BEZPŁATNA GAZETA REGIONU BYDGOSKIEGO| nr 13 | 14 LUTEGO 2014 | ISSN 2084-9017

FELIETONY str.2

Z

Namawiamy miasta do współpracy

z wicestarostą bydgoskim Zbigniewem Łuczakiem rozmawiamy o Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych oraz wypracowania kompromisu między Toruniem a Bydgoszczą

Odwiedzamy mieszkańców bloków socjalnych 6

Solec Kujawski
*** Gmina Dobrcz ***

Najlepsi rolnicy z powiatu mieszkają w Wudzynku 7

Gmina Osielsko
Człowiek renesansu - dyrektor osielskiego GOK-u 8

Uczniowie otrzymają tablice interaktywne 11

Gmina Białe Błota

***

*** Gmina Sicienko
Informator samorządowy ma 14 nowe funkcje

O gminie bez polityki i agresji
W ubiegłym miesiącu w sieci zadebiutował portal osielsko.info. O przyświecającej mu idei rozmawiamy ze Sławomirem Młodzikowskim, redaktorem naczelnym nowego serwisu
Skąd wziął się pomysł na osielsko.info? Osielsko to bardzo dynamicznie rozwijająca się gmina, która do tej pory nie miała własnego portalu, poza tym należącym do urzędu gminy. A ten, jak wiadomo, ma trochę inną rolę do spełnienia od portalu ogólnoinformacyjnego. Rozmawialiśmy z mieszkańcami Osielska na ten temat i okazało się, że jest luką, którą możemy zapełnić. Jakie treści będą więc się pojawiać na stronie? Osielsko.info ma oddawać charakter gminy. A ta jest zróżnicowana, bo oprócz osób, które od zawsze mieszkają na jej terenie, dużo jest też ludności napływowej. Chcemy jednak, by każdy znalazł na naszym portalu coś dla siebie, dlatego publikujemy informacje z różnych sfer życia. Jednocześnie nasza strona ma być prosta, przejrzysta, bez zbędnych ozdobników. I co podkreślamy, ma być to portal wolny od agresji. Na stronie portalu widać logo z tym hasłem. Co ono oznacza? Tematy polityczne też na pewno będą u nas poruszane, ale nie mamy zamiaru służyć za tubę żadnej partii. Gdy ktoś zabiera się za tworzenie portalu informacyjnego, musi potrafić zachować bezstronność. A jakie mają Państwo plany na rozwój strony? Chcielibyśmy by portal bronił się swoją treścią. Dalej szukamy dziennikarzy i ekspertów, którzy pisaliby dla nas na tematy z wybranych dziedzin. Staramy się o nazwiska rozpoznawalne nie tylko w skali gminy, ale nawet i kra W internecie jest mnóstwo serwisów, na których w komentarzach, a czasem i w samej treści artykułów, pojawia się dużo niezdrowej publicystyki. Takie wypowiedzi prowokują, często są wulgarne. My chcemy tego uniknąć. Nie oznacza to jednak, że nie będziemy poruszać kontrowersyjnych tematów. Będziemy po prostu to robić merytorycznie, bez zbędnych emocji. W tworzenie strony zaangażowane są osoby, które dawniej miały sporo wspólnego z polityką. Często takiemu medium przypina się łatkę narzędzia którejś z partii... ju. Wielu mieszkańców gminy jest silnie związana z Bydgoszczą, pracuje tam i ma rodziny, dlatego będziemy pisali też o tym, co dzieje się po sąsiedzku. W końcu Bydgoszcz ma duży wpływ na Osielsko i też warto jej się przypatrywać.

2

light

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl Piątek 14 lutego 2014 r.
stopka redakcyjna

Redakcja „Poza Bydgoszcz” Złotoria, ul. 8 marca 28 redakcja@pozabydgoszcz.pl Wydawca Goldendorf Redaktor naczelny Radosław Rzeszotek goldendorf@goldendorf.pl Sekretarze redakcji Agnieszka Korzeniewska (aga@tylkotorun.pl), Tomasz Więcławski (GSM 535 405 385) Dział reportażu i publicystyki Maciej Koprowicz, Marcin Tokarz Dział informacyjny Łukasz Piecyk, Jacek Laskowski, Aleksandra Radzikowska, Tomasz Skory (GSM 665 884 554) Sport Aleksandra Radzikowska (GSM 724 494 280) Zdjęcia Adam Zakrzewski, Łukasz Piecyk, Maciej Pagała REKLAMA Aleksandra Grzegorzewska - Dyrektor Handlowy (512 202 240), Małgorzata Kramarz (GSM 607 908 607), Karol Przybylski (GSM 665 169 292) Kinga Baranowska (GSM 796 302 471) reklama@pozabydgoszcz.pl Skład Studio Tylko Toruń Druk Express Media Sp. z o.o.
ISSN 4008-3456 Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń.

*** Na podstawie art.25 ust. 1 pkt 1b ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych Agencja Public Relations Goldendorf zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie materiałów opublikowanych w “Tylko Toruń” jest zabronione bez zgody wydawcy.

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 14 lutego 2014

Prom na razie tylko na papierze
Na chwilę obecną budowa infrastruktury promowej na Wiśle rozpocznie się w 2016 roku

region

3

M

Łukasz Piecyk

imo, że przeprawa między Solcem Kujawskim a Czarnowem w powiecie toruńskim jest coraz bliższa realizacji, to terminy oddalają się. Co najmniej dwa lata poczekamy jeszcze na ustalenie ekspertyzy w sprawie warunków naturalnych. Wtedy teoretycznie pójdzie z górki. O przeprawie promowej słyszeliśmy już w październiku 2010 roku. Wtedy na przyczółku w Czarnowie marszałek Piotr Całbecki oraz przedstawiciele obu gmin i powiatów podpisali list intencyjny w tej sprawie. Miało także paść stwierdzenie, że już w 2011 roku pokonamy promem 360-metrowy odcinek na Wiśle. Nadzieje były jednak płonne. - W ubiegłym roku rozpisaliśmy dwa przetargi na przygotowanie dokumentacji projektowej, ale niestety oba musiały zostać unieważnione – tłumaczy Michał Sitarek, rzecznik Zarządu Dróg Wojewódzkich w Bydgoszcz. - Do pierwszego stanęły tylko dwie firmy, ale najniższa oferta znacznie przekraczała nasze możliwości finansowe. Na to zadanie możemy wydać nie więcej niż 300 tysięcy złotych. Oferty sześciu firm, które stanęły do powtórzonego postępowania przetargowego nadal przekraczały nasze możliwości, ale były już znacznie niższe niż w pierwszym postępowaniu.

wet stworzenie szlaku turystycznego, który połączy Inowrocław i Pałuki z Chełmnem oraz Chełmżą. Nie jest tajemnicą, że największym orędownikiem stworzenia przeprawy jest magistrat w Solcu Kujawskim. To strategiczna inwestycja z perspektywy rozwijających się nad Wisłą parków przemysłowych. - Prom miałby być rozwiązaniem, które wykorzystalibyśmy do czasu budowy mostu – mówi Zbigniew Stefański z Urzędu Miasta i Gminy Solec Kujawski. - Solec Kujawski zabiegał o włączenie projektu do dokumentów strategicznych województwa. Prom jest również jednym z zadań ujętych w strategii rozwoju naszej gminy na lata 2014 - 2020. Na dwa razy ZDW szykuje się do kolejnego przetargu, ale zaznacza, że szuka oszczędności, aby zmieścić się w zarezerwowanej kwocie. Mianowicie przedmiotem analizy jest m. in. rezygnacja z budowy nowej drogi i wykorzystania już istniejącego pasa drogi dojazdowej do południowego przyczółka. To na pewno obniży koszty, ale wymaga akceptacji wszystkich zainteresowanych. Licznik kilometrów nie kłamie Obecnie najkrótszy odcinek od Złejwsi Wielkiej do Solca Kujawskiego wiedzie przez bydgoski Fordon i liczy ponad 30 kilometrów. Gdyby powstała przeprawa, trasa skróciłaby się do niecałych 10 kilometrów. Do Nowej Wsi Wielkiej po drugiej stornie Puszczy Bydgoskiej mamy już 43 kilometry. Dzięki nowej drodze powiatowej przez Chrośnę i przeprawie przez Wisłę oszczędzamy ponad 10 kilometrów . Dla obu powiatów byłoby to także spore odciążenie od ruchu tranzytowego, który odbywa się na mostach w Bydgoszczy i Toruniau (ze względu na otwarcie nowej przeprawy w Grodzie Kopernika ruch tranzytowy został także przesunięty o kilka kilometrów w stronę wschodniej części Torunia). Urząd Marszałkowski planuje na Również Solec Kujawski opracował koncepcję przeprawy. Składa się ona z dwóch części. Pierwsza obejmuje ściśle kwestię przeprawy przez Wisłę. Druga – marinę po stronie Solca Kujawskiego. Dokumentacja, która będzie zawierała m. in. układy drogowe, ma być jednak przygotowana na realizację pierwszego etapu. - Przetarg na dokumentację projektową będzie powiązany z uzyskaniem decyzji środowiskowej, gdyż dojazdy do promu przecinają obszary sieci Natura 2000 – tłumaczy Michał Sitarek. - Minimalny czas jaki możemy dać wykonawcy na przygotowanie pełnej dokumentacji to półtora roku.

Przy pomyślnym rozstrzygnięciu trzeciego przetargu będziemy nią dysponować na koniec 2015 roku. - Realnie potrzebujemy ok. dwóch lat, aby odbył się pełny okres wegetacyjny – dodaje Janusz Czajkowski, dyrektor departamentu infrastruktury drogowej w Urzędzie Marszałkowskim. – To wymogi unijne, których nie możemy zlekceważyć. Oddalająca się w czasie inwestycja rodzi pytania także w gminie Zławieś Wielka. - Mieszkańcy dopytują nas na zebraniach wiejskich, kiedy będzie to gotowe – wyjaśnia Jan Surdyka, wójt gminy. – Niestety, sami bardzo mało wiemy, a jesteśmy żywo zainteresowani tym tematem, bo skrócenie odległości pomiędzy naszą gminą a Solcem Kujawskim otworzy nam tamtejszy rynek pracy, który z roku na rok potrzebuje coraz większej liczby osób. W Czarnowie prac będzie teoretycznie niewiele. Obecne na przyczółku płyty betonowe, zdaniem wójta, zdają egzamin w trakcie okresów zalewowych. Do tego miałyby się tam pojawić wiaty i zatoczki, aby porządkować nowy ruch. Już przed II WŚ w tym rejonie był tutaj tymczasowy most dla wojska, a promy transportowały płody rolne. Czy uda się także teraz? Dowiemy się najprędzej w 2016 roku.

l.piecyk@pozabydgoszcz.pl

4

Namawiamy miasta do współpracy
O trudnych rozmowach w sprawie Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych, możliwości wypracowania kompromisu i wpływu na Toruń i Bydgoszcz, z wicestarostą bydgoskim Zbigniewem Łuczakiem, rozmawia Tomasz Więcławski
Dlaczego w nowej perspektywie finansowania unijnego ZIT-y będą tak istotne? Nie będą, aż tak bardzo istotne. Są one pewnym elementem polityki miejskiej, która ma być w latach 2014-2020 szczególnie doceniona. Urzędy Marszałkowskie będą, tak jak do tej pory, dysponowały wieloma innymi instrumentami płatniczymi. Ile procent środków z Unii Europejskiej będą stanowiły te, które przypisane są ZIT-om? Pięć procent. Dlaczego więc dyskusja w tej sprawie jest tak ożywiona? Bo to dodatkowe 154 miliony euro, które mogą trafić do naszego województwa. Jak nie weźmiemy ich my, może wziąć ktoś inny. Trudno wyobrazić sobie scenariusz, że Bydgoszcz i Toruń nie dojdą w tej kwestii do porozumienia. Żyjemy jednak w kraju, w którym wszystko jest możliwe. Mam jednak nadzieję, że uda się wypracować kompromis w tej sprawie. Potrzeby największych miast w województwie są w tej sprawie inne? Wiele słyszy się o konfliktach dotyczących siedzib, sposobu finansowania inwestycji i gmin, które miałby objąć ten system. Założenia i potrzeby tych dwóch ośrodków są takie same. Bydgoszcz i Toruń są na siebie skazane. Żyjemy w województwie, które ma dwie stolice. One muszą być ze sobą skomunikowane i muszą współpracować. Nie rozumiem, z czego wynika spór. Kwestie głosowań w ramach komitetu sterującego czy innych niuansów można rozwiązać inaczej, bez większych problemów. Możliwe. że ważą na tej sprawie pewne ambicje miast, które chciałyby być w tym duecie ważniejsze. Teraz sprawa nie dotyczy już tylko prezydentów miast. To prawda. W Bydgoszczy podjęta została już uchwała Rady Miasta, którą organ wykonawczy jest zobowiązany wykonywać. Czy, analogicznie do Starostwa Powiatowego w Toruniu, mają państwo jakiś problem, który bardzo leży wam na sercu w tej sprawie? Przede wszystkim chcemy, jako powiaty, znaleźć się w porozumieniu ZIT. Mamy ambicje bycia sygnatariuszami tego porozumienia. Stworzy to nam możliwość absorpcji środków, które w jego ramach są do uzyskania. Oczywiście, nie będą one dotyczyły wszystkich projektów, bo my nie realizujemy działań, które wynikają z ustaw o samorządzie gminnym. Podlegają nam jednak szkoły ponadgimnazjalne, domy pomocy społecznej czy placówki opiekuńczo-wychowawcze. Drogi powiatowe łączą również oba ośrodki miejskie. Powinniśmy więc być pełnoprawnymi uczestnikami tego porozumienia. Przedstawiciele Bydgoszczy zachęcają obecnie gminy do przygotowywania uchwał upoważniających wójtów i burmistrzów do podpisania porozumienia w kształcie zaproponowanym przez miasto Bydgoszcz. Myślę, że w tej chwili inicjatywę powinien przejąć marszałek województwa, albo przewodnicząca sejmiku. Zrobiliśmy, co mogliśmy, żeby zachęcić bydgoskich radnych do uczestnictwa obu powiatów w porozumieniu. Mówię o Bydgoszczy, bo mam wrażenie, że prezydent Torunia nie artykułuje sprzeciwu w tej sprawie czy udziale pozostałych gmin powiatu toruńskiego. Możliwe, że kolejne sesje przyniosą weryfikację obecnego stanowiska. Wierzy pan w to? Żyję w nadziei, że coś się zmieni. Zresztą przygotowałem projekt porozumienia w tej sprawie, który przesłałem do wójtów i burmistrzów. Czy w nowej perspektywie finansowania unijnego będzie trudniej o środki dla małych miejscowości? Wiele na to wskazuje. Jej założenia zmierzają w kierunku dofinansowania większych ośrodków. Fundusze nie znikną, ale ich pozyskanie na infrastrukturę drogową, kanalizacyjną czy wodociągową, która w wielu miejscach wymaga jeszcze sporych nakładów, będzie trudniejsze niż do tej pory.

region

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 14 lutego 2014 r.

Wicestarosta bydgoski Zbigniew Łuczak wierzy w możliwość porozumienia w sprawie ZIT na warunkach korzystnych dla wszystkich.

Fot. Maciej Pagała

Stanowisko Starostwa Powiatowego w Bydgoszczy zakłada, że oba powiaty, jako całe jednostki powinny się znaleźć w obszarze objętym przez ZIT? Mówię o powiatach jako jednostkach samorządu terytorialnego. Nie wskazuję, że wszystkie gminy leżące na terenie obu powiatów muszą wejść w jego skład. Nie jestem od tego, żeby to ustalać. Jak wygląda kwestia tego rodzaju porozumień w innych regionach Polski?

Mam w tej mierze szczątkową wiedzę. Rozmawiałem ze starostą poznańskim. Oni bardzo szybko utworzyli stowarzyszenie. Znam również porozumienie w województwie pomorskim pomiędzy Gdańskiem, Gdynią, Sopotem i powiatami z tego obszaru. Nie słyszałem o ich problemach. Przyjęto tam współprzewodnictwo w Radzie Prezydentów Gdańska i Gdyni. Są już znane terminy kolejnych spotkań w tej sprawie w naszym województwie.

Za pracą głównie do miasta
Miniony rok przyniósł stabilizację na lokalnym rynku pracy. W jakich gminach najłatwiej jest znaleźć zatrudnienie, a gdzie bezrobocie osiągnęło niepokojąco wysoki poziom?

Komputer y od starostwa dla policji
Za nami przekazanie sprzętu dla Komendy Miejskiej policji w Bydgoszczy

W

Tomasz Skory

edług stanu na koniec grudnia ubiegłego roku, w Powiatowym Urzędzie Pracy w Bydgoszczy zarejestrowanych było 19,691 bezrobotnych, w tym 5,460 mieszkańców powiatu ziemskiego. To o 217 osób więcej niż rok temu. Zdaniem specjalistów, jest to niewielka różnica, biorąc pod uwagę, że od 2008 roku statystyki pięły się w górę w zdecydowanie szybszym tempie. Ciężko jest jednak dokonać analizy sytuacji osób bez pracy w poszczególnych gminach. - A to dlatego, że GUS nie liczy osobno stopy bezrobocia dla każdej z nich, tylko od razu dla całych powiatów, a bez tej liczby porównać możemy jedynie statystyki dotyczące liczby bezrobotnych na tle ilości mieszkańców. Te z kolei nie oddają pełni obrazka, bo wiele osób zwyczajnie przemieszcza się między gminami w drodze do pracy - tłumaczy Tomasz Zawiszewski, dyrektor PUP w Bydgoszczy.

Dodaje jednak, że na podstawie dłuższych obserwacji da się zauważyć pewne prawidłowości. - W najtrudniejszej sytuacji są prawdopodobnie mieszkańcy gmin Koronowo oraz Białe Błota, co odzwierciedla się w postaci najwyższej liczby osób niezatrudnionych. W Koronowie wynikać może to częściowo z warunków naturalnych, wielkość gminy i centralne położenie bariery jaką jest zalew, może powodować utrudnienia w dojeździe do pracy, a co za tym idzie, ograniczać możliwości mniej mobilnych mieszkańców. Białe Błota to z kolei gmina bardzo zróżnicowana terytorialnie. Choć jej centrum już dawno straciło charakter rolniczy, wiele jest tam też jednostek typowo wiejskich, które wciąż są bardziej narażone na trudności związane z brakiem miejsc pracy. Według danych GUS za ubiegły rok w gminie Koronowo mieszka 24,089 osób. Pracy nie ma obecnie 1,928 z nich. W Białych Błotach z kolei na 18,693 mieszkańców 688 jest bezrobotnych. - W mojej rodzinnej miejscowości

nie sposób znaleźć pracy innej niż w sklepie, dlatego większość rówieśników pouciekała już do Bydgoszczy lub chociaż Koronowa - wyznaje Ania z Mąkowarska. Sama właśnie zarejestrowałam się w bydgoskim PUP-ie. Pomiędzy liczbą ofert, jakie ma do zaoferowania Bydgoszcz, a wszystkie okoliczne gminy razem wzięte, faktycznie jest znaczna dysproporcja. Tylko piętnaście procent ogłoszeń pochodzi z powiatu ziemskiego. Pomijając usługi rolnicze i niektóre gałęzie turystyki, praktycznie we wszystkich branżach łatwiej jest znaleźć zatrudnienie na terenie miasta. - Cały powiat traktujemy jako jeden rynek pracy dla wszystkich jego mieszkańców. Jak wspomniałem, wiele osób przemieszcza się w drodze do pracy między gminami, dlatego PUP swym zasięgiem obejmuje zarówno powiat grodzki, jak i ziemski, a swoje oferty pracy kieruje zarówno dla bydgoszczan, jak i mieszkańców okolicznych miejscowości - mówi Tomasz Zawiszewski. Najliczniej poszukiwani są wciąż

ślusarze, operatorzy wtryskarek, osoby odpowiedzialne za przetwórstwo tworzyw sztucznych oraz specjaliści z branży IT. Regularnie powtarzają się oferty firm Atos, Sunrise, SDL, Mobica i BSB. Duzi przedsiębiorcy otwierają swe firmy jednak nie tylko w Bydgoszczy. Najmniej z nich, a więc i najmniej potencjalnych miejsc pracy, znajdziemy w Sicienku, Dobrczu i Dąbrowie Chełmińskiej. Pozytywnie wybija się natomiast Solec Kujawski ze swoim Parkiem Przemysłowym, gdzie do pracy dojeżdżają też mieszkańcy Bydgoszczy i Torunia. Dużo podmiotów gospodarczych znajdziemy również z Osielsku i Nowej Wsi Wielkiej. - Większość osób dojeżdża do Bydgoszczy, ale Nowa Wieś też nie jest pustynią jeśli chodzi o miejsca pracy. Mamy Naftobazę i salon Volvo, w Brzozie jest Planika, firma kamieniarska i hotel, była firma papiernicza, ale przenieśli ją do Zielonki. Oprócz tego kilka restauracji i stacji paliw. To już daje jakieś możliwości wymienia pan Bartosz z Brzozy.

W czwartek 6 lutego odbyło się w siedzibie Starostwa Powiatowego w Bydgoszczy uroczyste przekazanie dla Komendy Miejskiej Policji w Bydgoszczy dwóch zestawów komputerowych (monitor, stacja robocza, drukarka) wraz z oprogramowaniem biurowym. Sprzęt z rąk starosty bydgoskiego Wojciecha Porzycha i wicestarosty b-ydgoskiego Zbigniewa Łuczaka, który trafi do jednostek policji na terenie powiatu bydgoskiego, odebrał komendant miejski policji w Bydgoszczy mł. insp. Andrzej Cieślik.

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 14 lutego 2014 r.

region

5

Wybaczyłam już krzywdę Andrzejowi
W tym tygodniu z więzienia wyszedł Mariusz Trynkiewicz – pedofil, gwałciciel i zabójca. Miał szczęście, że żyje. Pod Bydgoszczą dawno wąchałby kwiaty od spodu
Łukasz Piecyk
skończyć się tragicznie. Kamila miała go wtedy odwiedzać w szpitalu. Czas nie leczy ran W tym roku Kamila obchodzi 21. urodziny. Gdy toczyła się rozprawa m. in. z udziałem jej brata, nie ukrywała, że utrzymywała bliskie kontakty z zamordowanym. Od czterech lat ma jednak chłopaka. Do sprawy nie chce wracać. Rzadko widać ją także poza domem. Więcej do powiedzenia ma jednak jej matka. - Co było, to było – kwituje Bożena Dubiel, matka dziewczyny. – Nie mogę się jednak pogodzić z tym, że mój syn, Sylwek, cały czas siedzi za kratkami. Brat Kamili dostał największy wyrok z całej grupy – 12 lat. Gdy dziewczyna dzwoniła na policję pamiętnej czerwcowej nocy, nie wiedziała, że wsypie także brata. - W trakcie procesu przeciwko mojemu klientowi składaliśmy apelację do sądu w Gdańsku – tłumaczy Jan Montowski, mecenas. – Również kasacja się nie udała. Jedyną drogą jest aktualnie próba warunkowego zwolnienia, ale na tę chwilę nie jestem już adwokatem Sylwestra K. Chłopak utrzymywał, że co prawda miał przy sobie tasak, gdy Andrzej Wiśniewski był katowany, ale go nie użył. Twierdził, że policjanci kazali mu się przyznać, bo inaczej dostałby 25 lat. Tym razem Temida nie była po jego stronie. - Sąd w żadnej z instancji nie uwierzył w zeznania Sylwestra K. – dodaje Jan Montowski. – Sprawa na pewno była sporna i budziła wiele kontrowersji, jednak orzeczenie było oparte o bardzo szczegółowe badania. Matka żywi cały czas nadzieję, że uda się prędzej zobaczyć jej syna na wolności. Serce jej krwawi, gdy słyszy od dziecka za kratami, że jest niewinny. - Po nocach śni mi się Andrzej – dodaje Bożena Dubiel. – Mówi mi, że Sylwek jest niewinny. Obu im wierzę. Andrzejowi już wybaczyłam.

K

rzyż w Janowie niezmiennie góruje na głównym skrzyżowaniu we wsi. Widok z tego miejsca na okalające lasy miejscowym przypominać zawsze będzie zbrodnię sprzed blisko sześciu lat. Kara boska dopadła wtedy pośród drzew Andrzeja Wiśniewskiego. Wspomnień się nie wypierze, grzechy pozostają. Był czerwiec 2008 roku. Kamila K. siedziała na łące z Andrzejem. Poznała mężczyznę przez swoją ciocię, gdy miała 11 lat. O ich spotkaniach huczała cała wieś od lat. On imponował jej pieniędzmi, które zarobił na sprzedaży domu. W rodzinie Kamili nie przelewało się, więc o pokusę nie było trudno. Andrzej o swojej żonie zapomniał, gdy poderwał dziewczynę w Janowie. Jeden wyrok za kontakty seksualne z nieletnią już miał. Odsiedział 9 miesięcy i miał dwuletni zakaz zbliżania się do dziewczyny. Gdy tylko opuścił celę, pojawił się w Janowie. Ostatni raz. Gwałt na Temidzie Wujek i brat Kamili oraz trzech ich znajomych (wszyscy w wieku od 17 do 37 lat) wyśledzili miejsce schadzki. Gdy para zauważyła zbliżającą się grupę, Andrzej kazał uciekać dziewczynie. W ruch poszły kije baseballowe, pałki i ostre narzędzia. Piątka rosłych mężczyzn z gminy nie miała litości dla 46-letniego zwyrodnialca, który miał chrapkę na nieletnią mieszkankę Janowa. Andrzej był już i w takim stanie, że niewielki uraz mógł skończyć się dla niego tragicznie. Namiestnicy Temidy nie mieli jednak litości. Głowa trupa musiała być obwiązana bandażami, żeby z czaszki nie wyleciały wnętrzności. Napastnicy ciało zostawili na skraju drogi. Kamila powiadomiła policję o zdarzeniu w trakcie ucieczki z polany. Na drugi dzień wszyscy uczestnicy linczu zostali aresztowani. – Mężczyznom postawiliśmy zarzut

Najwięcej do odsiadki ma brat Kamili, Sylwester. Mężczyzna twierdzi cały czas, że jest niewinny i nie użył tasaka na miejscu zbrodni. Matka (w różowej bluzce) jest przekonana o niewinności syna i z bólem serca odwiedza go w więzieniu. Wybaczyła także Andrzejowi, który uwiódł jej córkę. Halina G. próbowała przekonać swoje dziecko, aby wróciło na dobrą drogę. Andrzej jednak nie posłuchał, a matce pozostało oglądać jego zmasakrowane ciało w trakcie sekcji zwłok

zabójstwa – mówił po zdarzeniu Dariusz Bebyn z Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Północ w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. - Sporo wysiłku kosztowało nas odtworzenie samego niezwykle dynamicznego zdarzenia. Brało w nim udział pięć osób, a każda miała powody, by przedstawić swój udział w nieco innym świetle. O samosądzie niechętnie mówili mieszkańcy okolicznych wsi. Wielu z nich solidaryzuje się z rodzinami oskarżonych. Poza motywem zemsty za uwodzenie nastolatki był jeszcze jeden wątek: ojciec

jednego z oprawców trafił do więzienia właśnie przez Wiśniewskiego. Dobrze zrobili Mieszkańcy do tej pory nie mogą zrozumieć, czemu ich bliscy, znajomi i sąsiedzi zostali skazani. Stanęli w obronie spokoju wsi. Listy o ułaskawienie zabójców skierowane do prezydenta nic nie dały. - Tego można było uniknąć – mówi ówczesny sołtys Janowa. – Wszyscy wiedzieli, jaki to typ, ale stało się.

Andrzej Wiśniewski był postrachem wsi. Mieszkańcy czuli się terroryzowani. Posądzali go o wszelkie kradzieże. Drwił z rodziny Kamili, mówiąc, że zrobi z nastolatki prostytutkę. Bydgoska policja prowadziła 15 postępowań z jego udziałem. W 9 z nich był pokrzywdzony. Do samosądu o mało jednak nie doszło rok przed właściwym linczem. Na zwyrodnialca napadło trzech mężczyzn. Rozłupali mu głowę siekierą, a w czaszce zostało wgniecenie po uderzeniu obuchem od siekiery. Cudem przeżył, ale drobny uraz mógł

6

Solec Kujawski

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 14 lutego 2014 r.

Bałtycki klip rozsławił Solec
„Pragnie twojej miłości i ochrony, nie potrzebuje ciosów i zanieczyszczeń” – słyszymy w refrenie piosenki „Sie will deine Liebe”. O czym mowa? O Bałtyku i konkursie na klip, który wygrali gimnazjaliści z Solca

D

Tomasz Skory

robna dziewczyna rozkłada ręce i zaczyna lekko falować przy podmuchach wiatru. Na jej niebieskiej bluzie widnieje napis „Ostsee”, co oznacza „Bałtyk”. Spokój naszego morza zakłóca jednak dwóch nastolatków. Idą po plaży, dopijają piwo, wyrzucają butelki za siebie. Po nich w ruch idą kolejne śmieci, symbolicznie przyczepiane do błękitnych rękawów dziewczyny. Nie mija moment i Bałtyk tonie w brudzie. Milczy, a jednocześnie woła o pomoc. Tak zaczyna się wideoklip nagrany przez uczniów soleckiego Gimnazjum Publicznego nr 2. Teledysk do piosenki „Sie will deine Liebe”, napisanej specjalnie na potrzeby międzynarodowego konkursu „Ostseetalent - Talent bałtycki”, został uznany przez komisję z Instytutu Goethego za najlepszy polski klip nawiązujący do treści utworu. A zadanie nie było łatwe, choćby dlatego, że słowa piosenki napisane zostały po niemiecku. - Znajomością niemieckiego mu-

sieliśmy wykazać się już, by móc zarejestrować się na oficjalnej stronie konkursu. Tam też mogliśmy wybrać interesujące nas zadania spośród czterech dostępnych kategorii. Wszystkie wymagały kreatywności, ale dwa z nich wydały nam się szczególnie interesujące i to nimi postanowiliśmy się zająć, mimo że wymagały największego nakładu pracy - wspominają uczniowie soleckiego gimnazjum. Głową drużyny i autorką zwycięskiego klipu była Marta Jankowska z klasy III A. Oprócz niej w projekt

zaangażowani byli Anna Wojtecka, Marta Bilicka, Maciej Żurek, Axel Marciniak i Mateusz Kalota. To ich widzimy na ekranie w roli Bałtyku, osób zaśmiecających morze i w końcu tych, którzy postanowili odpowiedzieć na wołanie o pomoc. Opiekę nauczycielską nad młodzieżą roztoczyła Anna Dovnar, nauczycielka niemieckiego. - To ona zainspirowała nas do udziału w tym konkursie - przyznają gimnazjaliści. O talencie soleckiej młodzieży przekonają się wkrótce ich rówie-

śnicy z całej Europy, bowiem jedną z nagród konkursu będzie promocja wyróżnionych prac na stronie internetowej przygotowanej przez Instytut Goethego. Znajdą się na niej najlepsze prace uczestników ze wszystkich państw, które brały udział w zabawie. W sumie w konkursie startowały 444 osoby z Polski, Estonii, Finlandii, Litwy, Łotwy i Rosji. Konkurencja była więc spora. - Z każdego kraju w każdej kategorii było wybieranych tylko pięciu uczestników, a nasi uczniowie zajęli aż dwa znaczące miejsca. W katego-

rii Design. drugie miejsce zajęła bowiem praca Kasi Chęś z klasy IID. W ramach nagrody jej postać zostanie bohaterem gry komputerowej. Dodatkowo wyróżnienie za pracę plastyczną otrzymała Klaudia Organiak z klasy IB. To potrójny sukces naszej szkoły - cieszą się nauczyciele nagrodzonych gimnazjalistów. Młodzi zwycięzcy obiecują natomiast, że to jeszcze nie koniec. - Zapewniamy, że jeszcze nie raz o nas usłyszycie, bo cały czas rozwijamy naszą kreatywność i zdolności językowe!

Usterki są, ale żyje się lepiej
Niecały miesiąc temu szesnaście rodzin z Solca Kujawskiego otrzymało klucze do nowych bloków socjalnych przy ulicy Toruńskiej. Odwiedziliśmy ich z pytaniem, jak się im tam mieszka
Tomasz Skory
Tego samego zdania jest Krystyna Połczyn z bloku nr 70D. - Za tą rurą jest dziura. Musiałam ją zatkać szmatą, bo wieje z niej zimnem - pokazuje fragment materiału wystający z otworu w ścianie łazienki, a następnie przechodzi do sypialni. - A ten kaloryfer jest chyba zapowietrzony, bo trzeba ustawić pokrętło na najwyższy poziom, by w ogóle zaczął grzać. Ale poza tym nie mam na co narzekać, mieszkanie jest w porządku. Pani Krystyna dzieli je z synem. Choć w nowym bloku mieszkają zaledwie od kilku tygodni, zdążyli już ładnie urządzić mieszkanie. A te z założenia miały mieć prosty, nowoczesny wystrój. We wnętrzach królują białe ściany, drewniane panele, okna PCV, gres i glazura. W każdej łazience kabina prysznicowa, w części kuchennej piekarnik, do tego dostęp do telewizji i telefonu. Schludnie w bieli i odcieniach szarości wyglądają też klatki schodowe. Szeroki korytarz, podobnie zresztą jak i prowadzący do bloku podjazd, wykonano z myślą o osobach niepełnosprawnych. - Mama porusza się na wózku, podjazd to dla niej duże ułatwienie. Poprzednio mieszkaliśmy na pierwszym piętrze. Schody stanowiły dla niej problem nie do pokonania, Teraz jest dużo lepiej - mówi pan Krzysztof, lokator budynku D. Zapytany o to, co zmieniłby w otoczeniu, podchodzi do okna, gdzie zaciąga się papierosem. - Wszystko jest w porządku, tylko widok nieciekawy - wskazuje ręką blaszaną budkę, stojącą na oko z trzy metry od jego okna. Widzę stąd tylko blachę. Sąsiedzi z mieszkania obok maja za to mur pod samym nosem. Wybudowaliby ten blok kawałeczek dalej i już byłoby inaczej… Koszt postawienia obu budynków wyniósł ok. 1,3 mln zł, z czego nieco ponad 360 tys. zł otrzymała gmina z Funduszu Dopłat Banku Gospodarstwa Krajowego. - W gminie jest dziś łącznie 100 mieszkań socjalnych z czego najwięcej, bo aż 39, zlokalizowanych jest w budynku przy ul. Toruńskiej 54B w Solcu Kujawskim. W najbliższej przyszłości nie przewidujemy budowy kolejnego budynku socjalnego, ale uchwalona przez radę miejską Strategia Rozwoju Miasta i Gminy na lata 2014-2020 zakłada budowę i remonty mieszkań socjalnych, a także budowę mieszkań dla seniorów - informuje Grażyna Stańczak z Referatu Realizacji Inwestycji UMiG.

P

an Andrzej do Solca przyjechał odwiedzić swoich rodziców. Mówi, że do bloku przy Toruńskiej 70C musieli się oni przeprowadzić, bo nie było już ich stać na utrzymanie większego mieszkania. - Miejsca mają teraz niewiele, ale warunki są przyzwoite. Wziąłbym ich do siebie, ale byłoby nam jeszcze ciaśniej. Budynki istotnie nie są duże. W każdym z bliźniaczych bloków znajduje się osiem mieszkań, po cztery na każdym piętrze. Osoby samotne do dyspozycji mają pokój z aneksem kuchennym, łazienkę i niewielki przedpokoik. W sumie niecałe 26 m kw. Rodziny liczyć mogły na drugi pokój i średnio 37 m kw. powierzchni. Każdy otrzymał też klucze do własnej piwnicy. - Rodzice są zadowoleni i nie zwracają uwagi na niedociągnięcia, których ja się tu dopatrzyłem - syn starszej pary jednym tchem wymienia listę usterek, które rzuciły mu się w oczy. - Zamek w drzwiach wejściowych się czasem zacina. Tu przy framudze z kolei jest szczelina i zimno wchodzi do środka. Chodźmy do łazienki, pokażę zawór od kaloryfera. Ta śruba siedzi krzywo i boję się,

że zacznie przeciekać. Pan Andrzej wskazuje kolejne usterki oprowadzając nas po budynku. - Wiem, że ktoś pewnie powie, że jak otrzymaliśmy lokal socjalny, to nie powinniśmy już na nic narzekać, ale nie można też

wychodzić z założenia, że jak ktoś coś dostał, to nie ma już prawa się odezwać. Usterki się zdarzają i do nikogo nie mam o to pretensji. Chciałbym jednak, by przed moim wyjazdem pojawił się ktoś i naprawił co się da, nim wyjdą z tego jakieś większe problemy.

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 14 lutego 2014 r.

Ciężko jest, ale róbmy swoje
Mieszkańcy Wudzynka to klasa sama w sobie. Są najlepsi w swojej robocie na skalę województwa
Łukasz Piecyk

Gmina Dobrcz

7

E

lżbieta i Tadeusz Dąbrowscy w styczniu zostali laureatami konkursu „Rolnik Pomorza i Kujaw”. Jako jedyni reprezentowali powiat bydgoski wśród odbierających nagrody. To uznanie dla ich wieloletniej pracy przy hodowli trzody chlewnej. Tadeusz Dąbrowski rolnikiem jest z dziada-pradziada. Gospodarstwo odziedziczył po ojcu. - Gospodarstwo to całe moje życie – mówi mieszkaniec Wudzynka. – Nie wiem, kim mógłbym być, gdyby nie praca tutaj. W przyszłym roku minie 30 lat, gdy zacząłem przejąłem dobytek rodziców. Kiedy oni zaczęli – tego już nie pamiętam. Dziesięć lat po objęciu gospodarstwa ożenił się z Elżbietą, mieszkanką Kotomierza. Teraz wspólnie razem z dwójką dzieci tworzą najlepszą hodowlę - Moi rodzice mieli gospodarstwo, ale na dobre dołączyłam do „interesu” męża – wspomina Elżbieta Dąbrowska. – Teraz wspólnie idziemy przez życie. Małżeństwo do tego konkursu zostało nominowane przez Pomorsko-Kujawski Związek Hodowców Trzody Chlewnej w Bydgoszczy. Start w konkursie zawdzięczają działalności związanej z hodowlą trzody zarodowej i produkcji w cyklu zamkniętym. Mają ok. 70 macior oraz ponad 30 hektarów pola na produkcję roślinną pod paszę dla

Tadeusz Dąbrowski niedługo będzie obchodził 30-lecie swojej działalności rolniczej
swoich zwierząt. Kapituła wizytacyjna była zachwycona na widok zwierząt. - Nie ukrywamy, że było nam bardzo miło odbierać tę nagrodę – dodaje Elżbieta Dąbrowska. – Nie mieliśmy informacji o wynikach, wiec ogłoszenie ich na gali w Filharmonii Pomorskiej trochę nas zaskoczyło. Kobieta w tym roku otrzymała także medal „Zasłużony dla Rolnictwa” Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi. - Gdy złamałem nogę i wylądowałem w szpitalu, wszystko spadło na głowę żony –

Fot. ŁUKASZ PIECYK

mówi Tadeusz Dąbrowski. – Przez praktycznie rok wyrabiała 200% normy. Trzy dekady doświadczenia pozwalają na ocenę tego, w jakiej kondycji jest polskie rolnictwo. - Za dawnych czasów taki inwentarz to

człowiekowi zapewniłby ogromny luksus – twierdzi Tadeusz Dąbrowski. – Teraz niestety rynek jest bardzo niepewny. Świnia niestety nie urośnie z dnia na dzień. Nikt nam więc nie zapewni, że dana cena nie spadnie do dnia sprzedaży. Niestety, często tak jest. Wszystko jak na loterii. Rolnicy cierpią także na problemach z eksportem i zamknięciem wschodniej granicy, więc rynki zbytu mocno się skurczyły. Drożeją też wszelkie usługi związane z hodowlą czy pasze. - O ile sami mamy pole na własne potrzeby, to jednak przydałoby się, żeby było dwa razy większe – wyjaśnia małżeństwo. Mimo że dla rolnictwa nie nadeszły najlepsze czasy, praca w gospodarstwie nie może się zatrzymać. - Złudne jest twierdzenie, że jak już coś osiągnąłem, to będzie się samo kręciło - mówi Tadeusz Dąbrowski. - Kto nie inwestuje i nie rozwija swojego dorobku, ten najzwyczajniej uwstecznia się. Małżeństwo w 2006 roku wybudowało nową chlewnię. Przerobili także część pomieszczeń, a dzięki środkom unijnym zakupili także sprzęt. - Praca na roli to ciężki kawałek chleba - dodają mieszkańcy Wudyznka. - Młodym nie chce się już pracować, a przecież nic nie przyjdzie samo. Nasz syn obecnie uczy się w Karolewie za technika rolnictwa. Zobaczymy, czy będzie kontynuował tradycję naszej rodziny.

l.piecyk@pozabydgoszcz.pl

Trzydzieści złamań w cztery lata
Miał dwa tygodnie. Nie wiedzieli, co mu jest. Nieustannie płakał. Lekarz z karetki pogotowia powiedział, że to kolka. Diagnoza była inna. W szpitalu posądzili rodziców o przemoc
Tomasz Więcławski
był bardzo wnikliwy. Możliwe, że do dziś niektórzy sąsiedzi nie wierzą w to, że Kubuś jest chory. Przecież kości się tak łatwo nie łamią. Muszą go bić. - Przeżyliśmy wielomiesięczną traumę mówi Adrianna Lisik, matka Kubusia. - Było nam wstyd, że coś takiego mógł ktokolwiek pomyśleć. Szokiem były również reakcje bydgoskich lekarzy. Jedna genetyk stwierdziła wprost, że nie wie nawet, po co my do niej przyszliśmy. W „Juraszu” stosowali leczenie objawowe. Jak było złamanie, to musiał być i gips. Dopiero w Poznaniu znaleźliśmy fachową pomoc. Lekarze z tamtejszej kliniki znają się na rzeczy. Proponowali nawet przeprowadzkę, bo często musimy podróżować. Nie mamy jednak samochodu. Mąż do pracy do Bydgoszczy jeździ autobusem. Do stolicy Wielkopolski jeździmy pociągiem. Rodzice nie poddają się. Bodźcem do dalszej walki było wydarzenie z ubiegłego roku. Kubuś po raz pierwszy stanął na nogach o własnych siłach. Przy brzozie, w lesie. Modliłem się tylko, żeby znów nic nie strzeliło. Przeżyliśmy już 30 złamań. Czasem zdarzało się to nawet we śnie. Ręce dziecka są zdrowe, więc problemem pozostają kończyny dolne. Większość złamań dotyczyła nóg. - Z zakładaniem gipsu mieliśmy rów- Znacznie pomogło wszczepienie prętów teleskopowych w kości śródszpikowe uda. Medycyna tak mocno poszła do przodu, ze rosną one razem z pacjentem. Ich wytrzymałość sięga nawet dekady. Bez nich na pewno nie stanąłby nigdy sam na swoich nóżkach. Cztery dni temu Kubuś misł przejść operację wszczepienia takich prętów w kości podudzia. Dwa kosztują ponad 17 tysięcy złotych. Niestety zachorował. Ludzi dobrej woli nie brakowało. W akcję pomocy włączyła się lokalna społeczność, mieszkańcy Bydgoszczy, jak również Caritas Diecezji Bydgoskiej. Same operacje to jednak nie wszystko. 4-latek musi stale przyjmować leki, być rehabilitowany i jeździć do wielkopolskiej kliniki. Dla rodziny Lisików każda pomoc się liczy. Wszyscy, którzy chcą pomóc Kubusiowi Lisikowi w stanięciu na własne nogi, mogą przekazać 1% podatku na rzecz Caritas Diecezji Bydgoskiej KRS 0002754681 z dopiskiem „Na leczenie Jakuba Lisika”. Można również skontaktować się z ojcem chłopca pod numerem telefonu 727 533 141, żeby dowiedzieć się, jak pomóc najefektywniej. Za wszystkie akty dobrej woli w imieniu rodziców chłopca: serdecznie dziękujemy.

O

steogenesis imperfecta (wrodzona łamliwość kości) jest chorobą rzadką. W dużym mieście, jakim niewątpliwie jest Bydgoszcz, nie ma specjalistów umiejących pomóc chorym na to schorzenie. A kości łamią się tak często. Koszty leczenia są niebagatelne. Pomóżmy Kubusiowi Lisikowi stanąć na własne nóżki. Mieszkają w skromnym domu w Strzelcach Górnych. Trójkę dzieci muszą utrzymać z zasiłku i nieprzynoszącej kroci pracy głowy rodziny. Maluchy nie chodzą głodne, ale leczenie 4-letniego Kubusia rujnuje budżet rodziny Lisików. Pieniądze nie są jednak najważniejsze. Byleby chłopiec mógł normalnie chodzić. W końcu chce być żołnierzem. - Nie znaliśmy tej choroby wcześniej mówi Mariusz Lisik, tata chorego chłopca. - Przychodząc na świat dostał maksymalną notę - 10 punktów. Od szpitala do szpitala wozili go jednak już dwa tygodnie później. Nikt nie umiał postawić diagnozy. Złamana kość udowa była szokiem. Rozpoznanie choroby jeszcze większym. Wtedy zaczęły się problemu rodziny z gminy Dobrcz. Szpital zawiadomił ośrodek pomocy społecznej. Wywiad środowiskowy

Rodzice 4-letniego Kubusia robią, co mogą, żeby jego życie było łatwiejsze. Pomózmy im!
nież ogromne przeboje - opowiada matka chłopca. - Czasami pomylono, która nóżka jest złamana. Nożyczki też szły wiele razy w ruch. Przecież chłopiec musi jakoś sikać i robić kupkę. Wojskowa czapka jest nieodłącznym atrybutem stroju 4-latka. Chłopiec nie rozumie, że nie będzie mógł być żołnierzem. Najważniejsze jednak, że ma marzenia. Do „w miarę” normalnego funkcjonowania przybliżają go kolejne operacje.

Fot. Adam Zakrzewski

Starszy o rok brat chłopca rozumie już wiele rzeczy. Wielokrotnie mówił rodzicom, że najpiękniejszy prezent, który mógłby dostać, to możliwość pobiegania razem z Kubą po podwórku. Rodzice opowiadając o tej scenie nie umieją powstrzymać łez. Chory na wrodzoną łamliwość kości chłopiec jest bardzo pogodny. Po dywanie przemieszcza się bardzo szybko, jakby się czołgał. - Od ostatniego złamania minęło już kilka miesięcy - opowiada Mariusz Lisik.

t.wieclawski@pozabydgoszcz.pl

Dziennikarstwo z Hemingwayem w tle
Imał się w swoim życiu różnych zajęć. Pisał teksty, zbierał reklamy, propagował kulturę i trenował wiele lat sztuki walki. Od 12 lat kieruje Gminnym Ośrodkiem Kultury w Osielsku. Pamięta, że silniejszy jest ten, kto upadnie i umie powstać
Tomasz Więcławski
wygasła. Prowadzi na terenie Osielska nowy tytuł prasowy „Panoramę Osielska”. - Pamiętam, że zastałem tutaj periodyk ukazujący się raz na pół roku - mówi mieszkaniec małej wsi pod Nakłem. - Teraz wydajemy gazetę co dwa miesiące i rozchodzi się ona pierwszego dnia. Dziennikarstwo jest jednym z piękniejszych zawodów. Pamiętam, jak pisałem tekst pod tytułem „Horror w świeckim pułku”. Po jego publikacji zadzwonił do mnie dowódca z zawałem serca. Tak się przeraził. A ja tylko opowiedziałem historię o poborowych, którzy najczęściej sięgali z biblioteczki po horrory. Otoczyć się odpowiednimi ludźmi Literatura jest jednym z motywów przewodnich rozmów z Markiem Matuszewskim. Erudycji mógłby mu pozazdrościć niejeden młodzian. - Hemingway powtarzał, że świat złamie każdego, ale tylko niektórzy są później mocniejsi w miejscach złamania - cytuje jednego z ulubionych pisarzy dyrektor GOK-u. - Staram się kierować tym mottem w swoim życiu. Co nas nie zabije, to nas wzmocni. Dobrej współpracy na polu kultury nie byłoby w gminie Osielsko, gdyby nie zrozumienie radnych i władz. - Wójt rozumie wagę tego segmentu ludzkiego życia, bo sam skończył liceum plastyczne - uśmiecha się nasz bohater. Platforma Obywatelska obiecywała poza „Orlikami” świetlice w każdej miejscowości. W Polsce się to nie udało i takie miejsca odchodzą w wielu regionach do lamusa. W gminie Osielsko działa takich placówek siedem. Żona Marka Manuszewskiego też ma się czym pochwalić. Uratowała szkołę w Olszewce pod Nakłem od likwidacji. Dostała za pozyskiwanie środków z funduszy europejskich nagrodę ministra kultury. „Myśl tylko o tym, co nie jest realne. A poza tym patrz, słuchaj i czuj”, jak pisał Hemingway.

8

Gmina Osielsko

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 14 lutego 2014 r.

M

arek Manuszewski pochodzi spod Nakła. W kierowanym przez niego GOK-u realizowanych jest szesnaście różnych działań. Jeżeli doliczyć do tego świetlice, które powstały w wielu miejscowościach na terenie gminy, widać od razu, że jest to instytucja działająca prężnie. Znacznie więcej o filozofii podejścia do kultury i życia można dowiedzieć się rozmawiając z jej dyrektorem. Kręgi w odcinku lędźwiowym dały o sobie znać po wielu latach treningów azjatyckich sztuk walki. Teraz pozostały „jedynie” trzy godziny boksu w tygodniu i tyle samo czasu spędzonego na siłowni. - Ćwiczyłem w swoim życiu karate, aikido i ju-jitsu - opowiada Marek Manuszewski. - Hart ducha człowieka wynika z jego silnej woli i dbałości o fizyczność. Może to dziwne, że kierownik ośrodka kultury trenuje boks, ale ja nie widzę w tym żadnej sprzeczności. Dziennikarstwo ukształtowało dyrektora GOK-u. Pracował w wielu redakcjach - w „Gazecie Pomorskiej”, „Ekspresie Bydgoskim” czy „Nakielskim Czasie”. Zajmował się zarówno reporterką, jak także pozyskiwaniem reklam. Tematy leżą na ulicy - Znacznie ciekawsza jest praca dziennikarza - mówi bez chwili zawahania Marek Manuszewski. - Kiedy człowiek ma jednak

Marek Manuszewski docenia znaczenie kultury w rozowju lokalnej społęczności. GOK, którym kieruje, organizuje wiele imprez tematycznych w ciągu roku.
trójkę dzieci, to musi zarabiać pieniądze. Tak zrządza życie. Bez problemu przywołuje jednak w swojej pamięci najciekawsze momenty reporterskiego życia. - Uwielbiałem weekendowe wyjazdy z fotoreporterem - uśmiecha się pod nosem dyrektor GOK-u. - Poszukiwaliśmy wtedy różnych tematów. Raz natrafiliśmy na człowieka, który miał obywatelstwo francuskie, a po wojnie zabroniono mu powrotu do kraju. Na dodatek został skazany na ciężkie roboty jako górnik. Innym razem na naszej drodze stanął człowiek latający na wojskowej motolotni z Afganistanu. Ten człowiek wybudował wielki maszt zastępujący piorunochron i wiatrak energii elektrycznej. Na emeryturze prowadził zakład ciepłowniczy i był niepożądanym elementem prywatyzacyjnym. W czasie wojny przeszedł trasę z Syberii aż do Łotwy. Facet postawił kilka elektrowni z turbinami na Noteci, które chciał przeznaczyć wnukom. Piękna biografia. Robić to mało, trzeba robić do rzeczy Intrygujące i ciekawe tematy - tym w poszukiwaniach kierował się Marek Manu-

Fot. Łukasz Piecyk

szewski. Korzystał też pełnymi garściami ze znajomości tekstów Hemingwaya. - Ten wybitny pisarz mawiał, że dziennikarstwo nie jest „kurestwem”, pod warunkiem, że pisze się prawdę - mówi były reporter. - W jego tekstach nie ma świata takiego jak u Alberta Camusa, którego przesłanie pasuje do dowolnego totalitaryzmu, komunizmu, średniowiecza czy toalety. Pracując w gminie Osielsko stara się, aby oferta kulturalna skierowana do mieszkańców była jak najbardziej urozmaicona. - Składając swoją aplikację na to stanowisko nie znałem tutaj nikogo - wspomina Marek Manuszewski. - Kandydatów było kilku. Wójt zapytał mnie wtedy czy chce odpowiadać za kulturę i dział reklamy jednocześnie. Odpowiedziałem, że chciałbym robić jedną rzecz porządnie. Otrzymałem tę pracę. Dusza dziennikarza w nim jednak nie

Prawda czy prima aprilis?
N
Tomasz Więcławski
owe połączenia mają zostać uruchomione za niespełna trzy miesiące. Odbyły się już testy autobusów na wyznaczonych trasach. Potrzebne są jedynie drobne korekty. Do Osielska i Niw dojedziemy linią 93, a do Niemcza i Żołędowa autobusem nr 94. - Cały czas otrzymujemy oferty od prywatnych przewoźników - mówi Wojciech Sypniewski, wójt gminy Osielsko. - Są oni zainteresowani uruchomieniem następnych linii. Bydgoski magistrat jest nam w stanie zapewnić jednak odpowiedniej jakości tabor, punktualność połączeń czy wysoki standard podróży. Argumentem nie do przecenienia będzie również możliwość kupienia „sieciówki” obowiązującej w mieście i w liniach podmiejskich. Środki na ten cel w budżecie gminy zostaną wyasygnowane. Podobną współpracę prowadził będzie samorząd gminy Białe Błota. Tam kursowały będą autobusy linii 91. Trasa wiodła będzie do Zielonki. Linie nr 93 i 94 zaczynać będą swoje trasy spod stacji Bydgoszcz Leśna i pojadą ul. Modrzewiową i Gdańską. Później pierwsza z nich zostanie skierowana przez Szosę Gdańską do Osielska i ul. Centralną w tej miejscowości do Niw. Drugi autobus na górnym tarasie Myślęcinka skręci w ul. Jeździecką i przez ul. Słowackiego w Niemczu oraz Jagodowo dotrze do Żołędowa. Poprzez nadanie liniom podmiejskim nr 93 i 94, zmieniona zostanie numeracja miejskich autobusów oznaczonych tymi nume-

t.wieclawski@pozabydgoszcz.pl

Samorządy gminne negocjują z miastem warunki uruchomienia linii podmiejskich autobusów. Sprawa wydaje się być przesądzona. Będzie łatwiej dojechać do Bydgoszczy do szkoły, pracy czy teatru
za 3 zł, a droższe międzygminne (za 4,4 zł) skasują ci, którzy przekroczą granicę miasta i sąsiedniej gminy. - Nie mamy jeszcze podpisanej umowy w tej sprawie, ale traktujemy ją jako priorytetową - mówi Wojciech Sypniewski. - Nasza gmina, z racji swojego położenia i charakteru, musi mięć szybkie połączenie komunikacją zbiorową z Bydgoszczą. Na wieść o nowych liniach autobusów cieszą się już mieszkańcy. - Będę mógł zrezygnować z samochodu mówi mieszkaniec Niemcza. - Wiele godzin w nim spędzam, a tak wracając z miasta będę mógł poczytać książkę. Pierwsze autobusy na nowych trasach mają pojawić się 1 kwietnia. Informacja o ich uruchomieniu nie jest jednak żartem szykowanym przez samorządowców..

rami na 83 i 84. Co ważne, linie do Osielska byłyby pierwszymi strefowymi w Bydgosz-

czy. Oznacza to, że w granicach Bydgoszczy obowiązywać będą na nich zwykłe bilety

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 14 lutego 2014 r.

Świątynia, co chowa znaki czasu
Z
Marcin Tokarz
daniem proboszcza parafii w przywróceniu jej świetności brał udział palec Boży i wiara zaangażowanych w remont członków wspólnoty. Kiedy ks. Jarosław Kubiak stał się jej zwierzchnikiem szybko został postawiony przed faktem możliwości rozbiórki kościoła. Jego nagryzione przez ząb czasu drewniane ściany pamiętają rok 1715. Jak się okazało podczas prac restauratorskich, przez paręset lat skrywały one cenne polichromie. Jeszcze dwa lata temu żołędowscy parafianie liczyli się ze zburzeniem kościoła, który odwiedzali każdej niedzieli. Ścianom prawej nawy bocznej groziło zawalenie. Sufit przegnił, stwarzał ryzyko dla modlących się wewnątrz. Ks. Jarosław Kubiak nie miał zamiaru rozpocząć swojej posługi od rozbiórki zabytku. - To była totalna ruina, na początku nikt nie chciał myśleć o jej naprawie wspomina ks. Jarosław Kubiak, który w Żołędowie posługę kapłańską pełni od 2007 roku. - Nie miałem serca patrzeć jak niszczeje ten kawał historii. Byłem jednym z inicjatorów kompleksowego remontu rozpoczętego w 2009 roku. Konserwatorzy słusznie założyli, że skoro kościół jest do Józefa Paczki, słynie z ratowania starych kościołów w całej Polsce. Na liście ich ingerencji w obecny stan budowli sakralnych znajduje się kościół w Wilkowyjach, znany z serialu „Ranczo”. Żołędowska świątynia została wyposażona w nową podłogę i boazerię z drewna lokalnego modrzewia. Ponadto, wymieniono deski chóru oraz belki podporowe wieży, której również groziło zawalenie. Konserwatorzy we współpracy z ekipami remontowymi starali się zachować jak najwięcej oryginalnych elementów kościoła, aczkolwiek wymogi budowlane nie pozwalały na zbyt wiele ustępstw. Zaliczyć jednak trzeba do nich Ks. Jarosław Kubiak każdego dnia obserwuje postępy w pracach renowacji Fot. Adam dwa dzwony umieszczone na kościoła w Żołędowie. Zakrzewski wieży. Oba starsze niż sama świątynia. Jeden datowany na drewniany, to może skrywać malowidła Przedstawiają one m.in. „Modlitwę w rok 1554, drugi na 1590. naścienne. I rzeczywiście pod warstwą Ogrójcu”, „Biczowanie Pana Jezusa”, Cier Konsekwentna restauracja obiektu trzciny i tynku znaleźliśmy polichromie niem Ukoronowania”. Większość na nowo odbywała się w ramach akcji „Deska”. W na całej szerokości wewnętrznych ścian będzie zdobić ściany budynku. Jednak u dużej mierze finansowana jest ze środków części z nich zniszczenia są zbyt zaawanświątyni. Urzędu Marszałkowskiego, Ministerstwa Obecnie trwają prace konserwatorów sowane. Remontu podejmowały się dwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, gmiodtwarzających sakralne dzieła sztuki. ekipy renowacyjne. Jedna z nich, należąca ny Osielsko i Nadleśnictwa Bydgoszcz.

Gmina Osielsko

9

Parafię p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego w Żołędowie remontowali ci sami robotnicy, którzy są odpowiedzialni za stan kościoła w Wilkowyjach znanego z serialu „Ranczo”
Wspierają ją dodatkowo osoby prywatne należące do wspólnoty parafialnej. Dzięki nim nadzieja na 300-lecie kościoła została przywrócona. - Do tej świątyni chodzę odkąd tylko pamiętam - przyznaje Jadwiga, parafianka z Żołędowa. - Gdyby została zburzona, poczułabym jakby zniknęła cząstka mojego życia. Wierny człowiek przywiązuje się do miejsca swoich modlitw. Pan Bóg czuwa nad tym kościołem. W nadziei, że odwiedzać będzie go jeszcze wiele pokoleń, ks. Jarosław Kubiak, wraz z parafianami, zlecił stworzenie kapsuły czasu skrywającej wycinki z gazet, zdjęcia, płyty, wszelkie informacje na temat remontu świątyni oraz listy. - Pierwsze zdanie jednego z nich skierowane jest do odkrywców kapsuły, którzy, mam nadzieję, otworzą ją dopiero za 100 lat, czyli w 2112 roku - tłumaczy ks. Jarosław Kubiak. - Brzmi następująco: „Jeżeli umiecie jeszcze mówić po polsku, to bardzo się z tego cieszę.”. Jednak to nie wszystkie pamiątki, jakie kryją się teraz w kościele. W podłodze pod ołtarzem schowałem „skarby”, których znaczenia nie zdradzę. Mam nadzieję, że ich przyszli znalazcy będą z nich zadowoleni.

m.tokarz@pozabydgoszcz.pl

10

Gmina Białe Błota

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 14 lutego 2014 r.

Konie są jak zwierciadła
Jeździć konno może nauczyć się każdy, ale jazda w harmonii z koniem to sztuka. Anna Rywak rozumie to doskonale, dlatego razem z Ruletką pracują na wzajemny szacunek

W

ierzchowca można przekonać prawie do wszystkiego, lecz do niczego nie można go zmusić. Budowanie relacji pomiędzy opiekunem a koniem jest trudnym zadaniem. Najpierw trzeba zasłużyć na wzajemne zaufanie i szacunek, w tej właśnie kolejności. Podobno nie ma większej magii niż więź, która łączy konia i jego jeźdźca. Wystarczy spojrzeć w oczy sekretarz gminy, gdy pracuje Ruletką, by przekonać się, że to prawda. Po pracy zamienia wyjściowy uniform na luźne dresy i często zamiast do domu, jedzie do stajni, by jak najszybciej tę magię poczuć. Anna Rywak nigdy wcześniej nie miała własnego wierzchowca. Choć konie zawsze były bliskie jej sercu, jego posiadanie traktowała w kategorii marzenia. Gdy pierwszy raz zobaczyła Ruletkę, ta walczyła o życie. W maju 2013 r. została odebrana hodowcy z Trzcianki, który nie zapewnił jej godziwych warunków do bytowania. - Trafiła do mnie do mnie przez przypadek – mówi Anna Rywak. – Uratowane konie trafiły do stajni w Cielu, a my, jako urząd, byliśmy zobligowani do tego, żeby im pomóc. Gdy zobaczyłam ją po raz pierwszy, już wiedziałam, że to jest właśnie to. Nie umiem tego wytłumaczyć, po prostu tak się dzieje, że pomiędzy zwierzęciem a człowiekiem ro-

dzi się relacja, o którą chce się zabiegać. Konie trzeba traktować jak równorzędnych partnerów. Te zwierzęta z ludzi czytają, jak z książki. - Koń to zwierzę stadne, cala filozofia w tym, żeby pokazać mu, że jest się liderem – dodaje sekretarz gminy Białe Błota. – Wbrew powszechnej opinii, to ludzie powinni się uczyć techniki jazdy, nie wierzchowce. Koń wszystko umie. Jeśli się to zrozumie, można liczyć na budowanie dobrej relacji. Te dumne i piękne zwierzęta reagują niemal na myśli swoich opiekunów. Podobnie jak w stadzie, w którym zawsze ustalona jest hierarchia, tak i w relacji z jeźdźcem koń walczy o swoja pozycję. Zrobi wszystko o czym pomyśli człowiek, ale tylko wtedy gdy jego opiekun będzie jednoznaczny i wyciszony. Na agresję i nerwowość nie może być miejsca. - Trzeba umieć wykorzystać cechy, którymi konie się kierują – dodaje Anna Rywak. – Razem z Ruletką wzięłyśmy udział warsztatach jeździectwa naturalnego. Zapisałam się na pierwszy poziom tego kursu niemal z marszu, na drugim trenowałyśmy już wspólnie. Mówiąc krótko – ja zielona, ona zielona i tak zaczęła się budowa naszych relacji.

Wtedy sekretarz gminy podjęła decyzję o adopcji. - Takie historie nie zdarzają się często – mówi Andrzej Pasek. – Jesteśmy pod wrażeniem tego, jak Ruletka wygląda dziś. Z walczącego o życie konia stała się pięknym wierzchowcem. Anna Rywak nie potrafi ukryć uczuć, z jakimi opowiada o Ruletce. Odwiedza ją w każdy wolnej chwili. Praca pochłania jej wiele czasu, dlatego wizyty w stajni oznaczają rezygnację z pobytu w domu. Mówi, że konia nie można rozpieszczać i przekupywać jedzeniem, ale gdy tylko przywiezie Ruletce czosnek i banany, nie potrafi się nie uśmiechnąć na widok jej reakcji. Koniom trzeba pokazać, jak

dzieciom, że są z nami bezpieczne, nie muszą się obawiać i myśleć zbyt wiele, ponieważ to my, jako liderzy, jesteśmy odpowiedzialni za podejmowanie decyzji – dodaje Anna Rywak. – Konie maja także dobrą pamięć, lecz nie linearną a klatkową. Dlatego czasem potrafią się wystraszyć na widok przedmiotów, które źle im się kojarzą. Wtedy to opiekun musi się wykazać zdecydowaniem i spokojem. Lider przewodzi, ale musi szanować decyzje konia i potrafić nad nim zapanować. Gdy Ruletka trafiła do stajni w Cielu, przez swoje wcześniejsze doświadczenia, próbowała uciekać niemal zewsząd. Dziś, dzięki opiece sekretarz gminy, zachowuje się ze spokojem. - Podstawą jest praca z ziemi – dodaje Anna Rywak. – Wszystko, czego konia

wtedy nauczymy, zaprocentuje, gdy usiądziemy w siodle. Mam marzenie, że gdy za rok na kolejne warsztaty przyjedzie do Polski Joe Turner, będę już swobodnie siedziała na niej. Miłość do koni nie jest jednak jedyną - Uwielbiam zbiory liczb zespolonych – pasją, która zajmuje sekretarz gminy. dodaje z uśmiechem. – Funkcje na nich powodują odzwierciedlenie świata. Umysł jest większy od materii. Myśl jest silniejsza niż świat rzeczywisty i zawsze pierwsza. Pomiędzy tymi światami łącznikiem jest właśnie matematyka. To mnie zachwyca. To właśnie pasja sprawia, że życie Anny Rywak dziś wygląda właśnie tak kolorowo. Jest pełne słońca, pomimo ogromu obowiązków, które każdego dnia musi wypełnić. A na jego zakończenie liczy się przecież tylko to, by zakończyć go uśmiechem. Przy jej łóżku stoi zdjęcie Ruletki. Zasypia więc szczęsliwa. Tekst: Aleksandra Radzikowska Zdjęcie: Maciej Pagała

a.radzikowska@pozabydgoszcz.pl

Edukacja z przymrużeniem oka
F
Ponad setka dzieci spędziła wolny od nauki czas na zimowisku zorganizowanym przez Szkołę Podstawową im. Juliusza Verne’a w Białych Błotach
ści - Młyn Wiedzy w Toruniu. - Nie zabrakło również zabaw w Family Parku oraz na basenie w Solcu Kujawskim - mówi Danuta Ferenstain, pracownica szkolnej świetlicy i organizatorka zimowiska. – Niektórzy postawili na sport, inni na edukację kulturalną. Grupa dzieci obejrzała seans filmowy „Robaczki z Zaginionej Doliny”, podczas którego zebranym na sali nie zabrakło powodów do śmiechu. Najmłodszych mieszkańców gminy odwiedził także teatrzyk „Trójka” z przedstawieniem „Kabaretowy kogel-mogel” oraz grupa teatralna z Białobockiego Domu Kultury z parodią „Balladyny”. To nie jedyne atrakcje, które organizatorzy zimowiska przygotowali dla jego uczestników. Uczniowie mieli także okazję, by obejrzeć pokaz Dariusza Makowskiego, dotyczący skoków spadochronowych oraz pokaz walk taekwondo w wykonaniu zawodników, którzy do Szkoły Podstawowej im. Juliusza Verne’a przylecieli prosto z Korei Południowej. Te prezentacje okazały się odsłoną zimowiska, która dla wielu jego uczestników była najciekawsza. Jeszcze długo po zakończonych pokazach można było usłyszeć pełne pasji i zaciekawienia rozmowy na temat skoków spadochronowych i sztuk walki. Dla tych, którzy interesują się geografią, przyrodą i ciekawostkami podróżniczymi, także nie zabrakło atrakcji. Podczas zimowiska dzieci poznały wszystko, co związane jest z Australią. Dzięki opowieściom Romana Malinowskiego, pomysłodawcy i pierwszego prezesa Klubu Miłośników Australii i Oceanii w Bydgoszczy oraz współtwórcy portalu poświęconego działalności Klubu „KMAiO”, dowiedziały się, że Australia to nie tylko kontynent rozległych stepów i kraina kangurów. - Myślę, że oferta z jakiej podczas zimowiska skorzystały dzieci, była dla nich atrakcyjna – dodaje Danuta Ferenstain. – Czas spędziliśmy na nauce, ale w formie na wesoło. Nie zabrakło dobrej zabawy i wymiany poglądów. Na koniec dnia na każdego uczestnika zimowiska czekał także smaczny obiad. Mam nadzieję, że te pięć dni dzieci będą wspominać z tęsknotą. Dziękuję wszystkim nauczycielom i pracownikom za współpracę, w szczególności członkom Centrum Obsługi Edukacji i Sportu za pomoc w organizacji zimowiska. Wspólnie z dziećmi nie możemy się już doczekać jego przyszłorocznej odsłony. (AR) erie zimowe to nie tylko czas błogiego lenistwa i odpoczynku od nauki. Podręczniki i plecak warto schować na kilka dni do szafy, jednak pracę domową warto zastąpić poszukiwaniem ciekawostek i udziałem w warsztatach. Na taki sposób spędzenia ferii zimowych postawili uczniowie i nauczyciele z gminy Białe Błota. Choć pogoda nie była w tym okresie zimowa, dobry humor nie opuszczał uczestników zimowiska, dla których przygotowano wiele atrakcji. Odbyły się zabawy integracyjne, plastyczne i sportowe. Po raz pierwszy dzieci odwiedziły także Centrum Nowoczesno-

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 14 lutego 2014 r.

Gmina Białe Błota

11

Nie tylko do pisania
P
Można po nich rysować, łączą się z internetem, posłużą za podręcznik, a w razie potrzeby przeprowadzą test. Urząd Marszałkowski rozdaje środki na zakup kolejnych tablic multimedialnych do szkół z regionu
- Zastosowań są tysiące, a dzieciaki chętniej się garną do nauki, bo nabiera ona elementów zabawy. W ten sposób np. łatwiej przyswajają słówka i gramatykę. Ale wiadomo, że jak ktoś się nie chce uczyć to i taki sprzęt go nie przekona - śmieje się nauczycielka. Z pomocą nauczycielom przyjść ma w tym roku też internetowy portal dla szkół uczestnirzygotowujemy drugą edycję projektu wyposażenia szkół podstawowych w naszym województwie w nowoczesne tablice interaktywne. W ramach przedsięwzięcia do 541 placówek trafi w sumie 2139 takich urządzeń - informuje Beata Krzemińska, rzecznik prasowa Urzędu Marszałkowskiego. Część z nich trafi do Białych Błot, gdzie z takich tablic korzysta się już od kilku lat. - Pierwsze tablice multimedialne dostaliśmy pięć lat temu w ramach programu Comenius. Następne ufundował Urząd Marszałkowski, a niedawno kupiliśmy kolejną, wyłącznie z własnych środków. Teraz zachęcamy też rodziców, by przekazali nam swój procent podatku na zakup następnej - mówi Zdzisław Napora, dyrektor gimnazjum w Białych Błotach. Taka tablica łączy elementy tradycyjnej tablicy z ekranem dotykowym. Nie tylko można pisać na niej elektronicznym flamastrem, ale i po aktywowaniu odpowiednich ikon, korzystać z narzędzi przydatnych w trakcie lekcji matematyki, chemii czy muzyki. - Możemy ustawić kolor tablicy, to czy ma być gładka, w kratę czy pięciolinię, a nawet zmierzyć coś przy pomocy wirtualnej linijki. Możliwości jest naprawdę dużo. Kolejną przydatną funkcją jest tzw. multibook, dzięki któremu można korzystać z tablicy,

Pół miliona z dofinansowań

D

Gmina Białe Błota otrzymała pozytywne oceny wniosków złożonych w ramach unijnego Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013. Trwa także kolejna edycja konkursu „Zamelduj się i wygraj”
celów przebiegnie bez komplikacji. Władze gminy maja także dobrą informację dla tych mieszkańców, którzy planują zameldować się na jej terenie na pobyt stały. Ruszyła II edycja konkursu "Zamelduj się i wygraj". Jego adresatami są osoby fizyczne, które w roku 2014 zameldują się po raz pierwszy na pobyt stały na terenie Gminy Białe Błota lub złożą w 2014 roku we właściwym sobie Urzędzie Skarbowym formularz ZAP-3, w którym oświadczą, że zamieszkują na terenie gminy Białe Błota. Konkurs trwał będzie przez cały rok, a jego zwycięzca odbierze nagrodę główną, przenośny komputer. Ponadto w każdym miesiącu odbywać będzie się losowanie nagrody dodatkowej w postaci drobnego sprzętu AGD. Szczegóły konkursu, regulamin oraz formularz konkursowy dostępne są na stronie internetowej, w Referacie Rozwoju oraz w biurze ewidencji ludności Urzędu Gminy Białe Błota. (AR)

Adrianna Dublańska prezentuje działanie tablicy interaktywnej. jak z interaktywnej książki. Przydaje się ona, gdy uczniowie nie mają ze sobą podręczników. Za pomocą takiej tablicy można odsłuchać prezentacji, korzystać z internetu, a nawet przeprowadzić test - zalety urządzenia wymienia Adrianna Dublańska, nauczycielka języka niemieckiego. Uczniowie z Białych Błot już kilkukrotnie zamiast kartek dostawali na zajęciach piloty, za pomocą których zaznaczali odpowiedzi na pytania pojawiające się na tablicy. Po takim sprawdzianie komputer sam liczył poprawne odpowiedzi i wystawiał oceny.

czących w projekcie. - W tej chwili trwa przygotowanie postępowania przetargowego na dostawcę urządzeń. Tablice trafią do szkół w przyszłym roku szkolnym - zapowiada Beata Krzemińska. Szacunkowa wartość projektu współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej to 32,5 miliona złotych. Wsparcie z Regionalnego Programu Operacyjnego wyniesie 24,4 miliona złotych. (TS)

o gminnego budżetu trafi z tytułu dofinansowań blisko 509 tysięcy złotych. Program obejmie działanie 413, czyli „Wdrażanie lokalnych strategii rozwoju - Odnowa i rozwój wsi”. Wnioski, które zostały pozytywnie zweryfikowane, dotyczą rozwoju bazy sportowo-rekreacyjnej. Dzięki realizacji tych inwestycji wybudowane zostaną skateparki w Zielonce przy ul. Jaworowej i w Lisim Ogonie przy ul. Potulickiej. Na te informację już od wielu lat czekali młodzi pasjonaci sportu z terenu gminy. - Skatepark powstanie również w Białych Błotach przy ul. Centralnej, jednak ten wniosek zakłada dodatkowo zagospodarowanie terenu na potrzeby budowy miejsca rekreacji i wypoczynku mieszkańców, który obejmie całość obszaru między ulicami Centralną i Gronową – mówi wójt gminy Białe Błota, Katarzyna Kirstein-Piotrowska. – Mamy nadzieję, że realizacja założonych

Na przeszłość patrzymy z dumą
50-letnia tradycja klubu obfituje w ogromną ilość sukcesów. Nie jawią się one wyłącznie w postaci zdobytych laurów. LKT Wyczół Gościeradz organizował największy na świecie zjazd użytkowników motocykli turystycznych
Marcin Tokarz
- Międzynarodowa Federacja Motocyklowa poprosiła nasz klub do organizacji FIM Rally Bydgoszcz wraz z Polskim Związkiem Motorowym - wyznaje Bartosz Zwolanowski, prezes LKT Wyczół Gościeradz. - Był to dla nas wielki zaszczyt, a fakt, że nie tylko podjęliśmy się tego wyzwania, ale również wykonaliśmy je we właściwy sposób, zasługuje na niewątpliwą uwagę. Prestiż był po ich stronie FIM Rally to coroczny światowy zjazd posiadaczy motocykli turystycznych. Jednocześnie zalicza się do największych spotkań w terminarzu organizującej go federacji. W ciągu trwającego zazwyczaj kilka dni zlotu, uczestnicy dzielą się swoją pasją do jednośladów, a także zwiedzają okolice miejsca, które podjęło się organizacji imprezy. To jedno z nielicznych spotkań na taką skalę, w których nie liczy się czas przejazdu, ale dobra zabawa uczestników. A w 2012 roku było ich aż 1015. Ci spod herbu Wyczóła w FIM Rally biorą udział każdego roku. Bez względu na jego miejsce ruszają w dalekie trasy, by raz jeszcze ujrzeć widok armii liczącej przeszło tysiąc motocykli. - Organizacja tego zlotu to duży prestiż - przyznaje Bartosz Zwolanowski. Jednak nie tylko w roku 2012 mieliśmy do aktywnie spędzonego czasu bardzo często opartego na zawziętej rywalizacji. Ich stale rosnąca frekwencja zapewnia klubowi dalszą moc sprawczą. Jest turbodoładowaniem, dzięki któremu funkcjonuje już przeszło pół wieku. Tryumfy Gagackiego Klubowe półki uginają się pod ciężarem trofeów zbieranych przez lata. W ich gąszczu znaleźć można nawet „srebro" Tomasza Golloba za tytuł Wicemistrza Polski w Motocrossie z 1986 roku. Te ostatnie, najważniejsze, którymi szczyci się klub, należą do Marcina Gagackiego - drugie i pierwsze miejsca w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski zdobywane na przestrzeni lat 2010-2013. Wychowanek Wyczołu ani myśli o zmianie klubu. - Tu stawiałem swoje pierwsze kroki w rajdach samochodowych - przyznaje Marcin Gagacki, wychowanek LKT w Gościeradzu. - Przez cały ten czas klub wspierał mnie finansowo i mentalne. Nie ma co ukrywać, że Wyczół nie należy do bogatych organizacji. Ale to właśnie atmosfera w zespole i pobierane w nim nauki, pozwoliły mi przekuć ciężką pracę na sukcesy. Nie przewiduję odejścia z klubu. Na tych ludzi zawsze mogłem liczyć, a oni mogą na mnie.

12

Koronowo

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 14 lutego 2014 r.

W

Gościeradzu warkot silnika, pisk opon i zapach spalin są naturalne jak to, że w dzień wstaje słońce, a w nocy księżyc. Kolejne szczeble rang zawodów organizowanych przez tutejszy klub pozwalają mieszkańcom szczycić się tym skąd pochodzą. To samo tyczy się zawodników. Wierni jego barwom, sięgają po trofea zdobyte na szerokim wachlarzu imprez sportów motorowych. Jeden z wychowanków Wyczółu, Marcin Gagacki, w minionym roku sięgnął po złoto w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski. Nowemu uczestnikowi dzisiejszych inicjatyw LKT Wyczół Gościeradz aż trudno uwierzyć, że początek działalności klubu opierał się na łucznictwie czy lekkoatletyce. W ciągu ostatnich czterdziestu lat był przecież organizatorem największych imprez motocyklowych w Polsce. Rozwinięcie pierwszego członu jego nazwy wskazuje na ukierunkowanie turystyczne. Nie bez powodu. Obok sportu, podejmowanie działań o charakterze krajoznawczym i rekreacyjnym, należy do głównych zadań organizacji. Właśnie w tym zakresie, w 2012 roku, Wyczół został poddany próbie najwyższej rangi.

Motocykle dla wielu stają się pasją na całe życie.
wiele do powiedzenia. Ostatnie lata działalności klubu obfitujące w sukcesy w klasach supersport, supermoto i rajdów samochodowych, zaliczamy do bardzo udanych. Oczywiście nie zapominamy o przeszłości. Na nią również patrzymy z dumą. LKT Wyczół Gościeradz znany jest w Polsce z organizacji cyklicznych już

Fot. Nadesłane

imprez sportowo-turystycznych i to niekoniecznie związanych z warkotem silnika. Na liście wydarzeń zaplanowanych na rok 2014 znajduje się XIV Tatrzański Rajd Pieszy w Białce Tatrzańskiej, V runda Mistrzostw Polski i Pucharu Polski w supermoto w Bydgoszczy czy XIII Turystyczny Puchar Polski w Prądocienie. Każde z nich przyzwyczaiło uczestników

Człowiek najlepszą inwestycją
W Koronowie od niedawna działa filia Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Wspierania Ekonomii Społecznej. O działaniach prowadzonych przez KPOWES rozmawiamy z Iwoną Borkowską, kierownikiem ośrodka
To dobry moment, by zapytać, czym zajmuje się KPOWES? Znani jesteśmy przede wszystkim z zakładania spółdzielni socjalnych. Jest to forma aktywizacji bezrobotnych. Pomagaliśmy założyć, m.in. „Bydgoszczankę”, pierwszą spółdzielnię socjalną założoną przez osoby prawne w regionie. Wspieraliśmy „Kreatywnych”, którzy zatrudniają obecnie około pięćdziesięciu osób, w tym większość niepełnosprawnych. Pomagaliśmy też spółdzielniom „Nasz dom” i „Światełko”. Ale spółdzielnie to nie wszystko... Oprócz tego, prowadzimy szkolenia z prowadzenia organizacji pozarządowych. Pomagamy pozyskać środki unijne na rozruszanie swojej działalności w ramach tzw. podmiotów ekonomii społecznej (np. organizacji pozarządowych), udzielamy też indywidualnego doradztwa, w tym zawodowego. Podmiotom ekonomii społecznej finansujemy działania marketingowe, usługi księgowe, założenie strony internetowej. Organizowaliśmy projekt skierowany dla samotnych mam, w którym wzięło udział czterdzieści kobiet z regionu. Chcielibyśmy też rozpocząć współpracę ze szkołami, bo nie ma lepszej nauki przedsiębiorczości, w tym społecznej, niż rozpoczęcie działalności w uczniowskiej spółdzielni, która mogłaby zająć się np. prowadzeniem szkolnego sklepiku. Od kilku miesięcy działają Państwo też poza Bydgoszczą. Mamy trzy filie: w Nakle, Więcborku i Koronowie. W Koronowie naszą siedzibę można znaleźć w zespole szkół zawodowych. Pomagamy w zakładaniu spółdzielni socjalnej „Koronowianka”, w której zatrudnienie znajdzie na początku pięć osób. Spółdzielnia zajmie się realizacją niektórych zadań własnych gminy, np. pielęgnacją terenów zielonych. To kto może się tam zgłosić? Wszyscy, którzy czują potrzebę działania. Wystarczy mieć pomysł na siebie, a my podpowiemy, gdzie można go zrealizować lub pomożemy założyć własną organizację.

Zacznijmy może od wytłumaczenia, czym jest ekonomia społeczna? Na to pytanie trudno odpowiedzieć, bo ile jest osób, tyle definicji. Najłatwiej wyjaśniać to pojęcie stwierdzeniem, że zadaniem ekonomii społecznej jest nadanie biznesowi ludzkiej twarzy. Pokazanie, że bardziej liczy się kapitał ludzki niż finansowy. Jak to się przejawia w praktyce? Dzięki takiemu podejściu osoby, które do tej pory nie miały pracy, znajdują stałe zatrudnienie. Tym samym przestają korzystać ze świadczeń z pomocy społecznej i odnajdują swe miejsce w społeczeństwie. A to znaczny zysk dla państwa. Chyba jednak niewiele firm przekłada korzyść społeczeństwa nad własny zysk... Coraz więcej przedsiębiorców dostrzega potrzebę społecznej odpowiedzialności biznesu i przeznacza własne środki na działania pozwalające pracownikom na rozwój lub choćby na ochronę środowiska. Takie podejście, można powiedzieć, że staje się teraz

Interesantów w filii KPOWES w Koronowie przyjmuje Weronika Piskuła.

modne. A jeśli przynosi to pozytywne efekty dla społeczeństwa, to czemu nie spróbować? To podejście popularne głównie w dużych firmach. Dużym na pewno jest łatwiej, ale

wydaje mi się, że gdy skończy się obecny kryzys, również mali przedsiębiorcy dostrzegą zalety ekonomii społecznej. A wtedy będziemy mieli tu ruch w interesie (śmiech).

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 14 lutego 2014 r.

Gmina Nowa Wieś Wielka

Z dokładnością do pięciu setnych milimetra
Na uznanie trzeba poczekać. Bez względu na to, czy już się na nie zasłużyło. Konstruktor z Brzozy przekonał się o tym nie raz na targach motoryzacyjnych. Konkurenci starali się jak mogli ukryć swój podziw wobec jego maszyny
Marcin Tokarz
prostowaniu stalowych elementów za pomocą starej prasy hydraulicznej, z dokładnością do pięciu setnych milimetra. Biorąc pod uwagę ten, a także wiele innych faktów, nic dziwnego, że wycenia motocykl na niemal 200 tyś. złotych. - Taka cena nie ma znaczenia dla bogatych klientów pragnących mieć coś własnego, niepowtarzalnego - tłumaczy Marek Malak. - Zapewniam, że nie znajdziecie drugiej takiej maszyny. Chyba, że my ją stworzymy. Dwóch klientów ze Stanów ma już na niego chrapkę... W całości polerowany, w dużej mierze ręcznie stworzony z aluminium i stali kwasoodpornej, z designem naszpikowanym motywami krzyża maltańskiego, sprawia wrażenie pogromcy szos. Marek Malak w realizacji tego typu projektów widzi przyszłość swojej firmy. Mniej entuzjastycznie nastawiony jest jednak poprzedni jej prezes, ojciec obecnego. Skoro jesteśmy Polakami... - Po Marku można się było spodziewać, że ratunku dla Mal-Metu będzie szukał w produkcji motocykli - przyznaje Jerzy Malak. - Od dzieciaka grzebał w jednośladach, sam je konstruował. Potem na nich jeździł, czasami z uszczerbkiem na zdrowiu. Miejmy nadzieję, że budowa customów przyniesie zyski, ale na widok ich ceny oko bieleje... Jednak, czego bym nie powiedział, Marek

13

W

kroczenie Chińczyków na polski rynek produkcji mechanicznej zachwiało wieloma przedsiębiorstwami w kraju. Dźwignięcie w tych trudnych czasach Mal-Metu spoczęło na barkach Marka Malaka, który przejął działalność po swoim ojcu. Zaczął szukać nowej gałęzi biznesu. Eureka była przy nim od samego dzieciństwa. Dziś przyszłość firmy widzi w tworzeniu customów, monstrualnych bestii na dwóch kołach. Zamówienia przychodzą z Anglii i USA. Bez dwóch zdań główną tego przyczyną jest The First, chopper unikalny na skalę światową. Biuro Mal-Metu już na wstępie zdradza, czym pasjonuje się jego właściciel. Każdą poziomą powierzchnię, każdy centymetr biurka i wolną część ściany zagospodarowują zdjęcia z wędkarskich wypraw oraz grafiki i szkice motocykli. Na jednych widać 14 kilogramowego Szczupaka, którego złowił, na innych 315 kilogramowego choppera, którego stworzył. - To nasza pierwsza dziecinka - Marek Malak wskazuje na plakat przedstawiający motocykl, który z "dziecinką" nie ma nic wspólnego. - The First-Pierwszy, bo tak się właśnie nazywa jest niejako wizytówką naszej finezji i możliwości technicznych, a także powodem do niezdrowej zazdrości u

Firma Marka Malaka zajmuje się konstruowaniem wyjątkowych motocykli oraz części, narzędzi i elementów stosowanych w budownictwie. konkurencji. Chcecie go zobaczyć? Druga taka nie istnieje Trzeba być ślepym, żeby odmówić takiej propozycji. Przechodzimy, więc do "klatki", w którym przetrzymywana jest ta stalowa bestia - custom zbudowany w Mal-Mecie od A do Z z pominięciem obszycia kanapy i jednostki napędowej. Nie byle jakiej, bo 2-litrowej, rozwijającej moc 120 KM i zdolnej rozpędzić jednoślad do 270 km/h. Czy dałby

Fot. Adam Zakrzewski

radę więcej? Nie znalazł się jeszcze taki, który miałby odwagę to sprawdzić... - Przyspieszenie ma takie, że na pełnych obrotach tylną oponę zaraz rozerwałby na strzępy, a to przecież kawał kapcia - szef Mal-Metu daje nam potrzymać „gumę", której bieżnik jest szeroki na 300 mm. - The First przechodzi teraz modernizację. Dopieszczamy każdy jego element. Dążymy do perfekcji. Jeśli o niej mowa...30-letnia styczność Marka Malaka z obróbką metali jawi się w

zawsze stawiał na swoim. Naścienne grafiki w salach produkcyjnych, po nitce do kłębka prowadzą do mniejszego pomieszczenia, w którym pracuje artysta-plastyk. W powietrzu unosi się zapach rozpylanej przez aerograf farby. Mężczyzna, przy jego użyciu, nanosi sylwetkę orła na bak kolejnej maszyny powstającej w warsztacie. Kopiuje ją z atlasu przyrody "na oko", ale z dokładnością chirurga. - Przygotowuję grafikę do Junaka - tłumaczy Marcin Macewicz, odpowiedzialny za wszystko, co graficzne w Mal-Mecie. Wspaniała maszyna, a my mamy zamiar ją jeszcze nieco ulepszyć... "Nieco" ma w tym przypadku charakter prześmiewczy, ponieważ Marek Malak i jego ekipa tworzą Junaka od podstaw. Oryginalny będzie miał tylko bak. - Jesteśmy Polakami, więc tym razem musieliśmy wziąć na warsztat maszynę, która zrodziła się z naszej ziemi - tłumaczy prezes Mal-Metu. - Chcemy zrobić porządnie to, co zepsuli Chińczycy. Wie pan ile ja telefonów dostaję od klientów, którym po tygodniu ich motocykle odmówiły posłuszeństwa? W tworzenie takich maszyn trzeba wkładać serce. The First-Pierwszego tworzyliśmy przez 2000 godzin całym zespołem. Jeździ i wygląda jak marzenie, choć nie każdy chce to przyznać prosto w oczy. Bywa, że z uznaniem mówią tylko za naszymi plecami.

14

Sicienko i Dąbrowa Chełm.

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 14 lutego 2014 r.

Gdzie dwóch się bije, tam nikt nie korzysta
Czy dwie zwaśnione wsie zostaną rozłączone i utworzą nowe sołectwa? Radni decyzję w tej sprawie odłożyli na koniec roku po wyborach samorządowych
Łukasz Piecyk

N

ie ma decyzji w sprawie odłączenia Reptowa od sołectwa Nowy Dwór. Radni zdecydowali, że o nowym porządku administracyjnymi gminy zadecydują po wyborach samorządowych. Na styczniowej sesji Rady Gminy samorządowcy mieli zdecydować, czy skłócone miejscowości stworzą dwa odrębne sołectwa. Wszystko rozgrywa się o pieniądze. Zdaniem części mieszkańców Reptowa Nowy Dwór rozwija się kosztem mniejszego sąsiada. Tę pierwszą wieś zamieszkuje ponad 100 osób. W Nowym Dworze mieszkańców jest ponad 5 razy więcej. Chodzi o pieniądze? Jednym z głównych argumentów jest nierówny podział funduszu sołeckiego, który ostatnio miał być w całości przeznaczony na remont drogi w Nowym Dworze. Krzysztof Paliński, sołtys oraz radny gminy Dąbrowa Chełmińska, wskazywał jednak na sesjach Rady Gminy, że fundusz jest wymienny i tak w 2011 roku stanowcza większość trafiła właśnie do Reptowa. Nam

wego Dworu. Jaki wniosek wyciągną z tego samorządowcy? - Osobiście jestem za podziałem sołectwa – komentuje Radosław Ciechacki, wójt gminy Dąbrowa Chełmińska, w rozmowie z „Poza Bydgoszcz”. – Ostatnimi czasy te dwie miejscowości nie mogą dojść do porozumienia. Gdyby pojawiły się dwa odrębne sołectwa, problemu by nie było. Nie ma przeciwskazań Wójt wskazuje, że są do tego warunki, bo w Reptowie znajduje się świetlica. Na terenie gminy Dąbrowa Chełmińska są bowiem sołectwa, które składają się i z trzech wsi, ale w ich przypadku podziały byłyby nieuzasadnione ze względu na współdzielenie obiektów komunalnych. Radni podjęli jednak decyzję o odłożeniu tej sprawy. Ostateczna uchwała ma zapaść w ciągu trzech miesięcy od wyborów samorządowych, które w tym roku odbędą się 16 listopada. Prawdopodobnie wynik obrad radnych poznamy jeszcze w tym roku kalendarzowym.

Wójt gminy proponuje, aby podział nastąpił, bo są do tego warunki. Jaka będzie ostateczna decyzja? Przekonamy się po 16 listopada jednak odmówił komentarza w sprawie podziału sołectwa. Jednym z pomysłów rozwiązania tego sporu było głosowanie. W Urzędzie Gminy złożono pismo, pod którym podpisało się jednak kilkudziesięciu mieszkańców No-

l.piecyk@pozabydgoszcz.pl

Informacje w kilka sekund
Trwa kampania dotycząca systemu Samorządowego Informatora SMS. Został wyposażony w nowe funkcje

Współpraca na piątkę
O problemach, z którymi boryka się sołectwo Sicienko, komunikacji pomiędzy mieszkańcami i urzędzie sołtysa, z Anną Cetnarowską rozmawia Aleksandra Radzikowska
Z jakimi problemami sołectwo Sicienko zmaga się dziś? Mieszkańcy zwracają uwagę na konkretny temat? Aktualnie rozwiązujemy problem, który dotyczy przejezdności dróg. Dostałam informacje od jednego z mieszkańców, że ciągniki potulickiej fundacji rozjeżdżają drogę. Osoby tam mieszkające mają problemy z wyjechaniem ze swoich posesji. Dotarłam do odpowiednich osób i okazało się, że rolnicy wyrównają rozjeżdżony teren bez problemów. To droga, którą użytkują wszyscy, wiec dla wszystkich musi być także przejezdna. Jak wygląda stan innych dróg lokalnych? Stan dróg lokalnych wygląda coraz lepiej. Ulica Kolejowa wyłożona jest kostką, odprowadzana jest od niej woda deszczowa, funkcjonuje też kanalizacja. To wizytówka sołectwa. W tym roku planujemy także remont ul. Lipowej. Żużel stanowi dla jej mieszkańców utrapienie. Latem się kurzy, a w porze deszczowej powstaje mielizna. Przeznaczyliśmy na ten cel do urzędu gminy 10 tys. złotych z funduszu sołeckiego. Przy ul. Lipowej, z którą był dotychczas największy problem, stanęły nowe latarnie. Oświetlenie dróg jest na dziś wystarczające. Jak wygląda sytuacja związana z użytkowaniem przez wszystkich gminnego parku? Zima nie zachęca do spędzenia czasu na dworze. Są osoby, które mają punkt swoich spotkań w tym miejscu i spożywają tam alkohol. To nie są ludzie agresywni, po prostu maja problem. Nie da rady pilnować każdego z nich indywidualnie. To głównie osoby niepracujące, ale w gminie stan bezrobocia nie jest duży. Wiadomo, płace są różne, ale nie pracują głównie ci, którzy nie chcą. Jest pani dla mieszkańców dużym wsparciem, a jak wygląda pani komunikacja z urzędem gminy? Kadencję pełnię od 2009 r. i pomogłam już w rozwiązaniu wielu problemów. Urząd sołtysa to specyficzne stanowisko, ludzie często przychodzą po prostu po radę. Zgłaszają swoje problemy i wątpliwości, ale nie jest to zjawisko na dużą skalę. Kontakt i komunikację z mieszkańcami oceniam jako dobrą. Z większością urzędników gminnych także, wiec ta współpraca układa się naprawdę dobrze. Na tyle, na ile mogę, im pomagam. Wiadomo, że zgłaszane wnioski trzeba rozpatrywać pod tym kątem, by ich realizacja przyniosła wymierny efekt. Ze wszystkimi w idealnych stosunkach nie da się żyć, ale ja jestem ze swojej relacji z mieszkańcami zadowolona.

K

omunikacja urzędu z mieszkańcami zamieszkującymi teren gminy Sicienko, jeszcze nigdy nie była tak szybka. Dzięki nowym technologiom, o ważnych dla swojej miejscowości faktach, można dowiedzieć się nie wychodząc z domu. Wystarczy zgłosić numer komórkowy do bazy samorządowego informatora. System, choć działa od 2012 r., został właśnie rozszerzony o aplikację mobilną - Komunikator SISMS. Mogą z niego korzystać posiadacze telefonów komórkowych typu smartfon z systemem operacyjnym Android i iOS. To mała rewolucja, ponieważ dzięki wprowadzeniu tej usługi możliwe będzie nie tylko przesyłanie wiadomości tekstowych, ale także plików multimedialnych. Dzięki aplikacji można będzie wysyłać pliki ze zwiększą ilością tekstu, zdjęcia, plakaty czy filmy. Pobranie i korzystanie z aplikacji Komunikator SISMS jest bezpłatne, a

co za tym idzie dostępne dla wszystkich. Jedyny koszt, jaki może ponieść jej użytkownik, wynika z konieczności połączenia się z internetem w celu jej sprawnego działania. To nie wyklucza wcześniejszych zasad działania samorządowego informatora. Posiadacze tradycyjnych telefonów nadal mogą korzystać z jego funkcji. - Na listę użytkowników mogą się wpisywać mieszkańcy wszystkich sołectw – mówi Magdalena Kluska, sekretarz gminy Sicienko. – Z obecnych danych wynika, że najmniej, bo trzy wiadomości, wysyłane są do Murucina. Nasze założenie było takie, żeby co najmniej w jednym gospodarstwie, do systemu zapisany był jeden telefon. Mamy ok 2,5 tys. gospodarstw domowych, a wysyłamy wiadomości do 435 osób. To w mojej ocenie świadczy o tym, że system jest sprawny i potrzebny. Spotkaliśmy się z opiniami mieszkańców, którzy są zadowoleni głównie z tego, że

docierają do nich informacje dotyczące terminów wiejskich zebrań. Dzięki tym aplikacjom mieszkańcy otrzymują w razie konieczności wiadomości o zagrożeniach meteorologicznych, stanach ostrzegawczych i alarmowych, które gmina pozyskuje z Bydgoskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego. Wysyłane są do mieszkańców informacje nie tylko o datach zebrań wiejskich, ale także wydarzeniach kulturalnych, takich jak Piknik Dożynkowy, lub sportowych – np. Turniej Sołectw. Liczba zapisanych do systemu osób wciąż rośnie. - Nasza kampania wciąż trwa. Dodatkowo sołtysi wywieszają informacje na tablicach ogłoszeń. Informacje można znaleźć także w Biuletynie Informacji Publicznej oraz na oficjalnej stronie internetowej Gminy Sicienko. Mieszkańcy regularnie dopisują się do systemu. Można to uczynić poprzez wysłanie sms. Część osób natomiast w Urzędzie Gminy zgłasza chęć włączenia swojego telefonu do komunikatora SMS. W otrzymywanych przez urząd miesięcznych informacjach rozliczeniach wysłanych sms-ów do mieszkańców, widoczne są również dane o liczbie osób, które dołączają do systemu. Wynika z nich, iż w każdym miesiącu przybywają nowe osoby. (AR) Fot. Adam Zakrzewski

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 14 lutego 2014 r.

sport

15

Sopot gotowy na mistrzostwa świata
O przygotowaniach do kolejnego sezonu, strachu, presji faworyta i Halowych Mistrzostwach Świata w Sopocie, z Pawłem Fajdkiem, mistrzem świata w rzucie młotem, rozmawiają Aleksandra Radzikowska i Tomasz Więcławski
Pierwszy raz uczestniczyłeś w czasie Pedro's Cup w Bydgoszczy w rzucie ciężarkiem. Przez moment było groźnie. Rzeczywiście, w jednym z rzutów troszkę poniosła mnie fantazja. Siatka chroniąca kibiców okazała się słabym zabezpieczeniem. Na szczęście ciężarek nie zrobił nikomu krzywdy i rozbił tylko kawałek barierki nieopodal stanowisk dla dziennikarzy. Wcześniej rzuciłem już najdalej i miałem pierwsze miejsce w kieszeni, więc po tym incydencie zrezygnowałem z ostatniej próby. Wbiegłeś do hali „Łuczniczka” w stroju supermana. Organizatorzy zadbali o show dla kibiców. To humorystyczny akcent. Nie zastanawiałem się długo, czy zgodzić się na taką propozycję. Trzeba mieć dystans do siebie samego. Impreza była jubileuszowa, więc i oprawa musiała być urozmaicona. Żeby przyciągnąć kibiców i wzbudzić zainteresowane zorganizowano konkurs, w którym rywalizowaliśmy z Anitą Włodarczyk czy Szymonem Ziółkowskim. Nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy odmówić. Tego rodzaju rzuty są stałym elementem treningu młociarzy? Nie do końca. Ćwiczymy rzuty z mniejszym obciążeniem z miejsca. Amerykanie wykonują takie próby z większą ilością obrotów, ale my tego nie praktykujemy. Jest jednak przy takich zawodach sporo śmiechu i dobrej zabawy. W polskim rzucie młotem wiele się dzieje, więc wprowadzenie tej konkurencji do programu mitingu halowego, uważam za trafiony pomysł. Poza tym, zostałem pierwszym mistrzem kraju w tej specjalności. Nie wiem, czy podjął już decyzję. Wydaje mi się, że zapada ona przed każdym kolejnym startem. Ma na nią wpływ stan zdrowia, aktualna dyspozycja i chęć robienia tego, co się najbardziej kocha. Szymon startuje na najwyższym światowym poziomie od wielu lat. Kiedyś musi nadejść koniec kariery, ale nie mnie proszę o to pytać. Zawsze raźniej jest, jeżeli w finale imprezy mistrzowskiej jest dwóch biało-czerwonych. Ze zrozumiałych przyczyn w czasie Halowych Mistrzostw Świata w Sopocie szanse medalowe polskiej reprezentacji będą ograniczone. Pod dachem nie mogą wystąpić młociarze i dyskobole. Nic na to nie poradzimy. Ważne, że tak duże zawody są w naszym kraju organizowane. To ważne dla rozwoju całej dyscypliny, bo nie jesteśmy miejscem anonimowym na lekkoatletycznej mapie. Na pewno doping polskiej publiczności pomoże kolegom i koleżankom i jakieś medale zdobędziemy. O stronę organizacyjną też się nie boje, bo wielokrotnie udowodniliśmy, że jesteśmy w stanie zorganizować zawody na najwyższym poziomie. Będą więc medale? Oby. Wartościowe jest również to, że przyjadą do Sopotu gwiazdy z całego świata. Zobaczcie, jakim zainteresowaniem cieszyła się wizyta Renaud Lavilleniego. Polacy doceniają sportowców wysokiej klasy. Sam bacznie będę śledził wyniki tych zawodów. Sam, poza tym, że startuję w zawodach, jestem również kibicem. Trzymam kciuki za wszystkich naszych sportowców.

Paweł Fajdek po zdobyciu mistrzostwa świata w rzucie młotem musi mierzyć się z oczekiwaniami kibiców.

Fot. Nadesłane

Jesteś po zdobyciu złotego medalu na mistrzostwach świata osobą znacznie bardziej rozpoznawalną. Presja wyniku będzie od tego sezonu znacznie większa. Poradzisz sobie? Każdy sportowiec startuje po to, żeby wygrywać. Do następnych zawodów przygotowuję się normalnie. Nie mogę powiedzieć, że jestem okazem zdrowia, bo coś tam strzyka w plecach, ale nie narzekam i staram się robić swoje. Łatwiej osiągnąć sukces niż utrzymać się na wysokim poziomie. Będę jednak walczył o kolejne zwycięstwa, bo niezwykłe

wzruszenie wywołuje słuchanie na najwyższym stopniu podium Mazurka Dąbrowskiego. Celem są mistrzostwa Europy na otwartym stadionie. Te zawody są imprezą docelową w 2014 roku. W Zurychu chciałbym poprawić swój rekord życiowy. Jakie da to miejsce, zależy nie tylko ode mnie. Czołówka zawodników w naszej konkurencji jest bardzo wyrównana. O zwycięstwie będzie decydowała dyspozycja dnia. Przez najbliższe trzy miesiące będę ciężko harował, żeby zrobić krok do przodu.

Przygotowania w RPA przebiegały normalnie? To doskonałe miejsce do treningu w zimę. Trochę połamany byłem podczas tego zgrupowania, ale najważniejsze, że się nie rozpadłem. Obciążenia są ogromne, więc trzeba się liczyć z kontuzjami. Nie ma się jednak co łamać. Wybrałem taką, a nie inną dyscyplinę. Dla twojego kolegi z reprezentacji, Szymona Ziółkowskiego, mogą to być ostatnie mistrzostwa Starego Kontynentu. Pytałeś go, czy tak do tego podchodzi?