Prof. dr hab.

Marek Jabłonowski, Uniwersytet Warszawski

Choć na polskim rynku wydawniczym pojawiają się pozycje książkowe zawierające refleksje nad mediami i komunikowaniem, to rzadko jednak w całościowy
sposób poświęcone są metodologicznym aspektom funkcjonowania mediów, komunikacji i systemu medialnego. Tym większa to zasługa Tomasza Gackowskiego
i współpracujących z nim medioznawców. Niniejszą publikację należy docenić za
rzetelne wpisanie się w istniejącą już tradycję tematyczną badań nad mediami,
ale również za ciekawe podejście do wątków wybranych do analiz. Książka jest
udana zarówno na poziomie tematycznym (relewancja tematów), jak i merytorycznym (zaprezentowanie tematów w poszczególnych rozdziałach). Tematyka
poszczególnych części jest heterogeniczna, co zdecydowanie należy zapisać jako
jej kolejną zaletę. Redaktor książki pokazuje w ten sposób, że mamy do czynienia
z kwestią niezwykle złożoną, ale różnorodne tematy badawcze mogą tworzyć
przekonującą całość.
Prof. Marek Jeziński, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

Metodologie badań medioznawczych

Publikacja mierzy się z metodologicznymi wymiarami dyscypliny naukowej,
jaką są nauki o mediach, stawiając sobie za cel określenie jej tożsamości metodologicznej oraz źródeł. Jest to zadanie poważne i trudne. Chcąc odnieść się do mediów masowych, należy bowiem uwzględniać różne grupy problemów. Każdy
z nich mógłby, a nawet powinien być rozpatrywany z kilku punktów widzenia.
Na książkę składają się artykuły przygotowane przez kompetentnych autorów, w których w sposób ciekawy odnoszą się oni do wielu aspektów teoretycznych związanych z naukami o mediach. Dzięki takim opracowaniom pojawiają
się wspólnie definiowane zjawiska, określane są problemy do rozwiązania, przyjmowane techniki i metody badań. Publikacja ta jest więc kolejnym krokiem na
drodze do wypracowania założeń metodologicznych w środowisku medioznawczym w Polsce.

tom 26

Metodologie
badań
medioznawczych
redakcja naukowa

Tomasz Gackowski

Metodologie
badań medioznawczych

SERIA
TOM 26
© Instytut Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego

Komitet redakcyjny
Janusz W. Adamowski, Jerzy Bralczyk, Bogusława Dobek-Ostrowska,
Michał Gajlewicz, Włodzimierz Gogołek, Rafał Habielski,
Marek Jabłonowski – przewodniczący, Andrzej Kozieł, Paweł Machcewicz,
Małgorzata Marcjanik, Maciej Mrozowski, Jerzy Olędzki, Radosław Pawelec,
Wiesław Sonczyk, Wiesław Władyka

Metodologie badań
medioznawczych
pod redakcją

Tomasza Gackowskiego

Instytut Dziennikarstwa
Uniwersytetu Warszawskiego
Warszawa 2014

Publikacja dofinansowana przez
Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych
Uniwersytetu Warszawskiego

Redaktor naukowy serii
dr Tomasz Gackowski
Recenzenci
prof. dr hab. Marek Jabłonowski, Uniwersytet Warszawski
prof. dr hab. Marek Jeziński, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu
Redakcja i indeks osób
Anna Krawczyk
Projekt okładki i layout
Stanisław Małecki
Fotografia na okładce
www.freeimages.com

© Copyright by Instytut Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego
© Copyright by Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR, Warszawa 2014

Wszelkie prawa zastrzeżone. Każda reprodukcja lub adaptacja całości bądź części
niniejszej publikacji, niezależnie od zastosowanej techniki reprodukcji (drukarskiej,
fotograficznej, komputerowej i in.), wymaga pisemnej zgody Autorów i Wydawcy.

Wydawca
Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR
03-982 Warszawa, ul. Dedala 8/44
tel. 602 247 367, faks 22 615 34 21
e-mail: oficyna@aspra.pl
www.aspra.pl
Skład i łamanie
OFI
ISBN 978-83-7545-564-9

Ilość arkuszy wyd.: 13

Spis treści
Tomasz Gackowski
Zamiast wstępu. O triangulacji całościowej w naukach o mediach . . . .

7

Jolanta Maćkiewicz
Co językoznawstwo może dać medioznawstwu? . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

17

Katarzyna Gadomska-Lila, Bartłomiej Moszoro
Badanie zjawisk społecznych – kluczowe metody w świetle publikacji
z zakresu nauk o zarządzaniu oraz nauk o mediach . . . . . . . . . . . . . . . . . 35
Paweł Wrona
Czy warto badać protomedia? Propozycje metodologiczne
i metodyczne. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 59
Monika Kaczmarek-Śliwińska
Etyka zawodowa public relations – potrzeba triangulacji respondentów
i metod badawczych . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 93
Agnieszka Chwiałkowska
Świadomość kadry marketingowej w zakresie idei marketingu
w mediach społecznościowych – wyniki badania . . . . . . . . . . . . . . . . . . 109
Sylwia Męcfal
Badania terenowe a badania nad mediami – przykład badań
nad funkcjonowaniem prasy lokalnej w małej społeczności . . . . . . . . . 137
Tomasz Gackowski
Twitter w rękach polityków. Rzecz o metodologii i potencjale badań
mediów społecznościowych . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 163
Karolina Brylska
Uwaga, eurosceptycy! Sposoby mówienia o zagrożeniu ruchami
radykalnymi przed wyborami do Parlamentu Europejskiego
w 2014 roku. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 209
Notki o autorach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 235
Indeks osób . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 239
5

Zamiast wstępu
O triangulacji całościowej
w naukach o mediach
Tomasz Gackowski

J

ak co roku w listopadzie, już od czterech lat, oddajemy w Państwa ręce
kolejny tom, w którym podejmujemy najważniejsze wątki i aspekty
związane z naukami o mediach, poszukując tym samym zarówno ich tożsamości, jaki i interdyscyplinarnych korzeni. Tym razem skupiliśmy się na
metodologicznych wymiarach wspomnianej dyscypliny naukowej. Książka
Metodologie badań medioznawczych jest bodaj jedną z pierwszych, jeśli
w ogóle nie pierwszą, prób określenia tożsamości metodologicznej oraz źródeł nauk o mediach. Do realizacji tego niezwykle trudnego zadania zaprosiliśmy badaczy z całej Polski. Warto bowiem pamiętać, że niniejsza pozycja
stanowi swoiste podsumowanie IV Ogólnopolskiej Konferencji Metodologicznej Medioznawców (dalej: OKMM) pt. Metodologia w służbie teorii?
U źródeł projektów badawczych medioznawców oraz III edycji warsztatów
metodologicznych, które odbyły się w dniach 21–22 listopada 2013 roku na
Uniwersytecie Warszawskim.
Przed uczestnikami obrad IV OKMM postawiono nie lada wyzwanie:
konieczność udzielenia odpowiedzi na szereg trudnych pytań. Zastanawialiśmy się nad tym, w jaki sposób polscy badacze mediów projektują własne badania? Skąd w ogóle czerpią pomysły na projekty badawcze? Czy
w tych poszukiwaniach zadają sobie pytania o ważność (przydatność) i weryfikowalność (możliwość zbadania) wybranych problemów badawczych?
Jeśli tak, to jakie kryteria przyjmują dla tych rozważań? Skąd czerpią przekonanie, że coś jest ważniejsze od czegoś innego oraz jak mierzą stopień
weryfikowalności określonego problemu? Gdzie szukają inspiracji? Jak do7

Tomasz Gackowski

określają problem badawczy i stawiają pytania badawcze? Jak przebiega
proces przekształcania pytań badawczych w hipotezy badawcze? Wreszcie
czy problem badawczy w procesie konceptualizacji zostaje od razu wpisany
w określoną teorię, którą badacz będzie w ten sposób weryfikował, czy też
może to projekt i poczynione w trakcie jego realizacji ustalenia będą dopiero przesądzać o usytuowaniu badania względem określonej perspektywy
teoretycznej? Jeśli badacz wybiera tę pierwszą drogę, tzn. że w znacznej mierze będzie posługiwał się rozumowaniem dedukcyjnym – szukał potwierdzenia lub też falsyfikacji przyjętych na początku założeń w wybranej teorii.
W innym przypadku badacz będzie preferował rozumowanie indukcyjne:
analiza określonych wątków i aspektów problemu badawczego umożliwi
badaczowi, w końcowym etapie pracy, dojście do syntezy wniosków mogących zaowocować repertuarem nowych pojęć, kryteriów, modeli, systemów, a nawet paradygmatów. Wydawałoby się, że jest to podejście bardziej twórcze, jednak – w przeciwieństwie do dedukcji – obciążone znacznie
większym ryzykiem popełnienia błędu.
Istnieje jednak jeszcze trzecia droga, która ma charakter triangulacyjny
– łączący poniekąd te dwie perspektywy badawcze. Otóż optyka indukcyjna wprost skłania badaczy do diagnozy rzeczywistości, co jest kluczowym
etapem w procesie jej poznawania. By zrozumieć przedmiot rozważań, należy w pierwszej kolejności nazwać go, a następnie scharakteryzować. Zbliża
to podmiot poznający do istoty problemu, który jest poddawany analizie.
Należy jednak pamiętać, że deskrypcja opiera się na presupozycyjnych założeniach dotyczących konstrukcji przedmiotu stanowiącego obiekt badań.
Innymi słowy: postrzegamy jakiś przedmiot przez pryzmat jego struktury,
która – jeśli jest rozpoznana – umożliwia nam jego hierarchizującą charakterystykę. To z kolei przybliża nas do zrozumienia, czym w rzeczy samej dany
obiekt jest i do czego służy. Takie pojmowanie procesu poznawczego powoduje, że badacze, opisując świat, w znacznej mierze bazują na dedukcji, która
umożliwia sprawdzenie przyjętych wcześniej przesłanek. Trafna diagnoza
struktury przedmiotu poznawanego sprowadza się do stworzenia określonego modelu, który zostaje poddany weryfikacji lub falsyfikacji w procesie
badawczym (badania empiryczne).
Tomasz Goban-Klas, pisząc o użyteczności modeli1, przywołuje słowa
Leonarda C. Hawesa, w których trafnie i zwięźle ujął on różnicę między
teorią a modelem: „Teoria jest wyjaśnieniem, a model jest reprezentacją”2.
1

T. Goban-Klas, Media i komunikowanie masowe. Teorie i analizy prasy, radia, telewizji i Internetu, Warszawa
2009, s. 52–53.
2
L.C. Hawes, Pragmatics of Analoguing: Theory and Model Construction in Communication, Reading 1975,
s. 122–123.

8

Zamiast wstępu

Zaraz potem cytuje amerykańskiego badacza Deana Barnlunda stwierdzającego, że model jest „narzędziem pojęciowym. Dostarcza ram odniesienia
dla założeń, identyfikuje kluczowe zmienne, postuluje pewne relacje, które
istnieją w badanych zjawiskach. Określa rodzaj danych i sposób ich interpretacji. W końcu adekwatność każdego modelu zależy od stopnia, w jakim
stymulują one badania oraz syntetyzują wyniki w zrozumiały schemat”3.
Krakowski medioznawca, podsumowując rozważania na temat modeli teoretycznych, dostrzega ich wartość heurystyczną i przekonuje, że pozwalają
one trafniej uchwycić istotę badanych zjawisk i procesów. Przekonuje, że
model „pełni wówczas rolę podobną do tej, jaką mapa odgrywa w podróży:
wskazuje przebytą drogę i orientuje podróżnika w możliwościach wyboru
dalszego szlaku”4.
Te trzy wskazane podejścia stały się obiektem rozważań grona polskich
medioznawców podczas IV OKMM. W tym kontekście pytaliśmy o rolę,
jaką w tych projektach pełni metodologia. Czy służy ona weryfikacji teorii
poprzez badania empiryczne, czy też może coraz częściej jest celem samym
w sobie, tzn. że badaczowi zależy przede wszystkim na stworzeniu narzędzia
badawczego, które po prostu pomoże mu zoperacjonalizować – w sposób
rzetelny i bezstronny – analizę określonego problemu badawczego? Kwestia
ta zdaje się być fundamentalna, pojawia się bowiem w głowie każdego
medioznawcy przystępującego do przygotowania projektu badawczego.
W ramach IV OKMM odbyła się również kolejna edycja – cieszących się
niesłabnącą popularnością – warsztatów metodologicznych medioznawców.
Dotyczyły one analizy wizerunku, analizy narracji oraz analizy dyskursu.
Dyskusja podsumowująca prace trzech grup warsztatowych jednoznacznie
pokazała, że u źródeł sukcesu większości medioznawczych projektów badawczych leży tzw. myślenie triangulacyjne, a więc postawa, która ośmiela
badacza do korzystania z bardzo różnorodnego, interdyscyplinarnego instrumentarium badawczego.
W związku z powyższym warto przypomnieć koncepcję triangulacji całościowej (wielokrotnej), rozumianej za Normanem K. Denzinem5 jako:
wykorzystywanie więcej niż jednej metody w badaniu określonych zjawisk, procesów, przedmiotów; schemat działania pozwalający badaczom
na wzniesienie się ponad osobiste preferencje związane z określonymi metodologiami; krzyżowanie różnych podejść teoretycznych, metod, badaczy

3

Interpersonal Communication: Survey and Studies, pod red. D.C. Barnlunda, Boston 1968, s. 18.
T. Goban-Klas, Media i komunikowanie masowe…, s. 53.
5
N.K. Denzin, The Research Act in Sociology: A Theoretical Introduction to Sociological Methods, London 1970,
passim.
4

9

Tomasz Gackowski

oraz danych w określonych projektach badawczych6. Można więc przyjąć,
że koncepcja triangulacji wielokrotnej jest swoistą filozofią badawczą, która
zakłada nieustanną otwartość badacza na perspektywy, których nie byłby w stanie on sam dostrzec, uwzględniając tylko to instrumentarium badawcze, które rozpoznaje w ramach własnej dyscypliny. W tym kontekście
przekazy medialne – analizowane przez uczonych z różnych dziedzin naukowych – są takim przedmiotem badań, w którym dobrze widać konieczność
wykorzystywania interdyscyplinarnych perspektyw w ramach badanych
zjawisk, procesów czy wydarzeń.
Norman K. Denzin wyróżnił cztery rodzaje triangulacji7. Triangulacja danych polega na korzystaniu z wielu różnorodnych źródeł danych i może
przyjmować kilka form: badanie tego samego zjawiska w różnych momentach, w różnych lokalizacjach i z udziałem różnych respondentów. Triangulacja badaczy polega na zaangażowaniu w badanie różnych analityków, po
to właśnie, by uniknąć błędów, jakie mogłyby wyniknąć z nieuświadomionych preferencji każdego z nich. Trzeci rodzaj to triangulacja teorii, która
służy poszerzeniu wiedzy i jej ugruntowaniu. Chodzi o „ujmowanie danych z różnych perspektyw i z różnorodnymi perspektywami w zanadrzu”8.
Wreszcie ostatnia triangulacja opisana przez Denzina, a jendnocześnie najpopularniejsza wśród badaczy – metodologiczna, która może występować
w dwóch typach: w ramach metod i między metodami. Zaletą triangulacji
metodologicznej jest możliwość zniwelowania ograniczeń, jakie niosą ze
sobą poszczególne metody badawcze – poprzez ich zestawianie, i tym samym – summa summarum – poszerzenie zakresu analiz.
Należy stwierdzić, że triangulacja może być niezwykle użyteczna jako
narzędzie badawcze, ale również – jak każdy złożony konstrukt – niesie ze
sobą określone trudności wykonawcze. Koncepcja triangulacji Normana K.
Denzina była wielokrotnie, przez lata, przedmiotem dyskusji uczonych, co
doprowadziło do pewnej weryfikacji i korekty teorii przez samego autora.
Ostatecznie Denzin stanął na stanowisku, że triangulacja wymiernie wspomaga głębsze zrozumienie badanego zjawiska, a niekoniecznie może służyć
obiektywizacji badania czy zwiększeniu trafności wyników. W tym duchu
pozostaje zresztą jedno z najpopularniejszych współczesnych ujęć koncepcji triangulacji autorstwa Uwe Flicka, czyli tzw. systematyczna triangulacja perspektyw: „Zgodnie z nią różne perspektywy w badaniach jakościowych zostają poddane triangulacji po to, by wykorzystać ich mocne strony
i ujawnić ograniczenia każdej z nich. Nie chodzi tu o pragmatyczne połącze6
7
8

10

Por. U. Flick, Jakość w badaniach jakościowych, tłum. P. Tomanek, Warszawa 2011, s. 75–175.
N.K. Denzin, The Research Act in Sociology…, s. 301.
Tamże, s. 303 [tłum. T.G.].

Zamiast wstępu

nie różnych metod, lecz o uwzględnienie ich fundamentów teoretycznych.
Punktem wyjścia jest klasyfikacja różnorodnych podejść w badaniach jakościowych, które stanowią podstawę dla osadzonej w teorii, systematycznej
triangulacji ujęć i perspektyw jakościowych”9. Wydaje się, że triangulacja
metodologiczna jest konceptem szczególnie użytecznym w obszarze badań
przekazów medialnych, które przez dziesięciolecia były analizowane jedynie fragmentarycznie, aspektowo w ramach różnych dyscyplin naukowych
– przede wszystkim socjologii, historii i nauk filologicznych. Już Max Weber
proponował wyróżnienie nowej gałęzi socjologii związanej z czasopiśmiennictwem, rekomendując jako metodę badawczą analizę zawartości tekstów
prasowych. Warto również pamiętać, że prekursorzy medioznawstwa to
przecież wybitni przedstawiciele dyscyplin pokrewnych (Harold Lasswell,
Paul Lazarsfeld i Elihu Katz – socjologowie; Kurt Lewin, Carl Hovland – psychologowie; Claude E. Shannon – matematyk).
Powyższa perspektywa stała u podstaw prac związanych z przygotowaniem niniejszego wydawnictwa. Dlatego też książkę otwiera – szczególnie
godny polecenia – tekst prof. Jolanty Maćkiewicz pt. Co językoznawstwo
może dać medioznawstwu? Językoznawczyni z Uniwersytetu Gdańskiego podjęła się w nim – z niezwykłą dokładnością – wyjaśnienia zawiłości
związanych z multi-, inter-, trans- i postdyscyplinarnością metodologiczną
nauk o mediach oraz wskazała najważniejsze koncepty i metody rodem
z językoznawstwa, które w doskonały sposób mogą służyć badaczom mediów w zakresie choćby analizy dyskursu.
Autorami drugiego rozdziału, zatytułowanego Badanie zjawisk społecznych – kluczowe metody w świetle publikacji z zakresu nauk o zarządzaniu
oraz nauk o mediach, są dr hab. Katarzyna Gadomska-Lila i dr inż. Bartłomiej Moszoro. Dokonują oni ciekawego porównania metod i badań charakterystycznych dla nauk o zarządzaniu oraz nauk o mediach przez pryzmat
artykułów opublikowanych w latach 2010–2014 na łamach czterech prestiżowych, recenzowanych czasopism z części B wykazu ministerialnego („Problemy Zarządzania”, „Współczesne Zarządzanie” – obecnie „International
Journal of Contemporary Management”, „Studia Medioznawcze”, „Zeszyty
Prasoznawcze”). Wnioski z przeanalizowanych tekstów (łącznie 429, w tym
317 z nauk o zarządzaniu i 112 z nauk o mediach) pod kątem stosowanych
metod badawczych stanowią interesujące zestawienie dwóch dyscyplin naukowych, które mają sobie wcale niemało do zaoferowania.
Czy warto badać protomedia? Propozycje metodologiczne i metodyczne
to interesujący wykład o protomediach w ujęciu historyczno-kulturoznaw9

U. Flick, Jakość w badaniach…, s. 91.

11

Tomasz Gackowski

czym przygotowany przez mgr. Pawła Wronę z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. W toku wywodu stwierdza on, że protomedia
to „przedmedialne środki komunikowania, bliższe naturze człowieka i jego
codziennej egzystencji. Media natomiast to bardziej sprofesjonalizowane
przekaźniki informacji, których celem samym w sobie jest właśnie przekaz
informacji”. Zdaniem badacza przedmedialne środki komunikowania – takie jak choćby telegrafy optyczne, transkrypcje, inkunabuły – to „zjawiska
stojące często na pograniczu protomediów i mediów sensu stricto”, media
klasyczne zaś to telegraf, prasa, radio, telewizja, ale również pierwsze media
elektroniczne. W dalszej części autor zastanawia się, czy protomedia w ogóle
powinny stanowić przedmiot analiz w obrębie medioznawstwa. Rozważania lubelskiego badacza mają w sobie niewątpliwie potencjał do rozpoczęcia dyskusji nad interesującym – w pewnym zakresie także nowym – obszarem badań w ramach nauk o mediach.
W artykule pt. Etyka zawodowa public relations – potrzeba triangulacji
respondentów i metod badawczych dr Monika Kaczmarek-Śliwińska przekonuje o konieczności stosowania triangulacji wielopłaszczyznowej w badaniach przedstawicieli branży public relations w związku z różnymi aspektami i dylematami natury etycznej. Badaczka z Politechniki Koszalińskiej
słusznie zauważa, że „triangulacja w obszarze metod badawczych powinna
pozwolić na minimalizację ryzyka zgromadzenia danych, które (…) mogą
skłaniać respondentów do idealizowania swoich postaw, opinii i działań,
a nie przedstawiania ich z zachowaniem realnych działań. Potrzeba triangulacji danych w obrębie respondentów jest zaś związana z dążeniem do
poznania opinii i przekonań różnych aktorów branży w sferze etyki zawodowej PR. Obie zastosowane formy triangulacji (…) mogą w efekcie umożliwić analizę etyki zawodowej branży public relations w wielu wymiarach
– w tym normatywnym, poprzez analizę deontologiczną i aksjologiczną badanego obszaru – czy etyki przestrzeni medialnej, w kontekście której prowadzone są zadania PR”.
Autorką rozdziału zatytułowanego Świadomość kadry marketingowej w zakresie idei marketingu w mediach społecznościowych jest mgr
Agnieszka Chwiałkowska z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Prezentuje w nim wyniki badania przeprowadzonego za pomocą kwestionariuszy elektronicznych wśród menedżerów przedsiębiorstw ujętych
w rankingach Socialbakers.com. Badaczka proponuje konkretne rozwiązania natury metodologicznej w badaniu trudno dostępnych grup, mających
– tak jak w tym przypadku – bezpośredni wpływ na sposób prowadzenia określonej polityki ekspozycji i aktywności firm w przestrzeni mediów
społecznościowych.
12

Zamiast wstępu

Badania terenowe a badania nad mediami – przykład badań nad funkcjonowaniem prasy lokalnej w małej społeczności to artykuł przygotowany
przez mgr Sylwię Męcfal z Uniwersytetu Łódzkiego. Autorka z jednej strony
prezentuje w nim pierwsze wyniki badań terenowych poświęconych prasie lokalnej, z drugiej zaś bardzo dokładnie ukazuje sposób użycia metody
badawczej, jaką jest indywidualny wywiad pogłębiony, w badaniach typu
case studies – w tym wypadku poświęconych procesom oraz mechanizmom
funkcjonowania tytułów lokalnych adresowanych do relatywnie małych
społeczności.
Rozdział, którego autorem jest redaktor naukowy niniejszego tomu
– Twitter w rękach polityków. Rzecz o metodologii i potencjale badań mediów społecznościowych – koncentruje się na sposobach korzystania przez
polskich polityków z tej największej na świecie platformy mikroblogowej.
Wywód ma charakter na wskroś politologiczno-medioznawczej analizy,
mając na celu m.in. wskazanie na zmiany, jakie zachodzą w komunikacji
społecznej pod wpływem Twittera, a także dążąc do zidentyfikowania źródeł jego popularności. Autor przedstawia wyniki projektu badawczego10,
w ramach którego do analizy zostało zakwalifikowanych dziesięć oficjalnych kont polskich polityków na Twitterze, którzy mieli największą liczbę
zwolenników – „śledzących” – w dniu 24 grudnia 2013 roku. Poprzez prezentację wyników empirycznych wyróżnia również określone aspekty metodologiczne związane z analizowaniem aktywności polityków na Twitterze.
Ponadto autor proponuje określone metody i techniki badawcze (kryteria,
wskaźniki oraz indeksy) służące do analizy komunikacji politycznej w mediach społecznych.
Dr Karolina Brylska w artykule pt. Uwaga, eurosceptycy! Sposoby mówienia o zagrożeniu ruchami radykalnymi przed wyborami do Parlamentu
Europejskiego w 2014 roku przedstawia wyniki analiz retorycznych prowadzonych podczas niedawnej kampanii do europarlamentu w polskich audycjach publicystycznych emitowanych w ostatnich dwóch tygodniach przed
wyborami (16–23 maja 2014 roku) na sześciu kanałach telewizyjnych: TVP 1,
TVP 2, TVP Info, Polsat News, TV 24 oraz TV Trwam. Autorka prowadzi badanie, przysłuchując się temu, co mówili na antenie zarówno dziennikarze,
jak i ich goście – politycy, co skutkuje licznymi wnioskami postawionymi
w formie pytań do dyskusji i prowokujących do polemiki hipotez (zwłaszcza w przypadku ostatniej z nich, która miałaby tłumaczyć, dlaczego niemal
powszechne „straszenie Januszem Korwin-Mikkem oraz eurosceptykami”
10

Pierwsze wyniki zostały przedstawione tutaj: T. Gackowski, Top 10 Polish Politicians on Twitter – A Revolution
in Political Communication. Reconnaissance Research, „e-Politikon” 2014, iss. 9, s. 132–164.

13

Tomasz Gackowski

w badanych audycjach nie przeszkodziło czterem kandydatom Kongresu
Nowej Prawicy wejść do europarlamentu).
Podsumowując, warto pochylić się nad każdym z rzeczonych rozdziałów.
Tytuł całego tomu – Metodologie badań medioznawczych – wprost sugeruje,
że mamy do czynienia z wieloma perspektywami. Autorzy poszczególnych
części rekrutują się z różnych, silnie stowarzyszonych z medioznawstwem
dyscyplin naukowych: językoznawstwa, historii, kulturoznawstwa, zarządzania i ekonomii (w tym również marketingu) oraz oczywiście socjologii i politologii. Fakt ten to z jednej strony wielka zaleta książki, z drugiej zaś niemałe
wyzwanie postawione nie tylko przed autorami i redaktorem naukowym,
ale również samymi odbiorcami – badaczami mediów, którzy tym samym są
jednoznacznie zachęcani do postawy iście interdyscyplinarnej i triangulacyjnej we własnych projektach badawczych11. To wymagające zobowiązanie.
Na koniec warto wspomnieć, że w chwili, gdy niniejszy tom trafi do księgarni, na Uniwersytecie Warszawskim będzie odbywała się – jubileuszowa
– V Ogólnopolska Konferencja Metodologiczna Medioznawców pt. Internetowość mediów masowych w czasach mediamorfoz, cyfryzacji i konwergencji – nowa ekologia mediów oraz czwarta edycja warsztatów metodologicznych medioznawców (20–21 listopada 2014 r.). Punktem wyjścia obrad
będzie to, co we wstępie do jednej ze swoich ostatnich książek – Nowa
ekologia mediów. Konwergencja a metamorfoza (2011) – napisał wybitny
medioznawca śp. dr Karol Jakubowicz. Otóż z właściwym sobie dystansem
stwierdził on, że wieszczony od kilku lat nieuchronny upadek mediów masowych, w szczególności prasy, jest mocno przesadzony. Zestawił poglądy
zarówno obrońców tzw. starych mediów, jak i tych, którym można zarzucić
technomiopię, a więc skłonność do przeceniania krótkofalowego oddziaływania nowej technologii i nieumiejętność przewidzenia długofalowych
efektów. Doprowadziło go to do wyróżnienia trzech kluczowych dla współczesnych mediów pojęć: mediamorfozy, cyfryzacji i konwergencji. Powyższe rozważania zmuszają do refleksji, a może nawet do rekapitulacji wielu
teorii medioznawczych, modeli oraz typologii. Na naszych oczach internet
przestaje być li tylko siecią połączonych ze sobą komputerów. Stał się prymarnym zasobem wiedzy i rozrywki oraz głównym punktem odniesienia
11

Zob. M. Jabłonowski, T. Gackowski, Tożsamość nauk o mediach. Obszary, perspektywy, postulaty, „Studia
Medioznawcze” 2012, nr 2 (49), s. 15–24; M. Mrozowski, Tożsamość nauk o mediach. Przyczynek do dyskusji, „Studia
Medioznawcze” 2012, nr 2 (49), s. 24–32; T. Gackowski, Konferencja »Tożsamość nauk o mediach«, czyli medioznawcza
polifonia starej-nowej dyscypliny naukowej, „Studia Medioznawcze” 2012, nr 3 (50), s. 11–27; W. Sonczyk, Tożsamość
nauk o mediach (refleksje po konferencji), „Studia Medioznawcze” 2012, nr 3 (50), s. 28–37; M. Lisowska-Magdziarz,
Metodologia badań nad mediami – nurty, kierunki, koncepcje, nowe wyzwania, „Studia Medioznawcze” 2013,
nr 2 (53), s. 27–45; T. Sasińska-Klas, Swoistość zjawisk w komunikacji medialnej i problemy w ich badaniach empirycznych, „Studia Medioznawcze” 2014, nr 1 (56), s. 13–20.

14

Zamiast wstępu

przy ocenie rzeczywistości. Można rzec, że internet spod znaku web 2.0 to
swoisty styl życia, sposób postrzegania, rozumienia i przetwarzania otaczającego nas świata – tego realnego i wirtualnego. To sprawia, że klasyczne
podziały mediów masowych również przestają być ostre, a dla wielu badaczy stają się wręcz archaiczne. Telewizor nie jest bynajmniej tym samym
urządzeniem, co jeszcze parę lat temu. Dzisiaj jest to centrum multimedialne, łączące w sobie funkcje telewizji, komputera, radia czy prasy.
Możemy też spojrzeć na powyższe procesy od drugiej strony: weźmy pod
uwagę dzisiejsze tablety i smartfony. Czym byłyby dla człowieka XX wieku?
Telewizorami poddanymi miniaturyzacji? Może radioodbiornikami z kolorowym wyświetlaczem? A może komputerem, tyle tylko, że mobilnym, małym, bardziej personalnym i interaktywnym niż wysłużony pecet? W tej
perspektywie nie bez znaczenia jest również silna personalizacja współczesnych mediów, które dostosowują się nie tyle do grup odbiorców, co raczej
do każdego z nas z osobna i wszystkich razem. Ponadto obserwujemy dziś
dynamicznie postępującą indywidualizację mediów, które stają się dobrem/
usługą na zamówienie. Tu i teraz. To spostrzeżenie nieuchronnie potwierdza
fakt, że w dzisiejszych czasach zasada trzech jedności – czasu, miejsca i akcji – bezpowrotnie odchodzi do lamusa. Nie tylko dlatego, że zmieniają się
technologie, ale dlatego, że zmienia się również sposób korzystania z nich.
My – odbiorcy mediów – również się zmieniliśmy!
Tym problemom poświęciliśmy jubileuszową OKMM. Czwartkowe
warsztaty metodologiczne (IV edycja) poprowadzą: prof. Adam Pawłowski z Uniwersytetu Wrocławskiego (analiza sekwencyjna), dr Radosław
Sojak z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu (analiza konwersacyjna) oraz dr Emanuel Kulczycki z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza
w Poznaniu (analiza semiologiczna). Przed rozpoczęciem obrad plenarnych
uczestnicy – a wielu z nich bierze udział w konferencji już nie po raz pierwszy – zostaną zaproszeni na ekskluzywną prezentację Laboratorium Badań
Medioznawczych Uniwersytetu Warszawskiego12, która ma zachęcić ich do
podjęcia stałej współpracy.
Tych, którzy nie mogą być z nami w listopadzie tego roku, już teraz zapraszamy na VI Ogólnopolską Konferencję Metodologiczną Medioznawców pt. »Grywalizacja mediów«, czyli o zmianach w komunikacji społecznej
oraz piątą edycję warsztatów metodologicznych, które odbędą się w dniach
19–20 listopada 2015 roku, oczywiście na Uniwersytecie Warszawskim.
Tomasz Gackowski
12

http://www.lbm.uw.edu.pl/.

15

Uwaga, eurosceptycy!
Sposoby mówienia
o zagrożeniu ruchami
radykalnymi przed
wyborami do Parlamentu…
Europejskiego w 2014 roku
Karolina Brylska

C

harles de Montesquieu, proponując klasyfikację ustrojów politycznych,
wskazał strach jako fundamentalną zasadę despotyzmu – przy czym
najwyższą formą despotyzmu jest totalitaryzm, a strachu – terror1. Praktyka polityczna i medialna ostatnich dziesięcioleci pokazuje jednak, że groźba
jako narzędzie perswazji publicznej w wielu krajach demokratycznych, także
w Polsce, ma się świetnie. Straszenie i grożenie służy nakłanianiu do podejmowania działań politycznych, zwłaszcza w okresie intensywniejszego angażowania obywateli w sferę publiczną, czyli w czasie kampanii wyborczych.
Referowane w niniejszym artykule badanie dotyczy budowania zbiorowego poczucia zagrożenia eurosceptyzmem jako pewnym konstruktem
światopoglądowym służącym etykietowaniu określonych podmiotów politycznych. Celem analiz było ustalenie, czy i jak w polskich audycjach pu1
Por. „Surowość kar lepiej odpowiada despotyzmowi, którego zasadą jest groza, niż monarchii i republice,
których sprężynami są honor i cnota”. Monteskiusz, O duchu praw, tłum. T. Boy-Żeleński, Kęty 1997, s. 77.

209

Karolina Brylska

blicystycznych emitowanych w okresie kampanii wyborczej do Parlamentu
Europejskiego wskazywano wyborcom ugrupowania eurosceptyczne jako
jakiegoś rodzaju zagrożenie. W opisie materiału autorka nie będzie koncentrować się na formalnym aspekcie gróźb (czyli aktów wypowiedzi – ich konstrukcji językowej), ale spróbuje odwzorować pewne powtarzalne praktyki
językowe, które służą budowaniu zbiorowego poczucia zagrożenia2.

Materiał i metodologia
W badaniu wzięto pod uwagę dwadzieścia siedem programów publicystycznych wyemitowanych w sześciu kluczowych kanałach telewizyjnych3
w ciągu dwóch tygodni poprzedzających wybory do Parlamentu Europejskiego (a więc w okresie 10–23 maja 2014 roku)4. Tak przyjęte kryteria czasowe i gatunkowe uzupełniono kryterium tematycznym: do analizy kwalifikowano tylko te audycje, w których występował kandydat do Parlamentu
Europejskiego lub w których wątek związany z wyborami dominował
w dyskusji5. Ten pierwszy etap selekcji wyłonił łącznie sto sześćdziesiąt audycji publicystycznych, które zbadano pod kątem wystąpienia w dyskusji
wątku ruchów eurosceptycznych jako jakiegokolwiek typu zagrożenia – bez
znaczenia było, czy temat jest wywołany przez dziennikarza, czy przez gościa,
istotne było tylko to, że wątek ten (eurosceptycyzm w szerokim rozumieniu6) pojawił się w dyskusji w tym konkretnym ujęciu (jako zagrożenie).
Ten drugi poziom selekcji doprowadził do stworzenia ostatecznej próby badawczej, na którą złożyło się pięćdziesiąt siedem audycji telewizyjnych.
2
Zjawisko straszenia i grożenia w dyskursie publicznym jest już od pewnego czasu przedmiotem badań autorki niniejszego artykułu. Zob. Komunikaty grożące jako narzędzie nakłaniania – przykłady polskich kampanii
społecznych, [w:] Quo vaditis? Interdyscyplinarne horyzonty nauk o mediach, pod red. T. Gackowskiego, Warszawa
2012, s. 239–262. Z końcem 2014 r. w serii wydawniczej Media Początku XXI Wieku ukaże się również monografia
poświęcona retoryce groźby w przestrzeni publicznej.
3
Dane telemetryczne Audience Nielsen Measurement (badanie na reprezentatywnej próbie ludności Polski powyżej
4 r.ż.) wykazały, że w pierwszym kwartale 2014 r. widownia programów informacyjnych kształtowała się następująco:
TVN 24 – 203 tys. widzów, TVP Info – 182 tys. widzów, Polsat News – 82 tys. widzów, Superstacja –14 tys. widzów, [za:]
Widownia programów informacyjnych TVP Info, TVN 24, Polsat News, Superstacja. Raport Krajowej Rady Radiofonii
i Telewizji, oprac. J. Reisner, http://www.krrit.gov.pl/Data/Files/_public/pliki/publikacje/raporty/kontrola-nadawcowwyniki-badan/widownia-programow-informacyjnych-i-kwartale-2014.pdf (odczyt: 17.07.2014).
4
Referowane w niniejszym artykule analizy stanowią uzupełnienie badania Monitoring wyborczy telewizyjnych
audycji publicystycznych. Wybory do Parlamentu Europejskiego 2014 przeprowadzonego dla KRRiT w maju 2014 r. –
http://www.krrit.gov.pl/krrit/aktualnosci/news,1572,kampania-pe-2014---wyniki-monitoringu.html (odczyt: 1.08.2014).
5
Tzn. taki, który zajmował ponad 50 proc. czasu trwania audycji. W badaniu stosowana była także kwalifikacja
częściowa, która polegała na analizowaniu tylko fragmentów audycji spełniających przyjęte kryteria.
6
Do grupy tej kwalifikowano także takie sformułowania, które w istocie oznaczały straszenie Kongresem
Nowej Prawicy i jej liderem Januszem Korwin-Mikkem jako podmiotami zagrażającymi Unii Europejskiej i Polsce
(np. cytowanie wypowiedzi Korwin-Mikkego o rozwaleniu Parlamentu Europejskiego, ale także tych o niższej
inteligencji kobiet, jeśli z kontekstu wynikało, że jest to jakiś rodzaj zagrożenia, np. groźba wstydu, który poczują
Polacy, jeżeli taka wypowiedź padnie w Parlamencie Europejskim).

210

Uwaga, eurosceptycy! Sposoby mówienia o zagrożeniu ruchami radykalnymi przed wyborami do Parlamentu…

Badanie przeprowadzono przy wykorzystaniu instrumentarium analizy
zawartości i analizy retorycznej. Wszystkie cytaty są przytaczane w oryginalnym brzmieniu, nie korygowano błędów językowych popełnionych
przez dziennikarzy i gości.
Na wstępie warto jeszcze wskazać istotne dla właściwego zrozumienia
tekstu rozróżnienie pojęć „groźba” i „zagrożenie”. Używając terminu „groźba”,
autorka ma na myśli akt komunikacji (wypowiedź) wskazujący w modelu
warunkowanym („jeśli X, to Y”; wprost lub w sposób dorozumiany) jakieś
negatywne konsekwencje dla określonego podmiotu. Słowo „zagrożenie”
oznacza tutaj przedmiotowy zakres groźby, a więc swego rodzaju sankcje
czy negatywne zdarzenia, które mogą dotknąć tenże określony podmiot.

Groźby w kampanii wyborczej do PE w 2014 roku
W analizowanych audycjach pojawiały się groźby rozmaitego rodzaju. Niektóre z nich były oczywiste – stanowiły eurowyborczą mutację jakiejś groźby uniwersalnej, charakterystycznej dla polskiego dyskursu7 politycznego
(np. groźba, że partia X po wygranych wyborach będzie podejmować złe dla
Polski i Polaków decyzje). Inne miały charakter bardziej okolicznościowy,
odpowiadały bieżącym, ważnym dla przebiegu kampanii wydarzeniom
(np. groźba, że opady deszczu spowodują powódź i zalanie znacznych obszarów Polski). Po wylistowaniu wszystkich wymienianych w rozmowach
telewizyjnych gróźb, można stworzyć dwie grupy wskazywanych zagrożeń
podzielonych wedle kryterium przedmiotowego. W grupie pierwszej znalazłyby się zagrożenia zewnętrzne wobec Polski:
• zagrożenie bezpieczeństwa Polski, Europy i świata (w różnych wersjach)
przez Rosję w sensie: politycznym, gospodarczym, energetycznym i militarnym;
• zagrożenia światopoglądowe dla Polski i Polaków ze strony Unii Europejskiej, zwłaszcza w formie „ideologii gender” (której uosobieniem nieoczekiwanie stała się zwyciężczyni festiwalu Eurowizji Conchita Wurst);
• zagrożenie państw Unii Europejskiej imigrantami z biednego Południa
i biednego Wschodu (co może mieć dla Polski i Polaków implikacje ekonomiczne i społeczne).

7
Autorka rozumie „dyskurs”, za T.A. van Dijkiem, jako interakcyjne użycie języka w określonym kontekście,
czyli pewne działanie społeczne wykorzystujące sprawczą rolę języka. Istotne są tu trzy, wskazane przez badacza,
wymiary dyskursu: użycie języka, przekazywanie idei oraz interakcja w sytuacjach społecznych. Por. tenże, Badania
nad dyskursem, [w:] Współczesne teorie socjologiczne, wyb. i oprac. A. Jasińska-Kania i in., t. 2, Warszawa 2006,
s. 1020–1046.

211

Karolina Brylska

Grupa druga to zagrożenia wewnętrzne mające swe źródło w granicach
Polski lub w zachowaniach i postawach Polaków:
• zagrożenie powodzią w południowej Polsce;
• zagrożenie niską frekwencją w wyborach (która generuje kolejne zagrożenia, jak np. lepszy wynik formacji eurosceptycznych);
• zagrożenie niekompetentnymi kandydatami na listach wyborczych (zagrożenie wstydu w PE, a także nieskuteczności w walce o interesy Polski).
Poza wymienionymi ważne miejsce w katalogu zagrożeń zajmowały także ugrupowania eurosceptyczne per se, będące przedmiotem opisywanego
tu badania. To zagrożenie można by przypisać do obu grup, ponieważ, mówiąc o ruchach eurosceptycznych, wskazywano aktywność i rosnącą popularność tego typu stronnictw jako zagrożenie dla Polski, ale także dla innych
krajów Unii Europejskiej i UE jako takiej. O zagrożeniu tym dyskutowano
w różnych kontekstach, ale także za pomocą różnych słów, co spowodowało spore zamieszanie terminologiczne. Wydaje się, że eurosceptycy to
najwłaściwsze, bo najszersze znaczeniowo określenie ugrupowań, którymi
w tymże ujęciu straszono (inaczej określano je jako te pozostające w opozycji do „normalnych”), dlatego też autroka przyjmuje je jako obowiązujące
w niniejszym tekście8. Do grupy ruchów eurosceptycznych można zaliczyć
partie i organizacje, których cechę konstytutywną stanowiło negowanie
zasadności istnienia Unii Europejskiej w ogóle lub w obecnej formie. Wymieniano tu zarówno ugrupowania o poglądach skrajnie prawicowych, jak
i skrajnie lewicowych, natomiast nie zawsze eurosceptycyzm partii czy ruchu szedł w parze z jej określeniem światopoglądowym – aksjologicznym
(prawica lub lewica); czasem różnicujące i ważne dla dyskusji było po prostu negatywne, krytyczne, wręcz dekonstruktywne podejście do UE. W tym
kontekście dodatkową trudność stanowiło utożsamianie przez wielu dziennikarzy i polityków formacji eurosceptycznych z radykalnymi, przy czym
jako „radykalne” określano zazwyczaj ugrupowania prawicowe – tymczasem, zgodnie z założeniami teorii polityki, skrajną prawicę częściej określa
się mianem „ekstremistów”, natomiast „radykałami” – przedstawicieli skrajnej lewicy9. Ostatnią przeszkodą pogłębiającą zamieszanie terminologiczne
było podejmowane zazwyczaj przez gości audycji negocjowanie definicji
i egzemplifikacji wymienionych podgrup w trakcie rozmowy – generalnie
przyjmowano na przykład, że Kongres Nowej Prawicy jest niebezpieczny,
ponieważ głosi konieczność zniszczenia Unii Europejskiej (lub przynajmniej
Parlamentu Europejskiego) w obecnej formie, ale już o Ruchu Narodowym
8
„Eurosceptyk” to „osoba, która przeciwstawia się integracji politycznej i gospodarczej własnego kraju z innymi”,
[za:] R. Smolski, M. Smolski, E.H. Stadtmüller, Edukacja obywatelska. Słownik encyklopedyczny, Wrocław 1999, s. 102.
9
Por. Psychologia polityczna, pod red. K. Skarżyńskiej, Poznań 1999 – rozdział pt. Ekstremizm polityczny, s. 149.

212

Uwaga, eurosceptycy! Sposoby mówienia o zagrożeniu ruchami radykalnymi przed wyborami do Parlamentu…

mówiono czasem, że oczywiście generuje on pewne zagrożenie, ale nie można zaliczać go do organizacji o poglądach skrajnie prawicowych.
Jako ciekawostkę można tu zaznaczyć, że niektóre formacje (np. Ruch
Narodowy, Solidarna Polska) nazywały siebie formacjami eurosceptycznymi, czyniąc z tej identyfikacji zaletę w oczach swojego elektoratu. Powodowało to zabawne sytuacje, w których przedstawiciele różnych ugrupowań
spierali się ze sobą (czasem wręcz zachęcani przez dziennikarza) o to, które
jest bardziej eurosceptyczne. Z drugiej strony odmawiano innym partiom
prawa do nazywania się taką właśnie formacją, wskazując, że taka autoidentyfikacja jest tylko manipulacją na potrzeby wyborów (por. np. wypowiedź Artura Dziambora z KNP w programie Minęła dwudziesta z 22 maja
2014 roku: „Prawo i Sprawiedliwość nie jest partią eurosceptyczną. Prawo
i Sprawiedliwość jest partią establishmentu, tego, który cały czas jest”).
Mając świadomość tych uwarunkowań, autorka kwalifikowała do analizy wszystkie wypowiedzi, które polegały na określaniu człowieka lub organizacji jako groźnych ze względu na werbalizowaną przez nich postawę
eurosceptyczną.
W tym miejscu należy jeszcze wskazać dwa ważne konteksty faktograficzne okresu kampanii, które niejako intensyfikowały (lub wręcz wywoływały) dyskusję na temat zagrożenia ruchami radykalnymi czy eurosceptycznymi w Europie. Pierwszym z nich była emisja szeroko omawianego
spotu profrekwencyjnego przygotowanego przez szwedzką młodzieżówkę
socjaldemokratyczną SSU (Sveriges Socialdemokratiska Ungdomsförbund).
W krótkim filmie wnuk nazistowskiego zbrodniarza, komendanta niemieckiego obozu KL Auschwitz, Rainer Höss mówi: „Moja historia nauczyła
mnie, że demokracja, równość i prawa człowieka nigdy nie są dane raz na
zawsze. Nigdy nie zapomnij. Głosuj”10. Emisja spotu stała się pretekstem do
dyskusji o radykalizmach politycznych w kilkunastu audycjach telewizyjnych poddawanych analizie11.
Drugim istotnym kontekstem faktograficznym były publikowane cyklicznie w różnych krajach Europy sondaże opinii publicznej, które wskazywały na rosnącą popularność ruchów i ugrupowań radykalnych czy eurosceptycznych w co najmniej kilku państwach członkowskich UE. W Polsce
dotyczyło to przede wszystkim Kongresu Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego, któremu sondaże, po raz pierwszy od wielu lat, wieszczyły możliwość przekroczenia progu wyborczego.
10
Tłumaczenie własne z jęz. angielskiego. Tekst w oryginale brzmi: „My history taught me that democracy,
equality and human rights never can be taken for granted. Never forget. To vote”. Spot był emitowany od 13 maja
2014 r. i szybko wywołał dyskusję w wielu krajach Unii Europejskiej.
11
https://www.youtube.com/watch?v=KicA_0LNrsw (odczyt: 28.07.2014).

213

Karolina Brylska

Popularność groźby eurosceptyzmu w badanych audycjach
Prezentację wyników badań warto rozpocząć od spojrzenia na ogół analizowanych audycji i wskazania, jak często pojawiała się w nich groźba ugrupowań eurosceptycznych. Jak widać na wykresie 1., największą liczbę audycji
z tym wątkiem wyemitowały Polsat News oraz TVP Info. Oczywiście jest
to także konsekwencją faktu, że właśnie z tych dwóch kanałów pochodziło
najwięcej audycji zakwalifikowanych do badania. W ujęciu procentowym
najczęściej straszono eurosceptykami w TVP Info (ponad połowa zbadanych
audycji) i TVN 24 (prawie połowa przeanalizowanych audycji). Oczywiście
jakościowo były to różne audycje: werbalizacja gróźb zajmowała w poszczególnych programach różną ilość czasu antenowego, ale też kategoryczność stwierdzeń była rozmaita i – jak można mieć wrażenie – czasem moc
jednego stwierdzenia mogła być istotniejsza dla odbioru niż trwająca kilka
minut łagodna dyskusja o zagrożeniu eurosceptykami.

Wykres 1. Liczba audycji zawierających komunikaty grożące eurosceptykami w podziale na stacje telewizyjne
Opracowanie własne

Na powyższym wykresie zaprezentowano liczbę audycji, w których pojawiało się straszenie eurosceptykami w podziale na poszczególne programy.
Tutaj z kolei wyróżniają się: Fakty po Faktach (TVN 24) oraz Minęła dwu214

Uwaga, eurosceptycy! Sposoby mówienia o zagrożeniu ruchami radykalnymi przed wyborami do Parlamentu…

dziesta i Gość poranka (oba TVP Info). Komentarza wymagają te, w których
groźba eurosceptyków nie pojawiła się ani razu. Najbardziej uzasadniony
wynik dotyczy programu Polski punkt widzenia (TV Trwam), który – prezentując niejako z założenia poglądy krytyczne wobec Unii Europejskiej – nie
mógł jednocześnie formułować gróźb z nimi związanych. Brak omawianego
wątku w programie Debata po europejsku też wydaje się naturalny – konwencja analizowanego wydania programu nie pozostawiała miejsca na tego
typu rozważania. W przypadku programu Piaskiem po oczach na wynik miał
zapewne wpływ fakt, że do badania zakwalifikowało się tylko jedno jego
wydanie. Najbardziej istotna wydaje się jednak konkluzja, do której prowadzi enumeracja pozostałych audycji, w których eurosceptykami nie straszono: Babilon (TVN 24), Przystanek Bruksela, Debata europejska, Tomasz Lis na
żywo (wszystkie trzy – TVP Info) oraz Premierzy (Polsat News). Otóż są to audycje, w odniesieniu do których pogłębiona analiza jakościowa wskazuje na
wysoki poziom merytoryczny prowadzonej dyskusji (a przynajmniej wysoki
poziom moderacji dyskusji: tematy proponowane przez dziennikarza dotyczyły faktów i konkretów, a nie tylko lub nie w przeważającej części opinii).

0

1

0

1

0

0

0

0

0

Wykres 2. Liczba audycji zawierających komunikaty grożące eurosceptykami w podziale na poszczególne programy
Opracowanie własne

Przy okazji można też wspomnieć, że wśród polityków najchętniej groźbą eurosceptycyzmu posługiwali się politycy lewicy, zwłaszcza zaś Leszek
Miller (SLD), Wojciech Olejniczak (SLD), Andrzej Celiński (PD, startował z li215

Karolina Brylska

sty E+TR) i Robert Kwiatkowski (E+TR). Czynili to nie tylko zapytani przez
dziennikarzy, ale także z własnej inicjatywy, co każe sądzić, że straszenie
eurosceptykami zawarte było w strategii wyborczej obu wymienionych
partii. O zagrożeniu eurosceptykami mówili też sporo eksperci (politolodzy,
socjolodzy, komentatorzy polityczni – dziennikarze), ale oni byli już w dużo
większym stopniu zachęcani do tego przez prowadzących audycje.

Groźby w pytaniach dziennikarzy
Analiza pytań dziennikarskich zawierających groźbę eurosceptycyzmu pozwoliła na stworzenie trzech schematów tego rodzaju wypowiedzi dziennikarskich.
Pierwszy z nich można nazwać „zdecydowaną opinią”. Schemat ten polega na tym, że dziennikarz stawia w pytaniu zdecydowaną tezę o istniejącym zagrożeniu eurosceptyzmem – przyjmuje więc, że eurosceptycyzm jest
z założenia zjawiskiem negatywnym, niosącym niekorzystne konsekwencje. Przykładem takiego pytania jest wypowiedź Marka Czyża:
„Profesor wstępnie zaznaczył to, ale chcę, żebyśmy ten wątek kontynuowali, co się takiego stało w Europie, że te tendencje nacjonalistyczne
i takie…, takie ruchy skrajnie prawicowe się budzą…? Czy to jest kwestia
tego kryzysu od 2008 roku, czy to jest kwestia jakichś błędów, które Unia
Europejska po drodze popełniła?” (Forum, 16.05.2014 r.).
Sformułowania użyte przez dziennikarza, a także wskazana przez niego
logika przyczyn jednoznacznie sugerują, że mówimy o zjawisku negatywnym. Jeśli bowiem przyczyną jest kryzys lub błędy, to skutkiem nie może
być nic dobrego. Innymi słowy dziennikarz przyjmuje presupozycję, że
mamy do czynienia ze złym procesem, negatywnym trendem i pozostaje
nam tylko podyskutować o jego przyczynach i ewentualnych skutkach.
Drugi schemat pytania można nazwać „zawoalowaną sugestią”. W tym
przypadku dziennikarz wskazuje problematyczne zjawisko, zwraca uwagę,
że bywa ono negatywnie oceniane, ale sam nie formułuje sądu kategorycznego na jego temat, tylko prosi gościa o jednoznaczną ocenę. Jako przykład
może posłużyć wypowiedź Krzysztofa Ziemca:
„Raz jeszcze witam, dobry wieczór, panie premierze. Pytam o eurosceptyków,
którzy rosną w siłę w całej Europie, bo w Polsce tak naprawdę jest nic, w porównaniu z tym, co ma Wielka Brytania czy Francja. Wiele osób bije na alarm,
nie wiem, czy słusznie. Jaka jest pana opinia?” (Dziś wieczorem, 20.05.2014 r.).
W cytowanej wypowiedzi interpretację może narzucać metafora „wiele
osób bije na alarm”. Także kolokwialna konstrukcja „w Polsce tak naprawdę
jest nic, w porównaniu z tym, co ma Wielka Brytania czy Francja” sugeruje, że mówimy o niechcianym, niepożądanym elemencie rzeczywistości
216

Uwaga, eurosceptycy! Sposoby mówienia o zagrożeniu ruchami radykalnymi przed wyborami do Parlamentu…

społecznej. Ten schemat może być dla straszącego tym bardziej korzystny,
że otwiera przed gościem możliwość postawienia takiej właśnie ramy interpretacji12 – wystarczy potwierdzić wątpliwości dziennikarza i dodać jakiś
drastyczny opis, by otrzymać kompletną, sugestywną groźbę.
Trzeci schemat pytania o groźny eurosceptycyzm, który można nazwać
„wątpliwą przesadą”, opiera się na paradoksie. Słyszymy drastyczne, mocne
stwierdzenie dziennikarza i towarzyszące mu pytanie, czy aby takie ujęcie
nie jest przesadzone. Odwołajmy się do innej wypowiedzi Marka Czyża:
„Czy panowie dostrzegli w tym spocie jakąkolwiek przesadę? Czy tam
nie ma zbyt wielu mocnych słów? Czy rzeczywiście przełożenie jest takie, że
jak nie pójdziecie do wyborów i nie zagłosujecie, to będziemy mieli w Europie obozy koncentracyjne…?” (Forum, 16.05.2014 r.)
W cytowanym przykładzie wydźwięk wypowiedzi prowadzącego program jest tym mocniejszy, że niejako tłumaczy i pokazuje wprost przekaz
zawarty w spocie reklamowym (zależność, na którą zwraca uwagę dziennikarz, jest w spocie zawoalowana, niedopowiedziana, odbiorca ma zinterpretować ją sam). Można powiedzieć, że ten schemat pytań przypomina opisane przez Katarzynę Sitarską tzw. pytania-sklejki „zawierające znak
upewnienia, składające się z pytania właściwego lub oznajmienia i znaku
upewnienia”13. Sitarska za Barbarą Boniecką14 odnotowuje, że tego typu pytania, m.in. nazywając fakty a priori, informują o tym, że nadawca szuka
sprzymierzeńca dla swoich poglądów.

Groźba w odpowiedziach gości
W części audycji groźba eurosceptycyzmu pojawiła się nie tylko w pytaniach dziennikarzy, ale również (lub wyłącznie) w odpowiedziach gości.
Tutaj także można wskazać kilka rodzajów odpowiedzi.
12
Pojęcie ramy zostało wprowadzone przez E. Goffmana w pracy Frame Analysis: An Essay on the Organization of Experience (Cambridge 1974), natomiast w kontekście zjawisk medialnych po raz pierwszy użył go T. Gitlin,
definiując framing (ramowanie, uramowienie) jako „trwałe wzorce poznania, interpretacji i prezentacji, selekcji,
akcentowania i wykluczenia, za pomocą których twórcy symboli rutynowo organizują dyskurs” [tłum. K.B.] (tenże,
The Whole World is Watching: Mass Media in the Making and Unmaking of the New Left, Berkeley 1980, s. 7).
Tę samą ideę oddaje nieco prostsza definicja W.R. Neumana: „[Ramy to] konceptualne narzędzia, którymi media
i jednostki posługują się, aby przekazać, zinterpretować i ocenić informacje” [tłum. K.B.] (W.R. Neuman, M.R. Just,
A.N. Crigler, Common Knowledge. News and the Construction of Political Meaning, Chicago–London 1992, s. 60)
– i takie rozumienie ramy przyjmuje autorka, posługując się tym terminem w niniejszym tekście. Przegląd koncepcji
i definicji ramowania jako zjawiska zachodzącego w mediach zaprezentował M. Palczewski w artykule Koncepcja
»framingu« i jej zastosowanie w badaniach newsów w »Wiadomościach« TVP i »Faktach« TVN; „Studia Medioznawcze” 2011, nr 1 (44), s. 31–41.
13
K. Sitarska, Słowo w komunikacji telewizyjnej. Strategie nadawczo-odbiorcze, Łódź 2013, s. 206.
14
B. Boniecka, Struktura i funkcje pytań w języku polskim, Lublin 2000, s. 178–180.

217

Karolina Brylska

Schemat pierwszy zwraca uwagę kategorycznością stwierdzenia, można
go więc zrekonstruować jako „stwierdzenie zagrożenia”. Za przykład niech
posłuży wypowiedź Pawła Zalewskiego:
„W moim przekonaniu dzieją się rzeczy niedobre. (…) Jeśli rzeczywiście
tacy ludzie, jak pan Janusz Korwin-Mikke, wejdą do tego parlamentu, to
dzięki temu, co mówią, będą skupiali uwagę wszystkich na sobie i będą zagłuszali racjonalny głos, który będzie płynął z wielu polskich ust” (Minęła
dwudziesta, 22.05.2014 r.).
Adam Szejnfeld:
„Ja myślę, że to jest bardzo poważna sprawa. Ja ten spot traktuję, nie
spot, tylko sam w sobie jako bardzo poważny, tylko przesłanie tego spotu.
W ogóle to, o czym ten spot mówi, traktuje, należy podsumować jednym
stwierdzeniem: ludzie o takich sprawach przekonują się, o prawdzie przekonują się nie na ogół niestety, tylko zawsze za późno. (…) Zawsze po
fakcie, zawsze jest niedocenianie. (…) Natomiast wszyscy ci, którzy mają
nadzieję, ale wierzą w to, że nie ma takich zagrożeń, mogą się przekonać,
że nie mieli racji. W związku z czym moim zdaniem to przesłanie trzeba nie
tylko traktować jako bardzo poważne, ale trzeba je nieść i powielać” (Forum, 16.05.2014 r.).
Drugi cytat podkreśla zagrożenie przez użycie wielkich kwantyfikatorów
(„zawsze”, „wszyscy”), wyrażenia modalne i ocenny przymiotnik „poważny”, dookreślony przysłówkiem „bardzo”. „Stwierdzeniu zagrożenia” w ogóle służą nacechowane, negatywnie konotujące słowa (zwłaszcza przymiotniki) zawarte w stwierdzeniach o wysokim stopniu kategoryczności.
Schemat drugi, który możemy nazwać „ekspercką bagatelizacją”, opiera
się na umniejszaniu znaczenia omawianego zjawiska, wskazywaniu, że z jakichś powodów nie jest ono społecznie istotne i nie należy się nim przejmować. Osoba wypowiadająca taką ocenę zazwyczaj stawia się w roli eksperta, którego wiedza i doświadczenie dają legitymizację do oceny ważności
tematów i osób. Znaczącą cechą tego schematu odpowiedzi jest próba wypychania określonych zagadnień w ogóle z dyskusji poprzez wskazywanie,
że dany temat czy osoba na żadnego rodzaju rozmowę nie zasługuje – jak
dzieje się to w poniższych przykładach:
R. Kwiatkowski: „Można mieć poglądy ekstremistyczne czy ekstremalne
i w ten sposób stać się przez chwilę zabawką mediów. Ale tylko tyle, nic
więcej” (Polityka przy kawie, 23.05.2014 r.).
Powyższy cytat zawiera jeszcze jedną niepokojącą sugestię: to, czym zajmują się media, jest właściwie nieważne, niepoważne. Warto tutaj zaznaczyć, że na tę sugestię w ogóle nie zareagowała dziennikarka prowadząca
program.
218

Uwaga, eurosceptycy! Sposoby mówienia o zagrożeniu ruchami radykalnymi przed wyborami do Parlamentu…

K. Biedrzycka-Osica: „A co oznacza Korwin-Mikke w strukturach Parlamentu Europejskiego dla Polski?”
W. Czarzasty: „Nic”.
K. Biedrzycka-Osica: „Nie namiesza, nie namąci, nie narozrabia?”
W. Czarzasty: „Wie Pani co, to są raczej marginalne historie. Proszę pamiętać, że tak naprawdę, jeśli chodzi o UE, to w tej chwili – przekładając to
na Polskę – liczą się dwie frakcje” (Gość poranka, 21.05.2014 r.).
W powyższym przykładzie dobrze widać, jak dokonuje się pewnej dehumanizacji osoby, o której się mówi – w ten sposób łatwiej można ją ośmieszyć, zdyskredytować, skompromitować w oczach odbiorców. Warto przy
tym zaznaczyć, że możemy w ten sposób dojść do pewnego paradoksu: infantylizując wroga („narozrabia” – jak dziecko), osłabiamy też samą groźbę.
J. Żakowski: „Ale, mówiąc poważnie, ja mam wrażenie, że problem z Korwinem polega na tym, że on jest zdolnym kabareciarzem, który jest traktowany z całą powagą w polityce, znaczy na przykład kandyduje, prawda…
I tu jest jakieś nieporozumienie, bo to jest bardzo śmieszne, kiedy mówi
o kamienowaniu kobiet na przykład (…). Natomiast jak przechodzi do poważnego dyskursu jakiegoś, no to się robi po prostu krępujące” (Rozmowa
Info, 15.05.2014 r.).
Ważna odsłona tego schematu polegała na próbie unieważniania partii
i polityka jako takiego poprzez odmawianie prawa do dyskusji na jego temat lub podkreślanie, że taka rozmowa jest niezasadna, więc szkoda na nią
czasu.
A. Zybertowicz: „To jest nieporozumienie poświęcanie tyle czasu Korwinowi-Mikkemu” (Minęła dwudziesta, 22.05.2014 r.).
Z. Krasnodębski: „Ja bym proponował, żebyśmy się w ogóle tym nie
zajmowali [poglądami J. Korwin-Mikkego – przyp. K.B.]. Skądinąd oczywiście jest przerażające, że jeżeli są jakieś sondaże, które mówią, że oni wprowadzą trzy os… dostaną trzy mandaty, no to będą jednak głosy stracone
(Kropka nad i, 23.05.2014 r.).
Schemat trzeci – „ambiwalentna krytyka” – jest oparty na ciekawym i jednocześnie przewrotnym mechanizmie: godzimy się co do tego, że zjawisko
ma swoje złe strony, ale jednocześnie dostrzegamy jego pozytywny wpływ
na określone sytuacje, instytucje czy ludzi. Działanie tego mechanizmu dobrze obrazuje rozmowa Moniki Olejnik ze Zdzisławem Krasnodębskim:
M. Olejnik: „Czy dla Unii Europejskiej niebezpieczeństwem będzie to, że
dostaną się radykalni politycy, radykalne ugrupowania, takie jak Marine
Le Pen czy Brytyjczyk, czy też nasz radykał J.K.M.?”
Z. Krasnodębski: „Nie, ja nie myślę, żeby to było niebezpieczeństwo. Jeśli to będzie przekraczało pewne granice, no to będzie tylko taki folklor.
219

Karolina Brylska

Może to będzie w mediach, ale to nie będzie miało takiego wpływu. Natomiast w gruncie rzeczy to jest jednak tendencja pozytywna. Gdyby nawet
w miarę skrajne, ale poważne partie się tam dostały, dlatego że uważam, że
Parlament Europejski nie był dotąd do końca reprezentatywny, co zresztą
potwierdzają…”
M. Olejnik: „Czyli powinno się go odświeżyć?”
Z. Krasnodębski: „Ja myślę, że to jednak jest decyzja wyborców (…). Myślę, że tam więcej polityki, a w zasadzie więcej kontrowersji, tej instytucji
dobrze zrobią” (Kropka nad i, 23.05.2014 r.).
W tym przypadku można zauważyć – podobnie jak w jednej z wcześniej
cytowanych wypowiedzi – sugestię, jakoby to, czym zajmują się media,
było niepoważne, nieistotne, niemające znaczenia w realnym świecie.

Wyjaśnianie przyczyn popularności groźnych ruchów
Najmocniej eksploatowanym wątkiem w kontekście zagrożenia ruchami
eurosceptycznymi okazały się rozważania na temat przyczyn ich popularności. Dziennikarze chętnie zadawali pytania o tę kwestię, widzowie natomiast słyszeli zazwyczaj jedną z dość wąskiego katalogu odpowiedzi. Politycy i eksperci najczęściej twierdzili, że rosnące wsparcie Europejczyków dla
formacji eurosceptycznych (zwłaszcza skrajnie prawicowych) jest efektem
kryzysu gospodarczego, który skutkował pogorszeniem sytuacji materialnej
mieszkańców Europy i tym samym spowodował spadek zaufania dla rządzących partii centrowych i chadeckich.
L. Miller: „Wzrost tendencji eurosceptycznych to jest efekt rządów prawicy w Unii Europejskiej i tej polityki, która prowadziła do gwałtownych
cięć socjalnych i społecznych, żeby ratować upadające banki. Więc bardziej
przejmowano się bankructwem banków niż bankructwem ludzi. Skoro dzisiaj w Europie jest 27 mln bezrobotnych, 120 mln Europejczyków żyje na
granicy minimum socjalnego lub ociera się o tą granicę, dla wielu młodych ludzi Europa straciła swój powab, jest zbyt dużo lęku, no to prawica
spowodowała, że pojawiają się tendencje eurosceptyczne czy wręcz takie
rozsadzające, bo zawsze w tego typu sytuacjach powstaje gleba, na której
nacjonalizm bardzo szybko rośnie” (Dziś wieczorem, 20.05.2014 r.).
Ze strony polityków i publicystów prawicowych można było usłyszeć
uzasadnienia związane z krytyką UE.
D. Jackiewicz: „Jeśli nawet w Europie istnieje jakiekolwiek zagrożenie
ze strony ruchów, o których mowa w naszym programie, to jest to reakcja
naturalna i wprost proporcjonalna do tego, co się dzieje teraz w samej UE,
w samym PE, gdzie dominują teraz ruchy skrajnie lewicowe. (…) Jeśli jest
220

Uwaga, eurosceptycy! Sposoby mówienia o zagrożeniu ruchami radykalnymi przed wyborami do Parlamentu…

tak wielkie zbiurokratyzowanie Unii Europejskiej, jeśli UE – wbrew temu
na co się kiedyś umawialiśmy – zaczyna się zajmować sprawami światopoglądowymi, tradycją, kulturą, religią, a nie tak miała wyglądać, bo nie na
to się umawialiśmy, to budzą się takie ruchy, ruchy ludzi niezadowolonych
z integracji (…). Im bardziej będziecie próbowali w UE narzucać w sferach
światopoglądowych czy obyczajowych swój dyktat, dyktat mniejszości,
zwłaszcza mniejszości seksualnych, tym bardziej tego typu ruchy będą powstawały” (Forum, 16.05.2014 r.).
M. Wójcicki: „Zgodzi się pan, jeszcze na koniec zapytam, to jest opinia
naszego widza, odnosząc się oczywiście do tej skrajnej prawicy, która zyskuje w Europie: »to jest ostrzeżenie dla obecnej klasy politycznej, że ich
nieróbstwo i brak szacunku dla społeczeństwa może znowu wywindować
ugrupowania radykalne«?
I. Janke: „Każdy radykalizm jest niebezpieczny, i po prawej, i po lewej
stronie. To po pierwsze sobie powiedzmy, taki skrajny radykalizm. Każdy głos protestu – a to głosowanie na tego typu ugrupowania są głosami
protestu – i na pewno one powinny być głosem ostrzeżenia wobec tych
polityków, którzy są oderwani od rzeczywistości, tak” (Wydarzenia, opinie,
komentarze, 15.05.2014 r.).
W tego typu wypowiedziach możemy więc odnaleźć sugestię, że to sama
Unia Europejska – działaniami najbardziej znaczących polityków, ale także
samymi zasadami funkcjonowania – wywołała ruch protestu wobec siebie
samej. W ten sposób w dyskursie tworzy się groźba na poziomie meta: UE
stała się zagrożeniem dla państw narodowych i ich obywateli, a więc ci
obywatele podejmują działania, które mają zagrozić Unii.
Warto odnotować, że rzadko, ale jednak, zdarzały się między dziennikarzami
a gośćmi spory na temat tego, czy odpowiedzialność za popularność Janusza
Korwin-Mikkego ponoszą dziennikarze, czy może elity polityczne w Polsce:
A. Zybertowicz: „To media napompowały błazna politycznego do poziomu niebezpiecznego dla poważnej debaty. Najpierw błazna pod nazwą
Palikot, a teraz błazna pod nazwą Korwin-Mikke”.
K. Lewicka: „Profesor Andrzej Zybertowicz, z którym się nie zgodzę, panowie, ponieważ jak zwykle media są chłopcem do bicia, a myślę, że popularność Kongresu Nowej Prawicy to jest po prostu rezultat słabości obecnych
elit politycznych” (Minęła dwudziesta, 22.05.2014 r.).

Opisywanie zagrożenia
Kluczowym założeniem, jakie należy poczynić na wstępie tej części artykułu,
jest relacja między groźbą a krytyką i opisem nacechowanym negatywnie.
221

Karolina Brylska

W badanym materiale często bowiem pojawiają się teksty, które w całości
lub dużej części można odczytać jako obraz pewnego zagrożenia, natomiast
trudno odnaleźć w nich zdania, które z formalnego punktu widzenia można
określić jako groźby.
By wyjaśnić zasadność kwalifikowania takich tekstów do kategorii
gróźb, trzeba wyjść od wskazania, gdzie w dyskursie politycznym w ogóle
można szukać groźby. Otóż z całą pewnością można założyć, że groźba może
być użyteczna zarówno w mówieniu o innych, jak i w mówieniu o rzeczywistości. Omawiając zaś podmiot, stan rzeczy czy zjawisko, trudno uciec od
elementów opisowych, nierzadko ocennych. Aktorzy dyskursu politycznego, prezentując opisy i dokonując ocen, wykorzystują te komunikaty w celach perswazyjnych – jeśli zaś stosują groźbę jako narzędzie nakłaniania,
to umiejscawiają ją również w tychże opisowych czy ocennych komunikatach. Innymi słowy, tak konstruują diagnozę sytuacji, by skłaniała ona
odbiorców do wniosków o negatywnych konsekwencjach danego stanu
rzeczy. Tu zresztą łatwo zaobserwować groźbę przez negację, która zamyka
się w formule „nie będziemy tacy – a oni tacy są i w związku z tym zrobią
wam krzywdę”.
Opisy negatywne mogą więc funkcjonować w roli groźby (rekonstruującej się już w procesie interpretacji dokonywanej przez odbiorcę), a kluczem do odczytania opisu jako groźby staje się kontekst. I tak na przykład,
jeśli mamy do czynienia z wypowiedzianym przez przedstawiciela frakcji
A krytycznym opisem kondycji Unii Europejskiej rządzonej przez frakcję B,
przedstawionym w okresie kampanii wyborczej, to z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że funkcją takiego komunikatu jest wywołanie
wśród odbiorców poczucia zagrożenia – tym na przykład, że pod rządami
frakcji B Unię Europejską czeka katastrofa gospodarcza lub polityczna.
Posługując się groźbą konstruowaną za pomocą negatywnych opisów
i ocen, reprezentanci przeciwstawnych stron sporu politycznego występują
w rolach demaskatorów – twierdzą, że obnażają patologie funkcjonowania
systemu społeczno-gospodarczego i mobilizują wyborców do podjęcia decyzji, która albo poprawi sytuację, albo pozwoli uniknąć jej pogorszenia.
Ale tak naprawdę tylko perswazyjnie definiują sytuację, w której retoryczne role zostają odgórnie rozdane, a motywacje są agensom arbitralnie przypisywane.
W badanym materiale wystąpiły istotne dla konstruowania świadomości zagrożenia opisy negatywne podane (1) wprost, (2) w formie aluzji lub
(3) ewokowane pytaniami zawierającymi problematyczne lub kompromitujące cytaty poszczególnych polityków (np. „Jak ma pan zamiar walczyć
z pederastią?” – pytanie oparte na presupozycji ma skompromitować osobę,
222

Uwaga, eurosceptycy! Sposoby mówienia o zagrożeniu ruchami radykalnymi przed wyborami do Parlamentu…

do której jest skierowane, i tym samym ukazać ją jako zagrażającą prawom
mniejszości seksualnych). Mówienie o polityku lub partii polegało więc na
podkreślaniu potencjalnie degradujących i delegitymizujących właściwości
przy jednoczesnym pomijaniu innych cech, działań czy propozycji, jak w poniższym przykładzie:
J. Ordyński: „A Korwin-Mikke jest groźny? Przecież nie osiągnął nigdy takiego pułapu głosów, ile osiągali tamci” [R. Giertych, A. Lepper – przyp. K.B.].
J. Żakowski: „To jest, przypominam, ten polityk, który jak raz był w sejmie, to zgłosił projekt uchwały lustracyjnej, która… która była wykwitem
kompletnie chorego umysłu, ta która pod szantażem moralnym uchwalona i zdestruowała polską politykę na lata” (Rozmowa Info, 15.05.2014 r.).
Kolejnym narzędziem oznaczania zagrożenia stały się w analizowanych
audycjach etykietki. Marek Kochan określa je jako „okazjonalne, opisowowartościujące nazwania różnych bytów, motywowane perswazyjne, tj. służące przekazaniu odbiorcom określonych wartości, używane dla określenia
tych samych bytów przez innych nadawców lub wprowadzone z myślą o takim użyciu”15. Kluczowe etykietki w badanym materiale to oczywiście „eurosceptyk” i „radykał” – można je zaliczyć do wskazywanych przez Kochana16
tworów jednowyrazowych, zawierających wbudowany na stałe komponent
oceniający i przynależący do ustalonego zbioru etykietek (podobnie jak „liberał” czy „apostata”). Pojawiały się również egzemplifikacje etykietek drugiego
typu wymienionego przez Kochana, czyli mniej lub bardziej rozbudowanych
peryfraz, jak w poniżej wypowiedzi Roberta Kwiatkowskiego:
„Mówię o zwalczaniu cichych sojuszników Putina, do których w Europie
zaliczają się: pani Le Pen, pan Farage, a w Polsce ma takich cichych kibiców i zwolenników jak pan Korwin-Mikke. Tą agenturę wpływu należy
skasować. I to jest zadanie, które stoi przed normalnymi partiami: eurorealistami, eurooptymistami w tych wyborach europejskich. Nie możemy
pozwolić do tego, żeby błazny i pajace reprezentowali Polskę i Polaków
w Parlamencie Europejskim, bo zbyt wiele… Pani redaktor, zbyt wysoka
jest dzisiaj stawka. My nie żyjemy w oazie szczęśliwości i spokoju. Zaczynają się niepokoje u naszych granic, pora na to odpowiedzieć” (Polityka
przy kawie, 21.05.2014 r.).
Można też odnaleźć peryfrazy noszące znamiona definicji perswazyjnych:
P. Zalewski: „Myślę, że pan Janusz Korwin-Mikke nie jest eurosceptykiem, jest otwartym przeciwnikiem Unii Europejskiej [M. Balicki wtrąca:
15
M. Kochan, »Przyklejanie etykietek«, czyli o negatywnym nazywaniu przeciwnika, [w]: Język polityki
a współczesna kultura polityczna, pod red. J. Anusiewicza, B. Sicińskiego, Język a Kultura, t. 11, Wrocław 1994, s. 86.
16
Tamże.

223

Karolina Brylska

»czyli uniosceptykiem«], czyli człowiekiem, który chce zburzyć fundamenty polskiego rozwoju i polskiego bezpieczeństwa” (Minęła dwudziesta,
22.05.2014 r.).
Analiza materiału przyniosła także przykłady form konstruowania zagrożenia oparte na zakotwiczaniu podmiotów, które chce się skrytykować,
i pokazywaniu ich jako niebezpiecznych poprzez łączenie ich z bytem, co do
którego zagrażających właściwości istnieje względne porozumienie. Przedmiotem tego zabiegu był najczęściej Janusz Korwin-Mikke, o którym mówiono na przykład tak:
K. Lewicka: „Panowie, chciałabym zacząć od Janusza Korwin-Mikkego,
który stał się takim gorącym kartoflem tej kampanii, a przynajmniej ostatnich kilkunastu godzin, bo i Platforma, i Prawo i Sprawiedliwość, nawet Sojusz Lewicy Demokratycznej włączył się do tej gry przerzucania Januszem
Korwin-Mikke. Zacznijmy od Donalda Tuska: »eurosceptycyzm PiS-u jest
bardziej niebezpieczny niż ten Korwin-Mikkego, bo ukryty«. Adam Hofman: »Korwin-Mikke jest bliski Tuskowi, bo jego prorosyjskie poglądy realizował Tusk przez ostatnie sześć lat«. No i jeszcze Sojusz Lewicy Demokratycznej, z ostatnich kilku godzin, które twierdzi, że Platforma Obywatelska
powinna przyznać się do tej umowy, którą zawarła z UPR, partią Janusza
Korwin-Mikkego, w 2001 roku. Co się dzieje, panowie?” (Minęła dwudziesta, 22.05.2014 r.).
Następnym użytecznym narzędziem straszenia jest intensyfikacja zagrożenia, która polega na wskazywaniu, że problem z ugrupowaniami eurosceptycznymi (radykalnymi) dotyczy całej Europy.
J. Pochanke: „A propos radykałów: »Boję się, że Europa wybierze parlament tak wrogi samej Europie, jak nigdy wcześniej« – mówił w tym studiu
kilka dni temu Aleksander Smolar. Parlament nieufny, homofobiczny, populistyczny, antyimigrancki… »Menażeria antypartii« – tak powiedział.
Czy pana niepokoją zjawiska radykalne, czy to, że umiarkowani przestali się
miarkować i z radykałów biorą przykład? Pytam o Francję, o Wielką Brytanię, o to, że Cameron nagle zaczął nie znosić imigracji, tylko po to, żeby prześcignąć się z tymi, którzy imigrantów nie znoszą naprawdę. Że umiarkowani
ludzie od Sarkozy’ego zaczynają mówić hasłami Marine Le Pen…”
D. Tusk: „Jest coś trafnego w tym powiedzeniu, że istotna część Parlamentu Europejskiego będzie sama siebie nienawidziła. No bo jak się słucha tych najbardziej zajadłych eurosceptyków, no to słuchamy dziwnych
polityków, którzy marzą o tym, żeby być w europarlamencie, którego nienawidzą i którym pogardzają. Pan Janusz Korwin-Mikke, nasz przedstawiciel…”
J. Pochanke: „…nasza kropla w morzu nieszczęść…”
224

Uwaga, eurosceptycy! Sposoby mówienia o zagrożeniu ruchami radykalnymi przed wyborami do Parlamentu…

D. Tusk: [uśmiech] „… radykałów idzie z planem zamiany Parlamentu
Europejskiego w dom publiczny, co oficjalnie zapowiedział. Aż mnie zastanawia, dlaczego pożąda tak bycia tam, jeśli uważa, że to jest miejsce stworzone… tylko skrojone na…”
J. Pochanke: „Może lubi takie miejsca?”
D. Tusk: „Trudno wykluczyć. Ale mówiąc zupełnie serio, mamy oczywiście zupełnie poważną sytuację. Ja rozumiem, nie usprawiedliwiam, ale
rozumiem polityków głównego nurtu, którzy ścigają się dzisiaj na radykalizmy, bo im naprawdę wyrasta obok bardzo niebezpieczna siła gotowa
rozbić Unię Europejską. Czy to jest ugrupowanie Farage’a w Wielkiej Brytanii, które może wygrać wybory, czy ugrupowanie Marine Le Pen, która
naprawdę może wygrać wybory, to żarty się skończyły”.
J. Pochanke: „Problem polega na tym, że my z tymi hasłami potem w Europie zostaniemy…”
D. Tusk: „Tylko ja czuję… My musimy się czuć odpowiedzialni za nasz
wybór” (Fakty po Faktach, 21.05.2014 r.).
Wreszcie pojawiały się głosy ambiwalentne – pozornie uspokajające, ale
jednocześnie pokazujące rozmiar problemu:
R. Kalisz: „Mamy bardzo wyraźny wzrost, szczególnie we Francji i w Zjednoczonym Królestwie, i w wielu innych krajach europejskich,
wzrost ruchów narodowych (…) odwołujących się do ideologii wykluczającej, czyli wykluczającej określone grupy ludzi czy ludzi, których nie rozumieją, czy wszystkich innych. To oczywiście jest zjawisko, które nasiliło się
w ostatnim czasie. Ja myślę, że jednak do tego nie dojdzie, to znaczy do
jakiegoś wzrostu znaczenia tych grup. Mieliśmy doświadczenie ze skrajnie
nacjonalistyczną partią Haidera w Austrii. Mieliśmy już sytuację, że w wyborach prezydenckich we Francji do drugiej tury wszedł Le Pen, szef Frontu
Narodowego. To są zjawiska, którym w kategoriach demokratycznych, czyli
rozmowy ze społeczeństwem, czyli przekazywania wiedzy o tym, czym są
tego rodzaju poglądy i ideologie chyba nie poświęcamy tyle czasu. Również w Polsce taka skrajna postawa, wykluczająca, ona znajduje wielu, wielu obrońców, a nawet ludzi, którzy ją wspierają” (Forum, 16.05.2014 r.).

Wnioski
Jak wykazało badanie, eurosceptycyzm jako pewien konstrukt światopoglądowy jest instrumentalizowany przez różne podmioty kształtujące dyskurs polityczny i publicznie posługujące się groźbą w celach perswazyjnych.
Bardzo dobrze widać to przy analizie wypowiedzi dotyczących Janusza Korwin-Mikkego: jednego dnia dziennikarze rozmawiają o liderze KNP z Janu225

Karolina Brylska

szem Palikotem w kontekście przepływu elektoratu, a kolejnego z Leszkiem
Millerem w kontekście popularności ugrupowań o skrajnych poglądach.
Wspólnym mianownikiem jest tu wskazywanie Korwin-Mikkego jako zagrożenia: dla innych partii, Polaków, Unii Europejskiej czy w ogóle dla porządku cywilizowanego świata. Warto przy tej okazji zauważyć, że obecność
w studiu osoby, którą się straszy (czy przedstawiciela partii, którą się krytykuje), niewiele zmienia w sposobie mówienia o niej, w konstruowaniu
groźby. Straszący politycy niejako ignorują siedzącego obok krytykowanego przeciwnika i mówią o nim tak, jak gdyby jego obecność i wypowiedzi
nie miały – lub co najmniej nie powinny mieć – znaczenia dla odbiorców.
Kluczowym problemem, jaki wyłania się z przeanalizowanego materiału,
jest niezwykle powierzchowny sposób mówienia o radykalizmach politycznych. Dane ilościowe wyraźnie pokazują, że to zagadnienie było jednym
z popularniejszych w dyskusjach publicystycznych podczas kampanii wyborczej, natomiast badanie jakościowe dowodzi, że ten wątek nie doczekał
się właściwego ujęcia. Brakowało pogłębionych analiz na temat przyczyn
rosnącej popularności ruchów radykalnych (jednym z nielicznych wyjątków jest tu rozmowa Jana Ordyńskiego z Andrzejem Celińskim w programie Rozmowa Info 19 maja 2014 r., w której gość bardziej kompetentnie,
kompleksowo, szerzej dociekał źródeł tego trendu). Dominowały powierzchowne ujęcia sprawy, właściwie zamykające się w dziennikarskim stwierdzeniu, że ruchy te „rosną w siłę” i jednym z dwóch pytań kontekstowych:
„czy to na pewno źle?” oraz „dlaczego tak się dzieje?”. Odpowiedzi gości
(zarówno polityków, jak ekspertów) przynosiły zazwyczaj przewidywalne
i dosyć banalne wnioski, obfitujące w ogólniki i odwołania do stereotypów
i niepodnoszące znacząco wartości edukacyjnej audycji. Co gorsza, niemal
w żadnej dyskusji nie precyzowano zagrożeń, jakie niesie ze sobą popularność ruchów radykalnych – co mogłaby zdziałać silna potencjalna frakcja
radykałów w PE; czy i jak zmieniłby się wektor integracji europejskiej, gdyby głos partii o skrajnych poglądach był bardziej słyszalny; co oznaczałoby
to dla perspektywy kolejnych rozszerzeń, negocjacji budżetów unijnych itd.
Wydaje się, że tego typu merytoryczne uzasadnienia nie tylko pogłębiłyby
samą dyskusję, ale także w pewnym sensie legitymizowałyby podejmowanie wątku zagrożenia w dyskusjach publicystycznych.
Oczywiście można zadać sobie pytanie, czy we współczesnej telewizji jest
miejsce na poszerzoną – pewnego rodzaju humanistyczną – refleksję. Pewnie
nie wszędzie, ale wydaje się, że choćby kilkudziesięciominutowe programy
emitowane w zobligowanej do realizacji misji telewizji publicznej powinny
dawać przestrzeń do merytorycznej dyskusji, zwłaszcza jeśli ich prowadzący
z dużą chęcią wywołują temat ruchów radykalnych – ważny, ale i wyma226

Uwaga, eurosceptycy! Sposoby mówienia o zagrożeniu ruchami radykalnymi przed wyborami do Parlamentu…

gający rozwagi, szczególnej odpowiedzialności za słowo i pewnego zasobu
wiedzy historycznej i społecznej. Na złożoność i trudność w analizie tego zagadnienia (w kontekście tylko ruchów skrajnie prawicowych – ale to także
jest adekwatne przy rozważaniu eurosceptycyzmu w omawianym ujęciu)
zwracał uwagę m.in. Marek Czyżewski, pisząc: „Spory o źródła prawicowego ekstremizmu stanowią swego rodzaju »papierek lakmusowy« stanu
dyskursu publicznego i politycznego. Prawicowy ekstremizm to bowiem:
• złożone zjawisko, którego nie da się zredukować do prostego, jednowymiarowego wyjaśnienia;
• palący problem społeczny, łączący się z koniecznością podjęcia ważnych
decyzji politycznych oraz z generalnym kontekstem politycznych sporów
i konfliktów;
• temat, który wiąże się z reguły, w krytyczny lub »obronny« sposób, ze stosunkiem do własnej tożsamości narodowej i z obrazem historii;
• śmiertelne zagrożenie dla ofiar.
Z tych wszystkich powodów spory o prawicowy ekstremizm stanowią
dla dyskursu publicznego i politycznego niezwykle trudne wyzwanie”17.
Kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku przyniosła też nowy wymiar straszenia Unią Europejską. Dotąd wiodący wątek
dotyczył kwestii światopoglądowych i integracyjnych (jak lapidarnie ujął
to w jednym z programów publicystycznych tej kampanii Ryszard Legutko:
„ze strony Unii Europejskiej zagrażają nam niepokojące tendencje światopoglądowe i tendencje federalistyczne”). Potwierdzają to badania m.in. Artura
Lipińskiego, który – analizując Europę jako zasób dyskursywny w przestrzeni politycznej18 – wyróżnił trzy pozycje zajmowane przez polskich polityków
w okresie okołoakcesyjnym (rok 2004): Europa jako szansa, Europa jako gra
interesów między państwami narodowymi, Europa jako zagrożenie. Trzecia pozycja dyskursywna kategorycznie negowała Unię Europejską jako
taką i opierała się na nacjonalizmie w wersji etnosymbolicznej. Chodziło tu
o konieczną i założoną tożsamość narodu i terytorium państwa oraz zasadę,
że to naród jest jedynym suwerenem państwa. W związku z tym Unia Europejska, która chce ustanowić swoją władzę nad państwem, staje się naturalnym antagonistą narodu. Jest więc zagrażająca ideologicznie, zwłaszcza jako ostoja lewaków i ateistów19. Kampania wyborcza do PE 2014 roku
17
M. Czyżewski, W poszukiwaniu przyczyn prawicowego ekstremizmu, [w:] Rytualny chaos. Studium dyskursu
publicznego, pod red. M. Czyżewskiego, S. Kowalskiego, A. Piotrowskiego, Warszawa 2010, s. 362.
18
A. Lipiński, Europa jako zasób symboliczny w dyskursie polskich partii politycznych po 2004 r., [w:] Transformacja polska – oczekiwania i rzeczywistość, cz. 2, pod red. J. Dzwończyk, J. Kornasia, Kraków 2011, s. 135–146.
19
Por. np. G. Żuk, Twierdza czy wspólnota? Europa w polskim dyskursie publicznym, Lublin 2010, s. 75–93, A. Horolets, Obrazy Europy w polskim dyskursie publicznym, Kraków 2006, s. 156–167.

227

Karolina Brylska

przyniosła nowy argument dowodzący, że UE jest dla Polski zagrożeniem.
Otóż teraz, dla drugiej strony sceny politycznej i części dziennikarzy, Unia
staje się groźna, ponieważ może wpaść w niepowołane ręce – skrajnej prawicy, nacjonalistów, eurosceptyków. Może więc stać się areną wariatów,
którzy zburzą wieloletni dorobek cywilizowany państw Zachodu.
Przy tej okazji warto zwrócić uwagę na dwa paradoksy, które narodziły
się w toku kampanijnych dyskusji. Pierwszy dotyczy popularności Janusza
Korwin-Mikkego. Osoby, które krytykowały popieranie tego polityka, jednocześnie afirmowały demokrację jako rozwiązanie ustrojowe. Takie ujęcie
generowało oczywiście pewien dysonans, z którym politycy i dziennikarze
radzili sobie na dwa sposoby: albo płytko racjonalizując wzrost poparcia
jako chwilową tendencję wywołaną kryzysem gospodarczym, albo też dezawuując część popierającego KNP elektoratu (w myśl zasady: to moda wśród
młodych, którzy nic nie rozumieją). Drugi paradoks (właściwy dyskursowi politycznemu w ogóle, nie tylko w omawianym materiale) przyniosła
metadyskusja na temat jakości kampanii, w której pojawiały się głosy, że
politycy niepotrzebnie i nieadekwatnie do sytuacji straszą obywateli (por.
np. wypowiedź R. Chwedoruka w programie Wydarzenia, opinie, komentarze z 23 maja czy refleksję J. Wenderlicha o „armii straszycieli” w Minęła
dwudziesta z 19 maja). Z jednej strony osoby produkujące dyskurs (za T.A.
van Dijkiem inspirowanym koncepcją P. Bourdieu powiedzielibyśmy: „elity symboliczne”20) wiedzą, że straszenie nie jest właściwą drogą perswazji,
z drugiej natomiast chętnie z tej drogi korzystają, jeśli tylko pomaga im ona
osiągnąć strategiczne lub choćby taktyczne cele polityczne.
Przytaczane powyżej wnioski szczegółowe i ogólne muszą prowadzić do
oceny sposobu dyskutowania o zagrożeniu eurosceptycyzmem jako dyskursie o niskiej jakości i niewielkiej użyteczności społecznej. Barbara Jabłońska,
badając telewizyjne debaty polityczne, odnotowała dwa modelowe typy
dyskursów generowane przez dwa rodzaje dyskusji. „Debata racjonalna”
(oparta na działaniu komunikacyjnym w rozumieniu J. Habermasa) toczy
się przy wykorzystaniu argumentów merytorycznych, jest nakierowana na
porozumienie i znalezienie konsensu, pozwala tworzyć wspólnotę i generować tzw. dyskurs obywatelski. A contrario „spektakl”, a więc dyskusja
konfrontacyjna, niemerytoryczna, z argumentacją opartą na ideologizacji,
dychotomiach i nastawioną na pokonanie przeciwnika, skutkuje pseudokomunikacją i wytworzeniem dyskursu nieobywatelskiego. Szczegóły tego
rozróżnienia zawarto w poniższej tabeli.
20

P. Bourdieu, Language and Symbolic Power, Cambridge 1991. Elitę symboliczną polscy badacze dyskursu
definiują jako tych, którzy „sprawują bezpośrednią kontrolę nad publicznie dostępną wiedzą, publicznie prawomocnymi przekonaniami, nad kształtem i treścią dyskursu publicznego” (Rytualny chaos…, s. 24).

228

Uwaga, eurosceptycy! Sposoby mówienia o zagrożeniu ruchami radykalnymi przed wyborami do Parlamentu…

Tabela 1. Modele dyskusji

gra, walka
(działanie
strategiczne, instrumentalne)

konfrontacyjne

techniki
erystyczne,
ideologizacja, brutalizacja, rytualizacja,
dychotomizacja

dyskurs
zamknięty
(blokada
komunikacyjna)

pokonanie
przeciwnika
politycznego, wykluczenie
z dyskursu,
tworzenie
sztucznych
podziałów

racjonalna
dyskusja
(działanie
komunikacyjne)

kooperacyjne

argumenta- dyskurs
cja meryto- otwarty
(swobodny
ryczna
przepływ
argumentacji)

uzgodnienie znaczeń,
wymiana
argumentacji,
osiągnięcie
porozumienia, wypracowanie
wniosków

Rezultat

DYSKURS
NIEOBYWATELSKI

Cel komunikacji

DYSKURS
OBYWATELSKI

Drożność
komunikacji

PSEUDOKOMUNIKACJA

Rodzaje
argumentacji

WSPÓLNOTA
KOMUNIKACYJNA

DEBATA RACJONALNA

SPEKTAKL

NastawieStrategie
Rodzaj
nie uczestdyskursywdyskusji
ników kone
munikacji

B. Jabłońska, Telewizyjny „spektakl” czy racjonalna debata? Analiza słownictwa i strategii argumentacyjnych w wybranych programach politycznych TVP1 dotyczących problematyki UE,
„Przegląd Socjologii Jakościowej” 2010, t. 6, nr 2, s. 42.

Wydaje się, że przeanalizowany materiał dowodzi tworzenia – w kontekście dyskusji o ruchach eurosceptycznych – takiego właśnie dyskursu
nieobywatelskiego. Cytowany na początku Monteskiusz sugerował, że fundamentem demokracji winny być cnoty obywatelskie. Wygląda na to,
że przestrzeń medialna (a co najmniej telewizyjna) nie jest obszarem sprzyjającym demonstracji cnoty, jaką jest odpowiedzialne i rozsądne używanie
słowa w sferze publicznej.

Dyskusja
Przeprowadzona analiza może skłaniać do postawienia kilku pytań o charakterze nie tyle medialnym, co wręcz politologicznym. Mamy bowiem do
czynienia z sytuacją, w której przedmiot gróźb – kluczowa partia eurosceptyczna, jaką jest Kongres Nowej Prawicy – przekroczyła próg wyborczy i po
229

Karolina Brylska

raz pierwszy w historii wprowadziła swoich przedstawicieli do Parlamentu
Europejskiego. Wygląda więc na to, że straszenie Januszem Korwin-Mikkem, jakkolwiek intensywne, okazało się nieskuteczne. Można postawić co
najmniej trzy hipotezy wyjaśniające tę sytuację.
Pierwsza, najprostsza, każe powiedzieć o nieskuteczności wypowiadanych przez polityków i dziennikarzy gróźb. Nie przekonały one wyborców,
ponieważ zostały przez nich ocenione jako niewiarygodne, a więc zbyt słabe (za mało kategoryczny, obrazowy język; niejednoznaczny sposób mówienia o zagrożeniu) lub przeciwnie – zbyt mocne (odbiorcy mogli ocenić
taki straszący sposób mówienia o eurosceptykach jako przesadzony, nierelewantny, a tym samym niegodny zaufania ani uwagi). Istnieje jeszcze jedna
możliwość niskiej skuteczności gróźb w kampanijnej perswazji: zbyt częste posługiwanie się tym narzędziem przez polityków, które skutkuje przyzwyczajeniem wyborców do straszenia i grożenia, podniesieniem ich progu
wrażliwości na komunikaty grożące, co łączy się z koniecznością wzmacniania tego bodźca z każdą kolejną kampanią. Może gdyby przeciwnicy
polityczni eurosceptyków zamiast krytycznych ocen w programach publicystycznych zaprezentowali obrazowe, mocne spoty telewizyjne z agresywnymi hasłami, to udałoby im się faktycznie nastraszyć elektorat.
Hipoteza druga sugerowałaby ważenie gróźb w analizowanej kampanii.
Trzeba powiedzieć, że największym partiom politycznym (Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość) udało się uczynić ramę bezpieczeństwa
narodowego kluczową w kontekście minionych wyborów. Zagrożenie ze
strony Rosji, obrazowane sytuacją na Ukrainie, wypowiedziami polityków
rosyjskich, sytuacją na rynku surowców energetycznych itd. było wskazywane często jako najważniejszy problem, z jakim trzeba będzie zmierzyć się
za pośrednictwem i z pomocą Unii Europejskiej. Tego rodzaju zagrożenie
zewnętrzne, strategiczne, pozwalało generować groźby mocniejsze, niejako
ważniejsze niż te związane z partiami eurosceptycznymi. Waga tych dwóch
rodzajów gróźb różniła się jeszcze tym bardziej, że co do zagrożenia Rosją
przedstawiciele wszystkich wiodących formacji politycznych byli zgodni,
natomiast zagrożenie ruchami eurosceptycznymi bywało – jak wskazano
już wcześniej – bagatelizowane. Przy tej okazji, na marginesie, warto jeszcze
zauważyć, że wyraźnie istotne znaczenie dla zwycięstwa w wyborach miała
strategia Platformy Obywatelskiej i Donalda Tuska oparta w dużej mierze
na mówieniu o bezpieczeństwie państwa w obliczu poważnych zagrożeń
(takich jak Rosja, ale także powódź na południu kraju).
Hipoteza trzecia mogłaby wyjaśniać nieskuteczność straszenia KNP siłą
przekazów samej partii i jej lidera. Być może elektorat, który ostatecznie
zdecydował się poprzeć stronnictwo Janusza Korwin-Mikkego, za bardziej
230

Uwaga, eurosceptycy! Sposoby mówienia o zagrożeniu ruchami radykalnymi przed wyborami do Parlamentu…

przekonujące uważał postulaty polityczne tej partii i jej lidera niż komunikaty innych partii politycznych o KNP. Podatność elektoratu na propozycje polityczne Korwin-Mikkego to temat wymagający oczywiście odrębnej
analizy, tutaj jedynie autorka wskazuje go jako w pewnym stopniu istotny
dla omawianego tematu.
Ostatnia, czwarta, hipoteza byłaby zapewne mało pocieszająca dla
nadawców, dziennikarzy politycznych i samych polityków: może należy
przyjąć, że telewizyjne programy publicystyczne mają po prostu małe znaczenie w procesie podejmowania przez Polaków decyzji wyborczych? Z pewnością ważniejsze z tego punktu widzenia są treści wieczornych serwisów
informacyjnych, prawdopodobnie też rosnący udział w kształtowaniu opinii elektoratu mają treści publikowane w internecie. W takim zestawieniu
formuła programów publicystycznych, a także ich zawartość może okazać
się dla odbiorców nieatrakcyjna lub niezrozumiała.

Bibliografia
Boniecka B., Struktura i funkcje pytań w języku polskim, Lublin 2000.
Bourdieu P., Language and Symbolic Power, Cambridge 1991.
Brylska K., Komunikaty grożące jako narzędzie nakłaniania – przykłady
polskich kampanii społecznych, [w:] Quo vaditis? Interdyscyplinarne horyzonty nauk o mediach, pod red. T. Gackowskiego, Warszawa 2012.
Dyskurs jako struktura i proces. Praca zbiorowa, pod red. T.A. van Dijka,
tłum. G. Grochowski, Warszawa 2001.
Gitlin T., The Whole World is Watching: Mass Media in the Making and
Unmaking of the New Left, Berkeley 1980.
Goffman E., Frame Analysis: An Essay on the Organization of Experience,
Cambridge 1974.
Horolets A., Obrazy Europy w polskim dyskursie publicznym, Kraków 2006.
Jabłońska B., Obywatelski i nieobywatelski dyskurs polityczny w aspekcie
procesów integracyjnych Polski z Unią Europejską, [w:] Europa w polskich dyskursach, pod red. A. Horolets, Toruń 2006.
Jabłońska B., Telewizyjny »spektakl« czy racjonalna debata? Analiza słownictwa i strategii argumentacyjnych w wybranych programach politycznych TVP1 dotyczących problematyki UE, „Przegląd Socjologii Jakościowej” 2010, t. 6, nr 2.
Kochan M., »Przyklejanie etykietek«, czyli o negatywnym nazywaniu przeciwnika, [w]: Język polityki a współczesna kultura polityczna, pod red. J. Anusiewicza, B. Sicińskiego, Język a Kultura, t. 11, Wrocław 1994.
231

Karolina Brylska

Kubala K., Obrazy Unii Europejskiej w polskim dyskursie prasowym. Analiza kompleksów dyskursywnych, [w:] Dyskursywne i niedyskursywne
obrazy rzeczywistości, pod red. D. Walczak-Duraj, Łódź 2008.
Lipiński A., Europa jako zasób symboliczny w dyskursie polskich partii politycznych po 2004 r., [w:] Transformacja polska – oczekiwania i rzeczywistość, cz. 2, pod red. J. Dzwończyk, J. Kornasia, Kraków 2011.
Monteskiusz, O duchu praw, tłum. T. Boy-Żeleński, Kęty 1997.
Neuman W.R., Just M.R., Crigler A.N., Common Knowledge. News and the
Construction of Political Meaning, Chicago–London 1992.
Palczewski M., Koncepcja »framingu« i jej zastosowanie w badaniach newsów w »Wiadomościach« TVP i »Faktach« TVN; „Studia Medioznawcze”
2011, nr 1 (44).
Psychologia polityczna, pod red. K. Skarżyńskiej, Poznań 1999.
Rytualny chaos. Studium dyskursu publicznego, pod red. M. Czyżewskiego,
S. Kowalskiego, A. Piotrowskiego, Warszawa 2010.
Sitarska K., Słowo w komunikacji telewizyjnej. Strategie nadawczo-odbiorcze,
Łódź 2013.
Słownik terminologii medialnej, pod red. W. Pisarka, Kraków 2006.
Smolski R., Smolski M., Stadtmüller E.H., Edukacja obywatelska. Słownik
encyklopedyczny, Wrocław 1999.
Współczesne teorie socjologiczne, wyb. i oprac. A. Jasińska-Kania i in., t. 2,
Warszawa 2006.
Żuk G., Twierdza czy wspólnota? Europa w polskim dyskursie publicznym,
Lublin 2010.
Źródła internetowe:
http://www.krrit.gov.pl/krrit/aktualnosci/news,1572,kampania-pe-2014--wyniki-monitoringu.html.
Widownia programów informacyjnych TVP Info, TVN 24, Polsat News, Superstacja. Raport Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, oprac. J. Reisner,
http://www.krrit.gov.pl/Data/Files/_public/pliki/publikacje/raporty/kontrola-nadawcow-wyniki-badan/widownia-programow-informacyjnychi-kwartale-2014.pdf.

SUMMARY
The aim of the analysis was to determine whether and how the Polish
current affairs programmes aired during the election campaign for the European Parliament pointed eurosceptic groups and parties as some kind of
232

Uwaga, eurosceptycy! Sposoby mówienia o zagrożeniu ruchami radykalnymi przed wyborami do Parlamentu…

threat. In the description of the material author tried to reproduce some
repetitive language practices which serve to build a collective sense of danger. In the study, 57 Polish current affairs programmes issued in six key TV
channels during the two weeks preceding the elections to the European
Parliament (10–23 May 2014) has been analyzed. During the research the
methodology of qualitative and quantitative content analysis and rhetorical analysis has been implemented.
In a study conducted, euroscepticism as an ideological construct is instrumentalized by different actors shaping the political discourse; these actors use the threat in persuasive purposes. A key issue that emerges from
the parsed material is extremely superficial way of talking about political radicalism. Quantitative data clearly show that this issue was one of
the most popular during the election campaign, while qualitative research
proves that this topic did not receive the proper recognition. The public discussion has clearly lacked the deep analysis on the causes of the growing
popularity of radical movements. The election campaign for the European
Parliament 2014 also brought a new dimension of frightening Poles with
the European Union. The conclusions of the study lead to the assessment
of discussion on the euroscepticism threat as a discourse of low quality and
low social utility.

233

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful