BEZPŁATNA GAZETA TORUŃSKA | NR 74 | 7 PAŹDZIERNIKA 2016 | ISSN 4008-3456 | NAKŁAD 40 000 EGZ.

|

www.tylkotorun.pl

Twarde prawa ścieków

Interweniujemy w sprawie cuchnącego skrzyżowania Szosy Chełmińskiej z Wybickiego.

Damski
gniew

Taki jest Tylko Toruń

6

Nawet 2000 osób pojawiło się na toruńskiej odsłonie Ogólnopolskiego
Strajku Kobiet. Od skrajnych feministek po rosłych mężczyzn
zaniepokojonych losem swoich partnerek. Wszyscy spotkali się
w ten czarny, pochmurny poniedziałek, aby powiedzieć
stanowcze NIE obywatelskiemu projektowi STOP ABORCJI

Tylko Toruń

. 7 października 2016

2

FELIETON
W ydawca „T ylko T oruń ” korzysta i poleca usługi kancelarii prawnej „P łaza i W spólnicy ”
stopka redakcyjna

Pusta skrzynka
MARCIN
CZYŻNIEWSKI

Dawno nie czekałem tak na żaden list. Do skrzynki pocztowej
zaglądałem z częstotliwością godną
porządnej nerwicy natręctw, odnowiłem nawet znajomość z listonoszem - kolegą ze studiów, błagając,
by potraktował ten list jako priorytetowy i dostarczył go bez względu

na porę dnia lub nocy. Nic z tego.
Zaproszenie na inaugurację roku
akademickiego na Bydgoskim Uniwersytecie Medycznym nie przyszło. A inicjatorzy podziału UMK
zapewniali rok temu, że 1 października 2016 r. na pewno się na tym
wydarzeniu spotkamy.

Sprawa utworzenia Bydgoskiego
Uniwersytetu Medycznego mocno
przycichła, ale w dniach zapowiadanej inauguracji warto ją przypomnieć. Jako zabieg marketingowy
przed wyborami parlamentarnymi
sprawę przeprowadzono mistrzowsko. I o to wyłącznie chodziło. Kto
miał zdobyć mandat poselski, ten
zdobył. Grzech pierworodny kampanii wyborczej sprawił, że pomysłodawcy podziału UMK nie tylko
nie przybliżyli się do tego celu, pomijając happeningi i medialne spektakle, ale zdecydowanie się od niego oddalili. Jeśli komuś zależałoby
naprawdę na stworzeniu odrębnej

uczelni, powinien usiąść do stołu ze
środowiskiem akademickim i przekonywać je na spokojnie do takiego
rozwiązania. Ten pomysł jednak,
choć z szansą na powodzenie, nie
sprzedałby się w kampanii. Budowanie murów, podgrzewanie idiotycznych konfliktów i korzystanie
z niezrozumiałych stereotypów jest
bardzo skuteczną bronią polityczną, to już niestety wiemy. Ale każdy,
kto z niej korzysta, musi wiedzieć,
że kiedyś przyjdzie dzień, w którym
wyborca zajrzy do skrzynki, chcąc
znaleźć w niej obiecany list. A tam
tylko ulotka agencji towarzyskiej
i kupon rabatowy do pralni.

Redakcja „Tylko Toruń”
Złotoria, ul. 8 Marca 28
redakcja@pozatorun.pl
Wydawca
Goldendorf
Redaktor naczelny
Radosław Rzeszotek
Sekretarz redakcji
Łukasz Piecyk (GSM 733 842 795)
Redaktor wydania
Kinga Baranowska
Dział reportażu i publicystyki
Jacek Kiełpiński,
Maciej Koprowicz
Dział informacyjny
Michał Ciechowski, Piotr Lampkowski,
Katarzyna Ochocka
Kultura
Michał Ciechowski

Odwieczna
sprawa
RADOSŁAW
RZESZOTEK

Rzadko piszę o sprawach polskiej polityki. Po prostu się tym
brzydzę. Wolę zajmować się tematami ważniejszymi, a jak mawiał
Grek Zorba, jest tylko jedna sprawa odwieczna. Kobieta.
Niestety, nie wziąłem czynnego udziału w Czarnym Proteście.

Zostałem w domu z dziećmi, ktoś
jeszcze musiał ich przypilnować...
Ale gdybym był kobietą, a żałuję,
że nie jestem, na pewno ubrałbym
się na czarno i maszerował w deszczu bez parasola. Nie ma czego
uzasadniać, sprawa jest przecież
oczywista. Protestujące dziewczy-

ny po prostu mają rację.
Parę razy przyglądałem się już
polskiemu piekiełku. Awantury,
rozliczenia, sprawa aborcji, religii
w szkołach, to wszystko już było.
Ostatnio do talii zgranych politycznych kart dołączono „Smoleńsk”. Nie dość, że z powodu polityki Polacy notorycznie się kłócą,
to jak zwykle nic z tych kłótni nie
wynika.
W poniedziałek okazało się, że
jednak coś nas łączy. I nie potrzeba
do tego ideologii KOD-u ani ONR-u. Bez względu na wiek, pochodzenie, status majątkowy, zawód
i wykształcenie - dziewczyny po-

kazały, że są sprawy, w których myślą tak samo. Biodro w biodro szły
obok siebie te głosujące na PO, PiS,
Kukiza, PSL, o Razem nie wspominając. Nie dam się nabrać, że „białych” było tyle samo, no może ciut
mniej. To był Czarny Poniedziałek,
bez odcienia szarości.
Jeśli znajdzie się paranoik,
który spróbuje podzielić nas na
„chłopów” i „baby”, to wtedy już
na pewno dojdzie do mordobicia.
I obawiam się, że portek więcej będzie po babskiej stronie. Bo mężczyzna zniesie wiele. Ale w obronie
swojej kobiety w pysk dać może,
i to bardzo chętnie.

Zdjęcia
Łukasz Piecyk, Piotr Lampkowski
Sport
Karol Żebrowski
Korekta
Piotr Gajdowski
REKLAMA
Karol Przybylski
(GSM 665 169 292),
Aleksandra Grzegorzewska
(GSM 512 202 240),
Agnieszka Korzeniewska
(GSM 534 206 683),
Małgorzata Kramarz
(GSM 607 908 607),
Iwona Zuchniak
(GSM 500 324 572)
reklama@tylkotorun.pl
Skład
Studio Tylko Toruń
Druk
Express Media
ISSN 4008-3456
Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń.
***

Potrzebujesz
więcej gazet?

Zadzwoń!
Karol Sikorski
669 197 949

Na podstawie art.25 ust. 1 pkt 1b ustawy
z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim
i prawach pokrewnych Agencja Public
Relations Goldendorf zastrzega, że dalsze
rozpowszechnianie materiałów opublikowanych w “Tylko Toruń” jest zabronione bez
zgody wydawcy.

Tylko Toruń

. 7 października 2016

Kasa dla dzielnic

r

MIASTO

3

Toruński projekt na podium. Nasz samorząd otrzymał dofinansowanie na rewitalizację
Michał Ciechowski | fot. Łukasz Piecyk
Konsultacje społeczne, analizy
zdegradowanych obszarów miejskich oraz ostateczne diagnozy.
Toruń uzyskał pieniądze na opracowanie programu rewitalizacji
na najbliższe trzy lata.
Prezydent Michał Zaleski 28
września podpisał ustawę o dofinansowaniu w kwocie ponad 179
tys. zł projektu zmian w obszarze
gminy Toruń. Nowa perspektywa
finansowa Unii Europejskiej kładzie nacisk na działania rewitalizacyjne, które mają wyprowadzić
z kryzysu najbardziej zdegradowane obszary gmin.
- Obecnie jesteśmy po etapie
przeprowadzenia analizy miasta informuje Anna Kulbicka-Tondel,
rzecznik prasowy prezydenta. Wyniki wstępnej diagnozy wskazały obszar rewitalizacji, w granicach
którego znalazły się Bydgoskie
Przedmieście, Podgórz i Stare Miasto. Ostateczne zatwierdzenie tych
obszarów nastąpi dopiero po konsultacjach społecznych z mieszkańcami oraz po przyjęciu przez
radę miasta uchwały w sprawie

W Toruniu nie brakuje miejsc, do których strach zaglądać.

wyznaczenia granic obszaru zdegradowanego i terenu rewitalizacji.
To zaś nastąpić ma najpóźniej do
końca grudnia.
Co w praktyce rewitalizacja
oznacza dla mieszkańców? Cele,
które zaplanowano w ramach inwestycji oraz założenia i projekty
wpisane do toruńskiego programu
zmian będą odpowiadać rozpoznanym podczas konsultacji społecznych problemom i potrzebom.

Przede wszystkim dotyczyć będą
niwelowania stanu kryzysowego,
który występuje zarówno w sferze
społecznej, jak i infrastrukturalnej.
- Toruń planuje tak jak w latach
ubiegłych zaangażować w proces
rewitalizacji szerokie grono interesariuszy - kontynuuje Anna Kulbicka-Tondel. - W związku z tym
planujemy przeprowadzić nabór
projektów, które znajdą się w Programie Rewitalizacji Torunia do

roku 2020.
Wszystkie pomysły ocenione
zostaną pod kątem wpływu na warunki znajdujące się na obszarze
rewitalizacji. Im bardziej pozytywny wpływ na rewitalizowany
obszar, tym większe prawdopodobieństwo, że projekt zostanie wpisany do programu. Ujęcie projektu
do dokumentu umożliwia starania
o wsparcie finansowe w ramach
Regionalnego Programu Opera-

cyjnego Województwa Kujawsko-Pomorskiego na lata 2014-2020.
Dzięki złożonemu w kwietniu
wnioskowi o dofinansowanie projektu „Opracowanie programu rewitalizacji Torunia do roku 2020”
miasto uzyskało dofinansowanie
w kwocie ponad 179 tys. zł. Cały
projekt pochłonie prawie 200 tys.
zł. W jego ramach zaplanowano
m.in. współpracę z ekspertami,
spotkania
informacyjno-promocyjne, konsultacje społeczne,
konferencję, prowadzenie strony
internetowej oraz podniesienie
kwalifikacji pracowników merytorycznych Urzędu Miasta.
W województwie kujawsko-pomorskim dotacje rewitalizacyjne otrzymało w sumie 51 gmin.
Łączna kwota dofinansowania wyniesie ponad 2,43 mln zł. Spośród
wszystkich jednostek samorządowych wniosek Torunia uplasował
się na trzecim miejscu, tracąc tylko dwa punkty. Projekt zdobył 103
punkty na 105 możliwych i tym
samym otworzył przed mieszkańcami perspektywę pozytywnych
zmian w najbliższym otoczeniu.
REKLAMA

Tylko Toruń

. 7 października 2016

4

PRAWO

Wielki szum na Trzcinowej
Elżbieta Szyman od kilku lat walczy z firmą deweloperską Lem-Bud, bo wprowadziła
się do innego mieszkania niż to, w którym dziś musi mieszkać
Piotr Lampkowski | fot. autor

Klienci Lem-Budu mają wiele zastrzeżeń do dewelopera.

W kupno własnego mieszkania
inwestujemy czasem dorobek
całego życia. Nic dziwnego, że
zanim zdecydujemy się na przeprowadzkę, dokładnie rozważamy wszystkie „za” i „przeciw”.
A co, gdy wybrany przez nas lokal zupełnie zmienia oblicze za
sprawą jednej decyzji budowlanej?
Elżbieta Szyman trzy lata temu
sprzedała wspólnie z mężem
mieszkanie na Rubinkowie i zaczęła szukać lokalu bardziej dostosowanego do jej potrzeb – jest
osobą niepełnosprawną, porusza
się o kulach. Małżeństwo zdecydowało się na kupno mieszkania
w budynku przy ul. Trzcinowej,
postawionego przez firmę Lem-

-Bud. Lokal był na parterze, miał
dwa pokoje z aneksem kuchennym, niewielką łazienkę i sypialnię, z której można było wyjść
bezpośrednio do uroczego miniogródka. Idylla w nowym miejscu
trwała pół roku. Któregoś letniego
dnia Elżbietę Szyman obudził huk
robót budowlanych.
- Nie wiedziałam na początku,
co się dzieje – mówi kobieta. - Początkowo deweloper zapewniał
nas, że to tylko remont w jednym
z mieszkań, szybko jednak wyszło
na jaw, że to gruntowna przebudowa, która trwała bite dwa tygodnie.
Deweloper nikogo ze wspólnoty nie powiadomił, że zamierza
dokonać daleko idących zmian
w konstrukcji budynku.

- Kiedy zajrzałam do mieszkania obok, okazało się, że robotnicy,
poczynając od dachu, a kończąc
na podziemnym garażu, wybili wielką dziurę we wszystkich
stropach i podłogach – wspomina Elżbieta Szyman. - Płakałam
z bezsilności, męcząc się w tym
rumorze przez dwa tygodnie, ale
nie to miało się okazać najgorszą
rzeczą, jaka nas spotkała.
Po zakończeniu prac okazało się, że deweloper postanowił
przesunąć piony kanalizacyjne
w lokalu sąsiadującym z mieszkaniem małżeństwa Szymanów. Teraz sypialnia schorowanej kobiety
sąsiadowała z łazienką mieszkania
obok.
- Lem-Bud długo nie mógł
sprzedać tych mieszkań, więc ktoś

Tylko Toruń

. 7 października 2016

wpadł na pomysł, że jak przestawią piony kanalizacyjne, to mieszkania się sprzedadzą. I tak się stało – mówi Łukasz Płaza, prawnik
rodziny Szymanów.
Poszkodowani zaczęli coraz
głośniej dopytywać dewelopera
o przeróbkę, która wyglądała na
samowolę budowlaną, co stwierdziła nawet inspekcja budowlana.
Lem-Bud początkowo proponował ugodę, później jednak złożył
wniosek o postępowanie naprawcze, którego celem było uzyskanie
decyzji umożliwiającej zalegalizowanie istotnych odstępstw od
zatwierdzonego projektu budowlanego i skierował go do nadzoru
budowlanego. Nadzór zgodził się
na takie rozwiązanie i zażądał dodatkowo zgody wspólnoty mieszkaniowej. Administrując budynkiem, Lem-Bud napisał uchwałę
z wsteczną datą i zebrał wymaganą liczbę podpisów od mieszkańców.
Sprawa dwukrotnie trafiła do
sądu. Elżbieta Szyman wniosła,
że jej mieszkanie wskutek przeróbek prowadzonych w sąsiednich
lokalach straciło zgodnie z opinią rzeczoznawcy 10% wartości
i zażądała od dewelopera zwrotu
nadpłaconej sumy. Deweloper
wygrał obydwie sprawy. Sąd nie
chciał ani powołać biegłych, ani
nawet wysłuchać samej poszkodowanej. Stwierdził, że w mieszkaniu Elżbiety Szyman nic się nie
zmieniło, a łazienka przylegająca
do jej sypialni nie jest żadną wadą.
- Czekamy teraz na uzasadnienie drugiego wyroku, ale jeśli
będzie trzeba, pójdę z tą sprawą
dalej, nawet do Warszawy – mówi
kobieta.
Dla dewelopera sprawa jest zamknięta.
- Były dwa wyroki, które zakończyły się naszą wygraną –

mówi szef Lem-Budu Michał
Lewandowski. - Proponowaliśmy
pani Elżbiecie zbadanie poziomu
hałasu w mieszkaniu, a także dodatkowe wygłuszenie, ale się na to
nie zgodziła.
Kobieta twierdzi, że faktycznie przyszedł do niej ktoś, żeby
zmierzyć poziom hałasu, ale
w południe, kiedy sąsiadów nie
ma w mieszkaniu. Wygłuszenie
według Lem-Budu miałoby wyglądać tak, że Elżbieta Szyman
sama kupi materiały, a deweloper
wyśle ekipę do ich zmontowania.
- Całe szczęście, że można dogadać się z sąsiadami, ale niech
przyjdą robić pomiary wieczorem,
kiedy wszyscy zaczynają prać, kąpać się, suszyć włosy itd. - mówi
Elżbieta Szyman.
Tymczasem sprawa utknęła
w martwym punkcie. Wygrane
w sądzie utwierdziły dewelopera w tym, że wszystko zrobiono
zgodnie ze sztuką budowlaną.
Elżbieta Szyman z kolei zapowiada, że nie podda się, dopóki nie
udowodni, że jej komfort życia
znacznie się pogorszył po przesunięciu pionów kanalizacyjnych
i uzyska zwrot utraconej wartości
mieszkania.
- Nie na takie warunki się
umawialiśmy z Lem-Budem. Ja
ze swojej części się wywiązałam,
zapłaciłam pieniądze za takie
mieszkanie, jakie mieliśmy przez
pierwsze pół roku – mówi zdesperowana kobieta.

W dniach 8-9 października
2016 roku w godzinach od
10.00 do 17.00 w Centrum
Targowym „PARK” w Toruniu
przy ul. Szosa Bydgoska 3
odbędą się X Targi Motoryzacyjne MOTO-TOR. Organizatorem imprezy są Targi
Toruńskie Sp. z o.o.

r

Twarde prawa ścieków

INTERWENCJA

5

Gdy śmierdzi szambem na ulicy, nie zawsze winne są nieszczelności miejskiej kanalizacji. Może tylko wysechł syfon w pobliskiej
studzience ulicznej? Toruń ma 650 kilometrów sieci kanalizacji sanitarnej i ogólnospławnej. Opanować ten system nie jest łatwo
Jacek Kiełpiński | fot. autor
Sygnały o cuchnącym skrzyżowaniu Szosy Chełmińskiej
z Wybickiego, czyli w doraźnym
końcu Trasy Średnicowej, docierają do naszej redakcji od dawna. Faktycznie, często jedzie tam
okrutnie. Okoliczni mieszkańcy
i właściciele sklepów twierdzą,
że problem pojawił się po wybudowaniu skrzyżowania. Ich zdaniem: coś tam pod ziemią naruszono.
A naruszyć jest faktycznie co.
W tym miejscu łączy się kolektor
kanalizacji z Wrzosów z kolektorem C biegnącym od Elektrociepłowni Grębocin. To znaczy,
że rura o średnicy metra łączy się
z rurą o średnicy 1,6 metra.
- Być może wystarczy przymknąć odpowietrzniki w tym miejscu. Po tych sygnałach już to zrobiliśmy i problem powinien zniknąć.
Pamiętajmy jednak, że sieć kanalizacji sanitarnej, która w Toruniu
liczy ok. 650 kilometrów, musi być
odpowietrzana - twierdzi prezes
Toruńskich Wodociągów, Władysław Majewski, który zgodził się
porozmawiać z nami na ten dość
krępujący temat. - Zdajemy sobie
sprawę, że pewne odory mogą się
pojawić na ulicach i czasem tak się
dzieje. Ale nim ktoś zacznie stawiać
nam zarzuty, powinien zrozumieć,
o co tak naprawdę w ściekach chodzi i jak to wszystko działa.
Przez Toruń przebiegają ogromne kolektory zbiorcze A, B i C.
Od nich odchodzą połączenia do
wszystkich dzielnic. Miasto skanalizowane jest w 98 procentach.

‘‘

Zdajemy

sobie sprawę, że

pewne odory mogą się pojawić na
ulicach i czasem tak się dzieje.
nim ktoś zacznie stawiać

Ale
nam za-

rzuty, powinien zrozumieć, o co tak
naprawdę w ściekach chodzi i jak to
wszystko działa.

Doprowadza się dziś kanalizację
nawet do znanych tylko nielicznym
enklaw, jak choćby grupki domów
przy ul. Ugory, tuż przy granicach
miasta, oddalonych o kilkanaście
kilometrów od oczyszczalni. Ścieki z lewobrzeżnego Torunia płyną
pod Wisłą dwoma rurociągami
o średnicy po 400 mm każdy. Od
40 do 60 tys. metrów sześciennych
ścieków dopływa każdej doby do
oczyszczalni naprzeciw Motoareny. Tam też czasem śmierdzi, ale
– zdaniem prezesa – zdecydowanie
mniej niż kilka lat temu. Po kolejnej
modernizacji, która ruszy w przyszłym roku, powinno być, jego
zdaniem, jeszcze lepiej. Zostanie
bowiem rozwiązany problem m.in.
lepszej hermetyzacji uciążliwego,
z punktu widzenia odorów, punktu
zlewnego znajdującego się niestety

tuż przy ruchliwej ulicy.
- Modernizujemy obiekt cały
czas. Poszczególne budynki są
hermetyczne i wyposażone w filtry biologiczne - tłumaczy prezes.
- Ale czasem trzeba coś wymienić,
coś otworzyć. By uniknąć zupełnie
nieprzyjemnych zapachów w takim miejscu, należałoby cały teren
oczyszczalni przykryć dachem. To
raczej niemożliwe. Przepraszam,
widziałem coś podobnego w Helsinkach, gdzie całą oczyszczalnię
wybudowano pod ziemią. W wydrążonej skale...
Wróćmy na ulice miasta. Często
smród może pochodzić z wpustów
ulicznych odprowadzających wodę
deszczową.
- Występuje to szczególnie
w okresie suszy, gdy wysycha woda
w syfonach umieszczonych w tych
wpustach i czuć wówczas odory

z rur pod ulicą - tłumaczy prezes.
– Wówczas, tak jak w domowej łazience, wystarczy do takiej kratki
ściekowej wlać trochę wody, aby
napełnić syfon.
Okazuje się, że czasami problemem może być nie duża ilość ścieków, tylko wręcz odwrotnie - fakt,
że jest ich coraz mniej.
- W ciągu ostatnich 10 lat zużycie wody we wszystkich miastach
Polski radykalnie spadło, np. w Toruniu prawie o 30 procent - wskazuje prezes. - O tyle też zmniejszyła
się suma ścieków. Dzięki zastosowaniu zużywających minimalną
dawkę wody urządzeń AGD, ścieki
stały się gęstsze. Mają w każdym
metrze sześciennym więcej tzw.
ładunków zanieczyszczeń, płyną
wąską strugą na dnie potężnych kolektorów, które wybudowano przed
laty, gdy służyły do odbierania wiel-

kiej ilości ścieków produkowanych
przez przemysł. Dzisiejsze, gęste
ścieki, płyną wolniej, dłużej, a przez
to zdążą... zgnić. I stąd być może
problem z brzydkim zapachem na
skrzyżowaniu Szosy Chełmińskiej
i Wybickiego.
Zapowiadana podwyżka podatku od poboru wody będzie
oznaczała wyższe rachunki dla
odbiorców, a to może dodatkowo
skutkować ograniczeniem sprzedaży wody. A im mniej będziemy
jej używać w domowych gospodarstwach, bo każdy metr sześcienny
będzie droższy, tym nasze ścieki
będą coraz gęstsze, a więc, krótko
mówić, bardziej śmierdzące.
- Podwyżkę wymusza wchodzące niebawem nowe prawo wodne,
które przewiduje bardzo wysoki
wzrost opłaty za pobór wody ze
środowiska - tłumaczy Władysław
Majewski. - Robiliśmy symulację. Jeśli to dojdzie do skutku, nasi
klienci, mieszkańcy Torunia, musieliby płacić o ponad 8 procent
drożej za wodę i 1,4 procent więcej za ścieki. Ale nie przesądzajmy,
trwają starania o ograniczenie podwyżki tego podatku. Najprawdopodobniej woda jednak podrożeje,
a przez to jej zużycie może nadal
spadać. Co za tym idzie, ścieki będą
jeszcze bardziej gęste, bardziej naładowane, wolniej płynące, dłużej
zalegające w rurach. Skutek, myślę, dla wszystkich już zrozumiały.
Takie są prawa ścieków. Ale w Toruńskich Wodociągach i z tym problemem na pewno sobie poradzimy
– kończy prezes Majewski.
REKLAMA

Tylko Toruń

. 7 października 2016

6

TEMAT NUMERU

Czarna starówka
Czarny Poniedziałek w całym kraju. Na ulice wyszły tysiące
osób protestujących przeciwko ustawie antyaborcyjnej
Katarzyna Ochocka | fot. Łukasz Piecyk

Kobiety, mężczyźni, nastolatki,
seniorzy, słowem rzesze mieszkańców Torunia przyłączyły
się do ogólnopolskiego strajku
kobiet. W Czarny Poniedziałek
na Szeroką wyszli przeciwnicy
zaostrzenia przepisów dotyczących aborcji.
Od godz. 15 pod pomnikiem
Kopernika robiło się coraz tłoczniej. Apogeum nastąpiło około
godz. 17, kiedy manifestujący
ruszyli Szeroką na Nowy Rynek
i z powrotem. Skandowali, nawoływali, pikietowali... Po ich transparentach bez trudu można było
odgadnąć, co myślą.
- To co nas łączy, to wiara,
że człowiek ma prawo wyboru.
Chciałabym wszystkim katolikom z modlitwą na ustach powiedzieć, że to, co czyni człowieka, to wolna wola – mówiła
jedna z organizatorek protestu.
- To Bóg dał nam wolną wolę, to
Bóg dał nam rozum, byśmy mogli pogłębiać wiedzę podnoszącą
jakość naszego życia... To przed
Bogiem będziemy się rozliczać
z naszych decyzji, a nie przed panem Ziobrą!
Podczas poniedziałkowej akcji protestujący odczytali list,
który dostaną wszyscy posłowie
RP. Ma on przekonać rządzących
do sprzeciwu wobec zaostrzenia
przepisów dotyczących aborcji.
- Ja uważam, że dobrych kompromisów nie powinno się zmie-

niać – powiedziała nam Aleksandra z Torunia. - Obecne prawo
jest idealne. Pozwala zachować
zdrowy rozsądek. Każda kobieta
powinna mieć prawo wyboru.
Na głośną manifestację zareagowali politycy, którzy mają
obok biura poselskie. Po nawoływaniach tłumu zeszli do ludzi
i przywitali się z organizatorami
protestu.
Tuż po strajku na Szerokiej
pojawiła się niewielka grupa ludzi ubrana na biało.
- Zebraliśmy się spontanicznie. Przechodziłem ulicą, zobaczyłem ten czarny marsz, poszedłem do miejsca na starówce,
gdzie spotykają się dzieci. I dzieciaki same zdecydowały, że wyjdą – mówił Błażej Montowski
z Torunia. - Bo dzieciom się nie
podoba, że ludzie chcą je zabijać.
Ja jestem za życiem, za ochroną
życia od poczęcia. Nikt nie dał
nam prawa, by uśmiercać dzieci. Mnie pozwolono się urodzić.
Dlaczego ja mam decydować
o życiu innych ludzi? Zresztą
sama pani słyszy jak tutaj jest...
To nie jest kultura, to jest jakaś
kontrkultura...
Podczas protestu dało się zauważyć wzmożone patrole policji. Jednak przemarsz i pikieta
przebiegały spokojnie.
Zdjęcia pochodzą także z protestu, który odbył się dwa dni wcześniej w sobotę 1 października.
Tylko Toruń

. 7 października 2016

BYDGOSKIE/STARÓWKA 7

Odbijanie piłeczki wyrówna szanse?
Energa-Manekin otwiera się na dzieci z sąsiedztwa. Na razie prowadzi zajęcia dodatkowe
w szkole, ale plany są ambitniejsze
Sala Energi-Manekina to kultowe miejsce. Tutaj niejeden łobuziak ze starówki przechodził
na jasną stronę. Prezes klubu
i mieszkaniec starówki od urodzenia, Krzysztof Piotrowski,
chce, aby właśnie m. in. takie
dzieci swoją energię wyładowywały na sali treningowej, a nie na
ulicy.
Toruńska starówka za murami gotyku skrywa swoją wstydliwą część. Sporo jej mieszkańców

‘‘

w staromiejskim czworoboku to
„jedynka”. Mimo tego do lidera jej
daleko. Od lat dzieci na egzaminie szóstoklasistów osiągają jeden
z najgorszych wyników w Toruniu. Plasują się albo na ostatnim
miejscu, albo na przedostatnim.
W budynku przy ulicy Międzymurze 2 mieści się sala treningowa klubu Energi-Manekina. Tam
dzieciaki każdego dnia wylewają
hektolitry potu. Jak podkreślają
ich trenerzy, Rafał Utylski i Katia
Sivakova, sport uczy pokory. Dzię-

Obecnie w klubie nie ma żadnego prawdziwego
łobuziaka ze starówki (...) Ci, którzy byli urodzeni pod
ciemną gwiazdą, a grali w ping ponga albo uprawiali
inny sport, wyszli na ludzi.
to rodziny dysfunkcyjne. O tym
nikt nie chce głośno mówić, bo
po prostu nie ma czym się chwalić. Jedyna podstawówka rejonowa

ki temu dzieci łatwiej sobie radzą
w dorosłym życiu. Wiedzą, że
nie ma nic za darmo, a na sukces
trzeba zapracować własną, cięż-

ką pracą. Sport dla osób z rodzin
dysfunkcyjnych jest też szansą na
normalne życie i wyrwanie się ze
swojego środowiska.
- Obecnie w klubie nie ma
żadnego prawdziwego łobuziaka ze starówki – mówi Krzysztof Piotrowski. - A szkoda. Ja od
urodzenia mieszkam na starówce. Chodziłem do „jedynki”. Ci,
którzy byli urodzeni pod ciemną
gwiazdą, a grali w ping ponga albo
uprawiali inny sport, wyszli na ludzi. Wierzę, że taka aktywność pomogła im wyjść na prostą.
Klub Energa-Manekin nawiązał współpracę z „jedynką”.
- W każdy wtorek w sali gimnastycznej szkoły podstawowej odbywają się zajęcia tenisa stołowego
– mówi Rafał Utylski. - Idziemy
do szkół zachęcać młodzież do
aktywnego spędzania czasu. Tenis
stołowy uczy wielu pożytecznych
rzeczy: samodyscypliny, koncentracji, wytrwałości, zaangażowania, pokory. Wierzę, że dzieci
złapią bakcyla i będą chciały grać
w ping ponga. Chcemy zarażać
młodzież pozytywną energią i pasją do sportu. Może w przyszłości
w składzie Superligi będą grali

Spacer z Witkacym

Rafał Utylski podczas treningu z dziećmi w „jedynce”.

sami wychowankowie klubu.
Prezes chce, aby dzieci ze starówki trafiły na salę Energi-Manekina.
- Są dwie godziny, kiedy sala
treningowa nie jest w pełni wykorzystana. Mam taki pomysł,
aby wtedy każdy dzieciak mógł
przyjść do nas i pograć. Nie musi
zostać mistrzem świata. W czasach smartfonów i laptopów każdy
wysiłek fizyczny jest na miarę zło-

Spacerownik Teatralny to projekt zainicjowany w 2015 roku podczas obchodów 250-lecia teatru publicznego
w Polsce. W niedzielę po raz pierwszy odbędzie się w Toruniu
Michał Ciechowski | fot. Łukasz Piecyk

Po pożarze w 2013 roku kamienica przy Bydgoskiej 26 straszy. Spacer śladami Witkacego nie
może jednak odbyć się bez tego budynku.

Toruń miał dla Witkacego niemałe znaczenie. Drewniane deski
sceny Teatru im. Wilama Horzycy do dziś pamiętają dwie jego
premiery. Niespełna wiek później o artyście znów jest głośno
– wszystko za sprawą organizowanego po raz pierwszy Spaceru
Teatralnego „Witkacy w Toruniu”.

Wydarzenie rozpocznie się 9
października o godz. 12 przy Ogrodzie Zoobotanicznym na Bydgoskim Przedmieściu. Nie przypadkiem właśnie tam, niedaleko
Zofijówki, która była centrum życia
kulturalnego miasta w latach międzywojennych.
- Zofijówka wciąż czeka na lepsze czasy po pożarze, a jest miej-

scem, bez którego spacer nie mógłby się odbyć – tłumaczy gospodarz
spaceru Artur Duda, krytyk teatralny z UMK. – Zajrzymy na toruńską
starówkę, ale także do zajezdni
tramwajowej przy ulicy Sienkiewicza, gdzie w 1994 roku Białorusini
z Teatru „Werasień” pokazali niezapomniany spektakl „Witajcie w naszej wsi”. Co ciekawe, sztuka zrobiła
Tylko Toruń

. 7 października 2016

na widzach tak silne wrażenie, że
w przerwie spektaklu uciekli.
Dowiemy się również o skandalu, który wywołała wystawa portretów Witkacego w Pałacu Dąmbskich. Nie zabraknie jednak
wspomnień związanych z najstarszym toruńskim teatrem, a także
wiadomości o spektaklach wystawianych całkiem współcześnie,
m.in. w Centrum Targowym „Park”.
Witkacy w trakcie swoich poybtów w Toruniu miał w ówczesnym
Teatrze Miejskim dwie prapremiery. W lipcu 1923 roku na scenie
wystawiono „W małym dworku”,
rok później zaś sztukę „Wariat i zakonnica”, która z powodu cenzury
zmieniła tytuł na „Wariat i pielęgniarka”.
- W czasie spaceru „Witkacy
w Toruniu” podążymy nie tylko śladami artysty, ale opowiemy o kulturalnym życiu w czasach międzywojennych. Przejście całej trasy zajmie
ok. półtorej godziny. - W naszym
mieście Spacerownik pojawi się po
raz pierwszy – relacjonuje Marta
Lewandowska z Teatru im. Wilama
Horzycy.
Toruń jest jednym z 9 polskich
miast, w których odbywają się spotkania w tej formule.

ta – dodaje Krzysztof Piotrowski.
Trenerzy tenisa stołowego
Energi-Manekina czekają na dzieci nie tylko z toruńskiej starówki,
ale z całego Torunia i najbliższej
okolicy. Treningi w czasie roku
szkolnego odbywają się każdego
dnia od poniedziałku do piątku.
Najmłodsi adepci rozpoczynają
zajęcia o godz. 15.
(AS)

Bydgoskie
w remoncie
W drugiej połowie października
zakończyć się mają prace remontowe ulic Moniuszki i Klonowica na Bydgoskim Przedmieściu.
Utrudnienia w ruchu trwają od 19
września.
Ulica Moniuszki wyremontowana zostanie na odcinku między ul.
Kraszewskiego a Mickiewicza, łącznie ze skrzyżowaniem z ul. Słowackiego. Trasa zyska nową nawierzchnię i chodnik.
- W związku z prowadzonymi
działaniami drogowymi w pierwszym etapie prac ulica ta traktowana jest jako droga jednokierunkowa
– tłumaczy Agnieszka Kobus-Pęńsko, rzecznik prasowy Miejskiego
Zarządu Dróg w Toruniu. - W drugim etapie będzie ona nieprzejezdna. Zalecamy więc objazd ul. Matejki i al. św. Jana Pawła II.
Nowy wygląd po remoncie zyska również ulica Klonowica – od
ul. Mickiewicza do ul. Bydgoskiej,
wyłączając skrzyżowanie Krasińskiego. Tam również zmieniona
zostanie nawierzchnia, podbudowa
oraz chodniki. Prace są realizowane przy zwężeniu jezdni. Kierowcy
spodziewać się więc mogą licznych
utrudnień.
(MC)

8

LEWY BRZEG/CHEŁM.

Aniołów nigdy za dużo W wiecznej
Toruńskim lewobrzeżem zawładnęły anioły. Wszystko dzięki warsztatom
dla najmłodszych
Michał Ciechowski | fot. Łukasz Piecyk

Wystawa będzie czynna jeszcze przez niecałe dwa tygodnie.

Jest jednym z symboli Torunia.
W herbie miasta pojawił się już
w XV wieku i przetrwał do dziś.
Mowa o aniele, który towarzyszy
również wielu miejskim wydarzeniom kulturalnym. Królował
właśnie w Domu Muz przy Poznańskiej 52, gdzie w pierwszym
tygodniu października odbyły
się warsztaty „Podgórskie Anio-

ły”.
- Anioł jest mocno związany
z historią miasta i wciąż, tak jak
w przeszłości, strzeże całego Torunia - mówi Joanna Łagan, organizatorka warsztatów. - Dlatego
zaprosiliśmy mieszkańców Podgórza do wspólnych warsztatów,
podczas których własnoręcznie
tworzyliśmy piękne anioły. Dwudniowe zajęcia zwieńczone zostały

wystawą, której otwarcie nastąpiło
5 października. Prace wystawione
zostały w Domu Muz. Podziwiać
je można przez dwa następne tygodnie.
Podczas warsztatów uczestnicy zapoznali się z wizerunkami
aniołów z różnych epok, a także
stworzyli własne postaci przy wykorzystaniu różnych technik plastycznych. Na wystawie w Domu
Muz podziwiać można prace
przestrzenne oraz płaskie, wykonane z wielu materiałów.
- Wśród aniołów wykonanych
przez mieszkańców znajdą się
także te z pracowni ceramicznej,
prowadzonej w Domu Muz przez
Gabrielę Kutybę - zaznacza przedstawicielka placówki. - Warto
podkreślić, że wszystkie wydarzenia związane z aniołami, które organizujemy, wpisane są w charakter Dni Anielskich odbywających
się od pewnego czasu w Toruniu.
Dwudniowe warsztaty i wystawa przypomniały też legendę,
której wielu mieszkańców nie
pamięta. Jak to się stało, że Gród
Kopernika zyskał w herbie anioła?
Tak naprawdę do końca nie wiadomo. Według starych opowieści
historia zaczyna się w roku 1500,
kiedy rozgniewany Bóg chciał
ukarać końcem świata mieszkańców za ich grzechy. Torunianie,
szukając wyjścia z sytuacji, odlali ogromny, kilkutonowy dzwon
i zawiesili go na wieży Fary Staromiejskiej św. Janów. Bóg, widząc
uczciwe starania mieszkańców, zesłał do miasta anielicę, która miała otoczyć gród i jego osadników
miłością. Na pamiątkę tego zdarzenia w herbie Torunia umieszczono właśnie anioła - symbol
szczęścia i bezpieczeństwa, które
od setek lat otaczają miasto.

Tylko Toruń

. 7 października 2016

poczekalni

Dom Pomocy Społecznej na Szosie Chełmińskiej cały
czas czeka na możliwość rozbudowy swojej powierzchni
dostępnej dla pensjonariuszy. Pierwsze informacje o dobudowaniu nowego skrzydła pojawiły się już w 2014 roku
Piotr Lampkowski | fot. Łukasz Piecyk (archiwum)

Pierwotna koncepcja pozostaje od
dwóch lat taka sama – ma powstać
dodatkowy budynek, w którym
znajdzie się miejsce dla około 60
pacjentów przewlekle somatycznie chorych. Już w 2014 roku dyrektor Andrzej Kobyłecki mówił,
że jeśli wszystko pójdzie dobrze,
budowa powinna zakończyć się za
dwa lata. Jednak procedury związane z tego typu inwestycjami potrafią trwać nawet trzy lata – tyle
czasu zabierają kwestie formalne takie jak pozwolenia, opinie,
przygotowanie projektów przez
architektów.
W połowie września tego roku
miało nastąpić otwarcie ofert od
potencjalnych wykonawców. Pierwotny termin zaplanowano na 13
września, później przesunięto go
o trzy dni, a w końcu otwarcie miało nastąpić 28 września.
- Ostatecznie nastąpiło to dopiero 5 października ze względu na
sporą liczbę pytań do projektantów
ze strony firm biorących udział
w przetargu – mówi rzeczniczka
prezydenta miasta Anna Kulbicka-Tondel.
Pawilon ma powstać wzdłuż
sąsiadującego z DPS-em budynku
Szkoły Muzycznej i będzie trzecim
budynkiem w całym kompleksie.
Pierwszy z nich powstał jeszcze
w czasach realnego socjalizmu.
- W zeszłym roku obchodziliśmy 45-lecie powstania pierwszej
części tego, co wtedy nazywało się
Domem Rencisty – mówi nam jedna z pracownic DPS-u. - W późniejszych latach dobudowaliśmy
kolejne skrzydło, w którym znajdują się pensjonariusze potrzebujący
opieki całodobowej, ale na piętrze
skrzydła dla tych samodzielnych
również znajdują się osoby przewlekle chore. Średnia długość życia
wzrasta, więc przybywa nam osób

w stanie wymagającym stałej opieki.
W tej chwili DPS ma możliwość
przyjęcia 120 osób, 75 z nich porusza się samodzielnie, 45 to osoby
przewlekle somatycznie chore. Potrzebujących jest oczywiście więcej
niż możliwości ich przyjęcia, dlatego następni pensjonariusze muszą
czekać w kolejce.
- My nie wybieramy, kto ma do
nas trafić, robi to MOPS. Z naszej
strony wygląda to tak, że niestety
czekamy, kiedy zwolni się miejsce
w placówce z przyczyn naturalnych, wtedy dopiero możemy przyjąć kolejną osobę – przyznaje ze
smutkiem anonimowy pracownik
ośrodka.
Miasto chce przeznaczyć na
nowy pawilon 9,5 mln zł, jednak
wszystkie składane dotychczas
oferty opiewały na większe sumy.
Rozpiętość cenowa wcześniejszych
ofert rozciągała się od 10,4 mln zł
do 13 mln zł. Z chwilą podpisania
umowy wykonawca będzie miał 74
tygodnie, czyli ok. 1,5 roku, na zakończenie prac.
- Przystępujemy drugi raz do
otwarcia ofert przetargowych
i mam nadzieję, że po raz ostatni.
Poprzednie trzeba było unieważnić
ze względu na wyższe ceny proponowane przez wykonawców – dodaje dyrektor miejskiego Wydziału Inwestycji i Remontów Marcin
Maksim.
- Oczywiście oprócz ceny, którą miasto będzie w stanie zapłacić,
oferta musi spełniać jeszcze szereg
innych warunków, zanim zostanie
ostatecznie zaakceptowana i podpiszemy umowę z wykonawcą.
W tej chwili, po otwarciu dziesięciu ofert budowy nowego skrzydła DPS-u, tylko jedna spełnia
wymóg cenowy na poziomie akceptowalnym przez miasto.

BLOKOWISKO

9

Sztuczne odstraszacze

Jak odstraszyć brudzące i hałasujące ptaki? Rozmawialiśmy o tym z zarządcami
Spółdzielni Mieszkaniowej „Na Skarpie” oraz ornitologiem Łukaszem Kurkowskim
Katarzyna Ochocka | fot. Łukasz Piecyk
Niektórzy je stosują, inni wyśmiewają, a jeszcze inni ignorują. Dla
niektórych są zabawną ozdobą,
a dla innych odstraszaczem nie
tyle ptaków, co ładnego widoku.
Jak to właściwie jest z atrapami
ptaków, które możemy spotkać na
balkonach bloków i wieżowców?
Pod jednym z wieżowców osiedla Na Skarpie spotkaliśmy panią Marię. Zapytana o stosowanie
sztucznych ptaków w roli odstraszaczy, zaczęła się śmiać.
- Dopiero pani mi uświadomiła,
że coś takiego w ogóle istnieje –
powiedziała. – Zabawne. Ciekawe,
czy działają, bo ptactwo czasami
faktycznie jest uciążliwe. Najgorzej
jest rankiem w okolicy śmietników.
W rozmowę włączyła się jej towarzyszka, pani Jadwiga.
- Moi sąsiedzi stosowali takie
odstraszacze – przyznała mieszkanka ul. Kosynierów Kościuszkowskich. - Mieszkali na szóstym
piętrze, a nad nimi mieszkał ktoś,
kto lubił rozsypywać okruszki na
swój parapet. Szkoda, że tacy ludzie nie myślą o współlokatorach.
Bo przecież pokarm spadnie na
inny parapet i ptasie towarzystwo
uzna to za karmnik. Już nie mówiąc
o odchodach... Niestety sztuczne
ptaki niezbyt długo służyły pomocą, bo np. gołębie szybko się do
nich przyzwyczaiły.
Zapytaliśmy zarządców Spół-

Do sztucznych zwierząt ptaki szybko się przyzwyczajają. Siatka jest zdecydowanie skuteczniejsza.

dzielni Mieszkaniowej „Na Skarpie”, czy docierają do nich skargi na
osoby dokarmiające ptaki, a także
czy spółdzielnia przeciwdziała niepożądanym poczynaniom ptactwa.
- Otrzymujemy zgłoszenia od
mieszkańców skarżących się na
dokarmianie ptaków oraz na zabrudzanie elewacji budynków
i logii ptasimi odchodami – informuje Małgorzata Bednarska-Wojciechowska, zastępca prezesa
spółdzielni. – W przypadku dokarmiania zwracamy się bezpośrednio do osób dokarmiających ptaki
z prośbą, by przestali. Dodatkowo
wywieszamy apele do mieszkańców

m.in. na tablicach ogłoszeń.
Spółdzielnia powołuje się na regulamin obowiązujący wszystkich
mieszkańców. W jednym z punktów jest zapis, że zabronione jest
wyrzucanie przez okna i z balkonów jakichkolwiek przedmiotów,
śmieci, niedopałków, pożywienia
dla ptaków, zwierząt itp.
- Zabrudzenia balkonów i logii
występują najczęściej w lokalach
niezamieszkałych lub pomieszczeniach do wspólnego użytku (np.
pralnie, suszarnie), które zabezpieczamy siatką ochronną – dodaje
Małgorzata
Bednarska-Wojciechowska. - Do właścicieli mieszkań

Nowe życie „Elany”

zwracamy się z prośbą o oczyszczenie balkonów i zabezpieczenie ich
siatką. Nie trzeba mieć na to zgody
spółdzielni.
O skuteczność sztucznych ptaków zapytaliśmy ornitologa Łukasza Kurkowskiego z Torunia.
- Stosowanie atrap ptaków, najczęściej kruków, jest rozwiązaniem
na ogół krótkotrwałym. Ptaki dość
szybko (oczywiście zależnie np. od
gatunku) przyzwyczajają się do takich atrap i przestają na nie reagować – wyjaśnia Łukasz Kurkowski.
- Najlepszym sposobem pozbycia
się ptaków jest odgrodzenie miejsca, np. balkonu, siatką. Można też

stosować kolce, ale te mogą być niebezpieczne dla ptaków.
Łukasz Kurkowski poleca używanie specjalnych spirali z drutu,
które działają podobnie jak kolce.
Należy również pamiętać, że metody odstraszania ptaków muszą być
zgodne z obowiązującymi przepisami.
- W żadnym przypadku nie wolno pozbywać się ptaków lub niszczyć ich miejsc lęgowych w okresie lęgowym – ostrzega ornitolog.
- Takie działanie może prowadzić
do porzucenia młodych osobników przez ptaki dorosłe, a dalej ich
śmierć.

Basen przy ul. Bażyńskich już wkrótce zostanie odnowiony.
Powstaną tam m.in. zjeżdżalnie wodne
Michał Ciechowski
Jeszcze dwadzieścia lat temu znany był jako „basen elanowski”.
Kiedy w 1997 roku z rąk fabryki
przejął go Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji, stał się ogólnodostępnym miejscem. Choć dziś
swoim wyglądem nie zaprasza
mieszkańców, wkrótce może się
to zmienić.
Basen przy ulicy Bażyńskich
w Toruniu, powstały na ówczesnym placu cyrkowym, funkcjonuje od lat osiemdziesiątych.
Początkowo służył jako obiekt
zakładowy. Dwadzieścia lat temu
przekazany został miastu, stając
się jednym z najpopularniejszych
miejsc rekreacji.
- Miejsce to, pod względem zawodów pływackich i innych form
rekreacji wodnej, jest w Toruniu
bardzo znane – informuje Marek
Osowski z Miejskiego Ośrodka
Sportu i Rekreacji. – Jako jedyny
jest na tyle głęboki, że mogą tam

trenować płetwonurkowie. Na innych basenach nie byłoby to możliwe.
W najbliższym czasie „Elana”
zmieni więc swoje barwy. Wszystko za sprawą całkowitej rewitalizacji budynku, jak i przyległych do
niego terenów. Najlepszy projekt
złożyła firma MD Polska ze Szczecina.
O samej jego wizji mówią twórcy. Jak zaznaczają, zależało im
na tym, aby kontynuować wizję
dosyć nietypowej bryły obiektu.
Opracowując koncepcję, dotarli
do podziału geodezyjnego, który
wskazuje na przebieganie w tym
miejscu prawdopodobnie potoku.
To właśnie zainspirowało twórców
do realizacji kolejnego pomysłu.
Patrząc na teren z góry, dostrzec
będzie można przepływający przez
basen potok.
- Ostateczną koncepcję tego
miejsca pokaże jednak projekt pokonkursowy – informuje Adam

Popielewicz, Architekt Miasta.
– My, jako Wydział Architektury
i Budownictwa Miasta Torunia,
przyjęliśmy pewny program użytkowy i na jego podstawie uczestnicy konkursu tworzyli swoje propozycje. Już niedługo rozpoczniemy
opracowywanie szczegółów inwestycji.
Jak zapowiada Dyrektor Wydziału Architektury, w budynku
przy ulicy Bażyńskich powstanie
zupełnie nowy zespół szatniowy
– z dodatkowym pomieszczeniem
dla rodziców z małymi dziećmi.
- W mojej ocenie zespół szatniowy jest bardzo dużym walorem – zaznacza. – Basen zachowa
swój dotychczasowy sportowy
charakter. Tam nadal trenować będzie klub nurków. Obok powstaną
wodne obiekty rekreacyjne, pozwalające wypływać na zewnątrz
budynku oraz baseny dla dzieci.
Wśród atrakcji, powstaną między
innymi dwie zjeżdżalnie wodne.
Tylko Toruń

. 7 października 2016

Budynek będzie miał trzy kondygnacje.

W trójkondygnacyjnym obiekcie zlokalizowany zostanie również
zespół saun i nowoczesna sala do
squash’a. W ramach inwestycji, poprawi się także zagospodarowanie
terenu otaczającego budynek.
- Obecnie jest to nieokreślony
teren zielono-parkingowy – opisuje Adam Popielewicz. – Nad
tym właśnie musimy popracować
z twórcami projektu. Nowy blask
otrzyma więc nie tylko basen, ale
także pobliski teren.
W założeniach konkursu przewidywany cykl projektowania – od
podpisania umowy – wynosi czter-

naście miesięcy. Jak udało nam się
dowiedzieć, w połowie września
zostały wysłane zaproszenia do
przedstawicieli zwycięskiej firmy,
w celu omówienia finalnych prac
nad projektem.
- Ogół prac chcielibyśmy ograniczyć do jednego sezonu zimowego, aby basen przy ulicy Bażyńskich tylko przez krótki czas był
wyłączony z użytkowania – podsumowuje Dyrektor Wydziału
Architektury. – To jednak pokaże
czas. Już wkrótce obiekt otrzyma
nie tylko nowy blask, ale także dodatkowe funkcje.

10

SPORT

Wygrać kolejne spotkanie
Odmieniony zespół Polskiego Cukru Toruń rozpoczyna nowy sezon
Karol Żebrowski | fot. Łukasz Piecyk

Bez znanych nazwisk, ale ciągle
z tym samym celem przystępują
do rozgrywek Twarde Pierniki.
Na co będzie stać podopiecznych
Jacka Winnickiego?
Kadra Polskiego Cukru przeszła latem prawdziwą rewolucję
podyktowaną głównie względami
finansowymi. W grodzie Kopernika nie zobaczymy już w białych
koszulkach m.in. Michała Michalaka i Maksyma Kornijenki,
a także Danny`ego Gibsona, który
w zeszłym sezonie stanowił o sile
zespołu.
- Maksym i Danny zostali wybrani do najlepszej piątki ostatnich
rozgrywek, więc ich oczekiwania
finansowe wzrosły – przedstawia
sytuację Jacek Winnicki, trener Polskiego Cukru Toruń. – Budżet klubu nie pozwalał na spełnienie tych
żądań, dlatego nasze drogi musiały
się rozejść.
W ich miejsce pojawili się nowi
zawodnicy, ale najważniejsze było
zatrzymanie w klubie Jacka Winnickiego. Jak wiadomo, nawet najlepsza orkiestra nie poradzi sobie
bez dobrego dyrygenta.
- Dotychczasową współpracę

Z klubem pożegnał się m. in. Danny Gibson.

oceniam bardzo dobrze – mówi
szkoleniowiec. – Klub chciał ją
kontynuować, ja również, więc bez
problemu doszliśmy do porozumienia.
Kiedy trener Winnicki podpisywał nowy kontrakt, kadra z Polski

była już zamknięta. Zespół z Torunia został wzmocniony przez byłego zawodnika Anwilu Włocławek
Bartosza Diduszkę. Trener Winnicki pomagał klubowi w poszukiwaniu koszykarzy zagranicznych.
Pierwszym z nich został środ-

Nie zwiną żagli

Żeglarze UKŻ Wiking Toruń trzykrotnie stawali na podium mistrzostw Polski

Karol Żebrowski | fot. Szymon Sikora/Polski Związek Żeglarski

Choć są w czołówce polskich
zawodników, to po zawodach
w Gdańsku musieli wrócić do codziennych zajęć. Ambicja i pasja
żeglarzy toruńskiego Wikinga zasługują na podziw.
W dniach 22-25 września
w Górkach Zachodnich – Gdańsku o tytuły regatowców w klasach
olimpijskich walczyło blisko 200
zawodników. W tym gronie znaleźli się także czterej przedstawiciele toruńskiego Wikinga – Anna
Michalska (klasa Laser Radial),
Łukasz Urbanowicz (klasa Laser
Standard) oraz Sebastian Kalafarski

i Mikołaj Lahn (klasa Finn).
- Duże nadzieje wiązaliśmy
przede wszystkim z naszymi „finnowcami” – wyjaśnia Tadeusz Walter, prezes UKŻ Wiking Toruń. –
Co prawda cała czwórka prezentuje
wysoki poziom, jednak to Sebastian
i Mikołaj byli w najlepszej formie,
co potwierdzili na letnich mistrzostwach Europy i świata, gdzie zajęli
miejsca w pierwszej dziesiątce. Nie
zawiedli naszych i swoich oczekiwań. Przed ostatnim biegiem medalowym obydwaj plasowali się
na podium, jednak Sebastian nie
zdołał utrzymać tej pozycji i osta-

tecznie spadł na czwarte miejsce.
Mikołaj zdobył srebro, ulegając tylko olimpijczykowi z Londynu Piotrowi Kuli.
Co prawda Sebastian Kalafarski
ukończył zawody tuż za podium,
jednak z Gdańska wyjechał z medalem. Polski Związek Żeglarski
w każdej z kategorii honorował także najlepszych młodzieżowców, co
oznaczało drugi, tym razem złoty,
medal dla Mikołaja Lahna i srebro
dla Sebastiana.
- To jeden z większych sukcesów
Wikinga – mówi prezes. – Bardzo
nas cieszy, zwłaszcza gdy patrzymy
na niego przez pryzmat naszych
obecnych kłopotów.
A lista problemów jest długa. Do
tradycyjnych już kłopotów finansowych dochodzą jeszcze kwestie infrastrukturalne oraz logistyczne.
- Stan wody w Porcie Drzewnym
uniemożliwia nam treningi – opowiada Tadeusz Walter. – Jeździmy
więc do Grudziądza lub Bydgoszczy, a najczęściej nad morze. Przewóz żaglówek, szczególnie tych
większych, nie jest jednak tanią
i łatwą rzeczą. Tniemy koszty, stawiając na jakość a nie ilość, co niestety przekreśla szanse szkolenia
młodzieży.
Prezes nie załamuje jednak rąk
i stawia sobie kolejne cele. Dla Tadeusza Waltera spełnieniem marzeń będzie olimpijczyk z Torunia.
Trzymamy kciuki!
Tylko Toruń

. 7 października 2016

kowy Maksym Sandul. Ukrainiec
grał wcześniej w barwach hiszpańskiego Basquet Manresa. Kolejną
nową twarzą, którą będziemy oglądać w Arenie Toruń, jest Chorwat
Jure Skifić. Na horyzoncie ciągle
nie było jednak widać następcy
Danny`ego Gibsona. Dopiero pod
koniec sierpnia klub ogłosił, że
nowym Twardym został 32-letni
Amerykanin Obadiah Trotter.
- Obi i Danny prezentują inne
style. Nie ma co ich porównywać
– twierdzi Jacek Winnicki. – Gibson był typowym egzekutorem, zaś
Trottera cechuje przede wszystkim
prowadzenie gry całej drużyny.
Niemniej jednak Obi w przedsezonowych sparingach udowodnił, iż
celne rzuty również nie są mu obce.
Pełna kadra Twardych została
zamknięta dopiero w tym tygodniu. Ostatnim nabytkiem Polskiego Cukru Toruń jest były zawodnik
NBA Kyle Weaver.
Po skompletowaniu składu trzeba go zgrać. Czasu jednak na to
nie ma. Już w niedzielę pierwsze
spotkanie nowego sezonu Polskiej
Ligi Koszykówki. W Arenie Toruń
Polski Cukier podejmie BM Stal
Slam Ostrów Wielkopolski. Rywa-

le również nie próżnowali na rynku transferowym, a ich najbardziej
medialnym ruchem kadrowym
było ściągnięcie wielokrotnego reprezentanta Polski Szymona Szewczyka.
- Szymon nie jest jedynym mocnym ogniwem Stali – przekonuje
Jacek Winnicki. – Zespół z Ostrowa ma bardzo wyrównaną kadrę.
Praktycznie z każdej pozycji możemy spodziewać się zagrożenia.
My skupiamy się na sobie, chcemy
i musimy wygrać to spotkanie. Z takim podejściem zameldujemy się
w niedzielę na parkiecie.
Przed odmienioną drużyną Polskiego Cukru Toruń trudne zadanie. Poziom ligi jest bardzo wyrównany i każdy zespół będzie chciał
wejść do fazy play-off. Gdy pytaliśmy trenera Winnickiego, czy taki
wynik by go usatysfakcjonował,
spodziewaliśmy się niejednoznacznej odpowiedzi. Szkoleniowiec nie
zawiódł.
- Nie. Usatysfakcjonuje mnie
wygrana w każdym kolejnym spotkaniu – odpowiedział w swoim
stylu.
Oby tych triumfów było jak najwięcej.

Nie ma to jak
u siebie

Na półmetku rundy jesiennej toruńskiej A-Klasy
liderem jest Pomorzanin Toruń
Karol Żebrowski
Gdyby podopieczni trenera Mariusza Łangowskiego przenieśli
domową formę na wyjazdy, sprawa awansu byłaby już teraz przesądzona. Rzeczywistość jest inna,
ale wciąż komfortowa dla „Pomorka”.
Cztery mecze, cztery zwycięstwa, a do tego osiemnaście bramek
strzelonych i tylko jedna stracona.
Bilans spotkań Pomorzanina na
boisku przy Szosie Chełmińskiej
robi wrażenie.
- Jednym z celów, jaki postawiliśmy sobie przed sezonem, była
poprawa gry na własnym obiekcie
– mówi Mariusz Łangowski, trener
Pomorzanina Toruń. – W zeszłych
rozgrywkach nie potrafiliśmy tutaj
punktować. Bez tego nie ma szans
na dobry rezultat końcowy. Obecnie wygląda to bardzo fajnie, szczególnie jeżeli chodzi o organizację
gry i skuteczność.
Spory wpływ na aktualną formę mają letnie nabytki „Pomorka”
– Kacper Orliński, Adam Lisiecki
i Wojciech Springer.
- Już pod koniec ubiegłego sezonu wiedzieliśmy, na jakich pozycjach potrzebujemy wzmocnień –
twierdzi szkoleniowiec. – Udało się

nam te luki zapełnić. Obecna kadra
liczy około dwudziestu zawodników i nie ma tu osoby zgłoszonej
do rozgrywek po to, aby była. Każdy pełni ważną rolę, chcemy tworzyć kolektyw. Mimo że to tylko
A-Klasa, to frekwencja na meczach
i treningach jest więcej niż zadowalająca.
Po takich słowach nie dziwi, że
w klubie mówi się wprost o awansie
do V ligi jako założonym celu.
- Prawdę mówiąc, nie jestem zaskoczony miejscem, na którym się
znaleźliśmy – mówi Mariusz Łangowski. – Nie spoczywamy jednak
na laurach i nie lekceważymy przeciwników. Uważam, że jest kilka
drużyn, które mają podobny potencjał i również będą mocno walczyć
o promocję. Teraz to my jesteśmy
w komfortowej sytuacji, lecz szybko to się może zmienić. Musimy
konsekwentnie zdobywać punkty
u siebie i dążyć do poprawy gry na
wyjeździe, gdzie dotychczasowo
zdobyliśmy tylko cztery oczka.
Okazja do tego już w najbliższą
niedzielę. W hicie ósmej kolejki
trzeci w tabeli Zamek Bierzgłowski
podejmie na własnym boisku lidera z Torunia. Początek spotkania
o godz. 13:30.

Zawsze pod kontrolą

MOTORYZACJA

11

Zima zbliża się wielkimi krokami. Każdy z nas to odczuwa, gdy musi wyciągnąć z szafy grubsze okrycia. Pamiętajmy jednak,
by przy jesienno-zimowych zmianach zadbać również o swoje auto. Nie warto ryzykować bezpieczeństwa własnego i bliskich
Katarzyna Ochocka | fot. Adam Zakrzewski (archiwum)
Październik to najlepsza okazja,
aby zadbać o samochód przed
zimą. Gwałtownie zmieniające
się warunki pogodowe mogą nas
zaskoczyć w każdej chwili, więc
lepiej dmuchać na zimne. Jak
przygotować swoje auto przed
nadchodzącymi mrozami?
Podstawowa sprawa to stabilność jazdy. Ogumienie zimowe diametralnie ją poprawia. Dla porównania głębokość bieżnika w letnich
oponach wynosi 1,6 mm. Natomiast
zestaw zimowy, którego głębokość
bieżnika jest mniejsza niż 4 mm,
już nie spełni standardów. To blisko
trzy razy więcej i naprawdę zmienia
naszą sytuację na drodze. Niestety
nie wszyscy biorą sobie do serca
apele o zmianę ogumienia na takie,
które jest przystosowane do jazdy
po śniegu czy zamarzniętej jezdni.
Na szczęście świadomość Polaków
rośnie. W serwisach i warsztatach
samochodowych kierowcy pojawiają się coraz liczniej, by wymienić opony na zimowe. Przy okazji
wymiany opon warto też sprawdzić
ciśnienie ogumienia.

Opony to jednak nie wszystko. Nawet najlepsi kierowcy mogą
mieć wypadek z winy szwankujących hamulców. Jednym z najważniejszych czynników jest tutaj
rozkład sił hamowania na poszczególne koła i osie. Obowiązkowo co
dwa lata powinniśmy wymienić
płyn hamulcowy. Warto sprawdzić
także działanie hamulca ręcznego
oraz klocków hamulcowych. Dużo
zależy również od sterowności samochodu. Przygotujmy się na ocenę zawieszenia, aby skorygować
ewentualne ściąganie samochodu
na boki. Zwracajmy uwagę na luzy
w układzie kierowniczym oraz stan
amortyzatorów.
Czasem w kość może nam dać
akumulator, szczególnie gdy termometr wskazuje kilka kresek poniżej zera. Warto w serwisie poprosić o test jego wydajności, zanim
staniemy na pustkowiu, a jedynym
ratunkiem będzie holowanie. Trzeba też pamiętać o konserwacji zacisków naszej samochodowej baterii.
Jadąc samochodem, musimy widzieć dokładnie, co dzieje się przed
nami. Przednia szyba to nasze okno

Przed zimą trzeba pamiętać m. in. o zmianie opon.

na świat, więc dbanie o jej przejrzystość jest w naszym interesie. Po
pierwsze, sprawdzajmy stan wycieraczek. Mokry i ciężki śnieg jest
dla nich prawdziwym testem, więc
należy przyjrzeć się, w jakim są stanie. Drugim priorytetem jest płyn
do spryskiwaczy. Już dziś możemy
zaopatrzyć się w płyn odporny na

mrozy. Gdybyśmy to zaniedbali,
powinniśmy liczyć się z uszkodzeniem pompy wtryskiwacza oraz jej
przewodów.
Niska temperatura może być zabójcza także jeśli nie dopilnujemy
filtrów. Gdy zmagamy się z zaparowanymi szybami, nieunikniona
jest wymiana filtra kabinowego.

Same szyby także należy wyczyścić
i odtłuścić od środka. Na rynku dostępne są preparaty, które ograniczają osiadanie pary wodnej.
Kwestią, która zawsze sprawia
wiele wątpliwości, jest mycie samochodu zimą. Zabłocona karoseria to widok powszedni w trakcie
roztopów. Zabójcza dla lakieru jest
także sól drogowa. Jak pielęgnować samochód, gdy na dworze wiszą sople? Dla własnego zdrowia
wybierzmy kompleksową myjnię
automatyczną, która na początek
oczyści pod ciśnieniem nasz samochód z zanieczyszczeń, które mogą
porysować lakier, a zakończy osuszaniem lakieru. Na wszelki wypadek zaklejajmy zamki w drzwiach,
aby nie spotkała nas niespodzianka
po mroźnej nocy.
Na koniec warto przejrzeć zawartość swojego bagażnika. Nie
ruszajmy z domu bez szczotki do
odśnieżania oraz skrobaczki do
szyb. Niezbędnym minimum są na
pewno kable rozruchowe, linka holownicza i saperka. A na szczególnie trudne warunki warto zabrać
łańcuchy na koła.
REKLAMA

Tylko Toruń

. 7 października 2016

MOTORYZACJA

12

Stambuł na dwóch kołach
Dokąd można samotnie dotrzeć na motorze? Do Stambułu? Czemu nie?
Torunianin Jakub Małysz z każdym rokiem dociera coraz dalej na wschód
Piotr Lampkowski | fot. nadesłane

W latach 30. polski podróżnik Kazimierz Nowak
przemierzył
afrykański
ląd z północy na południe
i z powrotem pieszo, na
wielbłądzie, łodzią, konno,
pociągiem i rowerem. Zajęło mu to kilka lat. Wyprawa Kuby Małysza trwała
tylko trzy tygodnie, ale bez
problemu można w niej
odnaleźć ten sam romantyczny mit podróżnika na
nieznanych szlakach mierzącego się samotnie z trudami wędrówki – i w końcu z samym sobą.
- Moja przygoda z motorami zaczęła się jakieś dziesięć lat temu, gdy kupiłem
pierwszą maszynę, Hondę
Transalp – wspomina Kuba
Małysz. - Niestety okazało
się, że w ramach leasingu
nie mogę pojechać poza
granice zachodniej Europy,
bo nie było czegoś takiego
jak np. autocasco w Gruzji.
Mnie jednak ciągnęło zawsze gdzieś na wschód.
Kuba zaczytywał się w relacjach podróżników, którzy
wsiadali na motory i ruszali
przed siebie. Dziennikarz
radiowej Trójki Tomasz
Gorazdowski zrobił prawo
jazdy i zaraz ruszył w motocyklową podróż dookoła
świata. Fanem samotnych
wypraw na motorze jest też
szkocki aktor Ewan McGregor. Skoro oni mogą… Kuba
kupił nowy motor i też mógł
już spełnić marzenie o dalszych wyprawach.

REKLAMA

Tylko Toruń

. 7 października 2016

- Rok temu pojechałem
sam przez Ukrainę, Mołdawię, Rumunię, Węgry
i Słowację, ale cały czas ciągnęło mnie jeszcze dalej na
wschód – opowiada.
Początek
tegorocznej
wyprawy, która miała swój
finał w tureckim Stambule,
był podobny do tej z zeszłego roku – Kuba przejechał
całą Ukrainę.
- Zwiedziłem Kijów, ale
tam już się nic nie dzieje,
wszystko posprzątane. Potem pojechałem do Odessy,
do kumpla motocyklisty,
u którego zatrzymałem się
na chwilę. Podział Ukrainy
na zachodnią i wschodnią
jest bardzo widoczny. Moi
ukraińscy znajomi w większości są zdania, że niech
sobie Rosjanie biorą ten
Krym, bo nikt wojny z nimi
nie chce. Poza tym żyją tam
prawie tak samo jak my –
chodzą na koncerty, imprezują itd.
Kolejnym przystankiem
na trasie Kuby miała być
Gruzja, gdzie zamierzał dotrzeć drogą morską.
- Zdobycie biletu na
prom w Odessie przypomina wizytę w sklepie mięsnym za komuny w Polsce.
Wchodzisz do wielkiego po-

mieszczenia, gdzie tłum przepycha się bez ładu i składu w stronę kasy. Gdyby nie mój kumpel,
który zbajerował pracującą tam
dziewczynę, to pewnie jeszcze
dzisiaj bym tam stał – śmieje się.
Z Odessy mieli ruszyć o 1
w nocy, ale, nie wiadomo dlaczego, udało im się dopiero o 7 rano.
- W tym czasie zdążyłem popić
z czeskimi motocyklistami, przespać się i obudzić akurat, kiedy
statek wyruszał - mówi Kuba.
Po dwóch dniach nudnego rejsu w malutkiej kajucie Kuba dotarł do gruzińskiego Batumi.
- Piękne, nowoczesne miasto,
przypominające francuskie Lazurowe Wybrzeże, ale już kawałek dalej czuć wschodnie klimaty
- opisuje.
Prawdziwe przygody zaczynają się właśnie na gruzińskiej
prowincji, gdzie drogi wyglądają
inaczej niż w Polsce.
- Pytam taksówkarza, jak wygląda droga oznaczona na mapie
na czerwono, czyli coś w standardzie naszej drogi krajowej, a ten
mówi: „charoszaja!” - opowiada
Kuba. - Przez kilka kilometrów to
i może była „charoszaja”, a potem
tylko kamienie, błoto, góry z jednej strony i kilkunastometrowe
wąwozy z drugiej, a pośrodku
droga szerokości samochodu.
Prawdziwy płacz i zgrzytanie
zębów zaczęło się, kiedy Kuba

postanowił dotrzeć do klasztoru
Cminda Sameba, czyli na najbardziej znany punkt widokowy
w Gruzji.
- Sześć kilometrów skalistego
podjazdu, potłukłem trochę motor, połamałem jakiś migacz, ale
dałem radę. Opłacało się, bo widok na klasztor i górę Kazbek jest
zabójczy – zapewnia Kuba.
Postanowił, że do Turcji wjedzie przez Armenię, ale okazało
się, że ciągnące się od ponad stu
lat animozje między Turkami
i Ormianami nadal są żywe –
granica była zamknięta. Szybka
decyzja, powrót do Gruzji na
zwiedzanie muzeum Stalina oraz
domu, w którym się urodził, otoczonego czymś w rodzaju mauzoleum.
Turcja przywitała podróżnika
potężną burzą. Ukrył się w knajpie, gdzie trafił na bezalkoholową
imprezę.
- W Turcji trwa obecnie, tak
samo jak w Polsce, konserwatywna rewolucja. Tyle tylko, że
u nich łączy się z konserwatyzmem muzułmańskim. Alkohol
nie jest tam w modzie – wyjaśnia
Kuba. - Wjazd do Stambułu nie
należał do najszczęśliwszych.
Nawigacja poprowadziła mnie
przez taką dzielnicę, że modliłem
się, żeby nic nie stało się z motorem. Kiedy kazała mi przejechać
stromą jak góra ulicą, zrezygno-

‘‘

MOTORYZACJA

13

Uciekałem stambulskiej policji na autostradzie. Jechałem w gigantycznym korku, trąbiąc i migając światłami na wszystkich, czyli tak jak robi przeciętny Turek
wałem. Wyjechałem stamtąd jak
najszybciej i dotarłem do miejsca
noclegu objazdem.
Samo miasto zrobiło na podróżniku ogromne wrażenie.
Zarówno skalą skupiska 14 mln
ludzi, jak i fantastycznymi zabytkami.
- Nie jestem specjalnie uduchowiony, ale pobyt w świątyni Hagia Sophia zrobił na mnie
ogromne wrażenie – opowiada
Kuba.
Oprócz
duchowo-estetycznych wrażeń nie zabrakło również akcentów jak z przedostatniej części przygód Jamesa
Bonda.
- Uciekałem stambulskiej policji na autostradzie – przyznaje
Kuba. - Jechałem w gigantycznym korku, trąbiąc i migając
światłami na wszystkich, czyli
tak jak robi przeciętny Turek.
Zjechałem na skrajny prawy pas,

bo było na nim trochę miejsca,
stał tam samochód, więc zacząłem trąbić, minąłem go, a ten nagle odpalił koguty i zaczął mnie
ścigać. Tyle że motorem przez
korek łatwiej się przedrzeć, więc
zostawiłem go z tyłu i lawirując
między samochodami, uciekłem.
A więc Stambuł. Czas wracać.
Bułgaria, Macedonia, Kosowo,
Serbia, Węgry, Słowacja i Czechy.
Trasa powrotna była tylko ciągiem migających widoków. Co
dalej?
- W przyszłym roku mam nadzieję na wyjazd na Nordkapp,
najdalej na północ wysunięty
punkt drogowy Europy. W dalszej perspektywie wyprawę marzeń – rajd motorem nad Jezioro
Bajkał, ale to już nie sam – kończy Kuba.
Ktoś chętny?
REKLAMA

Tylko Toruń

. 7 października 2016

14

KULTURA

Toruńska królowa fantasy
Aneta Jadowska należy do najpopularniejszych pisarek fantastycznych w kraju.
Do księgarń trafiła właśnie jej nowa powieść „Dziewczyna z Dzielnicy Cudów”
Maciej Koprowicz | fot. Łukasz Piecyk
Na dorocznym konwencie miłośników fantastyki Copernicon w Toruniu to właśnie
jej wystąpienia gromadziły
najwięcej słuchaczy. Aneta Jadowska jest niekwestionowaną mistrzynią urban fantasy
i jedną z najpopularniejszych
współczesnych pisarek fantastycznych. Właśnie ukazała się
jej kolejna powieść, w której
odkrywa zupełnie nowy świat.
Aneta Jadowska wielokrotnie słyszała od wykładowców
na polonistyce, że fantastyka nie
jest poważnym gatunkiem i nie
powinna na nią marnować czasu. Dziś śmieje się z tych opinii.
Jej książki cieszą się ogromnym
wzięciem wśród fanów tego gatunku, podobnie jak prelekcje
na konwentach. Nie inaczej było
podczas tegorocznego Coperniconu.
- Uwielbiam dostawać zaproszenie na Copernicon – mówi
pisarka. - To tu mogę opowiadać
o moich dziwnych pasjach, tu
kolejny już raz oficjalnie świętujemy premierę nowej książki,
tu spotykają się na corocznym
zlocie fani Dory Wilk. To tu wędrują ulicami starówki podczas
gry miejskiej, związanej z moją
twórczością. Przebierają się też
za bohaterów – na Coperniconie granica między światem realnym i magicznym jest po prostu najcieńsza.
Kim jest Dora Wilk? To
główna bohaterka Heksalogii
o Wiedźmie, czyli cyklu sześciu
powieści poświęconego losom
pół kobiety, pół wiedźmy, policjantki rozwiązującej zagadki
kryminalne na pograniczu realnego i magicznego świata. Seria zapoczątkowana powieścią

Nauczyciele akademiccy powtarzali Anecie Jadowskiej, że na fantastykę szkoda czasu, bo nie jest
poważnym gatunkiem.

„Złodziej dusz” zyskała Jadowskiej ogromną popularność. Autorka wykorzystała w niej wyjątkową formułę przenikających
się światów, które punkt styczny
miały w... Toruniu, mieście, które od 2000 roku jest jej domem.
- Thorn, czyli magiczny Toruń był zdeterminowany sąsiedztwem bramy do piekła
i nieba, na styku dwóch systemów religijnych. Na styku
magicznych postaci, aniołów
i piekielników, kształtowała się
dynamika miejsca – tłumaczy
autorka.
Miasto jest tak ważnym ele-

mentem twórczości Jadowskiej,
że dziennikarze nazwali ją królową polskiego urban fantasy,
czyli miejskiej fantastyki.
- Urban fantasy to określenie gatunku, gdzie pojawia się
współczesne miasto i magia –
wyjaśnia toruńska pisarka. - Bohaterami moich powieści są ludzie, w całej ich różnorodności.
Miasto jest tylko przestrzenią,
w której rozgrywają się ich historie. Czasami częścią historii
jest relacja bohatera z miastem,
ale to człowiek jest w tej relacji
najważniejszy. Tytuł królowej
przyznano mi dlatego, że pa-

Tylko Toruń

. 7 października 2016

nowało bezkrólewie – gatunek,
który uprawiam, nie jest zbyt
eksploatowany przez innych
w Polsce. Dziennikarze lubią
etykietki, korony i szufladki,
może łatwiej wtedy porządkować pewne sprawy.
Akcja najnowszej powieści Jadowskiej pt. „Dziewczyna z Dzielnicy Cudów” (wyd.
Sine Qua Non) rozgrywa się
w innym alternatywnym mieście. A raczej dwóch – Warsie
i Sawie, czyli magicznych odpowiednikach Warszawy.
- Wars i Sawa przed II wojną
światową były doskonale funk-

cjonującymi miastami, a potem
uległy czemuś, co nazwalibyśmy magiczną wersją katastrofy
ekologicznej – opowiada Aneta
Jadowska. Historia, zło i okrucieństwo wojny odcisnęły na
alternatywnym mieście straszne piętno. I nic już nie było
takie samo, a miasta przestały
być przyjazne. Pokręcone, naładowane mroczną i szaloną
magią, są sporym wyzwaniem
dla mieszkańców i przyciągają
takich, którzy gdzie indziej nie
mogą zagrzać miejsca.
Pisarka uważa, że to nie jedyny element, który odróżnia jej
nową powieść od cyklu o Dorze
Wilk. „Dziewczyna z Dzielnicy
Cudów” to jej zdaniem początek
zupełnie nowej przygody.
- Zmienia się wszystko. Nowa
bohaterka i jej otoczenie, nowe
miasto, nowa magia, nowy świat
– mówi autorka. - Moi czytelnicy wiedzą, że spodziewać się
mogą wszystkiego, a zaskoczenie wliczone jest w doświadczenie obcowania z moimi powieściami.
Czy znaczy to jednak, że Toruń przestał być dla niej inspiracją?
- Toruń jest moim miastem
i tu toczy się moje życie – przyznaje Aneta Jadowska. - Inspiracji dostarcza mnóstwo, bardziej
lub mniej zakamuflowanych.
Zwykle piszę o tym sporo na
swojej facebookowej ścianie,
gdzie opisuję dziwne spotkania,
obserwacje, zasłyszane w autobusach historie. Czasami trafiają do powieści czy opowiadań,
czasami są po prostu komicznym przerywnikiem w codzienności. Inspiracje są wszędzie,
jeśli się człowiek na nie otworzy.

EDUKACJA

Nie tylko
nauka!

Studencie, jesteś nowy w Toruniu? Gwarantujemy, że
w tym mieście nie można się nudzić!
Maciej Koprowicz | fot. Łukasz Piecyk
Zaczynasz edukację na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika lub innej toruńskiej uczelni? Pamiętaj,
że czas studiów to nie tylko wykłady i egzaminy, ale też wspaniała
przygoda. Lubisz imprezy, aktywny styl życia, a może wydarzenia
kulturalne? W Toruniu czeka na
ciebie wiele atrakcji, które sprawią, że twoje akademickie lata
będą niezapomniane.
Studenckie życie obok nauki
kojarzy się głównie z imprezami,
bo nic tak nie integruje żaków jak
wspólna zabawa. Toruń jako miasto akademickie oczywiście ma
mnóstwo miejsc, które zapewniają
studentom rozrywkę na najlepszym
poziomie. Naturalnym pomysłem
na spotkanie w gronie nowych
znajomych jest wspólne wyjście
do klubu czy pubu, którymi usiana

jest toruńska Starówka (najwięcej
klubów na metr kwadratowy w Polsce!) oraz okolice kampusu UMK.
Najsłynniejszy to Klub Studencki
Kotłownia na ul. Słowackiego, który od 1 października znów działa po
rocznej przerwie. Legendarny „Kocioł”, już pod nową nazwą Kotłownia 2.0, przeszedł gruntowne zmiany, ale nowy właściciel zapowiada,
że zachowa wyjątkowy klimat kultowego miejsca, które tak wielu absolwentów darzy ogromnym sentymentem, o ile cokolwiek stamtąd
pamiętają. Do innych studenckich
miejsc należą puby Kadr, Kredens,
Przepompownia, Czeski Sen i Mr.
Capone oraz kluby No. 1, Monaco, Stars, Arsenał, Mockba i NRD.
W niektórych można nie tylko napić się piwa przy dobrej muzyce, ale
też wziąć udział w imprezach typu
pub quiz, familiada czy karaoke.

Miłośnicy napoju z pianką także
mogą znaleźć coś dla siebie – takie
miejsca jak Krajina Piva czy Carpe
Kraft to raj dla zwolenników piwa
z wyższej półki, zwłaszcza tak popularnych ostatnio piw rzemieślniczych.
Pozostając przy przyjemnościach ciała... Jeśli cenicie dobrą
sylwetkę i kondycję, to nie martwcie się – Toruń oferuje wiele opcji
dla zwolenników zdrowego trybu
życia. Możecie wybierać z bogatej
oferty toruńskich siłowni, ale także skorzystać z Uniwersyteckiego
Centrum Sportowego. Na należącym do UMK obiekcie studenci
mogą korzystać odpłatnie z nowoczesnej infrastruktury sportowej.
Także Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji umożliwia sport, m.in. pływanie (baseny i miniaquapark), tenis (korty), łyżwiarstwo (lodowisko
Tor-Tor) czy piłkę nożną (orliki).
Ale Toruń to miejsce nie tylko dla
tych, którzy sport czynnie uprawiają, ale też dla tych, którzy są zapalonymi kibicami. Tutaj swoje mecze
rozgrywają lokalne drużyny piłki
nożnej (m.in. Elana i Pomorzanin),
koszykówki (Polski Cukier, AZS
UMK PBDI Consus, Energa Katarzynki), siatkówki (Budowlani),
hokeja na trawie (Pomorzanin),
hokeja na lodzie (Nesta Mires), tenisa stołowego (Energa Manekin)
i oczywiście reprezentanci sportu
numer jeden w Toruniu, czyli żużlowcy. Get Well Toruń to aktualny
żużlowy wicemistrz kraju, a Motoarena uznawana jest za najlepszy
speedwayowy stadion w Polsce i jeden z najlepszych w Europie.

Tylko Toruń

. 7 października 2016

15

Na samym UMK studiuje obecnie ok. 25 tysięcy osób.

Jeśli zamiast sportu wolicie sztukę, to też dobrze trafiliście – Toruń to prawdziwe miasto kultury.
Kinomaniacy mają do dyspozycji
liczne kina, w tym studyjne, takie
jak Kino Centrum i „Niebieski Kocyk” w klubie Od Nowa. Toruń corocznie gości jeden z największych
festiwali filmowych w Polsce Tofifest – najbliższa edycja rusza już 15
października. Fani muzyki również
znajdą coś dla siebie. Toruń to stały
punkt na trasach koncertowych największych polskich gwiazd, które
występują m.in. w klubie Od Nowa,
Centrum Kultury Dwór Artusa,
klubach Lizard King, Hard Rock
Pub Pamela, NRD i Dwa Światy,
a także w nowoczesnym Centrum
Kulturalno-Kongresowym Jordanki. Zwolennicy ambitnych form po-

winni zajrzeć na spektakle Teatru
Muzycznego i koncerty Toruńskiej
Orkiestry Symfonicznej. Amatorzy
sztuk plastycznych nie mogą pominąć licznych galerii oraz Centrum Sztuki Współczesnej „Znaki
Czasu”. Jednym z najważniejszych
corocznych wydarzeń w Toruniu
jest sierpniowy Bella Skyway Festival, wypełniony zapierającymi dech
w piersiach pokazami typu „światło
i dźwięk” prezentowanymi na urokliwej Starówce.
Jeśli twoim domem na najbliższe
kilka lat zostanie Toruń, zapomnij
o nudzie. To miasto zapewni ci doskonałą rozrywkę, wielkie emocje
sportowe i doznania kulturalne
oraz sprawi, że twoje studia będą
naprawdę niezapomnianą przygodą.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful