BIULETYN INSTYTUTU ZACHODNIEGO

Niemiecki rynek pracy w 2016 r.
Tomasz Budnikowski

Sytuacja na niemieckim rynku pracy jest tak dobra i chyba
porównywalna jedynie do okresu sprzed pierwszego kryzysu naf-
towego z połowy lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Od
kilku lat obserwujemy wzrost liczby pracujących. W 2016 r. było
to 43 486 tys. osób, czyli o 1% więcej niż rok wcześniej. Na uwagę
zasługuje przy tym fakt, że wzrost zaobserwowano nie tylko
w grupie pracowników najemnych. Zwiększyła się także liczba
osób pracujących na własny rachunek. Należy to uznać nie tylko
za wskaźnik dobrej koniunktury, ale także pozytywnych oczekiwań
Redakcja:
odnośnie do przyszłego kształtowania się sytuacji gospodarczej
Radosław Grodzki
Jacek Kubera w kraju.
(redaktor naczelny)
Piotr Kubiak Jednocześnie jednak w dalszym ciągu mamy do czynienia
Krzysztof Malinowski
z utrzymującym się od lat bezrobociem. Jego wielkość mierzona
Korekta: relacją ogółu osób, które wbrew swej woli są pozbawione pracy
Hanna Różanek bądź nie są w stanie jej znaleźć, do liczby aktywnych zawodowo
kształtowała się na poziomie 6,1%. Jest to najniższa wartość
w całym okresie, jaki minął od zjednoczenia państw niemiec-
Nr 302/2017 kich. O ile w 2005 r. średnioroczna liczba bezrobotnych wynosiła
05.04.17 4,8 mln, to w ubiegłym roku zmniejszyła się ona do 2,7 mln.
Pocieszającą okolicznością jest niewątpliwie relatywnie niewielki
ISSN 2450-5080
odsetek pozostających bez pracy młodych ludzi. Jest to godne
podkreślenia szczególnie na tle niepokojących statystyk obrazu-
jących sytuację na rynkach pracy większości państw Unii Euro-
pejskiej. Duży stopień aktywizacji zawodowej ludzi młodych,
z jakim mamy do czynienia w Niemczech, jest w dużej mierze
Biuletyny dostępne następstwem praktykowanego tam od wielu lat dualnego systemu
także dzięki:
NEWSLETTER IZ kształcenia. Nie zmienia to jednak w niczym faktu, iż w 2016 r.
FACEBOOK
SCRIBD
bez pracy pozostawało aż 241 tys. osób w wieku 15-25 lat. Pew-
LINKEDIN nym pocieszeniem może być tendencja do obniżania się tej
TWITTER
wielkości. W 2012 r. liczbę młodocianych bezrobotnych obliczano
na 274 tys.

1z4
Mimo że od zjednoczenia upłynęło już ponad 26 lat, to ślady przeszłości wi-
doczne są do dziś. Nie inaczej jest na rynku pracy. Chociaż w obydwu częściach zjed-
noczonych Niemiec mamy w ostatnich latach do czynienia ze wzrostem aktywności
zawodowej, to jednak w dalszym ciągu zauważalne są pewne różnice. I tak w ubie-
głym roku stopa bezrobocia w zachodniej części kraju wyniosła 5,6%, a na terenie
byłej NRD sięgnęła aż 8,5%. Najwyższą wartość wynoszącą 9,8% zanotowano w Berlinie
i Meklemburgii-Pomorzu Przednim (9,7%). W tym kraju federacji są regiony, gdzie
wskaźnik ten przekracza 12%. Najniższy natomiast poziom bezrobocia zanotowano
na południu Niemiec. W Bawarii wyniósł on 3,5%, a w Badenii-Wirtembergii 3,8%.
Warto przy tym pamiętać, że wielkość rejestrowanego bezrobocia nie informuje
w pełni o stopniu niewykorzystania dostępnego potencjału siły roboczej. Stąd też
w niemieckiej statystyce funkcjonuje pojęcie niepełnego zatrudnienia (Unter-
beschäftigung). Do kategorii tej zalicza się obok zarejestrowanych jako bezrobotne
także te osoby, które są zatrudnione w skróconym wymiarze czasu pracy (Kurzarbeit)
oraz te, które objęte są różnego rodzaju działaniami z zakresu polityki rynku pracy,
mającymi na celu zwiększenie ich szans na zatrudnienie, w tym osoby zatrudnione
na jakiś czas w ramach przedsięwzięć tworzących nowe miejsca pracy (Arbeits-
beschaffungsmaßnahmen). W grupie tej ujmuje się również osoby, które z tytułu
choroby są na jakiś czas wyłączone z aktywności zawodowej. Liczbę osób zaliczanych
do kategorii niepełnego zatrudnienia Norymberski Instytut Badania Rynku Pracy szaco-
wał w 2016 r. na 3,6 mln.
Poważnym problemem pozostaje tzw. długookresowe bezrobocie. Tym mianem
określa się osoby pozostające bez pracy przez okres przynajmniej 12 miesięcy. Ich
odsetek w ogólnej liczbie bezrobotnych spadł wprawdzie w okresie 2007-2015 z 46%
do 37%. Wyróżnia to pozytywnie Niemcy na tle pozostałych krajów Unii Europejskiej.
Nie zmienia to jednak niepokojącego faktu, iż liczba osób długotrwale pozbawionych
pracy i objętych świadczeniem – zasiłkiem socjalnym tzw. SGB II od 2009 r. utrzymuje
się na niemalże niezmiennym poziomie oscylującym wokół miliona.
Stopniowe – trwające kilka lat – odchodzenie od nad wyraz hojnego systemu
świadczeń socjalnych sprawiło, iż z zainteresowaniem pracowników spotykają się
także niskopłatne etaty. Co więcej, Niemcy – jak wynika z rocznego raportu Rady
Ekspertów ds. Gospodarczych (SVR) – wyróżniają się w tym zakresie dość wyraźnie na tle
innych krajów zachodnich. I tak np. w Belgii, Francji czy krajach skandynawskich
odsetek osób pracujących za najniższe uposażenia nie przekracza 10%, natomiast
w Niemczech jest on ponad dwukrotnie wyższy. Z najniższymi płacami mamy najczęściej
do czynienia w usługach, rolnictwie, w gospodarstwach domowych i hotelarstwie.
W tym kontekście nie można oczywiście pominąć istotnej, niemalże rewolu-
cyjnej zmiany, jaką było wprowadzenie z początkiem 2015 r. płacy minimalnej. Jej
wysokość ustalono na poziomie 8,5 euro za godzinę. Od 1 stycznia 2017 r. wynosi ona
8,84 euro. Wbrew artykułowanym dość powszechnie obawom nowa sytuacja nie po-
ciągnęła za sobą automatycznie gwałtownego wzrostu bezrobocia. Badania pokazały,
że bardzo rzadko dochodziło do zwolnień motywowanych zbyt wysokim z punktu
widzenia pracodawcy poziomem wynagrodzenia. Nowe uregulowania spowodowały
jednak daleko idącą powściągliwość w zatrudnianiu nowych pracowników. Częstą
reakcją pracodawców okazało się także skracanie czasu pracy. Do wyjątków należy

2z4
natomiast zaliczyć przypadki, gdzie wprowadzenie płacy minimalnej pociągnęło
za sobą decyzje inwestycyjne zmierzające do ograniczenia zatrudnienia.
Utrzymująca się od kilku lat dobra koniunktura z jednej strony oraz postępu-
jący proces starzenia się niemieckiego społeczeństwa z drugiej sprawiają, że tamtejszy
rynek pracy coraz częściej sygnalizuje niepokojące braki kadrowe. Dobitnie świadczą
o tym pogarszające się relacje między liczbą ofert zgłaszanych do urzędów zatrud-
nienia i wielkością zatrudnienia. W 2012 r. stosunek ten wyniósł 6,3, a w 2016 r.
zwiększył się do 7,0. W ubiegłym roku przeciętna liczba zgłaszanych przez firmy ofert
pracy wyniosła 526 tys., cztery lata wcześniej wielkość ta była mniejsza aż o 26%
(389 tys.).
Czynnikiem, którego nie można nie uwzględniać przy analizie niemieckiego
rynku pracy, są cudzoziemcy. Są oni obecni w tym kraju od dziesięcioleci i jak się
powszechnie przyznaje, są także współautorami sukcesu gospodarczego tego kraju.
Masowa imigracja uchodźców przyjeżdżających do Niemiec głównie z krajów Bliskie-
go Wschodu budzi jednak mieszane uczucia. Niepokój zauważalny jest szczególnie
w grupie pracowników o niższych kwalifikacjach. Obawiają się oni, iż przybysze, zga-
dzając się na niższe uposażenia, mogą ich pozbawić miejsc pracy. Liczne badania
przeprowadzone w ostatnich dwóch latach pokazują jednak, że obawy te są niczym
nie uzasadnione, co nie znaczy, że nie może się zdarzyć, że imigranci przyczynić się
mogą nieraz do utraty pracy przez zatrudnionego na niskopłatnym etacie Niemca.
Masowy napływ migrantów pociąga za sobą konieczność ponoszenia znacznych
kosztów. Wiążą się one z zapewnieniem przybyszom dachu nad głową, wyżywienia,
nauki języka, dokształcania. Jak wskazuje koloński Instytut Gospodarki Niemieckiej
(IWD), koszty związane z przyjęciem jednego Syryjczyka wynoszą dla niemieckiego
podatnika niemal 12 tys. euro rocznie. Szacuje się, że do 2020 r. nakłady na uchodź-
ców zamkną się sumą aż 29 mld euro rocznie (w 2017 r. nakłady rządu federalnego
na obronność kraju wyniosą 37 mld euro). Nie ma jednak najmniejszej wątpliwości,
że te swoistego rodzaju inwestycje zwrócą się z nawiązką. Wzrost wydatków państwa
pozytywnie oddziałuje na koniunkturę. Eksperci ekonomiczni dziennika „Die Welt”
zwracają uwagę, że gdyby nie uchodźcy, gospodarka niemiecka w poprzednim roku
zanotowałaby ujemny wzrost gospodarczy. Z kolei według prognoz sporządzonych
w berlińskim Niemieckim Instytucie Gospodarczym (DIW), samo zatrudnienie cudzo-
ziemców przyczyni się do wzrostu produktu społecznego brutto o 9 mld euro, czyli
o 0,3%.
Niemcy są żywotnie zainteresowani napływem migrantów, gdyż jedną z naj-
poważniejszych barier rozwoju gospodarczego kraju są postępujące niedobory siły
roboczej oraz niekorzystne prognozy demograficzne. Federalny Urząd Statystyczny
szacuje, że w 2030 r. liczba ludność kraju wyniesie od 79 do 81 mln, a więc niewiele
mniej niż dzisiaj. Najnowsza prognoza przewiduje, że w najbliższych latach saldo
migracji zagranicznych wynosić będzie około pół miliona rocznie i dopiero po kilkuna-
stu latach spadnie do poziomu 100-200 tys.
W ciągu najbliższych 10 lat, jak wskazują analitycy wspomnianego już norym-
berskiego instytutu, jeśli nie byłoby napływu pracowników cudzoziemskich, liczba
pracujących zmniejszyłaby się aż o 4,5 mln, a wzrost gospodarczy spadłby z obecnego

3z4
poziomu 1,5 do 0,5%. Oblicza się, że warunkiem utrzymania świadczeń socjalnych
na obecnym, wysokim poziomie niezbędne jest to, aby ten podstawowy wskaźnik
gospodarczy nie spadał poniżej 2%. Szacuje się jednocześnie, że aby utrzymać obecny
poziom życia konieczne jest osiągnięcie takiego stanu, w którym liczba cudzoziem-
ców stanowić będzie 1/5 rodowitych mieszkańców kraju.
Warto przy tym zauważyć, iż badania przeprowadzone przez berliński DIW
pokazały, że zdecydowana większość przybyszów wyraża gotowość podjęcia pracy.
Mając na uwadze fakt, iż mimo że większość uchodźców rekrutuje się z krajów mu-
zułmańskich, płeć odgrywa tutaj nad wyraz niewielką rolę. O ile 97% indagowanych
mężczyzn wyraziło chęć pracy, to w przypadku kobiet odsetek ten był jedynie
o 8 punktów niższy. Najważniejszym problemem w podjęciu działalności zarobkowej
jest brak znajomości języka oraz, generalnie rzecz biorąc, ograniczony poziom
wykształcenia znacznej części uchodźców.
Osoby zajmujące się rynkiem pracy zdają sobie sprawę, że pełna integracja
cudzoziemców na niemieckim rynku pracy trwa do kilkunastu lat. Do skrócenia tego
czasu znacznie przyczyniają się inicjatywy, jakie na rzecz przybyszów podejmowane
są przez niemieckie firmy, izby przemysłowo-handlowe czy inne inicjatywy wspierane
tak przez rząd federalny, jak i władze krajów federacji. Imigranci mogą także liczyć
na pomoc setek tysięcy wolontariuszy, którzy kosztem swojego wolnego czasu poma-
gają im w stawianiu pierwszych kroków na niemieckiej ziemi. Badania przeprowa-
dzone przez berliński Instytut Badań nad Migracją (BIM) pokazują, że wolontariusze
czynią to z pobudek humanitarnych. Może nawet nie uświadamiają sobie, że przyczy-
niają się w ten sposób do utrzymania w przyszłości wysokiego kursu niemieckiej
gospodarki poprzez zapewnienie jej tak potrzebnej siły roboczej.

Tezy zawarte w tekście wyrażają jedynie opinie autora.

Tomasz Budnikowski - prof. dr hab., pracownik Instytutu Zachodniego, ekonomista, zaintere-
sowania badawcze: rynek pracy w Polsce i na świecie, gospodarka Niemiec, katolicka nauka
społeczna.

Instytut Zachodni tel. +48 61 852 76 91, fax. +48 61 852 49 05
im. Zygmunta Wojciechowskiego email: izpozpl@iz.poznan.pl
ul. Mostowa 27A, 61-854 Poznań www.iz.poznan.pl
4z4

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful