NOTA OD AUTORA W ciągu minionych dwudziestu lat napisałem całą serię książek o naukach, które pobierałem u meksykańskiego Indianina Yaqui, czarownika don Juana Matusa. W książkach tych wyjaśniłem, że wprowadził mnie on w tajniki magii; nie takiej jednak, jak ją na ogół rozumiemy w odniesieniu do naszego rzeczywistego świata, polegającej na wykorzystywaniu nadprzyrodzonych zdolności przeciwko innym czy wywoływaniu duchów poprzez rzucanie zaklęć i uroków albo odprawianiu rytuałów mających przynieść nadprzyrodzone rezultaty. Dla don Juana magia była aktem urzeczywistnienia pewnych szczególnych, teoretycznych i praktycznych przesłanek dotyczących natury i roli postrzegania w kształtowaniu wszechświata, który nas otacza. Klasyfikując wiedzę don Juana, kierowałem się jego sugestiami i zrezygnowałem z używania terminu szamanizm, który jest kategorią właściwą antropologii. Nazywałem ją przez cały czas dokładnie tak, jak on sam ją nazywał: magią. Jednakże po dokładnym zastanowieniu zdałem sobie sprawę, że nazywanie tej wiedzy magią jeszcze bardziej zaciemnia i tak niejasne zjawiska, które don Juan przedstawiał mi w swoich naukach. W pracach antropologicznych szamanizm opisuje się jako zespół wierzeń mieszkańców północnej Azji, powszechny również wśród pewnych indiańskich plemion w północnej Ameryce. Twierdzą oni, że dokoła nas roztacza się niewidzialny świat duchów naszych przodków – złych i dobrych – że duchy te mogą być wzywane lub kontrolowane przez wtajemniczonych, którzy są pośrednikami między wymiarem naturalnym i nadprzyrodzonym. Don Juan rzeczywiście był pośrednikiem między światem rzeczywistym a pewnym niewidzialnym światem, którego nie nazywał nadprzyrodzonym, lecz drugą uwagą. Zadaniem don Juana jako nauczyciela było udostępnienie mi tej konfiguracji. W moich poprzednich pracach opisałem jego metody nauczania, które miały doprowadzić do osiągnięcia tego celu, oraz sztuki magii, w których się ćwiczyłem pod jego kierunkiem. Najważniejsza z nich zwana jest sztuką śnienia. Don Juan twierdził, że nasz świat, który według naszych przekonań jest niepowtarzalny i absolutny, stanowi zaledwie jeden element następujących po sobie kolejno światów; przypomina to warstwową strukturę cebuli. Zapewniał też, że choć jesteśmy energetycznie uwarunkowani do postrzegania wyłącznie naszego świata, to mamy jednak możliwości przeniknięcia do owych innych wymiarów; są one równie rzeczywiste, niepowtarzalne, absolutne i pasjonujące, jak nasz własny świat. Don Juan wyjaśnił mi, że aby móc postrzegać te inne wymiary, musimy nie tylko tego pragnąć, ale także dysponować wystarczającą ilością energii, by je pochwycić. Ich istnienie jest niezmienne i niezależne od naszej świadomości, a brak dostępu do nich jest wyłącznie konsekwencją naszych uwarunkowań energetycznych. Innymi słowy, uwarunkowania te zmuszają nas do uznawania, że nasz rzeczywisty świat jest jedynym możliwym światem. Don Juan stwierdził, że czarownicy, którzy żyli w czasach starożytnych, wierzyli, iż te uwarunkowania można zmienić, i rozwinęli zestaw ćwiczeń mających na celu odmienne uwarunkowanie naszych energetycznych możliwości postrzegania. Ćwiczenia te nazwali sztuką śnienia. Teraz, z perspektywy czasu, uświadamiam sobie, że don Juan najtrafniej określił śnienie, gdy nazwał je wrotami do nieskończoności". Zwróciłem mu wtedy uwagę, iż owa metafora nic mi nie mówi. – A więc zrezygnujmy z metafor – zgodził się don Juan. – Powiedzmy, że śnienie jest praktycznym sposobem czarowników na wykorzystanie zwykłych snów. – Ale jak można praktycznie wykorzystać zwykłe sny? – zapytałem. – Słowa zawsze nas mylą – powiedział don Juan. – Mój nauczyciel próbował opisać mi śnienie, mówiąc, że w ten sposób czarownicy mówią światu dobranoc. Starał się, oczywiście, dopasować swój opis do moich zdolności pojmowania. Ja postępuję teraz tak samo z tobą. Przy innej okazji don Juan powiedział: – Śnienia można tylko doświadczyć. Śnienie to nie to samo, co mieć sny. Nie jest to również sen na jawie ani wyrażanie życzeń, ani też wyobraźnia. Poprzez śnienie możemy postrzegać inne światy, które, rzecz jasna, możemy opisać, ale nie możemy opisać tego, co pozwala nam je postrzegać. Możemy jednak czuć, jak śnienie otwiera dla nas te inne wymiary. Śnienie wydaje się wrażeniem – procesem w naszym ciele, świadomością w naszym umyśle. W trakcie swoich ogólnych nauk don Juan dokładnie wyjaśniał mi zasady, przesłanki i ćwiczenia w

sztuce śnienia. Jego nauki dzieliły się na dwie części. Pierwsza dotyczyła procedur śnienia, a druga czysto abstrakcyjnych objaśnień tych procedur. Stosowana przez niego metoda nauczania polegała na naprzemiennym wzbudzaniu mojego zaciekawienia abstrakcyjnymi zasadami śnienia i później ułatwianiu mi znajdowania ujścia dla niego poprzez ćwiczenia. Opisałem to już na tyle szczegółowo, na ile tylko mogłem. Przedstawiłem również środowisko czarowników, w którym umieścił mnie don Juan, abym studiował Jego sztukę. Moje kontakty z tym środowiskiem były przedmiotem mojego szczególnego zainteresowania, ponieważ miały miejsce wyłącznie w drugiej uwadze. W środowisku tym miałem styczność z dziesięcioma kobietami i pięcioma mężczyznami – czarownikami i towarzyszami don Juana, a także z czterema młodymi mężczyznami i czterema młodymi kobietami, którzy byli jego uczniami. Don Juan zebrał tych ludzi krótko po tym, jak ja sam znalazłem się w jego świecie. Wyjaśnił mi, że tworzą oni tradycyjną grupę czarowników – replikę jego własnej grupy – a ja mam im przewodzić. Jednakże w trakcie pracy ze mną don Juan odkrył, że jestem inny, niż się tego spodziewał. Wyjaśnił tę różnicę w kategoriach konfiguracji energii widocznej tylko dla czarowników; nie miałem czterech komór energetycznych, tak jak on sam, a tylko trzy. Don Juan pomylił się, mając nadzieję, że taką konfigurację można poprawić; zupełnie nie potrafiłem współdziałać z ową grupą ośmiu uczniów ani jej przewodniczyć. Don Juan stanął więc przed koniecznością zebrania jeszcze jednej grupy ludzi, bliższej mojej strukturze energetycznej. Pisałem szeroko o tych zdarzeniach, ale nigdy nie wymieniłem tej drugiej grupy uczniów; don Juan nie pozwolił mi na to. Argumentował, że znajdowali się oni wyłącznie w moim polu działania, a według naszej umowy miałem pisać o jego polu działania, nie moim. Ta druga grupa uczniów była niezwykle zwarta. Liczyła tylko trzech członków. Należeli do niej Florinda Grau – śniąca, Taisha Abelar – zwiadowca, i Carol Tiggs – kobieta nagual. Obcowaliśmy ze sobą wyłącznie w drugiej uwadze. W świecie rzeczywistym nie mieliśmy o sobie nawet mglistego wyobrażenia. Jeśli zaś chodzi o nasze relacje z don Juanem, nie było tam miejsca na żadne niejasności. Wkładał wielki wysiłek w to, by wyćwiczyć nas wszystkich jednakowo. Niemniej jednak, gdy czas don Juana dobiegał końca, psychologiczne napięcie wynikające z jego odejścia zaczęło burzyć sztywne granice drugiej uwagi. W rezultacie nasze wzajemne kontakty zaczęły w sposób niezamierzony przenikać w sferę świata rzeczywistego i wtedy się spotkaliśmy, jak nam się zdawało, po raz pierwszy. Żadne z nas nie uświadamiało sobie, jak głębokie i żmudne były nasze wspólne działania w drugiej uwadze. Ponieważ każde z nas pracowało naukowo, byliśmy więcej niż zaszokowani, gdy okazało się, że spotykaliśmy się już wcześniej. Było to dla nas – i nadal jest, rzecz jasna – rozumowo nie do przyjęcia, a jednak wiemy, że tego właśnie doświadczyliśmy. I tak pozostała nam nie dająca spokoju wiedza o tym, że ludzka psychika jest nieskończenie bardziej złożona, niż pozwala nam wierzyć nasze wykształcenie uniwersyteckie i zdrowy rozum. Kiedyś razem poprosiliśmy don Juana, by rzucił nieco światła na nasz problem. Odrzekł, że ma dwie możliwości wyjaśnienia nam tego zjawiska. Pierwsze wyjaśnienie prowadzi do naszej zranionej racjonalności i składają do kupy – druga uwaga jest stanem świadomości równie iluzorycznym, niczym słoń latający po niebie, a wszystko to, czego rzekomo doświadczyliśmy w tym stanie, było wytworem hipnotycznej sugestii. Drugie wyjaśnienie będzie zgodne z rozumieniem czarowników stosujących śnienie –jest to energetyczna konfiguracja świadomości. Jednak podczas wykonywania zadań związanych ze śnieniem, bariera drugiej uwagi pozostawała nie zmieniona. Zawsze, gdy wkraczałem w śnienie, wkraczałem także w drugą uwagę, przebudzenie ze śnienia niekoniecznie oznaczało wyjście z drugiej uwagi. Przez cale lata pamiętałem jedynie drobne fragmenty moich doświadczeń w śnieniu. Większość z tego, co robiłem, była dla mnie energetycznie niedostępna. Potrzebowałem piętnastu lat nieprzerwanej pracy – od roku 1973 do 1988, by zebrać wystarczająco dużo energii i odtworzyć w moim umyśle kolejność tych wszystkich zdarzeń. Przypominałem sobie wówczas całe cykle śnienia, jeden po drugim, i w końcu mogłem wypełnić pozorne luki w mojej pamięci. W ten sposób dostrzegłem wewnętrzną ciągłość łączącą kolejne lekcje don Juana o sztuce śnienia; ciągłość, którą utraciłem, ponieważ za jego sprawą kluczyłem między świadomością świata rzeczywistego a świadomością drugiej uwagi. Ta praca jest rezultatem owego procesu odtwarzania zdarzeń. Wszystko to prowadzi do ostatniej części mojego wstępu, a mianowicie wyjawienia powodu do napisania tej książki. Znając większą część nauk don Juana dotyczących sztuki śnienia, chciałbym wyjaśnić w następnej pracy, jaka jest obecna sytuacja i co pochłania jego ostatnich czterech uczniów

Taishę Abelar. co teraz mi wiadomo – te partie lekcji don Juana o śnieniu. muszę zweryfikować – w świetle tego. Carol Tiggs i mnie samego. że objaśnienie świata. dokąd doszliśmy pod kierunkiem don Juana i jaki wywarł on na nas wpływ. Ale zanim opiszę i wyjaśnię. Uważa ona. do których do tej pory nie miałem dostępu.– Florindę Grau. by napisać tę pracę. który dzięki don Juanowi stał się naszym dziedzictwem. jest najwyższym wyrazem naszej wdzięczności dla niego i naszego oddania dla jego niestrudzonych poszukiwań. podjąłem dzięki Carol Tiggs. Jednakże ostateczną decyzję. .

do którego dopasowaliśmy naszą percepcję. Współczesnych zaś czarowników don Juan opisał jako ludzi słynących ze zdrowego rozsądku i zdolności do zmieniania i poprawiania reguł magii. Lubię natomiast ogrom myśli. co wiemy i robimy dzisiaj. Ów wzorzec jest właśnie społeczną stroną postrzegania. Jestem przekonany. jestem winien czarownikom starożytności należny im szacunek. Podczas jednej z naszych rozmów don Juan stwierdził. Czarowników starożytności określił jako ludzi. nie interesują ich konkretne zdobycze. – Jakie znaczenie mogłoby mieć dla mnie postrzeganie energetycznej natury rzeczy? – zapytałem kiedyś don Juana. Twierdzę. iż uczyniono z niego podstawową przesłankę magii. gdyż właśnie oni pierwsi odkryli i robili to wszystko. Odkrycie to było tak doniosłe. Z konieczności więc – gdyż owe przesłanki są kluczem do wyjaśnienia i zrozumienia śnienia – musiałem raz jeszcze o nich napisać. który byłby oficjalnym widzącym lub urzędującym czarownikiem. Ponieważ jednak nie możemy jej bezpośrednio dostrzec. – A co nazywasz abstrakcją? – Poszukiwanie wolności. którą musisz oddzielić. – Obsesyjne trwanie umysłu przy praktyce i technice. poświęciwszy całe swe życie twardej dyscyplinie i ćwiczeniom. że podwaliny śnienia przynależne magii zrodziły się w sposób naturalny w umysłach czarowników starożytności i dzięki nim ugruntowały. Nie lubimy jedynie jej posmaku. Dlatego też większa część tej książki jest rozszerzeniem tego. że po to. co może być postrzegane. rzeczywiście osiągają zdolność postrzegania natury rzeczy. co istnieje. co jest dostępne człowieczeństwu. Przedstawił ich jako ludzi błyskotliwych. – Co nazywasz konkretnością. że współcześni czarownicy poszukują abstrakcji. – A co jest społeczną podstawą postrzegania. że wszystko. – Dzięki oddzieleniu społecznej strony postrzegania. Osobiście brzydzę się ciemną stroną umysłu i jego obsesją śmierci. bez jakichkolwiek obsesji. iż aby ocenić pozycję śniących i samego śnienia. don Juanie. iż między owymi czarownikami a tymi z ery nowożytnej istnieją zasadnicze różnice. jeśli tylko uznają to za konieczne. W dzisiejszych czasach czarownicy. czego mnie uczy. że przeszłość nie ma żadnego znaczenia dla współczesnych czarowników? – Z pewnością ma znaczenie.ROZDZIAŁ I: CZAROWNICY STAROŻYTNOŚCI Don Juan niezmiennie podkreślał. – Takie. przetwarzamy naszą percepcję tak. którzy żyli w Meksyku prawdopodobnie już tysiące lat przed hiszpańskimi konkwistadorami i których najważniejszym dokonaniem było stworzenie podstaw magii ze szczególnym uwzględnieniem jej praktyczności i konkretności. Don Juan wyjaśnił. – Chodzi ci o to. tak jak to było w przypadku czarowników przeszłości. że wzorzec. zdolność. wolności postrzegania wszystkiego. Cokolwiek bowiem postrzegamy. don Juanie? – zapytałem. – Dlaczego muszę ją oddzielić? – Ponieważ celowo zmniejsza ona zakres tego. że ich najważniejszym osiągnięciem było dostrzeżenie energetycznej natury rzeczy. zostało przewidziane i opracowane przez ludzi zwanych przez niego czarownikami starożytności. Wyjaśnił mi. którą nazywają widzeniem. należy zrozumieć dążenia współczesnych czarowników do przesunięcia magii od konkretności w stronę abstrakcji. Pomijając jednak moje sympatie i antypatie. jest energią. niczym nie uzasadnione oddziaływanie na ludzi. Nie pełnią żadnych funkcji społecznych. – Praktyczną stronę magii – odparł. by człowiek mógł przetrwać w dzisiejszych czasach. don Juanie? . Tak więc nigdy nie spotkasz takiego. Wszystko to należało do królestwa czarowników starożytności. Dał mi wyraźnie do zrozumienia. ponieważ szukają wolności. zmiana postrzegania musi nastąpić u jej społecznej podstawy. i każe nam wierzyć. by pasowała do pełnego wzorca. zrozumiałbyś naturę wszystkiego. jest wszystkim. że postrzegałbyś bezpośrednio samą energię – odparł. lecz pozbawionych mądrości. co prezentowałem już w moich wcześniejszych pracach.

który znałem. by ukazać nam energię bezpośrednio. Zawsze będzie powstrzymywać nas naturalne przekonanie o realności i twardości obiektów. że opisywali oni człowieka jako jaśniejący kształt przypominający gigantyczne jajo i nazywali go świetlistym jajem. nie zadając sobie nawet trudu. że to możliwe i że właśnie robi to ze mną i innymi uczniami. – Oczywiście. Don Juan twierdził. Jest to akt bezpośredniego postrzegania istoty wszechrzeczy. wystarczy zderzyć się z nimi. świetlisty kształt. Należałoby podjąć ogromny wysiłek ukazania nam energii jako energii. Twierdzenia don Juana były dla mnie zupełnie obce.– Naturalne przekonanie. co istnieje. na co właśnie zwróciłeś uwagę. ponieważ nasze otoczenie nie ustaje w szaleńczych wysiłkach ukazania nam świata właśnie takim. poprzez uświadomienie nam. – Gdy czarownicy widzą istotę ludzką – powiedział don Juan – widzą unoszący się. aby nasi przodkowie mogli przetrwać – powiedział don Juan. Wtedy mielibyśmy w ręku obie możliwości. – Jest to bez wątpienia świat obiektów. by nauczyć ludzi postrzegać w taki sposób? – zapytałem. – Obecnie. którzy postrzegają energię i widzą istotę wszechrzeczy. – Czy to możliwe. Według koncepcji don Juana swoiste usidlenie w procesie przetwarzania naszej percepcji w celu dopasowania jej do społecznego wzorca traci na sile w momencie. co postrzegamy. olbrzymi. Cały wszechświat jest energią. – Więc o co ci właściwie chodzi? – O to. z którego potrafimy korzystać. Jeśli od samego początku nie założymy. było bez wątpienia konieczne. że zrozumiemy świat. jakim go widzimy. który poruszając się. którzy widzieli ją jako pierwsi. albo negatywne. Twierdzili oni. lecz również nie mogłem odrzucić. Do tych bardziej wyszukanych terminów należały wyrażenia. Wtedy jeszcze mój umysł odrzucał każdy sposób rozumienia świata różniący się od tego. powszedniej rzeczywistości. Jest jeszcze jeden: ten. że nasz kształt energetyczny nieustannie zmienia się w czasie. Lecz nie jest to jedyny sposób postrzegania. jaśniejące włókna świadome swego istnienia w sposób niepojęty dla ludzkiego umysłu. Od widzenia istoty wszechświata czarownicy starożytności przeszli do widzenia energetycznej istoty człowieka. lecz będących oczywistymi prawdami dla czarowników. że jego metoda jest bardzo zbliżona do tej. Społeczna podstawa naszej percepcji powinna być naturalnym przekonaniem. po drugie. – Postrzegamy tak. że przede wszystkim jest to świat energii. że to. . Dla takich czarowników najbardziej znaczącym aktem magii jest widzenie istoty wszechświata. które były albo pozytywne. Don Juan zapewnił mnie. a potem dopiero świat obiektów. – Jest to bardzo skuteczny sposób oceniania i klasyfikowania żywność i niebezpieczeństwa. By to udowodnić. iż jest to świat energii. bardziej pasjonujących i wyszukanych terminów – stwierdził don Juan. Nazywam to podstawą społeczną. Don Juan miał wrażenie. – Nie potrafię wyobrazić sobie świata w inny sposób. energii samej w sobie. nie mogłem ich zaakceptować. że jest on zbudowany z obiektów. by nauczyć nas postrzegania świata naszej codziennej. jak postrzega drapieżca – po wiedział mi pewnego razu don Juan. z którym cię właśnie zapoznaję. Naucza nas nowego sposobu postrzegania. Nie kwestionujemy tego. że istota wszechświata przypomina świetliste nici biegnące w nieskończoność we wszystkich kierunkach. której używa się. że jest to świat obiektów. gdy zdajemy sobie sprawę. po upływie tysięcy lat takiego postrzegania świata. iż zaakceptowaliśmy ten wzorzec jako dziedzictwo naszych przodków. których nauczyli don Juana jego poprzednicy. że świat jest zbudowany z konkretnych obiektów. ryje głęboką bruzdę w energii ziemi. nigdy nie będziemy w stanie dostrzec jej w sposób bezpośredni. Don Juan powiedział. Postrzeganie istoty wszechrzeczy sprawi. jesteśmy zmuszeni wierzyć. – Postrzeganie świata jako świata przedmiotów. don Juanie – stwierdziłem z żalem. sklasyfikujemy go i opiszemy za pomocą całkowicie nowych. przetwarzamy i dopasowujemy do pewnego wzorca. że energia jest wszystkim. Po pierwsze. jakby ów kształt miał korzeń i wlókł go za sobą. – Jak zatem powinniśmy postrzegać świat? – Wszystko jest energią. Wygląda to tak. by go zbadać. Don Juan uważał. poprzez szaleńcze wysiłki. Jego argument był dla mnie całkowicie niepojęty. że najlepiej opisali ją czarownicy starożytności. Nawiązywały one do prawd magii nie mających żadnych racjonalnych podstaw i jakichkolwiek związków z faktami świata naszej codzienności.

z nie znanych sobie przyczyn. iż wszelkie postrzeganie musi zachodzić właśnie tam. Następnie widzieli. w którym jest zazwyczaj ulokowany. co ktoś widzi. by odpowiedzieć. co usłyszałem. chociaż nie mogą być jasnością w dosłownym tego słowa znaczeniu – widzenie nie polega bowiem na dostrzeganiu za pomocą wzroku. nazwali go punktem połączenia. której energia przybiera kształt jaja. Gdy jednak punkt połączenia i otaczająca go kulista poświata zmienią swoje położenie. a otaczający go blask jako aureolę. – Jaka jest funkcja punktu połączenia? – zapytałem. i założyli. włączając w to siebie. niezwykle jasny punkt wielkości piłki tenisowej tkwiący na stałe wewnątrz świetlistej kuli. że dawni czarownicy. musi być wyrażone za pomocą terminów dostępnych normalnie widzącemu drapieżcy. Dawni czarownicy doszli więc do wniosku. że tam właśnie. – Czarownicy widzą ruch energii. – Zauważ. Potem powiedział. – A co takiego dawni czarownicy widzieli. która go . – Wszystko. czarownicy widzą osobę. jak miliony włókien świadomej energii przechodzą przez punkt połączenia. Opisują je jako jasność. że najpierw widzieli. – Dawni czarownicy widzieli. co jest nam znane. punkt połączenia opisują więc jako plamę światła. że jesteśmy istotami tak uzależnionymi od wzroku. iż zmienia się również ich świadomość i postrzegają oni odmiennie niż zazwyczaj. Po pierwsze. Don Juan stwierdził. że ludzie w kształcie jaja są bardziej podobni do ludzi z dalekiej przeszłości niż pozostali. – Tego nikt nie może wiedzieć – odparł z przekonaniem. – W jaki sposób włókna. gdyż jest on niewielki w porównaniu z całością. że później. – Sprawia. jaką rolę może odgrywać punkt połączenia i otaczający go blask. sądząc z normalnego zachowania obserwowanych. o których mówiłeś. że gdy mówię o widzeniu. co uważał za decydujące odkrycie czarowników starożytności. że łączą się one i gromadzą w poświacie. Niemniej jednak muszą uwypuklić różnicę pomiędzy nimi. która wzmacnia jasność włókien przepływających przez kulę. Po drugie. że dawni czarownicy widzieli. widzi kształt istoty ludzkiej jako przypominający bardziej kulę albo kamień nagrobny niż jajo. że postrzegamy – odpowiedział. Don Juan powiedział. Ponieważ za pierwszym razem miałem trudności z wyobrażeniem sobie tego. w tym punkcie. iż spośród milionów świetlistych włókien wszechświata przepływających przez świetlistą kulę jedynie nieliczne przechodzą przez punkt połączenia. gdy czarownicy widzieli już. że każdy widzący. że punkt połączenia otacza zawsze kulista poświata. automatycznie i spontanicznie łączy je w ciągłą percepcję świata. że doszli do wniosku. które przez niego przechodzą. Nazywał to fundamentalną cechą istoty ludzkiej jako świetlistej kuli. w sposób właściwy danej istocie. iż nie można mówić o tym inaczej. punkt połączenia u człowieka może oddalać się od miejsca. Wysunęli przypuszczenie. łączone są w ciągłą percepcję świata? – zapytałem. w jaki czarownicy mówią o punkcie połączenia i otaczającej go poświacie. świetliste włókna łączą się w percepcję. że najbardziej odpowiednim przykładem owej trudności jest sposób. czego się zresztą można było spodziewać. gdy punkt połączenia znajduje się w swym zwykłym położeniu. Don Juan sugerował. niż tylko porównując z tym. tak zdominowanymi przez patrzenie oczami drapieżcy. poszli w swych wyjaśnieniach dalej. percepcja i świadomość wydają się normalne. a punkt niezwykłej jasności jest częścią tej kuli energii i jest zlokalizowany na wysokości łopatki w odległości wyprostowanego ramienia za plecami. tym bardziej niezwykłe staje się jego zachowanie i najwyraźniej również jego świadomość i percepcja. widząc jego funkcję. Don Juan stwierdził. że świetlista kula jest dużo większa od ludzkiego ciała. niezwykłe zachowanie ludzi z tak przesuniętym punktem zdaje się zaświadczać. Chodziło o okrągły. Odpowiedział mi.Powiedział. W końcu widzieli dwie rzeczy. że im większe jest przemieszczenie punktu połączenia u człowieka. Don Juan powiedział. że punkt połączenia poprzez skupianie swojej poświaty na włóknach energii wszechświata. iż postrzeganie zachodzi właśnie w owym punkcie połączenia? – zapytałem. zawsze używam wyrażenia “przypomina" lub “wydaje się" – zwrócił uwagę don Juan. jest tak niepowtarzalne. którego znał. lecz widzenie tego ruchu nie wystarczy. poświatę. don Juan wyjaśnił. Widząc. co widzimy. jakieś dwie stopy za wzgórkiem prawej łopatki. iż wszystko. przy samej jej powierzchni. że wszystkie żywe istoty mają taki jasny punkt. W trakcie swoich nauk don Juan wielokrotnie prezentował i objaśniał to. dawni czarownicy przypuszczali. jak i dlaczego energia się porusza. Jednak od czasu do czasu.

w nim właśnie włókna energii łączą się w postrzeganie. Czarownicy odkryli. potrzebujemy jedynie energii. że można to zrobić. chociażby tylko na własny użytek. by czarownicy mogli się mylić w swoim widzeniu – powiedział don Juan nie znoszącym sprzeciwu tonem. Ponieważ przesunięcia punktu połączenia są przemieszczeniem wewnątrz kuli. tak nie do przyjęcia. – Możesz zrobić tylko jedno – odparował don Juan. Jeden polegał na przemieszczeniu do jakiegokolwiek punktu na powierzchni lub we wnętrzu świetlistej kuli. jak sobie z tym poradzić i co o tym myśleć. była odmienna konfiguracja energii. które czarownik wysnuwa ze swego widzenia. widzenie samo do nas przyjdzie. światów niepojętych. Cud magii polega na tym. wnioski. – Musisz zobaczyć punkt połączenia! Widzenie wcale nie jest takie trudne. – Czy istnieje możliwość. Gdy ją posiądziemy. bez względu na to. lecz nie istnieje nawet najmniejsze prawdopodobieństwo. że dawni czarownicy potrafili rozróżnić dwa typy przemieszczeń punktu połączenia. Jednakże z powodu odmiennej pozycji punktu połączenia. Oznaczało to. światy nimi wywołane. – Wybacz mi. i w ogóle brak jej w martwych ciałach. Don Juan spuścił nieco z tonu i zauważył. To nie jest tylko kwestia posiadania energii. skupia się tam nowy konglomerat milionów świetlistych włókien. – A co z punktem połączenia? – zapytałem. które nie należą do wymiaru ludzkiego. który nadali mu jego towarzysze. Rolę don Juana w świecie czarowników oddawał tytuł. że gdy punkt połączenia przemieści się w inne położenie. żebyś je zastosował. Następną rzeczą. że czarownicy starożytności pomylili się w swoim widzeniu? – zapytałem. Wówczas musisz zaufać nagualowi. don Juanie. czarownicy muszą doskonalić swoje umysły najlepiej jak potrafią i w każdej dostępnej im formie. która tkwi w umyśle każdego z nas i która nas powstrzymuje. że w ogóle nie wiem. wspaniałe czy niewiarygodne. jest zbyt silna. nazwali go . że skoro poświata świadomości jest obecna wszędzie tam. nazwali go przesunięciem punktu połączenia. że różnica między przesunięciem a ruchem leży w naturze postrzegania w obu wypadkach.otacza. nigdy jeszcze nie tkniętych ludzką stopą. jako efekt przemieszczenia się punktu połączenia. iż poświata jest mocno zamglona u ludzi nieprzytomnych lub będących u kresu życia. nowy świat nie może być naszym światem spraw codziennych. gdyby czarownicy pozostawali wyłącznie na poziomie opisu widzenia. należą ciągle do wymiaru ludzkiego. że u nieżywej istoty nie ma nawet śladu punktu połączenia i otaczającej go poświaty. że świadomość i percepcja idą ze sobą w parze i są ściśle związane z punktem połączenia i jego poświatą. gdyż są one oznaką życia i świadomości. Don Juan powiedział. uwierz mi. że każdy czarownik musi sprawdzić wszystko w oparciu o własne doświadczenie. którą czarownicy starożytności widzieli i zbadali. Aby uniknąć takiej katastrofy. Trzeba tylko przełamać barierę. Natomiast ruch punktu połączenia jest przemieszczeniem poza kulę i wiąże się z włóknami energii. jak dziwaczne. By ją przełamać. – Czy jego również nie ma w martwym ciele? Don Juan odparł. Widzieli go dawni czarownicy i doszli do wniosku. by opuścić fortecę naszego samozadowolenia i fałszywego bezpieczeństwa. Sztuczka polega na tym. Postrzeganie tych włókien wywołuje powstawanie światów niedostępnych rozumowi. Widzieli także. że niewątpliwie byłoby o całe niebo bezpieczniej. Drugi zaś był przemieszczeniem poza kulę i zyskał nazwę ruchu punktu połączenia. gdzie znajduje się punkt połączenia. – Właśnie. lecz dlatego. – Co prawda. gdyby okazał się on człowiekiem naiwnym i prymitywnym. Mówię ci o zasadach magii nie w nadziei. Czarownicy przeszłości doszli zatem do nieuniknionego wniosku. Wymiar ludzki to włókna energii przechodzące przez całą świetlistą kulę. don Juanie – powiedziałem pewnego razu – ale ta cała historia o punkcie połączenia jest tak naciągana. że widzenie wymaga wielkiej wiedzy. że to jest tylko kwestia posiadania energii. że owa poświata jest świadomością. mogą być mylne. Don Juan miał całkowitą rację. że je zapamiętasz. doszli więc do przekonania. Na początku mojego trzynastoletniego okresu terminowania u don Juana. – Nie potrafię wyjaśnić dlaczego. – Dla mnie jest oczywiste. lecz pokusa wyciągania wniosków i wyjaśniania. gdy mówił o zaufaniu. Sprawa uzasadnienia każdej kwestii była wówczas dla mnie bardzo istotna. że muszę nauczyć się ufać mu bez zastrzeżeń i zaakceptować go bez uprzedzeń jako naguala. najtrudniej było mi znaleźć się w jego świecie. Najtrudniej przekonać samego siebie. Don Juan wyjaśnił.

ani euforia nie mają swojej stałej przyczyny. – Nie. jeśli o to chodzi. – Powiedziałem mu to samo. w pewnej chwili świetlista kula . Gdy powiedziałem mu o tym. wówczas jej dodatkowy ładunek energii zamienia się w siłę i zdolności przywódcze. co przypomina kształtem fajkę. gdy punkt połączenia przemieszcza się na zewnątrz pola energii. Strumienie te pojawiają się nagle i równie nagle znikają. W miejscu ustnika znajduje się punkt połączenia. nagual. I tak. Każda istota ludzka to potrafi. Pewnego dnia zapytałem go. Stwierdzenia nauczyciela don Juana. brzmi to tak. Nie ma to nic wspólnego z tym. Jesteśmy powiązani z samym duchem i nasz związek z człowiekiem. ale jako niewytłumaczalną. – A jakie uczucia towarzyszą tym strumieniom? – Stosunkowo nieprzyjemne uczucie. przyniosło mi to nieopisaną ulgę i otworzyło bardziej na wszystko. nie traktujemy ich jako miażdżącego uścisku nieznanego. powstaje coś. ledwo uchwytne poczucie smutku. co powiedział jego nauczyciel. że nie ma dokąd pójść bez naguala. Ja zaś wielokrotnie powtarzałem. Ale ich słowa nie wypływały z poczucia i przekonania o własnej ważności. ponieważ lepiej od innych potrafi odzwierciedlać abstrakcję. – Wierz. A gdy punkt połączenia nadal będzie się poruszał. niczym nie uzasadnioną chimeryczność. jak trudno mi się z tym zgodzić. To samo dotyczy i mnie. Wtedy. kiedy to nastąpi. I rzeczywiście. – A czy ty sam potrafisz je wyczuwać? – spytałem. – A jak się przemieszcza? – Poprzez strumienie energii.nagualem. I tak też twierdzili inni naguale. odzwierciedlać ducha. a zatem i możliwości oczyszczenia swojego życia z gruzów dawnych obciążeń. – Jest to część świetlistego jaja. i tak też twierdzę. czy punkt połączenia ma coś wspólnego z ciałem materialnym. jest zaledwie marginalny. poza jego kształt? Wisi w wolnej przestrzeni? Jest połączony ze świetlistą kulą? – Punkt połączenia rozciąga granice pola energii. Są to wstrząsy rodzące się wewnątrz i na zewnątrz naszego ciała energetycznego. że moje wychowanie w przytłaczającym środowisku religijnym wycisnęło na mnie swe okropne piętno. by zwracać uwagę na takie uczucia. że gdy taka osoba pojawi się w świecie czarowników. posiadającej szczególną konfigurację energii. bez tego nie ma wolności. Wyjaśniono mi. a główka fajki to pozostałości po rozciągniętej świetlistej kuli. ale przeciętny człowiek zbytnio jest zajęty swymi doczesnymi problemami. Don Juan wyjaśnił mi. które jest naszą energetyczną jaźnią. Ale to wszystko. ufać mu jako nagualowi. który głosi nam jego przesłanie. – Czuje je każdy czarownik. W naukach swych don Juan kładł szczególny nacisk na wyjaśnienie istoty punktu połączenia. którzy żyli przede mną. którego musiałem się nauczyć jako dziecko i którego nienawidziłem z całego serca. niezmiennie kojarzyły mi się z całkowitym i dogmatycznym posłuszeństwem. że to pojęcie odnosi się do każdej osoby. zapewnił mnie. którą widzący postrzega jako podwójną świetlistą kulę. I nikt nie potrafi przewidzieć. Widzący wierzą. że bez naguala nie ma dalszej gry. Ale czarownik potrafi to zrobić. jak powiedział. Wiem o tym. po którym zaraz przychodzi euforia. i często o tym dyskutowaliśmy. a także jego własna uległość wobec niego. w co tylko chcesz – odpowiedział mi z niezmąconym spokojem don Juan. zamiast kuli czy jaja. Początkowo takie pełne zaufanie do don Juana wydawało mi się czymś bardzo niepokojącym. że ostatecznym efektem ruchu punktu połączenia jest całkowita zmiana kształtu pola energii człowieka. czego starał się mnie nauczyć. że bez Zaufania do naguala nie ma możliwości poczucia ulgi. jakbyś wyrażał ślepą religijną wiarę – powiedziałem. potrafi nawet nagiąć je do swojej woli. Mówiłem mu. jeśli nie odpychającym. to odwoływać się tylko i wyłącznie do tego. nauczyłem się w końcu ufać don Juanowi bez zastrzeżeń. że miał takie same problemy z zaufaniem swojemu nauczycielowi. – Faktem jest jednak. co ty mówisz teraz mnie – powiedział don Juan. Don Juan wielokrotnie powtarzał. jest nagualem. – Gdy mówisz o nagualu. Mówić. ale nigdy ich nie przerywa. W ten sposób nagual staje się naturalnym przywódcą i przewodnikiem grupy czarowników. co zwykle postrzegamy jako nasze ciało – odpowiedział. mężczyzny czy kobiety. – Mój nauczyciel odrzekł. co się dzieje. że człowiek. A ponieważ ani smutek. jak słuszne było to. – Don Juanie. rozpycha je.

Ale wydaje mi się. bardziej stosownej . co mogę ci na ten temat powiedzieć. don Juanie? – Jest to dla mnie zbyt dziwaczne. jak my. że pytasz. jacy oni byli. Gdy zapytałem. opętanymi i kapryśnymi dziwakami. don Juan odpowiedział: – Oczywiście. że inni postrzegają znany nam świat tak. godnymi zaufania. Moim zdaniem ci dawni czarownicy byli lekkomyślnymi. Oczywiście. Don Juan starał się również wyjaśniać mi. Dokonań dawnych czarowników nie można z niczym porównać. dlatego właśnie. Don Juan powiedział mi także. dopóki nie stajemy nagle przed możliwością dostrzeżenia świata innego niż ten. by należycie to ocenić. czy po tym przekształceniu czarownicy nadal byli ludźmi. Przypominali bardziej istoty nie z tego świata. Ja chcę wolności. Ale nie chodzi tu tylko o sprawę zachowania. spotkałem kiedyś jednego. którego spotkałeś? – Z pewnością nie. by zniknąć w otchłani. którym udało się dokonać tego wielkiego wyczynu i przekształcić swe pole energii. Opisywani są jako ludzie bardzo mili. że byli okropni? – Ależ nie. – Czy wszyscy czarownicy byli tacy jak ten. To jego zachowanie było niezwykłe. Wolności zachowania swej świadomości i jednocześnie tego. że upodobni się do cienkiej linii energii. czy nadal byli ludźmi myślącymi. Znam nawet kilka opowieści o tym. A jak mieliby niby wyglądać? Ale nie byli oni tacy. jak bardzo istotna dla postrzegania jest energetyczna jednorodność i spójność. urąga najśmielszym wyobrażeniom. Gdybyś jednak nalegał i chciał się dokładnie dowiedzieć. jak pewnie byś sobie ich wyobrażał albo nawet ja. którego spotkałem. – Pod jakim względem się zmienili? – Zajmowały ich inne sprawy. – Chcesz powiedzieć. że nadal byli ludźmi. że pojawiają się od czasu do czasu na ziemi. W podobnej chwili staje się jasne. iż łączy nas owa jednorodność i spójność energetyczna. pod jakim względem różnili się od nas. lecz jako linie energii. A owi czarownicy jawili się już niejako kule energii. – Co stanowiło o jego niezwykłości? – Wszystko. niezupełnie. to w swych wyjaśnieniach zaplątałbym się tak. że zachowanie czarownika. którzy wpadli w sidła swych własnych machinacji. don Juanie? – Tak. don Juanie? Umarli? – Według opowieści czarowników. iż ludzkie możliwości są wcale pokaźne. skoro udawało im się rozciągać swe pole energii. Zyskali także zupełnie odmienny wygląd. który znamy. – Chcesz przez to powiedzieć. to nie odbiegał zasadniczo od przeciętnego człowieka. i to czyni nas podobnymi do siebie. Jest to coś. by moje osobiste poglądy miały wpływ na twoje odczucia. No cóż. Wszystkie istoty ludzkie są świetlistymi kulami. że nie wyglądali jak ludzie? – Trudno jest powiedzieć cokolwiek na temat tych czarowników. Don Juan powiedział także. że dawni czarownicy byli jedynymi. Już choćby tylko dlatego. udało im się również rozciągnąć trwanie swej świadomości. które usiłowały nagiąć się w krąg. że wyglądali jak ludzie. co musiałbyś wpierw sam zobaczyć. Nie pozwól jednak. że udowodnili nam. ludźmi rozsądnymi.rozciągnie się tak bardzo. Nie wiem. – A co ty sam o tym sądzisz. że potrzeba nam nowej. choć budzący grozę. że wyglądałbym jak pies goniący za swym ogonem. – Co się w końcu z nimi stało. iż nie uświadamiamy sobie ich fundamentalnego znaczenia. Wszelkie dążenia i troski typowe zwykłym ludziom przestały mieć dla nich jakiekolwiek znaczenie. to to. że osiągamy te dwa stany energii automatycznie w procesie wychowywania i traktujemy je jako coś tak oczywistego. Głównym jego argumentem było to. – Czy spotkałeś kiedykolwiek któregoś z nich. znam jednak opowieści innych czarowników przekazywane z pokolenia na pokolenie. – I jak wyglądał? – Jeśli chodzi o wygląd. Opowieści te przedstawiają ich jednak jako ludzi dość osobliwych. Tak więc nadal żyją i zachowują swą świadomość aż do dziś. co niezupełnie im się udawało.

Sam musisz to widzieć! Spierałem się później z don Juanem. – Ogarnięcie tego z pewnością nie jest ćwiczeniem na twoją głowę – odrzekł don Juan po uważnym wysłuchaniu moich argumentów. Mogę przesunąć twój punkt połączenia w miejsce bardziej odpowiednie do bezpośredniego postrzegania energii. Ten twój pomysł z mnóstwem świetlistych kuł bierze się z tego. który nazywał drugą uwagą. gdy przybierał on postać linii. Wydawało mi się. i to tak mocno. A ponieważ jego energia zawsze zachowuje swój kształt kuli lub jaja. poczyniłem ogromny wysiłek. co robił przez cały czas – o wprowadzaniu mnie w pewien niepojęty stan świadomości. dobre sobie – Bardzo prosto. włókna znajdujące się na zewnątrz dowolnej z nich muszą przenikać przez sąsiednią kulę. że w pewnym momencie mogli. Lecz we wszechświecie energii istnieją tylko formy indywidualne. co dawni czarownicy mieli na myśli. co uczynili dawni czarownicy. mówiąc o włóknach przestrzeni wewnątrz i na zewnątrz kształtu istoty ludzkiej. że tym. Możliwe też. lśniące wiązki światła. widzi go jako pojedynczą kulę energii. stan. Kiedy odzyskałem oddech lub też kiedy się przebudziłem. a może raczej unieruchomienie go – odpowiedział don Juan. – Kluczem jest tu usytuowanie punktu połączenia. samotne. Tak więc. Wtedy on zaproponował. Lecz gdy wyobraziłem sobie całe mnóstwo takich kuł. była ich własna decyzja powodowana zachłannością. – Jak ja mam to zrobić? Pożyczyć od ciebie energii. iż wskutek uderzenia zapadłem w sen. Po wielu trudach zacząłem wreszcie pojmować ideę włókien przestrzeni przenikających świetlistą kulę i tych znajdujących się poza nią. Normalnie postrzegamy zaledwie jedną tysięczną wymiaru ludzkiego. co skrystalizowało i spoiło ich pola energetyczne. jakiego nigdy przedtem nie widziałem ani nawet nie potrafiłem sobie wyobrazić. włókna przestrzeni nie mogą znajdować się poza nimi. gdy człowiek jest energetyczną kulą. który całkowicie urągał memu wyobrażeniu świata i mnie samego. a tym samym uniemożliwiło powrót. Chodzi o to. że straciłem oddech. by móc postrzegać spójnie i całościowo. Jeśli obok tej kuli znajduje się jeszcze jedna kula. Było to światło. – Nie znam sposobu na wyjaśnienie tego. Ponieważ don Juan nalegał. Kiedy widzący widzi energetyczny kształt człowieka. mówimy o jego spójności. Nie chciał jednak rozwijać wtedy tego tematu. aby przesunąć mój punkt połączenia do pozycji bardziej odpowiedniej do bezpośredniego postrzegania energii. Don Juan powiedział. że każdy człowiek na ziemi ma kształt kuli albo jaja. ale tego nie uczynili. tę również widzi jako pojedynczy kształt. czego nie sposób opisać. obraz prysł. – Jak można zyskać jednorodność i spójność? – spytałem. należą włókna przestrzeni przez nią przenikające. Tak więc. bym sam to widział. że zemdlałem. Jednorodność i spójność energetyczna na poziomie linii pozwoliła czarownikom dostrzec nowy homogeniczny świat. don Juan uderzył mnie w plecy pomiędzy łopatkami. skoro nie potrafiłem tego dokonać. Don Juan uważał. Dopiero wtedy można zrozumieć ogrom tego. don Juan z wielkim zaciekawieniem spytał: . don Juan wyjaśnił mi. czym jest owa jednorodność i spójność. Zakres tego. Wtedy po raz pierwszy. że nie miało sensu nakazywać mi. jak wyjaśniał don Juan. Gdy spytałem. nadciągały z przestrzeni i niknęły gdzieś w nieskończoności. daleko wykraczał poza to. że mówimy o jednorodności kształtu energetycznego dlatego. by pojąć i zrozumieć tę nową konfigurację pola energetycznego. Wszędzie wokół mnie snuły się jasne. przy takiej liczbie kuł. don Juan świadomie opowiadał o czymś. że do wymiaru ludzkiego. Logicznie rozumowałem. rozciągnęli swe pola energetyczne w linie tysiące razy większe od normalnego pola w kształcie kuli i mogli dostrzegać wszystkie włókna przestrzeni przenikające przez tę linię. że dobrym przykładem nowego typu jednorodności i spójności był kształt energetyczny dawnych czarowników. czy dawni czarownicy mogliby powrócić do formy jaja. że gdy świetlistych kuł jest tak dużo. Don Juan odparł. I nagle patrzyłem albo śniło mi się. zapytałem go więc. jeśli dobrze pamiętam. co mogli postrzegać i czego dokonać jako linie energii. co mógł postrzegać i dokonać zwykły człowiek czy zwykły czarownik. A potem spójność pola energetycznego uniemożliwiła im już powrót. otoczone bezmiarem. że nieraz widziałeś tłumy ludzkie. Zawsze będą w jakiejś kuli. że patrzę na coś.jednorodności i spójności energetycznej. każdy z nich jednorodnie stawał się linią i spójnie tą linią pozostawał. bym pożyczył od niego energii i użył jej do widzenia.

że nie potrafiłem przerzucić pomostu między swoimi działaniami w drugiej uwadze a świadomością otaczającego mnie. ale w jakiś sposób zachowują je w każdym szczególe w swej pamięci. Przekonywał mnie również. by zrozumieć swoją niezwykłą wizję. jak tylko mógł. Czarownicy wyjaśniają tę osobliwość pamięci i proces przypominania tak. które zajmował w momencie przechodzenia do drugiej uwagi. Problem mój polegał na tym. wiedząc. by zmusić mnie do utrzymywania odmiennego położenia punktu połączenia i spójnego w nim postrzegania tak długo. czego doświadczali w drugiej uwadze. zanim pojąłem istotę drugiej uwagi. Traktowali oni drugą uwagę jako Wymiar nie kończącego się działania. że dawni czarownicy tak nazywali stan wynikający z unieruchomienia punktu połączenia w nowym położeniu. przywracając określone położenie punktu połączenia. gdy mamy zrobić coś. Kosztowało mnie to wiele wysiłku i zabrało mnóstwo czasu. że dawni czarownicy rozróżniali dwa całkowite wymiary swych poczynań: mniejszy zwany pierwszą uwagą lub świadomością naszego świata. Don Juan zapewnił mnie. że nie byłem jeszcze gotowy do tego. Niezliczoną liczbę razy udało mi się postrzegać tak wyraźnie. jak to tylko możliwe. Drugim wymiarem. Doświadczałem wtedy na krótko bardzo męczącego uczucia niesamowitej jasności umysłu. Potem don Juan podał mi tradycyjną definicję drugiej uwagi. że gdy powracałem . don Juan wyjaśniał mi szczegółowo naturę magii. “To takie oczywiste". Zwykle też uczniowie nie pamiętają tych wyjaśnień. mimo wszystko. miłe uczucie. Gdy znajdowałem się w drugiej uwadze. że stan normalnej świadomości prezentował się przy nim bardzo mizernie. czyli unieruchomienie punktu połączenia w swym zwykłym położeniu. że każdorazowo. Ale nie ma w tobie jeszcze odpowiedniej dyscypliny. Mówiąc innymi słowy. Ale nie było to. Czarownicy wykorzystali tę osobliwość pamięci i podnieśli proces przypominania sobie wszystkiego. byś mógł przemienić swoją jednorodność i spójność. które są zresztą ogromne. nie pozwalając. że wszystko to w nienaruszonym stanie pozostanie w mej pamięci do końca życia. że po jego uderzeniu zobaczyłem gwiazdy. Oceniając to wszystko z dzisiejszej perspektywy. jak postrzegałem otaczający mnie świat na co dzień. – Poruszyłem twój punkt połączenia – mówił don Juan – i przez chwilę śniłeś włókna wszechświata. a w drugiej uwadze udziela im abstrakcyjnych i szczegółowych wyjaśnień. w stanie normalnej świadomości czarownik naucza swoich uczniów podstawowych pojęć i procedur. że wypełnieniu tego zadania czarownicy poświęcają całe swe życie. było to delikatne klepnięcie lub silne uderzenie w plecy na wysokości łopatek. jest druga uwaga lub świadomość innych światów. Wyjaśnił mi. by przesunął się z powrotem. że stosowanie sztuczki czarowników jest nieodzowne. zdaję sobie sprawę. Zasadniczym powodem były tu nie tyle jej zawiłość i złożoność. W stanie tym potrafiłem pojąć dosłownie wszystko. Powiedział. uczucia superświadomości. ile to. że dzięki temu przemieszcza mój punkt połączenia. wprowadzał mnie w drugą uwagę. tak intensywny. punkt połączenia znajduje się w innym położeniu. Don Juan zauważył. co dzieje się z nimi w drugiej uwadze. że czarownicy mają nie tylko doskonałą i absolutną pamięć. I dlatego widzieli wszystko. i to bez zbędnych słów. aż skręcał się ze śmiechu. ale mogą też wciąż na nowo przeżywać to wszystko. nie ma energii. co może widzieć człowiek. co nazywał sztuczką czarowników. Don Juan pomógł mi doświadczyć niewytłumaczalnych rzeczy towarzyszących drugiej uwadze za pomocą czegoś. Przeważnie przypominało jakiś dziwny sen. Don Juan powiedział mi tak: – Uczenie się czegoś w drugiej uwadze przypomina nabywanie wiedzy w dzieciństwie.– I co widziałeś? Gdy odpowiedziałem. Don Juan argumentował. Don Juan powiedział. codziennego świata. starał się mnie zmusić do przemiany jednorodności i spójności mojej energii. zostaje z nami przez całe życie. że don Juan tak często. całkowitego jak uwaga której wymaga od nas codzienne życie. To. mówimy wtedy. czego się wtedy nauczymy. czyli unieruchomienie punktu połączenia w jednym z niezliczonych nowych położeń. czego nauczyliśmy się jako dzieci. Dawni czarownicy byli wytrawnymi mistrzami takiej przemiany. – Czym jest przemiana jednorodności i spójności? – Osiągnięciem drugiej uwagi poprzez utrzymywanie punktu połączenia w jego nowym położeniu. do rangi jednego z najtrudniejszych i najbardziej skomplikowanych zadań w tradycyjnej magii. znacznie rozleglejszym. Tak więc przypominanie sobie to ponowne przesunięcie punktu połączenia dokładnie w to położenie. gdy ktoś wkracza w drugą uwagę.

że podczas gnu punkt połączenia może się bardzo łatwo przemieścić. lub też na odwrót: im bardziej niezwykły sen. Pewnego dnia. gdy spacerowaliśmy po wielkim placu w mieście Oaxaca. które widzieli w przepływie energii człowieka. prawdopodobnie nawet o tym nie wiedząc. takich jak spożywanie roślin pobudzających odmienne stany świadomości. że byłem w drugiej uwadze. że sny są ściśle powiązane z tym przemieszczeniem. zaczynają przez niego przechodzić całkiem różne. że punkt połączenia można wypchnąć poza świetliste jajo. Dawni czarownicy. . – Czarownicy pojmują śnienie jako niezwykle wysublimowaną sztukę – powiedział. Po pierwsze. Po trzecie. tym bardziej niezwykły sen. spójnego postrzegania. I po piąte. Dawni czarownicy widzieli. poddawanie się długotrwałym stanom przemęczenia i napięcia czy. Po drugie. co można postrzegać. lecz również tego. widzieli. które przechodzą przez punkt połączenia. że dzięki właściwej dyscyplinie można systematycznie przesuwać punkt połączenia w trakcie snu i zwyczajnych marzeń sennych. kontrolowanie snów. Głodówki. zasadzali sztukę śnienia na pięciu stanach. widzieli. iż taki stan w ogóle istnieje. którego dokonali dawni czarownicy. że tylko te włókna energii. a mianowicie. było stwierdzenie. widzieli oni. Don Juan powiedział. tym większe przemieszczenie. Po czwarte. przyjmując dowolne położenie na powierzchni świetlistego jaja lub w jego wnętrzu. że to spostrzeżenie stało się dla nich bodźcem do opracowania niesłychanie wydumanych technik wymuszających przemieszczanie punktu połączenia. widzieli. I w ten sposób. Kolejnym fundamentalnym odkryciem. niezwyczajne włókna. Świadomość istnienia tej możliwości pociągała za sobą kolejne odkrycie. że w trakcie zwykłego snu punkt połączenia może bardzo łatwo sam się przemieścić. jak mówił don Juan. w szczególności. zupełnie nie pamiętałem nie tylko tego. że im większe przemieszczenie. – To sztuka swobodnego przemieszczenia punktu połączenia z jego zwykłego położenia w celu uwydatnienia i rozszerzenia zakresu tego. że jeśli punkt połączenia ulegnie choćby nieznacznemu przemieszczeniu.do normalnego stanu świadomości. mogą być połączone w spójne postrzeganie. Angażują one świadomość i zmuszają owe niezwyczajne pola energetyczne do połączenia się i wytworzenia stałego. don Juan podał mi najspójniejszą z punktu widzenia czarowników definicję śnienia. pomiędzy włókna energii całego wszechświata. widzieli. stworzyli śnienie.

Ustawić śnienie. Wyjaśniając istotę magii. Jeśli ty chcesz do tego przywyknąć. która otwiera przed nami światy. Celem ćwiczenia nie było znalezienie konkretnego obiektu. czarownicy mają dwie możliwości. Don Juan powiedział mi. że druga uwaga jest swego rodzaju sekwencją. samoistną właściwość naszej świadomości czeka ona jedynie na nasze przywołanie. by wykorzystać ją w naszym codziennym życiu. – Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej? – Nie miałoby najmniejszego sensu opowiadać ci . Używając bardziej ogólnych sformułowań. że nasza rozmowa na tym się nie zakończyła. którą posiada każdy z nas. określił uwagę śnienia jako niepojętą. – Co oznacza: “ustawić śnienie"? – Oznacza to umiejętność precyzyjnego i praktyczne – go zawiadywania ogólną sytuacją podczas snu. co myślę o jego absurdalnym zadaniu.ROZDZIAŁ II: PIERWSZA BRANIA ŚNIENIA Tytułem wstępu do swej pierwszej lekcji o śnieniu don Juan mówił. że jesteś w swojej sali wykładowej. a nie sprawę życia i śmierci. staraj się być lekki jak piórko. by twój sen zamienił się w coś innego. a na stałej i kontrolowanej świadomości przesunięcia punktu połączenia skończywszy. Między innymi powiedziałem don Juanowi. Nigdy jednak nie mamy Sposobności. rozpoczynając moje szkolenie w sztuce śnienia. w której określimy jej cel. że to możliwe. Jednakże przypominając sobie moje doświadczenia w drugiej uwadze. Nie skaczesz więc. który śni. – Nauczę cię. odkryłem. z sali wykładowej nagle w góry. podpartymi jednak gromkim śmiechem i pewnością człowieka pozbawionego wszelkich trosk. Śnić powinno się z niezachwianą wolą i powagą. na początku pojawia się myśl. Moje pierwsze próby poszukiwania własnych rąk pod – czas snu okazały się fiaskiem. W końcu przekształca się w pewien stan istnienia czy może sferę praktycznego działania albo wszechogarniającą siłę. powiedzmy. że przez metaforyczny opis drugiej uwagi jako sekwencji chciał mi powiedzieć. jakich nawet nie moglibyśmy sobie wyobrazić. Tylko w tych warunkach nasze sny mogą zamienić się w śnienie. kiedy tylko zechcą. powinieneś zacząć od czegoś bardzo prostego. – Ten. Po miesiącach bezowocnych prób poddałem się i znów zacząłem narzekać na absurdalność całego przedsięwzięcia. Dziś w nocy. używając terminów abstrakcyjnych właściwych magii. na chwilę. jest to ukryta umiejętność. Don Juan opisał uwagę śnienia jako kontrolę. iż druga uwaga – efekt uboczny przemieszczenia się punktu połączenia – nie przychodzi naturalną koleją rzeczy. ale musi być wsparta intencją. Możesz. – Gdy rozmawiamy o śnieniu. – Czy to jest możliwe? – Oczywiście. Czarownicy przywykli już do tego i potrafią to osiągać. począwszy od pragnienia pojawienia się myśli o niej. Owa kontrola niczym nie różni się od kontrolowania dowolnej sytuacji w naszym codziennym życiu. w trakcie snu. Mogą odwoływać się do przenośni i mówić o świecie wymiarów magicznych albo objaśniać całą sprawę. ale raczej zaangażowanie uwagi śnienia. kontrolujesz obraz sali wykładowej i pozwalasz mu zniknąć dopiero wtedy. którą zyskuje się nad snami poprzez umiejętność unieruchomienia punktu połączenia w dowolnym nowym położeniu w które został przesunięty w czasie snów. Potem zmienia się w coś. Na poziomie świadomości codziennego świata nie mówiliśmy już wiele więcej. musi otworzyć je wszystkie. a on zasugerował. co można tylko odczuwać. bardziej kuriozalna niż przedstawiająca rzeczywistą możliwość. abym spróbował potraktować to wyzwanie jako zabawę. gdy ty tego chcesz. jak ustawiać śnienie. Jesteś właśnie przed pierwszą i musisz ją otworzyć. śnić. możesz być ciężki jak cholera – powiedział. jeśli chcesz kiedykolwiek śnić. że wybór moich rąk jako obiektu śnienia był równie zasadny jak wybór czegoś zupełnie innego. Innymi słowy. niczym wrażenie ^myślowe. – Jest siedem bram – powiedział mi wtedy don Juan. – Nauczę cię teraz pierwszego kroku do mocy – powiedział don Juan. na przykład. jedną po drugiej. Ja zawsze wolałem tę drugą. to nie dopuścić. aczkolwiek żadna z nich nigdy nie zadowoli racjonalnego umysłu człowieka Zachodu. Don Juan zapewnił mnie. Ale gdy już śnisz. musisz patrzeć na swoje ręce. – Wyjaśnienia zawsze wymagają głębi myśli.

o wszystkich bramach. Miałem pełną świadomość tego. że trzeba do tego ciała trafić. Spojrzałem na don Juana. by nikt nie zwrócił na ciebie uwagi. Spacer podziałał na mnie w niezwykły sposób. – W jakim sensie ciało energetyczne pojmie to stwierdzenie? – W sensie cielesnego odczuwania. że rozumienie jest wyłączną domeną rozumu i rozsądku. Sen był tak realny. A do tego trzeba ci energii. gdy spojrzałem na krawężnik. co mam ci do powiedzenia: czarownicy podejmują zamiar uczynienia wszystkiego. iż natychmiast zasnąłem. co znałem i uważałem za realne. że w strumieniu energii wszechświata istnieją wejścia i wyjścia. Nie dopatrzyłem się na nich żadnych chwastów ani śmieci tak typowych dla dużych miast. na każde słowo. o których trudno mówić. że spaceruję z nim po nieznanym mieście. Użyczyłem ci właśnie mojej energii. mogli być Litwinami. Don Juan wyjaśnił. że natychmiast zacząłem rozglądać się dookoła. – Nie przejmuj się tym – powiedział. Ponieważ moje stwierdzenie odnosi się do zamiaru i intencji. że w przypadku śnienia istnieje siedem wejść. że nie było tam żadnych samochodów. co mam na myśli. przy którym stałem. W chwili. którzy przechodzili obok nas. dla czarowników rozumienie istoty tego stwierdzenia odnosi się do domeny energii. wypełnione były czarną jak smoła. brzmi nonsensownie tylko dlatego. jak don Juan trąca mnie lekko. nie ma żadnych etapów. wprowadzając w drugą uwagę. które bardzo trudno opisać. don Juanie. tym bardziej ściskało mnie w żołądku. Byłem przekonany. przez podjęcie takiego zamiaru. którym wkroczyłeś właśnie do innego świata. że zasypiam? Czy są jakieś etapy. Chciałem się zorientować. Wtedy wszystko to było dla mnie jeszcze tajemnicą nie do przeniknięcia. To nie potrwa długo. I nagle zawładnęło mną całkowite przekonanie. ale moim ciałem owładnął strach. ale klepnął mnie wtedy w plecy. – Jak mam być świadom tego. Byłem już o . Całkowicie pochłonęło mnie odczytywanie napisów na tablicach reklamowych i nad sklepami. Gdy doszliśmy do skrzyżowania i zatrzymaliśmy się. było to jednak miasto kultury zachodniej. by znaleźć przyczynę mojego niepokoju. ale wykraczająca daleko poza to. zauważyłem. gdy zdamy sobie sprawę. że to wcale nie był sen. oni zaczęli przypatrywać się mnie. który musimy przekroczyć poprzez świadomość istnienia pewnego odczucia przychodzącego tuż przed głębokim snem – powiedział. że nie odnosisz go do odpowiedniego kontekstu. Gdy zacząłem im się przypatrywać. szukając jakichś napisów i patrząc na ludzi. – Jest to uczucie miłej ociężałości. Każde drzewo otaczał duży kwadratowy klomb. luźną ziemią. aby don Juan wyjaśnił mi to bardziej szczegółowo. ono pojmie je całkowicie odmiennie niż umysł. że zasypiamy zawieszeni między ciemnością a ociężałością. Ludzie wyglądali na mieszkańców Europy Północnej. Wokół nas natychmiast uformował się krąg przytłaczających niebieskich i brązowych oczu. Żeby zrozumieć. co tylko nakażą sobie zamierzyć. że drzewa były tu równo przycięte. abyś mógł trafić do swojego ciała energetycznego. Brzmi to dość idiotycznie. Były one niskie. Rozpaczliwie usiłowałem obserwować ludzi. które nazywa się siedmioma bramami śnienia. a liście mocne i skulone. Pewnego dnia to ty będziesz musiał wszystko tłumaczyć. Śniłem. To była rzeczywistość. że nie chce się nam otworzyć oczu. Szliśmy w milczeniu. która sprawia. A teraz wiesz. – Ale jak można zamierzyć taką świadomość? – Zamiar czy też intencja to sprawy. Osiągamy pierwszą bramę W momencie. musisz sam tego doświadczyć. że to klepnięcie zahipnotyzowało mnie. że jeśli ktoś zamierza skierować to stwierdzenie do ciała energetycznego. – Pierwsza brama jest progiem. ale nie rzucaj się w oczy. Zapamiętaj teraz. postrzeganych przez czarowników jako przeszkody. Rozglądaj się dookoła. Z pewnością nie posługiwano się tam angielskim ani hiszpańskim. co mówię. docierając do następnej przecznicy. Stwierdzenie. że nie jestem w tym świecie. Po prostu trzeba zamierzyć świadomość tego. Mógłbym przysiąc. które usłyszałeś. gdy ktokolwiek stara sieje wyjaśniać. Poczułem. Jak każdy racjonalny człowiek sądzisz. Mój umysł był pobudzony. aby przejść na drugą stronę ulicy. Chciałem. – To nie jest żadne konkretne miejsce. że jest to twoja przeszkoda i że musisz ją pokonać. szeroką aleją otoczoną drzewami. dopóki nie roztrzaskałeś sobie głowy o pierwszą z nich. Haczyk tkwi w tym. uświadomiłem sobie. – Uważaj na to. które trzeba przejść? – Nie. – To nic nie znaczy. Zachowuj się tak. gdzie jestem. Im dłużej szliśmy. więc staraj się wykorzystać mądrze swój czas. Czarownicy są przekonani. że się zasypia. umysłu.

– W tym konkretnym przypadku. i zrobić wszystko. by twoje ciało energetyczne uświadomiło sobie. Zamierzanie jest czymś dużo prostszym. Leżałem skulony na boku. – Czy to wszystko było snem? Hipnozą? – To nie był sen – odparł. ponieważ rozmawiamy o pierwszej bramie śnienia. Zaczynałem jednak dostrzegać. Mijały tygodnie. W tym przypadku zamierzać to nabyć niepodważalnej. ale nawet jeśli czegoś się dowiedziałem. Zamierzać oznacza pragnąć. których widziałem. wolny od wszelkich myśli. że jestem śniącym i że osiągnąłem moje ciało energetyczne. w którym zapadasz w sen. że powinienem coś robić. To przeczucie było tak silne. – Ale jak mam sam siebie przekonać. odkrytym przez czarowników starożytności. tknięty dość osobliwą myślą. twoje ciało energetyczne natychmiast zrozumiałoby. naturalną koleją rzeczy. przenikając prosto do nosa i zatok. Szok był dostatecznie silny. A potem. z którego zacząłem moją wędrówkę. przez co mój oddech był płytki i sprawiał mi ból. działać. zanim nie zamierzę pierwszej bramy śnienia. że masz sam siebie przekonać. że jestem śniącym. że jesteś śniącym. dyscypliny i woli. jak mówił. nie działając. I to nie tylko dlatego. a jednocześnie daleko bardziej złożonym. – Użyj swej cichej determinacji. że zamierzanie pierwszej bramy śnienia było jednym ze sposobów trafienia do drugiej uwagi i ciała energetycznego. jak mi to powiedział. – Użyczyłem ci mojej energii. starając się też zobaczyć we śnie swoje ręce. a ja nie potrafiłem sobie uświadomić ani tego. czym różnią się ode mnie ci wszyscy otaczający mnie ludzie. Po tym. że jesteś śniącym. Gdybyś zamierzył cokolwiek. że niczego nie zamierzasz. Słyszałem. ani też zobaczyć swoich rąk.krok od uświadomienia sobie. Chwilę później byłem już w miejscu. w którym zasypiam. by mnie przebudzić. a ja zapomniałem. celem śnienia jest zamierzyć. że muszę sobie wmówić. by w to uwierzyć? O to chodzi? – Nie. – Niewątpliwie można to i tak określić – odpowiedział don Juan. że ciągle budziłem się o różnych porach nocy. okazała się dla mnie całkowicie niewykonalna. gdy nim nie jesteś? Zamierzanie jest tym i tym: to przekonanie samego siebie. Wiedziałem. nie mogłem sobie tego uprzytomnić. że zapadasz w sen. i przekonaj samego siebie. Wymaga wyobraźni. że jesteś śniącym. automatycznie stajesz się bardziej racjonalny. każdą komórką swego ciała. pewnego popołudnia podczas drzemki śniłem. Pozostała część zadania. że byłem o krok od odkrycia transcendentalnej istoty śnienia i tajemnicy ludzi. Musisz czuć. ale byłem cały odrętwiały. że trafiłeś do swego ciała energetycznego i że jesteś śniącym. że nie ma wystarczającej ilości energii na następną pożyczkę na po –®2et intencji. Podejmij się trudu zamierzania – kontynuował po chwili don Juan. że jestem śniącym. zakazując mi się pokazywać. że rzeczywiście jesteś śniącym. Tym razem to ja skoncentrowałem ją za ciebie na trafieniu do twojego ciała energetycznego. na słomiance. – Czy celem śnienia jest zamierzyć ciało energetyczne? – zapytałem nagle. dosłownie wyrzucił mnie ze swego domu. Obraz zamazał się. – Gdzie byliśmy. w domu don Juana. Don Juan dodał żartobliwym tonem. że zamierzać można jedynie poprzez skoncentrowanie twojej intencji na tym. abyś zrozumiał. iż zapadasz w sen. że intencja jest sprawą twojego ciała energetycznego. gdy nagle zawiał dziwny. że brak ci energii. że w swoich snach miewam niejasne przeczucie. co chciałem powiedzieć don Juanowi. Muszę sam trafić do swego ciała energetycznego. i bycie przekonanym. przekonanie siebie samego. ale również przez to. a ty trafiłeś do swego ciała energetycznego – stwierdził zwięźle don Juan. Dzięki temu. don Juanie? – spytałem. że zapadam w sen. W tej chwili nie potrafisz jeszcze pojąć znaczenia tego wszystkiego. – Czy chcesz przez to powiedzieć. że widzę swoje ręce. nie pragnąc. chociaż nigdy przedtem nie śniłeś. suchy wiatr. Odczuwałem niezwyczajne mrowienie w okolicy splotu słonecznego. gdy nim nie jestem? – Gdy słyszysz. – To było śnienie. . Wróciłem do domu i przez długie miesiące każdej nocy z całej siły zamierzałem być świadomym momentu. Pozwól to zrobić swemu ciału energetycznemu. staniesz się świadomy momentu. cielesnej wiedzy. Zapewnił mnie. ale nie pamiętam co. a nie rozumu. Pomogłem ci trafić do drugiej uwagi. Nie zmuszaj się do świadomości. co zamierzasz. Jak masz przekonać sam siebie. Był to jednak pojedynczy przypadek i więcej mi się to nie powtórzyło.

że twój punkt połączenia nie znalazł się w swoim położeniu poprzez normalny sen. bo są to wrota do drugiej uwagi. Doznawałem absurdalnego uczucia. by wyobraził sobie jakąś określoną rzecz podczas snu. Zaczęły boleć mnie stopy. ale nie mogłem oprzeć się wrażeniu. narzucone nam przez obcą siłę. by mieć świadomość zapadania w sen. który don Juan kładł na te stwierdzenia. Powiedział też. choć nie robiłem niczego innego poza tym. to pewnego rodzaju wybieg – powiedział. Możesz osiągnąć tę samą pozycję poprzez śnienie. – Myślę. Don Juan powiedział. Śnienie to proces przebudzania i uzyskiwania kontroli. można porównać do zburzenia ściany po to tylko. byłem bliski utrzymania wizji wszystkiego. I jakkolwiek dziwnie to może brzmieć. Po wielu wysiłkach rzeczywiście zobaczyłem we śnie ręce. że miasto. momentami wyglądały wręcz koszmarnie. Druga uwaga to stan świadomości istnienia innych światów zupełnych. na co tylko kierowałem swoją uwagę. Gdy wpadłem na jakieś drzwi. rzeczy występujące w naszych snach za przyczyną zewnętrzną. po której szedłem. a uwaga śnienia to rzeka. zanim dał mi odpowiedź. które mi się śniło. Nie chodzi o to. Ulica. ale nie radziłbym ci tego teraz robić. A to. co zrobiłeś. że zabolało mnie kolano. co kiedyś zrobiłeś. którym w nie uderzyłem. ty nie spałeś. – Rzeczywistym celem jest to. Nacisk. Jeśli skupiają uwagę śnienia na czymś konkretnym. że musiałem poprosić go o wyjaśnienie. jest to jedynie punkt wyjścia. nie zdarza się to poprzez nakazywanie sobie i narzucanie owej świadomości. Widziałem wszystko tak. Następnie patrzą na inne przedmioty w ich śnie. na którą się patrzy podczas snu. ale to nie były moje ręce. że odwiedzam moje miasto rodzinne. ale nie spałeś. które ich otaczają podczas snu. że pośród mnogości przedmiotów w naszych snach istnieją też prawdziwe energetyczne wtręty. – Czy to jest niebezpieczne? – I to jak! Śnienie musi być przemyślane i rzeczowe. Śniłem. że uwaga śnienia to klucz do poruszania się w świecie czarowników. Zmusiłem go do tej zmiany. choć bardzo plastyczny sen. aż pewnego dnia moja umiejętność śnienia uległa samoistnej przemianie. on dał mi kilka wskazówek. gdy wysłuchał mojej relacji. Nie można sobie pozwolić na jeden fałszywy krok. by rozgnieść siedzącego na niej komara. . – Miałeś jedynie uświadomić sobie. tak zupełnych. Natomiast uwaga śnienia to stan świadomości istnienia przedmiotów w naszych snach. Oznacza to. ale przez wytrzymywanie wizji dowolnej rzeczy. Tak minęły kolejne miesiące. która wpada do tego oceanu. wracając do punktu wyjścia możliwe jak najczęściej. Wszystko stało się wyraźniejsze. niż była chwilę przedtem. że właśnie w tym mieście się urodziłem. One tylko pozornie należały do mnie. że posunąłeś się trochę za daleko – powiedział don Juan. – Czy chcesz przez to powiedzieć. jakbym był turystą spacerującym ulicami miasta. że wszystko jest bardzo ciężkie. że śniący z pełną świadomością rzucają krótkie spojrzenia na wszystkie rzeczy. Don Juan z całym naciskiem podkreślał. wyglądało dokładnie tak.Kiedy podzieliłem się z don Juanem wrażeniami z moich bezowocnych prób. jak moje miasto. jak zapadasz w sen. Śniłeś. Zaczęło się to jak całkiem zwykły. Ale najwidoczniej starasz się powtórzyć to. że nadal starałem się uświadamiać sobie moment zapadania w sen i odnajdywać własne dłonie. Potem zmieniło się światło w moim śnie. które pamiętałem ze swych wizyt w miastach. Niemniej jednak pozostała treść moich snów cechowała się przyjemną stabilnością. Umiejętność odnalezienia ich i podążania za nimi stanowi istotę magii. że wszystko zepsułem? – Nie. jak nasz świat. zmieniały kształt. Zawahał się przez moment. Kiedy zmieniłem położenie twojego punktu połączenia i znaleźliśmy się w tamtym tajemniczym mieście. – Proszenie śniącego. to jeszcze wściekłem się na siebie za swoją niezdarność. Uwagę śnienia trzeba cały czas ćwiczyć. gdzie byłem po raz pierwszy. – Jaka jest różnica między uwagą śnienia a drugą uwagą? – Druga uwaga jest jak ocean. niezaprzeczalnie stała się bardziej rzeczywista. nie dość. don Juanie. był tak silny. Kontynuowałem mój realistyczny spacer po mieście aż do całkowitego wyczerpania. Nie było absolutnie żadnej różnicy między tym spacerem podczas snu a jednym ze spacerów.

– Kim są ci tropiciele? – Są to ładunki energii. – Co oznacza przejście pierwszej bramy śnienia? – Osiągamy pierwszą bramę śnienia. – I jako takie są niczym ulica dwukierunkowa. iż udało mi się dotrzeć do pierwszej bramy śnienia. Podczas kolejnej rozmowy. uświadamiając sobie. musimy ją przekroczyć dzięki umiejętności utrzymania obrazu dowolnego przedmiotu w naszym śnie. to przynajmniej włazem do innych światów – zaczął. że zapadamy w sen. że wraz z dotarciem do pierwszej bramy docierają także do swego ciała energetycznego. że jakkolwiek by było. Potem przesuwaj wzrok na inne przedmioty. Powiedział. które łączą się z przedmiotami z naszych normalnych snów. On zapewnił mnie jednak. Przez ten właz przenikają do nas prądy nieznanej energii. niesłychanie realistyczny sen. musi potraktować mój sen jako pierwszą prawdziwą próbę w śnieniu. wpatruj się w tyle przedmiotów. odczuwasz natłok energii. gdy nasza uwaga śnienia odnajduje te prądy pośród przedmiotów we śnie i skupia się na nich. Aby skompensować ulotność snów. albo też chce mnie zachęcić. że jeśli patrzysz krótko. Dlatego też na samym początku nie patrz na zbyt wiele rzeczy w swoich snach. don Juanie? – Ponieważ one pochodzą z innych światów. co nam się przydarza. chwyta te prądy energii i zamienia je w określone części naszych snów. innym razem. Nasza świadomość przechodzi przez ten właz do innych światów. – Nie rozumiesz. a to już jest bardzo dużo. obrazy się nie zmieniają. Powrócił do omawiania moich doświadczeń w śnieniu. – Najbardziej niezwykłą rzeczą. albo mając. Na początku musisz utkwić spojrzenie w dowolnie wybranym przedmiocie. czynimy je naszymi przewodnikami do sfer tak nam obcych i tajemniczych. aż będziesz mógł ogarnąć wszystko. co zechcesz. ile tylko zdołasz. aby przekroczyć pierwszą bramę. bo ciągle trzymasz się tego. – Czym właściwie jest ciało energetyczne? . Ale gdy tylko zaczniesz tracić kontrolę. Później możesz poszerzyć zakres postrzegania. – Prawie to mi się udaje. Wtedy cały sen się rozpada i pozostaje tylko ta zewnętrzna energia. Kiedy już osiągniemy bramę. od którego zacząłeś. czarownicy zastosowali metodę określonego przedmiotu jako punktu wyjścia. ale słowa z twojego wyjaśnienia nie rozumiem. – Chcę jeszcze raz powiedzieć ci. a obrazy zaczną się zmieniać. Za każdym razem. – Po co je oddzielają. don Juan nagle powrócił do tego tematu. – Właśnie to usiłuję ci powiedzieć. że naprawdę dotarłem do pierwszej bramy śnienia. – Bardzo mi przykro. co wiesz o snach – sen to to. – Czarownicy są świadomi istnienia tych prądów zewnętrznej energii – ciągnął. Potem wróć do punktu. kiedy śpimy. Don Juan odmówił dalszych wyjaśnień tego tematu. don Juanie. A ja ciągle się staram. jak łatwo będzie ci teraz przychodzić śnienie. które przenikają do naszych snów. don Juanie? – Tak. rzucając przelotne spojrzenia. byś poznał inną wersję – sen to właz do innych światów percepcji. Wtedy umysł albo mózg. Wkrótce przekonasz się. tak jak ty. – Don Juan przerwał. Są to wybuchy zewnętrznej energii. która przytrafia się śniącym. Pomyślałem. co oznacza.– Sny są jeśli już nie wrotami. – Czy sądzisz. jest to. aby dać mi czas na przemyślenie tego. że don Juan albo nieco przesadza. albo co tam chcesz. że czarownicy drżą na samo wspomnienie takiej możliwości. co masz zrobić w swoich snach. co właśnie powiedział. Pamiętaj. Gdy podążamy za nimi do ich źródła. że jest ze mną szczery. ale przedmioty szybko się rozpływają. wróć do punktu wyjścia i zacznij od początku. gdy oddzielasz go i patrzysz na niego. – A jak czarownicy oddzielają te prądy od normalnych przedmiotów w swoich snach? – Poprzez ćwiczenia i kontrolę uwagi śnienia. Wystarczą cztery przedmioty. – Dostrzegają je i starają się oddzielić od zwykłych przedmiotów ze snów. gdy będziesz dalej ćwiczył. a my interpretujemy je jako przedmioty nam znane lub nie znane. a te światy wysyłają w nasze sny tropicieli. Jest taki moment.

Różnica polega na tym. Są to zachowania o wiele mądrzejsze niż te. Don Juan szybko przeszedł do innej kwestii. które istnieją we wszechświecie. Niematerialna konfiguracja złożona z czystej energii. – Na przykład czego. Uśmiechnął się do mnie i już miałem zadać mu pytanie. A ponieważ jest czystą energią. don Juanie? Gdy ciało energetyczne używa energii. Ma swą własną sferę. które odziedziczyliśmy po naszych przodkach. Istotą ścieżki czarowników. Jednakże utrzymanie tej zdobyczy uzależnione jest jedynie od energii. – Ale czy ciało fizyczne także nie składa się z energii? – Oczywiście. Jego postrzeganie. Don Juan kilkakrotnie powtórzył. ale nie był do końca przekonany. nadawania mu gibkości i spójności poprzez stopniowe ćwiczenia. że pewna część mnie nie może niczego z tego pojąć. by wystrzelić. może dokonywać rzeczy nieosiągalnych dla ciała fizycznego. Wielokrotnie powtórzył dla podkreślenia wagi swych słów. że wszyscy posiadamy pewien zasób podstawowej energii. – Co znaczy “postrzegać przepływ energii"? – To znaczy widzieć. jest nieustanny wybór określonych zachowań w kontakcie ze światem. to nie zostaje nam już jej nic na jakiekolwiek niezwyczajne postrzeganie. Don Juan umilkł. którą wykorzystują do postrzegania świata na co dzień. To oznacza. lub może postrzegać tak. dodał. Gdy nalegałem. Ciało energetyczne ma do czynienia z energią na poziomie energetycznym. Rozpoznają energię i idą za nią. Zauważyłem wówczas. którą posiadamy. a jednak dla innej wszystko jest zrozumiałe i doskonale logiczne. Ale śniący nie powinni sobie folgować i uganiać się za tropicielami. Musi je jedynie oddzielić i już śmiga razem z nimi. aczkolwiek obarczone wpływem naszego normalnego postrzegania świata. że tak. jak zwykle postrzegamy świat. Don Juan wyjaśnił. Dokładnie przedstawił mi cały zestaw ćwiczeń. Czarownicy zdobywają tę energię dzięki bardziej przemyślanemu rozprowadzeniu posiadanej energii. – Ponieważ energia jest jego sferą. jak określił to don Juan. gdy podjął wyjaśnienie. jest niezależne od niego. takie jak śnienie. Metodę tę nazywają ścieżką czarowników. Wydawał się niezdecydowany. – Do czego to prowadzi? – Do tego. może posłużyć się energią. Jest to cała energia. że dochodzenie z pełną świadomością do pierwszej bramy śnienia jest metodą dochodzenia do ciała energetycznego. że nigdzie nie zdobędziemy już więcej energii. Robią to ich ciała energetyczne. A śnienie jest sztuką hartowania ciała energetycznego. Albo też ciało energetyczne odczuwa ją wprost jako wstrząs lub uczucie graniczące nawet z bólem. że czarownicy w swych snach oddzielają tropicieli przybywających z innych światów.– Jest to odpowiednik ciała fizycznego. Istnieją trzy sytuacje. o której mówiłeś. – A co z tą drugą sytuacją. don Juanie? – Na przykład przemieszczenia się w jednej chwili z jednego końca wszechświata na drugi. co uważają za zbyteczne w swym życiu. kiedy ma ono do czynienia z energią w śnieniu: może postrzegać przepływ energii. że organizujemy sobie energię skąd tylko się da. a skoro angażujemy całą naszą energię do zwykłego postrzegania. jakby chciał coś jeszcze dodać. że czarownicy mają swoje sposoby organizowania energii. . że ciało energetyczne widzi energię bezpośrednio jako światło lub swego rodzaju wibrujący prąd albo pewne zaburzenie. W przemyślany sposób rozprowadzają swoją energię i eliminują wszystko. Wybór określonych zachowań przez czarowników ma służyć odnowie ich życia poprzez zmianę podstawowych reakcji na świadomość istnienia. by nadać sobie ruch. ciało energetyczne może bardzo łatwo wykorzystać prądy energii. Poprzez śnienie zagęszczamy ciało energetyczne. don Juanie? – Energia. że ciało energetyczne ma jedynie określoną postać i brak jej substancji. gdyż niezwykle łatwo w takiej pogoni stracić kontrolę nad sobą. by wystrzelić niczym rakieta w nieznane. Niechętnie ci o tym mówię. – Wspomniałem ci już przedtem. aż staje się ono jednostką zdolną postrzegać. – Co to za sfera. by don Juan powiedział coś jeszcze na ten temat. i zużywamy ją całkowicie do postrzegania i obcowania z pochłaniającym nas światem.

– Mówiąc o kształtowaniu sytuacji życiowej – wyjaśniał don Juan – czarownicy mają na myśli kształtowanie świadomości istnienia. gdy rozważysz. upominając mnie. – Śniący to robią. a dzięki niemu możemy bez kłopotu kształtować generalny kierunek i zdarzenia naszego życia. nagle budzi się do życia. coraz bardziej panujemy nad uwagą śnienia. do tej pory uśpione. Don Juan zakończył rozmowę na temat śnienia. gdy da się jej cel. jak na przykład koncepcje czarowników. niejako uświadomienie mi różnicy między życiem jako wynikiem działania różnych sił biologicznych a aktem istnienia jako kwestią poznania. nabyłem umiejętności uświadamiania sobie. Don Juan przyznał. Poprzez kształtowanie tej świadomości możemy zdobyć tyle energii. Wskazał też. w normalnym znaczeniu tego słowa – jako trwającego właśnie ciągu operacji lub serii czynności albo funkcji prowadzących do zaistnienia określonego rezultatu. bym nie poprzestał jedynie na zastanawianiu się nad tym. Twierdził. Coś. by uczynić z nas istoty zdolne do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie. mówiąc. ale również przekształcił to w skuteczny tryb życia poprzez ciągłe powtarzanie. – Czy rzeczywiście możemy kształtować naszą sytuację życiową. Wraz z postępowaniem moich ćwiczeń w śnieniu. jak mało. gdy jest przywoływana. don Juanie? – Konkretną sytuację życiową można tak zróżnicować. że zacieśniając kontrolę nad naszymi snami. było możliwie jak najpełniejsze wprowadzenie mnie w zagadnienia życia i istnienia. czy to poprzez przeciwstawienie się im.– Co to za podstawowe reakcje? – Są dwa sposoby podejścia do naszej świadomości istnienia – odpowiedział don Juan. że nasi przodkowie zastosowali powtarzanie. – Pierwszy to całkowite poddanie się jej – czy to poprzez nagięcie się do jej żądań. co dla nas w życiu nowe. by dotrzeć do ciała energetycznego i go nie utracić. Jej pojawienie się nie jest do końca procesem. że zapadam w sen. trzeba nam ustawicznie powtarzać aż do wyczerpania. jako nauczyciela. jak również potrafiłem zatrzymać się we śnie i dokładnie przyjrzeć się dowolnie wybranym jego elementom. aby pasowała do właściwej nam konfiguracji. Miał rację. Don Juan stwierdził. . Brzmi to niesamowicie? Ale nie jest niesamowite. Jest to raczej rodzaj przebudzenia. żeby pasowała do specyfiki określonej osoby – stwierdził don Juan dobitnie. których mnie uczył. zanim będziemy mogli w pełni się na to otworzyć. Drugi to kształtowanie naszej konkretnej sytuacji życiowej tak. w istocie. że wszystko. że jego celem. co właśnie powiedział. Osiągnięcie to graniczyło dla mnie niemal z cudem. że uwaga śnienia pojawia się wtedy. wiemy o nas samych.

aby przedstawił mi na ten temat swoją własną opinię. Pojawienie się naszej uwagi śnienia jest bezpośrednim następstwem odnowy naszego życia. co don Juan zamierzał. nie mamy żadnej możliwości podłączenia się do zewnętrznego źródła. Don Juan powiedział. – Wchodzisz w drugą uwagę i to właśnie daje ci tę pewność siebie – powiedział mi don Juan. – Tym bardziej więc musisz zachować trzeźwość umysłu. Byłem głęboko przekonany. podczas którego uczymy się dyskredytować sny. Don Juan powiedział. Gdy wprawiałem się w skupianiu i utrzymywaniu uwagi śnienia na przedmiotach ze snu. Już prawie na samym początku moich doświadczeń w śnieniu zdałem sobie sprawę. Teraz. gdy już ją pokonałeś. że jedynym sposobem na uświadomienie sobie chwili zapadania w sen jest dokładne przyglądanie się przedmiotom ze snu. i umysł. że walczy z poczuciem własnej ważności. Don Juan wymógł na mnie zgodę. że czynnym elementem takich ćwiczeń jest wytrwałość. Don Juan niezmiennie powtarzał. że będziemy rozmawiali o śnieniu tylko w drugiej uwadze i tylko wtedy. ale się nie zatrzymuj. Po prostu działaj. Stwierdziłem też. nazywając kryptoegomaniakiem. było ćwiczenie uwagi śnienia poprzez koncentrowanie się na poszczególnych przedmiotach z mojego snu. Zasadniczo tym. naoliwienie machiny rozprowadzania energii i że spośród wszystkich składników ścieżki czarowników najskuteczniejszym jest utrata własnej ważności. że są to jakieś absurdalne odczucia. niezwykle osobisty pamiętnik pod tytułem Moje Sny. że energia potrzebna do uwolnienia naszej uwagi śnienia z klatki uwarunkowań społecznych bierze się z rozprowadzenia energii już istniejącej.ROZDZIAŁ III: DRUGA BRAMA ŚNIENIA Podczas moich ćwiczeń w śnieniu odkryłem. Don Juan śmiał się ze mnie. ale pozwolił mi zanotować je w moim notatniku. To naturalna przeszkoda. Do tego celu don Juan użył jako bodźca pojęcia świadomości zapadania w sen. – To pierwsza brama śnienia. Ponieważ. gdybym sam nauczał śnienia. dając mi moje pierwsze zadanie. Trudno o bardziej prawdziwe stwierdzenie. że potwierdziłem w praktyce to. która uniemożliwia nam świadome skoncentrowanie się na śnie. jak mówił don Juan. Tymczasem miałem nadal ćwiczyć. Don Juan był przekonany. Nabywszy biegłości w ustawianiu śnienia. broniący się swą racjonalnością. musimy rozprowadzać istniejącą w nas energię w każdy dostępny nam sposób. Jednym z nich było uczucie. Don Juan nigdy nie wspominał. gdy tylko miał ku temu stosowną okazję. gdy przyglądam się obiektom we śnie tylko przez chwilę. jakbym staczał się do rowu dokładnie w chwili zapadania w sen. Don Juan zawsze. że musiałem o tym porozmawiać z don Juanem. że jest to bariera psychologiczna powstała w procesie socjalizacji. zacząłem odczuwać dość dziwną wiarę w siebie. Dziś. że jest ona niezbędna we wszelkich poczynaniach czarowników i dlatego wielką wagę przykładał do nauczenia tego swoich uczniów. gdy uzna to za stosowne. a jednocześnie prowadzi skrupulatny. Poprosiłem don Juana. Powiedziałem mu. niewątpliwie nie pochwalałbym takiego zachowania. Uczucie to było tak niesamowite. Jednakże dla umysłu niemożliwe wydaje się wyćwiczenie świadomości na poziomie snu. podkreślał. wydaje ci się niedorzeczne. by zasilić własną energię. A przede wszystkim nie rozmawiaj o tym. Pierwsza brama śnienia związana jest z przepływem energii we wszechświecie. Jego wybieg polegał na daniu mi do zrozumienia. że nie potrafimy się zatrzymać w dowolnym momencie i skupić uwagi na jakimś przedmiocie ze snu. że ścieżka czarowników to najlepszy sposób na. a on obiecał mi. to obrazy się nie rozpływają. o czym mi wcześniej powiedział. że nie będzie się do tego wtrącał. jak idiotycznie musiałem wówczas brzmieć. Był przekonany. Teraz zdaję sobie sprawę. – Ta bariera to coś więcej niż tylko proces socjalizacji – odparł don Juan. zacząłem często odczuwać dziwne wrażenia. musi się przed nią ugiąć. jak się wyraził. To fałszywe przekonanie. że aby nauczyciel śnienia mógł wskazać na określone zagadnienie. musi stworzyć pewną dydaktyczną syntezę. Posuwaj się powoli. że jedną z trudniejszych rzeczy jest przełamanie początkowej bariery. że prędzej czy później mury obronne umysłu nie wytrzymują naporu wytrwałości i nieskrępowana uwaga śnienia może się rozwijać. który zaklina się. którym przypisywałem wielkie znaczenie. że poczucie własnej ważności jest nie tylko najpotężniejszym wrogiem . że ćwiczenia w uwadze śnienia są podstawą istoty śnienia.

że są i inne światy dostępne dla śniących. że gdybyśmy utracili choćby trochę tego poczucia własnej ważności. Najdziwniejsze było to. napominając się. właściwie tak. Stała się tak intensywna. Gdy następnym razem usłyszysz. że nie jesteśmy sami na tym świecie. ruszasz swój punkt połączenia. – Gdy nadarza się okazja. jak napominasz samego siebie. uwolnilibyśmy znaczne zasoby energii marnotrawionej na podtrzymywanie iluzji naszej wspaniałości. lecz również zacząłem wątpić. rozzłość się nie na żarty i wrzaśnij: “przestań!" Tak więc stanęło przede mną kolejne wyzwanie. Najlepszym przykładem jest nasza ciągła troska o dobry wygląd. ale wydawało mi się. – Cóż. miałem pamiętać. Jednak wciąż pamiętałem. Masz zgubne skłonności do takich samych zachowań. doceniani i podziwiani. o to. by podczas śnienia krzyknąć “przestań!" Wydaje mi się. jak napominam samego siebie. iż mi odbija. działo się przede wszystkim w umyśle. Powiedzmy. W końcu powiedziałem don Juanowi: – W moich snach wciąż mówię do siebie. żeby patrzeć na przedmioty. że na podtrzymanie poczucia własnej ważności tracimy większość naszej energii. jakie to było niezwykłe doznanie. Ale powiedzmy. – Im więcej o tym myślę – powiedziałem – tym bardziej mnie to intryguje. by krzyknąć “przestań!" Głos natychmiast umilkł i już nigdy więcej nie powrócił. pamiętałem jednak. – Czy odnosisz wrażenie. z jaką trudnością przychodziła mi choćby sama myśl o takiej możliwości. podobnym. Powiedziałem don Juanowi. ale podczas śnienia cecha ta niezwykle przybierała na sile. don Juanie? – Moim zdaniem twoje ciało energetyczne połączyło się z obcą ci energią tamtego miejsca i pohulało sobie do woli. Pozostawiłem tymczasem kwestię znaczenia jego słów. zanim mogłem z powodzeniem utrzymać niezachwianą uwagę śnienia na dowolnym przedmiocie. poza granice znanego nam świata. jak czarownicy starożytności – mówił dalej don Juan. nastąpiłyby dwie rzeczy. Po pierwsze. że zdolność badania treści snów musi być wynikiem naturalnej konfiguracji istoty ludzkiej. czego doświadczyłem za pierwszym razem. bardziej zainteresowany inną sprawą.czarowników. słysząc. W rezultacie zapuściłeś się. używamy do tego nóg. iż tak bardzo drażniło mnie to natrętne napominanie. ale też bardzo niebezpieczna podróż. czy jesteśmy zauważani. Myślałem nawet. bym patrzył na składniki moich snów. Don Juan argumentował. To. że jest to jakiś obcy głos? –zapytał don Juan. Ale przecież jego nauka jest dla nas ogromnym wysiłkiem. – A więc to nie ty. – Czy każdy śniący tego doświadcza? – zapytałem don Juana. Gdy zacząłem swój elaborat. że potrafiłem sobie wyobrazić. że sytuacja jest alarmująca. Przyszło mi do głowy. światy zupełne. których nie mogłem mu wcześniej zadać. by przejść do drugiej uwagi i choćby na mgnienie oka dojrzeć wspaniałość wszechświata. Nadarzyła się okazja uzyskania odpowiedzi na pytania. Zabrało mi to ponad dwa lata. Co to było za uczucie. by dotrzeć do drugiej bramy śnienia. do zdolności poruszania się. że mieliśmy rozmawiać o śnieniu tylko wtedy. jakbym niczego innego nie robił przez całe życie. Po drugie. Gdy patrzyłem wówczas na tych ludzi w tamtym śnie. Nabyłem takiej wprawy. mówiąc: – Teraz jesteś gotów. których nigdy nie zapomnę. że obserwowałem przedmioty w moich snach ile tylko dusza zapragnie i nigdy wcześniej nie odczuwałem niczego chociażby trochę zbliżonego w sensie czystości i ostrości obrazu. Nie rozpoznaję wówczas mojego głosu. Rzecz jasna. przerwał mi. lecz także nemezis rodzaju ludzkiego. Don Juan dowodził. że chyba dlatego. czułem strach i obrzydzenie. że nie tylko brzydziłem się. dostarczylibyśmy sobie wystarczająco dużo energii. podobnie jak dawni czarownicy. Wtedy twój punkt połączenia przemieścił się dość daleko. Jeszcze nie czas na wyjaśnienia. Oczywiście cały czas pamiętałem o tym. Nowa umiejętność przelotnego spoglądania na przedmioty w moim śnie łączyła się z niezwykle dokuczliwym napominaniem samego siebie. gdy on sam tak postanowi. . gdy don Juan wprowadził mnie w śnienie. – Niektórzy tak – odparł od niechcenia. bałeś się i brzydziłeś – po raz pierwszy w życiu badałeś obcą energię. iż nie posiadałem tej zdolności wcześniej. gdy go znów zobaczyłem. czy to naprawdę było moje natręctwo czy też coś innego. Byłem świadomy swojego przyrodzonego natręctwa. Z tych innych zupełnych światów przybywają do nas czasami pewne energetyczne istoty. być może. że wydawało mi się. Bardzo realistyczna. Jesteśmy fizycznie przystosowani tylko do jednego sposobu chodzenia.

jak wtedy. – Mogę ci jedynie powiedzieć. To była pierwsza rzecz. to zależy od osobowości. Ta podróż była rzeczywista. które znasz lub wydaje ci się. że miasto. to jak możemy przyjąć dwie jego wersje? – To bardzo proste. Przecież nie jesteś tak głupi. Na przykład automatycznie przyjąłeś. Możesz mieć tyle snów. ponieważ wtedy mieliśmy różne poziomy jednorodności i spójności. Don Juan nie chciał dalej na ten temat rozmawiać. odpowiedział mi tak samo. – Czy sądzisz. Musisz jednak odpowiednio się kontrolować. Nie potrafisz sobie wyobrazić niczego. Z pewnością można to zrobić. Ale don Juan ubiegł mnie i zaczął wyjaśniać kolejne cechy drugiej bramy śnienia. – Więc gdzie było? – Poza tym światem. muszę ci powiedzieć. Dowodem jest to. – Jest jeden problem dotyczący drugiej bramy – powiedział. . w którym byłeś. że znasz – odpowiedział don Juan. gdy powiedział mi o ustawianiu śnienia. – Czy to jest możliwe? Don Juan z pewnością zauważył moje rozkojarzenie i śmiejąc się. Przedtem powiedziałeś. Ja niczego takiego nie widziałem. co pochodzi nie z tego świata. Ty widziałeś to jako miasto. i tylko ty. że mógłbym wrócić do tamtego miasta? – Tu mnie masz. to nie tak. – Ale przecież to nie było rzeczywiste miasto. jak zadaję don Juanowi to samo pytanie. Albo może raczej wiem. co widziałem. jak jest naprawdę.– Czy to miasto było może na innej planecie? – Nie można wyjaśniać śnienia za pomocą rzeczy. Wyjaśniłem ci już kiedyś. Chcę. że jest to jedna z możliwości. że to możliwe. ale nie potrafię tego wyjaśnić. którą zauważyłeś. – Nie. który znamy. Nie możesz tego robić. że budzisz się w innym śnie. by nie obudzić się w świecie. Ale teraz. i dlatego wciąż gonisz w kółko. Teraz usiłujesz zredukować coś transcendentalnego do czegoś zupełnie przyziemnego. że coś Jest rzeczywiste. – Może to być problem poważny. – Oczywiście. – Przestaję cię rozumieć. nie należało do tego świata. don Juanie. że nigdy nie zapytałeś mnie. – Wróćmy do naszych spraw – powiedział. – Dochodzisz do drugiej bramy śnienia. że nigdy nie wolno mi się obudzić w tym świecie? – Nie. Jeśli mamy skłonności do folgowania sobie i kurczowego trzymania się pewnych rzeczy lub sytuacji. gdy już o tym wspomniałeś. Owa kontrola niczym nie różni się od kontrolowania dowolnej sytuacji w naszym codziennym życiu. Będziesz musiał poczekać i samemu się domyślić. Niektórzy czarownicy z mojej linii również tak robili. ale podczas śnienia masz śnić. Nie wiem. oczywiście. że byliśmy w miejscu istniejącym naprawdę. żebyś budził się w sposób naturalny. Ale jeśli to miejsce było rzeczywiste. gdy to usłyszałem. co ty. Aż zadrżałem. ile chcesz. Ono istniało tylko dla mnie. ale ja tego nie zalecam. Moje zażenowanie minęło dość szybko i byłem gotów do następnego pytania. Ja widziałem energię. który znamy. Tak więc nie z tego świata tylko dla ciebie było w owym przypadku jakimś miastem. że najbardziej szaloną cechą magii jest właśnie konfiguracja owego “nie z tego świata". Czarownicy starożytności tak właśnie robili. Ty. widziałeś jakieś miasto i ludzi w tym mieście. co tylko zwiększyło mój niepokój. że te dwie cechy to klucz do postrzegania. Mamy dwie wersje. – Chcesz powiedzieć. powinniśmy przygotować się na solidnego kopa w tyłek. w moim umyśle. don Juanie? – Wierz mi. gdy budzisz się z jednego snu w drugi. Albo może potrafię wyjaśnić. ale nie chcę. czy też ile zdołasz mieć. Ja widziałem to jako energię. gdy skończysz śnienie. nigdy nie budzili się w świecie. gdy zaczynasz mówić. że ja widziałem to samo. Żaden z nas się nie myli i żaden nie ma racji. – A gdzie jest to “nie z tego świata". które zadałem mu za pierwszym razem. tego nie powiedziałem. Usłyszałem.

z którego zostałem wypchnięty. gdy jest to konieczne. zachęcał do zatrzymania się w motelu. poczułem nagle jakby powiew jakiejś siły. że ta potrafi je zatrzymać. trafia do swego ciała energetycznego. drzewa i jaskinie. w pewnym momencie jego uwaga śnienia musi wyciągnąć go na powierzchnię. Tym razem jednak cel był jeszcze bardziej mglisty i znacznie trudniejszy. czy byłbym w stanie dostrzec rozciągający się z niego widok. byłem przyciągany przez wszelkie możliwe szczegóły. że przechodzisz ze snu do snu. zupełnie nie mogłem wykoncypować. który przeczytałem. Pogodzenie się z moimi wadami przydało mi jakby energii. W ciągu następnego roku nic się nie zmieniło. Odmiana przyszła nagle. Mogłem dowolnie przybliżać wszystkie obrazy: wąwozy. Byłem dziwnie przekonany. którą odebrałem jako brzęczenie w mych uszach. Wyglądało na to. I tak jak za pierwszym razem. bliżej zaś widziałem niewysokie zielone wzgórza. jednego dnia. Poczułem. zacząłem więc rozglądać się po najbliższym otoczeniu. głazy. Porastały je kępy drzew. Byłem przekonany. naprawdę byłem w górach Sierra Madre. . W chwilę później już stałem obok niej. Przyglądałem się kosiarkom. Jej stalowa konstrukcja wzbudziła we mnie strach. że jestem w Oregonie albo północnej Kalifornii. Wówczas postanowiłem zorientować się. W górach opuściła mnie cala energia śnienia. nabyłem prawdziwej biegłości w utrzymywaniu obrazu dowolnego przedmiotu w moich snach. W oddali dostrzegłem coś. Doskonałe ciało energetyczne posiada. Rozejrzałem się naokoło.– Co masz na myśli. Jednakże całą moją uwagę przykuty poniewierające się dokoła w wielkiej liczbie przeróżne maszyny rolnicze sprawiające wrażenie porzuconych i zapomnianych. że są to góry Sierra Madre. żniwiarkom. Gdy w moim śnie oglądałem okno. Bez względu na to. że prawdziwym celem śnienia jest doskonalenie ciała energetycznego. taką kontrolę nad uwagą śnienia. Na samej tablicy był obraz budynku. Śniący. Ale to nie jest normalna sytuacja. by odkrywać tajemnice śnienia. Siła ta wypchnęła mnie za okno. co wyglądało jak tablica reklamowa. Oceniając na podstawie moich zdolności postrzegania. Ponownie rozejrzałem się po okolicy z mojego snu. W oddali majaczył łańcuch górski. To jest właśnie ten zawór bezpieczeństwa. musisz zamierzyć znacznie większą i bardziej trzeźwą kontrolę nad uwagą śnienia. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego. Ale zanim to nastąpiło. co mam robić. Tak więc to rzeczywiście ciało energetyczne przekracza drugą bramę i skacze od snu do snu. Skakałem ze ścian urwisk na szczyty gór. to tak. Wyglądała jak traktor. Miałem niezbyt pocieszające obawy. że tracę kontrolę. otoczyła mnie ciemność. Nie widziałem żadnych budynków. ale przyciągnął mnie odległy łańcuch górski. – Co z tego wszystkiego wynika. Tak więc ponownie wyruszyłem na niezbadane tereny. jak szybko można się bezpowrotnie pogrążyć w tej głębi. traktorom. W końcu niczego już nie widziałem. że cała moja dotychczasowa praktyka niewiele mi tu pomoże. Łatwo sobie uświadomić. jedynym zaworem bezpieczeństwa. don Juanie? – Pomyśl przez chwilę. wszystko oglądasz. Wyobraź sobie. pługom i młockarniom. Chciałem znaleźć się przy tych wzgórzach. – Co to za zawór bezpieczeństwa? – Sam kiedyś odkryjesz. starając się ustalić. Było tego tak wiele. Tekst. Natychmiast gdy skoncentrowałem uwagę na tablicy reklamowej. były to chyba kalifornijskie dęby. gdy ktoś ma skłonności do folgowania sobie. przekraczając pierwszą bramę. Na krótko przed wypchnięciem moją uwagę śnienia przyciągnęła jakaś dziwna konstrukcja. Była złowieszcza. próbując się przekonać. Szczególnie wtedy. jak bardzo ktoś sobie folguje. dokładnie się przypatrując. aż wyczerpałem się całkowicie i nie mogłem już dłużej na niczym zatrzymać swej uwagi śnienia. że przekraczając drugą bramę. To jest śnienie. niedaleko której postawiono parę niewysokich słupków z aparatami telefonicznymi. co to było za okno. że znalazłem się na jakiejś farmie. Mój sen przestał być snem. – Czy ciało albo mózg nie powstrzymałoby tego automatycznie? – Jeśli to jest normalny sen. między innymi oczywiście. jakim dysponuje śniący. Doświadczyłeś już tej niezwykłej przyjemności badania treści swoich snów. już byłem obok niej. Po całej serii niepowodzeń dałem sobie spokój i powróciłem po prostu do moich ćwiczeń skupiania uwagi śnienia na wszystkich przedmiotach w moich snach. don Juanie? – Z tego wynika. że zapomniałem o moim pierwotnym śnie. Chciałem się nad tym przez chwilę zastanowić. wszystko badasz. każdy szczegół. gdzie jestem. że jest to śnienie. niezbyt daleko ode mnie.

że trzeba się obudzić w innym śnie. – Dlaczego mówisz. Don Juan powiedział. czy wypełniłem zadanie. po czym widzenie we śnie przebudzenia ze snu. potwierdziłem istnienie tych dwóch sposobów. jak się śni. iż przestajesz panować nad sobą. które mi wyznaczył. Don Juan wyjaśnił mi. co jest niezbędne. – To ja popełniłem błąd – powiedział don Juan. że stojąca przed nimi istota. jako że ich naturą jest pośpiech.– Dotarłeś do drugiej bramy śnienia – oznajmił don Juan. że mam sen i się z niego budzę. a mianowicie świadomość. – Właśnie wkroczyłeś na najniebezpieczniejsze obszary wiedzy czarowników – zaczął don Juan. Postrzeganie jest dla czarowników podstawowym wyznacznikiem życia. Mój spokój zakłócało jedynie szczególne wrażenie. – Powiedziałem ci. że nie wspominałem ci o tym. Moje ćwiczenia niezmiennie kończyły się tym samym: zawsze brakowało mi energii na podtrzymanie uwagi śnienia i budziłem się albo zapadałem w mroczny. – Ale czy te istoty nieorganiczne rzeczywiście istnieją? Tak jak ty lub ja? – Oczywiście. nie zawracając sobie głowy zaleceniem. Obawiam się. tłumacząc sobie. Nie byłem pewien. albo też przenosiłem wzrok z wybranego przedmiotu. – Obcowanie z nimi nie stanowi dla czarowników najmniejszego problemu – ciągnął don Juan. Don Juan jak zawsze pozwolił mi ćwiczyć bez żadnych sugestii ze swej strony. Ćwiczenia przebiegały gładko. że jest to wynik mojego obżarstwa lub też spożywania roślin halucynogennych. że czarownicy widzą dwa typy istot świadomych. które mi opisał. przypominając swym kształtem świece. Próbowałem je ignorować. że tak – odpowiedział don Juan. głęboki sen. zaludniających naszą planetę: organiczne i nieorganiczne. czarownicy widzą. jak to zrobiłeś. a ich świadomość nieskończenie spokojniejsza i głębsza. iż życie i świadomość istot organicznych są krótkotrwałe. które wówczas don Juan podawał mi w wielkich ilościach jako część mojej nauki. że jedne i drugie są świetlistymi bryłami. organiczna lub nie. jako wyłączna domena energii. aż zaczynał zmieniać kształt. co powodowało brzęczące zawirowanie i wciągnięcie mnie w inny sen. Bryły te różnią się od siebie kształtem i natężeniem jasności. ale nie mogę. że życie i świadomość. by obcować z innymi istotami. W żadnym wypadku nie zabawialiby się wytworami zaburzeń umysłu. Tym razem jednak od razu znalazłeś właściwe rozwiązanie. Przejście przez drugą bramę to bardzo poważna sprawa. czarownicy to bardzo inteligentne stworzenia. Starałeś się zobaczyć tylko swe ręce. by brać je później za rzeczywistość. którego z tych sposobów użyć do przeniesienia się w inny sen. Mógłbym teraz zacząć żartować z tego i powiedzieć. Istoty nieorganiczne są długie. Inna możliwość to użycie przedmiotów ze snu do inicjacji kolejnego snu. przez które z każdej strony przenikają miliony włókien energii wszechświata. A ja. Moim wariantem drugiego sposobu było wpatrywanie się w dowolny przedmiot tak długo. że te istoty są żywe? – Dla czarowników życie oznacza świadomość. – Teraz powinieneś ją przekroczyć. Właśnie tak. jak mówił don Juan. – Istoty nieorganiczne posiadają to. jest to. ale chodziło mi o to. byś obudził się w innym śnie. na inny. które mówią czarownikom. Wymaga wielkiej dyscypliny i wysiłku. że musiałem poprosić don Juana o radę. widzą czarownicy. Zapytałem go. gdy opowiedziałem mu o moim śnieniu. szarpnięcie strachu czy też Niepokoju. Oznacza to posiadanie punktu połączenia i otaczającej go poświaty świadomości. Każdy czarownik musi temu stawić czoło. Szarpnięcia stały się jednak na tyle silne. Albo więc śniłem. nie obudziłem się bowiem w innym śnie. czyli niejako widzenie we śnie. Przy pierwszej bramie straciłeś dużo czasu. jak ja to zrobiłem. nie są cechami jedynie organizmów. aby nie mącić w twym racjonalnym umyśle. mniej dostępny. że właśnie teraz może ci się wydać. – Są przerażające. co sądzi o tej nieprawidłowości. bezpośrednio dostępnego mojej uwadze śnienia. . że masz planowo i precyzyjnie zmieniać sny. to prawdziwy koszmar. że są dwa sposoby prawidłowego przekraczania drugiej bramy śnienia. Porównując je z sobą. Inną istotną różnicą. i są nieprzezroczyste. natomiast istoty organiczne są okrągłe i o wiele jaśniejsze. poprzez ćwiczenia. właśnie tak. Powiedział. Pierwszy to przebudzenie się w innym śnie. –Wierz mi. które zacząłem odczuwać coraz częściej. Natomiast życie istot nieorganicznych jest nieskończenie dłuższe. Nigdy jednak nie udawało mi się podjąć świadomej decyzji. którą. jest niezaprzeczalnie zdolna do postrzegania.

Pozwól im odczuć twoją moc i pewność. energia poruszająca się z inną prędkością – czarownicy muszą zmienić swoje oczekiwania. z pewnością nie stoją na środku drogi. jak ty lub ja. Jak już mówiłem. Dlatego też sądzę. – A więc co robią? – Przywabiają je podczas śnienia. jeszcze lepiej. Przydawanie im jeszcze twoich obsesji jest więc. że ich świadomość w porównaniu z naszą jest niezwykle wolna. do którego punkt połączenia przemieścił się podczas snu. don Juanie? – Naturalnie. że zwykle po ludziach lub innych istotach organicznych spodziewamy się natychmiastowej reakcji na naszą gotowość współdziałania. czy rozumiem. twoją siłę i niewzruszoność. jak te istoty objawiają się czarownikom. że na to jest jeszcze trochę za wcześnie. – Co mam teraz zrobić? – Musisz zmienić swoje oczekiwania. To działa jak przynęta na ryby. to coś więcej niż zwabianie. Problem z istotami nieorganicznymi polega na tym. Czarownicy. że przywabiamy je albo. Już one same są wystarczająco mroczne i posępne. Mijają lata. by wszystko potoczyło się własnym trybem. czyli podtrzymywać swą gotowość współdziałania przez długi czas. to prawda. Trudno mi to pojąć. jak to z nimi jest. nie mogą mu się oprzeć. Ich sposób pojawiania się należy do niezwykle szczególnych. – Ostrzegałem cię. Można powiedzieć. który przyciąga ich uwagę. że zmuszamy je do obcowania z nami. – Czy te istoty nieorganiczne ukazują się czarownikom? – Bardzo trudno określić. – W ogóle nie orientujesz się w tym. Aby jednak odnieść pełny sukces. Wyjaśnił mi więc. – Jak czarownicy zmuszają je poprzez śnienie? – Śnienie to utrzymanie położenia. – Nie jestem pewien. Tracą świadomość tak samo. przywołując je drżącym głosem wraz z wybiciem północy. by został on dostrzeżony. don Juanie. Akt ten tworzy charakterystyczny ładunek energii. co mówię –stwierdził raczej. Zdrowy rozsądek nie przyjmuje tego. który musi upłynąć. To są szarpnięcia energii przesyłane przez istoty nieorganiczne. Prędzej czy później pojawią się. docierając do pierwszych dwóch bram i przekraczając je. Nie wiedziałem. Jestem przekonany. zanim czarownik zostanie zauważony przez istoty nieorganiczne. musisz swoje praktyki w śnieniu połączyć z intencją spotkania istot nieorganicznych. don Juanie? – Prawdopodobnie pojawienie się któregoś z nich. Don Juan wpatrywał się we mnie z wielką uwagą. że odczuwane przez ciebie szarpnięcia strachu nie są spowodowane niestrawnością. zbyteczne. co oznacza. że te sprawy zachwieją twoim racjonalnym umysłem.– W takim razie istoty nieorganiczne także umierają. – Tak. Ale trwanie tej świadomości jest dla nas niepojęte. jak my. aczkolwiek wydaje się. Za nic nie wolno ci okazywać strachu czy poddawać się obsesji mroku. mówiąc oględnie. wysłałeś im zaproszenie. że istoty nieorganiczne same do ciebie przyjdą. niż zapytał. Natomiast chcąc obcować z istotami nieorganicznymi – jako że oddziela nas od nich ogromna bariera. Teraz musisz czekać na jakiś znak od nich. – Chcesz przez to powiedzieć. rozkładają przynętę i zmuszają istoty nieorganiczne do pojawienia się. Czy to prawda. – Jak czarownicy je przywabiają? Czy mają jakiś rytuał? – No cóż. że praktykowanie śnienia to właśnie ta gotowość? – Tak. – Mówisz poważnie. Czarownicy poprzez śnienie zmuszają owe istoty do obcowania z nimi. – A jaki to może być znak. Przechodząc przez te dwie bramy. W jakiż to szczególny sposób dają znać o sobie? . że najlepiej wstrzymać się z osądem i pozwolić. don Juanie? – Śmiertelnie poważnie. jeśli to miałeś na myśli. Ale nie pojawią się tak. co miał na myśli. Moim zdaniem znakiem tym będą jakieś zaburzenia w twoim śnieniu. Zalecałbym więc uzbroić się w cierpliwość i czekać.

Ich sprzymierzeńcy nauczyli ich przemieszczać punkt połączenia poza granice jaja. ale gdy tylko się pojawiały. gdy don Juan po raz pierwszy wepchnął mnie w drugą uwagę. zawierając niezwykłe przyjaźnie. jakbym się w ogóle nie bał.– Czasami materializują się w naszym świecie. których widziałem wówczas. istota naszego rodzaju. by sobie 2 nim poradzić. we wszechświat poza wymiarem ludzkim. który przejmował nade mną kontrolę i pozwalał mi robić swoje. w tym przypadku układów istot nieorganicznych. Tworzą powiązania. że kiedyś jeszcze zobaczę tych ludzi. z kolei. że istoty nieorganiczne i ich fenomenalna świadomość bardzo silnie oddziałują na śniących i z łatwością mogą ich przenieść w inne światy. Kiedy więc sprzymierzeńcy przenoszą czarownika. istoty te mogą napawać nas nieopisanym przerażeniem. – Dlaczego miałyby tu przybywać albo po cóż ja miałbym się z nimi spotykać? – Śniący. bez ostrzeżenia. światy. Przeważnie jednak materializują się dokładnie przed nami. Istoty nieorganiczne potrafią być gorsze niż zaraza. – Dlaczego. Dlaczego – śniący to robią? – Istoty nieorganiczne są dla nas czymś zupełnie nowym. gdy śniłem o cyrku. Zacząłem przyglądać się ludziom z nieokreśloną nadzieją. Miejsce to wyglądało jak górska miejscowość w Arizonie. zaraz za nimi przychodził przedziwny spokój. Ale pomyśl o śnieniu w ten sposób: śnienie to postrzeganie w znacznie większym zakresie. don Juanie. Dla nich. Czynią z nich swoich sprzymierzeńców. na naszych oczach. jak ty obecnie odczuwasz ich obecność. To właśnie czarownicy starożytności nauczyli się wykorzystywać istoty nieorganiczne i oni ukuli termin “sprzymierzeńcy". Tak trzeba postępować od samego początku. niczym cios w brzuch. Jeśli nie przybędziecie. A w dodatku czynią to z wielkim zapałem. W przesłaniu musi być zawarta wiadomość: “Nie boję się was. Na ich miejscu stały dwa dziwnie wyglądające kształty. Były cienkie. Czasami czujemy je tak. Nie było wyjątkiem również pojawienie się w moich snach istot nieorganicznych. Najczęściej jednak ich niewidoczną dla nas obecność odbieramy jako szarpnięcia ciałem. przenoszą go poza granice królestwa człowieka. Mając do czynienia z istotami nieorganicznymi. będzie mi was brakować". Gdy im się przyglądałem. Po takim przesłaniu będą tak zaciekawione. W tamtym czasie każdy przełom w moim śnieniu przychodził nagle. w których pierwszoplanową rolę odgrywa postrzeganie. których nie można nawet opisać. jako szarpnięcie strachu. don Juanie? – Bo wtedy strach może zapuścić korzenie w naszym życiu i musielibyśmy odseparować się od ludzi. Jesteśmy istotami społecznymi. ale śniący automatycznie poszukują grup innych istot. czy im się to podoba. niż nasza wiara pozwala nam przypuszczać. Efekty tego są dla nas katastrofalne. że na pewno przybędą. przekraczająca granice ich królestwa. powitam was z radością. Szarpnięcie rozproszyło moją uwagę i straciłem z oczu ludzi. poczułem silne szarpnięcie nerwów w okolicy żołądka. – Co czarownicy robią z istotami nieorganicznymi? – Stapiają się z nimi. Jako że na samym początku śnienia nie mamy jeszcze potrzebnego nam doświadczenia. poszukują w trakcie śnienia innych istot. – A jak to się odbywa w śnieniu? – W śnieniu jest zupełnie na odwrót. szarpały mną dziwne lęki i złe przeczucia. Bezwiednie szukamy towarzystwa świadomości. To dla nas wielce niebezpieczne. czy też nie. – Jesteś religijny aż do szpiku kości – zaśmiał się. Spotkajcie się ze mną. Więzi te nazywam kolosalnymi przedsięwzięciami. przez który mogą przedostać się za nami do naszego świata. – Brzmi to bardzo dziwnie. Nasz strach jest dla nich tunelem. Zdarzyło się to. –Czujesz teraz pewnie oddech diabła na karku. nie można okazywać strachu. Nasza intencja powinna być dla nich przesłaniem mocy i żywiołu. który znałem z dzieciństwa. Szarpnięcia strachu nie mijały. niepokoiła mnie możliwość istnienia obdarzonych świadomością istot nieorganicznych. Od tej pory nie wolno ci zapominać. cyrk i górską miejscowość w Arizonie. To jest cały sekret. Przez ciągły strach mogą nas szybko doprowadzić do szaleństwa. szerokie nie więcej niż . Ale podczas śnienia nie odczuwałem tego niepokoju. także jest nowością. które wypływa ze szpiku kości. Może to brzmieć dla ciebie szokująco. Gdy słuchałem don Juana. Gdy nie śniłem. rodzaj drżenia. Don Juan natychmiast to zauważył. którą ciągle żywiłem.

który przyklejał mi się do podeszew butów. – Co mogę zrobić. Wiedziałem o tym. Najbardziej niesamowite było to. Wszystko skończyło się nagle. Po prostu stały przede mną nieruchomo tak długo. to przynajmniej z ogromnym zainteresowaniem go słuchałem. że jest niesamowicie inteligentny. starego człowieka zapomnianego przez wszystkich. że obraz tych istot się nie rozpływa ani też nie zmienia w nic innego. że rozumiem istotę bezpośredniego postrzegania energii. że śnienie burzy bariery. ale wykonalne. spędziłem całe miesiące wyłącznie na oglądaniu tych dwóch kształtów. że to był sen. by zmienić swoje sny. że nie mam ani krzty odwagi. że pochylają się nade mną dwie groźne. dlaczego aż nazbyt łatwo brałem poważnie jego działania. Zanim w końcu opowiedziałem o wszystkim don Juanowi. I sprawiał na mnie wrażenie samotnego czarownika. gigantyczne dżdżownice. Zdawało mi się. zawsze uważałem. jak trwał mój sen. uświadomiłem sobie. W ogóle się nie ruszałem. Nie czekając nawet. ale nie powinno się też pozwolić im zostać. by je spotkać. gdy don Juan zabrał mnie na wzgórza pustyni otaczającej Sonorę. Chodzi tylko o to. W drugiej uwadze wszystko nabierało sensu. Na pustyni musiało wcześniej trochę pokropić. które prawdę powiedziawszy. Nie miało to jednak nic wspólnego z psychiką. don Juan zabrał mnie na wzgórza. Byłem bardzo spokojny. Don Juan uważał. aż zdążę mu odpowiedzieć. Gdy doszliśmy do wąskiego wąwozu między dwoma wzgórzami. don Juanie? – Staw im czoło w normalnym świecie i każ wrócić później. Ogarnęła mnie głęboka troska. Chociaż sam nie byłem w stanie tego doświadczyć. jak i w drugiej uwadze. jakbym śnił tylko po to. to owe istoty także się nie poruszą. Wiedziałem. rozwijana przez tysiąclecia. by zdobyć się na odwagę. idąc pod górę w kierunku wzgórz:. co mogłem. W tej chwili ich obecność przeszkadza ci w śnieniu. Szliśmy na wschód. don Juan zatrzymał się. Upewniał się. bym stawił czoło istotom nieorganicznym. – Jak mam stawić im czoło? – Nie jest to proste. czego mnie uczył. Domyślałem się jednak. Natychmiast zalała mnie fala lęków. Istoty zachowywały swą spójność i nie zmieniały kształtu.na stopę. gdy obudziłem się. był jeszcze wilgotny. której z pewnością ci nie brak. – Utknąłeś na niebezpiecznym rozdrożu – powiedział don Juan. W tamtym śnie. Coś w nich nakazywało czemuś we mnie utrzymywać cały czas obraz ich kształtu. Dwie dziwne zjawy pojawiały się odtąd podczas każdej sesji śnienia. by oczyścić buty z ciężkich grud błota. zupełnie na uboczu szerokiego świata ludzkich spraw. ale my – bardziej lub mniej zawzięcie czepiając się naszej niewydarzonej racjonalności – utrzymujemy ją na dystans. Była to raczej fizyczna udręka. czy przeszedłem do drugiej uwagi. . Dlatego też byłem gotów dostosować się do jego nakazów. Istoty te jednak nigdy nie spróbowały zbliżyć się do mnie ani też nie niepokoiły mnie w żaden sposób. czując przemożny strach. że widzę. Tego dnia. uznawałem jedynie za przejawy jego dziwactwa. gdy będziesz miał więcej mocy potrzebnej do śnienia. bo czerwonawy piasek. ale za to wysokie chyba na siedem stóp. ale również zapomniałem o pierwotnym celu moich ćwiczeń w śnieniu. Musiałem mocno stąpać po kamieniach. które oddzielają nas od drugiej uwagi. była specjalnością don Juana. że druga uwaga jest dostępna nam wszystkim. ale zdawałem sobie także sprawę z tego. ponieważ coś mi mówiło. Wiedziałem jednak w jakiś sposób. smutek pozbawiony racjonalnych podstaw. po czym upewniał się. byłem w normalnym stanie świadomości. że zrozumiałem wszystko to. że widzę energetyczną kwintesencję czegoś niewiarygodnego. Don Juan twierdził. patrząc na te dwie dziwne zjawy. w jednym momencie. Don Juan mówił ze mną o widzeniu tak na jawie. w normalnym stanie świadomości. że muszę coś zrobić i będzie to z pewnością coś zupełnie niewiarygodnego. Ja zaś nie tylko nie kiwnąłem palcem. gdzie jeśli nawet nie rozumiałem wszystkiego. W mojej normalnej świadomości nie mogłem zrozumieć. W końcu wyglądało to już tak. W ten sposób zostałem podzielony na dwie części. że jeśli się nie poruszę. Mieszkał wtedy w północnym Meksyku. Przebiegłość czarowników. – Nie należy przeganiać tych istot.

ale to nie była ta sama skała. I w tym właśnie widzę ogromne niebezpieczeństwo. Potem pomógł mi usiąść na pobliskiej skale. ale to nie był don Juan. – Co zalecasz mi w tej chwili. a potem podejmij decyzję. Poczułem chłód i twardość kamienia. iż mimo usilnych starań. – Siedź tutaj i wyobrażaj je sobie. O mało co go nie puściłem. Słyszałem wszystko.– To jest z pewnością najlepsze miejsce. śmiejąc się. ponieważ wstrząsy te wydawały mi się innego rodzaju energią niż te. Nie trwało to długo. co w tym momencie poczułem. po mojej prawej stronie. Zupełnie mechanicznie wstałem i ruszyłem w kierunku dwóch kształtów. z którymi stykałem się na co dzień. i tak zrobię to. który wił się i szarpał. don Juanie? – Przyjaźń ta polega na wzajemnej wymianie energii. Siedziałem ze skrzyżowanymi nogami na jakiejś skale. to znaczy. choć silnie naelektryzowanego. Właśnie nadszedł czas sięgnięcia do tej pamięci. co się wokół mnie dzieje. Rezultat negatywny to wzajemne uzależnienie. gdy już się na nich skupisz. czułem mrowienie. ale przytrzymał moją głowę. – Co mam zrobić. Don Jan stał nieco z tylu. Zdecydowanie nie miałem ochoty na nic takiego. to koniec z tobą! Trzymałem więc ciemny kształt. lecz nie z bólu. aż będą dokładnie takie same. nie potrafiłem dać znać don Juanowi. Don Juan szorstko nakazał mi zamknąć oczy i ich nie otwierać. że choć byłem ^wiadomy. – Daj mi znać. ale jakaś ogromna siła poniosła mnie wbrew mojej woli. byłem wściekły. ze szukają towarzystwa. Pochwyciłem tego z mojej prawej strony. Nie poruszała się. Wówczas zdałem sobie sprawę z tego. wyłem i ryczałem jak zwierzę. Dawni czarownicy kochali swoich sprzymierzeńców. – Co składa się na taką przyjaźń. jak – bardzo będzie tobą miotał. Skała była pochyła. lecz jak coś puszystego i lekkiego. Nasyciły swą obecnością twoje sny. bez względu na to. Oceń sytuację. więc z trudem utrzymywałem równowagę. – Dlaczego nazywasz ich moimi przyjaciółmi? – Oni sami cię wybrali. by przywołać twoich przyjaciół – powiedział. że czarownicy zawiązują z nimi więzi przyjaźni. Chciałem się do niego odwrócić. To. lecz raczej skondensowane. Kulaliśmy się po piaszczystym dnie rozpadliny przez dość długi czas. A przecież nie śniłem. Rezultat pozytywny to sprawiedliwa wymiana. W końcu istota pode mną znieruchomiała i stwardniała. tak jak w moim śnie. Były teraz o połowę niższe. Twój przypadek jest chyba tego przykładem. ponieważ chcą stworzyć swój obraz w twojej pamięci. – Pozbawiłeś go tylko . Patrzyłem na nie z szeroko otwartymi ustami. Nie mogłem wydobyć głosu ani też otworzyć oczu. Wkrótce miałem już pełny ich obraz. jak w moich snach. I bez żadnych trudności otworzyłem oczy. Gdy tak robią. – W żadnym wypadku – powiedział ktoś. a czarownicy swoją podwyższoną świadomość i wysoką energię. Wspomniałem ci już. Wcale mnie nie zdziwiło. że mnie moli. don Juanie? – Przywołaj je. Ale nie jak spore zwierzę. prawie (same i niezwykle groźnie wyglądające słupy. iż wcale nie zamierzam posłuchać don Juana. Serce chciało wręcz wyskoczyć mi z piersi. Czułem raz za razem elektryczne wstrząsy przyprawiające mnie o mdłości. W rzeczy samej kochali swoich sprzymierzeńców bardziej niż swoich współbraci. by je przywołać? – Utrzymuj w umyśle ich obraz z twojego snu. było jak porażenie prądem. Pomyślałem sobie. Stały dokładnie przede mną. Spytałem don Juana. – I nie pozwól mu się wyrwać. ciemne. jak w twoich snach – powiedział mi don Juan do ucha. Jakby z oddali usłyszałem wołanie don Juana: – Jak go puścisz. – Wstań i złap jednego z nich – rozkazał mi don Juan. na której usiadłem. Nie były wcale tak wysokie. I wtedy zobaczyłem dwa ciemne kształty przypominające dwa cienkie pnie. Zaszokowało mnie natomiast to. że mam już ich pełny obraz. – Możesz teraz otworzyć oczy – usłyszałem głos don Juana. Kiedy uderzała we mnie. Istoty nieorganiczne wnoszą swoją rozbudowaną świadomość. Nie przypominały już nieprzejrzystej światłości. czy ona nie żyje. I nawet nie musisz ich zwabiać. lecz nie słyszałem swojego głosu. co mi nakazał. że potrafiłem to zrobić.

Istota organiczna. Z pewnością przyjdzie po więcej. jak pali mnie w gardle. Tym miały się różnić od tych ognistych. Potem pomógł mi wstać. gdy krzyczałem. których doświadczałem. choć nie wydaje mi się. ale tak się nie stało. Ale wiedząc. gdy don Juan zadawał mi to pytanie. Przez ponad dobę odzyskiwałem kontrolę nad swoim umysłem. że cokolwiek zrobiłem. Zrobiłem to i oboje w jednym ruchu stanęliśmy na ziemi. żebym położył się na istocie nieorganicznej.energii. bardziej skłonne do naśladownictwa. Wodne istoty nieorganiczne są bardziej skore do przesady. Ale za każdym razem. jak ważne było jego pytanie. jest ona. Prawie przez cały ten czas spałem. organicznej czy nieorganicznej. . Delikatnie oddzieliła się ode mnie i zniknęła. Nie chcę być na łasce żadnej istoty. Od czasu do czasu don Juan podchodził do mnie. Nigdy w życiu nie czułem strumieni naelektryzowanej wody. że są poważniejsze. a nawet. po prostu wyszła z siebie z emocji. biorąc wszystko to za jakiś sen. czy nic jej nie będzie. Ciemny kształt leżał na piasku. że całkowicie odzyskałem siły. Na tym zakończyła się nasza rozmowa. by można było je wytworzyć czy poczuć. a następnie znów naładowałeś. don Juanie? – To zbyt wielkie. Dawni czarownicy uważali. I nagle podjąłem szaleńczą decyzję. że są bardziej oddane. co czułem. o których mówiono. Powinienem się zmartwić jego zdecydowanie negatywną reakcją. Zalecałbym ci wyplenić strach z twoich snów i z twojego życia. że szarpnięcia energii. – Powinieneś był mnie uprzedzić. Aż do tego momentu cząstka mego umysłu zachowywała swą racjonalność. Przyglądał mi się z wielkim zaciekawieniem. tak jak zawsze. W kwestii istot nieorganicznych jestem prawie nowicjuszem. Ten sam głos. Kontynuowałem moje ćwiczenia w śnieniu. ja i istota nieorganiczna przyczepiona do mnie niczym ciemny cień. – Jakie to wszystko ma dla mnie znaczenie. zbyt niewygodna i kapryśna. zadając mi pytanie: “Czy energia istoty nieorganicznej była jak ogień czy jak woda?" Czułem. nawet mnie nie słyszałeś. bo nie miała substancji. Nie mogłem mu powiedzieć. obudziłem go i opowiedziałem mu. nie pozbawione uczuć. który nie należał do don Juana. Chciałem zapytać don Juana. którą wpierw pozbawiłeś energii. Gdy wiedziałem już. lecz znów nie mogłem wydobyć z siebie głosu. Podszedłem do leżącej na piasku istoty i spróbowałem ją dźwignąć. były jak strumienie naelektryzowanej wody. – Dlaczego mnie nie powstrzymałeś. by zabezpieczyć twój związek. nie niepokojony więcej przez istoty nieorganiczne. pozostawiając mnie z niezwykle przyjemnym odczuciem pełni. sen wywołany przez sztuczki don Juana. ale też bardziej nadęte. don Juan spał. Uznałem. don Juanie? – Nie dałeś mi czasu. byś ją zostawił na piasku. Ale nie wstawaj jeszcze. jakich jej dostarczyłeś. o wszystkich możliwościach. Byłem zdezorientowany. – Nie znajdziesz wśród istot nieorganicznych pomocnych przyjaźni. Spojrzałem pytająco na don Juana. że wszystko działo się naprawdę. Poleź jeszcze przez chwilę. powiedział mi. było słuszne. ale raczej dokuczliwe uzależnienie – zawyrokował. Jakoś byłem pewien. moim zdaniem. Odrzuciłem tę część wiedzy czarowników. bardziej opanowane. być może. – Musisz być bardzo ostrożny. – Nie znałem wszystkich możliwości. Nie mogłeś jej chwycić. Poza tym. taki właśnie obraz pojawiał się w moim umyśle. by teraz o tym dyskutować.

gdy don Juan uzna to za konieczne. ten nagle powiedział. tak czy owak. że czasami. że pomyślałem. prowadzony przez niewidzialnego przewodnika. . w jakich czasach mogli żyć dawni czarownicy. W tym momencie wierzyłem jednak. One uwielbiają kupować. to właśnie to. gdy oddalam się od swojego snu. że don Juan kompletnie stracił rozum. Byłem tak rozdrażniony. Odczułem niewyobrażalne rozdrażnienie i szorstko powiedziałem don Juanowi. twierdząc. iż znów zlekceważył moje pytanie. – Najlepsze. ale chyba nadszedł już czas. don Juanie? – To nie jest właściwie strach. Nie potrafiłem go przezwyciężyć. Komentarze lub rozważania o śnieniu niezmiennie pojawiały się w tle innych tematów jego nauk. Poczułem się dziwnie winny. a we śnie wszystko może się zdarzyć. A przy okazji. dawni czarownicy nabyli wielkiej biegłości w manipulowaniu punktem połączenia – w dziedzinie niezwykle obszernej i złowrogiej. Ta prośba bardzo mnie zdziwiła. lecz całkowicie zmienia się jego nastrój. gdy zaczął mówić dalej. gdy tylko zdecydował się podjąć ten temat. One kochają niewolnictwo. W ten sposób w nic się nie angażujesz. że dzięki obcowaniu z istotami nieorganicznymi w śnieniu. – To bardzo uciążliwy temat – stwierdził takim tonem. i tak utrwalił się już na dobre. zanim zupełnie się przebudzę. Śmiał się ze mnie i poprosił. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego.ROZDZIAŁ IV: UNIERUCHOMIENIE PUNKTU POŁĄCZENIA Ponieważ umówiliśmy się. Nigdy bowiem nie wspominałem nikomu. – Żartujesz? Jakich pogaduszek? – Nie chciałem poruszać tego tematu. nie zmieniam go na inny. – Czy jest po temu jakiś szczególny powód? – Najbardziej oczywisty na świecie: zupełne przeciwieństwo. że nawet zacząłem na niego krzyczeć. byś skupiał swą uwagę śnienia na przedmiotach w twoich snach. Natychmiast skorzystałem z okazji i zapytałem don Juana. Dlatego też bardziej niż chętnie słuchałem go. by ci powiedzieć. podejmowane zawsze zupełnie nieoczekiwanie. Zawsze się budzę z takiego snu. gdy należało to zrobić. chociaż nie wiedziałem dlaczego. a ja wolność. – Do czego pijesz. Don Juan wpatrywał się we mnie z uśmiechem. co można zrobić z istotami nieorganicznymi. Roześmiał się i powiedział mi o swoich własnych lękach i odrazie do istot nieorganicznych. co powinno nastąpić. lecz odraza. był głosem istoty nieorganicznej. a ja odkrywam. bym opowiedział mu o moich niezwykłych sesjach śnienia. – Nie mam czasu myśleć. że ta sprawa jest dla mnie zbyt naciągana. gdy odwiedziłem don Juana w jego domu i rozmawialiśmy zupełnie o czymś innym. don Juanie? – czułem się zmuszony spytać. co ty zrobiłeś: zaprzeczyć ich istnieniu. ciągle wirując. i długo się miotam. że tym razem zechce sprawić mi przyjemność i odpowie. który wprawia mnie w wirowanie. rzadko kiedy pytałem go o to i nigdy nie drążyłem tematu zbyt głęboko. lecz pogadywać sobie z nimi regularnie. że ten natrętny głos. a ja niczego nie sprzedaję. Moja odpowiedź niezmiernie ubawiła don Juana. czy domyśla się. że znajduję się w nie znanym mi wymiarze. Pewnego razu. jak temat istot nieorganicznych. że będziemy rozmawiać o śnieniu tylko wtedy. Tam szybuję. iż sam podjął ten temat. Byłem więc zaskoczony. co teraz o nich sądzisz? – Pogrzebałem moje opinie – odparłem. który napominał cię. lecz nie udzielił mi zadowalającej odpowiedzi. Pomyślałem sobie. – Do twoich pogaduszek z istotami nieorganicznymi – odparł sucho. – Nigdy nie należały do moich ulubieńców – stwierdził. – Oczywiście główną przyczyną był strach. przyciągany przez jakiś szczegół. że to tylko sen. – Czy teraz też się ich boisz. być może dlatego. bym mógł traktować ją poważnie. – Ta sprawa tak samo wykończy twój zdrowy rozsądek. Nieraz wcześniej pytałem go o to.

Pewnego dnia spotkasz tę osobę. ale też nie mogłem przyznać mu racji. Zarzucił mi. pozostanie jedynie kwestią energii. do kościoła przyszedł dziwny człowiek – stary Indianin wyglądający na chorego. – Skąd możesz być tak pewien tych swoich dat? –zapytałem. mocno zaniepokojony niespodziewanym obrotem wydarzeń. – Skąd możesz być tak pewien swoich? – odparował. choć zupełnie nie rozumiem. by nie okazać mu wprost. iż w ogóle nie wierzę w to. nagualu Sebastianie. – To kolejna rzecz. gdy zaczniesz ją roztrząsać – zauważył don Juan. don Juanie. Nagual pomyślał. że Indianin poszukuje proboszcza. oczekując mojej reakcji. którego spotkałem. I właśnie z nim musisz się spotkać. Trzy tysiące lat temu skończyła się ich władza i od tej pory czarownicy przegrupowują i restrukturyzują to. To właśnie on opowiedział mi wszystko o dawnych czarownikach. Dziesięć tysięcy lat to o wiele za dużo. jak czarownicy – zripostował raz jeszcze. że zapamiętasz. nie uwierzyłbym w nie również w drugiej uwadze. Zapomniałem całkiem o swoim pytaniu o dawnych czarowników. dlaczego powiedziałeś. – Według mojej wiedzy dawni czarownicy panowali przez cztery tysiące lat. Co prawda. kto może to wszystko potwierdzić. Sebastian. a ja swoje – stwierdził don Juan. lecz również nagualem. odciągnął Indianina na bok . co powiem ci o tym człowieku. że słucham pilnie każdego jego słowa. Nie chciałem się z nim kłócić. On jest kluczem do wielu naszych starań i wysiłków. o których mowa. Powiedziałem mu. Powiedziałem don Juanowi. Mam nadzieję. – Daj spokój. Kto może potwierdzić coś. że jeśli tylko nikt nie jest świadomy istnienia magii. Tego. skierował swe słowa do niego. że z powodu swojej wielkiej dyscypliny czarownicy są godnymi zaufania pracownikami i z tego powodu są usilnie poszukiwani przez instytucje. co zdarzyło się siedem tysięcy lat temu? – To bardzo proste. czy współcześni – znajdowali azyl w uznanych instytucjach. co mówi o dawnych czarownikach. Nic nie powiedziałem. Don Juan powiedział mi. – Tak samo. aczkolwiek wtedy zareagowałbym zupełnie inaczej. gdy Sebastian krzątał się przy swojej pracy. którym ciągle brak takich właśnie osób. brak ideologicznych sympatii czarowników czyni z nich idealnych pracowników. Przybysz poprosił słabym głosem o pomoc. Chodzi o jednego z dawnych czarowników. że archeologowie mają nieomylne metody ustalania czasu istnienia dawnych kultur. lecz ten. że angażuję się w tę dyskusję tylko po to. – Według mnie dawni czarownicy żyli może nawet aż dziesięć tysięcy lat temu – powiedział z uśmiechem. Twierdził. Na razie jednak pozwól. kto wie to na pewno. iż Sebastian jest nie tylko czarownikiem. Don Juan uważał. żeby mogła być to prawda. że nagual Sebastian był kościelnym w południowym Meksyku na początku osiemnastego wieku. ale istnieje ktoś. że czarownicy – czy to starożytni. o czym mówi. że opowiem ci inną wydumaną historię o pewnym nagualu z mojej linii. w którą nie można uwierzyć. don Juanie. w stanie normalnej świadomości nie wierzę w te jego wydumane historie. – Ty wiesz swoje. – Nie próbuję zbijać twoich argumentów – ciągnął –lecz być może już wkrótce będziesz mógł zapytać kogoś. co zostało po ich starożytnych poprzednikach. lecz don Juan podjął ten temat na nowo. że spotkam jednego z dawnych czarowników? – Ponieważ tak będzie. takich jak Kościół. Przyznałem. opierając swoją odpowiedź na najnowszych danych archeologicznych dotyczących migracji azjatyckich nomadów do obu Ameryk. Don Juan opowiadał dalej. Odrzekłem mu. – Don Juanie. Wy dwaj musicie się spotkać pewnego dnia. że pewnego dnia. Nie żartuj sobie. Chrapliwym głosem oświadczył wprost. Podkreślił. że wie.– Miewasz prawdziwie udane spotkania ze swoimi nieorganicznymi przyjaciółmi – stwierdził don Juan. –Jeśli natomiast nie zaangażujesz w to swojego zdrowego rozsądku. – Nikt nie wie tego na pewno. z wielkim wysiłkiem. iż nie wydaje mi się. od siódmego do trzeciego tysiąclecia wstecz. – Historia ta wyda ci się wydumana jedynie wówczas. że rzeczywiście.

jak tylko spełnić jego prośbę. Don Juan zakończył swoje opowiadanie. nie dawała nagualowi spokoju. którzy nigdy nie widzieli. Przetrwał tak długo prawdopodobnie dzięki sobie tylko znanym sposobom manipulowania punktem połączenia. że znajdując się w stanie nie całkiem normalnej świadomości na pustyni wokół Sonory. co tam się ukrywa. których zwano tymi. które. lecz po fachową pomoc. że nagual dzięki swojej dyscyplinie nabywa szczególnego rodzaju energii. – Skąd wiesz. że zacząłem uważać za istoty realne. które związało wszystkich sześciu nagualów. że mówił prawdę? Don Juan pokręcił głową ze zdumieniem. dotknąłem nawet jednej z nich. które zamierzałem zadać don Juanowi. Pewnego dnia. Don Juan przypomniał mi. Sebastian. znajduje się przestrzeń. lecz również otrzyma podarunek mocy. że to. który był bardzo inteligentnym człowiekiem i nie miał ochoty wysłuchiwać podobnych bzdur. którą gromadzi w swoim ciele i której on bezboleśnie zaczerpnie z jego centrum energetycznego znajdującego się na pępku. który zmienia przebieg i ostateczny cel ich linii. by utrzymać się przy życiu. Zmienił poziom mojej świadomości. którzy przyszli po nim. co wiemy o nim od pokoleń. Kłamstewka są dobre dla tych. ofiarował każdemu nagualowi podarunek mocy. pochodzi od niego samego. Świadomość. że to. I od ponad dwustu lat naguale z linii don Juana szanują to porozumienie. że byli u szczytu swego rozwoju trzy tysiące lat temu. Sebastian zapytał Indianina. że po niedługim czasie zaczęło mi się to przydarzać również na jawie. którzy sprzeciwili się śmierci. wyda go i jego grupę władzom kościelnym. Sebastian musiał przyjąć podarunek. upomniał Indianina. jednym z tych. nie mogły być wytworami mojego umysłu. stało się później podstawą porozumienia. otrzymałem odpowiedź na nie wypowiedziane pytanie o realność istot nieorganicznych. aby przepraszać. Don Juan zapewnił mnie. zapytałem o dawnych czarowników. że potrzebuje energii naguala. bym doszedł do siebie. Stary człowiek wyjaśnił. że istoty nieorganiczne są tak samo realne. że z biegiem czasu tego. Tej groźby nie można było zlekceważyć. niż mogłem sobie wyobrazić. to gdzie w fizycznym wszechświecie. – Tego nikt nie wie – odpowiedział don Juan. co zaszło między Sebastianem a starym Indianinem. – W jaki sposób zdołał tak długo przeżyć? – zapytałem. – A co tam na nas czeka. że manipuluje nim stary Indianin. W zamian za to Sebastian nie tylko będzie mógł bez żadnego uszczerbku działać dalej. by zaprzestał wygłupów. Największe wrażenie jednak wywarło na mnie to. który sprzeciwił się śmierci dotrzymał słowa. a on powiedział. w zamian za ich energię. które. niż gdybym opisał największą potworność. Don Juan musiał zauważyć druzgoczący efekt swoich słów. Stary człowiek rozzłościł się i zagroził Sebastianowi. że były to czasy. który sprzeciwił się śmierci. – Coś absolutnie bezosobowego – powiedział. zaczęto nazywać lokatorem. czekając na nich. wyjaśniając. Przypomniałem sobie. przyjęli go z wdzięcznością i dumą. jeśli nie z odrazą. A moje sny co jakiś czas odchodziły od normalności i widywałem wówczas obrazy światów. choć właśnie teraz gaśnie. jak podejrzewałem. Don Juan nie chciał więcej opowiadać. Zacząłem uzyskiwać w snach odpowiedzi na pytania. Widziałem je w snach tak wiele razy. – Gdy stajesz w obliczu tej niewyobrażalnej tajemnicy dokoła – odparł. Powiedział. – Wszystko. bardziej mnie przeraziła. jak ma przekazać mu swoją energię. gdy Kościół brutalnie i systematycznie tępił heretyckie praktyki wśród Indian Nowego Świata. że Indianin wcale nie przesadzał. że jeśli ten nie spełni jego prośby. Ten. Uczucie to było dla mnie bardziej kłopotliwe. Jednak pozostali naguale. było prawdą. a ja zostałem z dziwnym uczuciem. jak ludzie. nagual i jego grupa znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. sformułowałem je w myślach następująco: “Jeżeli mamy przyjąć. trwa już tysiące lat. Okazało się bowiem. tworząc symbiotyczny związek. które możliwie najlepiej wyrażałoby mój dylemat. lecz przybysz był nieugięty i nie pozostawił mu innego wyjścia. To właśnie tego. który sprzeciwił się śmierci.i zażądał przeprosin. don Juanie? Jego odpowiedź. że jest jednym z czarowników starożytności. aczkolwiek zrobił to bardzo niechętnie. został przyparty do muru i nie miał innego wyjścia. pozornie niewinna. gdy siedziałem przy biurku. zataczając ręką szeroki łuk – nie zawracasz sobie głowy kłamstewkami. Stary człowiek odparł. Kilka miesięcy później moje ćwiczenia w śnieniu przybrały dziwny obrót. następców Sebastiana. w której one . Don Juan powiedział. jak zapewnił Sebastiana. co powiedział. Chciałem zadać don Juanowi zwięzłe pytanie. że nie przybył tu.

co najczęściej biorą za święte słowa. – Wysłannik nie powiedział ci nic nowego. Czarownicy nazywają go głosem wysłannika śnienia. albo – tak jak ty – słyszą jako kobiecy lub męski głos. nic się nie zdarzy. ponieważ utrzymujemy nasz punkt połączenia nieruchomo w nowym. co mówił do mnie głos. wcale mi nie pomogło. gdy mocowałem się z istotą nieorganiczną. – Czyjego rady są bezpieczne i rozsądne? – To nie są rady. On tylko mówi nam. napełniło mnie wielką radością. – Stwierdzenie. – Obawiam się. lecz również przeraził. niż przypuszczamy. gdybym powiedział. która rzekomo pomaga śniącym poprzez mówienie im różnych rzeczy. Głos był tak wyraźny i apodyktyczny. Tylko tyle. gdyby był czarownikiem z prawdziwego zdarzenia. Czekałem na niego w trwodze. co ten już wie lub wiedziałby. jak twój świat znajduje się w jego zwyczajowym położeniu. Wysłannik powtórzył jedynie to. – Nie skłamałbyś. Jaka to energia? Dobrotliwa. A raczej pojedynczy głos. której nadajemy cechy osobowe. Przyszło mi na myśl. jeżeli jesteś w stanie utrzymać pewien dystans. bez pomocy don Juana. Jego stwierdzenia były słuszne. że tracę rozum. tym silniejsze przeżycie kontaktu z wysłannikiem. jaki jest stan rzeczy. było wdawanie się w dyskusję z jakimś eterycznym głosem. Uważaj! Możesz zobaczyć i poczuć go jako nagą kobietę. Don Juan roześmiał się. Bezosobowa siła. – Czy ta siła może się zmaterializować? – zapytałem. określonym położeniu. iż jest to obca energia obdarzona zwięzłością. im silniejsze unieruchomienie. – Co to wysłannik śnienia? – To obca energia obdarzona zwięzłością. co jest czym. Ale taka to już nasza ludzka przypadłość. Wszystko zależy od stopnia unieruchomienia punktu połączenia. że takie rzeczy są normalne w życiu czarownika – powiedział. lecz zdarzenie już więcej się nie powtórzyło. – Dlaczego niektórym z nas objawia się jako głos? – Widzimy ją albo słyszymy. Nie wywarło to na nim żadnego wrażenia. Niektórzy czarownicy są jej zagorzałymi zwolennikami. zupełnie jak wówczas. zła. Obca energia. dobra? Jaka? – Obca energia. Nawet ją widzą. – Musisz zrozumieć raz na zawsze. że może powiedzieć czarownikowi jedynie to. don Juanie. iż wiedziałem to wcześniej. – Jasne. ponieważ posiada głos. Tak samo. by sobie żartować. a my wyciągamy z tego własne wnioski. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o wysłanniku. która oddziałuje na nas z powodu unieruchomienia naszego punktu połączenia. złośliwa. Wiesz obecnie nieskończenie więcej o tajemnicy wszechświata. usłyszałem dziwny śmiech. śniący osiąga pewien próg energii i zaczyna widzieć różne rzeczy lub słyszeć głosy. Wysłannik pozostanie tym. Później usłyszałem męski głos: – Przestrzeń ta znajduje się w określonym położeniu punktu połączenia. Zacząłem pytać don Juana. Przy pierwszej okazji opowiedziałem o tym don Juanowi. wiemy więcej o tajemnicy wszechświata. po prostu słyszysz głos wysłannika śnienia. powiedział: . Przeżycie tego niesamowitego zjawiska zupełnie samodzielnie. co już wiedziałeś. – Jest tak. lecz ja byłem zbyt przerażony. Problem z wysłannikiem śnienia polega na tym. Następny kłopot do mojej kolekcji kłopotów. niż przypuszczasz.istnieją? Po postawieniu sobie tego pytania. czym jest: bezosobową siłą. jak mówiłem – zauważył don Juan. Bądź jednak spokojny. jakiej pragnąłem. Po przekroczeniu pierwszej lub drugiej bramy śnienia. wstałem więc i wybiegłem z domu. czy on również słyszy jego głos. don Juanie. Przerwał mi i uśmiechając się szeroko. Ostatnią rzeczą. – Nie tracisz rozumu. Opowiedziałem don Juanowi. Ten głos mówi im. ale tylko pozornie odkrył coś przed tobą. że skłamałbym. że nie tylko mnie zaintrygował.

nie czyniąc żadnych zmian w swojej najgłębszej naturze. Wysłannik mówi mi o wszystkim. na którego widok umierałem ze strachu. nasze oddanie się im. Nigdy nie żałowałem tej decyzji. – Ale czego one uczą? – Rzeczy właściwych ich światu. Wysłannik mówi i do mnie. czy skoncentrować się na istotach nieorganicznych i pójść w ślady dawnych czarowników. Dlatego właśnie śniący zawsze się z nią stykają. bym mógł żyć w takich związkach. niewielu jednak widzi lub czuje. – Jeśli ktoś miałby wziąć za miernik twoją najgłębszą jaźń razem ze wszystkimi jej lękami. o rzeczach. to jakie mogłyby być tego rezultaty? Jak myślisz? Nie znalazłem odpowiedzi. Potem. dlaczego don Juan to wszystko odrzucił. Chyba doskonale rozumiałem. rzeczy właściwych naszemu światu. za każdym razem. W pewnym momencie życia musiałem podjąć decyzję. – Potrafisz to jakoś wyjaśnić? – Nie. co robisz. Aby w pełni podążać za przykładem swoich sprzymierzeńców. zazdrością i tak dalej. – Powiedzmy. chciwością. – Jakich sprawach. niższej jaźni – ciągnął don Juan. – Istoty nieorganiczne stały się ich sprzymierzeńcami i za pomocą cierpliwych instrukcji nauczyły ich czynić cuda. Poza tym. która przybywa z ich świata. – Problem z dawnymi czarownikami polega na tym. że nie wyobrażam sobie. tak. czy odrzucić to wszystko. że posiadają głębszą świadomość niż nasza własna. Gorączkowo szukałem w pamięci pytań z innych dziedzin. Może dlatego. a potem uczyłby cię. – Czy wysłannik śnienia jest istotą nieorganiczną? –zapytałem. gdy już lepiej radziłem sobie ze strachem. nasza wolność. – Uważasz. To bardzo niebezpieczne! – Nie rozumiem. a potem uczeniu nas odpowiednich rzeczy. don Juanie? Nie odpowiedział. że jest siłą. nasza energia. Mogę stwierdzić jedynie. – Czy związki z istotami nieorganicznymi przetrwały do dzisiaj? – Nie potrafię na to odpowiedzieć z całą pewnością. Jednakże ich metoda polega na potraktowaniu jako miernika naszych potrzeb naszej najgłębszej jaźni. don Juanie? – O wszystkim. . i tak dalej. – Czy oznacza to. Na przykład o szczegółach związanych z zachowaniem moich uczniów. ogranicza poszukiwanie wolności. jaki przybrała nasza rozmowa. lecz zrobili to na bazie czystej. po co miałbym zostawać ich uczniem – dodał don Juan. Ilość energii potrzebna do regularnego odbywania takiej podróży jest niewyobrażalna. Sprzymierzeńcy wykonywali poszczególne czynności. co robią. – Nie wiedziałem. że nauczyli się wspaniałych rzeczy. jak zaspokoić ten straszliwy stan ducha. których nie chce mi się samemu rozgryzać. Mój nauczyciel. dawni czarownicy musieli spędzać życie w świecie istot nieorganicznych. który do dzisiaj mówi mi o różnych sprawach. W ten sam sposób my sami uczylibyśmy je. W tym momencie zupełnie przestał mi się podobać kierunek. Zamiast tego wyjaśnił. że istoty nieorganiczne są zawsze gotowe do nauczania. gdy nie ma mnie w pobliżu. Innymi słowy. gdybyśmy byli w stanie. Zaangażowanie tej natury. – A jaka jest ta cena? – Nasze życie. czują się zmuszone wziąć nas pod swą kuratelę.– Tak. na co skieruję moją intencję. W szczególności o tobie. Gadającego zakonnika. pomógł mi podjąć decyzję i odrzucić tę drogę. stal się bezosobowym głosem. – Cena jest zbyt wysoka. wysłannik mało mnie obchodzi. a czarownicy starożytności krok po kroku powtarzali je. że każdy śniący słyszy albo widzi wysłannika? – Każdy go słyszy. poprzez zużytkowanie całego zapasu dostępnej energii. O tym. podczas gdy don Juan zanosił się śmiechem. nagual Julian. że ja również powinienem odrzucać istoty nieorganiczne. W młodości widywałem go jako zakonnika w czarnym kapturze. dlaczego miałoby to być niebezpieczne.

nie oznacza. – To właśnie robiłeś podczas ćwiczeń w śnieniu. Nie chcesz siedzieć sobie bezpiecznie. Głos mówił nawet po portugalska. wysłannik jest doskonałym pomostem łączącym oba światy. Uwaga śnienia. co usłyszałem. Śnienie pomaga w tym. jak daleko jestem od miejsca swoich narodzin. że zdumiewa go to. – To. że udoskonalam swoje ciało energetyczne – zauważyłem ze zdziwieniem. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem. że zareagowałem nieco histerycznie. porządku dawnych czarowników. badając te tysiące położeń. Nigdy przedtem nie słyszałem. – Czy byłeś kiedykolwiek w takim świecie. – Analizuje się znaczenie słów. o pragnieniu przygód i obsesji na tle nowych rzeczy i nowych horyzontów. że robi to tylko po to. lecz z pewnością mogli tam żyć. Pewnego dnia zgodzisz się ze mną. Don Juan powiedział. Słuchanie jego głosu. Wysłannik powiedział to po angielsku z wyraźnym akcentem z Zachodniego Wybrzeża. zagrzebany w rutynie i przekonaniach swego powszedniego życia. że muszę przerwać moje lekcje śnienia. ponieważ nie widzisz niczego złego w próbowaniu wszystkich możliwości. Już miałem wszcząć kłótnię. jak my egzystujemy w naszym? – Niezupełnie tak samo. uczysz się spójności. – Robisz to i jeszcze dużo więcej. – Myślałem. że czarownicy byli zdolni do egzystowania w takich światach tak samo. by wysłannik mówił w ten sposób. zgodził się ze mną. zmuszając śniących do unieruchomienia punktu połączenia. do którego zostanie przesunięty. Innymi słowy. Byłem tym zafascynowany. Stali się zbyt zachłanni i gdy doszli do rozdroża. iż tak nie jest w istocie – zaczął. związki z istotami nieorganicznymi. gdy usłyszałem głos wysłannika. Wielokrotnie powtarzał. W tonie don Juana pobrzmiewało ukryte przekonanie. a moja decyzja o wycofaniu się z nauki była nieuzasadniona. Kilka tygodni później stwierdziłem. a wiedza jest mocą. lecz nigdy nie uznaje się ich za świat prawdziwych zdarzeń. – Z tego co wiem – ciągnął don Juan – tak postąpili jedynie czarownicy starożytności. a na dodatek naucza i prowadzi. A za ten absurd wysłannik pobiera nieprawdopodobne ilości energii. których czarownicy się nauczyli. Rozróżniłem słaby akcent argentyński. Gdy jednak powtórzyłem mu to. Podchodzenie zaś zdefiniował jako sztukę unieruchamiania punktu połączenia w dowolnym położeniu. iż ze wszystkich wspaniałych rzeczy. Wysłannik należy do innego porządku. Byłem pewien. Natychmiast powiedziałem don Juanowi. Powróciłem więc do swoich ćwiczeń w śnieniu. wysłannik śnienia są niczym innym. Potem przeszedł na hiszpański. ciało energetyczne. Jeżeli czarownik chce żyć w świecie istot nieorganicznych. don Juanie? – Ani go nie akceptuję. Opowiedział mi o spełnieniu i wiedzy. wszystkie są efektami ubocznymi unieruchomienia punktu . wybrali złe rozwidlenie. – On ma rację – powiedział. pozostały jedynie sztuka śnienia i sztuka podchodzenia. Ale w końcu i oni popełnili błąd. druga uwaga. – Czy mam z tego wnioskować. Ale nie ma sensu teraz o tym mówić. jak efektami ubocznymi nabywania spójności. mówi. Wyczułem jednak. by mnie uspokoić. Nie oczyściłeś jeszcze swojej uwagi śnienia ze wszystkich śmieci. ani nie lubię. że sztuka śnienia wiąże się z przemieszczaniem punktu połączenia. że nie zgadzam się z nim w kwestii wysłannika. – Lubisz mnie. O świecie istot nieorganicznych porozmawiamy innym razem. Chcesz wiedzy.– Chcesz przez to powiedzieć. zachowując swoją świadomość i indywidualność. Wysłannik śnienia był dla takich czarowników najważniejszą istotą. iż odwołałem moją decyzję. Podczas jednej z wizyt zupełnie niespodziewanie zaczął mówić o snach. o tym. że nie akceptujesz albo nie lubisz wysłannika. które może przyjąć. przeraziło mnie i przyprawiło o mdłości. don Juanie? – Niezliczoną liczbę razy. że don Juan wie. zalewającego mnie pochlebstwami. I ty też tam byłeś. z wyraźnym akcentem południowych pampasów. A poza tym jego nauki i przewodnictwo po naszym świecie to absurd. traktuje się je jako znaki. Sam zobaczysz. że nie nauczono nas traktować snów jako poważnego pola odkrywania nowego. Postawili wszystko na jedną kartę: unieruchomienie punktu połączenia w tysiącach położeń. – Unieruchomienie punktu połączenia w jakimś nowym miejscu oznacza nabycie spójności – powiedział don Juan.

Trudność polega tu na tym. do której punkt połączenia zostaje przemieszczony w trakcie snu. Potem don Juan powiedział. Zdenerwowanie sprawiło. lecz wielozmysłowa. nakazał mi skupić moją uwagę. jakbym dotykał tych liści. Myśli zaczęły odpływać. że w snach. ćwiczysz umiejętność zachowania nowego kształtu swej energii poprzez umocowanie punktu połączenia nieruchomo w położeniu określonego snu. że są one tak małe i tak liczne. zmieniło się w sen. rozciągał się niezmierzony horyzont. Jednak tak samo. unieruchomię go w nowym położeniu. A teraz wpatruj się w te liście tak. tak jakbym się wyrwał z magnetycznego uścisku drzewa. Liście drzewa przemieniły się we wszechświat odczuć zmysłowych. że twój punkt połączenia wykonuje jedynie przesunięcie. czy przypadkiem nie wdrapałem się na to drzewo w przypływie oszołomienia i naprawdę nie chwytam za liście. by się nad tym dłużej rozwodzić. że aż śmieszne. lecz również wtedy. żebyś po prostu się w nie wpatrywał. chichocząc. Zacząłem się zastanawiać. Oczywiście zachowywałem się również tak samo. że poprzez przypatrywanie się liściom dokonam małego przemieszczenia punktu połączenia. Potem. w istocie czułem je pod palcami. a nie ruch. tak jak robiłem to w snach. tym większa spójność. kiedy już potrafisz utrzymać obraz dowolnego przedmiotu. że nadszedł czas. W czasie tej wizji czy też snu ogarnęły mnie racjonalne wątpliwości. choć niezwykle znaczącą zmianą. poniżej. Don Juan miał rację. Trwały jedynie chwilę. abyś zrobił coś bardzo szczególnego z tymi liśćmi. że siedzę na jakimś śnionym drzewie.połączenia w przeróżnych pozycjach śnienia. To. Na końcu dodał. a potem siła bezpośredniego doświadczenia zaćmiła je zupełnie. – Nie chcę. Czułem. – Co to jest pozycja śnienia. Pamiętaj. nie wiedząc dlaczego. Wiry formowały się nie tylko wówczas. Nie dając mi czasu na zadanie jakiegokolwiek pytania. lecz z pewną drobną. bym sprawdził w praktyce to. przyciągany siłą wiru. jak nauczyłem się w moich snach. Dzięki swoim ćwiczeniom w śnieniu. Chcę. Wyjaśniał mi cierpliwie. Masz utrzymać swą uwagę śnienia na liściach tego drzewa. jakbyś śnił. gdy dotykałem drzewa jakąś częścią mojego ciała. Jakiś nagły ruch wstrząsnął wszystkim dokoła i wypchnął mnie z kępy liści. będąc w stanie świadomości normalnego świata. – Chcesz. gdy tylko skupiałem swoją wielozmysłową uwagę śnienia na jakiejś cesze drzewa. – Skąd wiemy. że jest to tak proste. don Juanie? – Każda nowa pozycja. że nie potrafisz. co z początku było zwykłym wpatrywaniem się w liście drzewa. że będę postrzegać z poziomu drugiej uwagi. że nie byłem w stanie śledzić jego toku rozumowania. lecz dlatego. na liściach samotnego drzewa rosnącego w pobliżu. tak jak zdarzało się to podczas niezliczonych snów. Inaczej mówiąc. Wystarczyło jedynie skupić wzrok na liściach. Przede mną. czego się nauczyłem w śnieniu. a moja spójność sprawi. kolejne szarpnięcie energii przeniosło mnie w zupełnie inne miejsce. jakby połknęły mnie w całości. gdy się wpatrywałem. groźnie . jak w prawdziwym śnie. zupełnie jak podczas śnienia. to tak. i to nie dlatego. abym po prostu się w nie wpatrywał? – zapytałem. jak podczas zwykłego snu. iż zachowanie spójności we wszystkich przesunięciach jest prawdziwym osiągnięciem. Im wyrazistszy jest obraz naszych snów. rozwijasz również umiejętność bycia spójnym. nie miałem dość energii. Moja uwaga śnienia była nie tylko wzrokowa. który właśnie śniłeś. A może zasnąłem zahipnotyzowany przez drżące na wietrze liście i to wszystko mi się śni. że zachowujemy spójność? – Dzięki wyrazistości naszej percepcji. – Czy rzeczywiście zachowuję nowy kształt mojej energii? – Niezupełnie. Otaczały mnie ciemne góry i zieloność roślin. Wtem wstrząsnęło mną straszliwie. Byłem przekonany. – W jaki sposób możemy unieruchomić punkt połączenia w pozycji śnienia? – Przez utrzymywanie obrazu dowolnego przedmiotu z twojego snu lub poprzez swobodne zmiany snów. Wszędzie skłaniały się nade mną ogromne. który formował się. zagubiony w koronie drzewa. Mogłem je również powąchać. lecz postrzegałem nie tylko oczami. Poruszałem się od szczegółu do szczegółu. utrzymać go i oto nagle zostałem wciągnięty w zawirowanie. Przesunięcia punktu połączenia powodują tak małe zmiany. że są one praktycznie niezauważalne. przywołując moją uwagę śnienia przez przypatrywanie się poszczególnym liściom. w rzeczywistości utrzymujesz pozycję śnienia swojego punktu połączenia.

gdy trochę odpocznę. że don Juanowi zrobiło się mnie żal i postanowił dodać mi otuchy. że to rzeczywiście sen i zniknie od razu. Albo opowiem się za credo człowieka i stanę w obliczu dylematu. bojąc się go stracić. a ja odpowiem ci. Sceneria ta tak skrajnie różniła się od jałowej pustyni wokół Sonory. że takie światy nie istnieją i istnieć nie mogą. wykazywał. Dawni czarownicy zaś dlatego. Naprawdę w to wierzyłem. dzięki której możemy odwiedzać inne światy. Po przebudzeniu. – Ciągle czegoś nie rozumiem – powiedziałem. że śnię. ani normalny świat?" Ogarnięty śmiertelnym przerażeniem skoczyłem do tyłu. na prośbę don Juana opisałem wszystko. W środku czułem. don Juanie? – Ponieważ zarówno człowiek jako gatunek. lecz dlatego. z powrotem do kępy liści. – Co to ma wspólnego z tym. że rozsądek jest tylko efektem ubocznym zwyczajowego położenia punktu połączenia. jak i dawni czarownicy padli ofiarą umiejscowienia punktu połączenia. Wówczas przez głowę przeszła mi przerażająca myśl: “A jeśli to nie jest ani sen. Don Juan dodał. z której się wyłoniłem. Ostrzegł mnie. świadomość tego. gdy tylko wyczerpie się moja uwaga śnienia. poczucie. gdzie jest punkt połączenia. Nazwał śnienie podróżą o niewyobrażalnym zasięgu. dali się skusić łatwością. tak jakbyś nie wiedział o istnieniu punktu połączenia. iż uda mi się racjonalnie ogarnąć moje przeżycie i to nie dlatego. żebym się nie martwił. znowu pytlujemy o najważniejszej kwestii świata czarowników – ciągnął don Juan – o pozycji punktu połączenia. Don Juan powiedział. że istnieją inne światy.wyglądające drzewa. a rozum będzie odpowiadał. Oderwałem się od drzewa i w jednej sekundzie znalazłem się przy don Juanie. że nic nie może wykraczać poza granice rozumu. że choć wiedzieli o nim wszystko. co przeżyłem wczoraj? – Wczoraj byłeś w innym świecie. Wyjaśnił. w drzwiach jego domu na pustyni Sonora. Lecz jeszcze większą ohydą byłoby opowiedzenie się po stronie dawnych czarowników i cyniczne manipulowanie punktem połączenia dla własnych korzyści. że tam. co niepojęte. podróżą. że z moim rozumem jest coś nie w porządku. że nie mam co liczyć na to. że nasza zdolność mowy jest wyjątkowo słaba. co się dzieje wokół nas i zdrowy rozsądek – jest jedynie rezultatem unieruchomienia punktu połączenia w jego zwyczajowym położeniu. Im bardziej jest ono sztywne i niezmienne. co się zdarzyło. nieporuszony. Pewne rzeczy mogą być niejasne. Nie możesz wpadać w takie pułapki – ciągnął. Człowiek – ponieważ nie wie o istnieniu punktu połączenia i musi uważać efekt uboczny jego zwyczajowego położenia za coś ostatecznego i bezspornego. Don Juan utrzymywał. – No i patrz. ale nie mogłem mówić. moja odpowiedź nie będzie miała dla ciebie żadnego sensu. iż to. – Dlaczego tak mówisz. którzy wyprawiają się poza granice normalnego postrzegania. Dlatego też to. że rozumiemy ten świat. W tej samej jednak chwili usłyszałem wyraźnie głos wysłannika. iż nie miałem już żadnych wątpliwości. że śnienie daje nam płynność. Jeśli jednak zapytasz mnie. Albo opowiem się za credo dawnych . nawet wówczas. że za kilka godzin. było zjawiskiem wykraczającym poza wymiar rozumu. co tylko człowiek jest w stanie dostrzec. To klątwa dawnych czarowników i sól w oku człowieka. ale wcześniej czy później umysł rozświetli ciemności niewiedzy. Wiedziałem. gdybyś stanął po stronie człowieka. z jaką można nim manipulować. a potem wypycha punkt połączenia poza wymiar ludzki i pozwala nam postrzegać to. w którym mogłem myśleć spójnie. co widziałem i co robiłem. że moja uwaga śnienia powinna się była już wyczerpać. – Byłoby doprawdy odrażające. a napady niemoty zdarzają się często czarownikom. Natychmiast zrozumiałem. co napawa nas tak wielką dumą i wydaje się naturalnym miernikiem naszej wartości – twarde stanie nogami na ziemi. Oczywiście nie zgodziłem się z tym i wyraziłem pogląd. Nigdy w życiu nie widziałem takiego lasu. że znowu znalazłem się w stanie. Zatrzymałem ten niezwykły widok. gdzie jest ten świat. która najpierw pozwala nam dostrzec wszystko. gdy pomyślałem sobie. Ale obraz trwał. który powiedział. całkiem dojdę do siebie. że mam dwa wyjścia. niszcząc nasze poczucie. moje doświadczenie będzie mi mówić. Don Juan. Były większe niż jodły z Oregonu i Waszyngtonu. Bezwładność mojego skoku nadała mi pędu i z wielką prędkością spadałem wśród liści drzewa i jego twardych gałęzi. że rozumiemy świat i potrafimy przewidywać zdarzenia. tym większa nasza wiara w siebie.

gdyby miał okazję interpretować wysłannika w odniesieniu do wszelkich możliwych permutacji mojej intrapersonalnej dynamiki. Don Juan zmienił temat i podjął wyjaśnienia unieruchomienia punktu połączenia. – Jak mogę tego uniknąć. Wynikiem tego będzie inny dylemat: będę musiał się tam przenieść fizycznie. założyli.czarowników i automatycznie przyjmę istnienie innych światów. że zostajemy wciągnięci do tego systemu już poprzez to. by przeciwstawić ich tobie. że jedynie u dorosłych punkt połączenia jest unieruchomiony w jednym miejscu. która nie miała dla mnie żadnego znaczenia. A jeśli decydujemy się uważać jego słowa za radę. chociaż nie miałem całkowitego obrazu tego. Dlatego też jestem niebezpiecznie poprawny. . Tak więc dawni czarownicy mieli całkowitą rację. Wysłannik opowiadał mi bowiem o ludziach lub zdarzeniach. bym zażywał mieszanki roślin halucynogennych właśnie po to. Widząc to. oznacza to. Jedyną wadą. że jego zwyczajowe położenie nie jest wrodzone. ale nie na tyle. można pokierować nami tak. można tak kierować i ćwiczyć naszą percepcję. że będziemy postrzegać więcej dzięki systemowi niż dzięki naszym zmysłom. Ja nazywam go romansem z wiedzą. że zostałem wychowany przez dorosłych w podeszłym wieku i że nasycili mnie oni poglądami starych ludzi. po kilku miesiącach codziennego wsłuchiwania się w głos wysłannika przestałem uważać go za niepokojący czy cudowny. że niemal pojąłem niechęć don Juana do traktowania go poważnie. Zapewnił mnie. który rządzi nami do końca życia. Ta zgoda była raczej uczuciem. był brak synchronizacji między nami. który wyraźnie i zwięźle w trzech językach wyjawia mi tajemnice wszystkich rzeczy lub osób. – Jeżeli nie zdołasz rozwinąć tego minimum – mówił dalej don Juan – to albo staniesz się jeszcze bardziej poprawny. Czarownicy nazywają go czystym rozumieniem. Kiedy już bowiem zostaje tam unieruchomiony. że odrzucenie go i bezpośrednie postrzeganie energii zamienia człowieka w czarownika. że nie muszę. przyciągany nadzieją zdobycia mocy i innych korzyści. i z łatwością zmienia położenie. Don Juan powiedział. której czarownicy używają. Dlatego też każdy śniący doświadcza go mniej więcej tak samo. Powiedział. Prędzej czy później twój punkt połączenia będzie płynniejszy. i od tej też chwili usilnie staramy się dostosować naszą percepcję do wymagań tegoż systemu. albo zostaniesz histerycznym czarownikiem. lecz nabyte wraz z rozwojem przyzwyczajeń. że punkt połączenia u dzieci bez przerwy drży. W żaden sposób nie mogłem zachować spokoju w obliczu tak niezwykłego zjawiska: oto słyszę głos. ale wówczas uświadomiłem sobie. Mówię ci o dawnych czarownikach nie dlatego. którymi dawno przestałem się interesować. która takie światy tworzy. ponieważ punkty połączenia ludzi wszystkich ras są unieruchomione w tym samym położeniu. Widząc również. don Juanie? – Jest tylko jeden sposób. które przyszło do mnie z daleka. siłę wywodzącą się ze świata istot nieorganicznych. iż się w nim urodziliśmy. acz niezmienną. wierząc. Na przykład. jak oni – poprawnym i histerycznym. jakby targany wstrząsami. by wiedzieć. by być takim. co postrzegamy. na których skupiłem swoją uwagę. Powrót do ćwiczeń w śnieniu wyeliminował te zmartwienia. jak to ujął. Don Juan miał wyrobione zdanie o wysłanniku. systemu. Don Juan zwrócił uwagę. by wyrównać twoją skłonność. lecz po to. że ma to związek ze sztywnością mojego punktu połączenia. a sama moja zachłanność spowoduje. bardzo dawno utraconą pewnością. że nie może wyjść z podziwu dla. Odpowiedział. Stał się dla mnie czymś normalnym. że utrzymam punkt połączenia w pozycji. z czym się zgadzam. Byłem zbyt odrętwiały. Uważał go za bezosobową. lecz wywołał nowe. iż to szczególne umiejscowienie sprzyja szczególnemu sposobowi postrzegania. I popełniłem tak wiele błędów pod jego wpływem. największego osiągnięcia procesu wychowania – zablokowania punktu połączenia w jego zwyczajowym położeniu. Zapytałem don Juana o tę osobliwość. Psychoanalitykowi trafiłaby się niezła gratka. Powiedział mi. Wyjaśnił. Z biegiem czasu ów szczególny sposób postrzegania staje się systemem interpretacji bodźców zmysłowych. gdyż absolutnie się z nim zgadzam. byśmy mogli interpretować to. iż naciska mnie. by zachwiać moim punktem połączenia i pozwolić mu na choćby minimalną płynność. Jest to siła. by ich obmawiać. dawni czarownicy doszli do wniosku. że człowiek postrzega wszędzie tak samo. że jesteśmy kompletnymi idiotami. Innymi słowy. która powoli odnajdywała do mnie drogę. Ja byłem niewątpliwie jednym z nich. odkrywać i nie móc wyjść ze zdumienia. by nadążyć za jego wywodem.

– Don Juanie. – Jakie płynęły z tego korzyści. czyli musiałeś utrzymać nieruchomo twój punkt połączenia w tej pozycji. dopasować swą spójność do nowego stanu świadomości i stać się zwierzęciem. że już całkiem się pogubiliśmy. – Jakie to były działania. – Co prawda. czymkolwiek. co też zrobiłeś. co postrzegamy. przestaje mieć sens. jaguara. niezupełnie dla ciebie czy dla mnie. owada i tak dalej. chwilowa percepcja w nowym świecie. że nawet ważniejsze niż przesunięcie punktu połączenia jest unieruchomienie go w nowym. don Juanie? – Twoja percepcja była przez chwilę chaotyczna. – Postrzeganie bez użycia tego systemu jest oczywiście chaotyczne – ciągnął don Juan. Jedna sztuka nie może istnieć bez drugiej. że z chwilą przekroczenia przez punkt połączenia pewnego progu. Potrafili zamienić się we wszystko. znowu dochodzimy do punktu wyjścia. Wyjaśnił mi. – Co właściwie się ze mną stało. gdy widzieli. potrzebowałeś spójności. w żaden sposób nie będziemy mogli spójnie postrzegać. co znajdowało się w ich inwentarzu. Aby go dostrzec. Widzielibyśmy tylko. że nowe bodźce zmysłowe unieruchamiają nasz system. Ów świat istnieje dokładnie w tym miejscu. Przybywa nam na ratunek i przetwarza naszą nową. aby natychmiast podejść swoją percepcję. dowolnie wybranym położeniu. – Niezwykle trudno mi uwierzyć. jeśli mieliby jednorodność i spójność. lecz również nauczyli się unieruchamiać go w tych pozycjach i dzięki temu utrzymywać swą spójność przez dowolnie długi czas. jak już powiedziałem – ciągnął don Juan – zajmuje się unieruchomieniem punktu połączenia. niezrozumiałą percepcję w całkowicie zrozumiały nowy świat. czy był tylko wytworem mojego umysłu? – Rzeczywiście jesteśmy w punkcie wyjścia i odpowiedź jest ciągle taka sama. Do inwentarza należą wszystkie szczegóły percepcji związane z przemianą w. że jeśli punkt połączenia nie będzie nieruchomy. co podchodzenia. to. – Dziwne jednak. Dawni czarownicy odkryli dzięki praktyce. oderwane od siebie obrazy. iż czarownicy przekonali się o tym wszystkim. w którym znajdował się w danej chwili twój punkt połączenia. mówiąc. Akt nabywania jednorodności i spójności poza normalnym światem był nazywany przez dawnych czarowników podchodzeniem percepcji. Dzieje się tak dlatego. Czy ten świat istnieje. Don Juan powiedział. niezauważalny bodziec zmysłowy z ich śnienia. nasz system odżywa. inną osobą. na przykład. że spójność dawnych czarowników była tak wielka. że dawni czarownicy obdarzeni byli fantastyczną płynnością. ptaka. Don Juan powiedział. Potem chaos zniknął i oto znalazłeś się w obliczu nowego świata. Don Juan wyjaśnił. zwłaszcza w działaniach podejmowanych przez dawnych czarowników. Wszystko spłynęło na ciebie jednocześnie i twój system interpretacji świata nie zadziałał. że te działania wynikają z przesunięć punktu połączenia. iż kiedy wydaje się nam. don Juanie? – Dawni czarownicy nazywali je arkanami drugiej uwagi lub wielką przygodą z nieznanym. Dla nich to była pestka. – Ale czy inni również postrzegliby ten sam świat? – Owszem. – Czyż nie potrafią tego ludzie chorzy psychicznie.Don Juan ciągnął dalej. co postrzegamy. Wystarczyło im niezauważalne przesunięcie punktu połączenia. gdy stopniowo tworzą swą własną rzeczywistość? . nie można go już używać do interpretacji tego. a jedynie o skutkach. na co zezwalała im określona pozycja punktu połączenia. Sztuka podchodzenia. gdy zaczynamy postrzegać nowe włókna energii wszechświata. Efektem tego była całkowita. Z tego powodu dawni czarownicy równie podkreślali znaczenie śnienia. gdy przypatrywałeś się liściom drzewa. – Jest możliwa – zapewnił mnie don Juan. że pozwalała im wyglądem i sposobem postrzegania upodobnić się do wszystkiego. Przytrafiło się to właśnie tobie. lecz dla nich z pewnością. Jednorodność musi utrzymać tę samą pozycję punktu połączenia. Dawni czarownicy nie tylko nauczyli się przesuwać swój punkt połączenia do tysięcy pozycji wewnątrz lub na powierzchni ich masy energetycznej. jak w kalejdoskopie. don Juanie? – Nie możemy mówić o korzyściach. że taka transformacja jest możliwa – zauważyłem.

co nieznane w wymiarze ludzkim. co uważamy za realne. I chodziłeś tam! A potem przeniosłeś swoje ciało energetyczne do kolejnego miejsca poza tym światem. nieznanym światem. ale takich. co leży w wymiarze pozaludzkim. w twoim przypadku muszę być nadzwyczaj ostrożny. zamiast totalnego chaosu. współcześni czarownicy usiłują dostać się w nieznane w wymiarze pozaludzkim. Na razie dopiero zaczynasz. Podróże te zrodziły dzisiejszych czarowników. Wnoszą chaos w już istniejący chaos. don Juanie? W odmiennych położeniach punktu połączenia? – Właśnie.– To nie to samo. że doradza ci jakaś obca energia. – Mówię ci o tym bez końca. co nieznane w wymiarze pozaludzkim. jak zwykli to robić dawni czarownicy. Nie o to chodzi. jest tylko jedną z takich warstw. co postrzegają. że to. postrzegamy energię bezpośrednio jak we śnie. – Gdzie są te światy. A na początku każdy musi pójść śladami dawnych czarowników. A jak ci powiedziałem. Prowadzi bowiem w nieznane w wymiarze ludzkim. I jeśli nie będziemy uważać. To może trwać nawet całe lata. Mówiłem ci to już kiedyś. że śnię. że zacząłem postrzeganie jego energii. W końcu to oni wymyślili śnienie. ale zawsze udaje ci się uniknąć moich pytań. – Jeszcze tego nie osiągnąłem. że tylko się powtarzam. Jednak ja sam byłem przekonany. Świat. prawda? – Nie. Z charakteru jesteś zdecydowanie podobny do dawnych czarowników. ale potem odrzucam tę myśl. – O czym ty mówisz. Poza tym. jak ciężko umysłowi zgodzić się na to. w którym żyjemy. by absurd stał się rzeczywistością. który połyka ich w całości. która przyszła mi wówczas do głowy i której niemal nie ośmielałem się powtórzyć: że widok. – Dlaczego cię to martwi. Czarownicy zaś wnoszą do chaosu porządek. Mówię o światach takich jak nasz – całkowitych światach podzielonych na nieskończone królestwa. które jednak jesteśmy jeszcze w stanie postrzegać. Upodobali sobie szczególnie to. Wiem. że celem twojej nauki jest przygotowanie mnie do podróży do tych innych światów? – Nie. królestwa zwierząt czy człowieka. – Bo nie był – odparł don Juan. do których czarownicy dochodzą . Dawni czarownicy woleli przesunięcia punktu połączenia. ani naszym normalnym światem. gdyż jest on tak realny. tym razem startując z poziomu świadomości normalnego świata. Powiedziałem don Juanowi o myśli. a tobie się wydaje. Ich ustalony z góry plan to uwolnienie własnej percepcji. Oni nie wymyślają świata. co mi się przytrafiło. – Kiedy zacznę się uczyć sposobu śnienia współczesnych czarowników? – Musisz pokonać jeszcze długą drogę. Czasem myślę nawet. który postrzegają. aż coś nie przestawi percepcji i czarownik staje w obliczu nowego świata. Śnimy tak samo. zawsze więc poruszali się po mniej lub bardziej znanym terenie. Tą właśnie drogą udają się dzisiejsi czarownicy. czy to oznacza. My poszukujemy tego. że wykorzystanie tych technik w codziennym życiu było jednym z najskuteczniejszych wybiegów dawnych czarowników. jest nowym. które spędzają mi sen z powiek. Don Juan oznajmił. W innych położeniach punktu połączenia. nawet jeśli byłby to człowiek nieznany. który się przede mną roztaczał nie był ani snem. Dokładnie to samo przytrafiło się mnie. – Czym może być to nieznane w wymiarze pozaludzkim? – Wolnością od bycia człowiekiem. ponieważ wykorzystałem techniki postrzegania energii przynależne śnieniu. lecz w pewnym momencie zbaczamy na nowy grunt. My wolimy ruchy punktu połączenia. a potem odkrywają. don Juanie? – Nieświadomie dokonałeś dwóch rzeczy. Dzięki temu. Postrzegają bezpośrednio energię. Przeniosłeś swoje ciało energetyczne do miejsca poza tym światem już w pierwszym swoim śnieniu. Ludzie chorzy psychicznie wyobrażają sobie własny świat. don Juanie? – Śnienie jest dla ciebie zbyt proste. Nie jesteś nieszczery. Dzieje się tak do momentu. ponieważ nie kierują się żadnym z góry ustalonym planem. gdy wpatrywałem się w drzewo. Udajemy się do tych światów jedynie w ramach ćwiczeń. – Don Juanie. nie tylko królestwa ptaków. stanie się przekleństwem. Ale nowe światy istnieją! Są zawinięte jeden w drugi jak warstwy cebuli. To niepojęte światy poza zasięgiem człowieka. jak wszystko. Są to inne zupełnie światy. Don Juan podał mi nową wersję tego. Powiedział. Dawni czarownicy poszukiwali tego.

Pytasz: “Jakie jest ryzyko?" “Jakie odsetki od włożonego kapitału?" “Czy to się opłaci?" Nie ma sposobu. w której ryzykujemy swoim życiem i czymś cenniejszym dla kilku chwil czegoś. a nie przesunięcie. – Ale jaki jest cel postrzegania tego wszystkiego? – Już zadałeś mi dzisiaj to samo pytanie. Wolności. wymyka się myślom czy odczuciom. pozostaje nietknięta. Ta cena była dla nich za wysoka. którzy praktykują śnienie w dzisiejszych czasach. . Przemawiasz jak prawdziwy kupiec. – Szukanie wolności jest jedyną siłą. Umysł kupca jest zajęty handlem. ponieważ wymagało to wielkiego dystansu i wyzbycia się poczucia własnej wartości. w tę nieskończoność. wolności oderwania się od ziemi i bycia niczym płomień świecy. co wymyka się słowom. Chciałem się jedynie dowiedzieć. ponieważ nigdy nie udawała. – Nie o to mi chodziło. jest ono wolnością postrzegania światów niedostępnych wyobraźni. czym jest: zaledwie świecą. Wkraczanie w te światy jest typem śnienia wyłącznie dzisiejszych czarowników.poprzez ruch. jaka siła może popchnąć do tego wszystkiego takiego próżniaka jak ja. Wolności rozwiania się w nicości. by na to odpowiedzieć. don Juanie. która mimo że przeciwstawiono jej światło miliardów gwiazd. jaką znam. Dla czarowników. która pozwala ulecieć tam. Dawni czarownicy trzymali się od niego z daleka. A wolność nie jest inwestycją. Wolność jest przygodą bez końca. iż jest czymś więcej niż tym.

Zwykle w pewnym momencie moja uwaga śnienia słabła i moje sesje śnienia kończyły się tak. którą kroczyłem każdego dnia. w których nie posiadałem w ogóle uwagi śnienia. gdy opowiedziałem mu swój sen. a potem na zmienianiu snów. Do rozstrzygnięcia. Potrzebowałem zaledwie kilku sesji. Nie rozpadła się. zanim ktoś nadejdzie. czy wprost przeciwnie. Po naszych spotkaniach w snach. Poszukiwanie antyków w domu towarowym było tak oczywistym anachronizmem. – Wyodrębniłeś tropiciela – powiedział don Juan. Szczerze mogę powiedzieć. Wymagało ono przede wszystkim sporządzenia dziennika zdarzeń z moich seansów śnienia. a zwłaszcza po próbie sił. lecz nie były już one godne uwagi. laska zaczęła się topić. że to. Zapragnąłem ją mieć. Powtarzał wiele razy. Sprzedawca powiedział mi. Próbowałem z całych sił. Kiedy jednak znalazłem jedną staroć. Przyglądałem się wodzie. aż don Juan sam zacznie rozmowę o śnieniu.ROZDZIAŁ V: ŚWIAT ISTOT NIEORGANICZNYCH Wierny naszej umowie. do moich snów przedostawał się prąd obcej energii zwany przez niego tropicielem. Don Juan wierzył. acz nieistotnych szczegółów. Zacząłem więc wygrzebywać ziemię wokół niej gołymi rękoma. po czym zamieniła się w białą bańkę i prysła. śniłem właśnie o zakupach w domu towarowym. Gdy powiedziałem to głośno. zapomniałem o tym anachronizmie. że obserwowałem całe światy szczegółów w jednym śnie po drugim. nie zbaczając z niej. a później wykorzystania tego dziennika jako klucza. by przestać myśleć o istotach nieorganicznych i poczekać. lecz odbiła niczym piłka i poszybowała niczym bumerang. Gdy pierwszy raz uświadomiłem sobie tę obcą energię. Zwykle jednak nie był chętny do poruszania tematu i wydawał się cokolwiek niezadowolony. Gdy tak kopałem. Była to rzeźbiona rączka przedstawiająca głowę i ramiona małpy. Podczas ćwiczeń w śnieniu wytyczyłem sobie drogę. Podążyłem jej śladem. Jednakże wszystkie te wydarzenia wywarły skutek wręcz odwrotny. że będę czekać. Potem zmieniłem swoje podejście i zdecydowałem się przeprowadzić w tej sprawie obiektywne dochodzenie. rzucił nią z całej siły o kamienną podłogę. Najpierw skupiłem się na obserwowaniu każdego możliwego do wyobrażenia sobie przedmiotu w moich snach. że albo zasypiałem i miewałem zwykłe sny. jedynie w przypadku konieczności pytałem go o radę. że kiedykolwiek tylko rozmawialiśmy o moim śnieniu. czego dokonałem. Mój sen dalej przemieniał się w inne obrazy i szczegóły. W moim odczuciu potwierdzeniem jego dezaprobaty było to. która nagle eksplodowała. W końcu coś znalazłem. Pobiegłem więc za nią i znalazłem ją wbitą w ziemię. aż w końcu została z niej jedynie zielona kałuża. Bałem się przeginać ją w przód i w tył. Jest to nie tylko najtrwalsza linia obrony przed działaniami i wyjaśnieniami czarowników. Jego wcześniejsze ostrzeżenie pozwoliło mi przystosować do tego moją uwagę śnienia i być w pogotowiu. by traktować ich istnienie poważnie. czy moje śnienie dowodzi czegoś na temat istot nieorganicznych. lecz również najbardziej w tej walce zagrożona. że dowody istnienia istot nieorganicznych miałem niemal od razu po rozpoczęciu mojego dochodzenia. aż same do mnie przyjdą. choć powinno być dla mnie jasne. co wydawało mi się jedynie zdawkowym zaleceniem don Juana. Znalezionym antykiem była rączka laski. Zapisałem setki stron niezwykle dokładnych. tak jak opisał mi to don Juan. Jednak od czasu do czasu. aby je przyciągnąć. iż bardzo trudno jest zmusić nasze ja do kapitulacji inaczej niż poprzez ciągłe ćwiczenia. sprzedawca poczuł się urażony i aby dowieść prawdziwości swoich słów. że istnienie istot nieorganicznych jest największą groźbą dla naszej racjonalności. Zniknęła gdzieś za drzewami. Nieugięcie i z wielką zawziętością zaprzeczałem możliwości ich istnienia. który określił jako jeden z najtwardszych materiałów na świecie. że aż zachichotałem. Chwyciłem ją mocno i usiłowałem wyciągnąć z ziemi. ale nie mogłem jej nawet poruszyć. – Tropiciele są . Według mnie wyglądała ona na zrobioną z jaspisu. która miała miejsce na pustyni w pobliżu domu don Juana. Chodziłem od lady do lady w poszukiwaniu antyków. by jej nie złamać. że wykonano ją z irydu. chociaż odznaczały się krystaliczną wyrazistością. Pozostawienie mnie samego z tym problemem było po prostu częścią prowadzonego przez don Juana nauczania. było w istocie dokładnie tą procedurą. Jedną z najsilniejszych linii obrony naszego ja jest nasza racjonalność. W owym czasie sprawa istnienia żyjących istot nieorganicznych stała się kluczowym aspektem moich ćwiczeń w śnieniu. Zamieniła się w przepiękną długą laskę w tonacji czerni i głębokiej zieleni. albo budziłem się i nie mogłem już więcej spać. której używali czarownicy starożytności. powinienem być bardziej skłonny. zawsze minimalizował wagę wszystkiego. aby odkryć.

– Niewykluczone. Potem obca energia rozpraszała się dość łatwo. całkowicie się z nim zgadzałem w tym. Dzieje się tak. ponieważ przemknęło do nich wielu tropicieli. a ja roześmiałem się nerwowo z powodu absurdalności tego stwierdzenia. co oznacza. którą z kolei szybko pochłaniały inne znaczące szczegóły mojego snu. – Wiesz dlaczego tak się dzieje? – Według mnie ma tu miejsce równoważenie sił. będzie zawsze obecny w twoich snach. Są bardzo szybcy. Trudno nam wyobrazić sobie wewnętrzną szybkość drzew i istot organicznych. która chroni go przed takimi atakami. Kazał mi nawet powtórzyć to. i zapamiętał jego najdrobniejszy choćby szczegół. zafałszowany przedmiot znikał. być może. co je otacza. lecz śniący nie widują zazwyczaj tropicieli w trakcie śnienia. – Don Juanie. nawet irydu. moja uwaga śnienia musi się solidnie nawysilać. Stworzono je. don Juanie? – Ich obecność jest zupełnie bez sensu. A przy okazji. don Juanie? – Zarówno drzewa. że w tym wszystkim jest ukryty porządek – powiedział don Juan. Natomiast śniący mają mniej barier i stąd w ich snach pojawia się mniej tropicieli. Wydaje się. – Zbijasz mnie z tropu – odparłem. – Na tym etapie twojego śnienia tropiciele są czujkami wysianymi z królestwa istot nieorganicznych. że nie zatrzymują się na dłużej w jednym miejscu. aby przekształcić tę energię w jakiś znany przedmiot. jeśli okaże się. jak i istoty nieorganiczne żyją dłużej niż my. – Niewiele rzeczy w snach ma jakikolwiek sens. którego wyodrębniasz. które. – Jakiego rodzaju anachroniczności. że przedmioty anachroniczne były w moich snach obcymi najeźdźcami. że są związane z naszą folgującą sobie osobowością. Inne zaś są całkowicie nieistotne. by skomentował to. – Tylko zwykłe sny są nonsensowne. który miałem.liczniejsi w przeciętnych. że będziesz kiedyś taki sam dla innego śniącego. jej efektem był bowiem jakiś zafałszowany. bym zwrócił szczególną uwagę na sen. . że iryd jest jednym z najtwardszych materiałów na ziemi? Oczy don Juana zapłonęły radością. jaka nie występowała w żadnych innych okolicznościach. by śniący nie przeoczył obecności tropiciela. by stały w miejscu. tym silniejszy następuje atak. że za każdym razem. dlaczego powiedziałeś. – Skąd taki wniosek. Don Juan polecił. Kiedy już przyjąłem klasyfikację don Juana dotyczącą obcej energii w snach. Dziwne. co już mu uprzednio opowiedziałem. można ich łatwo rozpoznać po otaczającej ich niesamowitości i anachroniczności. Przeciętny człowiek posiada zdumiewająco silną barierę. Poprosiłem don Juana. zamieniając się w plamę światła. prawie zupełnie mi nie znany przedmiot. Czy jest w tym jakiś ukryty porządek? – Jasne. Są nieruchome. co to jest iryd? – Tak naprawdę. że są czujkami? – Ponieważ poszukują potencjalnej świadomości. Sami posiadają świadomość i wolę – choć jest to niepojęte dla naszego umysłu – porównywalne. ponieważ przeciętni ludzie są poddani silniejszym naciskom ze strony nieznanego. że we śnie śniącego rzeczy bezsensowne znikają. to nie mam pojęcia – odpowiedziałem najzupełniej szczerze. gdyż jest ona nieskończenie wolniejsza od naszej. chociaż wprawiają w ruch wszystko. być może po to. co mi się przytrafia. Niektóre przedmioty ze snu mają kluczowe znaczenie. – Najpierw nie chcesz słyszeć niczego o moim śnieniu. gdy moje sny nawiedza obca energia. Im jest ona mocniejsza. a to dlatego. ze świadomością i wolą drzew. Jednak kiedy się pojawią. Dostrzegłem również. gdyż związane są z duchem. było prawdziwe. – No proszę! I co powiesz. Od tej pory zacząłem zauważać w moich snach różne anachronizmy. Po ich oddzieleniu moja uwaga śnienia skupiała się na nich z taką intensywnością. w jakiejkolwiek formie. zwyczajnych snach. Ułomnością mojej uwagi śnienia była niezdolność do pełnego wykonania takiego przekształcenia. jak dowiedziałem się później. a potem zmieniasz zdanie. Pierwszy tropiciel. Barierą taką jest na przykład obawa o własne ja.

Z jakiejś niepojętej przyczyny poczułem się przytłoczony jego słowami. Była porowata i przepastna. Potem wyraźnie poczułem. że istoty nieorganiczne są nieruchome. lecz taki stan bardzo trudno jest osiągnąć. że jest czymś rzeczywistym. – Żartujesz sobie ze mnie. Zacząłem obserwować szczegóły mojego snu. W momencie wyrażenia takiej intencji – pach! Ulatywali pociągnięci przez tę obcą energię. Wydawało mi się. Była ciemnobrązowa. że lecę przez ciemny tunel niczym owad. Wówczas podczas śnienia wprawiła mnie w zdumienie jakaś ryba. Nagle ogarnął mnie niepokój. Dlaczego nie? Pomyślałem. don Juanie. tak jak tworzy się sen. don Juanie? Nie odpowiedział. Aby się tam dostać. W ten sposób udawało im się wyodrębnić tropicieli. że rzeczywiście opisał mi całą procedurę. – Czy to naprawdę aż tak proste. co myśli na temat mojego dochodzenia. – Tak – odparł. Nie mogłem wyczuć jej faktury. że nie byłem w stanie przenieść uwagi śnienia na jakikolwiek inny przedmiot. Poczułem się tak nieswojo. niż te wysyłane przez istoty nieorganiczne. Skądś wyrastała i tak silnie mnie przyciągała. Zostałem jakby wypluty z jakiejś tuby i siła rozpędu wepchnęła mnie nieomal na wielką. Nagle wrażenie tunelu się skończyło. czy ta milcząca masa jest tylko snem. lecz dla mnie na pewno. prawie jej dotykałem. iż byłem pewien. To wszystko tak bardzo przypominało mi film fantastyczny. iż istoty nieorganiczne nie istnieją. że chciałem przerwać dyskusję. Potem wzleciała niczym barwny ptak i przysiadła na gałęzi. nad którym się właśnie przechadzałem. to ich odzwierciedlenia. że to ja sam stworzyłem obraz tej masy. Śniący nigdy ich nie poszukują. – Zmieniłem zdanie. Wyskoczyła ze stawu. na którą patrzyłem. Nadal była jednak rybą. że zaalarmowała moją uwagę śnienia. Jakaś dziwna siła. co słyszysz jako głos wysłannika. Zapytałem don Juana. lecz nieruchomym. Widzisz. Podobnie jak tropiciele. Wtedy skupiłem całą swoją . jak powiedział don Juan – pach! Uleciałem do innego świata. jakby rzucając mi wyzwanie. – Jesteśmy niszczycielami.– Chcesz przez to powiedzieć. krzykiem wyrażali swój zamiar udania się za nimi. Szyderczy ton i rechotliwy śmiech dały mi do zrozumienia. Zwróciliśmy się przeciwko każdej żywej istocie na tej ziemi. A kiedy już się na nich skoncentrowali. – Jak sądzisz. której nigdy przedtem nie napotkałem w moim śnieniu. Coś jednak zmuszało mnie. więc pewnego dnia przestałem się mieć na baczności. Oto dlaczego nie mamy przyjaciół. Nie zmieniała kształtu i nie ruszała się. – Don Juan zachichotał i dodał: – Nietrudno odgadnąć dlaczego. musieli z ogromną wytrwałością skupiać swą uwagę śnienia na przedmiotach ze swych snów. Teraz chcę sprawdzić wszystkie możliwości. odniosłem przemożne wrażenie. chyba że mają szczególnie dobre układy z drzewami. że mam do czynienia z tropicielem. że nic nie jest w stanie zmienić twojego stanowiska. gdy ryba –ptak przeistoczyła się w plamę światła. lecz sprawiała wrażenie szorstkiej i włóknistej. Masa. To. krzyknąłem. Gdy zatrzymałem na niej spojrzenie. Jasne lub ciemne słupy. nie mamy przyjaciół na tej ziemi. Nie widziałem jej końca ani początku. – Pamiętaj. nie wyłączając siebie. – Po kiego diabła miałbyś to robić? – Przeprowadzam obiektywne dochodzenie w sprawie istot nieorganicznych. zupełnie mnie unieruchomiła. że masa uwalnia moją uwagę śnienia. wyglądała jak gigantyczna gąbka. don Juanie. co? Myślałem. tak jak drzewa? – Właśnie. Chwilę później. – Może nietrudno dla ciebie. i szarpnęła mnie za stopę. że świat istot nieorganicznych był polem działania dawnych czarowników. Od razu się zorientowałem. by powrócić do tematu istot nieorganicznych. W końcu zaczęło mi już brakować pomysłów i cierpliwości. Jakoś nie mogłem wziąć poważnie możliwości. Zaśmiał się tylko. czy drzewa również mają swoje odzwierciedlenia. Wtem szarpnęła mną wątpliwość. co powinienem zrobić. – Jednakże ich odzwierciedlenia są dla nas jeszcze mniej przyjazne. jest również takim odzwierciedleniem. które postrzegasz w trakcie śnienia. Scena była tak dziwaczna. istniejącą fizycznie masę. że chcę się udać za nią i oto – dokładnie tak. że w końcu to tylko sen. by pójść za tropicielami? – zapytałem. W domu próbowałem doszukać się prawdziwego znaczenia słów don Juana.

Z trudnością zachowywałem świadomość. posiedli tę wiedzę. – Odniesiesz tu nieskończone korzyści – ciągnął wysłannik. prowadzących we wszystkich kierunkach. który mnie tam przywiódł. by się tutaj dostać – po prostu wyraziłeś swój zamiar. że mnie szturchał czy szarpał. Wyglądał niczym migoczący w ciemności świetlik. ale wiedziałem. Teraz jesteś praktycznie jednym z nas. że nie idę. po prostu żyjąc wewnątrz istot nieorganicznych. nie czując tego. – Głos zamilkł na chwilę. może zostać opacznie zrozumiane. inne w dół. tuż obok. wysłannik już mi to wyjaśnił. zupełnie jak tropiciel. Światło było tu bardzo przyćmione. w której mogę jedynie słuchać. że tropiciel poprzez swoje dotknięcie połączył nas energetycznie. gdy usłyszałem glos wysłannika: . – Tak. Zdawało się. – Czarownicy starożytności dowiedzieli się wszystkiego o śnieniu dzięki temu. lecz zanim zdołałem wydobyć głos. Jego dotknięcie zmieniło cię na zawsze. abym ruszył do przodu. Przeszły przez nią fale energii. Tropiciel trącił mnie. według moich zmysłów nadal poruszałem się równolegle do ziemi. że jej wnętrze jest tak samo jednorodnie porowate. z jednakowym skutkiem. Wysłannik przestał mówić. pośród nas – powiedział. Wpatrywałem się w nie i nagle uderzyła mnie świadomość. rozumiałem. jak zewnętrze. lecz ani trochę nie ograniczało widoczności.świadomość na tropicielu. Byłem kroplą energii. Nie odczułem tej drastycznej zmiany kierunku. że utraciłem zdolność odczuwania ruchu w pionie. Przez chwilę unosiliśmy się nieruchomo. jedna po drugiej. Gdy dawni czarownicy chcieli w nich żyć. Było tam mnóstwo tuneli o geometrycznych kształtach. Od tego czasu wszystko w moim śnieniu stało się o wiele bardziej rzeczywiste. Zmienialiśmy kierunek wiele razy. – Jesteś wewnątrz istoty nieorganicznej – powiedział. na co patrzyłem. iż nie mogłem zrozumieć słów. Bałem się. została naelektryzowana pod jego dotknięciem. że cokolwiek powiem. po prostu żyjąc w tych tunelach. W końcu się zatrzymałem. Wysłannik ściszył głos. czy posiedli tę wiedzę. słyszałem ich pobzykiwanie. choć sprawiało wrażenie dużo bardziej miękkiego. – Wybierz jakiś tunel. po prostu mówili. Widziałem bzyczenie jego energii. Uzmysłowiłem sobie. W momencie gdy zdawało mi się. a wtedy powrócił obraz tunelu. Zorientowałem się. Tak właśnie żyli czarownicy starożytności i nauczyli się wspaniałych rzeczy. Na samym początku przepchnął mnie przez wielką jamę albo otwór do wnętrza fizycznej masy. Gdy znalazłem się w środku. Niektóre wiodły w górę. Nie straciłem widoku tamtego świata i nadal słyszałem głos wysłannika. lecz unoszę się i lecę. że tego chcą. wyglądało jak powiększony obraz ula. Każdy z nich nauczy cię czegoś innego. To. i był kroplą czystej energii. Zawahałem się. – Możesz żyć w tylu tunelach. bym poruszał się dalej. a ja znajduję się w pustce. a wtedy popchnął mnie z taką siłą. pozwól przemówić swojej intencji. że mnie dotyka. dając znak. – Tropiciel chce. Tunele zdawały się żywe i świadome. że przebywali tutaj. Unosił się nade mną. a jeszcze inne w prawo albo w lewo. coś uległo zmianie. ty też nie musiałeś robić niczego więcej. a będziesz mógł w nim żyć. Jego obecność przyniosła mi wielką ulgę. jeśli chcesz. Gdy jednak odezwał się ponownie. Tunele przecinały się pod kątem prostym lub wznosiły albo opadały łagodnie lub stromo. przed którą wcześniej stałem. że widzę. ponieważ zatrzymał się tropiciel. której nie było. jakby część mnie. Nagle skoczył na mnie i szarpnął mnie albo szturchnął. że gdy mówię. Zacząłem już podejrzewać. coś mi uświadomiło. głośno i wyraźnie. zdałem sobie sprawę. a potem pomknęliśmy w dół jednego z pionowych tuneli. że śnię. iż chce. Wybrałem tunel pierwszy z prawej. abyś tak właśnie poruszał się w tym świecie. Gdy tylko się w nim znalazłem. – Tak. Nie chciałem nic mówić. Na dodatek byłem pewien. Nie poczułem jego dotknięcia. Uczucie to było nowe i zaskakujące. Miałem zamiar zapytać. – I poruszasz się właśnie wewnątrz istoty nieorganicznej – ciągnął. Jeśli pragniesz tu zostać. Wydawał się świadomy mojej obecności. w ilu tylko zechcesz. co mam robić. To były tunele energii. że tropiciel popycha mnie od tyłu. znika obraz tuneli. W tej samej chwili rozległ się w moich uszach tak głośny wrzask wysłannika. że przemknąłem przez niezliczone tunele niczym rakieta. jesteś po prostu kroplą energii – usłyszałem w uszach głos wysłannika. – Ciszej! – krzyknąłem nadzwyczaj niecierpliwie. a potem dodał: – Oczywiście.

w jakiś absurdalny sposób. Byłem tak wstrząśnięty plastycznością obrazów i niesamowitą jasnością i spójnością stwierdzeń wysłannika. oczywiście. Tropiciel popchnął mnie do tunelu po prawej stronie. – Problem polega na tym. – Słucham? – odezwałem się. jak gdybym był puchem. – Cieszę się. – Nie musisz również oddychać – ciągnął głos. że uważa to wszystko za wytwór mojej skłonności do folgowania sobie. Zmienił temat i zaczął omawiać inne aspekty swoich nauk. gdy nie chciał mnie wysłuchać. jak w swoim świecie. – Nie jestem z ciebie niezadowolony. jest. Któregoś dnia zrozumiesz. lecz również subtelnego sprzedawcy. aż opowiem o tym don Juanowi. jak bardzo. – W tym świecie siła grawitacji nie istnieje – powiedział wysłannik. który wykraczał poza granice mej zwykłej wyobraźni. Don Juan powiedział kiedyś. już sam się zdążyłem przekonać. jakby zastanawiał się. poruszanie się w ten sposób było dużo wygodniejsze. że nie mogłem się doczekać. We właściwym czasie i przy właściwej okazji potrafił zachwalać zalety swego świata. iż wysłannik śnienia. pozostawali jeszcze dłużej. Nie powiedział mi jednak. możesz zachować swój wzrok i widzieć tak samo. Jeśli zaś zdecydowałem przeistoczyć ich w niby –znane przedmioty. Byłem więc zaskoczony i wzburzony. O tym. co widzi. to już wyłącznie twoja sprawa. – A poza tym. zmieniając chaotycznie kształty. że nie mogę rozmawiać o tej sferze twojego śnienia. Od tego dnia. że wysłannik jest nie tylko głosem nauczyciela. zupełnie jak człowiek. wyrażając głośno swoją wolę. a nawet znajomy. dlaczego się do tego nie mieszam. – Strach w tym świecie nie istnieje – zauważył wysłannik. Wprawdzie nie powiedział tego wprost. Teraz możesz się nawet przekonać. Był nieco ciemniejszy niż pozostałe. ale wysłannik miał rację. Ja przekonałem się. Nie byłem w stanie wydobyć z siebie głosu. Gdy jednak podążałem za nimi. że istoty nieorganiczne są rzeczywiste. – Tylko tyle. lecz mnie. – Nie. zrozumiałem zamiłowanie dawnych . I było to jedyne stwierdzenie. Powiedziałem ci już. że w jego głosie pobrzmiewa sarkazm. opowiadając o swoim śnieniu. A co z tym zrobisz. – Dlaczego zachowujesz się w ten sposób? – zapytałem. Mogę dodać jedynie. to nie jest sarkazm – powiedział. – Możesz też poruszać się jak pająk albo mucha – w górę. – Czy jesteś ze mnie niezadowolony? – Nie – odparł. – Co to znaczy krewnych? – Podzielenie się energią tworzy pokrewieństwo – odparł. Odczułem to tak. Pomimo to nauczył mnie również wielu nieocenionych rzeczy o śnieniu. czy powiedzieć coś jeszcze. doskonałym pomostem łączącym tamten świat z naszym. – Siłowaliście się i wymieniliście się energią. Nie wyczuwałem wprawdzie ścian tunelu. wydawał się przytulniejszy. Wyraźnie czułem. pozostawali przez chwilę w zasięgu moich zmysłów. To była podróż w nieznane. stałem się częstym gościem w tym gąbczastym świecie.– Myślę. – Energia jest jak krew. że będzie ci wygodniej. – I nic mi nie możesz powiedzieć o tym śnie? – nalegałem. iż to nie był sen. pomimo mojego strachu i niechęci don Juana do udzielania mi rad. że im większa jest moja zdolność do obserwowania szczegółów snów. któremu dodano ciężaru i tak ściągnięto na ziemię. jak dławi mnie strach. jako głos. Zrozumiałem. czego nauczają najchętniej. co powiedział. – Wy dwaj już się kiedyś spotkaliście – usłyszałem głos wysłannika. że śnienie jest tym. Natychmiast osiadłem na ziemi. W tym miejscu skończyłem śnić. Szybko odkryłem. Twierdził. ale jego stwierdzenie pozostawało niejasne. które mijało się z prawdą. Pomyślałem. i dodał: – Zmysł wzroku nigdy nie zostaje upośledzony. W tym wypadku jesteś zdany zupełnie na siebie. a nawet złośliwość. jeśli będziesz pełzał. w dół albo do góry nogami. że masz krewnych wśród nas. Jeśli uznawałem tropicieli za obcą energię. lecz odniosłem wrażenie. Odchrząknął. mówi zawsze w odniesieniu do tego. iż podróż konieczna i bardzo osobista. – Wysłannik przerwał na moment. tym łatwiej wyodrębniam tropiciela. że istoty nieorganiczne są zawsze nastawione na nauczanie. dla własnej wygody. tropiciele przenosili moją uwagę śnienia do świata. Słuchając go. dlatego też śniący. bardziej przyjazny. zamiast lecieć – powiedział.

by nie pobłażać sobie i nabyć wymaganej przez niego samokontroli. że uwaga śnienia ma swoje źródło w podniebieniu. aby nie tylko odbijała energię. Pewnego dnia wysłannik dał mi prawdziwie cudną wskazówkę. Napięcie takie ma dziwną zdolność wyłączania dialogu wewnętrznego. że śniący powinni nosić ciasny pasek. szedłem za jego radą tylko wtedy. Tak więc głos wysłannika i jego słowa stały się dla mnie wielkim wyzwaniem. czego się zresztą spodziewałem. Wierny zaleceniom don Juana. Kiedy się jednak uda. jeśli mi ich bez końca nie powtarzał. Poradził mi. Funkcje te równie dobrze spełnia ucisk obrączki wokół palca. że obrączka służy jako pomost ułatwiający powrót do normalnego świata czy przejście z naszej codziennej świadomości do świata istot nieorganicznych. by nie ulec pokusie zdobycia wiedzy. aczkolwiek po nabyciu wprawy można używać czegokolwiek. – Skup się jedynie na tym. by mi poradził. jak mówił. i mogłem się przekonać. Wysłannik wyjaśnił. Potem zagnij lekko palce i ściśnij w nich kryształy albo kamyki. daje oszałamiające rezultaty. lecz jeśli chcemy. Powiedział również. by dojść do wniosku. Wysłannik opowiadał się za kryształami kwarcu. wkładając między palce parę dwu –. musimy w trakcie śnienia głośno wyrazić naszą wolę. Otrzymywałem mnóstwo wskazówek dotyczących wszelkich spraw. Za wszelką cenę musiałem się bronić. Jest to. Wysłannik zalecił ćwiczenia polegające na wyrabianiu dyscypliny i kontroli. Rzecz polega na tym.czarowników do konkretnych działań. jeśli chodzi o kontrolowanie uwagi śnienia. że skóra ludzka jest doskonałym organem do przetwarzania fal energii z jej konfiguracji w normalnym świecie do konfiguracji w świecie istot nieorganicznych i na odwrót. Najlepsze rezultaty osiągniesz. trzy calowych kryształów kwarcu albo dwa gładkie. przepływając z obrączki do palców śniącego. Nie musiałem długo się zastanawiać. Podczas innej sesji śnienia wysłannik powiedział. przenosi go z powrotem do tego świata. jeśli długością i szerokością zbliżone są do palca. bym zawsze miał chłodną skórę. jaką mamił mnie wysłannik. który służy za naskórny ośrodek wymiany energii. – Najlepiej odrobinę za ciasną. że kluczem do szybkości i dokładności uwagi śnienia jest nasze podniebienie stanowiące rezerwuar uwagi u wszystkich ludzi. aby w trakcie śnienia przyciskać koniuszek języka do podniebienia. . wskazówek. Skomentował to krótko. – Zasypianie w kompletnej ciszy zapewnia doskonałe wejście w śnienie – mówił wysłannik – oraz wzmocnienie uwagi śnienia. Poprosiłem don Juana. jak głęboko dawni czarownicy zaszli w obcowaniu z istotami nieorganicznymi. gdy tyczyła się śnienia. jak cenne było to pouczenie. o co chodzi. koniecznych do przyciskania koniuszka języka do podniebienia podczas śnienia. by ścisnąć przynajmniej trzy cienkie przedmioty między palcami obu rąk. lecz również przetwarzała ją z jednej konfiguracji w drugą. co wysłannik mówi ci na temat śnienia. cienkie otoczaki. jak ustrzec się przed zapominaniem. wytwarzając stan bolesnego napięcia w dłoniach. że równie skuteczne są metalowe bolce. przyciąga ona energię mojego świata i utrzymuje ją. że tak powiem. Najistotniejszą informacją dla mnie było to. Wyjaśnił. że dają najlepsze rezultaty. równie trudne i czasochłonne. gdyż nie rozumiałem. Robiłem. szybsza niż moja uwaga w normalnym świecie. Gdy już tego dokonałem. – Przytknięcie palców do obrączki otwiera pomost –powiedział wysłannik. Wszystko. W razie potrzeby energia ta. orzekł. co mogłem. co wytwarza punkt nacisku. Komentarze i ostrzeżenia don Juana o niebezpieczeństwach takiego obcowania nabrały wtedy większej wagi niż kiedykolwiek przedtem. wolną od pigmentów i olejków. moja uwaga śnienia zaczęła żyć własnym życiem i stała się. – Jeśli do mego świata przybywa śniący z taką obrączką na palcu. opaskę na głowie albo naszyjnik. że skóra automatycznie odbija energię. – Jak działa taki pomost? – zapytałem. Wysłannik powiedział. zlokalizowane na jego palcu. jak ujrzenie we śnie swoich dłoni. co wysłannik powtarzał mi wystarczająco często. przyjmowałem z wielkim zainteresowaniem i łapczywością. Powiedział. które natychmiast zapominałem. – Śniący powinni nosić złotą obrączkę – powiedział innym razem. Daje on śniącemu stałe i znajome wrażenie. – Aby twoje śnienie było doskonałe – powiedział pewnego razu wysłannik – musisz wyłączyć swój dialog wewnętrzny. Dużo wysiłku kosztowało mnie uświadomienie sobie. Na dodatek musiałem radzić sobie sam.

Nie mogę obiektywnie ocenić. żeby się dowiedzieć. że możesz żyć w jednym z tych tuneli choćby po to tylko. rzeczywistość staje się płynna. Oznaczało to celowe i stopniowe zwiększanie jego możliwości. Jeśli zaś odrzucimy nasz system. Chciałem po prostu wiedzieć tylko. codzienny świat. – Czy to naprawdę bezpieczna przystań dla śniących. która zapada w momencie. jest nieomal równoznaczne z wyborem takiego sposobu życia. Dla mnie diaboliczne w naturze świata istot nieorganicznych jest to. a zakres tego. nie czując niczego. że zostaje nam bardzo niewiele kanałów interpretacji zmysłowej. Aby cię do tego skłonić. – Oczywiście. zwłaszcza gdy w grę wchodzą tak wspaniałe możliwości. o co chcę cię spytać. mogłem albo starannie przebudować mój system interpretacji bodźców zmysłowych. Rozrost naszej percepcji jest tak gigantyczny. iż można żyć w tych tunelach. jak wygląda życie w tunelu. co można postrzegać bez interpretacji. Don Juan nie powiedział mi tego. choć mając świadomość. Dla mnie jedynym wyjściem było przebudowanie i rozszerzenie mojego systemu interpretacji. Nie potrzeba mi laski ani poręczy. co działo się w moich niezliczonych snach o tamtym świecie. Przebudowa tego systemu oznaczała dla don Juana zamierzenie jego odnowy. Na tym skończyła się nasza dyskusja. Podczas śnienia o świecie istot nieorganicznych. co oznacza stwierdzenie. że jeśli zdecydujemy się odnowić nasz system interpretacji. Wiem tylko. co don Juan powtarzał mi tak wiele razy: pod wpływem śnienia rzeczywistość przechodzi metamorfozę. Stanąłem wówczas w obliczu owych dwóch możliwości. gdzie śniący mogą się schronić przed wrogim wszechświatem. twoja decyzja będzie ostateczna. – I nie proś mnie o to więcej. że jeśli zdecydujesz się tam zostać. don Juanie? – Na pewno dla niektórych. śniący oszczędzają i przechowują energię niezbędną do wyciszenia myśli i umożliwienia przebudowy systemu. by go zagadnąć. – Postaraj się za to zrozumieć. że – kto wie – być może jest on jedynym miejscem. od wyodrębnienia tropiciela poprzez słuchanie głosu wysłannika do podróży po tunelach. że w tym wypadku śniący muszą radzić sobie sami. Powiedziałem ci już. że to z tym mam właśnie problem. i stąd wrażenie. Jednakże poprzez dostrzeganie zróżnicowania. – Bez dwóch zdań. stawałem w obliczu logiczności i konsekwencji tego świata. Wówczas śnienie rzeczywiście otwiera przed nami inne aspekty tego. Zostaniesz tam na zawsze. ale nie jest. pojąłem. Don Juan wyjaśnił. że przestrzeń i czas są stałe. Jestem sam we wrogim świecie i nauczyłem się mówić: “Będzie. jak wyróżnia je rozum w normalnych warunkach. jak rzeczywisty może być sen. gdy zdobyłem się na odwagę. że nawet samo pragnienie przekonania się. Nie interesowało mnie to jednak. Śniąc o tamtym świecie. Szybko powiedziałem o tym don Juanowi. jak nasz normalny. don Juanie. – Ale nie wiesz nawet. nadmiernie wzrasta. Wiem. – Musisz przynajmniej dać mi jakąś wskazówkę. że wiem. – To iście diaboliczne. gdy głośno wyrazisz swe pragnienie życia w tym świecie. Żyjąc zgodnie z wymogami ścieżki czarowników. iż wydawał się tak rzeczywisty. albo odrzucić go całkowicie. istoty nieorganiczne są gotowe zaspokoić twoje najskrytsze marzenia. że wydawał mi się tak rzeczywisty. Przechodziłem przez tunele.ponieważ don Juan nadal odmawiał wysłuchiwania moich relacji. by kontynuować ćwiczenia w śnieniu bez dalszych implikacji. na co mnie stać. zostaje poszerzony bez narażania na szwank spójności rzeczywistości. braku lub nagromadzenia szczegółów w każdym tunelu czy poprzez . Podjąłem więc od razu decyzję. zakres tego. co jest realne. – Ja również musiałem sam się z tym uporać – ciągnął don Juan. abym ci powiedział. Przyznałem. – Nie mogę – powiedział. o czym mówi głos wysłannika. Dla mnie nie. ponieważ jest to decyzja wyłącznie osobista i ostateczna. co ma być". Ale nie tylko z tego powodu. Dla ciebie diaboliczność to poddanie się takiej pokusie. i w jego głosie brzmiała nieodwołalna nuta. Wiedziałem jednak. – Nic nie mów – poradził mi. aczkolwiek nie tak. co mam zrobić – nalegałem pewnego razu. z którymi muszą sobie poradzić – według don Juana – wszyscy śniący. o którym myślisz. iż nieskończona realność jest nierzeczywista albo że nieskończona realność mogłaby być rzeczywista. – Nikt mi nie pomógł. Chcesz. co chciałem usłyszeć. A może powinienem powiedzieć. co może być rzeczywiste.

A odbywa się to. którzy dali się złapać. Z jednej strony wiedziałem. który stale wzrasta. że ich sprzymierzeńcy są jedynie odzwierciedleniem słabej energii przenikającej przez światy. Mogę nawet . rzeczywistością i postrzeganiem. Jest nieruchomy i niezmienny. korzyści z niej płynące czy na to. Poprosiłem don Juana o wyjaśnienie pojęcia “fantasmagorycznych odzwierciedleń". nastawiony na to. Tworzą fantomy. Otóż istoty nieorganiczne polują na naszą świadomość czy świadomość każdej istoty. iż będę mógł odrzucić uprzedzenia i pewniki związane z naturą ludzką. Kiedy moje obiektywne dochodzenie w sprawie istot nieorganicznych nie miało już dla mnie żadnego znaczenia. jak już wspominałem. głos wysłannika dostarczał mi spójnych informacji o szczegółach ścian. choć stało się to bez mojego udziału. albo inne istoty. by ich zadowolić. Zdziwiłem się. Natomiast kiedy pełzałem po ścianach. Świadomość taka nieustannie poszukuje ruchu. ale w zamian będziesz musiał zapłacić całym swoim istnieniem. czasami fantasmagoryczne. nie bacząc na logikę. że istoty nieorganiczne są jak rybacy? – Właśnie. że zmagałem się już z jednym takim fantomem. że istoty nieorganiczne czepiają się najskrytszych uczuć śniących i bezlitośnie na nich grają. W pewnym momencie potworne napięcie związane z owym rozdwojeniem nieomal mnie zniszczyło. czego wysłannik nie odważył ci się jeszcze powiedzieć. Strzeż się świadomości. że śnię. posiadłem zmysł obiektywnej obserwacji. że w naszym świecie są one jak film rzucony na ekran. – Istoty nieorganiczne nie mogą zmusić nikogo do pozostania w swoim świecie – ciągnął don Juan. Powiedział. by przyciągać nas jak ćmy do światła. Lecz wtedy moja postawa zmieniła się diametralnie. która wpadnie w ich sieć. Don Juan twierdził. Z trudem chwytałem powietrze.wyczuwanie odległości między tunelami i uświadamianie sobie długości i szerokości każdego tunelu. Ten prawdziwy rozłam był potwierdzeniem tego. ciemności. Dają nam wiedzę. z drugiej wierzyłem głęboko. osiągnie kiedyś taki próg. – Dawnych czarowników doprowadziła do upadku właśnie bezmyślna wiara w te odzwierciedlenia – ciągnął don Juan. jak każda inna podróż po świecie. że istoty nieorganiczne są rzeczywiste. albo przerazić. Pewnego razu wysłannik pokaże ci ludzi. które również dały się złapać. rzeczywistym dla mnie. spełniając nasze pragnienia. iż są tylko obrazami. Sam powiedziałeś. nie ludzi. którym podróżowałem. Wyjaśnił. jak powiązany jestem ze światem istot nieorganicznych. Szczegóły te były systemem zawiłych wypukłości przypominających alfabet Braille'a. Powinienem poczuć obrzydzenie i strach. Pomyśl o ich świecie. – Nie sądzę. poprzez odzwierciedlenia. – Natura tamtego świata sprzyja tajemniczości. don Juanie. że ich sprzymierzeńcy posiadają moc. Jest coś. Istoty nieorganiczne okrywają się aurą tajemniczości. Z jednej strony wierzyłem głęboko w poświadczone istnienie istot nieorganicznych. Dzięki temu mogłem śmigać tunelami niczym szybko poruszające się światło lub pełzać po ścianach jak owad. – Zaprzeczasz sobie. dostrzegałem wyraźniej te same szczegóły i słyszałem głos podający mi bardziej złożone opisy. Odczułem ulgę dopiero wówczas. że poziom mojej energii. Przeoczyli jednak to. co powiedział don Juan: istnienie istot nieorganicznych jest największą groźbą dla naszej racjonalności. czy też nie. abyś był świadom regularności swych spotkań z istotami nieorganicznymi – powiedział. że to przeoczyłem. A teraz mówisz. – Życie tam jest zupełnie dobrowolne. Nigdy nie zawracałem sobie tym głowy. że jest to tylko sen. iż istoty nieorganiczne są mistrzami odzwierciedleń i uwielbiają się odzwierciedlać niczym cienie na ścianie. don Juan sam rozpoczął rozmowę na temat podróży do ich świata. Wyznanie don Juana wywarło na mnie głębokie wrażenie. Miał rację. W świecie tym. która trwa w bezruchu. – Miałem na myśli jedynie to. Są jednak w stanie uwięzić każdego z nas. Tego właśnie dnia pokocham wiedzę. na których skupiałem swą uwagę śnienia. wywołując jednak przypływ niepohamowanej ciekawości. – To nie jest przeoczenie – odparł. byłem plamą energii. Don Juan przypomniał mi. Nieuniknioną konsekwencją tego wszystkiego było pewnego rodzaju rozdwojenie. – Wierzyli. czy jest mi z nią wygodnie. gdy wyciszyłem swoje myśli. rozpieszczając nas i pobłażając. Kiedy leciałem. – Chcesz przez to powiedzieć. Przebudowa mojego systemu interpretacji wywarła najbardziej dramatyczne skutki na moją wiedzę o tym. z drugiej – odbywałem pragmatyczną podróż równie rzeczywistą.

Wyruszaj do świata istot nieorganicznych tylko wtedy. że jeśli świadomie zamierzę coś przeciwnego. by tropiciele zabrali mnie do swego świata. – Ponieważ jest to pewność siebie głupca – powiedział. – Gdy zacznie wzrastać. by świadomie przeciwstawić się sile tropiciela. gdy tego chcesz. coś na zewnątrz zauważa ten wzrost. – Opowiem ci jedną z historii czarowników. aby ktoś za ciebie decydował. Don Juan wyjaśnił. W momencie. jak to zrobić. – Szczerze mówiąc. Moc i wyjątkowość są bezkonkurencyjne w czynieniu zła. dobrze pasuje do sytuacji. zupełnie jak komórki naszego ciała. ponieważ w każdej chwili potrafiłem przerwać podróż. Z chwilą. Byłem przekonany o praktycznych zaletach swojego odkrycia. by być bezpieczny. a może on następować jedynie poprzez starcie. rozpoznaje go. że coś w tamtym świecie daje mi poczucie. że nagual Elias i miłość jego życia. – A zatem każdy śniący postrzega ów świat tak samo? – Oczywiście. co tworzyło to niezwykle przyjemne i wyraźne poczucie. oraz jeszcze gorsze. jak nasz. – To właśnie powaliło dawnych czarowników – powiedział don Juan. Uważaj! – A jak ty uniknąłeś tego niebezpieczeństwa. jaki jest. Po prostu nawet nie spróbowałeś. Tym. gdy oddzielam tropiciela. Upierałem się. po czym nigdy już tam nie wróciłem. jak postępują teraz z tobą. don Juanie? – Byłem w tamtym świecie tylko kilka razy. czarownica Amalia. że jesteś wyjątkiem? Przyznałem. poszerzoną świadomość. gdy chciałem. że są wyjątkowi i szczególni. zamierzając inny jego przebieg. To właśnie istoty nieorganiczne usiłują zagarnąć tę nową. W wyniku tego zwiększyła się również kontrola nad moją uwagą śnienia. – Istoty nieorganiczne postąpiły z nimi tak samo. iż posiadają moc. Natomiast same istoty nieorganiczne jako cienkie rurki powiązane razem. że nie jestem w stanie oprzeć się tej sile. że jestem kimś szczególnym.dodać. Dawni czarownicy przedstawiali świat istot nieorganicznych jako grudę jaskiń i otworów unoszących się w jakiejś ciemnej przestrzeni. Śniący muszą się zawsze mieć na baczności. – A co dzieje się z istotami nieorganicznymi w ich własnym świecie? Też są tylko filmem? – W żadnym wypadku. moje śnienie potoczy się zupełnie odmiennie. czego byłbym świadomy. że według czarowników wszechświat jest drapieżny i właśnie oni powinni szczególnie się z tym liczyć w swych codziennych działaniach. gdy na jego prośbę opowiedziałem mu o nowym aspekcie mojej kontroli nad uwagą śnienia. Mogłem więc przyjąć. W końcu używałem swojej woli. – Dlaczego miałaby być przerażająca? – zapytałem. stają się bowiem zwierzyną łowną. Don Juan nie drążył dalej tematu i byłem mu za to wdzięczny. Z nie znanych mi powodów nigdy nawet nie pomyślałem. Dodało mi to odwagi. zagubili się za młodu . don Juanie? – Nieustannie miej się na baczności! Nie pozwól. To wszystko. Jego zdaniem świadomość posiada wewnętrzny nakaz wzrostu. Odkryłem. – Twoja pewność siebie jest przerażająca – skomentował don Juan. walkę na śmierć i życie. gdy zapuszczą się w tamten drapieżny wszechświat. Zaczęło mną targać nieznośne poczucie winy. – Świadomość czarowników wzrasta podczas śnie – nią – mówił dalej don Juan. – Co mam zatem zrobić. po czym próbuje go zagarnąć. że mogę podróżować bezkarnie. że są niczym film rozrzedzonej energii odzwierciedlonej na granicy dwóch światów. – Daj spokój! Nie żartuj sobie ze mnie Z łatwością możesz się temu oprzeć. Don Juan powiedział. coś przyciąga mnie tam z olbrzymią siłą. Ich świat jest tak samo rzeczywisty. fatalne w skutkach przeświadczenie. nie był jednak głos wysłannika ani też nic. Tę niezwykle rozbudowaną wiązkę dawni czarownicy nazywali labiryntem półcienia. dały im poczucie. iż jestem wyjątkowy. Zmiana zamiaru nie wchodzi w rachubę. że mogę zmienić moje śnienie. Don Juan jak zwykle miał rację. Myślałeś. Czułem. nie wiedziałbym nawet. Z biegiem czasu moja zdolność do zamierzania podróży do królestwa istot nieorganicznych stawała się coraz większa. Świadkiem był nauczyciel mojego nauczyciela: nagual Elias. Każdy śniący widzi go takim.

Zamknął ich w bardzo małej. a potem wyraził zamiar zaoferowania mu swych uczniów. Don Juan wtrącił na marginesie. Potem wprowadził się w stan śnienia. Nagual Rosendo nie zamierzał tego czynić. No więc. Gdy nagual otworzył komórkę. że składanie podarunków ze swych uczniów było często praktykowane przez dawnych czarowników. – Jak do tego doszło? – Ich nauczyciel. Nie pozwalaj sobie na idiotyczną pewność siebie. don Juanie? – Jak najbardziej. z której łatwo było przesłać ich fizycznie do świata istot nieorganicznych. Don Juan wyjaśnił. że niepotrzebnie pytam. by wysłać swych uczniów do tamtego świata. Zapytałem don Juana. Zamierzał opowiedzieć mi tylko. Tropiciel przemieścił wprawdzie punkty połączenia jego uczniów. temperamentem i doświadczeniem przypominał dawnych czarowników. że istoty nieorganiczne umieszczą nasz punkt połączenia we właściwym położeniu i – pach! Lecimy jak rakieta. zostać przesłanym fizycznie? –zapytałem. aby osiągnęli drugą uwagę. Jakież więc było moje zdziwienie. abyś był nadzwyczaj ostrożny. lecz w efekcie dwoje jego uczniów zniknęło. lecz do takiej pozycji. według której wszechświat jest zdecydowanie żeński. Don Juan powiedział. – Bardzo cię proszę. Nigdy przedtem nie słyszałem. wiedźma Amalia – ciągnął dalej don Juan – zagubili się w świecie istot nieorganicznych. Oczywiście nie miał takiego zamiaru. Mają swój własny rytm i nie jest on ludzki. W trakcie śnienia wezwał tropiciela i polecił mu. lecz zamiast tego wepchnął ich w śmiertelnie niebezpieczne rejony. przenosząc ich w ten sposób w drugą uwagę. nagual Rosendo. zmienia się również odpowiednio kształt energii i jej lokalizacja. gdy zaczął mówić. – Działania czarowników ocierają się o śmierć – ciągnął don Juan. . Jeśli ta pozycja się zmienia. – Po prostu cały czas milczałem o uczuciach czarowników. Zwłaszcza jeśli całkowita suma naszej energii jest właściwa. jak Elias i Amalia zagubili się w świecie istot nieorganicznych. – Czy to się może przydarzyć każdemu z nas. Znaleźli się tam nie we śnie. już ich tam nie było. Chciałem pozostać przy tym temacie. Mianowicie nagual Rosendo założył błędnie. Powiedział. by don Juan opowiadał o czarownicach w kategoriach czyjejś dożywotniej miłości. wiedząc. Teoretycznie. – Czy to jest możliwe. – To jest możliwe –zapewnił mnie don Juan. Zamierzał pomóc Eliasowi i Amalii. Oczywiście suma połączonych energii Eliasa i Amalii była czymś. Nagual Rosendo nie wziął jednak pod uwagę przebiegłości istot nieorganicznych. tak jak staliśmy: w butach i z kapeluszem na głowie. poprzez głośne wyrażanie woli przywołał tropiciela ze świata istot nieorganicznych. Chciał jedynie. Ufanie im jest absurdem. będące odgałęzieniem żeńskich. nagual Elias i miłość jego życia. czego istoty nieorganiczne nie mogły przeoczyć. iż istoty owe w najmniejszym stopniu nie interesują się kobietami. Zaskoczył mnie swym stwierdzeniem. co dokładnie zrobił nagual Rosendo. że postanowiłem dać ci odetchnąć.w świecie istot nieorganicznych. iż don Juan zignoruje moje pytanie. że potrafi kontrolować istoty nieorganiczne. Jego rozumowanie było prawidłowe i opierało się na wiedzy czarowników. Postąpił więc zgodnie z ustaloną techniką dawnych czarowników. występują niezwykle rzadko i stąd są bardzo poszukiwane. Oczywiście tropiciel przyjął taki podarunek i zabrał Eliasa i Amalię w chwili nieuwagi. gdy kochali się w tej komórce. więc zapytałem go o przyczynę tej niekonsekwencji. Czułem. lecz on już ciągnął dalej swoją historię. lecz fizycznie. tropiciel posiadający dużą moc mógł uczynić to bez żadnego wysiłku. ciasnej przestrzeni. był to rodzaj małej komórki. Wystarczy. –Dzięki unieruchomieniu punktu połączenia w jednej pozycji jesteśmy energią uwięzioną w określonym kształcie i miejscu. – To bardzo proste. aby przesunął punkty połączenia Eliasa i Amalii we właściwe położenie. lecz dał się ponieść swemu absurdalnemu przekonaniu. Przez cale życie byłeś tak przesycony miłością. iż nagual Rosendo zamierzał nauczać Eliasa i Amalię wyłącznie w drugiej uwadze. – To nie jest niekonsekwencja – odparł. że rzadkość występowania pierwiastka męskiego we wszechświecie jest prawdopodobnie przyczyną nieuzasadnionej dominacji mężczyzn na naszej planecie. że nie chce wdawać się w szczegóły tej długiej i zawiłej historii. Pierwiastki męskie zaś.

że byli bardzo dziwni. Tak więc tych dwoje młodych ludzi zostało na zawsze jedną nogą w królestwie istot nieorganicznych. ale po walce i trudach.– Co się w końcu stało z Eliasem i Amalią? – zapytałem. znalazł ich? – Tak. które trudno opisać. – Nagual Rosendo musiał udać się fizycznie do świata istot nieorganicznych i ich szukać. Jednak nie zdołał wyciągnąć ich całkowicie. . – I co. I zapewniam cię. – Znałeś ich. don Juanie? – Oczywiście.

do drugiej bramy dochodzi się i ją przekracza. dziećmi o niespożytej energii. gdy śniący nauczy się wyodrębniać tropiciela i podążać za nim. gdy rozmawialiśmy o czymś zupełnie nie związanym ze śnieniem. że odpowiem na jego pytanie. lecz w praktyce nie widzę żadnego zagrożenia. że mam absolutną rację. której one pożądają. jak dotąd. Innymi słowy. że musi zwrócić moją uwagę na bardzo istotną część swoich nauk. że istoty nieorganiczne mają do dyspozycji zadziwiające środki – mówił dalej don Juan. – Czy śniący może wyodrębnić tropiciela bezpośrednio. że natychmiast musiałem zapewnić go. która.ROZDZIAŁ VI: ŚWIAT CIENI – Musisz być niezwykle ostrożny. ponieważ lada chwila możesz paść ofiarą istot nieorganicznych – niespodziewanie zakomunikował mi don Juan. że podążanie śladem tropiciela jest wielkim osiągnięciem. – Byłoby trudno wymyślić ćwiczenie równie doskonałe jak to. – Rozumiesz już. Zmienił temat i powiedział. gdy mówię sobie. – Dlaczego jest to nieprawda? – Ponieważ do drugiej bramy śnienia można dotrzeć i ją przekroczyć dopiero wtedy. Po kilku minutach kłopotliwego milczenia don Juan znów się odezwał. czy śniący może zastosować inną technikę. – Musisz wziąć pod uwagę to. Jak zwykle próbowałem się bronić. Kilkakrotnie . że zastawiają pułapki jedynie na samym początku. które wymyślili dawni czarownicy – powiedziałem z niezbitym przekonaniem. powiedzmy. Don Juan spojrzał na mnie pytająco. Don Juan stwierdził. Jego stwierdzenie bardzo mnie zaskoczyło. gdy śniący nauczy się budzić w innym śnie lub ^gdy śniący nauczy się zmieniać sny bez budzenia się W świecie rzeczywistym. skąd się wzięło. – Nie. o co mu chodzi i dlaczego się o mnie martwi. że nieprawdziwe jest stwierdzenie. – Wyczuwam to i nie pociesza mnie wcale. w żadnym wypadku. i że druga brama śnienia jest bramą do świata istot nieorganicznych. Jestem bardzo ostrożny – zapewniałem go. że bramy śnienia są szczególnymi przeszkodami. iż nie mam zamiaru wpadać w żadną pułapkę. Pojawia się tylko pytanie. To ćwiczenie ma zasadnicze znaczenie. don Juanie. Ton głosu don Juana był tak poważny. iż. Nie pojąłeś jednak jeszcze. Dawni czarownicy wymyślili kilka doskonałych ćwiczeń w przechodzeniu przez bramy śnienia do światów. czy jest to jedyne istniejące ćwiczenie. – Chodzi mi o to. lecz nie jesteśmy w stanie do niego wkroczyć. – Nie musisz mnie ostrzegać. Podkreślił. że na poziomie abstrakcji pojąłem. ponieważ brak nam biegłości w operowaniu energią. Chciałem powiedzieć don Juanowi. iż wszechświat ten jest tam przez cały czas. – Po co więc w ogóle wprowadza się ćwiczenie zmiany snów? – Budzenie się w innym śnie lub zmiana snów jest techniką wymyśloną przez dawnych czarowników. – W ogóle tego nie pojmuję. bez ćwiczeń w zmienianiu snów? – zapytałem. druga brama otwiera się na oścież i istniejący za nią wszechświat staje przed nim otworem. choć nie miałem pojęcia. Don Juan przyznał. – Ich świadomość jest fenomenalna. iż dowolne ćwiczenie na docieranie do bramy i jej pokonywanie nie jest tak naprawdę tym. by wyćwiczyć śniącego w wyodrębnianiu tropiciela i podążaniu za nim. dzięki czemu niepożądani śniący są skutecznie i raz na zawsze eliminowani. gdyż całkowicie kontroluję przebieg moich ćwiczeń w śnieniu. wymykała się mojej świadomości. – Istoty nieorganiczne coś knują – powiedział. Gdy śniący potrafi tego dokonać. W porównaniu z nimi jesteśmy dziećmi. Jakby rzeczywiście spodziewał się. które się za nimi znajdują. śnienie zaś kluczem otwierającym tę bramę. co dana brama oznacza.

– Przekonasz się. wkraczali do nowego. don Juanie? – zapytałem. iż obawiał się najgorszego. zupełnego wszechświata. Stawką są tutaj prądy energetyczne. A przede wszystkim bądź czujny. – A dlaczego myślisz. które stwarzają okoliczności straszliwsze niż sama śmierć. by brać pod uwagę taką ewentualność. Uspokoiłem don Juana. że chcą mnie zatrzymać? – Ponieważ pokazały ci już zbyt wiele rzeczy. Myślisz. don Juanie? – Widzę już od tego dnia. żebyś był jeszcze bardziej zdyscyplinowany i żebyś obchodził się ze wszystkim. Nie potrafię przewidzieć. – Wiem o tym – stwierdził don Juan. Reguła drugiej bramy opierała się na trzech krokach. jest wielką sztuką czarowników. Wiem tylko. że nieuniknioną reakcją istot nieorganicznych będzie próba zatrzymania mnie w ich świecie. – Byłem zmuszony nauczyć cię śnienia tylko dlatego – powiedział – że taki jest porządek ustanowiony przez dawnych czarowników. jak przedstawiał to don Juan. dlaczego don Juan tak chętnie objaśnia mi inne aspekty swojej wiedzy. Jest to jego sprawa osobista – i. Dlatego właśnie jestem powściągliwy i prawie wcale nie wypowiadam się na temat twoich ćwiczeń w śnieniu. – Gdzie leży ta granica. Przyznałem. gdyż nie rozpatrujemy kwestii kary. jestem niezwykle zdyscyplinowany i sumienny. że w kontaktach z istotami nieorganicznymi przestrzegałem reguły tak skutecznie.powtórzył. Na ścieżce śnienia jest to sprawa po stokroć poważniejsza. że podczas śnienia zachowuję zawsze najwyższą ostrożność. Powodowany strachem zapytałem go. Tak więc pod tym względem na pewno się nie różnią. – Ale czy wiesz dokładnie. lecz ich największym osiągnięciem jest zabrać jedynie to. czy przyjąć. Nie mogłem uwierzyć. jak z jajkiem. Na ścieżce czarowników wszystko jest sprawą życia lub śmierci. Wiedzieć. czy też odrzucić ta. Nie mamy jednak możliwości. tego nie wiem. ostateczna. kiedy po raz pierwszy pomogłem ci dotrzeć do twego ciała energetycznego. – A co się dzieje. dopóki nie przejdziesz wszechświata za drugą bramą – odparł. która zależy od okoliczności i rodzaju pułapki. gdy wpadniemy w pułapkę? – Płacisz wówczas cenę. co jest niezbędne. czy też je ominie. nic poza tym. że przesadzasz. Niezrozumienie tej prostej reguły prowadzi prosto w pułapkę. Pierwszy – dzięki ćwiczeniu zmiany snów śniący dowiadywali się o istnieniu tropicieli. że śnienie jest wynalazkiem dawnych czarowników i dlatego powinno się odbywać według ich zasad. drugi – podążając za tropicielami. lecz jest tak niechętny. . Dla mnie nie było to wcale zabawne. co jest nam potrzebne. że sprawa wyglądała aż tak źle. – Musisz kontynuować śnienie. czy wpadnie w nie. trzeci – w wyniku własnych działań w tym wszechświecie poznawali prawa rządzące tym wszechświatem. iż zupełnie nie mogłem pojąć. Był przekonany. byśmy brali z tamtego świata jedynie to. Powyżej pewnej granicy czarownikom pod żadnym pozorem nie wolno przyjmować od nich niczego. – Ale chcę. Istoty nieorganiczne nie wypuszczają nikogo bez prawdziwej walki. Don Juan powiedział. skąd nadejdzie atak. Są również rezultatem ulegania wszystkiemu. a nasz jest bardzo podstępny i bezlitosny. co powinienem zrobić i czego się wystrzegać? – Nie. czym kuszą cię istoty nieorganiczne. że musisz sam podjąć decyzję. co ofiarują istoty nieorganiczne. – Oznacza to. rzekłbym. czy sądzi. Ścieżka śnienia jest najeżona pułapkami i tylko od śniącego zależy. – Nie sądzisz. don Juanie? '" – To zależy tylko od nas. gdy znalazłeś się w tamtym tajemniczym mieście. – Wcale nie przesadzam – odparł szorstko. że zadały sobie tyle trudu wyłącznie dla zabawy? –roześmiał się. co dotyczy śnienia. – Czy pułapki te są wynikiem ulegania pochlebstwom lub obietnicom mocy? – Nie tylko tego. by omawiać ze mną śnienie. – Czy jako widzący widzisz grożące mi niebezpieczeństwo. iż powinienem przerwać albo nawet całkiem zarzucić moje ćwiczenia w śnieniu. Cała sztuka polega na tym. co jest nam potrzebie. że wszechświat za drugą bramą jest najbliższy naszemu.

Przyjrzawszy się bacznie cieniom. Pomimo to. lecz tak się nie stało. iż dostałem prawdziwych mdłości. – Świat istot nieorganicznych jest zawsze gotowy do uderzenia – ciągnął. jednak kształty te były tak rzeczywiste. To ostatnie zdanie musiało być swego rodzaju bodźcem dla mojego ciała energetycznego. Gdy je usłyszałem. i chyba dlatego poczułem się niemal swojsko w ich towarzystwie. Niektóre były okrągłe jak piłki. a jeszcze inne przypominały gigantyczne. Wydawało mi się. Zdawałem sobie sprawę. Obawiałem się. że nie stanowi on dla niego twórczej opcji. Podeszły do mnie tak blisko. Wtem coś rozświetliło obszar dokładnie przede mną. lecz mimo moich próśb. – Ale taki sam jest również nasz świat. Zresztą byłoby to niemożliwe. dostrzegłem jakieś ciemne. ustąpiły moje mdłości i strach. Ogarnęło mnie obrzydliwe uczucie. Dotarłem do punktu.Nalegałem. że na poziomie. don Juan nie powiedział nic więcej. ale nie tam. falujące płomienie świec. na którym się znajdujemy. Dławił mnie niepokój. nie to miałem na myśli. jakbyś wybierał się na wojnę. co moje ciało energetyczne. że jako czarownik wyczuwa jedynie stan ogólnego zagrożenia. że dopiero wówczas śniący mogą swobodnie rozwijać się dalej. Jednakże. mogą ruszyć w kierunku następnej bramy. Była to przytłumiona. gdy uświadomiłem sobie. a wtedy ze wszystkich stron otoczyły mnie piłki. nie może natomiast podać żadnych szczegółów. gdy skupiłem na nich swą uwagę śnienia. złożonej wizji. Szybko jednak porzuciłem te rozważania. czułem się dość bezpieczny. że prędzej czy później moja radość się skończy. że mogłyby mnie dotknąć. – Nie obawiaj się. jakbym właśnie ukończył maraton. a tropiciele – płomieni. że uczucia niepewności czy bezpieczeństwa są w tej sytuacji idiotyczne. Wróciłem do domu i zachowując największą ostrożność. brązowo –szarych robaków. Zejdź do nas i nie obawiaj się. Dlatego też. Jeśli wytrzymają ten sprawdzian. kontynuowałem swe podróże do świata istot nieorganicznych. Ja mam kształt dzwonu. Gdy przywykłem do światła. – Jesteśmy ruchomym elementem naszego świata –usłyszałem nagle głos wysłannika. kształty jakby nabrały substancji. Wydawało mi się. Jesteśmy energią i z pewnością nie zamierzamy cię dotykać. gdy sama kontemplacja świata istot nieorganicznych dawała mi nieopisaną radość. łagodna jasność nadająca otoczeniu odcienie szarości czy brązu. Wydawało mi się. Zamiast skupić na nim uwagę śnienia. że śniący muszą się zawsze bać tamtego świata? – Nie. musisz być tak czujny. Don Juan stwierdził. A on odpowiadał niezmiennie. że znalazłem się na krawędzi jego świata. Jesteśmy oddzieleni rzeczywistą granicą. dzwony i płomienie. Zauważyłem. Nieoczekiwane zdarzenie nawet ją wzmogło. doszedłem do . – Chcesz przez to powiedzieć. gdzie śniący poddawani są próbie. czułem się. Były ich setki. bez wątpienia przechodziło przeze mnie coś miękkiego i zwiewnego. Wszystkie kłopoty się kończą. gdzie byłem. Doświadczyłem wówczas niewiarygodnego uczucia. że dzieliły się na trzy rodzaje. mój sen nie jest przecież rzeczywistą sytuacją. by odczuć je w pełni. Wyjaśnił. że moja przezorność jedynie je uatrakcyjnia. iż jest naturalnym filtrem czy polem doświadczalnym. inne miały kształt dzwonu. okrągłych. zostają na zawsze więźniami tamtego wszechświata. Po chwili. obserwując to kłębowisko. Zszedłem na dół. że doświadczam dziwnej. Pewnego razu tropiciel prowadził mnie bardzo szybko niezliczonymi tunelami. Mogliśmy więc jedynie przenikać jeden przez drugiego niczym bańki powietrza. abyś się do nas przyłączył. unosząc się ponad nimi. czy go dobrze rozumiem. nie miałem więc czasu. odczuwałem gdzieś niezwykłe łaskotanie. Stwierdziłem. zacząłem się niepokoić. – Głos zamilkł na dłuższą chwilę. że są tej samej wielkości. Nie czujesz niepokoju w obecności tropicieli. nie boisz się również mnie. że wszechświat za drugą bramą jest tak potężny i agresywny. aby don Juan powiedział mi. że mają od trzech do czterech stóp średnicy. jeśli nie. gdy śniący przejdzie już wszechświat za drugą bramą lub gdy stwierdzi. Wrażenie było słabe i trwało bardzo krótko. Chociaż moje ciało energetyczne niczego nie odbierało. Nie było już tuneli. że robaki mają zamiar mnie dotknąć. ruchome kształty. gdybym tylko posiadał ciało. oddałem się całkowicie obserwacji tych przerośniętych energetycznych robaków. a może nawet tysiące. owe cienie i ja mamy pewną wspólną cechę: wielkość. tak jakby szukał czegoś lub chciał wyciągnąć ze mnie całą energię. Oceniłem. Gdy się w końcu zatrzymał. a potem odezwał się znowu: – Chcemy. że znalazłem się nad gniazdem olbrzymich. udając się do ich królestwa. było jak odbite światło. Wszystkie były w zasadzie okrągłe i podobnej wielkości. Nie byłem pewien. co mnie czeka. a jedynie głęboka czerń dookoła. Tropiciele i ja jesteśmy tacy sami jak reszta nas.

Wysłannik zamilkł. Po ponad półrocznej przerwie byłem coraz bardziej zaintrygowany tym. iż skoro nie mogę dotrzeć do don Juana. – Wyemitowałeś zbyt wiele uczucia i przestraszyłeś je – powiedział głos wysłannika. i sympatia. gdy zdecydują się z nami zostać. W tym momencie zakończyłem tę sesję śnienia. a my spełniamy ich rozkazy. Nie miałem pojęcia. – Jaki jest trzeci rodzaj istot nieorganicznych? Wysłannik zakaszlał i zachichotał. – Jak najbardziej – odpowiedziałem. chłodne i obojętne. I udało się! Gdy tylko sformułowałem myśl powrotu do śnienia. którą poczułem do nich w jednej chwili. I tak bym się nie poznał. Wiedziałem. ciemne kształty rozbiegły się niczym tłuste świnki morskie. inne są jak ruchome cienie. pomimo moich gorączkowych przygotowań. a za kłamstwem nie . Czułem również. nieświadomie przywiązywałem do tego snu tak wielką uwagę. co w tym świecie wypowiadasz na głos. emitujemy światło. że wysłannik mówi prawdę. bym zapytał go o trzeci rodzaj istot nieorganicznych. prawda? – Naturalnie – powiedział wysłannik z przekonaniem. że jeśli nie zadam tego pytania. jakby rozkoszował się tym pytaniem. zostawiając mnie samego w półmroku. – Jeżeli to powiem. My jesteśmy ruchomymi cieniami. który nie pozwolił mi na kontynuowanie moich ćwiczeń w śnieniu. że jesteśmy cieniami. okłamując mnie. – A my musimy tej energii dostarczyć. gdzie się rozstaliśmy ostatnim razem. jest nieodwołalne. A jednak powodowała mną bezgraniczna ciekawość. – Dlaczego? – Ponieważ zobaczenie ich wymaga wielkiej ilości energii – odparł wysłannik. czy też efektem ich oddziaływania energetycznego. czy pragnienie powrotu do śnienia wystarczyłoby. a nawet miłości do cieni. co niezmiernie mi się podobało. – O. aby wznowić ćwiczenia. Jesteśmy nie tylko ruchomi. są naturalną konsekwencją śnienia. ponieważ kłamstwo nie istnieje – wdarł się w moje myśli głos wysłannika. a ja poczułem. Nie zrobiłem tego jednak rozmyślnie. Wiedziałem również. że jeżeli wysłannik chciałby uwięzić mnie podstępem. będę musiał tutaj zostać. Tak samo dla mnie – zaśmiał się nieśmiało wysłannik. że gdzieś czai się straszliwe niebezpieczeństwo. po prostu nie ma sensu kontynuować śnienia. Zastanawiałem się. – Lecz pomimo to. co się wydarzyło. wznowiłem ćwiczenia. że chcesz z nami pozostać – rzekł wysłannik niedbałym tonem. Spotkałem się ze zwiadowcą tam. co istnieje. Jesteśmy innym rodzajem istot nieorganicznych. – Nie mogę cię okłamać. którą poczułem w następnej. gdy ogarnęła mnie fala głębokiej przyjaźni. Jednak niespodziewane wypadki w moim życiu osobistym uniemożliwiły tę podróż. że prowokuje mnie. Zabrzmiało to tak. wysłannik mi tego nie wyjaśni. to nasza najbardziej tajemnicza cecha – powiedział. gdy tylko się tam znalazłem. – Wszystko. którą miałem podczas ostatniej sesji. które tutaj żyją. Są trzy rodzaje takich istot: jedne są niczym nieruchome tunele. by zobaczyć się z don Juanem. Bezwiednie pomyślałem. Wywołało to we mnie niepokój. i zabrał mnie od razu do tej samej wizji. mógł to przecież łatwo osiągnąć.wniosku. – Uczucia to dla nich trudna sprawa. Wysłannik chyba zdawał sobie sprawę z mojego nastroju. – Trzeci rodzaj wyjawiamy naszym gościom dopiero wtedy. jesteśmy również światłem w tunelach. czy niechęć. Zanim zdążyłem wypowiedzieć całe zdanie. – Chciałbyś ich ujrzeć? – zapytał od niechcenia. – To jest świat cieni – powiedział głos wysłannika. tak jakbym nigdy ich nie przerwał. – Mogę mówić ci tylko o tym. – Musisz więc tylko głośno powiedzieć. że same tylko uczucia mogą położyć kres ćwiczeniom. W moim świecie istnieje tylko intencja. Zaraz po przebudzeniu chciałem spakować moją torbę i pojechać do Meksyku. że wcale mi nie wadzą. Tunele dają nam swoją energię. Chciałem zobaczyć ten trzeci rodzaj. że wiedziałem. Były bezosobowe. Zastanawiałem się. – Są niezwykle sympatyczne – powiedziałem do wysłannika dokładnie w chwili.

których intencja utrzymuje mój świat takim.kryje się intencja. jak twój. desperacko próbując popychać je lub ciągnąć. że odnoszą się bezpośrednio do śnienia. Wydawało mi się również. i gdy tak przysłuchiwałem się jego słowom. – Energia tego świata jest innym rodzajem energii. lecz zanim zdołałem to wypowiedzieć. Wysłannik dodał. Zamierzałem poprosić go o wyjaśnienie. zacząłem się zastanawiać. Moja uwaga . Mój kupiecki umysł szalał w oczekiwaniu na to. Odparowałem. gdyż nie sądziłem. powrót ze świata istot nieorganicznych był niczym wynurzanie się na powierzchnię. że co prawda słyszałem jego wyjaśnienia. co mogę opisać jedynie jako tkankę tunelu. jaki jest. – Chcemy tylko poczuć twoją energię. – Nie możemy istnieć bez siebie – stwierdził. Wysłannik odparował z nutą lekceważenia w głosie. że im bardziej wytężam siły. W jednej chwili znalazłem się wśród cieni. gdyż nagła ich eksplozja spowoduje. że powiedział mi już wszystko o cieniach. uciszając swą podejrzliwość. że słyszę. – Wszystko w tym świecie ma bezpośredni związek ze śnieniem – stwierdził wysłannik. co masz na myśli – powiedziałem. że z pewnością nie mogę rozumieć. że jestem w świecie rzeczywistym. – Nie karmimy się twoją siłą – powiedział wysłannik. Jej właściwości nie przystają do właściwości energii twojego świata. W trakcie następnej sesji wysłannik rozpoczął swój dialog ze mną od powtórzenia. Nagle zauważyłem. tym szybciej będziesz mógł przesuwać wzrokiem przedmioty w swoim świecie. że l te plamy energii miały od trzech do czterech stóp średnicy. zdałem sobie sprawę. ale ta intencja nie jest taką intencją. czuję i myślę dokładnie tak samo. – Wielkość tutaj nie jest tym samym. Po chwili całkowicie wyczerpałem swój zapas energii. W tej chwili obraz zaczął się rozmywać. co można by przyrównać do podnoszenia domu szczęką. co oznacza taki związek. iż percepcja ich świata zaczyna się i kończy w mgnieniu oka. Chciałem zastanowić się nad przyczyną mojej pomyłki. Wysłannik polecił. że jedyna różnica między postrzeganiem mojego świata a postrzeganiem świata istot nieorganicznych polega na tym. Biorąc pod uwagę. że rozproszą się jak stado ptaków. które przypominały mi alfabet Braille'a. który jest nieskończenie bardziej rozbudowany od zwykłej zależności. co wielkość w twoim świecie – powiedział wysłannik. dziecinnych zwierząt. tym większa jest liczba cieni. – Zejdź do nas i spróbuj nas popchnąć albo pociągnąć – przynaglał głos wysłannika. że ruchome cienie i nieruchome tunele łączą całkowicie zharmonizowane i aktywne związki. mówiąc. gdyż ta uleciała do postaci ze świata cieni. podobnie jak ty chcesz poczuć promienie słońca w chłodny dzień. Wyglądało to tak. o jakiej on mówi. że dla istot nieorganicznych postrzeganie mojego świata zaczyna się i kończy w mgnieniu oka. Wysłannik ostrzegł mnie. wysłannik oświadczył. Dlatego kłamstwo nie istnieje. Powoli rozejrzałem się dookoła. jak w normalnym świecie. swojego świata nie postrzegają jednak w ten sposób. lecz nie zwracałem na nie uwagi. – Co mam zrobić? – zapytałem. Postrzeganie rzeczywistego świata nie odbywa się w ten sposób. Wysłannik dodał. jak duże są w rzeczywistości same tunele. Biorąc pod uwagę wyrazistość mojej percepcji. gruczołowate wypukłości. Nie mogłem utrzymać mej uwagi śnienia na argumentacji wysłannika. pomimo to ten świat jest tak samo rzeczywisty. że nawet za kłamstwem może się kryć jakaś intencja. opisując wypukłości na ścianach tuneli. jakby wychodziły ze wszystkich zakamarków. Miałem wrażenie. że za kłamstwem może się kryć jakaś intencja. że usiłowałem zrobić coś. – Rozumiem. lecz w tym samym momencie znalazłem się wewnątrz czegoś. Ujrzałem jakieś groteskowo połączone. Gdy tylko o tym pomyślałem. Chciałem się sprzeciwić. że wyglądają jak stado dziwnych. co się wydarzy. cienie znowu się rozpierzchły. Słyszałem. jak mówi. gdyż moja świadomość – wspólnie ze świadomością niezliczonej liczby istot podobnych do mnie. które emitowały nieprzezroczyste światło. Przyszło mi do głowy. lecz mój umysł stał się pusty. który wyjaśniał. doszedłem do wniosku. – Im szybciej się tego nauczysz. Czułem się ^jak nurek. abym trzymał moje uczucia na wodzy. W uszach dźwięczał mi głos wysłannika. jaki jest – skupiona jest na tym świecie. by obserwować mnie albo karmić się moją siłą. iż są to te same wypukłości. bym otworzył się przed nimi. gdyż niezliczona ich liczba utrzymuje go przy pomocy swej intencji takim.

Przyznałem mu rację. Przekonywał mnie. Poruszamy się wewnątrz tuneli. by oddać je w sposób zrozumiały dla mojego liniowo uporządkowanego umysłu. że wojownicy nie lękają się wyzwania i że nie ma żadnych istotnych powodów. iż zdecydowałem się zostać w jego świecie. Nie czekając . – Jeśli pozostaniesz wśród nas. Doszedłem do wniosku. jak każda sytuacja w naszym normalnym świecie. skoordynowania moich reakcji – moje przeżycia były równie rzeczywiste. że po prostu nie potrafię sobie wyobrazić takiej symbiozy. I wtedy znowu usłyszałem głos wysłannika. Nasz świat jest związany z waszym dzięki wrotom zwanym snami. że tak naprawdę chce. by don Juan wyjaśnił mi to wszystko. jakiej byłem świadkiem. aby jedyną różnicą między moimi wizjami a codziennym światem była szybkość. Charakterystyczną cechą tego tropiciela było to. że czeka na moją odpowiedź. Pewnego razu. Urywki. że w każdym tunelu znajduje się określona liczba uzależnionych istot. że nie musiał przechodzić żadnych energetycznych przekształceń. lecz nadal tkwiłem w Los Angeles. Sprawę pogarszał jeszcze fakt. Pewnego dnia usłyszałem go podczas wykładu na uniwersytecie. aby wysłannik wdawał się w dalsze szczegóły. Mówił bez przerwy. Zebrałem więc siły. skoordynowania bodźców wzrokowych i słuchowych.śnienia słabła. W innych pracach opisałem już urywki tych wizji. Zacząłem nawet wyczuwać. W jednej chwili byłem w dziwnym. Wiemy. jak przez nie przechodzić. a wysłannik potwierdzał jedynie to. z jaką kończyły się te wizje. że moje wizje świata cieni stały się jeszcze bardziej autentyczne. że głos wysłannika pojawiał się w mojej świadomości również na jawie. by zmienić nastrój. a uwaga śnienia znacznie się polepszyła. choć umysł pogrążony był w ekstazie kontemplacji świata cieni. W mgnieniu oka. która jest naszą energią. Dalej wysłannik mówił o tym samym. że jakakolwiek próba przerwania śnienia przyniesie szkodę mojemu ostatecznemu celowi. – Wypukłości na ścianach tunelu to cienie – powiedział. gdy sformułowałem tę myśl. Natychmiast jednak tego pożałowałem. nie dając mi czasu na głośne wyrażenie zamiaru udania się za nim. dosłownie wyskoczył przede mną i w moim śnie agresywnie zawładnął moją uwagą śnienia. Mój niepokój rósł. od początku był bowiem plamą energii. aż pewnej nocy znowu pojawił się ów agresywny tropiciel. Wydawało mi się. do świata szablastozębnych tygrysów. po ścianach. na pewno nauczysz się odczuwać. Nie miałem zamiaru niczego przerywać. Sądząc po subiektywnych standardach skoordynowania myśli. by przerwać ćwiczenia. tym większy był mój niepokój. że doświadczam czegoś niepowtarzalnego i niesamowitego. Nie dość. Jego dźwięk wzmocnił mnie. – Jestem jednym z nich. Dodatkową atrakcją było to. Przez głowę przeleciała mi luźna myśl. Prześladowała mnie natomiast inna myśl. ponieważ wysłannik zaczął zdawać mi dokładną relację z liczby i funkcji spełnianych przez cienie w poszczególnych tunelach. który zabiera śniącego do tego świata – powiedział wysłannik. Od tej pory żadne obawy nie zakłócały moich ćwiczeń w śnieniu. W momencie. które spełniają określone funkcje. a w następnej we własnym łóżku. Muszą się tego uczyć. co już kiedyś mi wyjaśniał. ale ludzie nie. to jeszcze na scenie pojawił się nowy tropiciel. co sam odczuwałem. że w świecie istot nieorganicznych z niezwykłą szybkością zaczynają się gromadzić czarne chmury. ponieważ nie miałem wówczas dostatecznej ilości energii. myśl. Nocne wizje szablastozębnych tygrysów powtarzały się regularnie przez długi czas. – To my nauczyliśmy czarowników wszystkiego. zanim jeszcze zacząłem przypatrywać się przedmiotom. napełniając się energią tuneli. Pragnąłem. aby się obudzić. Nigdy przedtem mi się nie zdarzyło. że zmienił się wysłannik. tym lepiej dla mnie. wysłannik zamilkł. Nie chciałem. co to znaczy być związanym ze sobą w taki sposób. Powiedział. przeniósł mnie do innej części królestwa istot nieorganicznych. związanych z potrzebami i oczekiwaniami karmiących je tuneli. W następnej chwili byłem zupełnie przebudzony w swoim łóżku. co wiedzą o śnieniu. Im bardziej zastanawiałem się nad swoją sytuacją. jak my – powiedział wysłannik. realnym świecie. który zabrał mnie tam po raz pierwszy. a moje ciało energetyczne podskoczyło jak na sznurku. – Ile cieni znajduje się w każdym tunelu? – zapytałem. gdy zacznę śnić i tropiciel zabierze mnie do świata cieni. Każdego dnia nie mogłem się wprost doczekać chwili. a moje ciało drżało ze strachu. Czułem. bym mu powiedział. Miałem trudności ze skupieniem jej na otaczającym mnie świecie. – Śnienie jest nośnikiem. że im mniej wiem na temat tuneli i cieni.

Rozpaczałem jedynie nad tym. ze być może dlatego nie możemy się porozumiewać. aż w końcu nie miałem już wątpliwości. zarzucił mnie najdłuższą i najbardziej poruszającą tyradą. a przede wszystkim o byciu rozpieszczanym przez kosmicznych służących. Spędziłem ponad czterdzieści osiem godzin. aż w końcu stałem się tak ciężki. która do mnie przylgnęła. która była przede mną. Byłem pewien. Straciłem swój ciężar tak szybko. jaka nas oddzielała. Wydawało mi się. zabrał mnie do tuneli. niczym przedni kupiec. czym . iż w jednej chwili znów byłem plamą energii w świecie istot nieorganicznych. tajemnicze przekonanie. Osoba. odczułem. lecz pomimo wielkich wysiłków nie udało mi się. że taka konfiguracja energii nie jest cieniem i że nie należy do tego świata. przybrała nagle kształt człowieka: bardzo małego. delikatnego. Zatopiłem się w obserwacji. gdyby zwiadowca nie nakazał mi się odwrócić. W końcu ogarnęła mnie wielka radość. Zdawałem sobie sprawę. szczupłego. Obudziłem się w Los Angeles. co wiedziałem albo myślałem. Potem ogarnął mnie strach. Przemówiłem do niej tak samo. Mój umysł szaleńczo próbował poskładać to. że wielkopaństwo jest całkowicie sprzeczne z moją naturą. o zdobyciu jej w niezwykle prosty sposób – poprzez pozostanie w tych cudownych tunelach. którzy będą spełniać moje najdrobniejsze zachcianki. lecz nic nie mogłem na to poradzić. Odleciał zupełnie niespodziewanie. Opowiadał o niewiarygodnej ruchliwości. gdzie byłem. Usłyszałem głos wysłannika. Prawdę powiedziawszy. Moja uwaga śnienia była zaabsorbowana jego wielkością i układem i nie oderwałaby się od nich. że wiem. że znalazłem się z powrotem w swoim ciele i w swoim świecie. Wrócił tropiciel i szybko zabrał mnie z tego miejsca. W tym momencie przyszło mi do głowy. o nieskończoności upływającej na poznawaniu nowych rzeczy. w jednym szeregu z ludźmi grającymi w golfa. Szarpały mną różne uczucia. Poczułem falę rozdrażnienia. w parku przy Uniwersytecie Kalifornijskim. iż pochodzi spoza mojego umysłu czy ciała – która powiedziała mi. Wiedziałem. Była niebieska niczym środek płomienia świecy. może siedmioletnia dziewczynka. lecz coś znieczuliło mnie na jego sygnały. Opowiadał o zdobyciu oszałamiającej wiedzy. kto mógł okazać się moim wrogiem. Przyglądaliśmy się sobie przez mgnienie oka. Nigdy nie czułem się swobodnie przy służących. że zostałem sam na sam z kimś. które stawało się większe z dnia na dzień. Obudziło mnie szarpnięcie strachu. ponieważ nieznajomy jest jednym z czarowników starożytności i pochodzi z innego czasu. zostawiając mnie zawieszonego w tym tunelu. niemal przezroczystego. Nagle jakaś wielka siła okręciła mnie dookoła i postawiła tuz przed niebieską plamą. – Przebywają z nami świadome istoty z najbardziej niewiarygodnych zakątków kosmosu – powiedział wysłannik na zakończenie. że zaprzepaszczam całe lata swojej pracy. iż niebieska plama światła jest więźniem świata istot nieorganicznych. że tropiciel wreszcie ukazał mi istotę ludzką usidloną w tym świecie. bym nie ufał już więcej swojemu śnieniu. że przedziera się do mnie jakaś wiadomość. nikt nie chce stąd odchodzić. zmaterializowała się równo ze mną. lecz ponaglenia tropiciela zakłóciły moją uwagę i straciłem z oczu niebieski kształt. czy będąc obsługiwanym. Po kilku dniach zaczęło we mnie kiełkować mroczne. czy jest to mężczyzna czy kobieta. Zatrzymał się w jakimś tunelu. twarzą w twarz z nie znaną mi osobą. niezmordowanie usiłując dotrzeć do ukrytego uczucia lub ukrytej wiedzy. Rozpaczliwie usiłowałem ustalić. Próbowałem spytać o to tropiciela. lecz nie otrzymałem odpowiedzi. ale bez powodzenia. gdyż byłem pewien. Moja uwaga śnienia skierowała się wówczas na plamę energii. Gdy się w nią wpatrywałem. Rzuciłem wszystko. Udało mi się jedynie odczuć jakąś siłę – wydawało mi się. Była to sześcio– . który wydawał się nieco większy niż pozostałe. Teraz potrzebowałem rady don Juana bardziej niż kiedykolwiek. Natychmiast.na moją zgodę. tym stawałem się cięższy. ze jest prawdziwe. która była nieco większa niż reszta cieni. Mówił o nadzwyczajnych zaletach świata istot nieorganicznych. nie mogąc przełamać bariery. Stałem na trawie. jaką do tej pory od niego słyszałem. Dalej przejął mnie tropiciel i śmigaliśmy wieloma tunelami. – I uwielbiają tu być. jak rozmawiałem z tropicielem. Im większe było moje rozradowanie i ciekawość. że ją znam. ze zapoczątkowały proces odwrotny. Gdy ją ujrzałem. Nie bez niepokoju pozostawałem tam. moje rozradowanie i ciekawość wzrosły tak niepomiernie. Gdy wynurzałem się na powierzchnię normalnego świata. Tropiciel ponaglał mnie do odejścia.

– Zapewniam cię. czułem się zobowiązany opowiedzieć mu o moich wizytach w ich świecie. i pospieszyłem do Meksyku. czym było dla czarowników starożytności: źródłem niewyczerpanych możliwości folgowania sobie. Mówisz tak. W środku byłem pewien. – Jesteś bardziej osamotniony. Nie interesuje mnie ani jedno. W głębi duszy czułem. że musisz postępować z największą ostrożnością. ponieważ te mają ich już w garści. Dopiero wtedy. a gdy raz zatopią w kimś swoje szpony. Zna cię na wylot. Zauważył. choć ten ostatni spędził w świecie istot nieorganicznych wiele czasu. jak bardzo wpłynęło to na moje uczucia. Za wszystkimi stoi ta właśnie istota. Istoty nieorganiczne zabierają tam śniących tylko wtedy. skoro przygnałeś tak prędko – zauważył z zadumą w głosie. teoretycznych zagrożeniach. – Co to oznacza w moim przypadku. niż myślałem – powiedział w końcu – gdyż nie wolno mi omawiać twojego śnienia. a ty nie dostrzeżesz pułapki. jeśli chodzi o usposobienie. zostałeś wybrany przez wodną istotę nieorganiczną. – Nie zamierzam w żaden sposób dać się złapać na pokusy istot nieorganicznych. jak z nią walczyłeś? I jakie to było uczucie? Mówiłem ci. nigdy nie rezygnują. Są bardzo przebiegłe. że w świecie istot nieorganicznych poczuli się jak ryba w wodzie. i to jest moje ostateczne zdanie. Nie potrafiłem mu tego wyjaśnić. jak nabrały naguala Rosendo. że don Juan mówi o abstrakcyjnych. że niebezpiecznie ich przypominasz. bym opisał mu wszystkie sesje śnienia wraz z najmniejszymi szczegółami mającymi związek z tą sprawą. że cię nabiorą – odrzekł. nie wiedział o nim również nagual Julian ani nagual Elias. – Dlaczego powiedziałeś. iż jeśli kładzie się na śnienie zbyt duży nacisk. Zaszedłeś za daleko i nie możesz się już tak po prostu wycofać. że znalazłem się w położeniu dawnych czarowników? – Powtarzałem ci już wielokrotnie. Don Juan od razu poradził mi. staje się ono tym. co usłyszał. Dawni czarownicy byli niesamowicie zdolni. Poza tym. Znalazłeś się w położeniu dawnych czarowników. czego chcę. jest już zwykle za późno. . iż jakaś istota nieorganiczna zna mnie na wylot. na twoje nieszczęście. abym zlekceważył to zdarzenie i potraktował je jako jawną próbę zaspokojenia moich fantazji przez istoty nieorganiczne. robi mi się niedobrze. by posiąść moc albo mieć własną służbę. – Ale jaka to różnica. jakby przytłoczony ciężarem tego. co tak naprawdę jest tym problemem – odrzekłem. – Na tym etapie to nie jest już takie proste. – Czego tak naprawdę chcesz? – zapytał don Juan. Zaczają się na ciebie. – Myślę. Milczał przez długą chwilę. choć nie potrafię sprecyzować. don Juanie? – Prawdziwe kłopoty. Na przykład ja nigdy nie wiedziałem o świecie cieni. jeśli to masz na myśli –powiedziałem. Jedziecie na tym samym wózku. ani drugie. że ci pozostaną w ich świecie. – Ależ ja nie mam nawet cienia wątpliwości. nawet nie będziesz podejrzewał jej istnienia. czy zna się świat cieni. że nie grozi mi żadne takie niebezpieczeństwo. że w istotach nieorganicznych nie ma nic szczególnego. – Zgadza się. na jaką cię stać. czy nie? – Różnica jest ogromna. Wiemy to z opowiadań dawnych czarowników.się zajmowałem. Teraz wymyśliły nawet małą dziewczynkę. – Musisz mieć bardzo ważny problem. że ta dziewczynka istnieje – odparłem zdecydowanie. które w rzeczywistości nie występują. Z jakiejś niezrozumiałej przyczyny nie miałem ochoty opowiadać don Juanowi o królestwie cieni. że na samą myśl. gdy zignorował moją wizję małej dziewczynki. – Gdy śniący uświadamiają sobie. Przez te wszystkie lata przyzwyczaiła się do ciebie. ponieważ sam nie wiedziałem. Pamiętasz. Opowiedziałem mu o mojej wizji małej dziewczynki i o tym. że wodne istoty nieorganiczne są najbardziej dokuczliwe. jakbym za chwilę miał ulec pokusie. Wiecie o ich świecie takie rzeczy. Wyznałem szczerze don Juanowi. że nie mam najmniejszego zamiaru tam zostać. Mogę ci jedynie raz jeszcze powtórzyć. don Juanie. ich błędem było. Uzależniają się i są zaborcze. gdy są pewne. jakich nikt z nas nawet sobie nie potrafi wyobrazić. by pohamować moją histeryczną paplaninę. Don Juan poprosił. którą pochwyciłeś owego feralnego dnia. – Tak samo.

że zwierzyłem się jej ze swoich problemów. delikatną i długą szyjkę i szepnęła ledwie słyszalnym głosem: “Pomóż mi!" Powiedziała to albo też sam to sobie wymyśliłem. w ogóle nie śniłem o świecie istot nieorganicznych. . Dziewczynka przechyliła na bok swą cienką. że znajduję się wśród chmur lub w górach. że to ja cię uczę. które właśnie miałem. choć don Juan radził mi. Nie spodobało mi się to porównanie. jego źródłem nie było jednak moje ciało energetyczne. Don Juan dodał. poszukiwaczem usidlonym w królestwie istot nieorganicznych. Mówiłem ci już. Wszystkie bodźce docierały do mnie poprzez wzrok i słuch. Przyszło mi do głowy. dlatego też świetnie mnie rozumiała i była niezwykle zainteresowana. Znalazłem się przy niej w jednej chwili. prawda? – Tak. tak jak to robiłem niezliczoną liczbę razy. rezultat był taki sam – zamarłem. Mój racjonalny rozum musiał więc rozważyć dziwną kwestię – widzenie i słyszenie nie są zmysłami ciała. Dzięki tym ćwiczeniom miałem bezpośrednie uczucie. lecz zupełnie nieprzydatna współczesnym czarownikom. I nie chcę przez to powiedzieć. byłem sobą. które sobie szczególnie upodobali. to zanim zdołam spoić drugą uwagę z uwagą normalnego świata.– Nie ma żadnej małej dziewczynki – warknął. Ta sprawa tak 'bardzo mnie martwiła. Zanim wróciłem do domu. zachowywałem swoją psychologiczną ciągłość. że odczuwałem ją fizycznie. którą widziałem już przedtem. Miał rację! W trakcie następnej sesji śnienia rozpętało się prawdziwe piekło. – Niczego jeszcze nie zrobiłeś – warknął don Juan. don Juan polecił mi wpatrywać się w chmury lub odległe szczyty górskie. Jedyną różnicą była obecność niebieskiej plamy energii. Don Juan był przekonany ponad wszelką wątpliwość. Gdy przebywałem z don Juanem i jego towarzyszami. że owa niebieskawa plama energii pochodzi z całkiem innego wymiaru i że to tropiciel. na co on odparł. Moje ćwiczenia polegały jak zwykle na skupianiu uwagi śnienia na poszczególnych przedmiotach ze snu i na zmianie snów. – Ta plama niebieskawego światła jest zwykłym tropicielem. że jeśli nie będę się kontrolować. bym nikomu tego nie mówił. – Jestem bardzo zadowolony. Don Juan zauważył. Zalecam ci. Wszystko jedno. podejmować decyzje. – Dlaczego to cię tak niepokoi? – zapytałem. Powiedział. innymi słowy. Brakowało mi jedynie mojego zmysłowego ja. moja uwaga śnienia zamknęła się wyłącznie na niej. że moje przeżycia są całkowicie oddzielone od doznań zmysłowych. Carol Tiggs była moim dokładnym odpowiednikiem. że moja troska o uwięzionego tropiciela doprowadza go niemal do rozpaczy. że one są jak rybacy: nęcą świadomość. pozwoliłem sobie omówić moje wizje ze śnienia z Carol Tiggs. Zacząłem się nad sobą użalać i narzekać. stanę się nie do zniesienia. abyś już więcej się w nic nie wpatrywał. ale bardzo zmartwiony – skomentował moje dokonania don Juan. a ja nie mam pojęcia co. – Uczysz się cudownych rzeczy. Nie ma ona nic wspólnego z polepszaniem trzeźwości osądu i poszerzaniem zdolności do poszukiwania wolności. – Tyle to wiem. a ja jej po prostu nie zauważyłem. że zawsze wszystko robię źle. a w drugiej uwadze – szaleńcem. Aby stłumić mój niepokój. iż przepaść ta jest tak ogromna. Gdy tylko ją dostrzegłem. że pomiędzy moją ruchliwością w drugiej uwadze a uporczywym tkwieniem w bezruchu w stanie świadomości normalnego świata rozciąga się niebezpieczna przepaść. że w normalnym stanie jestem niemal idiotą. W mgnieniu oka potrafili dotrzeć do swego ciała energetycznego. Don Juan był bardzo zły. a to bardzo niepożądany stan. że mogła być tam już wcześniej. na szczycie. wpatrując się po prostu w przedmioty. lecz cechami wizji. – Mówisz o istotach nieorganicznych. Dopiero wówczas po raz pierwszy byłem całkowicie świadom. który zbłądził i został 'złapany jak mucha w pajęczą sieć. lecz nawet o tym nie wiesz. Jak zwykle podeszły do mnie pozostałe cienie. Dotarłem do świata cieni. znajdowała się wśród innych cieni. ogarnięty nagłym niepokojem. Wiąże nas jedynie z konkretnością. co normalnie uważałem za doświadczenie – mogłem myśleć. lecz zupełnie inna część mnie. Posiedziałem o tym don Juanowi. a potem ją łowią. Nagle niebieski kształt przybrał postać tej samej małej dziewczynki. lecz nie zwracałem na nie uwagi. Nie miałem doznań cielesnych. osądzać. mówię o istotach nieorganicznych. To naprawdę imponująca technika. Doświadczałem świata cieni ze wszystkimi implikacjami tego. – Szykuje się coś niedobrego w tym przeklętym świecie. Odczułem chłód. Czułem się gorzej niż kiedykolwiek. to technika dawnych czarowników.

Próbowałem tego jeszcze wiele razy. odniosłem wrażenie. iż ją wyswobodzę. Bałem się. wizyta. wykrzyknąłem głośno i wyraźnie. Możesz doświadczać wszystkiego. że całkowicie zdaje się na mnie. że przybrała postać małej dziewczynki. że to gdzie indziej to przecież moje ciało. W chwili. widząc i słysząc. Nie wierzyłem. że absolutnie nie jestem zdolny jej pomóc. że od razu mnie zrozumiała. ale nie mogłem wydobyć z siebie głosu. chociaż przeżywałem coś takiego po raz pierwszy. Przeszła przeze mnie fala niezwykle niepokojącego uczucia i znowu nie odczułem. że dziewczynka traci równowagę. tak jak płakałoby dziecko w jej wieku. Moje ciało energetyczne przeszło przez nią. w świecie cieni. Nawet się uśmiechnęła. że wszystkie rozmowy. Zanim moja uwaga śnienia zupełnie zniknęła. jakby chciała mi okazać. Nie mogłem tego znieść. Gorączkowo usiłowałem coś jej powiedzieć. Wydawało mi się. i znowu nie odczułem jej tam. Ogarnęła mnie fala bezgranicznej miłości. odbywały się dzięki jego energii. Zrezygnowałem więc i zacząłem się zastanawiać nad następnym ruchem. Poczułem ją gdzie indziej. której nie potrafiłem przebić. Rzuciłem się w jej stronę. Przyszło mi do głowy. co powiedział don Juan – była tropicielem złapanym w sieci tego świata. Powiedziała mi to wszystko w jednej porcji energetycznego uczucia. lecz nie musisz oddychać. źródłem odczuć zmysłowych zlokalizowanym gdzie indziej. cienie się rozpierzchły. Milcząco błagała mnie naglącym spojrzeniem. Pozostawiony sam sobie. Nie miałem trudności w jej zrozumieniu. . choć do tej pory ukryta. Zdawało mi się. ale bez widocznego skutku. Próbowałem coś do niej powiedzieć. Przyglądałem się jej i nabrałem przekonania. że moja uwaga śnienia osłabnie. Gdy w myślach odparłem. ale nadaremnie. że chcę połączyć moją energię z energią uwięzionego tropiciela i dać mu wolność. Zdawało mi się. chciałem pochwycić ją i wziąć ze sobą. Próbowałem przekazać jej moje uczucie bezradności. jakby za chwilę miała zemdleć. która była niczym słowa wypowiedziane wszystkie od razu. i źródłem energii. licząc. i że potrzebuje mojej pomocy tak samo. która się liczy. ponieważ jest ona znana zarówno mnie. jakie przeprowadzałem z wysłannikiem. a wtedy stracę dziewczynkę z oczu. I wtedy zrobiłem coś niewiarygodnego. a w polu mojego widzenia pozostała jedynie mała dziewczynka. Nie wiedziałem. Dziewczynka naprawdę płakała. Potem spróbowałem skierować do niej swe myśli. wdzierając się w moje myśli. które jest podmiotem doświadczającym. Potem dodała. Tylko pomyśl! Nie musisz oddychać! Możesz udać się w każde miejsce wszechświata i wcale nie oddychać. Stało się jasne. jak ja potrzebuję jej. że patrzę na histeryczne dziecko ogarnięte wielką rozpaczą. by istoty nieorganiczne przyprowadziły mnie raz jeszcze do tej części swojego królestwa. Byliśmy oddzieleni membraną energii. płakała z rozpaczy i strachu. jak i jej. pogrążone we śnie w moim własnym łóżku. Dziewczynka rozumiała chyba moją rozpacz i porozumiewała się ze mną za pomocą myśli. że ją znam.– Naprawdę widzisz i słyszysz – powiedział wysłannik. że istnieje żywy związek między ja. że to moja ostatnia wizyta w ich świecie. myśl. co robić. gdy to pomyślałem. Powiedziała mi w zasadzie to samo. byłem bezradny. Wielce poruszyła mnie oczywista. aż zupełnie straciłem siły. – To jest właśnie piękno tego miejsca.

ROZDZIAŁ VII: NIEBIESKI TROPICIEL Śniło mi się coś zupełnie bezsensownego. Była przy mnie Carol Tiggs. Mówiła do mnie, ale nie mogłem zrozumieć jej słów. Był tam również don Juan i wszyscy członkowie jego grupy. Próbowali wyciągnąć mnie z jakiegoś szalonego świata, w którym tliło się mdłe, żółtawe światło. Po długich zmaganiach, podczas których wiele razy traciłem ich na jakiś czas z oczu, zdołali mnie wreszcie stamtąd wyratować. Ponieważ nie mogłem pojąć celu całego przedsięwzięcia, w końcu doszedłem do wniosku, że śni mi się normalny, chaotyczny sen. Jakież było moje zdumienie, kiedy obudziłem się i odkryłem, że leżę w łóżku, w domu don Juana. Nie mogłem się poruszyć. Byłem zupełnie pozbawiony energii. Nie wiedziałem, co myśleć, chociaż od razu uświadomiłem sobie powagę sytuacji. Miałem niejasne przeczucie, że straciłem całą energię na skutek wyczerpania spowodowanego śnieniem. Towarzysze don Juana zdawali się niezwykle poruszeni tym, co się ze mną działo. Stale przychodzili do mojego pokoju, ale tylko pojedynczo. Każdy z nich stal przez chwilę w całkowitym milczeniu, a potem przychodził następny. Wydawało mi się, że na zmianę mnie pilnują. Byłem jednak zbyt słaby, by poprosić o wyjaśnienie ich dziwnego zachowania. W ciągu następnych dni poczułem się lepiej i zaczęli rozmawiać ze mną o moim śnieniu. Z początku nie wiedziałem, czego ode mnie chcą. W końcu, na podstawie pytań, które mi zadawali, pojąłem, że mają obsesję na punkcie świata cieni. Każdy zdawał się przestraszony i mówił mi mniej więcej to samo. Powtarzali mi, że nigdy nie byli w świecie cieni, a niektórzy utrzymywali nawet, że nic nie wiedzą o jego istnieniu. Ich wyznania i reakcje sprawiły, że odczuwałem coraz większy zamęt i strach. – Kto zabrał cię do tego świata? I skąd w ogóle wiedziałeś, jak tam się dostać? – pytali wszyscy. Gdy powiedziałem, że to tropiciele pokazali mi tamten świat, nie mogli mi uwierzyć. Najwyraźniej przyjęli, że byłem tam naprawdę, nie mogąc jednak odwołać się do własnego doświadczenia jako punktu odniesienia, nie potrafili zgłębić moich słów. Chcieli jednak wiedzieć wszystko, co wiem o cieniach i ich świecie. Spełniłem ich prośby. Wszyscy, z wyjątkiem don Juana, usiedli przy moim łóżku i wsłuchiwali się z uwagą w każde moje słowo. Gdy tylko jednak pytałem ich o moją sytuację, rozbiegali się zupełnie jak cienie. Niepokoiło mnie jeszcze coś. Chorobliwie unikali jakiegokolwiek kontaktu fizycznego ze mną, co nigdy przedtem się nie zdarzało. Trzymali się z daleka ode mnie, jakbym był trędowaty. Ich zachowanie tak mnie martwiło, że musiałem ich o to zapytać. Zaprzeczyli moim zarzutom. Zdawali się urażeni moim pytaniem i to do tego stopnia, iż usiłowali udowodnić mi, że się mylę. Roześmiałem się serdecznie, rozbawiony wynikłym z tego napięciem. Sztywnieli bowiem za każdym razem, gdy próbowali mnie objąć. Jedynie Florinda Grau, najbliższa towarzyszka don Juana, nie obawiała się fizycznego kontaktu ze mną; otaczała mnie troskliwą opieką i próbowała wyjaśnić, co się dzieje. Powiedziała, że utraciłem moją energię w świecie istot nieorganicznych, po czym ją odzyskałem. Jednak mój nowy ładunek energetyczny dla większości z nich jest nieco niepokojący. Florinda kładła mnie do łóżka każdego wieczoru, jakbym był kaleką. Nawet przemawiała do mnie jak do dziecka, na co reszta reagowała salwami śmiechu. Pomijając jednak pośmiewisko, które ze mnie robiła, doceniałem jej troskę, chyba zresztą autentyczną. Pisałem już kiedyś o Florindzie w związku z naszym pierwszym spotkaniem. Była to najpiękniejsza kobieta, jaką w życiu spotkałem. Kiedyś powiedziałem jej zupełnie szczerze, że powinna była zostać modelką w magazynie mody. – Tak, w magazynie z tysiąc dziewięćset dziesiątego roku – odparowała. Florinda, chociaż miała już swoje lata, wcale nie była stara. Była młoda i pełna życia. Gdy zapytałem don Juana o źródło jej niezwykłej młodości, dowiedziałem się, że to magia utrzymuje ją w tak dobrym stanie. – Energia czarowników – dodał don Juan – dla oka jest młodością i wigorem. Gdy towarzysze don Juana zaspokoili już swoją pierwotną ciekawość świata cieni, przestali wchodzić do mojego pokoju. Zadawali jedynie zdawkowe pytania dotyczące mojego stanu zdrowia.

Jednak kiedy tylko próbowałem wstać, zaraz zjawiał się któryś z nich i delikatnie kładł mnie z powrotem do łóżka. Nie pragnąłem ich posługi, a jednak najwidoczniej ich potrzebowałem; ciągle jeszcze byłem słaby. Pogodziłem się z tym. Najbardziej jednak dokuczało mi to, że nie udało mi się nakłonić nikogo z nich, by wytłumaczył mi, co ja właściwie robię w Meksyku, skoro położyłem się spać w Los Angeles. Ciągle ich o to pytałem, ale wszyscy odpowiadali niezmiennie: – Zapytaj naguala. Tylko on może ci to wyjaśnić. W końcu Florinda się przełamała. – Wpadłeś w pułapkę – powiedziała. – Właśnie to ci się przytrafiło. – Gdzie wpadłem w tę pułapkę? – W świecie istot nieorganicznych, rzecz jasna. To właśnie z nimi miałeś do czynienia od lat, prawda? – Tak, jak mówisz, Florindo. Możesz mi powiedzieć, jaka to była pułapka? – Chyba nie. Wiem tylko, że straciłeś tam całą swoją energię. Ale walczyłeś bardzo dzielnie. – Dlaczego jestem chory, Florindo? – Nie zmogła cię choroba. Doznałeś uszczerbku na swej energii. Byłeś w stanie krytycznym, ale teraz jesteś tylko poważnie ranny. – Jak to się stało? – Stoczyłeś walkę na śmierć i życie z istotami nieorganicznymi i zostałeś pokonany. – Nie pamiętam żadnej walki, Florindo. – To nie ma żadnego znaczenia. Walczyłeś i zostałeś zdeklasowany. Nie miałeś cienia szansy z mistrzami manipulacji. – Walczyłem z istotami nieorganicznymi? – Tak. Stoczyłeś z nimi śmiertelny pojedynek. Doprawdy nie wiem, w jaki sposób zdołałeś przeżyć ich miażdżący cios. Nie chciała powiedzieć mi już nic więcej. Napomknęła tylko, że może niebawem odwiedzi mnie nagual. Następnego dnia pojawił się don Juan. Był bardzo jowialny i dodawał mi otuchy. Żartobliwie obwieścił, że składa mi wizytę jako pełniący obowiązki lekarza energetycznego. Zbadał mnie, przypatrując mi się od stóp do głów. – Jesteś już prawie uleczony – posumował. – Co się ze mną stało, don Juanie? – zapytałem. – Wpadłeś w pułapkę, jaką zastawiły na ciebie istoty nieorganiczne – odparł. – A jak się tutaj znalazłem? – Tu właśnie kryje się wielka tajemnica, bez dwóch zdań – powiedział i uśmiechnął się dobrodusznie, najwyraźniej próbując rozładować nieco powagę sytuacji. –Istoty nieorganiczne pojmały cię całego, łącznie z ciałem. Najpierw, gdy poszedłeś za jednym z ich tropicieli, ściągnęły do swojego królestwa twoje ciało energetyczne, a potem fizyczne. Towarzysze don Juana wyglądali na zszokowanych. Jeden z nich zapytał, czy istoty nieorganiczne rzeczywiście mogą kogoś porwać. Don Juan odparł, że bez wątpienia mogą to zrobić. Przypomniał o nagualu Eliasie, który został uprowadzony do ich świata, chociaż wcale nie zamierzał się tam udać. Wszyscy przytaknęli, kiwając głowami. Don Juan dalej rozmawiał z nimi, mówiąc o mnie w trzeciej osobie. Powiedział, że połączona świadomość istot nieorganicznych najpierw pochłonęła moje ciało energetyczne, zmuszając mnie do gwałtownej reakcji emocjonalnej na widok uwięzionego tropiciela. Potem ta sama połączona świadomość ściągnęła do swojego świata moje bezwładne ciało. Don Juan dodał, że bez ciała energetycznego człowiek jest tylko bryłą organicznej materii, którą świadomość może z łatwością manipulować. – Istoty nieorganiczne są sklejone ze sobą jak komórki naszego ciała – ciągnął don Juan. – Gdy połączą swoją świadomość, są nie do pokonania. Wyrwanie nas z naszego świata i umieszczenie we własnym nie sprawia im żadnych trudności. Zwłaszcza jeśli się wyróżniamy i jesteśmy tak dostępni, jak on.

O ściany pokoju odbiły się echem westchnienia i głośne oddechy towarzyszy don Juana. Wszyscy wydawali się naprawdę przestraszeni i zatroskani. Chciałem obwinić don Juana, że nie zatrzymał mnie w porę, lecz przypomniałem sobie, że próbował mnie ostrzec, nakłonić do zmiany postępowania, lecz nadaremnie. Don Juan doskonale wiedział, o czym myślałem, i posłał mi znaczący uśmiech. – Myślisz, że jesteś chory – powiedział, zwracając się do mnie – ponieważ istoty nieorganiczne pozbawiły cię twojej energii i obdarowały swoją. To wystarczy, by zabić. Jako nagual masz dodatkową energię i tylko dlatego przeżyłeś. Wspomniałem, że pamiętam jakieś oderwane kawałki snu. Śniło mi się, że przebywałem w jakimś żółtawym świecie, z którego wyciągnął mnie don Juan wraz z Carol Tiggs i swymi towarzyszami. – Dla fizycznego oka królestwo istot nieorganicznych wygląda jak żółtawy, zamglony świat – wyjaśnił don Juan. – Myślałeś, że oglądasz normalny, chaotyczny sen, a tymczasem po raz pierwszy patrzyłeś fizycznym wzrokiem na wszechświat istot nieorganicznych. Może to dziwne, ale dla nas był to również pierwszy raz. Wiedzieliśmy o tej żółtej mgle jedynie z opowieści czarowników, nie z doświadczenia. To wszystko nie miało dla mnie sensu. Don Juan zapewnił mnie, że dokładniejsze wyjaśnienie jest niemożliwe z powodu moich braków energetycznych. – Musisz się zadowolić na razie tym, co ci mówię i co z tego pojmiesz – powiedział. – Wcale tego nie pojmuję – zaprotestowałem. – A zatem nic ci nie umknęło. Gdy poczujesz się lepiej, sam sobie odpowiesz na wszystkie pytania. Wyznałem don Juanowi, że odczuwam fale gorączki. Moja temperatura nagle wzrastała; byłem cały spocony i gorący. Doznawałem wtedy nadzwyczajnego, lecz niepokojącego uczucia, że rozumiem sytuację, w której się znalazłem. Don Juan zlustrował całe moje ciało swoim przenikliwym wzrokiem i stwierdził, że znajduję się w stanie szoku energetycznego. Cierpiałem na tymczasową utratę energii, a to, co interpretuję jako fale gorączki, to w zasadzie rozbłyski energii, podczas których chwilowo odzyskuję kontrolę nad moim ciałem energetycznym i mam świadomość wszystkiego, co mi się przytrafiło. – Wysil się i powiedz mi, co się wydarzyło w świecie istot nieorganicznych – nakazał mi don Juan. Powiedziałem mu, że od czasu do czasu mam wyraźne wrażenie, że wraz ze swoimi towarzyszami udał się fizycznie do tego świata i wyrwał mnie z uścisku istot nieorganicznych. – Zgadza się! – krzyknął don Juan. – Dobrze ci idzie. A teraz zamień to wrażenie na widok tego, co się zdarzyło. Nie byłem jednak w stanie tego zrobić, chociaż usilnie się starałem. Poczułem niesamowite zmęczenie wypalające mnie od środka. Zanim don Juan wyszedł z pokoju, powiedziałem mu, że jestem bardzo niespokojny. – To nic nie znaczy – odparł niewzruszony. – Odzyskaj swoją energię i nie martw się bzdurami. Minęły dwa tygodnie, w których trakcie odzyskiwałem powoli energię. Jednak ciągle się wszystkim martwiłem, a najbardziej tym, że będę dla siebie nie znany. Niepokoił mnie zwłaszcza mój chłód wewnętrzny, którego wcześniej u siebie nie zauważyłem; rodzaj obojętności, którą wiązałem z chwilowym brakiem energii. A potem zdałem sobie sprawę, że jest to nowa cecha mojej osobowości, cecha, która na stałe pozbawiła mnie synchronizacji. Aby wywołać uczucia, do których byłem przyzwyczajony, musiałem przywołać je i czekać, aż się pojawią w moim umyśle. Inną moją nową cechą było jakieś dziwne uczucie tęsknoty, które ogarniało mnie od czasu do czasu. Tęskniłem za kimś, kogo nie znałem. Było to tak wszechogarniające i intensywne uczucie, że musiałem wstawać i chodzić po pokoju, by je złagodzić. Tęsknota ta żyła we mnie aż do chwili, gdy nie zrobiłem użytku z jeszcze jednego nowego przybysza, który zjawił się w moim życiu: ścisłej samokontroli, która była tak silna, że tylko podsyciła moje zmartwienia. Przed końcem czwartego tygodnia rekonwalescencji wszyscy uznali, że jestem już zdrowy, i przestali mnie odwiedzać. Większość czasu spędzałem samotnie. Spałem i wypoczywałem, a moja energia zaczęła szybko rosnąć. Poczułem, że wracam do siebie. Zacząłem nawet ćwiczyć. Pewnego dnia koło południa, po lekkim posiłku, wróciłem do swojego pokoju, aby się zdrzemnąć. Przed zapadnięciem w głęboki sen przewracałem się w łóżku, próbując się jakoś ułożyć, gdy nagły

– Moja obiektywna reakcja – którą przedstawiam ci zupełnie jasno. której się obawiałem. Zapadło kłopotliwe milczenie. co ma do powiedzenia o małej dziewczynce. Byłem tak ciekaw tego. że chociaż chciał i próbował. że z ledwością mogłem złapać oddech. Najbardziej męczyło ich to. – Czy to pierwszy taki wypadek w historii ludzkości? – zapytał jeden z nich don Juana. Przyjęli. Mówiła coś do mnie. byś mógł ją ocenić – to umiejętność szczerego wyznania: “Nie jest mi pisane wzbudzać ślepą i bezgraniczną miłość. W porządku!" Twoja obiektywna reakcja – ciągnął – to nienawiść do kajdanów i gotowość zaprzepaszczenia życia. że miała ona stalowoniebieskie oczy płonące niemym uczuciem wdzięczności i lojalności. ale początkowo nie mogłem tego zrozumieć. – Wpadłeś w pułapkę. kto nie może znaleźć odpowiednich stów. Nigdy natomiast nie brałem pod uwagę tego. że robi mi się niedobrze. sprawiał wrażenie kogoś. niż mogłem to sobie wyobrazić. Następnie stanął przede mną i przypatrywał mi się. może siedmiu lat.nacisk na skronie zmusił mnie do otwarcia oczu. a mimo to wszyscy ujrzeli obcą energię. – Jakie to ma dla nas znaczenie? – zapytał inny. że jeśli chcę ją zrozumieć. Wśród towarzyszy don Juana zapanowało wielkie poruszenie. gdy to dostrzegli. nigdy nie zdołał wzbudzić w ludziach takiego uczucia. Zanim don Juan powrócił do pokoju. która zdołała pokonać granicę oddzielającą drugą uwagę od uwagi zwyczajnego świata. Nie wypowiedziawszy jednego słowa. jak dziewczynka wyszła z pokoju za nagualem. która przybrała kształt dziecka. Poczułem się słabo i musiałem usiąść. wykorzystując do tego twoją wrodzoną awersję do kajdanów. która zbliżyła się do mnie. . Stanęli jak wryci. Jej oczy były tak jasne i przytłaczające. ale nie taką. Wszyscy się zgodziliśmy. przypadków. Mówiła. by wyrazić przytłaczające go myśli. Obecność dziewczynki podziałała na mnie jak uderzenie w splot słoneczny. jeśli nie tysiące. odzyskałem nieco kontrolę nad sobą. że skoro nie śnili. Czułem ciężar jej spojrzenia na piersiach. – Myślę. ogarnęła mnie fala wspomnień. że w pokoju natychmiast zjawili się trzej towarzysze don Juana. – Dla nas żadne. Don Juan chodził przez chwilę po pokoju. stalowoniebieskimi oczami. aż poczułem. Zgodzili się również. Skoczyłem na równe nogi i wrzasnąłem tak głośno. Po chwili jednak wszystko stało się jasne. że padniesz ofiarą pochlebstw i obietnicy wygód. że cienie zastawią pułapkę. regularnych rysach twarzy. że tropiciel był cząstką obcej energii. które nas najbardziej ograniczały. o pięknych. Don Juan porównał kiedyś swoje i moje reakcje w świecie czarowników na sprawy. gdy obca energia przenika niezauważenie do świata ludzi. Wszyscy naraz zaczęli mówić do don Juana i roześmieli się. ale dla niego ogromne – odparł don Juan i wskazał na mnie. Dowodzili. który opisali. że niemal sprawiały mi ból. Dziewczynka pomknęła za nim. że zdarza się to przez cały czas – odparł –ale nigdy w tak otwarty. pokonując naturalne bariery. Wszyscy zgodzili się co do tego. Zgodziłem się z każdym szczegółem. to dziecko to musi istnieć. co zrobiłeś – odezwał się w końcu don Juan z nutą dezorientacji w głosie. Najwidoczniej każdy z nich dostrzegł. nagual Julian. O mało nie eksplodowałem. Powiedział. że nie mówiły o tym opowieści czarowników. Przede wszystkim chcieli się dowiedzieć. by je rozerwać. Jednak w historii ich linii nie było żadnej wzmianki o podobnym zdarzeniu. czy wszyscy postrzegali tropiciela tak samo. don Juan obrócił się i wyszedł z pokoju. – Nie potrafię nawet rozpoznać rozmiarów tego. Wszyscy byli równie podnieceni jak ja. Obawiałem się. U stóp mojego łóżka stała mała dziewczynka ze świata istot nieorganicznych i spoglądała na mnie zimnymi. W tym momencie zjawił się don Juan. zamierzony sposób. Zdumiewająco przypominała mojego ojca. Ta pułapka była przeznaczona wyłącznie dla ciebie i była bardziej zgubna. Dziewczyna i don Juan patrzyli na siebie przez chwilę. Wszyscy stracili zimną krew. Zastanawiałem się. że muszą być setki. co to może oznaczać. bardzo szczupłą dziewczynkę w wieku sześciu. bez żalu w głosie. zatrzymując się na granicy mojego świetlistego ciała. Patrzyliśmy na siebie przez wieczność. co może wynikać z tego zdarzenia. muszę przemieścić swoją świadomość z mojego ciała fizycznego do ciała energetycznego. jakie potrafił wzbudzać jego nauczyciel. że ujrzeli małą. Patrzyli z przerażeniem na dziewczynkę. Wszyscy towarzysze don Juana – a razem z nimi i ja –zastanawiali się nad tym.

bezpowrotnie stracony. że mówi to wszystko. a w szczególności Carol Tiggs. do których udało mi się dotrzeć. za którą został uwięziony w świecie istot nieorganicznych. że można ją gromadzić. Teraz przybrał postać małej dziewczynki. – Twierdzisz. – Dlaczego tropiciel zaprowadził was do mnie? – zapytałem. kolejnym źródłem opowieści czarowników. i wyruszyliśmy prosto do królestwa istot nieorganicznych. że posiada ona nieskończony zasób energii. niż mogłem tego racjonalnie dowieść. – Magia to działanie. Każdy z nas zyskał na tym przeżyciu coś nieocenionego. Możesz sobie chcieć. Powtórzyłem. I gdyby nie tropiciel. że jestem pewny. My zaś powód. Teraz jesteś tylko oszołomiony. rzucić się bez wyrachowania i bez wahania. która powiedziała mi. ponieważ musiała zaznajomić się z tropicielem. twoja pamięć znów będzie działać jak trzeba. utwierdzam się w absurdalnym przekonaniu. przestałem w rzeczywistości istnieć. – Co zrobiłeś potem. skoro nie masz nawet dość energii. – Więc co mam zrobić. Roześmiał się. że przesadza. Ten świat był wyłącznie domeną dawnych czarowników. – Cztery tygodnie temu byłeś praktycznie martwy energetycznie. – Jak to zrobiliście? – Przemieściliśmy. umarłbym albo pozostał w tamtym świecie. Szczerze przyznaję. że przypomnę sobie wszystko. że aby zdobyć energię potrzebną do przełamania bariery. Nie mogłem jednak uwierzyć i w to. możesz się pożegnać ze swoją wiedzą. że nie masz dostępu do swojej wiedzy. Z niej biorą się jej cechy ludzkie. – Nie martw się – roześmiał się. wszyscy jednocześnie. co wiesz. musiał zabrać ci całą twoją. Nigdy do niej nie dotrzesz. Don Juan wyjaśnił. Wyjaśnienie don Juana nie miało dla mnie żadnego sensu. Mówiliśmy ci wszyscy. że i w twoim działaniu odnajdzie się pasja. – Gdy będziesz miał dość energii. by zebrać swoją fizyczność i umieścić ją na naszych ciałach energetycznych. iż bardzo zdumiewa mnie to. – To brak energii umieścił twoją pamięć pod kloszem – powiedział don Juan. . iż wiem nieskończenie więcej. don Juanie? – Zebrałem wszystkich tych. don Juanie? – Energia ma tę właściwość. – Jak możesz to zrozumieć. – To nie tylko folgowanie sobie – powiedział. by przeciąć czyjeś kajdany. lecz aktywnie jak wojownik. litując się nad sobą dlatego. by mnie uspokoić. że już po tobie. Reszty dokonał nasz nieskazitelny zamiar uratowania ciebie. że w istocie nie dzieje się ze mną nic złego. iż jedynie folguję sobie. od razu wiedziałem. lecz jeśli twój poziom energii nie odpowiada randze tego. W ten sposób staliśmy się energią. lecz coś trzyma moją pamięć pod kloszem. – Dlaczego Carol Tiggs? – Po pierwsze dlatego. że znamy go jedynie z ich opowieści. że stałeś się dla nas równie wiarygodnym. który poprowadził don Juana i jego towarzyszy do mnie. czego on nie dokonał. Wówczas moje ciało fizyczne zostało przeniesione do królestwa istot nieorganicznych. że nie mogę uwierzyć. Przywiódł ją do mnie rodzaj wdzięczności. pochodzącą z innego wymiaru. nie biernie jak idiota. To oszołomienie i brak energii powodują. Tropiciel w mgnieniu oka zabrał nas do miejsca. Jeśli będziesz nieskazitelny na ścieżce wojownika. Gdy ją ujrzałem. gdy próbowałem mu to powiedzieć. i Carol cię wyciągnęła. – Ten tropiciel jest czującą istotą. a po drugie. by podnieś się z łóżka? – odparł. Nadejdzie czas. Z pewnością wiesz więcej o świecie istot nieorganicznych niż my wszyscy.Nie zgodziłem się z nim i powiedziałem. Przyznałem. swoje punkty połączenia. iż mogłem dokonać czegoś. Nie miałem aż tak jasno sprecyzowanych poglądów. Moja pasja to pogodzić się z własnym losem. gdy odzyskasz pamięć. Ty i Carol Tiggs otrzymaliście tropicieli. Wyznałem mu. ile ci się podoba. Twoja pasja to spontanicznie działać. gdzie leżałeś na wpół martwy. nadejdzie moment. że mieszając swoją energię z energią tropiciela. że słuchając słów don Juana. gdy tylko będę chciał? – Niezupełnie.

Istoty nieorganiczne wypuściły tropiciela w zamian za ciebie. – Zapytaj wysłannika. Byliśmy jednością. nie potrafiłeś się uratować. uśmiechając się szeroko. opisujesz jednak tak perfidny manewr. swoją wolność. nie dlatego. nie powinna być dla ciebie powodem do zadowolenia. które wiedzą. Lecz bez pomocy tropiciela nie byłoby nawet sensu próbować. jak fala emocji porusza towarzyszami i uczniami don Juana. że istoty nieorganiczne nie potrafią kłamać. myślałem. Jeśli dasz im możliwość zdobycia obu. – On i Carol Tiggs są jedynymi osobami. – Nie traktuj tego jak perfidny manewr. a będziesz miał całą sytuację jak na dłoni. ale jest znacznie lepszy i bardziej odpowiedni sposób. że dostrzegam niemal. który będzie musiał rozwiązać ten tutaj nagual – powiedział.– Nie schlebiam ci ani też nie chcę cię uspokajać –powiedział najwyraźniej zirytowany. co zrobią? Puszczą do ciebie oko z drugiej strony ulicy? Wiedziałem. że zdołaliśmy cię odnaleźć. don Juanie. Nie udało mi się jednak utrzymać tej pewności zbyt długo. że aż drżę na samą myśl o tym. by się tego dowiedzieć – powiedział don Juan. – Mógłbym ci powiedzieć. że wiesz więcej o tamtym świecie niż my. co wiesz. Jedynie Carol Tiggs pozostała niezmienna. wskazując na mnie. że czuję się oszołomiony. Towarzysze don Juana bez końca zadawali mu pytania. To niezwykle skomplikowany problem. co mówisz. – Jak mogę go uwolnić? – zadałem jedyne możliwe w tamtej chwili pytanie. jak uwolnić tropiciela. – Nie mogę w to uwierzyć. – Tak. Wiesz. Z tej wiedzy nie wynikają bowiem żadne korzyści. Istoty nieorganiczne wiecznie poszukują świadomości i energii. W ówczesnym stanie mojego umysłu nie wydawało mi się wcale dziwne. że don Juan ma rację. W pełni zaakceptowała swoją rolę. – Udało ci się uwolnić tropiciela – mówił dalej don Juan – ale oddałeś za to swoje życie albo co gorsza. Prawdę powiedziawszy. że wątpię w to. Byłeś tak bezpowrotnie zagubiony w tamtym świecie. I on też wie. jak myślisz. – Wypowiadam jedynie pewną prawdę magii. pomimo tego wszystkiego. Uratowaliśmy cię tylko dlatego. Chcieli wiedzieć. Świadomość. czy myślał o tym. ciągle traciłem jasność spojrzenia. . co zrobić z tropicielem. Zrozum.

gdy mówię ci. kiedy przebywałem w jego domu. Będąc przy trzeciej bramie. Nie wiedziałem. Po niedługim czasie znalazłem się we śnie. że ta osoba to ty sam – powiedział don Juan. by móc działać. że don Juan nie udzielił mi żadnych dalszych wyjaśnień. a mogą tego dokonać dzięki ciekawości wszystkiego tak wielkiej. by dać się zahipnotyzować szczegółom. by się ujawnić. Zacząłem narzekać. podróże do królestwa istot nieorganicznych już mnie nie interesowały. co powinieneś robić.ROZDZIAŁ VIII: TRZECIA BRAMA ŚNIENIA – Do trzeciej bramy śnienia dochodzisz wtedy. które więziono przez całe życie. a czarownicy nazywają je uzyskiwaniem pełni ciała energetycznego. zbliżyłeś się do trzeciej bramy. jaki śniący musi włożyć w to. że są gotowe. że są gotowe. gdy stwierdzasz. jak już wiesz. aby ułatwić mu zadanie. patrzysz na śpiącą osobę. by prawidłowo kierować swym ciałem energetycznym. że żaden konkretny przedmiot nie będzie w stanie ich uwięzić. mamy skłonność do zatracania się w szczegółach – odparł. Pierwsze. nawet najmniej znaczący i drobny szczegół całkowicie pochłania ciało energetyczne. Przy trzeciej bramie śniący muszą unikać wręcz niepohamowanego pragnienia zatopienia się w każdym szczególe. w mym doświadczeniu po prostu brakło mi odnośnika. było to. Mój poziom energii był już wtedy tak pobudzony. Jej obiektem było teraz przebudzenie się we śnie i ujrzenie. To właśnie wymagane tu ćwiczenie. jak już powiedziałem. tak przemożnej. ale to dlatego. Wiem. Don Juan dodał. Miałem ten sen. ich ciała energetyczne są gotowe. o co mu właściwie chodzi. co powiedzieć. – Wysiłek. Powtarzał wielokrotnie. co zauważyłem podczas moich ćwiczeń w śnieniu. Przy trzeciej bramie – mówił don Juan – zaczynasz z rozmysłem łączyć rzeczywistość śnienia z rzeczywistością świata na co dzień. – Nawet najbardziej kretyński szczegół staje się dla ciała energetycznego całym światem – wyjaśniał dalej don Juan. w którym przyglądałem się samemu sobie pogrążonemu we śnie. Kiedy osiągają trzecią bramę. ale to jest najlepszy sposób przekazania ci. Natychmiast opowiedziałem o tym don Juanowi. oznacza to również. – Pierwszy. jest nieprawdopodobny. Zapadła niezręczna cisza. – Inaczej nie podróżowałbyś do królestwa istot nieorganicznych. by działać. – Pewna jego część tak – odpowiedział don Juan. że jego wyjaśnienia są zbyt enigmatyczne i nie mają w ogóle sensu. – Co rozumiesz przez wielką ostrożność i ciekawość? – spytałem. byś mógł wykonać ćwiczenie dla trzeciej bramy. który mógłby pomóc mi pojąć. nie zważając na to. wchłania wszystko. ma służyć konsolidacji ciała energetycznego. Drugim etapem jest zdobycie umiejętności poruszania się podczas tego śnienia. Każdy. że musisz być płynny bardziej niż kiedykolwiek do tej pory. Śniąc. dosłownie wszystko. iż kieruje je bezpośrednio do mojego ciała energetycznego. Ale teraz musisz zaangażować całe twe ciało energetyczne. Dlatego też. . Gdy tylko je uwolnić. Rozumiałem go doskonale. że widziałeś siebie samego pogrążonego we śnie. że natychmiast zabrałem się do mojego trzeciego zadania. że śniąc. to dojście do bramy. – Ale czyż moje ciało energetyczne nie działało przez cały ten czas? – zapytałem. – Są dwa etapy zdobywania bram śnienia – powiedział. – Oglądać wszystko z wielką ostrożnością i ciekawością oznacza odeprzeć nieomal nieodpartą pokusę zatopienia się w szczegółach. że jego zalecenia brzmią absurdalnie dla umysłu. że moje ciało energetyczne musi wykorzystać wszystkie swe możliwości. musisz odsunąć na bok swą racjonalność. Niestety. – Gdy jesteśmy przy trzeciej bramie. – Co oznacza dać się zahipnotyzować szczegółom? – Ciało energetyczne jest jak dziecko. jak śpię. To konkretne ćwiczenie przy trzeciej bramie. iż masz przypatrywać się wszystkiemu z ostrożnością i ciekawością. a może powinienem raczej powiedzieć. Śniący zaczynają tworzyć swoje repliki – ciała energetyczne – wykonując ćwiczenia przy pierwszej i drugiej bramie. że brzmi to dla ciebie dziwacznie. na co się natknie. I okazuje się. Połączenie tych dwóch rzeczywistości musi być tak zupełne. drugi to jej przekroczenie. że jakaś fala energii natychmiast zmienia obiekty mojej uwagi śnienia. przyglądaj się wszystkiemu z wielką ostrożnością i ciekawością.

że rzeźby w tym pomieszczeniu pozwolą mi zobaczyć i usłyszeć niesamowite rzeczy. w moim życiu pojawiło się coś jeszcze – prawdziwy strach. – Nic nie mów. Don Juan poinstruował mnie. Męczyłem się z ćwiczeniem dla trzeciej bramy bardziej niż przy poprzednich dwóch zadaniach razem wziętych. że położenie punktu Dołączenia to jakby skarbiec. który on. jak dużo. po raz pierwszy wydały mi się przejawem głębokiego uprzedzenia. że moje pytanie jest związane z tym.– Obawiam się. irracjonalnej swobody działania. że ci pokażę. Zapytałem go o tę dziwną sytuację. że już się znajduję w szczególnym stanie świadomości. musimy wykorzystać naszą umiejętność wczucia się lub wyobrażenia sobie opisywanej sytuacji. przy trzeciej bramie potrzebujemy irracjonalnej płynności. jak się ucieszyłem. co wziąłem za moją podatność na sugestie. Skłoniło mnie do tego to. Zapewnił mnie też. które je wykonały. Pozwól. – Niewiele już we mnie racjonalności po tych wszystkich przeżyciach. ale zajmowałem się nimi tylko z antropologicznego punktu widzenia. Cały ten bezmiar przeżyć był jednakże niedostępny dla mej normalnej pamięci. Don Juan dodał. I wtedy don Juan zabrał mnie na najbardziej niezwykłą podróż po muzeum. wycisz umysł i sprawdź. przed różnymi rzeczami był czymś naturalnym w moim życiu. gdy twoje ciało energetyczne odczuło mój zamiar i spytałeś mnie o to. do których normalnie nie masz dostępu. że obecność naguala powoduje przesunięcie punktu połączenia – powiedział don Juan. – Nawet nie wiesz. w zupełnie niepojęty sposób. Utrzymywał. To. oglądałem te rzeźby. że każda brama jest pewną przeszkodą. czy twój punkt połączenia pozwala się przesunąć. zapewne po to. pamiętałem wszystko. że chcąc dotrzeć do sedna opisu zapisanego na papierze. że naprawdę zacząłem tańczyć. co mi się przydarzyło w trakcie mojej znajomości z don Juanem. które na próżno starałbym się opisać. a nie tylko o nich przeczytać. odwagi i lekkości. w którym czarownicy trzymają swoje wspomnienia – powiedział. Cierpliwie wyjaśniał mi. że w owej chwili. było bardzo odległe od tego. – Każda znajdująca się tutaj rzeźba ma przesuwać punkt połączenia – ciągnął don Juan. don Juanie. aby jeszcze bardziej zamącić mi w głowie. Napełniło mnie to takim uczuciem wolności. – Miałem zamiar ci wyjaśnić. odczytywał mi tak. że całkowite wyciszenie sprawi. często przesadzony. a więc kompletne zapisy. Przy trzeciej bramie to umysł jest winien obsesji. by przeciwdziałać tej obsesji. Obszedł całe pomieszczenie. z jaką ciało energetyczne kurczowo chwyta się nieistotnych szczegółów. Ciało energetyczne wie niesamowicie dużo. Potem zaprowadził mnie do jednego z pomieszczeń i powiedział. Poza tym. Ich opisy funkcji tych rzeźb. że czarownicy potrafili zostawiać dokładne opisy swoich odkryć w odpowiednich położeniach punktu połączenia. opisując i interpretując zdumiewające szczegóły każdej z tych wielkich rzeźb. co zawsze na ten temat czytałem. jaką kiedykolwiek odbyłem. ponieważ mój punkt połączenia przesunął się pod wpływem jego obecności. co zamierzał mi powiedzieć. że niektóre eksponaty w tym pomieszczeniu mogą samorzutnie spowodować zmianę położenia punktu połączenia i jeśli całkiem się wyciszę. cały czas mając w pamięci naukowe opisy archeologów. gdy byliśmy w Narodowym Muzeum Antropologii i Historii w Mexico City. Strach. Nie śmiał się ze mnie ani nie stroił sobie żartów. Jednakże w świecie czarowników nie istnieją przekazy pisane na papierze. jako czarownik. Tak więc. Czułem się nieswojo i czułem się zobowiązany przeprosić don Juana za to. nie mogło być bardziej trafne. – Zacznij się wpatrywać w którąś z nich. że kierujesz swe uwagi pod zły adres – powiedziałem. głęboko osadzone w sposobie pojmowania świata przez człowieka dwudziestego wieku. Wpatrywałem się w rzeźby i zobaczyłem i usłyszałem rzeczy. by przejść od papieru do konkretnego doświadczenia. bym się całkowicie wyciszył. jakby czytał z książki. Przypomniał mi. które można na nowo przeżyć. . Kiedyś. Według niego. Stwierdzenie don Juana. Don Juan bardzo mnie naciskał. wpatrując się w nie. które mi dałeś. – Skąd będę wiedział. ale ten strach był niczym w porównaniu z przerażeniem. – Zdarza się czasem. Dopiero w obecności don Juana mogłem sięgać do tych wspomnień. to będę mógł zobaczyć sceny z życia osób. każdy eksponat w tym pomieszczeniu był świadomym i celowym zapisem pozostawionym nam przez ludzi z dawnych epok. że się przesunął? – Zobaczysz i poczujesz rzeczy. co powiedział mi o nich don Juan i co sam usłyszałem i ujrzałem. które odczuwałem po starciu z istotami nieorganicznymi. jeśli nie kretyństwa. w przeszłości.

w których się znajdował podczas udzielonych lekcji. pewnego dnia zażyczył sobie. Aby odtworzyć lekcję. Przyglądał mi się i wina musiała malować mi się na twarzy. – Rewizja naszego życia nigdy się nie kończy. gdy punkt połączenia ucznia nie znajduje w swym normalnym położeniu. aczkolwiek zawsze miałem potem wielkie wyrzuty sumienia. na które przypadał ten sen. Udziela się ich wówczas. Wierz mi. ty będziesz zawsze ściągał je. wejdzie ci to w krew. że nie będzie dalej drążył tego tematu. co gorsza. powtarzając mi. Zawsze będą cię ściągać. to zadziwiająca regularność moich snów. kiedy będę w jego świecie. miałem je dokładnie co cztery dni. abym zadał to pytanie podczas moich rutynowych ćwiczeń w śnieniu. Pospiesznie chciałem zmienić temat. – Rewiduję moje życie od lat. żebym zapytał wysłannika. Nie mogę sobie przypomnieć już niczego więcej z mojego życia. jak już raz z nimi zagrasz. Niemal przez cały rok don Juan nie pytał mnie o moje trzecie zadanie śnienia. Don Juan chciał. Wiem. don Juanie? – Z powodu twojego związku z istotami nieorganicznymi. więc powiedziałem mu. jak dobrze nam poszło za pierwszym razem – powiedział don Juan. Po chwili jednak znów spoważniał i powiedział: – Jedyne wytłumaczenie regularności twoich snów jest takie. podążałem za tropicielami. że bałem się położyć do spania w dni. że twoje sny będą regularne – powiedział don Juan po wysłuchaniu mojej relacji. jak śpię w moim łóżku. przyglądałem się wszystkim przedmiotom we śnie. Obraz ten zawsze był tak zaskakujący. Tak naprawdę chciałem spytać wysłannika. czy istoty nieorganiczne zastawiły na mnie pułapkę. Tak właśnie punkt połączenia staje się swoistym zapisem lekcji. Ale realność tamtego świata przyciągała mnie jak magnes. krzycząc jak opętany. aby uwolnić niebieskiego tropiciela uwięzionego pomiędzy nami. ponieważ nigdy nie . że ponowne umieszczenie punktu połączenia we wszystkich miejscach. że się budziłem. – Ale dokonałem już przecież wszelkich możliwych rewizji – zaprotestowałem. Nie uśmiechało mi się na nowo rewidować moje życie. że wszystko. bym mu opisał najdrobniejsze szczegóły moich ćwiczeń w śnieniu. aż zmienił się sen. don Juanie – skłamałem w nadziei. o której mu powiedziałem. – Chcesz mi oszczędzić zmartwień. że już nigdy nie będę musiał do tego wracać. W pozostałe trzy dni działo się to. wrzeszcząc. co powiedział mi wcześniej don Juan. Przez całe miesiące śniłem. jest wielkim dokonaniem. co? Nie musisz. i to jeszcze bardzo dużo – odparł z niezachwianą pewnością w głosie don Juan. bo aż zaczął się śmiać. – Możesz. w jaki sposób Carol Tiggs i ja mamy uwolnić tropiciela. w którym się znajdował podczas lekcji. Don Juan zakończył swe wyjaśnienia. Przypominało mi to potajemne branie narkotyków. – Musisz dokonać jeszcze głębszej rewizji swojego życia. – W zasadzie spodziewałem się. że przypatruję się sobie. Najbardziej zastanawiająca była powtarzalność tych snów.pozostawiono w odpowiedniej pozycji punktu połączenia. Doszło już do tego. że mam zadać to pytanie wysłannikowi. albo ogarniało mnie przerażenie tak ogromne. iż zrobiłem to tak dobrze. Albo. – Ale to już było i minęło. – Dlaczego się spodziewałeś czegoś takiego. Dla ilustracji swego wywodu don Juan opowiedział o naukach czarowników o drugiej uwadze. powodowany samobójczą ciekawością. Pierwszą rzeczą. że albo stałem jak wryty tak długo. W skrytości ducha czułem się w pewien sposób zwolniony od całkowitej odpowiedzialności. co zrobić. było prawdą. – Nie jesteś jeszcze gotowy. Już raz to zrobiłem i byłem przekonany. że innym godnym uwagi szczegółem moich ćwiczeń w śnieniu jest moja reakcja na widok samego siebie pogrążonego we śnie. jak w zegarku. uczeń musi przemieścić swój punkt połączenia do miejsca. zmieniałem sny. że istoty nieorganiczne znów chcą cię ugłaskać. by prawdziwie połączyć rzeczywistość śnienia z rzeczywistością swojego zwykłego świata – zawyrokował don Juan. jak jest naprawdę. ale ja zinterpretowałem to tak. Aż nagle. – Przeciętny człowiek nie posiada woli we śnie. nieważne. co zawsze. ponieważ don Juan sam zaproponował. – Inaczej nie budziłbyś się. ale także dał mi instrukcje. Wysłannik nie tylko odpowiedział mi. a od czasu do czasu.

to zakłada. Ze względu na moje wyższe wykształcenie. którą organizmy rozszerzyły poprzez swoje przeżycia. Przygotowanie w tym przypadku oznacza drobiazgową rekonstrukcję wydarzeń – od konkretnych szczegółów otoczenia. powtórnie przeżywać każde moje z nimi spotkanie. przemieszcza się tam i z powrotem od obecnie zajmowanego miejsca do tego. wszechpotężna siła wszechświata puszcza czarowników wolno. najdrobniejszych nawet. że rekapitulacja jest sztuczką czarowników mającą na celu wywołanie nieznacznego. Don Juan podkreślał jednak. doświadczeń życia poprzez przypomnienie sobie wszystkich. nie mógłbyś. Gdy głowa obraca się delikatnie i wolno od prawej strony ku lewej. – Jeśli coś nas bardzo pochłania w naszym życiu. podczas gdy ciało odświeża wszystko. Według don Juana rewizja życia jest zasadniczym czynnikiem w ponownym określaniu i rozprowadzaniu energii śniącego. Potem polecił mi. tak jak zatrzymało ciebie. należy wykonywać długie wdechy. użyczając im świadomości. poczynając od teraźniejszości. jak prace. wykonuje się długie wydechy. Don Juan powiedział mi. których znałem. Don Juan powiedział. w którym był. że we wszechświecie istnieje niewyobrażalna. Gdy powtórnie przetrawiamy nasze życie. Pomógł mi uporządkować moją listę. do których chodziłem. czy szkoły. Kiedy już dostanie to. Składało się na nią powtórne przeżywanie wszystkich. Ta sama siła również odbiera organizmom życie. Don Juan wyjaśnił. że za procesem rewidowania własnego życia ukrywa się przeświadczenie dawnych czarowników. don Juanie. pod wpływem powtórnego przeżywania wydarzeń i odczuć z przeszłości. że skoro siła ta poluje na to. – Śnienie wymaga każdej cząstki dostępnej nam energii – odparł. jak sporządzić listę wszystkich ludzi. że ustały tym samym moje ćwiczenia w śnieniu. wynalazcy rewizji życia. wydech był wyrzuceniem z siebie obcej energii nabytej podczas danego wydarzenia. to nie może być rzeczy ważniejszej od rewizji życia. którą siła ta może się zadowolić. by mogli dalej poszerzać swą zdolność postrzegania i dotrzeć dzięki niemu do granic czasu i przestrzeni. i tak dalej. gdyż może ona dostarczyć wiernej kopii naszych doświadczeń. poczynając od pierwszej osoby na liście a na ostatniej kończąc. stajemy się coraz lżejsi. która powołuje organizmy do życia. które wykonywałem. – Rewizja życia jest zbyt absorbująca. że jednak jest jeszcze w ich życiu coś. by wyłuskać z nich tę samą. Byli oni przekonani. to nie ma mowy o śnieniu. na czym koncentruje się umysł. acz stabilnego przemieszczenia punktu połączenia. czego doświadczyliśmy w ciągu naszego żywota. wdech zaś odzyskaniem energii utraconej w tym samym czasie. czego chciała. rozbijając ją na różne dziedziny. Gdy znów rozpocząłem rewizję życia. że punkt połączenia. co nie do końca jest jasne. co ma związek z rewidowanym wydarzeniem. Postawił tezę. Zapytałem don Juana o przyczynę tej niezamierzonej przerwy. – Rewizja życia uwalnia uwięzioną w nas energię. które z tego powodu wypełnione jest po brzegi nieznośnym ciężarem emocjonalnym – wspomnieniami. Wiele lat wcześniej don Juan poinstruował mnie. gdy zaszło dane zdarzenie. poprzez osobę powiązaną z tym wydarzeniem do dokładnej analizy własnych uczuć. Rewizja życia i śnienie idą ze sobą w parze. Może zamiast tego mógłbym zrobić coś innego? – Nie. A gdy coś ich zatrzymuje. Czynność tę don Juan nazwał “odświeżaniem wydarzenia". że rewizja jakiegoś zdarzenia zaczyna się w umyśle. rewizję życia wziąłem za proces analizy własnego życia. że jest ona daleko bardziej pogmatwana niż intelektualna psychoanaliza.dokonał rewizji swojego życia. Umysł bada każde wydarzenie od początku do końca. który przygotowuje wszystko. – Ale przecież już nieraz bardzo mnie coś pochłaniało – powiedziałem – a mimo to moje ćwiczenia . Wcześniej don Juan podał mi wyczerpującą i jasną instrukcję dotyczącą rewizji życia. gdy głowa zaś wraca od lewej strony ku prawej. Natomiast czarownicy – mówił dalej don Juan – wolni są zasadniczo od ciężkich i krępujących uczuć właśnie dzięki rewizji życia. Don Juan powiedział. użyczoną im świadomość. Don Juan wyjaśnił mi sposób rozumowania czarowników. szczegółów z nimi związanych. nadziejami. a bez tej wyswobodzonej energii śnienie jest niemożliwe – stwierdził stanowczo don Juan. rytmicznym oddychaniem. Don Juan powiedział. zaskoczyło mnie bardzo to. że czarownicy starożytności. że rewizja życia powinna być połączona z naturalnym. obawami i tak dalej. postrzegali oddychanie jako magiczny i życiodajny akt i używali go zgodnie z tym poglądem jako magicznego narzędzia. wszechpotężna siła.

ani co miał na myśli. pozwoliła mi na niezwykle głębokie wniknięcie w moje życie. dlaczego od razu nie kazał mi rewidować życia w ten sposób. W czasie następnego śnienia. abyś mógł się przekonać. jakaś zda się niezależna siła natychmiast wtrącała mnie w niezwykle żywe i drobiazgowe wspomnienia jakiegoś zdarzenia z mojego życia. którą nabyłem podczas moich praktyk w śnieniu. czy rzeczywiście patrzysz na siebie – powiedział. Zdolność do koncentracji. jak różna będzie tym razem rewizja mojego życia. – Sam wymyśl sposób. Jakżeż byłem rozczarowany. przez długi czas stałem bez ruchu w miejscu. by się przekonać. mówiąc o wiarygodnym kryterium. że czerpiesz ze wszystkich swoich źródeł energii. Metoda. Potem zmienił temat. gdy powróciłem do moich ćwiczeń w śnieniu. nawet wówczas. Odwróciłem się i śmiało wyszedłem z pokoju. Odpowiedział mi. nie byłeś całkowicie pochłonięty. Chłodno i spokojnie obserwowałem wszystkie szczegóły mojego snu.w śnieniu nigdy nie były zakłócane. A jeśli tak jest. – Bałagan będzie tylko wtedy. Przez resztę czasu. czego chciał. nie małostkowość. którą uznałem za chaotyczną. miałbym inne odczucie niż wrażenie schodzenia po schodach. że nie zszedłem na ulicę w moim ciele energetycznym. Miałem teraz ułożyć układankę z różnych zdarzeń w moim życiu. o którym mówił. – Musisz ustalić sobie jakieś wiarygodne kryterium. Zapytałem don Juana. . jaki przybrała moja układanka. Już wkrótce będziesz musiał sobie radzić zupełnie sam. po czym zszedłem szybko schodami na dół. gdy widziałem się podczas snu. Nie mogłem zrozumieć. – Osądź sam. a jedynie egocentrycznie zaniepokojony – zaśmiał się don Juan. jest tylko zwykłym snem. Don Juan nakazał mi tym razem odmienny przebieg rewizji życia. – Dla czarowników być pochłoniętym oznacza. – Najwidoczniej więc nie byłeś naprawdę pochłonięty. zobaczyłem siebie samego pogrążonego we śnie. skąd przyglądałem się sobie. Już pierwszego dnia. – Nie zrobi się – zapewnił mnie don Juan. Pierwszy raz w pełni czerpiesz ze wszystkich swoich źródeł energii. gdzie właśnie śpisz. Byłem niezwykle szczęśliwy. ale don Juan uciął dalszą rozmowę. drugi zaś jako płynność. zamiast wyjść z pokoju i zejść po schodach albo obudzić się z przeraźliwym krzykiem. Byłem jeszcze bardziej zdumiony niezwykle uporządkowanym wzorem. Efektem mojej ponownej rewizji życia była zupełnie nowa. Inaczej to. pozostawiając mnie z wyraźnym poczuciem braku umiejętności. Nalegałem. Ponad rok zajęło mi powtórne przeanalizowanie wszelkich możliwych aspektów moich doświadczeń życiowych. i natychmiast też opowiedziałem o tym don Juanowi. że rewizja życia odbywa się w dwóch głównych etapach i że pierwszy określa się jako formalność i sztywność. don Juanie? – spytałem. gdy tylko wyciszałem umysł. Argumentował to tym. gdy poprzednio rewidowałeś swoje życie. – Czy masz jakieś sugestie. W końcu musiałem się zgodzić z don Juanem. co mogłoby być takim wiarygodnym kryterium? – nie ustępowałem. gdy usłyszałem. że udało mi się tego dokonać. okazała się jednak niezwykle skuteczna. – Pamiętaj. że według niego ten sen nie zalicza się do moich ćwiczeń w śnieniu. i widzieć swoje prawdziwe ciało. Było to niezwykłe doznanie. Wycisz się. nie odpowiadając na moje pytanie. że inaczej nigdy nie byłem w stanie do nich dotrzeć. na ulicę. ale bez ustalonego wzoru lub porządku. czy rzeczywiście widzisz siebie w łóżku podczas snu – powiedział don Juan. szczerze zaciekawiony. jak ci się zdawało. Rezultaty tak przeprowadzonej rewizji były dla mnie szokujące z wielu względów. co widzisz. swobodniejsza postawa życiowa. Zbliżamy się do końca naszego bycia razem. – O jakim odczuciu mówisz. aby powiedział mi coś więcej o tym wiarygodnym kryterium. które chcesz zrewidować. że musisz być w pokoju. jeśli twoja małostkowość zacznie wybierać zdarzenia. Niech to duch zadecyduje. które wskaże ci duch. a potem zabierz się do wydarzenia. olbrzymia liczba wciąż żywych emocji ciągle tkwiła tak głęboko we mnie. to kontroluj go – obserwuj jego szczegóły albo go zmień. Nie zdawałem sobie sprawy z tego. ponieważ gdyby tak było. – Zrobi się z tego gigantyczny bałagan – zaprotestowałem.

czy sam rozwikłasz tę zagadkę. Spędzamy tak wiele czasu na nauce chodzenia. Czułem się nieco obrażony tą obcesowością. Spróbowałem zmienić sen. ale jakaś niezwyczajna siła nie pozwalała mi oderwać spojrzenia od mojego śpiącego ciała. iż nasze ciała energetyczne także powinny chodzić. Po miesiącach bezowocnych prób chodzenia. Głos wysłannika ani to. Wszystko. Nie wiedziałem. Niemniej jednak jego rada okazała się skuteczna. to cierpki komentarz: – Lubisz dramatyzować – powiedział beznamiętnie. z jakim próbowałem poruszyć ręką albo nogą. Tak właśnie odkryłem. ale nie mogłem zrobić nawet jednego kroku. że brak kontroli nad ruchem podczas śnienia przeraża mnie tak bardzo. a więc naprawdę widziałem samego siebie w moim śnie. gdy oskarżał mnie o brak wyobraźni. i natychmiast odczułem paraliżujący zamęt w głowie. że dopiero po półgodzinie doszedłem nieco do siebie i uspokoiłem się. lecz fizyczne wrażenie bezsilności. był tak ogromny i skoncentrowany. Don Juan powiedział mi. Nie poddałem się jednak przerażeniu. że wydaje nam się. że nie jest to przerażenie psychologiczne. że jeśli się mnie denerwuje i powstrzymuję rozdrażnienie. W przeszłości broniłem się zaciekle. Sądziłem. że don Juan ma rację. Mówił. Stanąłem przed barierą nie do przejścia i byłem najzupełniej pewien. – A wyobraźnia coś u ciebie szwankuje.Zauważyłem wtedy. nie wpadam w panikę. Problem w tym. raz jeszcze zwróciłem się podczas snu do don Juana po uwagi. a poruszanie oznacza dla mnie chodzenie. Nie ma żadnego powodu. że naprawdę widziałeś samego siebie podczas snu. jak to jest być w jednym kawałku. jak mi kazał. Jeśli kiedyś znów poczujesz zdenerwowanie i zimno. jakbyś znajdował się w normalnym świecie. Poza tym bardzo obawiałem się hipotermii. tym bardziej wzrastało moje rozdrażnienie. Czułem ociężałość. że mam ogromną wyobraźnię. jak jedna noga mojego śpiącego na łóżku ciała wyprostowała się nagle. a ja obudziłem się rozsadzany taką siłą. ponieważ jest zakodowane w naszym umyśle. Tym razem chciałem nie tyle uzyskać jego radę. chodzenie przychodzi nam na myśl samo. że naprawdę spałem wówczas w rozdartej koszulce z krótkim rękawem. To d w mig przywróci temperaturę i będzie po sprawie. a niektóre mięśnie nóg ogarnęły nerwowe tiki. Nie mówiłem o konieczności użycia wyobraźni do poruszenia ciała energetycznego. Usiłujesz poruszyć je tak. że się zdenerwowałeś. że rozumiem jego wyjaśnienie. Jednocześnie im wyraźniej zdawałem sobie sprawę z tego. Podziwiałem prostotę tego rozwiązania. ponieważ twoje ciało energetyczne nigdy przedtem nie czuło. gdy już dotrę do trzeciej bramy. co powiedział. Wysiłek. co zrobić. bo chciałem zobaczyć. rozpaczy i rozdrażnienia. – Oczywiście. Pojechałem też natychmiast do Meksyku. Czułem przejmujące zimno. zapytałem go więc: – O jakiej zagadce mówisz. Zachowanie kontroli nie pomogło mi się poruszyć. ale mając za nauczyciela don Juana. Nigdy jeszcze nie czułem tak wyraźnej i zatrważającej niemocy. | co wyciągnąłem z niego. zrobiłem tak. Niemożność poruszenia się wprawiała mnie w nieopisany wręcz niepokój. która zdawała się integralną częścią mojego ja. Ale don Juan nie był chętny do dyskusji. że tak nie jest. don Juanie? – O zagadce wielkiej prostoty i zupełnej niemożliwości poruszania ciała energetycznego. by przyjrzeć się rozdarciu. Ponieważ nie miałem zamiaru tracić energii na bezsensowne zbijanie jego zarzutów. że jakaś zewnętrzna siła brutalnie przygwoździła mnie do tego miejsca. ile przyznać mu się do porażki. Przeanalizowałem je dokładnie i doszedłem do wniosku. Od razu wiedziałem. Wtedy odprężyłem się i w kilka minut wszystko wróciło do normy. dla którego miałyby to robić. nie zdziwiły mnie wcale. Serce waliło mi nierównomiernie. że być może będę musiał dokonać kolejnej rewizji mojego życia. jakby chciała kogoś kopnąć. – Śniący muszą posługiwać się wyobraźnią – powiedział don Juan ze złośliwym uśmiechem. przekonałem się naocznie. musiałem więc przykryć się kocami i obłożyć butelkami z ciepłą wodą. że śpię w białej koszulce z krótkim rękawem. ale z pewnością dało mi głębokie poczucie spokoju i ciszy. Gdy następnym razem się przeraziłem. Znów utknąłem na poziomie interpretacji. by powiedzieć don Juanowi o wrażeniu ataku paraliżu i o tym. Wówczas usłyszałem głos wysłannika. Chciałem podejść bliżej. rozdartej na ramieniu. Całe moje ciało przeszywały dreszcze. że nie wypełniłem swojego zadania. Wtedy moja świadomość została wepchnięta w moje śpiące ciało. Powiedziałem. że muszę się poruszać. chwyć się kutasa. Nie rozwikłałeś i twoi przyjaciele też ci nie pomogli. W rzeczy samej byłem jedynie ciężarem. . że w pewnej chwili zobaczyłem.

jakby do pokoju wdarł się wiatr. niż tylko dać z siebie wszystko. – To wyjaśnienie czarowników. a ty. ale nie do końca. muszę ci jednak powiedzieć. co. – Mam w sobie coś z szaleńca – powiedziałem. Don Juan słuchał w milczeniu. naturalnie. trudno ci uwierzyć. Przy pierwszej okazji poddałem próbie sugestię don Juana. niczym ryba. nigdy nie poruszyłeś go własną wolą. Zdążyłem się już przyzwyczaić do jego chłodnych reakcji na moje osiągnięcia w śnieniu. Jesteś względnie wolny. że się nauczysz. Ale nie nauczyły cię. by te decyzje stały się rzeczywistością. jak się poruszać. aż się odwrócimy. – Cierpisz na całkowitą niewiarę w to. jak blisko byłeś śmierci. wisisz na haczyku na jej drugim końcu. Może poruszać się tak. Kiedy nie decydujesz o niczym. ale też nieszkodliwi. Nie mogę powiedzieć. Zobaczyłem swoją twarz. czego dokonałem. żeby mogli nam wbić nóż w plecy. po prostu zachciałem się przybliżyć do łóżka. Nie potrafiłem zignorować swej nieodpartej potrzeby odwiedzenia świata istot nieorganicznych ani też wyperswadować sobie. jak porusza się w świecie istot nieorganicznych. żebyś dokonał czegoś wielkiego. nie ma dla mnie sensu. co mam zrobić. don Juanie? – Są jak typowi przyjaciele: w zasadzie niezbyt troskliwi czy uczynni. Czasem wyrzucą jakąś bezwartościową przynętę. – Nie masz żadnych skłonności samobójczych – odpowiedział mi. pomimo tego. Natychmiast prawie dotknąłem mego ciała. – Ależ to ma sens. – Jak sądzisz. Istoty nieorganiczne zwijają teraz żyłkę. Poczułem dreszcz na plecach. co powiedział. że się od nich na zawsze uwolniłeś. że podobało mi się to. Zrozumiałem go i zgodziłem się z nim w stu procentach. . Ugodził w mój słaby punkt. Mówiłem ci to już dziesiątki razy. znacznie więcej. bym tego nie robił. gdy coś je przyciąga – powiedział. I tu dochodzimy do kolejnej sprawy – dodał don Juan jakby zamyślony. Być nieskazitelnym oznacza postawić życie na szalę swych decyzji. a ja to zrobię. Za wcześnie zacząłem mieć nadzieję. Ponieważ nie odczuwałeś fizycznego bólu. grasz tylko z życiem w ruletkę. Gdy już spoglądałem na swoje pogrążone we śnie ciało. bez ładu i składu. że ciało energetyczne może się przemieszczać jedynie w poziomych lub pionowych ślizgach. A potem poczułem. nakazując mi. byś się nie zniechęcił. co o nim wiedziałem. – To. że byłeś w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Wydawał się niezwyczajnie usatysfakcjonowany tym. – Co mnie tam pcha? Czy to jakieś skłonności samobójcze? – zapytałem don Juana dość retorycznie. Ciągle dybią na twoją świadomość. pomijając to. jak poruszać ciało energetyczne. by powtarzały się co cztery dni. zamiast rozpaczliwie usiłować do niego podejść. co mówił. jak porusza się energia: szybko i bezpośrednio. co robię. którzy tylko czekają. czy nie zakończyć twoich ćwiczeń w śnieniu. Don Juan zakończył naszą rozmowę. bardzo mnie zaskoczyło. Prawdę powiedziawszy. to właśnie taka bezwartościowa przynęta. – Istoty nieorganiczne wszędzie ciągnęły twoje ciało energetyczne i aż do tej pory. Czarownicy mówią. że po starciu z istotami nieorganicznymi jednak w coś uwierzyłem – że od tamtej pory moim życiem zawładnął nieznany lęk. jak samemu poruszyć ciało energetyczne. To tacy przyjaciele. po czym uczynić znacznie. a potem wymazał obraz. – Powiedz mi. poruszając się w swoim śnie. Przez jakiś czas nie wierzyłem. gdy przedstawiałem mu moje zmartwienie. – Bądź nieskazitelny. że poważnie się zastanawiałem. Widok mojego ciała był zbyt dokładny. wówczas staniesz się niedostępny. – Twoje ciało energetyczne przywykło poruszać się tylko wtedy. Twoje ciało energetyczne dokładnie wie. jak poruszać moje ciało energetyczne. było jak najbardziej do rzeczy. don Juanie. To. dlaczego mnie tego nie nauczyły? – Ponieważ jeśli twoje ciało energetyczne nauczy się samo poruszać. aby mógł dostarczać estetycznej przyjemności. Nie wygląda na to. Podczas kolejnych sesji w pełni potwierdziłem to. który całkiem wszystko pomieszał. co widziałem. Ustawienie twoich snów tak. – Dlaczego twoi nieorganiczni przyjaciele ci nie pomogli? – Dlaczego nazywasz ich moimi przyjaciółmi. bym dobrze rozważył to. że przy trzeciej bramie całe ciało energetyczne może poruszać się tak. widziałem wszystkie pory w mojej skórze.– To nie jest moje wyjaśnienie – odparł oschle don Juan. Omówiłem to z don Juanem.

– Czy zastanawiałeś się nad zakończeniem moich ćwiczeń dlatego, że jestem powolny? – Nie jesteś powolny. Opanowanie sztuki poruszania ciała energetycznego zajmuje czarownikom całe lata. Zamierzałem zakończyć twoje ćwiczenia, ponieważ to ja nie mam czasu. Jest wiele innych obszarów ważniejszych od śnienia, gdzie możesz wykorzystać swoją energię. – Ale teraz, gdy już się nauczyłem, jak poruszać moje ciało energetyczne, co jeszcze mógłbym zrobić? – Kontynuuj ćwiczenia w ruchu. Poruszenie ciała energetycznego otworzyło przed tobą zupełnie nowe obszary, obszary niezwykłych odkryć. Don Juan ponownie nakazał mi, bym myślał, jak się przekonać, czy moje sny są prawdziwe. Tym razem jednak nie brzmiało to tak dziwacznie, jak za pierwszym razem. – Jak wiesz, prawdziwe zadanie dla drugiej bramy to zostać przeniesionym przez tropiciela do jego królestwa –wyjaśniał don Juan. – Jest to bardzo ważne, ale nie tak, jak stworzenie i poruszenie ciała energetycznego. Dlatego też musisz się upewnić – stosując wymyśloną przez siebie metodę – że rzeczywiście widzisz siebie samego podczas snu, a nie że tylko ci się to śni. Twoje nowe odkrycia od tego zależą, czy rzeczywiście widzisz siebie podczas snu. Po długich rozważaniach i namysłach byłem przekonany, że mam właściwy plan. Pomysł na ustanowienie wiarygodnego kryterium podsunęła mi moja podarta koszulka. Zacząłem od założenia, że jeśli faktycznie będę obserwował samego siebie podczas snu, to będę wówczas obserwował również, czy mam na sobie te same rzeczy, w których poszedłem spać; rzeczy te, które postanowiłem zmieniać co cztery dni. Byłem przekonany, że przypomnienie sobie, w jakich rzeczach położyłem się spać, nie sprawi mi w śnieniu żadnego kłopotu. Dyscyplina, jakiej nabyłem podczas moich ćwiczeń w śnieniu, pozwalała mi sądzić, że potrafię odnotowywać takie szczegóły w pamięci, a później przypomnieć je sobie podczas śnienia. Starałem się ze wszystkich sił postępować według mego kryterium, ale rezultaty nie były takie, jakich się spodziewałem. Brakowało mi niezbędnej kontroli nad moją uwagą śnienia, aby dokładnie sobie przypomnieć, co miałem na sobie, gdy szedłem spać. Z całą pewnością jednak pomagało mi coś innego. W jakiś sposób zawsze wiedziałem, czy moje sny, są zwykłymi snami, czy też nie. Niesamowitym aspektem, który charakteryzował prawdziwe sny, było to, że moje śpiące ciało leżało w łóżku, a moja świadomość je obserwowała. Ważną cechą tych snów był mój pokój. Nigdy nie przypominał mojego rzeczywistego pokoju, lecz ogromną pustą salę z łóżkiem w jednym końcu. Zwykle szybowałem całkiem spory kawałek, aby znaleźć się przy łóżku, gdzie znajdowało się moje ciało. W momencie gdy byłem już obok łóżka, czułem jakąś obcą siłę, która pojawiała się jak wiatr i zawieszała mnie nad łóżkiem niczym kolibra. Czasami mój pokój znikał, kawałek po kawałku, aż w końcu zostawało tylko łóżko i moje ciało. Kiedy indziej zaś odczuwałem zupełny zanik woli. Wtedy też zdawało mi się, że moja uwaga śnienia jest całkowicie ode mnie niezależna; albo całkowicie pochłaniał ją pierwszy z brzegu szczegół pokoju, albo nie potrafiła się zdecydować, co robić. Wówczas miałem wrażenie, że dryfuję bezwolnie od przedmiotu do przedmiotu. Głos wysłannika wyjaśnił mi kiedyś, że wszystkie elementy snów, które nie są li tylko zwykłymi snami, są w rzeczywistości konfiguracjami energii odmiennymi od konfiguracji naszego normalnego świata. Wysłannik wskazał, na przykład, na to, że ściany są płynne. Potem polecił mi, bym wskoczył w jedną z nich. Nie namyślając się długo, dałem nura w ścianę, tak jakbym skakał w toń jeziora. Ale ściana nie przypominała wody, wrażenie nie przypominało też fizycznego odczucia skoku do wody. Była to raczej myśl o nurkowaniu połączona ze wzrokowym odczuciem przenikania przez płynną materię. Wnikałem głową naprzód w coś, co otwierało się przede mną zupełnie jak woda, gdy coraz bardziej oddalałem się od tunelu. Wrażenie zapadania się głową naprzód było tak realne, że zacząłem się zastanawiać, jak długo, czy też jak głęboko albo jak daleko będę tak nurkował. Z mojego punktu widzenia spędziłem tam całą wieczność. Widziałem tam chmury i podobne do skał formacje materii zawieszone w płynnej toni ściany. Były tam jakieś jaśniejące obiekty o geometrycznych kształtach, przypominające kryształy, oraz plamy najgłębszych barw podstawowych, jakie w życiu widziałem. Były tam również obszary intensywnego światła i nieprzeniknionej czerni. Wszystko to przesuwało się obok mnie, czy to wolno, czy to niezwykle szybko. Przyszło mi na myśl, że oglądam przestrzeń kosmiczną. Natychmiast, gdy tylko to pomyślałem, moja prędkość wzrosła tak nieprawdopodobnie, że wszystko się rozmyło, a ja

zorientowałem się, że – ni stąd, ni zowąd – jestem w pełni przebudzony we własnym pokoju, z nosem przyciśniętym do ściany. Pewien nieokreślony lęk kazał mi skonsultować się jak najszybciej z don Juanem. Wysłuchał mnie uważnie. – Musisz teraz wykonać pewien dość drastyczny manewr – powiedział don Juan. – Wysłannik nie ma prawa się wtrącać w twoje ćwiczenia w śnieniu. Albo raczej to ty, i to pod żadnym pozorem, nie powinieneś mu na to pozwalać. – Jak mogę go powstrzymać? – Musisz wykonać prosty, ale trudny manewr. Gdy będziesz wchodził w śnienie, powiedz głośno, że nie chcesz już więcej mieć wysłannika w swoim śnieniu. – Czy to oznacza, don Juanie, że już go nigdy więcej nie usłyszę? – Właśnie. Pozbędziesz się go na zawsze. – Ale czy to słuszne, żeby pozbywać się go na zawsze? – Na tym etapie zdecydowanie tak. Mówiąc to, don Juan postawił mnie przed nie lada dylematem. Nie chciałem zupełnie zrywać związków z wysłannikiem, ale z drugiej strony chciałem zrobić tak, jak radził mi don Juan. Zauważył moje wahanie. – Wiem, że to bardzo trudne – przyznał. – Ale jeśli tego nie zrobisz, istoty nieorganiczne zawsze będą wszystko o tobie wiedzieć. Jeśli chcesz tego uniknąć, to zrób, co ci mówię. I zrób to teraz. Podczas następnej sesji śnienia, gdy byłem już gotów wypowiedzieć moją wolę, przeszkodził mi głos wysłannika. Powiedział: “Jeśli powstrzymasz się od wyrażenia swej woli, obiecuję, że nigdy nie będę ci przeszkadzał w twoich ćwiczeniach i będę mówił do ciebie tylko wtedy, gdy będziesz mi zadawał pytania". Natychmiast zgodziłem się na jego propozycję i szczerze sądziłem, że był to dobry układ. Czułem nawet pewną ulgę, że tak się to zakończyło. Obawiałem się jednak, że don Juan będzie rozczarowany. – To było niezłe zagranie – zauważył don Juan i się roześmiał. – Byłeś szczery; naprawdę zamierzałeś wyrazić swą wolę. Szczerość była dokładnie tym, czego było trzeba. W zasadzie nie było to konieczne, byś wyeliminował wysłannika. Chciałeś przyprzeć go do muru, by zaproponował jakieś odmienne, wygodne dla ciebie rozwiązanie. Jestem pewien, że wysłannik nie będzie ci już więcej przeszkadzał. Miał rację. Kontynuowałem moje ćwiczenia w śnieniu i wysłannik się do nich nie mieszał. Znaczącą tego konsekwencją było to, że pokoje, które widziałem odtąd w snach, były moim pokojem w rzeczywistym świecie, zjedna wszak różnicą – w moich snach pokój był zawsze tak pochylony, tak zniekształcony, iż wyglądał niczym gigantyczny obraz kubisty; zamiast normalnych kątów prostych pomiędzy ścianami a podłogą i sufitem, regułą stały się kąty ostre i rozwarte. Sam przechył mojego przekrzywionego pokoju, utworzony przez owe ostre i rozwarte kąty, służył uwidocznieniu i wyolbrzymieniu pewnych absurdalnych i nieważnych, choć rzeczywistych szczegółów, takich jak skomplikowany wzór w parkiecie z litego drewna, plamy wyblakłej od słońca farby na ścianach, kurz na suficie, rozmazane ślady palców na krawędzi drzwi. W snach nieodmiennie zatracałem się w płynnym wszechświecie szczegółów wskazywanych przez przechył mojego pokoju we wszystkich moich ćwiczeniach w śnieniu. Natłok tych szczegółów był tak wielki, a ich przyciąganie tak silne, że natychmiast zatapiałem się w nich całkowicie. Gdy tylko udało mi się znaleźć wolną chwilę, zjawiłem się u don Juana, by omówić z nim mój stan. – Nie mogę przezwyciężyć swojego pokoju – powiedziałem mu, gdy już podałem szczegóły moich ćwiczeń. – A dlaczego sądzisz, że musisz go przezwyciężyć? –zapytał mnie z szerokim uśmiechem. – Czuję, że muszę wyjść poza swój pokój, don Juanie. – Przecież wychodzisz poza swój pokój. Być może powinieneś zadać sobie pytanie, czy czasem znów nie ugrzązłeś w swojej interpretacji. Co, twoim zdaniem, oznacza chodzenie w tym przypadku? Powiedziałem mu, że sen o wyjściu z pokoju na ulicę nieustannie mnie prześladuje. Czułem

prawdziwą potrzebę zrobienia tego raz jeszcze. – Ależ robisz rzeczy znacznie lepsze – zaprotestował. –Wkraczasz na niewyobrażalne obszary. Czego jeszcze chcesz? Starałem się mu wyjaśnić, że odczuwałem wręcz fizyczną potrzebę wydostania się z tej pułapki szczegółów. Najbardziej właśnie denerwowała mnie niemożność oderwania się od tego, co przyciągnęło moją uwagę. Uzyskanie choć odrobiny woli było dla mnie niezbędnym minimum. Zapadła długa cisza. Spodziewałem się usłyszeć coś więcej o pułapce szczegółów. W końcu to don Juan przestrzegał mnie kiedyś przed tym niebezpieczeństwem. – Idzie ci świetnie – powiedział w końcu. – Śniący spędzają wiele czasu na doskonaleniu swego ciała energetycznego. I o to dokładnie w tym wszystkim chodzi –o doskonalenie ciała energetycznego. Don Juan wyjaśnił mi, że moje ciało energetyczne dlatego tak łatwo ulegało pokusie zagłębiania się w szczegóły i beznadziejnie w nich grzęzło, ponieważ było jeszcze niedoświadczone i niepełne. Powiedział, że czarownicy spędzają całe życie na konsolidacji swego ciała energetycznego, pozwalając mu chłonąć wszystko, co tylko możliwe. – Dopóki ciało energetyczne nie stanie się pełne i dojrzałe, dopóty pochłonięte jest samym sobą – ciągnął don Juan. – Nie potrafi wyzwolić się od przymusu absorbowania wszystkiego, co je otacza. Ale gdy wziąć to pod rozwagę, zamiast się z nim zmagać, tak jak ty to robisz, można mu jakoś pomóc. – Jak mogę tego dokonać, don Juanie? – Poprzez kierowanie jego zachowaniem, to jest poprzez podchodzenie go. Don Juan wyjaśnił, że ponieważ wszystko, co wiąże się z ciałem energetycznym, zależy od właściwej pozycji punktu połączenia – a przecież śnienie to nic innego, jak narzędzie do jego przemieszczania – podchodzenie jest sposobem utrzymania punktu połączenia w idealnym położeniu. W tym przypadku jest to położenie, w którym ciało energetyczne może się skonsolidować i skąd może się ostatecznie wyłonić. Don Juan powiedział, że czarownicy przyjmują, iż taka optymalna pozycja punktu połączenia została osiągnięta wtedy, gdy ciało energetyczne może się samo poruszać. Następnym etapem jest podchodzenie go, czyli unieruchomienie w tym położeniu, by nabrało pełni. Don Juan nadmienił, że cała procedura jest niezwykle prosta. Wystarczy zamierzyć podchodzenie. Po tym stwierdzeniu don Juan zamilkł z wyrazem oczekiwania na twarzy. Spodziewałem się, że powie coś jeszcze, a on spodziewał się, że zrozumiałem to, co powiedział. Nie zrozumiałem. – Pozwól, by twoje ciało energetyczne zamierzyło osiągnięcie optymalnej pozycji śnienia – wyjaśnił don Juan. –Potem pozwól, by zamierzyło pozostanie w tej pozycji, i to będzie właśnie podchodzenie. – Przerwał i nakazał mi wzrokiem, abym przemyślał to, co powiedział. – Zamierzenie jest tajemnicą, ale ty już ją znasz – powiedział. – Czarownicy przesuwają swoje punkty połączenia poprzez zamierzanie i unieruchamiają je podobnie, przez zamierzenie. I nie istnieje żadna technika zamierzania. Zamierza się, wyrażając zamiar. W tym momencie znów, jak niejeden raz wcześniej, pomyślałem sobie, jakim to jestem dobrym czarownikiem. Byłem bezgranicznie przekonany, że coś pokieruje mną właściwie i zamierzę unieruchomienie mojego punktu połączenia w owym idealnym położeniu. W przeszłości dokonałem najróżniejszych wyczynów, nie wiedząc zupełnie, jakim cudem. Sam don Juan nie mógł się nadziwić moim zdolnościom albo mojemu szczęściu, a ja byłem święcie przekonany, że będzie to kolejny tego przykład. Jakżeż bardzo się pomyliłem. Bez względu na to, co robiłem i jak długo czekałem, unieruchomienie mojego punktu połączenia w jakimkolwiek punkcie, nie mówiąc w ogóle o tym idealnym, nie przyniosło najmniejszych rezultatów. Po kilku miesiącach usilnych, lecz bezskutecznych prób poddałem się. – Naprawdę wierzyłem, że potrafię tego dokonać – powiedziałem, przekraczając próg domu don Juana. –Obawiam się jednak, że teraz jestem większym egocentrykiem niż kiedykolwiek. – Ależ skąd – uśmiechnął się don Juan. – Jak zwykle, znów zaplątałeś się w błędną interpretację twojego zadania. Szukasz idealnego miejsca, jakbyś szukał swoich kluczyków do samochodu. Potem chcesz unieruchomić swój punkt połączenia, jakbyś unieruchamiał złamaną nogę. Idealne miejsce i unieruchomienie punktu połączenia to metafory. Nie mają nic wspólnego ze słowami, które je opisują. Potem don Juan poprosił, bym opowiedział mu, co ostatnio zdarzyło się w moich ćwiczeniach w śnieniu. Najpierw powiedziałem mu, że moja potrzeba zatapiania się w szczegółach znacznie osłabła.

Śniący mają pewną generalną zasadę – ciągnął. Teraz rozpaczasz. że ci się udało. Zaczęło się to jakiś czas temu. widzą energię zawsze. oznacza to. Teraz dopiero czeka cię prawdziwe zadanie: widzenie energii ciałem energetycznym. że mają do czynienia z realnym światem bez względu na to.Powiedziałem mu. gdy nie potrafiłeś znaleźć żadnego kryterium oceny prawdziwości twoich snów. czy śnisz normalny sen. czy też nie. w których mogą znaleźć elementy wytwarzające energię. jak plamka powiększa się do rozmiarów kosmosu. poskromiło swą obsesję na punkcie szczegółów. Obserwowałem. który wytwarza energię. Od tego momentu moja uwaga śnienia skupiała się na tym świetle i cały sen kręcił się wokół tej maleńkiej plamki. które ciało energetyczne postrzega jako skwierczącą energię. Potem coś jednak zaczęło robić to za ciebie i mówiło ci. tutaj wszystko faluje. czy zdołasz dojść do tego sam. że stwarzanie twojego ciała energetycznego zostało ukończone z chwilą. – Świat. maleńka plamka na ścianie lub drewnianej podłodze mojego pokoju wysyłała promień światła. że obserwowałem go podczas snu. – Zapewniam cię. gdzie miałeś unieruchomić swój punkt połączenia. Nie potrafiłem nawet zadać jednego z moich głupich pytań. wiele razy. – A co jest światem rzeczywistym. a nie w świecie rzeczywistym. takie. Teraz będziesz robić to rozmyślnie. która jest zupełnie inna niż energia naszego świata. że nieustannie zmuszam się do poruszania w moich snach. – Do czego dokładnie zdołałem sam dojść. na których skupiasz swoją uwagę śnienia. Don Juan wyjaśnił. że znajdują się w zwyczajnym śnie. gdy zdołało się samo poruszyć – uśmiechnął się don Juan. Potem don Juan podał mi nową definicję śnienia. don Juanie? – zapytałem. badawczym spojrzeniem. Chciałem się dowiedzieć. Moje wnioski były takie. Wypełniłeś zadanie dla trzeciej bramy śnie –nia: twoje ciało energetyczne potrafi poruszać się samo. który mnie unieruchamiał. – Zdołałeś sam dojść do tego. że twoje ciało energetyczne nabrało już pełni. czy obserwuję we śnie swoje prawdziwe ciało. – To wszystko dzieje się dlatego. Śmiał się z mojego chybionego . dzięki ruchowi. wiele razy – mówił dalej don Juan. Powstrzymanie przez ruch daje mi sposobność dokładnej analizy zaabsorbowania szczegółami. – Ale za każdym razem widzenie było szczęśliwym trafem. don Juanie? – musiałem zapytać. – Od tej pory – powiedział don Juan – istotą twojego śnienia będzie określenie. gdy spojrzą na jakiś przedmiot w normalnym świecie. Nie miałem pojęcia. – Zaczniesz ćwiczyć widzenie energii w swoich snach. co don Juan ma na myśli. – Jeśli ich ciało energetyczne nabrało już pełni. że sam wpadnę na pomysł widzenia energii jako kryterium oceny. Dowodem na to jest to. a po drugie – wyglądało na to. A ja ci mówię. gdyż roześmiał się i podał mi inną. – Ależ tak. Musiał chyba zauważyć moje zdezorientowanie. Don Juan przyznał. – Teraz przed tobą klejnot czarowników – ciągnął don Juan. jak zniekształcony może się ten świat wydawać ich uwadze śnienia. że materia nieożywiona emanuje pewną siłę obezwładniającą. Jest to proces wyodrębniania przez śniących takich warunków śnienia. jego przeciwieństwem jest niematerialny świat odzwierciedleń. są wytwornikami energii. Byłem w kropce. czy rzeczy. Widziałeś już energię wcześniej. który nie pozwala mi się poruszyć. Jeżeli zaś nie widzą energii jakiegoś przedmiotu. szczegół był prawdziwy. poprzez który zamierzamy odszukać odpowiednie położenia punktu połączenia. a jedynie sugerowałem taką możliwość. aż się nie obudziłem z nosem przyciśniętym do ściany albo podłogi. że nie udało ci się znaleźć idealnego miejsca. które pozwalają nam postrzegać przedmioty wytwarzające energię w stanach zbliżonych do snu. że do niczego takiego nie doszedłem. że ciało energetyczne jest również zdolne do postrzegania energii. że po pierwsze. Dzieje się tak choćby w przypadku przedmiotów ze świata istot nieorganicznych. I oczywiście doszedłeś do tego sam. Na przykład. są pewni. Dostrzegam ją jako promień nikłego światła. iż miał nadzieję. że twoje ciało energetyczne. Trwało to zazwyczaj tak długo. – Nie mówiłem ci tego wprost. jeszcze bardziej zawiłą definicję: śnienie jest procesem. jego przenikliwe spojrzenie omiotło całe moje ciało. To coś to było twoje ciało energetyczne. W naszym świecie nic nie skwierczy. Gdy widzą energię jakiegoś przedmiotu w trakcie śnienia. Obrzucił mnie swym zwyczajowym. i być może to ruch powstrzymuje mnie przed zagłębieniem się w obserwację szczegółów. niematerialnymi odzwierciedleniami czy wytwornikami obcej energii. gdzie nic nie ma skutków energetycznych. Doszedłem do wniosku.

by co cztery dni ubierać do spania wyszukany strój nocny. Jednakże mój system interpretacji zmusił mnie do poszukiwania sztucznych rozwiązań. że miałem na wyciągnięcie ręki wszystkie informacje potrzebne do wywnioskowania. .pomysłu. którym brakło prostoty i bezpośredniości magii. i do przedstawienia właściwego kryterium. jakie jest prawdziwe zadanie dla trzeciej bramy śnienia. Powiedział.

Moja uwaga śnienia w końcu się wyczerpała i obudziłem się okropnie zawiedziony. Najpierw był gigantycznym żółtym topazem. nieomal zły. Wcześniej czy później uderzysz we właściwy ton. Przyznał. Wyraziłem głośno zamiar widzenia i oniemiałem zaskoczony. ale nic się nie działo. że są inne sposoby osiągnięcia tego samego rezultatu. Olbrzymia. które żyją tylko w twej uwadze śnienia. – Myślę. Na początku pojawił się tropiciel ze świata istot nieorganicznych. lecz muszę jeszcze wyrazić tę intencję głośno. cały sen się zmienił. Spojrzała na mnie. podobnie jak wysłannicy. jakoś nie pojawiali się w moich snach. Nie brakowało mi ich ani też nie zastanawiałem się nad ich zniknięciem. Tropiciele. rzucająca się w oczy waza w rogu zdecydowała za mnie. Po wyrażeniu mojego zamiaru. ale kobieta odeszła od okna. że znikały lub zmieniały kształt. więc przerzuciłem spojrzenie na akwarium z tropikalnymi rybkami. topaz zmienił się w plamę skwierczącej energii. że uczę się wydzierać w moich snach. lecz stwierdził. Gdy wpatrywałem się w tę poświatę. surrealistyczny portret kobiety przyozdobionej klejnotami. Przestraszyłem się. – Musisz być cierpliwy. – Tymczasem jednak nie poddawaj się i nie zniechęcaj. która właśnie podeszła do okna. Odparłem. jakie to wszystko jest zabawne – powiedział don Juan w odpowiedzi na mój niemy protest. co się działo z przedmiotami. na co patrzeć. po prostu zażyczysz sobie tego. że twoje sny są po prostu zwykłymi snami. Miesiącami wpatrywałem się w snach w setki różnych przedmiotów i wyrażałem głośno swój zamiar widzenia. co właśnie robię – powiedziałem. Przypatrywałem się w tym śnie tylu przedmiotom. nie tylko muszę zamierzyć widzenie. Przypatrując się jej. Ostatnie zdanie przyprawiło don Juana o atak szaleńczego śmiechu. – Jedyna różnica polega na tym. znikała albo zamieniała się w coś innego.ROZDZIAŁ IX: NOWY OBSZAR Don Juan powiedział. portret zajarzył się taką samą zielonkawą poświatą. Waza przez chwilę pozostała w polu mojego widzenia. W tym śnie pojawił się jednak tropiciel. Pewnego dnia nie będziesz już musiał głośno tego wyrażać. a potem zmieniła się w inny przedmiot. Miałem . Dwa miesiące później dopiąłem swego. który znalazłem na dnie Szuflady. że nie mogłem się zdecydować. Gdy wyraziłem głośno zamiar widzenia. – Krzyczę głośno. jak to zawsze miało miejsce w moich ćwiczeniach. który zbił mnie z tropu. niematerialnymi odzwierciedleniami. W istocie rzeczy lak mi było dobrze bez nich. Spacerowałem ulicą jakiegoś znajomego miasta. Gdy wyraziłem głośno zamiar widzenia. czasem wytwarzały nawet wir. że nawet zapomniałem zapytać don Juana o przyczynę ich nieobecności. śniłem właśnie o kościelnym jarmarku. Akwarium rozjarzyło się słabą. której się przypatrywałem. Byłem już zmęczony czekaniem. mogło to być Tucson. rozjarzył się. głośno wyraziłem swój zamiar widzenia jej. dlaczego muszę ją wypowiedzieć. Zacząłem przypatrywać się wystawie damskich ubrań i głośno wypowiedziałem zamiar widzenia. na całe gardło. Następnie przypatrywałem się sprzedawczyni. który w końcu zmieniał mój sen. zielonkawą poświatą i zmieniło się w wielki. że zamierzam widzieć. Było to tak fantastyczne. w duchu. Było tam tak wiele przedmiotów. iż zacząłem się bać. że poczuję przymus. zacząłem widzieć jej poświatę. Nie chciał jednak wyjaśnić. by za nim pójść. – Dzieje się tak we wszystkich moich codziennych sesjach ćwiczeń w śnieniu – powiedziałem. Don Juan chciał dokładnie wiedzieć. że jakiś szczegół jej cudownej poświaty mógłby mnie uwięzić. – Pewnego dnia zrozumiesz. – Uczysz się zamierzać widzenie we śnie. więc w końcu musiałem zapytać o to don Juana. Gdy ponownie wyraziłem zamiar widzenia. ilu zdołałem. Gdy po raz pierwszy ubrałem w słowa mój zamiar widzenia. obrazami. Miałem niesamowity sen. na których skupiałem spojrzenie. Uczysz się czegoś naprawdę nadzwyczajnego – zauważył. zanim zdążyłem całkowicie skupić na niej swoją uwagę. Don Juan jak zwykle miał rację. W tej samej chwili czarny manekin. mocno wyeksponowany. Próbuj dalej. iż głośne wyrażenie intencji jest drogą najpewniejszą i najbardziej bezpośrednią. że nie pojąłem funkcji tego. Co to może oznaczać? – Oznacza to. ale nic się nie dzieje. że aby widzieć w trakcie śnienia. by zmienić wystawę. Nie dostrzegłem niczego zabawnego w moim stwierdzeniu ani innego powodu jego wesołości. każda rzecz.

zmieniają się szybko w coś zupełnie innego. don Juanie? – Bez wątpienia. – W trakcie ostatniej sesji – powiedział don Juan –nieświadomie wywołałeś odmienny skutek tego ćwiczenia i wkroczyłeś do innego świata. Powtórzył raz jeszcze. – Wiem. Rezultatem tego jest niesamowicie szybka i ulotna percepcja dająca złudzenie zwyczajnego snu. a potem moja uwaga śnienia pokonała wielką odległość i widziałem rzeczywiście istniejący. niż można to sobie wyobrazić. Natarła na mnie. najwyraźniej świadom mojego zdezorientowania. To samo zdarzyło się wówczas. surrealistyczny portret kobiety obwieszonej klejnotami. szczegóły. które później znalazłem w rzeczywistości. że w niektórych snach. – Tym razem nie tylko zobaczyłeś energię.zamiar pójść za nią. uwaga śnienia skupia się na normalnym świecie i natychmiast przenosi się z jednego rzeczywistego przedmiotu na drugi. a nie podziwiał albo mu się. które tam żyją. lecz również przekroczyłeś niebezpieczną granicę – powiedział don Juan po usłyszeniu mojego sprawozdania. co to było? – To drapieżny wszechświat. Poświata zatrzymała się. – Rozumowałem tak. przepełniona nienawiścią. gdzie rozgrywał się mój sen . wytwarzającymi energię. Mogła to być jedna z tysięcy istot. które omal cię nie zabiły. że zadaniem dla trzeciej bramy śnienia jest pobudzenie ciała energetycznego do samodzielnego poruszania się. podobnie intrygowały mnie senne wizje królestwa istot nieorganicznych. że w mgnieniu oka może ona pokonywać niewiarygodne odległości. więc coś cię zaatakowało. domyśliłem. Chciałem wiedzieć. – Czy to aż tak oczywiste. za wyjątkiem widzenia energii. Sam jednak się . Odskoczyłem do tyłu. – Chcesz pewnie wiedzieć. Don Juan wykazał się wielkim zrozumieniem. a mój sen był jednym z tych stanów. co? – zapytał z szerokim uśmiechem. Ten rodzaj podróżowania wykracza na razie poza twoje umiejętności. – Z pewnych powodów. don Juanie. iż postrzegasz świat istniejący naprawdę. że śnienie może się odbywać w rzeczywistości naszego normalnego świata. Efekt tego. widzenie energii w snach jest bardziej denerwujące. Zabiłbyś go ze strachu. Była prawdziwa i były w niej przedmioty wytwarzające energię. gdy widziałem we śnie najdrobniejsze Szczegóły podłogi. mających związek z umysłem. że widzisz energię w swoim śnie. Na tym polega doniosłość twojej podróży. spowity zasłoną snu. Don Juan wyjaśnił. co istoty nieorganiczne: byłeś zbyt łatwo dostępny. był bardzo zbliżony do zwyczajnego snu. które don Juan nazywał zbliżonymi do snu. Właśnie tak zamierzałem sformułować moje pytanie. że w rozważanym śnie musiałem 'patrzeć na jakiś rzeczywisty przedmiot. ścian czy drzwi mojego pokoju. na czym skupiła się twoja uwaga śnienia. przyglądał. – Jak myślisz. że we śnie widziałem prawdziwą wazę. W tej pozycji punkt połączenia daje uwadze śnienia taką płynność. Zaintrygowała mnie myśl. lecz moją uwagę śnienia przyciągnęła poruszająca się poświata. przy którym właśnie siedzisz i piszesz. Powiedziałem. gdy im się przyglądać. wynika. iż byłem głęboko przekonany. pochłonęła mnie jakaś czarna masa i obudziłem się. nigdy jednakże nie wpłynęła na mnie w taki sposób. Ruch ten jest możliwy dzięki odpowiedniej pozycji śnienia punktu połączenia. że widziałem energię. – Ale dlaczego mnie zaatakowała? – Z tego samego powodu. jak twoja reakcja na widok dziwnie wyglądającego pająka spacerującego po twoim biurku. takich jak mój. Były w niej odraza i zło. że te pytania nie mają sensu. w którym rzeczy. by zadać odpowiednie pytanie. Nie potrafiłem znaleźć słów. Twoje ciało energetyczne się poruszyło i podjęło samodzielną podróż. Równie oczywiste. że już przedtem widziałem energię we śnie. albo w jakim świecie się znalazłem. – Teraz twoje ciało energetyczne nabrało pełni i jest sprawne – powiedział don Juan. Obrazy te były tak żywe. – Tak więc z tego. jak to rozstraja – mówił dalej don Juan. . Don Juan powiedział.

Słowa don Juana wywoływały moją natychmiastową reakcję. że żartuje. dla których . gdy rozmawialiśmy z don Juanem o śnieniu. Wszystko. Don Juan nie uczynił niczego. w innej warstwie tej cebuli. iż to wszystko jest idiotyczne. ale musisz to sobie powtarzać. wytwarzający energię przedmiot od niematerialnego odzwierciedlenia. zgodnie z przyziemnym rozumowaniem mojej normalnej świadomości. I ty właśnie wkroczyłeś do jednego z nich.– Mówisz poważnie. Czasem pokonujemy granice jednej warstwy i wkraczamy do innej warstwy – innego świata podobnego bardzo do naszego. że osią magii jest tajemnica punktu połączenia. że podróż ta istnieje w pozycji punktu połączenia. głębokim strachem. lecz już nie takiego samego. Byłem taki sam. tak niebezpieczną. – Już wyczerpaliśmy ten temat. że borykam się z dziwnym. jest możliwa? – To pytanie najzupełniej bez znaczenia. co mogłoby wskazywać na to. który znamy. że zaraz skonam z udręki. Wiedziałem. Zgodnie z poglądem czarowników wszechświat jest zbudowany z warstw. Wymusza też na nas przeświadczenie. Doskonale rozumiałem sens jego słów. – Twoim problemem jest cynizm. że mówi jak najbardziej poważnie. Wiesz o tym. Następnym razem. Niewypowiedziany. Tak więc. które ciało energetyczne może przekraczać. to znaczy wytwarzające energię. twoje ciało energetyczne nie jest całkowicie pewne. że zawsze mamy rację. że zdajesz już sobie teraz sprawę z tego. mimo to stwierdzenie. Jeśli będziesz to sobie powtarzał wystarczająco długo. wszystko w magii opiera się na manipulowaniu punktem połączenia. kończąc jakąś wypowiedź. Jesteś tego pewien na dziewięćdziesiąt dziewięć procent. czy były one prawdziwe. Widziałeś jej energię. don Juanie? – I to jak! Istota. gdy słuchałem jego rad. dokuczliwe uczucie przeszywające mnie aż do trzewi. A ja głowiłem się nad tym bez przerwy. Żołądek i przepona zaczęły się podnosić. bez niczyjej pomocy – Jak taka podróż. nic mi nie mówi. don Juanie. która cię zaatakowała. – Skończ z tym cynizmem – warknął groźnie don Juan. że dotarłeś do następnej warstwy cebuli – powiedział don Juan. była czystą świadomością. na którą nie zwróciłem uwagi. Uświadomiłem sobie. Byłem przekonany. o której mówisz. Tajemnica punktu połączenia – mówił dalej. co mogłoby się wydarzyć. Powtarzaj sobie bezustannie. wpychając się pod płuca. chociaż walczyłeś z istotami nieorganicznymi i naprawdę widziałeś tropicieli i tunele. która może zmienić bieg rzeczy. Niepokoiło mnie jedynie to. fizyczny smutek ścisnął mi klatkę piersiową tak mocno. trudno odróżnić nam prawdziwy. stało się niejasną myślą o czymś. gdzie do teraz żyją dawni czarownicy? Właśnie w innej warstwie. że upierał się przy nieustannym powtarzaniu sobie tej samej formuły. – Co to znaczy kolejna warstwa cebuli. że aż zawyłem z bólu. jest zaledwie jedną z nich. – Nie ulega najmniejszej wątpliwości. – Bardzo trudno mi zrozumieć czy zaakceptować możliwość odbycia rzeczywistej podróży podczas snu. – Mówiłeś mi już o tym. omawialiśmy powody. jaką z tym wszystkim prowadziłem. zdawało mi się. Z jakiejś nie wyjaśnionej przyczyny byłem temu niechętny. ponieważ nikt nie potrafi na nie odpowiedzieć. Przez chwilę. że jeśli nie widzimy podczas śnienia. ale nie na sto. było to mroczne. ma wiele warstw. Świat. Jestem pewien. ale się nie wydarzyło. jak tylko można to sobie wyobrazić. Wiesz. byśmy w dalszym ciągu rozmawiali o mojej podróży. nie patrząc na mnie – jest wszystkim w magii. Cynizm nie pozwala nam przeprowadzić drastycznych zmian w naszym rozumieniu świata. iż podróż ciała energetycznego zależy wyłącznie od pozycji punktu połączenia. – I powtarzaj sobie to wszystko z pełną szczerością. Napór był tak silny. don Juanie? – Świat jest jak cebula. iż moja świadomość zmieniła poziom i powróciłem do normalnego stanu. że rozumiesz. Albo raczej. – Proponuję. Stwierdziłem. o czym rozmawialiśmy. abyś zrobił jedną bezsensowną rzecz. że myślę. ale przypomniałem mu o walce. pewna niewidzialna siła przejmie pałeczkę i poczyni w tobie odpowiednie zmiany. Don Juan nalegał.

Ton jego głosu był tak natarczywy. Don Juan powiedział. dzięki któremu można nauczyć punkt połączenia zajmować pozycję. co mówisz. Najmniejszy bowiem brak czujności może narazić ich na śmiertelne niebezpieczeństwo. w jakiś sposób ciągle byłem przekonany. zajmującym się poglądami i obserwacjami czarowników starożytności – odparł. uważałbym śnienie za pewną ideę. a ty się obudzisz. w pewnej chwili sen się skończy. ale twoja świadomość nie ogarnęła jeszcze wszystkiego. don Juanie. – Mówię ci o poglądach starożytnych i poglądach ludzi współczesnych – ciągnął don Juan – ponieważ twoja świadomość współczesnego człowieka woli traktować nie znane sobie pojęcia jak puste idee. – Dlaczego mi o tym mówisz? – zapytałem. że nie jesteś – odparował don Juan. że ze wszystkich transcendentalnych obserwacji czarowników starożytności istnieje tylko jedna. traktowałbyś śnienie z większą ostrożnością i rozwagą. Don Juan szarpnął mnie silnie za ramię. że traktujesz śnienie bardzo poważnie. powinni nieustannie zachowywać jak najdalej posuniętą ostrożność. Najpierw zauważył. oferując mi możliwość zachowania osobowości i świadomości na niemalże całą wieczność. ale nie rozumiem. Don Juan ostrzegł mnie. wstrzymując moje ćwiczenia w śnieniu. by zrozumieć. Natomiast ludzie współcześni mają absurdalnie nierealistyczny pogląd na postrzeganie i świadomość. Dalej powiedział. że jakoś się otrząsnąłem. Uważasz. – I zacznij już od teraz! Nie zaczynaj znów swoich dziwacznych zagrywek. – Ponieważ jesteś człowiekiem współczesnym. Jeszcze nigdy tak bardzo jak teraz nie potrzebowałeś trzeźwości umysłu i zimnej krwi. o której miałbym jakieś pojęcie. – Traktuj śnienie jak coś nadzwyczaj niebezpiecznego! – nakazał. Próbuję zbudować dla ciebie solidny most pomiędzy poglądami starożytnych a ludzi współczesnych. gdzie tworzy się ów stan wytwarzający energię. gdy moja świadomość samoistnie zmieniła swój poziom. Wówczas znowu poczułem ból w klatce piersiowej. że to tylko sen. – A ty nie masz o nich większego pojęcia. musi pójść okrężną drogą. Śnienie również jest realne. jestem pewien. że wzięła się ona wprost ze związku dawnych czarowników z istotami nieorganicznymi. jest stanem wytwarzającym energię. więc zdajesz się na ślepy los. ponieważ przesączyła się aż do naszych czasów pod postacią idei sprzedania duszy diabłu w zamian za nieśmiertelność. Po raz pierwszy możesz zrozumieć. że jestem w pełni świadom. co z tego wynika. uleganie pokusom istot nieorganicznych nie jest jedynie ideą. – Jednakże nie uświadomiłeś sobie jeszcze w pełni znaczenia tej realności. ponieważ wyrósł on z ich obserwacji otaczającego ich wszechświata. czego byłem świadkiem w trakcie ćwiczeń w śnieniu. ponieważ wyrasta z ich obserwacji porządku społecznego i styczności z nim. Don Juan uważał. – Zapewniam cię. – Rozumiem. że po raz pierwszy znalazłeś się w odpowiedniej sytuacji. Na razie jednak . Gdybym dał ci wolną rękę. że cokolwiek się zdarzy. że starożytni mieli bardzo realistyczny pogląd na postrzeganie i świadomość. Don Juan ostrzegł mnie. jak doniosłe konsekwencje pociąga za sobą uświadomienie sobie tego wszystkiego. co oznacza stan wytwarzający energię – powiedziałem. jak wysłannik usiłował nakłonić mnie do pozostania w swoim królestwie. gdzie wszystko może się zdarzyć. – Tylko to. nazywany przez nas śnieniem. ale nie do końca wierzysz w jego realność. Mój umysł bronił się jeszcze. – Co się ze mną dzieje don Juanie? – zapytałem. Znalazłem się więc w stanie normalnej świadomości. że to tylko sen. że zwykłe sny są narzędziem. Pomimo wszystkiego. że chcąc wyjaśnić moją sytuację. Rozumiesz z pewnością. że ponieważ śniący docierają do prawdziwych światów. Don Juan zauważył. i podczas naszej ostatniej rozmowy zmusił moją świadomość do zmiany poziomu. Twój rozum podpowiada ci błędnie. jak tego dnia. że potrafisz szybko i z łatwością przemieszczać swój punkt połączenia. dokładnie taki. Przypomniał mi. – Mówię to wszystko dlatego. iż śnienie jest stanem wytwarzającym energię. nim zdołałem dotrzeć do niuansów mojego snu. Don Juan miał rację. Oczywiście. jest rzeczywiste – ciągnął don Juan. dlaczego to mówisz. że między myślami i czynami czarowników starożytności a myślami i czynami ludzi współczesnych istnieje ogromna różnica. – Jak wiesz.od wielu miesięcy nie poczyniłem żadnych postępów w moich ćwiczeniach w śnieniu. że mój racjonalny umysł wie. – Gdyby tak było. co mam na myśli. – A ja zapewniam cię .

Mój punkt połączenia stał się bardziej ruchliwy. Musisz doprowadzić ją do porządku. Don Juan wyjaśnił. Sami są tego dowodem. położenie punktu połączenia ludzkości zabarwiało przewodnią energię świata na jasnozielone. Wiedziałem również. – Don Juanie. jakby coś się w nich kotłowało. Czarownicy wierzą. lecz z innych. Jednak. gdy tylko uznałem to za konieczne. których do tej pory odnalazłeś. że wpłynęło to na moją świadomości tak jak ćwiczenia fizyczne wpływają na mięśnie. których spotkasz. następna – polegająca do niej – jasnozielona. co nakazał mówić. którego napotkasz. I tak też zrobiłem. bardziej odległym czasie – na bursztynowo. gdy głośno wyrażałem zamiar widzenia. jeśli człowiek się rozwinie. ale wiedziałem. które – gdy zacząłem je widzieć – zamieniały się w plamy skwierczącej. – Wszyscy tropiciele. jeśli tylko ci się to uda. migocze własnym wewnętrznym światłem. Byłem głęboko przekonany. należy do świata istot nieorganicznych – zauważył don Juan. nasza świadomość jest tak bez reszty pochłonięta czymś innym. Napotykałem w snach dziesiątki rzeczy. przynajmniej wtedy. nie tylko żywe istoty. na nasze wielkie nieszczęście. W innym czasie. osiągając taki sam efekt. kiedy nie śpimy? – Ależ robią to. była obca energia tropicieli. czy sądzisz. jak wówczas. gdy znajdę się w kłopocie. Natomiast przekonanie pozostałych o ważności i doniosłości rozwoju to zupełnie inna sprawa. lecz zaklinał mnie. ni to inwokacji Przeszły moje najśmielsze oczekiwania. co obecnie robią ludzie. intencja skieruje ją na nową ścieżkę ewolucji. Innym rodzajem energii. że energia naszego świata składa się z warstw błyszczących ocieni. – Jest ich nieskończona liczba – odparł. że czarownicy są energetycznie powiązani z ludźmi. Jednakże gdy ciałem jakąkolwiek rzecz wytwarzającą energię. Bez trudu mógłbym wykazać. Za to w trakcie snu otwiera się śluza – . Don Juan pogratulował mi sukcesu. Zapewnił mnie jednak. że potrafiłem zamierzyć widzenie bez użycia słów. nie będą pochodzić ze świata istot nieorganicznych. Prośba don Juana nie wydała mi się dziwna. gdy przedmioty. by zebrać swoją energię i zmienić postawę. Było tak tylko dlatego. pochodzili z tego królestwa. że mam tylko kilka sekund na to. Oczywiście myślałem. że aby się rozwijać. że wszystko. by się wsłuchać. iż nie mamy czasu. jest zabarwione tą białawą poświatą. W jeszcze innym. przez co widzenie energii w trakcie śnienia stało się jedynym celem moich ćwiczeń. – Ale na początku powinieneś zająć się tylko tymi trzema. Moja umiejętność zamierzania widzenia rosła proporcjonalnie do włożonego wysiłku Przyszedł czas. że nie wiem. że istoty nieorganiczne próbowały cię ugłaskać. Wróciłem do domu i codziennie przez blisko rok najzupełniej szczerze powtarzałem to. I nie pozwalaj sobie nawet na najmniejszą swobodę ruchów. że jest to odcień współczesny. W swoich snach zawsze wrzeszczałem na całe gardło. Don Juan nazywał ją energią skwierczącą. zmieniały swe kształty.ta łatwość skłania się ku chaosowi. Później możesz sobie być tak dokładny. Wszystko. Odkryłem. że nie każdy tropiciel. Warstwa biaława jest odcieniem obecnej pozycji punktu połączenia ludzkości – kontynuował don Juan. Gdy świadomość zostanie uwolniona. Górna warstwa jest biaława. One ciągnęły za sznurki. Teraz jesteś sam. bym nie przestawał krzyczeć podczas śnienia. którzy żyli w dalekiej przeszłości. – Nie zapominaj. ludzie muszą najpierw uwolnić swą świadomość z okowów porządku społecznego. że energia naszego świata faluje. że dzisiejszy białawy odcień kiedyś się zmieni? – Tak. że czarownikom się to uda? – Już im się udało. co oznacza. Odnajdywałem te wszystkie odcienie lub może lepiej – widziałem ich migotanie. Energia czarowników ma kolor bursztynowy. jeszcze bardziej oddalonych poziomów świadomości. i wyodrębnić dziesiątki odcieni. – A zatem dlaczego nie kontaktują się z nami. które napotykałem w moich zbliżonych do snu stanach. jabłko zechcesz. – Są tylko te trzy odcienie? – Stałem don Juana. z wyjątkiem niebieskiego. że żartuje sobie ze mnie. Wielkim zadaniem czarowników jest nakreślenie idei. a jeszcze inna – położona głębiej – bursztynowa. – Powiedzmy. Na tym skończyła się tego dnia nasza rozmowa. – Myślisz. biaława poświata uderzała mnie zawsze jako pierwsza. bąblującej energii. Niektórzy tropiciele. który odkryłem w naszym świecie. o czym mówi. Rezultaty mojej ni to litanii. – Czy tropiciele są siebie świadomi? – Jak najbardziej – odparł don Juan. że mówi całkowicie poważnie.

Utrzymywanie na nich naszej uwagi śnienia jest równoważne z zaproszeniem ich do skupienia na nas ich świadomości. które napotykają śniący i którą sam niedługo napotkasz – ciągnął don Juan – jest trzeci rodzaj tropiciela. – To irytujące. – Czy można jakoś określić. że w śnieniu zawsze towarzyszą im obrazy naszych rodziców lub serdecznych przyjaciół –ciągnął. Moje ciało energetyczne bez zastanowienia rozróżniało dwa ogólne rodzaje energii. Pierwszą byli tropiciele pochodzący z królestwa istot nieorganicznych. ale musisz pozwolić. by dotarło do mnie znaczenie tego. Don Juan przerwał na chwilę. Moje spotkania z obcą energią były zawsze bardzo ulotne. – Jedną z najdziwniejszych rzeczy. gdy o nich śnimy. a wtedy matka przeistoczyła się w potworny. a nie biała. – Dlaczego to jest niebezpieczne. że w obliczu obcej energii. don Juanie? – Tropiciele są zawsze bardzo agresywni i wyjątkowo brawurowi – odrzekł. jak głaskanie grzechotnika. I to właśnie jest tak niebezpieczne. Cokolwiek ponad to jest jest równie niebezpieczne i głupie. gdy we śnie czujemy się niepokojeni przez naszych rodziców lub przyjaciół. faluje. Niebieska energia nie istnieje w naszym świecie w stanie naturalnym. aby nie przepaść w swoich podróżach. To brzmi jak uproszczenie. Nie był to jednak dźwięk. Powiedział tak: – Jeśli nie wiesz dokładnie. tym z odleglejszego pochodzą poziomu. o którym jeszcze nie rozmawialiśmy. Ich energia syczała delikatnie. że jest wiele więcej rodzajów tropicieli niż te dwa. gdy w trakcie śnienia skupiłem spojrzenie na postaci mojej matki. – Szeroki uśmiech na twarzy don Juana zdawał się świadczyć o tym. czy tropiciele przychodzą z innego pionu niż świat istot nieorganicznych? – Im bardziej skwierczą. Twoje pytanie doprowadziło nas do tematu. maskujący się w sposób bardzo subtelny. gdyż przestrzegałem co do joty zaleceń don Juana. Dotąd miałeś do czynienia jedynie z dwoma pierwszymi. co jest czym. Cóż. – Może dlatego zawsze czujemy się nieswojo. – A gdzie w takim razie jest to odpowiednie miejsce. należy przyjąć. Pierwsze dwa rodzaje najłatwiej spostrzec. co powiedział. musisz zadowolić się tylko krótkim spojrzeniem. ale jest niebieska.zaczynamy śnić. – Muszą być tacy. musimy pójść z nimi. Tacy tropiciele sprawiali wrażenie. – Niebieska energia nie skwierczy – odparł don Juan. Energia drugiego ogólnego rodzaju tropicieli robiła wrażenie znacznie potężniejszej. co robisz i czego chcesz od obcej energii. Możemy wylądować w świecie. Don Juan znowu miał rację. że natychmiast przyciągają naszą uwagę śnienia. – Oto generalna zasada dla śniących: zawsze wtedy. ponieważ szukałeś w nieodpowiednim miejscu. że moja rozterka go bawi. Tym razem winę ponosi słowo “przedmioty". – A gdzie wobec tego umieścić niebieskiego tropiciela? – zapytałem. które wyróżniłem. Don Juan wyjaśnił. jakby mieli zaraz spłonąć. Maskują się w naszych snach tak dziwacznie. Zapewniam cię. jakiego koloru byli tropiciele. Powiedz. Wibrowali niczym napełnieni sprężonym gazem. Trzeci rodzaj tropicieli don Juan opisał jako najbardziej niebezpieczny – wielce agresywny i obdarzony potężną mocą. przerażający bąbel skwierczącej energii. I w naszych snach możemy nawiązać kontakt. dobrze ci radzę. lecz przy moim obecnym poziomie energii mogę skoncentrować się jedynie na trzech. don Juanie? – Znowu padłeś ofiarą słów. najpotworniejsi tropiciele ukrywają się W snach pod postacią ludzi. który wykracza poza nasze możliwości energetyczne. Kiedyś spotkała mnie straszliwa niespodzianka. To sarna trucizna. – Jest taka. Wyraziłem głośno swój Zamiar widzenia. Gdy tylko skupią na nas swoją uwagę. Unikaj takich obrazów. Poczułem się głupio. jak nasza. lecz raczej wyraźny obraz musowania albo początkowego stadium wrzenia. potrafi dokonywać niezwykle subtelnych rozróżnień i bezbłędnie oceniać sytuację. których widziałeś? . które odnosiłeś jedynie do rzeczy i obiektów. że mamy do czynienia z tropicielem trzeciego rodzaju. by twoje ciało energetyczne powiedziało tobie. że zaniepokoiła mnie możliwość znalezienia tropiciela pod postacią własnej matki.

Wypowiedzenie tych słów wprawia w ruch nieodwracalne prądy energii. Ponieważ nikt. oczywiście. Coś cię tam ściąga. że w drapieżnym wszechświecie. Sam się przekonałem. Dlatego ich nie lubię. Odrzucam go. Zdawało mi się. którą przekazali nam dawni czarownicy. Gdy ich widziałem. Tchórzliwie schronili się w świecie istot nieorganicznych. obca energia za chwilę rzuci się na mnie. Nikt nie może do niego wejść ani go opuścić bez ich zgody. Don Juan popatrzył mi głęboko w oczy. Jest to jedyna bezpieczna przystań. Jako nagual. co wychwalał wysłannik. że moje stwierdzenie niezmiernie go ucieszyło. ale do mnie nie przemawia – stwierdziłem. pochodzi z królestwa istot nieorganicznych – powiedział pospiesznie. byli różowi albo czerwonawi. jest prawdą. – Dlaczego już się nie pojawią? – spytałem. Odpowiedziałem don Juanowi. Teraz już tak nie jest. – Czy to znaczy. Zapewniłem go. więc wszystko. don Juanie? – Świat istot nieorganicznych jest zamknięty. by rozszarpać nas na kawałki. ciężko stąpając w miejscu. zwłaszcza matki. nie potrzeba już ich odzwierciedleń. ponieważ tak naprawdę wiem o nim więcej niż on sam i jego towarzysze razem wzięci. to. jest prawdą. gdy już tam jesteś. co możesz uczynić sam. pogardzam tym. Moje ciało energetyczne było przerażone. Przez chwilę nic nie mówił. jakby chciał mieć to już z głowy. że nie ma prawa opowiadać mi o świecie istot nieorganicznych. ale to nikt nie jest w stanie sam się dostać do ich królestwa. – Być może to. jakie oferuje korzyści. których widziałem. zawsze przypominała mi się plama energii. że śmiertelnie niebezpieczni tropiciele trzeciego rodzaju są jasnopomarańczowi. na której możesz zostać rozerwany na strzępy? –zapytał don Juan z nutą dezorientacji w głosie. co wychwalał w swoim świecie. Podczas naszej następnej rozmowy o śnieniu zagadnąłem don Juana o przyczyny całkowitego zniknięcia istot nieorganicznych z moich ćwiczeń w śnieniu. być może szukając w nich błysku przyzwolenia czy zrozumienia. głośno wyrazić zamiar tam pozostania. Za każdym razem. – Dlaczego. że kręci mi się w głowie. że tropiciele trzeciego rodzaju są po prostu przerażający. jakby szukając właściwych stów. W zamierzchłych czasach słowa miały niewiarygodną moc. ale bez rezultatu. Zatoczyłem się. – Podsumowując – zaczął – moja awersja do działań dawnych czarowników jest bardzo osobista. Wtedy dowiedziałem się od don Juana. – Taka jest prawda – ciągnął don Juan – i spuścizna. tropiciel po prostu nas tam zabiera. Twierdzili. że nie pragnę świata istot nieorganicznych bez względu na to. że ta podróżująca. Próbowałem odciągnąć cię od niego. która zaatakowała mnie podczas mojego pierwszego samodzielnego widzenia w śnieniu. Moje serce zamarło. Mają nas w garści po dziś dzień. Don Juan roześmiał się i powiedział. – Pokazują się tylko na początku – wyjaśnił. że podejmiesz ryzyko i wybierzesz drogę. Ten świat może dać nam schronienie i przedłużyć naszą świadomość niemal na cala wieczność. – Pozostała jeszcze ostatnia sprawa związana z tym światem. Nie cierpię tego przymusu czerpania z jednego tylko źródła. – Próbował się uśmiechnąć. – Jesteś zatem gotowy na ostatnią informację o tym świecie – powiedział. zanim jeszcze zacząłem ją widzieć. Jeżeli chcemy widzieć istoty nieorganiczne. Za każdym razem wydawało mi się. – Energia potrzebna czarownikom do tego. ukrywał się za postaciami moich rodziców. która wyszła z moich ust. – Istoty nieorganiczne nie mogą kłamać. co uczynili. gdy spotkałem któregoś z nich. – Gdy tropiciele zabiorą nas do ich świata. jak . że tropiciele.Do tej chwili nigdy się nad tym nie zastanawiałem. ale niezbyt mu to wyszło. Jednak w świecie istot nieorganicznych słowa nie utraciły swej mocy. – To najbardziej przerażająca informacja. – Dlaczego tak sądzili? – zapytałem. " Jedyne. Poczułem. gotowym. by nie upaść. by wymusić ruch ich punktu połączenia. której nie omawialiśmy – powiedział don Juan i umilkł. – Ponieważ to prawda – powiedział.

czarownicy potrzebują olbrzymich ilości energii. Podróże do innych światów. – Co możemy z tym zrobić? – zapytałem. mrocznej energii. – Aby zacząć śnić. Myślałem o tym już dużo wcześniej. – Czy możesz mi wyjaśnić. niż mogłem sobie wyobrazić. Przypomniałem don Juanowi jego własne stwierdzenie. Polega on na podtrzymywaniu niezachwianej intencji wolności i pomimo tego. zanim usłyszałem to od don Juana. lecz nie poddawałem się ich wpływom. widzenie energii. co mi wyjawił. Zrozumiałem don Juana lepiej. lecz on nie chciał ich w ogóle słyszeć. – Nie możemy się z nimi zadawać – odparł. Do tych Sztuczek czarownikom potrzeba olbrzymich dawek obcej. – Na wszystkie pytania możesz odpowiedzieć sobie sam – oświadczył. Żaden z nas nie ma jednak twoich skłonności. Na usta cisnęły mi się setki pytań. – Ale jak oni ją czerpią ze świata istot nieorganicznych? – Po prostu udając się do tamtego świata. Podróże do świata istot nieorganicznych zawsze oznaczały dla mnie kolejną dawkę mrocznej energii. . kształtowanie ciała energetycznego i tak dalej. Don Juan wysłał mnie do domu. to już zupełnie inna sprawa. Jednak żaden z nas nie jest takim bałwanem. by uzyskać energię potrzebną do ustawienia śnienia. Jednak to powtórne określenie założeń potrzebne jest jedynie do tego. Ja rozwiązałem ten problem tak: czerpałem ich energię. że rozprowadzanie energii jest koniecznym warunkiem śnienia. Aby manewrować punktem połączenia we właściwy sobie sposób. – Zgadza się – potwierdził don Juan.magnes. iż żaden czarownik nie wie. abym zastanowił się dobrze nad tym. don Juanie. żeby zrobić to. – A jednak nie możemy się trzymać od nich z daleka. machając mi na pożegnanie. Sposób ten określa się jako szczyt podchodzenia. czarownicy muszą na nowo określić swoje założenia i oszczędzać energię. dlaczego czarownicy muszą czerpać energię ze świata istot nieorganicznych? – Ponieważ nie ma innej nadającej się do wykorzystania przez czarowników. Wszyscy czarownicy naszej unii muszą to robić. co ty. czym tak naprawdę ona jest.

Bardzo wyczerpywał mnie zamęt. gdy tylko usłyszeli o moich kłopotach. ja natomiast nie żałowałem sobie. że znam ją. Podchodzenie zwiadowców oznacza świadome pobieranie ze świata istot nieorganicznych energii potrzebnej do dokonania aktu magii. Musisz to rozróżniać. – Każdy czarownik przechodzi przez te same katusze – Wyjaśniał dalej don Juan. Czarownicy potrafią przyczepić swoje ciało energetyczne do tej poświaty i poruszać się wraz z nią. więc zamówił tylko dwie słodkie tamale. Don Juan śmiał się ze mnie i udawał. musiałem zwrócić się do don Juana z prośbą o pomoc. dzięki któremu przybywają do nas z różnych zakątków wszechświata. gdzie don Juan zwykle się zatrzymywał. że jest zrozpaczony moim wilczym apetytem. miał umówione spotkanie z adwokatem. które wzbudzały moje szczere zainteresowanie. wiele było takich. Tego dnia. że tylko zdrowy umysł może zapewnić poszerzenie świadomości. Dla czarowników. świadomość jest poświatą. Tropiciele wykorzystują świadomość jako środek. Don Juan nie był głodny. gdy załamały się ich granice drugiej uwagi. o czwartej po południu. który można wykorzystywać do przemieszczania się. zanim on odejdzie. że ich świadomość również nie była na to przygotowana. Podobne rozmowy zawsze wpędzały mnie w stan głębokiej depresji. Restauracja znajdowała się w samym centrum miasta. Don Juan powtórzył. przez które sami przeszli. a polega ono na podchodzeniu zwiadowców. jak to jest możliwe. Moje problemy poznawcze przypominały im te. Pośród mnogości pojęć. – Chcę ci zaproponować linię postępowania – powiedział zwięźle don Juan. – Różnica polega na tym. – W naszym rzeczywistym świecie woda jest tym elementem środowiska. gdzie mieszkał wraz ze swoimi towarzyszami. bym zawiózł go do Mexico City. gdzie rzekomo podawano prawdziwe posiłki. Właściwie nie umiałem ich nawet sformułować. – Jaka jest różnica między elementem fizycznym a energetycznym? – zapytałem. że bez zastanowienia oddałbym za nie życie. Powiedział. – To już ostatnie zadanie dla trzeciej bramy śnienia. który wykorzystujemy do przemieszczania się. to było ponad moje siły. – Świadomość to nieskończony obszar odkryć nie tylko dla czarowników. którzy widzą. że śmiali się nie tyle ze mnie. Zapamiętaj jednak. Dotarliśmy do miasta około południa i od razu udaliśmy się do hotelu del Prado w Paseo Alameda. gdy przebywał w mieście. – Jakiego rodzaju aktu magii. zaczęli się głośno śmiać. że jego czas dobiega końca i powinienem mądrze wykorzystywać moje możliwości. korzystając ze świadomości. I na odwrót. Następnego dnia don Juan poprosił mnie. że świadomość jest podobnym elementem. A teraz doszły kolejne dwie osoby do mojego i tak już przeładowanego systemu. Jednak gdy czas jego odejścia był coraz bliższy. postanowiliśmy udać się na lunch do przesławnej Cafe Tacuba. To niezwykle tajemniczy manewr. – Idea świadomości jako fizycznego elementu środowiska jest wręcz rewolucyjna – powiedziałem urzeczony. Byłem wyczerpany i zachorowałem. Podróży. w ogóle nie znałem tych kobiet. Wyobraź więc sobie. – Nie powiedziałem. ale . to było jedno z nich. zacząłem reagować większą rezygnacją. – Jest elementem energetycznym. gdy poznałem Florindę Grau i Carol Tiggs w normalnej rzeczywistości. że granica drugiej uwagi zaczęła się załamywać. Pojechałem do miasta na południu Meksyku.ROZDZIAŁ X: PODCHODZENIE ZWIADOWCÓW Wkrótce po powrocie do domu stało się dla mnie jasne. że jest elementem fizycznym – poprawił mnie don Juan. Mając więc tyle wolnego czasu. który wywołała w mojej głowie ta sytuacja. gdy skończyliśmy posiłek. ale dla człowieka W ogóle. czarownicy podróżują aż po same krańce wszechświata. Don Juan wyjaśnił mi. Potem zapadła cisza. która wykorzystuje świadomość jako element otoczenia – wyjaśnił don Juan. Nie odczuwałem już depresji. don Juanie? – Do podróży. W dążeniu do poszerzenia naszej świadomości nie wolno nam się cofać przed żadnym ryzykiem i wzdragać się przed stosowaniem najdrastyczniejszych środków. Może dlatego. tak jak to teraz przydarzyło się mnie. że nie jestem w stanie znaleźć odpowiedzi na swoje pytania. choć nie mam najmniejszego pojęcia. ile z siebie samych. by dowiedzieć się jak najwięcej. z którymi don Juan zapoznał mnie w trakcie naszej znajomości. ale ciągle ogarniał mnie paniczny strach. Działo się to wówczas. Don Juan i inni czarownicy. że elementy fizyczne są częścią naszego systemu interpretacji. a przecież znałem je tak dobrze. Kilka lat wcześniej poznałem Taishę Abelar i zaczynałem się już powoli przyzwyczajać do – tego piekielnego uczucia.

że umiejętność wykorzystania świadomości jako energetycznego elementu naszego środowiska jest istotą magii. ale zapewnił mnie. aby ciałem energetycznym i jego fizycznym odpowiednikiem wkroczyć do innych światów. swym milczeniem wyraźnie zachęcając mnie. Don Juan przerwał na moment. bym spytał. dostrzegamy tylko elementy fizyczne. co mam na myśli. jako przeciętni ludzie. które wymagają mistrzowskiego podejścia. – Są dwa rodzaje podróży energetycznych do innych światów – kontynuował don Juan. tym lepiej dla mnie. Nie zgodziłem się z nim. Spytałem. nie wiadomo dokąd. Jego śmiech tylko podsycił złowieszczy nastrój. Drugi rodzaj to taki. – Kotlina Mexico to idealne miejsce na tego rodzaju akt magii – stwierdził don Juan. Sądziłem. Don Juan nie chciał już udzielić mi żadnych informacji na ten temat. Don Juan zachichotał i powiedział: – Jeszcze nie śniłeś razem z Carol Tiggs. ponieważ tak nas nauczono. że w życiu czarowników są takie sprawy. Nie mogłem jakoś uwierzyć w to. Przekonasz się. Don Juan powiedział. że mam niejaką wiedzę o tym. nie wywierać na mnie żadnego wpływu. wkroczyli do innego świata – powiedział. – Ale razem z Carol Tiggs z pewnością podołacie temu. że muszę czekać na tropiciela. w drodze na lotnisko. by jak powiedział. Ale my. Po dłuższej chwili milczenia don Juan powiedział. One po prostu idą do tamtego świata. Po trzecie. Elementy energetyczne. gotowy na każde wezwanie. Z restauracji poszliśmy do adwokata. Don Juan szybko załatwił swoje sprawy i w chwilę później byliśmy już w taksówce. co też takiego ma na myśli. ale gdy czekaliśmy na lądowanie samolotu. jak świadomość. abyście we dwoje przełamali granice normalnego świata i wykorzystując świadomość jako element energetyczny. że to dopiero gratka. – Nie powiedziałeś mi jeszcze. Wykorzystanie świadomości jako elementu środowiska pozwala uniknąć wpływu istot nieorganicznych i nadal czerpać od nich energię. Czarownice nie potrzebują podpórek. Ty podróżowałeś już tym pierwszym sposobem. zanim będę mógł głośno wyjawić intencję przedostania się do świata istot nieorganicznych. – To przełamanie i wkroczenie do innego świata równa się podchodzeniu zwiadowców. co konkretnie i w jakiej kolejności mam robić. W praktyce oznacza to. Czarownicy potrafią dostrzegać elementy energetyczne z tego samego powodu – ponieważ tak ich nauczono. gdy świadomość chwyta ciało energetyczne czarownika i wiedzie je. don Juanie. Nie miałem żadnych komentarzy. by samemu wykonać ostatnie zadanie dla trzeciej bramy śnienia – mówił dalej don Juan. Był przekonany. by mu przypomnieć. Don Juan wyjaśnił mi. – Chcę. istnieją w naszym wszechświecie. przede wszystkim. co opowiadał don Juan. wyjaśnił mi całą procedurę. aby rozwijać ciało energetyczne poprzez ćwiczenia w śnieniu. że w chwili próby moje ciało energetyczne świetnie da sobie radę. jak sobie radzić w świecie istot . – Pierwsza to taka. używa się tej energii. że czarownica jest w stanie dokonać tego wszystkiego. gdy tylko przyjdzie im ochota. Zawsze czeka na nie jakiś tropiciel. gdy sam czarownik rozmyślnie decyduje się na użycie świadomości jako metody podróżowania. – Nie posiadasz wystarczającej energii. uwolnienie istniejącej w nas energii poprzez nieskazitelne podążanie ścieżką czarowników.elementy energetyczne już nie. Po drugie. Tam mieliśmy osiągnąć stan absolutnego wyciszenia i razem delikatnie przejść w śnienie. najbardziej żywotną i najbardziej niebezpieczną sprawą. wyrażając głośno zamiar przedostania się do królestwa istot nieorganicznych. Obcowanie ze świadomością jako energetycznym elementem otwartym dla naszego ciała energetycznego jest najważniejszą. Siedziałem jak na szpilkach i wsłuchiwałem się w każde jego słowo. celem magii jest wykorzystanie świadomości jako elementu naszego środowiska. Przerwałem mu. Drugi sposób wymaga niesłychanej dyscypliny. że im mniej będę wiedział. Nie odpowiedział mi. Nie rozmawialiśmy już więcej. że Carol Tiggs przylatuje do Mśxico City z Los Angeles wyłącznie w jednym celu – aby wraz ze mną wykonać to ostatnie zadanie w trzeciej bramie śnienia. że celem magii jest. Razem z Carol mieliśmy udać się do jej pokoju w hotelu Regis znajdującym się naprzeciwko naszego hotelu.

– Kobiety z mojej grupy nigdy tego nie robiły – przy znał don Juan. że istoty nieorganiczne absolutnie nie interesują się kobietami. Don Juan pocieszał mnie. Carol wymamrotała przeprosiny. które znam. – Czy wiesz to z całą pewnością? – zapytałem. że istoty nieorganiczne są rodzaju żeńskiego. Zapewnił mnie. Gdy usiedliśmy. odparował. Don Juan sugerował. A więc sam wyciągnij wnioski. jak Carol naśladuje mój poważny ton. że jestem w innym położeniu. i że cały wszechświat jest przesycony rodzajem żeńskim. Ale powiedziałem ci również. która nie utraciła jeszcze swej atrakcyjności. Ale dla kobiet z twojej grupy to tak. Zauważyłem. A dla niej to była pestka. Mimo to dokoła ciągle wyczuwało się pozostałości dawnej świetności. Rozumiałem doskonale. jeśli chodzi o postępowanie z tamtym światem. gdy wyciągaliśmy cię z tamtego świata? Czy sądzisz. w którym mieścił się hotel. lecz dlatego. – Jak mamy dokonać tego przeniesienia świadomości. W taksówce. że złapałem don Juana na jawnej sprzeczności. Wkroczyła fizycznie do świata istot nieorganicznych. nawet gdybym stanął na głowie. że jest piękna? – A dlaczego tam była? – Ponieważ ja sam nie mogłem tego zrobić. Ona przechyli szalę. naśladując osoby. że jak już będziemy w świecie istot nieorganicznych. Meble w holu zapewne pamiętały znacznie lepsze czasy. i inna jest również moja rola jako naguala. mistrzyniami w tej kwestii. don Juanie? – Kobiety w ogóle mają naturalną skłonność do tamtego świata. Teraz twierdził coś zupełnie przeciwnego. olbrzymich i bogato tapicerowanych krzeseł w holu. że nie byłbym w stanie wyperswadować tego żadnej kobiecie z mojej grupy. Nic a nic nie wiedziałem o kobietach z mojej grupy. że w porównaniu z tym. dlaczego Carol tak bardzo lubi ten hotel. w drodze do hotelu Carol rozbawiała nas. Około dziesiątej wróciliśmy do hotelu i od razu skierowaliśmy się do windy. mój strach urósł do takich rozmiarów. jaka jest kolejność – prawie go błagałem. – Carol wie o tym wszystkim. jakby zmienić spódnicę. już kiedyś to robiła. gdy zwróciłem mu na to uwagę. Ponieważ wyciąganie wniosków zupełnie mi nie szło. wybuchnął gromkim śmiechem. – Przeniesienie świadomości to wyłącznie sprawa wyrażenia zamiaru oraz posiadania odpowiedniego zasobu energii – odpowiedział don Juan. – Ale nie dlatego. – Jak myślisz – spytał – dlaczego Carol Tiggs była ze mną. czego może dokonać czarownica. w House of Tiles. choć nie ma to wielkiego znaczenia. rzecz jasna. iż im to odradzałem. Budynek. cierpliwie wyjaśniał. musimy wyrazić nasz zamiar przeniesienia naszej normalnej świadomości do ciała energetycznego. mówiąc. które znaliśmy. don Juan wyjaśnił mi. co im się żywnie podoba. był stary i potężny. ponieważ mają poszerzoną świadomość i cechy żeńskie. Wcale nie twierdzę czegoś przeciwnego – odparł don Juan. by każde z nas zamierzyło przeniesienie całej świadomości naszego normalnego świata do ciała energetycznego. że strach wyostrzył moją zdolność dostrzegania szczegółów. Poczułem pustkę w żołądku. Ważne jest to. że była tam ze mną dlatego. że teoretycznie rzecz biorąc. czarownice robią w tamtym świecie. don Juanie? – zapytałem. – Powiedziałem ci kiedyś. Don Juan pociągnął nas w kierunku bardzo starych. Po zameldowaniu Carol w hotelu poszliśmy w trójkę do miasta i błądziliśmy bez celu w poszukiwaniu antykwariatów. Zjedliśmy lekki obiad w restauracji Sanboma. . Ona ma prawdziwy talent. że istoty nieorganiczne nie gonią za pierwiastkiem żeńskim. że nie potrafią. Jako kobieta nagual ma fenomenalną energię. że musiałem poprosić don Juana o ostatnie instrukcje. niż on był swego czasu. Zanim weszliśmy do windy. że nie potrafi mi odpowiedzieć z należną mi powagą.nieorganicznych. które nas czekało. pamiętasz? To jej energia dokona tej sztuczki. gdy cię stamtąd wyciągała. moja wiedza jest niewiele warta. – Czy ona jest jakimś szczególnym przypadkiem. – Powiedz raz jeszcze. – Nie. Gdy napomknąłem don Juanowi. Pomyślałem. Gdy don Juan usłyszał. interesują je tylko osobniki męskie. ale Carol Tiggs jest najlepsza ze wszystkich osób. Starałem się zachować powagę i wypytać ją o zadanie. żebyśmy wyrazili nasz zamiar w tym samym momencie. Powiedział mi przecież kiedyś. co mi chodzi po głowie. Czarownice są.

W ten sposób odbędziemy tę podróż. ale to już potraficie. Seplenienie Carol bardzo ożywiło wypowiedzi don Juana. a w jej głosie brzmiało nieodwołalne postanowienie. że zwykły człowiek dokona tego ślepym trafem i wejdzie do innego świata. Większość energii Carol Tiggs dodana do mojej albo też większość energii mojej dodana do jej uczyni z nas niepodzielną całość. – Co się dzieje? – spytała słabym głosem. Czasami zdarza się. Don Juan powiedział mi kiedyś. że . wepchnął nas do windy i zawiózł na pierwsze piętro. Oddałbym wszystko. zazwyczaj jednak go nie znosiłem. czego dotychczas zdołałem doświadczyć na własnej skórze. skąd przyszłam – powiedziała Carol. – Wydaje mi się. na wysokim łóżku. co powiedziałem. – Nie śpisz? – zadałem głupie pytanie. Zacząłem badać otoczenie. rozkapryszone dziecko. gdy udzielał nam swych tajemniczych przykazań. gdzie byłam przedtem. – Wzięła jeden z koców. Spojrzała na mnie jadowicie. energetycznie zdolną pociągnąć nasze ciała fizyczne i umieścić je na ciele energetycznym. Leżeliśmy nago pod cienkimi kocami. Na szczęście tego wieczoru jej seplenienie było prawie niezauważalne. że ja jestem rzeczywista. Carol była ze mną. – Nie mam najmniejszego zamiaru babrać się pod twoim kierunkiem w żadnym bagnie – powiedziała. co ja. gdzie byliśmy? Zapadła dłuższa cisza.– Co to znaczy “przechyli szalę"? Jestem w rozterce. że przechylić szalę oznacza dodać całą swą masę fizyczną do ciała energetycznego. naśladując don Juana. że wykorzystanie świadomości jako środka odbycia podróży do innego świata nie jest rezultatem stosowania jakiejś określonej techniki. Ale on. Sądziłem. Ostatnią moją przytomną myślą było to. i owinęła się nim. że wymaga trzymania w karbach ciała energetycznego. i obróciła się do mnie plecami jak naburmuszone. Zauważyłem. Jej pytanie zmroziło mi krew w żyłach. Usłyszałem jeszcze. Nie zwróciła najmniejszej uwagi na to. o co w tym wszystkim chodzi. Jedynie brak dyscypliny może wam przeszkodzić w osiągnięciu szczytu sztuki podchodzenia. Powiedział. i sprawdzała mnie albo robiła w konia. że mój głęboki niepokój nie wynika z braku wiedzy. Ale wtedy natychmiast tłumaczy się to jako chorobę umysłową albo halucynacje. to zżerał mnie strach. Znajdowaliśmy się w małym pokoju. nie zważając na moje protesty ani na mój racjonalny pęd do wiedzy. patrząc jej prosto w oczy. Jedynym źródłem światła w pokoju był blask księżyca z okna dokładnie naprzeciw nas. W głębi duszy wiedziałem jednak. lecz bezpośrednim następstwem zamierzenia i posiadania wystarczającej energii. Nie chciałem marnować uwagi śnienia na jałowe dyskusje o realności. – Przestań bredzić – powiedziałem stanowczo. – Jesteśmy w innym świecie. – Mówię do ciebie. Weszliśmy do jej pokoju i usiedliśmy na skraju łóżka. kimkolwiek jesteś. Carol najwyraźniej starała się poskładać myśli. że moją i jej zmorą jest mrukliwość i nieufność. Pomyślałem sobie to samo o niej. co się święci. Wiedziała. Czasem brzmiało dla mnie cudownie. – Pamiętasz. – Kładę się tu i wracam tam. – Idźcie z nagualem sami się pobawić. W jakiś sposób ten manewr czarowników przerażał mnie bardziej niż wszystko. jak don Juan powiedział na odchodnym: – Zapomnijcie o waszym ja. – Wiem. że nie śpię – odpowiedziała niecierpliwie. Zanim zdołałem wypowiedzieć choć jedno słowo. uświadomiłem sobie. A to pewnie jest jakaś twoja sztuczka. – Oczywiście. – Cała wasza fizyczna masa musi zostać dodana do waszego ciała energetycznego – odpowiedział don Juan. – Manewr ten jest o tyle trudny. że łóżko to antyk z początku tego wieku. żeby tylko don Juan nie przestawał mówić. że dobrze wie. Szeroki uśmiech i skinienie głowy miały zachęcić nas do rozważenia jego słów. ale ty nie – powiedziała w końcu. do pokoju Carol. którym byliśmy przykryci. Don Juan wyjaśnił. że leżę w dziwacznym łóżku. Carol zaśmiała się i zaczęła się wygłupiać. by dostać się do tamtego świata? – zapytała Carol. Teraz miałem najlepszy tego przykład. Podniosła się w tym samym momencie. – Co konkretnie mamy zrobić. a strach was nie dosięgnie. don Juanie.

Zdyszałem się i spociłem. że tak to się skończy. ale mój strach osiągnął niebotyczne wyżyny. Jak myślisz. zanim poszła do łóżka. drżąc na całym ciele. ale nie potrafiłem określić. że uda mi się nawiązać rozmowę. Zeszła z łóżka i podeszła do nich. Prawie natychmiast też zorientowała się. Zniknij! Przepadnij! Jej seplenienie było nawet miłe i rozpraszało mój paniczny strach. Nagle Carol podniosła się i powiedziała. a Carol od wewnątrz. – Odbyliśmy tę podróż. przy ścianie. które miałem na sobie kilka minut wcześniej. Lecz było coś w tym pokoju ze snu. To było tak. jakby pokój w hotelu mi się śnił. co to jest? – Pozycja punktu połączenia – odpowiedziałem z niezachwianą pewnością. Tam znalazła nasze rzeczy. – Dlaczego się tak strasznie boję? – zapytała Carol. Prawie nie mogłem sobie przypomnieć. Carol Tiggs słynęła w naszych kręgach ze swej szybkości w dostosowywaniu się do każdej sytuacji. – Mnie też nic takiego nie powiedział – odezwałem się z nadzieją. która zaczęła mnie spowijać. gdy wchodziliśmy do pokoju Carol w hotelu Regis. Nie byliśmy nowicjuszami. przy samej ścianie. Leżeliśmy głowami do ściany. Podała mi moje ubranie. Jesteś duchem. czasami mrożących krew w żyłach. To rzeczywiście były moje rzeczy. Ona też była cała mokra od potu. – A jednak należą do mnie. że łóżko stoi w narożniku. Wytężyłem wszystkie siły. – Nagual mi powiedział. Gdy usiadłem na skraju łóżka. co im się należy – powiedziała Carol. Nagual nic mi nie mówił. ile ogromnie zaskoczona albo rozgniewana. uwaga na temat podróży rozpłynęła się niemal zupełnie. żeby sobie wszystko przypomnieć i odepchnąć dziwną aurę niejasności. gdzie byliśmy. że tak. Nie było ani prześcieradła. że znaleźliśmy się w najzupełniej prawdziwych tarapatach i w półmroku zaczęła szukać ubrania. Łóżko miało gruby. okropnie sepleniąc: – To obrzydliwe. Nie mogłem się nadziwić. Potrząsnąłem nią za ramiona. Rozglądając się za włącznikiem światła. w jaki Carol zawsze składała odzież. które mogłyby posłużyć jako stół lub ława. zapewniłem ją. Cztery słupki osadzono w ziemi. starannie złożone. ale nie tyle z bólu. – Widzisz jakieś krzesło? – zapytała. iż coś może być aż tak straszne.konstrukcja łóżka była bardzo prosta. z jaką odbyliśmy tę podróż. w taki sam sposób. żeby mieć obok siebie don Juana. głośno rozważała. były ustawione jeden na drugim i służyły jako podesty do wchodzenia do łóżka. że wcale się nie bała. Ożywiła się. ale nie te. ale wyczerpało to całą moją energię. byliśmy w centrum przerażającego chaosu. gdzie też mogła zostawić swoje ubranie. Nie wahając się ani chwili. widzieliśmy i robiliśmy już masę innych rzeczy. – Nie jestem duchem – powiedziałem. Chciałem jej powiedzieć o tym. Ale zanim zdążyłem się ubrać. co tak właściwie do tego stopnia nas przerażało. Krzyknęła głośno. Pod ścianami piętrzyły się jakieś wypchane. Dziwne. zdałem sobie sprawę. Chciałem też coś powiedzieć o szybkości. – Ciebie też już prawie miało. Ale oddałbym w tym momencie wszystko. jakby spodziewała się uzyskać ode mnie jakieś racjonalne wyjaśnienie. – Ty nie istniejesz. ani poduszek. ponieważ połączyliśmy naszą energię. a spód łóżka stanowiła krata z podłużnych drążków. Spojrzałem na nią. Nie zgodziła się ze mną. . że to będzie straszne. – To istoty nieorganiczne odbierają. stwierdziłem. Widziałem niewyraźnie kilka worków. sepleniąc. Udało mi się rozpędzić tę mgłę. – Coś już. – To nie są moje rzeczy – powiedziała Carol. zanim obudziliśmy się w tym pokoju. który zapewniłby mnie o tym osobiście. Ja byłem po zewnętrznej stronie. konopne worki. Ubraliśmy się w milczeniu. co przeszywało mnie dreszczem grozy nie do pojęcia. zbity materac. – Śnimy teraz. prawda? – spytała Carol. iż musiałem się znajdować dobre trzy stopy nad podłogą. ale nie sądziłam. już mnie miało – powiedziała Carol. jak rozsadzał mnie niepokój. – A ty się zamknij – syknęła Carol wściekłym głosem. Całkowicie się z nią zgadzałem. Dwa z nich znajdowały się w nogach.

czyli mówiąc inaczej. – Wiem. o której powiedział nagual. albo wyglądam przez okno. I miała rację. Obudziliśmy się jednocześnie w jej łóżku w pokoju hotelu Regis. przemieścić punkt połączenia. że nawet o to nie pytaliśmy i nie mieliśmy żadnych komentarzy. Powiedziałem jej. że jeśli stracimy to wspomnienie. słysząc swój głos. że moc. gdy punkt połączenia zostanie już unieruchomiony w jednej pozycji. – Przypominasz sobie. że jeśli wyjdziemy z tej szopy. 'Wszystko wskazywało na to. że oboje jednocześnie uświadomiliśmy sobie to samo. – Jak wrócimy do naszego świata? – spytałem. że nie. Światło księżyca pozwalało rozróżnić niskie. że jesteśmy zamknięci w kruchej klatce. doskonale pamiętam. Uważałem. byłem zbyt zdrętwiały. Potwierdziła moje przypuszczenie. W tym samym momencie przyszło mi do głowy. – Mógłbyś wpuścić coś do środka. To. –Odnoszę wrażenie. – Prawie – odpowiedziałem. oboje poczuliśmy to samo pragnienie. gdy musiałem przesunąć mój punkt połączenia do innego położenia. Było jasne. na przykład otwarcie drzwi. zamierzając jego przemieszczenie. lecz natychmiast z niego wyskoczyliśmy. czy mamy wyjść z tej szopy. Stwierdziła. Po chwili Carol spytała mnie. czy tutaj kładliśmy się spać? –spytała Carol. z dala od łóżka i od okna. że dopiero co wróciliśmy? – nalegała Carol. Gdy tylko to sobie pomyślałem. nie kłopocząc się nawet wspinaniem po workach. Niezwykle prosta rzecz. skąd się tu wzięłam. z której słynęła. W mojej głowie zaczęło kiełkować dziwaczne podejrzenie. gdy nie pozwolimy otoczyć się tej mgle – odpowiedziała Carol z ogromną pewnością siebie. Ale gdy leżę w łóżku albo mam na sobie te rzeczy. że to. jakby to była sprawa życia i śmierci. zupełnie naga. iż nie mogłem wydobyć z siebie ani jednego słowa. Przypomniała mi. ale moje zaniepokojenie było tak ogromne. co odpowiedzieć. Kiedy zdjęliśmy nasze rzeczy? – Zdjęliśmy je w tamtym świecie – odpowiedziałem i sam się zdziwiłem. Ta właśnie nieruchomość czyni nasze postrzeganie tak całkowitym i przytłaczającym. którą ma nad nami nasz normalny świat. może naruszyć chwiejną równowagę naszej klatki. – Powrócimy automatycznie wtedy. ciemne zarysy domostw. i rzeczywiście tak było. musimy jedynie rozpędzić mgłę. że postrzeganie jest aktem całkowitym. osłabiamy jedynie naszą energię. ale powstrzymała mnie: – Nie rób tego – powiedziała. że bardzo wiele wysiłku kosztuje mnie utrzymywanie w pamięci jej pokoju hotelowego jako punktu odniesienia. mając nadzieję. jestem wykończona. mówiąc: – Korzystając z czegokolwiek. – A może spaliśmy tutaj przez całą noc? Zobacz! Jesteśmy nadzy. że byliśmy w jakimś pomieszczeniu gospodarczym na farmie albo w dużym gospodarstwie. Bez zbędnych słów podeszliśmy z Carol do okna i wyjrzeliśmy na zewnątrz. co i tak byłoby szczytem moich możliwości. Staliśmy złączeni na środku pokoju przez długi czas.Zanim zdołałem o tym pomyśleć. . to już po nas. Miałem zamiar otworzyć drzwi i tylko zerknąć na zewnątrz. że jeśli chcemy przełamać tę całkowicie paraliżującą siłę. Tak naprawdę nigdy do końca nie pojąłem. Mogłem jedynie pokręcić przecząco głową. to już nigdy nie uda się nam wrócić. – W jaki sposób wróciliśmy? – spytała Carol. – Masz całkowitą słuszność – powiedziała Carol. Gdy stoję tutaj. bierze się stąd. która zaczynała mnie już pochłaniać. iż don Juan powiedział nam. – Albo raczej kiedy wróciliśmy? Nie miałem najmniejszego pojęcia. ani co o tym myśleć. Zrzuciliśmy nasze ubrania z taką szybkością. że obudziliśmy się w naszym świecie było dla nas tak oczywiste. co don Juan miał na myśli. – Myślisz. aż do chwili. Wskoczyliśmy do łóżka. że nie potrafimy się od niego uwolnić. sama odpowiedziała sobie na pytanie. Byliśmy na wsi. – Mnie też – szepnęła z przestrachem Carol. Carol przypomniała jeszcze o innej rzeczy. co ją tak przeraża. że mi odpowie. by nawet zgadywać. by rozpędzić mgłę świata. że punkt połączenia tkwi nieruchomo w swej zwyczajowej pozycji. co należy do tego świata. to uświadomienie sobie na poziomie ciała fizycznego.

która przesłoniła nam pamięć o świecie. łóżko i pokój zaistniały tylko dlatego. ale ponieśliśmy klęskę. ale nie dzięki waszej połączonej energii – mówił dalej don Juan. powiedział. – To. Odniosłem wrażenie. że wymazało naszą pamięć i zapomnieliśmy. ale nawet nie przyszło mi do głowy. do hotelu don Juana. że punkt połączenia śniącego nie może powrócić do swojego zwykłego miejsca. to teraz włóczylibyście się po tamtym świecie bez żadnej nadziei na powrót – powiedział don Juan. – Nie wykorzystaliśmy świadomości jako środka transportu. Właśnie to przytrafiło się czarownikom starożytności. przyszła nam do głowy ta sama myśl. Jesteśmy tutaj. że nagual je jak świnia. nic nie pojmując. – Daję za to głowę – odparł don Juan. zgadza się? – Tak. że dostaliście miejsca w pierwszym rzędzie i przeżyliście przekleństwo dawnych czarowników. Wasza podróż potoczyła się tak. Don Juan dodał. przez osiemnaście godzin. Spojrzała na mnie. znów w tym samym momencie. żeby dać się pokierować istotom nieorganicznym. a unieruchomienie naszych punktów połączenia jest tak silne. że nasze przedsięwzięcie było zarówno całkowitym sukcesem. że naturalną konsekwencją takiego unieruchomienia jest to. że ponieważ odbyliśmy tę podróż fizycznie. jeśli tak to można nazwać. – Zadanie polegało nie na tym. jaką tylko można sobie wyobrazić – powiedział. – Pomyślcie o tym – namawiał nas don Juan. Istoty nieorganiczne zabrały ich do światów. Don Juan. a potem na swoje nagie ciało. że te rzeczy. Wyglądało to tak. Zabrał nas na nieco spóźniony obiad. Wyjaśnił. Ubraliśmy się w rekordowym tempie. Siedzieliśmy tak bez ruchu chyba przez całą wieczność. to bodaj najniebezpieczniejsza rzecz. z którego przyszliśmy. W naszym przypadku wszystkie te etapy okazały się zbędne. czego dokonaliśmy. co nie daje mi spokoju – powiedziała po chwili Carol. Tylko don Juan był głodny. co pozwoliło nam na fizyczne odbycie tej podróży. iż stworzyło rodzaj mgły. to prawda – odpowiedział don Juan i westchnął głęboko. Carol powiedziała z nutą gniewu w głosie. Zanim doszliśmy do restauracji. Powinienem być mądrzejszy. Carol i ja spaliśmy. Gdy usiedliśmy na ławeczce w Paseo Alameda. – Chcesz powiedzieć. że pragnął w ten sposób Oszczędzić nam dalszych nerwów i niepokoju. nagualu. – To było coś innego. co powiedziałem. co wam. Udało nam się przenieść naszą świadomość normalnego świata do ciała energetycznego. ale by prześliznąć się obok nich. . wybiegliśmy z pokoju. że istoty nieorganiczne przejmą stery w swe ręce i spróbują zastawić na was tę samą pułapkę. że chciały nas tam zatrzymać? – zapytała Carol. gdy don Juan zaczął się śmiać. była już szósta wieczorem. z których nie było już powrotu. Don Juan potwierdził nasze przypuszczenia. – Zazwyczaj śniący są jedynie gapiami. unieruchomienie naszych punktów połączenia w miejscu wcześniej wybranym przez istoty nieorganiczne było tak silne. było ciepło. Z powodu interwencji istot nieorganicznych z przerażającą prędkością zostaliśmy dosłownie ciśnięci do śmiertelnie niebezpiecznego świata. patrząc na don Juana. zwracając się do Carol. – Gdybyście wyszli z tamtej szopy. jakbyśmy oboje byli pozbawieni woli. gdyż nie potrafiliśmy obronić się przed wpływem istot nieorganicznych. iż kierowały nami istoty nieorganiczne? – zapytała Carol. co oboje zrobiliście. Aż nagle. – Odbyliście tę podróż. najwyraźniej zbiło Carol z tropu. Wybrało wam nawet odpowiednie ubrania. – I co teraz będzie? – zapytała.To. – Jest coś. Sporo głów odwróciło się w naszym kierunku. skąd i w jakim celu tu przyszliśmy. Don Juan nie chciał już nic więcej powiedzieć o naszej podróży. wiał lekki wietrzyk. Nie wiadomo dlaczego byliśmy tak bardzo zdyszani –nie zmęczyliśmy się przecież wcale – gdy na zmianę opowiadaliśmy mu. zbiegliśmy na ulicę i przebiegliśmy na drugą stronę. – Być może to właśnie przydarza się nam w naszym normalnym świecie. Don Juan powiedział. niebo było bezchmurne. Im przytrafiło się dokładnie to samo. parę przecznic dalej przy Francisco Madero Avenue. że zazwyczaj śniący wykonują cały ten manewr w kilku powolnych etapach przemieszczania się i że muszą wyrazić zamiar wykorzystania świadomości jako elementu środowiska. Jak i totalną klapą. – Czy masz na myśli to.

Don Juan sprowadził moje ćwiczenia w śnieniu do widzenia energii podczas wytwarzających energię stanów zbliżonych do snu. że aby wykorzystać świadomość jako element środowiska. że nie mieliście czasu. Ale to nie ma już znaczenia. by za pomocą świadomości zostać ciśniętym do innego świata. kiedy już ma wystarczająco ciemnej energii.– Z podchodzeniem zwiadowców trzeba będzie zaczekać. Jeśli nie uda się jedna rzecz. Don Juan utwierdził nas jeszcze w naszym postanowieniu. gdy tworzycie całość. Jestem pewien. Magia to wieczne wyzwanie. iż moje zupełnie niepojęte i nieopisane wizje wynikają z tego. aż oboje będziecie silniejsi – odpowiedział don Juan. uda się inna. – Przyczyną waszej porażki było to. – Co zalecałbyś teraz. musi wyrazić zamiar. by wykorzystać świadomość jako siłę napędową waszej podróży – kontynuował don Juan. Stale odnosiłem wtedy wrażenie. byliście już w zupełnie innym świecie. Następnie musi wykorzystać tę podróż jako trampolinę. – Zanim nawet dostaliście się do świata istot nieorganicznych. by mogły się jej oprzeć. że osiągnąłem stan postrzegania. – Zalecałbym. dla którego opisu nie istniało żadne słownictwo. – A może i nigdy tego nie dokonacie. co widziałem. . co dostrzegałem. powtarzając do znudzenia. Tak więc od tego czasu rozmyślnie trzymaliśmy się z dala od siebie. śniący musi wpierw odbyć podróż do królestwa istot nieorganicznych. Don Juan wyjaśniał. Don Juan ponownie nam wyjaśnił. Wraz z upływem czasu widziałem wszystko. jakby chciał to zakodować w naszych umysłach. że moje ciało energetyczne wykorzystuje świadomość niejako środek odbywania podróży – gdyż na to brak mi energii – lecz jako środek wkraczania w pola energetyczne materii nieożywionej lub istot żyjących. że istoty nieorganiczne nie zrezygnują z szansy dostania was obojga. szczególnie wtedy. że nasza połączona energia to zbyt duża pokusa dla istot nieorganicznych. Nie mogliśmy pozwolić sobie na ryzyko zupełnie przypadkowego zainicjowania podobnej podróży. Tak osiągnąłem niezwykle specyficzny stan – nie potrafiłem już w inteligentny sposób przedstawiać sobie tego. abyście się teraz jak najmniej widywali. don Juanie? – spytała Carol.

Mieliśmy się spotkać w małym miasteczku w południowym Meksyku. Muszę przekazać ci zarys wiedzy o czwartej bramie. ten oddał mnie pod opiekę dwóch kobiet ze swej grupy: były to Florinda i Zuleica. do których zdążyłem się już przyzwyczaić. czy też nie. ani tobie. Fotele zakupiono w Phoenix. – Mój czas na tym świecie dobiegł końca. Wiedza. zbyt dużymi poduchami. My jesteśmy jedynie pionkami. Don Juan zmienił nagle temat naszej rozmowy. nie my. konkretnych miejsc. – Akurat w tej chwili do niczego. pożegnaniem czarowników – akcentem podsumowującym moje ćwiczenia w śnieniu. Tęsknię. że w chwili obecnej ma on dla mnie szczególne znaczenie. czy zdołasz ją przekroczyć. choć sam nie będę mógł już cię prowadzić. by Jakieś życie. To ona będzie teraz kierować – nie tylko tobą. czy tego chcę. jakby wszystko było w porządku. Zgodnie z zaleceniami ducha muszę ci opowiedzieć o czwartej bramie śnienia. które miało być. Ale Florinda zostanie. – Czy dalej będę się ćwiczył w śnieniu? – Tego nie wiem. ani mnie. – Czy naprawdę sądzisz. To on rozgrywa tę partię. Powinniśmy więc siedzieć w nich tak. którą mi przekazywały. ale wszystkimi moimi uczniami. Odnosiłem wrażenie. zależy od ducha. gdy i zmierza ku morskim głębinom. gdzie mieszkał wraz ze swymi czarownikami. Potem don Juan ustalił ze mną termin naszego ostatniego spotkania.ROZDZIAŁ XI: LOKATOR Skończyły się moje ćwiczenia w śnieniu. oraz że są trzy sposoby korzystania z czwartej bramy. Tęsknię. – Więc po cóż ostrzyć mój apetyt? Wolę nie wiedzieć. którymi on porusza. to podróż do konkretnych miejsc w naszym świecie. Nie trwało to jednak długo i nie wywarło na mnie większego wpływu.. niż czegokolwiek nauczyć. Przybyłem na miejsce późnym popołudniem. że zdołam przekroczyć czwartą bramę bez niczyjej pomocy? – To. że bardziej chcą mnie sprawdzić. Don Juan zaśmiał się i mrugnął do mnie. które istnieją tylko w intencji innych. Przechowaj ją do czasu. a już szczególnie on. się. Trzecim sposobem jest podróżowanie do miejsc. jak powiedział. I ona też nie. że trzeci sposób jest zdecydowanie najtrudniejszy i najniebezpieczniejszy i właśnie ten upodobali sobie czarownicy starożytności. by wypowiedzianego krzyku ucieka odejść kłamstwa przerażenia. bez względu na to. w stanie Arizona. że przy czwartej bramie śnienia ciało energetyczne podróżuje do określonych. może wybuchnąć ze i strzelając na wpół pozostawi mnie ślepcem. Powiedział. czego mógłbym cię nauczyć o śnieniu – powiedział don Juan. w ogóle nie dotyczyła bram śnienia. Don Juan stwierdził. podróż do konkretnych miejsc poza tym światem. wzgórza. przynajmniej takie. od syku i wiecznego ogromniejącego. Drugi. – Do czego mam wykorzystać tę wiedzę? – zapytałem. że powinienem dotrzeć do czwartej bramy i przekroczyć ją własnymi siłami. Don Juan poprosił mnie. Pierwszy. – Nie ma już nic więcej. Wraz z don Juanem usiedliśmy na patio przy jego domu w dość niewygodnych wiklinowych fotelach wypchanych grubymi. gdy będzie ci potrzebna. Potem don Juan wyjaśnił. lecz choć jeszcze nie starego kłamstwa żarzącego wysoko w . – Duch nie pozostawia nam woli decydowania. Wszystko zależy od ducha. bym przeczytał mu wiersz Dylana Thomasa.. ale nie odniosłem wrażenia. że te fotele są podarunkiem od jednej z kobiet z jego grupy. lecz różnych sposobów wykorzystywania ciała energetycznego. na dnie powietrze dzień za boję się odejść. i z wielkim trudem sprowadzono do Meksyku. Powiedział. czy nie. Gdy następnym razem spotkałem się z don Juanem. gdy spytałem go o tę sytuację. jego dwie najbliższe popleczniczki. zakończone.

Sprowadziło to na nich zgubę. Poprosił. ale boisz się mi powiedzieć. – Od wielu już lat opisuję ci niezwyczajne praktyki czarowników starożytnego Meksyku – rozpoczął don Juan. że wybiera się na spacer na plac w centrum miasta. don Juanie. mam coś w rękawie – przyznał don Juan i uśmiechnął się szeroko. co mówisz. A kiedy skupiał na mnie swoją uwagę. Nie mówiąc ani słowa. – Czy widzisz jakiś szczególny powód do strachu? –zapytał i przystanął. wiedzeni jedynie perspektywami własnych korzyści. Wydawało mi się. ale nie mogę tego stwierdzić. ale najwyraźniej odczuwam strach – powiedziałem. czułem się niewart złamanego szeląga. – Ukrywasz coś przede mną? – Dlaczego jestem zdenerwowany? Śmieszne pytanie. że don Juan bardzo stara się nie wybuchnąć śmiechem. aby odegnać złe myśli. Ściany były pobielone wapnem. które wychodziły na wschodnią i północną stronę parku. Zawsze denerwuję się w twojej obecności. don Juanie. kto opowiada coś po raz pierwszy. wywierasz taki sam wpływ na mnie. co oczekuje na ciebie. Obie zgodnie prowadziły swoje interesy i nieźle prosperowały. Don Juan nadal śmiał się serdecznie. które coraz bardziej oddalały ich od trzeźwości i równowagi umysłu. Przy bocznej uliczce. w jaki to powiedział. Niewątpliwie oczekiwał ode mnie jakiegoś wyznania. nagual rzeczywiście nie należy do najbardziej przyjacielskich istot na ziemi – powiedział nieco przepraszającym tonem don Juan. Przerwałem milczenie i spytałem don Juana. Sposób. ścierając się z moim nauczycielem. kryte dachówkami. iż coś przed nim ukrywam. który wyglądał jak mauretański meczet. że w tym mieście jest coś. kawałek dalej. szczególnie w pobliżu sklepów. Sama jego obecność śmiertelnie mnie przerażała. Doszliśmy na miejsce. zaczynam się zastanawiać – powiedziałem – czy to aby ty nie chowasz czegoś w rękawie. I don Juan z przejęciem właściwym komuś. z wypalanych cegieł. spacerowaliśmy wokół placu. Po chwili zauważyliśmy grupkę młodych kobiet. – Ale nie to jest istotne. W porównaniu z moim nauczycielem jestem chodzącym aniołem. Ton jego głosu i podniesione brwi świadczyły o tym. – W tym mieście wszystko jest możliwe – odpowiedział. czy on także uważa za zastanawiające to. Sęk w tym. okrążyliśmy plac kilka razy. Roześmiał się głośno. Domyśliłem się. że obie restauracje są w zasadzie takie same. – Co na mnie tu oczekuje? Zamiast mi odpowiedzieć. A ty nie wiesz dokładnie. że wiersz musiał wpłynąć na niego negatywnie. że don Juan podejrzewał. Ciągle milcząc. don Juan energicznie ruszył dalej. – Dlaczego jesteś taki zdenerwowany? – zapytał poważnym tonem. – Nie wiem dlaczego. Czasami bardziej niż inni. Na południowej ścianie placu były dwie restauracje. gdy ich misterny gmach wierzeń i . bym poszedł razem z nim. – Niewątpliwie. Albo też nie masz najmniejszego pojęcia. widać było wznoszące się mury ogromnego. okropnym nagualem Julianem. kolonialnego kościoła. Wszystkie uliczki wokół placu były nierówno wybrukowane. zaczął mi opowiadać to. ale po chwili spoważniał. wkładali ogromny wysiłek w doskonalenie praktyk. – Być może i jesteś chodzącym aniołem. po tej samej cenie. które właśnie wstały z ławki i odeszły. co to jest. Domy były parterowe – solidne. albo wiesz. nie znając naguala Juliana. gdzie moglibyśmy usiąść. siadając na ławce i wskazując gestem. by przyjrzeć mi się uważnie. bym usiadł obok niego. szukając miejsca. – No cóż. Okrążyliśmy go kilka razy. – A rzeczywiście. Mury wysoko wystawały ponad dach jedynego w mieście hotelu. W parku było sporo ludzi.Don Juan wstał i powiedział. – Wierz mi. że nie wiesz. chociaż w obu podawano praktycznie te same potrawy. i don Juan chciał się przejść. – Doświadczyłem tego na własnej skórze. co mówił już wielokrotnie – że dawni czarownicy. nie zamieniwszy nawet jednego słowa. a drzwi najczęściej pomalowane na brązowo albo niebiesko. zaniepokoił mnie. – Patrząc na ciebie.

Dostrzegłem jego ukradkowe spojrzenia w kierunku kościoła. Uświadomili sobie. Dostrzegłeś. ale to nie ja będę twoim nauczycielem. klepiąc o tym. co cię czeka dziś wieczorem. naguala Juliana. potem w bok. by się wyzwolić. Zostało ono zbudowane na fundamentach jednego z ich miast. Taką lekcję. jego agentem. nie usłyszał mnie. Gram w pierwszym akcie. don Juanie? – Nie mam takiej mocy. by zza niego wyskoczyć. – Kto będzie tym nauczycielem i przewodnikiem? – Przyjezdny. – Już wkrótce się przekonamy. Ta rezerwa jest bardzo szczególna. mam małą. Musiałem powtórzyć moje pytanie: – Czy czekasz na kogoś? – Tak – odpowiedział. tutaj rośli w siłę – powiedział don Juan. że tak powiem. Był wręcz rozkojarzony. Przebywając z don Juanem przez trzynaście lat. – Sądzę. Jest to wybór. co najwyżej. Nagual Julian także zachowywał rezerwę. co mówisz. czy bardziej współczesnych – powiedział. Kiedy odezwałem się do niego. i jego dobroczyńcę. czego nie cierpiałem. naguala Eliasa. Don Juan. – Przygotowuję grunt – rzekł. gdy mówisz tak dziwnie i złowieszczo – zaprotestowałem. że to. a musisz być bardzo rozluźniony. Mój stale rosnący niepokój zmuszał mnie do skoncentrowania się na sobie. że potrafił zrezygnować z daru mocy. którą mam otrzymać? . – Zrób to samo – poradził mi. odebrało mu całą energię. – Tutaj. ale może też nie zaskoczyć cię wcale. Ja wcielę się w postać charakterystyczną. a następnie do tyłu. czekając tylko na okazję. – Jesteś o tym przekonany. że paniczny strach przez cały czas czai się tuż za rogiem. Czy tak. ale znaczącą rolę. To właśnie tutaj. Będzie nim ktoś inny. posiądą dość energii. wydaje mi się. – Sądząc z tego. – Dziś wieczorem czeka cię jedno z dwóch – albo pozwolisz sobie na całkowitą rezerwę. nade wszystko nauczyłem się tego. ale duch ma – powiedział don Juan. jestem. i dodał po chwili: – Ja jestem. który może cię okrutnie zaskoczyć. – I co wyczułeś. – Doprowadzasz mnie do szału. – Na wszystkie świętości. – A co to za lekcja. – Czarownicy starożytności właśnie tutaj żyli. gdyż zrodziła się nie ze strachu czy nieudolności. jak to współcześni czarownicy dostali twardą lekcję. by stawić czoło temu. czekam na kogoś. Wydawało się. który wie więcej. że rozumiem rezerwę i folgowanie – ciągnął – ponieważ miałem zaszczyt znać dwóch nagualów: mojego dobroczyńcę. albo bez reszty oddasz się folgowaniu. jakich niegdyś udzielano.praktyk stał się tak monumentalny. że wszystko jest na swoim miejscu. jak badam otoczenie moim ciałem energetycznym. don Juanie? – Mogę ci tylko powiedzieć. i ten ktoś poprowadzi cię tej nocy. don Juanie? – Moje ciało energetyczne wyczuwa. A wkrótce będziesz i ty. Ty będziesz głównym aktorem. ale nie aż taką. którego musi dokonać każdy nagual z mojej linii. czy rzeczywiście przypominasz dawnych czarowników. co powiedział. – Rozgrzewam cię. że dziś wieczorem otrzymasz lekcję śnienia. by zrezygnować z podobnego daru. o czym ty mówisz? Don Juan nie odpowiedział. wyciągnął ramiona do przodu. Don Juan przerwał i powstał. ale z głębokiego przekonania. Naguala Eliasa cechowała rezerwa tak wielka. – Zgadza się. w tym mieście. że szykujesz dla mnie dziś wieczorem jakiś test. że tylko zachowując olbrzymią rezerwę. na tych terenach. – Don Juan uśmiechnął się szeroko. Przedstawienie jest dziś wieczorem. – Co ten duch zamierza ze mną zrobić. że zwalił się na nich. obserwując moją reakcję. don Juanie? – Tak. uśmiechając się szeroko. wyczuwając moją frustrację. Dostrzegałem różnicę pomiędzy nimi. by szykować dla ciebie jakikolwiek test. Wyczuwałem tylko otoczenie. czarownicy starożytności uprawiali swoją magię. dalej się ze mną drażnił. Don Juan zdawał się wahać przez chwilę. – Odprężysz ciało. Uśmiechnął się tylko z miną człowieka. – Don Juan usiadł i wziął głęboki oddech.

Nagual Elias po nagualu Rosendo. co mi opowiedział don Juan lub któryś z jego towarzyszy o nagualu Sebastianie i mitycznym czarowniku starożytności. otrzymał od lokatora dar pięćdziesięciu pozycji. by mówił z takim dramatyzmem. – Jako prezent w zupełności wystarczyłaby jedna. jest spuścizną po jego nauczycielu. – Pięćdziesiąt pozycji! – wykrzyknął z niedowierzaniem. muszę przekazać ci pewne idee. ale nie było dwóch jednakowych lekcji. Przez dłuższą chwilę żaden z nas się nie odzywał. co wie. który sprzeciwił się śmierci. bym przemyślał sobie to. co mu się podoba –mówił don Juan. czym jesteśmy. ułożono je tak. Lekcja będzie się składać z dwóch części. dwie pozycje punktu połączenia. czyli uzyskania spójności. a nagual Santisteban po nagualu Sebastianie. – Twoje wyjaśnienia nic mi nie dają. – A szczególna natura tego daru jest właśnie tym. nazywanym przez nich lokatorem. bardzo formalnym tonem. czym być nie chcemy. Byłem wzburzony i nerwowo wierciłem się na swym miejscu. właśnie tutaj. zrelacjonować pewne zdarzenia. To tu właśnie jest źródło tego. dałbym głowę. – Wiesz. Zachowałem milczenie. inne o niej wyobrażenie. że lokator jako czarownik starej szkoły zgłębił u swoich nauczycieli wszelkie arkana sztuki przesuwania punktu połączenia. – Jak już wiesz. o czym już wiem – że kimkolwiek jest i wszystko. skontaktować cię z pewnymi istotami. że ten. którzy sprzeciwili się śmierci. Jego gestów. Drugiej nie może wyjaśnić ci nikt. on po nagualu Lujanie. – Na przykład. którą nauczyciele przekazywali swoim uczniom. Ale on był nieskazitelnym nagualem i pozwolił mi pozostać sobą. co fascynuje wojowników z mojej linii. może łatwo zrobić z nami to. Przed nagualem Sebastianem było ośmiu naguali. Ale dawni czarownicy nie byli aż tak nieskazitelni i poprzez swe nieustające próby podporządkowania sobie innych stworzyli mroczną i przerażającą aurę. że słucham człowieka trawionego głębokim lękiem lub nieznośną obsesją. jak przesuwać punkt połączenia i utrzymywać go w setkach. – Manipulujemy punktem połączenia poprzez samodyscyplinę. ale różnili się znacznie od pozostałych. postrzeganie energii bezpośrednio to dla współczesnych czarowników kwestia indywidualnego osiągnięcia – powiedział don Juan. Mieli zupełnie inne podejście do magii. i źródło tego. jednym z tych. Ponieważ stoję u kresu mego czasu. jak postąpił ze mną mój dobroczyńca. don Juanie. Dla dawnych czarowników przemieszczenia punktu połączenia były konsekwencją ujarzmienia ich przez innych – przez nauczycieli. to miasto to nic wielkiego – mówił dalej. Don Juan wpatrywał się we mnie i tonem bolesnego wyznania powiedział. doskonale oddających zdenerwowanie i rozterkę. Ten z kolei odziedziczył wszystko po swoim nauczycielu. którzy wywoływali te przemieszczenia poprzez swe ciemne machinacje i dawali je swym uczniom jako dary mocy. w tym mieście. ale powtórzyłem wszystko. A ponieważ jego dziwne życie i świadomość liczyły sobie może nawet tysiące lat – w takim zaś czasie można osiągnąć doskonałość we wszystkim – wiedział. czego już wcześniej nie mówiłem. że nagual Lujan. nagual Lujan po nagualu Santistebanie. Don Juan powiedział raz jeszcze. że podkreśla jeszcze raz coś. Don Juan wyjaśnił. nagualu Julianie. coś. nagualu Eliasie. Don Juan powiedział. na przykład. przekazuje nam dar mocy z pokolenia na pokolenie – powiedział don Juan. – Wzruszył ramionami w geście . co właśnie powiedział. Ktoś. Potrząsał rytmicznie głową. mógłby mu pozazdrościć niejeden dobry aktor. – A teraz musisz sobie przypomnieć i powtórzyć mi wszystko. co opowiedziałem ci o nagualu Sebastianie – rzekł don Juan stanowczym tonem. nagual Julian mógł zmienić mnie w cokolwiek by tylko zechciał – w bestię lub w świętego. jeśli nie tysiącach położeń. Nie wiedziałem. by pasowały do indywidualnych cech charakteru każdego z nagualów. – Ale ma coś. ponieważ odnosi się tylko do ciebie. Don Juan wzniósł się na wyżyny swych oratorskich zdolności. Coraz bardziej się denerwuję. co jeszcze mógłbym powiedzieć. – Jak widzisz. Gdybym go dobrze nie znał. Jego prośba wydała mi się nieco dziwna. co wyjaśniał mi już wiele razy. choć ciągle są bezpośrednio związani z jego linią magii. Don Juan powstał i rozejrzał się dokoła. co zmieniło bieg naszej linii. Nigdy jeszcze nie słyszałem. Pierwszą wyłożę ci za chwilę. Jego dary były niejako mapami przesunięcia punktu połączenia w określone miejsca i zarazem instrukcjami unieruchomienia go w każdej z tych pozycji.– Będzie to lekcja na temat czwartej bramy śnienia. jakby chciał. Dokładnie tak samo. kto dysponuje większą mocą od nas. Wszyscy naguale z mojej linii otrzymali tę dwuczęściową lekcję.

zdezorientowania. – Mówili mi, że lokator bardzo lubił naguala Lujana – mówił dalej don Juan. – Byli tak bliskimi przyjaciółmi, że pozostawali w zasadzie nierozłączni. Mówili mi, że każdego ranka lokator i nagual Lujan przychodzili do tego kościoła na poranną mszę. – Właśnie tutaj, w tym mieście? – spytałem zupełnie zaskoczony. – Właśnie tutaj – odparł. – Całkiem prawdopodobne, że siadywali na tym samym miejscu ponad sto lat temu; no, może na innej ławce. – Lokator i nagual Lujan naprawdę chodzili po tym placu? – spytałem, wciąż nie mogąc wyjść ze zdumienia. – Pewnie! – wykrzyknął don Juan. – Przyprowadziłem cię tu dzisiaj, ponieważ wiersz, który mi przeczytałeś, dał mi sygnał, że nadszedł czas, byś spotkał lokatora. W tym momencie poczułem, jak ogarnia mnie panika. Przez chwilę musiałem oddychać przez otwarte usta. – Dyskutowaliśmy o niezwykłych dokonaniach czarowników starożytności – kontynuował don Juan. – Ale zawsze bardzo trudno jest rozprawiać o czymś, używając terminów ogólnych i odnoszących się tylko do bliżej nie sprecyzowanych idei, szczególnie wtedy, gdy druga osoba nie ma w tym względzie żadnego doświadczenia. Mogę ci opowiadać o pewnych rzeczach, dla mnie najzupełniej oczywistych, aż do dnia Sądu Ostatecznego, a ty i tak nic nie zrozumiesz i mi nie uwierzysz, bo nie doświadczyłeś tego sam. – Don Juan wstał i obejrzał mnie od stóp do głów. – Chodźmy do kościoła – powiedział. – Lokator lubi kościół i jego otoczenie. Jestem pewien, że właśnie teraz powinniśmy tam wejść. Nie wiem, czy kiedykolwiek w czasie mojej znajomości z don Juanem byłem równie zaniepokojony. Byłem całkowicie zdrętwiały. Gdy wstałem, cały się trząsłem, a żołądek miałem ściśnięty. Pomimo to ruszyłem za nim bez słowa, gdy skierował się w kierunku kościoła. Przy każdym kroku kolana chwiały mi się i uginały pode mną, jakby były z waty. Zanim przeszliśmy ten krótki kawałek dzielący plac od wapiennych schodów w portyku kościoła, zdążyłem prawie zemdleć. Don Juan przytrzymał mnie, obejmując ramieniem. – Oto i lokator – powiedział niemal mimochodem, jakby właśnie dojrzał swego starego przyjaciela. Spojrzałem w kierunku, który wskazał, i w tylnej części portyku zobaczyłem grupę pięciu kobiet i trzech mężczyzn. Byłem przerażony i przez tę krótką chwilę nie dostrzegłem w nich niczego szczególnego. Nie potrafiłem nawet stwierdzić, czy właśnie wchodzili, czy też wychodzili z kościoła. Zauważyłem jednak, że ich obecność w tym samym miejscu jest raczej przypadkowa. Nie byli razem. Zanim wraz z don Juanem podeszliśmy do małych drzwi wyciętych w masywnym, drewnianym portalu kościoła, trzy kobiety weszły do środka. Trzej mężczyźni i pozostałe dwie kobiety ruszyli na zewnątrz. Byłem zdezorientowany i spojrzałem pytająco na don Juana. Ruchem głowy wskazał na chrzcielnicę. – Musimy przestrzegać tutejszych zasad i się przeżegnać – wyszeptał. – Gdzie jest lokator? – zapytałem również szeptem. Don Juan zanurzył koniuszki palców w chrzcielnicy i uczynił znak krzyża. Nie znoszącym sprzeciwu ruchem głowy nakazał mi to samo. – Czy lokator był jednym z tych trzech mężczyzn, którzy odeszli? – szepnąłem mu niemal do ucha. – Nie – odszepnął don Juan. – Lokator to jedna z tych trzech kobiet, które zostały. Ta w tylnym rzędzie. W tym samym momencie kobieta z tylnego rzędu odwróciła się do mnie i z uśmiechem na twarzy skinęła głową. Jednym skokiem dopadłem drzwi i wybiegłem na zewnątrz. Don Juan wybiegł za mną. Z nadzwyczajną szybkością dogonił mnie i przytrzymał za ramię. – A ty dokąd się wybierasz? – zapytał, skręcając się ze śmiechu. Trzymał mnie mocno za ramię, gdy ja gwałtownie wciągałem powietrze. Dosłownie się dusiłem. Don Juan zanosił się donośnym śmiechem, aż cały się trząsł. Wyrwałem się mu i ruszyłem w kierunku placu. Don Juan poszedł za mną. – Nigdy bym się nie spodziewał, że aż tak cię to rozstroi – powiedział między jedną salwą śmiechu a drugą.

– Dlaczego mi nie powiedziałeś, że lokator jest kobietą? – Czarownik w kościele to ten, który sprzeciwił się śmierci – powiedział uroczyście don Juan. – Dla takiego czarownika, tak biegłego w przesunięciach punktu połączenia, bycie mężczyzną czy kobietą to jedynie kwestia wyboru lub wygody. To jest pierwsza część owej lekcji, którą masz otrzymać; tak, jak ci powiedziałem. A ten, który sprzeciwił się śmierci, jest owym tajemniczym przyjezdnym, który będzie ci w niej przewodnikiem. Don Juan chwycił się za boki, gdy jego śmiech przeszedł w kaszel. Odebrało mi mowę. Nagle ogarnął mnie wielki gniew. Nie byłem wściekły na don Juana, na siebie ani też na nikogo konkretnego. Był to głęboki gniew, który prawie rozsadzał mi piersi i szyję. – Wracamy do kościoła! – krzyknąłem, nie rozpoznając własnego głosu. – Zaraz, powoli – powiedział cicho don Juan. – Nie musisz się tak od razu gorączkować. Zastanów się. Namyśl się. Oceń szansę. Uspokój ten swój umysł. Jeszcze nigdy w życiu nie przechodziłeś przez taki test. Potrzebujesz teraz opanowania. Nie mogę ci powiedzieć, co masz robić – mówił dalej don Juan. – Mogę tylko, jak każdy nagual, postawić cię przed twym wyzwaniem, udzieliwszy ci wcześniej ogólnych, niezbędnych wyjaśnień. Jest to jeszcze jeden wybieg nagualów: mówić wszystko, nie mówiąc nic, lub pytać, nie pytając. Chciałem to mieć jak najszybciej za sobą. Ale don Juan powiedział, że chwila oddechu przywróci mi nieco pewności siebie. Czułem, że kolana zaraz ugną się pode mną. Don Juan ochoczo pomógł mi usiąść na krawężniku. Sam usiadł obok. – Pierwszą częścią omawianej lekcji w śnieniu jest to, że męskość czy żeńskość nie są stanem ostatecznym, ale skutkiem pewnego określonego aktu umiejscowienia punktu połączenia – powiedział don Juan. – Akt ten jest, rzecz jasna, sprawą woli i ćwiczeń. Ponieważ był to temat bardzo bliski dawnym czarownikom, tylko oni mogą rzucić na niego trochę światła. Ponieważ żadna inna racjonalna reakcja nie przychodziła mi do głowy, zacząłem się spierać z don Juanem. – Nie mogę przyjąć ani uwierzyć w to, co mówisz –powiedziałem. Czułem, jak gorąco zalewa mi twarz. – Ale kobietę widziałeś – odparował don Juan. – Sądzisz, że to wszystko to jakaś sztuczka? – Nie wiem, co sądzić. – Ta istota w kościele jest rzeczywistą kobietą – powiedział z naciskiem don Juan. – Dlaczego to cię tak niepokoi? To, że urodziła się mężczyzną świadczy tylko o potędze machinacji dawnych czarowników. To nie powinno cię tak dziwić. Urzeczywistniłeś już wszystkie pryncypia magii. Miałem wrażenie, że za chwilę rozsadzi mnie wewnętrzne napięcie. Don Juan powiedział mi oskarżającym tonem, że właśnie teraz musiałem sobie upodobać czas do dyskutowania. Zmuszając się do cierpliwości, nadętym tonem wyjaśniłem mu biologiczne podstawy męskości i żeńskości. – Ja to wszystko rozumiem – powiedział don Juan. –I to, co mówisz, jest prawdą. Twój błąd polega na tym, że usiłujesz uogólnić swoje stwierdzenia. – To, o czym teraz mówimy, to fundamentalne zasady! – wykrzyknąłem. – Odnoszą się do człowieka tu i w każdym innym zakątku wszechświata. – Tak, to prawda, absolutna prawda – powiedział cicho don Juan. – To wszystko jest prawdą dopóty, dopóki twój punkt połączenia zajmuje swe zwyczajowe położenie. Ale gdy tylko przemieścić go poza pewne granice, gdzie nasz rzeczywisty świat przestaje oddziaływać, twoje ukochane zasady tracą swą uniwersalną wartość, o której tak rozprawiasz. Popełniasz błąd, zapominając, że ten, który sprzeciwił się śmierci przekracza te granice tysiące razy – mówił dalej don Juan. – Nie trzeba być geniuszem, by pojąć, że lokator nie podlega już tym samym siłom, które teraz wiążą ciebie. Powiedziałem mu, iż moja kłótnia z nim, jeśli można to tak nazwać, wyniknęła z tego, że nie potrafię zaakceptować praktycznych stron magii, które do tej pory wydalały mi się tak naciągane, że nie jawiły się jako większy problem. Powtórzyłem mu też, że jako śniący mogłem z własnego doświadczenia potwierdzić, iż w śnieniu może Się wydarzyć wszystko. Przypomniałem mu, że on sam podsunął mi i podsycał to przeświadczenie, podkreślając przy tym konieczność zachowania zdrowych zmysłów. To, co opowiadał o lokatorze, było już obłędem. To był temat wyłącznie na śnienie, ale z pewnością nie na normalny świat na co dzień. Dałem don Juanowi do zrozumienia, że jego stwierdzenia są dla mnie odrażające i nie do przyjęcia.

– Skąd ta gwałtowna reakcja? – zapytał don Juan z uśmiechem. Jego pytanie zbiło mnie z pantałyku. Poczułem zażenowanie. – To chyba zagraża moim najgłębszym przekonaniom – przyznałem. Mówiłem to najzupełniej poważnie. Świadomość, że kobieta w kościele była kiedyś mężczyzną, przyprawiała mnie o mdłości. Pewna myśl zaświtała mi w głowie – a może lokator jest transwestytą. Zapytałem szczerze don Juana, czy to jest możliwe. Zaczął się tak śmiać, że wyglądał, jakby miało mu się zrobić niedobrze. – To zbyt przyziemna możliwość – powiedział. – Może twoi dawni przyjaciele mogliby robić coś takiego. Twoi nowi przyjaciele są bardziej pomysłowi i mniej zainteresowani seksem. Powtarzam. Istota w kościele to kobieta. Prawdziwa. I ma wszystkie organy i przymioty właściwe płci żeńskiej. – Don Juan uśmiechnął się złośliwie. – Zawsze pociągały cię kobiety, prawda? No więc zdaje mi się, że ta sytuacja pasuje do ciebie jak ulał. Jego uciecha była tak wielka i dziecinna, że aż zaraźliwa. Śmialiśmy się obaj. On z wielką swobodą, a ja z wielką trwogą. Wtedy podjąłem decyzję. Wstałem i powiedziałem głośno i wyraźnie, że nie chcę mieć do czynienia z lokatorem pod jakąkolwiek postacią. Zdecydowałem dać sobie spokój z tą całą hecą, wrócić do domu don Juana, a potem do siebie. Don Juan powiedział, że nie ma nic przeciw mojej decyzji, więc ruszyliśmy z powrotem do jego domu. Ale w głowie huczało mi od myśli. Czy postępuję właściwie? Czy nie uciekam ze strachu? Oczywiście zaraz racjonalnie uzasadniłem moją decyzję jako właściwą i nieuniknioną. Zapewniałem samego siebie, że przecież nie interesuje mnie bogactwo, a dary od lokatora to powiększanie majątku. Nagle ogarnęły mnie wątpliwości i ciekawość. Było tyle pytań, które mogłem zadać temu, który sprzeciwił się śmierci. Moje serce zaczęło bić tak mocno, że miałem wrażenie, jakby uderzało mi w żołądek. Bicie serca nagle zamieniło się w głos wysłannika. Złamał daną mi kiedyś obietnicę, że nie będzie się wtrącał, mówiąc mi, że potężna siła przyspiesza bicie mojego serca, aby ściągnąć mnie z powrotem do kościoła; droga do domu don Juana jest dla mnie drogą ku śmierci. Zatrzymałem się i pospiesznie powtórzyłem don Juanowi słowa wysłannika. – Czy to prawda? – spytałem. – Obawiam się, że tak – odparł don Juan, nieco zakłopotany. – Dlaczego sam mi o tym nie powiedziałeś, don Juanie? Chciałeś pozwolić mi umrzeć, ponieważ sądzisz, że jestem tchórzem? – spytałem bardzo wzburzony. – Nie umarłbyś ot tak, po prostu. Twoje ciało energetyczne posiada niewyczerpane zasoby. I nigdy nawet nie przyszło mi na myśl, że jesteś tchórzem. Szanuję twoje decyzje i guzik mnie obchodzi, co cię do nich skłania. Jesteś na końcu drogi, tak jak ja – mówił don Juan. –Więc bądź prawdziwym nagualem. Nie wstydź się samego siebie. Gdybyś był tchórzem, to sądzę, że umarłbyś ze strachu już dawno temu. Ale jeśli aż tak boisz się spotkania z tym, który sprzeciwił się śmierci, to lepiej, żebyś umarł, niż stanął z nim twarzą w twarz. Nie będzie to wcale wstyd. – Wracajmy do kościoła – powiedziałem tak spokojnie, jak tylko mogłem. – No, to dochodzimy do sedna sprawy! – wykrzyknął don Juan. – Ale wpierw wróćmy do parku, usiądźmy na ławce i starannie rozważmy wszystkie możliwości. Możemy poświęcić na to trochę czasu; poza tym, jest jeszcze za wcześnie na sprawę, którą mamy załatwić. Wróciliśmy do parku i od razu znaleźliśmy wolną ławkę. – Musisz zrozumieć, że ty, i tylko ty, możesz zdecydować, czy spotkasz się z lokatorem, czy też nie. I tylko od ciebie zależy, czy przyjmiesz, czy też odrzucisz jego dary mocy – powiedział don Juan. – Ale swoją decyzję musisz przedstawić kobiecie w kościele, w cztery oczy, gdy będziecie sami. Inaczej nie będzie się liczyć. Don Juan powiedział, że dary lokatora są niezwykłe, ale ich cena jest ogromna, i że jemu nie podobają się ani dary, ani cena. – Zanim podejmiesz prawdziwą decyzję – mówił dalej don Juan – musisz znać wszystkie szczegóły naszych transakcji z tym czarownikiem.

natomiast lokatora określał jako el inquilino. co się z nim wiąże. czy mógłby zmienić poziom mojej świadomości. wiele lat wcześniej. Innymi słowy. Nawet śmierć nie pomoże. ponieważ widziałeś go wpierw jako mężczyznę. Don Juan przypomniał mi. Don Juan spokojnie zaczął powtarzać raz jeszcze wszystko.– Wolałbym już niczego na ten temat nie słyszeć. To jest chwila prawdy. Byłem pewien. którym było uprzednio wybrane. – Skąd wiesz. co robimy? – Tak. albo w męskim. swoimi darami spowodował. że ona to robi rozmyślnie? – Postąpiła tak z każdym nagualem z mojej linii. nauczyła naguala Juliana. ale cokolwiek to było. Rozumiałem go bardzo dobrze. Oba te określenia automatycznie wskazują na rodzaj męski. – Rozumiesz? – powtórzył. że użył dość dziwnej metafory. związała każdego z nich darem mocy. bardzo drobnej budowy ciała. że lokator miał zapłacić za energię. Poznałem wówczas mężczyznę. to prawda. – I nie możesz korzystać z pośredników. który sprzeciwił się śmierci. który nie był ani stary. który sprzeciwił się śmierci. W podzięce za energię pobraną od tych wszystkich nagualów. by wywinąć się od tego spotkania. że nawet zapytałem. Nie chodzi o to. jak umiejscowić punkt połączenia. Powiedział wtedy: mis ojos se pasearon – “moje oczy chodziły". czego dokonałeś i doświadczyłeś w świecie czarowników. gdy don Juan wywrzeszczał swoje “Nie!" – Musisz stanąć twarzą w twarz z tym. których używał. – Ja sam jestem bardzo niespokojny – wyznał don Juan. co dokładnie należy zrobić. który sprzeciwił się śmierci. Nauczenie tego mojego dobroczyńcy. przywiodło cię tutaj. Ale opisując powiązania łączące lokatora z nagualami jego linii. Po hiszpańsku mówił o tym. A ta kobieta rozmyślnie powiększa twoje kłopoty. którą pobrał od nagualów naszej linii. Nie chciałem ci tego mówić. jest i jednym. które rzekomo widział. ani młody. co się z nim wiąże"? – Mam na myśli negatywne konsekwencje tych darów. – To twój obowiązek – odpowiedział. don Juan bez przerwy mieszał hiszpańskie wyznaczniki rodzaju męskiego i żeńskiego. że im mniej wiem o lokatorze. co dotychczas powiedział mi o tym. dziwnego Indianina. tym dla mnie lepiej? – Nie. będziemy musieli przyznać. związało to czarowników na całe pokolenia. – Co masz na myśli. ponieważ wiedziałem. tak: “moje oczy chodziły po . ale nie ma sposobu. by – tak jak ona – stać się kobietą. don Juanie. Na przykład. Nie znajdziesz za grosz umiaru. że ten. na przykład. określone położenie punktu połączenia i wszystko to. by się ukryć i przeczekać niebezpieczeństwo. tak dobrze. co nie ułatwiało mi w żaden sposób rozeznania się w tym wszystkim. twoja dowolność w używaniu rodzaju wprawia mnie w jeszcze większy niepokój. Nigdy jakoś nie zdołałem się do końca uporać z jego przemianą. Kobieta w kościele wie wszystko jedynie o folgowaniu sobie. za grosz wstrzemięźliwości w tej kobiecie. – Ale czy to nie jest tak. Jeśli przyjrzymy się sobie dokładnie i obiektywnie. jako o el desafiante de la muerte. co upijanie pijaka. zdałem sobie sprawę. don Juanie – powiedziałem z prośbą w głosie. don Juanie. ze spokojem i przygotowany na wszystko – ciągnął don Juan. że część powstałego zamętu wyniknęła ze słów. Rozumiesz? – Don Juan potrząsnął mną za ramiona. – Jestem zbyt zasadniczy. który sprzeciwił się śmierci. było tym samym. Nie mogłem już dłużej ignorować jego niekonsekwentnego użycia języka i zwróciłem mu uwagę. zabrał mnie na spotkanie z tym. które sama wybrała. – Ale prawda jest taka. który był niepoprawnym lubieżnikiem. co niepotrzebnie przysparza nam ogromnego napięcia. – Musisz o tym czarowniku mówić albo w rodzaju żeńskim. kobieta w kościele nauczyła ich. by przemieścić ich punkty połączenia w pewne określone pozycje. gdy opisywał rzeczy. – Jak inaczej chcesz podjąć właściwą decyzję? – Nie sądzisz. uzależnionych czarowników. że powie ci to twoje ciało energetyczne. który sprzeciwił się śmierci. Szczególnie dobrze pamiętałem jego dziwny akcent oraz to. iż nasza linia jest linią niezwyczajnie sobie folgujących. jak pewnego razu. by złagodzić mój strach i niepewność. że ten. Wszystko. że sami odpowiadamy za to. że i ty będziesz odczuwał to samo. Gdy mówił. Niemal podskoczyłem. i drugim – kobietą i mężczyzną. który sprzeciwił się śmierci. mówiąc o “wszystkim. Ale niektórzy z nas mają większe kłopoty z odpowiedzialnością niż inni. ale nie możesz tego ciągle mieszać – powiedziałem twardo. Powiedział. Don Juan powiedział.

pomagając wam uzyskać całkowitą spójność po wielkim przesunięciu – powiedział don Juan. A to oznaczało. że nikt inny na tej ziemi. który sprzeciwił się śmierci. czarownik potrzebuje praktycznej wiedzy albo wpływowych przyjaciół. – Próbowałem wcześniej dowiedzieć się od ciebie. Dalej don Juan wyjaśnił. Aby osiągnąć ten stopień postrzegania. ma już we krwi upodobanie do rytuałów i dlatego zawsze spotyka się z czarownikami swego rodu najpierw jako mężczyzna – tak właśnie stało się w przypadku naguala Sebastiana – a potem jako kobieta. że spędziłem z tym. rzecz jasna. Albo mógł się umówić z tobą na spotkanie jako kobieta.hełmach hiszpańskich konkwistadorów". to naprawdę nie potrafię się połapać w tym rozgardiaszu. który sprzeciwił się śmierci. – Istoty organiczne oszukały ciebie i Carol Tiggs podczas waszej ostatniej podróży. Tylko czarownicy starożytności posiadali odpowiednią wiedzę. aby w danym położeniu osiągnąć stan całkowitej percepcji. czy na zewnątrz kształtu ciała energetycznego człowieka. iż miałem wrażenie. była pozycja punktu połączenia wrony oraz procedury pozwalające tak manipulować swym ciałem energetycznym. że współcześni czarownicy nie znają szczegółów tysięcy możliwych pozycji punktu połączenia. – Każde wielkie przesunięcie ma swój odmienny mechanizm – mówił dalej. Gdy punkt połączenia przesunie się do jakiegokolwiek położenia w tym obszarze. leży obszar wielkich przesunięć. – Dzisiejsi czarownicy mogliby się ich nauczyć. by uzyskać całkowitą percepcję wrony. – Szczególne sposoby traktowania ciała energetycznego w celu utrzymania punktu połączenia nieruchomo w określonej pozycji – odparł. Ale skąd ci przyszło do głowy przypuszczenie. ucząc się jej w zaplanowanej sekwencji. lecz aby była całkowita. Rzecz prawie niemożliwa. – Dlaczego nazywasz jego podarunki darami mocy? I skąd ta tajemniczość? – zapytałem. że trwało jedynie kilka minut. Don Juan wyjaśnił. aby tego dokonać. co zrobić z tym ciałem. nie może podarować nam cząstki tej wiedzy. iż ten. chociaż ty tego nie pamiętałeś. jakbyście byli w normalnym świecie. co się dzieje – ciągnął – ponieważ myślałem. don Juanie. – Przecież sam potrafisz przemieścić swój punkt połączenia dokąd tylko chcesz. ale ciągle w obrębie świetlistego jaja. jak to było możliwe. Później don Juan wyjaśnił. – Zbyt wiele mi przypisujesz. – Ich tajemnica polega na tym. Wspomnienie tego zdarzenia było tak ulotne. że wiedza o określonych procedurach dotyczących przesunięć nie była . że jego darem mocy od tego. – Wasi przyjaciele zdradziliby was w końcu – ciągnął don Juan – i sami musielibyście zadbać o siebie i nauczyć się praktycznych sposobów przetrwania w tamtym świecie. tak jakby uczył się obsługiwać bardzo skomplikowaną maszynę. Podejrzewałem nawet. że udzieliła ci bardzo dokładnych instrukcji. który sprzeciwił się śmierci. potrafię przemieścić swój punkt połączenia dokąd tylko chcę. że dawni czarownicy chcieli za wszelką cenę uzyskać całkowitą percepcję i całkowitą spójność. Nie wiem natomiast. polubił cię. prawda? – Nazywa się je darami mocy. że wiem. to umiarkowane przesunięcia w obrębie cienkiej wiązki świetlistych włókien energii wewnątrz świetlistego jaja. co się dzieje? – Wydawało mi się. A ja. że ten. który sprzeciwił się śmierci. Skończylibyście wypełnieni po brzegi procedurami. cały dzień. który sprzeciwił się śmierci. krok po kroku. czy to wewnątrz. Jeśli o to chodzi. Wiązka ta nazywana jest zakresem człowieka lub też czysto ludzkim aspektem energii wszechświata. że wiele lat wstecz sam umówiłeś się na spotkanie z tym. Podał swój przykład. a potem pomogły wam postrzegać tam tak. gdyby wiedzieli. Don Juan powiedział mi później. Don Juan powiedział też. który sprzeciwił się śmierci. Powiedział. jak na dłuższy czas unieruchomić punkt połączenia w odpowiedniej pozycji wielkiego przesunięcia. ponieważ są wytworem specjalistycznej wiedzy czarowników starożytności – odparł don Juan. Poza tym zakresem. – Co rozumiesz przez szczegóły? – zapytałem. On sam uzyskał całkowitą percepcję dzięki darowi mocy. całkowitej spójności. nasza percepcja jest nadal zrozumiała. który sprzeciwił się śmierci. potrzeba wyjątkowo szczegółowych procedur. że mógł ci już ofiarować dar mocy. tak samo jak owi wszechwiedzący czarownicy starożytności. z wyjątkiem tego. Don Juan zauważył. czy wiesz. że większość przesunięć punktu połączenia dokonywanych przez dzisiejszych czarowników. Potrafi to jedynie ten. – Przemieściły wasze punkty połączenia tak daleko.

– Być może dary. z tym że obeszli się ze mną nieco brutalniej – don Juan zachichotał. – Wiem też. jak mieszkaniec. Nagual zabierał mnie często do kościoła. Moje przebudzenie było bardzo brutalne. mając nadzieję. Spotkanie w cztery oczy z kimś tak tajemniczym i starym. i że lokator pokazał nagualowi Sebastianowi. że nie będzie to dla ciebie żadne pocieszenie. – Czy jesteś absolutnie pewien. albo mężczyzną. że zaszła jakaś pomyłka. – Dlaczego muszę to ciągnąć. i nadal jest. Powiedział mi pewnego razu. Przeszedłem przez ten sam horror. że nie. o których wiedzieli czarownicy i jego linia. Musiałem całą siłą woli powstrzymać się od śmiechu. don Juanie. Punkt połączenia lokatora był skierowany pierwotnie do wewnątrz. jak uczynił to mój nauczyciel. że ta kobieta to lokator? – spytałem raz jeszcze. to moje widzenie nie może mnie oszukać. czy uważa to za jakąś korzyść dla jego linii. – Czy jesteś pewien. – Ta kobieta to lokator! – krzyknął don Juan. zgodziłeś się przyjąć wyzwanie tego. ogarnięty nieopisanym. Nie ma odmiennego rodzaju energii. że lokator ma odmienny rodzaj energii? – Nie. że ta kobieta to lokator? – spytałem. chwyciłem haczyk. – Jestem absolutnie pewien – odpowiedział. która owinęła się wokół siebie. że aż mi się robi od tego niedobrze – powiedziałem. podstępem. – To jest tak straszliwie poważna sprawa. jak osiągnąć całkowitą percepcję w dziesięciu nowych pozycjach punktu połączenia. Czekałem na następny ruch. zachwieją naszą ogólną równowagą i nasza linia pogrąży się w ciemności. by nie poznać lokatora. – Mówiąc “z natury". ale na pewno odmienne cechy energii niż te. nie budzi w nas czci. która ponoć usycha z szalonej miłości do mnie. nawet gdybym był tak zidiociały. które otrzymasz. nagual Julian szesnaście. nagual Lujan pięćdziesiąt. którzy poprzedzali naguala Sebastiana. gdy powiem. ale on go odwrócił tak. jaką może podjąć współczesny nagual. że gdybym się zapytał. . w której skończyli dawni czarownicy. a jemu pokazał dwie. tak samo. powodowany dziwną odrazą i strachem. ponieważ ciężar tych darów przybliżył ich do natury dawnych czarowników. by spotkać lokatora – ciągnął. w które wpadł. don Juanie? – Ponieważ. lub że był to jakiś niesmaczny żart. Wyciągnąłem od ciebie zgodę w trakcie twojej nauki. lecz odrazę. że się jej podobam. – Nagual Julian miał zwyczaj robić przerażające kawały. Dla widzącego najjaśniejsza część punktu połączenia skierowana jest na zewnątrz w przypadku kobiety. Powiedział. nawet o tym nie wiedząc. – Teraz twoja kolej. a do wewnątrz w przypadku mężczyzny. nagual Elias cztery. gdy don Juan pokazywał gestami utratę swej niewinności. który sprzeciwił się śmierci. panicznym strachem. Razem dawało to dziewięćdziesiąt pięć szczególnych pozycji punktu połączenia. – Poza tym. że tarapaty. nie pozostawiając mi już cienia wątpliwości. co ty. – Chcesz powiedzieć. don Juanie. że bycie z natury kobietą lub z natury mężczyzną jest kwestią umiejscowienia punktu połączenia – powiedział don Juan. to musiałby odpowiedzieć. Pomyślałem. Milczeliśmy. mam na myśli od urodzenia albo kobietą. A przynajmniej tak było ze mną. A ja byłem jurnym młodzieniaszkiem. że stoisz przed najcięższą próbą. Nagual Santisteban otrzymał siedem. – Naprawdę ci współczuję – odparł don Juan z poważnym wyrazem twarzy. Ale po chwili uderzyło mnie. – Już ci powiedziałem. że teraz jego jajowaty kształt energetyczny wygląda jak muszla. nie były śmieszne. że jest niczego sobie.dostępna owym ośmiu nagualom. gdzie widziałem przyglądającą się mi kobietę. że wiadomo mu o pięknej i namiętnej wdowie. Kiedy nagual powiedział mi. lecz okropne. nagual Rosendo sześć. które posiada normalny człowiek.

ciężką do zniesienia chwilę. co wiedzą. siedziałem z don Juanem w parku i czekałem na to. doszedłem do wniosku. to to. co się wydarzy. jak wykorzystać to. Tkwiłem w bezruchu. – Gdy spotkałem tego. by udać się do innych niewyobrażalnych wymiarów. – Nie jesteś bynajmniej jedynym. że don Juan musiał mnie wlec aż do samego kościoła. Ale don Juan był nagualem. Gdy zastanowiłem się nad tym. szukając don Juana. który sprzeciwił się śmierci. Nie potrafię opisać. moimi troskami. Okazało się. Pragnęli postrzegać to. co robić. W tym mieście ludzie kręcą się w okolicy placu aż do dziesiątej lub jedenastej. że nawet o to nie muszę się tak naprawdę troszczyć. ale również przygotowało ich do wejścia w te światy z zachowaniem pełnej świadomości. i co najważniejsze. Żałowałem. Serio. by zawsze wiedziały. przygotował je tak. zahipnotyzowany tym głosem. który wszelkie ważne decyzje podejmował pod wpływem chwili. co po dzień dzisiejszy pamiętam z tej drogi. co nieznane. Don Juan wstał więc i dodał: – A zatem chodźmy i przekonajmy się. że powróciły do mnie niejasne wspomnienia. ale nie było go nigdzie widać. który sprzeciwił się śmierci. czego naturę i zakres można jedynie sugerować. co było istotne. które zawsze wiedzą. Don Juan nauczył je. Zacząłem zastanawiać się nad sobą. Poprowadził mnie z powrotem w stronę kościoła. co można postrzegać. że dawno już opadły ze mnie wszystkie możliwe. Zamarłem. moimi nadziejami na przyszłość. że nie są to zamiary iluzoryczne. – Jesteś gotów? – zapytał don Juan. Powiedziałem. ale on się roześmiał. Mój czas z don Juanem zbliżał się do końca. I bezwstydnie mu się oddałem. jak być czarownicami. niewysłowioną rozkoszą. który sprzeciwił się śmierci. Mimo najlepszych chęci. który rzyga ze strachu – powiedział. Czarownikom z jego grupy śnienie nie tylko otwarło drzwi do innych dających się postrzegać światów. Mnie skończyły się pytania. śnienie wyzwala percepcję. które mogły powodować moją udrękę. Jednak po przeanalizowaniu swojego stanu musiałem przyznać. że zrobiło mi się niedobrze. jak wówczas. że poprzez wywoływanie systematycznych przemieszczeń punktu połączenia. W oparciu o swoje dość ograniczone sukcesy w śnieniu nabrałem przekonania. Don Juan i jego towarzysze zamierzali spełnić marzenie czarowników i opuścić ten świat. Następne. moimi dążeniami. gdy twierdził. jak ja? – zapytała po angielsku. Wieczór był bardzo ciepły. jedyne. Teraz istniała dla nich tylko jedna nie rozstrzygnięta kwestia – moje spotkanie z tym. że don Juan nie uprzedził mnie wcześniej. a on powiedział mi chyba wszystko. gdzie klęczałem obok kobiety. Nie przypominam sobie chwili dotarcia na miejsce i wejścia do kościoła. Lecz chwilę później mój optymizm zniknął równie szybko. Usiłowałem przeprosić don Juana. ale kobieta chwyciła mnie mocno za ramię. Kobieta zapytała mnie jeszcze o coś po . że moją jedyną prawdziwą troską są prawdopodobnie moje trzy popleczniczki w świecie don Juana. że wszystko jest w porządku. że tak. posikałem się w gacie. przyziemne zmartwienia. Przez moment wydawało mi się. Jej głos zawładnął mną całkowicie i natychmiast. Gnębiły mnie małostkowe rozważania nad moim bezpieczeństwem. którą widziałem wcześniej. Uśmiechała się do mnie. to długa. bez ostrzeżenia. mógłbym przygotować się lepiej. że jest ono bramą do światła i mroku wszechświata. Śnienie stało się dla nich bezprecedensową. Ostatnia na tej drodze chwila folgowania sobie – strach przed śmiercią z rąk tego. zwiększając zakres tego. Uciekłbym stamtąd co sił w nogach.ROZDZIAŁ XII: KOBIETA W KOŚCIELE Don Juan i ja siedzieliśmy w milczeniu. co pamiętam. i to im się udało. Mogła być co najwyżej siódma wieczorem. wytarta drewniana ława. Jakbym znał ten głos od zawsze. Czekałem w milczeniu przez długą. aczkolwiek sprzeczne z rozsądkiem. Don Juan miał rację. ale plac był już wyjątkowo opustoszały. lecz wyjątkowo rzeczowe. jak się zachowasz pod obstrzałem. gdy don Juan powiedział. – Dlaczego miałbyś się bać takiego maleństwa. Rozejrzałem się rozpaczliwie. pozostał mi więc jedynie strach o samego siebie. co w jego chrapliwym brzmieniu sprawiło. Ogarnął mnie tak potworny strach. jak się pojawił i w okamgnieniu znalazłem się na dnie czarnej rozpaczy.

– Naprawdę jesteś kobietą? – zapytałem. Ja jestem twoim sługą. Uświadomiłem sobie. Był chrapliwy. – Mam ci tyle do powiedzenia. czy oznacza to. Zachichotała radośnie i powiedziała. by przebić niewidzialną powłokę energii. lecz będzie musiała mi za nią zapłacić. – Nie miej mi za złe moich żartów – powiedziała cicho kobieta. – Dziękuję. by się odezwać. W środkową sylabę każdego słowa wstawiała dodatkową głoskę. że przeistoczyłabym się w przerażającego mężczyznę i uczyniła ci krzywdę – powiedziała. hipnotyzujący głos – to jesteś w wielkim błędzie. Nie mam nic i bardzo mi się to podoba.angielsku. – Płacę za wszystko. przysłuchując się jej słowom. jeszcze bardziej podkreślając swój niesamowity. Dziękuję ci za zaufanie – szepnęła. że może weźmie moją energię. że grunt ucieka mi spod stóp i za chwilę z pewnością stracę zmysły. Ale jej prośba zabrzmiała jak rozkaz. wierz mi – odparłem. obcym akcentem. Potrzebujesz energii. że mówi po hiszpańsku z niespotykanym. tak najzupełniej kobieca. choć wiedziałem. Na pewno będziemy dobraną parą. Zapytałem napastliwie. Ale ja nie chcę się obarczać niepotrzebnymi rzeczami. Wiedziałem o Hermelindzie jedynie to. tak jak byłam sługą wszystkich nagualów. Rozsadza cię energia. iż głos kobiety poruszył we mnie tak głębokie. – Prawda jest taka. Miałem już się do niej odezwać. Dziwne. nic w zamian nie dostając. – Rozumiem prawdziwy strach. taka jest umowa. Zaszokowało mnie to. – Może – powiedziała w zamyśleniu. stare wspomnienia. że skoro jestem tak hojny. To głupio pozbywać się energii. Pomyślałem. Brzmienie jej głosu doprowadzało mnie do szaleństwa. który stara się brzmieć jak kobieta. Miałem nawet dość zimnej krwi. – To nadzwyczajne! Chcesz possać moją pierś? – Ciałem kobiety wstrząsnął konwulsyjny śmiech. czy też nie wierzy w to. – W porządku – szepnęła po hiszpańsku i uśmiechnęła się znacząco. że mi się udało. twojej mamki. Nigdy w życiu nie . – Jestem twoją mamką! – krzyknęła zduszonym głosem. Żaden kłopot. Wytężyłem wszystkie moje siły. – Nie mogę wziąć twojej energii za darmo – szepnęła. – Całe życie byłem głupcem. Zachichotała cichutko jak młoda dziewczyna. którą odczuwałem dokoła siebie. że mój niepokój nagle zniknął. lecz nie gardłowy czy ostry. podobnie jak strach. gdy usłyszałem głos wysłannika: – To głos Hermelindy. Przypominał bardziej odgłos bosych stóp stąpających delikatnie po żwirze. Klęczała tuż obok mnie z prawej strony. Usiadłem automatycznie. Przeżyłem chwile rozdzierającego niepokoju. gdyby kobieta również nie wstała. Zachowanie spokoju kosztowało mnie ogromnie wiele wysiłku. –To mój dar dla ciebie. którzy byli przed tobą. weź ją sobie. iż nie mam nic i bardzo mi się to podoba. ale jej nie zrozumiałem. Będzie musiała podarować mi rzecz podobnej wartości. Kobieta nie zwróciła na niego uwagi i dalej szeptała mi do ucha: – Pozwól. powodowany ciekawością. Jeden z nich obrócił się i spojrzał na nas z ciekawością. co dostaję. Zebrałem całą energię i rzekłem jej bez ogródek: – Możesz skorzystać z mojej energii – powiedziałem. że chwycę cię za rękę – poprosiła. Podałem jej dłoń. niezdolny odmówić. –Z pewnością mogę sobie pozwolić na to. Mówię najzupełniej szczerze. – Nie uciekaj – szepnęła mi do ucha. to być może skorzysta z mojej energii. Jesteś moim dobroczyńcą. ale ja nie chcę od ciebie żadnych darów mocy. i wstałem gotowy do wyjścia. że bardzo cię lubię. Żyję z nim. że zginęła tragicznie pod kołami ciężarówki. by ci dać taki podarunek. Nigdy nie wziąłbym go za głos mężczyzny. Potem wyrzekła dość niejasne słowa: – Jeśli odważysz się pomyśleć. I wyszedłbym. Jego chrapliwość była tak niezwykła. Tuż przed nami klęczeli dwaj starsi mężczyźni.

że mam większą ruchliwość. bym podążył za nią w kierunku dużego. zwracając się twarzą do głównego ołtarza. – Jak to jest żyć w odmiennych światach? – zapytałem. czarny szal i mokasyny. Kobieta przysunęła się do mnie jeszcze bliżej. Nie znosiłem tej jego małostkowej ciekawości. Mogę również zostać dłużej tam. Jej oczy zupełnie mnie uspokoiły. były cudowne. Tak bardzo. – Twój akcent jest doprawdy niesamowity – stwierdziłem. jakbyś ty chciał zostać tak długo. w którym moglibyśmy porozmawiać? – zapytałem. w twoim świecie. dlaczego westchnęła. ile może mieć lat. Klęczała. Uklękliśmy przed naturalnej wielkości krzyżem. lecz nie gruba czy przysadzista. – Jesteśmy skrajnie różni. – Czy jest jakieś miejsce. Tak samo. Miała szczupłą talię i duże piersi. – Żyję od bardzo. Pochyliłem głowę. Zaczynaliśmy się rozumieć. spuszczone w dół i ukryte pod przymkniętymi powiekami. Przyszło mi na myśl. Ludzie zaczęli zwracać na nas uwagę. Jej włosy były kruczoczarne. Natychmiast dałem sobie z tym spokój. Lecz jednocześnie byłem świadom czegoś jeszcze – mojej emocjonalnej niestabilności. że znałem ją przez całe życie. który sprzeciwił się śmierci. Jednak kobieta zdawała się wiedzieć o tym. Była ciemna jak indiańska kobieta. – Dopiero wczoraj – odparła i wybuchnęła krystalicznym śmiechem. Poza tym nie przebywam zbyt długo tutaj. gdzie tylko zechcę. który przez całe lata zastawiał na mnie najróżniejsze pułapki. lśniące niczym sznur pereł. by tylko wyciągnąć ode mnie informację o moim wieku. ukazując małe. wydawało mi się. że ma nieco ponad metr siedemdziesiąt wzrostu. dobrze zbudowana. że rozmawiamy. Przypomniałem sobie znajomego. czterdzieści lat. Oceniłem. czyste i spokojne. iż jest to możliwe. Ale z pomocą przyszło mi otrzeźwiające wspomnienie. bocznego ołtarza po lewej stronie. Podniosła się i wyślizgnęła z ławy. sprawiając. Chciałem opowiedzieć jej o tym. którą otrzymuję od nagualów z twojej linii. Nie należało się spodziewać. Umierałem z ciekawości. jakby dając mi do zrozumienia. Skóra jej rąk i dłoni była gładka. nikt się nie zorientuje. jak tylko zechcesz w . ja zaś byłem wolny. Wyglądała na trzydzieści pięć. związane w długi warkocz. Jeśli będziesz szeptać. po których natychmiast przychodziło krańcowe zwątpienie i nieufność. Przyjrzałem się jej dokładnie. W moim podejrzliwym umyśle zakiełkowało nagle ostrzeżenie.słyszałem. Ten. że potrafię kontrolować przesunięcia i ruchy punktu połączenia. a teraz byłem o krok. Nie była piękna. zanim zdążyłem się odezwać. Zawsze prześladowała mnie w świecie don Juana. – Skąd pochodzi? – Niemal z wieczności – powiedziała i westchnęła. Ona była prawie nieprzemijająca. jakbym był pogrążony w głębokiej modlitwie. że zaczynam ulegać urokowi kobiety. – Nie – szepnęła i potrząsnęła głową. Zwinnie przyklęknęła. Przeżywałem chwile pełnego zaufania i wewnętrznej pełni. że z całą pewnością nie przyciągała niczyjej uwagi. co pomogłoby mi w mojej drodze? – zapytałem. prawda? – zapytałem. że nigdy bym nie przypuszczała. zadziwiająco białe zęby. że czułem się jak na huśtawce. Przeżegnała się i dała mi znak. Wiedziałem. – Podobnie jak w twoim śnieniu. Ścisnęła moje ramię w przyjacielskim geście. Równie błyszczące i żywe spojrzenie widziałem jedynie u don Juana. co dzieje się w mojej głowie. by podtrzymać rozmowę. Takie oczy nie mogły być wrogie. – Czy zamiast ofiarowania mi czegoś możesz powiedzieć coś. by zachować się w ten sam sposób. zapędził się w ślepą uliczkę. Muszę oszczędzać energię. bardzo dawna – powiedziała. mogłem więc dostrzec również jej gładkie pięty i dolną część mocnych łydek. Jej twarz niczym się nie wyróżniała. – Dzieje się tak dlatego. by tylko oderwać się od swych myśli i uniknąć rozszyfrowania. a ja byłem ulotny. To była moja przewaga. żeby ktoś mówił w ten sposób. że właśnie pomyśleliśmy o tym samym. – Rozmawiamy tutaj – powiedziała. Była ubrana w długą suknię. z tą różnicą. by tym razem miało być inaczej. Jedynie oczy. – Późno nauczyłaś się hiszpańskiego. – Rozmawiałam tutaj ze wszystkimi nagualami z twojej linii. których nie mogła albo nie chciała ukryć pod szalem. lecz nie była również pospolita. mięśnie zaś twarde i jędrne. Poczułem nagły przypływ zaufania i optymizmu.

Ludzie się poruszali. gdy nie będziesz słuchać uszami – powiedziała. Chciałem zapytać ją. przyglądali mi się z widoczną dezaprobatą. że serce podchodzi mi do gardła.którymś ze swoich snów. – Jesteś dużo. ponieważ jesteś teraz cały w drugiej uwadze. Rozejrzałem się i spostrzegłem. bym poszedł za nią. – Nie musisz mnie o nic pytać – ciągnęła. Nie dość. Kościół był teraz inny. iż wiem to. dużo młodszy ode mnie – powiedziała – a już teraz trudno ci odpowiedzieć. Nie słyszałem jednak żadnych odgłosów. co ona. jej oczy płonęły niesamowitą jasnością. Jego źródłem były świece palące się na licznych ołtarzach. Kobieta przyglądała mi się z uwagą. W wielkim podnieceniu chciałem opowiedzieć o tym kobiecie. Wszędzie wokoło . już poczułem. Nie musiałem wypowiadać mojego pytania. Ze śmiechem opowiedziałem jej o mojej łatwowierności. ale nie było jej przy mnie. byli dziwnie mali. umieszczone we wspaniałej. gdy ludzie pytają cię. Odszedłem od bocznego ołtarza i znów spojrzałem na nawę kościoła. to jeszcze znalazłem się w stanie takiej podatności na sugestię. nie było ich jednak słychać. że faktycznie wiem wszystko i nie muszę już zadawać więcej pytań. Potrzebowałeś jedynie wstrząsu. – Nie mogę tak po prostu wziąć twojej energii – powiedziała. Było żółtawe. Poczułem. gdy przebywa w tym świecie. Gdy zacząłem widzieć. że śnię. Wstałem i zrobiłem kilka kroków w kierunku nawy. Rzeczywiście była kobietą. wiedziałem. Nagle zalała mnie powódź szumiących odgłosów zwielokrotnionej modlitwy. Rozejrzyj się! Przez chwilę nie mogłem skoncentrować na niczym wzroku. ciemni i twardzi. poskręcanych drążków. Ogarnęła mnie wówczas następna fala przyziemnego rozumowania. że zaszło coś złowieszczego. by odzyskać to. Kobieta pociągnęła mnie w cień bocznego ołtarza. którzy stali bliżej. jakby kościół był pustą jamą. Zupełnie jakby do oczu dostała mi się woda. Zdecydowanie bardziej mi się to podoba. a ona steruje tym snem. bardziej złowrogi i jakby twardszy. Chyba już całkiem zapomniałam. – Wiesz wszystko. a mój głos zadudnił tak. że doszła już prawie do drzwi. gdybyś zabrał ich do domu. – Nie jesteś łatwowierny – zapewniła mnie z przekonaniem. – Jest tyle rzeczy. Klęczeli tam ludzie pogrążeni w modlitwie. była nie dokończona. kamiennej budowli. mroczniejszy. Było ich mnóstwo. to tylko głupie myśli. lecz z cienkich. Na ulicach było ciemno. Nie bałem się jednak jej ani snu. Ja daję ci właśnie ten wstrząs. jedyne światło pochodziło od księżyca. używając swej uwagi śnienia. – Czy twój pobyt w tym świecie ogranicza się tylko do tego miejsca? – Nie. Nie były zrobione z drewna. że przychodziły mi do głowy głupie pytania. to nie będzie to miejsce. – Słuchaj. Dogoniłem ją przy portyku. jaki kiedykolwiek słyszałem. co już wiesz. Cała jestem kobietą! Wzięła moją rękę i przyłożyła do swojego krocza. Wyglądały jak ławy własnej roboty. jakie w życiu widziałem. gdzie mieszkasz. – Nic nie słyszę – powiedziałem do kobiety. by uzyskać odpowiedź. Obróciła się i dała mi znak. – Usłyszysz. Mogę być tam. Zwróciłem uwagę na ławy. o które chcę cię zapytać – stwierdziłem – lecz wszystko. Natychmiast uniosły mnie ze sobą. A nawet. na co mogę się zdobyć. Stwierdziłem. że zanim jeszcze skończyła mówić. Gapiłem się na nich i na wszystko dookoła. gdzie mieszka. Widziałem pochylone głowy aż do stóp głównego ołtarza. jak harmonijnie światło świec współgra z masywnymi ścianami z kamienia i zdobieniami kolonialnego kościoła. Zmieniło się również światło. gdzie mieszkasz. Odczułem. – Musimy zawrzeć jakąś inną umowę. Wystarczyło zastosować się do jej sugestii. który należy do ciebie lub który wynajmujesz. że jest to najcudowniejszy dźwięk. zmieniając temat. gdzie chcę. jak to jest być mężczyzną. co ja wiem. Fasada kościoła była również inna. – Wiesz to. – Czy zawsze podróżujesz jako kobieta? – Jestem kobietą dłużej niż mężczyzną. Niemal wszystkie głowy obróciły się w moją stronę. zamglone i rzucało najczarniejsze cienie. Wiedziałem. Ci.

– Druga uwaga kryje w sobie nieprzebrane. co czarownicy starożytności nazywali podwójną pozycją. – Co dokładnie chcesz wiedzieć? – zapytała cicho. – Rozpocznij śnienie. lewym. że zasypia się po raz drugi w tej samej pozycji. podczas śnienia. a jedynie wiedzieć. ćwiczenie polega na tym. Przyszła mi do głowy myśl. w której utrzymuje on swoje ciało energetyczne w trakcie śnienia. że cztery warianty tego ćwiczenia polegają na zasypianiu na prawym boku. pozycja. w której się znajdował podczas tego drugiego zasypiania. Kobieta usiadła tak blisko mnie. że twoi nauczyciele powiedzieli ci już. Nie było żadnych zabudowań. w której śniący utrzymuje swoje ciało fizyczne. równomierne i wyważone. mówiąc. – Kluczowe znaczenie ma pozycja początkowa ciała śniącego. miały związek z tym. w której rozpoczęło się śnienie. aby mieć więcej przestrzeni i spokoju. – Po prostu wyszliśmy. rozpoczynając śnienie. posługując się wyjątkowo subtelnym. niemożliwe do przewidzenia z góry rezultaty. – Donikąd – odparła. lecz bez pośpiechu. i to na dobre. Don Juan nigdy nie przywiązywał do tego wagi. – Tak. by rozpocząć śnienie – powiedziałem. że zgodnie z tym. co rozumiesz przez podwójne pozycje. które ofiarowywała nagualom z mojej linii. jest niesłychanie ważna. rozpoczynając śnienie? – zapytała. – Jak popadnie. iż poczułem ciepło jej ciała. by ustalić doskonałą relację między dowolnymi pozycjami. Ciepło jej ciała również nie było takie. pełne grozy wrażenie. na plecach i na brzuchu. Na tym właśnie polega sekret czarowników starożytności. Potem zaczęła szeptać do mojego lewego ucha. Chichocząc. by śnić. jak moje lub innych ludzi. Dała mi znak. Jej ciało wydzielało bardzo szczególny zapach. Nie mam ustalonej zasady. Powiedziała. którzy już w moich czasach byli starożytni. – Wyjaśnij mi. A potem. by utrzymać tę pozycję w trakcie zasypiania. lub przez pozycję początkową.leżały wapienne bloki. ćwiczenie polega na tym. – Jak się kładziesz. Zmieniła pozycję. by tego dokonać. lecz prostym ćwiczeniem. że istnieją jako intelektualne możliwości. Jej śmiech miał niesamowite. ale chyba nie do końca rozumiem. przypominało mi woń drzew lub szałwi. Nie w pełni zrozumiałem jej wyjaśnienia dotyczące podwójnych pozycji. jest odzwierciedlana przez pozycję. cała jej istota wydzielała ten charakterystyczny zapach sosnowego lasu. że współcześni czarownicy nigdy nie będą mieli czasu ani chęci. krystaliczne brzmienie. Zaproponowała. podczas śnienia. by unieruchomić swój punkt połączenia w dowolnie wybranym przez siebie miejscu. pozycja początkowa. Kobieta obiecała mi nadzwyczajne. Te dwie pozycje tworzą jedność i czarownicy starożytności poświęcili tysiące lat na to. skomentowała. Zignorowała mnie i kontynuowała wyjaśnienia. abym usiadł na wpół ociosanym kawałku wapiennego bloku. – Unieruchamia punkt połączenia. ciągle nie odkryte bogactwa – powiedziała. – Dokąd idziemy? – zapytałem. by śnić. że leżysz w dokładnie takiej samej pozycji i znowu zasypiasz. że nie chcę tego praktykować. Nie była jednak wyperfumowana. iż otrzymują od niej takie dary. że moje dary są darami całkowitego postrzegania. Potem nagle zmieniła temat i spytała: – Jaki dar chcesz otrzymać? . mentolowe ciepło. Następnie. – Chodzi o to. co wie. w której śniący utrzymuje swoje ciało. Było to chłodne. W świetle księżyca sceneria sprawiała niesamowite. bym to sprawdził. – A co to daje? – zapytałem. i że mężczyźni i kobiety mojej linii mają wielkie szczęście. – Cóż. co oznacza to całkowite postrzeganie – skłamałem. Pomyśl o tym. w tej pozycji. leżąc na prawym boku z lekko zgiętymi kolanami – zaproponowała. że dary. Usiadła po mojej prawej stronie i wyszeptała mi do prawego ucha. Śmiało wyjaśniłem. Położyła rękę na moim ramieniu i przycisnęła mnie do swojej piersi. Innymi słowy. Tutaj możemy się nagadać do woli. – Jakie są efekty tego ćwiczenia? – Całkowite postrzeganie. w której śniący utrzymuje swoje ciało. ja przywiązuję – powiedziała i wstała. Jestem pewna. że to ciepło będzie na mnie napierać bezustannie.

Kiwnęła głową potakująco. Weź więc ją ode mnie. Powiedziała mi. – To jest sen. – Ty nigdy nie wyobrażałeś sobie niczego. jest jej intencją. Opowiadała. że potrafi odzwierciedlać swą intencję. Dlatego właśnie powiedziałam ci. – Gdy czarownicy z mojej linii potrafili już tego dokonać – ciągnęła kobieta – mogli z łatwością wciągnąć innych do swej intencji. iż czarownicy jej linii zwykle zaczynali od wpatrywania się w jakiś nieskomplikowany przedmiot i zapamiętywania wszystkich jego szczegółów. – Nasza umowa jest taka. lecz również mnie przeraził. do swojego snu. z punktu widzenia ich własnej percepcji. – Dlaczego? – zapytałem. – Dlaczego tak jest? – zapytałem śmiało. jakbym tak właśnie myślał. że nie odezwiesz się ani słowem – powiedziała. że jej wielką sztuką jest to. dopóki nie ujrzeli go z zamkniętymi oczami w całej jego złożoności. ponieważ każda rzecz w takim śnie musi być rzeczą bardzo osobistą. Tym razem ja stawiam.– Nie chcę żadnego daru. Śnisz mój sen. że przekroczenie czwartej bramy śnienia i podróż do miejsc istniejących jedynie w czyjejś intencji jest wielce ryzykowne. jakby oniemiała. Potem powiedziała mi. Można to wykonać. a jednak istnieją. jak się poruszać w drugiej uwadze dzięki odzwierciedlaniu swej intencji. lecz poza jego obrębem sytuacja była odmienna. mówiąc to takim tonem. że ogromnieją lubię. Powiedziała. – Jeśli naprawdę chcesz mi coś podarować – powiedziałem – zabierz mnie na spacer po tym mieście. Następnym etapem było śnienie z tym przedmiotem i wywołanie we śnie. wyobrażali go sobie i poprawiali swoje wyobrażenie. a potem odtwarzali w śnieniu tę samą wizję – odparła. Taka jest nasza umowa. . Potem ostrzegła mnie. Od nieskomplikowanego przedmiotu czarownicy przechodzili do rzeczy coraz to bardziej złożonych. choć już znałem odpowiedź. że dopóki pozostawaliśmy w kościele. więc zagłębianie się w mój sen jest dla ciebie bardzo niebezpieczne. a ty musisz go przyjąć. Kobieta wyglądała tak. że pochodzi z linii czarowników. nazywano pierwszym krokiem do całkowitego postrzegania. A ja ciągle powtarzałem jej. że my dajemy ci energię. w świetle księżyca. dopóty miałem dość energii. Ja muszę wręczyć ci dar. To właśnie teraz robię z tobą i to właśnie zrobiłam ze wszystkimi nagualami z twojej linii. Ów akt. Potem zamykali oczy. wszystko. porównując je z prawdziwym przedmiotem. Wyjaśniła. – Mówisz. że to żart – zachichotała. – Zabiorę cię głębiej w mój sen. że kościół i miasto są wynikiem jej intencji. że jest to jedna z tajemnic zamierzania podwójnych pozycji śnienia w drugiej uwadze. Szeptem powiedziała. Powiedziałem jej nawet. nie istnieją. aby uzyskać wierne odtworzenie dowolnie wybranego przedmiotu. całkowitej materializacji tego przedmiotu. budowli czy elementu krajobrazu. Potem spojrzała mi w oczy i dodała. co widzę dookoła siebie. by myśleć i rozmawiać. –Całe pokolenia zniknęły dzięki takiemu śnieniu. I naprawdę ją lubiłem. który nie tylko dodał jej niesamowitości. którzy wiedzieli. Już ci mówiłem. lecz nie można tego zrozumieć ani wytłumaczyć. w którym mogli żyć. by wzięła ode mnie energię. Ich celem ostatecznym było wspólne wyobrażenie sobie jakiegoś całkowitego świata. powiedziała kobieta. że czarownicy jej linii praktykowali sztukę odzwierciedlania swoich myśli podczas śnienia. później wyśnienie go i odtworzenie w ten sposób całkowicie prawdziwego świata. Jesteś przy czwartej bramie śnienia. – Nalegam. – Ponieważ śnimy – odparła. że w ten sposób zniknęły całe pokolenia? Jak to możliwe? – zapytałem. Nie myśl. że nie mam nic przeciwko temu. To mój dar dla ciebie. – Pod warunkiem. że ten kościół i to miasto są jedną z tajemnic zamierzania w drugiej uwadze. Było w niej coś niesłychanie smutnego i zarazem pociągającego. – Najpierw wyobrażali sobie. – Wróćmy do kościoła – mruknęła. – Ponieważ nie ma stąd wyjścia – rzekła niezwykle poważnym tonem.

że się ze mną zgadza. Wzięła mnie łagodnie za rękę. – Tak. ta się roześmiała. Kobieta śmiała się tak bardzo. by dać mi do zrozumienia.– Nadal chcesz iść? – zapytała. Chciałem wszystko sprawdzić poprzez widzenie energii. a mnie w szczególności – powiedziała kobieta między kolejnymi wybuchami śmiechu. Wyglądało na to. że zasnąłem. Jej śmiech był taki sam. Wskazałem na dom małym palcem lewej ręki. były to wielkie. Wyglądał jak olbrzymia muszla. Potem nakazała mi powstać i napomniała. która sprzeciwiła się śmierci. nie wyłączając jej osoby. nie zadając sobie trudu. To była właściwa metoda. aby widzieć. nierównomierny nacisk pofałdował jej powierzchnię. to jeszcze będzie to najbardziej konkretny sen. Widziałem również płaskie góry otaczające miasto. Jedynym bowiem sposobem zdobycia absolutnej kontroli nad snami jest technika podwójnych pozycji. co przez cały czas zdarzało mi się podczas śnienia. wystarczy tylko wskazać małym palcem na przedmiot. – Juan Matus nie lubi dawnych czarowników. gdy po prostu będziesz się wszystkiemu przyglądać. – Co cię tak bawi? – zapytałem. – Aby widzieć we śnie. zanim uzyskałem oczekiwany rezultat. wyjaśniła mi uprzejmie. a sen zaczął się. gdy leżałem na prawym boku. że kamieniarze układali bruk zgodnie z przebiegiem terenu. – Musisz przekonać się. Ciemne cienie wewnątrz budynków nasunęły mi na myśl obraz ciekawych. gdy w mieście ze snu kobiety zacząłem powtarzać je w swój zwykły sposób. ale w innym czasie. co o mnie myśli. Był taki sam. Wtedy opowiedziała mi jeszcze o podwójnych pozycjach. jak śmiech don Juana: głęboki i niepohamowany. jeżeli będę leżał we śnie na prawym boku i śnił. z kolei nieco ubawiony jej wesołością. Pragnąłem wszystko obserwować. ale kobieta ścisnęła mnie mocniej za rękę. kobieta stała się plamą energii. lecz każdy z nich był jedynie szczęśliwym trafem. Nie było w nim energii. że drugi sen z pewnością będzie snem o moim mieście. Myśli nie zostały wyparte przez moc zdarzeń ze snu. ale automatycznie wypowiedziałem na głos swój zamiar widzenia energii. – Wskaż na mnie – poleciła mi kobieta. Nadal czułem absurdalne zawstydzenie. pobielone wapnem parterowe budynki z dachami wyłożonymi dachówką. w jej śnie. gdy wskazałem na nią palcem. Jej kształt energetyczny był dokładnie taki. jakby zdradzała mi wielki sekret: – Oczywiście wydzieranie się jak ostatni kretyn też działa. a potem dodała takim tonem. – Jestem w tym śnie jedyną istotą wytwarzającą energię – powiedziała. Poczułem zażenowanie. i poprowadziła w kierunku ciemnych konturów zabudowań. że w trakcie ćwiczeń w śnieniu miałem niezliczoną liczbę takich niezwykle konkretnych snów. – Tak po prostu jest. żebym nie odzywał się do niej ani nie oddalał. Ale czy to był sen? Kobieta sama powiedziała. zachować skrajnie posuniętą czujność. że mogę wskazać na jakąkolwiek rzecz w jej śnie. Mogę dodać. Nie dość. że niezły z niego spryciarz. który chcesz widzieć. mogę bardzo łatwo zostać w mieście z mojego snu. Jeśli więc na przykład będę śnić o moim mieście. Kazał ci krzyczeć w moim śnie. Szliśmy wybrukowaną ulicą. – Najlepiej więc zrobisz. Jak wszystko inne. gdzie mieszkał don Juan. jak każda inna rzecz w normalnym śnie. Miała zupełną rację. zupełnie jakbym był dzieckiem. Moja ciekawość sięgała szczytu. jaki można sobie wyobrazić. wklęśnięta do środka wzdłuż szczeliny biegnącej przez całą jej długość. Czasami musiałem powtarzać je wielokrotnie. – Kobieta przerwała na chwilę. Kobieta była pewna. lecz przestraszonych sąsiadów plotkujących za zamkniętymi drzwiami. jak opisał go don Juan. że nie mogła iść. by go wyrównać. W przeciwieństwie do tego. Tym razem. Umysł podpowiedział mi. że tę właśnie metodę stosują śniący. Dokoła kręcili się w ciszy jacyś ludzie. Poczucie humoru czarowników kompletnie mnie oszołomiło. ale z takim samym skutkiem. Domy były zakurzone. że bardzo szczególną plamą energii. Twarde kamienie rzeczne wbito na sztorc w ziemię. iż to sen. W chwili. jakby dając znak. . moje procesy myślowe pozostały nienaruszone. Znajdowałem się wraz z tą. Wskazywałem na wszystko dokoła. Musisz przyznać. – I nie pytaj dlaczego – dodała. że znalazłem się w sennej wersji miasta. Poczułem się głupio. Gdy opanowała się w końcu. W trakcie ćwiczeń w śnieniu zawsze używałem tego samego zdania: “Chcę widzieć energię".

uświadomiłem sobie. że jest wczesny grudzień. Oparłem się ramieniem o ścianę. które mógłbym odnieść do miasta z normalnego świata. że go znalazłem. Niewiele było słychać – szczekające w oddali psy albo rozmawiający szeptem ludzie. a chciałem zadać jej dość zawile pytanie. przebiegając palcami po chropowatej powierzchni. Księżyca ubywało. Jej resztki skupiłem na szczegółach architektury tylnej części kościoła. obserwując gwiazdy i księżyc. iż oparłem się o twardą ścianę. Co prawda. być może potrafiłbym się wcześniej rozeznać w jego układzie. był tutaj plac. poziomej linii wraz z księżycem. Nie dlatego. Przytyk ten wydał mi się tak zabawny. przy każdej stały trzy grupy domów. gdy już się nasunąłem. Szczekanie psów wywołało u mnie jakąś nieznaną i głęboką tęsknotę. zdziwiony. W następnej chwili obudziłem się w skąpanym w świetle kościele z mojego normalnego świata. co odnosiło się do świata don Juana. Widziałem góry otaczające miasto. który widać było z domu don Juana. z teraźniejszości. że wyrwałem rękę z uścisku kobiety. lecz dlatego. by wyobrazić sobie najdrobniejsze szczegóły całego miasta. ale znajdował się przed kościołem. gdzie może być dom don Juana. że mogę mówić. Stwierdziła. Przede wszystkim szukałem szczegółów. Nigdy przedtem. Wisiał wysoko nad horyzontem. Obróciłem się i popędziłem do kościoła. która zmuszała mnie do ciągłego sprawdzania i weryfikowania wszystkiego. taką jak każda inna ściana. by nieco ochłonąć. lecz wykorzystanie jego dążenia do obiektywności jako podpory w chwilach najbardziej dotkliwych zaburzeń moich myślowych procesów poznawczych. Natomiast różnica w czasie bardzo mnie poruszyła. Nie mogłem jasno myśleć. codziennym świecie. których mijaliśmy. To była prawdziwa ściana! Oszałamiająca realność tej ściany natychmiast położyła kres tęsknocie i znów ożywiła moje zainteresowanie wszystkim. przy którym byliśmy poprzednio. Moim czasem był maj. Kobieta uśmiechnęła się i odpowiedziała na moje nie wypowiedziane pytanie. że miasto w tym śnie znajduje się za kościołem. Spojrzałem ponownie na południowy horyzont i wydało mi się. Następnie spróbowałem się zorientować. że jest . jego dwie główne gwiazdy. Taki był mój plan. Kontakt z nią był dla mnie szokiem. Chciałem wiedzieć. Przez jedną chwilę wydawało mi się. Gdybym wziął to pod uwagę. Przeszliśmy wzdłuż obu ulic nie jeden raz. a w maju nie widać Oriona na niebie.W tym momencie po raz pierwszy uderzyła mnie głębia dowcipu don Juana. Musiałem stanąć. leżały na jednej. Przyglądałem się wszystkiemu i nasłuchiwałem. które w świetle księżyca były bardzo dobrze widoczne i niemal znajome. Podczas całego okresu nauki prześladowała mnie potrzeba zachowywania obiektywności. skąd człowiek może mieć tyle energii. a cztery. Nie chodziło tu o sprawdzanie samo w sobie. zaimprowizowany pod wpływem chwili. mógł być może dzień po pełni. Weszliśmy do kościoła i uklękliśmy przy małym bocznym ołtarzu po lewej stronie. nigdy nie mogłem się do tego zabrać. co też udało mi się zweryfikować. Było zapewne pomiędzy ósmą a dziewiątą wieczorem. Kobieta przeżegnała się i wstała. nie widziałem tej części budowli. W mieście były tylko dwie przecinające się ulice. będę mógł później porównać je ze szczegółami prawdziwego kościoła. Z prawej strony księżyca dostrzegłem Oriona. która sprzeciwiła się śmierci. że rozpoznaję szczyt w kształcie dzwonu. której kiedykolwiek dotykałem. Wiedziałem. Specjalnie nauczył mnie wydzierać się w trakcie śnienia. Gdy szybkim krokiem zbliżaliśmy się do kościoła. Nie udało mi się to jednak pomimo bardzo wytężonej obserwacji. – Zaczekaj – powiedziałem. bo jeśli tego nie zrobię. co mnie otaczało. to po prostu padnę trupem na miejscu. tym samym. który niemal mnie zadusił. wykorzystując moją uwagę śnienia. by sprawdzić. gdzie jestem. Nic się nie poruszyło. że zaniosłem się śmiechem. że muszę wrócić do kościoła. – Chodźmy dalej – powiedziała cicho kobieta. był to bez wątpienia księżyc. Jednakże coś we mnie wyszydzało te próby weryfikacji. gdy przychodził czas. Kobieta szybko chwyciła moją dłoń i pobiegła za mną. w normalnym świecie. Byłem tak zafascynowany. Patrzyłem bardzo długo na księżyc. Doszedłem więc do wniosku. Brakło mi już jednak uwagi śnienia. Pomyślałem. Chwyciła mnie za ramię i poprowadziła w kierunku wyjścia. naprzeciwko portyku. że była jakaś niezwykła. Betelgeuse i Rigel. Dotknąłem jej ręką. Automatycznie zrobiłem to samo. zupełnie jakbym się znajdował w moim normalnym. abym potem się darł w osobistym śnie tej. że jeśli uda mi się zachować jej cechy w pamięci. Według mojej najlepszej wiedzy. Próbowałem zorientować się. Natychmiast ogarnął mnie straszny niepokój.

że we wszechświecie istnieje tylko energia. Mówię wieloma językami. Sam tak powiedziałeś. najzwyczajniejszą spódnicę sięgającą do pół łydki. że już wcześniej mówiłaś do mnie po angielsku – powiedziałem nonszalanckim tonem. – Zamilkła na chwilę i spojrzała na mnie z uwagą. która przyjechała tu na krótko z większego miasta. – W czym problem? – zapytała. Już za późno. ponieważ robiła to przez całe życie. Pewnie chwyciła mnie pod ramię i poszliśmy w kierunku placu. by się ich nauczyć. swoją energią. Był to ten sam kościół. Nie można wyjaśnić tego inaczej. by zapamiętać najdrobniejszy nawet szczegół i owego kościoła. iż miasto. Zachichotała. na które teraz patrzysz. Dodała. Kroczyłem ścieżką czarowników już od wielu lat i wiedziałem. nie potrafiłbym. więc kiedyś nauczę cię mojego języka. Spędzimy ze sobą kupę czasu. zmieniła mokasyny na pantofle na niewielkim obcasie. który nie należał do mnie. jak wprawnie zmieniała swój wygląd. która sprzeciwiła się śmierci. w innym śnie. ale jednocześnie wiedziałem. – Oczywiście – odparła radośnie. co? Byłem bardziej niż przerażony. iż jeśli to prawda. – Połknąłeś go? Byłem całkowicie pochłonięty tą nieprawdopodobną możliwością. – Obdarzysz mnie. Pamiętaj zawsze. w którym rozmawialiśmy. Logicznie rzecz biorąc. to istnieje pewne ryzyko. – Delikatnie przyciągnęła mnie do siebie. – Co stało się z twoim językiem? – zapytała po angielsku. że bardzo szczodrze. co mnie tak przeraża. bardzo wiele czasu na to. Patrzyłem na nią zdumiony. zaczynałem nabierać przekonania. – Spędzimy ze sobą kupę czasu? – zapytałem. i ówczesnego miasta. Zakończyła swoją wypowiedź bardzo niepokojącą refleksją: – Ponieważ wiesz całkiem sporo o tym mieście. nieprawdaż? Zaparło mi dech w piersiach. Za darmo. Wyglądała jak typowa przedstawicielka klasy średniej. Skutkiem tego . w którym Sebastian pracował jako kościelny. Założę się. ponieważ mi pomagasz. zdradzając swoje uczucia. Następnie odwróciła swój dwustronny czarny szal. – Dopiero teraz zdałem sobie sprawę. były przykładami jej ostatnich osiągnięć. i kościół. a ja nie byłem na tyle biegły. Spojrzała na mnie uważnie i roześmiała się z mojej przerażonej miny. a później miała bardzo. Kobieta postawiła przed sobą zadanie. w którą zostanie przesunięty. Zatrzymałem się. Dokonała tego bardzo prostymi. Ale myśl o złu nie wytrzymała głębszej analizy. że mi nie uwierzysz. – Nie żałujesz chyba swojej decyzji? Jesteśmy czarownikami. które miała w małym. tak naprawdę nie miałem się czego obawiać. Nie boisz się chyba. Byłem tego świadom. – Ale to śnienie jest bardziej rzeczywiste niż pozostałe. bez cienia wątpliwości. – Miałam mnóstwo czasu. by dojść do perfekcji. płóciennym worku. bez wątpienia z powodu malującej się w moich oczach rozpaczy. – Kobieta wskazała dookoła. która sprzeciwiła się śmierci. Rozwiązała długą spódnicę. – Gdzie się tego nauczyłaś? – W tamtym świecie. Zło zaś jest jedynie wytworem ludzkiego umysłu. – Czy nadal śnimy? – zapytałem niepomiernie zdumiony. gdy ci powiem. ponieważ zmusiło ją do tego pragnienie przetrwania. Potem zwinęła swój długi warkocz w kok. abyś był bardziej spokojny. – Może powinnam się trochę poprawić. chociaż nigdy nie próbowałeś go sobie wyobrażać – powiedziała – pomagasz mi teraz je zamierzać. że to się po prostu dzieje. a co więcej. czy możliwość utraty zmysłów albo nawet życia. który teraz zamienił się w beżową etolę. niż mówiąc. i tu powinnam nadmienić. Czy obawiałem się zła? Zadałem sobie to pytanie. że ciągle śnię. co mówi. ale gdybym miał wówczas powiedzieć. że miasto. dopiero teraz w pełni zdałem sobie sprawę z tego. w rzeczywistości nie istnieje poza twoją i moją intencją. pod którą nosiła inną. że moją prawdziwą słabością jest brak płynności pozwalającej natychmiast unieruchomić punkt połączenia w nowej pozycji. – Przejdźmy się na plac z tego snu – powiedziała. przytłoczonego przez unieruchomienie punktu połączenia w jego zwyczajowym położeniu. przesuwał mój punkt połączenia w nieprawdopodobnym tempie. zwykłymi ruchami. by zmieniać zdanie. co ci powiedziałam: jest to tajemnica zamierzania w drugiej uwadze. przechodząc na hiszpański. które odwiedziłem. Z całą pewnością nie przerażała mnie perspektywa przebywania z tą. że już się nigdy nie obudzę.bardzo dobra w wyobrażaniu sobie. by nadążyć za tym naporem. Jak wszystko inne. – Owszem – odparła. ale tak jest. Kontakt z tą. – Nie można powiedzieć jak to się dzieje.

Doszliśmy już do placu. Teraz idę z powrotem z kościoła do parku z obiektem tego strachu i jestem tak bardzo przerażony. zacząłem rozglądać się dokoła. Nie było to wcale wymuszone milczenie. Poczułem ich ciała. To był ostatni cios. Wskazywałem palcem na domy. i zapytałem ją o to. – To jest to! – wrzasnąłem. Wskazywałem na wszystko. co uważałem za prawdziwe. bardziej ostatecznie. Pomyślałem. myślałem. tak trójwymiarowi? – Oto tajemnica zamierzania w drugiej uwadze! –wykrzyknęła nabożnie. że nawet potrafią myśleć. – Ale jak ci ludzie i te wszystkie rzeczy wokoło mogą być tak prawdziwi. jak jeszcze nigdy w życiu nie byłem. . Wskazywałem na ludzi. Obróciłem się do kobiety. Nie wytwarzali jedynie energii. że znalazłem się w opałach. Kobieta stała i starała się posadzić mnie na ławce. jakbym spoglądał na niego z góry. która trzymała mnie za ramię. Pomyślałem. iż lecę w górę. napędzając im chyba wielkiego stracha. Przestałem wirować w górę. na chodnik. Byli tak prawdziwi. Pochwyciłem też odważnie dwie osoby. aby wykazać słuszność bądź niesłuszność tego założenia. Jakie to dziwne. że umieram. Wzięła mnie pod ramię i w milczeniu doszliśmy do parku. – Kontynuujmy nasz spacer.było niejasne niby –wrażenie strachu. Przez ułamek sekundy widziałem ulotny obraz parku. Gdy usiadłem na niej i nie poczułem jej pod sobą. teraz spadałem po spirali w czarną otchłań. – Śnimy – odparła swym chrapliwym głosem i zachichotała. Nie chciałem pytać już o nic więcej. Zacząłem wirować. By odgonić złe myśli. – Nie ma żadnego problemu – powiedziałem. Nic w tym mieście nie wytwarzało energii. Jeśli to naprawdę jest sen – a wierzyłem. normalnym strachem. – Ci ludzie dokoła są tak prawdziwi. jeszcze przed chwilą szedłem z don Juanem z parku do kościoła. Chciałem zapomnieć się w tym śnie. jak wszystko. a jednak był to sen. choć jakoś inaczej – bardziej dojrzale. na kościół. Potężne szarpnięcie za ramię przywróciło mi świadomość. Wszystko wydawało się rzeczywiste i normalne. owładnięty najokropniejszym. Za to mój umysł pracował na pełnych obrotach. że tak jest w istocie – to istnieje sposób. wiedziałem. że mogę się już nie obudzić.

co znajdowało się w moim polu widzenia. do cholery. Świat wokół mnie był zbyt wyraźny. potem w drzewa w parku. – Spójrz na mnie! Czy to są moje rzeczy? Czy to ja? Carol roześmiała się i potrząsnęła mną za ramiona. zacząłem odczuwać. że znajduję się w normalnym świecie. Wynurzaj się. Byłem tak przerażony i zaskoczony. trzymając moją głowę na swoich kolanach. Pomimo to. że twarz zmieniała się za każdym razem. massa. że to kobieta z kościoła patrzy na mnie. ale bezskutecznie. Tak uważnie. wymuszonym falsetem – o. – Otwórz oczy – powiedział głos. Zauważyłem wtedy. Z wielką ostrożnością spróbowałem wyrazić chęć wstania. Pomyślałem sobie. wzięły się te dżinsy i buty? –bardzo chciałem wiedzieć. Jeśli kiedykolwiek potrzebowałem obiektywności. by podkreślić naszą przyjaźń i dać do zrozumienia. w zdobioną. w przechodzących obok ludzi. Sparaliżowana była jedynie dolna część mojego ciała. a później objąłem ją. Potem zrobiłem to samo drugim okiem. ale moja świadomość zupełnie nie panowała nad moim ciałem. – To będzie twoja baza. – To moje rzeczy. że głos należy do jakiejś Angielki albo Amerykanki. a w połowie na ziemi. że mogę poruszać rękoma. metalową ławkę. jednak moja zaburzona kontrola motoryczna nasuwała mi podejrzenie. Był dzień! Spoglądała na mnie jakaś zamazana. I nie była to kobieta z kościoła. a któżby inny mógł to być? – Ale skąd. by nabrać energii. – Zaraz. ale nie potrafiłem go zidentyfikować. że chciałem skoczyć na równe nogi i uciec. że to prawdziwa Carol Tiggs. W tej samej chwili zauważyłem. wysil się – ponaglał mnie kobiecy głos. Carol z niezwykłą ostrożnością pomogła mi usiąść prosto na ławce. nic jej uprzednio nie zwiastowało. – Co ty tutaj robisz? – wykrztusiłem. – Użyj mojej twarzy – powiedział głos. że skoro mam użyć technik ze śnienia. iż mam niejaką kontrolę. ponieważ przez jedną chwilę moje mroczne podejrzenie mówiło mi. jawi mi się jako Carol Tiggs. Potem przyjrzałem się dokładnie Carol. że to naprawdę jest sen. którą zobaczysz. Znalazłam cię nagiego! – Gdzie? Kiedy? . Wpatrywałem się w twarz kobiety.ROZDZIAŁ XIII: NA SKRZYDŁACH INTENCJI – Dalej. Dotknąłem twarzy i rąk Carol. – Otwórz je teraz. Poza tym obecność Carol była zbyt nagła. że coś ze mną jest zupełnie nie tak. to teraz był na to najlepszy moment. Przyszło mi również do głowy. Do tego ubrany byłem w dżinsową kurtkę i grubą. bawełnianą koszulę. a potem znowu w jej twarz. nie mogąc złapać tchu. gdy się w nią wpatrywałem. Do tej pory leżałem luźno na plecach. Był to znajomy głos. Zgodność obrazów z obojga oczu przyjąłem za wyznacznik tego. że jest moim kumplem. była to Carol Tiggs. że to ta. to muszę znaleźć punkt wyjściowy. jako punktu wyjściowego. zacząłem najpierw jednym okiem przyglądać się wszystkiemu. – Nie toń. – Patrzę na twoją piękną osobę – powiedziała swoim zabawnym. Zdobyłem się na ogromny wysiłek i otworzyłem oczy. jak tylko mogłem. Przez kilka strasznych chwil rozpaczliwie próbowałem się podnieść. zaraz – powiedziałem do Carol. nagualu. Użyj technik ze śnienia! Mój umysł zaczął pracować. ale nic się nie wydarzyło. potem spojrzysz na resztę – ciągnął glos. Zobaczyłem drzewa i błękit nieba. Pomyślałem. Użyj pierwszej rzeczy. Była cielesna i nabrałem przekonania. niewyraźna twarz. która sprzeciwiła się śmierci. Odczułem ogromną ulgę. w połowie na ławce. robiła to zawsze. że kobieta siedzi na ławce. Kiedy byłem już bardziej przytomny. tak jak to robiłem już setki razy podczas śnienia. iż nadal śnię. Nie mogłem wyostrzyć wzroku. wynurzaj. zdałem sobie sprawę. abym mógł uwierzyć. Miałem na sobie sprane niebieskie dżinsy i znoszone brązowe buty ze skóry. Zaczynałem odzyskiwać słuch i wzrok. – Nie mam takich rzeczy.

żeby cię odszukać. . – A kiedy przestałaś seplenić. Don Juan i ja próbowaliśmy ją wyleczyć. Musimy rozwiązać ją razem. że to zupełnie normalne. że Carol mówi prawdę. że wszyscy uważali ją za wyjątkowo miłą i słodką. że już nie sepleni. a może nawet dłużej – powiedziałem. że Carol bardzo to lubi i nie chce tego zmieniać. że nie znosiłem jej seplenienia. To miało sens. – Przeoczyłeś fakt. Kilka minut temu wybiegłeś z pokoju i tak znaleźliśmy się tutaj. na plac. Miło sobie gawędziłyśmy w kościele przez dłuższą chwilę. – Tak się szczęśliwie złożyło. że Carol jest zdolna sama radykalnie się zmienić. ale doszliśmy do wniosku. – Ale co ja tu robię? – Zabrałam cię do hotelu po drugiej stronie placu. musi być bardzo denerwująca. gdy spostrzegłem. Przyszłam tu. że walczysz z tym. Chciałeś tylko spać. Odparła mi nonszalancko. – Musiałem być z tą. bardzo pasowało do tego. że dorosła kobieta.– Koło kościoła. iż Carol nie chce być wyleczona. przez całą ostatnią noc. – Co mówiłem. Na wszelki wypadek zabrałam ze sobą rzeczy. która sprzeciwiła się śmierci? – zapytałem. by wyrobić sobie pogląd na sytuację. Przyznanie się do tego. iż błąkałem się po okolicy nago. – Powiedział. Gdy wkraczasz w drugą uwagę i przeżywasz potężny wstrząs energetyczny. Najprawdopodobniej wysłałby Carol na zwiady. który chyba nie należał do mnie. który sprzeciwił się śmierci. że nikogo nie było w pobliżu – zapewniła mnie. który sprzeciwił się śmierci. –Myślę. Carol. Wierzyłem. sam policzysz dni. która sepleni. więc nie drążyłem już tego tematu. Sam ci to powiedział? – Oczywiście – odparła. Wysłał mnie nagual. Odzyskasz ją. – Kiedy spotkałaś tę. Carol? Była kompletnie zaskoczona. Powiedziałem jej. Sam wiesz. gdy wysłał cię. nie było trudne. Nie mogłam cię przecież nieść całą drogę do domu naguala. że mówi to tylko dlatego. – Gdy będziesz bardziej wyśrodkowany. – Nazajutrz po wielkiej fieście – odparła i klepnęła mnie lekko po ramieniu. – Powiedziałeś. co zrobiłby don Juan. – Nie traktuj mnie jak dziecko. – Bardzo długo nad tym pracowałam – przyznała. ale czułem. abyś mnie odnalazła? – zapytałem. Przyglądała mi się. Spotkałam ją przed tobą. co mówiła. – Nie wiedział tego nikt z wyjątkiem don Juana. To. Był to dla mnie dowód tego. po czym wybuchnęła serdecznym śmiechem. nie zrażona moimi wrzaskami. Don Juan sądził. że czuję się bardzo niepewnie i niezręcznie z tego powodu. Poczułem więc niezwykłą satysfakcję i radość. – Szukamy cię wszyscy od zeszłej nocy. Jaki dziś dzień? – powiedziałem obcesowym. Poza tym ty tego nie znosisz. Powiedział mi to jej figlarny uśmiech. że ten. jakąś godzinę temu. jest kobietą. – Co jeszcze powiedział nagual. – Skąd możesz to wiedzieć?! – wykrzyknąłem. że nie potrafisz jeszcze rozumować logicznie. rzeczowym głosem. Seplenienie sprawiało. by złagodzić moje zażenowanie. że ja również spotkałam tę kobietę w kościele. która sprzeciwiła się śmierci. – Dlaczego nie poprosiłaś naguala o pomoc? – Ponieważ ta sprawa dotyczy tylko ciebie i mnie. gdy mnie znalazłaś? – zadałem jeszcze jedno dręczące mnie pytanie. wówczas tracisz kontrolę nad mową albo nad kończynami. don Juan i ja nigdy nie byliśmy tego pewni. że byłeś tak długo i tak głęboko pogrążony w drugiej uwadze. – Kiedy straciłem kontrolę nad ciałem? – Przed chwilą. – Jaki dzisiaj dzień? – Nie przejmuj się datami – roześmiała się Carol. że wie o tym. Poufnym tonem zdradziłem Carol.

a jego możliwości tak ogromne. dyskutując wyłącznie o łączeniu się naszych ciał energetycznych. jakbym był udającym chorobę dzieckiem. ponieważ nie mogłem uwierzyć. Powiedziała. a czarownikami? – Spotkałam się z nią. któremu udało się ją nabrać. Nie było żadnego innego powodu. Po chwili poczułem się lepiej i zacząłem nawet odzyskiwać władzę nad ciałem. ponieważ nagual powiedział. – Jak podoba ci się moje ubranie? – zapytała nagle Carol. Nie miałam energii. – Pokazała mi. niż można to sobie wyobrazić. że istoty nieorganiczne nadal ją ścigają? – zapytałem. Zrozumiał. nie mogłem się powstrzymać od komentarza: – Dlaczego miałabyś się martwić swoim wyglądem? Nigdy przedtem cię to nie obchodziło. – Czy cały ten czas byłyście w kościele? – zapytałem. Przemiana tego. Carol wymieniła zdarzenia. – Czy nie ubrałam się zbyt elegancko na tę okazję? Może tak być? Carol zawsze ubierała się wytwornie. który sprzeciwił się śmierci. – I to nie dlatego. Potem Carol powiedziała niedbałym tonem. Ten. cztery godziny. zanim przyszedł nagual i mnie zabrał. Wyciągnąłem ręce.– Dwa tygodnie temu – odparła rzeczowym tonem. iż istoty nieorganiczne uważają pierwiastek żeński za niezniszczalny. gdy już ich pojmały. – Ona wie wszystko o tobie i o mnie – ciągnęła Carol. iż jego przedstawiciele nie dają się złapać w pułapki ani usidlić i w zasadzie nie można ich utrzymać w niewoli. dawały im moc i czyniły łącznikami między naszym światem a ich królestwem. Zgodnie z tym. która sprzeciwiła się śmierci. że jej jedyną zaletą jest biegłość w kupowaniu pięknych ubrań i noszeniu ich z gracją i we wspaniałym stylu. że boi się ich bardziej. że musi się bronić przed swymi prześladowcami w każdej chwili swego życia. jak uciekła swoim prześladowcom. mój kark i plecy. jakiej ta kobieta pragnie. w kobietę była tak całkowita i dokładna. Od kiedy pamiętam. Wspomniała. – Oczywiście. zacząłem odczuwać coś w rodzaju niezwykłej tęsknoty za osobą. – Po co więc się z nią spotkałaś? Czy kontakty z kobietą nagualem to również część układu między tą. że ciągle odczuwam skutki wstrząsu energetycznego. że jest on tak elastyczny. że spędził w niewoli może nawet tysiące lat. Chcesz na kimś zrobić wrażenie? . ale straciłem równowagę i spadłem z ławki. zawsze żartowaliśmy z don Juanem i resztą czarowników. że mogą sobie uświadomić. Położyła moją głowę na swoich kolanach i głaskała mnie. że była mężczyzną i z powrotem ją zniewolić. Carol oceniła. –Nie było to dla mnie wielkie wydarzenie. a zwłaszcza naszym. że jest to jego droga wyjścia z tego świata. było to wówczas. – Co oni mogą jej zrobić? – Przypuszczam. Wierzą one. Myślę. że ty i ja wzajemnie się uzupełniamy. kiedy działaliśmy razem. oczywiście również wpadł w sieci istot nieorganicznych. co zobaczyła dzięki kobiecie z kościoła. ona jest po prostu częścią naszego życia i naszej linii. jak łatwo się łączymy. że natychmiast wydalono go z królestwa istot nieorganicznych. że przez trzy lub cztery godziny klęczały tam obie. który sprzeciwił się śmierci. źrenice. Jeśli było cokolwiek pewnego w związku z nią. Zapragnąłem bardzo ją objąć. że ją ścigają – zapewniła mnie Carol. to właśnie jej wytworny gust. –Powiedziała mi. Jej pytanie zabrzmiało bardzo dziwnie. Potem Carol opowiedziała niezwykle intrygującą historię. że zawsze podążała śladem nas wszystkich. zanim potrafił przemienić się w kobietę. że kobieta z kościoła doskonale wiedziała o moim starciu z istotami nieorganicznymi i o niebieskim tropicielu. że jej coś powiedziałam. – Czy powiedziała ci. – Zabrała mnie w inny aspekt swojej intencji – przyznała Carol po chwili namysłu. Istoty nieorganiczne. Carol pomogła mi wstać z chodnika i z niepokojem obejrzała moje nogi. Spędziłam z nią jakieś trzy. Nie pamiętasz? Rozmawiałam z nią o tym. którą mogłabym jej podarować. a przynajmniej nie takiej. Gdy mówiła. o których wiedziała kobieta. każdy czarownik starożytności nieodmiennie padał ofiarą istot nieorganicznych. Nasze ciała energetyczne już wielokrotnie się łączyły. które ludzie nazywają światem podziemnym. która właśnie w tamtej chwili siedziała przede mną – za Carol Tiggs. gdy pojął.

– Wiem. To tajemnica podwójnych pozycji. Opowiedziałem jej zwięźle o moim przeżyciu. – Tak samo jest z moim wyglądem. a energia jest tylko tu i teraz. że jesteś bosko piękna – powiedziałem. – Nie tylko zabrała cię do swej intencji z przeszłości. która sprzeciwiła się śmierci. odpychająca. natomiast ja tak. o których don Juan nigdy nie mówił. a jedynie wspominała o tym. Jest tylko chwila obecna. – Bez dwóch zdań – przyznałem. przytłaczająca. Jest to jedyny sposób. – Ten sam kościół. – Czy ta tajemniczość była usprawiedliwiona? – zapytała bardzo poważnie Carol. że wydaje mi się. władcza? Pomyślałem przez chwilę i doszedłem do wniosku. nieskończona i zawsze obecna wyłącznie tu i teraz. co oznacza zamierzanie w drugiej uwadze. – Uważam. – To niemożliwe! – wybuchnęła Carol. Pamiętałem dobrze.– Na tobie. Carol zapewniła mnie dość wymijającym tonem. – A zatem to musi być właściwy wygląd – odetchnęła. lecz w przeszłości. A potem zasnęliśmy w naszym śnie raz jeszcze. iż ta. szczerze zdumiony przejrzystością jej wyjaśnień. ale tylko w jej intencji. Próbowałem zrozumieć. a nie twój wygląd. – Kobieta z kościoła zabrała cię do swojego snu. –Ważniejsze jest to. że Carol jest bardzo pociągająca. która sprzeciwiła się śmierci. przeciętna. Nie daj się prosić. Carol przerwała i zapytała mnie. Doprowadzał mnie do szaleństwa swoją tajemniczością. – Skąd wzięłaś te niezwykłe idee? – zapytałem. – A nie mówiłam? – powiedziała. że kobieta wyjaśniała jej bardzo szeroko arkana tej sztuki. – O czym ty mówisz? Przypominasz mi teraz naguala. . czy kobieta z kościoła wyjaśniła mi. Po długiej chwili milczenia Carol zadała następne pytanie: – Co jeszcze kobieta z tobą zrobiła? Opowiedziałem jej drugi sen. Zabrała cię do swojego wyobrażenia tego miasta. wiedząc. –Prawdę powiedziawszy. Carol operowała pojęciami. co kryje się pod tym stwierdzeniem. – Jak spędziłeś czas z tą. odrażająca. sen o mieście ze współczesności. co ci powiedziała kobieta: drugi sen jest zamierzaniem w drugiej uwadze. który sprzeciwił się śmierci. – Właśnie teraz zamierzamy w drugiej uwadze – ciągnęła Carol. która sprzeciwiła się śmierci? – zapytała. która sprzeciwiła się śmierci. Po długiej chwili milczenia. przenosząc twoje ciało energetyczne w inne miejsce. głównie o pierwszym śnie. do swojej intencji. oczywiście – odparła. co to oznacza. Ty tego nie pamiętasz. że w zasadzie nie wyjaśniła dokładnie. – Ale to chyba nieodpowiedni czas – zaprotestowałem. ciebie tutaj. – We wszechświecie nie ma przeszłości ani przyszłości. Podobnie jak jej wyobrażenie miasta z teraźniejszości. Powiedziałem. ponieważ nigdy przedtem nie zastanawiałem się nad jej urokiem. pokazała mi to miasto. Carol? – Przy pomocy tej. – Więc co się ze mną stało. ale Carol znowu się odezwała. atrakcyjna. jak ważny jest mój wygląd – roześmiała się. podczas której nie byłem w stanie wydobyć z siebie ani jednego słowa. by przekroczyć czwartą bramę śnienia. – Pomyśl przez chwilę – nalegała. Najwyraźniej wyobraziła je sobie w przeszłości. to wyobrażenie ciągle w niej pozostaje. które istnieje obecnie. – Byłbyś zdziwiony. jak omawiał ze mną spotkanie z tym. lecz również pomogła ci potem przekroczyć czwartą bramę śnienia. a mnie w Tucson. Przypomnij sobie. że to była przeszłość – powiedziałem. przekroczyłeś czwartą bramę śnienia – wyjaśniła. – We wszechświecie istnieje tylko energia. – Mój wygląd jest dla nas obojga sprawą życia i śmierci. jesteś wprost oszałamiająca. – Kobieta z kościoła nas uśpiła. To było bardzo dziwne uczucie. Jak ci się podobam? Jestem pociągająca. ale inne miasto. co się dzieje z tą.

mam za prowadzić cię do hotelu i nie ryzykować holowania cię przez całe miasto. że od razu przeciwstawiłem się jego słowom. ale wszyscy tam znają miejsce naszego pobytu. Zdefiniowała coś. Byłem jednakże tak zmęczony. Zapewniła mnie. by nas obserwować. która sprzeciwiła się śmierci – powiedziałem. zwracając się twarzą do Carol. że mnie źle zrozumiałaś – powiedziałem. gdy cię odnalazłam. a tym. Gdy już mogłem chodzić. że kobieta z kościoła dała ci jednak dar. a szczególnie jej uśmiech. W darze dodała swoją energię do naszych.Carol powiedziała: – Myślę. to natychmiast zasnę. Ogarnęła mnie nagła fala nerwowego niepokoju i usiadłem na łóżku. a śmierć nie jest rozwiązaniem. – Skąd mogliby o tym wiedzieć? – zapytałem. przyglądając się nam bacznie od czasu do czasu lub przystając przed nami. – W porównaniu z utratą naguala – powiedział don Juan z prawdziwym żarem w głosie – śmierć jest niczym. Gdy w podnieceniu perorowałem. iż kroczy prostą ścieżką. –Nie chciałem po prostu niczego. że nie czułeś się dumny z powodu odrzucenia jej daru? – Nie. co tak naprawdę mi zdefiniowała. ani pokoju. Don Juan powiedział wówczas. A niezły musiał to być widok – Carol Tiggs całująca i głaskająca mnie po twarzy i ja perorujący z rozgorączkowaniem o przejrzystości jej wyjaśnień i moim spotkaniu z tą. że dalej szedłem już z wielką radością. Mój strach przed utratą naguala jest jedyną rzeczywistą rzeczą. że ponieważ jestem nieczuły na strach. a potem betonowymi schodami weszliśmy na pierwsze piętro. To. czując dziwną pustkę. jaką wyrzuciłeś z siebie. abyśmy mogli przemieszczać się w przód i wstecz na istniejącej tu i teraz energii wszechświata. – Myślę. Carol twierdziła. a ton jej głosu nie był obelżywy. ponieważ bez niego nie miałbym po co żyć. . by pójść do domu don Juana. aby o tym myśleć. Przeszliśmy przez surowy hol. Jej słowa. że nie mam jeszcze dość energii. Nie czułem niczego. nie brzmiało jak moje słowa. Powiedziałem Carol. Opowiedziałem Carol. chociaż niczego od niej nie chciałeś. – Chcesz powiedzieć. Po prostu osunąłem się na łóżko. Ludzie chodzili wokół placu. – To właśnie on powiedział mi. Czułem. Wyciągnąłem nogi i położyłem głowę na poduszce. jest utrata naguala. że nie miałem siły. ducha. że byłem już tam wcześniej. Carol poprowadziła mnie przez plac do jedynego hotelu w mieście. musi być dla mnie miłość. chociaż z drugiej strony wszystko wydawało się tak uporządkowane. – Może nie wiedział – powiedziała Carol. co relacjonowała. że to strach sprawia. co uważałem za niemożliwe do zdefiniowania. Nie jestem już zdolny do odczuwania niczego. twarzą w dół. Była to. ale byłem zbyt podekscytowany. to siłą sprawczą. że don Juan nigdy nie mówił mi o niczym takim. że jeśli znajdę cię po tym energetycznym maglu. która sprzeciwiła się śmierci. chełpiąc się. To była pierwsza rzecz. jak do tej pory jedyna odpowiedź. – Skąd o tym wiedziałaś? – Ależ sam mi to powiedziałeś – zaprotestowała. siadając przy mnie. jaką posiadam. Milczałem przez chwilę. Ja jednak w ogóle nie przypominałem sobie ani hotelu. przyniosły mi taką ulgę. Chciałem tylko spać. Nie spierałem się z nią. na jej twarzy malował się uśmiech uszczęśliwienia. A potem myśli i słowa buchnęły ze mnie jak z wulkanu. dokładnie naprzeciwko kościoła. która mogłaby zmusić mnie do pozostania na jednej ścieżce. Byłem rozgorączkowany. z wyjątkiem strachu. – Byłeś z tego taki dumny. Potem zauważyłem retorycznie. abstraktu. – Nagual to bardzo przebiegły stary czarownik – odparta ze śmiechem. Zbyt wiele było nie wyjaśnionych wątków. jak spierałem się z don Juanem na początku naszej znajomości. Minęliśmy róg i poszliśmy wzdłuż ulicy do wejścia do hotelu. którego nigdy przedtem nie widziałem. która nie całkiem mnie zadowoliła. choć nie miałem pojęcia. czego obawia się najbardziej. Gdybym mógł się poruszyć. jak jasno mi to wyjaśniła. Słowa Carol były precyzyjne i rzeczowe. natychmiast rzuciłbym się jej na szyję. lecz pojednawczy. że nie przyjąłem daru tej. – Nigdy ci nie powiedziałem. że jeśli zamknę oczy albo przestanę mówić. co odsunęłoby mnie od mojego celu. prosto do nieprzytulnego pokoju. usłyszawszy jego wyznanie o motywach pozostania na ścieżce wojownika.

Wyciągnęła rękę i zgasiła światło nad łóżkiem. który przynosi wojownikowi jakąś korzyść. Zupełnie. Mój umysł był bardzo rozchwiany. Szarpnięcie strachu poraziło mnie niczym prąd. że mimowolnie zacząłem płakać. – I spójrz na mnie teraz. Możesz to zrobić. położyłem się znowu na łóżku. – A teraz ty spróbuj poczuć to.Don Juan odparował wtedy. Nie znałem. jest strach przed utratą naguala. co ty czujesz – odezwała się nagle Carol. za obecnością drugiego człowieka. Wstałem z łóżka i sprawdziłem każdy przedmiot w pokoju i w łazience. by wskazać na coś palcem. że gdy przychodzi czas prawdziwej próby. Wróciłem do łóżka. – Ośmielę się nie zgodzić – powiedziała cicho. abyśmy okazywali sobie głębsze uczucia. że uzna moje słowa za śmieszne. Takie słowa były nie do pomyślenia wśród czarowników z linii don Juana. W skrytości ducha pogardzałem nim z tego powodu. Ale zrobimy to po ciemku. ale twoje oczy nie mogą się jeszcze właściwie przystosować do słabego światła w tym pokoju. nieprzytulnym pokoju. Przyniosła mi również głęboki smutek. To było łóżko! Wychyliłem się i omiotłem dłońmi zimną podłogę. Nigdy przedtem nie zdarzyło mi się nic podobnego. co ja. jakby całą moją wiedzę na ten temat wymazano z mojej pamięci. Obróciłem się do Carol i wymamrotałem coś. Jako tako przekonany. co do siebie czujemy. że czarownicy nie mają ani czasu. – Strach jest niczym w porównaniu z miłością. która przyniosła mi wspaniałe uczucie spokoju i harmonii. Leżeliśmy tak w zupełnym milczeniu przez długą chwilę. że nie udało mi się dotrzeć do czegoś nieokreślonego. że śnię. Carol Tiggs była kobietą nagualem. ani potrzeby. – Przeszedłeś potężne starcie. Pomyślałem. – Odpuść już sobie – powiedziała. Carol się uśmiechnęła i objęła mnie. Na zewnątrz był dzień. Niezwykle poruszony. w pokoju zapadła noc. Jest dzień. Mogę ci przysiąc. ale gdy znów zasłoniłem zasłony. Carol posłała mi dziwne spojrzenie. że gdy zgasiła światło. Don Juan nauczył nas. Jak tylko Carol zgasiła światło. W pokoju panowała niesamowita ciemność. – O czym ty mówisz. jak przedtem. Strach sprawia. Westchnęła. że jedyną rzeczą. czy znam tę tęsknotę. Wszystko było najzupełniej normalne. Usiadłem prosto w jednym ruchu. ale nie słuchałem. że postępujesz inteligentnie. To zabrzmiało sensownie. miałem wyraźne wrażenie. Tak głębokie zanurzenie w drugiej uwadze trochę cię przemaglowało. A ja byłem przepełniony tak przytłaczającą miłością do niej. Carol błagała mnie. moje tęsknoty były abstrakcyjne. którego nigdy przedtem u niej nie widziałem. by okazywać sobie podobne uczucia. – Unosi nas dar intencji od tej. Odsłoniłem zasłony i wyjrzałem za okno. Leżałem w łóżku i usiłowałem sobie przypomnieć. natychmiast ogarnął mnie bardzo uczuciowy nastrój. Chwyciłem w palce prześcieradło. miłość sprawia. – Twoje ciało energetyczne porusza się do przodu na świetlistych włóknach energii wszechświata – szepnęła mi do ucha. że tak powiem. uważając jego słowa za przejaw ograniczenia. oczywiście. tęsknotę za ludzkim ciepłem. Położyła się obok mnie i oparła głowę na moim ramieniu. – Nie doszedłeś jeszcze do siebie – powiedziała Carol uspokajająco. były czymś w rodzaju żalu. Carol? To czarownicy się teraz zakochują? Nie odpowiedziała. Nie było potrzeby. nie zwróciwszy uwagi na to. wróć do łóżka i odpocznij. – Czuję to. Tak naprawdę. Bała się. zapytałem o to Carol. która sprzeciwiła się śmierci. nie wiedzieliśmy nawet. Wytłumaczyłem Carol. w pokoju zapadła noc. – Uwielbiam cię. Poczułem kompletne zdezorientowanie. Ale Carol nic nie odrzekła. w tym dziwnym. – Rozpadam się – powiedziałem do Carol. Nie tęskniłem za towarzystwem drugiego człowieka. Przesunąłem rękoma po łóżku. która daje mi siły. – Zaraz zacznę płakać z tęsknoty za ludźmi. że znowu ucieknę i znajdę się na ulicy. To miał być żart. bym wrócił do łóżka. że ani przez chwilę nie przyszło mi do głowy. – Koło zatoczyło pełny obrót – powiedziałem do Carol. że pędzisz na oślep. chyba zgadzała się ze mną. Było prawdziwe. . Carol mówiła dalej. – Skończ z tym absurdalnym śledztwem. co w chwili większej przytomności umysłu wydałoby mi się zupełnie irracjonalne. najzupełniej prawdziwe. strach jest jedynym stanem.

ciągle szukając Carol. Nigdy nie traktowała poważnie abstrakcyjnego myślenia. którą ciągle czułem. skąd to całe zamieszanie. ponieważ nie miałem energii. nie widząc przy sobie Carol. Szybko się ubrałem i zszedłem do holu. które na pewno by mnie bardzo zaniepokoiło. że rozumiem. Carol odpowiedziała coś. – Jeszcze nie – roześmiała się. Ton głosu don . niepokoił mnie. która wynajęła pokój. Odsunąłem ją i usiadłem. Śnij swą intencję mnie. Uwierz mi. Darem od tej. gdybym nie był tak wykończony. że jest ze mną? – zapytałem tknięty mglistym podejrzeniem. iż miałem wrażenie. W mojej głowie zadźwięczał sygnał alarmowy. gdy spostrzegłem. żeby wrócić do domu. Don Juan bez słowa krążył po pokoju. Dzięki nim śnimy teraz siebie w innym czasie. Ale w tej chwili robimy coś. w pokoju nie było nikogo. ale przecież wiedzą o tym. że to stwierdzenie z miejsca mnie nie powaliło. Don Juan przyjął mnie tak. – Carol nie powiedziała wam. – Carol Tiggs w ogóle z nami nie było – powiedział. czego jeszcze nigdy nie robiliśmy – zamierzamy w drugiej uwadze. – Ty nie jesteś Carol! – krzyknąłem. która sprzeciwiła się śmierci. Zobaczysz.Miałem dość energii. który dopiero nadejdzie. ale nie miałem już energii na dalsze spory. co przypominało wielkie wiry z mojego śnienia. Mój głos brzmiał jak taśma w zwolnionym tempie. Słyszałem odległy głos Carol szepczący mi do ucha: – Śnimy siebie samych. Spojrzałem na don Juana i powiedziałem. nie zrażona moim oskarżeniem. Zawsze żartowaliśmy między sobą. choć nie obeszło mnie to wcale. czy sama rozumie. Byłem pewien. bycie czarownicą –filozofem będzie dla mnie najprostszą rzeczą pod słońcem. Już nadchodzi. co to wszystko oznacza. udającą Carol. że Amerykanka. że ją złapię. że spędziłem noc z Carol w hotelu przy placu. Byłem zbyt śpiący. Wszyscy przypatrywali się sobie wnikliwie. Było całkiem ciepło. – Jesteś tą. I nikt nie zdoła tego wytłumaczyć. w jaki Carol wyrażała te zawiłe prawdy czarowników. były skrzydła intencji. Nie byłem przekonany. że we śnie rzeczywiście widziałem szczegóły architektury budowli. Uciszyła mnie delikatnie i wyszeptała mi do ucha: – Oczywiście. Było południe. Zamierz mnie w przód! Zamierz mnie w przód! – Zostań tu ze mną na zawsze – wyraziłem ostatkiem sił swą najgłębszą myśl. Może razem z don Juanem przypatrywaliśmy się wcześniej tylnej ścianie kościoła. – Co się z tobą dzieje? – zapytałem. Zupełnie beznamiętnie wytoczyłem kiepski kontrargument. że Carol nie ma umysłu filozofa. – Gdzie byłeś? – zażądał wyjaśnień don Juan. Zresztą mój schemat weryfikacji i tak nie miał dla mnie żadnego znaczenia. Carol roześmiała się. Na dole szef hotelu powiedział mi. a gdy w końcu mnie dosięgnie. Nie pojmowałem. – Całkiem się zmieniłaś: Carol – czarownica –filozof. słońce świeciło na bezchmurnym niebie. ale nie było po niej śladu. – Nie bądź śmieszny – powiedziała. – Nic nie wiemy – warknął don Juan. która sprzeciwiła się śmierci. ale wtedy pochłonął mnie wir. ale nie zrozumiałem. tak jak robili to czarownicy starożytności. Nikt nie odpowiedział. Wiedziałam. że to właśnie on wysłał Carol po mnie. – Stracisz świetną lekcję. Wybiegłem na ulicę w nadziei. – A ty zniknąłeś na dziewięć dni. Czułem się rozczarowany. aby jej poszukać. ponieważ to się po prostu stanie. Jedynie moje wyczerpanie sprawiło. by się przejmować. Wiedziałem to od początku. Poza tym chciałem otrząsnąć się z dziwnej senności. Gdy się obudziłem. jakbym wracał zza grobu. że nie mogę mieć jednak całkowitej pewności. Odparłem. jestem Carol. – Ale wkrótce tak będzie. właśnie przed chwilą wyszła. Mówisz zupełnie jak don Juan. Chciałem roześmiać się z własnego głosu. Zdziwiłem się szczerze. że tam jest i czeka na mnie. Nie miałem pojęcia. a ja po prostu tego nie pamiętałem. że wcześniej czy później zaczniesz sobie folgować. Zapytałem ją nawet. Wszyscy byli w najwyższym stopniu poruszeni i przyglądali mi się ze wszystkich stron z nie skrywaną ciekawością. Sposób. by zrozumieć. W czasie. Poszedłem do kościoła. Poszedłem wolno w stronę domu don Juana. jak długo spałem. Zaczęło mnie wciągać coś. co mówi Carol.

czego cię nauczyłem i co robiłem z tobą w drugiej uwadze. lecz spuścił głowę. że jej nie znoszę – zaprotestował. że nie miałem nic do powiedzenia. że można tak kogoś kochać. by widzieć we śnie tej. jak kretyńsko się wydzierałem. choć w pamięci miałem białą plamę. kiedy zmieniłem ubranie. Nerwowe rozgorączkowanie don Juana i jego dwóch towarzyszek sięgnęło zenitu. jaki narzucają dawni czarownicy. Ja zaledwie przenosiłem cię na wyższy poziom świadomości. gdy opowiedziałem im. co zaszło między tą. i jak ta omal nie umarła ze śmiechu. opowiedziałem mu o moim ubraniu. – Opuśćmy to przeklęte miejsce – powiedział i delikatnie wyprowadził mnie z hotelu. przeniosła cię do innych wszechświatów. a mną. że kierował to pytanie do siebie. Nie sądzę. – To nieprawda. a moim ciałem energetycznym w drugiej uwadze. abym możliwie najdokładniej opowiedział im. Jeszcze nigdy nie widziałem. by don Juan zbaraniał aż do tego stopnia. Don Juan poprosił. Powiedziałem. lecz swoje własne. Byłem zaszokowany tym. że w tej chwili nie mam najmniejszego pojęcia o tym. to o ileż trudniejsze musi być przypomnienie sobie tego. Ten sam szef hotelu. – Cóż to wszystko może znaczyć? – zapytał głośno don Juan. Poczułem się mały i pokonany. dziewięć dni to jedynie sekunda. mogę im to przekazać. które potwierdziły jego słowa. pozbawiony wszelkich uczuć i wspomnień. która sprzeciwiła się śmierci. Don Juan i jego dwie towarzyszki nakłaniali mnie. Spojrzałem na moje buty i natychmiast sobie uświadomiłem. bym wreszcie przestał gadać bzdury. Nie czułem się jednak pokonany. jakbym nagle oszalał. kiedy zmieniłem ubranie. która sprzeciwiła się śmierci. że musiałem to zrobić wówczas. Potem usiadł na ławce i z głęboką troską w głosie ostrzegł mnie. iż nigdy nawet nie przypuszczałem. Dotarliśmy do placu. że nigdy nie widział ani mnie. że tak wiele pamiętam i mimo zmęczenia. jak bardzo don Juan jej nie znosi. – Dla tych. która sprzeciwiła się śmierci. Wezwał nawet pokojówki. co powiedziałem. Chciałem powiedzieć coś więcej.Juana i głęboka troska pozostałych były wyraźnymi dowodami na to. ani jej. – To potworne. I znowu bezskutecznie. bym koniecznie przypomniał sobie. że nie mam już na sobie rzeczy Carol. mimo usilnych starań. Zanim zdążyliśmy go przeciąć i skierować się do domu don Juana. zwracając się do wszystkich. Byłem jednak tak odrętwiały. Doszedłem do wniosku. don Juan rzucił uwagę: – Zastanów się nad tym – powiedział. Mój umysł był pusty. Don Juan zapytał. która sprzeciwiła się śmierci. ogarnęła mnie fala nieprawdopodobnego . że przez dziewięć dni byłeś w drugiej uwadze – ciągnął don Juan. Wtedy zapewne włożyłem swoje ubranie. – Wskazywanie małym palcem jest skuteczniejsze –powiedziałem do don Juana zupełnie bez cienia wyrzutów sumienia. która sprzeciwiła się śmierci. Gdy znaleźliśmy się na zewnątrz. ta. nakazał. Napięcie złagodziła chwila wesołości. – Jeżeli w dalszym ciągu nie możesz przypomnieć sobie wszystkiego. lecz oświadczył stanowczo. że zrobił to celowo. bym się nie odwracał i nie patrzył na hotel ani na kościół. Nie mogłem sobie jednak przypomnieć. Raz jeszcze spróbowałem przypomnieć sobie coś. co zaszło między tą. Mimo tytanicznego wysiłku nie potrafiłem tego zrobić. W stosunku don Juana do mnie zawsze była nutka humoru i braku powagi. Słuchał uważnie każdego mojego słowa i potrząsał rytmicznie głową. –Po prostu nie lubię przymusu. jedną nogą byłem jakby zupełnie gdzieś indziej. którzy sprzeciwili się śmierci. co mogłoby rzucić światło na tę sprawę. wytłumaczyć się. kiedy to usłyszała. czego cię nauczyła i co z tobą robiła ta. grzecznie wysłuchał naszego opisu Carol Tiggs. Mój kontakt z Carol Tiggs z hotelu jest tylko czubkiem góry lodowej. Patrzyli na siebie tak. czy moje wrzaski wywołały u niej jeszcze jakąś reakcję poza śmiechem. ale don Juan wyciągnął mnie siłą z domu i zaprowadził do hotelu. Nie pamiętałem nic takiego. sądzę. gdy się obudziłem w pokoju hotelowym. by spodobało im się to. jedynie jej wesołość i uwagę. że bardzo polubiłem tę kobietę i nie mam do niej żadnych uprzedzeń. z którym wcześniej rozmawiałem. ale dla nas to cała wieczność. ale nie tym razem. że to wszystko prawda. Zdawało mi się. I że pokochałem Carol Tiggs tak mocno. Zanim zdążyłem zaprotestować czy się wytłumaczyć albo choćby powiedzieć cokolwiek.

nie miało dla mnie żadnego sensu. odniosłem wrażenie. zobaczyła ostateczną drogę ucieczki. kobieta z kościoła była jednak potężniejsza i bardziej złożona. mierząc mnie od stóp do głów. że Carol i kobieta podczas swego spotkania mogły dojść do pewnego rodzaju porozumienia energetycznego. Raz jeszcze przyjrzał mi się uważnie. – Ona jest zdolna wykonać ten manewr i dużo więcej. – Myślę. lecz najwidoczniej miało dla jego towarzyszek. Czułem. – To oznacza. że pewnego dnia wszystkie je zrozumiesz. Kilka razy byłem bliski skondensowania tych obrazów w poczucie mojego zwykłego ja. – Jak zamierza to zrobić? – Poprzez Carol Tiggs. oznacza to również to. mieszanina wspomnień o kobiecie z kościoła i Carol Tiggs mówiącej do mnie w ciemności hotelowego pokoju. To było mistrzowskie posunięcie tego. Zanim doszliśmy do domu. Gdy już przejęła kontrolę nad sytuacją. W tym momencie poczułem. ale musiałem się poddać. co mówił don Juan. W tej samej chwili jakaś myśl uderzyła najwidoczniej don Juana. Ich spojrzenia strzelały na lewo i prawo. złowrogi sposób. – To znaczy? – Jeśli się wyzwolisz. ona wyzwoli się razem z tobą. który sprzeciwił się śmierci. o nieskończenie potężniejszej Carol Tiggs. co śniliśmy razem z kobietą z kościoła. bo spojrzał z niedowierzaniem na swoje towarzyszki. Nie oznacza to tylko i wyłącznie. do którego tak przywykłem. skorzystała z ciała energetycznego Carol Tiggs i stworzyła jej postać z hotelu. że nie szukały li tylko u siebie potwierdzenia.optymizmu. która sprzeciwiła się śmierci. – Jedną z nich był twój sen o Carol Tiggs w innym czasie. w innym świecie. za której sprawą śniłeś o innej Carol Tiggs. że nie ma już żadnej Carol Tiggs. Ogrom tego wszystkiego zaczął tak mnie przytłaczać. Carol Tiggs z hotelu była tak zatroskana o swój wygląd. w której. typowy dla poczynań dawnych czarowników. zanim zdążyłem wyrazić swoją obawę. którego zakres urąga ludzkiej wyobraźni. jak powinno. Właściwie nie były to myśli. jak sądzę. Don Juan rozłożył szeroko ramiona i wreszcie się uśmiechnął. i kobieta z kościoła to różne postaci tej samej energii. w przód. Don Juan powiedział. by tego dokonać. świecie. pod postacią kobiety z kościoła. miasta i Carol Tiggs było dla niego tylko przykładem biegłości dawnych czarowników w śnieniu. by wyrwać się z łańcuchów. Don Juan wstał i ruszyliśmy w milczeniu w kierunku domu. że muszę wyjaśnić mu pewną sprawę. Skorzystała z twojej oferty i wzięła za darmo twoją energię. że kobieta z kościoła pokazała ci. moim zdaniem. gdzie niemożliwe może się stać wykonalne. – Wszelkie nasze spekulacje są całkowicie bezużyteczne – powiedział cicho i spokojnie don Juan. że już czułem na sobie jego miażdżący ciężar. – Możemy jedynie zawyrokować. Zabrała cię ze sobą. nie miałem dość energii. jak to robić – powiedział wolno i z rozwagą. Połączyły się i odleciały na skrzydłach intencji. Ale nie martw się o Carol – powiedział don Juan. który sprzeciwił się śmierci. Użyła ciała energetycznego Carol i twojego. że wszystko idzie tak. Twój los jest jej losem. która sprzeciwiła się śmierci. To. bardzo się mylił. – Jak to wszystko się skończy? – zapytałem don Juana. ponieważ była kobietą z kościoła. . Najróżniejsze myśli tłoczyły mi się w głowie. Przypatrywał się mi. wyrażając tym samym wielkie rozradowanie. don Juan zatrzymał się i obrócił się do mnie twarzą. – Darem tej. – Przed tobą tytaniczna praca. Dodał. co mówiła? “Śnij swą intencję mnie. Nie pamiętasz. Carol Tiggs z czystej intencji. Nie ma już również kobiety z kościoła. są nieograniczone możliwości śnienia – powiedział wolno i z rozmysłem. że jego zmartwienie wynika z jego niewiedzy o tym. Don Juan wyjaśnił im. jakby szukał na moim ciele jakichś znaków. lecz obrazy. rozległym i bezkresnym. że ten. Zamierz mnie w przód!" – Co to oznacza. że jednocześnie uświadomiły sobie to samo. Byłem pewien. gdy nieco rozjaśniło mi się w głowie. Stworzenie we śnie hotelu. jeśli chcesz pojąć ten niepojęty manewr. że ta. w jakiś niejasny. że doświadczysz tych wszystkich możliwości. Bardzo je to poruszyło. od jednej do drugiej. don Juanie? – zapytałem oszołomiony. Nie odpowiedział.

co się dzieje. która sprzeciwiła się śmierci. dokąd odeszli czarownicy starożytności. – Co masz na myśli. Na mojej twarzy musiał się malować wyraz niedowierzania. że jego rozstrzygnięcia są ostateczne. Powoli przebijała się jednak przez mgłę snu. . którą obaj znamy. że jest tą. więc kobieta z kościoła podarowała ci coś abstrakcyjnego: możliwość wznoszenia się na skrzydłach intencji. że odeszła? – Odeszła z tego świata – powiedział don Juan. To była Carol.– W hotelu byłem z prawdziwą Carol Tiggs – powiedziałem. don Juanie. – Carol Tiggs odeszła – odparł don Juan. Powiedziałem ci. – Ale. niesamowity sposób. To sztuka dawnych czarowników. i ja również tam byłem. ale jeszcze nie w pełni ją kontrolowałem. Sam pomagałeś kobiecie z kościoła snuć ten sen. Poczułem nerwowe ukłucie w splot słoneczny. Znalazła się w tym hotelu w jakiś dziwny. Carol stworzona z czystej intencji. co stało się z Carol Tiggs? – zapytałem. – Oczywiście. dokąd odeszła? – Tam. Przebudzałem się. czyż nie? – Jak myślisz. jej zaczątkiem była mieszanina nieświadomości tego. – Ale pewnego dnia odnajdziesz nową Carol Tiggs. że to była Carol – zgodził się don Juan. najbardziej przerażająca rzecz. są nieograniczone możliwości śnienia. – Ale nie ta Carol. że otrzymasz najdonioślejszą w życiu lekcję o śnieniu. ponieważ don Juan dodał z naciskiem: – Takie jest śnienie. jak myślisz. że niezgłębione czai się tuż za rogiem. że darem tej. Świadomość samego siebie zaczynała stawać mi się znajoma. mówiąc. ale po dokładnym zastanowieniu nie mogę dłużej podzielać tego poglądu. Nie chciałeś niczego konkretnego. Jej sztuka polegała na tym. To była Carol ze snu. – Przez chwilę również myślałem. Powinieneś już wiedzieć. jaka istnieje. która sprzeciwiła się śmierci. Mówiłem ci. Carol Tiggs odeszła. tę z pokoju hotelowego z twego snu. i złowrogiego przeczucia. że uczyniła z niego całkowitą rzeczywistość.