31 stycznia 2014 Numer 37

ISSN 2084-9117

Specjalny dodatek budowlany Czytaj na str. 28-31
WWW.POZATORUN.PL

Sylwetka

Dobro wraca niespodziewane
Przemysław Radio po raz trzeci z rzędu wylicytował złote serduszko na WOŚP

3

Wywiad

Z Polski obywatele uciekają
Rozmawiamy z posłem na Sejm RP Przemysławem Wiplerem

38 4

BEZPŁATNA GAZETA REGIONU TORUŃSKIEGO

Jesteśmy też na facebook.com/pozatorun

Cała Polska szuka dawcy szpiku dla Maksia 9
Najlepsi rolnicy mają gospodarstwo w Gostkowie 12 Zapowiada się międzynarodowy memoriał hokejowy 14

Chełmża

*** Gmina Łysomice

*** Gmina Łubianka

Wolontariusz roku mieszka w Czernikowie 19 Jakie ferie przygotowało Muzeum w Grębocinie? 20

*** Gmina Czernikowo
Gmina Lubicz

*** ***

Gmina Wielka Nieszawka
W Olęderskim Parku Etnograficznym nowe elementy 23

2 POZA TORUŃ,

31 stycznia 2014

Warto być bohaterem
W akcji Caritas Diecezji Toruńskiej wzięło udział w tym roku aż 56 szkół
Caritas Diecezji Toruńskiej już po raz szósty organizuje finał akcji „Warto być bohaterem”. Biorą w niej udział uczniowie szkół, którym nieobca jest pomoc potrzebującym. - Udział w tegorocznej akcji wzięło 56 szkół, a jej celem jest uwrażliwienie dzieci i młodzieży na potrzeby drugiego człowieka oraz zmotywowanie do pozytywnych postaw – mówi ks. prałat Daniel Adamowicz, dyrektor Caritas Diecezji Toruńskiej. - Owocem przedsięwzięcia jest pozyskanie środków na leczenie, rehabilitację i pomoc dla chorych dzieci. Finał akcji przewidziano na 30 stycznia o godz. 11 w Baju Pomorskim. Wówczas to w obecności przedstawicieli wszystkich szkół biorących udział w akcj, wręczone zostaną sześciorgu dzieci czeki na łączną kwotę 25,5 tys. złotych. - W dotychczasowych pięciu edycjach akcji zebraliśmy ponad 138000 zł. i pomogliśmy 29 dzieciom – dodaje ksiądz Adamowicz. - To świadczy o skali przedsięwzięcia. (rrz)

Red. Aleksandra Radzikowska czeka na informacje

Masz dla nas temat?

Kontakt pod numerem: 733 842 795
stopka redakcyjna

FELIETON To se ne vrati
TOMASZ WIĘCŁAWSKI

FELIETON
Larum grają! Płoną Dzikie Pola
RADOSŁAW RZESZOTEK

Redakcja „Poza Toruń”
Złotoria, ul. 8 marca 28 redakcja@pozatorun.pl

Wydawca

Goldendorf

Redaktor Naczelny Sekretarz Redakcji

Radosław Rzeszotek goldendorf@goldendorf.com Agnieszka Korzeniewska (aga@ tylkotorun.pl) Tomasz Więcławski (GSM 535 405 385) Maciej Koprowicz, Marcin Tokarz

Próbowały. Zebrały się wszystkie. Tajemnicą poliszynela jest, że niekoniecznie się lubią. Złośliwi mówią, że skład kadry trenerowi Makowskiemu podano na kartce. Dziesięć lat temu nie było na nie silnych w Europie. Glinka zbijała tak, że boisko trzęsło się w posadach. Konkurentki widziały piłkę, gdy ta odbijała się już trzeci raz od boiska. Iza Bełcik była jedną z najlepszych rozgrywających na Starym Kontynencie. Do Kasi Skowrońskiej wzdychał każdy fan siatkówki nad Wisłą. Teraz zadanie było szalenie proste. Wystarczyło pokonać Belgijki - dziewczyny, które w kobiecej siatkówce znaczą mniej więcej tyle, ile reprezentacja naszych kopaczy w „nogę”. Ze Szwajcarkami i Hiszpankami poszło łatwo. Bez straty seta „Złotka” uporały się z rywalkjami z siatkarskiego „trzeciego świata”. Egzamin wypadł na niedzielę. Ta, jak wiadomo, „zawsze jest dla nas”. Niedokładność w pierwszej partii zrzucaliśmy na karb nerwów. Trener nie mieszał ustawieniem. Wierzył w dziewczyny do końca. „Uspokujcie się” - powtarzał jak mantrę. Przepustka na mudnial stała

otworem. Turniej kwalifikacyjny graliśmy w Łodzi przy najlepszej na świecie publiczności. Dojrzałości i doświadczenia naszym paniom nie zabrałko. Nie mogły zrobić więcej. Glinka przez dekadę robiła różnicę. Nie mogła jednak wygrać sama ze zgraną belgijską paką. W trzecim secie do szczęścia brakowało niewiele. Eleonora Dziękiewicz popisywała się punktowymi blokami w swojej karierze tysiące razy. Tym razem zachowała się jak juniorka. Ściągnęła piłkę rozgrywającej po drugiej stronie siatki. Były łzy, smutek, lament. Na to jednak pracowaliśmy od kilku lat. Zawsze któraś była obrażona. Nigdy „Złotka” nie grały w najsilniejszym składzie. Trener Niemczyk powtarzał, gdy pytano go, dlaczego u niego grają najładniejsze dziewczyny, że gry w siatkówkę można się nauczyć. Teraz wróciliśmy do tego punktu. Na halę i do treningów. O polskich piłkarkach ręcznych do niedawna niewielu słyszało. Praca u podstaw z nowym trenerem zaowocowała 4. miejscem na świecie. Mamy nowe idolki, z którymi się utożsamiamy.

A my na koń nie siadamy, za szablę nie chwytamy!? Wprawdzie Dzikie Pola nie leżą już w granicach Rzeczpospolitej, to przecież niejeden z nas wzdychał czytając Sienkiewicza i śnił o zawsze zwycięskiej husarii. Nasza polityka wobec Ukrainy niespecjalnie zmieniła się od czasów Chmielnickiego. Do Kijowa nadal wyprawiają się głównie posłowie Sejmu polskiego, który jak wtedy jest raczej zbieraniną, niż reprezentacją. Szkoda, że to współczesny car Rosji wpada na wódkę Kijowa, bo wolałbym przecież oglądać polskiego prezydenta polującego w towarzystwie ukraińskiego kolegi po fachu. Spełniłby się wówczas plan marszałka Piłsudskiego, który w silnej Ukrainie upatrywał obrony przed odwiecznym zagrożeniem ze wschodu. A sytuację w Europie mamy wprost idealną - nasi historyczni wrogowie i sojusznicy tkwią w

apatii, co tak trafnie zauważył ostatnio Andrzej Stasiuk na łamach „Die Welt”. Kto pomoże Ukraińcom? Niemcy? Francuzi? Może Amerykanie? Prędzej uwierzę w desant komandosów z Laosu... Braterskiej pomocy w swoim stylu udzielają za to oczywiście Rosjanie. My tymczasem ślemy konwoje z ciepłą odzieżą i lekarstwami. Na Dzikich Polach znów pojawił się ogień. Krew się przelała. A Kozacy to „wojenny lud” - tak śpiewają tam przy wódce. Poza tym, kiedy my na rękach nosiliśmy Adama Małysza, oni kochali się w braciach Kliczko. Różnice widać gołym okiem. Kozaka nie da się zastraszyć - o czym dobrze wie Janukowycz, w końcu sam nim jest. Kozaka nie da się złamać, trzeba go zabić - to też nie zmieniło się od czasów Chmielnickiego...

Dział reportażu

Dział informacyjny

Łukasz Piecyk, Jacek Laskowski, Aleksandra Radzikowska, Michał Ciechowski, Monika Olender

Dział foto

Adam Zakrzewski Maciej Pagała

E-wydanie:

Łukasz Piecyk

REKLAMA

Aleksandra Grzegorzewska (GSM 512 202 240), Małgorzata Kramarz (GSM 607 908 607), Karol Przybylski (GSM 665 169 292) Kinga Baranowska (GSM 796 302 471) reklama@pozatorun.pl

Skład

Studio Poza Toruń

Druk:

Agora SA. Piła

Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń. Na podstawie art.25 ust. 1 pkt 1b ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych Agencja Public Relations Goldendorf zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie materiałów opublikowanych w “Poza Toruń” jest zabronione bez zgody wydawcy.

ISSN 2084-9117
***

3 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014

Dobro wraca niespodziewanie
Tomasz Więcławski
Założyciel firmy Radio System udziela się charytatywnie na wielu polach. W pełni podziela ideę Jurka Owsiaka, ale wspiera również lokalny sport. Sam był kiedyś hokeistą, ale karierę przerwała kontuzja kolana. Żałuje tego, co stało sie z tą dyscypliną w Toruniu. Łysomicki sztab WOŚP mieszkaniec obrzeży Torunia wybrał z kilku względów. - Moja żona Justyna pochodzi z tej gminy - mówi Przemysław Radio, właściciel firmy Radio System. - Organizacja finału i zaangażowanie sztabu jest w Łysomicach na najwyższym poziomie. Czujemy sie tam znacznie bardziej rodzinnie i ciepło. Ludzie są przyjaźniejsi dla siebie i mocno zintegrowani. Mam też wielu znajomych z tamtego terenu, a finał WOŚP jest okazją, żeby się spotkać. W normalne dni człowiekowi brakuje często na to czasu. Do dziś mieszkaniec Torunia pamięta pierwsze zaproszenie. - Poczułem od razu dobry i szczytny cel, który ludzie związani z orkiestrą realizują - opowiada właściciel Radio System. - Jak była możliwość, to zawsze licytowałem złote serduszko. Brałem udział chyba w sześciu takich akcjach. Trzy razy udało się zwyciężyć. Konkurencja jest tam jednak spora, bo chętnych nie brakuje. Rywalizacja przebiega jednak w zdrowej atmosferze (śmiech). W tym roku złote serduszko nr 92, które przyznano sztabowi w Łysomicach, było jednym z dziesięciu licytowanych na imprezach plenerowych w naszym kraju, a jedynym w województwie kujawsko-pomorskim.

REGION

Przemysław Radio wylicytował złote serduszko Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Łysomicach po raz trzeci. Tym razem kosztowało 16 400 złotych
- To żaden mój sukces - mówi właściciel firmy. - Mam wykwalifikowaną kadrę, która na co dzień dba o reputację przedsiębiorstwa w kontakcie z klientem. Osoby i instytucje wracają, więc chyba się sprawdzamy.

Chętnych było wielu
Zawodową karierę trzykrotny zwycięzca licytacji złotego serduszka związał z elektronicznymi systemami zabezpieczeń. To zajęcie niezwykle czasochłonne, która nie pozwala realizować wielu pasji w takim zakresie, w jakim by się chciało. Nie oznacza to jednak, że Przemysław Radio porzucił zainteresowania z młodzieńczych lat. - W hokeja już nie gram, bo zdrowie nie pozwala - opowiada filantrop z Torunia. - Kiedyś byłem zawodnikiem drużyny grającej w I lidze. Wspierałem jednak jak mogłem klub TKH, ale wyszło jak wyszło. Czuję się, pewnie zresztą nie tylko ja, oszukany. Żal, że tak to się potoczyło, bo warunki dla tego sportu są w naszym mieście. Pozostaje żużel, z którym również jestem związany. Razem z żoną chodzimy na mecze. Wspieram Unibax, jeżeli jest taka potrzeba.

Sprzęt z logo WOŚP
Przemysław Radio ma czwórkę dzieci. Najmłodsze są czteromiesięczne bliźniaki. Jeden z nich wylądował niedawno w szpitalu mając zapalenie płuc. - Nie jest to groźna choroba, ale dla tak młodego organizmu poważna - opowiada ojciec. - Wszystkie maszyny, których lekarze używali do leczenia mojego dziecka, były z logiem WOŚP. Dobro wraca więc w najmniej oczekiwanym momencie. Szkoda, że naturalne zadanie polskiego państwa musi być realizowane przez osoby prywatne. Zbiórki takie jak ta powinny być organizowane na kolonie dla dzieci z biedniejszych rodzin, a nie na podstawowy sprzęt medyczny. Jest jednak tak, jak jest, więc trzeba pomagać w miarę możliwości. Na hobby właściciel dużej firmy nie ma zbyt wiele czasu. - Dwa razy w roku udaje się wyjechać na ryby - śmieje się Przemysław Radio. - Najczęściej jeździmy nad Jeziorak koło Iławy i jezioro Szczytno. Moje wędkarskie osiągnięcie to złowienie 3kg lina na brązowy medal. Nad wodą odpoczywam i ładuję akumulatory.

Miasto moje a w nim
Początek kariery zawodowej związał z Warszawą. Było w tym, jak to w życiu, trochę przypadku. Torunianin dwadzieścia lat temu uczestniczył w swoistym castingu jednej z ogólnopolskich firm ochroniarskich, która poszukiwała techników do montażu elektronicznych systemów zabezpieczeń. Miej-

sca były trzy, a chętnych 127. Udało się jednak. Po pół roku samodzielnej pracy w stolicy i posmakowaniu zawodu spróbował swoich sił w rodzinnym mieście. Pomocną dłoń wyciągnął świętej pamięci Roman Kannenberg właściciel Biura Ochrony Asekuracja. - Był dla mnie mentorem i osobą, która wprowadziła mnie w branżę - mówi Przemysław Radio. - Od tego czasu współpracujemy z Asekuracją. Oni ochraniają obiekty,

a my montujemy instalacje, serwisujemy ją i konserwujemy. Technika przez czternaście lat istnienia firmy poszła znacząco do przodu. Radio System nadąża jednak za nowinkami technicznymi. Kryzys odbił się na firmie, jak na każdej innej, ale udało się przetrwać trudny okres. O sukcesie interesu świadczy fakt, że od jej powstania z jej usług skorzystało 1300 klientów, co daje średnią stu nowych podmiotów na rok.

Fot. Maciej Pagała

t.wieclawski@pozatorun.pl

4 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014

Z Polski obywatele uciekają
O szansach Polski Razem Jarosława Gowina, liberalizmie gospodarczym, sytuacji na Ukrainie i medialnym linczu, z Przemysławem Wiplerem, byłym prezesem Fundacji Republikańskiej i posłem na Sejm RP, rozmawia Tomasz Więcławski
Widzi Pan miejsce na polskiej scenie politycznej dla Polski Razem Jarosława Gowina? Sondaże nie są zachęcające. Polska Razem Jarosława Gowina nie została jeszcze nawet zarejestrowana przez sąd. Borykamy się z wyzwaniami, które miały wszystkie nowe projekty polityczne, dla których sondaże nie były łaskawe do momentu, w którym nie odniosły sukcesu w wyborach. Przekroczenie progu wyborczego zmienia wiele w tej kwestii. Jesteśmy obecnie jedyną formacja, która łączy hasła umiarkowanie konserwatywne i wyraziście wolnorynkowe. Nastawiamy się na niższe podatki, mniej biurokracji i więcej przedsiębiorczości. A Kongres Nowej Prawicy? Rzeczywiście programowo najbliżej nam do tej partii, ale jest to środowisko pozaparlamentarne. Bez przedstawicieli w parlamencie, Parlamencie Europejskim i samorządach trudno mieć na cokolwiek wpływ. Różnimy się również od Janusza Korwin-Mikkego stylem uprawiania polityki. Nie boi się Pan powtórki z PJN? O efekcie świeżości w przypadku środowisk, które utworzyły Polskę Razem trudno mówić. Problemem będą też fundusze. Na kampanię wyborczą potrzeba ogromnych środków, a Państwo nie mają subwencji. Ani w biznesie, ani w polityce pieniądze nie są najważniejsze. Jeżeli ktoś ma dobry pomysł i oferuje coś, czego potrzebują ludzie, pojawiają sie ci, którzy chcą poświęcić się dla tej idei, a nawet zaryzykować dla niej swój czas i pieniądze. Donald Tusk obiecywał w czasie swojego pierwszego expose, że nigdy nie będzie podnosił podatków i że wyrzuci z PO każdego, kto będzie chciał je podnosić. Okłamał Polaków. Podniesiony został VAT, składka rentowa, akcyza na wszystkie produkty, co jest najbardziej bolesne w przypadku paliwa. Z zapowiedzi obecnego rządu wynika, że to wcale nie koniec. Przejdźmy więc do konkretów. Co powinno się w pierwszym go wpływania na bieg zdarzeń. Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński prowadzili tę politykę lepiej. Ten drugi miał pomysł na całą Europę Środkową. Kluczowym graczem z Unii Europejskiej, który realizuje obecnie swoje interesy na Ukrainie, są Niemcy. Prawdziwe są więc słowa Andrzeja Stasiuka, że "w Polsce wyblakły kolory pomarańczowej rewolucji"? Wyblakły, oczywiście. W pewnym momencie pojawiło się w Polsce przeświadczenie, że nie ma dobrych chłopców na Ukrainie i każda ze stron sporu politycznego na Krymie ma swoje na sumieniu, a koniec końców decydują interesy. Uznano, że pod pewnymi względami reprezentujący interesy ukraińskich oligarchów, którzy chcą pozostać niezależni od Rosji, prezydent Janukowycz będzie dbał o niezależność od Moskwy. Ukraina miała stać na dwóch nogach realizując biznesy ze wschodem i zachodem. Nie udało się. W interesie Polski jest swobodny przepływ kapitału, ludzi i biznesu zza Buga, bo buduje to dobrobyt obu narodów. Planu współpracy nie ma niestety obecnie ani po stronie ukraińskiej, ani unijnej. Media i opinia publiczna wydały jednoznaczny wyrok w sprawie Pana starcia z policją przy ulicy Mazowieckiej. Nagrań jednak nadal nie ujawniono. Co Pan czuje? Było mi bardzo przykro w pierwszych dniach. Przecierałem oczy ze zdumienia patrząc na to, co działo się w mediach. Teraz mogę tylko spokojnie czekać na zakończenie tej sprawy. W czasie trzech miesięcy po medialnych zarzutach policjantów, strony w tej sprawie, nie ujawniono nagrań z monitoringu. Co więcej, nie poproszono mnie nawet o złożenie wyjaśnień w tej sprawie, nie mówiąc już nawet o zarzutach. Sytuacja ta coraz bardziej kompromituje polską policję i prokuraturę. Trzy miesiące to dużo czasu, żeby przejrzeć dwudziestominutowy zapis z monitoringu. To nie ja w dłuższym okresie będę musiał tłumaczyć się przed opinią publiczną. Doszedł już Pan z małżonką do porozumienia w sprawie imienia dla nienarodzonego jeszcze dziecka? Będzie miał na imię Jan. Najprawdopodobniej Jan Paweł.

WYWIAD

rzędzie zmienić w polskim prawie, żeby urzeczywistniła się Pana wizja rozwoju Polski? Jakie jest najważniejsze wyzwanie, które przed nami stoi? Jest tylko jedno wyzwanie o takim charakterze, a wszystkie inne są jego pochodnymi. Przez ostatnie 10 lat ponad dwa miliony Polaków wyjechały z naszego kraju. Co trzeci Polak, zwłaszcza młody, rozważa wyjazd, a ci, któ-

rzy zostali, boją się w niej zakładać rodziny. Jak tak dalej pójdzie, to skończy się to dewastacją systemu ubezpieczeń społecznych, opieki zdrowia, edukacyjnego. Tworzono przez 25 lat kraj, w którym nie chcą mieszkać jego obywatele, bo boją się o swój los. Co więc trzeba zmienić, żeby zatrzymać ten trend? Żeby udało się sprostać temu wyzwaniu trzeba radykalnie przebudować system podatkowy. Postulujemy likwidację podatku PIT, który jest drogi, nieefektywny, a wcale nie generuje dla budżetu wielkich wpływów. Trzeba również zmienić system emerytalny. Konieczne jest zniesienie składki emerytalnej, która zabija nowe miejsca pracy i wypycha Polaków za granicę. Nie powinien istnieć również ZUS nieefektywny i szalenie drogi pośrednik przejadający większość środków przeznaczonych na świadczenia dla osób starszych. Postulujemy wprowadzenie tzw. emerytury obywatelskiej. Każdy nowowchodzący na rynek pracy miałby w założeniu stałą kwotę, którą otrzyma po wypracowaniu lat, a na resztę swojej godnej przyszłości będzie mógł odłożyć we własnym zakresie. Bez tych zmian trudno mówić o jakich-

kolwiek reformach. A przedsiębiorczość? Konieczne jest przeprowadzenie głębokiej deregulacji. Wszystkie obowiązki obciążające przedsiębiorców i obywateli, które są zbędne w świetle prawa unijnego, powinny zostać skasowane. Te natomiast, które są szkodliwe, musimy jak najpóźniej i jak najmniej ochoczo wdrażać w życie. Przykładem z ostatnich miesięcy jest regulacja w sprawie wędzenia kiełbas, która jest szkodliwa dla naszych interesów. Jeżeli chcemy się rozwijać, musimy walczyć o swoje produkty, naszych przedsiębiorców i silne punkty polskiej gospodarki. Jak się Panu podoba zaangażowanie polskich władz w sprawie Ukrainy? Bez niepodległej Ukrainy nie ma niepodległej Polski. W czasie ostatnich sześciu lat, po okresie bardzo dobrej współpracy, którą Polska miała z liderami pomarańczowej rewolucji, nie było pomysłu na to, w jaki sposób utrzymywać bieżące relacje z tym krajem. Nasz najbliższy sąsiad ma bardzo trudną sytuację wewnętrzną. Wychodzą błędy i zaniedbania, których dopuściliśmy się tracąc możliwość realne-

BIOGRAM
Przemysław Janusz Wipler (ur. 15 lipca 1978 w Piekarach Śląskich) – polski polityk, nauczyciel akademicki, urzędnik państwowy, były prezes Stowarzyszenia KoLiber i Fundacji Republikańskiej, prezes Stowarzyszenia „Republikanie”, poseł na Sejm VII kadencji.

5 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014

Tajemnica spowiedzi
Marcin Tokarz
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – oznajmiła młoda kobieta zaraz po tym, jak weszła do konfesjonału. Ksiądz wykonał znak krzyża i rozpoczął tradycyjną formułkę. Ich twarze dzieliła drobna, drewniana kratka. - Proszę księdza, mam na sumieniu grzechy, za które nawet nie łudzę się, że Bóg mi wybaczy. Chcę po prostu to komuś opowiedzieć… Kiedyś, jeszcze zanim otępił alkoholem swój "piękny umysł", liczenie kart przychodziło mu z łatwością, jakby był stworzony tylko do tego. Procenty zrobiły swoje i z upływem lat polegać mógł jedynie na strategii i pomarszczonej już „twarzy pokerzysty”. Spał do późna, a gdy wstawał, opróżniał parę szklanek najtańszej whisky. Potem znów szukał szczęścia… - Mój ojciec kochał mnie tylko, gdy byłam mała i słodka – Matylda tłumaczyła wielebnemu. – Gdy popadł w hazard, zapominał o naszym istnieniu. Parę razy, kiedy mama rozbiła mu o to awantury, dostała od niego w twarz. Z czasem i my przestałyśmy go kochać. Mieszkali w dwupokojowych lokalu w centrum miasta. Kiedyś na jego ścianach wisiały obrazy, w szkatułkach Lidia trzymała swoją biżuterię, a Matylda słuchała muzyki z nowoczesnych głośników. zumieniem. Kobiety uporczywie czekały, aż hazard sam wykończy Miłosza. Chciały zobaczyć, jak łatwy pieniądz, za którym tak goni, zadaje mu ostateczny cios. - Postanowiłyśmy go zmanipulować – Matylda dalej zwierzała się księdzu. – Namówiłyśmy ojca na grę z Karolem. Oczywiście opisując go, jako nieznanego nam bliżej chojraka, który tak naprawdę w pokerze kieruje się wyłącznie szczęściem. Obiecałyśmy, że będziemy przy grze i w razie, czego podpowiemy ojcu, jakie karty trzyma w dłoni. Zgodził się. Usiedli naprzeciwko siebie w mieszkaniu Karola. Miłosz siedział blisko drzwi wyjściowych. Robił tak, gdy partia toczyła się o wysoką stawkę. Nieraz dawał nogę z pieniędzmi, kiedy przegrana oznaczała już tylko bankructwo. Do gry weszli z 2000 zł. - Ojciec myślał, że nakłonił matkę, by sprzedali swoje obrączki, aby zdobyte pieniądze posłużyły mu do wygrania - Matylda ciągnęła swoją spowiedź. - Jak zwykle, przyjął zwycięstwo za pewnik. Nie miał pojęcia, że mamie i mi już zupełnie na nim nie zależy. Na stole leżały dziewiątka, dziesiątka, walet i dama. Wszystkie w kolorze serca. Miłosz miał w ręku asa i króla trefl. Był pewny swojej wygranej. Nie wierzył, że Karol położy na stół króla serce. Postanowił wejść va-bang. Rywale wbili w siebie spojrzenia. Ich twa-

REGION

Przed wyznaniem swoich grzechów ostrzegła kapłana, że z pewnością nigdy dotąd nie usłyszał historii tak niewiarygodnej, a mimo to prawdziwej. Nie zdawał sobie wtedy sprawy jak bardzo się myliła
rze zastygły na kilka minut. - Sprawdzam – rzekł Karol ze spokojem. Miłosz uśmiechnął się. Obaj pokazali karty. Ojciec Matyldy nagle zamarł. Karol miał króla serce. - To jeszcze nie koniec, gramy dalej! – oznajmił przegrany. - Przecież jesteś spłukany – Karol odpowiedział stanowczo. - Niech twoją stawką będą te cztery tysiące, a moją Matylda. Zrobisz z nią, co zechcesz! – Miłosz wpadł w desperację. - Ty nędzny śmieciu, jesteś spłukany, a teraz nie masz już nawet rodziny. Wpadłeś mężusiu. To twój koniec! – Lidia wykrzyknęła mu to w twarz z dziką satysfakcją. W tym momencie hazardzista zdał sobie sprawę, że padł ofiarą oszustwa i zdrady. Zerwał się z krzesła, by chwycić torbę z gotówką. Nim się obejrzał z jego dłoni sterczało ostrze noża. Wbił je Karol. Tak, aby przygwoździło go ono do stołu. - Zostawiłyśmy ojca zbankrutowanego z zakrwawioną ręką i odeszłyśmy na zawsze razem z Karolem – Matylda zmierzała już do końca opowieści. – Więcej grzechów nie pamiętam. Ze wszystkich tylko z tym nie jestem w stanie żyć. Ksiądz westchnął. Milczał przez kilka chwil, po czym wykonał znak krzyża ręką, którą szpeciła blizna po ranie kutej… - Bóg wybacza ci twoje winy moje dziecko i mi wybaczył, gdy kiedyś błądziłem…

Im bardziej Miłosz popadał w długi, tym uboższe było mieszkanie jego rodziny. - Zanim ruszył na „partyjkę” sprzedał telewizor w lombardzie – Matylda opowiadała tę historię z dużą płynnością, jakby jej recytacje ćwiczyła od lat. - Gdy wrócił późnym wieczorem, jedyne, co miał do powiedzenia, to, że z trójką asów prawie nie da się przegrać… Tak naprawdę, wyznanie grzechów Matyldy nastąpiło dopiero po 20 minutach spowiedzi. Zawahała się, czy ksiądz jest właściwym adresatem jej słów... Słuchaj

ich jednak cierpliwie. Trzydziestoparolatce wydawało się, że ma dla niej zrozumienie. Postanowiła mówić dalej. - Mama zaczęła potajemnie spotykać się z innym mężczyzną, Karolem – podjęła kobieta i instynktownie zasłoniła dłonią usta. – Polubiłam go. Szanował nas. Pamiętał o naszych urodzinach… Przy nim czułyśmy się bezpiecznie. To właśnie z nim chciałyśmy związać swoją przyszłość, a ojca posłać do diabła… Przepraszam proszę księdza. - Nic się nie stało moje dziecko… - odpowiedział, znów ze zro-

6 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014

Marszałek województwa
Zarząd Województwa dzieli podtoruńskie gminy na lepsze i gorsze. Chełmża i Czernikowo stracą
Radosław Rzeszotek
Takiej niesprawiedliwości nie spodziewał się chyba nikt. Zarząd Województwa Kujawsko-Pomorskiego planuje usunięci gmin Chełmża i Czernikowo oraz miasta Chełmża z Miejskiego Obszaru Funkcjonalnego. W praktyce oznacza to wielomilionowe straty dla tych trzech samorządów, które zostaną odcięte od unijnych dotacji. Podtoruńscy samorządowcy zaprotestowali jednym głosem. Czy to jednak wystarczy? Według założeń Ministerstwa Rozwoju unijny budżet na lata 2014-2020 miał zostać podzielony na określone projekty. Jednym z kluczowych miał być projekt Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych, który miał być instrumentem ułatwiającym elastyczny podział unijnych pieniędzy. Jednym z najważniejszym jego założeń jest „współpraca samorządów na rzecz maksymalnego wykorzystania wspólnych atutów i rozwiązywania problemów” (cytat z oficjalnego stanowiska Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju w sprawie powołania ZIT). Aby określić ramy ZIT, Urząd Marszałkowski zaczął tworzyć mapę Metropolitarnego Ośrodka Funkcjonalnego. Od jego kształtu zależeć będzie przyszły podział środków. Pieniądze w ramach ZIT mają zostać wykorzystane na rozstaną specjalne programy pomocowe. Jednak zdaniem Zarządu Województwa miasto i gmina Chełmża, jak i gmina Czernikowo na ZIT po prostu nie zasługują. Tymczasem ta ostatnia jest w województwie jedną z najlepiej pozyskujących unijne środki. Według najnowszego rankingu „Rzeczpospolitej” znajduje się na 54 miejscu spośród wszystkich gmin w Polsce pod względem wykorzystywania pieniędzy z Brukseli. - Dla nas ta decyzja jest niezrozumiała, niesprawo. - Trudno jest oszacować ile dokładnie na tym stracimy, ale uśredniając będzie to kwota co najmniej 5 milionów złotych. Komuś zależy, aby w tej sprawie toczyć polityczną grę. Szkoda, że naszym kosztem. Przypomina mi to sytuację z czasów wprowadzania reformy samorządowej, gdzie w pierwotnej wersji nasza gmina miała być częścią powiatu aleksandrowskiego. Na papierze, z perspektywy Warszawy, rzeczywiście wyglądało, że tam pasujemy najbardziej. Tyle, że w ministerialnych planach zapomniano... o Wiśle, która dzieli nas od tamtej części regionu. Nieoficjalnie podtoruńscy samorządowcy przyznają, że gra toczy się pomiędzy Toruniem a Bydgoszczą. Jeśli zwycięży koncepcja „toruńska” - nie straci Chełmża, ani Czernikowo (zyska też Aleksandrów Kujawski i Ciechocinek). W przypadku przeforsowania opcji „bydgoskiej” - większość pieniędzy popłynie na zachód województwa (w tym do Łabiszyna i Nakła zamiast Chełmży i Czernikowa). - Nie do zaakceptowania jest dla mnie decyzja podważająca integralność powiatu

REGION

wój transportu łączącego miasto i okalające je gminy, przywracanie funkcji społeczno-gospodarczych zdegradowanych obszarów miejskiego obszaru f u n kc j on a l n e go, poprawę stanu środowiska przyrodniczego na obszarze funkcjonalnym miasta, czy wzmacnianie badań, rozwoju technologicznego oraz innowacji. Dzięki nim będą powstawać ścieżki rowerowe, rewitalizowane będą domy a nawet całe dzielnice, a dla osób zagrożonych wykluczeniem społecznym wprowadzone zo-

wiedliwa i krzywdząca – mówi Dariusz Zagrabski, zastępca wójta gminy Czerniko-

Więcej dopłat, mniej środków na rozwój
O środkach przypadających wsi z Unii Europejskiej w latach 2014-2020, efektach wdrażania projektów europejskich w poprzednich latach, świadomości mieszkańców małych miejscowości i roli ARiMR, z Andrzejem Owczarzem, dyrektorem kujawsko-pomorskiego oddziału regionalnego ARiMR, rozmawia Tomasz Więcławski
Czy już wiadomo, jakie środki trafią na polską wieś w nowej perspektywie finansowania unijnego na lata 2014-2020? Dostaniemy ich więcej czy mniej w stosunku do okresu 2007-2013? Na co zostaną przeznaczone miliardy euro? Jest jeszcze za wcześnie, żeby mówić o konkretach. Znamy jedynie zarysy nowego okresu rozliczeniowego. Dopiero w grudniu zostały wydane pierwsze rozporządzenia, które mają charakter ramowy. Na ich podstawie Komisja Europejska wyda rozporządzenia wykonawcze. Wtedy po stronie administracji naszego kraju będzie przygotowanie dokumentów, które określą pulę środków na dane działania. Kiedy możemy się spodziewać konkretów? Każdy miesiąc przynosić będzie nowe informacje. Wiedzę szczegółową i ostateczną możemy mieć jednak dopiero jesienią, a nawet pod koniec 2014 roku. Dane liczbowe odnośnie środków na dopłaty bezpośrednie i restrukturyzację rolnictwa są jednak wstępnie znane? Tak. Dysponujemy taką wiedzą, chociaż jeszcze raz muszę podkreślić, że nie jest ona ostateczna. Środków w ramach wspólnej polityki rolnej, które przypadną Polsce w nowym okresie finansowania, ma być więcej niż w poprzednim. Zmienia się jednak charakter tej pomocy i podział pieniędzy pomiędzy dwa filary. Następuje przesunięcie w kierunku zwiększenia puli środków przypadających na płatności bezpośrednie, a zmniejszenia tych, które przypisane są na rozwój i modernizację. Mówmy o liczbach. W latach 2007-2013 środków finansowych, które przyznano naszemu państwu w ramach polityki rolnej, było 28,6 miliarda euro. Na płatności bezpośrednie przypadało nieco ponad 15 miliardów euro. Teraz będzie to kwota 21,1 miliarda. Środki na rozwój spadną z poziomu 13,6 miliarda euro do poziomu ok. 11 miliardów euro. Wieś nie będzie się tak szybko rozwijała? Suma środków wyniesie ponad 32 miliardy euro. Nie można powiedzieć, że to mała kwota. Dyskusyjne jest to, dlaczego zmniejszają się proporcjonalnie środki na rozwój obszarów wiejskich. Będzie jednak możliwość uzupełnienia powstałych „braków” z Funduszu Spójności. W ubiegłym tygodniu minister rolnictwa podał informację, że kwota środków, które mają być przesunięte między tymi filarami (z Funduszu Spójności na drugi filar) będzie wynosiła
Fot. Maciej Pagala
Andrzej Owczarz uspokaja rolników: dopłaty będą na tym samym poziomie, co w 2013 roku.

ogromnej skali. Mieliśmy w latach 2007-2013 znacznie więcej wniosków niż środków. Charakterystyczne jest również to, że wzrastała liczba złożonych dokumentów wraz ze zbliżaniem się końca okresu rozliczeniowego. Oczywiste jest jednak to, że szansę na uzyskanie funduszy na modernizację gospodarstw mieli większą ci, którzy zdecydowali się na to wcześniej. Jakie są różnice w specyfice powiatów toruńskiego i bydgoskiego, które państwu podlegają? Można mówić o różnych potrzebach wsi w tych jednostkach samorządowych? Z naszego punktu widzenia znaczących różnic nie widać. Każde gospodarstwo ma taką samą szansę na uzyskanie środków. Są pewne punkty rankingowe, jak np. stopa bezrobocia na danym terenie, które mogą wpływać na status danego wniosku, ale nie są one w odniesieniu do tych powiatów kluczowe. Z pomocy w poprzednim okresie programowania skorzystało w powiecie toruńskim ok. 4600 gospodarstw, a w bydgoskim ok. 3900. Nie jest to duża różnica. A jakimi środkami dysponował łącznie kujawsko-pomorski oddział ARiMR w latach 2007-2013? Łączna pula środków wdrażanych przez ARiMR i samorząd wyniosła 3,2 miliarda euro.

5,2 miliardów euro. Pieniądze te mają trafić do samorządów i mają być rozdysponowane przez Urzędy Marszałkowskie. Te jednostki, poza ARiMR, są instytucjami wdrażającymi środki w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Co w takim razie z dopłatami unijnymi? Wiele małych i średnich gospodarstw dzięki nim istnieje. Już wcześniej zostało ustalone, że w 2014 roku będą one na takim samym poziomie, co w 2013. Wnioski przyjmować będziemy więc w normalnym trybie. Nie

ma więc absolutnie powodów do obaw. Czy po kilku latach wdrażania środków unijnych można mówić o zmianie świadomości rolników w zakresie możliwości uzyskiwania pomocy ze środków zewnętrznych? Oczywiście. Widać to w statystykach. Wiedza na temat instrumentów finansowania wspólnej polityki rolnej jest co raz większa. Nie tylko dopłaty do gruntów i upraw cieszą się popularnością. Średnie gospodarstwa, do których skierowanych jest wiele działań, korzystają z pomocy unijnej w

7 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014

wycina gminy
przez to ogromne pieniądze z Unii Europejskiej
toruńskiego, a tu mamy z tym właśnie do czynienia – mówi Jerzy Czerwiński, burmistrz Chełmży. - Sprawa jednak wciaż nie została przesądzona, dlatego mam nadzieję, że uda się jeszcze zmienić niekorzystne dla nas rozwiązania. Burmistrz Czerwiński jest jednym z sygnatariuszy listu otwartego w sprawie wytyczenia granic Miejskiego Obszaru Funkcjonalnego. Podpisali się pod nim wszyscy wójtowie, burmistrz oraz starosta toruński, Mirosław Graczyk. - Koncepcja prof. Śleszyńskiego, na której oparł swoją decyzję Zarząd Województwa, jest niefortunna ze względu na stosunkowo historyczne dane, które sięgają nawet 2002 roku – mówi Mirosław Graczyk, starosta toruński. - Wydaje nam się, że skoro mamy już gotowy podział terytorialny, to dzielenie powiatu jest niezrozumiałe. Nie ma mowy, że któryś z naszych samorządów jest mniej lub bardziej związany z Toruniem. Co więcej, rozwój gmin powiatu toruńskiego to dynamiczny proces, nad którym trzeba się pochylić przy opracowaniu MOF-u, aby obszar ten był także aktualny za 10 czy 20 kowskiego przekazało oficjalne oświadczenie Piotra Całbeckiego, marszałka województwa kujawsko-pomorskiego: Cieszy nas, że cały powiat toruński chce być w obszarze Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych. Dostrzegamy potrzebę włączenia do tego ZIT-u również Aleksandrowa Kujawskiego i Ciechocinka. Nieporozumieniem jest traktowanie, przekazanych przez nasz urząd do samorządów, wytycznych Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju dotyczących m.in. obszaru mającego należeć do Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych, jako decyzji zarządu województwa. To zdecydowanie przedwczesne, bowiem żadne decyzje w tej sprawie jeszcze nie zapadły. Samorządowcy z powiatu toruńskiego są jednak nadal zaniepokojeni. Zgodnym głosem przyznają, że usunięcie aż trzech gmin z mapy MOF będzie ogromnym ciosem dla całego powiatu. Wykluczone gminy na sześć lat zostaną odcięte od pieniędzy, które dotychczas gwarantowały systematyczny rozwój.

REGION

Komentarz
Taktyka Zarządu Województwa w tej sprawie przypomina żydowski dowcip, w którym najpierw trzeba zabrać, potem oddać, aby na końcu wyjść na mądrego i sprawiedliwego rabina. Dowcip ten jednak do przednich nie należy, a i sytuacja nieszczególnie jest zabawna. Generalnie przecież i tak wiadomo, że Piotrowi Całbeckiemu bliżej do regionu toruńskiego, niż bydgoskiego, choć z tamtejszymi elitami marszałek liczyć się musi. Gra o unijne pieniądze toczy się niezmiennie na linii Toruń-Bydgoszcz, a wójtowie czy burmistrzowie nie mają w tej rozgrywce zbyt dużo do powiedzenia. Dlaczego jednak marszałek w ogóle dopuścił do wycieku informacji na temat projektowanej mapy MOF? Uspokajające oświadczenia nie zmienią echa komentarzy, które przebiegły przez gabinety samorządowców. A nie są one dla marszałka ani pochlebne, ani pozytywne. Większość mieszkańców podtoruńskich gmin sprawę traktuje jak przepychanki lokalnych włodarzy. I chyba tak należy je traktować. Kiedy do wyborców dotrze informacja, że to właśnie ekipa rządząca województwem odpowiada za zastój i marazm w wykluczonych gminach, będzie już za późno. Zanim o sprawie zrobi się naprawdę głośno, będzie już po wyborach. I na cztery lata góra znów będzie miała spokój. Redakcja

lat. Warto też zauważyć, że nie tylko pieniądze z ZIT-ów będą opierały się o współpracę dużych ośrodków. Również nowe rozdanie funduszy w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego zakłada inwestycje na obszarach metropolitalnych. Tymczasem z perspektywy Urzędu Marszałkowskiego problem wydaje się o wiele mniej poważny. - W tym wypadku mamy

chyba do czynienia z czytaniem tekstu bez zrozumienia – powiedziała nam Beata Krzemińska, rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego. - Larum w powiecie toruńskim zostało wszczęte zbyt wcześnie, ponieważ Zarząd Województwa nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji w tej sprawie. Kilkanaście minut po tej rozmowie do naszej redakcji biuro pasowe Urzędu Marszał-

8 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014

Duch Frelichowskiego w blasku świec
Gimnazjum nr 1 w tym roku czeka wiele wydarzeń związanych z postacią błogosławionego księdza z Chełmży. W tym roku Rada Miasta uchwali przyjęcie przez placówkę imienia patrona harcerzy
Łukasz Piecyk Takiej akademii dawno nie było. W Chełmży w dniu obchodów 94. rocznicy powrotu miasta w granice Polski poza Apelem Poległych na Rynku w Gimnazjum nr 1 odbyło się odsłonięcie tablicy ku czci bł. ks. Stefana Frelichowskiego, patrona harcerzy. Brawom po występie uczniów nie było końca. Obchody tradycyjnie rozpoczęły się w centrum miasta pod tablicą upamiętniającą przejście Chełmży spod władzy pruskiej do Polski w 1920 roku. Towarzyszyło im odczytanie nazwisk poległych, którzy zginęli w trakcie walk o wolność. Wszystko przy świetle pochodni trzymanych przez harcerzy i uczniów. Po krótkim apelu w mroźne popołudnie odbył się uroczysty pochód do Gimnazjum nr 1 przy ulicy Piotra Skargi. W budynku szkoły, w której kiedyś uczył się ks. Frelichowski, odsłonięto tablicę ku czci błogosławionego. - Kilka lat czekałem na ten moment – mówi Sławomir Wierzbicki, dyrektor placówki. – Już w 2009 roku postanowiliśmy, że ten rok będzie właściwym momentem na wszelkie działania związane z przyszłym patronem naszej szkoły. Przyszłym, bo samorząd, rada rodziców i rada pedagogiczna zdecydowały, że szkoła przyjmie imię patrona harcerzy już w czerwcu. Stosowny wniosek trafił już do Urzędu Miasta pod głosowanie radnych. Oficjalnie decyzji nie ma, ale data przyjęcia jest już zaplanowana – będzie to 14 października, czyli Dzień Edukacji Narodowej. - To ważny moment także z czysto wychowawczych przesłanek, bo ks. Frelichowski jest od zawsze dla nas patronem do naśladowania – wyjaśnia Sławomir Wierzbicki. – Poza tym mamy sporo wątków, które świadczą o wyjątkowości tego roku. Mianowicie będziemy teraz obchodzić stulecie powstania naszego budynku. Poza tym w 2014 roku mija 15 lat od utworzenia gimnazjum. Wtedy także wyniesiono ks. Frelichowskiego na ołtarze. Zresztą na ten rok planujemy wspólnie z chełmżyńskimi harcerzami rozszerzyć coroczne wydarzenia związane z ich działalnością. Mam nadzieję, że nasza współpraca zacieśni się jeszcze bardziej. Po akademii przybliżającej postać błogosławionego nikt nie miał wątpliwości, że to postać bliska szkole. Całe wydarzenie było odczytaniem wspomnień po przyszłym patronie, które były przeplatane recytacjami i piosenkami związanymi z harcerstwem i walką wyzwoleńczą. Gdy uczniowie doszli do momentu śmierci księdza, a on sam zniknął z sali zostawiając białą róże na swoim krześle (w postać błogosławionego wcielił się także jeden z uczniów), każdy z występujących symbolicznie zgasił świece, które grały pierwsze skrzypce, gdy zgasła większość świateł w sali. - Zależało nam, aby przekazać tą inscenizacją wszystko, na czym nam zależy, ale jednocześnie nie zanudzić widzów – dodaje Sławomir Wierzbicki. – Sam pomysł wpadł nam do głowy podczas słuchania Starego Dobrego Małżeństwa. Nad wszystkim panowały nasze nauczycielki języka polskiego: Iwona Sumińska oraz Maria Sawicka. Muszę jednak nadmienić, że w przygotowanie włączyli się praktycznie wszyscy. Po całej akademii zaprezentowano także projekt nowego sztandaru szkoły, który fizycznie w ręce dyrekcji i uczniów trafi również w październiku. Była to także okazja do posumowania powiatowego Konkursu Kopernikańskiego, na który przyszło ponad 100 prac.

MIASTO CHEŁMŻA

9 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014
MIASTO CHEŁMŻA

Miłość Słodkiego Lorda
Młodym mieszkańcom Chełmży nazwa zespołu Odłam niewiele mówi. Ci, którzy pamiętają szare czasy PRL-u na pewno przypomną sobie piosenki pioniera rocka w mieście
Maciej Koprowicz Z gryfu został wiór, grałem milion różnych bzdur – słowa z kultowej „Autobiografii” Perfectu to historia życia tysięcy dorastających w socjalizmie Polaków. Poczucie wolności dawała w PRL tylko muzyka, więc grać każdy młody chłopak. Szał rock’n’rolla nie ominął również Chełmży, gdzie jednym z pierwszych rockmanów był Andrzej Jankowski. - Jak w to śpiewają w niejednej piosence, zaczynałem grać podłączając się do radia, w piwnicy – wspomina swoją młodzieńczą pasję pan Andrzej. – Chcieliśmy grać jak najostrzej, jak nasi idole. Dla rodziców to był zgiełk nie do zniesienia. Gdy słuchałem „Whole Lotta Love” Zeppelinów miałem uwielbienie na twarzy, a tata nie mógł pojąć, jak można słuchać hałasów jak z jakiejś fabryki – mówi ze śmiechem. Led Zeppelin, Santana, Nazareth, Beatlesi… Dźwięki gigantów rocka docierały i do najmniejszych miejscowości. Młodzi mieszkańcy Chełmży chłonęli je z pocztówek dźwiękowych i z eteru Radia Luxembourg. Ale samo słuchanie to było za mało – chciało się grać! Głośniki płonęły - Jako dzieciak śpiewałem dużo, ale w szkole wstydziłem się śpiewu do tego stopnia, że nauczycielka w siódmej klasie nazwała mnie kompletnym muzycznym beztalenciem – której powołano Jankowskiego. Nie oznaczała ona jednak końca jego muzycznej pasji. - W jednej z kompanii znalazłem pozytywnie zakręconego kolesia, Grzesia Banaszaka, który całymi dniami walił w szafki – wspomina muzyk. – Okazał się świetnym bębniarzem, ale i wokalistą, jak Phil Collins. Graliśmy z tym zespołem swoje rzeczy, ale i chałturki... Kiedyś graliśmy na weselu i zaproponowaliśmy gościom kawałek Deep Purple. Stali jak wryci, nikt nawet nie tupnął, więc musieliśmy wrócić do kawałków Krzysztofa Krawczyka (śmiech). Po powrocie do Chełmży powstał kolejny skład, już jednoznacznie popowy, Atut. – To też były trochę chałturki, śpiewał facet z operowym głosem, nie mógł być to rock – mówi Jankowski. - W połowie lat 80. dałem sobie spokój z czynnym graniem na jedenaście lat. Pan Andrzej wrócił do muzyki kilkanaście lat temu, po przeprowadzce do Torunia. Na co dzień pracuje jako kominiarz, ale nadal muzykuje – z nowym zespołem występuje na imprezach. Jego marzeniem jest stworzenie rockowego zespołu z udziałem swoich rówieśników. - Już nie myślę o tym, żeby kogoś muzycznie zaskoczyć, coś zdziałać w muzyce - przyznaje. - Ale chcę pograć, sam dla siebie. Dopóki będę mógł, to będę grał. To jest moja miłość.

I Ty możesz uratować
Cała Polska przyłączyła się do akcji pomocy dla 4-miesięcznego Maksia
Po narodzinach nic nie zwiastowało tragedii. Maksymilian bez przeciwwskazań został wypisany do domu. Miesiąc później u niemowlaka wykryto ostrą białaczkę. Rodzice apelują o pomoc. - Osoby, które nie przeżywają podobnej tragedii, nie wiedzą, jak możemy się czuć - mówi Kornelia Mattik, matka Maksia. - Tym bardziej nie potrafimy wyrazić słów podziękowania dla osób z całej Polski, którzy oferują nam pomoc. Diagnozę choroby lekarze zawdzięczają czujności rodziców. To oni, zaalarmowani sennością i brakiem apetytu dziecka, poprosili o szczegółowe badania. Ich wynik był jak grom z jasnego nieba. - Jedynym ratunkiem dla Maksia jest przeszczep szpiku kostnego od dawcy niespokrewnionego - dodaje Kornelia Mattik. - Chciałabym jednak zaznaczyć, że rejestrowanie się w bazie potencjalnych dawców szpiku może pomóc nie tylko Maksiowi, ale innym potrzebującym. Każdy zainteresowany pomocą może zarejestrować się w bazie w trakcie akcji, która odbędzie się 23 lutego (niedziela) w Szkole Podstawowej nr 3 w Chełmży, w godzinach: 10.00 – 16.00. Więcej informacji na www.pozatorun.pl. (ŁP)

Fot. Łukasz Piecyk

Andrzej Jankowski planuje teraz współpracować ze swoim kolegą Grzegorzem Kopcewiczem, liderem toruńskiego zespołu Butelka

śmieje się Jankowski. – Ale mój kolega Janek, ksywka „Budgie” (od słynnego zespołu hardrockowego – przyp. mk) który przychodził do mnie z gitarą, przekonał mnie, że słuch mam i nauczył mnie grać. Siadaliśmy z kolegami wieczorami na ławce i śpiewaliśmy. Czasami nas sąsiedzi wodą oblewali z góry, byśmy się zamknęli – wspomina. Pierwsza gitara trafiła w ręce Jankowskiego w wieku 17 lat – musiał zresztą samodzielnie dorobić do niej przystawki. Posiadanie gitary w tym czasie oznaczało od razu grę w zespole. W 1973 roku powstała grupa Odłam. - Obok mnie i Janka grali tam Stachu z Aleksandrowa i Leszek z Ciechocinka – wspomina muzyk. – Z początku grałem na gitarze rytmicznej, potem na basie. Graliśmy standardy rocka, ale i jakieś swoje utworki. Mnie wtedy przezywano Słodkim Lordem, bo

najbardziej lubiłem grać numer „My Sweet Lord” George’a Harrisona. Odłam grywał w różnych miejscach w Chełmży. Jak przyznaje pan Andrzej – szło się tam, gdzie był sprzęt. A był on między innymi w Zakładzie Doskonalenia Zawodowego, w Robotniczym Domu Kultury czy w świetlicy w Kończewicach. Grywali również w Toruniu – w klubach „Echo” i „Iskra”, gdzie próby niekiedy kończyły się... spaleniem głośnika. Odłamowi udało się również wystąpić na kilku przeglądach zespołów młodzieżowych. Na jednym z nich, wojewódzkim przeglądzie organizowanym w Grębocinie młodzi chełmżanie zajęli I miejsce. Deep Purple na weselu Jak to często bywało w tamtych czasach, karierę grupy przerwała służba wojskowa, do

Fot. Łukasz Piecyk

10 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014
GMINA CHEŁMŻA

Tak widzą przyszłość gminy Słoneczny szał
Za nami ostatnie spotkanie mieszkańców dotyczące strategii samorządu na lata 2015 - 2025
ły także ankiety satysfakcji mieszkańców. - W odpowiedziach pojawiło się wiele ciekawy informacji - komentuje Ewa Pudo. - Zapytaliśmy m. in. o zadowolenie z zamieszkania w gminie Chełmża. Ponad 90% respondentów oceniło je na średnie lub wysokie. Podobny odsetek osób jest zainteresowanych tym, co dzieje się w naszym samorządzie. Jeśli chodzi o sfery, z których mieszkańcy są usatysfakcjonowani, mogłabym wymienić porządek i czystość, oświatę, rozwój działań ekologicznych oraz standard obsługi w Urzędzie Gminy. Respondenci zostali także poproszeni o wskazanie rzeczy, które w ostatnich sześciu latach zmieniły się na lepsze. Mieszkańcy wymienili infrastrukturę drogową, działalność kulturalną oraz promocję gminy. Obecnie zebrane dane są w obróbce. Mowa tu nie tylko o wnioskach płynących ze spotkań, ale także o analizie poprzedniej strategii gminy. Raport trafi najpierw pod obrady komisji Rady Gminy, a później pod głosowanie wszystkich radnych. Gotowy projekt uchwały dotyczący strategii ma być gotowy na przełomie lutego i marca tego roku. Strategia obok budżetów gminy oraz studium uwarunkowania kierunków zagospodarowania przestrzennego i miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego jest najważniejszym dokumentem określającym funkcjonowanie gminy.

Zainteresowanie przerosło unijny projekt. Mieszkańcy chcą więcej solarów
Łukasz Piecyk Przeszło 100 osób – tyle mieszkańców gminy czeka na liście rezerwowej do założenia kolektorów słonecznych. W związku z ogromnym zainteresowaniem Urząd Gminy planuje wstępny nabór do następnego projektu. Od czerwca zeszłego roku samorząd realizuje jeden z największych projektów unijnych. W jego ramach łącznie na dachach domów i obiektów użyteczności publicznej znajdzie się ponad 560 solarów do nagrzewania wody. Inwestycja rozłożona jest na dwa lata. W minionym roku zamontowano 188 sztuk, m. in. w świetlicy w Kuczwałach oraz pastorówce w Zelgnie. - Spotykamy się z dużym zadowoleniem osób, które zdecydowały się na zamontowanie kolektora – informuje Teresa Wolin z Urzędu Gminy Chełmża. – W tym roku solary trafią na dachy 375 budynków. Od marca planujemy kolejne spotkania mieszkańców w sprawie realizacji powyższego projektu. W sali gimnastycznej Gimnazjum w Głuchowie odbędzie się spotkanie dla uczestników z miejscowości Nawra, Bogusławki, Parowa Falęcka i Głuchowo. Drugie ze spotkań dla mieszkańców pozostałych miejscowości odbędzie się w szkole w Kończewicach. O dokładnych terminach spotkań uczestnicy zostaną poinformowani przez Urząd Gminy. Zainteresowanie jest tak duże, że urzędnicy postanowili od kwietnia rozpocząć zapisy do nowego projektu montażu solarów, o ile taki zostanie zatwierdzony przez Urząd Marszałkowski. Wtedy też w siedzibie gminy (pok. nr 13) będą dostępne wnioski i deklaracje potwierdzające chęć uczestnictwa w projekcie, w których należy określić faktyczną liczbę osób zamieszkujących dany obiekt. - W przypadku zmiany liczby osób zamieszkujących w gospodarstwie istnieje możliwość złożenia korekt – dodaje Teresa Wolin. - Prosimy jednak nie zawyżać liczby faktycznie zamieszkujących osób, gdyż grozi to przegrzaniem instalacji i jej uszkodzeniem. Przypomnijmy, że pierwszy przetarg nie wyłonił wykonawcy. Żadna z czterech ofert nie spełniała warunków. Wtedy również nie dopisała liczba chętnych - przy tak małej liczbie Urząd Gminy nie mógł liczyć na dofinansowanie ze strony Urzędu Marszałkowskiego. Dopiero na wiosnę zeszłego roku udało się wybrać wykonawcę, którym jest konsorcjum firm z Malborka i Kwidzyna. Łączny koszt inwestycji to ponad pięć milionów złotych. Koszt inwestycji jest rozłożony między Urząd Gminy, mieszkańców oraz dotacje z funduszy europejskich.

Na ostatnie spotkanie w Kończewicach przybyło ok. 120 osób

Łukasz Piecyk W Kończewicach odbyła się ostatnia debata nad koncepcją rozwoju gminy w najbliższych latach. Na spotkanie w tamtejszej szkole podstawowej przyszło ok. 120 osób zainteresowanych rozwojem samorządu. Konsultacje rozpoczęły się jesienią i odbywały się m. in. w Zelgnie i Sławkowie. Na spotkaniu w Kończewiwcach uczestnicy wykonali analizę SWOT gminy (analiza polegająca na wypisaniu mocnych i słabych stron danego obiektu oraz jego szans i zagrożeń). Swoiste warsztaty zostały zakończone opracowaniem listy zadań, które gmina podejmie w najbliższych dziesięciu latach. - Jeśli miałabym podsumo-

wać nasze spotkania, to muszę przyznać, że jesteśmy zadowoleni z efektów - mówi Ewa Pudo, sekretarz gminy. - Frekwencja dopisała, więc jesteśmy przekonani, że losy naszego samorządu nie są obce jego mieszkańcom. Uczestnicy spotkań dotyczących strategii gminy poruszali wiele tematów. Najczęściej padały jednak pytania i sugestie dotyczące infrastruktury technicznej, rozwoju przedsiębiorstw, rekreacji i rozszerzenia działalności w sferach społecznych, m. in. w kontekście zagospodarowania czasu seniorów oraz dzieci i młodzieży). Mieszkańcy opowiedzieli się także za zbilansowanym stanowiskiem, jeśli chodzi o charakter gminy (wiejski czy podmiejski). W ramach prac nad strategią Urządu Gminy powsta-

Słomiany zapał czasem się opłaca
Choroba zniszczyła największą pasję mieszkańca Nawry. Podziw jednak pozostał
Jego konstrukcje z zapałek znane są co najmniej w całym powiecie. Czesław Błaszak od kilku lat ze względu na stan zdrowia nie tworzy już nowych miniaturowych budowli. Te, które zostały, pokrywa powoli kurz. Z zawodu był kowalem. Po przejściu na zwolnienie chorobowe spędzał praktycznie całe dnie w domu. - Jestem człowiekiem pracy i bezczynne siedzenie to najgorsze, co może mnie spotkać – mówi mieszkaniec Nawry. – Wtedy na tworzenie budowli z zapałek namówił mnie proboszcz. Na początku byłem sceptyczny, bo ręce mam jednak nie małe. Początkowe obawy przerodziły się jednak w wielką pasję. Początki były oczywiście trudne, bo porządna robota musi być idealnym odwzorowaniem budowli z uwzględnieniem detali. Czasem brakowało np. zdjęcia dachu danej budowli. - Kombinowałem na różne sposoby – wspomina Czesław Błaszak. – Zdarzało się, że syn wchodził na drzewo, żeby zrobić zdjęcia z innej perspektywy. Mieszkaniec Nawry skonstruował ponad 30 miniaturowych budowli, które są wiernym odwzorowaniem obiektów na terenie gminy. Średnio jedna to dwa miesiące pracy. O zapałkach to lepiej nie wspominać. - Człowiek już traci rachubę przy takich liczbach – mówi konstruktor. – Z tego co pamiętam, to taki pałac w Nawrze potrzebował ponad 30 tysięcy zapałek. I to nie jest tak łatwo, że kupi się setki paczek i klei. Wszystkie oczywiście trzeba Niestety, jakiś czas temu Czesław Błaszak zachorował na niewydolność płuc. Lekarz zadecydował, że silne kleje, których konstruktor używał do łączenia zapałek, mogą być zabójcze. - Gdy człowiek tak siedzi w pokoju i patrzy na te prace, to aż ma ochotę wyjąć zapałki i znowu coś skonstruować, ale nikt mi nie zagwarantuje, że przeżyję powrót do mojego hobby – dodaje mieszkaniec Nawry. – Jak człowiek jednak przypomni sobie noce pod respiratorem, to już inaczej do tego podchodzi. Szkody tylko tej mojej pracy, bo teraz się kurzy. Może się znajdzie jakiś kupiec, który by mnie uwolnił od mojej pasji? Bo zniszczyć – to grzech. (ŁP)

Fot. UG Chełmża

oczywiście zapalić i skruszyć spaloną siarkę. Potem następuje selekcja, bo muszę być tego same koloru i kształtu. Jakieś odstępstwa mogą potem wyglądać naprawdę nieciekawie w finalnym efekcie. Żona już mi mówiła, że pójdziemy z torbami przez moje wybrzydzanie.

W kolekcji mieszkańca Nawry znajdowały się także wiatrak w Bierzgłowie czy kościół w Grzywnie. Koło gospodyń wiejskich z Nawry obowiązkowo zabiera jego prace na wszelkie wystawy, które promują sołectwo. Często to prace, które wzbudzają spory zachwyt i podziw nad kunsztem.

Fot. Łukasz Piecyk

11 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014

Kreatywne ferie na wesoło
Kiedy plecaki chowane są do szafy, a po zabawie na dworze zamarzają nosy, oznacza to, że białe wakacje nadeszły. Warto w tym czasie odpowiednio się zrelaksować i poświęcić czas na realizację swoich pasji, udział w warsztatach czy zabawach sportowych. Ferie to nie tylko czas popularności sanek i łyżew. Zimow e szaleństwo na zaśnieżonych stokach, górkach czy ulicach, daje wiele radości. Co jednak, kiedy bałwan zostanie już ulepiony, a śnieżne zabawy nam się znudzą? Na taką okoliczność rozwiązania przewidziały już miejscowe ośrodki kultury, biblioteki oraz toruński Fantasy Park, w którym każdy będzie mógł spróbować swoich sił w takich grach, jak bowling czy bilard. Także zimowa oferta dla dzieci i młodzieży została przygotowana specjalnie na okres ferii, dlatego Fantasy Park zadbał o weekendową rozrywkę dla całych rodzin. Warto także odwiedzić Chełmżyński Ośrodek Kultury, gdzie 3 lutego rozpoczynają się „Białe Wakacje”, podczas których będzie możn a dla uczestników zabawy to tajemniczo brzmiąca „Akademia Detektywistyczna”. Podczas jednego tygodnia dzieci będą bawić się i pracować na podstawie scenariusza z serii książek Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai, „Tajemnica li rozwiązać zagadkę. Odbędzie się to przy pomocy m.in. gier logicznych, eksperymentów fizyczno-chemicznych czy zabaw grupowych. Cały program ma charakter gry fabu-

REKLAMA

Tylko kilka godzin dzieli nas od oficjalnego rozpoczęcia długo wyczekiwanej, dwutygodniowej przerwy zimowej. Jak spędzić ten czas w sposób efektywny i nie zapomnieć przy tym o dobrej zabawie?
ski. Podczas przerwy zimowej dzieci i młodzież będą mogli wziąć udział w licznych konkursach, zawodach sportowych, zajęciach plastycznych, karnawałowych zabawach oraz półkoloniach. Warto wybrać się na lodowiska, które specjalnie dla mieszkańców, zostały zorganizowane w kilku miejscach w powiecie.

uczestniczyć w warsztatach plastycznych, wziąć udział w głośnym czytaniu czy otwartych warsztatach cyrkowych. Ciekawe rozwiązanie dla najmłodszych przygotowała też Akademia Nauki. Program

Diamentów”, w drugim zaś motywem przewodnim będzie „Tajemnica Hotelu”. - Na początku naszej przygody dzieci wcielą się w bohaterów i stworzą własne postaci detektywów – mówi Joanna Wasieczko z Akademii Nauki. – Przez czas trwania programu będą się także stara-

larnej i nastawiony jest na rozwijanie wyobraźni, pamięci, spostrzegawczości i logicznego myślenia. Część gry zaplanowana jest w różnych miejscach starówki. Rodzice swoje pociechy mogą zostawiać w godzinach 8:00-9:00, a odbierać między 15:30 a 17:00. Ciekawą ofertę przygotował także Aleksandrów Kujaw-

Przyjemność ślizgania się po zamarzniętej tafli wody nie kosztuje dużo, a radość po spędzeniu kilku godzin na zabawie jest bezcenna. Więcej propozycji na to, jak spędzić ferie w sposób kreatywny, znajdziecie Państwo na stronie www.pozatorun.pl

Elektrownie wiatrowe opłacają się wszystkim
Nie tylko inwestorzy otrzymują korzyści z Naturalna energia przynosi korzyści także budowy elekInwestycje w farmy wiatrowe budzą wiele kontrowersji. Przez przeciwników elektrowni wiatrowych często poruszanym aspektem jest strona finansowa przedsięwzięcia. Krytycy uważają, że na tego typu przedsięwzięciach zarabia wyłącznie inwestor. Często nie biorą oni jednak pod uwagę, że dzięki inwestycjom w odnawialne źródła energii, a do tych zaliczają się farmy wiatrowe, następuje nie tylko zmniejszenie emisji dwutlenku węgla do atmosfery poprzez ograniczenie zużycia paliw kopalnych, ale także stanowią one znaczne źródło dochodu dla gmin. Inwestor po wybudowaniu elektrowni wiatrowych zobowiązany jest do odprowadzania do urzędu gminy corocznie podatku od nieruchomości. Podatek ten naliczany jest zarówno od gruntów zajętych pod drogi dojazdowe jak i od poszczególnych elektrowni. Dochód gminy z tego tytułu to średnio 90.000,00 zł rocznie od pojedynczej turbiny! Warto podkreślić, że kwota ta stanowi stały, niezależny od koniunktury gospodarczej przychód, co umożliwia gminom stabilne planowanie wydatków i inwestycji. Kolejna korzyść dla gminy to dochody z tytułu dzierżawy gruntów komunalnych oraz

trowni wiatrowych. dla gmin
wpływy z podatku PIT i CIT. Instalacje elektrowni wiatrowych przynoszą także dochody w związku z dzierżawą gruntów rolnych, co z kolei wpływa na stabilizację dochodów rolników i podnosi stopę życiową mieszkańców gminy. Dodatkowo należy podkreślić, iż inwestor w celu zapewnienia dojazdu turbin na teren ich budowy często na własny koszt remontuje część ogólnodostępnych dróg lokalnych. W efekcie wybudowania farmy wiatrowej na terenie gminy powstają także nowe miejsca pracy np. przy odśnieżaniu dróg dojazdowych, czy obsłudze technicznej farmy. Energetyka wiatrowa jest technologią przyszłości. Stanowi niewyczerpalne źródło energii, której produkcja w sposób minimalny oddziałuje na środowisko naturalne. Dodatkowo jest źródłem materialnych korzyści dla lokalnych społeczeństw. Dlatego właśnie widok obracających się wiatraków instynktownie budzi u większości ludzi pozytywne wrażenia.
MATERIAŁ SPONSOROWANY

12 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014

Rolnikiem jest się 24 godziny na dobę
Dziewięćdziesiąt hektarów ziemi wymaga codziennej, wielogodzinnej pracy. Nie robi się tego dla nagród, ale są one powodem do dumy
Tomasz Więcławski
Małżeństwo z Gostkowa zwyciężyło w konkursie "Rolnik Pomorza i Kujaw 2013". Nagrodę dostali za wysokiej jakości buraki i ziemniaki oraz umiejętne pozyskiwanie środków europejskich. Ewa i Jan Grodziccy nie mieli sobie równych w kategorii produkcja roślinna. Wiele lat ciężkiej pracy rodziny Grodzickich zostało docenionych podczas gali w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy. Wśród nominowanych w konkursie "Rolnik Pomorza i Kujaw" byli najlepsi z najlepszych. O zwycięstwie decydowały detale. - Prowadzimy z żoną gospodarstwo nastawione na produkcję roślinną - mówi Jan Grodzicki. Naszym towarem eksportowym są ziemniaki i buraki. Zasiewamy jednak również rzepak i inne zboża, ale po to, żeby były one na użytek gospodarstwa. Coś muszą świnki jeść.Twórcą konkursu jest Janusz Polak, szef Centrum Organizacji Imprez w Bydgoszczy. Tegoroczna edycja jest już jedenastą. Kapitule udało się wyróżnić do tej pory ponad dwustu gospodarzy. We wszystkich kategoriach jedynym laureatem obecnej edycji z powiatu toruńskiego zostało małżeństwo z Gostkowa. - Praca na roli nie jest łatwa, ale daje wiele satysfakcji - mówi inwestycji w rolnictwo niż dostępnych dla naszego kraju funduszy. Państwo Grodziccy byli jednymi z pionierów sięgania po środki europejskie w naszym regionie. Ich gospodarstwo skorzystało już z programu przedakcesyjnego SAPARD. - Kto się nie rozwija, ten się cofa - mówią państwo Grodziccy. - Planujemy już kolejne inwestycje. Jak Bóg da, to uda się je w kolejnych latach zrealizować. W latach 20072013 rolnicy z Ziemniaki z gospodarstwa państwa Grodzickich były jedną z tych upraw, która Gostkowa wykozagwarantowała im nagrodę. rzystali Sektorowy Program OperaEwa Grodzicka. - Staramy się, żeby konkursu brało pod uwagę, było żywność, którą sprzedajemy, była również umiejętne sięganie po do- cyjny do maksimum. Dzięki tym jak najwyższej jakości. Wstąpienie finansowanie restrukturyzacji go- środkom powstała m.in. chlewnia Polski do Unii Europejskiej znacz- spodarstwa ze środków wspólnoty. z pełnym wyposażeniem. Z Pro- Przed akcesją było wiele obaw, gramu Rozwoju Obszarów Wiejnie pomogło takim gospodarstwo że rolnicy, jako grupa zawodowa, skich udało się mieszkańcom wsi jak nasze. nie będą umieli sprostać wymaga- w gminie Łysomice otrzymać 80% niom stawianym przed instytucje możliwych środków. Grodziccy Stojąc w miejscu unijne - opowiada Jan Grodzicki. - należą również do grupy produNic bardziej mylnego. Obecnie jest cenckiej, co ułatwia sięganie po cofasz się znacznie więcej wniosków o do- kolejne środki ze źródeł zewnętrzJednym z kryteriów, które jury finansowanie czy refinansowanie nych.
Fot. Adam Zakrzewski

GMINA ŁYSOMICE

Praca to nie wszystko
- Do konkursu zgłosił nas Urząd Gminy - wyjaśnia Jan Grodzicki. - Nie liczyliśmy na wyróżnienie, bo już sama nominacja była dla nas sukcesem. Pobyt i nagroda na takiej gali, jest jednak miłym oderwaniem się od ciężkiej, wykonywanej codziennie pracy. Rolnikiem jest się bowiem 24 godziny na dobę. Państwo Grodziccy mają jednak poza pracą na roli dużo innych zainteresowań. Starają się aktywnie uczestniczyć we wszelkich inicjatywach podejmowanych przez lokalną społeczność. Ewa Grodzicka jest członkinią Stowarzyszenia Kobiet Aktywnych "SOWA". Można ją spotkać na wielu festynach w całym regionie, gdzie wraz z koleżankami prezentuje swoje wyroby - m.in. piękne stroiki wielkanocne. Mąż dorównuje jednak aktywnością żonie, bo dzielnie działa w Stowarzyszeniu Rozwoju Gminy Łysomice. Gala wręczenia nagród w konkursie "Rolnik Pomorza i Kujaw" odbyła się 11 stycznia. - Nagradzamy już kolejne pokolenia gospodarzy - mówił Janusz Polak podczas wręczenia nagród. - Wśród zwycięzców są dzieci rolników, którzy byli laureatami zabawy w latach ubiegłych.

Poczuć się prawdziwą mamą
Powrót do pracy po 12 miesiącach nieobecności nigdy nie jest łatwy. Pracodawcy rozumieją jednak coraz lepiej potrzeby młodych mam. Agnieszka Jankierska-Wojda z Urzędu Gminy w Łysomicach z chęcią opowiada o synku Karolu i planach na przyszły rok. Od połowy lutego znów znajdzie się w swoim żywiole. Na organizowanych przez siebie uroczystościach gminnych będzie uczestniczyć z mężem i swoją pociechą. Wydarzeń kulturalnych w gminie Łysomice nie brakuje. Gdy rozpoczyna się sezon, co weekend w którejś z miejscowości coś się dzieje. Osoby zajmujące się promocją w Urzędzie Gminy mają odpowiedzialne zadanie. Wszystko trzeba bowiem dopiąć na ostatni guzik. - Z perspektywy czasu myślę, że z pracoholiczki zmieniłam się w mamę domową – śmieje się Agnieszka Jankierska-Wojda, zajmująca się w UG Łysomice kulturą, promocją i oświatą, radna Rady Powiatu Toruńskiego. – Nie skarżę się, bo uwielbiam swoją pracę, ale dziecko znacząco zmienia perspektywę patrzenia na świat. Chcę jak najwięcej pracować z myślą o młodym pokoleniu. Ponieważ jak każdej mamie tak i mi zależy na szczęściu swojego dziecka. Dla mnie ważne jest, aby miało perspektywy rozwoju. Nasze państwo nie mogło zrobić lepszego prezentu mamom niż roczny urlop macierzyński. Karol wie, że mama jest zawsze w pobliżu Mieszkanka Turzna była „mamą pierwszego kwartału”. Mogła poświęcić się bez reszty należę. Z przyjemnością poprowadziłam zeszłoroczne dożynki gminne. Dobrze jednak, że takie instytucje jak np. stowarzyszenia mają w swoim składzie zastępców zajmujących „z marszu” miejsce nieobecnych. Korzystając z okazji pragnę na łamach „Poza Toruń” im za to podziękować.

t.wieclawski@pozatorun.pl

Roczny urlop macierzyński otwiera przed rodzinami nową perspektywę. Po kilku miesiącach tęskni się za ulubionych zajęciem, ale dziecko zmienia priorytety
których ma na co dzień.

Co mówią ustawy?
W myśl obecnie obowiązujących przepisów rodzicom wszystkich dzieci urodzonych od 1 stycznia 2013 roku przysługuje 20 tygodni urlopu macierzyńskiego, 6 tygodni urlopu dodatkowego i 26 tygodni urlopu rodzicielskiego. Z dodatkowego oraz rodzicielskiego mogą na równych prawach korzystać ojciec i matka, ale wszystkie trzy urlopu muszą być wykorzystane po sobie. Pierwsze 14 tygodni urlopu są zarezerwowane wyłącznie dla matki, z czego pierwsze 8 tygodni może ona wykorzystać jeszcze przed porodem. Reszty urlopu macierzyńskiego matka może się zrzec pod warunkiem, że wykorzysta go ojciec. To oznacza, że ten urlop musi zostać wykorzystany w całości. Dodatkowy urlop macierzyński (6 tygodni) rodzice mogą podzielić między siebie – można go wykorzystać w dwóch częściach, ale każda musi liczyć minimum tydzień lub jego wielokrotność. Urlop rodzicielski (26 tygodni) można wykorzystać maksymalnie w trzech częściach – także liczonych w tygodniach, ale każda część to minimum 8 tygodni. Mogą też pójść na niego jednocześnie, ale wtedy maksymalnie połowę czasu, czyli na 13 tygodni. - Prawo chroni obecnie mocno dzieci i rodziny - mówi Agnieszka Jankierska-Wojda. - To bardzo ważne, jeżeli mamy mieć dodatni przyrost naturalny. (WT)

Fot. Adam Zakrzewski

Dziadkowie na wagę złota
Mąż młodej mamy również udziela się aktywnie w życiu społecznym gminy – jest radnym i jednym z koordynatorów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. - Bardzo się cieszę, że żona miała możliwość skorzystania z takiego urlopu – mówi Roman Wojda. – Godzenie pracy zawodowej z obowiązkami rodzicielskimi nie jest łatwe. Wychowanie dziecka wymaga nie tylko dostatecznej odpowiedzialności, ale również dobrej organizacji własnego czasu. Rozsądny podział obowiązków pozwala na wywiązywanie się z roli rodzica i dobrego pracownika. Na pewno nie zmniejszymy zakresu swoich działań. Dużą pomocą są również nieocenieni dziadkowie. Karol bardzo chętnie z nimi zostaje. Dziadek jest zapalonym kibicem sportu. Jeszcze kilka lat i będą razem z wnukiem jeździli na łyżwach czy grali w piłkę. - Wielopokoleniowe domy to wartość ponadczasowa, która procentuje w przyszłości – dodaje Agnieszka Jankierska-Wojda. – Dogadujemy się świetnie z moimi rodzicami. Zawsze byłam z nimi zżyta. Synek uwielbia dziadków,

Agnieszka Jankierska-Wojda nie żałuje rocznego urlopu macierzyńskiego.

przez 12 miesięcy swojemu dziecku.

Pracy nie zabraknie
- W naszym urzędzie nie ma z tym problemu – opowiada mama Karola. – Koleżanki korzystały z urlopów wielokrotnie i zawsze wracały na swoje stanowisko. Pod tym względem jesteśmy wzorem do naśladowania. Pierwsze miesiące dla dziecka są najważniejsze. Musi mieć ono poczucie bezpieczeństwa. Teraz, gdy synek skończył rok, mam przypływ nowej energii i pomysłów. Rozpoczęłam także naukę na studiach podyplomowych, aby zaktualizować wiedzę z zakresu administracji samorządowej. Pracy po powrocie będzie co nie miara. W kalendarzu imprez gminnych jest siedem stałych punktów. Koniecznie trzeba bowiem uroczyście obejść dzień ko-

biet, dzień matki i dzień dziecka. WOŚP w gminie Łysomice jest sławny na całe województwo. Rokrocznie organizowany jest koncert z okazji beatyfikacji Jana Pawła II i spotkanie opłatkowe. Największą imprezą, do której przygotowania trwają kilka miesięcy, są dożynki. Tydzień pracy z pewnością trwa dłużej niż etatowe 5 dni. Jednak efekt współpracy z bibliotekami, szkołami, organizacjami non profit wynagradzany jest uśmiechem dzieci i seniorów z naszej gminy. Udział tych osób w zajęciach czy warsztatach kulturalnych rozwija ich talenty i owocnie wypełnia czas wolny spędzony na wsi. - Eventów jest oczywiście więcej, ale te są typowo organizowane przez referat, którym się zajmuję – mówi Agnieszka Jankierska-Wojda. Cieszę się jednak, że znów będę mogła robić więcej dla lokalnej społeczności. Pomimo urlopu starałam się aktywnie działać na rzecz środowiska, do którego

13 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014
REKLAMA

14 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014

Międzynarodowa obsada memoriału
Po raz siedemnasty miłośnicy hokeja na trawie spotkają się w Łubiance. Czy miejscowe Bałagany powalczą o zwycięstwo?
Tomasz Więcławski
Od 7 do 9 lutego odbędzie się XVII Memoriał im. Filemonowicza. W halowej wersji hokeja na trawie rywalizowało będzie osiemnaście zespołów z trzech państw: Polski, Ukrainy i Słowacji. Zgłoszeń było tak dużo, że organizatorzy postanowili powiększyć limit drużyn. Adam Filemonowicz był jednym z założycieli klubu Bałagany Łubianka. To on nadał mu obecny kształt i nazwę. Przedwcześnie zmarł w 1997 roku. Już rok później rozegrany został pierwszy turniej na jego cześć. - Młodzież garnie się do tego sportu - mówi Marian Klammer, prezes UKS Bałagany Łubianka. - Możliwe, że konieczne będzie powiększanie klas sportowych, bo chętnych jest tak dużo. Dyscyplina ta uczy cierpliwości i samodyscypliny. Trzeba ciężko trenować, żeby odnosić sukcesy. Polacy są jednak w tym całkiem nieźli. przypadło udziale gościom ze Słowacji – zawodnikom klubu HC Nowa Dubnica. Na najniższym stopniu podium uplasowała się ekipa Pomorzanina Toruń. - Okazaliśmy się bardzo gościnni, bo nasz zespół zajął w XVI Międzynarodowym Memoriale im. A. Filemonowicza piąte miejsce – mówiła po zawodach Patrycja Wiatr, wiceprezes klubu. – Realnie jednak oceniając rangę i poziom sportowy zawodów, trzeba uznać ten wynik za duży sukces.
Fot. Adam Zakrzewski

GMINA ŁUBIANKA

Trener patrzy z góry
Czy w tym roku uda się poprawić ten rezultat? Organizatorem zmagań młodych hokeistów jest klub z Łubianki. Przedstawiciele UKS podkreślają, że nie udałoby się rozgrywać tak dużych zawodów, gdyby nie wydatna pomoc sponsorów. Również Urząd Gminy wspiera rokrocznie to przedsięwzięcie. - Jesteśmy już doświadczeni, więc organizacyjnie na pewno sobie poradzimy - deklaruje prezes klubu. - Liczy się dobra zabawa i rywalizacja fair play młodych adeptów hokeja na trawie. Wynik nie jest najważniejszy, ale każdy liczy na zwycięstwo. Może Adam Filemonowicz patrzy teraz na nas z góry i dopinguje naszym laskarzom. Taka postać nie mogła pozostać bez upamiętnienia, a sportowa rywalizacja na najwyższym poziomie jest najlepszym hołdem, jaki możemy mu złożyć.

Turniejw Łubiance jest jednym z największych tego typu w regionie . klubów piszą do nas sami, czy mogą wziąć udział. Mało jest takich zawodów dla młodzików, gdzie gwarantowany jest wysoki poziom. Poza tym, my nie pobieramy wpisowego, a staramy się zapewnić wszystkim drużynom jak najlepsze warunki pobytu w naszej gminie. Ich jedynym kosztem jest dojazd. Przed tegoroczną edycją były obawy, że sytuacja polityczna na Ukrainie może stanąć na przeszkodzie tamtejszym zespołom, które chciały zagrać w turnieju. - Mamy już potwierdzenie, że przyjadą 3 zespoły zza naszej wschodniej granicy - mówi prezes UKS Bałagany Łubianka. - Ze Słowacji zgłosiły się dwie ekipy. Trzynaście drużyn reprezentowało będzie różne regiony naszego kraju. - Mam obiecane od trenerów, że chłopaki staną na "pudle" śmieje się Marian Klammer. - W tych rocznikach ciężko jednak wyrokować. Często o wynikach pojedynków decyduje jedna bramka. Miejmy nadzieje, że naszym laskarzom będą pomagały ściany. Ubiegłoroczne zmagania zdominowały zespoły z zagranicy. Zwyciężyła drużyna Olimpii Vinnica II z Ukrainy. Co ciekawe, nominalnie pierwsza ekipa tego zespołu zajęła w zawodach ostatnie, szesnaste miejsce. Drugie miejsce

Nie trzeba nikogo zapraszać na siłę
Przed pierwszymi edycjami memoriału były obawy, że nie będzie się on cieszył dużym zainteresowaniem. Wieloletnia renoma robi jednak swoje. Teraz nikogo nie trzeba już zachęcać do udziału w tych zawodach. - Od listopada przychodzą do nasz zgłoszenia - mówi Marian Klammer. - Przedstawiciele

Jak było rok temu?
Gospodarze od 2008 roku czekają na sukces w imprezie. Stawka jest doborowa, więc o pierwsze miejsce nie jest łatwo. W tym roku rywalizowały będą roczniki 2000 i 2001.

Zebrania sołeckie tuż-tuż
Spotkania wiejskie w gminie Łubianka przed nami
We wszystkich sołectwach marzec i kwiecień to czas podsumowań i planowania. Analizowane będą projekty zrealizowane w poprzednim roku i zadania na kolejne dwanaście miesięcy. Program zebrań jest we wszystkich miejscowościach ten sam. Pierwszy punkt obrad dotyczy rozliczenia zadań gminy za miniony rok kalendarzowy. - Ważne jest, aby lokalna społeczność wiedziała w jaki sposób Urząd Gminy realizuje na jej terenie swoje zadania - mówi Jerzy Zająkała, wójt gminy Łubianka. - Takie spotkania są również dobrą okazją do wymiany poglądów i możliwością przedyskutowania wzbudzających kontrowersje kwestii. Po "zamknięciu" 2013 roku przyjdzie czas na przedsięwzięcia rozwojowe w gminie, które planowane są na 2014 rok. Mieszkańcy pochylą się również nad działalnością Gminnej Spółki Wodnej. Konieczne jest bowiem desygnowanie delegatów na nową kadencję tej instytucji w latach 2014-2017. Sołtysi również zabiorą głos w istotnych dla lokalnej społeczności sprawach. Będzie o tym, co wydarzyło się w 2013 na terenie wsi, a także przedstawiony zostanie fundusz sołecki na rok 2014. Ostatnią częścią zebrań będzie dyskusja nad bieżącymi sprawami sołectwa. (WT)

Sąsiada znać trzeba
W Pigży zorganizowane zostaną ferie pod hasłem "Nie zapominajmy o naszych sąsiadach". Zajęcia, głównie w wiejskiej świetlicy, prowadzone będą od 3 do 14 lutego. Wszystko bezpłatnie. Każde dziecko będzie mogło zasmakować pożytecznego odpoczynku od szkolnych ławek. Zakończyła się kolejna edycja konkursu "Pożyteczne Ferie". Do Fundacji Wspierania Rozwoju Wsi wpłynęło 306 wniosków, z czego 153 zostały nagrodzone. Łączna pula nagród wyniosła 300 tysięcy złotych. Stowarzyszenie Rozwoju Gminy Łubianka "Przyszłość" jest jednym z beneficjentów akcji. - Cieszę się, że udało się wygrać w konkursie możliwość zrealizowania zaplanowanej przez nas akcji - mówi Kamila Lewandowska, koordynator projektu. - W jej ramach zostanie przeprowadzonych dziesięć czterogodzinnych zajęć w Pigży. Już 3 lutego uczestnicy zajęć spotkają się o godzinie 10.00 na wspólnym drugim śniadaniu. Potem ruszą z łopatami na pomoc w odśnieżaniu pobliskich dróg i ścieżek mieszkańców wsi. Sąsiedzi są bowiem priorytetem dla tego projektu. - Drugiego dnia będziemy czytali na głos wiersze Juliana Tuwina - mówi Kamila Lewandowska. - Dzieci i wszyscy przybyli sąsiedzi

Harmonogram
Bierzgłowo 13.03.br. (czw.) g. 16.00 Świetlica, ul. Ks. Z. Ziętarskiego 24 Biskupice 12.03.br. (śr.) g. 16.00 Świetlica, ul. Kościelna 30 Brąchnowo 25.02.br. (wt.) g. 16.00 Gimnazjum, ul. Gimnazjalna 1 Dębiny 3.03.br. (pn.) g. 16.00 Świetlica, ul. Pałacowa 13 Łubianka 28.02.br. (pt.) g. 16.00 Centrum Kultury, ul. Toruńska 4 Pigża 27.02.br. (czw.) g. 17.00 Szkoła, ul. Szkolna 14 Przeczno 26.02.br. (śr.) g. 16.00 Świetlica, ul. Długosza 23 Warszewice 14.03.br. (wt.) g. 16.00 Szkoła, Zawiszy Czarnego 2 Wybcz 24.02.br. (pn.) g. 16.00 Świetlica, ul. Strażacka 1 Wybczyk 21.02.br. (pt.) g. 16.00 Świetlica, ul. Ks. Trybowskiego 3 Wymysłowo 18.02.br. (wt.) g. 16.00 Świetlica, ul. 11 Listopada 12 Zamek Bierzgłowski 17.02.br. (pn.) g. 16.00 Świetlica, ul. Jagiellońska 11

Stowarzyszenie z gminy Łubianka laureatem konkursu "Pożyteczne Ferie". Dzieci dostaną dodatkową porcję zabawy

z całego sołectwa dostaną poczęstunek. Środa pierwszego tygodnia ferii przewidziana została w programie zajęć na warsztaty robienia witraży, a w czwartek odbędą się zajęcia plastyczne. Pierwszy tydzień pożytecznych ferii zwieńczy zabawa w "Mam Talent". - Po weekendzie wrócimy do realizacji projektu - dodaje Kamila Lewandowska. - Program zajęć jest tak skonstruowany, żeby połączyć przyjemne z pożytecznym. Zabawa przede wszystkim, ale taka, przy której można nabyć nowe umiejętności i dowiedzieć się czegoś.

Harmonogram przewiduje warsztaty z robienia breloczków z filcu, warsztaty kulinarne i z origami. We wtorek 11 lutego uczestnicy projektu odwiedzą mieszkańców Domu Pomocy Społecznej w Pigży. Wszystko zwieńczy piątkowy wyjazd do kina. Wszystkie atrakcje przewidziane są w godzinach od 10.00 do 14.00. Dodatkowych informacji odnośnie zajęć podczas ferii udziela koordynator projektu Kamila Lewandowska (tel. 693023710, Świetlica "Piwnica" w Pigży ul. Szkolna 14, pn. - pt. 12.00-17.00.). (WT)

Fot. Adam Zakrzewski

19 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014
GMINA OBROWO I CZERNIKOWO

Kolędy i pastorałki rodem z filharmonii
Tomasz Więcławski
Grupa muzyków z Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy i Orkiestry Symfonicznej w Toruniu była główną atrakcją koncertu kolęd i pastorałek. Wydarzenie to na trwałe zapisało się w kalendarzu lokalnych imprez. Zawodowych muzyków dzielnie wspierały dzieci. Wszyscy spotkali się w niedzielę 26 stycznia w kościele parafialnym pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Osieku nad Wisłą. - Staramy się, aby oferta kulturalna dla lokalnej społeczności była jak najbardziej urozmaicona – mówi Andrzej Wieczyński, wójt gminy Obrowo. - Udaje się co roku zaprosić wyjątkowych muzyków, stąd też efekt zadowala nawet najwytrawniejszych melomanów. Filharmonijne brzmienie dwunastoosobowej grupy muzyków Capella Ex Silva i operowy śpiew corocznie przyciąga na koncert dużą rzeszę mieszkańców Osieka nad Wisłą i okolic. - Niedzielne popołudnie spędzone w gronie rodziny i znajomych, a także niepowtarzalne brzmienie instrumentów i świa-

Po raz jedenasty w kościele w Osieku nad Wisłą odbył się wyjątkowy koncert. W gminie Obrowo okres świąteczny przeciągnął się aż do 26 stycznia

Kalendarium wydarzeń
Wystawa malarstwa: Jana Kokot oraz Katarzyny Wysockiej „W świeci baśni Andersena” - konkurs literacki dla uczniów klas I - III Konkurs plastyczny „Zimowe zabawy” dla uczniów klas I – III „Olimpijczyk” – konkurs sportowy dla uczniów klas I – III Warsztaty wielkanocne Konkurs dla dzieci grających na instrumentach keyboardowych IV Gminny konkurs wiosenny z piosenką i przyrodą Quiz Wiedzy Przyrodniczej dla Przedszkolaków Gminny quiz językowy dla uczniów klas IV - VI Konkurs literacki „Mity Greków i Rzymian” dla uczniów klas IV – VI Konkurs historyczny „Polska Jagiellonów” dla uczniów klas IV - VI Konkurs historyczny Gminna Spartakiada dla Dzieci Niepełnosprawnych

7 luty 2014 r. 26 luty 2014 r. 28 luty 2014 r. 3 kwietnia 2014 r. kwiecień 2014 r. II połowa kwietnia 2014 r.

Fot. Nadesłane

Kolędy i pastorałki w wykonaniu muzyków klasycznych robią duże wrażenie na słuchaczach.

kwiecień 2014 r. kwiecień/maj 2014 r. kwiecień/maj 2014 r maj 2014 r.

Nauczyciel na piątkę z plusem
Rafał Rutkowski został laureatem konkursu „Wolontariusz Roku Powiatu Toruńskiego 2013”. Wyróżnienie odebrał 16 stycznia 2014 r. w Starostwie Powiatowym w Toruniu
Aleksandra Radzikowska
Funkcji, które pełni w różnych organizacjach, nie sposób się doliczyć. Ilu osobom, dzięki swojej pracy i zaangażowaniu pomógł, również nie. Jedno jest pewne, jego działalność jest powodem do uśmiechu dla wielu rodzin, nie tylko z terenu gminy Czernikowo. Jako nauczyciel fizyki swoim uczniom daje najlepszy z możliwych przykładów. Często z uśmiechem mówi, że każdy ma coś, czym może się podzielić. Dziś to los uśmiechnął się do niego. Działalność charytatywna nie polega na jednorazowym wrzuceniu do puszki kilku złotych, ani nawet na wzięciu udziału w zbiórce pieniędzy czy żywności. Najważniejsze jest to, by pomagać mądrze. Rafał Rutkowski już od wielu lat to motto wciela w swoje życie. W lokalnym środowisku znany jest jako działacz społeczny i nauczyciel nie tylko fizyki, lecz także odpowiedzialności i wrażliwości na potrzeby drugiego człowieka. rania Edukacji, Kultury i Sportu „Czyż-Nie”, a od 2012 r. jego sekretarzem – mówi Rafał Rutkowski. – Jednym z głównych zadań, jakie podejmujemy, jest edukowanie młodzieży oraz osób dorosłych. Dzięki tym działaniom wykształcenie średnie odebrało już ponad sto osób. Swoją pasją stara się zarazić także najmłodszych mieszkańców gminy. Angażuje uczniów w działania charytatywne o różnym zabarwieniu, jako opiekun samorządu uczniowskiego czy Młodzieżowej Gminy. Jedną z największych akcji, jakie przeprowadził wspólnie ze swoim zespołem, była zbiórka pieniędzy na rzecz 2-letniej, chorej na białaczkę Madzi. W ramach pracy w Młodzieżowej Radzie Gminy, zorganizował także pomoc przy renowacji zabytkowego cmentarza ewangelickiego w Makowiskach. Pełni także funkcję radnego gminy Czernikowo od 2010 r. - Mam piękną żonę i zdrowe dziecko, finansowo też wiedzie mi się dobrze – mówi Rafał Rutkowski. – Wiele więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Doceniam to, co mam i staram się dzielić tym z innymi. W wolontariat zaangażowałem się na sto procent. W głowie rodzą mi się kolejne pomysły, które mógłbym przy pomocy współorganizatorów i innych wolontariuszy zrealizować. Widziałem już sceny, w których dla twarzach wielu rodziców.

towej klasy głosów operowych powoduje, że tradycyjne polskie kolędy, chwalące narodziny Pana Jezusa, są nie tylko miłym przeżyciem, ale też odskocznią od szarości dnia codziennego – dodaje Mirosław Kłosińska, sekretarz gminy Obrowo. Koncert otwierał w tym roku ks. Andrzej Prokopowicz, podtrzymujący chwalebne dzieło swojego poprzednika śp. ks. Jana Ankiewicza, a także wójt gminy Obrowo Andrzej Wieczyński.

Prowadzącym był Dariusz Bereski (aktor), a muzykę rozpisał Waldemar Urbański. W Osieku nad Wisłą wystąpili: Grażyna Nita – sopran, Paweł Krasulak – tenor, Adam Zaremba – baryton, Danuta Molenda – pedagog, muzyk, Magdalena Motyka – nauczycielka muzyki, Schola Parafialna „Anioły Nadziei” , Schola „Osieckie Słowiki” – chór dziecięcy, Ryszard Cąbrowski i zespół instrumentalny „CAPELLA EX SILVA”.

16 maj 2014 r.

Klub Wolontariusza

Rafał Rutkowski poświeca swój czas na pomoc potrzebującym. obdarowanego dziecka najcenniejszym prezentem był zwykły keczup. Gdy jest się świadkiem takich sytuacji, na życie patrzy się przez inny pryzmat. Również dlatego Rafał Rutkowski jest od 2011 r. członkiem sztabu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. - Tak naprawdę taka praca zaczyna się już w październiku – mówi. – Planujemy działania, finał imprezy, poszukujemy sponsorów i włączamy w przygotowania wolontariuszy. W Czernikowie chętnych do pomocy nie brakuje, a ja mogę zawsze liczyć na swoich uczniów. Przekonuje się o tym także jako Sekretarz Parafialnego Zespołu Charytatywnego. Z powodzeniem współorganizuje na terenie gminy szereg cyklicznych akcji, takich jak Mikołajki w przedszkolach czy pięciodniowe „Ferie z Bogiem”. Jest również pomysłodawcą i realizatorem cyklicznie odbywających się akcji poboru krwi i „Wyprawka dla ucznia”. Inicjatywa, która polega na zebraniu wśród parafian drobnych artykułów szkolnych i przekazaniu ich potrzebującym, każdego roku maluje uśmiech na

Gdy pomaganie staje się pasją
- Od 2004 r. jestem członkiem Stowarzyszenia na Rzecz Wspie-

Choć w pomoc potrzebującym zaangażowanych jest wielu mieszkańców gminy, swoimi doświadczeniami Rafał Rutkowski dzieli się w szczególności z najmłodszymi mieszkańcami Czernikowa. Stworzył Klub Wolontariusza, którego członkowie chcą pomagać potrzebującym, inicjować działania w środowisku lokalnym, a także wspomagać różnego rodzaju inicjatywy kulturalne. Od 2012 r. jest także wolontariuszem akcji Szlachetna Paczka, a każdego roku wachlarz podejmowanych przez niego działań się rozszerza. - Rzadko spotyka się tak zaangażowane w działalność charytatywną osoby – mówi Stanisław Kamiński, sołtys Czernikowa. – Rafał pomaga wielu potrzebującym, a przy tym pokazuje swoim uczniom, jak być skromnym i pracowitym. W naszej gminie znają go wszyscy, teraz został doceniony również w skali powiatu. Nie to jest jednak miernikiem tego, co Rafał Rutkowski dzięki swojej postawie osiągnął. Statuetka to tylko wypadkowa liczba gratulacji, ciepłych słów i wdzięcznych uśmiechów.
a.radzikowska@pozatorun.pl

Fot. Adam Zakrzewski

20 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014

Tysiąc i jedna rozgrywek

GMINA LUBICZ

Nauczyciel ze szkoły w Złotorii zaraził swoją pasją nie tylko swoich uczniów. Dzień Gier z szkole w Złotorii pełen był pasji i twardej walki

Rekordowo w puszkach Kolędowali w Grębocinie
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zagrała po raz kolejny w gminie Lubicz. Mieszkańcy okazali się hojni
przekonać wszystkim, jak postrzegają drogę pijani kierowcy. Mieszkańcy mogli skorzystać z zabiegów kosmetycznych u prawdziwej kosmetyczki, skosztować ciast upieczonych głównie przez rodziców naszych uczniów, a także podziwiać występy artystyczne uczniów Zespołu Szkół Nr 1 w Lubiczu, chóru szkolnego Gaudium Cantates i Studia Tańca Defense Pauli Szafran oraz Szkoły Tańca „Ir” Jolanty Woińskiej. Wystąpiły także chór Klubu Seniora „Lubiczanie” oraz kapela "Nad Drwęcą”. Nad całością programu artystycznego czuwała pani Bożena Waligóra. Licytację najcenniejszych przedmiotów prowadziły Maria Kodzis i Małgorzata Mączyńską. W Lubiczu można było nabyć gadżety WOŚP przysłane ze sztabu głównego orkiestry - zegar, kalendarze czy koszulki oraz wspaniały tort w kształcie serca czy suknię ślubną. - Cieszymy się, że z roku na rok jest nas więcej - mówi Dorota Drozdowska, koordynatorka WOŚP w Lubiczu Górnym. - Pieniądze nie są w tym wszystkim najważniejsze. Liczy się gest i czystość intencji. Tego nikomu tutaj nie zabrakło. Szczególne podziękowania należą się sponsorom, młodzieży i rodzicom. Wszyscy stanęli na wysokości zadania. (WT)
Fot. Adam Zakrzewski

Dominik Blek, nauczyciel ze Szkoły Podstawowej w Złotorii, a zarazem pasjonat gry go, był jednym z organizatorów Dnia Gier. Młodzi pasjonaci łamigłówek i planszówek spotkali się

w piątek, 24 stycznia w kilku salach złotoryjskiej placówki. Dzieci i młodzież mieli okazję poznać za zasady wielu gier – Talizman Magia i Miecz, Qwirkle, Robale, Rummicub, Twister, Mali Powstańcy i

wiele innych. Zaś na sali gimnastycznej rozegrane zostały trzy turnieje w szachy, atari-go oraz warcaby. Ta ostatnia cieszyła się największą popularnością. Uczestnikom turnieju za-

brakło plansz i pionków, więc chwycili za kolorowe nakrętki. - W turnieju gry aratigo udało mi się zająć drugie miejsce - mówi ośmioletni Patryk. - Wygrał ze mną

chłopiec, który w tę grę grał po raz pierwszy w życiu. Jak mu tak dalej będzie szło, to zostanie arcymistrzem. (rrz) Fot. Nadesłane

Po raz kolejny mieszkańcy wsi w gminie Lubicz hołdowali bożonarodzeniowej tradycji

Finał WOŚP odbywał się w dwóch miejscowościach. Wolontariusze kwestowali, a mieszkańcy bawili się przy programie artystycznym w Lubiczu Dolnym i Górnym. - W tak szczytnym celu, jakim jest zdrowie dzieci, łączą się wszyscy - mówi Marek Olszewski, wójt gminy Lubicz. - Staramy się również dołożyć do tego swoją, niewielką, cegiełkę. W Szkole Podstawowej nr 1 w Lubiczu Dolnym mieszkańcy mogli wziąć udział w licytacjach, kupić ciasta upieczone przez mamy uczniów, skosztować chleba ze smalcem bądź nabyć gadżety przekazane orkiestrze przez sponsorów. Do zabawy zachęcał zespół

KLIP. Były występy uczniów, popisy taneczne młodzieży ze szkoły tańca "IR" J. Woińskiej. Nie mogło również zabraknąć stowarzyszenia "Pokolenia" i chóru Klub Seniora "Arka". Zebrane w miejscowości blisko 4,5 tysiąca złotych przeznaczone zostanie w tym roku na zakup specjalistycznego sprzętu dla dziecięcej medycyny ratunkowej i godnej opieki medycznej seniorów. W Lubiczu Górnym udało się zebrać ok. 9 tysięcy złotych. Wzorem ubiegłych lat nie brakowało atrakcji w postaci loterii fantowej i pluszaków, atrakcji sportowych – pokazu capoeiry i judo. Alkogogle pozwalały się

Uroczystość rozpoczął chór szkolny. Koncert prowadzili nauczycielka języka angielskiego Aneta Furmańska i ksiądz katecheta Paweł Sobociński. Już samym przebraniem się za postaci dzieci z lodowiska oraz prowadzeniem ze swadą i poczuciem humoru rozmową wprowadzili pogodną, radosną i swobodną atmosferę. - W naszej miejscowości wspólne kolędujemy od paru lat – mówi Hanna Anzel, przewodnicząca Rady Gminy Lubicz. - To piękna tradycja. Jako pierwsi wystąpili uczniowie klas IIIb i IIa, którzy wspólnie z wychowawczyniami oraz rodzicami - autorami przepięknej scenografii hali, wykonali pastorałkę. Następnie, według wylosowanej ko-

lejności, uczniowie poszczególnych klas prezentowali kolędy i pastorałki. Każda klasa zadbała o ciekawą aranżację wykonanego utworu. W świątecznej scenerii pięknie prezentowały się aniołki, Maryja z Józefem i dzieciątkiem, pasterze, królowie i kolędnicy. Ciekawe były również współczesne aranżacje pastorałek. Prowadzący uroczystość, zapowiadając kolejną klasę, podawali ciekawostki o znanych kolędach. Zatrzymywali się nad wyjaśnieniem znaczenia niektórych słów i wyrażeń spotykanych w kolędach i pastorałkach. Swoje talenty zaprezentowali również nauczyciele wykonując piosenkę świąteczną „Gwiazda na kiju” (rzz)

Fot. Nadesłane

21 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014

Kreatywnie i dla wszystkich
Muzeum Piśmiennictwa i Drukarstwa w Grębocinie przygotowało specjalną ofertę dla dzieci
Tomasz Więcławski
W czasie ferii najmłodsi będą mogli uczestniczyć w zajęciach prowadzonych przez animatorów. Koszt udziału w warsztatach wynosi równe 0 zł. Atrakcje sfinansuje Urząd Gminy. Pierwsza okazja do wspólnej zabawy już 4 lutego. Muzeum czeka na chętnych. - Jeżeli ktoś chce, żeby ich pociecha spędziła kreatywnie czas nieopodal swojego domu, to nasza oferta jest dla niego - mówi Magdalena Lubańska-Skop z Muzeum Piśmiennictwa i Drukarstwa w Grębocinie. - Każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Staramy się, aby było ona jak najbardziej urozmaicona. Do niezwykłego muzeum w gminie Lubicz dzieci i młodzież trafiają często. Na trwałe wpisało się ono w mapę interesujących placówek w regionie. W czasie roku szkolnego odwiedza to miejsce kilkadziesiąt wycieczek, nie tylko z lokalnych szkół.

GMINA LUBICZ

Fot. Adam Zakrzewski

- Łączymy w swojej działalności walor naukowy i rozrywkowy - mówi Dariusz Subocz, dyrektor muzeum. - Wiedza może być podana na wiele sposobów. Najlepiej chłonie się ją jednak w praktyce. Ekspozycje i stare leciwe prasy drukarskie są ciekawe. Własnoręczne czerpanie papieru jest jednak nie lada gratką dla wszystkich odwiedzających. Poza stałą ofertą muzeum realizuje jednak projekty se-

zonowe, takie jak imprezy w czasie ferii zimowych. - Oprócz działań warsztatowych będziemy poszerzać swoją wiedzę i dobrze się bawić - mówi Magdalena Lubańska-Skop. - Wszystko w myśl hasła "zabawa, sztuka, nauka!". Pierwsze zajęcia odbędą się 4 lutego. Będzie to "japoński wtorek" w muzeum. Wśród atrakcji będą między innymi origami i tworzenie wachlarzy. Dwa dni później

pracownicy placówki zapraszają dzieci na "artystyczny czwartek". W planach m.in. wykonywanie portretów czy rysunków przedstawiających martwą naturę. W drugim tygodniu ferii atrakcji również nie zabraknie. - Zapraszamy chętnych na udział w "pacynkowym wtorku" i karnawałowym czwartku" - dodaje pracownica muzeum. - Pierwszego dnia będzie razem wykonywać najróżniejsze pacynki, ma-

rionetki, potworki i stworki. Doskonałym przedsmakiem karnawałowej zabawy będzie czwartkowe projektowanie masek. Na bal będą jak znalazł. Oferta przygotowana jest dla dzieci w wieku od 8 do 13 lat. Zapisy odbywają się pod adresem edukacja@grębocin.pl, pod numerem telefonu 566749200 lub poprzez wiadomość wysłaną przez FB.

Fot. Adam Zakrzewski

22 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014

Pompon w lewo, pompon w prawo!
Ileż to hollywoodzkich produkcji utarło przekonanie, że nie ma wspanialszych dziewczyn, niż te będące cheerliderekami? Wiedzą o tym i chłopcy z Złejwsi Małej, którzy ukradkiem podglądają treningi swoich koleżanek
Marcin Tokarz
Mają juz za sobą kilka doniosłych występów przed publicznością. Ostatni swój układ zaprezentowały 14 stycznia na scenie XXII Finału WOŚP w Górsku. Grupa trzydziestu cheerliderek, wychowanek Gminnego Ośrodka Kultury i Sportu, pod okiem Agnieszki Turek-Zielińskiej, przygotowuje się na wiosenne imprezy plenerowe. Rodzice i dziadkowie, nastoletnich tancerek trzymają kciuki, by ich pociechy dopingowały w przyszłości lokalne drużyny sportowe. Trudno wyobrazić sobie lepsze zajęcie dla tych dziewczynek. Są rezolutne, pełne energii i radości. To cechy niezbędne, ale nie najważniejsze. - Przy tak licznej grupie cheerliderek nierówny rytm widać jak na dłoni - wskazuje Agnieszka Turek-Zielińska, instruktor sekcji widowiskowej w Gminnym Ośrodku Kultury i Sportu w Złejwsi Małej. - Sekcja funkcjonuje dopiero dwa lata, przy czym jestem jej czwartym instruktorem. Dziewczynki jeszcze się uczą, ale ten rodzaj tańca sprawia im wielką radochę. Po niektórych widać, że wypływa to z głębi ich serca. Takim podejściem pragnę zarazić je wszystkie. To moja wnusia! Zajęcia cieszą się wśród najmłodszych sporym zainteresoPem na Sobótce i Majówce, wypadało nadać jej nazwę. Agnieszka Turek-Zielińska zorganizowała głosowanie. - Większością głosów padło na "Electro Dance", choć pomysłów było, co nie miara... - śmieje się instruktorka, która traktuje podopiecznie jak własne dzieci. Wskakują na nią, gdy tylko pojawia się w pobliżu. Słuchają się jej, szczególnie wtedy, kiedy zbliża się jakiś występ... - Pani Agnieszka to instruktorka, której było nam trzeba - przekonuje Maria Karpińska, dyrektor GOKiSu w Złejwsi Małej. - Gdy 2 lata temu wpadłam na pomysł założenia grupy cheerliderek, wystarczyło już tylko znaleźć odpowiednią osobę na to stanowisko. Agnieszka jest już czwartym prowadzącym. Mam nadzieję, że zostanie z nami, jak najdłużej. Pod jej przewodnictwem dziewczynki nauczyły się już czterech układów z solówkami, a na pewno już niedługo wzbogacą swój wachlarz o kolejny taniec. Dyrektorce GOKiSu marzy się, aby zapewnić dziewczynkom jednolite stroje. Na to jednak muszą jeszcze poczekać. Dla tych dzieci i tak najcenniejszy jest fakt, że mogą aktywnie i kreatywnie spędzać czas po szkole. - Mam nadzieję, że zajęcia pani Agnieszki dalej będą wygrywać z siedzeniem przed komputerem. To plaga naszych czasów - dodaje Maria Karpińska.

ZŁAWIEŚ WIELKA

W trosce o zdrowie mieszkańców
Azbest, jako materiał trwały i odporny na wysokie temperatury znalazł zastosowanie w budownictwie. Jednak w bezpośrednim kontakcie stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia. W związku z tym Urząd Gminy Zławieś Wielka apeluje o konsekwentną utylizację szkodliwego minerału. Jednocześnie informuje, że termin naboru wniosków o udzielenie dofinansowania w tej kwestii został przedłużony do dnia 14 lutego. - Wiele osób niestety nie do końca zdaje sobie sprawę ze szkodliwości azbestu - wskazuje Jan Surdyka, wójt gminy Zławieś Wielka. - Zależy nam, aby mieszkańcy mieli świadomość ryzyka, jakie niesie ze sobą dłuższe obcowanie z tym materiałem. Płyty z eternitu są bombą z opóźnionym zapłonem. Jej skutki odczuwać będą jeszcze nasze wnuki. Zakazy stosowania azbestu, jako substancji rakotwórczej pojawiły się dopiero w latach 80. za granicą. W Polsce w 1998 roku ukazało się rozporządzenie ministra gospodarki w sprawie sposobów bezpiecznego użytkowania oraz warunków usuwania wyrobów zawierających ten materiał. Zgodnie z jego treścią właściciele i zarządcy budynków, w które wbudowany jest azbest, zobowiązani są do dokonania przeglądu technicznego tych wyrobów. Na jego podstawie powinni sporządzić ocenę stanu i możliwości bezpiecznego ich użytkowania. - W przypadku ujawnienia widocznych uszkodzeń powierzchni wyrobów zawierających azbest zarządca lub użytkownik powinien taki wyrób usunąć w pierwszej kolejności - informuje wójt. Aby stworzyć obywatelom warunki do podjęcia tych kroków, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej uruchomił program pod nazwą „Gospodarowanie odpadami innymi niż komunalne, część II – usuwanie wyrobów zawierających azbest”. - W ramach tego projektu trwa ponowny nabór wniosków o udzielenie dofinansowania na pokrycie kosztów związanych z demontażem, transportem i unieszkodliwieniem wyrobów zawierających azbest z terenu naszej gminy w roku 2014 - wyjaśnia Jan Surdyka.

Repertuar grupy cheerliderek z GOKiSu w Złejwsi Małej o nazwie „Electro Dance” poszerza się z zajęć na zajęcia. waniem. Zazwyczaj, każdego - Bardzo szybko uczy się nowych nie udało mi się być na występie w wtorku w godzinach 17:00-18:30, ruchów. Jest zdolna, a przy okazji Górsku. Brawo kochanie! wzajemnie kroku dotrzymuje so- sumienna. Z tańcem była zwiąPrzedział wiekowy grupy miebie aż 30 tancerek. Wszystkie są zana jeszcze zanim wstąpiła do ści się od 8 do 12 lat. Zdarzają się N a jednak wyjątki. Jedna z dziewczywyposażone w niebieskie pompo- grupy cheerliderek. ny, które przecinają powietrze w krześle przy wyjściu z sali widowi- nek ma 14 lat. W zajęciach brali rytm muzyki. Mimo przeciwności, skowej GOKiSu siedzi pani Ewa, udział i chłopcy, ale chyba tylko przedstawiły nam swoje popisowe babcia Agnieszki Kochańskiej. po to, by popatrzeć na zdolne koukłady połączone z solówką lider- Nigdy wcześniej nie miała okazji leżanki. obserwować wnuczki w "akcji". ki zespołu. - Nie miałam pojęcia, że moja - Agnieszka sama wymyśliła Padło na Electro Dance ten układ - informuje instruktor- Agusia potrafi się tak ruszać! ka, a w tym samym momencie mówi podekscytowana kobieta. Skoro grupa cheerliderek z dziewczynka wykonuje ewolu- Wie pan, że ona ma tylko 10 lat? GOKiSu w Złejwsi Małej dała już cje zapożyczone z breakdance’e. Teraz jeszcze bardziej żałuję, że kilka występów, w tym poza WOŚ-

Trwa ponowny nabór wniosków o udzielenie dofinansowania na pokrycie kosztów związanych z demontażem, transportem i unieszkodliwieniem wyrobów zawierających azbest z terenu gminy Zławieś Wielka w roku 2014
Wniosek wraz z niezbędnymi załącznikami dostępny jest na stronie Urzędu Gminy w zakładce – „Wnioski tymczasowe” oraz pokoju nr 14 u P. Moniki Foksińskiej, która udzieli wszelkich dodatkowych informacji pod numerem tel.: 56 674 13 36. Inwestycja dofinansowana jest przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Toruniu przy udziale środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie. (MT)

Fot. Adam Zakrzewski

23 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014
GMINA WIELKA NIESZAWKA

Elementy kolejnej chaty trafiły do skansenu
W Olęderskim Parku Etnograficznym znajdują się już elementy chaty ze wsi Niedźwiedź. To drugi z sześciu obiektów, które od przyszłego roku będą mogli podziwiać odwiedzający skansen goście
ne zabiegom konserwatorskim i następnie złożone w całość. Gdy podczas rekonstrukcji brak będzie odpowiedniego elementu oryginalnego, odbudujemy go na wzór pierwowzoru, lecz już z nowego drewna. To, które przetransportowano ze wsi Niedźwiedź, ma już blisko 220 lat. Zagrodę wybudowano u schyłku XVIII wieku. Dzisiejsze tereny Wielkiej Nieszawki to miejsce, które wiele stuleci temu zamieszkiwali protestanccy mennonici. Ich barwna historia i kultura sięga na ziemiach polskich XVI wieku, kiedy to rozpoczęli osiedlać się w dolinie Wisły. Olęderski Park Etnograficzny powstaje, aby upamiętnić ślad, który zostawili po sobie dawni mieszkańcy regionu. Skansen o łącznej powierzchni pięciu hektarów, ma przypominać wszystkim go odwiedzających historię tego miejsca. Jeszcze w tym roku do parku zostanie przetransportowana zagroda z Kaniczek, pochodząca z 1755 roku. Poszukiwane i zbierane są także eksponaty, które będą prezentowane wewnątrz zagród, czyli m.in. meble i sprzęt codziennego użytku.

Spotkanie bez barier
23 stycznia w sali widowiskowej Ośrodka Kultury w Małej Nieszawce odbyło się spotkanie noworoczne dla mieszkańców gminy

Fot. Adam Zakrzewski

Aleksandra Radzikowska
Wszystkie części, które po rozbiórce zachowały się w dobrym stanie, są już na terenie parku w gminie Wielka Nieszawka. Zagroda z Gutowa jest gotowa, fundamenty czekają także na rekonstrukcję budowli ze wsi Niedźwiedź. Ponowne składanie przeniesionej zagrody rozpocznie się ze względu na warunki atmosferyczne wraz z nadejściem wiosny, a zakończy w sierpniu.

Park, który powstaje na terenie gminy, składał się będzie z trzech zagród. Wokół starego cmentarza stanie w sumie sześć przeniesionych do skansenu obiektów. - Do połowy przyszłego roku gotowe powinny być wszystkie zagrody – mówi Anna Maślak z Muzeum Etnograficznego w Toruniu. – Ostatnie działania, które zostały podjęte, dotyczyły rozbiórki całego obiektu ze wsi Niedźwiedź. Byliśmy zaskoczeni tym, jaka część konstrukcji ze ścian zachowała się w dobrym stanie. Drewno zostanie podda-

To już tradycja. Na spotkaniu, na którym władze gminy i mieszkańcy zbierają się każdego roku, pojawiło się blisko sto osób. Rozmowy nie dotyczyły jedynie lokalnych spraw. W miłej i towarzyskiej atmosferze poruszonych zostało wiele tematów. Od tych, które dotyczą działań gminy, do prywatnych rozmów przy dźwiękach muzyki. Cel takich spotkań zawsze jest ten sam – integracja mieszkańców gminy i jej władz. Tego roku zgromadzonych na uroczystości powitał wójt gminy Wielka Nieszawka, Kazimierz Kaczmarek. Złożył wszystkim przybyłym na spotkanie mieszkańcom noworoczne życzenia zdrowia i wszelkiej pomyślności. Wśród gości był także Przewodniczący Rady Gmi-

ny Wielka Nieszawka, Ireneusz Śmiechowski. - Jak co roku, atmosfera była przyjazna – mówi wójt gminy Wielka Nieszawka, Kazimierz Kaczmarek. – To spotkanie służy właśnie temu, by w towarzyskiej aurze mieszkańcy mogli wspólnie spędzić miłe chwile. Nie zawsze jest na to czas, a noworoczne zebranie jest do tego idealną okazją. Przybyłym na uroczystość mieszkańcom zaprezentował się zespół seniorów „Wspomnienie", a kolędy i pastorałki w nowoczesnych aranżacjach wykonali: Muzyczna Grupa GAMA oraz grupa wokalna PULS, działające pod opieką Aliny Sobeckiej przy Ośrodku Kultury w Małej Nieszawce. (AR)

Fot. Nadesłane

24 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014

Arcydzieła pędzlem lakierowane
Dla Wandy Świeczkowskiej z Aleksandrowa Kujawskiego najważniejsza jest rodzina, miłość i pasja. Reszta surowca to monotonia…
Monika Olender
Zamiast kwiatów i biżuterii, pani Wanda dostaje od męża materiały do zdobienia, pędzle, kleje oraz inne potrzebne preparaty i narzędzia. Gdy dookoła cichnie, obiad przygotowany, a dom posprzątany, to pani Wanda siada przy dużym stole. Przysuwa do niego, stojący obok stolik z potrzebnymi narzędziami. Z szuflad wyjmuje serwetki oraz inne potrzebne materiały. A potem szuka w wyobraźni nowych pomysłów, kompozycji, rozwiązań. Każde pudełko musi być przecież inne, każda szkatułka wyjątkowa, każdy drobiazg oryginalny, a pozornie stary mebel prawdziwym arcydziełem. Jak się okazuje, dekupaż to magiczna dziedzina sztuki… – Myślę, że takie zdolności manualne odziedziczyłam po mamie – opowiada pani Wanda. – Odkąd pamiętam, mama robiła dywaniki na podłogę, dziergała serwetki, sweterki, szyła sukienki. Osiem lat temu pani Wanda szukała w Internecie prezentu dla teściowej córki. Koniecznie chciała, aby był to upominek robiony ręcznie. Trafiła na słowo „dekupaż”. Odszukała rzeczy zrobionych w tej technice. Kupiła zestaw materiałów dla początkujących. I wszystkiecę. Maleńkie pudełeczko jest przepiękne. – Najpierw kupuję surówki, a potem w zależności od tego, co chcę osiągnąć, maluję je – tłumaczy artystka. – Naklejam wzór z serwetki. Dalej wprowadzam kolor, wyrównuję. I przychodzi moment lakierowania, lakierowania, lakierowania. To najbardziej żmudna praca. Pani Wanda nie traktuje dekupażu jak sposobu na dobry biznes. Dla niej to przede wszystkim pasja. I właściwie obrany tor dla ulokowania artystycznych umiejętności. – Ja muszę być sama zadowolona z tego, co zrobiłam – przyznaje. – Bardzo się jednak cieszę, kiedy sprzedam pracę. Dzięki temu bez obciążenia budżetu domowego mogę kupić nowe preparaty. Kilka lat temu pani Wanda miała dwie wystawy swoich prac w Miejskim Centrum Kultury w Aleksandrowie Kujawskim. Podczas pierwszej mieszkańcy mogli podziwiać wszystkie dzieła lokalnej artystki. Druga była z kolei poświęcona wyłącznie pracom o tematyce wielkanocnej. – Uwielbiam robić pisanki na naturalnych wydmuszkach – uśmiecha się pani Wanda. Za chwilę pokazuje bombki. Ręcznie zdobione butelki, świeczki, stary stolik, kredens. Dalej: obrazek w technice dekupażu malarskiego, ikony zdobiące ścianę, drewniane renifery. Wszystko wymaga wiele cierpliwości i dokładności. Każdy detal ma ogromne znaczenie. Ale to nie przeszkadza pani Wandzie, by z zapałem tworzyć nowe prace, których urok od razu rzuca się w oczy. – Dekupażu można się nauczyć, ale potrzeba wiele chęci – pani Wanda wyciąga na stół kolejne przedmioty. – Wszystkie rzeczy, które robię, są zgodne z moją duszą i wyobraźnią. To jest po prostu mój sposób na życie. Zdolności pani Wandy wykraczają poza dekupaż. W swoim zestawie narzędzi ma piłę taśmową, szlifierkę płaszczyznową, frezarkę. Wszystko od męża. – Mojemu mężowi bardzo podoba się to, co ja robię – tłumaczy pani Wanda. – W ten sposób mnie wspiera. On sam pasjonuje się starymi odbiornikami. Pragnie przywracać je do życia. Mnóstwo drobiazgów, wykonanych przez panią Wandę, powędrowało do Anglii. Tam mieszka jej córka wraz z rodziną. Rękodzielnicza praca jest zatem dla niej także sposobem na tęsknotę. – Moim największym marzeniem jest własna pracownia – uśmiecha się z nadzieją. – Myślę, że kiedyś znajdę taki kąt, by móc ją sobie urządzić.
m.olender@pozatorun.pl

ALEKSANDRÓW KUJAWSKI

Dla Wandy Świeczkowskiej dekupaż jest sposobem na życie i jednocześnie ucieczką od tęsknoty za najbliższymi.

Seniorzy z wizytą u Marszałka
Przedstawiciele aleksandrowskiego oddziału Uniwersytetu Trzeciego Wieku spotkali się z Marszałkiem
Jadwiga Świątkowska, Romana Zabłocka i Izydor Zaręba, czyli seniorzy z aleksandrowskiego oddziału Uniwersytetu Trzeciego Wieku, odpowiedzieli na zaproszenie Marszałka i wzięli udział w specjalnie dla nich przygotowanej konferencji. Marszałek Województwa Kujawsko-Pomorskiego Piotr Całbecki przygotował konferencję zatytułowaną "Seniorzy w województwie kujawsko-pomorskim'', na którą zaprosił gości z całego województwa. Spotkanie odbyło się 21 stycznia br. w Urzędzie Marszałkowskim w Toruniu. Z aleksandrowskiego oddziału Uniwersytetu Trzeciego Wieku przyjęły zaproszenie trzy osoby: Jadwiga Świątkowska, Romana Zabłocka i Izydor Zaręba. W związku z tym, że spotkanie przypadło w Dniu Babci i Dziadka, to uczestnicy otrzymali na powitanie drobne prezenty. Najpierw Marszałek dokonał uroczystego otwarcia konferencji. Potem nadszedł czas przemówień: Rafał Pietrucień mówił o solidarności międzypokoleniowej, Łukasz Jaworski o działaniach samorządowych na

go nauczyła się sama. Krok po kroku. – Nie należę do ludzi, którzy bezczynnie siedzą, nie lubię oglądać seriali – dodaje. – Ten dekupaż ciągle świrował mi w głowie, preparatów cią-

gle przybywało. Od samego początku mąż mnie bardzo wspierał. Tak właśnie rozwijała się moja pasja… Pani Wanda wyjmuje z szufladki swoją pierwszą pra-

Fot. Maciej Pagała

69 lat później…
Mieszkańcy Aleksandrowa Kujawskiego pamiętali o dniu wyzwolenia miasta spod okupacji hitlerowskiej
Minęło już 69 lat od wyzwolenia Aleksandrowa Kujawskiego spod okupacji Hitlera. Jak co roku, ten ważny dzień szczególnie uczczono. Mimo, że stacjonujący na terenie miasta żołnierze hitlerowscy opuścili miasto kilka dni wcześniej, a razem z nimi uciekły także służby policyjne i administracja cywilna, to za oficjalną datę wyzwolenia Aleksandrowa Kujawskiego spod okupacji hitlerowskiej uznano dzień 22 stycznia. W tym dniu bowiem do miasta wkroczyli żołnierze I Frontu Białoruskiego, co wiązało się z wyznaczeniem komendanta wojennego, który miał pilnować porządku. Mieszkańcy Aleksandrowa Kujawskiego, samorząd miejski oraz inne instytucje nie zapominają o tym ważnym dla miasta dniu. Z okazji 69. rocznicy wyzwolenia Aleksandrowa Kujawskiego Burmistrz Miasta Andrzej Cieśla, Zastępca Burmistrza Jerzy Erwiński oraz p. Wiesława Remiszewska - przedstawiciel Związku Kombatantów i Byłych Więźniów Politycznych, a także delegacja Sojuszu Lewicy Demokratycznej złożyli kwiaty na mogile ofiar okupacji hitlerowskiej oraz na mogile rosyjskich żołnierzy. Delegacjom towarzyszyli uczniowie i nauczyciele ze Szkoły Podstawowej nr 1 im. Polskich Podróżników oraz Szkoły Podstawowej nr 3 im. Józefa Wybickiego. Gdy wybiła godzina 12:00, to tradycyjnie nad miastem rozległ się dźwięk syren. (MO)

Przedstawiciele aleksandrowskiego oddziału Uniwersytetu Trzeciego Wieku wzięli udział w konferencji zorganizowanej przez Marszałka. rzecz seniorów, Wojciech Gulin jątkowe serduszka. Nie zabrakło o młodości i starości, z kolei Ire- również poczęstunku. neusz Frelichowski o funkcjonoSpotkanie cieszyło się bardzo waniu Bydgoskiej Rady Seniorów. W programie znalazło się także dużym zainteresowaniem ze stromiejsce na występ artystyczny ny zaproszonych gości. W związprzedszkolaków z Pigży, które ku z tym Marszałek obiecał, że wyrecytowały wiersze, zaśpiewały piosenki, przepięknie zatańczyły, wkrótce odbędą się kolejne. a także wręczyły seniorom wy(MO)

Fot. Nadesłane

25 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014

Mroźne dobrego początki
Uczelnie wyższe rozpoczynają zimowy nabór na studia. Tym sposobem wychodzą na przeciw oczekiwaniom tych przyszłych studentów, którzy nauki w październiku rozpocząć nie mogli lub też nie chcieli
Wybór kierunku studiów jest jedną z najpoważniejszych decyzji podejmowanych u progu dorosłego życia. Welu absolwent szkoły średniej o swojej karierze zaczyna myśleć dopiero w momencie odbioru świadectwa dojrzałości. Jeśli uzyskana punktacja pozwala na podjęcie nauki na kierunku marzeń, mało kto zastanawia się nad przełożeniem studiów. Co jednak z tymi osobami, które maturę poprawiają, lub też nie odkryły jeszcze czym chcą się w życiu zajmować? Wielu młodych dorosłych wolne miesiące spędza za granicą, chcąc rozpocząć kolejny etap życia z przyzwoitą kwotą na koncie. Inni, najzwyczajniej w świecie, chcą odpocząć od nauki po spędzeniu w szkolnych ławkach 12 lat i nie spieszno im wracać do zamkniętych sal i zadań do odrobienia. Naprzeciw ich oczekiwaniom wychodzi coraz więcej uczelni wyższych, które nabór na nowe kierunki rozpoczynają zimą. Wbrew pozorom wybór tego rodzaju ścieżki edukacyjnej nie zawsze podyktowany jest, jak często się sądzi, lenistwem. Nierzadko odłożenie nauki o pół roku okazuje dzięki temu spędziłem czas z ciocią, fizykoterapeutką. I sam zdecydowałem, że tym właśnie chcę się zająć. Miałem więcej czasu na przemyślenie, choć nie ukrywam, że mogłem to zrobić już w szkole. Nabór zimowy jest też doskonałą opcją dla tych osób, którym na wymarzony kierunek dostać się nie udało. Zamiast tracić rok na zajęciach, które nie są w żaden sposób interesujące lub też na „nic nierobieniu” warto poczekać pół roku i swoich sił spróbować w grudniu. Liczba studentów kandydujących na jedno miejsce często jest mniejsza niż podczas naboru letniego, dzięki czemu szanse na zostanie np. prawnikiem znacznie wzrastają. Odłożenie studiów o kilka miesięcy pozwala też na zarobienie pierwszych „dorosłych” pieniędzy. Wiele osób chce się szybko usamodzielnić, a rozpoczynając jednocześnie pracę i studia w październiku utrudnia pogodzenie nowych obowiązków. Jeśli uda nam się znaleźć pracę już w lipcu, to po zaaklimatyzowaniu się w niej przez pół roku o wiele łatwiej pogodzimy z nią nowe obowiązku studenta. Jest to też bardzo dobre rozwiązanie dla osób, które planują studia w innym mieście i chcą mieć zabezpieczenie finansowe na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń. Podjęcie pracy zaraz po zakończeniu egzaminów maturalnych i zakończenie jej w okolicy grudnia pozwala na odłożenie znacznej kwoty, która pozwoli nam nie martwić się o opłacenie rachunków a także nie wymusi wyboru pomiędzy przyjemnościami a obowiązkami. Równie ważny co rozwój intelektualny jest także ten wewnętrzny. Po skończeniu szkoły po raz pierwszy mamy czas dla siebie, na swoje pasje i spełnianie marzeń. Coraz popularniejsze stają się podróże nie wymagające wydania dużych nakładów finansowych, a pozwalające na zobaczenie kawałka świata i innych kultur. Może zanim na kolejne lata zamkniemy się w murach uczelni, warto dać sobie chwilę czasu na zobaczenie kawałka świata? Zróżnicowana oferta uczelni wyższych, dostosowana dla studentów zaczynających studia zimą, pozwalają bez żalu odłożyć o kilka miesięcy decyzję dotyczącą swojej kariery, a przerwę pomiędzy nauką potraktować nie jako stracony czas, ale inwestycję w samego siebie i swoją przyszłość.

DODATEK EDUKACJA

się o wiele mądrzejszą decyzją, niż podejmowanie jej w październiku. W szkole młoda osoba często nie ma możliwości odkrycia własnej pasji. Standardowy (w wielu placówkach edukacyjnych) program nauczania nie pozostawia wiele miejsca dla wyobraźni. A przecież studia nie ograniczają się do przedmiotów ścisłych i humanistycznych. Miesiące poświęcone na głębokie zastanowienie się nad swoją przyszłością mogą zaoszczędzić

kilka lat straconych na rozpoczyna-niu rok w rok nowego kierunku i otrzymania statusu „wiecznego studenta”. - Kiedy minęła radość z zakończenia szoły przestraszyłem sięmówi Maciej, student drugiego roku fizykoterapii. - Uświadomiłem sobie, że tak naprawdę przez cały ten czas nie zdecydowałem, co chcę robić w życiu. Nie chciałem iść na jakiś przypadkowy kierunek, wyjechałem do rodziny, do Anglii. Rodzice nie byli zachwyceni, ale to

26 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014

Uroczysta gala z oficjelami
W Centrum Kształcenia Ustawicznego w Gronowie odbyło się 10 stycznia uroczyste wręczenie świadectw
Doborowych gości nie mogło w gminie Lubicz zabraknąć. Dyplomy wręczono słuchaczom Liceum dla Dorosłych oraz Szkoły Policealnej dla Dorosłych utworzonych w ramach projektu „Szkoła przyszła do Ciebie” współfinansowanego przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego realizowanego w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki Priorytet IX działania 9.3 Upowszechnienie formalnego kształcenia ustawicznego w formach szkolnych. Głównym celem projektu jest zwiększenie udziału dorosłych mieszkańców województwa kujawsko – pomorskiego w kształceniu w formach szkolnych oraz programach formalnego potwierdzania kwalifikacji zawodowych od października 2010 r. do lutego 2014 r. Skala projektu jest ogromna. Obejmuje on swoim zasięgiem dużą część województwa kujawsko – pomorskiego, wystarczy wspomnieć, iż najbardziej oddalone od siebie punkty (Tłuchowo – Dobrcz) dzieli blisko 170km. łącznie 35 oddziałów szkół dla dorosłych (17 Uzupełniających Liceów Ogólnokształcących, 9 Liceów Ogólnokształcących, 9 Szkół Policealnych) w 13 punktach zamiejscowych. W zimowe piątkowe popołudnie przy asyście szacownych gości, odbyła się podniosła uroczystość, w której uczestniczyło 162 słuchaczy Szkół dla Dorosłych. - Zaszczycili nas swoją obecnością m. in. Mirosław Graczyk, starosta toruński, Andrzej Siemianowski, wicekurator oświaty i przewodniczący Rady Powiatu, Dariusz Meller, wicestarosta toruński, członek zarządu powiatu toruńskiego - Mirosław Nawrotek. Liczni zgromadzeni z uwagą wysłuchali wystąpień zaproszonych gości. Wszyscy z nich zwracali szczególną uwagę na fakt, iż w projektach realizowanych w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki najważniejszy jest człowiek – w myśl hasła programu „ Człowiek najlepsza inwestycja”. Gratulacje były tym bardziej uzasadnione, że nauka dla większości uczestników to pasmo wyrzeczeń i konieczność godzenia z nią obowiązków zawodowych i rodzinnych. Słuchacze przyjęli również wiele gratulacji z tytułu uzyskania świadectwa ukończenia szkoły. Świadectwa, które dla wielu z nich może okazać się przepustką do lepszej pracy ale także daje możliwość kontynuowania edukacji. W dniu 10 stycznia 2014 roku grono absolwentów Zespołu Szkół, Centrum Kształcenia Ustawicznego w Gronowie poszerzyło się o liczbę 122 absolwentów Liceum dla Dorosłych 23 absolwentów Uzupełniającego Liceum dla Dorosłych oraz 17 absolwentów Policealnej Szkoły dla Dorosłych kształcącej w zawodzie technik bezpieczeństwa i higieny pracy. Łącznie mury naszego Zespołu w blisko 70-letniej historii opuściło ponad 15 000 absolwentów. Jako podsumowanie chciałbym przytoczyć słowa Seneki Młodszego ,,NON SCHOLAE SED VITEA DISCIMUS” - „Uczymy się nie dla szkoły, ale dla życia”.

DODATEK EDUKACJA

Statystyki projektu wyglądają następiująco: Zrekrutowano 1 165 uczestników(dorosłych mieszkańców województwa kujawsko – pomorskiego) Przeprowadzono 24 659 godzin zajęć, Przeprowadzono 11 887 godzin zajęć na platformie e-learningowej,

Opracowano i sprawdzono 15 019 prac kontrolnych, Przeprowadzono 21 727 egzaminów ustnych oraz pisemnych. W realizację projektu zaangażowanych jest bezpośrednio pięcioosobowa kadra zarządzająca oraz ponad 250 nauczycieli, 60 egzaminatorów oraz administracja Zespołu Szkół. W trakcie trwania projektu utworzono

Fot. Adam Zakrzewski

27 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014

Zajęcia praktyczne w placówkach medycznych to klucz do sukcesu
Darmowa nauka i duży nacisk na praktykę? To możliwe w Studium Zdrowia Centrum Edukacji Dorosłych w Toruniu
– Rozmawiałam z wieloma naszymi absolwentami i dzięki wspomnianym porozumieniom mieli oni okazję pochwalić się potencjalnym pracodawcom swoimi umiejętnościami. Taka prezentacja w wielu przypadkach opłaciła się. Część z naszych techników założyła także swoją działalność gospodarczą. Dzięki dotacjom z Urzędów Pracy mogli ruszyć z własnym biznesem, będąc konkurencyjną i mobilną marką. Podstawą ich działalności jest np. dojazd do klienta. Ponadto absolwenci mogą podejmować pracę m. in. w sanatoriach, przychodniach rehabilitacyjnych, salonach odnowy biologicznej czy klubach fitness. - Niewątpliwie podnoszenie kwalifikacji to klucz do sukcesu w naszych czasach – mówi Aleksandra Tuchorska z CED-u. – W zimie, gdy mamy stosunkowo dużo wolnego czasu, można spróbować podjąć naukę u nas. Warto, bo od lutego dzięki dotacjom budżetowym nauka przez całe 2 lata jest bezpłatna. Zajęcia odbywają się 3 Praktyka czyni mistrza – ta stara prawda od lat przyświeca osobom, które chcą osiągnąć sukces w swoim zawodzie. Warto zacząć już na początku swojej edukacji, aby mieć dobry start na rynku pracy. Jak zatem wybrać placówkę edukacyjną, która nam w tym pomoże? Przykładowo, jednym ze zdobywających coraz większą popularność kierunków w szkołach policealnych jest technik masażysta. Niewątpliwie, nauka zawodu wymaga w tym przypadku dużego nacisku na praktykę. Bez tego żaden przyszły pracodawca nas nie zatrudni. Niestety, często szkoły proponujące edukację w tym kierunku odpowiedzialność za zorganizowanie praktyk zrzucają na samego ucznia. Wtedy można liczyć już tylko na znajomości. - To bardzo szkodliwe działanie – komentuje Teresa Synik, dyrektor Centrum Edukacji Dorosłych w Toruniu. – Aby zapewnić naszym uczniom odpowiednie wykształcenie, podpisaliśmy wiele porozumień z takimi placówrazy w tygodniu lub we wszystkie weekendy. Nauka kończy się uzyskaniem dyplomu państwowego uznawanego w całej UE. Niebywałą okazją jest jednoczesna nauka jako technik masażysta oraz studiowanie na kierunku fizjoterapia na preferencyjnych warunkach. To świetny sposób na zdobycie kompatybilnych kompetencji niewątpliwie stwarzających większe perspektywy na rynku pracy. W Toruniu możliwość studiowania na studiach licencjackich na kierunku fizjoterapia daje Instytut Zdrowia i Kultury Fizycznej Wyższej Szkoły Gospodarki z Bydgoszczy. Zajęcia teoretyczne odbywają się w budynku Centrum Edukacji Dorosłych. - W tym zawodzie leczymy ruchem – komentuje Teresa Synik, dyrektor Centrum Edukacji Dorosłych w Toruniu. – Ludzie żyją coraz dłużej i jednocześnie chcą być zdrowi oraz sprawni, więc realne zapotrzebowanie wzrasta. Te umiejętności stwarzają ogromne możliwości rozwoju zawodowego i godziwego wynagrodzenia.

DODATEK EDUKACJA

Zajęcia odbywają się 3 razy w tygodniu lub we wszystkie weekendy.

kami jak szpitale, sanatoria, przychodnie rehabilitacyjne, ośrodki SPA. Bez opracowania procedur i harmonogramu z naszymi partnerami trudno o odpowiednie zajęcia. Co ważne, Studium Zdrowia CED oferuje także bogatą bazę sprzętową do zajęć praktycznych.

Poza salami w samej siedzibie placówki w Toruniu, przy Szosie Chełmińskiej 70, szkoła dysponuje zupełnie nową pracownią masażu i fizjoterapii, która jest w pełni wyposażonym miejscem do zajęć praktycznych. - Warto dbać o dobry start uczniów – dodaje Teresa Synik.

28 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014

W fundamencie nie ma miejsca na błędy
Właściwie wykonana izolacja fundamentów zapewnia długotrwałą i bezpieczną eksploatację budynku. Wybór odpowiedniego wykonawcy jest kluczowym dla dobra twojego domu
Choć najwięcej zależy od firmy budowlanej, która wykona podstawę dla budynku, to przecież jego właściciel dokonuje wyboru ekipy. Dlatego warto zapoznać się z ty, jakie potknięcia z obu stron kwalifikują się do tych najpoważniejszych. Wysokie opłacenie "fachowców" nie załatwi sprawy. O ile na wiele innych, kolejnych etapach budowy twoja obojętność jest jeszcze do odratowania, o tyle fundament bezwzględnie powinien spełniać wszelkie wymogi jakości. Oszczędzać można i warto to robić przy zakupach i opłatach usług, które nie wiążą się z długotrwałym użytkowaniem ich efektów. Zupełnie inaczej ma się to w przypadku budowy fundamentów pod dom. Tu skutki uboczne skąpstwa mogą okazać się opłakane. - Bardzo często zdarza się, że inwestor zmniejsza grubości warstwy ocieplenia, lub też rezygnuje z drugiej warstwy folii w izolacji wodochronnej i folii kubełkowej, która ma osłaniać izolację - informuje serwis nowoscibudowlane. pl. - Wszystko to niestety odbija się w bliższej lub dalszej przyszłości, a koszty późniejszych napraw będą horrendalne. Kolejną kwestią jest czas reali1000 zł. Niby drobiazg, ale jakże istotny. - Jeżeli kupujemy projekt gotowy i rozpoczynamy budowę, nie wiedząc, jaki jest grunt, możemy źle dobrać rodzaj izolacji - przekonuje serwis nowscibudowlane. pl. - Jednak, jeśli zostanie zrobiona lekka izolacja wodochronna, a fundamentom będzie zagrażać woda wywierająca parcie hydrostatyczne, wkrótce po zakończeniu możemy mieć niemiłą i kosztowną niespodziankę. Do jednych z bardziej poważnych niedopatrzeń należy zbyt niskie wyprowadzenie izolacji. Materiały hydroizolacyjne nie powinny być niższe niż 30 cm ponad powierzchnią gruntu. W przeciwnym razie woda deszczowa odbijająca się od powierzchni terenu może przeciekać od góry. Warto pamiętać, że brak połączeń pomiędzy izolacjami – hydroizolacja pozioma - zawsze musi być szczelnie połączona z pionową. Tak, aby styki materiałów wodochronnych nie stały się w przyszłości miejscami, przez które będzie podsiąkać woda. Zachowując powyższe reguły twój fundament nigdzie cię nie zawiedzie.

DODATEK BUDOWLANY

zacji zamówienia. Fundament jest inwestycją na lata, toteż niezmiernie ważnym jest, aby wykonać go raz a dobrze. - Niestaranne ocieplenie fundamentów będzie w przyszłości skutkować mniejszym komfortem

cieplnym w piwnicy i w pomieszczeniach parteru oraz wysokimi rachunkami za ogrzewanie - podaje serwis nowoscibudowlane. pl. - Niestaranność przejawia się, również w niezachowywaniu tak zwanych przerw technologicz-

nych, czyli koniecznych odstępów między jedną a drugą pracą. Przeprowadzenie badań geotechnicznych właściciel inwestycji powinien potraktować jak obowiązek. Tym bardziej, że ich zlecenie nie kosztuje więcej niż

29 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014

Ogień mamy pod kontrolą
Komu zimową porą nie przyszedł do głowy obrazek siedzenia przy kominku z dobrą książką, albo jeszcze przyjemniej z ukochaną osobą? Jednak przy tym rodzaju produkcji ciepła bardzo często dochodzi do jego marnowania
Szczęściarze mogący wyposażyć swój dom w kominek z reguły dostrzegają tylko jego funkcję rekreacyjną. Takie podejście sprawia, że znaczne ilości energii są marnowane. Warto, więc wykorzystać go, jako źródło ciepła, które w zależności od wybranej instalacji stanie się głównym lub dodatkowym systemem grzewczym w budynku. W ten sposób przyjemne połączymy z pożytecznym. W tradycyjnym kominku z otwartą komorą spalania ciepło promieniuje bezpośrednio z paleniska do wnętrza pomieszczenia. Wprawdzie towarzyszy temu przyjemna atmosfer, jednak z perspektywy grzewczej jest to bardzo nieekonomiczne. Alternatywę stanowią kominki z płaszczem wodnym oraz DGP. - Kominki z zamkniętą komorą mogą wykorzystywać w celach grzewczych tzw. DGP, czyli system dystrybucji gorącego powietrza - tłumaczy przedstawiciel serwisu nowoscibudowlane.pl. - Wkład rozgrzany do bardzo wysokiej temperatury jest opływany przez powietrze, które transportuje ciepło poprzez specjalne kanały do pozostałych pomieszczeń. Istotne przy takim rozwiązaniu grzewczy w trakcie całego roku. Należy nadmienić, że drewno dokłada się w tym wypadku zaledwie dwa razy w ciągu doby. Zaletą instalacji z płaszczem wodnym jest możliwość wykorzystywania jej nie tylko w roli samodzielnego źródła, ale również wsparcia dla odrębnego systemu CO i CWU. Najwięcej korzyści przyniesie, jeśli zintegruje się go z systemami bazującymi na odnawialnych źródłach energii np. pompą ciepła. – Takie połączenia nie są już na rynku nowością, dlatego pompy ciepła są do nich odpowiednio przystosowane – mówi Paweł Kocięba-Żabski, prezes Nateo sp. z o.o. - Specjalne moduły pozwalają za pomocą panelu sterującego w prosty sposób zarządzać całym systemem, dostosowując parametry tak, by przynosiły optymalny efekt. Oprzyrządowanie pozwala kontrolować pracę wszystkich elementów instalacji, takich jak zasobnik ciepłej wody użytkowej czy pompy obiegowe. Zapewnia możliwość dokładnego ustawienia np. temperatury kominka, co jest nie tylko ekonomiczne, ale i ekologiczne. Ciepło jest zbyt cenne, by je marnować.

DODATEK BUDOWLANY

jest odpowiednie rozmieszczenie rur, ponieważ ma ono znaczny wpływ na wydajność instalacji. W kominkach z płaszczem wodnym przez szybę przenika zaledwie 20% ciepła. Cała reszta oddawana jest do czynnika grzew-

czego, tj. wody płynącej między podwójnymi ściankami komory, która następnie rozchodzi się do pozostałych pomieszczeń. System może zostać podłączony do zainstalowanego już centralnego ogrzewania. Takie rozwiązanie

znacznie obniży koszty inwestycyjne. W tym wypadku istnieje, też możliwość współpracy z różnymi wymiennikami ciepła np. ogrzewaniem podłogowym czy grzejnikami. Dobra kalibracja urządzenia zapewni komfort

30 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014

Węgiel pójdzie w odstawkę
Obecnie mamy niebywałą okazję, aby wymienić przestarzałe piece węglowe na tańszą i lepszą technologię. Wystarczy przełamać stereotypy – uważa Włodzimierz Kłos, właściciel firmy Automatik
Czy pokutuje wciąż twierdzenie, że ogrzewanie akumulacyjne jest drogie? Polacy są kompletnie niezorientowani w tej dziedzinie. Naturalnie takie może być, ale trzeba znać sposoby unikania dużych rachunków. Wtedy tylko nam się to opłaci. Jak uniknąć w takim razie wysokich rachunków i jednocześnie zaoszczędzić? Tanie ogrzewanie elektryczne opiera się na akumulacji ciepła przy ogrzewaniu podłogowym w posadce betonowej, a przy piecach akumulacyjnych – w rdzeniu grzejnika. Piece w tej technologii gromadzą prąd w czasie trwania drugiej taryfy, gdy jest on znacznie tańszy. W ciągu dnia oddają go w formie ciepła. Co więcej, od zeszłego roku energia elektryczna tanieje i można uzyskać jeszcze korzystniejsze i tańsze taryfy. Odwrotnie gaz – prognozy cenowe dla tego paliwa nie są optymistyczne. Te wartości na pewno już zmieniły rynek, jeśli chodzi o wybór techniki grzewczej w naszym budynku. Klienci otwierają oczy i widzą, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Coraz większą popularność zdobywa akumulapomieszczeniu spada w szybkim tempie. Warto się zainteresować wymianą ogrzewania, gdyż powoli będziemy musieli usuwać piece węglowe. Dokładnie. Obecnie trwa rządowy program, który pozwala na 70% dofinansowanie na wymianę ogrzewania węglowego na inną technologię. W naszym regionie program ten realizują m. in. magistraty w Toruniu i Bydgoszczy. Firma Automatik poza świadczeniem usług z zakresu elektrociepła organizuje także spotkania i wykłady dla zainteresowanych tym tematem. Te prelekcje zazwyczaj dotyczą nowych rozwiązań grzewczych dla budynków wielorodzinnych czy systemów przeciwoblodzeniowych. Często naszymi gośćmi są pracownicy urzędów i wspólnot, którym np., wyjaśniamy, skąd się biorą problemy pękania rynien czy powstawaniem niebezpiecznych sopli lodowych. Najlepiej widać to na zdjęciach, gdy pokazujemy budynek przed zastosowaniem takie systemu, a także po. Różnica jest ogromna.

DODATEK BUDOWLANY

cyjne ogrzewanie podłogowe ze względu na doskonały komfort termiczny. Jakie są w ogóle zalety ogrzewania akumulacyjnego poza ceną? Po pierwsze, w przypadku

Domy z widokiem na niebo
Jedną z najważniejszych rzeczy w każdej inwestycji jest lokalizacja. Firma Renova dba o to, by realizowane przez nią projekty wychodziły naprzeciw oczekiwaniom klientów. Stąd wybór miejscowości Stary Toruń jako miejsca budowy nowego osiedla. To rozwiązanie przyszłościowe. Coraz częściej rodziny decydują się na zakup mieszkania, które jest zlokalizowane na obrzeżach miast. To pozwala na komfort szybkiego dotarcia do centrum i jednocześnie odpoczynku z dala od zgiełku miasta, na własnym obszarze zieleni. Takie rozwiązanie łączy dwie ważne funkcje w jedną. - Przewaga tej lokalizacji jest taka, że domy wybudowane zostaną blisko trasy na Bydgoszcz, czyli tej najmniej zatłoczonej – mówi Małgorzata Frąckiewicz, dyrektor ds. Sprzedaży w firmie Renova. – Połączenie z centrum Torunia jest szybkie i wygodne. Z miejsca, w którym powstanie osiedle, do granic miasta jest ok. pięć minut drogi. W bliskiej odległości od osady jest także przystanek autobusowy, czyli idealne rozwiązanie dla tych mieszkańców, którzy nie posiadają własnego środka lokomocji. Projektowana osada składa się z czterech 4-segmentowych budynków szeregowych, jedno-

akumulacji jedyną przyczyną awarii może być czynnik ludzki, ponieważ nie mamy tutaj do czynienia z ulatnianiem się gazu czy odpowietrzaniem grzejników. Co ciekawe, to także jedyny system, który działa po odłączeniu ener-

gii elektrycznej. Przez pierwsze 24h oddaje ciepło z pełną mocą, aby w kolejnych godzinach stopniowo zmniejszać temperaturę. Natomiast w przypadku pieców na paliwo stałe w razie awarii lub zaniku prądu temperatura w

Każdy z nas szuka miejsca do życia, w którym będzie czuł się komfortowo. Osada Stary Toruń to idealne miejsce dla tych, którzy cenią sobie ciszę, kontakt z naturą i dobrą komunikację z miastem

PODPIS PODPIS PODPIS
rodzinnych o wysokości dwóch kondygnacji wraz z poddaszem użytkowym. Ich powierzchnie wynoszą odpowiednio 109 oraz 120 m2. Budynki powstaną na zamkniętym osiedlu wraz z bramą wjazdową. Na jego terenie znajdzie się dziesięć ogólnodostępnych miejsc postojowych. Na terenie osiedla projektowana jest przestrzeń rekreacyjna z placem zabaw. Każdy segment posiada garaż oraz wydzieloną część prywatną terenu. Osada zostanie odgrodzona barierą dźwiękoszczelną w celu zniwelowania odgłosów przejeżdżających samochodów. Autorem projektu osiedla jest mgr inż. architekt Piotr Sobociński, znany z nowoczesnego stylu, zamiłowania do przestronnych wnętrz i ciekawych rozwiązań architektonicznych. - Na parterze każdego budynku znajduje się kuchnia z otwartym salonem, ale to, jak przestrzeń będzie wyglądała, zależy tak naprawdę od klienta – mówi Małgorzata Frąckiewicz. – To jedynie nasza propozycja. Ściany, które nie są ścianami nośnymi można zaaranżować według własnego projektu. Zastosowanie jako elementów wykończeniowych stolarki drewnianej w kolorze białym nawiązuje do skandynawskiego stylu budowania. Osada Stary Toruń jest drugą inwestycją realizowaną w oparciu o projekt mgr inż. architekta Piotra Sobocińskiego. Prace nad pierwszą zlokalizowaną w Toruniu przy ul. Mohna 52-54 właśnie dobiegają końca. Zapraszamy do zapoznania się z naszą ofertą na stronie www. renova.pl

31 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014

Kawałek czystej podłogi
Podpowiadamy, jak czyścić podłogi, aby zachwycały swoim pięknem
Monika Olender

DODATEK BUDOWLANY

Podłoga stanowi o stylu pomieszczenia i jego funkcjonalności. Nie wystarczy jednak, aby była praktyczna. Musi być przede wszystkim utrzymana w nienagannej czystości. Sposobów na dbanie o nieskazitelny wygląd posadzek jest bardzo wiele. Warto jednak pamiętać, że regularne zamiatanie, umycie lub wypolerowanie podłóg nie wystarczy, aby sprawiały wrażenie nowych i zadbanych. Jak zatem należy je pielęgnować? – Podłogi powinny być czyszczone zgodnie z procedurami, które są przypisane do materiałów, z jakich zostały one wykonane – doradza Bohdan Skudlarski z firmy TUDEN w Toruniu. Coraz bardziej popularne pokrycie podłogi kamieniem sprawia, że całe wnętrze zyskuje odpowiedni klimat. Nie można zapominać jednak, że posadzka z marmuru, granitu, trawertynu, gresu, piaskowca, a także betonu wymaga szcze-

gólnych zabiegów pielęgnacyjnych. Najpierw na kamienną podłogę należy nanieść odpowiedni preparat do gruntownego czyszczenia, a następnie szorować posadzkę przy pomocy odpowiednich urządzeń tarczowych. Pamiętajmy także, aby zebrać cały brud odkurzaczem i przemyć podłogę czystą wodą. Co więcej, istotne jest, aby wetrzeć w kamień warstwę specjalnego preparatu zabezpieczającego posadzkę przed wnikaniem brudu. – Jeśli podłogi z kamienia

są bardzo zniszczone, powinniśmy je odpowiednio wyszlifować – przekonuje Bohdan Skudlarski. Podłogi, które są wykonane z tworzywa sztucznego, np. wykładziny typu tarket albo tworzywa naturalnego, takiego jak np. linoleum, czyści się podobnie jak posadzki z kamienia. Należy jednak pamiętać o użyciu preparatu, który zapobiega ścieraniu się wykładziny. Może on również posiadać właściwości antypoślizgowe. Wiele osób, które zdecydo-

wały się pokryć podłogę wykładziną dywanową, wychodzi z założenia, że jest to rozwiązanie nie tylko eleganckie, ale także bardzo praktyczne. Mylnie uważają, że taką wykładzinę wystarczy jedynie starannie odkurzyć. W ten sposób nie pozbędziemy się jednak ewentualnych plam lub zalegającego w wykładzinie kurzu. W jaki sposób należy zatem odświeżyć podłogę? Przykładowo, możemy tego dokonać przy zastosowaniu metody szamponowania. – Najpierw nanosimy na praną powierzchnię pianę, którą wytworzyliśmy w specjalnym urządzeniu, a następnie wcieramy ją we włókna – tłumaczy Bohdan Skudlarski. – Pianę zbieramy za pomocą specjalistycznego odkurzacza. Po kilkunastu godzinach wykładzina będzie całkowicie sucha. Innym sposobem odświeżenia podłogi pokrytej wykładziną jest także metoda prania na sucho. Polega ona na zastosowaniu lekko zwilżonego detergentem preparatu absorbującego brud, który na-

leży wetrzeć w czyszczoną powierzchnię. Następnie wszelkie zanieczyszczenia zbieramy przy użyciu odkurzacza. W przypadku podłóg drewnianych, największym zagrożeniem dla ich pięknego wyglądu jest wilgoć i piasek. Pamiętajmy zatem, że drewniane posadzki należy regularnie odkurzać lub zamiatać, a niekiedy przecierać także wilgotnym mopem z mikrowłókien. Warto wiedzieć, że bawełniane mopy i ścierki wchłaniają zbyt duże ilości wody, które pozostają potem na czyszczonej powierzchni w postaci smug. Nie zapominajmy, że okres jesienny i zimowy wymaga szczególnej dbałości o podłogi. Aby zachować piękno wnętrza, nie wystarczą stosowane na co dzień zabiegi pielęgnacyjne. Pamiętajmy o regularnym usuwaniu z podłóg błota i piasku.

32 POZA TORUŃ, 31 stycznia 2014

Nie jestem lekarstwem na całe zło
O polskiej siatkówce punkcie wyjścia, jej przyszłości i atmosferze w kadrze, z Małgorzatą Glinką, liderką polskiej reprezentacji, dwukrotną mistrzynią Europy i zawodniczką Chemika Police, rozmawia Aleksandra Radzikowska
Gorzko przyjęła pani porażkę w turnieju eliminacyjnym do Mistrzostw Świata. Wieloletni dorobek reprezentacji został zniszczony? Żałuję, że tak się stało. Pracowałam na niego całe życie. Tej reprezentacji oddałam serce, lata pracy i wyrzeczeń. Gdy zdobywałyśmy pierwszy medal Mistrzostw Europy czułam, że drużyna ma potencjał. Porażka z Belgijkami to tylko wypadkowa wielu czynników i zdarzeń, które przez ostatnie lata miały wpływ na funkcjonowanie polskiej siatkówki. Bardzo chciałyśmy, ale nie wyszło. Już zaakceptowałam porażkę i skupiam się na realizowaniu innych celów. Brakuje nam zaplecza w postaci młodych, perspektywicznych zawodniczek? Nie oszukujmy się, rozwiązanie trenera Makowskiego było próbą misji ratunkowej. Zebrałyśmy skład, starałyśmy się jak najlepiej przygotować i wywalczyć awans. Trudno oceniać młode dziewczyny, bo ich zwyczajnie nie ma. Jest kilka zawodniczek, które mogą pomóc drużynie, ale to zbyt mało. Nie jestem od tego, żeby krytykować system szkolenia, bo mnie wiele lat w kraju nie było. Po prostu stwierdzam fakt. Być w reprezentacji, to jeszcze nic nie oznacza. Trzeba umieć wygrywać i zastępować starsze zawodniczki tak, by nie miało to wpływu na poziom gry. Jako „Złotka” dałyśmy siatkówce solidne fundamenty, teraz jesteśmy znowu w punkcie zero. Może problemem jest to, że niektóre zawodniczki wybierają lukratywne kontrakty, zamiast pewnego miejsca w wyjściowej szóstce? Zawsze są dwie strony medalu. To oczywiste, że każda z dziewczyn chce dobrze zarabiać. Moja ocena jest taka, że najpierw trzeba pokazać swoją wartość na boisku, a pieniądze i kontrakty to tylko następstwo dobrej formy. Nie chcę nikogo oceniać, ale pewnie są dziewczyny, które zdecydowały się na taki ruch. Kluby w odpowiedni sposób przygotowują zawodniczki do gry w reprezentacji? Założenie jest takie, że gdy zawodnik przyjeżdża na kadrę, ma solidne fundamenty fizyczne i mentalne. Na obozie nie da się wszystkiego nadrobić. Wiele zależy od samej zawodniczki i różnych czy nni ków, dlatego różnie z tym bywa. P a n i obecność w głam dać tej drużynie, już dałam. Przychodzą mecze, w których Skowrońska i Glinka nie ciągną w pojedynkę drużyny i pojawia się problem. Kadra musi być stała i silna. Wszystkie razem możemy odnieść sukces. Jestem świadoma swojej roli w drużynie i od siebie daję jej wszystko. Siatkówka to gra zespołowa. Jeśli przyjęcie jest na słabym poziomie, rozgrywająca ma problemy z prowadzeniem gry, co przekłada się na to, że przeciwniczki ją c z y t aj ą . Skrzyd łow e atakują n a p o dwójnym bloku, środek słabiej funkcjonuje, a to przekłada się na wynik. Trzeba być czujnym w każdym elemencie. Podobnie do tematu podchodzi Kasia Skowrońska, która też nie chce składać deklaracji. Atmosfera w drużynie się psuje? Między nami jest w porządku, znamy się nie od dziś. Tym razem stawiły się na zgrupowanie wszystkie dziewczyny, które powinny. To była prawdziwa kadra, a nie zawsze, szczególnie w ostatnich latach, tak było. Oczywiście z różnych powodów. Wszystkie niejasności wyjaśniłyśmy między sobą. Jestem pewna, że reprezentacja będzie walczyć o dobre wyniki i punkty rankingowe. Potrzebne jest tylko wsparcie od młodszych zawodniczek, bo gdy my zejdziemy ze sceny, może nie być już wesoło. Może taka sytuacja reprezentacji to wynik ciągłych rotowań składem i zmian trenerów? To miało znaczący wpływ na jej stabilność. Mieszanka doświadczenia i młodości nie wypaliła. Wszystkie bardzo tego chciałyśmy, ale się nie udało. Zrobiłyśmy naprawdę wszystko, na co było nas stać. Nie wiem co dalej. Serce mnie boli, gdy to mówię, ale zasługujemy na miejsce, w którym dziś się znajdujemy.

SPORT

kadrze jest traktowana jako lekarstwo na każde zło. Jak dziś pani widzi swoje miejsce w tej reprezentacji? Nie chcę składać deklaracji, nie jes t e m też lekiem na całe zło. Zawsze staram się wykonywać wszystko najlepiej, jak potrafię. Reszta należy do innych. Myślę, że to co mo-

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful