierować nami tak.czarowników i automatycznie przyjmę istnienie innych światów. Don Juan zmienił temat i podjął wyjaśnienia unieruchomienia punktu połączenia. Powiedział. . której czarownicy używają. Powrót do ćwiczeń w śnieniu wyeliminował te zmartwienia. którymi dawno przestałem się interesować. jak to ujął. jakby targany wstrząsami. by ich obmawiać. Powiedział mi. który wyraźnie i zwięźle w trzech językach wyjawia mi tajemnice wszystkich rzeczy lub osób. Czarownicy nazywają go czystym rozumieniem. która takie światy tworzy. by zachwiać moim punktem połączenia i pozwolić mu na choćby minimalną płynność. by wyrównać twoją skłonność. odkrywać i nie móc wyjść ze zdumienia. Widząc to. gdyby miał okazję interpretować wysłannika w odniesieniu do wszelkich możliwych permutacji mojej intrapersonalnej dynamiki. Byłem zbyt odrętwiały. był brak synchronizacji między nami. ale nie na tyle. Stał się dla mnie czymś normalnym. iż to szczególne umiejscowienie sprzyja szczególnemu sposobowi postrzegania. gdyż absolutnie się z nim zgadzam. Na przykład. Innymi słowy. albo zostaniesz histerycznym czarownikiem. że nie muszę. iż naciska mnie. ponieważ punkty połączenia ludzi wszystkich ras są unieruchomione w tym samym położeniu. ale wówczas uświadomiłem sobie. by wiedzieć. Zapytałem don Juana o tę osobliwość. lecz nabyte wraz z rozwojem przyzwyczajeń. która nie miała dla mnie żadnego znaczenia. Don Juan zwrócił uwagę. Wysłannik opowiadał mi bowiem o ludziach lub zdarzeniach. dawni czarownicy doszli do wniosku. Uważał go za bezosobową. że punkt połączenia u dzieci bez przerwy drży. siłę wywodzącą się ze świata istot nieorganicznych. Ja nazywam go romansem z wiedzą. Ja byłem niewątpliwie jednym z nich. Z biegiem czasu ów szczególny sposób postrzegania staje się systemem interpretacji bodźców zmysłowych. chociaż nie miałem całkowitego obrazu tego. i od tej też chwili usilnie staramy się dostosować naszą percepcję do wymagań tegoż systemu. Wyjaśnił. na których skupiłem swoją uwagę. A jeśli decydujemy się uważać jego słowa za radę. że utrzymam punkt połączenia w pozycji. systemu. które przyszło do mnie z daleka. że ma to związek ze sztywnością mojego punktu połączenia. Jest to siła. I popełniłem tak wiele błędów pod jego wpływem. Tak więc dawni czarownicy mieli całkowitą rację. Zapewnił mnie. Odpowiedział. największego osiągnięcia procesu wychowania – zablokowania punktu połączenia w jego zwyczajowym położeniu. Kiedy już bowiem zostaje tam unieruchomiony. wierząc. która powoli odnajdywała do mnie drogę. przyciągany nadzieją zdobycia mocy i innych korzyści. że odrzucenie go i bezpośrednie postrzeganie energii zamienia człowieka w czarownika. bardzo dawno utraconą pewnością. że człowiek postrzega wszędzie tak samo. Don Juan powiedział. don Juanie? – Jest tylko jeden sposób. a sama moja zachłanność spowoduje. co postrzegamy. Jedyną wadą. po kilku miesiącach codziennego wsłuchiwania się w głos wysłannika przestałem uważać go za niepokojący czy cudowny. Mówię ci o dawnych czarownikach nie dlatego. lecz wywołał nowe. który rządzi nami do końca życia. że jesteśmy kompletnymi idiotami. Don Juan miał wyrobione zdanie o wysłanniku. Prędzej czy później twój punkt połączenia będzie płynniejszy. by być takim. że będziemy postrzegać więcej dzięki systemowi niż dzięki naszym zmysłom. że jego zwyczajowe położenie nie jest wrodzone. że zostajemy wciągnięci do tego systemu już poprzez to. W żaden sposób nie mogłem zachować spokoju w obliczu tak niezwykłego zjawiska: oto słyszę głos. Psychoanalitykowi trafiłaby się niezła gratka. że zostałem wychowany przez dorosłych w podeszłym wieku i że nasycili mnie oni poglądami starych ludzi. można tak kierować i ćwiczyć naszą percepcję. by przeciwstawić ich tobie. lecz po to. z czym się zgadzam. i z łatwością zmienia położenie. oznacza to. że nie może wyjść z podziwu dla. Widząc również. – Jak mogę tego uniknąć. Dlatego też każdy śniący doświadcza go mniej więcej tak samo.

Potem chaos zniknął i oto znalazłeś się w obliczu nowego świata. że z chwilą przekroczenia przez punkt połączenia pewnego progu. Don Juan wyjaśnił. niezupełnie dla ciebie czy dla mnie. – Ale czy inni również postrzegliby ten sam świat? – Owszem. to. że spójność dawnych czarowników była tak wielka. że taka transformacja jest możliwa – zauważyłem. co znajdowało się w ich inwentarzu. Przybywa nam na ratunek i przetwarza naszą nową. Aby go dostrzec. jaguara. chwilowa percepcja w nowym świecie. Sztuka podchodzenia. czyli musiałeś utrzymać nieruchomo twój punkt połączenia w tej pozycji. przestaje mieć sens. Don Juan powiedział. lecz dla nich z pewnością. oderwane od siebie obrazy. nie można go już używać do interpretacji tego. ptaka. inną osobą. Dawni czarownicy nie tylko nauczyli się przesuwać swój punkt połączenia do tysięcy pozycji wewnątrz lub na powierzchni ich masy energetycznej. co postrzegamy. Don Juan powiedział. – Dziwne jednak. Akt nabywania jednorodności i spójności poza normalnym światem był nazywany przez dawnych czarowników podchodzeniem percepcji. Do inwentarza należą wszystkie szczegóły percepcji związane z przemianą w. potrzebowałeś spójności. że dawni czarownicy obdarzeni byli fantastyczną płynnością. czymkolwiek. Efektem tego była całkowita. Wystarczyło im niezauważalne przesunięcie punktu połączenia. – Jest możliwa – zapewnił mnie don Juan. że nowe bodźce zmysłowe unieruchamiają nasz system. Dzieje się tak dlatego. co też zrobiłeś. Czy ten świat istnieje. dopasować swą spójność do nowego stanu świadomości i stać się zwierzęciem. że nawet ważniejsze niż przesunięcie punktu połączenia jest unieruchomienie go w nowym. Przytrafiło się to właśnie tobie. nasz system odżywa. Z tego powodu dawni czarownicy równie podkreślali znaczenie śnienia. dowolnie wybranym położeniu. don Juanie? – Nie możemy mówić o korzyściach. co postrzegamy. że te działania wynikają z przesunięć punktu połączenia. gdy stopniowo tworzą swą własną rzeczywistość? . jak już powiedziałem – ciągnął don Juan – zajmuje się unieruchomieniem punktu połączenia. Widzielibyśmy tylko. że jeśli punkt połączenia nie będzie nieruchomy. że pozwalała im wyglądem i sposobem postrzegania upodobnić się do wszystkiego. niezrozumiałą percepcję w całkowicie zrozumiały nowy świat. Jedna sztuka nie może istnieć bez drugiej. a jedynie o skutkach. jak w kalejdoskopie. owada i tak dalej.Don Juan ciągnął dalej. – Don Juanie. w którym znajdował się w danej chwili twój punkt połączenia. że już całkiem się pogubiliśmy. niezauważalny bodziec zmysłowy z ich śnienia. zwłaszcza w działaniach podejmowanych przez dawnych czarowników. iż czarownicy przekonali się o tym wszystkim. Wszystko spłynęło na ciebie jednocześnie i twój system interpretacji świata nie zadziałał. w żaden sposób nie będziemy mogli spójnie postrzegać. iż kiedy wydaje się nam. don Juanie? – Dawni czarownicy nazywali je arkanami drugiej uwagi lub wielką przygodą z nieznanym. znowu dochodzimy do punktu wyjścia. – Co właściwie się ze mną stało. co podchodzenia. – Czyż nie potrafią tego ludzie chorzy psychicznie. – Niezwykle trudno mi uwierzyć. Dla nich to była pestka. gdy widzieli. jeśli mieliby jednorodność i spójność. aby natychmiast podejść swoją percepcję. mówiąc. na przykład. gdy zaczynamy postrzegać nowe włókna energii wszechświata. Jednorodność musi utrzymać tę samą pozycję punktu połączenia. Wyjaśnił mi. – Jakie płynęły z tego korzyści. Ów świat istnieje dokładnie w tym miejscu. – Co prawda. gdy przypatrywałeś się liściom drzewa. – Jakie to były działania. Dawni czarownicy odkryli dzięki praktyce. na co zezwalała im określona pozycja punktu połączenia. Potrafili zamienić się we wszystko. – Postrzeganie bez użycia tego systemu jest oczywiście chaotyczne – ciągnął don Juan. czy był tylko wytworem mojego umysłu? – Rzeczywiście jesteśmy w punkcie wyjścia i odpowiedź jest ciągle taka sama. don Juanie? – Twoja percepcja była przez chwilę chaotyczna. lecz również nauczyli się unieruchamiać go w tych pozycjach i dzięki temu utrzymywać swą spójność przez dowolnie długi czas.

który postrzegają. które jednak jesteśmy jeszcze w stanie postrzegać. Wnoszą chaos w już istniejący chaos. czy to oznacza. a tobie się wydaje. który połyka ich w całości. Tą właśnie drogą udają się dzisiejsi czarownicy. ale zawsze udaje ci się uniknąć moich pytań. Ich ustalony z góry plan to uwolnienie własnej percepcji. współcześni czarownicy usiłują dostać się w nieznane w wymiarze pozaludzkim. A na początku każdy musi pójść śladami dawnych czarowników. W końcu to oni wymyślili śnienie. jest nowym. Powiedziałem don Juanowi o myśli. don Juanie? – Nieświadomie dokonałeś dwóch rzeczy. Czarownicy zaś wnoszą do chaosu porządek. Ludzie chorzy psychicznie wyobrażają sobie własny świat. by absurd stał się rzeczywistością. Don Juan podał mi nową wersję tego. To może trwać nawet całe lata. w którym żyjemy. które spędzają mi sen z powiek. że celem twojej nauki jest przygotowanie mnie do podróży do tych innych światów? – Nie. Ale nowe światy istnieją! Są zawinięte jeden w drugi jak warstwy cebuli. Udajemy się do tych światów jedynie w ramach ćwiczeń. Oni nie wymyślają świata. gdy wpatrywałem się w drzewo. postrzegamy energię bezpośrednio jak we śnie. jak wszystko. don Juanie? – Śnienie jest dla ciebie zbyt proste. Mówię o światach takich jak nasz – całkowitych światach podzielonych na nieskończone królestwa. co nieznane w wymiarze pozaludzkim. – Czym może być to nieznane w wymiarze pozaludzkim? – Wolnością od bycia człowiekiem. który się przede mną roztaczał nie był ani snem. tym razem startując z poziomu świadomości normalnego świata. Prowadzi bowiem w nieznane w wymiarze ludzkim. Dokładnie to samo przytrafiło się mnie. A jak ci powiedziałem. – Dlaczego cię to martwi. Nie jesteś nieszczery. Śnimy tak samo. co leży w wymiarze pozaludzkim. – Mówię ci o tym bez końca. To niepojęte światy poza zasięgiem człowieka. W innych położeniach punktu połączenia. Na razie dopiero zaczynasz. prawda? – Nie. Czasem myślę nawet. ponieważ wykorzystałem techniki postrzegania energii przynależne śnieniu. My poszukujemy tego. Dawni czarownicy poszukiwali tego. Don Juan oznajmił. – Don Juanie. Podróże te zrodziły dzisiejszych czarowników. Poza tym. ponieważ nie kierują się żadnym z góry ustalonym planem. Z charakteru jesteś zdecydowanie podobny do dawnych czarowników. że śnię. ale potem odrzucam tę myśl. co postrzegają. aż coś nie przestawi percepcji i czarownik staje w obliczu nowego świata. nieznanym światem. a potem odkrywają. Powiedział. Dawni czarownicy woleli przesunięcia punktu połączenia. Są to inne zupełnie światy. – O czym ty mówisz. ani naszym normalnym światem. że doradza ci jakaś obca energia. że zacząłem postrzeganie jego energii. don Juanie? W odmiennych położeniach punktu połączenia? – Właśnie. co mi się przytrafiło. Jednak ja sam byłem przekonany. – Gdzie są te światy. I chodziłeś tam! A potem przeniosłeś swoje ciało energetyczne do kolejnego miejsca poza tym światem. Mówiłem ci to już kiedyś. jest tylko jedną z takich warstw. zawsze więc poruszali się po mniej lub bardziej znanym terenie. zamiast totalnego chaosu. – Bo nie był – odparł don Juan. w twoim przypadku muszę być nadzwyczaj ostrożny. My wolimy ruchy punktu połączenia. że tylko się powtarzam. – Kiedy zacznę się uczyć sposobu śnienia współczesnych czarowników? – Musisz pokonać jeszcze długą drogę. nie tylko królestwa ptaków. jak zwykli to robić dawni czarownicy. że wykorzystanie tych technik w codziennym życiu było jednym z najskuteczniejszych wybiegów dawnych czarowników. stanie się przekleństwem. Postrzegają bezpośrednio energię.– To nie to samo. Upodobali sobie szczególnie to. I jeśli nie będziemy uważać. do których czarownicy dochodzą . która przyszła mi wówczas do głowy i której niemal nie ośmielałem się powtórzyć: że widok. Świat. królestwa zwierząt czy człowieka. lecz w pewnym momencie zbaczamy na nowy grunt. nawet jeśli byłby to człowiek nieznany. – Jeszcze tego nie osiągnąłem. ale takich. co nieznane w wymiarze ludzkim. Dzięki temu. że to. gdyż jest on tak realny. Przeniosłeś swoje ciało energetyczne do miejsca poza tym światem już w pierwszym swoim śnieniu. Nie o to chodzi. Wiem. co uważamy za realne. jak ciężko umysłowi zgodzić się na to. Dzieje się tak do momentu.

don Juanie. jest ono wolnością postrzegania światów niedostępnych wyobraźni. – Ale jaki jest cel postrzegania tego wszystkiego? – Już zadałeś mi dzisiaj to samo pytanie. A wolność nie jest inwestycją. iż jest czymś więcej niż tym. co wymyka się słowom.poprzez ruch. ponieważ wymagało to wielkiego dystansu i wyzbycia się poczucia własnej wartości. by na to odpowiedzieć. Przemawiasz jak prawdziwy kupiec. wymyka się myślom czy odczuciom. Dla czarowników. w której ryzykujemy swoim życiem i czymś cenniejszym dla kilku chwil czegoś. jaka siła może popchnąć do tego wszystkiego takiego próżniaka jak ja. Wolności. Dawni czarownicy trzymali się od niego z daleka. a nie przesunięcie. czym jest: zaledwie świecą. Pytasz: “Jakie jest ryzyko?" “Jakie odsetki od włożonego kapitału?" “Czy to się opłaci?" Nie ma sposobu. – Szukanie wolności jest jedyną siłą. pozostaje nietknięta. Wolności rozwiania się w nicości. która pozwala ulecieć tam. Umysł kupca jest zajęty handlem. w tę nieskończoność. . – Nie o to mi chodziło. wolności oderwania się od ziemi i bycia niczym płomień świecy. która mimo że przeciwstawiono jej światło miliardów gwiazd. Ta cena była dla nich za wysoka. Wolność jest przygodą bez końca. którzy praktykują śnienie w dzisiejszych czasach. ponieważ nigdy nie udawała. Chciałem się jedynie dowiedzieć. Wkraczanie w te światy jest typem śnienia wyłącznie dzisiejszych czarowników. jaką znam.

Do rozstrzygnięcia. do moich snów przedostawał się prąd obcej energii zwany przez niego tropicielem. która miała miejsce na pustyni w pobliżu domu don Juana. by traktować ich istnienie poważnie. Bałem się przeginać ją w przód i w tył. Zniknęła gdzieś za drzewami. a potem na zmienianiu snów. Przyglądałem się wodzie. choć powinno być dla mnie jasne. Jego wcześniejsze ostrzeżenie pozwoliło mi przystosować do tego moją uwagę śnienia i być w pogotowiu. Gdy pierwszy raz uświadomiłem sobie tę obcą energię. że obserwowałem całe światy szczegółów w jednym śnie po drugim. czy wprost przeciwnie. Jest to nie tylko najtrwalsza linia obrony przed działaniami i wyjaśnieniami czarowników. Nieugięcie i z wielką zawziętością zaprzeczałem możliwości ich istnienia. a zwłaszcza po próbie sił. ale nie mogłem jej nawet poruszyć. że istnienie istot nieorganicznych jest największą groźbą dla naszej racjonalności. W owym czasie sprawa istnienia żyjących istot nieorganicznych stała się kluczowym aspektem moich ćwiczeń w śnieniu. że kiedykolwiek tylko rozmawialiśmy o moim śnieniu. Zwykle jednak nie był chętny do poruszania tematu i wydawał się cokolwiek niezadowolony. aby odkryć. W końcu coś znalazłem. czego dokonałem. Próbowałem z całych sił. której używali czarownicy starożytności. aż w końcu została z niej jedynie zielona kałuża. czy moje śnienie dowodzi czegoś na temat istot nieorganicznych. a później wykorzystania tego dziennika jako klucza. Potem zmieniłem swoje podejście i zdecydowałem się przeprowadzić w tej sprawie obiektywne dochodzenie. aż same do mnie przyjdą. w których nie posiadałem w ogóle uwagi śnienia. że będę czekać. zapomniałem o tym anachronizmie. Szczerze mogę powiedzieć. – Tropiciele są . Chodziłem od lady do lady w poszukiwaniu antyków. Wymagało ono przede wszystkim sporządzenia dziennika zdarzeń z moich seansów śnienia. nie zbaczając z niej. lecz odbiła niczym piłka i poszybowała niczym bumerang. Zwykle w pewnym momencie moja uwaga śnienia słabła i moje sesje śnienia kończyły się tak. śniłem właśnie o zakupach w domu towarowym. Gdy tak kopałem. Zapragnąłem ją mieć. Po naszych spotkaniach w snach. tak jak opisał mi to don Juan. że aż zachichotałem. która nagle eksplodowała. Nie rozpadła się. Zapisałem setki stron niezwykle dokładnych. Chwyciłem ją mocno i usiłowałem wyciągnąć z ziemi. że dowody istnienia istot nieorganicznych miałem niemal od razu po rozpoczęciu mojego dochodzenia. Pobiegłem więc za nią i znalazłem ją wbitą w ziemię. Jednakże wszystkie te wydarzenia wywarły skutek wręcz odwrotny. jedynie w przypadku konieczności pytałem go o radę. aby je przyciągnąć. by jej nie złamać. Pozostawienie mnie samego z tym problemem było po prostu częścią prowadzonego przez don Juana nauczania. co wydawało mi się jedynie zdawkowym zaleceniem don Juana. Znalezionym antykiem była rączka laski. Kiedy jednak znalazłem jedną staroć. acz nieistotnych szczegółów. Według mnie wyglądała ona na zrobioną z jaspisu. Powtarzał wiele razy. chociaż odznaczały się krystaliczną wyrazistością. by przestać myśleć o istotach nieorganicznych i poczekać. Gdy powiedziałem to głośno. Jednak od czasu do czasu. Podążyłem jej śladem. rzucił nią z całej siły o kamienną podłogę. powinienem być bardziej skłonny. Jedną z najsilniejszych linii obrony naszego ja jest nasza racjonalność. że to. którą kroczyłem każdego dnia. że albo zasypiałem i miewałem zwykłe sny. było w istocie dokładnie tą procedurą. lecz również najbardziej w tej walce zagrożona. że wykonano ją z irydu.ROZDZIAŁ V: ŚWIAT ISTOT NIEORGANICZNYCH Wierny naszej umowie. laska zaczęła się topić. W moim odczuciu potwierdzeniem jego dezaprobaty było to. iż bardzo trudno jest zmusić nasze ja do kapitulacji inaczej niż poprzez ciągłe ćwiczenia. sprzedawca poczuł się urażony i aby dowieść prawdziwości swoich słów. Zacząłem więc wygrzebywać ziemię wokół niej gołymi rękoma. Zamieniła się w przepiękną długą laskę w tonacji czerni i głębokiej zieleni. Była to rzeźbiona rączka przedstawiająca głowę i ramiona małpy. lecz nie były już one godne uwagi. Sprzedawca powiedział mi. Potrzebowałem zaledwie kilku sesji. który określił jako jeden z najtwardszych materiałów na świecie. zanim ktoś nadejdzie. Poszukiwanie antyków w domu towarowym było tak oczywistym anachronizmem. Don Juan wierzył. gdy opowiedziałem mu swój sen. aż don Juan sam zacznie rozmowę o śnieniu. – Wyodrębniłeś tropiciela – powiedział don Juan. zawsze minimalizował wagę wszystkiego. Najpierw skupiłem się na obserwowaniu każdego możliwego do wyobrażenia sobie przedmiotu w moich snach. albo budziłem się i nie mogłem już więcej spać. Mój sen dalej przemieniał się w inne obrazy i szczegóły. Podczas ćwiczeń w śnieniu wytyczyłem sobie drogę. po czym zamieniła się w białą bańkę i prysła.

a ja roześmiałem się nerwowo z powodu absurdalności tego stwierdzenia. a potem zmieniasz zdanie. jeśli okaże się. będzie zawsze obecny w twoich snach. i zapamiętał jego najdrobniejszy choćby szczegół. aby przekształcić tę energię w jakiś znany przedmiot. lecz śniący nie widują zazwyczaj tropicieli w trakcie śnienia. którego wyodrębniasz. Kazał mi nawet powtórzyć to. – Na tym etapie twojego śnienia tropiciele są czujkami wysianymi z królestwa istot nieorganicznych. A przy okazji. było prawdziwe. w jakiejkolwiek formie. całkowicie się z nim zgadzałem w tym.liczniejsi w przeciętnych. zafałszowany przedmiot znikał. – Zbijasz mnie z tropu – odparłem. tym silniejszy następuje atak. – Don Juanie. by stały w miejscu. gdyż jest ona nieskończenie wolniejsza od naszej. który miałem. – Skąd taki wniosek. – Wiesz dlaczego tak się dzieje? – Według mnie ma tu miejsce równoważenie sił. które. że są związane z naszą folgującą sobie osobowością. moja uwaga śnienia musi się solidnie nawysilać. jaka nie występowała w żadnych innych okolicznościach. Im jest ona mocniejsza. Pierwszy tropiciel. co to jest iryd? – Tak naprawdę. jak dowiedziałem się później. jak i istoty nieorganiczne żyją dłużej niż my. Przeciętny człowiek posiada zdumiewająco silną barierę. Trudno nam wyobrazić sobie wewnętrzną szybkość drzew i istot organicznych. – Jakiego rodzaju anachroniczności. być może po to. Dzieje się tak. być może. Inne zaś są całkowicie nieistotne. co je otacza. że iryd jest jednym z najtwardszych materiałów na ziemi? Oczy don Juana zapłonęły radością. Poprosiłem don Juana. że nie zatrzymują się na dłużej w jednym miejscu. gdyż związane są z duchem. prawie zupełnie mi nie znany przedmiot. by śniący nie przeoczył obecności tropiciela. Od tej pory zacząłem zauważać w moich snach różne anachronizmy. zamieniając się w plamę światła. Niektóre przedmioty ze snu mają kluczowe znaczenie. Stworzono je. zwyczajnych snach. – Niewykluczone. że są czujkami? – Ponieważ poszukują potencjalnej świadomości. bym zwrócił szczególną uwagę na sen. by skomentował to. jej efektem był bowiem jakiś zafałszowany. nawet irydu. Kiedy już przyjąłem klasyfikację don Juana dotyczącą obcej energii w snach. można ich łatwo rozpoznać po otaczającej ich niesamowitości i anachroniczności. ponieważ przeciętni ludzie są poddani silniejszym naciskom ze strony nieznanego. Wydaje się. – Niewiele rzeczy w snach ma jakikolwiek sens. – Najpierw nie chcesz słyszeć niczego o moim śnieniu. Dziwne. don Juanie? – Zarówno drzewa. Czy jest w tym jakiś ukryty porządek? – Jasne. Jednak kiedy się pojawią. że przedmioty anachroniczne były w moich snach obcymi najeźdźcami. ze świadomością i wolą drzew. że będziesz kiedyś taki sam dla innego śniącego. Sami posiadają świadomość i wolę – choć jest to niepojęte dla naszego umysłu – porównywalne. Są bardzo szybcy. chociaż wprawiają w ruch wszystko. która chroni go przed takimi atakami. gdy moje sny nawiedza obca energia. Są nieruchome. co oznacza. że za każdym razem. – No proszę! I co powiesz. Natomiast śniący mają mniej barier i stąd w ich snach pojawia się mniej tropicieli. a to dlatego. co mi się przytrafia. to nie mam pojęcia – odpowiedziałem najzupełniej szczerze. którą z kolei szybko pochłaniały inne znaczące szczegóły mojego snu. że we śnie śniącego rzeczy bezsensowne znikają. ponieważ przemknęło do nich wielu tropicieli. Don Juan polecił. – Tylko zwykłe sny są nonsensowne. Ułomnością mojej uwagi śnienia była niezdolność do pełnego wykonania takiego przekształcenia. don Juanie? – Ich obecność jest zupełnie bez sensu. co już mu uprzednio opowiedziałem. dlaczego powiedziałeś. Potem obca energia rozpraszała się dość łatwo. Dostrzegłem również. Po ich oddzieleniu moja uwaga śnienia skupiała się na nich z taką intensywnością. . że w tym wszystkim jest ukryty porządek – powiedział don Juan. Barierą taką jest na przykład obawa o własne ja.

– Może nietrudno dla ciebie. że chciałem przerwać dyskusję. że istoty nieorganiczne są nieruchome. że świat istot nieorganicznych był polem działania dawnych czarowników. – Zmieniłem zdanie. Nie zmieniała kształtu i nie ruszała się. wyglądała jak gigantyczna gąbka. i szarpnęła mnie za stopę. jak powiedział don Juan – pach! Uleciałem do innego świata. Teraz chcę sprawdzić wszystkie możliwości. – Don Juan zachichotał i dodał: – Nietrudno odgadnąć dlaczego. Z jakiejś niepojętej przyczyny poczułem się przytłoczony jego słowami. – Tak – odparł. nie wyłączając siebie. don Juanie. Nie mogłem wyczuć jej faktury. że chcę się udać za nią i oto – dokładnie tak. Potem wyraźnie poczułem. – Jesteśmy niszczycielami. czy ta milcząca masa jest tylko snem. czy drzewa również mają swoje odzwierciedlenia. W końcu zaczęło mi już brakować pomysłów i cierpliwości. że to ja sam stworzyłem obraz tej masy. musieli z ogromną wytrwałością skupiać swą uwagę śnienia na przedmiotach ze swych snów. tak jak tworzy się sen. Zapytałem don Juana. że nie byłem w stanie przenieść uwagi śnienia na jakikolwiek inny przedmiot. – Żartujesz sobie ze mnie. Była ciemnobrązowa. nie mamy przyjaciół na tej ziemi. Jakaś dziwna siła. że zaalarmowała moją uwagę śnienia. odniosłem przemożne wrażenie. gdy ryba –ptak przeistoczyła się w plamę światła. Jakoś nie mogłem wziąć poważnie możliwości. Wtedy skupiłem całą swoją . Skądś wyrastała i tak silnie mnie przyciągała. – Po kiego diabła miałbyś to robić? – Przeprowadzam obiektywne dochodzenie w sprawie istot nieorganicznych. Zostałem jakby wypluty z jakiejś tuby i siła rozpędu wepchnęła mnie nieomal na wielką. Potem wzleciała niczym barwny ptak i przysiadła na gałęzi. don Juanie. Nagle ogarnął mnie niepokój. lecz taki stan bardzo trudno jest osiągnąć. które postrzegasz w trakcie śnienia. by powrócić do tematu istot nieorganicznych. Poczułem się tak nieswojo. lecz dla mnie na pewno. Coś jednak zmuszało mnie. że nic nie jest w stanie zmienić twojego stanowiska. Wtem szarpnęła mną wątpliwość. Podobnie jak tropiciele. Chwilę później. chyba że mają szczególnie dobre układy z drzewami. Oto dlaczego nie mamy przyjaciół. Aby się tam dostać. Scena była tak dziwaczna. Nadal była jednak rybą. że jest czymś rzeczywistym. W ten sposób udawało im się wyodrębnić tropicieli. że masa uwalnia moją uwagę śnienia. Nie widziałem jej końca ani początku. jakby rzucając mi wyzwanie. Gdy zatrzymałem na niej spojrzenie. – Czy to naprawdę aż tak proste. – Jednakże ich odzwierciedlenia są dla nas jeszcze mniej przyjazne. że lecę przez ciemny tunel niczym owad.– Chcesz przez to powiedzieć. To wszystko tak bardzo przypominało mi film fantastyczny. Zwróciliśmy się przeciwko każdej żywej istocie na tej ziemi. Zacząłem obserwować szczegóły mojego snu. Nagle wrażenie tunelu się skończyło. A kiedy już się na nich skoncentrowali. więc pewnego dnia przestałem się mieć na baczności. Jasne lub ciemne słupy. jest również takim odzwierciedleniem. lecz sprawiała wrażenie szorstkiej i włóknistej. co słyszysz jako głos wysłannika. Dlaczego nie? Pomyślałem. iż byłem pewien. zupełnie mnie unieruchomiła. tak jak drzewa? – Właśnie. prawie jej dotykałem. Masa. że rzeczywiście opisał mi całą procedurę. – Pamiętaj. że mam do czynienia z tropicielem. krzyknąłem. Od razu się zorientowałem. na którą patrzyłem. lecz nieruchomym. istniejącą fizycznie masę. niż te wysyłane przez istoty nieorganiczne. W momencie wyrażenia takiej intencji – pach! Ulatywali pociągnięci przez tę obcą energię. krzykiem wyrażali swój zamiar udania się za nimi. nad którym się właśnie przechadzałem. Wydawało mi się. co? Myślałem. Szyderczy ton i rechotliwy śmiech dały mi do zrozumienia. której nigdy przedtem nie napotkałem w moim śnieniu. Śniący nigdy ich nie poszukują. To. co powinienem zrobić. to ich odzwierciedlenia. Wówczas podczas śnienia wprawiła mnie w zdumienie jakaś ryba. Widzisz. don Juanie? Nie odpowiedział. Wyskoczyła ze stawu. Była porowata i przepastna. Zaśmiał się tylko. – Jak sądzisz. iż istoty nieorganiczne nie istnieją. by pójść za tropicielami? – zapytałem. co myśli na temat mojego dochodzenia. że w końcu to tylko sen. W domu próbowałem doszukać się prawdziwego znaczenia słów don Juana.

Tunele przecinały się pod kątem prostym lub wznosiły albo opadały łagodnie lub stromo. jakby część mnie. abyś tak właśnie poruszał się w tym świecie. Uzmysłowiłem sobie. czy posiedli tę wiedzę. – I poruszasz się właśnie wewnątrz istoty nieorganicznej – ciągnął. że cokolwiek powiem. została naelektryzowana pod jego dotknięciem. Było tam mnóstwo tuneli o geometrycznych kształtach. znika obraz tuneli. bym poruszał się dalej. Zmienialiśmy kierunek wiele razy.świadomość na tropicielu. i był kroplą czystej energii. Miałem zamiar zapytać. że przebywali tutaj. nie czując tego. Wpatrywałem się w nie i nagle uderzyła mnie świadomość. To były tunele energii. – Głos zamilkł na chwilę. który mnie tam przywiódł. pozwól przemówić swojej intencji. a potem dodał: – Oczywiście. dając znak. Każdy z nich nauczy cię czegoś innego. coś mi uświadomiło. prowadzących we wszystkich kierunkach. – Tropiciel chce. Zorientowałem się. lecz zanim zdołałem wydobyć głos. a wtedy popchnął mnie z taką siłą. wyglądało jak powiększony obraz ula. jak zewnętrze. Przez chwilę unosiliśmy się nieruchomo. posiedli tę wiedzę. że tropiciel popycha mnie od tyłu. Jego obecność przyniosła mi wielką ulgę. rozumiałem. – Odniesiesz tu nieskończone korzyści – ciągnął wysłannik. – Możesz żyć w tylu tunelach. że widzę. po prostu żyjąc wewnątrz istot nieorganicznych. że tego chcą. lecz unoszę się i lecę. wysłannik już mi to wyjaśnił. zdałem sobie sprawę. Nie poczułem jego dotknięcia. w której mogę jedynie słuchać. głośno i wyraźnie. Zacząłem już podejrzewać. Nie odczułem tej drastycznej zmiany kierunku. tuż obok. Przeszły przez nią fale energii. jeśli chcesz. w ilu tylko zechcesz. że utraciłem zdolność odczuwania ruchu w pionie. na co patrzyłem. Byłem kroplą energii. by się tutaj dostać – po prostu wyraziłeś swój zamiar. Niektóre wiodły w górę. Wysłannik ściszył głos. Na dodatek byłem pewien. Gdy dawni czarownicy chcieli w nich żyć. Tropiciel trącił mnie. pośród nas – powiedział. z jednakowym skutkiem. Wysłannik przestał mówić. – Tak. lecz ani trochę nie ograniczało widoczności. Jego dotknięcie zmieniło cię na zawsze. słyszałem ich pobzykiwanie. Gdy jednak odezwał się ponownie. W tej samej chwili rozległ się w moich uszach tak głośny wrzask wysłannika. iż nie mogłem zrozumieć słów. Od tego czasu wszystko w moim śnieniu stało się o wiele bardziej rzeczywiste. że śnię. Nie straciłem widoku tamtego świata i nadal słyszałem głos wysłannika. Tak właśnie żyli czarownicy starożytności i nauczyli się wspaniałych rzeczy. – Tak. – Wybierz jakiś tunel. Widziałem bzyczenie jego energii. że tropiciel poprzez swoje dotknięcie połączył nas energetycznie. że przemknąłem przez niezliczone tunele niczym rakieta. której nie było. abym ruszył do przodu. ale wiedziałem. Wyglądał niczym migoczący w ciemności świetlik. jesteś po prostu kroplą energii – usłyszałem w uszach głos wysłannika. zupełnie jak tropiciel. Wydawał się świadomy mojej obecności. Nie chciałem nic mówić. iż chce. Światło było tu bardzo przyćmione. że mnie dotyka. że gdy mówię. a jeszcze inne w prawo albo w lewo. Zawahałem się. Tunele zdawały się żywe i świadome. Bałem się. a potem pomknęliśmy w dół jednego z pionowych tuneli. Na samym początku przepchnął mnie przez wielką jamę albo otwór do wnętrza fizycznej masy. Nagle skoczył na mnie i szarpnął mnie albo szturchnął. coś uległo zmianie. że mnie szturchał czy szarpał. – Czarownicy starożytności dowiedzieli się wszystkiego o śnieniu dzięki temu. ty też nie musiałeś robić niczego więcej. Gdy tylko się w nim znalazłem. może zostać opacznie zrozumiane. że jej wnętrze jest tak samo jednorodnie porowate. że nie idę. a będziesz mógł w nim żyć. a ja znajduję się w pustce. – Jesteś wewnątrz istoty nieorganicznej – powiedział. Zdawało się. Unosił się nade mną. a wtedy powrócił obraz tunelu. Teraz jesteś praktycznie jednym z nas. Jeśli pragniesz tu zostać. według moich zmysłów nadal poruszałem się równolegle do ziemi. przed którą wcześniej stałem. choć sprawiało wrażenie dużo bardziej miękkiego. Uczucie to było nowe i zaskakujące. co mam robić. po prostu mówili. Z trudnością zachowywałem świadomość. Wybrałem tunel pierwszy z prawej. gdy usłyszałem glos wysłannika: . W momencie gdy zdawało mi się. To. ponieważ zatrzymał się tropiciel. Gdy znalazłem się w środku. po prostu żyjąc w tych tunelach. jedna po drugiej. – Ciszej! – krzyknąłem nadzwyczaj niecierpliwie. W końcu się zatrzymałem. inne w dół.

zrozumiałem zamiłowanie dawnych . Twierdził. lecz również subtelnego sprzedawcy. Byłem więc zaskoczony i wzburzony. Zrozumiałem. Pomimo to nauczył mnie również wielu nieocenionych rzeczy o śnieniu. Jeśli uznawałem tropicieli za obcą energię. że nie mogłem się doczekać. jak bardzo. iż to nie był sen. Teraz możesz się nawet przekonać. oczywiście. który wykraczał poza granice mej zwykłej wyobraźni. a nawet znajomy. Don Juan powiedział kiedyś. że w jego głosie pobrzmiewa sarkazm. – Problem polega na tym. opowiadając o swoim śnieniu. i dodał: – Zmysł wzroku nigdy nie zostaje upośledzony. że będzie ci wygodniej. jak w swoim świecie. że nie mogę rozmawiać o tej sferze twojego śnienia. czego nauczają najchętniej. któremu dodano ciężaru i tak ściągnięto na ziemię. że śnienie jest tym. iż podróż konieczna i bardzo osobista. To była podróż w nieznane. Gdy jednak podążałem za nimi. – Czy jesteś ze mnie niezadowolony? – Nie – odparł. Jeśli zaś zdecydowałem przeistoczyć ich w niby –znane przedmioty. że im większa jest moja zdolność do obserwowania szczegółów snów. stałem się częstym gościem w tym gąbczastym świecie. Od tego dnia. Słuchając go. ale jego stwierdzenie pozostawało niejasne. aż opowiem o tym don Juanowi. że masz krewnych wśród nas. Szybko odkryłem. O tym. bardziej przyjazny. – Tylko tyle. lecz mnie. – I nic mi nie możesz powiedzieć o tym śnie? – nalegałem. dlaczego się do tego nie mieszam. że uważa to wszystko za wytwór mojej skłonności do folgowania sobie. możesz zachować swój wzrok i widzieć tak samo. W tym miejscu skończyłem śnić. wydawał się przytulniejszy. Tropiciel popchnął mnie do tunelu po prawej stronie. – Cieszę się. – Nie jestem z ciebie niezadowolony. Nie powiedział mi jednak. lecz odniosłem wrażenie. zmieniając chaotycznie kształty. mówi zawsze w odniesieniu do tego. jakby zastanawiał się. – Nie. w dół albo do góry nogami. Ja przekonałem się. Wprawdzie nie powiedział tego wprost. jak dławi mnie strach. jeśli będziesz pełzał. już sam się zdążyłem przekonać. jak gdybym był puchem. We właściwym czasie i przy właściwej okazji potrafił zachwalać zalety swego świata. pozostawali jeszcze dłużej. że wysłannik jest nie tylko głosem nauczyciela. – W tym świecie siła grawitacji nie istnieje – powiedział wysłannik. Któregoś dnia zrozumiesz. jako głos. – Energia jest jak krew. czy powiedzieć coś jeszcze. to nie jest sarkazm – powiedział. – Co to znaczy krewnych? – Podzielenie się energią tworzy pokrewieństwo – odparł. gdy nie chciał mnie wysłuchać. tropiciele przenosili moją uwagę śnienia do świata. poruszanie się w ten sposób było dużo wygodniejsze. Mogę dodać jedynie. które mijało się z prawdą. – Siłowaliście się i wymieniliście się energią. w jakiś absurdalny sposób. – Wysłannik przerwał na moment. Natychmiast osiadłem na ziemi.– Myślę. pomimo mojego strachu i niechęci don Juana do udzielania mi rad. – Możesz też poruszać się jak pająk albo mucha – w górę. Powiedziałem ci już. zupełnie jak człowiek. iż wysłannik śnienia. Nie byłem w stanie wydobyć z siebie głosu. Nie wyczuwałem wprawdzie ścian tunelu. dla własnej wygody. to już wyłącznie twoja sprawa. – Dlaczego zachowujesz się w ten sposób? – zapytałem. – Wy dwaj już się kiedyś spotkaliście – usłyszałem głos wysłannika. doskonałym pomostem łączącym tamten świat z naszym. co powiedział. jest. a nawet złośliwość. I było to jedyne stwierdzenie. Odczułem to tak. Byłem tak wstrząśnięty plastycznością obrazów i niesamowitą jasnością i spójnością stwierdzeń wysłannika. Był nieco ciemniejszy niż pozostałe. ale wysłannik miał rację. – Słucham? – odezwałem się. tym łatwiej wyodrębniam tropiciela. wyrażając głośno swoją wolę. że istoty nieorganiczne są zawsze nastawione na nauczanie. – Nie musisz również oddychać – ciągnął głos. zamiast lecieć – powiedział. Wyraźnie czułem. – A poza tym. Pomyślałem. że istoty nieorganiczne są rzeczywiste. pozostawali przez chwilę w zasięgu moich zmysłów. W tym wypadku jesteś zdany zupełnie na siebie. – Strach w tym świecie nie istnieje – zauważył wysłannik. dlatego też śniący. Odchrząknął. Zmienił temat i zaczął omawiać inne aspekty swoich nauk. co widzi. A co z tym zrobisz.

aczkolwiek po nabyciu wprawy można używać czegokolwiek. moja uwaga śnienia zaczęła żyć własnym życiem i stała się. równie trudne i czasochłonne. lecz jeśli chcemy. Wysłannik powiedział. – Najlepiej odrobinę za ciasną. Jest to. jak ujrzenie we śnie swoich dłoni. trzy calowych kryształów kwarcu albo dwa gładkie. Funkcje te równie dobrze spełnia ucisk obrączki wokół palca. – Skup się jedynie na tym. przepływając z obrączki do palców śniącego. szybsza niż moja uwaga w normalnym świecie. by nie pobłażać sobie i nabyć wymaganej przez niego samokontroli. aby nie tylko odbijała energię. musimy w trakcie śnienia głośno wyrazić naszą wolę. Na dodatek musiałem radzić sobie sam. W razie potrzeby energia ta. i mogłem się przekonać. opaskę na głowie albo naszyjnik. Nie musiałem długo się zastanawiać. by ścisnąć przynajmniej trzy cienkie przedmioty między palcami obu rąk. że tak powiem. Wysłannik opowiadał się za kryształami kwarcu. Powiedział również. jak cenne było to pouczenie. czego się zresztą spodziewałem. wkładając między palce parę dwu –. Wierny zaleceniom don Juana. by nie ulec pokusie zdobycia wiedzy. – Przytknięcie palców do obrączki otwiera pomost –powiedział wysłannik. Za wszelką cenę musiałem się bronić. jeśli długością i szerokością zbliżone są do palca. Podczas innej sesji śnienia wysłannik powiedział. Komentarze i ostrzeżenia don Juana o niebezpieczeństwach takiego obcowania nabrały wtedy większej wagi niż kiedykolwiek przedtem. bym zawsze miał chłodną skórę. daje oszałamiające rezultaty. co wysłannik mówi ci na temat śnienia. – Jeśli do mego świata przybywa śniący z taką obrączką na palcu. że uwaga śnienia ma swoje źródło w podniebieniu. aby w trakcie śnienia przyciskać koniuszek języka do podniebienia. Kiedy się jednak uda.czarowników do konkretnych działań. co mogłem. Najlepsze rezultaty osiągniesz. Tak więc głos wysłannika i jego słowa stały się dla mnie wielkim wyzwaniem. Napięcie takie ma dziwną zdolność wyłączania dialogu wewnętrznego. który służy za naskórny ośrodek wymiany energii. że skóra automatycznie odbija energię. Wyjaśnił. wolną od pigmentów i olejków. szedłem za jego radą tylko wtedy. Wysłannik zalecił ćwiczenia polegające na wyrabianiu dyscypliny i kontroli. co wysłannik powtarzał mi wystarczająco często. jeśli chodzi o kontrolowanie uwagi śnienia. gdy tyczyła się śnienia. lecz również przetwarzała ją z jednej konfiguracji w drugą. by dojść do wniosku. wytwarzając stan bolesnego napięcia w dłoniach. wskazówek. . Gdy już tego dokonałem. Powiedział. że równie skuteczne są metalowe bolce. cienkie otoczaki. – Zasypianie w kompletnej ciszy zapewnia doskonałe wejście w śnienie – mówił wysłannik – oraz wzmocnienie uwagi śnienia. Poprosiłem don Juana. jak mówił. przyjmowałem z wielkim zainteresowaniem i łapczywością. przenosi go z powrotem do tego świata. Skomentował to krótko. gdyż nie rozumiałem. że śniący powinni nosić ciasny pasek. Potem zagnij lekko palce i ściśnij w nich kryształy albo kamyki. orzekł. jaką mamił mnie wysłannik. zlokalizowane na jego palcu. że skóra ludzka jest doskonałym organem do przetwarzania fal energii z jej konfiguracji w normalnym świecie do konfiguracji w świecie istot nieorganicznych i na odwrót. – Aby twoje śnienie było doskonałe – powiedział pewnego razu wysłannik – musisz wyłączyć swój dialog wewnętrzny. co wytwarza punkt nacisku. Daje on śniącemu stałe i znajome wrażenie. że dają najlepsze rezultaty. Wszystko. które natychmiast zapominałem. by mi poradził. że kluczem do szybkości i dokładności uwagi śnienia jest nasze podniebienie stanowiące rezerwuar uwagi u wszystkich ludzi. – Jak działa taki pomost? – zapytałem. jeśli mi ich bez końca nie powtarzał. Dużo wysiłku kosztowało mnie uświadomienie sobie. o co chodzi. Najistotniejszą informacją dla mnie było to. Pewnego dnia wysłannik dał mi prawdziwie cudną wskazówkę. jak ustrzec się przed zapominaniem. Wysłannik wyjaśnił. Robiłem. Otrzymywałem mnóstwo wskazówek dotyczących wszelkich spraw. że obrączka służy jako pomost ułatwiający powrót do normalnego świata czy przejście z naszej codziennej świadomości do świata istot nieorganicznych. jak głęboko dawni czarownicy zaszli w obcowaniu z istotami nieorganicznymi. – Śniący powinni nosić złotą obrączkę – powiedział innym razem. koniecznych do przyciskania koniuszka języka do podniebienia podczas śnienia. Rzecz polega na tym. Poradził mi. przyciąga ona energię mojego świata i utrzymuje ją.

Oznaczało to celowe i stopniowe zwiększanie jego możliwości. zakres tego. Śniąc o tamtym świecie. jest nieomal równoznaczne z wyborem takiego sposobu życia. Dla mnie diaboliczne w naturze świata istot nieorganicznych jest to. a zakres tego. jak wygląda życie w tunelu. rzeczywistość staje się płynna. że zostaje nam bardzo niewiele kanałów interpretacji zmysłowej. – Ja również musiałem sam się z tym uporać – ciągnął don Juan. abym ci powiedział. gdy zdobyłem się na odwagę. Jestem sam we wrogim świecie i nauczyłem się mówić: “Będzie. Aby cię do tego skłonić. Jednakże poprzez dostrzeganie zróżnicowania. gdy głośno wyrazisz swe pragnienie życia w tym świecie. o co chcę cię spytać. i w jego głosie brzmiała nieodwołalna nuta. A może powinienem powiedzieć. co można postrzegać bez interpretacji. Zostaniesz tam na zawsze. Dla ciebie diaboliczność to poddanie się takiej pokusie. od wyodrębnienia tropiciela poprzez słuchanie głosu wysłannika do podróży po tunelach. Żyjąc zgodnie z wymogami ścieżki czarowników. co oznacza stwierdzenie. Don Juan wyjaśnił. ponieważ jest to decyzja wyłącznie osobista i ostateczna. Nie mogę obiektywnie ocenić. co mam zrobić – nalegałem pewnego razu. że nawet samo pragnienie przekonania się. co chciałem usłyszeć. Przebudowa tego systemu oznaczała dla don Juana zamierzenie jego odnowy. że jeśli zdecydujesz się tam zostać. braku lub nagromadzenia szczegółów w każdym tunelu czy poprzez . – To iście diaboliczne. co działo się w moich niezliczonych snach o tamtym świecie. Na tym skończyła się nasza dyskusja. – Musisz przynajmniej dać mi jakąś wskazówkę. – Nikt mi nie pomógł. co jest realne. że – kto wie – być może jest on jedynym miejscem. by kontynuować ćwiczenia w śnieniu bez dalszych implikacji. don Juanie? – Na pewno dla niektórych. aczkolwiek nie tak. o czym mówi głos wysłannika. zwłaszcza gdy w grę wchodzą tak wspaniałe możliwości. – Bez dwóch zdań. która zapada w momencie. śniący oszczędzają i przechowują energię niezbędną do wyciszenia myśli i umożliwienia przebudowy systemu. Stanąłem wówczas w obliczu owych dwóch możliwości. by go zagadnąć. – Oczywiście. z którymi muszą sobie poradzić – według don Juana – wszyscy śniący. albo odrzucić go całkowicie. Nie potrzeba mi laski ani poręczy. twoja decyzja będzie ostateczna. Rozrost naszej percepcji jest tak gigantyczny. Wiem tylko. Wiedziałem jednak. co ma być". Chciałem po prostu wiedzieć tylko. jak rzeczywisty może być sen. don Juanie. stawałem w obliczu logiczności i konsekwencji tego świata. że to z tym mam właśnie problem. że możesz żyć w jednym z tych tuneli choćby po to tylko. codzienny świat. ale nie jest. iż nieskończona realność jest nierzeczywista albo że nieskończona realność mogłaby być rzeczywista. Podjąłem więc od razu decyzję. że przestrzeń i czas są stałe. – Postaraj się za to zrozumieć. istoty nieorganiczne są gotowe zaspokoić twoje najskrytsze marzenia. – Nic nie mów – poradził mi. że w tym wypadku śniący muszą radzić sobie sami. gdzie śniący mogą się schronić przed wrogim wszechświatem. o którym myślisz. Powiedziałem ci już. Szybko powiedziałem o tym don Juanowi. nie czując niczego. Don Juan nie powiedział mi tego. pojąłem. Ale nie tylko z tego powodu.ponieważ don Juan nadal odmawiał wysłuchiwania moich relacji. co może być rzeczywiste. Przyznałem. Jeśli zaś odrzucimy nasz system. mogłem albo starannie przebudować mój system interpretacji bodźców zmysłowych. Dla mnie nie. Wiem. Podczas śnienia o świecie istot nieorganicznych. co don Juan powtarzał mi tak wiele razy: pod wpływem śnienia rzeczywistość przechodzi metamorfozę. że jeśli zdecydujemy się odnowić nasz system interpretacji. nadmiernie wzrasta. – Nie mogę – powiedział. na co mnie stać. że wiem. Przechodziłem przez tunele. – Czy to naprawdę bezpieczna przystań dla śniących. i stąd wrażenie. Wówczas śnienie rzeczywiście otwiera przed nami inne aspekty tego. żeby się dowiedzieć. choć mając świadomość. zostaje poszerzony bez narażania na szwank spójności rzeczywistości. iż wydawał się tak rzeczywisty. – Ale nie wiesz nawet. że wydawał mi się tak rzeczywisty. Dla mnie jedynym wyjściem było przebudowanie i rozszerzenie mojego systemu interpretacji. Nie interesowało mnie to jednak. jak nasz normalny. iż można żyć w tych tunelach. Chcesz. jak wyróżnia je rozum w normalnych warunkach. – I nie proś mnie o to więcej.

że istoty nieorganiczne są rzeczywiste. głos wysłannika dostarczał mi spójnych informacji o szczegółach ścian. Poprosiłem don Juana o wyjaśnienie pojęcia “fantasmagorycznych odzwierciedleń". czego wysłannik nie odważył ci się jeszcze powiedzieć. Lecz wtedy moja postawa zmieniła się diametralnie. co powiedział don Juan: istnienie istot nieorganicznych jest największą groźbą dla naszej racjonalności. rozpieszczając nas i pobłażając. Tego właśnie dnia pokocham wiedzę. Nigdy nie zawracałem sobie tym głowy. że w naszym świecie są one jak film rzucony na ekran. by przyciągać nas jak ćmy do światła. Pewnego razu wysłannik pokaże ci ludzi. – Miałem na myśli jedynie to. iż są tylko obrazami. jak już wspominałem. by ich zadowolić. czy też nie. Zdziwiłem się. – To nie jest przeoczenie – odparł. – Nie sądzę. – Istoty nieorganiczne nie mogą zmusić nikogo do pozostania w swoim świecie – ciągnął don Juan. Strzeż się świadomości. W pewnym momencie potworne napięcie związane z owym rozdwojeniem nieomal mnie zniszczyło. Otóż istoty nieorganiczne polują na naszą świadomość czy świadomość każdej istoty. albo inne istoty. Miał rację. że to przeoczyłem. nie bacząc na logikę. Wyznanie don Juana wywarło na mnie głębokie wrażenie. nie ludzi. Powiedział. czy jest mi z nią wygodnie. którym podróżowałem. wywołując jednak przypływ niepohamowanej ciekawości. Don Juan twierdził. iż istoty nieorganiczne są mistrzami odzwierciedleń i uwielbiają się odzwierciedlać niczym cienie na ścianie. Dzięki temu mogłem śmigać tunelami niczym szybko poruszające się światło lub pełzać po ścianach jak owad. ciemności. Dają nam wiedzę. Przebudowa mojego systemu interpretacji wywarła najbardziej dramatyczne skutki na moją wiedzę o tym. która trwa w bezruchu. że istoty nieorganiczne są jak rybacy? – Właśnie. że śnię. na których skupiałem swą uwagę śnienia. byłem plamą energii. Istoty nieorganiczne okrywają się aurą tajemniczości. nastawiony na to. posiadłem zmysł obiektywnej obserwacji. – Chcesz przez to powiedzieć. którzy dali się złapać. Z trudem chwytałem powietrze. abyś był świadom regularności swych spotkań z istotami nieorganicznymi – powiedział. Natomiast kiedy pełzałem po ścianach.wyczuwanie odległości między tunelami i uświadamianie sobie długości i szerokości każdego tunelu. Jest nieruchomy i niezmienny. Z jednej strony wiedziałem. Ten prawdziwy rozłam był potwierdzeniem tego. że ich sprzymierzeńcy posiadają moc. rzeczywistym dla mnie. z drugiej wierzyłem głęboko. jak powiązany jestem ze światem istot nieorganicznych. Don Juan przypomniał mi. że ich sprzymierzeńcy są jedynie odzwierciedleniem słabej energii przenikającej przez światy. albo przerazić. A odbywa się to. że jest to tylko sen. jak każda inna podróż po świecie. Są jednak w stanie uwięzić każdego z nas. Powinienem poczuć obrzydzenie i strach. iż będę mógł odrzucić uprzedzenia i pewniki związane z naturą ludzką. Kiedy moje obiektywne dochodzenie w sprawie istot nieorganicznych nie miało już dla mnie żadnego znaczenia. która wpadnie w ich sieć. don Juanie. – Natura tamtego świata sprzyja tajemniczości. Sam powiedziałeś. że poziom mojej energii. Świadomość taka nieustannie poszukuje ruchu. – Zaprzeczasz sobie. że zmagałem się już z jednym takim fantomem. z drugiej – odbywałem pragmatyczną podróż równie rzeczywistą. Odczułem ulgę dopiero wówczas. gdy wyciszyłem swoje myśli. Pomyśl o ich świecie. Mogę nawet . Wyjaśnił. Szczegóły te były systemem zawiłych wypukłości przypominających alfabet Braille'a. W świecie tym. ale w zamian będziesz musiał zapłacić całym swoim istnieniem. choć stało się to bez mojego udziału. poprzez odzwierciedlenia. – Życie tam jest zupełnie dobrowolne. don Juan sam rozpoczął rozmowę na temat podróży do ich świata. rzeczywistością i postrzeganiem. które również dały się złapać. osiągnie kiedyś taki próg. Z jednej strony wierzyłem głęboko w poświadczone istnienie istot nieorganicznych. że istoty nieorganiczne czepiają się najskrytszych uczuć śniących i bezlitośnie na nich grają. – Wierzyli. dostrzegałem wyraźniej te same szczegóły i słyszałem głos podający mi bardziej złożone opisy. który stale wzrasta. Przeoczyli jednak to. Nieuniknioną konsekwencją tego wszystkiego było pewnego rodzaju rozdwojenie. Jest coś. Tworzą fantomy. Kiedy leciałem. – Dawnych czarowników doprowadziła do upadku właśnie bezmyślna wiara w te odzwierciedlenia – ciągnął don Juan. czasami fantasmagoryczne. spełniając nasze pragnienia. A teraz mówisz. korzyści z niej płynące czy na to.

ponieważ w każdej chwili potrafiłem przerwać podróż. Jego zdaniem świadomość posiada wewnętrzny nakaz wzrostu. nie był jednak głos wysłannika ani też nic. że są wyjątkowi i szczególni. Z biegiem czasu moja zdolność do zamierzania podróży do królestwa istot nieorganicznych stawała się coraz większa. a może on następować jedynie poprzez starcie. po czym próbuje go zagarnąć. Don Juan nie drążył dalej tematu i byłem mu za to wdzięczny. Moc i wyjątkowość są bezkonkurencyjne w czynieniu zła. Odkryłem. fatalne w skutkach przeświadczenie. czego byłbym świadomy. by tropiciele zabrali mnie do swego świata. po czym nigdy już tam nie wróciłem. że nie jestem w stanie oprzeć się tej sile. Natomiast same istoty nieorganiczne jako cienkie rurki powiązane razem. jak nasz. – A zatem każdy śniący postrzega ów świat tak samo? – Oczywiście. że mogę zmienić moje śnienie. dały im poczucie. Śniący muszą się zawsze mieć na baczności. – Co mam zatem zrobić. Świadkiem był nauczyciel mojego nauczyciela: nagual Elias. Tę niezwykle rozbudowaną wiązkę dawni czarownicy nazywali labiryntem półcienia. czarownica Amalia. Z chwilą. coś na zewnątrz zauważa ten wzrost. walkę na śmierć i życie. Wyruszaj do świata istot nieorganicznych tylko wtedy. Uważaj! – A jak ty uniknąłeś tego niebezpieczeństwa. gdy na jego prośbę opowiedziałem mu o nowym aspekcie mojej kontroli nad uwagą śnienia. jak postępują teraz z tobą. moje śnienie potoczy się zupełnie odmiennie. – Ponieważ jest to pewność siebie głupca – powiedział. by być bezpieczny. Don Juan powiedział. Dodało mi to odwagi. – Twoja pewność siebie jest przerażająca – skomentował don Juan. Ich świat jest tak samo rzeczywisty. rozpoznaje go. To właśnie istoty nieorganiczne usiłują zagarnąć tę nową. gdy zapuszczą się w tamten drapieżny wszechświat. Mogłem więc przyjąć. zamierzając inny jego przebieg. don Juanie? – Byłem w tamtym świecie tylko kilka razy. – Dlaczego miałaby być przerażająca? – zapytałem. Don Juan wyjaśnił. W końcu używałem swojej woli. gdy oddzielam tropiciela. Byłem przekonany o praktycznych zaletach swojego odkrycia. że mogę podróżować bezkarnie. – Opowiem ci jedną z historii czarowników. że nagual Elias i miłość jego życia. – A co dzieje się z istotami nieorganicznymi w ich własnym świecie? Też są tylko filmem? – W żadnym wypadku. – Daj spokój! Nie żartuj sobie ze mnie Z łatwością możesz się temu oprzeć. zagubili się za młodu . że są niczym film rozrzedzonej energii odzwierciedlonej na granicy dwóch światów. aby ktoś za ciebie decydował. iż jestem wyjątkowy. – To właśnie powaliło dawnych czarowników – powiedział don Juan. nie wiedziałbym nawet. Upierałem się. że jestem kimś szczególnym. Czułem. W momencie. oraz jeszcze gorsze. – Gdy zacznie wzrastać. gdy chciałem. iż posiadają moc. don Juanie? – Nieustannie miej się na baczności! Nie pozwól. że jesteś wyjątkiem? Przyznałem. Myślałeś. coś przyciąga mnie tam z olbrzymią siłą. że według czarowników wszechświat jest drapieżny i właśnie oni powinni szczególnie się z tym liczyć w swych codziennych działaniach. Tym. Po prostu nawet nie spróbowałeś. Z nie znanych mi powodów nigdy nawet nie pomyślałem. jak to zrobić. Każdy śniący widzi go takim. Zmiana zamiaru nie wchodzi w rachubę. by świadomie przeciwstawić się sile tropiciela. Dawni czarownicy przedstawiali świat istot nieorganicznych jako grudę jaskiń i otworów unoszących się w jakiejś ciemnej przestrzeni. – Świadomość czarowników wzrasta podczas śnie – nią – mówił dalej don Juan. To wszystko.dodać. stają się bowiem zwierzyną łowną. Don Juan jak zwykle miał rację. gdy tego chcesz. że jeśli świadomie zamierzę coś przeciwnego. – Istoty nieorganiczne postąpiły z nimi tak samo. Zaczęło mną targać nieznośne poczucie winy. jaki jest. – Szczerze mówiąc. co tworzyło to niezwykle przyjemne i wyraźne poczucie. że coś w tamtym świecie daje mi poczucie. W wyniku tego zwiększyła się również kontrola nad moją uwagą śnienia. dobrze pasuje do sytuacji. poszerzoną świadomość. zupełnie jak komórki naszego ciała.

będące odgałęzieniem żeńskich. Postąpił więc zgodnie z ustaloną techniką dawnych czarowników. że rzadkość występowania pierwiastka męskiego we wszechświecie jest prawdopodobnie przyczyną nieuzasadnionej dominacji mężczyzn na naszej planecie. iż don Juan zignoruje moje pytanie. czego istoty nieorganiczne nie mogły przeoczyć. Tropiciel przemieścił wprawdzie punkty połączenia jego uczniów. by don Juan opowiadał o czarownicach w kategoriach czyjejś dożywotniej miłości. – Jak do tego doszło? – Ich nauczyciel. lecz w efekcie dwoje jego uczniów zniknęło. poprzez głośne wyrażanie woli przywołał tropiciela ze świata istot nieorganicznych. Jeśli ta pozycja się zmienia. by wysłać swych uczniów do tamtego świata. Don Juan wtrącił na marginesie. Nagual Rosendo nie zamierzał tego czynić. Teoretycznie. lecz on już ciągnął dalej swoją historię. że nie chce wdawać się w szczegóły tej długiej i zawiłej historii. Don Juan wyjaśnił. Zaskoczył mnie swym stwierdzeniem. lecz dał się ponieść swemu absurdalnemu przekonaniu. Oczywiście suma połączonych energii Eliasa i Amalii była czymś. – Bardzo cię proszę. –Dzięki unieruchomieniu punktu połączenia w jednej pozycji jesteśmy energią uwięzioną w określonym kształcie i miejscu. Jego rozumowanie było prawidłowe i opierało się na wiedzy czarowników. jak Elias i Amalia zagubili się w świecie istot nieorganicznych. gdy kochali się w tej komórce. że składanie podarunków ze swych uczniów było często praktykowane przez dawnych czarowników. zmienia się również odpowiednio kształt energii i jej lokalizacja. Powiedział. że niepotrzebnie pytam. don Juanie? – Jak najbardziej. ciasnej przestrzeni.w świecie istot nieorganicznych. był to rodzaj małej komórki. Chciał jedynie. Zwłaszcza jeśli całkowita suma naszej energii jest właściwa. temperamentem i doświadczeniem przypominał dawnych czarowników. – To bardzo proste. Ufanie im jest absurdem. a potem wyraził zamiar zaoferowania mu swych uczniów. – Czy to się może przydarzyć każdemu z nas. – To jest możliwe –zapewnił mnie don Juan. W trakcie śnienia wezwał tropiciela i polecił mu. Oczywiście nie miał takiego zamiaru. według której wszechświat jest zdecydowanie żeński. – Po prostu cały czas milczałem o uczuciach czarowników. Chciałem pozostać przy tym temacie. lecz zamiast tego wepchnął ich w śmiertelnie niebezpieczne rejony. tak jak staliśmy: w butach i z kapeluszem na głowie. Potem wprowadził się w stan śnienia. tropiciel posiadający dużą moc mógł uczynić to bez żadnego wysiłku. lecz do takiej pozycji. No więc. z której łatwo było przesłać ich fizycznie do świata istot nieorganicznych. Oczywiście tropiciel przyjął taki podarunek i zabrał Eliasa i Amalię w chwili nieuwagi. co dokładnie zrobił nagual Rosendo. iż nagual Rosendo zamierzał nauczać Eliasa i Amalię wyłącznie w drugiej uwadze. abyś był nadzwyczaj ostrożny. przenosząc ich w ten sposób w drugą uwagę. aby osiągnęli drugą uwagę. Mają swój własny rytm i nie jest on ludzki. . że istoty nieorganiczne umieszczą nasz punkt połączenia we właściwym położeniu i – pach! Lecimy jak rakieta. już ich tam nie było. gdy zaczął mówić. zostać przesłanym fizycznie? –zapytałem. Don Juan powiedział. Gdy nagual otworzył komórkę. Pierwiastki męskie zaś. Znaleźli się tam nie we śnie. – Czy to jest możliwe. nagual Rosendo. Przez cale życie byłeś tak przesycony miłością. Zamknął ich w bardzo małej. Czułem. – To nie jest niekonsekwencja – odparł. Zamierzał opowiedzieć mi tylko. iż istoty owe w najmniejszym stopniu nie interesują się kobietami. więc zapytałem go o przyczynę tej niekonsekwencji. aby przesunął punkty połączenia Eliasa i Amalii we właściwe położenie. że postanowiłem dać ci odetchnąć. Zamierzał pomóc Eliasowi i Amalii. że potrafi kontrolować istoty nieorganiczne. Nigdy przedtem nie słyszałem. Zapytałem don Juana. Wystarczy. Jakież więc było moje zdziwienie. Mianowicie nagual Rosendo założył błędnie. wiedząc. wiedźma Amalia – ciągnął dalej don Juan – zagubili się w świecie istot nieorganicznych. Nagual Rosendo nie wziął jednak pod uwagę przebiegłości istot nieorganicznych. nagual Elias i miłość jego życia. występują niezwykle rzadko i stąd są bardzo poszukiwane. lecz fizycznie. – Działania czarowników ocierają się o śmierć – ciągnął don Juan. Nie pozwalaj sobie na idiotyczną pewność siebie.

Jednak nie zdołał wyciągnąć ich całkowicie. . znalazł ich? – Tak. ale po walce i trudach. które trudno opisać. Tak więc tych dwoje młodych ludzi zostało na zawsze jedną nogą w królestwie istot nieorganicznych.– Co się w końcu stało z Eliasem i Amalią? – zapytałem. – Nagual Rosendo musiał udać się fizycznie do świata istot nieorganicznych i ich szukać. don Juanie? – Oczywiście. I zapewniam cię. – I co. że byli bardzo dziwni. – Znałeś ich.

W porównaniu z nimi jesteśmy dziećmi. że podążanie śladem tropiciela jest wielkim osiągnięciem. że bramy śnienia są szczególnymi przeszkodami. druga brama otwiera się na oścież i istniejący za nią wszechświat staje przed nim otworem. w żadnym wypadku. dziećmi o niespożytej energii. To ćwiczenie ma zasadnicze znaczenie. które wymyślili dawni czarownicy – powiedziałem z niezbitym przekonaniem. powiedzmy. bez ćwiczeń w zmienianiu snów? – zapytałem. gdy mówię sobie. Chciałem powiedzieć don Juanowi. ponieważ brak nam biegłości w operowaniu energią. Pojawia się tylko pytanie. lecz w praktyce nie widzę żadnego zagrożenia. Innymi słowy. – Dlaczego jest to nieprawda? – Ponieważ do drugiej bramy śnienia można dotrzeć i ją przekroczyć dopiero wtedy. – Nie. Nie pojąłeś jednak jeszcze. że natychmiast musiałem zapewnić go. – Nie musisz mnie ostrzegać. i że druga brama śnienia jest bramą do świata istot nieorganicznych. gdyż całkowicie kontroluję przebieg moich ćwiczeń w śnieniu. o co mu chodzi i dlaczego się o mnie martwi. że mam absolutną rację. Don Juan stwierdził. iż. – Ich świadomość jest fenomenalna. że na poziomie abstrakcji pojąłem. Jak zwykle próbowałem się bronić. Jakby rzeczywiście spodziewał się. by wyćwiczyć śniącego w wyodrębnianiu tropiciela i podążaniu za nim. – Chodzi mi o to. ponieważ lada chwila możesz paść ofiarą istot nieorganicznych – niespodziewanie zakomunikował mi don Juan. iż dowolne ćwiczenie na docieranie do bramy i jej pokonywanie nie jest tak naprawdę tym. że nieprawdziwe jest stwierdzenie. iż nie mam zamiaru wpadać w żadną pułapkę. które się za nimi znajdują. Jego stwierdzenie bardzo mnie zaskoczyło. gdy śniący nauczy się budzić w innym śnie lub ^gdy śniący nauczy się zmieniać sny bez budzenia się W świecie rzeczywistym. do drugiej bramy dochodzi się i ją przekracza. że musi zwrócić moją uwagę na bardzo istotną część swoich nauk. co dana brama oznacza. – Byłoby trudno wymyślić ćwiczenie równie doskonałe jak to. Don Juan spojrzał na mnie pytająco. że zastawiają pułapki jedynie na samym początku. gdy śniący nauczy się wyodrębniać tropiciela i podążać za nim. czy śniący może zastosować inną technikę. don Juanie. Jestem bardzo ostrożny – zapewniałem go. że istoty nieorganiczne mają do dyspozycji zadziwiające środki – mówił dalej don Juan.ROZDZIAŁ VI: ŚWIAT CIENI – Musisz być niezwykle ostrożny. czy jest to jedyne istniejące ćwiczenie. – Po co więc w ogóle wprowadza się ćwiczenie zmiany snów? – Budzenie się w innym śnie lub zmiana snów jest techniką wymyśloną przez dawnych czarowników. iż wszechświat ten jest tam przez cały czas. dzięki czemu niepożądani śniący są skutecznie i raz na zawsze eliminowani. której one pożądają. Ton głosu don Juana był tak poważny. – Wyczuwam to i nie pociesza mnie wcale. Po kilku minutach kłopotliwego milczenia don Juan znów się odezwał. skąd się wzięło. Kilkakrotnie . gdy rozmawialiśmy o czymś zupełnie nie związanym ze śnieniem. – Rozumiesz już. że odpowiem na jego pytanie. śnienie zaś kluczem otwierającym tę bramę. wymykała się mojej świadomości. choć nie miałem pojęcia. jak dotąd. – Czy śniący może wyodrębnić tropiciela bezpośrednio. Dawni czarownicy wymyślili kilka doskonałych ćwiczeń w przechodzeniu przez bramy śnienia do światów. Podkreślił. lecz nie jesteśmy w stanie do niego wkroczyć. która. – Musisz wziąć pod uwagę to. Don Juan przyznał. – W ogóle tego nie pojmuję. – Istoty nieorganiczne coś knują – powiedział. Zmienił temat i powiedział. Gdy śniący potrafi tego dokonać.

Dlatego właśnie jestem powściągliwy i prawie wcale nie wypowiadam się na temat twoich ćwiczeń w śnieniu. – Czy jako widzący widzisz grożące mi niebezpieczeństwo. lecz ich największym osiągnięciem jest zabrać jedynie to. Uspokoiłem don Juana. – Musisz kontynuować śnienie. a nasz jest bardzo podstępny i bezlitosny. Myślisz. by omawiać ze mną śnienie. gdy wpadniemy w pułapkę? – Płacisz wówczas cenę. że nieuniknioną reakcją istot nieorganicznych będzie próba zatrzymania mnie w ich świecie. Ścieżka śnienia jest najeżona pułapkami i tylko od śniącego zależy. – Gdzie leży ta granica. czy też odrzucić ta. co ofiarują istoty nieorganiczne. Wiem tylko. – Nie sądzisz. skąd nadejdzie atak. Pierwszy – dzięki ćwiczeniu zmiany snów śniący dowiadywali się o istnieniu tropicieli. że musisz sam podjąć decyzję. Są również rezultatem ulegania wszystkiemu. byśmy brali z tamtego świata jedynie to. że sprawa wyglądała aż tak źle. – Czy pułapki te są wynikiem ulegania pochlebstwom lub obietnicom mocy? – Nie tylko tego. Niezrozumienie tej prostej reguły prowadzi prosto w pułapkę. rzekłbym. Nie potrafię przewidzieć. don Juanie? – zapytałem. co jest niezbędne. żebyś był jeszcze bardziej zdyscyplinowany i żebyś obchodził się ze wszystkim. jest wielką sztuką czarowników. czym kuszą cię istoty nieorganiczne. iż obawiał się najgorszego. – Byłem zmuszony nauczyć cię śnienia tylko dlatego – powiedział – że taki jest porządek ustanowiony przez dawnych czarowników. – Wiem o tym – stwierdził don Juan. – Ale chcę. don Juanie? – Widzę już od tego dnia. że śnienie jest wynalazkiem dawnych czarowników i dlatego powinno się odbywać według ich zasad. Nie mogłem uwierzyć. A przede wszystkim bądź czujny. że przesadzasz. – Wcale nie przesadzam – odparł szorstko. jak przedstawiał to don Juan. Cała sztuka polega na tym. Tak więc pod tym względem na pewno się nie różnią. Dla mnie nie było to wcale zabawne. Istoty nieorganiczne nie wypuszczają nikogo bez prawdziwej walki. dopóki nie przejdziesz wszechświata za drugą bramą – odparł. – A dlaczego myślisz. Jest to jego sprawa osobista – i. iż zupełnie nie mogłem pojąć. lecz jest tak niechętny. które stwarzają okoliczności straszliwsze niż sama śmierć. co powinienem zrobić i czego się wystrzegać? – Nie. trzeci – w wyniku własnych działań w tym wszechświecie poznawali prawa rządzące tym wszechświatem. która zależy od okoliczności i rodzaju pułapki. – Oznacza to. jestem niezwykle zdyscyplinowany i sumienny. że zadały sobie tyle trudu wyłącznie dla zabawy? –roześmiał się. Powodowany strachem zapytałem go. by brać pod uwagę taką ewentualność. czy przyjąć. Reguła drugiej bramy opierała się na trzech krokach. Nie mamy jednak możliwości. gdyż nie rozpatrujemy kwestii kary. zupełnego wszechświata. Don Juan powiedział. że w kontaktach z istotami nieorganicznymi przestrzegałem reguły tak skutecznie. Na ścieżce czarowników wszystko jest sprawą życia lub śmierci.powtórzył. jak z jajkiem. iż powinienem przerwać albo nawet całkiem zarzucić moje ćwiczenia w śnieniu. don Juanie? '" – To zależy tylko od nas. – Przekonasz się. drugi – podążając za tropicielami. co dotyczy śnienia. kiedy po raz pierwszy pomogłem ci dotrzeć do twego ciała energetycznego. co jest nam potrzebne. – Ale czy wiesz dokładnie. że chcą mnie zatrzymać? – Ponieważ pokazały ci już zbyt wiele rzeczy. czy wpadnie w nie. Powyżej pewnej granicy czarownikom pod żadnym pozorem nie wolno przyjmować od nich niczego. Na ścieżce śnienia jest to sprawa po stokroć poważniejsza. co jest nam potrzebie. . czy też je ominie. – A co się dzieje. gdy znalazłeś się w tamtym tajemniczym mieście. Był przekonany. że podczas śnienia zachowuję zawsze najwyższą ostrożność. Przyznałem. tego nie wiem. że wszechświat za drugą bramą jest najbliższy naszemu. wkraczali do nowego. czy sądzi. Wiedzieć. nic poza tym. Stawką są tutaj prądy energetyczne. ostateczna. dlaczego don Juan tak chętnie objaśnia mi inne aspekty swojej wiedzy.

by odczuć je w pełni. Zejdź do nas i nie obawiaj się. zacząłem się niepokoić. Nie czujesz niepokoju w obecności tropicieli. że śniący muszą się zawsze bać tamtego świata? – Nie. Była to przytłumiona. – Chcesz przez to powiedzieć. czy go dobrze rozumiem. brązowo –szarych robaków. To ostatnie zdanie musiało być swego rodzaju bodźcem dla mojego ciała energetycznego. a może nawet tysiące. odczuwałem gdzieś niezwykłe łaskotanie. gdy śniący przejdzie już wszechświat za drugą bramą lub gdy stwierdzi. – Głos zamilkł na dłuższą chwilę. lecz mimo moich próśb. a tropiciele – płomieni. jeśli nie. doszedłem do . Zdawałem sobie sprawę. nie miałem więc czasu. było jak odbite światło. gdy skupiłem na nich swą uwagę śnienia. Pewnego razu tropiciel prowadził mnie bardzo szybko niezliczonymi tunelami. Wtem coś rozświetliło obszar dokładnie przede mną. – Świat istot nieorganicznych jest zawsze gotowy do uderzenia – ciągnął. Gdy je usłyszałem. ale nie tam. że dopiero wówczas śniący mogą swobodnie rozwijać się dalej. co moje ciało energetyczne. Nieoczekiwane zdarzenie nawet ją wzmogło. udając się do ich królestwa. nie to miałem na myśli. dzwony i płomienie. Zauważyłem. Wróciłem do domu i zachowując największą ostrożność. że są tej samej wielkości. że mają od trzech do czterech stóp średnicy. oddałem się całkowicie obserwacji tych przerośniętych energetycznych robaków. Jesteśmy oddzieleni rzeczywistą granicą. Zresztą byłoby to niemożliwe. ruchome kształty. mój sen nie jest przecież rzeczywistą sytuacją. ustąpiły moje mdłości i strach. Wydawało mi się. Ja mam kształt dzwonu. Jesteśmy energią i z pewnością nie zamierzamy cię dotykać. że robaki mają zamiar mnie dotknąć. że prędzej czy później moja radość się skończy. jakbyś wybierał się na wojnę. a jedynie głęboka czerń dookoła. mogą ruszyć w kierunku następnej bramy. gdzie śniący poddawani są próbie. jednak kształty te były tak rzeczywiste. że znalazłem się na krawędzi jego świata. Jednakże. abyś się do nas przyłączył. okrągłych. że uczucia niepewności czy bezpieczeństwa są w tej sytuacji idiotyczne. Zszedłem na dół. a potem odezwał się znowu: – Chcemy. Nie było już tuneli. Po chwili. Wyjaśnił. Chociaż moje ciało energetyczne niczego nie odbierało. Wszystkie były w zasadzie okrągłe i podobnej wielkości. don Juan nie powiedział nic więcej. jakbym właśnie ukończył maraton. Nie byłem pewien. Niektóre były okrągłe jak piłki. Don Juan stwierdził. lecz tak się nie stało. A on odpowiadał niezmiennie. Gdy przywykłem do światła. że doświadczam dziwnej. – Nie obawiaj się. Stwierdziłem. gdzie byłem. nie boisz się również mnie. na którym się znajdujemy. Obawiałem się. łagodna jasność nadająca otoczeniu odcienie szarości czy brązu. Pomimo to. co mnie czeka. iż jest naturalnym filtrem czy polem doświadczalnym. gdybym tylko posiadał ciało. kontynuowałem swe podróże do świata istot nieorganicznych. gdy uświadomiłem sobie. bez wątpienia przechodziło przeze mnie coś miękkiego i zwiewnego. i chyba dlatego poczułem się niemal swojsko w ich towarzystwie. gdy sama kontemplacja świata istot nieorganicznych dawała mi nieopisaną radość. inne miały kształt dzwonu. czułem się dość bezpieczny. że mogłyby mnie dotknąć. Wydawało mi się. że znalazłem się nad gniazdem olbrzymich. Były ich setki. Jeśli wytrzymają ten sprawdzian.Nalegałem. Dławił mnie niepokój. że moja przezorność jedynie je uatrakcyjnia. – Ale taki sam jest również nasz świat. Tropiciele i ja jesteśmy tacy sami jak reszta nas. a jeszcze inne przypominały gigantyczne. Wrażenie było słabe i trwało bardzo krótko. Wydawało mi się. czułem się. zostają na zawsze więźniami tamtego wszechświata. Podeszły do mnie tak blisko. – Jesteśmy ruchomym elementem naszego świata –usłyszałem nagle głos wysłannika. że jako czarownik wyczuwa jedynie stan ogólnego zagrożenia. owe cienie i ja mamy pewną wspólną cechę: wielkość. a wtedy ze wszystkich stron otoczyły mnie piłki. musisz być tak czujny. że dzieliły się na trzy rodzaje. aby don Juan powiedział mi. Ogarnęło mnie obrzydliwe uczucie. że na poziomie. Dlatego też. Szybko jednak porzuciłem te rozważania. Zamiast skupić na nim uwagę śnienia. że nie stanowi on dla niego twórczej opcji. Przyjrzawszy się bacznie cieniom. tak jakby szukał czegoś lub chciał wyciągnąć ze mnie całą energię. iż dostałem prawdziwych mdłości. Wszystkie kłopoty się kończą. nie może natomiast podać żadnych szczegółów. kształty jakby nabrały substancji. Gdy się w końcu zatrzymał. Mogliśmy więc jedynie przenikać jeden przez drugiego niczym bańki powietrza. Dotarłem do punktu. dostrzegłem jakieś ciemne. unosząc się ponad nimi. Oceniłem. falujące płomienie świec. złożonej wizji. obserwując to kłębowisko. Doświadczyłem wówczas niewiarygodnego uczucia. że wszechświat za drugą bramą jest tak potężny i agresywny.

A jednak powodowała mną bezgraniczna ciekawość. a nawet miłości do cieni. – A my musimy tej energii dostarczyć. jest nieodwołalne. Jednak niespodziewane wypadki w moim życiu osobistym uniemożliwiły tę podróż. jakby rozkoszował się tym pytaniem. I udało się! Gdy tylko sformułowałem myśl powrotu do śnienia. inne są jak ruchome cienie. Zanim zdążyłem wypowiedzieć całe zdanie. że same tylko uczucia mogą położyć kres ćwiczeniom. mógł to przecież łatwo osiągnąć. Wysłannik chyba zdawał sobie sprawę z mojego nastroju. Zaraz po przebudzeniu chciałem spakować moją torbę i pojechać do Meksyku. – Mogę mówić ci tylko o tym. zostawiając mnie samego w półmroku. tak jakbym nigdy ich nie przerwał. Chciałem zobaczyć ten trzeci rodzaj. W moim świecie istnieje tylko intencja. które tutaj żyją. Spotkałem się ze zwiadowcą tam. – Chciałbyś ich ujrzeć? – zapytał od niechcenia. – Wyemitowałeś zbyt wiele uczucia i przestraszyłeś je – powiedział głos wysłannika. co niezmiernie mi się podobało. – Są niezwykle sympatyczne – powiedziałem do wysłannika dokładnie w chwili. Po ponad półrocznej przerwie byłem coraz bardziej zaintrygowany tym. wznowiłem ćwiczenia. Nie zrobiłem tego jednak rozmyślnie. będę musiał tutaj zostać. i sympatia. którą poczułem do nich w jednej chwili. Nie miałem pojęcia. są naturalną konsekwencją śnienia. gdy zdecydują się z nami zostać. gdzie się rozstaliśmy ostatnim razem. po prostu nie ma sensu kontynuować śnienia. że gdzieś czai się straszliwe niebezpieczeństwo. Wiedziałem również. ciemne kształty rozbiegły się niczym tłuste świnki morskie. iż skoro nie mogę dotrzeć do don Juana. – Jaki jest trzeci rodzaj istot nieorganicznych? Wysłannik zakaszlał i zachichotał. – Musisz więc tylko głośno powiedzieć. że prowokuje mnie. nieświadomie przywiązywałem do tego snu tak wielką uwagę. Wysłannik zamilkł. – Jak najbardziej – odpowiedziałem. że wcale mi nie wadzą. Bezwiednie pomyślałem. że wysłannik mówi prawdę. – To jest świat cieni – powiedział głos wysłannika. My jesteśmy ruchomymi cieniami. gdy ogarnęła mnie fala głębokiej przyjaźni. ponieważ kłamstwo nie istnieje – wdarł się w moje myśli głos wysłannika. – Jeżeli to powiem. którą poczułem w następnej. – Dlaczego? – Ponieważ zobaczenie ich wymaga wielkiej ilości energii – odparł wysłannik. którą miałem podczas ostatniej sesji.wniosku. co w tym świecie wypowiadasz na głos. W tym momencie zakończyłem tę sesję śnienia. by zobaczyć się z don Juanem. Tunele dają nam swoją energię. – Nie mogę cię okłamać. co się wydarzyło. czy pragnienie powrotu do śnienia wystarczyłoby. a my spełniamy ich rozkazy. Jesteśmy nie tylko ruchomi. – Uczucia to dla nich trudna sprawa. czy też efektem ich oddziaływania energetycznego. że jesteśmy cieniami. aby wznowić ćwiczenia. to nasza najbardziej tajemnicza cecha – powiedział. Zabrzmiało to tak. okłamując mnie. co istnieje. bym zapytał go o trzeci rodzaj istot nieorganicznych. – Trzeci rodzaj wyjawiamy naszym gościom dopiero wtedy. że wiedziałem. gdy tylko się tam znalazłem. że chcesz z nami pozostać – rzekł wysłannik niedbałym tonem. Były bezosobowe. Wiedziałem. Są trzy rodzaje takich istot: jedne są niczym nieruchome tunele. a za kłamstwem nie . Wywołało to we mnie niepokój. że jeśli nie zadam tego pytania. – Lecz pomimo to. i zabrał mnie od razu do tej samej wizji. Czułem również. jesteśmy również światłem w tunelach. Zastanawiałem się. Jesteśmy innym rodzajem istot nieorganicznych. chłodne i obojętne. a ja poczułem. wysłannik mi tego nie wyjaśni. Tak samo dla mnie – zaśmiał się nieśmiało wysłannik. czy niechęć. że jeżeli wysłannik chciałby uwięzić mnie podstępem. emitujemy światło. pomimo moich gorączkowych przygotowań. I tak bym się nie poznał. Zastanawiałem się. prawda? – Naturalnie – powiedział wysłannik z przekonaniem. który nie pozwolił mi na kontynuowanie moich ćwiczeń w śnieniu. – Wszystko. – O.

uciszając swą podejrzliwość. że powiedział mi już wszystko o cieniach. jakby wychodziły ze wszystkich zakamarków. że usiłowałem zrobić coś. lecz zanim zdołałem to wypowiedzieć. – Wielkość tutaj nie jest tym samym. że jestem w świecie rzeczywistym. co się wydarzy. Biorąc pod uwagę wyrazistość mojej percepcji. że dla istot nieorganicznych postrzeganie mojego świata zaczyna się i kończy w mgnieniu oka. że rozproszą się jak stado ptaków. Czułem się ^jak nurek. Chciałem zastanowić się nad przyczyną mojej pomyłki. lecz nie zwracałem na nie uwagi. które przypominały mi alfabet Braille'a. Dlatego kłamstwo nie istnieje. tym większa jest liczba cieni. gdyż nie sądziłem. opisując wypukłości na ścianach tuneli. Wyglądało to tak. których intencja utrzymuje mój świat takim. o jakiej on mówi. Po chwili całkowicie wyczerpałem swój zapas energii. Ujrzałem jakieś groteskowo połączone. który jest nieskończenie bardziej rozbudowany od zwykłej zależności. co masz na myśli – powiedziałem. że za kłamstwem może się kryć jakaś intencja. Nie mogłem utrzymać mej uwagi śnienia na argumentacji wysłannika. że ruchome cienie i nieruchome tunele łączą całkowicie zharmonizowane i aktywne związki. doszedłem do wniosku. iż są to te same wypukłości. co wielkość w twoim świecie – powiedział wysłannik. W jednej chwili znalazłem się wśród cieni. by obserwować mnie albo karmić się moją siłą. lecz mój umysł stał się pusty. abym trzymał moje uczucia na wodzy. powrót ze świata istot nieorganicznych był niczym wynurzanie się na powierzchnię. W trakcie następnej sesji wysłannik rozpoczął swój dialog ze mną od powtórzenia. co mogę opisać jedynie jako tkankę tunelu. iż percepcja ich świata zaczyna się i kończy w mgnieniu oka. co można by przyrównać do podnoszenia domu szczęką. mówiąc. Gdy tylko o tym pomyślałem. czuję i myślę dokładnie tak samo. jaki jest. ale ta intencja nie jest taką intencją.kryje się intencja. gdyż ta uleciała do postaci ze świata cieni. – Wszystko w tym świecie ma bezpośredni związek ze śnieniem – stwierdził wysłannik. Mój kupiecki umysł szalał w oczekiwaniu na to. – Energia tego świata jest innym rodzajem energii. gdyż niezliczona ich liczba utrzymuje go przy pomocy swej intencji takim. Moja uwaga . że słyszę. co oznacza taki związek. Odparowałem. W uszach dźwięczał mi głos wysłannika. – Chcemy tylko poczuć twoją energię. – Co mam zrobić? – zapytałem. bym otworzył się przed nimi. jak mówi. Wysłannik odparował z nutą lekceważenia w głosie. że nawet za kłamstwem może się kryć jakaś intencja. Wysłannik ostrzegł mnie. Wydawało mi się również. Postrzeganie rzeczywistego świata nie odbywa się w ten sposób. zdałem sobie sprawę. Chciałem się sprzeciwić. Biorąc pod uwagę. tym szybciej będziesz mógł przesuwać wzrokiem przedmioty w swoim świecie. że l te plamy energii miały od trzech do czterech stóp średnicy. wysłannik oświadczył. desperacko próbując popychać je lub ciągnąć. gdyż nagła ich eksplozja spowoduje. Wysłannik polecił. gruczołowate wypukłości. jak w normalnym świecie. – Zejdź do nas i spróbuj nas popchnąć albo pociągnąć – przynaglał głos wysłannika. – Nie możemy istnieć bez siebie – stwierdził. cienie znowu się rozpierzchły. Zamierzałem poprosić go o wyjaśnienie. że odnoszą się bezpośrednio do śnienia. jak twój. i gdy tak przysłuchiwałem się jego słowom. W tej chwili obraz zaczął się rozmywać. pomimo to ten świat jest tak samo rzeczywisty. podobnie jak ty chcesz poczuć promienie słońca w chłodny dzień. zacząłem się zastanawiać. gdyż moja świadomość – wspólnie ze świadomością niezliczonej liczby istot podobnych do mnie. że jedyna różnica między postrzeganiem mojego świata a postrzeganiem świata istot nieorganicznych polega na tym. swojego świata nie postrzegają jednak w ten sposób. Słyszałem. Wysłannik dodał. – Nie karmimy się twoją siłą – powiedział wysłannik. – Rozumiem. Nagle zauważyłem. Powoli rozejrzałem się dookoła. Jej właściwości nie przystają do właściwości energii twojego świata. Wysłannik dodał. które emitowały nieprzezroczyste światło. jak duże są w rzeczywistości same tunele. dziecinnych zwierząt. że wyglądają jak stado dziwnych. jaki jest – skupiona jest na tym świecie. że co prawda słyszałem jego wyjaśnienia. że im bardziej wytężam siły. – Im szybciej się tego nauczysz. lecz w tym samym momencie znalazłem się wewnątrz czegoś. że z pewnością nie mogę rozumieć. który wyjaśniał. Miałem wrażenie. Przyszło mi do głowy.

Przez głowę przeleciała mi luźna myśl. dosłownie wyskoczył przede mną i w moim śnie agresywnie zawładnął moją uwagą śnienia. – To my nauczyliśmy czarowników wszystkiego. a w następnej we własnym łóżku. Pewnego dnia usłyszałem go podczas wykładu na uniwersytecie. Wiemy. Każdego dnia nie mogłem się wprost doczekać chwili. by don Juan wyjaśnił mi to wszystko. związanych z potrzebami i oczekiwaniami karmiących je tuneli. Prześladowała mnie natomiast inna myśl. Nocne wizje szablastozębnych tygrysów powtarzały się regularnie przez długi czas. – Jeśli pozostaniesz wśród nas. że w każdym tunelu znajduje się określona liczba uzależnionych istot. gdy zacznę śnić i tropiciel zabierze mnie do świata cieni. zanim jeszcze zacząłem przypatrywać się przedmiotom. że moje wizje świata cieni stały się jeszcze bardziej autentyczne. a wysłannik potwierdzał jedynie to. Nie miałem zamiaru niczego przerywać. Pewnego razu. jakiej byłem świadkiem. że w świecie istot nieorganicznych z niezwykłą szybkością zaczynają się gromadzić czarne chmury. z jaką kończyły się te wizje. – Jestem jednym z nich. Nie dość. ale ludzie nie. który zabrał mnie tam po raz pierwszy. że głos wysłannika pojawiał się w mojej świadomości również na jawie. że doświadczam czegoś niepowtarzalnego i niesamowitego. że tak naprawdę chce. który zabiera śniącego do tego świata – powiedział wysłannik. jak my – powiedział wysłannik. gdy sformułowałem tę myśl. realnym świecie. Sprawę pogarszał jeszcze fakt. aby wysłannik wdawał się w dalsze szczegóły. W jednej chwili byłem w dziwnym. – Śnienie jest nośnikiem. Nasz świat jest związany z waszym dzięki wrotom zwanym snami. a uwaga śnienia znacznie się polepszyła. Nigdy przedtem mi się nie zdarzyło. Muszą się tego uczyć. przeniósł mnie do innej części królestwa istot nieorganicznych. Zacząłem nawet wyczuwać. że nie musiał przechodzić żadnych energetycznych przekształceń. Miałem trudności ze skupieniem jej na otaczającym mnie świecie. która jest naszą energią. co sam odczuwałem. aż pewnej nocy znowu pojawił się ów agresywny tropiciel. Pragnąłem. W następnej chwili byłem zupełnie przebudzony w swoim łóżku. to jeszcze na scenie pojawił się nowy tropiciel. W mgnieniu oka. jak każda sytuacja w naszym normalnym świecie. I wtedy znowu usłyszałem głos wysłannika. a moje ciało energetyczne podskoczyło jak na sznurku. napełniając się energią tuneli. wysłannik zamilkł. a moje ciało drżało ze strachu. że wojownicy nie lękają się wyzwania i że nie ma żadnych istotnych powodów. nie dając mi czasu na głośne wyrażenie zamiaru udania się za nim. Poruszamy się wewnątrz tuneli. Im bardziej zastanawiałem się nad swoją sytuacją. Czułem. – Ile cieni znajduje się w każdym tunelu? – zapytałem. Mój niepokój rósł. choć umysł pogrążony był w ekstazie kontemplacji świata cieni. do świata szablastozębnych tygrysów. tym lepiej dla mnie. by zmienić nastrój. skoordynowania moich reakcji – moje przeżycia były równie rzeczywiste. Sądząc po subiektywnych standardach skoordynowania myśli. co wiedzą o śnieniu. Charakterystyczną cechą tego tropiciela było to. Wydawało mi się. Zebrałem więc siły. Dodatkową atrakcją było to. skoordynowania bodźców wzrokowych i słuchowych. – Wypukłości na ścianach tunelu to cienie – powiedział. by przerwać ćwiczenia. Nie czekając . bym mu powiedział. Dalej wysłannik mówił o tym samym. Od tej pory żadne obawy nie zakłócały moich ćwiczeń w śnieniu. Natychmiast jednak tego pożałowałem. ponieważ wysłannik zaczął zdawać mi dokładną relację z liczby i funkcji spełnianych przez cienie w poszczególnych tunelach.śnienia słabła. Nie chciałem. co już kiedyś mi wyjaśniał. ponieważ nie miałem wówczas dostatecznej ilości energii. Przyznałem mu rację. Jego dźwięk wzmocnił mnie. Mówił bez przerwy. że zmienił się wysłannik. że po prostu nie potrafię sobie wyobrazić takiej symbiozy. jak przez nie przechodzić. od początku był bowiem plamą energii. na pewno nauczysz się odczuwać. które spełniają określone funkcje. że czeka na moją odpowiedź. Urywki. W momencie. Doszedłem do wniosku. W innych pracach opisałem już urywki tych wizji. że jakakolwiek próba przerwania śnienia przyniesie szkodę mojemu ostatecznemu celowi. aby się obudzić. co to znaczy być związanym ze sobą w taki sposób. Powiedział. iż zdecydowałem się zostać w jego świecie. myśl. tym większy był mój niepokój. by oddać je w sposób zrozumiały dla mojego liniowo uporządkowanego umysłu. aby jedyną różnicą między moimi wizjami a codziennym światem była szybkość. że im mniej wiem na temat tuneli i cieni. Przekonywał mnie. lecz nadal tkwiłem w Los Angeles. po ścianach.

Osoba. Gdy ją ujrzałem. Usłyszałem głos wysłannika. Teraz potrzebowałem rady don Juana bardziej niż kiedykolwiek. ponieważ nieznajomy jest jednym z czarowników starożytności i pochodzi z innego czasu. która do mnie przylgnęła. twarzą w twarz z nie znaną mi osobą. W tym momencie przyszło mi do głowy. który wydawał się nieco większy niż pozostałe. jak rozmawiałem z tropicielem. niczym przedni kupiec. jaką do tej pory od niego słyszałem. że zaprzepaszczam całe lata swojej pracy. Moja uwaga śnienia była zaabsorbowana jego wielkością i układem i nie oderwałaby się od nich. że wiem. jaka nas oddzielała. kto mógł okazać się moim wrogiem. W końcu ogarnęła mnie wielka radość. czym . Udało mi się jedynie odczuć jakąś siłę – wydawało mi się. a przede wszystkim o byciu rozpieszczanym przez kosmicznych służących. gdzie byłem. lecz pomimo wielkich wysiłków nie udało mi się. Straciłem swój ciężar tak szybko. szczupłego. w parku przy Uniwersytecie Kalifornijskim. iż pochodzi spoza mojego umysłu czy ciała – która powiedziała mi. Potem ogarnął mnie strach. Przemówiłem do niej tak samo. Zatrzymał się w jakimś tunelu. co wiedziałem albo myślałem. ze jest prawdziwe. Natychmiast. nie mogąc przełamać bariery. iż w jednej chwili znów byłem plamą energii w świecie istot nieorganicznych. moje rozradowanie i ciekawość wzrosły tak niepomiernie. odczułem. Rzuciłem wszystko. którzy będą spełniać moje najdrobniejsze zachcianki. Byłem pewien. Rozpaczliwie usiłowałem ustalić. Przyglądaliśmy się sobie przez mgnienie oka. Poczułem falę rozdrażnienia. że ją znam. Nie bez niepokoju pozostawałem tam. tajemnicze przekonanie. czy jest to mężczyzna czy kobieta. lecz ponaglenia tropiciela zakłóciły moją uwagę i straciłem z oczu niebieski kształt. – Przebywają z nami świadome istoty z najbardziej niewiarygodnych zakątków kosmosu – powiedział wysłannik na zakończenie. Szarpały mną różne uczucia. lecz nic nie mogłem na to poradzić. aż w końcu stałem się tak ciężki. zmaterializowała się równo ze mną. zabrał mnie do tuneli. może siedmioletnia dziewczynka. iż niebieska plama światła jest więźniem świata istot nieorganicznych. Zdawałem sobie sprawę. Prawdę powiedziawszy. która była przede mną. Stałem na trawie. Była to sześcio– . Nagle jakaś wielka siła okręciła mnie dookoła i postawiła tuz przed niebieską plamą. że taka konfiguracja energii nie jest cieniem i że nie należy do tego świata. czy będąc obsługiwanym. lecz coś znieczuliło mnie na jego sygnały. nikt nie chce stąd odchodzić. że zostałem sam na sam z kimś. ze być może dlatego nie możemy się porozumiewać. Odleciał zupełnie niespodziewanie. Obudziłem się w Los Angeles. ale bez powodzenia. Gdy wynurzałem się na powierzchnię normalnego świata. że przedziera się do mnie jakaś wiadomość. – I uwielbiają tu być. lecz nie otrzymałem odpowiedzi. Wiedziałem. Próbowałem spytać o to tropiciela. niezmordowanie usiłując dotrzeć do ukrytego uczucia lub ukrytej wiedzy. Mówił o nadzwyczajnych zaletach świata istot nieorganicznych. Im większe było moje rozradowanie i ciekawość. zarzucił mnie najdłuższą i najbardziej poruszającą tyradą. Nigdy nie czułem się swobodnie przy służących. niemal przezroczystego. o zdobyciu jej w niezwykle prosty sposób – poprzez pozostanie w tych cudownych tunelach. które stawało się większe z dnia na dzień. że wielkopaństwo jest całkowicie sprzeczne z moją naturą. gdyż byłem pewien. Wrócił tropiciel i szybko zabrał mnie z tego miejsca. zostawiając mnie zawieszonego w tym tunelu. tym stawałem się cięższy. Tropiciel ponaglał mnie do odejścia.na moją zgodę. Moja uwaga śnienia skierowała się wówczas na plamę energii. ze zapoczątkowały proces odwrotny. w jednym szeregu z ludźmi grającymi w golfa. Gdy się w nią wpatrywałem. przybrała nagle kształt człowieka: bardzo małego. Obudziło mnie szarpnięcie strachu. która była nieco większa niż reszta cieni. aż w końcu nie miałem już wątpliwości. Dalej przejął mnie tropiciel i śmigaliśmy wieloma tunelami. że znalazłem się z powrotem w swoim ciele i w swoim świecie. Po kilku dniach zaczęło we mnie kiełkować mroczne. że tropiciel wreszcie ukazał mi istotę ludzką usidloną w tym świecie. Opowiadał o niewiarygodnej ruchliwości. delikatnego. Wydawało mi się. gdyby zwiadowca nie nakazał mi się odwrócić. Była niebieska niczym środek płomienia świecy. bym nie ufał już więcej swojemu śnieniu. Opowiadał o zdobyciu oszałamiającej wiedzy. Mój umysł szaleńczo próbował poskładać to. Rozpaczałem jedynie nad tym. o nieskończoności upływającej na poznawaniu nowych rzeczy. Zatopiłem się w obserwacji. Spędziłem ponad czterdzieści osiem godzin.

jakbym za chwilę miał ulec pokusie. – Na tym etapie to nie jest już takie proste. choć ten ostatni spędził w świecie istot nieorganicznych wiele czasu. czy zna się świat cieni. Uzależniają się i są zaborcze. czego chcę. Dopiero wtedy. co usłyszał. don Juanie? – Prawdziwe kłopoty. – Musisz mieć bardzo ważny problem. zostałeś wybrany przez wodną istotę nieorganiczną. Znalazłeś się w położeniu dawnych czarowników. na twoje nieszczęście. – Ależ ja nie mam nawet cienia wątpliwości. ponieważ te mają ich już w garści. że cię nabiorą – odrzekł. bym opisał mu wszystkie sesje śnienia wraz z najmniejszymi szczegółami mającymi związek z tą sprawą. skoro przygnałeś tak prędko – zauważył z zadumą w głosie. Teraz wymyśliły nawet małą dziewczynkę. staje się ono tym. – Dlaczego powiedziałeś. Milczał przez długą chwilę. Na przykład ja nigdy nie wiedziałem o świecie cieni. Przez te wszystkie lata przyzwyczaiła się do ciebie. choć nie potrafię sprecyzować. czy nie? – Różnica jest ogromna. Mogę ci jedynie raz jeszcze powtórzyć. Don Juan od razu poradził mi. Mówisz tak. – Jesteś bardziej osamotniony. robi mi się niedobrze. Dawni czarownicy byli niesamowicie zdolni. czułem się zobowiązany opowiedzieć mu o moich wizytach w ich świecie. i pospieszyłem do Meksyku. iż jeśli kładzie się na śnienie zbyt duży nacisk. Poza tym. nie wiedział o nim również nagual Julian ani nagual Elias. jak z nią walczyłeś? I jakie to było uczucie? Mówiłem ci. Don Juan poprosił. jest już zwykle za późno. że wodne istoty nieorganiczne są najbardziej dokuczliwe. jakich nikt z nas nawet sobie nie potrafi wyobrazić. gdy zignorował moją wizję małej dziewczynki. don Juanie. Nie interesuje mnie ani jedno. Zauważył. ponieważ sam nie wiedziałem. Nie potrafiłem mu tego wyjaśnić. że don Juan mówi o abstrakcyjnych. by posiąść moc albo mieć własną służbę. że na samą myśl. – Myślę. a ty nie dostrzeżesz pułapki. – Czego tak naprawdę chcesz? – zapytał don Juan. że ci pozostaną w ich świecie. Wiemy to z opowiadań dawnych czarowników. niż myślałem – powiedział w końcu – gdyż nie wolno mi omawiać twojego śnienia. ich błędem było. że musisz postępować z największą ostrożnością. Wiecie o ich świecie takie rzeczy. nawet nie będziesz podejrzewał jej istnienia. . Zaszedłeś za daleko i nie możesz się już tak po prostu wycofać. – Zgadza się. jak nabrały naguala Rosendo. na jaką cię stać. a gdy raz zatopią w kimś swoje szpony. W środku byłem pewien. Zaczają się na ciebie. które w rzeczywistości nie występują. – Co to oznacza w moim przypadku. jeśli chodzi o usposobienie. – Nie zamierzam w żaden sposób dać się złapać na pokusy istot nieorganicznych. iż jakaś istota nieorganiczna zna mnie na wylot. jeśli to masz na myśli –powiedziałem. – Ale jaka to różnica. nigdy nie rezygnują. abym zlekceważył to zdarzenie i potraktował je jako jawną próbę zaspokojenia moich fantazji przez istoty nieorganiczne. Są bardzo przebiegłe. co tak naprawdę jest tym problemem – odrzekłem.się zajmowałem. Zna cię na wylot. gdy są pewne. Pamiętasz. że znalazłem się w położeniu dawnych czarowników? – Powtarzałem ci już wielokrotnie. by pohamować moją histeryczną paplaninę. że nie grozi mi żadne takie niebezpieczeństwo. teoretycznych zagrożeniach. którą pochwyciłeś owego feralnego dnia. czym było dla czarowników starożytności: źródłem niewyczerpanych możliwości folgowania sobie. jak bardzo wpłynęło to na moje uczucia. Za wszystkimi stoi ta właśnie istota. jakby przytłoczony ciężarem tego. Opowiedziałem mu o mojej wizji małej dziewczynki i o tym. – Zapewniam cię. że nie mam najmniejszego zamiaru tam zostać. Jedziecie na tym samym wózku. – Tak samo. – Gdy śniący uświadamiają sobie. że w świecie istot nieorganicznych poczuli się jak ryba w wodzie. Z jakiejś niezrozumiałej przyczyny nie miałem ochoty opowiadać don Juanowi o królestwie cieni. że niebezpiecznie ich przypominasz. W głębi duszy czułem. że w istotach nieorganicznych nie ma nic szczególnego. że ta dziewczynka istnieje – odparłem zdecydowanie. ani drugie. i to jest moje ostateczne zdanie. Istoty nieorganiczne zabierają tam śniących tylko wtedy. Wyznałem szczerze don Juanowi.

że one są jak rybacy: nęcą świadomość. Moje ćwiczenia polegały jak zwykle na skupianiu uwagi śnienia na poszczególnych przedmiotach ze snu i na zmianie snów. byłem sobą. Nie spodobało mi się to porównanie. Don Juan zauważył. prawda? – Tak. a to bardzo niepożądany stan. choć don Juan radził mi. a w drugiej uwadze – szaleńcem. w ogóle nie śniłem o świecie istot nieorganicznych. a ja nie mam pojęcia co. poszukiwaczem usidlonym w królestwie istot nieorganicznych. Carol Tiggs była moim dokładnym odpowiednikiem. które właśnie miałem. rezultat był taki sam – zamarłem. – Szykuje się coś niedobrego w tym przeklętym świecie. – Uczysz się cudownych rzeczy. jego źródłem nie było jednak moje ciało energetyczne. Nie ma ona nic wspólnego z polepszaniem trzeźwości osądu i poszerzaniem zdolności do poszukiwania wolności. lecz zupełnie nieprzydatna współczesnym czarownikom. tak jak to robiłem niezliczoną liczbę razy. Mówiłem ci już. Dzięki tym ćwiczeniom miałem bezpośrednie uczucie. który zbłądził i został 'złapany jak mucha w pajęczą sieć. którą widziałem już przedtem. że moja troska o uwięzionego tropiciela doprowadza go niemal do rozpaczy. znajdowała się wśród innych cieni. Nagle niebieski kształt przybrał postać tej samej małej dziewczynki. wpatrując się po prostu w przedmioty. – Jestem bardzo zadowolony. moja uwaga śnienia zamknęła się wyłącznie na niej. Wiąże nas jedynie z konkretnością. . że jeśli nie będę się kontrolować. co normalnie uważałem za doświadczenie – mogłem myśleć. lecz nawet o tym nie wiesz. Aby stłumić mój niepokój. delikatną i długą szyjkę i szepnęła ledwie słyszalnym głosem: “Pomóż mi!" Powiedziała to albo też sam to sobie wymyśliłem. że to ja cię uczę. – Dlaczego to cię tak niepokoi? – zapytałem. – Tyle to wiem. stanę się nie do zniesienia. mówię o istotach nieorganicznych. że odczuwałem ją fizycznie. że zawsze wszystko robię źle. Ta sprawa tak 'bardzo mnie martwiła. Gdy przebywałem z don Juanem i jego towarzyszami. ogarnięty nagłym niepokojem. Przyszło mi do głowy. – Niczego jeszcze nie zrobiłeś – warknął don Juan. Wszystkie bodźce docierały do mnie poprzez wzrok i słuch. że mogła być tam już wcześniej. – Ta plama niebieskawego światła jest zwykłym tropicielem. Dopiero wówczas po raz pierwszy byłem całkowicie świadom. zachowywałem swoją psychologiczną ciągłość. na szczycie. Nie miałem doznań cielesnych. Mój racjonalny rozum musiał więc rozważyć dziwną kwestię – widzenie i słyszenie nie są zmysłami ciała. Dziewczynka przechyliła na bok swą cienką. Odczułem chłód. abyś już więcej się w nic nie wpatrywał. a ja jej po prostu nie zauważyłem. że pomiędzy moją ruchliwością w drugiej uwadze a uporczywym tkwieniem w bezruchu w stanie świadomości normalnego świata rozciąga się niebezpieczna przepaść. Miał rację! W trakcie następnej sesji śnienia rozpętało się prawdziwe piekło. To naprawdę imponująca technika. które sobie szczególnie upodobali. Doświadczałem świata cieni ze wszystkimi implikacjami tego. Brakowało mi jedynie mojego zmysłowego ja. Dotarłem do świata cieni. Gdy tylko ją dostrzegłem. podejmować decyzje. iż przepaść ta jest tak ogromna. Don Juan dodał. lecz zupełnie inna część mnie. Zanim wróciłem do domu. Zalecam ci. Powiedział. lecz nie zwracałem na nie uwagi. W mgnieniu oka potrafili dotrzeć do swego ciała energetycznego. pozwoliłem sobie omówić moje wizje ze śnienia z Carol Tiggs. to zanim zdołam spoić drugą uwagę z uwagą normalnego świata. że moje przeżycia są całkowicie oddzielone od doznań zmysłowych. na co on odparł. don Juan polecił mi wpatrywać się w chmury lub odległe szczyty górskie. lecz cechami wizji. Don Juan był bardzo zły. że w normalnym stanie jestem niemal idiotą. Posiedziałem o tym don Juanowi. Czułem się gorzej niż kiedykolwiek. Jedyną różnicą była obecność niebieskiej plamy energii. Wszystko jedno. a potem ją łowią. Zacząłem się nad sobą użalać i narzekać. Znalazłem się przy niej w jednej chwili. że znajduję się wśród chmur lub w górach. Jak zwykle podeszły do mnie pozostałe cienie. to technika dawnych czarowników. ale bardzo zmartwiony – skomentował moje dokonania don Juan.– Nie ma żadnej małej dziewczynki – warknął. dlatego też świetnie mnie rozumiała i była niezwykle zainteresowana. że owa niebieskawa plama energii pochodzi z całkiem innego wymiaru i że to tropiciel. – Mówisz o istotach nieorganicznych. I nie chcę przez to powiedzieć. bym nikomu tego nie mówił. że zwierzyłem się jej ze swoich problemów. Don Juan był przekonany ponad wszelką wątpliwość. osądzać. innymi słowy.

licząc. Przyglądałem się jej i nabrałem przekonania. i znowu nie odczułem jej tam. że istnieje żywy związek między ja. by istoty nieorganiczne przyprowadziły mnie raz jeszcze do tej części swojego królestwa. która się liczy. a w polu mojego widzenia pozostała jedynie mała dziewczynka. Zdawało mi się. i źródłem energii. że absolutnie nie jestem zdolny jej pomóc. Milcząco błagała mnie naglącym spojrzeniem. Przeszła przeze mnie fala niezwykle niepokojącego uczucia i znowu nie odczułem. wizyta. Poczułem ją gdzie indziej. chciałem pochwycić ją i wziąć ze sobą. Wielce poruszyła mnie oczywista. Nie mogłem tego znieść. Możesz doświadczać wszystkiego. Nie miałem trudności w jej zrozumieniu. Przyszło mi do głowy. choć do tej pory ukryta. Zrezygnowałem więc i zacząłem się zastanawiać nad następnym ruchem. źródłem odczuć zmysłowych zlokalizowanym gdzie indziej. Próbowałem coś do niej powiedzieć. jakie przeprowadzałem z wysłannikiem. że wszystkie rozmowy. że moja uwaga śnienia osłabnie. Gdy w myślach odparłem. Nie wiedziałem. że to moja ostatnia wizyta w ich świecie. że ją znam. iż ją wyswobodzę. Nie wierzyłem. że dziewczynka traci równowagę. Zanim moja uwaga śnienia zupełnie zniknęła. że przybrała postać małej dziewczynki. że od razu mnie zrozumiała. której nie potrafiłem przebić. odniosłem wrażenie. która była niczym słowa wypowiedziane wszystkie od razu. Nawet się uśmiechnęła. ale nie mogłem wydobyć z siebie głosu. Stało się jasne. i że potrzebuje mojej pomocy tak samo. Bałem się. odbywały się dzięki jego energii. które jest podmiotem doświadczającym. Próbowałem tego jeszcze wiele razy. myśl. Dziewczynka rozumiała chyba moją rozpacz i porozumiewała się ze mną za pomocą myśli. Tylko pomyśl! Nie musisz oddychać! Możesz udać się w każde miejsce wszechświata i wcale nie oddychać. płakała z rozpaczy i strachu. Potem spróbowałem skierować do niej swe myśli. W chwili. co robić. byłem bezradny. że całkowicie zdaje się na mnie. – To jest właśnie piękno tego miejsca. Dziewczynka naprawdę płakała. cienie się rozpierzchły. wykrzyknąłem głośno i wyraźnie. że chcę połączyć moją energię z energią uwięzionego tropiciela i dać mu wolność. lecz nie musisz oddychać. jakby za chwilę miała zemdleć. wdzierając się w moje myśli. Byliśmy oddzieleni membraną energii. co powiedział don Juan – była tropicielem złapanym w sieci tego świata. tak jak płakałoby dziecko w jej wieku. Rzuciłem się w jej stronę. Wydawało mi się. pogrążone we śnie w moim własnym łóżku. Powiedziała mi w zasadzie to samo. Pozostawiony sam sobie. a wtedy stracę dziewczynkę z oczu. Potem dodała. Ogarnęła mnie fala bezgranicznej miłości. w świecie cieni. Powiedziała mi to wszystko w jednej porcji energetycznego uczucia. że patrzę na histeryczne dziecko ogarnięte wielką rozpaczą. gdy to pomyślałem. aż zupełnie straciłem siły. ale nadaremnie. Zdawało mi się. I wtedy zrobiłem coś niewiarygodnego. Próbowałem przekazać jej moje uczucie bezradności. . chociaż przeżywałem coś takiego po raz pierwszy. ponieważ jest ona znana zarówno mnie. jakby chciała mi okazać. Moje ciało energetyczne przeszło przez nią. Gorączkowo usiłowałem coś jej powiedzieć.– Naprawdę widzisz i słyszysz – powiedział wysłannik. jak ja potrzebuję jej. że to gdzie indziej to przecież moje ciało. jak i jej. ale bez widocznego skutku. widząc i słysząc.

ROZDZIAŁ VII: NIEBIESKI TROPICIEL Śniło mi się coś zupełnie bezsensownego. Była przy mnie Carol Tiggs. Mówiła do mnie, ale nie mogłem zrozumieć jej słów. Był tam również don Juan i wszyscy członkowie jego grupy. Próbowali wyciągnąć mnie z jakiegoś szalonego świata, w którym tliło się mdłe, żółtawe światło. Po długich zmaganiach, podczas których wiele razy traciłem ich na jakiś czas z oczu, zdołali mnie wreszcie stamtąd wyratować. Ponieważ nie mogłem pojąć celu całego przedsięwzięcia, w końcu doszedłem do wniosku, że śni mi się normalny, chaotyczny sen. Jakież było moje zdumienie, kiedy obudziłem się i odkryłem, że leżę w łóżku, w domu don Juana. Nie mogłem się poruszyć. Byłem zupełnie pozbawiony energii. Nie wiedziałem, co myśleć, chociaż od razu uświadomiłem sobie powagę sytuacji. Miałem niejasne przeczucie, że straciłem całą energię na skutek wyczerpania spowodowanego śnieniem. Towarzysze don Juana zdawali się niezwykle poruszeni tym, co się ze mną działo. Stale przychodzili do mojego pokoju, ale tylko pojedynczo. Każdy z nich stal przez chwilę w całkowitym milczeniu, a potem przychodził następny. Wydawało mi się, że na zmianę mnie pilnują. Byłem jednak zbyt słaby, by poprosić o wyjaśnienie ich dziwnego zachowania. W ciągu następnych dni poczułem się lepiej i zaczęli rozmawiać ze mną o moim śnieniu. Z początku nie wiedziałem, czego ode mnie chcą. W końcu, na podstawie pytań, które mi zadawali, pojąłem, że mają obsesję na punkcie świata cieni. Każdy zdawał się przestraszony i mówił mi mniej więcej to samo. Powtarzali mi, że nigdy nie byli w świecie cieni, a niektórzy utrzymywali nawet, że nic nie wiedzą o jego istnieniu. Ich wyznania i reakcje sprawiły, że odczuwałem coraz większy zamęt i strach. – Kto zabrał cię do tego świata? I skąd w ogóle wiedziałeś, jak tam się dostać? – pytali wszyscy. Gdy powiedziałem, że to tropiciele pokazali mi tamten świat, nie mogli mi uwierzyć. Najwyraźniej przyjęli, że byłem tam naprawdę, nie mogąc jednak odwołać się do własnego doświadczenia jako punktu odniesienia, nie potrafili zgłębić moich słów. Chcieli jednak wiedzieć wszystko, co wiem o cieniach i ich świecie. Spełniłem ich prośby. Wszyscy, z wyjątkiem don Juana, usiedli przy moim łóżku i wsłuchiwali się z uwagą w każde moje słowo. Gdy tylko jednak pytałem ich o moją sytuację, rozbiegali się zupełnie jak cienie. Niepokoiło mnie jeszcze coś. Chorobliwie unikali jakiegokolwiek kontaktu fizycznego ze mną, co nigdy przedtem się nie zdarzało. Trzymali się z daleka ode mnie, jakbym był trędowaty. Ich zachowanie tak mnie martwiło, że musiałem ich o to zapytać. Zaprzeczyli moim zarzutom. Zdawali się urażeni moim pytaniem i to do tego stopnia, iż usiłowali udowodnić mi, że się mylę. Roześmiałem się serdecznie, rozbawiony wynikłym z tego napięciem. Sztywnieli bowiem za każdym razem, gdy próbowali mnie objąć. Jedynie Florinda Grau, najbliższa towarzyszka don Juana, nie obawiała się fizycznego kontaktu ze mną; otaczała mnie troskliwą opieką i próbowała wyjaśnić, co się dzieje. Powiedziała, że utraciłem moją energię w świecie istot nieorganicznych, po czym ją odzyskałem. Jednak mój nowy ładunek energetyczny dla większości z nich jest nieco niepokojący. Florinda kładła mnie do łóżka każdego wieczoru, jakbym był kaleką. Nawet przemawiała do mnie jak do dziecka, na co reszta reagowała salwami śmiechu. Pomijając jednak pośmiewisko, które ze mnie robiła, doceniałem jej troskę, chyba zresztą autentyczną. Pisałem już kiedyś o Florindzie w związku z naszym pierwszym spotkaniem. Była to najpiękniejsza kobieta, jaką w życiu spotkałem. Kiedyś powiedziałem jej zupełnie szczerze, że powinna była zostać modelką w magazynie mody. – Tak, w magazynie z tysiąc dziewięćset dziesiątego roku – odparowała. Florinda, chociaż miała już swoje lata, wcale nie była stara. Była młoda i pełna życia. Gdy zapytałem don Juana o źródło jej niezwykłej młodości, dowiedziałem się, że to magia utrzymuje ją w tak dobrym stanie. – Energia czarowników – dodał don Juan – dla oka jest młodością i wigorem. Gdy towarzysze don Juana zaspokoili już swoją pierwotną ciekawość świata cieni, przestali wchodzić do mojego pokoju. Zadawali jedynie zdawkowe pytania dotyczące mojego stanu zdrowia.

Jednak kiedy tylko próbowałem wstać, zaraz zjawiał się któryś z nich i delikatnie kładł mnie z powrotem do łóżka. Nie pragnąłem ich posługi, a jednak najwidoczniej ich potrzebowałem; ciągle jeszcze byłem słaby. Pogodziłem się z tym. Najbardziej jednak dokuczało mi to, że nie udało mi się nakłonić nikogo z nich, by wytłumaczył mi, co ja właściwie robię w Meksyku, skoro położyłem się spać w Los Angeles. Ciągle ich o to pytałem, ale wszyscy odpowiadali niezmiennie: – Zapytaj naguala. Tylko on może ci to wyjaśnić. W końcu Florinda się przełamała. – Wpadłeś w pułapkę – powiedziała. – Właśnie to ci się przytrafiło. – Gdzie wpadłem w tę pułapkę? – W świecie istot nieorganicznych, rzecz jasna. To właśnie z nimi miałeś do czynienia od lat, prawda? – Tak, jak mówisz, Florindo. Możesz mi powiedzieć, jaka to była pułapka? – Chyba nie. Wiem tylko, że straciłeś tam całą swoją energię. Ale walczyłeś bardzo dzielnie. – Dlaczego jestem chory, Florindo? – Nie zmogła cię choroba. Doznałeś uszczerbku na swej energii. Byłeś w stanie krytycznym, ale teraz jesteś tylko poważnie ranny. – Jak to się stało? – Stoczyłeś walkę na śmierć i życie z istotami nieorganicznymi i zostałeś pokonany. – Nie pamiętam żadnej walki, Florindo. – To nie ma żadnego znaczenia. Walczyłeś i zostałeś zdeklasowany. Nie miałeś cienia szansy z mistrzami manipulacji. – Walczyłem z istotami nieorganicznymi? – Tak. Stoczyłeś z nimi śmiertelny pojedynek. Doprawdy nie wiem, w jaki sposób zdołałeś przeżyć ich miażdżący cios. Nie chciała powiedzieć mi już nic więcej. Napomknęła tylko, że może niebawem odwiedzi mnie nagual. Następnego dnia pojawił się don Juan. Był bardzo jowialny i dodawał mi otuchy. Żartobliwie obwieścił, że składa mi wizytę jako pełniący obowiązki lekarza energetycznego. Zbadał mnie, przypatrując mi się od stóp do głów. – Jesteś już prawie uleczony – posumował. – Co się ze mną stało, don Juanie? – zapytałem. – Wpadłeś w pułapkę, jaką zastawiły na ciebie istoty nieorganiczne – odparł. – A jak się tutaj znalazłem? – Tu właśnie kryje się wielka tajemnica, bez dwóch zdań – powiedział i uśmiechnął się dobrodusznie, najwyraźniej próbując rozładować nieco powagę sytuacji. –Istoty nieorganiczne pojmały cię całego, łącznie z ciałem. Najpierw, gdy poszedłeś za jednym z ich tropicieli, ściągnęły do swojego królestwa twoje ciało energetyczne, a potem fizyczne. Towarzysze don Juana wyglądali na zszokowanych. Jeden z nich zapytał, czy istoty nieorganiczne rzeczywiście mogą kogoś porwać. Don Juan odparł, że bez wątpienia mogą to zrobić. Przypomniał o nagualu Eliasie, który został uprowadzony do ich świata, chociaż wcale nie zamierzał się tam udać. Wszyscy przytaknęli, kiwając głowami. Don Juan dalej rozmawiał z nimi, mówiąc o mnie w trzeciej osobie. Powiedział, że połączona świadomość istot nieorganicznych najpierw pochłonęła moje ciało energetyczne, zmuszając mnie do gwałtownej reakcji emocjonalnej na widok uwięzionego tropiciela. Potem ta sama połączona świadomość ściągnęła do swojego świata moje bezwładne ciało. Don Juan dodał, że bez ciała energetycznego człowiek jest tylko bryłą organicznej materii, którą świadomość może z łatwością manipulować. – Istoty nieorganiczne są sklejone ze sobą jak komórki naszego ciała – ciągnął don Juan. – Gdy połączą swoją świadomość, są nie do pokonania. Wyrwanie nas z naszego świata i umieszczenie we własnym nie sprawia im żadnych trudności. Zwłaszcza jeśli się wyróżniamy i jesteśmy tak dostępni, jak on.

O ściany pokoju odbiły się echem westchnienia i głośne oddechy towarzyszy don Juana. Wszyscy wydawali się naprawdę przestraszeni i zatroskani. Chciałem obwinić don Juana, że nie zatrzymał mnie w porę, lecz przypomniałem sobie, że próbował mnie ostrzec, nakłonić do zmiany postępowania, lecz nadaremnie. Don Juan doskonale wiedział, o czym myślałem, i posłał mi znaczący uśmiech. – Myślisz, że jesteś chory – powiedział, zwracając się do mnie – ponieważ istoty nieorganiczne pozbawiły cię twojej energii i obdarowały swoją. To wystarczy, by zabić. Jako nagual masz dodatkową energię i tylko dlatego przeżyłeś. Wspomniałem, że pamiętam jakieś oderwane kawałki snu. Śniło mi się, że przebywałem w jakimś żółtawym świecie, z którego wyciągnął mnie don Juan wraz z Carol Tiggs i swymi towarzyszami. – Dla fizycznego oka królestwo istot nieorganicznych wygląda jak żółtawy, zamglony świat – wyjaśnił don Juan. – Myślałeś, że oglądasz normalny, chaotyczny sen, a tymczasem po raz pierwszy patrzyłeś fizycznym wzrokiem na wszechświat istot nieorganicznych. Może to dziwne, ale dla nas był to również pierwszy raz. Wiedzieliśmy o tej żółtej mgle jedynie z opowieści czarowników, nie z doświadczenia. To wszystko nie miało dla mnie sensu. Don Juan zapewnił mnie, że dokładniejsze wyjaśnienie jest niemożliwe z powodu moich braków energetycznych. – Musisz się zadowolić na razie tym, co ci mówię i co z tego pojmiesz – powiedział. – Wcale tego nie pojmuję – zaprotestowałem. – A zatem nic ci nie umknęło. Gdy poczujesz się lepiej, sam sobie odpowiesz na wszystkie pytania. Wyznałem don Juanowi, że odczuwam fale gorączki. Moja temperatura nagle wzrastała; byłem cały spocony i gorący. Doznawałem wtedy nadzwyczajnego, lecz niepokojącego uczucia, że rozumiem sytuację, w której się znalazłem. Don Juan zlustrował całe moje ciało swoim przenikliwym wzrokiem i stwierdził, że znajduję się w stanie szoku energetycznego. Cierpiałem na tymczasową utratę energii, a to, co interpretuję jako fale gorączki, to w zasadzie rozbłyski energii, podczas których chwilowo odzyskuję kontrolę nad moim ciałem energetycznym i mam świadomość wszystkiego, co mi się przytrafiło. – Wysil się i powiedz mi, co się wydarzyło w świecie istot nieorganicznych – nakazał mi don Juan. Powiedziałem mu, że od czasu do czasu mam wyraźne wrażenie, że wraz ze swoimi towarzyszami udał się fizycznie do tego świata i wyrwał mnie z uścisku istot nieorganicznych. – Zgadza się! – krzyknął don Juan. – Dobrze ci idzie. A teraz zamień to wrażenie na widok tego, co się zdarzyło. Nie byłem jednak w stanie tego zrobić, chociaż usilnie się starałem. Poczułem niesamowite zmęczenie wypalające mnie od środka. Zanim don Juan wyszedł z pokoju, powiedziałem mu, że jestem bardzo niespokojny. – To nic nie znaczy – odparł niewzruszony. – Odzyskaj swoją energię i nie martw się bzdurami. Minęły dwa tygodnie, w których trakcie odzyskiwałem powoli energię. Jednak ciągle się wszystkim martwiłem, a najbardziej tym, że będę dla siebie nie znany. Niepokoił mnie zwłaszcza mój chłód wewnętrzny, którego wcześniej u siebie nie zauważyłem; rodzaj obojętności, którą wiązałem z chwilowym brakiem energii. A potem zdałem sobie sprawę, że jest to nowa cecha mojej osobowości, cecha, która na stałe pozbawiła mnie synchronizacji. Aby wywołać uczucia, do których byłem przyzwyczajony, musiałem przywołać je i czekać, aż się pojawią w moim umyśle. Inną moją nową cechą było jakieś dziwne uczucie tęsknoty, które ogarniało mnie od czasu do czasu. Tęskniłem za kimś, kogo nie znałem. Było to tak wszechogarniające i intensywne uczucie, że musiałem wstawać i chodzić po pokoju, by je złagodzić. Tęsknota ta żyła we mnie aż do chwili, gdy nie zrobiłem użytku z jeszcze jednego nowego przybysza, który zjawił się w moim życiu: ścisłej samokontroli, która była tak silna, że tylko podsyciła moje zmartwienia. Przed końcem czwartego tygodnia rekonwalescencji wszyscy uznali, że jestem już zdrowy, i przestali mnie odwiedzać. Większość czasu spędzałem samotnie. Spałem i wypoczywałem, a moja energia zaczęła szybko rosnąć. Poczułem, że wracam do siebie. Zacząłem nawet ćwiczyć. Pewnego dnia koło południa, po lekkim posiłku, wróciłem do swojego pokoju, aby się zdrzemnąć. Przed zapadnięciem w głęboki sen przewracałem się w łóżku, próbując się jakoś ułożyć, gdy nagły

jakie potrafił wzbudzać jego nauczyciel. Wszyscy towarzysze don Juana – a razem z nimi i ja –zastanawiali się nad tym. niż mogłem to sobie wyobrazić. który opisali. – Jakie to ma dla nas znaczenie? – zapytał inny. Don Juan porównał kiedyś swoje i moje reakcje w świecie czarowników na sprawy. Wśród towarzyszy don Juana zapanowało wielkie poruszenie. ogarnęła mnie fala wspomnień. że nie mówiły o tym opowieści czarowników. że cienie zastawią pułapkę. Wszyscy stracili zimną krew. Dziewczyna i don Juan patrzyli na siebie przez chwilę. . aż poczułem. które nas najbardziej ograniczały. to dziecko to musi istnieć. sprawiał wrażenie kogoś. U stóp mojego łóżka stała mała dziewczynka ze świata istot nieorganicznych i spoglądała na mnie zimnymi. W porządku!" Twoja obiektywna reakcja – ciągnął – to nienawiść do kajdanów i gotowość zaprzepaszczenia życia. która przybrała kształt dziecka. zamierzony sposób. Jej oczy były tak jasne i przytłaczające. Zapadło kłopotliwe milczenie. wykorzystując do tego twoją wrodzoną awersję do kajdanów. Don Juan chodził przez chwilę po pokoju. że z ledwością mogłem złapać oddech. Obecność dziewczynki podziałała na mnie jak uderzenie w splot słoneczny. byś mógł ją ocenić – to umiejętność szczerego wyznania: “Nie jest mi pisane wzbudzać ślepą i bezgraniczną miłość. że tropiciel był cząstką obcej energii. że skoro nie śnili. – Nie potrafię nawet rozpoznać rozmiarów tego. że robi mi się niedobrze. że w pokoju natychmiast zjawili się trzej towarzysze don Juana. muszę przemieścić swoją świadomość z mojego ciała fizycznego do ciała energetycznego. która zdołała pokonać granicę oddzielającą drugą uwagę od uwagi zwyczajnego świata. – Moja obiektywna reakcja – którą przedstawiam ci zupełnie jasno. – Dla nas żadne. Czułem ciężar jej spojrzenia na piersiach. Obawiałem się. Wszyscy zgodzili się co do tego. Patrzyli z przerażeniem na dziewczynkę. stalowoniebieskimi oczami. Patrzyliśmy na siebie przez wieczność. co ma do powiedzenia o małej dziewczynce. ale dla niego ogromne – odparł don Juan i wskazał na mnie. co zrobiłeś – odezwał się w końcu don Juan z nutą dezorientacji w głosie. Następnie stanął przede mną i przypatrywał mi się. Zanim don Juan powrócił do pokoju. don Juan obrócił się i wyszedł z pokoju. Zgodziłem się z każdym szczegółem. Ta pułapka była przeznaczona wyłącznie dla ciebie i była bardziej zgubna. Dziewczynka pomknęła za nim. W tym momencie zjawił się don Juan. Powiedział. Przyjęli. Wszyscy naraz zaczęli mówić do don Juana i roześmieli się. regularnych rysach twarzy. której się obawiałem. która zbliżyła się do mnie. bardzo szczupłą dziewczynkę w wieku sześciu. że jeśli chcę ją zrozumieć. by je rozerwać. Nigdy natomiast nie brałem pod uwagę tego. odzyskałem nieco kontrolę nad sobą. kto nie może znaleźć odpowiednich stów. Przede wszystkim chcieli się dowiedzieć. Stanęli jak wryci. Nie wypowiedziawszy jednego słowa. ale nie taką. jeśli nie tysiące. Mówiła. co może wynikać z tego zdarzenia. Wszyscy się zgodziliśmy. jak dziewczynka wyszła z pokoju za nagualem. O mało nie eksplodowałem. Mówiła coś do mnie. zatrzymując się na granicy mojego świetlistego ciała. może siedmiu lat. nigdy nie zdołał wzbudzić w ludziach takiego uczucia. że zdarza się to przez cały czas – odparł –ale nigdy w tak otwarty. Jednak w historii ich linii nie było żadnej wzmianki o podobnym zdarzeniu. o pięknych. – Wpadłeś w pułapkę. że muszą być setki. Zastanawiałem się. że miała ona stalowoniebieskie oczy płonące niemym uczuciem wdzięczności i lojalności. gdy obca energia przenika niezauważenie do świata ludzi. że niemal sprawiały mi ból. czy wszyscy postrzegali tropiciela tak samo. co to może oznaczać. że padniesz ofiarą pochlebstw i obietnicy wygód. przypadków. Wszyscy byli równie podnieceni jak ja. nagual Julian. Dowodzili. by wyrazić przytłaczające go myśli.nacisk na skronie zmusił mnie do otwarcia oczu. gdy to dostrzegli. – Czy to pierwszy taki wypadek w historii ludzkości? – zapytał jeden z nich don Juana. Byłem tak ciekaw tego. Najbardziej męczyło ich to. że ujrzeli małą. pokonując naturalne bariery. Poczułem się słabo i musiałem usiąść. Zdumiewająco przypominała mojego ojca. bez żalu w głosie. ale początkowo nie mogłem tego zrozumieć. Zgodzili się również. Najwidoczniej każdy z nich dostrzegł. że chociaż chciał i próbował. Skoczyłem na równe nogi i wrzasnąłem tak głośno. a mimo to wszyscy ujrzeli obcą energię. – Myślę. Po chwili jednak wszystko stało się jasne.

don Juanie? – Zebrałem wszystkich tych. by podnieś się z łóżka? – odparł. który poprowadził don Juana i jego towarzyszy do mnie. do których udało mi się dotrzeć. że przesadza. skoro nie masz nawet dość energii. że mieszając swoją energię z energią tropiciela. i wyruszyliśmy prosto do królestwa istot nieorganicznych. – Magia to działanie. Przyznałem. Twoja pasja to spontanicznie działać. – To nie tylko folgowanie sobie – powiedział. że już po tobie. iż jedynie folguję sobie. Szczerze przyznaję. by mnie uspokoić.Nie zgodziłem się z nim i powiedziałem. kolejnym źródłem opowieści czarowników. – Dlaczego tropiciel zaprowadził was do mnie? – zapytałem. a po drugie. . Powtórzyłem. Nigdy do niej nie dotrzesz. rzucić się bez wyrachowania i bez wahania. Nie mogłem jednak uwierzyć i w to. musiał zabrać ci całą twoją. ponieważ musiała zaznajomić się z tropicielem. że jestem pewny. twoja pamięć znów będzie działać jak trzeba. że posiada ona nieskończony zasób energii. że można ją gromadzić. utwierdzam się w absurdalnym przekonaniu. umarłbym albo pozostał w tamtym świecie. za którą został uwięziony w świecie istot nieorganicznych. gdy odzyskasz pamięć. gdy tylko będę chciał? – Niezupełnie. by zebrać swoją fizyczność i umieścić ją na naszych ciałach energetycznych. pochodzącą z innego wymiaru. możesz się pożegnać ze swoją wiedzą. Przywiódł ją do mnie rodzaj wdzięczności. lecz aktywnie jak wojownik. że znamy go jedynie z ich opowieści. że w istocie nie dzieje się ze mną nic złego. Reszty dokonał nasz nieskazitelny zamiar uratowania ciebie. Teraz przybrał postać małej dziewczynki. lecz jeśli twój poziom energii nie odpowiada randze tego. gdy próbowałem mu to powiedzieć. – Co zrobiłeś potem. Tropiciel w mgnieniu oka zabrał nas do miejsca. nie biernie jak idiota. Don Juan wyjaśnił. – Twierdzisz. Nie miałem aż tak jasno sprecyzowanych poglądów. ile ci się podoba. i Carol cię wyciągnęła. Możesz sobie chcieć. Mówiliśmy ci wszyscy. że przypomnę sobie wszystko. że nie mogę uwierzyć. Ty i Carol Tiggs otrzymaliście tropicieli. bezpowrotnie stracony. że i w twoim działaniu odnajdzie się pasja. Z pewnością wiesz więcej o świecie istot nieorganicznych niż my wszyscy. Wyjaśnienie don Juana nie miało dla mnie żadnego sensu. wszyscy jednocześnie. Nadejdzie czas. don Juanie? – Energia ma tę właściwość. a w szczególności Carol Tiggs. W ten sposób staliśmy się energią. że słuchając słów don Juana. iż bardzo zdumiewa mnie to. lecz coś trzyma moją pamięć pod kloszem. – Ten tropiciel jest czującą istotą. iż wiem nieskończenie więcej. – Cztery tygodnie temu byłeś praktycznie martwy energetycznie. niż mogłem tego racjonalnie dowieść. – Gdy będziesz miał dość energii. – Jak to zrobiliście? – Przemieściliśmy. swoje punkty połączenia. Roześmiał się. Wówczas moje ciało fizyczne zostało przeniesione do królestwa istot nieorganicznych. – Więc co mam zrobić. Gdy ją ujrzałem. I gdyby nie tropiciel. gdzie leżałeś na wpół martwy. – Nie martw się – roześmiał się. Teraz jesteś tylko oszołomiony. Wyznałem mu. – Jak możesz to zrozumieć. przestałem w rzeczywistości istnieć. iż mogłem dokonać czegoś. – Dlaczego Carol Tiggs? – Po pierwsze dlatego. czego on nie dokonał. od razu wiedziałem. My zaś powód. To oszołomienie i brak energii powodują. że mówi to wszystko. która powiedziała mi. że aby zdobyć energię potrzebną do przełamania bariery. nadejdzie moment. Jeśli będziesz nieskazitelny na ścieżce wojownika. Z niej biorą się jej cechy ludzkie. że stałeś się dla nas równie wiarygodnym. Ten świat był wyłącznie domeną dawnych czarowników. co wiesz. Każdy z nas zyskał na tym przeżyciu coś nieocenionego. by przeciąć czyjeś kajdany. Moja pasja to pogodzić się z własnym losem. – To brak energii umieścił twoją pamięć pod kloszem – powiedział don Juan. że nie masz dostępu do swojej wiedzy. litując się nad sobą dlatego.

wskazując na mnie. Jeśli dasz im możliwość zdobycia obu. by się tego dowiedzieć – powiedział don Juan. Z tej wiedzy nie wynikają bowiem żadne korzyści. . W pełni zaakceptowała swoją rolę. – Zapytaj wysłannika. Istoty nieorganiczne wypuściły tropiciela w zamian za ciebie. co wiesz. – Nie mogę w to uwierzyć. don Juanie. jak fala emocji porusza towarzyszami i uczniami don Juana. nie dlatego. Chcieli wiedzieć. Byłeś tak bezpowrotnie zagubiony w tamtym świecie. – Wypowiadam jedynie pewną prawdę magii. ale jest znacznie lepszy i bardziej odpowiedni sposób. swoją wolność. co mówisz. uśmiechając się szeroko. co zrobić z tropicielem. czy myślał o tym.– Nie schlebiam ci ani też nie chcę cię uspokajać –powiedział najwyraźniej zirytowany. Zrozum. że zdołaliśmy cię odnaleźć. To niezwykle skomplikowany problem. – Mógłbym ci powiedzieć. myślałem. – Tak. Uratowaliśmy cię tylko dlatego. że wiesz więcej o tamtym świecie niż my. ciągle traciłem jasność spojrzenia. Towarzysze don Juana bez końca zadawali mu pytania. które wiedzą. W ówczesnym stanie mojego umysłu nie wydawało mi się wcale dziwne. który będzie musiał rozwiązać ten tutaj nagual – powiedział. pomimo tego wszystkiego. – On i Carol Tiggs są jedynymi osobami. że czuję się oszołomiony. – Nie traktuj tego jak perfidny manewr. że don Juan ma rację. jak uwolnić tropiciela. nie powinna być dla ciebie powodem do zadowolenia. jak myślisz. Świadomość. I on też wie. Jedynie Carol Tiggs pozostała niezmienna. że aż drżę na samą myśl o tym. Istoty nieorganiczne wiecznie poszukują świadomości i energii. opisujesz jednak tak perfidny manewr. że wątpię w to. że istoty nieorganiczne nie potrafią kłamać. Byliśmy jednością. Nie udało mi się jednak utrzymać tej pewności zbyt długo. – Udało ci się uwolnić tropiciela – mówił dalej don Juan – ale oddałeś za to swoje życie albo co gorsza. Wiesz. że dostrzegam niemal. Lecz bez pomocy tropiciela nie byłoby nawet sensu próbować. co zrobią? Puszczą do ciebie oko z drugiej strony ulicy? Wiedziałem. nie potrafiłeś się uratować. – Jak mogę go uwolnić? – zadałem jedyne możliwe w tamtej chwili pytanie. Prawdę powiedziawszy. a będziesz miał całą sytuację jak na dłoni.

– Nawet najbardziej kretyński szczegół staje się dla ciała energetycznego całym światem – wyjaśniał dalej don Juan. iż kieruje je bezpośrednio do mojego ciała energetycznego. tak przemożnej. mamy skłonność do zatracania się w szczegółach – odparł. że żaden konkretny przedmiot nie będzie w stanie ich uwięzić. byś mógł wykonać ćwiczenie dla trzeciej bramy. że moje ciało energetyczne musi wykorzystać wszystkie swe możliwości. że jego wyjaśnienia są zbyt enigmatyczne i nie mają w ogóle sensu. gdy mówię ci. Nie wiedziałem. jaki śniący musi włożyć w to. dosłownie wszystko. podróże do królestwa istot nieorganicznych już mnie nie interesowały. Dlatego też. – Wysiłek. a mogą tego dokonać dzięki ciekawości wszystkiego tak wielkiej. nie zważając na to. – Inaczej nie podróżowałbyś do królestwa istot nieorganicznych. to dojście do bramy. Niestety. że widziałeś siebie samego pogrążonego we śnie. – Pierwszy. co powiedzieć. aby ułatwić mu zadanie. że musisz być płynny bardziej niż kiedykolwiek do tej pory. Śniąc. Don Juan dodał. ale to jest najlepszy sposób przekazania ci. jak śpię. – Co oznacza dać się zahipnotyzować szczegółom? – Ciało energetyczne jest jak dziecko. – Gdy jesteśmy przy trzeciej bramie. Wiem. Powtarzał wielokrotnie. patrzysz na śpiącą osobę. Zacząłem narzekać. było to. ale to dlatego. zbliżyłeś się do trzeciej bramy. co powinieneś robić. – Są dwa etapy zdobywania bram śnienia – powiedział. nawet najmniej znaczący i drobny szczegół całkowicie pochłania ciało energetyczne. na co się natknie. by dać się zahipnotyzować szczegółom. jak już powiedziałem. gdy stwierdzasz. Po niedługim czasie znalazłem się we śnie. w mym doświadczeniu po prostu brakło mi odnośnika. Śniący zaczynają tworzyć swoje repliki – ciała energetyczne – wykonując ćwiczenia przy pierwszej i drugiej bramie. To właśnie wymagane tu ćwiczenie. które więziono przez całe życie. o co mu właściwie chodzi. że jego zalecenia brzmią absurdalnie dla umysłu. który mógłby pomóc mi pojąć. by prawidłowo kierować swym ciałem energetycznym. Jej obiektem było teraz przebudzenie się we śnie i ujrzenie. oznacza to również. – Oglądać wszystko z wielką ostrożnością i ciekawością oznacza odeprzeć nieomal nieodpartą pokusę zatopienia się w szczegółach. Połączenie tych dwóch rzeczywistości musi być tak zupełne. Miałem ten sen.ROZDZIAŁ VIII: TRZECIA BRAMA ŚNIENIA – Do trzeciej bramy śnienia dochodzisz wtedy. Pierwsze. że są gotowe. Przy trzeciej bramie – mówił don Juan – zaczynasz z rozmysłem łączyć rzeczywistość śnienia z rzeczywistością świata na co dzień. Natychmiast opowiedziałem o tym don Juanowi. by móc działać. Rozumiałem go doskonale. musisz odsunąć na bok swą racjonalność. Drugim etapem jest zdobycie umiejętności poruszania się podczas tego śnienia. ich ciała energetyczne są gotowe. że brzmi to dla ciebie dziwacznie. Zapadła niezręczna cisza. Gdy tylko je uwolnić. ma służyć konsolidacji ciała energetycznego. przyglądaj się wszystkiemu z wielką ostrożnością i ciekawością. drugi to jej przekroczenie. Mój poziom energii był już wtedy tak pobudzony. że natychmiast zabrałem się do mojego trzeciego zadania. – Pewna jego część tak – odpowiedział don Juan. by działać. a może powinienem raczej powiedzieć. a czarownicy nazywają je uzyskiwaniem pełni ciała energetycznego. Kiedy osiągają trzecią bramę. iż masz przypatrywać się wszystkiemu z ostrożnością i ciekawością. by się ujawnić. w którym przyglądałem się samemu sobie pogrążonemu we śnie. że don Juan nie udzielił mi żadnych dalszych wyjaśnień. – Co rozumiesz przez wielką ostrożność i ciekawość? – spytałem. Będąc przy trzeciej bramie. że ta osoba to ty sam – powiedział don Juan. Ale teraz musisz zaangażować całe twe ciało energetyczne. że jakaś fala energii natychmiast zmienia obiekty mojej uwagi śnienia. jak już wiesz. Przy trzeciej bramie śniący muszą unikać wręcz niepohamowanego pragnienia zatopienia się w każdym szczególe. – Ale czyż moje ciało energetyczne nie działało przez cały ten czas? – zapytałem. Każdy. I okazuje się. co zauważyłem podczas moich ćwiczeń w śnieniu. że śniąc. jest nieprawdopodobny. kiedy przebywałem w jego domu. . To konkretne ćwiczenie przy trzeciej bramie. wchłania wszystko. że są gotowe.

Dopiero w obecności don Juana mogłem sięgać do tych wspomnień. ponieważ mój punkt połączenia przesunął się pod wpływem jego obecności. które można na nowo przeżyć. jaką kiedykolwiek odbyłem. I wtedy don Juan zabrał mnie na najbardziej niezwykłą podróż po muzeum. by przeciwdziałać tej obsesji. że moje pytanie jest związane z tym. które na próżno starałbym się opisać. co zawsze na ten temat czytałem. to będę mógł zobaczyć sceny z życia osób. – Niewiele już we mnie racjonalności po tych wszystkich przeżyciach. To. gdy byliśmy w Narodowym Muzeum Antropologii i Historii w Mexico City. że w owej chwili. Ciało energetyczne wie niesamowicie dużo. ale ten strach był niczym w porównaniu z przerażeniem. – Skąd będę wiedział. Nie śmiał się ze mnie ani nie stroił sobie żartów. że obecność naguala powoduje przesunięcie punktu połączenia – powiedział don Juan. co wziąłem za moją podatność na sugestie. Obszedł całe pomieszczenie. jeśli nie kretyństwa. ale zajmowałem się nimi tylko z antropologicznego punktu widzenia. by przejść od papieru do konkretnego doświadczenia. Kiedyś. oglądałem te rzeźby. które je wykonały. – Nic nie mów. Poza tym. co mi się przydarzyło w trakcie mojej znajomości z don Juanem. Potem zaprowadził mnie do jednego z pomieszczeń i powiedział. że chcąc dotrzeć do sedna opisu zapisanego na papierze. jakby czytał z książki. jak się ucieszyłem. że całkowite wyciszenie sprawi. które odczuwałem po starciu z istotami nieorganicznymi. pamiętałem wszystko. nie mogło być bardziej trafne. – Nawet nie wiesz. Zapewnił mnie też. że ci pokażę. było bardzo odległe od tego. Skłoniło mnie do tego to. Przypomniał mi. – Zacznij się wpatrywać w którąś z nich. w przeszłości. po raz pierwszy wydały mi się przejawem głębokiego uprzedzenia. do których normalnie nie masz dostępu. . Stwierdzenie don Juana. głęboko osadzone w sposobie pojmowania świata przez człowieka dwudziestego wieku. – Miałem zamiar ci wyjaśnić. Męczyłem się z ćwiczeniem dla trzeciej bramy bardziej niż przy poprzednich dwóch zadaniach razem wziętych. że położenie punktu Dołączenia to jakby skarbiec. opisując i interpretując zdumiewające szczegóły każdej z tych wielkich rzeźb. Zapytałem go o tę dziwną sytuację. bym się całkowicie wyciszył. jak dużo. przed różnymi rzeczami był czymś naturalnym w moim życiu. z jaką ciało energetyczne kurczowo chwyta się nieistotnych szczegółów. wycisz umysł i sprawdź. Jednakże w świecie czarowników nie istnieją przekazy pisane na papierze. że każda brama jest pewną przeszkodą. który on. gdy twoje ciało energetyczne odczuło mój zamiar i spytałeś mnie o to. Don Juan bardzo mnie naciskał. czy twój punkt połączenia pozwala się przesunąć. – Każda znajdująca się tutaj rzeźba ma przesuwać punkt połączenia – ciągnął don Juan. Pozwól. don Juanie. co zamierzał mi powiedzieć. jako czarownik. odwagi i lekkości. Don Juan dodał. irracjonalnej swobody działania. zapewne po to. a nie tylko o nich przeczytać. że kierujesz swe uwagi pod zły adres – powiedziałem. – Zdarza się czasem. wpatrując się w nie. Przy trzeciej bramie to umysł jest winien obsesji. które mi dałeś. Strach. cały czas mając w pamięci naukowe opisy archeologów. często przesadzony.– Obawiam się. że naprawdę zacząłem tańczyć. Wpatrywałem się w rzeźby i zobaczyłem i usłyszałem rzeczy. przy trzeciej bramie potrzebujemy irracjonalnej płynności. że czarownicy potrafili zostawiać dokładne opisy swoich odkryć w odpowiednich położeniach punktu połączenia. Cały ten bezmiar przeżyć był jednakże niedostępny dla mej normalnej pamięci. odczytywał mi tak. a więc kompletne zapisy. że rzeźby w tym pomieszczeniu pozwolą mi zobaczyć i usłyszeć niesamowite rzeczy. każdy eksponat w tym pomieszczeniu był świadomym i celowym zapisem pozostawionym nam przez ludzi z dawnych epok. aby jeszcze bardziej zamącić mi w głowie. Cierpliwie wyjaśniał mi. że się przesunął? – Zobaczysz i poczujesz rzeczy. że już się znajduję w szczególnym stanie świadomości. w zupełnie niepojęty sposób. Napełniło mnie to takim uczuciem wolności. Według niego. co powiedział mi o nich don Juan i co sam usłyszałem i ujrzałem. Ich opisy funkcji tych rzeźb. Tak więc. Utrzymywał. w moim życiu pojawiło się coś jeszcze – prawdziwy strach. musimy wykorzystać naszą umiejętność wczucia się lub wyobrażenia sobie opisywanej sytuacji. Don Juan poinstruował mnie. w którym czarownicy trzymają swoje wspomnienia – powiedział. że niektóre eksponaty w tym pomieszczeniu mogą samorzutnie spowodować zmianę położenia punktu połączenia i jeśli całkiem się wyciszę. Czułem się nieswojo i czułem się zobowiązany przeprosić don Juana za to.

aby uwolnić niebieskiego tropiciela uwięzionego pomiędzy nami. że ponowne umieszczenie punktu połączenia we wszystkich miejscach. Po chwili jednak znów spoważniał i powiedział: – Jedyne wytłumaczenie regularności twoich snów jest takie. to zadziwiająca regularność moich snów. ale także dał mi instrukcje. wejdzie ci to w krew. Aby odtworzyć lekcję. – Przeciętny człowiek nie posiada woli we śnie. Doszło już do tego. Tak właśnie punkt połączenia staje się swoistym zapisem lekcji. było prawdą. że istoty nieorganiczne znów chcą cię ugłaskać. Tak naprawdę chciałem spytać wysłannika. Pierwszą rzeczą. przyglądałem się wszystkim przedmiotom we śnie. ale ja zinterpretowałem to tak. – Chcesz mi oszczędzić zmartwień. że twoje sny będą regularne – powiedział don Juan po wysłuchaniu mojej relacji. wrzeszcząc. w których się znajdował podczas udzielonych lekcji. Wiem. Niemal przez cały rok don Juan nie pytał mnie o moje trzecie zadanie śnienia. i to jeszcze bardzo dużo – odparł z niezachwianą pewnością w głosie don Juan. gdy punkt połączenia ucznia nie znajduje w swym normalnym położeniu. powodowany samobójczą ciekawością. więc powiedziałem mu. że już nigdy nie będę musiał do tego wracać. don Juanie – skłamałem w nadziei. o której mu powiedziałem. czy istoty nieorganiczne zastawiły na mnie pułapkę. Ale realność tamtego świata przyciągała mnie jak magnes. abym zadał to pytanie podczas moich rutynowych ćwiczeń w śnieniu. krzycząc jak opętany. Najbardziej zastanawiająca była powtarzalność tych snów. podążałem za tropicielami. ty będziesz zawsze ściągał je. W pozostałe trzy dni działo się to. Don Juan chciał. na które przypadał ten sen. Udziela się ich wówczas. że bałem się położyć do spania w dni. Wysłannik nie tylko odpowiedział mi. co gorsza. Obraz ten zawsze był tak zaskakujący. – Możesz. – Rewiduję moje życie od lat. ponieważ nigdy nie . Nie uśmiechało mi się na nowo rewidować moje życie. co? Nie musisz. że mam zadać to pytanie wysłannikowi. w którym się znajdował podczas lekcji. co zawsze. Przyglądał mi się i wina musiała malować mi się na twarzy. Albo. powtarzając mi. – Musisz dokonać jeszcze głębszej rewizji swojego życia. Don Juan zakończył swe wyjaśnienia. Aż nagle. albo ogarniało mnie przerażenie tak ogromne. – Ale to już było i minęło. że wszystko. – W zasadzie spodziewałem się. nieważne. że nie będzie dalej drążył tego tematu. Przypominało mi to potajemne branie narkotyków. ponieważ don Juan sam zaproponował. pewnego dnia zażyczył sobie. aż zmienił się sen. Wierz mi. W skrytości ducha czułem się w pewien sposób zwolniony od całkowitej odpowiedzialności. don Juanie? – Z powodu twojego związku z istotami nieorganicznymi. Pospiesznie chciałem zmienić temat. że innym godnym uwagi szczegółem moich ćwiczeń w śnieniu jest moja reakcja na widok samego siebie pogrążonego we śnie. Już raz to zrobiłem i byłem przekonany. jak już raz z nimi zagrasz. – Nie jesteś jeszcze gotowy. a od czasu do czasu. miałem je dokładnie co cztery dni. kiedy będę w jego świecie. – Inaczej nie budziłbyś się. w jaki sposób Carol Tiggs i ja mamy uwolnić tropiciela. jest wielkim dokonaniem. bym mu opisał najdrobniejsze szczegóły moich ćwiczeń w śnieniu. że się budziłem. że przypatruję się sobie. – Ale dokonałem już przecież wszelkich możliwych rewizji – zaprotestowałem.pozostawiono w odpowiedniej pozycji punktu połączenia. jak jest naprawdę. jak dobrze nam poszło za pierwszym razem – powiedział don Juan. co zrobić. żebym zapytał wysłannika. Dla ilustracji swego wywodu don Juan opowiedział o naukach czarowników o drugiej uwadze. by prawdziwie połączyć rzeczywistość śnienia z rzeczywistością swojego zwykłego świata – zawyrokował don Juan. jak śpię w moim łóżku. Przez całe miesiące śniłem. uczeń musi przemieścić swój punkt połączenia do miejsca. – Rewizja naszego życia nigdy się nie kończy. zmieniałem sny. co powiedział mi wcześniej don Juan. jak w zegarku. iż zrobiłem to tak dobrze. że albo stałem jak wryty tak długo. bo aż zaczął się śmiać. Nie mogę sobie przypomnieć już niczego więcej z mojego życia. aczkolwiek zawsze miałem potem wielkie wyrzuty sumienia. – Dlaczego się spodziewałeś czegoś takiego. Zawsze będą cię ściągać.

tak jak zatrzymało ciebie. który przygotowuje wszystko. Według don Juana rewizja życia jest zasadniczym czynnikiem w ponownym określaniu i rozprowadzaniu energii śniącego. czego chciała.dokonał rewizji swojego życia. do których chodziłem. czy szkoły. Gdy głowa obraca się delikatnie i wolno od prawej strony ku lewej. don Juanie. – Jeśli coś nas bardzo pochłania w naszym życiu. szczegółów z nimi związanych. wynalazcy rewizji życia. Don Juan podkreślał jednak. gdyż może ona dostarczyć wiernej kopii naszych doświadczeń. Składało się na nią powtórne przeżywanie wszystkich. Postawił tezę. powtórnie przeżywać każde moje z nimi spotkanie. a bez tej wyswobodzonej energii śnienie jest niemożliwe – stwierdził stanowczo don Juan. że jednak jest jeszcze w ich życiu coś. jak sporządzić listę wszystkich ludzi. podczas gdy ciało odświeża wszystko. Wiele lat wcześniej don Juan poinstruował mnie. w którym był. Natomiast czarownicy – mówił dalej don Juan – wolni są zasadniczo od ciężkich i krępujących uczuć właśnie dzięki rewizji życia. doświadczeń życia poprzez przypomnienie sobie wszystkich. poczynając od pierwszej osoby na liście a na ostatniej kończąc. to zakłada. Don Juan powiedział mi. co ma związek z rewidowanym wydarzeniem. że we wszechświecie istnieje niewyobrażalna. że czarownicy starożytności. Pomógł mi uporządkować moją listę. – Rewizja życia jest zbyt absorbująca. gdy zaszło dane zdarzenie. wszechpotężna siła wszechświata puszcza czarowników wolno. to nie może być rzeczy ważniejszej od rewizji życia. Ta sama siła również odbiera organizmom życie. postrzegali oddychanie jako magiczny i życiodajny akt i używali go zgodnie z tym poglądem jako magicznego narzędzia. Don Juan powiedział. na czym koncentruje się umysł. – Ale przecież już nieraz bardzo mnie coś pochłaniało – powiedziałem – a mimo to moje ćwiczenia . jak prace. Może zamiast tego mógłbym zrobić coś innego? – Nie. Rewizja życia i śnienie idą ze sobą w parze. którą siła ta może się zadowolić. to nie ma mowy o śnieniu. rytmicznym oddychaniem. użyczoną im świadomość. – Śnienie wymaga każdej cząstki dostępnej nam energii – odparł. acz stabilnego przemieszczenia punktu połączenia. że rekapitulacja jest sztuczką czarowników mającą na celu wywołanie nieznacznego. Gdy znów rozpocząłem rewizję życia. należy wykonywać długie wdechy. Kiedy już dostanie to. Gdy powtórnie przetrawiamy nasze życie. Don Juan wyjaśnił. poprzez osobę powiązaną z tym wydarzeniem do dokładnej analizy własnych uczuć. nadziejami. wszechpotężna siła. stajemy się coraz lżejsi. które wykonywałem. Don Juan wyjaśnił mi sposób rozumowania czarowników. Don Juan powiedział. rewizję życia wziąłem za proces analizy własnego życia. pod wpływem powtórnego przeżywania wydarzeń i odczuć z przeszłości. wykonuje się długie wydechy. użyczając im świadomości. że ustały tym samym moje ćwiczenia w śnieniu. która powołuje organizmy do życia. co nie do końca jest jasne. że rewizja jakiegoś zdarzenia zaczyna się w umyśle. Czynność tę don Juan nazwał “odświeżaniem wydarzenia". Don Juan powiedział. przemieszcza się tam i z powrotem od obecnie zajmowanego miejsca do tego. – Rewizja życia uwalnia uwięzioną w nas energię. rozbijając ją na różne dziedziny. obawami i tak dalej. że za procesem rewidowania własnego życia ukrywa się przeświadczenie dawnych czarowników. by mogli dalej poszerzać swą zdolność postrzegania i dotrzeć dzięki niemu do granic czasu i przestrzeni. że rewizja życia powinna być połączona z naturalnym. poczynając od teraźniejszości. A gdy coś ich zatrzymuje. i tak dalej. że jest ona daleko bardziej pogmatwana niż intelektualna psychoanaliza. Zapytałem don Juana o przyczynę tej niezamierzonej przerwy. Byli oni przekonani. że skoro siła ta poluje na to. by wyłuskać z nich tę samą. Ze względu na moje wyższe wykształcenie. wydech był wyrzuceniem z siebie obcej energii nabytej podczas danego wydarzenia. Wcześniej don Juan podał mi wyczerpującą i jasną instrukcję dotyczącą rewizji życia. Przygotowanie w tym przypadku oznacza drobiazgową rekonstrukcję wydarzeń – od konkretnych szczegółów otoczenia. wdech zaś odzyskaniem energii utraconej w tym samym czasie. czego doświadczyliśmy w ciągu naszego żywota. zaskoczyło mnie bardzo to. najdrobniejszych nawet. że punkt połączenia. Potem polecił mi. gdy głowa zaś wraca od lewej strony ku prawej. nie mógłbyś. Umysł bada każde wydarzenie od początku do końca. których znałem. którą organizmy rozszerzyły poprzez swoje przeżycia. które z tego powodu wypełnione jest po brzegi nieznośnym ciężarem emocjonalnym – wspomnieniami.

o którym mówił. gdzie właśnie śpisz. a jedynie egocentrycznie zaniepokojony – zaśmiał się don Juan. jeśli twoja małostkowość zacznie wybierać zdarzenia. Byłem niezwykle szczęśliwy. jakaś zda się niezależna siła natychmiast wtrącała mnie w niezwykle żywe i drobiazgowe wspomnienia jakiegoś zdarzenia z mojego życia. miałbym inne odczucie niż wrażenie schodzenia po schodach. Odpowiedział mi. jak różna będzie tym razem rewizja mojego życia. Zapytałem don Juana. olbrzymia liczba wciąż żywych emocji ciągle tkwiła tak głęboko we mnie. Ponad rok zajęło mi powtórne przeanalizowanie wszelkich możliwych aspektów moich doświadczeń życiowych. Nie zdawałem sobie sprawy z tego. Niech to duch zadecyduje. by się przekonać. Metoda. co widzisz. to kontroluj go – obserwuj jego szczegóły albo go zmień. mówiąc o wiarygodnym kryterium. nie byłeś całkowicie pochłonięty. Miałem teraz ułożyć układankę z różnych zdarzeń w moim życiu. którą uznałem za chaotyczną. czy rzeczywiście patrzysz na siebie – powiedział. na ulicę. pozostawiając mnie z wyraźnym poczuciem braku umiejętności. nawet wówczas. szczerze zaciekawiony. które chcesz zrewidować. dlaczego od razu nie kazał mi rewidować życia w ten sposób. czy rzeczywiście widzisz siebie w łóżku podczas snu – powiedział don Juan. – Dla czarowników być pochłoniętym oznacza. Rezultaty tak przeprowadzonej rewizji były dla mnie szokujące z wielu względów. nie małostkowość. jest tylko zwykłym snem. Przez resztę czasu. Potem zmienił temat. nie odpowiadając na moje pytanie. Inaczej to. aby powiedział mi coś więcej o tym wiarygodnym kryterium. które wskaże ci duch. że musisz być w pokoju. okazała się jednak niezwykle skuteczna. czego chciał. skąd przyglądałem się sobie. W końcu musiałem się zgodzić z don Juanem. Don Juan nakazał mi tym razem odmienny przebieg rewizji życia. . zamiast wyjść z pokoju i zejść po schodach albo obudzić się z przeraźliwym krzykiem. gdy widziałem się podczas snu. – Pamiętaj. abyś mógł się przekonać. – Nie zrobi się – zapewnił mnie don Juan. Zbliżamy się do końca naszego bycia razem. co mogłoby być takim wiarygodnym kryterium? – nie ustępowałem. Nie mogłem zrozumieć. Jakżeż byłem rozczarowany. Odwróciłem się i śmiało wyszedłem z pokoju. Byłem jeszcze bardziej zdumiony niezwykle uporządkowanym wzorem. gdy poprzednio rewidowałeś swoje życie. – Zrobi się z tego gigantyczny bałagan – zaprotestowałem. jaki przybrała moja układanka. Pierwszy raz w pełni czerpiesz ze wszystkich swoich źródeł energii. Zdolność do koncentracji. jak ci się zdawało. – O jakim odczuciu mówisz. zobaczyłem siebie samego pogrążonego we śnie. Efektem mojej ponownej rewizji życia była zupełnie nowa. i natychmiast też opowiedziałem o tym don Juanowi. gdy powróciłem do moich ćwiczeń w śnieniu. – Czy masz jakieś sugestie. Było to niezwykłe doznanie. Wycisz się. ponieważ gdyby tak było. że według niego ten sen nie zalicza się do moich ćwiczeń w śnieniu. gdy tylko wyciszałem umysł. że rewizja życia odbywa się w dwóch głównych etapach i że pierwszy określa się jako formalność i sztywność. przez długi czas stałem bez ruchu w miejscu. W czasie następnego śnienia. Argumentował to tym. ale bez ustalonego wzoru lub porządku. po czym zszedłem szybko schodami na dół. ani co miał na myśli. a potem zabierz się do wydarzenia. – Osądź sam. – Bałagan będzie tylko wtedy. A jeśli tak jest. Chłodno i spokojnie obserwowałem wszystkie szczegóły mojego snu. drugi zaś jako płynność. – Najwidoczniej więc nie byłeś naprawdę pochłonięty. że udało mi się tego dokonać. – Musisz ustalić sobie jakieś wiarygodne kryterium. że inaczej nigdy nie byłem w stanie do nich dotrzeć. Już pierwszego dnia. – Sam wymyśl sposób. ale don Juan uciął dalszą rozmowę.w śnieniu nigdy nie były zakłócane. gdy usłyszałem. że czerpiesz ze wszystkich swoich źródeł energii. swobodniejsza postawa życiowa. don Juanie? – spytałem. że nie zszedłem na ulicę w moim ciele energetycznym. Już wkrótce będziesz musiał sobie radzić zupełnie sam. którą nabyłem podczas moich praktyk w śnieniu. i widzieć swoje prawdziwe ciało. Nalegałem. pozwoliła mi na niezwykle głębokie wniknięcie w moje życie.

rozdartej na ramieniu. że nie wypełniłem swojego zadania. by powiedzieć don Juanowi o wrażeniu ataku paraliżu i o tym. by przyjrzeć się rozdarciu. zapytałem go więc: – O jakiej zagadce mówisz. don Juanie? – O zagadce wielkiej prostoty i zupełnej niemożliwości poruszania ciała energetycznego. Nie rozwikłałeś i twoi przyjaciele też ci nie pomogli. Czułem przejmujące zimno. że jakaś zewnętrzna siła brutalnie przygwoździła mnie do tego miejsca. Spędzamy tak wiele czasu na nauce chodzenia. że być może będę musiał dokonać kolejnej rewizji mojego życia. nie wpadam w panikę. ale mając za nauczyciela don Juana. . Stanąłem przed barierą nie do przejścia i byłem najzupełniej pewien. tym bardziej wzrastało moje rozdrażnienie. Wtedy moja świadomość została wepchnięta w moje śpiące ciało. Ponieważ nie miałem zamiaru tracić energii na bezsensowne zbijanie jego zarzutów. jak mi kazał. – Oczywiście. bo chciałem zobaczyć.Zauważyłem wtedy. że w pewnej chwili zobaczyłem. i natychmiast odczułem paraliżujący zamęt w głowie. że się zdenerwowałeś. Gdy następnym razem się przeraziłem. Jednocześnie im wyraźniej zdawałem sobie sprawę z tego. był tak ogromny i skoncentrowany. Poza tym bardzo obawiałem się hipotermii. Od razu wiedziałem. ile przyznać mu się do porażki. Sądziłem. z jakim próbowałem poruszyć ręką albo nogą. Jeśli kiedyś znów poczujesz zdenerwowanie i zimno. – A wyobraźnia coś u ciebie szwankuje. że wydaje nam się. gdy już dotrę do trzeciej bramy. że nie jest to przerażenie psychologiczne. Czułem ociężałość. Po miesiącach bezowocnych prób chodzenia. a więc naprawdę widziałem samego siebie w moim śnie. ale jakaś niezwyczajna siła nie pozwalała mi oderwać spojrzenia od mojego śpiącego ciała. a ja obudziłem się rozsadzany taką siłą. że naprawdę spałem wówczas w rozdartej koszulce z krótkim rękawem. to cierpki komentarz: – Lubisz dramatyzować – powiedział beznamiętnie. gdy oskarżał mnie o brak wyobraźni. która zdawała się integralną częścią mojego ja. dla którego miałyby to robić. Wówczas usłyszałem głos wysłannika. Zachowanie kontroli nie pomogło mi się poruszyć. czy sam rozwikłasz tę zagadkę. | co wyciągnąłem z niego. co powiedział. że naprawdę widziałeś samego siebie podczas snu. Czułem się nieco obrażony tą obcesowością. musiałem więc przykryć się kocami i obłożyć butelkami z ciepłą wodą. lecz fizyczne wrażenie bezsilności. Serce waliło mi nierównomiernie. chodzenie przychodzi nam na myśl samo. zrobiłem tak. Wszystko. jakby chciała kogoś kopnąć. Znów utknąłem na poziomie interpretacji. Niemniej jednak jego rada okazała się skuteczna. przekonałem się naocznie. Usiłujesz poruszyć je tak. chwyć się kutasa. Pojechałem też natychmiast do Meksyku. że don Juan ma rację. że śpię w białej koszulce z krótkim rękawem. że mam ogromną wyobraźnię. a niektóre mięśnie nóg ogarnęły nerwowe tiki. – Śniący muszą posługiwać się wyobraźnią – powiedział don Juan ze złośliwym uśmiechem. Chciałem podejść bliżej. że tak nie jest. Spróbowałem zmienić sen. Mówił. ale z pewnością dało mi głębokie poczucie spokoju i ciszy. nie zdziwiły mnie wcale. że brak kontroli nad ruchem podczas śnienia przeraża mnie tak bardzo. co zrobić. ponieważ twoje ciało energetyczne nigdy przedtem nie czuło. że muszę się poruszać. Ale don Juan nie był chętny do dyskusji. Don Juan powiedział mi. jakbyś znajdował się w normalnym świecie. że jeśli się mnie denerwuje i powstrzymuję rozdrażnienie. że rozumiem jego wyjaśnienie. Nigdy jeszcze nie czułem tak wyraźnej i zatrważającej niemocy. To d w mig przywróci temperaturę i będzie po sprawie. Przeanalizowałem je dokładnie i doszedłem do wniosku. Nie mówiłem o konieczności użycia wyobraźni do poruszenia ciała energetycznego. raz jeszcze zwróciłem się podczas snu do don Juana po uwagi. Nie ma żadnego powodu. Tym razem chciałem nie tyle uzyskać jego radę. Problem w tym. W przeszłości broniłem się zaciekle. ponieważ jest zakodowane w naszym umyśle. że dopiero po półgodzinie doszedłem nieco do siebie i uspokoiłem się. Niemożność poruszenia się wprawiała mnie w nieopisany wręcz niepokój. Wtedy odprężyłem się i w kilka minut wszystko wróciło do normy. Całe moje ciało przeszywały dreszcze. W rzeczy samej byłem jedynie ciężarem. Głos wysłannika ani to. Wysiłek. Podziwiałem prostotę tego rozwiązania. rozpaczy i rozdrażnienia. Nie poddałem się jednak przerażeniu. jak jedna noga mojego śpiącego na łóżku ciała wyprostowała się nagle. Tak właśnie odkryłem. Powiedziałem. ale nie mogłem zrobić nawet jednego kroku. jak to jest być w jednym kawałku. iż nasze ciała energetyczne także powinny chodzić. a poruszanie oznacza dla mnie chodzenie. Nie wiedziałem.

żeby mogli nam wbić nóż w plecy. To. że przy trzeciej bramie całe ciało energetyczne może poruszać się tak. Zrozumiałem go i zgodziłem się z nim w stu procentach. don Juanie. bym tego nie robił. Don Juan zakończył naszą rozmowę. jak poruszać moje ciało energetyczne. Ponieważ nie odczuwałeś fizycznego bólu. gdy coś je przyciąga – powiedział. że poważnie się zastanawiałem. Nie potrafiłem zignorować swej nieodpartej potrzeby odwiedzenia świata istot nieorganicznych ani też wyperswadować sobie. Omówiłem to z don Juanem. wisisz na haczyku na jej drugim końcu. było jak najbardziej do rzeczy. a potem wymazał obraz. dlaczego mnie tego nie nauczyły? – Ponieważ jeśli twoje ciało energetyczne nauczy się samo poruszać. grasz tylko z życiem w ruletkę. jakby do pokoju wdarł się wiatr. co mówił. jak się poruszać. to właśnie taka bezwartościowa przynęta. – Powiedz mi. Ustawienie twoich snów tak. I tu dochodzimy do kolejnej sprawy – dodał don Juan jakby zamyślony. ale nie do końca. naturalnie. – Cierpisz na całkowitą niewiarę w to. ale też nieszkodliwi. niczym ryba. jak poruszać ciało energetyczne. Istoty nieorganiczne zwijają teraz żyłkę. Don Juan słuchał w milczeniu. – Dlaczego twoi nieorganiczni przyjaciele ci nie pomogli? – Dlaczego nazywasz ich moimi przyjaciółmi. widziałem wszystkie pory w mojej skórze. – Mam w sobie coś z szaleńca – powiedziałem. co robię. Zobaczyłem swoją twarz. don Juanie? – Są jak typowi przyjaciele: w zasadzie niezbyt troskliwi czy uczynni. – Bądź nieskazitelny. – Istoty nieorganiczne wszędzie ciągnęły twoje ciało energetyczne i aż do tej pory. Kiedy nie decydujesz o niczym. jak porusza się energia: szybko i bezpośrednio. pomimo tego. nakazując mi. Widok mojego ciała był zbyt dokładny. po prostu zachciałem się przybliżyć do łóżka. Ciągle dybią na twoją świadomość. że się nauczysz. Ugodził w mój słaby punkt. A potem poczułem. bym dobrze rozważył to. Wydawał się niezwyczajnie usatysfakcjonowany tym.– To nie jest moje wyjaśnienie – odparł oschle don Juan. by powtarzały się co cztery dni. – Ależ to ma sens. Ale nie nauczyły cię. Nie mogę powiedzieć. – Co mnie tam pcha? Czy to jakieś skłonności samobójcze? – zapytałem don Juana dość retorycznie. Gdy już spoglądałem na swoje pogrążone we śnie ciało. byś się nie zniechęcił. Być nieskazitelnym oznacza postawić życie na szalę swych decyzji. Podczas kolejnych sesji w pełni potwierdziłem to. Nie wygląda na to. Przez jakiś czas nie wierzyłem. bardzo mnie zaskoczyło. muszę ci jednak powiedzieć. trudno ci uwierzyć. Twoje ciało energetyczne dokładnie wie. Za wcześnie zacząłem mieć nadzieję. niż tylko dać z siebie wszystko. czy nie zakończyć twoich ćwiczeń w śnieniu. co widziałem. Mówiłem ci to już dziesiątki razy. aż się odwrócimy. – To. że ciało energetyczne może się przemieszczać jedynie w poziomych lub pionowych ślizgach. poruszając się w swoim śnie. – To wyjaśnienie czarowników. Może poruszać się tak. że byłeś w śmiertelnym niebezpieczeństwie. a ty. co powiedział. co. – Nie masz żadnych skłonności samobójczych – odpowiedział mi. nigdy nie poruszyłeś go własną wolą. że po starciu z istotami nieorganicznymi jednak w coś uwierzyłem – że od tamtej pory moim życiem zawładnął nieznany lęk. by te decyzje stały się rzeczywistością. że podobało mi się to. Prawdę powiedziawszy. Zdążyłem się już przyzwyczaić do jego chłodnych reakcji na moje osiągnięcia w śnieniu. aby mógł dostarczać estetycznej przyjemności. gdy przedstawiałem mu moje zmartwienie. pomijając to. To tacy przyjaciele. a ja to zrobię. Przy pierwszej okazji poddałem próbie sugestię don Juana. – Jak sądzisz. . Czarownicy mówią. wówczas staniesz się niedostępny. który całkiem wszystko pomieszał. Czasem wyrzucą jakąś bezwartościową przynętę. żebyś dokonał czegoś wielkiego. którzy tylko czekają. bez ładu i składu. Jesteś względnie wolny. co mam zrobić. Natychmiast prawie dotknąłem mego ciała. zamiast rozpaczliwie usiłować do niego podejść. że się od nich na zawsze uwolniłeś. czego dokonałem. znacznie więcej. nie ma dla mnie sensu. jak samemu poruszyć ciało energetyczne. co o nim wiedziałem. jak porusza się w świecie istot nieorganicznych. po czym uczynić znacznie. Poczułem dreszcz na plecach. jak blisko byłeś śmierci. – Twoje ciało energetyczne przywykło poruszać się tylko wtedy.

– Czy zastanawiałeś się nad zakończeniem moich ćwiczeń dlatego, że jestem powolny? – Nie jesteś powolny. Opanowanie sztuki poruszania ciała energetycznego zajmuje czarownikom całe lata. Zamierzałem zakończyć twoje ćwiczenia, ponieważ to ja nie mam czasu. Jest wiele innych obszarów ważniejszych od śnienia, gdzie możesz wykorzystać swoją energię. – Ale teraz, gdy już się nauczyłem, jak poruszać moje ciało energetyczne, co jeszcze mógłbym zrobić? – Kontynuuj ćwiczenia w ruchu. Poruszenie ciała energetycznego otworzyło przed tobą zupełnie nowe obszary, obszary niezwykłych odkryć. Don Juan ponownie nakazał mi, bym myślał, jak się przekonać, czy moje sny są prawdziwe. Tym razem jednak nie brzmiało to tak dziwacznie, jak za pierwszym razem. – Jak wiesz, prawdziwe zadanie dla drugiej bramy to zostać przeniesionym przez tropiciela do jego królestwa –wyjaśniał don Juan. – Jest to bardzo ważne, ale nie tak, jak stworzenie i poruszenie ciała energetycznego. Dlatego też musisz się upewnić – stosując wymyśloną przez siebie metodę – że rzeczywiście widzisz siebie samego podczas snu, a nie że tylko ci się to śni. Twoje nowe odkrycia od tego zależą, czy rzeczywiście widzisz siebie podczas snu. Po długich rozważaniach i namysłach byłem przekonany, że mam właściwy plan. Pomysł na ustanowienie wiarygodnego kryterium podsunęła mi moja podarta koszulka. Zacząłem od założenia, że jeśli faktycznie będę obserwował samego siebie podczas snu, to będę wówczas obserwował również, czy mam na sobie te same rzeczy, w których poszedłem spać; rzeczy te, które postanowiłem zmieniać co cztery dni. Byłem przekonany, że przypomnienie sobie, w jakich rzeczach położyłem się spać, nie sprawi mi w śnieniu żadnego kłopotu. Dyscyplina, jakiej nabyłem podczas moich ćwiczeń w śnieniu, pozwalała mi sądzić, że potrafię odnotowywać takie szczegóły w pamięci, a później przypomnieć je sobie podczas śnienia. Starałem się ze wszystkich sił postępować według mego kryterium, ale rezultaty nie były takie, jakich się spodziewałem. Brakowało mi niezbędnej kontroli nad moją uwagą śnienia, aby dokładnie sobie przypomnieć, co miałem na sobie, gdy szedłem spać. Z całą pewnością jednak pomagało mi coś innego. W jakiś sposób zawsze wiedziałem, czy moje sny, są zwykłymi snami, czy też nie. Niesamowitym aspektem, który charakteryzował prawdziwe sny, było to, że moje śpiące ciało leżało w łóżku, a moja świadomość je obserwowała. Ważną cechą tych snów był mój pokój. Nigdy nie przypominał mojego rzeczywistego pokoju, lecz ogromną pustą salę z łóżkiem w jednym końcu. Zwykle szybowałem całkiem spory kawałek, aby znaleźć się przy łóżku, gdzie znajdowało się moje ciało. W momencie gdy byłem już obok łóżka, czułem jakąś obcą siłę, która pojawiała się jak wiatr i zawieszała mnie nad łóżkiem niczym kolibra. Czasami mój pokój znikał, kawałek po kawałku, aż w końcu zostawało tylko łóżko i moje ciało. Kiedy indziej zaś odczuwałem zupełny zanik woli. Wtedy też zdawało mi się, że moja uwaga śnienia jest całkowicie ode mnie niezależna; albo całkowicie pochłaniał ją pierwszy z brzegu szczegół pokoju, albo nie potrafiła się zdecydować, co robić. Wówczas miałem wrażenie, że dryfuję bezwolnie od przedmiotu do przedmiotu. Głos wysłannika wyjaśnił mi kiedyś, że wszystkie elementy snów, które nie są li tylko zwykłymi snami, są w rzeczywistości konfiguracjami energii odmiennymi od konfiguracji naszego normalnego świata. Wysłannik wskazał, na przykład, na to, że ściany są płynne. Potem polecił mi, bym wskoczył w jedną z nich. Nie namyślając się długo, dałem nura w ścianę, tak jakbym skakał w toń jeziora. Ale ściana nie przypominała wody, wrażenie nie przypominało też fizycznego odczucia skoku do wody. Była to raczej myśl o nurkowaniu połączona ze wzrokowym odczuciem przenikania przez płynną materię. Wnikałem głową naprzód w coś, co otwierało się przede mną zupełnie jak woda, gdy coraz bardziej oddalałem się od tunelu. Wrażenie zapadania się głową naprzód było tak realne, że zacząłem się zastanawiać, jak długo, czy też jak głęboko albo jak daleko będę tak nurkował. Z mojego punktu widzenia spędziłem tam całą wieczność. Widziałem tam chmury i podobne do skał formacje materii zawieszone w płynnej toni ściany. Były tam jakieś jaśniejące obiekty o geometrycznych kształtach, przypominające kryształy, oraz plamy najgłębszych barw podstawowych, jakie w życiu widziałem. Były tam również obszary intensywnego światła i nieprzeniknionej czerni. Wszystko to przesuwało się obok mnie, czy to wolno, czy to niezwykle szybko. Przyszło mi na myśl, że oglądam przestrzeń kosmiczną. Natychmiast, gdy tylko to pomyślałem, moja prędkość wzrosła tak nieprawdopodobnie, że wszystko się rozmyło, a ja

zorientowałem się, że – ni stąd, ni zowąd – jestem w pełni przebudzony we własnym pokoju, z nosem przyciśniętym do ściany. Pewien nieokreślony lęk kazał mi skonsultować się jak najszybciej z don Juanem. Wysłuchał mnie uważnie. – Musisz teraz wykonać pewien dość drastyczny manewr – powiedział don Juan. – Wysłannik nie ma prawa się wtrącać w twoje ćwiczenia w śnieniu. Albo raczej to ty, i to pod żadnym pozorem, nie powinieneś mu na to pozwalać. – Jak mogę go powstrzymać? – Musisz wykonać prosty, ale trudny manewr. Gdy będziesz wchodził w śnienie, powiedz głośno, że nie chcesz już więcej mieć wysłannika w swoim śnieniu. – Czy to oznacza, don Juanie, że już go nigdy więcej nie usłyszę? – Właśnie. Pozbędziesz się go na zawsze. – Ale czy to słuszne, żeby pozbywać się go na zawsze? – Na tym etapie zdecydowanie tak. Mówiąc to, don Juan postawił mnie przed nie lada dylematem. Nie chciałem zupełnie zrywać związków z wysłannikiem, ale z drugiej strony chciałem zrobić tak, jak radził mi don Juan. Zauważył moje wahanie. – Wiem, że to bardzo trudne – przyznał. – Ale jeśli tego nie zrobisz, istoty nieorganiczne zawsze będą wszystko o tobie wiedzieć. Jeśli chcesz tego uniknąć, to zrób, co ci mówię. I zrób to teraz. Podczas następnej sesji śnienia, gdy byłem już gotów wypowiedzieć moją wolę, przeszkodził mi głos wysłannika. Powiedział: “Jeśli powstrzymasz się od wyrażenia swej woli, obiecuję, że nigdy nie będę ci przeszkadzał w twoich ćwiczeniach i będę mówił do ciebie tylko wtedy, gdy będziesz mi zadawał pytania". Natychmiast zgodziłem się na jego propozycję i szczerze sądziłem, że był to dobry układ. Czułem nawet pewną ulgę, że tak się to zakończyło. Obawiałem się jednak, że don Juan będzie rozczarowany. – To było niezłe zagranie – zauważył don Juan i się roześmiał. – Byłeś szczery; naprawdę zamierzałeś wyrazić swą wolę. Szczerość była dokładnie tym, czego było trzeba. W zasadzie nie było to konieczne, byś wyeliminował wysłannika. Chciałeś przyprzeć go do muru, by zaproponował jakieś odmienne, wygodne dla ciebie rozwiązanie. Jestem pewien, że wysłannik nie będzie ci już więcej przeszkadzał. Miał rację. Kontynuowałem moje ćwiczenia w śnieniu i wysłannik się do nich nie mieszał. Znaczącą tego konsekwencją było to, że pokoje, które widziałem odtąd w snach, były moim pokojem w rzeczywistym świecie, zjedna wszak różnicą – w moich snach pokój był zawsze tak pochylony, tak zniekształcony, iż wyglądał niczym gigantyczny obraz kubisty; zamiast normalnych kątów prostych pomiędzy ścianami a podłogą i sufitem, regułą stały się kąty ostre i rozwarte. Sam przechył mojego przekrzywionego pokoju, utworzony przez owe ostre i rozwarte kąty, służył uwidocznieniu i wyolbrzymieniu pewnych absurdalnych i nieważnych, choć rzeczywistych szczegółów, takich jak skomplikowany wzór w parkiecie z litego drewna, plamy wyblakłej od słońca farby na ścianach, kurz na suficie, rozmazane ślady palców na krawędzi drzwi. W snach nieodmiennie zatracałem się w płynnym wszechświecie szczegółów wskazywanych przez przechył mojego pokoju we wszystkich moich ćwiczeniach w śnieniu. Natłok tych szczegółów był tak wielki, a ich przyciąganie tak silne, że natychmiast zatapiałem się w nich całkowicie. Gdy tylko udało mi się znaleźć wolną chwilę, zjawiłem się u don Juana, by omówić z nim mój stan. – Nie mogę przezwyciężyć swojego pokoju – powiedziałem mu, gdy już podałem szczegóły moich ćwiczeń. – A dlaczego sądzisz, że musisz go przezwyciężyć? –zapytał mnie z szerokim uśmiechem. – Czuję, że muszę wyjść poza swój pokój, don Juanie. – Przecież wychodzisz poza swój pokój. Być może powinieneś zadać sobie pytanie, czy czasem znów nie ugrzązłeś w swojej interpretacji. Co, twoim zdaniem, oznacza chodzenie w tym przypadku? Powiedziałem mu, że sen o wyjściu z pokoju na ulicę nieustannie mnie prześladuje. Czułem

prawdziwą potrzebę zrobienia tego raz jeszcze. – Ależ robisz rzeczy znacznie lepsze – zaprotestował. –Wkraczasz na niewyobrażalne obszary. Czego jeszcze chcesz? Starałem się mu wyjaśnić, że odczuwałem wręcz fizyczną potrzebę wydostania się z tej pułapki szczegółów. Najbardziej właśnie denerwowała mnie niemożność oderwania się od tego, co przyciągnęło moją uwagę. Uzyskanie choć odrobiny woli było dla mnie niezbędnym minimum. Zapadła długa cisza. Spodziewałem się usłyszeć coś więcej o pułapce szczegółów. W końcu to don Juan przestrzegał mnie kiedyś przed tym niebezpieczeństwem. – Idzie ci świetnie – powiedział w końcu. – Śniący spędzają wiele czasu na doskonaleniu swego ciała energetycznego. I o to dokładnie w tym wszystkim chodzi –o doskonalenie ciała energetycznego. Don Juan wyjaśnił mi, że moje ciało energetyczne dlatego tak łatwo ulegało pokusie zagłębiania się w szczegóły i beznadziejnie w nich grzęzło, ponieważ było jeszcze niedoświadczone i niepełne. Powiedział, że czarownicy spędzają całe życie na konsolidacji swego ciała energetycznego, pozwalając mu chłonąć wszystko, co tylko możliwe. – Dopóki ciało energetyczne nie stanie się pełne i dojrzałe, dopóty pochłonięte jest samym sobą – ciągnął don Juan. – Nie potrafi wyzwolić się od przymusu absorbowania wszystkiego, co je otacza. Ale gdy wziąć to pod rozwagę, zamiast się z nim zmagać, tak jak ty to robisz, można mu jakoś pomóc. – Jak mogę tego dokonać, don Juanie? – Poprzez kierowanie jego zachowaniem, to jest poprzez podchodzenie go. Don Juan wyjaśnił, że ponieważ wszystko, co wiąże się z ciałem energetycznym, zależy od właściwej pozycji punktu połączenia – a przecież śnienie to nic innego, jak narzędzie do jego przemieszczania – podchodzenie jest sposobem utrzymania punktu połączenia w idealnym położeniu. W tym przypadku jest to położenie, w którym ciało energetyczne może się skonsolidować i skąd może się ostatecznie wyłonić. Don Juan powiedział, że czarownicy przyjmują, iż taka optymalna pozycja punktu połączenia została osiągnięta wtedy, gdy ciało energetyczne może się samo poruszać. Następnym etapem jest podchodzenie go, czyli unieruchomienie w tym położeniu, by nabrało pełni. Don Juan nadmienił, że cała procedura jest niezwykle prosta. Wystarczy zamierzyć podchodzenie. Po tym stwierdzeniu don Juan zamilkł z wyrazem oczekiwania na twarzy. Spodziewałem się, że powie coś jeszcze, a on spodziewał się, że zrozumiałem to, co powiedział. Nie zrozumiałem. – Pozwól, by twoje ciało energetyczne zamierzyło osiągnięcie optymalnej pozycji śnienia – wyjaśnił don Juan. –Potem pozwól, by zamierzyło pozostanie w tej pozycji, i to będzie właśnie podchodzenie. – Przerwał i nakazał mi wzrokiem, abym przemyślał to, co powiedział. – Zamierzenie jest tajemnicą, ale ty już ją znasz – powiedział. – Czarownicy przesuwają swoje punkty połączenia poprzez zamierzanie i unieruchamiają je podobnie, przez zamierzenie. I nie istnieje żadna technika zamierzania. Zamierza się, wyrażając zamiar. W tym momencie znów, jak niejeden raz wcześniej, pomyślałem sobie, jakim to jestem dobrym czarownikiem. Byłem bezgranicznie przekonany, że coś pokieruje mną właściwie i zamierzę unieruchomienie mojego punktu połączenia w owym idealnym położeniu. W przeszłości dokonałem najróżniejszych wyczynów, nie wiedząc zupełnie, jakim cudem. Sam don Juan nie mógł się nadziwić moim zdolnościom albo mojemu szczęściu, a ja byłem święcie przekonany, że będzie to kolejny tego przykład. Jakżeż bardzo się pomyliłem. Bez względu na to, co robiłem i jak długo czekałem, unieruchomienie mojego punktu połączenia w jakimkolwiek punkcie, nie mówiąc w ogóle o tym idealnym, nie przyniosło najmniejszych rezultatów. Po kilku miesiącach usilnych, lecz bezskutecznych prób poddałem się. – Naprawdę wierzyłem, że potrafię tego dokonać – powiedziałem, przekraczając próg domu don Juana. –Obawiam się jednak, że teraz jestem większym egocentrykiem niż kiedykolwiek. – Ależ skąd – uśmiechnął się don Juan. – Jak zwykle, znów zaplątałeś się w błędną interpretację twojego zadania. Szukasz idealnego miejsca, jakbyś szukał swoich kluczyków do samochodu. Potem chcesz unieruchomić swój punkt połączenia, jakbyś unieruchamiał złamaną nogę. Idealne miejsce i unieruchomienie punktu połączenia to metafory. Nie mają nic wspólnego ze słowami, które je opisują. Potem don Juan poprosił, bym opowiedział mu, co ostatnio zdarzyło się w moich ćwiczeniach w śnieniu. Najpierw powiedziałem mu, że moja potrzeba zatapiania się w szczegółach znacznie osłabła.

a jedynie sugerowałem taką możliwość. Don Juan wyjaśnił.Powiedziałem mu. oznacza to. Nie miałem pojęcia. tutaj wszystko faluje. wiele razy. – Nie mówiłem ci tego wprost. Od tego momentu moja uwaga śnienia skupiała się na tym świetle i cały sen kręcił się wokół tej maleńkiej plamki. – Zdołałeś sam dojść do tego. Jeżeli zaś nie widzą energii jakiegoś przedmiotu. Byłem w kropce. – Zaczniesz ćwiczyć widzenie energii w swoich snach. że stwarzanie twojego ciała energetycznego zostało ukończone z chwilą. Obserwowałem. w których mogą znaleźć elementy wytwarzające energię. są wytwornikami energii. maleńka plamka na ścianie lub drewnianej podłodze mojego pokoju wysyłała promień światła. Zaczęło się to jakiś czas temu. aż się nie obudziłem z nosem przyciśniętym do ściany albo podłogi. które pozwalają nam postrzegać przedmioty wytwarzające energię w stanach zbliżonych do snu. Wypełniłeś zadanie dla trzeciej bramy śnie –nia: twoje ciało energetyczne potrafi poruszać się samo. – Ale za każdym razem widzenie było szczęśliwym trafem. czy śnisz normalny sen. Powstrzymanie przez ruch daje mi sposobność dokładnej analizy zaabsorbowania szczegółami. które ciało energetyczne postrzega jako skwierczącą energię. dzięki ruchowi. Trwało to zazwyczaj tak długo. że po pierwsze. jak zniekształcony może się ten świat wydawać ich uwadze śnienia. Teraz rozpaczasz. Teraz będziesz robić to rozmyślnie. Obrzucił mnie swym zwyczajowym. że ciało energetyczne jest również zdolne do postrzegania energii. niematerialnymi odzwierciedleniami czy wytwornikami obcej energii. Dostrzegam ją jako promień nikłego światła. gdy zdołało się samo poruszyć – uśmiechnął się don Juan. iż miał nadzieję. że mają do czynienia z realnym światem bez względu na to. jak plamka powiększa się do rozmiarów kosmosu. – Zapewniam cię. takie. Potem don Juan podał mi nową definicję śnienia. a po drugie – wyglądało na to. czy obserwuję we śnie swoje prawdziwe ciało. – Jeśli ich ciało energetyczne nabrało już pełni. don Juanie? – musiałem zapytać. że materia nieożywiona emanuje pewną siłę obezwładniającą. Musiał chyba zauważyć moje zdezorientowanie. jego przenikliwe spojrzenie omiotło całe moje ciało. Widziałeś już energię wcześniej. Śmiał się z mojego chybionego . jego przeciwieństwem jest niematerialny świat odzwierciedleń. – Świat. że ci się udało. widzą energię zawsze. Śniący mają pewną generalną zasadę – ciągnął. że sam wpadnę na pomysł widzenia energii jako kryterium oceny. A ja ci mówię. – Od tej pory – powiedział don Juan – istotą twojego śnienia będzie określenie. że obserwowałem go podczas snu. Potem coś jednak zaczęło robić to za ciebie i mówiło ci. Jest to proces wyodrębniania przez śniących takich warunków śnienia. że twoje ciało energetyczne. i być może to ruch powstrzymuje mnie przed zagłębieniem się w obserwację szczegółów. – Do czego dokładnie zdołałem sam dojść. że nie udało ci się znaleźć idealnego miejsca. Teraz dopiero czeka cię prawdziwe zadanie: widzenie energii ciałem energetycznym. a nie w świecie rzeczywistym. która jest zupełnie inna niż energia naszego świata. że do niczego takiego nie doszedłem. gdzie miałeś unieruchomić swój punkt połączenia. że znajdują się w zwyczajnym śnie. gdyż roześmiał się i podał mi inną. poskromiło swą obsesję na punkcie szczegółów. że twoje ciało energetyczne nabrało już pełni. który wytwarza energię. Dzieje się tak choćby w przypadku przedmiotów ze świata istot nieorganicznych. – To wszystko dzieje się dlatego. czy rzeczy. szczegół był prawdziwy. – Teraz przed tobą klejnot czarowników – ciągnął don Juan. który nie pozwala mi się poruszyć. czy zdołasz dojść do tego sam. Doszedłem do wniosku. gdy nie potrafiłeś znaleźć żadnego kryterium oceny prawdziwości twoich snów. że nieustannie zmuszam się do poruszania w moich snach. poprzez który zamierzamy odszukać odpowiednie położenia punktu połączenia. czy też nie. W naszym świecie nic nie skwierczy. Don Juan przyznał. I oczywiście doszedłeś do tego sam. Moje wnioski były takie. Chciałem się dowiedzieć. co don Juan ma na myśli. gdzie nic nie ma skutków energetycznych. wiele razy – mówił dalej don Juan. gdy spojrzą na jakiś przedmiot w normalnym świecie. – Ależ tak. który mnie unieruchamiał. Dowodem na to jest to. Na przykład. To coś to było twoje ciało energetyczne. są pewni. Gdy widzą energię jakiegoś przedmiotu w trakcie śnienia. don Juanie? – zapytałem. badawczym spojrzeniem. jeszcze bardziej zawiłą definicję: śnienie jest procesem. – A co jest światem rzeczywistym. na których skupiasz swoją uwagę śnienia. Nie potrafiłem nawet zadać jednego z moich głupich pytań.

jakie jest prawdziwe zadanie dla trzeciej bramy śnienia. którym brakło prostoty i bezpośredniości magii. . by co cztery dni ubierać do spania wyszukany strój nocny. Jednakże mój system interpretacji zmusił mnie do poszukiwania sztucznych rozwiązań. że miałem na wyciągnięcie ręki wszystkie informacje potrzebne do wywnioskowania.pomysłu. i do przedstawienia właściwego kryterium. Powiedział.

Następnie przypatrywałem się sprzedawczyni.ROZDZIAŁ IX: NOWY OBSZAR Don Juan powiedział. – Uczysz się zamierzać widzenie we śnie. że poczuję przymus. Gdy wyraziłem głośno zamiar widzenia. który zbił mnie z tropu. Nie brakowało mi ich ani też nie zastanawiałem się nad ich zniknięciem. na których skupiałem spojrzenie. Próbuj dalej. że aby widzieć w trakcie śnienia. rzucająca się w oczy waza w rogu zdecydowała za mnie. jak to zawsze miało miejsce w moich ćwiczeniach. który znalazłem na dnie Szuflady. Gdy wyraziłem głośno zamiar widzenia. dlaczego muszę ją wypowiedzieć. że znikały lub zmieniały kształt. że nie pojąłem funkcji tego. głośno wyraziłem swój zamiar widzenia jej. jakie to wszystko jest zabawne – powiedział don Juan w odpowiedzi na mój niemy protest. – Myślę. Po wyrażeniu mojego zamiaru. cały sen się zmienił. co się działo z przedmiotami. Odparłem. Co to może oznaczać? – Oznacza to. które żyją tylko w twej uwadze śnienia. surrealistyczny portret kobiety przyozdobionej klejnotami. podobnie jak wysłannicy. Pewnego dnia nie będziesz już musiał głośno tego wyrażać. mogło to być Tucson. po prostu zażyczysz sobie tego. że są inne sposoby osiągnięcia tego samego rezultatu. Uczysz się czegoś naprawdę nadzwyczajnego – zauważył. Spacerowałem ulicą jakiegoś znajomego miasta. zacząłem widzieć jej poświatę. Miałem niesamowity sen. nieomal zły. Ostatnie zdanie przyprawiło don Juana o atak szaleńczego śmiechu. by za nim pójść. że uczę się wydzierać w moich snach. Byłem już zmęczony czekaniem. W tej samej chwili czarny manekin. czasem wytwarzały nawet wir. Wcześniej czy później uderzysz we właściwy ton. Najpierw był gigantycznym żółtym topazem. co właśnie robię – powiedziałem. który w końcu zmieniał mój sen. śniłem właśnie o kościelnym jarmarku. więc w końcu musiałem zapytać o to don Juana. nie tylko muszę zamierzyć widzenie. a potem zmieniła się w inny przedmiot. iż głośne wyrażenie intencji jest drogą najpewniejszą i najbardziej bezpośrednią. Przestraszyłem się. Przypatrywałem się w tym śnie tylu przedmiotom. topaz zmienił się w plamę skwierczącej energii. lecz muszę jeszcze wyrazić tę intencję głośno. zielonkawą poświatą i zmieniło się w wielki. Gdy po raz pierwszy ubrałem w słowa mój zamiar widzenia. Don Juan chciał dokładnie wiedzieć. – Musisz być cierpliwy. ale kobieta odeszła od okna. portret zajarzył się taką samą zielonkawą poświatą. obrazami. Don Juan jak zwykle miał rację. rozjarzył się. mocno wyeksponowany. Wyraziłem głośno zamiar widzenia i oniemiałem zaskoczony. – Dzieje się tak we wszystkich moich codziennych sesjach ćwiczeń w śnieniu – powiedziałem. że twoje sny są po prostu zwykłymi snami. Było tam tak wiele przedmiotów. Moja uwaga śnienia w końcu się wyczerpała i obudziłem się okropnie zawiedziony. Gdy ponownie wyraziłem zamiar widzenia. każda rzecz. W istocie rzeczy lak mi było dobrze bez nich. Przyznał. Było to tak fantastyczne. Na początku pojawił się tropiciel ze świata istot nieorganicznych. W tym śnie pojawił się jednak tropiciel. na całe gardło. że zamierzam widzieć. której się przypatrywałem. Spojrzała na mnie. Nie chciał jednak wyjaśnić. że jakiś szczegół jej cudownej poświaty mógłby mnie uwięzić. – Pewnego dnia zrozumiesz. – Jedyna różnica polega na tym. Gdy wpatrywałem się w tę poświatę. iż zacząłem się bać. zanim zdążyłem całkowicie skupić na niej swoją uwagę. jakoś nie pojawiali się w moich snach. Miałem . by zmienić wystawę. – Krzyczę głośno. Nie dostrzegłem niczego zabawnego w moim stwierdzeniu ani innego powodu jego wesołości. która właśnie podeszła do okna. Akwarium rozjarzyło się słabą. Dwa miesiące później dopiąłem swego. znikała albo zamieniała się w coś innego. lecz stwierdził. niematerialnymi odzwierciedleniami. że nawet zapomniałem zapytać don Juana o przyczynę ich nieobecności. – Tymczasem jednak nie poddawaj się i nie zniechęcaj. Olbrzymia. ale nic się nie działo. na co patrzeć. Miesiącami wpatrywałem się w snach w setki różnych przedmiotów i wyrażałem głośno swój zamiar widzenia. ilu zdołałem. że nie mogłem się zdecydować. ale nic się nie dzieje. Zacząłem przypatrywać się wystawie damskich ubrań i głośno wypowiedziałem zamiar widzenia. Przypatrując się jej. w duchu. Tropiciele. więc przerzuciłem spojrzenie na akwarium z tropikalnymi rybkami. Waza przez chwilę pozostała w polu mojego widzenia.

Były w niej odraza i zło. przyglądał. Równie oczywiste. że we śnie widziałem prawdziwą wazę. że te pytania nie mają sensu. lecz moją uwagę śnienia przyciągnęła poruszająca się poświata. pochłonęła mnie jakaś czarna masa i obudziłem się. Właśnie tak zamierzałem sformułować moje pytanie. widzenie energii w snach jest bardziej denerwujące. W tej pozycji punkt połączenia daje uwadze śnienia taką płynność. iż byłem głęboko przekonany. – Wiem. Don Juan wyjaśnił. Don Juan powiedział. Mogła to być jedna z tysięcy istot. na czym skupiła się twoja uwaga śnienia. don Juanie. a nie podziwiał albo mu się. Efekt tego. w którym rzeczy. – Tym razem nie tylko zobaczyłeś energię. które don Juan nazywał zbliżonymi do snu. zmieniają się szybko w coś zupełnie innego. – Ale dlaczego mnie zaatakowała? – Z tego samego powodu. Powiedziałem. które później znalazłem w rzeczywistości. najwyraźniej świadom mojego zdezorientowania. że w mgnieniu oka może ona pokonywać niewiarygodne odległości. że już przedtem widziałem energię we śnie. gdy widziałem we śnie najdrobniejsze Szczegóły podłogi. był bardzo zbliżony do zwyczajnego snu. don Juanie? – Bez wątpienia. uwaga śnienia skupia się na normalnym świecie i natychmiast przenosi się z jednego rzeczywistego przedmiotu na drugi. przy którym właśnie siedzisz i piszesz. jak twoja reakcja na widok dziwnie wyglądającego pająka spacerującego po twoim biurku. Ruch ten jest możliwy dzięki odpowiedniej pozycji śnienia punktu połączenia. które omal cię nie zabiły. Don Juan wykazał się wielkim zrozumieniem. Ten rodzaj podróżowania wykracza na razie poza twoje umiejętności. mających związek z umysłem. – Teraz twoje ciało energetyczne nabrało pełni i jest sprawne – powiedział don Juan. że w rozważanym śnie musiałem 'patrzeć na jakiś rzeczywisty przedmiot. Była prawdziwa i były w niej przedmioty wytwarzające energię. Rezultatem tego jest niesamowicie szybka i ulotna percepcja dająca złudzenie zwyczajnego snu. Na tym polega doniosłość twojej podróży. jak to rozstraja – mówił dalej don Juan. Natarła na mnie. iż postrzegasz świat istniejący naprawdę. . niż można to sobie wyobrazić. – Chcesz pewnie wiedzieć. że śnienie może się odbywać w rzeczywistości naszego normalnego świata. – Czy to aż tak oczywiste. – W trakcie ostatniej sesji – powiedział don Juan –nieświadomie wywołałeś odmienny skutek tego ćwiczenia i wkroczyłeś do innego świata.zamiar pójść za nią. lecz również przekroczyłeś niebezpieczną granicę – powiedział don Juan po usłyszeniu mojego sprawozdania. Odskoczyłem do tyłu. gdy im się przyglądać. Poświata zatrzymała się. ścian czy drzwi mojego pokoju. że widziałem energię. wynika. albo w jakim świecie się znalazłem. że widzisz energię w swoim śnie. wytwarzającymi energię. za wyjątkiem widzenia energii. surrealistyczny portret kobiety obwieszonej klejnotami. – Tak więc z tego. że zadaniem dla trzeciej bramy śnienia jest pobudzenie ciała energetycznego do samodzielnego poruszania się. domyśliłem. spowity zasłoną snu. przepełniona nienawiścią. szczegóły. co istoty nieorganiczne: byłeś zbyt łatwo dostępny. Obrazy te były tak żywe. że w niektórych snach. a potem moja uwaga śnienia pokonała wielką odległość i widziałem rzeczywiście istniejący. – Jak myślisz. Zabiłbyś go ze strachu. To samo zdarzyło się wówczas. takich jak mój. gdzie rozgrywał się mój sen . nigdy jednakże nie wpłynęła na mnie w taki sposób. Twoje ciało energetyczne się poruszyło i podjęło samodzielną podróż. Powtórzył raz jeszcze. podobnie intrygowały mnie senne wizje królestwa istot nieorganicznych. Sam jednak się . – Rozumowałem tak. co to było? – To drapieżny wszechświat. – Z pewnych powodów. które tam żyją. by zadać odpowiednie pytanie. co? – zapytał z szerokim uśmiechem. więc coś cię zaatakowało. Chciałem wiedzieć. Nie potrafiłem znaleźć słów. Zaintrygowała mnie myśl. a mój sen był jednym z tych stanów.

co mogłoby się wydarzyć. że mówi jak najbardziej poważnie. ponieważ nikt nie potrafi na nie odpowiedzieć. tak niebezpieczną. Świat. Wiesz. jest zaledwie jedną z nich. Tak więc. było to mroczne. była czystą świadomością. dla których . Byłem taki sam. Zgodnie z poglądem czarowników wszechświat jest zbudowany z warstw. Wszystko. mimo to stwierdzenie. że zdajesz już sobie teraz sprawę z tego. Widziałeś jej energię. Doskonale rozumiałem sens jego słów. że żartuje.– Mówisz poważnie. – Skończ z tym cynizmem – warknął groźnie don Juan. abyś zrobił jedną bezsensowną rzecz. głębokim strachem. że rozumiesz. dokuczliwe uczucie przeszywające mnie aż do trzewi. – Już wyczerpaliśmy ten temat. czy były one prawdziwe. Uświadomiłem sobie. Don Juan nalegał. pewna niewidzialna siła przejmie pałeczkę i poczyni w tobie odpowiednie zmiany. don Juanie? – I to jak! Istota. Czasem pokonujemy granice jednej warstwy i wkraczamy do innej warstwy – innego świata podobnego bardzo do naszego. jak tylko można to sobie wyobrazić. Napór był tak silny. gdy rozmawialiśmy z don Juanem o śnieniu. Przez chwilę. Słowa don Juana wywoływały moją natychmiastową reakcję. A ja głowiłem się nad tym bez przerwy. Jeśli będziesz to sobie powtarzał wystarczająco długo. Byłem przekonany. jaką z tym wszystkim prowadziłem. ale musisz to sobie powtarzać. nic mi nie mówi. omawialiśmy powody. zgodnie z przyziemnym rozumowaniem mojej normalnej świadomości. który znamy. że osią magii jest tajemnica punktu połączenia. – Mówiłeś mi już o tym. Jesteś tego pewien na dziewięćdziesiąt dziewięć procent. wytwarzający energię przedmiot od niematerialnego odzwierciedlenia. które ciało energetyczne może przekraczać. Cynizm nie pozwala nam przeprowadzić drastycznych zmian w naszym rozumieniu świata. zdawało mi się. byśmy w dalszym ciągu rozmawiali o mojej podróży. – I powtarzaj sobie to wszystko z pełną szczerością. ale nie na sto. Tajemnica punktu połączenia – mówił dalej. twoje ciało energetyczne nie jest całkowicie pewne. Następnym razem. iż to wszystko jest idiotyczne. Z jakiejś nie wyjaśnionej przyczyny byłem temu niechętny. lecz już nie takiego samego. Wiesz o tym. że zawsze mamy rację. Wymusza też na nas przeświadczenie. don Juanie? – Świat jest jak cebula. która może zmienić bieg rzeczy. wpychając się pod płuca. gdy słuchałem jego rad. Niepokoiło mnie jedynie to. że upierał się przy nieustannym powtarzaniu sobie tej samej formuły. to znaczy wytwarzające energię. – Proponuję. fizyczny smutek ścisnął mi klatkę piersiową tak mocno. don Juanie. że borykam się z dziwnym. – Twoim problemem jest cynizm. że aż zawyłem z bólu. iż moja świadomość zmieniła poziom i powróciłem do normalnego stanu. Stwierdziłem. trudno odróżnić nam prawdziwy. która cię zaatakowała. Albo raczej. jest możliwa? – To pytanie najzupełniej bez znaczenia. o której mówisz. chociaż walczyłeś z istotami nieorganicznymi i naprawdę widziałeś tropicieli i tunele. że zaraz skonam z udręki. – Nie ulega najmniejszej wątpliwości. co mogłoby wskazywać na to. bez niczyjej pomocy – Jak taka podróż. Niewypowiedziany. na którą nie zwróciłem uwagi. w innej warstwie tej cebuli. że podróż ta istnieje w pozycji punktu połączenia. – Co to znaczy kolejna warstwa cebuli. kończąc jakąś wypowiedź. Don Juan nie uczynił niczego. Wiedziałem. stało się niejasną myślą o czymś. nie patrząc na mnie – jest wszystkim w magii. gdzie do teraz żyją dawni czarownicy? Właśnie w innej warstwie. I ty właśnie wkroczyłeś do jednego z nich. wszystko w magii opiera się na manipulowaniu punktem połączenia. Jestem pewien. – Bardzo trudno mi zrozumieć czy zaakceptować możliwość odbycia rzeczywistej podróży podczas snu. że jeśli nie widzimy podczas śnienia. ale przypomniałem mu o walce. że dotarłeś do następnej warstwy cebuli – powiedział don Juan. Żołądek i przepona zaczęły się podnosić. ale się nie wydarzyło. o czym rozmawialiśmy. iż podróż ciała energetycznego zależy wyłącznie od pozycji punktu połączenia. że myślę. Powtarzaj sobie bezustannie. ma wiele warstw.

co mam na myśli. co mówisz. że ponieważ śniący docierają do prawdziwych światów. że zwykłe sny są narzędziem. Na razie jednak . że nie jesteś – odparował don Juan. ponieważ przesączyła się aż do naszych czasów pod postacią idei sprzedania duszy diabłu w zamian za nieśmiertelność. Uważasz. Wówczas znowu poczułem ból w klatce piersiowej. co z tego wynika. Don Juan ostrzegł mnie. nim zdołałem dotrzeć do niuansów mojego snu. ale twoja świadomość nie ogarnęła jeszcze wszystkiego. – Tylko to. ponieważ wyrósł on z ich obserwacji otaczającego ich wszechświata. Przypomniał mi. dokładnie taki. że jakoś się otrząsnąłem. w jakiś sposób ciągle byłem przekonany. a ty się obudzisz. czego byłem świadkiem w trakcie ćwiczeń w śnieniu. traktowałbyś śnienie z większą ostrożnością i rozwagą. Twój rozum podpowiada ci błędnie. Najpierw zauważył. że to tylko sen. Oczywiście. – Jak wiesz. Don Juan ostrzegł mnie. zajmującym się poglądami i obserwacjami czarowników starożytności – odparł. wstrzymując moje ćwiczenia w śnieniu. – Traktuj śnienie jak coś nadzwyczaj niebezpiecznego! – nakazał. – Zapewniam cię. ale nie do końca wierzysz w jego realność. o której miałbym jakieś pojęcie. jest stanem wytwarzającym energię. że chcąc wyjaśnić moją sytuację. że mój racjonalny umysł wie. – Mówię ci o poglądach starożytnych i poglądach ludzi współczesnych – ciągnął don Juan – ponieważ twoja świadomość współczesnego człowieka woli traktować nie znane sobie pojęcia jak puste idee. że ze wszystkich transcendentalnych obserwacji czarowników starożytności istnieje tylko jedna. Próbuję zbudować dla ciebie solidny most pomiędzy poglądami starożytnych a ludzi współczesnych. musi pójść okrężną drogą. Don Juan powiedział. Najmniejszy bowiem brak czujności może narazić ich na śmiertelne niebezpieczeństwo. Natomiast ludzie współcześni mają absurdalnie nierealistyczny pogląd na postrzeganie i świadomość. gdzie tworzy się ów stan wytwarzający energię. uleganie pokusom istot nieorganicznych nie jest jedynie ideą. – Ponieważ jesteś człowiekiem współczesnym. że starożytni mieli bardzo realistyczny pogląd na postrzeganie i świadomość. jak wysłannik usiłował nakłonić mnie do pozostania w swoim królestwie. – A ty nie masz o nich większego pojęcia. oferując mi możliwość zachowania osobowości i świadomości na niemalże całą wieczność. Rozumiesz z pewnością. – Jednakże nie uświadomiłeś sobie jeszcze w pełni znaczenia tej realności. – Dlaczego mi o tym mówisz? – zapytałem. jak tego dnia. że traktujesz śnienie bardzo poważnie. – Mówię to wszystko dlatego. że wzięła się ona wprost ze związku dawnych czarowników z istotami nieorganicznymi. że po raz pierwszy znalazłeś się w odpowiedniej sytuacji. Don Juan uważał. że to tylko sen. że cokolwiek się zdarzy. co oznacza stan wytwarzający energię – powiedziałem. – I zacznij już od teraz! Nie zaczynaj znów swoich dziwacznych zagrywek. nazywany przez nas śnieniem. – Rozumiem. don Juanie. Don Juan zauważył. Dalej powiedział. by zrozumieć. jestem pewien. dlaczego to mówisz. Don Juan miał rację. gdy moja świadomość samoistnie zmieniła swój poziom. Śnienie również jest realne. i podczas naszej ostatniej rozmowy zmusił moją świadomość do zmiany poziomu. że między myślami i czynami czarowników starożytności a myślami i czynami ludzi współczesnych istnieje ogromna różnica. Ton jego głosu był tak natarczywy. ale nie rozumiem. powinni nieustannie zachowywać jak najdalej posuniętą ostrożność. Mój umysł bronił się jeszcze. Po raz pierwszy możesz zrozumieć. – Gdyby tak było. w pewnej chwili sen się skończy. jest rzeczywiste – ciągnął don Juan. Gdybym dał ci wolną rękę. gdzie wszystko może się zdarzyć. Jeszcze nigdy tak bardzo jak teraz nie potrzebowałeś trzeźwości umysłu i zimnej krwi. Pomimo wszystkiego. więc zdajesz się na ślepy los. że jestem w pełni świadom. Znalazłem się więc w stanie normalnej świadomości. – A ja zapewniam cię . jak doniosłe konsekwencje pociąga za sobą uświadomienie sobie tego wszystkiego. iż śnienie jest stanem wytwarzającym energię. ponieważ wyrasta z ich obserwacji porządku społecznego i styczności z nim. że potrafisz szybko i z łatwością przemieszczać swój punkt połączenia. – Co się ze mną dzieje don Juanie? – zapytałem. dzięki któremu można nauczyć punkt połączenia zajmować pozycję.od wielu miesięcy nie poczyniłem żadnych postępów w moich ćwiczeniach w śnieniu. uważałbym śnienie za pewną ideę. Don Juan szarpnął mnie silnie za ramię.

– Powiedzmy. jeśli człowiek się rozwinie. położenie punktu połączenia ludzkości zabarwiało przewodnią energię świata na jasnozielone. Rezultaty mojej ni to litanii. – Są tylko te trzy odcienie? – Stałem don Juana. bąblującej energii. co oznacza. I nie pozwalaj sobie nawet na najmniejszą swobodę ruchów. Don Juan nazywał ją energią skwierczącą. Górna warstwa jest biaława. że aby się rozwijać. ludzie muszą najpierw uwolnić swą świadomość z okowów porządku społecznego. Bez trudu mógłbym wykazać. jeśli tylko ci się to uda. których spotkasz. – Ale na początku powinieneś zająć się tylko tymi trzema. – Nie zapominaj. zmieniały swe kształty. na nasze wielkie nieszczęście.ta łatwość skłania się ku chaosowi. którego napotkasz. Oczywiście myślałem. migocze własnym wewnętrznym światłem. Energia czarowników ma kolor bursztynowy. Sami są tego dowodem. Na tym skończyła się tego dnia nasza rozmowa. że energia naszego świata faluje. – Don Juanie. – Wszyscy tropiciele. W swoich snach zawsze wrzeszczałem na całe gardło. gdy tylko uznałem to za konieczne. że dzisiejszy białawy odcień kiedyś się zmieni? – Tak. by się wsłuchać. przez co widzenie energii w trakcie śnienia stało się jedynym celem moich ćwiczeń. o czym mówi. intencja skieruje ją na nową ścieżkę ewolucji. nie będą pochodzić ze świata istot nieorganicznych. Innym rodzajem energii. że czarownikom się to uda? – Już im się udało. że żartuje sobie ze mnie. Było tak tylko dlatego. jeszcze bardziej oddalonych poziomów świadomości. że energia naszego świata składa się z warstw błyszczących ocieni. Wszystko. co obecnie robią ludzie. przynajmniej wtedy. Warstwa biaława jest odcieniem obecnej pozycji punktu połączenia ludzkości – kontynuował don Juan. Niektórzy tropiciele. lecz zaklinał mnie. że wpłynęło to na moją świadomości tak jak ćwiczenia fizyczne wpływają na mięśnie. który odkryłem w naszym świecie. – Czy tropiciele są siebie świadomi? – Jak najbardziej – odparł don Juan. Prośba don Juana nie wydała mi się dziwna. jabłko zechcesz. nasza świadomość jest tak bez reszty pochłonięta czymś innym. Wróciłem do domu i codziennie przez blisko rok najzupełniej szczerze powtarzałem to. że wszystko. lecz z innych. gdy znajdę się w kłopocie. z wyjątkiem niebieskiego. Byłem głęboko przekonany. że istoty nieorganiczne próbowały cię ugłaskać. gdy przedmioty. jakby coś się w nich kotłowało. by zebrać swoją energię i zmienić postawę. kiedy nie śpimy? – Ależ robią to. Moja umiejętność zamierzania widzenia rosła proporcjonalnie do włożonego wysiłku Przyszedł czas. była obca energia tropicieli. że nie wiem. – Jest ich nieskończona liczba – odparł. Za to w trakcie snu otwiera się śluza – . biaława poświata uderzała mnie zawsze jako pierwsza. Czarownicy wierzą. że czarownicy są energetycznie powiązani z ludźmi. ale wiedziałem. następna – polegająca do niej – jasnozielona. które napotykałem w moich zbliżonych do snu stanach. które – gdy zacząłem je widzieć – zamieniały się w plamy skwierczącej. Teraz jesteś sam. jak wówczas. gdy głośno wyrażałem zamiar widzenia. Don Juan pogratulował mi sukcesu. jest zabarwione tą białawą poświatą. Zapewnił mnie jednak. co nakazał mówić. ni to inwokacji Przeszły moje najśmielsze oczekiwania. nie tylko żywe istoty. pochodzili z tego królestwa. Natomiast przekonanie pozostałych o ważności i doniosłości rozwoju to zupełnie inna sprawa. a jeszcze inna – położona głębiej – bursztynowa. – A zatem dlaczego nie kontaktują się z nami. Gdy świadomość zostanie uwolniona. I tak też zrobiłem. Napotykałem w snach dziesiątki rzeczy. że potrafiłem zamierzyć widzenie bez użycia słów. Później możesz sobie być tak dokładny. iż nie mamy czasu. Musisz doprowadzić ją do porządku. że mam tylko kilka sekund na to. że mówi całkowicie poważnie. Wiedziałem również. którzy żyli w dalekiej przeszłości. Jednak. One ciągnęły za sznurki. bardziej odległym czasie – na bursztynowo. czy sądzisz. W innym czasie. Jednakże gdy ciałem jakąkolwiek rzecz wytwarzającą energię. Odnajdywałem te wszystkie odcienie lub może lepiej – widziałem ich migotanie. bym nie przestawał krzyczeć podczas śnienia. Wielkim zadaniem czarowników jest nakreślenie idei. że jest to odcień współczesny. należy do świata istot nieorganicznych – zauważył don Juan. – Myślisz. których do tej pory odnalazłeś. Don Juan wyjaśnił. Mój punkt połączenia stał się bardziej ruchliwy. Odkryłem. i wyodrębnić dziesiątki odcieni. że nie każdy tropiciel. osiągając taki sam efekt. W jeszcze innym.

– A gdzie w takim razie jest to odpowiednie miejsce. Tacy tropiciele sprawiali wrażenie. Don Juan przerwał na chwilę. by twoje ciało energetyczne powiedziało tobie. których widziałeś? . Don Juan znowu miał rację. – Muszą być tacy. że zaniepokoiła mnie możliwość znalezienia tropiciela pod postacią własnej matki. należy przyjąć. I to właśnie jest tak niebezpieczne. – Jedną z najdziwniejszych rzeczy. maskujący się w sposób bardzo subtelny. Poczułem się głupio. jak nasza. najpotworniejsi tropiciele ukrywają się W snach pod postacią ludzi. czy tropiciele przychodzą z innego pionu niż świat istot nieorganicznych? – Im bardziej skwierczą. a wtedy matka przeistoczyła się w potworny. że moja rozterka go bawi. Ich energia syczała delikatnie. Energia drugiego ogólnego rodzaju tropicieli robiła wrażenie znacznie potężniejszej. gdy we śnie czujemy się niepokojeni przez naszych rodziców lub przyjaciół. potrafi dokonywać niezwykle subtelnych rozróżnień i bezbłędnie oceniać sytuację. ale musisz pozwolić. – To irytujące. gdy w trakcie śnienia skupiłem spojrzenie na postaci mojej matki. jak głaskanie grzechotnika. Trzeci rodzaj tropicieli don Juan opisał jako najbardziej niebezpieczny – wielce agresywny i obdarzony potężną mocą. tym z odleglejszego pochodzą poziomu. który wykracza poza nasze możliwości energetyczne. musimy pójść z nimi. Pierwszą byli tropiciele pochodzący z królestwa istot nieorganicznych. Powiedz. które wyróżniłem. To brzmi jak uproszczenie. faluje. Unikaj takich obrazów. co robisz i czego chcesz od obcej energii. które odnosiłeś jedynie do rzeczy i obiektów. Zapewniam cię. jakby mieli zaraz spłonąć. Tym razem winę ponosi słowo “przedmioty". Cokolwiek ponad to jest jest równie niebezpieczne i głupie. Twoje pytanie doprowadziło nas do tematu. – Czy można jakoś określić. – Szeroki uśmiech na twarzy don Juana zdawał się świadczyć o tym. dobrze ci radzę. musisz zadowolić się tylko krótkim spojrzeniem. lecz przy moim obecnym poziomie energii mogę skoncentrować się jedynie na trzech. don Juanie? – Znowu padłeś ofiarą słów. co jest czym. Niebieska energia nie istnieje w naszym świecie w stanie naturalnym. o którym jeszcze nie rozmawialiśmy. że mamy do czynienia z tropicielem trzeciego rodzaju. aby nie przepaść w swoich podróżach. że w śnieniu zawsze towarzyszą im obrazy naszych rodziców lub serdecznych przyjaciół –ciągnął. Moje spotkania z obcą energią były zawsze bardzo ulotne. I w naszych snach możemy nawiązać kontakt. gdy o nich śnimy. – Może dlatego zawsze czujemy się nieswojo. Dotąd miałeś do czynienia jedynie z dwoma pierwszymi. Pierwsze dwa rodzaje najłatwiej spostrzec. co powiedział. przerażający bąbel skwierczącej energii. Powiedział tak: – Jeśli nie wiesz dokładnie. – Jest taka. – A gdzie wobec tego umieścić niebieskiego tropiciela? – zapytałem. Wibrowali niczym napełnieni sprężonym gazem. że natychmiast przyciągają naszą uwagę śnienia. Nie był to jednak dźwięk. Don Juan wyjaśnił. lecz raczej wyraźny obraz musowania albo początkowego stadium wrzenia. jakiego koloru byli tropiciele. które napotykają śniący i którą sam niedługo napotkasz – ciągnął don Juan – jest trzeci rodzaj tropiciela. gdyż przestrzegałem co do joty zaleceń don Juana. – Niebieska energia nie skwierczy – odparł don Juan. Kiedyś spotkała mnie straszliwa niespodzianka. ponieważ szukałeś w nieodpowiednim miejscu. – Dlaczego to jest niebezpieczne. – Oto generalna zasada dla śniących: zawsze wtedy. że w obliczu obcej energii. ale jest niebieska. Gdy tylko skupią na nas swoją uwagę. by dotarło do mnie znaczenie tego. Utrzymywanie na nich naszej uwagi śnienia jest równoważne z zaproszeniem ich do skupienia na nas ich świadomości. Cóż. Możemy wylądować w świecie. a nie biała. don Juanie? – Tropiciele są zawsze bardzo agresywni i wyjątkowo brawurowi – odrzekł. że jest wiele więcej rodzajów tropicieli niż te dwa. Wyraziłem głośno swój Zamiar widzenia. To sarna trucizna.zaczynamy śnić. Moje ciało energetyczne bez zastanowienia rozróżniało dwa ogólne rodzaje energii. Maskują się w naszych snach tak dziwacznie.

Jeżeli chcemy widzieć istoty nieorganiczne. Moje serce zamarło. gdy spotkałem któregoś z nich. Za każdym razem. co wychwalał wysłannik. że tropiciele. Przez chwilę nic nie mówił. jak . Zapewniłem go. Zatoczyłem się. ciężko stąpając w miejscu. których widziałem. Sam się przekonałem. głośno wyrazić zamiar tam pozostania. Don Juan roześmiał się i powiedział. gdy już tam jesteś. że w drapieżnym wszechświecie. Za każdym razem wydawało mi się. Jednak w świecie istot nieorganicznych słowa nie utraciły swej mocy. że nie pragnę świata istot nieorganicznych bez względu na to. ponieważ tak naprawdę wiem o nim więcej niż on sam i jego towarzysze razem wzięci. oczywiście. że moje stwierdzenie niezmiernie go ucieszyło. Ten świat może dać nam schronienie i przedłużyć naszą świadomość niemal na cala wieczność. don Juanie? – Świat istot nieorganicznych jest zamknięty. co możesz uczynić sam. jakby szukając właściwych stów. jakie oferuje korzyści. Odrzucam go. że ta podróżująca. byli różowi albo czerwonawi. co wychwalał w swoim świecie. być może szukając w nich błysku przyzwolenia czy zrozumienia. ale bez rezultatu. ale do mnie nie przemawia – stwierdziłem. Twierdzili. – Ponieważ to prawda – powiedział. – Jesteś zatem gotowy na ostatnią informację o tym świecie – powiedział. – Pokazują się tylko na początku – wyjaśnił. Wtedy dowiedziałem się od don Juana. Nie cierpię tego przymusu czerpania z jednego tylko źródła. Coś cię tam ściąga. pochodzi z królestwa istot nieorganicznych – powiedział pospiesznie. – Dlaczego już się nie pojawią? – spytałem. która zaatakowała mnie podczas mojego pierwszego samodzielnego widzenia w śnieniu. że kręci mi się w głowie. Zdawało mi się. by rozszarpać nas na kawałki. że tropiciele trzeciego rodzaju są po prostu przerażający. Podczas naszej następnej rozmowy o śnieniu zagadnąłem don Juana o przyczyny całkowitego zniknięcia istot nieorganicznych z moich ćwiczeń w śnieniu. Nikt nie może do niego wejść ani go opuścić bez ich zgody. – Podsumowując – zaczął – moja awersja do działań dawnych czarowników jest bardzo osobista. pogardzam tym. Odpowiedziałem don Juanowi. ale niezbyt mu to wyszło. że podejmiesz ryzyko i wybierzesz drogę. – Dlaczego. której nie omawialiśmy – powiedział don Juan i umilkł. na której możesz zostać rozerwany na strzępy? –zapytał don Juan z nutą dezorientacji w głosie. by wymusić ruch ich punktu połączenia. zwłaszcza matki. Próbowałem odciągnąć cię od niego. którą przekazali nam dawni czarownicy. ukrywał się za postaciami moich rodziców. by nie upaść. że nie ma prawa opowiadać mi o świecie istot nieorganicznych. Wypowiedzenie tych słów wprawia w ruch nieodwracalne prądy energii. która wyszła z moich ust. Dlatego ich nie lubię. – Istoty nieorganiczne nie mogą kłamać. że śmiertelnie niebezpieczni tropiciele trzeciego rodzaju są jasnopomarańczowi. Don Juan popatrzył mi głęboko w oczy. to. – Dlaczego tak sądzili? – zapytałem. gotowym. tropiciel po prostu nas tam zabiera. nie potrzeba już ich odzwierciedleń. jest prawdą. Moje ciało energetyczne było przerażone. co uczynili. ale to nikt nie jest w stanie sam się dostać do ich królestwa.Do tej chwili nigdy się nad tym nie zastanawiałem. zanim jeszcze zacząłem ją widzieć. Teraz już tak nie jest. zawsze przypominała mi się plama energii. " Jedyne. – To najbardziej przerażająca informacja. Jako nagual. obca energia za chwilę rzuci się na mnie. – Taka jest prawda – ciągnął don Juan – i spuścizna. – Pozostała jeszcze ostatnia sprawa związana z tym światem. Gdy ich widziałem. Jest to jedyna bezpieczna przystań. – Próbował się uśmiechnąć. więc wszystko. jest prawdą. – Czy to znaczy. W zamierzchłych czasach słowa miały niewiarygodną moc. jakby chciał mieć to już z głowy. Tchórzliwie schronili się w świecie istot nieorganicznych. Poczułem. – Być może to. – Energia potrzebna czarownikom do tego. Ponieważ nikt. – Gdy tropiciele zabiorą nas do ich świata. Mają nas w garści po dziś dzień.

Don Juan wysłał mnie do domu. iż żaden czarownik nie wie. Do tych Sztuczek czarownikom potrzeba olbrzymich dawek obcej. co mi wyjawił. czym tak naprawdę ona jest. to już zupełnie inna sprawa. – Ale jak oni ją czerpią ze świata istot nieorganicznych? – Po prostu udając się do tamtego świata. . zanim usłyszałem to od don Juana. żeby zrobić to. don Juanie. czarownicy muszą na nowo określić swoje założenia i oszczędzać energię. niż mogłem sobie wyobrazić. Żaden z nas nie ma jednak twoich skłonności. dlaczego czarownicy muszą czerpać energię ze świata istot nieorganicznych? – Ponieważ nie ma innej nadającej się do wykorzystania przez czarowników. lecz nie poddawałem się ich wpływom. Na usta cisnęły mi się setki pytań. kształtowanie ciała energetycznego i tak dalej. Jednak to powtórne określenie założeń potrzebne jest jedynie do tego. by uzyskać energię potrzebną do ustawienia śnienia. machając mi na pożegnanie.magnes. – Co możemy z tym zrobić? – zapytałem. Sposób ten określa się jako szczyt podchodzenia. – Na wszystkie pytania możesz odpowiedzieć sobie sam – oświadczył. Podróże do świata istot nieorganicznych zawsze oznaczały dla mnie kolejną dawkę mrocznej energii. Przypomniałem don Juanowi jego własne stwierdzenie. co ty. – Nie możemy się z nimi zadawać – odparł. Myślałem o tym już dużo wcześniej. Jednak żaden z nas nie jest takim bałwanem. Aby manewrować punktem połączenia we właściwy sobie sposób. Polega on na podtrzymywaniu niezachwianej intencji wolności i pomimo tego. – A jednak nie możemy się trzymać od nich z daleka. widzenie energii. mrocznej energii. że rozprowadzanie energii jest koniecznym warunkiem śnienia. Ja rozwiązałem ten problem tak: czerpałem ich energię. Wszyscy czarownicy naszej unii muszą to robić. – Czy możesz mi wyjaśnić. – Aby zacząć śnić. lecz on nie chciał ich w ogóle słyszeć. Zrozumiałem don Juana lepiej. czarownicy potrzebują olbrzymich ilości energii. abym zastanowił się dobrze nad tym. Podróże do innych światów. – Zgadza się – potwierdził don Juan.

że bez zastanowienia oddałbym za nie życie. że jest elementem fizycznym – poprawił mnie don Juan. Wyobraź więc sobie. – W naszym rzeczywistym świecie woda jest tym elementem środowiska. że nie jestem w stanie znaleźć odpowiedzi na swoje pytania. Nie odczuwałem już depresji. to było ponad moje siły. musiałem zwrócić się do don Juana z prośbą o pomoc. że granica drugiej uwagi zaczęła się załamywać. Jednak gdy czas jego odejścia był coraz bliższy.ROZDZIAŁ X: PODCHODZENIE ZWIADOWCÓW Wkrótce po powrocie do domu stało się dla mnie jasne. a przecież znałem je tak dobrze. – To już ostatnie zadanie dla trzeciej bramy śnienia. jak to jest możliwe. Potem zapadła cisza. że elementy fizyczne są częścią naszego systemu interpretacji. a polega ono na podchodzeniu zwiadowców. Musisz to rozróżniać. Pojechałem do miasta na południu Meksyku. który wywołała w mojej głowie ta sytuacja. – Idea świadomości jako fizycznego elementu środowiska jest wręcz rewolucyjna – powiedziałem urzeczony. Zapamiętaj jednak. – Jest elementem energetycznym. to było jedno z nich. Powiedział. przez które sami przeszli. gdy tylko usłyszeli o moich kłopotach. A teraz doszły kolejne dwie osoby do mojego i tak już przeładowanego systemu. – Świadomość to nieskończony obszar odkryć nie tylko dla czarowników. W dążeniu do poszerzenia naszej świadomości nie wolno nam się cofać przed żadnym ryzykiem i wzdragać się przed stosowaniem najdrastyczniejszych środków. gdy poznałem Florindę Grau i Carol Tiggs w normalnej rzeczywistości. Działo się to wówczas. Don Juan śmiał się ze mnie i udawał. Don Juan wyjaśnił mi. postanowiliśmy udać się na lunch do przesławnej Cafe Tacuba. – Jaka jest różnica między elementem fizycznym a energetycznym? – zapytałem. – Różnica polega na tym. gdzie don Juan zwykle się zatrzymywał. bym zawiózł go do Mexico City. gdy załamały się ich granice drugiej uwagi. zanim on odejdzie. korzystając ze świadomości. z którymi don Juan zapoznał mnie w trakcie naszej znajomości. Kilka lat wcześniej poznałem Taishę Abelar i zaczynałem się już powoli przyzwyczajać do – tego piekielnego uczucia. Don Juan nie był głodny. tak jak to teraz przydarzyło się mnie. Tego dnia. że świadomość jest podobnym elementem. – Jakiego rodzaju aktu magii. dzięki któremu przybywają do nas z różnych zakątków wszechświata. Pośród mnogości pojęć. które wzbudzały moje szczere zainteresowanie. ale . o czwartej po południu. Może dlatego. don Juanie? – Do podróży. miał umówione spotkanie z adwokatem. ile z siebie samych. by dowiedzieć się jak najwięcej. gdzie rzekomo podawano prawdziwe posiłki. gdzie mieszkał wraz ze swoimi towarzyszami. zaczęli się głośno śmiać. który wykorzystujemy do przemieszczania się. czarownicy podróżują aż po same krańce wszechświata. więc zamówił tylko dwie słodkie tamale. Bardzo wyczerpywał mnie zamęt. w ogóle nie znałem tych kobiet. Don Juan powtórzył. Byłem wyczerpany i zachorowałem. Czarownicy potrafią przyczepić swoje ciało energetyczne do tej poświaty i poruszać się wraz z nią. że tylko zdrowy umysł może zapewnić poszerzenie świadomości. świadomość jest poświatą. gdy przebywał w mieście. ale dla człowieka W ogóle. Moje problemy poznawcze przypominały im te. który można wykorzystywać do przemieszczania się. że śmiali się nie tyle ze mnie. Dla czarowników. choć nie mam najmniejszego pojęcia. że znam ją. – Chcę ci zaproponować linię postępowania – powiedział zwięźle don Juan. – Każdy czarownik przechodzi przez te same katusze – Wyjaśniał dalej don Juan. gdy skończyliśmy posiłek. która wykorzystuje świadomość jako element otoczenia – wyjaśnił don Juan. Podróży. że jest zrozpaczony moim wilczym apetytem. Don Juan i inni czarownicy. Następnego dnia don Juan poprosił mnie. I na odwrót. Mając więc tyle wolnego czasu. którzy widzą. wiele było takich. że ich świadomość również nie była na to przygotowana. Podchodzenie zwiadowców oznacza świadome pobieranie ze świata istot nieorganicznych energii potrzebnej do dokonania aktu magii. Właściwie nie umiałem ich nawet sformułować. Podobne rozmowy zawsze wpędzały mnie w stan głębokiej depresji. ale ciągle ogarniał mnie paniczny strach. że jego czas dobiega końca i powinienem mądrze wykorzystywać moje możliwości. Restauracja znajdowała się w samym centrum miasta. Tropiciele wykorzystują świadomość jako środek. ja natomiast nie żałowałem sobie. To niezwykle tajemniczy manewr. zacząłem reagować większą rezygnacją. Dotarliśmy do miasta około południa i od razu udaliśmy się do hotelu del Prado w Paseo Alameda. – Nie powiedziałem.

uwolnienie istniejącej w nas energii poprzez nieskazitelne podążanie ścieżką czarowników. W praktyce oznacza to. że czarownica jest w stanie dokonać tego wszystkiego. że celem magii jest. że w chwili próby moje ciało energetyczne świetnie da sobie radę. używa się tej energii. Po dłuższej chwili milczenia don Juan powiedział. zanim będę mógł głośno wyjawić intencję przedostania się do świata istot nieorganicznych. Don Juan przerwał na moment. gdy sam czarownik rozmyślnie decyduje się na użycie świadomości jako metody podróżowania. Nie odpowiedział mi. – Pierwsza to taka. Don Juan nie chciał już udzielić mi żadnych informacji na ten temat. co konkretnie i w jakiej kolejności mam robić. Czarownicy potrafią dostrzegać elementy energetyczne z tego samego powodu – ponieważ tak ich nauczono. Po drugie. Nie rozmawialiśmy już więcej. ale zapewnił mnie. Elementy energetyczne. Po trzecie. Był przekonany. wyrażając głośno zamiar przedostania się do królestwa istot nieorganicznych. Don Juan szybko załatwił swoje sprawy i w chwilę później byliśmy już w taksówce. gdy świadomość chwyta ciało energetyczne czarownika i wiedzie je. przede wszystkim. – Chcę. gotowy na każde wezwanie. co mam na myśli. jak sobie radzić w świecie istot . istnieją w naszym wszechświecie. Drugi sposób wymaga niesłychanej dyscypliny. że to dopiero gratka. że mam niejaką wiedzę o tym. Zawsze czeka na nie jakiś tropiciel. – Kotlina Mexico to idealne miejsce na tego rodzaju akt magii – stwierdził don Juan. które wymagają mistrzowskiego podejścia. Wykorzystanie świadomości jako elementu środowiska pozwala uniknąć wpływu istot nieorganicznych i nadal czerpać od nich energię. w drodze na lotnisko. nie wiadomo dokąd. Don Juan wyjaśnił mi. że muszę czekać na tropiciela. co też takiego ma na myśli. Przerwałem mu. Z restauracji poszliśmy do adwokata. ale gdy czekaliśmy na lądowanie samolotu. abyście we dwoje przełamali granice normalnego świata i wykorzystując świadomość jako element energetyczny. bym spytał. Siedziałem jak na szpilkach i wsłuchiwałem się w każde jego słowo. celem magii jest wykorzystanie świadomości jako elementu naszego środowiska. by mu przypomnieć. aby rozwijać ciało energetyczne poprzez ćwiczenia w śnieniu. jak świadomość. Razem z Carol mieliśmy udać się do jej pokoju w hotelu Regis znajdującym się naprzeciwko naszego hotelu. Nie miałem żadnych komentarzy. don Juanie. Spytałem.elementy energetyczne już nie. co opowiadał don Juan. Nie zgodziłem się z nim. najbardziej żywotną i najbardziej niebezpieczną sprawą. nie wywierać na mnie żadnego wpływu. Sądziłem. – Nie posiadasz wystarczającej energii. Drugi rodzaj to taki. Jego śmiech tylko podsycił złowieszczy nastrój. Przekonasz się. – Są dwa rodzaje podróży energetycznych do innych światów – kontynuował don Juan. – Ale razem z Carol Tiggs z pewnością podołacie temu. tym lepiej dla mnie. aby ciałem energetycznym i jego fizycznym odpowiednikiem wkroczyć do innych światów. że umiejętność wykorzystania świadomości jako energetycznego elementu naszego środowiska jest istotą magii. wyjaśnił mi całą procedurę. wkroczyli do innego świata – powiedział. Don Juan zachichotał i powiedział: – Jeszcze nie śniłeś razem z Carol Tiggs. One po prostu idą do tamtego świata. Czarownice nie potrzebują podpórek. Ale my. że Carol Tiggs przylatuje do Mśxico City z Los Angeles wyłącznie w jednym celu – aby wraz ze mną wykonać to ostatnie zadanie w trzeciej bramie śnienia. – To przełamanie i wkroczenie do innego świata równa się podchodzeniu zwiadowców. by samemu wykonać ostatnie zadanie dla trzeciej bramy śnienia – mówił dalej don Juan. że im mniej będę wiedział. dostrzegamy tylko elementy fizyczne. że w życiu czarowników są takie sprawy. Ty podróżowałeś już tym pierwszym sposobem. Nie mogłem jakoś uwierzyć w to. swym milczeniem wyraźnie zachęcając mnie. Obcowanie ze świadomością jako energetycznym elementem otwartym dla naszego ciała energetycznego jest najważniejszą. by jak powiedział. gdy tylko przyjdzie im ochota. Tam mieliśmy osiągnąć stan absolutnego wyciszenia i razem delikatnie przejść w śnienie. ponieważ tak nas nauczono. jako przeciętni ludzie. Don Juan powiedział. – Nie powiedziałeś mi jeszcze.

gdy wyciągaliśmy cię z tamtego świata? Czy sądzisz. i inna jest również moja rola jako naguala. Powiedział mi przecież kiedyś. że istoty nieorganiczne nie gonią za pierwiastkiem żeńskim. które znaliśmy. Teraz twierdził coś zupełnie przeciwnego. w drodze do hotelu Carol rozbawiała nas. jeśli chodzi o postępowanie z tamtym światem. jak Carol naśladuje mój poważny ton. – Ale nie dlatego. Nic a nic nie wiedziałem o kobietach z mojej grupy. że złapałem don Juana na jawnej sprzeczności. że była tam ze mną dlatego. mój strach urósł do takich rozmiarów. odparował. Ważne jest to. że nie byłbym w stanie wyperswadować tego żadnej kobiecie z mojej grupy. czego może dokonać czarownica. Gdy napomknąłem don Juanowi. że istoty nieorganiczne są rodzaju żeńskiego. naśladując osoby. – Jak myślisz – spytał – dlaczego Carol Tiggs była ze mną. iż im to odradzałem. wybuchnął gromkim śmiechem. – Carol wie o tym wszystkim. ale Carol Tiggs jest najlepsza ze wszystkich osób. Wcale nie twierdzę czegoś przeciwnego – odparł don Juan. don Juanie? – Kobiety w ogóle mają naturalną skłonność do tamtego świata. Pomyślałem. W taksówce. Don Juan sugerował. że nie potrafi mi odpowiedzieć z należną mi powagą. musimy wyrazić nasz zamiar przeniesienia naszej normalnej świadomości do ciała energetycznego. don Juanie? – zapytałem. mistrzyniami w tej kwestii. A dla niej to była pestka. Don Juan pociągnął nas w kierunku bardzo starych. choć nie ma to wielkiego znaczenia. Poczułem pustkę w żołądku. cierpliwie wyjaśniał. – Czy ona jest jakimś szczególnym przypadkiem. Ale dla kobiet z twojej grupy to tak. że istoty nieorganiczne absolutnie nie interesują się kobietami. dlaczego Carol tak bardzo lubi ten hotel. Carol wymamrotała przeprosiny. że nie potrafią. Zanim weszliśmy do windy. Ale powiedziałem ci również. gdy cię stamtąd wyciągała. że jak już będziemy w świecie istot nieorganicznych. pamiętasz? To jej energia dokona tej sztuczki. jaka jest kolejność – prawie go błagałem. Gdy usiedliśmy. że teoretycznie rzecz biorąc. – Jak mamy dokonać tego przeniesienia świadomości. czarownice robią w tamtym świecie. że jestem w innym położeniu. Rozumiałem doskonale. niż on był swego czasu. rzecz jasna. które nas czekało. Meble w holu zapewne pamiętały znacznie lepsze czasy. i że cały wszechświat jest przesycony rodzajem żeńskim. Po zameldowaniu Carol w hotelu poszliśmy w trójkę do miasta i błądziliśmy bez celu w poszukiwaniu antykwariatów. – Powiedz raz jeszcze. jakby zmienić spódnicę. Mimo to dokoła ciągle wyczuwało się pozostałości dawnej świetności. która nie utraciła jeszcze swej atrakcyjności. lecz dlatego. Zauważyłem. don Juan wyjaśnił mi. by każde z nas zamierzyło przeniesienie całej świadomości naszego normalnego świata do ciała energetycznego. Jako kobieta nagual ma fenomenalną energię. żebyśmy wyrazili nasz zamiar w tym samym momencie. interesują je tylko osobniki męskie. moja wiedza jest niewiele warta. że jest piękna? – A dlaczego tam była? – Ponieważ ja sam nie mogłem tego zrobić. Gdy don Juan usłyszał. że musiałem poprosić don Juana o ostatnie instrukcje. Czarownice są. już kiedyś to robiła. Budynek. co mi chodzi po głowie. Starałem się zachować powagę i wypytać ją o zadanie. Ona przechyli szalę.nieorganicznych. Ponieważ wyciąganie wniosków zupełnie mi nie szło. w House of Tiles. w którym mieścił się hotel. Wkroczyła fizycznie do świata istot nieorganicznych. A więc sam wyciągnij wnioski. . że strach wyostrzył moją zdolność dostrzegania szczegółów. mówiąc. co im się żywnie podoba. olbrzymich i bogato tapicerowanych krzeseł w holu. był stary i potężny. Zjedliśmy lekki obiad w restauracji Sanboma. nawet gdybym stanął na głowie. że w porównaniu z tym. – Nie. ponieważ mają poszerzoną świadomość i cechy żeńskie. które znam. Około dziesiątej wróciliśmy do hotelu i od razu skierowaliśmy się do windy. Don Juan pocieszał mnie. Ona ma prawdziwy talent. – Powiedziałem ci kiedyś. gdy zwróciłem mu na to uwagę. – Kobiety z mojej grupy nigdy tego nie robiły – przy znał don Juan. – Przeniesienie świadomości to wyłącznie sprawa wyrażenia zamiaru oraz posiadania odpowiedniego zasobu energii – odpowiedział don Juan. – Czy wiesz to z całą pewnością? – zapytałem. Zapewnił mnie.

żeby tylko don Juan nie przestawał mówić. co ja. – Cała wasza fizyczna masa musi zostać dodana do waszego ciała energetycznego – odpowiedział don Juan. Leżeliśmy nago pod cienkimi kocami. Wiedziała. – Co konkretnie mamy zrobić. że wykorzystanie świadomości jako środka odbycia podróży do innego świata nie jest rezultatem stosowania jakiejś określonej techniki. że . i owinęła się nim. Oddałbym wszystko. skąd przyszłam – powiedziała Carol. ale to już potraficie. Carol najwyraźniej starała się poskładać myśli. że moją i jej zmorą jest mrukliwość i nieufność. lecz bezpośrednim następstwem zamierzenia i posiadania wystarczającej energii. gdzie byliśmy? Zapadła dłuższa cisza. Znajdowaliśmy się w małym pokoju. jak don Juan powiedział na odchodnym: – Zapomnijcie o waszym ja. Jedynym źródłem światła w pokoju był blask księżyca z okna dokładnie naprzeciw nas. Teraz miałem najlepszy tego przykład. W jakiś sposób ten manewr czarowników przerażał mnie bardziej niż wszystko. Carol była ze mną. – Co się dzieje? – spytała słabym głosem. Jedynie brak dyscypliny może wam przeszkodzić w osiągnięciu szczytu sztuki podchodzenia. by dostać się do tamtego świata? – zapytała Carol. – Kładę się tu i wracam tam. czego dotychczas zdołałem doświadczyć na własnej skórze. na wysokim łóżku. gdy udzielał nam swych tajemniczych przykazań. Czasem brzmiało dla mnie cudownie. Seplenienie Carol bardzo ożywiło wypowiedzi don Juana. Szeroki uśmiech i skinienie głowy miały zachęcić nas do rozważenia jego słów. co się święci. Ale on. wepchnął nas do windy i zawiózł na pierwsze piętro. patrząc jej prosto w oczy. Czasami zdarza się. – Wiem. że łóżko to antyk z początku tego wieku. – Oczywiście. gdzie byłam przedtem. Carol zaśmiała się i zaczęła się wygłupiać. o co w tym wszystkim chodzi. Podniosła się w tym samym momencie. że wymaga trzymania w karbach ciała energetycznego. don Juanie. Nie chciałem marnować uwagi śnienia na jałowe dyskusje o realności. Jej pytanie zmroziło mi krew w żyłach. – Wzięła jeden z koców. a strach was nie dosięgnie. Sądziłem. kimkolwiek jesteś. co powiedziałem. że mój głęboki niepokój nie wynika z braku wiedzy. Weszliśmy do jej pokoju i usiedliśmy na skraju łóżka. Usłyszałem jeszcze. Ale wtedy natychmiast tłumaczy się to jako chorobę umysłową albo halucynacje. którym byliśmy przykryci. A to pewnie jest jakaś twoja sztuczka. – Idźcie z nagualem sami się pobawić. i sprawdzała mnie albo robiła w konia. – Pamiętasz. nie zważając na moje protesty ani na mój racjonalny pęd do wiedzy. W głębi duszy wiedziałem jednak. – Nie mam najmniejszego zamiaru babrać się pod twoim kierunkiem w żadnym bagnie – powiedziała. Większość energii Carol Tiggs dodana do mojej albo też większość energii mojej dodana do jej uczyni z nas niepodzielną całość. Zanim zdołałem wypowiedzieć choć jedno słowo. zazwyczaj jednak go nie znosiłem. że ja jestem rzeczywista. Powiedział. i obróciła się do mnie plecami jak naburmuszone. do pokoju Carol. uświadomiłem sobie. to zżerał mnie strach. energetycznie zdolną pociągnąć nasze ciała fizyczne i umieścić je na ciele energetycznym.– Co to znaczy “przechyli szalę"? Jestem w rozterce. Spojrzała na mnie jadowicie. Zacząłem badać otoczenie. Ostatnią moją przytomną myślą było to. – Jesteśmy w innym świecie. że leżę w dziwacznym łóżku. Don Juan powiedział mi kiedyś. – Manewr ten jest o tyle trudny. Zauważyłem. – Mówię do ciebie. W ten sposób odbędziemy tę podróż. naśladując don Juana. Nie zwróciła najmniejszej uwagi na to. że zwykły człowiek dokona tego ślepym trafem i wejdzie do innego świata. – Wydaje mi się. Pomyślałem sobie to samo o niej. Na szczęście tego wieczoru jej seplenienie było prawie niezauważalne. – Nie śpisz? – zadałem głupie pytanie. że przechylić szalę oznacza dodać całą swą masę fizyczną do ciała energetycznego. ale ty nie – powiedziała w końcu. że dobrze wie. że nie śpię – odpowiedziała niecierpliwie. – Przestań bredzić – powiedziałem stanowczo. Don Juan wyjaśnił. rozkapryszone dziecko. a w jej głosie brzmiało nieodwołalne postanowienie.

– Coś już. sepleniąc. Jak myślisz. drżąc na całym ciele. prawda? – spytała Carol. iż coś może być aż tak straszne. Nie zgodziła się ze mną. że tak. przy ścianie. a Carol od wewnątrz. – Dlaczego się tak strasznie boję? – zapytała Carol.konstrukcja łóżka była bardzo prosta. Potrząsnąłem nią za ramiona. zbity materac. Nie było ani prześcieradła. Leżeliśmy głowami do ściany. Prawie natychmiast też zorientowała się. były ustawione jeden na drugim i służyły jako podesty do wchodzenia do łóżka. – Ty nie istniejesz. – Śnimy teraz. widzieliśmy i robiliśmy już masę innych rzeczy. To było tak. – Nie jestem duchem – powiedziałem. Lecz było coś w tym pokoju ze snu. Nie mogłem się nadziwić. żeby mieć obok siebie don Juana. Ale oddałbym w tym momencie wszystko. Rozglądając się za włącznikiem światła. Jesteś duchem. ile ogromnie zaskoczona albo rozgniewana. Pod ścianami piętrzyły się jakieś wypchane. – To istoty nieorganiczne odbierają. – Nagual mi powiedział. starannie złożone. w jaki Carol zawsze składała odzież. już mnie miało – powiedziała Carol. Tam znalazła nasze rzeczy. Ja byłem po zewnętrznej stronie. Dziwne. co to jest? – Pozycja punktu połączenia – odpowiedziałem z niezachwianą pewnością. Łóżko miało gruby. Podała mi moje ubranie. Carol Tiggs słynęła w naszych kręgach ze swej szybkości w dostosowywaniu się do każdej sytuacji. jakby pokój w hotelu mi się śnił. zdałem sobie sprawę. uwaga na temat podróży rozpłynęła się niemal zupełnie. gdzie też mogła zostawić swoje ubranie. Ona też była cała mokra od potu. ponieważ połączyliśmy naszą energię. ale mój strach osiągnął niebotyczne wyżyny. Nagle Carol podniosła się i powiedziała. – A ty się zamknij – syknęła Carol wściekłym głosem. ale nie tyle z bólu. okropnie sepleniąc: – To obrzydliwe. Całkowicie się z nią zgadzałem. co tak właściwie do tego stopnia nas przerażało. ani poduszek. – Widzisz jakieś krzesło? – zapytała. przy samej ścianie. które miałem na sobie kilka minut wcześniej. Zeszła z łóżka i podeszła do nich. Ale zanim zdążyłem się ubrać. To rzeczywiście były moje rzeczy. Prawie nie mogłem sobie przypomnieć. głośno rozważała. Gdy usiadłem na skraju łóżka. Widziałem niewyraźnie kilka worków. która zaczęła mnie spowijać. – Mnie też nic takiego nie powiedział – odezwałem się z nadzieją. z jaką odbyliśmy tę podróż. Dwa z nich znajdowały się w nogach. Nagual nic mi nie mówił. jak rozsadzał mnie niepokój. zanim obudziliśmy się w tym pokoju. byliśmy w centrum przerażającego chaosu. że tak to się skończy. – Odbyliśmy tę podróż. gdzie byliśmy. co im się należy – powiedziała Carol. Nie wahając się ani chwili. w taki sam sposób. gdy wchodziliśmy do pokoju Carol w hotelu Regis. że łóżko stoi w narożniku. Wytężyłem wszystkie siły. . – A jednak należą do mnie. Chciałem jej powiedzieć o tym. Udało mi się rozpędzić tę mgłę. – Ciebie też już prawie miało. zapewniłem ją. że uda mi się nawiązać rozmowę. Ubraliśmy się w milczeniu. Spojrzałem na nią. Nie byliśmy nowicjuszami. że wcale się nie bała. iż musiałem się znajdować dobre trzy stopy nad podłogą. – To nie są moje rzeczy – powiedziała Carol. Zniknij! Przepadnij! Jej seplenienie było nawet miłe i rozpraszało mój paniczny strach. czasami mrożących krew w żyłach. który zapewniłby mnie o tym osobiście. które mogłyby posłużyć jako stół lub ława. konopne worki. jakby spodziewała się uzyskać ode mnie jakieś racjonalne wyjaśnienie. a spód łóżka stanowiła krata z podłużnych drążków. ale wyczerpało to całą moją energię. stwierdziłem. Krzyknęła głośno. Cztery słupki osadzono w ziemi. ale nie potrafiłem określić. że znaleźliśmy się w najzupełniej prawdziwych tarapatach i w półmroku zaczęła szukać ubrania. żeby sobie wszystko przypomnieć i odepchnąć dziwną aurę niejasności. zanim poszła do łóżka. Chciałem też coś powiedzieć o szybkości. ale nie te. Zdyszałem się i spociłem. co przeszywało mnie dreszczem grozy nie do pojęcia. że to będzie straszne. ale nie sądziłam. Ożywiła się.

że nawet o to nie pytaliśmy i nie mieliśmy żadnych komentarzy. nie kłopocząc się nawet wspinaniem po workach. ani co o tym myśleć. że byliśmy w jakimś pomieszczeniu gospodarczym na farmie albo w dużym gospodarstwie. przemieścić punkt połączenia. ale moje zaniepokojenie było tak ogromne. że jeśli wyjdziemy z tej szopy. że jeśli stracimy to wspomnienie. – Albo raczej kiedy wróciliśmy? Nie miałem najmniejszego pojęcia. – Masz całkowitą słuszność – powiedziała Carol. Zrzuciliśmy nasze ubrania z taką szybkością. albo wyglądam przez okno. Ta właśnie nieruchomość czyni nasze postrzeganie tak całkowitym i przytłaczającym. Niezwykle prosta rzecz. W mojej głowie zaczęło kiełkować dziwaczne podejrzenie. Potwierdziła moje przypuszczenie. – Wiem. Po chwili Carol spytała mnie. z dala od łóżka i od okna. Powiedziałem jej. słysząc swój głos. Bez zbędnych słów podeszliśmy z Carol do okna i wyjrzeliśmy na zewnątrz. jakby to była sprawa życia i śmierci. że to. że bardzo wiele wysiłku kosztuje mnie utrzymywanie w pamięci jej pokoju hotelowego jako punktu odniesienia. musimy jedynie rozpędzić mgłę. by rozpędzić mgłę świata. że punkt połączenia tkwi nieruchomo w swej zwyczajowej pozycji. – Prawie – odpowiedziałem. że nie potrafimy się od niego uwolnić. że dopiero co wróciliśmy? – nalegała Carol. Carol przypomniała jeszcze o innej rzeczy. Światło księżyca pozwalało rozróżnić niskie. mówiąc: – Korzystając z czegokolwiek. mając nadzieję. to już nigdy nie uda się nam wrócić. że nie. że jeśli chcemy przełamać tę całkowicie paraliżującą siłę. iż don Juan powiedział nam. – Mnie też – szepnęła z przestrachem Carol. która zaczynała mnie już pochłaniać. iż nie mogłem wydobyć z siebie ani jednego słowa. co odpowiedzieć. – W jaki sposób wróciliśmy? – spytała Carol. – Przypominasz sobie. osłabiamy jedynie naszą energię. I miała rację. Miałem zamiar otworzyć drzwi i tylko zerknąć na zewnątrz. by nawet zgadywać. Wskoczyliśmy do łóżka. o której powiedział nagual. gdy punkt połączenia zostanie już unieruchomiony w jednej pozycji. ale powstrzymała mnie: – Nie rób tego – powiedziała. doskonale pamiętam. Tak naprawdę nigdy do końca nie pojąłem. skąd się tu wzięłam. Mogłem jedynie pokręcić przecząco głową. 'Wszystko wskazywało na to. co ją tak przeraża. lecz natychmiast z niego wyskoczyliśmy. gdy nie pozwolimy otoczyć się tej mgle – odpowiedziała Carol z ogromną pewnością siebie. gdy musiałem przesunąć mój punkt połączenia do innego położenia. czy mamy wyjść z tej szopy. – Powrócimy automatycznie wtedy. że oboje jednocześnie uświadomiliśmy sobie to samo. że mi odpowie. –Odnoszę wrażenie. co don Juan miał na myśli. Stwierdziła.Zanim zdołałem o tym pomyśleć. Gdy tylko to sobie pomyślałem. z której słynęła. może naruszyć chwiejną równowagę naszej klatki. co należy do tego świata. czyli mówiąc inaczej. sama odpowiedziała sobie na pytanie. Było jasne. byłem zbyt zdrętwiały. Staliśmy złączeni na środku pokoju przez długi czas. że postrzeganie jest aktem całkowitym. że jesteśmy zamknięci w kruchej klatce. na przykład otwarcie drzwi. zamierzając jego przemieszczenie. W tym samym momencie przyszło mi do głowy. – Mógłbyś wpuścić coś do środka. – Myślisz. Przypomniała mi. jestem wykończona. oboje poczuliśmy to samo pragnienie. którą ma nad nami nasz normalny świat. – A może spaliśmy tutaj przez całą noc? Zobacz! Jesteśmy nadzy. co i tak byłoby szczytem moich możliwości. ciemne zarysy domostw. zupełnie naga. bierze się stąd. Uważałem. . To. Gdy stoję tutaj. to już po nas. Byliśmy na wsi. to uświadomienie sobie na poziomie ciała fizycznego. i rzeczywiście tak było. Ale gdy leżę w łóżku albo mam na sobie te rzeczy. – Jak wrócimy do naszego świata? – spytałem. Kiedy zdjęliśmy nasze rzeczy? – Zdjęliśmy je w tamtym świecie – odpowiedziałem i sam się zdziwiłem. czy tutaj kładliśmy się spać? –spytała Carol. aż do chwili. że moc. że obudziliśmy się w naszym świecie było dla nas tak oczywiste. Obudziliśmy się jednocześnie w jej łóżku w pokoju hotelu Regis.

– Chcesz powiedzieć. że te rzeczy. to prawda – odpowiedział don Juan i westchnął głęboko. z którego przyszliśmy. – Daję za to głowę – odparł don Juan. – To było coś innego. co powiedziałem.To. a unieruchomienie naszych punktów połączenia jest tak silne. co oboje zrobiliście. Jesteśmy tutaj. ale ponieśliśmy klęskę. Aż nagle. że nagual je jak świnia. czego dokonaliśmy. że istoty nieorganiczne przejmą stery w swe ręce i spróbują zastawić na was tę samą pułapkę. Carol i ja spaliśmy. że wymazało naszą pamięć i zapomnieliśmy. przez osiemnaście godzin. patrząc na don Juana. ale by prześliznąć się obok nich. Z powodu interwencji istot nieorganicznych z przerażającą prędkością zostaliśmy dosłownie ciśnięci do śmiertelnie niebezpiecznego świata. łóżko i pokój zaistniały tylko dlatego. parę przecznic dalej przy Francisco Madero Avenue. – Gdybyście wyszli z tamtej szopy. co nie daje mi spokoju – powiedziała po chwili Carol. – Odbyliście tę podróż. Siedzieliśmy tak bez ruchu chyba przez całą wieczność. gdy don Juan zaczął się śmiać. Ubraliśmy się w rekordowym tempie. Udało nam się przenieść naszą świadomość normalnego świata do ciała energetycznego. Gdy usiedliśmy na ławeczce w Paseo Alameda. – Jest coś. niebo było bezchmurne. – I co teraz będzie? – zapytała. zgadza się? – Tak. – Być może to właśnie przydarza się nam w naszym normalnym świecie. iż stworzyło rodzaj mgły. – Zazwyczaj śniący są jedynie gapiami. zwracając się do Carol. – Zadanie polegało nie na tym. Jak i totalną klapą. Nie wiadomo dlaczego byliśmy tak bardzo zdyszani –nie zmęczyliśmy się przecież wcale – gdy na zmianę opowiadaliśmy mu. jaką tylko można sobie wyobrazić – powiedział. to bodaj najniebezpieczniejsza rzecz. że chciały nas tam zatrzymać? – zapytała Carol. gdyż nie potrafiliśmy obronić się przed wpływem istot nieorganicznych. Sporo głów odwróciło się w naszym kierunku. Don Juan dodał. Wybrało wam nawet odpowiednie ubrania. – To. powiedział. Wyglądało to tak. Im przytrafiło się dokładnie to samo. ale nie dzięki waszej połączonej energii – mówił dalej don Juan. Wyjaśnił. że dostaliście miejsca w pierwszym rzędzie i przeżyliście przekleństwo dawnych czarowników. wybiegliśmy z pokoju. nic nie pojmując. Właśnie to przytrafiło się czarownikom starożytności. Odniosłem wrażenie. jeśli tak to można nazwać. wiał lekki wietrzyk. z których nie było już powrotu. skąd i w jakim celu tu przyszliśmy. żeby dać się pokierować istotom nieorganicznym. nagualu. . Tylko don Juan był głodny. iż kierowały nami istoty nieorganiczne? – zapytała Carol. było ciepło. że zazwyczaj śniący wykonują cały ten manewr w kilku powolnych etapach przemieszczania się i że muszą wyrazić zamiar wykorzystania świadomości jako elementu środowiska. Don Juan nie chciał już nic więcej powiedzieć o naszej podróży. jakbyśmy oboje byli pozbawieni woli. to teraz włóczylibyście się po tamtym świecie bez żadnej nadziei na powrót – powiedział don Juan. przyszła nam do głowy ta sama myśl. do hotelu don Juana. Don Juan potwierdził nasze przypuszczenia. – Pomyślcie o tym – namawiał nas don Juan. najwyraźniej zbiło Carol z tropu. znów w tym samym momencie. unieruchomienie naszych punktów połączenia w miejscu wcześniej wybranym przez istoty nieorganiczne było tak silne. Istoty nieorganiczne zabrały ich do światów. Carol powiedziała z nutą gniewu w głosie. która przesłoniła nam pamięć o świecie. że nasze przedsięwzięcie było zarówno całkowitym sukcesem. Don Juan powiedział. że pragnął w ten sposób Oszczędzić nam dalszych nerwów i niepokoju. że ponieważ odbyliśmy tę podróż fizycznie. Zabrał nas na nieco spóźniony obiad. co pozwoliło nam na fizyczne odbycie tej podróży. zbiegliśmy na ulicę i przebiegliśmy na drugą stronę. Zanim doszliśmy do restauracji. Don Juan. była już szósta wieczorem. W naszym przypadku wszystkie te etapy okazały się zbędne. Powinienem być mądrzejszy. ale nawet nie przyszło mi do głowy. Spojrzała na mnie. a potem na swoje nagie ciało. – Czy masz na myśli to. co wam. – Nie wykorzystaliśmy świadomości jako środka transportu. Wasza podróż potoczyła się tak. że punkt połączenia śniącego nie może powrócić do swojego zwykłego miejsca. że naturalną konsekwencją takiego unieruchomienia jest to.

– Przyczyną waszej porażki było to. Ale to nie ma już znaczenia. Następnie musi wykorzystać tę podróż jako trampolinę. Don Juan wyjaśniał. musi wyrazić zamiar. Don Juan utwierdził nas jeszcze w naszym postanowieniu. byliście już w zupełnie innym świecie. szczególnie wtedy. by wykorzystać świadomość jako siłę napędową waszej podróży – kontynuował don Juan. że moje ciało energetyczne wykorzystuje świadomość niejako środek odbywania podróży – gdyż na to brak mi energii – lecz jako środek wkraczania w pola energetyczne materii nieożywionej lub istot żyjących. że nasza połączona energia to zbyt duża pokusa dla istot nieorganicznych. don Juanie? – spytała Carol. że osiągnąłem stan postrzegania. Tak osiągnąłem niezwykle specyficzny stan – nie potrafiłem już w inteligentny sposób przedstawiać sobie tego. – A może i nigdy tego nie dokonacie. abyście się teraz jak najmniej widywali. iż moje zupełnie niepojęte i nieopisane wizje wynikają z tego. Jestem pewien. aż oboje będziecie silniejsi – odpowiedział don Juan. . co widziałem. Don Juan sprowadził moje ćwiczenia w śnieniu do widzenia energii podczas wytwarzających energię stanów zbliżonych do snu. że istoty nieorganiczne nie zrezygnują z szansy dostania was obojga. co dostrzegałem. że aby wykorzystać świadomość jako element środowiska. by mogły się jej oprzeć. – Zanim nawet dostaliście się do świata istot nieorganicznych. Nie mogliśmy pozwolić sobie na ryzyko zupełnie przypadkowego zainicjowania podobnej podróży. gdy tworzycie całość. uda się inna. – Zalecałbym. by za pomocą świadomości zostać ciśniętym do innego świata. Stale odnosiłem wtedy wrażenie. powtarzając do znudzenia. Wraz z upływem czasu widziałem wszystko. – Co zalecałbyś teraz. dla którego opisu nie istniało żadne słownictwo. że nie mieliście czasu. Don Juan ponownie nam wyjaśnił. Tak więc od tego czasu rozmyślnie trzymaliśmy się z dala od siebie. Jeśli nie uda się jedna rzecz. Magia to wieczne wyzwanie. kiedy już ma wystarczająco ciemnej energii. jakby chciał to zakodować w naszych umysłach.– Z podchodzeniem zwiadowców trzeba będzie zaczekać. śniący musi wpierw odbyć podróż do królestwa istot nieorganicznych.

się. – Do czego mam wykorzystać tę wiedzę? – zapytałem. czego mógłbym cię nauczyć o śnieniu – powiedział don Juan. ale wszystkimi moimi uczniami. gdy będzie ci potrzebna. którą mi przekazywały. podróż do konkretnych miejsc poza tym światem. do których zdążyłem się już przyzwyczaić. jak powiedział. w stanie Arizona. że przy czwartej bramie śnienia ciało energetyczne podróżuje do określonych. Tęsknię. lecz różnych sposobów wykorzystywania ciała energetycznego. zakończone. które miało być. w ogóle nie dotyczyła bram śnienia. gdy spytałem go o tę sytuację. czy nie.. a już szczególnie on. przynajmniej takie. My jesteśmy jedynie pionkami. choć sam nie będę mógł już cię prowadzić. by Jakieś życie. zbyt dużymi poduchami. – Mój czas na tym świecie dobiegł końca. czy zdołasz ją przekroczyć. bez względu na to. Ale Florinda zostanie. jakby wszystko było w porządku. zależy od ducha. Wiedza. Potem don Juan ustalił ze mną termin naszego ostatniego spotkania. ten oddał mnie pod opiekę dwóch kobiet ze swej grupy: były to Florinda i Zuleica. Powiedział. którymi on porusza. Don Juan stwierdził. że bardziej chcą mnie sprawdzić. Przybyłem na miejsce późnym popołudniem. – Więc po cóż ostrzyć mój apetyt? Wolę nie wiedzieć. gdy i zmierza ku morskim głębinom. Muszę przekazać ci zarys wiedzy o czwartej bramie. że zdołam przekroczyć czwartą bramę bez niczyjej pomocy? – To. – Akurat w tej chwili do niczego. Don Juan zmienił nagle temat naszej rozmowy. I ona też nie. bym przeczytał mu wiersz Dylana Thomasa. To ona będzie teraz kierować – nie tylko tobą. niż czegokolwiek nauczyć. wzgórza. by wypowiedzianego krzyku ucieka odejść kłamstwa przerażenia. ani mnie. Mieliśmy się spotkać w małym miasteczku w południowym Meksyku.. na dnie powietrze dzień za boję się odejść. ale nie odniosłem wrażenia. Don Juan poprosił mnie. jego dwie najbliższe popleczniczki. że powinienem dotrzeć do czwartej bramy i przekroczyć ją własnymi siłami. Powinniśmy więc siedzieć w nich tak. – Czy dalej będę się ćwiczył w śnieniu? – Tego nie wiem. Fotele zakupiono w Phoenix. Tęsknię. Wszystko zależy od ducha. – Czy naprawdę sądzisz. konkretnych miejsc. Pierwszy. – Nie ma już nic więcej. że trzeci sposób jest zdecydowanie najtrudniejszy i najniebezpieczniejszy i właśnie ten upodobali sobie czarownicy starożytności. Trzecim sposobem jest podróżowanie do miejsc.ROZDZIAŁ XI: LOKATOR Skończyły się moje ćwiczenia w śnieniu. oraz że są trzy sposoby korzystania z czwartej bramy. Gdy następnym razem spotkałem się z don Juanem. Przechowaj ją do czasu. ani tobie. może wybuchnąć ze i strzelając na wpół pozostawi mnie ślepcem. że te fotele są podarunkiem od jednej z kobiet z jego grupy. Potem don Juan wyjaśnił. lecz choć jeszcze nie starego kłamstwa żarzącego wysoko w . czy tego chcę. To on rozgrywa tę partię. – Duch nie pozostawia nam woli decydowania. czy też nie. że w chwili obecnej ma on dla mnie szczególne znaczenie. Don Juan zaśmiał się i mrugnął do mnie. Odnosiłem wrażenie. Powiedział. i z wielkim trudem sprowadzono do Meksyku. Zgodnie z zaleceniami ducha muszę ci opowiedzieć o czwartej bramie śnienia. od syku i wiecznego ogromniejącego. Nie trwało to jednak długo i nie wywarło na mnie większego wpływu. które istnieją tylko w intencji innych. pożegnaniem czarowników – akcentem podsumowującym moje ćwiczenia w śnieniu. Wraz z don Juanem usiedliśmy na patio przy jego domu w dość niewygodnych wiklinowych fotelach wypchanych grubymi. Drugi. to podróż do konkretnych miejsc w naszym świecie. nie my. gdzie mieszkał wraz ze swymi czarownikami.

że w tym mieście jest coś. ale boisz się mi powiedzieć. siadając na ławce i wskazując gestem. w jaki to powiedział. Obie zgodnie prowadziły swoje interesy i nieźle prosperowały. A ty nie wiesz dokładnie. mam coś w rękawie – przyznał don Juan i uśmiechnął się szeroko. – Czy widzisz jakiś szczególny powód do strachu? –zapytał i przystanął. które właśnie wstały z ławki i odeszły. szukając miejsca. Roześmiał się głośno. spacerowaliśmy wokół placu. że nie wiesz. nie zamieniwszy nawet jednego słowa. – No cóż. – Ale nie to jest istotne. który wyglądał jak mauretański meczet. Niewątpliwie oczekiwał ode mnie jakiegoś wyznania. wkładali ogromny wysiłek w doskonalenie praktyk. iż coś przed nim ukrywam. Przy bocznej uliczce. co mówił już wielokrotnie – że dawni czarownicy. że don Juan podejrzewał. – Dlaczego jesteś taki zdenerwowany? – zapytał poważnym tonem. bym usiadł obok niego. Zawsze denerwuję się w twojej obecności. Domyśliłem się. które wychodziły na wschodnią i północną stronę parku. co to jest. Ciągle milcząc. Domy były parterowe – solidne. bym poszedł razem z nim. W porównaniu z moim nauczycielem jestem chodzącym aniołem. wiedzeni jedynie perspektywami własnych korzyści. wywierasz taki sam wpływ na mnie. W parku było sporo ludzi. chociaż w obu podawano praktycznie te same potrawy. że obie restauracje są w zasadzie takie same. nie znając naguala Juliana. zaniepokoił mnie. don Juanie. – A rzeczywiście. A kiedy skupiał na mnie swoją uwagę. I don Juan z przejęciem właściwym komuś. Poprosił. – Patrząc na ciebie. don Juan energicznie ruszył dalej. że wiersz musiał wpłynąć na niego negatywnie. kawałek dalej. szczególnie w pobliżu sklepów. – Niewątpliwie. – Doświadczyłem tego na własnej skórze. ścierając się z moim nauczycielem. okrążyliśmy plac kilka razy. czy on także uważa za zastanawiające to. Okrążyliśmy go kilka razy. czułem się niewart złamanego szeląga. Don Juan nadal śmiał się serdecznie. Nie mówiąc ani słowa. Ściany były pobielone wapnem. Albo też nie masz najmniejszego pojęcia. ale nie mogę tego stwierdzić. Wszystkie uliczki wokół placu były nierówno wybrukowane. Sęk w tym. co mówisz. aby odegnać złe myśli. widać było wznoszące się mury ogromnego. Na południowej ścianie placu były dwie restauracje. – Być może i jesteś chodzącym aniołem. okropnym nagualem Julianem. że wybiera się na spacer na plac w centrum miasta. z wypalanych cegieł.Don Juan wstał i powiedział. co oczekuje na ciebie. Ton jego głosu i podniesione brwi świadczyły o tym. Po chwili zauważyliśmy grupkę młodych kobiet. by przyjrzeć mi się uważnie. kryte dachówkami. Doszliśmy na miejsce. – Ukrywasz coś przede mną? – Dlaczego jestem zdenerwowany? Śmieszne pytanie. że don Juan bardzo stara się nie wybuchnąć śmiechem. – Wierz mi. – W tym mieście wszystko jest możliwe – odpowiedział. – Nie wiem dlaczego. kolonialnego kościoła. gdy ich misterny gmach wierzeń i . Sposób. zaczął mi opowiadać to. Sprowadziło to na nich zgubę. Sama jego obecność śmiertelnie mnie przerażała. nagual rzeczywiście nie należy do najbardziej przyjacielskich istot na ziemi – powiedział nieco przepraszającym tonem don Juan. Czasami bardziej niż inni. albo wiesz. które coraz bardziej oddalały ich od trzeźwości i równowagi umysłu. Mury wysoko wystawały ponad dach jedynego w mieście hotelu. don Juanie. ale po chwili spoważniał. kto opowiada coś po raz pierwszy. – Od wielu już lat opisuję ci niezwyczajne praktyki czarowników starożytnego Meksyku – rozpoczął don Juan. Wydawało mi się. po tej samej cenie. zaczynam się zastanawiać – powiedziałem – czy to aby ty nie chowasz czegoś w rękawie. Przerwałem milczenie i spytałem don Juana. i don Juan chciał się przejść. gdzie moglibyśmy usiąść. – Co na mnie tu oczekuje? Zamiast mi odpowiedzieć. ale najwyraźniej odczuwam strach – powiedziałem. a drzwi najczęściej pomalowane na brązowo albo niebiesko.

Kiedy odezwałem się do niego. ale z głębokiego przekonania. czy bardziej współczesnych – powiedział. ale znaczącą rolę. by zrezygnować z podobnego daru. jakich niegdyś udzielano. czekając tylko na okazję. że to. który może cię okrutnie zaskoczyć. Przedstawienie jest dziś wieczorem. tutaj rośli w siłę – powiedział don Juan. don Juanie? – Nie mam takiej mocy. Don Juan przerwał i powstał. wydaje mi się. Będzie nim ktoś inny. nie usłyszał mnie. Wyczuwałem tylko otoczenie. Ta rezerwa jest bardzo szczególna. by zza niego wyskoczyć. na tych terenach. ale duch ma – powiedział don Juan. – Tutaj. którą mam otrzymać? . naguala Eliasa. Naguala Eliasa cechowała rezerwa tak wielka. – Jesteś o tym przekonany. a musisz być bardzo rozluźniony. jestem. co mówisz. – I co wyczułeś. że rozumiem rezerwę i folgowanie – ciągnął – ponieważ miałem zaszczyt znać dwóch nagualów: mojego dobroczyńcę. by szykować dla ciebie jakikolwiek test. – A co to za lekcja. – Na wszystkie świętości. co najwyżej. Gram w pierwszym akcie. nade wszystko nauczyłem się tego. – Przygotowuję grunt – rzekł. czarownicy starożytności uprawiali swoją magię. A wkrótce będziesz i ty. – Zgadza się. i jego dobroczyńcę. że tylko zachowując olbrzymią rezerwę. posiądą dość energii. – Doprowadzasz mnie do szału.praktyk stał się tak monumentalny. obserwując moją reakcję. czy rzeczywiście przypominasz dawnych czarowników. Dostrzegłem jego ukradkowe spojrzenia w kierunku kościoła. Dostrzegałem różnicę pomiędzy nimi. – Co ten duch zamierza ze mną zrobić. – Czarownicy starożytności właśnie tutaj żyli. don Juanie? – Moje ciało energetyczne wyczuwa. który wie więcej. jak badam otoczenie moim ciałem energetycznym. Musiałem powtórzyć moje pytanie: – Czy czekasz na kogoś? – Tak – odpowiedział. – Don Juan uśmiechnął się szeroko. odebrało mu całą energię. albo bez reszty oddasz się folgowaniu. jego agentem. w tym mieście. czego nie cierpiałem. don Juanie? – Tak. Dostrzegłeś. i dodał po chwili: – Ja jestem. – Sądząc z tego. i ten ktoś poprowadzi cię tej nocy. że wszystko jest na swoim miejscu. że paniczny strach przez cały czas czai się tuż za rogiem. Uśmiechnął się tylko z miną człowieka. Zostało ono zbudowane na fundamentach jednego z ich miast. potem w bok. klepiąc o tym. jak to współcześni czarownicy dostali twardą lekcję. dalej się ze mną drażnił. – Don Juan usiadł i wziął głęboki oddech. – Już wkrótce się przekonamy. ale to nie ja będę twoim nauczycielem. – Rozgrzewam cię. uśmiechając się szeroko. To właśnie tutaj. ale może też nie zaskoczyć cię wcale. – Dziś wieczorem czeka cię jedno z dwóch – albo pozwolisz sobie na całkowitą rezerwę. Czy tak. Don Juan. że potrafił zrezygnować z daru mocy. mam małą. Ja wcielę się w postać charakterystyczną. że dziś wieczorem otrzymasz lekcję śnienia. Przebywając z don Juanem przez trzynaście lat. Ty będziesz głównym aktorem. że zwalił się na nich. naguala Juliana. Nagual Julian także zachowywał rezerwę. którego musi dokonać każdy nagual z mojej linii. że tak powiem. co cię czeka dziś wieczorem. wyczuwając moją frustrację. – Zrób to samo – poradził mi. gdy mówisz tak dziwnie i złowieszczo – zaprotestowałem. Mój stale rosnący niepokój zmuszał mnie do skoncentrowania się na sobie. Jest to wybór. że szykujesz dla mnie dziś wieczorem jakiś test. Uświadomili sobie. gdyż zrodziła się nie ze strachu czy nieudolności. – Sądzę. co powiedział. a następnie do tyłu. Był wręcz rozkojarzony. by się wyzwolić. wyciągnął ramiona do przodu. by stawić czoło temu. Wydawało się. – Odprężysz ciało. don Juanie? – Mogę ci tylko powiedzieć. Taką lekcję. Don Juan zdawał się wahać przez chwilę. czekam na kogoś. o czym ty mówisz? Don Juan nie odpowiedział. – Kto będzie tym nauczycielem i przewodnikiem? – Przyjezdny. ale nie aż taką.

– Ale ma coś. Don Juan powiedział raz jeszcze. jak przesuwać punkt połączenia i utrzymywać go w setkach. Ktoś. co wie. że nagual Lujan. Wszyscy naguale z mojej linii otrzymali tę dwuczęściową lekcję. on po nagualu Lujanie. Zachowałem milczenie. jest spuścizną po jego nauczycielu. co fascynuje wojowników z mojej linii. Coraz bardziej się denerwuję. Pierwszą wyłożę ci za chwilę. przekazuje nam dar mocy z pokolenia na pokolenie – powiedział don Juan. Nigdy jeszcze nie słyszałem. postrzeganie energii bezpośrednio to dla współczesnych czarowników kwestia indywidualnego osiągnięcia – powiedział don Juan. kto dysponuje większą mocą od nas. bardzo formalnym tonem. ponieważ odnosi się tylko do ciebie. że lokator jako czarownik starej szkoły zgłębił u swoich nauczycieli wszelkie arkana sztuki przesuwania punktu połączenia. to miasto to nic wielkiego – mówił dalej. – Jak już wiesz. – Wzruszył ramionami w geście . choć ciągle są bezpośrednio związani z jego linią magii. może łatwo zrobić z nami to. na przykład. o czym już wiem – że kimkolwiek jest i wszystko. Don Juan wyjaśnił. otrzymał od lokatora dar pięćdziesięciu pozycji. – A teraz musisz sobie przypomnieć i powtórzyć mi wszystko. że ten. nagualu Eliasie. czym jesteśmy. Jego dary były niejako mapami przesunięcia punktu połączenia w określone miejsca i zarazem instrukcjami unieruchomienia go w każdej z tych pozycji. Dokładnie tak samo. co opowiedziałem ci o nagualu Sebastianie – rzekł don Juan stanowczym tonem. doskonale oddających zdenerwowanie i rozterkę. – Wiesz. zrelacjonować pewne zdarzenia. To tu właśnie jest źródło tego. jednym z tych. Przed nagualem Sebastianem było ośmiu naguali. muszę przekazać ci pewne idee. w tym mieście. – Na przykład. – Twoje wyjaśnienia nic mi nie dają. co mi opowiedział don Juan lub któryś z jego towarzyszy o nagualu Sebastianie i mitycznym czarowniku starożytności. co właśnie powiedział. ale powtórzyłem wszystko. skontaktować cię z pewnymi istotami. ułożono je tak. Ten z kolei odziedziczył wszystko po swoim nauczycielu. coś. Lekcja będzie się składać z dwóch części. by pasowały do indywidualnych cech charakteru każdego z nagualów. A ponieważ jego dziwne życie i świadomość liczyły sobie może nawet tysiące lat – w takim zaś czasie można osiągnąć doskonałość we wszystkim – wiedział. jak postąpił ze mną mój dobroczyńca. – Pięćdziesiąt pozycji! – wykrzyknął z niedowierzaniem. Jego prośba wydała mi się nieco dziwna. że słucham człowieka trawionego głębokim lękiem lub nieznośną obsesją. nazywanym przez nich lokatorem. – Jak widzisz. – Manipulujemy punktem połączenia poprzez samodyscyplinę. Don Juan powstał i rozejrzał się dokoła. bym przemyślał sobie to. co zmieniło bieg naszej linii. czego już wcześniej nie mówiłem. nagualu Julianie. Nagual Elias po nagualu Rosendo. co jeszcze mógłbym powiedzieć. – Jako prezent w zupełności wystarczyłaby jedna. że podkreśla jeszcze raz coś. którą nauczyciele przekazywali swoim uczniom. Drugiej nie może wyjaśnić ci nikt. nagual Julian mógł zmienić mnie w cokolwiek by tylko zechciał – w bestię lub w świętego. by mówił z takim dramatyzmem. Gdybym go dobrze nie znał. nagual Lujan po nagualu Santistebanie. dwie pozycje punktu połączenia. czyli uzyskania spójności. którzy wywoływali te przemieszczenia poprzez swe ciemne machinacje i dawali je swym uczniom jako dary mocy. – A szczególna natura tego daru jest właśnie tym.– Będzie to lekcja na temat czwartej bramy śnienia. Ale dawni czarownicy nie byli aż tak nieskazitelni i poprzez swe nieustające próby podporządkowania sobie innych stworzyli mroczną i przerażającą aurę. Nie wiedziałem. Mieli zupełnie inne podejście do magii. Don Juan powiedział. Don Juan wzniósł się na wyżyny swych oratorskich zdolności. co mu się podoba –mówił don Juan. Byłem wzburzony i nerwowo wierciłem się na swym miejscu. ale nie było dwóch jednakowych lekcji. Jego gestów. inne o niej wyobrażenie. jakby chciał. którzy sprzeciwili się śmierci. który sprzeciwił się śmierci. właśnie tutaj. mógłby mu pozazdrościć niejeden dobry aktor. Potrząsał rytmicznie głową. co wyjaśniał mi już wiele razy. Don Juan wpatrywał się we mnie i tonem bolesnego wyznania powiedział. jeśli nie tysiącach położeń. Przez dłuższą chwilę żaden z nas się nie odzywał. a nagual Santisteban po nagualu Sebastianie. Dla dawnych czarowników przemieszczenia punktu połączenia były konsekwencją ujarzmienia ich przez innych – przez nauczycieli. czym być nie chcemy. don Juanie. Ponieważ stoję u kresu mego czasu. i źródło tego. Ale on był nieskazitelnym nagualem i pozwolił mi pozostać sobą. dałbym głowę. ale różnili się znacznie od pozostałych.

zdezorientowania. – Mówili mi, że lokator bardzo lubił naguala Lujana – mówił dalej don Juan. – Byli tak bliskimi przyjaciółmi, że pozostawali w zasadzie nierozłączni. Mówili mi, że każdego ranka lokator i nagual Lujan przychodzili do tego kościoła na poranną mszę. – Właśnie tutaj, w tym mieście? – spytałem zupełnie zaskoczony. – Właśnie tutaj – odparł. – Całkiem prawdopodobne, że siadywali na tym samym miejscu ponad sto lat temu; no, może na innej ławce. – Lokator i nagual Lujan naprawdę chodzili po tym placu? – spytałem, wciąż nie mogąc wyjść ze zdumienia. – Pewnie! – wykrzyknął don Juan. – Przyprowadziłem cię tu dzisiaj, ponieważ wiersz, który mi przeczytałeś, dał mi sygnał, że nadszedł czas, byś spotkał lokatora. W tym momencie poczułem, jak ogarnia mnie panika. Przez chwilę musiałem oddychać przez otwarte usta. – Dyskutowaliśmy o niezwykłych dokonaniach czarowników starożytności – kontynuował don Juan. – Ale zawsze bardzo trudno jest rozprawiać o czymś, używając terminów ogólnych i odnoszących się tylko do bliżej nie sprecyzowanych idei, szczególnie wtedy, gdy druga osoba nie ma w tym względzie żadnego doświadczenia. Mogę ci opowiadać o pewnych rzeczach, dla mnie najzupełniej oczywistych, aż do dnia Sądu Ostatecznego, a ty i tak nic nie zrozumiesz i mi nie uwierzysz, bo nie doświadczyłeś tego sam. – Don Juan wstał i obejrzał mnie od stóp do głów. – Chodźmy do kościoła – powiedział. – Lokator lubi kościół i jego otoczenie. Jestem pewien, że właśnie teraz powinniśmy tam wejść. Nie wiem, czy kiedykolwiek w czasie mojej znajomości z don Juanem byłem równie zaniepokojony. Byłem całkowicie zdrętwiały. Gdy wstałem, cały się trząsłem, a żołądek miałem ściśnięty. Pomimo to ruszyłem za nim bez słowa, gdy skierował się w kierunku kościoła. Przy każdym kroku kolana chwiały mi się i uginały pode mną, jakby były z waty. Zanim przeszliśmy ten krótki kawałek dzielący plac od wapiennych schodów w portyku kościoła, zdążyłem prawie zemdleć. Don Juan przytrzymał mnie, obejmując ramieniem. – Oto i lokator – powiedział niemal mimochodem, jakby właśnie dojrzał swego starego przyjaciela. Spojrzałem w kierunku, który wskazał, i w tylnej części portyku zobaczyłem grupę pięciu kobiet i trzech mężczyzn. Byłem przerażony i przez tę krótką chwilę nie dostrzegłem w nich niczego szczególnego. Nie potrafiłem nawet stwierdzić, czy właśnie wchodzili, czy też wychodzili z kościoła. Zauważyłem jednak, że ich obecność w tym samym miejscu jest raczej przypadkowa. Nie byli razem. Zanim wraz z don Juanem podeszliśmy do małych drzwi wyciętych w masywnym, drewnianym portalu kościoła, trzy kobiety weszły do środka. Trzej mężczyźni i pozostałe dwie kobiety ruszyli na zewnątrz. Byłem zdezorientowany i spojrzałem pytająco na don Juana. Ruchem głowy wskazał na chrzcielnicę. – Musimy przestrzegać tutejszych zasad i się przeżegnać – wyszeptał. – Gdzie jest lokator? – zapytałem również szeptem. Don Juan zanurzył koniuszki palców w chrzcielnicy i uczynił znak krzyża. Nie znoszącym sprzeciwu ruchem głowy nakazał mi to samo. – Czy lokator był jednym z tych trzech mężczyzn, którzy odeszli? – szepnąłem mu niemal do ucha. – Nie – odszepnął don Juan. – Lokator to jedna z tych trzech kobiet, które zostały. Ta w tylnym rzędzie. W tym samym momencie kobieta z tylnego rzędu odwróciła się do mnie i z uśmiechem na twarzy skinęła głową. Jednym skokiem dopadłem drzwi i wybiegłem na zewnątrz. Don Juan wybiegł za mną. Z nadzwyczajną szybkością dogonił mnie i przytrzymał za ramię. – A ty dokąd się wybierasz? – zapytał, skręcając się ze śmiechu. Trzymał mnie mocno za ramię, gdy ja gwałtownie wciągałem powietrze. Dosłownie się dusiłem. Don Juan zanosił się donośnym śmiechem, aż cały się trząsł. Wyrwałem się mu i ruszyłem w kierunku placu. Don Juan poszedł za mną. – Nigdy bym się nie spodziewał, że aż tak cię to rozstroi – powiedział między jedną salwą śmiechu a drugą.

– Dlaczego mi nie powiedziałeś, że lokator jest kobietą? – Czarownik w kościele to ten, który sprzeciwił się śmierci – powiedział uroczyście don Juan. – Dla takiego czarownika, tak biegłego w przesunięciach punktu połączenia, bycie mężczyzną czy kobietą to jedynie kwestia wyboru lub wygody. To jest pierwsza część owej lekcji, którą masz otrzymać; tak, jak ci powiedziałem. A ten, który sprzeciwił się śmierci, jest owym tajemniczym przyjezdnym, który będzie ci w niej przewodnikiem. Don Juan chwycił się za boki, gdy jego śmiech przeszedł w kaszel. Odebrało mi mowę. Nagle ogarnął mnie wielki gniew. Nie byłem wściekły na don Juana, na siebie ani też na nikogo konkretnego. Był to głęboki gniew, który prawie rozsadzał mi piersi i szyję. – Wracamy do kościoła! – krzyknąłem, nie rozpoznając własnego głosu. – Zaraz, powoli – powiedział cicho don Juan. – Nie musisz się tak od razu gorączkować. Zastanów się. Namyśl się. Oceń szansę. Uspokój ten swój umysł. Jeszcze nigdy w życiu nie przechodziłeś przez taki test. Potrzebujesz teraz opanowania. Nie mogę ci powiedzieć, co masz robić – mówił dalej don Juan. – Mogę tylko, jak każdy nagual, postawić cię przed twym wyzwaniem, udzieliwszy ci wcześniej ogólnych, niezbędnych wyjaśnień. Jest to jeszcze jeden wybieg nagualów: mówić wszystko, nie mówiąc nic, lub pytać, nie pytając. Chciałem to mieć jak najszybciej za sobą. Ale don Juan powiedział, że chwila oddechu przywróci mi nieco pewności siebie. Czułem, że kolana zaraz ugną się pode mną. Don Juan ochoczo pomógł mi usiąść na krawężniku. Sam usiadł obok. – Pierwszą częścią omawianej lekcji w śnieniu jest to, że męskość czy żeńskość nie są stanem ostatecznym, ale skutkiem pewnego określonego aktu umiejscowienia punktu połączenia – powiedział don Juan. – Akt ten jest, rzecz jasna, sprawą woli i ćwiczeń. Ponieważ był to temat bardzo bliski dawnym czarownikom, tylko oni mogą rzucić na niego trochę światła. Ponieważ żadna inna racjonalna reakcja nie przychodziła mi do głowy, zacząłem się spierać z don Juanem. – Nie mogę przyjąć ani uwierzyć w to, co mówisz –powiedziałem. Czułem, jak gorąco zalewa mi twarz. – Ale kobietę widziałeś – odparował don Juan. – Sądzisz, że to wszystko to jakaś sztuczka? – Nie wiem, co sądzić. – Ta istota w kościele jest rzeczywistą kobietą – powiedział z naciskiem don Juan. – Dlaczego to cię tak niepokoi? To, że urodziła się mężczyzną świadczy tylko o potędze machinacji dawnych czarowników. To nie powinno cię tak dziwić. Urzeczywistniłeś już wszystkie pryncypia magii. Miałem wrażenie, że za chwilę rozsadzi mnie wewnętrzne napięcie. Don Juan powiedział mi oskarżającym tonem, że właśnie teraz musiałem sobie upodobać czas do dyskutowania. Zmuszając się do cierpliwości, nadętym tonem wyjaśniłem mu biologiczne podstawy męskości i żeńskości. – Ja to wszystko rozumiem – powiedział don Juan. –I to, co mówisz, jest prawdą. Twój błąd polega na tym, że usiłujesz uogólnić swoje stwierdzenia. – To, o czym teraz mówimy, to fundamentalne zasady! – wykrzyknąłem. – Odnoszą się do człowieka tu i w każdym innym zakątku wszechświata. – Tak, to prawda, absolutna prawda – powiedział cicho don Juan. – To wszystko jest prawdą dopóty, dopóki twój punkt połączenia zajmuje swe zwyczajowe położenie. Ale gdy tylko przemieścić go poza pewne granice, gdzie nasz rzeczywisty świat przestaje oddziaływać, twoje ukochane zasady tracą swą uniwersalną wartość, o której tak rozprawiasz. Popełniasz błąd, zapominając, że ten, który sprzeciwił się śmierci przekracza te granice tysiące razy – mówił dalej don Juan. – Nie trzeba być geniuszem, by pojąć, że lokator nie podlega już tym samym siłom, które teraz wiążą ciebie. Powiedziałem mu, iż moja kłótnia z nim, jeśli można to tak nazwać, wyniknęła z tego, że nie potrafię zaakceptować praktycznych stron magii, które do tej pory wydalały mi się tak naciągane, że nie jawiły się jako większy problem. Powtórzyłem mu też, że jako śniący mogłem z własnego doświadczenia potwierdzić, iż w śnieniu może Się wydarzyć wszystko. Przypomniałem mu, że on sam podsunął mi i podsycał to przeświadczenie, podkreślając przy tym konieczność zachowania zdrowych zmysłów. To, co opowiadał o lokatorze, było już obłędem. To był temat wyłącznie na śnienie, ale z pewnością nie na normalny świat na co dzień. Dałem don Juanowi do zrozumienia, że jego stwierdzenia są dla mnie odrażające i nie do przyjęcia.

– Skąd ta gwałtowna reakcja? – zapytał don Juan z uśmiechem. Jego pytanie zbiło mnie z pantałyku. Poczułem zażenowanie. – To chyba zagraża moim najgłębszym przekonaniom – przyznałem. Mówiłem to najzupełniej poważnie. Świadomość, że kobieta w kościele była kiedyś mężczyzną, przyprawiała mnie o mdłości. Pewna myśl zaświtała mi w głowie – a może lokator jest transwestytą. Zapytałem szczerze don Juana, czy to jest możliwe. Zaczął się tak śmiać, że wyglądał, jakby miało mu się zrobić niedobrze. – To zbyt przyziemna możliwość – powiedział. – Może twoi dawni przyjaciele mogliby robić coś takiego. Twoi nowi przyjaciele są bardziej pomysłowi i mniej zainteresowani seksem. Powtarzam. Istota w kościele to kobieta. Prawdziwa. I ma wszystkie organy i przymioty właściwe płci żeńskiej. – Don Juan uśmiechnął się złośliwie. – Zawsze pociągały cię kobiety, prawda? No więc zdaje mi się, że ta sytuacja pasuje do ciebie jak ulał. Jego uciecha była tak wielka i dziecinna, że aż zaraźliwa. Śmialiśmy się obaj. On z wielką swobodą, a ja z wielką trwogą. Wtedy podjąłem decyzję. Wstałem i powiedziałem głośno i wyraźnie, że nie chcę mieć do czynienia z lokatorem pod jakąkolwiek postacią. Zdecydowałem dać sobie spokój z tą całą hecą, wrócić do domu don Juana, a potem do siebie. Don Juan powiedział, że nie ma nic przeciw mojej decyzji, więc ruszyliśmy z powrotem do jego domu. Ale w głowie huczało mi od myśli. Czy postępuję właściwie? Czy nie uciekam ze strachu? Oczywiście zaraz racjonalnie uzasadniłem moją decyzję jako właściwą i nieuniknioną. Zapewniałem samego siebie, że przecież nie interesuje mnie bogactwo, a dary od lokatora to powiększanie majątku. Nagle ogarnęły mnie wątpliwości i ciekawość. Było tyle pytań, które mogłem zadać temu, który sprzeciwił się śmierci. Moje serce zaczęło bić tak mocno, że miałem wrażenie, jakby uderzało mi w żołądek. Bicie serca nagle zamieniło się w głos wysłannika. Złamał daną mi kiedyś obietnicę, że nie będzie się wtrącał, mówiąc mi, że potężna siła przyspiesza bicie mojego serca, aby ściągnąć mnie z powrotem do kościoła; droga do domu don Juana jest dla mnie drogą ku śmierci. Zatrzymałem się i pospiesznie powtórzyłem don Juanowi słowa wysłannika. – Czy to prawda? – spytałem. – Obawiam się, że tak – odparł don Juan, nieco zakłopotany. – Dlaczego sam mi o tym nie powiedziałeś, don Juanie? Chciałeś pozwolić mi umrzeć, ponieważ sądzisz, że jestem tchórzem? – spytałem bardzo wzburzony. – Nie umarłbyś ot tak, po prostu. Twoje ciało energetyczne posiada niewyczerpane zasoby. I nigdy nawet nie przyszło mi na myśl, że jesteś tchórzem. Szanuję twoje decyzje i guzik mnie obchodzi, co cię do nich skłania. Jesteś na końcu drogi, tak jak ja – mówił don Juan. –Więc bądź prawdziwym nagualem. Nie wstydź się samego siebie. Gdybyś był tchórzem, to sądzę, że umarłbyś ze strachu już dawno temu. Ale jeśli aż tak boisz się spotkania z tym, który sprzeciwił się śmierci, to lepiej, żebyś umarł, niż stanął z nim twarzą w twarz. Nie będzie to wcale wstyd. – Wracajmy do kościoła – powiedziałem tak spokojnie, jak tylko mogłem. – No, to dochodzimy do sedna sprawy! – wykrzyknął don Juan. – Ale wpierw wróćmy do parku, usiądźmy na ławce i starannie rozważmy wszystkie możliwości. Możemy poświęcić na to trochę czasu; poza tym, jest jeszcze za wcześnie na sprawę, którą mamy załatwić. Wróciliśmy do parku i od razu znaleźliśmy wolną ławkę. – Musisz zrozumieć, że ty, i tylko ty, możesz zdecydować, czy spotkasz się z lokatorem, czy też nie. I tylko od ciebie zależy, czy przyjmiesz, czy też odrzucisz jego dary mocy – powiedział don Juan. – Ale swoją decyzję musisz przedstawić kobiecie w kościele, w cztery oczy, gdy będziecie sami. Inaczej nie będzie się liczyć. Don Juan powiedział, że dary lokatora są niezwykłe, ale ich cena jest ogromna, i że jemu nie podobają się ani dary, ani cena. – Zanim podejmiesz prawdziwą decyzję – mówił dalej don Juan – musisz znać wszystkie szczegóły naszych transakcji z tym czarownikiem.

Oba te określenia automatycznie wskazują na rodzaj męski. że lokator miał zapłacić za energię. zabrał mnie na spotkanie z tym. będziemy musieli przyznać. – Ja sam jestem bardzo niespokojny – wyznał don Juan. twoja dowolność w używaniu rodzaju wprawia mnie w jeszcze większy niepokój. którą pobrał od nagualów naszej linii. jak pewnego razu. Powiedział wtedy: mis ojos se pasearon – “moje oczy chodziły". który sprzeciwił się śmierci. Innymi słowy. wiele lat wcześniej. że nawet zapytałem. Gdy mówił. gdy opisywał rzeczy. Rozumiałem go bardzo dobrze. Nie chciałem ci tego mówić. Byłem pewien. zdałem sobie sprawę. – Jak inaczej chcesz podjąć właściwą decyzję? – Nie sądzisz. jak umiejscowić punkt połączenia. i drugim – kobietą i mężczyzną. który sprzeciwił się śmierci. jest i jednym. A ta kobieta rozmyślnie powiększa twoje kłopoty. W podzięce za energię pobraną od tych wszystkich nagualów. co nie ułatwiało mi w żaden sposób rozeznania się w tym wszystkim. Nauczenie tego mojego dobroczyńcy. don Juanie – powiedziałem z prośbą w głosie. uzależnionych czarowników. don Juanie. ale cokolwiek to było. że powie ci to twoje ciało energetyczne. Szczególnie dobrze pamiętałem jego dziwny akcent oraz to. który sprzeciwił się śmierci. by się ukryć i przeczekać niebezpieczeństwo. ponieważ widziałeś go wpierw jako mężczyznę. Na przykład. Kobieta w kościele wie wszystko jedynie o folgowaniu sobie. co upijanie pijaka. Nawet śmierć nie pomoże. Rozumiesz? – Don Juan potrząsnął mną za ramiona. Jeśli przyjrzymy się sobie dokładnie i obiektywnie. było tym samym. – Rozumiesz? – powtórzył. Don Juan spokojnie zaczął powtarzać raz jeszcze wszystko. co się z nim wiąże"? – Mam na myśli negatywne konsekwencje tych darów. że użył dość dziwnej metafory. dziwnego Indianina. tak dobrze. ze spokojem i przygotowany na wszystko – ciągnął don Juan. że ona to robi rozmyślnie? – Postąpiła tak z każdym nagualem z mojej linii. by wywinąć się od tego spotkania. natomiast lokatora określał jako el inquilino. że ten. by złagodzić mój strach i niepewność. To jest chwila prawdy. Don Juan powiedział. – I nie możesz korzystać z pośredników. don Juan bez przerwy mieszał hiszpańskie wyznaczniki rodzaju męskiego i żeńskiego. Ale opisując powiązania łączące lokatora z nagualami jego linii. których używał. którym było uprzednio wybrane. Niemal podskoczyłem. czego dokonałeś i doświadczyłeś w świecie czarowników. Nie mogłem już dłużej ignorować jego niekonsekwentnego użycia języka i zwróciłem mu uwagę. ale nie możesz tego ciągle mieszać – powiedziałem twardo. że im mniej wiem o lokatorze. co dokładnie należy zrobić. co niepotrzebnie przysparza nam ogromnego napięcia. który nie był ani stary. który był niepoprawnym lubieżnikiem. który sprzeciwił się śmierci. Ale niektórzy z nas mają większe kłopoty z odpowiedzialnością niż inni. Poznałem wówczas mężczyznę. że sami odpowiadamy za to. Don Juan przypomniał mi. to prawda. co robimy? – Tak. ani młody. nauczyła naguala Juliana. który sprzeciwił się śmierci. by przemieścić ich punkty połączenia w pewne określone pozycje. Nigdy jakoś nie zdołałem się do końca uporać z jego przemianą. określone położenie punktu połączenia i wszystko to. – Jestem zbyt zasadniczy. – Musisz o tym czarowniku mówić albo w rodzaju żeńskim. czy mógłby zmienić poziom mojej świadomości.– Wolałbym już niczego na ten temat nie słyszeć. swoimi darami spowodował. – Skąd wiesz. gdy don Juan wywrzeszczał swoje “Nie!" – Musisz stanąć twarzą w twarz z tym. ponieważ wiedziałem. co się z nim wiąże. które rzekomo widział. – Ale prawda jest taka. kobieta w kościele nauczyła ich. które sama wybrała. iż nasza linia jest linią niezwyczajnie sobie folgujących. ale nie ma sposobu. który sprzeciwił się śmierci. tym dla mnie lepiej? – Nie. albo w męskim. za grosz wstrzemięźliwości w tej kobiecie. związało to czarowników na całe pokolenia. bardzo drobnej budowy ciała. związała każdego z nich darem mocy. – Ale czy to nie jest tak. Wszystko. mówiąc o “wszystkim. Powiedział. Po hiszpańsku mówił o tym. co dotychczas powiedział mi o tym. jako o el desafiante de la muerte. że ten. przywiodło cię tutaj. – To twój obowiązek – odpowiedział. na przykład. że część powstałego zamętu wyniknęła ze słów. że i ty będziesz odczuwał to samo. don Juanie. – Co masz na myśli. Nie znajdziesz za grosz umiaru. tak: “moje oczy chodziły po . Nie chodzi o to. by – tak jak ona – stać się kobietą.

że wiem. który sprzeciwił się śmierci. Don Juan powiedział też. – Próbowałem wcześniej dowiedzieć się od ciebie. iż miałem wrażenie. była pozycja punktu połączenia wrony oraz procedury pozwalające tak manipulować swym ciałem energetycznym. – Przecież sam potrafisz przemieścić swój punkt połączenia dokąd tylko chcesz. Don Juan wyjaśnił. że spędziłem z tym.hełmach hiszpańskich konkwistadorów". pomagając wam uzyskać całkowitą spójność po wielkim przesunięciu – powiedział don Juan. Podejrzewałem nawet. cały dzień. – Każde wielkie przesunięcie ma swój odmienny mechanizm – mówił dalej. rzecz jasna. krok po kroku. który sprzeciwił się śmierci. tak jakby uczył się obsługiwać bardzo skomplikowaną maszynę. iż ten. ucząc się jej w zaplanowanej sekwencji. polubił cię. z wyjątkiem tego. a potem pomogły wam postrzegać tam tak. Powiedział. – Szczególne sposoby traktowania ciała energetycznego w celu utrzymania punktu połączenia nieruchomo w określonej pozycji – odparł. że wiele lat wstecz sam umówiłeś się na spotkanie z tym. że mógł ci już ofiarować dar mocy. aby w danym położeniu osiągnąć stan całkowitej percepcji. A to oznaczało. potrzeba wyjątkowo szczegółowych procedur. leży obszar wielkich przesunięć. że udzieliła ci bardzo dokładnych instrukcji. Jeśli o to chodzi. – Dlaczego nazywasz jego podarunki darami mocy? I skąd ta tajemniczość? – zapytałem. – Ich tajemnica polega na tym. – Dzisiejsi czarownicy mogliby się ich nauczyć. potrafię przemieścić swój punkt połączenia dokąd tylko chcę. tak samo jak owi wszechwiedzący czarownicy starożytności. Wspomnienie tego zdarzenia było tak ulotne. – Przemieściły wasze punkty połączenia tak daleko. Don Juan zauważył. jak na dłuższy czas unieruchomić punkt połączenia w odpowiedniej pozycji wielkiego przesunięcia. Dalej don Juan wyjaśnił. Skończylibyście wypełnieni po brzegi procedurami. Potrafi to jedynie ten. ma już we krwi upodobanie do rytuałów i dlatego zawsze spotyka się z czarownikami swego rodu najpierw jako mężczyzna – tak właśnie stało się w przypadku naguala Sebastiana – a potem jako kobieta. Wiązka ta nazywana jest zakresem człowieka lub też czysto ludzkim aspektem energii wszechświata. gdyby wiedzieli. który sprzeciwił się śmierci. że ten. jak to było możliwe. że współcześni czarownicy nie znają szczegółów tysięcy możliwych pozycji punktu połączenia. Albo mógł się umówić z tobą na spotkanie jako kobieta. to naprawdę nie potrafię się połapać w tym rozgardiaszu. Nie wiem natomiast. nie może podarować nam cząstki tej wiedzy. całkowitej spójności. aby tego dokonać. don Juanie. Ale skąd ci przyszło do głowy przypuszczenie. Poza tym zakresem. Później don Juan wyjaśnił. nasza percepcja jest nadal zrozumiała. co zrobić z tym ciałem. czarownik potrzebuje praktycznej wiedzy albo wpływowych przyjaciół. Aby osiągnąć ten stopień postrzegania. Podał swój przykład. że dawni czarownicy chcieli za wszelką cenę uzyskać całkowitą percepcję i całkowitą spójność. – Zbyt wiele mi przypisujesz. ponieważ są wytworem specjalistycznej wiedzy czarowników starożytności – odparł don Juan. który sprzeciwił się śmierci. czy na zewnątrz kształtu ciała energetycznego człowieka. że trwało jedynie kilka minut. czy to wewnątrz. czy wiesz. Don Juan powiedział mi później. że jego darem mocy od tego. lecz aby była całkowita. – Wasi przyjaciele zdradziliby was w końcu – ciągnął don Juan – i sami musielibyście zadbać o siebie i nauczyć się praktycznych sposobów przetrwania w tamtym świecie. On sam uzyskał całkowitą percepcję dzięki darowi mocy. co się dzieje? – Wydawało mi się. Tylko czarownicy starożytności posiadali odpowiednią wiedzę. jakbyście byli w normalnym świecie. chociaż ty tego nie pamiętałeś. A ja. który sprzeciwił się śmierci. że większość przesunięć punktu połączenia dokonywanych przez dzisiejszych czarowników. Gdy punkt połączenia przesunie się do jakiegokolwiek położenia w tym obszarze. Rzecz prawie niemożliwa. że nikt inny na tej ziemi. prawda? – Nazywa się je darami mocy. że wiedza o określonych procedurach dotyczących przesunięć nie była . to umiarkowane przesunięcia w obrębie cienkiej wiązki świetlistych włókien energii wewnątrz świetlistego jaja. – Co rozumiesz przez szczegóły? – zapytałem. który sprzeciwił się śmierci. – Istoty organiczne oszukały ciebie i Carol Tiggs podczas waszej ostatniej podróży. co się dzieje – ciągnął – ponieważ myślałem. by uzyskać całkowitą percepcję wrony. ale ciągle w obrębie świetlistego jaja. który sprzeciwił się śmierci.

nie były śmieszne. – Być może dary. by spotkać lokatora – ciągnął. Dla widzącego najjaśniejsza część punktu połączenia skierowana jest na zewnątrz w przypadku kobiety. lecz odrazę. które otrzymasz. – Teraz twoja kolej. że wiadomo mu o pięknej i namiętnej wdowie. że lokator ma odmienny rodzaj energii? – Nie. jak uczynił to mój nauczyciel. Nie ma odmiennego rodzaju energii. Ale po chwili uderzyło mnie. nagual Elias cztery. . Wyciągnąłem od ciebie zgodę w trakcie twojej nauki. nagual Julian szesnaście.dostępna owym ośmiu nagualom. chwyciłem haczyk. nie pozostawiając mi już cienia wątpliwości. lub że był to jakiś niesmaczny żart. to musiałby odpowiedzieć. Moje przebudzenie było bardzo brutalne. że tarapaty. Milczeliśmy. Powiedział mi pewnego razu. Musiałem całą siłą woli powstrzymać się od śmiechu. panicznym strachem. że nie. – Już ci powiedziałem. nie budzi w nas czci. – Wiem też. który sprzeciwił się śmierci. i że lokator pokazał nagualowi Sebastianowi. co ty. powodowany dziwną odrazą i strachem. – Jestem absolutnie pewien – odpowiedział. zgodziłeś się przyjąć wyzwanie tego. w której skończyli dawni czarownicy. ogarnięty nieopisanym. Punkt połączenia lokatora był skierowany pierwotnie do wewnątrz. nawet gdybym był tak zidiociały. Nagual Santisteban otrzymał siedem. – Czy jesteś absolutnie pewien. – Czy jesteś pewien. Powiedział. – Mówiąc “z natury". albo mężczyzną. – Poza tym. mam na myśli od urodzenia albo kobietą. gdy don Juan pokazywał gestami utratę swej niewinności. Nagual zabierał mnie często do kościoła. o których wiedzieli czarownicy i jego linia. A przynajmniej tak było ze mną. że bycie z natury kobietą lub z natury mężczyzną jest kwestią umiejscowienia punktu połączenia – powiedział don Juan. nagual Rosendo sześć. jak osiągnąć całkowitą percepcję w dziesięciu nowych pozycjach punktu połączenia. jaką może podjąć współczesny nagual. Spotkanie w cztery oczy z kimś tak tajemniczym i starym. w które wpadł. ale on go odwrócił tak. czy uważa to za jakąś korzyść dla jego linii. Razem dawało to dziewięćdziesiąt pięć szczególnych pozycji punktu połączenia. ale na pewno odmienne cechy energii niż te. że teraz jego jajowaty kształt energetyczny wygląda jak muszla. jak mieszkaniec. Pomyślałem. a do wewnątrz w przypadku mężczyzny. – To jest tak straszliwie poważna sprawa. że się jej podobam. a jemu pokazał dwie. Czekałem na następny ruch. – Dlaczego muszę to ciągnąć. która ponoć usycha z szalonej miłości do mnie. nagual Lujan pięćdziesiąt. don Juanie. mając nadzieję. to moje widzenie nie może mnie oszukać. ponieważ ciężar tych darów przybliżył ich do natury dawnych czarowników. zachwieją naszą ogólną równowagą i nasza linia pogrąży się w ciemności. don Juanie? – Ponieważ. gdy powiem. że stoisz przed najcięższą próbą. że ta kobieta to lokator? – spytałem. Przeszedłem przez ten sam horror. że gdybym się zapytał. – Nagual Julian miał zwyczaj robić przerażające kawały. – Chcesz powiedzieć. że aż mi się robi od tego niedobrze – powiedziałem. – Naprawdę ci współczuję – odparł don Juan z poważnym wyrazem twarzy. Kiedy nagual powiedział mi. by nie poznać lokatora. że jest niczego sobie. – Ta kobieta to lokator! – krzyknął don Juan. którzy poprzedzali naguala Sebastiana. podstępem. tak samo. don Juanie. lecz okropne. że nie będzie to dla ciebie żadne pocieszenie. z tym że obeszli się ze mną nieco brutalniej – don Juan zachichotał. które posiada normalny człowiek. która owinęła się wokół siebie. A ja byłem jurnym młodzieniaszkiem. gdzie widziałem przyglądającą się mi kobietę. nawet o tym nie wiedząc. że zaszła jakaś pomyłka. i nadal jest. że ta kobieta to lokator? – spytałem raz jeszcze.

przygotował je tak. Przez moment wydawało mi się. jak ja? – zapytała po angielsku. że moją jedyną prawdziwą troską są prawdopodobnie moje trzy popleczniczki w świecie don Juana. jedyne. ale nie było go nigdzie widać. i co najważniejsze. że wszystko jest w porządku. że jest ono bramą do światła i mroku wszechświata. że poprzez wywoływanie systematycznych przemieszczeń punktu połączenia. Zacząłem zastanawiać się nad sobą. by zawsze wiedziały. zwiększając zakres tego. doszedłem do wniosku. Uciekłbym stamtąd co sił w nogach. Żałowałem. że dawno już opadły ze mnie wszystkie możliwe. Nie przypominam sobie chwili dotarcia na miejsce i wejścia do kościoła. by udać się do innych niewyobrażalnych wymiarów. ale kobieta chwyciła mnie mocno za ramię. wytarta drewniana ława. siedziałem z don Juanem w parku i czekałem na to. ale on się roześmiał. że nawet o to nie muszę się tak naprawdę troszczyć. jak wówczas. – Jesteś gotów? – zapytał don Juan. Czarownikom z jego grupy śnienie nie tylko otwarło drzwi do innych dających się postrzegać światów. Jednak po przeanalizowaniu swojego stanu musiałem przyznać. co było istotne. – Gdy spotkałem tego. Jej głos zawładnął mną całkowicie i natychmiast. Uśmiechała się do mnie. Kobieta zapytała mnie jeszcze o coś po . co nieznane. który sprzeciwił się śmierci. Don Juan nauczył je. Czekałem w milczeniu przez długą. który sprzeciwił się śmierci. aczkolwiek sprzeczne z rozsądkiem. co robić. Tkwiłem w bezruchu. że powróciły do mnie niejasne wspomnienia. Gnębiły mnie małostkowe rozważania nad moim bezpieczeństwem. jak wykorzystać to. Mimo najlepszych chęci. – Nie jesteś bynajmniej jedynym. który wszelkie ważne decyzje podejmował pod wpływem chwili. szukając don Juana. bez ostrzeżenia. Jakbym znał ten głos od zawsze. który rzyga ze strachu – powiedział. Rozejrzałem się rozpaczliwie. że tak. zahipnotyzowany tym głosem. i to im się udało. Ogarnął mnie tak potworny strach. moimi troskami. jak się zachowasz pod obstrzałem. W oparciu o swoje dość ograniczone sukcesy w śnieniu nabrałem przekonania. co się wydarzy. mógłbym przygotować się lepiej. Powiedziałem. Mogła być co najwyżej siódma wieczorem. który sprzeciwił się śmierci. które zawsze wiedzą. Lecz chwilę później mój optymizm zniknął równie szybko. – Dlaczego miałbyś się bać takiego maleństwa. ciężką do zniesienia chwilę.ROZDZIAŁ XII: KOBIETA W KOŚCIELE Don Juan i ja siedzieliśmy w milczeniu. co można postrzegać. Wieczór był bardzo ciepły. Pragnęli postrzegać to. jak się pojawił i w okamgnieniu znalazłem się na dnie czarnej rozpaczy. Ale don Juan był nagualem. Następne. co wiedzą. że don Juan musiał mnie wlec aż do samego kościoła. pozostał mi więc jedynie strach o samego siebie. Mnie skończyły się pytania. przyziemne zmartwienia. to długa. co pamiętam. Zamarłem. że zrobiło mi się niedobrze. Mój czas z don Juanem zbliżał się do końca. że don Juan nie uprzedził mnie wcześniej. co w jego chrapliwym brzmieniu sprawiło. Don Juan wstał więc i dodał: – A zatem chodźmy i przekonajmy się. posikałem się w gacie. Ostatnia na tej drodze chwila folgowania sobie – strach przed śmiercią z rąk tego. moimi nadziejami na przyszłość. że nie są to zamiary iluzoryczne. to to. które mogły powodować moją udrękę. Serio. czego naturę i zakres można jedynie sugerować. ale plac był już wyjątkowo opustoszały. Śnienie stało się dla nich bezprecedensową. którą widziałem wcześniej. Okazało się. lecz wyjątkowo rzeczowe. gdzie klęczałem obok kobiety. Poprowadził mnie z powrotem w stronę kościoła. I bezwstydnie mu się oddałem. gdy don Juan powiedział. Teraz istniała dla nich tylko jedna nie rozstrzygnięta kwestia – moje spotkanie z tym. niewysłowioną rozkoszą. W tym mieście ludzie kręcą się w okolicy placu aż do dziesiątej lub jedenastej. co po dzień dzisiejszy pamiętam z tej drogi. Don Juan miał rację. Don Juan i jego towarzysze zamierzali spełnić marzenie czarowników i opuścić ten świat. ale również przygotowało ich do wejścia w te światy z zachowaniem pełnej świadomości. Nie potrafię opisać. śnienie wyzwala percepcję. a on powiedział mi chyba wszystko. gdy twierdził. jak być czarownicami. moimi dążeniami. Gdy zastanowiłem się nad tym. Usiłowałem przeprosić don Juana.

Dziękuję ci za zaufanie – szepnęła. że przeistoczyłabym się w przerażającego mężczyznę i uczyniła ci krzywdę – powiedziała. że chwycę cię za rękę – poprosiła. to być może skorzysta z mojej energii. Jego chrapliwość była tak niezwykła. Usiadłem automatycznie. – Całe życie byłem głupcem. Żyję z nim. ale jej nie zrozumiałem. ale ja nie chcę od ciebie żadnych darów mocy. Zaszokowało mnie to. Nie mam nic i bardzo mi się to podoba. Zapytałem napastliwie. Przeżyłem chwile rozdzierającego niepokoju. którą odczuwałem dokoła siebie. – Prawda jest taka. iż nie mam nic i bardzo mi się to podoba. Zachichotała radośnie i powiedziała. Potrzebujesz energii. taka jest umowa. lecz będzie musiała mi za nią zapłacić. by się odezwać. przysłuchując się jej słowom. Wytężyłem wszystkie moje siły. co dostaję. że skoro jestem tak hojny. –Z pewnością mogę sobie pozwolić na to. – Dziękuję. gdy usłyszałem głos wysłannika: – To głos Hermelindy. podobnie jak strach. że bardzo cię lubię. – Nie uciekaj – szepnęła mi do ucha. – Rozumiem prawdziwy strach. – To nadzwyczajne! Chcesz possać moją pierś? – Ciałem kobiety wstrząsnął konwulsyjny śmiech. Ale jej prośba zabrzmiała jak rozkaz. że mi się udało. Rozsadza cię energia. który stara się brzmieć jak kobieta. Podałem jej dłoń. – Może – powiedziała w zamyśleniu. Na pewno będziemy dobraną parą. Ja jestem twoim sługą. Zachowanie spokoju kosztowało mnie ogromnie wiele wysiłku. To głupio pozbywać się energii. Kobieta nie zwróciła na niego uwagi i dalej szeptała mi do ucha: – Pozwól. Dziwne. Tuż przed nami klęczeli dwaj starsi mężczyźni. Miałem nawet dość zimnej krwi. iż głos kobiety poruszył we mnie tak głębokie. Zachichotała cichutko jak młoda dziewczyna. choć wiedziałem. Jesteś moim dobroczyńcą. Wiedziałem o Hermelindzie jedynie to. hipnotyzujący głos – to jesteś w wielkim błędzie. Nigdy nie wziąłbym go za głos mężczyzny. wierz mi – odparłem.angielsku. tak najzupełniej kobieca. powodowany ciekawością. Klęczała tuż obok mnie z prawej strony. czy też nie wierzy w to. czy oznacza to. że mówi po hiszpańsku z niespotykanym. Nigdy w życiu nie . Potem wyrzekła dość niejasne słowa: – Jeśli odważysz się pomyśleć. –To mój dar dla ciebie. – W porządku – szepnęła po hiszpańsku i uśmiechnęła się znacząco. Ale ja nie chcę się obarczać niepotrzebnymi rzeczami. Pomyślałem. twojej mamki. stare wspomnienia. weź ją sobie. – Jestem twoją mamką! – krzyknęła zduszonym głosem. by przebić niewidzialną powłokę energii. Jeden z nich obrócił się i spojrzał na nas z ciekawością. i wstałem gotowy do wyjścia. W środkową sylabę każdego słowa wstawiała dodatkową głoskę. że mój niepokój nagle zniknął. tak jak byłam sługą wszystkich nagualów. lecz nie gardłowy czy ostry. że może weźmie moją energię. którzy byli przed tobą. Przypominał bardziej odgłos bosych stóp stąpających delikatnie po żwirze. niezdolny odmówić. – Nie miej mi za złe moich żartów – powiedziała cicho kobieta. Mówię najzupełniej szczerze. obcym akcentem. – Mam ci tyle do powiedzenia. że zginęła tragicznie pod kołami ciężarówki. I wyszedłbym. Brzmienie jej głosu doprowadzało mnie do szaleństwa. by ci dać taki podarunek. gdyby kobieta również nie wstała. Będzie musiała podarować mi rzecz podobnej wartości. – Naprawdę jesteś kobietą? – zapytałem. że grunt ucieka mi spod stóp i za chwilę z pewnością stracę zmysły. nic w zamian nie dostając. jeszcze bardziej podkreślając swój niesamowity. – Nie mogę wziąć twojej energii za darmo – szepnęła. Żaden kłopot. Uświadomiłem sobie. – Płacę za wszystko. Miałem już się do niej odezwać. Zebrałem całą energię i rzekłem jej bez ogródek: – Możesz skorzystać z mojej energii – powiedziałem. Był chrapliwy.

Ten. jakbyś ty chciał zostać tak długo. który przez całe lata zastawiał na mnie najróżniejsze pułapki. – Nie – szepnęła i potrząsnęła głową. czyste i spokojne. Przypomniałem sobie znajomego. Równie błyszczące i żywe spojrzenie widziałem jedynie u don Juana. a ja byłem ulotny. zwracając się twarzą do głównego ołtarza.słyszałem. – Żyję od bardzo. Przyjrzałem się jej dokładnie. a teraz byłem o krok. Nie należało się spodziewać. dlaczego westchnęła. że czułem się jak na huśtawce. Nie znosiłem tej jego małostkowej ciekawości. Podniosła się i wyślizgnęła z ławy. których nie mogła albo nie chciała ukryć pod szalem. ukazując małe. Przeżywałem chwile pełnego zaufania i wewnętrznej pełni. co dzieje się w mojej głowie. Przyszło mi na myśl. Chciałem opowiedzieć jej o tym. zadziwiająco białe zęby. Jeśli będziesz szeptać. – Czy jest jakieś miejsce. – Twój akcent jest doprawdy niesamowity – stwierdziłem. W moim podejrzliwym umyśle zakiełkowało nagle ostrzeżenie. by tylko wyciągnąć ode mnie informację o moim wieku. – Jak to jest żyć w odmiennych światach? – zapytałem. sprawiając. by tym razem miało być inaczej. z tą różnicą. – Dzieje się tak dlatego. że rozmawiamy. po których natychmiast przychodziło krańcowe zwątpienie i nieufność. związane w długi warkocz. Jedynie oczy. Ludzie zaczęli zwracać na nas uwagę. zapędził się w ślepą uliczkę. – Późno nauczyłaś się hiszpańskiego. bocznego ołtarza po lewej stronie. Tak samo. Poczułem nagły przypływ zaufania i optymizmu. – Jesteśmy skrajnie różni. Miała szczupłą talię i duże piersi. prawda? – zapytałem. żeby ktoś mówił w ten sposób. spuszczone w dół i ukryte pod przymkniętymi powiekami. mięśnie zaś twarde i jędrne. lecz nie była również pospolita. Tak bardzo. mogłem więc dostrzec również jej gładkie pięty i dolną część mocnych łydek. Jej oczy zupełnie mnie uspokoiły. by podtrzymać rozmowę. Kobieta przysunęła się do mnie jeszcze bliżej. – Rozmawiałam tutaj ze wszystkimi nagualami z twojej linii. którą otrzymuję od nagualów z twojej linii. Była ubrana w długą suknię. – Czy zamiast ofiarowania mi czegoś możesz powiedzieć coś. wydawało mi się. Jej twarz niczym się nie wyróżniała. Zawsze prześladowała mnie w świecie don Juana. Ścisnęła moje ramię w przyjacielskim geście. Poza tym nie przebywam zbyt długo tutaj. nikt się nie zorientuje. że mam większą ruchliwość. jak tylko zechcesz w . jakbym był pogrążony w głębokiej modlitwie. Ale z pomocą przyszło mi otrzeźwiające wspomnienie. bardzo dawna – powiedziała. w którym moglibyśmy porozmawiać? – zapytałem. jakby dając mi do zrozumienia. że zaczynam ulegać urokowi kobiety. by tylko oderwać się od swych myśli i uniknąć rozszyfrowania. dobrze zbudowana. zanim zdążyłem się odezwać. by zachować się w ten sam sposób. gdzie tylko zechcę. w twoim świecie. czterdzieści lat. że potrafię kontrolować przesunięcia i ruchy punktu połączenia. co pomogłoby mi w mojej drodze? – zapytałem. Pochyliłem głowę. czarny szal i mokasyny. Wyglądała na trzydzieści pięć. Zwinnie przyklęknęła. Nie była piękna. że z całą pewnością nie przyciągała niczyjej uwagi. Umierałem z ciekawości. Muszę oszczędzać energię. Natychmiast dałem sobie z tym spokój. Skóra jej rąk i dłoni była gładka. ja zaś byłem wolny. ile może mieć lat. – Skąd pochodzi? – Niemal z wieczności – powiedziała i westchnęła. były cudowne. że ma nieco ponad metr siedemdziesiąt wzrostu. Lecz jednocześnie byłem świadom czegoś jeszcze – mojej emocjonalnej niestabilności. Takie oczy nie mogły być wrogie. Klęczała. Jednak kobieta zdawała się wiedzieć o tym. Ona była prawie nieprzemijająca. – Rozmawiamy tutaj – powiedziała. że właśnie pomyśleliśmy o tym samym. – Dopiero wczoraj – odparła i wybuchnęła krystalicznym śmiechem. iż jest to możliwe. lecz nie gruba czy przysadzista. Była ciemna jak indiańska kobieta. Przeżegnała się i dała mi znak. Oceniłem. że nigdy bym nie przypuszczała. Zaczynaliśmy się rozumieć. który sprzeciwił się śmierci. – Podobnie jak w twoim śnieniu. Mogę również zostać dłużej tam. Uklękliśmy przed naturalnej wielkości krzyżem. To była moja przewaga. Jej włosy były kruczoczarne. że znałem ją przez całe życie. Wiedziałem. lśniące niczym sznur pereł. bym podążył za nią w kierunku dużego.

– Usłyszysz. że zanim jeszcze skończyła mówić. W wielkim podnieceniu chciałem opowiedzieć o tym kobiecie. Stwierdziłem. mroczniejszy. jaki kiedykolwiek słyszałem. Wystarczyło zastosować się do jej sugestii. Jego źródłem były świece palące się na licznych ołtarzach. Wszędzie wokoło . Cała jestem kobietą! Wzięła moją rękę i przyłożyła do swojego krocza. Wstałem i zrobiłem kilka kroków w kierunku nawy. to tylko głupie myśli. – Jest tyle rzeczy. – Nic nie słyszę – powiedziałem do kobiety. kamiennej budowli. który należy do ciebie lub który wynajmujesz. Wiedziałem. Zupełnie jakby do oczu dostała mi się woda. że faktycznie wiem wszystko i nie muszę już zadawać więcej pytań. Widziałem pochylone głowy aż do stóp głównego ołtarza. co ona. Ja daję ci właśnie ten wstrząs. gdzie chcę. Wyglądały jak ławy własnej roboty. Nie słyszałem jednak żadnych odgłosów. co ja wiem. Mogę być tam. Rzeczywiście była kobietą. była nie dokończona. Gapiłem się na nich i na wszystko dookoła. jedyne światło pochodziło od księżyca. zmieniając temat.którymś ze swoich snów. – Nie musisz mnie o nic pytać – ciągnęła. Chyba już całkiem zapomniałam. Kobieta pociągnęła mnie w cień bocznego ołtarza. gdzie mieszkasz. a ona steruje tym snem. gdzie mieszkasz. – Nie mogę tak po prostu wziąć twojej energii – powiedziała. Nie musiałem wypowiadać mojego pytania. Zwróciłem uwagę na ławy. że jest to najcudowniejszy dźwięk. Zmieniło się również światło. Nie były zrobione z drewna. Ogarnęła mnie wówczas następna fala przyziemnego rozumowania. nie było ich jednak słychać. iż wiem to. Nie bałem się jednak jej ani snu. przyglądali mi się z widoczną dezaprobatą. że przychodziły mi do głowy głupie pytania. Obróciła się i dała mi znak. poskręcanych drążków. Było ich mnóstwo. by uzyskać odpowiedź. Odszedłem od bocznego ołtarza i znów spojrzałem na nawę kościoła. Chciałem zapytać ją. Poczułem. Natychmiast uniosły mnie ze sobą. że zaszło coś złowieszczego. Dogoniłem ją przy portyku. jak to jest być mężczyzną. lecz z cienkich. już poczułem. bardziej złowrogi i jakby twardszy. Odczułem. – Wiesz to. Fasada kościoła była również inna. że doszła już prawie do drzwi. ponieważ jesteś teraz cały w drugiej uwadze. gdy ludzie pytają cię. o które chcę cię zapytać – stwierdziłem – lecz wszystko. Rozejrzyj się! Przez chwilę nie mogłem skoncentrować na niczym wzroku. a mój głos zadudnił tak. gdybyś zabrał ich do domu. jakby kościół był pustą jamą. Zdecydowanie bardziej mi się to podoba. – Słuchaj. Nagle zalała mnie powódź szumiących odgłosów zwielokrotnionej modlitwy. – Jesteś dużo. Gdy zacząłem widzieć. A nawet. jak harmonijnie światło świec współgra z masywnymi ścianami z kamienia i zdobieniami kolonialnego kościoła. którzy stali bliżej. jej oczy płonęły niesamowitą jasnością. Ludzie się poruszali. co już wiesz. Było żółtawe. Ze śmiechem opowiedziałem jej o mojej łatwowierności. używając swej uwagi śnienia. – Wiesz wszystko. Ci. zamglone i rzucało najczarniejsze cienie. Klęczeli tam ludzie pogrążeni w modlitwie. gdzie mieszka. to jeszcze znalazłem się w stanie takiej podatności na sugestię. Na ulicach było ciemno. Kościół był teraz inny. – Musimy zawrzeć jakąś inną umowę. gdy nie będziesz słuchać uszami – powiedziała. – Czy twój pobyt w tym świecie ogranicza się tylko do tego miejsca? – Nie. wiedziałem. to nie będzie to miejsce. Rozejrzałem się i spostrzegłem. – Czy zawsze podróżujesz jako kobieta? – Jestem kobietą dłużej niż mężczyzną. umieszczone we wspaniałej. dużo młodszy ode mnie – powiedziała – a już teraz trudno ci odpowiedzieć. Kobieta przyglądała mi się z uwagą. ale nie było jej przy mnie. Niemal wszystkie głowy obróciły się w moją stronę. jakie w życiu widziałem. – Nie jesteś łatwowierny – zapewniła mnie z przekonaniem. gdy przebywa w tym świecie. byli dziwnie mali. Nie dość. ciemni i twardzi. że serce podchodzi mi do gardła. na co mogę się zdobyć. Potrzebowałeś jedynie wstrząsu. bym poszedł za nią. że śnię. by odzyskać to.

co rozumiesz przez podwójne pozycje. ciągle nie odkryte bogactwa – powiedziała. Kobieta obiecała mi nadzwyczajne. jest niesłychanie ważna.leżały wapienne bloki. rozpoczynając śnienie? – zapytała. Zaproponowała. by ustalić doskonałą relację między dowolnymi pozycjami. którzy już w moich czasach byli starożytni. Powiedziała. lub przez pozycję początkową. Nie mam ustalonej zasady. cała jej istota wydzielała ten charakterystyczny zapach sosnowego lasu. że zgodnie z tym. rozpoczynając śnienie. – Cóż. w której utrzymuje on swoje ciało energetyczne w trakcie śnienia. że cztery warianty tego ćwiczenia polegają na zasypianiu na prawym boku. Chichocząc. że leżysz w dokładnie takiej samej pozycji i znowu zasypiasz. jak moje lub innych ludzi. Dała mi znak. – Dokąd idziemy? – zapytałem. Przyszła mi do głowy myśl. Nie było żadnych zabudowań. lecz prostym ćwiczeniem. Jej śmiech miał niesamowite. mentolowe ciepło. leżąc na prawym boku z lekko zgiętymi kolanami – zaproponowała. podczas śnienia. podczas śnienia. że współcześni czarownicy nigdy nie będą mieli czasu ani chęci. że dary. iż poczułem ciepło jej ciała. ja przywiązuję – powiedziała i wstała. skomentowała. równomierne i wyważone. w której śniący utrzymuje swoje ciało. mówiąc. ćwiczenie polega na tym. – Jak popadnie. Było to chłodne. Następnie. niemożliwe do przewidzenia z góry rezultaty. że istnieją jako intelektualne możliwości. – Unieruchamia punkt połączenia. pełne grozy wrażenie. W świetle księżyca sceneria sprawiała niesamowite. by rozpocząć śnienie – powiedziałem. – Rozpocznij śnienie. by śnić. jest odzwierciedlana przez pozycję. Nie była jednak wyperfumowana. które ofiarowywała nagualom z mojej linii. – Jak się kładziesz. Te dwie pozycje tworzą jedność i czarownicy starożytności poświęcili tysiące lat na to. że zasypia się po raz drugi w tej samej pozycji. Ciepło jej ciała również nie było takie. Potem zaczęła szeptać do mojego lewego ucha. – Po prostu wyszliśmy. Usiadła po mojej prawej stronie i wyszeptała mi do prawego ucha. Jestem pewna. przypominało mi woń drzew lub szałwi. i że mężczyźni i kobiety mojej linii mają wielkie szczęście. i to na dobre. w której rozpoczęło się śnienie. bym to sprawdził. że to ciepło będzie na mnie napierać bezustannie. pozycja początkowa. a jedynie wiedzieć. że moje dary są darami całkowitego postrzegania. Don Juan nigdy nie przywiązywał do tego wagi. A potem. Jej ciało wydzielało bardzo szczególny zapach. ale chyba nie do końca rozumiem. by śnić. by tego dokonać. – Jakie są efekty tego ćwiczenia? – Całkowite postrzeganie. pozycja. Kobieta usiadła tak blisko mnie. co oznacza to całkowite postrzeganie – skłamałem. Pomyśl o tym. – Druga uwaga kryje w sobie nieprzebrane. co wie. w której śniący utrzymuje swoje ciało. Innymi słowy. by utrzymać tę pozycję w trakcie zasypiania. na plecach i na brzuchu. lecz bez pośpiechu. Potem nagle zmieniła temat i spytała: – Jaki dar chcesz otrzymać? . Zmieniła pozycję. iż otrzymują od niej takie dary. Zignorowała mnie i kontynuowała wyjaśnienia. co czarownicy starożytności nazywali podwójną pozycją. Położyła rękę na moim ramieniu i przycisnęła mnie do swojej piersi. lewym. miały związek z tym. ćwiczenie polega na tym. w której się znajdował podczas tego drugiego zasypiania. posługując się wyjątkowo subtelnym. krystaliczne brzmienie. że twoi nauczyciele powiedzieli ci już. – A co to daje? – zapytałem. – Wyjaśnij mi. – Co dokładnie chcesz wiedzieć? – zapytała cicho. Na tym właśnie polega sekret czarowników starożytności. Nie w pełni zrozumiałem jej wyjaśnienia dotyczące podwójnych pozycji. że nie chcę tego praktykować. – Kluczowe znaczenie ma pozycja początkowa ciała śniącego. Śmiało wyjaśniłem. aby mieć więcej przestrzeni i spokoju. w tej pozycji. Tutaj możemy się nagadać do woli. by unieruchomić swój punkt połączenia w dowolnie wybranym przez siebie miejscu. – Donikąd – odparła. w której śniący utrzymuje swoje ciało fizyczne. – Tak. abym usiadł na wpół ociosanym kawałku wapiennego bloku. – Chodzi o to.

aby uzyskać wierne odtworzenie dowolnie wybranego przedmiotu. . Taka jest nasza umowa. jakby oniemiała. a potem odtwarzali w śnieniu tę samą wizję – odparła. – To jest sen. a jednak istnieją. całkowitej materializacji tego przedmiotu. budowli czy elementu krajobrazu. Już ci mówiłem. nazywano pierwszym krokiem do całkowitego postrzegania. jak się poruszać w drugiej uwadze dzięki odzwierciedlaniu swej intencji. – Dlaczego tak jest? – zapytałem śmiało. że my dajemy ci energię. lecz nie można tego zrozumieć ani wytłumaczyć. – Zabiorę cię głębiej w mój sen. Było w niej coś niesłychanie smutnego i zarazem pociągającego.– Nie chcę żadnego daru. by wzięła ode mnie energię. Od nieskomplikowanego przedmiotu czarownicy przechodzili do rzeczy coraz to bardziej złożonych. w świetle księżyca. – Ponieważ nie ma stąd wyjścia – rzekła niezwykle poważnym tonem. powiedziała kobieta. – Ponieważ śnimy – odparła. dopóki nie ujrzeli go z zamkniętymi oczami w całej jego złożoności. Kiwnęła głową potakująco. – Nalegam. Potem zamykali oczy. że nie mam nic przeciwko temu. Ja muszę wręczyć ci dar. Śnisz mój sen. – Pod warunkiem. Wyjaśniła. by myśleć i rozmawiać. wyobrażali go sobie i poprawiali swoje wyobrażenie. Jesteś przy czwartej bramie śnienia. Dlatego właśnie powiedziałam ci. – Najpierw wyobrażali sobie. To właśnie teraz robię z tobą i to właśnie zrobiłam ze wszystkimi nagualami z twojej linii. Ich celem ostatecznym było wspólne wyobrażenie sobie jakiegoś całkowitego świata. Opowiadała. – Mówisz. Potem powiedziała mi. że pochodzi z linii czarowników. To mój dar dla ciebie. do swojego snu. – Gdy czarownicy z mojej linii potrafili już tego dokonać – ciągnęła kobieta – mogli z łatwością wciągnąć innych do swej intencji. Powiedziała mi. Ów akt. że ogromnieją lubię. porównując je z prawdziwym przedmiotem. którzy wiedzieli. że ten kościół i to miasto są jedną z tajemnic zamierzania w drugiej uwadze. Weź więc ją ode mnie. a ty musisz go przyjąć. jest jej intencją. ponieważ każda rzecz w takim śnie musi być rzeczą bardzo osobistą. – Jeśli naprawdę chcesz mi coś podarować – powiedziałem – zabierz mnie na spacer po tym mieście. Powiedziała. że jej wielką sztuką jest to. A ja ciągle powtarzałem jej. później wyśnienie go i odtworzenie w ten sposób całkowicie prawdziwego świata. że kościół i miasto są wynikiem jej intencji. Potem spojrzała mi w oczy i dodała. że nie odezwiesz się ani słowem – powiedziała. – Dlaczego? – zapytałem. w którym mogli żyć. że w ten sposób zniknęły całe pokolenia? Jak to możliwe? – zapytałem. Nie myśl. nie istnieją. że czarownicy jej linii praktykowali sztukę odzwierciedlania swoich myśli podczas śnienia. że dopóki pozostawaliśmy w kościele. wszystko. iż czarownicy jej linii zwykle zaczynali od wpatrywania się w jakiś nieskomplikowany przedmiot i zapamiętywania wszystkich jego szczegółów. z punktu widzenia ich własnej percepcji. że przekroczenie czwartej bramy śnienia i podróż do miejsc istniejących jedynie w czyjejś intencji jest wielce ryzykowne. że to żart – zachichotała. więc zagłębianie się w mój sen jest dla ciebie bardzo niebezpieczne. że potrafi odzwierciedlać swą intencję. że jest to jedna z tajemnic zamierzania podwójnych pozycji śnienia w drugiej uwadze. Następnym etapem było śnienie z tym przedmiotem i wywołanie we śnie. Potem ostrzegła mnie. Szeptem powiedziała. co widzę dookoła siebie. – Nasza umowa jest taka. choć już znałem odpowiedź. I naprawdę ją lubiłem. mówiąc to takim tonem. Kobieta wyglądała tak. – Wróćmy do kościoła – mruknęła. Powiedziałem jej nawet. Tym razem ja stawiam. dopóty miałem dość energii. –Całe pokolenia zniknęły dzięki takiemu śnieniu. lecz poza jego obrębem sytuacja była odmienna. – Ty nigdy nie wyobrażałeś sobie niczego. Można to wykonać. który nie tylko dodał jej niesamowitości. lecz również mnie przeraził. jakbym tak właśnie myślał.

wklęśnięta do środka wzdłuż szczeliny biegnącej przez całą jej długość. że zasnąłem. W przeciwieństwie do tego. nierównomierny nacisk pofałdował jej powierzchnię. – I nie pytaj dlaczego – dodała. pobielone wapnem parterowe budynki z dachami wyłożonymi dachówką. Potem nakazała mi powstać i napomniała. Twarde kamienie rzeczne wbito na sztorc w ziemię. Był taki sam. zachować skrajnie posuniętą czujność. zupełnie jakbym był dzieckiem. gdy po prostu będziesz się wszystkiemu przyglądać. nie zadając sobie trudu. zanim uzyskałem oczekiwany rezultat. która sprzeciwiła się śmierci. Moja ciekawość sięgała szczytu. jakby dając znak. Nie dość. To była właściwa metoda. jaki można sobie wyobrazić. Jeśli więc na przykład będę śnić o moim mieście.– Nadal chcesz iść? – zapytała. Nadal czułem absurdalne zawstydzenie. Wskazywałem na wszystko dokoła. moje procesy myślowe pozostały nienaruszone. a mnie w szczególności – powiedziała kobieta między kolejnymi wybuchami śmiechu. Wskazałem na dom małym palcem lewej ręki. Gdy opanowała się w końcu. z kolei nieco ubawiony jej wesołością. iż to sen. – Tak po prostu jest. – Juan Matus nie lubi dawnych czarowników. – Aby widzieć we śnie. Czasami musiałem powtarzać je wielokrotnie. W trakcie ćwiczeń w śnieniu zawsze używałem tego samego zdania: “Chcę widzieć energię". – Tak. to jeszcze będzie to najbardziej konkretny sen. Ciemne cienie wewnątrz budynków nasunęły mi na myśl obraz ciekawych. że znalazłem się w sennej wersji miasta. Domy były zakurzone. Pragnąłem wszystko obserwować. że tę właśnie metodę stosują śniący. że bardzo szczególną plamą energii. gdy w mieście ze snu kobiety zacząłem powtarzać je w swój zwykły sposób. ta się roześmiała. mogę bardzo łatwo zostać w mieście z mojego snu. Wtedy opowiedziała mi jeszcze o podwójnych pozycjach. co o mnie myśli. ale kobieta ścisnęła mnie mocniej za rękę. Poczułem zażenowanie. jakby zdradzała mi wielki sekret: – Oczywiście wydzieranie się jak ostatni kretyn też działa. Tym razem. i poprowadziła w kierunku ciemnych konturów zabudowań. Wyglądał jak olbrzymia muszla. Poczucie humoru czarowników kompletnie mnie oszołomiło. . jak opisał go don Juan. Jedynym bowiem sposobem zdobycia absolutnej kontroli nad snami jest technika podwójnych pozycji. gdy leżałem na prawym boku. ale w innym czasie. Kobieta była pewna. Wzięła mnie łagodnie za rękę. Mogę dodać. lecz każdy z nich był jedynie szczęśliwym trafem. Jej kształt energetyczny był dokładnie taki. w jej śnie. kobieta stała się plamą energii. Miała zupełną rację. jak każda inna rzecz w normalnym śnie. Dokoła kręcili się w ciszy jacyś ludzie. że mogę wskazać na jakąkolwiek rzecz w jej śnie. Jej śmiech był taki sam. Wyglądało na to. Znajdowałem się wraz z tą. wyjaśniła mi uprzejmie. a sen zaczął się. żebym nie odzywał się do niej ani nie oddalał. by dać mi do zrozumienia. który chcesz widzieć. Musisz przyznać. że w trakcie ćwiczeń w śnieniu miałem niezliczoną liczbę takich niezwykle konkretnych snów. ale z takim samym skutkiem. – Wskaż na mnie – poleciła mi kobieta. że kamieniarze układali bruk zgodnie z przebiegiem terenu. Jak wszystko inne. Myśli nie zostały wyparte przez moc zdarzeń ze snu. – Musisz przekonać się. Ale czy to był sen? Kobieta sama powiedziała. Szliśmy wybrukowaną ulicą. Widziałem również płaskie góry otaczające miasto. by go wyrównać. Nie było w nim energii. – Najlepiej więc zrobisz. że nie mogła iść. że drugi sen z pewnością będzie snem o moim mieście. – Jestem w tym śnie jedyną istotą wytwarzającą energię – powiedziała. nie wyłączając jej osoby. były to wielkie. gdzie mieszkał don Juan. co przez cały czas zdarzało mi się podczas śnienia. że się ze mną zgadza. Kobieta śmiała się tak bardzo. – Kobieta przerwała na chwilę. aby widzieć. wystarczy tylko wskazać małym palcem na przedmiot. Chciałem wszystko sprawdzić poprzez widzenie energii. Poczułem się głupio. ale automatycznie wypowiedziałem na głos swój zamiar widzenia energii. gdy wskazałem na nią palcem. a potem dodała takim tonem. – Co cię tak bawi? – zapytałem. że niezły z niego spryciarz. Kazał ci krzyczeć w moim śnie. Umysł podpowiedział mi. jeżeli będę leżał we śnie na prawym boku i śnił. lecz przestraszonych sąsiadów plotkujących za zamkniętymi drzwiami. jak śmiech don Juana: głęboki i niepohamowany. W chwili.

Stwierdziła. że była jakaś niezwykła. zaimprowizowany pod wpływem chwili. Oparłem się ramieniem o ścianę. a w maju nie widać Oriona na niebie. mógł być może dzień po pełni. nigdy nie mogłem się do tego zabrać. Przez jedną chwilę wydawało mi się. Niewiele było słychać – szczekające w oddali psy albo rozmawiający szeptem ludzie. że jeśli uda mi się zachować jej cechy w pamięci. Dotknąłem jej ręką. nie widziałem tej części budowli. Według mojej najlepszej wiedzy. wykorzystując moją uwagę śnienia. zupełnie jakbym się znajdował w moim normalnym. Taki był mój plan. Nie chodziło tu o sprawdzanie samo w sobie. przy każdej stały trzy grupy domów. Natomiast różnica w czasie bardzo mnie poruszyła.W tym momencie po raz pierwszy uderzyła mnie głębia dowcipu don Juana. że wyrwałem rękę z uścisku kobiety. Kontakt z nią był dla mnie szokiem. – Chodźmy dalej – powiedziała cicho kobieta. które mógłbym odnieść do miasta z normalnego świata. ale znajdował się przed kościołem. Co prawda. Przeszliśmy wzdłuż obu ulic nie jeden raz. Doszedłem więc do wniosku. Kobieta uśmiechnęła się i odpowiedziała na moje nie wypowiedziane pytanie. Kobieta szybko chwyciła moją dłoń i pobiegła za mną. taką jak każda inna ściana. W następnej chwili obudziłem się w skąpanym w świetle kościele z mojego normalnego świata. tym samym. Moim czasem był maj. by sprawdzić. Z prawej strony księżyca dostrzegłem Oriona. Próbowałem zorientować się. z teraźniejszości. że muszę wrócić do kościoła. co mnie otaczało. że jest wczesny grudzień. naprzeciwko portyku. Księżyca ubywało. Spojrzałem ponownie na południowy horyzont i wydało mi się. Następnie spróbowałem się zorientować. lecz dlatego. iż oparłem się o twardą ścianę. Jej resztki skupiłem na szczegółach architektury tylnej części kościoła. Nie udało mi się to jednak pomimo bardzo wytężonej obserwacji. że miasto w tym śnie znajduje się za kościołem. codziennym świecie. że rozpoznaję szczyt w kształcie dzwonu. Betelgeuse i Rigel. Wiedziałem. abym potem się darł w osobistym śnie tej. być może potrafiłbym się wcześniej rozeznać w jego układzie. Obróciłem się i popędziłem do kościoła. jego dwie główne gwiazdy. które w świetle księżyca były bardzo dobrze widoczne i niemal znajome. Było zapewne pomiędzy ósmą a dziewiątą wieczorem. że mogę mówić. gdzie może być dom don Juana. Brakło mi już jednak uwagi śnienia. lecz wykorzystanie jego dążenia do obiektywności jako podpory w chwilach najbardziej dotkliwych zaburzeń moich myślowych procesów poznawczych. Pomyślałem. Przede wszystkim szukałem szczegółów. a chciałem zadać jej dość zawile pytanie. gdy już się nasunąłem. Wisiał wysoko nad horyzontem. w normalnym świecie. Byłem tak zafascynowany. Nic się nie poruszyło. Musiałem stanąć. leżały na jednej. gdy przychodził czas. Przyglądałem się wszystkiemu i nasłuchiwałem. Widziałem góry otaczające miasto. Specjalnie nauczył mnie wydzierać się w trakcie śnienia. co też udało mi się zweryfikować. uświadomiłem sobie. Patrzyłem bardzo długo na księżyc. – Zaczekaj – powiedziałem. by wyobrazić sobie najdrobniejsze szczegóły całego miasta. obserwując gwiazdy i księżyc. których mijaliśmy. To była prawdziwa ściana! Oszałamiająca realność tej ściany natychmiast położyła kres tęsknocie i znów ożywiła moje zainteresowanie wszystkim. Nie mogłem jasno myśleć. co odnosiło się do świata don Juana. która zmuszała mnie do ciągłego sprawdzania i weryfikowania wszystkiego. Weszliśmy do kościoła i uklękliśmy przy małym bocznym ołtarzu po lewej stronie. której kiedykolwiek dotykałem. Przytyk ten wydał mi się tak zabawny. Gdybym wziął to pod uwagę. zdziwiony. że zaniosłem się śmiechem. która sprzeciwiła się śmierci. skąd człowiek może mieć tyle energii. Nigdy przedtem. Jednakże coś we mnie wyszydzało te próby weryfikacji. Podczas całego okresu nauki prześladowała mnie potrzeba zachowywania obiektywności. Nie dlatego. Kobieta przeżegnała się i wstała. Automatycznie zrobiłem to samo. to po prostu padnę trupem na miejscu. Gdy szybkim krokiem zbliżaliśmy się do kościoła. będę mógł później porównać je ze szczegółami prawdziwego kościoła. który widać było z domu don Juana. Chciałem wiedzieć. poziomej linii wraz z księżycem. przy którym byliśmy poprzednio. W mieście były tylko dwie przecinające się ulice. gdzie jestem. bo jeśli tego nie zrobię. który niemal mnie zadusił. przebiegając palcami po chropowatej powierzchni. Szczekanie psów wywołało u mnie jakąś nieznaną i głęboką tęsknotę. że go znalazłem. był to bez wątpienia księżyc. by nieco ochłonąć. a cztery. Chwyciła mnie za ramię i poprowadziła w kierunku wyjścia. Natychmiast ogarnął mnie straszny niepokój. że jest . był tutaj plac.

w którym rozmawialiśmy. iż miasto. – Może powinnam się trochę poprawić. by się ich nauczyć. w innym śnie. najzwyczajniejszą spódnicę sięgającą do pół łydki. – Owszem – odparła. zwykłymi ruchami. – Zamilkła na chwilę i spojrzała na mnie z uwagą. płóciennym worku. w którą zostanie przesunięty. – Kobieta wskazała dookoła. które miała w małym. gdy ci powiem. Dokonała tego bardzo prostymi. że już się nigdy nie obudzę. – Przejdźmy się na plac z tego snu – powiedziała. – Dopiero teraz zdałem sobie sprawę. swoją energią. która sprzeciwiła się śmierci. dopiero teraz w pełni zdałem sobie sprawę z tego. Kontakt z tą. Nie boisz się chyba. by zapamiętać najdrobniejszy nawet szczegół i owego kościoła. i ówczesnego miasta. – Połknąłeś go? Byłem całkowicie pochłonięty tą nieprawdopodobną możliwością. zaczynałem nabierać przekonania. czy możliwość utraty zmysłów albo nawet życia. były przykładami jej ostatnich osiągnięć. co mnie tak przeraża. że ciągle śnię. ale gdybym miał wówczas powiedzieć. co ci powiedziałam: jest to tajemnica zamierzania w drugiej uwadze. Jak wszystko inne. Za darmo. więc kiedyś nauczę cię mojego języka. – Nie żałujesz chyba swojej decyzji? Jesteśmy czarownikami. Spędzimy ze sobą kupę czasu. Z całą pewnością nie przerażała mnie perspektywa przebywania z tą. Pamiętaj zawsze. – Co stało się z twoim językiem? – zapytała po angielsku. bez cienia wątpliwości. i tu powinnam nadmienić. Byłem tego świadom. – W czym problem? – zapytała. Dodała. pod którą nosiła inną. – Spędzimy ze sobą kupę czasu? – zapytałem. Rozwiązała długą spódnicę. abyś był bardziej spokojny. Już za późno. ponieważ mi pomagasz. Kobieta postawiła przed sobą zadanie. Zachichotała. Pewnie chwyciła mnie pod ramię i poszliśmy w kierunku placu. ale jednocześnie wiedziałem. ponieważ zmusiło ją do tego pragnienie przetrwania. Kroczyłem ścieżką czarowników już od wielu lat i wiedziałem. a ja nie byłem na tyle biegły. Zakończyła swoją wypowiedź bardzo niepokojącą refleksją: – Ponieważ wiesz całkiem sporo o tym mieście. tak naprawdę nie miałem się czego obawiać. bardzo wiele czasu na to. Logicznie rzecz biorąc. w rzeczywistości nie istnieje poza twoją i moją intencją. Był to ten sam kościół. – Obdarzysz mnie. – Czy nadal śnimy? – zapytałem niepomiernie zdumiony. by dojść do perfekcji. przesuwał mój punkt połączenia w nieprawdopodobnym tempie. który teraz zamienił się w beżową etolę. – Nie można powiedzieć jak to się dzieje. co mówi. ponieważ robiła to przez całe życie. by zmieniać zdanie. Nie można wyjaśnić tego inaczej. Patrzyłem na nią zdumiony. że mi nie uwierzysz. że to się po prostu dzieje. niż mówiąc. Zatrzymałem się. które odwiedziłem. Wyglądała jak typowa przedstawicielka klasy średniej. że miasto. że we wszechświecie istnieje tylko energia. nieprawdaż? Zaparło mi dech w piersiach. bez wątpienia z powodu malującej się w moich oczach rozpaczy. że bardzo szczodrze. że moją prawdziwą słabością jest brak płynności pozwalającej natychmiast unieruchomić punkt połączenia w nowej pozycji. co? Byłem bardziej niż przerażony. Mówię wieloma językami. – Delikatnie przyciągnęła mnie do siebie. i kościół. przytłoczonego przez unieruchomienie punktu połączenia w jego zwyczajowym położeniu. chociaż nigdy nie próbowałeś go sobie wyobrażać – powiedziała – pomagasz mi teraz je zamierzać. Następnie odwróciła swój dwustronny czarny szal.bardzo dobra w wyobrażaniu sobie. – Miałam mnóstwo czasu. Założę się. zdradzając swoje uczucia. przechodząc na hiszpański. zmieniła mokasyny na pantofle na niewielkim obcasie. Sam tak powiedziałeś. Skutkiem tego . w którym Sebastian pracował jako kościelny. że już wcześniej mówiłaś do mnie po angielsku – powiedziałem nonszalanckim tonem. – Oczywiście – odparła radośnie. nie potrafiłbym. Ale myśl o złu nie wytrzymała głębszej analizy. na które teraz patrzysz. a później miała bardzo. jak wprawnie zmieniała swój wygląd. który nie należał do mnie. a co więcej. która sprzeciwiła się śmierci. Czy obawiałem się zła? Zadałem sobie to pytanie. Potem zwinęła swój długi warkocz w kok. – Gdzie się tego nauczyłaś? – W tamtym świecie. to istnieje pewne ryzyko. – Ale to śnienie jest bardziej rzeczywiste niż pozostałe. iż jeśli to prawda. ale tak jest. Zło zaś jest jedynie wytworem ludzkiego umysłu. która przyjechała tu na krótko z większego miasta. Spojrzała na mnie uważnie i roześmiała się z mojej przerażonej miny. by nadążyć za tym naporem.

jakbym spoglądał na niego z góry. że nawet potrafią myśleć. Jakie to dziwne. Pomyślałem. – To jest to! – wrzasnąłem. Za to mój umysł pracował na pełnych obrotach. normalnym strachem. Poczułem ich ciała. tak trójwymiarowi? – Oto tajemnica zamierzania w drugiej uwadze! –wykrzyknęła nabożnie. By odgonić złe myśli. To był ostatni cios.było niejasne niby –wrażenie strachu. – Kontynuujmy nasz spacer. jak jeszcze nigdy w życiu nie byłem. Zacząłem wirować. – Śnimy – odparła swym chrapliwym głosem i zachichotała. – Ale jak ci ludzie i te wszystkie rzeczy wokoło mogą być tak prawdziwi. która trzymała mnie za ramię. Nic w tym mieście nie wytwarzało energii. i zapytałem ją o to. Teraz idę z powrotem z kościoła do parku z obiektem tego strachu i jestem tak bardzo przerażony. Nie wytwarzali jedynie energii. że mogę się już nie obudzić. zacząłem rozglądać się dokoła. na chodnik. bardziej ostatecznie. – Ci ludzie dokoła są tak prawdziwi. Nie chciałem pytać już o nic więcej. napędzając im chyba wielkiego stracha. jak wszystko. Wskazywałem na wszystko. Pomyślałem. myślałem. Wszystko wydawało się rzeczywiste i normalne. Kobieta stała i starała się posadzić mnie na ławce. . co uważałem za prawdziwe. wiedziałem. że znalazłem się w opałach. że umieram. iż lecę w górę. Wskazywałem palcem na domy. Gdy usiadłem na niej i nie poczułem jej pod sobą. Obróciłem się do kobiety. Doszliśmy już do placu. Pochwyciłem też odważnie dwie osoby. Wskazywałem na ludzi. jeszcze przed chwilą szedłem z don Juanem z parku do kościoła. owładnięty najokropniejszym. że tak jest w istocie – to istnieje sposób. Chciałem zapomnieć się w tym śnie. aby wykazać słuszność bądź niesłuszność tego założenia. a jednak był to sen. na kościół. Potężne szarpnięcie za ramię przywróciło mi świadomość. Przestałem wirować w górę. – Nie ma żadnego problemu – powiedziałem. teraz spadałem po spirali w czarną otchłań. Przez ułamek sekundy widziałem ulotny obraz parku. Wzięła mnie pod ramię i w milczeniu doszliśmy do parku. Jeśli to naprawdę jest sen – a wierzyłem. Nie było to wcale wymuszone milczenie. choć jakoś inaczej – bardziej dojrzale. Byli tak prawdziwi.

Nie mogłem wyostrzyć wzroku. ale bezskutecznie. – Otwórz oczy – powiedział głos. by nabrać energii. Wynurzaj się. że to kobieta z kościoła patrzy na mnie. – Zaraz. że coś ze mną jest zupełnie nie tak. – Użyj mojej twarzy – powiedział głos. – Nie mam takich rzeczy. I nie była to kobieta z kościoła. Byłem tak przerażony i zaskoczony. co znajdowało się w moim polu widzenia. że to prawdziwa Carol Tiggs. że to ta. Użyj pierwszej rzeczy. Kiedy byłem już bardziej przytomny. Przez kilka strasznych chwil rozpaczliwie próbowałem się podnieść.ROZDZIAŁ XIII: NA SKRZYDŁACH INTENCJI – Dalej. wymuszonym falsetem – o. bawełnianą koszulę. którą zobaczysz. nagualu. że chciałem skoczyć na równe nogi i uciec. trzymając moją głowę na swoich kolanach. nic jej uprzednio nie zwiastowało. metalową ławkę. by podkreślić naszą przyjaźń i dać do zrozumienia. massa. Potem zrobiłem to samo drugim okiem. Pomyślałem. potem spojrzysz na resztę – ciągnął glos. W tej samej chwili zauważyłem. jak tylko mogłem. potem w drzewa w parku. Do tego ubrany byłem w dżinsową kurtkę i grubą. Znalazłam cię nagiego! – Gdzie? Kiedy? . a potem znowu w jej twarz. Przyszło mi również do głowy. nie mogąc złapać tchu. to teraz był na to najlepszy moment. do cholery. że mogę poruszać rękoma. zacząłem odczuwać. Dotknąłem twarzy i rąk Carol. tak jak to robiłem już setki razy podczas śnienia. – To moje rzeczy. – Otwórz je teraz. była to Carol Tiggs. iż nadal śnię. – Spójrz na mnie! Czy to są moje rzeczy? Czy to ja? Carol roześmiała się i potrząsnęła mną za ramiona. a któżby inny mógł to być? – Ale skąd. – Co ty tutaj robisz? – wykrztusiłem. Zobaczyłem drzewa i błękit nieba. Carol z niezwykłą ostrożnością pomogła mi usiąść prosto na ławce. ale moja świadomość zupełnie nie panowała nad moim ciałem. jednak moja zaburzona kontrola motoryczna nasuwała mi podejrzenie. to muszę znaleźć punkt wyjściowy. Był dzień! Spoglądała na mnie jakaś zamazana. – Patrzę na twoją piękną osobę – powiedziała swoim zabawnym. że kobieta siedzi na ławce. Pomyślałem sobie. Użyj technik ze śnienia! Mój umysł zaczął pracować. Sparaliżowana była jedynie dolna część mojego ciała. Do tej pory leżałem luźno na plecach. gdy się w nią wpatrywałem. że skoro mam użyć technik ze śnienia. która sprzeciwiła się śmierci. jawi mi się jako Carol Tiggs. zaraz – powiedziałem do Carol. zacząłem najpierw jednym okiem przyglądać się wszystkiemu. Poza tym obecność Carol była zbyt nagła. Był to znajomy głos. wynurzaj. a później objąłem ją. wysil się – ponaglał mnie kobiecy głos. Miałem na sobie sprane niebieskie dżinsy i znoszone brązowe buty ze skóry. ale nie potrafiłem go zidentyfikować. Jeśli kiedykolwiek potrzebowałem obiektywności. Pomimo to. robiła to zawsze. a w połowie na ziemi. Tak uważnie. Zaczynałem odzyskiwać słuch i wzrok. że jest moim kumplem. – To będzie twoja baza. – Nie toń. w połowie na ławce. zdałem sobie sprawę. iż mam niejaką kontrolę. wzięły się te dżinsy i buty? –bardzo chciałem wiedzieć. że głos należy do jakiejś Angielki albo Amerykanki. że to naprawdę jest sen. Z wielką ostrożnością spróbowałem wyrazić chęć wstania. w zdobioną. Odczułem ogromną ulgę. Zauważyłem wtedy. ponieważ przez jedną chwilę moje mroczne podejrzenie mówiło mi. Potem przyjrzałem się dokładnie Carol. Była cielesna i nabrałem przekonania. że znajduję się w normalnym świecie. Świat wokół mnie był zbyt wyraźny. ale nic się nie wydarzyło. Wpatrywałem się w twarz kobiety. Zgodność obrazów z obojga oczu przyjąłem za wyznacznik tego. Zdobyłem się na ogromny wysiłek i otworzyłem oczy. abym mógł uwierzyć. w przechodzących obok ludzi. jako punktu wyjściowego. że twarz zmieniała się za każdym razem. niewyraźna twarz.

nie było trudne. – Przeoczyłeś fakt. iż Carol nie chce być wyleczona. po czym wybuchnęła serdecznym śmiechem. Spotkałam ją przed tobą. iż błąkałem się po okolicy nago. że mówi to tylko dlatego. co mówiła. Nie mogłam cię przecież nieść całą drogę do domu naguala. – Jaki dzisiaj dzień? – Nie przejmuj się datami – roześmiała się Carol. że Carol bardzo to lubi i nie chce tego zmieniać. wówczas tracisz kontrolę nad mową albo nad kończynami. To. Najprawdopodobniej wysłałby Carol na zwiady. – Musiałem być z tą. Odparła mi nonszalancko. don Juan i ja nigdy nie byliśmy tego pewni. – Nazajutrz po wielkiej fieście – odparła i klepnęła mnie lekko po ramieniu. Sam wiesz. – Szukamy cię wszyscy od zeszłej nocy. – Ale co ja tu robię? – Zabrałam cię do hotelu po drugiej stronie placu. bardzo pasowało do tego. że czuję się bardzo niepewnie i niezręcznie z tego powodu. Wysłał mnie nagual. Carol. że już nie sepleni. Odzyskasz ją. nie zrażona moimi wrzaskami. który chyba nie należał do mnie. że nikogo nie było w pobliżu – zapewniła mnie. – Co jeszcze powiedział nagual. co zrobiłby don Juan. – A kiedy przestałaś seplenić. że ten. Powiedział mi to jej figlarny uśmiech. że byłeś tak długo i tak głęboko pogrążony w drugiej uwadze. Chciałeś tylko spać. ale doszliśmy do wniosku. Na wszelki wypadek zabrałam ze sobą rzeczy. – Gdy będziesz bardziej wyśrodkowany. która sprzeciwiła się śmierci. – Nie wiedział tego nikt z wyjątkiem don Juana. – Powiedział. że Carol jest zdolna sama radykalnie się zmienić. która sepleni. ale czułem. – Nie traktuj mnie jak dziecko. Kilka minut temu wybiegłeś z pokoju i tak znaleźliśmy się tutaj. że dorosła kobieta. Jaki dziś dzień? – powiedziałem obcesowym. Sam ci to powiedział? – Oczywiście – odparła. – Tak się szczęśliwie złożyło. na plac. że walczysz z tym. Gdy wkraczasz w drugą uwagę i przeżywasz potężny wstrząs energetyczny. który sprzeciwił się śmierci. – Bardzo długo nad tym pracowałam – przyznała. gdy wysłał cię. – Kiedy straciłem kontrolę nad ciałem? – Przed chwilą. – Powiedziałeś. przez całą ostatnią noc. by wyrobić sobie pogląd na sytuację. że nie potrafisz jeszcze rozumować logicznie. gdy spostrzegłem. Miło sobie gawędziłyśmy w kościele przez dłuższą chwilę. że Carol mówi prawdę. jakąś godzinę temu. – Dlaczego nie poprosiłaś naguala o pomoc? – Ponieważ ta sprawa dotyczy tylko ciebie i mnie. – Skąd możesz to wiedzieć?! – wykrzyknąłem. Don Juan i ja próbowaliśmy ją wyleczyć. abyś mnie odnalazła? – zapytałem. sam policzysz dni. że ja również spotkałam tę kobietę w kościele. a może nawet dłużej – powiedziałem. żeby cię odszukać. musi być bardzo denerwująca. który sprzeciwił się śmierci. Wierzyłem. że wszyscy uważali ją za wyjątkowo miłą i słodką. – Co mówiłem. Musimy rozwiązać ją razem. Był to dla mnie dowód tego. jest kobietą. Przyznanie się do tego. że to zupełnie normalne. Poczułem więc niezwykłą satysfakcję i radość. by złagodzić moje zażenowanie. rzeczowym głosem. że nie znosiłem jej seplenienia.– Koło kościoła. że wie o tym. Seplenienie sprawiało. – Kiedy spotkałaś tę. Don Juan sądził. więc nie drążyłem już tego tematu. Przyszłam tu. Poza tym ty tego nie znosisz. To miało sens. . gdy mnie znalazłaś? – zadałem jeszcze jedno dręczące mnie pytanie. Carol? Była kompletnie zaskoczona. Poufnym tonem zdradziłem Carol. Powiedziałem jej. która sprzeciwiła się śmierci? – zapytałem. Przyglądała mi się. –Myślę.

ponieważ nagual powiedział. gdy pojął. dyskutując wyłącznie o łączeniu się naszych ciał energetycznych. Powiedziała. zacząłem odczuwać coś w rodzaju niezwykłej tęsknoty za osobą. które ludzie nazywają światem podziemnym. dawały im moc i czyniły łącznikami między naszym światem a ich królestwem. która właśnie w tamtej chwili siedziała przede mną – za Carol Tiggs. że przez trzy lub cztery godziny klęczały tam obie. źrenice. że boi się ich bardziej. że ty i ja wzajemnie się uzupełniamy.– Dwa tygodnie temu – odparła rzeczowym tonem. zanim potrafił przemienić się w kobietę. Wspomniała. że ciągle odczuwam skutki wstrząsu energetycznego. ona jest po prostu częścią naszego życia i naszej linii. że mogą sobie uświadomić. Chcesz na kimś zrobić wrażenie? . Carol oceniła. – Zabrała mnie w inny aspekt swojej intencji – przyznała Carol po chwili namysłu. Carol wymieniła zdarzenia. –Powiedziała mi. Wierzą one. Wyciągnąłem ręce. ale straciłem równowagę i spadłem z ławki. – Czy nie ubrałam się zbyt elegancko na tę okazję? Może tak być? Carol zawsze ubierała się wytwornie. Zrozumiał. – Co oni mogą jej zrobić? – Przypuszczam. Zapragnąłem bardzo ją objąć. – Pokazała mi. Ten. było to wówczas. cztery godziny. nie mogłem się powstrzymać od komentarza: – Dlaczego miałabyś się martwić swoim wyglądem? Nigdy przedtem cię to nie obchodziło. iż jego przedstawiciele nie dają się złapać w pułapki ani usidlić i w zasadzie nie można ich utrzymać w niewoli. że kobieta z kościoła doskonale wiedziała o moim starciu z istotami nieorganicznymi i o niebieskim tropicielu. w kobietę była tak całkowita i dokładna. jakbym był udającym chorobę dzieckiem. Zgodnie z tym. że natychmiast wydalono go z królestwa istot nieorganicznych. niż można to sobie wyobrazić. mój kark i plecy. a zwłaszcza naszym. Potem Carol powiedziała niedbałym tonem. Myślę. że jest to jego droga wyjścia z tego świata. że zawsze podążała śladem nas wszystkich. a czarownikami? – Spotkałam się z nią. każdy czarownik starożytności nieodmiennie padał ofiarą istot nieorganicznych. Istoty nieorganiczne. – Czy powiedziała ci. oczywiście również wpadł w sieci istot nieorganicznych. Nie pamiętasz? Rozmawiałam z nią o tym. a przynajmniej nie takiej. – I to nie dlatego. kiedy działaliśmy razem. Spędziłam z nią jakieś trzy. ponieważ nie mogłem uwierzyć. Przemiana tego. któremu udało się ją nabrać. a jego możliwości tak ogromne. że była mężczyzną i z powrotem ją zniewolić. – Oczywiście. – Czy cały ten czas byłyście w kościele? – zapytałem. Położyła moją głowę na swoich kolanach i głaskała mnie. zawsze żartowaliśmy z don Juanem i resztą czarowników. Po chwili poczułem się lepiej i zacząłem nawet odzyskiwać władzę nad ciałem. Jej pytanie zabrzmiało bardzo dziwnie. Nie miałam energii. gdy już ich pojmały. iż istoty nieorganiczne uważają pierwiastek żeński za niezniszczalny. że jest on tak elastyczny. że ją ścigają – zapewniła mnie Carol. Potem Carol opowiedziała niezwykle intrygującą historię. – Po co więc się z nią spotkałaś? Czy kontakty z kobietą nagualem to również część układu między tą. że spędził w niewoli może nawet tysiące lat. Carol pomogła mi wstać z chodnika i z niepokojem obejrzała moje nogi. to właśnie jej wytworny gust. Jeśli było cokolwiek pewnego w związku z nią. że jej jedyną zaletą jest biegłość w kupowaniu pięknych ubrań i noszeniu ich z gracją i we wspaniałym stylu. – Jak podoba ci się moje ubranie? – zapytała nagle Carol. że istoty nieorganiczne nadal ją ścigają? – zapytałem. która sprzeciwiła się śmierci. co zobaczyła dzięki kobiecie z kościoła. którą mogłabym jej podarować. Nie było żadnego innego powodu. Od kiedy pamiętam. jak uciekła swoim prześladowcom. o których wiedziała kobieta. który sprzeciwił się śmierci. Nasze ciała energetyczne już wielokrotnie się łączyły. –Nie było to dla mnie wielkie wydarzenie. że jej coś powiedziałam. – Ona wie wszystko o tobie i o mnie – ciągnęła Carol. zanim przyszedł nagual i mnie zabrał. który sprzeciwił się śmierci. że musi się bronić przed swymi prześladowcami w każdej chwili swego życia. jak łatwo się łączymy. jakiej ta kobieta pragnie. Gdy mówiła.

że wydaje mi się. to wyobrażenie ciągle w niej pozostaje. która sprzeciwiła się śmierci. Jak ci się podobam? Jestem pociągająca. Po długiej chwili milczenia. – Bez dwóch zdań – przyznałem. że jesteś bosko piękna – powiedziałem. lecz w przeszłości. –Prawdę powiedziawszy. Pamiętałem dobrze. Carol operowała pojęciami. Jest tylko chwila obecna. że to była przeszłość – powiedziałem. szczerze zdumiony przejrzystością jej wyjaśnień. – Wiem. – To niemożliwe! – wybuchnęła Carol. – Kobieta z kościoła zabrała cię do swojego snu. co oznacza zamierzanie w drugiej uwadze. – A nie mówiłam? – powiedziała. Podobnie jak jej wyobrażenie miasta z teraźniejszości. że kobieta wyjaśniała jej bardzo szeroko arkana tej sztuki. która sprzeciwiła się śmierci? – zapytała. by przekroczyć czwartą bramę śnienia. podczas której nie byłem w stanie wydobyć z siebie ani jednego słowa. przenosząc twoje ciało energetyczne w inne miejsce. natomiast ja tak. a mnie w Tucson. który sprzeciwił się śmierci. –Ważniejsze jest to. To było bardzo dziwne uczucie. co ci powiedziała kobieta: drugi sen jest zamierzaniem w drugiej uwadze. nieskończona i zawsze obecna wyłącznie tu i teraz. A potem zasnęliśmy w naszym śnie raz jeszcze. – Byłbyś zdziwiony. głównie o pierwszym śnie. Nie daj się prosić. co się dzieje z tą. – Właśnie teraz zamierzamy w drugiej uwadze – ciągnęła Carol. o których don Juan nigdy nie mówił. jak omawiał ze mną spotkanie z tym. .– Na tobie. Powiedziałem. atrakcyjna. pokazała mi to miasto. lecz również pomogła ci potem przekroczyć czwartą bramę śnienia. Po długiej chwili milczenia Carol zadała następne pytanie: – Co jeszcze kobieta z tobą zrobiła? Opowiedziałem jej drugi sen. – Kobieta z kościoła nas uśpiła. Najwyraźniej wyobraziła je sobie w przeszłości. przeciętna. To tajemnica podwójnych pozycji. ale Carol znowu się odezwała. – Ten sam kościół. odpychająca. – We wszechświecie istnieje tylko energia. jak ważny jest mój wygląd – roześmiała się. Zabrała cię do swojego wyobrażenia tego miasta. – O czym ty mówisz? Przypominasz mi teraz naguala. – Uważam. – Skąd wzięłaś te niezwykłe idee? – zapytałem. – We wszechświecie nie ma przeszłości ani przyszłości. jesteś wprost oszałamiająca. przekroczyłeś czwartą bramę śnienia – wyjaśniła. ponieważ nigdy przedtem nie zastanawiałem się nad jej urokiem. – A zatem to musi być właściwy wygląd – odetchnęła. – Tak samo jest z moim wyglądem. ale inne miasto. – Więc co się ze mną stało. co to oznacza. czy kobieta z kościoła wyjaśniła mi. władcza? Pomyślałem przez chwilę i doszedłem do wniosku. Doprowadzał mnie do szaleństwa swoją tajemniczością. oczywiście – odparła. Carol przerwała i zapytała mnie. przytłaczająca. że Carol jest bardzo pociągająca. która sprzeciwiła się śmierci. – Jak spędziłeś czas z tą. – Nie tylko zabrała cię do swej intencji z przeszłości. Ty tego nie pamiętasz. – Czy ta tajemniczość była usprawiedliwiona? – zapytała bardzo poważnie Carol. ciebie tutaj. a energia jest tylko tu i teraz. Carol zapewniła mnie dość wymijającym tonem. iż ta. ale tylko w jej intencji. sen o mieście ze współczesności. Przypomnij sobie. co kryje się pod tym stwierdzeniem. – Pomyśl przez chwilę – nalegała. Carol? – Przy pomocy tej. Jest to jedyny sposób. która sprzeciwiła się śmierci. Próbowałem zrozumieć. że w zasadzie nie wyjaśniła dokładnie. – Ale to chyba nieodpowiedni czas – zaprotestowałem. – Mój wygląd jest dla nas obojga sprawą życia i śmierci. odrażająca. Opowiedziałem jej zwięźle o moim przeżyciu. wiedząc. do swojej intencji. a nie twój wygląd. które istnieje obecnie. a jedynie wspominała o tym.

To. A potem myśli i słowa buchnęły ze mnie jak z wulkanu. . Wyciągnąłem nogi i położyłem głowę na poduszce. ani pokoju. abyśmy mogli przemieszczać się w przód i wstecz na istniejącej tu i teraz energii wszechświata. chociaż niczego od niej nie chciałeś. a szczególnie jej uśmiech. Zapewniła mnie. by nas obserwować. a ton jej głosu nie był obelżywy. Powiedziałem Carol.Carol powiedziała: – Myślę. czego obawia się najbardziej. Słowa Carol były precyzyjne i rzeczowe. aby o tym myśleć. Byłem jednakże tak zmęczony. a śmierć nie jest rozwiązaniem. Milczałem przez chwilę. – Chcesz powiedzieć. przyniosły mi taką ulgę. gdy cię odnalazłam. mam za prowadzić cię do hotelu i nie ryzykować holowania cię przez całe miasto. ale wszyscy tam znają miejsce naszego pobytu. – Nagual to bardzo przebiegły stary czarownik – odparta ze śmiechem. To była pierwsza rzecz. Don Juan powiedział wówczas. W darze dodała swoją energię do naszych. to siłą sprawczą. – Może nie wiedział – powiedziała Carol. Ja jednak w ogóle nie przypominałem sobie ani hotelu. że to strach sprawia. – To właśnie on powiedział mi. co odsunęłoby mnie od mojego celu. abstraktu. Carol twierdziła. chełpiąc się. Przeszliśmy przez surowy hol. – Skąd o tym wiedziałaś? – Ależ sam mi to powiedziałeś – zaprotestowała. czując dziwną pustkę. dokładnie naprzeciwko kościoła. że byłem już tam wcześniej. że jeśli zamknę oczy albo przestanę mówić. Nie czułem niczego. – Byłeś z tego taki dumny. Potem zauważyłem retorycznie. prosto do nieprzytulnego pokoju. A niezły musiał to być widok – Carol Tiggs całująca i głaskająca mnie po twarzy i ja perorujący z rozgorączkowaniem o przejrzystości jej wyjaśnień i moim spotkaniu z tą. że nie mam jeszcze dość energii. która sprzeciwiła się śmierci – powiedziałem. by pójść do domu don Juana. a potem betonowymi schodami weszliśmy na pierwsze piętro. Chciałem tylko spać. co relacjonowała. Czułem. ale byłem zbyt podekscytowany. Zbyt wiele było nie wyjaśnionych wątków. – Skąd mogliby o tym wiedzieć? – zapytałem. że dalej szedłem już z wielką radością. –Nie chciałem po prostu niczego. choć nie miałem pojęcia. musi być dla mnie miłość. ducha. że mnie źle zrozumiałaś – powiedziałem. że jeśli znajdę cię po tym energetycznym maglu. Ludzie chodzili wokół placu. która mogłaby zmusić mnie do pozostania na jednej ścieżce. – Nigdy ci nie powiedziałem. z wyjątkiem strachu. która nie całkiem mnie zadowoliła. że nie czułeś się dumny z powodu odrzucenia jej daru? – Nie. Zdefiniowała coś. siadając przy mnie. Gdy już mogłem chodzić. jak spierałem się z don Juanem na początku naszej znajomości. że don Juan nigdy nie mówił mi o niczym takim. Jej słowa. Gdy w podnieceniu perorowałem. że kobieta z kościoła dała ci jednak dar. że nie przyjąłem daru tej. Gdybym mógł się poruszyć. twarzą w dół. a tym. chociaż z drugiej strony wszystko wydawało się tak uporządkowane. która sprzeciwiła się śmierci. Byłem rozgorączkowany. na jej twarzy malował się uśmiech uszczęśliwienia. Po prostu osunąłem się na łóżko. ponieważ bez niego nie miałbym po co żyć. jaką posiadam. – Myślę. Opowiedziałem Carol. co uważałem za niemożliwe do zdefiniowania. że ponieważ jestem nieczuły na strach. zwracając się twarzą do Carol. lecz pojednawczy. że od razu przeciwstawiłem się jego słowom. Minęliśmy róg i poszliśmy wzdłuż ulicy do wejścia do hotelu. jak jasno mi to wyjaśniła. – W porównaniu z utratą naguala – powiedział don Juan z prawdziwym żarem w głosie – śmierć jest niczym. iż kroczy prostą ścieżką. Ogarnęła mnie nagła fala nerwowego niepokoju i usiadłem na łóżku. usłyszawszy jego wyznanie o motywach pozostania na ścieżce wojownika. że nie miałem siły. natychmiast rzuciłbym się jej na szyję. którego nigdy przedtem nie widziałem. przyglądając się nam bacznie od czasu do czasu lub przystając przed nami. Nie jestem już zdolny do odczuwania niczego. jest utrata naguala. Nie spierałem się z nią. jak do tej pory jedyna odpowiedź. to natychmiast zasnę. Była to. Mój strach przed utratą naguala jest jedyną rzeczywistą rzeczą. jaką wyrzuciłeś z siebie. Carol poprowadziła mnie przez plac do jedynego hotelu w mieście. nie brzmiało jak moje słowa. co tak naprawdę mi zdefiniowała.

że ani przez chwilę nie przyszło mi do głowy. tęsknotę za ludzkim ciepłem. uważając jego słowa za przejaw ograniczenia. Jest dzień. ale gdy znów zasłoniłem zasłony. położyłem się znowu na łóżku. Westchnęła. – Nie doszedłeś jeszcze do siebie – powiedziała Carol uspokajająco. Leżeliśmy tak w zupełnym milczeniu przez długą chwilę. Carol? To czarownicy się teraz zakochują? Nie odpowiedziała. moje tęsknoty były abstrakcyjne. co ty czujesz – odezwała się nagle Carol. Poczułem kompletne zdezorientowanie. co w chwili większej przytomności umysłu wydałoby mi się zupełnie irracjonalne. miałem wyraźne wrażenie. Odsłoniłem zasłony i wyjrzałem za okno. nie wiedzieliśmy nawet. Takie słowa były nie do pomyślenia wśród czarowników z linii don Juana. Wstałem z łóżka i sprawdziłem każdy przedmiot w pokoju i w łazience. – I spójrz na mnie teraz. Carol Tiggs była kobietą nagualem. Ale Carol nic nie odrzekła. chyba zgadzała się ze mną. Niezwykle poruszony. natychmiast ogarnął mnie bardzo uczuciowy nastrój. że nie udało mi się dotrzeć do czegoś nieokreślonego. ale twoje oczy nie mogą się jeszcze właściwie przystosować do słabego światła w tym pokoju. oczywiście. co ja. że czarownicy nie mają ani czasu. Jako tako przekonany. że gdy przychodzi czas prawdziwej próby. były czymś w rodzaju żalu. Usiadłem prosto w jednym ruchu. – Rozpadam się – powiedziałem do Carol. w pokoju zapadła noc. Carol posłała mi dziwne spojrzenie. która przyniosła mi wspaniałe uczucie spokoju i harmonii. Don Juan nauczył nas. która sprzeciwiła się śmierci. Tak głębokie zanurzenie w drugiej uwadze trochę cię przemaglowało. Nie było potrzeby. Jak tylko Carol zgasiła światło. Było prawdziwe. że gdy zgasiła światło. nie zwróciwszy uwagi na to. – Koło zatoczyło pełny obrót – powiedziałem do Carol. Carol błagała mnie. – Zaraz zacznę płakać z tęsknoty za ludźmi. – Twoje ciało energetyczne porusza się do przodu na świetlistych włóknach energii wszechświata – szepnęła mi do ucha. Mogę ci przysiąc. To miał być żart. Wszystko było najzupełniej normalne. ani potrzeby. A ja byłem przepełniony tak przytłaczającą miłością do niej. Ale zrobimy to po ciemku. – Odpuść już sobie – powiedziała. W pokoju panowała niesamowita ciemność. że uzna moje słowa za śmieszne. najzupełniej prawdziwe. Leżałem w łóżku i usiłowałem sobie przypomnieć. – Przeszedłeś potężne starcie. by okazywać sobie podobne uczucia. Na zewnątrz był dzień. że znowu ucieknę i znajdę się na ulicy. Wyciągnęła rękę i zgasiła światło nad łóżkiem. co do siebie czujemy. – Skończ z tym absurdalnym śledztwem. – Uwielbiam cię. by wskazać na coś palcem. Zupełnie. – Ośmielę się nie zgodzić – powiedziała cicho. Pomyślałem. którego nigdy przedtem u niej nie widziałem. w pokoju zapadła noc. miłość sprawia. strach jest jedynym stanem.Don Juan odparował wtedy. nieprzytulnym pokoju. że jedyną rzeczą. Nie znałem. ale nie słuchałem. Obróciłem się do Carol i wymamrotałem coś. – A teraz ty spróbuj poczuć to. Carol mówiła dalej. że mimowolnie zacząłem płakać. abyśmy okazywali sobie głębsze uczucia. jest strach przed utratą naguala. w tym dziwnym. – O czym ty mówisz. Możesz to zrobić. Wróciłem do łóżka. że tak powiem. Wytłumaczyłem Carol. Chwyciłem w palce prześcieradło. Nigdy przedtem nie zdarzyło mi się nic podobnego. że postępujesz inteligentnie. który przynosi wojownikowi jakąś korzyść. Przesunąłem rękoma po łóżku. bym wrócił do łóżka. która daje mi siły. To było łóżko! Wychyliłem się i omiotłem dłońmi zimną podłogę. Szarpnięcie strachu poraziło mnie niczym prąd. Nie tęskniłem za towarzystwem drugiego człowieka. Przyniosła mi również głęboki smutek. jak przedtem. czy znam tę tęsknotę. To zabrzmiało sensownie. . za obecnością drugiego człowieka. Carol się uśmiechnęła i objęła mnie. Mój umysł był bardzo rozchwiany. Strach sprawia. zapytałem o to Carol. jakby całą moją wiedzę na ten temat wymazano z mojej pamięci. że śnię. – Unosi nas dar intencji od tej. W skrytości ducha pogardzałem nim z tego powodu. – Czuję to. że pędzisz na oślep. – Strach jest niczym w porównaniu z miłością. Położyła się obok mnie i oparła głowę na moim ramieniu. Bała się. Tak naprawdę. wróć do łóżka i odpocznij.

choć nie obeszło mnie to wcale. ponieważ nie miałem energii. Odsunąłem ją i usiadłem. nie widząc przy sobie Carol. że rozumiem. jakbym wracał zza grobu. ciągle szukając Carol. Już nadchodzi. – Jeszcze nie – roześmiała się. Zamierz mnie w przód! Zamierz mnie w przód! – Zostań tu ze mną na zawsze – wyraziłem ostatkiem sił swą najgłębszą myśl. Nie pojmowałem. słońce świeciło na bezchmurnym niebie. – Carol Tiggs w ogóle z nami nie było – powiedział. Śnij swą intencję mnie. że spędziłem noc z Carol w hotelu przy placu. Czułem się rozczarowany. Zresztą mój schemat weryfikacji i tak nie miał dla mnie żadnego znaczenia. Ale w tej chwili robimy coś. ale nie było po niej śladu. Może razem z don Juanem przypatrywaliśmy się wcześniej tylnej ścianie kościoła. że Amerykanka. że Carol nie ma umysłu filozofa. Byłem pewien. Zdziwiłem się szczerze. W mojej głowie zadźwięczał sygnał alarmowy. że tam jest i czeka na mnie. Wiedziałem to od początku. że to stwierdzenie z miejsca mnie nie powaliło. I nikt nie zdoła tego wytłumaczyć. Wszyscy przypatrywali się sobie wnikliwie. niepokoił mnie. w jaki Carol wyrażała te zawiłe prawdy czarowników. – Ty nie jesteś Carol! – krzyknąłem. że nie mogę mieć jednak całkowitej pewności. która sprzeciwiła się śmierci. Spojrzałem na don Juana i powiedziałem. jestem Carol. Dzięki nim śnimy teraz siebie w innym czasie. Poszedłem wolno w stronę domu don Juana. Zupełnie beznamiętnie wytoczyłem kiepski kontrargument. Zaczęło mnie wciągać coś. co przypominało wielkie wiry z mojego śnienia. Nie miałem pojęcia. żeby wrócić do domu. który dopiero nadejdzie. Nikt nie odpowiedział. Zawsze żartowaliśmy między sobą. właśnie przed chwilą wyszła. Mój głos brzmiał jak taśma w zwolnionym tempie. którą ciągle czułem. – Jesteś tą. że jest ze mną? – zapytałem tknięty mglistym podejrzeniem. ponieważ to się po prostu stanie.Miałem dość energii. ale nie zrozumiałem. Było południe. Carol roześmiała się. – Gdzie byłeś? – zażądał wyjaśnień don Juan. czego jeszcze nigdy nie robiliśmy – zamierzamy w drugiej uwadze. Wybiegłem na ulicę w nadziei. co mówi Carol. że we śnie rzeczywiście widziałem szczegóły architektury budowli. Wszyscy byli w najwyższym stopniu poruszeni i przyglądali mi się ze wszystkich stron z nie skrywaną ciekawością. Uciszyła mnie delikatnie i wyszeptała mi do ucha: – Oczywiście. – A ty zniknąłeś na dziewięć dni. – Nic nie wiemy – warknął don Juan. a ja po prostu tego nie pamiętałem. – Ale wkrótce tak będzie. by zrozumieć. bycie czarownicą –filozofem będzie dla mnie najprostszą rzeczą pod słońcem. Chciałem roześmiać się z własnego głosu. Poza tym chciałem otrząsnąć się z dziwnej senności. Don Juan bez słowa krążył po pokoju. gdy spostrzegłem. W czasie. Poszedłem do kościoła. Don Juan przyjął mnie tak. Odparłem. a gdy w końcu mnie dosięgnie. Było całkiem ciepło. co to wszystko oznacza. by się przejmować. – Nie bądź śmieszny – powiedziała. że ją złapię. – Całkiem się zmieniłaś: Carol – czarownica –filozof. Mówisz zupełnie jak don Juan. Szybko się ubrałem i zszedłem do holu. ale nie miałem już energii na dalsze spory. która wynajęła pokój. nie zrażona moim oskarżeniem. Byłem zbyt śpiący. czy sama rozumie. – Stracisz świetną lekcję. które na pewno by mnie bardzo zaniepokoiło. Nigdy nie traktowała poważnie abstrakcyjnego myślenia. Ton głosu don . udającą Carol. w pokoju nie było nikogo. Nie byłem przekonany. Sposób. która sprzeciwiła się śmierci. Słyszałem odległy głos Carol szepczący mi do ucha: – Śnimy siebie samych. Jedynie moje wyczerpanie sprawiło. Darem od tej. Zapytałem ją nawet. Na dole szef hotelu powiedział mi. Gdy się obudziłem. gdybym nie był tak wykończony. jak długo spałem. tak jak robili to czarownicy starożytności. że wcześniej czy później zaczniesz sobie folgować. Zobaczysz. iż miałem wrażenie. Carol odpowiedziała coś. – Co się z tobą dzieje? – zapytałem. skąd to całe zamieszanie. że to właśnie on wysłał Carol po mnie. aby jej poszukać. Wiedziałam. ale przecież wiedzą o tym. – Carol nie powiedziała wam. ale wtedy pochłonął mnie wir. Uwierz mi. były skrzydła intencji.

jak kretyńsko się wydzierałem. gdy się obudziłem w pokoju hotelowym. i jak ta omal nie umarła ze śmiechu. z którym wcześniej rozmawiałem. mimo usilnych starań. czego cię nauczyłem i co robiłem z tobą w drugiej uwadze. Nerwowe rozgorączkowanie don Juana i jego dwóch towarzyszek sięgnęło zenitu. Don Juan i jego dwie towarzyszki nakłaniali mnie. nakazał. czy moje wrzaski wywołały u niej jeszcze jakąś reakcję poza śmiechem. by don Juan zbaraniał aż do tego stopnia. co zaszło między tą. by widzieć we śnie tej. Chciałem powiedzieć coś więcej. Raz jeszcze spróbowałem przypomnieć sobie coś. dziewięć dni to jedynie sekunda. jak bardzo don Juan jej nie znosi. lecz oświadczył stanowczo. kiedy zmieniłem ubranie. jedynie jej wesołość i uwagę. że bardzo polubiłem tę kobietę i nie mam do niej żadnych uprzedzeń. Nie sądzę. ale don Juan wyciągnął mnie siłą z domu i zaprowadził do hotelu. że można tak kogoś kochać. – Cóż to wszystko może znaczyć? – zapytał głośno don Juan. Zanim zdążyliśmy go przeciąć i skierować się do domu don Juana. Nie mogłem sobie jednak przypomnieć. że nigdy nie widział ani mnie. Ja zaledwie przenosiłem cię na wyższy poziom świadomości. to o ileż trudniejsze musi być przypomnienie sobie tego. Wtedy zapewne włożyłem swoje ubranie. – Opuśćmy to przeklęte miejsce – powiedział i delikatnie wyprowadził mnie z hotelu. sądzę. Byłem jednak tak odrętwiały. bym koniecznie przypomniał sobie. W stosunku don Juana do mnie zawsze była nutka humoru i braku powagi. Mój kontakt z Carol Tiggs z hotelu jest tylko czubkiem góry lodowej. Dotarliśmy do placu. jakbym nagle oszalał. ta. że jej nie znoszę – zaprotestował. gdy opowiedziałem im. co mogłoby rzucić światło na tę sprawę. którzy sprzeciwili się śmierci. Don Juan zapytał. abym możliwie najdokładniej opowiedział im. ale nie tym razem. że kierował to pytanie do siebie. że przez dziewięć dni byłeś w drugiej uwadze – ciągnął don Juan. choć w pamięci miałem białą plamę. Jeszcze nigdy nie widziałem. która sprzeciwiła się śmierci. Ten sam szef hotelu. Zanim zdążyłem zaprotestować czy się wytłumaczyć albo choćby powiedzieć cokolwiek. która sprzeciwiła się śmierci. mogę im to przekazać. Słuchał uważnie każdego mojego słowa i potrząsał rytmicznie głową. wytłumaczyć się. pozbawiony wszelkich uczuć i wspomnień. Spojrzałem na moje buty i natychmiast sobie uświadomiłem. Napięcie złagodziła chwila wesołości. – Wskazywanie małym palcem jest skuteczniejsze –powiedziałem do don Juana zupełnie bez cienia wyrzutów sumienia. że to wszystko prawda. don Juan rzucił uwagę: – Zastanów się nad tym – powiedział. – To nieprawda. Don Juan poprosił. Byłem zaszokowany tym. jaki narzucają dawni czarownicy. I że pokochałem Carol Tiggs tak mocno. która sprzeciwiła się śmierci. iż nigdy nawet nie przypuszczałem. która sprzeciwiła się śmierci. a moim ciałem energetycznym w drugiej uwadze. co zaszło między tą. kiedy to usłyszała. –Po prostu nie lubię przymusu. że nie mam już na sobie rzeczy Carol. lecz spuścił głowę. grzecznie wysłuchał naszego opisu Carol Tiggs. Gdy znaleźliśmy się na zewnątrz. I znowu bezskutecznie. – Jeżeli w dalszym ciągu nie możesz przypomnieć sobie wszystkiego. Powiedziałem. jedną nogą byłem jakby zupełnie gdzieś indziej. Nie czułem się jednak pokonany. Poczułem się mały i pokonany. że tak wiele pamiętam i mimo zmęczenia. Zdawało mi się. co powiedziałem. które potwierdziły jego słowa. Mimo tytanicznego wysiłku nie potrafiłem tego zrobić. Doszedłem do wniosku. czego cię nauczyła i co z tobą robiła ta. Nie pamiętałem nic takiego. że nie miałem nic do powiedzenia. ani jej. – Dla tych. że w tej chwili nie mam najmniejszego pojęcia o tym. bym wreszcie przestał gadać bzdury. Mój umysł był pusty. która sprzeciwiła się śmierci. bym się nie odwracał i nie patrzył na hotel ani na kościół. Patrzyli na siebie tak. by spodobało im się to. ale dla nas to cała wieczność. przeniosła cię do innych wszechświatów. Wezwał nawet pokojówki. a mną. zwracając się do wszystkich. że musiałem to zrobić wówczas. opowiedziałem mu o moim ubraniu. kiedy zmieniłem ubranie.Juana i głęboka troska pozostałych były wyraźnymi dowodami na to. ogarnęła mnie fala nieprawdopodobnego . Potem usiadł na ławce i z głęboką troską w głosie ostrzegł mnie. lecz swoje własne. że zrobił to celowo. – To potworne.

ona wyzwoli się razem z tobą. Nie oznacza to tylko i wyłącznie. w przód. W tym momencie poczułem. Don Juan powiedział. Dodał. Najróżniejsze myśli tłoczyły mi się w głowie. kobieta z kościoła była jednak potężniejsza i bardziej złożona. że ta. jeśli chcesz pojąć ten niepojęty manewr. skorzystała z ciała energetycznego Carol Tiggs i stworzyła jej postać z hotelu. – Ona jest zdolna wykonać ten manewr i dużo więcej. Carol Tiggs z hotelu była tak zatroskana o swój wygląd. Zamierz mnie w przód!" – Co to oznacza. – Darem tej. w jakiś niejasny. Raz jeszcze przyjrzał mi się uważnie. Carol Tiggs z czystej intencji. – Przed tobą tytaniczna praca. by tego dokonać. Kilka razy byłem bliski skondensowania tych obrazów w poczucie mojego zwykłego ja. jakby szukał na moim ciele jakichś znaków. don Juanie? – zapytałem oszołomiony. co mówiła? “Śnij swą intencję mnie. że nie szukały li tylko u siebie potwierdzenia. lecz najwidoczniej miało dla jego towarzyszek. świecie. że Carol i kobieta podczas swego spotkania mogły dojść do pewnego rodzaju porozumienia energetycznego. . ale musiałem się poddać. – To oznacza. Don Juan wstał i ruszyliśmy w milczeniu w kierunku domu. don Juan zatrzymał się i obrócił się do mnie twarzą. – Jedną z nich był twój sen o Carol Tiggs w innym czasie. zanim zdążyłem wyrazić swoją obawę. jak to robić – powiedział wolno i z rozwagą. Skorzystała z twojej oferty i wzięła za darmo twoją energię. – Wszelkie nasze spekulacje są całkowicie bezużyteczne – powiedział cicho i spokojnie don Juan. Byłem pewien. że doświadczysz tych wszystkich możliwości. To było mistrzowskie posunięcie tego. i kobieta z kościoła to różne postaci tej samej energii. są nieograniczone możliwości śnienia – powiedział wolno i z rozmysłem. który sprzeciwił się śmierci. by wyrwać się z łańcuchów.optymizmu. co śniliśmy razem z kobietą z kościoła. zobaczyła ostateczną drogę ucieczki. Ich spojrzenia strzelały na lewo i prawo. bo spojrzał z niedowierzaniem na swoje towarzyszki. moim zdaniem. że nie ma już żadnej Carol Tiggs. – Myślę. gdzie niemożliwe może się stać wykonalne. Przypatrywał się mi. – Jak to wszystko się skończy? – zapytałem don Juana. Don Juan rozłożył szeroko ramiona i wreszcie się uśmiechnął. że pewnego dnia wszystkie je zrozumiesz. Ogrom tego wszystkiego zaczął tak mnie przytłaczać. od jednej do drugiej. – Możemy jedynie zawyrokować. odniosłem wrażenie. złowrogi sposób. który sprzeciwił się śmierci. miasta i Carol Tiggs było dla niego tylko przykładem biegłości dawnych czarowników w śnieniu. nie miałem dość energii. oznacza to również to. Zabrała cię ze sobą. pod postacią kobiety z kościoła. Gdy już przejęła kontrolę nad sytuacją. gdy nieco rozjaśniło mi się w głowie. że już czułem na sobie jego miażdżący ciężar. wyrażając tym samym wielkie rozradowanie. lecz obrazy. Nie pamiętasz. że jednocześnie uświadomiły sobie to samo. mieszanina wspomnień o kobiecie z kościoła i Carol Tiggs mówiącej do mnie w ciemności hotelowego pokoju. że jego zmartwienie wynika z jego niewiedzy o tym. jak powinno. W tej samej chwili jakaś myśl uderzyła najwidoczniej don Juana. typowy dla poczynań dawnych czarowników. Właściwie nie były to myśli. o nieskończenie potężniejszej Carol Tiggs. Połączyły się i odleciały na skrzydłach intencji. Czułem. że muszę wyjaśnić mu pewną sprawę. Nie ma już również kobiety z kościoła. która sprzeciwiła się śmierci. że wszystko idzie tak. Bardzo je to poruszyło. w innym świecie. za której sprawą śniłeś o innej Carol Tiggs. Don Juan wyjaśnił im. mierząc mnie od stóp do głów. w której. ponieważ była kobietą z kościoła. – Jak zamierza to zrobić? – Poprzez Carol Tiggs. Ale nie martw się o Carol – powiedział don Juan. Nie odpowiedział. rozległym i bezkresnym. którego zakres urąga ludzkiej wyobraźni. co mówił don Juan. do którego tak przywykłem. nie miało dla mnie żadnego sensu. że kobieta z kościoła pokazała ci. Zanim doszliśmy do domu. Użyła ciała energetycznego Carol i twojego. Twój los jest jej losem. Stworzenie we śnie hotelu. – To znaczy? – Jeśli się wyzwolisz. że ten. jak sądzę. To. która sprzeciwiła się śmierci. bardzo się mylił.

To była Carol. ale jeszcze nie w pełni ją kontrolowałem. – Oczywiście. że jest tą. i złowrogiego przeczucia. – Przez chwilę również myślałem. Mówiłem ci. jak myślisz. najbardziej przerażająca rzecz. Sam pomagałeś kobiecie z kościoła snuć ten sen. – Ale. To sztuka dawnych czarowników. ale po dokładnym zastanowieniu nie mogę dłużej podzielać tego poglądu. Znalazła się w tym hotelu w jakiś dziwny. Poczułem nerwowe ukłucie w splot słoneczny. która sprzeciwiła się śmierci. że darem tej. Powoli przebijała się jednak przez mgłę snu. jej zaczątkiem była mieszanina nieświadomości tego. Carol stworzona z czystej intencji. że to była Carol – zgodził się don Juan. więc kobieta z kościoła podarowała ci coś abstrakcyjnego: możliwość wznoszenia się na skrzydłach intencji. czyż nie? – Jak myślisz. To była Carol ze snu. Przebudzałem się. co stało się z Carol Tiggs? – zapytałem. ponieważ don Juan dodał z naciskiem: – Takie jest śnienie. – Co masz na myśli. Powinieneś już wiedzieć. Świadomość samego siebie zaczynała stawać mi się znajoma. Nie chciałeś niczego konkretnego. Na mojej twarzy musiał się malować wyraz niedowierzania. że niezgłębione czai się tuż za rogiem. którą obaj znamy. że uczyniła z niego całkowitą rzeczywistość. dokąd odeszła? – Tam. Carol Tiggs odeszła. Powiedziałem ci. niesamowity sposób. – Carol Tiggs odeszła – odparł don Juan.– W hotelu byłem z prawdziwą Carol Tiggs – powiedziałem. że otrzymasz najdonioślejszą w życiu lekcję o śnieniu. że odeszła? – Odeszła z tego świata – powiedział don Juan. dokąd odeszli czarownicy starożytności. i ja również tam byłem. co się dzieje. która sprzeciwiła się śmierci. że jego rozstrzygnięcia są ostateczne. tę z pokoju hotelowego z twego snu. – Ale pewnego dnia odnajdziesz nową Carol Tiggs. . jaka istnieje. mówiąc. don Juanie. Jej sztuka polegała na tym. – Ale nie ta Carol. są nieograniczone możliwości śnienia.