You are on page 1of 14

Autorzy:

Ludzkie plemiona i grupy społeczne Kisleva – Mirosław "Tancred_de_Beauville" Kuśnierz


Ludzkie plemiona i grupy społeczne Kisleva, Nieludzie w oczach Kislevczyków, Okiem
cudzoziemca – Borys „Halfling” Romanko
Kislevska Osada – Łukasz „Pafnucy” Stochniał

Projekt ramki:
„Bizley”

Rysunki:
Jakub „Paskud” Redys

Korekta:
Grzegorz "Gregg" Bonikowski
Joanna "Norna" Cieślak
Sylwester "Orth" Wróbel
Karolina "Viriel" Bujnowska

Skład:
Borys „Halfling” Romanko

Projekt „Kislev – Kraina Lodu” jest nieoficjalnym, fanowskim dodatkiem do systemu WFRP. Wszelkie nazwy i
znaki są zarejestrowane dla Black Industries.
LUDZKIE PLEMIONA I GRUPY SPOŁECZNE KISLEVA........................................................................... 3
GOSPODAROWIE........................................................................................................................................................ 3
UNGOŁOWIE............................................................................................................................................................. 4
DOLGANIE............................................................................................................................................................... 6
ROPSMENI................................................................................................................................................................ 7
NIELUDZIE W OCZACH KISLEVCZYKÓW.................................................................................................. 9
KRASNOLUDY........................................................................................................................................................... 9
NIZIOŁKI................................................................................................................................................................10
ELFY..................................................................................................................................................................... 10
GŁÓWNE PROWINCJE..................................................................................................................................... 11
KISLEVSKA OSADA.................................................................................................................................................. 11
OKIEM CUDZOZIEMCA.............................................................................................................................................. 13
Ludzkie plemiona i grupy społeczne Kisleva
Ludzie w Kislevie są zaradni i twardzi. Oczywiście nie wszyscy, lecz większość taka właśnie jest. Długa zima,
bliskość Pustkowi Chaosu, ciągłe zagrożenie zza gór i z północy hartują tutejszych ludzi i sprawiają, że są oni
twardsi niż mieszkańcy innych krain. W Kislevie można wyróżnić cztery grupy społeczne: Gospodarów,
Ungołów, Dolgan oraz Ropsmenów. Każda z nich reprezentuje inny aspekt charakteru Kisleva, ma swoje
miejsce w kraju i nie przepada za pozostałymi. Jednak trzeba też przyznać, że każda z nich zginęłaby bez innych.
Jak mawiają starsi Kislevczycy, ”kto się czubi, ten się lubi”.

Gospodarowie

„Iwanowicz stał na balkonie swojego pałacu w Kislevie. Ubrany był w długi, czerwony kontusz ozdobiony
złotym pasem wykończeń – symbol wierności Carowi, Borysowi Ursusowi. Rozcięte rękawy zwisały wzdłuż
boków, sięgając do czarnych spodni wpuszczonych w skórzane, czerwone kozaki podszyte miękkim futrem. Na
głowie miał czapkę z rysia, zaś szyję szczelnie opatulał szal ze śnieżnego lisa, podarowany przez jednego z
wiernych myśliwych. Bojar sięgnął ręką do twarzy i pogładził się po krótkiej brodzie. Bał się. Wiedział, że za
podburzanie tłumu przeciwko Carycy grozi pal. Zacisnął mocniej pięść i uderzył w poręcz. „Nie będzie
panować nam kobieta!” – przeklinał w duchu. Nagle usłyszał głośne pukanie do drzwi, a także donośny głos
carskiego dowódcy straży – Bojarze Iwanowiczu, jesteście oskarżeni o zdradę stanu. Proszę otworzyć! „To
koniec. Dawny Kislev upadł.” – pomyślał. Wolnym krokiem ruszył w stronę drzwi.”

Są najliczniejszą grupą etniczną żyjącą w


Kislevie, stanowią ponad połowę ludności
całego kraju. Gospodarowie w niczym nie
ustępują ludziom z Imperium, są do nich
bardzo podobni, tylko nieznacznie różnią się
wyglądem od sąsiadów z zachodu. Są
wyjątkowo elastyczni, co wyróżnia ten naród
na tle pozostałych grup żyjących w Kislevie.
Wśród Gospodarów nigdy nie brakowało
bohaterów, pięknych historii o męstwie,
waleczności rycerzy i legendarnym wręcz
pięknie kislevskich kobiet. Bardzo niewielu
Gospodarów oddaje cześć Mrocznym
Bóstwom Chaosu. Bogowie, Caryca i
Ojczyzna to wartości najwyżej cenione na
bojarskich dworach Kisleva.

Historia – Tysiąc lat temu przodkowie


dzisiejszych Gospodarów pokonali Najwyższą
Przełęcz i dostali się na ziemie Kisleva.
Powody migracji nie są w pełni znane, być
może miała związek ze wzrostem aktywności
Chaosu lub z wyjałowieniem pastwisk.
Gospodarowie wtargnęli na tereny
zamieszkanego przez Ungołów Kisleva.
Dzięki doskonałej organizacji
podporządkowali sobie skłócone miejscowe
plemiona. Na wydartych siłą terenach założyli
własne państwo, w obrębie którego żyją
wszystkie wcześniej podbite ludy.
Gospodarowie są dumni ze swoich osiągnięć
militarnych, jak sami twierdzą, bez nich walka
o Stary Świat zostałaby dawno przegrana.
Głównym bóstwem Kisleva jest Ursun. Na południu kraju, w rejonie Rakhova, popularni są bogowie i boginie
Starego Świata. Gospodarowie wierzą, że Caryca i jej armie zapewnią im bezpieczeństwo przed coraz
zuchwalszymi najazdami z północy. Kislev polega w zasadzie wyłącznie na sile swojej kawalerii oraz
umiejętnościach dowódców. Imperium także czasami wspiera swego sąsiada i sojusznika w nieustającej wojnie z
najazdami z północy.

Wskazówki dotyczące odgrywania – Gospodarowie są urodzonymi pesymistami, często narzekają. Radują się
naprawdę rzadko, zresztą trudno się temu dziwić. Chłodny klimat oraz ciągła groźba najazdów ze strony Chaosu,
skavenów i zielonoskórych cały czas wisi nad ich głowami. Według niektórych ludzi z Imperium, Gospodarowie
to złodzieje i pijacy. Jest to po części prawda, ale w przypadku złodziejstwa odnosi się do niewielkiej części
społeczności. Co się zaś tyczy alkoholu, Gospodarowie lubią czasami solidnie popić, nie znają wtedy umiaru, a
każde święto jest dobrą okazją do zabawy. Mimo swoich wad naród północy to przede wszystkim wspaniali
wojownicy. Dzielni i gotowi do poświęceń, z pogardą traktują Chaos i wszystkich jego sojuszników, nie znają
też litości dla znienawidzonych wrogów z północy. Ich mowa znacznie różni się od języka używanego w
Imperium, oferuje także bogaty zasób przekleństw. Sławne są piękne wojenne pieśni Kisleva, które robią wielkie
wrażenie na słuchaczach, zwłaszcza gdy śpiewane są tuż przed bitwą. Lata spędzone na pierwszej linii walki
wykształciły wśród wielu Gospodarów stoicką postawę wobec kolejnych wydarzeń, przyjmują wszystko ze
spokojem - w końcu zawsze może być gorzej. A póki życia, póty nadziei.

„Pole zielonej trawy. Wasilij biegł w stronę najpiękniejszej dziewczyny z wioski – Tatiany. Wiatr rozwiewał
mu włosy, czuł w ustach smak świeżych jabłek, które jeszcze przed chwilą jadł w swoim ogrodzie. Słyszał, jak
ukochana przywołuje go ciepłym głosem. W końcu dotarł do niej i wziął w objęcia. Razem upadli na trawę i
zaczęli się całować. Na ich policzkach osiadała wilgoć z porannej rosy. Nagle Wasilij usłyszał swoje imię.
Ktoś wołał go coraz głośniej. Nagłe uderzenie w głowę rozbudziło rozmarzonego chłopaka. - Ile cię można
wołać, parszywy leniu! Do końca dnia już niedaleko, a jeszcze połowy pola nie masz za sobą! Jak nie
skończysz do wieczora, to jutro nie dostaniesz żryć! Do roboty! - krzyczała gruba i rozzłoszczona macocha
Wasilija. Chłopak wstał, popędzany przez potężne ramiona matrony, wziął kosę i niechętnie poszedł w pole
kończyć robotę.”

Ungołowie

Są drugą pod względem liczebności grupą etniczną w Kislevie, nie są tak liczni jak Gospodarowie i stanowią
ledwie czwartą część ludności. Ungołowie różnią się znacznie zarówno od mieszkańców Imperium, jak i od
swoich najbliższych sąsiadów, Gospodarów. Przeciętny Ungoł jest niskiego wzrostu, ma czarne lub
ciemnobrązowe włosy, smukłą budowę ciała i ciemną karnację. Wśród Ungołów niezwykle popularne są wąsy,
tylko nieliczni zapuszczają brody, zazwyczaj spiczaste. Ungołowie kochają konie, traktują je nie tylko jako
środek transportu, ale także jako przyjaciół i wiernych towarzyszy. Są na tym punkcie bardziej wrażliwi niż
Gospodarowie. O wiele bardziej od sąsiadów dbają też o tradycję i kulturę. Mimo mniejszego znaczenie w
państwie, stanowią połowę żołnierzy w carskiej armii. Są świetnymi jeźdźcami, co czyni z nich uniwersalną
formację na stepie. Największe skupisko ludności ungolskiej znajduje się w Księstwie Praag. Bogata mowa
Ungołów jest szczególnie doceniana w trakcie uczt i zabaw, gdy Ci mężni mieszkańcy cywilizowanej Północy
odśpiewują swoje pieśni.

„Hobgobliny atakowały osadę bez ustanku. Formacja konnych łuczników ledwo nadążała, by nieść pomoc w
każdym miejscu wioski. Kolejne strzały przeszywały powietrze w jedną i w drugą stronę. Zielonoskórzy
ponieśli już znaczne straty, lecz bez porównania większe były one po stronie Ungołów. Mimo to Hakan, młody
dowódca oddziału konnych, ani na chwilę nie zaprzestał wydawania rozkazów, tak jakby nie liczył się zupełnie
ze stratami, jakby nie widział tych wszystkich rannych i zabitych. W końcu została ich tylko garstka, ostatni
ludzie w wiosce. Hobgobliny zacieśniły krąg i zaatakowały z całą siłą. Wtedy któryś z wilczych jeźdźców
cisnął włócznią prosto w ludzkiego dowódcę. Hakan nie miał żadnego pancerza. Długo nie trzymał się na
koniu. „Gdzie ta pomoc?” – to była jego ostatnia myśl, zanim upadł ciężko na ziemię.”
Historia – Ungołowie mieszkali w Kislevie
od zarania dziejów. Kronikarze z Imperium
wiele razy wspominają o mieszkańcach
wschodu, plemionach konnych nomadów,
których Sigmar wspierał w walce z orkami z
Gór Krańca Świata. Parę lat później konni
wojownicy wspomogli Sigmara w bitwie na
Przełęczy Czarnego Ognia. Oczywiście sami
Ungołowie nie mają żadnych zapisków z
tamtego okresu. Pewne wzmianki odnośnie
tych ziem pochodzą z pism kupców, którzy
na obszarze Kisleva zbudowali faktorie
handlowe. Kwitł handel, korzystny dla obu
stron. Ungołowie żyli w pokoju z zachodnim
sąsiadem, Imperium. Plemiona Ungołów
nigdy nie utworzyły jednego państwa, żyły w
różnej wielkości chanatach, czasami
jednocząc się przeciwko wspólnemu
wrogowi. W roku 1492 KI nadeszło
olbrzymie zagrożenie w postaci dobrze
zorganizowanych plemion Gospodarów pod
wodzą Chan-Królowej. Ungołowie przegrali
pierwsze bitwy i przemieścili się na zachód.
Doszło do konfliktu z Ropsmenami, których
ziemie zostały podbite, a stolica Ungołów
została przeniesiona do zdobytego
Novagradu. Nie na długo jednak, gdyż 30 lat
później Novagrad wraz z całą doliną rzeki
Linsk został zdobyty przez Gospodarów.
Zwycięzcy narzucili pokonanym własne
prawa oraz przejęli część obyczajów. Oba
ludy powoli zaczęły uczyć się żyć obok
siebie, choć oczywiście zanim wszystko się
uspokoiło, wybuchło kilka ungolskich powstań.

Wskazówki dotyczące odgrywania – Ungołowie rzadko są zadowoleni, a szczerzy są tylko wtedy, kiedy
wypiją. Na co dzień trudno poznać, czy się cieszą, czy martwią, na ogół są małomówni. Liczy się przede
wszystkim sens wypowiedzi, jak to mówią: „szkoda rzucać słowa na wiatr”. W działaniu są o wiele bardziej
zdecydowani, niż na to wyglądają. Chłodny klimat i ciągła groźba najazdów ze strony Dolgan, plemion Kurgan,
skavenów i zielonoskórych cały czas wisi nad ich ziemiami. Według ludzi z zachodu Ungołowie to prymitywni
barbarzyńcy, w niczym nie różniący się od Dolgan czy hobgoblinów. Oczywiście nie jest to prawdą.
Rzeczywiście zachowanie Ungołów czasem mogłoby na to wskazywać, ale żyjąc na Północy każdy
postępowałby podobnie, aby przetrwać. Zabijają dzieci z wadami fizycznymi czy mutacjami, zaś wzięci w walce
Dolganie czy Kurganie są paleni na wielkich stosach, Ungołowie uważają bowiem, że zło trzeba wypalić, a
zrobić to można tylko świętym ogniem Dazha, ich ukochanego boga. Podobnie jak inni Kislevczycy, uwielbiają
mocne trunki, jednakże nie piją tyle co sąsiedzi, gdyż zgodnie ze swoim ulubionym przesądem uważają, że wróg
tylko czeka na chwilę nieuwagi, a w takim wypadku nawet Dazh nie pomoże. Z drugiej strony, jak twierdzą sami
zainteresowani, „pijanego Dazh strzeże”.

„- A myśmy w trójkę trolla w rzyć całowali! – powiedział Regber. Towarzysze przyznali mu rację i wszyscy w
gospodzie wybuchnęli śmiechem.
- Eee tam. Wasz troll to pewnie zatwardzenie miał i dlatego tak łatwo wam poszło – stwierdził inny Ungoł i
znowu salwa śmiechu zatrzęsła ścianami sali.
- Wódki polać Fatihowi! – zawołał ktoś z głębi karczmy i zaraz karczmarz napełnił kielich tego, który rzucił
żart o niestrawności trolla.
- Nie dalej jak dwa dni temu hobgobliny chciały złupić Ebereck i gdyby nie Hakan i jego ludzie, chłopi już
dawno oglądaliby step od spodu. Honor im się należy! – rzekł donośnie nowoprzybyły do karczmy.
Wszyscy obecni powstali jak jeden mąż i zaczęli śpiewać bitewną pieśń. Dopiero teraz dało się zauważyć, że
cześć z gości to żołnierze Jej Carskiej Mości Katarzyny. Melodia i słowa wypełniały serca ludzi, paru
starszym wojakom popłynęły z oczu łzy. Mimo iż większość z nich była już dość pijana i ledwo stała na
nogach, każdy wiedział, że śpiewa pieśń tak starą i ważną, że nie można jej zhańbić byle głupim gestem.”

Dolganie

Są barbarzyńskim ludem, mają wiele wspólnego z plemionami Północy. Według niektórych uczonych są jednym
z wielu plemion Kurgan. Jest to prawda, zresztą Dolganie są równie okrutni jak ludy Kul czy Hastlingów.
Oczywiście zdarzają się spokojniejsze plemiona, którym nie w smak ciągła wojna. Takie grupy uciekają na
zachód, by szukać ochrony u Cara, w zamian za opiekę nad plemieniem oferują swoją służbę w armii Kisleva.
Dolganie są wysokiego wzrostu, zazwyczaj mają ciemne włosy. Często noszą wąsy, brody zaś spotykane są
niezmiernie rzadko, choć są bardzo popularne wśród plemiennych szamanów. Żyją w skórzanych namiotach.
Dolganin bez konia jest przez współplemieńców traktowany jak żebrak w miastach Imperium. Dolganie z
pogardą odnoszą się do wszystkich, którzy przemieszczają się bez koni, zresztą tak samo traktują „słabych” ludzi
z Kisleva. Na ogół nie uważają za nic złego mordowania karłów zza przełęczy, równie często walczą też z
hobgoblinami. Zdarza się, że w trakcie najazdu Dolganom udaje się zdobyć jeńców. Jeśli stanie się to w
odpowiednim czasie, plemiona Dolgan gromadzą się przy świętej górze na wschodzie i składają ofiarę swojemu
bóstwu. W innych przypadkach sprzedają jeńców krasnoludom Chaosu.

Historia – Dolganie są jednym z


wielu plemion Północy. Ich
historia obfituje w liczne wojny,
zarówno z innymi ludami, jak i
wewnątrzplemienne. Znani są
Kislevczykom, hobgoblinom,
ogrom, a nawet mieszkańcom
odległego Kataju. Dolganie mają
niewielu przyjaciół i masę
wrogów. Gospodarowie poznali
Dolgan tysiąc lat temu, to oni
właśnie byli jednym z kilku
powodów migracji, choć równie
ważnym były chłodne wiatry
wiejące z Północy oraz klęski
nieurodzaju. Dolganie walczyli
wówczas niezwykle zacięcie z
Gospodarami. Według podań
konflikt rozpoczęła zniewaga,
jakiej doznał wódz Dolgan,
Sybillius, ze strony chan-królowej
Miski, która odmówiła mu
małżeństwa. Oczywiście u
Dolgan rola kobiet jest jak na
standardy Starego Świata
niezwykle ograniczona, stąd w
ludowym podaniu wspomniana
została Miska. Dolganie zostali
pokonani przez Gospodarów i na
pewien czas zapanował spokój.
Oczywiście obie strony walczyły
ze sobą z niezwykłym
okrucieństwem. Gospodarowie
walczyli o swoją wolność,
Dolganie zaś o jeńców na ofiary i
o nałożnice. Minęło wiele lat i
dawne waśnie odżyły. Tereny
Kisleva zostały zalane w roku 2302 KI przez wielką inwazję Chaosu. Praag zostało oblężone przez armię
Asavara Kula. Wśród najeźdźców było wielu Dolgan, liczni dzielni obrońcy ginęli w nierównej walce, zabijano
w orgiach zniszczenia i nienawiści niewiasty, dzieci i starców. Praag uległo, zaś koszmar tamtych dni na zawsze
odcisnął się w tym mieście. Dolganie byli wśród zwycięzców, pastwili się nad pokonanymi. Gdy armie Kisleva
powróciły z posiłkami i żołnierze zobaczyli, co się stało, nie mieli litości dla ustępujących przeciwników. Każdy
pojmany Dolganin był nabijany na pal, zabijano wszystkich, wyjątkiem, i do tego nie zawsze, były kobiety.

„Wysoki i barczysty Berach wyszedł przed swoich ludzi i ruszył w stronę krasnoluda Chaosu. Brodaczy było
niewielu, mieli dużo złota na kupno jeńców, lecz Dolganin dobrze wiedział, że jeden fałszywy ruch, a jego
ludzie i on sam padną po jednym strzale z krasnoludzkiego działa.
- Ani kroku dalej! Ilu ich tam masz?
- Trzydzieści parę głów, w tym pięciu silnych jak konie norsmenów – powiedział Berach i cieszył się w duchu,
że pobrane w młodości nauki rachowania jednak się przydają.
- Dajemy taką stawkę jak zwykle za każdego z ludzi. A za tych norsmenów ile chcesz? Zdrowi chociaż?
- Zdrowi, silni, najedzeni i nawet ładnie wyglądają – pozwolił sobie na żart Berach – za każdego z tej piątki
chcę 80 dukatów.
- Ty żeś chyba na ryj upadł. Czy ja wyglądam na głupiego goblina? – krasnolud zaczął się wściekać.
- Ależ oczywiście że nie. Bardziej pasowałbyś na jednego ze szlachetnych Ropsmenów – człowiek podstępnie
połechtał ambicję krasnoluda. – Możesz ich sprawdzić, jeśli chcesz.
Krasnolud upewnił się, że jego pobratymcy stoją za nim, i podszedł do norsmeńskich niewolników. Oglądał
ich przez jakiś czas, zaglądał w zęby i pod pachy. Widać było, że zna się na ludziach.
- Niech będzie, ale następnym razem przywieź ich więcej, to ubijemy lepszy interes – powiedział brodacz i
rzucił Berachowi sakiewkę.”

Wskazówki dotyczące odgrywania – Dolganie są zawsze radośni, cieszą się niczym małe dzieci, zachowują się
głośno, co niektórym może przeszkadzać. Przechwalają się, jakby byli wielkimi bohaterami, kochają opowiadać
historie z życia plemienia. Są aroganccy wobec wszystkich, którzy im się sprzeciwiają. Nie baczą na
konsekwencje swoich czynów, co w cywilizowanych krajach bardzo często prowadzi na szybką ścieżkę
sprawiedliwości. Dolganie nie narzekają na warunki życia, które w oczach mieszkańców Imperium uchodzi za
prymitywne. Śmieją się z delikatności mieszkańców południa. Bardziej cywilizowane plemiona wierzą w duchy
podobne do kislevskich, a także w Dazha – Słońce. Dzikie plemiona Dolgan oddają cześć Mrocznym Potęgom.
Bohater z tego plemienia nie będzie miał łatwego życia, zwłaszcza że w Kislevie najmniejsze przewinienie jest
w przypadku Dolgan karane śmiercią.

„- To tu urządzali te krwawe orgie?


- Tak, panie Władimirze. Dziesięciu Dolgan składało krwawe ofiary Khornowi. Nierzadko gwałcili i
torturowali ofiary.
Carski śledczy przestąpił próg ukrytej świątyni i począł rozglądać się po sali. Była to wydrążona w ziemi
komnata, pod sufitem powieszono hak, na którym widać było zakrzepłą krew. Zaraz pod nim ustawiono
głęboka misę, do której zapewne skapywała posoka. Naczynie nie było wystarczająco duże, o czym świadczyły
zaschnięte plamy krwi na ziemi. Nagle Władimir zauważył jakiś ślad. Podszedł bliżej, uważając, by nie
wdepnąć w czerwone plamy, przykucnął, po czym uśmiechnął się w myślach.
- Proszę podejść bliżej. Co Pan widzi? Tak, dobrze Pan myśli, to herb, tyle że odciśnięty w krwi. Teraz tylko
trzeba znaleźć kogoś, kto ustali jego pochodzenie. A jednak potwierdziły się moje przypuszczenia, że Dolganie
nie mogli sami zorganizować tego kultu. To wykracza poza ich umiejętności.”

Ropsmeni

Obecnie Roppsmeni stanowią niewielką część populacji Kisleva. Ich skupiska dominują na wybrzeżu zaś w
mieście Erengrad stanowią połowę ludności. Ropsmeni są jednym z wielu plemion Norsów. Kiedy Sigmar
pokonał Norsów na wybrzeżu Nordlandu, rozpoczęła się wędrówka tego ludu na północ. Ropsmeni, nowe
miejsce na swoją siedzibę znaleźli u ujścia rzeki Links, gdzie w krótkim czasie podporządkowali sobie okoliczne
plemię Ungołów i ustanowili królestwo. Ropsmeni to ludzie bardzo dobrze zbudowani, zazwyczaj wyżsi od
Gospodarów i Ungołów. Bardzo często mają rude lub jasne włosy, większość zapuszcza niezwykle popularne w
tej krainie brody. Ropsmeni uwielbiają morskie podróże i brzęk monet, to urodzeni żeglarze oraz kupcy.
Odważni i przedsiębiorczy, prowadzą handel z Norską, gdzie zazwyczaj rzadko który kupiec z Imperium czy
Jałowej Krainy ważył by się popłynąć. Mimo asymilacji ludów, potomkowie Ropsmennów nadal są odrębną
kulturowo częścią ludności Kisleva. Owszem, zdarzają się małżeństwa mieszane, choć rodzice na ogół starają się
swatać dzieci wewnątrz swego ludu. Ropsmeni mimo niewielkiej populacji są cenionymi obywatelami.
Nieliczna Ropsmeńska arystokracja dba o interesy swojego ludu, a książęta Erengradu mają przynajmniej w
połowie krew dawnych założycieli tego kislevskiego miasta. Wielu Ropsmenów służy na statkach kupieckich
Erengradu. Flota Carska jako taka nie istnieje, ale w razie wojny, statki kupieckie i ich załogi są powoływane do
walki z najeźdźcami morskimi. Nieliczni Ropsmeni służą w armii księcia Erengradu.

„Krew siknęła ostro z rany. Radowicz podbiegł do pokonanego Michaiła, który już upadał na ziemię.
Przewrócił go nogą na plecy i przystawił szablę do gardła.
– Kończ, pókim bezbronny! – krzyknął pokonany gospodar.
- Nie jestem takim zdrajcą jak Ty! – powiedział Radowicz, po czym splunął obok Michaiła – wstawaj, szabla w
dłoń i bij się jak na bojara przystało!
Gospodar podniósł się powoli i uniósł szablę. Radowicz ruszył niemal natychmiast. Był wściekły, bo Michaił
uwiódł jego żonę. Jak on śmiał! Błysnęły ostrza, Radowicz tnie nisko, poprawia ciosem z góry. Drugi
szlachcic zasłania się rozpaczliwie, raz, drugi, Radowicz nie zwalnia ani trochę, bije się jak stu diabłów.
Obrót, przerzut szabli do lewej dłoni i pchnięcie wprost na serce. Michaił nie zdąża z zasłoną. Ostrze zagłębia
się w piersi gospodara.
- Obyś sczezł u Morra, plugawcu. Kochałe… – ostatnie słowo zamarło na ustach Michaiła gdy ropsmen
rozciął go do góry.
Sługa widząc, że walka skończona , począł iść w stronę Radowicza z zapieczętowanym listem.”

Historia – Ropsmeni są jednym z


plemion Norsów. Przybyli na te ziemi
po przegranej walce z Sigmarem,
Pierwszym Królem Imperium. Wtedy
to przepędzili okoliczne plemiona
Ungołów i założyli miasto, z czasem
zaś opanowali całkiem spory obszar w
jego pobliżu. Przez cały czas toczyli,
przerywane chwilami pokoju, walki z
Ungołami. W roku 1497 ich ostatni
król Weiran ginie w walce z armią
Ungołów chana Hethisa Chaq. Stolica
Ropsmenów, Novagrad, zostaje zajęta.
Panowanie Ungołów nie trwa jednak
długo, gdyż miasto po trzydziestu
latach zostaje zdobyte przez
Gospodarów, którzy kilkanaście lat
później jednoczą wszelkie plemiona
krainy pod swoją władzą. Nadchodzi
okres dwustu lat spokoju, po których
dochodzi do wielkiego powstania
Ungołów przeciwko uciskowi
Gospodarów. Ropsmeńska arystokracja
staje po stronie Gospodarów, co do tej
pory Ungołowie mają im za złe.
Erengrad dostaje specjalne prawa w
zamian za udzielone poparcie i
powrócił do dawnej świetności. W
2302 roku KI miasto przetrwało
oblężenie Svena Krwawej Ręki,
potężne ziemne wały oparły się licznej
armii barbarzyńców. Ostatni najazd
zmiótł połowę Erengradu z
powierzchni ziemi, ludność zaś w
znacznej części uciekła, kryjąc się na
wyspach, w tym w potężnej Twierdzy
Weirana. Obecnie gród jest
odbudowywany, a życie w nim wraca
do normy. Bohaterska postawa obrońców wielu ludzi pozytywnie nastawia do Norsów, choć z trzystu
najemników broniących wału przed armią Archaona nie ocalał prawie żaden. Ale dzięki ich poświęceniu
uratowano ludność wielu dzielnic. Ludzie powiadają, że wódz Eryk rzekł swym ludziom, że ktoś musi zmyć
krwią tą hańbę.
Wskazówki dotyczące odgrywania – Ropsmeni są poważni i stanowczy w działaniu. Szanują bogactwo oraz
umiejętności walki, gardzą tchórzami i oszustami. W szczególności nie znoszą Ungołów, zaś Gospodarskich
chłopów traktują jak podludzi. Równo traktują jedynie szlachtę, w którą starają się wżenić swoje dzieci.
Norsmeni cenią sobie kulturę, uwielbiają uczty i zabawy, zaś przedmioty wykonane przez ich rzemieślników,
zwłaszcza broń, mają wysoką jakość, a co za tym idzie, także cenę. Dbają o higienę, często uczęszczają do łaźni.
Kobiety traktują o wiele lepiej niż Ungołowie, nie wspominając już o Dolganach.

„Port był pełen ludzi. Bojar siedział wygodnie na krześle i przyglądał się załadunkowi towarów na jego
statek. Wśród tragarzy byli Ungołowie oraz te lenie, Gospodarowie, których szlachcic miał prawie za
zwierzęta. Wedle jego pojmowania nadawali się do tak ciężkich robót. Przecież nie będzie sobie brudził rąk
tak podłą robotą. Jak mówił jego dziad „Praca hańbi” i tej zasady się trzymał. Nagle jakiś Ungoł zachwiał
się, jeszcze przez chwilę stał na jednej nodze próbując złapać równowagę, lecz po chwili runął wraz z
skrzynką wódki w wodę. „Wyciągnąć i przyprowadzić, ale już!” – powiedział srogo bojar do sług, szykując
wierzbową witkę, którą chłostał za najdrobniejsze wykroczenia. Był jednym z nielicznych szlachetnie
urodzonych ropsmenów i to on w tym miasteczku stanowił prawo.”

Nieludzie w oczach Kislevczyków


Nieludzi w Kislevie jest pewnie równie mało, jak w innych krainach Starego Świata, choć niektórzy twierdzą,
że nawet i mniej. Pobytowi innych ras nie sprzyja przede wszystkim klimat. Najliczniejszą grupą są krasnoludy,
zaraz za nimi niziołki, zaś spotkać elfa to prawdziwy cud. Wszyscy nieludzie są tolerowani na terenie Kisleva,
lecz trzeba przyznać, że w małych wioskach czasem dochodzi do samosądów dokonywanych na
przedstawicielach innych ras.

Krasnoludy

Małe, brodate i gburowate, lecz jakby nie było - do piwa oraz walki to najlepsi kompani. Jest nawet takie
powiedzenie krasnoludzkie „Nic tak nie rozgrzewa krwi, jak dobra walka”. Ogólnie rzecz biorąc, krasnoludy
spotkać można przede wszystkim w górach Krańca Świata. W północnej ich części mają swoje twierdze. Jedne
w ruinie, inne zaś stoją jak niewzruszony głaz. Wśród szczytów można się także natknąć na pojedyncze, lecz
obsadzone i wytrzymałe strażnice. W miastach krasnoludów jest nieco więcej niż w samych górach, tylko w
samej stolicy Kisleva prawie tysiąc głów.

„Jeśli szukasz najlepszego łowcy nagród, który załatwi Twój „palący” problem, zgłoś się do Rethora
Urgluma. Ten krasnolud nie zawiódł jeszcze nigdy. W jego dorobku znajdują się takie sławy jak banita,
którego zwano Płomień, zabójcy-kochankowie Bartomar Goshera i Kirsten Shmidt oraz Mathias Matthofer i
jego banda. Nie przyjmuje zleceń na krasnoludy oraz niziołki. Znajdziesz go w Praag, w domu przy ulicy
Umerli 24. Jeśli nie będzie Retora, zostaw wiadomość sąsiadce, pani Ilimnicz.”
- ogłoszenie na słupie w Starogradzie

Krasnoludy w Kislevie czują się praktycznie jak u siebie. Co do klimatu, to nie szkodzi on tak bardzo
brodaczom, jak innym rasom. Ich gruba skóra i gęste owłosienie grzeją lepiej niż norsmeńskie futro. Krasnoludy
mają bardzo rubaszne poczucie humoru oraz cięty język. Ich żarty na temat ludzi i elfów przypominają docinki
człowieka proszącego się o guza. Po prostu krasnoludy nie owijają w bawełnę. Nie mówią niczego pochopnie,
ważą każde słowo i, co bardzo ważne, nie hańbią się kłamstwem. Jeśli zaś idzie o krasnoludzie kobiety to tu i
teraz, trzeba rozwiać pewien mit. Krasnoludzkie kobiety nie maja brody! Do tego krasnoludki są wielce
szanowane w społeczeństwie, a każda z nich jest chroniona do tegoż stopnia, że zdarzyło się, iż starsza
krasnoludka, która nie mogła mieć już potomstwa, zostawała dowódcą twierdzy czy stanicy. Idę o głowę, że
mając do wyboru piwo, złoto oraz kobietę krasnolud bez wahania wybierze damę.

Kislevczycy tolerują krasnoludy za ich wkład w inżynierię, metalurgię, pomoc wojskową oraz wyśmienite piwo.
Dla krasnoludów zaś osady ludzkie są doskonałym rynkiem zbytu na towary oraz technologiczne pomysły. W
ten sposób obie rasy nawzajem uzupełniają się. Szkoda, że nie darzą się równym zaufaniem. Przesądy oraz
dawne urazy czasem wybuchają w ludzkich sercach, a wtedy miecze i topory szybko idą w dłoń. Warto
wspomnieć o Magnusie Pobożnym i jego sojuszu z krasnoludami, zawartym gdy Chaos oblegał miasto Kislev.
Wtedy obie rasy, ludzie i brodacze stanęli razem do bitwy pokonując plugawe bestie i przepędzając je na kolejne
200 lat z Krainy. Niestety, gdy niszczono Karak Vlag ludzie nie byli tak chętni do pomocy.

„Powiadają, że w górach Krańca Świata można znaleźć starożytne grobowce wodzów krasnoludzkich.
Większość została już dawno splądrowana, lecz najwięksi królowie mają krypty szczelnie zabezpieczone
pułapkami oraz potężną magią. Ponoć każda z tych komnat jest tak wielka, jak sala balowa Cara i wypełniona
po sufit zlotem. Teraz już wiadomo, czemu w tutejszych górach nie można znaleźć ani krzty złota. Wszystko
pochowane jest w grobowcach. Gdzieś nawet widziałem ogłoszenie, że poszukują małych ludzi i niziołków
znających się na pułapkach, podziemiach i krasnoludach. Czyżby znowu szykowały się trupy? Bo schodząc do
takiego grobowca musisz mieć świadomość, że nie wrócisz zupełnie zdrowy, a już z pewnością nie z
wszystkimi kompanami. Wiesz jak to jest, ryzyko czyni skarb cenniejszym.”
- Miron, wędrowny kobzar

Niziołki

Pokurcze to świetni kucharze, domownicy i złodziejaszki. Nie wiem jak one to robią, ale zapraszasz takiego do
swojego domu, a ten popatrzy co masz w kuchni, wyrazi swoje zdanie o delikatnym podniebieniu, ugotuje coś
wspaniałego, a gdy wyjdzie spostrzeżesz, że nie masz swojej srebrnej tacy, bo niziołek musiał ją na chwilę
pożyczyć. Ten mały lud zamieszkuje przede wszystkim miasta na południu Kisleva, zaś Caryca ma jednego z
nich za swojego osobistego kucharza. Niziołki są wygodne i cenią sobie ciepło domostwa, więc klimat północnej
ziemi nie odpowiada im zbytnio. Jednak z drugiej strony, trzeba wspomnieć tu o jednym z oddziałów tych
pokurczy, który podczas Burzy Chaosu, bronił stepowych wiosek. Wiadomo, że niziołki są małe zaś trawa w
stepie wysoka. Wielu barbarzyńców zginęło od krótkich mieczy, nie wiedząc nawet skąd idą ciosy. Jak widać,
od każdej zasady są wyjątki.

Niziołki z prostej przyczyny niechętnie przyjeżdżają do Kisleva - ta kraina jest dla nich niewygodna. Zimno tu,
często niebezpiecznie, a gdy nadchodzi inwazja to Kislev jest pierwszy na drodze. Niziołki lubią spokój,
awanturnicy z tejże rasy, którzy przemierzają Kislev muszą mieć naprawdę dobry powód by wyruszyć na szlak.
Natury nie zmienisz, a naturą niziołka jest domostwo i kuchnia. Ten mały ludek jest rasą szanowaną i poważaną
w Kislevie za wkład w kuchnię, pielęgnowanie spokóju domowego oraz udzielanie, nierzadko mądrych rad.
Niziołki są grzeczne, uczynne i nigdy nie zostawią potrzebującego bez pomocy. Zawsze wolą być przygotowane
zawczasu, aby nie być zaskoczonym przy jakiejkolwiek okazji. Nie lubą szybkiego życia, lecz kochają
opowieści o ludzkich, krasnoludzkich i elfich bohaterach. Zaś niziołek w takich historiach zawsze odgrywa
poboczna rolę. Jest najwierniejszym kompanem, który zostawia „podniecanie się niebezpieczeństwami innym
istotom”.

Elfy

Długousi, Panowie Lasów, bystroocy to przydomki, które zostały nadane elfom w Kislevie. Nie ma ich tu dużo,
lecz podczas ostatniej nawały Chaosu dało się zauważyć poświęcenie tej rasy podczas obrony Erengradu przed
zakusami korsarzy, ich mrocznych braci. Gdyby nie elfy, Główny Port stałby pewnie teraz w ruinie. Elfy są
wysokie i niezwykle piękne. Nie wiadomo, czy wśród ich rasy zdarzają się osobnicy po prostu brzydcy.
Długousi poruszają się z niezwykłą gracją. Ich naturalna zdolność do magii i łuku jest po prostu fenomenalna.
Niektórzy twierdzą, że elfy wykradają noworodki, zatruwają studnie, ale to przeczy ich umiłowaniu dobra.
Każdy wyrób elfów jest niezwykle kunsztowny, starannie ozdobiony i prawie zawsze z motywem
odtwarzającym naturę. Elfy są niezwykle długowieczne, potrafią żyć nawet i tysiąclecia. Prawdopodobnie stąd
płynie ich mądrość i niezwykłe zdolności.

Elfom przeszkadza przede wszystkim mroźna zima i mały rozmiar lasów w Kislevie. Do tego bliskie sąsiedztwo
z dużą ilością krasnoludów, także nie wpływa pozytywnie na ilość długouchach w krainie niedźwiedzia i zimy.
Nie mówiąc już o zimnych wodach przystani Głównego Portu oraz rzekach skutych lodem, co także skłania elfy
do migracji na południe. Elfy pojawiły się przy obronie Erengradu i wtedy ludzie ujrzeli ich szybkie okręty oraz
wielką magię. W samym mieście jest trochę elfów, lecz trzymają się raczej swoich. Na południu podobno żyją w
lasach, lecz mało kto ich widział. Z tego powodu większość Kislevczyków uważa, że połowa tych opowieści o
leśnych elfach to bujdy. Jeśli zaś idzie o inne miasta, to jest tam ich niewiele. Kislev, Praag i Rakhov to jedyne
osiedla ludzkie, poza Erengradem, w których samotnie żyją elfy.
„W Erengradzie jak wiadomo, nielicznie żyją Morskie Elfy. Mają tam domy w pobliżu portu, swoich
rzeczników w radzie miasta oraz strażników. To tak, jakby zamknąć jedną społeczność w środku wielkiej
gromady ludzi. Nieźle sobie radzą i nie przysparzają większych problemów. Można by nawet powiedzieć, że
dzięki ich interesom miasto kwitnie, a po Burzy Chaosu to właśnie elfy zaproponowały jako pierwsze szybką
odbudowę miasta. Mało tego, przeznaczyły na ten cel sporą ilość gotówki z prywatnych kies. Szczególnie
jeden z długouchych, Gildril Tuviel, doskonały inżynier i architekt, poświęca sporo czasu odbudowie
zniszczonych dzielnic. Kierowane przez tego elfa budowy są zawsze czyste oraz szybko kończone. Do tego ten
kunszt budowli. Każdy z domów wzniesionych przez Gildrila jest perłą w dzielnicy. Niektórzy narzekają, że
tylko krasnoludy potrafią budować, zaś domy budowane ręką elfa rozpadną się po pierwszej zimie. Jak dotąd
wszystko stoi, zaś malkontentom usta zamykają widoki owych domów. Prawda to, że prawdziwy talent zawsze
przemoże zwątpienie.”
- Oleg Silny, kowal z Erengradu

Główne Prowincje
Kislevska osada

„Duch gongu:
Gdy zakładana jest osada, jednym z najważniejszych rytuałów jest udobruchanie ducha, który błąka się po
okolicznych terenach. Nad gongiem (lub dzwonem) wieszcz odprawia rytuał, zapraszając ducha do niego i
prosząc go o opiekę na osadą.

Dlatego też często zdarza się, iż po dźwięku gongu wieszcz może wiele przepowiedzieć. I tak, gdy jacyś
podróżni zbliżają się do osady, strażnik bije w dzwon. Po jego brzmieniu wieszcz rozpoznaje, jakie zamiary
mają nieznajomi. Głos ducha może powiedzieć wszystko, jak i zupełnie nic...”

***
„- Witajcie jaśnie panowie w naszych progach. Czym chata bogata. Duch was pobłogosławił i powiedział, że
wasze serca dobrocią są przepełnione. Czym możemy służyć?”
- sołtys Borys
***
„- Ci cholerni Kilevici to istni barbarzyńcy, diabły z piekła rodem. Pamiętam, jak z moją karawaną
podążaliśmy do Praag. Kończyły się nam już zapasy żywności. Od dwóch dni nie widzieliśmy żywej duszy.
Uradowani zbliżaliśmy się do osady, która nagle nam wyrosła wśród tych piekielnych stepów. A te diabły,
zamiast nas przyjąć i zarobić kilka monet, przepędzili nas widłami i wyzwiskami, krzycząc coś o jakimś duchu
i naszych złych zamiarach! Podobnie dwie następne osady! Jak tu handlować z takimi barbarzyńcami?”
- Otto Links, kupiec z Altdorfu

A więc chciałbyś się dowiedzieć czegoś o kislevskiej wsi. Cóż... na samym początku musisz wiedzieć, iż obraz
takiej osady znacząco się różni od tego, co jest Ci znane z Imperium. W krainie carów granica między
miasteczkiem a wsią jest bardzo płynna. Można nawet śmiało powiedzieć, iż tu wyróżnia się tylko miasta i
osady. Wy, synowie i córy Sigmara, macie tendencję do rozdrabniania. Wchodząc do jakieś osady możecie
powiedzieć: miasto, miasteczko, mieścina, osada, wieś, wioseczka, zadupie i bogowie raczą wiedzieć co jeszcze.
Tu na północy wygląda to inaczej...

Po pierwsze, kraj carów nie jest tak licznie zaludniony. Wasz kraj ma w sobie tyle osad, co dobry halfliński
drożdżowiec rodzynek. Podróżując drogami Imperium co wieczór zawitasz do jakieś osady. Przemierzając
natomiast Kislev, możesz przez kilka dni nie spotkać żywej duszy. Po drugie, tu na niebezpiecznych terenach
północy ludzie instynktownie skupiają się, by zwiększyć swoje szanse na przeżycie. Dlatego nie spotkasz na
swej drodze samotnych farm, jak ma to miejsce w Imperium. A wsie (bo tak pewnie je nazwiesz, gdy ujrzysz te
osady) są znacznie większe i lepiej zorganizowane, niż te znane Ci z ojczystej ziemi.

Ogromne znaczenie przy zakładaniu osady mają czynniki strategiczne oraz to, czy miejsce zostanie uznane przez
wieszcza. Jeśli osada ma znajdować się w terenach zalesionych, to szybko znaczne połacie lasu są karczowane,
by zapewnić znaczne przedpole. Toteż, gdy podążając do osady wyjdziesz na otwarty teren, twojemu przybyciu
towarzyszyć będzie bicie w gong. Każda osada ma swój punkt obserwacyjny, na którym o każdej porze dnia i
nocy przesiaduje strażnik. Z reguły taka strażnica ma formę drewnianej, zadaszonej platformy, wyższej niż
palisada. Czasami zdarza się, iż jest ona poza ogrodzeniem, na jakimś znacznym wzniesieniu, skąd najlepiej
widać okolice. W bogatszych terenach Kisleva osady zaopatrzone są w dzwonnice, gdzie na kamiennym
fundamencie, wznosi się drewniana wieża. Każda z osad ma opracowany swój własny system znaków
dźwiękowych, który zna każdy mieszkaniec. Dzięki temu, gdy rozbrzmiewa, to wiadomo czy oznacza to pożar w
osadzie, napad jakichś potworów, zbliżanie się nieznajomych lub bojara, czy też inne zdarzenie.

„W folklorze mieszkańców Kisleva z pojawieniem się gości w osadzie związanych jest wiele przesądów, poza
wspomnianym już wcześniej Duchem gongu. W czasie powitania każdy czuje się nieswojo, gdyż jest bacznie
obserwowany. W zależności od tego, jak zareaguje na gościa otoczenie, zależy to, jak życzliwie będzie
potraktowany.

I tak na przykład, bardzo istotnym znakiem jest, gdy psy nie szczekają. Wiadomym jest już wtedy, iż taki
osobnik będzie przynosił pecha i może nawet rzucać uroki, toteż trzeba go unikać. Ale za to, gdy konie chylą
przed nim głowy, oznacza to ogromne szczęście dla całej osady. Prócz zwierząt bacznie obserwowana jest
także natura i jej reakcja. Czy oby czasem w momencie przekroczenia bramy, nie zawiał zbyt mocno wiatr?
Jeśli tak, to wszystkie niewiasty muszą się wystrzegać obcego, gdyż już pierwszej nocy mogą mu ulec i dać się
porwać.

Tych przesądów jest całe mnóstwo i często, zanim gość coś powie lub w ogóle w jakiś sposób zareaguje, ocena
o nim jest już wyrobiona i wręcz niemożliwym jest, by mógł on ją zmienić, przez krótki czas pobytu w osadzie.
Jednak, gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż razem z Tobą nie przywędrowały żadne inne
nieszczęścia, możesz być pewien, iż zostaniesz przyjęty jak sam car! Wszak, jak mówi stare powiedzenie
kislevskie: Gość w domu, bogowie w domu.”

Zbliżając się do terenów osady, przedpola


mogą się różnie objawić przed twymi
oczyma. Możesz ujrzeć morza pszenicy i
żyta sięgające po horyzont. Jednak równie
dobrze może być to ocean traw, na którym
niczym małe wysepki lub wręcz całe
archipelagi paść będą się kozy, owce czy
inne bydło. Od czasu do czasu ujrzysz z
daleka ludzki galeon tnący te bezkresy -
pasterza lub rolnika. Jeśli dobrze się
przyjrzysz, wpatrując się w kruki latające po
nieboskłonie, ujrzysz pewnie także z daleka
małe kopczyki ziemi, gdzieniegdzie
oznaczone jakimś kamieniem. To
cmentarzyska tutejszych, otoczone ogromną
czcią. Po ich wielkościach możesz ocenić,
jak stara jest to osada. Jednak nie poznasz
bohaterów, gdyż Ci zasługują na przywilej,
by na ich wiernym koniu, pogalopować po raz ostatni w step. Skąd ta dziwna mina na twym obliczu? Pewnie
myślałeś, iż ten szkielet jaki napotkałeś w drodze do osady to jakiś nieszczęśnik, który zginął w samotności i
zapomnieniu. O nie - to był prawdziwy wojownik. Jeśli coś zabrałeś od niego, niczym podła hiena, to lepiej nie
pokazuj tego w osadzie. A zresztą... nawet gdybyś coś zabrał, to duch by o tym powiedział.

Z reguły osady budowane są na naturalnych wzniesieniach, a więc od razu powinna Ci się w oczy rzucić główna
budowla w centrum - Wielka Hala. Otoczona jest ona nieregularnymi zabudowaniami chat i chatek. Ponieważ
drewno nie jest tak powszechne jak w Imperium, to wśród zabudowań chłopów głównie spotyka się ziemianki i
lepianki. Wszelakie domostwa (zwłaszcza lepianki i ziemianki) buduje się na planie koła. Jest to ściśle związane
z tym, iż krąg jako figura geometryczna ma ogromne znaczenie w mistyce Kislevczyków. Symbolizuje on
jedność, siłę z niej płynącą oraz nierozerwalność i oddanie. Na środku każdego z domostw znajduje się
palenisko, jako centrum domowe, a nad nim znajduje się dymnik (czyli otwór w suficie). Zamożność osady
można zazwyczaj poznać po tym, z czego budowane są chaty, choć może to być złudne. Na terenach
niebezpiecznych, narażonych na napady, często poza Wielką Halą i strażnicą nie ma innych drewnianych
budowli. Głównym punktem obrony mieszkańców staje się właśnie Hala, przez co niszczone są domostwa
chłopów. Taniej jednak i szybciej odbudować lepiankę czy ziemiankę, niż drewnianą chatę.

Wjeżdżając do osady, jeśli duch będzie dla Ciebie łaskawy, zostaniesz przywitany przez wszystkich
mieszkańców. Towarzyszyć temu będzie pokrzykiwanie oraz uderzanie w różne, głównie metalowe przedmioty.
Początki tego zwyczaju giną w pomrokach dziejów. Mieszkańcy w ten sposób chcą odegnać wszelakie złe
wieści, jakie może przynieść nieznajomy. Poza tym, pamiętaj o tym, iż pojawienie się nowej osoby jest dla
mieszkańców wydarzeniem. Na powitanie wyjdzie Ci naczelnik osady wraz z wieszczem i od razu zaproszą Cię
do Wielkiej Hali.

Wielka Hala to centrum życia w osadzie. Pełni ona funkcje kultowe, organizacyjne, militarne i społeczno
kulturowe. Jest prawdziwym sercem osady. Przed wejściem do każdej hali znajduje się jakiś mały posążek
poświęcony jednemu z bóstw lub jakiemuś duchowi, albo nawet kilku. Zbudowana jest z dużych bali drewna, z
solidnymi drzwiami o wysokim progu, by jeszcze bardziej wzmocnić walory obronne. Dymnik znajduje się na
środku dachu, a także pod obydwoma szczytami sklepienia. Okna, to po prostu przerwy na szerokość jednego
bala i pełnią raczej funkcje otworów strzelniczych. Stąd, gdyby nie palenisko, to panowałyby tu wieczne
ciemności. A właśnie ono, jest centrum Wielkiej Hali. Wokół paleniska porozstawiane są siedziska w taki
sposób, by mogli się tam rozsadowić mieszkańcy osady (głównie mężczyźni, gdyż kobiety z reguły usługują
przy wszelakich uroczystościach, a dzieci rozsiadają się tam, gdzie jest miejsce) oraz dodatkowo, ewentualni
goście.

„Jest kilka wyjątków, kiedy to na siedzisku wodza zasiada ktoś inny. Dzieje się tak na przykład w czasie
zaślubin, kiedy to Pan Młody siada na miejscu wodza, a jego Małżonka po jego prawicy. Podobnie jest w
momencie, kiedy to chłopiec staje się mężczyzną - wtedy to w czasie uroczystości również siada na miejscu
naczelnika. Za wielki zaszczyt uważa się, gdy na siedzisku wodza spocznie jakiś obcy. Tego przywileju
dostępują z reguły osobnicy, którzy wybitnie zasłużyli się dla osady.

Naczelnik osady, w zależności od regionu może się różnie tytułować: Wódź, Sołtys, Naczelnik, Ataman,
Starszy.”

Podłoga, to zwykłe klepisko, jednak podobnie jak siedziska (większe głazy, bale drewna) pokryta jest misterną
plątaniną skór, dywaników i plecionek wszelakiej maści, tworząc wręcz magiczny pokaz kolorów i barw. Za
paleniskiem, a naprzeciw wejścia, znajduje się siedzisko najbardziej okazałe - miejsce naczelnika osady. Jest to
już z reguły krzesło, a nawet czasami i prymitywny tron, dość bogato zdobiony w rzeźby. W czasie różnych
uroczystości, wieszcz zasiada po prawicy wodza. Za siedziskiem naczelnika znajduje się sacrum osady, na
którego teren wejść może tylko wieszcz. To tu znajdują się posążki, malowidła i inne święte przedmioty
związane z kultem. Tu trzymane są święte zioła, relikwie, czy charakterystyczne dla terenów Kisleva ikony. W
Wielkiej Hali trzymane są w skrzyni także skarby osady, jak i liczna broń mieszkańców (poza ich osobistą) na
wypadek oblężenia. Każda hala posiada także podpiwniczenie. Trzymane są tu zapasy żywności i jest to również
ewentualne schronienie. Z reguły jest także wydzielone jedno miejsce, na potrzeby więzienia.

Poza oczywistymi walorami obronnymi Wielkiej Hali, jest ona przede wszystkim centrum życia mieszkańców
osady. Tu odbywają się wesela czy inne radosne uroczystości. Tu także odbywa się czuwanie nad zmarłym
przed pochówkiem. Tu odbywają się wszelkie narady związane z życiem osady. Tu także zostaniesz przyjęty,
gdy zawitasz do osady.

Okiem cudzoziemca
„Kislev? Mówisz o tym szmacie ziemi daleko na północy? Zaiste, musi to być kraina niezwykła skoro do tej pory
trwa, mimo najazdów Chaosu. Jak Ci ludzie wytrzymują mróz, ciągłą walkę i niedobór żywności? Podziwiam
ten naród. Gdyby nie oni, Chaos już dawno pokonałby Imperium.”

- Rudolf Spenzberg, kowal z Altdorfu

„Mój mistrz twierdził, że to naród o którym bogowie zapomnieli. I dzięki temu są nieśmiertelni, a jednocześnie
samotni w swoim życiu. Mówią, że Imperium pomaga Kislevowi, że cały stary świat podziwia ich za dowagę i
męstwo w boju. Ale tak po prawdzie nikt nie interesuje się Kislevem, a niektórzy nawet złorzeczą mu. To ziemia,
której los jest nieznany. Nawet mój mistrz nie potrafił przewidzieć przyszłości tej krainy. Bogowie odwrócili się
od Kisleva, a razem z nimi ludzie. Trudno o smutniejszy los.”

- Tivulio Eletharn, elficki wieszcz

„Lubię Kislev. Wódkę mają dobrą, pieniędzy za walkę nie brakuje, kobiety piękne i chętne, a sami ludzie
gościnni. Może i nadeszły złe czasy dla Kisleva odkąd Chaos przeszedł po tych ziemiach jak olbrzym po oddziale
Czerwonych Włóczni. Ale to nic. Kislev to silne państwo, już nie raz wychodziło z takich opresji. Ludzie tych
ziem nie poddadzą się łatwo. A przynajmniej my się nie poddamy, dopóki ich wódki i złota starczy.”

- Albert Brecht, dowódca kompanii Ognistych Mieczy z Tilei

„Kostuch! Kostuch, ty kundlu pośród tchórzów północy! Wstawaj ale już! I budź swoich braci. Znowu
nadchodzą ci przeklęci kozacy. Gotujcie się na rzeź!”

- ostatnie słowa Tamoka Wichury, wybrańca Korna i przywódcy barbarzyńców

„Czuć stamtąd swąd wódki i Chaosu. Kislev to ziemia takich samych barbarzyńców jak Norska. Chlew panie,
chlew i pomyje.”

- Artur Galehend, bretoński arystokrata

„Przerobią na wódkę wszystko. Pszenicę, żyto, kapustę, buraki. Słyszałem nawet o tym, że w Bolgasgradzie pędzi
się tak zwaną „gorzałę z trupa”. Ponoć śpi się po niej jak zabity, przez dwa dni. Nie, nie próbowałem, ale mój
sługa spróbował. Tydzień go budziłem. Jak oni mogą to pić codziennie?”

- Bruno Koch, kupiec z Marienburga

„Stepy, lasy, morze i góry. Trudniej o bardziej zróżnicowany teren moi mili. Dlatego w poszukiwaniu nowych
obiektów badań będziecie musieli przemierzać najtrudniejsze z możliwych terenów. Waszej uwadze nie powinno
umknąć także to, że Kislev to kraina częściowo skażona Chosem co może tylko dodać smaczku waszym pracom
badawczym lub uczynić je jeszcze bardziej niebezpiecznymi. Weźmy dla przykładu rośliny zielne. Tylko w
Kislevie spotkamy igielnika trującego i jego bardziej zabójczą odmianę, igielnika zmiennego. Pierwsza tylko
otumania, a w większych dawkach powoduje kilkuminutowy paraliż. Zaś ta druga to już bardziej zwierzę niż
roślina. Pełzający krzak, który swoim jadem powoduje całkowity paraliż oraz błyskawiczne zmiany w
organizmie. Dlatego proszę was moi podopieczni. Zanim wyruszycie w step po oryginalne okazy do naszej
kolekcji, przeczytajcie rozdział piąty w Zielniku Ziem Obcych dr Klausa, by znać choć podstawy. Pamiętajcie,
połowa studentów odchodzi po trzecim roku i to nie z naszej winy.”

- profesor Romuald Diter, przyrodnik i zapalony badacz

„Piłem z jednym z nich. Mają twarde głowy, to trzeba im niewątpliwie przyznać. W walce są lepsi od
imperialnych. Szacunek im się należy za to co robią dla ludzi i krasnoludów. Jednak czuć od nich lekką woń
Chaosu. Nie wróży to dobrze na przyszłość. No i ta ich wódka.”

- Belarig Firenborson, zabójca trolli

„Mam swoje wyobrażenie o Kislevie. Widzę białą chatę, kryta strzechą. Wokół drewniany płot i mnóstwo
kwiatów, jakby kolorowe morze. A przed domem siedzi sędziwa staruszka i czeka. Ta spoglądająca w oddal z
utęsknieniem kobieta, to mój Kislev.”
- Fiodor Buzenko