Reverendissimse Haliraae Satkiewicz cum magna sestimatione

Pod redakcją Grzegorza Bąbkowskiego

Warszawa 2008

Spis treści

Pani Profesor Halina Satkiew icz ( W łodzim ierz Gruszczyński, M ałgorzata M a rcja n ik) ..................................................................

7

Mirosław Bańko Dlaczego w o w l ................................................................................................... 9 Barbara Bartnicka Słownictwo związane ze zmysłem dotyku w pismach Stefana Żeromskiego....23 Jagoda Bloch Sposoby radzenia sobie z konfliktem przez polityków na przykładzie wywiadów........................................................................................................ 31 Stanisław Borawski Krople długiego życia i inne porady doktorskie z 1852 roku............................49 Jerzy Bralczyk Brutalizacja języka publicznego........................................................................59 Marian Bugajski Puszczam strzała bo mam stresa (Uwagi o formach biernika rzeczowników męskich)........................................ 67 Wojciech Chlebda Zdefiniować Wyspiańskiego.............................................................................77 Grzegorz Dąbkowski O Początkach m uzyki opata z Nieświeża Antoniego Amulfa Worońca Anna Dąbrowska
Graj, piękn y C yganie. .. A może - R om ie ? .......................................................99

93

Barbara Falińska Nazwy mniszka lekarskiego na obszarach słowiańskich................................ 105 Włodzimierz Gruszczyński Czy we współczesnej polszczyźnie istnieje forma w idziaw szyl (rekonesans badawczy)....................................................................................115 Antonina Grybosiowa Nowy gatunek kodu pisanego - rozprawy licencjackie.................................. 123 Renata Grzegorczykowa Znaczenia współczesne i geneza wyrażeń deontycznych należy coś (zjrobić, w ypada coś (z jro b ić ........................................................ 131

Marta Jarosz Cele i sposoby badania językowego obrazu więzienia wśród skazanych

145

Marek Kochan Posąg Mitysa spada na głowę mordercy: ironia tekstu a ironia sytuacji............................................................................... ........................... 155 Ewa Kołodziej ek Nowe czasy, nowe wartości, nowe znaczenia - o niektórych nowościach semantycznych w polszczyźnie medialnej...................................................... 163 Anna Kowalska Nazwa gościniec w historii i dialektach polskich............................................ 175 Elżbieta Laskowska Między językiem ideologii ajęzykiem agresji................................................ 185 Andrzej Maria Lewicki Frazeologizm na koniec karnawału................................................................. 195 Maria Loszewska-Ołowska Kilka uwag na temat definiowania czci z uwzględnieniem wyroków zapadłych w cywilnych procesach prasowych................................................ 197 Grażyna Majkowska Nowa sfera publiczna - celebrities (celebryci)............................................... 219 Małgorzata Marcjanik Obyczajowe dzieje cmoknonsensu Na materiale podręczników savoir-vivre’u XX i XXI wieku.......................... 225 Ewa Modrzejewska Łamanie norm obyczajowych w wypowiedziach polityków.......................... 235 Maciej Mrozowski Terrorysta - medialny demon XXI wieku.......................................................249 Edward Polański, Jolanta Bujak-Lechowicz Rozumienie szacunku przez młodych i starszych użytkowników języka 265

Laura Polkowska Świadome odstępstwa od normy językowej jako źródło humoru słownego... .277 Hanna Popowska-Taborska O prapoczątkach łże -e lity ................................................................................289 Ewa Rogowska-Cybulska Wyraz łże-elity jako wzorzec słowotwórczy we współczesnej polszczyźnie medialnej........................................................................................................ 293

Spis treści

5

Zofia Rudnik-Karwatowa Złożeniowce we współczesnej polszczyźnie?......................

307

Ewa Siatkowska Z problemów czasownika być w językach słowiańskich................................ 317 Janusz Siatkowski Pożyczka turecka kapak ‘powieka oka’ w dialektach południowosłowiańskich..................................................

325

Roxana Sinielnikoff Oczy piwne i fiołkowe....................................................................................331 Bogdan Walczak Jeszcze o kryteriach oceny słowników............................................................339 Jacek Wasilewski Synchronizacja, czyli retoryczna magia w przemawianiu............................... 353 Jadwiga Zieniukowa Pierwociny reklam w prasie łużyckiej XTX wieku.......................................... 367

M arek Kochan (Warszawa)

Posąg Mitysa spada na głowę mordercy: ironia tekstu a ironia sytuacji
Kiedy na ziemię spada wojskowy samolot transportowy i ginie dwu­ dziestu lotników, jest to bez wątpienia tragedia. Ale kiedy na pierwszej stronie gazety, w drugim akapicie tekstu na temat tej katastrofy znajduje się informacja, że wracali oni z konferencji bezpieczeństw o lotów”, można w tym tragicznym wydarzeniu dostrzec także ironię, którą potocz­ nie nazywa się „ironią losu”. Badacz literatury nazwałby j ą raczej ironią sytuacyjną, w odróżnieniu od ironii nadawcy2, która daje się ująć w for­ mule „X ironizował, mówiąc, że”, bądź „X zachowywał się ironicznie, kiedy mówił, że”. Jak pisze D. S. Muecke, „ironię sytuacyjną nazywano ironią, ponieważ zdawała się przypominać ironię werbalną”3. Można po­ wiedzieć, że w zasadzie ironia sytuacji jest tym samym, co ironia nadaw­ cy. Tyle że podmiotem ironizującym jest przeznaczenie, Bóg czy przypa­ dek, zależnie od przekonań tego, kto dane zdarzenie interpretuje. Gdyby lotnicy wracali z konferencji poświęconej innemu zagadnieniu, np. logi­ styce lub taktyce walk powietrznych, żadnej ironii by nie było, byłby tyl­ ko - oczywiście w potocznym znaczeniu - tragizm. Być może ironia sy­ tuacyjna jest po prostu tym samym, co tragizm4, tylko wymaga przyjęcia

1 „Rzeczpospolita”, 24 stycznia 2008, s. 1. 2 D. S. Kaufer, Ironia, form a interpretacyjna i teoria znaczenia, (w:) Ironia, red. M. Głowiński, Gdańsk 2002, s. 146. 3 D. S. Muecke, Ironia: podstawowe klasyfikacje, (w:) Ironia, red. M. Głowiński, Gdańsk 2002, s. 52. 4 Por. tamże, s. 44 i 54.

156

Marek Kochan

innego punktu widzenia, czy też odpowiedniej postawy intelektualnej5, zakładającej dystans, zacierającej granicę między powagą a drwiną6. Po­ stawy, jaką przyjmował Sokrates. Pytanie więc, czy ironia istnieje tylko w tekstach, czy wynika z kon­ tekstu, a może jest to przede wszystkim kwestia interpretacji, odczytywa­ nia tekstów w kontekście. Najpierw więc parę słów więcej o kontekście przywołanego wyżej zdarzenia. Artykuł o wypadku pod Mirosławcem przeczytałem rankiem 24 stycznia. Tego dnia na prowadzonym przeze mnie seminarium magi­ sterskim miały się odbyć (zaplanowane dwa tygodnie wcześniej) zajęcia na temat ironii, podczas których, oprócz lektur teoretycznoliterackich, miałem ze studentami analizować artykuł z gazety, który jest głównym tematem niniejszego tekstu. Artykuł o wypadku był dobrym przykładem ironii zdarzeń, lecz jego pojawienie się w gazecie tego ranka - już nie. Ale gdybym, na przykład, znając ten artykuł z czyjejś opowieści, jeszcze przed zajęciami zawrócił z drogi do kiosku po gazetę i przechodząc ponownie przez pasy, został na nich potrącony przez auto - wtedy ten, kto by mi artykuł zareklamował, miałby na swoje zajęcia gotowy przykład ironii sytuacyjnej - i to piętro­ wej. Ja, szczęśliwie przeżywszy wypadek, mógłbym w szpitalu opowia­ dać o jego okolicznościach. Byłbym wtedy pewnie ironiczny, a może na­ wet autoironiczny. Gdybym zginął, moi bliscy prawdopodobnie widzieli­ by w tym przede wszystkim tragedię, a być może także ironię sytuacyjną. Pora przejść do głównego tematu: jest nim tekst Pawła Lisickiego pt. Spowiedź Tomka, opublikowany w dzienniku „Rzeczpospolita”7. Miejsce publikacji (pierwsza strona weekendowej wkładki Plus Minus), forma podania (złożenie na jednej szerokiej szpalcie, zdjęcie autora w nagłów­ ku), a także inne sygnały wewnątrz tekstu, o których poniżej, dość jedno­ znacznie wskazują, że jest to felieton. Tematem tekstu są rzekome zezna­ nia agenta CBA, który opowiada o swoich emocjach związanych z roz­ pracowywaniem Beaty Sawickiej, ówczesnej (na etapie rozpracowywa­ nia, potem już byłej) posłanki Platformy Obywatelskiej. Około osiem­ dziesiąt procent tekstu to „cytat” z zeznań agenta, wykorzystanych, jak

5 Por. B. Alleman, O ironii jako kategorii literackiej, (w:) Ironia, red. M. Głowiński, Gdańsk 2002, s. 18-19. 6 K. Mrowcewicz, Z dziejów ironii retorycznej - „Satyr” J. Kochanowskiego, w: Re­ toryka a literatura, red. B. Otwinowska, Wrocław 1984, s. 89. 7 „Rzeczpospolita”, 17-18 listopada 2007, s. 12.

Posąg Mitysa spada na głowę mordercy

157

podaje autor we wstępie, dzięki uprzejmości „pewnego tygodnika”, który w całości opublikuje je w najbliższym, poniedziałkowym wydaniu. Na­ zwa tygodnika nie pada, ale wydaje się, że dla średnio wyrobionego czy­ telnika aluzja jest nader przejrzysta: felieton nawiązuje do wywiadu z Beatą Sawicką, który ukazał się w „Newsweeku” z 18 listopada 2007 r. (czyli w najnowszym wtedy numerze tygodnika dostępnym w kioskach na kilka dni przed publikacją felietonu w „Rzeczpospolitej”). Rzekome zeznania agenta są ironiczną trawestacją wywiadu z Sawicką: emocjonalizacja wypowiedzi, logika wywodu (agent CBA zmuszony groźbą śmier­ ci do pogrążenia posłanki Beaty, którą głęboko pokochał) przypominają sposób tłumaczenia się Sawickiej z faktu wzięcia łapówki, podsuniętej jej przez podstawionego biznesmena - agenta. „Zeznania” „agenta Tom­ ka” są przerysowaniem stylu mówienia Sawickiej, ale różnica - jeśli się przeczyta oba teksty łącznie - nie jest duża. Cały tekst, wraz ze wstępem i komentarzem autora felietonu, jest wyraźną kpiną z tych, którzy przyj­ mują perspektywę Sawickiej i biorą za dobrą monetę jej tłumaczenia. Można się z tym zgadzać lub nie, oceniać Beatę Sawicką mniej lub bardziej pobłażliwie, można dyskutować o granicach między ujawnia­ niem łapówkarstwa a prowokowaniem takiego procederu. Ale co do tego, że tekst Pawła Lisickiego miał wydźwięk ironiczny i nie należy go trak­ tować całkiem serio, wydaje się, że sprawa jest dość oczywista. Ironia jest w nim obecna zarówno na poziomie całości felietonu (wstęp i ko­ mentarz), jak i stylu zeznań „Tomka” oraz obecnych w nim „faktów”. Tymczasem zdarza się coś, co jest, jak się wydaje, modelowym przy­ kładem ironii sytuacyjnej. Tekst Lisickiego zostaje odebrany dosłownie: w sobotę rano fragmenty zeznań „Tomka” zostają opublikowane w porta­ lu Onet.pl, informacja trafia do serwisów TVN 24, dziennikarze z róż­ nych mediów zaczynają dzwonić do CBA, pytając o tożsamość Tomka. Ironia zostaje rozpoznana po trzech godzinach, dopiero wtedy informacje o rzekomej aferze zostają usunięte z serwisów. Pierwszy, ogólny poziom ironii zdarzeń to odebranie ironicznego tekstu dosłownie, drugi dotyczy bezpośrednio tematu: skoro felieton był kpiną z łatwego przyjmowania przez dziennikarzy uproszczonej, melodramatycznej wersji zdarzeń, wy­ chwytywania i bezkrytycznego powielania wszystkiego, co pasuje do z góry ustalonej tezy, to taka reakcja jest (również ironicznym) komenta­ rzem do tej krytyki.

158

Marek Kochan

Jeśli ironia jest kłamstwem, które chce być rozpoznane, a iromsta lino­ skoczkiem, balansującym na granicy oczywistości i niezrozumiałości8, to należy zadać w tym miejscu pytanie, czy dosłowny odbiór tekstu był przez ten tekst zaprojektowany. Skoro ironia jest tym bardziej efektowna, im mniej oczywista (i odwrotnie), to najprostsze wyjaśnienie, jakie się nasuwa, jest następujące: ironia była zbyt subtelna, ukryta zbyt głęboko, a dosłowny odbiór był tego logicznym następstwem. Czy jednak można przyjąć taką wersję? Kiedy patrzę na tekst z listopadowej „Rzeczpospolitej”, wszystko wy­ daje mi się ironiczne. Począwszy od tytułu: „Spowiedź Tomka” Taki spo­ sób pisania, sprowadzający bohaterów życia publicznego do ich „ludz­ kich” emocji kojarzy się z tabloidami. „Tomek” jest potoczny, „spo­ wiedź” patetyczna, jeśli tak brzmi tytuł felietonu w opiniotwórczym i ra­ czej ogólnie niezbyt skorym do wzruszeń dzienniku, na kilometr pachnie to kpiną. Kiedy potem okazuje się, że Tomek jest agentem CBA, śmiech wraca ze zdwojoną siłą. Po drugie - no właśnie, felieton. Czyli na prawach gatunku - z dystan­ sem, nie do końca serio, nawet jeśli osobiście. Może dlatego nie całkiem poważnie, że osobiście, subiektywnie. Mówi o tym już pierwsze zdanie, pierwsza linijka tekstu: „Drodzy czytelnicy, w tym felietonie przytoczę...”. Po trzecie: autor. Paweł Lisicki jest osobą rozpoznawalną, redaktorem naczelnym „Rzeczpospolitej”, wie to pewnie każdy, kto czyta to pismo mniej lub bardziej regularnie (w tym także prawdopodobnie także redak­ torzy serwisów informacyjnych). Teksty Lisickiego dalekie są od pro­ stych emocji, jeśli nawet bywają zjadliwe, to raczej nie są patetyczne. Dlatego sygnały ironii dostrzegam także w zdjęciu autora, umieszczonym obok felietonu, w minie, w spojrzeniu zza okularów. Po czwarte: wstęp. Drodzy czytelnicy, w tym felietonie przytoczę fragmenty artykułu, który ukaże się dopiero w poniedziałek. Korzystam z uprzejmości znane­ go tygodnika, który w ostatnim numerze opublikował wyznania Beaty Sawickiej, przyłapanej na gorącym uczynku posłanki PO. Redakcja uzna­ ła, że sprawa jest poważna i nie cierpi zwłoki. Państwa domyślności po­ zostawiam odgadnięcie, co to za pismo9.

8 Por. B. Alleman, O ironiijako kategorii literackiej..., s. 39. 9 „Rzeczpospolita”, 16-17 listopada 2007, s. 12. Dalej cytaty z tego samego tekstu.

Posąg Mitysa spada na głowę mordercy

159

Zbyt dużo tu sprzeczności. „Redakcja uznaje, że sprawa jest poważ­ na”, tekst publikuje „dzięki uprzejmości”, ale nie podaje nazwy tygodni­ ka. Kiedy wiadomo, że chodzi o „Newsweek”, i wykorzystanie materia­ łów z najnowszego numeru tego pisma przez Rzeczpospolitą (a jak wia­ domo, te pisma różnią się znacznie w ocenie sytuacji politycznej), i to dlatego, że sprawa „nie cierpi zwłoki” to widać kolejne sygnały ironii. Może nawet tych sygnałów jest zbyt dużo, może ironia jest zbyt widocz­ na. Jeśli autor w ramach ironicznego dissimultatio solidaryzuje się z Bea­ tą Sawicką to przecież nie powinien pisać „wyznania” ani „przyłapanej na gorącym uczynku”. Tu zbyt dosłownie wyraził swoje poglądy. Aby było bardziej subtelnie, należałoby napisać „wywiad z Beatą Sawicką wplątaną w intrygę CBA, pokazujący kulisy tej prowokacji”. Wreszcie: figura samego agenta Tomka, jego emocje, język i przedsta­ wiane przezeń zdarzenia. Tomek mówi: kiedy przeczytałem, co powiedziała Beata, moje serce prawie pękło. Zro­ zumiałem, że Kamiński był potworem. (...) Łzy Beaty byty straszne. I dlatego też zacząłem płakać. Naprawdę. Rozczuliłem się. Ryczałem, aż mnie brzuch rozbolał. Kiedy mówiła o moim pięknym uśmiechu, w któ­ rym każdy ubytek był łatany porcelaną to się wzruszyłem. Jak cholera. Agent Tomek, parodiując emocjonalny i konkretny zarazem styl Sa­ wickiej (to stamtąd pochodzi wzmianka o ubytkach w uzębieniu łatanych porcelaną), jest od niej bardziej zabawny, bo wszak jest mężczyzną twar­ dym, bezwzględnym agentem CBA. Ale i on się boi. Działania wobec Sawickiej podejmuje pod wpływem gróźb („nie miałem wyjścia, CBA przystawiło mi spluwę do głowy”). Kiedy przeżywa chwile załamania, okazuje się, że całe CBA jest podszyte lękiem: Raz poszedłem do Mariusza i mu powiedziałem, że tak dalej nie mo­ gę. Wtedy on powiedział, że też się boi. Wstał, odkręcił kran i otworzył okno. Chyba chciał coś ważnego powiedzieć, wtedy jednak jak na złość była awaria. A w ciszy nie chciał mówić. Tylko drżał na całym ciele. Przeciągał palcem po szyi i kładł go na usta. Że jego też pewnie załatwią znaczy się. Pytacie, kto? Nie wiem. Pewnie Jarosław. Więc tak żeśmy milczeli. Wreszcie przychodzi pointa, „prawdziwe” wyjaśnienie sprawy Sawic­ kiej. Oto oboje, i agent, i posłanka, grali razem. Działali pod presją okrut­ nych mocodawców CBA („Powiedziałem, że jak nie weźmie, to nas obo­

160

Marek Kochan

je wykończą”)- Sawicka wzięła łapówkę w geście patnotyczno-miłosnego oddania („Wcisnąłem jej te tysiące do ręki. Wzięła. Nie miała wyj­ ścia. Poświęciła się dla mnie. Dla miłości. I kraju. Ona kochała Polskę”). Sprzeczność takiej wersji z prezentowanymi publicznie nagraniami roz­ mów Sawickiej z agentem CBA, w których ówczesna posłanka dość skwapliwie deklaruje chęć „kręcenia lodów”, jest aż nadto widoczna. Po­ dobnie jak kończąca „spowiedź Tomka” aluzja do hasła wyborczego PO („Chciałbym pomagać ludziom. Wszystkim”). Felieton kończy się jednozdaniowym komentarzem autora: „Dzięki odwadze Beaty i Tomka oraz dzielnych dziennikarzy tygodnika wreszcie widać, czym były rządy CBA”. Ironia jest tu tak czytelna, że w pewnym sensie przestaje być ironią, jak słowa Szekspirowskiego Antoniusza o Brutusie, że jest człowiekiem honoru, które powtórzone szósty raz brzmią już raczej jak szyderstwo. Jak pisze Beda Alleman, „ironia oznaj­ miona publicznie jest mniej ironiczna niż ironia powściągana”. I dalej: „Ironia jest w rzeczy samej zjawiskiem, którego walor mieści się w mo­ mencie przejścia, na granicy, i który może się zrealizować tylko w sytua­ cji pośredniej, chwiejnej i jeszcze nie rozstrzygniętej” °. Mowa tu wprawdzie o ironii literackiej, a nie retorycznej, ale przecież przykład z Szekspira pokazuje, że granica jest płynna: tekst literacki zawiera wy­ powiedź o charakterze retorycznym, której retoryczna wiarygodność fun­ duje wiarygodność i siłę całego dramatu. Wróćmy do Spowiedzi Tomka. Michał Głowiński1 1 postuluje, by trak­ tować ironię jako przede wszystkim akt komunikacji, który musi zostać zidentyfikowany i zinterpretowany w kategoriach ironii. W takim razie opisywana tu sytuacja jest przykładem nieporozumienia. „Granice mię­ dzy tym, co oczywiste, a tym, co wymaga indywidualnej reakcji od od­ biorcy i zakłada jego wysiłek, zmierzający do zrozumienia tekstu, są płynne i w wielu wypadkach nie dadzą się precyzyjnie wyznaczyć” 12. To, co dla jednych być może aż nazbyt wyraźne, dla innych okazało się zu­ pełnie nieczytelne. Kto chciał i/lub umiał szukać ironii, jak się wydaje, mógł ją znaleźć. Inni - nie znaleźli. Jak zauważa Krzysztof Mrowcewicz, analizując Satyra Jana Kocha­ nowskiego, ironia może być doskonałym narzędziem dydaktycznym, bo

10 Tamże, s. 28. 1 1 Por. M. Głowiński, Ironia jako akt komunikacyjny... 12 Tamże, s. 9.

Posąg Mitysa spada na głowę mordercy

161

pozwala zneutralizować Jednoznaczność natrętnej moralistyki”13. Owszem, ale warunkiem jest zrozumienie przekazu przez tych, do których naucza­ nie jest kierowane - zarówno odbiorców, którym chce się pokazać właś­ ciwą drogę, jak i przez tych, którzy zbłądzili. A w przypadku Spowiedzi Tomka to właśnie było kwestią problematyczną. Do przyczyn niezrozumienia wypowiedzi o charakterze ironicznym Michał Głowiński zalicza nieznajomość kodu, brak obycia z danym sty­ lem, nieznajomość kontekstu, ograniczenia intelektualne, a także złą wo­ lę14. W wypadku omawianej sytuacji takie wyjaśnienia byłyby jednak uproszczeniem. Dziennikarze odpowiedzialni za serwisy prawdopodob­ nie znają kody, kontekst, a poważne ograniczenia intelektualne na dłuż­ szą metę znacząco utrudniłyby im wykonywanie takiej pracy. Złą wolę trudno wykluczyć, ale kierowanie się nią prowadziłoby do kompromita­ cji, która chyba w tym wypadku nastąpiła. Można też na sprawę spojrzeć z zupełnie innej perspektywy. Jerzy Ziomek pisze, że „niezrozumienie ironii przez jej ofiarę nie tylko nie uni­ cestwia tej figury, ale ją jeszcze w działaniu zaostrza: ktoś, kto by wziął ironiczną pochwałę serio, znalazłby się w pożałowania godnej sytuacji”. I dalej: „(.•.) ironia implikuje obecność audytorium. Skierowana jest przeciw komuś, ale skuteczność agresji czerpie z oczekiwanego aplauzu odbiorcy”15. Co się więc stało? Czy można mówić o skuteczności, ale zawężonej do grupy „wtajemniczonych”, podzielających poglądy autora, czy raczej o nieskuteczności w pozyskaniu dla tych poglądów szerokiego audyto­ rium? Trzeba się teraz cofnąć do punktu wyjścia. Czym jest właściwie iro­ nia? Podłożem wypowiedzi ironicznej jest refleksja na temat rzeczywi­ stości, przekazana w postaci opozycji pomiędzy tym, co zauważone, a tym, co wyrażone, między aktem lokucji a perlokucji16. Wypowiedź ta­ ka zakłada trzy role: ironisty, obserwatorów ironii i jej ofiar. Jeśli więc refleksja dotyczy ofiar ironii, ujawnia coś, czego nie są świadomi, to na­ turalne, że właśnie oni tej ironii nie rozum ieją 1. Uderz w stół, a nożyce się odezwą.

13 K. Mrowcewicz, Z dziejów ironii retorycznej..., s. 103. 1 4 M. Głowiński, Ironia jako akt komunikacyjny..., s. 9-10. 15 J. Ziomek, Retoryka opisowa, Wrocław 1990, s. 246-247. 16 Tamże, s. 246. 1 7 D. S. Kaufer, Ironia, form a interpretacyjna i teoria znaczenia..., s. 147.

162

Marek Kochan

A więc, w pewnym sensie, reakcja części dziennikarzy na Spowiedź Tomka jest potwierdzeniem słuszności obserwacji, zawartych w ironicz­ nym felietonie. Nic tylko, jak już napisano wyżej, ironia sytuacyjna po­ chodzi od werbalnej, w tym sensie, że j ą przypomina. Więcej, ona ją mo­ że uwiarygodniać, uprawomocniać. Związek pomiędzy refleksją na temat rzeczywistości, jej ironicznym ujawnieniem w tekście i reakcją na tekst, którą daje się z kolei opisać jak o ironię zdarzeń, nie jest anomalią, lecz związkiem naturalnym, pożądanym. Pokazuje to przykład z Poetyki Arystotelesa. Zdarzenia, które można określić jako ironię sytuacyjną (posąg M itysa w Argos spada na głowę sprawcy śmierci bohatera w czasie uroczystości religijnych i zabija mor­ dercę), to takie, które przebiegają wbrew oczekiwaniu, w ynikają jeden z drugich i w yw ołują w iększe zaskoczenie. A „spośród zdarzeń przypad­ kowych te w ydają się najbardziej zaskakujące, które spraw iają wrażenie zamierzonych”; zwłaszcza one są zdolne w zbudzać litość i trwogę. „Lu­ dziom wydaje się przecież, żc takie rzeczy nie dzieją się przypadko­ w o” 1 ® . Czytając felieton Pawła Lisickiego w sobotę 16 listopada, nie domyś­ liłbym się, że zostanie on przez m edia potraktowany tak poważnie. Gdy­ by ktokolwiek chciał podobną sytuację sprowokować, trudno byłoby mu osiągnąć zamierzony cel, zarazem tak czytelnie przekazując krytyczny stosunek do sprawy, jak to było w Spowiedzi Tomka. A jednak udało się. Czy świadczy to o kunszcie autora, czy raczej o jego czytelnikach? Owszem, ironia jest „bytu cieniem”. Ale bywa i tak, że sam cień brany jest za realną postać. W tedy właśnie ironia przekonuje najskuteczniej. Jest jak prawdziwy cień, który wiernie podąża za swoim panem i - cho­ ciaż zniekształcając - wiernie pokazuje jeg o kontur.

11 Arystoteles, Poetyka, przeł. i oprać. H. Podbiclski, (w:) Retoryka. Poetyka, War­ szawa 1988, s. 331-332.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful