PaStel

#1

PORTUGALIA DLA SMAKOSZY

CHLEBOWA ACORDA/POD MOSTEM EIFFELA/WINO GODNE BOGÓW
PaStel #1

PaStel
Bom Dia!

Większość z nas wyraz pastel kojarzy się z gamą pastelowych kolorów. Dość nieśmiało zaczynają one
gościć również i w naszym, polskim krajobrazie. Po skrawkach ocalałych, przedwojennych murów
i kolejnych warstwach widniejących na nich farb a także z opowieści moich dziadków i cioć, wyłania się
zgoła inny obraz Polski sprzed 1939 roku. Wówczas również i u nas nie bano się koloru.
W przypadku Portugalii, kraju w którym przyszło mi spędzić prawie że 10 lat mojego życia, kolor to
naprawdę ważny element krajobrazu. To zarówno kolory natury – błękit nieba oraz oceanu. To również
żółć, a czasami czerwień plaż i nadbrzeżnych skał oraz intensywna poświata słoneczna, nadająca niezwykłej malowniczości portugalskiemu pejzażowi. Są również kolory, dodane przez człowieka – czerwień lizbońskich dachów i połyskliwe, różnokolorowe azulejos – portugalskie płytki ceramiczne, zdobiące wiele budynków w całym kraju.

Myślę jednak, że dla kogoś, kto był w Portugalii choć jeden raz, słowo pastel kojarzy się w pierwszym rzędzie z czymś innym – z kultowymi budyniowymi babeczkami, zwanymi właśnie pastel de nata.
Najsłynniejsze z nich wyrabiane są w Pastelaria de Belém - kawiarni, czy raczej ciastkarni położonej
w lizbońskiej dzielnicy Betlejem (port. Belém). Jedynym ciastkiem sprzedawanym w tym miejscu, jest
właśnie rzeczony pastel (w l. mnogiej – pastéis). Tylko przed wejściem do tej ciastkarni możemy spotkać wijącą się kolejkę chętnych do schrupania ósmego cudu portugalskiego cukiernictwa. Jak wielką
popularnością się on cieszy, może świadczyć fakt, iż codziennie produkuje się i sprzedaje się go ok.
10 tysięcy sztuk! Doceniając ten fakt, „Los Angeles Time” pasteis de Belém ochrzcił nawet mianem
„Świętego Graala portugalskich wypieków”.

Uznałem więc, że tytuł „Pastel” będzie jak najbardziej odpowiedni dla naszego newslettera. Chciałbym
w nim przedstawiać to co najciekawsze w portugalskiej gastronomii i portugalskich winach, żeniąc
ten temat od czasu do czasu z naszą, również bliską mojemu sercu rodzimą kuchnią. Pastel zaprosi
Was również do najciekawszych miejsc w Portugalii a czasami zaproponuje coś z luzofońskiej muzyki.
Zaprezentuje to, co najlepsze z moich dwóch blogów – poświęconej tematyce portugalskiej Luzomanii
oraz łączącemu kulinarne, polskie i portugalskie kresy – blogowi andrasz-kulinarnie.
Janusz St. Andrasz

☞ andrasz-kulinarnie.blog.pl
☞ Andrasz Kulinarnie na Facebooku
☞ Luzomania na Facebooku
PaStel #1

Açorda de Marisco

r

Początki açordy w Portugalii sięgają czasów, kiedy
na ziemiach obecnej Portugalii mieszkali Maurowie.
Wśród różnych arabskich przepisów pojawiło się również daniez dużą ilością chleba. Jedną z jego używanych
nazw było słowo: aththurda.
Pierwszy raz, kiedy słowo açorda (czyt. asorda) pojawia
się w druku, ma miejsce w roku 1876 w książce „Arte
da Cozinha” (Sztuka kuchenna) João da Mata. Wkrótce
ogólnie znanych i stosowanych jest już kilkanaście rodzajów tego specyficznego dania. Do jego upowszechnienia wśród wyższych warstw społeczeństwa przyczyniła się założona przez państwo w połowie
XX wieku sieć hoteli w opuszczonych, zabytkowych
budowlach – Pousadas de Portugal. W tamtejszych restauracjach obowiązkowo podawano dania wywodzące
się z narodowej kuchni. Niegdyś danie ubogich, obecnie ze względu na znaczną zmianę cen części jej składników (zwłaszcza w jej bogatszej wersji), açorda raczej
nie należy do najtańszych przepisów. Zdecydowanie
jednak warto pokusić się o jej wykonanie, bo nie jest
ono skomplikowane a rezultat jest naprawdę zaskakująco smaczny.
Do zrobienia açordy, wystarczy bowiem czerstwy
chleb, krewetki lub bacalhau oraz wywar przygotowany ze wspomnianych składników. Do tego niezbędny
jest również czosnek oraz jajka. Zarówno bacalhau, czy
różnego rodzaju owoce morza (mariscos), jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie należały bynajmniej do towarów luksusowych i w związku z tym były bardzo często
wykorzystywanej w ludowej kuchni. Açordę trudno ze
względu na konsystencję, nazwać zupą. Bliżej jej zdecydowanie do tego, co my nazywamy „drugim daniem”,
bądź Niemcy „Eintopfem”. Z açordami jest trochę tak,
jak z naszym bigosem – ile kucharek, tyle przepisów na
nie. Mogą być bardzo proste w przygotowaniu – ot po
prostu chleb zalany wywarem z gotowania bacalhau, do
tego dodany czosnek, kolendra, oliwa i na koniec wbite
jajko.
Tym razem zdecydowałem się na przygotowanie wersji
bardziej “wypasionej”, czyli açordy de marisco (wersji z
owocami morza). Surowe krewetki (te mniejsze, które
potem dodam do potrawy), gotuję w solonej wodzie.

3

r
Odcedzam (wodę zachowuję), obieram ze skorupek
i oddzielam główki krewetek (nie wyrzucamy ich!). Na
rozgrzaną oliwę z oliwek wkładam kilka ząbków czosnku
oraz papryczkę chilli (do smaku). Kiedy oliwa przejmie już
aromat tych dwóch przypraw, wkładam duże krewetki
(w skorupkach). Podsmażam je z obu stron. W zależności
od wielkości krewetek, może to trwać 5–8 min. Wyjmuję
krewetki i obieram je ze skorupek. Skorupki oraz główki
krewetek jeszcze raz przesmażam na oliwie, dodaję posiekany czosnek, wlewam szklankę białego wina (opcjonalnie). Odparowuję, dolewam wodę i gotuję całość na
wolnym ogniu przez ok. 40 min. Drogocenny wywar odcedzamy i zalewamy nim pokrojony w kostkę chleb. Można użyć naszego wiejskiego, białego chleba, może być
też zwyczajny – typu „baltonowski”. Ja raz spróbowałem
zrobić to danie z żytnim chlebem i efekt też był interesujący... Jeśli zdecydujemy się wzbogacić danie dodatkiem innych owoców morza (w naszych warunkach np.
mrożonej mieszanki małż i ośmiorniczek), gotujemy je
wg wskazówek na opakowaniu.
Odcedzamy, a powstały wywar dolewamy do zalanego krewetkowym bulionem chleba. Jadłem już açordy
o różnym stopniu gęstości, osobiście jednak najbardziej
przypadła mi do gustu taka, która konsystencją przypomina bardzo gęstą zupę. Jeśli więc masa, która Wam

PaStel #1

powstanie po namoczeniu chleba, wydaje się Wam zbyt
gęsta, dodajcie do niej wody lub wywaru z ryby/krewetek. Powstałą w ten sposób chlebową papkę, rozdrabniam za pomocą malaksera – nie starając się jednak, aby
była ona nadmiernie gładka. Na oliwie z oliwek duszę
cebulę, dorzucam miks pieprzowo-kolendrowy (Kamis
produkuje dobrą mieszankę ziołową – „Młotkowana kolendra i pieprz”), przeciśnięty przez praskę czosnek oraz
pokrojone pomidory z puszki (bądź w sezonie świeże –
obrane ze skóry). Wszystko to łączę z chlebową masą
i gotuję na lekkim ogniu przez kilkanaście minut, tak aby
wszystkie smaki i aromaty połączyły się ze sobą. W tej
fazie dodaję też (jeśli jest taka potrzeba) więcej przeciśniętego czosnku i oliwy z oliwek. Dodaję też obrane ze
skorupek krewetki i ugotowane wcześniej owoce morza.
Gotuję krótko, cały czas pamiętając o mieszaniu masy,
która ma tendencję do przypalania się.
Już przed samym wydaniem potrawy, wkładam do niej
największe krewetki (zazwyczaj staram się, aby każdy
z gości dostał po jednej) oraz dodaję sporo posiekanej
natki kolendry. Po przełożeniu dania do naczynia, w którym będzie serwowane – następuje ostatnia czynność –
wbijamy do niego jedno (lub więcej, jeśli ktoś lubi) żółtko. Delikatnie mieszamy je z całą chlebową masą.

Ikra z sardynek
i

na szybko

na żytnim chlebie

1.
2.

i

Wykroić krążek z żytniego chleba,
posmarować go pastą z czarnych oliwek Casa da Prisca.

Na niej ułożyć plasterki ogórka, posolić i popieprzyć.
Na to kładziemy warstwę ikry z sardynek,
a następnie posiekane jajo na twardo.

3.

Całość doprawiamy solą i pieprzem.
Puszki z ikrą można kupić w warszawskiej
winiarni Portucale, ul. Merliniego 2a
(w budynku kortów tenisowych Warszawianka)

5

x

Ziemniak, oliwki i tuńczyk x
znane w nowej odsłonie

Poczciwe placki ziemniaczane w nowej odsłonie!
W zależności od regionu występują w wersji słonej lub słodkiej. W wersji szwajcarskiej ziemniaki
ściera się na tarce o dużych oczkach. Dodaje się cienkie plasterki czarnych oliwek i serwuje z dipem
jogurtowo-kolendrowym. Można podać — tradycyjnie — ze śmietaną. Tuńczyka kładziemy z boku
talerza i skrapiamy sokiem z cytryny.
PaStel #1

☞ inne propozycje

t

Sałatka z ciecierzycy i sardynek

Wyobraźcie sobie — dzwoni telefon
— znajomi oznajmiają,
że wpadną za chwilę „na chwilę”.
Wy wpadacie w popłoch, bo
lodówka prawie pusta. Trochę
sałaty,dwa pomidory, kilka jajek,
w słoikuostatni kiszony ogorek...

3.

1.

Sardynki rozdrabniamy na mniejsze kawałki, kroimy
pomidory, jajka na twardo i kiszony ogórek. Ciecierzycę
odsączamy z zalewy (można również ugotować ją samemu
– poprzedniego wieczora wystarczy zalać dużą ilością
wody suche nasiona – podobnie jak groch) i wsypujemy
do miski, w której podamy sałatkę.
Do ciecierzycy dorzucamy pozostałe posiekane składniki.

2.

Musztardę, ocet winny, szczyptę soli i pieprzu oraz
cukier lub miód mieszamy (można to zrobić w małym
słoiczku, który zakręcamy i potrząsamy nim, niczym
szejkerem). Po chwili wlewamy oliwę i jeszcze raz
mieszamy, aż do uzyskania aksamitnej konsystencji.

Sos mieszamy delikatnie, ale dokładnie z pokrojonymi składnikami a następnie dodajemy
sałatę, posiekaną kolendrę i szczypiorek i jeszcze raz delikatnie mieszamy całość.
Do podania sałatki użyłem puszek po sardynkach, oczywiście przedtem starannie je
umywszy. Mogą służyć jako „naczynia” wielokrotnego użytku. Całość można przystroić
ulubionymi kiełkami i posypać kwiatem morskiej soli.
7

Douro
nie tylko winem płynące
m

m

Kto wie, jak potoczyły by się losy naszej bohaterki,
gdyby nie markiz de Pombal (1699 – 1782), portugalski „żelazny kanclerz”, rządzący Portugalią za czasów
zgnuśniałego króla Józefa I (1750–1777). To właśnie
on, realizując swoje plany związane z rozwojem agrokultury w rejonie rzeki Douro, łagodną perswazją
w stylu „Jeśli nie zrobisz tego, o co grzecznie proszę,
to wylądujesz waćpan w pudle”, „nakłaniał” posiadaczy ziemskich do zagospodarowywania leżących tu
odłogiem ziem. Jedną z ofiar tej prośby-groźby był
ojciec Antonii, Bernardo Ferreira.

m
Jego jedyne dziecko, córka Antonia Adelajda, urodziła się
w roku 1811. Już wtedy zaliczała się do posażnych panien, trudno się więc dziwić, iż wydana została za mąż za swojego, równie bogatego kuzyna, Antonio Bernardo Ferreira. Dzięki temu
w rękach jednej rodziny zgromadzona została całkiem spora
fortuna. 10 lat po ślubie, w roku 1844, mąż Antoniny niespodziewanie umiera.
Młoda, 33 letnia wdowa nie załamuje rąk i swojego życia nie
ogranicza bynajmniej do haftowania i odmawiania różańca. Zakasuje rękawy, dokupuje ziemi, zakłada nowe winnice, buduje magazyny, twardo negocjuje ceny zakupu produkowanego
przez siebie wina porto.
W ciągu niecałych 10 lat już i tak całkiem sporą fortunę odziedziczoną po swoim ojcu i mężu, wydatnie pomnaża. Jest, jak byśmy to dzisiaj powiedzieli, kobietą sukcesu, właścicielką jednego z większych w owym czasie majątków w Portugalii. Sprawa
warta tym bardziej warta uznania, gdyż w XIX – wiecznej Portugalii, kobiety nie miały na ogół zbyt wiele do powiedzenia…

Znakiem firmowym
przedsiębiorstwa Casa Ferreirinha,
jest emu — ptak będący symbolem
upartości w dążeniu do celu.

PaStel #1

Fakt ten spowodował zainteresowanie jej osobą (czytaj – majątkiem) premiera kraju, diuka de Saldanha. Zaproponował on
małżeństwo swojego syna z córką (11-letnią wówczas) Dony
Antonii. Niestety nie wyraziła ona na to zgody, czym srodze
rozgniewała najpotężniejszą osobę w państwie.
Widząc, że będzie się jej trudno obronić przed wciąż ponawianymi zalotami syna premiera, nieustraszona wdowa dała, (mówiąc kolokwialnie) nogę do Londynu. Nie zaniedbała jednak
interesów w Dolinie Douro. Poprzez zaufanych pomocników
zarządzała swoimi winnymi posiadłościami.
W Londynie, w roku 1856 wyszła po raz drugi za mąż. Kiedy
sprawa zamążpójścia jej córki przestała być drażniącą sprawą,
Dona Antonia powraca do Portugalii i z nową energią bierze się
za modernizację i rozbudowę swojego winnego imperium.
Dzielnie walczy ze spekulantami na rynku win porto. Zakupiła
m.in. podczas nadzwyczaj udanego roku 1868 dużą ilość porto,
dając tym samym zarobić innym producentom, mającym pro-

m
blem w upłynnieniu swojego towaru. Dwa lata później winnice w
całej Portugalii zostały zdewastowane przez inwazję mączniaka. Jak
sobie można wyobrazić, ogromne zapasy w jej magazynach szybko
znalazły swoich nabywców i to po bardzo atrakcyjnych cenach.
W roku 1861 otarła się o śmierć. Razem ze swoim przyjacielem, baronem Forresterem, inną słynną postacią związaną z handlem porto w tych czasach, płynęła w dół rzeki Douro. Ich łódź wywróciła
się a wszyscy pasażerowie wylądowali w wodzie. Ciało barona nigdy
nie zostało odnalezione. Jak mówiono, prawdopodobnie spoczywa
na dnie, obciążone dużą ilością złota, które miał przy sobie. Płacił
nim za kupowane u lokalnych producentów wino.
Sama Dona Antonia, podobnie jak i inne kobiety, uratowała się,
dzięki obszernej sukni, która niczym wielki balon, unosiła ją na powierzchni wody.
Ta niezwykła kobieta była jednak nie tylko największą business women portugalskiej gospodarki w XIX w. Dzieliła się swoimi zyskami, fundując szpitale, ochronki, szkoły. Już za życia była uwielbiana
przez mieszkańców Régua i okolic. Zmarła w roku 1896, jako właścicielka 20 winnic i niekwestionowana królowa wina porto, przez
ludzi nazywana Ferreirinha (zdrobnienie od Ferreira).
O tym, jak była kochana, świadczyć może choćby 4-kilometrowy
szpaler ludzi, towarzyszący jej w ostatniej drodze z jednej z jej posiadłości, Quinta das Nogueiras do cmentarza w Régua…
Choć założone przez nią przedsiębiorstwo, Casa Ferreirinha, odsprzedane zostało jednemu z największych portugalskich przedsiębiorstw handlujących wyrobami alkoholowymi- Sogrape Group,
porto ruby noszące nazwę Dona Antonia, jest wciąż najchętniej kupowanym w Portugalii.
W piwnicach Ferreira w Vila Nova da Gaia znajduje się najprawdopodobniej najbogatsza kolekcja win porto. Najstarsza zachowana
tam butelka pochodzi z 1815 roku!

Niektóre butelki, podobnie jak i ludzie, mają swoje historie. Jedna
z nich dotyczy wyprawy balonem na Biegun Północny, która odbyła się w roku 1897. Leciał nim szwedzki odkrywca, Auguste Andrée
wraz z dwójką swoich przyjaciół. Niestety 14 lipca tego roku balon
spadł do Oceanu Arktycznego. Z ocalałych, odnalezionych potem
zapisków, możemy dowiedzieć się, że załoga przeżyła jeszcze kilka
miesięcy, dryfując na olbrzymiej krze. Jednym z ostatnich posiłków, które odbyła, było mięso foki, do którego otworzono butelkę
szlachetnego trunku, podarowaną im przed wylotem przez króla
Szwecji. Było nim porto z najlepszego rocznika XIX wieku, wyprodukowane w roku 1834 w winnicy Dony Marii...
Casa Ferreirinha prawie 60 lat po śmierci swojej genialnej założycielki, zabłysnęła po raz kolejny, wytyczając nowy szlak dla win
wytwarzanych w Dolinie Douro. Do tego bowiem czasu gros win
produkowanych w tym regionie, były to wzmacniane wina porto.
Jeśli produkowano już wytrawne czerwone lub białe wina, były to
zwykłe vinho da mesa – do codziennego spożywania, bez szczególnych pretensji bycia winem z klasą.
Fakt ten zmienił enolog pracujący dla Casa Ferreirinha – Fernando
Nicoulau de Almeida. W roku 1952 miała miejsce premiera, będącego jego „dzieckiem”, czerwonego wina Barca Velha. Doświadczenie, jakie ten portugalski enolog zdobył podczas swojego pobytu
w winnicach Bordeaux oraz wiara w potencjał, jaki niesie ze sobą region Douro, zaowocowała winem będącym do dziś wyznacznikiem
klasy i elegancji pośród wszystkich portugalskich wytrawnych win.
Z pewnością nie bez znaczenia jest fakt, iż na przestrzeni prawie 60
lat, jakie upłynęły od pojawienia się pierwszej edycji Barca Velha,
prace nad jej wytwarzaniem nadzorowało jedynie dwóch enologów. Wspomniany już Fernando Nicolau de Almeida oraz obecny
strażnik jej jakości – José Maria Soares Franco.

9

Portugalski przystanek
k

Gustawa Eiffela

O tym, że jeden z mostów w Porto zbudowany
został przez Françoisa Gustave’a Théophile’a
Seyriga, wspólnika Gustawa Eiffela, wiedziałem
podobnie jak wielu z Was, od dawna. Zdziwiłem
się jednak, kiedy przeczytałem, że sam Gustaw
Eiffel przez dwa lata mieszkał w Portugalii!

Zapytacie – a cóż szanowny, znany na całym świecie francuski inżynier, porabiał na portugalskiej prowincji? Aby odpowiedzieć na
to pytanie, musimy się cofnąć do roku 1877, kiedy to został oddany
do użytku metalowy most im. Maria Pia w Porto, zaprojektowany
w pracowni Eiffel Constructions Métalliques. Ten konkretny projekt nadzorowany był przez wspólnika Eiffela, wspomnianego już
Françoisa Gustave’a Théophile’a Seyriga. To właśnie ten most, łączący po raz pierwszy oba brzegi rzeki Douro za pomocą linii kolejowej, był tak naprawdę pierwszym (dodajmy, bardzo udanym)
dziełem, od którego rozpoczęła się ich ogólnoświatowa sława i kariera. Niestety współpraca obu panów zakończyła się wkrótce po
sfinalizowaniu tego projektu, bo w roku 1879.
Myślę, że w późniejszym czasie pan Seyring pluł sobie w brodę,
gdyż po tym fakcie, Eiffel – renomowany inżynier ale wciąż jeszcze znany raczej lokalnie, niż globalnie, zrealizował projekty, które zapewniły mu wieczną sławę. Pierwszym z nich był, ukończony
w 1884 r. wiadukt w Garabit (znajdujący się we Francji i bliźniaczo podobny do mostu w Porto). Drugim – Statua Wolności (a raczej konstrukcja, na której umieszczona została rzeźba autorstwa
Frédérica Auguste’a Bartholdiego), czyli podarunek narodu fran-

PaStel #1

cuskiego dla narodu amerykańskiego (rok 1886), czy wreszcie wieża zbudowana na Wystawę Światową w Paryżu w roku 1889 (nosząca potem imię jej konstruktora).
Most zbudowany został wg. innowacyjnej metody, która pozwalała
na szybsze tempo prac. Projekt z pracowni Eiffela, został wybrany
spośród 4 innych, które brały udział w przetargu.
Wracając do Portugalii – Gustaw Eiffel ze względu na wiele zamówień, które dostał od portugalskiego rządu, zdecydował się wynająć dom w Barcelinhos, gdzie mieszkał przez dwa lata – od 1875
do 1877 roku, czyli do czasu oddania do użytku mostu Maria Pia
w Porto. Jak najbardziej słusznie kojarzycie tą nazwę z innym, położonym niedaleko portugalskim miastem – Barcelos, znanym chyba
każdemu turyście, przybywającemu do Portugalii. To właśnie stąd
pochodzą kolorowe koguciki, będące najpopularniejszą pamiątką,
przywożoną z tego kraju.
Most zbudowany został dzięki wspomnianej, innowacyjnej metodzie inżyniera Eiffela, w rekordowo krótkim czasie – prace rozpoczęto 5 stycznia 1876 roku a już 4 listopada następnego roku, król
Luis, wraz z małżonką Marią Pia, dokonali uroczytsego przecięcia

k
wstęgi na hipernowoczesnym obiekcie. Mimo iż podczas budowy
mostu, nadano mu wstępnie imię króla Ferdynanda II (znanego
z tego, iż chętnie wspierał sztukę), nazwano go jednak finalnie mostem Maria Pia (nie ma to, jak podlizać się swoim pracodawcom
…). Solidnie wykonana konstrukcja służyła miastu Porto przez 114
lat, aż do roku 1991, kiedy to została zastąpiona przez Ponte de São
João (Most św. Jana).
Aby oddać sprawiedliwość wspólnikowi Gustawa Eiffela – Françoisa Seyrigowi, trzeba dodać, iż już samodzielnie (tzn. kierując pracami belgijskiej kompanii konstrukcyjnej), wybudował on inny most,
który stał się prawdziwą ikoną miasta Porto. Mowa oczywiście
o moście Króla Ludwika I, czyli Ponte Luiz I. Jego budowa była już
bardziej skomplikowana. Uporano się z nią w 5 lat – most został oddany do użytku 31.X.1886 roku. Tym razem konkurencja była większa, ponieważ do konkursu stanęło aż 12 projektów.
Powracając do naszego bohatera – Gustawa Eiffela, warto odnotować, iż przebywał on w Portugalii przez dwa lata nie tylko ze względu na budowę mostu Maria Pia. Dostał wiele innych, mniejszych
zleceń. Kilkanaście z nich niestety nie zachowało się do naszych
czasów.

Tak most wygląda współcześnie:

PaStel #1

Wśród tych, które można podziwiać do dziś, jest most na rzece
Lima, w mieście położonym na północy Portugalii – Viana de Castelo.
W wielu doskonale do dzisiaj znanych obiektach użyteczności
publicznej, rozrzuconych na terenie całej Portugalii, pracowania architektoniczna Gustawa Eiffela, poprzez swoich uczniów,
współpracowników, odcisnęła w sensie jak najbardziej pozytywnym swoje piętno. Została przez nią wykonana część elementów
stacji łączących Lizbonę, Sintrę i Cascais. Spotkałem się również
z informacjami, mówiącymi o tym, że wykonywała jakieś elementy
poprzedniczki budynku targowego w Olhão ale na to nie znalazłem
potwierdzenia. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do szczegółowej pracy Paulo Oliveira Ramosa „Memoria da obra de Eiffel
em Portugal”.

Ryciny i fotografie pochodzą ze strony: http://paginas.fe.up.pt
oraz ze zbiorów Wikipedii.

Alfama, fot. Entelepentele

© Pastel. Portugalia dla smakoszy. 2015. Tekst i fotografie: Janusz. St. Andrasz. Skład: Entelepentele

Na koniec jedno zdanie po portugalsku:

As conversas são como as cerejas,
vêm umas atrás das outras*
* Rozmowy są jak czereśnie, przychodzą jedne po drugich
12