You are on page 1of 132

Margit Sandemo

WYPRAWA
Saga o Krlestwie wiata 08
Z norweskiego przeoya
IWONA ZIMNICKA
POL-NORDICA
Otwock 1998

Po unieszkodliwieniu wiedmy Griseldy wyrusza w Ciemno wielka ekspedycja, ktrej


celem jest ocalenie olbrzymich jeleni. Podczas wyprawy okazuje si, e wielu jej modych
uczestnikw cierpi z powodu nieszczliwej mioci. W Krlestwie Ciemnoci czaj si
ze istoty, o ktrych nikt dotychczas nie sysza. Nawet pomocnicy Mriego i Ludzi Lodu
maj problemy z ich pokonaniem.
RODZINA CZARNOKSINIKA

LUDZIE LODU

INNI
2

Ram, Lemur, najwyszy dowdca Stranikw


Inni Stranicy: Rok, Tell, Kiro, Goram
Talornin, potny Obcy
Oriana
Thomas
Helge, Wareg
Ponadto w Krlestwie wiata mieszkaj ludzie wywodzcy si z rozmaitych epok,
tajemniczy Obcy, Lemurowie, Madragowie, duchy Mriego, duchy przodkw Ludzi Lodu,
elfy wraz z innymi duszkami przyrody, istoty zamieszkujce Star Twierdz oraz wiele
rnych zwierzt.
Poza tym w poudniowej czci Krlestwa wiata yj Atlantydzi. Istniej te nieznane
plemiona w Krlestwie Ciemnoci oraz to, co kryje si w Grach Czarnych, rdo
penego skargi zawodzenia.
Wntrze Ziemi
(jedna poowa)
STRESZCZENIE
Krlestwo wiata znajduje si we wntrzu Ziemi. Owietla je wite Soce, lecz za jego
granicami rozciga si nieznana, przeraajca Ciemno.
Ludzie Lodu i rodzina Czarnoksinika przebywaj teraz w Krlestwie wiata. Gwnymi
bohaterami opowieci s reprezentanci modszego pokolenia:
Jori, syn Taran, chopak o brzowych, krconych wosach, ktry odziedziczy po ojcu
agodne spojrzenie, a po matce katastrofalny brak odpowiedzialnoci. Wzrostem i urod
nie dorwnuje przyjacioom, lecz te braki kompensuje szalestwem i miaoci.
Jaskari, syn Villemanna, grupowy siacz, dugowosy blondyn o bardzo niebieskich
oczach i muskuach, ktre gro rozerwaniem koszuli i spodni. Kocha zwierzta i Elen.
Armas, w poowie Obcy, wysoki, inteligentny, o jedwabistych wosach i przenikliwym
spojrzeniu. Obdarzony nadzwyczajnymi zdolnociami i wychowany znacznie surowiej ni
pozostali.
Elena, crka Danielle, o beznadziejnej, jak sama twierdzi, figurze. Spokojna i
sympatyczna, lecz wewntrznie niepewna, za wszelk cen pragnie by taka jak
wszyscy. Ma dug grzyw drobno wijcych si loczkw. Kocha Jaskariego, ktry nie
wierzy w jej mio.
Berengaria, crka Rafaela, o cztery lata modsza od pozostaych. Romantyczka o
smukych czonkach, wijcych si wosach i byszczcych ciemnych oczach. Jej
charakter to wachlarz wszelkich ludzkich cnt i saboci. Bystra, wesoa, skonna do
umiechu, ma swoje humory. Rodzice bardzo si o ni niepokoj.

Oko Nocy, mody Indianin o dugich, gadkich, granatowoczarnych wosach, szlachetnym


profilu i oczach ciemnych jak noc. O rok starszy od czworga opisanych na pocztku.
Uwielbiany przez Berengari.
Tsi-Tsungga, zwany Tsi, istota natury ze Starej Twierdzy. Niezwykle przystojny
modzieniec o szerokich ramionach, ctkowanym zielonobrunatnym ciele, szybki i
zwinny, wprost tchnie zmysowoci.
Siska, maa ksiniczka zbiega z Krlestwa Ciemnoci. Ma wielkie, skone, lodowato
szare oczy, pene usta i bujne wosy, czarne, gadkie, lnice niczym jedwab. Dystansuje
si od modego Tsi i jego pupila Czika, olbrzymiej wiewirki.
Indra, gnuna i powolna, obdarzona wielkim poczuciem humoru, z przesad podkrela
swoje wygodnictwo. Ma wspania cer i elegancko wygite brwi. W tym samym wieku
co czworo pierwszych. Kocha Rama, lecz ich zwizek jest niemoliwy.
Miranda, jej o dwa lata modsza siostra. Rudowosa i piegowata. Wzia na swe barki
odpowiedzialno za cay wiat, postanowia go ulepszy. Zagorzaa obroczyni
rodowiska, o nieco chopicych ruchach. Nieugita, jeli chodzi o niesienie pomocy
cierpicym ludziom i zwierztom. Znalaza mio swego ycia w osobie Gondagila.
Alice, zwana Sass, najmodsza, przybya do Krlestwa wiata wraz z dziadkami. Jako
dziecko ulega strasznym poparzeniom. Marco usun jej wszystkie blizny, lecz
dziewczynka wci pozostaje niemiaa. Ma kota o imieniu Hubert Ambrozja.
Dolg, nazywany niekiedy Dolgo. Poniewa dwiecie pidziesit lat spdzi w krlestwie
elfw, wci ma dwadziecia trzy lata, posiad jednak niezwyk mdro i
dowiadczenie. Nie jest stworzony do mioci fizycznej. Jego najlepszymi przyjacimi s
pies Nero i odrobin natrtna maleka panienka z rodu elfw, Fivrelde. Dolg
wsppracuje z Markiem.
Marco, ksi Czarnych Sal, niezwykle potny i baniowo pikny, lecz on take nie
moe pozna mioci. Ani on, ani Dolg nie nale do grupy modych przyjaci, s jednak
dla nich ogromnie wani. Marco, podobnie jak Indra, Miranda i Sassa, pochodzi z Ludzi
Lodu.
Gondagil, Wareg z ludu Timona, zamieszkujcego Dolin Mgie w Krlestwie Ciemnoci.
Wysoki, jasnowosy i silny. Przebywa obecnie w Krlestwie wiata, tskni jednak za
przyniesieniem wiata ludziom ze swojego plemienia. Jego wielk mioci jest Miranda.
OMWIENIE TOMU WIEDMA
Do Krlestwa wiata przybywa nadzwyczaj niebezpieczna, yjca od kilku tysicy lat,
czarownica Griselda. ciga Thomasa Llewellyna za to, e odrzuci j i zdradzi w wiecie
na powierzchni Ziemi. Wszystkie kobiety, ktre w jej mniemaniu zarzucaj na niego sieci,
musz umrze. Wiedma kieruje sw zemst na Indr, Orian i Berengari, ale jej
ofiarami padaj rwnie Elena i Jaskari.
Spora grupa z Krlestwa wiata postanawia podj prb ocalenia stada olbrzymich
jeleni megacerosw, yjcych w Ciemnoci. Griselda podstpnie przycza si do
ekspedycji. Jednak uczestnicy wyprawy przed przedostaniem si za mur odkrywaj, kto
im towarzyszy. Jaskari optany szalon wciekoci miady wiedm gsienicami
olbrzymiego pojazdu o nazwie Juggernaut.

Marco jest bardzo poruszony, zdaje bowiem sobie spraw, e Griselda ukrya gdzie
swoj dusz, i jeli nie uda si im jej odnale, czarownica wkrtce powrci.
Na razie jednak musz odoy spraw wiedmy na bok, czeka ich bowiem wyprawa w
Ciemno. Ram i Gondagil lec przodem, by nawiza kontakt z czowiekiem, ktry zna
liczb olbrzymich jeleni i miejsca, gdzie przebywaj. Pozostali uczestnicy wyprawy rusz
za nimi. Musz przedrze si przez tereny potworw; przed krwioerczymi bestiami
chroni ich bdzie Juggernaut, ktry rwnie przetransportuje jelenie do Krlestwa
wiata.
1
TO BOLI, KIEDY PKA PK1
Siska znw poczua niepokj w ciele, w niewytumaczalny niepokj, ktry pojawi si w
niej podczas tej wyprawy.
Odesza od innych, dotara do lasu i stana oparta plecami o srebrzyste drzewo.
Niewidzcym wzrokiem wpatrywaa si w rozemocjonowan grup toczc si wok
Jaskariego. Chopak zmiady pojazdem czarownic Griseld. Siska widziaa, jak Dolg
wyjmuje swj wspaniay poyskujcy czerwony farangil, zdawaa sobie spraw, e za
pomoc kuli Dolg unicestwi szcztki wiedmy, lecz wiadomie nie dopuszczaa do siebie
tej myli.
Juggernaut sta na rodku przepiknej ukwieconej ki, straszliwy, brzydki kolos zakca
rajski spokj okolicy, burzy to, co mikkie, pikne i agodne, tak jakby do Krlestwa
wiata zawitaa wojna. Waciwie Juggernauta nie zbudowano z przeznaczeniem do
udziau w wojennych wyprawach, lecz Jaskari posuy si nim jako miercionon
broni, co sprawio, e kolos zdawa si jeszcze bardziej przeraajcy. By mroczny,
ciki, budzi groz.
Siska widziaa, jak Ram i Gondagil id w stron gondoli, widziaa, e Indra dugo patrzy
za nimi, a ten szalony dzikus Tsi przechwala si czym przed towarzyszami.
Nagle caa wielka grupa przestaa j obchodzi, do miaa kopotw z sam sob.
Siska rozumiaa, e dorasta. Przybya do Krlestwa wiata jako czternastolatka, lecz z
tym wiekiem dawno ju si poegnaa.
Berengaria dojrzaa znacznie szybciej ni ona, ale te i bya od niej o rok starsza. Mwia
o pomieniach, jakie zaczynay trawi jej ciao, o przecudnych snach i o tym, jak
intrygujce zaczo jej si wydawa ycie.
Siska niczego podobnego wczeniej nigdy nie doznaa, a i teraz, podczas tej wyprawy w
Ciemno, uczucia, jakie j ogarny, przypominay raczej wcieko i bezsi.
Ciemno... Jej rodzinne strony. Co prawda na razie nie przeszli jeszcze poza mur,
wszystko si opniao, a ona czua si rozdarta. Pragna wycofa si z ekspedycji,
wrci do domu i schowa w swoim pokoju, w ktrym mogaby zosta cakiem sama.
Mimo wszystko jednak nie przyczya si do licznej grupy tych, ktrzy zdecydowali si
na powrt w zamieszkane okolice. Co j przed tym powstrzymao. Samoudrczenie,
powtarzaa sobie.
Czy mczyni wcale na ciebie nie dziaaj? - spytaa kiedy Berengaria.
Nie, Siska nie odczuwaa ich mocy. Domylaa si, dlaczego tak jest, i ta wiadomo
napawaa j wielkim blem.
5

A przecie ona tego nie chciaa. Nie chciaa czu, e stoi z boku i e jest gupia.
Wiedziaa jednak, e co w niej pko wtedy, gdy mieszkacy wioski w Ciemnoci tak
otwarcie okazali swoje podanie jej, modej, stanowczo za modej na to dziewczynie.
Obserwowaa ich wwczas rozebranych do naga, widziaa niepohamowan dz, ktra
budzia w niej jedynie lk i obrzydzenie. Tamten mczyzna - mia zdaje si na imi Les,
och, jake to ju dawno temu! - ten, ktry ciga j po lesie w jednym tylko celu: zhabi,
a potem zabi... Ten, ktry goni j z wielkim wypronym czonkiem, ile on i wszyscy
pozostali w niej zniszczyli! On przede wszystkim si do tego przyczyni, lecz win za to,
co si stao, ponosili take inni roli, silni myliwi, przytaczajcy sw mskoci, a nawet
pomarszczone stare dziady, ktre i tak miay t obrzydliw rzecz powikszon i
wyduon. I chopcy, niewiele starsi ni ona sama, ich rce rwnie wycigay si do
niej, ogarnite dz niszczenia i zabijania. Ulege masowej psychozie.
Zdoaa wymkn si im wszystkim, nawet Lesowi, ale jak cen musiaa za to zapaci!
Zadraa zdjta nagym dreszczem, ktry przebieg przez jej ciao, gdy popatrzya na
gromadk zebran na ce. Nienawidzia tego nowego uczucia, ktre w tak
niewyjaniony sposb pojawio si dzisiaj, zdawaa sobie bowiem spraw, e nie zniesie
bliskoci mczyzny. Jori przed tygodniem uciska j na arty, a ona odruchowo mu si
wyrwaa, ze zoci poblada na twarzy jak kreda. Jori oczywicie poczu si uraony,
musiaa go potem przeprasza. Niczego jednak nie wyjaniaa, a on pniej nie prbowa
si nawet do niej zbliy.
Jori, stary dobry przyjaciel.
Dzisiaj dziao si jeszcze gorzej. Nigdy dotd nie bya a do tego stopnia wiadoma
swojego ciaa, nie moga znie, by ktokolwiek jej dotyka.
A przecie otaczaj j sami przyjaciele.
No, moe Tsi si do nich nie zalicza, on jest zbyt zwierzcy, w dodatku ta jego oswojona
wiewirka! Tsi me jest czowiekiem, a przecie naley wystrzega si wszystkiego, co
inne, bo mog si za tym ukrywa ze duchy; to, co nie jest ludzkie, jest chore.
Zaprzyjanianie si ze zwierztami jest nienaturalne, niebezpieczne, tego nauczyy j
stare kobiety w wiosce.
A Tsi nie jest ani czowiekiem, ani zwierzciem. Na pewno jest niezwykle gron istot,
zreszt czy przez cay czas nie stara si do niej przymila, mami j piknymi swkami i
drobnymi przysugami? To podejrzane i straszne.
Ach, Siska tak bardzo chciaaby by jak inne dziewczta! Jak jej najblisze przyjaciki,
Berengaria i Sassa. Miaa jednak wiadomo, e jest innej krwi, e pochodzi z
Ciemnoci, jest obcym przybyszem, ktremu pozwolono wej do wiata ludzi. Wniosa
ze sob pokany baga przesdw i prymitywnych uprzedze, pogaskich rytuaw i
pierwotnego strachu, lecz take znajomo przyrody i umiejtno leczenia. Talornin,
Marco i dwaj czarnoksinicy z Islandii bardzo chwalili jej wiedz, ale na jej stosunkach z
przyjacimi zaciyy przede wszystkim prymitywne uprzedzenia i przesdy, ktre zbyt
mocno wbito jej do gowy.
Dlaczego dzisiaj wszystko stao si takie inne?
Nie zauwaya nawet, jak po policzkach pocieky jej zy. zy gniewu i bezsilnoci, lecz
take samotnoci rozdzierajcej serce.
6

By moe powinna bya pozosta w Ciemnoci, by moe powinna nie zwaajc na nic
wrci do swojej wioski, bo tam jest jej miejsce.
Nie, Siska nie potrafia sobie nawet tego wyobrazi. I to nie tylko dlatego, e
prawdopodobnie ju w chwili powrotu z wciekoci rozszarpano by j na strzpy.
Przede wszystkim czua, e o wiele wicej czy j z mieszkacami Krlestwa wiata,
nie chciaa wraca do wiata mroku, przemocy, podstpw i cigej walki o kady ks
poywienia, do wiata zazdroci i wypaczonych myli.
Dlaczego wic, na mio bosk, nalegaa na udzia w ekspedycji do Krlestwa
Ciemnoci? Dlaczego nie wykorzystaa szansy na powrt do domu Nataniela i Ellen,
kiedy taka okazja si nadarzya? Teraz ju wszyscy, ktrzy chcieli, zawrcili.
Pogaskaa poyskujcy szarawym blaskiem pie srebrzystego drzewa. Wszystko tu takie
pikne, nie chciaa opuszcza Krlestwa wiata.
Ale ona rnia si od pozostaych, bya bezdomna, oderwana od swoich korzeni.
Ksiniczka. Bogini-dziewica. Crka wodza prymitywnego lenego plemienia. Staraa si
sprosta wymaganiom stawianym w Krlestwie wiata, pomagaa jej w tym nauka, jak
odebraa od starych kobiet. Przekazay jej ca swoj wiedz i dziki temu wybrano j do
Najwyszej Rady Krlestwa wiata, oznaczao to, e w najwyszym stopniu j
zaakceptowano.
A mimo to czua, e nie naley do nich.
Ciko westchna i ruszya z powrotem, kierujc si w stron gromadki na ce.
Przyjaciele umiechnli si do niej przelotnie i ona odpowiedziaa drcym umiechem.
Wszystko byo jak przedtem.
A jednak co si zmienio.
2
ZWIADOWCY
W jasnym blasku soca Ram i Gondagil wznieli si nad k. W ostatniej chwili mody
Tsi-Tsungga zawoa do nich:
- Troch trudno ni sterowa przy skrtach w lewo! Mia na myli swj drogocenny skarb,
gondol, ktr wypoyczy przyjacioom.
Potem odwrci si do pozostaych na ce.
- Ona jest moja, jedyna, ktrej mog uywa, rozumiecie?
Z umiechem pokiwali gowami. Tsi by taki dumny ze swojej gondoli.
Ram i Gondagil wznieli si na wysoko, od ktrej mogo si zakrci w gowie, i
skierowali ku wentylom w murze; to one wanie miay ich wyprowadzi poza Krlestwo
wiata. Istoty w dole zmniejszay si coraz bardziej, a wreszcie wyglday jak mrwki
poruszajce si po zielonej plamie na srebrnym talerzyku. To bya ka w Srebrzystym
Lesie.
- Chyba dobrze, e Marco mimo wszystko pozwoli Jaskariemu i Elenie na udzia w
wyprawie - stwierdzi Gondagil w zamyleniu, gdy z szumem wzbijali si wyej ku coraz
silniejszemu blaskowi soca. - Bd mogli czym innym zaj myli.
Ram popatrzy na wysokiego jasnowosego wikinga, czy te raczej na Warega, ktrym
by Gondagil. Waregami nazywano szwedzkich wikingw, ktrzy przed tysicem lat
wyprawiali si na wschd. Gondagil by ich godnym potomkiem.
7

- To prawda - przyzna Ram. - Przykro myle, e Jaskari miaby si zadrcza. W


dodatku Griselda moe powrci...
- A wtedy oni zostaliby w Krlestwie wiata bez adnej ochrony, bo my przecie
bdziemy w Ciemnoci. Najgorszy jednak chyba jest teraz psychiczny stan Jaskariego.
Ram umiechn si.
- Wyprawa w Ciemno na pewno zdoa oderwa go od tamtego koszmaru. Czy to mog
by wentyle?
Gondagil popatrzy w gr, musia osoni oczy przed intensywnym blaskiem.
- Tak, to wanie one. Tutaj wiato witego Soca zaczyna by naprawd dokuczliwe.
Pamitam, gdy tu przybyem, cakiem mnie olepio.
- Wcale mnie to nie dziwi, po tylu latach spdzonych w Ciemnoci... Ale spjrz, jakie
mae te wentyle - zauway Ram. - Naprawd zdoamy si przez nie wydosta?
- Tsi poyczy nam przecie swoj ma gondol, a skoro jemu si udao, uda si i nam.
Trzeba bdzie pewnie schyli gow.
- I bardzo starannie wykierowa, tu moe chodzi o milimetry.
Gondagil rozemia si.
- Najcenniejszy skarb Tsi. On kocha t gondol, ochrzci j Siska. Syszae, jak
dziewczyna prychaa ze zoci, woajc, e nie chce by sterowana przy skrcaniu w
lewo?
- Nie powinna si zoci, a raczej uzna to za komplement - umiechn si Ram.
- Siska nie znosi Tsi-Tsunggi.
- To moe zbyt ostre sowa, ona si go po prostu boi. Jest taki inny od nas, a j nauczono
zachowywa dystans wobec wszystkiego, co nie jest podobne do jej wspplemiecw.
Siska nie lubi te zwierzt, a wiesz przecie, e Tsi nie rozstaje si z t swoj wiewirk,
Czikiem. Siska twierdzi, e przyja czowieka i zwierzcia jest nienaturalna, na
Madragw ledwie mie podnie oczy.
- Szkoda - stwierdzi Gondagil. - Bo to przecie taka mia dziewczynka.
- Oczywicie.
- Ciekawe, jakie ma zdanie, jeli chodzi o olbrzymie jelenie?
- Po czci wanie z tego powodu zostaa wybrana do udziau w ekspedycji, no i jeszcze
dlatego, e zna Ciemno.
Ram usiowa stwierdzi, ktrym wentylem najatwiej bdzie im przelecie, a Gondagil w
rym czasie obserwowa go ukradkiem. Patrzy na dumnie wzniesion gow Lemura,
kruczoczarne wosy, szczeglny profil, niezwykle szlachetny, cho trudno byoby go
nazwa w peni ludzkim, na cakiem czarne wielkie oczy w ksztacie migdaw. Wiedzia,
e Siska sceptycznie odnosi si rwnie do Lemurw, nazywa ich do niezasuenie
ras bastardw, a przecie trudno o szlachetniejszy lud.
Gondagil rzek powoli:
- Chciabym, aby wiedzia, Ramie, e Miranda, Gabriel i ja z radoci przyjmiemy ci do
rodziny. Bardzo chciabym mie ci za szwagra.
- Dzikuj - odpar Ram, surowoci tonu maskujc rado. - Ale sprawy nie wygldaj
najlepiej. Nie pojmuj tej niechci Talornina do Indry.

- Wydaje mi si, e Marco ma jakie rozwizanie - ostronie powiedzia Gondagil. Napomkn co o tym...
Ram pytajco zerkn na niego z ukosa, prdko jednak musia si skupi na kierowaniu
pojazdem. Nie mia czasu na dalsz rozmow, nadszed oto bowiem najwaniejszy
moment.
Skulili si we wntrzu i Ram najwolniej, jak potrafi, przeprowadzi gondol przez ciasny
otwr.
Udao mu si dokona tej sztuki bez najmniejszego nawet zadrapania i zaraz wiato
zaczo znika im sprzed oczu. Znaleli si poza murem.
Owiono ich chodne powietrze.
- Zapomniaem ju, e tak tutaj ciemno - szepn Gondagil. Sam nie wiedzia, dlaczego
znia gos.
Z pocztku rzeczywicie nic nie widzieli, podobnie jak wwczas gdy Gondagil znalaz si
w obrbie Krlestwa wiata, olepiony blaskiem soca.
- Na takiej wysokoci na nic chyba nie wpadniemy - zaniepokoi si Ram.
- Nie, moesz spokojnie jecha dalej. Uwaaj tylko na prd powietrza od Gr Czarnych.
- Czy to si zaczyna ju tutaj?
- Nie wiem, gdzie si zaczyna.
Mao przyjemne, pomyla Ram.
Spyta przyjaciela:
- Czy zdarza si, e tsknisz za powrotem do Ciemnoci?
Gondagil prychn w odpowiedzi:
- Majc Mirand w Krlestwie wiata? Nie, osobicie za niczym nie tskni, doskonale
si czuj, ale bardzo pragn zanie wiato mojemu ludowi, tego yciowego zadania
nigdy nie porzuc.
- Wiem o tym. Sprbujemy przyspieszy nieco przygotowania do wyprawy w Gry
Czarne. Mamy ju przecie wybranego, Oko Nocy, ktrego Talornin i Marco
wtajemniczaj we wszystko, co bdzie musia zrobi, ale Juggernaut nie jest jeszcze
gotowy, Madragowie chc wczeniej doszlifowa jakie finezyjne szczegy. Troch wic
to potrwa. Ale ta chwila jest ju blisko.
Gondagil uspokojony pokiwa gow.
Wyta wzrok, usiujc dostrzec sw dawn ojczyzn, lecz oczy bardzo powoli
przyzwyczajay si do ciemnoci. Dostrzega jedynie skay cignce si za terenami
potworw i wiedzia, e przelatuj akurat ponad terytorium bestii. Gondola jednak
posuwaa si prdko i wkrtce zostawili za sob niebezpieczn dolin.
To nasze skay, pomyla, zaraz wyoni si ziemia Timona, Kraina Mgie. Tam... ta szara
jasno to musi by mga, a pod ni moja dawna ojczyzna.
- Nie zbliaj si zanadto do tej stromej ciany! - ostro zawoa do Rama. - To wanie tam
Joriego i Tsi pochwyci prd powietrza, skr raczej na prawo!
Ram natychmiast go usucha; i on dostrzeg skaln cian o barwie piaskowca
wznoszc si, jak si wydawao, w nieskoczono. Wiedzia, e to ona dzieli Krlestwo
Ciemnoci na dwie czci. Wanie t gr zdoaa pokona Siska. Bya jedyn osob,
ktrej kiedykolwiek si to udao. Dotara pniej do muru otaczajcego Krlestwo
9

wiata, jeszcze teraz Ram nie posiada si ze zdumienia, e dziewczynka dokonaa


potrjnej sztuki: przedostaa si przez gr, przebya tereny potworw i przesza za mur.
Kade z tych przedsiwzi z osobna wydawao si niemoliwe, wida jednak Siska nie
na darmo bya ksiniczk i dziewicz bogini.
No c, prawd powiedziawszy, w osigniciu ostatniego sukcesu pomoga jej ta szalona
grupa modziey, a i oni sami nie poradziliby sobie z potworami, szerokim strumieniem
napywajcymi przez ow fataln wyrw, ktr modzi ludzie zrobili w murze, by ocali
Sisk. Na szczcie jednak wanie wtedy Marco, Mri i Dolg przybyli - cakiem legaln
drog - do Krlestwa wiata i pospieszyli im na pomoc.
Czarnoksinikom towarzyszya Indra. Ram przypomnia sobie pierwsze spotkanie z
dziewczyn, miao miejsce wanie wwczas. Wydaa mu si wtedy zwyczajn, cho
interesujc mod pann, bysk w oku zdradza poczucie humoru. Pniej caa grupa
modziey zacza w jaki niewyjaniony sposb go pociga, spdza z nimi wyjtkowo
duo czasu. Nie zdawa sobie sprawy, e to z powodu Indry, uwiadomi sobie ten fakt
dosy pno.
Poczu lekkie drgnicie gondoli i czym prdzej skrci jeszcze mocniej w prawo.
Sscy prd powietrza.
Zrozumia, jak bardzo jest podstpny, jak strasznie niebezpieczny.
Zagadn Gondagila:
- Mwie, e czowiek, ktrego szukamy, pochodzi z twego ludu. Czy to znaczy, e
musimy dotrze do wioski Waregw?
- By moe tak, ale zacznijmy od poszukania go w miejscach, gdzie zwykle przebywa,
kiedy obserwuje swoje jelenie. Powinnimy raczej unika spotkania z innymi Waregami,
a konieczno odwiedzenia osady to najgorsze, co moe nas spotka. Czeka nas pieko,
jeli przyjdzie mi wyjania, gdzie przebywaem ostatnio.
Ram doskonale to rozumia. Wiedzia, e cae plemi napadnie na nich z daniem
zabrania wszystkich do Krlestwa wiata.
- Wiesz, e byem samotnikiem, szukaem schronienia w lesie - cign Gondagil. Miaem wraenie, e w wiosce si dusz. Dlatego te tylko ja wiem, gdzie szuka tego
czowieka.
- Czy on take jest samotnym wilkiem?
- Waciwie nie, ale ma matk, ktra... No c, w kadym razie ucieka, gdy zbyt trudno
byo mu z ni wytrzyma. Wyprawia si wtedy do lasu i liczy jelenie, ale wieczorem
zawsze wraca do domu, ba si postpi inaczej. Matka miaa tendencje do popadania w
histeri.
- Ojoj! Myl jednak, e teraz ty powiniene si za kierownic, Gondagilu, bo lepiej
wiesz, gdzie powinnimy go szuka. I chyba widzisz ju teraz do dobrze, prawda?
Rzeczywicie, Gondagil zorientowa si, e lepiej dostrzega ju rozmaite szczegy. Nie
widzia jeszcze cakiem wyranie, lecz na szczcie przesta rozrnia jedynie cienie w
wiecie cieni.
- Wydaje mi si, e wiem, gdzie jestemy. Kawaek dalej na lewo powinien sta mj
dawny leny dom, jeli w ogle mona nazwa go domem. Wanie tam dotar Czik i
nakoni mnie, ebym wyruszy na poszukiwanie tych dwch szalecw, Joriego i Tsi.
10

Tak, tak, cieki losu potrafi by bardzo zawie, to banalna prawda. Nigdy chyba nie
widziaem szczliwszej twarzy ni wtedy, gdy Tsi znw ujrza swoj ulubion wiewirk.
Ram rozemia si.
- Gdyby wiewirki potrafiy si umiecha, dostrzegby moe rwnie rado Czika.
- O, to cakiem oczywiste, aden umiech nie by potrzebny.
- No c - rzek Ram w zamyleniu. - Miae zapewne swoje powody, by ruszy im na
ratunek. Pewnie chciae znw zobaczy Mirand?
Gondagil zakopotany spuci gow.
- Prawie wierzyem, e ona te jest w tej gondoli. Miaem tak nadziej, cho
jednoczenie miertelnie si baem, e i j pochwyciy Gry Czarne. No, ale teraz chyba
dolatujemy ju do tego miejsca. Tak, zobacz, on tam siedzi, widzisz go? Na tamtym
wzgrzu?
Ram wyty wzrok, starajc si pokona pmrok i mg, ktra teraz nieco si
rozrzedzia, i rzeczywicie w oddali dostrzeg jak siedzc posta, odwrcon do nich
plecami. Czym prdzej tam podjechali.
- Spjrz, w tej dolince za wzgrzem! Olbrzymie jelenie!
- Rzeczywicie, musimy zachowa cisz, eby ich nie sposzy. Lduj!
Gondagil agodnie sprowadzi gondol na ziemi, wyldowali pod oson wzgrza.
3
OPIEKUN JELENI
Nazywa si Helge, nosi imi jednego z pierwszych Waregw, wschodnich wikingw,
przybyych z Roslagen w kraju Swew do Gardarike, jak nazywali t cz Rosji, ktr
znali. Helge nie wiedzia, e jego imi w Rosji zmienio si w Olega, podobnie jak Helga
przeksztacia si w Olg. Imi Helge nosi jego dziad ze strony ojca i dziad jego dziada,
a gdyby sam Helge mia kiedy syna, nadaby mu imi Ingvar - Igor, po swoim ojcu. Te
dwa imiona przeplatay si w kolejnych pokoleniach, stanowiy dumne dziedzictwo rodu.
Ale nic nie zapowiadao, by Helge kiedykolwiek mia mie syna. Nigdy si nie oeni, by
bowiem jedynym dzieckiem, jakie jeszcze zostao jego matce. Ta kobieta od dziecistwa
kierowaa jego wol. Wystarczyo, by Helge ledwie wspomnia imi jakiej dziewczyny, a
matka natychmiast zaczynaa j oczernia i obmawia. Helge kad tylko uszy po sobie i
znw wyprawia si do swoich jeleni. Wrd witych zwierzt odnajdywa spokj.
Nie nalea ju do modziey. Liczy sobie okoo trzydziestu piciu, czterdziestu lat, sam
ju straci rachub i przesta o to dba. Mieszka razem z matk w nieduym domku w
pobliu zagrody starszego brata, w ktrej pracowa, gdy potrzebowano tam dodatkowej
pomocy. Helge by miym czowiekiem, niejeden w wiosce twierdzi, e nawet zbyt miym.
Jak wikszo Waregw by wysoki, jasne wosy sigay mu do pasa, mia niebieskie
oczy i nordyckie rysy. By moe jego wygld nie by porywajcy, ale wyranie wiadczy
o spokojnym, przyjaznym charakterze. Helge byby cakiem dobr parti, gdyby nie
matka...
Z wasnej inicjatywy podj si prowadzenia statystyk dotyczcych olbrzymich jeleni
wdrujcych po dolinach wrd niewysokich gr. Lud Timona uwaa te zwierzta za
wite, dzie, w ktrym kto ujrza jelenia, uznawany by za szczliwy, na takiego
czowieka bowiem spywaa aska witych zwierzt, towarzyszyo mu szczcie.
11

Jeleni byo trzydzieci trzy. Ludzie z wioski miali si z Helgego, twierdzc, e to


niemoliwe, nikt bowiem nigdy nie widzia ich wicej ni cztery naraz.
Ale ja wiem, gdzie one s, mg powiedzie Helge, lecz nikomu nie zdradzi tajemnicy.
Pragn, by zwierzta yy w spokoju. Napady potworw, innych dzikich plemion i
drapienikw z gr sprawiy, e jelenie stay si pochliwe, ale Helge wiedzia, e wkrtce,
jeli tylko wszystko uoy si pomylnie, bdzie ich trzydzieci cztery.
Niektre zna bardzo dobrze, nada im nawet imiona, wiedzia, e jeden kuleje, a inny ma
szar grzyw. Widywa pikn ani o agodnym spojrzeniu i rozpoznawa zeszoroczne
cielta.
Tego dnia siedzia na wzniesieniu ponad jedn z odludnych dolin jeleni.
Oczywicie nie wszystkie jelenie przebyway w tym miejscu, w dolince znalazo si
jedynie niewielkie stadko. Zwierzta leay na trawie i stosunkowo spokojnie przeuway.
Od czasu do czasu nastawiay uszu i zamieray, jakby zwietrzyy gdzie
niebezpieczestwo, zaraz jednak wraca im spokj.
Helge przesta ju budzi w nich strach, sta si jakby czci krajobrazu, obojtn, nie
budzc zagroenia. Nigdy nie podchodzi do nich zbyt blisko, siedzia tylko i obserwowa
je, mg to robi godzinami, snujc marzenia wypywajce z jego wasnej tsknoty.
Zwierzta zwykle trzymay si w trzech grupach, od ktrych odczaa si niekiedy
samotna para lub niedua rodzina. Stadka jednak nigdy nie oddalay si zanadto od
siebie. Helge domyla si, e zwierzta wiedza gdzie przebywa pozostaa cz stada,
nie mia te wtpliwoci, e ich przewodnikiem jest szarogrzywy samiec.
Jakie one pikne! Nigdy nie przesta si zachwyca ich majestatyczn urod.
Drgn, syszc dobiegajce z oddali gosy. Z ktrej strony dochodziy? Kto mg wytropi
go a tutaj? To na pewno wystraszy zwierzta!
Rzeczywicie, jelenie najwyraniej si zaniepokoiy, wstay, ale nie uciekay.
Nadchodzcy ludzie musieli zauway stado i okazali nawet do rozumu, by zamilkn.
Helge rozejrza si dokoa, ale nie dostrzeg nikogo.
Znw zapada cisza i jelenie si uspokoiy.
Nagle oczy Helgego rozszerzyy si ze zdumienia, a z przeraenia dech zaparo mu w
piersiach.
Za wzgrzem, w miejscu, ktrego nie mogy widzie jelenie, wyldowaa... jaka istota z
nieba. Jaki pojazd. Pierwsze, co przyszo mu do gowy, to ucieczka. Niestety, jedyny
kierunek, jaki mg obra, prowadzi wprost w gromad zwierzt, a za nic nie chcia ich
wystraszy, zaleao mu na zachowaniu ich zaufania.
Oczywicie sysza pogoski o powietrznych odziach z Krlestwa wiata, kryy o nich
niesamowite opowieci. Ujrzano je moe ze dwa razy i waciwie dla ludu Timona nie
byy niczym wicej ni tylko legend. Ludziom twierdzcym, e je widzieli, nigdy tak
naprawd nie wierzono.
I oto wanie na skraju moczarw zatrzyma si taki pojazd.
Helgemu serce zaomotao w piersi, zaszumiao mu w gowie. Przestraszy si, e
zemdleje, nie wiedzia, co robi, dokd ucieka, zastyg w miejscu sparaliowany
strachem.

12

Jak wszyscy mieszkacy Krlestwa Ciemnoci Helge dobrze widzia w wiecznym


zmierzchu. Kiedy sta skamieniay na wzgrzu, zobaczy, e z niesamowitego pojazdu
wysiada dwch ludzi i kieruje si w jego stron.
Czego oni chc?
Przyszli, eby zabi jelenie? Nie, do tego nie wolno dopuci!
Helge zawsze myla wicej o jeleniach ni o wasnym bezpieczestwie. Przerazi si
jednak nie na arty. Nie mg ucieka, bo wpadby w sam rodek stada, a nie mia
pojcia, jakie mog by tego konsekwencje. W najlepszym razie jelenie by si
rozpierzchy, w najgorszym za zabodyby go na mier.
Nie mia czym si broni, ani przed zwierztami, ani przed obcymi przybyszami. Nosi z
sob tylko ot, zwyky kij, na c mu si zda?
Zanim zdy podj jak decyzj, mczyni zbliyli si na tyle, e widzia ich ju
wyranie.
Pierwszym okaza si jeden z tych wysokich Stranikw. Te niezwyke istoty nie bdce
ludmi nazywano chyba Lemurami? To one peniy strae w baniowym krlestwie wrd
wiata i jedynie z rzadka wychodziy stamtd, eby przywoa potwory do porzdku.
Drugi za...
Ale... Przecie on go zna!
- Gondagil! - zawoa cicho. - To naprawd ty?
Helge pospieszy w stron mczyzn, by jelenie nie zauwayy nowo przybyych. Zszed
po drugiej stronie wzgrza.
- A dlaczego to miabym nie by ja? - rozemia si Gondagil.
Helge nie mia odwagi spojrze na tego drugiego, ludzie Timona zawsze czuli wielki
respekt wobec Stranikw. Nie spuszcza oczu ze swego pobratymca.
- Ale... ale... przecie ty znikne! Wiele, wiele lat temu Chyba siedem.
- Siedem lat temu? Chcesz pewnie powiedzie: przed siedmioma miesicami? Gondagil przypomnia sobie wreszcie rnic czasu i doda cicho: - Naprawd tyle czasu
upyno tu, w Ciemnoci? To przecie straszne. Co si wydarzyo od tamtej pory? Ale
nie, o tym pomwimy pniej. Helge, to jest Ram, najwyszy przywdca Stranikw w
Krlestwie wiata, mj dobry przyjaciel.
Helge odway si wreszcie spojrze na Rama, ktry lekko skin mu gow. Helge zrobi
to samo.
- Czego tu szukacie? - spyta. - Prosz, nie strzelajcie do moich jeleni, bagam...
Spontanicznie nazwa zwierzta swoimi.
Gondagil podnis rk.
- Nikt nie bdzie strzela. Przybylimy, by si ciebie poradzi.
- Mnie?
Nigdy chyba nikt nie prosi Helgego o rad, teraz wic nie posiada si ze zdumienia.
- Tak, ciebie. Czy moemy zej do gondoli, eby niepotrzebnie nie denerwowa
zwierzt?
Helge oniemiay ruszy za nimi w stron brzegu moczarw. Nie by ju tak przeraony,
obecno Gondagila dodaa mu otuchy. Na usta cisno mu si tysic pyta, jedno
wreszcie zwyciyo.
13

- A wic przez cay czas przebywae w Krlestwie wiata?


- Tak.
I kolejne pytanie:
- Jak si tam przedostae?
- To duga historia. Helge, jeste osob, ktra najwicej wie o olbrzymich jeleniach,
prawda?
- Jestem jedyn osob, ktra wie cokolwiek, i wiem wszystko.
Gondagil kiwn gow.
- Wanie dlatego do ciebie przychodzimy.
Byli ju przy pojedzie, Ram gestem zaprosi Helgego do rodka. Gondola wygldaa na
cakiem wygodn, lecz Wareg si waha.
- Nie bdziemy jej uruchamia, sdzilimy tylko, e w niej porozmawiamy swobodniej.
Helge nie wiedzia, czy powinien si odway, ale pojazd prezentowa si kuszco, mia
takie pikne kolory i tyle rnych urzdze przy siedzeniu z przodu.
A przecie bya to jedynie prociutka gondola Tsi! Co by powiedzia, gdyby zobaczy
pojazd Rama?
Ostronie wsun si do rodka. Jak tu mikko, ba si niemal, e zapadnie si w
siedzenie i przeleci przez podog. A kiedy Ram nasun na gondol przezroczyst
kopu, poderwa si i usiowa si wydosta.
- Bd spokojny - powstrzymywa go Gondagil. - To tylko ze wzgldu na jelenie, nie
chcemy, eby nas usyszay, kiedy bdziemy rozmawia.
Helge bardzo niepewny usiad z powrotem. Ogromnie mu si to nie podobao. Nikt wszak
nie lubi traci kontroli nad sytuacj.
- Chcielibymy dowiedzie si czego o jeleniach, o tym, jak si miewaj - zacz
Gondagil. - Ale najpierw umiecimy ci na ramieniu pewien aparacik, pozwalajcy na to,
abycie mogli rozumie si nawzajem z Ramem.
Nie wspomnia, e Ram ju i tak rozumie kade sowo wypowiedziane przez Helgego.
Po chwili penej gorcych protestw i wymachiwania rkami opiekun jeleni zgodzi si
wreszcie na zamocowanie aparatu i teraz nie mg si nadziwi jego dziaaniu.
- A wic jak to wyglda? - dopytywa si Gondagil. - Czy twoim jeleniom dobrze si tu
wiedzie?
Mistrzowskim posuniciem byo uycie okrelenia twoje jelenie. Helge porzuci resztki
podejrze i zacz opowiada.
Okazao si, e jelenie nie maj w Ciemnoci atwego ycia Poza niektrymi latami,
kiedy gd zaglda im w oczy, problem stanowiy zawsze drapieniki wywodzce si z
gr za krain Timona, a oczywicie najgorsze byy potwory grasujce wzdu muru. Na
jelenie poloway te inne plemiona ze wzgldu na miso, a w jednym roku stado
znacznie si zmniejszyo na skutek chorb.
Helge stara si, jak tylko mg, lecz by jedynie czowiekiem i nie zawsze starczao mu
czasu na pilnowanie zwierzt. Zainteresowa si te, dlaczego przybysze go tak
wypytuj, czyby Krlestwo wiata zamierzao zgadzi zwierzta?
Gondagil odrzek z umiechem:

14

- Musisz przesta by taki podejrzliwy, Helge. Pamitasz Mirand, dziewczyn z


Krlestwa wiata?
- Tak, tak, t, w ktrej si zakochae?
- A wic wyranie byo to wida? Jestemy teraz par, tam za murem. Wanie ona
pierwsza zacza nalega, abymy sprowadzili olbrzymie jelenie do Krlestwa wiata, i
jej pomys si spodoba. Chcemy teraz podj tak prb. Wielka wyprawa ju wyruszya
i wkrtce przemierzy tereny potworw, ale potrzebna nam twoja pomoc. Jeste jedyn
osob, ktra wie, gdzie przebywaj jelenie i ile ich jest.
Twarz Helgego jeszcze bardziej si wyduya.
- Chcecie odebra mi jedyne, co si liczy w moim yciu? Co mi potem zostanie?
Przybysze z Krlestwa wiata popatrzyli na siebie, wreszcie, cho z pewn niechci,
odezwa si Ram:
- Moesz jecha z nami, jeli chcesz.
Zaskoczenie na twarzy Helgego nie byo nawet przez moment udawane.
- Do Krlestwa wiata? Boj si.
- Popatrz na mnie - przekonywa go Gondagil. - Czy uwaasz, e wygldam na osob,
ktra cierpi?
- Nie, i ani troch si nie postarzae.
- Za murami nikt si nie starzeje.
- A co z mam? Nie mog jecha bez mamy, musz j zabra.
Gondagil, ktry dobrze zna matk Helgego, westchn.
- To niemoliwe, Helge. Moemy zabra tylko jednego czowieka, a nim musisz by ty.
Helge siedzia z min, jakby wiat wok niego leg w gruzach.
- Jak ja jej to powiem? - spyta sabym gosem.
Gondagil mia waciwie ochot zaproponowa Nic jej nie mw, wiedzia jednak, e nie
jest to dobre rozwizanie. On sam mg przed siedmioma laty znikn i nikt za nim nie
tskni, lecz to zupenie inna sprawa. Matka Helgego natomiast, odkd starsze dzieci j
opuciy (czyli poeniy si i zaoyy wasne rodziny), ya tylko dla tego jednego syna.
Poza tym dwjka pozostaych zawsze niewiele j obchodzia, liczy si jedynie Helge, to
on by renic jej oka. A teraz mia znikn.
- Musisz w jaki sposb przekaza jej wiadomo - stwierdzi Ram. - Ale ona nie moe
wyruszy z nami.
Gondagil, ktry dobrze zna sytuacj, wiedzia, e rozstanie z matk oznacza bdzie dla
Helgego nowe, lepsze ycie i wiksz swobod. Gono jednak nie mg tego
powiedzie.
Spyta za to podejrzliwie:
- Dasz sobie rad bez niej?
Helge siedzia z ramionami bezwadnie opuszczonymi wzdu bokw i przedstawia sob
obraz czowieka kompletnie zagubionego.
- A kto si ni zajmie? Kto bdzie mi gotowa i pra moje ubrania? Kto bdzie mnie
osania przed plotkami i ludmi, ktrzy chc wyrzdzi mi krzywd? Przed dziewcztami,
ktre...

15

- Ale Helge! - ostrym tonem przywoa go do porzdku Gondagil. - Moe lepiej jednak,
aby tu zosta.
Wareg jakby si opamita
- Nie, nie, musz pilnowa moich jeleni, one mnie potrzebuj. Czy ty nie mgby
pomwi z moj mam, Gondagilu?
- Nie sdz, aby paaa do mnie szczegln mioci. Ju lepiej, eby zrobi to Ram. On
ma wicej dostojestwa.
- O, tak - bagalnym tonem zwrci si Helge do Rama, ale w jego twarzy wci byo tyle
bezradnoci, jakby mwi: jak ja sobie poradz bez mamy, musimy j zabra.
Gondagil i Ram zrozumieli, e oto pojawi si problem, ktry waciwie nie mia nic
wsplnego z jeleniami. Ram postanowi odoy go na pniej.
- Ile masz tutaj zwierzt?
- Osiem. Jest te spore stado w pobliu niemieckiej wioski i jeszcze jedno, mniejsze, w
pewnej tajemniczej dolinie w pobliu gr. I jeszcze samiec samotnik. Jedna para... i
rodzina skadajca si z trojga zwierzt... A jedna z a w kadej chwili moe si ocieli.
Ram zatroskany popatrzy na Gondagila.
- Ktra z tych tutaj?
- Nie, jest w duym stadzie.
- Czy s jakie inne anie spodziewajce si potomstwa?
Helge waha si.
- By moe. Ale jeeli, to we wczesnym stadium. Powiedzcie mi, czy tam w Krlestwie
wiata bdzie im dobrze? Nie chcecie chyba urzdza na nie oww?
Ram umiechn si.
- Nie, spokojnie mog ci to obieca, nikt nie bdzie na nie polowa. Oddamy im do
dyspozycji wielkie lasy i ki na poudniu, to waciwie tereny elfw i duchw ale
wszystkie te istoty uradoway si na myl, e bd miay tak wspaniae zwierzta na
swoich terenach.
- Elfy? Duchy? - wyjka poblady Helge.
- Nie przejmuj si nimi - beztrosko odpar Ram. - Nie bdziesz ich widzia. I jeli
zechcesz, bdziesz mg strzec jeleni.
Helge bardzo tego pragn, ale prawd powiedziawszy waha si podj decyzj. Gdyby
tylko mg zabra ze sob mam...
4
PRZEZ MUR
Indra staa na ce przed murem wrd innych uczestnikw ekspedycji, ledwie jednak
zauwaaa ich i olbrzymiego potwornego Juggernauta. Wypatrywaa gondoli, ktra
uniosa Rama i Gondagila. Wszystkie jej myli byy przy Lemurze.
- Zobaczymy si - szepna cicho. - Ju wkrtce, ale nigdy nie do prdko.
Pamitaa, jak Ram podczas strasznego wydarzenia odruchowo otoczy j ramieniem.
Dziaa instynktownie, zrobi co, do czego waciwie nie mia prawa. Przeraony jednak
patrzy tylko na toczcego si z hukiem Juggernauta i myla wycznie o tym, by
oszczdzi jej potwornego widoku.

16

Lenore zauwaya jego spontaniczny gest i oczy zwziy jej si w dwie szparki, Indra
dostrzega reakcj rywalki. Na ile grona moe by waciwie Lenore? Nie dawao si
wykluczy, e wysa j Talornin, ktremu miaa wszystko relacjonowa. Indra i Ram
powinni wic zachowa wiksz ostrono.
Ale teraz Ram odlecia. Indra wci jeszcze widziaa gondol, malek plamk na
zocistotym niebie.
Ju si za nim stsknia, czua, jak ciska j w sercu.
Wrcia myl do tamtej chwili, gdy obj j i pocaowa w policzek, i do tamtego razu,
kiedy rozstawali si przy gondolach. Dugo staa blisko niego, zanim odesza. Pamitaa
trudn do pojcia intensywno wasnych uczu, miaa wraenie, e Ram przyciga j do
siebie niczym silnie dziaajce pole magnetyczne.
Podobnie byo i teraz, przez ten krtki moment, kiedy to j przygarn. Elena przeya to
samo, gdy Ram kiedy ucisn j w podzice.
Czy wszyscy Lemurowie s podobni? Czy te moe tylko Ram obdarzony jest ow
niezwyk zdolnoci oddziaywania na innych? A moe nie bez znaczenia s rwnie
wasne odczucia Indry?
Moe tak, moe nie. Wszak Elena take to poczua, a ona przecie nie kochaa si w
Ramie.
Za to Indra si w nim zakochaa i dlatego zapewne pociga j z dodatkow moc.
Mona powiedzie, e przepada z kretesem, daa si bezwolnie unie prdowi wielkiej
rzeki.
Czy jego uczucia dla niej s rwnie mocne?
Tajemnicza sia pchajca j do Rama bya czym zupenie innym od tego, co czuo si
wobec Tsi. Nie by to prymitywny popd seksualny, owszem, on te istnia, lecz nie tak
natrtny, przewaao gbokie poczucie bezpieczestwa, ciepa, zrozumienia i wizi Indra
miaa ochot pozosta na zawsze w jego objciach, jak gdyby... jak gdyby...
Syszaa opowieci Dolga o Wielkiej wiatoci otaczajcej wiat ludzi, istniejcej rwnie
w pniejszym wiecie i w wiecie obok, a take w gbi ludzkich serc i umysw, o
wietle czystej mioci i dobroci W ramionach Rama czua si wanie tak, jakby znalaza
si w Wielkiej wiatoci.
Czyby Ram nosi w sobie promie tego wiata? Czyby by tam kiedy i otrzyma jego
czstk? Powiedzia chyba kiedy, e wite Soce to pomie Wielkiej wiatoci? Nie,
to nie Ram o tym mwi, kto inny, kto, nie moga ju sobie przypomnie. Moe ktry ze
Stranikw podczas pracy zanadto zbliy si do witego Soca i nabra lnicej
rozedrganej powiaty jego olbrzymiej mioci i dobroci?
Ale przecie Indra wiedziaa, e nie wszyscy staj si lepsi pod wpywem tego wiata.
Ci, w ktrych duszach tkwio zo, stawali si jeszcze gorsi, Soce miao po prostu moc
wzmacniania posiadanych cech.
Wobec tego Ram ju od samego pocztku w gbi serca musia by bardzo dobrym
czowiekiem, a raczej bardzo dobrym Lemurem.
Zastanawiaa si, czy blask Soca wywiera wpyw rwnie na ni.
Indra nie bya z osob, w Krlestwie wiata wcale nie zrobia si te bardziej leniwa,
co stanowio przecie gwn cech jej charakteru. Raczej wprost przeciwnie.
17

Ale to chyba zasuga Rama i jej pragnienia, by sprawi mu przyjemno.


Indra nie doceniaa samej siebie.
Miranda wyrwaa j z zamylenia.
- No c, my, somiane wdowy, nie moemy tylko tak sta i wzdycha, wypatrujc
gondoli, ktra uwioza naszych najdroszych. Musimy posprzta i przygotowa si do
dalszej drogi.
Indra zmieszana skina gow, Owszem, widziaa, e k naley uporzdkowa,
chocia szcztki Griseldy unicestwi czerwony farangil Dolga, ale praca nigdy nie bya jej
mocn stron, zawsze jako zdoaa si wykrci od tego rodzaju przykrych zaj.
- Kto przej dowodzenie? - spytaa, bez zapau zbierajc mieci i tu i wdzie prostujc
jaki zdeptany kwiat.
- Trzej Stranicy i Mri - odpara Miranda. - Do kadego z nich moemy si zwraca, jeli
chcemy przekaza albo otrzyma jakie informacje. Nie, nie, Indro, dba trawy
wyprostuj si same, nie musisz im pomaga.
Indra przyjrzaa si zebranym. Ju raz wczeniej ich liczya, ale dla wszelkiej pewnoci
postanowia zrobi to ponownie. Teraz, kiedy do miasta zawrcia poowa uczestnikw
ekspedycji wstrznita odkryciem obecnoci wrd nich Griseldy, a take pniejszym
zgadzeniem jej przez Jaskariego, skad grupy przedstawia si nastpujco:
Trzej Stranicy, Marco, Mri i Dolg, Indra i Miranda, Jori, Oriana, Thomas, Berengaria,
Siska, Oko Nocy i Tsi-Tsungga, Jaskari i Elena, jeden Madrag, chyba Chor, o ile Indra si
nie mylia, laborant, weterynarz i okropna Lenore. Z duchw pozostali jedynie Sol,
Nauczyciel, Nidhogg i Zwierz.
Poza tym w skad wyprawy wchodzili jeszcze oczywicie Ram i Gondagil, ktrzy ju
wyruszyli.
Polana zostaa wreszcie uprztnita, przy minimalnym udziale Indry, ktra potrafia
sprawia wraenie bardzo zajtej, cho w zasadzie nie robia nic ponad to, co absolutnie
niezbdne.
Musiaa jednak przyzna, e jej rozleniwienie w ostatnich tygodniach ustpio. Podr do
Nowej Atlantydy, zakochanie w Ramie, a take udzia w wielu ciekawych wydarzeniach
bardzo j rozruszay.
Moe kiedy bdzie z niej nawet jaki poytek?
Wszyscy razem weszli do ogromnego wntrza Juggernauta, ich gosy echem odbijay si
od cian. Musieli siedzie na pododze albo sta, bo pojazd nie zosta jeszcze
ukoczony.
Indra rozejrzaa si po wntrzu machiny. W cianach byy okna wpuszczajce do rodka
wiato. Sprbowaa policzy, ile zwierzt bdzie mogo zmieci si tu naraz, ale nie
wiedziaa, jak wielkie s olbrzymie jelenie, widzieli je przecie tylko Miranda i Gondagil, i
by moe rwnie Stranicy wcznie z Ramem. Jak zdoaj wprowadzi zwierzta do
pojazdu? I zmusi, by stay spokojnie? No a te ich olbrzymie rogi?
Drgna przestraszona, kiedy Madrag uruchomi Juggernauta, i po prostu siada na
pododze. Wikszo uczestnikw wyprawy postpia podobnie, stali jedynie ci, ktrzy
znaleli co, czego mogli si przytrzyma.
Juggernaut ruszy naprzd po nierwnym terenie.
18

Nawet jeli nigdy dotd nie miao si skonnoci do choroby morskiej, to teraz mona si
jej nabawi, pomylaa Indra. To chyba nie najlepszy wynalazek Madragw. Jaki, na
mio bosk, cel miaa budowa tego potwornego kolosa? O ile dobrze zrozumiaam,
teren w Ciemnoci jest o wiele bardziej pofadowany ni w Krlestwie wiata, miejscami
wrcz nieprzebyty, na c taka machina, ktrej do poruszania si potrzebna jest
szeciopasmowa autostrada? Przepraszam, Oko Nocy, nie chciaam ci popycha, ojej,
Jori polecia do przodu i wpad na laboranta! Nie, to si nigdy nie uda, i oni chc w taki
sposb przetransportowa pochliwe jelenie?
Juggernaut zatrzyma si i Indra wyjrzaa przez okno. Zdaje si, e dotarli do muru, cho
ona, rzecz jasna, nie dostrzega adnej przeszkody, mur bowiem by waciwie
niewidzialny.
Usyszaa gos Tsi dobiegajcy z wieyczki, gdzie pozwolono mu zaj miejsce wraz z
Sisk, oboje wszak znali Ciemno. Na grze siedzieli rwnie Mri i Stranicy, a take
oczywicie Madrag, ktrym, jak si Indra dowiedziaa, w istocie by Chor.
Marco i Dolg wyszli z pojazdu, proszc jednak wszystkich innych, by pozostali w
potwornym Juggernaucie. Indra chtnie by si przewietrzya, lecz nie miaa
protestowa. Usadowia si wygodniej i czekaa.
Prdzej, Juggernaucie, chc jak najszybciej zobaczy Rama!
Siska siedziaa dostojnie na awce w wieyczce, obserwujc, jak Mri i Stranicy
schodz w d. Tsi chcia si do nich przyczy, ale Siska zatrzymaa go uniesieniem
rki.
- W jaki sposb mgby si im tam przyda? - spytaa ostro.
Tsi popatrzy na ni badawczo swoimi intensywnie zielonymi oczyma.
- Ojej, naprawd si do mnie odezwaa? Nigdy dotd si to nie zdarzyo.
- Tylko po to, by przypilnowa, eby nie popeni wikszego gupstwa ni zwyke odpowiedziaa cierpko. - To dla twojego dobra.
- Dzikuj, ksiniczko - zamia si Tsi rozbrajajco.
Siska askawie skina gow. Bardzo sobie cenia, gdy nazywano j ksiniczk, ale
przed tym dzikusem nie chciaa tego okazywa.
Patrzyli, jak mczyni podchodz do muru. Madrag nie rusza si ze swego miejsca,
czeka na ich sygna.
Jak zamierzaj sobie z tym poradzi, zastanawiaa si Siska.
Miranda siedzca po jej drugiej stronie - uznano bowiem, e i ona powinna zaj miejsce
w wieyczce, poniewa najlepiej znaa terytorium potworw - odezwaa si, nie kryjc
zdziwienia:
- Nie pojmuj, w jaki sposb planuj wprowadzi tu zwierzta?
- Ja te si nad tym zastanawiam - przyznaa Siska. - I dlaczego Madragowie zbudowali
co, co wyglda tak prehistorycznie i niezgrabnie jak Juggernaut?
- To akurat wiem - odpara Miranda. - Gondagil mi o tym mwi. Jedyna droga w Gry
Czarne prowadzi przez ten prd powietrza, ywe istoty czy gondole nie maj szans, za to
Juggernaut jest dostatecznie ciki, by oprze si wcigajcym wichrom.

19

- No tak, teraz rozumiem lepiej, ale chyba przejazd przez las i po nierwnym terenie jest
dla tego kolosa raczej niemoliwy?
- Bdziemy mieli okazj to wyprbowa. Dlatego Madragowie zgodzili si wzi udzia w
ekspedycji.
Ale Miranda rwnie miaa swoje wtpliwoci.
- Pamitam, e obszar potworw by niezwykle trudny do przebycia, nierwny, poronity
krzakami.
Madrag Chor, dzielny przywdca caej czwrki, przysuchiwa si ich rozmowie i teraz si
odwrci. Udawa, e nie widzi, jak Siska cofa si na widok jego przypominajcej pysk
bawou twarzy.
- Obcy, Talornin, zaleci nam t drog - odezwa si swoim grubym, ochrypym gosem,
ktremu stara si nada agodny ton. - Nie wiem, czy zauwayycie, ale znajdujemy si
w pamie wzgrz.
Owszem, zwrciy na to uwag. Przed nimi cigna si delikatna linia agodnych
szczytw.
Chor podj swoj gardow, pen pochrzkiwa mow:
- Wprawdzie terytorium potworw cignie si i tutaj, ale z jakiego powodu bestie unikaj
tego miejsca, tak twierdzi Talornin. Nie wiem, dlaczego tak jest.
- To brzmi bardzo zachcajco - mrukna Siska.
- Wszystko jest lepsze od potworw - przerwaa jej Miranda. Miaa przecie
dowiadczenie.
Siska kiwna gow, wci jednak nie bya zadowolona.
- Ale nie pojmuj, w jaki sposb chc przej przez mur, nie wpuszczajc przy tym
potworw do rodka?
- Przecie przed chwil ju si dowiedziaa, guptasku - dobrodusznie tumaczya
Miranda. - Potwory unikaj tego miejsca, a w jaki sposb przedostaniemy si przez
mur... tego i ja nie rozumiem.
Tsi uzna, e take on powinien wczy si do rozmowy.
- A ja wcale si o to nie boj. Marco i Dolg ze wszystkim dadz sobie rad - owiadczy z
przekonaniem.
Rozmow przerway dobiegajce z dou gosy. To mczyni przy murze co mwili.
Siska spostrzega, e Stranicy pokazuj, jak duy powinien by otwr, i po krtkiej
naradzie pozwolono Dolgowi wyci w nim szczelin. Dolg skierowa na mur swj
niebieski szafir.
Chor mrukn do siedzcych w wieyczce towarzyszy:
- Oni znaj inne metody, ale ta jest najszybsza.
Marco odwrci gow do Juggernauta i zawoa:
- Bardzo prosz, zachowajcie cakowity spokj, bo wkrtce przedostaniemy si za mur!
Dolg wykona kilka ruchw szafirem i mur rozsun si na boki, mniej wicej tak jak
kurtyna w teatrze. Mczyni dali Chorowi sygna, by rusza, a sami pospiesznie wrcili
do Juggernauta.
Madrag przejecha przez otwr w murze; pojazd porusza si tak cicho, jak gdyby silnik w
ogle nie pracowa.
20

Siska zacisna donie. Oto znw znajdzie si w Ciemnoci. Ile to czasu mino, odkd
stamtd przybya? Tam przecie spdzia cae swoje ycie. Zamkna oczy, nie chciaa
patrze.
Chor na powrt zasoni luki w wieyczce, byli teraz zamknici, mogli jednak wyglda
przez wielkie okna. Siska poczua palce Tsi zaciskajce si na jej rce.
- Do pioruna - szepn niemal bezgonie. - Nie wiem, czy naprawd mam na to odwag.
Dziewczynka przycigna rk do siebie, czua, jak dry jej kady nerw. Siedzenie rami
w rami z tym bastardem Tsi-Tsungg jawio si jej koszmarem. Moga to znie, dopki
rozmawiaa z Mirand i innymi, przez cay czas jednak bya nieprzyjemnie wiadoma
jego bliskoci, a teraz kiedy nakazano im milczenie, nic nie mogo zagodzi jej
strasznego napicia.
Co w nim jest szczeglnego, e tak reaguje? By dzikim stworzeniem i chocia zalicza
si do grupy modych przyjaci, Siska zawsze go unikaa. Nie sprawiao to jej trudnoci,
teraz jednak znalaza si jakby w puapce jego bezporedniego ssiedztwa, prbowaa
nawet zamieni si na miejsca z Mirand, ale ona nie chciaa rezygnowa z doskonaego
widoku, jaki miaa ze swej pozycji.
Ciao Siski zalay nowe uczucia. Nie pojmowaa ich, wiedziaa jedynie, e pragnie
znale si jak najdalej od tego mieszaca, wywodzcego si z ziemnych elfw i
Lemurw, od tej istoty o niezwykej barwie skry i wosw, o drwicych zielonych oczach.
Tsi-Tsungga to odmieniec, a w jej wiosce nie wolno si byo do nich zblia. Odmiecw
porzucano w lesie, pozostawiano ich na odludziu i w ten sposb odsuwano
niebezpieczestwo. A oto ona siedzi tutaj cinita midzy nim a Mirand! Spychaa
prawie Mirand, prbujc odsun si od Tsi, ale on przez cay czas wymachiwa rkami
i jego brunatna ctkowana skra wielokrotnie jej dotykaa, przechodzi j wtedy dreszcz,
mao brakowao, a gono krzyczaaby z przeraenia.
Siska syszaa poszeptywania dziewczt o Tsi, zarwno tych starszych, Indry, Eleny i
Mirandy, jak i modszej Berengarii, docieray do niej urywki zda: ...szkoda go, nie moe
si z nikim zwiza, jest taki samotny... podniecajce... niezwyke... bardzo bym
chciaa...
To one czego chciay, nie on.
Siska miaa nadziej, e nie chodzio im o to, czego drc ze strachu si domylaa. Baa
si jednak, e tak wanie jest. Podczas podry w wieyczce Juggernauta jej ze
przeczucia staway si coraz bardziej konkretne.
5
KRAINA MIERCI
Juggernaut znw si zatrzyma.
Mur za nimi si zamkn, znaleli si w Ciemnoci,
Panujca tu cisza bya niezwyka.
Marco otworzy luk z tyu Juggernauta i wypuci uczestnikw wyprawy.
- Upynie nieco czasu, zanim si we wszystkim zorientujemy - rzek niemal szeptem. Skorzystajcie wic z okazji i wyjdcie zaczerpn nieco powietrza, ale zachowujcie si
moliwie jak najciszej.

21

Zaciekawieni zagbili si w nowy mroczny wiat. Niektrzy urodzili si w Krlestwie


wiata i nigdy nic poza nim nie widzieli, inni, jak Indra, przybyli z powierzchni Ziemi i
znali dobrze chodne, wilgotne listopadowe wieczory. Mimo to nawet ona przeya
wstrzs, gdy otoczya j zimna cisza. W peni zrozumiaa nie gasnce pragnienie
Gondagila, by wpuci wiato do tego ponurego wiata.
Otaczajca ich ciemno wydawaa si niezgbiona, przywykli wszak do zocistej
jasnoci w obrbie muru.
Indra nasuchiwaa, gosy mczyzn brzmiay gucho, zdaway si nie daleko po
pustkowiach.
Byo tu jednak co jeszcze, z wolna rozrnia dwik, ktrego nie syszaa ju od bardzo
dawna. Wiatr zawodzi przenikliwie w gaziach jakiego pokurczonego drzewa, ktrego
na razie jeszcze nie dostrzegaa Przy jej stopach co lekko szelecio, poczua dotyk
ziarenek piasku na skrze.
- Gdzie my jestemy? - szeptem spytaa stojcego tu przy niej Dolga.
- Sprengisandur - odpar z gorzkim umiechem. - Nie, nie, to tylko wspomnienie, ktre
nawiedzio i mnie, i ojca.
- Wcale niegupie porwnanie - mrukna Indra, ktra take podrowaa kiedy po tej
budzcej groz czci Islandii. - Chocia tu jest jeszcze straszniej.
- Bez wtpienia. Ale nie wiem, gdzie jestemy. Marco rozmawia z kim przez telefon.
Indra umilka.
Rozleg si gos Rama z metalicznym pogosem, serce jej si cisno z tsknoty, chciaa
sysze lepiej, podesza wic do Marca.
- Gdzie jestecie? - spyta ukochany gos.
Marco odpar:
- Na jakiej pustyni, do wysoko, wicej nie wiem.
Dotar do nich gos zdumionego Gondagila:
- Na morzu piasku? Oszalelicie? Tamtdy nie moecie jecha!
- Dlaczego nie?
- To Kraina mierci, nikt tego nie przeyje. Tu kr tylko demony zmarych.
- Ale, Gondagilu - szepna Miranda. - Nie jeste chyba a tak przesdny!
On na szczcie jej nie sysza, a Marco odpowiedzia:
- Mamy Juggernauta, on nas ochroni.
- Owszem, jeli piasek nie dostanie si do maszynerii. A utknicie w piaskowym morzu
oznacza bdzie koniec dla wszystkich.
- Nie moglimy przecie jecha opancerzonym wozem przez terytorium potworw, to
zbyt nierwny teren, sam mwie.
- Wci jestecie na ziemiach potworw, lecz one si boj piaskowego morza, w dodatku
cakiem susznie. Zawrcie, to si nie uda!
- Zdaj si na nas. A gdzie wy jestecie?
Ram i Gondagil podali im swoj pozycj, powiedzieli te, e wiedz ju mniej wicej,
gdzie znajduj si prawie wszystkie jelenie.
- adn miar nie opuszczajcie pasma wzgrz, skoro ju tam trafilicie - poleci
zatroskany Gondagil. - Pniej przekaemy wam nowe wskazwki.
22

Wiatr zawodzi teraz straszliwie wok ich uszu, ciskajc im w twarze i w oczy ostre
ziarenka piasku.
- Wracamy do wozu - wyda polecenie Marco. - Znamy ju kierunek, nie ma czasu do
stracenia.
Kiedy gos Rama umilk, Indra odczua wielk pustk. Czy oni nie mogli doda paru sw,
poprosi, by zajli si szczeglnie dwiema z nich? Ale nie, rozmowa bya krtka i bardzo
rzeczowa.
Zaczynaa widzie ju lepiej. Kiedy udao jej si osoni oczy przed sypicym si w nie
piachem, dostrzegaa cignc si przed nimi poa pustkowia, ginc w mroku i we
mgle. Pustyni, na ktrej tu i wdzie roso jakie samotne drzewo, wszdzie te unosiy
si welony porywanego wiatrem piasku, poza tym nic.
Kiedy na powrt znaleli si w blaszanej beczce, jak nazywaa Juggernauta Indra, Jori
zacz narzeka:
- Dlaczego mnie nie wolno wej na wie? Spdziem w Ciemnoci tyle samo czasu co
Tsi!
Marco odpar spokojnie:
- Pytalimy si, czy chcesz, ale ty bye tak zajty przechwalaniem si przed
dziewcztami, e nie syszae. No dobrze, teraz id na gr.
Jori byskawicznie usucha.
Indra rwnie miaa ochot usi w wieyczce, lecz tam nie byo zbyt wiele miejsca,
waciwie te nie zasugiwaa na ten przywilej bardziej ni inni.
Juggernaut ruszy, gsienice w ciszy potoczyy si po piasku. Ledwie byo go sycha,
dziki temu potwory zapewne nie odkryj ich bliskoci, lecz niestety w ten sposb
poruszali si znacznie wolniej.
W wieyczce Chor zamkn wszystkie luki, widok mieli ograniczony, przede wszystkim
nie mogli patrze w gr, wygldali jednak przez wielkie okna, ktre, jak twierdzi Chor,
s przydymione, nikt wic nie mg zajrze do rodka.
Siska wyczuwaa napicie Chora i wszystkich pozostaych dowdcw, ktrzy weszli na
gr i stanli za kierowc. Dziewczynka siedziaa wyprostowana, przyciskajc do bokw
rce zacinite w pici. Tsi i Miranda rwnie nie kryli zdenerwowania, wiedzieli, e
znajduj si na niebezpiecznych obszarach. W Juggernaucie od czasu do czasu co
nieprzyjemnie zgrzytao, Chor nie bez lku bada maszyneri. Piasek znajdowa drog do
wszystkich zakamarkw, przez to podr bya jeszcze bardziej denerwujca.
Nawet Jori, ktry jak zwykle zacz beztrosko papla, umilk przejty.
Tsi szepn do Siski:
- Nie bj si, jestem przy tobie.
Dziewczynka w odpowiedzi tylko prychna. A Juggernaut powoli, niemal bezszelestnie
par naprzd.
Ja tutaj yam, rozmylaa Siska. Oczywicie nie w tym miejscu, mj wiat by jeszcze
mroczniejszy, pasmo wysokich gr przesaniao un dochodzc z Krlestwa wiata. Za
grami wci mieszkaj moi krewniacy, ci, ktrzy wielbili i czcili bogini-ksiniczk, a
pniej chcieli j zabi za to, e nie zdoaa sprowadzi wiata do wioski.
Ciekawe, w jakim mog by teraz wieku?
23

Wielu z nich na pewno ju umaro, inni si postarzeli, maj wicej lat, ni wtedy gdy tam
mieszkaam, a ja wci jestem mod, niedoros dziewczyn.
Tak mao o nich mylaam przez ten czas. Pamitam yczliwe kobiety, ktre mi
usugiway i uczyy wszystkiego. Ciekawe, ile bogi-dziewic zdoali zniszczy mczyni
z mojej wioski? C to za prymitywna kultura! W Krlestwie wiata tak wiele si
nauczyam o mioci i wyrozumiaoci dla innych.
Siska nigdy nie czua szczeglnie bliskich zwizkw ze swoim ludem, nawet gdy jeszcze
tam mieszkaa. ya wszak we wasnym odizolowanym wiecie, jedynie ojciec i stare
kobiety byli jej do pewnego stopnia bliscy, ale kobiety na pewno ju poumieray, a ojciec,
wdz, zdradzi j przecie. One take, wszystkie ucieky, gdy miano zoy j w ofierze.
Jej dom by teraz w Krlestwie wiata, a mimo to w sercu j zakuo, gdy ujrzaa na wp
zapomniany mroczny krajobraz.
Ram zapewnia, e rwnie mieszkacy krainy po drugiej stronie gr dostan kiedy
wiato, gdy tylko wyprawa w Gry Czarne przyniesie ostatni skadnik do wywaru, ktry
uczyni dobrymi wszystkie stworzenia.
Wiadomo jednak, e to potrwa. A w tym czasie wiele istot bdzie cierpie i zginie.
A jeli nie zdoaj odnale jasnej wody? Jeli wszyscy zgin podczas wyprawy?
Drgna, syszc gos Chora:
- Co nadchodzi
Co? Dlaczego nie powiedzia kto?
Zatrzyma Juggernauta. Wszyscy zebrali si przy przedniej szybie, zasaniajc widok
Sisce i pozostaym zajmujcym miejsca z tyu. Dziewczynka wsuna gow pod rami
jednego ze Stranikw i wygldaa zaciekawiona.
Z pocztku zauwaya jedynie ponur posta, nad ktr wiroway drobiny piasku.
Wreszcie dostrzega co - podobnie jak Chor w mylach stwierdzia, e to jest co - co
przemieszczao si w mrocznej mgle. Z wolna podchodzio coraz bliej.
Dwie niedue istoty poruszay si bardzo dziwnie, szy chwiejnie jak oguszone mapy,
lecz to nie byy mapy ani ludzie, ani nawet zwierzta.
- Potwory - krtko stwierdzi Mri. Widzia je wszak wczeniej.
Siska przygldaa si stworzeniom, szeroko otwierajc oczy. Wyglday naprawd
strasznie, bez wtpienia to krwioercze bestie, kieroway si w stron stojcego
nieruchomo Juggernauta.
Siska wiedziaa, e jest bezpieczna, a mimo to si przestraszya. Kiedy cigay j
podobne istoty i nigdy nie zapomniaa tamtego strachu, ich pomrukw,
zniecierpliwionego wycia.
- Co teraz robimy? - spyta Chor.
- Nic - odpar jeden ze Stranikw. - Oczywicie zostalimy odkryci, ale one maj daleko
do swoich, zanim ich zawiadomi, zdymy uciec.
Oni nie chc zabija, uwiadomia sobie Siska, to bardzo szlachetne z ich strony, ale czy
na pewno mdre?
Stworzenia poruszajce si po piaskowym morzu sprawiay wraenie miertelnie
zmczonych, chwiejnym krokiem posuway si naprzd, jak gdyby nie widziay
Juggernauta albo te pragny pomocy.
24

- One id prosto na nas - cicho powiedzia Jori. - Czy...?


Marco odpar bez tchu:
- Nie, zaczekajcie!
Na dole we wntrzu Juggernauta ju zauwaono, co si dzieje. Wszyscy czonkowie
ekspedycji stoczyli si przy przednich oknach.
- Do diaska - zakla szeptem Indra. - Zaraz staniemy z nimi twarz w twarz.
- Jestecie pewni, e one nie mog zajrze przez szyb? - spytaa przestraszona
Lenore.
- Na pewno niczego nie widz - zapewni Stranik, ktry zosta na dole.
Ale my je widzimy, pomylaa Indra. Na Boga, jakie one odraajce! W ich twarzach nie
ma nic ludzkiego, nie da si te ich nazwa zwierztami, bo to ubliaoby zwierztom, to
jakie diaby, wytwory czyjej chorej wyobrani, czarne od brudu, wochate i jeszcze ta
dziko w oczach! Ich mae paskudne lepia nikomu na pewno nie ycz dobrze, ale
stwory wygldaj na zmczone, na strasznie zmczone.
Zatrzymajcie si, do diaba, nie widzicie, e idziecie prosto na nas?
Bestie podchodziy do Juggernauta od prawej strony. Ci, ktrzy stali w tamtym miejscu,
odskoczyli odruchowo, gdy ujrzeli odpychajce oblicza tu przy swoich twarzach.
- Boe, one si rozbij o cian - szepna Elena.
Tak jednak si nie stao. Bestie maszeroway dalej. Cz uczestnikw wyprawy
uskoczya na bok, gdy potwory przeszy przez cian i znalazy si we wntrzu
Juggernauta. Poniewa jednak wdroway po ziemi, ich nogi przez cay czas znajdoway
si poza pojazdem.
Niesamowity widok, niemal groteskowy.
Marco i Dolg zbiegli z wieyczki. Dolg, ktry nie ba si niczego, usiowa zatrzyma
niezwyke istoty.
Ale one szy dalej, przenikny przez niego, nawet na niego nie spojrzawszy. yy w
swoim wasnym wiecie.
Wreszcie opuciy Juggernauta i wszyscy rzucili si do przeciwlegej szyby. Nieszczsne
stwory znikny w mroku za machin.
- Biedaczyska - mrukna Indra.
Ale Dolg, drcy z zimna, rozciera rami.
- Mam takie uczucie, jakby pokry je ld - rzek cicho.
- Nie powiniene by tego robi - stwierdzi Marco. - One s naprawd niebezpieczne.
Pogoski o morzu piasku s najwidoczniej prawdziwe. Czy odczuwasz co wicej poza
mrozem?
Dolg zastanowi si.
- Depresj, niech do ycia i nienawi! Daj mi szafir, Marco, parali ogarnia moje rce!
Marco prdko wyj szafir, ktry Dolg nosi w sakiewce przy pasku, i poda kul
przyjacielowi. Dolg uj j w zdrtwiae donie, lecz Marco musia pomc mu j
przytrzyma. Pozostali radowali si cudownym bkitnym wiatem, ktre zalao teraz
wntrze ponurego pojazdu.

25

Poniewa stworzenia byy o wiele mniejsze od Dolga, a poza tym poruszay si po ziemi,
uszkodziy mu jedynie przedrami. Indra widziaa, jak bardzo jest zmarznite, ale
rozgrzewajcy blask niebieskiego szafiru usun lady pozostawione przez upiory.
Juggernaut wyruszy w dalsz drog przez nieznan, niebezpieczn okolic.
Na grze w wieyczce Siska zorientowaa si nagle, e przez cae spotkanie z upiorami
rka Tsi-Tsunggi uspokajajco obejmowaa j za ramiona. Nage gorco, jakim si oblaa,
przypomniao jej o bliskoci elfa, poderwaa si gwatownie.
- Musz spyta o co Indr - mrukna i zbiega do wntrza Juggernauta.
Na schodach poaowaa tego, co zrobia. Nie powinna tak atwo rezygnowa z dobrego
miejsca w wieyczce. Staa na wskich schodach i ciko oddychaa. Nowe uczucie nie
chciao ustpi, policzki j paliy, a pacz uwiz w gardle.
Przecie jestem ksiniczk, mylaa. Czyby taki ndzny, nie majcy nic wsplnego z
czowiekiem bastard mia wyprowadzi z rwnowagi crk wodza? Pamitaj o swojej
godnoci, Sisko!
Juggernaut przechyli si nagle, mao brakowao, a spadaby ze schodw, musiaa
przytrzyma si porczy. W dodatku tutaj niej zacza dokucza jej choroba morska.
Nikt z dou jeszcze jej nie zauway. A wic ocalia sw godno.
Zdradliwa fala, ktra zalaa jej ciao, z wolna zaczynaa ustpowa.
Usyszaa gosy Dolga i Marca, rozlegay si coraz bliej, ucieka wic z powrotem na
gr.
Tsi patrzy na ni z pytajcym umiechem. Siska zmusia si, by przelotnie odwzajemni
ten umiech, i znw siada przy nim. Tsi nie prbowa ju wicej jej obejmowa.
Rwnie i to j irytowao, lecz przede wszystkim odczuwaa ulg.
Odruchowo zerkna w ty, znajdowali si daleko od Krlestwa wiata, ale wida je byo
za nimi. Tu nad lini horyzontu, za zason piaskowych chmur, wznosia si olbrzymia
kopua czy te zabarwiony na rowo pksiyc. Ellen i Nataniel nieraz opowiadali o
ksiycu istniejcym w zewntrznym wiecie, ale u nich, gdy widoczna bya jego poowa,
wisiaa na niebie pionowo, tutaj za pksiyc, czyli kopua Krlestwa wiata, lea
niczym odwrcony spodeczek. By tak wielki, e nie dao si go dostrzec w caoci, jego
gigantycznych rozmiarw mona si byo jedynie domyla.
Tsi-Tsungga popatrzy za jej wzrokiem.
- Tsknisz ju za powrotem, prawda?
- Tak - przyznaa cicho. - Tutaj jest strasznie. To mj dawny wiat, ale teraz budzi we
mnie groz.
- W twojej wiosce na pewno byo piknie, ksiniczko - pocieszy j Tsi.
Moe i tak, pomylaa, ale kiedy Tsi powtrzy swoje: Nie bj si, jestem przy tobie, ju
nie prychaa. Zatsknia za swoim nowym domem, za Sass, Ellen, Natanielem i
Hubertem Ambrozj.
Chocia Hubert Ambrozja to tylko kot, zwierz, do ktrego nie naley si zblia.
Nagle od strony Gr Czarnych dobiego przecige, przeraliwe wycie. Wszyscy w
wieyczce drgnli. Zapomnieli ju o tych przeraajcych dwikach.
- Ach, milczcie wy przynajmniej! - mrukna Siska. - I bez tego jest dostatecznie le!

26

6
UPIORY
W domu Nataniela Hubert Ambrozja lea niehigienicznie blisko zagbienia szyi Sassy.
Sam Nataniel wybra si na przechadzk z Nerem, ktrego w czasie, gdy jego pan, Dolg,
bka si po bezdroach Krlestwa Ciemnoci, umieszczono u nich w domu.
Sassa popatrzya na swoj babci. Ellen przysiada na brzegu ka, eby powiedzie
dziewczynce dobranoc.
- Ciekawa jestem, babciu, jak si miewa Siska, stskniam si za ni. Chyba mimo
wszystko powinnam bya wyruszy z nimi.
- Och, nie, dziki Bogu, e tego nie zrobia, Sasso. Mieli wielkie problemy, jeszcze
zanim przedostali si za mur. Marco mwi o tym Natanielowi.
- Jakie problemy?
Ile mona wyjawi dziecku? No c, Sassa bya ju w kadym razie duym dzieckiem,
waciwie raczej nawet panienk. Na pewno zdoa znie prawd.
- Wiedma. Bya z nimi, ale zostaa unieszkodliwiona, a oni znaleli si ju poza murem.
Nie mamy z nimi adnego kontaktu.
- To znaczy, e musz sobie radzi sami? Biedna Siska!
- Na pewno jest bezpieczna, tyle osb jej strzee.
Sassa posmutniaa.
- I ja jako jedyna z dziewczt nie wziam udziau w wyprawie?
- Ku naszej wielkiej uldze sama postanowia zosta w domu.
- Tak, chyba tak - pokiwaa gow zamylona Sassa i mocniej przytulia do siebie Huberta
Ambrozj. - Dobranoc, babciu.
- Dobranoc, kochanie.
Ellen, stojc w drzwiach, popatrzya na ni jeszcze przez chwil. Jej spojrzenie wyraao
smutek.
Nasz jedyny potomek, pomylaa. Taka niemiaa, taka... samotna.
Ellen z gbokim poczuciem niechci przypomniaa sobie najstraszniejsz z dziecinnych
zabaw, jakie wymylono. Komy owies. Mylaa o wszystkich dziewcztach
wchodzcych w skad grupki przyjaci z Krlestwa wiata i mylaa o Sassie.
Wspominaa, jak bdc dzieckiem - a byy to lata tu po drugiej wojnie wiatowej - to ona
zostawaa sama w tej strasznej zabawie. W mylach powtrzya tekst starej norweskiej
piosenki:
Komy, komy owies, z kim go bdziesz kosi?
Z mi moj, z mi moj, ale jak j prosi?
Widziaem j wczoraj, ciemnego wieczora,
Poprosiem przy ksiycu, pna bya pora.
Ja wybieram ciebie, on wybiera j.
I zostaje tylko jedna, bo jej nie chce nikt.
I zostaje tylko Ellen, bo jej nie chce nikt.

27

Okropne! Wszystkie pary okray j i gray jej na nosie. Zalegalizowane przeladowanie.


No c, Ellen bya silna i zabaw traktowaa wycznie jak zabaw, chocia uczucie,
jakie j przy tym ogarniao, byo straszne.. Znaa jednak inne dzieci, ktre przy sowach
Ja wybieram ciebie, on wybiera j nie zdyy znale sobie partnera, bo w zabawie
zawsze braa udzia nieparzysta liczba dzieci, w tym tkwi cay jej sens. Samotni
odchodzili pniej z paczem, a pniej jeszcze bardziej unikali grupy. Zwykle przecie
pary nie znajdowali ci, ktrzy ju wczeniej odstawali od towarzystwa.
Zbierajc naczynia do mycia, rozmylaa o przyjacioach Sassy. To prawie tak jak w tej
zabawie.
Miranda dotara ju do bezpiecznej przystani, miaa swego Gondagila, dokonaa bardzo
szczliwego wyboru. Pozostali natomiast wci si zmagali z rozmaitymi problemami.
Elena i Jaskari po wielu trudach i wahaniach ju, ju prawie si odnaleli, a dzisiaj Marco
w rozmowie telefonicznej opowiedzia o tragedii, jaka ich spotkaa za przyczyn wiedmy
Griseldy. Zdaniem Marca bardzo trudno bdzie to naprawi.
Indra staa w obliczu olbrzymiego problemu, mio do Lemura i naraanie si tym
samym na gniew Talornina to naprawd nieatwa sprawa.
Berengaria miaa podobny dylemat. Czy koniecznie musiaa si tak upiera przy cigym
adorowaniu Oka Nocy? W ten sposb cigaa na siebie gniew caego klanu Indian.
Siska nie miaa nikogo, bya dziwnie wstrzemiliwa, jeli chodzio o chopcw. Ale dziki
swej urodzie moga dosta kadego, kogo tylko by chciaa. Ale czy to moe by
jakkolwiek gwarancj szczcia?
Armas trzyma si Obcych i wysoko urodzonych kobiet z rodu Lemurw, w kadym razie
taki obowizek na nim spoczywa, a czy tak postpowa, tego Ellen nie wiedziaa.
Jori by wci bardzo dziecinny i nikt nie bra powanie jego ewentualnych romansw,
nikt nie wiedzia te, czy na kim szczeglnie mu zaley.
Tsi-Tsungga to oddzielny rozdzia, z tego co Ellen syszaa, nie wolno mu byo nikogo
tkn, ani istot ziemi, ani elfw, Lemurw ani te dziewczt ludzkiego rodu.
Szkoda, e taki rzadki gatunek miaby ulec zagadzie, i szkoda tego chopca, on jest
taki... szczeglny.
W grupce pojawiy si te nowe postaci, Oriana i Thomas. I oni, jak si wydawao, ju si
odnaleli, to dobrze.
Marca i Dolga nie traktowano jako ewentualnych kandydatw do maestwa, ci dwaj
tworzyli odrbn klas.
Nie, w tej talii kart, czy te raczej w tej piosence, to wanie modziutka Sassa, czyli Alice,
ukochana wnuczka Ellen, zostawaa sama. Niemiaa, lkajca si ludzi, tak straszliwie
niepewna siebie, e udrk wprost byo na to patrze. To jej wanie wszyscy bd gra
na nosie i do niej woa, e nikt jej nie chce.
Oczywicie nie dosownie, bo w Krlestwie wiata nikt w ten sposb nie postpowa, ale
nadzwyczaj wraliwa Sassa tak wanie bdzie odczuwaa. Nawet jeli zakocha si w
jakim chopcu, nigdy nie podejmie inicjatywy. A kto zechce zbliy si do dziewczyny, od
ktrej wprost bij negatywne emocje i brak wiary w siebie? Sassa nie miaa te waciwie
adnych zewntrznych zalet, bya cakiem zwyczajn dziewczynk, nie pozwalajc w

28

dodatku, by do gosu doszed jej wrodzony urok, ktry rozbyskiwa, gdy okazywaa
czuo Hubertowi Ambrozji
Myli Ellen powdroway ku przyjacioom, bdzcym teraz po nieznanych drogach w
Ciemnoci. Przede wszystkim do Siski, ktra staa si najblisz przyjacik Sassy,
poza Markiem, oczywicie, uwielbianym przez dziewczynk.
Dziki Bogu, e Marco jest z nimi.
Byle tylko mia oko na Sisk i dopilnowa, by nie staa si jej adna krzywda.
Ju chyba dobr godzin jechali przez nie koczcy si, smagany piaskiem pmrok,
kiedy Miranda wskazaa nagle w stron, w ktr patrzya, woajc:
- Jest ich wicej!
Wytyli wzrok. Ci, ktrzy mieli lornetki, przyoyli je do oczu. Najlepiej wyposaeni byli
rzecz jasna ci, ktrzy posiadali sprzt przenikajcy elazo, ld czy kamie, chocia
wykrywajcy jedynie skupiska energii.
Daleko w ciemnoci dostrzegli niewielk grupk podajc w innym kierunku ni oni.
Kto zaproponowa, by podjechali w tamt stron, lecz Mri przestrzeg przed
podejmowaniem zbyt pochopnych decyzji.
Wszyscy spostrzegli, e postacie nie s potworami. Miay ludzki wzrost, by moe byy
nawet troch wysze ni wikszo ludzi, i poruszay si normalnie.
Siska jako dawna mieszkanka Ciemnoci obdarzona bya wyjtkowo dobrym wzrokiem i
od razu si zorientowaa, e te stworzenia miewaj si le i naley czym prdzej
pospieszy im z pomoc.
Mimo to jednak Mri si waha.
Chor nie zatrzyma Juggernauta, zwolni jednak do absolutnego minimum, niepewny, co
naley zrobi.
Jeden ze Stranikw, ktry obserwowa grupk przez lornetk, rzek cicho:
- Wezwijcie Lenore.
Inni Stranicy popatrzyli na siebie z niezgbionymi minami.
Juggernaut ostatecznie si zatrzyma. Lenore wesza na wieyczk i Stranik wrczy jej
lornetk.
- Poznajesz ich, to Lemurowie, prawda?
Lenore namierzaa ich w milczeniu.
I nagle jkna gono:
- To oni, to nasi przyjaciele, ci, ktrzy zniknli, nigdy nie wrcili z Gr Czarnych! Ale jest
ich tylko picioro, a wyruszyo siedmioro.
Dziki Bogu, e nie ma tutaj Rama, pomylaa Miranda, ktra nie wiedziaa, e jego
uczucia dla Lenore wygasy ju przed laty, a waciwie nigdy nie byy szczeglnie silne
- Czy... czy jest z nimi twj przyjaciel? - spyta Stranik.
- Nie widz go. - W jej gosie daa si sysze rozpaczliwa tsknota. - Nie, nie ma go, ale
moe oni wiedz...
Z tablicy rozdzielczej Chora zapaa mikrofon zewntrznego gonika i zawoaa z caej
siy, a jej gos ponis si po pustyni:
- Hop, hop, potrzebujecie pomocy?
29

- Nie! - Mri wyrwa jej mikrofon. - Nie odzywaj si do nich, nie proponuj pomocy!
Stranik take ostrzega:
- Lenore, oni kr w Ciemnoci od dwustu lat, nie moesz oczekiwa, e...
- Oni wiedz, co si z nim stao! - zawoaa, prbujc odzyska mikrofon. - Podjedcie do
nich, rozkazuj!
Marco powstrzyma j si, byo ju jednak za pno.
Z ust wszystkich wydar si jednogony okrzyk, gdy ujrzeli, jak grupka przywoana
okrzykiem Lenore, posuwajca si po piaszczystym morzu, dzikim pdem sunie z
szumem przez powietrze. Postaci unosiy si nad ziemi, jakby pyny.
- Nauczycielu - krzykn Marco. - Nidhoggu, Zwierz, Sol, ratujcie!
Cztery duchy natychmiast stawiy si w wieyczce. Nie wiadomo byo, gdzie przebyway
dotychczas, wolay bowiem pozostawa niewidzialne,
W tej samej chwili co mikko plasno o okno wieyczki. Spoglday na nich lepia
piciu rozmytych, olizgych istot.
- Zejdcie na d, dziewczynki! - zawoa Marco. - Tsi, Jori, zabierzcie je na d. Tutaj i tak
niczego nie bdziecie mogli zdziaa.
- Ale pomyl tylko, co si stanie, jeli one wejd tam - wyjka przeraony Jori
- Wezwiecie pomoc, duchy bd przy was w mgnieniu oka.
Lenore staa jak wmurowana na szczycie schodw i zrozpaczona wpatrywaa si w
budzce groz oblicza.
- Na wite Soce, to przecie Ardoris i Cama, i...
Marco niemal zepchn j w d, bo zagradzaa drog innym, Lenore opieraa si,
prbowaa go uderzy, Marco jednak uskoczy, Lenore si potkna i padajc pocigna
za sob Sisk. Tsi prbowa pomc dziewczynce wsta, a w tym czasie Miranda i Jori
zbiegli na d, zabierajc ze sob Lenore.
Tsi i Siska, lec na pododze w wieyczce, szeroko otwartymi oczyma przygldali si
niesamowitym wydarzeniom.
Upiory wyduay si i spaszczay, a wreszcie stay si dostatecznie cienkie, by
przedosta si przez ledwo widzialn szczelin pod dachem wiey.
Wsuny si przez ni do rodka i tam przybray sw zwyczajn, upiorn posta. Miay
biae oczy, czarne ziejce paszcze, z kadego ruchu bia dza mordu.
W wieyczce zrobio si bardziej ni ciasno.
- Tsi, chro Sisk! - zawoa Marco. - Mri, twoje duchy i Sol przejmuj walk. My, ywi,
niewiele tutaj bdziemy w stanie zdziaa.
Tsi-Tsungga wcisn Sisk w kt na pododze i sam usiad przed ni, odwrcony do niej
plecami, z postanowieniem, e bdzie chroni sw ksiniczk z naraeniem ycia, bez
wzgldu na to, ile to bdzie go kosztowao. Tsi czsto uywa grnolotnych, sprzecznych
ze sob wyrae, zachowujc grobow powag w swym samotnym sercu. Siska czua,
e Tsi cay dry ze strachu, ale by przecie taki dzielny, obja go od tyu za ramiona,
usiujc tym gestem doda mu otuchy. W tym momencie zapomniaa o caej swej
wrogoci i podejrzliwoci, byli jedynie dwiema przeraonymi istotami, szukajcymi w
sobie pociechy i prbujcymi ochroni si nawzajem.
Widok rozgrywajcych si wydarze sprawi, e zdrtwieli ze strachu.
30

Pozostali modzi ludzie zdoali zej na d, Chor ukry si przy tablicy rozdzielczej,
Marco, Mri i Dolg stali wraz z dwoma Stranikami, wciskajc si w ciany wieyczki,
eby zrobi miejsce niezniszczalnym duchom.
Upiory piaskowego morza okazay si naprawd grone, Waregowie ani troch nie
przesadzali, a ta pitka bya gorsza od wszystkich innych, Lemurowie dotarli bowiem do
Gr Czarnych i tam zostali zainfekowani zem. Dusze piciorga pragny wrci do
domu, do Krlestwa wiata, lecz ich nie majca kresu wdrwka przez pustyni trwaa
dwiecie lat i nigdy nie zdoali dotrze do muru.
Na szczcie, bo w tych duszach nie zostao nic z modych, dnych przygd Lemurw,
tkwia w nich jedynie gorzka trucizna z czarnego rda za pyncego w Grach mierci.
W oczach dwch Stranikw zabysy zy na widok tak strasznego upadku pobratymcw.
Dwie ze strasznych istot rzuciy si wanie na Stranikw.
Ale Nauczyciel by kiedy czarnoksinikiem, a Nidhogg zna wszelkie tajemnice wntrza
ziemi, Zwierz za posiadao umiejtnoci i si wszystkich zwierzt wiata, a Sol... No
c, kiedy chciaa, potrafia zachowywa si jak prababka diaba we wasnej osobie.
Tak wanie stao si teraz! Wszystkie duchy natychmiast si zorientoway, e od ich
umiejtnoci zaley los pozostaych uczestnikw wyprawy.
Dlaczego Marco nic nie robi, zastanawiaa si Siska. Spostrzega, e nawet
powstrzymywa Mriego. No tak, widziaa przecie, co inne, stosunkowo niegrone
upiory uczyniy z Dolgiem, walka z tymi tutaj nie bya spraw ywych.
Atak na Stranikw zosta skutecznie powstrzymany. Gdy pozbawione substancji
biaookie zjawy przysuny si bliej ludzi i Lemurw, natychmiast stan przed nimi
Nauczyciel i odmwi zaklcie, od ktrego Mriemu wos zjey si na gowie. Najbliej
stojcy upir cofn si, obrzydliwie wykrzywiajc twarz. Opr? Tego upiory si nie
spodzieway.
Inny zacz zsuwa si pod schodach, lecz Zwierz natychmiast do niego skoczyo i
przytrzymao go mocnymi kami. Poniewa obie istoty byy tej samej duchowej materii,
ukszenie bardzo zabolao. Zwierz wcigno upiora do wieyczki i ju nie pucio. Jego
ofiara nic nie moga zrobi.
Wrd upiorw bya jedna kobieta, to zapewne ona nosia imi Cama. Okazywaa
wyjtkow agresj i zoliwo. Kiedy musiaa by pikna, ale teraz wygldaa strasznie
i odpychajco. Ni zaja si Sol.
Gdy zjawa chciaa si rzuci na Dolga, Sol stana midzy nimi.
- Jeste doprawdy najbrzydsz kobiet, jak kiedykolwiek widziaam - owiadczya z
pogard.
Upiorzyca wyrzucia z gardzieli chmur zielonkawej ci, takie owiadczenie nie byo w
smak dawnej piknoci.
Ale jej zo wcale nie zaimponowaa Sol, ktra wycigna z kieszeni lusterko i
podsuna je odpychajcej istocie pod nos.
Efekt tego posunicia by zaskakujcy. Upir przeraony wpatrywa si w swe wasne
odbicie i ten moment nieuwagi wystarczy, by Nauczyciel kolejnym zaklciem
przygwodzi Cam do przedniej szyby pojazdu.

31

W tym czasie do akcji ruszy Nidhogg, ktry zna wiele tajemnic ukrytych przed
wspczesnymi ludmi. Zawsze wsppracowa ze Zwierzciem i teraz rwnie
wsplnymi siami zmusili zjaw, pochwycon przez Zwierz na schodach, do stanicia
przy oknie obok Camy. Tam te Nauczyciel zesa kolejny czar.
Nidhogg wywoa z nicoci korzenie wyrastajce z ziemi, ktr tak dobrze zna.
Odmawiajc czarodziejskie runy wesp z Nauczycielem sprawili, e korzenie oploty trzy
pozostae upiory i ju wkrtce caa pitka staa unieruchomiona przy wielkim oknie.
Zjawy nie byy jeszcze unieszkodliwione, wiedzione dz zemsty wypluway
przeklestwa i kieroway trujce wyziewy ku dwojgu najbardziej bezbronnym, Sisce i TsiTsundze.
Nagle jednak do akcji wczy si Chor, rozgniewany postpowaniem zjaw. Jednym
przesuniciem dwigni na tablicy rozdzielczej zdoa sprawi, e przez przedni szyb
popyn prd elektryczny. Upiory zadygotay w konwulsjach, a Nauczyciel wykorzysta
ten czas na kolejne zaklcia.
Jego czary odebray im wszelk zdolno stawiania oporu. Teraz kolej przysza na Dolga.
Nie wyj witych kamieni, nie mg tego uczyni w obliczu tak niszczcego za, ktre
zbrukaoby cudowne kule.
Dolg jednak odznacza si niezwyk czystoci duszy, pod tym wzgldem rwna si z
nim moga jedynie Shira. Zbliy si do bezbronnych w tej chwili zjaw i kadej szepn
co do ucha. Nikt nie sysza co, widzieli jednak, jak wcieke twarze agodniej z alu i
rozpaczy, a zaraz potem nieoczekiwanie ukaza si na nich spokj. Zrozumieli, e Dolg
pozbawi ich za, a przynajmniej sprawi, e zyskali zrozumienie i harmoni.
Nauczyciel pooy kres ich nie majcej koca wdrwce, odprawiajc rytua
przypominajcy niemal kocielne bogosawiestwo. Upiory zaczy si kurczy, a
znikny. Nie pozostao po nich nic.
Stranicy, czekajcy w pogotowiu, by wypchn je z powrotem na piaskow pustyni,
zorientowali si, e adne ich dziaanie nie bdzie potrzebne.
Dolg za usun si na bok. Okazao si, e ma wielki kopot. Jego maleka udrka,
dziewczynka z rodu elfw, Fivrelde, przemycia si na wypraw, ukryta w kieszonce na
piersi. Dolg bardzo si zdenerwowa swym odkryciem, bo okazao si, e musi by
odpowiedzialny take i za ni, a na to wcale nie mia czasu!
7
UKRYTA GROBA
Po tej przygodzie w Juggernaucie nic nie byo ju takie jak przedtem.
Tsi-Tsungga, bdcy bardzo uczuciow istot, przy wtrze szlochw i ka bez adu i
skadu opowiada o wszystkim, co widzia. Oczywicie pozostali widzieli to samo, lecz
nikt go nie ucisza, pozwolono mu si wyali. Na swoje miejsca w wieyczce powrcili
wszyscy do nich przypisani, wstrznici tym, co docierao na d. Sporo jednak czasu
upyno, zanim znw zapanowa jako taki porzdek.
Ale wtedy Juggernaut dawno ju zacz si toczy swoim najwolniejszym tempem.
Stranicy przez cay czas utrzymywali kontakt z Ramem i Gondagilem, ktrzy przy
pomocy Helgego prowadzili ich najlepsz tras. Siska odczuwaa wielki spokj, suchajc
32

gosu mczyzn w gonikach i opowieci Stranikw o tym, co wydarzyo si na


pokadzie Juggernauta.
- Helge znalaz drog, ktr zdoa przejecha wielki pojazd - mwi Ram z nieznanych
okolic. - Podaj swoj pozycj, Chor.
Madrag poda lokalizacj i inne potrzebne informacje, z ktrych Siska nic nie rozumiaa.
Spokojna rozmowa mczyzn bya prawdziwym ukojeniem po strasznych wydarzeniach,
ktre naruszyy rwnowag wrd uczestnikw ekspedycji.
Doprawdy, to niezwykle, jak przez cay czas brakowao im obecnoci Rama. Owszem,
Mri i trzej Stranicy rwnie cieszyli si wielkim autorytetem, Marco take, lecz ani on,
ani Dolg nigdy nie mogliby przej dowodzenia. I nikt tak jak Ram nie potrafi sprowadzi
spokoju niezbdnego w krytycznych sytuacjach.
Nie tylko Indrze go brakowao.
Ale ona zapewne tsknia najmocniej. Kiedy go zobacz, rzuc mu si w ramiona, nie
zwaajc, czy to zabronione czy nie, powtarzaa w mylach, siedzc pod cian na dole
we wntrzu Juggernauta. Nie znios rozki, nie mog by z daleka od niego.
Wok niej toczyy si rozmowy, Indra nie syszaa wic Rama z gonika na grze.
Zocia si na Lenore, sprawczyni przeraajcej przygody. Ale kobieta z rodu Lemurw
usyszaa ju tyle przykrych sw i oskare, e usiada w kcie pod cian pojazdu i z
nikim nie chciaa rozmawia.
Indra do pewnego stopnia j rozumiaa, Lenore niezmiernie dugo tsknia za swym
ukochanym, nagle bysn przed ni promyk nadziei, nic dziwnego wic, e chciaa
wykorzysta szans. Ale rezultat okaza si straszny, na wspomnienie wosy ze zgrozy
wci jeyy si na gowie.
- Sol - szepna Indra. - Sol, wiem, e ty i twoi przyjaciele jestecie tutaj, czy wolno wam
podzikowa?
- Z zachwytem przyjmujemy wszelkie komplementy - rozleg si gos Sol i w jednej chwili
ukazali si wszyscy czworo. Sol, Nauczyciel, Nidhogg i Zwierz. Nie tylko Indra si
poderwaa, by dzikowa im za ratunek, wdziczno wyraali wszyscy.
Podczas gdy inni zajli si rozmow z duchami, Indra wrcia na swoje miejsce, a raczej
skorzystaa z tego, e miejsce przy przedniej szybie byo wolne.
Wszyscy czuli si ju miertelnie zmczeni. Zwyka pora udawania si na spoczynek
dawno mina, lecz Jori, ktry ju wczeniej by w Ciemnoci, przestrzega przed rnic
czasu. Gdyby teraz pooyli si spa, trzymaliby si zegara Krlestwa wiata i obudziliby
si po wielu dniach.
Indra rozmarzona zapatrzya si w pustkowie. Nad piaskowym morzem wci zalega
zmrok, ktry stale si pogbia, bo przecie z kad chwil oddalali si od Krlestwa
wiata.
Brakuje mi gwiazd, mylaa, ksiyca i chmur przesuwajcych si po niebie. W
Krlestwie wiata si o tym nie myli, ale tutaj ta tsknota bolenie dokucza.
Wszystko jest takie ponure, ani krztyny pociechy! A wic tak wyglda szary wiat
Gondagila, a Siski by nawet jeszcze ciemniejszy.
Nic dziwnego, e Miranda i Gondagil chc przynie tu wiato.

33

W istocie ta cz Ciemnoci bya nadzwyczaj nieprzyjemna, wszdzie tylko piasek i


ponury mrok.
Nagle Indra zawoaa:
- Chyba widz gry!
Wszyscy rzucili si do okna.
- Nie, Indro, co ci si przywidziao, nic tu nie ma.
- Zobaczya prawdopodobnie przesuwajcy si tuman piasku - wyjani Jaskari.
Najpewniej mia racj, to najgorsze z moliwych wydanie Sprengisandur, pomylaa
Indra, tyle e po dziesiciokro straszniejsze.
- Pjd na gr - zdecydowaa, bo waciwie nie bardzo miaa ochot przyzna, e co
jej si przywidziao.
Gdy dotara na wieyczk i powiedziaa o swojej obserwacji, Chor skin gow.
- Ja te przed chwil co zauwayem. Ale nie chciaem sobie robi ponnych nadziei.
Baem si, e to moe jaki omam.
Dwadziecia minut pniej nie byo ju adnych wtpliwoci, przed nimi wznosio si co
gstego.
Napotkali jeszcze jednego pustynnego wdrowca, tym razem by to jasnowosy
mczyzna z rodu Waregw. Lea na brzuchu na piasku, gdy go mijali, unis gow.
Chor chcia si zatrzyma, lecz Stranicy odradzili.
- Lecego czowieka piasek pokryby w kilka chwil - ostrzeg jeden. - Znw mamy do
czynienia z upiorem.
Marco w peni si z nim zgadza.
- Nie ruszajcie go, nie wiadomo, co si moe sta. Na ich oczach zjawa rozpyna si w
nico. Marco zabroni jakichkolwiek przystankw na morzu piasku. Podejrzewa
bowiem, e to pustynia czyni z nieszczsnych wdrowcw upiory, na dodatek ze.
Gondagil i Helge zapewniali, e to tylko piaskowe morze jest nawiedzone, dlaczego tak
byo, nie wiedzia nikt, przyczyna zapewne krya si gdzie w mrokach czasu.
Poniewa nikomu nie wolno byo opuszcza wntrza Juggernauta, wizao si to z
pewnymi problemami, lecz Chor przeznaczy na te cele kontener, ktry ustawiono w
bardzo dyskretnym miejscu.
Niestety, Juggernaut naprawd nie by jeszcze wykoczony.
Indra zostaa w wieyczce, poniewa nikt jej stamtd nie przepdza, i suchaa Chora
komunikujcego si z Gondagilem, jego wskazwek napywajcych z nieznanej dali.
Bardziej na prawo, teraz ostronie, Helge mwi, e tam jest przepa prowadzca
wprost do doliny potworw...
Chor manewrowa cikim kolosem wolno, lecz pewnie, i nagle wszyscy jednoczenie
dostrzegli jakie wiateko, ukazywao si i znw znikao na przemian. Wolno i rytmicznie
niczym blask latarni morskiej.
- To oni! - zawoao wielu jednoczenie. - Widzisz to, Chor?
Madrag zauway byski ju dawno.
Indrze mocniej zabio serce.
- Prosz, daj mi mikrofon, Chor - bagaa bez tchu. - Tylko na moment, nie zrobi nic...

34

Chor trjpalczast niezgrabn rk, ktra mimo to potrafia si obchodzi z


najprecyzyjniejszymi urzdzeniami, poda jej przyrzd.
- Ram, Gondagil, czy to wy? - szepna Indra do mikrofonu.
Usyszaa, e gdzie tam daleko mikrofon przechodzi z rki do rki.
- To my, Indro - rozleg si serdeczny gos Rama. - Jestemy tu razem z Helgem, bardzo
miym czowiekiem, ktrego wkrtce poznasz. Jak si miewasz?
- Wanie o to samo chciaam ciebie spyta.
- U nas wszystko w porzdku, ale przeraziy mnie wasze przeycia. Indro... jeli
zobaczysz trzy krtkie sygnay, to wiedz, e one s ode mnie dla ciebie.
- Wpatruj si w ciemno jak wariatka.
Powolne sygnay wietlne przerway trzy szybkie bynicia. Zaraz potem powrci dawny
rytm.
- Dzikuj, Ramie. I ja ci wysyam to samo.
Ram rozemia si cicho. Rozumieli si, nie potrzebowali zbdnych sw.
- Widzicie nas? - spytaa Indra.
- Jeszcze nie, i nie powinnicie na razie zapala reflektora, ale i tak wiemy, gdzie
jestecie. Ale teraz lepiej bdzie, jak oddamy sprzt Gondagilowi i Chorowi.
Indra usuchaa, gboko wzdychajc ze szczcia. Moga sucha gosu Rama.
Odlego dzielca ich od gr okazaa si wiksza, ni si spodziewali. Blisko bya
zudzeniem optycznym, wreszcie jednak wok nich zaczy wznosi si wysokie szczyty.
Gondagil z wielk ostronoci nawigowa Juggernautem wrd stromych krawdzi i
innych czyhajcych na nich puapek.
Indra wpatrywaa si w blask latarek przewodnikw, a wreszcie Juggernaut pod oson
wysokich ska cakiem si zatrzyma.
Ach, musi pdzi do Rama, prdko! Na dole otwarto drzwi, ale Tsi-Tsungga nie mg si
ju doczeka. Zeskoczy na ziemi wprost z wieyczki, zaraz za nim skoczya Miranda
stskniona za Gondagilem, Indra niestety schodzia ju po schodach i przez chwil nie
moga si przebi przez cib, aowaa, e i ona nie zdecydowaa si na skok, teraz
musiaa sta w kolejce do wyjcia.
Nareszcie znalaza si na zewntrz, w mroku dostrzega wysok posta Rama w jasnej
pelerynie. Rozglda si za ni, rozjani si, gdy wreszcie j dostrzeg i... zaraz potem w
jego ramionach znalaza si Lenore.
Indra stana jak wmurowana. Ram posa jej pene rozpaczy spojrzenie, ale Lenore
czepiaa si jego rk i nie przestawaa histerycznie opowiada o tym, jak strasznym
przeyciem byo takie spotkanie z dawnymi przyjacimi, o tym, e nie wszyscy zaginieni
si pojawili i jak w Juggernaucie si na ni rozgniewali, chocia to nie bya jej wina, czua
si taka samotna.
Indra nigdy jeszcze nie doznaa tak wielkiego rozczarowania.
Od strony Gr Czarnych dobiego przenikliwe, to wznoszce si, to opadajce
zawodzenie. Rozbrzmiewao teraz przeraajco blisko.
Lenore cakowicie stracia panowanie nad sob.
- Cicho bdcie, zamilknijcie, potwory! Nie przypominajcie mi o sobie!

35

Nikt nie wiedzia, e s obserwowani. Z wysokich stokowatych szczytw spoglday na


nich jakie oczy. Liczna gromada tajemniczych milczcych stworze czaia si na grze.
Jedynie wyczulonego Dolga przeszed dreszcz, lecz i on nie potrafi zdefiniowa
nadpezajcego niepokoju.
8
GRUPA SI DZIELI
Rozbijali obz na nocleg w krainie wiecznej nocy.
Oczywicie nie mam adnego prawa do powitalnego ucisku Rama, powtarzaa sobie
Indra. To Lenore ma do tego prawo, nie ja, mnie przepenia jedynie paskudne uczucie,
ktre w zastanawiajcy sposb przypomina dz mordu. No, moe nie jest a tak le,
ale doprawdy chciaabym, eby Lenore dostaa kiedy za swoje.
Najchtniej od Rama.
Indra na t myl umiechna si zoliwie.
Oboje z Ramem stwierdzili, e Lenore najprawdopodobniej mimo wszystko zostaa
wysana przez Talornina, a jednoczenie chciaa przy tym samym ogniu upiec wasn
piecze. Ram wic bardzo uwaa, by nie okazywa Indrze uczu otwarcie, niekiedy
jednak, gdy Lenore patrzya w inn stron, ich spojrzenia si spotykay.
Wszyscy mieli wybr, mogli spa albo w bezpiecznej duchocie Juggernauta, albo te pod
goym niebem, pod opiek stray. Wikszo uczestnikw wyprawy zdecydowaa si na
sen na wieym powietrzu.
Stranicy, a zaliczali si do nich rwnie Jori i Ram, na zmian penili wart. Indrze
przydzielono weniany koc tak samo jak innym, znalaza sobie stosunkowo wygodne
miejsce na przestrzeni bez szyszek w samotnej ukrytej dolince midzy zboczami gr.
wiadomie pooya si tak daleko od Lenore jak tylko moliwe.
To na wszelki wypadek, ebym przypadkiem nikogo nie udusia we nie, mylaa
zagniewana. Syszaa, jak Lenore pyta Rama, gdzie on ma zamiar si pooy, odpar, e
na razie jeszcze nie wie, zajmie to miejsce, ktre zostanie. Indra zauwaya, e Lenore
ulokowaa si na przeciwlegym skraju, by Ram mg si umoci tu koo niej.
Ze zoci zazgrzytaa zbami.
Spostrzega, e Siska siedzi owinita w swj koc, najwyraniej i ona nie moga zazna
spokoju. Siska przez ca podr bya rozdraniona, Indra nie bardzo pojmowaa, co si
mogo sta ze spokojn zazwyczaj i zrwnowaon len ksiniczk. Moe nie za
dobrze si czua znw w Ciemnoci?
Jori i Tsi z gonym chichotem walczyli o miejsce, a wreszcie doczekali si upomnienia
od jednego ze Stranikw. Siska zerwaa si nagle i owiadczya, e bdzie spaa w
wieyczce.
- My z tob! - zawoali chopcy, ale gdy prychna ze zoci, pooyli uszy po sobie i
potulnie wrcili na swoje miejsce, plczc si w kocach.
Wreszcie zapada cisza i Indra zasna.
Przebudzia si, bo kto przy niej kuca i delikatnie gaska po wosach. W jednej chwili
otrzewiaa.
- Ram - szepna cicho.

36

- Nie chciaem ci budzi - odszepn. - Ale mam teraz wart i miaem ochot na ciebie
popatrze.
Nie wolno byo im tego robi, ale jak cudownie, e mogli by razem. Rozmawia i patrze
na siebie.
- Nie chciaem, eby stao si to, co si stao, kiedy przyjechalicie - powiedzia Ram.
- Wiem o tym. Okropnie si rozczarowaam.
- Ja take. Tak dugo na ciebie czekaem, zamierzaem nie dba o adne zakazy.
- I ja miaam taki plan. Ram, bliska byam wtedy popenienia zbrodni.
Ram ze miechem pokiwa gow.
- Indro, jutro podzielimy si na grupy, zrobi wszystko, ebymy znaleli si w tej samej.
Indra mocno ucisna go za rk.
- Ale zrb tak, eby jej nie byo.
- Och, nie, oszalaa?
Trzymali si za rce, tak jakby nigdy nie chcieli si rozdziela.
- Ram - szepna Indra. - Patrz na te skay w ksztacie gw cukru i myl o pewnym
zdjciu, ktre kiedy widziaam. O zdjciu wspaniaych wzgrz Guilin w dolinie rzeki Li w
Chinach, to bardzo podobne.
- Dziwne, e o tym wanie mwisz. Par dni temu rozmawialimy o tych wzgrzach.
- Naprawd?
- Tak, Dolg, Talornin i ja. Dolg opowiada o piknej dolinie Gjin na Islandii, o dolinie
elfw, a Talornin powiedzia, e t dolin Obcy zaliczaj do dwudziestu najpikniejszych
miejsc na Ziemi. Wymieni ich wicej, wanie wzgrza, nad rzek Li w Chinach,
wodospad Angel w Wenezueli, gry w Prowansji, Wielki Kanion Kolorado w Arizonie,
rosyjskie brzozowe lasy i wiele, wiele innych.
- To waciwie bardzo subiektywne.
- Oczywicie, a jeli chodzi o te szczyty, to Dolg stwierdzi wieczorem, e mu si nie
podobaj.
- Nie? Moim zdaniem s naprawd wspaniae.
- Owszem, lecz chyba nie chodzio mu o ich wygld, nie wiem, co mia na myli. Ale teraz
musz ju i, do zobaczenia.
Podnis rk dziewczyny do ust i pocaowa. Indr przeszed dreszcz rozkoszy i
szczcia.
Pniej nie moga ju zasn.
Ale to nic nie szkodzio, niedugo i tak powinni si obudzi. Dano im pi godzin na sen,
kady ze Stranikw mia peni wart tylko przez godzin. Przez ostatni godzin Indra
leaa, jedynie radujc si istnieniem.
Lenore moga snu takie intrygi, jakie tylko chciaa. I tak na mio Rama nie miaa co
liczy.
Po pospiesznym niadaniu zebrali si na poronitym traw placyku. Nie bya to
szmaragdowa bujna trawa Krlestwa wiata, lecz ndzne blade dba, bezradne i
udrczone w wiecznej ciemnoci. Nawet trawa, jak zreszt wszelka wegetacja,
potrzebuje witego Soca, pomylaa Indra. Musimy czym prdzej je tu przynie.
37

Ale atwo byo tak powiedzie, znacznie trudniej zrobi.


Ukradkiem przygldaa si Helgemu. Okaza si maomwnym czowiekiem, wyranie
zakopotanym w obecnoci tylu obcych. Sprawia wraenie, e stara si trzyma z daleka
od Marca i Dolga, jakby ich niezwyky wygld budzi w nim lk, na Chora nawet nie mia
spojrze. A przecie powinien by przyzwyczajony do rozmaitych istot yjcych w
Ciemnoci, dziwia si Indra. Powiadano przecie, e nawet olbrzymie jelenie to
niezwyky widok.
Jednak Madragowie byli dla niego czym kompletnie nowym, a wszystko, co nowe, z
pocztku budzi lk.
Gorsza bya jednak jego reakcja na Tsi. Helge rozdziawi usta i wygldao na to, e zaraz
rzuci si do ucieczki, powstrzymay go jedynie uspokajajce sowa Gondagila.
Helge wydawa si dobrym czowiekiem, moe nawet a za dobrym. Indra odnosia
wraenie, e pozostaje pod czyim wpywem, ale dlaczego kto miaby dominowa nad
rosym, dumnym wikingiem? Nie moga tego poj, co prawda na razie jeszcze nie miaa
okazji, by z nim porozmawia, a z gry nie chciaa niczego przesdza.
Mczyni zajci byli ukadaniem planw.
- Kiro - cicho mwi Ram do jednego ze Stranikw. - Ty si zajmiesz odszukaniem
samotnego samca. Pomoe ci w tym Zwierz, ktre na pewno bdzie umiao go
wytropi. Zabierzesz te ze sob Sisk i Tsi-Tsungg. Tak, zrobimy tak z pen
premedytacj. Postarasz si sprawi, by Siska pozbya si swej awersji do zwierzt, i
pamitaj, musi zachowywa si porzdnie i przyzwoicie wobec Tsi, powinna wreszcie
uzna go za w peni wartociow istot.
Kiro pokiwa gow.
- Nieatwe zadanie. Czy Dolg moe mi w nim pomc?
Ram popatrzy na swoj list.
- Owszem, to nawet rozsdne, Dolg posiada niezwyk zdolno agodzenia wszelkich
konfliktw.
Ram podnis gos tak, aby wszyscy mogli go sysze.
- Chor, ty zostaniesz przy Juggernaucie, tu bdzie baza, do ktrej bdziemy wraca. Bo
wszyscy rozjedziemy si w rnych kierunkach. Laboratorium zostanie tutaj, weterynarz
take. Szkoda, e mamy tylko jednego weterynarza, przydaby nam si drugi do
ciarnej ani. Helge twierdzi, e ona moe si ocieli w kadej chwili, jeli ju si to nie
stao.
- Ja mog suy pomoc jako weterynarz - owiadczy Jaskari. - Waciwie taki zawd
chciaem sobie wybra.
- Jeste przecie z nami jako lekarz.
- Ludzie i zwierzta mao rni si od siebie, uczyem si o jednych i o drugich.
- Dobrze, niech tak wobec tego bdzie. Niestety, musimy rozdzieli Gondagila i Mirand,
dwoje tak dobrych znawcw tematu nie moe znale si w tym samym zespole.
Mirando, wydaje mi si, e rodzina jeleni, ktra odczya si od stada, to te same
zwierzta, ktrym pomoga przed kilkoma miesicami, cho zapewne cieltko jest
nowe, wszak tu w Ciemnoci upyno ju kilka lat. Miaa z nimi dobry kontakt, twoim
przywdc bdzie jeden ze Stranikw, powiedzmy Goram. Pjdziecie tylko we dwoje.
38

Miranda i Goram popatrzyli na siebie i umiechnli si. Wiedzieli, e tworz dobry


zesp. Pragnli jednak zabra ze sob Nidhogga, by prdzej odnale zwierzta, i
otrzymali na to zgod.
Ram podj:
- Helge jako jedyny wie, gdzie ley tajemnicza dolina wysoko w grach. Jak sdzisz, ile
zwierzt moe tam by?
Jasnowosy Wareg prdko zacz rachowa w mylach, zawstydzony, e skupia si na
nim uwaga wszystkich pozostaych, i jednoczenie dumny z tego, e traktuje si go tu
jako znawc.
- Zwykle jest tam sze sztuk.
- To cakiem sporo. Wemiesz ze sob Marca, Orian i Thomasa, a przede wszystkim
Nauczyciela. Ach, prawda, mam prob do was, duchw, mio by byo, gdybycie
zechcieli si nam ukazywa poza tymi momentami, kiedy wasza niewidzialno jest
zalet. To troch denerwujce, nie widzie, czy jest si obserwowanym czy nie.
Wszyscy przyznali mu racj.
Duchy si ukazay, a wtedy Helge cofn si o kilka krokw i upad na ziemi.
- Mwiem ci, e w Krlestwie wiata roi si od elfw i duchw - umiechn si
Gondagil. - Wszystkie s nastawione przyjanie.
Nauczyciel, imponujcej postury stary czarnoksinik, ktry wcale nie wyglda na tak
wiekowego, wycign rk ku Helgemu.
- Na pewno dojdziemy do porozumienia - owiadczy dobrodusznie. - Moesz mnie wzi
za rk, jestem bardzo konkretny.
Helge czym prdzej poderwa si na rwne nogi, zawaha si moment i wreszcie chwyci
do Nauczyciela. Z westchnieniem ulgi poczu, e jest bardzo materialna. Pniej
przywita si z uwodzicielsk czarownic Sol, od ktrej dotyku przeszed go dreszcz.
Przestraszy si przez chwil, e mama wyczuje jego reakcj, lecz na szczcie matki z
nimi nie byo. Nidhogg, elegancki, poyskujcy zielonkawo wadca wszystkiego, co
znajduje si pod ziemi, poda mu dugie chodne palce, Zwierz za przyjanie
obwchao jego do. Na szczcie Helge bez oporw je pogaska, co zostao przyjte z
wielkim zadowoleniem.
Najwidoczniej duchy rzeczywicie nie byy takie grone,
- Ja sam wezm Joriego i Indr - podj Ram.
- Przykro mi - wtrci Stranik Tell ze skwaszon min. - Przyrzekem Talorninowi, e
bd pilnowa Indry podczas gdy ty zajmowa si bdziesz Lenore.
Ram przez moment wyglda na osob, ktr razi piorun. Indra spostrzega, e ogarnia
go straszliwy gniew ona sama bya nie mniej rozczarowana.
Sytuacj na pewien czas uratowa Jaskari.
- Przepraszam, ale bardzo chciabym, eby Lenore bya ze mn, powinienem zrobi
wiele notatek, ale nie mam na to czasu.
Elena syszc to zacza:
- Ale przecie ja mog...
Jori zaraz zasoni jej usta rk.
Jaskari rzek za:
39

- Lenore jest lepsza jako sekretarka.


Ram i ja mamy dobrych sprzymierzecw, pomylaa Indra, lecz mimo to chyba
bdziemy musieli pogodzi si z rozstaniem. Byle tylko Lenore nie pozwolono si go
czepia!
- Dobrze - zgodzi si Tell z surow min. - Ale Indra i tak zostanie ze mn.
- Wprowadzasz baagan na moj list - stwierdzi Ram z pozorn obojtnoci. - Miae
zabra Oko Nocy, Berengari i Sol. W takim razie Berengaria pjdzie ze mn, i Jori.
Berengaria i Indra popatrzyy na siebie.
- To bardzo brzydko z ich strony - mrukna Berengaria.
- Wanie - szepna Indra. - Ja te tak si cieszyam.
- Tell tego poauje.
- To nie jego wina, tylko tego okropnego Talornina. I Lenore, jego podstpnego szpiega,
to ona si za tym kryje.
Po gosie Rama poznali, jak wiele wysiku wkada, by zapanowa nad gniewem.
- Dobrze, idmy dalej. Gondagilu, ty zajmiesz si najwiksz grup jeleni, bo wiesz,
gdzie ley niemiecka wioska. Zwierzta powinny przebywa po drugiej stronie. Czy
mieszkacy osady nie stanowi dla zwierzt niebezpieczestwa, Helge?
Mina Warega nie wrya nic dobrego.
- Owszem, w wikszoci nie, ale jest tam jeden kusownik.
- Wobec tego musimy si pospieszy. Gondagilu, wemiesz ze sob Jaskariego z
powodu ciarnej ani, Elen, Mriego i Lenore. Tam musi by was wicej.
Indra zastanawiaa si, w jaki sposb zamierzaj przeprowadzi jelenie do Juggernauta i
skoni je do wejcia do wntrza pojazdu, lecz dowdcy sprawiali wraenie absolutnie
spokojnych i pewnych siebie. Najwidoczniej mieli na to jaki pomys.
Wreszcie lista bya gotowa. Siska otworzya usta, eby zaprotestowa przeciwko
zmuszaniu jej do przebywania w towarzystwie Tsi-Tsunggi, ale prdko z powrotem je
zamkna. Wiedziaa, e trzeba si dostosowa i nikogo nie denerwowa zbdnymi
protestami. Lenore ju si wygupia, sprzeciwiaa si gono takiemu podziaowi na
grupy, lecz jej reakcja nie zostaa dobrze przyjta. Siska nie chciaa by taka jak Lenore.
Tak, Lenore do tego stopnia oburzya si na przydzielenie jej do duej grupy Gondagila
zamiast do maej Rama, e odmwia udziau w kolejnych przedsiwziciach. Nie
zgadzaa si na degradacj do pozycji sekretarki modzieniaszka, ktremu wydawao si,
e jest zarwno lekarzem, jak i weterynarzem. Ram, syszc to, nie posiada si z
oburzenia. Ostro owiadczy, e wobec tego Lenore zostanie przy Juggernaucie i bdzie
pomaga Chorowi, laborantowi i prawdziwemu weterynarzowi.
- Nie taki by mj cel, kiedy decydowaam si wzi udzia w tej wyprawie - wyrwao si
Lenore.
Ram pociemnia na twarzy.
- A jaki by twj cel, Lenore?
Zacisna usta i nie odpowiedziaa.
Caa dyskusja skoczya si wreszcie tym, e Lenore musiaa zosta przy Juggernaucie.
Takie rozwizanie przynioso ulg wszystkim z wyjtkiem Chora i weterynarza, laborant
natomiast rozjani si, zawsze bowiem mia oko na pikne kobiety.
40

A oto jak wygldaa ostateczna lista Rama. Tak mu si przynajmniej wydawao. Okazao
si bowiem, e kto pomiesza mu szyki i cay jego plan cznie z list wemie w eb.
Kada z grup miaa wyznaczonego przywdc.
Przy Juggernaucie: Chor, weterynarz, laborant, Lenore.
Rodzina skadajca si z trzech jeleni: Goram, Miranda i Nidhogg.
Najwiksze stado liczce trzynacie zwierzt, w pobliu osady niemieckiej: Gondagil,
Jaskari, Elena, Mri.
Osiem zwierzt na skraju moczarw: Ram, Berengaria, Jori.
Samotna para: Tell, Oko Nocy, Indra, Sol.
Sze jeleni w tajemniczej grskiej dolinie: Helge, Marco, Oriana, Thomas, Nauczyciel.
Samiec samotnik: Kiro, Siska, Tsi, Dolg i Zwierz.
Rozeszli si w wyznaczonych kierunkach. W kadej grupie znalaza si jedna kobieta,
nie liczc Sol, ducha. Wszystkie mode kobiety w czasie tej ekspedycji przeyy co
niezwykego, poniekd tak jak w zabawie komy owies: Ja wybieram ciebie, on wybiera
j, i zostaje tylko jedna...
A ze szczytu ska obserwoway ich rozarzone lepia, spod spragnionych krwi warg
wyoniy si brudne ky.
Z wolna grone istoty zaczy spuszcza si ze wzgrza.
9
PRZYGODA MIRANDY
Helge wskaza im, gdzie jego zdaniem moe przebywa odosobniona rodzina jeleni,
cho, jak powiedzia, pewnoci nigdy mie nie mona. Wystarczy drobny szelest, ledwie
zauwaalny ruch, by wystraszy zwierzta, a poniewa poruszaj si prdko, w krtkim
czasie mogy znale si o wiele kilometrw dalej.
Helge nie uywa co prawda sowa kilometry, lecz posugiwa si dawnym rosyjskim
okreleniem wiorsta, ale zrozumieli, o co mu chodzi. Bez wzgldu jednak na wszystko,
Goram, Miranda i Nidhogg wyruszyli zgodnie z jego wskazwkami.
Miranda bya bardzo ciekawa, czy rzeczywicie bd szuka jej jeleni, a jeli tak, to czy
zwierzta j poznaj. Po tak dugim czasie? aowaa, e nie ma z ni Gondagila, bo i on
wszak bra udzia w ratowaniu ani i cielcia. Miranda ocalia te jelenia, ktry pniej
pomg jej uciec przed potworami, a potem wrcz poprosi o pomoc w poszukiwaniu
rodziny.
Gondagil poszed jednak w oddzielnej grupie.
Ogromnie ju za nim tsknia.
Miranda i jej dwaj towarzysze, Goram i Nidhogg, mieli do przebycia najkrtsz drog.
Grup dowodzi Goram, lecz wszyscy troje wiedzieli, e kade z nich liczy si tak samo,
Miranda z racji swej znajomoci i umiejtnoci nawizania kontaktu z olbrzymimi
jeleniami, Nidhogg za ze wzgldu na zdolno tropienia.
Grupa, cho jedna z dwch najmniejszych, bya waciwie najsilniejsza.
- Jestemy ju w pobliu - owiadczy Nidhogg. - Wyczuwam ich kroki, bo ziemia dry. To
wielkie zwierzta.
41

- O, tak - przyznaa Miranda. - Niestety jestemy rwnie blisko terenw potworw.


- Wiem o tym - pokiwa gow Nidhogg. - Ale adnego nie ma w pobliu.
- Na szczcie - westchna z ulg Miranda.
Ukradkiem przygldaa si Nidhoggowi by chyba najbardziej fascynujcy ze wszystkich
duchw Mriego. Kiedy z jego wygldu znikno to, co budzio groz, pozostao
niezwykle osobliwe oblicze, oczy tak skone i wyduone, e zdaway si siga a za
skronie. Nidhogg by kompletnie pozbawiony wosw, mia skr poyskujc lekk
zieleni i wyszukanie delikatne rysy. Ironiczny umiech nie znikn z jego twarzy,
wiadczy o jego wiedzy dotyczcej wszelkich saboci ludzi i przyrody, lecz take ich siy.
Nidhogg nigdy nie by zoliw istot, lecz gdy na kogo pado jego rozbawione
wszechwiedzce spojrzenie, czowieka zawsze ogarniay wyrzuty sumienia.
W jego czonkach i ruchach wci tkwio echo dugich posuwistych linii, nie byy one
jednak tak wyrane jak w czasach, kiedy by duchem. Duchem wprawdzie pozosta, lecz
wite Soce nadao mu bardziej ludzk posta.
Miranda zmarszczya brwi.
- Jeste niespokojny, Nidhoggu?
Popatrzy na ni zdziwiony.
- Co? Nie, nic si nie stao, ale powinnimy jak najprdzej odnale zwierzta.
Miranda patrzya na niego, coraz szerzej otwierajc oczy.
- Potwory?
- Nie, mwiem ju, e s daleko.
- A wic co si stao?
- Nic, ale chodmy prdzej.
Dziewczyny nie zadowolia jego odpowied, lecz postanowia przynajmniej na razie
zostawi go w spokoju.
I wreszcie zobaczyli niedu rodzink jeleni.
No c, niedu...?
Znaleli si na wzgrzu i patrzyli w d na polan, na ktrej pasy si trzy olbrzymie
megacerosy.
- Jakie wielkie! - mrukn Nidhogg.
- Rzeczywicie - przyzna Goram. - Mirando, kolej na ciebie!
- Wiem. Ach, to moje jelenie! Poznaj szram na nodze samca!
Wyja telefon i ustawia go tak, by mie kontakt ze wszystkimi grupami.
- Odnalelimy rodzin jeleni - powiedziaa cicho. - Chciaabym, ebycie posuchali
teraz dokadnie, co robi. Kade z was moe dokona tego samego, tylko nie wpadajcie
w panik.
- Syszymy ci, Mirando - rozleg si gos Rama. - Ty nas teraz prowadzisz, suchamy.
Miranda zrobia kilka ostronych krokw w d zbocza, kierujc si w stron zwierzt.
- Przesyam im teraz moje myli, ale po to, abycie i wy mogli je usysze, wypowiem je
na gos. Drodzy przyjaciele, czy pamitacie mnie jeszcze? Najpierw uratowaam ciebie,
przyjacielu, z puapki, a potem ty ocalie mnie przed potworami, pniej wraz z moimi
druhami odnalelimy twoj on i dziecko. Ach, zwierzta podnosz gowy, patrz w

42

naszym kierunku! Mog podej bliej. Schodzimy teraz w d. One stoj spokojnie, nie
wyczuwam strachu. Przel im teraz kolejne myli.
Miranda i jej dwaj towarzysze jak najostroniej zbliali si do zwierzt. Jelenie przestay
szczypa traw, zastrzygy uszami, wida byo, e s bardzo czujne, lecz nie ruszay si
z miejsca.
Trjka ludzi zatrzymaa si. Ludzi? Tylko Miranda bya czowiekiem, a towarzyszy jej
Lemur i dawny duch przyrody. Wydawao si jednak, e jelenie w peni zaakceptoway t
niezwyk konstelacj.
Miranda, znalazszy si na polanie, przystana.
Nawet w mroku panujcym w Ciemnoci megacerosa dao si zobaczy bez trudu.
Zwierzta byy ciemniejsze od otoczenia i tak olbrzymie, e nie sposb ich nie zauway.
W dodatku pozbawiona sierci plama na przedniej nodze samca nieco janiaa. To
zapewne jakie dawne zranienie, pomylaa Miranda. Ju poprzednio mia t blizn.
Czyby ukszenie bestii?
Znw zacza przemawia do jeleni, a jednoczenie do wszystkich, ktrzy jej suchali
przy swoich aparatach.
Moemy zaprowadzi was na zielone ki, gdzie nic ju nie bdzie was niepokoi i gdzie
nie zagrozi wam adne niebezpieczestwo. Tam jest jasno i ciepo, a wszystkie
stworzenia, ktre tam mieszkaj, s yczliwe i przyjazne. Zamierzamy przenie tam
wszystkie jelenie, nie bdziecie wic osamotnione. Podr moe by do uciliwa, ale
bdziemy was chroni na wszystkie sposoby. Prosz, abycie poszy z nami. W naszych
sercach nie ma zdrady.
Przysuchujcy si jej pozostali uczestnicy wyprawy starali si zapamita sowa
dziewczyny, Mirandzie co prawda byo atwiej, poniewa dwa dorose jelenie znay j i
wiedziay, e yczy im tylko i wycznie dobra. Gorzej mogo pj tym, ktrzy mieli za
zadanie przeprowadzi zupenie obce zwierzta.
Miranda i jej dwaj towarzysze stali nieruchomo.
Nie zostaniecie nawet na chwil zwizane - cigna dziewczyna. - Bdziecie mogy
swobodnie odej, jeli co wam si nie spodoba.
Do przyjaci przy aparatach powiedziaa za cicho:
- Poruszaj si! One... podchodz bliej. My stoimy nieruchomo, pokazujemy im tylko
rce i umiechamy si, a bol nas szczki. W kadym razie staramy si wyglda
przyjanie.
W telefonie zabrzmia gos Joriego:
- Przypuszczam, e powinnimy mie przy sobie aparaciki Madragw.
- Ale, drogi Jori, w tym przecie caa rzecz! Wanie w taki sposb udao mi si
poprzednim razem nawiza kontakt ze zwierztami. Ten rodek komunikacji pozwala
nam mie nadziej, e pjd z nami. Przepraszam, ale teraz musz by cicho, samiec
zblia si do nas.
Miranda przerzucia si na telepati. Tak jak poprzednio niezmiernie si wystraszya, gdy
olbrzymie zwierz stano przed ni wielkie niczym wiea. Wystarczyoby jedno
kopnicie lub nieznaczny ruch olbrzymich rogw, a Miranda miaaby si naprawd z
pyszna.
43

Jak doszo do tego zranienia w nog?


Staraa si myle spokojnie, cho nie byo to wcale atwe. Wskazaa na blizn.
W odpowiedzi otrzymaa obraz przedstawiajcy ciel, ktre ucieka przed czowiekiem, i
mczyzn, wypuszczajcego strza, ktra odara nog jelonka ze skry.
Rozumiem, - pomylaa Miranda. - Ale to nie by wcale wysoki jasnowosy czowiek,
lecz raczej nieduy, ciemny. Skd pochodzi?
W jej gowie ukaza si zarys niemieckiej wioski.
Ach, kusownik! Na pewno go zapiemy. Przyjaciele, czy pjdziecie teraz z nami?
Olbrzymi jele sta z podniesionym bem, jego oczy nerwowo zerkay na las rozcigajcy
si za plecami ludzi. Zwierz caym sob oznajmiao: Nadciga niebezpieczestwo.
Miranda odwrcia si, przez moment w jakiej skalnej szczelinie ujrzaa par
rozjarzonych lepi, dobieg j gboki syk i powarkiwanie.
Rozumiem, spytamy naszego przyjaciela Nidhogga.
Nidhogg nie kry powagi.
- To na to tak zareagowae wczeniej? - spytaa.
- Tak, one szy za nami.
Goram wyj swj pistolet laserowy, ale Nidhogg pooy na nim dug do.
- Nie to - rzek agodnie. - Ta bro na nic si tutaj nie przyda.
- O co ci chodzi? - cicho spytaa Miranda. - Ja raz zastrzeliam potwora z takiego
pistoletu.
Nidhogg wolno obrci si w jej stron. Jego niezwyke wowe oczy zalniy.
- To nie s wcale potwory.
- Moe to dzikie zwierzta? - zasugerowa Goram.
- Nie, to nie zwierzta.
- Ale...
- Nie wiem - odrzek Nidhogg i to chyba wzbudzio w nich jeszcze wiksze
zaniepokojenie. - To ludzie, a jednoczenie nie ludzie.
- Przeraasz mnie - powiedziaa Miranda, czujc, jak bardzo zdrtwiay jej wargi. - Czy
one poluj na jelenie?
- Nie. Chc zapa ciebie.
- Mnie?
- Tak, spjrz na te oczy.
Miranda niechtnie podniosa wzrok w kierunku szczelin w skale spowitych gbokim
mrokiem. Trzy pary rozjarzonych lepi spoglday wprost na ni, nie na Gorama czy
Nidhogga ani te na jelenie. Patrzyy prosto na ni.
- Chodcie, odejdmy z tego miejsca - rzek Goram nieswoim gosem,
- Tak, tak bdzie zdecydowanie najlepiej - pokiwa gow Nidhogg. - Powinnimy si
spieszy. Czy zwierzta pjd z tob, Mirando?
- Sprbuj je namwi - odpara drco. Pomylaa: Chodcie, przyjaciele, tu jest
niebezpiecznie.
Przez mikrofon dotar do nich gos Rama:
- Co si tam u was dzieje? Co to za lepia, o ktrych mwicie?
- Nie wiemy - odpar Goram. - Ale ju std odchodzimy.
44

Dobieg, te nie wiadomo skd, gos Gondagila:


- Nie pojmuj, nigdy nie syszaem, aby po tych lasach kryy stworzenia ludzkiego
wzrostu o poncych oczach. A ty, Helge?
Nastpio jakie szamotanie z telefonem i zaraz rozleg si gos Helgego, ktry krzycza
niepotrzebnie gono:
- Nie, ja te nie.
- Odejdcie stamtd czym prdzej - prosi zaniepokojony Gondagil.
- Wanie to robimy - odpar Goram. - A rodzina jeleni poda za nami. Wszystko idzie
jak najlepiej.
Ale jego gos nie brzmia szczeglnie przekonujco.
Szybkim krokiem oddalali si od ska, zwierzta wdroway za nimi, duej si ju nie
wahajc. Nidhogg przepuci jelenie i sam znalaz si teraz na kocu grupki. Od razu
poczuli si bezpieczniej.
Gdy grupa pod przewodnictwem Gorama posuna si nieco dalej w stron Juggernauta,
Miranda zawoaa do Nidhogga:
- Widzisz je jeszcze?
- Nie, znikny.
- Ale widziae? Chodzi mi o to, czy potrafisz widzie w ciemnoci?
- Widziaem je.
- Jak by je nazwa?
- Trudno powiedzie... no c, najbliej chyba im do wilkoakw.
- Do wilkoakw? - powtrzya Miranda z niedowierzaniem. - Phi! One cigaj tylko
ciarne kobiety.
- No wanie - odpar Nidhogg ze spokojem.
Miranda stana jak wryta. Goram take si zatrzyma.
- Co ty mwisz, Nidhoggu?
Miranda czua, jak twarz jej teje.
- Tak jest, Mirando.
O, na wite Soce, Goram wyj telefon.
- Gondagilu, syszysz mnie?
- Sysz.
- Powstaa bardzo trudna sytuacja, te nieznane stworzenia przypominaj wilkoaki, a
Miranda spodziewa si dziecka, tak mwi Nidhogg.
- Miranda - cicho powtrzy Gondagil. - Naprawd? Nie wiedziaem.
- Ja te nie - pisna aonie. - Ale on chyba ma racj, Gondagilu!
- Ju tam id.
- Nie, jeste za daleko - powstrzyma go Goram. - Zreszt niedaleko ju mamy do
Juggernauta.
Nawet przez telefon wychwycili bezradno Gondagila.
- Zadbaj o to, eby ona znalaza si w wieyczce i tam ju zostaa. Popro Chora, eby
uszczelni wszystkie szpary w oknach...
- Chor zrobi to ju, zanim opucilimy Juggernauta - uspokoi go Goram. - Nie bj si,
zaprowadzimy j w bezpieczne miejsce.
45

Podczas tej rozmowy grupka zoona z ludzi i jeleni posuwaa si naprzd.


Nidhogg czsto spoglda w ty. I nagle zawoa:
- Goni nas!
Miranda jkna ze strachu. Goram podszed do samca jelenia i co do niego szepn.
Zwierz natychmiast zbliyo si do dziewczyny, ktr Goram wsadzi na jego grzbiet.
Miranda uchwycia si olbrzymich rogw i poczua, e Goram siada za ni. Nidhogg ju
zdy dosi ani i zaraz zwierzta pognay naprzd w stron, ktr wskaza im Goram.
Ciel biego midzy rodzicami. Goram po to, by wsi na grzbiet jelenia, musia stan
na wielkim kamieniu, Nidhogg natomiast bez kopotu wznis si w powietrze.
To nieprawdopodobne, nie da si w to uwierzy, powtarzaa w mylach Miranda.
Serdeczne dziki nale si Madragom za te ich aparaciki, bez nich nie moglibymy si
porozumie z jeleniami.
Baa si odwrci gow, zauwaya jednak, e Nidhogg rzuca za siebie niespokojne
spojrzenia. ciszonym gosem rzek do Gorama:
- One s bardzo prdkie.
Wreszcie w osonitej dolince dostrzegli Juggernauta.
- Pojazd je przerazi, zatrzymay si - triumfalnie zawoa Nidhogg.
Miranda wreszcie odwaya si spojrze za siebie.
Ujrzaa jedynie trzy cienie, ledwie widoczne wrd innych cieni. Znikny na poronitym
lasem wzgrzu. Miranda odetchna z ulg.
Ich przybycie w wielkim stylu wywoao wraenie na czworgu pozostajcych przy
Juggernaucie.
- No, no - rzek Chor, kiedy zeskoczyli wreszcie na ziemi. - Bardziej triumfalnie nie dao
si ju tego zrobi. I pozbylicie si tych bestii, jak syszaem. To dobrze, niechtnie
widziabym je na terenie naszej bazy.
Mirand czym prdzej zaprowadzono do wieyczki, nie zwaajc na jej gwatowne
protesty i argumenty, e powinna przecie pomc jeleniom w przejciu na pokad.
Wszyscy j uspokajali, twierdzc, e sami si tym zajm. W goniku rozleg si gos
Gondagila, prosi, by Chor czym prdzej wrci z Mirand do Krlestwa wiata.
- Moesz by spokojny - odpar Chor. - Syszaem, e jeszcze jedna grupa znalaza swoje
jelenie. Zaczekamy na nich i odprawimy pierwsz tur do domu.
Ale przecie pozostali nie mog tu zosta bez opieki Juggernauta, pomylaa
zaniepokojona Miranda.
Usyszaa, e jelenie wprowadzane s na pokad. Jak, na mio bosk, udao im si
tego dokona? Czy zwierzta bd spokojnie czekay w tej przeraajcej machinie?
Zorientowaa si jednak zaraz, e weterynarz po prostu je upi. To rozsdne posunicie,
stwierdzia, i przez okno w wieyczce wyjrzaa na zewntrz. Przed jej oczami rozciga
si mroczny, milczcy krajobraz, niczym nie zdradzajcy tego, co si w nim kryo.
10
PRZYGODA ELENY
Wcale mi si nie podoba ten las. Nigdy przedtem nie byam w Ciemnoci, nie
wiedziaam, e tu jest tak okropnie. Nic nie wida i tak zimno. Marzn, odkd tylko
znalelimy si poza murem. Czy nikt nie mg nas uprzedzi, e tak tu zimno? Mrok to
46

zaledwie poowa strachu, chd jest gorszy. Szkoda, e nie wziam dugich spodni i
duego ciepego swetra, ale nikt o tym nie wspomnia Mwili jedynie, e tutaj jest
ciemniej, chodniej i bardziej niebezpiecznie. Ale to tylko sowa, a one tak mao znacz.
Czy Jaskari nie mgby na mnie zaczeka? Cay czas rozmawia tylko z Gondagilem i z
Mrim, a ja musz si potyka w samotnoci. Nie wolno nam nawet uywa latarek,
mamy by niewidzialni.
To straszne, co przydarzyo si Jaskariemu i mnie, tak bardzo bym chciaa usysze teraz
jego gos. Wszystko ukadao si ju tak dobrze, wreszcie si odnalelimy. Kiedy
siedzielimy w tamtej restauracji, naprawd czulimy, e naleymy do siebie, i znw
mielimy si spotka. Przez cae ycie nie byam tak szczliwa jak wtedy, ale wyglda
na to, e nie jestemy sobie pisani.
Jak mogo sta si co tak okropnego? Dlaczego ta straszna Griselda musiaa zniszczy
akurat nasz zwizek? Przecie my nic jej nie zrobilimy, po prostu chciaa nas
skrzywdzi.
A teraz Jaskari mwi, e nie moe myle o seksie przynajmniej przez nastpne
pidziesit lat.
Co mona na to poradzi? Przecie ja si oszczdzaam dla niego, bo uwaaam, e moi
rodzice maj racj i tak wanie naley postpowa. Zachowa to, co si ma
najcenniejszego, dla tego jedynego. Indra i Berengaria tylko si ze mnie miej, mwi,
e rodzice myl tak, jak si mylao w osiemnastym wieku, ale ja chc zachowa
czysto dla Jaskariego.
On uwaa tak samo, wiem, i czuje si taki zbrukany, teraz, kiedy Griselda zacigna go
do ka. Nic dziwnego, e si pochorowa, kiedy dowiedzia si, co si stao, i doprawdy
nie ma si czemu dziwi, e rozjecha j Juggernautem, wietnie go rozumiem.
Ale pidziesit lat? Czy to nie przesada?
Do diaska, znw si potknam! Mam nadziej, e nikt tego nie zauway, to nic
przyjemnego lee z nosem w mchu...
Ale nie, oni chyba wcale nie myl o tym, e z nimi jestem. Musz rozmawia o czym
strasznie wanym.
Elena bya bliska rezygnacji. Nigdy nie naleaa do odwanych i caa sytuacja j
przerosa. Zaszlochaa i dalej gramolia si naprzd, w kocu jednak zy j olepiy i znw
si przewrcia.
Wreszcie kto sobie o niej przypomnia.
- Ale, drogie dziecko - Mri pomg jej wsta. - C z nas za kawalerowie, rozmawiamy
o krainie Gondagila i zapominamy o wszystkim innym.
Jaskari obj j i patrzy na ni zaniepokojony.
- Uderzya si?
- Nie, nie - zaszlochaa. - Tylko to wszystko takie beznadziejne.
- Co takiego?
- Wszystko - wymamrotaa, usiujc obetrze oczy i nos. - Nigdzie nie widz wiateka w
tunelu.
Pozostali zdecydowali, e pozostawi uporzdkowanie jej nastrojw Jaskariemu, i ruszyli
przodem.
47

- To prawda, e tu bardzo ciemno - Jaskari usiowa zrozumie Elen. - Ale o tym


przecie wiedzielimy.
- Ciemno? Nie tylko o to mi chodzi. Strasznie zmarzam, poza tym ty i ja nie mamy
adnej wsplnej przyszoci i...
- Oczywicie, e mamy - pocieszy j. - To przecie jasne, niech tylko najpierw upynie
troch czasu.
- Jakie pidziesit lat? - szepna Elena zduszonym gosem.
- Ale, moja droga!
Wreszcie sobie przypomnia.
- Rzeczywicie chyba co takiego mwiem, ale tylko dlatego, e w tamtej chwili tak
wanie czuem - prbowa naprawi bd, lecz sam si zorientowa, jak nieprzekonujco
brzmi jego gos. - Droga Eleno, moemy przecie by przyjacimi...
Nie, tak te le.
- Chod, moja kochana - powiedzia z faszyw wesooci. - Przyznaj, e przestaem
si ju czu jak nadzwyczaj wprawny kochanek, lecz jeli okaesz mi cierpliwo, to by
moe jako si to wyprostuje.
Ojej, jakich on sw uywa! Elena postanowia jednak nie zwraca na to uwagi.
- Gdybym tylko wiedziaa... e mam twoj... twoj...
- Mio? - dopowiedzia cicho. - Dobrze wiesz, e tak jest, Eleno. Chocia akurat w tej
chwili nie pragn nikogo, to w kadym razie na pewno nie chc adnej innej, nigdy.
Jaskari jakby nie potrafi si wysawia, mia jednak nadziej, e Elena po prostu go
zrozumie.
Wygldao jednak na to, e tak niestety nie jest. Kiedy zaczli goni towarzyszy, Elena
sza ze spuszczon gow.
Jaskari domyli si, e tym, co powiedzia, w niczym jej nie pomg. Prbowa to jako
naprawi.
- Zrozum, Eleno, po prostu teraz nie mgbym znie wicej... czuoci i temu
podobnych.
- Okazae jej czuo? - spytaa cicho.
- Nie, to wszystko byo takie brutalne, nie zdyem nawet pomyle.
- Ale sdzie, e to ja?
- Oczywicie.
- I byo to po prostu brutalne?
- Eleno - jkn zrozpaczony Jaskari - To nie ja sprawiem, e tak byo. To ona...
- Czyli ja?
- Nie, poddaj si - westchn Jaskari. - Wszystko przekrcasz.
- Przepraszam. To dlatego, e ycie wydaje mi si takie mroczne. I ten las wcale mi nie
pomaga.
Znw potkna si o korze drzewa, ale Jaskari j zapa. Z piersi Eleny wyrwa si
szloch, Jaskari przez chwil przytrzyma j w ramionach.
- Nie rozumiesz, co Griselda nam zrobia? - szepn, znajdowali si ju bowiem w pobliu
towarzyszy. - Ona wanie tego chciaa, rozdzieli nas i wszystko zniszczy. Nie pozwl
jej wygra, Eleno, wiesz, e ci kocham.
48

Nie odpowiedziaa, tylko mocno przytulia si do niego. Tak rozpaczliwie pragna do


niego dotrze, chciaa, by wszystko byo tak jak przedtem, zanim pojawia si podstpna
czarownica.
Griselda jednak wydawaa si niezniszczalna.
- No, jestecie wreszcie - wesoo powita ich Mri. - Gondagil mwi, e zbliamy si do
osady niemieckiej, najlepiej wic, jeeli bdziemy posuwa si cicho, nie mamy czasu na
towarzyskie przyjcia.
Wanie wtedy wyapali sygnay Gorama i Mirandy.
Wszyscy czworo natychmiast chcieli ruszy im z pomoc, lecz tak jak mwi Goram,
znajdowali si za daleko. Twarz Gondagila bya prawdziwym studium cierajcych si
uczu. Strachu, bezsilnoci i nieskrywanej radoci, o jak przyprawia go nowina o tym,
e zostanie ojcem.
- Pomyle tylko, Miranda! - spontanicznie powiedziaa Elena. - Ona jest przecie z nas
najbardziej chopica. Nikt chyba by nie przypuci, e j pierwsz to czeka.
Gondagil rozpromieni si jak soce, lecz tylko na moment. Zaraz znw gr wzi w nim
lk.
- Powinienem by przy niej, powinienem tam by - mrucza raz po raz pod nosem.
Nic jednak nie mogli zrobi, musieli i dalej i z wielk ulg przyjli wiadomo, e
Goram, Miranda i Nidhogg wraz z pierwsz trjk jeleni bezpiecznie dotarli do
Juggernauta.
Ale wiadomo o istnieniu w lasach Ciemnoci krwioerczych bestii o poncych oczach
jeszcze bardziej przerazia Elen. Wprawdzie ona nie spodziewaa si dziecka, no bo jak
to moliwe, bya najczystsz z czystych dziewic, ale kadego mogaby przerazi
informacja o grasujcych w pobliu stworach, ktre przypominaj wilkoaki.
Minli niemieck osad po drugiej stronie nieduego wzgrza, nie widzieli jej wic, i sami
take przeszli nie zauwaeni.
Jaskari wyczu lk Eleny i poda jej rk. Uja jego do i ciskaa kurczowo, gdy
przedzierali si dalej przez nierwny teren.
- Jeli bdziemy musieli t sam drog przeprowadzi zwierzta, to bardzo mi ich
szkoda - wyznaa drco.
- Gondagil mwi, e sprbuje znale inn drog - odpar Jaskari.
Elena trzymaa go za rk i czua, e chocia nie mog nalee do siebie pod wzgldem
erotycznym, to mimo wszystko s najlepszymi przyjacimi na wiecie.
To zawsze jaka pociecha, cho niewielka.
Nagle Gondagil i Mri zatrzymali si.
Pozostaym dali znak, by i oni przystanli. Kiedy za przykucnli, Elena i Jaskari poszli
natychmiast w ich lady.
Po drugiej stronie bagniska pojawi si jaki czowiek. Nie zauway ich, szed krawdzi
moczarw, wyranie si chowajc. By to starszy mczyzna, nieduy, siwy, kiedy
jednak musia mie ciemne wosy. Na ramieniu nis kusz.
Elen z pocztku zdumia widok tak starowieckiej broni, przypomniaa sobie jednak
opowie Mirandy o tym, e w Krlestwie Ciemnoci nie maj broni laserowej. Naleao
to chyba uzna za bogosawiestwo.
49

Jaskari, patrzc na ni, szepn niemal bezgonie:


- Kusownik?
Elena skina gow. Syszeli przecie cakiem niedawno opowie Mirandy o obrazie,
jakie przesao jej zwierz, gdy spytaa je o ran na nodze. Jele by wwczas jelonkiem,
a kusownik drobnym, ciemnowosym czowiekiem.
Wareg Helge mwi, e kusownik pochodzi z osady niemieckiej; z tym jednym wyjtkiem
mieszkali tam dobrzy ludzie.
Mczyzna znikn w lesie. Gondagil podszed do nich i rzek cicho:
- Czy moecie zaczeka tutaj w tym czasie, kiedy ja i Mri si nim zajmiemy? Nie
chcemy, eby postrzeli ktrego jelenia, nie powinien te widzie, e zabieramy std
zwierzta.
Co z nim zrobicie? chciaa spyta Elena, lecz baa si odpowiedzi.
- Schowajcie si w tych gbokich zarolach - pokaza Gondagil.
Jaskarim owadna rozterka: mia wielk ochot wzi udzia w polowaniu na
kusownika, a jednoczenie czu si odpowiedzialny za Elen.
Zwyciyo poczucie odpowiedzialnoci.
Wkrtce potem para modych ludzi schowaa si w zarolach wrd poamanych
gazek, opadych lici i pajczyn.
- A wic pajki odnalazy drog do wntrza Ziemi - mrukn Jaskari. - No tak, mona si
byo tego spodziewa. One lubi wpeza w mroczne dziury. Kto wie, moe przeszy a
tutaj?
- Chyba raczej kto je tu przynis - stwierdzia Elena.
- Moe i masz racj.
Elena czua si miertelnie zmczona, ale nie chciaa o tym mwi. Nie chciaa si
skary.
- Ty si caa trzsiesz - zauway zdziwiony Jaskari.
- Rzeczywicie musz przyzna, e zmarzam - Elena prbowaa si umiechn.
- Jeste stanowczo za cienko ubrana. Masz! Otuli j zdjt z ramion kurtk. Elena z
pocztku chciaa protestowa, lecz kiedy zobaczya, e Jaskariemu zosta jeszcze gruby
sweter, zapomniaa o swych odwiecznych wyrzutach sumienia i zacza si rozkoszowa
jego ciepem, ktre pozostao jeszcze w materiale kurtki. Skulona postanowia cieszy si
tym, co ma. Siedzieli tu przy sobie, oparci o wywrcone drzewo, starajc si nie
pamita, e z mchu pokrywajcego ziemi nadpeza wilgo.
Od strony Gondagila i Mriego nic nie syszeli, w lesie panowaa cisza. Elena
zastanawiaa si, co by si stao, gdyby wrd ciemnoci pojawiy si nagle owe ponce
czerwone lepia. Siedzieli co prawda akurat w takim miejscu, e od razu by zobaczyli, z
jakimi istotami maj do czynienia. Tu nikt nie mg si ukry w mrocznych zaktkach.
Zastanawiaa si, czy Jaskari ma jak bro, ktr mogliby walczy, ale Nidhogg zdaje
si mwi Goramowi, e na takie bestie i pistolet laserowy nie pomoe.
- Uf...
Czua brod Jaskariego na wosach, patrzya na do, ktr j obejmowa, uja j i wolno
zacza pieci. Gadzia j kciukiem, niewiadoma wasnego zmysowego ruchu.
Rozmarzona i zasmucona siedziaa przy tym, ktrego prawie ju miaa, lecz utracia.
50

- Jestem zrozpaczony - cicho powiedzia Jaskari.


Poczua, jak jego gos wibruje ponad jej wosami.
- Tym, e tak si stao... - Drug rk odruchowo gaska j po ramieniu. - Mogoby nam
teraz by tak wspaniale. Zawsze o tobie marzyem, o tym, eby by z tob. Kocha ci w
peni, pokaza, jak bardzo mi na tobie zaley. Teraz ju nie jestem w stanie.
Elena ciko przekna lin.
- Jaskari, dla mnie mio nie jest rzecz zwyczajn. Tamta straszna przygoda z Johnem
zakoczya si kompletnym fiaskiem, ja... ja niczego nie potrafi, nic nie wiem. Moi
kochani rodzice nigdy o niczym mi nie mwili, powtarzali tylko, e musz zachowa
czysto a do lubu. Wiem, e w dzisiejszych czasach to nonsens, ale we mnie ich
zalecenia tkwi bardzo mocno. Wszystko, co wiem, usyszaam od Indry, ktra ma sporo
dowiadczenia, cho wcale nie tyle, ile udaje, e ma. Jestem chyba ostatni osob, ktra
mogaby ci pomc wydoby si z kryzysu po tym gwacie, ktrego dopucia si Griselda.
- Nie masz racji, Eleno - szepn z zapaem Jaskari. - Ty ze swoj czystoci jeste
jedyn osob, ktra jest w stanie to uczyni, ale mwic szczerze, nie wiem, jak
miaaby to osign. Oboje jestemy tacy zablokowani przeytymi wstrzsami, e nie
mamy chyba na to adnych szans.
Nie zagadajmy naszej mioci na mier, pomylaa Elena, lecz zacza dostrzega
pewn nadziej. Jaskari nie pozostawa obojtny na jej blisko, wyczua lekkie drenie
jego klatki piersiowej, poznaa to take po doni, ktra zaczynaa pieci j bardziej
wiadomie, i po dreniu jego rki, gdy jej dotykaa.
Pocauj mnie, Jaskari, pomylaa i staraa si przekaza mu t prob telepatycznie.
Nigdy nie miaa okazji si dowiedzie, czy jej prba okae si skuteczna czy te nie, w
tej samej chwili bowiem pojawili si Gondagil i Mri.
Elena i Jaskari natychmiast poderwali si z ziemi.
- I jak? - spyta Jaskari.
- Unieszkodliwilimy go - odpar cierpko Gondagil. - Przynajmniej na jedn dob.
- Co zrobilicie? - dopytywali si zaniepokojeni. - Rozmawialicie z nim?
- Nie byo takiej potrzeby, i lepiej si stao, e on nas nie widzia.
Jaskari szeroko otworzy oczy.
- Zaatakowalicie go od tyu?
Gondagil umiechn si krzywo.
- To te nie byo konieczne. Mri zaklciami zesa na niego sen. Oczywicie kusownik
sysza pocztek jego pieni, ale dobrze si ukrylimy. Najgorsze, e i ja o may wos nie
zasnem, Mri musia kuksn mnie w bok.
Rozemiali si cicho. Napicie w mrocznym lesie troch ustpio.
- A teraz zwierzta - zapowiedzia Gondagil. - Widzielimy je, s tam.
Poczapali dalej po nierwnociach, musieli okry bagnisko, przej przez kolejn
len gstwin, a wreszcie rozpostara si przed nimi wielka ka i tam wrd
irytujcego pmroku ujrzeli jelenie.
Elena i Jaskari po raz pierwszy widzieli megacerosy, nie nio si im nawet, e s takie
wielkie i e jest ich a tyle.

51

Nigdy sobie nie poradzimy, pomylaa Elena z niewiar. Jak my je wszystkie zabierzemy
i wprowadzimy do Juggernauta? Boj si im choby pokaza, te ich rogi!
- Ojej - szepn Jaskari, wskazujc na prawo. - Tam ley kusownik, ale gdzie si
podziaa jego kusza?
- Schowalimy j - obuzersko umiechn si Gondagil.
- Musia akurat celowa w ktre zwierz - sabym gosem zauwaya Elena.
- Owszem, przybylimy w sam por.
Jaskari na wp sparaliowany bezsilnoci przyglda si zwierztom, ktre na razie
jeszcze ich nie zauwayy, chocia wartownicy wyranie si zaniepokoili.
- C za olbrzymy, w jaki sposb...
- Ale czy nie powinno ich by trzynacie?
- Owszem.
- Tu jest tylko dwanacie.
Wszyscy w milczeniu zaczli liczy. Elena zauwaya szarego samca, trudno go byo nie
dostrzec, okaza si naprawd wielki i potny.
- Rzeczywicie, dwanacie - przyzna Gondagil. - To niedobrze.
Wszyscy pomyleli o tym samym, o kusowniku. Mg by tutaj ju wczeniej.
Ale nie, nie prbowaby tak prdko upolowa kolejnego jelenia. Olbrzymie zwierz
wystarczyoby na dugo jako poywienie dla caej rodziny.
- Nie ma wrd nich tej ciarnej ani - cicho zauway Jaskari. - Gorzej ju by nie
mogo.
Zrozumieli, e ich praca stanie si po dwakro trudniejsza. ania najprawdopodobniej
odesza ju gdzie w zaciszne miejsce, eby si cieli. W jaki sposb zdoaj odnale j
tak prdko? Gondagil pragn wraca do Juggernauta, eby by przy Mirandzie, zreszt
czas ich pobytu w Ciemnoci by ograniczony, ekspedycja miaa potrwa najwyej trzy
dni, a trwaa ju dzie drugi.
Gondagil wezwa Rama i wyjani mu sytuacj. Lemur przekaza wieci wszystkim
grupom z prob, by i inni rozgldali si za ani.
Nie zauwaona przez stado zwierzt czwrka rozproszya si po lesie otaczajcym k.
Mri i Gondagil poszli w jednym kierunku, Jaskari i Elena w przeciwnym.
Spotkali si po drugiej stronie ki, ale nigdzie nie natknli si na lad ani ani cieltka.
Mri podj decyzj.
- Gondagilu, ty chcesz jak najprdzej wrci do Mirandy, a Elena zmarza i wyglda
waciwie na wykoczon. Razem zaprowadzicie wic jelenie do Juggernauta, a my z
Jaskarim zajmiemy si poszukiwaniem ani.
Byo to w istocie najrozsdniejsze rozwizanie, chocia Elena nie moga oderwa oczu
od Jaskariego.
- Ale czy my we dwoje zdoamy zabra wszystkie zwierzta? - zaprotestowaa, zwracajc
si do Gondagila.
On odpowiedzia po namyle:
- Jeli uda nam si przekona samca przewodnika, to na pewno si powiedzie. Ale
przyznaj, trudno moe by utrzyma je w gromadzie.
Ram przysuchiwa si ich rozwaaniom, poniewa sie telefoniczna mu to umoliwiaa.
52

- Od samego pocztku byo was za mao, a to dlatego, e przenielimy Dolga do grupy


Kira.
Wanie, przyznaa w mylach Elena, wszystko przez to, e Kiro ba si zosta sam na
sam z Sisk i Tsi. Dobrze, e to nie ja tak komplikuj stosunki podczas tej ekspedycji.
- Tak by nie moe - stwierdzi Ram. - Zarwno moja grupa, jak i grupa Tella znajduje si
w pobliu, czekajcie na nas!
Wiedzieli, e grupka Rama zabraa ju osiem zwierzt z ulubionego miejsca Helgego na
skraju moczarw i kierowaa si tam, gdzie parkowa Juggernaut. Moga, rzecz jasna,
zawrci i w krtkim czasie przyby im na pomoc, prowadzc jednake ze sob osiem
jeleni.
Grupa Tella nie odnalaza na razie samotnej pary, ale jej przywdca przypuszcza, e nie
okae si to szczeglnie trudne.
Tell mwi z wyranym wzburzeniem, obieca, e wyjani wszystko pniej, sporo
bowiem przeyli. Co opnio im wykonanie zadania.
Ramowi i jego towarzyszom, Berengarii i Joriemu, udao si zebra wszystkie osiem
jeleni i wdziczno za to winni byli Mirandzie. Oni rwnie mieli co interesujcego do
opowiedzenia.
- Zdaje si, e sporo si dziao w lesie - mrukn Gondagil.
Elena spogldaa za Jaskarim i czua si bezsilna wobec wasnego zagubienia Powinna
skorzysta z sytuacji i okaza mu swoj mio wanie teraz, kiedy obchodzili k i nikt
ich nie widzia. Zdecydowaa jednak, e bdzie delikatna i zachowa milczenie, nie obja
go, cho miaa na to wielk ochot, nie chciaa bowiem, by porwnywa j do Griseldy i
jej bezwstydnych umizgw. Jemu wic pozostawia ewentualne podjcie inicjatywy.
Jaskari jednak wci by milczcy i ponury. Tak wic szansa przesza jej koo nosa.
Westchna gboko i zrezygnowana posza za Gondagilem. Jaskari i Mri zniknli w
ciemnym lesie.
Powinnam sprbowa pocaowa go pierwsza, mylaa zrozpaczona Elena, wiedziaa
jednak, e nie jest kobiet, ktra kiedykolwiek zdobdzie si na podobny ruch. Nigdy!
Urodzia si, by ponie klsk!
11
PRZYGODA BERENGARII - POCZTEK
Berengaria bya za. A kiedy ju si zocia, to zocia si naprawd. Waciwie
wszystko, co robia, robia w stu pidziesiciu procentach.
Maa grupka Rama opucia Juggernauta. Berengaria stawiaa kroki tak zamaszycie, e
a spod jej stp wzlatyway kamienie i grudki ziemi.
- Co si z tob dzieje? - dopytywa si zirytowany Jori. - Czy Ram i ja nie jestemy dla
ciebie wystarczajco dobrym towarzystwem?
- Jasne! - sykna w odpowiedzi. - Obaj jestecie cholernie dobrzy, ale aden z was nie
jest Okiem Nocy.
- Nie przeklinaj, dobrze wiesz, e twoi rodzice tego nie znosz.
- Guzik mnie to obchodzi!
- Poza tym za duo wczysz si z Okiem Nocy, to niezdrowo.
- Dla kogo? Nam jest tak dobrze.
53

- wietnie wiesz, e on si o ciebie martwi.


Berengaria zapona prawdziwym gniewem.
- Tak, ale, do diaba, miao nam by tak przyjemnie tutaj, w Ciemnoci, gdzie nikt nie
moe nas kontrolowa!
- To na pewno nie by plan Oka Nocy, raczej twj.
- On by mu si nie sprzeciwia.
- Na pewno nie, ale dlaczego musisz go kusi tak ponad miar?
Berengaria zoliwie zachichotaa.
Jori zatrzyma si i zapa j za ramiona.
- Dlatego, e jeste ciekawa, prawda? Jeste ciekawa, czy zdoasz zacign go tam,
gdzie chcesz Uwaasz, e postpujesz waciwie w stosunku do takiego wspaniaego
czowieka, jakim jest Oko Nocy? Berengario, przez cae dziecistwo czya was pikna
przyja. Niech tak dalej zostanie. Bd jego przyjacik przez reszt ycia, ale pozwl
przy tym, by sucha praw, jakimi kieruje si jego plemi. Ich amanie nie przyniesie nic
dobrego. Pomyl tylko, e bdziesz miaa przeciwko sobie cae plemi Indian.
Berengaria odwrcia gow, nie chciaa patrze Joriemu w oczy.
- Jori ma racj - wczy si Ram. - Jeste za moda, eby zrozumie, czym jest
prawdziwa mio.
- Wcale nie jestem za moda! Dlaczego wam si wydaje, e nastolatka nie potrafi kocha
gboko i prawdziwie?
Ram popatrzy na ni z powag, niemal zasmucony.
- Bo wtedy by cierpiaa, Berengario, a nie wciekaa si i wymylaa podstpy, majce
doprowadzi do uwiedzenia Oka Nocy przy pierwszej lepszej okazji. Czy nie moesz
pozwoli, by wszystko posuwao si swoim torem? Pozosta najlepsz przyjacik Oka
Nocy, on tego naprawd potrzebuje. Ale jego rodzice, ba, caa rodzina, ogromnie si
boj, do czego moesz doprowadzi.
Berengarii do oczu napyny zy.
- Ale ja nie chc, eby on si oeni z Indiank!
- To jego obowizek. Pewnego dnia zostanie wodzem caego plemienia. Wiemy, e
Indianie w wiecie na Ziemi wci prowadz gorzk, cich walk o zachowanie struktury
plemiennej, starych zwyczajw i odrbnoci rasowej. Oni maj w sobie tyle pikna,
Berengario, tak wietnie rozumiej przyrod i wiat ducha. Pod bardzo wieloma
wzgldami ich sposb patrzenia na ycie jest niezwykle szlachetny. Pozwl, by
zachowali swoj odrbno przynajmniej tutaj, w Krlestwie wiata. Czy w ogle
cokolwiek wiesz o yciu Indian? Jak mylisz, jak by sobie radzia jako ona ich wodza?
- Dlaczego wybiegacie myl tak daleko w przd? Mona tymczasem...
- Nie, wanie w tym cay kopot, Berengario. Jeli chodzi o Oko Nocy, nie wolno robi
niczego chwilowego, tylko i wycznie dlatego, e wydaje si to zabawne. Moe to
bowiem mie nieprzewidziane konsekwencje i dla niego, i dla ciebie.
Berengaria wyrwaa si z ucisku Joriego. Z jej piknych oczu posypay si iskry.
- Ach, przecie wy niczego nie rozumiecie!
Ram podnis gow.

54

- Dobrze, nie bdziemy wicej marudzi. Czy obiecujesz, e bdziesz ostrona? I nie
zwiedziesz go do czego, czego potem oboje bdziecie aowa?
- Tak, tak, obiecuj - odpara beztrosko. - Czy moemy teraz i dalej, czy te
zamierzacie kompletnie zepsu mi ten dzie?
Chwil potem rozchmurzya si i odzyskaa swj zwyczajny, dobry humor. Znowu bya
pena nieodpartego uroku i jej towarzysze bez kopotu rozumieli, dlaczego Oko Nocy tak
si ni zachwyci.
Akurat otrzymali wiadomo od Gorama o cieniach z poncymi oczyma i potwierdzenie,
e Miranda wraz z pozostaymi jest bezpieczna, gdy cakiem nieoczekiwanie natrafili w
lesie na niewielk osad.
Ram powiedzia wanie:
- Dobrze, e Mirandzie nic ju nie grozi, bo i tak nie moglibymy niczego zrobi, jestemy
od niej jeszcze dalej ni Gondagil.
Nagle si zatrzyma.
- Co to, na mio bosk, za wioska? Taka niedua, ledwie kilka chat!
Wyj telefon i wezwa Helgego osobicie, bez uycia mikrofonu, przez ktry wszyscy
mogliby ich sysze. Wyjani, co zobaczyli, stara si rwnie okreli pooenie wioski.
- Ach, ta? - odpar Helge wci nazbyt gono. Nowoczesne urzdzenie nie przestao
bowiem go przeraa, cho jednoczenie bardzo mu si podobao. - Owszem, znam t
osad, zaoya j grupa, ktra wyczya si z wioski Niemcw, nie mogli si porozumie
co do zasad polowania i pooww, dlatego przenieli si tutaj i stworzyli wasn
spoeczno. To byo jakie dwa, moe trzy lata temu, osada jest wic zupenie nowa.
- Rzeczywicie widz, e budynki postawiono cakiem niedawno. Czy mona ich
odwiedzi?
- Oczywicie, to zwykli, sympatyczni ludzie, ale jeli bdziecie pyta o jelenie, to nie
wspominajcie, e chcemy je std zabra! Moe wybuchn awantura.
- Nie, nie mielimy zamiaru z nimi o tym rozmawia. Wiemy przecie, gdzie szuka tych
omiu jeleni, musimy po prostu przej przez t osad, ley na naszej trasie.
Ram zakoczy rozmow i caa trjka przygotowaa si na wejcie do wioski. Berengaria
uja Joriego za rk.
- Troch si boj - wyznaa szeptem.
- Ja te - zwierzy jej si rwnie cicho. - W naszej grupie nie ma adnego ducha, inaczej
ni w pozostaych.
- To niesprawiedliwe! Nie ma nawet nikogo, kto by si zna na czarach, jak Mri, Dolg czy
Marco. Jestemy przez to prawie jak nadzy!
Jori umiechn si, syszc jej okrelenie, ale prawd powiedziawszy, podziela jej
zdanie.
Im dalej w gb osady si zapuszczali, tym bardziej roso ich zdumienie.
Chaty sprawiay wraenie do prymitywnych, chocia zbudowano je z niemieck
starannoci. Drewno cian zachowao wieo i jasn barw, z paru kominw unosi
si dym.
Ale na tym koniec.
55

- Siedz za zasonami i czaj si na nas? - spyta Jori nieco drcym gosem. - To znaczy
gdyby mieli zasony.
W cianach widniay tylko otwory okienne, przypominajce troch nowoczesny styl
budownictwa amerykaskiego.
- To dziwne - stwierdzi Jori. - Niemcy na og nie syn z niemiaoci wobec innych
ludzi.
- Nie, z natury s otwarci. Wyglda na to, e akurat w tej chwili nikogo nie zastalimy.
Moe zapukamy?
- A mamy na to czas?
- Nie. Ale nie lubi nie rozwizanych zagadek.
Podszed do najbliszych drzwi i zastuka.
W rodku panowaa cisza. Uj za klamk i pchn drzwi.
Wewntrz byo czysto i schludnie, przytulnie, na stole stao jedzenie.
- Zotowosa i trzy niedwiadki - mrukna Berengaria. - Poczstujemy si? Kto jad
moj owsiank?
Ram zawoa: Hop, hop!, ale nikt nie odpowiedzia. Wyszli z chaty, nie chcieli szpera
zbyt natarczywie.
Ruszyli dalej przez wiosk po cichu, niemal na palcach, wzdu jedynej ulicy. Ich
zdziwienie roso z kad chwil. Coraz janiejsze si stawao, e w caym tym skupisku
domw nie ma ywej duszy.
Kiedy dotarli do lasu, wszyscy troje odetchnli z ulg. Nie zdawali sobie nawet sprawy,
jak wielkie napicie wywoaa w nich wizyta w wiosce.
- Las ma wiele oczu - zacytowa Jori grobowym gosem.
- Idiota! - zdenerwowaa si Berengaria. - Chcesz jeszcze wzmc nasz strach?
- Przecie w tej wiosce nie byo chyba nic przeraajcego? Mieszkacy po prostu wyszli
w pole, kosi jczmie, kocha si albo rba drzewo.
- Wtedy bymy ich usyszeli, to znaczy gdyby rzeczywicie rbali drzewo - zachichotaa
Berengaria. - Daleko jeszcze, Ramie?
- Nie, wkrtce powinnimy ju dotrze na miejsce.
- Odpowiadasz bardzo wymijajco, moe zabdzilimy?
- Oczywicie, e nie - odpar krtko, lecz bez przekonania.
Ale ju dziesi minut pniej westchn z ulg:
- No, wreszcie poznaj okolice. Tam, przy tamtym maym wzgrzu, wyldowalimy
gondol.
- A wic jednak nie miae pewnoci - triumfowaa Berengaria.
- No jasne, e nie - rozemia si. - Nie znam przecie caej Ciemnoci. Ale wam,
todziobom, nie mogem si do tego przyzna.
- Ho, ho - rzucia drwico. - A wic wielki Ram ma swoje saboci? To wielce raduje moje
ze serce.
- O, jest ich niemao - mrukn. - Ju niedugo dotrzemy na miejsce. A teraz musimy
zachowa cisz. Wiecie, co powinnicie robi?
- Owszem, teoretycznie tak - odpowiedzia Jori. - Ale teren nie zawsze zgadza si z
map.
56

Chwil pniej stanli ju na wzgrzu Helgego i z zadowoleniem stwierdzili, e wszystkie


osiem jeleni ley na miejscu.
Teraz musieli naprawd si postara.
Mirandzie byo atwo, mylaa nieco naburmuszona Berengaria, maszerujc w
wyznaczonym jej kierunku po prawej stronie polany. Tamte jelenie j znay, a te pewnie
nigdy nie widziay dotd czowieka.
A ju na pewno takiego adnego jak ja, zachichotaa w duchu.
Ach, prawda, znay przecie Helgego, cho traktoway go raczej jak cz uksztatowania
terenu. Ale istniej przecie inne stworzenia, ktre nie dbaj o spokj jeleni. Kusownicy,
dzikie zwierzta, nic wic dziwnego, e jelenie s takie pochliwe.
Jak to miao by? Ram i Jori maj swoje jelenie, moje s te, ktre le najbliej. Jeden
si podnis, na mio bosk, one s naprawd olbrzymie! O wiele wiksze od osi,
chocia, prawd mwic, nigdy nie widziaam osia. Jak komukolwiek moe si
wydawa, e maa, nic nie znaczca Berengaria zdoa sprowadzi takie olbrzymy?
To nieprawda, e nic nie znacz, jest dokadnie odwrotnie, i na pewno sobie poradz!
Drodzy przyjaciele - zacza snu przyjazne myli z tak intensywnoci, e a
zahuczao jej w gowie. Wypowiadaa je cicho, niemal mamrotaa, bo tak wanie naleao
robi. Nie wolno byo przestraszy zwierzt.
Ojej, patrz tutaj! Na pomoc! Przynajmniej wydaje mi si, e patrz, tak tu przecie
ciemno. Chyba uciekn, zaczynaj si rusza. Id w moj stron, ratunku!
Nie, zatrzymay si. To samica i samiec, jego rogi kadego chyba mogyby wystraszy do
szalestwa. Zwierzta zatrzymay si, poniewa przestaam wysya im sygnay, mog
si rozgniewa.
Myl, myl! Jestem dobra, bardzo dobra, przychodz w przyjacielskich zamiarach. Nie,
nie poradz sobie z tym, co mam robi? Chodcie z nami, a bdziecie si mogy pa
na zielonych kach w spokoju, nikt was stamtd nie przegoni.
Ktem oka widz, e jelenie Rama zaczynaj si rusza, i Joriego te id. Jak myle na
sposb jeleni?
Ojej, dostaam obraz, to one go wysyaj, jelenie! A przynajmniej jeden z nich, bo inaczej
pewnie powstaby chaos. Kusownik z kusz? Nie, nikt taki nawet si do was nie zbliy,
wszyscy s dobrzy. Bdziecie miay wiato i ciepo, a wasze dzieci, przepraszam,
cielta, bd bezpieczne i nigdy nie bdziecie musiay si o nie ba. I jeszcze jedno, do
Krlestwa wiata bd mogy przej wszystkie olbrzymie jelenie z Ciemnoci. Podr
moe okaza si nieco uciliwa, ale potem wszystko ju bdzie dobrze. Mieszkam w
piknym miecie wraz z...
Zwierzta znw zaczy si waha, najwidoczniej Berengaria powiedziaa za duo.
Ale musicie si pospieszy, zanim bdzie za pno, musicie pj ju teraz, wiele jeleni
ju si zebrao...
Na mio bosk, id w moj stron, podchodz do mnie, chyba umr, a nie wolno mi
okazywa strachu ani nawet rezerwy! Ach, gdzie si podziay wszystkie szlachetne
cechy, yczliwo, mio, wyrozumiao i troskliwo? Jestem dobra, dobra, chodcie,
krwki. Nie, nie mog zwraca si do nich jak do krw, to absurdalne, Ram, na pomoc!

57

Ale mczyni zajci byli swoimi zadaniami. Berengaria z sercem w gardle odwrcia si
plecami do dwch kolosw i ruszya w umwionym kierunku.
Sun za mn, sysz ich kroki, bo ziemia a dudni.
Dziki Bogu, Ram i Jori rwnie ju id, zaraz si spotkamy i bdziemy mie ze sob
wszystkie zwierzta. Tak mi si przynajmniej wydaje, boj si odwrci.
- Jori, ty pjdziesz z tyu - prdko zdecydowa Ram. - Na samym kocu, tak eby aden
nam nie znikn. Dobra robota, Berengario, wietnie sobie poradzia.
Ha, gdyby tylko wiedzia!
Jori take otrzyma pochwa i wszyscy ciepo pomyleli o Madragach. Bez ich
aparacikw do telepatii ten eksperyment nigdy by si nie powid.
Jelenie szy grup. Niekiedy ktre przestraszone zwierz prbowao zboczy, ale
prdko si uspokajao. Ram wkrtce si zorientowa, ktry z samcw przewodzi stadu, i
zaraz wszystko okazao si znacznie atwiejsze. Przemawia do zwierzcia agodnie, a
gdy przewodnik si nie denerwowa, rwnie pozostae jelenie ich suchay.
W pewnej chwili skontaktowa si z nimi Gondagil, powiadomi o znikniciu ciarnej ani.
Ram zastanawia si chwil, porozumia z Tellem, a wreszcie obie grupy zmieniy
wytyczone uprzednio szlaki, by pospieszy na pomoc grupie Gondagila.
- Dla nas to akurat dobrze - owiadczy Ram Berengarii i Joriemu. - Nie bdziemy musieli
ponownie si przeprawia przez t nowo wybudowan wiosk. Chodcie, trzeba si
spieszy!
Wyjani przewodnikowi jeleni, dokd id i dlaczego. Stado ruszyo za nimi bez adnych
oporw.
Cho mijali chaty w pewnej odlegoci, nagle wrd jeleni zapanowa ogromny niepokj,
z wielkim trudem zdoali nad nimi zapanowa i utrzyma w grupie. Ale po przebyciu
kilkuset metrw lk przesta drczy zwierzta i posusznie ruszyy za ludmi.
- Co, na mio bosk, moe to znaczy? - zastanawia si Ram.
Jori z nieco zakopotan min postanowi co wyzna:
- Nie chciaem, ebycie si przestraszyli, ale wydawao mi si, e co sysz.
- Ja take - owiadczya Berengaria. - Tylko nie potrafiam tego okreli, to byo takie
szybkie.
- Ja syszaem wicej - Jori najwyraniej czu si nieswojo. - Ale wmwiem sobie, e to
niemoliwe, e to wszystko przez t histori z Mirand, i postanowiem niczym si nie
przejmowa, dopki jelenie tak si nie sposzyy.
- No dobrze, ale co syszae? - spyta Ram.
- Nie wiem - odpar Jori niepewnie - ale miaem wraenie, e to zabrzmiao jak gbokie,
gardowe warknicie, bardzo krtkie i niewyrane, lecz...
- Po prostu nas straszysz! - prychna Berengaria.
- Nie miaem takiego zamiaru. Myl, e to byo tylko zudzenie. Wilkoaki... To moe
pobudzi wyobrani.
- Oczywicie - zgodzi si z nim Ram, lecz podwiadomie popdzili nieco zwierzta, a
one najwyraniej nie miay nic przeciwko przyspieszeniu tempa.

58

Grupka Tella jeszcze si nie stawia, gdy Berengaria i jej towarzysze dotarli do
najwikszego stada jeleni w pobliu niemieckiej osady. Przyjaciele pozdrowili ich
serdecznie, a czekajca tam gromadka megacerosw yczliwie przyja pobratymcw.
- To szczcie, e przyszlicie tak prdko - powiedzia Gondagil. - Mri i Jaskari wyprawili
si na poszukiwanie ani, my czekalimy na was. Czy Tell przybdzie?
- Jego grupa ju wkrtce powinna tu by - odpar Ram i zacz rachowa. - Mamy tu
dwadziecia zwierzt i jeszcze trzy, ktre s bezpieczne w Juggernaucie. Wobec tego
brakuje tylko dziesiciu.
- Albo jedenastu, jelonek mg si ju urodzi.
Ram westchn.
- Tak, przydaby nam si teraz ktry z duchw Mriego, moe szybciej doprowadziby
nas do ani My, zwykli miertelnicy, jestemy tacy bezradni.
- Z Tellem przyjdzie Sol - rzek z namysem Gondagil. - Ale nie wiem, czy ona potrafi
wskaza nam, gdzie naley szuka.
- No tak, to specjalno Nidhogga. On stanowi jakby jedno z ziemi, z tym, co znajduje
si na niej i pod ni, by moe przede wszystkim pod ni. Nie wiem, co potrafi inne
duchy, ale Oko Nocy te umie chyba tropi? e te wczeniej o tym nie pomylelimy!
Eleno, a jak ty si miewasz? - cign Ram yczliwie. - Pomimo kurtki Jaskariego
wygldasz na troch zzibnit.
Zzibnita to agodnie powiedziane. Ram nigdy jeszcze nie widzia dziewczyny takiej
rozczochranej, wycieczonej i sinej z zimna. Ale nie chcia tego mwi gono, Elena i tak
nie potrafia poradzi sobie z kompleksem niszoci.
- Wszystko w porzdku - umiechna si zesztywniaymi wargami. - Dobrze, e
przyszlicie, bo chyba nigdy nie poradziabym sobie z przypisan mi grupk jeleni i cay
ciar przeprawy spadby na Gondagila.
W oczekiwaniu na Tella przysiedli na ziemi. Akurat w tym miejscu mogli czu si
bezpiecznie. Olbrzymie jelenie spokojnie pasy si na trawie, pilnowane przez Joriego,
ktry siedzia plecy w plecy z Elen. Las tutaj jakby si cofn, ustpujc miejsca ce,
ale nikt nie wiedzia, co kryje si za granic drzew. Nie bardzo te mieli ochot to
sprawdza.
To las za, pomylaa Elena ponuro.
Ram opowiedzia o opuszczonej wiosce, a Gondagil na te wieci zmarszczy czoo.
- Nigdy o niej nie syszaem, musiaa si pojawi ju po moim odejciu, nie byo mnie tu
przecie przez siedem lat, chocia moe si to wydawa szalestwem, i w tym czasie
wiele pewnie si wydarzyo. Ale nie podobaj mi si te dwiki, ktre syszelicie.
- Nam te nie - potwierdzi Jori.
Wszyscy si z nim zgodzili.
Berengaria wcale si nie odzywaa. Nie moga si doczeka grupy Tella, bo tam by
przecie Oko Nocy. Leciutko umiechna si do siebie.
12
PRZYGODA INDRY - POCZTEK
Grupa Indry wyruszya spod Juggernauta ostatnia.

59

Czekajc, a Tell skoczy dyskusj z laborantem, Indra przygldaa si bladym drzewom


rosncym wok ukrytej doliny. Cienkie, zmczone yciem pochylay si ku nagiej skalnej
cianie w tym irytujcym wiecznym pmroku.
- Moi biedni przyjaciele - szepna. - Ju niedugo dostaniecie Soce, obiecuj! Rozemiaa si. - Coraz bardziej upodabniam si do swojej siostry. I ja zaczynam
rozmawia z drzewami. Niesamowite!
Nagle usyszaa za sob zdecydowane kroki. Odwrcia si. To sza Lenore, a jej
spojrzenia nie dao si nazwa yczliwym. Patrzya zimno, Indra nigdy nie przypuszczaa,
e z oczu Lemura potrafi wyziera taki chd. Przywyka do ciepego, czuego spojrzenia
Rama.
- Indro, uwaam, e powinna wreszcie przyj po rozum do gowy - owiadczya Lenore
cierpko. - Sama sobie tylko sprawiasz kopot, cigle tak wczc si za Ramem. On w
yciu kocha tylko jedn kobiet, a mianowicie mnie. Przesta si wic omiesza.
- Uwaam, e przeceniasz troch swoje znaczenie, droga Lenore - oznajmia Indra z
wyszukan uprzejmoci.
- Doprawdy, moja droga, wiesz chyba, e prbowa wtedy odebra sobie ycie? Talornin
go powstrzyma.
- Ani troch w to nie wierz - odpara Indra, czujc, jak wali jej serce. - Ram z pewnoci
nie zdecydowaby si na samobjstwo.
- Wiem lepiej od ciebie, zreszt nie zapominaj, e jeste jedynie czowiekiem.
- O tym Talornin nie pozwala mi zapomnie. Ale czego ty waciwie chcesz? Czyby
przy jednym ogniu prbowaa upiec dwie pieczenie? Moe wkrtce powinna si
zdecydowa?
- Podjam decyzj ju dawno temu i jestem wierna wielkiej mioci mego ycia, lecz jeli
otrzymam ostateczn wiadomo o jego mierci, dam szans Ramowi.
- Jakie to wspaniaomylne z twojej strony! Obawiam si jednak, e ten pocig ju
odjecha, Lenore. I to na dugo przedtem, zanim ja tu nastaam.
Lenore posaa jej pogardliwe spojrzenie osoby, ktra wie lepiej.
Indr ogarn gniew, postanowia jednak nie traci nic ze swej godnoci.
- Psujesz moj statystyk, Lenore. Dotychczas miaam do czynienia wycznie ze
wspaniaymi Lemurami, mylaam, e wszyscy jestecie tacy, ale ty w zasmucajcy
sposb wiadczysz, e tak nie jest.
Lenore umiechna si drwico.
- S tacy, ktrzy twierdz cakiem co innego.
- Mylisz bardzo powierzchownie, wydaje mi si, e nie jeste zdolna do gbszych
refleksji.
Pilnuj si, Indro, nie bd grubiaska, wietnie przecie znasz sztuk ironizowania i nie
musisz ucieka si do takich prostackich argumentw, pouczaa si w mylach.
- Ale stwierdzam, e rzeczywicie si mnie boisz - podja i zerwaa dbo trawy, chcc
okaza tej piknej kobiecie z rodu Lemurw ubliajc obojtno.
Pod wzgldem urody Indra aonie nie moga si z ni rwna. No i co z tego,
pomylaa, chcc doda sobie samej otuchy. Moesz sobie by oszaamiajco pikna, za
to ja jestem oszaamiajco czarujca, a dziki temu mona zaj znacznie dalej.
60

- Boj si? Ciebie? - prychna Lenore.


- Tak, a przecie ja nie stanowi adnego zagroenia, sama powiedziaa, e jestem
tylko czowiekiem, Ram i ja nigdy nie bdziemy mogli nalee do siebie, dlaczego wic
jeste taka agresywna? Pod agresj bardzo czsto kryje si strach, wie o tym nawet tak
gupia osoba jak ja.
Na twarzy Lenore pokazaa si surowo.
- Przesta si tak intymnie wyraa o Ramie. Mwisz Ram i ja nigdy nie bdziemy mogli
nalee do siebie i tymi sowami insynuujesz co tak obscenicznego, jakby Lemur i
czowiek byli w stanie odczuwa wzajemne przyciganie. Jak moesz w ogle wmawia
sobie, e on...
Na szczcie Tell skoczy ju rozmow, bo w Indrze nie na arty rozpali si gniew.
- Stoicie tu sobie i rozmawiacie, eby si lepiej pozna? To bardzo mie - owiadczy
dobrodusznie.
Za odpowied musiay mu wystarczy jedynie dwa wymuszone umiechy.
- Zbieramy si ju, Indro - cign, niczego nie zauwaajc. - Szkoda, e nie idziesz z
nami, Lenore, ale oczywicie potrzebna jeste tutaj.
Ach, ci mczyni, pomylaa Indra. S jak sonie w skadzie porcelany.
Byo to zreszt do niesprawiedliwe porwnanie, sonie to bardzo ostrone i wraliwe
zwierzta.
W kadym razie udao si pozby Lenore, pomylaa Indra. To najlepsze, co mogo dzi
si wydarzy!
Wreszcie ruszyli na poszukiwanie jeleni.
Las wok nich si zamkn. Bezradny, blady las, pozbawiony moliwoci wzrostu.
Kalekie, blade pnie wyrastay z pokrytej mchem ziemi, bo tylko mech dobrze si czuje w
miejscach, do ktrych nie dociera soce.
Teren by tu trudny do przebycia, lecz Helge da im pewne wskazwki. Jedynie nimi mogli
si kierowa.
Gdy Indra w pewnym momencie sza obok Tella spytaa go wprost:
- Ty, ktry znasz Lemurw... Kim by tamten, dla ktrego Lenore opucia Rama? Jak
mia na imi, nigdy nie syszaam, jak si nazywa.
Tell, zdecydowanie najwyszego wzrostu spord Lemurw, zatrzyma si i popatrzy na
postrzpione korony drzew.
- By chyba najwspanialszym, co natura zdoaa stworzy wrd Lemurw. To poprzednik
Rama.
Indra take si zatrzymaa. Skorzystaa z okazji, by wycign z buta jak zapltan
gazk.
- Wanie nad tym si zastanawiaam - przyznaa. - Bo przecie waciwie nikt tu nie
umiera, jak to wic moliwe, e w pewnym momencie zwolnio si stanowisko przywdcy
Stranikw? Dopiero gdy on, wci nie wiem, jak si nazywa, znikn, Ram mg
awansowa.
- Owszem, ale Talornin duo wczeniej ju stawia na Rama. Okazao si, e Hannagar,
takie imi nosi jego poprzednik, nie by ideaem. Gdyby nie jego niezwyka miao,
odwaga graniczca wprost z gupot, zapewne zachowaby stanowisko, ale Talornin
61

porzdnie go zaja za ryzykanctwo i naraanie ycia innych Stranikw oraz


zapowiedzia, e jeli Hannagar nie wemie si w gar, to bdzie musia zamieni si z
Ramem. Ram by wtedy jego najbliszym wsppracownikiem. Hannagar rozzoci si i
zacz uwodzi Lenore, ktrej nie pozostawa obojtny. To by pomienny romans i
wszyscy o nim wiedzieli.
- Biedny Ram - mrukna Indra.
- No c, on to przyj nadzwyczaj spokojnie - rzek Tell, umiechajc si krzywo. - Nigdy
nie mogem go zrozumie. Pomyle tylko, straci tak dziewczyn jak Lenore... Ja
chyba umarbym z alu, a on... sprawia wraenie, jakby przynioso mu to ulg.
- Powiedz to Lenore - mrukna Indra pod nosem, nie kryjc zoliwej satysfakcji.
Dwoje pozostaych czonkw grupy, Oko Nocy i Sol, znacznie ich wyprzedzili. Zajci
rozmow, najwidoczniej nie zauwayli nawet, e towarzysze przystanli.
Indra ruszya, a Tell poszed za ni.
- A jak byo z wypraw tej grupy w Gry Czarne? - spytaa. - Czy to by pomys
Hannagara?
- Oczywicie. On zawsze pragn poszczyci si swoj odwag, chcia by najlepszy we
wszystkim. Pierwszy, najwikszy, najlepszy, taki by Hannagar. A Lenore go podziwiaa.
Ram usiowa odwie ich od tego pomysu, nie przywieca im bowiem aden konkretny
cel, chodzio jedynie o zaspokojenie dzy przygd. Talornin jednak okaza niezwyk
bierno, niemal jak gdyby...
Tell najwidoczniej uzna, e lepiej bdzie milcze, lecz Indra i tak domylaa si, co chcia
powiedzie. Talornin yczy sobie awansu Rama, a bezrozumna wyprawa w jednej chwili
moga pozbawi Hannagara szefostwa nad Stranikami.
Nikt jednak zapewne nie bra pod uwag, e z wyprawy w Gry Czarne nie wrci aden
uczestnik, o takie wyrachowanie nie mona podejrzewa Talornina. Gdy tragedia staa
si faktem, musiao mu by ogromnie ciko, poniewa nie zabroni tego idiotycznego
przedsiwzicia.
Teraz dowiedzieli si, jaki los spotka picioro uczestnikw wyprawy, Indra zadraa na
wspomnienie spotkania na piaskowym morzu. Brakowao jeszcze dwojga, w tym
Hannagara.
To wystarczyo, by przeklta Lenore zacza mie nadziej.
Jeli nie odnajdzie Hannagara, rzuci si na Rama, pomylaa Indra, a co wtedy przyjdzie
mi uczyni?
Ram, dlaczego ci tu nie ma, dlaczego nie powiesz mi, e to wanie mnie bardziej
lubisz?
Nagle Indra ujrzaa, e Oko Nocy si zatrzymuje, a Sol w napiciu ledzi jego ruchy.
Domylia si, e dzieje si co nieprzyjemnego. Razem z Tellem prdko dogonili
towarzyszy.
- Co si stao, Oko Nocy? - dopytywa si Tell.
- Nie wiem, ale co mi si nie podoba - odpar mody Indianin. - A co ty powiesz, Sol?
Najznakomitsza czarownica z rodu Ludzi Lodu popatrzya na niego z wielk powag.
- Rzeczywicie, masz racj, tu nie jest zbyt przyjemnie. Gdzie my jestemy, Tellu?
Stranik rozejrza si w koo.
62

- Trzymamy si w pobliu grupy Rama, posuwamy si mniej wicej w tym samym


kierunku co oni... Zaczekajcie, Goram wzywa.
Usyszeli, co mwi Goram o oczach poncych w mrocznych szczelinach.
- Nie moemy nic zrobi - stwierdzi Tell. - Za dua odlego.
W milczeniu przysuchiwali si opowieci o tym, co si dzieje z dala od nich.
Dowiedzieli si, e to Miranda jest obiektem ataku nieznanych istot, potem dotary do
nich wieci o szalonej jedzie do Juggernauta i ocaleniu.
- Cakiem niele! - Sol najwyraniej to zaimponowao. - Jazda na grzbietach wymarych
jeleni?
- One tutaj wcale nie wymary - zauway Oko Nocy
- Czy to wanie potwory Mirandy wyczue przed chwil? - dopytywaa si Indra.
- Nie, nie - odpar Indianin. - Nie mam adnych nadprzyrodzonych zdolnoci. Nie, to byo
tutaj, bliej. Pewien zapach, ktry mi si nie spodoba.
- Sprbuj stwierdzi, skd dochodzi.- poprosi Tell.
Czekali, podczas gdy Oko Nocy prbowa co wywszy. Skierowa si na prawo w kp
zaroli, Sol ruszya za nim, zachcajc go do dziaania.
- Myl, e idziesz w dobr stron - powiedziaa cicho. - Zaczekaj... Tu co jest. A tam,
do czarta!
- Co to takiego? - dopytywali si Tell i Indra.
Oko Nocy i Sol wrcili do nich.
- Nie, nie id tam - ostrzega Sol, gdy Indra chciaa zobaczy. - Ty, Tellu, moesz i.
- Sol, powiedz, co to byo - prosia Indra.
- Ludzkie rami - niechtnie odpara czarownica. - Wygldao na nadgryzione.
Indra skrzywia si.
- Przycignite tu przez jakie zwierz?
- Moe i tak - odrzeka Sol z powtpiewaniem w gosie. - Obok byy szcztki ogniska.
- To znaczy, e osoba siedzca przy ognisku zostaa napadnita przez drapieniki? A
moe przez potwory?
- Prawdopodobnie tak - przyznaa Sol sabym gosem.
Mczyni przeszukali okolic, lecz adnych innych ladw nie znaleli. Na pytanie Indry
Oko Nocy odpar, e znalezisko nie leao tam bardzo dugo.
- Nie podoba mi si ten las - stwierdzia Indra z wyrzutem. - Chodmy dalej!
eby rozejrze si nieco po okolicy, wspili si na szczyt niewielkiego pagrka, stamtd
mieli widok na cignce si dalej mroczne lasy i...
- Patrzcie, tam na dole - wskazaa Indra. - To wyglda na jak osad.
- To prawda, ale my tamtdy nie idziemy - odpar Tell.
Umilkli, mylc o tym samym: nieszcznik musia pochodzi wanie stamtd.
Nagle wszyscy odruchowo przykucnli, zauwayli bowiem co jeszcze. Przez szczyt
ssiedniego wzgrza przeszy jakie istoty, cztery albo pi. Zaraz potem znikny.
- To nie moga by grupa Rama - owiadczya Indra sztywna ze strachu. - Ich jest tylko
troje.
- Owszem, i nie poruszaj si w ten sposb - doda Tell. - A tych istot ile byo? Ja
widziaem cztery.
63

- Ja pi - owiadczy Oko Nocy.


- Tylko w jednej grupie jest tylu czonkw, w grupie Kira, ale jednym z nich jest Zwierz, a
wrd tych tutaj nie byo adnego czworononego stworzenia.
- S dwie picioosobowe grupy - poprawia go Sol. - W grupie Helgego te jest pitka,
ale to nie byli oni.
- Nie, to absolutnie nikt z naszych - stwierdzi Oko Nocy. - Nie wiem, co to za rodzaj
dwunonych istot, nie przypominali ludzi, a jednak chyba nimi byli.
Indra nie chciaa marudzi, lecz lasy w Ciemnoci nie podobay jej si ani troch.
- Czy wiesz, dokd mamy i, Tellu? - spytaa Sol.
- Tak, widz teraz, gdzie jestemy. I wedug teorii Helgego samotna para jeleni powinna
znajdowa si mniej wicej... Ojej, kolejna wiadomo!
To dzwoni Ram z informacj, by wszystkie grupy rozglday si za ciarn ani. Tell
powiedzia mu, gdzie si znajduj, a Ram stwierdzi, e s w takim razie cakiem blisko
grupy Gondagila i duego stada. Czy mog przyj im z pomoc?
Trzy gowy z zapaem pokiway Tellowi. Wszyscy tsknili za towarzystwem pozostaych.
Dowdca obieca, e przybd, zaznaczy take, e sporo maj do opowiedzenia.
- My take si tam zjawimy - oznajmi Ram. - Rwnie i my niejedno przeylimy.
- Nie brzmi to zbyt obiecujco - westchna Indra, czujc, jak wstrzsa ni dreszcz. Znajdmy wreszcie te jelenie i wracajmy do domu, do bezpiecznego, kochanego
Krlestwa wiata.
Nie mogli si z ni nie zgodzi.
- Ale najpierw problem Gondagila - zdecydowa Tell. - Potem nasze dwa jelenie, i dopiero
pniej do domu.
Indra posaa zazdrosn myl swojej siostrze Mirandzie, przebywajcej ju w
bezpiecznym miejscu, a jednoczenie cieszya si usyszan wanie nowin.
- Pomylcie tylko, e bd cioci, ogromnie si ciesz, ale nie bez pewnej rezerwy.
Ciotka brzmi tak przeklcie statecznie!
- Chode ju, droga ciotko - pospieszya j Sol. - Poczapiemy dalej, pozwl, e ci
pomog.
Indra wspara si na ramieniu piknej czarownicy i zacza i na ugitych nogach,
udajc, e ledwie si rusza. Mczyni wybuchnli miechem, wdziczni za wesoy
przerywnik. Doprawdy, tego im byo trzeba.
Gdy jednak nieco pniej zbliali si ju do celu, Indr przepeniaa gorca nadzieja. Tam
czeka Ram. Znw bdzie moga go zobaczy i adna Lenore nie zakci ich powitania.
Ju sam ten fakt wart by wdrwki przez mroczne lasy Krlestwa Ciemnoci.
13
PRZEMEBLOWANIE
Tella, Indr, Oko Nocy i Sol witano ju z daleka, gdy tylko wyszli na polan, na ktrej
czekay na nich grupy Rama i Gondagila wraz z dwudziestoma jeleniami. Mri i Jaskari
wrcili wanie z poszukiwa na pnocy i gotowi byli szuka ani na poudniu.
Caa czwrka nowo przybyych czym prdzej pospieszya w ich stron, uradowana
ponownym widokiem przyjaci.

64

Berengaria pobiega przodem i rzucia si w ramiona Oku Nocy. Najwidoczniej wszelkie


obietnice o wstrzemiliwoci i dyskrecji poszy w zapomnienie. Oko Nocy za mia
kopoty z zachowaniem dostojnego wygldu i niewzruszonej miny jak przystoi
Indianinowi.
Indra wzrokiem szukaa Rama i zaraz rozpromienia si z radoci, e znw go widzi. I...
Ram mia w oczach w szczeglny, cudowny wyraz, ktry tak kochaa. Jego spojrzenie
zdawao si mwi, e na wiecie poza ni nie istniej inni ludzie, kryo si w nim take
ciepo, oddanie i mio, ktre w jednej chwili jakby j otoczyy.
Ach, Ram, a ja tak wtpiam i rozpaczaam, byam gupia, ale teraz wszystko ju bdzie
dobrze!
Przywita si z ni przelotnym uciskiem, podobnym do tego, jakim obdarzy Sol, lecz ju
ten moment ich wzajemnej bliskoci sprawi, e ciao Indry zalaa fala gorca.
Sol posaa jej spojrzenie pene uznania, ktre mwio: Powinna za wszelk cen
zatrzyma tego mczyzn przy sobie, on jest naprawd wyjtkowy.
Z radoci to zrobi, Sol, z prawdziw radoci, pomylaa Indra. Niestety, nie od nas
zaley decyzja.
Zastanawiaa si, czy Sol take wyczuwa jego gorc zmysowo. Na pewno, ale Sol
nie bya jak Lenore, Sol z radoci zrzeknie si takiego bohatera na rzecz Indry. Dobrze
wiedzie, e ma si w Sol przyjacik.
Ram by prawdziwym bohaterem. Mgby wystpi w kadej emocjonujcej historii, w
filmie, w powieci albo w rzeczywistoci, i bez wtpienia byby bohaterem.
Rozsiedli si na trawie, bo naleao zmodyfikowa plany. Waciwie dawno mina ju
pora posiku, ale o tym nikt nie wspomina. Wielu po strasznych przeyciach ani troch
nie odczuwao godu.
- Tellu, podobno miae do opowiedzenia poruszajc histori.
- Wolabym, eby byo inaczej. - Rosy Lemur zadra i zacz mwi o mrocym krew w
yach znalezisku w lesie. O ludzkim ramieniu i postaciach, ktre stamtd uciekay.
Ram ze wspczuciem ucisn Indr za rk.
- Bylimy w tej maej osadzie - powiedzia zaraz. - Nie spotkalimy tam ywej duszy, ale
po drodze syszelimy jakie niezwyke powarkiwanie, to byo niedaleko od osady.
- Potwory? - spyta Jori.
- Nigdy nie syszaem, aby zapuszczay si a tutaj - odpar Gondagil. - Ich terytorium to
szeroka dolina w pobliu muru, niekiedy co prawda te mae bestie podejmuj nieudane
byskawiczne ataki na mglist krain Timona, lecz ona rwnie pooona jest daleko
std. Nie pojmuj, co si dzieje. Wiem tylko, e powinnimy std ucieka najprdzej jak
si da, do domu, do Krlestwa wiata, razem z Elen, Mirand, jeleniami i wszystkim.
Nie poznaj teraz Ciemnoci, co strasznego musiao si tu wydarzy.
Ram wyj telefon i wezwa Helgego. Spyta, jak si miewa caa grupa, dokd zaszli i czy
przeyli co szczeglnego.
Helge odpar, e dotarli ju niemal do ukrytej doliny, mieli wszak ze wszystkich grup
najdusz drog do przebycia, musiao to wic troch potrwa, ale czuj si dobrze i nic
wyjtkowego ich nie spotkao.

65

- Gdyby tak si stao, natychmiast dajcie nam zna - krtko nakaza Ram. - I starajcie si
spieszy. Uwaajcie na siebie. Czekamy na was na wielkiej rwninie w pobliu
niemieckiej osady.
- Tam, gdzie znajduje si najwiksza grupa jeleni?
- Wanie tam - odpar Ram i wyczy aparat, zanim Helge zdy wspomnie o matce.
- Przestraszye go - cicho zauwaya Indra.
- Bardziej si wystraszy, jeli, niczego si nie spodziewajc, natknie si na co takiego
jak my. A teraz Kiro...
- Nie pojmuj, dlaczego musi ich by a picioro, eby odnale pojedynczego jelenia stwierdzia Berengaria. - Nas byo tylko troje na osiem zwierzt.
- My jestemy atwi we wspyciu - umiechn si Ram, czekajc na odpowied Kira. Pamitaj, e Kiro ma ze sob Sisk i Tsi-Tsungg.
- To rzeczywicie bardzo niefortunne poczenie.
Odezwa si Kiro. Natrafili na lad samotnego jelenia, ale owszem, natknli si na pewne
przeszkody, tym razem w postaci bestii, znajdowali si wszak niedaleko ich obszarw.
- Jeste pewien, e to byy potwory? - spyta Ram.
- Znam je a za dobrze.
Kiro wspomnia rwnie o kopotach w obrbie grupy, lecz bez szczegw. Zrozumieli,
e w pobliu jest kto, kogo nie chce zrani.
Na koniec Ram zadzwoni do Chora znajdujcego si w Juggernaucie.
- Chor, moemy mie tu spore problemy. Tak, chodzi o te straszne istoty o poncych
lepiach. Mam wraenie, e one s w caym lesie. Czy moglibycie przysa tu gondol?
Jori zawrci do Krlestwa wiata z Mirand i Elen, bo Elena wyranie nie najlepiej si
miewa.
Jori zacz energicznie protestowa, lecz Ram szeptem przypomnia mu, e to przecie
on najlepiej zna wentyle w sklepieniu kopuy.
Nagle rozleg si drcy, przecigy jk od strony Gr Czarnych. Poderwali si wszyscy,
nawet jelenie. Dwik zabrzmia z niesychan moc.
- Syszae to, Chor? - mrukn Ram.
- Tak, brzmi bardzo nieprzyjemnie. Kogo mam wysa z gondol? Wydaje mi si, e
najlepsza byaby Lenore.
- Nie! - krzykn Ram gwatownie, jak smagnity batem. - Ty musisz zosta przy
Juggernaucie, sdz, e rwnie laborant tam najbardziej si przyda, nam natomiast
moe by potrzebny weterynarz, przylij go tutaj, i Nidhogga take. A czy poza tym
panuje u was spokj?
- Tak, nie biorc pod uwag zoszczcej si Lenore i laboranta, ktry usiuje z ni
flirtowa. Poza tym wszystko w porzdku.
- Doskonale, powinnimy ju by u ciebie wraz z omioma jeleniami, ktre
sprowadzilimy, ale ruszylimy okrn drog, eby zajrze tutaj. Przybdziemy
najprdzej jak tylko si da, moesz by pewien.
Ram odoy telefon.
- Jori, masz do wykonania zadanie w Krlestwie wiata. Zawieziesz Mirand i Elen
bezpiecznie do domu, a potem udasz si do Talornina...
66

- Uf - mrukn Jori. - On jest zawsze taki surowy.


- To jednak konieczne. Poinformujesz go, co dzieje si w Ciemnoci, sami co prawda
niewiele wiemy, ale popro, by zastanowi si, co mona zrobi, jest tu stanowczo zbyt
wielu niewinnych ludzi.
Gondagil w milczeniu pokiwa gow. Myla o wasnym plemieniu, o Waregach. Na linii
znw odezwa si Chor.
- Ram, absolutnie nie zdoamy zabra wszystkich jeleni naraz, okazay si znacznie
wiksze, ni przypuszczaem. Czy nie moecie przyprowadzi czci z nich, bymy mogli
odesa do domu pierwsz tur?
Ram zastanowi si.
- A czy mylisz, e zdoamy przewie wszystkich, i ludzi, i zwierzta, na dwie tury?
- Tak, to si uda.
- Wobec tego Gondagil i Nidhogg przyprowadz t dwunastk, ktra od pocztku
przebywaa tutaj. Ja i jeszcze kilka osb zaczekamy, bo wci nie odnalelimy ani.
Brakuje te innych jeleni.
Niektrych z siedzcych na trawie zapewne przeszed dreszcz, gdy usyszeli, e
przyjdzie im jeszcze duej zosta w tej przekltej krainie. Przekltej w prawdziwym
rozumieniu tego sowa.
Ram wsta.
- Musimy troch przeorganizowa grupy. Tellu, w twoim oddziale jest Oko Nocy,
pomoecie wic Jaskariemu w poszukiwaniu ani. Weterynarz wkrtce tu bdzie i on
take pjdzie z wami Ty sam, Tellu, zostaniesz tutaj razem z Mrim i zaczekacie na dwie
ostatnie grupy, a ja i Berengaria zajmiemy si poszukiwaniem samotnej pary zwierzt.
- Pene pomieszanie - mrukna Indra. - Spjrzcie, leci gondola!
Pojazd wyldowa w pewnej odlegoci od nich tak, by nie wystraszy zwierzt.
Weterynarz i Nidhogg wysiedli, a Jori czym prdzej zabra na pokad Elen, ktra nie
miaa absolutnie nic przeciwko powrotowi do Krlestwa wiata, pragna wrcz znale
si tam jak najprdzej. Pospiesznie poegnaa si z Jaskarim, pomachaa rk
pozostaym przyjacioom i gondola zaraz uniosa si nad ziemi. Indra i Berengaria
popatrzyy na siebie, one take chtnie by si std wyniosy, gdyby nie Oko Nocy i Ram...
Nie chciay ich opuszcza.
A przecie i tak nie mogy by razem z nimi, bo o to zatroszczy si ju Talornin i jego
szpiedzy.
Sol zamylona obserwowaa dziewczta, jej oczy diabelsko byszczay. Wreszcie
podesza do Indry i Berengarii.
- Na krtk chwil zapanuje tutaj chaos, bo wszyscy ludzie i zwierzta bd wyprawia
si w swoich kierunkach. Zamiecie si ze sob, wy dwie.
Przeniosy spojrzenie z czarownicy na siebie i popatrzyy z now nadziej. Oczy
Berengarii zawieciy si, a Indra, zerkajc ukradkiem na Rama, poczua niepokojce
mrowienie.
- A Tell?

67

- Postaram si go zaj, pki nie znajdziecie si obie tak daleko, e nic nie bdzie mg
na to poradzi - odpara Sol. - A Ram nie powinien si chyba sprzeciwia, co o tym
mylisz, Indro?
Na twarzy Indry pojawi si umiech nie pozbawiony zoliwoci.
- Przypuszczam, e raczej nie.
Wszyscy zaczli si zbiera. Gondagil z Nidhoggiem ustawiali zwierzta, ktre miay w
pierwszej turze dotrze do Juggernauta, a Ram gono wydawa ostatnie polecenia.
- Pospiesz si, Berengario! - gorczkowaa si Sol. - Grupa Oka Nocy ju odchodzi,
docz do nich, Tell zostaje tutaj, ja przyjd pniej, kiedy ju zdoam go zagada.
Sol zatroszczya si o to, by Tell sta tyem w czasie, gdy grupa skadajca si z
Jaskariego, weterynarza, Oka Nocy i Berengarii zagbia si w ciemny las. Potem
prdko doczya do nich.
Ram z Indr dawno ju wyruszyli na poszukiwanie pary jeleni, Ram doskonale widzia, co
robi Sol, zauway zmian skadu grup, ale niczego nie da po sobie pozna. Tell i Mri
zostali wraz z omioma jeleniami, eby zaczeka na grupy Kira i Helgego. Wszyscy inni
opucili polan. Tell nie zorientowa si, e podzia na grupy, tak starannie obmylony i
wbity mu do gowy przez Talornina, uleg zmianie.
Ram i Indra byli razem, podobnie Berengaria i Oko Nocy. Mogo to mie nieoczekiwane
konsekwencje.
A Lenore dawno ju wypada z gry, znalaza si poza lini boczn boiska.
Talornin, siedzcy w swoim paacu i przekonany, e wszystko ukada si podug jego
woli, o niczym nie wiedzia.
14
PRZYGODA ORIANY
Po drodze do ukrytej doliny czworo czonkw grupy poznao si lepiej z Helgem.
W czasie gdy wszyscy uczestnicy wyprawy byli jeszcze razem, niewiele si odzywa.
A teraz mwi, jakby chcia to nadrobi.
Pomagajc im odnale najdogodniejsze szczeliny w skale, po ktrych mogli si
wspina, opowiada o swojej matce, z ktr absolutnie powinien porozmawia przed
opuszczeniem Ciemnoci.
Chocia nie powiedzia wprost, i bez tego zrozumieli, e chciaby zabra j do Krlestwa
wiata.
- Ale to byoby bardzo mie - owiadczya nie orientujca si w sytuacji Oriana. - Musimy
sprbowa jako to zaatwi.
Helge cay si rozjani.
Marco, ktry od Gondagila sysza o matce Helgego nieco wicej, usiowa cho troch
przytumi zapa Oriany, niestety ona nie poja dawanych przez niego sygnaw.
- Jak polesz jej wiadomo?
Helge troch si martwi.
- Mam nadziej, e zd zajrze do osady, Ram poniekd mi to obieca.
Oriana patrzya, jak Helge wyciga rk do Thomasa, by pomc mu pokona ostatni
odcinek, trudn grsk cian.

68

Miy czowiek z tego Helgego, sympatyczny, opanowany, spolegliwy i szczery,


mczyzna, ktrego apie si za rk, gdy rozlega si grzmot.
Thomas wreszcie znalaz si na grze i gdy ich oczy si spotkay, Orianie cieplej si
zrobio na sercu. Taki mody, a jednoczenie taki dojrzay. Nie wiedziaa, dlaczego uwaa
go za modszego od siebie. Thomas przebywa wszak w Krlestwie wiata od ponad
trzystu ziemskich lat i zatrzyma si na wieku okoo trzydziestu piciu lat, jak zwykle tu
bywao, Oriana natomiast przybya niedawno, lecz jej wiek ju zdy si cofn, ona i
Thomas byli teraz mniej wicej rwnolatkami, wci jednak uwaaa go za modszego od
siebie i od tej myli nie bya w stanie si uwolni.
Thomas, odkd zostaa pokonana moc Griseldy, wyranie si zmieni. Niemal cakiem
znikna jego nerwowo, a cho niekiedy zastanawia si, czy wiedma nie moe
powrci, teraz akurat by spokojny i rozluniony. Dla niego mozolna wdrwka przez
Ciemno stanowia wrcz odprenie, wiele rozmawia z Nauczycielem, do ktrego
najwyraniej mia zaufanie. Doprawdy, to zadziwiajca sytuacja, Thomas miertelnie ba
si czarownicy, a znalaz dobrego przyjaciela w czarnoksiniku. Ale te i spokojnego,
niezwykle uczonego Nauczyciela nie mona porwnywa z Griseld, t wciek furi.
Rnica midzy nimi bya taka, jak midzy dobr wol a zym pragnieniem niszczenia.
Dotarli ju wysoko w gry, syszeli o przeyciach innych, lecz adne z nich nie brao tego
na powanie. Ponce oczy, wyludnione wioski, poszarpane ludzkie ciaa...
Tu, na grze, panowa absolutny spokj i cisza, a w dodatku Helge zna swj wiat. On
przecie wiedzia, e po okolicznych lasach nie kr adne takie strachy. Owszem,
matka syszaa rne plotki, lecz on nie traktowa ich serio.
Drapieniki schodzce z gr? No tak, to si zdarzao, ale byo ich mao i nigdy nie
zachowyway si w ten sposb. A potwory z poronitej zarolami doliny, owszem, to
krwioercze bestie, lecz opis absolutnie do nich nie pasowa.
Caa pitka znalaza si ju na ostatnim wzgrzu i zatrzymaa dla nabrania oddechu.
Oriana patrzya na pikny i dziki wiat Helgego, otoczony irytujcym mrokiem, ktry
mimo wszystko nie zdoa skry urody tej krainy. Ze wzniesienia roztacza si widok na
du cz Ciemnoci.
Gdzie daleko, bardzo daleko dostrzec si dao olbrzymi kopu Krlestwa wiata.
Oriana pojmowaa, e musi ona niezmiernie kusi wszystkich zmuszonych do ycia w
wiecznej ciemnoci.
Nieco dalej w lewo, w poowie drogi do muru, rozcigay si mgliste doliny krainy Timona,
a z prawej strony wznosia si skaa o barwie piasku, grska ciana Siski.
Oriana patrzya na poronite lasem zbocza, na przeraajce, postrzpione szczyty
wystajce ponad drzewami. Na prawo od doliny potworw widziaa morze piasku. Gdzie
tam niej znajduj si inni uczestnicy wyprawy, jej przyjaciele, poszukujcy ostatnich
jeleni. Staraa si stwierdzi, gdzie to moe by, ale byo za ciemno, od wytania
wzroku napyny jej do oczu zy i wysiki na nic si nie zday. Ponure, pozbawione koloru
drzewa i tak zasaniay widok.
Helge poprosi, by przeszli jeszcze dalej w gb paskowyu. Pewnie poprowadzi ich do
krawdzi ukrytej doliny, rzeczywicie, tak jak zapowiedzia, ujrzeli tam sze jeleni.

69

- Tutaj czuj si najbezpieczniejsze - rzek cicho. - Ale naprawd bezpieczne nie s


nigdzie.
Oriana, oniemiaa ze zdumienia i z pen czci pokor, przygldaa si prehistorycznym
kolosom. Ledwie moga uwierzy w to, co widzi.
Czy to naprawd ja tego dowiadczam? zastanawiaa si. Przecie jeszcze tak niedawno
w wiecie na powierzchni Ziemi staam jedn nog w grobie, miaam ma, ktry
nienawidzi mnie do tego stopnia, e gotw by mnie zamordowa, byle tylko
odziedziczy moje pienidze i y z inn kobiet.
A teraz jestem w Ciemnoci wraz ze wszystkimi moimi przyjacimi z cudownego
Krlestwa wiata, gdzie Dolg i jego olbrzymi wity szafir ocalili mi ycie. Ile waciwie
mi si przytrafia?
Thomas... jest razem ze mn, sucha wyjanie Helgego. Jest tutaj te Marco, posta
rodem niemal z fantastycznej bani, i Nauczyciel, dawno zmary czarnoksinik. Czy
naprawd ja to przeywam? A moe to tylko cudowny sen?
Ze snu obudzi j przytumiony okrzyk Marca, ktry wskazywa na przeciwleg stron
niewielkiej doliny.
Oriana doznaa wstrzsu. Ku niczego si nie spodziewajcym jeleniom skrada si jaki
drapienik, chyba olbrzymi kot, tak przypuszczaa, ale trudno to byo stwierdzi.
Przyznaa racj zirytowanemu westchnieniu Indry: Czy nikt nie moe zapali wiata?,
jakie kiedy wyrwao si dziewczynie.
Ciekawe, jak si miewa Indra, przemkno jej przez gow, lecz zaraz ca jej uwag
przykua scena rozgrywajca si w dole.
- Prdko - szepn Nauczyciel. - Prdko, Marco, zanim ten zwierz zaatakuje i jelenie
uciekn.
Oriana zdya ju si zorientowa, e takich drapienikw jak ten nie ma na Ziemi.
Najbardziej przypomina tygrysa szablastozbnego, by jednak bardziej niezgrabny, a
brudn barw sierci przywodzi na myl hien, nie mia te tak potnie rozwinitych
kw jak tygrys. Gste futro wiadczyo o chodzie panujcym w grach.
- Co my zrobimy? - pytaa przejta. - Jak zdoamy powstrzyma drapienika, nie straszc
przy tym jeleni?
- To zwierz pozostaw mnie - uspokoi j Marco, gdy zaczli schodzi do doliny. - Wy
natomiast skupcie si na nawizaniu mylowego kontaktu z jeleniami, pamitajcie, jak
postpowaa Miranda.
Jelenie? Czy si zaniepokoiy? Czy co wyczuwaj?
Bez wtpienia wzmogy czujno, na razie jednak nie ruszay si z miejsca.
Oriana staraa si myle tak jak Miranda, lecz podchodzc cicho razem z Thomasem,
czua, e wpada w panik, chciaa ostrzec jelenie, lecz to byoby najgorsze z moliwych
posuni. Thomas wyczu jej niepewno i uj j za rk. Nagle zorientowali si, e nie
ma z nimi Marca.
- Gdzie on si podzia? - spyta Thomas, ktry niewiele wiedzia o ksiciu Czarnych Sal i
o tym, czego Marco potrafi dokona.
- Marco chadza wasnymi ciekami - uspokaja go Nauczyciel. - Idcie teraz za Helgem.
Thomas wci niczego nie rozumia i Oriana usiowaa mu tumaczy:
70

- Podobno Marco potrafi si przemieszcza dokadnie tak, jak mu si podoba. Dopiero


teraz zobaczyam, co to naprawd znaczy, to przeraajce.
Mocniej uja Thomasa za rk.
Ostatni odcinek drogi pokonywali niemal zelizgujc si w d.
Helge da im znak, by si zatrzymali
- Nie pozwlcie, eby jelenie domyliy si obecnoci drapienika, skupcie si na
przesyaniu im waszej yczliwoci i naszego posania.
Helge prdko si uczy, lecz nie naley take zapomina, e by najlepszym przyjacielem
jeleni.
Oriana usiowaa si skoncentrowa, lecz jej myli wdroway daleko. Zastanawiaa si,
czy wanie takie zwierz o poncych oczach spotkali jej przyjaciele. Ale nie, tamte
poruszay si podobno na dwch nogach i miay w sobie co nadprzyrodzonego, ta
bestia natomiast to po prostu drapienik, moe nie cakiem zwyczajny, lecz prawie.
Wreszcie zdoaa zapanowa nad mylami. Znaleli si ju na skraju lasu i wszyscy
czworo wzmogli prby przekonania jeleni, e najlepiej dla nich bdzie, jeli pjd razem
z ludmi, tumaczyli, e pozostae jelenie wyruszyy ju w drog ku zielonym kom, gdzie
nie bdzie na nie czyha adne niebezpieczestwo. Sze jeleni podnioso si ju i
patrzyo na nich ze zdziwieniem, zwierzta gotowe byy w kadej chwili rzuci si do
ucieczki, lecz otrzymywane sygnay wprawiy je w niepewno. Oriana na wszelki
wypadek mocniej przycisna do ramienia aparaciki suce do porozumiewania si,
czua, e z czoa pynie jej pot, tak mocno staraa si skoncentrowa.
Zacza przechwytywa rnorodne obrazy przesyane przez zwierzta, miaa kopoty z
poskadaniem ich i ze zrozumieniem.
Nagy ryk, jaki rozleg si z drugiego kraca doliny, sprawi, e jelenie zastygy ze strachu
i wszyscy czworo natychmiast musieli si skupi na prbach ich uspokojenia. Chodcie
z nami, tam bdzie bezpiecznie.
Oriana usiowaa stumi swj lk o Marca, mg przecie zmci przesyane przez ni
myli.
Nauczyciel zabra Helgego na otwart k na dnie doliny, Orian i Thomasa umocnio to
w ich staraniach. Zwierzta znay Helgego, a co potrafi Nauczyciel, mogli si tylko
domyla.
Jelenie stay nieruchomo, lecz byy tak zdenerwowane, e wida byo biaka ich oczu.
Oriana wbrew swej woli posaa jeszcze jedn myl Marcowi, zastanawiajc si, jak mu
si powiodo, gdy nagle on sam zszed w dolin od drugiej strony.
- Co zrobie z tym dzikim zwierzciem? - pyta go przeraony Helge. - Wyglda na to, e
jeste cay i zdrowy, zabie zwierz?
- Nie, ja nigdy nie zabijam, ani te go nie oszoomiem.
- Sprawie, e zapomnia o jeleniach? - domylia si Oriana.
- Zrobiem co jeszcze - rozemia si Marco. - Odmieniem cay jego sposb ycia.
- Co chcesz przez to powiedzie? - dopytywa si Thomas.
- Jest teraz rolinoerc.
- Na mio bosk! - wykrzykna zaskoczona Oriana. - Ale czy on nie bdzie mia
problemw ze swoimi pobratymcami?
71

- Za jednym zamachem zajem si i nimi - odrzek Marco beztrosko. - Nie ma ich tak
wiele, to wymierajcy gatunek, a teraz zwikszyy si ich szanse na przeycie.
- Jeste szalony! - jkn Nauczyciel. - Ale cudownie, wspaniale, ludzko szalony! Jestem
dumny z tego, e mog by twoim przyjacielem, mgby zosta najlepszym
czarnoksinikiem na wiecie.
- Dzikuj, ale z tego chyba zrezygnuj, bo przecie tylu zakl musicie si uczy na
pami.
Helge oniemia ze zdziwienia, patrzy tylko na Marca, niczego nie rozumiejc. Thomas
rwnie posa mu spojrzenie pene powtpiewania, godne zaiste niewiernego Tomasza.
Marco umiechn si yczliwie.
- Chodmy, zabierzmy ze sob jelenie, zanim si nami znudz. Pozostali ju czekaj i
wydaje mi si, e nas potrzebuj. W kadym razie musz ruszy w kierunku
Juggernauta.
Sze jeleni poszo za nimi bez sprzeciwu, Helge maszerowa pierwszy, Marco po jednej
stronie zwierzt, Oriana z Thomasem po drugiej, Nauczyciel za zamyka pochd i
pilnowa, by nikt nie marudzi.
Gdy zostawili ju za sob najtrudniejszy do przebycia odcinek i zagbili si w rzadki las
peen wysokich drzew, Thomas powiedzia Orianie:
- Coraz bardziej mi imponujesz, z kad uciliwoci radzisz sobie w dostojny,
sympatyczny sposb. Nigdy nie spotkaem takiej damy, takiej lady jak ty.
- Dzikuj - odpowiedziaa zaskoczona, rumienic si z radoci. - To bardzo miy
komplement.
- Przede wszystkim szczery. - Thomas przytrzyma ga, ktra moga uderzy j w
twarz. - Oriano, ja...
- Tak? - rzeka agodnie, nie bardzo wiedzc, do czego zmierza Thomas.
Rozemia si zakopotany.
- Mam nadziej, e nie uznasz mnie za natrta i... bardzo bym prosi, aby pozwolia mi
stara si o twoj rk.
Orianie na moment serce zamaro w piersi. Stara si o rk? Na mio bosk, on
wci y w siedemnastym wieku! Dzi ju nikt nie uywa takich sw. Teraz chodzio o to,
by poderwa kogo w jakiej kawiarni, porozumie si bez zbdnych ceregieli i ju
pierwszego wieczoru i do ka, a zaraz potem powiedzie sobie do widzenia, jeli
nie byo si zadowolonym. Ale Thomas najwidoczniej y odizolowany wrd starych
dokumentw w archiwum Krlestwa wiata.
Jego niemiaa proba gboko j wzruszya, zorientowaa si wreszcie, e Thomas
nieco zbyt dugo czeka na odpowied i ju chce j przeprasza za zbytni miao,
prdko wic odrzeka:
- Drogi Thomasie, to bdzie dla mnie prawdziwy zaszczyt.
Thomas gono odetchn i umiech rozjani mu twarz.
- Wiem, e to z mojej strony moe zbyt wczenie, po tym, jak zbrukaa mnie wiedma
Griselda, ale...

72

- Za wczenie? - przerwaa mu ze miechem. - Przecie to wydarzyo si w tysic


szeset dziewidziesitym pierwszym roku, uwaam, e najwyszy czas, by
zapomnia o tym incydencie.
- Trudno jest wmie takie wydarzenie pod dywan.
- Uwaam, e wcale tego nie zrobie, cierpiae z jej powodu przez sze albo nawet
siedem ludzkich istnie.
Thomas z wyran ulg unis gow.
- Chyba masz racj, najwyszy czas zacz y.
- Tak wanie powinno to brzmie.
Oriana postanowia nie rozwaa teraz moliwoci powrotu Griseldy. Musiaa pomc
Thomasowi na nowo uwierzy w siebie. Ogromnie j te kusio powolne, ceremonialne
staranie si o jej rk. To rwnie moe by emocjonujce.
Idc nie dotykali si nawzajem, lecz chocia dzieli ich co najmniej metr, byli bardzo, ale
to bardzo blisko siebie.
Oriana zorientowaa si, e dzie ma si ku kocowi. Podobnie jak za murem panowao
wieczne wiato, tak w tej krainie krlowaa wieczna ciemno, lecz organizm sam
wyczuwa zmian pr doby. Nie mieli nawet czasu na posiek, jelenie poruszay si tak
szybko, e musieli niemal biec, by dotrzyma im kroku, a to ujmowao im si.
Wszyscy chyba ju zauwayli, e Helge mniej lub bardziej wiadomie naprowadza ich na
Dolin Mgie, gdzie by jego rodzinny dom. Nawizali kontakt z Ramem i powiadomili go,
e odnaleli jelenie i e wszystko jest w porzdku, lecz na pytanie Helgego Ram odpar,
e nie, nie mia czasu pomwi z jego matk, wci bowiem brakowao pary jeleni, ani i
samotnego samca.
Dlatego wanie Helge skierowa ich dug okrn drog. Chcia koniecznie i do
domu, do matki. Wszystkie podjte przez Marca prby nakonienia go, by odstpi od
zamiaru zabrania jej do Krlestwa wiata, byy niczym patki niegu topniejce na ziemi.
Jakie to mie zwierzta, id tak spokojnie przez cay czas, mwia sobie w duchu Oriana.
Nie zdya pomyle tego do koca, a jelenie nagle si zatrzymay. Dwa uskoczyy w
bok i znikny w lesie.
Ratunku, jak sobie z tym poradzi?
Na przesanie myli o spokoju i poczuciu bezpieczestwa w Krlestwie wiata nie byo
czasu, tutaj liczyy si sekundy.
I wtedy do akcji przystpi Nauczyciel. Unis rk i grzmicym gosem wymwi kilka
sw w jakim nieznanym jzyku, lecz dziki wynalazkowi Madragw zrozumieli je
wszyscy, rwnie olbrzymie jelenie. Nauczyciel oznajmi, e jeli si rozbiegn, bd
skazane na mier. Jedynie pod jego ochron zdoaj ocali ycie.
Dla wszystkich jasne si stao, e sowa wypowiedziane przez Nauczyciela ukaday si
w czarnoksisk formu. Uy zaklcia, by powstrzyma zwierzta, zaczarowa je.
Wolno, bardzo niechtnie jelenie powrciy, jakby kierowaa nimi nie tylko ich wasna
wola.
Moe jednak i one zrozumiay to, co doda: Bo w lesie kryje si za krew?
Waciwie dlaczego zwierzta okazay tak gwatowny opr?
73

Ludzie woleli si nad tym nie zastanawia.


Korzystajc z zamieszania, wywoanego rozproszeniem si zwierzt, Helge cicho zwrci
si do Oriany i Thomasa:
- Idcie dalej naprzd, ja przyjd pniej, znam drog.
- Nie moesz przecie... - zaczli, lecz jego ju nie byo.
- Co za dure! - mrukn Marco, gdy chwil pniej donieli mu o odczeniu si
Helgego. - To si moe le dla niego skoczy, ale rzeczywicie, jak mwi, sam znajdzie
drog, a przypuszczam, ze nic nie byoby w stanie odwie go od tego planu.
- To znaczy, e nie bdziemy na niego czeka?
- Tutaj? W miejscu, gdzie zwierzta tak si niepokoj? Poza tym powinnimy si
spieszy na miejsce zbirki. Helge bdzie musia radzi sobie sam.
Nie przywykli, by Marco okazywa tak mao wraliwoci, zrozumieli jednak, e dla
Helgego nie mogli nic zrobi, sam wybra swoj drog i przecie znacznie lepiej ni oni
zna Ciemno.
Pozostawao tylko jedno pytanie: Czy zdoa poradzi sobie ze wszystkimi nowymi
elementami, jakie wtargny w jego dawny wiat? Z milczcym, nie znanym zem?
Ostatni kawaek szli ju ostroniej, nasuchiwali odgosw dochodzcych z lasu,
panowaa jednak cisza, a i zwierzta zachowyway si wzgldnie spokojnie.
Wreszcie znaleli si na ce, gdzie ju czekali przyjaciele. Oriana niezmiernie si
uradowaa widokiem znajomych twarzy i tym, e w kocu moga pooy si na trawie,
eby odpocz. Caa jej grupa miaa wreszcie czas, by si posili, czego bardzo im byo
potrzeba. Tell i Mri rwnie co nieco skubnli, chocia nie skrywali niechci do jedzenia.
Ich dowiadczenia byy wszak najmniej przyjemne i apetyt nie bardzo im dopisywa, co
zje jednak musieli
Tell oznajmi:
- Otrzymalimy wieci od Gondagila i Nidhogga, bez problemw dotarli do Juggernauta z
dwunastk jeleni
- No, dziki Bogu, przynajmniej niektrzy s w bezpiecznej przystani, choby
tymczasowo.
- To prawda. Gondagil ju do nas wraca, eby pomc przy reszcie jeleni, Chor i Nidhogg
natomiast wyruszyli z pierwsz tur zwierzt do Krlestwa wiata. Laborant i Lenore
wraz z Goramem czekaj w osonitej dolinie na Juggernauta.
- Czy bez ochrony pojazdu nie s zanadto naraeni na niebezpieczestwo?
- Zapewniali, e wszystko w porzdku. Mczyni musieli zosta, eby zaj si
kolejnymi przybywajcymi jeleniami, a Lenore okazywaa pewn niech wobec Chora i
Nidhogga.
- Ona uprawia jeszcze gorsz dyskryminacj ni Siska - stwierdzi Mri.
- Owszem, i to znacznie - przyzna Marco. - Bardzo le traktowaa Indr, ktra jest tylko
czowiekiem. Przejazd Juggernautem tam i z powrotem zabierze chyba Chorowi duo
czasu?
Tell umiechn si pgbkiem.
- Chor twierdzi, e zna ju drog, i bdzie jecha najszybciej jak tylko si da.
Przypuszczam, e prdko tu wrci.
74

- No tak, zwierzta s upione, niczego wic nie poczuj - umiechn si Marco. Powinnimy wysa z nimi wicej ludzi, ale nie ma nikogo, bez kogo moglibymy oby si
tutaj. Naturalnie z wyjtkiem Lenore, ale ona nie chciaa jecha. O, jest gondola Joriego!
Oriano, Thomasie, czy macie ochot wrci do Krlestwa wiata? Wykonalicie ju
swoje zadanie, i to bardzo dobrze, a Oriana wyglda na ogromnie zmczon.
Oriana popatrzya na Thomasa, ktry lekko skin gow.
- O, tak, dzikujemy - powiedziaa z wyran ulg. Nie bez wyrzutw sumienia
opuszczali przyjaci pozostajcych w makabrycznym wiecie Ciemnoci, zdawali sobie
jednak spraw, e nie na wiele ju mog si przyda.
Jori wysiad z gondoli. Nieszczeglnie ucieszy si na wie, e bdzie musia lecie
jeszcze raz, ale rozumia, e im mniej osb znajdzie si w Juggernaucie podczas
ostatniej przeprawy, tym wicej miejsca bdzie w rodku pojazdu. Pogodzi si wic z
rol przewonika. Porozumia si z Talorninem, ktry wszelkie decyzje pozostawi
przebywajcym w Ciemnoci. Owszem, zaniepokoia go relacja Joriego, lecz nie by
przekonany, czy przypadkiem troch nie przesadzaj.
Uczestnicy wyprawy popatrzyli na siebie z rezygnacj, Talornin obieca przynajmniej, e
przygotowane zostanie due ogrodzenie tu przy murze, gdzie jelenie przejd
kwarantann. Kwarantann bd przechodzili take ludzie. Jori musia wysucha
reprymendy, postpi bowiem nie do rozwanie, udajc si do wysoko postawionego
Obcego bez uprzedniego oczyszczenia.
- On chyba nie pojmuje, e tutaj licz si minuty - westchn Mri. - Dobra robota, Jori,
jeste doskonaym kurierem.
Pozostali rwnie zamruczeli z uznaniem, Jori czu, e zosta odpowiednio nagrodzony.
Ani troch zabawne nie byo przecie pozostawanie z boku, poza emocjonujcymi
wydarzeniami w Ciemnoci, w kadym razie dla modego, dnego przygd czowieka.
Ale te i szybowanie w powietrzu gondol sprawiao mu przyjemno. No i przecie
nalea do nielicznych, ktrzy potrafili przeprowadzi pojazd przez wentyle.
Tell zadzwoni do Rama.
- Jak si wiedzie tobie i Berengarii, odnalelicie par jeleni?
Gos Rama brzmia do niewyranie, bo przecie nie by z Berengari, tylko z Indr.
Odpowiedzia krtko:
- Wszystko w porzdku, jestemy na tropie.
- Doskonale. - Tell nacisn inny przycisk w aparacie. - Jaskari? Znalelicie trop ani?
- Na razie nie, ale zaczynamy przeszukiwa nowy obszar - rozleg si gos Jaskariego.
- Jakie zakcenia?
Na odpowied musieli chwil czeka.
- Nie wiemy, co jakby zaczynao dzia si w lesie, lecz nic z tego nie wyniko.
- Co masz na myli, mwic: zaczynao si dzia?
- Zauwaylimy jaki ruch midzy drzewami. Wydaje mi si, e jest nas zbyt wielu, by
ktokolwiek omieli si zaatakowa. W kadym razie nie bya to ania, to jest pewne.
- Uwaajcie na siebie. Gondagil? A co z tob? Gondagil odpar:
- Ju niedugo bd u was, tutaj nic zego si nie dzieje.
- Jeszcze grupa Kira - powiedzia Tell i zadzwoni.
75

Czekali, sprbowa jeszcze raz.


- Kiro? Kiro, syszysz mnie? Siska? Tsi? Dolg? Zwierz? Czeka przez dobr chwil, a
wreszcie opuci aparat i w milczeniu patrzy na oniemiaych przyjaci. Od grupy Kira nie
byo odpowiedzi.
15
MATKA HELGEGO
Helge co si w nogach pieszy do wielkiej wioski Waregw.
Co powie? Jak si wytumaczy? To okrutne ze strony jego nowych przyjaci odmawia
matce wstpu do Krlestwa wiata. Musz zrozumie, e nie moe jej tu pozostawi
bez pomocy, podczas gdy jemu ukada si bdzie jak najlepiej. I przecie on sam take
nie jest przyzwyczajony do samodzielnego ycia, jak wic sobie poradzi? Czym innym s
samotne wczgi po lesie, a czym innym powrt do domu, w ktrym nikt nie wystawi
jedzenia, nie zaceruje skarpet i nie wyoy czystego ciepego ubrania ani nie pociele mu
ka.
Doszed ju do wioski, coraz wolniej stawia kroki.
W osadzie ycie toczyo si zwykym torem, mieszkacy pozdrawiali go skinieniem
gowy, lecz nikt szczeglnie nie zwraca na niego uwagi, Helge nie by tu wan
osobistoci, nazywano go maminsynkiem, cho on o tym nie wiedzia.
Zatrzyma si pod drzwiami prostego, lecz doskonale utrzymanego domu, i dugo mu si
przyglda. Domek by taki liczny, matka zawsze miaa tu wzorowy porzdek i bardzo
pilnowaa, by on zajmowa si pracami na zewntrz. Helge ata wic dach, bejcowa i
smoowa, zamiata podwrze, w rodku za ona wszystko czycia do poysku, Helge by
pewien, e nikt nie ma pikniejszego domu.
Poczu ciskanie w doku. Jake ma zostawi to wszystko?
Matka gwatownym szarpniciem otworzya drzwi.
- No, jeste wreszcie! Gdzie si podziewae, tak si o ciebie baam! Naprawd nie
mylisz o swojej starej matce, ktra nie moe zazna spokoju, bo wyobraa sobie
najgorsze? I serce te mnie rozbolao, czuam, jak wali mi w piersi, w dodatku nie
nanosie drewna, chocia obiecae. Gdzie ty by? U jakiej baby?
Mwia cicho, lecz z naciskiem, nie dajc mu doj do sowa. Nigdy nie podnosia gosu,
aby nikt nie pomyla, e midzy matk a synem co si nie ukada. e syn nie odnosi
si do niej z naleyt czci, jak przystao.
Helge z pochylon gow wymin j i wszed do rodka.
Jego matka bya upart, nieustpliw kobiet. Umiejtnie wykorzystywaa syna,
uywajc na zmian miych sw i rozkazw. Jeli za i to nie skutkowao, przemawiaa
do jego sumienia, potrafia niekiedy zachorowa, niemal miertelnie, a Helge za kadym
razem dawa si zapa na lep.
Kobieta owa, jak wikszo Nordykw, obdarzona bya susznym wzrostem, przetykane
siwizn jasne wosy splataa w dugi warkocz. Nie bya ani adna, ani brzydka, silnej
budowy, ylasta, miaa elazne zdrowie. Brakowao jej kilku zbw, lecz poza tym nic jej
nie dokuczao, oprcz, rzecz jasna, tych dolegliwoci, ktre wymylaa na wasne
potrzeby.

76

- Musimy porozmawia, mamo - odezwa si Helge niepewnie. - Chodzi o co bardzo


wanego.
O, nie, pomylaa matka, noszca imi Frida, bdce rwnie dziedzictwem Waregw z
okresu ich pobytu w szwedzkim Roslagen. O, nie, znw jaka kobieta!
Ju zacza symulowa atak serca, omdlenie - czy uda mi si upa akurat na dywan? gdy zorientowaa si, e syn mwi o czym zupenie innym.
Przenosi si do Krlestwa wiata? Helge? Ju dzisiaj?
Frida z trudem chwytaa powietrze. Nigdy dotychczas nie bya tak blisko prawdziwego
ataku sercu. Oddychaa ciko, nie byo to grone, lecz po raz pierwszy nie udawane.
- Co ty wygadujesz, chopcze? C to za otry chc porwa dziecko matce?
Trzydziestosiedmioletnie dziecko z poczuciem winy patrzyo na szedziesicioletni
matk i szepno niemiao:
- Ale to moliwo, ktra otworzy si jedynie przed nielicznymi, mamo. Poza tym to
dobrzy ludzie. Jest z nimi Gondagil, ktry od siedmiu lat mieszka w Krlestwie wiata i
ani troch si nie zestarza. Oeni si z mi dziewczyn pochodzc stamtd i bardzo
dobrze mu si ukada, wic...
Frida uczepia si tego, co napeniao j najwikszym przeraeniem.
- Oeni si? I ty oczywicie masz zamiar zrobi to samo? Czy w tej nieodpowiedzialnej
grupie s take kobiety?
- Tak, wszystkie bardzo sympatyczne.
Powinien wypowiada si zdecydowanie ostroniej, ostatnim stwierdzeniem zamkn
drzwi do upragnionego raju.
- Nie ma mowy, zostaniesz tutaj!
- Ale...
- adnych ale, chyba cakiem ju postradae rozum, chopcze! Dobrze wiesz, e moje
serce tego nie wytrzyma. Kto bdzie nosi drewno i wod, zdobywa poywienie dla nas
obojga? Chcesz zamieszka wrd wiata, mie same wygody, wiedzc, e twoja
biedna matka ley na pododze i nie jest w stanie doczoga si do drzwi, eby wezwa
pomoc? e przez wiele dni bdzie tkwi bez jedzenia, w zimnie, a umrze z wyzibienia
albo z godu? Naprawd taki z ciebie syn?
Helge by zrozpaczony.
- A jeli i ty bdziesz moga si tam przenie?
Wiedzia, e stpa teraz po kruchym lodzie, wszak jego proba, by zabra jeszcze jedn
osob do Krlestwa wiata, spotkaa si z silnym oporem, lecz matka sprowokowaa go
do wypowiedzenia tych sw. Helge wiedzia ju, e chce i musi przenie si do
Krlestwa wiata. Nigdy nie mia tak dobrych przyjaci, nigdy nie spotka tak
wspaniaych istot jak przybya stamtd grupa. Matka nie pozwalaa mu na
zaprzyjanianie si z kimkolwiek, uwaaa bowiem, e przyjaciele kradn mu czas i
odwracaj uwag od niej. Helge nie chcia utraci nowych znajomych, zapragn
rozpocz nowe ycie w miejscu, gdzie mieszkali oni.
Postanowi sign po ostateczny argument.
Opowiedzia o zym strachu kryjcym si wrd cieni w lesie. Czy nie lepiej bdzie przed
nim uciec?
77

Matka od duszej chwili nie wyrzeka ju ani sowa, usiowaa przetrawi myl o
przeniesieniu si do Krlestwa wiata.
Przejcie do tamtej krainy byo odwiecznym pragnieniem Waregw. Gondagil, ten leniwy
nierb, znalaz tam wspaniay dom, to niesprawiedliwe, ona bardziej na to zasugiwaa.
Matczyna intuicja podpowiadaa jej rwnie, e Helge dokona ju wyboru. adne
omdlenie, adne osunicie si na podog nie zdoa odwie go od decyzji wyruszenia z
tymi ajdakami, ktrzy tak zawrcili mu w gowie.
Kobiety biorce udzia w ekspedycji?
Co on mwi o strasznych istotach czajcych si w lesie?
Niemal jakby do siebie powiedziaa:
- Docieraj do nas plotki z niemieckiej osady o jakich trollach poerajcych ludzi.
Oczywicie nikt w to nie wierzy, ale... A jeli to prawda? Wtedy, rzecz jasna, musimy si
std wynosi.
Ogarn j nagy zapa.
- Nikomu ani sowa, nie bdziemy zabiera std nikogo niepotrzebnego. Jak ludzie si o
tym dowiedz, wszyscy bd chcieli pj z nami, a to tylko co dla ciebie i dla mnie.
Prdko, pakuj si, wyruszamy ju teraz!
Helge znw nie mg upora si z wyrzutami sumienia, tym razem wobec swoich nowych
przyjaci. Co powiedz, kiedy przyprowadzi matk? Ale z drugiej strony nie mg
zostawi jej tutaj samej, chorej na serce, bezbronnej.
O Fridzie wiele dao si powiedzie, lecz na pewno nie to, e jest bezbronna.
Helge zosta wychowany w nieustajcym poczuciu winy. Teraz czu si kompletnie
rozdarty, bez wzgldu na to, co zrobi, ciar wyrzutw sumienia bdzie przygniata go do
ziemi.
- No tak, pewnie tak powinnimy postpi - westchn z rezygnacj.
Po wielokrotnym powtarzaniu: Nie, mamo, tego nie moemy zabra, i tego te nie, oraz
krtkiej wizycie u ssiada z owiadczeniem, e moe wzi sobie wszystkie zwierzta
domowe, oni bowiem si std wyprowadzaj, bez bliszego wyjaniania, gdzie i dokd,
mogli wreszcie wyruszy.
Helge maszerowa przez las tak prdko, e Frida ledwie zdoaa dotrzyma mu kroku.
Nie przestawaa przy tym narzeka, e syn nigdy o niej nie myli, po wszystkim co dla
niego zrobia...
- Trzeba si spieszy - odpar rozgorczkowany. - Musz im pomc w odnalezieniu
ostatnich olbrzymich jeleni.
Matka stana jak wryta.
- Olbrzymie jelenie? Dlaczego masz je odnale?
Helge zniecierpliwiony machn rk.
- Przecie oni po to tutaj przybyli, chc sprowadzi wszystkie jelenie do Krlestwa
wiata. A poniewa ja zajmowaem si zwierztami, pozwolono mi im towarzyszy.
- Chcesz powiedzie - odezwaa si matka zgryliwie - e oni wpuszczaj zwierzta do
tego raju, a nas, ludzi, nie?
- Tak, mamo, ale jeleniom jest tu le, nie s bezpieczne.

78

- Dawa zwierztom pierwszestwo przed ludmi? To najgorsze co syszaam! Helge,


wracamy do domu! Obrcia si na picie i poczapaa z powrotem do osady. Zaszli ju
jednak do daleko, byli waciwie w pobliu miejsca zbirki. Helge pobieg za matk, by
nakoni j do zmiany decyzji.
- Mamo, w lesie nie jest bezpiecznie, chod, to nasza jedyna szansa!
- Nie chc mie do czynienia z ludmi tego pokroju, a ty pjdziesz ze mn, koniec i
kropka.
Matka wyraaa si do obcesowo, wczeniej Helge tego nie zauwaa, dopiero teraz,
gdy spotka ludzi o naprawd wysokiej kulturze, otworzyy mu si oczy.
Matka uparcie zmierzaa ku mglistej krainie Timona, a Helge poczu nagle, e nie chce
tam wraca.
- Mamo!
- Nie prbuj mnie powstrzymywa! Mwiam ci ju, e nie chc mie z nimi do czynienia,
to poganie, ktrzy wyej stawiaj zwierzta ni ludzi, w dodatku maj ze sob lubiene
kobiety, ktre zniszcz wszelkie zasady moralne, w jakich ci wychowaam. To nie jest
towarzystwo dla ciebie, Helge!
Jej gos coraz bardziej si oddala, lecz nie przestawa w nim brzmie ton oskarenia.
Helge zatrzyma si niezdecydowany i krci gow to w jedn, to w drug stron. Posta
matki zacza znika za drzewami we mgle, musia wreszcie co postanowi.
A, do diaba, niech idzie!
Nagle usysza jej przeraliwy wrzask i zaraz nadbiega szalonym pdem, a wydymao
si na niej ubranie i podskakiway niesione worki.
- Co si stao?
Matka z pocztku tylko krzyczaa, wreszcie jednak wypowiedziaa kilka przytomnych
sw, ale dopiero wtedy, gdy znalaza si tu przy nim.
- Syszaam co - jkna. - To trolle, co strasznego, wprost trudno w to uwierzy,
uciekajmy czym prdzej do twoich ludzi! To jakie piekielne istoty, prdko, Helge,
biegnijmy!
Wycigna do syna rk, zapa j i pocign za sob w panice.
- Moje pienidze! Zgubiam pienidze! - krzykna nagle.
- Nie dbaj o nie, tu chodzi o ycie!
- Tak, ale musz przecie...
Ju ledwie moga mwi.
- Powtarzam, tym si nie przejmuj!
Sabe serce matki nigdy tego nie zniesie, myla Helge z lkiem, Gondagil i inni mog si
na mnie gniewa o to, e j zabraem, ale teraz naprawd nie wolno mi jej opuci, nie
powinni tego da.
Obejrza si, przeraony, ale nic nie zobaczy.
- Och, dziki, dobry Boe, s ju moi przyjaciele - oznajmi wkrtce, ciko dyszc. Nie
przestawa jednak cign matki, a zamiataa sob wszystkie zwide licie.
Przyjaciele nie rozgniewali si, umieli bowiem zrozumie Helgego, lecz jego postpek
troch ich zmartwi.
79

Marco usiowa przesucha Frid.


- Jak one wyglday?
Kobieta wci dyszaa ciko jak miech kowalski.
- Jak wyglday? Skd miaabym to wiedzie? Kryy si w mroku, ale widziaam jarzce
si czerwone lepia. I te odgosy! Szkoda, e ich nie syszelicie!
- No wanie, jakie to odgosy?
Frida usiowaa je naladowa, lecz nie brzmiay szczeglnie imponujco i przywodziy na
myl raczej ochrype miauczenie kota.
- Ile oczu widziaa?
- Troje, to znaczy trzy pary. Trzy pary oczu, to byy trzy trolle.
Trzy. Marco zamylony popatrzy na Mriego i Tella. Czyby te same, ktre goniy
Mirand?
Mri kiwn gow.
- To moe si zgadza, zwaszcza jeli idzie o miejsce. Ale tajemniczych bestii jest
wicej.
- Tak - stwierdzi Tell. - Na przykad ta pitka, ktra zdawaa si jakby unosi nad
wzgrzem, widziaa j moja grupa, a grupa Helgego zauwaya je wyej w grach.
- To mogy by te same stwory, ale na pewno tego nie wiemy. Grupa Jaskariego mwia o
czym, co poruszao si wrd drzew. Wydaje si, e las jest ich peen.
Ogromnie wzburzona Frida usiowaa zebra myli, by stwierdzi, w szpony jakich to
obrzydliwych typkw wpad jej syn.
Z zadowoleniem zauwaya, e wrd nich, przynajmniej tutaj, nie ma kobiet, mczyni
za to s doprawdy bardzo dziwni. Gondagila znaa, inni natomiast... No tak, syszaa o
Stranikach, ze dwa razy nawet jakich widziaa, Tell wic tak bardzo jej nie zdziwi, ale
by wrd nich rwnie ten niezwyky czowiek, nazywali go Marco, wyjtkowo
podejrzany, czy mona mu ufa? I dwaj inni dziwni mczyni, ktrych nazywano Mri i
Nauczyciel, owszem, bardzo przystojni, patrzenie na nich sprawiao wrcz przyjemno,
urod przewyszali wszystkich znanych jej mczyzn, lecz byo w nich co tajemniczego.
Moe te ich oczy byszczce w ciemnoci?
Wygldali jednak na do przyjanie nastawionych.
Frida uja Helgego pod rami, jak gdyby u niego szukajc ochrony. Gorzko aowaa, e
nie namwia syna do pozostania w osadzie, powinna bya si uprze, lecz przewaya w
niej myl o przeniesieniu si do Krlestwa wiata. Teraz bdzie moga triumfowa nad
wszystkimi innymi mieszkacami wioski. Nie bardzo tylko wiedziaa, jak przesa im
wiadomo, e znalaza si w obrbie muru, ale o tym pomyli pniej. No i jeszcze te
lene bestie... Teraz ona i Helge nie mogli wrci, pozostawao jedynie robi dobr min
do zej gry.
Przybysze z Krlestwa wiata najwyraniej stracili zainteresowanie dla niej, wrcili do
narady, jak prowadzili przed jej przybyciem, mwili o kim, kto znikn? Rozwaali, co
naley robi, czy wysa kolejny patrol na poszukiwanie, nikt jednak nie wiedzia, dokd.
Wreszcie Marco zdecydowa:
- Helge, ty jeste odpowiedzialny za swoj matk, Juggernaut odjecha, wic najlepiej
bdzie, jeli zostaniecie tutaj. Ta odsonita polana wydaje si w pewnym sensie stref
80

bezpieczestwa, nieznane stwory boj si na ni wej, kryj si raczej w cieniu. Za


pewien czas wyruszy kolejny transport jeleni, ale musimy zaczeka na innych. Tell,
Gondagil i Mri zostan z wami, ja i Nauczyciel natomiast wyprawimy si na
poszukiwanie grupy Kira na nasz sposb.
Frida wreszcie zwrcia uwag na olbrzymie jelenie skubice traw za ich plecami.
Ogarn j nagy strach, e ogromne zwierzta zaatakuj, i znw uderzya w krzyk,
czepiajc si ramienia Helgego.
Ale... gdzie si podziali tamci dwaj niezwykli mczyni, przecie dopiero co tu byli?
Czyby tak prdko wbiegli w las? Niemoliwe, by ktokolwiek mg to zrobi.
Z rozdziawionymi ustami patrzya na Helgego. Na co ona waciwie si powaya? Ci,
ktrych nazywali Marco i Nauczyciel, w jednej chwili tu stali, by w nastpnej zaraz
znikn.
To pachniao czarami!
Ach, mj nieszczsny synu, w jakie zo zostae wpltany?
W nastpnej chwili zapomniaa o tym zmartwieniu, odkrya bowiem, e bardzo si
wybrudzia, na dodatek w potarganych wosach ma peno gazek i lici. A przecie
zawsze staraa si wyglda schludnie.
Na wp histerycznie kazaa Helgemu otrzepa sobie plecy, a sama zacza trze sukni
z przodu, by usun przynajmniej najgorsze plamy. Wreszcie rozplota warkocz i
drcymi palcami niecierpliwie zaplataa go od nowa.
Nagle znieruchomiaa w p ruchu, zorientowaa si bowiem, e rozumie kade
wypowiadane do niej sowo, chocia niemal kady z obecnych mwi innym jzykiem.
Tego ju nie wytrzymaa. Zemdlona, tym razem naprawd, osuna si na ziemi.
16
PONOWNIE BERENGARIA
Na nowego przywdc grupy poszukujcej ani wyznaczono Jaskariego.
Wdrowali dugo i daleko. Oko Nocy bez trudu wytropi lady zwierzcia, budzc
prawdziwy zachwyt wrd towarzyszcych mu Jaskariego, weterynarza, Berengarii i Sol.
Dlaczego wczeniej nie wpadli na pomys wezwania Indianina na pomoc?
W kocu jednak pojawiy si trudnoci. Z daleka dobieg ich szum wody i zaczli
domyla si najgorszego.
I rzeczywicie, przez las pyna rzeka, Oko Nocy poda tropem a do samej wody, ale
na tym koniec.
Teren by tu lekko pofadowany, kawaek dalej, i w gr, i w d rzeki, znajdoway si
niedue wodospady. Akurat tu, gdzie stali, rzeka rozlewaa si szeroko i moliwo, e
olbrzymie zwierz przeszo j w brd, bya bardzo prawdopodobna. ania moga wyj
na drugi brzeg w dowolnym miejscu,
- Oko Nocy, przeniesiesz mnie na drug stron? - poprosia Berengaria z przesadn
kokieteri. Lubia zabaw w teatr.
- Oczywicie - odpar krtko.
Weterynarz tylko prychn. Wywodzi si z ludzkiego rodu i by bardzo wiadom
znaczenia swojej profesji. Jaskariego traktowa jak niepowanego todzioba. Zgodzi
si na wypraw w Ciemno wycznie dlatego, e mwiono, i jest najlepszym
81

weterynarzem w caej krainie. Musieli uciec si do takich pochlebstw, eby go nakoni


do wyjazdu. Nie byo wcale przypadkiem, e pochodzi z miasta nieprzystosowanych, w
dodatku za udzia w wyprawie zada zapaty.
Nie pozostawiao adnych wtpliwoci, e le si czuje w Krlestwie Ciemnoci,
wynajdowa wiele argumentw, byle tylko nie zmuszano go do opuszczenia bezpiecznej
doliny, w ktrej sta Juggernaut. Niejeden podejrzewa go o wybr zawodu weterynarza,
poniewa byo to do lukratywne zajcie, a w miecie nieprzystosowanych pacono
gotwk, co nie miao miejsca w adnej z pozostaych czci krainy. Miranda oskaraa
go wrcz o zbyt chodne uczucia wobec zwierzt.
Rzeka okazaa si gbsza ni sdzili i gdy wreszcie zeszli na ld po drugiej stronie,
wszyscy byli przemoczeni do suchej nitki. Berengari ogromnie to rozbawio, za to
weterynarz nie kry kwanej miny.
Podczas gdy pozostali wyymali ubrania i wylewali wod z butw, Oko Nocy szuka
ladw ani. Berengaria oczywicie nie odstpowaa go na krok.
Gdy znaleli si ju poza zasigiem wzroku reszty grupy, dziewczyna szepna:
- Oko Nocy, jestemy sami.
- To prawda - odpar z rezerw, nie podnoszc oczu znad wilgotnej ziemi, ktr bada.
- Od dawna z tob nie rozmawiaam, nie powiedziaam ci, czym si zajmuj.
Zoya buzi w ciup.
- A czym si zajmujesz? - spyta roztargniony.
Staraa si, by zabrzmiao to bardzo powanie.
- Ucz si indiaskiego, jzyka twojego plemienia.
Oko Nocy podnis gow.
- A dlaczego?
- Dlatego... Ale, mj drogi, chyba byoby dobrze, gdybym umiaa mwi twoim jzykiem.
Naucz si waszych rytuaw i wszystkiego o waszej kulturze, tyle przynajmniej mog
zrobi, w dodatku bardzo mnie to interesuje.
Oko Nocy nie odpowiedzia, sprawia wraenie przygnbionego.
Berengaria zacza si niecierpliwi.
- Oko Nocy, co si z tob dzieje? Jeste taki maomwny podczas tej wyprawy, e wprost
ci nie poznaj!
Indianin zebra si na odwag.
- Berengario, jest co, o czym musz ci powiedzie.
- Tak?
Ogarnita zapaem stana tu przy nim i patrzya na niego byszczcymi oczyma.
W gosie Oka Nocy dao si sysze zmczenie.
- Gwiazdooka...
Czsto j tak nazywa, a ona bardzo to lubia. Mwia, e to jej indiaskie imi.
- Gwiazdooka, nie moemy by ju duej razem, przestalimy by dziemi.
- O tym dobrze wiem - odparowaa szybko.
Oko Nocy mwi z takim smutkiem, e i j cisno w sercu.
- Nie wiem, jak mam to powiedzie, mylaem, e uda mi si to odoy, a wrcimy z
wyprawy, ale ty wymusia t niebezpieczn sytuacj.
82

- Jak to niebezpieczn? Przecie jest tak mio.


- No c, jestemy sami i nikt nas nie widzi...
- To najprzyjemniejsza sytuacja, jak znam. Dobrze wiesz, e lubi, kiedy nikt mnie nie
widzi. Uwielbiam zamyka drzwi, zasania okna i siedzie po ciemku, tak jak tu w
Ciemnoci, albo chowa si w jakim mrocznym kcie. To wcale nie znaczy, e robi co
zakazanego, po prostu lubi, kiedy nikt mnie nie widzi, wprost uwielbiam.
- Berengario, posuchaj mnie - rzek Oko Nocy zduszonym gosem. - Wybrano ju dla
mnie narzeczon, wyznaczono te dat.
Blask w oczach dziewczyny zgas, kciki ust opady.
- Nienawidz ci rani, Gwiazdooka, ale tak ju jest.
- Moesz chyba odmwi? - spytaa aonie.
- Nie, nie mog. Musz by posuszny prawom mojego plemienia.
- Ale ty jej nie kochasz?
- Nie chc na to odpowiada. Nie odpowiem ze wzgldu na ni.
- A ze wzgldu na mnie? - prosia Berengaria. Temperament znw zaczyna bra w niej
gr.
Oko Nocy zacisn usta.
Berengaria dugo nic nie mwia, oddychaa ciko, Oko Nocy w jej oddechu wychwyci
rozpacz i wzbierajcy szloch.
Wreszcie pisna:
- Polubisz wic paskudn star bab, ktra ani troch si tob nie interesuje?
Powicisz dla kogo takiego nasz mio?
Oko Nocy odpar z udawanym spokojem:
- Ona ma tyle samo lat co ty i jest bardzo mi, dobr dziewczyn. Nie chc wyrzdzi jej
adnej krzywdy.
- Ale nie jest taka adna.
- Wyglda cakiem przyjemnie.
- No to ci nie kocha.
- Kocha mnie, odkd bya maa jak pistka. Ona przez cay czas wiedziaa, e wybrano j
na moj on, ale mnie nikt nie uprzedzi, to dla mnie wielkie zaskoczenie.
- A co zrobie, kiedy si o tym dowiedziae? Kiedy si to stao?
- Tu przed wyruszeniem na wypraw. Przypuszczam, e zaniepokoili si na wie, e i
ty bierzesz w niej udzia.
Ucieszyo to Berengari, lecz tylko na krtk chwil, caa jej dusza pociemniaa ze
smutku, ale dziewczyna jeszcze si nie poddawaa.
- Co powiedziae? Musz to wiedzie! Ucieke od nich z krzykiem, e nie chcesz
adnej innej oprcz Berengarii? Powiedz, e tak wanie zrobie!
- Ja nic nie zrobiem, Gwiazdooka, a co sobie pomylaem, wolabym zachowa w sercu.
- Ale powiedz to mnie!
- Nie.
- To mi wystarczy za odpowied - wykrzykna triumfalnie.

83

- Gdybym powiedzia, e pragn ciebie, urazibym j, a gdybym odpar, e ona znaczy


dla mnie tyle samo co ty, zranibym ciebie, nie mam wic prawa odpowiada na takie
pytanie.
W oczach Berengarii wezbray zy.
- Ach, Oko Nocy - zakaa zrozpaczona. - Nie moesz ot, tak po prostu przekrela
wszystkiego, co nas czyo.
- Wcale tak nie jest - odrzek agodnie. - Znaczysz dla mnie wicej, ni sama jeste w
stanie to zrozumie. Twoja przyja bya niczym soce w moim yciu, ale ylimy jak
brat i siostra, nie rozumiesz? Nigdy nie bya nam pisana wsplna przyszo, wiedziaa
o tym przez cay czas.
- Ale moje uczucia dla ciebie si odmieniy - zaszlochaa.
- Tak nie wolno ci mwi.
- Wci traktujesz mnie jak modsz siostr?
- Musisz przesta prowokowa mnie do odpowiedzi, ktr chcesz usysze. Mam teraz
pewne zobowizania.
Berengaria patrzya na niego oniemiaa. Wygldaa czarujco, nawet z otwartymi ustami i
oczami czerwonymi, zapuchnitymi od paczu, czerwony nos te nie zakca uroku
caoci.
- Pocauj mnie, Oko Nocy - szepna cicho, niewyranie. - Nigdy mnie nie caowae.
- Prosisz o zbyt wiele.
- Ale gdyby nie wiedzia o tamtym okropiestwie, a ja poprosiabym, eby mnie
pocaowa, to czy wtedy by to zrobi? - dopytywaa si w nagym przypywie agresji.
Berengaria zawsze bowiem miaa swoje humory i jej nastrj zmienia si z minuty na
minut. - Nie, nie odpowiadaj, wiem, e znw powiesz co gupiego, wic i tak nigdy si
nie dowiem, czy to tylko moje uczucia si pogbiy.
Oko Nocy zapa j za rami.
- Berengario, musisz zrozumie...
Wyrwaa mu si i rzucia na niego z piciami, przepeniona bezsensown nienawici
do caego wiata.
- Nie chc niczego rozumie, wiem jedynie, e okropnie mnie zdradzie, tak okropnie, e
nie chc duej y! Nienawidz tej gupiej dziewczyny, nienawidz twoich krewniakw i
nienawidz ciebie za to, e mnie nie uprzedzie! Rbcie sobie co chcecie, ale moja
mier bdzie wam ciy na sumieniu i niech was wszystkich razem diabli porw!
Oko Nocy stara si przed ni broni, prbowa zapa j za nadgarstki, ale Berengaria
uderzaa dziko, na olep, nie mia wic adnych szans, by j powstrzyma.
Zanim zdy jej cokolwiek odpowiedzie, odwrcia si i pobiega w ciemny las.
Syszaa, e on idzie za ni, woa do innych, e Berengaria ucieka, ale nie chciaa tego
sucha. I Oko Nocy, i Jaskari wzywali j przez telefon, nie miaa jednak zamiaru
odpowiada. Jej zakochane serce zostao miertelnie zranione, lecz chocia Berengaria
bya bardzo wiadom wasnej wartoci dziewczyn, wcale nie jej duma ucierpiaa
najbardziej. Nie widziaa wiata poza Okiem Nocy i wbrew wszystkiemu, co podpowiada
zdrowy rozsdek, uwaaa, e musz mie prawo, by si kocha. Dalej pomyle raczej
84

nie zdya. Najbliszym celem, jaki sobie wyznaczya, by podbj serca modego
Indianina, dopiero teraz zrozumiaa, jak pewna bya zwycistwa. By moe nie
zamierzaa uwodzi go tu, w Ciemnoci, sdzia jednak, e dojdzie do jakiego romansu.
Liczya na to, e usyszy jego wyznanie mioci, e poczuje na wargach jego usta... Dalej
si nie posuwaa, moe jeszcze chciaa tylko poczu jego podanie, ale to miejsce nie
nadawao si na nic wicej, w lesie wszak peno byo przyjaci i...
Berengaria nagle co sobie uprzytomnia i zdyszana stana jak wryta.
Och, bestie o rozpalonych czerwonych lepiach! Cakiem o nich zapomniaa.
Odwrcia si, lecz nie syszaa ju adnego nawoywania. Wiedziona wciekoci i
rozpacz biega bardzo prdko, przed chwil wspinaa si do wysoko w jakiej
szczelinie skalnej, bo chciaa, by Oko Nocy jej nie odnalaz, a on na pewno nie wierzy,
e moe by zdolna do tak karkoomnych dziaa, zapewne wic szuka jej raczej w
lesie. Przypominaa sobie, e przez jaki czas syszaa gosy przyjaci, lecz trwao to
zaledwie krtk chwil. Potem za wszystko ucicho.
Zapada icie grobowa cisza.
Nagle co zobaczya, przenikna j fala strachu, a wreszcie zrozumiaa, co to jest.
Na paskowyu przed ni wspaniae zwierz unioso eb i przygldao jej si zdumione,
czujne, gotowe do ucieczki.
Samiec samotnik.
Myl, Berengario, myl! C za wspaniae odkrycie, nie mog go straci, chocia na
chwil trzeba zapomnie o rozpaczy.
Miranda, jak to robia Miranda?
Berengarii przyszo co do gowy, miaa nadziej, e si nie myli. Wydawao jej si, e
ma do czynienia z cieltkiem, ktre Miranda uratowaa przed siedmioma laty! Zwierz,
stojce przed ni, na pewno nie byo ju cielciem, Berengaria wiedziaa o zwierztach
dostatecznie duo, by domyla si, e ten kolos moe stanowi powan konkurencj
dla starego szarogrzywego samca. To dlatego chodzi sam, odrzucony przez stado, i
wci nie mg znale partnerki. Stary na pewno umia przypilnowa swoich a.
Jestem twoj przyjacik - zacza Berengaria. - Jestem te przyjacik Mirandy, to
ona kiedy wycigna ci z dou, w ktry wpadlicie ty i twoja matka. Bardzo
chcielibymy, abycie poszy z nami do piknej krainy, gdzie jest mnstwo poywienia i
panuje cudowna swoboda. Chod, las w tych dniach jest peen za...
Olbrzymi jele zbliy si do niej, Berengaria otrzymaa obraz Mirandy.
Tak, to ona, wanie ona, przyjanimy si! Szukaymy ciebie.
Ach, jaki on ogromny!
Berengaria uwiadomia sobie nagle, e jest cakiem sama w niegocinnej puszczy ze
zwierzciem, ktre zdoaoby j rozgnie w uamku sekundy.
Uciekaj, Berengario!
Jele zatrzyma si, to bya za myl.
Chod, przyjacielu - zachcaa. - Chod, Miranda czeka!
- Och, nie! - zawoa Jaskari do Oka Nocy i uderzy pici w wilgotny, olizgy pie
drzewa. - Nie, nie, nie! Kolejna osoba do szukania! Jak gdyby nie wystarczyo, e wci
85

brakuje czterech jeleni i zgubia si te gdzie grupa Kira, a poza tym zniknli
mieszkacy caej osady. Teraz jeszcze ta gupia, szalona, pozbawiona jakiegokolwiek
poczucia odpowiedzialnoci Berengaria. Nigdy nie wrcimy do domu!
- To bya moja wina - cierpko powiedzia Oko Nocy.
Nawet na dole, w lesie, gdzie si zebrali, wida byo, jak bardzo nieszczliwy jest
Indianin.
- Nie przypuszczaem, e ona tak to przyjmie.
- O czym waciwie mwisz?
Wszyscy, Jaskari, weterynarz i Sol, otoczyli Oko Nocy.
- O tym, e niedugo... mam polubi Maego Ptaszka.
Wpatrywali si w niego zdumieni, a wreszcie Jaskari nie wytrzyma i wybuchn:
- Jak moge by taki... - W por przypomnia sobie, e Indianina nigdy nie wolno
obraa. - Przepraszam. Rozumiem, e wymagaa tego twoja uczciwo, i o ile dobrze
znam Berengari, to ona ci sprowokowaa. Tylko pora na to... No c, bdziemy szuka
dalej. Gdzie widziae j ostatnio?
Oko Nocy wskaza kierunek, twarz mia przy tym jak wyrzebion w kamieniu. Wszyscy
wiedzieli, jak gboka przyja czy go z Berengari.
Poszli we wskazan przez niego stron, tylko weterynarz mrukn przez zby co o
wygupach nastolatkw.
Sol ze zoci kuksna go w bok.
- Zamknij gb, ty zimny draniu, nic z tego nie pojmujesz, uczucia najbliszego
namitnoci zaznae pewnie wtedy, gdy dostae pierwsz wypat.
- Uciszcie si! - poprosi Jaskari. - Po raz ostatni sprbuj wezwa j przez telefon.
- Najpierw zawoajmy - zaprotestowa Oko Nocy. - Mnie przez telefon odpowiedzie nie
chciaa.
Wsplnie zakrzyknli gono:
- Berengario!
Ich gosy rozpyny si po lesie. Ruszyli naprzd.
Nagle Sol si zatrzymaa.
- Pst! Wydawao mi si, e co syszaam.
- Co?
- Nie wiem, moe jakie woanie.
Jaskari wyj telefon i zacz mwi gosem nie znoszcym sprzeciwu:
- Berengario, to powana sprawa, gdzie ty jeste?
Ku ich wielkiemu zdumieniu otrzymali odpowied. W gosie dziewczyny dwiczaa
rado.
- Jestem tutaj, widz was!
- Gdzie?
- Tutaj, spjrzcie w gr.
Podnieli gowy. Na tle nieba ujrzeli Berengari, a obok niej wspaniaego olbrzymiego
jelenia z przeogromnymi rogami. Rka dziewczyny spoczywaa na karku zwierzcia,
prawd powiedziawszy do nisko, bo w stosunku do niego bya taka maleka. Widok
wprost teatralnie dramatyczny, w peni godny Berengarii.
86

- Schodzimy na d - oznajmia przez telefon.


- Nie, nie - szeptem odpowiedzia Jaskari, ogarnity panik. - Nie schodcie!
Na zboczu dostrzegli kilka mrocznych cieni wdrapujcych si pod gr do Berengarii.
Cienie odwrciy si, spogldajc na dolin, i wtedy ukaza si straszny bysk
czerwonych lepi.
- O Boe, nie - szepn weterynarz i rk zasoni usta. Oko Nocy nie odezwa si ani
sowem, ale twarz pobielaa mu jak kreda.
17
PRZYGODA SOL
W bezpiecznym miejscu zbirki, na ce, siedzia Tell z Gondagilem, Mrim, Helgem i
jego matk, i stara si kierowa caoci. Zadanie nie byo wcale atwe, zbyt wiele nici
skadao si na t tkanin.
- No, dziki Bogu - rzek po krtkiej rozmowie. - Chor ju jedzie Juggernautem przez
piaskowe morze, niedugo bd na miejscu.
- Nareszcie jaka dobra wiadomo - mrukn Mri - Sdz w takim razie, e moemy
poprowadzi tam kolejn parti zwierzt. Gondagilu, czy chcesz, ebym ci zastpi? Ju
raz szede tamt drog, teraz kolej na mnie, wydaje mi si, e bardziej si tu przydasz,
znasz przecie Ciemno.
- To nie jest takie pewne, ale dzikuj, jeli zechcesz zaprowadzi jelenie, przyjm to z
wdzicznoci.
- Wobec tego zabior wszystkie czternacie, ktre tu s, pjdzie te ze mn Frida, Helge
natomiast jest potrzebny tutaj.
- Helge zostanie ze mn! - zdecydowanie sprzeciwia si Frida. - Mj chopiec nie
powinien si naraa na kolejne niebezpieczestwa! A wy jestecie kompletnie
nieodpowiedzialni, wasacie si po lesie bez adu i skadu.
Mri w tej kwestii skonny by przyzna jej racj, ale gono powiedzia:
- Musicie jecha Juggernautem, nic innego nie da si wymyli. Nie moemy wpuci
was do Krlestwa wiata razem z Jorim, ktry zapewne ju niedugo tu bdzie, adne z
was przecie nic nie wie o naszej krainie.
Frida otworzya usta, by znw zaprotestowa, uwielbiaa bowiem opiera si bez
wzgldu na to, o co chodzio, ale rozdzwoni si telefon i Tell prdko go odebra.
Wszyscy usyszeli kolejn nowin. Berengaria znikna, ogarnita rozpacz pobiega w
las, groc, e odbierze sobie ycie.
Tell opuci aparat.
- Berengaria? - mwic to wyglda jak ywy znak zapytania. - Ale przecie ona jest
razem z Ramem!
- Hm - chrzkn nieco zakopotany Mri. - Dokonano pewnej zamiany, bardziej
racjonalnej. Berengaria jest teraz w grupie Jaskariego.
Nie wspomnia o Oku Nocy, lecz Tell i tak poj, w czym rzecz. Jego twarz przypominaa
gradow chmur.
- To znaczy, e Indra jest teraz z Ramem?
- No... tak.
- Ale ja przecie przyrzekem Talorninowi...
87

Wybuch Tella przerwa kolejny telefon. To Jaskari cichym, zdenerwowanym gosem


informowa, e Berengaria ju si odnalaza, w dodatku z samcem samotnikiem,
wydawao si jednak rwnie, e czerwonookie bestie odnalazy j.
Tell poderwa si.
- Na wite Soce, co robicie?
- Bdcie spokojni - powiedzia Jaskari. - Sol wpada na pewien pomys, nie mamy
czasu, by duej z wami rozmawia.
Poczenie przerwano, Tell wzburzony wsta, a inni poszli za jego przykadem.
Wygldao na to, e Tell traci kontrol. Zacz mwi o nieistotnych rzeczach.
- Musimy da zna Kirowi, e samiec zosta odnaleziony, ale z Kirem nie moemy
nawiza kontaktu. Na wite Soce, gdzie oni mog si znajdowa? I Talornin...? Jak
ja mu wytumacz?
- My nic nie powiemy - cicho zapewni go Gondagil.
Tell popatrzy na nich.
- Jeli Lenore si nie dowie, ja take bd milcza. Ale nie lubi robi niczego za jej
plecami, to wspaniaa kobieta.
Gondagil i Mri wymienili spojrzenia. Tell najwidoczniej by do osamotniony w swym
podziwie dla Lenore.
Stranik zdecydowanie wystuka numer Marca.
- Co z tob i Nauczycielem? Czy odnalelicie grup Kira?
- Nie spiesz si tak - odpar Marco wesoo. - Ledwie zdylimy wyldowa, jestemy w
miejscu, z ktrego Kiro ostatnio si z nami kontaktowa, cho to rzeczywicie zaczyna ju
by nieprzyjemnie dawno temu. Znajdujemy si na skaach dzielcych terytorium
potworw i mglist dolin Timona.
Gondagil rozjani si.
- To wanie tam razem z Mirand i Haramem uratowalimy jelenie przed wielu laty!
Wobec tego wiem ju, gdzie jestecie, ale strzecie si potworw. Rzadko co prawda, ale
zdarza si, e zapuszczaj si a tam.
- Czy grupa Kira moga zej do krainy potworw? - spyta Marco.
- Chyba nie, olbrzymie jelenie raczej nigdy si tam nie zapuszczaj. Czy widzicie jakie
lady?
- Na razie nie.
Tell przekaza im, e Berengaria odnalaza jelenia samotnika, ktrego poszukiwaa grupa
Kira, powiedzia take, jak wielkie niebezpieczestwo jej grozi, Marco pyta, czy nie
powinni pomc, poniewa jednak Tell nie mia pewnoci, gdzie przebywa Berengaria,
poprosi, by si wstrzymali, podobno zreszt Sol wpada na jaki pomys.
- No, jeli Sol wpada na pomys, to my nie musimy si w to wcza - spokojnie
stwierdzi Marco. - Sol w swoim nowym wiecie w gbi Ziemi nigdy waciwie nie miaa
okazji pokaza co umie, teraz nareszcie trafia jej si taka moliwo.
Ta odpowiedz zadowolia Tella.
- Postarajcie si odnale grup Kira najszybciej jak si da - poprosi. - Nie na arty si o
nich niepokoimy,

88

- A kto si nie boi? O ma Sisk i wesoego, ale tak samotnego Tsi-Tsungg. I o Dolga,
ach, jake mi go brakuje! I o Zwierz, no i o samego Kira. Pi tak wspaniaych istot...
Nauczyciel i ja ju wyruszamy, skontaktujemy si z wami, gdy tylko natrafimy na jaki
lad.
- Doskonale.
Tell wystuka numer Jaskariego.
- I co tam si u was dzieje?
Jaskari odpar bardzo ogldnie:
- Nie mam czasu, eby teraz opowiada, dziej si rne rzeczy... Ojej!
- Dlaczego on tak westchn? - zafrasowa si Mri.
Wsta, eby zebra zwierzta, ktre naleao przeprowadzi do doliny Juggernauta, a
pozostali pospieszyli mu z pomoc.
W gbokiej dolinie na drugim brzegu rzeki Jaskari, weterynarz i Oko Nocy patrzyli na
Sol, ktra podcigaa swoje dugie spdnice. Ubieraa si wci tak jak za swoich czasw
w rodzie Ludzi Lodu, czyli w siedemnastym wieku, twierdzia, e w takim stroju czuje si
najlepiej. Wreszcie spdnice przymocowane zostay w talii i mczyni mogli podziwia
jej bardzo zgrabne nogi. Sol zatara rce i oczy jej rozbysy.
- Teraz Sol przystpuje do akcji! Poycz mi to swoje nowoczesne urzdzenie - poprosia,
biorc telefon od Jaskariego. - W jaki sposb porozumie si z Berengaria?
- Tak. - Jaskari wycisn numer i przyoy telefon do ucha Sol. - Teraz moesz mwi.
- Berengario - cicho powiedziaa Sol. - Syszysz mnie?
- Tak, Sol, co zego si stao?
- Nie moesz zej prosto do nas, na caym zboczu a roi si od potworw o czerwonych
oczach, no, w kadym razie jest ich pi. Rzuc si na ciebie i na jelenia.
- Ratunku! Co powinnam robi? Nie ma innej drogi w d.
- Zrobisz tak jak Miranda. Czy w pobliu jest jaki kamie albo inne podwyszenie, na
ktre mogaby si wspi, eby dosi jelenia?
- Oszalaa? Nie, nie widz nic takiego w zasigu wzroku.
- Szkoda, wobec tego poczekaj na mnie. Uprzed jelenia, e zjawi si jeszcze jedna
osoba, tak samo mia i dobra jak ty.
- Powiem, e jeste przyjacik Mirandy, on j uwielbia, to tamten cielak, ktrego kiedy
uratowaa.
- Doskonale, ale pospiesz si, one zmierzaj w twoj stron.
- Ach, to ty si pospiesz, okropnie si boj. Ale jak zdoasz tu dotrze?
W odpowiedzi usyszaa jedynie cichy miech.
Mczyni wci podziwiali nogi Sol, gdy czarownica nagle znikna.
- Do diaska, ona zabraa mj telefon! - zakl Jaskari.
Telefon zaraz upad na ziemi, nieco dalej na zboczu, Jaskari czym prdzej go przynis.
Berengaria czua, e pacz dawi j w gardle, syszaa teraz, e bestie wdrapuj si na
gr, i wiedziaa, e ju wkrtce ich odraajce oblicza wyoni si zza krawdzi. Jele
zacz si niepokoi, musiaa wic skupi si na nim, uprzedzi o nadejciu Sol, ale
kiedy moe to nastpi i w jaki sposb? Jak ona zamierza omin...
89

Nagle Sol pojawia si tu przy niej. Po prostu tam bya i ju szeptem pouczaa
Berengari, e powinna oprze nog na jej rkach i dosi jelenia. Dziewczyna chciaa
zaprotestowa, a przede wszystkim spyta, w jaki sposb Sol znajdzie si na grzbiecie
zwierzcia, ale dostrzega jak straszn rk czy te moe ap, chwytajc si
korzenia rosncego przy krawdzi. Usuchaa wic czarownicy bez zbdnych
komentarzy, a ju w nastpnym momencie siedziaa okrakiem na zaniepokojonym,
drepczcym nerwowo jeleniu, ktry mia, jak si okazao, nieprzyjemnie wystajcy
krgosup. Berengaria uchwycia si olbrzymich rogw i wycigna drug rk do Sol,
wychylajc si niebezpiecznie. Zapaa Sol - jaka ona lekka, chyba nic nie way! - i
zaraz obie ju siedziay na grzbiecie jelenia. Sol przelizgna si przed ni.
- Trzymaj si mnie mocno! - zawoaa. - To dopiero bdzie jazda!
Sol kierowaa jeleniem, posugujc si do tego olbrzymim poroem. Objechaa szczyt w
poszukiwaniu innych moliwoci przedostania si na d, byo jednak tak, jak powiedziaa
Berengaria: za rwnin wznosia si urwista ciana gry, a po bokach zbocza opaday
stromo. Istniaa tylko jedna jedyna droga.
Ale przejazd ni nie by swobodny.
Berengaria usiowaa przyjrze si tym, ktrzy wspinali si na gr. Do krawdzi jednak
na razie dotar chyba tylko jeden, a na dodatek zasaniay go plecy Sol i ogromne jelenie
rogi.
Jele, ktremu Sol szepna co do ucha, stan dba, Berengaria o mao przy tym nie
spada, mocno splota wic donie na brzuchu piknej czarownicy.
Olbrzymi sus, kopyto hukno w gow, ktra si ukazaa nad krawdzi, i bestia wydaa
z siebie przeraony diabelski krzyk, a one poszyboway przez powietrze i znalazy si na
zboczu poniej straszyde. Jele przyklkn, ryczc, ale chyba przede wszystkim ze
strachu, wygldao bowiem na to, e nie wyrzdzi sobie adnej krzywdy. Podnis si
prdko i ruszy w d. Oczekujcy tam mczyni musieli uskoczy w bok.
Sol miaa problemy z zatrzymaniem niezwykego wierzchowca, lecz przyjaciele ju
zaczli biec za nimi i kawaek dalej w komplecie zebrali si przy przeraonym zwierzciu.
- No i jak? - spytaa z dum Sol.
- Jeste naprawd szalona - Jaskari nie kry podziwu.
Oko Nocy nic nie mwi, pomg Berengarii zsi i dugo trzyma j w objciach. Tak
mao brakowao, by j utraci. Wreszcie bardzo wzruszony puci j, a dziewczyna na
przemian to miaa si, to pakaa.
- My... nnnie mamy na to czczasu - weterynarz ze zdenerwowania zacz si jka.
Popatrzyli na zbocze, do ju teraz odlege.
- No tak, racja - przyznaa Sol. - Wracamy za rzek, wszyscy.
- A ania? - zaniepokoi si Jori, gdy zaczli biec.
Sol nie zsiadaa z jelenia, patrzenie na innych z gry wydao jej si bardzo przyjemne, w
dodatku w ten sposb miaa lepsz kontrol nad zwierzciem.
- No wanie, ania - przyznaa. - Oko Nocy, jeste pewien, e ona jest po tej stronie
rzeki?
- No c, lady koczyy si nad wod - odpar Indianin. - Ale nie zdyem odnale ich
po tej stronie.
90

- Przepraszam - mrukna Berengaria. - To moja wina.


Oko Nocy w biegu ucisn j za rk. Sycha ju byo szum rzeki.
- Jaskari, poycz mi jeszcze raz ten swj aparat - poprosia Sol. - Dzikuj, wybierz
numer Marca, nie bardzo si wyznaj na tych urzdzeniach, urodziam si w
niewaciwym stuleciu.
Rozemiali si wszyscy. Sol bez trudu nawizaa czno z Markiem.
- Mamy kryzys - oznajmia krtko. - Potrzebujemy pomocy twojej albo Nidhogga, a
najlepiej obydwu.
- O co chodzi?
- cignlimy na siebie gniew tych nieznanych istot, prawdopodobnie nas teraz cigaj,
zamierzalimy uciec z powrotem przez rzek, ale przecie ania jest raczej na tym
brzegu. Owszem, mamy samca samotnika, ale ani nie znalelimy, nie moemy jej
pozostawi na pastw tych strasznych stworw.
Marco z jej przemowy wyapa najwaniejsze.
- Mwisz o rzece? Widzimy j std, jestecie prawdopodobnie nieco bardziej w gr jej
nurtu. Czy ponad wami wznosi si granatowoczarna gra?
- Owszem.
- Wobec tego wiem, gdzie was szuka, wanie dowiedziaem si od Tella, e Juggernaut
dotar do doliny, wobec tego i Nidhogg rwnie tam jest. Wezw go i przybdziemy
najszybciej jak si da, a Nauczyciel dalej bdzie szuka grupy Kira.
- Nie trafilicie na ich lad?
- Nie - cicho powiedzia Marco.
Nie pozostawao im nic innego, jak kierowa si dalej w stron rzeki. Dotarli do tego
samego miejsca, w ktrym przekraczali j ostatnio. Przez cay czas z lkiem zerkali za
siebie, lecz cho syszeli odgos poruszajcych si stp, wci jeszcze nie mieli okazji
niczego zobaczy.
Nad rzek czekali ju na nich Marco i Nidhogg, wszyscy na ich widok odczuli wielk
rado, ulg i wdziczno, oprcz weterynarza, ktry, jak si wyrazi, nie lubi
czarodziejskich sztuczek.
- To nie s czarodziejskie sztuczki - sykn Jaskari. - Oni poruszaj si w innym wymiarze
ni nasz i naley si z tego cholernie cieszy.
- Berengario, powinna wrci na miejsce zbirki, wszyscy pozostali bd nam
potrzebni, ale ty mogaby odej, gdybymy tylko nie bali si puci ci samej.
- Ja przejmuj odpowiedzialno za Berengari - owiadczy Oko Nocy z powag. - Ona
zostanie ze mn.
- Chodcie, pjdziemy dalej wzdu rzeki - prdko powiedzia Marco. - Moemy ukry si
w tamtej szczelinie na grze, stamtd bdziemy te mie dobry widok.
Usuchali, nie pytajc o nic wicej. Niewielkim, albo raczej bardzo wielkim problemem by
jele, lecz Marco i Sol wsplnymi siami zdoali przekona go do ukrycia si za skalnym
blokiem.
- Schowaj rogi! - gorczkowaa si Sol. Kiedy jednak prbowaa wepchn zwierz
gbiej do kryjwki, wtedy wystawa mu zza kamienia zadek. - Marco, nic z tego, on i tak
si nie mieci!
91

Oko Nocy wpad na wietny pomys.


- Berengario? - spyta. - Czy odnajdziesz drog do domu, to znaczy na k?
- Tak, nie bya skomplikowana.
- Podsadcie j na jelenia, prdko! - zawoa Oko Nocy.
Pomogli jej wsi na grzbiet.
- Pd! - powiedzia Marco. - Pd, jakby goni ci sam diabe, zreszt chyba tak wanie
jest. Potrafisz si porozumie z jeleniem, prdko, zanim oni nadejd!
Berengaria nie zdoaa nawet zaprotestowa, mrukna jeleniowi do ucha kilka sw o
Mirandzie. Ruszyli przez rzek pdem, a woda pryskaa wysoko.
- Oby wszyscy bogowie byli z ni - mrukn Oko Nocy. - Czy susznie postpilimy?
- Ona da sobie rad - uspokaja go Marco. - Ale zrobilimy to w ostatniej chwili
Przykucnli. Z lasu wyoniy si cztery stwory poruszajce si w straszny, jakby pynny
sposb. Znajdoway si zbyt daleko, by dao si stwierdzi, jak wygldaj, lecz wyranie
byo wida, e to dwunone istoty.
Stwory wbiegy do rzeki, przedostay si na drugi brzeg i zaraz znikny im z oczu.
- Mylicie, e ona zdoa si im wymkn? - denerwowa si Oko Nocy.
- Na tym jeleniu? Nie bj si, Berengaria jest bezpieczna - zapewni Marco.
Przez chwil odpoczywali, wreszcie Marco spyta:
- Sol, jak oni wygldaj? Jednego widziaa, prawda?
- Tylko przez moment i niewiele zdyam zobaczy. To czekoksztatne istoty, ale tej
twarzy, czy jak to nazwa, nie chciaabym wicej oglda. Nie potrafi jej opisa, bo
wszystko dziao si tak prdko, ale byo w niej co niesychanie odraajcego. Moe
wanie dlatego, e jest tak ludzko nieludzka, jeli rozumiecie, o co mi chodzi.
- Chyba tak - odrzek Jaskari. - Chcesz powiedzie, e nie byaby tak obrzydliwa, gdyby
nie bya ludzka, e za duo w niej z czowieka?
- Wanie. Widziaam wszak za moich czasw przerne istoty, mniej i bardziej okropne,
ale te bardzo mi si nie podobay.
Przed podjciem poszukiwa ani naradzali si przez chwil, Nidhogg i Oko Nocy odeszli
na bok, by omwi najlepszy sposb wytropienia zwierzcia, Jaskari i weterynarz
wymieniali dowiadczenia zawodowe i zastanawiali si, co zrobi, kiedy odnajd ani, a
Marco i Sol siedzieli oparci plecami o ska. Marco wyczuwa, e Sol pragnie z nim o
czym porozmawia.
- Co ci gnbi, Sol? - spyta wreszcie.
Westchna.
- Zastanawiaam si, czy ty, wszechmocny, moesz mi w czym pomc.
- Tobie chtnie pomog we wszystkim, ale nie nazywaj mnie wszechmocnym, bo to
dalekie od prawdy. O co chodzi?
- Mamy mao czasu, zaczn wic bez wstpw - owiadczya Sol. W jej spojrzeniu czai
si smutek. - Obserwuj te mode dziewczyny, kada z nich przeywa swoj histori
miosn, wprawdzie nie zawsze koczy si to szczliwie, ale one yj, wolno im kogo
kocha, a ja nigdy nie zdyam, Marco, umaram jako dwudziestodwulatka, nie
zaznawszy prawdziwej mioci. Pozwl mi y jeszcze raz, daj mi jeszcze jedno ycie,
ludzkie ycie, uwaam, e na nie zasuyam.
92

Marco dugo zwleka z odpowiedzi, a wreszcie sam zada pytanie:


- Czy jako duch nie moesz nikogo pokocha?
- Phi! - prychna. - A kogo miaabym kocha? Nauczyciela? A moe Pustk? Marco, ja
mwi o mioci, o tym, by komu j ofiarowa tak jak robi te dziewczyny! Na przykad
Miranda, znalaza swojego Gondagila, Indra kocha Rama, to nieszczliwa mio, ale
jaka silna, wolno jej co czu! Berengaria take, chocia jest taka moda, cierpi przez
swoje gorce uczucie. Daj mi t moliwo, Marco, czy bdzie to szczliwa mio czy
nie, nie ma to znaczenia, byle bya jakakolwiek!
Marco opar gow o kamie.
- Nie przypuszczam, abym by w stanie dokona czego tak niezwykego, Sol, chocia
bardzo dobrze ci rozumiem. I ja take tskni za tym, by mie u swego boku kobiet.
Nie wiem, czym jest mio fizyczna, bo incydent z Tiili si nie liczy, po prostu wypeniem
obowizek, niczego przy tym nie czuem, to nie miao nic wsplnego z mioci.
Chciabym mie jak agodn istot, z ktr mgbym omawia wszystkie problemy,
kogo, kto uspokoiby moje wzburzenie, komu mgbym ofiarowa swoj dobro...
- Wanie, ja take pragn mie... jak to nazwa? Partnera?
- Chyba tak. Ale ofiarowa ci nowe ycie? Z synem Gabriela nie uoyo si tak dobrze, to
by nieudany eksperyment.
- Ale Filip jest przecie bardzo szczliwy.
- Owszem, wrd duchw, lecz ani troch nie obchodzi go ojciec czy jego dwie siostry.
Wiem, e Gabriel jest bardzo rozczarowany, chocia si nie skary.
Podeszli dwaj weterynarze i Marco wsta.
- Zastanowi si nad t spraw, Sol - obieca i pogadzi j po rce.
Umiechna si z wdzicznoci.
Ten krtki umiech powiedzia mu wicej o jej pragnieniu, ni sama gotowa bya
przyzna.
Marco szczerze si zmartwi. Tak dobrze yczy Sol, przez krtki czas, kiedy dane jej byo
y, tyle wycierpiaa, a chwile spdzone z mczyznami byy takie ndzne, niegodne.
Ale czy to w ogle suszne? I zreszt co on moe zrobi?
Wci jednak widzia umiech Sol. Dugo nie mg przesta o nim myle.
Jaskari poprosi ju Tella i innych oczekujcych na ce o wstrzymanie transportu
zwierzt, bo przecie zmierzaa do nich Berengaria. Jechaa bardzo prdko, potworne
bestie deptay jej po pitach, lecz miay zapewne wielki kopot z docigniciem
niezwykego wierzchowca.
- Zabierzcie j do domu, do Krlestwa wiata - prosi Jaskari. - Wylijcie j
Juggernautem albo razem z Jorim, bo ona jest bardzo nieszczliwa i potrzebuje teraz
spokoju w przyjaznym otoczeniu. Dokonaa prawdziwie bohaterskiego czynu, odnajdujc
samca samotnika, jego zreszt te powinnicie wysa wraz z pozostaymi zwierztami.
Szarogrzywy staruszek jest ju wszak w Krlestwie wiata, nie dojdzie wic chyba do
adnej konfrontacji. Ten samiec rwnie mgby przewodzi stadu, ale w tym postaramy
si rozezna po powrocie do domu.
Jaskari nie wymwi na gos swojej kolejnej myli: Jeli w ogle wrcimy.
93

Tell obieca wszystkim si zaj, bd wypatrywa Berengarii i jeli okae si to


konieczne, pospiesz jej z pomoc.
- Ale ona ju tu jest! - zawoa za chwil. - Na wite Soce, jaki to pd! I co za jele,
chyba jeden z najwikszych, imponujcy! Nikt ich nie ciga, gwarantuj!
- Cae szczcie - westchn Marco.
Nie wyczy telefonu i dziki temu mg ledzi, co si dzieje. Sysza, e kto pomaga
Berengarii zsi. Na zmian chwalono j i ajano za to, e gnaa na eb na szyj,
naraajc si na niebezpieczestwo. Marco usysza, e z zadowoleniem przyja
propozycj jak najszybszego powrotu do Krlestwa wiata, i jeszcze okrzyk: Ojej,
chyba nigdy ju nie bd moga usi!
Marco umiechn si do siebie. Mona mwi co si chce o rodzie olbrzymich jeleni,
lecz w czasach, gdy te zwierzta wdroway po powierzchni Ziemi, musiay by
niezwykle pokojowo nastawionym do wiata gatunkiem. Chwaa aparacikom Madragw,
bez nich nie zdoalibymy sobie poradzi z tymi kolosami.
Ponownie nawiza czno z Tellem.
- Co si dzieje u Rama?
- U Rama i Indry? Sam chciabym to wiedzie - zamia si Tell. - Od pewnego czasu nie
miaem od nich wiadomoci i nie bardzo wiem, jak rozumie to milczenie.
18
PONOWNIE INDRA
Kiedy Ram i Indra opucili bezpieczn k, Lemur poprowadzi ich w okolice, gdzie jego
pierwsza grupa szukaa pary jeleni, w poblie wymarej osady. Wybra jednak inn drog,
po drugiej stronie wioski.
Nie upyno wiele minut, a ju Indra zasypaa go pytaniami.
- Odpowiedz mi szczerze, Ramie - rzeka surowo, starajc si dotrzyma mu kroku, co
wcale nie byo atwe. - Czy to prawda, e prbowae odebra sobie ycie tamtym razem,
gdy przeye zawd miosny?
Ram zatrzyma si tak gwatownie, e o mao na siebie nie wpadli.
- A c to za gupstwa?
- Lenore tak twierdzi. Mwi, e zrobie to z mioci do niej.
- Ha! - wykrzykn Ram uraony i znw zacz i. - Nigdy nie chciaem odbiera sobie
ycia.
- Tak te jej powiedziaam.
- A ju na pewno nie z powodu takiego zera jak ona.
Mw tak jeszcze, pomylaa Indra zachwycona.
- No c - rzeka gono. - Jestem w peni usatysfakcjonowana.
- Czy ona naprawd co takiego mwia? - burkn Ram. - To przecie absurd! W
dodatku bardzo nieprzyjemny.
- Powiedziaa, e kochae tylko jedn kobiet, wanie j, i e w zwizku z tym
powinnam przesta si omiesza.
- Owszem, kochaem tylko jedn kobiet, lecz to nie bya ona.
Indrze ciarki przebiegy wzdu krgosupa, ale nie miaa pyta o adne imi, wolaa
karmi si marzeniami.
94

Czy cigle bdziemy musieli i jedno za drugim w ciemnoci i rozmawia o uczuciach,


tak jakby byy towarem na sprzeda? zastanawiaa si. Podobnie byo na Przeczy
Wiatrw, w drodze do Nowej Atlantydy, i teraz znw jest tak samo.
- Masz jaki plan poszukiwania? - spytaa, chcc zmieni temat na bardziej neutralny.
- Tak, Oko Nocy znalaz jaki lad wrd mchu, kiedy szukali tu samca samotnika odpar Ram. - Przekaza mi wskazwki, gdzie mniej wicej powinienem si rozglda, to
gdzie tu w pobliu.
Indra sza ze wzrokiem utkwionym w ziemi i staraa si wyglda jak prawdziwy
tropiciel.
- Tu s lady butw - oznajmia.
- Tak, widziaem je, to buty na jakich bardzo prymitywnych podeszwach, chyba jestemy
niedaleko... Do diaba, wychodzimy prosto na niemieck osad! Nie tak miao by!
- Moe moglibymy tam si rozpyta? Bo czy ty, Miranda i Gondagil nie odwiedzilicie jej
kiedy?
- Byem tam dwa czy trzy razy, na pewno wic mnie znaj, ale nie moemy pyta ich o
jelenie, znw bdziemy musieli wysuchiwa tego samego: Dlaczego jelenie? Dlaczego
nie ludzie? Dlaczego nie my?
- Ja wcale nie mylaam o jeleniach.
- Aha. - Ram popuka si w gow. - Chod, sprbujemy! Szukanie zwierzt tutaj i tak nie
ma sensu, one nigdy nie podchodz tak blisko zabudowa.
Chwil pniej dostrzegli ju pierwsze domy w niemieckiej osadzie.
Indra bya zachwycona.
W zmierzchu, jak nazywaa wieczny pmrok panujcy w Ciemnoci, zobaczya stare
domy z muru pruskiego wznoszce si na starannie dobranym miejscu, na zboczach
widniejcych w oddali gr. Nie byy to Gry Czarne, pooone znacznie dalej, lecz o wiele
janiejsze gry Siski.
Osada sprawiaa wraenie bardzo dobrze utrzymanej, cho z naturalnych powodw
brakowao tu finezji szczegw, zwyczajnej w zewntrznym wiecie. Dooono jednak
wszelkich stara, by jak najbardziej przypominaa redniowieczne niemieckie
miasteczko. Bez wtpienia naleao nazwa j pikn.
Ledwie zdyli dotrze do pierwszych zabudowa, gdy zatrzymao ich gone: Halt! Wer
da?. Sowa pady z dachu, na ktrym woajcy ukrywa si za ktr z malowniczych
przybudwek.
Ram przedstawi siebie i Indr, owiadczy te, e przybywaj w pokojowych zamiarach.
Na dachu ukaza si strzelec z kusz, ale zaraz opuci bro.
Ram zawoa do niego:
- Od kiedy tu, w Ciemnoci, konieczne jest celowanie z broni do obcych przybyszw?
- Cierpimy wielk bied, Straniku Soca! Poczekaj, zaraz do ciebie zejd.
Wkrtce potem otworzya si jaka brama i wyszed z niej jowialny mczyzna,
najwidoczniej umiejcy doceni rozkosze stou. Przywita si z nimi przyjanie, uciskiem
doni, i zacz opowiada. Mwi, e ostatnio po lasach zaczy kry ze moce, trzeba
byo wzmocni strae wok osady i przestano wpuszcza obcych. Moe wysannicy
Krlestwa wiata zdoaj zaradzi tej strasznej sytuacji?
95

Ram odpar, e waciwie przybyli tutaj w innym celu, zauwayli jednak obecno zych
mocy, obieca te, e zrobi co tylko si da, lecz to moe troch potrwa, trudno bowiem
stwierdzi, jakiego rodzaju jest to zo, ale...
Niemiec przerwa mu, mwic, e oni take tego nie wiedz, ze istoty zaatakoway
bezbronn wiosk w pobliu, a teraz w niemieckiej osadzie obawiano si, e nastpnym
celem bd wanie oni. Utracili ju nawet kilku mieszkacw.
No wanie, co wydarzyo si w tamtej wiosce? zastanawiaa si Indra.
Ale o tym Niemiec take nie umia powiedzie nic konkretnego, wiedzia jedynie, e ludzi
zabito i...
Urwa.
- I poarto? - doda Ram pytajco.
Rzeczywicie, mia racj. Nie wiadomo, czy ktokolwiek przey, nikt bowiem nie mia
tego sprawdza.
- Od jak dawna to trwa? - dopytywa si Ram.
Niemiec wzruszy ramionami. Z pocztku docieray do nich jedynie plotki, a potem dziay
si rne rzeczy. Moe trwao to ju kilka miesicy, nie wiadomo, zaczo si cicho i
niespodziewanie.
Indra powiedziaa, e kusownik pochodzcy z tej osady musi by prawdziwym
miakiem, skoro odwaa si wypuszcza tak na wasn rk. Wyszed znw, no c,
ach, tak? To na pewno dobrze si nie skoczy.
Ram obieca, e Krlestwo wiata sprbuje zaj si t spraw, i poegnali si. Indra i
on mogli i dalej.
- W kadym razie wiem, gdzie jestemy - stwierdzi Ram. - Chod ze mn, sprbujemy
odnale lady zwierzt.
Po koleesku obj j za ramiona, a ona otoczya go rk w pasie. Byo to by moe
nierozsdne, lecz obojgu podobaa si ta blisko. Gawdzc posuwali si w innym
kierunku ni poprzednio, wchodzili w gboki las.
Trudno stwierdzi, kiedy nastpia w nich zmiana. Rozmowa z wolna cicha, umilkli,
uwiadamiajc sobie wzajemn blisko. Indra odsuna rk, Ram take j puci.
Nie, to niedobrze, pomylaa Indra, baa si nawet oddycha. Powiedz co, powtarzaa w
mylach, powiedz cokolwiek, mw o lesie, o jedzeniu, choby o wieszakach na ubranie,
o czymkolwiek,
Ale serce walio jej tak mocno, e nie bya w stanie si skupi na adnym temacie
rozmowy. Znw sza za nim, depczc mu po pitach, nawet to jednak nie na wiele si
zdao, bo jego plecy i czarne wosy nad krtk peleryn, opadajc na wskie biodra,
pocigay j tak samo jak wszystko inne w nim.
Ale wpadam, pomylaa, pochony mnie moje pragnienia, tsknota za nim, nie mog
mu nic powiedzie, chocia tak bardzo chciaabym, by to usysza, bo on czuje tak samo,
poznaj to po jego sile przycigania, nigdy nie dziaa na mnie rwnie mocno jak teraz.
Mam wraenie, jakby otaczaa go aura zmysowoci.
A wszystko midzy nami jest zakazane tylko dlatego, e ja jestem ndznym czowiekiem,
a on Lemurem, krzywk czowieka i Obcego.
Ram waciwie jest nawet czym wicej, skrzyowaniem Lemura z Obcym.
96

Nieosigalny.
Ale on mnie chce, jakie to wic ma znaczenie? Wiem o tym, wyczuwam wibracje w
powietrzu, jakby byo naadowane tym, co tak trudno okreli.
Boe, nie wytrzymam, co musi si sta, i to prdko, inaczej powiem albo zrobi co, co
nie jest dozwolone.
Wtedy Ram si zatrzyma i nie patrzc na ni, powiedzia:
- To jest obszar, o ktrym mwi Oko Nocy, teraz musimy szuka.
Ale jego gos brzmia niewyranie, jak gdyby wydusza z siebie sowa.
- Tu s lady jeleni! - zawoaa wkrtce dziewczyna. - Ach, jakie wielkie!
Podszed do niej.
- Masz racj. I tam zaraz s kolejne. I obok jeszcze jedne. Odrobin mniejsze. Tak, to
dwa jelenie, szy tdy.
Pokaza jej nowe tropy i zaraz poszli za nimi, a poniewa znaleli jeszcze jeden odcisk
kopyta, dalej posuwali si w t sam stron.
W wskim przesmyku midzy drzewami stao si co, co sprawio, e zapomnieli o
swojej misji. Wpadli na siebie i Ram przestraszony, e Indra straci rwnowag, mocno j
przytrzyma.
Znieruchomieli jak na zatrzymanym kadrze filmu, Indra wpatrywaa si w czarne oczy
ukochanego, widziaa, jak bardzo mska jest jego twarz, cho jednoczenie niezwykle
gadka. Wiedziaa, e Lemurowie nie maj zarostu, i w zdenerwowaniu zacza si
zastanawia, czy dotyczy to caego ciaa. Raz ju miaa okazj si przekona, e
przynajmniej na torsie Ram nie ma wosw, zdj kiedy przy niej swoj szat Stranika.
Do diaska, c to za myli, Indro, czyby kompletnie ju oszalaa?
Ale kto zdoa w takiej chwili zapanowa nad swoimi mylami?
Pochwycia j bijca od niego aura ciepa i mioci, otoczya niczym ochronny mur. Ram
wci trzyma j za rk, jak gdyby nie by w stanie jej puci.
- Nie wolno nam tego robi - rzek schrypnitym gosem. - Przyrzekem na wasny honor i
sumienie, e nie zami obowizujcych zasad.
- Za to ja niczego nie obiecywaam - mikko zauwaya Indra. Zorientowawszy si, jak
bardzo on jest wzburzony, nagle odzyskaa pewno siebie. - Absolutnie niczego nie
obiecywaam i zrobi wanie to, co bd chciaa, ale nie przekrocz adnych granic,
dobrze wiesz.
Ram popatrzy na ni pytajco, niepewny, do czego zmierza. Indra podniosa rk i
wolnym ruchem pogadzia go po policzku.
- Od tak dawna ju pragnam to zrobi, poczu twoj skr pod palcami, czu, jak
wibruje pod doni. Chciaam ci pokaza, jak bardzo ci lubi.
Ju miaa odsun rk, ale wtedy on zapa j za nadgarstek i przytuli usta do wntrza
jej doni. Przez ciao Indry przebieg gorcy dreszcz, pogaskaa go po wosach, poczua,
jak s inne od ludzkich, bardziej jedwabiste, cho kady pojedynczy wos by o wiele
mocniejszy.
Kolana jej dray, ledwie moga si utrzyma na nogach. Znaleli si tak blisko siebie, to
zbyt silne przeycie, i takie cudowne, a zarazem bolesne.

97

- Chyba nie powinnimy... - zacza, lecz on przerwa jej ledwie dostrzegalnym ruchem
gowy. Powolutku zacz przyciga j coraz bliej.
- Kiedy ju tak stalimy - szepn jej do ucha. - I wtedy dobrze si skoczyo. Nikogo
tym nie urazimy.
Tak, nikogo poza nami, westchna Indra, cho nie do koca pojmowaa sens tej myli.
Poczua jego usta przy swoim uchu, przesun je na policzek, tylko musn, a Indra
wstrzymaa oddech. Gdyby odrobin odwrcia gow, pocaowaby j.
Przez sekund narastao pulsujce napicie midzy nimi, adne nie miao si nawet
ruszy, lecz Indra czua, e Ram cay dry od hamowanych pragnie.
- Kocham ci, Indro - szepn cicho jak tchnienie wiatru.
Indra przejta nabraa powietrza w puca.
- Nigdy nie kochaem adnej innej - cign. - I nigdy nikogo innego nie pokocham.
To byy wielkie sowa, lecz Indra wiedziaa, e s prawdziwe.
Z trudem przekna lin.
- Ram, ty wiesz, e ja... czuj to samo.
- Tak, i to stanowi rado mego ycia.
Ten szept napyn jakby z najodleglejszych gbi jego duszy.
- Co my zrobimy, Ram? - szepna Indra. - Czy musz z ciebie zrezygnowa?
- Ja nie mam zamiaru si poddawa - odpar zdecydowanie. - Musz porozmawia z
Markiem, on co wie o Talorninie, wie, dlaczego tak si upiera. Marco widzi jakie
rozwizanie, tak mwi, ale nie dokoczylimy rozmowy. Cicho, co to byo?
Podnieli gowy, lecz nie odstpowali od siebie.
- Ja te co syszaam, jaki gos. Tak, jakby kto co mwi, nieco dalej w dole.
- Czy to moe by zagubiona grupa Kira?
- O, nie, na pewno nie, oni s daleko std, a Niemcy nie wychodz z osady. Chod,
zobaczymy, co to takiego.
Przekradli si przez las na skraj otwartej przestrzeni i popatrzyli w d zbocza.
- Oczywicie, ta opustoszaa osada. No tak, to jasne, obeszlimy pkolem wiosk
niemieck.
- Spjrz, kto chodzi midzy domami! Tam s jacy ludzie, pjdziemy porozmawia z
tymi nieszcznikami.
Indra posza za nim. Posuwali si mniej wicej w tym samym kierunku co para jeleni,
mogli wic nadoy troch drogi.
Tym razem w miejscu, gdzie zaczynaa si ulica przecinajca osad, spotkali ich
przeraeni ludzie. Dwaj mczyni i jedna kobieta.
- Musicie nam wybaczy - odezwa si starszy czowiek, wycieczony i udrczony. Widzielimy was poprzednim razem, ale balimy si, e naleycie do nich. Teraz ju
wiemy, e przybywacie z Krlestwa wiata.
Ram skin gow.
- Wyjanijcie, co tu si stao?
- Gdybymy potrafili - westchn modszy z mczyzn. - Nasi najblisi po prostu znikaj,
nigdy nie udao nam si zobaczy, kto ich porywa, odnajdujemy jedynie... szcztki w
lesie. To jaki straszliwy koszmar.
98

- Byo nas dwadziecioro w tej osadzie - odezwaa si kobieta. - A zostao siedmioro, a


waciwie szecioro, bo jednego stracilimy dzisiaj. Porywaj wszystkich po kolei, ratuj
nas, Straniku! Ocal przed tym, co si tutaj dzieje!
Ram by naprawd wstrznity.
- Zrobimy, co tylko w naszej mocy. Czy wiecie, co to za stwory i skd si wziy?
Popatrzyli na siebie, wreszcie starszy z mczyzn, rozejrzawszy si z przeraeniem
dokoa, odpowiedzia:
- Domylamy si, wysoki Straniku, mamy bowiem dwoje goci... ktrzy szukaj u nas
schronienia. Przypuszczamy, e ze istoty cigaj wanie ich.
Do Rama zacisna si mocniej na ramieniu Indry.
- Co to za gocie?
- Uciekinierzy z Gr Czarnych, skryli si tutaj.
Indra i Ram popatrzyli na siebie. A wic straszyda przybyy stamtd? To mogo si
zgadza. I ci gocie...
- Opowiedz mi o nich co wicej.
- Jeden by kiedy u was wysokim Stranikiem, druga to kobieta, rwnie z Krlestwa
wiata. Przypuszczamy, jak ju mwiem, e te bestie przybyy z Gr Czarnych i cigaj
uciekinierw.
- Zaprowad nas do waszych goci, musz z nimi pomwi.
Mieszkaniec osady waha si.
- Oni si ukrywaj - owiadczya kobieta. - S bardzo wycieczeni i rzecz jasna boj si
obcych.
- Przekacie im pozdrowienia od Rama. Jestem ich starym przyjacielem i chc im
pomc.
- Dosta si do Krlestwa wiata?
- Oczywicie - kiwn gow Ram.
Modszy z mczyzn pobieg, by sprowadzi tamtych dwoje, starszy za spyta:
- Wysoki panie... czy mylicie, e my take moglibymy pj z wami? Nie mamy ju si,
by duej y wrd tego strachu.
Wysoki panie? Indra w jednej chwili poczua si taka maa i niewana. Czy naprawd
omielia si kocha kogo o tak znaczcej pozycji? Prawie si wystraszya.
Ram waha si.
- Szecioro? Plus tamtych dwoje? Nie wiem. Oczywicie nie pozostawimy was tutaj bez
adnej ochrony, ale jest was troch zbyt wielu, i tak ju w powrotnej drodze bdzie nam
bardzo ciasno. Czy nie moecie przenie si z powrotem do osady Niemcw?
Obydwoje, mczyzna i kobieta, wygldali na naprawd wstrznitych.
- To si nie uda, oni nas tam nie wpuszcz!
- No tak, to by moe cakiem zrozumiae, ale zagroenie, jakie wisi nad wami... Zrobi
dla was, co bd mg.
Z jednego z domw wyszed tamten modszy mczyzna, a za nim jaka moda para.
Szli niepewnie, rozgldajc si podejrzliwie dokoa.
- Hannagar! - zawoa Ram. - Drogi przyjacielu, ledwie ci poznaem. I Elja! Ile to ju
czasu upyno!
99

Rozjanili si. A Indra nie posiadaa si ze zdumienia, e Ram moe nazywa


Hannagara drogim przyjacielem, skoro rywalizowali o wzgldy tej samej kobiety. Coraz
bardziej zdawaa sobie spraw z tego, e Lenore nigdy tak naprawd nic nie znaczya
dla Rama.
Kiedy podeszli bliej, Indra zrozumiaa co jeszcze, a mianowicie, dlaczego Lenore
wybraa Hannagara. Mia teraz wprawdzie zapadnite oczy, z wycieczenia chwia si na
nogach, lecz mimo tego by naprawd czarujcy. Chopicy, swobodny, spragniony ycia,
o wiele przystojniejszy od Rama. A jednak Indra wolaa powag i agodny smutek swego
przyjaciela, jego wyrozumiao, troskliwo i autorytet. Tego wyranie brakowao
Hannagarowi.
Odruchowo uja Rama za rk, chcc da mu dowd swojej lojalnoci. Ty i ja naleymy
do siebie. Lenore moe zatrzyma swego Hannagara, Indra gorco bdzie jej yczy
szczcia.
Dwoje przeladowanych niezmiernie si ucieszyo na widok starego przyjaciela.
- Zabierz nas std! - bagali. - Na wite Soce, zabierzcie nas ze sob!
- Oczywicie, nie zostawimy was tutaj - odpar Ram poruszony. - Ale dlaczego si tu
ukrywacie? Dlaczego nie wracacie do Krlestwa wiata?
Umiech znikn z twarzy Hannagara
- A w jaki sposb?
- No tak, masz racj - przyzna Ram. - W jaki sposb mona przedosta si przez mur?
To musia by dla was prawdziwy koszmar, ale teraz ju wrcicie.
- Ach, gorce dziki! - westchn Hannagar. - A czy nasi towarzysze kiedykolwiek tam
dotarli? Wyruszyli std, chocia staralimy si ich ostrzec. Udao si im? Ardorisowi,
Camie i tamtym trzem?
Ram pokrci gow.
- Niestety, zginli na morzu piasku.
Dwoje uciekinierw pokiwao tylko gowami. Ogromnie byli zasmuceni wiadomoci,
cho waciwie si jej spodziewali.
Ram wyj telefon.
- Tell? Co si u was dzieje? Czy transport do Juggernauta ju wyruszy?
- No, nareszcie si odzywacie! - odpar Tell. - Mylelimy ju, e kto was zaczarowa.
Ram i Indra popatrzyli na siebie, umiechajc si zagadkowo.
Tell cign:
- Tak, Mri ju odszed, zabra pitnacie jeleni, Berengari i matk Helgego, pomimo jej
protestw, w Juggernaucie bdzie bezpieczniejsza.
- Dobrze, Tellu, gdzie jest Jori? Przydaby nam si tutaj, a raczej jego gondola.
- Jori akurat wyldowa przy Juggernaucie.
- Doskonale, nareszcie wyjtkowo co naprawd si ukada w tej przekltej Ciemnoci.
Skontaktuj si z nim natychmiast i popro, eby zabra Lenore na k. Czeka j
niespodzianka, w dodatku przyjemna.
Indra zauwaya spojrzenia, jakie posaa sobie para zbiegw. Czy kryo si w nich
rozczarowanie? Irytacja? A moe troska?

100

A jeli ich powrt do Krlestwa wiata pocignie za sob nieprzewidziane


konsekwencje? pomylaa. Niespodzianka moe si dla Lenore okaza nie taka znw
przyjemna.
Indra ukradkiem zacza przyglda si kobiecie. I ona wywodzia si z rodu Lemurw,
sprawiaa jednak wraenie, e ma bardziej ludzkie rysy ni wikszo z nich, moe bya
skrzyowaniem Lemura z czowiekiem? Dlaczego wic ona i Ram nie mogliby...
Znw zacza przysuchiwa si rozmowie.
- Tak, tak, zgade, Tellu, to Hannagar i Elja. Zastanw si, czy moemy zabra ze sob
jeszcze sze osb? Tak, to resztki mieszkacw tej wymarej osady. Jeli ich std nie
zabierzemy, to chyba grozi im mier.
Tell zastanawia si, nie mg podj decyzji, wreszcie postanowi porozumie si z
Chorem. Gondola wszak moga rwnie zabra kilka osb. By moe wic...
Kiedy Ram zakoczy rozmow, Hannagar powiedzia:
- Nie przedstawie nam jeszcze swojej nowej przyjaciki, Ramie? Widz, e gustujesz
teraz w dziewcztach z ludzkiego rodu.
Indrze absolutnie nie spodobao si jego nastawienie do niej, i najwyraniej Ramowi
rwnie. Przedstawi Indr w krtkich sowach, doda, e dziewczyna wywodzi si z
bardzo wyjtkowego rodu, ale mwic to obj j, eby pokaza, po czyjej stronie jest
jego sympatia.
Dzikuj, Ram, pomylaa Indra.
- A wic Lenore jest tutaj? - spyta Hannagar. - Sdziem, e przeznaczono j dla ciebie.
Ironia, ktr podszyte byy te sowa, wyranie wiadczya o dawnej rywalizacji midzy
nimi dwoma. I o tym, ktry z nich odnis zwycistwo.
- Lenore przez wszystkie te lata wiernie na ciebie czekaa - krtko odpar Ram. - I naley
si jej za to wielki szacunek.
- Zabawne bdzie znw si z ni zobaczy - rzek beztrosko Hannagar. - Kiedy bya
niespotykan piknoci.
- Zaley, czego kto szuka. - Ram odrobin mocniej przygarn Indr do siebie. - Ale Indra
i ja musimy najpierw zaatwi pewn spraw, nie moemy wic wyruszy razem z wami
na k. Och, chwileczk, jaka wiadomo od Tella.
Tell informowa, e Chor podj si bezpiecznego dowiezienia caej semki z
opuszczonej osady do Krlestwa wiata. Owszem, na promie wiozcym ich przez
morze piasku bdzie bardzo ciasno, ale jako powinno si uda.
Ram nakaza mieszkacom wioski przygotowa si do wyruszenia, wkrtce bowiem
miao przyj do nich dwch Waregw, Helge i Gondagil, ktrzy znali te lasy na wylot.
Uszczliwieni ludzie pobiegli zawiadomi o nowinie pozostaych przy yciu ssiadw.
Obiecywali, e bd gotowi w cigu kilku minut.
Ram i Indra znowu podjli stale przerywane poszukiwania pary jeleni.
Helge udzieli im tak szczegowych wskazwek, e nie przypuszczali, by mogli mie
jakiekolwiek problemy. Para jeleni trzymaa si na og do ograniczonego obszaru i
teraz Indra i Ram niemal ju tam dotarli.
I rzeczywicie, p godziny pniej znaleli jelenie. Naladujc postpowanie Mirandy, w
krtkim czasie zdoali nawiza kontakt ze zwierztami.
101

Bez kopotu nakonili je, by poszy z nimi.


W drodze powrotnej Indrze najbardziej dokucza strach, e gdzie zaraz zabynie para
czerwonych lepi. Wszystko jednak odbyo si spokojnie, bestie najwidoczniej przeniosy
si w inne strony.
Byle tylko nie cigay przyjaci!
Nie wszyscy wszak byli bezpieczni. Jaskari, Oko Nocy, Sol i weterynarz wci szukali
ani, przyczyli si do nich Marco i Nidhogg. Kiro, Siska, Tsi-Tsungga, Dolg i Zwierz
cigle jeszcze nie zostali odnalezieni, Indrze serce niemal zamierao w piersiach ze
strachu o nich, Nauczyciel ich szuka, Marco prawdopodobnie wkrtce si do niego
przyczy, by moe razem z Nidhoggiem.
O Nauczyciela i pozostae duchy tak bardzo si nie martwia, ale co z reszt?
Wreszcie wraz z Ramem wprowadzili na k dwa jelenie. Wtedy poczua si naprawd
dumna. Wida byo, e zaimponowali Tellowi, byo to bardzo przyjemne uczucie wrd
caej tej biedy.
Brakowao ju tylko jednego zwierzcia: ani. Najtrudniejszej do odnalezienia.
Wypenienie tego zadania wielokrotnie okazywao si niewykonalne.
Moe zwierz ju nie yje i szukaj na prno? Moe porway je czerwonookie bestie?
Ale w to Indra nie moga uwierzy, one raczej nie interesoway si zwierztami.
cigay jedynie ludzi
Jeli to miaa by prbka wyprawy w Gry Czarne, to Indra nie bya przekonana, czy tak
bardzo chce wzi w niej udzia. Na razie miaa ju dosy.
Najbardziej przeraajce, e grupa Kira nie daje znaku ycia.
Miaa w pamici wszystkie opowieci o wstrzsajcych przeyciach przyjaci, i dlatego
obawiaa si najgorszego.
Przeklta Ciemno! I przeklte zo, ktre czai si w lesie!
19
PRZYGODA SISKI
Grupa Kira, poszukujca samca samotnika - pniej odnalaza go Berengaria - zmierzaa
ku obszarowi lenemu ponad pen zaroli dolin potworw. Byo ich a picioro, wanie
dlatego, by mogli si broni, gdyby napady ich bestie.
Syszeli o przygodzie Mirandy i jej spotkaniu z istotami o wieccych czerwonych
lepiach, lecz oni byli daleko i wdrowali wasnymi ciekami.
Ju wkrtce po wyruszeniu miedzy Sisk a Tsi-Tsungg zaiskrzyo. Tsi z takim zapaem
demonstrowa ch niesienia pomocy ksiniczce, ktr uwielbia, a ona, zirytowana,
sykna, eby pilnowa wasnego nosa, a j zostawi w spokoju, jest bowiem w stanie
sama si o siebie zatroszczy, w dodatku znacznie lepiej od niego zna Ciemno.
Wreszcie Kiro musia przeprowadzi z nimi do ostr rozmow. Nie chcia awantur w
grupie i nakaza Sisce, by przestaa si tak arogancko odnosi do yczliwego jej TsiTsunggi, cho sam jednak Kiro musia przyzna, e nadskakiwanie Tsi mogo wydawa
si dziewczynie uciliwe.
Rozpoczli poszukiwania z wielkim optymizmem, niestety, ich wyprawa ratunkowa
skoczya si katastrof.

102

Siska krytycznie przygldaa si swoim towarzyszom. Jej zdaniem tylko ona w tej grupie
bya normalna.
Kira wcale nie znaa, spotkaa go dopiero pierwszy raz. By jednak Lemurem, poza tym
Stranikiem, a ona nieprzychylnie odnosia si do wszystkich istot nie bdcych ludmi.
Kiro jednak stara si zachowywa przykadn neutralno, w dodatku tyle wiedzia i
potrafi, Siska postanowia wic wstrzyma si z ocen, czy go lubi czy te nie.
Dolga akceptowaa z uwagi na jego agodn yczliwo i nieosobowo. Wiedziaa, e to
ze okrelenie, Dolg bowiem by siln osobowoci, chodzio jej raczej o to, e nie jest
niebezpieczny. Uwaaa go za bezpciow istot, ktrej zawsze mona ufa, ale i on nie
by prawdziwym czowiekiem.
Zwierz byo zwierzciem, a od zwierzt naley trzyma si z daleka. Tak brzmiaa
pierwsza zasada, jakiej nauczya si w swojej wiosce w gbokiej Ciemnoci, i od tego
kategorycznego nakazu nigdy nie zdoaa si uwolni
No i Tsi-Tsungga, ten, ktry podczas podry Juggernautem wprawi j w ogromne
wzburzenie. Nienawidzia go. Po pierwsze, bo by bastardem nawet bez domieszki
ludzkiej krwi, a po drugie dlatego, e wywoywa tak niespodziewane reakcje w jej ciele.
To mechanizm obronny, powtarzaa sobie, ostrzeenie przed tym odpychajcym,
prymitywnym elfem ziemi, ktry nie zasuguje na ycie w doskonale uporzdkowanej
spoecznoci Krlestwa wiata. Dlaczego musi mieszka w pobliu ludzi? Czy nie
mgby si wynie tam, gdzie jego miejsce? Gdzie na bok, na pogranicze, gdzie
przebywaj inne podejrzane indywidua, takie jak na przykad elfy. Dlaczego jej
przyjaciele upieraj si przy tym, by si z nim spotyka? Dlaczego wszystkim jej
przyjacikom zaczynaj byszcze oczy i paa policzki, gdy tylko jest mowa o TsiTsundze? On jest przecie nikim, ani czowiekiem, ani Lemurem, ani nawet elfem.
Dlaczego zosta wybrany akurat do jej grupy? Przecie ona tego nie wytrzyma, czy oni
nie pojmuj? Na szczcie nie zabra z sob tego bezdusznego zwierzaka, tej
obrzydliwej wielkiej wiewirki. Gdyby tak byo, Siska odmwiaby udziau w wyprawie,
musz wszak istnie granice przyzwoitoci. W dziecistwie wbijano jej do gowy, e
zwierzta stoj znacznie niej od ludzi i stanowi dla nich zagroenie, twierdzono nawet,
e w zwierztach nie ma absolutnie nic dobrego. Oczywicie Siska wkrtce po przybyciu
do Krlestwa wiata zrozumiaa, e wiara jej wspplemiecw pena jest przesdw i
dziwacznych regu, lecz chocia usiowaa sta si podobna do Berengarii i pozostaych
przyjaci, nie potrafia zaakceptowa tego co niezwyke. A zwierzta byy niezwyke,
podobnie jak elfy, Lemurowie, Obcy, Tsi-Tsungga i mnstwo, mnstwo innych istot.
Nieatwo urodzi si bogini, ktra powinna wiedzie wszystko i o wszystkim decydowa,
a potem nagle znale si w obcym wiecie, z ktrego nic nie pojmowaa.
Grupie Kira przekazywano czste raporty o tym, co dziao si w pozostaej czci lasu,
sam Kiro za na bieco informowa Tella o ich pooeniu.
Na razie wci jeszcze nie zauwayli niczego szczeglnego, cho wdrowali od wielu
godzin. Bardzo si ju oddalili od innych, szli przez mocno pofadowany teren, wci na
pograniczu mglistych dolin Waregw i dugiej doliny potworw. Krlestwo wiata leao
stosunkowo blisko, po drugiej stronie doliny, nie byo tu wic tak strasznie ciemno,

103

leciutko janiejcy mur by pociech, chocia tak naprawd go nie widzieli, dostrzegali
jedynie sczc si zza niego powiat.
Nagle Kiro si zatrzyma.
Usyszeli to zreszt wszyscy - przeraajce pochrzkiwanie i mruknicia, dobiegajce z
przodu, zza ska.
- Potwory - szepn Kiro. - I... wydaje mi si, e wrd haasu sysz take ryk jelenia. To
pewnie samiec samotnik, ktrego szukamy.
- Musimy go uratowa - owiadczy Dolg.
- O, tak, bez wtpienia.
Kiro popatrzy po towarzyszach.
- Tsi, ty bdziesz odpowiedzialny za ycie Siski...
Dziewczynka otworzya usta, eby zaprotestowa, lecz Kiro cign niezraony:
- Wejdziecie na tamto drzewo.
Teraz oburzy si take Tsi.
- Na drzewo? Przecie ja mog walczy!
- Zapewne, lecz nie przeciwko potworom. One s cakowicie nieobliczalne i
bezwzgldne, do bdziesz mia zajcia, prbujc uj z yciem.
- Ale ja si ich nie boj - upieraa si Siska. - Raz ju udao mi si im wyrwa...
- Owszem, ale wtedy pomogy ci posiki z Krlestwa wiata. Pospieszcie si teraz i
przestacie nam utrudnia dziaania. Dobrze wiecie, e macie obowizek posuszestwa
wobec przywdcy grupy, inaczej do niczego nam si nie przydacie.
- Uwaam, e w ogle nas nie wykorzystujesz - poskarya si Siska, ale zacza ju
wdrapywa si na drzewo. - Jak wysoko? - spytaa z kwan min.
- A nie bdzie was wida.
Prychna tylko i wspinaa si dalej. Tsi drapa si za ni po pniu jak mapa. Drzewo miao
grube konary, atwo wic byo przemieszcza si ku grze.
- A jeli potwory przyjd za nami, to co wtedy zrobimy?
- Kopniakiem polemy je na d - odpar Tsi beztrosko. Waciwie uwaa, e to
wspaniale mc broni swojej ksiniczki, chocia przez ca t ekspedycj bya taka
naburmuszona. Ale to zasmucao go tylko troch. Przecie oczywiste, e on nie moe si
z ni rwna.
Siska bya niezmiernie wzburzona, a raczej naleaoby powiedzie: wystraszona. Baa
si Tsi, baa si znale blisko niego, bo na pokadzie Juggernauta jego blisko okazaa
si bardzo podniecajca i nieprzyjemna. Ale na drzewie nie mona chyba tak si do
siebie zbliy? Znajdzie sobie miejsce kilka gazi wyej.
Ale nie, nie moe tego zrobi, nie moe dopuci, by on znalaz si pod ni, to bardzo
nieprzyzwoite. To Tsi powinien by wspina si pierwszy.
Teraz jednak nie mogli si zamieni, brako na to miejsca.
Towarzysze skryli si ju za najbliszymi skaami, Siska wci syszaa wrzaw, jak
czyniy bestie, lecz jele cakiem umilk.
Liczya, e bdzie miaa widok na to, co si dzieje, lecz niestety, przesaniay go drzewa i
skay.

104

Wreszcie nie moga wdrapywa si ju wyej, gazie musz wszak take utrzyma jej
ciar.
Popatrzya w d, Tsi zatrzyma si tu za ni, na pewno nie dao si ju dostrzec ich z
dou. Byli bezpieczni. Owszem, bezpieczni przed potworami, lecz czy ona moga poczu
si bezpiecznie z kim takim jak Tsi?
Och, oczywicie, on mia w sobie do delikatnoci, by nie wyrzdzi jej adnej krzywdy,
to tylko jego obecno wywoywaa w jej ciele takie wstrtne reakcje. Nie chciaa o tym
nawet myle. Nie przy tym zwierzaku, przy tym bastardzie.
- Usid na tej gazi, ksiniczko! - cicho powiedzia Tsi i dla zachty poklepa gruby
konar. - Nie, sid okrakiem, tak eby moga przytrzyma si pnia albo bocznych gazi,
i nogi postaw na tych gaziach poniej. O, tak, tak chyba lepiej?
Siska musiaa przyzna, e siedzi teraz rzeczywicie bardzo wygodnie, lecz oczywicie
na gos tego nie powiedziaa. Gorzej si stao, kiedy Tsi usadowi si tu za ni i rkami
obj j w pasie. Chciaa ju sykn, eby znalaz sobie wasn ga, lecz on
najwidoczniej bardzo dosownie przyj zalecenia o przejciu odpowiedzialnoci za ni, w
dodatku miaa wiadomo, e podczas caej tej wyprawy bya dla niego bardzo
nieprzyjemna, milczaa wic i zocia si po cichu.
Tsi-Tsungga oczywicie niczym nie zasuy na jej pogard, by taki miy, ale nic nie
moga poradzi, e ju na sam myl o nim wysuwaa kolce. Teraz czua si schwytana w
puapk.
Serce walio jej mocno, oczywicie przez to szybkie wdrapywanie si na drzewo,
tumaczya sobie.
- Mam nadziej, e z nimi wszystko bdzie w porzdku - mrukna.
- O, na pewno - pocieszy j Tsi-Tsungga. - Widziaem, e Kiro ma przy sobie pistolet
laserowy, pozwolono mu go zabra dlatego, e mielimy znale si tak blisko obszaru
zamieszkanego przez potwory.
- Zbliylimy si chyba a za bardzo.
- Nie, tu dla nich za wysoko, na pewno po prostu urzdziy polowanie na jelenia.
Okropne dwiki dobiegajce zza ska nabray innego tonu.
- Chyba walcz - Tsi troch poblad. - auj, e nie jestem z nimi.
- Ja te, mam uczucie, e ich zawiedlimy.
- Tak, to prawda.
Tsi przesun si nieco i Siska poczua gorc fal, zalewajc jej ciao. Nie, pomylaa,
nie chc w tym uczestniczy, nie chc zna takich uczu, to wstrtne, niebezpieczne. On
nie moe si o niczym dowiedzie.
Poczua, e robi si bardzo podniecona. Co teraz pocz, chc zej na d, on nie moe
w niczym si zorientowa, co na to poradzi?
Nie moga nawet oddycha spokojnie, z trudem chwytaa powietrze. Uspokj si, Sisko,
natychmiast, powtarzaa w duchu. Wyczua wtedy, e i Tsi ma kopoty. Poczua t rzecz
na plecach i przypomniaa sobie w straszny dzie, gdy miaa zosta zoona w ofierze i
wszyscy mczyni tak jej podali. To byo takie straszne, obrzydliwe, wstrtny Les
goni j przez las z tym swoim wielkim organem, a teraz ona siedziaa przed Tsi, ktrego
nie znosia, i chciaa, eby on...
105

- Nie - jkna. - Nie dotykaj mnie!


- Ale wtedy spadniemy na d, ksiniczko!
- Ja si trzymam pnia.
- Ale ja nie, musz trzyma si ciebie.
To co z tego, pomylaa, nie powiedziaa jednak nic.
- Nie bj si mnie - poprosi, ale dra ju z podniecenia i ze strachu przed wasnymi
uczuciami. - Mnie tego nie wolno.
Siska nie miaa oddycha, baa si cokolwiek powiedzie. Ogarn j nieprzemoony
wstyd, bo doznawaa teraz tylko jednego jedynego pragnienia, do ktrego nikomu nigdy
nie odwayaby si przyzna.
Mimo to nie powstrzymaa si od pytania:
- Dziewczta mwi, e nie moesz si z nikim zwiza, czy to prawda?
- Tak, prawda, dlatego wanie nie jestem niebezpieczny.
Wanie, e jeste, pomylaa czujc, jak szaleczo uderza jej serce. Tsi na pewno mia
cikie ycie, poniewa nikt nie chcia si z nim brata, akceptowaa go jedynie
gromadka przyjaci Siski.
Czy ja kiedykolwiek go zaakceptowaam? Czy te jestem rwnie gupia jak tamci,
niczego nie pojmujcy ludzie?
Zacza si wierci na gazi, on zaraz to zauway, bo oddycha z coraz wikszym
trudem.
- To znaczy, e nigdy nie bye z adn dziewczyn?
- Nie, mao brakowao, ale si powstrzymaem. Tak byo z Mirand, z Elen, z pewn
dziewczyn z rodu elfw ale nigdy do niczego nie doszo, nigdy tego nie robiem.
- Ja te nie - cicho wyznaa Siska.
- A chciaa?
- A ty? - odparowaa natychmiast.
- Tak - odpar nieporuszony. - Na przykad teraz chc. Ale nic nie zrobi.
Przez chwil siedzieli w milczeniu, Siska znosia niewysowione mki i Tsi najwidoczniej
rwnie. Ledwie zauwaalnie przysun si jeszcze bliej, a ona tak samo
niepostrzeenie przesuna si odrobin w ty.
Donie Tsi powdroway do jej piersi, poczua jego usta na szyi pod uchem.
Ach, nie, nie, nie wytrzymam tego.
- Siska...
Pierwszy raz wypowiedzia jej imi, nie nazwa ksiniczk, zabrzmiao to bardzo
intymnie.
- Tak? - spytaa bez tchu.
- Sisko... nic ci nie zrobi, obiecuj. Ale mam mao miejsca, przeszkadzaj mi twoje
plecy, to znaczy wcale nie twoje plecy mi przeszkadzaj, to ja jestem troch... za duy.
Czy moesz si odrobin unie?
- Nie! - zaprotestowaa gwatownie.
- Przepraszam.
Cofn si, lecz ona zaraz przywara do niego, nic nie moga na to poradzi. Czua t
jego siln, pulsujc rzecz przez ubranie, czua jej gorco na plecach.
106

Dyszaa ciko jak po biegu. Jakby nie z wasnej woli mocniej opara stopy o dolne
gazie i odrobin si uniosa.
Tsi gorczkowo mocowa si z wasnym ubraniem i nagle Sisce zaparo dech w
piersiach. Co gorcego wcisno si jej midzy nogi, a gdy musno jej najczulszy
punkt, jkna szeptem nie, lecz si nie wycofaa.
Dla obojga by to moment niesychanego napicia.
Nagle usyszeli ryk jelenia i krzyk strachu. Oboje zdrtwieli, Tsi prdko si odsun, a
Siska mocno uchwycia si pnia i staraa si gboko oddycha, by odzyska rwnowag.
Towarzysze. Gdzie oni s?
Dopiero teraz si zorientowali, e wok nich od dawna panuje cisza.
- Musimy sprawdzi, co si dzieje - rzek Tsi-Tsungga, a gos ledwie chcia go sucha.
- Tak, ju dawno powinni tu by.
Tsi poprawi ubranie i zacz spuszcza si na d. Siska ruszya za nim, starajc si
unika jego wzroku. On take na ni nie patrzy.
Pobiegli w stron wysokich ska, lecz przed okreniem ostatniego wystpu zwolnili.
- Pjd pierwszy - szepn Tsi. - Jestem mczyzn, odpowiadam za ciebie.
Doskonale si mn zaopiekowae, pomylaa z gorycz, lecz nie moga go o nic
oskara, sama wszak bya chtna. Nie przestawaa depta mu po pitach. Zatrzymali
si.
- Och! - jkna Siska sabym gosem.
A Tsi-Tsungga rwnie przeraony szepn:
- Ratunku...
20
AGODNE OCZY
Po przyjacioach nie pozosta aden lad, po bestiach rwnie.
Ale przed nimi, w samym rodku niewielkiego bagna, tkwia olbrzymia ania. Tyln
poow ciaa zapada si ju tak gboko, e nie byo jej wida, nad czarn botnist
sadzawk wystawaa tylko gowa z potn grzyw, nic wicej. Zwierz musiao walczy
od dawna, cae grzzawisko byo poruszone.
Do boku ani tulio si wystraszone cieltko. Poniewa byo bardzo lekkie, nie zapado si
tak gboko. Musiao si urodzi zaledwie wczoraj.
- Ach, nie - uali si nad nimi Tsi. - Musimy ich ratowa!
- Ale jak si, do diaska, do tego zabra? - spytaa trzewo Siska. - I gdzie Kiro z
Dolgiem? I Zwierz? Czy nie powinnimy ich szuka?
- Najpierw jelenie - zdecydowanie owiadczy Tsi. Wszystko, co yje w przyrodzie, byo
nadzwyczaj bliskie jego sercu. - Tam le jakie mieci, na pewno potwory usioway
wycign niedzielny obiad na brzeg.
- Ale przeszkodzili im w tym nasi przyjaciele - pokiwaa gow Siska. - Gdybymy tylko
wiedzieli, co tu si stao.
Podeszli bliej.
- Ojej, ona jest ranna! - przestraszy si Tsi. - Spjrz, rzucali w ni wczniami! Pom mi
zebra te mieci, ksiniczko!
Ach, a wic znw bya ksiniczk! C, tak chyba najlepiej.
107

- Nie masz chyba zamiaru tam wchodzi? - spytaa przeraona. - Przecie si utopisz! I
jak zamierzasz wydosta tego kolosa?
Pomoga mu jednak zebra poamane gazie i zbudowa z nich co w rodzaju mostu.
To si nigdy nie uda, on musi to wiedzie! Oszala! Ten most nikogo nie utrzyma. A poza
tym jak wycignie ani?
- Spjrz tam - powiedziaa nagle ucieszona. - Tam dalej, na skraju lasu, ley wywrcone
drzewo!
- Brawo, ksiniczko! - rzek Tsi z uznaniem. - Akurat odpowiedniej gruboci. Chod,
przeniesiemy je!
Siska, niezmiernie dumna z pochway, pobiega za nim. Mieli troch kopotw, drzewo
bowiem nie zamao si cakiem przy korzeniu, ale dziki energicznemu zginaniu i
szarpaniu wreszcie jako je oddzielili.
ania w tym czasie zapada si jeszcze gbiej.
Wsplnymi siami zdoali przeoy drzewo przez wcale nie tak znowu du dziur
wypenion botem. Siska, lekko skaczc po kpach trawy po drugiej stronie mokrada,
patrzya na to, co robi Tsi.
- To drzewo nas uratowao - owiadczy. - A poamane gazie uoymy przed ani, tak
eby miaa si o co oprze. Gazie oczywicie uton w bocie, ale nie od razu. Najpierw
zajmiemy si cielciem.
Zacz pieszczotliwie przemawia do ani, eby j uspokoi, wyjania, e pragn jedynie
jej dobra i e najpierw wycign cieltko, a dopiero potem j sam.
- Chyba kompletnie ju oszalae, nie moesz rozmawia ze zwierzciem! - denerwowaa
si Siska, balansujc za Tsi-Tsungg na pniu drzewa. Pie ugi si lekko, bagno
zaklaskao przy jej kolanach, lecz ani mylaa si poddawa. Skoro Tsi mg po nim i,
moga i ona, Siska w niczym nie chciaa by gorsza od lenego fauna.
- Mamy przecie aparaciki do porozumiewania si - przypomnia Tsi. - Na pewno wic
uda nam si j uspokoi. Da poczucie bezpieczestwa.
- Poczucie bezpieczestwa? Teraz, kiedy zwierz na poy ju utono?
Cieltko wystraszyo si troch, gdy Tsi si zbliy, i mocniej przygarno si do matki, ale
leny elf nie przestawa agodnie do niego przemawia. Wreszcie udao mu si wsun
rk pod ciao zwierztka. Przez cay czas walczy przy tym o utrzymanie rwnowagi na
pniu drzewa.
- Ojej, jaki on ciki!
Siska wychylia si i znalaza niebezpiecznie blisko ba ani. Popatrzya w
najcudowniejsze oczy, jakie dotychczas widziaa, pene smutku i rezygnacji, a zarazem
takie agodne. Dziewczynce do oczu napyny zy, musiaa je obetrze zabocon rk.
- Tak, uratujemy twojego cielaczka - szepna gosem zduszonym od paczu. - I zrobimy
wszystko, eby uratowa ciebie, przecie wiesz.
agodne oczy spoglday na ni ufnie. Ona rozumie, uwiadomia sobie Siska, pojmuje,
co ja myl.
Gdzie ja byam przez cae swoje ycie? Najpierw Tsi, a teraz zwierz. Przeklci niech
bd moi wspplemiecy, ktrzy wpoili mi tyle absurdalnych pogldw, zwierzta wszak
to ywe stworzenia, maj dusz i serce, tak samo jak my.
108

Tumic szloch, zapaa wierzgajcego cielaczka za tylne nogi. Otrzymaa przy tym
potny cios w gow, a w oczach pokazay jej si gwiazdy. Cieltko wcale nie byo
mae, cho oczywicie nie dao si go porwnywa z matk.
Tsi, mocno objwszy ciel na wysokoci klatki piersiowej, zdoa jako je przytrzyma.
Teraz musieli przedosta si na stay ld. Siska dokonaa tego pierwsza, wycigna
zaraz rk do towarzysza i staraa si mu pomc.
W kocu im si udao, ale jak wygldali! Nikt by si nawet nie domyli, e Tsi-Tsungga
ma zielone wosy.
Siska zacza wyciera ciel such traw. Na szczcie zwierz dopiero niedawno si
urodzio i byo tak sabe, e nie mogo ucieka. Moe te nabrao do niej zaufania?
Tak wic atwiejsz cz akcji ratunkowej mieli za sob. Siska popatrzya na ani i
zamylona pokrcia gow. Pikne, agodne oczy wci bagay o pomoc.
Nie potrafi nic zrobi, mylaa Siska, ale nie zamierzam si podda. Jeli moesz
poczeka, a znajdziemy kogo...
Zdawaa sobie jednak spraw, e powinni liczy tylko na siebie.
Podczas gdy Tsi i Siska wycigali cieltko, ania zapada si jeszcze gbiej.
Teraz mae leao nieruchomo na trawie, nie bdc nawet w stanie si podnie,
spokojnie mogli wic zostawi je na pewien czas same.
- Wybierzesz si ze mn jeszcze raz na pie drzewa, ksiniczko?
- Tak, ale co my moemy zrobi? Nie damy rady...
Tsi umiechn si tajemniczo i wycign z kieszeni kawaek liny.
Siska popatrzya zdziwiona.
- Ten kawaek sznurka? Jak zamierzasz... Tsi, czy to sznur elfw?
Uradowany pokiwa gow.
- Tak, dostaem go od Dolga. Ach, wanie, gdzie Dolg? I reszta?
- Ale mimo wszystko - protestowaa Siska. - ania przecie nie ma rogw, wok ktrych
mgby j obwiza. Nie moesz zarzuci jej ptli na szyj, bo wtedy si udusi, a w jaki
sposb obwiesz jej klatk piersiow?
- Miaem zamiar prosi, eby mi pomoga.
- Oszalae? Co chcesz zrobi?
- Zamierzam zanurkowa tak gboko, jak tylko bd mg, ale musisz przytrzyma mnie
za nogi, inaczej bagno mnie wcignie.
- No dobrze, ale jak wyjmiesz lin z drugiej strony? Cakiem zgupiae?
Tsi patrzy na ni przyjanie.
- A masz jak lepsz propozycj?
Nie, Siska nie miaa.
- Pamitasz opowiadanie Dolga o frufoss na Islandii? O tym, jak sznur elfw sam
owin si na mocie...
- To chodzio o Dolga, nie o nas. Ale co powiesz na taki pomys: przywiemy kamie do
koca sznura, przerzucimy go przez ani, a wpadnie po drugiej stronie i...
- I wtedy ja wycign go z naszej strony. Jeste genialna, Sisko!
A wic teraz, kiedy ogarn go taki zapa, znw bya Sisk. Ale podobao jej si, e tak
mwi.
109

Gdy znowu czogali si po pniu, Tsi powiedzia:


- Nikt nie twierdzi, e atwo bdzie odnale kamie pod takim ogromnym jeleniem, ale
sprbujemy. Bd musia bardzo si stara.
- Jeste prawdziwym bohaterem, Tsi - spontanicznie wyrwao si Sisce. Jeszcze kilka
godzin wczeniej nic podobnego nie przeszoby jej przez usta.
Ale ostatnio bardzo wiele si wydarzyo, przede wszystkim w niej samej.
Odwrci si do niej, umiechajc si promiennie.
- Bohaterem, ja?
- Ach, na wszystkie moce, jak ty wygldasz? - wykrzykna Siska.
- Nie lepiej ni ty, ale i tak jeste najpikniejsza.
- Ja? - zdziwia si Siska. - Wrd wszystkich tych olniewajcych piknoci w Krlestwie
wiata?
- Tak, nikt nie ma takiej piknej ksiniczki jak ja!
Niech on sobie za duo nie wyobraa, rozzocia si Siska w duchu. Wiedziaa jednak,
e Tsi nic zego nie ma na myli. Po prostu traktowa j jak osob krlewskiego rodu, a
siebie jak zwykego poddanego.
No c, zwyczajnym trudno go nazwa.
Znaleli na brzegu odpowiedni wyduony kamie i Tsi przerzuci go ponad grzyw ani,
prawie ju niewidoczn.
- Wszystko bdzie dobrze - pocieszaa Siska zwierz i jednoczenie sam siebie.
Sznur elfw wyduy si, jak to mia w zwyczaju, zawsze osiga przecie odpowiedni
dugo. Kamie z paskudnym klniciem zapad si w gste boto.
Tsi gboko nabra powietrza.
- No, teraz! Bdziesz mnie trzyma?
- Zaczekaj, a sama dobrze si czego zapi. Ju, teraz moesz prbowa. Tylko nie
nurkuj zbyt dugo!
Tsi zrobi kilka wdechw i wydechw, a potem zanurzy si w botnist ma.
Siska staraa si nie zauwaa bagalnego spojrzenia zwierzcia. Skupia si na tym, by
z caych si trzyma solidny pasek Tsi i jednoczenie nie spa z pnia.
Ale jak gboko Tsi bdzie musia zej? W kocu musiaa wychyli si za nim, a nawet
zanurzy twarz w bagnie. Wychod ju, Tsi, bo utopimy si wszyscy troje, i co wtedy
pocznie cielak? Czeka go tutaj mier.
Akurat w momencie, gdy mylaa: Teraz to si ju le skoczy, nie utrzymam go duej,
poczua, e ciar zela. Znw moga unie gow nad powierzchni, gwatownie
chwytaa oddech i mocno cigna Tsi. Byle tylko pasek wytrzyma!
Tsi wynurzy si z bagniska jak jaki straszny wodny troll, lecz i ona zapewne nie
najpikniej si prezentowaa.
- Jeszcze raz...? - spytaa. - Damy rad?
Tsi pokrci gow i ze miechem wykaszla troch bota. Triumfalnie podnis do gry
kamie uczepiony do liny.
- To niemoliwe - zdumiaa si Siska. - Nie bye a tak gboko!
- To lina elfw - przypomnia krtko.

110

- Ale nigdy nie syszaam, eby sama z siebie owina si wok olbrzymiego jelenia,
chocia... Dolgowi przydarzyo si co podobnego. Cudowny sznur okrci si wok
mostu.
Uradowani pomogli sobie nawzajem starannie obwiza sznurem ani, a potem Tsi
wyszuka wielki kamie, ktry uoyli przed ni. Zapad si oczywicie, lecz mimo to mg
da zwierzciu jakie oparcie. Wrzucili te do bagna wszystkie suche gazie i zesche
licie, jakie znaleli w pobliu, i wreszcie byli gotowi.
- Nigdy nie zdoamy wycign jej na ld - stwierdzia Siska. - Oboje z wielkim pluskiem
wpadniemy w bagno.
- Jeste bardzo negatywnie nastawiona, ksiniczko, a jeli myli si o niepowodzeniu,
to si go doznaje. Przypomnij sobie, jak sprzeciwia si wszystkim mieszkacom swojej
wioski i zdoaa uciec stamtd. Prbujemy!
Czas by ju najwyszy. W oczach zwierzcia pojawia si rozpacz.
- Lina bolenie wpije ci si w skr! - zawoaa Siska do ani. - Ale staraj si, jak tylko
moesz. Raz, dwa, trzy!
Lina zatrzeszczaa, ania rykna gono, gdy sznur napi si wok jej ciaa, bya
bowiem ciej ranna, ni zdawali sobie z tego spraw.
Z pocztku ich wysiki nie przyniosy adnego rezultatu. W kocu Tsi przerzuci sobie
sznur przez rami, jak kto, kto cignie wzek, a Siska wytya wszystkie minie a do
blu.
- Czuj jaki ruch - oznajmi Tsi z optymizmem, chocia ona niczego nie zauwaya. Jeszcze raz, aniu, wejd na kamie!
Byli za sabi, lecz ania najwidoczniej znalaza jakie niewielkie oparcie dla ng i cho
rzeczywicie kamie opad gboko, gdy tylko na niego stana, dao si zauway jaki
postp. Zwierz pomagao teraz jak mogo, Tsi i Siska wytyli wic siy i spostrzegli, e
ania przesuna si odrobin bliej brzegu.
Siska bya miertelnie zmczona, poprosia o chwil odpoczynku. Dane jej byo zaledwie
p minuty, bo Tsi zaraz zawoa:
- Ona znowu tonie! Prdko!
Tym razem nad powierzchni grzzawiska wyonia si grzywa. Zachceni podjli kolejny
wysiek. Waciwie nie starczao im ju si, lecz wola dziaania potrafi czyni cuda. Z
grzzawiska dobiego gone cmoknicie, gdy bagno zmuszone byo wypuci z obj
przednie nogi zwierzcia, potem z bota wynurzy si grzbiet, Siska znw wytya
wszystkie minie do ostatecznoci, na szczcie lina wyduaa si sama z siebie i
skracaa, gdy caa jej dugo nie bya potrzebna. ania wspia si w kocu na
rozsypane przez nich gazie i licie, zad zwierzcia zanurzy si po raz ostatni. Tsi uy
wszystkich swoich si - i bagno musiao ustpi.
Wystarczyy dwa dugie kroki i ania znalaza si na ldzie.
Podesza jeszcze do cieltka i przy nim osuna si na ziemi.
Siska i Tsi take nie mogli ju wicej znie. Zabrako im si, eby chocia wyplta ani
z liny. Padli na ziemi, ciko dyszc.
Tsi wycign rk, a Siska wtulia si w jego rami, prbujc odzyska normalny rytm
oddechu. Tsi nie mia siy, eby j pieci ani nawet eby co powiedzie, leeli tylko
111

blisko siebie, wysmarowani botem. Oddychali z trudem, lecz byli szczliwi jak nigdy
dotd.
21
...I ZOSTAJE TYLKO JEDNA
Gondola Joriego wyldowaa na ce. Wysiada Lenore, rozzoszczona, e przenosi si j
gdzie wbrew jej woli, lecz Tell nie mia dla niej czasu.
- Dobrze, e przyleciae, Jori. Potrzebujemy ciebie i twojej gondoli do innych rzeczy, na
pewien czas zawieszamy te wahadowe poczenia z Krlestwem wiata...
Przerwa mu gony krzyk Lenore. Zauwaya siedzc nieco dalej grupk skulonych
ludzi, ndznych i wycieczonych. Ram i Indra stali wraz z Tellem, lecz ich ledwie
zauwaya, a na Waregach, Gondagilu i Helgem, nawet nie zawiesia oka.
- Czy to prawda? - woaa. - Czy prawd jest to, co widz?
- Owszem - odpar Ram. - Ale bd ostrona, oni przeszli prawdziwe pieko.
Odepchna go niczym natrtnego ebraka i podbiega do siedzcych na trawie. Dwoje z
nich podnioso si i z wahaniem ruszyo w jej stron.
Wreszcie twarz Hannagara rozjani umiech.
- Lenore, najpikniejsza z kobiet! Nie przypuszczaem, e kiedykolwiek jeszcze ci
zobacz.
Rzucia si w jego ramiona, a on serdecznie j obj. Indra jednak, ktra wczeniej
zauwaya spojrzenia, jakie wymienia midzy sob para uciekinierw na wspomnienie
imienia Lenore, nie bardzo chciaa wierzy w szczero takiego zachowania. Zerkna na
kobiet, Elj, i rzeczywicie, nabraa pewnoci, e widzi w jej oczach zazdro.
Lenore zaraz przywitaa si z Elj, lecz na szecioro mieszkacw osady nawet nie
zwrcia uwagi. Indra zauwaya natomiast, e Lenore ukradkiem taksuje Elj. Jej
Hannagar spdzi z t kobiet duo czasu, czy naleao zatem uwaa j za rywalk?
Indry wcale by to nie zdziwio.
- Ale to przecie fantastyczne! - rozpromienia si Lenore, nie puszczajc ramienia
Hannagara. - Opowiedz, gdzie bylicie! Dlaczego nie wracalicie do domu?
Hannagar nic na to nie odrzek, pytanie byo zbyt niemdre.
Tell za poprosi:
- Wanie, Hannagarze, chcielibymy usysze teraz wasz histori, ale w krtkich
sowach, bo czekaj nas niezwykle wane sprawy. Zniknlicie gdzie w drodze w Gry
Czarne przed bardzo wieloma laty. Gdzie si podziewalicie w tym czasie? Czy
dotarlicie do tych strasznych gr?
- Nie, oczywicie, e nie - odpar Hannagar zawstydzony. - Bylimy modzi, miali i gupi,
wydawao nam si, e to si uda.
Wszyscy teraz zgromadzili si wok nich.
Ram rzek ostro:
- Wiecie pewnie, e wysyano ekspedycje, ktre miay was odszuka. Ci, ktrzy trafili w
Gry Czarne, nigdy nie wrcili.
Hannagar i Elja spowanieli.
- Nie, nie wiedzielimy o tym, to bardzo przykre.

112

Jakby na potwierdzenie sw Rama od odlegych gr ponis si gony, przeraliwy


krzyk. Wszyscy zadreli
Indra nie moga powstrzyma si od czujnego obserwowania rozwoju sytuacji. Lenore i
Elja ju nie potrafiy si znie, Hannagar okazywa lekk skonno do odrzucenia
towarzyszcej mu przez tak wiele trudnych lat Elji dla olniewajco piknej Lenore.
Lenore za... Wygldao na to, e znw zaczyna bra pod uwag Rama na wypadek,
gdyby Hannagar omieli si dokona niewaciwego wyboru.
Zostaw Rama, powtarzaa w mylach Indra. On jest mj.
Piciokt? No c, nie tak znw czsto ma si do czynienia z podobn histori.
Elja-Hannagar-Lenore-Ram-Indra.
Najgorsza bya tutaj chyba ta, ktra uwaaa si za najwaniejsz, ale powinna si strzec
Ja wybieram ciebie, on wybiera j, i zostaje tylko Lenore. Och, chyba za bardzo jestem
pewna siebie, pomylaa Indra z pokor. Jeli Lenore wygra, to albo ja, albo Elja
zostaniemy same.
Hannagar zacz opowiada.
- No c, wszyscy siedmioro ruszylimy w stron Gr Czarnych. Nie powinnimy byli
tego robi. Nie zagbilimy si jednak w ten straszny masyw grski, nie dotarlimy tam.
Prdko zdoalimy si przekona, e to miertelnie niebezpieczne okolice, stracilimy
nasz gondol i usiowalimy wraca piechot, lecz caymi miesicami krylimy tylko
po bezludnych terenach bez rezultatu. Wielki problem stanowio rwnie jedzenie,
znajdowalimy jednak jagody i owilimy ryby, jako wic udawao nam si przey,
chocia na granicy godu.
Jori przerwa mu, pytajc z zainteresowaniem:
- Widzielicie takie straszne, przypominajce larwy istoty, ktre pezaj po pionowych
cianach skalnych?
Hannagar popatrzy na niego pytajco.
Gondagil wyjani:
- Jori i jego przyjaciel Tsi zapucili si w ow gbok dolin, gdzie dziaaj wcigajce
prdy powietrza, na sam jej skraj, rzecz jasna. Udao mi si ich stamtd zabra.
Hannagar patrzy na nich ze szczerym podziwem.
- To wielkie osignicie. Nie, my nie dotarlimy tak daleko w gb, cho raz poczulimy
ten prd. No c, po nie majcym kresu krceniu si w koo znalelimy w grach
niewielk osad. Mieszkalimy tam przez kilka lat, bo wielu z nas chorowao i nie
moglimy wyruszy dalej. Ju wtedy jednak zrozumielimy, e zanadto si zbliylimy do
Gr Czarnych, jakie straszne istoty bowiem zaczy kry wok osady. Na pewno nas
wywszyy.
Urwa, wystraszony samymi tylko wspomnieniami.
Podja Elja:
- Pamitajcie, e Gry Czarne tak naprawd pooone s na drugiej wielkiej pkuli we
wntrzu Ziemi, centrum gr znajduje si dokadnie ponad najwyszym punktem
Krlestwa wiata, lecz tak wysoko, e ze szczytu muru nie wida wierzchokw gr. Tak
wic odnalezienie powrotnej drogi do domu bez gondoli nie byo atw spraw, chocia,
jak ju mwilimy, nawet nie zbliylimy si do centrum. Przeszlimy kawaek w gr po
113

cianach pustki, jeli rozumiecie, o co mi chodzi. Ach, nigdy nie powinnimy byli tego
robi, tak wiele utraconych lat... Nie chcielimy duej naraa mieszkacw grskich
okolic na niebezpieczestwo, wyruszylimy wic tutaj. Znalelimy si ju bardzo daleko
od Gr Czarnych, wdrwka trwaa dugi czas, bo Hannagar i ja bylimy bardziej
wycieczeni od innych, musielimy robi dugotrwae postoje w przernych miejscach.
Sdzilimy ju, e pozbylimy si naszych przeladowcw, W kocu towarzysze stracili
do nas cierpliwo. Dotarlimy wtedy ju tak daleko, e w oddali widzielimy Krlestwo
wiata. Pitka naszych przyjaci bya zdania, e istnieje moliwo ominicia terenw
potworw przez morze piasku, ostrzegalimy ich, to miejsce bowiem cieszy si bardzo
z saw, zreszt jak przedostaliby si za mur? Oni jednak nie chcieli ju duej na nas
czeka. Odeszli. To byo chyba jakie dwa lata temu. Hannagar i ja moglimy wreszcie
i dalej, a w kocu zatrzymalimy si w tej osadzie tutaj. Wtedy znw pojawili si
przeladowcy, oni s straszni, krwioerczy, to ludoercy!
- Dzikujemy, e przybylicie - cicho powiedzia Hannagar.
Tell podnis gow. Nadszed ju najwyszy czas, by zaj si biecymi problemami.
Wyjani ca sytuacj Joriemu. Nie bardzo mieli ochot na latanie gondolami nad
Ciemnoci ze wzgldu na mieszkacw tutejszej krainy, teraz jednak byo to naprawd
konieczne. Grupa Kira cakiem zagina, czy Jori mgby przelecie ponad skaami, ktre
dziel terytorium potworw od krainy Waregw? Powinien lecie sam, na wypadek gdyby
kto z zaginionych potrzebowa transportu, a ich byo przecie a picioro. Samiec
samotnik si odnalaz, ich zadanie wic zostao wykonane. Oczywicie Jori moe
rozglda si za ani, skoro i tak bdzie szybowa ponad ziemi, lecz jej raczej tu nie
ma, poza tym szuka jej ju tak wielu.
Tell ponownie wezwa Kira, lecz jak zwykle nie uzyska adnej odpowiedzi. To milczenie
byo zaiste przeraajce. Potem sprbowa jeszcze skontaktowa si z Dolgiem. Na
prno.
Wanie zaginicie Dolga szczeglnie ich zaniepokoio, on przecie mia przy sobie dwa
wite kamienie i powinien da sobie rad w kadej sytuacji. Poza tym i bez kamieni
potrafi sobie radzi, sprzyjao mu wszak tak wiele dobrych mocy.
Niestety, Dolg milcza, a jego milczenie miao w sobie co zowrbnego.
- A reszta? - dopytywaa si Indra.
Tell pokrci gow.
- Zwierz oczywicie nie ma telefonu, a Tsi nie wolno go mie, bo tak strasznie go
naduywa, bez przerwy dzwoni i zajmuje wszystkie linie. Siska nie chciaa telefonu,
twierdzia, e wystarczy aparat Kira.
Indra umiechna si leciutko.
- Siska nienawidzi wszelkich nowoczesnych wynalazkw, twierdzi, e si na tym w ogle
nie wyznaje, a ona nie lubi czego nie umie.
Tell zadzwoni do Nauczyciela.
Niestety, niczego na razie jeszcze nie odnaleli. Marco i Nidhogg byli razem z nim i
wanie przeczesywali teren, jednak do rozlegy. Gondol Nauczyciel uzna za
doskonay pomys, przylijcie tego szaleca Joriego, poprosi.

114

Nauczyciel w przeciwiestwie do Siski uwielbia telefon. Szczerze podziwia osignicia


nowoczesnej techniki.
Kolejne wezwanie, grupa Jaskariego.
Niestety, wci bez skutku szukali ani, poza tym panowa u nich spokj, wci
znajdowali si po innej stronie rzeki ni straszne istoty. Czy pokazay si u nich? Nie? To
dobrze. Poniewa tropy, jakie Oko Nocy odnalaz nad rzek, naleay, jak si okazao, do
samca samotnika, byli w tym samym punkcie, co na pocztku. ania jakby zapada si
pod ziemi.
- Sysz bardzo wiele nowych imion - mrukn Hannagar. - Wyglda na to, e odkd
opucilimy Krlestwo wiata, pojawio si duo nowych osb.
- Duo bardzo szczeglnych osb - poprawi go Tell. - Gdyby tylko wiedzia...
Indra umiechna si pod nosem. Ciekawe bdzie si przekona, co Hannagar i Elja
myl o Marcu, a take o Mrim i Dolgu, o elfach, Madragach, Sol i pozostaych duchach
oraz wielu, wielu innych.
Nagle okazao si, e Nauczyciel pilnie stara si nawiza z nimi kontakt.
22
MALEKA POMOCNICA
Nauczyciel wanie zakoczy pierwsz rozmow z Tellem, gdy wszyscy trzej, on, Marco i
Nidhogg, dostrzegli przed sob na skaach co dziwnego. Na prawo od nich, za dolin
potworw, janiao Krlestwa wiata, widzieli wic cakiem wyranie.
Instynktownie ukryli si za krzakami.
Wci jednak mogli patrze przez gazie i to, co zobaczyli, sprawio, e prdko wypadli
z kryjwki.
Poruszajc si chwiejnie, nadchodzi w ich stron wielki pikny wilk. Z futra wystaway
mu drewniane strzay, gow mia zwieszon, ledwie trzyma si na nogach, cigle musia
przystawa.
- Zwierz! - zawoali jednogonie wszyscy trzej i pobiegli do niego.
Osuno si na ziemi u ich stp.
Podczas gdy Nauczyciel przez telefon informowa Tella o nowym odkryciu, Marco i
Nidhogg podjli prby uleczenia Zwierzcia. Usunli z jego ciaa strzay potworw i
Marco przyoy leczce donie do ran, Nidhogg za, najbliszy przyjaciel Zwierzcia,
ciska gromy na okrutne bestie.
- No c, wiemy ju, kto zaatakowa naszych przyjaci - stwierdzi Tell przez telefon. Czy Zwierz zdoa was do nich zaprowadzi?
- Nie moe si ruszy, zuyo wszystkie siy na to, eby do nas dotrze.
Marco wycign rk po telefon.
- Tellu, czy mog prosi Joriego? Dzikuj, Jori, czy gondola jest gotowa?
- Stoj ju jedn nog w gro... w gondoli.
Marco umiechn si.
- To dobrze. Przybd tu czym prdzej zabra Zwierz. We po drodze weterynarza i
Jaskariego, by mogli towarzyszy mu w drodze na k. I spiesz si, pamitaj!

115

- Mona powiedzie, e ju tam u was jestem - odpar Jori dumny z wyznaczonego mu


zadania. Zastanawia si jedynie, w czym weterynarz moe im bardziej pomc od Marca.
- Powiedzcie tylko, gdzie was szuka.
Otrzyma wskazwki i telefon wyczono.
- On ju niedugo tu bdzie - Nauczyciel uspokaja Nidhogga, rozpaczajcego nad
strasznym losem przyjaciela. Nie przestawa mwi do Zwierzcia, wtpliwe jednak, by
nieszczsne cokolwiek syszao.
Marco przyoy donie do paskudnej rany w jego boku i spyta:
- Ono zeszo z gry z tamtej strony? To znaczy, e najprawdopodobniej bdziemy musieli
zapuci si do doliny potworw, aby odnale reszt grupy Kira.
Westchnli, perspektywa naprawd bya niezbyt przyjemna.
Jori rzeczywicie doskonae si spisa i chwil potem, zatoczywszy pikny uk, wyldowa
przy nich. Przywiz Jaskariego, weterynarz bowiem uzna, e musz si rozdzieli, i
najwaniejsze zadanie, opieka nad ani, gdyby j znaleli, miao oczywicie przypa
jemu.
Wszyscy trzej skupieni przy Zwierzciu byli niezwykle zadowoleni z tego, e to wanie
Jaskari si u nich zjawi. Tak naprawd bardzo sobie yczyli jego obecnoci, lecz nie
chcieli urazi draliwego weterynarza.
Wsplnymi siami przenieli Zwierz na pokad gondoli i podczas gdy Jaskari aplikowa
mu kilka rozmaitych zastrzykw, Jori opowiada:
- Nie od razu was znalazem, zatoczyem wic niedue kko gondol i wtedy co
zobaczylimy.
- To prawda - zawiadczy Jaskari. - Uwaaj na jego eb, Nidhoggu, to paskudna rana.
Wiecie, co ujrzelimy? Troch wyej i bardziej w przd? Przy nieduym grzzawisku
widzielimy ani! Leaa na ziemi, obok niej stao cieltko, a dalej... kawaeczek od nich
leeli Siska i Tsi! Wygldali na kompletnie nieprzytomnych, nie zauwayli nawet gondoli.
Doszedem jednak do wniosku, e popiech potrzebny jest przede wszystkim przy
Zwierzciu.
- Co wy mwicie? Ale to przecie... Nie byli chyba martwi?
- Nie wiem jak ania, ale zauwayem, e Siska leciutko poruszya rk. Wszyscy byli
nieludzko wysmarowani botem, chyba taplali si w bagnie.
- Ach, tak - rzek Marco. - Wszystko ju teraz gotowe, jedcie wic, a my natychmiast
wyruszamy nad to grzzawisko. Mwicie, e to niedaleko std?
- Tak - powiedzia Jori. - Zeszlicie po prostu za bardzo w d. Dam zna Tellowi i Oku
Nocy, e ania si znalaza. Czy mam sprowadzi jeszcze kogo nad bagno?
- O, tak, silnych mczyzn. Jeli ania jeszcze yje, damy wam zna.
Gondola wzbia si w powietrze, a trzy niezwyke osobistoci natychmiast przeniosy si
nad bagno w swj szczeglny sposb.
Zajo im to jedynie krtk chwil.
Gdy si zjawili, Tsi i Siska byli ju na nogach. Oboje nie posiadali si z radoci na widok
przyjaci. Po chwili wyjanie z obu stron wszyscy skoncentrowali si na ani, tylko
Siska zaja si cieltkiem, tak aby czuo si bezpieczne.
116

- ania yje - oznajmi Nauczyciel. - Jest tylko kompletnie wycieczona po walce z


bagnem. Te rany rwnie nie wr nic dobrego. Przeklte potwory, czy nikt nie moe ich
zgadzi?
Zabijanie nie byo metod stosowan w Krlestwie wiata. Niestety, potwory stanowiy
powany problem, zarwno dla Obcych, jak i dla wszystkich mieszkajcych w Ciemnoci
plemion.
- Jak przetransportujemy ani? - spyta Tsi, ktry wci nie posiada si z dumy po
pochwaach, jakie usyszeli wraz z Sisk.
- No wanie - westchn Marco, usiujcy doda zwierzciu si i zamkn jego rany. - Nie
da rady i sama, a do gondoli si nie zmieci. Oczywicie Juggernaut nie moe wjecha
tutaj.
- Miaam troch czasu na mylenie, kiedy mozolilimy si przy wydobywaniu jej z bagna wtrcia si Siska. - Czy nie moemy zrobi czego, na czym daoby si j cign?
Popatrzyli na siebie, pomys by dobry, ale...
- Jeli bdzie nas do duo - powiedzia z namysem Nauczyciel.
- Jori ma przywie siaczy - przypomnia Nidhogg. - Mam nadziej, e Jaskari z nim
wrci, kiedy Zwierz znajdzie si w bezpiecznym miejscu. Jaskari jest taki dumny ze
swoich muskuw, teraz wic bdzie mia okazj je zademonstrowa. Sprbujmy znale
dwa dugie kije, due gazie i mnstwo drobnych, eby zbudowa nosze.
Do pracy zabrali si wszyscy z wyjtkiem Marca i Siski, wci zajmujcych si
zwierztami.
Marco zamylony popatrzy na dziewczynk.
- Wyglda mi na to, e ty i Tsi dobrze si ju zgadzacie ze sob.
Siska energicznie pokiwaa gow, nie patrzc na niego.
- On jest miy - stwierdzia krtko. - To ja byam gupia. Lubi te zwierzta - dodaa z
pewn agresj.
- wietnie, Sisko - cicho powiedzia Marco, a pochwaa z jego ust tak wiele znaczya.
Siska umiechna si ukradkiem.
Marco machn rk.
- Ojej, komary tutaj? Jeden prbowa wlecie mi do ucha.
- Ja niczego nie zauwayam, chocia jestem przy tym bagnie o wiele duej.
Solidne nosze zaczy nabiera ksztatu.
Nagle Marco zdrtwia.
- Co si stao?- zdziwia si Siska.
- Nie syszysz takiego cienkiego gosiku?
- Nie.
- Och, moja droga, on mwi o Lanjelinie! To nie aden komar, to Fivrelde!
- Lanjelin? Tak elfy nazywaj Dolga, prawda? Co ona mwi?
Marco mia pewne kopoty z odnalezieniem malekiej dziewczynki z rodu elfw, krcia
si bowiem nieustannie wok jego ucha. Gdy jednak wycign rk, siada na niej.
- Ach! - westchna, nie chcc, by ktokolwiek o niej zapomnia. - Tak dugo musiaam
lecie, jestem ogromnie zmczona!
- Bardzo dobrze si spisaa, Fivrelde. A gdzie Lanjelin?
117

Na buzi malekiej panienki pojawi si wyraz przeraenia.


- Uwiziy ich te straszne bestie, ale mnie nie widziay, wic przyleciaam tutaj i...
- Dobrze, ale gdzie oni s? yj?
- O, tak, wielki Marco, yj. I Lanjelin, i pan Kiro, nie wiem tylko, co ze Zwierzciem, bo
strzelali do niego z uku!
- Zwierz ju si odnalazo - uspokoi j Marco.
- O, to dobrze, przyleciaam tutaj, eby znale Sisk i Tsi, i rzeczywicie, oni tu s.
Znalazam te ciebie, wielki ksi. Naprawd, uwierz mi, nieatwo byo mi lecie tak
daleko.
Marco przerwa przechwaki Fivrelde, wyldowa bowiem Jori z pen gondol. W rodku
siedzieli Gondagil i Helge, a take Oko Nocy i na szczcie rwnie Jaskari, ktry zdoa
nakoni weterynarza, by zosta teraz na ce przy Zwierzciu. Towarzyszya im take
Sol, ona nic wszak nie waya, moga wic podrowa jako dodatkowy pasaer. Marco i
dwa duchy bardzo si ucieszyli na jej widok.
- Ram i Indra zostali z Tellem, eby dotrzyma towarzystwa ludziom z osady - wyjani
Jori. - Chciaem zabra jeszcze Rama, ale naprawd w gondoli nie byo ju miejsca.
- Wszystko w porzdku - powiedzia Marco. - Zacznijcie teraz cign te dwa jelenie w
stron ki, niech gondola take cignie, moe bdzie atwiej, a w tym czasie ja z
duchami i Fivrelde udamy si do Kira i Dolga. To nie jest zabawa dla miertelnikw.
Wszyscy to rozumieli. Gdyby ktry ze zwyczajnych ludzi omieli si zapuci do krainy
potworw, skazany byby na mier.
Obie grupy si rozdzieliy. Wsplnymi siami wcignli ani na zaimprowizowane nosze,
a cieltko uoono przy matce. Mae musiao by ju bardzo godne, Tsi pokaza Sisce, co
zrobi, eby zaczo ssa. Dziewczynka bya przy tym bardzo zawstydzona, ale Tsi
ucisn j za rk i umiechn si, gdy cielaczek znalaz drog do sutka. Siska take
sprbowaa si umiechn.
Rozpocz si mozolny transport dwch olbrzymich zwierzt.
- Fivrelde - rzek Marco z powag. - Teraz twoja kolej! Wska nam drog do Lanjelina, i to
bez zbdnego gadania.
Maleka panienka popatrzya na niego uraona, lecz zaraz zacza wyjania.
- Chwileczk - powstrzyma j Marco. - Caa nasza pitka potrafi przemieszcza si
bardzo prdko, prdzej ni zwykli ludzie. Nie bdziemy i t drog na piechot,
dotrzemy na miejsce w cigu kilku sekund, najpierw wic chc si dowiedzie, co si
wydarzyo tu, przy grzzawisku.
- A wic dobrze - Fivrelde, stojc na wycignitej rce Marca, poczua si jeszcze
waniejsza. - Pan Kiro, ten Stranik, wiecie, kaza Tsi-Tsundze, ktry jest prawie elfem, i
Sisce wspi si na drzewo kawaek dalej, bo usyszelimy haas dochodzcy std i pan
Kiro myla, e potwory dopady by moe samca samotnika, ktrego przecie
szukalimy, ale to nie by samiec, tylko ania, ktra si ocielia...
- To ju wiemy, Fivrelde, mw dalej.
- A potem, kiedy przyszlimy tutaj i zobaczylimy ani z jej dzieckiem w bagnie, strasznie
si przerazilimy, bo potwory okryy ich i puszczay strzay. Ju chcielimy ich ratowa,
118

kiedy cae mnstwo bestii rzucio si na nas od tyu, ze ska. Nie moglimy si broni, bo
ich byo tak strasznie duo, uderzyy mojego Lanjelina wielkim kamieniem w gow i pana
Kira take, a do Zwierzcia strzelali okropnymi strzaami, a potem opletli Lanjelina i pana
Kira sznurami, to znaczy takimi cieniutkimi witkami, i pocignli ich za sob. Zwierz
ruszyo za nimi, chocia ledwie mogo i, bo miao w sobie tyle strza, ale mnie bestie
nie zauwayy, bo siedziaam u Lanjelina w kieszonce na piersi i tam akurat nie byo
adnego sznurka, bo inaczej nie mogabym ich uratowa, no i potwory zacigny nas do
swojej doliny i chciay nas pooy w spiarni. Okropnie si wystraszyam, ale nic nie
powiedziaam, ale potem co si wydarzyo...
Fivrelde zrobia dramatyczn pauz, doprowadzajc suchaczy do ostatecznoci.
- I co dalej? - ponagli j Nauczyciel. - Pospiesz si, mamy mao czasu!
- No tak... - Jeszcze wyej zadara nos do gry. - Jeden z potworw chcia zbada
mojego najlepszego przyjaciela Lanjelina, moe chcia sprawdzi, czy on si nadaje do
jedzenia, bo to prawdziwe potwory, a moe chcia si przekona, czy on yje, w kadym
razie dotkn futerau z farangilem, ktry poparzy go przez delikatn flanel i miciutk
skr, a potem kamie zabi potwora. Wszystkie inne ucieky.
- Zaczekaj, zaczekaj! Czy to zdarzyo si w dolinie potworw, czy po drodze?
- To byo ju prawie na dole, i aden z tych wstrciuchw nie chce ju tam wrci.
- Ach, tak - pokiwa gow Marco. - Zaprowad nas do Lanjelina, Fivrelde, na skrty przez
czas i przestrze. Bardzo dzielnie si spisaa!
Fivrelde rozpromienia si jak soce.
Chwil potem znaleli si w dolinie potworw, na zboczach powyej cigncych si
daleko gstych zaroli.
Fivrelde dramatycznym gestem wskazaa jam pod wywrconym drzewem.
I rzeczywicie, leeli tam Kiro i Dolg, opleceni mnstwem cienkich gazek. Gdyby
Fivrelde nie wskazaa tego miejsca, nikt nie zdoaby ich odnale, tak dobrze byli ukryci.
Dolg by nieprzytomny, Kiro otworzy oczy, ale nie mg si ruszy. Przy jamie leaa
kupka popiou, szcztki bestii, ktra zanadto zbliya si do farangila.
Uwolnili Kira, mia kopoty z oddychaniem, usta zatkano mu bowiem plecionk z
rozmaitych korzeni.
- Zabrali mj telefon! - jkn. - Nie mogem si z wami skontaktowa. A co z innymi?
- Wszystko w porzdku - uspokaja go Nauczyciel. - Teraz musimy jak najprdzej zabra
was std. Czy moesz i o wasnych siach?
Okazao si, e tak. Wszyscy pomogli rozwiza Dolga i wynie go ze strasznej doliny.
Marco prbowa z nim rozmawia, wypowiada niezwyke sowa w jzyku, ktrego nie
znali, lecz przypuszczali, e to mowa Czarnych Sal.
- Niebieski szafir - szepna Sol do Marca. - Ty moesz go dotyka, prawda? I farangil
nie zaponie peni blasku?
- Myl, e pogodzi si z tym ze wzgldu na Dolga - przyzna Marco. - Wydaje mi si
jednak, e ty si lepiej do tego nadajesz.
- Ja?
- Zauwayem to w Nowej Atlantydzie. Nie pytaj mnie jak, ale uwaam, e powinna
sprbowa.
119

- Dobrze, ale, do diaba, nie wiem, w ktrej sakiewce Dolg przechowuje niebieski kamie.
A jeli otworz czerwony? Przyjdzie kres na Sol, ostateczny kres.
- Szafir jest po jego prawej stronie. To bardzo dobry pomys, dlaczego wczeniej na niego
nie wpadem? Niebieski kamie szybciej ze wszystkim sobie poradzi.
- Pomylaam po prostu, e bardzo ciko jest wam go cign - powiedziaa Sol, ale
janiaa z dumy.
Wyja niebiesk kul, z naboestwem podniosa j do gry, wpatrzona w jej baniowy
pulsujcy blask.
- Kamie zgadza si wsppracowa - mrukna i przyoya kul do piersi Dolga.
Niedugo potem Dolg otworzy oczy i popatrzy na nich ogromnie zdziwiony. Czym
prdzej wyjanili, co si stao.
- Znw ci ocaliam, Lanjelinie - pisna Fivrelde i przesadnie gono westchna.
Umiechn si do niej, mg ju teraz usi.
- Rzeczywicie, Fivrelde, to bardzo miy zwyczaj, nie porzucaj go. Bardzo ci dzikuj, co
ja bym bez ciebie zrobi?
Fivrelde janiaa jak soneczko. Tylko ona nie wychwycia tonu ironii dwiczcego w
jego gosie.
Dotarli ju prawie na sam gr, kiedy Nidhogg zawoa:
- Tu ley twj telefon, Kiro! Jest troch potuczony, wyglda te, e bestie prboway go
nadgryza.
- Dobrze, e go znalaze - ucieszy si Kiro. - Rzeczywicie jest troch nadwerony, ale
Madragowie chyba go naprawi, myl, e nie musimy angaowa w to szafiru.
Wybuchnli miechem, uradowani, e caa grupa Kira si odnalaza.
Wkrtce dogonili nosze ze zwierztami, tamta grupa bowiem posuwaa si bardzo
powoli. Akurat si zatrzymali, bo ania wstaa.
Dolg natychmiast przystpi do akcji, uywajc niebieskiego kamienia, jasne bowiem
byo, e w tej sytuacji kamie jest bardzo potrzebny. agodnie przemawiajc do
zwierzcia, przyoy kul do jego grzbietu. ania staa spokojnie, z lkiem tylko
spogldajc na cieltko, krcce si przy jej nogach.
Wkrtce ania odzyskaa siy, ale Siska musiaa usi w gondoli razem z cieltkiem,
gdy ono nie dawao rady i tak daleko i tak prdko. Jori utrzymywa gondol nisko nad
ziemi tu przy nich i ania cay czas moga widzie swoje dziecko. Wszyscy starali si
zapewni zwierztom poczucie bezpieczestwa. Wreszcie grupa posuwaa si szybciej.
W kocu dotarli na k, gdzie dugo ju ich wypatrywano.
Gdy wszyscy si przywitali ze wszystkimi, cznie z czterema jeleniami, Tell, koordynator
akcji, usiowa zapanowa nad caoci.
- Musimy mie absolutn pewno, e w komplecie dotrzemy do domu - stwierdzi. Krlestwo wiata opucio dwadziecia siedem osb.
- Dwadziecia osiem - rozleg si cichy gosik.
- Oczywicie, Fivrelde, przepraszam, twoja pomoc bya nieoceniona, dwadziecia osiem.
Sprbujemy teraz sprawdzi list obecnoci, ale wydaje mi si, e nikogo nie brakuje.
I zacz wymienia.

120

- Najpierw jelenie: rodzina skadajca si z trzech zwierzt wraz z dwunastk


przebywajc w pobliu niemieckiej osady, czyli cznie pitnacie sztuk, odbywa
kwarantann w Krlestwie wiata. Osiem zwierzt z ulubionego miejsca Helgego i sze
z ukrytej w grach doliny, razem z samcem samotnikiem, znajduje si upione w
Juggernaucie i czeka na nas. Na wite Soce, jak my je wszystkie zmiecimy? Para
jeleni i ania z cieltkiem s tu na ce. Liczylimy, e przywieziemy wszystkie trzydzieci
trzy zwierzta yjce w Ciemnoci, tymczasem mamy ich trzydzieci cztery. Wcale nie
najgorszy wynik!
- Jeszcze nie jestemy w domu - zauway weterynarz, jak zawsze nastawiony
negatywnie.
- Ale przynajmniej na razie. Teraz my: Chor, Mri, laborant i Goram s przy
Juggernaucie, gdzie Chor pi, czekajc na nas. Bardzo mu tego potrzeba, przemierza
przecie morze piasku tam i z powrotem niemal bez przerwy, przyda mu si odpoczynek
przed ostatni podr do domu.
Niejednemu by si to przydao, pomylaa Siska, wszyscy sprawiaj wraenie, jakby
zaraz mieli zasn.
- Miranda, Elena, Berengaria, Oriana, Thomas i matka Helgego, Frida, s ju w
Krlestwie wiata dziki wahadowym kursom Joriego. Weterynarz i Lenore przybyli
tutaj, s tu rwnie Nidhogg, Nauczyciel, Sol i Zwierz, jemu przydaaby si kuracja
szafirem, Dolgu.
Dolg kiwn tylko gow i zaraz zaj si rannym przyjacielem, a Tell kontynuowa
wyliczanie. Teraz kady, syszc swoje imi, musia si zgosi, zupenie jak w szkolnej
klasie.
- Gondagil, Helge, Jaskari, Jori, Marco, Dolg, Kiro, Siska, Tsi, Oko Nocy, Indra, Ram i ja.
Ojej! Ile nas jest! Ale trzeciej tury nie bdziemy wyprawia. I jeszcze semka nowych,
Hannagar, Elja i szecioro mieszkacw osady. Witajcie wrd nas! O nikim nie
zapomniaem? Ach, oczywicie, o najwaniejszej ze wszystkich, o Fivrelde!
Mao brakowao, a ogromnie by urazi t malek istotk.
Tell bardzo si martwi. Sze osb byo ju w domu i tym samym ulyo nieco
Juggernautowi, na ich miejsce jednak mieli teraz omioro nowych, a nawet dziewicioro,
liczc Helgego. I jedna z osb, ktre opuciy Ciemno gondol, rwnie bya nowa,
matka Helgego.
- Najlepsze ze wszystkiego za jest to, e nikogo nie utracilimy podczas tej wyprawy,
przeciwnie, jest nas nawet wicej. O straszyda z Gr Czarnych niech si martwi Obcy,
bd musieli upora si z nimi jak najszybciej. Naley usun ich z tych maych
pastewek w Ciemnoci, lecz jeli si nie myl, strachy zawrc, gdy tylko Hannagar i
Elja znajd si w Krlestwie wiata.
Ram kiwn gow.
- Wanie dlatego przy pokonywaniu ostatniego odcinka do Juggernauta musimy trzyma
si razem, nie da im szansy zaatakowania Elji i Hannagara ani te nikogo z nas.
- Masz racj - przyzna Tell. - Niech oni dwoje id w rodku grupy. Jori, ile osb moesz
zabra do gondoli?
- Pi, oprcz mnie samego.
121

Tell prdko wybra tych, ktrzy mieli lecie razem z Jorim.


- Helge, eby si mg upewni, czy twoja matka dobrze si czuje, Gondagil, wracaj do
domu, do Mirandy. Jeden weterynarz, Jaskari zostaje. Kiro, ktry po tym uderzeniu nie
moe si pozby piekielnego blu gowy. I Siska. Och, na wite Soce, Sisko, jak ty
wygldasz! Wiem, e ciebie, Tsi i oba jelenie wymyto do czysta w rzece, ale jak zdoaa
sprawi sobie tego sica pod okiem?
- Kopniak rozgniewanego i wystraszonego cieltka - wyjania, umiechajc si aonie.
Jaskari prdko przygotowa kompres i przyoy jej do oka, a Kiro dosta dwie silne
tabletki od blu gowy. Jaskari poczu nagle, e i jako lekarz moe si do czego przyda,
nie tylko niebieski szafir moe leczy.
Nikt z wybranej pitki nie zaprotestowa. Wszyscy pragnli jak najprdzej znale si ju
w domu.
- Czy mam obrci kolejny raz? - spyta Jori. - Spotka si z wami na morzu piasku i
zabra jeszcze kogo?
- Nie, to niepotrzebne, Chor poprowadzi teraz Juggernauta z niesychan szybkoci.
Jed do domu, Jori, i wypij si, dobrze si spisae.
Mgby zabra ze sob Lenore zamiast na przykad Gondagila, pomylaa Indra.
Naprawd a do koca musimy cign ze sob to okropne babsko? Nic jednak nie
powiedziaa.
Podr przez straszn krain prawie si ju skoczya, to najwaniejsze.
Gondola wzniosa si nad ziemi, a duga karawana ludzi i zwierzt ruszya ku osonitej
dolinie, gdzie czeka Juggernaut.
23
MONSTRA
Wdrwka trwaa bez wikszych zakce. Docierali ju niemal do osonitej doliny, gdy
mieszkacy osady i Elja zareagowali na jaki odgos, dobiegajcy ze wzgrza z jednej
strony. Cztery duchy natychmiast ich otoczyy, by dodatkowo ich ubezpiecza, nic wicej
jednak si nie stao.
- Na pewno przestraszyo ich to, e idziemy tak wielk gromad - Hannagarowi gos
wyranie dra.
Ram opiekuczo otoczy Indr ramieniem, ona za przytulia si do niego z
wdzicznoci, chocia nie syszaa adnego przeraajcego odgosu. Z oczu Lenore
powiao chodem. Ani Ram, ani Hannagar o niej nie pomyleli.
Wreszcie dostrzegli wielki, brzydki kadub Juggernauta i wszyscy odetchnli z ulg.
- To najbardziej przeraajcy pojazd, jaki kiedykolwiek w yciu widziaem - stwierdzi
Hannagar. - Doprawdy nie posunlicie si dalej w rozwoju w Krlestwie wiata?
- Juggernaut umie si obroni - krtko odpar Tell, ale gdy Elja i inni nowi ujrzeli Chora,
ktry koyszc si na nogach schodzi z wieyczki, wszyscy bez wyjtku uskoczyli w ty.
- Co to, na mio bosk, jest? - zdumiaa si Elja.
- Superinteligencja techniczna, przed ktr powinnimy bi czoem o ziemi - owiadczy
Tell.
Hannagar wybuchn stumionym miechem i Lenore zaraz si do niego przyczya, w
przeciwiestwie do Indry i wszystkich pozostaych.
122

Nowe jelenie wprowadzono do rodka i upiono, Indra przerazia si, gdy zobaczya, jak
ciasno jest ju w Juggernaucie. Jelenie naleao uoy czciowi jedne na drugich, by
wszystkie si zmieciy, a ludzie skazani byli na zajcie miejsc pod cianami, w wskim
przejciu przez rodek i na wieyczce. To bardzo niewiele.
Nie marnowano czasu. Pora snu dla wszystkich mina, i to nie raz. Tsknili te za
domem. Indra wybraa sobie miejsce pod cian, chocia waciwie wikszego wyboru
nie miaa, wieyczka zapenia si szybciej, ni miaa czas o tym pomyle, gsto byo
nawet na schodach.
Juggernaut ruszy z szarpniciem i natychmiast rozwin pen prdko. Ach, mj Boe i
mnie przydaoby si oszoomienie, pomylaa Indra, gdy machina koyszc si
przemierzaa morze piasku. Byle tylko nie byo ju adnych zjaw, nie znios tego, to, co
przeylimy podczas podry w tamt stron, upiory przenikajce przez ciany
Juggernauta, cakowicie mi wystarczy, ale Chor tak pdzi, e nawet ewentualna zjawa
przemknaby tylko przez pojazd i nawet bymy jej nie zauwayli.
Wiedziaa, e Ram jest gdzie w pobliu, byo jednak tak ciemno, e nie widziaa gdzie. Z
jednej strony miaa Jaskariego, a z drugiej Mriego, nie byo czasu ani miejsca na adne
przemeblowania, naleao pozosta tam, gdzie si trafio.
Poczua nagle, jak strasznie jest zmczona. W cigu ostatniej doby niewiele te jedli,
lecz brak snu znacznie bardziej dawa si we znaki. Indra skulia si w najwygodniejszej
pozycji, jak moga przybra, z gow na ramieniu Mriego, i, o dziwo, pomimo
wszystkich wstrzsw i szarpni zdoaa zasn. Dobrze, e nie ma z nami Berengarii,
pomylaa jeszcze, zanim zmorzy j sen, z tym jej obolaym siedzeniem. A Miranda? Ta
podr to przecie najczystsze spdzanie podu.
Spaa tak gboko, e nie syszaa, jak Juggernaut zatrzymuje si na chwil i drzwi
otwieraj si, by wypuci Tella i Gorama. Wrcili wkrtce do rodka i podr trwaa
dalej. Teraz rytm szarpni sta si rwniejszy.
Indra nic z tego nie zauwaya, dopiero gdy gowa spada jej z ramienia Mriego,
podniosa si wystraszona i rozejrzaa dokoa ze zdziwieniem.
Gdzie ona jest? Taki ostry zapach zwierzt i bl w caym ciele, ludzie wok niej i szum
silnika?
Juggernaut. Ach, tak, wraca do domu z tej koszmarnej ekspedycji, ktra tak si udaa,
wszystko si powiodo, lepiej nawet ni si spodziewali, uratowali...
Zamrugaa oczami, eby widzie wyraniej. Co to takiego? Na pododze po drugiej
stronie? Pod przeciwleg cian...
Mri spa, Jaskari take, jelenie leay nieruchomo, nie syszaa te adnego ruchu w
gbi pojazdu. Niemiosierne trzsienie troch ustao, koysanie piekielnej machiny
wydawao si teraz wrcz przyjemne.
Oczy powoli przyzwyczajay si do ciemnoci, nie bya ju taka czarna, ale...
Mocno zapaa Mriego za rk.
Tam dalej, po drugiej stronie, zapona czerwono para lepi. Za moment zapalia si
jeszcze jedna, i jeszcze.
Indra nie zdoaa zapanowa nad krzykiem, obudzia wszystkich.

123

- One tu s! Zabralimy ze sob czerwonookie bestie! Zapalcie wiato, prdko, one nie
mog przedosta si do Krlestwa wiata!
- Ju jestemy w Krlestwie wiata - rozleg si nie wiadomo skd gos Rama. Zmierzamy ku kwarantannie jeleni. Zapali wiato!
- Musimy osania Hannagara i Elj! - zawoa kto.
Zapanowa nieopisany tumult, Stranicy chcieli zbiec po schodach, lecz nie mogli si
przedosta, a na domiar zego krzyczca wniebogosy Lenore usiowaa wedrze si na
wieyczk.
Wreszcie w rodku zrobio si jasno. Wprawdzie znaleli si ju w Krlestwie wiata,
lecz na pokadzie Juggernauta wci panowaa ciemno, a to dlatego, e zasonito
wielkie okna z przodu i z tyu. Nikt teraz nie myla o ich odsanianiu, a Juggernaut wci
jeszcze nie by wyposaony w wewntrzne owietlenie. Wszyscy Stranicy szybko
wczyli swoje reflektory.
- Gdzie oni s? Gdzie s? - krzycza laborant, prbujc take dosta si na wieyczk.
Potkn si o jelenie, ktre przez sen zaczy si porusza.
- Otwrzcie drzwi, wypucie nas std!
Ale Mri nakaza z naciskiem:
- Bez wzgldu na wszystko nie wolno otwiera drzwi!
Indra wstaa, Ram by przy niej, nie wiedziaa, w jaki sposb zdoa si tu przecisn.
Usyszaa szept Mriego:
- Dobry Boe, to nie moe by prawda.
Wpatrywa si w cian po przeciwnej stronie, wanie stamtd spogldao na nich osiem
par czerwonych lepi. Indra nie moga oderwa wzroku od Hannagara. Z pozostaymi
siedmiorgiem dziao si to samo, lecz ona patrzya wanie na niego.
Z wolna jego twarz zaczynaa si odmienia, broda wyduaa si, wyostrzaa, koci
policzkowe wysuway si ostro do przodu, a nos zmniejsza si, a wreszcie pozostay po
nim tylko dwie dziurki. Natomiast oczy, gorejce czerwonym blaskiem, zapaday si w
oczodoy, a z rozszerzajcych si ust wyoniy si drapiene ky. Paznokcie zamieniy si
w dugie szpony, wyduajce si rce a po czubki palcw pokrya czerwonawa sier.
Caa semka przemieniaa si w identyczny sposb, lecz mieszkacy osady okazywali
podziw i poddaczo wobec Hannagara i Elji.
Podczas trwania przemiany nikt nie odezwa si ani sowem. Wszyscy stali jak
sparaliowani.
Teraz przemwi Hannagar. Mwi ochrypym gardowym gosem, ktrego nie mogli
pozna:
- Nic si wam nie stanie, jeli otworzycie drzwi i nas std wypucicie i... Tak, chc zabra
Lenore, eby si z ni kocha. O, Lenore jest pikna.
Lenore, ktra nie zdoaa przedosta si do wieyczki, zawoaa, przestajc nad sob
panowa.
- Ratuj mnie, Ram! Ratuj mnie, przecie jestem twoja! Nie oddawaj mnie!
Ram cichym gosem poprosi duchy, by przystpiy do akcji. Aby oszczdzi miejsca,
przed rozpoczciem podry stay si niewidzialne, teraz wci si nie ukazyway, lecz
Indra usyszaa tu obok szept Nauczyciela:
124

- Z wielk przyjemnoci, Ramie, ale najpierw musimy si naradzi. Chcemy, eby Dolg
do nas przyszed, postarajcie si w tym czasie zaj czym te bestie.
Ram skin gow i zwrci si do Hannagara:
- A wiec mimo wszystko bylicie w Grach Czarnych?
- Oczywicie - zarechotao monstrum. - Zbliylimy si do rda za, napilimy si
ciemnej wody, przynajmniej po kropli.
- A tamta pitka, ktra bya z wami?
- Oni si bali, uciekli, tchrze.
- A potem prbowali wrci do domu? Kiedy zginli, ich dusze kontynuoway wdrwk
po morzu piasku przez kolejne lata, lecz i oni zarazili si zem, prawda?
- Nie mona wej w Gry Czarne bezkarnie.
- Czy wanie tam bylicie przez cay czas?
- Oczywicie - odpara Elja. Wygldaa teraz odraajco. - Wysano nas do Krlestwa
wiata, by zawadn nim i sprowadzi tam ze moce. Bardzo prdko dotarlimy do tej
osady w Ciemnoci, trwao to zaledwie kilka dni. Dalej si nie posunlimy, dopki nie
zjawilicie si wy.
Zaniosa si wstrtnym chichotem, ukazujc przy tym paskudne ky.
- Wcignlicie szecioro mieszkacw osady w wasze pieko - stwierdzi Ram z
obrzydzeniem.
- To pieko jest naprawd cudowne, Ramie - zamia si Hannagar. - Ale tak wanie
zrobilimy z tymi, ktrzy ju wczeniej mieli do za w sercach. Reszt poarlimy.
Wypucie nas teraz std, gupcy, inaczej rozgnieciemy tych, ktrzy stoj najbliej.
Po tamtej stronie znajdowa si jedynie Oko Nocy, a o niego Ram ba si nie na arty,
wszak to on by wybranym, ktry ma poprowadzi wypraw w Gry Czarne. Ramowi na
wspomnienie tej ekspedycji ciarki przeszy po plecach, widzia wszak na wasne oczy, co
stao si z Hannagarem i Elj.
Dolg przyszed do nich.
- Duchy ju zaraz bd gotowe. Zaopiekujesz si w moim imieniu Fivrelde?
Ram wzi od niego wyranie roztrzsion panienk z rodu elfw i ukry j w
bezpiecznym miejscu.
- Marco take bdzie uczestniczy w rozprawie - cicho rzek Dolg.
- To dobrze, ale uwaajcie na siebie, pamitajcie, e wy naleycie do yjcych.
Do Hannagara za, by zyska na czasie, powiedzia:
- Rozumiem ju, co tak mnie w was zdziwio. Ani troch si nie zestarzelicie, a powinno
si tak sta, skoro przebywalicie w Ciemnoci przez ponad dwiecie ziemskich lat.
Mwilicie take o mieszkacu wioski, ktry zosta zabity dzisiaj, a moe byo to wczoraj
czy przedwczoraj. To ten, ktrego kopn jele, prawda?
- Przeklte bestie! - sykn Hannagar. - Rozerwiemy je na strzpy, jeeli nas std nie
wypucicie, i to zaraz!
- Dobrze ju, dobrze. - Ram wyczu, e duchy stoj gotowe. - Jeszcze tylko jedno. Tylko
wy usyszelicie dzi w lesie jaki niepokojcy odgos. Powiedzielicie to jedynie po to,
by nas zwie, prawda? Balicie si, e nie zabierzemy was do Krlestwa wiata?

125

- Mdry Ram wie wszystko - zadrwi Hannagar, a raczej obrzydliwa istota, ktr si sta. Przyprowadcie Lenore!
- Zostaw t Lenore! - wrzasna zazdrosna Elja obrzydliwym ochrypym gosem. - Lepiej
j rozszarp albo we Indianina, jest tu przy nas!
- Teraz my przejmujemy paeczk - prdko zdecydowa Nauczyciel.
- Dzikuj - szepn Ram.
Juggernaut, rzecz jasna, ju wczeniej si zatrzyma, Chor zawrci ciki pojazd i czym
prdzej cofn si znw pod mur, by mogli usun straszyda z Krlestwa wiata.
Przydaaby nam si teraz jasna woda Shiry, pomylaa Indra. Chyba tylko ona zdoaaby
pokona tych tutaj.
Lenore przez cay czas nie przestawaa histerycznie si drze, a wreszcie kto rk
zasoni jej usta. Mri, ktry jako yjcy nie powinien zblia si do straszliwych istot,
nuci cicho stare islandzkie zaklcie.
Oko Nocy siedzia skulony w kcie, plecami wciska si w cian, ale najbliej stojcy
stwr podkrad si do niego, Indra widziaa, e wargi chopaka si poruszaj, zapewne
modli si o pomoc do duchw swoich przodkw.
A potem wszystko nagle jakby wydarzyo si jednoczenie.
Midzy Okiem Nocy a poczwar kto nagle stan. aden z diabw w ludzkiej skrze nie
zrozumia, e w wyprawie bior udzia rwnie duchy. Widzieli, jak wchodz na pokad,
lecz niczym nie wzbudziy ich podejrze, a pniej nie zastanawiali si, co si z nimi
stao, dlaczego znikny.
To Nauczyciel odgrodzi bezbronnego miertelnika Oko Nocy od stwora, ktry - a by to
jeden z mieszkacw osady - z sykiem wycign ohydn ap, by rozerwa na strzpy
powstrzymujcego go czarnoksinika. Szpony monstrum natrafiy jedynie na opr
powietrza, kiedy jednak chciao ono przemieci si dalej, okazao si to niemoliwe,
jakby zatrzymaa je stalowa ciana.
Stwr jeszcze raz zaatakowa szponami, i znowu nic. Poniewa tymczasem Nauczyciel
znikn, grone straszydo rzucio si na Oko Nocy. Wpado jednak z impetem na
niewidzialn ustawion pionowo desk nabit gwodziami, nadziewajc si na nie.
Dolg, ostronie stpajc midzy nogami jeleni, przemieci si blisko Oka Nocy, poprosi,
by chopak uoy si wrd zwierzt, i skierowa farangil na tkwic na gwodziach
maszkar. Wntrze Juggernauta zalaa gorejca ciemnoczerwona powiata i stwr
znikn. Nauczyciel odmwi jeszcze zaklcie nad kupk prochu, by stwr nie pojawi si
jako upir.
Oko Nocy poderwa si i pogna w bezpieczne miejsce na wieyczk.
Siedem pozostaych bestii w tym czasie zajmowao si czym innym.
Hannagar paroma zaskakujco dugimi skokami dotar do przejcia w rodku, gdzie by
po dwakro bardziej niebezpieczny. Zmierza ku Lenore, ktra cakiem stracia
panowanie nad sob, tak e dwaj Stranicy musieli j przytrzymywa. Bestia, odrzucona
jak niewidzialn si, upada w korytarzyku, a nad ni kapao paszcz rozwcieczone
Zwierz. Hannagar poczu na szyi gorcy oddech a silne wilcze apy przytrzymay w
ucisku jego rce.

126

Czworo dawnych mieszkacw osady miao wraenie, e co, jakby niewidzialny mur,
przesuwa ich w kt pod drug cian. Tu dziaa Nidhogg, ktrego jedynym pragnieniem
byo teraz powstrzyma t czwrk.
Elja zorientowaa si ju, e nie pjdzie im tak atwo. Ju wczeniej zauwaya mio
wszystkich tych ludzi do zwierzt i byskawicznie schylia si nad nowo narodzonym
cieltkiem, by w ten sposb zmusi przeciwnikw do wpuszczenia ich do Krlestwa
wiata. Staliby si tam zabjcz, unicestwiajc si, ktra otworzy drog wadcom Gr
Czarnych.
- Nie! - krzykn Tsi ze schodw, rzucajc si w jej stron, lecz na szczcie kto zdoa
go powstrzyma. - To mj cielaczek, mj i ksiniczki! To my go uratowalimy i adna
paskudna wiedma...
Urwa. Elj pocigna w ty jaka sia, to Sol wykrcia jej rce i trzymaa w elaznym
ucisku. Duchy bowiem, gdy chciay, dysponoway naprawd ogromn si.
- Ty paskudna, obrzydliwa babo! - Sol wiedziaa, jak najbardziej urazi istoty kobiecego
rodzaju. - Jeste taka ohydna, e brzydz si ciebie dotkn! Widzisz, e twj gach wzi
ci tylko dlatego, e adnej innej nie mia pod rk? Teraz ma ochot wrci do swej
dawnej kochanki.
- Nigdy nie byam niczyj kochank! - krzykna Lenore. - Jestem wybrank Rama, bd
teraz nalee do niego! Och, Ram, otwrz drzwi i pozwl nam std wyj!
Elja krcia paskudn gow na wszystkie strony, starajc si wbi ky w Sol, lecz na
prno.
Ostatnia z mieszkacw osady, moda kobieta, prbowaa uciec, ale Sol podstawia jej
nog. Maszkara upada i nie moga si ju podnie, usiad bowiem na niej Nauczyciel.
- Do ju tego, duchy! - Marco ostronie stpa midzy nogami zwierzt. - Doskonaa
robota! Czy jestemy ju przy murze?
Tak, Juggernaut zdy si nawet zatrzyma, Goram i Tell zeskoczyli z wieyczki, eby
otworzy mur.
Marco westchn:
- Dolg, ani ty, ani ja nie lubimy zbyt czsto posugiwa si farangilem, lecz tym razem to
bardziej ni konieczne. Odsucie si wszyscy, zrbcie miejsce i uwaajcie, eby nie
zrobi krzywdy adnemu jeleniowi. Dolgu, zajmij si najpierw t czwrk w kcie.
Przesu si, Nidhoggu.
Cztery bestie zaniosy si przeraliwym krzykiem na widok czerwonego blasku znw
zalewajcego wntrze pojazdu. Ktem oka dostrzegy ju wczeniej, co przytrafio si ich
kompanowi. Gdy Nidhogg odsun si na bok, pomylay przez moment, e s wolne,
jednak nie zdyy uciec, bo miercionone promienie trafiy je i unicestwiy.
Elja i druga kobieta krzyczay rozdzierajco, lecz nawet im nie mogli okaza aski. Obie
kolejno zmieniy si w kupki popiou, Nauczyciel bez sprzeciww przekaza je Dolgowi,
adna nie usza.
Pozostawa Hannagar, trzymany w szachu przez Zwierz.
- Lenore! - wrzasn ten nieczowiek. - Ty mi pomoesz, zawsze przecie mnie kochaa!
Ka temu idiocie Ramowi zaprzesta wygupw. Bd dla ciebie...
- Odsu si, Zwierz - spokojnie poprosi Marco.
127

W momencie gdy tylko poczu, e jest wolny, Hannagar przetoczy si w bezpieczne


miejsce wrd jeleni, gdzie blask farangila nie mg go dosign, nie wyrzdzajc przy
tym krzywdy zwierztom.
- Lenore! We dwoje podbijemy cay wiat! Najpierw Krlestwo wiata, a potem wiat na
powierzchni Ziemi - wrzeszcza straszny gos. - Ja mam wadz, rozumiesz? Moc za jest
wiksza od wszystkiego innego!
- Widz - rzek Dolg agodnie, gdy niewidzialne rce uniosy Hannagara w gr.
Odsuny go od stanowicych ochron jeleni i z powrotem uoyy w przejciu, gdzie
farangil pooy kres jego mocy.
Czerwona kula zgasa, zapada cisza.
- Otwrzcie drzwi! - nakaza Ram.
Za pomoc zwykej zmiotki i mietniczki usunito wszystkie najdrobniejsze nawet
ziemskie szcztki potwornych bestii. Najpierw jednak Nauczyciel, Mri i Marco odmwili
nad nieszczsnymi zaklcia i bogosawiestwa.
Wiatr porwa popioy na piaskow pustyni.
Juggernaut znw wzi kurs na dom, a mur cicho zamkn si za nimi.
24
Wrcili do domu. Jelenie przechodziy kwarantann, oni rwnie przez kilka dni musieli
si jej podda.
Wanie tam Sol odbya z Markiem kolejn rozmow, tym razem w zocistym blasku
witego Soca.
- I jak, Sol, wci chciaaby by zwyczajnym czowiekiem?
- Oczywicie zabawne jest niekiedy by duchem - odpara Sol ze miechem. - To dopiero
bya akcja na pokadzie Juggernauta! A czy nie mogabym by i tym, i tym? Czowiekiem
zdolnym kocha i by kochan, i duchem w razie potrzeby?
- Twoj prob trudno nazwa skromn - mia si Marco.
Sol westchna:
- Ach, chciaabym mieszka w porzdnym domu w pobliu wszystkich moich przyjaci,
ktrzy uczestniczyli w ekspedycji, ale chciaabym te mc w jednej chwili przenie si
do wiata duchw i tam praktykowa czarodziejskie sztuczki. I potem znw wrci i by
cnotliw, przyzwoit kobiet, w kadym razie umiarkowanie cnotliw. Marco,
rozmawialimy ostatnio o tobie, o tym, e ty i Dolg nie potraficie czu ziemskiej mioci,
czyli...
- Wiem, co to znaczy - prdko przerwa jej Marco. - Ale nie zawsze podobaj mi si twoje
okrelenia.
Sol umiechna si szeroko.
- Ale z Tiili ci si udao, jeste wic zdolny do aktu miosnego. Czy teraz do adnie si
wyraziam? To znaczy, e to potrafisz?
- Pewnie tak - odpar Marco z namysem. - Ale to by szczeglny przypadek, Sol, byem
do tego zmuszony, by uratowa wszystkich i wszystko na wiecie, lecz tak naprawd
wcale mnie to nie interesuje, nie miewam na to ochoty. Z wieloma kobietami i
dziewcztami czy mnie gboka przyja, rwnie z tob, lecz mio...? Nie wiem, co
to jest, Sol.
128

- A chciaby wiedzie?
- Tak. Rozumiem, e czego mi brakuje, Dolg te mwi to samo.
Sol popatrzya na niego z szelmowskim byskiem w oku.
- W miecie nieprzystosowanych twierdz, e macie si ku sobie.
- Wiem, ale to nieprawda, jestemy tylko nadzwyczaj dobrymi przyjacimi i nie naley
mwi tak o czystej, piknej przyjani.
- Ja te tak uwaam. A gdyby kiedykolwiek zmieni zdanie, gdyby ci to zainteresowao
albo miaby ochot, to wiesz, gdzie mnie szuka.
Marco mia si ju teraz penym gosem.
- Bardzo ci dzikuj, Sol, bd o tym pamita.
Sol poufale wzia go pod rk.
- No wanie, Dolg. Dlaczego zawsze wszystkim tak go al?
- Nie wiem - odpar Marco. - Przypuszczam, e brakuje mu czego bardzo istotnego.
- Moe narzeczonej?
- Jeste niemoliwa, czy ty nigdy o niczym innym nie mylisz? Chod, wejdziemy do
rodka!
Wstrzsajce przeycia wci tkwiy w nich wszystkich bardzo mocno, nie dawao si o
nich zapomnie.
Ale nie przez cay czas.
Oriana i Thomas radowali si wspln przyszoci. Oboje niezwykle cieszyli si na to,
co ich czeka. Nic nie chcieli robi na si. Dugotrwae starowieckie zaloty, proszone
herbatki i obiady, kwiaty, czekoladki i krtkie wieczorne przechadzki, umizgi i niemiaa
odpowied, zdaniem Oriany to a za dobre, by mogo by prawd.
Miranda promieniaa jak soce, razem z Gondagilem planowali ju urzdzenie pokoju
dziecinnego i zajmowali si wszystkimi sprawami, ktre interesuj przyszych rodzicw.
Gondagil z wielk trosk myla o zdrowiu ony.
Elena i Jaskari cignli sw nie koczc si histori, wygldao na to, e nigdy nie bd
tak naprawd razem, oddalili si od siebie bardziej ni kiedykolwiek, cho oboje gorco
pragnli, by byo inaczej.
A matka Helgego w kadej napotkanej kobiecie widziaa dziwk.
Tsi-Tsungga i Siska spotkali si pewnego dnia w drodze na basen. Zatrzymali si.
- Ksiniczko - powiedzia Tsi wzruszony. - Jak mio znw ci widzie!
Siska nie moga odpowiedzie, skina mu tylko gow. Bardzo duo o nim mylaa,
zaskakujco duo. Przeywaa w pamici wszystko, co przydarzyo si na bagnach i w
koronie drzewa. Nie nad wszystkim miaa odwag si zastanawia, bo serce zaczynao
jej mocno wali, a ciao znw przeszywa tamten rozkoszny dreszcz.
Ale on przecie by elfem ziemi, lenym faunem.
Ktrego wszystkie dziewczta pragny wzi w objcia.
adna jednak nie zbliya si do niego tak jak ona.
Sta teraz przed ni tylko w rczniku wok bioder. Ona owina si swoim jak sarongiem.
Tsi sprawia wraenie nieszczliwego.
- Ksiniczko, musz z tob porozmawia.
129

- No c - rzeka obojtnie. - Moemy gdzie pj.


Na tarasie stao mnstwo marmurowych skrzynek, w ktrych rosy najpikniejsze kwiaty,
ich zapach wprost upaja, sprawiajc, e Sisce byo jeszcze trudniej. Staa tam aweczka,
w pobliu nie byo adnych ludzi. Siska usiada na niej, pilnujc, by rcznik jej si przy
tym nie zsun.
- Sisko, tak bardzo mi trudno.
- Naprawd? - spytaa cicho.
- Wiele o tobie mylaem.
Nie odpowiadaa, czekaa.
- Wydaje mi si, e jestemy sobie tacy bliscy - rzek Tsi.
No tak, tak mona powiedzie.
- Widzisz, Sisko, nie mam innej osoby, ktrej mgbym zaufa. Czy ty moesz mi pomc?
- W jaki sposb? - spytaa, nie podnoszc oczu. Policzki jej si zaponiy.
Tsi zacz si wierci, zaniepokoia si o jego rcznik przy tym ruchu odsonia si
wewntrzna strona muskularnego uda, musiaa odwrci wzrok.
- Och, nie wiem, jak mam to powiedzie i prosz ci nie gniewaj si na mnie!
- Na pewno si nie pogniewam.
- Wiesz, e nigdy nie wyrzdzibym ci krzywdy.
- Wiem, Tsi.
Zebra si na odwag.
- Ale czsto jest mi bardzo trudno, zwaszcza od tamtej pory, kiedy byem z tob, na
drzewie. Potrzebuj... Jestem bardzo zmysow istot, wszyscy to powtarzaj, i niekiedy
potrzebuj uwolni tkwice we mnie napicie, a przecie wiesz, e z nikim nie wolno mi
si czy. Owszem, radz sobie sam, kiedy jest mi zbyt ciko, ale to nie jest ani troch
zabawne. Zastanawiaem si... bylimy ju tak blisko, mog wic ci si zwierzy i spyta,
czy zechcesz mi pomc?
Siska czua, e cae ciao jej ponie. Powrcio tamto drczce pragnienie. Oddychaa
szybko, bya coraz bardziej podniecona.
- Poka ci, jak to si robi.
- Ja wiem - odpara gwatownie. - Widziaam to w mojej rodzinnej wiosce, wiem, jak to
robi mczyni i jak pomagaj im kobiety. Pomaga si waciwie tylko chopcom, eby
nie szukali...
- Zrobisz to? - spyta niemiao.
Siska zwilya spierzchnite wargi, w ustach cakiem jej zascho, ledwie syszalnie
szepna tak.
Tsi westchn, lecz w tym westchnieniu Siska usyszaa umiech.
- Moesz przyj do mnie do lasu, nikt nie musi o niczym wiedzie.
- Przyjd, tylko daj mi troch czasu.
- Dzikuj.
Wsta. Zauwaya, jak podziaaa na niego ta rozmowa, uradowao j to do tego stopnia,
e leciutko pocaowaa go w policzek, a potem prdko pobiega z powrotem na basen,
eby schodzi rozgrzan krew.

130

Tylko Berengaria bya nieszczliwa. Podczas gdy Oko Nocy zastanawia si nad
poproszeniem ojca o powan rozmow, dziewczyna chodzia po terenie kwarantanny
ze spuszczon gow jak zwidy kwiat. Nie chciaa rozmawia z nikim poza milczcym
Dolgiem, przygnbionym faktem, e musia pooy kres tylu istnieniom.
Jelenie aklimatyzoway si tam, gdzie przechodziy swoj kwarantann, a cieltko
zaczo rosn.
Ram i Indra wyszli na spacer do ogrodu na terenie kwarantanny dla ludzi.
- Wspaniale bdzie znw wrci do powszedniego dnia, ale i trudno nam to przyjdzie.
Tam mielimy wyznaczone zadanie, bez wzgldu na to, jak byo trudne i okropne. Teraz
nie pozostaje nam ju nic.
- Ja mam wicej ni do zaj - odpar Ram. - Najwaniejsze bdzie chyba odnalezienie
duszy Griseldy, zanim zdy znw si tu pojawi.
- Sdzisz, e tak wanie bdzie?
- Przecie ona pona dz zemsty! No i czekaj te ostatnie przygotowania do
wyruszenia w Gry Czarne.
- Uf!
- Owszem, mielimy przykad tego, co moe nas tam spotka.
- Najbardziej nie podoba mi si to, e czowiek sam moe sta si zy. Nie moesz sta
si taki jak Hannagar, Ramie.
- Dobrze wiesz, e tak na pewno nie bdzie - rzek ciepo, a Indra skina gow.
Powiedziaa zamylona:
- Wiesz, zastanawiaam si, dlaczego Hannagar i jego kompani tak nagle objawili nam
swoje zo we wntrzu Juggernauta. Dlaczego nie poczekali, a bezpieczni znajd si w
Krlestwie wiata?
- No c - odpar Ram. - Myl, e gdy zorientowali si, e s ju za murem, poczuli si
bezpieczni, nas byo stosunkowo mao i wystarczyo, by otworzyli drzwi i wyskoczyli,
zabijajc nas wczeniej lub nie.
- Ale drzwi, jak si okazao, nie tak atwo otworzy - z umiechem kiwna gow Indra. To trzeba zrobi z wieyczki, a e byo nas mao? Oni nic nie wiedzieli o naszych
duchach, o tym, co potrafi zdziaa.
Na schodach spotkaa ich Lenore. Popatrzya na Indr obojtnie, najwyraniej
postanowia j ignorowa.
- Ram, najwyszy czas, abymy si czciej spotykali - owiadczya.
- A to dlaczego?
- Zaniedbaam ci, rozumiem, e poczue si uraony.
- Absolutnie niczym mnie nie zrania - odpar spokojnie. - Nawet mnie nie rozgniewaa.
Jeste mi po prostu obojtna.
Twarz Lenore staa.
- Ram, miej rozum, nie moesz przecie oeni si z... ludzk istot!
- Nie, nie mog - przyzna ze smutkiem. - Lecz mog j kocha, dopki bd y.
1 Fragment wiersza Karin Boye No pewno, e to boli w przekadzie . Winiarskiego w:
Liryka szwedzka, Londyn 1975.

131

132