You are on page 1of 127

NOTA OD AUTORA W ciągu minionych dwudziestu lat napisałem całą serię książek o naukach, które pobierałem u meksykańskiego Indianina Yaqui, czarownika don Juana Matusa. W książkach tych wyjaśniłem, że wprowadził mnie on w tajniki magii; nie takiej jednak, jak ją na ogół rozumiemy w odniesieniu do naszego rzeczywistego świata, polegającej na wykorzystywaniu nadprzyrodzonych zdolności przeciwko innym czy wywoływaniu duchów poprzez rzucanie zaklęć i uroków albo odprawianiu rytuałów mających przynieść nadprzyrodzone rezultaty. Dla don Juana magia była aktem urzeczywistnienia pewnych szczególnych, teoretycznych i praktycznych przesłanek dotyczących natury i roli postrzegania w kształtowaniu wszechświata, który nas otacza. Klasyfikując wiedzę don Juana, kierowałem się jego sugestiami i zrezygnowałem z używania terminu szamanizm, który jest kategorią właściwą antropologii. Nazywałem ją przez cały czas dokładnie tak, jak on sam ją nazywał: magią. Jednakże po dokładnym zastanowieniu zdałem sobie sprawę, że nazywanie tej wiedzy magią jeszcze bardziej zaciemnia i tak niejasne zjawiska, które don Juan przedstawiał mi w swoich naukach. W pracach antropologicznych szamanizm opisuje się jako zespół wierzeń mieszkańców północnej Azji, powszechny również wśród pewnych indiańskich plemion w północnej Ameryce. Twierdzą oni, że dokoła nas roztacza się niewidzialny świat duchów naszych przodków – złych i dobrych – że duchy te mogą być wzywane lub kontrolowane przez wtajemniczonych, którzy są pośrednikami między wymiarem naturalnym i nadprzyrodzonym. Don Juan rzeczywiście był pośrednikiem między światem rzeczywistym a pewnym niewidzialnym światem, którego nie nazywał nadprzyrodzonym, lecz drugą uwagą. Zadaniem don Juana jako nauczyciela było udostępnienie mi tej konfiguracji. W moich poprzednich pracach opisałem jego metody nauczania, które miały doprowadzić do osiągnięcia tego celu, oraz sztuki magii, w których się ćwiczyłem pod jego kierunkiem. Najważniejsza z nich zwana jest sztuką śnienia. Don Juan twierdził, że nasz świat, który według naszych przekonań jest niepowtarzalny i absolutny, stanowi zaledwie jeden element następujących po sobie kolejno światów; przypomina to warstwową strukturę cebuli. Zapewniał też, że choć jesteśmy energetycznie uwarunkowani do postrzegania wyłącznie naszego świata, to mamy jednak możliwości przeniknięcia do owych innych wymiarów; są one równie rzeczywiste, niepowtarzalne, absolutne i pasjonujące, jak nasz własny świat. Don Juan wyjaśnił mi, że aby móc postrzegać te inne wymiary, musimy nie tylko tego pragnąć, ale także dysponować wystarczającą ilością energii, by je pochwycić. Ich istnienie jest niezmienne i niezależne od naszej świadomości, a brak dostępu do nich jest wyłącznie konsekwencją naszych uwarunkowań energetycznych. Innymi słowy, uwarunkowania te zmuszają nas do uznawania, że nasz rzeczywisty świat jest jedynym możliwym światem. Don Juan stwierdził, że czarownicy, którzy żyli w czasach starożytnych, wierzyli, iż te uwarunkowania można zmienić, i rozwinęli zestaw ćwiczeń mających na celu odmienne uwarunkowanie naszych energetycznych możliwości postrzegania. Ćwiczenia te nazwali sztuką śnienia. Teraz, z perspektywy czasu, uświadamiam sobie, że don Juan najtrafniej określił śnienie, gdy nazwał je wrotami do nieskończoności". Zwróciłem mu wtedy uwagę, iż owa metafora nic mi nie mówi. – A więc zrezygnujmy z metafor – zgodził się don Juan. – Powiedzmy, że śnienie jest praktycznym sposobem czarowników na wykorzystanie zwykłych snów. – Ale jak można praktycznie wykorzystać zwykłe sny? – zapytałem. – Słowa zawsze nas mylą – powiedział don Juan. – Mój nauczyciel próbował opisać mi śnienie, mówiąc, że w ten sposób czarownicy mówią światu dobranoc. Starał się, oczywiście, dopasować swój opis do moich zdolności pojmowania. Ja postępuję teraz tak samo z tobą. Przy innej okazji don Juan powiedział: – Śnienia można tylko doświadczyć. Śnienie to nie to samo, co mieć sny. Nie jest to również sen na jawie ani wyrażanie życzeń, ani też wyobraźnia. Poprzez śnienie możemy postrzegać inne światy, które, rzecz jasna, możemy opisać, ale nie możemy opisać tego, co pozwala nam je postrzegać. Możemy jednak czuć, jak śnienie otwiera dla nas te inne wymiary. Śnienie wydaje się wrażeniem – procesem w naszym ciele, świadomością w naszym umyśle. W trakcie swoich ogólnych nauk don Juan dokładnie wyjaśniał mi zasady, przesłanki i ćwiczenia w

sztuce śnienia. Jego nauki dzieliły się na dwie części. Pierwsza dotyczyła procedur śnienia, a druga czysto abstrakcyjnych objaśnień tych procedur. Stosowana przez niego metoda nauczania polegała na naprzemiennym wzbudzaniu mojego zaciekawienia abstrakcyjnymi zasadami śnienia i później ułatwianiu mi znajdowania ujścia dla niego poprzez ćwiczenia. Opisałem to już na tyle szczegółowo, na ile tylko mogłem. Przedstawiłem również środowisko czarowników, w którym umieścił mnie don Juan, abym studiował Jego sztukę. Moje kontakty z tym środowiskiem były przedmiotem mojego szczególnego zainteresowania, ponieważ miały miejsce wyłącznie w drugiej uwadze. W środowisku tym miałem styczność z dziesięcioma kobietami i pięcioma mężczyznami – czarownikami i towarzyszami don Juana, a także z czterema młodymi mężczyznami i czterema młodymi kobietami, którzy byli jego uczniami. Don Juan zebrał tych ludzi krótko po tym, jak ja sam znalazłem się w jego świecie. Wyjaśnił mi, że tworzą oni tradycyjną grupę czarowników – replikę jego własnej grupy – a ja mam im przewodzić. Jednakże w trakcie pracy ze mną don Juan odkrył, że jestem inny, niż się tego spodziewał. Wyjaśnił tę różnicę w kategoriach konfiguracji energii widocznej tylko dla czarowników; nie miałem czterech komór energetycznych, tak jak on sam, a tylko trzy. Don Juan pomylił się, mając nadzieję, że taką konfigurację można poprawić; zupełnie nie potrafiłem współdziałać z ową grupą ośmiu uczniów ani jej przewodniczyć. Don Juan stanął więc przed koniecznością zebrania jeszcze jednej grupy ludzi, bliższej mojej strukturze energetycznej. Pisałem szeroko o tych zdarzeniach, ale nigdy nie wymieniłem tej drugiej grupy uczniów; don Juan nie pozwolił mi na to. Argumentował, że znajdowali się oni wyłącznie w moim polu działania, a według naszej umowy miałem pisać o jego polu działania, nie moim. Ta druga grupa uczniów była niezwykle zwarta. Liczyła tylko trzech członków. Należeli do niej Florinda Grau – śniąca, Taisha Abelar – zwiadowca, i Carol Tiggs – kobieta nagual. Obcowaliśmy ze sobą wyłącznie w drugiej uwadze. W świecie rzeczywistym nie mieliśmy o sobie nawet mglistego wyobrażenia. Jeśli zaś chodzi o nasze relacje z don Juanem, nie było tam miejsca na żadne niejasności. Wkładał wielki wysiłek w to, by wyćwiczyć nas wszystkich jednakowo. Niemniej jednak, gdy czas don Juana dobiegał końca, psychologiczne napięcie wynikające z jego odejścia zaczęło burzyć sztywne granice drugiej uwagi. W rezultacie nasze wzajemne kontakty zaczęły w sposób niezamierzony przenikać w sferę świata rzeczywistego i wtedy się spotkaliśmy, jak nam się zdawało, po raz pierwszy. Żadne z nas nie uświadamiało sobie, jak głębokie i żmudne były nasze wspólne działania w drugiej uwadze. Ponieważ każde z nas pracowało naukowo, byliśmy więcej niż zaszokowani, gdy okazało się, że spotykaliśmy się już wcześniej. Było to dla nas – i nadal jest, rzecz jasna – rozumowo nie do przyjęcia, a jednak wiemy, że tego właśnie doświadczyliśmy. I tak pozostała nam nie dająca spokoju wiedza o tym, że ludzka psychika jest nieskończenie bardziej złożona, niż pozwala nam wierzyć nasze wykształcenie uniwersyteckie i zdrowy rozum. Kiedyś razem poprosiliśmy don Juana, by rzucił nieco światła na nasz problem. Odrzekł, że ma dwie możliwości wyjaśnienia nam tego zjawiska. Pierwsze wyjaśnienie prowadzi do naszej zranionej racjonalności i składają do kupy – druga uwaga jest stanem świadomości równie iluzorycznym, niczym słoń latający po niebie, a wszystko to, czego rzekomo doświadczyliśmy w tym stanie, było wytworem hipnotycznej sugestii. Drugie wyjaśnienie będzie zgodne z rozumieniem czarowników stosujących śnienie –jest to energetyczna konfiguracja świadomości. Jednak podczas wykonywania zadań związanych ze śnieniem, bariera drugiej uwagi pozostawała nie zmieniona. Zawsze, gdy wkraczałem w śnienie, wkraczałem także w drugą uwagę, przebudzenie ze śnienia niekoniecznie oznaczało wyjście z drugiej uwagi. Przez cale lata pamiętałem jedynie drobne fragmenty moich doświadczeń w śnieniu. Większość z tego, co robiłem, była dla mnie energetycznie niedostępna. Potrzebowałem piętnastu lat nieprzerwanej pracy – od roku 1973 do 1988, by zebrać wystarczająco dużo energii i odtworzyć w moim umyśle kolejność tych wszystkich zdarzeń. Przypominałem sobie wówczas całe cykle śnienia, jeden po drugim, i w końcu mogłem wypełnić pozorne luki w mojej pamięci. W ten sposób dostrzegłem wewnętrzną ciągłość łączącą kolejne lekcje don Juana o sztuce śnienia; ciągłość, którą utraciłem, ponieważ za jego sprawą kluczyłem między świadomością świata rzeczywistego a świadomością drugiej uwagi. Ta praca jest rezultatem owego procesu odtwarzania zdarzeń. Wszystko to prowadzi do ostatniej części mojego wstępu, a mianowicie wyjawienia powodu do napisania tej książki. Znając większą część nauk don Juana dotyczących sztuki śnienia, chciałbym wyjaśnić w następnej pracy, jaka jest obecna sytuacja i co pochłania jego ostatnich czterech uczniów

Carol Tiggs i mnie samego. dokąd doszliśmy pod kierunkiem don Juana i jaki wywarł on na nas wpływ. Ale zanim opiszę i wyjaśnię. podjąłem dzięki Carol Tiggs. Jednakże ostateczną decyzję. który dzięki don Juanowi stał się naszym dziedzictwem. co teraz mi wiadomo – te partie lekcji don Juana o śnieniu. . że objaśnienie świata. muszę zweryfikować – w świetle tego. jest najwyższym wyrazem naszej wdzięczności dla niego i naszego oddania dla jego niestrudzonych poszukiwań.– Florindę Grau. Taishę Abelar. by napisać tę pracę. do których do tej pory nie miałem dostępu. Uważa ona.

zrozumiałbyś naturę wszystkiego. Don Juan wyjaśnił. by człowiek mógł przetrwać w dzisiejszych czasach. Z konieczności więc – gdyż owe przesłanki są kluczem do wyjaśnienia i zrozumienia śnienia – musiałem raz jeszcze o nich napisać. że przeszłość nie ma żadnego znaczenia dla współczesnych czarowników? – Z pewnością ma znaczenie. – A co nazywasz abstrakcją? – Poszukiwanie wolności. poświęciwszy całe swe życie twardej dyscyplinie i ćwiczeniom. jest wszystkim. Dał mi wyraźnie do zrozumienia. niczym nie uzasadnione oddziaływanie na ludzi. Przedstawił ich jako ludzi błyskotliwych. do którego dopasowaliśmy naszą percepcję. który byłby oficjalnym widzącym lub urzędującym czarownikiem. don Juanie? – zapytałem. Ponieważ jednak nie możemy jej bezpośrednio dostrzec. Osobiście brzydzę się ciemną stroną umysłu i jego obsesją śmierci. – Co nazywasz konkretnością. czego mnie uczy. gdyż właśnie oni pierwsi odkryli i robili to wszystko. zostało przewidziane i opracowane przez ludzi zwanych przez niego czarownikami starożytności. co wiemy i robimy dzisiaj. – Chodzi ci o to. Nie lubimy jedynie jej posmaku. – Obsesyjne trwanie umysłu przy praktyce i technice. – Takie. – Praktyczną stronę magii – odparł. ponieważ szukają wolności. iż między owymi czarownikami a tymi z ery nowożytnej istnieją zasadnicze różnice. którą musisz oddzielić. Wyjaśnił mi. wolności postrzegania wszystkiego. którzy żyli w Meksyku prawdopodobnie już tysiące lat przed hiszpańskimi konkwistadorami i których najważniejszym dokonaniem było stworzenie podstaw magii ze szczególnym uwzględnieniem jej praktyczności i konkretności. przetwarzamy naszą percepcję tak. lecz pozbawionych mądrości. należy zrozumieć dążenia współczesnych czarowników do przesunięcia magii od konkretności w stronę abstrakcji. że po to. co istnieje. iż uczyniono z niego podstawową przesłankę magii. co jest dostępne człowieczeństwu. W dzisiejszych czasach czarownicy. co może być postrzegane. i każe nam wierzyć. Ów wzorzec jest właśnie społeczną stroną postrzegania. zdolność. Jestem przekonany. jeśli tylko uznają to za konieczne. by pasowała do pełnego wzorca. Podczas jednej z naszych rozmów don Juan stwierdził. nie interesują ich konkretne zdobycze. tak jak to było w przypadku czarowników przeszłości. Lubię natomiast ogrom myśli.ROZDZIAŁ I: CZAROWNICY STAROŻYTNOŚCI Don Juan niezmiennie podkreślał. Cokolwiek bowiem postrzegamy. Współczesnych zaś czarowników don Juan opisał jako ludzi słynących ze zdrowego rozsądku i zdolności do zmieniania i poprawiania reguł magii. jest energią. – Dzięki oddzieleniu społecznej strony postrzegania. Twierdzę. zmiana postrzegania musi nastąpić u jej społecznej podstawy. – Dlaczego muszę ją oddzielić? – Ponieważ celowo zmniejsza ona zakres tego. Odkrycie to było tak doniosłe. że wzorzec. Pomijając jednak moje sympatie i antypatie. że współcześni czarownicy poszukują abstrakcji. co prezentowałem już w moich wcześniejszych pracach. którą nazywają widzeniem. bez jakichkolwiek obsesji. że ich najważniejszym osiągnięciem było dostrzeżenie energetycznej natury rzeczy. iż aby ocenić pozycję śniących i samego śnienia. don Juanie? . jestem winien czarownikom starożytności należny im szacunek. Wszystko to należało do królestwa czarowników starożytności. – A co jest społeczną podstawą postrzegania. że podwaliny śnienia przynależne magii zrodziły się w sposób naturalny w umysłach czarowników starożytności i dzięki nim ugruntowały. don Juanie. Czarowników starożytności określił jako ludzi. Nie pełnią żadnych funkcji społecznych. Tak więc nigdy nie spotkasz takiego. że postrzegałbyś bezpośrednio samą energię – odparł. – Jakie znaczenie mogłoby mieć dla mnie postrzeganie energetycznej natury rzeczy? – zapytałem kiedyś don Juana. Dlatego też większa część tej książki jest rozszerzeniem tego. że wszystko. rzeczywiście osiągają zdolność postrzegania natury rzeczy.

że istota wszechświata przypomina świetliste nici biegnące w nieskończoność we wszystkich kierunkach. że przede wszystkim jest to świat energii. że najlepiej opisali ją czarownicy starożytności. Lecz nie jest to jedyny sposób postrzegania. na co właśnie zwróciłeś uwagę. Cały wszechświat jest energią. – Jak zatem powinniśmy postrzegać świat? – Wszystko jest energią. – Czy to możliwe. Wtedy jeszcze mój umysł odrzucał każdy sposób rozumienia świata różniący się od tego. Naucza nas nowego sposobu postrzegania. by nauczyć ludzi postrzegać w taki sposób? – zapytałem. by go zbadać. było bez wątpienia konieczne. Jest to akt bezpośredniego postrzegania istoty wszechrzeczy. Don Juan zapewnił mnie. co istnieje. Wtedy mielibyśmy w ręku obie możliwości. iż zaakceptowaliśmy ten wzorzec jako dziedzictwo naszych przodków. iż jest to świat energii. że świat jest zbudowany z konkretnych obiektów.– Naturalne przekonanie. jakim go widzimy. Zawsze będzie powstrzymywać nas naturalne przekonanie o realności i twardości obiektów. Społeczna podstawa naszej percepcji powinna być naturalnym przekonaniem. świetlisty kształt. wystarczy zderzyć się z nimi. poprzez szaleńcze wysiłki. don Juanie – stwierdziłem z żalem. że to. Postrzeganie istoty wszechrzeczy sprawi. nie zadając sobie nawet trudu. której używa się. przetwarzamy i dopasowujemy do pewnego wzorca. po drugie. nigdy nie będziemy w stanie dostrzec jej w sposób bezpośredni. jaśniejące włókna świadome swego istnienia w sposób niepojęty dla ludzkiego umysłu. którzy postrzegają energię i widzą istotę wszechrzeczy. aby nasi przodkowie mogli przetrwać – powiedział don Juan. a potem dopiero świat obiektów. – Jest to bez wątpienia świat obiektów. który znałem. Don Juan miał wrażenie. Don Juan uważał. że to możliwe i że właśnie robi to ze mną i innymi uczniami. Nie kwestionujemy tego. Od widzenia istoty wszechświata czarownicy starożytności przeszli do widzenia energetycznej istoty człowieka. sklasyfikujemy go i opiszemy za pomocą całkowicie nowych. – Oczywiście. gdy zdajemy sobie sprawę. których nauczyli don Juana jego poprzednicy. – Postrzeganie świata jako świata przedmiotów. Do tych bardziej wyszukanych terminów należały wyrażenia. Don Juan twierdził. Według koncepcji don Juana swoiste usidlenie w procesie przetwarzania naszej percepcji w celu dopasowania jej do społecznego wzorca traci na sile w momencie. Don Juan powiedział. Jeśli od samego początku nie założymy. Wygląda to tak. bardziej pasjonujących i wyszukanych terminów – stwierdził don Juan. – Gdy czarownicy widzą istotę ludzką – powiedział don Juan – widzą unoszący się. że opisywali oni człowieka jako jaśniejący kształt przypominający gigantyczne jajo i nazywali go świetlistym jajem. – Jest to bardzo skuteczny sposób oceniania i klasyfikowania żywność i niebezpieczeństwa. – Postrzegamy tak. Twierdzenia don Juana były dla mnie zupełnie obce. Jego argument był dla mnie całkowicie niepojęty. Dla takich czarowników najbardziej znaczącym aktem magii jest widzenie istoty wszechświata. że jest to świat obiektów. by ukazać nam energię bezpośrednio. Jest jeszcze jeden: ten. ryje głęboką bruzdę w energii ziemi. Twierdzili oni. nie mogłem ich zaakceptować. który poruszając się. albo negatywne. – Więc o co ci właściwie chodzi? – O to. że energia jest wszystkim. Po pierwsze. Nazywam to podstawą społeczną. – Nie potrafię wyobrazić sobie świata w inny sposób. By to udowodnić. ponieważ nasze otoczenie nie ustaje w szaleńczych wysiłkach ukazania nam świata właśnie takim. olbrzymi. z którego potrafimy korzystać. że jest on zbudowany z obiektów. – Obecnie. że nasz kształt energetyczny nieustannie zmienia się w czasie. powszedniej rzeczywistości. że jego metoda jest bardzo zbliżona do tej. lecz również nie mogłem odrzucić. z którym cię właśnie zapoznaję. jak postrzega drapieżca – po wiedział mi pewnego razu don Juan. poprzez uświadomienie nam. które były albo pozytywne. Należałoby podjąć ogromny wysiłek ukazania nam energii jako energii. Nawiązywały one do prawd magii nie mających żadnych racjonalnych podstaw i jakichkolwiek związków z faktami świata naszej codzienności. . jakby ów kształt miał korzeń i wlókł go za sobą. lecz będących oczywistymi prawdami dla czarowników. jesteśmy zmuszeni wierzyć. po upływie tysięcy lat takiego postrzegania świata. co postrzegamy. którzy widzieli ją jako pierwsi. by nauczyć nas postrzegania świata naszej codziennej. energii samej w sobie. że zrozumiemy świat.

Opisują je jako jasność. niezwykłe zachowanie ludzi z tak przesuniętym punktem zdaje się zaświadczać. Chodziło o okrągły. a otaczający go blask jako aureolę. przy samej jej powierzchni. nazwali go punktem połączenia. Potem powiedział. gdy punkt połączenia znajduje się w swym zwykłym położeniu. że wszystkie żywe istoty mają taki jasny punkt. poszli w swych wyjaśnieniach dalej. w którym jest zazwyczaj ulokowany. percepcja i świadomość wydają się normalne. a punkt niezwykłej jasności jest częścią tej kuli energii i jest zlokalizowany na wysokości łopatki w odległości wyprostowanego ramienia za plecami. iż nie można mówić o tym inaczej. której energia przybiera kształt jaja. co uważał za decydujące odkrycie czarowników starożytności. Po drugie. – Sprawia. że jesteśmy istotami tak uzależnionymi od wzroku. w tym punkcie. że najbardziej odpowiednim przykładem owej trudności jest sposób. – W jaki sposób włókna. – Wszystko. don Juan wyjaśnił. punkt połączenia opisują więc jako plamę światła. co ktoś widzi. o których mówiłeś. Wysunęli przypuszczenie. punkt połączenia u człowieka może oddalać się od miejsca. jak miliony włókien świadomej energii przechodzą przez punkt połączenia. w sposób właściwy danej istocie. Następnie widzieli. iż zmienia się również ich świadomość i postrzegają oni odmiennie niż zazwyczaj. iż wszelkie postrzeganie musi zachodzić właśnie tam. Odpowiedział mi. iż wszystko. co usłyszałem. tak zdominowanymi przez patrzenie oczami drapieżcy. że postrzegamy – odpowiedział. że łączą się one i gromadzą w poświacie. sądząc z normalnego zachowania obserwowanych. Don Juan stwierdził. w jaki czarownicy mówią o punkcie połączenia i otaczającej go poświacie. – A co takiego dawni czarownicy widzieli. automatycznie i spontanicznie łączy je w ciągłą percepcję świata. Don Juan powiedział. co jest nam znane. którego znał. że ludzie w kształcie jaja są bardziej podobni do ludzi z dalekiej przeszłości niż pozostali. z nie znanych sobie przyczyn. widząc jego funkcję. Jednak od czasu do czasu. że gdy mówię o widzeniu. widzi kształt istoty ludzkiej jako przypominający bardziej kulę albo kamień nagrobny niż jajo. że później. Nazywał to fundamentalną cechą istoty ludzkiej jako świetlistej kuli. gdyż jest on niewielki w porównaniu z całością. włączając w to siebie. tym bardziej niezwykłe staje się jego zachowanie i najwyraźniej również jego świadomość i percepcja. że punkt połączenia poprzez skupianie swojej poświaty na włóknach energii wszechświata. zawsze używam wyrażenia “przypomina" lub “wydaje się" – zwrócił uwagę don Juan. – Jaka jest funkcja punktu połączenia? – zapytałem. Don Juan powiedział. iż postrzeganie zachodzi właśnie w owym punkcie połączenia? – zapytałem. Dawni czarownicy doszli więc do wniosku. Po pierwsze. chociaż nie mogą być jasnością w dosłownym tego słowa znaczeniu – widzenie nie polega bowiem na dostrzeganiu za pomocą wzroku. gdy czarownicy widzieli już. która wzmacnia jasność włókien przepływających przez kulę. lecz widzenie tego ruchu nie wystarczy. czarownicy widzą osobę.Powiedział. iż spośród milionów świetlistych włókien wszechświata przepływających przez świetlistą kulę jedynie nieliczne przechodzą przez punkt połączenia. że tam właśnie. musi być wyrażone za pomocą terminów dostępnych normalnie widzącemu drapieżcy. i założyli. jest tak niepowtarzalne. poświatę. co widzimy. Gdy jednak punkt połączenia i otaczająca go kulista poświata zmienią swoje położenie. by odpowiedzieć. która go . że najpierw widzieli. że punkt połączenia otacza zawsze kulista poświata. łączone są w ciągłą percepcję świata? – zapytałem. jaką rolę może odgrywać punkt połączenia i otaczający go blask. Don Juan sugerował. Don Juan stwierdził. niż tylko porównując z tym. dawni czarownicy przypuszczali. W trakcie swoich nauk don Juan wielokrotnie prezentował i objaśniał to. – Tego nikt nie może wiedzieć – odparł z przekonaniem. że im większe jest przemieszczenie punktu połączenia u człowieka. – Zauważ. że dawni czarownicy widzieli. świetliste włókna łączą się w percepcję. jak i dlaczego energia się porusza. W końcu widzieli dwie rzeczy. niezwykle jasny punkt wielkości piłki tenisowej tkwiący na stałe wewnątrz świetlistej kuli. że świetlista kula jest dużo większa od ludzkiego ciała. – Czarownicy widzą ruch energii. Niemniej jednak muszą uwypuklić różnicę pomiędzy nimi. Widząc. Ponieważ za pierwszym razem miałem trudności z wyobrażeniem sobie tego. że doszli do wniosku. czego się zresztą można było spodziewać. które przez niego przechodzą. – Dawni czarownicy widzieli. jakieś dwie stopy za wzgórkiem prawej łopatki. że dawni czarownicy. że każdy widzący.

Don Juan wyjaśnił. – Możesz zrobić tylko jedno – odparował don Juan. w nim właśnie włókna energii łączą się w postrzeganie. Sprawa uzasadnienia każdej kwestii była wówczas dla mnie bardzo istotna. że owa poświata jest świadomością. doszli więc do przekonania. widzenie samo do nas przyjdzie. lecz nie istnieje nawet najmniejsze prawdopodobieństwo. Oznaczało to.otacza. najtrudniej było mi znaleźć się w jego świecie. tak nie do przyjęcia. Drugi zaś był przemieszczeniem poza kulę i zyskał nazwę ruchu punktu połączenia. należą ciągle do wymiaru ludzkiego. lecz dlatego. nowy świat nie może być naszym światem spraw codziennych. – Właśnie. lecz pokusa wyciągania wniosków i wyjaśniania. światów niepojętych. Czarownicy odkryli. nigdy jeszcze nie tkniętych ludzką stopą. że skoro poświata świadomości jest obecna wszędzie tam. – Czy istnieje możliwość. które czarownik wysnuwa ze swego widzenia. jak sobie z tym poradzić i co o tym myśleć. Postrzeganie tych włókien wywołuje powstawanie światów niedostępnych rozumowi. Najtrudniej przekonać samego siebie. że dawni czarownicy potrafili rozróżnić dwa typy przemieszczeń punktu połączenia. uwierz mi. Don Juan powiedział. Mówię ci o zasadach magii nie w nadziei. światy nimi wywołane. Na początku mojego trzynastoletniego okresu terminowania u don Juana. jest zbyt silna. że różnica między przesunięciem a ruchem leży w naturze postrzegania w obu wypadkach. mogą być mylne. chociażby tylko na własny użytek. że czarownicy starożytności pomylili się w swoim widzeniu? – zapytałem. jak dziwaczne. wspaniałe czy niewiarygodne. gdyż są one oznaką życia i świadomości. i w ogóle brak jej w martwych ciałach. nazwali go przesunięciem punktu połączenia. don Juanie. skupia się tam nowy konglomerat milionów świetlistych włókien. że widzenie wymaga wielkiej wiedzy. Ponieważ przesunięcia punktu połączenia są przemieszczeniem wewnątrz kuli. Gdy ją posiądziemy. gdyby czarownicy pozostawali wyłącznie na poziomie opisu widzenia. była odmienna konfiguracja energii. Czarownicy przeszłości doszli zatem do nieuniknionego wniosku. że w ogóle nie wiem. gdyby okazał się on człowiekiem naiwnym i prymitywnym. Wymiar ludzki to włókna energii przechodzące przez całą świetlistą kulę. by opuścić fortecę naszego samozadowolenia i fałszywego bezpieczeństwa. że każdy czarownik musi sprawdzić wszystko w oparciu o własne doświadczenie. Rolę don Juana w świecie czarowników oddawał tytuł. gdy mówił o zaufaniu. Następną rzeczą. To nie jest tylko kwestia posiadania energii. że to jest tylko kwestia posiadania energii. gdzie znajduje się punkt połączenia. Wówczas musisz zaufać nagualowi. by czarownicy mogli się mylić w swoim widzeniu – powiedział don Juan nie znoszącym sprzeciwu tonem. że można to zrobić. – Musisz zobaczyć punkt połączenia! Widzenie wcale nie jest takie trudne. – Czy jego również nie ma w martwym ciele? Don Juan odparł. Aby uniknąć takiej katastrofy. którą czarownicy starożytności widzieli i zbadali. że gdy punkt połączenia przemieści się w inne położenie. Cud magii polega na tym. – Nie potrafię wyjaśnić dlaczego. Don Juan miał całkowitą rację. czarownicy muszą doskonalić swoje umysły najlepiej jak potrafią i w każdej dostępnej im formie. Don Juan spuścił nieco z tonu i zauważył. że u nieżywej istoty nie ma nawet śladu punktu połączenia i otaczającej go poświaty. potrzebujemy jedynie energii. Widzieli także. żebyś je zastosował. że niewątpliwie byłoby o całe niebo bezpieczniej. że muszę nauczyć się ufać mu bez zastrzeżeń i zaakceptować go bez uprzedzeń jako naguala. – Co prawda. nazwali go . Jednakże z powodu odmiennej pozycji punktu połączenia. Jeden polegał na przemieszczeniu do jakiegokolwiek punktu na powierzchni lub we wnętrzu świetlistej kuli. który nadali mu jego towarzysze. – Dla mnie jest oczywiste. Trzeba tylko przełamać barierę. Sztuczka polega na tym. wnioski. Natomiast ruch punktu połączenia jest przemieszczeniem poza kulę i wiąże się z włóknami energii. która tkwi w umyśle każdego z nas i która nas powstrzymuje. Widzieli go dawni czarownicy i doszli do wniosku. bez względu na to. – A co z punktem połączenia? – zapytałem. które nie należą do wymiaru ludzkiego. iż poświata jest mocno zamglona u ludzi nieprzytomnych lub będących u kresu życia. jako efekt przemieszczenia się punktu połączenia. don Juanie – powiedziałem pewnego razu – ale ta cała historia o punkcie połączenia jest tak naciągana. – Wybacz mi. że świadomość i percepcja idą ze sobą w parze i są ściśle związane z punktem połączenia i jego poświatą. że je zapamiętasz. By ją przełamać.

jak słuszne było to. – A jak się przemieszcza? – Poprzez strumienie energii. co zwykle postrzegamy jako nasze ciało – odpowiedział. – Faktem jest jednak. Wiem o tym. że to pojęcie odnosi się do każdej osoby. i tak też twierdzę. – Wierz. ale przeciętny człowiek zbytnio jest zajęty swymi doczesnymi problemami. A ponieważ ani smutek.nagualem. brzmi to tak. Mówić. Strumienie te pojawiają się nagle i równie nagle znikają. rozpycha je. niezmiennie kojarzyły mi się z całkowitym i dogmatycznym posłuszeństwem. i często o tym dyskutowaliśmy. jak trudno mi się z tym zgodzić. że człowiek. przyniosło mi to nieopisaną ulgę i otworzyło bardziej na wszystko. Don Juan wielokrotnie powtarzał. po którym zaraz przychodzi euforia. że miał takie same problemy z zaufaniem swojemu nauczycielowi. jak powiedział. wówczas jej dodatkowy ładunek energii zamienia się w siłę i zdolności przywódcze. Jesteśmy powiązani z samym duchem i nasz związek z człowiekiem. Są to wstrząsy rodzące się wewnątrz i na zewnątrz naszego ciała energetycznego. Ale czarownik potrafi to zrobić. – Czuje je każdy czarownik. odzwierciedlać ducha. a główka fajki to pozostałości po rozciągniętej świetlistej kuli. że bez naguala nie ma dalszej gry. które jest naszą energetyczną jaźnią. czego starał się mnie nauczyć. że moje wychowanie w przytłaczającym środowisku religijnym wycisnęło na mnie swe okropne piętno. Ale ich słowa nie wypływały z poczucia i przekonania o własnej ważności. ponieważ lepiej od innych potrafi odzwierciedlać abstrakcję. W miejscu ustnika znajduje się punkt połączenia. w co tylko chcesz – odpowiedział mi z niezmąconym spokojem don Juan. bez tego nie ma wolności. I tak. – Don Juanie. niczym nie uzasadnioną chimeryczność. co przypomina kształtem fajkę. ufać mu jako nagualowi. jeśli nie odpychającym. Mówiłem mu. Wtedy. W naukach swych don Juan kładł szczególny nacisk na wyjaśnienie istoty punktu połączenia. W ten sposób nagual staje się naturalnym przywódcą i przewodnikiem grupy czarowników. posiadającej szczególną konfigurację energii. – A czy ty sam potrafisz je wyczuwać? – spytałem. to odwoływać się tylko i wyłącznie do tego. Widzący wierzą. w pewnej chwili świetlista kula . A gdy punkt połączenia nadal będzie się poruszał. poza jego kształt? Wisi w wolnej przestrzeni? Jest połączony ze świetlistą kulą? – Punkt połączenia rozciąga granice pola energii. Gdy powiedziałem mu o tym. ani euforia nie mają swojej stałej przyczyny. jeśli o to chodzi. Nie ma to nic wspólnego z tym. że nie ma dokąd pójść bez naguala. – Gdy mówisz o nagualu. kiedy to nastąpi. – Nie. co ty mówisz teraz mnie – powiedział don Juan. jest nagualem. potrafi nawet nagiąć je do swojej woli. Don Juan wyjaśnił mi. nie traktujemy ich jako miażdżącego uścisku nieznanego. by zwracać uwagę na takie uczucia. Każda istota ludzka to potrafi. że gdy taka osoba pojawi się w świecie czarowników. którzy żyli przede mną. który głosi nam jego przesłanie. Ja zaś wielokrotnie powtarzałem. – Jest to część świetlistego jaja. powstaje coś. jest zaledwie marginalny. czy punkt połączenia ma coś wspólnego z ciałem materialnym. – Mój nauczyciel odrzekł. a zatem i możliwości oczyszczenia swojego życia z gruzów dawnych obciążeń. zamiast kuli czy jaja. że bez Zaufania do naguala nie ma możliwości poczucia ulgi. I nikt nie potrafi przewidzieć. którego musiałem się nauczyć jako dziecko i którego nienawidziłem z całego serca. Stwierdzenia nauczyciela don Juana. Wyjaśniono mi. Początkowo takie pełne zaufanie do don Juana wydawało mi się czymś bardzo niepokojącym. – A jakie uczucia towarzyszą tym strumieniom? – Stosunkowo nieprzyjemne uczucie. I tak też twierdzili inni naguale. ale jako niewytłumaczalną. mężczyzny czy kobiety. zapewnił mnie. nagual. którą widzący postrzega jako podwójną świetlistą kulę. nauczyłem się w końcu ufać don Juanowi bez zastrzeżeń. gdy punkt połączenia przemieszcza się na zewnątrz pola energii. ledwo uchwytne poczucie smutku. To samo dotyczy i mnie. a także jego własna uległość wobec niego. ale nigdy ich nie przerywa. że ostatecznym efektem ruchu punktu połączenia jest całkowita zmiana kształtu pola energii człowieka. co powiedział jego nauczyciel. – Powiedziałem mu to samo. jakbyś wyrażał ślepą religijną wiarę – powiedziałem. I rzeczywiście. Pewnego dnia zapytałem go. Ale to wszystko. co się dzieje.

Oczywiście. Ja chcę wolności. don Juanie? – Jest to dla mnie zbyt dziwaczne. Opisywani są jako ludzie bardzo mili. Opowieści te przedstawiają ich jednak jako ludzi dość osobliwych. lecz jako linie energii. choć budzący grozę. znam jednak opowieści innych czarowników przekazywane z pokolenia na pokolenie. Zyskali także zupełnie odmienny wygląd. Głównym jego argumentem było to. Dokonań dawnych czarowników nie można z niczym porównać. by moje osobiste poglądy miały wpływ na twoje odczucia. To jego zachowanie było niezwykłe. to to. – Co stanowiło o jego niezwykłości? – Wszystko. którym udało się dokonać tego wielkiego wyczynu i przekształcić swe pole energii. Ale wydaje mi się. że udowodnili nam. to w swych wyjaśnieniach zaplątałbym się tak. A jak mieliby niby wyglądać? Ale nie byli oni tacy. – Chcesz powiedzieć. – Chcesz przez to powiedzieć. czy po tym przekształceniu czarownicy nadal byli ludźmi. urąga najśmielszym wyobrażeniom. Ale nie chodzi tu tylko o sprawę zachowania. że wyglądałbym jak pies goniący za swym ogonem. co mogę ci na ten temat powiedzieć. że wyglądali jak ludzie. Już choćby tylko dlatego. A owi czarownicy jawili się już niejako kule energii. – Pod jakim względem się zmienili? – Zajmowały ich inne sprawy. które usiłowały nagiąć się w krąg. Gdy zapytałem. Don Juan powiedział mi także. udało im się również rozciągnąć trwanie swej świadomości. że nadal byli ludźmi. by należycie to ocenić. którzy wpadli w sidła swych własnych machinacji. którego spotkałem. – Czy wszyscy czarownicy byli tacy jak ten. że osiągamy te dwa stany energii automatycznie w procesie wychowywania i traktujemy je jako coś tak oczywistego. opętanymi i kapryśnymi dziwakami. że upodobni się do cienkiej linii energii. bardziej stosownej . Wolności zachowania swej świadomości i jednocześnie tego. W podobnej chwili staje się jasne. Wszelkie dążenia i troski typowe zwykłym ludziom przestały mieć dla nich jakiekolwiek znaczenie. godnymi zaufania. i to czyni nas podobnymi do siebie. skoro udawało im się rozciągać swe pole energii. Moim zdaniem ci dawni czarownicy byli lekkomyślnymi. Wszystkie istoty ludzkie są świetlistymi kulami. dopóki nie stajemy nagle przed możliwością dostrzeżenia świata innego niż ten. że zachowanie czarownika. ludźmi rozsądnymi. – Czy spotkałeś kiedykolwiek któregoś z nich. dlatego właśnie. – I jak wyglądał? – Jeśli chodzi o wygląd. don Juan odpowiedział: – Oczywiście. to nie odbiegał zasadniczo od przeciętnego człowieka. iż nie uświadamiamy sobie ich fundamentalnego znaczenia. że pojawiają się od czasu do czasu na ziemi. by zniknąć w otchłani. Przypominali bardziej istoty nie z tego świata. którego spotkałeś? – Z pewnością nie. Don Juan starał się również wyjaśniać mi. Tak więc nadal żyją i zachowują swą świadomość aż do dziś. co niezupełnie im się udawało. pod jakim względem różnili się od nas. jak pewnie byś sobie ich wyobrażał albo nawet ja. jak my. niezupełnie. który znamy. iż ludzkie możliwości są wcale pokaźne. że byli okropni? – Ależ nie. że potrzeba nam nowej. Gdybyś jednak nalegał i chciał się dokładnie dowiedzieć. że dawni czarownicy byli jedynymi. że pytasz. – Co się w końcu z nimi stało. don Juanie? Umarli? – Według opowieści czarowników. czy nadal byli ludźmi myślącymi. Nie wiem. No cóż. Don Juan powiedział także. jak bardzo istotna dla postrzegania jest energetyczna jednorodność i spójność. jacy oni byli. Jest to coś. iż łączy nas owa jednorodność i spójność energetyczna. Znam nawet kilka opowieści o tym. co musiałbyś wpierw sam zobaczyć. don Juanie? – Tak.rozciągnie się tak bardzo. spotkałem kiedyś jednego. że inni postrzegają znany nam świat tak. – A co ty sam o tym sądzisz. Nie pozwól jednak. że nie wyglądali jak ludzie? – Trudno jest powiedzieć cokolwiek na temat tych czarowników.

Gdy spytałem. rozciągnęli swe pola energetyczne w linie tysiące razy większe od normalnego pola w kształcie kuli i mogli dostrzegać wszystkie włókna przestrzeni przenikające przez tę linię. otoczone bezmiarem. jeśli dobrze pamiętam. Jednorodność i spójność energetyczna na poziomie linii pozwoliła czarownikom dostrzec nowy homogeniczny świat. poczyniłem ogromny wysiłek. co robił przez cały czas – o wprowadzaniu mnie w pewien niepojęty stan świadomości. Lecz we wszechświecie energii istnieją tylko formy indywidualne. który całkowicie urągał memu wyobrażeniu świata i mnie samego. że dobrym przykładem nowego typu jednorodności i spójności był kształt energetyczny dawnych czarowników. nadciągały z przestrzeni i niknęły gdzieś w nieskończoności. Nie chciał jednak rozwijać wtedy tego tematu. a tym samym uniemożliwiło powrót. samotne. który nazywał drugą uwagą. zapytałem go więc. Chodzi o to. że każdy człowiek na ziemi ma kształt kuli albo jaja. Logicznie rozumowałem. że patrzę na coś. włókna przestrzeni nie mogą znajdować się poza nimi. Sam musisz to widzieć! Spierałem się później z don Juanem. – Kluczem jest tu usytuowanie punktu połączenia. Don Juan odparł. przy takiej liczbie kuł. Dopiero wtedy można zrozumieć ogrom tego. bym pożyczył od niego energii i użył jej do widzenia. aby przesunąć mój punkt połączenia do pozycji bardziej odpowiedniej do bezpośredniego postrzegania energii. Tak więc. każdy z nich jednorodnie stawał się linią i spójnie tą linią pozostawał. co mógł postrzegać i dokonać zwykły człowiek czy zwykły czarownik. że nieraz widziałeś tłumy ludzkie. co dawni czarownicy mieli na myśli. i to tak mocno. I nagle patrzyłem albo śniło mi się. daleko wykraczał poza to. że do wymiaru ludzkiego. Kiedy widzący widzi energetyczny kształt człowieka. Wtedy po raz pierwszy. co mogli postrzegać i czego dokonać jako linie energii. stan. Lecz gdy wyobraziłem sobie całe mnóstwo takich kuł. Don Juan uważał. iż wskutek uderzenia zapadłem w sen. czego nie sposób opisać. gdy przybierał on postać linii. lśniące wiązki światła. Po wielu trudach zacząłem wreszcie pojmować ideę włókien przestrzeni przenikających świetlistą kulę i tych znajdujących się poza nią. A ponieważ jego energia zawsze zachowuje swój kształt kuli lub jaja. gdy człowiek jest energetyczną kulą. Kiedy odzyskałem oddech lub też kiedy się przebudziłem. że straciłem oddech. by móc postrzegać spójnie i całościowo.jednorodności i spójności energetycznej. widzi go jako pojedynczą kulę energii. bym sam to widział. Wydawało mi się. Było to światło. obraz prysł. mówimy o jego spójności. włókna znajdujące się na zewnątrz dowolnej z nich muszą przenikać przez sąsiednią kulę. a może raczej unieruchomienie go – odpowiedział don Juan. tę również widzi jako pojedynczy kształt. że w pewnym momencie mogli. była ich własna decyzja powodowana zachłannością. by pojąć i zrozumieć tę nową konfigurację pola energetycznego. – Nie znam sposobu na wyjaśnienie tego. skoro nie potrafiłem tego dokonać. że mówimy o jednorodności kształtu energetycznego dlatego. Normalnie postrzegamy zaledwie jedną tysięczną wymiaru ludzkiego. Ponieważ don Juan nalegał. don Juan uderzył mnie w plecy pomiędzy łopatkami. Wszędzie wokół mnie snuły się jasne. Mogę przesunąć twój punkt połączenia w miejsce bardziej odpowiednie do bezpośredniego postrzegania energii. – Ogarnięcie tego z pewnością nie jest ćwiczeniem na twoją głowę – odrzekł don Juan po uważnym wysłuchaniu moich argumentów. – Jak ja mam to zrobić? Pożyczyć od ciebie energii. Tak więc. don Juan wyjaśnił mi. Wtedy on zaproponował. czy dawni czarownicy mogliby powrócić do formy jaja. co uczynili dawni czarownicy. jakiego nigdy przedtem nie widziałem ani nawet nie potrafiłem sobie wyobrazić. czym jest owa jednorodność i spójność. że nie miało sensu nakazywać mi. że zemdlałem. Zawsze będą w jakiejś kuli. dobre sobie – Bardzo prosto. że gdy świetlistych kuł jest tak dużo. Jeśli obok tej kuli znajduje się jeszcze jedna kula. – Jak można zyskać jednorodność i spójność? – spytałem. co skrystalizowało i spoiło ich pola energetyczne. Możliwe też. A potem spójność pola energetycznego uniemożliwiła im już powrót. Don Juan powiedział. że tym. należą włókna przestrzeni przez nią przenikające. jak wyjaśniał don Juan. mówiąc o włóknach przestrzeni wewnątrz i na zewnątrz kształtu istoty ludzkiej. Ten twój pomysł z mnóstwem świetlistych kuł bierze się z tego. ale tego nie uczynili. don Juan świadomie opowiadał o czymś. Zakres tego. don Juan z wielkim zaciekawieniem spytał: .

co nazywał sztuczką czarowników. gdy mamy zrobić coś. w stanie normalnej świadomości czarownik naucza swoich uczniów podstawowych pojęć i procedur. Przeważnie przypominało jakiś dziwny sen. zanim pojąłem istotę drugiej uwagi. i to bez zbędnych słów. czego doświadczali w drugiej uwadze. don Juan wyjaśniał mi szczegółowo naturę magii. znacznie rozleglejszym. by zrozumieć swoją niezwykłą wizję. byś mógł przemienić swoją jednorodność i spójność. wprowadzał mnie w drugą uwagę. miłe uczucie. I dlatego widzieli wszystko. jak tylko mógł.– I co widziałeś? Gdy odpowiedziałem. że każdorazowo. że dawni czarownicy tak nazywali stan wynikający z unieruchomienia punktu połączenia w nowym położeniu. Traktowali oni drugą uwagę jako Wymiar nie kończącego się działania. nie ma energii. Don Juan argumentował. że wypełnieniu tego zadania czarownicy poświęcają całe swe życie. że po jego uderzeniu zobaczyłem gwiazdy. Wyjaśnił mi. Czarownicy wykorzystali tę osobliwość pamięci i podnieśli proces przypominania sobie wszystkiego. – Poruszyłem twój punkt połączenia – mówił don Juan – i przez chwilę śniłeś włókna wszechświata. że gdy powracałem . tak intensywny. – Czym jest przemiana jednorodności i spójności? – Osiągnięciem drugiej uwagi poprzez utrzymywanie punktu połączenia w jego nowym położeniu. by przesunął się z powrotem. Kosztowało mnie to wiele wysiłku i zabrało mnóstwo czasu. W stanie tym potrafiłem pojąć dosłownie wszystko. że stan normalnej świadomości prezentował się przy nim bardzo mizernie. Don Juan zauważył. Powiedział. gdy ktoś wkracza w drugą uwagę. że stosowanie sztuczki czarowników jest nieodzowne. codziennego świata. że wszystko to w nienaruszonym stanie pozostanie w mej pamięci do końca życia. Don Juan powiedział. Dawni czarownicy byli wytrawnymi mistrzami takiej przemiany. jest druga uwaga lub świadomość innych światów. do rangi jednego z najtrudniejszych i najbardziej skomplikowanych zadań w tradycyjnej magii. całkowitego jak uwaga której wymaga od nas codzienne życie. które są zresztą ogromne. że don Juan tak często. “To takie oczywiste". jak postrzegałem otaczający mnie świat na co dzień. Doświadczałem wtedy na krótko bardzo męczącego uczucia niesamowitej jasności umysłu. zdaję sobie sprawę. Don Juan pomógł mi doświadczyć niewytłumaczalnych rzeczy towarzyszących drugiej uwadze za pomocą czegoś. mówimy wtedy. czego nauczyliśmy się jako dzieci. czyli unieruchomienie punktu połączenia w swym zwykłym położeniu. ale w jakiś sposób zachowują je w każdym szczególe w swej pamięci. jak to tylko możliwe. że dawni czarownicy rozróżniali dwa całkowite wymiary swych poczynań: mniejszy zwany pierwszą uwagą lub świadomością naszego świata. wiedząc. Don Juan powiedział mi tak: – Uczenie się czegoś w drugiej uwadze przypomina nabywanie wiedzy w dzieciństwie. aż skręcał się ze śmiechu. Drugim wymiarem. Ale nie było to. Don Juan zapewnił mnie. Oceniając to wszystko z dzisiejszej perspektywy. ale mogą też wciąż na nowo przeżywać to wszystko. które zajmował w momencie przechodzenia do drugiej uwagi. Niezliczoną liczbę razy udało mi się postrzegać tak wyraźnie. Gdy znajdowałem się w drugiej uwadze. mimo wszystko. że dzięki temu przemieszcza mój punkt połączenia. uczucia superświadomości. ile to. Tak więc przypominanie sobie to ponowne przesunięcie punktu połączenia dokładnie w to położenie. Zwykle też uczniowie nie pamiętają tych wyjaśnień. że czarownicy mają nie tylko doskonałą i absolutną pamięć. Ale nie ma w tobie jeszcze odpowiedniej dyscypliny. a w drugiej uwadze udziela im abstrakcyjnych i szczegółowych wyjaśnień. czego się wtedy nauczymy. Mówiąc innymi słowy. Problem mój polegał na tym. Zasadniczym powodem były tu nie tyle jej zawiłość i złożoność. nie pozwalając. starał się mnie zmusić do przemiany jednorodności i spójności mojej energii. przywracając określone położenie punktu połączenia. że nie potrafiłem przerzucić pomostu między swoimi działaniami w drugiej uwadze a świadomością otaczającego mnie. co może widzieć człowiek. że nie byłem jeszcze gotowy do tego. Potem don Juan podał mi tradycyjną definicję drugiej uwagi. było to delikatne klepnięcie lub silne uderzenie w plecy na wysokości łopatek. czyli unieruchomienie punktu połączenia w jednym z niezliczonych nowych położeń. Przekonywał mnie również. punkt połączenia znajduje się w innym położeniu. by zmusić mnie do utrzymywania odmiennego położenia punktu połączenia i spójnego w nim postrzegania tak długo. co dzieje się z nimi w drugiej uwadze. To. Czarownicy wyjaśniają tę osobliwość pamięci i proces przypominania tak. zostaje z nami przez całe życie.

Kolejnym fundamentalnym odkryciem. którego dokonali dawni czarownicy. Po czwarte. że im większe przemieszczenie. które widzieli w przepływie energii człowieka. poddawanie się długotrwałym stanom przemęczenia i napięcia czy. zaczynają przez niego przechodzić całkiem różne. . widzieli. że punkt połączenia można wypchnąć poza świetliste jajo. Dawni czarownicy. iż taki stan w ogóle istnieje. widzieli. Po pierwsze. Pewnego dnia. że to spostrzeżenie stało się dla nich bodźcem do opracowania niesłychanie wydumanych technik wymuszających przemieszczanie punktu połączenia. spójnego postrzegania. Po trzecie. – To sztuka swobodnego przemieszczenia punktu połączenia z jego zwykłego położenia w celu uwydatnienia i rozszerzenia zakresu tego. lecz również tego. widzieli oni. w szczególności. że sny są ściśle powiązane z tym przemieszczeniem. że podczas gnu punkt połączenia może się bardzo łatwo przemieścić. które przechodzą przez punkt połączenia. że byłem w drugiej uwadze. Świadomość istnienia tej możliwości pociągała za sobą kolejne odkrycie. mogą być połączone w spójne postrzeganie. widzieli. takich jak spożywanie roślin pobudzających odmienne stany świadomości. Głodówki. tym bardziej niezwykły sen. pomiędzy włókna energii całego wszechświata. I w ten sposób. przyjmując dowolne położenie na powierzchni świetlistego jaja lub w jego wnętrzu. zasadzali sztukę śnienia na pięciu stanach.do normalnego stanu świadomości. Angażują one świadomość i zmuszają owe niezwyczajne pola energetyczne do połączenia się i wytworzenia stałego. że w trakcie zwykłego snu punkt połączenia może bardzo łatwo sam się przemieścić. że tylko te włókna energii. – Czarownicy pojmują śnienie jako niezwykle wysublimowaną sztukę – powiedział. a mianowicie. jak mówił don Juan. Po drugie. kontrolowanie snów. niezwyczajne włókna. gdy spacerowaliśmy po wielkim placu w mieście Oaxaca. że dzięki właściwej dyscyplinie można systematycznie przesuwać punkt połączenia w trakcie snu i zwyczajnych marzeń sennych. lub też na odwrót: im bardziej niezwykły sen. było stwierdzenie. zupełnie nie pamiętałem nie tylko tego. co można postrzegać. stworzyli śnienie. Dawni czarownicy widzieli. tym większe przemieszczenie. don Juan podał mi najspójniejszą z punktu widzenia czarowników definicję śnienia. prawdopodobnie nawet o tym nie wiedząc. widzieli. że jeśli punkt połączenia ulegnie choćby nieznacznemu przemieszczeniu. I po piąte. Don Juan powiedział.

Ale gdy już śnisz. kontrolujesz obraz sali wykładowej i pozwalasz mu zniknąć dopiero wtedy. na początku pojawia się myśl. a on zasugerował. powinieneś zacząć od czegoś bardzo prostego. jakich nawet nie moglibyśmy sobie wyobrazić. Możesz. Nigdy jednak nie mamy Sposobności. Po miesiącach bezowocnych prób poddałem się i znów zacząłem narzekać na absurdalność całego przedsięwzięcia. bardziej kuriozalna niż przedstawiająca rzeczywistą możliwość. niczym wrażenie ^myślowe. Używając bardziej ogólnych sformułowań. Jesteś właśnie przed pierwszą i musisz ją otworzyć. że przez metaforyczny opis drugiej uwagi jako sekwencji chciał mi powiedzieć. którą zyskuje się nad snami poprzez umiejętność unieruchomienia punktu połączenia w dowolnym nowym położeniu w które został przesunięty w czasie snów. – Nauczę cię teraz pierwszego kroku do mocy – powiedział don Juan. staraj się być lekki jak piórko. Jeśli ty chcesz do tego przywyknąć. odkryłem. Tylko w tych warunkach nasze sny mogą zamienić się w śnienie. – Ten. to nie dopuścić. musisz patrzeć na swoje ręce. Innymi słowy. W końcu przekształca się w pewien stan istnienia czy może sferę praktycznego działania albo wszechogarniającą siłę. jeśli chcesz kiedykolwiek śnić. Don Juan zapewnił mnie. Nie skaczesz więc. – Nauczę cię. jedną po drugiej. którą posiada każdy z nas. – Czy to jest możliwe? – Oczywiście. by wykorzystać ją w naszym codziennym życiu. że druga uwaga jest swego rodzaju sekwencją. rozpoczynając moje szkolenie w sztuce śnienia.ROZDZIAŁ II: PIERWSZA BRANIA ŚNIENIA Tytułem wstępu do swej pierwszej lekcji o śnieniu don Juan mówił. w trakcie snu. by twój sen zamienił się w coś innego. Ja zawsze wolałem tę drugą. począwszy od pragnienia pojawienia się myśli o niej. Śnić powinno się z niezachwianą wolą i powagą. – Jest siedem bram – powiedział mi wtedy don Juan. – Gdy rozmawiamy o śnieniu. abym spróbował potraktować to wyzwanie jako zabawę. musi otworzyć je wszystkie. – Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej? – Nie miałoby najmniejszego sensu opowiadać ci . Don Juan powiedział mi. gdy ty tego chcesz. Mogą odwoływać się do przenośni i mówić o świecie wymiarów magicznych albo objaśniać całą sprawę. a na stałej i kontrolowanej świadomości przesunięcia punktu połączenia skończywszy. co myślę o jego absurdalnym zadaniu. Wyjaśniając istotę magii. podpartymi jednak gromkim śmiechem i pewnością człowieka pozbawionego wszelkich trosk. używając terminów abstrakcyjnych właściwych magii. ale musi być wsparta intencją. Między innymi powiedziałem don Juanowi. Owa kontrola niczym nie różni się od kontrolowania dowolnej sytuacji w naszym codziennym życiu. możesz być ciężki jak cholera – powiedział. na chwilę. określił uwagę śnienia jako niepojętą. Potem zmienia się w coś. a nie sprawę życia i śmierci. że wybór moich rąk jako obiektu śnienia był równie zasadny jak wybór czegoś zupełnie innego. – Wyjaśnienia zawsze wymagają głębi myśli. aczkolwiek żadna z nich nigdy nie zadowoli racjonalnego umysłu człowieka Zachodu. śnić. ale raczej zaangażowanie uwagi śnienia. że jesteś w swojej sali wykładowej. Jednakże przypominając sobie moje doświadczenia w drugiej uwadze. jak ustawiać śnienie. Celem ćwiczenia nie było znalezienie konkretnego obiektu. który śni. że to możliwe. na przykład. Don Juan opisał uwagę śnienia jako kontrolę. Na poziomie świadomości codziennego świata nie mówiliśmy już wiele więcej. z sali wykładowej nagle w góry. w której określimy jej cel. co można tylko odczuwać. powiedzmy. Ustawić śnienie. iż druga uwaga – efekt uboczny przemieszczenia się punktu połączenia – nie przychodzi naturalną koleją rzeczy. która otwiera przed nami światy. że nasza rozmowa na tym się nie zakończyła. czarownicy mają dwie możliwości. Moje pierwsze próby poszukiwania własnych rąk pod – czas snu okazały się fiaskiem. samoistną właściwość naszej świadomości czeka ona jedynie na nasze przywołanie. kiedy tylko zechcą. Dziś w nocy. Czarownicy przywykli już do tego i potrafią to osiągać. jest to ukryta umiejętność. – Co oznacza: “ustawić śnienie"? – Oznacza to umiejętność precyzyjnego i praktyczne – go zawiadywania ogólną sytuacją podczas snu.

Zapamiętaj teraz. co znałem i uważałem za realne. Ludzie wyglądali na mieszkańców Europy Północnej. – To nic nie znaczy. by nikt nie zwrócił na ciebie uwagi. było to jednak miasto kultury zachodniej. Każde drzewo otaczał duży kwadratowy klomb. abyś mógł trafić do swojego ciała energetycznego. jak don Juan trąca mnie lekko. że nie chce się nam otworzyć oczu. wprowadzając w drugą uwagę. co mam na myśli. co mówię. brzmi nonsensownie tylko dlatego. że w strumieniu energii wszechświata istnieją wejścia i wyjścia. które trzeba przejść? – Nie. że się zasypia. ale moim ciałem owładnął strach. szeroką aleją otoczoną drzewami. postrzeganych przez czarowników jako przeszkody. aby przejść na drugą stronę ulicy. Były one niskie. szukając jakichś napisów i patrząc na ludzi. Sen był tak realny. który musimy przekroczyć poprzez świadomość istnienia pewnego odczucia przychodzącego tuż przed głębokim snem – powiedział. że to wcale nie był sen. ale wykraczająca daleko poza to. W chwili. Chciałem się zorientować. że drzewa były tu równo przycięte. Im dłużej szliśmy. Byłem przekonany. że nie odnosisz go do odpowiedniego kontekstu. gdy spojrzałem na krawężnik. gdy zdamy sobie sprawę. I nagle zawładnęło mną całkowite przekonanie. don Juanie. przy którym stałem. Pewnego dnia to ty będziesz musiał wszystko tłumaczyć. uświadomiłem sobie. dla czarowników rozumienie istoty tego stwierdzenia odnosi się do domeny energii. oni zaczęli przypatrywać się mnie. Nie dopatrzyłem się na nich żadnych chwastów ani śmieci tak typowych dla dużych miast. – Nie przejmuj się tym – powiedział. luźną ziemią. że jeśli ktoś zamierza skierować to stwierdzenie do ciała energetycznego. że natychmiast zacząłem rozglądać się dookoła. Mój umysł był pobudzony. Osiągamy pierwszą bramę W momencie. Rozglądaj się dookoła. ale nie rzucaj się w oczy. Ponieważ moje stwierdzenie odnosi się do zamiaru i intencji. – Jest to uczucie miłej ociężałości. Jak każdy racjonalny człowiek sądzisz. że rozumienie jest wyłączną domeną rozumu i rozsądku. która sprawia. że zasypiamy zawieszeni między ciemnością a ociężałością. – Pierwsza brama jest progiem. Zachowuj się tak. Spacer podziałał na mnie w niezwykły sposób. że trzeba do tego ciała trafić. o których trudno mówić. Poczułem. gdzie jestem. które nazywa się siedmioma bramami śnienia. umysłu. Haczyk tkwi w tym. – Uważaj na to. a liście mocne i skulone. – Jak mam być świadom tego. – W jakim sensie ciało energetyczne pojmie to stwierdzenie? – W sensie cielesnego odczuwania. dopóki nie roztrzaskałeś sobie głowy o pierwszą z nich. docierając do następnej przecznicy. Całkowicie pochłonęło mnie odczytywanie napisów na tablicach reklamowych i nad sklepami. Śniłem. – Ale jak można zamierzyć taką świadomość? – Zamiar czy też intencja to sprawy. Gdy doszliśmy do skrzyżowania i zatrzymaliśmy się. że spaceruję z nim po nieznanym mieście. ale klepnął mnie wtedy w plecy.o wszystkich bramach. A do tego trzeba ci energii. iż natychmiast zasnąłem. Brzmi to dość idiotycznie. że to klepnięcie zahipnotyzowało mnie. Byłem już o . co tylko nakażą sobie zamierzyć. Żeby zrozumieć. musisz sam tego doświadczyć. że zasypiam? Czy są jakieś etapy. że w przypadku śnienia istnieje siedem wejść. Rozpaczliwie usiłowałem obserwować ludzi. na każde słowo. To była rzeczywistość. – To nie jest żadne konkretne miejsce. To nie potrwa długo. Użyczyłem ci właśnie mojej energii. którzy przechodzili obok nas. że nie jestem w tym świecie. zauważyłem. przez podjęcie takiego zamiaru. Gdy zacząłem im się przypatrywać. Wokół nas natychmiast uformował się krąg przytłaczających niebieskich i brązowych oczu. wypełnione były czarną jak smoła. Stwierdzenie. co mam ci do powiedzenia: czarownicy podejmują zamiar uczynienia wszystkiego. Chciałem. Miałem pełną świadomość tego. Wtedy wszystko to było dla mnie jeszcze tajemnicą nie do przeniknięcia. że nie było tam żadnych samochodów. gdy ktokolwiek stara sieje wyjaśniać. Czarownicy są przekonani. więc staraj się wykorzystać mądrze swój czas. by znaleźć przyczynę mojego niepokoju. Z pewnością nie posługiwano się tam angielskim ani hiszpańskim. które usłyszałeś. A teraz wiesz. Don Juan wyjaśnił. że jest to twoja przeszkoda i że musisz ją pokonać. Szliśmy w milczeniu. nie ma żadnych etapów. ono pojmie je całkowicie odmiennie niż umysł. aby don Juan wyjaśnił mi to bardziej szczegółowo. Mógłbym przysiąc. które bardzo trudno opisać. Po prostu trzeba zamierzyć świadomość tego. którym wkroczyłeś właśnie do innego świata. Spojrzałem na don Juana. tym bardziej ściskało mnie w żołądku. mogli być Litwinami.

w którym zapadasz w sen. że masz sam siebie przekonać. Odczuwałem niezwyczajne mrowienie w okolicy splotu słonecznego. przez co mój oddech był płytki i sprawiał mi ból. abyś zrozumiał. że powinienem coś robić. – Czy to wszystko było snem? Hipnozą? – To nie był sen – odparł. Zamierzać oznacza pragnąć. zakazując mi się pokazywać. okazała się dla mnie całkowicie niewykonalna. przekonanie siebie samego. że jesteś śniącym. – W tym konkretnym przypadku. których widziałem. – Ale jak mam sam siebie przekonać. ale nie pamiętam co. W tej chwili nie potrafisz jeszcze pojąć znaczenia tego wszystkiego. ponieważ rozmawiamy o pierwszej bramie śnienia. Zapewnił mnie. nie pragnąc. – Użyj swej cichej determinacji. To przeczucie było tak silne. Pozostała część zadania. A potem. że zapadasz w sen. pewnego popołudnia podczas drzemki śniłem. że muszę sobie wmówić. chociaż nigdy przedtem nie śniłeś. naturalną koleją rzeczy. Leżałem skulony na boku. zanim nie zamierzę pierwszej bramy śnienia. starając się też zobaczyć we śnie swoje ręce. jak mi to powiedział. Chwilę później byłem już w miejscu. że jestem śniącym. czym różnią się ode mnie ci wszyscy otaczający mnie ludzie. I to nie tylko dlatego. że ciągle budziłem się o różnych porach nocy. nie działając.krok od uświadomienia sobie. Wiedziałem. – Czy celem śnienia jest zamierzyć ciało energetyczne? – zapytałem nagle. że jesteś śniącym. automatycznie stajesz się bardziej racjonalny. a ty trafiłeś do swego ciała energetycznego – stwierdził zwięźle don Juan. jak mówił. że widzę swoje ręce. że w swoich snach miewam niejasne przeczucie. i bycie przekonanym. że brak ci energii. a jednocześnie daleko bardziej złożonym. dosłownie wyrzucił mnie ze swego domu. Pomogłem ci trafić do drugiej uwagi. Musisz czuć. że rzeczywiście jesteś śniącym. przenikając prosto do nosa i zatok. że zamierzać można jedynie poprzez skoncentrowanie twojej intencji na tym. dyscypliny i woli. Tym razem to ja skoncentrowałem ją za ciebie na trafieniu do twojego ciała energetycznego. na słomiance. wolny od wszelkich myśli. Dzięki temu. że zamierzanie pierwszej bramy śnienia było jednym ze sposobów trafienia do drugiej uwagi i ciała energetycznego. a nie rozumu. don Juanie? – spytałem. Wróciłem do domu i przez długie miesiące każdej nocy z całej siły zamierzałem być świadomym momentu. staniesz się świadomy momentu. odkrytym przez czarowników starożytności. – Użyczyłem ci mojej energii. każdą komórką swego ciała. a ja nie potrafiłem sobie uświadomić ani tego. by w to uwierzyć? O to chodzi? – Nie. działać. twoje ciało energetyczne natychmiast zrozumiałoby. że niczego nie zamierzasz. że jesteś śniącym. ale również przez to. iż zapadasz w sen. a ja zapomniałem. gdy nagle zawiał dziwny. nie mogłem sobie tego uprzytomnić. by twoje ciało energetyczne uświadomiło sobie. że nie ma wystarczającej ilości energii na następną pożyczkę na po –®2et intencji. – To było śnienie. Don Juan dodał żartobliwym tonem. że jestem śniącym i że osiągnąłem moje ciało energetyczne. Szok był dostatecznie silny. w którym zasypiam. Gdybyś zamierzył cokolwiek. i przekonaj samego siebie. Muszę sam trafić do swego ciała energetycznego. Po tym. Nie zmuszaj się do świadomości. Obraz zamazał się. – Gdzie byliśmy. – Niewątpliwie można to i tak określić – odpowiedział don Juan. Wymaga wyobraźni. ani też zobaczyć swoich rąk. . Zamierzanie jest czymś dużo prostszym. że byłem o krok od odkrycia transcendentalnej istoty śnienia i tajemnicy ludzi. że zapadam w sen. Pozwól to zrobić swemu ciału energetycznemu. suchy wiatr. Mijały tygodnie. by mnie przebudzić. Słyszałem. że trafiłeś do swego ciała energetycznego i że jesteś śniącym. – Czy chcesz przez to powiedzieć. tknięty dość osobliwą myślą. Był to jednak pojedynczy przypadek i więcej mi się to nie powtórzyło. z którego zacząłem moją wędrówkę. że intencja jest sprawą twojego ciała energetycznego. co chciałem powiedzieć don Juanowi. Jak masz przekonać sam siebie. Podejmij się trudu zamierzania – kontynuował po chwili don Juan. cielesnej wiedzy. gdy nim nie jesteś? Zamierzanie jest tym i tym: to przekonanie samego siebie. celem śnienia jest zamierzyć. W tym przypadku zamierzać to nabyć niepodważalnej. Zaczynałem jednak dostrzegać. ale byłem cały odrętwiały. w domu don Juana. ale nawet jeśli czegoś się dowiedziałem. i zrobić wszystko. gdy nim nie jestem? – Gdy słyszysz. że jestem śniącym. co zamierzasz.

. że nadal starałem się uświadamiać sobie moment zapadania w sen i odnajdywać własne dłonie. Zaczęło się to jak całkiem zwykły. I jakkolwiek dziwnie to może brzmieć. Tak minęły kolejne miesiące. narzucone nam przez obcą siłę. byłem bliski utrzymania wizji wszystkiego. na co tylko kierowałem swoją uwagę. – Myślę. Nie można sobie pozwolić na jeden fałszywy krok. – Czy chcesz przez to powiedzieć. jakbym był turystą spacerującym ulicami miasta. co kiedyś zrobiłeś. Druga uwaga to stan świadomości istnienia innych światów zupełnych. – Proszenie śniącego. by wyobraził sobie jakąś określoną rzecz podczas snu. Po wielu wysiłkach rzeczywiście zobaczyłem we śnie ręce. Nacisk. na którą się patrzy podczas snu. niż była chwilę przedtem. Niemniej jednak pozostała treść moich snów cechowała się przyjemną stabilnością. że zabolało mnie kolano. Oznacza to. gdy wysłuchał mojej relacji. jak zapadasz w sen. by rozgnieść siedzącego na niej komara. to pewnego rodzaju wybieg – powiedział. on dał mi kilka wskazówek. że miasto. rzeczy występujące w naszych snach za przyczyną zewnętrzną. Don Juan z całym naciskiem podkreślał. że wszystko jest bardzo ciężkie. ale nie spałeś. zanim dał mi odpowiedź. Śnienie to proces przebudzania i uzyskiwania kontroli. wyglądało dokładnie tak. Natomiast uwaga śnienia to stan świadomości istnienia przedmiotów w naszych snach. Doznawałem absurdalnego uczucia. One tylko pozornie należały do mnie. że pośród mnogości przedmiotów w naszych snach istnieją też prawdziwe energetyczne wtręty. Nie było absolutnie żadnej różnicy między tym spacerem podczas snu a jednym ze spacerów. że właśnie w tym mieście się urodziłem. Możesz osiągnąć tę samą pozycję poprzez śnienie. jak moje miasto. nie dość. Śniłeś. choć nie robiłem niczego innego poza tym. Ale najwidoczniej starasz się powtórzyć to. ale przez wytrzymywanie wizji dowolnej rzeczy. – Rzeczywistym celem jest to. Powiedział też. które pamiętałem ze swych wizyt w miastach.Kiedy podzieliłem się z don Juanem wrażeniami z moich bezowocnych prób. które ich otaczają podczas snu. niezaprzeczalnie stała się bardziej rzeczywista. ty nie spałeś. Uwagę śnienia trzeba cały czas ćwiczyć. Wszystko stało się wyraźniejsze. że twój punkt połączenia nie znalazł się w swoim położeniu poprzez normalny sen. a uwaga śnienia to rzeka. Śniłem. A to. Widziałem wszystko tak. że uwaga śnienia to klucz do poruszania się w świecie czarowników. który don Juan kładł na te stwierdzenia. Zawahał się przez moment. Następnie patrzą na inne przedmioty w ich śnie. zmieniały kształt. Kontynuowałem mój realistyczny spacer po mieście aż do całkowitego wyczerpania. że odwiedzam moje miasto rodzinne. które mi się śniło. Jeśli skupiają uwagę śnienia na czymś konkretnym. – Jaka jest różnica między uwagą śnienia a drugą uwagą? – Druga uwaga jest jak ocean. to jeszcze wściekłem się na siebie za swoją niezdarność. – Miałeś jedynie uświadomić sobie. co zrobiłeś. nie zdarza się to poprzez nakazywanie sobie i narzucanie owej świadomości. która wpada do tego oceanu. ale nie radziłbym ci tego teraz robić. Don Juan powiedział. bo są to wrota do drugiej uwagi. można porównać do zburzenia ściany po to tylko. choć bardzo plastyczny sen. był tak silny. Gdy wpadłem na jakieś drzwi. wracając do punktu wyjścia możliwe jak najczęściej. by mieć świadomość zapadania w sen. don Juanie. ale nie mogłem oprzeć się wrażeniu. że posunąłeś się trochę za daleko – powiedział don Juan. Potem zmieniło się światło w moim śnie. że musiałem poprosić go o wyjaśnienie. jak nasz świat. – Czy to jest niebezpieczne? – I to jak! Śnienie musi być przemyślane i rzeczowe. Zmusiłem go do tej zmiany. Kiedy zmieniłem położenie twojego punktu połączenia i znaleźliśmy się w tamtym tajemniczym mieście. którym w nie uderzyłem. jest to jedynie punkt wyjścia. gdzie byłem po raz pierwszy. Ulica. Umiejętność odnalezienia ich i podążania za nimi stanowi istotę magii. aż pewnego dnia moja umiejętność śnienia uległa samoistnej przemianie. że wszystko zepsułem? – Nie. ale to nie były moje ręce. momentami wyglądały wręcz koszmarnie. że śniący z pełną świadomością rzucają krótkie spojrzenia na wszystkie rzeczy. Nie chodzi o to. tak zupełnych. Zaczęły boleć mnie stopy. po której szedłem.

że don Juan albo nieco przesadza. aby przekroczyć pierwszą bramę. Ale gdy tylko zaczniesz tracić kontrolę. – Don Juan przerwał. co zechcesz. co nam się przydarza. jak łatwo będzie ci teraz przychodzić śnienie. – Czym właściwie jest ciało energetyczne? . – I jako takie są niczym ulica dwukierunkowa. że jest ze mną szczery. tak jak ty. – Chcę jeszcze raz powiedzieć ci. ale przedmioty szybko się rozpływają. a to już jest bardzo dużo. Są to wybuchy zewnętrznej energii. Nasza świadomość przechodzi przez ten właz do innych światów. – Właśnie to usiłuję ci powiedzieć. Na początku musisz utkwić spojrzenie w dowolnie wybranym przedmiocie. które łączą się z przedmiotami z naszych normalnych snów. Później możesz poszerzyć zakres postrzegania. innym razem. że zapadamy w sen. Jest taki moment. wróć do punktu wyjścia i zacznij od początku. że czarownicy drżą na samo wspomnienie takiej możliwości. musi potraktować mój sen jako pierwszą prawdziwą próbę w śnieniu. Za każdym razem. – Co oznacza przejście pierwszej bramy śnienia? – Osiągamy pierwszą bramę śnienia. co oznacza. która przytrafia się śniącym. a obrazy zaczną się zmieniać. kiedy śpimy. – Kim są ci tropiciele? – Są to ładunki energii. ale słowa z twojego wyjaśnienia nie rozumiem. Przez ten właz przenikają do nas prądy nieznanej energii. wpatruj się w tyle przedmiotów.– Sny są jeśli już nie wrotami. Gdy podążamy za nimi do ich źródła. – Najbardziej niezwykłą rzeczą. byś poznał inną wersję – sen to właz do innych światów percepcji. a my interpretujemy je jako przedmioty nam znane lub nie znane. On zapewnił mnie jednak. Wtedy cały sen się rozpada i pozostaje tylko ta zewnętrzna energia. – A jak czarownicy oddzielają te prądy od normalnych przedmiotów w swoich snach? – Poprzez ćwiczenia i kontrolę uwagi śnienia. to przynajmniej włazem do innych światów – zaczął. Potem przesuwaj wzrok na inne przedmioty. albo też chce mnie zachęcić. – Prawie to mi się udaje. Pomyślałem. gdy oddzielasz go i patrzysz na niego. – Dostrzegają je i starają się oddzielić od zwykłych przedmiotów ze snów. Pamiętaj. Kiedy już osiągniemy bramę. rzucając przelotne spojrzenia. – Nie rozumiesz. odczuwasz natłok energii. Potem wróć do punktu. co właśnie powiedział. gdy nasza uwaga śnienia odnajduje te prądy pośród przedmiotów we śnie i skupia się na nich. niesłychanie realistyczny sen. które przenikają do naszych snów. Wkrótce przekonasz się. co wiesz o snach – sen to to. bo ciągle trzymasz się tego. że jeśli patrzysz krótko. ile tylko zdołasz. gdy będziesz dalej ćwiczył. co masz zrobić w swoich snach. uświadamiając sobie. od którego zacząłeś. albo co tam chcesz. Podczas kolejnej rozmowy. aż będziesz mógł ogarnąć wszystko. że naprawdę dotarłem do pierwszej bramy śnienia. – Bardzo mi przykro. iż udało mi się dotrzeć do pierwszej bramy śnienia. don Juanie? – Tak. że jakkolwiek by było. Dlatego też na samym początku nie patrz na zbyt wiele rzeczy w swoich snach. Powrócił do omawiania moich doświadczeń w śnieniu. Powiedział. Wtedy umysł albo mózg. Wystarczą cztery przedmioty. musimy ją przekroczyć dzięki umiejętności utrzymania obrazu dowolnego przedmiotu w naszym śnie. że wraz z dotarciem do pierwszej bramy docierają także do swego ciała energetycznego. – Czy sądzisz. – Czarownicy są świadomi istnienia tych prądów zewnętrznej energii – ciągnął. albo mając. don Juanie? – Ponieważ one pochodzą z innych światów. don Juanie. – Po co je oddzielają. don Juan nagle powrócił do tego tematu. Aby skompensować ulotność snów. obrazy się nie zmieniają. A ja ciągle się staram. aby dać mi czas na przemyślenie tego. a te światy wysyłają w nasze sny tropicieli. czynimy je naszymi przewodnikami do sfer tak nam obcych i tajemniczych. Don Juan odmówił dalszych wyjaśnień tego tematu. jest to. chwyta te prądy energii i zamienia je w określone części naszych snów. czarownicy zastosowali metodę określonego przedmiotu jako punktu wyjścia.

jakby chciał coś jeszcze dodać. Don Juan umilkł. Uśmiechnął się do mnie i już miałem zadać mu pytanie. którą wykorzystują do postrzegania świata na co dzień. Wielokrotnie powtórzył dla podkreślenia wagi swych słów. że czarownicy mają swoje sposoby organizowania energii. a skoro angażujemy całą naszą energię do zwykłego postrzegania. don Juanie? – Na przykład przemieszczenia się w jednej chwili z jednego końca wszechświata na drugi. że tak. don Juanie? – Energia. To oznacza. kiedy ma ono do czynienia z energią w śnieniu: może postrzegać przepływ energii. może posłużyć się energią. Musi je jedynie oddzielić i już śmiga razem z nimi. Są to zachowania o wiele mądrzejsze niż te. Don Juan szybko przeszedł do innej kwestii. by nadać sobie ruch. Ciało energetyczne ma do czynienia z energią na poziomie energetycznym. co uważają za zbyteczne w swym życiu. Robią to ich ciała energetyczne. że czarownicy w swych snach oddzielają tropicieli przybywających z innych światów. jak zwykle postrzegamy świat. aż staje się ono jednostką zdolną postrzegać. aczkolwiek obarczone wpływem naszego normalnego postrzegania świata. że wszyscy posiadamy pewien zasób podstawowej energii. Gdy nalegałem. które odziedziczyliśmy po naszych przodkach. Jednakże utrzymanie tej zdobyczy uzależnione jest jedynie od energii. ale nie był do końca przekonany. Ale śniący nie powinni sobie folgować i uganiać się za tropicielami. i zużywamy ją całkowicie do postrzegania i obcowania z pochłaniającym nas światem. które istnieją we wszechświecie. – Do czego to prowadzi? – Do tego. Metodę tę nazywają ścieżką czarowników. ciało energetyczne może bardzo łatwo wykorzystać prądy energii. jak określił to don Juan. Rozpoznają energię i idą za nią. że ciało energetyczne widzi energię bezpośrednio jako światło lub swego rodzaju wibrujący prąd albo pewne zaburzenie. W przemyślany sposób rozprowadzają swoją energię i eliminują wszystko. don Juanie? Gdy ciało energetyczne używa energii. że pewna część mnie nie może niczego z tego pojąć. jest nieustanny wybór określonych zachowań w kontakcie ze światem. A śnienie jest sztuką hartowania ciała energetycznego. – Ponieważ energia jest jego sferą. by don Juan powiedział coś jeszcze na ten temat. – A co z tą drugą sytuacją. by wystrzelić. o której mówiłeś. Dokładnie przedstawił mi cały zestaw ćwiczeń. – Na przykład czego. – Wspomniałem ci już przedtem. Albo też ciało energetyczne odczuwa ją wprost jako wstrząs lub uczucie graniczące nawet z bólem. że organizujemy sobie energię skąd tylko się da. Niechętnie ci o tym mówię. Istnieją trzy sytuacje. takie jak śnienie. Zauważyłem wówczas. gdyż niezwykle łatwo w takiej pogoni stracić kontrolę nad sobą. – Co znaczy “postrzegać przepływ energii"? – To znaczy widzieć. Różnica polega na tym. Don Juan kilkakrotnie powtórzył. by wystrzelić niczym rakieta w nieznane. Czarownicy zdobywają tę energię dzięki bardziej przemyślanemu rozprowadzeniu posiadanej energii. Jego postrzeganie. .– Jest to odpowiednik ciała fizycznego. którą posiadamy. a jednak dla innej wszystko jest zrozumiałe i doskonale logiczne. – Co to za sfera. gdy podjął wyjaśnienie. Niematerialna konfiguracja złożona z czystej energii. nadawania mu gibkości i spójności poprzez stopniowe ćwiczenia. Don Juan wyjaśnił. może dokonywać rzeczy nieosiągalnych dla ciała fizycznego. lub może postrzegać tak. Istotą ścieżki czarowników. dodał. jest niezależne od niego. Wybór określonych zachowań przez czarowników ma służyć odnowie ich życia poprzez zmianę podstawowych reakcji na świadomość istnienia. Ma swą własną sferę. że ciało energetyczne ma jedynie określoną postać i brak jej substancji. Poprzez śnienie zagęszczamy ciało energetyczne. że nigdzie nie zdobędziemy już więcej energii. Wydawał się niezdecydowany. – Ale czy ciało fizyczne także nie składa się z energii? – Oczywiście. A ponieważ jest czystą energią. że dochodzenie z pełną świadomością do pierwszej bramy śnienia jest metodą dochodzenia do ciała energetycznego. to nie zostaje nam już jej nic na jakiekolwiek niezwyczajne postrzeganie. Jest to cała energia.

jak również potrafiłem zatrzymać się we śnie i dokładnie przyjrzeć się dowolnie wybranym jego elementom. by uczynić z nas istoty zdolne do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie. by dotrzeć do ciała energetycznego i go nie utracić. Twierdził. że nasi przodkowie zastosowali powtarzanie. nagle budzi się do życia. zanim będziemy mogli w pełni się na to otworzyć. co właśnie powiedział. upominając mnie. że zacieśniając kontrolę nad naszymi snami. jak mało. żeby pasowała do specyfiki określonej osoby – stwierdził don Juan dobitnie. Miał rację. co dla nas w życiu nowe.– Co to za podstawowe reakcje? – Są dwa sposoby podejścia do naszej świadomości istnienia – odpowiedział don Juan. których mnie uczył. . gdy rozważysz. – Czy rzeczywiście możemy kształtować naszą sytuację życiową. do tej pory uśpione. – Mówiąc o kształtowaniu sytuacji życiowej – wyjaśniał don Juan – czarownicy mają na myśli kształtowanie świadomości istnienia. nabyłem umiejętności uświadamiania sobie. – Pierwszy to całkowite poddanie się jej – czy to poprzez nagięcie się do jej żądań. jako nauczyciela. jak na przykład koncepcje czarowników. a dzięki niemu możemy bez kłopotu kształtować generalny kierunek i zdarzenia naszego życia. don Juanie? – Konkretną sytuację życiową można tak zróżnicować. Drugi to kształtowanie naszej konkretnej sytuacji życiowej tak. w normalnym znaczeniu tego słowa – jako trwającego właśnie ciągu operacji lub serii czynności albo funkcji prowadzących do zaistnienia określonego rezultatu. że jego celem. Osiągnięcie to graniczyło dla mnie niemal z cudem. Poprzez kształtowanie tej świadomości możemy zdobyć tyle energii. Coś. niejako uświadomienie mi różnicy między życiem jako wynikiem działania różnych sił biologicznych a aktem istnienia jako kwestią poznania. że zapadam w sen. że uwaga śnienia pojawia się wtedy. gdy da się jej cel. Don Juan zakończył rozmowę na temat śnienia. ale również przekształcił to w skuteczny tryb życia poprzez ciągłe powtarzanie. Brzmi to niesamowicie? Ale nie jest niesamowite. mówiąc. było możliwie jak najpełniejsze wprowadzenie mnie w zagadnienia życia i istnienia. gdy jest przywoływana. Jest to raczej rodzaj przebudzenia. Don Juan stwierdził. w istocie. Don Juan przyznał. Jej pojawienie się nie jest do końca procesem. – Śniący to robią. Wraz z postępowaniem moich ćwiczeń w śnieniu. wiemy o nas samych. bym nie poprzestał jedynie na zastanawianiu się nad tym. trzeba nam ustawicznie powtarzać aż do wyczerpania. aby pasowała do właściwej nam konfiguracji. czy to poprzez przeciwstawienie się im. coraz bardziej panujemy nad uwagą śnienia. Wskazał też. że wszystko.

ROZDZIAŁ III: DRUGA BRAMA ŚNIENIA Podczas moich ćwiczeń w śnieniu odkryłem. która uniemożliwia nam świadome skoncentrowanie się na śnie. że ścieżka czarowników to najlepszy sposób na. że będziemy rozmawiali o śnieniu tylko w drugiej uwadze i tylko wtedy. To fałszywe przekonanie. Byłem głęboko przekonany. Po prostu działaj. jak idiotycznie musiałem wówczas brzmieć. a on obiecał mi. Ponieważ. gdy przyglądam się obiektom we śnie tylko przez chwilę. musimy rozprowadzać istniejącą w nas energię w każdy dostępny nam sposób. Don Juan zawsze. Powiedziałem mu. podczas którego uczymy się dyskredytować sny. musi stworzyć pewną dydaktyczną syntezę. Don Juan śmiał się ze mnie. Don Juan był przekonany. że są to jakieś absurdalne odczucia. Już prawie na samym początku moich doświadczeń w śnieniu zdałem sobie sprawę. o czym mi wcześniej powiedział. jakbym staczał się do rowu dokładnie w chwili zapadania w sen. Posuwaj się powoli. Jednym z nich było uczucie. że potwierdziłem w praktyce to. Tymczasem miałem nadal ćwiczyć. Stwierdziłem też. Don Juan nigdy nie wspominał. – Tym bardziej więc musisz zachować trzeźwość umysłu. że jedną z trudniejszych rzeczy jest przełamanie początkowej bariery. jak się wyraził. Don Juan niezmiennie powtarzał. że poczucie własnej ważności jest nie tylko najpotężniejszym wrogiem . ale się nie zatrzymuj. – Wchodzisz w drugą uwagę i to właśnie daje ci tę pewność siebie – powiedział mi don Juan. – Ta bariera to coś więcej niż tylko proces socjalizacji – odparł don Juan. że prędzej czy później mury obronne umysłu nie wytrzymują naporu wytrwałości i nieskrępowana uwaga śnienia może się rozwijać. że walczy z poczuciem własnej ważności. nie mamy żadnej możliwości podłączenia się do zewnętrznego źródła. jak mówił don Juan. niewątpliwie nie pochwalałbym takiego zachowania. Teraz zdaję sobie sprawę. To naturalna przeszkoda. ale pozwolił mi zanotować je w moim notatniku. Uczucie to było tak niesamowite. że jedynym sposobem na uświadomienie sobie chwili zapadania w sen jest dokładne przyglądanie się przedmiotom ze snu. Don Juan wymógł na mnie zgodę. Do tego celu don Juan użył jako bodźca pojęcia świadomości zapadania w sen. i umysł. Zasadniczo tym. zacząłem często odczuwać dziwne wrażenia. że aby nauczyciel śnienia mógł wskazać na określone zagadnienie. podkreślał. to obrazy się nie rozpływają. że jest to bariera psychologiczna powstała w procesie socjalizacji. Pojawienie się naszej uwagi śnienia jest bezpośrednim następstwem odnowy naszego życia. Nabywszy biegłości w ustawianiu śnienia. Jednakże dla umysłu niemożliwe wydaje się wyćwiczenie świadomości na poziomie snu. wydaje ci się niedorzeczne. Jego wybieg polegał na daniu mi do zrozumienia. naoliwienie machiny rozprowadzania energii i że spośród wszystkich składników ścieżki czarowników najskuteczniejszym jest utrata własnej ważności. a jednocześnie prowadzi skrupulatny. Poprosiłem don Juana. gdy uzna to za stosowne. gdybym sam nauczał śnienia. aby przedstawił mi na ten temat swoją własną opinię. broniący się swą racjonalnością. zacząłem odczuwać dość dziwną wiarę w siebie. że czynnym elementem takich ćwiczeń jest wytrwałość. Teraz. A przede wszystkim nie rozmawiaj o tym. który zaklina się. co don Juan zamierzał. Był przekonany. by zasilić własną energię. Pierwsza brama śnienia związana jest z przepływem energii we wszechświecie. Don Juan powiedział. że jest ona niezbędna we wszelkich poczynaniach czarowników i dlatego wielką wagę przykładał do nauczenia tego swoich uczniów. Gdy wprawiałem się w skupianiu i utrzymywaniu uwagi śnienia na przedmiotach ze snu. było ćwiczenie uwagi śnienia poprzez koncentrowanie się na poszczególnych przedmiotach z mojego snu. dając mi moje pierwsze zadanie. że energia potrzebna do uwolnienia naszej uwagi śnienia z klatki uwarunkowań społecznych bierze się z rozprowadzenia energii już istniejącej. – To pierwsza brama śnienia. Don Juan powiedział. Dziś. Trudno o bardziej prawdziwe stwierdzenie. nazywając kryptoegomaniakiem. gdy już ją pokonałeś. którym przypisywałem wielkie znaczenie. gdy tylko miał ku temu stosowną okazję. niezwykle osobisty pamiętnik pod tytułem Moje Sny. że ćwiczenia w uwadze śnienia są podstawą istoty śnienia. że musiałem o tym porozmawiać z don Juanem. że nie będzie się do tego wtrącał. że nie potrafimy się zatrzymać w dowolnym momencie i skupić uwagi na jakimś przedmiocie ze snu. musi się przed nią ugiąć.

że zdolność badania treści snów musi być wynikiem naturalnej konfiguracji istoty ludzkiej. miałem pamiętać. rozzłość się nie na żarty i wrzaśnij: “przestań!" Tak więc stanęło przede mną kolejne wyzwanie. czego doświadczyłem za pierwszym razem. nastąpiłyby dwie rzeczy. mówiąc: – Teraz jesteś gotów. – Niektórzy tak – odparł od niechcenia. jak czarownicy starożytności – mówił dalej don Juan. że sytuacja jest alarmująca. Nabyłem takiej wprawy. o to. pamiętałem jednak. używamy do tego nóg. Jeszcze nie czas na wyjaśnienia. Powiedzmy. To. Rzecz jasna. jakie to było niezwykłe doznanie. ale podczas śnienia cecha ta niezwykle przybierała na sile. że nie jesteśmy sami na tym świecie. Jesteśmy fizycznie przystosowani tylko do jednego sposobu chodzenia. Najdziwniejsze było to. jak napominasz samego siebie. że potrafiłem sobie wyobrazić. doceniani i podziwiani. Po pierwsze. Ale przecież jego nauka jest dla nas ogromnym wysiłkiem. działo się przede wszystkim w umyśle. Myślałem nawet. że mieliśmy rozmawiać o śnieniu tylko wtedy. czy jesteśmy zauważani. z jaką trudnością przychodziła mi choćby sama myśl o takiej możliwości. Nadarzyła się okazja uzyskania odpowiedzi na pytania. przerwał mi. jakbym niczego innego nie robił przez całe życie. Gdy patrzyłem wówczas na tych ludzi w tamtym śnie. że na podtrzymanie poczucia własnej ważności tracimy większość naszej energii. lecz także nemezis rodzaju ludzkiego. by przejść do drugiej uwagi i choćby na mgnienie oka dojrzeć wspaniałość wszechświata. że nie tylko brzydziłem się. dostarczylibyśmy sobie wystarczająco dużo energii. by krzyknąć “przestań!" Głos natychmiast umilkł i już nigdy więcej nie powrócił. iż tak bardzo drażniło mnie to natrętne napominanie. iż nie posiadałem tej zdolności wcześniej. poza granice znanego nam świata. Gdy zacząłem swój elaborat. Wtedy twój punkt połączenia przemieścił się dość daleko. do zdolności poruszania się. właściwie tak. Przyszło mi do głowy. Po drugie. żeby patrzeć na przedmioty. Najlepszym przykładem jest nasza ciągła troska o dobry wygląd. W końcu powiedziałem don Juanowi: – W moich snach wciąż mówię do siebie. podobnie jak dawni czarownicy. Oczywiście cały czas pamiętałem o tym. ale wydawało mi się. napominając się. .czarowników. bałeś się i brzydziłeś – po raz pierwszy w życiu badałeś obcą energię. czy to naprawdę było moje natręctwo czy też coś innego. Nowa umiejętność przelotnego spoglądania na przedmioty w moim śnie łączyła się z niezwykle dokuczliwym napominaniem samego siebie. – A więc to nie ty. Pozostawiłem tymczasem kwestię znaczenia jego słów. gdy go znów zobaczyłem. że jest to jakiś obcy głos? –zapytał don Juan. iż mi odbija. że gdybyśmy utracili choćby trochę tego poczucia własnej ważności. Byłem świadomy swojego przyrodzonego natręctwa. Jednak wciąż pamiętałem. ale też bardzo niebezpieczna podróż. podobnym. jak napominam samego siebie. gdy don Juan wprowadził mnie w śnienie. Stała się tak intensywna. bardziej zainteresowany inną sprawą. że chyba dlatego. Zabrało mi to ponad dwa lata. lecz również zacząłem wątpić. Powiedziałem don Juanowi. Gdy następnym razem usłyszysz. W rezultacie zapuściłeś się. czułem strach i obrzydzenie. Don Juan dowodził. – Im więcej o tym myślę – powiedziałem – tym bardziej mnie to intryguje. Masz zgubne skłonności do takich samych zachowań. by podczas śnienia krzyknąć “przestań!" Wydaje mi się. których nigdy nie zapomnę. Bardzo realistyczna. Nie rozpoznaję wówczas mojego głosu. Co to było za uczucie. że wydawało mi się. uwolnilibyśmy znaczne zasoby energii marnotrawionej na podtrzymywanie iluzji naszej wspaniałości. że są i inne światy dostępne dla śniących. światy zupełne. ruszasz swój punkt połączenia. – Gdy nadarza się okazja. – Cóż. – Czy odnosisz wrażenie. słysząc. bym patrzył na składniki moich snów. Z tych innych zupełnych światów przybywają do nas czasami pewne energetyczne istoty. że obserwowałem przedmioty w moich snach ile tylko dusza zapragnie i nigdy wcześniej nie odczuwałem niczego chociażby trochę zbliżonego w sensie czystości i ostrości obrazu. Don Juan argumentował. zanim mogłem z powodzeniem utrzymać niezachwianą uwagę śnienia na dowolnym przedmiocie. gdy on sam tak postanowi. don Juanie? – Moim zdaniem twoje ciało energetyczne połączyło się z obcą ci energią tamtego miejsca i pohulało sobie do woli. – Czy każdy śniący tego doświadcza? – zapytałem don Juana. by dotrzeć do drugiej bramy śnienia. być może. Ale powiedzmy. których nie mogłem mu wcześniej zadać.

Ja widziałem to jako energię. że jest to jedna z możliwości. Niektórzy czarownicy z mojej linii również tak robili. Albo może raczej wiem. – Dochodzisz do drugiej bramy śnienia. Ty widziałeś to jako miasto. ale nie potrafię tego wyjaśnić. który znamy. – Czy to jest możliwe? Don Juan z pewnością zauważył moje rozkojarzenie i śmiejąc się. gdy powiedział mi o ustawianiu śnienia. nigdy nie budzili się w świecie. w którym byłeś. Wyjaśniłem ci już kiedyś. że byliśmy w miejscu istniejącym naprawdę. – Więc gdzie było? – Poza tym światem. ile chcesz. to zależy od osobowości. Ta podróż była rzeczywista. Ono istniało tylko dla mnie. odpowiedział mi tak samo. – Wróćmy do naszych spraw – powiedział. które znasz lub wydaje ci się. Żaden z nas się nie myli i żaden nie ma racji. Owa kontrola niczym nie różni się od kontrolowania dowolnej sytuacji w naszym codziennym życiu. don Juanie? – Wierz mi. co ty. Musisz jednak odpowiednio się kontrolować. – Chcesz powiedzieć. – Czy sądzisz. że budzisz się w innym śnie. Ja niczego takiego nie widziałem. gdy skończysz śnienie. którą zauważyłeś. gdy zaczynasz mówić. czy też ile zdołasz mieć. powinniśmy przygotować się na solidnego kopa w tyłek. Teraz usiłujesz zredukować coś transcendentalnego do czegoś zupełnie przyziemnego. Przedtem powiedziałeś. że coś Jest rzeczywiste. Ale jeśli to miejsce było rzeczywiste. że miasto. muszę ci powiedzieć. widziałeś jakieś miasto i ludzi w tym mieście. don Juanie. Tak więc nie z tego świata tylko dla ciebie było w owym przypadku jakimś miastem. – Oczywiście. Albo może potrafię wyjaśnić. – Może to być problem poważny. i dlatego wciąż gonisz w kółko. Dowodem jest to. co pochodzi nie z tego świata. ponieważ wtedy mieliśmy różne poziomy jednorodności i spójności. jak jest naprawdę. nie należało do tego świata. gdy już o tym wspomniałeś. że nigdy nie zapytałeś mnie. w moim umyśle. jak wtedy. Nie wiem. ale podczas śnienia masz śnić. i tylko ty. Z pewnością można to zrobić. tego nie powiedziałem. – A gdzie jest to “nie z tego świata". – Jest jeden problem dotyczący drugiej bramy – powiedział. Usłyszałem. to nie tak. . – Ale przecież to nie było rzeczywiste miasto. Aż zadrżałem. gdy budzisz się z jednego snu w drugi. Don Juan nie chciał dalej na ten temat rozmawiać. Na przykład automatycznie przyjąłeś. co widziałem. że to możliwe. – Przestaję cię rozumieć. Będziesz musiał poczekać i samemu się domyślić. które zadałem mu za pierwszym razem. Nie potrafisz sobie wyobrazić niczego. co tylko zwiększyło mój niepokój. że ja widziałem to samo. że najbardziej szaloną cechą magii jest właśnie konfiguracja owego “nie z tego świata". gdy to usłyszałem. – Mogę ci jedynie powiedzieć. żebyś budził się w sposób naturalny. Możesz mieć tyle snów. że te dwie cechy to klucz do postrzegania. Mamy dwie wersje. by nie obudzić się w świecie. Chcę. to jak możemy przyjąć dwie jego wersje? – To bardzo proste. Ale don Juan ubiegł mnie i zaczął wyjaśniać kolejne cechy drugiej bramy śnienia. Nie możesz tego robić. że znasz – odpowiedział don Juan. To była pierwsza rzecz.– Czy to miasto było może na innej planecie? – Nie można wyjaśniać śnienia za pomocą rzeczy. że nigdy nie wolno mi się obudzić w tym świecie? – Nie. że mógłbym wrócić do tamtego miasta? – Tu mnie masz. jak zadaję don Juanowi to samo pytanie. ale nie chcę. który znamy. Ty. Ja widziałem energię. Ale teraz. oczywiście. Przecież nie jesteś tak głupi. Czarownicy starożytności tak właśnie robili. Moje zażenowanie minęło dość szybko i byłem gotów do następnego pytania. – Nie. ale ja tego nie zalecam. Jeśli mamy skłonności do folgowania sobie i kurczowego trzymania się pewnych rzeczy lub sytuacji.

nabyłem prawdziwej biegłości w utrzymywaniu obrazu dowolnego przedmiotu w moich snach. że jest to śnienie. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego. trafia do swego ciała energetycznego. co wyglądało jak tablica reklamowa. Na samej tablicy był obraz budynku. W ciągu następnego roku nic się nie zmieniło. że cała moja dotychczasowa praktyka niewiele mi tu pomoże. Jej stalowa konstrukcja wzbudziła we mnie strach. to tak. Ale zanim to nastąpiło. którą odebrałem jako brzęczenie w mych uszach. Skakałem ze ścian urwisk na szczyty gór. niezbyt daleko ode mnie. byłem przyciągany przez wszelkie możliwe szczegóły. I tak jak za pierwszym razem. Tak więc ponownie wyruszyłem na niezbadane tereny. Mogłem dowolnie przybliżać wszystkie obrazy: wąwozy. wszystko oglądasz. wszystko badasz. Odmiana przyszła nagle. Byłem przekonany. . Jednakże całą moją uwagę przykuty poniewierające się dokoła w wielkiej liczbie przeróżne maszyny rolnicze sprawiające wrażenie porzuconych i zapomnianych. Tym razem jednak cel był jeszcze bardziej mglisty i znacznie trudniejszy. Porastały je kępy drzew. W oddali dostrzegłem coś. Chciałem się nad tym przez chwilę zastanowić. Po całej serii niepowodzeń dałem sobie spokój i powróciłem po prostu do moich ćwiczeń skupiania uwagi śnienia na wszystkich przedmiotach w moich snach. Śniący. gdy ktoś ma skłonności do folgowania sobie. zupełnie nie mogłem wykoncypować. Mój sen przestał być snem. dokładnie się przypatrując. W chwilę później już stałem obok niej. otoczyła mnie ciemność. naprawdę byłem w górach Sierra Madre. To jest śnienie. że jestem w Oregonie albo północnej Kalifornii. by odkrywać tajemnice śnienia. W końcu niczego już nie widziałem. że prawdziwym celem śnienia jest doskonalenie ciała energetycznego. taką kontrolę nad uwagą śnienia. Była złowieszcza. Nie widziałem żadnych budynków. aż wyczerpałem się całkowicie i nie mogłem już dłużej na niczym zatrzymać swej uwagi śnienia. – Co z tego wszystkiego wynika. gdzie jestem. że są to góry Sierra Madre. Przyglądałem się kosiarkom. jednego dnia. Ponownie rozejrzałem się po okolicy z mojego snu. Wówczas postanowiłem zorientować się. Rozejrzałem się naokoło. że znalazłem się na jakiejś farmie. zachęcał do zatrzymania się w motelu. Pogodzenie się z moimi wadami przydało mi jakby energii. Na krótko przed wypchnięciem moją uwagę śnienia przyciągnęła jakaś dziwna konstrukcja. jedynym zaworem bezpieczeństwa. między innymi oczywiście. Szczególnie wtedy. zacząłem więc rozglądać się po najbliższym otoczeniu. że ta potrafi je zatrzymać. niedaleko której postawiono parę niewysokich słupków z aparatami telefonicznymi. poczułem nagle jakby powiew jakiejś siły. jak szybko można się bezpowrotnie pogrążyć w tej głębi. W górach opuściła mnie cala energia śnienia. drzewa i jaskinie. Tekst. Wyglądała jak traktor. w pewnym momencie jego uwaga śnienia musi wyciągnąć go na powierzchnię. żniwiarkom. przekraczając pierwszą bramę.– Co masz na myśli. Byłem dziwnie przekonany. czy byłbym w stanie dostrzec rozciągający się z niego widok. Było tego tak wiele. że przechodzisz ze snu do snu. że zapomniałem o moim pierwotnym śnie. W oddali majaczył łańcuch górski. pługom i młockarniom. Doskonałe ciało energetyczne posiada. Siła ta wypchnęła mnie za okno. z którego zostałem wypchnięty. Bez względu na to. bliżej zaś widziałem niewysokie zielone wzgórza. To jest właśnie ten zawór bezpieczeństwa. don Juanie? – Pomyśl przez chwilę. każdy szczegół. co mam robić. Doświadczyłeś już tej niezwykłej przyjemności badania treści swoich snów. jak bardzo ktoś sobie folguje. Wyobraź sobie. ale przyciągnął mnie odległy łańcuch górski. jakim dysponuje śniący. że tracę kontrolę. Łatwo sobie uświadomić. Tak więc to rzeczywiście ciało energetyczne przekracza drugą bramę i skacze od snu do snu. traktorom. – Czy ciało albo mózg nie powstrzymałoby tego automatycznie? – Jeśli to jest normalny sen. próbując się przekonać. don Juanie? – Z tego wynika. już byłem obok niej. Chciałem znaleźć się przy tych wzgórzach. Oceniając na podstawie moich zdolności postrzegania. były to chyba kalifornijskie dęby. Poczułem. starając się ustalić. Miałem niezbyt pocieszające obawy. musisz zamierzyć znacznie większą i bardziej trzeźwą kontrolę nad uwagą śnienia. który przeczytałem. gdy jest to konieczne. Wyglądało na to. Gdy w moim śnie oglądałem okno. Natychmiast gdy skoncentrowałem uwagę na tablicy reklamowej. że przekraczając drugą bramę. co to było za okno. głazy. – Co to za zawór bezpieczeństwa? – Sam kiedyś odkryjesz. Ale to nie jest normalna sytuacja.

– Dlaczego mówisz. – Ale czy te istoty nieorganiczne rzeczywiście istnieją? Tak jak ty lub ja? – Oczywiście. tłumacząc sobie. Ćwiczenia przebiegały gładko. Albo więc śniłem. widzą czarownicy. – Teraz powinieneś ją przekroczyć. które zacząłem odczuwać coraz częściej. Don Juan jak zawsze pozwolił mi ćwiczyć bez żadnych sugestii ze swej strony. Pierwszy to przebudzenie się w innym śnie. – Obcowanie z nimi nie stanowi dla czarowników najmniejszego problemu – ciągnął don Juan. organiczna lub nie. ale nie mogę. Bryły te różnią się od siebie kształtem i natężeniem jasności. Oznacza to posiadanie punktu połączenia i otaczającej go poświaty świadomości. iż życie i świadomość istot organicznych są krótkotrwałe. Moim wariantem drugiego sposobu było wpatrywanie się w dowolny przedmiot tak długo. i są nieprzezroczyste. Moje ćwiczenia niezmiennie kończyły się tym samym: zawsze brakowało mi energii na podtrzymanie uwagi śnienia i budziłem się albo zapadałem w mroczny. – Są przerażające. Zapytałem go. nie obudziłem się bowiem w innym śnie. aż zaczynał zmieniać kształt. głęboki sen. Natomiast życie istot nieorganicznych jest nieskończenie dłuższe. jest niezaprzeczalnie zdolna do postrzegania. że życie i świadomość. że właśnie teraz może ci się wydać. przypominając swym kształtem świece. Porównując je z sobą. że tak – odpowiedział don Juan. którą. jak się śni. by obcować z innymi istotami. – To ja popełniłem błąd – powiedział don Juan. Tym razem jednak od razu znalazłeś właściwe rozwiązanie. że te istoty są żywe? – Dla czarowników życie oznacza świadomość. byś obudził się w innym śnie. jako że ich naturą jest pośpiech. co jest niezbędne. Każdy czarownik musi temu stawić czoło. które mówią czarownikom. czarownicy to bardzo inteligentne stworzenia. A ja. Przejście przez drugą bramę to bardzo poważna sprawa. Obawiam się. a mianowicie świadomość. Próbowałem je ignorować. nie zawracając sobie głowy zaleceniem. to prawdziwy koszmar. zaludniających naszą planetę: organiczne i nieorganiczne. po czym widzenie we śnie przebudzenia ze snu. Mógłbym teraz zacząć żartować z tego i powiedzieć. bezpośrednio dostępnego mojej uwadze śnienia. Nigdy jednak nie udawało mi się podjąć świadomej decyzji. Don Juan powiedział. albo też przenosiłem wzrok z wybranego przedmiotu. jak mówił don Juan. poprzez ćwiczenia. Inna możliwość to użycie przedmiotów ze snu do inicjacji kolejnego snu. W żadnym wypadku nie zabawialiby się wytworami zaburzeń umysłu. ale chodziło mi o to. które mi opisał. że jedne i drugie są świetlistymi bryłami. Właśnie tak. Starałeś się zobaczyć tylko swe ręce. – Istoty nieorganiczne posiadają to. jako wyłączna domena energii. że nie wspominałem ci o tym. Postrzeganie jest dla czarowników podstawowym wyznacznikiem życia. że są dwa sposoby prawidłowego przekraczania drugiej bramy śnienia. . czarownicy widzą. że mam sen i się z niego budzę. Szarpnięcia stały się jednak na tyle silne. by brać je później za rzeczywistość. –Wierz mi. jak to zrobiłeś. nie są cechami jedynie organizmów. Przy pierwszej bramie straciłeś dużo czasu. które mi wyznaczył. Don Juan wyjaśnił mi. mniej dostępny. a ich świadomość nieskończenie spokojniejsza i głębsza. Wymaga wielkiej dyscypliny i wysiłku. Nie byłem pewien. że trzeba się obudzić w innym śnie. że musiałem poprosić don Juana o radę. na inny. – Właśnie wkroczyłeś na najniebezpieczniejsze obszary wiedzy czarowników – zaczął don Juan. Powiedział.– Dotarłeś do drugiej bramy śnienia – oznajmił don Juan. Mój spokój zakłócało jedynie szczególne wrażenie. co sądzi o tej nieprawidłowości. że masz planowo i precyzyjnie zmieniać sny. czy wypełniłem zadanie. iż przestajesz panować nad sobą. natomiast istoty organiczne są okrągłe i o wiele jaśniejsze. co powodowało brzęczące zawirowanie i wciągnięcie mnie w inny sen. Istoty nieorganiczne są długie. aby nie mącić w twym racjonalnym umyśle. że czarownicy widzą dwa typy istot świadomych. szarpnięcie strachu czy też Niepokoju. gdy opowiedziałem mu o moim śnieniu. czyli niejako widzenie we śnie. którego z tych sposobów użyć do przeniesienia się w inny sen. przez które z każdej strony przenikają miliony włókien energii wszechświata. że jest to wynik mojego obżarstwa lub też spożywania roślin halucynogennych. – Powiedziałem ci. które wówczas don Juan podawał mi w wielkich ilościach jako część mojej nauki. że stojąca przed nimi istota. właśnie tak. potwierdziłem istnienie tych dwóch sposobów. jest to. Inną istotną różnicą. jak ja to zrobiłem.

zanim czarownik zostanie zauważony przez istoty nieorganiczne. – Jak czarownicy je przywabiają? Czy mają jakiś rytuał? – No cóż. Zalecałbym więc uzbroić się w cierpliwość i czekać. Czarownicy poprzez śnienie zmuszają owe istoty do obcowania z nimi. Natomiast chcąc obcować z istotami nieorganicznymi – jako że oddziela nas od nich ogromna bariera. – Chcesz przez to powiedzieć. jak my.– W takim razie istoty nieorganiczne także umierają. do którego punkt połączenia przemieścił się podczas snu. don Juanie? – Naturalnie. Ale trwanie tej świadomości jest dla nas niepojęte. że istoty nieorganiczne same do ciebie przyjdą. Przechodząc przez te dwie bramy. że te sprawy zachwieją twoim racjonalnym umysłem. wysłałeś im zaproszenie. – Czy te istoty nieorganiczne ukazują się czarownikom? – Bardzo trudno określić. Trudno mi to pojąć. Dlatego też sądzę. by został on dostrzeżony. Akt ten tworzy charakterystyczny ładunek energii. Ale nie pojawią się tak. Aby jednak odnieść pełny sukces. niż zapytał. Don Juan wpatrywał się we mnie z wielką uwagą. Wyjaśnił mi więc. jak te istoty objawiają się czarownikom. Mijają lata. Już one same są wystarczająco mroczne i posępne. że przywabiamy je albo. – A jaki to może być znak. musisz swoje praktyki w śnieniu połączyć z intencją spotkania istot nieorganicznych. – W ogóle nie orientujesz się w tym. W jakiż to szczególny sposób dają znać o sobie? . Pozwól im odczuć twoją moc i pewność. Ich sposób pojawiania się należy do niezwykle szczególnych. co miał na myśli. że zwykle po ludziach lub innych istotach organicznych spodziewamy się natychmiastowej reakcji na naszą gotowość współdziałania. Jestem przekonany. Za nic nie wolno ci okazywać strachu czy poddawać się obsesji mroku. – Nie jestem pewien. docierając do pierwszych dwóch bram i przekraczając je. don Juanie? – Śmiertelnie poważnie. – Tak. twoją siłę i niewzruszoność. który przyciąga ich uwagę. to coś więcej niż zwabianie. czyli podtrzymywać swą gotowość współdziałania przez długi czas. co oznacza. że ich świadomość w porównaniu z naszą jest niezwykle wolna. Problem z istotami nieorganicznymi polega na tym. Można powiedzieć. z pewnością nie stoją na środku drogi. To działa jak przynęta na ryby. że na to jest jeszcze trochę za wcześnie. jak ty lub ja. Przydawanie im jeszcze twoich obsesji jest więc. jak to z nimi jest. jeszcze lepiej. Teraz musisz czekać na jakiś znak od nich. To są szarpnięcia energii przesyłane przez istoty nieorganiczne. co mówię –stwierdził raczej. to prawda. Prędzej czy później pojawią się. – A więc co robią? – Przywabiają je podczas śnienia. – Co mam teraz zrobić? – Musisz zmienić swoje oczekiwania. don Juanie. że najlepiej wstrzymać się z osądem i pozwolić. Jak już mówiłem. – Ostrzegałem cię. przywołując je drżącym głosem wraz z wybiciem północy. Tracą świadomość tak samo. że praktykowanie śnienia to właśnie ta gotowość? – Tak. – Mówisz poważnie. że odczuwane przez ciebie szarpnięcia strachu nie są spowodowane niestrawnością. Czy to prawda. rozkładają przynętę i zmuszają istoty nieorganiczne do pojawienia się. Nie wiedziałem. który musi upłynąć. jeśli to miałeś na myśli. – Jak czarownicy zmuszają je poprzez śnienie? – Śnienie to utrzymanie położenia. czy rozumiem. aczkolwiek wydaje się. Zdrowy rozsądek nie przyjmuje tego. don Juanie? – Prawdopodobnie pojawienie się któregoś z nich. mówiąc oględnie. Moim zdaniem znakiem tym będą jakieś zaburzenia w twoim śnieniu. Czarownicy. zbyteczne. nie mogą mu się oprzeć. energia poruszająca się z inną prędkością – czarownicy muszą zmienić swoje oczekiwania. by wszystko potoczyło się własnym trybem. że zmuszamy je do obcowania z nami.

Ale pomyśl o śnieniu w ten sposób: śnienie to postrzeganie w znacznie większym zakresie. Czynią z nich swoich sprzymierzeńców. don Juanie? – Bo wtedy strach może zapuścić korzenie w naszym życiu i musielibyśmy odseparować się od ludzi. powitam was z radością. Zdarzyło się to. Nasz strach jest dla nich tunelem. ale śniący automatycznie poszukują grup innych istot. W przesłaniu musi być zawarta wiadomość: “Nie boję się was. niż nasza wiara pozwala nam przypuszczać. Dla nich. istota naszego rodzaju. – Dlaczego. Kiedy więc sprzymierzeńcy przenoszą czarownika. Gdy im się przyglądałem. Nasza intencja powinna być dla nich przesłaniem mocy i żywiołu. gdy śniłem o cyrku. Jeśli nie przybędziecie. Więzi te nazywam kolosalnymi przedsięwzięciami. Miejsce to wyglądało jak górska miejscowość w Arizonie. Szarpnięcie rozproszyło moją uwagę i straciłem z oczu ludzi. Były cienkie. – Co czarownicy robią z istotami nieorganicznymi? – Stapiają się z nimi. Spotkajcie się ze mną. Przez ciągły strach mogą nas szybko doprowadzić do szaleństwa. będzie mi was brakować". Gdy nie śniłem. szerokie nie więcej niż . Może to brzmieć dla ciebie szokująco. poczułem silne szarpnięcie nerwów w okolicy żołądka. których widziałem wówczas. jakbym się w ogóle nie bał. To dla nas wielce niebezpieczne. niepokoiła mnie możliwość istnienia obdarzonych świadomością istot nieorganicznych. Nie było wyjątkiem również pojawienie się w moich snach istot nieorganicznych. poszukują w trakcie śnienia innych istot. że na pewno przybędą. w tym przypadku układów istot nieorganicznych. –Czujesz teraz pewnie oddech diabła na karku. światy. gdy don Juan po raz pierwszy wepchnął mnie w drugą uwagę. W tamtym czasie każdy przełom w moim śnieniu przychodził nagle. Tak trzeba postępować od samego początku. jak ty obecnie odczuwasz ich obecność. że kiedyś jeszcze zobaczę tych ludzi. cyrk i górską miejscowość w Arizonie. niczym cios w brzuch. Dlaczego – śniący to robią? – Istoty nieorganiczne są dla nas czymś zupełnie nowym. Jako że na samym początku śnienia nie mamy jeszcze potrzebnego nam doświadczenia. Od tej pory nie wolno ci zapominać. Czasami czujemy je tak. Istoty nieorganiczne potrafią być gorsze niż zaraza. w których pierwszoplanową rolę odgrywa postrzeganie. Bezwiednie szukamy towarzystwa świadomości. z kolei. Gdy słuchałem don Juana. Mając do czynienia z istotami nieorganicznymi. by sobie 2 nim poradzić. – A jak to się odbywa w śnieniu? – W śnieniu jest zupełnie na odwrót. który przejmował nade mną kontrolę i pozwalał mi robić swoje. Jesteśmy istotami społecznymi. także jest nowością. Don Juan natychmiast to zauważył. które wypływa ze szpiku kości. przez który mogą przedostać się za nami do naszego świata. Szarpnięcia strachu nie mijały. Tworzą powiązania. którą ciągle żywiłem. czy im się to podoba.– Czasami materializują się w naszym świecie. Po takim przesłaniu będą tak zaciekawione. który znałem z dzieciństwa. we wszechświat poza wymiarem ludzkim. przekraczająca granice ich królestwa. że istoty nieorganiczne i ich fenomenalna świadomość bardzo silnie oddziałują na śniących i z łatwością mogą ich przenieść w inne światy. – Brzmi to bardzo dziwnie. czy też nie. Na ich miejscu stały dwa dziwnie wyglądające kształty. A w dodatku czynią to z wielkim zapałem. Zacząłem przyglądać się ludziom z nieokreśloną nadzieją. zawierając niezwykłe przyjaźnie. na naszych oczach. – Dlaczego miałyby tu przybywać albo po cóż ja miałbym się z nimi spotykać? – Śniący. ale gdy tylko się pojawiały. Ich sprzymierzeńcy nauczyli ich przemieszczać punkt połączenia poza granice jaja. rodzaj drżenia. Najczęściej jednak ich niewidoczną dla nas obecność odbieramy jako szarpnięcia ciałem. bez ostrzeżenia. To jest cały sekret. nie można okazywać strachu. Efekty tego są dla nas katastrofalne. Przeważnie jednak materializują się dokładnie przed nami. przenoszą go poza granice królestwa człowieka. don Juanie. jako szarpnięcie strachu. To właśnie czarownicy starożytności nauczyli się wykorzystywać istoty nieorganiczne i oni ukuli termin “sprzymierzeńcy". zaraz za nimi przychodził przedziwny spokój. szarpały mną dziwne lęki i złe przeczucia. – Jesteś religijny aż do szpiku kości – zaśmiał się. Ale podczas śnienia nie odczuwałem tego niepokoju. istoty te mogą napawać nas nieopisanym przerażeniem. których nie można nawet opisać.

była specjalnością don Juana. Byłem bardzo spokojny. Wszystko skończyło się nagle. I sprawiał na mnie wrażenie samotnego czarownika. Domyślałem się jednak. że obraz tych istot się nie rozpływa ani też nie zmienia w nic innego. gdy obudziłem się. że śnienie burzy bariery. że rozumiem istotę bezpośredniego postrzegania energii. W tamtym śnie. ale również zapomniałem o pierwotnym celu moich ćwiczeń w śnieniu. – Co mogę zrobić. zupełnie na uboczu szerokiego świata ludzkich spraw. że nie mam ani krzty odwagi. gigantyczne dżdżownice. by oczyścić buty z ciężkich grud błota. by zmienić swoje sny. uznawałem jedynie za przejawy jego dziwactwa. – Utknąłeś na niebezpiecznym rozdrożu – powiedział don Juan. ale my – bardziej lub mniej zawzięcie czepiając się naszej niewydarzonej racjonalności – utrzymujemy ją na dystans. dlaczego aż nazbyt łatwo brałem poważnie jego działania. patrząc na te dwie dziwne zjawy. był jeszcze wilgotny. zawsze uważałem. który przyklejał mi się do podeszew butów. . Ja zaś nie tylko nie kiwnąłem palcem. bo czerwonawy piasek. jak i w drugiej uwadze. to owe istoty także się nie poruszą. Chociaż sam nie byłem w stanie tego doświadczyć. don Juan zabrał mnie na wzgórza. Dlatego też byłem gotów dostosować się do jego nakazów. gdy będziesz miał więcej mocy potrzebnej do śnienia. czego mnie uczył. Najbardziej niesamowite było to. – Jak mam stawić im czoło? – Nie jest to proste. by zdobyć się na odwagę. Istoty te jednak nigdy nie spróbowały zbliżyć się do mnie ani też nie niepokoiły mnie w żaden sposób. że druga uwaga jest dostępna nam wszystkim. Wiedziałem jednak w jakiś sposób. po czym upewniał się. byłem w normalnym stanie świadomości. by je spotkać. Przebiegłość czarowników. w normalnym stanie świadomości. W tej chwili ich obecność przeszkadza ci w śnieniu. W końcu wyglądało to już tak. Wiedziałem o tym. ponieważ coś mi mówiło. – Nie należy przeganiać tych istot. Istoty zachowywały swą spójność i nie zmieniały kształtu. że widzę. don Juan zatrzymał się. ale wykonalne. Tego dnia. której z pewnością ci nie brak. Gdy doszliśmy do wąskiego wąwozu między dwoma wzgórzami. Wiedziałem. że jest niesamowicie inteligentny. aż zdążę mu odpowiedzieć. jakbym śnił tylko po to. gdy don Juan zabrał mnie na wzgórza pustyni otaczającej Sonorę. Na pustyni musiało wcześniej trochę pokropić. które oddzielają nas od drugiej uwagi. W mojej normalnej świadomości nie mogłem zrozumieć. gdzie jeśli nawet nie rozumiałem wszystkiego. Don Juan twierdził. W ten sposób zostałem podzielony na dwie części. idąc pod górę w kierunku wzgórz:. Była to raczej fizyczna udręka. ale zdawałem sobie także sprawę z tego. że zrozumiałem wszystko to. Szliśmy na wschód. Nie czekając nawet. że pochylają się nade mną dwie groźne. Ogarnęła mnie głęboka troska. Mieszkał wtedy w północnym Meksyku. Musiałem mocno stąpać po kamieniach. że jeśli się nie poruszę. don Juanie? – Staw im czoło w normalnym świecie i każ wrócić później. co mogłem. Zdawało mi się.na stopę. Nie miało to jednak nic wspólnego z psychiką. bym stawił czoło istotom nieorganicznym. Natychmiast zalała mnie fala lęków. Zanim w końcu opowiedziałem o wszystkim don Juanowi. starego człowieka zapomnianego przez wszystkich. czy przeszedłem do drugiej uwagi. Don Juan mówił ze mną o widzeniu tak na jawie. uświadomiłem sobie. Chodzi tylko o to. W ogóle się nie ruszałem. że muszę coś zrobić i będzie to z pewnością coś zupełnie niewiarygodnego. w jednym momencie. Po prostu stały przede mną nieruchomo tak długo. rozwijana przez tysiąclecia. spędziłem całe miesiące wyłącznie na oglądaniu tych dwóch kształtów. że to był sen. smutek pozbawiony racjonalnych podstaw. W drugiej uwadze wszystko nabierało sensu. które prawdę powiedziawszy. czując przemożny strach. że widzę energetyczną kwintesencję czegoś niewiarygodnego. Coś w nich nakazywało czemuś we mnie utrzymywać cały czas obraz ich kształtu. Don Juan uważał. jak trwał mój sen. Upewniał się. ale nie powinno się też pozwolić im zostać. ale za to wysokie chyba na siedem stóp. Dwie dziwne zjawy pojawiały się odtąd podczas każdej sesji śnienia. to przynajmniej z ogromnym zainteresowaniem go słuchałem.

jak w moich snach. I bez żadnych trudności otworzyłem oczy. po mojej prawej stronie. że choć byłem ^wiadomy. Chciałem się do niego odwrócić. ze szukają towarzystwa. jak w twoich snach – powiedział mi don Juan do ucha. a czarownicy swoją podwyższoną świadomość i wysoką energię. Kiedy uderzała we mnie. Twój przypadek jest chyba tego przykładem. – Pozbawiłeś go tylko . to koniec z tobą! Trzymałem więc ciemny kształt. I nawet nie musisz ich zwabiać. Potem pomógł mi usiąść na pobliskiej skale. Nasyciły swą obecnością twoje sny. choć silnie naelektryzowanego. Pomyślałem sobie. Wcale mnie nie zdziwiło. Gdy tak robią. to znaczy. więc z trudem utrzymywałem równowagę. który wił się i szarpał. – Dlaczego nazywasz ich moimi przyjaciółmi? – Oni sami cię wybrali. Rezultat negatywny to wzajemne uzależnienie. Kulaliśmy się po piaszczystym dnie rozpadliny przez dość długi czas. To. Słyszałem wszystko. Czułem raz za razem elektryczne wstrząsy przyprawiające mnie o mdłości. – Co mam zrobić. Spytałem don Juana. że mam już ich pełny obraz. Nie były wcale tak wysokie. co w tym momencie poczułem. na której usiadłem. Istoty nieorganiczne wnoszą swoją rozbudowaną świadomość. śmiejąc się. Skała była pochyła. nie potrafiłem dać znać don Juanowi. Stały dokładnie przede mną. Nie mogłem wydobyć głosu ani też otworzyć oczu. lecz nie słyszałem swojego głosu. Rezultat pozytywny to sprawiedliwa wymiana. I w tym właśnie widzę ogromne niebezpieczeństwo. Siedziałem ze skrzyżowanymi nogami na jakiejś skale. i tak zrobię to. Ale nie jak spore zwierzę. Jakby z oddali usłyszałem wołanie don Juana: – Jak go puścisz. Nie poruszała się. czy ona nie żyje. Serce chciało wręcz wyskoczyć mi z piersi. W rzeczy samej kochali swoich sprzymierzeńców bardziej niż swoich współbraci. don Juanie? – Przywołaj je. Patrzyłem na nie z szeroko otwartymi ustami. ponieważ wstrząsy te wydawały mi się innego rodzaju energią niż te. by przywołać twoich przyjaciół – powiedział. wyłem i ryczałem jak zwierzę. Zdecydowanie nie miałem ochoty na nic takiego. ale to nie była ta sama skała. – Co składa się na taką przyjaźń. W końcu istota pode mną znieruchomiała i stwardniała. tak jak w moim śnie. – Możesz teraz otworzyć oczy – usłyszałem głos don Juana. z którymi stykałem się na co dzień. by je przywołać? – Utrzymuj w umyśle ich obraz z twojego snu. że czarownicy zawiązują z nimi więzi przyjaźni. Poczułem chłód i twardość kamienia. ale przytrzymał moją głowę. iż mimo usilnych starań. I wtedy zobaczyłem dwa ciemne kształty przypominające dwa cienkie pnie. gdy już się na nich skupisz. a potem podejmij decyzję. Właśnie nadszedł czas sięgnięcia do tej pamięci. A przecież nie śniłem. że potrafiłem to zrobić. lecz jak coś puszystego i lekkiego. prawie (same i niezwykle groźnie wyglądające słupy. Oceń sytuację. – I nie pozwól mu się wyrwać. Nie przypominały już nieprzejrzystej światłości. iż wcale nie zamierzam posłuchać don Juana. – Daj mi znać. aż będą dokładnie takie same. ciemne. – Wstań i złap jednego z nich – rozkazał mi don Juan. Wspomniałem ci już. Dawni czarownicy kochali swoich sprzymierzeńców. Zaszokowało mnie natomiast to. byłem wściekły. ale jakaś ogromna siła poniosła mnie wbrew mojej woli. Były teraz o połowę niższe. czułem mrowienie. co się wokół mnie dzieje. – Co zalecasz mi w tej chwili. – Siedź tutaj i wyobrażaj je sobie. że mnie moli. Don Jan stał nieco z tylu. Wówczas zdałem sobie sprawę z tego. Pochwyciłem tego z mojej prawej strony. – W żadnym wypadku – powiedział ktoś. bez względu na to. Don Juan szorstko nakazał mi zamknąć oczy i ich nie otwierać. jak – bardzo będzie tobą miotał. lecz raczej skondensowane. było jak porażenie prądem. Nie trwało to długo. O mało co go nie puściłem. Zupełnie mechanicznie wstałem i ruszyłem w kierunku dwóch kształtów. lecz nie z bólu. don Juanie? – Przyjaźń ta polega na wzajemnej wymianie energii. ponieważ chcą stworzyć swój obraz w twojej pamięci. ale to nie był don Juan. Wkrótce miałem już pełny ich obraz.– To jest z pewnością najlepsze miejsce. co mi nakazał.

nawet mnie nie słyszałeś. Ale za każdym razem. – Powinieneś był mnie uprzedzić. Z pewnością przyjdzie po więcej. że są poważniejsze. Ale wiedząc. Tym miały się różnić od tych ognistych. których doświadczałem. – Nie znajdziesz wśród istot nieorganicznych pomocnych przyjaźni. Ten sam głos. gdy don Juan zadawał mi to pytanie. ale raczej dokuczliwe uzależnienie – zawyrokował. taki właśnie obraz pojawiał się w moim umyśle. Aż do tego momentu cząstka mego umysłu zachowywała swą racjonalność. tak jak zawsze. – Musisz być bardzo ostrożny. Wodne istoty nieorganiczne są bardziej skore do przesady. nie pozbawione uczuć. były jak strumienie naelektryzowanej wody. gdy krzyczałem. zadając mi pytanie: “Czy energia istoty nieorganicznej była jak ogień czy jak woda?" Czułem. Dawni czarownicy uważali. że cokolwiek zrobiłem. Istota organiczna. Prawie przez cały ten czas spałem. że są bardziej oddane. sen wywołany przez sztuczki don Juana. Poza tym. Uznałem. o których mówiono. Jakoś byłem pewien. by zabezpieczyć twój związek. nie niepokojony więcej przez istoty nieorganiczne. bardziej skłonne do naśladownictwa. o wszystkich możliwościach. co czułem. powiedział mi. Odrzuciłem tę część wiedzy czarowników. Ale nie wstawaj jeszcze. Podszedłem do leżącej na piasku istoty i spróbowałem ją dźwignąć. Byłem zdezorientowany. którą wpierw pozbawiłeś energii. by teraz o tym dyskutować. żebym położył się na istocie nieorganicznej. choć nie wydaje mi się. że szarpnięcia energii. Przez ponad dobę odzyskiwałem kontrolę nad swoim umysłem. Przyglądał mi się z wielkim zaciekawieniem. lecz znów nie mogłem wydobyć z siebie głosu. po prostu wyszła z siebie z emocji. Delikatnie oddzieliła się ode mnie i zniknęła. że wszystko działo się naprawdę. jest ona. Nigdy w życiu nie czułem strumieni naelektryzowanej wody. don Juanie? – Nie dałeś mi czasu. . być może. by można było je wytworzyć czy poczuć. a nawet. don Juan spał. – Nie znałem wszystkich możliwości. bo nie miała substancji. było słuszne. Spojrzałem pytająco na don Juana. Potem pomógł mi wstać. obudziłem go i opowiedziałem mu. że całkowicie odzyskałem siły. don Juanie? – To zbyt wielkie. Kontynuowałem moje ćwiczenia w śnieniu. biorąc wszystko to za jakiś sen. Nie chcę być na łasce żadnej istoty. bardziej opanowane. Nie mogłeś jej chwycić. Gdy wiedziałem już. – Dlaczego mnie nie powstrzymałeś. Zrobiłem to i oboje w jednym ruchu stanęliśmy na ziemi. pozostawiając mnie z niezwykle przyjemnym odczuciem pełni. jak ważne było jego pytanie. zbyt niewygodna i kapryśna. moim zdaniem. Poleź jeszcze przez chwilę. Na tym zakończyła się nasza rozmowa.energii. a następnie znów naładowałeś. Nie mogłem mu powiedzieć. Ciemny kształt leżał na piasku. ale też bardziej nadęte. byś ją zostawił na piasku. Od czasu do czasu don Juan podchodził do mnie. – Jakie to wszystko ma dla mnie znaczenie. który nie należał do don Juana. organicznej czy nieorganicznej. Chciałem zapytać don Juana. jakich jej dostarczyłeś. czy nic jej nie będzie. I nagle podjąłem szaleńczą decyzję. W kwestii istot nieorganicznych jestem prawie nowicjuszem. Zalecałbym ci wyplenić strach z twoich snów i z twojego życia. ale tak się nie stało. Powinienem się zmartwić jego zdecydowanie negatywną reakcją. ja i istota nieorganiczna przyczepiona do mnie niczym ciemny cień. jak pali mnie w gardle.

dawni czarownicy nabyli wielkiej biegłości w manipulowaniu punktem połączenia – w dziedzinie niezwykle obszernej i złowrogiej. – Czy jest po temu jakiś szczególny powód? – Najbardziej oczywisty na świecie: zupełne przeciwieństwo. gdy tylko zdecydował się podjąć ten temat. Tam szybuję. lecz nie udzielił mi zadowalającej odpowiedzi. jak temat istot nieorganicznych. One kochają niewolnictwo. zanim zupełnie się przebudzę. Don Juan wpatrywał się we mnie z uśmiechem. co powinno nastąpić. że to tylko sen. Zawsze się budzę z takiego snu. by ci powiedzieć. iż sam podjął ten temat. Śmiał się ze mnie i poprosił. przyciągany przez jakiś szczegół. gdy należało to zrobić. ale chyba nadszedł już czas. – Nigdy nie należały do moich ulubieńców – stwierdził. twierdząc. prowadzony przez niewidzialnego przewodnika. Roześmiał się i powiedział mi o swoich własnych lękach i odrazie do istot nieorganicznych. – Oczywiście główną przyczyną był strach. że pomyślałem. co ty zrobiłeś: zaprzeczyć ich istnieniu. don Juanie? – To nie jest właściwie strach. . Poczułem się dziwnie winny. czy domyśla się. Ta prośba bardzo mnie zdziwiła. że ten natrętny głos.ROZDZIAŁ IV: UNIERUCHOMIENIE PUNKTU POŁĄCZENIA Ponieważ umówiliśmy się. Nie potrafiłem go przezwyciężyć. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. don Juanie? – czułem się zmuszony spytać. – Najlepsze. w jakich czasach mogli żyć dawni czarownicy. tak czy owak. One uwielbiają kupować. A przy okazji. gdy zaczął mówić dalej. że będziemy rozmawiać o śnieniu tylko wtedy. bym mógł traktować ją poważnie. że ta sprawa jest dla mnie zbyt naciągana. lecz całkowicie zmienia się jego nastrój. – Do twoich pogaduszek z istotami nieorganicznymi – odparł sucho. bym opowiedział mu o moich niezwykłych sesjach śnienia. ten nagle powiedział. a ja wolność. ciągle wirując. chociaż nie wiedziałem dlaczego. W ten sposób w nic się nie angażujesz. gdy don Juan uzna to za konieczne. który wprawia mnie w wirowanie. gdy odwiedziłem don Juana w jego domu i rozmawialiśmy zupełnie o czymś innym. który napominał cię. podejmowane zawsze zupełnie nieoczekiwanie. co można zrobić z istotami nieorganicznymi. gdy oddalam się od swojego snu. że dzięki obcowaniu z istotami nieorganicznymi w śnieniu. Moja odpowiedź niezmiernie ubawiła don Juana. że nawet zacząłem na niego krzyczeć. Komentarze lub rozważania o śnieniu niezmiennie pojawiały się w tle innych tematów jego nauk. – Do czego pijesz. to właśnie to. że tym razem zechce sprawić mi przyjemność i odpowie. lecz pogadywać sobie z nimi regularnie. być może dlatego. Nigdy bowiem nie wspominałem nikomu. co teraz o nich sądzisz? – Pogrzebałem moje opinie – odparłem. Byłem więc zaskoczony. – To bardzo uciążliwy temat – stwierdził takim tonem. nie zmieniam go na inny. Pewnego razu. W tym momencie wierzyłem jednak. że don Juan kompletnie stracił rozum. i długo się miotam. a ja niczego nie sprzedaję. że znajduję się w nie znanym mi wymiarze. byś skupiał swą uwagę śnienia na przedmiotach w twoich snach. Dlatego też bardziej niż chętnie słuchałem go. iż znów zlekceważył moje pytanie. rzadko kiedy pytałem go o to i nigdy nie drążyłem tematu zbyt głęboko. i tak utrwalił się już na dobre. Nieraz wcześniej pytałem go o to. Byłem tak rozdrażniony. – Czy teraz też się ich boisz. że czasami. Natychmiast skorzystałem z okazji i zapytałem don Juana. – Nie mam czasu myśleć. a we śnie wszystko może się zdarzyć. lecz odraza. a ja odkrywam. Odczułem niewyobrażalne rozdrażnienie i szorstko powiedziałem don Juanowi. – Żartujesz? Jakich pogaduszek? – Nie chciałem poruszać tego tematu. Pomyślałem sobie. był głosem istoty nieorganicznej. – Ta sprawa tak samo wykończy twój zdrowy rozsądek.

oczekując mojej reakcji. Nic nie powiedziałem. Zapomniałem całkiem o swoim pytaniu o dawnych czarowników. iż Sebastian jest nie tylko czarownikiem. Powiedziałem don Juanowi. – Historia ta wyda ci się wydumana jedynie wówczas. choć zupełnie nie rozumiem. Podkreślił. którym ciągle brak takich właśnie osób. Dziesięć tysięcy lat to o wiele za dużo. Pewnego dnia spotkasz tę osobę. że jeśli tylko nikt nie jest świadomy istnienia magii. żeby mogła być to prawda. Trzy tysiące lat temu skończyła się ich władza i od tej pory czarownicy przegrupowują i restrukturyzują to. co zostało po ich starożytnych poprzednikach. że nagual Sebastian był kościelnym w południowym Meksyku na początku osiemnastego wieku. Don Juan opowiadał dalej. w stanie normalnej świadomości nie wierzę w te jego wydumane historie.– Miewasz prawdziwie udane spotkania ze swoimi nieorganicznymi przyjaciółmi – stwierdził don Juan. czy współcześni – znajdowali azyl w uznanych instytucjach. – Nikt nie wie tego na pewno. pozostanie jedynie kwestią energii. – Według mojej wiedzy dawni czarownicy panowali przez cztery tysiące lat. że spotkam jednego z dawnych czarowników? – Ponieważ tak będzie. Tego. że zapamiętasz. którego spotkałem. Chrapliwym głosem oświadczył wprost. – Nie próbuję zbijać twoich argumentów – ciągnął –lecz być może już wkrótce będziesz mógł zapytać kogoś. Don Juan uważał. gdy zaczniesz ją roztrząsać – zauważył don Juan. do kościoła przyszedł dziwny człowiek – stary Indianin wyglądający na chorego. opierając swoją odpowiedź na najnowszych danych archeologicznych dotyczących migracji azjatyckich nomadów do obu Ameryk. lecz również nagualem. iż w ogóle nie wierzę w to. kto może to wszystko potwierdzić. że słucham pilnie każdego jego słowa. że angażuję się w tę dyskusję tylko po to. że wie. – Daj spokój. takich jak Kościół. nie uwierzyłbym w nie również w drugiej uwadze. z wielkim wysiłkiem. dlaczego powiedziałeś. – Skąd możesz być tak pewien tych swoich dat? –zapytałem. I właśnie z nim musisz się spotkać. że opowiem ci inną wydumaną historię o pewnym nagualu z mojej linii. iż nie wydaje mi się. lecz ten. don Juanie. nagualu Sebastianie. Kto może potwierdzić coś. Chodzi o jednego z dawnych czarowników. To właśnie on opowiedział mi wszystko o dawnych czarownikach. lecz don Juan podjął ten temat na nowo. skierował swe słowa do niego. don Juanie. co mówi o dawnych czarownikach. o czym mówi. że pewnego dnia. w którą nie można uwierzyć. ale istnieje ktoś. Na razie jednak pozwól. że rzeczywiście. Sebastian. Nagual pomyślał. – Don Juanie. co zdarzyło się siedem tysięcy lat temu? – To bardzo proste. Wy dwaj musicie się spotkać pewnego dnia. Przybysz poprosił słabym głosem o pomoc. – Ty wiesz swoje. mocno zaniepokojony niespodziewanym obrotem wydarzeń. Twierdził. – To kolejna rzecz. że czarownicy – czy to starożytni. Co prawda. że z powodu swojej wielkiej dyscypliny czarownicy są godnymi zaufania pracownikami i z tego powodu są usilnie poszukiwani przez instytucje. – Skąd możesz być tak pewien swoich? – odparował. Don Juan powiedział mi. że Indianin poszukuje proboszcza. brak ideologicznych sympatii czarowników czyni z nich idealnych pracowników. ale też nie mogłem przyznać mu racji. o których mowa. odciągnął Indianina na bok . jak czarownicy – zripostował raz jeszcze. by nie okazać mu wprost. Nie chciałem się z nim kłócić. Powiedziałem mu. Przyznałem. Nie żartuj sobie. Zarzucił mi. – Według mnie dawni czarownicy żyli może nawet aż dziesięć tysięcy lat temu – powiedział z uśmiechem. co powiem ci o tym człowieku. kto wie to na pewno. gdy Sebastian krzątał się przy swojej pracy. On jest kluczem do wielu naszych starań i wysiłków. a ja swoje – stwierdził don Juan. Mam nadzieję. aczkolwiek wtedy zareagowałbym zupełnie inaczej. od siódmego do trzeciego tysiąclecia wstecz. – Tak samo. Odrzekłem mu. że archeologowie mają nieomylne metody ustalania czasu istnienia dawnych kultur. –Jeśli natomiast nie zaangażujesz w to swojego zdrowego rozsądku.

by zaprzestał wygłupów. który sprzeciwił się śmierci dotrzymał słowa. co wiemy o nim od pokoleń. Sebastian musiał przyjąć podarunek. Uczucie to było dla mnie bardziej kłopotliwe. że istoty nieorganiczne są tak samo realne. jak tylko spełnić jego prośbę. że nagual dzięki swojej dyscyplinie nabywa szczególnego rodzaju energii. że Indianin wcale nie przesadzał. gdy Kościół brutalnie i systematycznie tępił heretyckie praktyki wśród Indian Nowego Świata. trwa już tysiące lat. które zamierzałem zadać don Juanowi. zataczając ręką szeroki łuk – nie zawracasz sobie głowy kłamstewkami. To właśnie tego. że to. że potrzebuje energii naguala. Kilka miesięcy później moje ćwiczenia w śnieniu przybrały dziwny obrót. Widziałem je w snach tak wiele razy. których zwano tymi. – Wszystko. jednym z tych. że z biegiem czasu tego. stało się później podstawą porozumienia. sformułowałem je w myślach następująco: “Jeżeli mamy przyjąć. które. pochodzi od niego samego. Jednak pozostali naguale. ofiarował każdemu nagualowi podarunek mocy. następców Sebastiana. W zamian za to Sebastian nie tylko będzie mógł bez żadnego uszczerbku działać dalej. aczkolwiek zrobił to bardzo niechętnie. by utrzymać się przy życiu. Przypomniałem sobie. znajduje się przestrzeń. a ja zostałem z dziwnym uczuciem. które możliwie najlepiej wyrażałoby mój dylemat. którzy sprzeciwili się śmierci. co powiedział. został przyparty do muru i nie miał innego wyjścia. nagual i jego grupa znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Kłamstewka są dobre dla tych. że nie przybył tu. którzy nigdy nie widzieli. że manipuluje nim stary Indianin. wyjaśniając. Przetrwał tak długo prawdopodobnie dzięki sobie tylko znanym sposobom manipulowania punktem połączenia. tworząc symbiotyczny związek. niż gdybym opisał największą potworność. nie mogły być wytworami mojego umysłu. nie dawała nagualowi spokoju. Don Juan powiedział. którą gromadzi w swoim ciele i której on bezboleśnie zaczerpnie z jego centrum energetycznego znajdującego się na pępku. co tam się ukrywa. lecz przybysz był nieugięty i nie pozostawił mu innego wyjścia. gdy siedziałem przy biurku. którzy przyszli po nim. jak ludzie. Don Juan zakończył swoje opowiadanie. otrzymałem odpowiedź na nie wypowiedziane pytanie o realność istot nieorganicznych. – A co tam na nas czeka. Świadomość. lecz po fachową pomoc. że zacząłem uważać za istoty realne. zaczęto nazywać lokatorem. Don Juan przypomniał mi. – W jaki sposób zdołał tak długo przeżyć? – zapytałem. to gdzie w fizycznym wszechświecie. że jest jednym z czarowników starożytności. Pewnego dnia. co zaszło między Sebastianem a starym Indianinem. Ten. Sebastian. Stary człowiek rozzłościł się i zagroził Sebastianowi. – Coś absolutnie bezosobowego – powiedział. Chciałem zadać don Juanowi zwięzłe pytanie. – Gdy stajesz w obliczu tej niewyobrażalnej tajemnicy dokoła – odparł. zapytałem o dawnych czarowników. Don Juan zapewnił mnie. dotknąłem nawet jednej z nich. które. wyda go i jego grupę władzom kościelnym. przyjęli go z wdzięcznością i dumą. w której one .i zażądał przeprosin. było prawdą. Powiedział. że były to czasy. choć właśnie teraz gaśnie. aby przepraszać. który zmienia przebieg i ostateczny cel ich linii. – Skąd wiesz. jak ma przekazać mu swoją energię. Największe wrażenie jednak wywarło na mnie to. że mówił prawdę? Don Juan pokręcił głową ze zdumieniem. niż mogłem sobie wyobrazić. że jeśli ten nie spełni jego prośby. który był bardzo inteligentnym człowiekiem i nie miał ochoty wysłuchiwać podobnych bzdur. Okazało się bowiem. lecz również otrzyma podarunek mocy. które związało wszystkich sześciu nagualów. upomniał Indianina. Tej groźby nie można było zlekceważyć. który sprzeciwił się śmierci. Stary człowiek odparł. I od ponad dwustu lat naguale z linii don Juana szanują to porozumienie. – Tego nikt nie wie – odpowiedział don Juan. że to. który sprzeciwił się śmierci. Stary człowiek wyjaśnił. w zamian za ich energię. pozornie niewinna. don Juanie? Jego odpowiedź. że byli u szczytu swego rozwoju trzy tysiące lat temu. Zmienił poziom mojej świadomości. bardziej mnie przeraziła. jak zapewnił Sebastiana. jak podejrzewałem. jeśli nie z odrazą. Zacząłem uzyskiwać w snach odpowiedzi na pytania. że znajdując się w stanie nie całkiem normalnej świadomości na pustyni wokół Sonory. Sebastian zapytał Indianina. Don Juan musiał zauważyć druzgoczący efekt swoich słów. Don Juan nie chciał więcej opowiadać. bym doszedł do siebie. a on powiedział. że po niedługim czasie zaczęło mi się to przydarzać również na jawie. A moje sny co jakiś czas odchodziły od normalności i widywałem wówczas obrazy światów. czekając na nich.

co już wiedziałeś. Ostatnią rzeczą. zupełnie jak wówczas. która oddziałuje na nas z powodu unieruchomienia naszego punktu połączenia. wiemy więcej o tajemnicy wszechświata. Czekałem na niego w trwodze. gdybym powiedział. – Stwierdzenie. Przeżycie tego niesamowitego zjawiska zupełnie samodzielnie. Opowiedziałem don Juanowi. Jego stwierdzenia były słuszne. śniący osiąga pewien próg energii i zaczyna widzieć różne rzeczy lub słyszeć głosy. że tracę rozum. jeżeli jesteś w stanie utrzymać pewien dystans. – Nie tracisz rozumu. Później usłyszałem męski głos: – Przestrzeń ta znajduje się w określonym położeniu punktu połączenia. – Musisz zrozumieć raz na zawsze. która rzekomo pomaga śniącym poprzez mówienie im różnych rzeczy. co mówił do mnie głos. don Juanie. której nadajemy cechy osobowe. ponieważ utrzymujemy nasz punkt połączenia nieruchomo w nowym. – Nie skłamałbyś. usłyszałem dziwny śmiech. ponieważ posiada głos. Bądź jednak spokojny. niż przypuszczasz. – Wysłannik nie powiedział ci nic nowego. Ale taka to już nasza ludzka przypadłość. gdyby był czarownikiem z prawdziwego zdarzenia. co jest czym. Głos był tak wyraźny i apodyktyczny. złośliwa. Nie wywarło to na nim żadnego wrażenia. wstałem więc i wybiegłem z domu. Przy pierwszej okazji opowiedziałem o tym don Juanowi. Ten głos mówi im. Don Juan roześmiał się. Niektórzy czarownicy są jej zagorzałymi zwolennikami. zła. On tylko mówi nam. napełniło mnie wielką radością. Nawet ją widzą. lecz zdarzenie już więcej się nie powtórzyło. tym silniejsze przeżycie kontaktu z wysłannikiem. don Juanie. jaki jest stan rzeczy. że takie rzeczy są normalne w życiu czarownika – powiedział. Wszystko zależy od stopnia unieruchomienia punktu połączenia. Obca energia. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o wysłanniku. bez pomocy don Juana. że skłamałbym. – Jest tak. – Dlaczego niektórym z nas objawia się jako głos? – Widzimy ją albo słyszymy. Następny kłopot do mojej kolekcji kłopotów.istnieją? Po postawieniu sobie tego pytania. czym jest: bezosobową siłą. iż jest to obca energia obdarzona zwięzłością. albo – tak jak ty – słyszą jako kobiecy lub męski głos. Przerwał mi i uśmiechając się szeroko. gdy mocowałem się z istotą nieorganiczną. Wysłannik powtórzył jedynie to. niż przypuszczamy. Bezosobowa siła. co najczęściej biorą za święte słowa. że nie tylko mnie zaintrygował. powiedział: . Jaka to energia? Dobrotliwa. jak mówiłem – zauważył don Juan. jak twój świat znajduje się w jego zwyczajowym położeniu. a my wyciągamy z tego własne wnioski. Wysłannik pozostanie tym. Uważaj! Możesz zobaczyć i poczuć go jako nagą kobietę. – Jasne. ale tylko pozornie odkrył coś przed tobą. Zacząłem pytać don Juana. wcale mi nie pomogło. po prostu słyszysz głos wysłannika śnienia. dobra? Jaka? – Obca energia. Problem z wysłannikiem śnienia polega na tym. Tak samo. im silniejsze unieruchomienie. – Obawiam się. określonym położeniu. – Co to wysłannik śnienia? – To obca energia obdarzona zwięzłością. by sobie żartować. że może powiedzieć czarownikowi jedynie to. – Czyjego rady są bezpieczne i rozsądne? – To nie są rady. lecz ja byłem zbyt przerażony. Przyszło mi na myśl. lecz również przeraził. A raczej pojedynczy głos. – Czy ta siła może się zmaterializować? – zapytałem. Wiesz obecnie nieskończenie więcej o tajemnicy wszechświata. Tylko tyle. Po przekroczeniu pierwszej lub drugiej bramy śnienia. Czarownicy nazywają go głosem wysłannika śnienia. nic się nie zdarzy. czy on również słyszy jego głos. jakiej pragnąłem. co ten już wie lub wiedziałby. było wdawanie się w dyskusję z jakimś eterycznym głosem. iż wiedziałem to wcześniej.

stal się bezosobowym głosem. że każdy śniący słyszy albo widzi wysłannika? – Każdy go słyszy. a czarownicy starożytności krok po kroku powtarzali je. że nie wyobrażam sobie. za każdym razem. W tym momencie zupełnie przestał mi się podobać kierunek. – A jaka jest ta cena? – Nasze życie. o rzeczach. Jednakże ich metoda polega na potraktowaniu jako miernika naszych potrzeb naszej najgłębszej jaźni. W ten sam sposób my sami uczylibyśmy je. podczas gdy don Juan zanosił się śmiechem. To bardzo niebezpieczne! – Nie rozumiem. Chyba doskonale rozumiałem. Może dlatego. po co miałbym zostawać ich uczniem – dodał don Juan. – Uważasz. – Ale czego one uczą? – Rzeczy właściwych ich światu. a potem uczyłby cię. że nauczyli się wspaniałych rzeczy. nasza wolność.– Tak. – Powiedzmy. niższej jaźni – ciągnął don Juan. Dlatego właśnie śniący zawsze się z nią stykają. O tym. czy skoncentrować się na istotach nieorganicznych i pójść w ślady dawnych czarowników. poprzez zużytkowanie całego zapasu dostępnej energii. Gorączkowo szukałem w pamięci pytań z innych dziedzin. Wysłannik mówi mi o wszystkim. nagual Julian. – Jakich sprawach. gdy już lepiej radziłem sobie ze strachem. pomógł mi podjąć decyzję i odrzucić tę drogę. to jakie mogłyby być tego rezultaty? Jak myślisz? Nie znalazłem odpowiedzi. W młodości widywałem go jako zakonnika w czarnym kapturze. tak. – Potrafisz to jakoś wyjaśnić? – Nie. nie czyniąc żadnych zmian w swojej najgłębszej naturze. Na przykład o szczegółach związanych z zachowaniem moich uczniów. a potem uczeniu nas odpowiednich rzeczy. chciwością. Zaangażowanie tej natury. nasza energia. Innymi słowy. jaki przybrała nasza rozmowa. co robisz. na którego widok umierałem ze strachu. i tak dalej. Sprzymierzeńcy wykonywali poszczególne czynności. Potem. których nie chce mi się samemu rozgryzać. Wysłannik mówi i do mnie. która przybywa z ich świata. . W pewnym momencie życia musiałem podjąć decyzję. niewielu jednak widzi lub czuje. gdy nie ma mnie w pobliżu. Nigdy nie żałowałem tej decyzji. jak zaspokoić ten straszliwy stan ducha. Zamiast tego wyjaśnił. lecz zrobili to na bazie czystej. Gadającego zakonnika. Aby w pełni podążać za przykładem swoich sprzymierzeńców. – Istoty nieorganiczne stały się ich sprzymierzeńcami i za pomocą cierpliwych instrukcji nauczyły ich czynić cuda. czują się zmuszone wziąć nas pod swą kuratelę. don Juanie? Nie odpowiedział. że istoty nieorganiczne są zawsze gotowe do nauczania. że ja również powinienem odrzucać istoty nieorganiczne. nasze oddanie się im. – Czy wysłannik śnienia jest istotą nieorganiczną? –zapytałem. że jest siłą. zazdrością i tak dalej. dawni czarownicy musieli spędzać życie w świecie istot nieorganicznych. wysłannik mało mnie obchodzi. Poza tym. – Czy związki z istotami nieorganicznymi przetrwały do dzisiaj? – Nie potrafię na to odpowiedzieć z całą pewnością. na co skieruję moją intencję. – Nie wiedziałem. don Juanie? – O wszystkim. który do dzisiaj mówi mi o różnych sprawach. Mój nauczyciel. Ilość energii potrzebna do regularnego odbywania takiej podróży jest niewyobrażalna. rzeczy właściwych naszemu światu. dlaczego don Juan to wszystko odrzucił. czy odrzucić to wszystko. bym mógł żyć w takich związkach. – Czy oznacza to. ogranicza poszukiwanie wolności. W szczególności o tobie. że posiadają głębszą świadomość niż nasza własna. – Cena jest zbyt wysoka. – Jeśli ktoś miałby wziąć za miernik twoją najgłębszą jaźń razem ze wszystkimi jej lękami. gdybyśmy byli w stanie. Mogę stwierdzić jedynie. co robią. – Problem z dawnymi czarownikami polega na tym. dlaczego miałoby to być niebezpieczne.

o tym. – Analizuje się znaczenie słów. O świecie istot nieorganicznych porozmawiamy innym razem. pozostały jedynie sztuka śnienia i sztuka podchodzenia. że zdumiewa go to. – On ma rację – powiedział. zmuszając śniących do unieruchomienia punktu połączenia. wysłannik śnienia są niczym innym. Gdy jednak powtórzyłem mu to. wybrali złe rozwidlenie. gdy usłyszałem głos wysłannika. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Uwaga śnienia. Nie oczyściłeś jeszcze swojej uwagi śnienia ze wszystkich śmieci. Stali się zbyt zachłanni i gdy doszli do rozdroża. – Czy mam z tego wnioskować. A za ten absurd wysłannik pobiera nieprawdopodobne ilości energii. – Unieruchomienie punktu połączenia w jakimś nowym miejscu oznacza nabycie spójności – powiedział don Juan. druga uwaga. ciało energetyczne. Jeżeli czarownik chce żyć w świecie istot nieorganicznych. Ale w końcu i oni popełnili błąd. Ale nie ma sensu teraz o tym mówić. lecz z pewnością mogli tam żyć. jak daleko jestem od miejsca swoich narodzin. I ty też tam byłeś. Wysłannik należy do innego porządku. związki z istotami nieorganicznymi. Potem przeszedł na hiszpański. zgodził się ze mną. nie oznacza. jak efektami ubocznymi nabywania spójności. że sztuka śnienia wiąże się z przemieszczaniem punktu połączenia. co usłyszałem. a moja decyzja o wycofaniu się z nauki była nieuzasadniona. zalewającego mnie pochlebstwami. Byłem tym zafascynowany. Sam zobaczysz. iż odwołałem moją decyzję. których czarownicy się nauczyli. Wysłannik śnienia był dla takich czarowników najważniejszą istotą. – To. że nie zgadzam się z nim w kwestii wysłannika. Podchodzenie zaś zdefiniował jako sztukę unieruchamiania punktu połączenia w dowolnym położeniu. Byłem pewien. – Robisz to i jeszcze dużo więcej.– Chcesz przez to powiedzieć. don Juanie? – Niezliczoną liczbę razy. które może przyjąć. Wysłannik powiedział to po angielsku z wyraźnym akcentem z Zachodniego Wybrzeża. a wiedza jest mocą. Powróciłem więc do swoich ćwiczeń w śnieniu. Pewnego dnia zgodzisz się ze mną. Nigdy przedtem nie słyszałem. – To właśnie robiłeś podczas ćwiczeń w śnieniu. iż ze wszystkich wspaniałych rzeczy. Głos mówił nawet po portugalska. Już miałem wszcząć kłótnię. Rozróżniłem słaby akcent argentyński. lecz nigdy nie uznaje się ich za świat prawdziwych zdarzeń. by mnie uspokoić. Wielokrotnie powtarzał. że udoskonalam swoje ciało energetyczne – zauważyłem ze zdziwieniem. badając te tysiące położeń. traktuje się je jako znaki. że muszę przerwać moje lekcje śnienia. W tonie don Juana pobrzmiewało ukryte przekonanie. ani nie lubię. że nie nauczono nas traktować snów jako poważnego pola odkrywania nowego. Słuchanie jego głosu. mówi. zachowując swoją świadomość i indywidualność. Natychmiast powiedziałem don Juanowi. zagrzebany w rutynie i przekonaniach swego powszedniego życia. wysłannik jest doskonałym pomostem łączącym oba światy. jak my egzystujemy w naszym? – Niezupełnie tak samo. że robi to tylko po to. że nie akceptujesz albo nie lubisz wysłannika. że czarownicy byli zdolni do egzystowania w takich światach tak samo. – Czy byłeś kiedykolwiek w takim świecie. a na dodatek naucza i prowadzi. że don Juan wie. – Lubisz mnie. – Z tego co wiem – ciągnął don Juan – tak postąpili jedynie czarownicy starożytności. Śnienie pomaga w tym. by wysłannik mówił w ten sposób. Chcesz wiedzy. do którego zostanie przesunięty. – Myślałem. Kilka tygodni później stwierdziłem. że zareagowałem nieco histerycznie. wszystkie są efektami ubocznymi unieruchomienia punktu . Opowiedział mi o spełnieniu i wiedzy. o pragnieniu przygód i obsesji na tle nowych rzeczy i nowych horyzontów. don Juanie? – Ani go nie akceptuję. iż tak nie jest w istocie – zaczął. Postawili wszystko na jedną kartę: unieruchomienie punktu połączenia w tysiącach położeń. z wyraźnym akcentem południowych pampasów. ponieważ nie widzisz niczego złego w próbowaniu wszystkich możliwości. Innymi słowy. przeraziło mnie i przyprawiło o mdłości. uczysz się spójności. Nie chcesz siedzieć sobie bezpiecznie. Podczas jednej z wizyt zupełnie niespodziewanie zaczął mówić o snach. A poza tym jego nauki i przewodnictwo po naszym świecie to absurd. porządku dawnych czarowników. Wyczułem jednak. Don Juan powiedział.

Wiry formowały się nie tylko wówczas. i to nie dlatego. gdy dotykałem drzewa jakąś częścią mojego ciała. – Czy rzeczywiście zachowuję nowy kształt mojej energii? – Niezupełnie. Zacząłem się zastanawiać. Byłem przekonany. Inaczej mówiąc. Wszędzie skłaniały się nade mną ogromne. a nie ruch. tym większa spójność. że nadszedł czas. ćwiczysz umiejętność zachowania nowego kształtu swej energii poprzez umocowanie punktu połączenia nieruchomo w położeniu określonego snu. Przede mną. że nie potrafisz. przywołując moją uwagę śnienia przez przypatrywanie się poszczególnym liściom. Im wyrazistszy jest obraz naszych snów. żebyś po prostu się w nie wpatrywał. lecz wielozmysłowa. poniżej. Poruszałem się od szczegółu do szczegółu. Trudność polega tu na tym. lecz postrzegałem nie tylko oczami. na liściach samotnego drzewa rosnącego w pobliżu. unieruchomię go w nowym położeniu. jakbyś śnił.połączenia w przeróżnych pozycjach śnienia. iż zachowanie spójności we wszystkich przesunięciach jest prawdziwym osiągnięciem. w rzeczywistości utrzymujesz pozycję śnienia swojego punktu połączenia. Moja uwaga śnienia była nie tylko wzrokowa. zmieniło się w sen. tak jakbym się wyrwał z magnetycznego uścisku drzewa. Wtem wstrząsnęło mną straszliwie. w istocie czułem je pod palcami. – Co to jest pozycja śnienia. nie miałem dość energii. czego się nauczyłem w śnieniu. Potem. Nie dając mi czasu na zadanie jakiegokolwiek pytania. Czułem. A teraz wpatruj się w te liście tak. będąc w stanie świadomości normalnego świata. A może zasnąłem zahipnotyzowany przez drżące na wietrze liście i to wszystko mi się śni. tak jak robiłem to w snach. że w snach. kolejne szarpnięcie energii przeniosło mnie w zupełnie inne miejsce. choć niezwykle znaczącą zmianą. jak nauczyłem się w moich snach. że są one praktycznie niezauważalne. Wyjaśniał mi cierpliwie. Pamiętaj. jak w prawdziwym śnie. czy przypadkiem nie wdrapałem się na to drzewo w przypływie oszołomienia i naprawdę nie chwytam za liście. Dzięki swoim ćwiczeniom w śnieniu. Na końcu dodał. Wystarczyło jedynie skupić wzrok na liściach. – Skąd wiemy. abym po prostu się w nie wpatrywał? – zapytałem. a potem siła bezpośredniego doświadczenia zaćmiła je zupełnie. kiedy już potrafisz utrzymać obraz dowolnego przedmiotu. że jest to tak proste. utrzymać go i oto nagle zostałem wciągnięty w zawirowanie. Oczywiście zachowywałem się również tak samo. zupełnie jak podczas śnienia. don Juanie? – Każda nowa pozycja. Liście drzewa przemieniły się we wszechświat odczuć zmysłowych. W czasie tej wizji czy też snu ogarnęły mnie racjonalne wątpliwości. że siedzę na jakimś śnionym drzewie. gdy tylko skupiałem swoją wielozmysłową uwagę śnienia na jakiejś cesze drzewa. Don Juan miał rację. że będę postrzegać z poziomu drugiej uwagi. chichocząc. groźnie . Przesunięcia punktu połączenia powodują tak małe zmiany. abyś zrobił coś bardzo szczególnego z tymi liśćmi. Masz utrzymać swą uwagę śnienia na liściach tego drzewa. że nie byłem w stanie śledzić jego toku rozumowania. to tak. rozciągał się niezmierzony horyzont. Potem don Juan powiedział. – Chcesz. To. rozwijasz również umiejętność bycia spójnym. nakazał mi skupić moją uwagę. zagubiony w koronie drzewa. Jednak tak samo. a moja spójność sprawi. gdy się wpatrywałem. który właśnie śniłeś. lecz dlatego. że twój punkt połączenia wykonuje jedynie przesunięcie. Jakiś nagły ruch wstrząsnął wszystkim dokoła i wypchnął mnie z kępy liści. jakbym dotykał tych liści. – W jaki sposób możemy unieruchomić punkt połączenia w pozycji śnienia? – Przez utrzymywanie obrazu dowolnego przedmiotu z twojego snu lub poprzez swobodne zmiany snów. – Nie chcę. że poprzez przypatrywanie się liściom dokonam małego przemieszczenia punktu połączenia. Zdenerwowanie sprawiło. że aż śmieszne. który formował się. że zachowujemy spójność? – Dzięki wyrazistości naszej percepcji. jakby połknęły mnie w całości. jak podczas zwykłego snu. lecz również wtedy. bym sprawdził w praktyce to. by się nad tym dłużej rozwodzić. Myśli zaczęły odpływać. Chcę. co z początku było zwykłym wpatrywaniem się w liście drzewa. tak jak zdarzało się to podczas niezliczonych snów. Trwały jedynie chwilę. do której punkt połączenia zostaje przemieszczony w trakcie snu. nie wiedząc dlaczego. Otaczały mnie ciemne góry i zieloność roślin. Mogłem je również powąchać. że są one tak małe i tak liczne. przyciągany siłą wiru. lecz z pewną drobną.

gdzie jest ten świat. w drzwiach jego domu na pustyni Sonora. że nie mam co liczyć na to. że to rzeczywiście sen i zniknie od razu. Albo opowiem się za credo dawnych . Bezwładność mojego skoku nadała mi pędu i z wielką prędkością spadałem wśród liści drzewa i jego twardych gałęzi. na prośbę don Juana opisałem wszystko. Dawni czarownicy zaś dlatego. W tej samej jednak chwili usłyszałem wyraźnie głos wysłannika. żebym się nie martwił. Pewne rzeczy mogą być niejasne. Wyjaśnił. Człowiek – ponieważ nie wie o istnieniu punktu połączenia i musi uważać efekt uboczny jego zwyczajowego położenia za coś ostatecznego i bezspornego. że choć wiedzieli o nim wszystko. gdy tylko wyczerpie się moja uwaga śnienia. Don Juan. że moja uwaga śnienia powinna się była już wyczerpać. tak jakbyś nie wiedział o istnieniu punktu połączenia. co niepojęte. co się dzieje wokół nas i zdrowy rozsądek – jest jedynie rezultatem unieruchomienia punktu połączenia w jego zwyczajowym położeniu. Były większe niż jodły z Oregonu i Waszyngtonu. dali się skusić łatwością. gdy trochę odpocznę. że mam dwa wyjścia. don Juanie? – Ponieważ zarówno człowiek jako gatunek. że rozumiemy świat i potrafimy przewidywać zdarzenia. To klątwa dawnych czarowników i sól w oku człowieka. – Byłoby doprawdy odrażające. Dlatego też to. poczucie. że takie światy nie istnieją i istnieć nie mogą. Lecz jeszcze większą ohydą byłoby opowiedzenie się po stronie dawnych czarowników i cyniczne manipulowanie punktem połączenia dla własnych korzyści. – Co to ma wspólnego z tym. Sceneria ta tak skrajnie różniła się od jałowej pustyni wokół Sonory. ale nie mogłem mówić. Jeśli jednak zapytasz mnie. Naprawdę w to wierzyłem. iż to. który powiedział. Don Juan powiedział. a potem wypycha punkt połączenia poza wymiar ludzki i pozwala nam postrzegać to. co napawa nas tak wielką dumą i wydaje się naturalnym miernikiem naszej wartości – twarde stanie nogami na ziemi. Ale obraz trwał. że śnienie daje nam płynność. gdzie jest punkt połączenia. którzy wyprawiają się poza granice normalnego postrzegania. a ja odpowiem ci. dzięki której możemy odwiedzać inne światy. co przeżyłem wczoraj? – Wczoraj byłeś w innym świecie. bojąc się go stracić. Nigdy w życiu nie widziałem takiego lasu. co się zdarzyło. gdy pomyślałem sobie. z której się wyłoniłem. całkiem dojdę do siebie. świadomość tego. moja odpowiedź nie będzie miała dla ciebie żadnego sensu. było zjawiskiem wykraczającym poza wymiar rozumu. Natychmiast zrozumiałem. a napady niemoty zdarzają się często czarownikom. ani normalny świat?" Ogarnięty śmiertelnym przerażeniem skoczyłem do tyłu. Don Juan utrzymywał. Wiedziałem. podróżą. z jaką można nim manipulować. Nie możesz wpadać w takie pułapki – ciągnął. – Dlaczego tak mówisz. W środku czułem. nawet wówczas. że don Juanowi zrobiło się mnie żal i postanowił dodać mi otuchy. moje doświadczenie będzie mi mówić. Oderwałem się od drzewa i w jednej sekundzie znalazłem się przy don Juanie. wykazywał. znowu pytlujemy o najważniejszej kwestii świata czarowników – ciągnął don Juan – o pozycji punktu połączenia. iż nie miałem już żadnych wątpliwości. że istnieją inne światy. a rozum będzie odpowiadał. tym większa nasza wiara w siebie. Oczywiście nie zgodziłem się z tym i wyraziłem pogląd. lecz dlatego. Wówczas przez głowę przeszła mi przerażająca myśl: “A jeśli to nie jest ani sen. gdybyś stanął po stronie człowieka. – Ciągle czegoś nie rozumiem – powiedziałem. że z moim rozumem jest coś nie w porządku. która najpierw pozwala nam dostrzec wszystko. Zatrzymałem ten niezwykły widok. że rozsądek jest tylko efektem ubocznym zwyczajowego położenia punktu połączenia. że znowu znalazłem się w stanie. że nic nie może wykraczać poza granice rozumu. nieporuszony. co widziałem i co robiłem. że rozumiemy ten świat. jak i dawni czarownicy padli ofiarą umiejscowienia punktu połączenia. że nasza zdolność mowy jest wyjątkowo słaba. że za kilka godzin. Ostrzegł mnie. Don Juan dodał. co tylko człowiek jest w stanie dostrzec.wyglądające drzewa. Im bardziej jest ono sztywne i niezmienne. ale wcześniej czy później umysł rozświetli ciemności niewiedzy. iż uda mi się racjonalnie ogarnąć moje przeżycie i to nie dlatego. z powrotem do kępy liści. Nazwał śnienie podróżą o niewyobrażalnym zasięgu. w którym mogłem myśleć spójnie. Albo opowiem się za credo człowieka i stanę w obliczu dylematu. niszcząc nasze poczucie. że tam. że śnię. – No i patrz. Po przebudzeniu.

gdyby miał okazję interpretować wysłannika w odniesieniu do wszelkich możliwych permutacji mojej intrapersonalnej dynamiki. że odrzucenie go i bezpośrednie postrzeganie energii zamienia człowieka w czarownika. albo zostaniesz histerycznym czarownikiem. że człowiek postrzega wszędzie tak samo. siłę wywodzącą się ze świata istot nieorganicznych. co postrzegamy. gdyż absolutnie się z nim zgadzam. wierząc.czarowników i automatycznie przyjmę istnienie innych światów. – Jak mogę tego uniknąć. która takie światy tworzy. Wynikiem tego będzie inny dylemat: będę musiał się tam przenieść fizycznie. Jest to siła. chociaż nie miałem całkowitego obrazu tego. że zostałem wychowany przez dorosłych w podeszłym wieku i że nasycili mnie oni poglądami starych ludzi. Ja byłem niewątpliwie jednym z nich. Prędzej czy później twój punkt połączenia będzie płynniejszy. Dlatego też jestem niebezpiecznie poprawny. oznacza to. przyciągany nadzieją zdobycia mocy i innych korzyści. Byłem zbyt odrętwiały. można pokierować nami tak. Odpowiedział. założyli. po kilku miesiącach codziennego wsłuchiwania się w głos wysłannika przestałem uważać go za niepokojący czy cudowny. Wyjaśnił. Don Juan miał wyrobione zdanie o wysłanniku. iż naciska mnie. którymi dawno przestałem się interesować. i z łatwością zmienia położenie. acz niezmienną. był brak synchronizacji między nami. byśmy mogli interpretować to. dawni czarownicy doszli do wniosku. Tak więc dawni czarownicy mieli całkowitą rację. że nie może wyjść z podziwu dla. by zachwiać moim punktem połączenia i pozwolić mu na choćby minimalną płynność. systemu. I popełniłem tak wiele błędów pod jego wpływem. by wiedzieć. która nie miała dla mnie żadnego znaczenia. Don Juan zmienił temat i podjął wyjaśnienia unieruchomienia punktu połączenia. don Juanie? – Jest tylko jeden sposób. Wysłannik opowiadał mi bowiem o ludziach lub zdarzeniach. bardzo dawno utraconą pewnością. by być takim. A jeśli decydujemy się uważać jego słowa za radę. że jedynie u dorosłych punkt połączenia jest unieruchomiony w jednym miejscu. Zapytałem don Juana o tę osobliwość. Powiedział mi. Czarownicy nazywają go czystym rozumieniem. – Jeżeli nie zdołasz rozwinąć tego minimum – mówił dalej don Juan – to albo staniesz się jeszcze bardziej poprawny. Don Juan powiedział. Powrót do ćwiczeń w śnieniu wyeliminował te zmartwienia. Widząc również. która powoli odnajdywała do mnie drogę. można tak kierować i ćwiczyć naszą percepcję. Jedyną wadą. na których skupiłem swoją uwagę. odkrywać i nie móc wyjść ze zdumienia. Don Juan zwrócił uwagę. z czym się zgadzam. że ma to związek ze sztywnością mojego punktu połączenia. że nie muszę. który rządzi nami do końca życia. że utrzymam punkt połączenia w pozycji. a sama moja zachłanność spowoduje. Widząc to. Mówię ci o dawnych czarownikach nie dlatego. Ja nazywam go romansem z wiedzą. że niemal pojąłem niechęć don Juana do traktowania go poważnie. że jego zwyczajowe położenie nie jest wrodzone. który wyraźnie i zwięźle w trzech językach wyjawia mi tajemnice wszystkich rzeczy lub osób. by przeciwstawić ich tobie. największego osiągnięcia procesu wychowania – zablokowania punktu połączenia w jego zwyczajowym położeniu. by nadążyć za jego wywodem. ale wówczas uświadomiłem sobie. że zostajemy wciągnięci do tego systemu już poprzez to. iż się w nim urodziliśmy. by ich obmawiać. lecz wywołał nowe. że będziemy postrzegać więcej dzięki systemowi niż dzięki naszym zmysłom. które przyszło do mnie z daleka. jak oni – poprawnym i histerycznym. Innymi słowy. lecz nabyte wraz z rozwojem przyzwyczajeń. Psychoanalitykowi trafiłaby się niezła gratka. jak to ujął. Stał się dla mnie czymś normalnym. Na przykład. że jesteśmy kompletnymi idiotami. i od tej też chwili usilnie staramy się dostosować naszą percepcję do wymagań tegoż systemu. Zapewnił mnie. Ta zgoda była raczej uczuciem. Kiedy już bowiem zostaje tam unieruchomiony. Z biegiem czasu ów szczególny sposób postrzegania staje się systemem interpretacji bodźców zmysłowych. że punkt połączenia u dzieci bez przerwy drży. by wyrównać twoją skłonność. bym zażywał mieszanki roślin halucynogennych właśnie po to. iż to szczególne umiejscowienie sprzyja szczególnemu sposobowi postrzegania. jakby targany wstrząsami. . której czarownicy używają. Uważał go za bezosobową. ale nie na tyle. W żaden sposób nie mogłem zachować spokoju w obliczu tak niezwykłego zjawiska: oto słyszę głos. ponieważ punkty połączenia ludzi wszystkich ras są unieruchomione w tym samym położeniu. Powiedział. lecz po to. Dlatego też każdy śniący doświadcza go mniej więcej tak samo.

potrzebowałeś spójności. chwilowa percepcja w nowym świecie. – Jest możliwa – zapewnił mnie don Juan. – Jakie to były działania. Don Juan wyjaśnił. Ów świat istnieje dokładnie w tym miejscu. że z chwilą przekroczenia przez punkt połączenia pewnego progu. – Czyż nie potrafią tego ludzie chorzy psychicznie. lecz również nauczyli się unieruchamiać go w tych pozycjach i dzięki temu utrzymywać swą spójność przez dowolnie długi czas. jak już powiedziałem – ciągnął don Juan – zajmuje się unieruchomieniem punktu połączenia. co też zrobiłeś. Dawni czarownicy odkryli dzięki praktyce. Efektem tego była całkowita. Wyjaśnił mi. inną osobą. Dawni czarownicy nie tylko nauczyli się przesuwać swój punkt połączenia do tysięcy pozycji wewnątrz lub na powierzchni ich masy energetycznej. nasz system odżywa. Potem chaos zniknął i oto znalazłeś się w obliczu nowego świata. – Niezwykle trudno mi uwierzyć. że dawni czarownicy obdarzeni byli fantastyczną płynnością. don Juanie? – Nie możemy mówić o korzyściach. znowu dochodzimy do punktu wyjścia. Dzieje się tak dlatego.Don Juan ciągnął dalej. – Jakie płynęły z tego korzyści. a jedynie o skutkach. dopasować swą spójność do nowego stanu świadomości i stać się zwierzęciem. Przytrafiło się to właśnie tobie. – Co właściwie się ze mną stało. Do inwentarza należą wszystkie szczegóły percepcji związane z przemianą w. jaguara. że pozwalała im wyglądem i sposobem postrzegania upodobnić się do wszystkiego. Wystarczyło im niezauważalne przesunięcie punktu połączenia. w którym znajdował się w danej chwili twój punkt połączenia. Potrafili zamienić się we wszystko. że nawet ważniejsze niż przesunięcie punktu połączenia jest unieruchomienie go w nowym. Wszystko spłynęło na ciebie jednocześnie i twój system interpretacji świata nie zadziałał. na przykład. Dla nich to była pestka. że taka transformacja jest możliwa – zauważyłem. owada i tak dalej. że nowe bodźce zmysłowe unieruchamiają nasz system. czyli musiałeś utrzymać nieruchomo twój punkt połączenia w tej pozycji. – Co prawda. że spójność dawnych czarowników była tak wielka. przestaje mieć sens. don Juanie? – Twoja percepcja była przez chwilę chaotyczna. Jedna sztuka nie może istnieć bez drugiej. Przybywa nam na ratunek i przetwarza naszą nową. niezupełnie dla ciebie czy dla mnie. co postrzegamy. Jednorodność musi utrzymać tę samą pozycję punktu połączenia. lecz dla nich z pewnością. zwłaszcza w działaniach podejmowanych przez dawnych czarowników. Sztuka podchodzenia. co postrzegamy. aby natychmiast podejść swoją percepcję. Z tego powodu dawni czarownicy równie podkreślali znaczenie śnienia. gdy widzieli. jak w kalejdoskopie. iż czarownicy przekonali się o tym wszystkim. czy był tylko wytworem mojego umysłu? – Rzeczywiście jesteśmy w punkcie wyjścia i odpowiedź jest ciągle taka sama. – Ale czy inni również postrzegliby ten sam świat? – Owszem. co znajdowało się w ich inwentarzu. Aby go dostrzec. jeśli mieliby jednorodność i spójność. że te działania wynikają z przesunięć punktu połączenia. niezauważalny bodziec zmysłowy z ich śnienia. na co zezwalała im określona pozycja punktu połączenia. Akt nabywania jednorodności i spójności poza normalnym światem był nazywany przez dawnych czarowników podchodzeniem percepcji. niezrozumiałą percepcję w całkowicie zrozumiały nowy świat. oderwane od siebie obrazy. Don Juan powiedział. – Postrzeganie bez użycia tego systemu jest oczywiście chaotyczne – ciągnął don Juan. iż kiedy wydaje się nam. że już całkiem się pogubiliśmy. Widzielibyśmy tylko. gdy stopniowo tworzą swą własną rzeczywistość? . że jeśli punkt połączenia nie będzie nieruchomy. w żaden sposób nie będziemy mogli spójnie postrzegać. gdy zaczynamy postrzegać nowe włókna energii wszechświata. to. czymkolwiek. Czy ten świat istnieje. – Don Juanie. ptaka. dowolnie wybranym położeniu. Don Juan powiedział. – Dziwne jednak. don Juanie? – Dawni czarownicy nazywali je arkanami drugiej uwagi lub wielką przygodą z nieznanym. mówiąc. nie można go już używać do interpretacji tego. co podchodzenia. gdy przypatrywałeś się liściom drzewa.

współcześni czarownicy usiłują dostać się w nieznane w wymiarze pozaludzkim. ani naszym normalnym światem. My wolimy ruchy punktu połączenia. co postrzegają. Podróże te zrodziły dzisiejszych czarowników. – Jeszcze tego nie osiągnąłem. I chodziłeś tam! A potem przeniosłeś swoje ciało energetyczne do kolejnego miejsca poza tym światem. Dawni czarownicy poszukiwali tego. stanie się przekleństwem. Upodobali sobie szczególnie to. Nie o to chodzi. królestwa zwierząt czy człowieka.– To nie to samo. W innych położeniach punktu połączenia. Są to inne zupełnie światy. don Juanie? W odmiennych położeniach punktu połączenia? – Właśnie. czy to oznacza. Ale nowe światy istnieją! Są zawinięte jeden w drugi jak warstwy cebuli. Postrzegają bezpośrednio energię. Czasem myślę nawet. co uważamy za realne. ponieważ nie kierują się żadnym z góry ustalonym planem. które jednak jesteśmy jeszcze w stanie postrzegać. – Don Juanie. nieznanym światem. Mówiłem ci to już kiedyś. Dokładnie to samo przytrafiło się mnie. jak wszystko. w twoim przypadku muszę być nadzwyczaj ostrożny. do których czarownicy dochodzą . Don Juan podał mi nową wersję tego. ale potem odrzucam tę myśl. Don Juan oznajmił. Dawni czarownicy woleli przesunięcia punktu połączenia. które spędzają mi sen z powiek. że celem twojej nauki jest przygotowanie mnie do podróży do tych innych światów? – Nie. Oni nie wymyślają świata. który połyka ich w całości. że śnię. Przeniosłeś swoje ciało energetyczne do miejsca poza tym światem już w pierwszym swoim śnieniu. gdy wpatrywałem się w drzewo. Z charakteru jesteś zdecydowanie podobny do dawnych czarowników. że zacząłem postrzeganie jego energii. My poszukujemy tego. Śnimy tak samo. Powiedział. Świat. I jeśli nie będziemy uważać. Wiem. jak zwykli to robić dawni czarownicy. ponieważ wykorzystałem techniki postrzegania energii przynależne śnieniu. Wnoszą chaos w już istniejący chaos. Dzieje się tak do momentu. że wykorzystanie tych technik w codziennym życiu było jednym z najskuteczniejszych wybiegów dawnych czarowników. nie tylko królestwa ptaków. W końcu to oni wymyślili śnienie. – Mówię ci o tym bez końca. która przyszła mi wówczas do głowy i której niemal nie ośmielałem się powtórzyć: że widok. To niepojęte światy poza zasięgiem człowieka. don Juanie? – Śnienie jest dla ciebie zbyt proste. Ludzie chorzy psychicznie wyobrażają sobie własny świat. Powiedziałem don Juanowi o myśli. który postrzegają. To może trwać nawet całe lata. – Dlaczego cię to martwi. jak ciężko umysłowi zgodzić się na to. Na razie dopiero zaczynasz. ale zawsze udaje ci się uniknąć moich pytań. prawda? – Nie. lecz w pewnym momencie zbaczamy na nowy grunt. że doradza ci jakaś obca energia. jest nowym. Ich ustalony z góry plan to uwolnienie własnej percepcji. jest tylko jedną z takich warstw. – O czym ty mówisz. a potem odkrywają. don Juanie? – Nieświadomie dokonałeś dwóch rzeczy. Poza tym. w którym żyjemy. Nie jesteś nieszczery. gdyż jest on tak realny. Jednak ja sam byłem przekonany. – Czym może być to nieznane w wymiarze pozaludzkim? – Wolnością od bycia człowiekiem. – Bo nie był – odparł don Juan. Udajemy się do tych światów jedynie w ramach ćwiczeń. co leży w wymiarze pozaludzkim. postrzegamy energię bezpośrednio jak we śnie. co mi się przytrafiło. nawet jeśli byłby to człowiek nieznany. aż coś nie przestawi percepcji i czarownik staje w obliczu nowego świata. A jak ci powiedziałem. co nieznane w wymiarze ludzkim. zamiast totalnego chaosu. że tylko się powtarzam. a tobie się wydaje. Tą właśnie drogą udają się dzisiejsi czarownicy. który się przede mną roztaczał nie był ani snem. – Gdzie są te światy. ale takich. co nieznane w wymiarze pozaludzkim. Prowadzi bowiem w nieznane w wymiarze ludzkim. Dzięki temu. A na początku każdy musi pójść śladami dawnych czarowników. Czarownicy zaś wnoszą do chaosu porządek. Mówię o światach takich jak nasz – całkowitych światach podzielonych na nieskończone królestwa. by absurd stał się rzeczywistością. – Kiedy zacznę się uczyć sposobu śnienia współczesnych czarowników? – Musisz pokonać jeszcze długą drogę. że to. zawsze więc poruszali się po mniej lub bardziej znanym terenie. tym razem startując z poziomu świadomości normalnego świata.

jaka siła może popchnąć do tego wszystkiego takiego próżniaka jak ja. Wolność jest przygodą bez końca. jest ono wolnością postrzegania światów niedostępnych wyobraźni. Dawni czarownicy trzymali się od niego z daleka. A wolność nie jest inwestycją. a nie przesunięcie. Dla czarowników. co wymyka się słowom. Pytasz: “Jakie jest ryzyko?" “Jakie odsetki od włożonego kapitału?" “Czy to się opłaci?" Nie ma sposobu. – Ale jaki jest cel postrzegania tego wszystkiego? – Już zadałeś mi dzisiaj to samo pytanie. Przemawiasz jak prawdziwy kupiec. – Szukanie wolności jest jedyną siłą. pozostaje nietknięta. która mimo że przeciwstawiono jej światło miliardów gwiazd. ponieważ wymagało to wielkiego dystansu i wyzbycia się poczucia własnej wartości. wymyka się myślom czy odczuciom. w tę nieskończoność. Wkraczanie w te światy jest typem śnienia wyłącznie dzisiejszych czarowników. Umysł kupca jest zajęty handlem. don Juanie. . którzy praktykują śnienie w dzisiejszych czasach. Ta cena była dla nich za wysoka. wolności oderwania się od ziemi i bycia niczym płomień świecy. jaką znam. Chciałem się jedynie dowiedzieć. ponieważ nigdy nie udawała. w której ryzykujemy swoim życiem i czymś cenniejszym dla kilku chwil czegoś. – Nie o to mi chodziło. Wolności rozwiania się w nicości. która pozwala ulecieć tam. by na to odpowiedzieć.poprzez ruch. Wolności. czym jest: zaledwie świecą. iż jest czymś więcej niż tym.

że wykonano ją z irydu. że obserwowałem całe światy szczegółów w jednym śnie po drugim. że kiedykolwiek tylko rozmawialiśmy o moim śnieniu. – Tropiciele są . Nieugięcie i z wielką zawziętością zaprzeczałem możliwości ich istnienia. Jest to nie tylko najtrwalsza linia obrony przed działaniami i wyjaśnieniami czarowników. Gdy powiedziałem to głośno. Bałem się przeginać ją w przód i w tył. rzucił nią z całej siły o kamienną podłogę. Jednakże wszystkie te wydarzenia wywarły skutek wręcz odwrotny. Pobiegłem więc za nią i znalazłem ją wbitą w ziemię. że będę czekać. co wydawało mi się jedynie zdawkowym zaleceniem don Juana. Mój sen dalej przemieniał się w inne obrazy i szczegóły. Chodziłem od lady do lady w poszukiwaniu antyków. lecz również najbardziej w tej walce zagrożona. chociaż odznaczały się krystaliczną wyrazistością. Do rozstrzygnięcia. Zwykle jednak nie był chętny do poruszania tematu i wydawał się cokolwiek niezadowolony. aby je przyciągnąć. Don Juan wierzył. Podążyłem jej śladem. Potrzebowałem zaledwie kilku sesji. tak jak opisał mi to don Juan. Gdy pierwszy raz uświadomiłem sobie tę obcą energię. a potem na zmienianiu snów. było w istocie dokładnie tą procedurą. a zwłaszcza po próbie sił. Była to rzeźbiona rączka przedstawiająca głowę i ramiona małpy. Kiedy jednak znalazłem jedną staroć. W końcu coś znalazłem. zanim ktoś nadejdzie. czy wprost przeciwnie. Zapragnąłem ją mieć. czy moje śnienie dowodzi czegoś na temat istot nieorganicznych. by traktować ich istnienie poważnie. ale nie mogłem jej nawet poruszyć. W owym czasie sprawa istnienia żyjących istot nieorganicznych stała się kluczowym aspektem moich ćwiczeń w śnieniu. Podczas ćwiczeń w śnieniu wytyczyłem sobie drogę. a później wykorzystania tego dziennika jako klucza. powinienem być bardziej skłonny. Najpierw skupiłem się na obserwowaniu każdego możliwego do wyobrażenia sobie przedmiotu w moich snach. nie zbaczając z niej. jedynie w przypadku konieczności pytałem go o radę. Przyglądałem się wodzie. by jej nie złamać. że dowody istnienia istot nieorganicznych miałem niemal od razu po rozpoczęciu mojego dochodzenia. Zniknęła gdzieś za drzewami. Próbowałem z całych sił. Powtarzał wiele razy. Chwyciłem ją mocno i usiłowałem wyciągnąć z ziemi. acz nieistotnych szczegółów. Potem zmieniłem swoje podejście i zdecydowałem się przeprowadzić w tej sprawie obiektywne dochodzenie. – Wyodrębniłeś tropiciela – powiedział don Juan. aż w końcu została z niej jedynie zielona kałuża. albo budziłem się i nie mogłem już więcej spać. Wymagało ono przede wszystkim sporządzenia dziennika zdarzeń z moich seansów śnienia. że to. że aż zachichotałem. aż don Juan sam zacznie rozmowę o śnieniu. Znalezionym antykiem była rączka laski. choć powinno być dla mnie jasne. W moim odczuciu potwierdzeniem jego dezaprobaty było to. Zamieniła się w przepiękną długą laskę w tonacji czerni i głębokiej zieleni. która nagle eksplodowała. aż same do mnie przyjdą. Nie rozpadła się. Według mnie wyglądała ona na zrobioną z jaspisu. czego dokonałem. zawsze minimalizował wagę wszystkiego. do moich snów przedostawał się prąd obcej energii zwany przez niego tropicielem. który określił jako jeden z najtwardszych materiałów na świecie. w których nie posiadałem w ogóle uwagi śnienia. Zapisałem setki stron niezwykle dokładnych. którą kroczyłem każdego dnia. Szczerze mogę powiedzieć. której używali czarownicy starożytności. Gdy tak kopałem. Zacząłem więc wygrzebywać ziemię wokół niej gołymi rękoma. Zwykle w pewnym momencie moja uwaga śnienia słabła i moje sesje śnienia kończyły się tak. Poszukiwanie antyków w domu towarowym było tak oczywistym anachronizmem. sprzedawca poczuł się urażony i aby dowieść prawdziwości swoich słów. Jego wcześniejsze ostrzeżenie pozwoliło mi przystosować do tego moją uwagę śnienia i być w pogotowiu. by przestać myśleć o istotach nieorganicznych i poczekać. Jednak od czasu do czasu. że albo zasypiałem i miewałem zwykłe sny. śniłem właśnie o zakupach w domu towarowym. która miała miejsce na pustyni w pobliżu domu don Juana. że istnienie istot nieorganicznych jest największą groźbą dla naszej racjonalności. lecz odbiła niczym piłka i poszybowała niczym bumerang. zapomniałem o tym anachronizmie. aby odkryć. gdy opowiedziałem mu swój sen. Sprzedawca powiedział mi. Jedną z najsilniejszych linii obrony naszego ja jest nasza racjonalność.ROZDZIAŁ V: ŚWIAT ISTOT NIEORGANICZNYCH Wierny naszej umowie. iż bardzo trudno jest zmusić nasze ja do kapitulacji inaczej niż poprzez ciągłe ćwiczenia. laska zaczęła się topić. Pozostawienie mnie samego z tym problemem było po prostu częścią prowadzonego przez don Juana nauczania. po czym zamieniła się w białą bańkę i prysła. lecz nie były już one godne uwagi. Po naszych spotkaniach w snach.

że przedmioty anachroniczne były w moich snach obcymi najeźdźcami. a to dlatego. ponieważ przeciętni ludzie są poddani silniejszym naciskom ze strony nieznanego. . że są związane z naszą folgującą sobie osobowością. jaka nie występowała w żadnych innych okolicznościach. Wydaje się. don Juanie? – Ich obecność jest zupełnie bez sensu. w jakiejkolwiek formie. że w tym wszystkim jest ukryty porządek – powiedział don Juan. co je otacza. jak i istoty nieorganiczne żyją dłużej niż my. że we śnie śniącego rzeczy bezsensowne znikają. Od tej pory zacząłem zauważać w moich snach różne anachronizmy. zwyczajnych snach. być może po to. którego wyodrębniasz. – Don Juanie. Natomiast śniący mają mniej barier i stąd w ich snach pojawia się mniej tropicieli. że będziesz kiedyś taki sam dla innego śniącego. by śniący nie przeoczył obecności tropiciela. – Wiesz dlaczego tak się dzieje? – Według mnie ma tu miejsce równoważenie sił. Kazał mi nawet powtórzyć to. – Niewiele rzeczy w snach ma jakikolwiek sens. można ich łatwo rozpoznać po otaczającej ich niesamowitości i anachroniczności. Ułomnością mojej uwagi śnienia była niezdolność do pełnego wykonania takiego przekształcenia. całkowicie się z nim zgadzałem w tym. co już mu uprzednio opowiedziałem. jak dowiedziałem się później. co mi się przytrafia. ze świadomością i wolą drzew. aby przekształcić tę energię w jakiś znany przedmiot. nawet irydu. że nie zatrzymują się na dłużej w jednym miejscu. Dziwne. Niektóre przedmioty ze snu mają kluczowe znaczenie. a ja roześmiałem się nerwowo z powodu absurdalności tego stwierdzenia. gdy moje sny nawiedza obca energia. gdyż związane są z duchem. dlaczego powiedziałeś. Czy jest w tym jakiś ukryty porządek? – Jasne. – Niewykluczone. don Juanie? – Zarówno drzewa. które. Sami posiadają świadomość i wolę – choć jest to niepojęte dla naszego umysłu – porównywalne. Barierą taką jest na przykład obawa o własne ja. Kiedy już przyjąłem klasyfikację don Juana dotyczącą obcej energii w snach. Im jest ona mocniejsza. jej efektem był bowiem jakiś zafałszowany. moja uwaga śnienia musi się solidnie nawysilać. by stały w miejscu. Stworzono je. było prawdziwe. że są czujkami? – Ponieważ poszukują potencjalnej świadomości. – Na tym etapie twojego śnienia tropiciele są czujkami wysianymi z królestwa istot nieorganicznych. będzie zawsze obecny w twoich snach. którą z kolei szybko pochłaniały inne znaczące szczegóły mojego snu. Są bardzo szybcy. – Tylko zwykłe sny są nonsensowne. – No proszę! I co powiesz. jeśli okaże się. – Zbijasz mnie z tropu – odparłem. Po ich oddzieleniu moja uwaga śnienia skupiała się na nich z taką intensywnością. co to jest iryd? – Tak naprawdę. która chroni go przed takimi atakami. i zapamiętał jego najdrobniejszy choćby szczegół. a potem zmieniasz zdanie. Trudno nam wyobrazić sobie wewnętrzną szybkość drzew i istot organicznych. Potem obca energia rozpraszała się dość łatwo. tym silniejszy następuje atak. być może. bym zwrócił szczególną uwagę na sen. że iryd jest jednym z najtwardszych materiałów na ziemi? Oczy don Juana zapłonęły radością. Przeciętny człowiek posiada zdumiewająco silną barierę. Są nieruchome. Poprosiłem don Juana. który miałem. A przy okazji. to nie mam pojęcia – odpowiedziałem najzupełniej szczerze. Pierwszy tropiciel. by skomentował to. Inne zaś są całkowicie nieistotne. co oznacza. ponieważ przemknęło do nich wielu tropicieli. – Jakiego rodzaju anachroniczności. Don Juan polecił. zafałszowany przedmiot znikał. chociaż wprawiają w ruch wszystko. – Najpierw nie chcesz słyszeć niczego o moim śnieniu. Dostrzegłem również. Dzieje się tak. Jednak kiedy się pojawią. zamieniając się w plamę światła. – Skąd taki wniosek. prawie zupełnie mi nie znany przedmiot. gdyż jest ona nieskończenie wolniejsza od naszej.liczniejsi w przeciętnych. lecz śniący nie widują zazwyczaj tropicieli w trakcie śnienia. że za każdym razem.

Zacząłem obserwować szczegóły mojego snu. co? Myślałem. To. – Czy to naprawdę aż tak proste. że nie byłem w stanie przenieść uwagi śnienia na jakikolwiek inny przedmiot. W domu próbowałem doszukać się prawdziwego znaczenia słów don Juana. Wówczas podczas śnienia wprawiła mnie w zdumienie jakaś ryba. Wydawało mi się. iż istoty nieorganiczne nie istnieją. Potem wyraźnie poczułem. chyba że mają szczególnie dobre układy z drzewami. Nie mogłem wyczuć jej faktury. Teraz chcę sprawdzić wszystkie możliwości. don Juanie? Nie odpowiedział. iż byłem pewien. Widzisz. niż te wysyłane przez istoty nieorganiczne. Masa. Nagle ogarnął mnie niepokój. Wyskoczyła ze stawu. że rzeczywiście opisał mi całą procedurę. – Jak sądzisz. lecz dla mnie na pewno. że masa uwalnia moją uwagę śnienia. don Juanie. nie wyłączając siebie. i szarpnęła mnie za stopę. – Don Juan zachichotał i dodał: – Nietrudno odgadnąć dlaczego. Oto dlaczego nie mamy przyjaciół. jakby rzucając mi wyzwanie. wyglądała jak gigantyczna gąbka. Jasne lub ciemne słupy. że zaalarmowała moją uwagę śnienia. – Jesteśmy niszczycielami. Zwróciliśmy się przeciwko każdej żywej istocie na tej ziemi. Śniący nigdy ich nie poszukują. W końcu zaczęło mi już brakować pomysłów i cierpliwości. To wszystko tak bardzo przypominało mi film fantastyczny. Zostałem jakby wypluty z jakiejś tuby i siła rozpędu wepchnęła mnie nieomal na wielką. czy drzewa również mają swoje odzwierciedlenia. że jest czymś rzeczywistym. której nigdy przedtem nie napotkałem w moim śnieniu. że lecę przez ciemny tunel niczym owad. – Żartujesz sobie ze mnie. Nadal była jednak rybą. krzykiem wyrażali swój zamiar udania się za nimi. co powinienem zrobić. które postrzegasz w trakcie śnienia. don Juanie. nie mamy przyjaciół na tej ziemi. co słyszysz jako głos wysłannika. Poczułem się tak nieswojo. że chcę się udać za nią i oto – dokładnie tak. Chwilę później. Szyderczy ton i rechotliwy śmiech dały mi do zrozumienia. jak powiedział don Juan – pach! Uleciałem do innego świata. lecz nieruchomym. by pójść za tropicielami? – zapytałem. Nie widziałem jej końca ani początku. Z jakiejś niepojętej przyczyny poczułem się przytłoczony jego słowami. – Po kiego diabła miałbyś to robić? – Przeprowadzam obiektywne dochodzenie w sprawie istot nieorganicznych. Zaśmiał się tylko. że istoty nieorganiczne są nieruchome. więc pewnego dnia przestałem się mieć na baczności. Nagle wrażenie tunelu się skończyło.– Chcesz przez to powiedzieć. istniejącą fizycznie masę. że mam do czynienia z tropicielem. że to ja sam stworzyłem obraz tej masy. lecz taki stan bardzo trudno jest osiągnąć. Jakaś dziwna siła. W momencie wyrażenia takiej intencji – pach! Ulatywali pociągnięci przez tę obcą energię. odniosłem przemożne wrażenie. tak jak tworzy się sen. czy ta milcząca masa jest tylko snem. Od razu się zorientowałem. – Zmieniłem zdanie. Coś jednak zmuszało mnie. że nic nie jest w stanie zmienić twojego stanowiska. Jakoś nie mogłem wziąć poważnie możliwości. Dlaczego nie? Pomyślałem. Zapytałem don Juana. – Tak – odparł. Gdy zatrzymałem na niej spojrzenie. musieli z ogromną wytrwałością skupiać swą uwagę śnienia na przedmiotach ze swych snów. krzyknąłem. Scena była tak dziwaczna. Była porowata i przepastna. co myśli na temat mojego dochodzenia. gdy ryba –ptak przeistoczyła się w plamę światła. że w końcu to tylko sen. Potem wzleciała niczym barwny ptak i przysiadła na gałęzi. – Może nietrudno dla ciebie. – Pamiętaj. tak jak drzewa? – Właśnie. Wtedy skupiłem całą swoją . że chciałem przerwać dyskusję. Aby się tam dostać. Skądś wyrastała i tak silnie mnie przyciągała. A kiedy już się na nich skoncentrowali. Wtem szarpnęła mną wątpliwość. by powrócić do tematu istot nieorganicznych. na którą patrzyłem. Podobnie jak tropiciele. to ich odzwierciedlenia. zupełnie mnie unieruchomiła. prawie jej dotykałem. lecz sprawiała wrażenie szorstkiej i włóknistej. nad którym się właśnie przechadzałem. W ten sposób udawało im się wyodrębnić tropicieli. jest również takim odzwierciedleniem. Nie zmieniała kształtu i nie ruszała się. – Jednakże ich odzwierciedlenia są dla nas jeszcze mniej przyjazne. że świat istot nieorganicznych był polem działania dawnych czarowników. Była ciemnobrązowa.

Uzmysłowiłem sobie. abym ruszył do przodu. po prostu mówili. głośno i wyraźnie. że przemknąłem przez niezliczone tunele niczym rakieta. jak zewnętrze. wyglądało jak powiększony obraz ula. To były tunele energii. – Wybierz jakiś tunel. – Ciszej! – krzyknąłem nadzwyczaj niecierpliwie. z jednakowym skutkiem. Przez chwilę unosiliśmy się nieruchomo. jesteś po prostu kroplą energii – usłyszałem w uszach głos wysłannika. pozwól przemówić swojej intencji. Zawahałem się. że cokolwiek powiem. rozumiałem. Na samym początku przepchnął mnie przez wielką jamę albo otwór do wnętrza fizycznej masy. lecz unoszę się i lecę. Światło było tu bardzo przyćmione. Z trudnością zachowywałem świadomość. w której mogę jedynie słuchać. że jej wnętrze jest tak samo jednorodnie porowate. – Tropiciel chce. że przebywali tutaj. co mam robić. dając znak. Zacząłem już podejrzewać. Widziałem bzyczenie jego energii. a potem pomknęliśmy w dół jednego z pionowych tuneli. Zdawało się. – Jesteś wewnątrz istoty nieorganicznej – powiedział. Bałem się. Miałem zamiar zapytać.świadomość na tropicielu. że tropiciel popycha mnie od tyłu. Gdy tylko się w nim znalazłem. W końcu się zatrzymałem. na co patrzyłem. lecz ani trochę nie ograniczało widoczności. zdałem sobie sprawę. Zmienialiśmy kierunek wiele razy. posiedli tę wiedzę. Niektóre wiodły w górę. a wtedy powrócił obraz tunelu. Nagle skoczył na mnie i szarpnął mnie albo szturchnął. jedna po drugiej. Nie odczułem tej drastycznej zmiany kierunku. słyszałem ich pobzykiwanie. została naelektryzowana pod jego dotknięciem. lecz zanim zdołałem wydobyć głos. iż chce. w ilu tylko zechcesz. tuż obok. Nie chciałem nic mówić. Na dodatek byłem pewien. że utraciłem zdolność odczuwania ruchu w pionie. że widzę. Zorientowałem się. a potem dodał: – Oczywiście. a będziesz mógł w nim żyć. Jeśli pragniesz tu zostać. coś uległo zmianie. przed którą wcześniej stałem. i był kroplą czystej energii. Wybrałem tunel pierwszy z prawej. a jeszcze inne w prawo albo w lewo. Tak właśnie żyli czarownicy starożytności i nauczyli się wspaniałych rzeczy. W momencie gdy zdawało mi się. który mnie tam przywiódł. – Możesz żyć w tylu tunelach. Jego obecność przyniosła mi wielką ulgę. ale wiedziałem. by się tutaj dostać – po prostu wyraziłeś swój zamiar. – Odniesiesz tu nieskończone korzyści – ciągnął wysłannik. znika obraz tuneli. a ja znajduję się w pustce. zupełnie jak tropiciel. Wysłannik ściszył głos. Unosił się nade mną. Każdy z nich nauczy cię czegoś innego. Gdy dawni czarownicy chcieli w nich żyć. Byłem kroplą energii. po prostu żyjąc wewnątrz istot nieorganicznych. – Tak. ty też nie musiałeś robić niczego więcej. a wtedy popchnął mnie z taką siłą. Jego dotknięcie zmieniło cię na zawsze. Teraz jesteś praktycznie jednym z nas. ponieważ zatrzymał się tropiciel. że mnie szturchał czy szarpał. W tej samej chwili rozległ się w moich uszach tak głośny wrzask wysłannika. Od tego czasu wszystko w moim śnieniu stało się o wiele bardziej rzeczywiste. Przeszły przez nią fale energii. że śnię. prowadzących we wszystkich kierunkach. inne w dół. po prostu żyjąc w tych tunelach. według moich zmysłów nadal poruszałem się równolegle do ziemi. iż nie mogłem zrozumieć słów. wysłannik już mi to wyjaśnił. Gdy jednak odezwał się ponownie. nie czując tego. że mnie dotyka. Wpatrywałem się w nie i nagle uderzyła mnie świadomość. Było tam mnóstwo tuneli o geometrycznych kształtach. Wysłannik przestał mówić. gdy usłyszałem glos wysłannika: . abyś tak właśnie poruszał się w tym świecie. Tunele zdawały się żywe i świadome. – Głos zamilkł na chwilę. Wydawał się świadomy mojej obecności. – I poruszasz się właśnie wewnątrz istoty nieorganicznej – ciągnął. bym poruszał się dalej. Tunele przecinały się pod kątem prostym lub wznosiły albo opadały łagodnie lub stromo. może zostać opacznie zrozumiane. Gdy znalazłem się w środku. To. choć sprawiało wrażenie dużo bardziej miękkiego. Nie straciłem widoku tamtego świata i nadal słyszałem głos wysłannika. Nie poczułem jego dotknięcia. że gdy mówię. – Tak. Uczucie to było nowe i zaskakujące. pośród nas – powiedział. że tego chcą. jeśli chcesz. jakby część mnie. że tropiciel poprzez swoje dotknięcie połączył nas energetycznie. której nie było. że nie idę. Tropiciel trącił mnie. coś mi uświadomiło. Wyglądał niczym migoczący w ciemności świetlik. – Czarownicy starożytności dowiedzieli się wszystkiego o śnieniu dzięki temu. czy posiedli tę wiedzę.

Był nieco ciemniejszy niż pozostałe. Pomyślałem. Teraz możesz się nawet przekonać. – Dlaczego zachowujesz się w ten sposób? – zapytałem. jak dławi mnie strach. – Możesz też poruszać się jak pająk albo mucha – w górę. – Nie. tropiciele przenosili moją uwagę śnienia do świata. Od tego dnia. że nie mogę rozmawiać o tej sferze twojego śnienia. które mijało się z prawdą. że nie mogłem się doczekać. – Wy dwaj już się kiedyś spotkaliście – usłyszałem głos wysłannika. gdy nie chciał mnie wysłuchać. Tropiciel popchnął mnie do tunelu po prawej stronie. a nawet znajomy. Szybko odkryłem. iż podróż konieczna i bardzo osobista. lecz odniosłem wrażenie. Zmienił temat i zaczął omawiać inne aspekty swoich nauk. lecz również subtelnego sprzedawcy. – W tym świecie siła grawitacji nie istnieje – powiedział wysłannik. który wykraczał poza granice mej zwykłej wyobraźni. – I nic mi nie możesz powiedzieć o tym śnie? – nalegałem. – Strach w tym świecie nie istnieje – zauważył wysłannik. – Siłowaliście się i wymieniliście się energią. ale jego stwierdzenie pozostawało niejasne. A co z tym zrobisz. że istoty nieorganiczne są zawsze nastawione na nauczanie. jak w swoim świecie. Byłem tak wstrząśnięty plastycznością obrazów i niesamowitą jasnością i spójnością stwierdzeń wysłannika. – Tylko tyle. co widzi. – Cieszę się. Słuchając go. mówi zawsze w odniesieniu do tego. – Nie musisz również oddychać – ciągnął głos. stałem się częstym gościem w tym gąbczastym świecie. jak bardzo. Mogę dodać jedynie. wydawał się przytulniejszy. możesz zachować swój wzrok i widzieć tak samo. i dodał: – Zmysł wzroku nigdy nie zostaje upośledzony. dlaczego się do tego nie mieszam. We właściwym czasie i przy właściwej okazji potrafił zachwalać zalety swego świata. Pomimo to nauczył mnie również wielu nieocenionych rzeczy o śnieniu. Jeśli zaś zdecydowałem przeistoczyć ich w niby –znane przedmioty. bardziej przyjazny. – Nie jestem z ciebie niezadowolony. Byłem więc zaskoczony i wzburzony. – Energia jest jak krew. opowiadając o swoim śnieniu. To była podróż w nieznane. Nie byłem w stanie wydobyć z siebie głosu. Nie wyczuwałem wprawdzie ścian tunelu. że będzie ci wygodniej. Natychmiast osiadłem na ziemi. pozostawali jeszcze dłużej. pozostawali przez chwilę w zasięgu moich zmysłów. Jeśli uznawałem tropicieli za obcą energię. że wysłannik jest nie tylko głosem nauczyciela. Wyraźnie czułem. Zrozumiałem. któremu dodano ciężaru i tak ściągnięto na ziemię. Nie powiedział mi jednak. lecz mnie. doskonałym pomostem łączącym tamten świat z naszym. jak gdybym był puchem. W tym miejscu skończyłem śnić. co powiedział. wyrażając głośno swoją wolę. dla własnej wygody. – Co to znaczy krewnych? – Podzielenie się energią tworzy pokrewieństwo – odparł. już sam się zdążyłem przekonać. aż opowiem o tym don Juanowi. Don Juan powiedział kiedyś. zamiast lecieć – powiedział. zupełnie jak człowiek. – Problem polega na tym. W tym wypadku jesteś zdany zupełnie na siebie. jakby zastanawiał się. oczywiście. Wprawdzie nie powiedział tego wprost. iż wysłannik śnienia. a nawet złośliwość. pomimo mojego strachu i niechęci don Juana do udzielania mi rad. jeśli będziesz pełzał. Któregoś dnia zrozumiesz. Gdy jednak podążałem za nimi. I było to jedyne stwierdzenie. O tym. Ja przekonałem się. czy powiedzieć coś jeszcze. czego nauczają najchętniej. poruszanie się w ten sposób było dużo wygodniejsze. w jakiś absurdalny sposób. jako głos. iż to nie był sen. jest.– Myślę. tym łatwiej wyodrębniam tropiciela. – A poza tym. zrozumiałem zamiłowanie dawnych . że istoty nieorganiczne są rzeczywiste. to już wyłącznie twoja sprawa. że im większa jest moja zdolność do obserwowania szczegółów snów. – Czy jesteś ze mnie niezadowolony? – Nie – odparł. dlatego też śniący. – Wysłannik przerwał na moment. że śnienie jest tym. że w jego głosie pobrzmiewa sarkazm. w dół albo do góry nogami. że uważa to wszystko za wytwór mojej skłonności do folgowania sobie. Odczułem to tak. zmieniając chaotycznie kształty. że masz krewnych wśród nas. to nie jest sarkazm – powiedział. Odchrząknął. ale wysłannik miał rację. Powiedziałem ci już. – Słucham? – odezwałem się. Twierdził.

trzy calowych kryształów kwarcu albo dwa gładkie. jeśli chodzi o kontrolowanie uwagi śnienia. szybsza niż moja uwaga w normalnym świecie. wytwarzając stan bolesnego napięcia w dłoniach. Kiedy się jednak uda. o co chodzi. Wysłannik opowiadał się za kryształami kwarcu. jaką mamił mnie wysłannik. Poprosiłem don Juana. Nie musiałem długo się zastanawiać. musimy w trakcie śnienia głośno wyrazić naszą wolę. że kluczem do szybkości i dokładności uwagi śnienia jest nasze podniebienie stanowiące rezerwuar uwagi u wszystkich ludzi. że skóra ludzka jest doskonałym organem do przetwarzania fal energii z jej konfiguracji w normalnym świecie do konfiguracji w świecie istot nieorganicznych i na odwrót. że równie skuteczne są metalowe bolce. Wysłannik zalecił ćwiczenia polegające na wyrabianiu dyscypliny i kontroli. że tak powiem. Powiedział również. wkładając między palce parę dwu –. jak ustrzec się przed zapominaniem. Poradził mi. Najlepsze rezultaty osiągniesz. szedłem za jego radą tylko wtedy. koniecznych do przyciskania koniuszka języka do podniebienia podczas śnienia. gdyż nie rozumiałem. Napięcie takie ma dziwną zdolność wyłączania dialogu wewnętrznego. jak mówił. Potem zagnij lekko palce i ściśnij w nich kryształy albo kamyki. przyciąga ona energię mojego świata i utrzymuje ją. by dojść do wniosku. co wytwarza punkt nacisku. Pewnego dnia wysłannik dał mi prawdziwie cudną wskazówkę. który służy za naskórny ośrodek wymiany energii. Tak więc głos wysłannika i jego słowa stały się dla mnie wielkim wyzwaniem. zlokalizowane na jego palcu. – Najlepiej odrobinę za ciasną. Wysłannik wyjaśnił. lecz również przetwarzała ją z jednej konfiguracji w drugą. aby w trakcie śnienia przyciskać koniuszek języka do podniebienia. by nie ulec pokusie zdobycia wiedzy. Komentarze i ostrzeżenia don Juana o niebezpieczeństwach takiego obcowania nabrały wtedy większej wagi niż kiedykolwiek przedtem. – Zasypianie w kompletnej ciszy zapewnia doskonałe wejście w śnienie – mówił wysłannik – oraz wzmocnienie uwagi śnienia. że skóra automatycznie odbija energię. Daje on śniącemu stałe i znajome wrażenie. równie trudne i czasochłonne. gdy tyczyła się śnienia. co wysłannik powtarzał mi wystarczająco często. przepływając z obrączki do palców śniącego. Rzecz polega na tym. aczkolwiek po nabyciu wprawy można używać czegokolwiek. jeśli mi ich bez końca nie powtarzał. i mogłem się przekonać. czego się zresztą spodziewałem. . Skomentował to krótko. Funkcje te równie dobrze spełnia ucisk obrączki wokół palca. Robiłem. jak ujrzenie we śnie swoich dłoni. które natychmiast zapominałem. przyjmowałem z wielkim zainteresowaniem i łapczywością. jeśli długością i szerokością zbliżone są do palca.czarowników do konkretnych działań. lecz jeśli chcemy. wolną od pigmentów i olejków. jak cenne było to pouczenie. – Jeśli do mego świata przybywa śniący z taką obrączką na palcu. cienkie otoczaki. Wierny zaleceniom don Juana. Jest to. że dają najlepsze rezultaty. Podczas innej sesji śnienia wysłannik powiedział. Najistotniejszą informacją dla mnie było to. Otrzymywałem mnóstwo wskazówek dotyczących wszelkich spraw. że śniący powinni nosić ciasny pasek. co wysłannik mówi ci na temat śnienia. przenosi go z powrotem do tego świata. aby nie tylko odbijała energię. by nie pobłażać sobie i nabyć wymaganej przez niego samokontroli. – Skup się jedynie na tym. Wyjaśnił. orzekł. W razie potrzeby energia ta. moja uwaga śnienia zaczęła żyć własnym życiem i stała się. bym zawsze miał chłodną skórę. Gdy już tego dokonałem. Na dodatek musiałem radzić sobie sam. co mogłem. Za wszelką cenę musiałem się bronić. jak głęboko dawni czarownicy zaszli w obcowaniu z istotami nieorganicznymi. – Aby twoje śnienie było doskonałe – powiedział pewnego razu wysłannik – musisz wyłączyć swój dialog wewnętrzny. Wysłannik powiedział. wskazówek. Wszystko. by ścisnąć przynajmniej trzy cienkie przedmioty między palcami obu rąk. daje oszałamiające rezultaty. Powiedział. – Przytknięcie palców do obrączki otwiera pomost –powiedział wysłannik. – Jak działa taki pomost? – zapytałem. Dużo wysiłku kosztowało mnie uświadomienie sobie. że obrączka służy jako pomost ułatwiający powrót do normalnego świata czy przejście z naszej codziennej świadomości do świata istot nieorganicznych. by mi poradził. – Śniący powinni nosić złotą obrączkę – powiedział innym razem. że uwaga śnienia ma swoje źródło w podniebieniu. opaskę na głowie albo naszyjnik.

Nie interesowało mnie to jednak. że wydawał mi się tak rzeczywisty. że – kto wie – być może jest on jedynym miejscem. Szybko powiedziałem o tym don Juanowi. z którymi muszą sobie poradzić – według don Juana – wszyscy śniący. Jestem sam we wrogim świecie i nauczyłem się mówić: “Będzie. – Ale nie wiesz nawet. Podczas śnienia o świecie istot nieorganicznych. nadmiernie wzrasta. że jeśli zdecydujemy się odnowić nasz system interpretacji. stawałem w obliczu logiczności i konsekwencji tego świata. pojąłem. jak rzeczywisty może być sen. Don Juan nie powiedział mi tego. Don Juan wyjaśnił. Nie mogę obiektywnie ocenić. Nie potrzeba mi laski ani poręczy. don Juanie. zakres tego. gdy zdobyłem się na odwagę. – Postaraj się za to zrozumieć. – I nie proś mnie o to więcej. Przyznałem. Ale nie tylko z tego powodu. Powiedziałem ci już. a zakres tego. iż można żyć w tych tunelach. co chciałem usłyszeć. co działo się w moich niezliczonych snach o tamtym świecie. o którym myślisz. – Nikt mi nie pomógł. – Ja również musiałem sam się z tym uporać – ciągnął don Juan. – Nic nie mów – poradził mi. śniący oszczędzają i przechowują energię niezbędną do wyciszenia myśli i umożliwienia przebudowy systemu. Dla mnie nie. by go zagadnąć. Wówczas śnienie rzeczywiście otwiera przed nami inne aspekty tego. jest nieomal równoznaczne z wyborem takiego sposobu życia. Przebudowa tego systemu oznaczała dla don Juana zamierzenie jego odnowy. Wiem tylko. zostaje poszerzony bez narażania na szwank spójności rzeczywistości. że nawet samo pragnienie przekonania się. nie czując niczego. na co mnie stać. co może być rzeczywiste. Wiem. Jeśli zaś odrzucimy nasz system. ale nie jest. jak wygląda życie w tunelu. Chciałem po prostu wiedzieć tylko. co don Juan powtarzał mi tak wiele razy: pod wpływem śnienia rzeczywistość przechodzi metamorfozę. co mam zrobić – nalegałem pewnego razu. o czym mówi głos wysłannika. – Czy to naprawdę bezpieczna przystań dla śniących. że w tym wypadku śniący muszą radzić sobie sami. iż nieskończona realność jest nierzeczywista albo że nieskończona realność mogłaby być rzeczywista. żeby się dowiedzieć. gdzie śniący mogą się schronić przed wrogim wszechświatem. i stąd wrażenie. mogłem albo starannie przebudować mój system interpretacji bodźców zmysłowych. Chcesz. Żyjąc zgodnie z wymogami ścieżki czarowników. Zostaniesz tam na zawsze. Śniąc o tamtym świecie. że wiem. codzienny świat. że to z tym mam właśnie problem. by kontynuować ćwiczenia w śnieniu bez dalszych implikacji. jak nasz normalny. – To iście diaboliczne. Wiedziałem jednak.ponieważ don Juan nadal odmawiał wysłuchiwania moich relacji. aczkolwiek nie tak. co można postrzegać bez interpretacji. – Bez dwóch zdań. braku lub nagromadzenia szczegółów w każdym tunelu czy poprzez . która zapada w momencie. Stanąłem wówczas w obliczu owych dwóch możliwości. A może powinienem powiedzieć. Rozrost naszej percepcji jest tak gigantyczny. Jednakże poprzez dostrzeganie zróżnicowania. don Juanie? – Na pewno dla niektórych. rzeczywistość staje się płynna. że przestrzeń i czas są stałe. że możesz żyć w jednym z tych tuneli choćby po to tylko. albo odrzucić go całkowicie. Na tym skończyła się nasza dyskusja. o co chcę cię spytać. co jest realne. Dla ciebie diaboliczność to poddanie się takiej pokusie. gdy głośno wyrazisz swe pragnienie życia w tym świecie. – Oczywiście. że zostaje nam bardzo niewiele kanałów interpretacji zmysłowej. Dla mnie diaboliczne w naturze świata istot nieorganicznych jest to. Przechodziłem przez tunele. Dla mnie jedynym wyjściem było przebudowanie i rozszerzenie mojego systemu interpretacji. co oznacza stwierdzenie. iż wydawał się tak rzeczywisty. Aby cię do tego skłonić. i w jego głosie brzmiała nieodwołalna nuta. zwłaszcza gdy w grę wchodzą tak wspaniałe możliwości. istoty nieorganiczne są gotowe zaspokoić twoje najskrytsze marzenia. – Nie mogę – powiedział. abym ci powiedział. twoja decyzja będzie ostateczna. że jeśli zdecydujesz się tam zostać. – Musisz przynajmniej dać mi jakąś wskazówkę. co ma być". od wyodrębnienia tropiciela poprzez słuchanie głosu wysłannika do podróży po tunelach. jak wyróżnia je rozum w normalnych warunkach. choć mając świadomość. Oznaczało to celowe i stopniowe zwiększanie jego możliwości. ponieważ jest to decyzja wyłącznie osobista i ostateczna. Podjąłem więc od razu decyzję.

Don Juan twierdził. Otóż istoty nieorganiczne polują na naszą świadomość czy świadomość każdej istoty. którzy dali się złapać. rozpieszczając nas i pobłażając. ale w zamian będziesz musiał zapłacić całym swoim istnieniem.wyczuwanie odległości między tunelami i uświadamianie sobie długości i szerokości każdego tunelu. by ich zadowolić. że w naszym świecie są one jak film rzucony na ekran. osiągnie kiedyś taki próg. Pewnego razu wysłannik pokaże ci ludzi. że to przeoczyłem. nastawiony na to. – Nie sądzę. że poziom mojej energii. – Miałem na myśli jedynie to. rzeczywistym dla mnie. Z jednej strony wierzyłem głęboko w poświadczone istnienie istot nieorganicznych. Sam powiedziałeś. Są jednak w stanie uwięzić każdego z nas. jak już wspominałem. Nieuniknioną konsekwencją tego wszystkiego było pewnego rodzaju rozdwojenie. albo przerazić. albo inne istoty. byłem plamą energii. Tego właśnie dnia pokocham wiedzę. – Dawnych czarowników doprowadziła do upadku właśnie bezmyślna wiara w te odzwierciedlenia – ciągnął don Juan. że zmagałem się już z jednym takim fantomem. że istoty nieorganiczne są jak rybacy? – Właśnie. by przyciągać nas jak ćmy do światła. A teraz mówisz. Przebudowa mojego systemu interpretacji wywarła najbardziej dramatyczne skutki na moją wiedzę o tym. Zdziwiłem się. Don Juan przypomniał mi. Z trudem chwytałem powietrze. którym podróżowałem. don Juanie. Wyznanie don Juana wywarło na mnie głębokie wrażenie. czy też nie. które również dały się złapać. Świadomość taka nieustannie poszukuje ruchu. który stale wzrasta. Z jednej strony wiedziałem. choć stało się to bez mojego udziału. nie bacząc na logikę. Pomyśl o ich świecie. poprzez odzwierciedlenia. iż będę mógł odrzucić uprzedzenia i pewniki związane z naturą ludzką. że ich sprzymierzeńcy są jedynie odzwierciedleniem słabej energii przenikającej przez światy. głos wysłannika dostarczał mi spójnych informacji o szczegółach ścian. – Istoty nieorganiczne nie mogą zmusić nikogo do pozostania w swoim świecie – ciągnął don Juan. która trwa w bezruchu. dostrzegałem wyraźniej te same szczegóły i słyszałem głos podający mi bardziej złożone opisy. gdy wyciszyłem swoje myśli. z drugiej – odbywałem pragmatyczną podróż równie rzeczywistą. Nigdy nie zawracałem sobie tym głowy. W pewnym momencie potworne napięcie związane z owym rozdwojeniem nieomal mnie zniszczyło. która wpadnie w ich sieć. Dzięki temu mogłem śmigać tunelami niczym szybko poruszające się światło lub pełzać po ścianach jak owad. – Wierzyli. spełniając nasze pragnienia. nie ludzi. Jest nieruchomy i niezmienny. – Natura tamtego świata sprzyja tajemniczości. ciemności. rzeczywistością i postrzeganiem. że ich sprzymierzeńcy posiadają moc. jak każda inna podróż po świecie. Istoty nieorganiczne okrywają się aurą tajemniczości. – Życie tam jest zupełnie dobrowolne. korzyści z niej płynące czy na to. don Juan sam rozpoczął rozmowę na temat podróży do ich świata. iż są tylko obrazami. czy jest mi z nią wygodnie. Jest coś. Powiedział. Kiedy leciałem. Powinienem poczuć obrzydzenie i strach. wywołując jednak przypływ niepohamowanej ciekawości. posiadłem zmysł obiektywnej obserwacji. czego wysłannik nie odważył ci się jeszcze powiedzieć. W świecie tym. Poprosiłem don Juana o wyjaśnienie pojęcia “fantasmagorycznych odzwierciedleń". że jest to tylko sen. Kiedy moje obiektywne dochodzenie w sprawie istot nieorganicznych nie miało już dla mnie żadnego znaczenia. Tworzą fantomy. czasami fantasmagoryczne. co powiedział don Juan: istnienie istot nieorganicznych jest największą groźbą dla naszej racjonalności. z drugiej wierzyłem głęboko. jak powiązany jestem ze światem istot nieorganicznych. Miał rację. Mogę nawet . Przeoczyli jednak to. Lecz wtedy moja postawa zmieniła się diametralnie. Natomiast kiedy pełzałem po ścianach. abyś był świadom regularności swych spotkań z istotami nieorganicznymi – powiedział. Szczegóły te były systemem zawiłych wypukłości przypominających alfabet Braille'a. że istoty nieorganiczne czepiają się najskrytszych uczuć śniących i bezlitośnie na nich grają. Strzeż się świadomości. – Chcesz przez to powiedzieć. – To nie jest przeoczenie – odparł. Dają nam wiedzę. Wyjaśnił. Ten prawdziwy rozłam był potwierdzeniem tego. – Zaprzeczasz sobie. A odbywa się to. na których skupiałem swą uwagę śnienia. Odczułem ulgę dopiero wówczas. iż istoty nieorganiczne są mistrzami odzwierciedleń i uwielbiają się odzwierciedlać niczym cienie na ścianie. że śnię. że istoty nieorganiczne są rzeczywiste.

Zmiana zamiaru nie wchodzi w rachubę. Don Juan jak zwykle miał rację. że nagual Elias i miłość jego życia. co tworzyło to niezwykle przyjemne i wyraźne poczucie. walkę na śmierć i życie. Moc i wyjątkowość są bezkonkurencyjne w czynieniu zła. don Juanie? – Nieustannie miej się na baczności! Nie pozwól. zamierzając inny jego przebieg. Z nie znanych mi powodów nigdy nawet nie pomyślałem. iż posiadają moc. iż jestem wyjątkowy. – Dlaczego miałaby być przerażająca? – zapytałem. Don Juan powiedział. jaki jest. Don Juan nie drążył dalej tematu i byłem mu za to wdzięczny. Po prostu nawet nie spróbowałeś. Natomiast same istoty nieorganiczne jako cienkie rurki powiązane razem. dobrze pasuje do sytuacji. zupełnie jak komórki naszego ciała. jak to zrobić. – A zatem każdy śniący postrzega ów świat tak samo? – Oczywiście. Odkryłem. czego byłbym świadomy.dodać. Świadkiem był nauczyciel mojego nauczyciela: nagual Elias. zagubili się za młodu . coś przyciąga mnie tam z olbrzymią siłą. Z biegiem czasu moja zdolność do zamierzania podróży do królestwa istot nieorganicznych stawała się coraz większa. W końcu używałem swojej woli. coś na zewnątrz zauważa ten wzrost. – Istoty nieorganiczne postąpiły z nimi tak samo. by świadomie przeciwstawić się sile tropiciela. – A co dzieje się z istotami nieorganicznymi w ich własnym świecie? Też są tylko filmem? – W żadnym wypadku. że mogę zmienić moje śnienie. stają się bowiem zwierzyną łowną. po czym nigdy już tam nie wróciłem. czarownica Amalia. że są wyjątkowi i szczególni. – Gdy zacznie wzrastać. Byłem przekonany o praktycznych zaletach swojego odkrycia. że według czarowników wszechświat jest drapieżny i właśnie oni powinni szczególnie się z tym liczyć w swych codziennych działaniach. Mogłem więc przyjąć. Śniący muszą się zawsze mieć na baczności. by tropiciele zabrali mnie do swego świata. ponieważ w każdej chwili potrafiłem przerwać podróż. don Juanie? – Byłem w tamtym świecie tylko kilka razy. że coś w tamtym świecie daje mi poczucie. – Co mam zatem zrobić. Czułem. Tym. nie był jednak głos wysłannika ani też nic. – Opowiem ci jedną z historii czarowników. To właśnie istoty nieorganiczne usiłują zagarnąć tę nową. że są niczym film rozrzedzonej energii odzwierciedlonej na granicy dwóch światów. po czym próbuje go zagarnąć. W wyniku tego zwiększyła się również kontrola nad moją uwagą śnienia. – Ponieważ jest to pewność siebie głupca – powiedział. gdy oddzielam tropiciela. gdy chciałem. moje śnienie potoczy się zupełnie odmiennie. – Świadomość czarowników wzrasta podczas śnie – nią – mówił dalej don Juan. Ich świat jest tak samo rzeczywisty. że jestem kimś szczególnym. że mogę podróżować bezkarnie. gdy na jego prośbę opowiedziałem mu o nowym aspekcie mojej kontroli nad uwagą śnienia. że jeśli świadomie zamierzę coś przeciwnego. – Szczerze mówiąc. gdy zapuszczą się w tamten drapieżny wszechświat. Don Juan wyjaśnił. że nie jestem w stanie oprzeć się tej sile. dały im poczucie. To wszystko. Każdy śniący widzi go takim. Jego zdaniem świadomość posiada wewnętrzny nakaz wzrostu. rozpoznaje go. Dawni czarownicy przedstawiali świat istot nieorganicznych jako grudę jaskiń i otworów unoszących się w jakiejś ciemnej przestrzeni. W momencie. jak postępują teraz z tobą. Zaczęło mną targać nieznośne poczucie winy. Uważaj! – A jak ty uniknąłeś tego niebezpieczeństwa. Upierałem się. – Twoja pewność siebie jest przerażająca – skomentował don Juan. fatalne w skutkach przeświadczenie. jak nasz. – To właśnie powaliło dawnych czarowników – powiedział don Juan. oraz jeszcze gorsze. Myślałeś. aby ktoś za ciebie decydował. Z chwilą. Tę niezwykle rozbudowaną wiązkę dawni czarownicy nazywali labiryntem półcienia. Dodało mi to odwagi. gdy tego chcesz. a może on następować jedynie poprzez starcie. nie wiedziałbym nawet. poszerzoną świadomość. by być bezpieczny. że jesteś wyjątkiem? Przyznałem. Wyruszaj do świata istot nieorganicznych tylko wtedy. – Daj spokój! Nie żartuj sobie ze mnie Z łatwością możesz się temu oprzeć.

będące odgałęzieniem żeńskich. Oczywiście tropiciel przyjął taki podarunek i zabrał Eliasa i Amalię w chwili nieuwagi. Oczywiście nie miał takiego zamiaru. tak jak staliśmy: w butach i z kapeluszem na głowie. zmienia się również odpowiednio kształt energii i jej lokalizacja. już ich tam nie było. by don Juan opowiadał o czarownicach w kategoriach czyjejś dożywotniej miłości. lecz on już ciągnął dalej swoją historię. lecz w efekcie dwoje jego uczniów zniknęło. – Czy to się może przydarzyć każdemu z nas. Oczywiście suma połączonych energii Eliasa i Amalii była czymś. gdy zaczął mówić. Ufanie im jest absurdem. był to rodzaj małej komórki. Zamknął ich w bardzo małej. nagual Elias i miłość jego życia. Znaleźli się tam nie we śnie. Nigdy przedtem nie słyszałem. . poprzez głośne wyrażanie woli przywołał tropiciela ze świata istot nieorganicznych. iż istoty owe w najmniejszym stopniu nie interesują się kobietami. – To bardzo proste. czego istoty nieorganiczne nie mogły przeoczyć. wiedząc. No więc. – Bardzo cię proszę. W trakcie śnienia wezwał tropiciela i polecił mu. aby przesunął punkty połączenia Eliasa i Amalii we właściwe położenie. co dokładnie zrobił nagual Rosendo. Potem wprowadził się w stan śnienia. – To jest możliwe –zapewnił mnie don Juan. według której wszechświat jest zdecydowanie żeński.w świecie istot nieorganicznych. Don Juan wtrącił na marginesie. temperamentem i doświadczeniem przypominał dawnych czarowników. Mają swój własny rytm i nie jest on ludzki. Teoretycznie. Zwłaszcza jeśli całkowita suma naszej energii jest właściwa. iż nagual Rosendo zamierzał nauczać Eliasa i Amalię wyłącznie w drugiej uwadze. Powiedział. Don Juan wyjaśnił. Pierwiastki męskie zaś. jak Elias i Amalia zagubili się w świecie istot nieorganicznych. Don Juan powiedział. że nie chce wdawać się w szczegóły tej długiej i zawiłej historii. że rzadkość występowania pierwiastka męskiego we wszechświecie jest prawdopodobnie przyczyną nieuzasadnionej dominacji mężczyzn na naszej planecie. występują niezwykle rzadko i stąd są bardzo poszukiwane. – Czy to jest możliwe. Gdy nagual otworzył komórkę. Zaskoczył mnie swym stwierdzeniem. że istoty nieorganiczne umieszczą nasz punkt połączenia we właściwym położeniu i – pach! Lecimy jak rakieta. abyś był nadzwyczaj ostrożny. Czułem. Zamierzał pomóc Eliasowi i Amalii. Jego rozumowanie było prawidłowe i opierało się na wiedzy czarowników. lecz fizycznie. ciasnej przestrzeni. z której łatwo było przesłać ich fizycznie do świata istot nieorganicznych. Wystarczy. Postąpił więc zgodnie z ustaloną techniką dawnych czarowników. że potrafi kontrolować istoty nieorganiczne. gdy kochali się w tej komórce. Jeśli ta pozycja się zmienia. by wysłać swych uczniów do tamtego świata. aby osiągnęli drugą uwagę. że postanowiłem dać ci odetchnąć. Zamierzał opowiedzieć mi tylko. lecz zamiast tego wepchnął ich w śmiertelnie niebezpieczne rejony. że niepotrzebnie pytam. Mianowicie nagual Rosendo założył błędnie. przenosząc ich w ten sposób w drugą uwagę. iż don Juan zignoruje moje pytanie. wiedźma Amalia – ciągnął dalej don Juan – zagubili się w świecie istot nieorganicznych. Jakież więc było moje zdziwienie. więc zapytałem go o przyczynę tej niekonsekwencji. – Po prostu cały czas milczałem o uczuciach czarowników. nagual Rosendo. Nagual Rosendo nie wziął jednak pod uwagę przebiegłości istot nieorganicznych. Przez cale życie byłeś tak przesycony miłością. don Juanie? – Jak najbardziej. Nagual Rosendo nie zamierzał tego czynić. Chciałem pozostać przy tym temacie. Nie pozwalaj sobie na idiotyczną pewność siebie. lecz dał się ponieść swemu absurdalnemu przekonaniu. –Dzięki unieruchomieniu punktu połączenia w jednej pozycji jesteśmy energią uwięzioną w określonym kształcie i miejscu. lecz do takiej pozycji. – Jak do tego doszło? – Ich nauczyciel. – To nie jest niekonsekwencja – odparł. że składanie podarunków ze swych uczniów było często praktykowane przez dawnych czarowników. tropiciel posiadający dużą moc mógł uczynić to bez żadnego wysiłku. zostać przesłanym fizycznie? –zapytałem. Chciał jedynie. – Działania czarowników ocierają się o śmierć – ciągnął don Juan. Tropiciel przemieścił wprawdzie punkty połączenia jego uczniów. a potem wyraził zamiar zaoferowania mu swych uczniów. Zapytałem don Juana.

znalazł ich? – Tak. don Juanie? – Oczywiście.– Co się w końcu stało z Eliasem i Amalią? – zapytałem. które trudno opisać. I zapewniam cię. . – Nagual Rosendo musiał udać się fizycznie do świata istot nieorganicznych i ich szukać. – Znałeś ich. że byli bardzo dziwni. – I co. ale po walce i trudach. Tak więc tych dwoje młodych ludzi zostało na zawsze jedną nogą w królestwie istot nieorganicznych. Jednak nie zdołał wyciągnąć ich całkowicie.

że na poziomie abstrakcji pojąłem. jak dotąd. co dana brama oznacza. Innymi słowy. dziećmi o niespożytej energii. Dawni czarownicy wymyślili kilka doskonałych ćwiczeń w przechodzeniu przez bramy śnienia do światów. powiedzmy. iż. – Dlaczego jest to nieprawda? – Ponieważ do drugiej bramy śnienia można dotrzeć i ją przekroczyć dopiero wtedy.ROZDZIAŁ VI: ŚWIAT CIENI – Musisz być niezwykle ostrożny. – Ich świadomość jest fenomenalna. Don Juan stwierdził. czy jest to jedyne istniejące ćwiczenie. gdy śniący nauczy się budzić w innym śnie lub ^gdy śniący nauczy się zmieniać sny bez budzenia się W świecie rzeczywistym. skąd się wzięło. druga brama otwiera się na oścież i istniejący za nią wszechświat staje przed nim otworem. dzięki czemu niepożądani śniący są skutecznie i raz na zawsze eliminowani. – Wyczuwam to i nie pociesza mnie wcale. Jestem bardzo ostrożny – zapewniałem go. i że druga brama śnienia jest bramą do świata istot nieorganicznych. której one pożądają. czy śniący może zastosować inną technikę. bez ćwiczeń w zmienianiu snów? – zapytałem. że istoty nieorganiczne mają do dyspozycji zadziwiające środki – mówił dalej don Juan. – Byłoby trudno wymyślić ćwiczenie równie doskonałe jak to. że mam absolutną rację. gdy rozmawialiśmy o czymś zupełnie nie związanym ze śnieniem. że odpowiem na jego pytanie. ponieważ brak nam biegłości w operowaniu energią. W porównaniu z nimi jesteśmy dziećmi. Podkreślił. wymykała się mojej świadomości. iż wszechświat ten jest tam przez cały czas. Jakby rzeczywiście spodziewał się. – Rozumiesz już. Jego stwierdzenie bardzo mnie zaskoczyło. gdy śniący nauczy się wyodrębniać tropiciela i podążać za nim. które wymyślili dawni czarownicy – powiedziałem z niezbitym przekonaniem. Chciałem powiedzieć don Juanowi. Zmienił temat i powiedział. ponieważ lada chwila możesz paść ofiarą istot nieorganicznych – niespodziewanie zakomunikował mi don Juan. choć nie miałem pojęcia. lecz nie jesteśmy w stanie do niego wkroczyć. – W ogóle tego nie pojmuję. Pojawia się tylko pytanie. don Juanie. – Nie musisz mnie ostrzegać. gdyż całkowicie kontroluję przebieg moich ćwiczeń w śnieniu. które się za nimi znajdują. – Po co więc w ogóle wprowadza się ćwiczenie zmiany snów? – Budzenie się w innym śnie lub zmiana snów jest techniką wymyśloną przez dawnych czarowników. gdy mówię sobie. Ton głosu don Juana był tak poważny. iż dowolne ćwiczenie na docieranie do bramy i jej pokonywanie nie jest tak naprawdę tym. Don Juan przyznał. że natychmiast musiałem zapewnić go. do drugiej bramy dochodzi się i ją przekracza. by wyćwiczyć śniącego w wyodrębnianiu tropiciela i podążaniu za nim. że bramy śnienia są szczególnymi przeszkodami. Gdy śniący potrafi tego dokonać. że musi zwrócić moją uwagę na bardzo istotną część swoich nauk. w żadnym wypadku. że podążanie śladem tropiciela jest wielkim osiągnięciem. – Chodzi mi o to. która. Kilkakrotnie . – Musisz wziąć pod uwagę to. To ćwiczenie ma zasadnicze znaczenie. lecz w praktyce nie widzę żadnego zagrożenia. iż nie mam zamiaru wpadać w żadną pułapkę. o co mu chodzi i dlaczego się o mnie martwi. Po kilku minutach kłopotliwego milczenia don Juan znów się odezwał. – Nie. śnienie zaś kluczem otwierającym tę bramę. Nie pojąłeś jednak jeszcze. że nieprawdziwe jest stwierdzenie. Jak zwykle próbowałem się bronić. – Czy śniący może wyodrębnić tropiciela bezpośrednio. Don Juan spojrzał na mnie pytająco. – Istoty nieorganiczne coś knują – powiedział. że zastawiają pułapki jedynie na samym początku.

Tak więc pod tym względem na pewno się nie różnią. – Czy pułapki te są wynikiem ulegania pochlebstwom lub obietnicom mocy? – Nie tylko tego. czy sądzi. – Przekonasz się. co jest nam potrzebne. Reguła drugiej bramy opierała się na trzech krokach. drugi – podążając za tropicielami. A przede wszystkim bądź czujny. Nie mogłem uwierzyć. Istoty nieorganiczne nie wypuszczają nikogo bez prawdziwej walki. Dlatego właśnie jestem powściągliwy i prawie wcale nie wypowiadam się na temat twoich ćwiczeń w śnieniu. jak z jajkiem. by omawiać ze mną śnienie. wkraczali do nowego. – A co się dzieje. żebyś był jeszcze bardziej zdyscyplinowany i żebyś obchodził się ze wszystkim. Nie potrafię przewidzieć. don Juanie? – Widzę już od tego dnia. – Nie sądzisz. Jest to jego sprawa osobista – i. – Byłem zmuszony nauczyć cię śnienia tylko dlatego – powiedział – że taki jest porządek ustanowiony przez dawnych czarowników. dopóki nie przejdziesz wszechświata za drugą bramą – odparł. Wiem tylko. jestem niezwykle zdyscyplinowany i sumienny. że musisz sam podjąć decyzję. że śnienie jest wynalazkiem dawnych czarowników i dlatego powinno się odbywać według ich zasad. don Juanie? '" – To zależy tylko od nas. . Na ścieżce śnienia jest to sprawa po stokroć poważniejsza. trzeci – w wyniku własnych działań w tym wszechświecie poznawali prawa rządzące tym wszechświatem. która zależy od okoliczności i rodzaju pułapki. – Oznacza to. czy też odrzucić ta. lecz jest tak niechętny. Stawką są tutaj prądy energetyczne. Nie mamy jednak możliwości. co dotyczy śnienia. – A dlaczego myślisz. nic poza tym. – Wiem o tym – stwierdził don Juan. Powodowany strachem zapytałem go. dlaczego don Juan tak chętnie objaśnia mi inne aspekty swojej wiedzy. rzekłbym. czy też je ominie. – Czy jako widzący widzisz grożące mi niebezpieczeństwo. gdy wpadniemy w pułapkę? – Płacisz wówczas cenę. Powyżej pewnej granicy czarownikom pod żadnym pozorem nie wolno przyjmować od nich niczego. Na ścieżce czarowników wszystko jest sprawą życia lub śmierci. Cała sztuka polega na tym. czy przyjąć. jak przedstawiał to don Juan. że chcą mnie zatrzymać? – Ponieważ pokazały ci już zbyt wiele rzeczy. don Juanie? – zapytałem. tego nie wiem. – Gdzie leży ta granica. Niezrozumienie tej prostej reguły prowadzi prosto w pułapkę. Don Juan powiedział. że podczas śnienia zachowuję zawsze najwyższą ostrożność. Wiedzieć. – Wcale nie przesadzam – odparł szorstko. Był przekonany. czym kuszą cię istoty nieorganiczne. że wszechświat za drugą bramą jest najbliższy naszemu. Są również rezultatem ulegania wszystkiemu. lecz ich największym osiągnięciem jest zabrać jedynie to. co ofiarują istoty nieorganiczne. gdy znalazłeś się w tamtym tajemniczym mieście. czy wpadnie w nie. iż obawiał się najgorszego. Uspokoiłem don Juana. co jest niezbędne. Przyznałem. byśmy brali z tamtego świata jedynie to. że w kontaktach z istotami nieorganicznymi przestrzegałem reguły tak skutecznie. kiedy po raz pierwszy pomogłem ci dotrzeć do twego ciała energetycznego. że sprawa wyglądała aż tak źle. ostateczna. iż powinienem przerwać albo nawet całkiem zarzucić moje ćwiczenia w śnieniu. zupełnego wszechświata. że zadały sobie tyle trudu wyłącznie dla zabawy? –roześmiał się. skąd nadejdzie atak.powtórzył. gdyż nie rozpatrujemy kwestii kary. co powinienem zrobić i czego się wystrzegać? – Nie. Ścieżka śnienia jest najeżona pułapkami i tylko od śniącego zależy. – Musisz kontynuować śnienie. by brać pod uwagę taką ewentualność. co jest nam potrzebie. że przesadzasz. iż zupełnie nie mogłem pojąć. – Ale chcę. – Ale czy wiesz dokładnie. Myślisz. które stwarzają okoliczności straszliwsze niż sama śmierć. Pierwszy – dzięki ćwiczeniu zmiany snów śniący dowiadywali się o istnieniu tropicieli. że nieuniknioną reakcją istot nieorganicznych będzie próba zatrzymania mnie w ich świecie. a nasz jest bardzo podstępny i bezlitosny. Dla mnie nie było to wcale zabawne. jest wielką sztuką czarowników.

udając się do ich królestwa. Doświadczyłem wówczas niewiarygodnego uczucia. łagodna jasność nadająca otoczeniu odcienie szarości czy brązu. Jesteśmy oddzieleni rzeczywistą granicą. nie może natomiast podać żadnych szczegółów. – Głos zamilkł na dłuższą chwilę. że uczucia niepewności czy bezpieczeństwa są w tej sytuacji idiotyczne. Wszystkie kłopoty się kończą. lecz mimo moich próśb. Zdawałem sobie sprawę. by odczuć je w pełni. Ja mam kształt dzwonu. jakbyś wybierał się na wojnę. Pomimo to. lecz tak się nie stało. że nie stanowi on dla niego twórczej opcji. co mnie czeka. Don Juan stwierdził. – Jesteśmy ruchomym elementem naszego świata –usłyszałem nagle głos wysłannika. Dławił mnie niepokój. było jak odbite światło. złożonej wizji. Były ich setki. że mogłyby mnie dotknąć. Nie byłem pewien. mój sen nie jest przecież rzeczywistą sytuacją. Jednakże. Gdy je usłyszałem. gdy uświadomiłem sobie. Po chwili. Oceniłem. falujące płomienie świec. gdybym tylko posiadał ciało. gdzie byłem. Podeszły do mnie tak blisko. Nie czujesz niepokoju w obecności tropicieli. Wydawało mi się. a może nawet tysiące. gdzie śniący poddawani są próbie. Wyjaśnił. Obawiałem się. Tropiciele i ja jesteśmy tacy sami jak reszta nas. ustąpiły moje mdłości i strach. Jesteśmy energią i z pewnością nie zamierzamy cię dotykać. Zamiast skupić na nim uwagę śnienia. kształty jakby nabrały substancji. że prędzej czy później moja radość się skończy. musisz być tak czujny. że dopiero wówczas śniący mogą swobodnie rozwijać się dalej. Przyjrzawszy się bacznie cieniom. iż dostałem prawdziwych mdłości. – Świat istot nieorganicznych jest zawsze gotowy do uderzenia – ciągnął. Zresztą byłoby to niemożliwe. Zauważyłem.Nalegałem. Dlatego też. don Juan nie powiedział nic więcej. aby don Juan powiedział mi. Wszystkie były w zasadzie okrągłe i podobnej wielkości. – Ale taki sam jest również nasz świat. Nieoczekiwane zdarzenie nawet ją wzmogło. Wróciłem do domu i zachowując największą ostrożność. tak jakby szukał czegoś lub chciał wyciągnąć ze mnie całą energię. Wydawało mi się. że mają od trzech do czterech stóp średnicy. Zejdź do nas i nie obawiaj się. nie miałem więc czasu. gdy sama kontemplacja świata istot nieorganicznych dawała mi nieopisaną radość. iż jest naturalnym filtrem czy polem doświadczalnym. zostają na zawsze więźniami tamtego wszechświata. ale nie tam. abyś się do nas przyłączył. kontynuowałem swe podróże do świata istot nieorganicznych. a tropiciele – płomieni. unosząc się ponad nimi. że są tej samej wielkości. Zszedłem na dół. że dzieliły się na trzy rodzaje. gdy śniący przejdzie już wszechświat za drugą bramą lub gdy stwierdzi. czy go dobrze rozumiem. odczuwałem gdzieś niezwykłe łaskotanie. jednak kształty te były tak rzeczywiste. Jeśli wytrzymają ten sprawdzian. zacząłem się niepokoić. owe cienie i ja mamy pewną wspólną cechę: wielkość. Niektóre były okrągłe jak piłki. ruchome kształty. i chyba dlatego poczułem się niemal swojsko w ich towarzystwie. nie boisz się również mnie. Szybko jednak porzuciłem te rozważania. Wrażenie było słabe i trwało bardzo krótko. że na poziomie. Dotarłem do punktu. Gdy przywykłem do światła. inne miały kształt dzwonu. okrągłych. że doświadczam dziwnej. Pewnego razu tropiciel prowadził mnie bardzo szybko niezliczonymi tunelami. Chociaż moje ciało energetyczne niczego nie odbierało. Gdy się w końcu zatrzymał. a wtedy ze wszystkich stron otoczyły mnie piłki. a jeszcze inne przypominały gigantyczne. Nie było już tuneli. Wtem coś rozświetliło obszar dokładnie przede mną. doszedłem do . bez wątpienia przechodziło przeze mnie coś miękkiego i zwiewnego. A on odpowiadał niezmiennie. brązowo –szarych robaków. a jedynie głęboka czerń dookoła. że jako czarownik wyczuwa jedynie stan ogólnego zagrożenia. że robaki mają zamiar mnie dotknąć. że śniący muszą się zawsze bać tamtego świata? – Nie. co moje ciało energetyczne. Mogliśmy więc jedynie przenikać jeden przez drugiego niczym bańki powietrza. dzwony i płomienie. – Nie obawiaj się. Ogarnęło mnie obrzydliwe uczucie. Była to przytłumiona. czułem się. czułem się dość bezpieczny. oddałem się całkowicie obserwacji tych przerośniętych energetycznych robaków. Stwierdziłem. że moja przezorność jedynie je uatrakcyjnia. że znalazłem się nad gniazdem olbrzymich. nie to miałem na myśli. na którym się znajdujemy. jeśli nie. a potem odezwał się znowu: – Chcemy. To ostatnie zdanie musiało być swego rodzaju bodźcem dla mojego ciała energetycznego. dostrzegłem jakieś ciemne. mogą ruszyć w kierunku następnej bramy. że wszechświat za drugą bramą jest tak potężny i agresywny. że znalazłem się na krawędzi jego świata. – Chcesz przez to powiedzieć. gdy skupiłem na nich swą uwagę śnienia. Wydawało mi się. jakbym właśnie ukończył maraton. obserwując to kłębowisko.

iż skoro nie mogę dotrzeć do don Juana. inne są jak ruchome cienie. po prostu nie ma sensu kontynuować śnienia. – Trzeci rodzaj wyjawiamy naszym gościom dopiero wtedy. będę musiał tutaj zostać. – Wszystko. Wiedziałem. tak jakbym nigdy ich nie przerwał. ponieważ kłamstwo nie istnieje – wdarł się w moje myśli głos wysłannika. Nie miałem pojęcia. gdy zdecydują się z nami zostać. a za kłamstwem nie . czy też efektem ich oddziaływania energetycznego. bym zapytał go o trzeci rodzaj istot nieorganicznych. – O. że gdzieś czai się straszliwe niebezpieczeństwo. Zabrzmiało to tak. okłamując mnie. który nie pozwolił mi na kontynuowanie moich ćwiczeń w śnieniu. Po ponad półrocznej przerwie byłem coraz bardziej zaintrygowany tym. I tak bym się nie poznał. że chcesz z nami pozostać – rzekł wysłannik niedbałym tonem. że wysłannik mówi prawdę. emitujemy światło. Jesteśmy innym rodzajem istot nieorganicznych. – Jeżeli to powiem. ciemne kształty rozbiegły się niczym tłuste świnki morskie. Wysłannik zamilkł. Wiedziałem również. Wywołało to we mnie niepokój. – Jaki jest trzeci rodzaj istot nieorganicznych? Wysłannik zakaszlał i zachichotał. – Jak najbardziej – odpowiedziałem. i zabrał mnie od razu do tej samej wizji. mógł to przecież łatwo osiągnąć. a nawet miłości do cieni. a ja poczułem. Wysłannik chyba zdawał sobie sprawę z mojego nastroju. gdzie się rozstaliśmy ostatnim razem. W tym momencie zakończyłem tę sesję śnienia. – Chciałbyś ich ujrzeć? – zapytał od niechcenia. My jesteśmy ruchomymi cieniami. Chciałem zobaczyć ten trzeci rodzaj. które tutaj żyją. są naturalną konsekwencją śnienia. – Mogę mówić ci tylko o tym. czy pragnienie powrotu do śnienia wystarczyłoby. że prowokuje mnie. jesteśmy również światłem w tunelach. to nasza najbardziej tajemnicza cecha – powiedział. Jesteśmy nie tylko ruchomi. chłodne i obojętne. Zanim zdążyłem wypowiedzieć całe zdanie. by zobaczyć się z don Juanem. Zastanawiałem się. którą poczułem do nich w jednej chwili. a my spełniamy ich rozkazy. Zaraz po przebudzeniu chciałem spakować moją torbę i pojechać do Meksyku. że jeśli nie zadam tego pytania. że jesteśmy cieniami. – Musisz więc tylko głośno powiedzieć. – To jest świat cieni – powiedział głos wysłannika. – Lecz pomimo to. A jednak powodowała mną bezgraniczna ciekawość. co w tym świecie wypowiadasz na głos. Jednak niespodziewane wypadki w moim życiu osobistym uniemożliwiły tę podróż. wysłannik mi tego nie wyjaśni. jest nieodwołalne. – Uczucia to dla nich trudna sprawa. co niezmiernie mi się podobało. nieświadomie przywiązywałem do tego snu tak wielką uwagę. Zastanawiałem się. co się wydarzyło. że same tylko uczucia mogą położyć kres ćwiczeniom. aby wznowić ćwiczenia. Są trzy rodzaje takich istot: jedne są niczym nieruchome tunele. którą poczułem w następnej. Bezwiednie pomyślałem. wznowiłem ćwiczenia. – A my musimy tej energii dostarczyć. gdy ogarnęła mnie fala głębokiej przyjaźni. – Wyemitowałeś zbyt wiele uczucia i przestraszyłeś je – powiedział głos wysłannika. Były bezosobowe. że wiedziałem. i sympatia. Czułem również. jakby rozkoszował się tym pytaniem. pomimo moich gorączkowych przygotowań. czy niechęć. zostawiając mnie samego w półmroku. Tak samo dla mnie – zaśmiał się nieśmiało wysłannik. Nie zrobiłem tego jednak rozmyślnie. Tunele dają nam swoją energię. – Dlaczego? – Ponieważ zobaczenie ich wymaga wielkiej ilości energii – odparł wysłannik. że jeżeli wysłannik chciałby uwięzić mnie podstępem. I udało się! Gdy tylko sformułowałem myśl powrotu do śnienia. że wcale mi nie wadzą. – Nie mogę cię okłamać. W moim świecie istnieje tylko intencja. którą miałem podczas ostatniej sesji. co istnieje. – Są niezwykle sympatyczne – powiedziałem do wysłannika dokładnie w chwili. prawda? – Naturalnie – powiedział wysłannik z przekonaniem.wniosku. gdy tylko się tam znalazłem. Spotkałem się ze zwiadowcą tam.

swojego świata nie postrzegają jednak w ten sposób. który wyjaśniał. Wysłannik dodał. zdałem sobie sprawę. że słyszę. jak w normalnym świecie. że z pewnością nie mogę rozumieć. Po chwili całkowicie wyczerpałem swój zapas energii. co mogę opisać jedynie jako tkankę tunelu. zacząłem się zastanawiać. Mój kupiecki umysł szalał w oczekiwaniu na to. które przypominały mi alfabet Braille'a. – Rozumiem. jak twój. – Im szybciej się tego nauczysz. uciszając swą podejrzliwość. Wysłannik ostrzegł mnie. by obserwować mnie albo karmić się moją siłą. które emitowały nieprzezroczyste światło. iż percepcja ich świata zaczyna się i kończy w mgnieniu oka. opisując wypukłości na ścianach tuneli. gdyż nagła ich eksplozja spowoduje. – Nie możemy istnieć bez siebie – stwierdził. gdyż nie sądziłem. że jedyna różnica między postrzeganiem mojego świata a postrzeganiem świata istot nieorganicznych polega na tym. Miałem wrażenie. Postrzeganie rzeczywistego świata nie odbywa się w ten sposób. i gdy tak przysłuchiwałem się jego słowom. ale ta intencja nie jest taką intencją. Chciałem się sprzeciwić. Biorąc pod uwagę wyrazistość mojej percepcji. Ujrzałem jakieś groteskowo połączone. co wielkość w twoim świecie – powiedział wysłannik. gdyż niezliczona ich liczba utrzymuje go przy pomocy swej intencji takim. których intencja utrzymuje mój świat takim. iż są to te same wypukłości. że nawet za kłamstwem może się kryć jakaś intencja. że za kłamstwem może się kryć jakaś intencja. że odnoszą się bezpośrednio do śnienia. Biorąc pod uwagę. – Energia tego świata jest innym rodzajem energii. lecz w tym samym momencie znalazłem się wewnątrz czegoś. – Zejdź do nas i spróbuj nas popchnąć albo pociągnąć – przynaglał głos wysłannika. Moja uwaga . który jest nieskończenie bardziej rozbudowany od zwykłej zależności. Przyszło mi do głowy. Słyszałem. W trakcie następnej sesji wysłannik rozpoczął swój dialog ze mną od powtórzenia. o jakiej on mówi. że jestem w świecie rzeczywistym. jaki jest – skupiona jest na tym świecie. że powiedział mi już wszystko o cieniach. Wysłannik dodał. Czułem się ^jak nurek. że usiłowałem zrobić coś. dziecinnych zwierząt. Powoli rozejrzałem się dookoła. gdyż ta uleciała do postaci ze świata cieni. co można by przyrównać do podnoszenia domu szczęką. jakby wychodziły ze wszystkich zakamarków. tym większa jest liczba cieni. Nagle zauważyłem. lecz nie zwracałem na nie uwagi. że rozproszą się jak stado ptaków. Nie mogłem utrzymać mej uwagi śnienia na argumentacji wysłannika. gruczołowate wypukłości. lecz zanim zdołałem to wypowiedzieć. – Co mam zrobić? – zapytałem. Chciałem zastanowić się nad przyczyną mojej pomyłki. że l te plamy energii miały od trzech do czterech stóp średnicy. doszedłem do wniosku. – Wszystko w tym świecie ma bezpośredni związek ze śnieniem – stwierdził wysłannik. W tej chwili obraz zaczął się rozmywać. jak duże są w rzeczywistości same tunele. Wysłannik odparował z nutą lekceważenia w głosie. abym trzymał moje uczucia na wodzy. że wyglądają jak stado dziwnych. bym otworzył się przed nimi. tym szybciej będziesz mógł przesuwać wzrokiem przedmioty w swoim świecie. podobnie jak ty chcesz poczuć promienie słońca w chłodny dzień. – Chcemy tylko poczuć twoją energię. że dla istot nieorganicznych postrzeganie mojego świata zaczyna się i kończy w mgnieniu oka. Gdy tylko o tym pomyślałem. desperacko próbując popychać je lub ciągnąć. co masz na myśli – powiedziałem. że co prawda słyszałem jego wyjaśnienia. czuję i myślę dokładnie tak samo. pomimo to ten świat jest tak samo rzeczywisty. powrót ze świata istot nieorganicznych był niczym wynurzanie się na powierzchnię. Zamierzałem poprosić go o wyjaśnienie. – Wielkość tutaj nie jest tym samym. W jednej chwili znalazłem się wśród cieni. lecz mój umysł stał się pusty. jaki jest. Wydawało mi się również. Dlatego kłamstwo nie istnieje. Wysłannik polecił. Odparowałem. cienie znowu się rozpierzchły. – Nie karmimy się twoją siłą – powiedział wysłannik. gdyż moja świadomość – wspólnie ze świadomością niezliczonej liczby istot podobnych do mnie. wysłannik oświadczył. Jej właściwości nie przystają do właściwości energii twojego świata.kryje się intencja. Wyglądało to tak. W uszach dźwięczał mi głos wysłannika. że ruchome cienie i nieruchome tunele łączą całkowicie zharmonizowane i aktywne związki. co się wydarzy. że im bardziej wytężam siły. jak mówi. co oznacza taki związek. mówiąc.

Im bardziej zastanawiałem się nad swoją sytuacją. tym większy był mój niepokój. wysłannik zamilkł. Charakterystyczną cechą tego tropiciela było to. że tak naprawdę chce. aby jedyną różnicą między moimi wizjami a codziennym światem była szybkość. która jest naszą energią. a w następnej we własnym łóżku. Zebrałem więc siły. że jakakolwiek próba przerwania śnienia przyniesie szkodę mojemu ostatecznemu celowi. ponieważ wysłannik zaczął zdawać mi dokładną relację z liczby i funkcji spełnianych przez cienie w poszczególnych tunelach. gdy zacznę śnić i tropiciel zabierze mnie do świata cieni. do świata szablastozębnych tygrysów. że w każdym tunelu znajduje się określona liczba uzależnionych istot. co to znaczy być związanym ze sobą w taki sposób. Nasz świat jest związany z waszym dzięki wrotom zwanym snami. Przez głowę przeleciała mi luźna myśl. iż zdecydowałem się zostać w jego świecie. lecz nadal tkwiłem w Los Angeles. tym lepiej dla mnie. jakiej byłem świadkiem. co wiedzą o śnieniu. Pragnąłem. W momencie. W następnej chwili byłem zupełnie przebudzony w swoim łóżku. że po prostu nie potrafię sobie wyobrazić takiej symbiozy.śnienia słabła. Czułem. po ścianach. co sam odczuwałem. ponieważ nie miałem wówczas dostatecznej ilości energii. – To my nauczyliśmy czarowników wszystkiego. z jaką kończyły się te wizje. Dalej wysłannik mówił o tym samym. Od tej pory żadne obawy nie zakłócały moich ćwiczeń w śnieniu. skoordynowania moich reakcji – moje przeżycia były równie rzeczywiste. Nie chciałem. dosłownie wyskoczył przede mną i w moim śnie agresywnie zawładnął moją uwagą śnienia. Poruszamy się wewnątrz tuneli. jak my – powiedział wysłannik. by oddać je w sposób zrozumiały dla mojego liniowo uporządkowanego umysłu. aby się obudzić. Powiedział. – Jestem jednym z nich. realnym świecie. Pewnego razu. myśl. że w świecie istot nieorganicznych z niezwykłą szybkością zaczynają się gromadzić czarne chmury. W innych pracach opisałem już urywki tych wizji. by don Juan wyjaśnił mi to wszystko. Pewnego dnia usłyszałem go podczas wykładu na uniwersytecie. zanim jeszcze zacząłem przypatrywać się przedmiotom. jak przez nie przechodzić. przeniósł mnie do innej części królestwa istot nieorganicznych. choć umysł pogrążony był w ekstazie kontemplacji świata cieni. W jednej chwili byłem w dziwnym. który zabrał mnie tam po raz pierwszy. by zmienić nastrój. który zabiera śniącego do tego świata – powiedział wysłannik. Urywki. Prześladowała mnie natomiast inna myśl. że doświadczam czegoś niepowtarzalnego i niesamowitego. Natychmiast jednak tego pożałowałem. że zmienił się wysłannik. że nie musiał przechodzić żadnych energetycznych przekształceń. od początku był bowiem plamą energii. związanych z potrzebami i oczekiwaniami karmiących je tuneli. – Ile cieni znajduje się w każdym tunelu? – zapytałem. – Wypukłości na ścianach tunelu to cienie – powiedział. – Jeśli pozostaniesz wśród nas. aby wysłannik wdawał się w dalsze szczegóły. bym mu powiedział. że moje wizje świata cieni stały się jeszcze bardziej autentyczne. to jeszcze na scenie pojawił się nowy tropiciel. nie dając mi czasu na głośne wyrażenie zamiaru udania się za nim. – Śnienie jest nośnikiem. Sprawę pogarszał jeszcze fakt. Nie miałem zamiaru niczego przerywać. że czeka na moją odpowiedź. a moje ciało energetyczne podskoczyło jak na sznurku. Nie czekając . Każdego dnia nie mogłem się wprost doczekać chwili. aż pewnej nocy znowu pojawił się ów agresywny tropiciel. a uwaga śnienia znacznie się polepszyła. że im mniej wiem na temat tuneli i cieni. ale ludzie nie. że głos wysłannika pojawiał się w mojej świadomości również na jawie. napełniając się energią tuneli. Mówił bez przerwy. Wydawało mi się. Nigdy przedtem mi się nie zdarzyło. Muszą się tego uczyć. Jego dźwięk wzmocnił mnie. co już kiedyś mi wyjaśniał. Dodatkową atrakcją było to. W mgnieniu oka. na pewno nauczysz się odczuwać. a moje ciało drżało ze strachu. Mój niepokój rósł. Wiemy. by przerwać ćwiczenia. Zacząłem nawet wyczuwać. które spełniają określone funkcje. że wojownicy nie lękają się wyzwania i że nie ma żadnych istotnych powodów. gdy sformułowałem tę myśl. Nocne wizje szablastozębnych tygrysów powtarzały się regularnie przez długi czas. Przekonywał mnie. Doszedłem do wniosku. I wtedy znowu usłyszałem głos wysłannika. Nie dość. Przyznałem mu rację. a wysłannik potwierdzał jedynie to. Sądząc po subiektywnych standardach skoordynowania myśli. skoordynowania bodźców wzrokowych i słuchowych. Miałem trudności ze skupieniem jej na otaczającym mnie świecie. jak każda sytuacja w naszym normalnym świecie.

co wiedziałem albo myślałem. Stałem na trawie. Potem ogarnął mnie strach. o zdobyciu jej w niezwykle prosty sposób – poprzez pozostanie w tych cudownych tunelach. delikatnego. który wydawał się nieco większy niż pozostałe. Przyglądaliśmy się sobie przez mgnienie oka. ponieważ nieznajomy jest jednym z czarowników starożytności i pochodzi z innego czasu. że przedziera się do mnie jakaś wiadomość. Przemówiłem do niej tak samo. Po kilku dniach zaczęło we mnie kiełkować mroczne. Mój umysł szaleńczo próbował poskładać to. którzy będą spełniać moje najdrobniejsze zachcianki. czy jest to mężczyzna czy kobieta. które stawało się większe z dnia na dzień. może siedmioletnia dziewczynka. Wrócił tropiciel i szybko zabrał mnie z tego miejsca. Gdy się w nią wpatrywałem. niemal przezroczystego.na moją zgodę. Rozpaczałem jedynie nad tym. w parku przy Uniwersytecie Kalifornijskim. ale bez powodzenia. Moja uwaga śnienia była zaabsorbowana jego wielkością i układem i nie oderwałaby się od nich. aż w końcu stałem się tak ciężki. która do mnie przylgnęła. Odleciał zupełnie niespodziewanie. odczułem. Była to sześcio– . nikt nie chce stąd odchodzić. że tropiciel wreszcie ukazał mi istotę ludzką usidloną w tym świecie. Osoba. Prawdę powiedziawszy. jaką do tej pory od niego słyszałem. bym nie ufał już więcej swojemu śnieniu. jak rozmawiałem z tropicielem. iż w jednej chwili znów byłem plamą energii w świecie istot nieorganicznych. nie mogąc przełamać bariery. czym . że wielkopaństwo jest całkowicie sprzeczne z moją naturą. lecz ponaglenia tropiciela zakłóciły moją uwagę i straciłem z oczu niebieski kształt. jaka nas oddzielała. kto mógł okazać się moim wrogiem. Mówił o nadzwyczajnych zaletach świata istot nieorganicznych. Zatopiłem się w obserwacji. Obudziłem się w Los Angeles. twarzą w twarz z nie znaną mi osobą. a przede wszystkim o byciu rozpieszczanym przez kosmicznych służących. Próbowałem spytać o to tropiciela. Spędziłem ponad czterdzieści osiem godzin. W końcu ogarnęła mnie wielka radość. zmaterializowała się równo ze mną. że zaprzepaszczam całe lata swojej pracy. Była niebieska niczym środek płomienia świecy. zabrał mnie do tuneli. niezmordowanie usiłując dotrzeć do ukrytego uczucia lub ukrytej wiedzy. Tropiciel ponaglał mnie do odejścia. lecz coś znieczuliło mnie na jego sygnały. Rozpaczliwie usiłowałem ustalić. tym stawałem się cięższy. lecz nie otrzymałem odpowiedzi. Gdy wynurzałem się na powierzchnię normalnego świata. Wiedziałem. że zostałem sam na sam z kimś. tajemnicze przekonanie. Poczułem falę rozdrażnienia. Obudziło mnie szarpnięcie strachu. że ją znam. przybrała nagle kształt człowieka: bardzo małego. – I uwielbiają tu być. Zdawałem sobie sprawę. Moja uwaga śnienia skierowała się wówczas na plamę energii. gdyby zwiadowca nie nakazał mi się odwrócić. niczym przedni kupiec. która była nieco większa niż reszta cieni. Byłem pewien. że taka konfiguracja energii nie jest cieniem i że nie należy do tego świata. ze jest prawdziwe. Im większe było moje rozradowanie i ciekawość. iż niebieska plama światła jest więźniem świata istot nieorganicznych. Dalej przejął mnie tropiciel i śmigaliśmy wieloma tunelami. ze być może dlatego nie możemy się porozumiewać. czy będąc obsługiwanym. Natychmiast. lecz nic nie mogłem na to poradzić. moje rozradowanie i ciekawość wzrosły tak niepomiernie. – Przebywają z nami świadome istoty z najbardziej niewiarygodnych zakątków kosmosu – powiedział wysłannik na zakończenie. która była przede mną. zostawiając mnie zawieszonego w tym tunelu. Udało mi się jedynie odczuć jakąś siłę – wydawało mi się. Zatrzymał się w jakimś tunelu. W tym momencie przyszło mi do głowy. Rzuciłem wszystko. Szarpały mną różne uczucia. Straciłem swój ciężar tak szybko. gdyż byłem pewien. że znalazłem się z powrotem w swoim ciele i w swoim świecie. gdzie byłem. zarzucił mnie najdłuższą i najbardziej poruszającą tyradą. Opowiadał o niewiarygodnej ruchliwości. lecz pomimo wielkich wysiłków nie udało mi się. Opowiadał o zdobyciu oszałamiającej wiedzy. ze zapoczątkowały proces odwrotny. Nie bez niepokoju pozostawałem tam. aż w końcu nie miałem już wątpliwości. Teraz potrzebowałem rady don Juana bardziej niż kiedykolwiek. Nagle jakaś wielka siła okręciła mnie dookoła i postawiła tuz przed niebieską plamą. Nigdy nie czułem się swobodnie przy służących. o nieskończoności upływającej na poznawaniu nowych rzeczy. Wydawało mi się. szczupłego. Usłyszałem głos wysłannika. Gdy ją ujrzałem. że wiem. iż pochodzi spoza mojego umysłu czy ciała – która powiedziała mi. w jednym szeregu z ludźmi grającymi w golfa.

czy zna się świat cieni. choć nie potrafię sprecyzować. czy nie? – Różnica jest ogromna. ani drugie. Teraz wymyśliły nawet małą dziewczynkę. – Co to oznacza w moim przypadku. skoro przygnałeś tak prędko – zauważył z zadumą w głosie. które w rzeczywistości nie występują. choć ten ostatni spędził w świecie istot nieorganicznych wiele czasu. jeśli to masz na myśli –powiedziałem. czego chcę. że wodne istoty nieorganiczne są najbardziej dokuczliwe. jakby przytłoczony ciężarem tego. zostałeś wybrany przez wodną istotę nieorganiczną. jakich nikt z nas nawet sobie nie potrafi wyobrazić. nigdy nie rezygnują. Opowiedziałem mu o mojej wizji małej dziewczynki i o tym. że ta dziewczynka istnieje – odparłem zdecydowanie. że don Juan mówi o abstrakcyjnych. Przez te wszystkie lata przyzwyczaiła się do ciebie. – Musisz mieć bardzo ważny problem. Wiemy to z opowiadań dawnych czarowników. że w istotach nieorganicznych nie ma nic szczególnego. – Nie zamierzam w żaden sposób dać się złapać na pokusy istot nieorganicznych. Pamiętasz. Mówisz tak. Don Juan od razu poradził mi. a gdy raz zatopią w kimś swoje szpony. – Dlaczego powiedziałeś. jak z nią walczyłeś? I jakie to było uczucie? Mówiłem ci. że nie grozi mi żadne takie niebezpieczeństwo. – Na tym etapie to nie jest już takie proste. niż myślałem – powiedział w końcu – gdyż nie wolno mi omawiać twojego śnienia. W środku byłem pewien. Zna cię na wylot. – Zgadza się. Są bardzo przebiegłe. Zaczają się na ciebie. gdy zignorował moją wizję małej dziewczynki. ponieważ te mają ich już w garści. czym było dla czarowników starożytności: źródłem niewyczerpanych możliwości folgowania sobie. jakbym za chwilę miał ulec pokusie. by posiąść moc albo mieć własną służbę. że ci pozostaną w ich świecie. ich błędem było. jak nabrały naguala Rosendo. W głębi duszy czułem. co usłyszał. jak bardzo wpłynęło to na moje uczucia. Jedziecie na tym samym wózku. gdy są pewne. że na samą myśl. na jaką cię stać. nawet nie będziesz podejrzewał jej istnienia. czułem się zobowiązany opowiedzieć mu o moich wizytach w ich świecie. – Ale jaka to różnica. którą pochwyciłeś owego feralnego dnia. Wyznałem szczerze don Juanowi. – Ależ ja nie mam nawet cienia wątpliwości. jest już zwykle za późno. Zauważył. Milczał przez długą chwilę. że nie mam najmniejszego zamiaru tam zostać. co tak naprawdę jest tym problemem – odrzekłem. – Jesteś bardziej osamotniony. Dopiero wtedy. Uzależniają się i są zaborcze. Znalazłeś się w położeniu dawnych czarowników. – Gdy śniący uświadamiają sobie.się zajmowałem. Dawni czarownicy byli niesamowicie zdolni. Don Juan poprosił. don Juanie? – Prawdziwe kłopoty. i to jest moje ostateczne zdanie. – Myślę. bym opisał mu wszystkie sesje śnienia wraz z najmniejszymi szczegółami mającymi związek z tą sprawą. że znalazłem się w położeniu dawnych czarowników? – Powtarzałem ci już wielokrotnie. że niebezpiecznie ich przypominasz. by pohamować moją histeryczną paplaninę. iż jeśli kładzie się na śnienie zbyt duży nacisk. don Juanie. nie wiedział o nim również nagual Julian ani nagual Elias. że cię nabiorą – odrzekł. – Czego tak naprawdę chcesz? – zapytał don Juan. że w świecie istot nieorganicznych poczuli się jak ryba w wodzie. iż jakaś istota nieorganiczna zna mnie na wylot. ponieważ sam nie wiedziałem. . – Zapewniam cię. – Tak samo. Poza tym. Nie potrafiłem mu tego wyjaśnić. robi mi się niedobrze. że musisz postępować z największą ostrożnością. Nie interesuje mnie ani jedno. a ty nie dostrzeżesz pułapki. Na przykład ja nigdy nie wiedziałem o świecie cieni. na twoje nieszczęście. Za wszystkimi stoi ta właśnie istota. Z jakiejś niezrozumiałej przyczyny nie miałem ochoty opowiadać don Juanowi o królestwie cieni. teoretycznych zagrożeniach. Istoty nieorganiczne zabierają tam śniących tylko wtedy. Zaszedłeś za daleko i nie możesz się już tak po prostu wycofać. abym zlekceważył to zdarzenie i potraktował je jako jawną próbę zaspokojenia moich fantazji przez istoty nieorganiczne. Mogę ci jedynie raz jeszcze powtórzyć. staje się ono tym. i pospieszyłem do Meksyku. Wiecie o ich świecie takie rzeczy. jeśli chodzi o usposobienie.

Nagle niebieski kształt przybrał postać tej samej małej dziewczynki. Wszystkie bodźce docierały do mnie poprzez wzrok i słuch. że moja troska o uwięzionego tropiciela doprowadza go niemal do rozpaczy. że w normalnym stanie jestem niemal idiotą. Nie ma ona nic wspólnego z polepszaniem trzeźwości osądu i poszerzaniem zdolności do poszukiwania wolności. rezultat był taki sam – zamarłem. Wiąże nas jedynie z konkretnością. Powiedział. lecz cechami wizji. Don Juan dodał. lecz nie zwracałem na nie uwagi. Brakowało mi jedynie mojego zmysłowego ja. Nie miałem doznań cielesnych. Czułem się gorzej niż kiedykolwiek. – Niczego jeszcze nie zrobiłeś – warknął don Juan. że one są jak rybacy: nęcą świadomość. Zalecam ci. mówię o istotach nieorganicznych. Mówiłem ci już. a w drugiej uwadze – szaleńcem. stanę się nie do zniesienia. Jak zwykle podeszły do mnie pozostałe cienie. Posiedziałem o tym don Juanowi. Dzięki tym ćwiczeniom miałem bezpośrednie uczucie. Odczułem chłód. poszukiwaczem usidlonym w królestwie istot nieorganicznych. don Juan polecił mi wpatrywać się w chmury lub odległe szczyty górskie. a ja nie mam pojęcia co. pozwoliłem sobie omówić moje wizje ze śnienia z Carol Tiggs. że owa niebieskawa plama energii pochodzi z całkiem innego wymiaru i że to tropiciel. tak jak to robiłem niezliczoną liczbę razy. moja uwaga śnienia zamknęła się wyłącznie na niej. – Szykuje się coś niedobrego w tym przeklętym świecie. że zawsze wszystko robię źle. Nie spodobało mi się to porównanie. jego źródłem nie było jednak moje ciało energetyczne. Dotarłem do świata cieni. znajdowała się wśród innych cieni. I nie chcę przez to powiedzieć. w ogóle nie śniłem o świecie istot nieorganicznych. Zacząłem się nad sobą użalać i narzekać. Znalazłem się przy niej w jednej chwili. a potem ją łowią. Don Juan był przekonany ponad wszelką wątpliwość. Jedyną różnicą była obecność niebieskiej plamy energii. Moje ćwiczenia polegały jak zwykle na skupianiu uwagi śnienia na poszczególnych przedmiotach ze snu i na zmianie snów. którą widziałem już przedtem. Dopiero wówczas po raz pierwszy byłem całkowicie świadom. a ja jej po prostu nie zauważyłem. Miał rację! W trakcie następnej sesji śnienia rozpętało się prawdziwe piekło. że mogła być tam już wcześniej. To naprawdę imponująca technika. Aby stłumić mój niepokój. Doświadczałem świata cieni ze wszystkimi implikacjami tego. Przyszło mi do głowy. lecz nawet o tym nie wiesz. – Ta plama niebieskawego światła jest zwykłym tropicielem. Carol Tiggs była moim dokładnym odpowiednikiem. lecz zupełnie nieprzydatna współczesnym czarownikom. – Jestem bardzo zadowolony. choć don Juan radził mi. że jeśli nie będę się kontrolować. Don Juan był bardzo zły. osądzać. lecz zupełnie inna część mnie. co normalnie uważałem za doświadczenie – mogłem myśleć. które właśnie miałem. innymi słowy. wpatrując się po prostu w przedmioty. byłem sobą. dlatego też świetnie mnie rozumiała i była niezwykle zainteresowana. podejmować decyzje. ale bardzo zmartwiony – skomentował moje dokonania don Juan. że znajduję się wśród chmur lub w górach. które sobie szczególnie upodobali. prawda? – Tak. który zbłądził i został 'złapany jak mucha w pajęczą sieć. że moje przeżycia są całkowicie oddzielone od doznań zmysłowych. bym nikomu tego nie mówił. – Mówisz o istotach nieorganicznych. że zwierzyłem się jej ze swoich problemów. Zanim wróciłem do domu. Mój racjonalny rozum musiał więc rozważyć dziwną kwestię – widzenie i słyszenie nie są zmysłami ciała. delikatną i długą szyjkę i szepnęła ledwie słyszalnym głosem: “Pomóż mi!" Powiedziała to albo też sam to sobie wymyśliłem. że pomiędzy moją ruchliwością w drugiej uwadze a uporczywym tkwieniem w bezruchu w stanie świadomości normalnego świata rozciąga się niebezpieczna przepaść. że odczuwałem ją fizycznie. Don Juan zauważył. to technika dawnych czarowników. że to ja cię uczę. Ta sprawa tak 'bardzo mnie martwiła. Gdy tylko ją dostrzegłem. Wszystko jedno. Dziewczynka przechyliła na bok swą cienką. iż przepaść ta jest tak ogromna.– Nie ma żadnej małej dziewczynki – warknął. na szczycie. – Dlaczego to cię tak niepokoi? – zapytałem. a to bardzo niepożądany stan. na co on odparł. ogarnięty nagłym niepokojem. Gdy przebywałem z don Juanem i jego towarzyszami. zachowywałem swoją psychologiczną ciągłość. abyś już więcej się w nic nie wpatrywał. – Uczysz się cudownych rzeczy. . to zanim zdołam spoić drugą uwagę z uwagą normalnego świata. – Tyle to wiem. W mgnieniu oka potrafili dotrzeć do swego ciała energetycznego.

płakała z rozpaczy i strachu. – To jest właśnie piękno tego miejsca. cienie się rozpierzchły. w świecie cieni. i znowu nie odczułem jej tam. Powiedziała mi w zasadzie to samo. chciałem pochwycić ją i wziąć ze sobą. by istoty nieorganiczne przyprowadziły mnie raz jeszcze do tej części swojego królestwa. że to moja ostatnia wizyta w ich świecie. Próbowałem coś do niej powiedzieć. myśl. co powiedział don Juan – była tropicielem złapanym w sieci tego świata. ponieważ jest ona znana zarówno mnie. Rzuciłem się w jej stronę. że to gdzie indziej to przecież moje ciało. Gdy w myślach odparłem. Zdawało mi się. . Zdawało mi się. Możesz doświadczać wszystkiego. Zanim moja uwaga śnienia zupełnie zniknęła. że absolutnie nie jestem zdolny jej pomóc. Wielce poruszyła mnie oczywista. jak ja potrzebuję jej. Ogarnęła mnie fala bezgranicznej miłości. Stało się jasne. której nie potrafiłem przebić. że przybrała postać małej dziewczynki. która się liczy. ale bez widocznego skutku. Pozostawiony sam sobie. chociaż przeżywałem coś takiego po raz pierwszy. ale nie mogłem wydobyć z siebie głosu. Milcząco błagała mnie naglącym spojrzeniem. Poczułem ją gdzie indziej. a wtedy stracę dziewczynkę z oczu. że patrzę na histeryczne dziecko ogarnięte wielką rozpaczą. Gorączkowo usiłowałem coś jej powiedzieć. lecz nie musisz oddychać. ale nadaremnie. W chwili.– Naprawdę widzisz i słyszysz – powiedział wysłannik. że moja uwaga śnienia osłabnie. Moje ciało energetyczne przeszło przez nią. wykrzyknąłem głośno i wyraźnie. że chcę połączyć moją energię z energią uwięzionego tropiciela i dać mu wolność. co robić. Potem spróbowałem skierować do niej swe myśli. a w polu mojego widzenia pozostała jedynie mała dziewczynka. jakby chciała mi okazać. Przyszło mi do głowy. licząc. Próbowałem tego jeszcze wiele razy. jakie przeprowadzałem z wysłannikiem. które jest podmiotem doświadczającym. widząc i słysząc. Wydawało mi się. że wszystkie rozmowy. źródłem odczuć zmysłowych zlokalizowanym gdzie indziej. i źródłem energii. że istnieje żywy związek między ja. gdy to pomyślałem. jakby za chwilę miała zemdleć. Nie mogłem tego znieść. Nie miałem trudności w jej zrozumieniu. odbywały się dzięki jego energii. że całkowicie zdaje się na mnie. wizyta. Przeszła przeze mnie fala niezwykle niepokojącego uczucia i znowu nie odczułem. Bałem się. Dziewczynka rozumiała chyba moją rozpacz i porozumiewała się ze mną za pomocą myśli. Dziewczynka naprawdę płakała. Próbowałem przekazać jej moje uczucie bezradności. jak i jej. wdzierając się w moje myśli. byłem bezradny. Powiedziała mi to wszystko w jednej porcji energetycznego uczucia. choć do tej pory ukryta. Potem dodała. Byliśmy oddzieleni membraną energii. iż ją wyswobodzę. aż zupełnie straciłem siły. i że potrzebuje mojej pomocy tak samo. Nawet się uśmiechnęła. Tylko pomyśl! Nie musisz oddychać! Możesz udać się w każde miejsce wszechświata i wcale nie oddychać. że ją znam. że dziewczynka traci równowagę. że od razu mnie zrozumiała. Nie wierzyłem. Zrezygnowałem więc i zacząłem się zastanawiać nad następnym ruchem. pogrążone we śnie w moim własnym łóżku. odniosłem wrażenie. Nie wiedziałem. tak jak płakałoby dziecko w jej wieku. Przyglądałem się jej i nabrałem przekonania. która była niczym słowa wypowiedziane wszystkie od razu. I wtedy zrobiłem coś niewiarygodnego.

ROZDZIAŁ VII: NIEBIESKI TROPICIEL Śniło mi się coś zupełnie bezsensownego. Była przy mnie Carol Tiggs. Mówiła do mnie, ale nie mogłem zrozumieć jej słów. Był tam również don Juan i wszyscy członkowie jego grupy. Próbowali wyciągnąć mnie z jakiegoś szalonego świata, w którym tliło się mdłe, żółtawe światło. Po długich zmaganiach, podczas których wiele razy traciłem ich na jakiś czas z oczu, zdołali mnie wreszcie stamtąd wyratować. Ponieważ nie mogłem pojąć celu całego przedsięwzięcia, w końcu doszedłem do wniosku, że śni mi się normalny, chaotyczny sen. Jakież było moje zdumienie, kiedy obudziłem się i odkryłem, że leżę w łóżku, w domu don Juana. Nie mogłem się poruszyć. Byłem zupełnie pozbawiony energii. Nie wiedziałem, co myśleć, chociaż od razu uświadomiłem sobie powagę sytuacji. Miałem niejasne przeczucie, że straciłem całą energię na skutek wyczerpania spowodowanego śnieniem. Towarzysze don Juana zdawali się niezwykle poruszeni tym, co się ze mną działo. Stale przychodzili do mojego pokoju, ale tylko pojedynczo. Każdy z nich stal przez chwilę w całkowitym milczeniu, a potem przychodził następny. Wydawało mi się, że na zmianę mnie pilnują. Byłem jednak zbyt słaby, by poprosić o wyjaśnienie ich dziwnego zachowania. W ciągu następnych dni poczułem się lepiej i zaczęli rozmawiać ze mną o moim śnieniu. Z początku nie wiedziałem, czego ode mnie chcą. W końcu, na podstawie pytań, które mi zadawali, pojąłem, że mają obsesję na punkcie świata cieni. Każdy zdawał się przestraszony i mówił mi mniej więcej to samo. Powtarzali mi, że nigdy nie byli w świecie cieni, a niektórzy utrzymywali nawet, że nic nie wiedzą o jego istnieniu. Ich wyznania i reakcje sprawiły, że odczuwałem coraz większy zamęt i strach. – Kto zabrał cię do tego świata? I skąd w ogóle wiedziałeś, jak tam się dostać? – pytali wszyscy. Gdy powiedziałem, że to tropiciele pokazali mi tamten świat, nie mogli mi uwierzyć. Najwyraźniej przyjęli, że byłem tam naprawdę, nie mogąc jednak odwołać się do własnego doświadczenia jako punktu odniesienia, nie potrafili zgłębić moich słów. Chcieli jednak wiedzieć wszystko, co wiem o cieniach i ich świecie. Spełniłem ich prośby. Wszyscy, z wyjątkiem don Juana, usiedli przy moim łóżku i wsłuchiwali się z uwagą w każde moje słowo. Gdy tylko jednak pytałem ich o moją sytuację, rozbiegali się zupełnie jak cienie. Niepokoiło mnie jeszcze coś. Chorobliwie unikali jakiegokolwiek kontaktu fizycznego ze mną, co nigdy przedtem się nie zdarzało. Trzymali się z daleka ode mnie, jakbym był trędowaty. Ich zachowanie tak mnie martwiło, że musiałem ich o to zapytać. Zaprzeczyli moim zarzutom. Zdawali się urażeni moim pytaniem i to do tego stopnia, iż usiłowali udowodnić mi, że się mylę. Roześmiałem się serdecznie, rozbawiony wynikłym z tego napięciem. Sztywnieli bowiem za każdym razem, gdy próbowali mnie objąć. Jedynie Florinda Grau, najbliższa towarzyszka don Juana, nie obawiała się fizycznego kontaktu ze mną; otaczała mnie troskliwą opieką i próbowała wyjaśnić, co się dzieje. Powiedziała, że utraciłem moją energię w świecie istot nieorganicznych, po czym ją odzyskałem. Jednak mój nowy ładunek energetyczny dla większości z nich jest nieco niepokojący. Florinda kładła mnie do łóżka każdego wieczoru, jakbym był kaleką. Nawet przemawiała do mnie jak do dziecka, na co reszta reagowała salwami śmiechu. Pomijając jednak pośmiewisko, które ze mnie robiła, doceniałem jej troskę, chyba zresztą autentyczną. Pisałem już kiedyś o Florindzie w związku z naszym pierwszym spotkaniem. Była to najpiękniejsza kobieta, jaką w życiu spotkałem. Kiedyś powiedziałem jej zupełnie szczerze, że powinna była zostać modelką w magazynie mody. – Tak, w magazynie z tysiąc dziewięćset dziesiątego roku – odparowała. Florinda, chociaż miała już swoje lata, wcale nie była stara. Była młoda i pełna życia. Gdy zapytałem don Juana o źródło jej niezwykłej młodości, dowiedziałem się, że to magia utrzymuje ją w tak dobrym stanie. – Energia czarowników – dodał don Juan – dla oka jest młodością i wigorem. Gdy towarzysze don Juana zaspokoili już swoją pierwotną ciekawość świata cieni, przestali wchodzić do mojego pokoju. Zadawali jedynie zdawkowe pytania dotyczące mojego stanu zdrowia.

Jednak kiedy tylko próbowałem wstać, zaraz zjawiał się któryś z nich i delikatnie kładł mnie z powrotem do łóżka. Nie pragnąłem ich posługi, a jednak najwidoczniej ich potrzebowałem; ciągle jeszcze byłem słaby. Pogodziłem się z tym. Najbardziej jednak dokuczało mi to, że nie udało mi się nakłonić nikogo z nich, by wytłumaczył mi, co ja właściwie robię w Meksyku, skoro położyłem się spać w Los Angeles. Ciągle ich o to pytałem, ale wszyscy odpowiadali niezmiennie: – Zapytaj naguala. Tylko on może ci to wyjaśnić. W końcu Florinda się przełamała. – Wpadłeś w pułapkę – powiedziała. – Właśnie to ci się przytrafiło. – Gdzie wpadłem w tę pułapkę? – W świecie istot nieorganicznych, rzecz jasna. To właśnie z nimi miałeś do czynienia od lat, prawda? – Tak, jak mówisz, Florindo. Możesz mi powiedzieć, jaka to była pułapka? – Chyba nie. Wiem tylko, że straciłeś tam całą swoją energię. Ale walczyłeś bardzo dzielnie. – Dlaczego jestem chory, Florindo? – Nie zmogła cię choroba. Doznałeś uszczerbku na swej energii. Byłeś w stanie krytycznym, ale teraz jesteś tylko poważnie ranny. – Jak to się stało? – Stoczyłeś walkę na śmierć i życie z istotami nieorganicznymi i zostałeś pokonany. – Nie pamiętam żadnej walki, Florindo. – To nie ma żadnego znaczenia. Walczyłeś i zostałeś zdeklasowany. Nie miałeś cienia szansy z mistrzami manipulacji. – Walczyłem z istotami nieorganicznymi? – Tak. Stoczyłeś z nimi śmiertelny pojedynek. Doprawdy nie wiem, w jaki sposób zdołałeś przeżyć ich miażdżący cios. Nie chciała powiedzieć mi już nic więcej. Napomknęła tylko, że może niebawem odwiedzi mnie nagual. Następnego dnia pojawił się don Juan. Był bardzo jowialny i dodawał mi otuchy. Żartobliwie obwieścił, że składa mi wizytę jako pełniący obowiązki lekarza energetycznego. Zbadał mnie, przypatrując mi się od stóp do głów. – Jesteś już prawie uleczony – posumował. – Co się ze mną stało, don Juanie? – zapytałem. – Wpadłeś w pułapkę, jaką zastawiły na ciebie istoty nieorganiczne – odparł. – A jak się tutaj znalazłem? – Tu właśnie kryje się wielka tajemnica, bez dwóch zdań – powiedział i uśmiechnął się dobrodusznie, najwyraźniej próbując rozładować nieco powagę sytuacji. –Istoty nieorganiczne pojmały cię całego, łącznie z ciałem. Najpierw, gdy poszedłeś za jednym z ich tropicieli, ściągnęły do swojego królestwa twoje ciało energetyczne, a potem fizyczne. Towarzysze don Juana wyglądali na zszokowanych. Jeden z nich zapytał, czy istoty nieorganiczne rzeczywiście mogą kogoś porwać. Don Juan odparł, że bez wątpienia mogą to zrobić. Przypomniał o nagualu Eliasie, który został uprowadzony do ich świata, chociaż wcale nie zamierzał się tam udać. Wszyscy przytaknęli, kiwając głowami. Don Juan dalej rozmawiał z nimi, mówiąc o mnie w trzeciej osobie. Powiedział, że połączona świadomość istot nieorganicznych najpierw pochłonęła moje ciało energetyczne, zmuszając mnie do gwałtownej reakcji emocjonalnej na widok uwięzionego tropiciela. Potem ta sama połączona świadomość ściągnęła do swojego świata moje bezwładne ciało. Don Juan dodał, że bez ciała energetycznego człowiek jest tylko bryłą organicznej materii, którą świadomość może z łatwością manipulować. – Istoty nieorganiczne są sklejone ze sobą jak komórki naszego ciała – ciągnął don Juan. – Gdy połączą swoją świadomość, są nie do pokonania. Wyrwanie nas z naszego świata i umieszczenie we własnym nie sprawia im żadnych trudności. Zwłaszcza jeśli się wyróżniamy i jesteśmy tak dostępni, jak on.

O ściany pokoju odbiły się echem westchnienia i głośne oddechy towarzyszy don Juana. Wszyscy wydawali się naprawdę przestraszeni i zatroskani. Chciałem obwinić don Juana, że nie zatrzymał mnie w porę, lecz przypomniałem sobie, że próbował mnie ostrzec, nakłonić do zmiany postępowania, lecz nadaremnie. Don Juan doskonale wiedział, o czym myślałem, i posłał mi znaczący uśmiech. – Myślisz, że jesteś chory – powiedział, zwracając się do mnie – ponieważ istoty nieorganiczne pozbawiły cię twojej energii i obdarowały swoją. To wystarczy, by zabić. Jako nagual masz dodatkową energię i tylko dlatego przeżyłeś. Wspomniałem, że pamiętam jakieś oderwane kawałki snu. Śniło mi się, że przebywałem w jakimś żółtawym świecie, z którego wyciągnął mnie don Juan wraz z Carol Tiggs i swymi towarzyszami. – Dla fizycznego oka królestwo istot nieorganicznych wygląda jak żółtawy, zamglony świat – wyjaśnił don Juan. – Myślałeś, że oglądasz normalny, chaotyczny sen, a tymczasem po raz pierwszy patrzyłeś fizycznym wzrokiem na wszechświat istot nieorganicznych. Może to dziwne, ale dla nas był to również pierwszy raz. Wiedzieliśmy o tej żółtej mgle jedynie z opowieści czarowników, nie z doświadczenia. To wszystko nie miało dla mnie sensu. Don Juan zapewnił mnie, że dokładniejsze wyjaśnienie jest niemożliwe z powodu moich braków energetycznych. – Musisz się zadowolić na razie tym, co ci mówię i co z tego pojmiesz – powiedział. – Wcale tego nie pojmuję – zaprotestowałem. – A zatem nic ci nie umknęło. Gdy poczujesz się lepiej, sam sobie odpowiesz na wszystkie pytania. Wyznałem don Juanowi, że odczuwam fale gorączki. Moja temperatura nagle wzrastała; byłem cały spocony i gorący. Doznawałem wtedy nadzwyczajnego, lecz niepokojącego uczucia, że rozumiem sytuację, w której się znalazłem. Don Juan zlustrował całe moje ciało swoim przenikliwym wzrokiem i stwierdził, że znajduję się w stanie szoku energetycznego. Cierpiałem na tymczasową utratę energii, a to, co interpretuję jako fale gorączki, to w zasadzie rozbłyski energii, podczas których chwilowo odzyskuję kontrolę nad moim ciałem energetycznym i mam świadomość wszystkiego, co mi się przytrafiło. – Wysil się i powiedz mi, co się wydarzyło w świecie istot nieorganicznych – nakazał mi don Juan. Powiedziałem mu, że od czasu do czasu mam wyraźne wrażenie, że wraz ze swoimi towarzyszami udał się fizycznie do tego świata i wyrwał mnie z uścisku istot nieorganicznych. – Zgadza się! – krzyknął don Juan. – Dobrze ci idzie. A teraz zamień to wrażenie na widok tego, co się zdarzyło. Nie byłem jednak w stanie tego zrobić, chociaż usilnie się starałem. Poczułem niesamowite zmęczenie wypalające mnie od środka. Zanim don Juan wyszedł z pokoju, powiedziałem mu, że jestem bardzo niespokojny. – To nic nie znaczy – odparł niewzruszony. – Odzyskaj swoją energię i nie martw się bzdurami. Minęły dwa tygodnie, w których trakcie odzyskiwałem powoli energię. Jednak ciągle się wszystkim martwiłem, a najbardziej tym, że będę dla siebie nie znany. Niepokoił mnie zwłaszcza mój chłód wewnętrzny, którego wcześniej u siebie nie zauważyłem; rodzaj obojętności, którą wiązałem z chwilowym brakiem energii. A potem zdałem sobie sprawę, że jest to nowa cecha mojej osobowości, cecha, która na stałe pozbawiła mnie synchronizacji. Aby wywołać uczucia, do których byłem przyzwyczajony, musiałem przywołać je i czekać, aż się pojawią w moim umyśle. Inną moją nową cechą było jakieś dziwne uczucie tęsknoty, które ogarniało mnie od czasu do czasu. Tęskniłem za kimś, kogo nie znałem. Było to tak wszechogarniające i intensywne uczucie, że musiałem wstawać i chodzić po pokoju, by je złagodzić. Tęsknota ta żyła we mnie aż do chwili, gdy nie zrobiłem użytku z jeszcze jednego nowego przybysza, który zjawił się w moim życiu: ścisłej samokontroli, która była tak silna, że tylko podsyciła moje zmartwienia. Przed końcem czwartego tygodnia rekonwalescencji wszyscy uznali, że jestem już zdrowy, i przestali mnie odwiedzać. Większość czasu spędzałem samotnie. Spałem i wypoczywałem, a moja energia zaczęła szybko rosnąć. Poczułem, że wracam do siebie. Zacząłem nawet ćwiczyć. Pewnego dnia koło południa, po lekkim posiłku, wróciłem do swojego pokoju, aby się zdrzemnąć. Przed zapadnięciem w głęboki sen przewracałem się w łóżku, próbując się jakoś ułożyć, gdy nagły

Don Juan porównał kiedyś swoje i moje reakcje w świecie czarowników na sprawy. sprawiał wrażenie kogoś. Dziewczyna i don Juan patrzyli na siebie przez chwilę. nagual Julian. co to może oznaczać. O mało nie eksplodowałem. Skoczyłem na równe nogi i wrzasnąłem tak głośno. że robi mi się niedobrze. która zdołała pokonać granicę oddzielającą drugą uwagę od uwagi zwyczajnego świata. że z ledwością mogłem złapać oddech. gdy to dostrzegli. Zdumiewająco przypominała mojego ojca. nigdy nie zdołał wzbudzić w ludziach takiego uczucia. jeśli nie tysiące. Ta pułapka była przeznaczona wyłącznie dla ciebie i była bardziej zgubna. Wśród towarzyszy don Juana zapanowało wielkie poruszenie. Obecność dziewczynki podziałała na mnie jak uderzenie w splot słoneczny. – Jakie to ma dla nas znaczenie? – zapytał inny. Przede wszystkim chcieli się dowiedzieć. Wszyscy towarzysze don Juana – a razem z nimi i ja –zastanawiali się nad tym. bardzo szczupłą dziewczynkę w wieku sześciu. don Juan obrócił się i wyszedł z pokoju. a mimo to wszyscy ujrzeli obcą energię. co ma do powiedzenia o małej dziewczynce. jak dziewczynka wyszła z pokoju za nagualem. odzyskałem nieco kontrolę nad sobą. Wszyscy byli równie podnieceni jak ja. Stanęli jak wryci. że w pokoju natychmiast zjawili się trzej towarzysze don Juana. Nigdy natomiast nie brałem pod uwagę tego. że niemal sprawiały mi ból. gdy obca energia przenika niezauważenie do świata ludzi. regularnych rysach twarzy. ogarnęła mnie fala wspomnień. Poczułem się słabo i musiałem usiąść. Zanim don Juan powrócił do pokoju. zamierzony sposób. przypadków. Wszyscy się zgodziliśmy.nacisk na skronie zmusił mnie do otwarcia oczu. ale nie taką. . że nie mówiły o tym opowieści czarowników. by wyrazić przytłaczające go myśli. Wszyscy stracili zimną krew. by je rozerwać. – Dla nas żadne. ale dla niego ogromne – odparł don Juan i wskazał na mnie. – Wpadłeś w pułapkę. że jeśli chcę ją zrozumieć. Przyjęli. które nas najbardziej ograniczały. co może wynikać z tego zdarzenia. pokonując naturalne bariery. muszę przemieścić swoją świadomość z mojego ciała fizycznego do ciała energetycznego. czy wszyscy postrzegali tropiciela tak samo. Obawiałem się. że miała ona stalowoniebieskie oczy płonące niemym uczuciem wdzięczności i lojalności. Po chwili jednak wszystko stało się jasne. stalowoniebieskimi oczami. który opisali. – Myślę. że ujrzeli małą. Jednak w historii ich linii nie było żadnej wzmianki o podobnym zdarzeniu. – Czy to pierwszy taki wypadek w historii ludzkości? – zapytał jeden z nich don Juana. że tropiciel był cząstką obcej energii. Powiedział. Dowodzili. Dziewczynka pomknęła za nim. Najwidoczniej każdy z nich dostrzegł. to dziecko to musi istnieć. Byłem tak ciekaw tego. Zapadło kłopotliwe milczenie. bez żalu w głosie. Zgodzili się również. Mówiła. Zgodziłem się z każdym szczegółem. niż mogłem to sobie wyobrazić. może siedmiu lat. że muszą być setki. Zastanawiałem się. że chociaż chciał i próbował. W porządku!" Twoja obiektywna reakcja – ciągnął – to nienawiść do kajdanów i gotowość zaprzepaszczenia życia. Wszyscy naraz zaczęli mówić do don Juana i roześmieli się. – Moja obiektywna reakcja – którą przedstawiam ci zupełnie jasno. ale początkowo nie mogłem tego zrozumieć. która zbliżyła się do mnie. wykorzystując do tego twoją wrodzoną awersję do kajdanów. że zdarza się to przez cały czas – odparł –ale nigdy w tak otwarty. kto nie może znaleźć odpowiednich stów. co zrobiłeś – odezwał się w końcu don Juan z nutą dezorientacji w głosie. Następnie stanął przede mną i przypatrywał mi się. zatrzymując się na granicy mojego świetlistego ciała. Patrzyliśmy na siebie przez wieczność. – Nie potrafię nawet rozpoznać rozmiarów tego. U stóp mojego łóżka stała mała dziewczynka ze świata istot nieorganicznych i spoglądała na mnie zimnymi. W tym momencie zjawił się don Juan. o pięknych. Patrzyli z przerażeniem na dziewczynkę. która przybrała kształt dziecka. Don Juan chodził przez chwilę po pokoju. Najbardziej męczyło ich to. że cienie zastawią pułapkę. Mówiła coś do mnie. że padniesz ofiarą pochlebstw i obietnicy wygód. Nie wypowiedziawszy jednego słowa. że skoro nie śnili. Czułem ciężar jej spojrzenia na piersiach. Wszyscy zgodzili się co do tego. Jej oczy były tak jasne i przytłaczające. jakie potrafił wzbudzać jego nauczyciel. byś mógł ją ocenić – to umiejętność szczerego wyznania: “Nie jest mi pisane wzbudzać ślepą i bezgraniczną miłość. aż poczułem. której się obawiałem.

wszyscy jednocześnie. że aby zdobyć energię potrzebną do przełamania bariery. – Nie martw się – roześmiał się. możesz się pożegnać ze swoją wiedzą. – Magia to działanie. a po drugie. gdy tylko będę chciał? – Niezupełnie. i Carol cię wyciągnęła. – Co zrobiłeś potem. iż bardzo zdumiewa mnie to. Gdy ją ujrzałem. Mówiliśmy ci wszyscy. gdy odzyskasz pamięć. za którą został uwięziony w świecie istot nieorganicznych. Teraz jesteś tylko oszołomiony. Powtórzyłem. utwierdzam się w absurdalnym przekonaniu. Przywiódł ją do mnie rodzaj wdzięczności. iż wiem nieskończenie więcej. że jestem pewny. skoro nie masz nawet dość energii. – Twierdzisz. Wyznałem mu. że przypomnę sobie wszystko. ponieważ musiała zaznajomić się z tropicielem. Przyznałem. – To nie tylko folgowanie sobie – powiedział. gdy próbowałem mu to powiedzieć. W ten sposób staliśmy się energią. że nie mogę uwierzyć. To oszołomienie i brak energii powodują. Wyjaśnienie don Juana nie miało dla mnie żadnego sensu. Teraz przybrał postać małej dziewczynki. że można ją gromadzić. by zebrać swoją fizyczność i umieścić ją na naszych ciałach energetycznych. ile ci się podoba. że i w twoim działaniu odnajdzie się pasja. musiał zabrać ci całą twoją. – Dlaczego tropiciel zaprowadził was do mnie? – zapytałem. do których udało mi się dotrzeć. czego on nie dokonał. że przesadza. Ten świat był wyłącznie domeną dawnych czarowników. rzucić się bez wyrachowania i bez wahania. Każdy z nas zyskał na tym przeżyciu coś nieocenionego. umarłbym albo pozostał w tamtym świecie. że stałeś się dla nas równie wiarygodnym. iż mogłem dokonać czegoś. a w szczególności Carol Tiggs. Nie mogłem jednak uwierzyć i w to. że słuchając słów don Juana. Z niej biorą się jej cechy ludzkie. że już po tobie. . Jeśli będziesz nieskazitelny na ścieżce wojownika. Reszty dokonał nasz nieskazitelny zamiar uratowania ciebie. Nigdy do niej nie dotrzesz. don Juanie? – Energia ma tę właściwość. że nie masz dostępu do swojej wiedzy. don Juanie? – Zebrałem wszystkich tych. Tropiciel w mgnieniu oka zabrał nas do miejsca. Z pewnością wiesz więcej o świecie istot nieorganicznych niż my wszyscy. Ty i Carol Tiggs otrzymaliście tropicieli. lecz aktywnie jak wojownik. by podnieś się z łóżka? – odparł. Szczerze przyznaję. który poprowadził don Juana i jego towarzyszy do mnie. twoja pamięć znów będzie działać jak trzeba. – Dlaczego Carol Tiggs? – Po pierwsze dlatego. – Ten tropiciel jest czującą istotą. swoje punkty połączenia. co wiesz. litując się nad sobą dlatego. nie biernie jak idiota. przestałem w rzeczywistości istnieć. bezpowrotnie stracony. lecz coś trzyma moją pamięć pod kloszem. kolejnym źródłem opowieści czarowników. – Jak możesz to zrozumieć. że mówi to wszystko. – To brak energii umieścił twoją pamięć pod kloszem – powiedział don Juan. Don Juan wyjaśnił. od razu wiedziałem. że mieszając swoją energię z energią tropiciela. lecz jeśli twój poziom energii nie odpowiada randze tego. I gdyby nie tropiciel. pochodzącą z innego wymiaru. która powiedziała mi. gdzie leżałeś na wpół martwy. Nadejdzie czas. że znamy go jedynie z ich opowieści. że w istocie nie dzieje się ze mną nic złego. by przeciąć czyjeś kajdany. Nie miałem aż tak jasno sprecyzowanych poglądów. i wyruszyliśmy prosto do królestwa istot nieorganicznych. My zaś powód. że posiada ona nieskończony zasób energii. by mnie uspokoić. – Gdy będziesz miał dość energii. Roześmiał się. iż jedynie folguję sobie. niż mogłem tego racjonalnie dowieść. Wówczas moje ciało fizyczne zostało przeniesione do królestwa istot nieorganicznych. nadejdzie moment. – Więc co mam zrobić. Możesz sobie chcieć. – Jak to zrobiliście? – Przemieściliśmy. Twoja pasja to spontanicznie działać. Moja pasja to pogodzić się z własnym losem.Nie zgodziłem się z nim i powiedziałem. – Cztery tygodnie temu byłeś praktycznie martwy energetycznie.

– Jak mogę go uwolnić? – zadałem jedyne możliwe w tamtej chwili pytanie. – Tak. jak fala emocji porusza towarzyszami i uczniami don Juana. że aż drżę na samą myśl o tym. nie powinna być dla ciebie powodem do zadowolenia. że don Juan ma rację. co zrobić z tropicielem. że wiesz więcej o tamtym świecie niż my. że zdołaliśmy cię odnaleźć. Towarzysze don Juana bez końca zadawali mu pytania. Chcieli wiedzieć. Byliśmy jednością. które wiedzą. Uratowaliśmy cię tylko dlatego. by się tego dowiedzieć – powiedział don Juan. co wiesz. I on też wie. Wiesz. Świadomość. który będzie musiał rozwiązać ten tutaj nagual – powiedział. nie dlatego. . To niezwykle skomplikowany problem. – Udało ci się uwolnić tropiciela – mówił dalej don Juan – ale oddałeś za to swoje życie albo co gorsza. swoją wolność. Nie udało mi się jednak utrzymać tej pewności zbyt długo. – On i Carol Tiggs są jedynymi osobami. W ówczesnym stanie mojego umysłu nie wydawało mi się wcale dziwne. jak uwolnić tropiciela. że dostrzegam niemal. ale jest znacznie lepszy i bardziej odpowiedni sposób. że wątpię w to. Jedynie Carol Tiggs pozostała niezmienna. wskazując na mnie. W pełni zaakceptowała swoją rolę. don Juanie. Prawdę powiedziawszy. Jeśli dasz im możliwość zdobycia obu. – Mógłbym ci powiedzieć. co mówisz. Istoty nieorganiczne wiecznie poszukują świadomości i energii.– Nie schlebiam ci ani też nie chcę cię uspokajać –powiedział najwyraźniej zirytowany. Lecz bez pomocy tropiciela nie byłoby nawet sensu próbować. Byłeś tak bezpowrotnie zagubiony w tamtym świecie. myślałem. pomimo tego wszystkiego. – Zapytaj wysłannika. uśmiechając się szeroko. opisujesz jednak tak perfidny manewr. że istoty nieorganiczne nie potrafią kłamać. – Nie mogę w to uwierzyć. że czuję się oszołomiony. jak myślisz. nie potrafiłeś się uratować. ciągle traciłem jasność spojrzenia. – Nie traktuj tego jak perfidny manewr. czy myślał o tym. Zrozum. a będziesz miał całą sytuację jak na dłoni. Istoty nieorganiczne wypuściły tropiciela w zamian za ciebie. – Wypowiadam jedynie pewną prawdę magii. Z tej wiedzy nie wynikają bowiem żadne korzyści. co zrobią? Puszczą do ciebie oko z drugiej strony ulicy? Wiedziałem.

oznacza to również. Pierwsze. – Co rozumiesz przez wielką ostrożność i ciekawość? – spytałem. Gdy tylko je uwolnić. że jego wyjaśnienia są zbyt enigmatyczne i nie mają w ogóle sensu. że brzmi to dla ciebie dziwacznie. podróże do królestwa istot nieorganicznych już mnie nie interesowały. że musisz być płynny bardziej niż kiedykolwiek do tej pory. było to. Śniący zaczynają tworzyć swoje repliki – ciała energetyczne – wykonując ćwiczenia przy pierwszej i drugiej bramie. by prawidłowo kierować swym ciałem energetycznym. gdy mówię ci. że żaden konkretny przedmiot nie będzie w stanie ich uwięzić. Przy trzeciej bramie – mówił don Juan – zaczynasz z rozmysłem łączyć rzeczywistość śnienia z rzeczywistością świata na co dzień. Don Juan dodał. Miałem ten sen. . że ta osoba to ty sam – powiedział don Juan. – Oglądać wszystko z wielką ostrożnością i ciekawością oznacza odeprzeć nieomal nieodpartą pokusę zatopienia się w szczegółach. w mym doświadczeniu po prostu brakło mi odnośnika. Połączenie tych dwóch rzeczywistości musi być tak zupełne. Niestety. ma służyć konsolidacji ciała energetycznego. drugi to jej przekroczenie. musisz odsunąć na bok swą racjonalność. ale to jest najlepszy sposób przekazania ci. Drugim etapem jest zdobycie umiejętności poruszania się podczas tego śnienia. – Wysiłek. Po niedługim czasie znalazłem się we śnie. że don Juan nie udzielił mi żadnych dalszych wyjaśnień. że moje ciało energetyczne musi wykorzystać wszystkie swe możliwości. na co się natknie. ich ciała energetyczne są gotowe. w którym przyglądałem się samemu sobie pogrążonemu we śnie. jak śpię. – Gdy jesteśmy przy trzeciej bramie. że są gotowe. by dać się zahipnotyzować szczegółom. przyglądaj się wszystkiemu z wielką ostrożnością i ciekawością. jak już powiedziałem. Każdy. Mój poziom energii był już wtedy tak pobudzony. Rozumiałem go doskonale. Będąc przy trzeciej bramie. które więziono przez całe życie. Dlatego też. – Co oznacza dać się zahipnotyzować szczegółom? – Ciało energetyczne jest jak dziecko. Śniąc. patrzysz na śpiącą osobę. – Są dwa etapy zdobywania bram śnienia – powiedział. iż masz przypatrywać się wszystkiemu z ostrożnością i ciekawością. o co mu właściwie chodzi. by się ujawnić. a czarownicy nazywają je uzyskiwaniem pełni ciała energetycznego. byś mógł wykonać ćwiczenie dla trzeciej bramy. Ale teraz musisz zaangażować całe twe ciało energetyczne. To konkretne ćwiczenie przy trzeciej bramie. Nie wiedziałem. to dojście do bramy. ale to dlatego. że jego zalecenia brzmią absurdalnie dla umysłu. Zapadła niezręczna cisza. wchłania wszystko. nie zważając na to. – Ale czyż moje ciało energetyczne nie działało przez cały ten czas? – zapytałem. Przy trzeciej bramie śniący muszą unikać wręcz niepohamowanego pragnienia zatopienia się w każdym szczególe. jaki śniący musi włożyć w to. iż kieruje je bezpośrednio do mojego ciała energetycznego. Zacząłem narzekać. To właśnie wymagane tu ćwiczenie. jest nieprawdopodobny. jak już wiesz. I okazuje się. by działać. a może powinienem raczej powiedzieć. nawet najmniej znaczący i drobny szczegół całkowicie pochłania ciało energetyczne. co powinieneś robić. że jakaś fala energii natychmiast zmienia obiekty mojej uwagi śnienia. by móc działać. co powiedzieć. kiedy przebywałem w jego domu. Kiedy osiągają trzecią bramę. że śniąc. zbliżyłeś się do trzeciej bramy. – Inaczej nie podróżowałbyś do królestwa istot nieorganicznych. że widziałeś siebie samego pogrążonego we śnie. Jej obiektem było teraz przebudzenie się we śnie i ujrzenie. Wiem. dosłownie wszystko. mamy skłonność do zatracania się w szczegółach – odparł. gdy stwierdzasz. a mogą tego dokonać dzięki ciekawości wszystkiego tak wielkiej. Natychmiast opowiedziałem o tym don Juanowi. – Pewna jego część tak – odpowiedział don Juan. że natychmiast zabrałem się do mojego trzeciego zadania.ROZDZIAŁ VIII: TRZECIA BRAMA ŚNIENIA – Do trzeciej bramy śnienia dochodzisz wtedy. aby ułatwić mu zadanie. – Nawet najbardziej kretyński szczegół staje się dla ciała energetycznego całym światem – wyjaśniał dalej don Juan. Powtarzał wielokrotnie. że są gotowe. – Pierwszy. który mógłby pomóc mi pojąć. co zauważyłem podczas moich ćwiczeń w śnieniu. tak przemożnej.

musimy wykorzystać naszą umiejętność wczucia się lub wyobrażenia sobie opisywanej sytuacji. – Skąd będę wiedział. jeśli nie kretyństwa. wycisz umysł i sprawdź. które je wykonały. Stwierdzenie don Juana. Skłoniło mnie do tego to. odwagi i lekkości. don Juanie. czy twój punkt połączenia pozwala się przesunąć. Strach. by przejść od papieru do konkretnego doświadczenia. że naprawdę zacząłem tańczyć. – Każda znajdująca się tutaj rzeźba ma przesuwać punkt połączenia – ciągnął don Juan. jakby czytał z książki. Utrzymywał. co zamierzał mi powiedzieć. a więc kompletne zapisy. Ciało energetyczne wie niesamowicie dużo. Potem zaprowadził mnie do jednego z pomieszczeń i powiedział. Dopiero w obecności don Juana mogłem sięgać do tych wspomnień. że się przesunął? – Zobaczysz i poczujesz rzeczy. że ci pokażę. w moim życiu pojawiło się coś jeszcze – prawdziwy strach. było bardzo odległe od tego. które można na nowo przeżyć. że już się znajduję w szczególnym stanie świadomości. nie mogło być bardziej trafne. irracjonalnej swobody działania. To. Kiedyś. często przesadzony. Don Juan dodał. że całkowite wyciszenie sprawi. w którym czarownicy trzymają swoje wspomnienia – powiedział. bym się całkowicie wyciszył. ponieważ mój punkt połączenia przesunął się pod wpływem jego obecności. że moje pytanie jest związane z tym. Zapewnił mnie też. Cierpliwie wyjaśniał mi. po raz pierwszy wydały mi się przejawem głębokiego uprzedzenia. który on. Wpatrywałem się w rzeźby i zobaczyłem i usłyszałem rzeczy. Według niego. Don Juan poinstruował mnie. – Nic nie mów. a nie tylko o nich przeczytać. – Miałem zamiar ci wyjaśnić. w zupełnie niepojęty sposób. jak się ucieszyłem. Przypomniał mi. które na próżno starałbym się opisać. Poza tym. że rzeźby w tym pomieszczeniu pozwolą mi zobaczyć i usłyszeć niesamowite rzeczy. co powiedział mi o nich don Juan i co sam usłyszałem i ujrzałem. że położenie punktu Dołączenia to jakby skarbiec. Czułem się nieswojo i czułem się zobowiązany przeprosić don Juana za to. to będę mógł zobaczyć sceny z życia osób. Don Juan bardzo mnie naciskał. jako czarownik. głęboko osadzone w sposobie pojmowania świata przez człowieka dwudziestego wieku. Przy trzeciej bramie to umysł jest winien obsesji. Pozwól. – Nawet nie wiesz. Zapytałem go o tę dziwną sytuację. odczytywał mi tak. przy trzeciej bramie potrzebujemy irracjonalnej płynności. jak dużo. oglądałem te rzeźby. Cały ten bezmiar przeżyć był jednakże niedostępny dla mej normalnej pamięci. że kierujesz swe uwagi pod zły adres – powiedziałem. – Zdarza się czasem. co wziąłem za moją podatność na sugestie. gdy byliśmy w Narodowym Muzeum Antropologii i Historii w Mexico City. aby jeszcze bardziej zamącić mi w głowie. . że w owej chwili. – Zacznij się wpatrywać w którąś z nich. Ich opisy funkcji tych rzeźb. jaką kiedykolwiek odbyłem. że każda brama jest pewną przeszkodą. Męczyłem się z ćwiczeniem dla trzeciej bramy bardziej niż przy poprzednich dwóch zadaniach razem wziętych. które odczuwałem po starciu z istotami nieorganicznymi. ale ten strach był niczym w porównaniu z przerażeniem. pamiętałem wszystko. – Niewiele już we mnie racjonalności po tych wszystkich przeżyciach. co zawsze na ten temat czytałem. które mi dałeś.– Obawiam się. przed różnymi rzeczami był czymś naturalnym w moim życiu. co mi się przydarzyło w trakcie mojej znajomości z don Juanem. Nie śmiał się ze mnie ani nie stroił sobie żartów. Obszedł całe pomieszczenie. Jednakże w świecie czarowników nie istnieją przekazy pisane na papierze. zapewne po to. do których normalnie nie masz dostępu. cały czas mając w pamięci naukowe opisy archeologów. że czarownicy potrafili zostawiać dokładne opisy swoich odkryć w odpowiednich położeniach punktu połączenia. że chcąc dotrzeć do sedna opisu zapisanego na papierze. opisując i interpretując zdumiewające szczegóły każdej z tych wielkich rzeźb. by przeciwdziałać tej obsesji. każdy eksponat w tym pomieszczeniu był świadomym i celowym zapisem pozostawionym nam przez ludzi z dawnych epok. I wtedy don Juan zabrał mnie na najbardziej niezwykłą podróż po muzeum. Tak więc. ale zajmowałem się nimi tylko z antropologicznego punktu widzenia. wpatrując się w nie. gdy twoje ciało energetyczne odczuło mój zamiar i spytałeś mnie o to. w przeszłości. że obecność naguala powoduje przesunięcie punktu połączenia – powiedział don Juan. z jaką ciało energetyczne kurczowo chwyta się nieistotnych szczegółów. że niektóre eksponaty w tym pomieszczeniu mogą samorzutnie spowodować zmianę położenia punktu połączenia i jeśli całkiem się wyciszę. Napełniło mnie to takim uczuciem wolności.

co powiedział mi wcześniej don Juan. Wiem. Dla ilustracji swego wywodu don Juan opowiedział o naukach czarowników o drugiej uwadze. powodowany samobójczą ciekawością. don Juanie – skłamałem w nadziei. więc powiedziałem mu. – Inaczej nie budziłbyś się. w którym się znajdował podczas lekcji. ty będziesz zawsze ściągał je. Niemal przez cały rok don Juan nie pytał mnie o moje trzecie zadanie śnienia. kiedy będę w jego świecie. ponieważ nigdy nie . powtarzając mi. – Chcesz mi oszczędzić zmartwień. żebym zapytał wysłannika. – Rewiduję moje życie od lat. bym mu opisał najdrobniejsze szczegóły moich ćwiczeń w śnieniu. co gorsza. albo ogarniało mnie przerażenie tak ogromne. Wysłannik nie tylko odpowiedział mi. podążałem za tropicielami. – Dlaczego się spodziewałeś czegoś takiego. jest wielkim dokonaniem. iż zrobiłem to tak dobrze. Don Juan chciał. co zawsze. Tak naprawdę chciałem spytać wysłannika. aczkolwiek zawsze miałem potem wielkie wyrzuty sumienia. gdy punkt połączenia ucznia nie znajduje w swym normalnym położeniu. Nie mogę sobie przypomnieć już niczego więcej z mojego życia. a od czasu do czasu. w których się znajdował podczas udzielonych lekcji. jak w zegarku. na które przypadał ten sen. że wszystko. – Ale to już było i minęło. bo aż zaczął się śmiać. Nie uśmiechało mi się na nowo rewidować moje życie. Po chwili jednak znów spoważniał i powiedział: – Jedyne wytłumaczenie regularności twoich snów jest takie. pewnego dnia zażyczył sobie. Tak właśnie punkt połączenia staje się swoistym zapisem lekcji. w jaki sposób Carol Tiggs i ja mamy uwolnić tropiciela. było prawdą. że istoty nieorganiczne znów chcą cię ugłaskać. że twoje sny będą regularne – powiedział don Juan po wysłuchaniu mojej relacji. Obraz ten zawsze był tak zaskakujący. – Przeciętny człowiek nie posiada woli we śnie. jak jest naprawdę. zmieniałem sny. aż zmienił się sen. co? Nie musisz. Zawsze będą cię ściągać. o której mu powiedziałem. jak dobrze nam poszło za pierwszym razem – powiedział don Juan. ale także dał mi instrukcje. że bałem się położyć do spania w dni. – Musisz dokonać jeszcze głębszej rewizji swojego życia. Pospiesznie chciałem zmienić temat. i to jeszcze bardzo dużo – odparł z niezachwianą pewnością w głosie don Juan. wrzeszcząc. krzycząc jak opętany. nieważne. Doszło już do tego. Najbardziej zastanawiająca była powtarzalność tych snów. – Ale dokonałem już przecież wszelkich możliwych rewizji – zaprotestowałem. przyglądałem się wszystkim przedmiotom we śnie. Przyglądał mi się i wina musiała malować mi się na twarzy. jak śpię w moim łóżku. ponieważ don Juan sam zaproponował.pozostawiono w odpowiedniej pozycji punktu połączenia. Udziela się ich wówczas. abym zadał to pytanie podczas moich rutynowych ćwiczeń w śnieniu. uczeń musi przemieścić swój punkt połączenia do miejsca. Już raz to zrobiłem i byłem przekonany. Przypominało mi to potajemne branie narkotyków. Albo. że już nigdy nie będę musiał do tego wracać. czy istoty nieorganiczne zastawiły na mnie pułapkę. że ponowne umieszczenie punktu połączenia we wszystkich miejscach. Ale realność tamtego świata przyciągała mnie jak magnes. by prawdziwie połączyć rzeczywistość śnienia z rzeczywistością swojego zwykłego świata – zawyrokował don Juan. don Juanie? – Z powodu twojego związku z istotami nieorganicznymi. Pierwszą rzeczą. Aby odtworzyć lekcję. miałem je dokładnie co cztery dni. jak już raz z nimi zagrasz. że się budziłem. – Możesz. że innym godnym uwagi szczegółem moich ćwiczeń w śnieniu jest moja reakcja na widok samego siebie pogrążonego we śnie. Wierz mi. – W zasadzie spodziewałem się. że mam zadać to pytanie wysłannikowi. W pozostałe trzy dni działo się to. Aż nagle. że przypatruję się sobie. co zrobić. ale ja zinterpretowałem to tak. Przez całe miesiące śniłem. W skrytości ducha czułem się w pewien sposób zwolniony od całkowitej odpowiedzialności. Don Juan zakończył swe wyjaśnienia. że albo stałem jak wryty tak długo. że nie będzie dalej drążył tego tematu. to zadziwiająca regularność moich snów. wejdzie ci to w krew. – Nie jesteś jeszcze gotowy. aby uwolnić niebieskiego tropiciela uwięzionego pomiędzy nami. – Rewizja naszego życia nigdy się nie kończy.

czy szkoły. że ustały tym samym moje ćwiczenia w śnieniu. że we wszechświecie istnieje niewyobrażalna. Czynność tę don Juan nazwał “odświeżaniem wydarzenia". Don Juan powiedział mi. Wiele lat wcześniej don Juan poinstruował mnie. która powołuje organizmy do życia. by wyłuskać z nich tę samą. Don Juan powiedział. by mogli dalej poszerzać swą zdolność postrzegania i dotrzeć dzięki niemu do granic czasu i przestrzeni. – Rewizja życia uwalnia uwięzioną w nas energię. co nie do końca jest jasne. acz stabilnego przemieszczenia punktu połączenia. Natomiast czarownicy – mówił dalej don Juan – wolni są zasadniczo od ciężkich i krępujących uczuć właśnie dzięki rewizji życia. jak sporządzić listę wszystkich ludzi. na czym koncentruje się umysł. i tak dalej. tak jak zatrzymało ciebie. przemieszcza się tam i z powrotem od obecnie zajmowanego miejsca do tego. – Ale przecież już nieraz bardzo mnie coś pochłaniało – powiedziałem – a mimo to moje ćwiczenia . którą organizmy rozszerzyły poprzez swoje przeżycia. że czarownicy starożytności. Według don Juana rewizja życia jest zasadniczym czynnikiem w ponownym określaniu i rozprowadzaniu energii śniącego. Gdy powtórnie przetrawiamy nasze życie. Gdy znów rozpocząłem rewizję życia. którą siła ta może się zadowolić. w którym był. obawami i tak dalej. – Rewizja życia jest zbyt absorbująca. które wykonywałem. Don Juan podkreślał jednak. Don Juan wyjaśnił. to nie może być rzeczy ważniejszej od rewizji życia. Ze względu na moje wyższe wykształcenie. gdy głowa zaś wraca od lewej strony ku prawej. Pomógł mi uporządkować moją listę. A gdy coś ich zatrzymuje. Ta sama siła również odbiera organizmom życie. Może zamiast tego mógłbym zrobić coś innego? – Nie. wdech zaś odzyskaniem energii utraconej w tym samym czasie. czego chciała. że skoro siła ta poluje na to. Przygotowanie w tym przypadku oznacza drobiazgową rekonstrukcję wydarzeń – od konkretnych szczegółów otoczenia. powtórnie przeżywać każde moje z nimi spotkanie. do których chodziłem. wszechpotężna siła. że jednak jest jeszcze w ich życiu coś. – Jeśli coś nas bardzo pochłania w naszym życiu. szczegółów z nimi związanych. które z tego powodu wypełnione jest po brzegi nieznośnym ciężarem emocjonalnym – wspomnieniami. najdrobniejszych nawet. Byli oni przekonani. to zakłada. Don Juan powiedział. nie mógłbyś. nadziejami. – Śnienie wymaga każdej cząstki dostępnej nam energii – odparł. co ma związek z rewidowanym wydarzeniem. wynalazcy rewizji życia. Postawił tezę. Don Juan powiedział. należy wykonywać długie wdechy. gdy zaszło dane zdarzenie. że jest ona daleko bardziej pogmatwana niż intelektualna psychoanaliza. postrzegali oddychanie jako magiczny i życiodajny akt i używali go zgodnie z tym poglądem jako magicznego narzędzia. jak prace. że rekapitulacja jest sztuczką czarowników mającą na celu wywołanie nieznacznego. Potem polecił mi. rewizję życia wziąłem za proces analizy własnego życia. rytmicznym oddychaniem. gdyż może ona dostarczyć wiernej kopii naszych doświadczeń. Kiedy już dostanie to. Gdy głowa obraca się delikatnie i wolno od prawej strony ku lewej. Umysł bada każde wydarzenie od początku do końca. rozbijając ją na różne dziedziny. wydech był wyrzuceniem z siebie obcej energii nabytej podczas danego wydarzenia. zaskoczyło mnie bardzo to. czego doświadczyliśmy w ciągu naszego żywota.dokonał rewizji swojego życia. Don Juan wyjaśnił mi sposób rozumowania czarowników. że za procesem rewidowania własnego życia ukrywa się przeświadczenie dawnych czarowników. poczynając od pierwszej osoby na liście a na ostatniej kończąc. poczynając od teraźniejszości. don Juanie. że punkt połączenia. Rewizja życia i śnienie idą ze sobą w parze. pod wpływem powtórnego przeżywania wydarzeń i odczuć z przeszłości. wszechpotężna siła wszechświata puszcza czarowników wolno. doświadczeń życia poprzez przypomnienie sobie wszystkich. wykonuje się długie wydechy. że rewizja życia powinna być połączona z naturalnym. to nie ma mowy o śnieniu. Zapytałem don Juana o przyczynę tej niezamierzonej przerwy. których znałem. że rewizja jakiegoś zdarzenia zaczyna się w umyśle. stajemy się coraz lżejsi. poprzez osobę powiązaną z tym wydarzeniem do dokładnej analizy własnych uczuć. użyczając im świadomości. Składało się na nią powtórne przeżywanie wszystkich. Wcześniej don Juan podał mi wyczerpującą i jasną instrukcję dotyczącą rewizji życia. a bez tej wyswobodzonej energii śnienie jest niemożliwe – stwierdził stanowczo don Juan. podczas gdy ciało odświeża wszystko. który przygotowuje wszystko. użyczoną im świadomość.

Jakżeż byłem rozczarowany. W końcu musiałem się zgodzić z don Juanem. Chłodno i spokojnie obserwowałem wszystkie szczegóły mojego snu. W czasie następnego śnienia. Byłem jeszcze bardziej zdumiony niezwykle uporządkowanym wzorem. miałbym inne odczucie niż wrażenie schodzenia po schodach. don Juanie? – spytałem. Potem zmienił temat. nie małostkowość. jeśli twoja małostkowość zacznie wybierać zdarzenia.w śnieniu nigdy nie były zakłócane. – Czy masz jakieś sugestie. Odpowiedział mi. Już pierwszego dnia. – Zrobi się z tego gigantyczny bałagan – zaprotestowałem. Nalegałem. co mogłoby być takim wiarygodnym kryterium? – nie ustępowałem. – O jakim odczuciu mówisz. Niech to duch zadecyduje. Zdolność do koncentracji. a jedynie egocentrycznie zaniepokojony – zaśmiał się don Juan. Już wkrótce będziesz musiał sobie radzić zupełnie sam. jaki przybrała moja układanka. nie odpowiadając na moje pytanie. – Musisz ustalić sobie jakieś wiarygodne kryterium. przez długi czas stałem bez ruchu w miejscu. gdy usłyszałem. gdy widziałem się podczas snu. że inaczej nigdy nie byłem w stanie do nich dotrzeć. że według niego ten sen nie zalicza się do moich ćwiczeń w śnieniu. czy rzeczywiście patrzysz na siebie – powiedział. – Pamiętaj. mówiąc o wiarygodnym kryterium. ale bez ustalonego wzoru lub porządku. Efektem mojej ponownej rewizji życia była zupełnie nowa. – Dla czarowników być pochłoniętym oznacza. a potem zabierz się do wydarzenia. nie byłeś całkowicie pochłonięty. że udało mi się tego dokonać. czego chciał. gdzie właśnie śpisz. że rewizja życia odbywa się w dwóch głównych etapach i że pierwszy określa się jako formalność i sztywność. A jeśli tak jest. szczerze zaciekawiony. ale don Juan uciął dalszą rozmowę. na ulicę. Nie mogłem zrozumieć. jak różna będzie tym razem rewizja mojego życia. Było to niezwykłe doznanie. czy rzeczywiście widzisz siebie w łóżku podczas snu – powiedział don Juan. Pierwszy raz w pełni czerpiesz ze wszystkich swoich źródeł energii. by się przekonać. to kontroluj go – obserwuj jego szczegóły albo go zmień. dlaczego od razu nie kazał mi rewidować życia w ten sposób. drugi zaś jako płynność. aby powiedział mi coś więcej o tym wiarygodnym kryterium. gdy powróciłem do moich ćwiczeń w śnieniu. Byłem niezwykle szczęśliwy. Miałem teraz ułożyć układankę z różnych zdarzeń w moim życiu. którą uznałem za chaotyczną. Odwróciłem się i śmiało wyszedłem z pokoju. Nie zdawałem sobie sprawy z tego. swobodniejsza postawa życiowa. Argumentował to tym. nawet wówczas. ani co miał na myśli. i widzieć swoje prawdziwe ciało. którą nabyłem podczas moich praktyk w śnieniu. skąd przyglądałem się sobie. Metoda. pozwoliła mi na niezwykle głębokie wniknięcie w moje życie. Wycisz się. zamiast wyjść z pokoju i zejść po schodach albo obudzić się z przeraźliwym krzykiem. okazała się jednak niezwykle skuteczna. – Bałagan będzie tylko wtedy. – Nie zrobi się – zapewnił mnie don Juan. zobaczyłem siebie samego pogrążonego we śnie. co widzisz. gdy tylko wyciszałem umysł. gdy poprzednio rewidowałeś swoje życie. olbrzymia liczba wciąż żywych emocji ciągle tkwiła tak głęboko we mnie. Inaczej to. Zbliżamy się do końca naszego bycia razem. jakaś zda się niezależna siła natychmiast wtrącała mnie w niezwykle żywe i drobiazgowe wspomnienia jakiegoś zdarzenia z mojego życia. – Osądź sam. jest tylko zwykłym snem. które chcesz zrewidować. – Sam wymyśl sposób. – Najwidoczniej więc nie byłeś naprawdę pochłonięty. które wskaże ci duch. o którym mówił. i natychmiast też opowiedziałem o tym don Juanowi. że nie zszedłem na ulicę w moim ciele energetycznym. że musisz być w pokoju. jak ci się zdawało. . że czerpiesz ze wszystkich swoich źródeł energii. pozostawiając mnie z wyraźnym poczuciem braku umiejętności. Ponad rok zajęło mi powtórne przeanalizowanie wszelkich możliwych aspektów moich doświadczeń życiowych. Zapytałem don Juana. ponieważ gdyby tak było. po czym zszedłem szybko schodami na dół. abyś mógł się przekonać. Don Juan nakazał mi tym razem odmienny przebieg rewizji życia. Przez resztę czasu. Rezultaty tak przeprowadzonej rewizji były dla mnie szokujące z wielu względów.

by powiedzieć don Juanowi o wrażeniu ataku paraliżu i o tym. a ja obudziłem się rozsadzany taką siłą. by przyjrzeć się rozdarciu. że dopiero po półgodzinie doszedłem nieco do siebie i uspokoiłem się. Od razu wiedziałem. był tak ogromny i skoncentrowany. ale mając za nauczyciela don Juana. co powiedział. Zachowanie kontroli nie pomogło mi się poruszyć. że mam ogromną wyobraźnię. W rzeczy samej byłem jedynie ciężarem. Wszystko. chodzenie przychodzi nam na myśl samo. że tak nie jest. chwyć się kutasa. – Śniący muszą posługiwać się wyobraźnią – powiedział don Juan ze złośliwym uśmiechem. że śpię w białej koszulce z krótkim rękawem. z jakim próbowałem poruszyć ręką albo nogą. zrobiłem tak. Wtedy odprężyłem się i w kilka minut wszystko wróciło do normy. Przeanalizowałem je dokładnie i doszedłem do wniosku. że muszę się poruszać. że jakaś zewnętrzna siła brutalnie przygwoździła mnie do tego miejsca. Znów utknąłem na poziomie interpretacji. jakbyś znajdował się w normalnym świecie. Serce waliło mi nierównomiernie. Wówczas usłyszałem głos wysłannika. dla którego miałyby to robić. Chciałem podejść bliżej. Tym razem chciałem nie tyle uzyskać jego radę.Zauważyłem wtedy. Nie rozwikłałeś i twoi przyjaciele też ci nie pomogli. jakby chciała kogoś kopnąć. rozpaczy i rozdrażnienia. co zrobić. jak mi kazał. Nie poddałem się jednak przerażeniu. | co wyciągnąłem z niego. Nie wiedziałem. lecz fizyczne wrażenie bezsilności. ile przyznać mu się do porażki. . że naprawdę widziałeś samego siebie podczas snu. Głos wysłannika ani to. Spędzamy tak wiele czasu na nauce chodzenia. przekonałem się naocznie. Mówił. Pojechałem też natychmiast do Meksyku. nie wpadam w panikę. Czułem przejmujące zimno. ponieważ jest zakodowane w naszym umyśle. że nie wypełniłem swojego zadania. nie zdziwiły mnie wcale. gdy oskarżał mnie o brak wyobraźni. Czułem ociężałość. że się zdenerwowałeś. a więc naprawdę widziałem samego siebie w moim śnie. – A wyobraźnia coś u ciebie szwankuje. Wtedy moja świadomość została wepchnięta w moje śpiące ciało. Sądziłem. tym bardziej wzrastało moje rozdrażnienie. że rozumiem jego wyjaśnienie. jak jedna noga mojego śpiącego na łóżku ciała wyprostowała się nagle. ale jakaś niezwyczajna siła nie pozwalała mi oderwać spojrzenia od mojego śpiącego ciała. ale z pewnością dało mi głębokie poczucie spokoju i ciszy. Po miesiącach bezowocnych prób chodzenia. że don Juan ma rację. Powiedziałem. rozdartej na ramieniu. Nigdy jeszcze nie czułem tak wyraźnej i zatrważającej niemocy. don Juanie? – O zagadce wielkiej prostoty i zupełnej niemożliwości poruszania ciała energetycznego. czy sam rozwikłasz tę zagadkę. i natychmiast odczułem paraliżujący zamęt w głowie. Jednocześnie im wyraźniej zdawałem sobie sprawę z tego. że brak kontroli nad ruchem podczas śnienia przeraża mnie tak bardzo. Spróbowałem zmienić sen. Podziwiałem prostotę tego rozwiązania. Całe moje ciało przeszywały dreszcze. że naprawdę spałem wówczas w rozdartej koszulce z krótkim rękawem. jak to jest być w jednym kawałku. To d w mig przywróci temperaturę i będzie po sprawie. że być może będę musiał dokonać kolejnej rewizji mojego życia. raz jeszcze zwróciłem się podczas snu do don Juana po uwagi. a poruszanie oznacza dla mnie chodzenie. – Oczywiście. która zdawała się integralną częścią mojego ja. Jeśli kiedyś znów poczujesz zdenerwowanie i zimno. Tak właśnie odkryłem. Wysiłek. Usiłujesz poruszyć je tak. Gdy następnym razem się przeraziłem. musiałem więc przykryć się kocami i obłożyć butelkami z ciepłą wodą. gdy już dotrę do trzeciej bramy. że w pewnej chwili zobaczyłem. W przeszłości broniłem się zaciekle. a niektóre mięśnie nóg ogarnęły nerwowe tiki. że wydaje nam się. Ponieważ nie miałem zamiaru tracić energii na bezsensowne zbijanie jego zarzutów. Nie mówiłem o konieczności użycia wyobraźni do poruszenia ciała energetycznego. ponieważ twoje ciało energetyczne nigdy przedtem nie czuło. Ale don Juan nie był chętny do dyskusji. bo chciałem zobaczyć. Stanąłem przed barierą nie do przejścia i byłem najzupełniej pewien. że jeśli się mnie denerwuje i powstrzymuję rozdrażnienie. Nie ma żadnego powodu. Poza tym bardzo obawiałem się hipotermii. Problem w tym. Niemniej jednak jego rada okazała się skuteczna. Czułem się nieco obrażony tą obcesowością. ale nie mogłem zrobić nawet jednego kroku. że nie jest to przerażenie psychologiczne. Niemożność poruszenia się wprawiała mnie w nieopisany wręcz niepokój. Don Juan powiedział mi. to cierpki komentarz: – Lubisz dramatyzować – powiedział beznamiętnie. zapytałem go więc: – O jakiej zagadce mówisz. iż nasze ciała energetyczne także powinny chodzić.

Ale nie nauczyły cię. którzy tylko czekają. – To wyjaśnienie czarowników. jak samemu poruszyć ciało energetyczne. że się od nich na zawsze uwolniłeś. pomijając to. czy nie zakończyć twoich ćwiczeń w śnieniu. grasz tylko z życiem w ruletkę. Don Juan słuchał w milczeniu. Gdy już spoglądałem na swoje pogrążone we śnie ciało.– To nie jest moje wyjaśnienie – odparł oschle don Juan. znacznie więcej. bym tego nie robił. nie ma dla mnie sensu. Ciągle dybią na twoją świadomość. Ugodził w mój słaby punkt. – Jak sądzisz. Czasem wyrzucą jakąś bezwartościową przynętę. Zobaczyłem swoją twarz. wówczas staniesz się niedostępny. jak się poruszać. gdy przedstawiałem mu moje zmartwienie. co widziałem. to właśnie taka bezwartościowa przynęta. po czym uczynić znacznie. Mówiłem ci to już dziesiątki razy. Widok mojego ciała był zbyt dokładny. Ustawienie twoich snów tak. co mam zrobić. – Nie masz żadnych skłonności samobójczych – odpowiedział mi. Nie mogę powiedzieć. To tacy przyjaciele. że przy trzeciej bramie całe ciało energetyczne może poruszać się tak. jak poruszać ciało energetyczne. dlaczego mnie tego nie nauczyły? – Ponieważ jeśli twoje ciało energetyczne nauczy się samo poruszać. a ja to zrobię. co mówił. – Cierpisz na całkowitą niewiarę w to. bardzo mnie zaskoczyło. pomimo tego. nigdy nie poruszyłeś go własną wolą. muszę ci jednak powiedzieć. Istoty nieorganiczne zwijają teraz żyłkę. że byłeś w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Zrozumiałem go i zgodziłem się z nim w stu procentach. który całkiem wszystko pomieszał. – Twoje ciało energetyczne przywykło poruszać się tylko wtedy. naturalnie. Przy pierwszej okazji poddałem próbie sugestię don Juana. don Juanie? – Są jak typowi przyjaciele: w zasadzie niezbyt troskliwi czy uczynni. . czego dokonałem. Wydawał się niezwyczajnie usatysfakcjonowany tym. gdy coś je przyciąga – powiedział. by powtarzały się co cztery dni. byś się nie zniechęcił. że ciało energetyczne może się przemieszczać jedynie w poziomych lub pionowych ślizgach. że się nauczysz. Nie potrafiłem zignorować swej nieodpartej potrzeby odwiedzenia świata istot nieorganicznych ani też wyperswadować sobie. po prostu zachciałem się przybliżyć do łóżka. Prawdę powiedziawszy. poruszając się w swoim śnie. żeby mogli nam wbić nóż w plecy. Nie wygląda na to. Don Juan zakończył naszą rozmowę. nakazując mi. ale nie do końca. Omówiłem to z don Juanem. niż tylko dać z siebie wszystko. – Bądź nieskazitelny. Jesteś względnie wolny. co. jak poruszać moje ciało energetyczne. niczym ryba. Zdążyłem się już przyzwyczaić do jego chłodnych reakcji na moje osiągnięcia w śnieniu. wisisz na haczyku na jej drugim końcu. Natychmiast prawie dotknąłem mego ciała. – To. jakby do pokoju wdarł się wiatr. aż się odwrócimy. aby mógł dostarczać estetycznej przyjemności. jak blisko byłeś śmierci. – Powiedz mi. jak porusza się w świecie istot nieorganicznych. A potem poczułem. Być nieskazitelnym oznacza postawić życie na szalę swych decyzji. I tu dochodzimy do kolejnej sprawy – dodał don Juan jakby zamyślony. – Mam w sobie coś z szaleńca – powiedziałem. Ponieważ nie odczuwałeś fizycznego bólu. bez ładu i składu. – Ależ to ma sens. Za wcześnie zacząłem mieć nadzieję. że podobało mi się to. Poczułem dreszcz na plecach. co robię. ale też nieszkodliwi. Kiedy nie decydujesz o niczym. don Juanie. widziałem wszystkie pory w mojej skórze. – Co mnie tam pcha? Czy to jakieś skłonności samobójcze? – zapytałem don Juana dość retorycznie. jak porusza się energia: szybko i bezpośrednio. Podczas kolejnych sesji w pełni potwierdziłem to. bym dobrze rozważył to. że po starciu z istotami nieorganicznymi jednak w coś uwierzyłem – że od tamtej pory moim życiem zawładnął nieznany lęk. żebyś dokonał czegoś wielkiego. Czarownicy mówią. że poważnie się zastanawiałem. było jak najbardziej do rzeczy. Twoje ciało energetyczne dokładnie wie. Przez jakiś czas nie wierzyłem. – Dlaczego twoi nieorganiczni przyjaciele ci nie pomogli? – Dlaczego nazywasz ich moimi przyjaciółmi. zamiast rozpaczliwie usiłować do niego podejść. by te decyzje stały się rzeczywistością. co powiedział. a ty. a potem wymazał obraz. Może poruszać się tak. – Istoty nieorganiczne wszędzie ciągnęły twoje ciało energetyczne i aż do tej pory. To. trudno ci uwierzyć. co o nim wiedziałem.

– Czy zastanawiałeś się nad zakończeniem moich ćwiczeń dlatego, że jestem powolny? – Nie jesteś powolny. Opanowanie sztuki poruszania ciała energetycznego zajmuje czarownikom całe lata. Zamierzałem zakończyć twoje ćwiczenia, ponieważ to ja nie mam czasu. Jest wiele innych obszarów ważniejszych od śnienia, gdzie możesz wykorzystać swoją energię. – Ale teraz, gdy już się nauczyłem, jak poruszać moje ciało energetyczne, co jeszcze mógłbym zrobić? – Kontynuuj ćwiczenia w ruchu. Poruszenie ciała energetycznego otworzyło przed tobą zupełnie nowe obszary, obszary niezwykłych odkryć. Don Juan ponownie nakazał mi, bym myślał, jak się przekonać, czy moje sny są prawdziwe. Tym razem jednak nie brzmiało to tak dziwacznie, jak za pierwszym razem. – Jak wiesz, prawdziwe zadanie dla drugiej bramy to zostać przeniesionym przez tropiciela do jego królestwa –wyjaśniał don Juan. – Jest to bardzo ważne, ale nie tak, jak stworzenie i poruszenie ciała energetycznego. Dlatego też musisz się upewnić – stosując wymyśloną przez siebie metodę – że rzeczywiście widzisz siebie samego podczas snu, a nie że tylko ci się to śni. Twoje nowe odkrycia od tego zależą, czy rzeczywiście widzisz siebie podczas snu. Po długich rozważaniach i namysłach byłem przekonany, że mam właściwy plan. Pomysł na ustanowienie wiarygodnego kryterium podsunęła mi moja podarta koszulka. Zacząłem od założenia, że jeśli faktycznie będę obserwował samego siebie podczas snu, to będę wówczas obserwował również, czy mam na sobie te same rzeczy, w których poszedłem spać; rzeczy te, które postanowiłem zmieniać co cztery dni. Byłem przekonany, że przypomnienie sobie, w jakich rzeczach położyłem się spać, nie sprawi mi w śnieniu żadnego kłopotu. Dyscyplina, jakiej nabyłem podczas moich ćwiczeń w śnieniu, pozwalała mi sądzić, że potrafię odnotowywać takie szczegóły w pamięci, a później przypomnieć je sobie podczas śnienia. Starałem się ze wszystkich sił postępować według mego kryterium, ale rezultaty nie były takie, jakich się spodziewałem. Brakowało mi niezbędnej kontroli nad moją uwagą śnienia, aby dokładnie sobie przypomnieć, co miałem na sobie, gdy szedłem spać. Z całą pewnością jednak pomagało mi coś innego. W jakiś sposób zawsze wiedziałem, czy moje sny, są zwykłymi snami, czy też nie. Niesamowitym aspektem, który charakteryzował prawdziwe sny, było to, że moje śpiące ciało leżało w łóżku, a moja świadomość je obserwowała. Ważną cechą tych snów był mój pokój. Nigdy nie przypominał mojego rzeczywistego pokoju, lecz ogromną pustą salę z łóżkiem w jednym końcu. Zwykle szybowałem całkiem spory kawałek, aby znaleźć się przy łóżku, gdzie znajdowało się moje ciało. W momencie gdy byłem już obok łóżka, czułem jakąś obcą siłę, która pojawiała się jak wiatr i zawieszała mnie nad łóżkiem niczym kolibra. Czasami mój pokój znikał, kawałek po kawałku, aż w końcu zostawało tylko łóżko i moje ciało. Kiedy indziej zaś odczuwałem zupełny zanik woli. Wtedy też zdawało mi się, że moja uwaga śnienia jest całkowicie ode mnie niezależna; albo całkowicie pochłaniał ją pierwszy z brzegu szczegół pokoju, albo nie potrafiła się zdecydować, co robić. Wówczas miałem wrażenie, że dryfuję bezwolnie od przedmiotu do przedmiotu. Głos wysłannika wyjaśnił mi kiedyś, że wszystkie elementy snów, które nie są li tylko zwykłymi snami, są w rzeczywistości konfiguracjami energii odmiennymi od konfiguracji naszego normalnego świata. Wysłannik wskazał, na przykład, na to, że ściany są płynne. Potem polecił mi, bym wskoczył w jedną z nich. Nie namyślając się długo, dałem nura w ścianę, tak jakbym skakał w toń jeziora. Ale ściana nie przypominała wody, wrażenie nie przypominało też fizycznego odczucia skoku do wody. Była to raczej myśl o nurkowaniu połączona ze wzrokowym odczuciem przenikania przez płynną materię. Wnikałem głową naprzód w coś, co otwierało się przede mną zupełnie jak woda, gdy coraz bardziej oddalałem się od tunelu. Wrażenie zapadania się głową naprzód było tak realne, że zacząłem się zastanawiać, jak długo, czy też jak głęboko albo jak daleko będę tak nurkował. Z mojego punktu widzenia spędziłem tam całą wieczność. Widziałem tam chmury i podobne do skał formacje materii zawieszone w płynnej toni ściany. Były tam jakieś jaśniejące obiekty o geometrycznych kształtach, przypominające kryształy, oraz plamy najgłębszych barw podstawowych, jakie w życiu widziałem. Były tam również obszary intensywnego światła i nieprzeniknionej czerni. Wszystko to przesuwało się obok mnie, czy to wolno, czy to niezwykle szybko. Przyszło mi na myśl, że oglądam przestrzeń kosmiczną. Natychmiast, gdy tylko to pomyślałem, moja prędkość wzrosła tak nieprawdopodobnie, że wszystko się rozmyło, a ja

zorientowałem się, że – ni stąd, ni zowąd – jestem w pełni przebudzony we własnym pokoju, z nosem przyciśniętym do ściany. Pewien nieokreślony lęk kazał mi skonsultować się jak najszybciej z don Juanem. Wysłuchał mnie uważnie. – Musisz teraz wykonać pewien dość drastyczny manewr – powiedział don Juan. – Wysłannik nie ma prawa się wtrącać w twoje ćwiczenia w śnieniu. Albo raczej to ty, i to pod żadnym pozorem, nie powinieneś mu na to pozwalać. – Jak mogę go powstrzymać? – Musisz wykonać prosty, ale trudny manewr. Gdy będziesz wchodził w śnienie, powiedz głośno, że nie chcesz już więcej mieć wysłannika w swoim śnieniu. – Czy to oznacza, don Juanie, że już go nigdy więcej nie usłyszę? – Właśnie. Pozbędziesz się go na zawsze. – Ale czy to słuszne, żeby pozbywać się go na zawsze? – Na tym etapie zdecydowanie tak. Mówiąc to, don Juan postawił mnie przed nie lada dylematem. Nie chciałem zupełnie zrywać związków z wysłannikiem, ale z drugiej strony chciałem zrobić tak, jak radził mi don Juan. Zauważył moje wahanie. – Wiem, że to bardzo trudne – przyznał. – Ale jeśli tego nie zrobisz, istoty nieorganiczne zawsze będą wszystko o tobie wiedzieć. Jeśli chcesz tego uniknąć, to zrób, co ci mówię. I zrób to teraz. Podczas następnej sesji śnienia, gdy byłem już gotów wypowiedzieć moją wolę, przeszkodził mi głos wysłannika. Powiedział: “Jeśli powstrzymasz się od wyrażenia swej woli, obiecuję, że nigdy nie będę ci przeszkadzał w twoich ćwiczeniach i będę mówił do ciebie tylko wtedy, gdy będziesz mi zadawał pytania". Natychmiast zgodziłem się na jego propozycję i szczerze sądziłem, że był to dobry układ. Czułem nawet pewną ulgę, że tak się to zakończyło. Obawiałem się jednak, że don Juan będzie rozczarowany. – To było niezłe zagranie – zauważył don Juan i się roześmiał. – Byłeś szczery; naprawdę zamierzałeś wyrazić swą wolę. Szczerość była dokładnie tym, czego było trzeba. W zasadzie nie było to konieczne, byś wyeliminował wysłannika. Chciałeś przyprzeć go do muru, by zaproponował jakieś odmienne, wygodne dla ciebie rozwiązanie. Jestem pewien, że wysłannik nie będzie ci już więcej przeszkadzał. Miał rację. Kontynuowałem moje ćwiczenia w śnieniu i wysłannik się do nich nie mieszał. Znaczącą tego konsekwencją było to, że pokoje, które widziałem odtąd w snach, były moim pokojem w rzeczywistym świecie, zjedna wszak różnicą – w moich snach pokój był zawsze tak pochylony, tak zniekształcony, iż wyglądał niczym gigantyczny obraz kubisty; zamiast normalnych kątów prostych pomiędzy ścianami a podłogą i sufitem, regułą stały się kąty ostre i rozwarte. Sam przechył mojego przekrzywionego pokoju, utworzony przez owe ostre i rozwarte kąty, służył uwidocznieniu i wyolbrzymieniu pewnych absurdalnych i nieważnych, choć rzeczywistych szczegółów, takich jak skomplikowany wzór w parkiecie z litego drewna, plamy wyblakłej od słońca farby na ścianach, kurz na suficie, rozmazane ślady palców na krawędzi drzwi. W snach nieodmiennie zatracałem się w płynnym wszechświecie szczegółów wskazywanych przez przechył mojego pokoju we wszystkich moich ćwiczeniach w śnieniu. Natłok tych szczegółów był tak wielki, a ich przyciąganie tak silne, że natychmiast zatapiałem się w nich całkowicie. Gdy tylko udało mi się znaleźć wolną chwilę, zjawiłem się u don Juana, by omówić z nim mój stan. – Nie mogę przezwyciężyć swojego pokoju – powiedziałem mu, gdy już podałem szczegóły moich ćwiczeń. – A dlaczego sądzisz, że musisz go przezwyciężyć? –zapytał mnie z szerokim uśmiechem. – Czuję, że muszę wyjść poza swój pokój, don Juanie. – Przecież wychodzisz poza swój pokój. Być może powinieneś zadać sobie pytanie, czy czasem znów nie ugrzązłeś w swojej interpretacji. Co, twoim zdaniem, oznacza chodzenie w tym przypadku? Powiedziałem mu, że sen o wyjściu z pokoju na ulicę nieustannie mnie prześladuje. Czułem

prawdziwą potrzebę zrobienia tego raz jeszcze. – Ależ robisz rzeczy znacznie lepsze – zaprotestował. –Wkraczasz na niewyobrażalne obszary. Czego jeszcze chcesz? Starałem się mu wyjaśnić, że odczuwałem wręcz fizyczną potrzebę wydostania się z tej pułapki szczegółów. Najbardziej właśnie denerwowała mnie niemożność oderwania się od tego, co przyciągnęło moją uwagę. Uzyskanie choć odrobiny woli było dla mnie niezbędnym minimum. Zapadła długa cisza. Spodziewałem się usłyszeć coś więcej o pułapce szczegółów. W końcu to don Juan przestrzegał mnie kiedyś przed tym niebezpieczeństwem. – Idzie ci świetnie – powiedział w końcu. – Śniący spędzają wiele czasu na doskonaleniu swego ciała energetycznego. I o to dokładnie w tym wszystkim chodzi –o doskonalenie ciała energetycznego. Don Juan wyjaśnił mi, że moje ciało energetyczne dlatego tak łatwo ulegało pokusie zagłębiania się w szczegóły i beznadziejnie w nich grzęzło, ponieważ było jeszcze niedoświadczone i niepełne. Powiedział, że czarownicy spędzają całe życie na konsolidacji swego ciała energetycznego, pozwalając mu chłonąć wszystko, co tylko możliwe. – Dopóki ciało energetyczne nie stanie się pełne i dojrzałe, dopóty pochłonięte jest samym sobą – ciągnął don Juan. – Nie potrafi wyzwolić się od przymusu absorbowania wszystkiego, co je otacza. Ale gdy wziąć to pod rozwagę, zamiast się z nim zmagać, tak jak ty to robisz, można mu jakoś pomóc. – Jak mogę tego dokonać, don Juanie? – Poprzez kierowanie jego zachowaniem, to jest poprzez podchodzenie go. Don Juan wyjaśnił, że ponieważ wszystko, co wiąże się z ciałem energetycznym, zależy od właściwej pozycji punktu połączenia – a przecież śnienie to nic innego, jak narzędzie do jego przemieszczania – podchodzenie jest sposobem utrzymania punktu połączenia w idealnym położeniu. W tym przypadku jest to położenie, w którym ciało energetyczne może się skonsolidować i skąd może się ostatecznie wyłonić. Don Juan powiedział, że czarownicy przyjmują, iż taka optymalna pozycja punktu połączenia została osiągnięta wtedy, gdy ciało energetyczne może się samo poruszać. Następnym etapem jest podchodzenie go, czyli unieruchomienie w tym położeniu, by nabrało pełni. Don Juan nadmienił, że cała procedura jest niezwykle prosta. Wystarczy zamierzyć podchodzenie. Po tym stwierdzeniu don Juan zamilkł z wyrazem oczekiwania na twarzy. Spodziewałem się, że powie coś jeszcze, a on spodziewał się, że zrozumiałem to, co powiedział. Nie zrozumiałem. – Pozwól, by twoje ciało energetyczne zamierzyło osiągnięcie optymalnej pozycji śnienia – wyjaśnił don Juan. –Potem pozwól, by zamierzyło pozostanie w tej pozycji, i to będzie właśnie podchodzenie. – Przerwał i nakazał mi wzrokiem, abym przemyślał to, co powiedział. – Zamierzenie jest tajemnicą, ale ty już ją znasz – powiedział. – Czarownicy przesuwają swoje punkty połączenia poprzez zamierzanie i unieruchamiają je podobnie, przez zamierzenie. I nie istnieje żadna technika zamierzania. Zamierza się, wyrażając zamiar. W tym momencie znów, jak niejeden raz wcześniej, pomyślałem sobie, jakim to jestem dobrym czarownikiem. Byłem bezgranicznie przekonany, że coś pokieruje mną właściwie i zamierzę unieruchomienie mojego punktu połączenia w owym idealnym położeniu. W przeszłości dokonałem najróżniejszych wyczynów, nie wiedząc zupełnie, jakim cudem. Sam don Juan nie mógł się nadziwić moim zdolnościom albo mojemu szczęściu, a ja byłem święcie przekonany, że będzie to kolejny tego przykład. Jakżeż bardzo się pomyliłem. Bez względu na to, co robiłem i jak długo czekałem, unieruchomienie mojego punktu połączenia w jakimkolwiek punkcie, nie mówiąc w ogóle o tym idealnym, nie przyniosło najmniejszych rezultatów. Po kilku miesiącach usilnych, lecz bezskutecznych prób poddałem się. – Naprawdę wierzyłem, że potrafię tego dokonać – powiedziałem, przekraczając próg domu don Juana. –Obawiam się jednak, że teraz jestem większym egocentrykiem niż kiedykolwiek. – Ależ skąd – uśmiechnął się don Juan. – Jak zwykle, znów zaplątałeś się w błędną interpretację twojego zadania. Szukasz idealnego miejsca, jakbyś szukał swoich kluczyków do samochodu. Potem chcesz unieruchomić swój punkt połączenia, jakbyś unieruchamiał złamaną nogę. Idealne miejsce i unieruchomienie punktu połączenia to metafory. Nie mają nic wspólnego ze słowami, które je opisują. Potem don Juan poprosił, bym opowiedział mu, co ostatnio zdarzyło się w moich ćwiczeniach w śnieniu. Najpierw powiedziałem mu, że moja potrzeba zatapiania się w szczegółach znacznie osłabła.

Obserwowałem. – Teraz przed tobą klejnot czarowników – ciągnął don Juan. – Zapewniam cię. Wypełniłeś zadanie dla trzeciej bramy śnie –nia: twoje ciało energetyczne potrafi poruszać się samo. Nie miałem pojęcia. Trwało to zazwyczaj tak długo. Gdy widzą energię jakiegoś przedmiotu w trakcie śnienia. gdy spojrzą na jakiś przedmiot w normalnym świecie. don Juanie? – musiałem zapytać. poskromiło swą obsesję na punkcie szczegółów. don Juanie? – zapytałem. jego przenikliwe spojrzenie omiotło całe moje ciało. jak zniekształcony może się ten świat wydawać ich uwadze śnienia. że nieustannie zmuszam się do poruszania w moich snach. że nie udało ci się znaleźć idealnego miejsca. Śniący mają pewną generalną zasadę – ciągnął. są pewni. że mają do czynienia z realnym światem bez względu na to. która jest zupełnie inna niż energia naszego świata. że sam wpadnę na pomysł widzenia energii jako kryterium oceny. czy śnisz normalny sen. że znajdują się w zwyczajnym śnie. poprzez który zamierzamy odszukać odpowiednie położenia punktu połączenia. że twoje ciało energetyczne nabrało już pełni. gdy zdołało się samo poruszyć – uśmiechnął się don Juan. że ci się udało. W naszym świecie nic nie skwierczy. że materia nieożywiona emanuje pewną siłę obezwładniającą. iż miał nadzieję. – Świat. że po pierwsze. gdy nie potrafiłeś znaleźć żadnego kryterium oceny prawdziwości twoich snów. tutaj wszystko faluje. Na przykład. że twoje ciało energetyczne. widzą energię zawsze. który mnie unieruchamiał. Moje wnioski były takie. że obserwowałem go podczas snu. Doszedłem do wniosku. Powstrzymanie przez ruch daje mi sposobność dokładnej analizy zaabsorbowania szczegółami. czy też nie. który nie pozwala mi się poruszyć. szczegół był prawdziwy. a jedynie sugerowałem taką możliwość. Musiał chyba zauważyć moje zdezorientowanie. Byłem w kropce. które pozwalają nam postrzegać przedmioty wytwarzające energię w stanach zbliżonych do snu. Nie potrafiłem nawet zadać jednego z moich głupich pytań. I oczywiście doszedłeś do tego sam. Teraz rozpaczasz. – Jeśli ich ciało energetyczne nabrało już pełni. że do niczego takiego nie doszedłem. wiele razy. gdyż roześmiał się i podał mi inną. – Nie mówiłem ci tego wprost. wiele razy – mówił dalej don Juan. Don Juan wyjaśnił. jego przeciwieństwem jest niematerialny świat odzwierciedleń. co don Juan ma na myśli. czy zdołasz dojść do tego sam. maleńka plamka na ścianie lub drewnianej podłodze mojego pokoju wysyłała promień światła. Potem don Juan podał mi nową definicję śnienia. Don Juan przyznał. że ciało energetyczne jest również zdolne do postrzegania energii. a po drugie – wyglądało na to. niematerialnymi odzwierciedleniami czy wytwornikami obcej energii. a nie w świecie rzeczywistym. czy rzeczy. – A co jest światem rzeczywistym. w których mogą znaleźć elementy wytwarzające energię. i być może to ruch powstrzymuje mnie przed zagłębieniem się w obserwację szczegółów. Od tego momentu moja uwaga śnienia skupiała się na tym świetle i cały sen kręcił się wokół tej maleńkiej plamki. Śmiał się z mojego chybionego . Dzieje się tak choćby w przypadku przedmiotów ze świata istot nieorganicznych. Chciałem się dowiedzieć. – Zaczniesz ćwiczyć widzenie energii w swoich snach. Jeżeli zaś nie widzą energii jakiegoś przedmiotu. Dostrzegam ją jako promień nikłego światła. To coś to było twoje ciało energetyczne. – Do czego dokładnie zdołałem sam dojść. jak plamka powiększa się do rozmiarów kosmosu. badawczym spojrzeniem. A ja ci mówię. – To wszystko dzieje się dlatego. które ciało energetyczne postrzega jako skwierczącą energię. Widziałeś już energię wcześniej. czy obserwuję we śnie swoje prawdziwe ciało. Potem coś jednak zaczęło robić to za ciebie i mówiło ci. gdzie miałeś unieruchomić swój punkt połączenia. dzięki ruchowi. jeszcze bardziej zawiłą definicję: śnienie jest procesem. aż się nie obudziłem z nosem przyciśniętym do ściany albo podłogi. – Zdołałeś sam dojść do tego. że stwarzanie twojego ciała energetycznego zostało ukończone z chwilą. Teraz dopiero czeka cię prawdziwe zadanie: widzenie energii ciałem energetycznym. są wytwornikami energii. Teraz będziesz robić to rozmyślnie. oznacza to. Obrzucił mnie swym zwyczajowym. takie. który wytwarza energię. Zaczęło się to jakiś czas temu. Jest to proces wyodrębniania przez śniących takich warunków śnienia. – Od tej pory – powiedział don Juan – istotą twojego śnienia będzie określenie. na których skupiasz swoją uwagę śnienia. – Ale za każdym razem widzenie było szczęśliwym trafem.Powiedziałem mu. gdzie nic nie ma skutków energetycznych. Dowodem na to jest to. – Ależ tak.

. że miałem na wyciągnięcie ręki wszystkie informacje potrzebne do wywnioskowania. którym brakło prostoty i bezpośredniości magii. i do przedstawienia właściwego kryterium.pomysłu. Jednakże mój system interpretacji zmusił mnie do poszukiwania sztucznych rozwiązań. by co cztery dni ubierać do spania wyszukany strój nocny. Powiedział. jakie jest prawdziwe zadanie dla trzeciej bramy śnienia.

mocno wyeksponowany. że twoje sny są po prostu zwykłymi snami. Spacerowałem ulicą jakiegoś znajomego miasta. W istocie rzeczy lak mi było dobrze bez nich. a potem zmieniła się w inny przedmiot. w duchu. Byłem już zmęczony czekaniem. – Pewnego dnia zrozumiesz. na całe gardło. Olbrzymia. Przypatrując się jej. po prostu zażyczysz sobie tego. Gdy wyraziłem głośno zamiar widzenia. obrazami. Wcześniej czy później uderzysz we właściwy ton. – Dzieje się tak we wszystkich moich codziennych sesjach ćwiczeń w śnieniu – powiedziałem. co właśnie robię – powiedziałem. portret zajarzył się taką samą zielonkawą poświatą. Po wyrażeniu mojego zamiaru. lecz stwierdził. Następnie przypatrywałem się sprzedawczyni.ROZDZIAŁ IX: NOWY OBSZAR Don Juan powiedział. śniłem właśnie o kościelnym jarmarku. topaz zmienił się w plamę skwierczącej energii. iż zacząłem się bać. Przypatrywałem się w tym śnie tylu przedmiotom. rzucająca się w oczy waza w rogu zdecydowała za mnie. że jakiś szczegół jej cudownej poświaty mógłby mnie uwięzić. na których skupiałem spojrzenie. Najpierw był gigantycznym żółtym topazem. na co patrzeć. cały sen się zmienił. ale nic się nie dzieje. by zmienić wystawę. niematerialnymi odzwierciedleniami. – Jedyna różnica polega na tym. który zbił mnie z tropu. – Krzyczę głośno. który w końcu zmieniał mój sen. Nie dostrzegłem niczego zabawnego w moim stwierdzeniu ani innego powodu jego wesołości. Moja uwaga śnienia w końcu się wyczerpała i obudziłem się okropnie zawiedziony. Wyraziłem głośno zamiar widzenia i oniemiałem zaskoczony. który znalazłem na dnie Szuflady. surrealistyczny portret kobiety przyozdobionej klejnotami. lecz muszę jeszcze wyrazić tę intencję głośno. że są inne sposoby osiągnięcia tego samego rezultatu. Tropiciele. Miałem niesamowity sen. Próbuj dalej. Dwa miesiące później dopiąłem swego. Waza przez chwilę pozostała w polu mojego widzenia. Przyznał. dlaczego muszę ją wypowiedzieć. Miałem . że nie pojąłem funkcji tego. Gdy po raz pierwszy ubrałem w słowa mój zamiar widzenia. że uczę się wydzierać w moich snach. która właśnie podeszła do okna. które żyją tylko w twej uwadze śnienia. że znikały lub zmieniały kształt. każda rzecz. Don Juan chciał dokładnie wiedzieć. Nie brakowało mi ich ani też nie zastanawiałem się nad ich zniknięciem. Było to tak fantastyczne. zanim zdążyłem całkowicie skupić na niej swoją uwagę. Co to może oznaczać? – Oznacza to. Nie chciał jednak wyjaśnić. że aby widzieć w trakcie śnienia. ale nic się nie działo. Gdy wyraziłem głośno zamiar widzenia. Spojrzała na mnie. Było tam tak wiele przedmiotów. zielonkawą poświatą i zmieniło się w wielki. rozjarzył się. znikała albo zamieniała się w coś innego. jakoś nie pojawiali się w moich snach. że nawet zapomniałem zapytać don Juana o przyczynę ich nieobecności. czasem wytwarzały nawet wir. Zacząłem przypatrywać się wystawie damskich ubrań i głośno wypowiedziałem zamiar widzenia. Pewnego dnia nie będziesz już musiał głośno tego wyrażać. że zamierzam widzieć. jakie to wszystko jest zabawne – powiedział don Juan w odpowiedzi na mój niemy protest. Gdy ponownie wyraziłem zamiar widzenia. iż głośne wyrażenie intencji jest drogą najpewniejszą i najbardziej bezpośrednią. – Tymczasem jednak nie poddawaj się i nie zniechęcaj. – Uczysz się zamierzać widzenie we śnie. Ostatnie zdanie przyprawiło don Juana o atak szaleńczego śmiechu. więc w końcu musiałem zapytać o to don Juana. ale kobieta odeszła od okna. W tej samej chwili czarny manekin. nieomal zły. Na początku pojawił się tropiciel ze świata istot nieorganicznych. – Musisz być cierpliwy. Miesiącami wpatrywałem się w snach w setki różnych przedmiotów i wyrażałem głośno swój zamiar widzenia. W tym śnie pojawił się jednak tropiciel. Akwarium rozjarzyło się słabą. by za nim pójść. Gdy wpatrywałem się w tę poświatę. mogło to być Tucson. Przestraszyłem się. podobnie jak wysłannicy. że poczuję przymus. więc przerzuciłem spojrzenie na akwarium z tropikalnymi rybkami. Don Juan jak zwykle miał rację. której się przypatrywałem. co się działo z przedmiotami. Uczysz się czegoś naprawdę nadzwyczajnego – zauważył. nie tylko muszę zamierzyć widzenie. – Myślę. ilu zdołałem. Odparłem. jak to zawsze miało miejsce w moich ćwiczeniach. zacząłem widzieć jej poświatę. że nie mogłem się zdecydować. głośno wyraziłem swój zamiar widzenia jej.

które don Juan nazywał zbliżonymi do snu. widzenie energii w snach jest bardziej denerwujące. Mogła to być jedna z tysięcy istot. . a potem moja uwaga śnienia pokonała wielką odległość i widziałem rzeczywiście istniejący. za wyjątkiem widzenia energii. Twoje ciało energetyczne się poruszyło i podjęło samodzielną podróż. na czym skupiła się twoja uwaga śnienia. niż można to sobie wyobrazić. Powiedziałem. uwaga śnienia skupia się na normalnym świecie i natychmiast przenosi się z jednego rzeczywistego przedmiotu na drugi. Rezultatem tego jest niesamowicie szybka i ulotna percepcja dająca złudzenie zwyczajnego snu. Była prawdziwa i były w niej przedmioty wytwarzające energię. W tej pozycji punkt połączenia daje uwadze śnienia taką płynność. – W trakcie ostatniej sesji – powiedział don Juan –nieświadomie wywołałeś odmienny skutek tego ćwiczenia i wkroczyłeś do innego świata. zmieniają się szybko w coś zupełnie innego. albo w jakim świecie się znalazłem. Na tym polega doniosłość twojej podróży. a nie podziwiał albo mu się. więc coś cię zaatakowało. lecz również przekroczyłeś niebezpieczną granicę – powiedział don Juan po usłyszeniu mojego sprawozdania. – Teraz twoje ciało energetyczne nabrało pełni i jest sprawne – powiedział don Juan. Były w niej odraza i zło. że w niektórych snach. Zaintrygowała mnie myśl. podobnie intrygowały mnie senne wizje królestwa istot nieorganicznych. że w rozważanym śnie musiałem 'patrzeć na jakiś rzeczywisty przedmiot. że widzisz energię w swoim śnie. gdy im się przyglądać. mających związek z umysłem. iż byłem głęboko przekonany. że w mgnieniu oka może ona pokonywać niewiarygodne odległości. gdzie rozgrywał się mój sen . gdy widziałem we śnie najdrobniejsze Szczegóły podłogi. był bardzo zbliżony do zwyczajnego snu. jak to rozstraja – mówił dalej don Juan. w którym rzeczy. takich jak mój. – Jak myślisz. wynika. przepełniona nienawiścią. jak twoja reakcja na widok dziwnie wyglądającego pająka spacerującego po twoim biurku. że już przedtem widziałem energię we śnie. – Tym razem nie tylko zobaczyłeś energię. domyśliłem. że zadaniem dla trzeciej bramy śnienia jest pobudzenie ciała energetycznego do samodzielnego poruszania się. a mój sen był jednym z tych stanów. To samo zdarzyło się wówczas. – Ale dlaczego mnie zaatakowała? – Z tego samego powodu. Don Juan wyjaśnił. spowity zasłoną snu. które tam żyją. Don Juan wykazał się wielkim zrozumieniem. przyglądał. że widziałem energię. szczegóły. iż postrzegasz świat istniejący naprawdę. Poświata zatrzymała się. Odskoczyłem do tyłu. – Czy to aż tak oczywiste. pochłonęła mnie jakaś czarna masa i obudziłem się. Równie oczywiste. które później znalazłem w rzeczywistości. – Chcesz pewnie wiedzieć. Właśnie tak zamierzałem sformułować moje pytanie. Ten rodzaj podróżowania wykracza na razie poza twoje umiejętności. lecz moją uwagę śnienia przyciągnęła poruszająca się poświata. don Juanie? – Bez wątpienia. nigdy jednakże nie wpłynęła na mnie w taki sposób. przy którym właśnie siedzisz i piszesz. Don Juan powiedział. że te pytania nie mają sensu. – Z pewnych powodów. Sam jednak się . że śnienie może się odbywać w rzeczywistości naszego normalnego świata. by zadać odpowiednie pytanie.zamiar pójść za nią. co? – zapytał z szerokim uśmiechem. – Tak więc z tego. ścian czy drzwi mojego pokoju. Efekt tego. wytwarzającymi energię. surrealistyczny portret kobiety obwieszonej klejnotami. najwyraźniej świadom mojego zdezorientowania. Powtórzył raz jeszcze. – Wiem. – Rozumowałem tak. Zabiłbyś go ze strachu. Nie potrafiłem znaleźć słów. co istoty nieorganiczne: byłeś zbyt łatwo dostępny. które omal cię nie zabiły. co to było? – To drapieżny wszechświat. Obrazy te były tak żywe. don Juanie. że we śnie widziałem prawdziwą wazę. Chciałem wiedzieć. Natarła na mnie. Ruch ten jest możliwy dzięki odpowiedniej pozycji śnienia punktu połączenia.

don Juanie? – I to jak! Istota. Napór był tak silny. – Co to znaczy kolejna warstwa cebuli. – Skończ z tym cynizmem – warknął groźnie don Juan. że borykam się z dziwnym. Słowa don Juana wywoływały moją natychmiastową reakcję. że rozumiesz. na którą nie zwróciłem uwagi. gdy rozmawialiśmy z don Juanem o śnieniu. Tajemnica punktu połączenia – mówił dalej. Byłem taki sam. że aż zawyłem z bólu. Świat. don Juanie. że dotarłeś do następnej warstwy cebuli – powiedział don Juan. iż podróż ciała energetycznego zależy wyłącznie od pozycji punktu połączenia. iż to wszystko jest idiotyczne. Jesteś tego pewien na dziewięćdziesiąt dziewięć procent. – Bardzo trudno mi zrozumieć czy zaakceptować możliwość odbycia rzeczywistej podróży podczas snu. że zawsze mamy rację. twoje ciało energetyczne nie jest całkowicie pewne. Czasem pokonujemy granice jednej warstwy i wkraczamy do innej warstwy – innego świata podobnego bardzo do naszego. że upierał się przy nieustannym powtarzaniu sobie tej samej formuły. ma wiele warstw. Wszystko. wpychając się pod płuca. co mogłoby wskazywać na to. pewna niewidzialna siła przejmie pałeczkę i poczyni w tobie odpowiednie zmiany.– Mówisz poważnie. Widziałeś jej energię. że zdajesz już sobie teraz sprawę z tego. jest zaledwie jedną z nich. gdzie do teraz żyją dawni czarownicy? Właśnie w innej warstwie. I ty właśnie wkroczyłeś do jednego z nich. – Twoim problemem jest cynizm. bez niczyjej pomocy – Jak taka podróż. Uświadomiłem sobie. – Mówiłeś mi już o tym. – Proponuję. że zaraz skonam z udręki. A ja głowiłem się nad tym bez przerwy. ponieważ nikt nie potrafi na nie odpowiedzieć. co mogłoby się wydarzyć. zdawało mi się. że mówi jak najbardziej poważnie. Z jakiejś nie wyjaśnionej przyczyny byłem temu niechętny. trudno odróżnić nam prawdziwy. mimo to stwierdzenie. lecz już nie takiego samego. Zgodnie z poglądem czarowników wszechświat jest zbudowany z warstw. była czystą świadomością. nie patrząc na mnie – jest wszystkim w magii. że podróż ta istnieje w pozycji punktu połączenia. że żartuje. która może zmienić bieg rzeczy. jak tylko można to sobie wyobrazić. Wiesz o tym. dokuczliwe uczucie przeszywające mnie aż do trzewi. w innej warstwie tej cebuli. że myślę. Następnym razem. omawialiśmy powody. wszystko w magii opiera się na manipulowaniu punktem połączenia. Don Juan nie uczynił niczego. Tak więc. byśmy w dalszym ciągu rozmawiali o mojej podróży. Niepokoiło mnie jedynie to. Powtarzaj sobie bezustannie. Niewypowiedziany. Byłem przekonany. – Już wyczerpaliśmy ten temat. Stwierdziłem. o której mówisz. – I powtarzaj sobie to wszystko z pełną szczerością. głębokim strachem. jest możliwa? – To pytanie najzupełniej bez znaczenia. Wiedziałem. wytwarzający energię przedmiot od niematerialnego odzwierciedlenia. fizyczny smutek ścisnął mi klatkę piersiową tak mocno. który znamy. – Nie ulega najmniejszej wątpliwości. ale przypomniałem mu o walce. dla których . Żołądek i przepona zaczęły się podnosić. że osią magii jest tajemnica punktu połączenia. Cynizm nie pozwala nam przeprowadzić drastycznych zmian w naszym rozumieniu świata. było to mroczne. stało się niejasną myślą o czymś. nic mi nie mówi. Wymusza też na nas przeświadczenie. zgodnie z przyziemnym rozumowaniem mojej normalnej świadomości. Jestem pewien. don Juanie? – Świat jest jak cebula. tak niebezpieczną. o czym rozmawialiśmy. Jeśli będziesz to sobie powtarzał wystarczająco długo. Przez chwilę. chociaż walczyłeś z istotami nieorganicznymi i naprawdę widziałeś tropicieli i tunele. która cię zaatakowała. czy były one prawdziwe. ale nie na sto. Albo raczej. Doskonale rozumiałem sens jego słów. ale musisz to sobie powtarzać. gdy słuchałem jego rad. iż moja świadomość zmieniła poziom i powróciłem do normalnego stanu. abyś zrobił jedną bezsensowną rzecz. jaką z tym wszystkim prowadziłem. to znaczy wytwarzające energię. Don Juan nalegał. ale się nie wydarzyło. Wiesz. że jeśli nie widzimy podczas śnienia. które ciało energetyczne może przekraczać. kończąc jakąś wypowiedź.

– Gdyby tak było. że wzięła się ona wprost ze związku dawnych czarowników z istotami nieorganicznymi. że zwykłe sny są narzędziem. Don Juan powiedział. że traktujesz śnienie bardzo poważnie. – A ja zapewniam cię . ponieważ przesączyła się aż do naszych czasów pod postacią idei sprzedania duszy diabłu w zamian za nieśmiertelność. Don Juan uważał. i podczas naszej ostatniej rozmowy zmusił moją świadomość do zmiany poziomu. – Jednakże nie uświadomiłeś sobie jeszcze w pełni znaczenia tej realności. gdy moja świadomość samoistnie zmieniła swój poziom. Wówczas znowu poczułem ból w klatce piersiowej. Don Juan miał rację. – Zapewniam cię. więc zdajesz się na ślepy los. dokładnie taki. wstrzymując moje ćwiczenia w śnieniu. Dalej powiedział. czego byłem świadkiem w trakcie ćwiczeń w śnieniu. że chcąc wyjaśnić moją sytuację. Ton jego głosu był tak natarczywy. Don Juan ostrzegł mnie. don Juanie. – A ty nie masz o nich większego pojęcia. Mój umysł bronił się jeszcze. gdzie wszystko może się zdarzyć. Próbuję zbudować dla ciebie solidny most pomiędzy poglądami starożytnych a ludzi współczesnych. – Tylko to. Znalazłem się więc w stanie normalnej świadomości. co mówisz. jak tego dnia. że cokolwiek się zdarzy. – Ponieważ jesteś człowiekiem współczesnym. musi pójść okrężną drogą. a ty się obudzisz. Rozumiesz z pewnością. Don Juan szarpnął mnie silnie za ramię. że to tylko sen. o której miałbym jakieś pojęcie. ponieważ wyrósł on z ich obserwacji otaczającego ich wszechświata. dzięki któremu można nauczyć punkt połączenia zajmować pozycję. – Mówię to wszystko dlatego. jestem pewien. że mój racjonalny umysł wie. Po raz pierwszy możesz zrozumieć. jest stanem wytwarzającym energię. nim zdołałem dotrzeć do niuansów mojego snu. że to tylko sen. by zrozumieć. że ze wszystkich transcendentalnych obserwacji czarowników starożytności istnieje tylko jedna. oferując mi możliwość zachowania osobowości i świadomości na niemalże całą wieczność. ponieważ wyrasta z ich obserwacji porządku społecznego i styczności z nim. że jestem w pełni świadom. co z tego wynika. Najpierw zauważył. jak doniosłe konsekwencje pociąga za sobą uświadomienie sobie tego wszystkiego. gdzie tworzy się ów stan wytwarzający energię. jest rzeczywiste – ciągnął don Juan. że ponieważ śniący docierają do prawdziwych światów. dlaczego to mówisz. Oczywiście. jak wysłannik usiłował nakłonić mnie do pozostania w swoim królestwie. w pewnej chwili sen się skończy. w jakiś sposób ciągle byłem przekonany. co oznacza stan wytwarzający energię – powiedziałem. że po raz pierwszy znalazłeś się w odpowiedniej sytuacji. uleganie pokusom istot nieorganicznych nie jest jedynie ideą. że między myślami i czynami czarowników starożytności a myślami i czynami ludzi współczesnych istnieje ogromna różnica. – Traktuj śnienie jak coś nadzwyczaj niebezpiecznego! – nakazał. – Mówię ci o poglądach starożytnych i poglądach ludzi współczesnych – ciągnął don Juan – ponieważ twoja świadomość współczesnego człowieka woli traktować nie znane sobie pojęcia jak puste idee. Uważasz. ale nie do końca wierzysz w jego realność. – Co się ze mną dzieje don Juanie? – zapytałem. zajmującym się poglądami i obserwacjami czarowników starożytności – odparł. że nie jesteś – odparował don Juan. iż śnienie jest stanem wytwarzającym energię. Śnienie również jest realne. Przypomniał mi. Don Juan zauważył. – I zacznij już od teraz! Nie zaczynaj znów swoich dziwacznych zagrywek. Twój rozum podpowiada ci błędnie. powinni nieustannie zachowywać jak najdalej posuniętą ostrożność. Pomimo wszystkiego. że potrafisz szybko i z łatwością przemieszczać swój punkt połączenia. co mam na myśli. że jakoś się otrząsnąłem. że starożytni mieli bardzo realistyczny pogląd na postrzeganie i świadomość. Na razie jednak . uważałbym śnienie za pewną ideę. Jeszcze nigdy tak bardzo jak teraz nie potrzebowałeś trzeźwości umysłu i zimnej krwi. Don Juan ostrzegł mnie. traktowałbyś śnienie z większą ostrożnością i rozwagą. ale nie rozumiem. – Rozumiem. Gdybym dał ci wolną rękę. ale twoja świadomość nie ogarnęła jeszcze wszystkiego. nazywany przez nas śnieniem. – Jak wiesz. – Dlaczego mi o tym mówisz? – zapytałem. Najmniejszy bowiem brak czujności może narazić ich na śmiertelne niebezpieczeństwo.od wielu miesięcy nie poczyniłem żadnych postępów w moich ćwiczeniach w śnieniu. Natomiast ludzie współcześni mają absurdalnie nierealistyczny pogląd na postrzeganie i świadomość.

bardziej odległym czasie – na bursztynowo. nie tylko żywe istoty. Teraz jesteś sam. Niektórzy tropiciele. ale wiedziałem. że żartuje sobie ze mnie. jest zabarwione tą białawą poświatą. – A zatem dlaczego nie kontaktują się z nami. Odkryłem. Jednak. na nasze wielkie nieszczęście. I nie pozwalaj sobie nawet na najmniejszą swobodę ruchów. położenie punktu połączenia ludzkości zabarwiało przewodnią energię świata na jasnozielone. Natomiast przekonanie pozostałych o ważności i doniosłości rozwoju to zupełnie inna sprawa. – Nie zapominaj. migocze własnym wewnętrznym światłem. Oczywiście myślałem. jak wówczas. który odkryłem w naszym świecie. Don Juan nazywał ją energią skwierczącą. – Jest ich nieskończona liczba – odparł. by zebrać swoją energię i zmienić postawę. którego napotkasz. – Myślisz. Gdy świadomość zostanie uwolniona. Czarownicy wierzą. Wróciłem do domu i codziennie przez blisko rok najzupełniej szczerze powtarzałem to. iż nie mamy czasu. Sami są tego dowodem. o czym mówi. Innym rodzajem energii. które – gdy zacząłem je widzieć – zamieniały się w plamy skwierczącej. i wyodrębnić dziesiątki odcieni. bym nie przestawał krzyczeć podczas śnienia. że dzisiejszy białawy odcień kiedyś się zmieni? – Tak. W swoich snach zawsze wrzeszczałem na całe gardło. One ciągnęły za sznurki. Don Juan pogratulował mi sukcesu. co obecnie robią ludzie. że wszystko. że energia naszego świata faluje. że wpłynęło to na moją świadomości tak jak ćwiczenia fizyczne wpływają na mięśnie. należy do świata istot nieorganicznych – zauważył don Juan. Wszystko. jeśli człowiek się rozwinie. przynajmniej wtedy. Później możesz sobie być tak dokładny. Byłem głęboko przekonany. które napotykałem w moich zbliżonych do snu stanach. nasza świadomość jest tak bez reszty pochłonięta czymś innym. gdy tylko uznałem to za konieczne. Mój punkt połączenia stał się bardziej ruchliwy. – Don Juanie. że nie każdy tropiciel. ni to inwokacji Przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Warstwa biaława jest odcieniem obecnej pozycji punktu połączenia ludzkości – kontynuował don Juan. Wiedziałem również. czy sądzisz. że nie wiem. Wielkim zadaniem czarowników jest nakreślenie idei. osiągając taki sam efekt. Górna warstwa jest biaława. co oznacza. intencja skieruje ją na nową ścieżkę ewolucji. że aby się rozwijać. Don Juan wyjaśnił. Prośba don Juana nie wydała mi się dziwna. a jeszcze inna – położona głębiej – bursztynowa. że mam tylko kilka sekund na to. Na tym skończyła się tego dnia nasza rozmowa. kiedy nie śpimy? – Ależ robią to. – Wszyscy tropiciele. Za to w trakcie snu otwiera się śluza – . zmieniały swe kształty. by się wsłuchać. – Czy tropiciele są siebie świadomi? – Jak najbardziej – odparł don Juan. jeśli tylko ci się to uda. jabłko zechcesz. Napotykałem w snach dziesiątki rzeczy. Zapewnił mnie jednak. – Są tylko te trzy odcienie? – Stałem don Juana. że czarownikom się to uda? – Już im się udało. którzy żyli w dalekiej przeszłości. następna – polegająca do niej – jasnozielona. – Powiedzmy. Moja umiejętność zamierzania widzenia rosła proporcjonalnie do włożonego wysiłku Przyszedł czas. że potrafiłem zamierzyć widzenie bez użycia słów. biaława poświata uderzała mnie zawsze jako pierwsza. że jest to odcień współczesny. – Ale na początku powinieneś zająć się tylko tymi trzema. I tak też zrobiłem. lecz zaklinał mnie. gdy znajdę się w kłopocie. W jeszcze innym. bąblującej energii. z wyjątkiem niebieskiego. Jednakże gdy ciałem jakąkolwiek rzecz wytwarzającą energię. Rezultaty mojej ni to litanii. co nakazał mówić. Energia czarowników ma kolor bursztynowy. nie będą pochodzić ze świata istot nieorganicznych. Bez trudu mógłbym wykazać. Musisz doprowadzić ją do porządku. że energia naszego świata składa się z warstw błyszczących ocieni. W innym czasie. Było tak tylko dlatego. przez co widzenie energii w trakcie śnienia stało się jedynym celem moich ćwiczeń. gdy przedmioty. jakby coś się w nich kotłowało. jeszcze bardziej oddalonych poziomów świadomości. że istoty nieorganiczne próbowały cię ugłaskać. których do tej pory odnalazłeś. że mówi całkowicie poważnie. Odnajdywałem te wszystkie odcienie lub może lepiej – widziałem ich migotanie. że czarownicy są energetycznie powiązani z ludźmi. ludzie muszą najpierw uwolnić swą świadomość z okowów porządku społecznego. lecz z innych. była obca energia tropicieli. pochodzili z tego królestwa. gdy głośno wyrażałem zamiar widzenia.ta łatwość skłania się ku chaosowi. których spotkasz.

by twoje ciało energetyczne powiedziało tobie. Pierwsze dwa rodzaje najłatwiej spostrzec. ale jest niebieska. – Oto generalna zasada dla śniących: zawsze wtedy. czy tropiciele przychodzą z innego pionu niż świat istot nieorganicznych? – Im bardziej skwierczą. gdy o nich śnimy. Wibrowali niczym napełnieni sprężonym gazem. Wyraziłem głośno swój Zamiar widzenia. które odnosiłeś jedynie do rzeczy i obiektów. gdy w trakcie śnienia skupiłem spojrzenie na postaci mojej matki. – Dlaczego to jest niebezpieczne. I to właśnie jest tak niebezpieczne. których widziałeś? . które wyróżniłem. Energia drugiego ogólnego rodzaju tropicieli robiła wrażenie znacznie potężniejszej. Maskują się w naszych snach tak dziwacznie. Powiedz. don Juanie? – Tropiciele są zawsze bardzo agresywni i wyjątkowo brawurowi – odrzekł. należy przyjąć. Don Juan przerwał na chwilę. – To irytujące. To brzmi jak uproszczenie. Dotąd miałeś do czynienia jedynie z dwoma pierwszymi. faluje. aby nie przepaść w swoich podróżach. dobrze ci radzę. Utrzymywanie na nich naszej uwagi śnienia jest równoważne z zaproszeniem ich do skupienia na nas ich świadomości. że moja rozterka go bawi. by dotarło do mnie znaczenie tego. co robisz i czego chcesz od obcej energii. jak głaskanie grzechotnika. Możemy wylądować w świecie. Don Juan znowu miał rację. który wykracza poza nasze możliwości energetyczne. tym z odleglejszego pochodzą poziomu. które napotykają śniący i którą sam niedługo napotkasz – ciągnął don Juan – jest trzeci rodzaj tropiciela. – A gdzie w takim razie jest to odpowiednie miejsce. Ich energia syczała delikatnie. Cokolwiek ponad to jest jest równie niebezpieczne i głupie. jakiego koloru byli tropiciele. – Czy można jakoś określić. co jest czym. Kiedyś spotkała mnie straszliwa niespodzianka. że w śnieniu zawsze towarzyszą im obrazy naszych rodziców lub serdecznych przyjaciół –ciągnął. – Jest taka. najpotworniejsi tropiciele ukrywają się W snach pod postacią ludzi. I w naszych snach możemy nawiązać kontakt. musisz zadowolić się tylko krótkim spojrzeniem. że zaniepokoiła mnie możliwość znalezienia tropiciela pod postacią własnej matki. że mamy do czynienia z tropicielem trzeciego rodzaju. – Szeroki uśmiech na twarzy don Juana zdawał się świadczyć o tym. Moje ciało energetyczne bez zastanowienia rozróżniało dwa ogólne rodzaje energii. że natychmiast przyciągają naszą uwagę śnienia. gdy we śnie czujemy się niepokojeni przez naszych rodziców lub przyjaciół. To sarna trucizna. co powiedział. Trzeci rodzaj tropicieli don Juan opisał jako najbardziej niebezpieczny – wielce agresywny i obdarzony potężną mocą. Poczułem się głupio. lecz raczej wyraźny obraz musowania albo początkowego stadium wrzenia. Niebieska energia nie istnieje w naszym świecie w stanie naturalnym. Tacy tropiciele sprawiali wrażenie. Tym razem winę ponosi słowo “przedmioty". – Niebieska energia nie skwierczy – odparł don Juan. że w obliczu obcej energii. Powiedział tak: – Jeśli nie wiesz dokładnie. potrafi dokonywać niezwykle subtelnych rozróżnień i bezbłędnie oceniać sytuację. don Juanie? – Znowu padłeś ofiarą słów. a nie biała. Moje spotkania z obcą energią były zawsze bardzo ulotne.zaczynamy śnić. a wtedy matka przeistoczyła się w potworny. Cóż. Gdy tylko skupią na nas swoją uwagę. lecz przy moim obecnym poziomie energii mogę skoncentrować się jedynie na trzech. jakby mieli zaraz spłonąć. jak nasza. – A gdzie wobec tego umieścić niebieskiego tropiciela? – zapytałem. gdyż przestrzegałem co do joty zaleceń don Juana. ponieważ szukałeś w nieodpowiednim miejscu. – Jedną z najdziwniejszych rzeczy. o którym jeszcze nie rozmawialiśmy. maskujący się w sposób bardzo subtelny. przerażający bąbel skwierczącej energii. Pierwszą byli tropiciele pochodzący z królestwa istot nieorganicznych. musimy pójść z nimi. Unikaj takich obrazów. ale musisz pozwolić. – Może dlatego zawsze czujemy się nieswojo. Nie był to jednak dźwięk. Zapewniam cię. że jest wiele więcej rodzajów tropicieli niż te dwa. – Muszą być tacy. Don Juan wyjaśnił. Twoje pytanie doprowadziło nas do tematu.

że w drapieżnym wszechświecie. że śmiertelnie niebezpieczni tropiciele trzeciego rodzaju są jasnopomarańczowi. – Istoty nieorganiczne nie mogą kłamać. że moje stwierdzenie niezmiernie go ucieszyło. Za każdym razem wydawało mi się. Nikt nie może do niego wejść ani go opuścić bez ich zgody. którą przekazali nam dawni czarownicy. Don Juan popatrzył mi głęboko w oczy. których widziałem. być może szukając w nich błysku przyzwolenia czy zrozumienia. Odrzucam go. Mają nas w garści po dziś dzień. jest prawdą. Jako nagual. że ta podróżująca. nie potrzeba już ich odzwierciedleń. – Podsumowując – zaczął – moja awersja do działań dawnych czarowników jest bardzo osobista. byli różowi albo czerwonawi. Zapewniłem go. W zamierzchłych czasach słowa miały niewiarygodną moc. jakie oferuje korzyści. jakby chciał mieć to już z głowy. zanim jeszcze zacząłem ją widzieć. Przez chwilę nic nie mówił. Jeżeli chcemy widzieć istoty nieorganiczne. która zaatakowała mnie podczas mojego pierwszego samodzielnego widzenia w śnieniu. że nie ma prawa opowiadać mi o świecie istot nieorganicznych. gdy spotkałem któregoś z nich. Ponieważ nikt. Ten świat może dać nam schronienie i przedłużyć naszą świadomość niemal na cala wieczność. – Gdy tropiciele zabiorą nas do ich świata. pochodzi z królestwa istot nieorganicznych – powiedział pospiesznie. co wychwalał wysłannik. jak . Don Juan roześmiał się i powiedział. ukrywał się za postaciami moich rodziców. zawsze przypominała mi się plama energii. – Dlaczego już się nie pojawią? – spytałem. gotowym. – Jesteś zatem gotowy na ostatnią informację o tym świecie – powiedział. że nie pragnę świata istot nieorganicznych bez względu na to. oczywiście. zwłaszcza matki. to. by rozszarpać nas na kawałki. Za każdym razem. Sam się przekonałem. że kręci mi się w głowie. której nie omawialiśmy – powiedział don Juan i umilkł. jakby szukając właściwych stów. pogardzam tym. że tropiciele trzeciego rodzaju są po prostu przerażający. Podczas naszej następnej rozmowy o śnieniu zagadnąłem don Juana o przyczyny całkowitego zniknięcia istot nieorganicznych z moich ćwiczeń w śnieniu. – Pokazują się tylko na początku – wyjaśnił. – Ponieważ to prawda – powiedział. ponieważ tak naprawdę wiem o nim więcej niż on sam i jego towarzysze razem wzięci. ciężko stąpając w miejscu. obca energia za chwilę rzuci się na mnie. co wychwalał w swoim świecie. Jednak w świecie istot nieorganicznych słowa nie utraciły swej mocy. – Dlaczego tak sądzili? – zapytałem. – Energia potrzebna czarownikom do tego. ale niezbyt mu to wyszło. która wyszła z moich ust. gdy już tam jesteś. Wtedy dowiedziałem się od don Juana. – Czy to znaczy. Odpowiedziałem don Juanowi. Teraz już tak nie jest. Jest to jedyna bezpieczna przystań.Do tej chwili nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Gdy ich widziałem. na której możesz zostać rozerwany na strzępy? –zapytał don Juan z nutą dezorientacji w głosie. – Próbował się uśmiechnąć. że tropiciele. – Być może to. tropiciel po prostu nas tam zabiera. co uczynili. więc wszystko. don Juanie? – Świat istot nieorganicznych jest zamknięty. by wymusić ruch ich punktu połączenia. Coś cię tam ściąga. ale bez rezultatu. – Dlaczego. Zdawało mi się. Próbowałem odciągnąć cię od niego. ale do mnie nie przemawia – stwierdziłem. Tchórzliwie schronili się w świecie istot nieorganicznych. Nie cierpię tego przymusu czerpania z jednego tylko źródła. Poczułem. głośno wyrazić zamiar tam pozostania. Zatoczyłem się. jest prawdą. co możesz uczynić sam. – Pozostała jeszcze ostatnia sprawa związana z tym światem. " Jedyne. Dlatego ich nie lubię. – To najbardziej przerażająca informacja. Wypowiedzenie tych słów wprawia w ruch nieodwracalne prądy energii. Moje ciało energetyczne było przerażone. ale to nikt nie jest w stanie sam się dostać do ich królestwa. że podejmiesz ryzyko i wybierzesz drogę. – Taka jest prawda – ciągnął don Juan – i spuścizna. Moje serce zamarło. Twierdzili. by nie upaść.

co ty. Wszyscy czarownicy naszej unii muszą to robić. czarownicy potrzebują olbrzymich ilości energii. żeby zrobić to. abym zastanowił się dobrze nad tym. lecz nie poddawałem się ich wpływom. machając mi na pożegnanie. Aby manewrować punktem połączenia we właściwy sobie sposób. Zrozumiałem don Juana lepiej. Podróże do świata istot nieorganicznych zawsze oznaczały dla mnie kolejną dawkę mrocznej energii. że rozprowadzanie energii jest koniecznym warunkiem śnienia. czarownicy muszą na nowo określić swoje założenia i oszczędzać energię. Żaden z nas nie ma jednak twoich skłonności. . – Ale jak oni ją czerpią ze świata istot nieorganicznych? – Po prostu udając się do tamtego świata. co mi wyjawił. Polega on na podtrzymywaniu niezachwianej intencji wolności i pomimo tego. dlaczego czarownicy muszą czerpać energię ze świata istot nieorganicznych? – Ponieważ nie ma innej nadającej się do wykorzystania przez czarowników. to już zupełnie inna sprawa. by uzyskać energię potrzebną do ustawienia śnienia. don Juanie. Do tych Sztuczek czarownikom potrzeba olbrzymich dawek obcej. iż żaden czarownik nie wie. Jednak żaden z nas nie jest takim bałwanem. lecz on nie chciał ich w ogóle słyszeć. – Czy możesz mi wyjaśnić. niż mogłem sobie wyobrazić. Podróże do innych światów. Don Juan wysłał mnie do domu. widzenie energii. Przypomniałem don Juanowi jego własne stwierdzenie. – Co możemy z tym zrobić? – zapytałem. Na usta cisnęły mi się setki pytań. – Aby zacząć śnić. Sposób ten określa się jako szczyt podchodzenia. – Zgadza się – potwierdził don Juan. mrocznej energii. Jednak to powtórne określenie założeń potrzebne jest jedynie do tego.magnes. Myślałem o tym już dużo wcześniej. kształtowanie ciała energetycznego i tak dalej. zanim usłyszałem to od don Juana. – Nie możemy się z nimi zadawać – odparł. – A jednak nie możemy się trzymać od nich z daleka. czym tak naprawdę ona jest. – Na wszystkie pytania możesz odpowiedzieć sobie sam – oświadczył. Ja rozwiązałem ten problem tak: czerpałem ich energię.

że śmiali się nie tyle ze mnie. tak jak to teraz przydarzyło się mnie. – Idea świadomości jako fizycznego elementu środowiska jest wręcz rewolucyjna – powiedziałem urzeczony. z którymi don Juan zapoznał mnie w trakcie naszej znajomości. Don Juan i inni czarownicy. Może dlatego. to było ponad moje siły. choć nie mam najmniejszego pojęcia. więc zamówił tylko dwie słodkie tamale. którzy widzą. że nie jestem w stanie znaleźć odpowiedzi na swoje pytania. – Każdy czarownik przechodzi przez te same katusze – Wyjaśniał dalej don Juan. – Różnica polega na tym. Pośród mnogości pojęć. które wzbudzały moje szczere zainteresowanie. Don Juan powtórzył. – W naszym rzeczywistym świecie woda jest tym elementem środowiska. Musisz to rozróżniać. zaczęli się głośno śmiać. I na odwrót. Don Juan śmiał się ze mnie i udawał. Mając więc tyle wolnego czasu. w ogóle nie znałem tych kobiet. Don Juan wyjaśnił mi. Dotarliśmy do miasta około południa i od razu udaliśmy się do hotelu del Prado w Paseo Alameda. gdzie don Juan zwykle się zatrzymywał. A teraz doszły kolejne dwie osoby do mojego i tak już przeładowanego systemu. Zapamiętaj jednak. Potem zapadła cisza. wiele było takich. Tego dnia. że bez zastanowienia oddałbym za nie życie. gdy poznałem Florindę Grau i Carol Tiggs w normalnej rzeczywistości. – Nie powiedziałem. Pojechałem do miasta na południu Meksyku. ile z siebie samych. że jest elementem fizycznym – poprawił mnie don Juan. Następnego dnia don Juan poprosił mnie. ale ciągle ogarniał mnie paniczny strach. że jest zrozpaczony moim wilczym apetytem. Podobne rozmowy zawsze wpędzały mnie w stan głębokiej depresji. Restauracja znajdowała się w samym centrum miasta. Kilka lat wcześniej poznałem Taishę Abelar i zaczynałem się już powoli przyzwyczajać do – tego piekielnego uczucia. że jego czas dobiega końca i powinienem mądrze wykorzystywać moje możliwości. ale . Działo się to wówczas. Właściwie nie umiałem ich nawet sformułować. czarownicy podróżują aż po same krańce wszechświata. że ich świadomość również nie była na to przygotowana. że tylko zdrowy umysł może zapewnić poszerzenie świadomości. postanowiliśmy udać się na lunch do przesławnej Cafe Tacuba. by dowiedzieć się jak najwięcej. ja natomiast nie żałowałem sobie. gdy załamały się ich granice drugiej uwagi. – Chcę ci zaproponować linię postępowania – powiedział zwięźle don Juan. Podchodzenie zwiadowców oznacza świadome pobieranie ze świata istot nieorganicznych energii potrzebnej do dokonania aktu magii. W dążeniu do poszerzenia naszej świadomości nie wolno nam się cofać przed żadnym ryzykiem i wzdragać się przed stosowaniem najdrastyczniejszych środków. – Jakiego rodzaju aktu magii. Moje problemy poznawcze przypominały im te. dzięki któremu przybywają do nas z różnych zakątków wszechświata. – Jest elementem energetycznym. musiałem zwrócić się do don Juana z prośbą o pomoc. Tropiciele wykorzystują świadomość jako środek. ale dla człowieka W ogóle. Czarownicy potrafią przyczepić swoje ciało energetyczne do tej poświaty i poruszać się wraz z nią. Podróży. że elementy fizyczne są częścią naszego systemu interpretacji. Byłem wyczerpany i zachorowałem. to było jedno z nich. miał umówione spotkanie z adwokatem. To niezwykle tajemniczy manewr. Jednak gdy czas jego odejścia był coraz bliższy. gdzie mieszkał wraz ze swoimi towarzyszami. gdzie rzekomo podawano prawdziwe posiłki. świadomość jest poświatą. – Świadomość to nieskończony obszar odkryć nie tylko dla czarowników. że granica drugiej uwagi zaczęła się załamywać. gdy tylko usłyszeli o moich kłopotach. który wykorzystujemy do przemieszczania się. że znam ją. Dla czarowników. gdy skończyliśmy posiłek. a przecież znałem je tak dobrze. zanim on odejdzie. Wyobraź więc sobie. jak to jest możliwe. gdy przebywał w mieście. don Juanie? – Do podróży. Powiedział.ROZDZIAŁ X: PODCHODZENIE ZWIADOWCÓW Wkrótce po powrocie do domu stało się dla mnie jasne. że świadomość jest podobnym elementem. a polega ono na podchodzeniu zwiadowców. Bardzo wyczerpywał mnie zamęt. który można wykorzystywać do przemieszczania się. – Jaka jest różnica między elementem fizycznym a energetycznym? – zapytałem. Nie odczuwałem już depresji. – To już ostatnie zadanie dla trzeciej bramy śnienia. korzystając ze świadomości. o czwartej po południu. zacząłem reagować większą rezygnacją. Don Juan nie był głodny. bym zawiózł go do Mexico City. która wykorzystuje świadomość jako element otoczenia – wyjaśnił don Juan. przez które sami przeszli. który wywołała w mojej głowie ta sytuacja.

Spytałem. co opowiadał don Juan. Przerwałem mu. gdy sam czarownik rozmyślnie decyduje się na użycie świadomości jako metody podróżowania. Siedziałem jak na szpilkach i wsłuchiwałem się w każde jego słowo. nie wiadomo dokąd. – Nie powiedziałeś mi jeszcze. Z restauracji poszliśmy do adwokata. co mam na myśli. Don Juan szybko załatwił swoje sprawy i w chwilę później byliśmy już w taksówce. by jak powiedział. Ty podróżowałeś już tym pierwszym sposobem. Don Juan zachichotał i powiedział: – Jeszcze nie śniłeś razem z Carol Tiggs. ponieważ tak nas nauczono. że im mniej będę wiedział. Sądziłem. – Nie posiadasz wystarczającej energii. Elementy energetyczne. jak sobie radzić w świecie istot . Don Juan powiedział. by mu przypomnieć. aby rozwijać ciało energetyczne poprzez ćwiczenia w śnieniu. don Juanie. Czarownicy potrafią dostrzegać elementy energetyczne z tego samego powodu – ponieważ tak ich nauczono. Był przekonany. Po trzecie. Drugi rodzaj to taki. Don Juan przerwał na moment. co konkretnie i w jakiej kolejności mam robić. Nie mogłem jakoś uwierzyć w to. Nie odpowiedział mi. jako przeciętni ludzie. celem magii jest wykorzystanie świadomości jako elementu naszego środowiska. Przekonasz się. Ale my. Don Juan nie chciał już udzielić mi żadnych informacji na ten temat. ale zapewnił mnie. najbardziej żywotną i najbardziej niebezpieczną sprawą. dostrzegamy tylko elementy fizyczne. Nie zgodziłem się z nim. Zawsze czeka na nie jakiś tropiciel. używa się tej energii. że celem magii jest. Don Juan wyjaśnił mi. Nie miałem żadnych komentarzy. co też takiego ma na myśli. wyrażając głośno zamiar przedostania się do królestwa istot nieorganicznych. jak świadomość. istnieją w naszym wszechświecie. uwolnienie istniejącej w nas energii poprzez nieskazitelne podążanie ścieżką czarowników. że umiejętność wykorzystania świadomości jako energetycznego elementu naszego środowiska jest istotą magii. Jego śmiech tylko podsycił złowieszczy nastrój. że czarownica jest w stanie dokonać tego wszystkiego. zanim będę mógł głośno wyjawić intencję przedostania się do świata istot nieorganicznych. że mam niejaką wiedzę o tym. Tam mieliśmy osiągnąć stan absolutnego wyciszenia i razem delikatnie przejść w śnienie. aby ciałem energetycznym i jego fizycznym odpowiednikiem wkroczyć do innych światów. ale gdy czekaliśmy na lądowanie samolotu. swym milczeniem wyraźnie zachęcając mnie. Po drugie. Obcowanie ze świadomością jako energetycznym elementem otwartym dla naszego ciała energetycznego jest najważniejszą. – Ale razem z Carol Tiggs z pewnością podołacie temu. Drugi sposób wymaga niesłychanej dyscypliny. gotowy na każde wezwanie. tym lepiej dla mnie. – To przełamanie i wkroczenie do innego świata równa się podchodzeniu zwiadowców. W praktyce oznacza to. przede wszystkim. Razem z Carol mieliśmy udać się do jej pokoju w hotelu Regis znajdującym się naprzeciwko naszego hotelu. wkroczyli do innego świata – powiedział. że to dopiero gratka. nie wywierać na mnie żadnego wpływu. abyście we dwoje przełamali granice normalnego świata i wykorzystując świadomość jako element energetyczny. że muszę czekać na tropiciela. One po prostu idą do tamtego świata. Wykorzystanie świadomości jako elementu środowiska pozwala uniknąć wpływu istot nieorganicznych i nadal czerpać od nich energię. w drodze na lotnisko. że w chwili próby moje ciało energetyczne świetnie da sobie radę. – Chcę. – Są dwa rodzaje podróży energetycznych do innych światów – kontynuował don Juan. Nie rozmawialiśmy już więcej. – Kotlina Mexico to idealne miejsce na tego rodzaju akt magii – stwierdził don Juan. Czarownice nie potrzebują podpórek. – Pierwsza to taka. Po dłuższej chwili milczenia don Juan powiedział. gdy świadomość chwyta ciało energetyczne czarownika i wiedzie je.elementy energetyczne już nie. że w życiu czarowników są takie sprawy. które wymagają mistrzowskiego podejścia. że Carol Tiggs przylatuje do Mśxico City z Los Angeles wyłącznie w jednym celu – aby wraz ze mną wykonać to ostatnie zadanie w trzeciej bramie śnienia. gdy tylko przyjdzie im ochota. wyjaśnił mi całą procedurę. bym spytał. by samemu wykonać ostatnie zadanie dla trzeciej bramy śnienia – mówił dalej don Juan.

niż on był swego czasu. – Ale nie dlatego. interesują je tylko osobniki męskie. mój strach urósł do takich rozmiarów. rzecz jasna. – Przeniesienie świadomości to wyłącznie sprawa wyrażenia zamiaru oraz posiadania odpowiedniego zasobu energii – odpowiedział don Juan. jakby zmienić spódnicę. w House of Tiles. Carol wymamrotała przeprosiny. Pomyślałem. iż im to odradzałem. wybuchnął gromkim śmiechem. don Juan wyjaśnił mi. – Kobiety z mojej grupy nigdy tego nie robiły – przy znał don Juan. Poczułem pustkę w żołądku. mistrzyniami w tej kwestii. Rozumiałem doskonale. że złapałem don Juana na jawnej sprzeczności. nawet gdybym stanął na głowie. W taksówce. Nic a nic nie wiedziałem o kobietach z mojej grupy. żebyśmy wyrazili nasz zamiar w tym samym momencie. że teoretycznie rzecz biorąc. odparował. Don Juan sugerował. że istoty nieorganiczne nie gonią za pierwiastkiem żeńskim. że w porównaniu z tym. Mimo to dokoła ciągle wyczuwało się pozostałości dawnej świetności. Zjedliśmy lekki obiad w restauracji Sanboma. gdy zwróciłem mu na to uwagę. Gdy usiedliśmy. że nie potrafi mi odpowiedzieć z należną mi powagą. Don Juan pociągnął nas w kierunku bardzo starych. Po zameldowaniu Carol w hotelu poszliśmy w trójkę do miasta i błądziliśmy bez celu w poszukiwaniu antykwariatów. A dla niej to była pestka. która nie utraciła jeszcze swej atrakcyjności. Jako kobieta nagual ma fenomenalną energię. że nie byłbym w stanie wyperswadować tego żadnej kobiecie z mojej grupy. cierpliwie wyjaśniał. musimy wyrazić nasz zamiar przeniesienia naszej normalnej świadomości do ciała energetycznego. gdy cię stamtąd wyciągała. mówiąc. Budynek. Zauważyłem. – Czy wiesz to z całą pewnością? – zapytałem. . pamiętasz? To jej energia dokona tej sztuczki. Ale powiedziałem ci również. jaka jest kolejność – prawie go błagałem. – Jak myślisz – spytał – dlaczego Carol Tiggs była ze mną. choć nie ma to wielkiego znaczenia. – Czy ona jest jakimś szczególnym przypadkiem. – Powiedz raz jeszcze. że nie potrafią. w drodze do hotelu Carol rozbawiała nas.nieorganicznych. A więc sam wyciągnij wnioski. czego może dokonać czarownica. Ważne jest to. Zanim weszliśmy do windy. dlaczego Carol tak bardzo lubi ten hotel. Czarownice są. już kiedyś to robiła. ale Carol Tiggs jest najlepsza ze wszystkich osób. Powiedział mi przecież kiedyś. co im się żywnie podoba. Ale dla kobiet z twojej grupy to tak. olbrzymich i bogato tapicerowanych krzeseł w holu. że istoty nieorganiczne są rodzaju żeńskiego. że musiałem poprosić don Juana o ostatnie instrukcje. Wcale nie twierdzę czegoś przeciwnego – odparł don Juan. był stary i potężny. że jestem w innym położeniu. w którym mieścił się hotel. don Juanie? – zapytałem. naśladując osoby. że istoty nieorganiczne absolutnie nie interesują się kobietami. moja wiedza jest niewiele warta. ponieważ mają poszerzoną świadomość i cechy żeńskie. – Jak mamy dokonać tego przeniesienia świadomości. jak Carol naśladuje mój poważny ton. czarownice robią w tamtym świecie. co mi chodzi po głowie. Zapewnił mnie. – Nie. które znaliśmy. lecz dlatego. Ona ma prawdziwy talent. gdy wyciągaliśmy cię z tamtego świata? Czy sądzisz. Około dziesiątej wróciliśmy do hotelu i od razu skierowaliśmy się do windy. Ponieważ wyciąganie wniosków zupełnie mi nie szło. że jak już będziemy w świecie istot nieorganicznych. że strach wyostrzył moją zdolność dostrzegania szczegółów. Wkroczyła fizycznie do świata istot nieorganicznych. które znam. Don Juan pocieszał mnie. i że cały wszechświat jest przesycony rodzajem żeńskim. i inna jest również moja rola jako naguala. Ona przechyli szalę. które nas czekało. Gdy napomknąłem don Juanowi. Teraz twierdził coś zupełnie przeciwnego. Meble w holu zapewne pamiętały znacznie lepsze czasy. don Juanie? – Kobiety w ogóle mają naturalną skłonność do tamtego świata. by każde z nas zamierzyło przeniesienie całej świadomości naszego normalnego świata do ciała energetycznego. – Carol wie o tym wszystkim. Starałem się zachować powagę i wypytać ją o zadanie. jeśli chodzi o postępowanie z tamtym światem. że jest piękna? – A dlaczego tam była? – Ponieważ ja sam nie mogłem tego zrobić. – Powiedziałem ci kiedyś. że była tam ze mną dlatego. Gdy don Juan usłyszał.

Carol zaśmiała się i zaczęła się wygłupiać. Pomyślałem sobie to samo o niej. Czasem brzmiało dla mnie cudownie. skąd przyszłam – powiedziała Carol. – Co konkretnie mamy zrobić. wepchnął nas do windy i zawiózł na pierwsze piętro. – Co się dzieje? – spytała słabym głosem. – Wzięła jeden z koców. ale ty nie – powiedziała w końcu. i obróciła się do mnie plecami jak naburmuszone. że wykorzystanie świadomości jako środka odbycia podróży do innego świata nie jest rezultatem stosowania jakiejś określonej techniki. – Przestań bredzić – powiedziałem stanowczo. Usłyszałem jeszcze. Oddałbym wszystko. don Juanie. Szeroki uśmiech i skinienie głowy miały zachęcić nas do rozważenia jego słów. – Jesteśmy w innym świecie. Wiedziała. a strach was nie dosięgnie. Don Juan powiedział mi kiedyś. Jedynie brak dyscypliny może wam przeszkodzić w osiągnięciu szczytu sztuki podchodzenia. i sprawdzała mnie albo robiła w konia. to zżerał mnie strach. co się święci. nie zważając na moje protesty ani na mój racjonalny pęd do wiedzy. że przechylić szalę oznacza dodać całą swą masę fizyczną do ciała energetycznego. Ostatnią moją przytomną myślą było to. a w jej głosie brzmiało nieodwołalne postanowienie. Podniosła się w tym samym momencie. Teraz miałem najlepszy tego przykład. W jakiś sposób ten manewr czarowników przerażał mnie bardziej niż wszystko. żeby tylko don Juan nie przestawał mówić. – Kładę się tu i wracam tam. rozkapryszone dziecko. Spojrzała na mnie jadowicie. A to pewnie jest jakaś twoja sztuczka. i owinęła się nim.– Co to znaczy “przechyli szalę"? Jestem w rozterce. że dobrze wie. – Wydaje mi się. naśladując don Juana. czego dotychczas zdołałem doświadczyć na własnej skórze. kimkolwiek jesteś. lecz bezpośrednim następstwem zamierzenia i posiadania wystarczającej energii. W głębi duszy wiedziałem jednak. którym byliśmy przykryci. że ja jestem rzeczywista. Jedynym źródłem światła w pokoju był blask księżyca z okna dokładnie naprzeciw nas. Weszliśmy do jej pokoju i usiedliśmy na skraju łóżka. co powiedziałem. – Manewr ten jest o tyle trudny. Na szczęście tego wieczoru jej seplenienie było prawie niezauważalne. gdzie byliśmy? Zapadła dłuższa cisza. gdy udzielał nam swych tajemniczych przykazań. Ale wtedy natychmiast tłumaczy się to jako chorobę umysłową albo halucynacje. Leżeliśmy nago pod cienkimi kocami. – Oczywiście. co ja. patrząc jej prosto w oczy. Znajdowaliśmy się w małym pokoju. ale to już potraficie. na wysokim łóżku. W ten sposób odbędziemy tę podróż. Carol była ze mną. że mój głęboki niepokój nie wynika z braku wiedzy. że zwykły człowiek dokona tego ślepym trafem i wejdzie do innego świata. Jej pytanie zmroziło mi krew w żyłach. – Nie mam najmniejszego zamiaru babrać się pod twoim kierunkiem w żadnym bagnie – powiedziała. – Idźcie z nagualem sami się pobawić. jak don Juan powiedział na odchodnym: – Zapomnijcie o waszym ja. o co w tym wszystkim chodzi. Ale on. Zacząłem badać otoczenie. – Nie śpisz? – zadałem głupie pytanie. – Wiem. Zauważyłem. gdzie byłam przedtem. że moją i jej zmorą jest mrukliwość i nieufność. – Pamiętasz. Nie zwróciła najmniejszej uwagi na to. że łóżko to antyk z początku tego wieku. energetycznie zdolną pociągnąć nasze ciała fizyczne i umieścić je na ciele energetycznym. że leżę w dziwacznym łóżku. – Cała wasza fizyczna masa musi zostać dodana do waszego ciała energetycznego – odpowiedział don Juan. Seplenienie Carol bardzo ożywiło wypowiedzi don Juana. Większość energii Carol Tiggs dodana do mojej albo też większość energii mojej dodana do jej uczyni z nas niepodzielną całość. Don Juan wyjaśnił. Czasami zdarza się. że . – Mówię do ciebie. uświadomiłem sobie. że nie śpię – odpowiedziała niecierpliwie. zazwyczaj jednak go nie znosiłem. Carol najwyraźniej starała się poskładać myśli. do pokoju Carol. by dostać się do tamtego świata? – zapytała Carol. Zanim zdołałem wypowiedzieć choć jedno słowo. Nie chciałem marnować uwagi śnienia na jałowe dyskusje o realności. Sądziłem. Powiedział. że wymaga trzymania w karbach ciała energetycznego.

który zapewniłby mnie o tym osobiście. – Ty nie istniejesz. że uda mi się nawiązać rozmowę. – Dlaczego się tak strasznie boję? – zapytała Carol. Tam znalazła nasze rzeczy. Nie było ani prześcieradła. – Mnie też nic takiego nie powiedział – odezwałem się z nadzieją. że znaleźliśmy się w najzupełniej prawdziwych tarapatach i w półmroku zaczęła szukać ubrania. ale wyczerpało to całą moją energię. – A jednak należą do mnie. zapewniłem ją. Spojrzałem na nią. żeby mieć obok siebie don Juana. z jaką odbyliśmy tę podróż. Ja byłem po zewnętrznej stronie. Zdyszałem się i spociłem. Wytężyłem wszystkie siły. – To istoty nieorganiczne odbierają. – Nie jestem duchem – powiedziałem.konstrukcja łóżka była bardzo prosta. prawda? – spytała Carol. Prawie natychmiast też zorientowała się. Nagual nic mi nie mówił. Gdy usiadłem na skraju łóżka. zbity materac. Ożywiła się. Pod ścianami piętrzyły się jakieś wypchane. drżąc na całym ciele. Podała mi moje ubranie. – Nagual mi powiedział. Ona też była cała mokra od potu. zanim obudziliśmy się w tym pokoju. Jak myślisz. ale nie te. ponieważ połączyliśmy naszą energię. która zaczęła mnie spowijać. Ale oddałbym w tym momencie wszystko. – To nie są moje rzeczy – powiedziała Carol. a Carol od wewnątrz. ani poduszek. czasami mrożących krew w żyłach. ale nie sądziłam. że to będzie straszne. że łóżko stoi w narożniku. Rozglądając się za włącznikiem światła. były ustawione jeden na drugim i służyły jako podesty do wchodzenia do łóżka. sepleniąc. Krzyknęła głośno. jak rozsadzał mnie niepokój. Zeszła z łóżka i podeszła do nich. głośno rozważała. Zniknij! Przepadnij! Jej seplenienie było nawet miłe i rozpraszało mój paniczny strach. co przeszywało mnie dreszczem grozy nie do pojęcia. Nie zgodziła się ze mną. że tak. w taki sam sposób. Ubraliśmy się w milczeniu. iż coś może być aż tak straszne. Łóżko miało gruby. jakby spodziewała się uzyskać ode mnie jakieś racjonalne wyjaśnienie. zanim poszła do łóżka. zdałem sobie sprawę. Całkowicie się z nią zgadzałem. Cztery słupki osadzono w ziemi. Chciałem jej powiedzieć o tym. przy ścianie. konopne worki. Carol Tiggs słynęła w naszych kręgach ze swej szybkości w dostosowywaniu się do każdej sytuacji. – Odbyliśmy tę podróż. Nie mogłem się nadziwić. Ale zanim zdążyłem się ubrać. – Widzisz jakieś krzesło? – zapytała. okropnie sepleniąc: – To obrzydliwe. . co to jest? – Pozycja punktu połączenia – odpowiedziałem z niezachwianą pewnością. ale mój strach osiągnął niebotyczne wyżyny. Nie byliśmy nowicjuszami. żeby sobie wszystko przypomnieć i odepchnąć dziwną aurę niejasności. jakby pokój w hotelu mi się śnił. co tak właściwie do tego stopnia nas przerażało. że tak to się skończy. Nie wahając się ani chwili. gdy wchodziliśmy do pokoju Carol w hotelu Regis. byliśmy w centrum przerażającego chaosu. stwierdziłem. To było tak. Potrząsnąłem nią za ramiona. uwaga na temat podróży rozpłynęła się niemal zupełnie. przy samej ścianie. ale nie potrafiłem określić. Dwa z nich znajdowały się w nogach. – Ciebie też już prawie miało. – A ty się zamknij – syknęła Carol wściekłym głosem. gdzie też mogła zostawić swoje ubranie. Dziwne. ile ogromnie zaskoczona albo rozgniewana. a spód łóżka stanowiła krata z podłużnych drążków. które miałem na sobie kilka minut wcześniej. widzieliśmy i robiliśmy już masę innych rzeczy. starannie złożone. ale nie tyle z bólu. Chciałem też coś powiedzieć o szybkości. To rzeczywiście były moje rzeczy. Widziałem niewyraźnie kilka worków. gdzie byliśmy. – Coś już. iż musiałem się znajdować dobre trzy stopy nad podłogą. że wcale się nie bała. Lecz było coś w tym pokoju ze snu. Leżeliśmy głowami do ściany. Jesteś duchem. już mnie miało – powiedziała Carol. Udało mi się rozpędzić tę mgłę. które mogłyby posłużyć jako stół lub ława. Nagle Carol podniosła się i powiedziała. w jaki Carol zawsze składała odzież. Prawie nie mogłem sobie przypomnieć. – Śnimy teraz. co im się należy – powiedziała Carol.

jakby to była sprawa życia i śmierci. – Jak wrócimy do naszego świata? – spytałem. byłem zbyt zdrętwiały. – Masz całkowitą słuszność – powiedziała Carol. oboje poczuliśmy to samo pragnienie. że punkt połączenia tkwi nieruchomo w swej zwyczajowej pozycji. że byliśmy w jakimś pomieszczeniu gospodarczym na farmie albo w dużym gospodarstwie. że postrzeganie jest aktem całkowitym. że nawet o to nie pytaliśmy i nie mieliśmy żadnych komentarzy. że jeśli wyjdziemy z tej szopy. – Mógłbyś wpuścić coś do środka. Wskoczyliśmy do łóżka. przemieścić punkt połączenia. aż do chwili. iż nie mogłem wydobyć z siebie ani jednego słowa. iż don Juan powiedział nam. Stwierdziła. – Myślisz. Ale gdy leżę w łóżku albo mam na sobie te rzeczy. że jeśli chcemy przełamać tę całkowicie paraliżującą siłę. Carol przypomniała jeszcze o innej rzeczy. Powiedziałem jej. mając nadzieję. Mogłem jedynie pokręcić przecząco głową. – Mnie też – szepnęła z przestrachem Carol. że to. Tak naprawdę nigdy do końca nie pojąłem. sama odpowiedziała sobie na pytanie. że jesteśmy zamknięci w kruchej klatce. W tym samym momencie przyszło mi do głowy. że obudziliśmy się w naszym świecie było dla nas tak oczywiste. Obudziliśmy się jednocześnie w jej łóżku w pokoju hotelu Regis. czyli mówiąc inaczej. Uważałem. Gdy tylko to sobie pomyślałem. co odpowiedzieć. że dopiero co wróciliśmy? – nalegała Carol. może naruszyć chwiejną równowagę naszej klatki. z której słynęła. która zaczynała mnie już pochłaniać. – Wiem. – A może spaliśmy tutaj przez całą noc? Zobacz! Jesteśmy nadzy. gdy musiałem przesunąć mój punkt połączenia do innego położenia. 'Wszystko wskazywało na to. W mojej głowie zaczęło kiełkować dziwaczne podejrzenie. Potwierdziła moje przypuszczenie. czy mamy wyjść z tej szopy. To. Byliśmy na wsi. gdy punkt połączenia zostanie już unieruchomiony w jednej pozycji. – Albo raczej kiedy wróciliśmy? Nie miałem najmniejszego pojęcia. na przykład otwarcie drzwi. ale moje zaniepokojenie było tak ogromne. I miała rację.Zanim zdołałem o tym pomyśleć. co ją tak przeraża. gdy nie pozwolimy otoczyć się tej mgle – odpowiedziała Carol z ogromną pewnością siebie. nie kłopocząc się nawet wspinaniem po workach. osłabiamy jedynie naszą energię. że moc. to już po nas. to już nigdy nie uda się nam wrócić. że oboje jednocześnie uświadomiliśmy sobie to samo. o której powiedział nagual. Po chwili Carol spytała mnie. Gdy stoję tutaj. i rzeczywiście tak było. to uświadomienie sobie na poziomie ciała fizycznego. – Przypominasz sobie. zupełnie naga. – Prawie – odpowiedziałem. Niezwykle prosta rzecz. że nie. doskonale pamiętam. co należy do tego świata. ale powstrzymała mnie: – Nie rób tego – powiedziała. zamierzając jego przemieszczenie. słysząc swój głos. ciemne zarysy domostw. że jeśli stracimy to wspomnienie. albo wyglądam przez okno. bierze się stąd. . skąd się tu wzięłam. –Odnoszę wrażenie. że nie potrafimy się od niego uwolnić. że mi odpowie. musimy jedynie rozpędzić mgłę. Było jasne. Kiedy zdjęliśmy nasze rzeczy? – Zdjęliśmy je w tamtym świecie – odpowiedziałem i sam się zdziwiłem. co don Juan miał na myśli. by rozpędzić mgłę świata. którą ma nad nami nasz normalny świat. czy tutaj kładliśmy się spać? –spytała Carol. że bardzo wiele wysiłku kosztuje mnie utrzymywanie w pamięci jej pokoju hotelowego jako punktu odniesienia. Przypomniała mi. Światło księżyca pozwalało rozróżnić niskie. Zrzuciliśmy nasze ubrania z taką szybkością. jestem wykończona. mówiąc: – Korzystając z czegokolwiek. Ta właśnie nieruchomość czyni nasze postrzeganie tak całkowitym i przytłaczającym. Bez zbędnych słów podeszliśmy z Carol do okna i wyjrzeliśmy na zewnątrz. Miałem zamiar otworzyć drzwi i tylko zerknąć na zewnątrz. – Powrócimy automatycznie wtedy. ani co o tym myśleć. co i tak byłoby szczytem moich możliwości. z dala od łóżka i od okna. Staliśmy złączeni na środku pokoju przez długi czas. by nawet zgadywać. lecz natychmiast z niego wyskoczyliśmy. – W jaki sposób wróciliśmy? – spytała Carol.

– Czy masz na myśli to. co nie daje mi spokoju – powiedziała po chwili Carol. – I co teraz będzie? – zapytała. – Zadanie polegało nie na tym. Ubraliśmy się w rekordowym tempie. unieruchomienie naszych punktów połączenia w miejscu wcześniej wybranym przez istoty nieorganiczne było tak silne. Wyjaśnił. gdyż nie potrafiliśmy obronić się przed wpływem istot nieorganicznych. Don Juan potwierdził nasze przypuszczenia. do hotelu don Juana. – Odbyliście tę podróż. – Chcesz powiedzieć. ale ponieśliśmy klęskę. przyszła nam do głowy ta sama myśl. co pozwoliło nam na fizyczne odbycie tej podróży. że nagual je jak świnia. zbiegliśmy na ulicę i przebiegliśmy na drugą stronę. że pragnął w ten sposób Oszczędzić nam dalszych nerwów i niepokoju. żeby dać się pokierować istotom nieorganicznym. przez osiemnaście godzin. Jak i totalną klapą. że zazwyczaj śniący wykonują cały ten manewr w kilku powolnych etapach przemieszczania się i że muszą wyrazić zamiar wykorzystania świadomości jako elementu środowiska. – Daję za to głowę – odparł don Juan. która przesłoniła nam pamięć o świecie. iż stworzyło rodzaj mgły. Don Juan. patrząc na don Juana. Tylko don Juan był głodny. ale nie dzięki waszej połączonej energii – mówił dalej don Juan. – Pomyślcie o tym – namawiał nas don Juan. Carol i ja spaliśmy. – Zazwyczaj śniący są jedynie gapiami. że wymazało naszą pamięć i zapomnieliśmy. co wam. Wyglądało to tak. . a unieruchomienie naszych punktów połączenia jest tak silne. Powinienem być mądrzejszy. Jesteśmy tutaj. W naszym przypadku wszystkie te etapy okazały się zbędne. z których nie było już powrotu. nagualu. że dostaliście miejsca w pierwszym rzędzie i przeżyliście przekleństwo dawnych czarowników. Spojrzała na mnie. Don Juan nie chciał już nic więcej powiedzieć o naszej podróży. Sporo głów odwróciło się w naszym kierunku. powiedział. nic nie pojmując. że punkt połączenia śniącego nie może powrócić do swojego zwykłego miejsca.To. najwyraźniej zbiło Carol z tropu. było ciepło. Aż nagle. jaką tylko można sobie wyobrazić – powiedział. niebo było bezchmurne. Siedzieliśmy tak bez ruchu chyba przez całą wieczność. Gdy usiedliśmy na ławeczce w Paseo Alameda. że te rzeczy. gdy don Juan zaczął się śmiać. to teraz włóczylibyście się po tamtym świecie bez żadnej nadziei na powrót – powiedział don Juan. Odniosłem wrażenie. z którego przyszliśmy. – To było coś innego. Wybrało wam nawet odpowiednie ubrania. ale by prześliznąć się obok nich. – To. Don Juan dodał. Im przytrafiło się dokładnie to samo. łóżko i pokój zaistniały tylko dlatego. znów w tym samym momencie. a potem na swoje nagie ciało. to bodaj najniebezpieczniejsza rzecz. co powiedziałem. iż kierowały nami istoty nieorganiczne? – zapytała Carol. czego dokonaliśmy. jeśli tak to można nazwać. ale nawet nie przyszło mi do głowy. że ponieważ odbyliśmy tę podróż fizycznie. – Jest coś. że istoty nieorganiczne przejmą stery w swe ręce i spróbują zastawić na was tę samą pułapkę. Właśnie to przytrafiło się czarownikom starożytności. Don Juan powiedział. – Nie wykorzystaliśmy świadomości jako środka transportu. Wasza podróż potoczyła się tak. to prawda – odpowiedział don Juan i westchnął głęboko. że naturalną konsekwencją takiego unieruchomienia jest to. Nie wiadomo dlaczego byliśmy tak bardzo zdyszani –nie zmęczyliśmy się przecież wcale – gdy na zmianę opowiadaliśmy mu. skąd i w jakim celu tu przyszliśmy. Zabrał nas na nieco spóźniony obiad. Udało nam się przenieść naszą świadomość normalnego świata do ciała energetycznego. co oboje zrobiliście. – Gdybyście wyszli z tamtej szopy. jakbyśmy oboje byli pozbawieni woli. Carol powiedziała z nutą gniewu w głosie. że nasze przedsięwzięcie było zarówno całkowitym sukcesem. była już szósta wieczorem. zwracając się do Carol. zgadza się? – Tak. wiał lekki wietrzyk. Istoty nieorganiczne zabrały ich do światów. parę przecznic dalej przy Francisco Madero Avenue. Zanim doszliśmy do restauracji. wybiegliśmy z pokoju. Z powodu interwencji istot nieorganicznych z przerażającą prędkością zostaliśmy dosłownie ciśnięci do śmiertelnie niebezpiecznego świata. że chciały nas tam zatrzymać? – zapytała Carol. – Być może to właśnie przydarza się nam w naszym normalnym świecie.

Don Juan ponownie nam wyjaśnił. co dostrzegałem. Don Juan wyjaśniał. Jeśli nie uda się jedna rzecz. uda się inna. aż oboje będziecie silniejsi – odpowiedział don Juan. Stale odnosiłem wtedy wrażenie. że nie mieliście czasu. – Co zalecałbyś teraz. don Juanie? – spytała Carol. – Przyczyną waszej porażki było to. by wykorzystać świadomość jako siłę napędową waszej podróży – kontynuował don Juan. by za pomocą świadomości zostać ciśniętym do innego świata.– Z podchodzeniem zwiadowców trzeba będzie zaczekać. by mogły się jej oprzeć. że moje ciało energetyczne wykorzystuje świadomość niejako środek odbywania podróży – gdyż na to brak mi energii – lecz jako środek wkraczania w pola energetyczne materii nieożywionej lub istot żyjących. Don Juan utwierdził nas jeszcze w naszym postanowieniu. Następnie musi wykorzystać tę podróż jako trampolinę. że nasza połączona energia to zbyt duża pokusa dla istot nieorganicznych. że aby wykorzystać świadomość jako element środowiska. kiedy już ma wystarczająco ciemnej energii. szczególnie wtedy. abyście się teraz jak najmniej widywali. Magia to wieczne wyzwanie. byliście już w zupełnie innym świecie. Tak więc od tego czasu rozmyślnie trzymaliśmy się z dala od siebie. musi wyrazić zamiar. śniący musi wpierw odbyć podróż do królestwa istot nieorganicznych. Nie mogliśmy pozwolić sobie na ryzyko zupełnie przypadkowego zainicjowania podobnej podróży. iż moje zupełnie niepojęte i nieopisane wizje wynikają z tego. . dla którego opisu nie istniało żadne słownictwo. co widziałem. że istoty nieorganiczne nie zrezygnują z szansy dostania was obojga. – A może i nigdy tego nie dokonacie. Jestem pewien. Wraz z upływem czasu widziałem wszystko. jakby chciał to zakodować w naszych umysłach. – Zanim nawet dostaliście się do świata istot nieorganicznych. że osiągnąłem stan postrzegania. Tak osiągnąłem niezwykle specyficzny stan – nie potrafiłem już w inteligentny sposób przedstawiać sobie tego. Ale to nie ma już znaczenia. gdy tworzycie całość. – Zalecałbym. Don Juan sprowadził moje ćwiczenia w śnieniu do widzenia energii podczas wytwarzających energię stanów zbliżonych do snu. powtarzając do znudzenia.

niż czegokolwiek nauczyć. i z wielkim trudem sprowadzono do Meksyku. od syku i wiecznego ogromniejącego. ani tobie. a już szczególnie on. Odnosiłem wrażenie. Drugi. lecz różnych sposobów wykorzystywania ciała energetycznego. nie my. ale nie odniosłem wrażenia. czy zdołasz ją przekroczyć. może wybuchnąć ze i strzelając na wpół pozostawi mnie ślepcem. by wypowiedzianego krzyku ucieka odejść kłamstwa przerażenia. że przy czwartej bramie śnienia ciało energetyczne podróżuje do określonych. ani mnie. by Jakieś życie.. przynajmniej takie. – Duch nie pozostawia nam woli decydowania. Tęsknię. to podróż do konkretnych miejsc w naszym świecie. wzgórza. jak powiedział. Potem don Juan ustalił ze mną termin naszego ostatniego spotkania. My jesteśmy jedynie pionkami. – Akurat w tej chwili do niczego. – Do czego mam wykorzystać tę wiedzę? – zapytałem. podróż do konkretnych miejsc poza tym światem. którymi on porusza. Wszystko zależy od ducha. że w chwili obecnej ma on dla mnie szczególne znaczenie. gdy będzie ci potrzebna. choć sam nie będę mógł już cię prowadzić. Przechowaj ją do czasu. zbyt dużymi poduchami. To on rozgrywa tę partię. w ogóle nie dotyczyła bram śnienia. Wraz z don Juanem usiedliśmy na patio przy jego domu w dość niewygodnych wiklinowych fotelach wypchanych grubymi. że zdołam przekroczyć czwartą bramę bez niczyjej pomocy? – To. Fotele zakupiono w Phoenix. konkretnych miejsc. że te fotele są podarunkiem od jednej z kobiet z jego grupy. Potem don Juan wyjaśnił. Gdy następnym razem spotkałem się z don Juanem. – Mój czas na tym świecie dobiegł końca. Wiedza. zakończone. na dnie powietrze dzień za boję się odejść. czy tego chcę. pożegnaniem czarowników – akcentem podsumowującym moje ćwiczenia w śnieniu. Don Juan zaśmiał się i mrugnął do mnie. Trzecim sposobem jest podróżowanie do miejsc. że bardziej chcą mnie sprawdzić.ROZDZIAŁ XI: LOKATOR Skończyły się moje ćwiczenia w śnieniu. Powiedział. Muszę przekazać ci zarys wiedzy o czwartej bramie. które istnieją tylko w intencji innych. Don Juan zmienił nagle temat naszej rozmowy. I ona też nie. w stanie Arizona. Mieliśmy się spotkać w małym miasteczku w południowym Meksyku. Ale Florinda zostanie. gdy i zmierza ku morskim głębinom. bez względu na to. oraz że są trzy sposoby korzystania z czwartej bramy. To ona będzie teraz kierować – nie tylko tobą. – Czy dalej będę się ćwiczył w śnieniu? – Tego nie wiem. Don Juan stwierdził. Tęsknię. bym przeczytał mu wiersz Dylana Thomasa. Powinniśmy więc siedzieć w nich tak. czego mógłbym cię nauczyć o śnieniu – powiedział don Juan. – Czy naprawdę sądzisz. jakby wszystko było w porządku. się. Powiedział. że trzeci sposób jest zdecydowanie najtrudniejszy i najniebezpieczniejszy i właśnie ten upodobali sobie czarownicy starożytności. Pierwszy. które miało być. czy też nie. do których zdążyłem się już przyzwyczaić. – Więc po cóż ostrzyć mój apetyt? Wolę nie wiedzieć. gdy spytałem go o tę sytuację. ale wszystkimi moimi uczniami. Przybyłem na miejsce późnym popołudniem. ten oddał mnie pod opiekę dwóch kobiet ze swej grupy: były to Florinda i Zuleica. jego dwie najbliższe popleczniczki. że powinienem dotrzeć do czwartej bramy i przekroczyć ją własnymi siłami. Nie trwało to jednak długo i nie wywarło na mnie większego wpływu. którą mi przekazywały. Zgodnie z zaleceniami ducha muszę ci opowiedzieć o czwartej bramie śnienia. gdzie mieszkał wraz ze swymi czarownikami. zależy od ducha.. lecz choć jeszcze nie starego kłamstwa żarzącego wysoko w . Don Juan poprosił mnie. – Nie ma już nic więcej. czy nie.

– No cóż. – Wierz mi. Niewątpliwie oczekiwał ode mnie jakiegoś wyznania. aby odegnać złe myśli. A kiedy skupiał na mnie swoją uwagę. siadając na ławce i wskazując gestem. Na południowej ścianie placu były dwie restauracje. Okrążyliśmy go kilka razy. Poprosił. I don Juan z przejęciem właściwym komuś. albo wiesz. które coraz bardziej oddalały ich od trzeźwości i równowagi umysłu. co oczekuje na ciebie. – Niewątpliwie. gdzie moglibyśmy usiąść. Don Juan nadal śmiał się serdecznie. szczególnie w pobliżu sklepów. Mury wysoko wystawały ponad dach jedynego w mieście hotelu.Don Juan wstał i powiedział. kolonialnego kościoła. czy on także uważa za zastanawiające to. Sęk w tym. – Nie wiem dlaczego. ścierając się z moim nauczycielem. Sprowadziło to na nich zgubę. by przyjrzeć mi się uważnie. – Co na mnie tu oczekuje? Zamiast mi odpowiedzieć. kawałek dalej. które właśnie wstały z ławki i odeszły. Albo też nie masz najmniejszego pojęcia. Nie mówiąc ani słowa. że don Juan bardzo stara się nie wybuchnąć śmiechem. Zawsze denerwuję się w twojej obecności. ale nie mogę tego stwierdzić. który wyglądał jak mauretański meczet. i don Juan chciał się przejść. że obie restauracje są w zasadzie takie same. – Czy widzisz jakiś szczególny powód do strachu? –zapytał i przystanął. don Juanie. A ty nie wiesz dokładnie. ale najwyraźniej odczuwam strach – powiedziałem. Roześmiał się głośno. zaniepokoił mnie. kto opowiada coś po raz pierwszy. iż coś przed nim ukrywam. don Juanie. gdy ich misterny gmach wierzeń i . widać było wznoszące się mury ogromnego. – Ukrywasz coś przede mną? – Dlaczego jestem zdenerwowany? Śmieszne pytanie. Ciągle milcząc. wywierasz taki sam wpływ na mnie. – Patrząc na ciebie. po tej samej cenie. Ton jego głosu i podniesione brwi świadczyły o tym. Sama jego obecność śmiertelnie mnie przerażała. – Być może i jesteś chodzącym aniołem. że nie wiesz. don Juan energicznie ruszył dalej. wiedzeni jedynie perspektywami własnych korzyści. Doszliśmy na miejsce. Domyśliłem się. nie zamieniwszy nawet jednego słowa. a drzwi najczęściej pomalowane na brązowo albo niebiesko. Sposób. – W tym mieście wszystko jest możliwe – odpowiedział. Wszystkie uliczki wokół placu były nierówno wybrukowane. które wychodziły na wschodnią i północną stronę parku. mam coś w rękawie – przyznał don Juan i uśmiechnął się szeroko. kryte dachówkami. Domy były parterowe – solidne. w jaki to powiedział. okropnym nagualem Julianem. – Od wielu już lat opisuję ci niezwyczajne praktyki czarowników starożytnego Meksyku – rozpoczął don Juan. Obie zgodnie prowadziły swoje interesy i nieźle prosperowały. zaczął mi opowiadać to. Po chwili zauważyliśmy grupkę młodych kobiet. Przy bocznej uliczce. ale po chwili spoważniał. – Doświadczyłem tego na własnej skórze. Wydawało mi się. czułem się niewart złamanego szeląga. – Dlaczego jesteś taki zdenerwowany? – zapytał poważnym tonem. W parku było sporo ludzi. Ściany były pobielone wapnem. – Ale nie to jest istotne. nagual rzeczywiście nie należy do najbardziej przyjacielskich istot na ziemi – powiedział nieco przepraszającym tonem don Juan. – A rzeczywiście. że wybiera się na spacer na plac w centrum miasta. nie znając naguala Juliana. bym usiadł obok niego. chociaż w obu podawano praktycznie te same potrawy. co mówisz. Przerwałem milczenie i spytałem don Juana. Czasami bardziej niż inni. że wiersz musiał wpłynąć na niego negatywnie. co mówił już wielokrotnie – że dawni czarownicy. z wypalanych cegieł. wkładali ogromny wysiłek w doskonalenie praktyk. co to jest. bym poszedł razem z nim. że w tym mieście jest coś. że don Juan podejrzewał. zaczynam się zastanawiać – powiedziałem – czy to aby ty nie chowasz czegoś w rękawie. spacerowaliśmy wokół placu. ale boisz się mi powiedzieć. szukając miejsca. W porównaniu z moim nauczycielem jestem chodzącym aniołem. okrążyliśmy plac kilka razy.

A wkrótce będziesz i ty. co cię czeka dziś wieczorem. ale może też nie zaskoczyć cię wcale. – Sądzę. naguala Juliana. Ta rezerwa jest bardzo szczególna. że paniczny strach przez cały czas czai się tuż za rogiem. don Juanie? – Moje ciało energetyczne wyczuwa. – Odprężysz ciało. że tylko zachowując olbrzymią rezerwę. czy bardziej współczesnych – powiedział. wydaje mi się. którego musi dokonać każdy nagual z mojej linii. potem w bok. Nagual Julian także zachowywał rezerwę. Jest to wybór. na tych terenach. jego agentem. tutaj rośli w siłę – powiedział don Juan. że rozumiem rezerwę i folgowanie – ciągnął – ponieważ miałem zaszczyt znać dwóch nagualów: mojego dobroczyńcę. Przebywając z don Juanem przez trzynaście lat. który może cię okrutnie zaskoczyć. Wyczuwałem tylko otoczenie. obserwując moją reakcję. którą mam otrzymać? . czego nie cierpiałem. co najwyżej. Był wręcz rozkojarzony. Dostrzegłem jego ukradkowe spojrzenia w kierunku kościoła. by zza niego wyskoczyć. i ten ktoś poprowadzi cię tej nocy. – Tutaj. – Kto będzie tym nauczycielem i przewodnikiem? – Przyjezdny. – Co ten duch zamierza ze mną zrobić. Don Juan przerwał i powstał. a następnie do tyłu. i dodał po chwili: – Ja jestem. że szykujesz dla mnie dziś wieczorem jakiś test. Uświadomili sobie. – I co wyczułeś. Mój stale rosnący niepokój zmuszał mnie do skoncentrowania się na sobie. – A co to za lekcja. Przedstawienie jest dziś wieczorem. Ja wcielę się w postać charakterystyczną. jakich niegdyś udzielano. odebrało mu całą energię. o czym ty mówisz? Don Juan nie odpowiedział. Dostrzegałem różnicę pomiędzy nimi. by szykować dla ciebie jakikolwiek test. – Don Juan uśmiechnął się szeroko. gdyż zrodziła się nie ze strachu czy nieudolności. co mówisz. Don Juan zdawał się wahać przez chwilę. – Zgadza się. czy rzeczywiście przypominasz dawnych czarowników. – Don Juan usiadł i wziął głęboki oddech. jak badam otoczenie moim ciałem energetycznym. jestem. – Jesteś o tym przekonany. naguala Eliasa. w tym mieście. nade wszystko nauczyłem się tego. klepiąc o tym. by stawić czoło temu. – Na wszystkie świętości. że tak powiem. by się wyzwolić. jak to współcześni czarownicy dostali twardą lekcję. że wszystko jest na swoim miejscu. Taką lekcję. Czy tak. Będzie nim ktoś inny. czekam na kogoś. wyciągnął ramiona do przodu. nie usłyszał mnie. Ty będziesz głównym aktorem. i jego dobroczyńcę. Uśmiechnął się tylko z miną człowieka. – Sądząc z tego. co powiedział. dalej się ze mną drażnił. Gram w pierwszym akcie. Musiałem powtórzyć moje pytanie: – Czy czekasz na kogoś? – Tak – odpowiedział. – Rozgrzewam cię. Don Juan. uśmiechając się szeroko. – Dziś wieczorem czeka cię jedno z dwóch – albo pozwolisz sobie na całkowitą rezerwę. wyczuwając moją frustrację. czarownicy starożytności uprawiali swoją magię. ale duch ma – powiedział don Juan. że to. by zrezygnować z podobnego daru. a musisz być bardzo rozluźniony. albo bez reszty oddasz się folgowaniu. ale to nie ja będę twoim nauczycielem. który wie więcej. Kiedy odezwałem się do niego. ale znaczącą rolę. – Już wkrótce się przekonamy. – Przygotowuję grunt – rzekł. gdy mówisz tak dziwnie i złowieszczo – zaprotestowałem. – Doprowadzasz mnie do szału. don Juanie? – Tak. że dziś wieczorem otrzymasz lekcję śnienia. – Czarownicy starożytności właśnie tutaj żyli. don Juanie? – Mogę ci tylko powiedzieć. mam małą. Zostało ono zbudowane na fundamentach jednego z ich miast. posiądą dość energii. Wydawało się. że potrafił zrezygnować z daru mocy. Dostrzegłeś.praktyk stał się tak monumentalny. ale z głębokiego przekonania. że zwalił się na nich. czekając tylko na okazję. Naguala Eliasa cechowała rezerwa tak wielka. don Juanie? – Nie mam takiej mocy. To właśnie tutaj. ale nie aż taką. – Zrób to samo – poradził mi.

Ten z kolei odziedziczył wszystko po swoim nauczycielu. że nagual Lujan. Gdybym go dobrze nie znał. Jego gestów. że ten. jednym z tych. – Pięćdziesiąt pozycji! – wykrzyknął z niedowierzaniem. którzy sprzeciwili się śmierci. jakby chciał. Byłem wzburzony i nerwowo wierciłem się na swym miejscu. ponieważ odnosi się tylko do ciebie. Coraz bardziej się denerwuję. – A szczególna natura tego daru jest właśnie tym. nazywanym przez nich lokatorem. coś. Don Juan powiedział. – Twoje wyjaśnienia nic mi nie dają. Drugiej nie może wyjaśnić ci nikt. nagual Julian mógł zmienić mnie w cokolwiek by tylko zechciał – w bestię lub w świętego. ale powtórzyłem wszystko. a nagual Santisteban po nagualu Sebastianie. Zachowałem milczenie. – Wzruszył ramionami w geście . doskonale oddających zdenerwowanie i rozterkę. Nigdy jeszcze nie słyszałem. że podkreśla jeszcze raz coś. inne o niej wyobrażenie. w tym mieście. kto dysponuje większą mocą od nas. to miasto to nic wielkiego – mówił dalej. Ale dawni czarownicy nie byli aż tak nieskazitelni i poprzez swe nieustające próby podporządkowania sobie innych stworzyli mroczną i przerażającą aurę. którzy wywoływali te przemieszczenia poprzez swe ciemne machinacje i dawali je swym uczniom jako dary mocy. jak przesuwać punkt połączenia i utrzymywać go w setkach. – A teraz musisz sobie przypomnieć i powtórzyć mi wszystko. który sprzeciwił się śmierci. – Ale ma coś. by pasowały do indywidualnych cech charakteru każdego z nagualów. otrzymał od lokatora dar pięćdziesięciu pozycji. czym być nie chcemy. – Jak już wiesz. właśnie tutaj. ułożono je tak. Lekcja będzie się składać z dwóch części. – Jak widzisz. dwie pozycje punktu połączenia. co opowiedziałem ci o nagualu Sebastianie – rzekł don Juan stanowczym tonem. Jego dary były niejako mapami przesunięcia punktu połączenia w określone miejsca i zarazem instrukcjami unieruchomienia go w każdej z tych pozycji. i źródło tego. ale różnili się znacznie od pozostałych. jest spuścizną po jego nauczycielu. A ponieważ jego dziwne życie i świadomość liczyły sobie może nawet tysiące lat – w takim zaś czasie można osiągnąć doskonałość we wszystkim – wiedział.– Będzie to lekcja na temat czwartej bramy śnienia. Wszyscy naguale z mojej linii otrzymali tę dwuczęściową lekcję. nagualu Eliasie. co wyjaśniał mi już wiele razy. Ktoś. Don Juan wpatrywał się we mnie i tonem bolesnego wyznania powiedział. Przez dłuższą chwilę żaden z nas się nie odzywał. Przed nagualem Sebastianem było ośmiu naguali. – Na przykład. co mi opowiedział don Juan lub któryś z jego towarzyszy o nagualu Sebastianie i mitycznym czarowniku starożytności. – Manipulujemy punktem połączenia poprzez samodyscyplinę. Mieli zupełnie inne podejście do magii. co mu się podoba –mówił don Juan. że słucham człowieka trawionego głębokim lękiem lub nieznośną obsesją. Ale on był nieskazitelnym nagualem i pozwolił mi pozostać sobą. zrelacjonować pewne zdarzenia. nagual Lujan po nagualu Santistebanie. Don Juan powiedział raz jeszcze. Don Juan wyjaśnił. Potrząsał rytmicznie głową. że lokator jako czarownik starej szkoły zgłębił u swoich nauczycieli wszelkie arkana sztuki przesuwania punktu połączenia. Dokładnie tak samo. skontaktować cię z pewnymi istotami. co fascynuje wojowników z mojej linii. co zmieniło bieg naszej linii. nagualu Julianie. jeśli nie tysiącach położeń. Nagual Elias po nagualu Rosendo. Nie wiedziałem. – Jako prezent w zupełności wystarczyłaby jedna. czyli uzyskania spójności. czym jesteśmy. ale nie było dwóch jednakowych lekcji. dałbym głowę. bym przemyślał sobie to. Ponieważ stoję u kresu mego czasu. może łatwo zrobić z nami to. on po nagualu Lujanie. – Wiesz. muszę przekazać ci pewne idee. Don Juan wzniósł się na wyżyny swych oratorskich zdolności. co właśnie powiedział. Jego prośba wydała mi się nieco dziwna. co wie. co jeszcze mógłbym powiedzieć. Pierwszą wyłożę ci za chwilę. postrzeganie energii bezpośrednio to dla współczesnych czarowników kwestia indywidualnego osiągnięcia – powiedział don Juan. jak postąpił ze mną mój dobroczyńca. przekazuje nam dar mocy z pokolenia na pokolenie – powiedział don Juan. Don Juan powstał i rozejrzał się dokoła. Dla dawnych czarowników przemieszczenia punktu połączenia były konsekwencją ujarzmienia ich przez innych – przez nauczycieli. którą nauczyciele przekazywali swoim uczniom. mógłby mu pozazdrościć niejeden dobry aktor. by mówił z takim dramatyzmem. czego już wcześniej nie mówiłem. bardzo formalnym tonem. don Juanie. o czym już wiem – że kimkolwiek jest i wszystko. na przykład. To tu właśnie jest źródło tego. choć ciągle są bezpośrednio związani z jego linią magii.

zdezorientowania. – Mówili mi, że lokator bardzo lubił naguala Lujana – mówił dalej don Juan. – Byli tak bliskimi przyjaciółmi, że pozostawali w zasadzie nierozłączni. Mówili mi, że każdego ranka lokator i nagual Lujan przychodzili do tego kościoła na poranną mszę. – Właśnie tutaj, w tym mieście? – spytałem zupełnie zaskoczony. – Właśnie tutaj – odparł. – Całkiem prawdopodobne, że siadywali na tym samym miejscu ponad sto lat temu; no, może na innej ławce. – Lokator i nagual Lujan naprawdę chodzili po tym placu? – spytałem, wciąż nie mogąc wyjść ze zdumienia. – Pewnie! – wykrzyknął don Juan. – Przyprowadziłem cię tu dzisiaj, ponieważ wiersz, który mi przeczytałeś, dał mi sygnał, że nadszedł czas, byś spotkał lokatora. W tym momencie poczułem, jak ogarnia mnie panika. Przez chwilę musiałem oddychać przez otwarte usta. – Dyskutowaliśmy o niezwykłych dokonaniach czarowników starożytności – kontynuował don Juan. – Ale zawsze bardzo trudno jest rozprawiać o czymś, używając terminów ogólnych i odnoszących się tylko do bliżej nie sprecyzowanych idei, szczególnie wtedy, gdy druga osoba nie ma w tym względzie żadnego doświadczenia. Mogę ci opowiadać o pewnych rzeczach, dla mnie najzupełniej oczywistych, aż do dnia Sądu Ostatecznego, a ty i tak nic nie zrozumiesz i mi nie uwierzysz, bo nie doświadczyłeś tego sam. – Don Juan wstał i obejrzał mnie od stóp do głów. – Chodźmy do kościoła – powiedział. – Lokator lubi kościół i jego otoczenie. Jestem pewien, że właśnie teraz powinniśmy tam wejść. Nie wiem, czy kiedykolwiek w czasie mojej znajomości z don Juanem byłem równie zaniepokojony. Byłem całkowicie zdrętwiały. Gdy wstałem, cały się trząsłem, a żołądek miałem ściśnięty. Pomimo to ruszyłem za nim bez słowa, gdy skierował się w kierunku kościoła. Przy każdym kroku kolana chwiały mi się i uginały pode mną, jakby były z waty. Zanim przeszliśmy ten krótki kawałek dzielący plac od wapiennych schodów w portyku kościoła, zdążyłem prawie zemdleć. Don Juan przytrzymał mnie, obejmując ramieniem. – Oto i lokator – powiedział niemal mimochodem, jakby właśnie dojrzał swego starego przyjaciela. Spojrzałem w kierunku, który wskazał, i w tylnej części portyku zobaczyłem grupę pięciu kobiet i trzech mężczyzn. Byłem przerażony i przez tę krótką chwilę nie dostrzegłem w nich niczego szczególnego. Nie potrafiłem nawet stwierdzić, czy właśnie wchodzili, czy też wychodzili z kościoła. Zauważyłem jednak, że ich obecność w tym samym miejscu jest raczej przypadkowa. Nie byli razem. Zanim wraz z don Juanem podeszliśmy do małych drzwi wyciętych w masywnym, drewnianym portalu kościoła, trzy kobiety weszły do środka. Trzej mężczyźni i pozostałe dwie kobiety ruszyli na zewnątrz. Byłem zdezorientowany i spojrzałem pytająco na don Juana. Ruchem głowy wskazał na chrzcielnicę. – Musimy przestrzegać tutejszych zasad i się przeżegnać – wyszeptał. – Gdzie jest lokator? – zapytałem również szeptem. Don Juan zanurzył koniuszki palców w chrzcielnicy i uczynił znak krzyża. Nie znoszącym sprzeciwu ruchem głowy nakazał mi to samo. – Czy lokator był jednym z tych trzech mężczyzn, którzy odeszli? – szepnąłem mu niemal do ucha. – Nie – odszepnął don Juan. – Lokator to jedna z tych trzech kobiet, które zostały. Ta w tylnym rzędzie. W tym samym momencie kobieta z tylnego rzędu odwróciła się do mnie i z uśmiechem na twarzy skinęła głową. Jednym skokiem dopadłem drzwi i wybiegłem na zewnątrz. Don Juan wybiegł za mną. Z nadzwyczajną szybkością dogonił mnie i przytrzymał za ramię. – A ty dokąd się wybierasz? – zapytał, skręcając się ze śmiechu. Trzymał mnie mocno za ramię, gdy ja gwałtownie wciągałem powietrze. Dosłownie się dusiłem. Don Juan zanosił się donośnym śmiechem, aż cały się trząsł. Wyrwałem się mu i ruszyłem w kierunku placu. Don Juan poszedł za mną. – Nigdy bym się nie spodziewał, że aż tak cię to rozstroi – powiedział między jedną salwą śmiechu a drugą.

– Dlaczego mi nie powiedziałeś, że lokator jest kobietą? – Czarownik w kościele to ten, który sprzeciwił się śmierci – powiedział uroczyście don Juan. – Dla takiego czarownika, tak biegłego w przesunięciach punktu połączenia, bycie mężczyzną czy kobietą to jedynie kwestia wyboru lub wygody. To jest pierwsza część owej lekcji, którą masz otrzymać; tak, jak ci powiedziałem. A ten, który sprzeciwił się śmierci, jest owym tajemniczym przyjezdnym, który będzie ci w niej przewodnikiem. Don Juan chwycił się za boki, gdy jego śmiech przeszedł w kaszel. Odebrało mi mowę. Nagle ogarnął mnie wielki gniew. Nie byłem wściekły na don Juana, na siebie ani też na nikogo konkretnego. Był to głęboki gniew, który prawie rozsadzał mi piersi i szyję. – Wracamy do kościoła! – krzyknąłem, nie rozpoznając własnego głosu. – Zaraz, powoli – powiedział cicho don Juan. – Nie musisz się tak od razu gorączkować. Zastanów się. Namyśl się. Oceń szansę. Uspokój ten swój umysł. Jeszcze nigdy w życiu nie przechodziłeś przez taki test. Potrzebujesz teraz opanowania. Nie mogę ci powiedzieć, co masz robić – mówił dalej don Juan. – Mogę tylko, jak każdy nagual, postawić cię przed twym wyzwaniem, udzieliwszy ci wcześniej ogólnych, niezbędnych wyjaśnień. Jest to jeszcze jeden wybieg nagualów: mówić wszystko, nie mówiąc nic, lub pytać, nie pytając. Chciałem to mieć jak najszybciej za sobą. Ale don Juan powiedział, że chwila oddechu przywróci mi nieco pewności siebie. Czułem, że kolana zaraz ugną się pode mną. Don Juan ochoczo pomógł mi usiąść na krawężniku. Sam usiadł obok. – Pierwszą częścią omawianej lekcji w śnieniu jest to, że męskość czy żeńskość nie są stanem ostatecznym, ale skutkiem pewnego określonego aktu umiejscowienia punktu połączenia – powiedział don Juan. – Akt ten jest, rzecz jasna, sprawą woli i ćwiczeń. Ponieważ był to temat bardzo bliski dawnym czarownikom, tylko oni mogą rzucić na niego trochę światła. Ponieważ żadna inna racjonalna reakcja nie przychodziła mi do głowy, zacząłem się spierać z don Juanem. – Nie mogę przyjąć ani uwierzyć w to, co mówisz –powiedziałem. Czułem, jak gorąco zalewa mi twarz. – Ale kobietę widziałeś – odparował don Juan. – Sądzisz, że to wszystko to jakaś sztuczka? – Nie wiem, co sądzić. – Ta istota w kościele jest rzeczywistą kobietą – powiedział z naciskiem don Juan. – Dlaczego to cię tak niepokoi? To, że urodziła się mężczyzną świadczy tylko o potędze machinacji dawnych czarowników. To nie powinno cię tak dziwić. Urzeczywistniłeś już wszystkie pryncypia magii. Miałem wrażenie, że za chwilę rozsadzi mnie wewnętrzne napięcie. Don Juan powiedział mi oskarżającym tonem, że właśnie teraz musiałem sobie upodobać czas do dyskutowania. Zmuszając się do cierpliwości, nadętym tonem wyjaśniłem mu biologiczne podstawy męskości i żeńskości. – Ja to wszystko rozumiem – powiedział don Juan. –I to, co mówisz, jest prawdą. Twój błąd polega na tym, że usiłujesz uogólnić swoje stwierdzenia. – To, o czym teraz mówimy, to fundamentalne zasady! – wykrzyknąłem. – Odnoszą się do człowieka tu i w każdym innym zakątku wszechświata. – Tak, to prawda, absolutna prawda – powiedział cicho don Juan. – To wszystko jest prawdą dopóty, dopóki twój punkt połączenia zajmuje swe zwyczajowe położenie. Ale gdy tylko przemieścić go poza pewne granice, gdzie nasz rzeczywisty świat przestaje oddziaływać, twoje ukochane zasady tracą swą uniwersalną wartość, o której tak rozprawiasz. Popełniasz błąd, zapominając, że ten, który sprzeciwił się śmierci przekracza te granice tysiące razy – mówił dalej don Juan. – Nie trzeba być geniuszem, by pojąć, że lokator nie podlega już tym samym siłom, które teraz wiążą ciebie. Powiedziałem mu, iż moja kłótnia z nim, jeśli można to tak nazwać, wyniknęła z tego, że nie potrafię zaakceptować praktycznych stron magii, które do tej pory wydalały mi się tak naciągane, że nie jawiły się jako większy problem. Powtórzyłem mu też, że jako śniący mogłem z własnego doświadczenia potwierdzić, iż w śnieniu może Się wydarzyć wszystko. Przypomniałem mu, że on sam podsunął mi i podsycał to przeświadczenie, podkreślając przy tym konieczność zachowania zdrowych zmysłów. To, co opowiadał o lokatorze, było już obłędem. To był temat wyłącznie na śnienie, ale z pewnością nie na normalny świat na co dzień. Dałem don Juanowi do zrozumienia, że jego stwierdzenia są dla mnie odrażające i nie do przyjęcia.

– Skąd ta gwałtowna reakcja? – zapytał don Juan z uśmiechem. Jego pytanie zbiło mnie z pantałyku. Poczułem zażenowanie. – To chyba zagraża moim najgłębszym przekonaniom – przyznałem. Mówiłem to najzupełniej poważnie. Świadomość, że kobieta w kościele była kiedyś mężczyzną, przyprawiała mnie o mdłości. Pewna myśl zaświtała mi w głowie – a może lokator jest transwestytą. Zapytałem szczerze don Juana, czy to jest możliwe. Zaczął się tak śmiać, że wyglądał, jakby miało mu się zrobić niedobrze. – To zbyt przyziemna możliwość – powiedział. – Może twoi dawni przyjaciele mogliby robić coś takiego. Twoi nowi przyjaciele są bardziej pomysłowi i mniej zainteresowani seksem. Powtarzam. Istota w kościele to kobieta. Prawdziwa. I ma wszystkie organy i przymioty właściwe płci żeńskiej. – Don Juan uśmiechnął się złośliwie. – Zawsze pociągały cię kobiety, prawda? No więc zdaje mi się, że ta sytuacja pasuje do ciebie jak ulał. Jego uciecha była tak wielka i dziecinna, że aż zaraźliwa. Śmialiśmy się obaj. On z wielką swobodą, a ja z wielką trwogą. Wtedy podjąłem decyzję. Wstałem i powiedziałem głośno i wyraźnie, że nie chcę mieć do czynienia z lokatorem pod jakąkolwiek postacią. Zdecydowałem dać sobie spokój z tą całą hecą, wrócić do domu don Juana, a potem do siebie. Don Juan powiedział, że nie ma nic przeciw mojej decyzji, więc ruszyliśmy z powrotem do jego domu. Ale w głowie huczało mi od myśli. Czy postępuję właściwie? Czy nie uciekam ze strachu? Oczywiście zaraz racjonalnie uzasadniłem moją decyzję jako właściwą i nieuniknioną. Zapewniałem samego siebie, że przecież nie interesuje mnie bogactwo, a dary od lokatora to powiększanie majątku. Nagle ogarnęły mnie wątpliwości i ciekawość. Było tyle pytań, które mogłem zadać temu, który sprzeciwił się śmierci. Moje serce zaczęło bić tak mocno, że miałem wrażenie, jakby uderzało mi w żołądek. Bicie serca nagle zamieniło się w głos wysłannika. Złamał daną mi kiedyś obietnicę, że nie będzie się wtrącał, mówiąc mi, że potężna siła przyspiesza bicie mojego serca, aby ściągnąć mnie z powrotem do kościoła; droga do domu don Juana jest dla mnie drogą ku śmierci. Zatrzymałem się i pospiesznie powtórzyłem don Juanowi słowa wysłannika. – Czy to prawda? – spytałem. – Obawiam się, że tak – odparł don Juan, nieco zakłopotany. – Dlaczego sam mi o tym nie powiedziałeś, don Juanie? Chciałeś pozwolić mi umrzeć, ponieważ sądzisz, że jestem tchórzem? – spytałem bardzo wzburzony. – Nie umarłbyś ot tak, po prostu. Twoje ciało energetyczne posiada niewyczerpane zasoby. I nigdy nawet nie przyszło mi na myśl, że jesteś tchórzem. Szanuję twoje decyzje i guzik mnie obchodzi, co cię do nich skłania. Jesteś na końcu drogi, tak jak ja – mówił don Juan. –Więc bądź prawdziwym nagualem. Nie wstydź się samego siebie. Gdybyś był tchórzem, to sądzę, że umarłbyś ze strachu już dawno temu. Ale jeśli aż tak boisz się spotkania z tym, który sprzeciwił się śmierci, to lepiej, żebyś umarł, niż stanął z nim twarzą w twarz. Nie będzie to wcale wstyd. – Wracajmy do kościoła – powiedziałem tak spokojnie, jak tylko mogłem. – No, to dochodzimy do sedna sprawy! – wykrzyknął don Juan. – Ale wpierw wróćmy do parku, usiądźmy na ławce i starannie rozważmy wszystkie możliwości. Możemy poświęcić na to trochę czasu; poza tym, jest jeszcze za wcześnie na sprawę, którą mamy załatwić. Wróciliśmy do parku i od razu znaleźliśmy wolną ławkę. – Musisz zrozumieć, że ty, i tylko ty, możesz zdecydować, czy spotkasz się z lokatorem, czy też nie. I tylko od ciebie zależy, czy przyjmiesz, czy też odrzucisz jego dary mocy – powiedział don Juan. – Ale swoją decyzję musisz przedstawić kobiecie w kościele, w cztery oczy, gdy będziecie sami. Inaczej nie będzie się liczyć. Don Juan powiedział, że dary lokatora są niezwykłe, ale ich cena jest ogromna, i że jemu nie podobają się ani dary, ani cena. – Zanim podejmiesz prawdziwą decyzję – mówił dalej don Juan – musisz znać wszystkie szczegóły naszych transakcji z tym czarownikiem.

Don Juan przypomniał mi. co nie ułatwiało mi w żaden sposób rozeznania się w tym wszystkim. – Musisz o tym czarowniku mówić albo w rodzaju żeńskim. ponieważ wiedziałem. – Ja sam jestem bardzo niespokojny – wyznał don Juan. którym było uprzednio wybrane. Nie mogłem już dłużej ignorować jego niekonsekwentnego użycia języka i zwróciłem mu uwagę. że ten. że ona to robi rozmyślnie? – Postąpiła tak z każdym nagualem z mojej linii. który sprzeciwił się śmierci. Oba te określenia automatycznie wskazują na rodzaj męski. wiele lat wcześniej. – Rozumiesz? – powtórzył. ponieważ widziałeś go wpierw jako mężczyznę. don Juan bez przerwy mieszał hiszpańskie wyznaczniki rodzaju męskiego i żeńskiego. i drugim – kobietą i mężczyzną. przywiodło cię tutaj. W podzięce za energię pobraną od tych wszystkich nagualów. ze spokojem i przygotowany na wszystko – ciągnął don Juan. – Co masz na myśli. jak umiejscowić punkt połączenia. związało to czarowników na całe pokolenia. że ten. związała każdego z nich darem mocy. kobieta w kościele nauczyła ich. Po hiszpańsku mówił o tym. które sama wybrała. uzależnionych czarowników. ale nie ma sposobu. że użył dość dziwnej metafory. Rozumiałem go bardzo dobrze. jest i jednym. że i ty będziesz odczuwał to samo. czego dokonałeś i doświadczyłeś w świecie czarowników. czy mógłby zmienić poziom mojej świadomości. którą pobrał od nagualów naszej linii. Nawet śmierć nie pomoże. Kobieta w kościele wie wszystko jedynie o folgowaniu sobie. Poznałem wówczas mężczyznę. Nie znajdziesz za grosz umiaru. było tym samym. który nie był ani stary. nauczyła naguala Juliana. Byłem pewien. co robimy? – Tak. który sprzeciwił się śmierci. co upijanie pijaka. A ta kobieta rozmyślnie powiększa twoje kłopoty. – Ale czy to nie jest tak. Nie chodzi o to. zdałem sobie sprawę. Nie chciałem ci tego mówić. tym dla mnie lepiej? – Nie. by przemieścić ich punkty połączenia w pewne określone pozycje. ale cokolwiek to było. tak: “moje oczy chodziły po . don Juanie. bardzo drobnej budowy ciała. zabrał mnie na spotkanie z tym. co się z nim wiąże"? – Mam na myśli negatywne konsekwencje tych darów. – To twój obowiązek – odpowiedział. ale nie możesz tego ciągle mieszać – powiedziałem twardo. – Jak inaczej chcesz podjąć właściwą decyzję? – Nie sądzisz. który sprzeciwił się śmierci. don Juanie – powiedziałem z prośbą w głosie. Niemal podskoczyłem. co dotychczas powiedział mi o tym. Na przykład. że lokator miał zapłacić za energię. by złagodzić mój strach i niepewność. Rozumiesz? – Don Juan potrząsnął mną za ramiona. iż nasza linia jest linią niezwyczajnie sobie folgujących. które rzekomo widział. który był niepoprawnym lubieżnikiem. Wszystko. by – tak jak ona – stać się kobietą. Don Juan spokojnie zaczął powtarzać raz jeszcze wszystko. don Juanie. jako o el desafiante de la muerte. dziwnego Indianina. – Ale prawda jest taka. za grosz wstrzemięźliwości w tej kobiecie. jak pewnego razu. który sprzeciwił się śmierci. Nauczenie tego mojego dobroczyńcy. Nigdy jakoś nie zdołałem się do końca uporać z jego przemianą. Ale opisując powiązania łączące lokatora z nagualami jego linii. na przykład. że powie ci to twoje ciało energetyczne. by się ukryć i przeczekać niebezpieczeństwo. gdy don Juan wywrzeszczał swoje “Nie!" – Musisz stanąć twarzą w twarz z tym. który sprzeciwił się śmierci. że sami odpowiadamy za to. natomiast lokatora określał jako el inquilino. że im mniej wiem o lokatorze. określone położenie punktu połączenia i wszystko to. albo w męskim. swoimi darami spowodował. – Jestem zbyt zasadniczy. który sprzeciwił się śmierci. że nawet zapytałem. co niepotrzebnie przysparza nam ogromnego napięcia. Powiedział wtedy: mis ojos se pasearon – “moje oczy chodziły". twoja dowolność w używaniu rodzaju wprawia mnie w jeszcze większy niepokój. Szczególnie dobrze pamiętałem jego dziwny akcent oraz to. – Skąd wiesz. których używał.– Wolałbym już niczego na ten temat nie słyszeć. – I nie możesz korzystać z pośredników. gdy opisywał rzeczy. To jest chwila prawdy. będziemy musieli przyznać. mówiąc o “wszystkim. Jeśli przyjrzymy się sobie dokładnie i obiektywnie. Don Juan powiedział. że część powstałego zamętu wyniknęła ze słów. Gdy mówił. tak dobrze. to prawda. Innymi słowy. Powiedział. Ale niektórzy z nas mają większe kłopoty z odpowiedzialnością niż inni. co się z nim wiąże. co dokładnie należy zrobić. ani młody. by wywinąć się od tego spotkania.

Don Juan powiedział mi później. Podał swój przykład. gdyby wiedzieli. Poza tym zakresem. iż miałem wrażenie. ponieważ są wytworem specjalistycznej wiedzy czarowników starożytności – odparł don Juan. aby w danym położeniu osiągnąć stan całkowitej percepcji. – Przemieściły wasze punkty połączenia tak daleko. Don Juan powiedział też. – Wasi przyjaciele zdradziliby was w końcu – ciągnął don Juan – i sami musielibyście zadbać o siebie i nauczyć się praktycznych sposobów przetrwania w tamtym świecie. czarownik potrzebuje praktycznej wiedzy albo wpływowych przyjaciół. który sprzeciwił się śmierci. który sprzeciwił się śmierci. że jego darem mocy od tego. jak to było możliwe. czy na zewnątrz kształtu ciała energetycznego człowieka. potrafię przemieścić swój punkt połączenia dokąd tylko chcę. co zrobić z tym ciałem. Później don Juan wyjaśnił. nie może podarować nam cząstki tej wiedzy. który sprzeciwił się śmierci. – Zbyt wiele mi przypisujesz. On sam uzyskał całkowitą percepcję dzięki darowi mocy. Rzecz prawie niemożliwa. tak samo jak owi wszechwiedzący czarownicy starożytności. Wspomnienie tego zdarzenia było tak ulotne. leży obszar wielkich przesunięć. Skończylibyście wypełnieni po brzegi procedurami. polubił cię. potrzeba wyjątkowo szczegółowych procedur. ucząc się jej w zaplanowanej sekwencji. chociaż ty tego nie pamiętałeś. Wiązka ta nazywana jest zakresem człowieka lub też czysto ludzkim aspektem energii wszechświata. ale ciągle w obrębie świetlistego jaja. Potrafi to jedynie ten. który sprzeciwił się śmierci. – Istoty organiczne oszukały ciebie i Carol Tiggs podczas waszej ostatniej podróży. Podejrzewałem nawet. to naprawdę nie potrafię się połapać w tym rozgardiaszu. don Juanie. – Co rozumiesz przez szczegóły? – zapytałem. jakbyście byli w normalnym świecie. że spędziłem z tym. lecz aby była całkowita. aby tego dokonać. pomagając wam uzyskać całkowitą spójność po wielkim przesunięciu – powiedział don Juan. że udzieliła ci bardzo dokładnych instrukcji. że trwało jedynie kilka minut. – Dlaczego nazywasz jego podarunki darami mocy? I skąd ta tajemniczość? – zapytałem. Tylko czarownicy starożytności posiadali odpowiednią wiedzę. Albo mógł się umówić z tobą na spotkanie jako kobieta. nasza percepcja jest nadal zrozumiała. czy wiesz. co się dzieje – ciągnął – ponieważ myślałem. – Każde wielkie przesunięcie ma swój odmienny mechanizm – mówił dalej. – Dzisiejsi czarownicy mogliby się ich nauczyć. – Ich tajemnica polega na tym. prawda? – Nazywa się je darami mocy. – Przecież sam potrafisz przemieścić swój punkt połączenia dokąd tylko chcesz. – Próbowałem wcześniej dowiedzieć się od ciebie. Ale skąd ci przyszło do głowy przypuszczenie. A ja. Nie wiem natomiast. że współcześni czarownicy nie znają szczegółów tysięcy możliwych pozycji punktu połączenia. że ten. Aby osiągnąć ten stopień postrzegania. A to oznaczało. by uzyskać całkowitą percepcję wrony. tak jakby uczył się obsługiwać bardzo skomplikowaną maszynę. z wyjątkiem tego. iż ten. że dawni czarownicy chcieli za wszelką cenę uzyskać całkowitą percepcję i całkowitą spójność. Don Juan zauważył. Powiedział. była pozycja punktu połączenia wrony oraz procedury pozwalające tak manipulować swym ciałem energetycznym. a potem pomogły wam postrzegać tam tak. że wiedza o określonych procedurach dotyczących przesunięć nie była . jak na dłuższy czas unieruchomić punkt połączenia w odpowiedniej pozycji wielkiego przesunięcia. krok po kroku. Gdy punkt połączenia przesunie się do jakiegokolwiek położenia w tym obszarze. który sprzeciwił się śmierci. że wiem. że nikt inny na tej ziemi. że wiele lat wstecz sam umówiłeś się na spotkanie z tym. co się dzieje? – Wydawało mi się. Don Juan wyjaśnił. całkowitej spójności. że mógł ci już ofiarować dar mocy. – Szczególne sposoby traktowania ciała energetycznego w celu utrzymania punktu połączenia nieruchomo w określonej pozycji – odparł. że większość przesunięć punktu połączenia dokonywanych przez dzisiejszych czarowników. Dalej don Juan wyjaśnił. to umiarkowane przesunięcia w obrębie cienkiej wiązki świetlistych włókien energii wewnątrz świetlistego jaja. który sprzeciwił się śmierci. rzecz jasna. ma już we krwi upodobanie do rytuałów i dlatego zawsze spotyka się z czarownikami swego rodu najpierw jako mężczyzna – tak właśnie stało się w przypadku naguala Sebastiana – a potem jako kobieta. cały dzień. czy to wewnątrz. Jeśli o to chodzi.hełmach hiszpańskich konkwistadorów". który sprzeciwił się śmierci.

nie budzi w nas czci. . – Chcesz powiedzieć. lecz okropne. że jest niczego sobie. don Juanie. i że lokator pokazał nagualowi Sebastianowi. że lokator ma odmienny rodzaj energii? – Nie. Pomyślałem. nie pozostawiając mi już cienia wątpliwości. A ja byłem jurnym młodzieniaszkiem. chwyciłem haczyk. gdy powiem. by nie poznać lokatora. – Teraz twoja kolej. podstępem. – Jestem absolutnie pewien – odpowiedział. w której skończyli dawni czarownicy. – Być może dary. Przeszedłem przez ten sam horror. Milczeliśmy. którzy poprzedzali naguala Sebastiana. mając nadzieję. Czekałem na następny ruch. by spotkać lokatora – ciągnął. a do wewnątrz w przypadku mężczyzny. co ty. że gdybym się zapytał. ale na pewno odmienne cechy energii niż te. ogarnięty nieopisanym. – Czy jesteś pewien. że nie będzie to dla ciebie żadne pocieszenie. – Ta kobieta to lokator! – krzyknął don Juan. gdzie widziałem przyglądającą się mi kobietę. który sprzeciwił się śmierci. czy uważa to za jakąś korzyść dla jego linii. tak samo. nagual Julian szesnaście. jak osiągnąć całkowitą percepcję w dziesięciu nowych pozycjach punktu połączenia. A przynajmniej tak było ze mną. Punkt połączenia lokatora był skierowany pierwotnie do wewnątrz. Ale po chwili uderzyło mnie. lub że był to jakiś niesmaczny żart. – Czy jesteś absolutnie pewien. zachwieją naszą ogólną równowagą i nasza linia pogrąży się w ciemności. nagual Elias cztery. – Wiem też. zgodziłeś się przyjąć wyzwanie tego.dostępna owym ośmiu nagualom. Powiedział mi pewnego razu. że tarapaty. ale on go odwrócił tak. nagual Lujan pięćdziesiąt. Razem dawało to dziewięćdziesiąt pięć szczególnych pozycji punktu połączenia. Nagual zabierał mnie często do kościoła. która ponoć usycha z szalonej miłości do mnie. że ta kobieta to lokator? – spytałem raz jeszcze. mam na myśli od urodzenia albo kobietą. Dla widzącego najjaśniejsza część punktu połączenia skierowana jest na zewnątrz w przypadku kobiety. don Juanie? – Ponieważ. don Juanie. – Dlaczego muszę to ciągnąć. które posiada normalny człowiek. że stoisz przed najcięższą próbą. – To jest tak straszliwie poważna sprawa. albo mężczyzną. – Już ci powiedziałem. i nadal jest. lecz odrazę. że bycie z natury kobietą lub z natury mężczyzną jest kwestią umiejscowienia punktu połączenia – powiedział don Juan. że aż mi się robi od tego niedobrze – powiedziałem. że się jej podobam. nagual Rosendo sześć. że nie. Spotkanie w cztery oczy z kimś tak tajemniczym i starym. Nagual Santisteban otrzymał siedem. nie były śmieszne. że teraz jego jajowaty kształt energetyczny wygląda jak muszla. że wiadomo mu o pięknej i namiętnej wdowie. że ta kobieta to lokator? – spytałem. – Mówiąc “z natury". Powiedział. z tym że obeszli się ze mną nieco brutalniej – don Juan zachichotał. Musiałem całą siłą woli powstrzymać się od śmiechu. jaką może podjąć współczesny nagual. jak mieszkaniec. nawet o tym nie wiedząc. to moje widzenie nie może mnie oszukać. – Nagual Julian miał zwyczaj robić przerażające kawały. nawet gdybym był tak zidiociały. Kiedy nagual powiedział mi. która owinęła się wokół siebie. w które wpadł. które otrzymasz. o których wiedzieli czarownicy i jego linia. – Naprawdę ci współczuję – odparł don Juan z poważnym wyrazem twarzy. że zaszła jakaś pomyłka. powodowany dziwną odrazą i strachem. Moje przebudzenie było bardzo brutalne. panicznym strachem. to musiałby odpowiedzieć. Nie ma odmiennego rodzaju energii. gdy don Juan pokazywał gestami utratę swej niewinności. jak uczynił to mój nauczyciel. a jemu pokazał dwie. ponieważ ciężar tych darów przybliżył ich do natury dawnych czarowników. – Poza tym. Wyciągnąłem od ciebie zgodę w trakcie twojej nauki.

Zamarłem. Ale don Juan był nagualem. niewysłowioną rozkoszą. Śnienie stało się dla nich bezprecedensową. posikałem się w gacie. moimi troskami. jak się pojawił i w okamgnieniu znalazłem się na dnie czarnej rozpaczy. że poprzez wywoływanie systematycznych przemieszczeń punktu połączenia. a on powiedział mi chyba wszystko. że powróciły do mnie niejasne wspomnienia. doszedłem do wniosku. jak ja? – zapytała po angielsku. szukając don Juana. Lecz chwilę później mój optymizm zniknął równie szybko. Uśmiechała się do mnie. Mnie skończyły się pytania. by udać się do innych niewyobrażalnych wymiarów. jak się zachowasz pod obstrzałem. że don Juan musiał mnie wlec aż do samego kościoła. Don Juan miał rację. ale również przygotowało ich do wejścia w te światy z zachowaniem pełnej świadomości. że moją jedyną prawdziwą troską są prawdopodobnie moje trzy popleczniczki w świecie don Juana. które mogły powodować moją udrękę. Usiłowałem przeprosić don Juana. W tym mieście ludzie kręcą się w okolicy placu aż do dziesiątej lub jedenastej. że dawno już opadły ze mnie wszystkie możliwe. Czekałem w milczeniu przez długą. I bezwstydnie mu się oddałem. Poprowadził mnie z powrotem w stronę kościoła. że jest ono bramą do światła i mroku wszechświata. Następne. to to.ROZDZIAŁ XII: KOBIETA W KOŚCIELE Don Juan i ja siedzieliśmy w milczeniu. że nie są to zamiary iluzoryczne. Mimo najlepszych chęci. aczkolwiek sprzeczne z rozsądkiem. W oparciu o swoje dość ograniczone sukcesy w śnieniu nabrałem przekonania. lecz wyjątkowo rzeczowe. zahipnotyzowany tym głosem. ciężką do zniesienia chwilę. siedziałem z don Juanem w parku i czekałem na to. co się wydarzy. co wiedzą. gdy twierdził. Jednak po przeanalizowaniu swojego stanu musiałem przyznać. Serio. który rzyga ze strachu – powiedział. Zacząłem zastanawiać się nad sobą. jak być czarownicami. Tkwiłem w bezruchu. jak wykorzystać to. że zrobiło mi się niedobrze. mógłbym przygotować się lepiej. jak wówczas. że don Juan nie uprzedził mnie wcześniej. Ostatnia na tej drodze chwila folgowania sobie – strach przed śmiercią z rąk tego. Żałowałem. który sprzeciwił się śmierci. że wszystko jest w porządku. ale nie było go nigdzie widać. Wieczór był bardzo ciepły. – Jesteś gotów? – zapytał don Juan. moimi nadziejami na przyszłość. że tak. co w jego chrapliwym brzmieniu sprawiło. Uciekłbym stamtąd co sił w nogach. którą widziałem wcześniej. ale kobieta chwyciła mnie mocno za ramię. i to im się udało. by zawsze wiedziały. gdy don Juan powiedział. i co najważniejsze. Przez moment wydawało mi się. zwiększając zakres tego. Jej głos zawładnął mną całkowicie i natychmiast. – Gdy spotkałem tego. co po dzień dzisiejszy pamiętam z tej drogi. czego naturę i zakres można jedynie sugerować. Ogarnął mnie tak potworny strach. Rozejrzałem się rozpaczliwie. co było istotne. Pragnęli postrzegać to. Nie przypominam sobie chwili dotarcia na miejsce i wejścia do kościoła. śnienie wyzwala percepcję. Don Juan i jego towarzysze zamierzali spełnić marzenie czarowników i opuścić ten świat. co nieznane. gdzie klęczałem obok kobiety. Kobieta zapytała mnie jeszcze o coś po . przygotował je tak. które zawsze wiedzą. Powiedziałem. ale plac był już wyjątkowo opustoszały. który wszelkie ważne decyzje podejmował pod wpływem chwili. przyziemne zmartwienia. Mój czas z don Juanem zbliżał się do końca. co można postrzegać. Mogła być co najwyżej siódma wieczorem. Gdy zastanowiłem się nad tym. Jakbym znał ten głos od zawsze. Don Juan wstał więc i dodał: – A zatem chodźmy i przekonajmy się. Nie potrafię opisać. Teraz istniała dla nich tylko jedna nie rozstrzygnięta kwestia – moje spotkanie z tym. ale on się roześmiał. że nawet o to nie muszę się tak naprawdę troszczyć. to długa. jedyne. bez ostrzeżenia. wytarta drewniana ława. co pamiętam. pozostał mi więc jedynie strach o samego siebie. Czarownikom z jego grupy śnienie nie tylko otwarło drzwi do innych dających się postrzegać światów. co robić. moimi dążeniami. – Nie jesteś bynajmniej jedynym. który sprzeciwił się śmierci. Okazało się. – Dlaczego miałbyś się bać takiego maleństwa. Gnębiły mnie małostkowe rozważania nad moim bezpieczeństwem. Don Juan nauczył je. który sprzeciwił się śmierci.

ale ja nie chcę od ciebie żadnych darów mocy. – Mam ci tyle do powiedzenia. Brzmienie jej głosu doprowadzało mnie do szaleństwa. by ci dać taki podarunek. co dostaję. Żyję z nim. Jeden z nich obrócił się i spojrzał na nas z ciekawością. I wyszedłbym. że chwycę cię za rękę – poprosiła. lecz będzie musiała mi za nią zapłacić. Jesteś moim dobroczyńcą. Nie mam nic i bardzo mi się to podoba. Potem wyrzekła dość niejasne słowa: – Jeśli odważysz się pomyśleć. Tuż przed nami klęczeli dwaj starsi mężczyźni. Zachowanie spokoju kosztowało mnie ogromnie wiele wysiłku. powodowany ciekawością. Miałem nawet dość zimnej krwi. który stara się brzmieć jak kobieta. Ja jestem twoim sługą. czy też nie wierzy w to. – Płacę za wszystko. Na pewno będziemy dobraną parą. – Nie mogę wziąć twojej energii za darmo – szepnęła. że grunt ucieka mi spod stóp i za chwilę z pewnością stracę zmysły. niezdolny odmówić. Przeżyłem chwile rozdzierającego niepokoju. podobnie jak strach. by przebić niewidzialną powłokę energii. Dziwne. gdyby kobieta również nie wstała. – Jestem twoją mamką! – krzyknęła zduszonym głosem. Żaden kłopot. W środkową sylabę każdego słowa wstawiała dodatkową głoskę. tak najzupełniej kobieca. – Nie miej mi za złe moich żartów – powiedziała cicho kobieta. Dziękuję ci za zaufanie – szepnęła. Był chrapliwy. twojej mamki. Wytężyłem wszystkie moje siły. hipnotyzujący głos – to jesteś w wielkim błędzie. Zaszokowało mnie to. Zapytałem napastliwie. Potrzebujesz energii. którzy byli przed tobą. – Prawda jest taka. by się odezwać. że może weźmie moją energię. – To nadzwyczajne! Chcesz possać moją pierś? – Ciałem kobiety wstrząsnął konwulsyjny śmiech. Usiadłem automatycznie. Zachichotała radośnie i powiedziała. ale jej nie zrozumiałem. iż nie mam nic i bardzo mi się to podoba. że zginęła tragicznie pod kołami ciężarówki. Podałem jej dłoń. choć wiedziałem. Nigdy nie wziąłbym go za głos mężczyzny. że przeistoczyłabym się w przerażającego mężczyznę i uczyniła ci krzywdę – powiedziała. Będzie musiała podarować mi rzecz podobnej wartości. – Całe życie byłem głupcem.angielsku. obcym akcentem. Mówię najzupełniej szczerze. Uświadomiłem sobie. że bardzo cię lubię. to być może skorzysta z mojej energii. Zachichotała cichutko jak młoda dziewczyna. Klęczała tuż obok mnie z prawej strony. –To mój dar dla ciebie. nic w zamian nie dostając. lecz nie gardłowy czy ostry. –Z pewnością mogę sobie pozwolić na to. że mi się udało. przysłuchując się jej słowom. wierz mi – odparłem. taka jest umowa. którą odczuwałem dokoła siebie. Pomyślałem. Nigdy w życiu nie . weź ją sobie. – Nie uciekaj – szepnęła mi do ucha. Ale jej prośba zabrzmiała jak rozkaz. – W porządku – szepnęła po hiszpańsku i uśmiechnęła się znacząco. Przypominał bardziej odgłos bosych stóp stąpających delikatnie po żwirze. Ale ja nie chcę się obarczać niepotrzebnymi rzeczami. Jego chrapliwość była tak niezwykła. – Rozumiem prawdziwy strach. gdy usłyszałem głos wysłannika: – To głos Hermelindy. że mój niepokój nagle zniknął. iż głos kobiety poruszył we mnie tak głębokie. że mówi po hiszpańsku z niespotykanym. Wiedziałem o Hermelindzie jedynie to. stare wspomnienia. czy oznacza to. tak jak byłam sługą wszystkich nagualów. Rozsadza cię energia. – Może – powiedziała w zamyśleniu. że skoro jestem tak hojny. – Naprawdę jesteś kobietą? – zapytałem. – Dziękuję. i wstałem gotowy do wyjścia. Zebrałem całą energię i rzekłem jej bez ogródek: – Możesz skorzystać z mojej energii – powiedziałem. jeszcze bardziej podkreślając swój niesamowity. To głupio pozbywać się energii. Kobieta nie zwróciła na niego uwagi i dalej szeptała mi do ucha: – Pozwól. Miałem już się do niej odezwać.

zapędził się w ślepą uliczkę. Klęczała. zwracając się twarzą do głównego ołtarza. który sprzeciwił się śmierci. który przez całe lata zastawiał na mnie najróżniejsze pułapki. ja zaś byłem wolny. Umierałem z ciekawości. by podtrzymać rozmowę. – Nie – szepnęła i potrząsnęła głową. Była ciemna jak indiańska kobieta. Ścisnęła moje ramię w przyjacielskim geście. Była ubrana w długą suknię. Chciałem opowiedzieć jej o tym. Poza tym nie przebywam zbyt długo tutaj. Natychmiast dałem sobie z tym spokój. były cudowne. – Czy jest jakieś miejsce. – Skąd pochodzi? – Niemal z wieczności – powiedziała i westchnęła. Mogę również zostać dłużej tam. Zaczynaliśmy się rozumieć. – Czy zamiast ofiarowania mi czegoś możesz powiedzieć coś. Takie oczy nie mogły być wrogie. czyste i spokojne. po których natychmiast przychodziło krańcowe zwątpienie i nieufność. związane w długi warkocz. Tak bardzo. co pomogłoby mi w mojej drodze? – zapytałem. bardzo dawna – powiedziała. z tą różnicą. – Dopiero wczoraj – odparła i wybuchnęła krystalicznym śmiechem. lecz nie była również pospolita. w twoim świecie. – Twój akcent jest doprawdy niesamowity – stwierdziłem. Przyszło mi na myśl. czarny szal i mokasyny. – Rozmawiamy tutaj – powiedziała. Oceniłem. iż jest to możliwe. – Dzieje się tak dlatego. że z całą pewnością nie przyciągała niczyjej uwagi. Równie błyszczące i żywe spojrzenie widziałem jedynie u don Juana. że właśnie pomyśleliśmy o tym samym. jakbym był pogrążony w głębokiej modlitwie. Ona była prawie nieprzemijająca. Pochyliłem głowę. ile może mieć lat. Ale z pomocą przyszło mi otrzeźwiające wspomnienie. że czułem się jak na huśtawce. Jednak kobieta zdawała się wiedzieć o tym. Wyglądała na trzydzieści pięć. Przeżywałem chwile pełnego zaufania i wewnętrznej pełni. Ludzie zaczęli zwracać na nas uwagę. – Późno nauczyłaś się hiszpańskiego. Jeśli będziesz szeptać. jak tylko zechcesz w . że znałem ją przez całe życie. Zwinnie przyklęknęła. co dzieje się w mojej głowie. Ten. by tylko wyciągnąć ode mnie informację o moim wieku. jakbyś ty chciał zostać tak długo. że nigdy bym nie przypuszczała. że mam większą ruchliwość. nikt się nie zorientuje. mięśnie zaś twarde i jędrne. Miała szczupłą talię i duże piersi. a ja byłem ulotny. To była moja przewaga. Jej oczy zupełnie mnie uspokoiły. czterdzieści lat. ukazując małe. bym podążył za nią w kierunku dużego. jakby dając mi do zrozumienia. – Rozmawiałam tutaj ze wszystkimi nagualami z twojej linii. a teraz byłem o krok. zadziwiająco białe zęby. Poczułem nagły przypływ zaufania i optymizmu. Wiedziałem. lśniące niczym sznur pereł.słyszałem. Nie była piękna. że ma nieco ponad metr siedemdziesiąt wzrostu. że zaczynam ulegać urokowi kobiety. – Żyję od bardzo. mogłem więc dostrzec również jej gładkie pięty i dolną część mocnych łydek. Kobieta przysunęła się do mnie jeszcze bliżej. Podniosła się i wyślizgnęła z ławy. że potrafię kontrolować przesunięcia i ruchy punktu połączenia. Lecz jednocześnie byłem świadom czegoś jeszcze – mojej emocjonalnej niestabilności. – Jak to jest żyć w odmiennych światach? – zapytałem. że rozmawiamy. Nie znosiłem tej jego małostkowej ciekawości. Uklękliśmy przed naturalnej wielkości krzyżem. którą otrzymuję od nagualów z twojej linii. spuszczone w dół i ukryte pod przymkniętymi powiekami. Jej włosy były kruczoczarne. Jedynie oczy. Przypomniałem sobie znajomego. dlaczego westchnęła. by tym razem miało być inaczej. Muszę oszczędzać energię. Przyjrzałem się jej dokładnie. Jej twarz niczym się nie wyróżniała. wydawało mi się. by tylko oderwać się od swych myśli i uniknąć rozszyfrowania. sprawiając. prawda? – zapytałem. gdzie tylko zechcę. żeby ktoś mówił w ten sposób. – Podobnie jak w twoim śnieniu. by zachować się w ten sam sposób. Skóra jej rąk i dłoni była gładka. – Jesteśmy skrajnie różni. bocznego ołtarza po lewej stronie. których nie mogła albo nie chciała ukryć pod szalem. Tak samo. dobrze zbudowana. w którym moglibyśmy porozmawiać? – zapytałem. Zawsze prześladowała mnie w świecie don Juana. W moim podejrzliwym umyśle zakiełkowało nagle ostrzeżenie. Przeżegnała się i dała mi znak. zanim zdążyłem się odezwać. lecz nie gruba czy przysadzista. Nie należało się spodziewać.

Zdecydowanie bardziej mi się to podoba. mroczniejszy. Kobieta pociągnęła mnie w cień bocznego ołtarza. gdy nie będziesz słuchać uszami – powiedziała. lecz z cienkich. gdzie chcę. Kościół był teraz inny. dużo młodszy ode mnie – powiedziała – a już teraz trudno ci odpowiedzieć. Ci. nie było ich jednak słychać. – Jest tyle rzeczy. Widziałem pochylone głowy aż do stóp głównego ołtarza. że zaszło coś złowieszczego. gdzie mieszkasz. że przychodziły mi do głowy głupie pytania. gdybyś zabrał ich do domu. Nie słyszałem jednak żadnych odgłosów. Mogę być tam. ciemni i twardzi. iż wiem to. poskręcanych drążków. – Nic nie słyszę – powiedziałem do kobiety. co już wiesz. była nie dokończona. A nawet. Fasada kościoła była również inna. Odczułem. – Jesteś dużo. Chyba już całkiem zapomniałam. jej oczy płonęły niesamowitą jasnością. Obróciła się i dała mi znak. by uzyskać odpowiedź. Gdy zacząłem widzieć. że jest to najcudowniejszy dźwięk. – Nie musisz mnie o nic pytać – ciągnęła. Nagle zalała mnie powódź szumiących odgłosów zwielokrotnionej modlitwy. gdzie mieszkasz. że doszła już prawie do drzwi. Nie dość. gdzie mieszka. Kobieta przyglądała mi się z uwagą. Niemal wszystkie głowy obróciły się w moją stronę. Chciałem zapytać ją. Było ich mnóstwo. a mój głos zadudnił tak. Zwróciłem uwagę na ławy. kamiennej budowli. – Musimy zawrzeć jakąś inną umowę. który należy do ciebie lub który wynajmujesz. Nie bałem się jednak jej ani snu. że faktycznie wiem wszystko i nie muszę już zadawać więcej pytań. bym poszedł za nią. że zanim jeszcze skończyła mówić. byli dziwnie mali. Wstałem i zrobiłem kilka kroków w kierunku nawy. zmieniając temat. już poczułem. to tylko głupie myśli. Gapiłem się na nich i na wszystko dookoła. używając swej uwagi śnienia. jakby kościół był pustą jamą. to jeszcze znalazłem się w stanie takiej podatności na sugestię. Ja daję ci właśnie ten wstrząs. jak harmonijnie światło świec współgra z masywnymi ścianami z kamienia i zdobieniami kolonialnego kościoła. Zupełnie jakby do oczu dostała mi się woda. Rzeczywiście była kobietą. Wszędzie wokoło . co ona. jakie w życiu widziałem. Wyglądały jak ławy własnej roboty. Wystarczyło zastosować się do jej sugestii. – Nie jesteś łatwowierny – zapewniła mnie z przekonaniem. to nie będzie to miejsce. – Wiesz to. Cała jestem kobietą! Wzięła moją rękę i przyłożyła do swojego krocza. Ze śmiechem opowiedziałem jej o mojej łatwowierności. na co mogę się zdobyć. a ona steruje tym snem. Stwierdziłem. – Czy zawsze podróżujesz jako kobieta? – Jestem kobietą dłużej niż mężczyzną. przyglądali mi się z widoczną dezaprobatą. Odszedłem od bocznego ołtarza i znów spojrzałem na nawę kościoła. Nie były zrobione z drewna. że śnię. Ogarnęła mnie wówczas następna fala przyziemnego rozumowania. gdy przebywa w tym świecie. Ludzie się poruszali. Jego źródłem były świece palące się na licznych ołtarzach. którzy stali bliżej. Poczułem. Rozejrzałem się i spostrzegłem. o które chcę cię zapytać – stwierdziłem – lecz wszystko. wiedziałem. Na ulicach było ciemno. – Słuchaj. – Wiesz wszystko. Nie musiałem wypowiadać mojego pytania. Było żółtawe.którymś ze swoich snów. Rozejrzyj się! Przez chwilę nie mogłem skoncentrować na niczym wzroku. jedyne światło pochodziło od księżyca. że serce podchodzi mi do gardła. Klęczeli tam ludzie pogrążeni w modlitwie. by odzyskać to. Wiedziałem. – Usłyszysz. Zmieniło się również światło. W wielkim podnieceniu chciałem opowiedzieć o tym kobiecie. Potrzebowałeś jedynie wstrząsu. gdy ludzie pytają cię. co ja wiem. jaki kiedykolwiek słyszałem. jak to jest być mężczyzną. umieszczone we wspaniałej. – Nie mogę tak po prostu wziąć twojej energii – powiedziała. zamglone i rzucało najczarniejsze cienie. – Czy twój pobyt w tym świecie ogranicza się tylko do tego miejsca? – Nie. ale nie było jej przy mnie. Natychmiast uniosły mnie ze sobą. ponieważ jesteś teraz cały w drugiej uwadze. bardziej złowrogi i jakby twardszy. Dogoniłem ją przy portyku.

Nie była jednak wyperfumowana. by tego dokonać. by utrzymać tę pozycję w trakcie zasypiania. – Cóż. jest odzwierciedlana przez pozycję. Don Juan nigdy nie przywiązywał do tego wagi. Usiadła po mojej prawej stronie i wyszeptała mi do prawego ucha. co czarownicy starożytności nazywali podwójną pozycją. – Dokąd idziemy? – zapytałem. W świetle księżyca sceneria sprawiała niesamowite. by unieruchomić swój punkt połączenia w dowolnie wybranym przez siebie miejscu. Zmieniła pozycję. – Po prostu wyszliśmy. które ofiarowywała nagualom z mojej linii. ale chyba nie do końca rozumiem. równomierne i wyważone. lecz prostym ćwiczeniem. – Co dokładnie chcesz wiedzieć? – zapytała cicho. i że mężczyźni i kobiety mojej linii mają wielkie szczęście. by ustalić doskonałą relację między dowolnymi pozycjami. Te dwie pozycje tworzą jedność i czarownicy starożytności poświęcili tysiące lat na to. Jestem pewna. – Wyjaśnij mi. lewym. – Donikąd – odparła. mówiąc.leżały wapienne bloki. że moje dary są darami całkowitego postrzegania. podczas śnienia. iż poczułem ciepło jej ciała. ćwiczenie polega na tym. w której utrzymuje on swoje ciało energetyczne w trakcie śnienia. w której rozpoczęło się śnienie. mentolowe ciepło. – Rozpocznij śnienie. Pomyśl o tym. co wie. ja przywiązuję – powiedziała i wstała. abym usiadł na wpół ociosanym kawałku wapiennego bloku. pozycja początkowa. by śnić. cała jej istota wydzielała ten charakterystyczny zapach sosnowego lasu. że twoi nauczyciele powiedzieli ci już. Innymi słowy. Śmiało wyjaśniłem. by rozpocząć śnienie – powiedziałem. że nie chcę tego praktykować. – Jakie są efekty tego ćwiczenia? – Całkowite postrzeganie. w której śniący utrzymuje swoje ciało. – Jak się kładziesz. że leżysz w dokładnie takiej samej pozycji i znowu zasypiasz. Było to chłodne. krystaliczne brzmienie. co oznacza to całkowite postrzeganie – skłamałem. że zgodnie z tym. Następnie. że dary. ćwiczenie polega na tym. leżąc na prawym boku z lekko zgiętymi kolanami – zaproponowała. podczas śnienia. posługując się wyjątkowo subtelnym. Dała mi znak. – Druga uwaga kryje w sobie nieprzebrane. Tutaj możemy się nagadać do woli. lub przez pozycję początkową. iż otrzymują od niej takie dary. – Chodzi o to. w tej pozycji. Kobieta obiecała mi nadzwyczajne. a jedynie wiedzieć. bym to sprawdził. Powiedziała. – Tak. że współcześni czarownicy nigdy nie będą mieli czasu ani chęci. Ciepło jej ciała również nie było takie. A potem. Zignorowała mnie i kontynuowała wyjaśnienia. – A co to daje? – zapytałem. aby mieć więcej przestrzeni i spokoju. przypominało mi woń drzew lub szałwi. Jej śmiech miał niesamowite. niemożliwe do przewidzenia z góry rezultaty. którzy już w moich czasach byli starożytni. – Jak popadnie. jak moje lub innych ludzi. – Unieruchamia punkt połączenia. by śnić. Chichocząc. w której śniący utrzymuje swoje ciało. – Kluczowe znaczenie ma pozycja początkowa ciała śniącego. skomentowała. na plecach i na brzuchu. Na tym właśnie polega sekret czarowników starożytności. Jej ciało wydzielało bardzo szczególny zapach. ciągle nie odkryte bogactwa – powiedziała. Potem zaczęła szeptać do mojego lewego ucha. i to na dobre. pełne grozy wrażenie. że istnieją jako intelektualne możliwości. Nie mam ustalonej zasady. rozpoczynając śnienie. Położyła rękę na moim ramieniu i przycisnęła mnie do swojej piersi. w której śniący utrzymuje swoje ciało fizyczne. w której się znajdował podczas tego drugiego zasypiania. Zaproponowała. rozpoczynając śnienie? – zapytała. Nie było żadnych zabudowań. miały związek z tym. co rozumiesz przez podwójne pozycje. Nie w pełni zrozumiałem jej wyjaśnienia dotyczące podwójnych pozycji. lecz bez pośpiechu. że to ciepło będzie na mnie napierać bezustannie. Przyszła mi do głowy myśl. że zasypia się po raz drugi w tej samej pozycji. Potem nagle zmieniła temat i spytała: – Jaki dar chcesz otrzymać? . jest niesłychanie ważna. pozycja. Kobieta usiadła tak blisko mnie. że cztery warianty tego ćwiczenia polegają na zasypianiu na prawym boku.

– Ty nigdy nie wyobrażałeś sobie niczego. Już ci mówiłem. – Ponieważ śnimy – odparła. – Dlaczego? – zapytałem. którzy wiedzieli. iż czarownicy jej linii zwykle zaczynali od wpatrywania się w jakiś nieskomplikowany przedmiot i zapamiętywania wszystkich jego szczegółów. że ten kościół i to miasto są jedną z tajemnic zamierzania w drugiej uwadze. że pochodzi z linii czarowników. że potrafi odzwierciedlać swą intencję. Nie myśl. a jednak istnieją. jak się poruszać w drugiej uwadze dzięki odzwierciedlaniu swej intencji. – Dlaczego tak jest? – zapytałem śmiało. Powiedziała. że nie mam nic przeciwko temu. dopóki nie ujrzeli go z zamkniętymi oczami w całej jego złożoności. To mój dar dla ciebie. ponieważ każda rzecz w takim śnie musi być rzeczą bardzo osobistą. nazywano pierwszym krokiem do całkowitego postrzegania. Potem ostrzegła mnie. wyobrażali go sobie i poprawiali swoje wyobrażenie. – Pod warunkiem. powiedziała kobieta. – Mówisz. Opowiadała. Powiedziałem jej nawet. jakby oniemiała. Tym razem ja stawiam. – Jeśli naprawdę chcesz mi coś podarować – powiedziałem – zabierz mnie na spacer po tym mieście. Weź więc ją ode mnie. Kobieta wyglądała tak. który nie tylko dodał jej niesamowitości. mówiąc to takim tonem. Potem zamykali oczy. jakbym tak właśnie myślał. choć już znałem odpowiedź. – Zabiorę cię głębiej w mój sen. w którym mogli żyć. A ja ciągle powtarzałem jej. Ja muszę wręczyć ci dar. – Najpierw wyobrażali sobie. –Całe pokolenia zniknęły dzięki takiemu śnieniu. Następnym etapem było śnienie z tym przedmiotem i wywołanie we śnie. Jesteś przy czwartej bramie śnienia. Potem spojrzała mi w oczy i dodała. lecz poza jego obrębem sytuacja była odmienna. Ów akt. że kościół i miasto są wynikiem jej intencji. w świetle księżyca. – To jest sen. Wyjaśniła. że ogromnieją lubię. by myśleć i rozmawiać. że czarownicy jej linii praktykowali sztukę odzwierciedlania swoich myśli podczas śnienia.– Nie chcę żadnego daru. – Nasza umowa jest taka. że jest to jedna z tajemnic zamierzania podwójnych pozycji śnienia w drugiej uwadze. jest jej intencją. a ty musisz go przyjąć. co widzę dookoła siebie. – Nalegam. by wzięła ode mnie energię. że nie odezwiesz się ani słowem – powiedziała. Można to wykonać. Taka jest nasza umowa. Powiedziała mi. porównując je z prawdziwym przedmiotem. dopóty miałem dość energii. Dlatego właśnie powiedziałam ci. To właśnie teraz robię z tobą i to właśnie zrobiłam ze wszystkimi nagualami z twojej linii. Śnisz mój sen. później wyśnienie go i odtworzenie w ten sposób całkowicie prawdziwego świata. I naprawdę ją lubiłem. do swojego snu. – Gdy czarownicy z mojej linii potrafili już tego dokonać – ciągnęła kobieta – mogli z łatwością wciągnąć innych do swej intencji. Szeptem powiedziała. z punktu widzenia ich własnej percepcji. . że jej wielką sztuką jest to. więc zagłębianie się w mój sen jest dla ciebie bardzo niebezpieczne. – Ponieważ nie ma stąd wyjścia – rzekła niezwykle poważnym tonem. a potem odtwarzali w śnieniu tę samą wizję – odparła. Potem powiedziała mi. – Wróćmy do kościoła – mruknęła. Ich celem ostatecznym było wspólne wyobrażenie sobie jakiegoś całkowitego świata. Było w niej coś niesłychanie smutnego i zarazem pociągającego. że to żart – zachichotała. że my dajemy ci energię. Od nieskomplikowanego przedmiotu czarownicy przechodzili do rzeczy coraz to bardziej złożonych. lecz nie można tego zrozumieć ani wytłumaczyć. całkowitej materializacji tego przedmiotu. budowli czy elementu krajobrazu. że w ten sposób zniknęły całe pokolenia? Jak to możliwe? – zapytałem. lecz również mnie przeraził. nie istnieją. Kiwnęła głową potakująco. że przekroczenie czwartej bramy śnienia i podróż do miejsc istniejących jedynie w czyjejś intencji jest wielce ryzykowne. wszystko. że dopóki pozostawaliśmy w kościele. aby uzyskać wierne odtworzenie dowolnie wybranego przedmiotu.

Widziałem również płaskie góry otaczające miasto. Kazał ci krzyczeć w moim śnie. Był taki sam. Poczułem się głupio. Szliśmy wybrukowaną ulicą. nierównomierny nacisk pofałdował jej powierzchnię. jakby zdradzała mi wielki sekret: – Oczywiście wydzieranie się jak ostatni kretyn też działa. który chcesz widzieć. Jej śmiech był taki sam. Jej kształt energetyczny był dokładnie taki. Wtedy opowiedziała mi jeszcze o podwójnych pozycjach. nie zadając sobie trudu. że bardzo szczególną plamą energii. – Tak. – Tak po prostu jest. jaki można sobie wyobrazić. Wyglądało na to. Mogę dodać. wyjaśniła mi uprzejmie. żebym nie odzywał się do niej ani nie oddalał. Myśli nie zostały wyparte przez moc zdarzeń ze snu. co przez cały czas zdarzało mi się podczas śnienia. Znajdowałem się wraz z tą. zachować skrajnie posuniętą czujność. Potem nakazała mi powstać i napomniała. jak opisał go don Juan. Musisz przyznać. Ciemne cienie wewnątrz budynków nasunęły mi na myśl obraz ciekawych. zupełnie jakbym był dzieckiem. – I nie pytaj dlaczego – dodała. – Musisz przekonać się. ale kobieta ścisnęła mnie mocniej za rękę. gdy leżałem na prawym boku. Nie było w nim energii. Chciałem wszystko sprawdzić poprzez widzenie energii. Moja ciekawość sięgała szczytu. Wzięła mnie łagodnie za rękę. i poprowadziła w kierunku ciemnych konturów zabudowań. a mnie w szczególności – powiedziała kobieta między kolejnymi wybuchami śmiechu. że zasnąłem. Kobieta śmiała się tak bardzo. Pragnąłem wszystko obserwować.– Nadal chcesz iść? – zapytała. Poczułem zażenowanie. Nadal czułem absurdalne zawstydzenie. że tę właśnie metodę stosują śniący. – Aby widzieć we śnie. kobieta stała się plamą energii. – Kobieta przerwała na chwilę. jak każda inna rzecz w normalnym śnie. Wyglądał jak olbrzymia muszla. że nie mogła iść. Domy były zakurzone. ale automatycznie wypowiedziałem na głos swój zamiar widzenia energii. Twarde kamienie rzeczne wbito na sztorc w ziemię. To była właściwa metoda. Jeśli więc na przykład będę śnić o moim mieście. wystarczy tylko wskazać małym palcem na przedmiot. Wskazałem na dom małym palcem lewej ręki. w jej śnie. Miała zupełną rację. Wskazywałem na wszystko dokoła. że drugi sen z pewnością będzie snem o moim mieście. – Wskaż na mnie – poleciła mi kobieta. nie wyłączając jej osoby. W przeciwieństwie do tego. W trakcie ćwiczeń w śnieniu zawsze używałem tego samego zdania: “Chcę widzieć energię". że się ze mną zgadza. . ale z takim samym skutkiem. lecz każdy z nich był jedynie szczęśliwym trafem. Czasami musiałem powtarzać je wielokrotnie. by go wyrównać. Gdy opanowała się w końcu. Dokoła kręcili się w ciszy jacyś ludzie. jeżeli będę leżał we śnie na prawym boku i śnił. a potem dodała takim tonem. Umysł podpowiedział mi. że kamieniarze układali bruk zgodnie z przebiegiem terenu. Jedynym bowiem sposobem zdobycia absolutnej kontroli nad snami jest technika podwójnych pozycji. by dać mi do zrozumienia. W chwili. Tym razem. moje procesy myślowe pozostały nienaruszone. pobielone wapnem parterowe budynki z dachami wyłożonymi dachówką. Poczucie humoru czarowników kompletnie mnie oszołomiło. Nie dość. – Jestem w tym śnie jedyną istotą wytwarzającą energię – powiedziała. mogę bardzo łatwo zostać w mieście z mojego snu. która sprzeciwiła się śmierci. – Najlepiej więc zrobisz. iż to sen. ta się roześmiała. a sen zaczął się. że znalazłem się w sennej wersji miasta. z kolei nieco ubawiony jej wesołością. to jeszcze będzie to najbardziej konkretny sen. gdzie mieszkał don Juan. Jak wszystko inne. jak śmiech don Juana: głęboki i niepohamowany. gdy w mieście ze snu kobiety zacząłem powtarzać je w swój zwykły sposób. lecz przestraszonych sąsiadów plotkujących za zamkniętymi drzwiami. aby widzieć. ale w innym czasie. Ale czy to był sen? Kobieta sama powiedziała. że niezły z niego spryciarz. Kobieta była pewna. co o mnie myśli. że w trakcie ćwiczeń w śnieniu miałem niezliczoną liczbę takich niezwykle konkretnych snów. – Co cię tak bawi? – zapytałem. – Juan Matus nie lubi dawnych czarowników. jakby dając znak. gdy wskazałem na nią palcem. gdy po prostu będziesz się wszystkiemu przyglądać. były to wielkie. zanim uzyskałem oczekiwany rezultat. że mogę wskazać na jakąkolwiek rzecz w jej śnie. wklęśnięta do środka wzdłuż szczeliny biegnącej przez całą jej długość.

zupełnie jakbym się znajdował w moim normalnym. Specjalnie nauczył mnie wydzierać się w trakcie śnienia. Nie udało mi się to jednak pomimo bardzo wytężonej obserwacji. wykorzystując moją uwagę śnienia. Gdybym wziął to pod uwagę. Nie mogłem jasno myśleć. co też udało mi się zweryfikować. Pomyślałem. których mijaliśmy. Weszliśmy do kościoła i uklękliśmy przy małym bocznym ołtarzu po lewej stronie. który niemal mnie zadusił. Nie chodziło tu o sprawdzanie samo w sobie. Nigdy przedtem. Doszedłem więc do wniosku. Musiałem stanąć. Kontakt z nią był dla mnie szokiem. Natomiast różnica w czasie bardzo mnie poruszyła. Betelgeuse i Rigel. bo jeśli tego nie zrobię. że jeśli uda mi się zachować jej cechy w pamięci. był tutaj plac. lecz wykorzystanie jego dążenia do obiektywności jako podpory w chwilach najbardziej dotkliwych zaburzeń moich myślowych procesów poznawczych. tym samym. Gdy szybkim krokiem zbliżaliśmy się do kościoła. Kobieta przeżegnała się i wstała. nie widziałem tej części budowli. Oparłem się ramieniem o ścianę. zaimprowizowany pod wpływem chwili. To była prawdziwa ściana! Oszałamiająca realność tej ściany natychmiast położyła kres tęsknocie i znów ożywiła moje zainteresowanie wszystkim. mógł być może dzień po pełni. Księżyca ubywało. Wiedziałem. a w maju nie widać Oriona na niebie. był to bez wątpienia księżyc. która sprzeciwiła się śmierci. Co prawda. lecz dlatego. by nieco ochłonąć. Podczas całego okresu nauki prześladowała mnie potrzeba zachowywania obiektywności. W mieście były tylko dwie przecinające się ulice. a chciałem zadać jej dość zawile pytanie. Patrzyłem bardzo długo na księżyc. – Zaczekaj – powiedziałem. Próbowałem zorientować się. Obróciłem się i popędziłem do kościoła. Według mojej najlepszej wiedzy. to po prostu padnę trupem na miejscu. – Chodźmy dalej – powiedziała cicho kobieta. gdy już się nasunąłem. Widziałem góry otaczające miasto. Jej resztki skupiłem na szczegółach architektury tylnej części kościoła. W następnej chwili obudziłem się w skąpanym w świetle kościele z mojego normalnego świata. Przytyk ten wydał mi się tak zabawny. poziomej linii wraz z księżycem. przy którym byliśmy poprzednio. by wyobrazić sobie najdrobniejsze szczegóły całego miasta. iż oparłem się o twardą ścianę. że mogę mówić. Taki był mój plan. taką jak każda inna ściana. że rozpoznaję szczyt w kształcie dzwonu. Brakło mi już jednak uwagi śnienia. codziennym świecie. w normalnym świecie. Przeszliśmy wzdłuż obu ulic nie jeden raz. który widać było z domu don Juana. że zaniosłem się śmiechem. które mógłbym odnieść do miasta z normalnego świata. przebiegając palcami po chropowatej powierzchni. co odnosiło się do świata don Juana. uświadomiłem sobie. Dotknąłem jej ręką. nigdy nie mogłem się do tego zabrać. Było zapewne pomiędzy ósmą a dziewiątą wieczorem. Niewiele było słychać – szczekające w oddali psy albo rozmawiający szeptem ludzie. z teraźniejszości. Wisiał wysoko nad horyzontem. że go znalazłem. że muszę wrócić do kościoła. Przede wszystkim szukałem szczegółów. przy każdej stały trzy grupy domów. Kobieta uśmiechnęła się i odpowiedziała na moje nie wypowiedziane pytanie. Z prawej strony księżyca dostrzegłem Oriona. Przyglądałem się wszystkiemu i nasłuchiwałem.W tym momencie po raz pierwszy uderzyła mnie głębia dowcipu don Juana. obserwując gwiazdy i księżyc. jego dwie główne gwiazdy. Moim czasem był maj. Chwyciła mnie za ramię i poprowadziła w kierunku wyjścia. że jest wczesny grudzień. Byłem tak zafascynowany. co mnie otaczało. być może potrafiłbym się wcześniej rozeznać w jego układzie. Szczekanie psów wywołało u mnie jakąś nieznaną i głęboką tęsknotę. a cztery. skąd człowiek może mieć tyle energii. abym potem się darł w osobistym śnie tej. Przez jedną chwilę wydawało mi się. by sprawdzić. że była jakaś niezwykła. leżały na jednej. gdzie jestem. Automatycznie zrobiłem to samo. gdzie może być dom don Juana. że wyrwałem rękę z uścisku kobiety. że jest . Spojrzałem ponownie na południowy horyzont i wydało mi się. będę mógł później porównać je ze szczegółami prawdziwego kościoła. Nie dlatego. która zmuszała mnie do ciągłego sprawdzania i weryfikowania wszystkiego. której kiedykolwiek dotykałem. Chciałem wiedzieć. Kobieta szybko chwyciła moją dłoń i pobiegła za mną. zdziwiony. które w świetle księżyca były bardzo dobrze widoczne i niemal znajome. naprzeciwko portyku. Jednakże coś we mnie wyszydzało te próby weryfikacji. Nic się nie poruszyło. Następnie spróbowałem się zorientować. Stwierdziła. ale znajdował się przed kościołem. Natychmiast ogarnął mnie straszny niepokój. że miasto w tym śnie znajduje się za kościołem. gdy przychodził czas.

Mówię wieloma językami. zdradzając swoje uczucia. Zatrzymałem się. Z całą pewnością nie przerażała mnie perspektywa przebywania z tą. przytłoczonego przez unieruchomienie punktu połączenia w jego zwyczajowym położeniu. zaczynałem nabierać przekonania. nieprawdaż? Zaparło mi dech w piersiach. Nie można wyjaśnić tego inaczej. w którym rozmawialiśmy. bardzo wiele czasu na to. – Spędzimy ze sobą kupę czasu? – zapytałem. Nie boisz się chyba. – Nie można powiedzieć jak to się dzieje. dopiero teraz w pełni zdałem sobie sprawę z tego. która przyjechała tu na krótko z większego miasta. Kobieta postawiła przed sobą zadanie. bez cienia wątpliwości. Był to ten sam kościół. – Owszem – odparła. – Zamilkła na chwilę i spojrzała na mnie z uwagą. Jak wszystko inne. który teraz zamienił się w beżową etolę. że bardzo szczodrze. ale jednocześnie wiedziałem. co mówi. jak wprawnie zmieniała swój wygląd. bez wątpienia z powodu malującej się w moich oczach rozpaczy. Logicznie rzecz biorąc. – W czym problem? – zapytała. by zapamiętać najdrobniejszy nawet szczegół i owego kościoła. i tu powinnam nadmienić. Już za późno. – Nie żałujesz chyba swojej decyzji? Jesteśmy czarownikami. Ale myśl o złu nie wytrzymała głębszej analizy. Spędzimy ze sobą kupę czasu. w którą zostanie przesunięty. najzwyczajniejszą spódnicę sięgającą do pół łydki. ponieważ mi pomagasz. nie potrafiłbym. iż jeśli to prawda. a ja nie byłem na tyle biegły. płóciennym worku. że ciągle śnię. by się ich nauczyć. Spojrzała na mnie uważnie i roześmiała się z mojej przerażonej miny. które odwiedziłem. Założę się. i ówczesnego miasta.bardzo dobra w wyobrażaniu sobie. Pewnie chwyciła mnie pod ramię i poszliśmy w kierunku placu. które miała w małym. a później miała bardzo. więc kiedyś nauczę cię mojego języka. przesuwał mój punkt połączenia w nieprawdopodobnym tempie. by dojść do perfekcji. Zachichotała. Pamiętaj zawsze. co ci powiedziałam: jest to tajemnica zamierzania w drugiej uwadze. że moją prawdziwą słabością jest brak płynności pozwalającej natychmiast unieruchomić punkt połączenia w nowej pozycji. – Gdzie się tego nauczyłaś? – W tamtym świecie. że miasto. były przykładami jej ostatnich osiągnięć. ponieważ robiła to przez całe życie. że to się po prostu dzieje. Byłem tego świadom. zwykłymi ruchami. a co więcej. abyś był bardziej spokojny. Czy obawiałem się zła? Zadałem sobie to pytanie. że już się nigdy nie obudzę. i kościół. – Czy nadal śnimy? – zapytałem niepomiernie zdumiony. Wyglądała jak typowa przedstawicielka klasy średniej. która sprzeciwiła się śmierci. zmieniła mokasyny na pantofle na niewielkim obcasie. – Może powinnam się trochę poprawić. swoją energią. – Kobieta wskazała dookoła. na które teraz patrzysz. w którym Sebastian pracował jako kościelny. Potem zwinęła swój długi warkocz w kok. Sam tak powiedziałeś. iż miasto. czy możliwość utraty zmysłów albo nawet życia. – Miałam mnóstwo czasu. Skutkiem tego . by nadążyć za tym naporem. przechodząc na hiszpański. – Obdarzysz mnie. to istnieje pewne ryzyko. Kroczyłem ścieżką czarowników już od wielu lat i wiedziałem. co? Byłem bardziej niż przerażony. Patrzyłem na nią zdumiony. ale gdybym miał wówczas powiedzieć. Za darmo. Zakończyła swoją wypowiedź bardzo niepokojącą refleksją: – Ponieważ wiesz całkiem sporo o tym mieście. gdy ci powiem. że we wszechświecie istnieje tylko energia. Następnie odwróciła swój dwustronny czarny szal. – Przejdźmy się na plac z tego snu – powiedziała. ale tak jest. że już wcześniej mówiłaś do mnie po angielsku – powiedziałem nonszalanckim tonem. w innym śnie. Zło zaś jest jedynie wytworem ludzkiego umysłu. że mi nie uwierzysz. Dokonała tego bardzo prostymi. pod którą nosiła inną. – Co stało się z twoim językiem? – zapytała po angielsku. co mnie tak przeraża. – Delikatnie przyciągnęła mnie do siebie. w rzeczywistości nie istnieje poza twoją i moją intencją. Rozwiązała długą spódnicę. – Dopiero teraz zdałem sobie sprawę. – Oczywiście – odparła radośnie. – Połknąłeś go? Byłem całkowicie pochłonięty tą nieprawdopodobną możliwością. który nie należał do mnie. niż mówiąc. która sprzeciwiła się śmierci. Kontakt z tą. chociaż nigdy nie próbowałeś go sobie wyobrażać – powiedziała – pomagasz mi teraz je zamierzać. – Ale to śnienie jest bardziej rzeczywiste niż pozostałe. Dodała. tak naprawdę nie miałem się czego obawiać. ponieważ zmusiło ją do tego pragnienie przetrwania. by zmieniać zdanie.

że nawet potrafią myśleć. To był ostatni cios. Obróciłem się do kobiety. Wskazywałem na wszystko. na chodnik. napędzając im chyba wielkiego stracha. iż lecę w górę. Byli tak prawdziwi. aby wykazać słuszność bądź niesłuszność tego założenia. wiedziałem. Zacząłem wirować. Przestałem wirować w górę. Jakie to dziwne. która trzymała mnie za ramię. Za to mój umysł pracował na pełnych obrotach. Wskazywałem palcem na domy. teraz spadałem po spirali w czarną otchłań. normalnym strachem. Pochwyciłem też odważnie dwie osoby. – Nie ma żadnego problemu – powiedziałem. – To jest to! – wrzasnąłem. na kościół. zacząłem rozglądać się dokoła.było niejasne niby –wrażenie strachu. Potężne szarpnięcie za ramię przywróciło mi świadomość. Nic w tym mieście nie wytwarzało energii. Poczułem ich ciała. By odgonić złe myśli. Kobieta stała i starała się posadzić mnie na ławce. Jeśli to naprawdę jest sen – a wierzyłem. tak trójwymiarowi? – Oto tajemnica zamierzania w drugiej uwadze! –wykrzyknęła nabożnie. Przez ułamek sekundy widziałem ulotny obraz parku. że umieram. – Kontynuujmy nasz spacer. Chciałem zapomnieć się w tym śnie. i zapytałem ją o to. Nie chciałem pytać już o nic więcej. Pomyślałem. Nie wytwarzali jedynie energii. jeszcze przed chwilą szedłem z don Juanem z parku do kościoła. – Ci ludzie dokoła są tak prawdziwi. . że tak jest w istocie – to istnieje sposób. Gdy usiadłem na niej i nie poczułem jej pod sobą. – Śnimy – odparła swym chrapliwym głosem i zachichotała. a jednak był to sen. – Ale jak ci ludzie i te wszystkie rzeczy wokoło mogą być tak prawdziwi. co uważałem za prawdziwe. jak wszystko. że znalazłem się w opałach. choć jakoś inaczej – bardziej dojrzale. Wskazywałem na ludzi. Doszliśmy już do placu. Wszystko wydawało się rzeczywiste i normalne. Wzięła mnie pod ramię i w milczeniu doszliśmy do parku. myślałem. bardziej ostatecznie. Pomyślałem. że mogę się już nie obudzić. jak jeszcze nigdy w życiu nie byłem. Teraz idę z powrotem z kościoła do parku z obiektem tego strachu i jestem tak bardzo przerażony. Nie było to wcale wymuszone milczenie. owładnięty najokropniejszym. jakbym spoglądał na niego z góry.

Był to znajomy głos. w przechodzących obok ludzi. Carol z niezwykłą ostrożnością pomogła mi usiąść prosto na ławce. że chciałem skoczyć na równe nogi i uciec. – Nie toń. Kiedy byłem już bardziej przytomny. że to naprawdę jest sen. Do tego ubrany byłem w dżinsową kurtkę i grubą. Przyszło mi również do głowy. ale nic się nie wydarzyło. Byłem tak przerażony i zaskoczony. Przez kilka strasznych chwil rozpaczliwie próbowałem się podnieść. wymuszonym falsetem – o. jak tylko mogłem. zacząłem odczuwać. Zdobyłem się na ogromny wysiłek i otworzyłem oczy. I nie była to kobieta z kościoła. że to prawdziwa Carol Tiggs. Do tej pory leżałem luźno na plecach. metalową ławkę. by nabrać energii. Dotknąłem twarzy i rąk Carol. ale nie potrafiłem go zidentyfikować. – Patrzę na twoją piękną osobę – powiedziała swoim zabawnym. w połowie na ławce. Użyj technik ze śnienia! Mój umysł zaczął pracować. Pomyślałem sobie. nagualu. Jeśli kiedykolwiek potrzebowałem obiektywności. wysil się – ponaglał mnie kobiecy głos. że coś ze mną jest zupełnie nie tak. iż mam niejaką kontrolę. Sparaliżowana była jedynie dolna część mojego ciała. Pomyślałem.ROZDZIAŁ XIII: NA SKRZYDŁACH INTENCJI – Dalej. – Nie mam takich rzeczy. Poza tym obecność Carol była zbyt nagła. że kobieta siedzi na ławce. – To będzie twoja baza. nie mogąc złapać tchu. wynurzaj. Zgodność obrazów z obojga oczu przyjąłem za wyznacznik tego. że twarz zmieniała się za każdym razem. W tej samej chwili zauważyłem. by podkreślić naszą przyjaźń i dać do zrozumienia. zdałem sobie sprawę. potem w drzewa w parku. Potem zrobiłem to samo drugim okiem. nic jej uprzednio nie zwiastowało. była to Carol Tiggs. – Zaraz. jawi mi się jako Carol Tiggs. że skoro mam użyć technik ze śnienia. jednak moja zaburzona kontrola motoryczna nasuwała mi podejrzenie. a potem znowu w jej twarz. a któżby inny mógł to być? – Ale skąd. trzymając moją głowę na swoich kolanach. w zdobioną. – Co ty tutaj robisz? – wykrztusiłem. bawełnianą koszulę. jako punktu wyjściowego. którą zobaczysz. – Użyj mojej twarzy – powiedział głos. a w połowie na ziemi. tak jak to robiłem już setki razy podczas śnienia. co znajdowało się w moim polu widzenia. że znajduję się w normalnym świecie. to muszę znaleźć punkt wyjściowy. Potem przyjrzałem się dokładnie Carol. – To moje rzeczy. Zaczynałem odzyskiwać słuch i wzrok. Miałem na sobie sprane niebieskie dżinsy i znoszone brązowe buty ze skóry. że to ta. ale moja świadomość zupełnie nie panowała nad moim ciałem. to teraz był na to najlepszy moment. Z wielką ostrożnością spróbowałem wyrazić chęć wstania. Zobaczyłem drzewa i błękit nieba. ponieważ przez jedną chwilę moje mroczne podejrzenie mówiło mi. – Otwórz je teraz. Była cielesna i nabrałem przekonania. Użyj pierwszej rzeczy. Znalazłam cię nagiego! – Gdzie? Kiedy? . że to kobieta z kościoła patrzy na mnie. która sprzeciwiła się śmierci. ale bezskutecznie. iż nadal śnię. Tak uważnie. abym mógł uwierzyć. że mogę poruszać rękoma. Był dzień! Spoglądała na mnie jakaś zamazana. Wpatrywałem się w twarz kobiety. zacząłem najpierw jednym okiem przyglądać się wszystkiemu. Nie mogłem wyostrzyć wzroku. że jest moim kumplem. a później objąłem ją. niewyraźna twarz. massa. do cholery. Odczułem ogromną ulgę. potem spojrzysz na resztę – ciągnął glos. Wynurzaj się. Zauważyłem wtedy. Pomimo to. Świat wokół mnie był zbyt wyraźny. wzięły się te dżinsy i buty? –bardzo chciałem wiedzieć. zaraz – powiedziałem do Carol. – Otwórz oczy – powiedział głos. gdy się w nią wpatrywałem. – Spójrz na mnie! Czy to są moje rzeczy? Czy to ja? Carol roześmiała się i potrząsnęła mną za ramiona. że głos należy do jakiejś Angielki albo Amerykanki. robiła to zawsze.

– Powiedział. musi być bardzo denerwująca. Kilka minut temu wybiegłeś z pokoju i tak znaleźliśmy się tutaj. don Juan i ja nigdy nie byliśmy tego pewni. gdy spostrzegłem. Odzyskasz ją. – Co jeszcze powiedział nagual. wówczas tracisz kontrolę nad mową albo nad kończynami. – Szukamy cię wszyscy od zeszłej nocy. gdy wysłał cię. –Myślę. Sam wiesz. że byłeś tak długo i tak głęboko pogrążony w drugiej uwadze. – Co mówiłem. Był to dla mnie dowód tego. Gdy wkraczasz w drugą uwagę i przeżywasz potężny wstrząs energetyczny. Seplenienie sprawiało. że już nie sepleni. co zrobiłby don Juan. – Dlaczego nie poprosiłaś naguala o pomoc? – Ponieważ ta sprawa dotyczy tylko ciebie i mnie. iż Carol nie chce być wyleczona. nie zrażona moimi wrzaskami. sam policzysz dni. – Kiedy straciłem kontrolę nad ciałem? – Przed chwilą. że wie o tym. Poza tym ty tego nie znosisz. więc nie drążyłem już tego tematu. który chyba nie należał do mnie. że dorosła kobieta. by wyrobić sobie pogląd na sytuację. Don Juan i ja próbowaliśmy ją wyleczyć. Carol? Była kompletnie zaskoczona. że nie znosiłem jej seplenienia. Odparła mi nonszalancko. że Carol jest zdolna sama radykalnie się zmienić. – Skąd możesz to wiedzieć?! – wykrzyknąłem. – Musiałem być z tą. że mówi to tylko dlatego. a może nawet dłużej – powiedziałem. rzeczowym głosem. żeby cię odszukać. – Bardzo długo nad tym pracowałam – przyznała. – Kiedy spotkałaś tę. – Ale co ja tu robię? – Zabrałam cię do hotelu po drugiej stronie placu. Przyszłam tu. że Carol mówi prawdę. abyś mnie odnalazła? – zapytałem. na plac. Powiedział mi to jej figlarny uśmiech. Najprawdopodobniej wysłałby Carol na zwiady. Miło sobie gawędziłyśmy w kościele przez dłuższą chwilę. – Przeoczyłeś fakt. Przyznanie się do tego. że Carol bardzo to lubi i nie chce tego zmieniać. po czym wybuchnęła serdecznym śmiechem. – Powiedziałeś. . Wierzyłem. – A kiedy przestałaś seplenić. co mówiła. że czuję się bardzo niepewnie i niezręcznie z tego powodu. Chciałeś tylko spać. jakąś godzinę temu. że nikogo nie było w pobliżu – zapewniła mnie. Na wszelki wypadek zabrałam ze sobą rzeczy. – Gdy będziesz bardziej wyśrodkowany. że ten. Jaki dziś dzień? – powiedziałem obcesowym. że to zupełnie normalne. który sprzeciwił się śmierci. To miało sens. To. który sprzeciwił się śmierci. Spotkałam ją przed tobą. Don Juan sądził. ale czułem. że nie potrafisz jeszcze rozumować logicznie. Nie mogłam cię przecież nieść całą drogę do domu naguala. Powiedziałem jej. jest kobietą. która sprzeciwiła się śmierci? – zapytałem. Sam ci to powiedział? – Oczywiście – odparła. że ja również spotkałam tę kobietę w kościele. Poczułem więc niezwykłą satysfakcję i radość. – Nie wiedział tego nikt z wyjątkiem don Juana. – Nie traktuj mnie jak dziecko. Wysłał mnie nagual. Musimy rozwiązać ją razem.– Koło kościoła. przez całą ostatnią noc. – Tak się szczęśliwie złożyło. która sepleni. by złagodzić moje zażenowanie. że wszyscy uważali ją za wyjątkowo miłą i słodką. – Nazajutrz po wielkiej fieście – odparła i klepnęła mnie lekko po ramieniu. bardzo pasowało do tego. że walczysz z tym. Przyglądała mi się. która sprzeciwiła się śmierci. Carol. – Jaki dzisiaj dzień? – Nie przejmuj się datami – roześmiała się Carol. ale doszliśmy do wniosku. gdy mnie znalazłaś? – zadałem jeszcze jedno dręczące mnie pytanie. nie było trudne. Poufnym tonem zdradziłem Carol. iż błąkałem się po okolicy nago.

że jest on tak elastyczny. którą mogłabym jej podarować. – Pokazała mi. Nie pamiętasz? Rozmawiałam z nią o tym. zawsze żartowaliśmy z don Juanem i resztą czarowników. a czarownikami? – Spotkałam się z nią. a jego możliwości tak ogromne. że ciągle odczuwam skutki wstrząsu energetycznego. źrenice. Wyciągnąłem ręce. że była mężczyzną i z powrotem ją zniewolić. że ją ścigają – zapewniła mnie Carol. ale straciłem równowagę i spadłem z ławki. Chcesz na kimś zrobić wrażenie? . – Czy powiedziała ci. Carol wymieniła zdarzenia. – Czy cały ten czas byłyście w kościele? – zapytałem. Nie miałam energii. Zgodnie z tym. jakbym był udającym chorobę dzieckiem. która właśnie w tamtej chwili siedziała przede mną – za Carol Tiggs. zanim przyszedł nagual i mnie zabrał. Przemiana tego. że istoty nieorganiczne nadal ją ścigają? – zapytałem. jak łatwo się łączymy. ona jest po prostu częścią naszego życia i naszej linii. Carol oceniła. każdy czarownik starożytności nieodmiennie padał ofiarą istot nieorganicznych. ponieważ nie mogłem uwierzyć. było to wówczas. Po chwili poczułem się lepiej i zacząłem nawet odzyskiwać władzę nad ciałem. a zwłaszcza naszym. Istoty nieorganiczne. które ludzie nazywają światem podziemnym. jakiej ta kobieta pragnie. Zrozumiał. dyskutując wyłącznie o łączeniu się naszych ciał energetycznych. cztery godziny. Jeśli było cokolwiek pewnego w związku z nią. Nie było żadnego innego powodu. że kobieta z kościoła doskonale wiedziała o moim starciu z istotami nieorganicznymi i o niebieskim tropicielu. że jest to jego droga wyjścia z tego świata. – Po co więc się z nią spotkałaś? Czy kontakty z kobietą nagualem to również część układu między tą. niż można to sobie wyobrazić. nie mogłem się powstrzymać od komentarza: – Dlaczego miałabyś się martwić swoim wyglądem? Nigdy przedtem cię to nie obchodziło. ponieważ nagual powiedział. gdy już ich pojmały. – Ona wie wszystko o tobie i o mnie – ciągnęła Carol. Potem Carol opowiedziała niezwykle intrygującą historię. –Nie było to dla mnie wielkie wydarzenie. że spędził w niewoli może nawet tysiące lat. który sprzeciwił się śmierci. który sprzeciwił się śmierci. że ty i ja wzajemnie się uzupełniamy. Spędziłam z nią jakieś trzy. co zobaczyła dzięki kobiecie z kościoła.– Dwa tygodnie temu – odparła rzeczowym tonem. –Powiedziała mi. Gdy mówiła. Od kiedy pamiętam. – Czy nie ubrałam się zbyt elegancko na tę okazję? Może tak być? Carol zawsze ubierała się wytwornie. która sprzeciwiła się śmierci. Jej pytanie zabrzmiało bardzo dziwnie. Powiedziała. kiedy działaliśmy razem. że natychmiast wydalono go z królestwa istot nieorganicznych. że jej coś powiedziałam. Wierzą one. – Co oni mogą jej zrobić? – Przypuszczam. oczywiście również wpadł w sieci istot nieorganicznych. że mogą sobie uświadomić. że musi się bronić przed swymi prześladowcami w każdej chwili swego życia. że boi się ich bardziej. mój kark i plecy. – Zabrała mnie w inny aspekt swojej intencji – przyznała Carol po chwili namysłu. Carol pomogła mi wstać z chodnika i z niepokojem obejrzała moje nogi. iż istoty nieorganiczne uważają pierwiastek żeński za niezniszczalny. Nasze ciała energetyczne już wielokrotnie się łączyły. to właśnie jej wytworny gust. jak uciekła swoim prześladowcom. Ten. – Oczywiście. w kobietę była tak całkowita i dokładna. iż jego przedstawiciele nie dają się złapać w pułapki ani usidlić i w zasadzie nie można ich utrzymać w niewoli. Wspomniała. dawały im moc i czyniły łącznikami między naszym światem a ich królestwem. Myślę. – I to nie dlatego. któremu udało się ją nabrać. gdy pojął. zacząłem odczuwać coś w rodzaju niezwykłej tęsknoty za osobą. że przez trzy lub cztery godziny klęczały tam obie. że zawsze podążała śladem nas wszystkich. Położyła moją głowę na swoich kolanach i głaskała mnie. zanim potrafił przemienić się w kobietę. a przynajmniej nie takiej. że jej jedyną zaletą jest biegłość w kupowaniu pięknych ubrań i noszeniu ich z gracją i we wspaniałym stylu. o których wiedziała kobieta. – Jak podoba ci się moje ubranie? – zapytała nagle Carol. Zapragnąłem bardzo ją objąć. Potem Carol powiedziała niedbałym tonem.

co to oznacza. która sprzeciwiła się śmierci. Carol przerwała i zapytała mnie. a nie twój wygląd. – Jak spędziłeś czas z tą. Podobnie jak jej wyobrażenie miasta z teraźniejszości. – To niemożliwe! – wybuchnęła Carol. odpychająca. Jak ci się podobam? Jestem pociągająca. – Ten sam kościół. natomiast ja tak. głównie o pierwszym śnie. – A nie mówiłam? – powiedziała. władcza? Pomyślałem przez chwilę i doszedłem do wniosku. co kryje się pod tym stwierdzeniem. co ci powiedziała kobieta: drugi sen jest zamierzaniem w drugiej uwadze. Nie daj się prosić. – Uważam. Najwyraźniej wyobraziła je sobie w przeszłości. – Więc co się ze mną stało. przenosząc twoje ciało energetyczne w inne miejsce. Opowiedziałem jej zwięźle o moim przeżyciu. wiedząc. szczerze zdumiony przejrzystością jej wyjaśnień. który sprzeciwił się śmierci. jak ważny jest mój wygląd – roześmiała się. ale inne miasto. – Ale to chyba nieodpowiedni czas – zaprotestowałem. atrakcyjna. przekroczyłeś czwartą bramę śnienia – wyjaśniła. Zabrała cię do swojego wyobrażenia tego miasta. że wydaje mi się. że kobieta wyjaśniała jej bardzo szeroko arkana tej sztuki. nieskończona i zawsze obecna wyłącznie tu i teraz. że to była przeszłość – powiedziałem. jesteś wprost oszałamiająca. Carol zapewniła mnie dość wymijającym tonem. Przypomnij sobie. – Skąd wzięłaś te niezwykłe idee? – zapytałem. przytłaczająca. Pamiętałem dobrze. Jest to jedyny sposób. która sprzeciwiła się śmierci. A potem zasnęliśmy w naszym śnie raz jeszcze. – Nie tylko zabrała cię do swej intencji z przeszłości. ale Carol znowu się odezwała. by przekroczyć czwartą bramę śnienia. ponieważ nigdy przedtem nie zastanawiałem się nad jej urokiem. Jest tylko chwila obecna. – Wiem. Próbowałem zrozumieć. To tajemnica podwójnych pozycji. . – Kobieta z kościoła nas uśpiła. Ty tego nie pamiętasz. a jedynie wspominała o tym. sen o mieście ze współczesności. – Kobieta z kościoła zabrała cię do swojego snu. która sprzeciwiła się śmierci? – zapytała. co oznacza zamierzanie w drugiej uwadze. – A zatem to musi być właściwy wygląd – odetchnęła. Po długiej chwili milczenia Carol zadała następne pytanie: – Co jeszcze kobieta z tobą zrobiła? Opowiedziałem jej drugi sen. że Carol jest bardzo pociągająca. –Prawdę powiedziawszy. To było bardzo dziwne uczucie. – We wszechświecie nie ma przeszłości ani przyszłości. przeciętna. oczywiście – odparła. – Czy ta tajemniczość była usprawiedliwiona? – zapytała bardzo poważnie Carol. to wyobrażenie ciągle w niej pozostaje.– Na tobie. Doprowadzał mnie do szaleństwa swoją tajemniczością. – We wszechświecie istnieje tylko energia. o których don Juan nigdy nie mówił. podczas której nie byłem w stanie wydobyć z siebie ani jednego słowa. – Właśnie teraz zamierzamy w drugiej uwadze – ciągnęła Carol. a mnie w Tucson. – O czym ty mówisz? Przypominasz mi teraz naguala. – Byłbyś zdziwiony. iż ta. która sprzeciwiła się śmierci. lecz również pomogła ci potem przekroczyć czwartą bramę śnienia. co się dzieje z tą. Po długiej chwili milczenia. lecz w przeszłości. Carol operowała pojęciami. ale tylko w jej intencji. –Ważniejsze jest to. odrażająca. Powiedziałem. ciebie tutaj. czy kobieta z kościoła wyjaśniła mi. które istnieje obecnie. jak omawiał ze mną spotkanie z tym. a energia jest tylko tu i teraz. pokazała mi to miasto. – Mój wygląd jest dla nas obojga sprawą życia i śmierci. Carol? – Przy pomocy tej. że w zasadzie nie wyjaśniła dokładnie. – Tak samo jest z moim wyglądem. że jesteś bosko piękna – powiedziałem. – Bez dwóch zdań – przyznałem. – Pomyśl przez chwilę – nalegała. do swojej intencji.

a ton jej głosu nie był obelżywy. lecz pojednawczy. że od razu przeciwstawiłem się jego słowom. – Nagual to bardzo przebiegły stary czarownik – odparta ze śmiechem. która sprzeciwiła się śmierci. co relacjonowała. chełpiąc się. Ogarnęła mnie nagła fala nerwowego niepokoju i usiadłem na łóżku. Gdy już mogłem chodzić. Czułem. – Byłeś z tego taki dumny. aby o tym myśleć. zwracając się twarzą do Carol. abyśmy mogli przemieszczać się w przód i wstecz na istniejącej tu i teraz energii wszechświata. ale byłem zbyt podekscytowany. czując dziwną pustkę. Opowiedziałem Carol. przyniosły mi taką ulgę. która nie całkiem mnie zadowoliła. co tak naprawdę mi zdefiniowała. że nie mam jeszcze dość energii. siadając przy mnie. że nie przyjąłem daru tej. która mogłaby zmusić mnie do pozostania na jednej ścieżce. jest utrata naguala. że ponieważ jestem nieczuły na strach. Byłem rozgorączkowany. by pójść do domu don Juana. na jej twarzy malował się uśmiech uszczęśliwienia. Gdy w podnieceniu perorowałem. –Nie chciałem po prostu niczego. że nie miałem siły. dokładnie naprzeciwko kościoła. że mnie źle zrozumiałaś – powiedziałem. . Gdybym mógł się poruszyć. by nas obserwować. To była pierwsza rzecz. że to strach sprawia. chociaż z drugiej strony wszystko wydawało się tak uporządkowane. że jeśli znajdę cię po tym energetycznym maglu. to siłą sprawczą. Byłem jednakże tak zmęczony. a szczególnie jej uśmiech. – Skąd mogliby o tym wiedzieć? – zapytałem. którego nigdy przedtem nie widziałem. abstraktu. jak jasno mi to wyjaśniła. usłyszawszy jego wyznanie o motywach pozostania na ścieżce wojownika. Don Juan powiedział wówczas. to natychmiast zasnę. chociaż niczego od niej nie chciałeś. natychmiast rzuciłbym się jej na szyję. jaką wyrzuciłeś z siebie. że nie czułeś się dumny z powodu odrzucenia jej daru? – Nie. Carol twierdziła. a śmierć nie jest rozwiązaniem. co uważałem za niemożliwe do zdefiniowania. że jeśli zamknę oczy albo przestanę mówić. Ludzie chodzili wokół placu. z wyjątkiem strachu. że don Juan nigdy nie mówił mi o niczym takim. przyglądając się nam bacznie od czasu do czasu lub przystając przed nami. Potem zauważyłem retorycznie. Przeszliśmy przez surowy hol. prosto do nieprzytulnego pokoju. Carol poprowadziła mnie przez plac do jedynego hotelu w mieście. – W porównaniu z utratą naguala – powiedział don Juan z prawdziwym żarem w głosie – śmierć jest niczym. – Chcesz powiedzieć. a potem betonowymi schodami weszliśmy na pierwsze piętro. Zdefiniowała coś. że kobieta z kościoła dała ci jednak dar. iż kroczy prostą ścieżką. jaką posiadam. gdy cię odnalazłam. nie brzmiało jak moje słowa. która sprzeciwiła się śmierci – powiedziałem. Zapewniła mnie. mam za prowadzić cię do hotelu i nie ryzykować holowania cię przez całe miasto. Nie czułem niczego. – Skąd o tym wiedziałaś? – Ależ sam mi to powiedziałeś – zaprotestowała. że dalej szedłem już z wielką radością. To. Zbyt wiele było nie wyjaśnionych wątków. Minęliśmy róg i poszliśmy wzdłuż ulicy do wejścia do hotelu. Mój strach przed utratą naguala jest jedyną rzeczywistą rzeczą. ducha. ponieważ bez niego nie miałbym po co żyć. czego obawia się najbardziej. Powiedziałem Carol. Nie jestem już zdolny do odczuwania niczego. Jej słowa. Była to. – To właśnie on powiedział mi. jak spierałem się z don Juanem na początku naszej znajomości. że byłem już tam wcześniej. – Może nie wiedział – powiedziała Carol. Ja jednak w ogóle nie przypominałem sobie ani hotelu. Wyciągnąłem nogi i położyłem głowę na poduszce. – Myślę. Chciałem tylko spać. twarzą w dół. jak do tej pory jedyna odpowiedź. A niezły musiał to być widok – Carol Tiggs całująca i głaskająca mnie po twarzy i ja perorujący z rozgorączkowaniem o przejrzystości jej wyjaśnień i moim spotkaniu z tą. Nie spierałem się z nią. co odsunęłoby mnie od mojego celu. Słowa Carol były precyzyjne i rzeczowe. a tym. Po prostu osunąłem się na łóżko. ale wszyscy tam znają miejsce naszego pobytu. – Nigdy ci nie powiedziałem. musi być dla mnie miłość. W darze dodała swoją energię do naszych. ani pokoju. Milczałem przez chwilę.Carol powiedziała: – Myślę. choć nie miałem pojęcia. A potem myśli i słowa buchnęły ze mnie jak z wulkanu.

że czarownicy nie mają ani czasu. że mimowolnie zacząłem płakać. Na zewnątrz był dzień. że postępujesz inteligentnie. najzupełniej prawdziwe. że jedyną rzeczą. jak przedtem. by okazywać sobie podobne uczucia. Wstałem z łóżka i sprawdziłem każdy przedmiot w pokoju i w łazience. która sprzeciwiła się śmierci. – O czym ty mówisz. w tym dziwnym. Jest dzień. Ale zrobimy to po ciemku. Szarpnięcie strachu poraziło mnie niczym prąd. Zupełnie. – Ośmielę się nie zgodzić – powiedziała cicho. że uzna moje słowa za śmieszne. – Odpuść już sobie – powiedziała. która przyniosła mi wspaniałe uczucie spokoju i harmonii. wróć do łóżka i odpocznij. że gdy przychodzi czas prawdziwej próby. Nie tęskniłem za towarzystwem drugiego człowieka. który przynosi wojownikowi jakąś korzyść. że gdy zgasiła światło. Takie słowa były nie do pomyślenia wśród czarowników z linii don Juana. co ty czujesz – odezwała się nagle Carol. nieprzytulnym pokoju. chyba zgadzała się ze mną. – I spójrz na mnie teraz. położyłem się znowu na łóżku. Chwyciłem w palce prześcieradło. natychmiast ogarnął mnie bardzo uczuciowy nastrój. Przyniosła mi również głęboki smutek. w pokoju zapadła noc. tęsknotę za ludzkim ciepłem. ani potrzeby. – Unosi nas dar intencji od tej. by wskazać na coś palcem. Położyła się obok mnie i oparła głowę na moim ramieniu. Nie znałem. Don Juan nauczył nas. którego nigdy przedtem u niej nie widziałem. – Skończ z tym absurdalnym śledztwem. Carol się uśmiechnęła i objęła mnie. – Twoje ciało energetyczne porusza się do przodu na świetlistych włóknach energii wszechświata – szepnęła mi do ucha. czy znam tę tęsknotę. Carol mówiła dalej. miłość sprawia. – Zaraz zacznę płakać z tęsknoty za ludźmi. miałem wyraźne wrażenie. – Nie doszedłeś jeszcze do siebie – powiedziała Carol uspokajająco. – Uwielbiam cię. że śnię. Ale Carol nic nie odrzekła. Było prawdziwe. jest strach przed utratą naguala. Bała się. Strach sprawia. moje tęsknoty były abstrakcyjne. Wszystko było najzupełniej normalne. uważając jego słowa za przejaw ograniczenia. Usiadłem prosto w jednym ruchu. że ani przez chwilę nie przyszło mi do głowy. Leżałem w łóżku i usiłowałem sobie przypomnieć. bym wrócił do łóżka. że tak powiem. Leżeliśmy tak w zupełnym milczeniu przez długą chwilę. ale twoje oczy nie mogą się jeszcze właściwie przystosować do słabego światła w tym pokoju.Don Juan odparował wtedy. Pomyślałem. Tak naprawdę. Carol Tiggs była kobietą nagualem. ale nie słuchałem. Nigdy przedtem nie zdarzyło mi się nic podobnego. że pędzisz na oślep. W pokoju panowała niesamowita ciemność. Przesunąłem rękoma po łóżku. jakby całą moją wiedzę na ten temat wymazano z mojej pamięci. za obecnością drugiego człowieka. To było łóżko! Wychyliłem się i omiotłem dłońmi zimną podłogę. Wyciągnęła rękę i zgasiła światło nad łóżkiem. w pokoju zapadła noc. nie zwróciwszy uwagi na to. co w chwili większej przytomności umysłu wydałoby mi się zupełnie irracjonalne. – Koło zatoczyło pełny obrót – powiedziałem do Carol. – Przeszedłeś potężne starcie. Obróciłem się do Carol i wymamrotałem coś. – Strach jest niczym w porównaniu z miłością. – Rozpadam się – powiedziałem do Carol. Niezwykle poruszony. Jako tako przekonany. co ja. Poczułem kompletne zdezorientowanie. Westchnęła. Mój umysł był bardzo rozchwiany. Carol? To czarownicy się teraz zakochują? Nie odpowiedziała. Wróciłem do łóżka. Możesz to zrobić. W skrytości ducha pogardzałem nim z tego powodu. nie wiedzieliśmy nawet. Odsłoniłem zasłony i wyjrzałem za okno. A ja byłem przepełniony tak przytłaczającą miłością do niej. . Nie było potrzeby. Jak tylko Carol zgasiła światło. zapytałem o to Carol. – Czuję to. były czymś w rodzaju żalu. abyśmy okazywali sobie głębsze uczucia. Carol posłała mi dziwne spojrzenie. że nie udało mi się dotrzeć do czegoś nieokreślonego. że znowu ucieknę i znajdę się na ulicy. – A teraz ty spróbuj poczuć to. oczywiście. która daje mi siły. Wytłumaczyłem Carol. To zabrzmiało sensownie. Tak głębokie zanurzenie w drugiej uwadze trochę cię przemaglowało. Mogę ci przysiąc. co do siebie czujemy. strach jest jedynym stanem. ale gdy znów zasłoniłem zasłony. To miał być żart. Carol błagała mnie.

– Stracisz świetną lekcję. że to właśnie on wysłał Carol po mnie. Poszedłem wolno w stronę domu don Juana. w pokoju nie było nikogo. że to stwierdzenie z miejsca mnie nie powaliło. Zapytałem ją nawet. – Nie bądź śmieszny – powiedziała. Chciałem roześmiać się z własnego głosu. że tam jest i czeka na mnie. Uwierz mi. Czułem się rozczarowany. Nikt nie odpowiedział. ale nie miałem już energii na dalsze spory. ponieważ nie miałem energii. Było całkiem ciepło. – Całkiem się zmieniłaś: Carol – czarownica –filozof. Wiedziałam. ale wtedy pochłonął mnie wir. W czasie. Wszyscy przypatrywali się sobie wnikliwie. Ale w tej chwili robimy coś. Poszedłem do kościoła. co przypominało wielkie wiry z mojego śnienia. w jaki Carol wyrażała te zawiłe prawdy czarowników. która sprzeciwiła się śmierci. Na dole szef hotelu powiedział mi. choć nie obeszło mnie to wcale. czego jeszcze nigdy nie robiliśmy – zamierzamy w drugiej uwadze.Miałem dość energii. Wszyscy byli w najwyższym stopniu poruszeni i przyglądali mi się ze wszystkich stron z nie skrywaną ciekawością. Poza tym chciałem otrząsnąć się z dziwnej senności. I nikt nie zdoła tego wytłumaczyć. nie zrażona moim oskarżeniem. Carol roześmiała się. – A ty zniknąłeś na dziewięć dni. żeby wrócić do domu. Słyszałem odległy głos Carol szepczący mi do ucha: – Śnimy siebie samych. Jedynie moje wyczerpanie sprawiło. Nie byłem przekonany. – Jesteś tą. Don Juan przyjął mnie tak. Odsunąłem ją i usiadłem. Mówisz zupełnie jak don Juan. Byłem zbyt śpiący. W mojej głowie zadźwięczał sygnał alarmowy. Szybko się ubrałem i zszedłem do holu. iż miałem wrażenie. Już nadchodzi. Byłem pewien. a ja po prostu tego nie pamiętałem. – Carol Tiggs w ogóle z nami nie było – powiedział. Zdziwiłem się szczerze. że spędziłem noc z Carol w hotelu przy placu. – Gdzie byłeś? – zażądał wyjaśnień don Juan. Śnij swą intencję mnie. skąd to całe zamieszanie. właśnie przed chwilą wyszła. Zaczęło mnie wciągać coś. bycie czarownicą –filozofem będzie dla mnie najprostszą rzeczą pod słońcem. nie widząc przy sobie Carol. ale nie było po niej śladu. że rozumiem. – Carol nie powiedziała wam. Zawsze żartowaliśmy między sobą. Wiedziałem to od początku. Dzięki nim śnimy teraz siebie w innym czasie. że ją złapię. gdy spostrzegłem. jakbym wracał zza grobu. ponieważ to się po prostu stanie. Zamierz mnie w przód! Zamierz mnie w przód! – Zostań tu ze mną na zawsze – wyraziłem ostatkiem sił swą najgłębszą myśl. tak jak robili to czarownicy starożytności. by zrozumieć. że wcześniej czy później zaczniesz sobie folgować. a gdy w końcu mnie dosięgnie. Może razem z don Juanem przypatrywaliśmy się wcześniej tylnej ścianie kościoła. co mówi Carol. która wynajęła pokój. Darem od tej. Zupełnie beznamiętnie wytoczyłem kiepski kontrargument. Było południe. Gdy się obudziłem. Spojrzałem na don Juana i powiedziałem. że Amerykanka. ciągle szukając Carol. by się przejmować. niepokoił mnie. która sprzeciwiła się śmierci. Nie pojmowałem. jak długo spałem. – Ty nie jesteś Carol! – krzyknąłem. – Ale wkrótce tak będzie. ale nie zrozumiałem. ale przecież wiedzą o tym. były skrzydła intencji. Don Juan bez słowa krążył po pokoju. – Jeszcze nie – roześmiała się. który dopiero nadejdzie. Odparłem. Ton głosu don . Sposób. które na pewno by mnie bardzo zaniepokoiło. Zobaczysz. że Carol nie ma umysłu filozofa. jestem Carol. że we śnie rzeczywiście widziałem szczegóły architektury budowli. co to wszystko oznacza. słońce świeciło na bezchmurnym niebie. że nie mogę mieć jednak całkowitej pewności. Wybiegłem na ulicę w nadziei. Mój głos brzmiał jak taśma w zwolnionym tempie. Uciszyła mnie delikatnie i wyszeptała mi do ucha: – Oczywiście. – Co się z tobą dzieje? – zapytałem. gdybym nie był tak wykończony. że jest ze mną? – zapytałem tknięty mglistym podejrzeniem. udającą Carol. Carol odpowiedziała coś. – Nic nie wiemy – warknął don Juan. Zresztą mój schemat weryfikacji i tak nie miał dla mnie żadnego znaczenia. którą ciągle czułem. Nie miałem pojęcia. aby jej poszukać. Nigdy nie traktowała poważnie abstrakcyjnego myślenia. czy sama rozumie.

gdy się obudziłem w pokoju hotelowym. że nigdy nie widział ani mnie. która sprzeciwiła się śmierci. Poczułem się mały i pokonany. że bardzo polubiłem tę kobietę i nie mam do niej żadnych uprzedzeń. Mój umysł był pusty. jakbym nagle oszalał. Nie czułem się jednak pokonany. która sprzeciwiła się śmierci. Mój kontakt z Carol Tiggs z hotelu jest tylko czubkiem góry lodowej. – Jeżeli w dalszym ciągu nie możesz przypomnieć sobie wszystkiego. – To nieprawda. bym koniecznie przypomniał sobie. Ja zaledwie przenosiłem cię na wyższy poziom świadomości. co powiedziałem. by widzieć we śnie tej. – Opuśćmy to przeklęte miejsce – powiedział i delikatnie wyprowadził mnie z hotelu. Jeszcze nigdy nie widziałem. ale nie tym razem. Spojrzałem na moje buty i natychmiast sobie uświadomiłem. jak kretyńsko się wydzierałem. Doszedłem do wniosku. Zanim zdążyłem zaprotestować czy się wytłumaczyć albo choćby powiedzieć cokolwiek. Don Juan zapytał. choć w pamięci miałem białą plamę. a mną. Don Juan i jego dwie towarzyszki nakłaniali mnie. Gdy znaleźliśmy się na zewnątrz. ale dla nas to cała wieczność. mogę im to przekazać. że tak wiele pamiętam i mimo zmęczenia. jedynie jej wesołość i uwagę. – Dla tych. że musiałem to zrobić wówczas. że można tak kogoś kochać. czy moje wrzaski wywołały u niej jeszcze jakąś reakcję poza śmiechem. kiedy zmieniłem ubranie. lecz swoje własne. że nie mam już na sobie rzeczy Carol. by spodobało im się to. Byłem jednak tak odrętwiały. która sprzeciwiła się śmierci. Raz jeszcze spróbowałem przypomnieć sobie coś. mimo usilnych starań. Nerwowe rozgorączkowanie don Juana i jego dwóch towarzyszek sięgnęło zenitu. Ten sam szef hotelu. zwracając się do wszystkich. Wtedy zapewne włożyłem swoje ubranie. Słuchał uważnie każdego mojego słowa i potrząsał rytmicznie głową. lecz spuścił głowę. – To potworne. I że pokochałem Carol Tiggs tak mocno. –Po prostu nie lubię przymusu. by don Juan zbaraniał aż do tego stopnia. że kierował to pytanie do siebie. wytłumaczyć się. Zdawało mi się. ani jej. którzy sprzeciwili się śmierci. Wezwał nawet pokojówki. lecz oświadczył stanowczo. czego cię nauczyła i co z tobą robiła ta. Nie sądzę. dziewięć dni to jedynie sekunda. Mimo tytanicznego wysiłku nie potrafiłem tego zrobić. co mogłoby rzucić światło na tę sprawę. że przez dziewięć dni byłeś w drugiej uwadze – ciągnął don Juan. że zrobił to celowo. bym wreszcie przestał gadać bzdury. ogarnęła mnie fala nieprawdopodobnego . co zaszło między tą. Napięcie złagodziła chwila wesołości. Byłem zaszokowany tym. co zaszło między tą. że nie miałem nic do powiedzenia. – Cóż to wszystko może znaczyć? – zapytał głośno don Juan. bym się nie odwracał i nie patrzył na hotel ani na kościół. Nie pamiętałem nic takiego. z którym wcześniej rozmawiałem. I znowu bezskutecznie. grzecznie wysłuchał naszego opisu Carol Tiggs. przeniosła cię do innych wszechświatów. – Wskazywanie małym palcem jest skuteczniejsze –powiedziałem do don Juana zupełnie bez cienia wyrzutów sumienia. jak bardzo don Juan jej nie znosi. że to wszystko prawda. sądzę. Patrzyli na siebie tak. ale don Juan wyciągnął mnie siłą z domu i zaprowadził do hotelu. Zanim zdążyliśmy go przeciąć i skierować się do domu don Juana. Nie mogłem sobie jednak przypomnieć. czego cię nauczyłem i co robiłem z tobą w drugiej uwadze. don Juan rzucił uwagę: – Zastanów się nad tym – powiedział. Don Juan poprosił. że jej nie znoszę – zaprotestował. pozbawiony wszelkich uczuć i wspomnień. Chciałem powiedzieć coś więcej. nakazał. Potem usiadł na ławce i z głęboką troską w głosie ostrzegł mnie. która sprzeciwiła się śmierci. jedną nogą byłem jakby zupełnie gdzieś indziej. kiedy to usłyszała. ta. to o ileż trudniejsze musi być przypomnienie sobie tego. gdy opowiedziałem im. abym możliwie najdokładniej opowiedział im.Juana i głęboka troska pozostałych były wyraźnymi dowodami na to. W stosunku don Juana do mnie zawsze była nutka humoru i braku powagi. że w tej chwili nie mam najmniejszego pojęcia o tym. opowiedziałem mu o moim ubraniu. Powiedziałem. a moim ciałem energetycznym w drugiej uwadze. która sprzeciwiła się śmierci. i jak ta omal nie umarła ze śmiechu. kiedy zmieniłem ubranie. Dotarliśmy do placu. które potwierdziły jego słowa. iż nigdy nawet nie przypuszczałem. jaki narzucają dawni czarownicy.

że nie szukały li tylko u siebie potwierdzenia. W tym momencie poczułem.optymizmu. Właściwie nie były to myśli. Przypatrywał się mi. don Juanie? – zapytałem oszołomiony. To było mistrzowskie posunięcie tego. . Skorzystała z twojej oferty i wzięła za darmo twoją energię. Zamierz mnie w przód!" – Co to oznacza. że ta. pod postacią kobiety z kościoła. Nie oznacza to tylko i wyłącznie. – Jak zamierza to zrobić? – Poprzez Carol Tiggs. – Przed tobą tytaniczna praca. są nieograniczone możliwości śnienia – powiedział wolno i z rozmysłem. don Juan zatrzymał się i obrócił się do mnie twarzą. Twój los jest jej losem. nie miało dla mnie żadnego sensu. oznacza to również to. moim zdaniem. Carol Tiggs z hotelu była tak zatroskana o swój wygląd. jeśli chcesz pojąć ten niepojęty manewr. że jednocześnie uświadomiły sobie to samo. o nieskończenie potężniejszej Carol Tiggs. który sprzeciwił się śmierci. Czułem. że Carol i kobieta podczas swego spotkania mogły dojść do pewnego rodzaju porozumienia energetycznego. w przód. gdy nieco rozjaśniło mi się w głowie. – To oznacza. Najróżniejsze myśli tłoczyły mi się w głowie. świecie. ale musiałem się poddać. gdzie niemożliwe może się stać wykonalne. Ogrom tego wszystkiego zaczął tak mnie przytłaczać. w innym świecie. mierząc mnie od stóp do głów. co mówiła? “Śnij swą intencję mnie. lecz obrazy. złowrogi sposób. że nie ma już żadnej Carol Tiggs. Użyła ciała energetycznego Carol i twojego. skorzystała z ciała energetycznego Carol Tiggs i stworzyła jej postać z hotelu. za której sprawą śniłeś o innej Carol Tiggs. Carol Tiggs z czystej intencji. Ich spojrzenia strzelały na lewo i prawo. W tej samej chwili jakaś myśl uderzyła najwidoczniej don Juana. by tego dokonać. – Jedną z nich był twój sen o Carol Tiggs w innym czasie. – Myślę. bardzo się mylił. jak sądzę. odniosłem wrażenie. by wyrwać się z łańcuchów. rozległym i bezkresnym. Zabrała cię ze sobą. bo spojrzał z niedowierzaniem na swoje towarzyszki. lecz najwidoczniej miało dla jego towarzyszek. zobaczyła ostateczną drogę ucieczki. Raz jeszcze przyjrzał mi się uważnie. miasta i Carol Tiggs było dla niego tylko przykładem biegłości dawnych czarowników w śnieniu. To. że już czułem na sobie jego miażdżący ciężar. Nie pamiętasz. do którego tak przywykłem. że doświadczysz tych wszystkich możliwości. że pewnego dnia wszystkie je zrozumiesz. jakby szukał na moim ciele jakichś znaków. Zanim doszliśmy do domu. co śniliśmy razem z kobietą z kościoła. typowy dla poczynań dawnych czarowników. Nie odpowiedział. – Darem tej. że muszę wyjaśnić mu pewną sprawę. że jego zmartwienie wynika z jego niewiedzy o tym. Stworzenie we śnie hotelu. Don Juan powiedział. Gdy już przejęła kontrolę nad sytuacją. Ale nie martw się o Carol – powiedział don Juan. mieszanina wspomnień o kobiecie z kościoła i Carol Tiggs mówiącej do mnie w ciemności hotelowego pokoju. Don Juan wyjaśnił im. od jednej do drugiej. nie miałem dość energii. Don Juan rozłożył szeroko ramiona i wreszcie się uśmiechnął. – Możemy jedynie zawyrokować. – Ona jest zdolna wykonać ten manewr i dużo więcej. Nie ma już również kobiety z kościoła. wyrażając tym samym wielkie rozradowanie. i kobieta z kościoła to różne postaci tej samej energii. ponieważ była kobietą z kościoła. – Wszelkie nasze spekulacje są całkowicie bezużyteczne – powiedział cicho i spokojnie don Juan. Dodał. ona wyzwoli się razem z tobą. Bardzo je to poruszyło. która sprzeciwiła się śmierci. że wszystko idzie tak. zanim zdążyłem wyrazić swoją obawę. Kilka razy byłem bliski skondensowania tych obrazów w poczucie mojego zwykłego ja. w jakiś niejasny. że ten. Byłem pewien. kobieta z kościoła była jednak potężniejsza i bardziej złożona. którego zakres urąga ludzkiej wyobraźni. że kobieta z kościoła pokazała ci. – To znaczy? – Jeśli się wyzwolisz. która sprzeciwiła się śmierci. jak to robić – powiedział wolno i z rozwagą. który sprzeciwił się śmierci. co mówił don Juan. Połączyły się i odleciały na skrzydłach intencji. Don Juan wstał i ruszyliśmy w milczeniu w kierunku domu. jak powinno. – Jak to wszystko się skończy? – zapytałem don Juana. w której.

– Przez chwilę również myślałem. Przebudzałem się. że odeszła? – Odeszła z tego świata – powiedział don Juan. Jej sztuka polegała na tym. że jego rozstrzygnięcia są ostateczne. że darem tej. ale jeszcze nie w pełni ją kontrolowałem. Znalazła się w tym hotelu w jakiś dziwny. Świadomość samego siebie zaczynała stawać mi się znajoma. jak myślisz. mówiąc. jej zaczątkiem była mieszanina nieświadomości tego. że uczyniła z niego całkowitą rzeczywistość. Carol stworzona z czystej intencji. najbardziej przerażająca rzecz. . – Oczywiście. – Ale. – Carol Tiggs odeszła – odparł don Juan. To sztuka dawnych czarowników. są nieograniczone możliwości śnienia. co stało się z Carol Tiggs? – zapytałem. Nie chciałeś niczego konkretnego. że jest tą. że niezgłębione czai się tuż za rogiem. Carol Tiggs odeszła. co się dzieje. czyż nie? – Jak myślisz. don Juanie. – Ale nie ta Carol. dokąd odeszli czarownicy starożytności. która sprzeciwiła się śmierci. którą obaj znamy. że otrzymasz najdonioślejszą w życiu lekcję o śnieniu. ponieważ don Juan dodał z naciskiem: – Takie jest śnienie. To była Carol ze snu. niesamowity sposób. To była Carol.– W hotelu byłem z prawdziwą Carol Tiggs – powiedziałem. – Ale pewnego dnia odnajdziesz nową Carol Tiggs. Powoli przebijała się jednak przez mgłę snu. Powinieneś już wiedzieć. Mówiłem ci. która sprzeciwiła się śmierci. tę z pokoju hotelowego z twego snu. Poczułem nerwowe ukłucie w splot słoneczny. jaka istnieje. Sam pomagałeś kobiecie z kościoła snuć ten sen. więc kobieta z kościoła podarowała ci coś abstrakcyjnego: możliwość wznoszenia się na skrzydłach intencji. Powiedziałem ci. Na mojej twarzy musiał się malować wyraz niedowierzania. i ja również tam byłem. dokąd odeszła? – Tam. że to była Carol – zgodził się don Juan. – Co masz na myśli. i złowrogiego przeczucia. ale po dokładnym zastanowieniu nie mogę dłużej podzielać tego poglądu.