BEZPŁATNA GAZETA TORUŃSKA | NR 4 | 8 LISTOPADa 2013 | ISSN 4008-3456

kuLtura stR.11

Rozmawiamy z bohaterką kręconego w Toruniu serialu „Lekarze”, Magdaleną Różczką

11

Szajka spod znaku wódki i zakąski

Co dalej z pogorzelcami z Bydgoskiego Przedmieścia? Sprawdzamy

2
W toruńskich antykwariatach możemy znaleźć prawdziwe białe kruki

6

Na lewym brzegu Wisły niegdyś było miasto z większym rynkiem niż w Toruniu 8 Rodzina, to coś więcej, niż tylko pamiątkowe zdjęcie. Doskonale czują to mieszkańcy Domu Rodzinnego na Wrzosach

9
Szukaj nas online

W Toruniu grasuje gang złodziei. Podczas Wszystkich Świętych okradli cztery mieszkania, a przed nami kolejny długi weekend... Na razie policja jest bezsilna. 5

Następny numer 22 listopada

2

to ważne

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 8 listopada 2013 r.
stopka redakcyjna

Nadzieja jest łatwą ofiarą dla ognia
Co czeka dawnych mieszkańców kamienicy przy ul. Bydgoskiej 26?
Pożar, który wybuchł w ich domu, zabrał im niemal wszystko. Dorobek życia, plany i marzenia
operacji, a zaproponowano mi mieszkanie, do którego prowadzą dziesiątki schodów. Może kuchnia jest węglowa, piec kaflowy jeden na cały dom, ale jak mogę go nie przyjąć? Dziś mieszkamy w dwuosobowym pokoju w dziesięć osób. Jak długo można tułać się po znajomych i spać na podłodze? Podobnego zdania są niemal wszystkie rodziny, które ucierpiały w wyniku pożaru i wciąż czekają na obiecaną z Urzędu Miasta pomoc. - Przecież to nie z naszej winy nie mamy już domu – mówią zgodnie. – Najpierw nowy właściciel, który kilkukrotnie podniósł nam czynsz, potem nakazy eksmisji, teraz pożar i utrata prawie całego dobytku życia. Dziś marzymy tylko o Fot. ŁUKASZ PIECYK Mieszkańcy spalonej kamienicy wciąż czekają na nowe lokum. tym, żeby święta spędzić we własnym, ciepłym domu, a nie ciłem w tym pożarze prawie wszystko. Sąd czas pomocy. Dwie z ośmiu poszkodowaw noclegowni czy u znajomych. orzekł, że mieszkanie socjalne mi się nie na- nych otrzymały już należne im nowe lokum, Powoli tracimy już nadzieję na lepsze jutro. leży, bo pracuję, więc mogę wynająć je sobie niebawem zaproponujemy mieszsam. Mieszkam kątem u znajomych już ko- kania socjalne kolejnym z nich. Do lejny tydzień, ale jak długo można żyć na ich tego czasu gwarantujemy im schrołasce? Babcię, pracownica MOPR-u kazała nienie w noclegowni przy ul. Skłooddać do Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety, dowskiej-Curie. a nam skryć się w schronisku przy ul. SkłoKażda z rodzin otrzyma też po dowskiej- Curie. To kpina i brak szacunku. przejęciu mieszkania 5 tys. zł na jego Jak można rozdzielać rodziny? Dostaliśmy podstawowe wyposażenie. Pomocod miasta zapomogę w wysokości 500 zł na ną dłoń wyciągnęli do nich również osobę, na załatwienie spraw doraźnych, w mieszkańcy Torunia, którzy do Miejprzypadku dzieci była to kwota 300 zł. Na skiego Ośrodka Pomocy Społecznej pokrycie strat to przecież za mało. przekazali pościel, środki czystości, Czy rzeczywiście władze miasta ignorują chemię gospodarczą, naczynia i inne mieszkańców? potrzebne do zorganizowania życia - Każda z rodzin, które zamieszkiwały na nowo artykuły. 15 tys. ofiarował lokal przy ul. Bydgoskiej 26, otrzyma od im w talonach na sprzęt AGD Wojnas pomoc – mówi Zbigniew Rasielewski, ciech Sobieszak, prezes firmy Cereal zastępca Prezydenta Torunia. – Mogę za- Partners Poland Toruń-Pacific. pewnić, że nikt nie zostanie bez dachu nad - Za każdą taką pomoc jesteśmy głową. Nie jesteśmy w stanie wszystkim ro- ogromnie wdzięczni, ale najbardziej dzinom zorganizować mieszkań w tydzień, zależy nam na obiecanych mieszkaczy dwa. Lokale, które zaproponowaliśmy niach – mówi Regina Świerczkowdwóm rodzinom, nie zostały z różnych ska. – Nie oczekujemy luksusów. względów przez nie przyjęte, co wydłuża Jestem schorowana i po ciężkiej

Redakcja „Tylko Toruń”
Złotoria, ul. 8 marca 28 redakcja@tylkotorun.pl

Wydawca

Goldendorf

Redaktor naczelny
Radosław Rzeszotek goldendorf@goldendorf.pl

Sekretarze redakcji

ALEKSANDRA RADZIKOWSKA

Agnieszka Korzeniewska (aga@tylkotorun.pl), Tomasz Więcławski (GSM 535 405 385)

Dział reportażu i publicystyki
Maciej Koprowicz, Marcin Tokarz

C

Dział informacyjny

ud się nie wydarzył. Mieszkańcy zabytkowej „Zofiówki” noc z 11 na 12 października 2013 r. zapamiętają na zawsze. Tego dnia najgroźniejszy z żywiołów zabrał im troje przyjaciół, miejsce do życia i nadzieję na lepsze jutro. Dziś czekają na przydział nowych mieszkań, które być może zapewnią im także nowy start. Rozmowy i współpraca pomiędzy poszkodowanymi mieszkańcami kamienicy a władzami Torunia trwają. O powrocie na ul. Bydgoską pogorzelcy nawet nie mogą marzyć. Budynek, który już przed pożarem przeznaczony był do remontu, teraz jest ruiną. Co dzieje się dziś z dawnymi mieszkańcami „Zofiówki”? - Czujemy się oszukani i zapomniani – mówi Robert Gliszczyński, który w spalonej kamienicy mieszkał od urodzenia. – Stra-

Łukasz Piecyk, Jacek Laskowski, Aleksandra Radzikowska, Michał Ciechowski, Marcin Lewicki

Kultura Zdjęcia

Aleksandra Radzikowska Adam Zakrzewski, Łukasz Piecyk, Maciej Pagała

REKLAMA

Małgorzata Kramarz (GSM 607 908 607), Karol Przybylski (GSM 665 169 292), Kinga Baranowska (GSM 796 302 471), Anna Nowak (GSM 512 390 244) reklama@tylkotorun.pl

Skład Druk

Studio Tylko Toruń Express Media Sp. z o.o.

Komentarz
Dobrze jest wtedy, kiedy jest dobrze. Trudno nie oprzeć się jednak wrażeniu, że w tragicznej sytuacji po pożarze, w zabytkowej „Zofiówce”, wszystkim brakuje umiaru. Z jednej strony, mieszkańcy chcieliby, żeby starą kamienicę zamieniono im, na zupełnie nowe i czyste mieszkania. Z drugiej, urzędnicy w nieskończoność przekładają terminy realnej pomocy. Wszyscy są jednak w biedzie na siebie skazani. Odrobina dobrej woli, każdej ze stron, znacznie ułatwiłaby rozwiązanie sytuacji. Musimy pamiętać, że najważniejsze są dzieci, które zostały bez dachu nad głową. Dla nich „pożar”, „zasilek” czy „negocjacje” - to tylko słowa. One chcą mieć dom. Redakcja

Babcię pracownica MOPR-u kazała oddać do Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety, a nam skryć się w schronisku przy ul. Skłodowskiej-Curie

Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń. *** Na podstawie art.25 ust. 1 pkt 1b ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych Agencja Public Relations Goldendorf zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie materiałów opublikowanych w “Tylko Toruń” jest zabronione bez zgody wydawcy.

ISSN 4008-3456

Znowu będzie fajnie

Urodziny króla jaszczurek
Brakuje Ci muzycznych doznań? Lizard King przygotował bogatą

W

ofertę na najbliższe dni

3

Stowarzyszenie „Jest Fajnie!” organizuje największy turniej amatorskiej piłki nożnej w województwie

arto zarezerwować sobie najbliższe wieczory na muzyczne eskapady do klubu Lizard King. Lokal przy ulicy Kopernika szykuje w ciągu najbliższego tygodnia naprawdę sporo atrakcji dla fanów gitarowych i alternatywnych brzmień. Zanim opadnie kurz po wczorajszym koncercie Acid Drinkers, w niedzielę na

scenie pojawi się najbardziej rozpoznawalny symbol polskiego gotyku, czyli formacja Closterkeller z Anją Orthodox za mikrofonem. Zespół w tym roku obchodzi swoje ćwierćwiecze, więc okazja do wizyty na ich koncercie jest nie byle jaka. Dzień później, 11 listopada, na scenę wkroczy Maria Peszek, która swoim alternatywnym spojrzeniem na świat, wsadzi

muzyczny kij w mrowisko. We wtorek natomiast również solo wystąpi Piotr Rogucki, wokalista zespołu Coma. Artysta na scenie poza muzyką wykorzystuje także poezję i elementy gry teatralnej. Kulminacją wspomnianych wydarzeń będą V urodziny klubu Lizard King. Z tej okazji na scenie pojawi się zespół Piersi. Na pewno nie zabraknie ich ostatniego hitu czy-

li piosenki „Bałkanica” pochodzącej z płyty „Piersi i przyjaciele 2”. To pierwszy album po odejściu Pawła Kukiza, którego za mikrofonem zastąpił Adam Asanov. Bilety na poszczególne wydarzenia dostępne są w samym klubie, restauracji Sioux oraz w sklepach Empik, Saturn i Media Markt. (ŁP)

2 drużyny, dwa dni ciekawej rywalizacji, fantastyczna zabawa i – co najważniejsze – szczytny cel charytatywny. Tak, w kilku słowach, można streścić II Turniej Halowej Piłki Nożnej „Jest Fajnie!”, który odbędzie się 16 i 17 listopada w III Liceum Ogólnokształcącym w Toruniu. W tym roku ambitni studenci będą zbierać pieniądze na leczenie Oli. Dziewczynka ma zespół Crouzona, czyli rzadką chorobę genetyczną powodującą m.in. zanik zmysłów czy deformację twarzo-czaszki. - Promujemy aktywny styl życia, zdrową rywalizację, a jednocześnie pomagamy potrzebującym – mówi Filip Wojciechowski, rzecznik „Jest Fajnie!”. - Przewidujemy udział blisko pięciuset osób, a oprócz samych emocji piłkarskich szykujemy wiele atrakcji dla kibiców, takich jak pokaz tańca, freestyle football czy mecz dziennikarzy z politykami. Wszystkich kibiców zachęcamy do przybycia, szczegóły akcji na www.facebook.pl/trnbojekstjestfajnie. Tylko Toruń objęło imprezę patronatem medialnym. (ML)

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 8 listopada 2013 r.

reklama

3

4

to czytaj

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 8 listopada 2013 r.

Bezlitosna Matka Ziemia
Chaotyczne życie w Toruniu zostawił daleko w tyle. Nowy jego rozdział zaczął się na rajskich
Filipinach. Było jak w bajce, dopóki trzęsienie ziemi nie zamieniło jej w horror
łem płacz sąsiadów. Na początku nie myślałem o niczym innym jak tylko o ratowaniu własnej skóry. 32 bomby atomowe zdrowi. Szczerze mówiąc nie byliśmy pewni, czy przetrwamy kolejny dzień. Większość mostów łączących Bohol z wyspami sąsiednimi uległa zawaleniu. Przetrwały jedynie dwa, które zmuszały do długich objazdów. Wtedy Mariusz zobaczył, jak wielkiego spustoszenia dokonało trzęsienie. - Pomoc nadchodziła z różnych stron, ale była zdecydowanie za mała jak na zapotrzebowanie - opisuje Mariusz Nowakowski. - Co kilkaset metrów widzieliśmy transparenty z napisami: „potrzebujemy jedzenia i wody”. Ten widok skłonił mnie do zorganizowania zbiórki datków na rzeczy niezbędne dla tych ludzi. Na własnej skórze poczułem, co to znaczy być w potrzebie. Na Filipinach nie istnieje żaden system ostrzegający przed zbliżającym się trzęsieniem ziemi. Każdy kolejny kataklizm tej skali pochłonie następne ofiary, chyba, że Matka Ziemia nabierze litości. *** Wpłacając pieniądze na konto 76 2490 1044 0000 4200 7619 9146 wspierasz poszkodowanych w wyniku trzęsienia ziemi. W tytule przelewu wpisz: Pomoc Filipiny. Kontakt z koordynatorem zbiórki Mariuszem Nowakowskim: m.nowakowski@ startlife.pl.

Z

MARCIN TOKARZ

obaczył budynki grzebiące swoich mieszkańców, szpitale przepełnione twarzami przerażonych i zupełnie spokojnych ludzi... Jednak przetrwanie trzęsienia ziemi na Filipinach było dla Mariusza Nowakowskiego z Torunia zaledwie początkiem próby, przed jaką przyszło mu stanąć. Torunianin bezinteresownie podjął się organizowania pomocy ludziom, których rok temu jeszcze nawet nie znał. Usłyszał huk i poczuł lekki wstrząs. Na myśl przyszło mu wspomnienie ćwiczeń wojskowych prowadzonych na toruńskich poligonach. Zegar wskazywał 8:14. Sekundę później rozległ się dźwięk głośny na tyle, by zagłuszyć pobliską stację kolejową. Nagle ścięło go nóg. Zawartość mebli spadała na podłogę. Dom zaczął się walić. - Instynktownie zbiegłem po schodach szukając ucieczki - opisuje 28-letni Mariusz Nowakowski. - Miotało mną od ściany do barierki, aż w końcu znalazłem się na zewnątrz. Zobaczyłem drzewo wijące się jak liść na wietrze. Nie nadawało się na schronienie. Biegnąc na pobliską polanę słysza-

Wstrząs trwał 25 sekund. Jego siła - 7,2 w skali Richtera - odpowiadała wybuchom 32 bomb atomowych zrzuconych na Hiroszimę. Mariusz mieszkał wtedy w Tubigon na wyspie Bohol, miasteczku oddalonym o 20 km od epicentrum trzęsienia ziemi. To tam zginęło najwięcej osób. Katastrofa pochłonęła 209 istnień. Ludzie umierali w drodze do szkoły, pracy, we własnych domach jedząc wspólnie śniadanie, śmiejąc się, lub po prostu - we śnie. - Po pierwszym wstrząsie, gdy doszedłem do siebie, nagle uderzyła mnie myśl - wspomina Mariusz Nowakowski. - Elizabeth! Ile sił w nogach biegłem szukając mojej dziewczyny. Kątem oka widziałem zniszczenia: zawalone mury, dachy, auta przygniecione drzewami. Jednak Eli nic złego się nie stało. Była w grupie studentów. Płakała, jak wszyscy dookoła. Pod gołym niebem Gdy bezsilni, zdezorientowani, stali wśród zgliszczy miasteczka, niespodziewanie nadszedł drugi wstrząs, a wraz z nim zrozumienie, że żaden dach nad głową nie będzie bezpieczny. Łącznie na całych Filipi-

Mariusz Nowakowski z Torunia przeżył trzęsienie ziemi na Filipinach. Teraz pomaga poszkodowanym.
nach zawaleniu uległo około 14 tys. domów. Mariusz i Elizabeth zmuszeni byli przez pięć dni spać pod gołym niebem. - Co 3 godziny kolejne wstrząsy budziły nas ze snu - mówi mieszkaniec Torunia. Nocne deszcze zalewały nasze śpiwory. Do tego ciągła obawa, czy nie nadejdzie fala tsunami... By uniknąć reakcji morza na trzęsienie ziemi, spali przy szpitalu położonym na wzniesieniu. Z budynku dochodził płacz

Fot. NADESŁANE

lamentujących nad zmarłymi bliskich. W wyniku kataklizmu rannych zostało ponad 650 ludzi. Mieli to szczęście, że mogli żyć dalej. - Lekarze, co rusz przenosili na noszach osoby, z którymi nikt nie zdążył się pożegnać... - relacjonuje Mariusz Nowakowski. - Sieci komórkowe albo nie działały, albo były przeciążone przez ludzi, którzy tak jak ja, pragnęli powiedzieć rodzinie, że są cali i

Żółta rzeka innowacji
Inteligentne miasta rodem z Dalekiego Wschodu
Naturalnie można to robić na własną rękę, ale treść dla konkretnych odbiorców najlepiej dostosują oni sami. Cieszy nas, że chińscy oficjele przylecieli do Polski specjalnie tylko na podpisanie umowy. To naród, u którego trzeba zdobyć spore zaufanie, aby wejść na taki poziom współpracy. Nam się udało. Wydawnictwo Adama Marszałka specjalizuje się głównie w publikacjach naukowych i popularnonaukowych. Od sześciu lat ma swoje przedstawicielstwo w Państwie Środka. Ten etap był przyczółkiem do stworzenia nowej firmy. TMG obejmie współpracę ze wspomnianym Anhui Publishing Group oraz Uniwersytetem Ludowym. W grę wchodzą także umowy z mniejszymi jednostkami. Siedziba decyzyjna konsorcjum znalazła miejsce w podtoruńskich Łysomicach. Sama grupa wydawnicza z Chin, która jest głównym udziałowcem Time Marszałek Group, skupia dziesiątki firm, z czego osiem zajmuje się tylko i wyłącznie wydawaniem książek. To zbiorcze doświadczenie TMG przekuje na polski rynek, rozwijając znacznie szereg usług nad Wisłą. Mowa tu głównie o produkcji ekologicznej energii z fotowoltaiki. - Chcemy także, aby inteligentne domy, ulice czy całe miasta nie były tylko wymysłem scenarzystów filmowych

nad Wisłą? Zajmie się tym nowe międzynarodowe konsorcjum
i nieosiągalną dla Polaków wizją – dodaje Adam Marszałek. – Sprawdzone rozwiązania z krajów azjatyckich chcielibyśmy przenieść na nasze podwórko. Nie chcemy sytuacji, gdy kolejny raz będziemy technologicznie gonić Europę. Możemy równie dobrze być pionierami w tej części świata. Związki Adama Marszałka z Chinami wykraczają dalej niż założenie przedstawicielstwa wydawnictwa w Państwie Środka. Markę przyjaciela tamtego środowiska inteligenckiego zaczął wyrabiać m. in. przez wydawanie wielu publikacji związanych z Dalekim Wschodem. - Pamiętam, jak 15 lat temu założyciele czasopisma Azja-Pacyfik szukali kogoś, kto im pomoże przy rozpoczęciu działalności – wspomina Adam Marszałek. – Zaryzykowałem i udało się. Redakcja prężnie działa do dzisiaj, a sam Toruń staje się jednym z atrakcyjniejszych miejsc dla gości z Chin czy innych rejonów Azji, np. Kirgistanu czy Azerbejdżanu. Pokłosiem wydawniczej współpracy jest także umowa pomiędzy Uniwersytetem Mikołaja Kopernika, a uczelnią w Anhui. W jej ramach studenci obu szkół wyższych mogą wyjechać na roczne stypendium nauki języka danego kraju.

ŁUKASZ PIECYK

D

la toruńskiego wydawnictwa otwiera się nowy rozdział w jego historii. W październiku Adam Marszałek podpisał razem z przedstawicielami Anhui Publishing House umowę o powołaniu do życia międzynarodowego koncernu Time Marszałek Group. Działalność wydawnicza będzie jednak tylko jednym z elementów nowej firmy. Podpisanie umowy odbyło się w warszawskim hotelu Hilton. Specjalnie na tę okazję z Chin przyleciał Cao Zhenghai, wicegubernator prowincji Anhui, gdzie siedzibę ma wspomniany dom wydawniczy. - Współpraca z Chinami zapewni nam obopólne korzyści – tłumaczy Adam Marszałek, dyrektor generalny TMG. – Będziemy mieli na pewno dostęp do wydawania chińskich autorów, których na polskim rynku nie mamy zbyt wielu. Jednocześnie za pomocą tamtejszych wydawnictw i kanałów dystrybucji możemy wypromować naszych rodzimych naukowców i pisarzy.

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 8 listopada 2013 r.

Szajka spod znaku wódki i zakąski
TOMASZ WIĘCŁAWSKI
- Wyjechałam z chłopakiem na długi weekend – mówi roztrzęsiona nadal studentka. - On wrócił pierwszy. Nie chciałam wierzyć, gdy zadzwonił do mnie i powiedział, że wszystko leży powywracane na podłodze. Od tej chwili sprawdzaliśmy, czego brakuje. Złote obrączki rozumiem, aparat fotograficzny również, ale, żeby ukraść zamrożonego kurczaka? Wzięli mięso i „popitę”. Ale tylko pełne butelki. Naruszonym alkoholem pogardzili. Policja prowadzi w tej sprawie dochodzenie. - Otrzymaliśmy 4. listopada cztery zgłoszenia o włamaniach i kradzieżach: dwóch przy ul. Kasprowicza i kolejnych przy ul. Konstytucji 3 Maja – mówi Wioletta Dąbrowska, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Toruniu. - W ostatnim czasie sporadycznie zdarzały się podobne sprawy. Notujemy ich nasilenie pierwszy raz od dłuższego czasu. Straty w mieszkaniach są różne. - Nie można ich szacować na kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy złotych – mówi Wioletta Dąbrowska. - To niższe kwoty. Z jednego z mieszkań zginęły artykuły spożywcze. Zgłoszenie z Kasprowicza otrzymaliśmy ok. godziny 13:00. Telefon z Rubinkowa zadzwonił chwilę przed 17. W tych sprawach trwają czynności procesowe, a ich ujawnienie mogłoby zaszkodzić prowadzonym postępowaniom, wobec czego nie możemy ujawniać szczegółów dotyczących tych zdarzeń. Szczegóły zdradza nam okradziona Ania.

to czytaj

5

sposobnością na łatwy łup. Zamki wyłamują bez trudu. Najłatwiej kradnie się na 11 piętrze. Wiedzą, co weźmie od nich paser
Złodziej rzadko wraca do tego samego budynku. Musi mieć jednak dobre rozeznanie, żeby wiedzieć, które mieszkania warto nawiedzić. Zamki nie są dla niego przeszkodą. - To musi robić ktoś znajomy – wskazuje kobieta. - Nie zdziwiłabym się, żeby te osoby miały dorobione klucze do mieszkań. W tym przypadku tak nie jest, bo zamki były wyłamane. Czy w ten weekend będziemy świadkami kolejnej odsłony działalności grupy? Wszystkich mieszkańców Torunia przestrzegamy przed zostawianiem mieszkań na dłuższy czas bez opieki. Wartościowych rzeczy, a szczególnie gotówki, nie należy zostawiać w mieszkaniu. - Były takie przypadki, że osoba gotowała w kuchni obiad, a złodziej plądrował jej pokój – mówią nieoficjalnie policjanci. - W wieżowcach kradzieżami trudnią się również alpiniści. Znana jest też historia dziewczyny, która miała wbudowany w siebie radar na pieniądze. Wchodziła do mieszkania, znajdowała je w kilkadziesiąt sekund i opuszczała je nikomu niezauważona. Jak wpadają złodzieje? Najczęściej przypadkiem. Może i tym razem los zrządzi, że poszkodowani dowiedzą się, kto był sprawcą. Na odzyskanie rzeczy szczególnie nie liczą. Ale jakże będą zaskoczeni, gdy ktoś na bazarze będzie chciał za kilka dych sprzedać im ich własne jeansy. *** Personalia bohaterów artykułu zostały zmienione

Złodzieje grasują w toruńskich wieżowcach. Listopadowy długi weekend był dla nich idealną

E

kipa widmo” - taki napis wita nas na ścianie feralnego wieżowca nieopodal Tesco. Okolica nijaka. Pizzeria „Venus” za rogiem, bar „Max”, kilka mniejszych budynków. Toruńska restauratorka nie spodziewała się, że na trzecim piętrze można, nie zwracając niczyjej uwagi, przeszukiwać mieszkanie w poszukiwaniu skarbów. - Boję się nadal – mówi mieszkanka bloku przy ul. Kasprowicza. - Jestem chora, więc nie mogę rozmawiać. Zresztą, o czym tu mówić? Na drzwiach mieszkania widać ślady odcisków palców po policyjnych poszukiwaniach. Sąsiedzi niczego nie słyszeli. Sprzątający klatkę młodzieniec, zanim pada pytanie, odpowiada, że nic nie wie. Rozmowniejsze są mieszkanki z klatki obok. - Słyszałam, że dwa włamania były w ostatnim czasie – mówi starsza pani. - Często dzwoni ktoś na domofon mówiąc, że przyniósł ulotki. Schodzę na dół, a reklam wcale nie widać. Jak tu nie żyć w strachu? Taka miła dziewczyna mieszka na 11. piętrze. Kto mógł jej to zrobić? Poszkodowana Ania zadaje sobie to samo pytanie.

Mieszkańców toruńskich wieżowców terroryzuje szajka złodziei.
- Sąsiedzi z boku mówią, że nic nie słyszeli – opowiada dwudziestolatka. - Do tych na dół jeszcze zejść nie możemy, bo dalej nie mamy w drzwiach zamków. Policjant zasugerował, żebyśmy sami popytali sąsiadów. Kazał czekać na informację o wszczęciu, bądź umorzeniu postępowania w tej sprawie. Wielkiej nadziei niestety nie mam. Z mieszkania zginęły rzeczy o łącznej wartości kilku tysięcy złotych. Poza biżuterią (złodzieje zabrali tylko złotą) brakuje również ubrań, zawartości lodówki i, co zrozumiałe, sporej kwoty gotówki. W innych mieszkaniach szajka połasiła się na książki, kurtki, koszule i... zupki chińskie. Po akcji trzeba bowiem coś wrzucić na ruszt. Złodzieje w większości przypadków unikają sprzętu elektronicznego. Ten zazwyczaj

Fot. ADAM ZAKRZEWSKI

oznaczony jest specjalnymi kodami. W razie „wpadki” łatwiej jest rozszyfrować to, których włamań dokonali, dziś jeszcze nikomu nieznani, sprawcy. Niewiele osób prowadzi jednak katalog przedmiotów, które ma w domu. - Policjant pytał mnie o numer seryjny aparatu – relacjonuje Ania. - Oczywiście, że nie mam go zapisanego. Sąsiedzi poszkodowanych żyją w strachu. Na Konstytucji 3 Maja mieszkańcy wskazują, że to na pewno nie jest koniec. - Dopóki przypadkiem nie wpadną, bo w skuteczność „dochodzeniówki” nie wierzę, to dalej będą próbowali szczęścia – mówi Marian, od dwudziestu lat mieszkający w tej okolicy. - Za tydzień znów jest długi weekend. Założę się, że znowu kogoś oskubią.

Antykwariusze wszystkich krajów, łączcie się!
Zapach. To odróżnia księgarnie od antykwariatów. Książki nowe mają inną woń od tych,

6

to czytaj

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 8 listopada 2013 r.

N

na których swoje piętno odcisnął czas

ikną z krajobrazu Starego Miasta miejsca ulubione przez książkowych moli. Wypierane są przez kolejne kluby, sklepy czy „ciucholandy”. Utrzymać się ze sprzedaży „słowa pisanego” nie jest łatwo. Internet zrobił swoje. E-booka ukraść nie trudno, a wielu młodym i tak zależy tylko na streszczeniach. Są jednak jeszcze ostatni Mohikanie. Właściciele antykwariatów zmuszeni są do prowadzenia sprzedaży wysyłkowej. Konkurencja w sieci jest tak silna, że wielu osobom nie chce się ruszać sprzed monitora. Aż trudno czasem uwierzyć, że to, co zamówili, czytają. Szelest kartek przestaje być dla ludzi najpiękniejszą muzyką. - Rodzima placówka naszego antykwariatu znajduje się w Inowrocławiu - mówi Marta Florczak, pracownica Cuiavia Felix przy ul. Świętego Ducha. - W Toruniu działamy od wiosny. Studenci nie walą do nas drzwiami i oknami. Może jeszcze nas nie zauważyli? Biżuteria i obole warte więcej niż z ksiąg mole O klasyczne białe kruki ciężko. Te rozchodzą się zawsze jak świeże bułeczki. Znajdziemy jednak w dwóch, małych pomieszczeniach Cuiavii dzieła Lenina, Stalina czy Marksa. Troszeczkę z przypadku, ale swoje miejsce znalazł też tutaj, wzbudzający po dziś dzień wiele emocji, manifest Adolfa Hitlera „Mein Kampf ”.

Umberto Eco, „Niepokonane” Williama Faulknera, „Starą baśń” Kraszewskiego i „Słówka” Boya-Żeleńskiego. Miłośnicy historii zawsze odnajdą w takich miejscach coś dla siebie. Za śmieszne pieniądze można przenieść się do starożytnej Grecji, chińskiego imperium czy Eurazji pod panowaniem mongolskim. Miłość pośród książki kart - Przychodzę tutaj niemal codziennie - mówi Maria Wiśniewska, mieszkanka Starego Miasta. - W telewizji oglądam głównie programy informacyjne, a zdrowie mi, póki co, dopisuje, więc mogę emeryturę przeznaczyć na to, Fot. ŁUKASZ PIECYK co realnie kocham. Tutaj, po 40 latach, spotkałam swoją miłość z czasów młodości. Przy jednej półce poszukiwaliśmy ucieczki w piękny świat słów. Do późnej nocy przedłużyło się nasze wyjście na kawę. Dostojewski, Bułhakow i Słowacki byli razem z nami. Wiele osób nie ma klucza poszukiwań. Czasem zainteresuje ich okładka, nazwisko autora, które gdzieś słyszeli, albo rycina z XIX wieku zdobiąca wolumin trafiający do ich rąk.

W antykwariatach nie ma dziś tłumów. Przychodzą tylko pasjonaci literatury.
- Zdarza się, że przychodzę rano do pracy, a na schodach leży reklamówka z nikomu niepotrzebnymi książkami - opowiada Marta Florczak. - Wiele osób pozbywa się również księgozbiorów po śmierci swoich bliskich. Ich biblioteczki nie są takie cenne, żeby bić się o nie przy sprawach spadkowych. Najczęściej nikt nie chce zabrać tego do siebie. Wtedy kolejne publikacje trafiają do nas. Nie ma możliwości, że nie przygarniemy jakiegoś egzemplarza. Cena. To bez wątpienia jeden z koronnych argumentów dla miłośników literatury. W księgarniach jest bardzo drogo. Czterdzieści do pięćdziesięciu złotych za wartościową książkę, to minimum. W antykwariacie za tę cenę często można dostać trzech klasyków literatury. Na ulicy Wysokiej 16 od dawien dawna można spotkać miłośników używanych książek. Za banknot z podobizną Kazimierza Wielkiego dostaniemy tam „Imię Róży”

- Gdybyśmy mieli na wyposażeniu stolik i parę krzeseł, to wiele osób znacznie dłużej by tu zabawiło - śmieje się Marta Florczak. - Musiałby pan słyszeć rozmowy, które toczą tutejsi bywalcy. To nie do opisania. Jest stała grupa przychodząca regularnie. Wiele osób zajrzy raz i nie wraca więcej. Nie wszyscy poszukują Biblii Jakuba Wujka. Nieliczni wiedzą, o czym jest mowa. Są jednak egzemplarze cieszące się większym i mniejszym uznaniem potencjalnych nabywców. - Nazwisko Mann przewija się często opowiada pracownica antykwariatu. - Nie wiem czy wszyscy wiedzą, ale pisarzy o tym nazwisku jest kilku. Dobrze sprzedają się również lektury. Nie ma się co czarować, droższe rzeczy, znacznie bardziej unikalne, muszą czekać na koneserów. Za używaną książkę zapłacić 150 czy 300 zł? Wiele osób słysząc taką kwotę natychmiast rezygnuje. A czasami są to prawdziwe rarytasy. Kurz. To jego ślad zawsze odnajdujemy w takich miejscach. Nie musi być go nawet wiele. Zostawia jednak specyficzną woń. To do niej ciągnie tego, kto w książkach szuka czegoś więcej niż liter i słów. Sens. Nie zawsze taki sam dla wszystkich. Nonsens. Nie każdy musi wiedzieć kim jest Hemingway, Gombrowicz czy Nabokov. Wielu nie wie jednak ile traci, nie otwierając przed sobą drzwi. Chociażby toruńskich antykwariatów. (WT)

Gejom wstęp wzbroniony

P

Dlaczego w Toruniu nie ma klubu dla homoseksualistów? Właściciele pubów boją się o tym rozmawiać
Za rękę z moim chłopakiem boję się jednak chodzić. Spotykamy się już głównie na „domówkach”. Ostatni klub dla gejów nosił nazwę „In Cognito Avangard” i znajdował się przy Placu Teatralnym. Wcześniej były już „Ameryka” i „Rafa”. Teraz, jak głosi miejska legenda, najczęściej środowisko LGBT można spotkać na imprezach w „Tratwie”. Dla nich organizowane są również eventy w „Bunkrze”. - Jeśli chcesz pobawić się w takim gronie, to powinieneś wybierać imprezy electromoustache albo italodisco - mówi biseksualistka z Torunia. - Wielkim ciosem, było dla nas zlikwidowanie „Cafe Draże”. Tam nikt nie robił nam nigdy problemów. Barmani w klubach chętnie rozmawiają o klientach-gejach. Zawsze proszą jednak o zachowanie anonimowości. - Do nas gejom wstęp wzbroniony - mówi barman jednego z lokali w samym centrum miasta. - Ochroniarze starają się „podejrzanych” osób nie wpuszczać. Nikt nie chce później draki, bo po co komu straty. Właściciele również proszą o to, żeby ich nazwisk nie wiązać z tekstem o homoseksualistach. - Nie zastanawiam się nad otwarciem takiego klubu - mówi właściciel kilku pubów na Starym Mieście. - Rentowność może nie byłaby największym problemem. Wizyty policji czy przeciwników środowisk LGBT nie są jednak szczególnie pożądane. Poza tym, kto chce być kojarzony z takim lokalem? To już lepiej burdel prowadzić. Toruń nie dorósł jeszcze do takich miejsc? - To nie jest kwestia tolerancji – mówi młoda mama, którą spotykam na ulicy Szerokiej. – Młodzież nie powinna obserwować wieczorem różnych dewiacji, które ujawniałyby się przed takimi lokalami. Transwestyci, inne dziwaki i pedofile. Może dla nich też powinniśmy otworzyć specjalne strefy? Najlepiej „vipowskie”. Przeciwnicy takich miejsc wskazują, że homoseksualiści stają się coraz bardziej butni. - Lepsi od innych są, czy jak? – mówi Marek, bywalec Carpe Diem. – Przecież nieprawdą jest, że na parkiecie ktoś kopie leżących gejów. To gruba przesada. Absolutnie, nie zastanawiam się nad tym, czy ktoś, kogo widzę w lokalu woli mężczyzn, kobiety czy wszystkich. Pod kołdrę ludziom nie zaglądam. Takie kluby byłyby tylko gettami. Tak jak teraz, jest ok. Nieco inne zdanie mają sami homoseksualiści. - Czemu, jak są miejsca dla fanów metalu, rocka czy funku, to nie może istnieć klub dla osób o odmiennej orientacji seksualnej? – pyta Adrian. – Nie widzę powodu, żeby czynić z tego wielkie „halo”. Czekam na takie miejsce. (WT)

owstawało ich w ostatnich latach kilka. Nie utrzymywały się jednak długo. Popyt był, ale koszty funkcjonowania takiego miejsca zniechęcały właścicieli. Geje nie siedzą jednak w zamkniętych na cztery spusty mieszkaniach. Spotkamy ich na każdym kroku, ale nie noszą na czołach kartki z napisem „pedał”. Na „górce” przy dworcu autobusowym znaleźli dla siebie swoisty azyl. To, że się tam spotykają, jest jednak od wielu lat tajemnicą poliszynela. Nie raz, nie dwa jucha z ich nosa zdobiła swym szkarłatem trawnik. Policjanci jednak bardzo rzadko interweniują w takich sprawach. Pobić osób homoseksualnych w Toruniu nie zarejestrowano od dawna. - W okresie ostatnich kilkudziesięciu miesięcy nie odnotowaliśmy takich zdarzeń - mówi Wioletta Dąbrowska, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Toruniu. - Na tzw. „górce”, również nie dochodziło do tego rodzaju przestępstw, a przynajmniej nie byliśmy o tym informowani. Homoseksualiści nie kryją się z tym, że życie w Toruniu nie jest dla nich idyllą. - Chodzę bardzo często do Capone - mówi Adam, pochodzący z Dolnego Śląska, gej. - Tam klientela jest na tyle zróżnicowana, że trudno jest „wyhaczyć gonga”. Na Starym Mieście wiele razy słyszałem, że jestem „męską szmatą”. Nie jest jednak tak, że zupełnie nie można przejść ulicą.

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 8 listopada 2013 r.

Dwa wiersze za piwo
Gdy zdecydowali się powiedzieć sakramentalne „tak”, wiedzieli, gdzie zrobić wesele
większe grupy. Wtedy gramy troszkę „strawniejsze” utwory. Wielominutowe improwizacje nie pasują do piątkowego „clubbingu”.

stary toruń 7

Poznawali się w tym klubie. Trudno było sobie wymarzyć lepsze miejsce na pierwszą randkę.
- zdradza w rozmowie z Tylko Toruń. - Z nazwy jednak był to już w tamtym okresie pub związany z jazzem. Raczej przeistaczał się o 4 nad ranem w „zgonownię”, bo był najdłużej otwarty. Piosenki Kazika Staszewskiego ludzie tam śpiewali. Na fortepianie nie raz, nie dwa też ktoś grał. Akustyka w TUTU nie pozwala na spektakularne koncerty z muzyką „na żywo”. Co jakiś czas udaje się jednak zorganizować recitale dla toruńskich wykonawców poruszających się w obrębie jazzu, ale też nieco innych brzmień. Atrakcją są również, niewątpliwie, projekcje koncertów puszczane z rzutnika. - Szkoda, że nie jest to lokal, w którym gra cały czas jazzowy band - mówi jeden z gości pubu. - To byłby w Toruniu prawdziwy ewenement. Każde uogólnienie jest krzywdzące, ale dominują w lokalu osoby, które już skończyły studia i rozpoczęły dorosłe życie. Mężowie przychodzą odpocząć po ciężkim dniu pracy ze swoimi żonami, a ci, którzy starają się o rękę niewiasty, mogą jej zaimponować wiedzą o niezbyt popularnej, ale w powszechnym odbiorze dość elitarnej, muzyce. - Kiedyś grałem po południu przeboje z okresu powojennego - mówi Piotr Brodniewicz. - Moimi gośćmi były dwie pary staruszków, myślę, że osiemdziesięciolatków. Leciały utwory Elli Fitzgerald czy Glena Millera. Wychodząc do domu stwierdzili, że takiej muzyki się już nigdzie nie gra. To najlepsza rekomendacja TUTU, jaką słyszałem.

TOMASZ WIĘCŁAWSKI

Dobrze, bo razem Marzeniem barmana każdego klubu jest docenienie jego pracy. To on jest gospodarzem danego miejsca i od niego zależy to, czy ktoś do niego wróci. - Staram się poznawać ludzi, którzy przychodzą do mnie w gości - mówi Przemek Strzyżewski. - Chcę o nich wiedzieć więcej niż to, jak mają na imię. Razem musimy się dobrze czuć. Wiele osób przychodzi z muzycznymi marzeniami. Staram się je spełnić, ale też otworzyć przed kimś nowe horyzonty. Bo jazz to nie tylko Davies i Armstrong. Zdarzają się klienci, którzy znacznie ponad walutę cenią sobie sztukę. - Kilka dni temu był chłopak, który za piwo oferował dwa wiersze - mówi Michał, barman w TUTU. - Nie brakuje również osób związanych z muzyką, grających na różnych instrumentach. Środowisko zadeklarowanych fanów jazzu nie jest szerokie. Przychodzą jednak i starsi i młodsi. - Jedna para zapragnęła mieć u nas swoje przyjęcie weselne - mówi Piotr Brodniewicz. - Tu ich miłość przy dźwiękach trąbki i skrzypiec rozkwitała. Później z Torunia wyjechali. W najważniejszym dniu swojego życia zdecydowali jednak skierować swoje kroki w naszą

J

azz nie jest grany w toruńskich lokalach szczególnie często. Improwizacje instrumentalne nie sprzyjają szybkiemu seksowi, alkoholizacji i popularnemu „resetowaniu się”. W TUTU Jazz Clubie można nieco więcej uwagi poświęcić muzyce. Wiele osób rozwija swoje melomańskie zainteresowania po wizycie w budynku przy ul. Rabiańskiej 17. Właściciel popularnego studenckiego klubu Kadr postanowił pięć lat temu stworzyć miejsce o nieco innym charakterze. Już 14 listopada jego dziecko obchodziło będzie okrągłą rocznicę urodzin. - Przemek (właściciel przyp. red.) bardzo chciał, aby na Rynku Staromiejskim powstał klub, do którego będzie mógł zabrać swoją żonę - mówi Piotr Brodniewicz, barman w TUTU, związany z lokalem od samego początku. - Nie jest jednak tak, że do nas przychodzą sami zakochani. Jest jeden pan, który nienawidzi jazzu, a jest stałym bywalcem. Czeskie piwo tak mu zasmakowało, ze muzyka mu nie przeszkadza. Mamy grono stałych bywalców, którzy o tym gatunku muzyki wiedzą całkiem sporo. W weekendy przychodzą

Piotr Brodniewicz pracuje w TUTU Jazz Clubie od jego powstania. 14 listopada zaprasza na piąte urodziny lokalu.
stronę. W TUTU próżno szukać najtańszego alkoholu i sposobu jego podawania znanego ze studenckich „mordowni”. - Najbardziej irytuje się, gdy ktoś zamawia jako drinka wódkę z sokiem albo colą dodaje Piotr Brodniewicz.- Asortyment rzeczy, które proponujemy naszym bywalcom jest bardzo szeroki. Liczy się nie tylko zawartość „szkła”, ale również kolor koktajlu, jego aromat i sposób podania. Starania barmana doceniają klientki. - Jamestown drink - kolorowy i przepyszny - mówi Ola, która do TUTU pierwszy raz trafiła wiosną. - Ale nie dla alkoholu tu przychodzę. Lubię pewną dozę intymności i

Fot. ADAM ZAKRZEWSKI

odosobnienia w lokalach. Potrafię się wyłączyć i odbierać jedynie muzyczne bodźce. W innych miejscach muszą zwracać uwagę, czy ktoś zaraz nie „przytnie komara” na moim stoliku, nie wyleje mi drinka, czy nie zacznie obijać się o mnie swoim spoconym ciałem. W tym klubie znajduję swoisty azyl. Lubię ten stan - muzyka, kawa, ja. Jazzowy, a nie „zgonowy” Barman, którego najczęściej zastaniemy w TUTU, pamięta jeszcze czasy popularnego niegdyś pubu Miles. - Załapałem się po przyjeździe do Torunia na kilka lat funkcjonowania tego miejsca

8

lewobrzeżni

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 8 listopada 2013 r.

Poszukiwacze zaginionego miasta
Na Podgórzu archeolodzy dokonali odkrycia unikalnego w skali Europy. Szczątki
zapomnianego, istniejącego przez kilkadziesiąt lat grodu Nieszawa, to prawdziwa kapsuła czasu
- Wierzymy, że nasze odkrycie będzie pożytkiem dla lokalnej społeczności – mówi Pisz. – Nieszawa jest stanowiskiem unikatowym na skalę nie tylko Polski, ale i Europy! W zamkniętym kontekście znajduje się całe pogrzebane średniowieczne miasto, które istniało tylko niecałe 40 lat. Jest to swoista Kapsuła Czasu.

MACIEJ KOPROWICZ

W

XV wieku na obszarze współczesnego lewobrzeżnego Torunia rozrastało się ogromne polskie miasto, które było śmiertelnym wrogiem krzyżackiego Thorn. Rozkwit był równie spektakularny co upadek, a miejsce położenia grodu przez wieki zostało zapomniane. Dziś średniowieczna Nieszawa odkrywa swoje tajemnice. Dzieje owianego mrokami przeszłości miasta rozpoczynają się w 1422 roku, kiedy Polska, w wyniku kilkumiesięcznej wojny z Zakonem Krzyżackim, otrzymała jego posiadłości na lewym brzegu Wisły i połowę jej nurtu, wraz z częścią przeprawy naprzeciwko Torunia. Zdobycz miała ogromne znaczenie, gdyż w średniowieczu Wisła była niczym autostrada, którą spławiano ogromne ilości towarów. Dwa lata później, ówczesny władca, Władysław Jagiełło, naprzeciwko krzyżackiego Torunia ulokował Nową Nieszawę, która przyjęła nazwę od zburzonej właśnie zakonnej warowni. Krzyżacy zaś nazywali nową osadę Dybowem. W jej sąsiedztwie zbudowano zamek, który służył Jagielle jako rezydencja w czasie licznych negocjacji z Zakonem. Tam też jego syn Kazimierz w 1454 nadał szlachcie słynne przywileje, zwane nieszawskimi. Sic transit gloria Strategiczne położenie miasta umożliwiło mu błyskawiczny rozwój. Nieszawscy kupcy zgromadzili ogromne majątki na handlu zbożem. Handlarze z Polski i zagranicy mogli omijać podczas tranzytu Toruń, co narażało należące do Zakonu miasto na gigantyczne straty. Niezadowoleni torunianie słali bezskuteczne skargi na konkurentów, aż wreszcie podjęli zbrojny atak wspólnie z toruńskim komturem domowym - w 1431 roku splądrowali i spalili Nieszawę. Miasto podniosło się jednak i przez ponad 20 lat rywalizowało skutecznie z Toruniem, aż rozkwitowi miasta położył kres… król Polski Kazimierz Jagiellończyk. Kiedy po wybuchu wojny polsko-krzyżackiej w 1454 roku Toruń oddał się pod pa-

Jak dobrze mieć sąsiada
Lewobrzeżni dla

P
Nieszawa była ogromnym miastem handlowym, którego konkurencja mogła zrujnować krzyżacki Toruń.
nowanie władcy, jego mieszczanie zażądali zburzenia konkurencyjnego ośrodka. Monarcha przystał na warunki torunian. Nieszawa została przesiedlona o 4 mile w górę Wisły, gdzie znajduje się do dziś, a gród w dotychczasowym miejscu zlikwidowano w 1462 roku. Ci co kopią i latają Istnienie Nieszawy naprzeciw krzyżackiego Torunia oczywiście nie było żadną tajemnicą – z przekazów źródłowych wiedziano, iż w pobliżu Zamku Dybowskiego znajdowało się niegdyś miasto. Jednak przez sześć i pół stulecia nieznana była jego dokładna lokalizacja, podobnie jak jego wielkość i wygląd. Biała plama historii średniowiecznej Nieszawy zaczęła znikać na przełomie wieków, kiedy to badania archeologiczne podjęła w tym rejonie mgr Lidia Grzeszkiewicz-Kotlewska. Od 1999 roku pracowała metodą sondaży wykopaliskowych - otwierała wąskie i długie wykopy sondażowe, w których rejestrowała przebieg warstw i występowanie obiektów. - Dopiero w trzynastym sondażu odsłoniliśmy jakiekolwiek ślady. Mieliśmy wątpliwości, czy cokolwiek zostało po Nieszawie – przyznaje Grzeszkiewicz-Kotlewska. – Ale w końcu znaleźliśmy pozostałości spalonego budynku. W środku odkryliśmy XV-wieczną ceramikę, co upewniło nas, że to miasto, którego szukamy. Znaleziska nie były jednak wystarczające do ustalenia wyglądu, rozmiaru i dokładnego położenia. Na szczęście pomoc nadeszła z… powietrza. Nieszawą zajął się mgr Wiesław Stępień, ekspert od archeologii lotniczej, który rokrocznie od 2002 do
Rysunki. A. MIECZKOWSKA Infografika. J. ZAKRZEWSKI

lewobrzeżnych

2011 roku dokonywał nalotów badawczych w tej okolicy. - Na podstawie interpretacji fotografii wykonanych z góry, z samolotu, możemy wskazać miejsca, gdzie naturalne struktury glebowe zostały naruszone przez działalność człowieka – tłumaczy obraną metodę poszukiwań Stępień. - O miejscu, gdzie występuje bytowanie człowieka świadczy również roślinność, która towarzyszy osiedlom ludzkim. Unikat na skalę Europy Wyniki badań lotniczych, przedstawione przez Stępnia na konferencji w Poznaniu w 2011 roku zainteresowały Michała Pisza i Piotra Wronieckiego, zajmujących się archeologią nieinwazyjną. Polega ona na badaniach pozostałości bez naruszenia struktury gruntu. - Zasada działania jest podobna jak przy badaniach rentgenowych – tłumaczy Pisz. - Badamy takie właściwości gruntu jak jego pole magnetyczne w danym miejscu, różnice w oporności elektrycznej czy podatność magnetyczną przypowierzchniowych warstw gleby. Naukowcom po dwóch sezonach udało się przebadać powierzchnię niemal 30 ha. Odkryli schemat zabudowy, wielkość i topografię miasta, przebieg traktów komunikacyjnych, a także położenie ratusza miejskiego. Prawdopodobnie zlokalizowali również konstrukcje wyznaczające granice Nieszawy. Badania dowiodły, że było to ogromne handlowe miasto, z dużym, o wymiarach 140x140 m rynkiem, kilkoma kwartałami zabudowy i dwoma kościołami. Archeolodzy przekonują, że to jeszcze nie koniec badań miasta. Podkreślają, że tak wyjątkowe stanowisko archeologiczne zasługuje na zainteresowanie nie tylko środowiska naukowego.

omysł festynów organizowanych w sąsiedzkim gronie wyszedł od Agnieszki Szczepańskiej i Anny Meiny, które dały się poznać torunianom jako animatorki Mobilnego Domu Kultury, mieszczącego się w barakowozie. Obiekt na ul. Łódzkiej 58 będzie miejscem pierwszej odsłony imprezy, która odbędzie się 11 listopada o godz. 13.00 i dedykowana będzie mieszkańcom Stawek. Kolejne odbędą się o tej samej godzinie 16 listopada dla Rudaka (Dom Muz, Okólna 169) i 23 listopada dla Podgórza (Dom Muz, Poznańska 52). - Celowo wybrałyśmy dzień święta narodowego, bo Dni Sąsiada są inicjatywą obywatelską bardzo oddolną, aktywizującą społeczność lokalną – wyjaśnia Agnieszka Szczepańska. -Wspólnie z Domem Muz, współorganizatorem imprezy, umożliwiamy mieszkańcom aktywność. Każdy, kto chce, kto ma coś ciekawego do powiedzenia czy pokazania, może przyjść i współtworzyć imprezę. A chętnych ku temu nie brakuje. Jak przyznają organizatorki, dzięki „poczcie pantoflowej” do udziału w akcji zgłosiło się kilkanaście osób, które podzielą się z innymi mieszkańcami lewobrzeża swoją wiedzą i umiejętnościami. Wśród nich jest Józef Kania, malarz-samouk, z zawodu szewc, który zaprezentuje swoje obrazy. Wolontariuszka z Turcji przedstawi kulturę i muzykę swego kraju. Nie zabraknie warsztatów rękodzieła, na przykład robienia na drutach czy szycia lalek. Swoją wiedzą podzielą się także technolog żywienia i zielarka. Darmowe strzyżenie zaproponowała lokalna fryzjerka. - Chcemy się poznać, pozbierać kontakty, i móc je kontynuować wiosną, na kolejnej edycji imprezy – mówi Szczepańska. – Jestem przekonana, że ten zalążek rozpryśnie się na wszystkich mieszkańców lewobrzeża, by zechcieli tworzyć coś razem. (MK)

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek18 października 2013 r.

Oczy w mokrym miejscu
razem z żoną Heleną od 2002 roku zajmuje się rodzicielstwem zastępczym.- Ten chłopiec nie dostał przed nami niczego od życia.

na własnym podwórku

9

Ich dom jest jak furtka otwierająca drogę do szczęścia. Zawsze dostępny dla każdego,
kto nie potrafi sam poradzić sobie z problemami lub szuka porady, która uzdrowi jego rodzinę
krzywdzonym przez los nie z własnej winy. Wiara odgrywa w ich życiu fundamentalną rolę. - Gdy Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu – mówi 56-letni pan Krzysztof. – Jednak ważnym jest, mówią o swoich odczuciach, przeżyciach i o pierwszych miłościach. Traktujemy podopiecznych równo. Tworząc podziały na dzieci nasze i obce nie doszlibyśmy do tego Wszystko jest na miejscu co mamy teraz. Dom przy ul. Żytniej 28 jest rajem na Obok państwa Rzewuskich mieszkam ziemi. Krzysztof i Helena pieczołowicie od zawsze. To ludzie, dokumentują wszystkie najważniejktórzy nie przejdą sze chwile z życia swoich dzieci, obojętnie obok nietworząc albumy i kroniki, co jest p e ł n o s pr aw nyc h , ich własnym sposobem na ale wesprą ich i stworzenie prawdziwie roprzytulą. Plan dzinnej atmosfery. pomagania – Owszem, pracowp ot r z e buj ą nicy socjalni prowadzący cym pisał się Domy Rodzinne muszą od samego być odpowiednio wykwad zie cińst w a lifikowani do pełnienia pani Helenki. swojej funkcji, jednak nie - Jako mała narzuca się im konkretnych dziewczynka i jemetod wychowawczych - tłudynaczka mieszkamaczy Marcin Cięgotura, kiełam naprzeciwko domu rownik Działu Wspierania Rodziecka – opowiada dziny i Systemu Pieczy Zastępczej Fot. z MOPR w Toruniu. - Osoby decy55-letnia Helena Wieloosobowa rodzina najchętniej spotyka się przy NADESŁANE wielkim stole w jadalni. To centrum domowego ogniska. Rzewuska, w której dujące się na prowadzenie Domów domu wychowuje się Rodzinnych to ludzie wielkiego dziesiątka podopiecznych, w tym dwoje poaby dzieciom niczego nie narzucać. Pokazuserca. Jeśli idzie to w parze ze szczególnie tomków i ośmioro przygarniętych pociech. jemy jak żyjemy, a one z czasem odkrywają, dobrym podejściem do dzieci, czyni ich to – Widziałam smutek jego mieszkańców, gdy że taka ścieżka jest kluczem do szczęścia. wzorowymi wykonawcami swojego zawodu. inne dzieci kupowały rozmaite smakołyki ze Mamy w swoim domu konkretne zasady, ale Uczą je, że nie należy tylko brać, ale też sklepu moich rodziców. Pod każdym pretekwiemy, że nie możemy od razu wymagać ich dawać, co skutkuje wygranymi w ogólnostem obdarowywałam je nimi, aż z czasem przestrzegania. Dzieci, które przeszły piepolskich konkursach np. „8 Wspaniałych”. zawiązałam przyjaźnie. Obiecałam sobie, że kło, potrzebują czasu i zrozumienia. Nagle Dbają również, by po osiągnięciu pełnoletjak dorosnę będę pomagała dzieciom pozaczynają się otwierać. Dochodzi do tego, że ności miały perspektywy rozwoju, pracy, a nawet założenia własnej rodziny. - Owszem, bywa pod górkę – przyznaje Krzysztof Rzewuski. – Ale po to mamy języki, żeby rozmawiać i rozwiązywać problemy naszych dzieci. Niestety nieraz zawodzi i to. Nie wszyscy wychowankowie chcą skorzystać z pomocy, którą oferuje normalnie funkcjonująca i kochająca się rodzina. Przychodzi czas, kiedy wujek i ciocia z Domu Rodzinnego muszą pożegnać się ze swoimi pociechami, gdy te usamodzielniają się lub odchodzą do adopcji. Jak sami mówią, mają wtedy „oczy w mokrym miejscu”. Jednak są to łzy radości i szczęścia, bo dają nowym rodzicom najcenniejszy z możliwych darów: dar życia, czyli dziecko. *** Tegoroczny Dzień Pracownika Socjalnego będzie świętowany w szczególnych okolicznościach. 21 listopada na Rynku Starego Miasta w Toruniu o godzinie 15. zostanie podjęta próba pobicia Rekordu Guinnessa w piciu kawy z maczaniem w niej tradycyjnego pierniczka. Celem imprezy, poza ustanowieniem nowego najwyższego wyniku, jest integracja mieszkańców, ale przede wszystkim promocja rodzicielstwa zastępczego. Zapraszamy do uczestnica. Wydarzenie ma charakter otwarty. Jeśli chcesz wspomóc Dom Rodzinny Rzewuskich, dzwoń pod numer (56) 65-454-72

P

MARCIN TOKARZ

oświęcili swe życia misji trwającej 24 godziny na dobę. Ognisko domowe, jakie stworzyli iskrzy miłością, wzajemnym szacunkiem, tolerancją i zrozumieniem. Helena i Krzysztof Rzewuscy traktują dzieci przybyłe pod ich dach jak swoje własne. Robią, co tylko się da, by piekło przeszłości zatarło się w nich i nabrało niebiańskich kolorów. Dom Rodzinny, który prowadzą, jest warsztatem dla młodych serc, z dożywotnią gwarancją. Rodziny, tej biologicznej, się nie wybiera. Nie miał jej Tomek, którego rodzice wylądowali w więzieniu, ani Wojtuś, zmuszony do wyjadania resztek jedzenia ze śmietnika, bo jego matka wolała nakarmić psa niż synka. Ojciec nastoletniej Klaudii chciał być z nią blisko. Za blisko. A ona nie protestowała…Nie wiedziała, że robi jej krzywdę. Tak ją wychował. Dzieci, przybyłe do Domu Rodzinnego państwa Rzewuskich, nie były wcześniej kochane. Nie znały słowa: miłość, jak i wielu innych. - Jedenastoletni Sebastian przyszedł do mnie z pytaniem: wujek, a co to jest Wigilia? – wspomina Krzysztof Rzewuski, który

Latanie po grzybo(braniu)
Jesień jest rajem dla grzybiarzy. Nie wszyscy jednak wkładają do koszyka te same odmiany.
„Czapkę wolności” zakładają odważni czy skrajnie głupi?
i gdzie rosną, ale przecież nie można takiej informacji podać na tacy. Równie dobrze moglibyśmy zachęcić do zbiorów. W Internecie handel suszonymi „halunami” kwitnie w najlepsze. Bez trudu można zamówić ich dostawę. Jeżeli ktoś się postara, może nawet kupić zarodniki i rozpocząć własną hodowlę. Wielu nie chce jednak płacić za coś, czym obdarowała nas „matka natura”. Na polach na obrzeżach miasta i pod Toruniem można spotkać ludzi, którzy z plecakami i reklamówkami poszukują dobrze znanych kapeluszy. Hip i hooop - Byłem kiedyś na imprezie na Rubinkowie, na której koledzy zrobili pyszną pizzę - mówi nieujawniający swoich personaliów mieszkaniec Torunia. - Początkowo śmiałem się z ich opowieści, bo kto by tam wierzył, że kilkanaście malutkich grzybków może tak silnie na człowieka działać. Przez godzinę nic się ze mną nie działo. Uznałem, że pora do domu. Wsiedliśmy z sąsiadem na jednorożce i odjechaliśmy. Zdarzają się jednak znacznie poważniejsze „odjazdy”. - Znajomi opowiadali mi kiedyś, że byli na takiej „bibie”, którą zapamiętają do końca życia - kontynuuje wątek nasz rozmówca. - Kilkanaście osób skakało „na golasa” z pierwszego piętra domku jednorodzinnego w pryzmę śniegu. Potem biegali za sobą wokół budynku. Skończyło się na otarciach i wielu siniakach. Nie to jest jednak najgornasila. Zmienia swoje źródło. Słyszysz już kilkanaście osób. Wyrzuciłbyś je razem ze swoim ciałem przez barierkę. Dziś jeszcze brakuje odwagi. Jutro „flashback” może okazać się zwycięzcą. Może jednak dasz radę go pokonać, ale trzeba pamiętać, że to on ustala czas, miejsce i reguły gry. Ty decydujesz do pierwszego kęsa jajecznicy. - Trzeba było do niej dodać pieczarki mówi mieszkaniec Torunia. - Ciekawość jest jednak silniejsza. Granica między tym, co realne, a zjawą, jest bardzo cienka. Ale wielu kumpli je to od wielu lat i normalnie żyje. Każdy ma taką oazę wolności, na jaką sobie zasłużył.

10 blokowisko

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 8 listopada 2013 r.

TOMASZ WIĘCŁAWSKI

W

ojewództwo kujawsko-pomorskie nie jest zagłębiem grzybów halucynogennych. Daleko nam do Dolnego Śląska. Nie oznacza to jednak, że nikt nie sprawdzał, jak one działają. Skoki na golasa z pierwszego piętra w pryzmę śniegu to jeszcze nic. Znacznie trudniej poradzić sobie z „flashbackiem”. O oficjalne dane odnośnie spożycia łysiczki lancetowatej (powszechnie występujący w Polsce gatunek grzybów halucynogennych) trudno. Do grzyboznawcy pracującego w Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Toruniu nie zgłaszają się amatorzy tego narkotyku. Za jego posiadanie grożą bowiem konsekwencje podobne, jak w przypadku marihuany czy amfetaminy. - Nie pamiętam, żebyśmy kiedykolwiek mieli zgłoszenie o zatruciu tymi grzybami - mówi Joanna Biowska, rzecznik prasowy PSS-E w Toruniu. - Nie znamy tego problemu, chociaż nie oznacza to, że on nie istnieje. Jakby ktoś się tymi grzybami zatruł, to wiedzielibyśmy z „toksykologii” miejskiego szpitala. Posiadamy informacje o tym, które odmiany mogą wywoływać halucynacje

Jesień jest dla wielu mieszkańców Torunia doskonałą okazją do uzupełnienia zapasów grzybów halucynogennych.
sze. Po momencie euforii następuje bowiem szybka zmiana nastroju. Gapiący się na siebie i puste ściany, zalani łzami ludzie - to robi wrażenie. Jakby się człowiek z wesela na pogrzeb przeniósł. Tradycji nie ma Indianie jedzą nieco inną odmianę grzybów, również zawierającą psylocybinę. W ich kulturze wykorzystuje się ten środek w czasie obrzędów. U nas nie ma to z żadnym rytuałem związku. Na forach internetowych ludzie chętnie dzielą się doświadczeniami swoimi i przyjaciół. - Mój kumpel ich próbował i miał „schi-

Fot. ADAM ZAKRZEWSKI

KOMENTARZ
Wioletta Dąbrowska, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Toruniu Statystyka, którą posiadamy, nie pozwala jednoznacznie stwierdzić, czy łapiemy osoby posiadające grzyby halucynogenne, gdyż dysponujemy jedynie zbiorczymi danymi dotyczącymi łamania ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Odnośnie miejsc, w których tego rodzaju grzyby rosną, muszę stwierdzić, że jest to wiedza operacyjna i jej ujawnianie nie służy prowadzonym czynnościom.

zy” - pisze raziel88ck na forum internetowym. - Wydawało mu się, że rozmawia z samochodem, który mówi mu, co go boli. Chodnik się pod nim załamywał. Grał w grę, której nikt jeszcze nie ma w planach wydawać. Takie skutki. W najmniej spodziewanym momencie halucynacje wracają. Zjadłeś kilkadziesiąt niewinnych, oliwkowych grzybów w październiku. Zostawiłeś za sobą ten epizod. Dziewczyna nie może się dowiedzieć. Przecież spróbowałeś tylko raz. Trudno jej jednak wytłumaczyć, dlaczego w lutym siedzisz w kucki na balkonie, przepasany jedynie zwiniętym ręcznikiem i modlisz się o to, żeby głos w końcu zniknął. Ten jednak się

W poszukiwaniu własnych kątów
O niedrogich domach, stereotypowym myśleniu krążącym wokół branży budowlanej czy
W dobie kryzysu gospodarczego słychać głosy, które mówią o zastoju w branży budowlanej. Ile jest prawdy w tym stwierdzeniu? Coś w tym jest, bo cała gospodarka wyhamowała, jednak „budowlanka” nie odczuła tego tak bardzo jak niektóre branże. Popyt na własny, niedrogi kąt widać po zamówieniach jakie aktualnie realizujemy. Betpol ma za sobą wiele oddanych inwestycji i jak już wspominałem, jesteśmy w trakcie realizacji kolejnych. Aktualnie, poprzez budowę nowych osiedli, przeobrażamy krajobraz podtoruńskich gmin. Działania naszej firmy widać w Oborach, Zawałach czy w Osieku nad Wisłą, gdzie budujemy osiedla mieszkaniowe. Domy i mieszkania oferowane w bardzo przystępnej cenie, o dobrym standardzie, znajdujące się tuż za miastem, to już chyba znak firmowy Betpolu? Na to stawiamy i wielu to docenia. Budujemy tuż za miastem, a to sprawia, że oferowane przez nas mieszkania czy domy są dużo tańsze od tych, które możemy znaleźć w Toruniu. Bliskie sąsiedztwo aglomeracji miejskiej sprawia, że nabywcy naszych inwestycji nie mieszkają też na odludzi i po 10 minutach jazdy autem mogą być w mieście. Ci, którzy choć trochę orientują się w cenach działek, materiałów budowlanych, robocizny, wiedzą, że Betpol „nie zdziera” ze swoich klientów. „Im drożej tym lepiej” – tak myślą ludzie, którzy „budowlankę” znają słabo. Na co powinniśmy zwrócić uwagę, gdy poszukujemy wykonawcy naszej inwestycji? Czy cena ma tak wielkie znaczenie? Czynnik ceny nie powinien decydować. Jestem w branży już 11 lat i mogę powiedzieć, że niedrogie firmy są równie skuteczne, co te z górnej półki, jeśli chodzi o koszty świadczonych usług. Szukając wykonawcy, zbadajmy rynek. Dowiedzmy się, jakie przedsiębiorstwa zajmują się realizacją wybranej inwestycji oraz uzyskajmy dokładne informacje na ich temat. Powinny nas zainteresować oddane roboty czy doświadczenie, czyli lata, które firma spędziła w branży. Nie bez znaczenia jest też opinia w środowisku budowlanym. Dokładnie. Słyszy się bowiem, że wiele przedsiębiorstw zwleka z oddaniem swoich robót. Nie wiem z czego wynika ten problem. Betpol nigdy nie ma problemów z dotrzymaniem terminu. Najpierw planujemy roboty, a potem przystępujemy do ich realizacji. Wyznaczamy sobie realne terminy, których jesteśmy w stanie dotrzymać. Bierzmy pod uwagę różne czynniki – porę roku

„przedsiębiorstwach w teczce” – z właścicielem firmy Betpol, Bronisławem Malanowskim rozmawia Jacek Laskowski
jest jednak inaczej. Lata na rynku pokazały, że pełne zaufanie można mieć tylko do siebie. Dlatego my nie pracujemy na wypożyczonym sprzęcie, a do realizacji inwestycji, które nam powierzono, nie potrzebujemy pomocy firm trzecich. REKLAMA

Kontakt

Betpol osiedla domów rodzinnych i bloków mieszkaniowych buduje już 11 lat. czy inne inwestycje, które aktualnie realizujemy. To naturalne, że zimą pewnych prac wykonywać nie można, a firma budowlana często realizuje kilka inwestycji i nie może sobie pozwolić na przerzucenie wszystkich sił na jedną budowę. Wspomniał pan, że pewnych robót nie możemy wykonać zimą. Jakie to prace? W tym okresie powinniśmy odpuścić sobie tzw. „ciężką murarkę”. Zimowa aura nie przeszkadza natomiast przy pracach wykończeniowych. Dlatego ten okres w branży

Fot. ADAM ZAKRZEWSKI

budowlanej przeznacza się głównie na roboty, które mają miejsce wewnątrz budynku – układanie glazury i terakoty, wykonanie gładzi gipsowej sufitów oraz ścian, tynkowanie czy malowanie. Do przetargów stają często przedsiębiorstwa określane w branży mianem „firm w teczce” – bez własnego sprzętu, za to z pełną listą podwykonawców, którzy za nich wykonają inwestycje. Nie da się ukryć, że wiele firm swe prace opiera na podwykonawcach. W Betpolu

Silno 6 87-125 Osiek n/ Wisłą tel. 515 515 915
www.tani-domek.com.pl

Betpol

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 8 listopada 2013 r.

W głowie mam charytatywną jazdę
O niesieniu pomocy innym, teatrze i życiu z paparazzi w tle, z Magdaleną Różczką,
kolekcjonerką uśmiechów, aktorką i ambasadorką dobrej woli UNICEF, rozmawiają Aleksandra Radzikowska i Michał Ciechowski
Patrząc na panią, można mieć wrażenie, że ma pani dwa życia. Tak właśnie jest. Cały swój czas przeznaczam na to, co kocham. Oprócz pracy w zawodzie aktora, jestem totalnie oddana akcjom charytatywnym! Jeżeli jest chwila, której nie poświęcam dziecku lub pracy, to ten czas przeznaczam właśnie na takie działania. Regularnie odwiedza pani dziecięcy oddział onkologiczny w Warszawie. Ile potrzeba czasu, aby oswoić się z patrzeniem na przepełnioną bólem walkę dzieci z chorobą? Nie da się z tym oswoić. Za każdym razem, po wyjściu z oddziału, muszę wszystko na spokojnie przemyśleć. Nie jest łatwo przejść do codziennych obowiązków po takim spotkaniu. Po raz pierwszy pojawiłam się na tym oddziale na zaproszenie Fundacji Spełnionych Marzeń, która organizuje dzieciakom wspólne spędzanie czasu z ciekawymi ludźmi, między innymi z aktorami. Miło jest patrzeć, jak dzięki takim działaniom na ich twarzach pojawia się uśmiech. On towarzyszy pani chyba wszędzie! Usłyszeć można nawet plotki, że rozśmiesza pani całą ekipę. Ja ich rozśmieszam? To oni wszyscy mnie rozśmieszają! To prawda, że zdarza mi się wybuchać śmiechem podczas nagrania, ale zawsze próbuję to opanować. Wtedy łzy napływają mi do oczu i to jest już silniejsze ode mnie. Tak bardzo chcę jednak utrzymać powagę na twarzy... Aby móc pracować przed kamerą, odsunęła jeśli nie muszę. Nie lubię też pozować na ściankach. Bardzo mnie to męczy. Zawsze trzeba tam jakoś wyglądać, a ja? Maluję się tylko na potrzeby filmu. W ogóle uważam, że malowanie to strata czasu! Szykowanie się, fryzowanie, szukanie odpowiedniego stroju… Oczywiście, jestem w stanie to zrobić dwa razy w roku, ale nie codziennie! To jest naprawdę ciężka praca. Podziwiam koleżanki z branży, które to lubią. Ja wybieram ciepłe kapcie i zacisze własnego domu. A co ze zdjęciami robionymi przez paparazzi z ukrycia? Akceptuje pani to, że życie osób publicznych jest tak interesujące dla pism i portali plotkarskich? Z ukrycia? Właśnie najbardziej dziwi mnie to, że nikt się nie chowa. Dla nich to jest tak oczywiste i proste, że mają odwagę stać metr od nas i robić nam zdjęcia. To jest straszne. Prowokują i denerwują tylko dlatego, żeby mieć świetne ujęcia. Ci z nich, którzy tak się zachowują, są zwykłymi chamami. Popularność ma jednak swoje dobre strony. Bardzo ułatwia pani działalność charytatywną. Tak jak w reklamie, znana twarz ułatwia każde działanie. Aktualnie współpracuję z firmą ENCE PENCE, która wypuściła na rynek specjalne, kolorowe bransoletki. Całkowity dochód z ich sprzedaży przekazywany jest Fundacji Rodzin Adopcyjnych, która pomaga znaleźć nowy dom porzuconym noworodkom lub niemowlętom, które zostały odebrane rodzicom. Jeśli mogę zaangażować się w takie inicjatywy, robię to bez zastanowienia. Mam taką charytatywną jazdę w głowie! Jest pani niesamowitą optymistką. Jak najbardziej! Jestem pozytywnie nastawiona do życia, ale to nie znaczy, że tylko się uśmiecham. Nawet najmniejsze łzy są dla mnie pewnego rodzaju oczyszczeniem. Nie można się ich wystrzegać, ale nie można też nimi emanować. Emocje zostawmy w sercu. Najważniejsze, żeby każdy z nas robił to, co kocha. Aby każdego ranka mógł stawiać czoła nowym wyzwaniom.

kultura

11

Znana z serialu „Lekarze” Magdalena Różczka, także na co dzień angażuje się w pomoc osobom potrzebującym.
pani pracę w teatrze na dalszy plan. Nie tęskni pani do zapachu teatralnych desek? Oczywiście, że tęsknię, ale jeżeli chcę mieć normalne życie i czas dla swojego dziecka, to nie mogę mieć wszystkiego. Muszę z czegoś zrezygnować. Praca na planie zdjęciowym jest o wiele łatwiejsza. Teatr nie daje drugiej szansy, nie pozwala powtórzyć danej sceny. A w filmie? Jeśli coś poszło nie tak, jak byśmy chcieli, wszystko można zacząć od nowa. Pracuje też pani przy filmach, w których największą rolę odgrywa pani głos. Zdarza mi się użyczać głosu znanym

Fot. TVN/ PIOTR LITWIC

Magdalena Różczka
„Kolekcjonerka tysiąca uśmiechów”. Marzy o podróży w czasie i wierzy w spełniające się przepowiednie. Podczas zabw z córką przebiera się za brokatową wróżkę, choć u prawdziwej była tylko raz. Niepoprawna moralistka, która życie zamieniła w pasję. Kocha pomagać innym. Omija festiwale i bankiety. O życiu prywatnym mówi niewiele. Wrażliwa na krytykę, której sama sobie nie szczędzi. W końcu piękna kobieta i zdolna aktorka. Znamy ją z ról w filmach i serialach, takich, jak: „Rozmowy Nocą”, „Czas Honoru”, „Lejdis”, „Lekarze”.

bohaterom. Uwielbiam dubbingować. Mogłabym rozmawiać o tym godzinami. Tę przygodę rozpoczynałam podkładając głos do kreskówki „Mistrzowie kaijudo”, ale pracowałam też przy filmach takich jak „Niezły kanał” czy „Janosik. Prawdziwa historia”. Nie jest to proste zajęcie, ale zawsze towarzyszy mu mnóstwo zabawy i śmiechu. Aktorzy grający w serialach cieszą się dużą popularnością. Lubi pani ten towarzyszący premierom wzrost zainteresowania swoją osobą i pozowanie na popularnych ściankach? Nie pojawiam się na takich imprezach,

Funk zaatakuje w Carpe Diem

N

Walcz z jesienną deprechą i sprawdź swe siły na parkiecie
dzi kres panoszenia się najeźdźcy! Minister Funku Polskiego wraz z Ministrem Bezpieczeństwa Narodowego podjęli decyzję o natychmiastowej mobilizacji sił i wypędzeniu wroga używając tajnej broni funkowego rażenia!” – zapowiadają imprezę organizatorzy, klub Carpe Diem i Kniferz Crew. Ową tajną bronią będą tancerze, którzy wezmą udział w conteście „Funk Atak” 14 listopada. W zawodach może wziąć udział każdy, kto czuje rytmy funky. Wystarczy zgłosić się mailowo, pod adresem carpediemtorunpr@ gmail.com, lub przy barze w klubie (Plac Teatralny 7) od 20.00 w dniu imprezy. Zawody obejmują trzy style tańca – locking, popping i break dance. Uczestnicy będą mieli trzy wyjścia, podczas których zaprezentują swój ulubiony styl. Ich umiejętności oceni zgromadzona w klubie publiczność, która wybierze najbardziej charakterystycznego i najbardziej przekonującego tancerza. Na zwycięzcę czekają nagrody: pieniężna, w barze od klubu oraz karnet na cztery zajęcia z grupą Kniferz Crew w Bang Bang Studio. Zdobywcy drugiego i trzeciego miejsca również otrzymają nagrody finansowe i w barze, plus pojedyncze wejście na zajęcia z Kniferz Crew. Konkurs poprowadzi Kasienia z Kniferz Crew. Gorącą atmosferę, która przepędzi jesienną chandrę, zapewni DJ Stosunkowodobry. Zaserwuje uczestnikom contestu i publiczności najlepsze kawałki funkowe. Impreza, której patronem jest „Tylko Toruń”, startuje 14 listopada o 20.00. Wstęp wolny. (MK)

ajlepszy sposób na jesienną chandrę? Recepta klubu Carpe Diem to energetyczna muzyka i szaleństwo na parkiecie. Uczestnicy zawodów tanecznych pod kryptonimem „Funk Atak” postarają się wytańczyć listopadową smutę. „Jesień podstępnie zaatakowała i okupuje ziemie polskie, siejąc bez skrupułów zimno i stany depresyjne. Jednak nadcho-

12 męska końcówka

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 8 listopada 2013 r.

Ubłocić się z klasą
Deski kreślarskie włoskiego Fiata wyznaczają nowe trendy w motoryzacyjnym designie.
Sznur aut składający się z jadących gęsiego modeli serii 500 wyglądałby jak pokaz mody w Mediolanie
kół i włączyć tajemniczy przycisk: Traction +. Testowany Fiat 500L Trekking, napędzany 95-konnym, benzynowym silnikiem, o pojemności 1,4 l we wszystkich wersjach posiada jedynie napęd na przednią oś. Jednak absolutnie nie dyskwalifikuje go to od starć z nawierzchniami o niskiej przyczepności. Wszystko to, dzięki wspomnianemu systemowi Traction +. Fiat 500L Trekking to wysokie auto w sto su n ku do swodachowaniu. Podwyższone podwozie tego rodzinnego krążownika, dopasowuje się do wybrzuszeń i dziur w terenie, stwarzając podczas jazdy wrażenie unoszenia się łodzi na tafli spokojnego jeziora. Manewrowanie Fiatem 500L Trekking ma wiele wspólnego z teatrem. Ten pojazd gwarantuje obserwację jezdni z pozycji loży honorowej. Jednak nie chodzi tylko o wysoką pozycję kierowcy, ale o amfiteatralny układ wszystkich siedzeń. Wpływ na doskonałą widoczność mają, również duże szyby. Niezwykle przestronne wnętrze można optycznie zwiększyć opcjonalnym, szklanym dachem panoramicznym, który w nocy zapewni miejsca w pierwszym rzędzie na gwiezdnym spektaklu. Fotele „pięćsetki” są wygodne i tak jak reszta wnętrza cieszą oko wstawkami, które pokrywają całą tapicerkę samochodu, łączącą materiał ze skórą ekologiczną. Do tego srebrne elementy wykończeniowe i dalekie od tandety plastikowe panele w tym samym kolorze co skóra - istny pokaz mody! Po dodaniu licznych schowków, uchwytów na kubki oraz rozkładanych stolików dla pasażerów siedzących z tyłu, możemy powiedzieć, że to pierwsza tak funkcjonalna widownia na kółkach. W pozbawioną jakichkolwiek krawędzi deskę rozdzielczą, wbudowano niezwykle pomocny komputer pokładowy MyCar, podpowiadający jak zmienić styl jazdy, aby zmniejszyć zużycie paliwa i emisję CO2. Układ kierowniczy Dualdrive działa jak marzenie. Wynoszący zaledwie 10,7 m promień skrętu, czyni „pięćsetkę” zwinną i zwrotną. O miejsce w bagażniku nie trzeba się martwić. Jego pojemność wynosi 400 l. Jedynie skrzynia biegów płata czasem figle, ale tylko tym, którzy są niedokładni, albo rano nie zjedli śniadania. Producenci postarali się również o bezpieczeństwo pasażerów, dając Fiatowi jednostkę napędową przyspieszającą do setki w... nieistotne w ile, ważne, że dzieciom nic się nie stanie. Gdy Włodzimierz Zientarski mówił, że luksusowe auto, wcale nie musi kosztować setek tysięcy, miał na myśli samochód taki jak Fiat 500L Trekking. Powiększona „pięćsetka” z pewnością zalicza się do tego grona, choć obecnie w toruńskim salonie Fiata, mieszczącym się przy ul. Poznańskiej 152, można ją dostać nawet za 61 990 zł. Z bezcenną możliwością ubłocenia się z klasą.
Fot. ADAM ZAKRZEWSKI

M

MARCIN TOKARZ

ała „pięćsetka” przebudzona po półwieczu uśpienia, urosła w tym roku do większych rozmiarów. Fiat 500L Trekking to masywne, przestronne, nie bojące się terenów off-roadowych auto, które mimo swej transformacji, nie straciło ani krzty wdzięku. Pogodzenie tego z niezwykłą praktycznością w trudnych warunkach, jest jak przeszkolenie supermodelki z zasad survivalu. Najnowsze krzyki mody, te odbiegające od dotychczasowych trendów, zawsze budzą mieszane uczucia. Często potrzeba czasu, żeby dostrzec ich piękno i zrozumieć wartość, jaką wnoszą. W przypadku Fiata 500L Trekking, to pierwsze może nasunąć się już w korku, kiedy kierowca zmuszony jest patrzeć na dziesiątki innych, niczym niewyróżniających się samochodów. Przechodząc do pojęcia jego wartości, wystarczy po zaliczeniu przejażdżki ulicami miasta zboczyć tam, gdzie piach sypie się spod

jej szerokości. Dlatego wyposażono je w system ERM zapobiegający

13Metro028_loteria_TerazToruń_172x241_v3.indd 1

11/5/13 9:51 AM

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 8 listopada 2013 r.

Eliksir dla duszy i ciała
Potrafisz stanąć przed lustrem i odpowiedzieć sobie na pytanie:
Czy jestem szczęśliwym człowiekiem?

żyj zdrowo

13

Z

byt często myślimy kategoriami, w których coś musimy. Zamiast skupiać się na tym, czego chcemy, pragniemy i o czym śnimy, całymi latami w stosunku do siebie używamy tylko jednego polecenia: musisz. Spychanie swoich marzeń i potrzeb na ostatni plan, to podróż w jedną stronę, która najczęściej prowadzi do złego samopoczucia, a nawet depresji. Z każdej drogi można jednak zawrócić, trzeba tylko w porę uświadomić sobie, że wybrało się zły skręt. Nie jest łatwo przyznać się do porażek, wyartykułować swoje problemy i potrzeby. Gdy życie buduje przed nami mury na pozór nie do przeskoczenia, gdy znajdujemy się w sytuacjach granicznych, bądź mierzymy się z wyzwaniami codzienności – często przychodzi taki moment, w którym stwierdzamy: tak, mam problem. Czy każdy z nas jest w stanie się do tego przyznać? Jak możemy sobie pomóc, gdy zdamy sobie z niego sprawę? Rozmowa lekiem na zło? Najważniejsze jest to, aby się nie wstydzić i nie zapominać o rozmowie. Wrażliwość i ciepło, którymi może podzielić się z nami drugi człowiek, często działają jak balsam na obolałą duszę czy ciało. Każdy z nas, w pewnych momentach swojego życia, pokonuje trudne przeszkody. Problemy ze zdrowiem, niepowodzenia w pracy czy zła relacja z partnerem – to nie kara wymierzona konkretnie w nas. Choć generują stres, który potrafi objawiać się w postaci bólu czy złego samopoczucia, wizyty u psychologa, psychiatry czy specjalistyczne lekarstwa powinny być ostatnimi elementami, które posłużą nam w walce z problemem. - Podczas swojej wieloletniej pracy, mia-

łam okazję rozmawiać z wieloma klientami, którzy znaleźli się w trudnych sytuacjach życiowych – mówi Renata Jassowicz, pomysłodawczyni i właścicielka Beauty Essence Oriental Day SPA. – Pierwszym krokiem, który podejmowali po zdefiniowaniu swojego problemu była rozmowa, próba polemiki z sobą samym lub z drugim człowiekiem. Często już sama specyfika miejsca, w którym ludzie nastawieni są na pomoc drugiej osobie, pomaga im w odnalezieniu wewnętrznej równowagi. Ideą salonów kosmetycznych, gabinetów SPA czy masażu jest to, by osoba w nich przebywająca, mogła pozbyć się nadmiaru stresu i obciążeń, które choć objawiają się w postaci bólu fizycznego, wypływają z naszego wnętrza. Mogą to osiągnąć dzięki programom redukcji stresu, dostosowanym do ich indywidualnych potrzeb. Miejsca, takie jak SPA, w zgodzie z holistyczną koncepcją dbania o człowieka, jego zdrowie psychiczne oraz ogólną estetykę ciała, proponują zabiegi, które łączą w  sobie aromaterapię

Harmonię i wewnętrzną równowagę można osiągnąć jedynie dzięki pracy z problemem

i muzykoterapię, czerpią z zaawansowanych technologicznie urządzeń, opierają się na cudotwórczej mocy masażu, zapachu orientalnych olejków i  magii świateł, a także eksploatują siłę natury i  innowacyjne rozwiązania kosmetologiczno-medyczne. Wystarczy nie bać się z tego rodzaju pomocy korzystać. Uwierzyć w to, że każdy zasługuje na szczęście i nie zadowalać się jego marnymi imitacjami. Należy zadać sobie pytanie: Ile jest we mnie odwagi, która pozwoli mi pozbyć się ograniczeń i zawrócić moje życie na właściwe tory? Wsłuchaj się w siebie Najważniejsze, by po zdefiniowaniu problemu, nie zapisać go na kartce i nie

wyrzucić do kosza. Harmonię i wewnętrzną równowagę można osiągnąć jedynie dzięki pracy z problemem. Jeśli znamy metody, które pomogą nam w pracy nad sobą, możemy korzystać z nich nawet w zaciszu własnych kątów. Istotne, by budować relacje z ludźmi, którzy będą nas wpierać, wsłuchają się w nasze potrzeby lub wskażą nam kierunek, którym powinniśmy podążać. Technik pracy z duszą i ciałem jest wiele. Medycyna zintegrowana i programy redukcji stresu oferują wiele rozwiązań, które mogą pomóc w osiągnięciu psychofizycznej równowagi. Masaże, akupresura, czyli uciskanie w określonych punktach zakończeń nerwowych, koloroterapia, aromaterapia i muzykoterapia, oddziaływanie na ciało i zmysły za pomocą olejków esencjonalnych i dźwięków czy praca z oddechem – to

wszystko może być balsamem, który pomoże załagodzić palący nas problem. Muzyka, obraz czy zapach często okazują się doskonałymi katalizatorami przeżyć i emocji. Tak niewiele czasem potrzeba do tego, by znaleźć ścieżkę wiodącą ku harmonii i osobistemu spełnieniu. - Ważne jest, by każdy z nas umiał odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy dobrze się czuję sam ze sobą? – ocenia Renata Jassowicz. – Czy jestem szczęśliwy pomimo wszystko? Jeśli ktoś nie potrafi sobie poradzić z tym, co kryje się za odpowiedzią „nie”, nie powinien się bać, lecz poszukać wskazówek, ludzi i miejsc, dzięki którym odzyska pewność siebie i psychofizyczną równowagę. Pomocne w tym będą też kursy uważności, podczas których można nauczyć się technik obniżania napięcia, budowania odporności immunologicznej organizmu, a  także tego, jak radzić sobie z  natłokiem natrętnych myśli. Jeśli jesteśmy zapracowani, zmęczeni szarą codziennością lub poszukujemy sensu życia, te metody przyniosą nam ukojenie oraz wiarę we własne siły i wewnętrzną moc. Nawet biblioterapia, która wykorzystuje wyselekcjonowane książki i czasopisma do regulacji systemu nerwowego, może pomóc nam w zbudowaniu wewnętrznej odporności. Wystarczy jedynie zdać sobie sprawę z tego, że problemy są po to, by je rozwiązywać, nie po to, by obierały koloryt naszemu życiu. I tak zbyt dużo w nim odcieni szarości. Zatem, czy jesteś szczęśliwym człowiekiem?

W tym roku nie zobaczę już słońca
O emocjach w autorskim programie, modzie w Toruniu i swojej własnej metamorfozie z
Mają Sablewską, gościem Centrum Handlowego Toruń Plaza rozmawia Kinga Baranowska
Strasznie dużo rozmazanego tuszu do rzęs pojawia się w każdym odcinku twojego programu. Takie założenie, że każdy gość płacze? Sama nie wiem, jak to jest. Pojawia się osoba na castingu, mówi o sobie i jest ok. A kiedy usiądzie ze mną na kanapie, coś w niej pęka podczas opowiadania historii. Myślę, że czasami każdy z nas potrzebuje się wygadać. Facet niekoniecznie zrozumie kobietę, zresztą nie chodzi o to, żeby rozmawiać tylko z osobami, które nas znają. Czasem potrzebny jest ktoś obcy. Ja cieszę się, bo po tym morzu łez pojawia się słońce, i to jest dobre. Nie za dużo emocjonalności jak na tak krótki program? Ja na tym staram się go budować. Bez tego nie byłoby autentycznie. Zresztą, moda opiera się na emocjach. Wszyscy najlepsi projektanci swoimi pokazami wzbudzali emocje- i o to właśnie chodzi. Pojawia się dużo psychologii, moda jest tylko dodatkiem do metamorfoz, które przeprowadzasz? Chciałam stworzyć program o Polsce i Polakach. Nie wyobrażam sobie, żeby komuś pomóc i skupić się w 100% na modzie. Wtedy nie ubiorę osoby- jedynie ją przebiorę. Moda i styl zaczynają się pod ubraniem, ono powinno wyrażać charakter, i dopiero to wszystko tworzy całościowy wizerunek. Sama przeszłaś sporą metamorfozę. Tak, ja nie wstydzę się pokazać zdjęcia sprzed 15 lat, na którym wyglądam jak orangutan. A do tego żelastwo założone na zęby przez lekarza na wejściu dodaje mi 2kg. Rozumiem osoby, które się u mnie pojawia-

14 żyj zdrowo

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 8 listopada 2013 r.

Podczas spotkania w Centrum Handlowym Plaza Maja Sablewska wspierała modowymi radami uczestników spotkania. Skomentowała także styl pani prezydentowej, Krystyny Zaleskiej.
ją, dlatego naprawdę potrafię im pomóc. Nie jestem jedynie prowadzącą „Sablewskiej sposób na modę”, byłam na miejscu każdego z moich gości. A kiedy rozpoczęła się kariera doradcy wizerunkowego? Na myjni samochodowej. Dziwne miejsce, jak na rozpoczęcie przygody z modą, ale w sumie zaczęło się klasycznie. Wymarzyłam sobie ciuch i musiałam na niego zarobić. Jak już odpracowałam swoje przy autach pojawiłam się w sklepie, i na dzień dobry usłyszałam „A co Pani tutaj robi?” Chcę kupić jeansy. I tak Pani nie stać. Sklep istnieje do dziś, moja noga więcej tam nie stanęła. Jak wygląda Toruń na tle innych polskich miast? Jest u Was z modą naprawdę dobrze. Fajne jest to, że nie ma ona ograniczeń wiekowych, nie pojawia się problem, że „czegoś nie wypada nosić”. Toruń fajnie kształtuje się, jeśli chodzi o bawienie się modą, mówienie o niej, a od tego się zaczyna. Bardzo dobrze, że pojawiają się takie miejsca, jak Toruń Plaza. Wejdziesz do jednego sklepu i możesz ubrać się od stóp do głów, albo stworzyć coś niepowtarzalnego dzięki odwiedzeniu kilku miejsc. Wybór jest naprawdę nieograniczony. Sama się zastanawiam jak podczas zakupów z Panią, która wygrała konkurs, zmieścić się w limicie pieniężnym (śmiech). Będzie ciężko. A styl pojedynczych torunian? Np. naszej pani prezydentowej? Miła osoba, życzliwa, świetny kolor włosów. Może doradziłabym jakiś żakiecik czy płaszcz, ale widać, że ubiera się naprawdę elegancko. Wiesz, ja muszę poznać osobę face to face. Inaczej trudno, patrząc jedynie na twarz na zdjęciu, coś powiedzieć, nie jeździłabym po całej Polsce, gdyby tak było. Twoją w Toruniu widać wszędzie... Byłam w szoku! Co prawda koleżanka uprzedzała mnie, ze plakaty są na każdej

Fot. ŁUKASZ PIECYK ADAM ZAKRZEWSKI

ulicy i rogu, ale jej nie wierzyłam. Super, że takie wydarzenia są promowane, mam nadzieję, że pozytywnie zaskoczyłam osoby przybyłe na spotkanie. Nie chcę tylko rozdawać autografów, ale naprawdę pomóc tym ludziom. I co, udaje się? Przyszła dziewczyna,, która mówiła, że czego nie ubierze czuje się ze sobą źle. Zaproponowałam zmianę bluzki, z fioletowej na białą. Jak to nic nie da, będzie kombinować. Pojawiła się i mówi, że to prosta rzecz, ale naprawdę jest lepiej. I widzisz, skoro taka mała rzecz powoduje uśmiech na czyjejś twarzy, to czego więcej ja mam chcieć od swojego życia? Jestem w miejscu, o którym nigdy nie marzyłam, że uda mi się dojść. Pomagam innym, czuję się z tym świetnie. Daj Boże, żebym mogła to robić jak najdłużej.

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 8 listopada 2013 r.

żyj zdrowo 15

Piękno światowej klasy Lepiej Jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego? zapobiegać niż leczyć P
Kłam temu powiedzeniu zadaje Face Lab
iękno nie ma już charakteru sezonowego, a dbanie o ciało i estetyczny wygląd stały się elementem stylu życia. Jednak jesień i zima to czas ekstremalnych warunków atmosferycznych: deszcze, wiatr, śnieg i na zmianę niskie oraz wysokie temperatury niekorzystnie wpływają na nasza cerę, dlatego właściwa pielęgnacja skóry w tych okresach nie jest łatwa. W Kosmetycznym Instytucie Dr Irena Eris można skorzystać z wielu zabiegów kosmetycznych, które znacznie poprawią stan naszej skóry i pozwolą na jak najdłuższą radość z jej młodego i pięknego wyglądu. - Jak jedyni w Toruniu posiadamy platformę Face Lab, która powstała z myślą o najdelikatniejszej i najważniejszej części naszego ciała – o twarzy – mówi Katarzyna Walinowicz. - Świetnie sprawdza się również przy modelowaniu i ujędrnianiu ciała, które straciło swą elastyczność po zmianach masy ciała, np. ciąża. Jest to jedno z najnowocześniejszych urządzeń zabiegowych. Łączy w sobie cztery technologie. Jedną z nich jest IR, czyli podczerwień, która emituje regenerujące fale podczerwone. Równomiernie i progresywnie rozgrzewają naskórek, stymulując fibroblasty do produkcji kolagenu, zwiększając elastyczność i jędrność skóry. Uzyskany efekt można porównać do liftingu z zakresu chirurgii estetycznej. Natomiast US (urządzenie ultradźwiękowe), którego wibracje wprowadzą w drgania tkanki, przyspieszając i ułatwiając wchłanianie substancji czynnych. Ta technologia umożliwia dogłębną regenerację skóry. Jej efektem jest poprawa nawilżenia i kolorytu, zwiększenie jędrności oraz spłycenie zmarszczek. Do tego RF (fale radiowe) pozwalają na ujędrnienie de-

H
W Toruniu tylko Kosmetyczny Instytut Dr Irena Eris ma w swoim wyposażeniu platformę Face Lab.
Fot. ADAM ZAKRZEWSKI

Szczepienie to jeden z lepszych sposobów na uniknięcie grypy, która w okresie jesienno-zimowym zbiera żniwa
się jeszcze przed nadejściem zimy. Ważne, by w trakcie przyjmowania antygenu być zdrowym − zaznacza Anna Staak, magister farmacji. – Na polskim rynku farmaceutycznym znajdziemy już szczepionki, za które zapłacimy nieco ponad dwadzieścia złotych – dodaje. Fakt, iż zaszczepimy się przeciw grypie, nie daje nam stuprocentowej ochrony. Czas, w którym wylęgający się w naszym organizmie wirus wywoła infekcję, sięga czasem nawet czterech dni. Pamiętajmy zatem, że osoba zakażona może być zagrożeniem dla innych jeszcze przed pojawieniem się pierwszych objawów choroby. Od chwili wystąpienia pierwszych symptomów grypy, dziecko zakaża zwykle przez dziesięć dni, dorosły przez sześć. Mniejsza odporność dziecka sprawia, że jest ono źródłem zakażenia nawet pięć dni przed wystąpieniem u niego objawów choroby. Praktyka dowodzi, że tylko nieliczni wybierają się z mało dokuczliwymi dolegliwościami do przychodni. Większość z nas pierwsze objawy stara się zwalczyć metodami babci, czyli rozgrzewa organizm. Warto wtedy, wskoczyć pod kołdrę i wypocić pierwsze symptomy grypy. Nie łudźmy się jednak, że w pojedynkę pokonamy każdą chorobę. Gdy zawiodą domowe mikstury, a ubiór „na cebulkę” nie zda egzaminu, infekcja może stać się bardziej dokuczliwa. W takich momentach zwykle nie mamy wyjścia – najlepiej zrobimy, jeśli udamy się do lekarza pierwszego kontaktu. (JL)

likatnych obszarów twarzy, np. skóry wokół oczu, ust, górnej powieki. - Technologia fal radiowych została tak opracowania, aby mogła być swobodnie stosowana przy zabiegach na górnej powiece bez uszkodzenia oka – dodaje Katarzyna Mierzejska- Walinowicz, kosmetolog. - Głowica delikatnie zasysa skórę oraz podgrzewa jej górne warstwy, stymulując produkcję kolagenu. Efektem jest redukcja zmarszczek wokół oczu i ust. Skóra jest jędrniejsza i pozbawiona efektu tzw. opadającej powieki Do tego dochodzi WP, czyli peeling wodny. Dwufazowy strumień złuszcza górne warstw skóry, tworząc kanały umożliwiające przenikanie składników aktywnych do głębszych warstw. Dzięki temu uzyskujemy efekt głębokiego złuszczenia naskórka oraz poprawę kondycji skóry na różnych pozio-

mach. Dzięki zabiegom FaceLAb uzyskuje się spektakularne efekty. Jednak w przypadku podczerwieni najwłaściwszy efekt jest uzyskiwany po wykonaniu serii 4-6 zabiegów. - Przed wykonaniem każdego zabiegu w Kosmetycznym Instytucie Dr Irena Eris kosmetolog przeprowadza szczegółową diagnozę skóry połączoną z wywiadem, który pozwala zdiagnozować problem – wyjaśnia Katarzyna Mierzejska- Walinowicz. - Wszystko po to, aby każda kobieta mogła osiągnąć idealną skórę. Mając do dyspozycji cztery technologie jak również szereg innych propozycji niezwiązanych z platformą Face Lab mamy możliwość dopasowania i kombinacji różnych zabiegów indywidualnie dla każdej klientki. (ŁP)

ulający wiatr, padający deszcz, a w przychodni zdziesiątkowani przez grypę pacjenci – tak wygląda ciemna strona złotej polskiej jesieni. W tym czasie szczególnie łatwo o przeziębienie. Lekarz doradzi, jak je zwalczyć, my − jak zapobiegać. W okresie jesiennym telewizja bombarduje nas reklamami środków na przeziębienie i grypę. Apteki zasypane są najróżniejszymi lekami, które uporają się z towarzyszącymi nam dolegliwościami. Stresująca codzienność, palenie papierosów, nadużywanie alkoholu, nieregularne spożywanie posiłków, pogoda pod psem – to kilka czynników dnia powszedniego, które osłabiają układ odpornościowy odpowiedzialny za walkę z drobnoustrojami chorobowymi. Co zrobić, by uodpornić nasz organizm i uchronić się przed grypą? Warto sięgnąć po preparaty zawierające wyciąg z żeń-szenia, które pobudzą nasz układ odpornościowy, witaminę C oraz olej rybny (tran) dostępny niemal w każdej aptece. Dobrą formą zapobiegania jest również szczepienie przeciw grypie, polecane przede wszystkim osobom starszym i dzieciom w wieku przedszkolnym mającym kontakt z potencjalnym ogniskiem choroby, ale i wszystkim aktywnym zawodowo, którzy w swej pracy stykają się z wieloma osobami i są narażeni na działanie czynników pogodowych. Do zakażenia grypą, czyli chorobą zakaźna, dochodzi w banalny sposób. Czasami w skutek zetknięcia ze skażoną powierzchnią, częściej jednak drogą kropelkową. − Najwięcej osób przeciw grypie szczepi

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful