You are on page 1of 24

NR 56 | 27 LISTOPADA 2015 | ISSN 2084-9117 | NAKŁAD 40.000 EGZ.

www.pozabydgoszcz.pl

O

Nie chodzi o kradzież batonika

nadciągających w Polsce i Europie zmianach
z profesorem Andrzejem Zybertowiczem,
socjologiem z UMK, a obecnie doradcą prezydenta Andrzeja Dudy – rozmawia Jacek Kiełpiński

BEZPŁATNA GAZETA REGIONU BYDGOSKIEGO

P

Camerimage

o Festiwealu Camerimage nie milkną komentarze. Bez wątpienia było to największe wydarzenie kulturalne tego roku w Bydgoszczy

Jesteśmy też na facebook.com/pozabydgoszcz

Gmina Dobrcz
Prezes LOK w Dobrczu zachęca
do zapisów
12

***

Gmina
Dąbrowa Chełmińska
Wspólnie zajęli się budową
chodnika. Wszystkim się to podoba
14

***
Gmina Białe Błota
Ksiądz z Gruczna mówił o poezji. W Czechach sprzedał się
świetnie
16

***

Gmina Koronowo

Pijane ostrze miłości
Kiedy Filip Świątczak z Solca Kujawskiego wspomniał o rozwodzie, żona chwyciła za nóż.
Cudem przeżył dwa dźgnięcia w brzuch i plecy. Mimo to, nadal ją kocha. Brat nie może tego pojąć

8

Bobry utrudniają pracę leśnikom. Czy stanowią realne zagrożenie?
18

***

Gmina Nowa Wieś Wielka
Szermierze z całej Polski zjadą
do gminy. Czeka ich wielka rywalizacja
19

Następne wydanie

11 grudnia

2

FELIETON

pozabydgoszcz.pl 27 listopada 2015r.

FELIETON

Kupa źle robiona

Masz dla
nas temat?

Red. Łukasz Piecyk
czeka na informacje

JACEK
KIEŁPIŃSKI

Mam dość. A to dopiero początek. Polska wojna
zaczyna mnie męczyć. Życie publiczne wymaga dziś
wyborów i ocen skrajnych.
Dziennikarka
telewizyjna
Lewicka to wredna małpa,
sługus poprzedniego systemu czy też minister Gliński to cham i arogant nowej
władzy? Wybieraj, wybieraj!
Trybunał Konstytucyjny poprzednicy chcieli ustawić pod
siebie czy nowi zawładnąć
nim w celach wrażych? Prezydent Duda to mąż opatrznościowy nowej, uczciwszej
Polski czy tępa marionetka
szaleńca? Właśnie, Kaczyński: genialny zbawca czy największe zło w historii Polski?
Wybieraj! Zdecyduj się! Nie
odwracaj wzroku, stań po
którejś stronie! Internet potęguje te podziały. Mam znajomych na fejsie głosujących
na Komorowskiego i Dudę.
Ci ludzie są z innych planet.
Wszystko widzą dokładnie inaczej. Nie ma punktów wspólnych. Gdyby takie
się pojawiły, brzydziliby się
ich – traktowali, jak pierw-

sze ogniska gangreny, które
trzeba wycinać natychmiast
i wypalać gorącym żelazem.
Polityka, właściwie polityczka, bo wobec prawdziwych
zagrożeń naszych czasów to
wszystko mało ważne detale,
nie pozwala odetchnąć. Jak
jedni coś zaproponują, drudzy muszą zaprotestować. To
pewne. Taka Polska. Jak skłócona, pijana rodzina podczas
wesela, które zmierza do zadymy z użyciem sztachet. Tak
to widzę. Niestety.
Szukając wspólnego mianownika, czegoś akceptowalnego dla obu stron, znalazłem
w sieci wiedzę o prawidłowym oddawaniu kału. Chodzi o przyjęcie odpowiedniej
pozycji. Ta nasza, powszechnie uznana przez cywilizację,
grozi ponoć rakiem jelita.
Wpis polubili: twardy prawicowiec i twórca strony o najgorszym prezydencie Dudzie.
Obaj przyjęli, że kupę trzeba
robić inaczej. Może zabiorą
się do tego zgodnie z instrukcją. Jest punkt wspólny! Hurra! Kupa to jednak podstawa.

FELIETON

Nie na żarty
ŁUKASZ
PIECYK

Tyle się ostatnio dzieje, że
z tematem na felieton miałem poważny problem. Zupełnie jak z kawałami – znam
ich wiele, ale żeby błysnąć
i zabawiać bynajmniej nie rubasznymi anegdotami piękne
dziewoje w szacownym klubie
z wykwitnym alkoholem, to
już zasadniczo jest problem.
Równie wiele, co dobrych
dowcipów, pamiętam wydarzeń z ostatniej imprezy. Czyli

niewiele. Z przedostaniej też.
Może dlatego, że na żadnej
nie byłem.
Ale nie o tym. Wbrew
analogii z żartami, na razie
nie dzieje się nic śmiesznego. Chyba czas to zmienić,
więc zapraszam na stronniczy
przegląd zdarzeń
Czy Trybunał Konstytucyjny został powołany zgodnie
z konstytucją? Konstytucyjność tej sprawy zbada Trybu-

nał Konstytucyjny w składzie
bliżej nieznanym konstytucjonalnej zgodności trybu
powoływania Trybunału. Czy
procedowanie przez (być
może) niekonstytucyjny Trybunał Konstytucyjny będzie
jednak zgodne z konstytucją?
Prawdę mówiąc, to jest mało
ważne. Mnie ciekawi, kto tam
jest ostatecznie na liście płac?!
Po słowie „konstytucja”
ostatnio najczęściej odmieniano „pornografię”. Skandalizujących scen seksu (podobno, bo wszyscy mówią,
nikt nie widział – zupełnie
jak z emeryturą) nie było
w trakcie spektaklu „Śmierc
i dziewczyna”. Więcej pieprzenia było za to w publicznej

dyskusji. Nieoficjalnie jednak
wiemy, że z półek sklepowych
znikną płyty The Cure „Pornography”, a słynna scena
z „Misia” o wcześniejszym
przyjściu i nieubraniu zostanie zastapiona krótkim kazaniem arcybiskupa Hosera.
Czas na większe działo.
Antoni Macierewicz powołał
na swojego doradcę 20-letniego studenta, Edmunda
Jannigera. Jannigerowi gratuluję, bo osiągnął już więcej
niż dowolny absolwent pięciu kierunków humanistycznych. Samemu ministrowi
zazdroszczę
przebiegłości,
bo czym skorupka za młodu,
tym na starość trąci. Macierewiczem.

Kontakt pod numerem:
733 842 795

stopka redakcyjna
Redakcja „Poza Bydgoszcz”
Złotoria, ul. 8 marca 28
redakcja@tylkotorun.pl
Wydawca
Goldendorf
Redaktor naczelny
Radosław Rzeszotek
Redaktor wydania
Kinga Baranowska
Dział reportażu i publicystyki
Jacek Kiełpiński
(GSM 723 030 103)
Tomasz Więcławski
(GSM 535 405 385)
Dział informacyjny
Joanna Koszczka
Michał Ciechowski
Kultura
Aleksandra Radzikowska,
Michał Ciechowski
Zdjęcia
Łukasz Piecyk
Sport
Karol Żebrowski
REKLAMA
Aleksandra Grzegorzewska
(GSM 512 202 240),
Agnieszka Korzeniewska
(GSM 534 206 683),
Małgorzata Kramarz
(GSM 607 908 607),
Karol Przybylski
(GSM 665 169 292),
Iwona Zuchniak
(GSM 500 324 572)
Korekta
Agnieszka Luberadzka
reklama@pozabydgoszcz.pl
Skład
Studio Poza Bydgoszcz
Druk
Agora S.A
ISSN 4008-3456
Redakcja nie odpowiada za treść
ogłoszeń.
***

Na podstawie art.25 ust. 1 pkt 1b ustawy
z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim
i prawach pokrewnych Agencja Public
Relations Goldendorf zastrzega, że
dalsze rozpowszechnianie materiałów
opublikowanych w “Poza Bydgoszcz” jest
zabronione bez zgody wydawcy.

27 listopada 2015r.

pozabydgoszcz.pl

REKLAMA

3

4

REPORTAŻ

pozabydgoszcz.pl 27 listopada 2015r.

Dziki rządzą w Okolu
Groźnie robi się po zmierzchu. Gdy na wiejskiej drodze pojawia się wataha dzików,
mieszkańcy wolą nie wychodzić z domów, a psy przy budach ujadają jak wściekłe.
Dzikie świnie nie boją się światła latarek, reagują jedynie na eksplozję petard
Jacek Kiełpiński

Fot.
ARCHIWUM

O

kole to wieś w Dolinie w nocy pieszo. Sąsiedzi niepo- zauważa Jerzy Michalski z wyBrdy, na skarpie wio- siadający auta proszą o przysłu- działu rolnictwa Urzędu Miasta
dącej do starorzecza tej gę sąsiadów.
i Gminy w Koronowie. – Zbyt
rzeki, naprzeciw Koronowa. Nie
- Ja czasem żonę odprowa- blisko zabudowań. Porozmawiama tu lasu, są pola i nadrzeczne dzam na autobus – mówi Marek my o tym problemie z leśnikami.
W Nadleśnictwie Różanna,
chaszcze. Malowniczą okolicę Nowicki. – Ale wtedy mam nie
upodobały sobie dziki. Problem tylko latarkę czołową, ale i drugą któremu dany teren podlega,
spotykamy zastępcę nadnarasta od dwóch lat.
leśniczego, Zdzisława Bus- To przestaje być
se. Tak się składa, że jest
śmieszne – zapewnia Marek Nowicki. – Wszyscy,
on prezesem koła łowiecDziki nie atakują. Proszę mi kiego „Sokół” operującego
jak tu mieszkamy, słyszymy, oczywiście, że w Polsce wierzyć. Nawet gdy są z mło- właśnie w okolicach Okola.
dzików przybywa. Sam,
- Dziki nie atakują. Probędąc w jednym z nadmor- dymi. Chyba, że młodym nieskich kurortów, spotkałem
szę mi wierzyć. Nawet gdy
dziki praktycznie oswojone chcący zrobi się krzywdę, na są z młodymi. Chyba że
z ludźmi, które podchodzi- przykład nadepnie
młodym niechcący zrobi
ły do turystów i jadły z ręki.
się krzywdę, na przykład
Te nasze wydają się jednak
nadepnie – uspokaja leśnik. – Huku te zwierzęta
mniej przyjazne.
Przekonali się o tym sąsie- solidną w garści. A jak potężne też się nie boją. W naturze słyszą
dzi pana Marka, którzy jakiś basiory z kłami podchodzą zbyt huk wyładowań atmosferyczczas temu w popłochu uciekali blisko – rzucam petardę. Huk nych i coraz więcej dźwięków
przed szarżującymi zwierzętami. na chwilę je płoszy, ale po chwili cywilizacji, więc oswajają się
z nimi.
Twierdzą, że zostali zaatakowa- wracają.
ni, gdy robili wycinkę drzew nad
Jego zdaniem dzik w naturze
O zwiększonej populacji
samą rzeką. Dziki nie chciały się dzików w Polsce mówi się od omija człowieka szerokim łuzaprzyjaźnić.
dawna. Przyczyną mają być cie- kiem. Boi się go podobnie jak
O dzikach mówią tu chyba plejsze zimy, a przez to lepsze wilk. Dziki podchodzące blisko
wszyscy. Każdy je przynajmniej warunki do życia tych zwierząt. ludzi mogły być, jego zdaniem,
widział, jeśli nie spotkał się Dziki pojawiają się w miastach. kiedyś dokarmiane. Być może
z nimi oko w oko. Najbezpiecz- Ale tu, w Okolu, wszystko wska- mają dostęp do śmietników,
niejszym sposobem poruszania zuje na to, że dziki zaczynają z których lubią wyżerać wszelkie
się po zmroku jest korzystanie brać górę nad mieszkańcami.
odpadki spożywcze.
z samochodów. Nawet do są- Plany łowieckie dla nasze- Polowanie w tym miejscu
siada lepiej podjechać niż iść nie wchodzi raczej w rachubę – go obwodu obejmują odstrzał

Marek Nowicki pokazuje poryty przez dziki teren w pobliżu zabudowań wsi.

Fot. JACEK
KIEŁPIŃSKI

Zastępca nadleśniczego z Różanna, Zdzisław Busse. To on decyduje
o odstrzale dzików w okolicach Okola.

Fot. JACEK
KIEŁPIŃSKI

‘‘

REKLAMA

sześćdziesięciu dzików w tym
roku. Padło już czterdzieści zwierząt – dodaje. – Nie zmniejsza to
populacji, bo maciory mają od
pięciu do dziesięciu prosiaków
w miocie. Prowadzimy odstrzał,
bo dziki czynią szkody. Ale nie
atakują, proszę się nie obawiać.
Jeśli w Okolu faktycznie ludzie
zaczynają się bać, postaramy się
coś zrobić w tej sprawie. Odstrzał
możemy prowadzić w odległości

nie mniejszej niż sto metrów od
zabudowań, po stuprocentowym
rozpoznaniu celu. Tam są takie
możliwości, gdy prowadzi się
nagonkę od strony chałup.
Wszystko więc wskazuje na
to, że Okole i jego okolice czeka
w tym roku jeszcze kilka polowań. Dziki nie mają szans. Człowiek zrobi to, co potrafi najlepiej
– zastosuje zabijanie, doraźny
lek na lęk.

27 listopada 2015r.

REGION

pozabydgoszcz.pl

Zaczną mierzyć i karać?

5

Odcinkowy pomiar prędkości jest kolejną bronią w walce z piratami drogowymi. Ale czy tylko?
Od stycznia straż miejska traci możliwość stawiania fotoradarów. Zastąpią je tzw. bramownice
Tomasz Więcławski

T

ego rodzaju instalacja zamontowana została już
dwa lata temu na DK nr
5 pomiędzy Osielskiem a Bydgoszczą. Nie zrobił tego działający m.in. w tym celu Wojewódzki
Inspektorat Transportu Drogowego. Są to urządzenia, za pomocą których wykonuje analizy
Instytut Badawczy Dróg i Mostów. Nie oznacza to jednak, że
w regionie bydgoskim możemy
śmiać się z kierowców z innych
części kraju, w których system
już działa.
Na razie tego rodzaju pomiary wykonywane są w trzech miejscach w Polsce. Do końca roku
będzie ich dwadzieścia dziewięć,
a ITD planuje jeszcze kolejne
montaże. W 2016 roku zniknie
wiele fotoradarów, uszczuplając
przy tym wpływy do gminnych
budżetów gmin, ale kolejne
urządzenia mogą być jeszcze
bardziej restrykcyjne. Tam,
gdzie już działają, obserwowane
są czasowe zatory w ruchu. Bo
tutaj chodzi nie o przekroczenie
prędkości w momencie zrobienia zdjęcia, a o średnią prędkość
na danym odcinku.
- W tym momencie nie mamy
planów montowania urządzeń
do odcinkowych pomiarów
prędkości w regionie bydgoskim

Ten program będzie rozwijany.
- Obserwuję ten odcinek od
Wiele zależy od możliwości fi- dawna – mówi Marek Manunansowych, którymi będziemy szewski, dyrektor Gminnego
dysponowali, i technicznych. Ośrodka Kultury w Osielsku.
Bo w niektórych miejscach, – Z jednej strony kabel wisi na
gdzie
byłoby
to uzasadnione
mer ytor ycznie,
niemożliwe jest
zamontowanie taZ jednej strony kabel wisi
kich urządzeń.
Czasami dość na słupie, więc nie jest to raczej
prozaicznym problemem jest brak podłączone do zasilania. Ze
źródła prądu, nie- dwa lata będzie jak to zamonzbędnego w tym
przypadku. Dro- towali...
ga, na której montuje się tzw. bramownice, musi
być prosta, na danym odcinku słupie, więc nie jest to raczej
dozwolona prędkość taka sama, podłączone do zasilania. Ze dwa
a trasa nie może być przecinana lata będzie, jak to zamontowali,
skrzyżowaniami. Takie miejsce ale kiedy to zacznie działać? Bóg
pod Bydgoszczą jest, z istniejącą jeden raczy wiedzieć.
Kierowcy wskazują na nienawet instalacją.
- To nie są nasze urządzenia konsekwencję w działaniach
władz w sprawie „średniej”
pomiarowe – mówi Piotr Zych.
O istnieniu, trzeba przyznać prędkości.
- Przecież przy poborze bidość szpetnych, żelaznych konstrukcji kierowcy informowali letów na bramce autostradowej
nas wielokrotnie. Siłą rzeczy na na kolejnej wszyscy mieliby
trasie Osielsko–Bydgoszcz zdej- zabrane prawa jazdy – mówi
mowali nogę z gazu. Skąd bo- Paweł z Górska, który trasę
wiem wiadomo, że to nie mierzy Toruń–Gdańsk pokonuje wiele razy w miesiącu. – Makabra
i nie robi zdjęć?

‘‘

Fot.
ARCHIWUM

– mówi Piotr Zych, specjalista
w Wydziale Analiz Centrum
Automatycznego Nadzoru nad
Ruchem Drogowym Głównego
Inspektoratu Transportu Drogowego. – Póki co przeprowadzamy analizę danych z istniejących
już instalacji.
Szybko jednak reflektuje się
i przekazuje znacznie mniej pozytywną informację dla kierowców podróżujących po regionie
bydgoskim.
- Wcale tego nie wykluczamy
w przyszłości – mówi Zych. –

będzie na drogach, jeżeli stanie
się to powszechne. Nigdzie nie
dojedzie się na czas. Lepiej kasę
na te instalacje zainwestowaliby
w rozwój dróg lokalnych, bo
autostrad trochę jest, ale wiele
pomniejszych dróg woła o pomstę do nieba.
Po chwili mężczyzna gryzie
się w język.
- Obym z tymi autostradami
nie wywróżył – dodaje znacznie bardziej pokornie.
Właściciela instalacji na trasie z Osielska do Bydgoszczy
ustaliliśmy. Jest nim Instytut
Badań Dróg i Mostów.
- To instytucja niezależna od
nas – mówi Piotr Zych. – Oni
dzięki takim konstrukcjom przeprowadzają swoje badania. Nie
było póki co rozmów w sprawie
przejęcia tej infrastruktury dla
naszych celów. Oni testują bądź
testowali te urządzenia.
Ale taka możliwość, bez przeszkód technicznych, istnieje.
- Tak jak mówiłem – dodaje
Piotr Zych. – Ten system będzie
w Polsce rozwijany i coraz powszechniejszy.
REKLAMA

6

REPORTAŻ

pozabydgoszcz.pl 27 listopada 2015r.

Ostrze
miłości

Pijana żona zaatakowała męża nożem. Z obrażeniami zagrażającymi
życiu trafił do bydgoskiego szpitala

T

Michał Ciechowski

ylko zaschnięta krew na
podłodze jednego z mieszkań przy ulicy Toruńskiej
w Solcu Kujawskim może przypominać o zdarzeniach środowego wieczoru 11 listopada. W ciało
Filipa Marlena wbiła dwukrotnie
kilkucentymetrowe ostrze noża.
Ta sama kobieta, pięć lat temu,
ślubowała mu miłość. Aż do
śmierci.
Do bydgoskiego Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 im. dr. Jana Biziela mężczyzna trafił jeszcze tego
samego wieczoru
z ranami ciętymi
pleców i brzucha.
Szybką interwencję
załogi pogotowia
ratunkowego zawdzięcza sąsiadom,
którzy dowiedzieli
się o finale gwałtownej sprzeczki.
Informację
o zdarzeniu otrzymaliśmy około godziny dwudziestej
pierwszej od załogi karetki pogotowia, która przybyła na miejsce
zdarzenia – informuje Przemy-

‘‘

sław Słomski z Zespołu Prasowego Komendy Miejskiej Policji
w Bydgoszczy. – Jak później ustalili funkcjonariusze, do obrażeń
ciała prawdopodobnie przyczyniła się trzydziestosiedmiolatka
przebywająca z dwudziestosześciolatkiem w mieszkaniu. Kobieta została zatrzymana. Miała około dwóch i pół promila alkoholu
w organizmie. Poszkodowany,
w stanie zagrażającym życiu, został przewieziony do szpitala.
Filip wziął ślub pięć lat temu.

Według policji w tej
rodzinie wcześniej już
źle się działo

REKLAMA

Jego wybranką była o dziesięć
lat starsza Magda. Choć rodzina
chłopaka sprzeciwiała się temu

- Kocham ja pomimo, że chciała mnie zabić.

związkowi, ten nie chciał słuchać.
- Nie żałuję żadnej ze swoich
decyzji – mówi ranny mężczyzna.
– To była nasza pierwsza sprzeczka. Pokłóciliśmy się i w emocjach
powiedziałem, że wezmę z nią
rozwód. To doprowadziło ją do
amoku. Chwyciła za nóż.
- Śledczy do sprawy zabezpieczyli użyte przy ataku narzędzie –
potwierdza przedstawiciel policji.
– Bydgoski sąd, po zapoznaniu
się z aktami sprawy, postanowił
zastosować wobec kobiety miesięczny areszt. Jej sprawą zajmuje
się Prokuratura Rejonowa Bydgoszcz–Południe.
Jak mówi młody mężczyzna,
Marlena taka już jest. Wielką mi-

Fot. MACIEJ
PAGAŁA

łość łączyła także obopólna zazdrość. Mimo tragicznego finału
sprzeczki partner nie ma do żony
żalu, a nawet ją usprawiedliwia.
I wciąż kocha.
Od wykrwawienia się dzieliły
mężczyznę minuty. Ostrze noża
pozostawiło w jego ciele kilkucentymetrowe rany. Te stworzone w sercu Filipa już dawno się
zagoiły. Wciąż wierzy, że mogą
być z Magdą szczęśliwi. Przypieczętowaniem ich miłości jest córka Rozalka, która mimo tego, iż
była świadkiem zdarzeń, wciąż za
mamą tęskni.
- Według ustaleń policji
w tej rodzinie wcześniej już się
źle działo – podsumowuje Słom-

ski. – W grudniu 2014 roku funkcjonariusze założyli im Niebieską
Kartę. Mężczyzna często był agresywny, kobieta zaś nadużywała
alkoholu. Dodatkowo miała problemy natury psychicznej.
Karta
została
zamknięta w czerwcu br. W sierpniu,
w domu poszkodowanego, ponownie interweniowała policja
i Miejsko-Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej. Po trzech miesiącach o soleckiej rodzinie usłyszała cała Polska.
Śledczy postawili zatrzymanej
kobiecie zarzut ciężkiego uszkodzenia ciała. Grozi jej do dziesięciu lat pozbawienia wolności.

Nadzieję mamy
we krwi
Piąta edycja akcji „Szlakiem ośmiu
kropel nadziei”

- Mój plan jest taki: aby w każdej z miejscowości powiatu bydgoskiego być przynajmniej dwa razy – mówi Andrzej Kubiak, organizator akcji „Szlakiem ośmiu
kropel nadziei”. – I udało się. W 2015 roku
trzystu piętnastu mieszkańców regionu oddało łącznie sto czterdzieści litrów
krwi.
Od 22 do 26 listopada w całej Polsce
odbywają się Dni Honorowego Krwiodawstwa. Z tej okazji prezes Fundacji Andrzeja Kubiaka Szlakiem Nadziei podsumował piątą już edycję akcji.
- Podczas dziesięciu przystanków
w naszym „krwistym szlaku” odwiedziliśmy każdą z gmin powiatu bydgoskiego
– dodaje prezes fundacji. – Chciałbym podziękować wszystkim, którzy przyczynili
się do organizacji tak ważnych spotkań
z mieszkańcami, za współpracę i dar serca. Wspólnie, przez pięć edycji akcji, dostarczyliśmy ponad osiemset litrów krwi –
leku, którego nie kupimy w żadnej aptece.
Andrzej Kubiak już planuje kolejne
spotkania i akcje promujące oddawanie
krwi. Bardzo prawdopodobne jest, że
wkrótce rozpoczną się prace nad albumem
opowiadającym o bohaterach zwykłych
niezwykłych, którzy odwiedzają jego ambulans podczas każdej zbiórki krwi.
- Najbardziej ucieszył mnie fakt, że
w środowisku wiejskim tak wiele osób
chce pomagać i oddaje krew – podsumowuje Kubiak. – Czasami zbieramy nawet
więcej niż regionalne stacje krwiodawstwa w większych miastach. Jest w nas
chęć pomagania i to jest najważniejsze.
(MC)

Tak oddawali krew
51 przystanek - 12.04.2015 11 litrów
Dąbrowa Chełmińska,
52 przystanek - 10.05.2015 13 litrów Żołędowo
53 przystanek - 14.06.2015 14,5 litra
Nowa Wieś Wielka
54 przystanek - 28.06.2015 9,5 litra Mąkowarsko
55 przystanek - 12.07.2015 15,5 litra Sicienko
56 przystanek - 02.08.2015 16 litrów Dobrcz
57 przystanek - 23.08.2015 17,5 litra Brzoza
58 przystanek - 13.09.2015 13 litrów Wtelno
59 przystanek - 11.10.2015 13 litrów Maksymilianowo
60 przystanek - 25.10.2015 15 litrów Solec Kujawski

27 listopada 2015r.

WYWIAD

pozabydgoszcz.pl

Krzyżowiec,
chrystusowiec
W ciągu piętnastu lat pracy aktorskiej
zgodził się udzielić kilkunastu wywiadów prasowych. Aktor o stu twarzach.
Wojciech Mecwaldowski, gość Camerimage 2015, rozmawia z Michałem Ciechowskim
Nie lubi Pan pozować do zdjęć?
Nie przepadam, zresztą fotoreporterzy nie są reżyserami.
Często chcą mnie pokazywać
takim, jakim nie jestem, ale lubię przemyślane sesje z fotografami, którzy mają pomysł i szacunek do swojego zawodu.
Bardzo ciężko Pana rozszyfrować. Uśmiech miesza się z powagą.
Każdy jakiś jest. Czasami
taki, czasami inny, trzeba jednak mieć swoje zdanie, niepodyktowane przez nikogo. Jestem
różnie odbierany, ale wolę być
jakiś niż nijaki.
Blask flesza onieśmiela?
Nie czuję się dobrze w ich
blasku. Mimo piętnastu lat pracy nie jestem w stanie się odnaleźć w tej części mojego zawodu. Wywiady, zdjęcia, promocje
filmów są OK, ale przez stres
z tym związany nie pamiętam
chociażby połowy festiwalu
w Wenecji.
Prezentowane na nim „11 minut” przyjęto tam owacjami na
stojąco. W piątek projekcja na

Camerimage. Co Pan czuł, czytając scenariusz?
Mając w dłoni scenariusz
do filmu, czułem, że będę brał
udział w czymś wyjątkowym.
Ten film mówi o najważniejszych rzeczach, które dotyczą
każdego z nas, między innymi o wyobraźni, czasie, miłości, śmierci. Byłem szczęśliwy
i przerażony zarazem, że to właśnie mi przypadła główna rola,
która spaja całą historię i mówi
o tym, o czym my często
zapominamy i przechodzimy obojętnie. To wielki zaszczyt.
W
polskim
kandydacie do
Oscara niewiele Pan mówi.
Rzeczywiście, na planie
też pierwszy
raz miałem
możliwość
tak bliskiej
pracy z kamerą. Gra
ciałem jest
o
wiele
trudniejsza
niż mówienie.
W filmie
zobaczymy
mnóstwo symboli. W ułamku
sekundy dostrzec możemy

mężczyznę niosącego krzyż.
Jest to jakiś wyjątkowy symbol
dla filmu?
Byłem jedną z pierwszych
osób, która go zauważyła. Jestem też trochę taki krzyżowiec,
chrystusowiec. Każdy z nas niesie swój krzyż, w jakiś sposób
się krzyżuje lub zostaje ukrzyżowany. Nie możemy go jednak
utożsamiać z konkretną rzeczą,
bo są ludzie, którzy
krzyż odbierają
jako X. Coś
niewiadomego,
co także
w sobie
nosimy
i z czym
żyjemy.
„11 minut”
to
także film
o upływającym czasie,
o który my nie
dba-

my. Zmieniła coś w Panu ta
rola?
Każdy film coś po sobie zostawia w człowieku, ten też.
Może dobitniej poczułem czas
i to, jaki mamy na niego wpływ
i przede wszystkim, żeby go tak
nie rozkładać na części.
Na świecie film oklaskiwano,
w Polsce przyjęty dwojako.
Gdzieś
przeczytałem,
że
„film
Skolimowskiego
jest
pusty
jak bańka mydlana”.
Doszedłem
do wniosku, że
niektórzy recenzenci piszą o sobie. Skoro życie
i śmierć, czas
i wyobraźnia są
dla nich puste
jak bańka mydlana, to ich życie jest
puste jak ta bańka.
W Polsce zazwyczaj
odbiór z reguły będzie
zawsze gor-

7

szy niż na świecie. Polak Polakowi zawsze musi dopierdolić.
Kipimy zazdrością?
Często jest tak, że jak film
odnosi sukces za granicą, to
w Polsce jest inaczej, weźmy na
przykład sytuację z „Idą” i to, co
się działo po Oskarach w kraju. Przecież to chore. To już nie
jest nawet kwestia gustu, tylko
choroba – zawiści, zazdrości
i wiecznego niezadowolenia. Na
szczęście film zostanie już na
zawsze, a ich gdakania za parę
lat już nikt nie będzie pamiętał.
Dużo pracy wkłada Pan w kreowanie tych wszystkich postaci.
Co się dzieje z aktorem, kiedy
rozstaje się z rolą?
Z roli Tomka z „Dziewczyny
z szafy” wychodziłem trzy lata.
Opuściłem ją, ale świat mojego bohatera nie chciał opuścić
mnie. W szkole uczono nas
o pozostawianiu postaci. Ale
jest jeszcze to, co postać otacza.
I nagle poczułem, że zostawiając
bohatera, zostaje wokół mnie
coś, co nie jest moje. Przez
trzy lata funkcjonowałem
jako mówiący autysta.
Podobno wszystko jest
po coś.
Z
perspektywy
czasu bardzo się
z tego cieszę. Ludzie
nie doceniają, że
złe rzeczy też nas
w pewien sposób kształtują.
Stałem się silniejszy i gotowy na nowe
wyzwania.
J e d n y m
z nich jest
reżyseria. Na
jakim etapie
jest pana film
„Polak”?
O filmie „Polak” będę rozmawiał, jak go skończę.
Fot. Camerimage
REKLAMA

8

WYWIAD

pozabydgoszcz.pl 27 listopada 2015r.

Nie chodzi o kradzież batonika
O nadciągających w Polsce i Europie zmianach z profesorem Andrzejem Zybertowiczem, socjologiem
z UMK, a obecnie doradcą prezydenta Andrzeja Dudy – rozmawia Jacek Kiełpiński
W wypowiedziach zwycięzców
ostatnich wyborów razi mnie
triumfalizm: „Przypominam, że
to my wygraliśmy...”. Sympatii to
nie wzbudza.
Myślę, że takie przypominanie
wynika z tego, że część członków
PO i establishmentu nadal tak się
zachowuje, jakby wyborcy nie
odsunęli ich od władzy. Przykładem jest zachowanie, skądinąd rozsądnego, wicepremiera
Tomasza Siemoniaka, który na
międzynarodowej
konferencji
w Warszawie poświęconej bezpieczeństwu publicznie pozwolił sobie na ocenę współpracy
z prezydentem Andrzejem Dudą.
Nie sądzę, żeby jakikolwiek minister Platformy publicznie pozwolił sobie na ocenę współpracy z prezydentem Bronisławem
Komorowskim. Podwładny nie
ocenia przełożonego. Tego typu
zachowania – nieprzyjmowanie
do wiadomości, że społeczeństwo odmówiło mandatu zaufania PO i PSL – powodują reakcje,
o jakich pan mówi. Ale, z drugiej
strony, wszelki triumfalizm jest
psychicznie niebezpieczny.
Może jeszcze niektórzy nie zauważyli zmian?
Polska jest na razie taka sama,
ale będzie się zmieniała. Teraz jednak w inny
sposób i w innym
kierunku niż przez
osiem poprzednich
lat.
Krótko spytam: kiedy zaczniecie, jak to
mówią, wieszać?
Bardzo
panu
wesoło: w Polsce
nie stosujemy kary
śmierci; a o wsadzaniu do więzień decydować będą niezawisłe sądy.

‘‘

nawet bez słów, życzeń dysponentów reklam.

Będzie się wracać do starych
spraw...
Jakich starych spraw? Jeśli czytam w sierpniu 2015 na portalu
kulisy24.com, że minister Maria
Wasiak, nadzorująca m.in. PKP,
naciskała na wydanie setek tysięcy euro na jakąś bezużyteczną
ekspertyzę i nie słyszę, by premier
Ewa Kopacz reagowała na taką –
co najmniej – niegospodarność,
to znaczy, że problem jest poważny. Dziś około dziewięćdziesiąt
procent osób uznanych za winne korupcji kończy z wyrokami
w zawieszeniu. Co to znaczy? Że
korupcja w Polsce jest opłacalna.
Wystarczy przejrzeć statystykę
wyroków za przestępstwa korupcyjne, by zobaczyć, że coś nie gra
w tym systemie.
Nazwiska: Macierewicz, Ziobro,
Kamiński są sygnałem dla społeczeństwa, że teraz będzie się
działo.
Antoni Macierewicz będzie
starał się, by niejasności, które
narosły wokół wielu przetargów,
zostały wyjaśnione. Mariusz Kamiński przekaże tajnym służbom jasno zdefiniowane zadania.
A Zbigniew Ziobro sprawi, że
prokuratorzy nawet w sytuacji

Fot. MATERIAŁY
PRASOWE

glądać rozmowy ministrów PiS-u w czasach, gdy te metody spowszedniały?
Będą zachowywali się jak
urzędnicy państwowi. W ministerstwach są pokoje chronione
przed podsłuchem. Chcąc załatwiać ważne sprawy, powinni się
spotykać w takich pomieszczeniach. A jak idą do restauracji,
to powinni, po pierwsze, płacić z własnej
kieszeni, a zamiast
szczegółów transakcji
dotyczących
spółek
skarbu państwa omawiać ostatni odcinek
przygód Jamesa Bonda.

Zbigniew Ziobro sprawi, że
prokuratorzy nawet w sytuacji
przeciążenia pracą zrozumieją, by najpierw zabierać się za
sprawy największego kalibru

Wielkiego oczyszczenia można
się spodziewać?
Wystarczy przejrzeć archiwa
mediów, nawet tych popierających III RP, i opisy wielkich afer
gospodarczych, by dostrzec, jak
wielu z nich nigdy nie wyjaśniono, nie mówiąc o ukaraniu sprawców. Zakładam, że przywrócenie
prokuratury pod zarząd ministra
sprawiedliwości zmobilizuje tę
instytucję, żeby największe afery
zbadano i aby akty oskarżenia
REKLAMA

trafiały do sądów.

przeciążenia pracą zrozumieją, by
najpierw zabierać się za sprawy
największego kalibru, szkodliwe
dla gospodarki, dla systemu podatkowego – jak np. ustalenie, czy
spółka Ciech nie została sprzedana poniżej swojej wartości – a dopiero potem będą rozliczali obywateli z wykroczeń, jak kradzież
batonika w sklepie.
Nazwisko Ziobro kojarzy mi się
z nagrywaniem. Jak będą wy-

Wcześniej takich bezpiecznych pomieszczeń nie było?
Były, ale politycy
PO nie wierzyli służbom, które im teoretycznie podlegały.
Mówił mi wysoki funkcjonariusz
jednej z obecnych służb: Oni nie
rozmawiali w zabezpieczonych
pomieszczeniach, bo myśleli, że
my ich podsłuchujemy. To jest
paradoks Tuskowładzy, która nie
wierzyła służbom teoretycznie jej
podlegającym.
Teraz będzie inne podejście do
służb?
Jak zostanie zrobiony ich przegląd, zostaną zreformowane, to

standardem w demokratycznym
państwie stanie się omawianie
spraw wagi państwowej w instytucjach państwowych, w tym
w pomieszczeniach chronionych
przez służby.
Zmieniając temat, czy to Pan doradził prezydentowi Dudzie powiedzieć publicznie o Jarosławie
Kaczyńskim: „Jest pan wielkim
człowiekiem”?
O takich sprawach doradca
pisze na starość w pamiętnikach.
No, tak... Dawno zapowiadał Pan
zmiany w mediach publicznych.
Można zdradzić jakieś szczegóły?
Spawy mediów nie są wśród
tych, które mi prezydent powierzył. Na co dzień się im nie
przyglądam, nie uczestniczyłem
w przygotowaniu koncepcji ich
reformy. Ale zmiany będą także
w mediach prywatnych. Choć,
jak słyszę, w TVN podobno red.
Jakub Sobieniowski dalej w starym stylu pracuje na opinię najbardziej gorliwego propagandysty antypisowskiego... Zmiany
nastąpią z kilku powodów. Po
pierwsze, media i ich właściciele podążają za nastrojami opinii
publicznej, by utrzymać kontakt
z widzami i zatem udział w rynku. Po drugie, jak nowa władza,
poprzez kontrolę nad spółkami skarbu państwa, przekieruje
strumienie reklam, to media dopasowują się do, odczytywanych

Zamachy w Paryżu. Jakie będą
ich konsekwencje?
Najwyraźniej w obrębie cywilizacji islamu uformowała się
jakaś chora subkultura akceptacji dla samobójczych zamachów
połączonych z zabijaniem niewinnych ludzi. To jest coś, co ma
kulturowy charakter. Trzeba głęboko zrozumieć naturę tej choroby, żeby mądrze dostosowywać
politykę całej Europy wobec tego.
Proszę zwrócić uwagę, jak wiele w Internecie jest wypowiedzi
przyznających, że politykiem,
który zachował się jak mąż stanu, jest premier Węgier Viktor
Orbán, powstrzymując imigrantów. Może warto spokojnie się
zastanowić, czy także w innych
sprawach nie patrzy on dalej od
większości polityków europejskich?
Ale islamizacja Europy to już fakt.
O wiele poważniejszym faktem jest liberalizacja i laicyzacja
Europy. Europa, która odwraca się od swoich tradycyjnych
chrześcijańskich wartości, oddaje
się na łup islamu. Islam nie jest
groźny dla tych zbiorowości, które wierzą w swoją tożsamość i ją
pielęgnują. Kulturze żydowskiej
islam nie potrafi zaszkodzić, ona
tylko nabiera siły. Pomoc USA
nic by nie dała, gdyby w Izraelu,
poza judaizmem zreformowanym i laickimi, nie istniał rdzeń
środowisk, które wierzą w wielkość narodu wybranego przez
Boga. I wokół tego organizują
instytucje.
Muszę spytać o Smoleńsk.
Wszystko od nowa?
Wydaje się, że szum i świadoma dezinformacja wokół tej
tragedii była tak duża, że należy
przyjąć założenie: zaczynamy od
zera, analizujemy punkt po punkcie podstawowe informacje, od
dokumentacji chemicznej, dokumentacji fotograficznej, akustycznej... Tak, jakbyśmy byli badaczami, którzy przyjechali świeżo
na miejsce zdarzenia i próbowali
określić podstawowe fakty.
Czyli od nowa?
Od początku. Rzeczowo.

27 listopada 2015r.

pozabydgoszcz.pl

REKLAMA

9

10

DODATEK

pozabydgoszcz.pl 27 listopada 2015r.

ŚWIĄTECZNE FINANSE

Nadchodzą
$więta
Odłóż zmartwienia na bok i poszukaj
odpowiedniego rozwiązania, aby
finansowe problemy zniknęły

Ś

Michał Ciechowski

więta Bożego Narodzenia za
miesiąc, a już wiecie, że nie
podołacie w tym roku wydatkom? Jeszcze nic straconego!
Atrakcyjne świąteczne oferty finansowe przygotowało w grudniu wiele instytucji finansowych.
Boże Narodzenie to najprzyjemniejsze święta w ciągu całego
roku. Dla naszego portfela jednak najdroższe. Oprócz przygotowań świątecznego stołu, czeka
gonitwa za prezentami i noworocznymi kreacjami. Ile ostatnie
tygodnie grudnia mogą nas kosztować? Nawet dwa tysiące złotych
na czteroosobową rodzinę!
- Dziś każdy stara się kontrolować swoje wydatki, ale przed
szczególnymi okazjami warto
zabezpieczyć się dodatkowym
zastrzykiem gotówki – mówi Elżbieta Podolska, doradca finansowy. – Jeżeli mamy pewność, że
nasza zdolność kredytowa jest
dobra, możemy spróbować postarać się o pożyczkę w banku.
Wiele ogólnopolskich banREKLAMA

ków przed świętami proponuje
pożyczkę gotówkową, dostępną
w oddziałach oraz przez Internet.
Indywidualnie dobrany dzień
spłaty raty i okres kredytowania
– w grudniu okazać się może idealnym rozwiązaniem.
Obok tradycyjnych produktów
finansowych na polskim rynku
dostępne są także te nowoczesne.
Pieniądze na mniejsze wydatki oferują tak zwane chwilówki,
czyli firmy pożyczające gotówkę
na dowód, na trzydziestodniowy
okres spłaty.
Nie wymagane są w tym przypadku żadne dodatkowe zaświadczenia czy oświadczenia, o które
zostaniemy poproszeni w banku.
- Produkty tego typu cieszą
się na rynku niezwykłą popularnością i zainteresowaniem klientów – dodaje Marek Krzewiński,
przedstawiciel jednej z toruńskich firm. – Do grupy takiej
zaliczyć można szybkie pożyczki
udzielane w Internecie, pożyczki
bez zaświadczeń, szybkie pożycz-

ki bez BIK i KRD oraz chwilówki
na święta.
Jak dodaje ekspert, klientami
są ludzie w różnym wieku. Osoby starsze pożyczają głównie na
zorganizowanie świąt, natomiast
młodsze przede wszystkim na
prezenty. Popularność tego typu
pożyczek będzie rosła, szczególnie w okresie przedświątecznym.
Szacowany wzrost, jeżeli chodzi
o liczbę pożyczek na rynku, wyniesie 20–25 proc. w stosunku do

poprzednich miesięcy.
Kredyty i chwilówki nie są
straszne, gdy dokładnie przeczytamy umowę, zanim ją podpiszemy.
- Przede wszystkim zwróćmy
uwagę, jaki jest całkowity koszt
pożyczki, nie patrzmy tylko na
reklamy czy na to, że oprocentowanie jest bardzo niskie – radzi
Elżbieta Podolska. – Sprawdźmy,
ile oprócz oprocentowania wyniesie np. prowizja. Zobaczmy

też, czy wszystkie dokumenty są
dla nas czytelne.
Przed świętami Bożego Narodzenia warto pomyśleć o bezpiecznym sposobie realizacji marzeń i kupowania prezentów. Tak,
aby święta w tym roku pozostały
wolne od problemów, pełne zaś
uśmiechu i radości. Rankingi
chwilówek, opinie na temat pożyczkodawców oraz porady ekspertów znaleźć można na portalu
sowafinansowa.pl.

27 listopada 2015r.

DODATEK

pozabydgoszcz.pl

11

ŚWIĄTECZNE FINANSE

„Zastaw się, a postaw się”?
Polaków przygotowania do świąt
Ponad 1000 zł zamierza wydać przeciętna polska rodzina na tegoroczne święta

K

Małgorzata Kramarz

oniec listopada, to czas,
kiedy Polacy zaczynają
myśleć o nadchodzących
świętach bożego narodzenia.
Każdy z nas lubi czas przygotowań. Ale skąd wziąć na to
wszystko pieniądze? Okazuje
się, że Polacy mają swoje sposoby.
Kto z nas nie lubi robić prezentów najbliższym? A jeszcze
przyjemniej jest taki upominek
dostać. Niestety ceny wszystkich produktów są bardzo wysokie. Poczynając od żywności,
poprzez zabawki, biżuterię nie
mówiąc już o gadżetach i sprzęcie komputerowym. Sami przyznajemy, że wydajemy za dużo,
ale jak pokazują badania większość z nas nie zamierza tego
zmieniać. Co trzeci dorosły Polak spodziewa się co najmniej
dwóch prezentów pod choinką.
Najchętniej widziane są książki,
perfumy, gry komputerowe i na
końcu koperta z pieniędzmi. Jak
wykazują badania, przeciętna
polska rodzina wyda na tegoroczne święta powyżej 1000 zł.
To jest koszt zarówno jedzenia,

wystroju domu jak i prezentów.
Tylko niewielka część naszego
narodu planuje nie przekraczać
kwoty 400 zł.
Skąd bierzemy na to pieniądze? Głownie z oszczędności.
Ponad połowa Polaków ma
zaskórniaki, które chce przeznaczyć na przygotowanie Bożego Narodzenia. Zupełnie odwrotnie niż w ubiegłych latach,

większą część chcemy przeznaczyć na jedzenie, choć prezenty wcale nie będą takie tanie.
Średnia cena upominku to ok.
150 zł. A co z resztą Polaków?
Jak planują sfinansować przyjemności. Około 25% z nas zamierza za wydatki płacić kartą
kredytową, którą spłaci dopiero
po nowym roku. Takie rozwiązanie stosowane jest głównie

przez młodych ludzi między 20
a 35 rokiem życia. Jeszcze inni
zamierzają wziąć pożyczkę lub
kredyt w banku. Te kuszą nas
różnymi promocjami przedświątecznymi, więc zapewne
część Polaków skorzysta z tych
propozycji. Najmniejszy odsetek ma w planach pożyczkę od
rodziny lub znajomych.
Wśród naszego narodu przyjęło się powiedzenie „Zastaw
się, a postaw się”. O co w tym
chodzi? Głównie o to, żeby
pokazać wśród rodziny i przyjaciół, że stać nas na różnego
rodzaju przyjemności, że jesteśmy po prostu bogaci. Nikt natomiast nie musi wiedzieć, że na
to wszystko się zapożyczyliśmy
i to pewnie na niemały procent.
Całe szczęście coraz więcej z nas
odchodzi od tej reguły. Nauczyliśmy się oszczędzać i z głową
planujemy każdy wydatek. Ponad połowa z nas deklaruje, że
prezenty świąteczne będą praktyczne i na pewno kupione po
dłuższym namyśle. Wolimy dawać i dostawać rzeczy praktyczne, aniżeli „gadżeciarskie” czy

szpanerskie. Nauczyliśmy się
też wykorzystywać okazje. Wielu Polaków zaczęło robić zakupy w Internecie. Niekiedy są
naprawdę tańsze niż te w sklepie stacjonarnym. Oczywiście
znaleźli się też tacy, którzy nie
zamierzają oszczędzać na prezentach gwiazdkowych dla
bliskich. Jednak znaczna część
społeczeństwa tylko najbliższym kupuje drogie prezenty,
pozostałą część rodziny obdarowujemy drobiazgami. Zakupy spożywcze robimy zazwyczaj w super i hiper marketach.
Skuszeni promocjami omijamy
małe osiedlowe sklepiki, które
nie mogą liczyć na większy zysk
w okresie przedświątecznym.
Duża część osób przyznaje
też, że ich sytuacja materialna
jest lepsza niż w poprzednich
latach bądź na takim samym
poziomie. Jesteśmy zadowolenie ze swoich zarobków i możemy spokojnie przygotowywać
się do świąt, już nie w myśl zasady „Zastaw się, a postaw się”.
REKLAMA

12

GMINA DOBRCZ

pozabydgoszcz.pl 27 listopada 2015r.

Sportowe
strzelanie
w Dobrczu

Gminna Liga Strzelecka wystartowała już
po raz ósmy! Impreza organizowana przez
Ligę Obrony Kraju w Dobrczu z edycji na
edycję wznosi się na wyższy poziom.
Karol Żebrowski

H

istoria koła LOK sięga
jeszcze końca ubiegłego
wieku.
- W naszym kole mamy za
sobą zarówno lepsze, jak i gorsze czasy – twierdzi prezes Ligi
Obrony Kraju w Dobrczu Wiesław Lebiedew. – W jednym roku
jest nas więcej, w innym trochę
mniej. Mamy oczywiście pewną
grupę wytrwałych osób, którzy
są z nami od ładnych paru lat.
W tym momencie liczebność naszej grupy oceniłbym neutralnie.

Strzelectwo sportowe, jak wiadomo, nie jest najpopularniejszą
dyscypliną w naszym kraju.
Członkiem koła może zostać
każda osoba, która ukończyła
dwunasty rok życia.
- Tacy młodzi uczestnicy również są z nami – opowiada Lebiedew. – Często zdarza się tak, że
dzieci przychodzą z kimś z rodziny i obserwując przebieg zawodów, są bardzo ciekawi, w jaki
sposób to wszystko funkcjonuje.
Zainteresowanie, po ukończeniu

Zainteresowanie, po ukończeniu
wyznaczonej granicy wieku, często
przeradza się w samodzielne próby pod
czujnym okiem doświadczonych zawodników.

Wiesław Lebiedew, prezes LOK-u w Dobrczu, zachęca do spróbowania swoich sił w strzelectwie
sportowym

wyznaczonej granicy wieku, często przeradza się w samodzielne
próby pod czujnym okiem doświadczonych zawodników. Jednym się to spodoba, innym nie.
W sobotę 21 listopada na hali
sportowej przy Zespole Szkół
w Dobrczu odbył się pierwszy
turniej w ósmej edycji Gminnej
Ligi Strzeleckiej.
- Planujemy jeszcze cztery takie rundy – mówi prezes LOK.
– Na sam koniec wyróżnimy najlepszych zawodników, indywidualnie oraz w drużynie.
Inaugurujący turniej okazał
się szczęśliwy dla osób o nazwisku Smeja. W przypadku kobiet

najlepszy wynik zanotowała
Agnieszka, a wśród panów Tomasz, o tymże właśnie nazwisku. Żeńskie podium uzupełniły jeszcze Oliwia Kiełpikowska
oraz Weronika Wolszlegier. Jeżeli chodzi o mężczyzn, to drugie miejsce zajął Robert Mamys,
a trzecie Bartłomiej Majka.
Prowadzona była także klasyfikacja drużynowa.
- Mamy sześć zespołów –
twierdzi Lebiedew. – Niestety,
pierwszego dnia nie dotarła do
nas ekipa z Nowej Wsi Wielkiej.
W sobotę najlepszy okazał się
pierwszy garnitur, reprezentujący firmę Dewelopeo, w składzie:

Fot. ADAM
ZAKRZEWSKI

Tomasz Smeja, Robert Mamys,
Marek Suszek i Mariusz Komorowski. Za jego plecami znaleźli
się przedstawiciele wsi Trzęsacz
w składzie: Bartłomiej Majka,
Rozalia Majka, Andrzej Majka
i Wojciech Majka. Podium zamknęła drużyna Dewelopeo II.
Głównym sędzią zawodów był
Eugeniusz Patyk. Punktację komputerową obsługiwał Marek Finc.
Kolejna odsłona ósmej edycji
Gminnej Ligi Strzeleckiej odbędzie się 12 grudnia. Początek
o godzinie 9.00 w tradycyjnym
miejscu – na hali sportowej przy
ZS Dobrcz.

Szafiry i złoto Wymarzone czytanie

Dzięki zakupionym książkom dzieci i młodzież z regionu będzie
mogła rozwijać swoje zainteresowania. Do projektu zgłosiło się
blisko 10 tysięcy książnic z województwa

U

roczyste świętowanie jubileuszy małżeńskich w gminie Dobrcz to już tradycja.
Urząd Gminy wraz z Urzędem
Stanu Cywilnego zorganizowali
w tym roku kolejną uroczystość
dla par, które przeżyły wspólnie
ponad czterdzieści lat.
W środę 18 listopada w Gminnym Ośrodku Kultury w Dobrczu
spotkały się małżeństwa rubinowe – w 2015 roku świętowały one
czterdziestolecie pożycia. Dzień
później uroczyście powitano
pary, które mogły pochwalić się
szafirowymi godami. Na zakończenie, 20 listopada, święto obchodzili jubilaci godów złotych –
pary, które wzięły ślub pół wieku
temu – i ci, którzy żyją wspólnie
od pięćdziesięciu pięciu, sześćdziesięciu i sześćdziesięciu pięciu
lat.
Wszystkich zebranych na uroczystościach powitał Krzysztof
Szala, wójt gminy Dobrcz. Włodarz wręczył jubilatom pamiątkowe dyplomy oraz kwiaty. Następ-

nie szampanem wzniesiono toast
za zdrowie i szczęście wszystkich
par.
Zwieńczeniem oficjalnej części spotkania była część artystyczna wykonana przez samorządowców gminy. Prowadziła ją pani
przewodnicząca gminy Dobrcz
Halina Pietrzak, która dodatkowo
była również reżyserem i aktorem
w tymże widowisku. Ponadto
dużą atrakcją był koncertu dyrektora Gminnego Ośrodka Kultury w Dobrczu – pana Wiesława
Raczkowskiego.
- Łącznie na uroczystości zaproszonych zostało dziewięćdziesiąt sześć par – informuje Anna
Kowalska z Biura Rady Gminy.
– Specjalnie na tę uroczystość powstał amatorski zespół teatralny,
składający się z przedstawicieli
Urzędu Gminy Dobrcz. Aktorzy przedstawili scenki związane
z życiem codziennym oraz pobytem w sanatorium. Artystyczny
pokaz miał wprowadzić wszystkich w doskonały humor. (MC)

G

mina Dobrcz przystąpiła
do projektu „Książki naszych marzeń”, realizowanym w roku 2015/2016. Program
poprzedzi ogólnopolską akcję
rozwoju czytelnictwa, która propagowana będzie w latach 20162020. Wspólnie rozwijać ją będą
ministerstwo edukacji narodowej
oraz ministerstwo kultury i dziedzictwa narodowego.
Celem projektu jest rozwijanie
zainteresowań dzieci i młodzieży z gminy, a także ich aktywne
uczestnictwo w promocji czytelnictwa.
Trzydziestego października
w Gminnej Bibliotece Publicznej
w Dobrczu spotkali się przedstawiciele bibliotek szkolnych
z regionu. W ramach „Książek
naszych marzeń” omówili dobór literatury, jaka zostanie zakupiona w związku z projektem.
W ten dzień poruszono także temat działalności promującej czytelnictwo.
W ramach projektu, o nowe
zbiory, wzbogacone zostaną bi-

blioteki szkolne w Borównie,
Dobrczu, Kozielcu, Kotomierzu,
Wudzynie oraz Strzelcach Górnych.
Aby wziąć udział w projekcie dyrektorzy szkół ostateczne
wnioski musieli złożyć do 8 lipca 2015 roku. Z danych urzędów wojewódzkich i kuratoriów
oświaty wynika, że aż 9770 szkół
podstawowych pisemnie zadeklarowało chęć uczestnictwa.
Do bibliotek szkolnych w gminie trafić mają książki, które nie
są lekturami, a którymi uczniowie są autentycznie zainteresowani - bliskie ich doświadczeniom
w poznawaniu i rozumieniu
współczesnego świata.
Wielkość środków przyznanych szkołom na zakup wyposażenia półek bibliotecznych zależy od liczby uczęszczających do
placówki dzieci. Tysiąc złotych
otrzyma szkoła, do której zapisanych jest maksymalnie siedemdziesiąt uczniów. Tysiąc trzysta
zł przekazane zostanie szkole,
która liczy od siedemdziesięciu

jeden do stu siedemdziesięciu
podopiecznych. Dwa tysiące sto
siedemdziesiąt złotych otrzyma
placówka, do której chodzi co
najmniej sto siedemdziesiąt osób.
Akcja ma na celu zachęcić
młodzież do wypożyczania książek na okres przerw świątecznych
i ferii zimowych. W ramach programu przewidziana jest także
współpraca bibliotek szkolnych
z    bibliotekami publicznymi
i  publicznymi bibliotekami pedagogicznymi. Placówki te mają
wspólnie organizować wydarzenia służące popularyzacji i  promocji czytelnictwa. Mogą to być
np. spotkania z twórcami literatury dziecięcej i młodzieżowej, czy
spotkania z rodzicami na temat
wpływu czytania na rozwój intelektualny i emocjonalny dzieci.
Podstawowym
rezultatem
programu ma być jednak trwałe
zainteresowanie młodych ludzi
czytaniem.

(MC)

e
ę

27 listopada 2015r.

CAMERIMAGE

pozabydgoszcz.pl

Złote Żaby
wręczone

13

Największe w Polsce święto operatorów
filmowych dobiegło końca
Michał Ciechowski

O

wacjami na stojąco nagrodzono Eda Lachmana, autora zdjęć do filmu
„Carol”, laureata tegorocznej
Złotej Żaby (na zdjęciu). Gala
Zakończenia, podczas której
wręczono statuetki dla najlepszych twórców, zwieńczyła 23.
Międzynarodowy Festiwal Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych
Camerimage w Bydgoszczy.
- Tę nagrodę dedykuję swojej
ekipie, reżyserowi i wszystkim,
którzy kochają kino – powiedział Lachman podczas odbierania statuetki. – Wciąż jednak
jestem „uczniem kina”. Coś
przekazuję innym, ale od nich
także jeszcze biorę.
Do tegorocznej edycji Camerimage nadesłano ponad dwa
tysiące trzysta filmów. Spośród
nich wybrano te, które walczyły
o zwycięstwo w jedenastu kategoriach konkursowych. Najważniejszą z nich był Konkurs
Główny, którego laureatem został wspomniany Ed Lachman.
- Srebrną Żabę zdobył Sturla
Brandth Grøvlen za zdjęcia do
nagradzanego na całym świecie
filmu „Barany. Islandzka opowieść” – relacjonuje Dariusz
Kuźma, rzecznik Camerimage.
– Brązowa trafiła zaś na Węgry,
do autora zdjęć do filmu „Syn
Szawła” – Mátyása Erdély’ego.
Konkurs Filmów Polskich
wygrał obraz „Letnie przesilenie” ze  zdjęciami Jerzego Zielińskiego. Wielkie brawa za
zdobycie Nagrody Studenckiej
im. Laszlo Kovacsa – Złotej Kijanki – otrzymał młody twórca
Bartosz Bieniek z Uniwersytetu
Śląskiego (Wydział Radia i Telewizji im. K. Kieślowskiego) za
zdjęcia do etiudy studenckiej
„Ameryka”. Srebrna Kijanka powędrowała w ręce Simona Dreschera, operatora etiudy „Stravanger”, zrealizowanej dzięki

Akademii Filmowej w Baden-Württemberg. Laureat Brązowej Kijanki to również student
Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego – Damian
Kocur, który wyreżyserował
i stworzył zdjęcia do etiudy „To,
czego chcę”.
Złotą Żabę w kategorii Pełnometrażowych Filmów Dokumentalnych otrzymał film
„Scena ciszy”, którego autorem
zdjęć jest Lars Skree. Specjalne
wyróżnienie odebrał zaś Wojciech Staroń, reżyser i operator
filmu „Bracia”.
W konkursie na Krótkometrażowe Filmy Dokumentalne
niekwestionowanym
zwycięzcą został film „A Tale
of Love, Madness and Death”.
Złota Żaba powędrowała do
rąk operatora, Alvaro Anguity.
Wyróżnienie w tej kategorii
otrzymał Pavel Skvortsov, autor zdjęć do „The Conversation”.
Jury Camerimage 2015 doceniło także Luisa Urquizę Mondragóna za debiut reżyserski
w filmie „Perfect Obedience”.
Nagrodę za debiut operatorski
odebrał Joshua James Richards
za „Songs My Brother Taught
Me”.
W konkursie filmów 3D jurorzy 23. Międzynarodowego
Festiwalu Filmowego Camerimage, za zwycięski uznali film
„Love” w reż. Gaspara Noé.
Zdjęcia do produkcji wykonał
Benoît Debie.
W konkursie wideoklipów
przyznano dwie nagrody – za
najlepszą produkcję główną nagrodę otrzymał wideoklip do
piosenki „Alright” Kendricka
Lamara w reż. Colina Tilleya.
Zdjęcia do niego wykonał Rob
Witt. Ten sam twórca został
laureatem najlepszych zdjęć do
wideoklipu „Alright”.
Podczas Gali Zakończenia

23. edycji Camerimage wręczono także nagrody specjalne. Z Bydgoszczy ze Złotymi
Żabami do Hollywood wyjechali: amerykański montażysta
Walter Murch, brytyjski autor
zdjęć do wideoklipów Martin
Coopen, duet operatorsko-reżyserski Włoch Vittorio Storaro
i Irańczyk Madżid Madżidi, kostiumografka Sandy Powell oraz
producent telewizyjny – Frank
Sponitz.
Tegoroczna edycja Camerimage zdobyła duże uznanie
wśród gości i laureatów tegorocznych Żab.
- To wielki zaszczyt, że mogłem wziąć udział w tak prestiżowym wydarzeniu – wyznaje
Mátyás Erdély, autor zdjęć, zdobywca Brązowej Żaby. – Nie bez
przesady powiem, że Camerimage to jedyny festiwal, który
na serio zajmuje się obrazem
filmowym i naszą branżą.
Zachwytu nie kryli także
aktorzy zaproszeni na Wielkie
Święto Operatorów.
- Masz możliwość bycia
wśród najlepszych z najlepszych, no to jak nie wykorzystać tej szansy i nie dowiedzieć

się czegoś o kinie? – mówił
Wojciech Mecwaldowski, aktor
z prezentowanego na festiwalu
filmu „11 minut”.
Gościem specjalnym Camerimage był prof. Piotr Gliński,
minister kultury i dziedzictwa
narodowego, który podkreślił
ważną rolę bydgoskiego wydarzenia dla całej Polski.
- Camerimage to dobry przykład inicjatyw oddolnych – zaznaczył Piotr Gliński. – Ktoś tu
był kreatywny i miał wyjątkowy
pomysł na festiwal, tak jak trzeba mieć wyjątkowy pomysł na
film, by przyciągnąć ludzi do
kina. Festiwal poświęcony głównie operatorom to wydarzenie
jedyne na całym świecie. Jestem
dumny, że odbywa się właśnie
w Polsce, bo sławi ją poza jej
granicami.
Podczas festiwalu filmowego studenci z całego świata
mieli okazję także uczestniczyć
w warsztatach i seminariach
prowadzonych przez wybitnych
twórców kina. Jednym z nich był
Sławomir Idziak, autor zdjęć do
filmów takich jak „Helikopter
w ogniu” czy „Harry Potter i Zakon Feniksa”. Podczas projekcji

filmów widzowie mogli porozmawiać z gośćmi Camerimage,
chociażby z Paulem Bettanym,
aktorem znanych z filmów „Pan
i władca: Na krańcu świata” czy
„Kod da Vinci”, który debiutował na festiwalu jako reżyser
(„Shelter”).
Sporą atrakcją okazała się
także wizyta Bryana Adamsa, kanadyjskiego piosenkarza
w Toruniu. W Centrum Sztuki
Współczesnej „Znaki Czasu”
otworzył swoją pierwszą w tej
części Europy wystawę fotograficzną. Wernisażowi towarzyszyły tłumy gości.
Na 23. edycję Międzynarodowego Festiwalu Filmowego
Camerimage do Bydgoszczy
przyjechało około tysiąca pięciuset gości – operatorów filmowych, reżyserów, aktorów oraz
innych przedstawicieli branży
filmowej. Dzięki organizatorom
wydarzenia – Markowi Żydowiczowi, dyrektorowi festiwalu,
oraz Fundacji Tumult, studenci
z całego świata mieli możliwość
spotkać się z prawdziwym filmowym światem rodem z Hollywood, celebrowanym w mieście nad Brdą.

14

GMINA OSIELSKO

pozabydgoszcz.pl 27 listopada 2015r.

Osielski kat prostytutek
Gdańsk miał swojego „Skorpiona”, Kraków „Wampira” Karola Kota,
a Osielsko? Stefana Rachubińskiego, zabójcę prostytutek. Niedawno
minęło 50 lat od pierwszej zbrodni.

Marek Dobosz

W

dniu 13 czerwca 1965
roku w okolicach ulicy
Smukalskiej w Bydgoszczy znaleziono w lesie zwłoki dwudziestopięcioletniej Zofii
Ługowskiej, prostytutki, matki
niepełnosprawnego dziecka. Oto
fragment opisu z akt sprawy: „Kobieta leżała na plecach. Kończyny
dolne były charakterystycznie
rozchylone. Prawą połowę głowy
denatki przykrywały resztki brunatno-żółtawej spódniczki. Powłoki zewnętrzne ciała, zwłaszcza
wzgórek łonowy i pachwiny, były
przysypane wilgotnymi gałązkami sosny. (…) Tuż przy pantoflu
na ziemi znajdowały się na gałązce drzewa dwa nieduże kawałki
różowej halki...”. W pobliżu zwłok
znaleziono też butelkę po alkoholu, a niespełna pięćset metrów
dalej scyzoryk z brunatnymi śladami zakrzepłej krwi.
Czy to palacz?

Ciało młodej prostytutki było
potwornie okaleczone. Oprawca podciął jej gardło aż do kości
kręgosłupa, rozciął brzuch, pociął
klatkę piersiową. Śledczy i biegli
medycy nie mieli wątpliwości
– to było zabójstwo na tle seksualnym. Według nich do morderstwa doszło dwa dni przed
odnalezieniem ciała. Konstatacja
była prosta – pod ciałem ściółka
była sucha, a w nocy z 11 na 12
czerwca 1965 roku padało.
Niespełna dwa miesiące później w lesie na Jachcicach nieznany sprawca zgwałcił dziewietnastoletnią Natalię G. Próbował
dziewczynę zabić, ale uratowali ją
przejeżdżający szosą z Bydgoszczy do Koronowa ludzie, którzy
usłyszeli jej krzyk. Napastnik
także był bardzo brutalny, zadał
ofierze szereg ran kłutych i ciętych. Pogryzł także wargi młodej
kobiety i zlizywał z nich krew.
W amoku pokazał jej także jakiś
dokument ze swoimi personaliami. Nazywał się Ireneusz Trzciński.
Milicja Obywatelska szybko zatrzymała podejrzanego.
Trzciński, palacz w Okręgowej
Spółdzielni Mleczarskiej, był

wcześniej wielokrotnie karany, za
drobne przestępstwa przeciwko
mieniu, uszkodzenia ciała, demolki, ale także za spowodowanie trwałego kalectwa – odgryzł
bowiem nos kobiecie. Śledczy,
biorąc pod uwagę cechy jego osobowości, zarzucili mu zabójstwo
Zofii Ługowskiej. Trzciński jednak konsekwentnie nie przyznawał się do winy.
Druga zbrodnia
Bo nie zamordował. Potwierdziła to druga zbrodnia. 13 marca
1966 roku w zagajniku przy ścieżce do Rynkowa przechodzień
znalazł zwłoki kolejnej prostytutki.
„Po usunięciu warstwy śniegu
stwierdzono, że znalezione zwłoki ułożone były na wznak, prawa
ręka – odchylona do tyłu, ułożona równolegle do tułowia, palce
zaciśnięte. Lewa ręka była odrzucona w bok, dłoń znajdowała się
na wysokości głowy. Nogi były
charakterystycznie rozchylone,
a zwłoki – obnażone od kolan aż
po szyję” – czytamy w aktach.
Po przeczesaniu terenu, oprócz
osobistych rzeczy prostytutki,
znaleziono scyzoryk. Bardzo
prawdopodobne było, że sprawcą
była ta sama osoba. Wskazywało
na to okaleczenie ciała w podobny sposób, narzędzie zbrodni, ale
także miejsce zabójstwa, oddalone od poprzedniego o półtora kilometra, na terenie tego samego
kompleksu leśnego. Były też ślady
libacji – butelka po wódce i resztki jedzenia. Zdaniem biegłego
lekarza zabójstwa dokonano od
dwunastu do dwudziestu godzin
przed odnalezieniem ciała Danuty Kuklińskiej.
„Bogacz” w starym ubraniu
Śledczy spostrzegli pewną zależność. Zbrodnię, podobnie jak
poprzednią, popełniono w dniu,
który zbiegał się z terminem wypłat niektórych przedsiębiorstw.
Przypuszczenia potwierdziły się
później.
Ireneusza
Trzcińskiego
oczyszczono z zarzutu zabójstwa,

a do milicji dotarła pierwsza konkretna informacja na temat potencjalnego zabójcy. Danuta Kuklińska bawiła się bowiem w dniu
śmierci w Gromadzie w towarzystwie nieznanego mężczyzny szastającego pieniędzmi (funkcjonariusze nazwali go „Bogaczem”).
Później razem z nim prostytutkę
widziano w Sielance, skąd para
udała się w kierunku Osiedla
Leśnego. Po drodze widziały ich
cztery osoby. Świadkowie pomogli w sporządzeniu rysunkowego
rysopisu podejrzanego, który wykonał plastyk z Komendy Głównej MO w Warszawie. I trzeba
przyznać, że zrobił to doskonale.
Sprawca „był szczupły, miał
około 35 lat, podłużną twarz,
włosy koloru ciemny blond, czoło
z lekko zarysowanymi bruzdami,
średnio grube ciemne łukowate brwi, oczy skośne ku dołowi,
spojrzenie ponure, wąski nos
o lekko zaokrąglonym końcu,
usta średnie, broda długa, lekko
spiczasta, uszy odstające, twarz
o lekko zapadniętych policzkach
(...)”. Ponadto ubrany był w zniszczoną kurtkę, sięgającą do kolan,
przepasaną paskiem z tego samego materiału. Miał na sobie

‘‘

Stefan Rachubiński – na portrecie pamięciowym wykonanym przez plastyka z Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej

osiemdziesięcioletni staruszek.
Pan Ignacy co prawda później
nie mógł rozpoznać mordercy na
zdjęciu, ale kiedy pokazano mu
go z bliska, był stuprocentowo
przekonany, że to właśnie jego
widział feralnego dnia.
Milicjanci sporządzili spis
pracowników bydgoskich przed-

Śledczy spostrzegli pewną zależność. Zbrodnię, podobnie jak poprzednią, popełniono w dniu, który
zbiegał się z teminem wypłat niektórych przedsiębiorstw

spodnie i buty ciemnego koloru,
pod szyją zawiązany gładki szary
szalik, w ręce zniszczoną skórzaną ciemnobrązową teczkę. Na
głowie nosił ciemny beret.
Milicji pomógł staruszek
Co ciekawe, autorem najbardziej dokładnego opisu był

siębiorstw, także tych dojeżdżających spoza miasta i udało się
– zatrzymali niejakiego Stefana
Rachubińskiego. Ten wzorowy
ojciec i dobry mąż z Osielska nie
był wcześniej notowany. Nawet
za wykroczenie. Świadkowie potwierdzili, że to właśnie jego widzieli, wychodzącego z prostytutką z Gromady i Sielanki.
Trzydziestosiedmioletni po-

dejrzany miał czworo dzieci,
pracował jako kowal. Sąsiedzi
mówili, że był bardzo spokojnym człowiekiem, jednak stronił
od innych i był bardzo niesamodzielny. Ponoć ożenił się dopiero
za namową rodziców, którzy go
wyswatali.
Biegli przeprowadzili analizy
plam krwi na ubraniu Rachubińskiego. Nie należały one do
podejrzanego, ale bardzo prawdopodobne było, że pochodziły
od Danuty Kuklińskiej. Prowadzący dochodzenie mieli trudności z identyfikacją na miejscach
zbrodni jego odcisków palców.
Okazało się bowiem, że Rachubiński, pracując jako kowal, regularnie oparzał sobie palce, przez
co linie papilarne były bardzo źle
widoczne. W trakcie przesłuchań
mężczyzna przyznał się do winy.
Tłumaczył, że odczuwał perwersyjną przyjemność w krajaniu
kobiet. Także wcześniej, podczas
stosunków z żoną, myślał o tym,
ale powstrzymywał się, bo nie
chciał osierocić swoich dzieci.
„Ciągnęło mnie do tego, miałem
ku temu wielką chęć” – powiedział śledczym.
Wyrok śmierci na Stefanie Rachubińskim wykonano w grudniu 1968 roku.

27 listopada 2015r.

pozabydgoszcz.pl

GMINA OSIELSKO I DĄBROWA CHEŁ.

„Tajemnica Avinionu”

15

Katarzyna Dworska ma jedno marzenie – wydać swoją autorską
książkę. Chce je zrealizować z pomocą internautów
Joanna Koszczka

N

a co dzień pracuje jako
dziennikarka w lokalnej
gazecie. Jak sama o sobie
mówi, nie umie żyć bez pisania.
Pierwsze opowiadanie wymyśliła, gdy miała zaledwie osiem lat.
Teraz stara się zebrać dwanaście
tysięcy złotych na wydanie swojej
pierwszej powieści.
- „Tajemnica Avinionu” to
opowieść o dziewczynie wychowującej się w świecie, którego
mieszkańcy tak długo byli pozbawieni magii, że zapomnieli o jej istnieniu. Silnie targana
poczuciem, że nie w tym miejscu Płaskowyżu powinna być,
wyrusza w podróż przez Góry
Ciemności na wyklętą Północ –
jedną z ostatnich ostoi magii. Po
drodze przez przypadek wplątuje
się w walkę między buntownikami a sprawującymi twarde rządy
sługami Boga Jasności. Pomocną
dłoń wyciąga do niej nieoczeki-

wanie Farris, tajemniczy i wyjęty
spod prawa zaklinacz. Jednak to
dopiero początek ich przygody –
zdradza Katarzyna Dworska, au-

torka książki.
Środki na realizację swojego
marzenia zbiera za pośrednictwem platformy PolakPotrafi.
pl. Jest to pewien rodzaj zbiórki
społecznościowej. Na uzbieranie
pełnej kwoty ma trzydzieści dni.
Obecnie na jej profilowym koncie są ponad cztery tysiące złotych, czyli brakuje jeszcze około
ośmiu. Uzyskane środki w całości
zostaną przeznaczone na wydanie książki. Pozwolą pokryć koszty m.in. korekty, redakcji, druku,
promocji oraz dystrybucji. Autorka wspomina również, że jeśli
uda się jej zebrać więcej, niż zakładała, to z pewnością przygotuje dla czytelników niespodzianki.
Każdy może zostać współautorem jej sukcesu. Wystarczy za
pośrednictwem portalu PolakPotrafi.pl przekazać dowolną kwotę.
Każda złotówka zwiększa szanse
na ukazanie się na półkach księ-

garń „Tajemnicy…”. W zamian za
pomoc autorka oferuje nagrody.
Przy wpłacie dziewięciu złotych
można otrzymać długopis wyglądem nawiązujący do książki, przy
kwocie dwudziestu dziewięciu
złotych podziękowania wysłane
pocztą oraz torbę z materiału.
Im wyższa pomoc w realizacji
marzenia autorki, tym ciekawsza
nagroda. Swoją prośbę o pomoc
artystka kieruje również do firm,
proponując w zamian umieszczenie ich logo na okładce powieści.
Praca nad książką trwała kilka
lat. Jej pierwsza wersja powstała jeszcze na początku studiów
autorki. Cały czas była jednak
ulepszana, aby słowa jak najlepiej
trafiały do czytelnika, a opisana
historia pobudzała wyobraźnię
i wciągała w świat magii.
- Od zawsze uwielbiałam czytać – opowiada Katarzyna Dworska. – Pierwszą książką, która

Uczą angielskiego, bawiąc
Gmina Biblioteka Publiczno-Szkolna w Dąbrowie Chełmińskiej
od 2011 roku uczestniczy w projekcie „FunEnglish w bibliotece”

T

Tomasz Więcławski

eraz mogą z tego programu skorzystać także
cztero- i pięciolatkowie.
Dla nich w siedzibie placówki
oraz w jej filiach w Ostromecku
i Czarżu dostępny jest kurs FunJunior. Motywem przewodnim
jest rok kalendarzowy ze zmieniającymi się porami roku.
- Zapraszamy do udziału
w tym przedsięwzięciu kolejne dzieci – mówi Danuta Wędrowska, kierownik Gminnej
Biblioteki Publiczno-Szkolnej
w Dąbrowie Chełmińskiej. –
Przystąpiliśmy do tego programu cztery lata temu i nie żałujemy. Młodzież może w dobrych
warunkach i strawnej formie
uczyć się języka obcego.
Kurs dla najmłodszych FunJunior dostępny będzie do 31
października 2016 roku. Składa
się m.in. z piosenek, gier, foto-lekcji, które uczą dzieci logicznego myślenia, a także jest pre-

Fot.
NADESŁANE

tekstem do ćwiczenia pamięci,
koordynacji ruchowej i słuchowej.
- Każdy blok zawiera jedenaście multimedialnych elementów – mówi kierownik bibliote-

ki. – Daje to czterdzieści cztery
komponenty, jeżeli przemnoży
się przez ilość pór roku, które
są motywem przewodnik nauki w tym projekcie. Bloki zajęć
są tak skonstruowane, że część

należy wykonać indywidualnie,
a część w grupach.
Cały projekt „FunEnglish
w bibliotece” zarządzany jest
przez firmę Funmedia we współpracy z Fundacją Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego.
Warto dodać, że projekt „FunEnglish” jako pierwszy w Polsce otrzymał akceptację Ministerstwa Edukacji Narodowej.
Dzieci mogą korzystać z tego
programu zupełnie samodzielnie. Potrzebny jest do tego jedynie komputer w bibliotece z dostępem do Internetu.
- Mamy dziesięć takich urządzeń i wszystkie możemy chętnym udostępnić jednocześnie
– deklaruje Danuta Wędrowska.
Chętni i zainteresowani programem proszeni są o kontakt
pod numerem telefonu: 523 81
60 46.

wciągnęła mnie bez reszty była
„Saga o ludziach lodu” skandynawskiej pisarki Margit Sandemo.
Jest to cała seria książek z pogranicza fantasy i wierzeń ludowych.
Ponieważ zawsze lubiłam też pisać, postanowiłam stworzyć własną opowieść.
Wiemy, że autorka nie zmierza poprzestać na jednej książce.
– Już teraz trwają przygotowania
do kolejnych części. „Więzy krwi”
są kontynuacją pierwszego tomu.
W „Tajemnicy...” kilka istotnych
wątków nie zostaje rozwiązanych,
stąd pomysł na drugą część. Jeśli chodzi o kontynuację, to nie
mogę zbyt dużo zdradzić – dodaje.
Zachęcamy wszystkich do
wsparcia akcji i pomocy w spełnieniu marzeń młodej pisarki.
Nie często spotyka się ludzi z tak
dużą pasją i determinacją.

Powstał
chodnik

B

udowa chodnika wzdłuż
ulicy Strażackiej w Dąbrowie Chełmińskiej postępowała w zawrotnym tempie. Nie
ma bowiem jak osobista motywacja do pracy.
Liderem Grupy Inicjatywnej
był Szymon Dunal, sołtys Dąbrowy Chełmińskiej.
- Złożyłem razem z grupą
mieszkańców wniosek do Starostwa Powiatowego w ramach inicjatyw lokalnych – mówi sołtys.
Mieszkańcy
zorganizowali
się szybko i położyli dziewięćset
metrów chodnika o szerokości
dwóch metrów.
- Łączy on ulicę Bydgoską
i Pogodną – mówi Dunal. – Teraz
będziemy spokojniejsi o bezpieczeństwo naszych dzieci. Dziękuję wszystkim, którzy włączyli się
w tę akcję. Razem zawsze można
zrobić więcej. Często na dany cel
nie trzeba ogromnych nakładów,
a szczerych chęci. A lista osób,
które zakasały rękawy i wzięły się
do roboty, jest naprawdę długa.
Czasami robili i ojciec, i syn z jednej rodziny.
(WT)
REKLAMA

16

GMINA BIAŁE BŁOTA

pozabydgoszcz.pl 27 listopada 2015r.

O poezji, religii i cenzurze
Ksiądz Franciszek Kamecki opowiedział o swojej poezji. Zdradził, co sprawiło,
że zaczął pisać i dlaczego w seminarium wydawał wiersze pod pseudonimem

Joanna Koszczka

M

ieszkańcy Łochowa co
miesiąc mają okazję poznać historię interesujących ludzi. Dzięki temu mogą
poszerzać swoje zainteresowania
i pasje.
Spotkania z ciekawymi ludźmi
organizowane są tu od niedawna.
Z miesiąca na miesiąc przyciągają
coraz większą widownię. Organizowane są z inicjatywy tutejszego
sołtysa Sławomira Ruge, Rady
Sołeckiej i Gminnego Centrum
Kultury.
- Mieszkańcy w wypełnianych
ankietach zgłaszali nam chęć
uczestnictwa w tego typu spotkaniach. Zasugerowali, z jakimi
ludźmi chcą się spotykać – mówił
Sławomir Ruge, sołtys. – Do tej
pory odbyły się dwa spotkania.
To jest trzecie. Na pierwszym
gościliśmy panią Barbarę Klaczyńską – pisarkę. Miesiąc temu
mieszkańcy mieli okazję poznać
historie młodych podróżników,
którzy piechotą przeszli z Bydgoszczy do Hiszpanii – do Santiago de Compostella.
W listopadzie gościem miesz-

‘‘

rekolekcjonista,
wykładowca
i poeta, współautor albumów oraz
scenariuszy kościelnych, laureat
wielu nagród, m.in. ogólnopolskiej nagrody za najciekawszy debiut roku 1974. Uzyskał również
w 2002 roku odznaczenie Złoty
Krzyż Zasługi RP. Jego utwory
są rozpowszechniane zarówno
w kraju, jak i za granicą. Tłumaczone są na język niemiecki,
angielski, czeski, słoweński oraz
słowacki.
- W Czechach moje tomiki
rozeszły się bardzo szybko, pomimo że jest to społeczeństwo
ateistyczne, przynajmniej w połowie – mówi ks. Franciszek. – Od
mojego przyjaciela z Czech usłyszałem: „My lubimy twoją poezję,
bo ona jest taka poszukująca religijnie”.
Ksiądz Franciszek zaczął pisać w młodym wieku. Literaturą
zainteresował się, przebywając
w szpitalu po złamaniu nogi.
Z nudów czytał książki wypożyczone z biblioteki znajdującej się
na oddziale. Miał wtedy zaledwie
piętnaście lat.

W Czechach moje tomiki rozeszły się bardzo szybko,
pomimo, że jest to społeczeństwo ateistyczne, przynajmniej
w połowie
kańców Łochowa był ks. Franciszek Kamecki, emerytowany
proboszcz parafii w Grucznie,

Gdy wstąpił do seminarium,
ukrywał fakt, że pisze wiersze.
- Pisałem pod pseudonimem

Bajkowi
finaliści

Fot.PIOTR
GOŁĘBIEWSKI

– wspomina ksiądz. – Wszystkie
moje korespondencje przychodziły do domu, żeby w seminarium nikt o tym nie wiedział.
Pisanie wierszy nie było wtedy
dobrze postrzegane. Jak ukazał
się pierwszy reportaż o mnie, rektor wezwał mnie do siebie i kazał
jechać do domu. Wszystko się
zmieniło, od kiedy Karol Wojtyła
został papieżem i okazało się, że
on też pisze. Od tego czasu można było pisać wiersze, będąc duchownym.
W jednym ze swoich utworów
ks. Franciszek pisze: „Dość trudno z czarnej sutanny/ wydobyć
białą rozkosz, najczystszą/ trudno
zadziwić to pokolenie/ rozhuśta-

ne w karuzeli/ pomiędzy nagimi
piersiami”. W swojej poezji duchowny bardzo często wykorzystuje metafory.
- Ja to sobie wymyślam – mówi
ksiądz. – To jest fantazja, lepsze
opisanie wartości świata ukryte
w metaforze. Jak byłem młody,
to każdą wolną chwilę poświęcałem poezji. Teraz mniej, ale mam
dużo notatek, do których często
zaglądam i je poprawiam. Jeden
wiersz powstaje długo, czasami
kilka tygodni, a nawet miesięcy.
Poezja jest najtańszym zawodem.
Wystarczy do niej kartka, długopis i trochę wyobraźni. Dlatego
może ja sam się nią zainteresowałem.

Już w styczniu w Łochowie odbędzie się kolejne spotkanie z ciekawymi ludźmi.
- W grudniu organizujemy
zabawę choinkową dla dzieci
– mówi Sławomir Ruge. – Dlatego kolejne spotkanie z naszymi gośćmi odbędzie się dopiero po Nowym Roku. Już teraz
mogę zdradzić, że spotkamy się
z najstarszymi mieszkańcami
Łochowa. Do tego zaprezentuję
przygotowany reportaż o historii Łochowa. Opowiem, jak było
w czasach przedwojennych i powojennych, jak się zmieniła nasza miejscowość i oczekiwania
mieszkańców.

W eliminacjach zmagało się sto osiemdziesiąt osiem zespołów z całej Polski,
tylko siedem trafiło do finału. Wśród nich
jest chór Sereno z Łochowa
Joanna Koszczka

C

hór Sereno znalazł się
w gronie szczęśliwej siódemki najlepszych zespołów zakwalifikowanych do
koncertu finałowego tegorocznej
edycji Akademii Chóralnej. Już
6 grudnia w nowej Sali Koncertowej Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie
odbędzie się koncert finałowy pt.
„Walt Disney w piosence”. O zmaganiach młodych artystów opowiedziała nam dyrygent Izabela
Wiśniewska.
Jak przebiegały eliminacje do
przesłuchań?
- Eliminacje odbyły się 20

czerwca podczas Przeglądu Chórów Regionu Bydgoszcz w ramach
Akademii Chóralnej w sali koncertowej im. prof. Romana Sucheckiego Akademii Muzycznej
w Bydgoszczy. Zespół zaprezentował: „Barwy ojczyste”, „Pieśń
wieczorną” oraz „Koziołeczka”.
Chór otrzymał Złote Pasmo oraz
nagrodę główną, jaką jest udział
w koncercie finałowym tegorocznej edycji Akademii Chóralnej.
Jak wyglądają próby chóru?
- Pracujemy bardzo ciężko.
Spotykamy się trzy razy w tygodniu po dwie godziny. Zaczynając
pracę we wrześniu, spotykaliśmy

Chór Sereno pod dyrekcją Izabeli Wiśniewskiej.

się na próbach sekcyjnych (osobno głos I, II i III), był to czas na
poznanie swojej partii oraz nauczenie się tekstów na pamięć.
Od października pracujemy
wszyscy razem.
Chór odnosi wiele sukcesów.
Jakie były największe osiągnięcia?
- W pamięci mam nasz pierwszy sukces z 2012 roku – pierwsze
miejsce w gminnym konkursie
kolęd. Chóru jeszcze nie było,
byliśmy zespołem wokalnym i li-

czyliśmy dwanaście osób. Potem
w kolejnych latach, już jako chór,
zdobywaliśmy pierwsze miejsca na konkursach powiatowych
i w wojewódzkim. W 2013 roku
gościliśmy już na Międzynarodowym Festiwalu Kolędy Ludowej
w Brusach, reprezentując ziemię
bydgoską. Natomiast w grudniu 2014 roku chór nagrał swoją
pierwszą płytę pt. „Skarby trzy”.
Rok 2015 to finał tegorocznej
edycji Akademii Chóralnej oraz

Fot.
NADESŁANE

koncert kolęd dziecięcych chórów bydgoskich „Lulajże Jezuniu” w Filharmonii Pomorskiej
im. Ignacego Jana Paderewskiego
w Bydgoszczy.
Finał już 6 grudnia. Czy może
Pani zdradzić, jakie piosenki zaprezentuje chór?
- Usłyszymy znane utwory
z bajek i filmów Disneya w aranżacji Łukasza Bzowskiego. Konkretnych tytułów, niestety, podać
nie mogę.

27 listopada 2015r.

pozabydgoszcz.pl

GMINA BIAŁE BŁOTA

Sesja dźwięków i zapisów

17

Raz, dwa, trzy – próba mikrofonu. Czy wszystkich radnych dobrze słychać?
Czyli historia skargi na wójta gminy Białe Błota

Joanna Koszczka

W

yjazdowe posiedzenia rządu cieszyły się
sporą popularnością.
Jednak, jeśli mowa o sesjach
Rady Gminy, to najlepiej organizować je w sprawdzonych
miejscach z odpowiednią akustyką. Okazuje się, że jest to
istotna kwestia. Przekonał się
o tym włodarz gminy Białe
błota. Po sesji z 29 września,
która wyjątkowo odbyła się
w innym niż zwykle miejscu
– sali Zespołu Szkół w Łochowie – wpłynęła na niego skarga
jednej z mieszkanek, że nagranie jest zbyt ciche i niewyraźne.
- Osoba skarżąca uważa, że
akustyka sali, w której odbyła
się sesja, była niewłaściwa –
mówi Krzysztof Kowalewski,
radny gminy.
Postanowiliśmy
zbadać
sprawę. W tym celu przepytaliśmy pracowników gminy, radnych oraz mieszkańców. Dowiedzieliśmy się również, skąd
pomysł na sesję wyjazdową.
- Sołtys z Łochowa poprosił,
aby sesja obyła się właśnie w tej
miejscowości – mówił Maciej
Kulpa, wójt gminy Białe Błota.
- To była pierwsza sesja w tej
sali. Nikt nie miał tam wcześniejszych doświadczeń. Pani
Małgorzata Krajan zarzuca
nam, że mogliśmy to sprawdzić
wcześniej. Nikt więcej z mieszkańców nie skarżył się na jakość nagrania. Po otrzymaniu
zgłoszenia tej pani zleciłem informatykowi, aby poprawili jakość dźwięku i tak też się stało.
Z informacji, jakie otrzymaliśmy od rzecznika prasowego
gminy Białe Błota – Jacka Rakoczego, wynika, że amplituda
fal dźwiękowych została zwiększona. Było to możliwe dzięki
wysokiej jakości źródłowego
pliku.
- Komisja rewizyjna nie
podjęła jeszcze ustaleń w tej
sprawie – mówi Anna Zawidzka, członek komisji rewizyjnej.
- Musimy wszystko sprawdzić.
Osoba, która zgłaszała skargę, nie wskazała konkretnego
fragmentu, w którym dźwięk
jej zdaniem jest niedostateczny
i konieczne jest przesłuchanie
całego materiału.
Na wtorkowej sesji obecna była Małgorzata Krajan
– osoba, która złożyła skargę.
Zapytana o jej przyczyny, niestety nie chciała wypowiadać
się w tej sprawie. Udało się
nam jednak dotrzeć do pisma
skierowanego do wójta gminy.
Czytamy w nim: „Wzywam
Pana do bezzwłocznego podjęcia czynności nakazanych prawem, których Pan zaniechał.
Nagranie winno być należytej
jakości, pozwalające na zapoznanie się z przebiegiem sesji
zarówno wnioskodawcy, który jest wydawcą i redaktorem
naczelnym czasopisma Białe
Błota Info jak również mieszkańcom gminy Białe Błota. Zamieszczone nagranie nie spełnia wskazanych kryteriów”.

Podobne pismo Małgorzata
Krajan złożyła również do Rady
Gminy Białe Błota. W nim
znajduje się bardziej szczegółowe uzasadnienie: „Zamieszczone w BIP nagranie sesji, nie
pozwala z uwagi na jego techniczną stronę – nagranie jest
b. ciche, o niewyraźnych parametrach mowy, na odsłuchanie
i zapoznanie się z przebiegiem
sesji, tym bardziej dla osoby,
która w sesji nie uczestniczyła.
Nie zna jej przebiegu, poszczególnych wypowiedzi itp.”.
Czy są zatem w prawie określone dokładne parametry jakości dźwięku nagrań sesji?
- Według prawa nagranie
musi być słyszalne dla osoby
o przeciętnej percepcji słuchowej – mówiła Edyta Ksobiak,
gminny radca prawny. – Według pracowników gminy,
którzy odsłuchiwali nagranie,
jakość dźwięku nie stanowi
problemu, można zapoznać się
z przebiegiem spotkania z 29
września.
Poznaliśmy też oficjalną
odpowiedź Urzędu Gminy,
z którego jasno wynika, że obowiązek technicznego zabezpieczenia odbycia sesji został spełniony. Czyli że całe nagranie
z przebiegu sesji można odtworzyć i wysłuchać.
Czy więc między Małgorzatą
Krejan a wójtem istnieje jakiś
konflikt? Z naszych informacji
wynika, że ta sama mieszkanka
złożyła również skargę na jednego z radnych, jednak w innej
sprawie.
- Relacje między wójtem
a panią Małgorzatą Krajan
moim zdaniem są poprawne –
mówi Wiesława Szuszek, radna
gminy Białe Błota. - Ta pani
składała skargę jako mieszkanka, ma do tego prawo.
Pytaliśmy o sprawę mieszkańców, którzy uczestniczyli
w ostatniej sesji. Jednak nikt
z nich nie odsłuchiwał nagrania i nie mógł w tej sprawie zabrać głosu.
Podczas sesji 24 listopada podjęta została uchwała o zleceniu
Komisji Rewizyjnej Rady Gminy zbadania skargi dotyczącej działań wójta gminy Białe
Błota. Wszyscy radni zgodnie
głosowali za jej przyjęciem.
W najbliższym czasie poznamy
ustalenia komisji. Ocenę całej
sytuacji pozostawiamy do tego
czasu naszym czytelnikom. Nagranie z sesji, o której mowa,
można odsłuchać na stronie
www.bip.bialeblota.pl

Czy nagranie z wyjazdowej sesji Rady Gminy miało dobrą jakość? Wójt wysłuchał i twierdzi, że wszystko
słyszy. Jednak nie wszyscy podzielają jego zdanie.

Fot.
ŁUKASZ PIECYK

18

KORONOWO

pozabydgoszcz.pl 27 listopada 2015r.

Bobrzy
problem

Tamy budowane przez gryzonie przyczyniają się do zalewania lasów. Wyrządzone
szkody to nawet kilkaset tysięcy złotych
Michał Ciechowski

J

ak mówiło stare porzekadło
– jak masz bobra, sprawa
dobra. Nie do końca sprawdza się to jednak w gminie Koronowo, gdzie od kilkunastu lat
te największe w Polsce gryzonie
wyrządzają szkody nawet na kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Ile bobrów żyje w naszym regionie, tego nikt nie wie. Szkody
przez nie wyrządzone są wymierne i widoczne przy każdym
większym zbiorniku wodnym.
Choć leśnicy dwoją się i troją,
z bobrem nie wygrają.
- Cały czas dostajemy informacje o zniszczeniach, jakie
spowodowały bobry – informuje
Zdzisław Busse, zastępca nadleśniczego z Nadleśnictwa Różanna. – Niszczą uprawy i młodniki,
budują tamy, przez które zalewane są okoliczne lasy.
Leśnicy nie mają możliwości
hamowania zniszczeń wyrządzonych przez zwierzęta. Mają także
związane ręce, ponieważ bóbr
w Polsce jest gatunkiem chronionym. Jak zaznacza Busse, nawet
nie można ich straszyć.

- Ostatnio wystąpiliśmy
o pozwolenie do Wojewódzkiego
Konserwatora Przyrody na rozebranie dwóch tam piętrzących
wodę, która zalewała las – dodaje leśnik. – Teraz zwróciliśmy się
z prośbą do Regionalnej Dyrekcji
Ochrony Środowiska o odstrzał
kilkunastu sztuk tych gryzoni.
To jednak nie załatwi sprawy, ponieważ ich populacja na naszym
terenie jest bardzo duża.
Bobry dają się we znaki
mieszkańcom regionu już od kilkunastu lat. W 2009 roku leśnicy
z okolic Świecia wystąpili o odstrzał zwierząt po szkodach, jakie wyrządziły w okolicach rzek
i jezior. Dwa lata temu, w wyniku
zatkania przez gryzonie przepustek, została podtopiona miejscowość Huta w gminie Koronowo,
w listopadzie br. woda zalała teren jednej z prywatnych firm.
W maju 2014 roku osunęła
się jezdnia w miejscowości Motyl, na drodze wojewódzkiej nr
237 na trasie Mąkowarsko–Gostycyn. Jak poinformował wtedy
Michał Szulc z Gminnego Cen-

Zbyszko Montowski, leśniczy z leśnictwa Różanna oprowadził nas po miejscach, w których widać
zniszczenia dokonane przez bobry.

trum Zarządzania Kryzysowego
w Koronowie, prawdopodobnie
winne były bobry – zapadlisko
mogło być związane z wydrążeniem przez te zwierzęta podwodnych korytarzy.
Bobry spotkać już można
w całej gminie, począwszy od Samociążka przez Pieczyska i Koronowo.
- Okolice Zalewu Koronowskiego oraz lokalne rzeki i stawy to idealne miejsce dla życia
i rozrodu tych zwierząt – dodaje
przedstawiciel Nadleśnictwa. –
Ścinają już nie tylko drzewa przy
akwenie, ale także te oddalone

od wody nawet o kilkaset metrów.
Zgodnie z ustawą prawną za
szkody wyrządzone między innymi przez bobry w gospodarstwie rolnym, leśnym lub rybackim odpowiada Skarb Państwa,
w imieniu którego działa regionalny dyrektor ochrony środowiska.
– Bobry to 439 930 tys. złotych wydanych w roku 2013
– informuje Maciej Karolak
z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Bydgoszczy. –
Suma odszkodowań za szkody
przez nie wyrządzone to 381 443

Fot. ŁUKASZ
PIECYK

tys. złotych. Działania interwencyjne, np. zabezpieczenia i przepusty, to kwota 13 549 złotych.
Na ekspertyzy dotyczące szkód
wyrządzonych przez te gryzonie
wydano 44 938 złotych.
W roku 2014 koszty napraw
szkód wyrządzonych przez bobry wzrosły. Koronowscy leśnicy
z „bobrowym problemem” zmagają się od lat. Choć historia każdego roku się powtarza, jak sami
zaznaczają, ręce mają związane.
Czy problem można jednak rozwiązać w inny sposób – zamiast
strzelać, znaleźć rozwiązanie
i oszczędzić życie tych stworzeń?

Niepokonani Oldboye Bezpieczeństwo
Drużyna Oldboys Koronowo wzięła udział w Międzynarodowym
Turnieju Piłki Ręcznej Old-Boys o Puchar Burmistrza Gminy i Miasta Kleczew. Zespół zakończył zmagania na czwartym miejscu

B

yła to trzecia edycja turnieju
organizowanego przez Start
Konin.
- Po raz pierwszy były to zmagania międzynarodowe – opowiada Ryszard Nowakowski, jeden
z zawodników Oldboys Koronowo. – W rozgrywkach wzięła
udział drużyna Legionu Kijów.
Oprócz nich miał pojawić się jeszcze zespół z Danii, ale niestety nie
udało im się dotrzeć.
W związku z brakiem jednej
drużyny dziewięć pozostałych
ekip zostały podzielone na trzy
grupy – po trzy drużyny w każdej.
- Trafiliśmy na zespół z Kijowa i CHKS Łódź – mówi Nowakowski. – Oba spotkania zremisowaliśmy. Niedosyt został nam

Fot. NADESŁANE

szczególnie po pierwszym meczu
z Legionem, gdyż moim zdaniem
przewyższaliśmy Ukraińców poziomem gry i tylko dzięki naszej
nieskuteczności nie udało nam się
wygrać.
Ostatecznie drużyna Oldboys
Koronowo uplasowała się na drugim miejscu w grupie i rozpoczęła
walkę o pozycje 4-6.
- W drugiej fazie turnieju grało nam się zdecydowanie lepiej
– twierdzi Ryszard Nowakowski. – Najpierw wygraliśmy 10:3
z gospodarzami, czyli Startem Konin, a później uporaliśmy się 7:4
z Grunwaldem Poznań. W efekcie
zakończyliśmy zmagania na wysokim czwartym miejscu.
Najlepszymi szczypiornistami

turnieju okazali się zawodnicy
Włókniarza Pabianice.
- Poziom rozgrywanych spotkań można uznać za wysoki
– uważa Nowakowski. – Trzeba
pochwalić też organizatorów, gdyż
wszystko odbywało się bezproblemowo. Nasza drużyna otrzymała puchar. Dodatkowo została
przyznana nagroda dla najstarszego zawodnika rozgrywek, którą
otrzymałem osobiście. Cieszymy
się z naszego wyniku i chętnie
wrócimy tam za rok. Dziękujemy
także Urzędowi Gminy w Koronowie, który w dużym stopniu przyczynił się do możliwości wyjazdu
na turniej.
Sekcja Oldboys Koronowo zaprasza chętnych mężczyzn na treningi, które odbywają się w każdy
wtorek o godzinie 19.00 na hali
Miejsko-Gminnego
Ośrodka
Sportu przy ulicy Wąskotorowej 4.
- Działamy już od trzech lat –
mówi Nowakowski. – W naszej
drużynie nawiązało się już wiele
przyjaźni i znajomości. Jeździmy
na turnieje w różne miejsca Polski, np. do Nowogardu, Łodzi, Kalisza czy też Złotoryi. Rekreacyjna
gra w piłkę ręczną jest świetnym
sposobem na spędzenie wolnego czasu i bardzo dobrze wpływa
na samopoczucie. Zdecydowanie
taką aktywność mogę polecić każdemu.
(KŻ)

ponad wszystko

A

by pozyskać fundusze na
budowę miasteczka rowerowego, Rada Rodziców ze
Szkoły Podstawowej w Buszkowie
organizuje Mikołajkowy Turniej
Piłki Siatkowej, liczne zabawy,
a także festyny. Mimo ogromnego
zaangażowania wciąż poszukiwane są osoby, które chciałyby wesprzeć budowę miejsca do nauki
jazdy rowerem dla najmłodszych.
Na terenie placówki powstał
już plac zabaw. Na wiosnę, dzięki pozyskanym funduszom, rozpocznie się budowa boiska sportowego. Nadal jednak brakuje
pieniędzy na inwestycję, która
może poprawić bezpieczeństwo
dzieci dojeżdżających do szkoły
rowerami.
- Wszystkie pieniądze na realizację prac budowlanych pozyskujemy sami – informuje Justyna Rakowska, skarbnik w Radzie
Rodziców. – Na budowę mia-

steczka komunikacyjnego potrzebujemy dwudziestu pięciu tysięcy
złotych. Do tej pory dzieci ćwiczyły na boisku szkolnym, gdzie
rozrysowane miały linie. Tam
jednak brakowało profesjonalnego oznaczenia ścieżek. Dzięki
takiemu miejscu teraz mogłyby
zdawać egzamin na kartę rowerową u nas, w Buszkowie.
Większość ze stu piętnastu
uczniów do szkoły dojeżdża rowerami. Rodzice chcą, aby ich
pociechy ćwiczyły jazdę w miejscu do tego przystosowanym
i w pełni bezpiecznym.
- Będziemy wdzięczni za każdą formę pomocy – podsumowuje przedstawicielka Rady Rodziców. – A 12 grudnia zapraszamy
wszystkich na charytatywny turniej sportowy w Koronowie. Startujemy od samego rana.
(MC)

27 listopada 2015r.

GMINA NOWA WIEŚ WIELKA

pozabydgoszcz.pl

Czołowi szermierze
w Brzozie
W dniu 5 grudnia w Brzozie odbędzie się Ogólnopolski Turniej
Szermierczy pod honorowym patronatem starosty
bydgoskiego i wójta Nowej Wsi Wielkiej

19

„Tato” z Łażyna
Czesław Jóźwiak w wieku
dwudziestu trzech lat zginął
śmiercią męczeńską w Dreźnie
Michał CIechowski

Karol Żebrowski

Fot. ŁUKASZ
PIECYK

W
J

est to druga edycja tego wydarzenia.
- Rok temu zmagania
również odbywały się w grudniu
– mówi Mateusz Górski, organizator przedsięwzięcia. – Zawody
są przeznaczone dla dzieci, więc
data w przeddzień mikołajek jest
bardzo optymalna.
Obsada turnieju będzie bardzo silna.
- Spodziewamy się najlepszych
młodzików i juniorów młodszych
– opowiada Górski. – Przyjadą do
nas zawodnicy z dwóch klubów
z Poznania, z Olsztyna, z Białegostoku i z Warszawy. Kluby te bardzo profesjonalnie podchodzą do
szkolenia swoich podopiecznych,
dlatego możemy spodziewać się
zaciętej walki o nagrody.
A walczyć jest o co…
- Myślę, że możemy stwierdzić, iż w tych kategoriach wiekowych jest to turniej z najlepszymi
nagrodami w Polsce – twierdzi
organizator. – Dla zwycięzców
przewidziane są profesjonalne
szable elektryczne. Posiadanie takiej szabli na własność jest bardzo
dużym przywilejem dla danego
zawodnika. Mimo krótkiej hi-

storii turnieju zyskuje on powoli
pewną renomę.
- Sami widzimy. z jakich miast
przyjeżdżają do nas zawodnicy – mówi Górski. – Będę czynił starania, aby w przyszłości te
wydarzenie zostało wpisane do
kalendarza Polskiego Związku
Szermierczego, co wiąże się z automatycznym patronatem PZS.
Sądzę, że wtedy pojawiłaby się
szansa na ściągniecie do Brzozy
jeszcze większej liczby zawodników.
Jak na tle przyjezdnych szanse
swojej ekipy, reprezentującej klub
UKS Szabla Brzoza, ocenia trener
Mateusz Górski?
- Nie ma co ukrywać, że konkurencja będzie bardzo duża
– odpowiada. – Jeżeli chodzi
o dziewczyny, to przyjadą do nas
zawodniczki z Olsztyna, które są
brązowymi medalistkami Mistrzostw Polski i mają za sobą
już występy w Pucharze Europy.
Wśród chłopców za faworytów
będzie można uznać zawodników
z Poznania. Ja osobiście wierzę we
wszystkich swoich zawodników.
Optymizmem napawa mnie niedawny sukces Darii Olejko, któ-

ra na Pucharze Polski Juniorów
Młodszych w Łodzi pokonała
aktualną czwórkę PZS do lat siedemnastu. Fakt ten jest warty zauważenia, gdyż Daria jest w tym
momencie zawodniczką o dwa
lata młodszą od górnego progu
wiekowego.
Turniej będzie odbywał się na
sali gimnastycznej gimnazjum
w Brzozie. Na godzinę 10.45 planowane jest oficjalne otwarcie,
a pierwsze walki rozpoczną się
tuż po godzinie 11.00. Dekoracja
najlepszych odbędzie się około
godziny 16.00.
- Gorąco zachęcamy wszystkich do przybycia na zawody
– mówi Mateusz Górski. – Zarówno dla zawodników, jak
i przybyłych gości planowany
jest poczęstunek. Przygotowaliśmy także różne niespodzianki
dla dzieci. Moim zdaniem warto
wybrać się na turniej, gdyż być
może komuś, kto nie miał styczności z szermierką, ten sport bardzo przypadnie do gustu i będzie
chciał spróbować swoich sił. Zapewniam, że warto.

opuszczonej
wiosce
usytuowanej trzy kilometry na wschód od jeziora Jezuickiego, w środku lasu,
słychać już dziś tylko szum drzew.
W ciszy każdemu zabłąkanemu
spacerowiczowi próbują przekazać niemą historię o mieszkańcu
gminy, błogosławionym przez papieża Jana Pawła II.
Na mapach niemieckich Łażyn widniał jako Kleinwalde. Dziś
po wsi zostały tylko wspomnienia
okolicznych mieszkańców i zapisane karty historii. Symbolem istniejącego tam życia są ruiny zabudowań i tablica upamiętniająca
Czesława Jóźwiaka, wisząca na
jednej z rosnących tam brzózek.
- Przyjaźń z Czesiem rozpoczęła się po przeprowadzce jego
rodziny do Poznania – relacjonował w poznańskiej gazecie Jerzy
Antkowiak. – Jego ojciec zaglądał
często do warsztatu krawieckiego
mojego taty, przyprowadzając ze
sobą syna. To te kontakty wytworzyły między nami pewną zażyłość. Nasze relacje zacieśniły się,
kiedy wspólnie zapisaliśmy się do
pobliskiego oratorium salezjańskiego. Tam nadano mu ksywę
„Tato”, ponieważ opiekował się
młodszymi.
W czasie wybuchu II wojny
światowej Jóźwiak, ówczesny harcerz, poszedł walczyć na front.
- Mianowano go wtedy prezesem Towarzystwa Niepokalanej –
wspominał przyjaciel mieszkańca
Łażyna. – Nawiązał współpracę
z Narodową Organizacją Bojową.
I to chyba go zgubiło. Nie mógł

jednak postąpić inaczej.
We wrześniu 1940 roku trafił
w ręce gestapo. Wraz z czwórką
przyjaciół z Oratorium Salezjańskiego w Poznaniu zostali aresztowani pod zarzutem przygotowania zamachu stanu.
Ostatnie miesiące życia spędził
w obozie hitlerowskim w Forcie
VII, bydgoskim więzieniu, we
Wronkach i w Berlinie. Zginął
w jednym z najcięższych więzień
w Zwickau, gdzie wraz z przyjaciółmi poddany został okrutnym
torturom. Wszystkim zatrzymanym ścięto głowy.
„Jest godzina 7.45 wieczór.
O godzinie 8.30 zejdę z tego świata. Proszę was tylko nie płaczcie,
nie rozpaczajcie, nie przejmujcie
się. Bóg tak chciał. Szczególnie
zwracam się do ciebie, Mamusiu
Kochana, ofiaruj swój ból Matce
Boskiej Bolesnej, a Ona ukoi Twe
zbolałe serce” – pisał w swym liście niespełna dwudziestotrzyletni Czesław Jóźwiak.
Świadectwem tej historii są
listy. Zebrał je i opisał w książce
„Bohaterska piątka” ksiądz Leon
Musielak. Ową piątkę w 1999
roku beatyfikował Jan Paweł II.
Czesław Jóźwiak po wyjeździe do Poznania nigdy już nie
wrócił do rodzinnej wsi. Jednak
mieszkańcy gminy o nim nie zapomnieli. Co pewien czas przy
tablicy zauważyć można palący
się znicz lub mały kwiat. Pamięć
o Jóźwiaku podtrzymuje także jego rodzina. Od dziewięciu
lat błogosławiony jest patronem
zjazdów rodziny Posadzych.

20

SOLEC KUJAWSKI

pozabydgoszcz.pl 27 listopada 2015r.

Niepotrzebny
Zimę musi przetrwać w jednym
pokoju, bez wody i gazu. Przez
pęknięte ściany i nieszczelne okna
do wnętrza zagląda wiatr
Michał Ciechowski

P

odczas pierwszej rozmowy przez telefon ciężko
było się usłyszeć. – Proszę
pana! Tu mi wszystko burzą! –
krzyczał do słuchawki pan Andrzej. – Popękał już sufit i ściany. Jak tu dziś spać? Do rana
mogę nie przeżyć.
Mężczyzna
w budynku gospodarczym przy ul.
Sosnowej w Solcu
Kujawskim zameldowany jest od
1988 roku. Na
działce należącej
do teściów mieszkał z żoną i dziećmi. Do czasu, gdy
ojciec małżonki
żył, nie musieli płacić czynszu.
Jego śmierć stała
się początkiem problemów.
- Teść nie zostawił po sobie
testamentu – mówi pan Andrzej. – Rodzina zrobiła więc sądowy podział majątku. Dom teścia pozostał własnością mamy.

‘‘

Działka i budynek, w którym
mieszkam, trafił w ręce siostry
teściowej i jej męża. Chciałem
im płacić czynsz – miesięcznie
byłoby to pięćdziesiąt złotych.
Kobieta zażądała pieniędzy do
ręki. A ja potrzebowałem po-

dzieci. W budynku gospodarczym wymienił okna, dach zaś
pokrył papą.
- Musieliśmy jakoś przetrwać
– dodaje solczanin. – Dziś dzieciaki mieszkają za granicą i nie
są w stanie mi pomóc. Ja mam
pięćdziesiąt jeden
lat, jestem zarejestrowany jako osoba
bezrobotna. Żeby
przeżyć, chwytam
się wszystkich drobnych prac. Na inne
mieszkanie mnie po
prostu nie stać.
Wyburzanie budynku wujek pana
Andrzeja rozpoczął
w piątek 20 listopada. Z kilkumetrowych pomieszczeń
zostawił jedno –
mały pokój o wymiarach 3 × 4
metry. Odciął także wszystkie
doprowadzone do budynku
media.
- O tym, że będą coś burzyć,
dowiedziałem się od siostrzeni-

Niedługo zima. Przeszedłem gruźlicę, mam problemy ze zdrowiem. Naj-

bliższych miesięcy mogę nie
przeżyć.
twierdzenia, żeby później nie
okazało się, że nic nie wpłacałem. Na to się nie zgodziła.
Mężczyzna, po rozstaniu
z żoną, sam wychowywał najmłodszego z pięciorga swoich

cy – żali się mężczyzna. – Byłem w totalnym szoku, gdy rano
wstałem i zobaczyłem koparkę.
W wyniku tych prac popękały ściany i sufit w moim pokoju. Jak teraz mam tu spać? Od
drzwi wieje, aż nie można wytrzymać. Cieknie z dachu, podchodzi wilgoć. Na remont tego,
co przed chwilą było moim domem, przeznaczyłem prawie
wszystkie pieniądze.
Jak powiedział nam mężczyzna, podczas rozmowy
z właścicielem ten stwierdził,
że przecież nic się nie stało. Na
zburzenie budynku dostał pozwolenie, a pan Andrzej i tak
może się cieszyć, że pokoju mu
nie zburzył.
- Usłyszałem: „radź sobie”
– cicho dodaje pan Andrzej. –
A przecież niedługo zima. Przeszedłem gruźlicę, mam problemy ze zdrowiem. Najbliższych
miesięcy mogę nie przeżyć.
Rozmawiałem z prawnikami.
Na zimę nie może mnie wyrzucić, bo jest okres ochronny.
Umowy z wujkiem jednak żadnej nie mam. Jasno powiedział,
że może mnie wyrzucić i nie jestem w stanie nic zrobić.

Pracownicy opieki społecznej zaproponowali panu Andrzejowi miejsce w schronisku
dla bezdomnych. Mimo wszystko chce on walczyć o swój dom,
bo przez prawie trzydzieści lat
miejsce to stało się jego azylem.
- Kilkanaście lat z żoną walczyliśmy o nowe mieszkanie
– podsumowuje pan Andrzej.
– Jednocześnie oddalaliśmy się
od siebie i w końcu nasze drogi
się rozeszły. Zostając z dziećmi, inwestowałem w budynek.
Ostatnio nawet kupiłem plastikowe okna. Teraz, oprócz popękanych ścian i wilgoci, nie mam
nic. Żyłem skromnie, ale jakoś
to było. Gdyby ktoś mi powiedział… do wiosny coś bym znalazł. Bo nie chciałem nikomu
przeszkadzać.
We wtorek do pana Andrzeja przyjechać miał inspektor
nadzoru budowlanego, który
określi, czy w budynku można
mieszkać.
- Nikt się nie pojawił – mówi
cicho mężczyzna. - Teraz nie
będę miał ani domu, ani pracy.
Nie będę miał nic.

Młodzi patrioci w Solcu Kujawskim
Ponad dwieście pięćdziesiąt osób, w tym – rekordowo – aż stu trzech recytatorów, chciało
wystąpić na festiwalu w Solcu Kujawskim. Jednak tylko najlepsi zaprezentowali się w finale

J

Joanna Koszczka

uż po raz szósty 20 listopada
w Solcu Kujawskim odbył się
VI Solecki Festiwal Piosenki
i Poezji Patriotycznej. Przedszkolaki, uczniowie szkoły podstawowej oraz gimnazjalnej zmagali się
w eliminacjach od 12 listopada.
- Zawsze mamy dużo prób –
mówiła Kinga Mazur, uczennica
Gimnazjum Publicznego nr 2.
– Następnie przesłuchania. Mój
zespół składa się z czternastu
osób. Przygotowaliśmy utwór pt.
„Czterdziesty Czwarty”.
Tegorocznym mottem festiwalu były słowa pożegnalne Jana
Pawła II – wypowiedziane na
lotnisku w Balicach w 1997 roku
– „Polska wierna swym korzeniom”. W finałowym koncercie,
który odbył się w kościele pod
wezwaniem św. Stanisława Biskupa i Męczennika, wzięło udział
osiemdziesięciu wykonawców,
którzy wykonali łącznie dwadzieścia jeden piosenek i piętnaście wierszy. Największe emocje
wzbudziły występy najmłodszych
– przedszkolaków i uczniów szkół
podstawowych.

Fot.PIOTR
GOŁĘBIEWSKI

- Dużo ćwiczyłam w domu
i w szkole z moją wychowawczynią – mówiła Małgosia Kołodyńska, jedna z uczestniczek.
– Recytowałam wiersz pt. „Mój
czytelniku malutki”. Bardzo się
stresowałam, ale wszystko poszło
dobrze.

W jury w tym roku zasiadali:
dr Alicja Żaguń, Romuald Rajs,
dr Marek Szymaniak, Danuta
Rutkowska-Szambor,
Wiesław
Nowak i Cecylia Kuligowska.
Jednogłośnie główna nagroda –
Grand Prix VI Festiwalu – została
przyznana Angelice Wesołow-

skiej z Gimnazjum Publicznego
nr 2 w Solcu Kujawskim, która
wykonała piosenkę z repertuaru
Marka Grechuty pt. „Wolność”.
Pozostali zwycięzcy wyłonieni
byli w czterech kategoriach wiekowych. Nie zabrakło również
wyróżnień.

W tym roku uczniowie dodatkowo przygotowali prezentacje
multimedialne na temat: „Żołnierze Wyklęci – czy na zawsze
przeklęci?”. Najciekawsze prace
można było zobaczyć w muzeum
w Solcu.
Po zakończeniu części konkursowej widzowie wysłuchali
recitalu patriotycznego, wystąpiła
obdarzona niezwykłym sopranem Zuzanna Szara oraz Rafał
Tworek. Gośćmi honorowymi festiwalu byli: Romuald Rajs, dyrygent bydgoskiego chóru Exultate
Deo, syn zamordowanego Żołnierza Wyklętego o pseudonimie
Bury oraz dr Marek Szymaniak
z Instytutu Pamięci Narodowej.
Organizatorzy pragną złożyć
wielkie podziękowania wszystkim, którzy przyczynili się do
tak wielkiego odzewu i licznego
udziału młodych ludzi w festiwalu. Słowa wdzięczności kierują do
sponsorów, ale również do rodziców i nauczycieli, bez których festiwal nigdy by nie zaistniał.

27 listopada 2015r.

SPORT

pozabydgoszcz.pl

21

Wyłowią nowych mistrzów?

Koronowianka Iga Baumgart bardzo mocno zaangażowała się w rozwój kolejnego pokolenia lekkoatletów. W bydgoskim BKS-ie trenerem jest jej mama, a ćwiczyć mogą tam już nawet sześciolatki
Tomasz Więcławski

M

aluchy ćwiczą w Budowlanym Klubie Sportowym od ponad miesiąca.
Założenie takiej grupy treningowej podyktowane było potrzebami mieszkańców. Rodzice sami
zgłaszali się do olimpijki z powiatu bydgoskiego z pomysłem zapisania swoich pociech na zajęcia.
- W mojej grupie treningowej
są starsi zawodnicy – mówi Iga
Baumgart. – Są moimi kolegami
z bieżni i sparingpartnerami, chociaż czasami są ode mnie młodsi
i o dziesięć lat (śmiech). Zawsze
coś podpowiem i staram się być
przykładem, że ciężką pracą można osiągnąć sukces – nawet na
arenie międzynarodowej.
Od niedawna jednak zawodniczka pochodząca z Koronowa
poświęca uwagę najmłodszym
adeptom „królowej sportu”.
- Pomagam mamie i innym
trenerom w klubie w zajęciach
z tymi brzdącami – uśmiecha się
biegaczka na czterysta metrów,
członkini reprezentacyjnej sztafety 4 × 400 metrów. – To daje mi
wiele frajdy i pozytywnych emocji. Może po mamie mam geny
trenerskie? Kto wie.
Grupa sześcio-, siedmio-,
ośmio- czy dziewięciolatków ćwiczy w Bydgoszczy co wtorek.
- Na początku myśleliśmy, że
aż tak małych dzieci nie będziemy przyjmowali – mówi Iga. –
Życie wymusiło na nas elastycz-

ność, bo wielu rodziców zgłasza
coraz młodsze dzieciaki. Treningi
są ogólnorozwojowe. W takim
wieku nie może być mowy o specjalizacji. Ćwiczenia są przygotowywane tak, żeby wykonać
podwaliny do sprintów, biegów
długich, rzutów i skoków.
Do niedawna takie zajęcia
prowadził głównie bydgoski Zawisza.
- Zdarza się, że osoby przenoszą swoje dzieci z tego klubu
do nas – mówi Iga Baumgart. –

Teraz trenuje u nas dwunastka
najmłodszych lekkoatletów i nie
chcielibyśmy, żeby ta grupa wyraźnie rosła. Stawiamy bowiem
na indywidualizację treningu.
Dlatego dzielimy się często na
mniejsze podgrupy, żeby każdemu ćwiczącemu poświęcić jak
najwięcej uwagi.
Czy w tak młodym wieku
można już mówić o talencie i predyspozycjach?
- Zdecydowanie – mówi
sprinterka. – Wyróżniające się

dzieciaczki łatwo wyłowić. Nie
jest jednak tak, że zamykamy się
na inne. Ciężką pracą można naprawdę wiele wytrenować. Jasne,
że nie każdy może być mistrzem
świata i ma do tego możliwości.
Ale chodzi głównie o to, żeby pokonywać siebie i swoje ograniczenia.
Zawodniczka musi godzić
swoją karierę seniorską z trenowaniem innych.
- Staram się poświęcać na to
możliwie najwięcej czasu – mówi

koronowianka. – Jasne, że na stałe
jest tutaj moja mama i to na niej
spoczywa główny ciężar treningów, ale ona to kocha i świetnie
potrafi. W końcu trenuje także
mnie i w zakończonym sezonie
pobiłam swój rekord na czterysta
metrów (śmiech).
Czy Iga chce w przyszłości iść
w ślady mamy?
- Mam nadzieję, że przede mną
jeszcze kilka lat startów i dobrych
wyników – mówi zawodniczka. – Ale skłamałabym, gdybym
powiedziała, że o tym nie myślę.
Teraz staram się zaszczepiać lekkoatletykę w umysłach innych
osób, bo treningi, nawet ogólnorozwojowe, są doskonałą szkołą
charakteru. Uczą sumienności,
dyscypliny i doskonale wpływają
na nasze zdrowie.
Do grupy treningowej BKS-u trafiają dzieci z całego regionu
bydgoskiego. Są zawodnicy i zawodniczki z Kotomierza czy okolic Koronowa, skąd pochodzi Iga
Baumgart. Przyjeżdżają też rodzice ze swoimi pociechami z przedmieść Bydgoszczy czy Fordonu.
Miejmy nadzieję, że już za parę
lat będzie można wskazać kilku
zawodników, którzy wyszli spod
ręki mistrzyni i święcą triumfy na
lekkoatletycznych arenach. Może
oni też zostaną olimpijczykami
lub będą reprezentowali nasz kraj
na mistrzostwach świata?

Skandaliczne zachowanie, szokująca decyzja
W piłce nożnej wyzwiska są na porządku dziennym. Gorzej jest, kiedy dochodzi do rękoczynów pomiędzy zawodnikami.
Kary za takie zachowania są bardzo dotkliwe. Co jednak można zrobić, kiedy dostanie się w mordę od kibica?
Karol Żebrowski
Od autora:

B

yło to zimne sobotnie
popołudnie. Na boisku
w Piechcinie 7 listopada
miejscowe Zagłębie podejmowało w ramach dwunastej kolejki A-klasy Burzę Nową Wieś
Wielką. Do osiemdziesiątej
pierwszej minuty wynik meczu
był sensacją, gdyż znacznie niżej
sytuowani w tabeli gospodarze
prowadzili 1:0. Szansa na uzyskanie korzystnego rezultatu
zwiększyła się jeszcze, kiedy za
dyskusje z arbitrem drugą żółtą kartkę, i w efekcie czerwoną,
zobaczył gracz Burzy – Michał
Szeremet.
- W związku z tym faktem
musiałem udać się do szatni
– opowiada zawodnik Burzy
Nowej Wsi Wielkiej, Michał
Szeremet. – Aby tam się dostać,
musiałem pokonać bramki, przy
których stali kibice Zagłębia.
Było wiele krzyków, ale nie reagowałem na nie. Jeden z kibiców postanowił jednak obraźliwie odnieść się w stronę mojej

rodziny, więc jak na mężczyznę
przystało, zareagowałem i odpowiedziałem mu. Nagle, zza
pleców sympatyka Zagłębia,
który kierował do mojej rodziny
obraźliwe słowa, wybiegł inny
kibic z piwem w ręku i uderzył
mnie w twarz.
Szeremet upadł, a widzący to
koledzy z drużyny szybko pobiegli w jego stronę.
- Byłem oszołomiony i nie
wiedziałem, co się dzieje – kontynuuje gracz. – Kiedy w końcu

dotarłem do tej szatni, dołączyła
do mnie reszta drużyny Burzy.
Nikt już od nas na boisko nie
wyszedł. Nie wiedzieliśmy też,
czy sędzia odgwizdał koniec
spotkania, czy też podjął inne
kroki, ponieważ nie pojawił się
w naszej szatni po tym incydencie.
Sprawa trafiła do komisji
KPZPN, a ta postanowiła…
przyznać walkower 3:0 dla Zagłębia Piechcin.
- Ciężko mi się wypowiedzieć

na ten temat, gdyż temat dotyczy
bezpośrednio mnie i mojej drużyny– mówi Szeremet. – Wiem,
że klub planuje odwołanie się
od tej decyzji. Zobaczymy, czy
przyniesie to jakiś skutek.
Michał Szeremet nie wniósł
oskarżenia przeciwko osobie,
która uderzyła go. Sprawca
mimo tego został aresztowany
pod zarzutem obrażania policjantów i spożywania alkoholu
w miejscu publicznym.

Decyzja KPZPN jest dla mnie
kompletnie
niezrozumiała.
Ukaranie walkowerem drużyny,
której zawodnicy mają podstawy, aby obawiać się o swoje bezpieczeństwo, daje niewidoczne
przyzwolenie na takie karygodne zachowania. Moim zdaniem
KPZPN przy podjęciu takiego
wyroku kierowało się faktem,
iż w momencie dojścia do incydentu utrzymywał się wynik
korzystny dla Zagłębia. Czy decyzja byłaby taka sama, kiedy
wynik byłby odwrotny? Tego
pewnie się nie dowiemy. Jestem
jednak ciekaw, kto weźmie odpowiedzialność za możliwą sytuację, kiedy drużyna po takim
samym incydencie postanowi
kontynuować zawody, a dojdzie
do kolejnych przejawów agresji,
być może ze zdecydowanie gorszym skutkiem…
REKLAMA

22

DODATEK

pozabydgoszcz.pl 27 listopada 2015r.

BUDOWLANKA

Zabezpiecz ogród
przed zimą
Zanim nadejdą silne mrozy, warto zadbać o rośliny w ogrodzie. Bez naszej pomocy mogą nie przetrwać zimy
Małgorzata Kramarz

P

ierwsze przymrozki już za
nami. Mimo, iż to dopiero
początek jesieni, a do zimy
został nam ponad miesiąc, warto już teraz pomyśleć o ochronie
dla naszych roślin w ogrodzie.
Nie ma jednego, konkretnego
terminu, w którym powinniśmy
to zrobić. Po prostu, kiedy robi
się coraz chłodniej i aura nie
zapowiada, żeby miało się coś
zmienić, należy okryć naszą florę
i zabezpieczyć ją przed mrozem,
chłodnym i suchym wiatrem oraz
słońcem. Nie powinniśmy jednak
osłaniać roślin za wcześnie, ponieważ zbyt wolno przechodzą
one wtedy w stan spoczynku, co
może skutkować tym, że po zimie
nic już z nich nie zostanie bo ulegną zaparzeniu.
Materiały, którymi będziemy
zabezpieczać roślinność, zależą
głównie od rodzaju i odporności
na przemarzanie drzew, krze-

wów i kwiatów w ogrodzie. Do
okrywania możemy użyć tego co
mamy na działce czyli suchych liści, kory z drzew czy uschniętych
gałązek. Możemy tez skorzystać
z oferty sklepów ogrodniczych
i postawić na maty słomiane, szary papier lub agrowłókninę. Musimy pamiętać, że nie wolno nam
używać plastikowych worków
i toreb ponieważ nie przepuszczają one powietrza.
W pierwszej kolejności, przed
mrozem powinniśmy zabezpieczyć rośliny, które są na niego
najbardziej narażone czyli te,
które rosną w miejscu nieosłoniętym od wiatru i te nowo posadzone. Ponieważ są świeże
i młode nie zdążyły się jeszcze
ukorzenić i ich odporność na
niskie temperatury jest prawie
zerowa. Większe i starsze drzewa
nie potrzebują już takiej ochrony.
Im starsze, tym ich odporność

na chłód jest zwiększona. Do
zabezpieczenia drzew i krzewów
w ogrodzie odpowiednia będzie
kora lub trociny, którymi należy przykryć system korzeniowy.
Wbrew pozorom dla większości
drzew owocowych groźniejsze są
przymrozki wiosenne niż srogie
zimy, ponieważ na wiosnę mróz
uszkadza pąki i kwiaty. W przypadku krzewów np. róż lub magnolii poza ochroną korzeni, do
której potrzebna nam będzie
gruba warstwa kory, możemy
zasłonić także koronę owijając
ją agrowłókniną lub chochołem
ze słomy. Podczas chłodnych
zimowych dni nie powinniśmy
zapomnieć o iglakach i roślinach
zimozielonych np. bukszpanie.
Mimo iż są to gatunki bardzo
wytrzymałe na niskie temperatury, to niekorzystanie na nie wpływa zimny wiatr i ostre słońce.
Podczas silnego nasłonecznienia

woda z powierzchni liścia szybko
wyparowuje, a roślina z zamarzniętej ziemi nie może jej pobrać
w skutek czego więdnie z braku
wody a nie mrozu. Ostre słońce
na przełomie zimy i wiosny może
także przypalać liście. Co zrobić,
aby na kolejny rok cieszyć się
iglakami i bukszpanem? Możemy w okolicy tych roślin zamontować specjalne siatki cieniujące,
które nie przepuszczają promieniowania, ale chronią też przed
wiatrem. Równie dobrze sprawdzi się osłona ze słomy lub agrowłókniny. Dbając o rośliny w naszym ogrodzie nie powinniśmy
pominąć trawy. Wydawać by się
mogło, że nie trzeba jakoś specjalnie jej pielęgnować. Jednak
jeśli zgrabimy z jej powierzchni
wszystkie liście unikniemy ich
gnicia, a co za tym idzie nasza
murawa nie pożółknie. Jeśli pogoda nam pozwoli, będzie sucho

i dość ciepło, to nawet pod koniec
listopada możemy ostatni raz
skosić trawnik. Wystające źdźbła
trawy spod śniegu ułatwiają rozwój chorobom. Nasz trawnik
lepiej zniesie mroźna zimę jeśli
zasilimy go specjalnym nawozem
złożonym z wielu składników.
Każdy, kto jest ogrodnikiem
z zamiłowania wie jak zadbać
o ogród zimą. Wydawać by się
mogło, że o tej porze roku odpoczniemy od prac porządkowych na działce, lecz nic bardziej
mylnego. Poza tym, że zabezpieczymy naszą roślinność już jesienią, to warto jej co jakiś czas
doglądać i sprawdzać, czy aby na
pewno wszystkie zabezpieczenia
są wystarczające. Może się okazać, że w trakcie silnych i długotrwałych mrozów będą one niewystarczające.

27 listopada 2015r.

pozabydgoszcz.pl

REKLAMA

23

Related Interests