m um

:
itófc :ssa
¡a■««. íj-«í
■ *£-?%£■
H í m I h I A
iiSS ■

4êw
;

- si «r
u.. wr-
im m pifSÄÄ
W00¿M:M¿
p ą p p S B ią B fe B lP
■ j

■O'*;,;.--.-:- ' - ■ , : ..¡ / r p.
P g ffö lra
g p j j g M i i i p f c ifcí- I
■y-, :“ ■
-. ■ ■/'*: :. V -'. ■■" ••■*; ;

p É lsilfiliiliil Ififé
iS liî l t 4„ ' T , -

ÍV -
I
' r

í § ‘ ; -J:*■i-\f ' f -
■ ilÉ S II . Ä ftÄ ^pg^üi
mm ¡Ü Ü
smA’rJíMiaíé#'*
SS:
r " -■'iHSf--àÿJ* /A .
iS Ü ïif . K-yy?:/ j
a"1'- ;>;:i :V:' ; '-V;7'.:^íí.-'-"í'-^-:.V-"v:'v>;-:í.;,-r,¡.-. i - : - . - " : ï ï .
fc-'.v^ ;7 v.0 :;-'r -"A .■':?.-'-,::"v;;:" ;;

v* -t1 , r‘ ' ¡ 's S m ' f® ill m > il - v’

ê'^Wk '': ^ & M :1 Ü 1 . ' ' . ^ ■■' “. A ' ‘" r .'' -;'C " Wjl

im . , . I '
mmmm
■ '( y \ . ‘
• : Í •
, :.;

B I B L I O T E K A W I E D Z Y T O M 18

DR A R T U R H A A S ^ r \ /%
P R O F . FIZYKI UNIW ERSYTETU W1EDEŃSK1EG

ZASADY FIZYKI
Ś W IA T Ł O — E L E K T R Y C Z N O Ś Ć
C I E P Ł O — M A T E R J A

Z 76 I L U S T R A C J A M I

PRZEŁOŻYŁ

DR . SZCZEPAN S Z C Z E N IO W S K I
PR O F. FIZYKI T E O R . UN. J . K A Z . WE LWOWI E

B I B L i
ftłfe fw w e g o Liceurx ^ 'o g itz n e g o
w G L IW IC C '~ i

Nr. V .‘

T R ZA SK A , E V E R T i M I C H A L S K I S. A.
WARSZAWA, KRAKOW SKIE PRZEDM IEŚCIE 13
GMACH HO TELU EUROPEJSKIEGO

TYTUŁ ORYGINAŁU
PH Y SIK FÜR J E D E R M A N N

¿U w

I dlA

•tefT

Si W

DRUKARNIA NARODOWA W KRAKOWIE

najważniejsze zdobycze i poglądy fizyki. Profesor Haas. profesora fizyki Uniwersytetu Wie­ deńskiego. otwie­ rających zupełnie nowe horyzonty przed fizyką. zarówno napisanych przez auto­ rów polskich. j a k i przekładów autorów zagranicznych. a zwłaszcza fizyki i astronomji. Jednakże książki popularne. wywołany przez odkrycie szeregu nowych. Brak było dotąd książki. bardzo doniosłych faktów oraz powstanie nowych teoryj. omawiając za­ równo zdobycze fizyki dawniejszej. potrafił w swych „Zasadach Fizyki” omówić w sposób przystępny. jakie ukazały się dotychczas w języku polskim. czy to oryginalne. zarówno . fizyka przeżywa dzisiaj okres niezwykle szybkiego rozwoju. czy też przekłady. autor zarówno uniwersyteckich podręczników fizyki. wybitny wzrost zainteresowania się ogółu czytającej publiczności ostatniemi zdobyczami nauk przy­ rodniczych. jak i szeregu książek popularnych. z pominięciem wszelkich wzorów matematycz­ nych. Świadczy o tem wymownie wzmożona poczytność szeregu popularnych książek z tych dziedzin. PRZEDM O W A TŁUMACZA. Poczytność*-fa' stoi bezwątpienia w ścisłym związku z fak­ tem. dotyczące otaczającego nas „makroskopowego” świata. jak i sukcesy fizyki dzisiejszej. któraby w jasny i przystępny sposób przedstawiała całokształt fizyki. napisana przez Artura Haasa. wkraczającej daleko w głąb „mikrosko­ powego” świata niedostrzegalnych dla nas bezpośrednio atomów. uwzględniały prawie wyłącznie ostatnie zdobycze fizyki. Lukę tę stara się wypełnić książka niniejsza. klasycznej. Od kilku już lat można zauważyć we wszystkich krajach.

dotyczących magnetyzmu ziemskiego. Tłumacząc książkę Haasa uwzględniałem w miarę możno­ ści wszelkie dane. inż. I. S zczen iow ski. bez której tłu­ maczenie książki niniejszej nie doszłoby wogóle do skutku. Kierownikowi Obserwatorjum Magnetycznego w Świdrze. p. . za stałą pomoc i współpracę. Dziękuję również P. S. oraz P. Kalinowskiemu. za łaskawe udzielenie mi danych. Prof. dotyczące stosunków polskich. E. S. Wasiutyńskiej za pomoc w zakresie polskiej terminologji telekomunikacyjnej. Bobrównie. Wreszcie szczególnie gorąco pragnę podziękować P. takie jak radjo. Rzymowskiemu za przejrzenie rozdziałów.klasycznej. N a szczególne podkreślenie zasługuje stale zwracanie przezeń w możliwie najszerszym zakresie uwagi na zastosowania techniczne fizyki. W związku z tem pragnę tu podziękować P . kinematograf ja i t. do­ tyczących radjotechniki i radjofonji. fotograf ja. Dr. jak i atomowej. I.

........................... ............ SPIS RZECZY Str......... Załamanie p o d w ó jn e .... Długości fal św ietln y ch .............................. D woisty charakter e le k t r y c z n o ś c i.... 70 23............... 44 16........................ Prąd p r z e m ie n n y ...................................... 84 26............................................................................................... 16 7........................................... 80 25...... Generatory prądu stałego i e le k tro m o to ry ............................................................................... ..................... K ondensator...................... N apięcie elek tryczn e.................. Uginanie ś w i a t ł a ............................ Fotografia i k in e m a to g r a fia ................................................................... 6 4........................ 53 18......................... Prędkość ś w i a t ł a ................ Elektromagnetyzm i pojęcie natężenia prądu .......... Zjawisko D o p p l e r a ....................................................... 67 22....................... 61 20................. Pole m agn etyczn e.............................. V Część pierwsza ŚWIATŁO 1..................................... Mikroskop i l u n e t a .............. B a r w y .............. Oświetlenie elek try czn e...................................... 34 13... 40 15................... Odbicie i załamanie ś w i a t ł a ............................. 37 14..................................................................... O k o ..... 28 11.................................. Widma p r ą ż k o w e ............. ...................................................................................... ........ ............ 87 27................................................... Energia kwantów ś w ie tln y c h ................................ 10 5............ 63 21..... 57 19................................................ ............................................... 21 9............. Teoria undulacyjna i teoria emisyjna........................... ........................................... 3 3........... .......................... ....................... ............ 19 8..... 14 6.................................... Polaryzacja ś w i a t ł a . Soczew ki.... Prądy in d u k cy jn e................................ 24 10......................................... Interferencja ś w ia t ła ...... 73 24..... 31 12........................... 91 ..... 1 2.......... Pole e le k t r y c z n e ..... 48 Część druga ELEKTRYCZNOŚĆ 17............................... Przedmowa t ł u m a c z a .. Opór e le k tr y c z n y ............

............................................................................ 28.. Zasady fizyki Str.......... Zmiany stanu skupienia.. ..................................... Równoważność ciepła i pracy.. 212 56........................... Motory sp alin ow e................................................................................................ R o ztw o ry .................. .................................................. .......... R a d io f o n ia ......................... Wzmacniacze la m p o w e ....................................................... Telegraf ............ Maszyny c h ło d z ą c e ............................................ 116 34....... Skraplanie g a z ó w ............................ 220 59..................... Atomistyczna budowa e le k tr y c z n o śc i................................................157 40............................................. 141 38..... Promienie R ó n tg e n a .................. ...............................228 61........... ................. 127 36.................................................. Atomistyczna budowa m a t e r i i ............................176 45................................ 108 32................................................ 231 ........... Entropia i n ie o d w r a c a ln o ść ............ 105 31................209 Część czwarta MATERIA 55.... 167 42. 97 29................................................................... Przekazywanie energii elektrycznej na odległość ................................................................................................................. 111 33. ..........198 52...................................... 132 37................ 225 60..................................................... Elektromagnetyczna istota ś w ia t ła ................................. ................... ...187 48....................... 100 30............................................206 54............................................ 189 49....215 57..........184 47.............................................. Przewodnictwo c ie p l n e ........................... T ran sform ator............................. 203 53...... 178 46............................................................................ Bezwzględne ciężary a to m ó w ........... Promienie a l f a ... Twierdzenie N e r n sta ............................................ Temperatura i ilość ciep ła.................................................................119 ................ Śmierć cieplna świata i Boltzmannowskie prawo en­ tropii ........ W ysyłanie fal elek tr y c zn y c h ..194 51... 145 39................... Promieniowanie c ie p ln e .... Turbina parowa...... Drgania e le k tr y c z n e ................... Jądro atom ow e........ P r o sto w n ik i....................................................... 173 44....... Film d ź w ię k o w y ........................ Odbiór fal e le k tr y c z n y c h ............................ 191 50....... 162 Część trzecia CIEPŁO 41........... Promienie k a to d o w e ............. 171 43...35.................................. Przekazywanie obrazów i widzenie na odległość ..............219 58.................................... Maszyna p a r o w a ....................................... T elefon........

........ ............... Spis rzeczy Str............................................... Budowa a to m u .................... 307 .............................................................................. Teoria kwantowa w id m ........................... Masa i en erg ia .......................................................... M e ta le ..292 75............ ............... 254 66.. 302 Spis rz e c z y ..........294 76.........................257 67............290 74................ 271 70.......... Fale m a te r ii.. 297 Skorowidz n a z w is k ................................................................................................ Rozbijanie a t o m ó w .................... 62............................ Układ periodyczny p ie r w ia s t k ó w ............................................... 300 Skorowidz rzeczowy......................... 285 73........................................................ Kinetyczna teoria m a te r ii....................................................................................................261 68............................... 280 72................. 241 64................................... Nieoznaczoność świata atom ow ego......................................................... 264 69............................ ................ W szechśw iat.......................................... Widma rentgenowskie ....................................................................................... Poziom y energetyczne atomów ...................... 236 63.......................................... 276 71....... Cząsteczki.. ■ ................... Neutron i dodatni e l e k t r o n ... P ro m ien io tw ó rczo ść........................................248 65...................

.

k tóra została ustalona dzięki niezwykle subtelnym pom iarom astronom icznym . wywarła głębokie wrażenie n a widzach. oraz prędkość. to dokład­ ność. trzeba znać dwie wielkości: odległość A rk tu ra od ziemi. p o ­ rów naj rod ział 39. w ystaw y wszechświatowej w Chicago. z ja k ą promień świetlny przebiega przestrzeń. czy też maleje.C Z Ę S C P I E R W S Z A Ś w i a t ł o i P R Ę D K O Ś Ć ŚW IA TŁA Scena.1 wysłany przed 40 laty przez gwiazdę A rktura. ja k a odegrała się w czasie otwierania na wiosnę 1933 r. Spostrzegł on. Pierwszym z badaczy. że w pierwszym w y p a d k u światło księżyców Jowisza przebywa drogę do ziemi w czasie dłuższym. z ja k ą tego dokonano. że możliwy błąd niewiele może przewyż­ szać milionową część znalezionej wartości. Ze znanych (na podstaw ie danych astronomicznych) odległości i z obserwowanych pozornych opóźnień chwil 1 P rom ień św ie tln y g w ia z d y p a d ł na k o m ó rk ę św ia tło c z u łą . iż zaćmienia księżyców p lanety Jowisza ulegają pozornemu opóźnieniu lub przyśpieszeniu. Przyczynę ty ch anomalii rozpoznał on w tym . O ile godne już jest podziwu. był duński astronom R o m e r . k tó ry zdołał obliczyć prędkość światła. czy odległość Jowisza od ziemi rośnie. aniżeli w w ypadku dru ­ gim. Aby określić czas. Fizyka współczesna zdołała bowiem ta k dokładnie określić prędkość światła. Zasady fizyki. zapalił za pośrednictw em odpowiednich urządzeń morze świateł na wystawie. żyjący w X V II s tu ­ leciu. jest zaiste zdumiewająca. w zależ­ ności od tego. w ciągu którego promień światła z A rktura był w drodze. 1 . że udało się wyznaczyć ta k olbrzymią prędkość. gdy promień świetlny.

Najdokładniejsze. dzielącą p ry z m a t od zwierciadła. światło zużywa zatem zaledwie siódmą część sekundy. że n a leża ło z a sto so w a ć m n ó stw o n a jr o z m a itsz y c h d o d a tk o w y c h p o m y słó w d o św ia d c z a ln y ch . umieszczonego na wysokiej górze. Obmyślane w ty m celu m etody dawały coraz doskonalsze wyniki dzięki stosowaniu coraz to nowych pomysłów eksperym entalnych. Położenia te były tego rodzaju. p ry z m a t wykonyw ał 1/8 1 P od a n o tu ta j n a tu ra ln ie ty lk o za sa d ę p om iaru M ich elson a. u zy sk a n ej przez M ich elson a. .Jasne jest. odbijając się od zwier­ ciadła). Dzięki symetrii p r y ­ zm atu istniało osiem wyróżnionych położeń. mógł następnie dobiec do odległego zwierciadła.1 Skutkiem tego w czasie pom iarów Michelsona obserwa­ tor mógł jedynie w tedy stale widzieć źródło światła (przy czym światło biegło drogą okrężną. ja k dotąd. trafić z powrotem na jedną ze ścian pry zm a tu tak . pom iary zostały dokonane w czasie od 1921 do 1926 r. udało się fizykom wyznaczyć prędkość światła również i p rzy pom ocy pom ia­ rów. że światło przebiega w ciągu jednej sekundy około'300. w odległości około 35 km od p ry zm a tu . gdy w czasie. po czym. po odbiciu się od niego. W pom iarach Michelsona główną rolę odgrywał ośmio­ k ątny.2 Z asad y fizy k i zaćmień zdołał Rom er już w 1676 r. n a d e r dokładnie określić prędkość świalła. Na wysokiej górze. równej długości obwodu ziemi na równiku.000 kilometrów. Poczynając od połowy X I X stulecia. idealnie sym etryczny. p ry z m a t szklany o ścianach doskonale odbijających. w k tó ry m światło przebiegało tam i z powrotem przestrzeń. w ykonyw ając między każdymi dwoma następującym i po sobie położeniami 1/8 cał­ kowitego obrotu. czynionych na ziemi. by ulec odbiciu do oka obserw atora. P ry z m a t ten mógł w ykonyw ać bardzo szybkie obroty dookoła swej pionowej osi symetrii. Na prze­ bycie odległości. Znalazł on mianowicie. które p ry z m a t ten zajmował kolejno w m iarę obrotu. umieszczono stosowne zwierciadło. padający z odpowiedniego źródła światła na wirujący p r y ­ zm at. . a ż e b y u m o żliw ić o sią g ­ n ięcie d ok ła d n o ści. przez amerykańskiego fizyka M i c h e l s o n a . że promień.

ilo ść ob ro tó w m ierzo n o za p o m o cą w id e łe k str o jo w y c h . W ykryły one fakt. czyni to. zapala drugą lampę.792 i 299. że wspólne działanie dwóch źródeł światła przewyższa działanie jednego i że dodanie św iatła do światła wywołuje wzmożenie jasności. ja k w ykażem y dokładniej w dal­ szych rozdziałach 2 tej książki. . Prędkość światła w ystępuje mianowicie również w najw aż­ niejszych wzorach nauki o elektryczności. Jednakże dokładniejsze obserwacje fizyczne w ykazały. 3 W ed łu g te o r ii w z g lę d n o śc i en erg ia rów n a się m a sie.3 Prędkość światła króluje dzisiaj we wszystkich działacli fizyki. jako najważniejsza spośród stałych. Na podstawie wielu setek o b se rw ac ji1 zna­ lazł Michelson za pom ocą tej m etody. k tó ry zapewne początkowo mógł się w ydaw ać bardzo nieo­ 1 P r y z m a t w y k o n y w a ł 5 3 0 o b ro tó w na sek u n d ę.800 km/sek. spodziewając się po­ lepszyć w te n sposób oświetlenie. 2 P a trz ro zd zia ły 28 i 58. prędkość światła odgrywa podstaw ow ą rolę. W codziennym życiu w y­ daje się nam zrozumiałe samo przez się. o wiele przekraczającą dziedzinę optyki. p orów n aj ro zd zia ł 7 5 . P ro m ie ń św ia tła p rzeb ie­ gał d rogę ta m i z p ow rotem w cią g u jed n ej 4 2 4 0 -te j c zęści sek u n d y . że prędkość światła wynosi 299. czyli w artość rzeczywista leży między 299. stanowi górną granicę prędkości. że przypuszczenie to nie zawsze jest słuszne. W fizyce współczesnej. w ystępujących w tej nauce.796 kilom etrów na sekundę. II DŁUGOŚCI F A L Ś W IE T L N Y C H Ktokolwiek w pokoju. p o m n o ż o ­ nej p rzez k w a d ra t p ręd k o ści św ia tła . sztucznie oświetlonym za pomocą lam py. Możliwy błąd nie wynosi p rzy ty m więcej ponad 4 kilom etry na sekundę. jakie mogą uzyskać cząsteczki m a te ­ rialne i wiąże wreszcie ze sobą dwa najbardziej podstawowe pojęcia fizyki — a mianowicie uznane dzisiaj za równo­ rzędne sobie pojęcia m asy i energii. D łu g o śc i fal św ie tln y c h 3 pełnego obrotu.

W w ypadku pierścieni Newtona następuje. W takich miejscach zachodzi. gdy rzucim y do niego kamień. pow tarzają się regularnie pewne własności. Y o u n g zdołał w po­ czątkach X I X stulecia nie tylko w ytłum aczyć powstawanie pierścieni Newtona. czyli t a k zwana interfe­ rencja. ujrzym y wówczas dokoła tego miejsca szereg na prze­ m ian ciemnych i jasnych pierścieni współśrodkowych (rys. wzajemne wygasza­ nie się działań obydwóch promieni. że przy współdziałaniu dwóch promieni świetlnych musi powstać ciemność wszędzie tam .l).X V II stulecia. któ ry miał się stać podstaw ą dalszego rozwoju nauki o świetle: że mianowicie wzdłuż promienia świetlnego. Ten stały odstęp nazyw am y długością fali promienia świetlnego — jest to określenie. były t a k zwane pier­ ścienie Newlona. np. znane dziś każdem u dzięki radiotechnice. W takich falach w odnych zmieniają się kolejno grzbiety fal z ich dolinami. Opierał się on na przeświadczeniu. Fizycy X V II i X V I I I stulecia rozwinęli dalej te w y o b ra ­ żenia i przyrównali przebieg rozchodzenia się światła do znanego dobrze każdem u rozchodzenia się fal. J u ż N e w t o n wyciągnął z tego zjawiska wniosek. lecz naw et obliczyć rzeczywistą długość fal świetlnych. szkło od okularów) na płytce szklanej i. oświetlając ją promieniami określonej barw y. gdzie grzbiet fali jednego promienia spotka się z doliną drugiego. w y k ry ty m przez fi­ zyków już w drugiej p o i. odbitym i od szklanej soczewki. pow stających na powierzchni jeziora. jak to zostało zrozumiane przez Younga. według poglądu Younga. Pierwszym zjawiskiem tego rodzaju. decydujące o zachowaniu się optycznym promienia. . będziemy oglą­ dać miejsce zetknięcia się soczewki ze szkłem przez m ikro­ skop. żółtej. podobną zmianę grzbietów i dolin p rzy jm u ją fizycy i w fałach świetlnych. interferencja promieni odbitych od płytki szklanej z promieniami. Posługując się tym i w yobrażeniami. co pewien okre­ ślony odstęp.4 Z asad y fizy k i czekiwany: że mianowicie w pewnych w y padkach dodanie światła do światła w ytw arza miejscami ciemność. Gdy położymy soczewkę o niedużej krzywi- źnie (np.

000 km na sekundę. 1. . przez długość fali. Częstością drgań nazwiemy liczbę.1 Z najdujem y 1 M usim y p o d zielić 3 0 m ilia rd ó w p rzez 59 m ilio n o w y c h . k tóra wskazuje. W ciągu okresu czasu. ab y zatem znaleźć np. Pierścienic Newtona. J a k już wyżej powiedziano.000 km. że grzbiety i doliny fal n a stępują po sobie w pewnej kolejności czasowej. niż w świetle czerwonym. przebieganego przez fale. to zauw ażym y. D ługości fal św ietlnych 5 Zrozumienie tych zjawisk pozwoliło Youngowi obliczyć długość fal świetlnych. będziemy obserwować pewne określone miejsce. ilekroć w ciągu sekundy powstaje w ty m sam ym miejscu grzbiet fali. fala świetlna przebiega 300. rów ną częstości drgań. ja k ce n ty m etr do długości 200 m etrów. należy podzielić 300. przy czym przez tę jednostkę (na­ zwaną ta k na cześć pewnego fizyka szwedzkiego) rozum ie­ m y jed n ą stomilionową część c e ntym etra. gdyż — ja k wskazuje doświadczenie — w świetle niebieskim pierścienie pojaw iają się w mniejszych odstępach pomiędzy sobą. wynosi 5900 jed ­ nostek A n g ś t r ó m a . wiąże się bezpośrednio pojęcie częstości drgań. W yznaczona m e­ todą Y ounga długość fali światła żółtego. wyrażoną również w ce n ty m etrac h . sól kuchenna w palniku gazowym . Z pojęciem długości fali Rys. przeliczone na c entym etry. fala przesuwa się naprzód dokładnie o jed n ą długość fali. Długość ta okazuje się różna dla róż­ nych barw. jakie w ytw arza np. Długość fali świa­ tła żółtego znajduje się więc w takim mniej więcej stosunku do c e ntym etra. częstość drgań światła żółtego. podczas którego odbyło się jedno pełne drganie w pew nym określonym miejscu. A więc w ciągu jednej sekundy fala posuwa się naprzód o liczbę długości fal. Jeżeli wew nątrz obszaru.

które zwiemy białym. że p ry zm a t odchyla najmniej promienie czerwone. k tó ra dalej poprzez zieleń i błękit przechodzi nareszcie w fiolet. i podchw ytując na białym ekranie promienie. że światło. Tę sam ą kolejność barw. odpowiadające rozciągłości głównych barw w widmie. rys. ta k zwane widm o. wybrane i uszeregowane w cudownej prawidłowości. Okazuje się przy tym . Z bogatej różnorodności otaczających czło­ wieka barw w ystępują w ty m wspaniałym . któ ry m n a d a je m y w ym iary. rzucając na tró jk ą tn y szklany p ry z m a t wiązkę promieni świetlnych. od­ chylone przez p ry zm a t (rys. Jeżeli jednak. jakie wywiera na uczucie i w yobraźnię człowieka zjawisko tęczy. przepuszczonych przez w ąską szczelinę. pomalowawszy . że światlcTżółte w ykonyw a w ciągu sekundy olbrzym ią ilość drgań. złożoną z promieni o rozm aitych barwach tęczy. ja k sekunda do 30 milionów lat. Po czerwieni następuje barwa pom arańczow a.6 Z a sa d y fizy k i stąd. przez n a tu rę stworzonym widowisku barw y najczystsze i najpiękniejsze. stanowi rozkładalną na części mieszaninę. 2). jak to pokazał N e w t o n . III BARWY Podania i poezje wszystkich ludów świadczą o głębokim wrażeniu. znajduje się on w takim mniej więcej stosunku do sekundy. Równie łatwo możemy się o ty m przekonać. zro­ bimy w ekranie m ały otworek i przepuszczony przezeń promień określonej barw y rzucimy na drugi p ry zm a t. za nią żółta. k tórych już dalej nie możemy rozłożyć. 2). W ten sposób zostało dowiedzione. to nie wywołam y już żadnej więcej zm iany barw y (p. dzieląc okrągłą tarczę na wycinki. Gdy w praw im y tarczę w szybki ruch obrotowy. m ożna rów­ nież otrzym ać. Czas trw ania jednego takiego drgania jest zatem nie do pojęcia krótki. najwięcej zaś fiołkowe. wynoszącą około 500 bilionów.

2. Trudno jest ustalić miejsce Rys. po­ zwala zastąpić jakościowe i subiektyw ne pojęcie barw y ilo­ ściowym i obiektyw nym poj ęciem długości fali. że czer­ wonej granicy widm a odpowiada długość fali około 8000. 2 U ż y w a m y w y ra zu b ilio n w zn a czen iu m ilion m ilio n ó w .1 Odkrycie Y ounga. 3. a fioł­ kowej około4000 jednostek Ang- stro m a i że w m iarę przecho­ dzenia od czerwieni do fioletu wkolejności barw tęczowych dłu­ Rys. a rozpoczyna błękit. . że widmo słoneczne 1 N ie m o żn a u n ik n ą ć sza reg o o d cien ia . faktu. opisane w poprzednim rozdziale. cz y li w zn aczen iu d w u n a stej p o tę g i d ziesięciu (1012). wydaje się ona nam prawie białą. B arw y 7 uprzednio wycinki odpowiednimi barwami. Częstość drgań wycji (schematycznie). N icrozkładalność barw widmo- gość fali maleje. g d y ż u ż y w a n e z w y k le fa rb y m a la rsk ie n ie są c z y s ty m i b a rw a m i w id m o w y m i. Jednakże do­ k ładna orientacja w widmie stała się możliwa po wykryciu przez F r a u n h o f e r a w 1801 r. gdzie kończy się zieleń. zwiększa się odpowiednio od 400 bilionów dla czerwieni do około 800 bilionów dla fioletu.2 Rozróżnianie poszczególnych barw widmowych jest n a ­ turalnie w dużej mierze dowolne. Okazało się. Prążki Fraunhofcra.

ja k tylko falami świetl­ nymi o niezwykle dużej długości. że fale. Czułość błony fotograficznej nie kończy się bynajm niej przy 4000 i 8000 jednostek Angstro- ma. 3). 2 Por. . przewyższają zatem długość fali światła widzialnego dokładnie sto tysięcy razy. W iadomo. W 1888 r. H e r t z 2 wykrył. lecz jednak tylko w znaczeniu s ubiektyw nym . iż działanie cieplne promieni słonecznych sięga daleko poza kraniec czerwony. Poza ty m możemy przekonać się za pomocą term om etru. 32. Fizykom udało się w ykryć promieniowanie podczerwone i nadfiołkowe już około 1800 r. i roz­ ciąga się daleko poza fiołkowy koniec. że działanie zaczerniające światła zwiększa się w kierunku od czerwieni do fioletu.1 pozo­ s tają dla nas niewidzialne i możem y je dostrzec tylko na drodze pośredniej. Najsilniejsze z ty ch ta k zw anych prążków Fraunhofera zostały oznaczone w kolejności od czerwieni do fioletu przez duże łacińskie litery od A do Ii (por. okaże się wówczas. nie są niczym innym . nie obiektyw ­ nym. 1 Z am iast w yra zu p o d czerw o n e u ży w a się cza sa m i w yrazu in fraczerw on e. które każdy sam może wykonać. Czerwień i fiolet stanowią bez w ątpienia granice widma. lecz poza fiołkowym krańcem widma jest jeszcze silniejsze. przekonywa nas o istnieniu tych niewidzialnych barw. otrzym ane za pomocą czysto elektrycznych przyrzą­ dów (fale te miały wkrótce odegrać nader w ażną rolę jako fale radiowe). a naw et najkrótsze fale radiowe m ają jeszcze długość kilku centym etrów. Jednakże znajdujące się poza tym i granicam i prom ie­ nie.8 Z asad y fizy k i jest poprzecinane licznymi czarnymi prążkam i o dokładnie stałym położeniu. rozdz. które zwane są nadfioletowymi i podczerwonymi. Te dwie barw y wyznaczają jedynie granice zdolności dostrzegania naszego oka. niż w obrębie widma widzialnego. rys. Proste doświadczenie. Spró­ bujm y umieszczać zwykły fotograficzny papier kopiowy w rozm aitych miejscach widm a. iż długości fal większości stacji nadawczych wynoszą setki m etrów.

gdy m uzyka tylko siedem. jednakże współczesna fizyka doświad­ czalna potrafiła wypełnić przepaść tę całkowicie. T ak wąskie są granice poznawalno- ści naw et dla najdoskonalszego organu zmysłów ludzkich. gdy poprzednio wymierzono już promienie podczerwone o długości jednej trzeciej milimetra. ta k tó ra zawiera w sobie barw y tęczy od czerwieni do fioletu. Do ob­ szaru bowiem długości fal. tylko o niesłychanie malej długości fali. niż czerwieni. przez otrzym yw anie coraz to krótszych fal p rzy pomocy w yładow ań elektrycznych. że w muzyce ton o podwójnej ilości drgań na sekundę nazyw am y o oktaw ę wyższym. Podobnie. że są również świa­ tłem. wynoszących od kilku dziesią­ tych m ilim etra do jednego m ilim etra.1920 udało się w ytw orzyć fale elektryczne o długości zaledwie jednej dziesiątej m ilim etra. 61. co do któ ry c h przekonano się. T ak olbrzym ia przepaść dzieli dwa zjawiska identyczne co do swej istoty. Jednakże.1 Jeżeli zaliczymy promienie podczerwone i nadfiołkowe do światła. przy czym przezwyciężono szereg trudności przez zastosowanie genialnych pomysłów doświadczalnych. J u ż okołor. krok po kroku. zba­ danie dziedziny promieni nadfiołkowych zostało dokonane stopniowo. B arw y 9 Ponieważ fioletowi odpowiada dwa razy większa ilość drgań. przez badanie promieniowania podczerwonego. fizycy opanowali około sześciu ok taw w przedłużeniu widzialnego fioletu i w ten sposób nawiązali od strony optycznej łączność z dziedziną prom ieni Rónlgena. jest widzialna dla oka. ja k i od strony elektrycznej. m ówimy czasami. pochodzi to stąd. . badania doświad­ czalne przeniknęły z obydwóch stron: ta k od stro n y optycz­ nej. Ale z piętn a stu oktaw optycznych jed n a tylko jedyna. to n a w e t bez fal radiowych i bez promieni R ónt- gena o p ty k a obejm uje piętnaście oktaw . rozdz. 1 Por. W ty m znaczeniu najkrótsze fale radiowe leżą około siedem nastu o k taw niżej od widzialnej czerwieni. ja k w dziedzinie promieni podczerwonych. że widmo widzialne obejm uje jedną oktaw ę. oczywiście rozumianego w szerszym znaczeniu tego w yrazu.

G r i m a 1di od­ krył zjawisko ugina­ nia się światła. obserwującego n a ­ turę. W p u ­ szczał on światło przez m ały otworek do Rys. 4. przykłady takich zjawisk . 5 i 6 wyobrażają.ciemnego pokoju i U - stawiał na drodze bie­ gnącej z otworka smugi świetlnej przedm ioty o ostrych krawędziach. a więc ulega ugięciu. 4. a skutkiem tego oświetlone ciała nieprzezroczyste rzu­ cają ostro ograniczone cienie. odchyla się od kie­ runku prostolinijnego. że. Rys. Nie m ożna za­ tem dostrzec niczego poza nieprzezroczystą przeszkodą. według nowo­ czesnych zdjęć fotograficznych. IV U G IN A N IE ŚW IA TŁA Do pierwszych spostrzeżeń człowieka. m usim y oczekiwać. Jednakże. działanie świa­ tła powinno dać się od­ czuć i w bezpośrednim otoczeniu prostolinij­ nych torów promieni. p rzy czym na brzegach cieniów powstaje szereg na przem ian ciemnych i jasnych prążków. Zjawiska uginania światła na wąskiej prze. pomimo to. już około 1660 r. że światło. s k u t­ kiem falowej n a tu r y światła. należy stwierdzenie. przechodząc obok tych krawędzi. Istotnie. że światło rozchodzi się po liniach prostych. Grimaldi zauważył wówczas.

W ytłum aczenie zjawisk ugięciazapomocąpojęcia fal świetlnych nie było łatwe. po­ glądzie. dlaczego w ugiętym . U g in a n ie św ia tła 11 ugięcia. opierało się na dwóch pod­ staw ach: na wypow iedzianym już przez H u y g e n s a . ta k zwanych fal cząstkowych. udało się to po raz pierwszy około 1820 r. k tó ry pierwszy był twórcą ścisłej teorii światła. F r e s n e l o wi. zwłaszcza w świetle jednorodnym . że k a ż d y p u n k t na powierzchni fali staje się samo- Rys. 6. ty m wyraźniej jest widoczne ugięcie. U ginanie światła na otw orku kolistym. Im węższy jest przedm iot uginający. 5. U ginanie światła na szczelinie prostokątnej szerokości 7* nam. że te fale cząstkowe skutkiem interferen­ cji wzm acniają się i osłabiają wzajemnie. Zasad­ niczo Wyjaśnienie Fresneltl Rys. dzielnym źródłem nowych fal. To wyjaśnienie tłum aczy również. oraz na założeniu.

do czego najlepiej jest posługiwać się sialką dyfrakcyjną. w tedy. n a to ­ m iast AB. j a k w ynika z teorii inter­ ferencji. który tworzą promienie z prostopadłą do siatki. składających się z równoległych. o trzym ujem y pierwszy jasny p rą ­ żek pod k ątem ugięcia. 7 literą cp. znajdujących się w jednakow ych odległo­ ściach od siebie. 2000 szczelin na długo­ ści jednego milimetra. — szczeliny. FG itd. Działanie siatki tego rodzaju jest przedstawione schem a­ tycznie na rys. gdy odcinek A A ’ równa się długości fali lub też podwójnej. cieniutkich rys. gdzie należy oczekiwać największej jasności dla światła zielonego lub niebieskiego. drugiego. w yobrażają rysy. Najlepsze siatki optyczne liczą ok. BC. nosi nazwę k ą ta ugięcia. trzeciego rzędu itd. szczelinę. potrójnej itd. wychodzące z A i C. przedstaw iająca tzw. Skutkiem tego można za pom ocą ugięcia otrzym yw ać widm a. a to zachodzi wówczas. Siatką dyfrakcy jną nazyw am y szereg wąskich szczelin równoległych. E F itd. drugi jasn y prążek pod k ą te m ugięcia. Dwa promienie wzm acniają się bowiem w tedy. Odpowiednio odróżniamy więc k ą ty ugięcia pierwszego. CD. Na rysunku prze d sta ­ wiono wiązkę promieni świetlnych. spuszczonej z p u n k tu C na kierunek promienia. Gdy światło jest jednobarwne. gdy odległość A A ’. oznaczony na rys. 7. w k tórych falc czerwone najsilniej wzm acniają się. Najczęściej używa się siatek. dla którego A A ’ równa się jednej długości fali. równa się całkowitej długości fali lub jej wielokrotności. w zm acniają się. jej wartości.12 Z asad y fizy k i świetle białym w ystępują barw ne pasm a zam iast jasnych i ciemnych prążków. K ąt. . nie mogą na ogół pokrywać się z tym i miejscami. DE. Od­ stęp pomiędzy dwiema sąsiednimi rysami tworzy. pa d a ją c y ch ukośnie na siatkę. A ’jest podstaw ą prostopadłej. „różnicę dróg“ obydwóch promieni. Promienie. nakreślonych n a po­ wierzchni płytki szklanej lub metalowego zwierciadła. gdy ich grzbiety falowe spo­ ty k a ją się ze sobą. wzajemnie. dla którego AA’ jest równe dokładnie dwom długościom fali itd. Tc miejsca bowiem. przechodzącego przez A.

ile rys p rzypada na długość jednego centym e­ tra. dzięki czemu po­ w stają najrozm aitsze barw y mieszane. Siatka dyfrakcyjna. przy ty m czerwień jest odchylona silniej niż fiolet. 7. Zastosowanie siatki do wyznaczania długości fali nie ogranicza się oczywiście tylko do obszaru promieni widzial­ nych. . sia te k w k lę sły c h ) b y ło za słu g a a m ery k a ń sk ie g o fizy k a R o w - l a n d a (ok oło 1880 r. gdyż R ys. przy k tó ry m m usim y zwa­ żać na zupełną równość 1 odstępów między rysami. długość fali można mierzyć za po­ mocą siatki dyfrakcyj­ nej z dokładnością do jednej milionowej. W ten sposób pow stają piękne widm a siallwwe.). O ile chodzi o barw y widzialne. N atom iast niebieskofiołkowa część widma trzeciego rzędu nakryw a już czerwoni) część w idm a drugiego rzędu. szerokość szczeliny je s t znana. po jego ugięciu prążki rozm ai­ tych barw u k ład a ją się obok Siebie. m ożna zatem. widmo drugiego rzędu jest jeszcze całkowicie oddzielone od widma rzędu pierwszego. zbliżające się coraz bardziej do białej. znając szerokość szcze­ liny. pomiary zaś kątów mogą być poczynione w sposób bardzo do­ kładny. w yznaczyć długość fali. U gin an ie św iatła 13 Mierząc k ą t ugięcia. jeżeli wiemy. każdej barwie odpo­ wiada inny k ą t ugięcia. Ponieważ wykonanie siatki. Gdy na siatkę pada światło białe. w k tórych barw y następują po sobie w porządku swych długości fal. Za pomocą odpowiednio zbudow anych siatek można 1 W y k o n a n ie po raz p ierw szy n ie z w y k le d o k ła d n y c h sia te k (tz w . może osiągnąć nadzw yczajną precyzyjność. a w wyższych rzędach widma n a k ła d a ją się na siebie coraz bardziej.

10. por.14 Z asad y fizy k i było rozciągnąć m etody b a d a ń widmowych daleko w głąb podczerwieni. patrząc przez tkaninę parasola (która stanowi pewien rodzaj płaskiej siatki) na latarnię uliczną. W idać to stąd. gdy odciśniemy powierzchnię perłowej macicy na czarnym laku i od tego odcisku będziemy odbijać światło. ty m mniejsza musi być również szerokość szcze­ lin. na tym oparta jest piękna gra barw perłowej macicy. gdyż widma ugięcia nie mogą być otrzym ane zwykłą m e­ todą. 1 wymierzyć za pomocą siatek. Arturowi C o m p t o n o w i . Piękne zjawiska ugięcia o trz y m am y również. kiedy długość fali jest znacznie mniejsza od szerokości szczeliny. Do atm osferycznych zjawisk ugięcia należy znane zjawisko lisiej czapki dokoła księżyca lub słońca — powstaje ono. am erykańskiem u fi­ zykowi. około dziesięciu tysięcyrazy mniejsze długości fal rentgenowskich. które przez dłuższy czas w ydaw ały się nie do pokona­ nia.2 Powierzchnie o subtelnej budowie warstwowej w ykazują wspaniałe zjawiska barwne w świetle o d bitym . Zastosowanie ich w dziedzi­ nie najkrótszych fal nadfiołkowych nastręczało dużo t r u d ­ ności. Dzięki bardzo oryginalnem u pomysłowi doświad­ czalnemu udało się jednakże w 1925 r. że tę sam ą grę barw otrzym am y. V I N T E R F E R E N C J A ŚW IA TŁA Założenie istnienia interferencji fal świetlnych pozwoliło nam wyjaśnić w sposób prosty powstawanie pierścieni New­ 1 W y z y sk a n o tu ta j z ja w isk o c a łk o w ite g o o d b icia . rozdz. używanych do badania światła widzialnego. rozd z. Rów­ nież i w obszarze promieni nadfiołkowych siatki d y fra k ­ cyjne oddały największe usługi. gdy niebo pokryte jest lekkimi chm urkam i. 2 Por. . przy czym do promieni podczerwonych o bar­ dzo dużej długości fali zastosowano siatki z drutów . Im mniejszy jest mianowicie rząd wielkości mierzonej długości fali. 61. W zjawisku tym chodzi tylko o pewne zależności geometryczne.

doznały niepowodzenia. najm niejsza dla fioł­ kowego. w któ ry c h zastosowano dwa niezależne od siebie źródła światła. dlaczego Fresnel użył do swego doświadczenia nie n a turalnych. że wszystkie poprzednie pró­ by. m ogłyby bezpośrednio interferować ze sobą. a mianowicie obrazówr w zwierciadłach. 8). w k tó ry m promienie. W doświadczeniu ty m pionowa szczelina. przyjm ując. że za­ chodzi wzajem na interferencja promieni. biegnących od obydw u obrazów. wychodzące z dwóch źródeł światła. Zrozumiałe więc jest. gdy 1 T ę z g o d n o ść n a z y w a m y sp ó jn o ścią . które z kolei możem y uważać za dwa sąsiednie źródła światła (rys. że jedynie wówczas. że mogą powstać zjawnska interferencyjne. In terferen cja św ia tła 15 tona i zjawisk ugięcia.1 Zjawiska interferencji w y stę p u ją naw et wówczas. istnieje pomiędzy nimi t a k daleko posunięta zgodność. . Było to je d n a k spowodowane tym . gdy oba spotykające się promienie po­ chodzą z tego samego źródła światła. że fizycy dążyli do bezpośredniego stwierdzenia n a tu r y falowej światła za pom ocą doświadczenia. ja k można “ '"“ dimi“ 1“ “ ' było z góry przewidzieć. Jeśli w odległości kilku m etrów od zwierciadeł ustaw im y biały ekran. prążki są więcej lub mniej rozsunięte. ukaże się na nim wów­ czas szereg prążków na przem ian jasnych sndiwśkfeioTofwfadi i ciemnych. nachylone pod bardzo m ałym kątem . Po długich i bezowocnych wysiłkach rozmaitych badaczów stwierdzenie doświadczalne takiego zjawiska po­ wiodło się F r e s n e l o w i w roku 1824 za pomocą słynnego doświadczenia ze zwierciadłami. Zależnie od barw y użytego światła. odległość między nimi jest największa dla światła czerwonego. Są one ta k ułożone. rzuca promienie na dwa zwierciadła. lecz sztucznych źródeł światła. W ten sposób po w sta ją dwa bliskie siebie obrazy szczeliny.silnie naświetlona światłem jednobarw nym . Doświadczenie wykazało. Na razie może w ydać się dziwne.

Pierwsza. Udało się otrzym ać interferencję promieni 0 „różnicy dróg“ .3 1 S tw ierd zen ie tak d a lek o p o su n iętej z d o ln o ści in terferen cy jn ej u d ało się L u m m e r o w i i G e h r c k e m u . zajm ujący się zagadnieniami optycznym i. co Huygens — teorii undulacyjnej. n a tu ra ln ie n ie ch o d ziło tu o d rogi w zd łu ż lin ii p rostej. jednakże N ew ton umyślnie uchylił się od wyraźnego przyjęcia jakiejś określonej hipotezy. H u y g e n s w 1680 roku. dzielili się na dwa obozy. które stały niegdyś w zupełnej sprzeczności ze sobą: były to teorie undulacyjna 1 em isyjna. T eoriaem isyjnaznalazłam ocne oparcieprzede wszystkim wfakcie prostolinij nego rozchodzenia siępromieni świetlnych. W edług d ru ­ giej światło miało składać się z drobniutkich ciałek.2 a więc tyleż drgań zostało w ykonanych przez źródło w okresie czasu pom iędzy chwilami wysłania ty ch promieni. 3 P r o sto lin ijn y b ieg p rom ien i św ie tln y c h b y ł w e g łu g teorii em isy jn ej n a tu ra ln y m w y n ik ie m zn an ej z m ech a n ik i z a sa d y b e z ­ w ła d n o ści. ujm ow ała światło jako ruch falowy tajemniczego „eteru świetlnego“ . zwanych korpuskułam i. dotyczącej n a tu r y światła. VI T E O R IA U N D U L A C Y JN A I T EO R IA E M IS Y J N A Dużo miejsca w historii optyki zajm uje trw ająca dwie­ ście lat w alka pomiędzy teoriam i światła. Dopiero uczniowie jego z całą stanowczością przyjęli ujęcie korpuskularne i od tej chwili na przestrzeni dwóch blisko wieków fizycy.1 O tak dużą liczbę długości fal różnią się drogi. 2 R ó żn ica dróg w y n o siła w te d y k o ło je d n e g o m etra . Podw aliny emisyjnej teorii światła położył N e w t o n mniej więcej w ty m sam ym czasie.600.000 długości fal. w yrzucanych stale przez świecące s u b s ta n ­ cje. przebyte przez dwa promienie od wspólnego źródła do miejsca wzajemnego spot­ kania. ja k wspom ina­ liśmy wyżej. której początek dał. . wynoszącej 2.16 Z asad y fizy k i w czasie pomiędzy wysłaniem jednego a drugiego z dwu in- terferujących ze sobą promieni źródło światła wykonało wiele tysięcy drgań.

rozdz. a. Około 1900 r. posiadają ściśle określony i zmierzony ładunek u jem ny oraz również ściśle określoną i zmierzoną masę. pędzące z olbrzym ią prędkością. p rzy czym każdy z ty ch ak tó w pozostaje bez zmiany. a mianowicie 9. Od połowy X I X stulecia emisyjna teoria w ydaw ała się wobec tego pogrzebana na zawsze. iż zwiększenie natężenia światła (w dziedzinie widzialnej powiedzielibyśmy — zwiększenie jasności) w żadnym w y­ p a dku nie zwiększa prędkości wyswobodzonych elektronów. Jeśli bowiem pogląd taki jest słuszny. GO Zasady fizyki \ . a więc każdy w y latujący elektron uzyskuje zawsze tę sam ą 1 Par. ta k zwane elektrony. to zwiększenie natężenia światła oznacza tylko zwiększenie liczby trafiających powierzchnię m etalu cząstek świetlnych i ty m sam ym zwiększenie liczby ak tó w wyrzucania elek­ tronu. jednakże na początku X X stulecia fizycy poznali zupełnie niespodziewanie nowe zjawiska i zależności. które zmusiły ich do wznowienia dawno porzuconej teorii korpuslcularnej.. że światło składa się z oddzielnych cząstek i że pojedyncze elektrony są wyzwalane przez pojedyncze cząstki światła. zwiększa jedynie ich liczbę. gdy F r e s n e l za po­ mocą swego doświadczenia ze zwierciadłami wykazał bez­ sprzecznie. Do zjawisk tych należało przede wszystkim ta k zwane zjawisko fotoeleklryczne.1 Lecz jeszcze osobliwsze było związane z ty m spostrzeżenie.przeciwko emisyjnej. Z p u n k tu widzenia teorii undulacyjnej ten wynik badań w ydaje się zupełnie niezrozumiały. zmusza on nas raczej do wniosku. przekonano się. Poczynając już od końca X I X w. Również i zjawiska ugięcia światła zdawały się przem aw iać za teorią undulacyjną. że światło dodane do światła może wywołać ciemność.10-28 gr. fizycy w iedzieli— ja k to zresztą będzie jeszcze dokładnie omówione w innych rozdziałach tej książki — iż najm niej­ sze w ogóle istniejące cząsteczki m aterialne. T eo ria u n d u la e y jn a i te o ria em isyjn a 17 lecz zwolennicy jej musieli zamilknąć. w yrzucają takie elektrony. na które pada światło fiołkowe lub nadfiołkowe. iż m etale.

pojawienie się zwierząt ssących w danej okolicy było mało praw dopodobne. osiągnięte w ciągu X I X stulecia.18 Z asad y fizy k i prędkość. że w tej okolicy zwierzęta ssące wytępiły się wzajemnie. w której widziano już tylko ciekawostkę historyczną. zo­ stała nagle zrehabilitowana. Dopiero w X X stuleciu uświado­ mili sobie fizycy. jak przedwczesny jest taki wniosek. nie podlegały jednak żadnej wątpliwości. to na podstawie doświadczenia tego należało by przyjąć. Rozum owano bo­ wiem w następujący sposób: jeśli teoria em isyjna jest słusz­ na. dawno porzucone naiwne błądzenie przeszłych czasów. co prze­ cież wydaje się absurdalne. iż w pewnej okolicy b rak zwierząt ssących. W jaki sposób jednakże można było tego dokonać? Do­ świadczenie. . możemy na to m ia st p rzy­ jąć. że zarówno korpuskularne. Mo­ żemy przekonać się o ty m za pomocą bardzo prostej analo­ gii. wysuwane zawsze przeciwko teorii emisyjnej. klim atu itp. O ptyczna teoria emi­ syjna. ja k i undula- cyjne ujęcie zjawisk świetlnych jest słuszne i że powinno zatem być możliwe uzgodnienie obydwóch teorii. że barw a światła pozo­ staje wciąż bez zmiany. Przypuśćm y. że w miejscach ciemnych korpuskuły świetlne zniszczyły się nawzajem (co istotnie tru d n o by było sobie wyobrazić). Znakom ite sukcesy teorii undu- lacyjnej. Podobnie powstawanie prążków interferencyjnych w do­ świadczeniu Fresnela ze zwierciadłami nie musi być b y n a j­ mniej tłumaczone w ten sposób. Przyjm ie on raczej. a mianowicie fakt. że prawdopodobieństwo trafienia cząstki w takie miejsce jest niezmiernie małe. iż skutkiem własności gleby. roślinności. Zakładam y naturalnie. Nie wyciągnie on jednak stąd zapewne wniosku. przemawiało na pozór raz na zawsze prze­ ciwko wszelkim usiłowaniom tego rodzaju. że pewien zoogeograf ustalił. że światło dodane do światła może w y­ wołać ciemność. że cząsteczki świetlne mogą się niszczyć nawzajem . Fizycy musieli więc dojść do przeświadczenia. Zjawisko fotoełektryczne wyraźnie ujawniło istnienie in­ dywidualnych korpuskuł świetlnych.

jak w ia d o m o . siła ta może być uw ażana za m iarę energii cząstki świetlnej. przy czym za najprostszą formę pracy m ożem y uważać podniesienie pewnego ciężaru na określoną wysokość. jeżeli zjawiska te ujm iem y z p u n k tu widzenia stalyslyczncgo. ja k to już widzieliśmy. które w ynikają z założeń teorii undulacyjnej i które mogą być rozpatryw ane jako praw a fal świetlnych. Jeżeli więc ta k . Energia kw antów św ietlnych 19 Teoria k o rpuskularna daje się więc zupełnie dobrze po­ godzić z zaobserwowanymi zjawiskami interferencji. 1 E n ergia k in e ty c z n a w y r a ż a się. z p u n k tu widzenia n a to ­ m iast teorii korpuskularnej raczej przez energię. gdzie p a d a ich mało. Ale ze statystycznego p u n ­ k tu widzenia ruch korpuskuł świetlnych podlega ty m wła­ śnie praw om . powstaje zasadnicze p ytanie: jaki związek istnieje pom iędzy energią jednej czą­ stki świetlnej a długością fali lub częstością drgań? F o rm u ­ łując dokładniej to zagadnienie. p o ło w ą ilo ­ c zy n u m a sy ciała przez k w a d r a t jeg o p ręd k o ści. przy p a d a ją c y w udziale poruszającem u się ciału dzięki jego ruchowi i zwany siłą żywą lub energią kinetyczną ciała.k tó ry wybiega z określoną silą żywą. zielonej lub niebieskiej cząstki świetlnej? Energia w znaczeniu fizycznym oznacza zdolność w yko­ nania pewnej pracy.1 Gdy energia cząstki świetlnej zostaje zużyta na w y­ swobodzenie e le k tro n u . czy też częstość drgań. Jasność zn a jd u jem y ta m . p r z y p a d a ­ jącą na poszczególne korpuskuły. je s t scharakteryzow any przez swą długość fali. składające się na prom ień świetlny. Najlepiej znanym przykładem energii je s t zasób pracy. uznam y obie te teorie za równorzędne. V II E N E R G IA K W A N T Ó W Ś W IE T L N Y C H Z p u n k tu widzenia teorii undulacyjnej promień światła. ja k to czyni fizyka współczesna. gdzie trafia dużo cząstek. z a p y ta m y : ja k wielka jest energia czerwonej. 2* . ciem­ ność ta m .

że energia cząstki świetlnej jest tym większa. je d n a k że w y r u g o w a n ie z d a n y c h p om ia ro w y ch tej p racy . niż w innych. wówczas wnio­ skujem y stąd. jest to mniej więcej praca. Doświadczenia. że zmiana barw y. z większą prędkością. jak a zostaje zużyta. która może podnieść ciężar jed ­ nego kilograma na wysokość jednego m etra. p o trzeb n ą do w y rw a n ia elek tro n u z m eta lu . t a k zwanego erga. . n ie p rzed staw ia ża d n y ch tru d n ości. n a le ż y u w z g lę d n ić je sz c ze p racę. Energia 1 O gólnie biorąc. że mianowicie energia cząstki świetlnej zależy jedynie i wyłącznie od jej częstości drgań i jest do tej częstości proporcjonalna. zaczerpnię­ tego ze znanej powszechnie gry w kręgle. W analogiczny sposób m ożem y wywnioskować z obserwacyj zjawiska fotoelektrycznego. odwołując się do porównania. Ściślej związek między tym i jednostkam i jest n a stępujący: 98 milionów ergów odpowiada jednem u kilogramom etrowi. to zjawisko. Por. gdy podnosimy jeden m iligram na wysokość jednego centym etra. p otrzeb n ą d o p o d n iesien ia na w y so k o ść je d n eg o cen ty m etra ciężaru . W fizyce teore­ tycznej używ am y znacznie mniejszej jednostki. 17. zwiększa p ręd ­ kość wybiegającego elektronu. o d p o w ia d a ją ceg o sile jed n ej d y n y . że w ty m w ypadku rzucona pom iędzy nie kula posiadała większą silę żywą czyli więcej energii. U przystępnim y sobie. g d y ż w e w n ą tr z m e ta lu je s t on z w ią za n y przez siły p rzy cią g a ją ce. a E rg je s t p racą. Dokładne pom iary zjawiska fotoelektrycznego ujaw niają fakt. z u ż y te j na w y z w o le n ie e lek tro n u . w ykazały natom iast. podstawowy dla fizyki współczesnej. iż prędkość elektronów.20 Z asad y fiz y k i wyzwalającej elektron. rozdz. wyzwalanych w zjawisku fotoelektrycznym . idąca w kierunku zmniejszenia długości fali. niż w innych razach. być może.gdy zwiększamy natężenie padającego promienio­ wania. im mniejsza jest długość fali. przeprowadzone przede wszystkim przez L e n a r d a .1 W praktyce za jednostkę energii p rzyjm ujem y ta k ą energię. im większa jest zatem częstość drgań. nie rośnie. Gdy trafione krę­ gle za pewnym razem zostaną odrzucone gwałtowniej.2 W poprzednim rozdziale wspomniano już.

10'a jed n ą ty sią c z n ą . Tę stałą nazyw am y elementarnym kwantem działania i stąd również i cząstki świetlne zostały nazwane kw antam i św ietlnym i. Wobec tego musi istnieć pewna stała uniwersalna. a d o p iero na 27 m iejscu sto i je d y n k a .8 W pięć la t później. c zy li in a czej w y m ia r en ergii p om n ożon ej przez czas. lub też. a fiołkowego 5 bilionowych erga. W ynosi ona 6. iż w m ech a n ic e d zia ła n ie m n a z y w a m y ilo c z y n en erg ii p rzez czas.1 P l a n c k pierwszy wprowadził w 1900 r. wspomniano już o prążkach F raunhofera. znajdziem y energię cząstki świetlnej. gdy długość fali jest dwa razy mniejsza. Zgodnie z powiedzianym wyżej energia k w a n tu światła czerwonego wynosi w przybliżeniu 2 % bilionowej erga. podnosząc ciężar jednego kilograma na wysokość 5 centym etrów . a 10-27 o zn a c z a u ła m ek d z ie się tn y . co oznacza to samo. ja k ą m usim y wykonać. Dopiero energia około jednego tryliona (1018) fiołkowych kw antów świetlnych dorównywa pracy. o trz y m am y energię w yrażoną w ergach. w r.1 0 ‘27. V III W ID M A P R Ą Ż K O W E Gdy była mowa o długości fali świetlnej. 3 Por. 2 N a le ż y p rzy p o m n ieć.2 Planck doszedł do pojęcia elem entarnego k w a n tu działania dzięki swym b a d a ­ niom nad promieniowaniem cieplnym. E i n s t e i n wprowadził poj ęcie kw antów świetlnych.10"27 erga przez sekundę. 50. że mnożąc ją przez częstość drgań. które w postaci bardzo wąskich ' U ż y t y tu term in k w a n t d z i a ł a n i a p o c h o d zi stą d . tak a . w k tó r y m po przecink u n a stę p u je 26 zer. jeśli częstość drgań na sekundę pom nożym y przez 6. że 10*2 ozn a cza je d n ą se tn ą . a więc. a — ja k w y n ik a z za sto so w a n ia p o jęcia w y m ia ru fiz y c zn eg o — r o z p a try w a n a p rzez n a s tu ta j sta ła u n iw ersa ln a p o sia d a w y m ia r en ergii d zielon ej przez c z ę sto ść d rgań .5 .5. rozd z. . W id m a prążk ow e 21 ta je s t dw ukrotnie większa. gdy częstość drgań jest dwa razy W yższa.1905. pojęcie elemen­ tarnego k w a n tu działania i wyznaczył jednocześnie jego w ar­ tość.

J a k dla sodu c h a ra k terystyczny je s t prążek żółty. dla litu zaś — ja s n y p r ą ­ żek w czerwieni. O prawidłowościach w ystępujących w wid­ m ach prążkowych. J u ż Kirchhoff i Bunsen zdawali sobie sprawę z tego.22 Z asad y fizy k i pasków przecinają widmo słońca. Kirchhoff i Bunsen wykazali również. czy z bromem. m a zawsze do­ kładnie tę sam ą długość fali. co w y k ry ty przezeń czarny prążek D. T a k np.000 prążków widm owych według ich długości fal 1 przynależności do rozm aitych pierwiastków chemicznych. niezależnie od tego. k tó ry zajm uje w widmie dokładnie to samo miejsce. G runtowne badania. jednakże już tu ta j należy nadmienić. czy też wreszcie o węglany lub siarczany sodu. c h a ra k te ry ­ styczny dla pierwiastka chemicznego sodu. Te prążki należy zatem uważać za coś c h a ra k te ry s ty ­ cznego dla danego m etalu. k tó ry c h poło­ żenie nie zależy od te m p e ra tu ry i przede wszystkim nie zależy od rodzaju związku chemicznego. do jednego z największych odkryć w historii fizyki. mianowicie do odkrycia widm prążkowych. k tó ry znacznie przewyższa pod względem jasności wszystkie po­ zostałe prążki jego widma. że fizyka współczesna rozporządza tablicami. że ich odkrycie umożliwia przeprowadzanie analiz chemicznych. że w widm ach świecących p a r związków metali w ystępują jasne prążki. Za pom ocą analizy widmowej możem y w odpowiednich okolicznościach w ykryć ilości substancyj znacznie mniejsze od jednej dziesięciomilionowej miligrama. Kirchhoff i Bunsen znaleźli. że w widmie płomienia świecy występuje jasny prążek żółty. doprowadziły go w 1860 r. w k tórych zamieszczono dużo więcej niż 100. podjęte przezeń wspólnie z B u n s e n e m . czy chodzi 0 połączenie sodu z chlorem (jak w soli kam iennej). żółty prążek. t a k samo dla potasu ch a ra k te ry ­ styczny jest jasn y prążek w fiolecie. Prawie w pięćdziesiąt la t później K i r c h h o f f zajął się dokładniej t ą osobliwą obserwacją Fraunhofera. F ra u n h o fe r zauważył już również. będzie m owa w n a stępnych rozdziałach. przewyższających pod względem czułości wszystkie przed­ tem znane m etody. zawierającego dany metal. że wridma p rąż ­ .

nie może zostać p o k ry ta przez promieniowanie własne płomienia sodowego. Ponieważ własne promieniowanie par w atmosferze słonecznej nie może zastąpić znacznie intensywniejszego . w k tó ry m naturalnie również występuje światło o długości fali charakterystycznego prążka żółtego. P ochłaniają one z pełnego (ciągłego) w idm a promieniowania. widmo lam py łukowej. 9 widać na przykładzie wo­ doru. Na rys. niż otoczenie. W id m a prążkow e 23 kowe światła mogą występow ać nic tylko w postaci tzw. s tra ta natężenia. zaw arta w pło­ mieniu. Dzięki odkryciu Kirchhoffa i Bunsena prążki F raunho- fera znalazły proste wyjaśnienie. Wobec tego w doświadczeniu powyższym odpo­ wiednie miejsce w idm a musi w ydaw ać się stosunkowo ciem­ niejsze. Ponieważ je d n a k światło płomienia sodowego jest znacznie słabsze od światła lam py łukowej. lecz również i jako widma absorpcyjne o prążkach ciemnych. zabarw iony solą kuchenną. fali. te długości fal. W atmosferze słońca znaj­ du ją się p a ry najróżnorodniejszych metali. Jeżeli rzucim y na ekran np. wysyłanego przez w nętrze słońca. wywołana przez pochłanianie światła lam py. które m ogą same w y­ syłać. że prążki emisyjne i absorpcyjne z a jm u ją te same położenia w widmie. w k t ó r y m — o ile m am y do czynienia z sam ym tylko pło­ mieniem sodowym — powstaje znany jasn y prążek żółty. dostrzeżem y ciem­ ny prążek dokładnie w ty m sam ym miejscu. po przepuszczeniu światła przez płom ień. P ara sodu. widm em isyjnych o jasnych prążkach. lecz również i po­ chłania takie światło. nie tylko w y­ syła — ja k znaleźli Kirchhoff i Bunsen— żółte światło o c harak­ terystycznej d łu gości.

ind. w świetle słonecznym. przewyższającej p r a ­ wie bilion razy olbrzymią odległość pom iędzy ziemią i słoń­ cem. IX Z JA W IS K O D O P P L E R A Do największych zdobyczy ducha ludzkiego należy bez w ątpienia możność przeprowadzania za pom ocą widm a n a ­ lizy chemicznej naw et na odległości. poprzednio'nieznanych pierwiastków. W chemii niezwykle czuła m etoda analizy widmowej doprowadziła do w ykrycia no­ wych. b rak fal tych właśnie długości. zauważył 1 D o w y k r y ty c h w id m o w o p ierw ia stk ó w c h e m ic z n y c h n a leżą np. została sformułowana pierwotnie dla zjawisk dźwiękowych i potwierdzona następnie przez obserwacje w tej dziedzinie.1 W astronomii dala ona możność poznania własności chemicznych n a jd a l­ szych ciał niebieskich przez zbadanie wypromieniowanego przez nie światła.Nie tylko jednak skład chemiczny ta k niew yobrażal­ nie dalekich ciał niebieskich może być o d c z ytany z widm prążkowych. w 1842 r. Nieliczne tylko odkrycia fizyczne były ta k niezwykle i wielostronnie płodne. K to z czytelników jest by stry m obserwatorem . ta l. jak i do dźwiękowych. wszystkie prawie olbrzymie postępy fizyki w drugim i trzecim dziesięcioleciu naszego stulecia zawdzię­ czam y wskazaniom. g a l. pochodzącego z w nętrza słońca. praktycznie biorąc. D o p p l e r a . dochodzącym do ziemi. k tóra stosuje się do wszelkiego rodzaju fal. rubid i cez (ob a w y k r y te przez B u n sen a ). g erm a n . ja k zoba­ czymy w krótce. formułowana przez austriackiego fizyka. z iem ie rzad k ie. lecz również i ruch tych ciał.24 Z a sa d y fiz y k i promieniowania. jak wykrycie przez Kirchhoffa i Bunsena widm prążkowych. Przede w szystkim jednakże. Umożliwiła nam to pewna zasada. Zasada ta. . h el. więc. a więc zarówno do fal świetlnych. n eon . da n y m przez należycie zrozumiane widma prążkowe.

Zjawi­ sko to opiera się na zasadzie Dopplera. Możemy za to na po d sta ­ wie zasady Dopplera oczekiwać zm ian barw w widm ach ciał niebieskich. a w w ypadku oddalania się — ku czerwonemu krańcowi. czyli tzw. w za jem n ie do sieb ie p ro sto p a d łe . W ytłum aczenie tego zjawiska jest bardzo proste. W dziedzinie widzialnej przejaw ią się one w w y padku zbliżania się ciała jako przesunięcia prążków widmowych ku fiołkowemu krańcow i widm a. W dziedzinie optycznej. w y n ik a ją z jego zasady zm iany barw y światła. prędkość radialną. że gdy mija go gwiżdżąca loko­ m otyw a. gdyż w życiu codziennym n a p o ty k a m y dużo sposob­ ności do obserwacji ruchów. z k tó ry ch jed n a je s t sk iero w a n a . następuje nagła zmiana tonu jej gwizdka. co praw da. Ton wydaje się wyższy podczas zbliżania się lokomotywy. musi dochodzić do nas w ciągu sekundy więcej fal głosowych. które dochodzą w c ią g u sekundy do naszego ucha. żadne dające się bezpośrednio zaobserwować ruchy. któ ry c h prędkość byłaby w ogóle po­ równywalna z prędkością światła. Nie istnieją na ziemi. ja k to już stwierdził sam D opp­ ler.1 1 R z e c z y w istą p ręd k o ść m o ż e m y r o z ło ż y ć n a d w ie sk ła d o w e. niż gdy lokom otywa stoi nieruchomo. Prędkość dźwięku wynosi około 330 m etrów na sekundę. podczas oddalania się jej — niższy. gdy źródło dźwięku oddala się od nas. gdy pociągi pośpieszne lub a u ta poruszają się z prędkością około 2 0 m etrów n a sekun­ dę. Gdy źródło dźwięku zbliża się do nas. 1870. W ysokość słyszanego tonu zależy zaś od ilości fal. k tó ry c h prędkość stanowi kilka setnych prędkości dźwięku. dla bardzo wielu ciał niebieskich m ożna było wyznaczyć na tej drodze z ich widm również i prędkość ich ruchu w kierunku naszego wzroku. niż w w ypadku. przeciwnie jest. gdy źródło dźwięku znajduje się w spoczynku. Spostrzeżenia takie łatwo jest czynić w dziedzinie a k u ­ styki. W samej rzeczy zjawisko takie jest dobrze znane a stro­ nom om już od r. przeciwnie zaś. Z jaw isk o D op plera 25 zapewne niejednokrotnie.

1 Zjawisko to m ożem y wytłum aczyć w n a stępujący prosty sposób. rys. Prążki widmowe ty ch ciał ulegają rozdwojeniu (zob. 10. zauważono osobliwe zjawisko widmowe. (Zjawisko D opplera).26 Z asad y fiz y k i Szczególnie efektownie przejawia się zjawisko Dopplera dla takich gwiazd podwójnych. by mogły być widziane osobno. łączącej o b serw o w a n e ciało z zie m ią . Skutkiem obiegu obie gwiazdy na przem ian odda- w zd łu ż p rostej. budowa pozostała wobec tego nierozpoznana. 1 T ak ie g w ia z d y p o d w ó jn e n a z y w a m y sp e k tr o sk o p o w y m i w o d ­ różn ien iu od tzw . Taki stan rzeczy stwierdzono dzisiaj z całą pewnością dla przeszło setki ciał niebieskich. S k ła d o w a ta m oże b y ć sk ierow an a ku n a m lub w p r o st p rzeciw n ie. któ ry c h obserwacja przez lunetę nie pozwala zauważyć nic szczególnego i których złożona Rys. . 10). w k tórych dwie krążące do­ koła siebie świecące m asy z n a jd u ją się zb y t blisko siebie. w k tó ry ch ob ie g w ia z d y m ogą b y ć o d d zieln ie za o b serw o w a n e. Zdwojenie prążków w widm ach gwiazd podwójnych. p o d w ó jn y c h w id z ia ln y c h . a następnie po pew nym czasie s ta ją się znowu pojedyncze i zjawisko to pow tarza się regularnie w kilkoletnich najczęściej odstępach czasu. W w ypadku ciał niebie­ skich tego właśnie rodzaju.

W ywołane przez to rozdwojenie się prążków jest najsilniej­ sze. u k ła d o w i D rogi M leczn ej. 76. jed n a k tak. prążki obydwóch gwiazd n a k ła d a ją się wzajemnie na siebie. od­ pow iadających prędkościom. że — ja k się okazało — wyznaczone w ten sposób radialne prędkości mgławic spi­ ralnych są proporcjonalne do ich odległości od nas. zjaw isko D oPP- lera u gwiazd podw ójnych. obli­ czone z zaobserwowanych przesunięć prążków. N a jd a lsze z n ich . obliczonymi według tablic astronomicznych. . wynoszące od kilku do kilkuset kilometrów na sekundę. Rys. tzw . którą św ia tło p rzeb y w a w cią g u je d n e g o rok u ). Z jaw isk o D op p lera 27 łają się od nas lub zbliżają. m g ła w ica A n d ro m ed y . to istotnie zasada Dopplera dostarczy­ 1 A stro n o m ia w sp ó łcz e sn a u w a ża m g ła w ic e sp iraln e za u k ła d y ró w n orzęd n e n a szem u w ła sn e m u sy s te m o w i g w ia zd o w em u . 11 a). Za bezpośrednie stwierdzenie zasady Dopplera możem y przyjąć fakt. jest słuszna. Jeżeli przytoczona w jed n y m z dalszych rozdziałów2 interpretacja. N a jb liż sz a m g ła w ica sp ira ln a . mgławic spi­ ralnych1 stwierdzono istnienie przesunięć ku czerwieni. Najbardziej osobliwe było je d n a k to. następnie prążki zbli­ żają się stopniowo do siebie i gdy obie gwiazdy poruszają się prostopadle do kierunku spojrzenia (rys. d o strz eg a ln e jesz c z e przez te le sk o p y . gdy obydw a ruchy odbyw ają się wzdłuż kierunku spojrzenia ku gwieździe (rys. że prędkości planet. są o d le g łe od n a s p rzeszło o sto m ilio n ó w la t św ie tln y c h . W w ypadku gwiazd stałych znale­ ziono prędkości radialne.0 0 0 la t ś w ie tln y c h . w w ypadku zaś tzw.u .000 kilometrów na sekundę. sięgającym 24. że zbliżaniu się jednej odpowiada oddalanie się drugiej. a więc przesunięciu prążków widmowych jednej gwiazdy ku fioletowi odpo­ w iada przesunięcie prążków drugiej gwiazdy ku czerwieni. 11 b). całkowicie zgadzają się z p rę d ­ kościami. 2 P or. rozdz. (R o k ie m św ie tln y m n a z y w a m y o d leg ło ść. w id zia ln a ju ż g o ły m ok iem . tłum acząca tę zależność jako wynik rozszerzania się wszech­ świata. co stanowi osiem setnych prędkości światła. je s t o d d a lon a od n as o ok oło 8 5 0 .

czyli odbity.28 Z asad y fiz y k i łaby nam klucza do zrozumienia najpotężniejszego i n a j­ powszechniejszego procesu. . Prawo odbicia było znane już w s ta ro ż y t­ ności. iż promień światła. jaki w ogóle może być przed­ miotem rozważań fizykalnych. przeprowadzonej z p u n k tu do zwierciadła. p adający na granicę dwóch ośrodków. powie­ trza i wody. rys. w jakiej p u n k t świe­ cący znajduje się przed zwierciadłem (porówn.1 Obok zwierciadła płaskiego szczególnie ważne jest zwier­ ciadło wklęsłe. P u n k t S (rys. w ystaw im y prostopadłą do tej po­ wierzchni. pion zaś tworzy jednakowe kąhj z kierunkam i obydwóch promieni (rys. 12a). ogólnie znanym przykładem jego zastosowa­ nia jest lustro do golenia. Z prawa odbicia w ynika również bezpośrednio. Takie zwierciadło stanowi drobną część pewnej powierzchni kulistej. w k tó ry m promień trafia na po­ wierzchnię graniczną. jak gdyby wychodziły z p u n k tu . Obraz ten jest jednak tylko „pozorny“. iż zwier­ ciadło płaskie daje obraz każdego świecącego p u n k tu . częściowo zaś jako promień załam any wchodzi. p rzy czym obraz ten znajduje się w takiej odległości poza zwierciadłem. do drugiego ośrodka. 12c) na- 1 W obrazie p u n k tu p r z e cin a ją się ty lk o p rzep ro w a d zo n e w m y śli przed łu żen ia w ste c z p rom ien i o d b ity c h . to kierunek tego pionu oraz kierunki padającego i odbitego promienia leżą w tej samej płaszczyźnie (tzw. chociaż promienie nie prze­ cinają się ta m w rzeczywistości. zmieniając swój kierunek. np. w któ ry m znajduje się obraz. Jeżeli w miejscu. po­ łożony na przedłużeniu prostopadłej. zostaje częściowo odrzucony z powrotem przez powierzchnię rozdziału. czyli promienie zachowują się jedynie tak. 12b). płaszczyźnie padania). X O D B IC IE I ZAŁAM AN IE Ś W IA TŁA Do najdawniej zaobserwowanych zjawisk optycznych należy bez wątpienia codziennie sp o tykany fakt.

Jeżeli przedm iot znajduje się w odległości mniejszej. prostą zaś. O dbicie i załam an ie św ia tła 29 żywa się środkiem zwierciadła. W ognisku skupiane są promienie. środek powierzchni kulistej (O) — środkiem krzywizny. od środka zwierciadła. dzielący (OS) na dwie równe części. (a więc k ą t AOB). Gdy n a ­ tom iast odległość ta przewyższy odległość ogniskową. Zależnie od tego. to — j a k dobrze wiado­ mo każdem u. p ro sty i powiększony. k tó ry j e s t w te d y zaw­ sze odwrócony. pod k tó ry m widzim y zwierciadło z jego środka. mogą one zapalić kaw ałek papieru. m ożem y schw ytać na ekran. czy odległość przedm iotu od środka zwierciadła jest m niej­ . niż ogniskowa. Jeżeli są nimi promienie słoneczne. umieszczony w punkcie F (w ten sposób staje się zrozumiała nazw a ogniska). nazyw am y ogniskiem zwierciadła (F). padające równolegle do osi. P u n k t. łącząca te dwa p u n ­ k t y (OS) — osią zwierciadła. kto korzysta z lustra do golenia — zwierciadło wklęsłe daje obraz pozorny. Stosunkowo niewielki k ą t. wów­ czas pow staje obraz rzeczywisty: promienie odbite przeci­ n ają się rzeczywiście ze sobą i obraz. a od­ ległość jego od środka zwierciadła — odległością ogniskową. nazyw a się rozw artością zwierciadła.

K ą t. leży w płaszczyźnie padania. k tó rą nazyw am y względnym spółczynnikiem załam ania tych dwóch ośrodków. k ą t.2 Sto­ sunek sinusów3 tych kątów nie zależy od k ą ta padania i s ta ­ nowi pewną stałą. n ie z a c h o d z i n a tu ra ln ie zm ia n a k ieru n k u .4 1 Za k ą t p ad an ia p r z y jm u je m y . w k tó ry m n a jd łu ższy bok p o sia d a d łu g o ść rów n ą je d n o śc i. k tó ry tw o­ rzy promień załam any z przedłużeniem pionu. promień zbliża się do prostopadłej. o c z y w iśc ie . oraz w teleskopach astronomicznych. nazyw a się kątem załamania (DBC na rys. muszą jed n a k w tedy być wykonane bardzo starannie. J a k w ykrył S n e l l i u s około 1620 r. czy też większa. ma on w artość 1. z powietrza do w ody lub z powietrza do szkła. 4 G d y p rom ień p ad a p r o sto p a d le . istnieje prosta zależność pom iędzy k ą ta m i p adania i załam ania. 2 S n elliu s nie o g ło sił sw eg o o d k ry cia . N ad w y­ konaniem 200-calowego teleskopu dla tego samego obser­ w atorium trw a praca już od 1930 r. g d y ż k ą t p a d a n ia rów n a się zeru.30 Z asad y fiz y k i sza. liczb o w o r ó w n y d łu ­ g o ści bok u. c h a ra k terystyczną dla dwu ośrodków. aniżeli promień krzyw izny (czyli po­ dwójna ogniskowa). wyznaczonej przez kierunek pionu padania i kierunek promienia padającego. Słynny teleskop obserw atorium na M ount Wilson w Kalifornii po­ siada zwierciadło o stu calach (254 cm) średnicy. k tó ry posiada większy spółczynnik załam ania. obraz jest powiększony lub zmniejszony. „załamanie ku prostopadłej“ . u tw o r z o n y p rzez k ierun ek p ad an ia z k ieru n k iem p ion u . Zwierciadła wklęsłe paraboliczne z n a jdują zastosowanie w reflektorach. ja k mówimy. leżą c eg o n ap rzeciw teg o k ą ta w tró jk ą cie p r o sto k ą tn y m . 3 S in u s p ew n ego k ą ta je st. zachodzi więc. Dla wody np. W zględny spółczynnik załam ania w stosunku do powietrza lub jeszcze dokładniej w stosunku do próżni nazyw am y po prostu spółczynnikiem załam ania. Przechodząc do ośrodka optycznie gęstszego. ja k w ia d o m o .1 jest to tzw. prawo załam ania. Optycznie gęstszym nazyw am y ten z dwu ośrodków.. tak samo ja k promień odbity.33. Promień załam any. np. . u c z y n ił to po raz p ierw szy z n a n y filo zo f D escartes. 12d).

Tłum aczy ono pięk­ n y m etaliczny połysk pęcherzyków powietrza pod wodą lub też zanurzonych w wodzie p u stych w ew nątrz szkiełek. Gdy odległość ognisko­ wa wynosi jeden m etr. że dla żadnego rzeczy­ wistego k ą ta nie może być on większy od jedności. Gdy k ą t padania je s t większy od k ą ta granicznego. by oświetlające je od w nętrza promienie świe­ tlne nie mogły wyjść z wody. sinus k ą ta załam ania byłby większy od jedności. Podobnie. jak u zwierciadeł kulistych. iż soczewka posiada zdol­ . S o czew k i 31 Prędkość światła w dowolnym ośrodku można otrzym ać. dzieląc prędkość światła w próżni przez spółczynnik zała­ m ania ośrodka. dla którego sinus równa się względnemu spółczynnikowi załam ania (w ty m w ypadku spółczynnik ten jest mniejszy od jedności). to. Dwa główne ty p y so­ czewek stanow ią: wypukłe soczewki zbierające (rys. Ze znanej definicji sinusa wynika. 13b). Również rozpowszechnione dzisiaj wodotryski świetlne oparte są na zjawisku całkowitego odbicia. gdy k ą t padania jest większy od kąta granicznego. 13a) oraz wklęsłe — rozpraszające (rys. ja k gdyby wypełnione były rtęcią. W wodzie więc światło biegnie z prędkością. m ówimy. a więc np. według praw a załam ania. Prom ień świetlny nie może więc przejść do ośrodka optycznie rzad­ szego. w ystępuje zjawisko całkowitego odbicia. z w ody do powietrza. G dyby to było możliwe. w yglądają one. Przy przejściu światła z wody do powietrza ten k ą t graniczny wynosi 49 stopni. które są związane z przejściem promieni świetlnych przez soczewki. przy przejściu ze szkła do powietrza — około 42 stopni. strugom wody nadaje się taki kształt. równą trzem czw artym prędkości światła w powietrzu. XI SO C ZEW K I W śród rozlicznych zjawisk załam ania światła najw aż­ niejszą rolę w fizyce grają te. odległość ogniskowa odgrywa pod­ staw ową rolę również i u soczewek.

to odpowiednia zdolność zbierająca równa się 2. a więc o takich samych. to taki układ nie będzie wpływał na przechodzące przezeń promienie. soczewka zbierająca. niż ogniskowa. tylko odwrotnie skierowanych krzywiz­ nach. jednakże pozorny. 25 cm. równą jednej dioptrii. We wszystkich w y padkach so­ czewki zbierające załam ują padające na nie równoległe promienie ku sobie. obrazy te pow stają z tej samej strony. gdy przedm iot znajduje się w odległości większej. należy jedynie uważać dioptrie soczewek wklęsłych za liczby ujemne. w ypukłą i wklę­ słą. niż ogni­ skowa. od soczewki. 4. Soczewki zbierające d a ją rzeczy w isty i odwrócony obraz. Soczewka wklęsła daje zawsze proste i zmniejszone obrazy pozorne. nato m ia st soczewki rozpraszające czynią promienie rozbieżnymi. daje obraz prosty i powięk­ szony. z której znajduje się przedm iot. We w skaza­ nym wyżej układzie soczewek znoszą się nawzajem nie tylko ich zdolności zbierające. Jeżeli złożymy ze sobą dwie soczewki. czynią je więc zbieżnymi. Gdy odległość ogni­ skowa wynosi 50 cm. tak. Przeciwnie. dla tak zwanego flintu (szkła ołowianego) jest ono mniej więcej dwukrotnie więk- .32 Z a sa d y fizy k i ność zbierającą. np. o takich sam ych zdolnościach zbierających. lecz również i wywołane przez nie rozszczepienie światła na barwy. lub 2 m etry. że właściwie dla każdej barw y otrzym ujem y osobne ognisko. Rozszczepienie nie jest bynajm niej jednakow e dla wszystkich rodzajów szkła. S kutkiem tego za pomocą pojedynczej soczewki nie można otrzym ać prawdziwie ostrego obrazu. lub połowie dioptrii itd. Rozszczepienie barwne soczewki m ierzym y różnicą spół- czynników załamania dla skrajnej czerwieni i skrajnego fioletu. lub też zwiększają istniejącą już rozbieżność. Ilości dioptryj dwu złożonych ze sobą soczewek dodają się zawsze do siebie. Sam a przez się każda soczewka działa podobnie do p ry zm a tu : rozkłada światło białe na jego barwne części składowe. używana wówczas jako lupa. gdy przedm iot znajduje się w odległości mniejszej.

Isto tn ą jej treść stanowi stwierdzenie. lecz odpowiednio dobranych szkieł jenajskich. o trz y m an y za pom ocą jakiegoś przyrządu optycznego.1 pomimo że obydw a te rodzaje szkła posiadają w przybliżeniu ten sam spółczynnik załamania. da on nam za pomocą tegoż przy­ rządu optycznego obraz. aniżeli dla crownu (szkła koronnego). że gdy obraz B przedm iotu A. rozpatrujem y z kolei jako przedm iot. Układ działa więc ja k jedna. z n a jdują się między nimi zarówno takie. w ykonaną z crownu (rys. Na tym opiera się możliwość przekształcenia każdego przyrządu 1 F lin t zaw iera d u żo ołow iu . w y k a ­ zują stosunkowo małe rozszczepienie. dokonany przez angielskiego o p ty k a D o l l o n d a około 1750 r. W ten sposób rozszczepienia barwne oby­ dwóch soczewek zniosły się nawzajem . Zasady fizyki. któ ry pokryje się z A2. które m ając duży spółczynnik załamania. nato m ia st zdol­ ność załam ująca soczewki w y­ pukłej została zmniejszona tylko do połowy. soczewka. crow n n a to m ia st nie za w iera go zu p ełn ie. Szkła te zaczęto w yrabiać dla celów optycznych około 1880 r. według wskazówek A b b e g o i S c h o t t a . Zestawił on soczewkę wklęsłą z flintu z dwukrotnie grubszą pośrodku soczewką zbierającą o tej samej krzy- wiźnie. S oczew k i 33 sze. W optyce geometrycznej ważną rolę odgrywa zasada odwracalności dróg świetlnych. 13. 2 P op raw n iej b y ło b y m ów ić o p u n k cie p r zed m io to w y m i p u n k cie o b ra zo w y m . 3 . wolna od barwnego rozszczepienia (achrom atyczna). Dzisiaj nie używ am y już flintu i crownu. c). k tó ­ rej liczba dioptryj wynosi połowę liczby dioptryj soczewki wypukłej. które m ając mały spółczynnik za­ łamania. dają względnie silne rozszczepienie barwne. jak i takie. Na ty m fakcie opiera się bardzo ważny wynalazek soczewki achromalycznej.

podobnie ja k dźwięk. prostopadle do jego płaszczyzny). u ż y ty jako ta k zwany obiektyw. (jak było wiadomo już wówczas). W przeciwieństwie do po­ dłużnych fal dźwiękowych. drgania powietrza wywołujące dźwięk odbyw ają się w kierunku rozchodzenia się dźwięku. drgania świetlne m uszą według Younga zachodzić prosto­ padle do kierunku promienia. projekcyjny. Y o u n g na podstawie różnorodnych danych doświadczalnych doszedł jednak do wniosku. Jeżeli żaden z tych możliwych po­ przecznych kierunków nie jest w fali świetlnej uprzywile­ jo w a n y — mówimy wówczas o świetle naluralnym . daje obrazy zmniejszone — w przyrząd. Gdy natom iast drgania zachodzą w pew nym dokładnie okre­ ślonym kierunku poprzecznym. Gdy bowiem. X II PO L A R Y Z A C JA ŚW IA TŁA Z omówionych poprzednio zjawisk interferencji i ugięcia światła wynika w sposób przekonyw ający. że fale świetlne muszą się różnić pod pew nym bardzo isto t­ nym względem od fal głosowych. że światło musi być zjawiskiem n a tu ry falowej.34 Z asad y fizy k i optycznego. W 1817 r. nazyw am y światło spola­ ryzowanym (określenie niezbyt szczęśliwie dobrane i dające się wytłum aczyć tylko historycznie). który. iż promień przechodzi przez środek rysunku. Gdy drgania nie za­ . fale świetlne muszą być po­ przeczne. Ustalenie tego poprzecznego c h arakteru drgań świetl­ nych prowadzi bezpośrednio do pewnego ważnego roz­ różnienia. Istnieje nieskończenie wiele możliwych kie­ runków drgań poprzecznych do promienia (symbolicznie zaznaczono je na rys. 14. którego n a tu ra falowa uważana jest przez fizyków za oczywistą. przy czym w yobrażam y sobie. używ ając go odwrotnie przy zastosowaniu specjalnych pomocniczych soczewek oświetlających czyli kondensorów.

żaden kierunek nie je s t uprzywilejo- w a n y w stosunku do innych. 3 Co p raw d a. to światło takie nazyw am y czę­ ściowo spolaryzowanym. Jednakże należy p rzy­ puszczać. Ponieważ światło widzialne w ykonyw a w ciągu sekundy setki priczny^harakl i •i • . ta n g e n s k ą ta w y ra ża się lic z b o w o p rzez d łu g o ść p rzeciw ległej d a n em u k ą to w i p rzy p r o sto k ą tn e j w tr ó jk ą c ie p ro ­ sto k ą tn y m .. Światło naturalne. Całkowita polaryzacja zachodzi wówczas. zwiercia­ 1 P raw o. jako spolaryzowane w każdej chwili. że. prowadzą do ważnego wniosku. miliony drgań w ty m sam ym kierunku. gdy światło pada pod tzw. które daje się poznać po pewnych różnicach w zachowaniu się promieni w rozm aitych kie­ runkach poprzecznych. sp raw a p r o sto p a d ło śc i k ieru n k u d rgań św ie tln y c h w prom ien iu o d b ity m do p ła s z c z y z n y p a d a n ia z o sta ła c a łk o w ic ie . Dla szkła np. m ożna wyobrazić sobie. a nie dostrzeżem y jeszcze wówczas jakiejkolwiek polaryzacji. iż w świetle tak im kierunki drgań ulegają ta k szybkim zmianom. Rozważania teoretyczne. P o la r y z a c ja św ia tła 35 chodzą wprawdzie wyłącznie w pewnym określonym kie­ runku. że tangens2 jego równa się spółczynnikowi załamania substancji od­ bijającej. te r fal świetlnych bilionow drgań. średnio biorąc. . i . że w odbitym świetle spolaryzowanym drgania zachodzą w kierunku prosto­ padłym do płaszczyzny padania. kąlcm całkowitej po­ laryzacji. że światło odbite zostaje zawsze mniej lub więcej spolaryzowane. w k tó ry m d ruga p r z y p r o sto k ą tn a rów n a się jed n o ści. istnieje jed n a k pewne uprzywilejowanie określonego kierunku poprzecznego. oparte na założeniu poprzecz­ nego charakteru fal świetlnych. z o sta ło w y k r y te przez B r e w s t e r a w 1815 r.3 Jeżeli np. 2 J a k w ia d o m o . mogą więc nastąpić po sobie (schematycznie). . Można uzasadnić teoretycznie.1 k ą t ten jest określony przez to. k ą t całkowitej polaryzacji wynosi 56 stopni. . czyli światło pochodzące bezpośre­ dnio z jakiegoś źródła światła. k tó rem u p o d leg a k ą t ca łk o w itej p o la ry za cji. .

zachodzą wówczas warunki szczególnie sprzyjające odbiciu. p o czern io n y ch z przeciw n ej str o n y . k tó re są za w sze p ro sto p a d łe do elek try czn y ch . za ch o d zą p ro sto p a d le do p ła sz c z y z n y p a d a n ia . padający pod k ą te m 56 stopni. Gdy kierunek drgań jest nachylony do pionu.. promień zaś. im silniejsze jest nachylenie. światło to padało na w y ja śn io n a d op iero przez e le k tr o m a g n e ty c z n ą teorię ś w ia tła . ustawione prostopadle do poprzedniego (rys. Malus doprowadził promień światła do pozornego zaniku w ten sposób. Jeśli ju ż w promieniu padającym drgania od­ bywają się w kierunku pionowym. stanow ią­ cej płaszczyznę padania. Pierwsze zwierciadło zamieniało więc padające światło naturalne w światło spolaryzowane. W n io sek te n n ie sto su je się do drgań m a g n e ty c z n y c h . kierunek drgań Rys. 2 P ro sto p a d ła do p io n o w o u sta w io n e g o zw iercia d ła le ż y n a tu ­ raln ie w p ła szczy źn ie p o zio m ej. k tó ry m zadziwił swych współczesnych fizyk francuski M a l u s w 1808 r. Gdy w promieniu p a d a ją c y m pod ką te m całkowitej polaryzacji. a więc. gdy drgania te MalU(schcmatT«nic)dlami zachodzą w płaszczyźnie p a d ania — odbicie staje się niemożliwe. to drgania w promieniu odbitym zachodzą w kierunku pionowym. Z teorii tej w y n ik a .36 Z asad y fizy k i dło1 jest ustawione pionowo. 15). a więc jeszcze przed sformu­ łowaniem hipotezy Younga. Na gruncie tych rozważań staje się zrozumiałe słynne doświadczenie. 1 U ż y w a się zw iercia d eł sz k la n y c h . Doświadczenie j est poziomy. 15. iż odbijał go pod kątem całkowitej polaryzacji od jednego zwierciadła i rzucał następnie pod ty m sam ym k ą te m na drugie zwier­ ciadło. Całko­ wite światło padające przenika wówczas w głąb szkła. odbicie odbywa się w w arunkach ty m mniej korzystnych. że w ła śn ie d rgan ia e le k tr y c zn e . .2 a zatem (według p raw a odbicia) również i promień odbity leży w płaszczyźnie poziomej. biegnie w płaszczyźnie poziomej. k tó re — ja k sk ą d in ą d w ia d o m o — w y w ier a ją d z ia ła n ie na k lisz ę fo to g ra ficzn ą .

só l k a m ien n a . co szpat islandzki. J e d en z nich. w ystępują zasługujące na szczególną uwagę zjawiska polaryzacyjne. . ja k np . Dzięki tem u spostrzeżeniu Malus został od­ krywcą zjawiska polaryzacji optycznej. p o sia d a ją tr z y ró w n o w a żn e so b ie i w z a je m n ie d o sieb ie p ro sto p a d łe k ieru n k i. ulega podwójnemu za­ łam aniu i rozszczepia się wobec tego na dwa promienie. widzimy przedm ioty podwójnie. zakładając. pewnego faktu. że. zauważył on mianowicie. Tę sam ą właściwość. drgając w płaszczyźnie pad a n ia i — zgodnie z poprzednio powiedzianym — nie mogło zatem zostać odbite. J a k się mianowicie okazało. k tó ry zauważyli w swych b adaniach F r e s n e l i A r a g o . Z ałam anie pod w ójn e 37 drugie zwierciadło. zauważył M a l u s .2 W 1808 r. w k tó ry m promień przechodzi przez kryształ. J u ż w 1669 r. że promień światła. że każdy z dwu pow sta­ jących przy podw ójnym załam aniu promieni nie zacho­ wuje się jednakowo w różnych płaszczyznach przezeń prze­ chodzących. X III ZAŁAM AN IE P O D W Ó J N E Gdy światło przechodzi przez kryształy. nadzwyczajnego. 2 D o u k ład u regu larn ego n a leżą te w sz y stk ie k r y sz ta ły . patrząc poprzez kawałek islandzkiego szpatu. zależy od kierunku. nato m ia st spółczynnik zała­ m ania drugiego promienia. podlega zwykłemu praw u załam ania. H u y g e n s w ytłum aczył to spo­ strzeżenie zupełnie prawidłowo. tak zwany promień zwyczajny. p adając na szpat islandzki.1 w y kazują również wszystkie kryształy. zw yczajny i nadzw yczajny promień nie mogą nigdy interferować 1 S z p a t isla n d zk i w y ró ż n ia się sw ą szczeg ó ln ą p r ze z r o c z y sto śc ią . nienależące do układu regularnego. Rozstrzygające z na­ czenie dla dalszego rozwoju fizyki miało ustalenie około 1816 r. duński mineralog B a r t h o l i n u s dokonał niespodziewanego odkrycia. k tó re.

W tych tak zwanych przy­ rządach polaryzacyjnych stosujem y p łytki turm alinow e lub p ry z m a ty Ni co la. ro z ch o d zą c y c h się w sp r ę ż y sty m eterz e . rozdz. F r e s n e l mógł rozwinąć ścisłą teorię światła. że jeden z nich będzie służył jako polaryzator do w ytw arzania światła 1T eoria F resn ela op ierała się na w y o b ra żen iu fal. nazyw ane ta k na cześć ich wynalazcy. jak i p ry z m a ty Nicola są dwójłomne. p ły tk a turm alinow a jest zatem przezroczysta tylko dla promienia nadzw yczaj­ nego. że promień zwyczajny podlega całkowitem u odbiciu na płaszczyźnie cięcia. . niż nadzwyczajny. że w promieniu nadzw yczajnym drgania świetlne zachodzą prostopadłe do kierunku drgań w promieniu zwyczajnym.1 Z założenia poprzecznego ch a ra k te ru fal wynikało w szczególności. Zarówno płytki turm alinowe. Praktycznie biorąc. lecz przepuszczają one tylko promień n a d ­ zwyczajny. Z faktu tego. przeciętego w odpowiedni sposób na dwie części i sklejonego przezroczystym balsam em kan a d y jsk im tak . B a rd zo tru d n o je s t u zg o d n ić p o p rzeczn y ch arak ter fal św ie tln y c h z ty m w y o b r a że n ie m . n a to m ia st promień nadzw yczajny przechodzi przez pryzm at. Y oung wyprowadził w 1817 r. wniosek o poprzecznym charakterze drgań świetlnych i ty m sam ym stworzył podstaw ę. jak już wspomniano wyżej. Podwójne załamanie w kryształach umożliwia budowę stosunkowo prostych przyrządów do w ytw arzania i ba­ dania światła spolaryzowanego. na której następnie w 1820 r. 33. W turm alinie następuje to dlatego. por. W y jś c ie z ty c h tru d n o ści w sk a za ła d o p iero e le k tr o m a g n e ty c z n a teo ria św ia tła . że absorpcja prze­ chodzącego przezeń światła w bardzo znacznym stop­ niu zależy od kierunku drgań świetlnych i skutkiem tego promień zwyczajny jest pochłaniany o wiele silniej.38 Z asad y fiz y k i ze sobą. P ry z m a t Nicola jest w ykonyw any z kryształu szpatu islandzkiego. Dwa p ry z m a ty Nicola (lub też dwie płytki turmalinowe) można zestawić ze sobą w taki sposób.

gdy nikole są równoległe. wy. 16. wychodzący z pierwszego. Za pom ocą takiego a p a ra tu polaryzacyjnego można ba­ dać zachowanie się różnorodnych ciał w świetle spolaryzo­ wanym . Płytka aragonitow a w żółtym cięty prostopadle do osi optycznej. aby znowu nastąpiła ciemność. że kwarc i liczne roztwory m a ją zdolność skręcania pła­ szczyzny drgań światła spolaryzowanego. Rys. Gdy n a tom iast skrzyżujem y je ze sobą. promienia. Załam anie p od w ójn e 39 spolaryzowanego. złożonego z polaryzatora i analizatora. to promień. jako analizator. żowanymi nikolami. jest ciemne gdy nikole są skrzyżowane. przejdzie również przez drugi. do badania tego światła. drugi p ry z m a t nie przepuści światła. wówczas pole widzenia rozjaśnia się i. napełnioną ta k im „optycznie czyn­ n y m “ roztworem. k tó ry padał na nie. 17. i rozjaśnia się w miarę obrotu analizatora dotąd. Jeżeli do a p a ­ ra tu polaryzacyjnego o skrzyżowanych położeniach pola­ ry za to ra i analizatora wstawim y p ły tk ę kwarcową lub też odpowiednią rurkę. ta k samo. dopóki nie osiągnie m axim um jasności. nikolami. jak w doświadczeniu Malusa drugie zwierciadło nie odbijało Rys. Pole widzenia przyrządu polaryzacyjnego. drugi zaś. Bardzo ważne okazało się odkrycie B i o t a (1817). Jeżeli p ry z m a ty są ustawione równolegle do siebie. w idziany świetle sodowym pom iędzy skrzyżowanymi w żółtym świetle sodowym pom iędzy skrzy. K ryształ szpatu islandzkiego. trzeba analizator obrócić o pe­ .

m e to d y ta k zw an ej sa c h a r y m e tr ii z o sta ły z b ie ­ giem czasu bardzo w y su b te ln io n e . znanego już w starożytności. iż umieszczone w przyrządzie polaryzacyjnym bezbarwne płytki krystaliczne nie w y­ kazują zabarwienia tylko w dwóch określonych. Rys.665 stopnia.40 Z asad y fizy k i wien określony kąt. Bardzo piękne i pełne prze­ pychu barw są obrazy. Ze znalezionej przez pom iar wartości k ą ta skręcenia1 można wobec tego wyznaczyć bezpośrednio za­ wartość cukru w roztworze. . barwa widziana w przyrzą­ dzie jest mieszaniną wszystkich tych barw. które nie zostały wygaszone przez analizator. 1 O czyw iście. obrazów osiowych tego rodzaju. ażebyśm y mogli zagłębiać się w nie tu ta j. Ze skręceniem płaszczyzny drgań związane jest zjawi­ sko. wyróżnio­ nych w ten sposób. położeniach. napełnionej roztworem cukru. lecz za sa d a p o z o sta ła ta sam a . które są właściwie obrazami słońca. polegające na ty m . Obrazy te zostały u tw o­ rzone przez małe szparki pomiędzy liśćmi. sposobność do zaobserwo­ wania na ziemi w gęstym lesie owalnych plam świetlnych. We wszelkich innych po­ łożeniach okazują one barw y. 16 i 17 dają przykłady tzw. skręcenie na każdy gram cukru w 100 cm3 roztworu wynosi 0. że w rurce długości 10 cm. X IV OKO K ażdy miał. bez wątpienia. jakie dają kryształy w przyrządach polaryzacyjnych w świetle zbieżnym. Dla przykładu m ożem y przytoczyć. gdyż promienie słoneczne pad a ją ukośnie na ziemię. że podczas zaćmienia słonecznego owalne plam ki p rzyjm ują k ształt sierpów. pomimo kształtu kołowego tarczy słonecznej są one owalne. ja k w ynika wyraźnie z faktu. lecz w y­ tłumaczenie ich powstawania jest z b y t tru d n e . Chodzi tu istotnie o małe obrazy słońca.

gdy otworek jest b.2 Otwór. nazyw am y źrenicą. otrzym ać na przeciwległej ścianie odwrócony obraz znaj­ dującego się zewnątrz przed­ m iotu. 18). przedm iotu od otworka jest większa. N N = siat­ morze. lecz naw eti wówczas. g F = plamka żółta. wypełniona cieczą wod­ nistą. Rolę soczewki zbiera­ jącej odgrywa soczewka oczna: przed nią znajduje się we w nętrzu oka kom ora przednia. m ały. Obraz ten musi być zmniejszony. gdy otwór jest większy. Przekrój poziom y prawego oka k r y ta od w ew nątrz ciemną ludzkiego. optyczną (rys. po­ Rys. Mały otworek w ścianie ciemnego obszaru po­ zwala. L — so­ czewka. szare). 19. Oko 41 Na tej samej zasadzie. Gałka oczna. po­ kówka. rolę przesłony. skutkiem prostolinijnego rozchodzenia się promieni. bF — plamka ślepa. można L ’ ^1 uzyskać ostry obraz. odpowiada ko­ niówka. Ś 5 ~ naczy­ naczyniówką. w e d łu g niej o k reśla m y barw ę oka (n ieb iesk ie. średnica jej może zmie­ niać się od 4 do 10 milimetrów. zielo n e. 18. co powstawanie tych obrazów słońca. za nią kom ora tylna.1 Oko nasze m usim y uważać również za ciemnię. jest op a rta ta k z w a n a f ciemnia optyczna (camera obscura). . 2 T ęczó w k a lu b iris je s t częścią za b a rw io n ą oka. — H — rogówka. Obraz jest ostry oczywiście tylko w tedy. p rzy p isu je się z w y k le P o r c i e {X V I w iek ). zwalającej zwiększać ostrość obrazu. wypełniona stałym ciałem 1 W y n a la z e k ciem n i. przez k tó ry wchodzą promienie. G — ciało szkliste. za o p a trzo n ej w so czew k ę. C iem nia optyczna (schematycznie). odgrywa tęczówka. um ie­ \ftw szczając w otworze soczewkę zbierającą. niż odległość prze­ ciwległej ściany (rys. K w = kom ora przednia. gdy odległość Rys. 19).

Tylko te części obrazu na siatkówce. co umożliwia przystosowanie soczewki do każdorazowej potrzeby. soczewka oczna i ciało szkliste stanow ią razem układ łam iący oka. im dalej z n a jd u ją się od plamki żółtej. Siatków ka leży pom iędzy naczyniówką a ciałem szklistym. Po­ w stające w purpurze ocznej obrazy znikają je d n a k zawsze natychm iast. które p a d a ją na żółtą plam kę. w pobliżu p u n k tu wejścia nerw u ocznego. na którą światło działa podobnie. Pomimo to oko może wytw arzać ostre obrazy zarówno bliskich. Pośrodku siatkówki. p u n k t daleki w nieskończoności. a więc i jej zdolności zbierającej. pochodzące z oddalonych przedmiotów. przecinają się już przed siatkówką. d laczego p om im o p o w sta w a n ia o d w ró co n eg o obrazu na sia tk ó w ce w id z im y p rz ed m io ty p ro sto . Ciecz wodnista. rzeczywisty i zmniejszony obraz1 na siatkówkę. nazyw am y odległością bliskiego i dale­ kiego p u nktu. W oczach krótkow zrocznych promienie. znajduje się plam ka żółta. N ajmniejszą i największą odległość. składającą się z rozgałęzień nerwu ocznego. Soczewka rzuca odwrócony. zdolności alcomodacijjnej. nie n a le ż y d o zak resu fizy k i. na której oko widzi jeszcze wyraźnie. barw nik zaś stale odnawia się. Dla normalnego oka p u n k t bliski leży w od­ ległości 10 cm. 1 P y ta n ie . skutkiem czego na odległościach większych od 30 cm oczy takie mogą widzieć jedynie nieostro. są widziane ostro. Odległość pom iędzy soczewką oka a żółtą plam ką jest n aturalnie niezmienna. ja k dalekich przedm iotów dzięki swej tzw.42 Z a sa d y fizy k i szklistym. Siatków ka zawiera niezwykle światłoczuły barw nik — p u rp u rę oczną. a więc rozpraszają­ cych. pozostałe części obrazu są ty m mniej ostre. . ja k na kliszę fotograficzną. lecz do p sy ch o lo g ii. Oczy krótkowzroczne korygujem y przez zastosowanie szkieł wklęsłych. k tó ra polega na możności zm iany krzywizny soczewki ocznej. Oko dalekowzroczne skupia promienie dopiero poza siatkówką. przed takim i oczyma należy umieścić zatem soczewki wypukłe.

Gdy za pomocą odpowiedniego ustawienia tych fotografij p o sta ra m y się. Oko 43 Zdolność akom odacyjna oka słabnie stopniowo z wie­ kiem. na jeden m ilim etr k w adratow y p rzypada w przybliżeniu 13. W z nanym przyrządzie. Pom iędzy 40 a 50 rokiem większość ludzi staje się dalekowzroczna ze względu na wiek. im bliżej znajduje się oglą­ da n y przedm iot. stereoskopie. inaczej dla lewego oka).1 wynosi 1 Ś rodk iem o p ty c z n y m so c z e w k ilu b uk ła d u so c z e w e k n a z y w a m y p u n k t.000 komórek. Różnice ty c h dwu obrazów pozw alają nam bezwiednie oceniać odległość i d ają wrażenie bryłowatości. P ra w y m okiem wi­ dzimy przedm iot z prawej strony. p rzech o d zą ce p rzezeń . wrażenia. lewym — z lewej. . Dalekowzroczne oko nie może już zobaczyć ostro bliskich przedm iotów. J e s t rzeczą ogólnie znaną. wywołane przez oby­ dwa zdjęcia. ja k widziałoby go dane oko (a więc inaczej dla prawego. nie d o zn a ją z m ia n y sw eg o p ie rw o tn eg o k ieru n k u b iegu . iż wydaje nam się. a p u n k t daleki pozo­ staje w nieskończoności. każde oko widzi osobno jedną fotografię. plastyczne dostrzeganie przedmiotów. Szerokość takiej komórki. łączą się wówczas w jedno. Obrazy tworzące się na dwu siatkówkach są zatem różne i przy ty m różnią się one ty m więcej. P u n k t bliski odsuwa się na odległość od 40 cm do 50 cm. w y r ó ż n io n y przez to . potrzebuje ono szkła wypukłego. tak. skupiającego promienie i zbliżającego p u n k t bliski. k tóra przedstaw ia przedm iot tak. widziana z optycznego środka oka. że dopiero jednoczesne wi­ dzenie obydw om a oczyma umożliwia nam przestrzenne. by ich obrazy utw orzyły się w obydwóch oczach w odpow iadających sobie miejscach siatkówek. że widzimy przedm iot przestrzennie przed sobą. W dzieciństwie jest ona największa. W obu rodzajach kom órek z n a jdują się zakończenia rozgałęzień nerwu ocznego. u dziecka dzie­ sięcioletniego p u n k t bliski znajduje się w odległości 5 cm od oka. częścią zaś z kom órek w kształcie pręcików. iż p ro m ien ie św ie tln e . Siatków ka składa się częścią z komórek kształtu czop­ ków.000 do 14.

im większa jest jej krzywizna. gdy więc odległość kątow a pomiędzy tymi obrazami jest nie mniejsza od jednej m in u ty . dotyczące możli­ wości rozpoznawania gwiazd podwójnych nieuzbrojonym okiem. gdyż obrazy stają się wówczas zb y t zniekształcone.2 Musimy przyjąć w związku z ty m . m in u tę na 60 sek u n d . . N ajprostszą formą mikroskopu jest zwykła lupa.44 Z asad y fizy k i w mierze kątow ej1 mniej. niż m inutę luku (dokładniej 50 sekund luku). w y n o sz ą c y jed n ą m in u tę. u sta w io n y p r o sto ­ pad le do kieru n k u w zrok u w o d leg ło ści 1 m od ok a . k tórą umieszczamy bezpośred­ nio przed okiem i k tóra ty m silniej powiększa. Jednakże za pomocą lupy nie możemy osiągnąć powiększeń silniejszych ponad 30-krotne. W pierwszym w y padku stosujem y mikroskop. 2 W ia d o m o . 1 M iarą k ą to w ą d łu g o ści o d cin k a A B w sto su n k u do p u n k tu O je s t k ą t. pod któ ry m dostrzegam y przedm iot. w p ob liżu jej p ow ierzch n i ty ln ej. gdy ich obrazy p a d a ją na dwie różne komórki siatkówki. w y p e łn ia k ą t w id zen ia . le ż ą c y p rzy w ierzch o łk u O w tró jk ą cie A O B . W obydwu tych w ypadkach zwiększenie k ą ta widzenia i ty m sam ym zwiększenie ilości dostrzegal­ nych szczegółów przedm iotu osiągamy za pom ocą odpo­ wiednich przyrządów optycznych. Celem uzyskania silniejszych powiększeń używa się tak W oku p u n k t ten le ż y w ew n ę tr z so cz e w k i. XV M IK R O S K O P I L U N E T A Powiększenie kąla w idzenia. Wniosek ten potwierdzają obserwacje astronomiczne. w drugim — lunetę. O d cin ek d łu g o śc i 1/s m m . jest pożądane w dwóch w ypadkach: gdy przed­ miot jest zb y t m ały lub też gdy znajduje się on w zbyt dużej odległości. to znaczy soczewka wypukła. że oko nasze może tylko w ty m w y padku rozróżnić dwa p u n k ty świetlne. iż sto p ie ń ( ~ okręgu k oła) d z ie lim y na 60 m in u t.

U A bbe­ go szkiełko pokrywkowe. n a zasadzie rozważań teoretycznych. Na zasadzie jego obliczeń stosuje się dzisiaj w dokładniejszych m ikroskopach jako obiektyw y tak zwane u k ład y apochrom atyczne. Właściwie dopiero dzięki tem u udoskonaleniu stały się możliwe olbrzymie postępy bakteriologii w o statnim pięćdziesięcioleciu. obiektyw i u ż y ty jako ciecz im- m ersyjna olejek cedrowy m a ją ten sam spółczynnik zała­ m ania. że można zwiększyć zdolność rozpo­ znawczą mikroskopu przez umieszczenie pom iędzy szkieł­ kiem przedm iotowym a obiektywem kropli cieczy. J u ż po­ przednio wiedziano. . Dużym krokiem naprzód było również zastosowanie przez Abbego tak zwanej immersji jednorodnej. J u ż w roku 1873 Abbe pierwszy wykazał. posiadające wspólną oś. k tóra pokryw a się z osią poczernionej wew nątrz ru ry mikroskopu. k tó ry działa jak lupa. W pierwotnej swej formie mikroskop składa się z dwóch soczewek zbierających. (poprzednio nie zwracano na to 1 N a zw a ła ciń sk a ok a brzm i ocu lu s. M ikroskop i lu n eta 45 zwanego m ikroskopu złożonego. w ten sposób wszystkie trz y ośrodki tw orzą układ jednolity pod względem optycznym . Za pomocą odpowiednich urządzeń uzyskuje się silne oświetlenie przedm iotu. k tóra powiększa b a r­ dzo silnie. a dzięki temu szkodliwe działanie rozszczepienia barwnego jest p rak ty c z ­ nie całkowicie usunięte. którego wynalazek przypi­ sują holenderskiemu optykowi J a n s e n o w i (około 1590 r. zwrócona jest ku przedmiotowi i nosi miano obiektywu. druga znajduje się przed okiem i dlatego została nazw ana okularem. Te dwie soczewki pierwotnego mikroskopu zostały w mi­ kroskopach dzisiejszych zastąpione przez odpowiednie ukła­ dy soczewek. Mikroskopy zostały nadzwyczajnie udoskonalone około 1880 r. Je d n a z nich.). przez A b b e g o . oglądam y obraz przedm iotu.1 Przez okular. w ytw orzony przez obiektyw. W układach apochro- m atycznych ogniska trzech różnych barw widma są spro­ wadzone do jednego i tego samego p u n k tu .

1 Jeśli wreszcie. gdy promienie p a d a ją prostopadle. 10. gdyż długość fali. . jako najmniejszej długości. cel użycia którego polega prze­ cież na dostrzeżeniu możliwie największej ilości szczegółów widzianego obrazu i poznaniu w ten sposób s tru k tu ry obserwowanego przedm iotu. odpowiadającej światłu określonej barw y w dowolnym ośrodku. długość ta może zostać jeszcze zmniejszona o mniej więcej jedną trzecią.5 . że obraz. czyli do jednej dziesięciotysięcznej milim etra. J a k pokazał Abbe. pow stający w mikroskopie. lecz małe kółeczka. rozd z. najm niejsza dostrzegalna długość. które zachodzą wzajemnie na siebie i przez to uniemożliwiają oddzielne rozpoznanie dwóch pu n k tó w przedm iotu. a więc w świetle niebieskim około 2. najmniejsza rozpoznawalna przez mikroskop długość od­ grywa dużo ważniejszą rolę. rozpoznawalną jeszcze w mikroskopie. a jeszcze bardziej przez zastosowanie wspomnianej już cieczy imm ersyjnej. Istotnie. J a k w ynika z teorii Abbego. możem y zejść aż do około 1000 jednostek A ngstrom a. Wobec ograniczonej w ten sposób sprawności mikroskopu nie m a celu stosowanie powiększeń. rozpoznawalnej jeszcze w mikroskopie.500 jednostek Angstrom a (lub 2. sfotografujem y go w świetle nadfiołkowym. równa się długości fali w powietrzu. podzielonej przez spółczynnik załam ania ośrodka. 10'5 cm). niż istotne powiększenie mi­ kroskopu. Ta najm niejsza długość określa bowiem zdolność rozpoznawczą m ikroskopu. wynosi około połowy długości fali. Stąd długość fali użytego światła wyznacza najm niejszą długość. Nie możem y wprawdzie dostrzegać rzeczywistej postaci 1 Por. Gdy pro­ mienie p a d a ją ukośnie.46 Z asad y fizy k i uwagi). jest w zasadzie obrazem ugięcia światła przez oglądany przedm iot. po­ szczególne p u n k ty przedm iotu skutkiem ugięcia nie dają obrazów punktow ych. przekraczających 2000 razy. zam iast obserwować przedm iot w świetle widzial­ nym . gdy odległość tych pu n k tó w spada poniżej najmniejszej dostrzegalnej przez mikroskop długości.

Jednakże dwie sąsiadujące ze sobą cząstki m uszą w ka ż d y m razie znajdow ać się od siebie w odległości większej. jak przez lupę. w y­ znaczonej przez teorię. dodano do soczewek przyrządu Keplera jeszcze trzecią soczewkę w ypukłą. które dostrzegam y w postaci jasnych p lam ek na ciem nym tle. drugie n a to m ia s t d a ją obrazy proste. 1903. przez K e p l e r a ta k zwana lunela „astronomiczna“. obraz ten oglądam y przez drugą soczewkę. iż naw et ślady jej nie dostają się do pola widzenia m ikroskopu. złożona z dwóch so­ czewek w ypukłych. gdzie maleńkie czą­ stki zawiesiny pływ ają w cieczy. wynalezionego przez S i e d e n t o p f a i Z s i g m o n d y ’e g o w r. W a runek ten jest spełniony w roztworach koloidalnych. których w ym iary leżą poniżej granicy. Cząstki o przekroju niewielu milionowych m ilim etra (około 30 A) mogą wówczas zostać dostrzeżone dzięki wchodzeniu do m ikroskopu ugiętych przez nie wiązek światła. (a wkrótce potem zupełnie niezależnie od tego przez G a l i l e u s z a ) została zbudow ana luneta. Około 1610 r. L u n e ta t a ma pewne niekorzystne cechy — dużą długość i znaczne s tr a ty światła. co jest konieczne. M ikroskop i lu n eta 47 przedmiotów. jako okularu. wynalezionej około 1650 r. co nie przeszkadza ich stosowaniu do celów astronomicznych. J e d n a z nich. służy jako obiektyw i daje odwrócony i rzeczywisty obraz oddalonego przedm iotu. k tó ra służy do w yprostow ania odwróconego obrazu. w Holandii. złożona z soczewki zbierającej.. jako obiektyw u i rozprasza­ jącej. W tak zwanej lunecie ziem skiej. o dużej odległości ogni­ skowej. gdy chcemy stosować lunety do obserwacyj na ziemi. W ultram ikro- skopie na b a d a n y przedm iot pada z boku sm ukła wiązka świetlna w ten sposób. Głównym przedstawicielem lunet pierwszej grupy jest zbudow ana w 1611 r. Jedne z nich dają obrazy odwrócone. L u n e ty dzielą się na dwa rodzaje. daje ona obrazy proste i nosi nazwę . m ożna jednak ustalić ich obecność i ruchy za pomocą ullram ikroskopu. aniżeli wynosi według Abbego najm niejsza rozpoznawalna długość.

N i e p c e i D a g u e r r e . Opierają się one na zasadzie lunety Keplera. przede wszystkim do rozwoju fotografii.48 Z asad y fizy k i lunety holenderskiej lub lunety Galileusza. W czasie krótkotrwałego naświetlania fotografowanego przedm iotu obiektyw. lecz pom iędzy obiektyw em i okula­ rem zachodzi czterokrotne cał­ kowite odbicie światła w p ry ­ zm atach szklanych.1 XVI F O T O G R A F IA I K IN E M A T O G R A F IA Dążenie człowieka do rozszerzenia i uzupełnienia za­ sięgu i możliwości wzroku doprowadziło. Podw aliny tej bardzo ważnej gałęzi optyki stosowanej położyli w 1830 r. dzięki wyzyskaniu wrażliwości2 soli srebrowych na działanie światła. poza wynalezie­ niem i udoskonaleniem przyrządów optycznych. wytworzone w ciemni o p ty cz n e j. rozmieszczonych według schem atu. Dzisiaj do oglądania dalekich przedm iotów na ziemi stosujem y głównie tak zwane lunety p ry ­ zmatyczne. udało się po raz pierwszy utrw alić obrazy. D odatnią jej cechę stanowi m ała długość. . skutkiem czego obraz zostaje wy­ prostowany. umieszczony w przedniej ścianie 1 L u n eta p ry zm a ty c z n a z o sta ła w y n a le z io n a w p o ło w ie X I X w iek u przez P o r r a . u jem ną— iż może ona tylko stosunkowo nieznacznie zwiększyć k ą t wi­ dzenia. którym . 20. podanego na rys. 2 Z jaw isk o rozk ład u soli sreb ro w y ch p rzez św ia tło z o sta ło w y ­ k ry te ju ż w pierw szej p o ło w ie X V I I I w iek u p rzez lek arza S c h u l - z e g o w H alle.

21) wydaje się bardzo jasna. jako „sensy- b ilizatory“ (uczulacze) specjalnie silnie pochłaniają światło czerwone i żółte. w miej­ scach zaś słabo naświetlonych rozkład jest bardzo nie­ znaczny. 2 O r to ch ro m a ty czn y m i n a z y w a m y p ły t y fo to g ra ficz n e . p o k ry ty w arstw ą żelatyny. W ten sposób o trzym ujem y negatyw . n a to m ia s t prawie zupełnie nieczułe na promienie żółte lub czerwone. Około 1930 r. udało się otrzym ać dwa bardzo skuteczne uczulacze na podczerwień: rubrocjaninę i allocjaninę. Proces ten zostaje doprowadzony do końca przez „wywoływanie“ kliszy za pom ocą roztworu redukującego. blady błękit nieba — bardzo ciemny. dokonane na takich p łytach czułych na podczer­ wień. 1 U trw a len ia d o k o n y w a m y za p o m o cą ro ztw o ru . na których m ożna fotografować naw et w ciemności (naturalnie ciemności tylko dla oka ludzkiego). Zasady fizyki. oglądanych bezpośred­ nio gołym okiem.rys. należy domieszać do soli srebrowych pewne substancje. Sole srebrowe są wrażliwe przede w szystkim na działanie promieni niebieskich. k tó ry zostaje utrw alony1 za pom ocą odpowiedniego procesu chemicznego. F o to g ra fia i k in em atografia 49 ka m e ry fotograficznej. S kutkiem naświetlenia roz­ poczyna się rozkład chemiczny soli srebrowej. odległe góry zaś zarysowują się szczególnie wyraźnie. które. Zdjęcia widoków. ro zp u sz cz a ją ­ ceg o n iero zło żo n ą só l sreb row ą (n p . Gdy negatyw taki położym y na papier chloro-srebrny i oświetlimy. za p o m o cą tio sia r c z a n u so d o ­ w eg o ). 4 . zwykle brom ku srebra. zawierającą zawiesinę soli srebra. Zieleń drzew i łąk (porów n. Podczas wywoły­ wania bromek srebra zostaje najbardziej zaczerniony w miejscach najsilniej zaatakow anych przez światło. k tó rą z kolei utrw alam y. różnią się bardzo od widoków. rzuca obraz na płytę szklaną lub film. o trz y m am y odbitkę — pozytyw . Ażeby zatem otrzym ać „ortochrom atyczne“2 p ły ty lub filmy. Umożliwiło to wyrób na szeroką skalę płyt i filmów. k tó re są jed n a k o w o w rażliw e n a w sz y stk ie b a rw y . D z ia ła n ie św ia tła na ta k ie p ły t y z a le ż y ty lk o od jeg o ja sn o śc i.

gdyż do świadomości jego nie d o trą przerwy między kolej­ nymi zdjęciami. Obrazki m ają wysokość 19 m m. W dzisiejszych „filmach b a rw n y c h “ przed w arstew ką świa­ tłoczułą znajduje się w arstw a gęsto rozsianych. nadającą się do praktycznego zastosowania. odebrane przez oko. stąd czas naświetlania każdego . następujących po sobie bardzo szybko. np. Jednakże przy dokładniej­ szym obejrzeniu można poznać. a p a ra t. zielonej i czerwonej. co 7 2 0 sekundy. a więc taśm a filmowa przesuwa się z prędkością 456 mm na sekundę. trw a przez pewien czas — około 1/7 sekundy. Okresy czasu. L u m i è r e w 1895 r. poruszany m otorkiem elektrycz­ nym . gdy oglądam y go. że każde wrażenie świetlne. sty k a ją ­ cych się ze sobą drobniutkich barw nych ziarenek. W ten sposób goto­ wy obraz wykazuje właściwe zabarwienie. k tóra opiera się na fakcie. Jeżeli sfotografujem y zatem przebieg jakiegoś ruchu w szeregu zdjęć migawkowych. właśnie poza tymi zielonymi ziarnami. potrzebne na wykonanie jednego zdjęcia i na jed n o ­ razowe przesunięcie taśm y pomiędzy dwoma kolejnymi zdjęciami. np. i L.50 Z asad y fizy k i Fotografia barwna opiera się zwykle na wyzyskaniu faktu. są sobie równe. Z fotografii momentalnej rozwinęła się kinem atografia. wypracowali bracia A. na które w obrazie padły zielone miejsca fotografowanego przedm iotu. robi 24 zdjęcia na sekundę. postać. źe można otrzym ać wszystkie barw y z połączeń trzech barw zasadniczych: niebieskiej. to otrzym a on wrażenie rzeczywistego ruchu. Ideę kinem atografu dał E d i s o n . że obraz składa się z drob­ niutkich plam ek czerwonych. o prze­ kroju około V100 milim etra. i następnie prze­ suniemy tę serię zdjęć z tą sam ą mniej więcej szybkością przed widzem. które podczas zdjęcia rozkładają padające promienie na barw y zasadnicze. Za pom ocą odpo­ wiednich działań chemicznych można osiągnąć przezroczy­ stość filmu w naświetlonych miejscach. zielonych i niebieskich. Dzięki umowie międzynarodowej znormalizowano na całym świecie form at filmu i tem po zdjęć. lub też rzucam y na ekran.

4* . Zwykła fotografia krajobrazu (u góry) i te n sam krajobraz w świetle podczer- wonym (u dołu) w edług Angcrera. 21.Rys.

które. różniące się od zwykłego. . pierwsze pró b y pozwalają liczyć na dalsze dobre wyniki. ja k rośnięcie roślin czy kryształów. zmierzające do powiększenia czułości filmów na światło. dzięki czemu stały się zbyteczne podróże aktorów do oddalonych krajów. umieszczane przed obiektywem . Jeżeli z a trzy m a m y zwykłe tem po w y­ świetlania. w ykonać 1000 zdjęć na sekundę lub jedno na sekundę. Zastosowanie różnych sztuczek umożliwiło wprowadzenie znacznych uproszczeń do przebiegu zdjęć. p otrafim y dzisiaj robić niezależnie od siebie zdjęcia bliższego i dalszego tła. ab y mógł je śledzić zwykły obserwator. T a k np. Za pomocą przyrządów specjalnej budow y m ożna uzy­ skać tempo zdjęć.52 Z asad y fiz y k i zdjęcia wynosi 1/ia sekundy. z b y t wolno. lub też. poszczególne ruchy sportowców lub lot owadów. d a tu ją się początki filmu barwnego. Aby otrzym ać dobre zdjęcia w ciągu ta k krótkiego czasu. jak np. należy stosować obiektyw y o dużej rozwartości i używać bardzo silnych źródeł światła. ostatnio zaś — aby uniknąć s tr a t światła — wprowadza się barwne źródła światła w odpowiednim zestawieniu. m ożna np. W ten sposób zostaje umożliwione badanie i uwi­ docznienie procesów. Celem otrzym ania zdjęć ortochrom atycznych stosujem y filtry barwne. S tarania techniki filmowej. czy też na m inutę. Od 1930 r. przebiegają z b y t prędko. o trz y m am y „lupę czasową“ lub też „porywacza czasu“. zostały również uwieńczone dość dobry­ mi wynikami.

Nie bez słuszności nazwano wiek nasz wiekiem elektryczności. znajdujące s ię w ty m s a m y m s ta n ie . iż dwa ciała.C Z Ę S C D R U G A E L E K T R Y C Z N O S C X V II D W O IS T Y C H A R A K T E R E L E K T R Y C Z N O Ś C I Dzięki rozpowszechnieniu się radia i kina. dwa ciała zaś w stanach przeciwnych p rzy ­ ciągają się.o d p y c h a ją się wzajemnie. D ufay u s ta ­ lił. . Jednakże wiadomości nasze o zjawiskach elektrycznych d a tu ją się z czasów znacznie późniejszych. elektrycz­ ność narzuca cywilizacji współczesnej charakterystyczne piętno. iż zdolność tego ta k zwanego elektryzowania się1 przez pocieranie nie jest wyłącznym przywilejem pewnych w ybranych ciał. Około roku 1600 G i l b e r t wykrył. 1 E lek tro n je s t greck ą n a zw ą b u rszty n u . J u ż w siódmym stuleciu przed Chrystusem było. niż wiedza o innych zjawiskach fizycznych. znajdujących się w ich najbliższym sąsiedztwie. lecz że m a m y tu ta j do czynienia z po­ wszechną własnością wszystkich ciał. jak się w ydaje. wiadomo. Najprostsze obserwacje zjawisk elektrycznych sięgają bez w ątpienia jeszcze dalekiej starożytności. nabierają przez pocieranie szczególnej wła­ sności przyciągania drobnych przedm iotów. telegrafu i telefonu. Dopiero w X I X wieku rozpoczął się właściwie rozwój nauki o elektryczności. oświetlenia i m aszyn elektrycznych. do k tórych przede wszystkim zaliczany był bursztyn. ta k . W roku 1733 D u f a y w y k ry łd w o isty c h a ra k te r elektrycz­ ności. iż pewne ciała. stanow iący podstawową jej właściwość. że istnieją dwa wręcz przeciwne s ta n y elektryczne.

z którym i m ożna byłoby związać określone dane liczbowe. niż należało by sobie życzyć z p u n k tu widzenia fizyki dzisiejszej. W ten sposób Coulomb ustalił zależność. znak do­ d a tn i nadano elektryczności szklanej. potrojona itd. Wobec tego łatwo już było uczynić krok następny. k tó rą zwykle wypowiada się. dotyczącą zjawisk elektrycznych. A byrozw inąć się znauki czysto opisow ejw naukę ścisłą. niestety. jako prawo Coulomba. z ja k ą działają na siebie dwa ciała naelektryzow ane (w jego doświadczeniach dwie kule metalowe). a naw et jeszcze w połowie X I X wieku. a drugiej — żywica. elektryzujące się przeciwnie przez pocieranie. czy też żywicznej wydawało się rzeczą całkowicie dowolną. gdy odległość zostanie podwojona. nienaładow aną kulą. czy to przyciągając się. Pierwszym takim poję­ ciem. było prawo C o u l o m b a . jest odwrotnie proporcjonalna do k w a d ra tu odle­ głości między nimi.. jakie powstało w nauce o elektryczności. więc przeciwstawiono sobie dwa rodzaje elektryczności: elektryczność szklaną i elektryczność żywiczną. iż siła ta spada do po­ łowy. Ponieważ głównym przed­ stawicielem jednej grupy było szkło. iż siła. przyjęcie za d odatnią elektryczności szklanej. W 1785 r. na u k a o elektryczności musiała przede w szystkim uzyskać możność mierzenia wielkości elektrycznych. a mianowicie nadać jednem u rodzajowi nazwę elektryczności dodatniej.54 Z asad y fizyk i Nie trudno było wyróżnić dwie grupy ciał. pierwszą zaś zależnością liczbową. wprost przeciwnie. w następującej formie: siła przyciągania czy odpychania. siła maleje czterokrotnie. było pojęcie ilości elektryczności. drugiemu — ujem nej. dziewięcio- krotnie itd. Coulomb wykrył nadto dalej. nie zmieniając odległości. czy też o dpy­ chając. musiała więc dążyć do wytworzenia takich pojęć. odbieram y jednej z kul połowę jej naboju przez zetknięcie z identyczną trze­ cią. w ystępująca pomiędzy dwom a naelektryzow anym i ciałami. jest w prost . jaki po­ siadali fizycy w X V I I I . W ybór wypadł. Coulomb wykrył. W ty m stanie wiedzy. gdy.

nadająca masie jednego grama przyśpiesze­ nie jednostkowe. A więc ciężar jednego gram a nadaje masie jednego gram a przyśpieszenie równe 981 jednostkom . jednostka dynam iczna. prędkość swobodnego spadku wynosi w końcu pierwszej sekundy 981 cm na sekundę. leżą pomiędzy jedną a dziesięcioma jednostkam i elektrostatycznym i. Je d n o stk ą dynam iczną siły. Inna n ato m iast jednostka siły.02 miligrama. obieram y za jednostkę ilości elektryczności taki nabój. jest siła. którem u odpowiada wzrost prędkości o jeden c e n ty m etr na sekundę w ciągu jednej sekundy. J a k wykazuje doświadczenie. czyli równa się ciężarowi 1. k tó ry działa z siłą równą jednej dynie na rów ny sobie nabój. m usim y przedsięwziąć m ałą wycieczkę w dzie­ dzinę mechaniki. jakie możemy nadać m ałym kulkom m etalow ym . w ynika ze znanego newtonowskiego praw a ruchu. D w oisty charakter elektryczności 55 proporcjonalna do iloczynu ich nabojów. Opierając się na prawie Coulomba. nadm ienim y. k tó rą nazwano dyną. stąd dyna stanowi jed n ą 981-szą część ciężaru jednego gram a. J a k o trzecie wielkie odkrycie X V IIIstu lec ia w d z ie d z in ie elektryczności dołączyło się do odkryć D ufay’a i Coulomba odkrycie Y o l t y . Ażeby wytworzyć sobie przybliżone pojęcie o wielkości tej jednostki. podzielonego przez k w a d ra t odległości. Nabój taki nazyw am y jednostką elektrostatyczną naboju lub też po prostu jednostką elektro­ statyczną. Mechanika Łechniczna przyjm uje za jednostkę siły ciężar jednego kilograma. Badania tego uczonego zostały spowodo- . które wyraża siłę jako iloczyn m asy przez przyśpieszenie. że naboje. Prawo Coulomba w ty m ujęciu daje nam bezpośrednio możność określenia jednostki naboju i uzyskania w Len sposób m iary ilości elekLryczności. z n ajdujący się w odle­ głości jednego c e n tym etra. za jednostkę przyśpieszenia p rzyjm ujem y zaś z kolei takie przyśpieszenie. „elektryzując“ je za pomocą potartej laseczki szklanej. jest to tak zwana statyczna jednostka siły. Aby wyjaśnić Łę sprawę dokładniej.

g d y ud k o żab ie p r z y w ią zy w a n o do żela zn ej p o ręczy h a c z y k ie m m ie d z ia n y m . g d y u d k o sty k a n o z że la z n ą poręczą. g d y ze zn a jd u ją cej się w p ob liżu m a sz y n y ele k tr y c z n e j tr y sk a ły isk ry . c z y burza w y w ier a rów n ież w p ły w na to zja w isk o . stw ie r d z ił on też d a lej. Volta wykazał. p olega on a na ty m . w k tó ry m płynie elektryczność do­ 1 G a lv a n i w y k r y ł w 1790 r. obserwacje fizjologiczne G a l v a n i e g o 1 i doprowadziły go w 1799 r. Pierwsza z nich ładowała się ujemnie. Stos ten składał się z szeregu płytek na przem ian cynkowych i miedzianych. że na końcówkach stosu zjaw iają się zawsze naboje znaków przeciwnych i że wszystkie te zjawiska. 2 Por. gdy łączono więc obie płytki przewodzą­ cym prąd drutem . A b y zb a d a ć. że zaw sze p o w sta w a ły d rg a n ia . które pow stają przejściowo w związku np.56 Z asad y fizy k i wane przez osobliwe. nader skomplikowane. w któ ry m zanurzano dwie płytki: cynkow ą i miedzianą. iż d w a m e ta le . w drucie ty m powstawał stały prąd elektryczny. że d rgan ia s ta w a ły się m o c n iejsze .2 mogą być również w ytw arzane trwale przy użyciu stosu tego rodzaju. oddzielo­ nych od siebie zwilżonymi kaw ałkam i filcu. g d y d o ty k a ł on k o ń cem n o ża do n erw ów . O k azało się. z chwilowym prądem w yłado­ wania butelki lejdejskiej.. Skoro ju ż ra z wyróżniono elektryczność do d a tn ią i ujem ­ ną. D op iero V o lta rozp o zn a ł. że św ieżo sp rep a ro w a n e ud k o ż a b ie d rgało. ja k a b y ła g łó w n a p r z y cz y n a op isa n eg o w yżej zło żo n eg o zja w isk a . je d n a k że d rgania te s ta w a ły się sz c z eg ó ln ie siln e w te d y . należało w dalszej konsekwencji obrać za kierunek przepływu p rąd u ten. Prostszą postać stosu stanowiło naczynie Volty. W ten sp o só b V o lta o d d zielił b a d a n ia n ad e le k tr y c z ­ n o ścią w m eta la ch od z a g m a tw a n y c h stu d ió w n ad e le k try c zn o śc ią zw ierzęcą. . W ten sp osób G a lvan i p rzek on ał się o e le k tr y c z n y m ch a ra k terze o b serw o w a n eg o przez sieb ie zja w isk a . do wynalezienia stosu Volty. Było ono napełnione roz­ cieńczonym kwasem. 21. druga dodatnio. rozdz. G a lv a n i u w ią za ł u d k o ż a b ie ż e la z n y m dru ­ cik iem do rów n ież żela zn e j p o r ęc z y sw eg o b a lk o n u . p ołą czo n e ze sob ą za p o śred n ictw em w ilg o tn e g o p rzew o d n ik a (w ty m w y p a d k u p op rzez w ilg o tn e ud k o ża b ie) e le k tr y z u ją się o d w ro tn ie.

stanowiły je d n a k zaledwie wstęp do wspaniałego rozwoju nauki 0 elektryczności. otrzym yw anej przez tarcie. iż p rąd elektryczny odchyla igiełkę m agnetyczną. Isto tn y kierunek ruchu nabojów elektrycznych w d ru ta c h jestw ięc w pro stp rz e ciw n y te m u . Znajomość podstaw owych m agnetycznych własności ciał sięga zapewne tego samego mniej więcej okresu. iż n a ­ turalna m agnetyczna ruda żelazna przyciąga lekkie k a ­ wałki żelaza. k tó ry rozpoczął się w 1820 r. a nie żywicznej. i wykrył w ten sposób związek pomiędzy dwiema tak tajemniczym i jeszcze za jego czasów siłami przyrody — elektrycznością 1 m agnetyzm em . przenoszone są w rzeczywistości naboje ujemne. j a k ­ kolwiek były bardzo doniosłe same w sobie. przewodzących p rąd elektryczny. Dzisiaj wiemy (jak zostanie szcze­ gółowo uzasadnione dalej). jak również wia­ dome już było. E lek tro m a g n ety zm i p o ję c ie n a tę ż e n ia prądu 57 datnia. iż istnieją dwa przeciwne sobie rodzaje . znany Chińczykom już na tysiąc la t przed Chrystusem . J u ż w starożytności wiedziano. X V III ELEKTROMAGNETYZM I P O J Ę C I E N A T Ę Ż E N IA P R Ą D U Odkrycie Volty oraz zdobyte w X V I I I wieku fakty. U schyłku średniowiecza znalazł zastosowa­ nie w Europie zachodniej kom pas. co i pierw­ sze najprostsze doświadczenia elektryczne. dotyczące elektryczności. Mamy zatem dzisiaj wszelkie po­ wody do ubolewania nad przypadkiem .w k tó r y m przepływa elektryczność ujem na. jednakże jeszcze za czasów Oersteda n a u k a o m agnetyzm ie nie wyszła poza pierwsze początki. Średniowiecze znało już z atem zjawisko m agnetyzm u ziemskiego. od k ry ­ ciem elektrom agnetyzm u przez O e r s t e d a . dzięki którem u n a ­ dano znak dodatni elektryczności szklanej. k tó ry przy jm u ­ jem y za kierunek prąd u . iż w drutach. Oersted ustalił. a więc w prost przeciwny te m u .

ja k mówią inaczej. lecz nie możem y n a ­ dać jednem u ciału m agnetyzm u wyłącznie jednego rodzaju. północnego czy też południowego. k tó rą można przyrów nać do iloczynu zaw artych w nich ilości m agnetyzm u. istnieje jednakże zasadnicza różnica pomiędzy stanam i elektrycznym i a m agnetycznym i. m asy m agnetycznej przy jm u je m y tę ilość m agnetyzm u. Stosując związane ze zjawiskami m agnetyzm u ziemskiego czysto konwencjonalneoznaczenia. według którego działają na siebie dwa ciała. służących do zabaw y dzieciom.58 Z asad y fizy k i magnetyzmu i że każde ciało m agnetyczne posiada dwa bieguny przeciwnego rodzaju. zwane biegunami północnym i południowym. Dwa bieguny m agnetyczne działają zatem na siebie z siłą p rzy­ ciągającą lub odpychającą. J a k wskazuje doświad­ czenie. podzielo­ nego przez kw a d ra t ich odległości. sięgającej tak daleko. iż można mówić o jednym ogólnym prawie Coulomba. iż to samo prawo. na południe — ujem nym . każdy magnes zawiera jednakow e ilości d o d a t­ niego i ujemnego m agnetyzm u. analogii. W znanych polakierowanych na czerwono m agnesach w kształcie podkowy. Za jednostkę ilości m a­ gnetyzm u lub też. Odkrycie Oersteda pozwoliło określić jednostkę natężenia p rądu elektrycznego przez m agnetyczne działanie prąd u ? . naładow ane elektrycznie. części jego zawsze stanowić będą całkowite m a ­ gnesy dwubiegunowe. znajdującą sięwodległości jednego centym etra. K ażdem u ciału nadać możemy nabój elektryczny wyłącznie dodatni lub też wyłącznie ujem ny. działa z siłą równą jednej dynie. nazyw am y biegun wska­ zujący na północ — dodatnim . Coulomb stwierdził. k tóra na równą sobie ilość. sto­ suje się również do dwóch biegunów m agnetycznych. masa m agnetyczna każdego z bie­ gunów może wynosić do kilku setek takich jednostek. każdy magnes posiada dwa bieguny i gdy posuniemy podział magnesu dowolnie daleko. Pomimo analogii pomiędzy praw am i oddziaływań wza­ jem nych m as m agnetycznych oraz nabojów elektrycznych.

zg o d n ie z b rzm ien iem p olsk im . któ ry w dwudziestych latach X I X stulecia położył wielkie za­ sługi w dziedzinie badań prądów elektrycznych. jak w y ż e j. galwanomelrów. C h od zi w ięc o k o ło o o b w o d zie 4 n z cm {7i = 3 . p isz e m y go. sięga 100 A. . E lek tro m a g n ety zm i p o jęcie n a tę ż en ia prądu 59 Za jednostkę natężenia uważać będziemy natężenie takiego prądu. który. porów naj rozdz. Ciało ludzkie może już odczuwać p rądy o n a ­ tężeniu zaledwie kilku MA. w od różn ien iu od n a zw isk a u czo n eg o fran ­ cu sk ieg o — A m père.1180 m lgr srebra. Ponieważ p rąd elektryczny rozpatrujem y jako przepływ elektryczności. wywołane przez p rąd elek­ tryczny. Dziesiątą jej część stanowi amper. Działania m agnetyczne. każdy zwój działa jak samo­ dzielny obwód. nawinięty w postaci bardzo licznych zwojów na stosowną ram kę. pędzący tram w aje miejskie. starannie izolowany. znajdujący się w środku koła. nazyw am y elektrom a­ gnetyczną jed n o stk ą natężenia prądu. najważniejszych przyrządów mier­ niczych w dziedzinie prądów. k tó r y w cią g u jed n ej se k u n d y w y d z iela 1. nazw ana ta k na cześć francuskiego fizyka. wysoce interesujące staje się zagadnienie. drucik miedziany. prąd. ja k o n a tę ż e ­ nie prądu.1 4 1 5 9 ). przepływ ający przez nowoczesne lam py żarowe ma natężenie około y2 A. J e ż e li u ż y w a m y w y ra zu a m p er dla ozn a czen ia n a tężen ia prądu. W przyrządach tych prąd m ierzony przepływa przez cienki. Jednostkę.2 Tysiączna część am pera (A) została nazw ana miliamperem (MA). stosowana zwykle w elektro­ technice. 2 A m p er byw a o k reśla n y rów n ież e le k tr o lity c z n ie . Prąd. działa z siłą jednej d y n y 1 na jednostkow y biegun. stanow ią zasadę. jednostka. Zakres wskazań odpowiednio zbudow a­ nych galw anom etrów różnych typów rozciąga się od t y ­ sięcy am perów do bilionowych części ampera. płynąc przez przewodnik w kształcie koła o promieniu centym etrów . ile jednostek elektrostatycznych naboju przechodzi wciągu 1 W y stę p o w a n ie lic z b y '2n w y n ik a z p o d sta w o w e g o p raw a d zia ­ ła ń ele k tr o m a g n e ty c z n y c h . określoną w ten sposób. 5 6 . na której oparto konstrukcję tzw.

do­ prowadziła ona do wyniku w prost sensacyjnego. Z god n ość tę m u sim y w g ra n ica ch b łęd u u zn a ć za z u p ełn ą . za w a rtej w p ew n ej b u te lc e lejd ejsk iej. Odpowiedź na to pytanie udało się zdobyć dopiero w 1856 r. równą wartości pręd­ kości świalła. P o m ia ry te z o ­ s ta ły p o w tó rzo n e p óźn iej w e d łu g p o m y słu W eb era i K o h lra u sch a przez szereg b a d a czy p rzy z a sto so w a n iu c ią g ły c h u lep szeń . Z n aleźli oni. w a r to ść 2 . nie zo sta ło tu u w zg lęd n io n e.2 1 W eb er i K o h lra u sch m ierzy li p rzed e w sz y stk im c a łk o w itą ilo ść e lek try czn o ści. z którego nadzwyczajnej doniosłości ówcześni fizycy nie zdawali sobie jeszcze całkowicie sprawy. 2 N iezn a czn e o d ch y le n ie w a r to śc i p ręd k o ści św ia tła od za o k rą g ­ lonej lic z b y 3 . kulomb. J a k o n a jd o k ła d n iejszą d o ty c h c z a s w a r to ść o tr z y m a n o z ty c h p o m ia ró w — 2 . W e b e r i K o h l r a u s c h znaleźli mianowicie. je s t rów n a 3. . iż liczb a je d n o ste k e le k tr o sta ­ ty c z n y c h n a b o ju . 1010 c m /se k .9 9 7 1 0 . przenoszoną w ciągu jednej sekundy przez prąd o natężeniu jednego am pera. Weberowi i Kohlrauschowi. n a ­ stę p n ie ro zła d o w y w a li t ę b u te lk ę i p rz ep u szcza li prąd w y ła d o w a n ia przez g a lw a n o m etr. więc kulom b odpowiada 3 . jako jedna dziesiąta elektrom agnetycznej jed ­ nostki natężenia prądu.1 . wyrażonej w c e n tym etrach na sekundę. w którym płynie prąd o natężeniu.1010 cm /sek . n a jd o k ła d n iejsz e za ś p o m ia ry o p ty c z n e p ręd k ości św ia tła d a ły . iż p rąd o natężeniu jednostkow ym przenosi w ciągu sekundy liczbę jednostek elektrostatycznych naboju.60 Z a sa d y fizy k i jednej sekundy przez dowolny przekrój przewodnika. 10® jednostkom elektrostatycznym .0 0 0 0 0 . ja k w id z ie liś m y w y ż e j.1 W ten sposób W eber i Kohlrausch po raz pierwszy wykryli ścisły związek pomiędzy elektrycznością i światłem i po raz pierwszy przeczuli identyczność istoty obu tych sił przyrody. wynoszącym jednostkę elektrom agnetyczną. jest to tzw. 1010 cm na sekundę. 1010.. p rz e n o szo n y ch w ciągu se k u n d y przez prąd o n a tężen iu je d n o s tk o w y m . Ponieważ arnper został zde­ finiowany. 1010 cm /sek . a prędkość światła wynosi 3 .9 9 7 9 6 . W elektrotechnice za jednostkę p rak ty c zn ą ilości elek­ tryczności przyjm ujem y ilość elektryczności.

N a p ię c ie ele k tr y cz n e 61 Utożsamienie p rądu elektrycznego z przenoszeniem n a ­ bojów elektrycznych nasunęło myśl. naładow anych elektrycznie. X IX N A PIĘ C IE E LE K TR Y C Z N E Pojęcie ilości woltów jest bardziej naw et znane każdemu laikowi z codziennego życia dzisiejszego. ja k ą prze­ bywa woda na swej drodze. podobne do działań prądu. ja k różnica poziomów dla p rądu wody. zwana też czasami silą elektro­ m otoryczną. Ilością woltów m ierzym y napięcie elektrycz­ ne. że kierunek odchylenia zmienia się wraz ze zmianą kierunku obrotu tarczy lub ze zm ianą znaku naboju. J e s t rzeczą ja ­ sną. przepływającej w ciągu sekundy. j a k ą posiada prąd wody. naładowane elektrycznie i poruszające się dostatecznie prędko. czyli różnica potencjałów. przepływającego przez przewodzący d ru t. bowiem różnica potencjałów t a k samo jest przyczyną pow staw ania p rąd u elektrycznego. Je d n o stk ą n a ­ pięcia elektrycznego jest wolt. lecz również i od różnicy poziomów. W ydaje się zatem. które posiada podobne znaczenie dla prądu elektrycz­ nego. Przypuszczenie to zostało rzeczy­ wiście potwierdzone w 1876 r. nie m a żadnej różnicy pomiędzy p r ą ­ dami przewodzonymi i ta k zwanymi prądam i konwekcyj­ nym i. jest napięcie. W praw iał on w szybki o b ró t naładow aną elektrycznie tarczę i nie tylko mógł wywołać w ten sposób odchylenie znajdującej się w pobliżu igły m agnetycznej. wywoła działania. o ile chodzi o dzia­ łania m agnetyczne. że ciało. aniżeli pojęcie n a ­ tężenia prąd u . Możemy powziąć przybli­ . że zdolność w ykonania pewnej pracy. W nauce o elektryczności poję­ ciem. polegającymi na mechanicznym przesuwaniu ciał. ja k różnica poziomów jest przyczyną p rądu wodnego. przez fizyka amerykańskiego R o w l a n d a . analogicznym do różnicy poziomów. zależy nie tylko od ilości wody. że. lecz ustalił również.

ta k ą sam ą ilość pracy „uzyskujem y“ . . P rzypom nijm y przede wszystkim. równa elektrostatycznej jed ­ nostce naboju. w ykonana przez p rąd o mocy jednego w a tta w ciągu 1000 godzin. przebyw ając różnicę potencjałów jednego wolta. w ykonyw ała pracę jednego erga. ogólnie zapewne znanych. została nazw ana wolt-am perem lub też częściej walłem. aby ilość elektryczności. na cześć wynalazcy m aszyny parowej. 20. ta k zwana kilowallgodzina (KWG). możem y określić jednostkę napięcia tak. iż podniesienie każdego ciężkiego ciała na określoną wysokość w ym aga zu­ życia pewnej pracy i że odwrotnie. faktach: zwykłe bateryjki kieszonkowe w ytw arzają napięcie około 1 %wolta. ze względu na jej wagę. k tó rą wykonyw a na sekundę prąd o natężeniu jednego am pera. jest równa iloczynowi ilości woltów przez ilość amperów. jest jed- 1 P o jęcie erga z n a jd z ie m y w ro zd ziale 7. gdy ciało to spada z tej wysokości. gdy 10. por. mniej więcej pół w a tta na świecę. musimy ją omówić choć w kilku wier­ szach. elektryczne zaś linie oświetleniowe z n a jd u ją się pod napię­ ciem 110 lub też 220 woltów. jednakże. rozdz. np.0187 w olta.1 przeby­ wając napięcie jednostkowe. że nowoczesne lam py żarowe zużywają przeciętnie od 10 do 100 w attów . Praca. Każda zmiana poziomu ciężkiego ciała związana jest ze zużyciem.62 Z asad y fiz y k i żone wyobrażenie o wielkości wolta. Ogólnie praca p rądu na sekundę — czyli tak zwana sprawność albo moc p r ą d u —-w y raż o n a w w a tta c h . spływając z góry. opierając się na dwu następujących. opada o 40 metrów.000 ton wody.2 Praca. Dla przykładu zaznaczy­ my. Trzechsetna część takiej jednostki napięcia została nazwana wollem. Ścisła definicja wolta jest nieco trudna. 2 In n e (u sta w o w o p rzy jęte) ok reślen ie w o lta p o leg a n a ty m . Kierując się analogią. gdy elektryczność prze­ pływa pomiędzy dwoma p u n k ta m i o różnych potencjałach. iż n a p ięcie n orm aln ego ogn iw a k a d m o w eg o p r zy jm u je się za rów n e 1. czy też z uzyskaniem pewnej pracy. W podobny sposób zostaje w ykonana praca.

której znaczenie uprzytam nia sobie każdy. 2 D aw n iej opór tak iej nici rtęcio w ej sto so w a n o rów n ież ja k o je d n o stk ę .1 Q. Opór elektryczny 63 no stk ą pracy1 dobrze znaną z życia codziennego. a następnie z astąpim y to źródło innym o napięciu podwójnym . charakteryzującą elektryczne własności przew odnika. a mianowicie opór takiego przewodnika. sp ra w n o ść o zn a cza p racę na je d n o s tk ę czasu . Opór przewodnika liniowego jest w prost proporcjonalny do jego długości. iż w a tt je s t jed n o stk ą sp ra w n o ści n a to m ia st w a ttg o d z in a lu b ty sią c k r o tn ie w ięk sza k ilo w a ttg o d /. is to tn ie . k tó ry spostrzeżenia swe wypowiedział w postaci prawa. natężenie p rądu jest dwa razy większe w drugim w ypadku. zwa­ nego od jego nazwiska praw em Ohma. Opór d ru tu metalowego o długości 1 m etra i przekroju jednego mili­ m etra kwadratow ego nazyw am y oporem właściwym danego m etalu. niż w pierwszym. jed ­ nostką techniczną oporu jest „ O h m “ — . odwrotnie — do przekroju. ja k to stwierdził w r. w k tó ry m napięcie (siła elektro­ m otoryczna) jednego wolta w ytw arza prąd jednego am pera. kto korzysta z oświe­ tlenia elektrycznego.in a sta n o w i je d n o s tk ę p racy. natężenie p rądu w określonym przewodniku jest proporcjonalne do napięcia. XX O PÓ R E L E K T R Y C Z N Y Gdy połączymy ze sobą przewodnikiem bieguny źródła p rądu o określonym napięciu. . o d c h y le n ie tak iej je d n o stk i od je d n eg o om a w y n o si za led w ie kilka p ro cen tó w . Ogólnie biorąc. że słup rtęci o długości jednego m etra i przekroju jednego milimetra kwadratow ego2 posiada opór około 1 N a le ż y zw rócić u w agę na to. Iloraz ten nazwano oporem. 1827 O h m . Opór właściwy rtęci wynosi około jedności. to znaczy. gdyż musi płacić za nią około 50 groszy. Stąd iloraz napięcia przez natężenie prądu jest pewną wielkością mierzalną.

jest powszechnie używ ana na przewody. ja k np. Za pomocą elektrycznych term om etrów oporowych m ożna mierzyć różnice tem peratur. bardzo niskiej tem peraturze. pośród n ich . za­ nurzonym do ciekłego helu. od tem p e ra tu ry . 12% m anganu). posiadających tę dziwną właściwość. Szczególnie m ały jest opór wła­ ściwy srebra (0. około — 269° C (a więc zaledwie o 4 stopnie powyżej zera bezwzględnego). występuje osobliwe zjawisko nadprzewodnictwa. u pewnych określonych metali. K ażdy z metali. T ak np.017). praktycznie biorąc.64 Z a sa d y fizy k i 1 Q (dokładniej 0. skutkiem tego miedź. k tóre sam e przez się n ie u ja w n iły n a d p rzew o d n ictw a . 4 % niklu. a mianowicie zwiększa się z jej wzrostem. Opór właściwy slopów znacznie mniej zależy od tem p e ra ­ tu ry . traci. n a w e t s to p y m e ta li. Zależność tę. wówczas po usunięciu źródła p rąd ten krąży nadal w pierścieniu w ciągu długich godzin bez żadnego dostrzegalnego osłabienia. ołów. praktycznie biorąc.96 Q). w ykryte przez K a m e r l i n g h O n n e s a w 1911 r. 3 N iek tó re s to p y w y k a z u ją ró w n ież zja w isk o n a d p rze w o d n ic tw a . jako m etal stosunkowo tani. cynk. Opór właściwy zmienia się z lempcralurą. charakterystycznej dla danego m etalu. rtęć. szczególnie p r a ­ widłową w w ypadku platy n y . gdy w pierścieniu ołowianym. zgoła n ieo cz e k iw a n ie . całkowicie swój opór w pewnej ściśle określonej.1 w ytw orzym y p rąd przez chwi­ lowe przyłożenie źródła prądu. Dzięki planow ym próbom udało się wytw orzyć stopy. Do stopów ty ch należy konslanlan (60% miedzi. których opór właściwy nie zależy. dochodzące zaledwie do jednej s tu ­ tysięcznej stopnia.016) i miedzi (0. .2 W a rto tu nadm ie- 1 S k u tk ie m te g o tem p era tu ra p ierścien ia o ło w ia n e g o je s t sta le u tr z y m y w a n a na p o zio m ie ok o ło 4° p o w y żej zera b e zw z g lęd n e g o . można wyzyskać do n a d ­ zwyczaj dokładnych pom iarów te m p e ra tu ry . W tem p e ra tu ra c h szczególnie niskich. 4 0 % niklu) i m anganina (84% miedzi.

to na. V10 i 1/100 oma. mianowicie dwie równoległe kreski różnej długości. czyli t a k zwaną elektrodą dodatnią. 1. 22.) Stosowane dzisiaj często w praktyce ogniwa suche za­ wierają pewną masę. Przez a k u m u la to r musi być uprzednio przepuszczony p rąd z zew­ ną trz . Gdy w obwodzie p rąd u znajduje się kilka oporów. jest węgiel. dochodzące do biliona omów.pry¿ u2¿h°™ $ turalnie sum ują się one. oraz na opór — linia zazębiona.1 Pom iar oporów polega zwykle na ich porównaniu z opo­ ram i norm alnym i. złożone z całkowitych wielokrotności 100. włączonych jeden po drugim. można je d n a k mierzyć opory. rozdz. grających ważną rolę. gdy b a d a m y izolatory. na k tó ry m są również widoczne powszechnie przyjęte symbole rysunkowe na źródło prądu. Opór elektryczny 65 nić jeszcze o osobliwej własności selenu. lub reostaty. Za pomocą specjalnych urządzeń. którego opór właściwy obniża się znacznie pod wpływem naświetlenia. J e d n a z p ły te k po­ kryw a się przy ty m dw utlenkiem ołowiu. służą do tego tak zwane pudelka opo­ rowe. a k u m u la to r nie daje je d n a k jeszcze w ty m stanie żadnego prądu. 10. przesyconą roztw orem salm iaku. (Porównaj rys. zawierające kom plety wzorców. na drugiej zaś 1 Por. zanu­ rzonych w czystym kwasie siarkowym . Składa się on z dwóch płytek ołowianych. Najw ażniejszym dzisiaj ogniwem galwanicznym jest aku ­ mulator. gdy n a to m ia s t elektrodę ujem ną tw orzy n a ­ czynie cynkowe ogniwa suchego. zostaje on wówczas „naładow any“ skutkiem zacho­ dzących w nim zmian chemicznych. Podobnie sum ują się siły elektrom otoryczne źródeł prądu. Zasady fizyki 5 . gdy włączymy ich kilka do obwodu lub też gdy źródła te złączymy w baterię. 39. Obszar mierniczy takich przyrządów sięga do dziesiątków tysięcy omów. p ły tk ą dodatnią. a w większości w ypadków również i różnej gru­ bości.

Przesuwając dowolnie ruchom y k o n ta k t H. stosuje się nie tylko do całego obwodu prądu. przez opór części obwodu zawartej między A i B jest rów ny różnicy potencjałów punktów A i B. W ynika stąd możliwość podziału napięcia. W w y padku rozgałęzienia prądu. odgałęźmy następnie z p u n k tó w F i Ii obwód boczny.000 woltów. wówczas ilo­ czyn natężenia prądu. Gdy a k u m u ­ lator wyczerpie się. Przyłóżm y np. wynoszące 220 woltów. Stosunek wartości napięcia częściowego pomiędzy p u n k tam i F i H do całkowitego napięcia 220 woltów jest równy stosunkowi części oporu F H do całkowi­ tego oporu FG. prawo Ohma stosuje się do natężenia prądu i oporu każdej z gałęzi. można go na nowo naładować. w y w o ła n y c h przez prąd p ie r w o tn y . Można również zestawiać ak u m u la ­ to ry w baterie. p o n iew a ż d op iero u p rzed n ie p rzep u szczen ie p ew n eg o p rąd u p ie rw o tn eg o u m o żliw ia p ó źn iejsze czerp a n ie prądu z o g n iw a n a k o sz t p rzem ian c h e m ic z ­ n y ch . 1 N a z y w a m y ogn iw o te g o rod zaju w tó r n y m . według którego iloczyn n a ­ tężenia p rądu przez opór równa się sile elektrom otorycznej.66 Z asad y fiz y k i wydziela się wodór. m ożna z pomocą takich bateryj otrzym ać wysokie napięcia. W stanie naładow anym a k u m u la to r jest „w tó rn y m “ ogniwem galwanicznym. stosując odpowiednie izolacje. n a p ię d a is c h e m a i).6 wolta. 23). nato m ia st do ładowania potrzebne jest napięcie 2. k tó ry odwrotnie może redukować dwu­ tlenek ołowiu na ołów metaliczny. Niech A i B będą dwoma dowolnymi p u n k ta m i obwodu. używany jako źródło prądu. lecz również i do dowolnej jego części. A kum u­ lator. Praw o Ohma. . sięgające do 10. napięcie miejskiej linii oświetleniowej.1 A ku­ m ulator może dostarczać przez wiele godzin p rąd u o kierunku odw rotnym do p rąd u ładującego. płynącego przez obwód. do którego włączamy jakiś przyrząd. zużywający prąd. do oporu FG (rys. w ykazuje napięcie 2 wol­ tów. k tó ry można dzielić na części za pom ocą ruchomego k o n ta k tu Ii.

Za jednostkę pojemności p rzyjm ujem y ta k ą pojemność. k tóra skupia nabój. 1 U rząd zen ie. gdy odległość między płytam i jest dana. proporcjonalne do przyłożonego napięcia. 5* . że każdy galw anom etr o znanym oporze m ożna przekształcić w p rzy­ rząd mierniczy do napięć. czyli ta k zwany woltomierz. XXI KONDENSATOR W eźm y dwie p ły ty metalowe. usta w m y je naprzeciwko siebie i po­ łączmy je chwilowo ze źródłem pewnego określonego n a ­ pięcia. są. Wielkość tę nazyw am y pojemnością kondensatora. Możemy więc przyrów nać nabój do iloczynu n a ­ pięcia przez pewną wielkość. n osi m ia n o p o te n c jo m etru . zwany kondensatorem . iż naboje elektryczne o przeciwnych znakach. Jed n o stk ę tę nazwano faradem na cześć wielkiego fizyka angielskiego F a r a d a y ’a. J e st zrozumiałe samo przez się. op isa n e tu ta j. Okazuje się wówczas. Dalsze obserwacje w ykazują. że fizyka dzisiejsza rozpo­ rządza jeszcze licznymi innym i m etodam i mierzenia różnic potencjałów. gdy odległość pomię­ dzy p łytam i jest stała. stan ten zaś trw a naw et po usunięciu doprowadzeń napięcia. Kondensator 67 możemy w ytworzyć w ten sposób dowolne napięcie czę­ ściowe. zwłaszcza o ile chodzi o bardzo małe i szcze­ gólnie wysokie napięcia. z'miejską linią oświetleniową. która charakteryzuje opisany wyżej układ.1 Z praw a Ohma w ynika wreszcie również. równy jednem u kulombowi. jest ona jed n a k o wiele za duża dla celów technicznych. gdy napięcie na niej wynosi jeden wolt. gromadzące się na każdej z płyt. iż obie p ły ty zostają naładow ane elektrycz­ nością przeciwnych znaków. chociażby np. umieszczone na izolowa­ nych podstaw kach.

w w ypadku wody ma ona olbrzymią wartość 81. można zastosować przyciąganie się wzajemne p ły t kondensatora do pom iaru różnic potencjałów.00059. zam iast powietrzem. 1 M u sim y w y k o n a ć tę c z y n n o ść o stro żn ie. gdy usu­ niemy d ru ty . 5. ebonitu — około 3. zależy ona też w spo­ sób bardzo istotny od substancji. że w tych samych w arunkach pojem ność kondensatora zwiększa się pięcio­ krotnie. je d n a k ż e sta ła d ie le k tr y c zn a p ow ietrza różni się bard zo m ało od je d n o śc i. zgodnie z wyżej powiedzianym. poza ty m za k ła d a m y . porcelany — 4 % . k tóra wskazuje. znajdującej się pomiędzy p łytkam i metalowymi. doprowadzające napięcie.1 zauw ażym y n a ty c h m ia ­ stowy spadek napięcia do 40 woltów. Jeżeli przyłożym y do kondensatora napięcie 220 woltów.“ Stała dielektryczna szkła wynosi. Pojemność kondensatora płytkowego jest odwrotnie proporcjonalna do odległości między płytkam i. w a rto ść jej w y n o si 1. gdy pom iędzy jego płytam i znajduje się szkło zam iast powietrza. Musimy stąd wyciągnąć wniosek. 2 P o w ietrzu m u sim y ró w n ież p rzy p isa ć p ew n ą sta łą d ie le k tr y c z ­ n ą w sto su n k u do p różn i. P ły ty kondensatora niosą naboje znaków przeciwnych i skutkiem tego przyciągają się nawzajem . Poprzednie napięcie — 220 woltów — ustala się jed n a k z powrotem.68 Z asad y fiz y k i W p raktyce używ am y jako jednostki t a k zwanego mikro- farada (MF) — któ ry stanowi milionową część farada. W su ń m y pomiędzy naładowane płytki szybę szklaną. . Liczbę tę n a ­ zwano slalą dielektryczną. Odwrotnie. ja k stwierdził w 1835 r. co m ożna bez­ pośrednio stwierdzić za pomocą wagi. przy czym. że g ru b ość w su n ię te j sz y b y szk la n ej je s t rów n a o d le g ło śc i p o m ię d zy p ły ta m i. F a r a d a y . Każdej substancji nieprzewodzącej elektryczności odpowiada w sposób analogiczny pewna c harakterystyczna liczba. gdy szybę szklaną usuniemy. zostaje ono zachowane. u n ik a ją c z e tk n ię c ia z n a ła d o w a n y m i p ły ta m i m e ta lo w y m i. ile razy w zrasta pojemność kondensatora po wypełnieniu przestrzeni między płytam i t ą substancją.

ja k ą trzeba w y k o n a ć p rzeciw k o siło m p o la . Składa się on z szeregu p ły t m etalow ych w kształcie pół­ koli. Na podstawie praw a Coulomba m ożna łatwo wywniosko­ wać. okazuje się. są tzw. połączonym z ziemią (uziemionym). ca łk o w a n ie) d o c h o d z im y do p r z y to czo n ej w y żej z a leż n o ści. Równie dobrze. 24). 24. pom iędzy które w suw am y przez po­ kręcanie odpowiedniej gałki drugi układ p ły t (rys.1 0 9 je d n o stk o m e le k tr o sta ­ ty c z n y m . butelka lejdejska oraz płyta F ranklina.3 K ula metalowa 1 Im b liżej sieb ie zn a jd u ją się o b y d w ie w a r stw y sta n io lu . P rzyjm ujem y wówczas za napięcie różnicę potencjałów Rys. oklejonego obustronnie staniolem . a w o lt — 1/300 e le k tr o sta ty c z n e j je d n o s tk i n a p ięc ia . możemy mówić o pojemności każdego ciała przewodzącego elektryczność.1 W technice współczesnej i w fizyce ekspery­ mentalnej używa się jako przyrządu o dającej się dokładnie regulować pojemności ta k zwanego kondensatora obrotowego. gdy przew odnik ma ksz ta łt kuli. posiadającym i również pewne znaczenie historyczne. ja k g d y b y b ył ca łk o w icie sk u p io n y w środ k u k u li. 2 N ab ój k u li d zia ła m ia n o w icie na ze w n ą tr z ta k . czyli każdego „przew odnika“ . też pomiędzy przewodnikiem i jakim ś dowolnym ciałem. P o te n c ja ł za ś k u li o d p o w ia d a p racy. iż kula o promieniu 9 kilometrów posiada pojemność jednego m ikrofarada. iż pojemność jego równa się promieniowi kuli.2 W szczególnym więc w ypadku.Kondensator pom iędzy przewodnikiem i ziem ią lub obrotowy. 3 K u lo m b rów na się m ia n o w icie 3 . S tą d p rzez p ro sty rach u n ek (tzw . podzielonemu przez promień. każdem u kątowi skręcenia odpowiada określona wartość pojemności. ja k o pojemności kon­ densatora. a b y p rzen ieść ele k tr o m a g n e ty c z n ą je d n o s tk ę n a b o ju z n ie sk o ń c zo n o śc i do d o ­ w o ln eg o p u n k tu na p o w ierzch n i k u li. ty m siln iej w zra sta p o jem n o ść (stą d te ż p o c h o d z i n a zw a k o n d en sa to r). K on d en sator 69 Bardzo rozpowszechnionymi formami kondensatorów. Oba te ty p y kon­ densatorów w ykonane są ze szklą. D zie- . Można rów­ nież łatwo wykazać. że potencjał kuli metalowej musi być rów ny jej nabo­ jowi.

Najsilniejsze. istniejący w pewnym punkcie pola w kierunku działania siły. ja k o m ilio n o w ej części farada. Skutkiem takich napięć na z n ajdujący się w polu nabój działa pewna siła.70 Z asad y fizy k i o promieniu rów nym promieniowi ziemi ma pojemność 707 m ikrofaradów. równy napięciu linii oświetleniowej. wiążą się bezpośrednio pojęcia pola elektrycz­ nego oraz natężenia pola elektrycznego. o tr z y m u je m y 9 . 105 cm . 1 Z d efin icji p o ten c ja łu w y n ik a m ia n o w icie. pom iędzy p u n k ta m i którego istnieją różnice potencjałów. k tó ry m zajmowaliśmy się ju ż nie­ jednokrotnie. 10u ja k o w a r to ść farada w c e n ty m e tr a c h . . technicz­ nie osiągalne. Spadek potencjału. a więc około 220 woltów. czyli napięcia elektryczne. Otaczająca nas atm osfera stanowi również pole elektryczne. ja k to łatwo wykazać. Gdy podzielimy ją przez wielkość naboju. Nazwą pola elek­ trycznego obejm ujem y obszar.1 0 9 przez 1 /3 0 0 . o d p o w ia d a 9 . pola m ają spadek rzędu kilku milionów woltów na centym etr.1 Wobec tego natężenie pola po dajem y w woltach na c entym etr. m u si b y ć rów n a sile. d z ia ­ łającej na je d n o s tk ę n ab oju . X X II POLE ELEKTRYCZNE Z pojęciem napięcia. S tą d jed n em u m ik ro fa ra d o w i. czyli natężenie pola elektrostatycznego. natężeniu pola elektrycznego. w z ię ta ze zn a k iem o d w ro tn y m . o trz y m am y „siłę na jednostkę n a b o ju “ . równa się. o trz y m ała b y ona nabój równy co do wielkości ilości elektryczności. w k tó ry m norm alny spadek potencjału wynosi na powierzchni ziemi około 1 wolta na ląc 3 . ja k a przepływa w ciągu jednej sekundy przez przekrój nitki zwykłej żarówki. G dybyśm y nadali ta k olbrzymiej kuli potencjał. czyli różnica potencjałów na centym etr. że (jak m ó w im y w ję z y k u m a te m a ty c z n y m ) p o ch o d n a p o te n c ja łu w zg lęd em o d le ­ g ło ści.

na płytce szklanej naklejono dwa kawałki staniolu i po­ łączono je ze źródłem wysokiego napięcia. 25. potrząsając nią z lekka. Możemy sobie wyobrazić. Rys. Elektryczne linie sił w polu kondensatora. Z rysunku widać (wynika to również i z rozważań teoretycznych). w ty m celu w ystarczy w ytw orzyć pole elektryczne na płytce szklanej i następnie. że każde pole elektryczne wypełnione jest takim i limami sił. Jeśli w polu elektrycznym przeprowadzim y krzyw ą w ten sposób. przedstaw ia linie sił pola kondensatora. 25 np. że w każdym punkcie będzie ona miała kierunek natężenia pola w danym miejscu. D robniutkie kryształki gipsu ułożą się wówczas pod wpływem sił elektrycznych wzdłuż linii sił. Rys. że linie sil w ychodzą prostopadle z powierzchni naładowanego ciała . P o le elek try czn e 71 ce n ty m etr. o trz y m am y wówcz&s ta k zwaną linię siły. posypać ją sproszkowanym gipsem. Możemy jed n a k również bezpośrednio uwidocznić linie sił. jednakże podczas burzy spadek ten może wzrosnąć do blisko 1000 woltów na centym etr.

zyska nabój ujem ny. Gdy ciało A usunie­ 1 P rzed e w sz y stk im n a le ż y tu p o m y śle ć o e lek tro n a ch ! 2 O d k ryw cam i in d u k cji ele k tr y c z n e j b y li W ilk e i A ep in u s. zostałyby one n a ty c h m ia st w yrównane przez przepływ prądu. Roz­ liczne doświadczenia rzeczywiście bezpośrednio potwier­ dzają b rak pola we wnętrzu naładow anych przewodników. że w pierwszych istniejące w ciałach naboje elektryczne1 mogą poruszać się swobodnie wzdłuż linij sil. nie może również istnieć w nim i pole elek­ tryczne. Istotna różnica pom iędzy przewodnikami i izolatorami polega właśnie na ty m . zwrócona ku ciału A. Jeżeli do n ała­ dowanego dodalnio ciała A zbliżymy izolowany. wykryŁe już w połowie X V I I I sLulecia. Gdy ciało B uziemimy. w yw ieranych przez nabój ciała A. nienała- dow any uprzednio. n ato m iast część odwrócona od ciała A — dodatni. skutkiem zdolności przesuwania się nabojów we wnętrzu ciała B. Z możności poruszania się nabojów w ew nątrz prze­ wodnika w ynika dalej zjawisko indukcji2 elektrycznej. W przewodnikach na to m ia st nie mogą istnieć różnice potencjałów. ogniwem galwanicznym). ujem ny zaś pozostanie. Stosuje się to naturalnie nie tylko do pełnych.72 Z asad y fizyk i i również prostopadle kończą się na innym ciele naładow a­ nym. iż w przewodniku nie mogą istnieć różnice potencjałów. Tylko w izolatorach mogą istnieć różnice potencjałów a więc w nich tylko mogą przebiegać linie sił bez jednoczesnego przepływu prądu. Wobec Lego. będzie to wynikiem sił przyciągających i odpychających. Nabój przewodnika może gromadzić się tylko na jego powierzchni. Zachowanie się przewodników i izolatorów w polu elek­ trycznym jest zasadniczo odmienne. przewodnik B. lecz i do pustych wew nątrz przewodników. w izolatorach zaś jest to nie­ możliwe. Ło. nabój dodatni spły­ nie do ziemi. . chyba że napięcie jest podtrzym yw ane przez połączenie ze stałym źródłem p rądu (np. część jego.

opracował teorię m agnetyzm u. wytworzone dotychczas przez fizyków. w którym na biegun m agnetyczny działa pewna siła. X X III P O L E M A G N ETY CZN E W podobnym znaczeniu. 3 P o w io d ło siQ teg o d o k o n a ć K a p ic y i je g o w sp ó łp ra co w n ik o m w 1930 r. Możemy więc nadać przewodnikowi B za pośrednictw em ciała A przez indukcję nabój elektryczny znaku przeciwnego. rodz. jak elektryczne. sypiąc opiłki żelazne na tek tu rk ę. 17. za pom ocą w yładow ań elektrycznych udało się w ytw orzyć chwilowe pola m agnetyczne o natężeniu przewyższającym nawet milion gaussów. gdzie na biegun jednostkow y działa siła jednej dyny. Najsilniejsze trwałe pola m agnetyczne. ja k o polu elektrycznym . m ó­ wimy w fizyce również i o polu m agnetycznym . m a ją natężenie rzędu dziesiątków tysięcy gaussów. działającą na biegun jednostkow y. którego n a tę ­ żenie wynosi około połowy gaussa.2 Na powierzchni ziemi znajdujem y się stale w polu m agnetycznym ziemskim. k tó ry około 1820 r. a poza ty m wspólnie z W eberem w y­ nalazł telegraf elektrom agnetyczny. nie sty kając ze sobą bezpośrednio tych ciał.1 Zwykle używ aną jed n o stk ą natężenia pola magnetycznego jest „g a u s s nazw any tak dla uczczenia wielkiego m a te ­ m a ty k a niemieckiego. Pod tą nazwą rozum iem y obszar. . P o le m a g n e ty cz n e 73 m y. lo elektryczność ujem na rozejdzie się po całym przewodniku B. 1 O d efin icji b iegu n a je d n o stk o w e g o b y ła m ow a w ro zd ziale 18. odziemiając jednocześnie ciało B.3 M agnetyczne linie sil możem y uwidocznić w podobny sposób. Natężenie poła równe jest jednem u gaussowi tam . przy czym natężeniem pola m agnetycz­ nego nazyw am y siłę. 2 B liższe szc z e g ó ły o „ d y n ie “ por.

M agnetyczne linie sił. ja k wskazuje rys. 27 wskazuje przebieg linij sił dokoła długiego prosto- Rys. a więc pomiędzy kilkoma biegunami. linie sił przebiegają. liniowego przewodnika. 27.74 Z asad y fizy k i Rys. We wnę- Rys. 26 pokazu je przebieg linij sił pomiędzy dwom a m agne­ sami sztabkowym i. otaczające Rys. 28. przez k tó ry płynie prąd elektrycz­ ny. 26. ta k zwanego „solenoidu“ . Linie sil we w nętrzu spirali opły- przew odnik prostoliniowy. prawie równo­ legle do siebie i prostopadle do płaszczyzny zwojów. w ty m w y padku linie sił tworzą koła współśrodkowe. We wnętrzu takiej szpuli panuje skutkiem tego prawie . wanej przez prąd. Pole m agnetyczne pomiędzy dwoma magnesam i sztabkowymi. trzu obieganej przez prąd spirali. Rys. 28. otaczające d r u t w płaszczyźnie doń prostopadłej.

. 30.Rys. Przyciąganie się dw u prądów jednakowo skierowanych. Rys. O dpychanie się dw u prądów przeciw nie skierowanych. 29.

m agnetyczne linie sił ułożą się tak.1 J a k wskazuje rys. ja k i do kierunku prądu. 29 i 30 ilustrują zatem zasadni­ cze prawo elektrodynam iczne. według którego p rą d y równoległe przyciągają się lub odpychają wzajemnie. przetkniem y dwa prostolinijne d ru ty i przepuścim y przez nie prąd. jeżeli jako przewodników użyjem y giętkich linek m etalowych.3 równoważna prądowi 1 W y n ik a to z fa k tu . że wzdłuż linij sił musi istnieć pewne napięcie. Jeśli przez tekturkę. ja k na rys. co jest możliwe. które je naciąga. iż prostopadle do linij sił panuje pewne ciśnienie. m ożna również łatwo wykazać. czy są skierowane jednakow o. czy też przeciwnie. następuje odchylenie w kierunku prosto­ padłym zarówno do linij sil. że lin ie sil ani nie zb ieg a ją . Ponieważ niosąca nabój elektryczny ruchom a cząstka m a ­ terii jest. rozdz. istniejące wzdłuż linij sił. Używając giętkich przewodników. sta ra ją się zbliżyć obydwa d r u ty do siebie. 26 w ykazuje również wyraźnie. ustalone w 1820 r. Rys. podobnie. które stara się rozsunąć linie. o ile są one ruchome. napięcia. że są one odchylane w polu m agnetycznym . Gdy n a to m ia st przez d r u ty przepuścim y prąd y . ja k widzieliśmy wyżej. 30. linie sil przebiegają pomiędzy przeciwnymi. a więc przyciągającym i się wzajemnie bie­ gunam i. jak się to dzieje w n a piętym sznurze gumowym. 18. s ta ra ją się one w ty m w ypadku odsunąć oby­ dwa d ru ty od siebie. skierowane przeciwnie wzglę­ dem siebie.76 Z a sa d y fizy k i jednorodne pole m agnetyczne. Prawo A m pere’a można z łatwością potwierdzić bezpośrednio. 2 Por. . posypaną opiłkami żelaznymi. gdy p rądy są jednakowo skierowane. wówczas linie sił przebiegają Lak. jak na rys. 26. sąsiadujące ze sobą. stąd wnioskujem y. 29. zależnie od tego. to. Gdy magnetyczne linie siły przebiegają prostopadle do kierunku prąd u . Natężenie pola m agnetycz­ nego jest tam praktycznie wszędzie jednakow e. a n i te ż nie rozb iegają się. przez A m pere’a. Rys.

32 przedstaw ia nowo­ czesny „m agnes-olbrzym “ takiego rodzaju. W artości zboczenia dla głównych 1 Por. gdy pa^my wprowadzimy do jej w nętrza sztabkę z miękkiego żelaza. 2 P o n iew a ż p ó łn o c n y (w sk a z u ją c y na p ółn oc) b iegu n ig ły k o m ­ pasu je s t p r z y cią g a n y p rzez p o łu d n io w e b ie g u n y m a g n e ty c z n e . doznają bardzo znacznego wzmocnienia. Rys 3I Pom iary m agnetyzm u ziemskiego w ykazują. . z aw arty po­ między igiełką kom pasu a kierunkiem astronom icznym północ — południe. z n a jd u ją c y się na p ó łn o cn ej p ó łk u li ziem sk iej. Pole m agnetyczne ziemi m usim y również uważać za pole magnesu niezwykle wielkich rozmiarów. w kierunku z południa na północ. P o le m a g n ety czn e 77 konwekcyjnem u. drugi na południe od Australii na południowym Oceanie Lodo­ w atym . że oś. z d a n y m i o p ro m ien ia ch k a to d o w y c h w ro z d zia le 58. zachowuje się zupełnie tak. stanowiący rdzeń szpuli. Wobec tego prostoliniowy. Zawieszona swobodnie. wywierane przez ta k ą szpulę z prą­ dem. więc w poprzecznym polu m agnetycznym opisuje ona kolo. Siły magnetyczne. przez k tó rą przepływa prąd (solenoid). Zboczeniem magnetycznym nazyw am y k ą t.2 E lem entam i magnetyzmu ziemskiego nazyw am y zbo­ czenie m agnetyczne (deklinację). Na północ wskazuje przy tym ten koniec szpuli. lub też wygięty w kształcie podkowy czy półkola żelazny walec. Jeden biegun m agnetyczny ziemi znajduje się w podbiegunowej Ameryce Północnej. ustawia się. Rys. (ss° h " ^ łącząca ze sobą bieguny m agnetyczne ziemi. je s t w ła ściw ie b ieg u n em p o łu d n io w y m .1 Szpula. obieganej przez prąd. ja k magnes. podobnie do igiełki kom pasu. tw o­ rzy silny elektromagnes. a więc z linią łączącą bieguny geograficzne. w ięc b iegu n m a g n e ty c z n y . 31). na k tó ry p a trz ąc widzimy przepływ p rądu w kierunku odw rotnym do ruchu wskazówki zegara (rys. nachylenie m agnetyczne (inklinację) i składową poziomą. two­ rzy k ą t około 12° z osią obrotu ziemi.

W a rs z a w a — 1°37’. podobnie do igiełki kom pasu.1 Nachylenia m agnetyczne dla przytoczonych wyżej m iast wynoszą: W arszaw a: 67° 5’. Wilno: 68° 28’. do drugiej — bizm ut. E lem enty m agnetyzm u ziemskiego są równie niestałe. Dopiero w 1845 roku F a r a d a y wykrył. Za trzeci elem ent m agnetyzm u ziemskiego p rzyjm ujem y wreszcie składową poziomą natężenia pola magnetycznego ziemskiego. K raków: 65° 51’. mogąca obracać się dokoła osi poziomej i ustawiona w płaszczyźnie po­ łudnika m agnetycznego. . Aż do połowy X I X stulecia uważano m agnetyzm za w yłączną właściwość pewnych wyróżnionych ciał. Co praw da. Poznań — 3° 10’. roztw ory wodne soli wielu metali. że tylko pewna część ciał ustaw ia się. pozostałe ciała ustaw iają się prostopadle do linij sił. chrom. jak również zmianom długookresowym. F a ra d a y ustalił jed n a k również. wynosi ona w Polsce średnio mniej więcej 0. Poznań: 66° 49’. że wszelka m ateria ujawnia pewne własności m a­ gnetyczne.190 gaussa. jaki tworzy z płaszczyzną poziomą igiełka kom pasu. Wilno +1° 0’. p latyna. zwanym wiekowymi (seku- larnymi). 1 P o łu d n ik iem m a g n e ty c z n y m n a z y w a m y p ła sz cz y zn ę p io n o w ą . siarka i większość gazów. Lwów + 0 ° 11'. zostały n a ­ zwane przez F a r a d y a ’a paramagnetycznymi. ja k niestałe jest położenie biegunów m agnetycznych: podlegają one w ahaniom dziennym i rocznym.78 Z asad y fizy k i m iast Polski są obecnie następujące (znak m inus oznacza zboczenie na zachód. należące zaś do drugiej — diamagnetycznym i. przede wszystkim zaś żelaza. w kie­ runku linij sił m agnetycznych. należące do pierwszej grupy. Do pierwszej grupy należą np. Lwów: 64° 55’. w k tórej u sta w ia się ig iełk a k o m p a su . K raków — 1° 51'. Nazwę nachylenia magnetycznego nosi k ą t. Substancje. plus — na wschód).

traci jednakże swój m agnetyzm jednocześnie z przerwaniem np. dla żela za 750° C. porównywalne z m agnetyzm em żelaza. P o le m a g n ety czn e 79 p aram ag n ety czn y czy też diam agnetyczny ch a ra k te r ciała zależy również i od otoczenia. Tylko bardzo nieliczne substancje. w ykryte przez H e u s l e r a około 1900 r. D la n ik lu n p . miękkie żelazo magnesuje się łatwiej. zatrzym uje jednakże na stale raz wywołany w niej m agnetyzm . Stal trudniej daje się namagnesować. które składają się z metali prawie nie­ m agnetycznych.i dia­ m agnetyzm są niezwykle słabe. Pom iędzy stalą a miękkim żelazem zacho­ dzi istotna różnica pod względem zachowania Rys. . prądu. szcze­ gólnie silnie ferromagne­ tyczny jest np. 32. pewien stop m anganu. Zdolność łatwego i silnego magnesowania się posiada w szczególnie wysokim stopniu wynaleziony w 1925 r. n ik ie l i k o b a lt tra cą sw e w ła sn o ści ferr o m a g n ety czn e. któ ry je magneso­ wał. p u n k ta c h Curie) żela z o . p u n k t C urie o d p o w ia d a tem p era tu rze 375°. się m agnetycznego. Należą do nich prócz niklu i kobaltu2 jeszcze pewne stopy. 2 G od n y u w agi je s t fa k t. W porównaniu z m agnetyzm em żelaza para. M agnes-olbrzym K am erlingh-O nnesa. w którym się ono znajduje. że w p ew n y ch śc iśle o k reślo n y ch tem p era tu ra ch (w tzw . zwane ferro­ magnetycznym i1 w y k a ­ zują własności m agne­ tyczne. glinu i miedzi.. 1 F errum je s t ła ciń sk ą n a zw ą żela za .

iż każdy przewodnik naelektryzow any może n a ­ ładować przez indukcję również i znajdujące się w pobliżu inne przewodniki. że galw anom etr wykazuje drobne chwilowe od­ chylenie przy otwieraniu (wyłączaniu) lub też p rzy za­ m ykaniu (włączaniu) p rądu pierwotnego. F a k t. p r zen ik liw o ści m a g n e ty c z n e j. szczególnie w telefonii. perm zaś sta n o w i sk ró t od p e r m e a b ility . ja k może żadne inne. F a ra d a y początkowo nie miał je d n a k więcej szczęścia. że być może p rąd elektryczny potrafi również wywołać powstanie innego prądu. nawijał warstw ę w tórną. W doświadczeniach swych. obchodziła stuletni jubileusz odkrycia. na d r u t ten. galwano- m e tr nie wykazyw ał naw et śladów odchylenia. przy czym od­ 1 Po a n g ielsk u sło w o a llo y z n a c z y sto p .1 składający się z 7 8 % niklu i 2 2 % żelaza. dobrze od niego izolowaną i połączoną z galw anom etrem . przy współudziale wszystkich na­ rodów k u lturalnych świata. którem u zawdzięcza swe powstanie elektro­ technika i które wpłynęło na losy cywilizacji ludzkiej tak. chociaż F a r a d a y coraz bardziej wzmacniał swą baterię. Anglia. Wreszcie po długich bezowocnych próbach udało się F a r a d a y ’owi zauważyć. z b a terią galwaniczną. niż wielu jego współczesnych. po p o lsk u tzw . nasunął F a r a d a y ’owi myśl. k tóra m o że słu ży ć za m iarę sto p n ia ferro m a g n ety zm u . . nawiniętego na drew nianą szpulę. uzyskał on już niezwykle duże znaczenie w technice.80 Z asad y fizy k i w Ameryce permalloy — stop. m ających po­ twierdzić to przypuszczenie. Było nim odkrycie prądów indukcyj­ nych przez F a r a d a y ’a. m ian em ty m o zn a c z a m y p e w n ą w ła śc iw o ść fiz y c z n ą . Łączył on zwój d ru tu . XXIV PR Ą D Y IN D U K C Y JN E W 1931 r. tworzący pierw otny obwód prądu. Jednakże.

c z y prąd in d u k c y jn y z o sta ł w y w o ła n y przez in n y prąd. trzeb a to w sz y stk o p o m n o ż y ć je sz c z e przez p ew n ą liczb ę. prow adzim y przez każdy jej cen ty m etr k w adratow y tyle linii sił m agnetycznych. o trzym ujem y wówczas strum ień siły m agnetycznej. żela z em ). lecz za p e łn io n a ja k ą ś s u b s ta n c ją (np. 3 G d y szp u la n ie je s t w e w n ą tr z p u sta . zastosował on w tym celu pojęcie strum ienia siły m agne­ tycznej. c z y też p rzez m a g n es. ja k również przez zbliżanie lub odsuwanie zwykłego m agnesu. p rzen ik liw o ść m a g n e ­ ty c z n a żelaza w y n o si ok oło 2 0 0 0 . P rą d y in d u k cy jn e 81 chylenia w obu tych w ypadkach zachodzą we wręcz przeciwnych kierunkach. m usim y ilość m agnetycznych linii sił pom nożyć jeszcze przez ogólną liczbę zwojów. R ozpatrzm y pewną powierzchnię. płynący przez całą szpulę. Zasady fizyki 6 . obieganym przez prąd. Dzięki tej obserwacji F a r a d a y zrozumiał w 1831 r. p rąd in d u kcyjny w pew nym obwodzie m ożna również wywołać przez zbliżanie lub odsuwanie innego obwodu. je d n a k ż e d zisiaj te n p o d zia ł m a zn a czen ie ty lk o h isto ry czn e.1 Ilościowe praw a powstaw ania prądów indukcyjnych zo­ stały ustalone w 1845 r. przez k tó ry płynie prąd. ta k zw a n ą p rzen ik liw o ść m a g n e ty c z n ą . przez F r a n c i s z k a N e u m a n n a .3 1 Z ależn ie od te g o .. otoczoną dru ­ tem . c h a r a k te r y z u ją c ą tę su b sta n c ję (a n a lo g ic z n ą d o sta łej d ie le k tr y c z n e j). J e d y n ie ciała ferro m a g n e ty c zn e p o sia d a ją p rzen ik liw o ść m a g n e ­ ty c z n ą z n a czn ie różn ą od je d n o ści. ro zró żn ia n o d a w n iej in d u k c ję „ w o lta ic z n ą “ i „ m a g n e ty c z n ą “ . 2 M ożem y n a tu ra ln ie p o d zielić p o w ierzch n ię i n a m ilim e tr y k w a d ra to w e i przez k a ż d y m ilim etr k w a d r a to w y p rzep ro w a d zić w m y śli ty le lin ij sił. ta k n p . a b y znaleźć strum ień siły m a ­ gnetycznej przez tę powierzchnię. n a ­ zwany przezeń prądem indukcyjnym . J a k w ykazał wkrótce potem F a rad a y .2 Gdy zam iast pojedynczego uzwojenia m am y całą szpulę. że powstawanie lub zanikanie p rądu elektrycznego wywołuje w sąsiednich obwodach z przewodników prąd wtórny. ile w y n o si n a tę ż e n ie p o la w s e tk a c h g a u ssó w . ile gaussów wynosi wartość natężenia pola magnetycznego w d a n y m miejscu.

m usim y naw inąć d r u t podwójnie. przez rosyjskiego fizyka L e n z a . Z reguły Lenza wynika. 33). w id zia n ej z g ó ry . elektrom otoryczna siła indukcji w ytw arza w nich chaotyczne p rą d y wirowe. k tórych energia prze­ 1 P rąd in d u k o w a n y w szp u li. że w każdym przewodniku zmiana natężenia p rądu musi dzięki „sam oindukcji“ w y­ twarzać pewną siłę elektrom otoryczną. a mianowicie tak. ek stra p rą d przeciwdziała przerywaniu p rądu i płynie w kie­ runku p rądu pierwotnego. gdy otw ieram y lub za m y k a m y prąd. a więc go osłabia. ty m silniejszy będzie prąd indukow any w danym obwodzie. Bardzo silne jest działanie samoindukcji w spiralach z prądem . równa się zmianie magnetycznego strum ienia sil na sekundę. że siła elektrom otoryczna indukcji. ustalonej już w 1834 r. W ten sposób.82 Z asad y fizy k i N eum ann znalazł. Prawo N eum anna znajduje swe uzupełnienie w pewnej regule. e k straprąd płynie w kierunku prze­ ciwnym prądowi. Im prędzej zatem zachodzą te zmiany. a b y zawrsze prąd obiegał dwa sąsied­ nie zwoje w kierunkach odw rotnych (rys.1 iż dąży on za pośrednictw em wywią­ zywanych przez się działań do przeciwdziałania przyczynie. gdy chcemy rozporządzać uzwo­ jeniem o możliwie najmniejszej samoindukcji (otrzymać określony opór omowy). W edług tej reguły prąd indukow any płynie zawsze w ta k im kierunku. . m o że p ły n ą ć rów n ie d ob rze w k ieru n k u ru ch u w sk a z ó w e k zeg a ra . Z praw a indukcji wynika. powstaje w tó rn y ekslra- prąd. ja k i w k ie ­ runku w p ro st p rzeciw n y m . wyrażona w jednostkach elektrom agnetycznych (z k tó ­ rych każda odpowiada jednej stumilionowej wolta). gdy n a tom iast z a m ykam y obwód czyli włączam y prąd. że gdy otw ieram y obwód. Bardzo silnie ujaw nia się również działanie samoindukcji w bryłach m etalowych. jaka go wywołała. E k s tra p rą d opóźnia zatem narastanie natężenia prądu po jego włączeniu i przedłuża czas jego znikania po wyłączeniu. Wobec tego.

ważną rolę w elektrotechnice odgryw ają również specjalne przyrządy o zmiennej samoindukcji. nad£Jtu?ie Cewki. a mianowicie połączenie dwu płaskich cewek. rdzeniom uzwojeń n a d a ­ jem y zawsze postać nie m asyw nych sztab żelaznych. nazw any tak na cześć pewnego fizyka amerykańskiego. na przem ian z w arstw am i izolatora. Podobnie ja k kondensatory obrotowe o zmiennej po­ jemności. k tó rą nazyw am y sam oindukcją lub indukcją własną. gdy natężenie pol^ńe p rądu zmienia się o jeden am per na sekundę. równa jednem u woltowi. J e d n o stk ą samoindukcji jest henry. możemy elektrom otoryczną siłę samoin- dukcji przyrównać do iloczynu szybkości zm iany prądu. Sam oindukcja zmieniała się zależnie od k ą ta obrotu. z k tórych jedna była nieruchoma. odniesionej do 1 sekundy (lub przerachowanej na jed n ą sekundę). Z tego samego powodu żelazne części składowe maszyn elektrycz­ nych budujem y z w arstw żelaza. P rz y rz ą d y takie nazyw am y w ariom etram i. druga zaś mogła się obracać. Sam oindukcję równą jednem u henry posiada przewodnik. w tedy. P rą d y in d u k c y jn e 83 tw arza się w ciepło. stosowane w radiotechnice. m a ją spół- czynniki samoindukcji równe kilku tysiącznym henry. 6 - . do jed n ej ty s ią c z ­ nej sek u n d y . Wiele osób p am ięta za­ pewne jeszcze z wczesnego okresu rozwoju radia jedną z n a j­ prostszych form w ariom etru. 1 M ożem y rów n ież o d n ieść z m ia n ę p rą d u n p . lecz wiązek drutów . a n a stę p n ie p o m n o ż y ć p rzez ty s ią c .1 przez pewną wielkość. A by przeszkodzić powstawaniu takich szkodliwych prądów wirowych. Ogólnie biorąc. c h a ra kterystyczną dla danego obwodu. w którym powstaje elektrom otoryczna siła samoindukcji. izolowanych między sobą.

W a h a się ona tam i z powrotem pom iędzy największą swą w artością w je d ­ nym kierunku i ta k ą sam ą w artością w kierunku przeciw­ nym . przenikającego układ cewek. . które na wielką skalę przekształcają energię mechaniczną w elektryczną. w ytw arzające prąd. J u ż w pierwszych dziesiątkach lat po odkryciu F a r a ­ d a y ^ 1 zbudowano różnego ty p u m aszyny. których nie będziemy tu ta j bliżej rozpatryw ać. w ytw orzonym przez nieruchom y magnes. wprawionej w ruch periodyczny w polu m agnetycznym . Budow a wszystkich genera­ torów opiera się na zasadzie następującej: przez o b rót w y­ w ołujem y periodyczne zm iany strum ienia magnetycznego. musi naturalnie również periodycznie zmieniać swój kierunek. przez P i x i i . W tego rodzaju „genera­ torach p rąd u stałego“ twornik obraca się zawsze w polu m agnetycznym . dzięki tem u Siemens zo­ 1 N a jsta rsza m a sz y n a do w y tw a r z a n ia prądu z o sta ła w y n a le ­ zion a w 1832 r. gdy S i e m e n s wpadł na szczęśliwy pom ysł wyzyskania powstającego p rądu indukcyjnego do wzmocnienia pola magnesów. albo też za pom ocą specjalnych urządzeń. w ten sposób zostają wytworzone p rą d y indukcyjne. pod wpływem takiego napięcia przemiennego powstaje w cewce prąd. noszą one miano generatorów prądu. Siła elektrom otoryczna indukcji w cewce. Możemy więc albo czerpać z cewki p rąd przemienny. Jednakże właściwy rozwój techniki prądów silnych roz­ począł się od 1867 r. XXV G E N E R A T O R Y P R Ą D U STAŁEGO I ELEKTROMOTORY Odkrycie prądów indukcyjnych przez F a r a d a y ’« stwo­ rzyło podstaw ę konstrukcji m aszyn. wywołać w zewnętrznym obwodzie powstanie następujących periodycznie po sobie jednakowo skierowanych pulsacji prądu.. k tó ry ustawicznie zmienia swój kierunek. zw any twornikiem.

z kolei zaś dalej zwiększa się natężenie p rądu indukcyjnego. w ytw orzony np.A l t e n e c k a (1873) szczególnie racjonal­ nego ty p u nawijania tw ornika. Opar! się on na fakcie. do wytworzenia słabego p rądu indukcyjnego we w prawionym w ruch obrotow y tworniku. G en eratory prądu sta łe g o i elek tro m o to ry 85 stał wynalazcą dynamornaszyny z samowzbudzeniem. doprowadza do osiągnięcia wysokich wartości natężenia p rąd u indukowanego i n a ­ tężenia pola elektrom agnesu. dzięki tem u stało się moż­ liwe wytw arzanie prawie zupełnie niezmiennego prądu stałego. Ten „m agnetyzm pozostały“ nieruchomych elektromagnesów dynam ornaszyny w y s ta r­ cza już. P rąd ten zostaje w dynam om aszynie skierowany do uzwojenia nieruchomego elektrom agnesu. „p ierścień P a c i- n o tt ie g o “. poprzednio. zachowuje pewne ślady m agnetyzm u. H e f n e r . raz namagnesowane. w y z y s k a n y w 1870 r. . rośnie również oczywiście i strum ień siły m agnetycznej. przez inną dynam om aszynę. wykazującego bardzo małe tylko w ahania n a tę ­ żenia. n a d a ją cej się do p ra k ty cz n eg o u ż y tk u . trw ające podczas „puszczania w r u c h “ m aszyny. o ile nie korzystano ze słabszych o wiele magnesów stałych. osiągalna granica wzmocnie­ nia zależy od budowy maszyny. W y k ry ta przez Siemensa „zasada dynam o-elektryczna“ umożliwiła w ten sposób budowę generatorów z sam ow zbu­ dzeniem. p rzez G ra m m e’a d o k o n str u k c ji p ierw szej d y n a m o rn a szy n y . Duży postęp w rozwoju dynam om aszyn stanowiło wynalezienie przez v. dzięki czemu uzyskujem y dalsze spotęgowanie pola elektro­ magnesu. działają­ 1 P op rzed n ik iem w y n a le z io n e g o p rzez H e fn e r-A lte n e ck a „ tw o r­ nika b ę b n o w e g o “ b y ł w y n a le z io n y ju ż w 1860 r. tw ornik jej zacznie się obracać pod wpływem sił przyciągających i odpychających. W ten sposób w zrasta natężenie pola magnetycznego elektrom agnesu. musiano stosować do zasilania elektromagnesów oddzielne m aszyny pomocnicze. że żelazo. ja k to stwierdził Siemens.1 Gdy do nieczynnej dynam ornaszyny doprowadzim y w j a ­ kikolwiek sposób z zewnątrz prąd. Takie wzajemne wzmacnianie.

w entylator i windę elektryczną. odwrotnie. dynam om aszyna będzie mogła wobec tego wprawić w ruch tę maszynę. przez silę wody lub spalanie węgla. ja k to już podkreśliliśmy. P rąd jest doprow adzany zwykle ponad ziemią. Jeżeli oś twornika połączym y za pomocą pasa napędowego z dowolną m aszyną. gdy chcem y puszczać je w ruch. Ponieważ elektrom otory posiadają z zasady tworniki o stosunkowo m ałym oporze. Odprowadzenie p rądu do źródła odbywa się poprzez szyny. przyrząd do wiórkowania podłóg. przeto. dostarczając pracy jako eleldromotor. . m ożem y przytoczyć: pyło- chłon. należy więc przy „rozruchu“ m otoru używać specjalnych oporów regulacyjnych. w energię elektryczną.1 Napięcie pomiędzy przewodam i doprow adzającym i odprow adzającym wynosi około 500 woltów. Z innych.86 Z asad y fiz y k i cych pom iędzy m agnesami i uzwojeniami. zastosowań elektrom otorów. lecz wręcz przeciwne działania. D ynam om aszyna prze­ kształca energię mechaniczną. dostarczaną np. Z nanym dobrze z życia codziennego przykładem zasto­ sowania elektrom otorów są tramwaje elektryczne. D ynam om aszyna p rąd u stałego i elektrom otor posia­ dają. pozostała jednak część może być oddana na zewnątrz w postaci pracy. m aszynę do prania. które biegną po szynach i ciągną wóz wraz ze znajdującym się w nim mo­ torem. tę sa m ą zasadniczo budowę. nie m ożna ich łączyć bezpośrednio ze źródłem prądu. przez które płynie prąd. znanych z codziennego życia. 1 Ze w zg lęd u n a istn ie n ie przerw p o m ię d z y są sia d u ją c y m i ze sob ą k a w a łk a m i sz y n y m u sim y dla u zy sk a n ia cią g łeg o p rzew od u z a sto so w a ć p a sk i m ied zia n e. gdyż przed rozpoczęciem obrotu tw ornika natężenie p rąd u byłoby o wiele za silne i mogłoby spowodować szkody. O brót osi clektrom otoru przenosi się w nich na koła. przy czym połączony z wozem sprężynujący kabłąk z d ru tu ślizga się wzdłuż przew odnika z prądem . Pew na część energii doprowadzo­ nego p rąd u zostaje co praw da zużyta w ew nątrz m otoru w postaci tzw. „pracy biegu jałowego“.

O św ietlen ie ele k tr y cz n e 87

elektrom otor przekształca energię p rąd u elektrycznego
w pracę m echaniczną. Dwie takie odwrotnie działające m a ­
szyny w połączeniu ze sobą mogą zatem służyć do przeno­
szenia energii mechanicznej na odległość. Lepiej niż prąd
stały nadaje się do tego celu p rąd przem ienny, o którym
w związku z tym pom ówim y szczegółowiej w jednym
z najbliższych rozdziałów.

XXVI
O ŚW IE T L E N IE E LE K TR Y C Z N E

Do najważniejszych zastosowań p rądu elektrycznego
w dzisiejszym życiu codziennym należy bez wątpienia oświe­
tlenie elektryczne. W elektrycznych lampach żarowych w y­
zyskano silne nagrzewanie się ty ch części obwodu prądu
elektrycznego, które posiadają duży opór. E d i s o n , któ ry
w r. 1879 wynalazł żarówkę, zastosował cienkie włókna
węglowe, zamknięte w opróżnionej z powietrza gruszce
szklanej, aby je uchronić w ten sposób od stopniowego
spalania się. Długość i grubość włókna dobrane były w taki
sposób, aby przez przyłożenie określonego napięcia do
jego końców doprowadzić je do białego żarzenia.
Rozwój techniki lamp żarowych musiał z konieczności
dążyć do uzyskania możliwie najwyższej te m p e ra tu ry
żarzenia włókna. J a k w ynika bowiem z p raw promienio­
wania cieplnego, które będą jeszcze omówione dokładnie
w dalszych rozdziałach,1 energia promieniow ana przez
żarzące się ciało w zrasta w przybliżeniu proporcjonalnie
do czwartej potęgi te m p e ra tu ry absolutnej,2 tak, że np.
podwyższenie te m p e ra tu ry z 1700° C na 1900° C musi
już wywołać czterokrotne zwiększenie promieniowania.
Daleko szybciej jeszcze rośnie z te m p e ra tu rą użyteczne
promieniowanie światła widzialnego. W lam pach węglo­

1 Por. rozdz. 50.
2 Por. rozdz. 41.

88 Z a sa d y fiz y k i

wych prawie niemożliwe jest stosowanie tem p e ra tu r
wyższych ponad 1600° do 1700° C, gdyż wówczas lam pa
staje się z b y t prędko niezdatna do użytku w skutek zbyt
silnego rozpylania włókna, prócz tego zaś skutkiem
zaczernienia ścianek gruszki szklanej przez pył węglowy
pochłaniają one zb y t dużo światła.
Wobec tego, gdy na początku X X stulecia powiodło się
ciągnięcie bardzo cienkich nitek metalowych, lam pa z włók­
nem węglowym została wkrótce całkowicie w y p a rta przez
lam py z włóknem metalowym. Obecnie używa się wyłącznie
włókien z wolframu, gdyż m a on najwyższy ze wszystkich
metali p u n k t topnienia, leżący w okolicy 3300° C.1
Drucik wolframowy musi posiadać możliwie duży opór,
ażeby w ytworzyła się w nim jak największa ilość ciepła;
w ty m celu stosuje się druciki możliwie najcieńsze — o śred­
nicy zaledwie około czterech tysiącznych m ilim etra— oraz
możliwie najdłuższe,2 wobec czego nadaje się im k ształt
zygzakow aty lub też wąskiej spirali o licznych zwojach.
Przeciętny czas żarzenia się takiej nitki wynosi około tysięca
godzin; następnie posuwające się coraz dalej rozpylenie
prowadzi do przerwania nitki.
W ybór napięcia 110 woltów dla linii oświetleniowych
zawdzięczamy Edisonowi; od tego czasu na całym świecie
ustaliło się zwyczajowo używanie tego lub też dwukrotnie
wyższego napięcia. W związku ze swym wynalazkiem
żarówki elektrycznej Edison wprowadził do elektrotechniki
zasadę łączenia równoległego. Od źródła p rądu prowadzą
dw a przewody, które w ykazują stale tę sam ą różnicę po­
tencjałów, wszystkie zaś przyrządy, zużywające prąd, jak
żarówki czy m otory, są włączane niezależnie od siebie po­
między te dwa przewody.

1 L a m p y „ o sra m o w e“ m ają w łó k n a z w o lfra m u . „O sram “ je s t
ty lk o n azw ą firm y.
2 J a k w id z ie liś m y w ro zd zia le 2 0 , op ór p rzew o d n ik a je s t w p ro st
p ro p o rcjo n a ln y do jeg o d łu g o ści i o d w r o tn ie p ro p o rc jo n a ln y do
przekroju.

O św ietlen ie e le k tr y cz n e 89

Dzielność źródła światła podajem y w „świecach“ , do­
kładniej mówiąc, w świecach Hefnera. W drodze definicji
za jedną „świecę“ p rzyjm ujem y dzielność specjalnej lampki,
w której płonie octan amylu, przy czym płomień posiada
wysokość 40 m m .1 Dzielność żarówek elektrycznych, prze­
znaczonych do domowego użytku, wynosi najczęściej od
25 do 75 świec Hefnera. Bardzo ważną rolę odgrywa sprawa
ilości wallów, zużywanych przez żarówkę na jedną świecę.
Postęp techniki oświetleniowej wyraża się najdobitniej
w stopniowym zmniejszaniu tej liczby.
W lampie węglowej zużycie p rądu wynosiło 3 w a tty na
świecę, n ato m iast w lam pach wolframowych opisanego tu
rodzaju już tylko 1 do 1% w a tta . L am pa 25-świecowa zu­
żywa około 30 w a ttó w i pod napięciem 110 woltów prze­
puszcza p rąd około 0,3 am pera. Pomimo, że wolfram, jak
już wspomniano wyżej, topi się dopiero w 3300° C, jednakże
nie m ożna było w lam pach wolframowych przekroczyć
2100°, gdyż rozpylanie się nitki stawało się wówczas zbyt
silne. Poza ty m rozpylaniu się nitki sprzyja ta okolicz­
ność, że dla uniknięcia utleniania się nitki usuwano
powietrze z lam pki wolframowej, t a k samo, ja k poprzednio
z węglowej.
Dążenie do otrzym ania wyższy cli te m p e ra tu r doprowa­
dziło wobec tego do konstrukcji lamp, w k tórych nitka nie
znajduje się w próżni, lecz w atmosferze gazu, nie działają­
cego chemicznie na wolfram. Okazało się, że do tego celu
nadaje się najlepiej azot pod ciśnieniem, wynoszącym 1/3
normalnego ciśnienia atmosferycznego.2 W lam pach, n a ­
pełnionych gazem, te m p e ra tu ra żarzenia mogła zostać
podniesiona do 2400° C; dzięki tem u w bardzo silnych lam ­
pach (tysiąc i więcej świecowych) zużycie prądu zostało

1 O czy w iście, p rzep isa n e są d o k ła d n e w y m ia r y oraz p ew ien
o k reślo n y sp osób w y k o n a n ia w zo rco w ej la m p k i H efn era .
2 S tra ta ciep ła przez p r z ew o d n ictw o g a zu z o sta je zm n iejszo n a
przez w sp o m n ia n e w y żej n a d a w a n ie n itc e k sz ta łtu spirali.

90 Z a sa d y fiz y k i

zmniejszone do 7 2 w a tta na świecę. Z tego właśnie powodu
takie lam py zwiemy półw attów kam i.
L a m p y napełnione gazem w znacznej mierze wyparły
szeroko stosowane dawniej lam py łukowe. Zjawisko luku
elektrycznego zostało w ykryte w 1810 r. przez D a v y ’ego.
Jeżeli przyłożym y do dwóch stykających się ze sobą prę­
cików węglowych napięcie, wynoszące około 60 woltów,
to końce tych pręcików nagrzew ają się bardzo silnie; gdy
następnie pręciki bardzo nieznacznie rozsuniemy, wówczas—
j a k stwierdził D a v y — powstaje między nimi silnie świecący
łuk świetlny. Oba węgle rozżarzają się przy ty m niezwykle
silnie; węgiel dodatni, k tó ry głównie świeci, osiąga tem ­
peraturę dochodzącą do 3500° G. W ytłum aczenie zja­
wiska luku świetlnego1, k tó ry stanowi w zasadzie rodzaj
wyładowania elektrycznego w powietrzu lub w jakim ś
innym gazie, jest bardzo skomplikowane; m usim y je wobec
tego tu ta j oczywiście pominąć.
Zwykłe lam py łukowe m a ją dzielność od 300 do 2000
świec Hefnera i zużyw ają około ł/2 w a tta na świecę. Obecnie
światło łukowe stosujem y jeszcze przede wszystkim do
projekcji kinowej oraz do reflektorów, np. w latarniach
morskich. W kierunku, w k tó ry m skupione jest światło,
najsilniejsze obecnie reflektory działają tak, ja k źródła
św iatła o dzielności kilku m iliardów świec.
Gdy w luku węglowym źródłem światła jest rozża­
rzony k ra te r węglowy, w lu ku rtęciowym światło pochodzi
z samego łuku. Biegun ujem n y stanowi ciekła rtęć, bie­
gun dodatni jest z żelaza lub węgla, łuk zaś w ytw arza się
w pa ra c h rtęci.2 Światło lamp rtęciowych jest specjalnie
bogate w promienie nadfiolkowe; z tego też powodu znaj­
du ją one szerokie zastosowanie w lecznictwie, przede

1 N a zw a łu k u e le k tr y cz n e g o p o w sta ła stą d , że sm u g a św ie tln a
p o m ię d z y w ęg la m i nie je s t p rosta, lecz w y g in a się w k sz ta łt sierp a.
2 P o p rzy ło żen iu n a p ięcia do ta k iej o d p o m p o w a n ej la m p y r tę­
c io w ej w y sta r c z a p rzech y lić ją aż d o z e tk n ię c ia e le k tr o d y rtęcio w ej
z elek tro d ą sta łą , a b y w y w o ła ć p o w sta n ie („ za p a len ie s ię “) łu k u .

P rąd przem ien ny 91

wszystkim jako „sztuczne słońce górskie“ . Zwykłe szkło nie
przepuszcza promieni nadfiołkowych, gdyż je pochłania;
wobec tego ścianki lam py rtęciowej m uszą być w ykonane
z kw arcu lub też ze specjalnych gatunków szkła, np. ze
szkła uwiolowego,1 które jest wyrabiane w Jenie. L am py
rtęciowe w yróżniają się bardzo m ałym zużyciem prądu,
wynosi ono zaledwie 1/s w a tta na świecę.2
Działania świetlne p rądu elektrycznego polegają prze­
ważnie na pośrednim wyzyskaniu jego działań cieplnych.
Działania cieplne p rądu zna jd u ją jednak w technice
również i liczne zastosowania bezpośrednie. Ogólnie znane
są nowoczesne elektryczne piecyki dla ogrzewania i goto­
wania, zbiorniki z gorącą wodą, poduszki grzejące, żelazka
do prasow ania itp. Ł uk elektryczny stosujem y w elek­
trycznych tyglach do stapiania dla w ytw arzania szcze­
gólnie wysokich tem p eratu r, sięgających 3000°.
Wreszcie na działaniach cieplnych p rądu opierają się
również stopki bezpiecznikowe, wynalezione przez E d i s o n a .
M ają one na celu chronienie przyrządów elektrycznych
przed szkodliwym oddziaływaniem przypadkowego wzrostu
natężenia p rąd u ponad najw yższą dopuszczalną wartość.
Zabezpieczenia te są w ykonyw ane z ołowiu lub ze srebra
w postaci cienkich pasków. W y m ia ry ich dobiera się w ten
sposób, ab y po przekroczeniu najwyższej dopuszczalnej
wartości natężenia p rąd u opór ich w ystarczał do wywołania
stopienia paska przez wywiązywane w nim ciepło i do
przerwania w ten sposób zb y t silnego prądu.

X X V II
P R Ą D P R Z E M IE N N Y

W przew odniku, poddanym działaniu przemiennego n a ­
pięcia, powstaje prąd, k tó ry również zmienia swój kierunek
1 S ło w o u w io i p o w sta ło ja k o sk ró t sło w a n a d fio le t — po n ie ­
m ieck u U ltr a v io le tt.
2 O la m p a ch n e o n o w y c h p atrz ro zd z. 68.

92 Z asad y fizy k i

w ty m sam ym rytm ie, co i napięcie; wobec tego prąd ten
zwiemy prądem przem iennym . Natężenie p rądu przem ien­
nego n arasta od zera do pewnej najwyższej wartości,
tzw. wartości szczytowej, po czym zmniejsza się i spada
do zera. Następnie prąd zmienia kierunek, po czym natęże­
nie rośnie w przeciwnym kierunku znów do wartości m a ­
ksym alnej. Dalej spada ono znowu do zera, następnie
prąd zmienia ponownie swój kierunek i cały opisany tu
proces pow tarza się.
Liczbę zmian kierunku prąd u , zachodzącą w ciągu jed ­
nej sekundy, nazyw am y po prostu ilością zmian prądu.
Jed n ak ż e podczas jednego wyżej opisanego cyklu zachodzą
dwie zm iany kierunku, raz od — do + , drugi zaś raz od -f-
do — , jeżeli kierunki przepływu p rąd u wyróżniać będziemy
przez znaki — i + . W ynika stąd, że ilość okresów, czyli
częstość prądu, wynosi tylko połowę ilości zmian. P rą d y
przemienne, w ytw arzane w elektrowniach, m ają zwykle
ilość zmian równą 100, a więc częstość 50 na sekundę.
G dyby częstość była mniejsza (np. 162/3, ja k a jest stoso­
wana na kolejach elektrycznych), lam py żarowe daw ałyby
światło migające.
Wobec tego, że prąd przem ienny ulega periodycznym
wahaniom, m usim y wprowadzić specjalną definicję natęże­
nia takiego prądu. Za natężenie p rądu przemiennego
p rzyjm ujem y w drodze um ow y 7/io wartości m aksym alnej
zmieniającego się periodycznie natężenia.1 W analogiczny
sposób definiujemy również i napięcie p rąd u przemiennego.
Takie przyrządy miernicze, k tórych wychylenie zależy od
kierunku prądu, nie mogą być naturalnie stosowane do
prądów przemiennych. Używa się tu ta j przede wszystkim
przyrządów cieplnych; zawierają one n apięty drucik, k tó ry
wygina się pod wpływem ciepła, wytwarzającego się przy

1 7/:o je s t w p r zy b liże n iu rów n e p o ło w ie \] 2, c z y li 0 ,7 0 7 1 .
W o b ec tego k w a d ra t n a tę ż e n ia prąd u , zd efin io w a n eg o w w y żej
p o d a n y sp o só b , rów na się w p rzy b liżen iu śred n iej w a r to śc i k w a ­
dratu ch w ilo w eg o n a tężen ia prądu.

Nie posiadają one tylko urządzeń prostowniczych. W ynikiem samoin- dukcyjności je s t również zjawisko. 2 Skóra je s t po an gielsk u skin. Cewki o szczególnie dużym spółczynniku samoindukcji zna jd u ją zastosowanie jako dławiki. ten ruch drucika zostaje przeniesiony na wskazówkę. Zjawisko to nazyw am y efektem na­ skórkow ym lub skinefektem . polegające na tym . samoin- dukcja obwodu powoduje w w y p a d k u prądów przem ien­ nych zwiększenie oporu. które w odpowiednich okoliczno­ ściach może stać się bardzo znaczne. iż w grubych prostych przewodnikach p rąd przem ienny nie rozkłada się jednostajnie na cały przekrój d ru tu . czyli prądnice prądu przemiennego. lecz m uszą być sprzężone ze specjalną „m a­ 1 T ak ie p rzy rzą d y ciep ln e m o g ą b y ć n a tu ra ln ie sto so w a n e rów ­ n ież i d o p rąd ów sta ły c h . iMaszyny. natom iast stanow ią zawadę prawie nie do przezwyciężenia dla p rą ­ dów przem iennych o wysokiej częstości.1 ] Ponieważ ustawiczne zm iany kierunku p rądu wywołują wciąż powstawanie prądów sam oindukcyjnych. | Do magnesowania elektromagnesów. a mianowicie do ćwierci okresu.2 Sam oindukcja powoduje również pewne opóźnienie chwi­ lowych zmian natężenia prądu w stosunku do zmian n a ­ pięcia. służące do w ytw arzania prądów przem ien­ nych. lecz zostaje zepchnięty na brzegi. Wobec tego prądnice prądu przemiennego nie mogą nigdy działać samowzbudnie. im większa jest wartość indukcyjności własnej. To t a k zwane przesunięcie fazy p rądu przemiennego jest ty m większe. Gdy w artość współczynnika samoindukcji jest duża. wytw arzających pole. opierają się na tej samej zasadzie. przesunięcie fazy zbliża się do największej swej możliwej wartości. P rąd p rzem ien n y 93 przepływie prądu niezależnie od jego kierunku. można oczywiście stosować tylko p rąd stały. co i m aszyny prądu stałego. . w ytworzony zaś w nich prąd doprow adzany jest bezpośrednio z uzwojenia tworni- kowego do zew nętrznych przewodów. przewodzą one dobrze prąd stały.

w y tw arzający pole. Nowoczesny generator prąd u przem iennego trójfazowego o osi pionowej. wykonywający 167 obrotów na m inutę. 34a. w ykonany przez fabrykę Siem ensa-Schuckerta w Berlinie. dającą p rąd stały. mocy 2500 kilowattów. tw ornik zaś wiruje. w maszy- Rys. na to m ia st tw ornik stoi nieruchomo. Gdy w m a ­ szynach p rądu stałego magnes. Przy pomocy m aszyn p rąd u przemiennego m ożna otrzym ać znacznie wyższe napięcia niż w w ypadku m aszyn p rądu stałego. p rzy normalnej konstrukcji tych . nieruchomy. nach p rą d u przemiennego okazało się celowe postępowanie odwrotne: m agnesy pola wirują. jest.94 Z asad y fizy k i szyną w zbudzającą“ . regulacja tej m a­ szyny pozwala regulować napięcie prądnicy. jak widzieliśmy. w czasie próby.

000 kon i parowych. Rozmieszczając w odpowiedni sposób oddzielne uzwojenia na obwodzie twornika. obieganych przez prąd przem ienny. O trzym ujem y wówczas nie jeden. Tego rodzaju . N a j­ większe zbudowane dotychczas m aszyny p rąd u przem ienne­ go posiadaj ą moc około 50 milionów wattów . Generatory p rądu przemiennego przekształcają 85 do 9 5 % dostarczonej im energii na energię elektryczną. wynoszącej około 1000 woltów. 34b. Dzisiejsze prądnice p rądu przemiennego pozwalają uzy­ skać napięcia rzędu 10. Maszyna dwubiegunowa musi naturalnie w ykonać 50 obrotów na sekundę lub 3000 na m inutę. czyli 60. w których płynące p rą d y są poprzesuwane względem siebie o jed n ą trzecią okresu. w w ypadku m aszyny sześciobie- gunowej wystarcza już 1000 obrotów. by dać prąd o częstości 50 okresów. najczęściej do zastosowań technicznych używa się trzech obwodów.000 woltów. iż m aszyna p rądu zmiennego daje p rąd „wielofazowy“. a naw et i więcej. lecz kilka obwodów. spraw iam y. Rys. Prąd przemienny 95 ostatnich iskrzenie nie pozwala przekroczyć pewnej granicy. D w ie połowy nieruchom ej części generatora prąd u trójfazowego na krótko p rzed ich złożeniem celem wypróbowania.

„R otor“ (część w irująca) pokazanego na rys. z k tó ­ rych pobieram y tc trzy prąd y . czyli sześciu drutów doprowadzających.96 Z a sa d y fizy k i p rąd trójfazow y nosi miano tró jp rą d u . możną przy ty m połączyć ze sobą w taki sposób. 35. Odwrotnie. gdy trz y p rą d y przemienne. poprzesuwane względem siebie w fazie o jed n ą trzecią okresu. przesy­ łam y do odpowiednio uszeregowanych uzwojeń na n ieru­ . że do zastosowań zewnętrznych potrzeba nie trzech niezależnych od siebie przewodów. R ys. Uzwojenia. lecz tylko trzech doprowadzeń. 34 generatora p rą d u trójfazowego na krótko przed jego wpuszczeniem do specjal­ nego szybu w hydroelektrow ni na rzece Shannon w Irlandii.

Przekrój.2 G dybyśm y więc chcieli dziesięciokrotnie zwiększyć n a tę ­ żenie prądu. zależy naturalnie od natężenia prądu. 2 Por. nie podwyższając przy ty m względnej s tr a ty energii. X X V III T R A N S FO R M A T O R Nowoczesne dalekonośne przewody elektryczne przenoszą p rą d y elektryczne o mocy wielu milionów w a ttó w na odle­ głość setek kilom etrów od olbrzymich central elektrycz­ nych. prze­ wody dalekonośne s ta ły b y się ta k niesłychanie kosztowne. Gdy w polu ty m znajduje się układ elektrom agnesów lub odpowiednio naw inięty twornik. ta k zwane m agne­ tyczne pole wirowe. m u ­ sielibyśmy stokrotnie zwiększyć przekrój przewodu. S tra ta energii. jaki należy n a dać przewodowi. rozdz. 7 . T ak silne natężenie prądu byłoby je d n a k konieczne już dla przekazania mocy około miliona w attów . z a sila n y c h je d n o fa z o w y m prądem p rzem ien n y m . 20. w ytw arzają one obracające się pole m agnetyczne. w tedy zaczyna on wirować sam przez się. 1 O w iele bardziej zło żo n e je s t d zia ła n ie siln ik ó w e le k tr y c z n y c h . wyzyskujących energię spadku wody. spowodo­ wana przez w ytw arzanie się ciepła. opór zaś z kolei je s t odwrotnie proporcjonalny do przekroju przew odnika.1 Na tej zasadzie opierają się odgrywające bardzo ważną rolę w elektro­ technice silniki trójfazowe. jakich przykłady znajdujem y na rysunkach 34 i 35. spowodowanej przez w ytw arzanie się ciepła. że wielkie elektrownie przestałyby się w ogóle opłacać. jest równa iloczynowi drugiej potęgi natężenia p rąd u przez opór. Gdyby natężenie p rąd u miało wynosić kilka tysięcy amperów. Transformator 97 chom ym pierścieniu z miękkiego żelaza. gdyby napięcie p rą d u w przewodzie pozostawało równe napięciu miejskiej sieci oświetleniowej. k tó ry przezeń płynie. Zasady fizyki.

ze względów zaś ekonomicznych nie obiera się dla prądnic napięć powyżej 10. jak i ze względu na konstrukcję sil­ ników i żarówek. wówczas. Gdy przez pierwsze uzwojenie przesyłam y p rąd przem ienny. 3000 zwo­ jów. że pierwsze uzwojenie posiada np.98 Z asad y fizy k i Przy przekazywaniu energii elektrycznej na odległość m ogą zatem ze względów ekonomicznych wchodzić w grę tylko wysokie napięcia. wówczas w uzwojeniu w tó rn y m . ja k w ynika z teorii indukcji elektrom agnetycznej. ja k ilości zwojów. Ponieważ zarówno ze wzglę­ dów bezpieczeństwa. Transform o­ wanie p rąd u na wyższe napięcie musi być zatem połączone zawsze ze zmniejszeniem natężenia p rąd u i odwrotnie. w uzwojeniu drugim powstaje prąd przem ienny o tej samej częstości. nawiniętych na wspól­ nym rdzeniu. zatem elektrotechnika stanęła wobec waż­ nego zadania transform ow ania prądów na wyższe lub też niższe napięcia. Transform ator stanowi w zasadzie sprzężenie dwóch uzwojeń o rozmaitej ilości zwojów. Takie transform ow anie prądów daje się łatwo przeprowadzać. Stosunek natężeń prądów musi więc być odwrotnością stosunku napięć. Jeśli je zaniedbam y to iloczyn pierwotnego natężenia p rąd u przez pierwotne napięcie musi być rów ny iloczynowi wtórnego natężenia p rądu przez napięcie w tórne.000 woltów. Pow stające w p raktyce drobne kilkuprocentowe s tr a ty energii są spo­ wodowane przez w ytw arzanie się ciepła. przy czym napięcia w obydwóch uzwojeniach m ają się do siebie mniej więcej tak. napięcie użytkow e p rąd u w żadnym razie nie może przekraczać p aru setek woltów. sięgające od mniej więcej 30. i w ty m leży przyczyna coraz dalej postępującego w tech­ nice prądów silnych w ypierania prądów stałych przez przemienne. 150 zwo­ jów i że przepływa przez nie p rąd o napięciu 100 woltów. Przypuśćm y. gdy stosujem y p rą d y przemienne. Podwyższanie napięcia p rąd u odbywa się pomiędzy prąd- . płynie p rąd o napięciu blisko 2000 woltów.000 do kilku setek tysięcy woltów.p o siad a jąc y m np.

przekazyw anych na linię dalekonośną.000 woltów. ab y umożliwić bezpieczne mierzenie bardzo wysokich napięć lub też bardzo silnych natężeń prądu. Również i w technice mierniczej posługujemy się odpo­ wiednimi transform atoram i. 7* . na 100. Nowoczesny transform ator firm y Siem ens-Schuckert. obniżanie — pomiędzy przewodem dalekonośnym i stacją użytkującą. 36 m am y przedstaw iony nowoczesny transform ator. do podnoszenia napięcia z 6000 woltów. Na rys. służący Rys. Transformator 99 nicą i przewodem dalekonośnym. daw anych przez prądnicę. 36.

k tó rą uzyskujem y częściowo przez w yzy­ skanie istniejących już n a tu ra ln y c h spadków. W ten sposób przekazuje się przede w szystkim energię spadku wody. pierwsza hydroelektrownia. częściowo przez sztuczne w ytw arzanie różnicy poziomów.1 gdyż silniki te odznaczają się szczególnie k o rzystnym i prostym w y­ zyskaniem m ateriału opałowego. Przeka­ zywanie energii elektrycznej posiada jed n a k duże znacze­ nie również i wówczas. którego przewożenie na duże odległości nie opłacałoby się. Dzięki zdobyczom elektrotechniki dzisiejszej. uzyskuje dzisiaj coraz większe znaczenie w gospodarce za­ sobami energii. rozd z. wynoszącą zaledwie od 5 do 10%. tra n sfo rm ato ra i silnika elektrycznego. pozwalających pokryw ać chwi­ lowe w zrosty zapotrzebow ania na przewodach daleko- nośnych. X X IX PR Z E K A Z Y W A N IE E N E R G II E L E K T R Y C Z N E J NA ODLEGŁOŚĆ Metoda przekazywania energii. J u ż w o sta tn im dziesięcioleciu X I X stulecia powstała słynna olbrzymia elektrownia p rzy wodospadzie Niagary. a dzięki możności szyb­ kiego ich puszczania w ruch n a d a ją się szczególnie do urządzeń rezerwowych. Wśród elektrowni. węgiel brunatny. a gdzie rzadko n a ogół istnieją odpo­ wiednie możliwości ich wyzyskania. polegająca na sprzęganiu ze sobą prądnicy. k tó ra zaopatryw ała w energię 1 Por. . gdy chcemy wyzyskać m ałowarto- ściowy m ateriał opałowy. gdzie istnieje istotna tego potrzeba. 53. pędzonych energią cieplną. gdzie się one znajdują. możemy przekazywać energię do odległych naw et miejsc jej zu­ życia ze s tra tą . ja k np. dużą rolę odgryw ają dzisiaj zakłady zaopatrzone w silniki Diesla. lecz w znacznie nieraz oddalonych okolicach. Przem ysł w coraz szerszej mierze posługuje się możnością korzystania ze źródeł energii nie tam .

sięgające 1000 kilometrów. nie­ zbędne dla w ytw arzania i odprowadzania prądu. E n ergia tu rb in y w o d n ej o m o cy 300 k on i p a ro w y ch zo sta ła przek azan a z m iejsco w o ści L a u ffen n a w y s ta w ę . P rzek a zy w a n ie en ergii e lek try czn ej n a o d le g ło ść 101 elektryczną1 nie tylko liczne fabryki.000 woltów w przewidywaniu możliwości przyszłego rozszerzenia sieci. O trzym yw ana w ten sposób energia p rądu jest dopro­ wadzana przede w szystkim do obszaru przemysłowego nad- reńsko-westfalskiego. ty m zupełniej mogą być wyzyskane źródła energii i ty m rentowniejsze okazują się urządzenia. Im większy jest obszar. a częściowo naw et i koleje w promieniu setek kilometrów. korzystającym i z węgla brunatnego jako pali­ wa. zarówno wodnych.0 0 0 w o ltó w . Pom iędzy powstałym i w ostatnich czasach wielkimi sieciami energetycznym i jedną z najlepiej urządzonych jest szeroko rozgałęziona sieć.przy czym linia ta. która sprzęga elektrownie wodne w Niemczech południowych. W ostatnich czasach coraz wyraźniej występuje dążenie do sprzęgania ze sobą wielkich central energe­ tycznych. o d leg łą o 175 k m . pierwsza na świecie o t a k wysokim napięciu. Trzeba tu było przekazywać energię elektryczną na odległości. w austriackim Yorarl- bergu i w Szwajcarii z elektrowniam i cieplnymi Niemiec środkowych. 1891 na w y sta w ie elek tr o te ch n icz n e j w e F ra n k ­ furcie. na dużych obszarach. ażeby uniknąć większych s tr a t energii na takich odległościach. 1 P ie r w sz y p rzy k ła d p r z ek a z y w a n ia en erg ii n a o d leg ło ść z o s ta ł p o k a za n y ju ż w r. jak cieplnych. . Poczynając mniej więcej od roku 1920 bardzo rozwinęła się budowa wielkich sieci energe­ tycznych. przy u ży ciu n a p ięcia 2 7 . została od razu zbudowana na 380. W ten sposób można za­ opatryw ać w prąd jednolicie i za pośrednictw em jednej rozdzielni centralnej wszystkie m iasta i fabryki. lecz również i odlegle o 42 km miasto Buffalo.000w oltów . a więc dla całych krajów lu b te ż n a w e t dla kilku sąsiadujących ze sobą krajów. okazało się konieczne podniesienie napięcia na linii aż do 220. znajdujące się w bez­ pośrednim sąsiedztwie wodospadu.

Pusty w ewnątrz przew ód wysokiego napięcia. że ważą mniej i kosztują t a n ie j. 37 przedstaw ia p u s ty przewód tego rodzaju o średnicy kilku Rys. centym etrów . Na liniach napow ietrz­ nych zastosowano pusle wewnątrz przewody z brązu. 38 pokazano m aszt linii najw yż­ szego napięcia w Yorarlbergu. w których poszczególne przewody z prąd e m są zaopatrzone w osłony papierowe. Rys. dla zwiększenia wytrzymałości w jego wnę­ trzu znajduje się szkielet pod trz y m u ją c y w kształcie sprę­ żynującej śruby. m ają one tę zaletę. kable masowe.1 Do napięć poniżej 60. W porównaniu z pełnymi przewodami o tej samej średnicy. są to kable.000 woltów stosuje się zwykle tzw. impregnowane specjalną masą. przewód taki nie jest jednakże gorszy. . gdyż wspomniane już wyżej zajwisko naskórkowe powoduje i w pełnym prze­ wodzie zepchnięcie p rądu na jego powierzchnię.102 Z asad y fizy k i Dla takich przewodów najwyższego napięcia trzeba było obmyślić specjalne konstrukcje. Jednakże sto­ sowanie kabli m asowych do wyższych napięć byłoby nieekonomiczne. Ze względów bezpieczeństwa linie napowietrzne musi­ m y uzupełniać przynajm niej miejscami przez podziemne przewody kablowe. Na rys. gdyż niezbędna izolacja m usiałaby ze 1 T ak ie kable u k ład a się rów n ież i pod w o d ą . 37.

które będzie stosowane w rzeczywistości. Zdatność izolatora do u ż y tk u w ykazuje się przez spowodowanie przeskoku iskry.38. aniżeli to. w y­ nik ten osiągam y dzię­ ki użyciu tzw. P rzek a zy w a n ie en ergii e lek try czn ej n a o d le g ło ść 103 względów bezpieczeństwa mieć zb y t duże w ym iary. . przy czym poddaje się je działaniu napięcia znacznie wyższego. do których przelewa się nadm iar oleju. gdyż nie­ uniknione ich nagrzewanie zniszczyłoby jednorodność izola­ cji przez wytworzenie w niej dziur.gdy jegoobjętość rośnie w skutek nagrza­ nia przez p rąd . od­ wrotnie. Są one w y­ pełnione olejem o m a ­ łej lepkości i zawierają specjalne naczynia w y­ równawcze. W ten sposób kabel znajduje się stale w ty ch sam ych w arunkach ciśnienia i jest stale równomiernie izolowany. to kable stałyby się już w k ró tk im czasie niezdatne do użytku. Rys.Linia najwyższego napięcia. kabli olejowych. Na liniach powietrznych najwyższego napięcia rzeczą wielkiej wagi jest odizolowanie drutów przewodzących od m asztów. naczynia te od­ dają olej Z powrotem . G dyby zechciano do najwyższych napięć stosować te same wy­ m iary.000 woltów. co i do napięć poniżej 60. Izolatory muszą być wypróbowane przed wstawieniem do instalacji. Mimo to m ożem y opanować n a ­ wet napięcia rzędu kil­ kuset tysięcy woltów stosując kable o zwyk­ łych w ym iarach. gdy kabel s ty ­ gnie.

000 kilow attów .000 kilow attów . będzie posiadała po całkow itym wykończe­ niu moc 600. „Dnieproges“ . co odpowiada kilkuset również tysiącom koni parow ychJW ielka elektrow­ nia cieplna. 39). Największa rosyjska elektrownia wodna.36 k o n ia p aro w eg o . .. spiętrzająca wodę. lecz przez powietrze (rys. zużywa ona na godzinę 150 ton wody na wytworzenie pa ry . Całkowita światowa roczna wytwórczość energii elek­ trycznej była oceniana w 1930 r. 39. 1933 uruchom iona. posiada Rys. częściowo już w r. Największe elektrownie współczesne mogą dostarczać p r ą d u o mocy kilkuset tysięcy kilow attów . ma 760 m etrów długości i 52 m etry wysokości.104 Z asad y fizy k i przy czym wyładowanie musi zachodzić nie przez izolator. na około 300 miliardów 1 1 k ilo w a tt o d p o w ia d a 1. Przeskok iskry poprzez izolator. moc 200. tam a . np. zbudow ana w Berlinie około 1930 r.

rozdz. a prze­ de wszystkim rozżarzone metale. Do celówr zaś elektrochemicznych. 1903 fakcie. . 2 P or. iż ciała rozżarzone. np. Pośród urządzeń. lepiej nadaje się p rąd stały. o k tórych była już mowa w jednym z poprzednich rozdziałów p rzy rozpatryw aniu zjawiska fotoelektrycz- nego. Chociaż bo­ wiem zastosowanie prądów' przem iennych do przekazy­ wania energii na odległość daje wyjątkow e korzyści i można je w ytw arzać stosunkowo łatwo. iż obecnie około 14% ogólnej produkcji energii całego świata ulega przemianie na energię elektryczną. lecz również i przekształcanie prądów' przem iennych na stałe stanowi ważne zadanie elektrotechniki. c z y li p rzetw o rn ice. do łado­ wania akum ulatorów . w k tó r y c h siln ik p rąd u p rzem ien n eg o pędzi p rą d n icę p rądu sta łe g o i w te n sp osób p rzek szta łca prąd p rzem ien n y na sta ły . Możemy przyjąć. np.2 Gdy w próżni umieścimy kawałek rozżarzonego metalu naprzeciw kaw ałka m etalu zimnego i uczynim y te metale 1J e d n y m ze sta rszy ch ty p ó w są „ zesp o ły siln ik o w o -p rą d n ico w e“ . w tram w ajach elektrycznych. 10% zaś na Niemcy. Promieniowanie to składa się z najdrobniejszych cząstek materii. są źródłem promienio­ wania elektryczności ujem nej. najważniejszą rolę grają dzisiaj pro­ stow niki. XXX P R O S T O W N IK I Nie tylko podnoszenie lub obniżanie napięcia prądu. służących do przekształcania prądów przem iennych na stałe. z czego około 4 2 % przypada iia S tany Zjednoczone. nie m ożna w ogóle stosowrać prądu przemiennego. P ro sto w n ik i 105 kilowattgodzin.1 W zasadzie opierają się one na w y k ry ty m przez R i c h a r d s o n a w r. zwanych elektro­ nam i. 5. jednak do napędu silni­ ków.

to jasne jest. w k tó ­ rych w yzyskano zjawisko łuku elektrycznego. połączona z biegunem dodatnim . W ten sposób duża ilość elektronów przechodzi od elektrody żarzącej się do zimnej. Prąd ten nazyw am y zwykle anodowym . Jeżeli nato m ia st połączymy gorącą elektrodę z do­ d a tn im biegunem źródła prądu.106 Z asad y fiz y k i elektrodam i. jest więc elektroda zimna. odpycha wówczas niosące również ujem ny nabój elektrony. czyli „żarząca się katoda“. wysyłane przez rozżarzoną elektrodę. . gdyż elektrony. W pro ­ 1 Por. nic będziemy wówczas mogli zaobserwować przewodzenia elektryczności. Ponieważ. E lektroda gorąca. tzw. nato m ia st elektroda zimna. zgodnie z p rzyjętą poprzednio umową. elek­ tro d a zaś gorąca. gdy żarząca się elektroda będzie połączona z ujem ną koń­ cówką. że przepływ elektryczności będzie zachodził tylko wówczas. rozd z. 18.1 m usim y więc powiedzieć. kierunek p rądu jest przeciwny do kierunku ruchu nabojów ujem nych. przyciąga je ku sobie. Zasada w entyla elektrycznego znajduje najważniejsze zastosowanie techniczne w prostownikach rtęciowych. Omawiane tu urządzenie zachowuje się zatem w stosunku do prądów jednego kierunku ja k prze­ wodnik. Pole elektryczne jest mianowicie tak w tedy skierowane. wysyłane przez żarzącą się elektrodę. jest miejscem odprowadzenia prądu. „an o d ą“ . według przyjętego określenia. zostaną n a ty c h m ia s t zawrócone z powrotem przez odwrotnie teraz skierowane pole. Stanowi ono. czyli miejscem doprowadzenia (w u- m ow nym znaczeniu) prądu. czyli z tak zwanym u jem n y m „biegunem “ źródła p rąd u . wentyl elektryczny. w stosunku do prądów kierunku przeciwnego — j a k izolator. że pędzi ono elektrony. połączona z bie­ gunem ujem nym . że prąd płynie od elektrody zimnej do gorącej. doprowadzając prąd elektryczny do jednego z nich i odprowadzając od drugiego. do elektrody zimnej. zimna elektroda na to m ia st z biegunem dodatnim .

Naprzeciw niej znajdują się dwie anody. z grafitu Rys. Prostowniki 107 stow nikach tych żarzącą się katodę stanowi powierzchnia rtęci. 40. mogą więc one uchodzić za . lub żelaza. Prostow nik rtęciowy wiedeńskiej stacji radionadawczej. p rzy czym ich te m p e ra tu ra dochodzi tylko do ciemno-czerwonego żaru.

40) może „z atrz y m a ć “ napięcia przeciwnego kierunku. ty m więcej. oraz fizyków austriackich. im wyższe je s t napięcie.108 Z asad y fiz y k i „zim ne“1 w porównaniu z k a to d ą o tem peraturze około 3000 stopni C. przez fizyka amerykańskiego D e F o r e s t a . Z jaw isk o to z n a jd u je w y tłu m a c z e n ie w fa k cie. jest wzmacniacz lam pow y.000 wol­ tów. o p a rte. 1 W p rzeciw ień stw ie d o łu k u rtę c io w e g o . dochodzące do 20. prostowniki suche. ulepszony zaś następnie przez licznych in­ nych badaczów. a b y m ożn a b y ło z a stą p ić p rą d n ice p rąd u sta łe g o . k tó ry pozwala osiągnąć dowolnie wielkie wzmocnienie p rądów przem iennych nie zmieniając ich częstości. 2 T ech n ik a d ą ż y do ta k ie g o u d o sk o n a le n ia p ro sto w n ik ó w .2 Obok prostowników rtęciowych coraz większe znaczenie zyskują dla mniejszych mocy i niższych napięć tzw. wynaleziony około 1910 r.3 XXXI WZMACNIACZE LA M PO W E Niewiele chyba w ynalazków naszych czasów odegrało ta k doniosłą rolę w cywilizacji współczesnej. p rzez p o łą ­ czen ia p rąd n ic prądu p rzem ien n eg o z p ro sto w n ik a m i. p o d o b n ie do o m a w ia n y ch n iżej d e te k to r ó w k r y sta lic z n y c h . k tó ry umożliwił zwycięski po­ chód radia i filmu dźwiękowego. v o n L i e b e n a i S t r a u s s a . 3 S ą to w e n ty le e lek tr y c zn e . n a o d d z ia ły w a n ia c h k o n ta k to ­ w y ch . Prostow nik rtęciowy (porówn. ja k m eta l. n a p ię c ie k tó r y c h nie m oże p rzek ro czy ć p ew n ej ok reślon ej w a r to ści. łu k ś w ie tln y p o m ię d z y d w iem a e lek tro d a m i w ę g lo w y m i m o żn a za sila ć ró w n ież i prądem p rzem ien n y m . Oddaje on z powrotem 75 do 9 5 % pobranej energii. Dzięki zastosowaniu dwóch anod możemy za pom ocą odpowiedniego zręcznego pomysłu technicznego wyzyskać obydwie połówki okresu prądu przemiennego do przekształcania na prąd stały. iż p rzy k ażd orazow ej zm ia n ie k ieru n k u prądu w ę g ie l n ie s ty g n ie ta k szy b k o . ja k w ynale­ zienie przyrządu. Przyrządem tym . . r y s .

1 W zmacniacze pokrywa się zwykle od wnętrza w arstw ą m agnezu. już sto­ Bateria ż a rz e n ia sunkowo słabe ogrzanie tych tlenków powoduje znaczną emisję elektronów. połączonej z ujem nym biegunem baterii anodowej. w ykonana z drucików metalowych. siatka. np. baterii grzejącej. przyłożonego pomiędzy anodą i katodą. dodając do wolframu drobne ilości toru. a więc w ystarcza wówczas słaba bateria grzejąca. J a k mianowicie wykrył W e h n e l t . jak zwierciadło. zwykle miedzianej lub też glinowej. k tó ra ma za zadanie wywołać żarzenie się k a to d y (rys. pokryw any zazwyczaj tlenkam i ziem alkalicznych. że pomiędzy nimi znajduje się jeszcze trzecia elektroda. p a ­ nującego pomiędzy k a to d ą i siatką. baterii anodowej. Zależy ono dalej od napięcia. Ten sam sk u te k można zresztą osiągnąć. . zwanego napięciem anodowym . k tóra ma wchłaniać pozostałe jeszcze resztki gazu. wapnia lub baru. możemy je zatem zmieniać przez regulowanie p rądu grzejącego. a mianowicie tzw. otaczającej drucik wolfra­ m owy. Siatka posiada najczęściej k ształt spirali. Ja k o anody używa się bla­ chy metalowej. w której umieszczone są naprzeciw siebie żarząca się k atoda i zimna anoda w taki sposób. które zwiemy napię­ ciem siatkowym. P rą d opuszcza wzmacniacz od strony k a ­ tody. Anodę łączy się z dodatnim biegunem tzw. W szczególnie wysokim stopniu jed n a k zależy natężenie prądu anodowego od napięcia. 41) K a to d ą czynim y drucik wolframowy. K atoda jest włączona poza ty m w obwód drugiej baterii. <11 nie u w zg lęd n io n o sp i­ raln ego k sz ta łtu sia tk i. Wzmacniacze lampowe 109 W najprostszej swej formie wzmacniacz lampoAvy składa się z wypróżnionej gruszki szklanej. 1 D la w ięk szej p rze jr z y sto śc i na ry s. zewnętrzna powierzchnia wzmacniacza w y­ gląda dzięki tem u. Natężenie p rądu anodowego zależy naturalnie od tem ­ p e ra tu ry żarzącej się katody.

przepuszcza- 1 Ł ą c z y m y w ty m celu sia tk ę z u je m n y m b ieg u n em b a terii. m usim y podwyższyć n a ­ pięcie anodowe np. będą odrzucane z powrotem ku niej. z 50 na 100 woltów. gdy dam y siatce ujemne napięcie. Okazuje się jednak. dzięki odpychającem u działaniu ujemnie nałado­ wanej siatki. w sta w io n e j p o m ię d z y sia tk ą i k a to d ą . prąd. k tó ry w y tw arzam y w małej lampce przez przyłożenie napięcia anodowego 100 woltów. elektrony. Gdy chcem y podwoić istnie­ ją c y już w lampie prąd anodowy. T ak np. nie zmieniając napięcia anodowego. wobec czego prąd ano­ dowy osłabnie i — przy dostatecznie wysokim napięciu siatki — zaniknie całkowicie. ten sam wynik możem y osiągnąć. wynoszące około 10 woltów. nie dając jednocześnie żadnego napięcia na siatkę. Odwrotnie. że w ty m w ypadku spółczynnik wzmocnienia wynosi 10. lecz n adając siatce dodatnie napięcie. Prąd przemienny. sta n o w ią c y m k a to d ę w zm a cn ia cza . k tó ry osiągamy przez określone zm iany napięcia anodowego.2 Z przytoczonych tu przykładów widzimy zatem. że ten sam skutek. nie cz e r ­ p iem y je d n a k p rzy ty m z u p ełn ie p rądu! . chyba że napięcie siatki ma już t a k dużą wartość. możemy otrzym ać przez znacznie już mniejsze zm iany napięcia siatkowego. dodatnie napięcie siatki ułatwia wyjście elektronów z k a to d y i wzmacnia przez to prąd anodowy. że dodatnio naładow ana siatka w ychw y­ tuje prawie wszystkie elektrony i nie pozwala im dojść do anody. Mówimy. zanika całkowicie. wynoszące 5 woltów. Natężenie prądu anodowego (gdy te m p e ra tu ra żarzenia drucika jest dana) m ożem y zatem zwiększać lub zm niej­ szać przez odpowiednie zm iany napięcia anodowego. k tó ry chcemy wzmocnić. wysyłane przez żarzącą się katodę.110 Z asad y fiz y k i Gdy mianowicie do siatki przyłożym y napięcie ujem ne. czy też siatkowego. 2 Z b a terii. że zmiany napięcia anodowego m ożna zastąpić przez dziesięciokrotnie mniejsze zm iany napięcia siatkowego.1 wówczas. k tórej b iegu n d o d a tn i łą c z y się z ro zża rzo n y m d ru cik iem w o lfr a ­ m o w y m .

. Skutkiem tego we w tó rn y m jego uzwojeniu (T2) powstaje przez indukcję znowu p rąd przem ienny. Prócz baterii anodowej do zewnętrznego obwodu p rądu jest jeszcze włączone pierwotne uzwojenie (Ti) transform atora wyjściowego. jest o wiele większe. D rg a n ia elek try czn e 111 m y przez uzwojenie pierwotne (Si) transform atora „wstęp­ nego“ (rys. płynie on z tą sam ą częstością.). mWiennych zmacnianie prądów prze­ (schem. jednakże dzięki oddziaływaniu siatki n a ­ tężenie prądu w uzwojeniu T2 Rys. m ają zwykle częstość 50 lub 162/3 okresów na sekundę. oraz —W— w ty m sam ym rytm ie. 1 M o g liśm y tu ta j o c z y w iśc ie n a szk ico w a ć je d y n ie szczeg ó ln ie p ro sty sc h e m a t w zm a cn ia n ia prądu. w ytw arzane przez używane w przemyśle p r ą d ­ nice prądu przemiennego. Jednakże już w połowie X I X stulecia fizycy poznali p rądy przemienne o nadzwyczaj dużej częstości. Stosując dwa lub kilka stopni wzmocnienia.1 We wzmacniaczach z jedną siatką współczynnik wzmoc­ nienia ma wartość od 10 do 15. jakie otrzym ujem y. zm iany napięcia siatki będą go zmieniać tak. co i prąd w pierw otnym uzwojeniu tra n s­ form atora wstępnego. możem y osiągnąć wzmocnienia rzędu setek lub naw et tysięcy razy. 42). 42. Dzięki przyłożeniu stałego napięcia anodowego pomiędzy anodą (A) i k a to d ą (K) powstaje p rąd anodowy. Skutkiem tego we w tórnym jego uzwojeniu (S2) powstaje przez indukcję napięcie przemienne. k tó ry ch n ie m o że m y tu om a ­ w iać. są to prądy. które p rzykładam y do siatki (G) wzmacniacza. X X X II D R G A N IA E L E K T R Y C Z N E P rądy. jak zmieniałyby dziesięciokrotnie większe wahania napięcia anodowego. W r z e c zy w isto śc i sto su je się jesz c z e w ie le różn o ro d n y ch u lep szeń .

p rąd ten ładuje z kolei dodatnio drugą. W yzyskał w ty m celu zjawisko. że jedna okład­ ka pewnego kondensatora1 jest naładow ana dodatnio.112 Z asad y fizy k i rozładowując kondensatory. które już dawało się wyraźnie dostrzec na fotografii. przy czym w ciągu jednego okresu w y stę p u ją dwa m axim a n a ­ tężenia światła. William T h o m s o n pierwszy rozwinął około r. p łynący dalej w ty m sam ym kierunku. towarzyszącej rozładowaniu. polegające na ty m . wówczas dzięki indukcyjności własnej obwodu powstaje p rąd samoindukcji. związanych z rozładowaniem butelki lejdejskiej. rozdz. zanikając stop­ niowo. Pow staje wówczas p rąd rozładowania. 1859 F e d d e r s e n o w i udało się rzeczywiście stw ier­ dzić na drodze doświadczalnej istnienie drgań. Gdy po wyrów naniu się potencjałów prąd rozładowania prze­ staje płynąć. czyli drganie zachodzi ty m szybciej. 1 Por. i połączmy te okładki ze sobą jakim kol­ wiek przewodnikiem. iż okresowym w ahaniom natężenia p rąd u odpow iadają również okresowe w ahania natężenia światła iskry. k tó ry powoduje wyrównanie się potencjałów okładek. że czas trw ania jednego drgania je s t ty m mniejszy. N aładow any ponownie kondensator znów się rozładowuje i całe zjawisko pow tarza się. i w te n sposób mógł zastąpić następstw o po sobie w a h a ń natężenia w czasie uszeregowaniem ty ch w a h a ń jed n o p o d ru g im w przestrzeni. Feddersen fotografował obraz iskry. 21. im mniejsza jest pojem ność kondensatora oraz sam oindukcja obwodu przewodzącego. ujem nie zaś — pierwszą. a więc uprzednio ujem ną. dopóki w ahania nie zostaną wygaszone sk u tk ie m s tr a t energii. u tw o ­ rzony w szybko wirującym zwierciadle. Elektryczność w ykonyw a ja k gdyby ruchy w aha­ dłowe ta m i z powrotem pom iędzy jed n ą i drugą okładką kondensatora. 1850 teorię takich drgań elektrycznych i wykazał. Przypuśćm y. okładkę kondensatora. W r. druga zaś ujemnie. spowodowanych przez w ytw arzanie się ciepła. .

p rzy c z y m d o k o ła n ie g o w y tw a r z a się p o w ło k a g a zo w a . z a n u rz o n y c h do ro z c ie ń c z o n eg o k w a su sia rk o w eg o i sta n o w ią c y c h d o p r o w a d zen ie i o d p r o w a d zen ie p rądu sta łe g o . nie posiadające wprawdzie podobnie wysokiej częstości. że na fotografii widać również wyraźnie okresowe zm iany kierunku prąd u . w którego pierw otnym obwodzie płynie p rąd stały. wynoszące od jednej do 40 milionowych sekundy. m ło te c z e k N eefa . mógł już Feddersen obliczyć ze swych fotografii czas trw a ­ nia jednego takiego drgania elektrycznego. d zięk i czem u p o w ło k a g a z o w a u leg a k o n d en sa cji i prąd z a c z y n a p ły n ą ć z p o w ro tem . tak. Isk ry Fcddcrsenow skie w edług zdjęcia B. a u to m atyczniei 1 J a k o p rzery w a cz a u to m a ty c z n y słu ż y a lb o tz w . m ożna w y ­ tworzyć za pom ocą cewki indukcyjnej. Znając ilość obrotów zwierciadła. w ó w c z a s d ru cik bardzo sz y b k o sty g n ie . D ru cik rozżarza się. 43 widzimy nowsze zdjęcie. W altera. alb o te ż p rzery w a cz e le k tr o lity c z n y . J a s n y koniec każdego z obrazów iskry odpowiada przy ty m zawsze ujemnej okładce kondensatora. k tó ra p rzeryw a prąd. 43. perio­ dycznie przeryw any za pom ocą specjalnych. lecz w k ażdym razie czę­ stość rzędu kilku tysięcy okresów na sekundę. J e s t to transform ator. D rg a n ia ele k tr y cz n e 113 Na rys. Znalazł on w ten Rys. w y n a le z io n y przez W e h n e lta . Trwale p rąd y przem ienne. S k ła d a się on z p ły t y oło w ia n ej oraz d ru cik a p la ty n o w e g o . W te n sp o só b prąd z o sta je perio- Zasady fizyki . w ykonane według m eto d y Feddersena. w k tó r y m przez p r z y c ią g a n ie e lek tr o m a g n e su w p ro w a d za się w ruch d rg a ją cy sp ręży n k ę. sposób na okres drgań wartości.

1 k tó ry wyróżnia się bardzo wysokim napięciem m aksym alnym . d y c z n ie p rzerw a n y k ilk a ty s ię c y r a zy n a se k u n d ę. n a z y w a m y jej p rzerw ą isk ro w ą . k tó re w sta w ia m y do w n ę tr z a u zw o jen ia p ierw o tn eg o . gdy przepuścim y p rąd rozładowania butelki lejdejskiej przez szpulę. (P rzy p . Jeżeli np. słusznie obudziły w swoim czasie ogromne zainteresowanie w szerokich m asach. Gdy uzwojenie w tórne jest otw arte. w ykryte przez Teslę. które mogą mieć długość sięgającą kilku centym etrów lub decymetrów. ja k ą m o żn a o trz y m a ć z d an ej cew k i in d u k cy jn ej.3 B utelka lej­ dejska musi być przy ty m stale na nowo ładow ana przez prąd pomocniczej cewki indukcyjnej. Zjawiska. 2 N a jw ięk szą d łu g o ść isk ry. tłu m . można otrzym ać p rą d y przemienne o bardzo dużej częstości i jednocześnie nadzwyczaj wysokim napięciu. Indukow any p rąd w tórny jest naturalnie prąd e m p rzem iennym . utw orzoną z niewielu zwojów grubego d ru tu miedzianego. ujrz y m y po­ między nimi ciągłą. i sta n o ­ wiącą pierwotne uzwojenie tra n s fo rm a to ra .114 Z asad y fizy k i funkcjonujących urządzeń. prowadząc do pow stania iskier. 44). wówczas to wysokie napięcie w ytw arza się pomię­ dzy jego końcówkam i. K a żd e m u c e n ty m e ­ tro w i p rzerw y isk row ej o d p o w ia d a n a p ięcie od 8 0 0 0 do 18000 w o ltó w (za leżn ie od k sz ta łtu elek tro d ). swobodne końcówki wtórnego uzwojenia tra n sfo rm ato ra Tesli znaj­ du ją się w powietrzu. 1900. obwód zaś pierw otny zostaje pobu­ dzony do drgań. wówczas z końcówek ty ch try sk a ją snopy iskier elektrycznych (rys. a niekiedy naw et ponad m e t r . Gdy końcówki obwodu wtórnego połączym y z dwoma współśrodkowymi pierścieniami z d ru tu . 3 T ran sform ator T esli n ie p o sia d a rd zen ia ż ela z n e g o . n iż p r z y z a m y k a n iu . dru gie jego u zw o jen ie sk ła d a się z b ard zo w ielu z w o jó w cie n k ie g o d ru tu . pięknie zabarw ioną smugę świetlną. C zęsto u ż y w a n e są w p ra k ty ce rów n ież ta k z w a n e „ p rzery w a cze tu r b in o w e “. rzędu dziesiąt­ ków lub setek tysięcy woltów. 1 In d u k o w a n a siła e le k tr o m o to r y c z n a p o sia d a b o w iem p rzy otw iera n iu p rąd u k ieru n ek w p r o st p r zeciw n y .2 J a k w ykazał T e s l a około r.) .

56.3 1 P or. Godna uwagi jest zupełna nieszkodliwość ty ch prądów dla ciała ludzkiego. ro zd z. bez doprowadzania do nich prądu.2 o k tó ry m wspominano już uprzednio. 2 P or. . zawdzięczamy to wielkiej szybkości zmian k ieru n k u . rozdz.2 milionów woltów. 3 7 ). W yładowanie transform atora T esli o napięciu ok. wyw ołujem y jarzenie się powietrza w otoczeniu ty ch drutów na całej ich długości. 1. mające postać pęków iskier i w stęg płomiennych. równo­ legle napiętych drutów . Z rozu m iałe je s t sa m o przez się. D rg a n ia ele k tr y cz n e 115 Przyłączając końcówki wtórne do dwóch cienkich. że n a le ż y p o sta ra ć się o d o sta ­ teczn ie d o b rą izo la cję. naw et w znacznych odległościach od tra n sform atora. rozd z. 44. na w e t gdy natężenie ich jest dość znaczne. R urki geis- slerowskie 1 świecą w pobliżu tra n sfo rm ato ra Tesli naw et Rys. 27. 3 N a jw a żn iejszą rzeczą w d o św ia d c z e n ia c h T esli je s t d o stro je n ie p ierw o tn eg o i w tó rn eg o o b w o d u do rezo n a n su (p o ró w n . Dzięki olbrzym im częstościom prądów Tesli w yróżniają się one szczególnie silnym efektem na sk ó rk o w y m .

k tó ry sądził. sformułowanej przez Maxwella. czyniąc krok nie­ zwykle śmiały. abyśm y mogli j ą tu ta j dokładnie rozpatrzyć. jakie zauważono w w y padku prądów w przewodnikach. iż do wzorów m ate m atycznych nowej teorii należy zastosować słowa z „ F a u s ta “ Goethego: Czyliż to Boga palce znak len nakreśliły. Co lak wewnętrzne wrzenie we m nie uspokoił. jak m łodociany wówczas jeszcze B oltzm ann. „prądu przesunięcia“ . Maxwell. Do­ wolność ta znalazła świetne usprawiedliwienie w niezwykle płodnych w ynikach. I dał m u jakiś popęd tajemniczy I odsłonił natury wiecznie czynne siły? (Tłumaczenie A l. wskazując na rok 1873. wówczas mielibyśmy zapewne słuszność. byli nią równie zapewne wstrząśnięci. Dzięki ty m poglądom doszedł Maxwell do słynnych . m agne­ tycznych i świetlnych miała skierować rozwój fizyki na zupełnie nowe tory. przypisał zupełnie dowolnie hipotetycznym p rądom przesunięć własności analogiczne do tych. k tórzy zdołali ją pojąć. X X X III E L E K T R O M A G N E T Y C Z N A ISTOTA ŚW IA T Ł A G dyby nas zapytano. Krajewskiego) Teoria Maxwella jest oczywiście z b y t tru d n a . lecz ci. że do praw a Coulomba oraz znanych już podstaw ow ych p raw elektrom agnetyzm u i p rądów in d u k ­ cyjnych dołączyła ona nową hipotezę. k tó ry właściwie rok należy uważać za d a tę narodzin nowoczesnej fizyki. k tó ra dzięki jednolitem u ujęciu zjawisk elektrycznych. Niewielu tylko fizyków zrozumiało wówczas całkowite znaczenie teorii. płynących z tego założenia. Istotnie nową w niej rzeczą jest to. według której każda zmiana natężenia pola elektrycznego wywołuje powstanie tzw. W t y m bowiem roku M a x w e l l opublikował swoją wspaniałą teorię. Biedne me serce radością napoił.

!«««/»> tyczne. 18. 2 W d a w n ie jsz y c h teo ria ch . każda fala m agnetyczna z elektryczną. że obie te fale posuw ają się z t ą sam ą prędkością i że wreszcie natężenie pola m agnetycz­ nego jest stale prostopadłe do natężenia pola elektrycznego. 45. wim y wówczas. Gdy natężenie pola elektrycznego lub magnetycznego ulega w pewnym punkcie periodycznym zmianom. Elektromagnetyczna istota światła 117 swych podstaw owych rów nań pola elektrom agnetycznego. m ó­ pola eteUtrycz. k tó re sp r o w a d z a ły św ia tło do d rgań e la s ty c z n y c h ta jem n icze g o „eteru ś w ie tln e g o “. oba zaś te kierunki są z kolei prostopadłe do wspólnego kie-: runku rozchodzenia się fal. k tó rą nieodzownie m u ­ simy przypisać falom świetlnym wobec istnienia zjawisk polaryzacji św iatła. Fale elektrom agnetyczne są więc czysto poprzeczne. k tó r y c h n ie m o ­ ż e m y tu ta j ro zp a try w a ć.2 1 Por. a mianowicie możliwość istnienia fal elektro­ magnetycznych. H a lę* en tości natężenia. również i drgania elektryczne lub m agnetyczne mogą wywoływać fale elektryczne lub m agnetyczne. z r o z m a ity c h w z g lę d ó w . ja k np. p o p r z e c z n y c h a ­ rak ter drgań św ie tln y c h . me- chaniczne drgania powietrza pow odują Rys 45 Fala clcktro_ powstawanie fal głosowych i rozchodzą magne. K ierunki te zostały przedsta­ wione na rys. Z teorii Maxwella wynika. sta n o w i! z a g a d k ę n ie do r o zw ią za n ia . które. zwanych powszechnie od jego nazwiska rów naniam i Max- wella. W podobny sposób. z uwzględnieniem praw idłowych zwrotów. że każ d a fala elektryczna musi być nie­ odzownie sprzężona z falą m agnetyczną i odwrotnie.y“ «nie)_(5Ch<:ma- się w przestrzeni za pośrednictw em tych fal. Z rów nań ty ch w ysunął on dalej wniosek niezwykle wielkiej wagi. ja k Maxwell wywnioskował z pom ia­ rów' W ebera i K o h lrauscha.1 m uszą rozchodzić się w próżni z prędkością światła. rozd z. lecz i jego kierunku. . które na ogół dotyczyć mogą nie tylko war. po­ siadają one zatem tę właśnie cechę. że w punkcie ty m za- chodzą drgania elektryczne lub magne.

Z falami tej długości nie m ożna było naturalnie dokonywać do­ świadczeń. Równocześnie doświadczenia te wyraźnie w y k a ­ zały. Zrozumiałe jest. dzięki słynnym doświadczeniom H enryka H e r t z a . któ ry c h istnienie Maxwell przewidział na drodze rozw ażań teoretycznych. zwany relacją M axwella. że stała dielektryczna każdego ośrodka musi być równa kwadratowi wartości jego optycznego spółczynnika załam ania -1 B o l t z m a n n w ykazał już w kilka miesięcy po ogłoszeniu prac y Maxwella. rozd z. Hertzowi udało się zmniejszyć długość fali do niewielu m etrów. że nowe te fale są identyczne co do swej istoty z fa­ lami świetlnymi. wynoszące jeszcze około 300 m etrów. około jednej milio­ nowej sekundy.118 Zasady fizyki Maxwell. 1 Por.2 Rzeczywiste doświadczalne wytworzenie fal elektro­ m agnetycznych. ja k już wspomniano. że ciała gazowe rzeczywiście spełniają ten związek. oddzielonych od siebie k ró tk ą prze­ rwą iskrową i ładow anych stale przez cewkę indukcyjną. wo­ bec tego najszybszym naw et z takich drgań odpowiadają długości fal. 2 W d z ied zin ie św ia tła w id zia ln eg o cia ła sta łe i c ie k łe n ie sp e ł­ n ia ją relacji M axw ellow sk iej ze w z g lę d u n a zja w isk o d y sp ersji. doszedł ostatecznie do wniosku. okres drgań wynosi. przez zastosowanie zam iast butelki lejdejskiej dwóch kawałków mosiądzu od­ powiedniego kształtu. 1888. a m iano­ wicie w r. a n a w e t decymetrów. je d n a k że w d alek iej p o d czerw ien i w sz y stk ie cia ła sto su ją się d o ­ k ład n ie do niej. Gdy rozładow ujem y butelkę lejdejską. . Ponieważ zupełnie ogólnie we wszelkich ruchach falowych długość fali równa się iloczynowi okresu drgania przez prędkość rozchodzenia się fali (którą w danym w ypadku należy utożsam ić z prędkością światła). udało się jednakże do­ piero w 15 lat po ukazaniu się dzieła Maxwella. że H ertz za p u n k t wyjścia swych doświadczeń obrał rozpatrzone ju ż przez nas drgania kondensatora. utożsam iając te uznane przez siebie za teore­ tycznie możliwe fale elektrom agnetyczne z falami świetl­ nymi. 10 i 21.

ja k i samoindukcję obwodu drgającego. Liczne w ynalazki X V I I I i początku X I X stulecia sta ra ły się cel ten osiągnąć za pom ocą sygnałów 1 P or. "W polu elektrom agnetycznym . 1901. przez promienie słoneczne na powierzchni ziemi. polaryzacji i wreszcie m ogą inter- ferować ze sobą. 2 D o św ia d c z a ln ie is tn ie n ie ciśn ien ia św ia tła w y k a z a ł po raz p ierw szy L e b i e d i e w w r. odpowiada w przybliżeniu ciężarowi jednego m iligrama na każdy m etr k w a d ra to w y . zaopatrzonego w niewielką przerwę. rozd z. Ciśnienie. Przypuszczenia Maxwella co do elektro­ m agnetycznej istoty światła sta ły się w ten sposób pew­ nością. znajdujące się na jego drodze. wyw oływ anym np.2 X X X IV TELEGRAF Od najdaw niejszych czasów jed n y m z najważniejszych celów techniki było umożliwienie szybkiego przekazyw ania wiadomości. że istot­ nie fale. podlegają ty m sam ym praw om . wytworzone przez drgania elektryczne. .1 Rozchodzenie się wywołanych w ten sposób drgań w postaci fal w ykazał H ertz za pom ocą pierścienia z d ru tu . jakie wywiera promień świetlny dzięki swemu charakterow i elektrom agnetycznem u na ciała. w której fale wywo­ ływały przez rezonans powstanie iskry. ugięciu. załamaniu. co i fale świetlne. 32. największa wartość periodycznie zmiennego natężenia pola elektrycz­ nego wynosi od 10 do 15 woltów na c entym etr. odpo­ wiednia zaś w artość pola magnetycznego około jednej pią­ tej wartości składowej poziomej m agnetyzm u ziemskiego. podlegają ta k samo odbiciu. a więc rozchodzą się z t ą sam ą prędkością. Z pom ocą tego prym ityw nego urządzenia mógł H ertz pokazać. Telegraf 119 W ten sposób H ertz zmniejszył znacznie zarówno pojem ­ ność.

k tó ry posłużył do połączenia I n s ty tu tu Fizycznego w Getyndze z t a m te j ­ szym obserw atorium astronom icznym . tak. Jedn ak ż e ani a p a ra t Gaussa i W e­ bera. Powszechne zastosowanie znalazł dopiero samo zapi­ sujący a p a ra t elektrom agnetyczny. lecz dopiero zastosowanie elektryczności umożliwiło rozwój właściwej telegrafii. Zasadę telegrafu Morsego przedstaw ia schem atycznie rys. J u ż po upływie dwóch lat od wykrycia przez F a r a d a y ’a p rądów in d u k ­ cyjnych astronom G a u s s i fizyk W e b e r zbudowali w roku 1833 pierwszy telegraf elektromagnetyczny. wynaleziony w 1837 r.120 Z asad y fizy k i optycznych. ani a p a ra t Steinheila nie n ad aw ały się do szerszego użytku. 46. dalej przez elektrom agnes (M’) do p ły ty ziemnej stacji odbiorczej i s ta m tą d do p ły ty ziemnej stacji nadaw ­ . Dzięki tem u umożli­ wiam y przepływ p rąd u w nastę p u jąc y sposób: z baterii (B) przez linię do otwartego klucza stacji odbiorczej. W 1843 r. że przewód pow rotny m ożna zastąpić przez wyzyskanie przewodnictwa ziemi. naciskam y klucz. dotychczas jeszcze jest to jeden z najczęściej spotykanych a p a ra tó w telegraficznych. Gdy chcem y nad a ć sygnał ze stacji nadawczej (z prawej strony). została zbudow ana pierwsza praw idłowa linia te ­ legraficzna pom iędzy m iastam i W aszyngtonem i Baltimore. że zam iast dwóch dru tó w w y­ starcza tylko jeden. S t e i n h e i l udoskonalił wkrótce potem wynalazek Gaus­ sa i W ebera i dokonał p rzy ty m niespodziewanego odkrycia. przez A m erykanina M o r s e g o .

na pismo Morsego oraz po­ wtórnego transponow ania otrzym anej depeszy na pismo zwykle. przepływ ający przez długi przewód. Przekaźnik jest to elek­ trom agnes. z k tó ry c h Morse ułożył alfabet. zaopatrzony w lekką kotwiczkę. k tó ra z kolei może zam ykać za pom ocą dźwigni obwód p rądu baterii miejscowej. k tó ­ rej drugi koniec przyciska kółeczko. Zrozumiałe jest. T eleg ra f 121 czej. zależnie od czasu naciskania klucza. W pierwotnej swej formie. b y w ten sposób lepiej wyzyskać kosztow ną linię telegraficzną. że dalszy rozwój telegrafii d ą ­ żył w dwóch kierunkach. k tó ry wprowadził ta k zwany przekaźnik. telegraf pozwala przesłać 40 do 60 liter na m inutę. więc każda z nich może odbierać i nadaw ać tele­ gram y. 1839 pierw ot­ nego urządzenia Morsego przez W h e a t s t o n e ’a. Po pierwsze należało usunąć utrudnienie. p rąd zaś baterii miejsco­ wej zasila ten elektrom agnes. złożonego z p u n ­ któw i kresek. związane z koniecznością transponow ania tekstu. wynalezionej przez Morsego i przy zastosowaniu alfabetu Morsego. P rąd włączony przez przekaźnik można również zużytkow ać do zasilenia nowego odcinka linii. Po drugie trzeba było dążyć do podniesienia ilości liter. dzięki włączaniu dalszych pośrednich stacji przekaźniko­ wych staje się możliwe telegrafowanie na doAvolne od­ ległości. znajdującej się na stacji odbiorczej. ja k a może być przesyłana w ciągu m in u ty . Wobec tego isto tn y postęp stanowiło ulepszenie w r. przesyłany ze stacji nadawczej. danego do przesłania. Uzwo­ jenia przekaźnika są obiegane przez p rąd przewodowy. zwilżone farbą. k tó ry wprawia w ruch p rzy­ rząd zapisujący. . Ponieważ obie stacje są zaopatrzone w identyczne p rzy­ rządy. Prąd. E lektrom agnes M’ przyciąga m ałą dźwignię. pow stają p u n k ty i kreski. doznaje naturalnie znacznego osłabienia skutkiem s tra t. spowodo­ w anych przez nieuniknione braki izolacji. Na taśmie tej. do ta ś m y papierowej. ciągniętej przez m echanizm zegaro­ wy.

47). wywołujący wydrukow anie litery. łączy on w sobie urządzenie nadawcze i odbiorcze. gdy w obydwóch przyrządach litera t a znaj­ duje się na kole literowym naprzeciw w ałka drukarskiego. k tó rą n a ­ stępnie nakleja się na papier i w tej postaci otrzym uje j ą odbiorca. A p a ra t ten stosow any jest jeszcze dzisiaj na większych stacjach bez istotnych zmian. Przyrząd H ughes’a daje w ten sposób depeszę napisaną od razu zwykłym pismem na taśm ie papierowej. Co się tyczy prędkości nadaw ania znaków. A by możliwie zmniejszyć czas. które umożliwiają odbiór telegram u w postaci zapisanej znakam i Morsego. . rys. przed nadaw aniem wybija się te k s t jej na pasku papieru za pom ocą pewnego rodzaju m aszyny do pisania. 1860) telegrafu m aszyno­ wego. Do lepszego wyzyskania linii telegraficznych posłu­ żyło przede wszystkim wprowadzenie ta k zwanego łą­ czenia przeciwsobnego. wówczas impuls prądu. (U w .1 Znaki są nadaw ane za pom ocą specjalnej kla­ w iatury. z n a jd u ją c e się n a p rzeciw ró w n ież p o ru sza ją ceg o się w a łk a z ta śm ą p a p iero w ą i p o sia d a ją c e r o zm ieszczo n e na sw y m o b w o d zie lite r y a lb a fe tu . 1850 przez am erykanina H u g h e s ’a. wynaleziony około r. Spraw ­ 1 P o d sta w o w ą czę ść a p a ra tu H u g h e s’a sta n o w i o b ra ca ją ce się ró w n o m iern ie k oło. potrzebny do prze­ słania depeszy. to nadzw yczajny postęp w ty m zakresie stanowiło w y­ nalezienie przez W h e a ts to n e ’a (r. Gdy w przyrządzie n adaw czym naciśniem y kla­ wisz. odpow iadający pewnej literze.122 Z asad y fizy k i Pierwsze ze wspom nianych wyżej dwu podstaw owych dążeń telegrafii zaspokaja lelegraf literowy.). Przesuwanie Łych otw orków przed odpowiednim urządzeniem wywołuje powstawanie impulsów prąd u . Sprawność a p a ra tu H u ghes’a wynosi w p rzy­ bliżeniu od 100 do 120 liter na m inutę. które umożliwia jednoczesne tele­ grafowanie wzdłuż tego samego to ru w dwu kierunkach przeciwnych. dobiega do biegnącego synchronicznie przyrządu na stacji odbiorczej w tej wła­ śnie chwili. tł. p rzy czym każdej literze odpowiada określona kom binacja otworków (por.

1870 przez Siemensa. Za pom ocą specjalnej tarczy rozdzielczej. przyrządy te są kolejno włą­ czane do obwodu p rądu w ten sposób. ooo o oo ooo o oo ' o ooooooooooooooooooooooo OOO O O O O O O O O O d e n Rys. tak. źe odległość pom iędzy dwiema sąsiednimi stacjam i wynosiła około 1. w ykonyw ującej od 100 do 200 obrotów na m inutę. tak. ta k . gdyż stała się ona zbyteczna ze względu na istniejące już inne połączenia kablowe i radiowe. na linii tele­ graficznej indo-europejskiej. 1931.000 km . Z a p a ra tó w W h e a ts to n e ’a korzystano np. zbudowanej w r. Linia ta miała 14. Część telegram u. fprzygotowanego do nadania telegrafem maszynow ym. T eleg ra f 123 ność telegrafu maszynowego wynosi od 1000 do 1600 liter na m inutę. by było możliwe ich zapisanie. w ynikających stąd. znacznie jeszcze zwiększający sprawność tele­ grafu. Po wynalezieniu telegrafowania za pom ocą dziurkow a­ nej taśm y nadawczej nastąpił dalszy wynalazek telegrafii wielokrotnej. 47. w roku ty m przestano się nią posługiwać. na jed n y m i ty m sam ym prze­ wodzie p racują cztery oddzielne przyrządy. W ynalazek ten ma na celu wyzyskanie prze­ wodu również podczas przerw. że ka ż d y przyrząd . że zawsze połączone są ze sobą na stacjach odbiorczej i nadawczej tylko odpowiadające sobie przyrządy. Linia ta była czynna aż do r. odpow iada ona słowu niem iec­ kiem u „senden“.000 kilom etrów długości i po­ siadała 14 pośrednich stacji przekaźnikow ych. że po­ szczególne przekazyw ane telegraficznie znaki m uszą być dzielone pewnym i odstępam i. W szeroko rozpowszechnionym telegrafie B a u - d o t a . wynalezionym około roku 1870 i noszącym nazwi­ sko swego ko n stru k to ra .

ja k się mówi obrazowo w języku elektrotechnicznym . m ożna było z jego pomocą uzyskać szybkość nadaw ania. sto so w a n eg o w teleg ra fii w ie lo k r o tn e j. o ile zastosujem y odpowiednie „filtry częstości“ . k tó ry ch c z ę sto ść le ż y w p ew n y ch o k re ślo n y c h g ra n ica ch . dzięki tem u. że w p rzeciw ień ­ stw ie do p rzyrzą d ów . niezależnie od swego przeznaczenia. . 3 F iltr y cz ę sto śc i są to u rzą d zen ia . Ilość torów. n a d a w a n ie k ażd ej lite r y w ty m a p aracie trw a rów n ie d łu g o (m ia n o w ic ie 5 te le g r a ­ ficzn y ch je d n o ste k czasu ). 2 N a le ż y o d różn iać tę je d n o cz e sn o ść od d zia ła n ia na p rzem ian . zo­ stała jednak jeszcze znacznie powiększona około r. Telegrafia wielokrotna stworzyła możliwość jednoczesnego uzyskania kilku połączeń wzdłuż tego samego przew odni­ ka. Za p o m o cą ta k ich filtró w m o ż n a w ięc w y d z ie lić z d o ­ w oln ej m iesza n in y p rą d y zm ien n e. które nie przeszkadzają sobie wzajemnie i mogą być ka ż d y z osobna odbierane przez dowolne przyrządy. W ten sposób m ożna mianowicie wzdłuż tego samego przewodu przesyłać jednocześnie2 im pulsy p rą d u o rozmaitej czę­ stości. lecz ty lk o sz y b k o po so b ie w p ew n ej k olejn o ści.124 Z a sa d y fiz y k i odbiorczy może przyjm ować tylko doń należące im pulsy p rąd u . 1920.3 Gdy n a d to została opracow ana m etoda stosowania tzw. n a le ż ą c e do o k reślo n eg o p rze­ d ziału c zęsto ści. że do n a ­ dawania znaków zastosowano prądy przemienne. możliwych do uzyskania w jednej żyle. telegrafii podakusłycznej.1 Ponieważ przyrząd B a udota czterokrotnie zwiększa sprawność telegrafu. p rzep u szcza ją ce ty lk o ta k ie p rą d y zm ien n e. jedna i ta sam a „żyła przewodząca“ daje n a m od razu kilka „lorów“ telegraficznych. może być 1 Is to tn ą cech ę a p a ra tu B a u d o ta sta n o w i to . wynoszącą około 600 liter na m inutę n a w e t bez zastosowania dziurkowanej taśm y nadawczej. dochodząc do 12 a naw et do 24. n a d a ją c y c h zn a k i M orsego. g d z ie ró żn e p r zy r zą d y są d o łą cza n e d o p rzew od u n ie je d n o c z e śn ie . dzięki której każda linia telefo­ niczna.

stało się obecnie zbyteczne. zewnętrzną — woda m orska. m o g ły w sp ó łp r a c o w a ć ze sob ą. 1925. poczynając od r. Za pomocą dalekopisu można naturalnie przyjm ow ać autom atycznie wiadomości rów­ nież i w nieobecności odbiorcy. ja k p rą d y p rzem ien n e różnej c z ę sto śc i w e w sp o m n ia n ej w y żej m e to d z ie teleg ra fii p rzy u ży ciu prądu p rzem ien n eg o . Rozwijanie dużej prędkości przekazyw ania znaków. nadzwyczajnie rozszerzono sieć telefoniczną w Europie i Ameryce Północnej.1 ta osta tn ia o trzy­ m ała do swego rozporządzenia nadspodziewanie wielką ilość torów. 1860. i zm ie n n e p rą d y te le fo n ic z n e m o g ą z o sta ć o d d zielo n e od sieb ie w p o d o b n y sp o só b . tak. Duże trudności sprawiała początkowo okoliczność. że kabel o długości tysięcy kilom etrów zachowuje się. 1866 oddano do stałego u ż y tk u pierwszą linię podw odną poprzez Ocean A tlan ­ tycki. poczynając mniej więcej od r. że. przypom inające swą budow ą i sposobem użycia zwykłe m aszyny do pisania. ty m bardziej. u ży w a n e w teleg ra fii. T eleg ra f 125 jednocześnie u ż y ta do celów telegrafii. ja k butelka lejdejska o nadzwyczaj dużej pojemności. by dwaj jej dowolni abonenci mogli łączyć się bezpośrednio ze sobą. 2 Z w aża się o c z y w iśc ie p rzy ty m na to . W telegrafii dzisiejszej rozpowszech­ n iają się n a to m ia st coraz bardziej przyrządy. a b y ró w n ież i p rz y rzą d y . zwane daleko­ pisam i. sk o n stru o w a n e przez ro zm a ite firm y. Po wielu nieuda­ nych próbach wreszcie w r. telegrafia transoceaniczna czyli kablowa.2 W odrębną gałąź rozwinęła się. Obecnie zm ierzam y do stw o­ rzenia dalekopisowej sieci łączności na wzór sieci tele­ fonicznej. . na co musiano poprzednio kłaść Lak wielki nacisk. Skutkiem ta k wielkiej pojemności kabel musiał być właściwie specjalnie ładow any a następnie znówr rozładow yw any dla przesłania każdego poszcze­ 1 T elegrafia p o d a k u sty c z n a op iera się na ty m . w ew nętrzną okładkę stanowi przewodnik. że p rą d y sta łe. warstw ę zaś izolującą — ochronny płaszcz gutaperkow y.

1931 pom iędzy New- foundlandem i Azorami. co pozwala nadaw ać do 2500 liter na m inutę. położony w r. k tó ry ochrania kabel od uszkodzeń zewnętrznych. n a d a n y c h w ciągu tego roku. przez to liczba kabli. przecina­ jących północny Ocean A tlantycki. 1930 około 6 milionów kilometrów. że owija się przewodzącą p rąd część kabla druci­ kiem z substancji o dużej przenikliwości magnetycznej (dzięki tem u zwiększa się znacznie indukcyjność kabla. W edług K r a r u p a można skompensować szkodliwe działanie dużej pojemności w ten sposób. 1 M uszą on e reagow a ć je sz c z e na p rą d y o n a tę ż e n iu za led w ie k ilk u se tn y c h m iliam p era . kabla krarupizowanego. Jednakże przez zastosowanie zręcznie pom y­ ślanych schem atów połączeń oraz przez wypracowanie bardzo czułych typów przyrządów odbiorczych1 udało się ku końcowi X I X wieku zwiększyć sprawność kabla pod­ morskiego z początkowych 20 litera ż d o 200 liter na m inutę. co przeciwdziała wpływowi jego pojemności). 23. zbliżała się do 400 milionów. wzrosła do 21. tele­ grafia podm orska weszła. . Kabel ten pracuje pięciotorowym system em telegrafii wielo­ krotnej. 1920 w okres szybkiego rozwoju. poczynając mniej w ięcejodr. Średnica kabla wraz z izo­ lacją niewiele przekracza jeden ce n ty m etr. przesyłanych rocznie za pośrednictwem A tlantyckiego Tow arzystw a Telegraficznego podniosła się z 10 milionów w r.126 Z a sa d y fizy k i gólnego sygnału. W nowoczesnych kablach głębinowych średnica żyły wynosi około % cm. liczba zaś wszystkich depesz. zostaje ona jed n a k zwiększona na 3 do 5 cm dzięki „pancerzow i“. N ajspraw niejszym kablem jest dzisiaj przypuszczalnie wielki kabel azorski. 2 Por. 1926 do 30 milionów w r. Dzięki zastosowaniu elektrycznych wzm acniaczy lam po­ wych oraz wynalezieniu tzw. rozd z. Liczba wyrazów. co naturalnie znacznie przedłużało tele­ grafowanie. otacza ją w arstw a m agnetyczna z perm alloy’u2 grubości kilku dziesiątych m ilim etra. Długość całej sieci telegraficznej św iata wynosiła w r. 1930.

W związku z ty m przez działania indukcyjne w cewce otaczającej m agnes pow stają p rą d y przemienne. w ynalazł go B e l l w r. XXXV TELEFON Podobnie ja k telegraf i żarówka. odbyw ające się w rytm ie ty ch prądów . k tóre przekształcają 1 Z ró żn y ch w zg lę d ó w n a le ż y z r esz tą u w a ż a ć F ilip a R eisa (1 8 6 0 ) za p op rzed n ik a B ella . k tó ry opiera się delikatnie tym i końcami o dwa klocki węglowe. które. . skąd mówimy. zaostrzonego z obu końców. otoczonego cewką z d ru tu . M ógł on jed n a k p r z e k a z y w a ć je d y n ie to n y . Gdy m ówimy przed pręcikiem. W ynaleziony w ty m celu przez Hughesa mikrofon składa się w najprostszej swej postaci z pręcika węglowego. Gdy m ówim y głośno przed m em braną. fale głosowe w yw ołują jego drgania i zarazem periodyczne zm iany oporu elektrycznego w miejscach ze­ tknięcia pręcika z klockami. umiesz­ czona była cienka m em brana żelazna. wówczas pod wpływem fal dźwięko­ wych zostaje ona wprawiona w drganie. Jednakże już w r. w praw iają z kolei jego znów m em branę w ruchy. 1878 H u g h e s wpadł na szczę­ śliwy pom ysł ograniczenia działania głosu do „m odulacji“ prądu. 1876. W ty m prototypie telefonu mówiący musiał zatem w ytw arzać p rąd telefoniczny działaniem swego własnego głosu. znajdującej się w miejscu. p rzy czym naprzeciw jednego z biegunów magnesu. a n ie m o w ę lu d zk ą. a więc zbliża się i oddala periodycznie od magnesu. czerpanego z odpowiedniej baterii. przez pręcik przepływa p rąd z baterii. odbywające się w rytm ie tych fal. telefon znalazł po raz pierwszy zastosowanie praktyczne w Ameryce. Skutkiem tego również i natężenie p rąd u z b a ­ terii podlega rytm icznym w ahaniom . po doprowadzeniu do cewki d ru ­ giego telefonu. W ten sposób w drugim telefonie słyszym y słowa. wypowie­ dziane do pierwszego.1 W pierwotnej swej formie telefon za­ wierał magnes sztabkowy.

2 W N ie m c z e c h zresztą ju ż w r. . N a jd ro b ­ niejsze ru ch y w y sta rc z a ją już do w ydatnego zmniejszenia lub też powiększenia liczby tych m ostków. lecz mniejszego natężenia. rys. g ło śn o p ełza n ie m u c h y po m ik ro fo n ie. Mikrofon włączam y do pierwotnego uzwojenia od­ powiedniej cewki. W ywołane przez działanie mi­ krofonu w ahania stosunkowo silnego p rą d u miejscowego in d u k u ją w ten sposób na linii p rą d y wyższego napięcia.2 Ponieważ 1 S ły s z y się n p . Ze względu na duży opór właściwy węgla wystarcza to już do wywołania olbrzymich Ryp r z « < ^ ^ 1c i S ^ n 1 * ) 0ma w ahań prąd u . stanow iących w zasadzie pewne transfor­ m ato ry . 1877 z a in s ta lo w a n o ok oło 20 sta c y j d o tele fo n ic z n e g o p r z e k a z y w a n ia d ep esz. 48). W ysoka czułość m ikrofonu1 daje się w ytłum aczyć tym . Pom iędzy dwom a stykającym i się ze sobą kaw ałkam i wę­ gla istnieją w rzeczywistości skutkiem nierówności ich po­ wierzchni tylko nieliczne drobne m ostki. Telefony zostały znacznie ulepszone przez wprowadzenie „przenośników“. że „ s ty k “ w znaczeniu codziennym tego w yrazu nie ozna­ cza bynajm niej jeszcze styku w znaczeniu elektrycznym . dopiero wtórne jej uzwojenie należy do właściwej linii dalekonośnej. po któ ry c h może prze­ pły w a ć elektryczność. co w ydatnie ułatwia prze k a ­ zywanie tych prądów na odległość (por. Pierwsze miejskie sieci telefoniczne pow stały w Ame­ ryce już wkrótce po wynalezieniu telefonu. niezadługo zaś potem rozpowszechniły się one i w Europie. A by powiększyć liczbę p u n k tó w zetknięcia stoso­ wane początkowo pręciki węglowe zastąpiono później powszechnie przez proszek węglowy.128 Z asad y fizy k i się w telefonie odbiorczym w drgania dźwiękowe o tym sam ym rytm ie.

po­ wstała więc konieczność wprowadzenia urządzeń pośred­ niczących w postaci central telefonicznych. w ten sposób stały się zbyteczne „miejscowe“ baterie przy poszczególnych a p a ra ta c h telefonicznych. Dokoła przewodzącej p rąd „żyły“ owinięta jest w kształcie wyciągniętej spirali izolacja bawełniana. Poczynając mniej więcej od r. Ponieważ jed n a k ilość dru tó w rozpiętych w m iastach nad powierzchnią ziemi nie może być zwiększana bezgranicznie. W początkowych stadiach rozwoju telefonii stosowano jedynie linie napowietrzne. jak i w telegrafii. 1893. oraz że skutkiem połącze­ nia z ziemią mogą pojawiać się różne zakłócenia.1 Mniej więcej od r. 1910 zaczęły rozpowszechniać się coraz bardziej aulomalyczne centrale telefoniczne. zaczęto obsługiwać mikrofony abo­ nentów za pom ocą jednej jedynej baterii. szybko rosnąca liczba abonentów spowodowała wkrótce konieczność przejścia do budow y podziemnych kabli tele­ fonicznych'. podobnie ja k w telegra­ fii. wynalezione przez A m erykanina S t r o w g e r a już w r. Okazało się jednak. Obecnie najbardziej używane. na nią zaś z kolei nawinięta je s t luźna powłoka z suchego papieru. musiano zatem w telefonii przejść całkowicie na stosowanie prze­ wodów podwójnych. dzięki tem u telefonowanie zostało uniezależ­ nione od szeregu zakłóceń. podobnie. zawierająca jedynie 1 D la o sią g n ięcia te g o trzeb a b y ło n a tu ra ln ie w is to tn y sp o só b z m ie n ić u k ład p ołączeń . że na jed­ nej linii słychać wówczas również skutkiem indukcji i roz­ mowy z innych sąsiednich linij. posługiwano się i w telefonii przewodem ziem nym. nieuniknionych przy użyciu linij napowietrznych. we­ dług m etody S t e i n h e i l a . 1900. Telefon 129 naturalnie niemożliwe jest połączenie ze sobą wszystkich abonentów telefonicznych bezpośrednimi przewodami. Pom iędzy papierem a przewodnikiem znajduje się więc przestrzeń pusta. Początkowo.są w telefonii kable z izo­ lacją papierowo-powietrzną. znajdującej się w centrali. Zasady fizyki 9 .

49. 49). zawierający 4048 par przewodów. W kablu telefonicznym znaj­ duje się zwykle kilkaset. Dalekonośny kabel telefoniczny. g d y n a to m ia s t sta ła d ielek try czn a g u ta p e r k i je s t rów n a 3. czasami naw et kilka tysięcy p a r żyl. złączonych w wiązki (por. przez co szkodliwa pojemność kabla zostaje znacznie zmniejszona. rys. .130 Z asad y fizyk i powietrze.1 Pojedyncze powłoki papierowe m ają Rys. 1 S ta ła d ielek try czn a p o w ietrza w y n o si ty lk o 1. średnicę niewielu milimetrów.

są poprzecinane kablam i telefonicznymi. 1890. J u ż p rzy użyciu zwykłej p a ry przewodów można. Ulepszenie jego polegało na rozmieszczeniu w kablach w dokładnie uprzednio obliczonych odległoś­ ciach cewek o również dokładnie obliczonych sam oinduk- cjach. dzięki wynalazkowi A m eryka­ nina P u p in a. Dzisiaj już wszystkie kom unikacyjnie ważne obszary morskie. Z tego. Opracowano ju ż pro je k t przerzu- 1 M ięd zy p a ń stw o w a k o m u n ik a cja te lefo n ic z n a ro zp o częła się ok oło r. m ożna włączyć dowrolną ilość wzmacniaczy. Na większych odległościach należy stosować oddzielne p a ry przewodów dla przeciwnych kierunków. gdyż na linii. 1900. gdyż na długich liniach napow ietrznych w ystępowały zb y t wielkie zakłócenia. gdy i w telefonii zastosowano wzmacniacze lampowe. Udało mu się znacznie zmniejszyć w ten sposób s tr a ty prądów przem iennych i poważnie (około pięciu razy) zwiększyć zasięg rozmów. że w sam ych tylko Niemczech wyprodukow ano już do dnia dzisiejszego o wiele więcej niż milion cewek pupinowskich. ja k Morze Pół­ nocne i B ałtyk oraz Morze Śródziemne. tak. ja k wskazuje doświadczenie. 9* . P rzy pom ocy takiego „poczwórnego p rzew odu“ można jednakże pokonać największe n a w e t od­ ległości. Porozumiewanie się telefoniczne na wielkie odległości zaczęło się rozwijać na nadzwyczaj wielką skalę od czasu. 1890 pom iędzy Dover i Calais. używanej dla rozmów w jed n y m tylko kierunku. osiągnąć zasiąg rozm owy od 400 do 600 k m przez włączenie wzm acniaczy w trzech p u n k ta c h pośred­ nich. obok p a ry przewodów Berlin— P a ry ż konieczna jest druga para P a ry ż — Berlin. N adzw yczajny postęp zo­ stał dokonany około r. m ożna wnioskować. ja k duże znaczenie uzyskały one w nourszym rozwoju techniki telefonicznej. k a ­ ble zaś zb y t szybko absorbowały słabe p rą d y przemienne dzięki swej dużej pojemności. że np. Pierwszy głębinowy kabel telefoniczny został położony około r. T elefon 131 Telefonowanie na większe odległości na lądzie1 sprawiało początkowo wielkie trudności.

wynosi prawie 100 milionów km. jednakże można było mieć nadzieję. a w Niemczech około 5. wyprom ieniowanej przez źródło.000 m ieszk a ń có w . czyli słyszenia rozmów z sąsiednich obwodów. czyli przeszło 2000 razy więcej od obwodu kuli ziemskiej. pro­ je k t ten przewiduje jako ochronę kabla papierowo-po- wietrznego specjalną rurę.1 XXXVI W Y S Y Ł A N IE FA L E L E K T R Y C Z N Y C H Ju ż doświadczenia H ertza w ykazały możliwość przeka­ zywania energii elektrycznej na odległość bez pomocy przewodów.132 Z asad y fiz y k i cenią kabla telefonicznego przez Ocean A tlantycki. Jeszcze większą jed n a k trudność nastręczałaby bu­ dowa sam oczynnych podm orskich stacyj w zm acniających oraz używanie kilku żył w jed n y m kablu. (U w . Chociaż już te ilości energii. gdzie na cele telefonii w y­ datkow ano już dotychczas około 3 m iliardy dolarów. Ogólna liczba a p a ra tó w telefonicznych na całym świe- cie wynosiła w r. Udało się do­ 1 D łu g o ść linij T elefonicznych w P o lsce w y n o siła w r. ilo ść z a ś a p a ra tó w — ok o ło 2 0 0 .) . 1934 ok o ło 3 2 . s ta ­ nowią z pewnością bardzo drobne tylko ułam ki energii. Ogólna długość linij telefonicznych w sam ych tylko S tanach Zjednoczonych. tł. że fale elektryczne dadzą się zastosować przynajm niej do przekazyw ania wiadomości.0 0 0 km . jakie możemy przejąć w odległości jednego zaledwie kilom etra. 9 % na Niemcy. 1933 około 35 milionów. 5 7 % tej liczby p rzy p a d a na S ta n y Zjednoczone Ameryki Północ­ nej.0 0 0 . Na 100 m ieszkańców przypadało w S tanach Zjednoczonych 16 aparatów . k tó ra mogłaby się oprzeć ol­ brzym iem u ciśnieniu wody morskiej na głębokości kilku km. za tem w P o lsc e p rzy p a d a ło o k o ło 6 a p a r a tó w n a 1. bez obaw y tak zwanego „przesłuchu“ .

w ykryw ania i odbioru fal elektrycznych. ku którem u zmierzali fizycy od chwili pow stania radiotelegrafii. J e d n y m z najważniejszych celów. a w r. 1896. są dzisiaj zupełnie przestarzałe. jed n a k drgania te n a ty c h m ia s t znów wygasają. m aszyna ta k a posiada kilkaset bie­ gunów i daje wobec tego bezpośrednio p rą d y przem ienne . W Ameryce udało się A l e x a n d e r s o n o w i zbudow ać m aszyny p rąd u przemiennego. b y natężenie drgań pozostawało bez zmiany. byłyby n a ty c h m ia st pokryw ane. J u ż w n a stę p n y m roku Marconi mógł przesyłać depesze iskrowe między lądem a statkiem na odległość 10 kilometrów. W y sy ła n ie fa l e le k tr y cz n y c h 133 konać tego M a r c o n i e m u w r. czyli natychm iastow e prawie wygasanie jego drgań. W nowoczesnej radio­ technice najgłówniejszymi urządzeniam i do w ytw arzania drgań niegasnących są przede wszystkim generatory lam ­ powe. 1902 udało mu się po raz pierwszy telegrafować bez d ru tu poprzez A tlan ty k . rozpoczęty w pierwszych latach dwudziestego wieku. które zastąpiły dawniejsze oscylatory H ertza. do­ prowadził do tego. które służyły dawniej do tego celu i w swoim czasie odegrały dużą rolę. a następnie prądnice p rądu przemiennego o bardzo wysokiej ilości okresów. stanowiło zbu­ dowanie n ad ajn ik a drgań niegasnących. Podstaw owe zadanie radiotelegrafii polega na budowie przyrządów. Liczne układy. został on w ten sposób tw órcą telegrafii bez drutu. w ykonyw ujące około 20. wysyłania. Do w ytw arzania drgań elektrycznych służą t a k zwane generatory wysokiej częstości. w k tó ry m s tr a ty energii drgań. nadających się do w ytw arzania.000 obrotów na m inutę. Stały rozwój telegrafii bez d ru tu . tak . że dzisiaj stała się ona w ażną gałęzią elektrotechniki. wywołane przez tłumienie. czyli radiotelegrafii. K ażdy przeskok iskry w oscylatorze wywołuje wprawdzie drgania. Dużą wadę oscylatora H ertza stanowiło jego znaczne „tłum ienie“ . a więc takiego.

sprzężenia zwrotnego. następnie zaś podwyższać ilość okresów p rądu za pom ocą t a k zwanych tra n sfo rm a ­ torów częstości. za pośrednictw em któ ry c h m ożna otrzym ać dowolne nieparzyste wielokrotne częstości m aszyny. o ile tylko obie cewki są nawinięte wre właści­ w ym kierunku. Gdy włączamy baterię anodową. p rz ec ię te p o c h y łą strza łk ą . oraz inne. . które w yw ołują jednakże przez indukcję periodyczne w ahania napięcia w d ru ­ giej cewce i na siatce. 50 z poprzednim rys. Można jednakże stosować również i m aszyny. wówczas. Generator lampowy. dające mniejsze częstości. Nadajnik S'S od wzmacniacza lampowego. a w ięc np .000 okresów na se­ kundę. p rąd zaś ten. p rzy pom ocy k tó ­ rych można kilka razy z rzędu podw ajać częstość. umieszczona w ten sposób.134 Z asad y fiz y k i o częstościach. w pierwszej cewce p ow stają zanikające drgania. ty m tylko. HllilMj • N ajbardziej używ anym obecnie sposobem w ytw arzania d rgań je s t zastosowanie tzw. że w obwód anodow y jest jeszcze włączony dodatkow o ta k zwany obwód d rg a ­ jący.1 również i w ob­ wodzie siatkow ym znajduje się cewka sam oindukcyjna L ’. złożony z cewki L (samoindukcji) oraz z kondensa­ tora o dającej się regulować pojemności. ja k to w yka- kmm^czniec)hc zuj e porównanie rys. Dzięki tem u przez oddziaływanie in d u k ­ 1 K o n d en sa to r ze zm ie n n ą reg u lo w a n ą p o je m n o ścią . stosow any do tego celu. lub n a d a j­ nik lampowy. odróżnia Rys. Periodyczne w ahania napięcia siatki wywołują z kolei periodyczne w ahania p rądu anodowego o tej samej częstości. Istnieją urządzenia. doprowadza nową energię do obwodu drgającego. o z n a c z a m y sy m b o lic z n ie p rzez d w ie ró w n o leg łe k resk i. wypracowanego przez M e i s s n e r a .50. przepływ ając przez pierwszą cewkę. skutkiem wrystępowrania p rąd u samoindukcji. że cewka L może wywo­ ływ ać powstawanie w niej prądów indukow anych dzięki wzajemnej indukcji obu tych cewek. sięgających 100. k o n d en sa to r o b r o to w y . 41.

bieguny prądnicy p rąd u przemiennego o w y­ sokiej częstości. zależna od w arunków pracy. W ytw arzanie drgań niegasnących jest pierwszym pod­ staw ow ym zadaniem radiotechniki. włączając w obwód siatki zew nętrzny obwód drgający. lub też obwód drgający innej lam py n a ­ dawczej z samowzbudzaniem . N adajnik lam ­ powy w ytw arza więc drgania niegasnące. Dzięki omówionemu wyżej działaniu siatki lam pa. Poza takim „sam ow zbudzaniem “ można również po­ budzić lam pę nadaw czą do drgań za pomocą „wzbudzania z zew n ą trz “. osiąga się to zwykle przez sprzężenie ty ch obwodów za pom ocą odpowiednich cewek indukcyjnych. jak w dynam om aszynie. Najsilniejsze lam py nadawcze mogą dostarczać mocy. podobnie. wytworzone w obwodzie zam kniętym . że tak silne lam p y m uszą być chłodzone wodą. wzbudzana z zewnątrz.1 dopóki nie zostanie osiągnięta pewna stała. n a to m ia st rozpięty w pow ietrzu d ru t. drugie polega na prze­ kształceniu drgań na fale. W ty m celu drgania. zostają przeniesione na obwód o tw a rty . tak zwaną anlenę. np. często wielostop­ niowych. 2 P r z y p o m n ijm y so b ie tra n sfo rm a to r! .2 Zam knięty obwód drgający wysyła na ze­ w nątrz w postaci fal elektrom agnetycznych tylko bardzo mało energii. połączeń lamp. wartość energii drgań. w k tó ry m zachodzą drgania elektryczne. rozdz. stanowi obfite źródło tych 1 P or. sięgającej kilkuset kilowattów. W y sy ła n ie fal e le k tr y cz n y c h 135 cyjne zostają zwiększone w ahania napięcia siatki i w dal­ szym ciągu zachodzi w ten sposób coraz dalsze wza­ jem ne wzmacnianie. Rozumie się samo przez się. których częstość możem y dowolnie regulować przez zastosowanie właści­ wych cewek i przez odpowiednie nastawienie kondensa­ tora obrotowego. 25. Nowoczesne stacje nadawcze pracują przy pomocy takich. wzmacnia wówczas doprowadzane do niej drgania. mogące rozchodzić się swobo­ dnie w przestrzeni.

przy czym do um ocowania i zawieszenia drutów nadawczych służą wysokie m aszty (por. 1 F a d in g je s t an g ielsk im w y ra zem o z n a c z a ją c y m „ z a n ik a n ie “. promieniowanie m usiałoby głów­ nie odbyw ać się w płaszczyźnie poziomej.1 Gdy stosujem y fale o dłu­ gości rzędu kilku kilometrów. W nocy może on być 10 do 15 razy większy niż we dnie. . A by go dokładnie „dostroić“ do sprzężonego z nim obwodu drgającego. N ajprostszą formą a n te n y jest długi.136 Z asad y fizyk i fal. Podczas odbioru noc­ nego sygnały często chwilami słabną. aniżeli p rzy użyciu mniejszych dłu­ gości fal. Zasiąg stacji zależy w znacznym stopniu od pory dnia. posiadająca dwie wieże wysokości po 260 metrów. W takim drucie można wywołać szczególnie silne drgania elektryczne. przechodzącej przez jego środek. Na dużych stacjach nadawczych stosuje się a n te n y długości od 100 do 300 m etrów. 51). „ g a śn ięcie“. Z tego też powodu wielkie stacje radiotelegra­ ficzne p racują na falach długości od kilku do 20 kilometrów. Do największych telegraficznych instalacyj nadawczych świata zalicza się niemiecka stacja w Nauen. W rzeczywistości jed n a k na promienio­ wanie w pływ ają w sposób isto tn y w arunki. uw arunkow ana przez jego pojemność i spółczynnik samo- indukcji. gdy częstość jego drgań własnych. G dyby pionowy d r u t nadaw czy zawieszony był zupełnie swobodnie w przestrzeni. pionowy d r u t n a ­ dawczy. zakłócenia te d ają się od­ czuwać o wiele mniej. włącza się do d ru tu dające się regulować cewki i kondensatory. jest to zjawisko znane pod nazw ą „fadingu“. w ty m w ypadku n a p o ty k a m y w dziedzinie elek­ tryczności na zjawisko dobrze każdem u znane z akustyki pod nazwą rezonansu. uziemiony na dolnym końcu. czyli ab y jego własną częstość móc uczynić równą częstości tego obwodu. zgadza się z częstością doprow adzanych doń drgań. panujące w atmosferze i na powierzchni ziemi. rys.

51.Rys. M aszty antenow e rozgłośni warszawskiej. .

biegnące ku górze. Zatem dopiero dzięki doświadcze­ niom nad falami krótkim i radiotechnicy zdobyli możność przeprowadzenia wyczerpujących badań nad rozchodze­ niem się fal elektrycznych i nad zjawiskiem fadingu.000 okresów na sekundę. i dopiero po przekroczeniu tej strefy m ożna znów uzyskać dobry odbiór. ja k się mówi na cześć odkryw cy fal elektrycznych. Szczególnie osobliwy w ydaje się fakt. lecz tylko można je łatwiej zaobserwować w tej dziedzinie długości fal.138 Z a sa d y fizy k i Odpowiada to drganiom o częstości od mniej więcej 15. i falą odbitą od przewodzącej w arstw y atm osfery. i dochodzą znów do powierzchni ziemi dopiero w znacznej odległości od stacji nadawczej. . Zjawisko to nie ogranicza się jednakże bynajm niej jedynie do fal k ró t­ kich. czyli falami rozprze­ strzeniającym i się wzdłuż powierzchni ziemi.000 „Hertzów“. Około roku 1925 dokonano jednakże niespodziewanego odkrycia. lub też pomiędzy dwiema takim i falami odbitym i. 1 H ertz je s t w ięc je d n o stk ą c z ę sto śc i d rgań ob licza n ej na jed n ą sek u n d ę. a mianowicie ta k zwanych fal krótkich o długości od 10 do 50 metrów. Od w arstw tych odbijają się fale. że na wysokości 60 do 100 kilo­ m etrów z n a jdują się w atmosferze w arstw y dobrze prze­ wodzące (przede w szystkim ta k zwana w arstw a Heavi- side’a). Interferencje pomiędzy falami powierzchniowymi.1 Początkowo sądzono. następnie n a p o ty k a m y tak zwaną „strefę m a r tw ą “. można rów­ nież uzyskać duże zasięgi. że fale o długości poniżej 1000 m etrów nie n a d a ją się do telegrafii bez d ru tu skutkiem swego z b y t małego zasięgu. od 15. albo. w yw ołują zjawisko fa­ dingu. iż przy pomocy znacznie jeszcze krótszych fal. W zrost fadingu w nocy i jego znikanie w dzień tłum aczym y rucham i w arstw y przewodzącej.000 do 100. P rz y ­ czynę fadingu stanowi to. w której odbiór w ogóle nie jest możliwy. że przy użyciu tych fal krótkich odbiór udaje się dobrze na stosunkowo m ałych odległościach.000 do 100.

Za pom ocą tych fal można mianowicie ogrzewać i takie części ciała ludzkiego (jak np. że pod w p ły w e m ciśn ien ia n a p rzeciw leg ły ch p o w ierzch n ia ch k ry sz ta łu p o w sta ją ła d u n k i elek tr y c z n e zn a k ó w p rzeciw n y ch . kw arc p o sia d a tę w ła sn o ść . 1930 radiotechnika opanowała również jeszcze i ta k zwane fale ultrakrótkie o długości od kilku m etrów do kilku decym etrów. zw a n e p iez o ­ e le k tr y c z n y m . opiera się ono na zjawisku rozszerzania się lub kurczenia kryształów kwarcu. zwią­ zane z koniecznością użycia bardzo m ałych pojemności i sam o in d u k c y j. 1 Pod wpływem napięcia przemiennego kryształ kwarcu zostaje zatem dzięki swej sprężystości w p ra ­ wiony w drgania mechaniczne. skutkiem zb y t dużego oporu. W ty m celu stosuje się najczęściej sterowanie nadajnika kwarcem. które skutkiem rezo­ 1 O d w rotn ie. gdyż do­ piero dzięki nim została umożliwiona gtęboka diatermia. Fale te uzyskały duże znaczenie także i w dziedzinie m edycyny. gdy do przeciwległych powierzchni kryształu zostanie przyłożone napięcie elek­ tryczne. mógłby dochodzić je­ dynie bardzo słaby prąd. do k tó ­ rych. 1780. Z jaw isk o to . przez co zeszli znacznie poniżej najdłuższych ze znanych fal podczerwonych. gdybyśm y doprowadzali go przez elektrody. rzeczą wielkiej wagi je s t zapobieganie w ahaniom częstości nadawczej. Mniej więcej około r. stosow anych w nowoczesnej radiotechnice. lecz natężenie tych fal było bardzo małe. W ytw a rz a ją c takie mikrofale doszli oni do długości fali. przy czym trzeba było dużego kunsztu eksperym entatorskiego. wnętrze czaszki). m niejszych od jednej dziesiątej mili­ m etra. Wobec bardzo bliskiego sąsiedztwa różnych częstości. W y sy ła n ie fal ele k tr y cz n y c h 139 Do w ytw arzania fal krótkich stosuje się również n a ­ dajniki lampowe. zo sta ło w y k r y te ju ż w r. W ytworzenie bardzo krótkich fal elektrycznych o długości rzędu kilku centym etrów czy n a w e t milimetrów udało się już dawniej różnym fizykom. . k tórych długość sięga około y3 milimetra. by przezwyciężyć trudności.

000 m etrów. Każde urządzenie. stanowiące pewne impulsy. płytce nadaje się przy tym ta k ą grubość. Drgania akustycz­ ne. więc z pom ocą p łytki kwarcowej można istotnie uzyskać bardzo dokładną kontrolę. nadaje się do celów telegrafii lub telefonii bez d ru tu . które mogą być u żyte w zwykły sposób jako sygnały telegraficzne. Zasadniczy ton m uzyczny (a raz kreślone) np. ab y częstość jej wła­ snych drgań sprężystych zgadzała się z kontrolow aną częstością elektryczną. które m a ją być przekazane. Kryształowi grubości jednego m ilim etra odpowiada w w y padku rezo­ nansu 1 fala elektryczna długości około 100 m etrów. niż elektryczne. gdy częstość drgań elektrycznych zgadza się z częstością drgań wła­ snych kryształu. m ożna wysyłać bez pomocy przewodów krótkie ciągi fal.140 Z asad y fizy k i nansu stają się szczególnie silne w tedy. Ponie­ waż zmiana częstości o pół promilla w ystarcza już do w y­ gaszenia świecenia. Przeryw ając nagle drgania a n te n y (na dłuższy lub krótszy przeciąg czasu). Powolne drgania a k u ­ 1 G d y k o rzy sta się z ta k zw a n y c h d rg a ń h a rm o n icz n y c h k r y ­ sz ta łu o g ru b o ści 1 m m (a w ię c d rgań . są naturalnie znacznie po­ wolniejsze. służące do przesyłania fal elektrycz­ nych. w ytw arza silne zjawiska świetlne. korzystając z tego. odpowiada 435 drganiom na sekundę. W telefonie bez drutu fale wysyłane są „modulowane“ przez głos mówiącego lub przez m uzykę. Możemy też spraw dzać stałość wysokich częstości drgań. k tó r y ch c z ę sto ść sta n o w i c a łk o w itą w ielo k ro tn o ść cz ę sto śc i p o d sta w o w e j). lub też osłabiając je tylko. ja k się mówi w języku elektrotechnicznym . . a więc. grubości jednego c entym etra — fala elektryczna długości 1. m o żn a s to s o ­ w ać go rów n ież do fal k ró tszy ch od 100 m etró w . drgając w rozrze­ dzonym gazie. Częstość ta zależy przede wszystkim od grubości kryształu w kształcie płytki. 435 hertzom . gdy tym czasem fala elektryczna długości 500 m e­ trów odpowiada 600.000 hertzom . że kryształ kwarcu.

Gdy częstość własnych drgań elektrycznych obwodu przewodzącego zgadza się z częstością fali. a ty m sam ym powstanie prze­ m iennych napięć we wszystkich n a p o tk a n y c h przez nie ciałach. X X X V II O D B IÓ R FA L E L E K T R Y C Z N Y C H Fale elektryczne. w obwodach przewodzących pod działaniem tych napięć pow stają p rą d y przemienne. zwłaszcza na większych odległościach. w ten sposób znoszą się . wywołane w niej p rą d y przem ienne m ają o wiele za słabe natężenie. w ystępuje wówczas zjawisko rezonansu. wypromieniowanej przez a n ­ tenę nadawczą. Fale elektryczne grają zatem w telefonie bez d r u tu rolę fal nośnych. zmieniając swe natężenie w rytm ie przekazyw a­ nych tonów. w ykazać ich istnienie bez pom ocy specjalnych urządzeń. K ażdy okres p rąd u przemiennego składa się z dwóch półokresów. Za pomocą zm iennych pojemności i sam oindukcyj można „dostroić“ w ten sposób d a n ą „antenę odbiorczą“ do dowolnej fali. do któ ry c h dobiegają. Ponieważ je d n a k an te n a odbiorcza może przejąć zale­ dwie drobny ułam ek energii. wywołują we wszystkich miejscach. Natężenie ty ch prądów jest zazwy­ czaj rzędu wielkości zaledwie może stutysięcznych miliam- pera. iż n a ­ tężenie drgań elektrycznych podlega periodycznym zmia­ nom. powstanie okresowo zm iennych pól. które zachodzą w rytm ie drgań akustycznych. Odbiór fal e le k tr y cz n y c h 141 styczne o „niskiej częstości“ n a kładają się na drgania elektryczne „wysokiej częstości“ w ten sposób. przy czym natężenie w yw ołanych przez falę elektrycz­ nych prądów przem iennych osiąga najw yższą możliwą wartość. wykazanie zaś istnienia słabych prądów przem iennych jest znacznie trudniejsze. p rzy czym w jed n y m z nich p rąd jest skiero­ w a n y odwrotnie niż w drugim. niż wykrycie słabych prądów s ta ­ łych. rozchodząc się w przestrzeni. aby można było.

31. Gdy napięcie to je s t dodatnie. n a to m ia st napięcie ujemne nie dopuszcza ich do s ia tk i. ja k tylko włączoną w pewien spe­ cjalny sposób lam pą elektronową. do których dwie połówki. . jednakże we wzm ocnionym stopniu. przez co natężenie prądu anodowego spada. Działa on jako prostownik 1 elektryczny. gdyż audion. przy czym częstość tych zmian jest b a r­ dzo wysoka. rozd z. lekko sprężynujące. rozd z.142 Z a sa d y fiz y k i nawzajem wszelkie te działania średnie prąd u . 30. j a k już w spom nia­ no. fal przyczyniają się w przeciwnym sensie. nie je s t niczym innym . D z ia ła n ie p r o sto w n icze d e te k to r a k r y sz ta łk o ­ w ego p o leg a g łó w n ie na zja w isk a c h te r m o e le k tr y c z n y c h . Za pom ocą stosow­ nego schem atu połączeń można nie dopuścić do wzrostu ujemnego napięcia siatki ponad pewną w artość i wywołać w ten sposób powstanie w stałym prądzie anodow ym w ahań natężenia w ty m sam ym rytm ie. w jak im je s t m odulow ana fala n a d a jn ik a. o którego powierzchnię oparte jest ostrze metalowe. Najważniejszą rolę pośród urządzeń tego rodzaju grają: d e te k to r kryształkow y i lam pa elektronow a w „audiono- w y m “ schemacie połączeń.2 Skutkiem tego pod działaniem fali elektrycznej siatka ładuje się ujemnie. Do w ykazania słabych prądów przem iennych w antenie odbiorczej służą zatem jako „detektory“ takie urządzenia. 2 P or. że z działaniem prostowniczym łączy ona jeszcze wzmocnienie prądu. na której powstaje w ten sposób na zmianę napięcie dodatnie i ujem ne. L am pa „audionowa“ ma tę przewagę nad detektorem kryształkow ym . elektrony z rozżarzonej k a to d y dochodzą do siatki. Odbierane fale są dopro­ wadzane w audionie poprzez m ały kondensator do siatki lam py. gdyż — 1 Por. Detektor kryształkowy składa się z odpowiedniego m ine­ rału. P rą d anodow y drga więc z częstością akustyczną. zazwyczaj p iry tu lub galeny. niszcząc jedną połowę fali i dając w ten sposób jednakowo skierowane im pulsy p rądu. które odcinają jedną połowę fali i um ożliwiają w ten sposób powstanie dającego się stwierdzić działania przeciętnego.

36 o n a d a j­ n ik u la m p o w y m . k tó ra w ty m w ypadku działa jako wzmacniacz wysokiej częstości. czyli radiotelegrafu. Udoskonalenie odbioru fal wywołało. (Natężenie odbioru m ożna wreszcie wzmocnić dalej jeszcze przez wywołanie oddziaływania wzm ocnionych drgań w y­ sokiej częstości z obwodu anodowego pierwszego w zm ac­ niacza na ante n ę odbiorczą. Za pom ocą ze­ stawienia tego rodzaju. Gdy ten periodycznie drgający prąd anodowy doprowadzim y do telefonu. Dla polepszenia odbioru można ponownie wzmocnić wychodzące z detektora drgania niskiej częstości za po­ mocą lam py elektronowej. z ty m . gwałtow ny rozwój telegrafu bez d ru tu . O dbiór fa l e le k tr y cz n y c h 143 ja k ju ż zostało wyjaśnione w jed n y m z poprzednich rozdzia­ ł ó w — każda lam pa elektronowa działa jednocześnie jako wzmacniacz. Ten sam wynik. J u ż około roku 1920 zasiąg najw ięk­ szych stacyj iskrowych dorównał obwodowi kuli ziem skiej. Można również do­ prowadzić wychodzące z a n te n y modulowane drgania elektryczne jeszcze przed w yprostow aniem do włączonej na ich drodze lam py elektronowej. . tylko bez wzmocnienia. przez takie „sprzężenie zw rotne“ zmniejsza się szkodliwy wpływ tłum ienia 1 drgań w antenie odbiorczej). można osiągnąć ta k znaczne wzmoc­ nienia. co zo sta ło p o w ied zia n e w ro zd z. przekazującego drgania elek­ tryczne a n te n y poprzez wzmacniacz wysokiej częstości do lam py audionowej i dalej poprzez wzmacniacz niskiej częstości do telefonu. poczynając mniej więcej od roku 1915. k tóra działa w ty m w ypadku jako wzmacniacz niskiej częstości. można naturalnie uzyskać za pomocą d e tektora kryształkowego. 2 D o ob jęcia całej p o w ierzch n i z iem i w y sta r c z a ju ż n a tu ra ln ie z a sią g ró w n y p o ło w ie o b w o d u ró w n ik a . że stosowanie wysokich a nten odbiorczych staje się zbyteczne i w ystarczają już małe a n te n y ramowe. pow staje w nim ton. odpowia­ dający ty m przekazanym m u drganiom „niskiej częstości“ .2 Na wielkiej niemieckiej stacji nadawczej w Nauen pod Ber­ 1 P orów n .

pomiędzy Niemcami i A rgentyną lub pom iędzy Anglią i Australią. instalacje te urządza się poza obrębem wielkich m iast. w Geltow koło Pocz­ d am u. która w ten sposób kieruje nadaw aniem na odległość. oddzielo­ nym i jedne od drugich. niemiecka instalacja n a ­ dawcza dla kom unikacji transatlantyckiej znajduje się w Nauen. pom iędzy L ondynem i New Yorkiem. . prac u ją nie w Nauen i nie w Geltow.144 Z a sa d y fizy k i linem ilość wyrazów.1 Zastosowanie do radiotelegrafii fal krótkich umożliwiło dzisiaj przesyłanie przeszło 1000 liter w ciągu 1 m inuty. Pierwsza regularna obsługa radiotelefoniczna poprzez ocean została o tw a rta w 1927 roku. 1918 do około 18 milionów w roku 1930. k tórzy rzeczywiście z a jm u ją się przesyłaniem wia­ domości w obydwóch kierunkach. sygnały czasu oraz ogólnoświatową obsługę inform acyjną. w odległości 35 km od berlińskiej centrali. z n a jd u ­ jących się na o tw a rty m morzu. k tó ra obejm uje również wiadomości o burzach. znajduje się instalacja odbiorcza. następnie znów w odległości 30 km od Nauen. np. wzrosła od jednego miliona w r. powodziach. Ponieważ obecnie zostało już ustalone po­ łączenie radiotelefoniczne pom iędzy wszystkim i większymi krajam i. Centrale kom unikacji radiotelegraficznej są łączone za pośrednictw em specjalnych torów kablowych z odpowied­ nimi instalacjam i nadaw czym i i odbiorczymi.. przesyłanych telegraficznie w ciągu roku. górach lodowych itp. T a k np. m ożem y więc przez kom binację z liniami kablow ym i na lądzie stałym prowadzić ju ż dzisiaj rozm owy na odległość pom iędzy dwom a dowolnymi p u n k ta m i na kuli ziemskiej. przeznaczoną dla statków . Z licznych zastosowań radiotelegrafu p rzytoczym y tu jedynie krótko m iędzynarodow ą obsługę meteorologiczną. lecz jedynie w centrali berlińskiej. Jednakże urzęd­ nicy. 1 W ciągu la t n a stę p n y c h n a stą p iło p ew n e c o fn ię c ie się sk u t­ k iem p og o rszen ia się w a ru n k ó w g o sp o d a r c z y c h .

W radiofonii. 1920 pierwszej stacji radiofonicz­ nej w P ittsburgu. w przeciągu niewielu lat „radio“ rozpowszech­ niło się bardzo wśród wszystkich narodów kulturalnych. jako z pewnością jeden z największych postępów w dzie­ ja c h cywilizacji ludzkości. W r. Dalszy rozwój radiofonii jest scharakteryzow any przez ciągłe udoskonalanie przyrządów. W Ameryce przede w szystkim pow stały tow arzystw a. tak. 1920 zastosowanie radiotelefonu ograniczone było jedynie do przesyłania wiadomości i to przede wszystkim dla uży tk u instytucji publicznych. w następnych latach zbudowano w S ta ­ nach Zjednoczonych bardzo liczne stacje nadawcze. stawiającej sobie za cel głównie nadaw anie produkcji m uzycznych. XXXVIII R A D IO F O N IA Mniej więcej do r. 1920 rozwinęło się zastosowa­ nie radia do służby informacyjnej w ograniczonym kole odbiorców. policji czy wojska. 1927. Po urządzeniu już w r.1 Rozwijając się gwałtownie. 1923 powstało Niemieckie R a d io . Na krótko przed r. zakres częstości przekazyw anych 1 P o lsk ie R a d io p o w sta ło w r. a w r. o b ejm ującym przede wszystkim redakcje cza­ sopism i giełdy. ulepszanie i wyczulanie p rzy­ rządów odbiorczych oraz budowę wielkich stacji nadaw ­ czych o coraz większej mocy. 1921 rozpoczęło się przekształcanie radia ze środka porozum ienia w radiofonię rozrywkową. które organizowały o dczyty oraz produkcje muzyczne i przenosiły je za pomocą specjalnych instalacji nadaw czych na wysyłane w prze­ strzeń fale elektryczne. jak np. tł. lub też niektórych tow arzystw p ry ­ w atnych. służących do akustycznej m odulacji fal elektrycznych. iż każdy posiadacz odpo­ wiedniego a p a ra tu odbiorczego mógł korzystać z ty ch słuchowisk. (U w .) Zasady fizyki 10 .

a więc i jego pojem ność. rozdz. dzięki czemu pow stają w nim przez indukcję p rą d y przemienne. zam knięte z wierzchu m em b ran ą gum ową i wypełnione w arstw ą proszku węglo­ wego. zmie­ nia się przez to periodycznie odległość między jego pły­ tam i. omówionym już w yżej. M ikrofon kondensatorowy jest to właściwie kondensator elektryczny w znaczeniu. por. 2 P o jem n o ść z a le ż y . W mikrofonie elektrodynamicznym przewodnik elektry­ czny o małej masie. jaki w ystarcza.1 Je d n a z p ły t jest utworzona przez specjalnie cienką m em branę m etalow ą (grubości w przybliżeniu 0. co czyni go jednakow o czułym na wszelkie częstości. naprzeciwko niej. mikrofon kondensatorow y i mikrofon elektrodynam iczny. k tó ry po­ siada płaskie. 1 Por. od o d leg ło ści p o m ię d z y p ły ta m i. grubości 1 do 2 m m . Wobec tego do przejmow ania drgań akustycznych służą w radiofonii m ikrofony specjalnej konstrukcji.146 Z a sa d y fiz y k i fal dźwiękowych musi być z n a tu r y rzeczy znacznie większy. . znajdujący się pomiędzy biegunami nieruchomego m agnesu. aniżeli zakres.01 mm). 21. w odległości około 1/50 m m . ja k w ia d o m o . składa się z małego k aw ałka m arm u ru w kształcie sześcianu. rozd z. że pod wpływem przyłożonego z zewnątrz napięcia pow stają p rą d y prze­ mienne. albo też lekką ceweczkę z d ru tu aluminiowego. Mikrofon. spośród k tó ry c h najw aż­ niejsze są: mikrofon Reissa. wynaleziony przez Eugeniusza R e i s s a i noszący jego nazwisko. kw adratow e wgłębienie. Gdy m ówim y do kondensatora. 21. aby uczynić zro­ zum iałą mowę ludzką w zwykłym telefonie. zostaje pod wpływem dźwięku wprawiony w drganie. falistą taśm ę alum iniową (tak zwane m ikrofony taśmowe).2 ta k . znajduje się nieruchoma tarcza m etalow a. Proszek ten — umyślnie nie­ jednolity — składa się z ziarn różnej wielkości. W mikrofonie ty m stosujem y albo cienką.

R ad iofon ia 147 W mikrofonie elektrodynam icznym zbędne jest specjalne źródło p r ą d u .) 10* . S tu d ia ta k ie z a o p a tr zo n e są w szereg o d ­ p ow ied n io ro zm ieszczo n y c h k o ta r (por. ry s. ja k mikrofon. do k tó r y ch n ie d o ch o d z ą ża d n e o d g ło sy zew n ętrzn e. w ten sp o só b u zy sk u je się d u żą c z y sto ść n a d a w a n y c h d źw ię k ó w .1 R ys. Podobnie. służący do przejm ow ania dźwię­ ków. p o c h ła n ia ją c y c h rozp roszon e i o d b ite od śc ia n fa le d źw ięk o w e. 5 2 ). tł. 52. Studio kam eralne rozgłośni warszawskiej. iz o lo w a ­ n y ch d źw ięk o w o „ stu d ia c h “. również i słuchawka telefoniczna w przyrządzie od­ 1 M ikrofony u sta w ia n e są w sp ec ja ln ie u rzą d zo n y ch . (U w .

. schem at ten pozwolił usunąć szkodliwe działanie pojemności. Przez wprowadzenie neu- Irodynowego schem atu połączeń osiągnięto istotne ulepszenie wzm acniaczy wysokiej częstości. Zadaniem głośnika jest przetwarzanie dostarczanych przez odbiornik drgań p rądu w dostatecznie silne drgania powietrza i od­ danie dźwięków w postaci możliwie czystej i wolnej od zniekształceń. Używane dzisiaj powszechnie po­ kojowe głośniki elektrodynam iczne przenoszą ruchy z n a j­ dującej się w polu elektrom agnesu cewki. Ulepszenia radioodbiorników zmierzały przede w szyst­ kim do zwiększenia ich czułości.1 Stale w zrastająca moc stacji nadaw czych powoduje. zostaje przez wa­ hania p rąd u w prawiona w drgania. ceweczka aluminiowa. od dobrego odbiornika zaczęto wym agać również i oddaw ania dźwięków przez głośnik. czyli tzw. że coraz ważniejszą rolę odgrywa spraw a budow y odbiorników „seleklywnych“. k tó ry jest odwróceniem mikrofonu cewkowego. k tórych dźwięk m ożna słyszeć wyraźnie i czysto w odległościach. której nadaje się zwykle k ształt stożkowy. k o n stru k c ja ich opiera się głównie na zasadzie n a kładania dwu drgań. Do nadaw ania dźwię­ ków na otw artej przestrzeni i w wielkich salach stosuje się oparte na tej samej zasadzie „głośniki talerzowe“ . Oddawanie dźwięków jest wystarczająco silne naw et dla dużych pomieszczeń. na m em branę. W głośniku cewkowym.148 Zasady fizyki biorczym musiała przystosować się do zwiększonych wy­ m agań radiofonii. tworzonej przez siatkę i anodę lamp obwodu wysokiej częstości. sięgających 500 m etrów . opływanej przez wzmocniony p rąd odbiorczy. Na zasadzie konstrukcji telefonu rozwinął się przede wszystkim głośnik elektrom agnetyczny. odbioru helero- 1 W o b w o d zie n isk iej c z ę sto śc i p o jem n o ść u k ła d u sia tk a — a n od a nie je s t ta k szk o d liw a . znajdująca się w polu m agnetycznym . Później dopiero udało się zbudować działające bez zarzutu głośniki elektrodynam iczne. przenoszone przez nią na powietrze.

Przez konstrukcję takich lam p wielo- sialhowych (np. częstość pośrednia jest stopniowo w zm acniana jeszcze przed jej niezbędnym wyprostow aniem w szeregu jak najdokładniej dostrojonych do niej obwodów. jeszcze innych dodatkow ych urządzeń. Gdy dawniej jeden odbiornik heterodynow y wym agał użycia aż do jedenastu lamp. używane do odbioru. równoważne kilku stopniom wzmocnienia w obwodach niskiej częstości. .1 Zwykle obiera się częstość pośrednią. że przez nałożenie drgań generatora na od­ bieraną m odulow aną falę pow stają drgania o zupełnie określonej „częstości pośredniej“ . obecnie można ju ż budować odbiorniki o tej samej sprawności i selektywności z trzem a tylko lam pam i. ekranowych) zbyteczny stał się używ any pierwotnie kłopotliwy w użyciu schem at neutrodynow y. odpow iadającą w przybliżeniu fali o długości 2500 m etrów . a wreszcie również i wprowadzenie regu­ lacji za pośrednictw em jednej tylko gałki wywołało znaczne 1 P rzez n a ło żen ie d w ó ch c z ę sto śc i p o w sta je d zięk i ta k z w a ­ n y m „ d u d n ie n io m “ (zn a n y m ró w n ież i w m u z y c e ) n o w a c z ę sto ść. Na tej drodze można było poza tym jeszcze znacznie zmniej­ szyć ilość stopni w odbiorze heterodynow ym i uzyskać za pom ocą jednej lam py działanie. odbieranej z zew n ą trz . jaki d ają lam py. Radiofonia 149 dynowego. w ten sposób m ożna osiągnąć nadzw yczajną selektywność odbiornika. mógł być znacznie zwiększony drogą w budow ania w lam pę prócz właściwej siatki. p rzy czym częstość tę dobieram y w ten sposób. analogicznych do siatki i utrz y m y w a n y ch pod określonym stałym napięciem. k tó ra służy do sterowania prądem anodowym . Stopień wzmocnienia. k tóra jest niezależna od długości fali. W sam ym odbiorniku w y tw a rz am y za pośred­ nictwem specjalnego generatora drgania o dającej się regulować częstości. rów n a ró żn icy cz ę sto śc i n a k ła d a n y c h na sie b ie fal. Przez te ulepszenia odbiorniki stały się mniejsze i tańsze.

w y n o sz ą c e g o od 110 do 2 2 0 w o ltó w . ja k i moc slacji radionadawczych stale wzrasta. płynące przezeń słabe p rą d y zmienne są w yprosto­ wywane przez zwykły de te k to r kryształkow y i doprow a­ dzane bezpośrednio do słuchawki. Dopiero po długotrwałych w y­ siłkach udało się zbudować odbiorniki. W r. są w ó w c z a s o d p o w ie d n io sp rzężo n e m e c h a n ic z n ie . włączane bezpo­ średnio do sieci oświetleniowej i dające czysty odbiór. ze sob ą. Ja k o ogólną zasadę przyjęto. 1933 E uropa posiadała 235 stacji nadawczych o łącznej mocy 3140 kilowattów. lecz tylko dobra jakość odbioru. stosowane są obecnie układy. obejm ujące jeden stopień audionow y oraz jeden lub dwa szczególnie w ydajne wzmacniacze niskiej czę­ stości (w postaci lamp wielosiatkowych). Dwa lata przedtem istniało wprawdzie ju ż 208 stacji nadawczych. długości fał są przydzielane stacjom na m iędzy­ narodow ych konferencjach (np. A by uniknąć w miarę moż­ ności wzajemnego zakłócania sobie odbioru przez różne stacje. w których zatem nie jest w ym agana selektyw­ ność. W radiofonii stosowane są przeważnie długości fal od 200 do 600 i od 1000 do 2000 metrów. b y stacje n a ­ 1 R o z m a ite k o n d en sa to r y i c e w k i sa m o in d u k c y jn e . lecz łączna ich moc była sześciokrotnie mniejsza. A p a ra t taki posiada tylko jeden je d y n y dający się dostrajać obwód. w Lucernie).2 W przyrządach przeznaczonych do odbioru jedynie s ta ­ cji lokalnych. w 1933 r. k tó re n a ­ le ż y je d n o c z e śn ie reg u lo w a ć. Zarówno ilość. . Obok odbior­ ników lam powych w odbiorze lokalnym z n a jd u ją jeszcze duże zastosowanie a p a ra ty detektorow e dawnego typu. pozostałe długości fal zarezerwowane są dla pew nych określonych potrzeb służby inform acyjnej.150 Zasady fizyki uproszczenie w ich użyciu. 2 N a jw ięk szą tru d n o ść sp ra w ia ło ża rzen ie k a to d y za p o m o cą sto su n k o w o w y so k ieg o n a p ięcia sieci.1 W pierwszych latach rozwoju radiofonii słuchacze radia zmuszeni byli do stosowania specjalnych baterii do żarzenia k a to d y oraz dla nadania napięcia na siatkę i anodę.

2 W cza sie n a d a w a n ia k o n ieczn a je s t o c z y w iśc ie sta ła k o n tro la d zia ła n ia p o szczeg ó ln y ch sto p n i w zm o cn ie n ia . Później następuje jeszcze dw ukrotne wzmoc­ nienie m odulow anych drgań. siedem stopni. por. 53). Wielka wiedeńska stacja nadawcza. zbudow ana w r. ta k samo i każda stacja nadawcza radiowa pracuje na pewnej ilości lampowych slopni wzmocnienia. najnowszej w chwili pisania niniej­ szej książki (1933 r. stoją dwie dalsze. rys. by akustycznie m odulow ana częstość jednej stacji nadawczej nie w k ra ­ czała w obszar drugiej.1. stopniu. ta k . R y s. Dopiero na p iąty m stopniu częstość nadawcza (stanowiąca częstość nośną) jest m odulow ana przez p rąd mikrofonowy. tł.). doprow adzany za pom ocą kabla ze studia radiowego. następne sześć — do stopniowego zwiększania mocy. J e d y n ie w y ją tk o w a ja k o ść p r zek a zy w a n ia i b rak z a ­ k łó ceń w ta k ich k a b la ch są p r z y c z y n ą teg o . 5 4 i 5 5 p r z e d sta w ia ją u rzą d zen ie p o ­ koju k o n tro ln eg o i n a jw a żn iejszej je g o c zęści — sto łu k o n tr o l­ n ego w rozgłośn i w a rsza w sk iej. za antenę służy bezpośrednio stalowy 1 Cala eu ro p ejsk a k a b lo w a sieć te le fo n ic zn a zaw iera ju ż d zisia j sp ecja ln e ż y ły i u rząd zen ia w z m a c n ia ją c e . Na ostatnim . bezpośrednio przed przekazaniem drgań antenie. (U w . że w y m ia n a progra­ m ów n ie o d b y w a się b ezp o śred n io b ez d ru tu m ię d z y sta c ja m i n a d a w czy m i.) . posiadających każda wysokość l 3/4 m etra (obok nich jako rezerwa. Radiofonia 151 dawcze położone blisko siebie posiadały możliwie różne dłu­ gości fal i by każda stacja nadawcza różniła się od swej n a j­ bliższej pod względem długości fali sąsiadki o odstęp 9. siódmym. Podobnie ja k dokładniejszy odbiór możliwy jest tylko p rzy zastosowaniu szeregu lamp. Pierwszy stopień służy do wytworzenia pierwotnej częstości n a ­ dawczej. wzmacnianie to odbyw a się za pom ocą dwóch lam p 300- kilow attow ych. słu żą ce je d y n ie do w y m ia n y p rogram ów p o m ię d z y r o z m a ity m i to w a r z y stw a m i r a d io ­ fo n iczn y m i. posiada np. 1933. której stałość utrz y m y w a n a je s t przy pomocy kw arcu. c z y s to ś c i n a d a w a ­ n y c h d źw ięk ó w itd .2 Na tej stacji nadawczej.000 hertzów w skali częstości.

56). stanowiły jedynie oparcie dla specjalnej sieci drutów a n te ­ nowych. Siódm y stopień w zmocnienia na wiedeńskiej radiostacji (dw ie czynne lam py katodowe 300 kilowattowe i dwie takież lam py rezerwowe). 53. Przez dodanie drugiej takiej samej wieży w od— .152 Zasady fizyki m aszt konstrukcji kratowej o wysokości 130 m etrów (rys. gdy w dawniejszych instalacjach takie wieże Rys.

z lewej strony widać stół kontrolny. . Urządzenie pokoju kontrolnego rozgłośni warszawskiej.Rys. 54.

55. . Widok stołu kontrolnego rozgłośni warszawskiej.Rys.

Rys. zgodnie z położeniem W iednia na wschodzie Austrii. M aszt antenow y w iedeńskiej stacji nadaw czej. leglości długości fali uzyskano kierunkowe nadawanie głównie w kierunku zachodnim. wysokości 130 m. W celu osiągnięcia specjalnie wielkiego zasięgu w o s ta t­ . 56.

że do ich nadaw ania w ystarczają już zupełnie małe energie. Powoduje to. k tórzy stworzyli obecnie na całej kuli ziemskiej wielką sieć nadawczo-odbiorczą. ty tu łe m próby. . Obok stacji nadawczych krótkofalow ych zostały o s ta t­ nio zbudowane na próbę nadajniki fal ultrakrótkich. że ku ogólnemu zdumieniu am atorom udało się porozumienie się ze sobą poprzez ocean za pom ocą zupełnie słabych stacji nadawczych. do tych stacji należy np. Konigswusterhausen oraz P ittsburg. Fale u ltrakrótkie nie są odbijane od wyższych w arstw a tm o ­ sfery i rozchodzą się tylko prostoliniowo. program y niektórych stacji radiofonicznych nadaw ane są również z nadajników krótko­ falowych. że nie m a ją one dużych zasięgów i wcho­ dzą w rachubę prawie jedynie tylko p rzy odbiorze lokalnym. w Berlinie instalacja nadawcza fal długości 7 m etrów ustaw iona zo­ stała na wierzchołku 138-metrowej wieży radiowej. Pracom ty ch am atorów za­ wdzięczamy nagrom adzenie ogromnie bogatego m ateriału doświadczalnego. poza ty m zaś ułatwione je s t zachowanie przesyłanych wiadomości w t a ­ jem nicy. ja k fale świetlne. że można je skupiać i kierować za pom ocą odpowiednich reflektorów t a k samo. Powszechne zainteresowanie ulepszeniami technicznym i radiotelefonu i telegrafu bez d ru tu spowodowało również ożywioną działalność am atorów . ta k .156 Zasady fizyki nich czasach. a zwłaszcza fal krótkich. Dzięki m iędzynarodow em u porozumieniu am a to ro m tym pozostawiono do wyłącznego rozporządzenia pewne okre­ ślone przedziały częstości. Instalacje nadawcze fal u ltrakrótkich budo­ wane są umyślnie na znacznej wysokości ze względu na prostoliniowe rozchodzenie się tych fal. ta k np. najważniejsza obecnie dla E u ro p y stacja am erykańska. dotyczącego rozchodzenia się fal elek­ trycznych. Z drugiej strony je d n a k z prostoliniowością rozchodzenia się fal u ltrakrótkich związana jest ta ich zaleta. uwaga fachowców zo­ stała skierowana na zalety fal krótkich w ogóle tylko dzięki tem u. jako ich cechę ujem ną.

które z kolei zapisujem y foto­ 1 P o lsk a p o siad ała 10 a p a ra tó w o d b io rc z y c h na k a żd y ty s ią c m ieszk a ń có w .2 W filmie dźwiękowym w jego dzisiaj prawie wyłącznie przyjętej postaci mowa lub m uzyka. M a so lle’a i V o g ta z o sta ł o p a te n to w a n y pod n a zw ą „ T ri-E rg o n “. a Dania — 140. przekształcona za pom ocą m ikrofonu w drgania prądu elektrycznego. podobnie ja k w radiofonii. S ta n y Zjednoczone 138. Został on wynaleziony w dzisiejszej swej postaci w roku 1923 przez trzech Niemców: E n g l a . Film dźwiękowy 157 0 olbrzym im znaczeniu radiofonii dla nowoczesnego życia świadczy chociażby fakt. że w 1932 r. na każdy tysiąc mieszkańców Niemcy posiadały 66 a p a ra tó w odbiorczych. 1900 przez R u h m e r a m etodę świetlnego zapisyw ania dźwięków. Z a słu g u je na u w agę. tł. c z y li d zieło trzech .1 X X X IX FILM D Ź W IĘ K O W Y W kilka lat zaledwie po okresie gwałtownego rozwoju radiofonii nastąpił triu m f nowego w ynalazku. zostaje przede wszystkim. M a s o l l e ’a i V o g t a . (U w . k tó r y z d e jm o w a ł k a p elu sz. F ilm p rzed ­ sta w ia ł jed n eg o ze z n a jo m y c h E d iso n a . k tó ry osiąg­ nął niemniejsze znaczenie w naszej cywilizacji nowoczesnej. że w ła śc iw ie p ierw szy film d ź w ię k o w y z o sta ł w y k o n a n y przez E d iso n a p rzy za sto so w a n iu g ra m o fo n u ju ż w r. 1889. k tó rą pragniem y za­ pisać. w roku 1927 rozpoczął się zwycięski pochód film u dźwię­ kowego.) 2 W y n a la z e k E n g la . któ rz y zastosowali do tego celu obm yśloną już w r. Po odpowiednim ich wzmocnieniu drgania te zostają zamienione za pom ocą odpowiednich przyrządów w wahania natężenia światła. m ó w ią c p rzy ty m : D zień d o b ry p an u . Austria 73. p a n ie E d iso n . ja k pan u się p od ob a k in em a to g ra f? .

co umożliwia synchroniczną kinem atografię obrazów i dźwięków.1 Fotograficzny zapis dźwięków można otrzym ać dwiema m etodam i. na którym zaczerniony równomiernie ślad dźwięku posiada zmienną szerokość (rys. Przy użyciu ta k zwanej metody nalężeniowej w y tw a rz am y w ahania jasności źródła światła. W obydw u m etodach wysokość dźwięku jest dana przez odległość dwu następujących po sobie m axim ów (szczebli lub ząbków). gdyż jest on złożony z rozmaicie zaczernionych smug poprzecznych je d n a ­ kowej długości (rys. p rzestarzała ju ż d zisia j. w p rzeciw ie ń stw ie do op isa n ej tu m e to d y za p isy w a n ia św ie tln e g o . jasność zaś jego pozostaje bez zmiany. zapis dźwię­ kowy ma zatem po wywołaniu filmu c h a ra k te r „szczeblo­ w y “ . 2 M etoda za p isu p op rzeczn eg o b y w a ró w n ież zw a n a m eto d ą o d ­ ch y le n io w ą . 57).158 Zasady fizyki graficznie na taśmie filmowej. na u ży ciu g r a m o fo n u . m etoda zaś zapisu poprzecznego — przez ich długość. m eto d a z a p isy w a n ia d źw ięk ó w op ierała się. a mianowicie tak zwanego zapisu poprzecznego.2 Światło pochodzi z silnego źródła światła o stałej jasno­ 1 In n a. . natężenie dźwięku n a to m ia s t m etoda natężeniowa oddaje przez stopień zaczernienia pasków poprzecznych. p o łą czo n e g o z g ło śn ik iem e le k tr o m a g n e ty c z n y m . 58). K o n ie c zn e b y ły je d n a k w ó w c z a s sp e c ja ln e u rząd zen ia dla „ sy n c h r o n iz a c ji“ ob razów i d źw ięk ó w . w a h a ­ niom ulega długość obrazu szczeliny świe­ tlnej. alb o też m e to d ą za p isu cza rn o -b ia łeg o . Przy użyciu innej m etody. otrzym uje się w ten sposób „zapis ząbko­ w a n y “ .

2 zestawionymi w ten sposób. jest nim tzw. 3 P o słu g u je m y się p rzy ty m d o d a tk o w y m n a p ię c ie m s ta ły m . J u ż w r. Ko­ m órka K erra w postaci.3 1 N a tu ra ln ie m o żliw e b y ło b y ró w n ież w y w o ły w a n ie z m ia n n a tę ż e n ia źród ła św ia tła b ezp o śred n io za p o m o cą p rąd ów z m ik ro ­ fonu: w p r a k ty c e je d n a k ż e m e to d a ta n ie o k a za ła się k o r z y stn a . składa się z dwóch zanurzonych w ni­ trobenzolu okładek kon­ densatora. że w polu elektrycznym ciecze izolujące lub też słabo prze- w odzącestająsię podwójnie łam iące. tak . ta k .W stęga filmowa z zapisem ząbko- obraz tej szpary zostaje rzucony na film. w metodzie natężeniowej. 1 poprzez kondensor trafia ono na przyrząd sterujący zapisem.5S.od napięcia. p o d d a n a dzia­ łaniu prąd ó w . że kom órka K erra. odbywaj ące się w r y tm ty c h p rą d ó w . b y w a h a n ia n a tę ż e n ia św ia tła z a c h o d z iły d o k o ła p ew n ej w artości śred n iej. że bez pola światło nie może przejść przez nie oba. 1924). Film dźwiękowy 159 ś c i . jak w skazują rozważania te ­ oretyczne. do omówienia której chcemy się tu ograniczyć. gdy do okładek doprow adzim y napięcie elektryczne i skutkiem tego w ni­ trobenzolu nastąpi podwójne załamanie światła.p ły n ą c y c h z m ikrofonu. 13. 2 Por. zmniejszony m Rvs. szczególnie sil­ nie w ystępuje to „zjawisko K e rra “ u nitrobenzolu. pomiędzy k tó ­ rymi pozostawia się m a ­ leńką szparę. rozd z. komórka Kerra. staje się to możliwe dopiero w tedy. . nadanej jej przez K a r o - l u s a (r. Ilość prze­ puszczonego światła zależy. 1875 fizyk a n ­ gielski K e r r wykrył.m oże w ytw orzyć w a­ hania natężenia św iatła. K om órka K erra jest umieszczona po­ między dwoma p ry z m a ta m i Nicola.

6. ponieważ zaś. W p rak tyce przyjęło się stosowanie obrazu szczeliny. . sam ą szczelinę jednakże bierze się nieco szerszą. 3 P rzez n a p ełn ien ie fo to k o m ó r k i g a ze m u z y sk u je się zn a czn e z w ię k sz e n ie prądu fo to e le k tr y c z n e g o . J e d y n ie p rzy u ży ciu k om órek p ew n eg o sp e c ja ln e g o ro d za ju . m o żn a z a n ie c h a ć w łą cza n ia d o d a tk o w e g o źród ła prąd u . a m ia n o w icie tz w . 2 P or. rozciąga się mniej więcej od 30 do 10. po­ siadającego szerokość 0.04 m m . zapis jednego drgania dla n a j­ wyższego tonu wym aga jednej dziesięciotysiącznej części 456 m m. polegające na tym . 59) są to naczynia szklane.000 hertzów. kom órki selenowe m ożna więc stosować tylko w połączeniu z d o datkow ym źródłem stałego p rąd u . Natężenie prąd u . W ty m celu stosujem y kom órki selenowe lub fotoelektryczne. k om órek p ó łp rze w o d z ą c y ch . je d n a k ż e je s t on o k o r z y stn e i z w y k le sto s u je m y je w p r a k ty c e . je s t rzędu 1 S elen w y stę p u je w d w ó ch m o d y fik a c ja ch : czerw on ej n ie m e ta ­ liczn ej i szarej m eta lic zn ej. prędkość przesuwania się filmu została u s ta ­ lona na 456 m m na sekundę. P rzy u ż y c iu fo to k o m ó rek d o d a tk o w e źródło prądu nie je s t b ezw a ru n k o w o k o n ie c z n e . Dla oddania zapisanego dźwięku należy przede wszyst­ kim za pom ocą komórek światłoczułych zamienić z powrotem drgania świetlne. zmniejszenie zaś obrazu uzyskuje się za pom ocą odpowiedniego obiektywu. Szerokość obrazu szczeliny nie może więc w żadnym razie być większa. co wynosi w przybliżeniu 0. w w ahania p rądu elektrycznego.160 Zasady fizyki Zakres częstości drgaii tonów. W pierwszych w y­ zyskuje się zjawisko. ja k już wspom nie­ liśmy wyżej. rozdz. rys.02 m m . że opór elek­ try c z n y selenu metalicznego 1 silnie spada w czasie jego n a ­ świetlania. płynącego przez fotokom órkę pod wpływem jej naświetlania. powstające w czasie wyświetlania filmu. O parte na zjawisku fotoelektrycznym 2 fotokomórki (por. z jednej strony pokryte od w nętrza w arstw ą am a lg am a tu potasu i zawierające bardzo roz­ rzedzony gaz szlachetny 3 (argon lub hel) lub też całkowicie pozbawione gazu. potrzebnych do wiernego od­ dania głosu w filmie dźwiękowym.

59. Odpowiednio do odstępu obu okienek obraz i odpo­ w iadający m u dźwięk z n a jd u ją się na taśm ie dźwiękowej Zasady fizyki 11 . lecz prąd ten nie wykazuje żadnej „bez­ w ładności“ . skąd obraz zostaje rzucony przy użyciu silnego źródła światła na ekran. Film dźwiękowy 161 wielkości zaledwie jednego m ikroam pera (czyli milionowej części am pera). trafia przed „okienko dźwię­ kowe“ . wywołane przez kom órkę Rys. W ahania prądu. doprowadza się do w zm ac­ niaczy lampowych. czyli odtw arza w ahania światła bez żadnego zapóźnienia. selenową czy też fotokomórkę. N ow oczesna techniczna komórka fotoelektryczna. Skopiowane negatyw y zapisu dźwiękowego i filmu łączy się w jed n ą wspólną taśm ę — pozytyw . W czasie wyświetlania przesuwa się ona przede wszystkim przed „okienkiem filmowym “ . Następnie dopiero film. gdzie inne źródło światła prześwietla zapis dźwię­ kowy. rozwijający się z rolki. a następnie do głośników elektrody­ nam icznych.

J u ż około roku 1930 film niem y został całkowicie w y p a rty przez dźwiękowy. W celu odtworzenia filmu dźwiękowego w innym języku niż ten. k tó ry obraca się równomiernie. zachowując niezmie­ nioną kolejność obrazów. w całej Europie około 13 y2. zapisany na filmie. równą 38 cm. obraz przekazyw any zostaje rozpięty na bębnie walcowym. 1927. 1930 ogólna liczba miejsc siedzących w kinem atografach wynosiła w Niemczech około 2 milionów. XL P R Z E K A Z Y W A N I E O BRA ZÓW I W I D Z E N I E NA ODLEGŁOŚĆ Historia postępów technicznych. mówiącą w innym języku. w ypow iadane w innym języku. ostra plam ka świetlna. o tę odległość. zapoczątko­ wanej przez K o r n a już w roku 1902. wyprzedza obraz. równej dw u­ dziestu pojedynczym obrazkom . które doprowadziły do wynalezienia i udoskonalenia filmu dźwiękowego. k tóra stopniowo oświetla p u n k t po punkcie wzdłuż linii śrubo- . Na początku r. Specjalne m etody oraz stosowne przyrządy. ułatw iają osiągnięcie tego celu. a w S tanach Zjednoczonych 18% milionów. przy czym równocześnie bęben przesuwa się powoli w kierunku swej osi. k tó ry był u ż y ty pierwotnie. Na poruszający się w ten sposób bęben p a d a mała. orientujące osobę. dźwięk.162 Zasady fizyki w pewnej unormow anej odległości od siebie. ab y wyrazy. P rzy zastosowaniu m etody telegraficznego przekazywania obrazów. do­ tyczy równocześnie pod wielu względami dziejów pow stania i rozwoju przekazyw ania telegraficznego obrazów oraz początków widzenia na odległość. Pierwsze duże filmy dźwiękowe wyświetlono publicz­ nie w Ameryce w r. m ożna naturalnie „zsynchronizować“ ponownie film. odpow iadały w m iarę możności ruchom warg i ułożeniu ust na obrazie. Należy je d n a k p rzy ty m zwrócić uwagę na to.

Im bardziej można było zmniejszyć czas. Zależnie od tego. W ten sposób przekazywane kolejno po sobie p u n k ty fotografii u k ład a ją się znów obok siebie. jak to widzimy na rys. czy plam ka świetlna pada na jaśniejsze. że światło­ czuła kom órka. 60. Przekazywanie obrazów i widzenie n a odległość 163 wej przesuwający się obraz. wychodząc z pomocniczego źródła światła. pada na papier światłoczuły lub film.1 Zastosowanie na stacji nadawczej pewnych specjalnych urządzeń umożliwia otrzym anie bez­ pośrednio obrazu pozytywnego. Sygnały te. na k tó rą pada światło odbite. ii* . z o sta je (ze w z g lę d ó w zw ią z a n y c h z tech n ik ą p rzek a zy w a n ia na o d le g ło ść i w z m a c n ia n ia p rąd ów ) „ p o c ię ty “ p rzy p o m o c y sp ecja ln ej ta r c z y z o tw o r k a m i i p r z e tw o ­ r z o n y na szereg im p u lsó w św ie tln y c h . k tó r y c h n a tę ż e n ie je s t m o d u lo w a n e p rzez obraz. Mniej więcej od r. czy też ciemniejsze miejsce obrazu. n a św ie tla ją c y p u n k t po p u n k cie obraz na b ęb n ie. sterują ta m za pośrednictw em kom órki K erra natężeniem promienia świetlnego. Zagadnienie można było uważać za p raktycznie rozstrzygnięte z grubsza 1 W rzec z y w isto śc i p rom ień św ia tła . daje nam silniejszy lub słabszy prąd. 1930 zorganizowano dla gazet praw idłową obsługę telefotograficzną pomiędzy dużymi m iastam i. tym wyraźniejszy jest obraz. potrzebny do przekazania pojedynczego obrazu. ty m bliższe realizacji staw ały się marzenia o widzeniu na odległość. Im większa jest liczba przekazanych p u n k tó w obrazu. tworząc ten sam obraz. przekazywane za pom ocą przewodu daleko- nośnego lub też radiotelegraficznie na miejsce odbioru. W ten sposób kolejność prze­ strzenna p u n k tó w obrazu zostaje przekształcona na prze­ kazyw ane w pewnej kolejności czasowej po sobie sygnały elektryczne. który. rów­ nież rozpięty na obracającym się bębnie i poruszający się ruchem śrubow ym . tak. odbija się więcej lub mniej światła. co umożliwia prasie dostarczanie swym czytelnikom obok wiadomości telegraficznych o ważnych zdarzeniach również od razu i odpowiednich fotografii.

000 punktów. a) 5. b) 10. Rys. c) 30. O brazy przekazane na odległość za .000 punktów.000 punktów. 60.

c) 30.000Jpunktów .000 punktów. a) 5.000 punktów .000 i 30. pośrednictwem 5.000 punktów . 10. . b) 10.000.

. przesy­ łanie filmów na odległość. Ponieważ fale u ltrakrótkie rozchodzą się tylko prostoliniowo. taki zakres częstości mógł być jeszcze dogodnie p rzekazyw any przez duże radiowe stacje nadawcze. okazuje się konieczny pas częstości.500 hertzów. obejm ujący około 7. że cały ten proces m ożna było pow tó­ rzyć 12 razy w ciągu jednej sekundy. obejm ujący 37. urządzenie takie umieszczono już rzeczywiście na dachu 102 piętrowego E m pire-State-B uilding w New Yorku: Jednakże należy jeszcze zaczekać na wiele różnych ulepszeń a p a ra tó w od­ biorczych. pow tarzając obraz 25 razy w ciągu sekundy. gdy stało się możliwe t a k szybkie przekazy­ wanie około tysiąca punktów . czyli od 10-metrowej długości fali w dół. n a ­ daw anych przez kino na odległość.500 hertzów . Do całkowicie doskonałego widzenia na odległość. jakiego wym agałoby np. zanim stanie się możliwe śledzenie we własnym dom u jednocześnie wzrokiem i słuchem przedstawień.000 do 300. gdy to za­ gadnienie zostanie całkowicie rozwiązane. poczynając od około 50 milionów hertzów wzwyż. musiano już zastosować pas częstości.000 hertzów. uda się może również uzupełnić możliwe ju ż dzisiaj słyszenie zachodzą­ cych gdzieś daleko zdarzeń równoczesnym ich widzeniem. Gdy następnie udało się osiągnąć przekazywanie 3. obejm ujący od 100. pas taki można przekazywać jedynie za pomocą nadajników krótkofalowych. Przekazywanie odby­ wało się p rzy pom ocy modulacji fal elektrycznych. składających się na r u ­ chom y obraz. więc urządzenia nadawcze dla widzenia na odległość powinny być ustaw iane na wysokich wieżach. Dopiero. Do tego p otrzebny był pas częstości. pas tak i może być zadowalająco przekazyw any tylko za pomocą fal ultrakrótkich.000 punktów .166 Zasady fizyki już wówczas.

. w skali Celsjusza. któ ry m przyporządkow ano stopnie te m p e ra tu ry . odległość . Poczynając od pierwszej połowy X V I I I wieku. pu n k tó w zasadniczych jest podzielona na 100 części. W najstarszej. J a k powszechnie wiadomo. Pierw szym krokiem w ty m kierunku było ustalenie do­ kładnej skali temperatur przez wprowadzenie dwóch stałych punktów zasadniczych. ja k w innych skalach. przyjęto uw ażać za nie p u n k t zam arzania i p u n k t wrzenia wody (pod ciśnieniem norm alnym ). jedynej używanej w nauce. liczba 0.C Z Ę S C T R Z E C I A C l E P Ł O XLI T E M P E R A T U R A I ILOŚĆ C IE P Ł A Chociaż wiele obserwacyj nad zjawiskami cieplnymi sięga ju ż starożytności. P rzyrost objętości pewnej cieczy ogrzanej od jednego z ty c h p u n k tó w do drugiego podzielono w sposób zresztą dowolny na określoną ilość równych części. n a to m ia s t w skali R ćaum ura. jednakże n a u k a o cieple zaczęła się rozwijać w specjalny dział ścisłej fizyki dopiero w X V II I stuleciu. — na 80 części.1 1 F a h r e n h e it są d ził. te m p era tu rę ciała lu d zk ieg o . że n a jn iż sz a te m p e r a tu r a sz c z eg ó ln ie su ­ row ej z im y 1709 roku (k tó ra leża ła o 3 2 ° F p o n iżej p u n k tu to p n ie ­ n ia lod u ) j e s t a b so lu tn y m zerem te m p e r a tu r y . punktow i topnienia lodu jednakże nie jest przyporządkow ana tak. lecz liczba 32. Za tr z e c i p u n k t z a sa d n ic z y sw ej sk a li F a h r e n h e it p rzy ją ł zresztą jesz c z e 96° F. k tóra również rozpoczyna rachubę stopni od p u n k tu topnienia lodu. niestety często jeszcze używ anej. niż m echanika lub optyka. dzisiaj jeszcze jed n a k bardzo rozpowszechnionej w k rajach anglosaskich skali F a h renheita. a więc znacznie później. odległość m iędzy zasadni­ czymi p u n k ta m i je s t podzielona na 180 części.

z a jm u ją c y się pom iaram i te m p e ra tu r. na której opiera się tzw. . jed n a k droga. B o y l e w ykrył ju ż w r. czyli dział fizyki. wówczas na każdy stopień przyrostu te m p e ra tu ry prężność jego w zrasta 0 7273 część tej wartości. 11. rozszerza się na każdy stopień przyrostu te m p e ra tu ry o 1/273 część tej objętości. lecz również i rurka szklana. 1660. ja k ą posiadała w 0°. To źródło błędów zostało praktycznie biorąc usunięte przez wynalezienie specjalnych term om etrycznych rodza­ jów szkła (szkło jenajskie). powstające w związku z ty m zm iany objętości trw ają na ogół w szkle naw et w ciągu dłuższego czasu po ogrzaniu i mogą ujemnie wpływać na dokładność pomiarów. W ażne źródło błędów term o m e tru jest związane z tym . że w stałej tem ­ peraturze ciśnienie i objętość gazu są do siebie odwrotnie proporcjonalne. Lecz chociaż zasada. 2 P raw o B o y le ’a n iesłu sz n ie b y w a n a z y w a n e ró w n ież p raw em M a rio tte’a. była długo­ trw ała i mozolna. że gdy ogrzewanie gazu odbywa się w stałej objętości. choć nie nadającym i się do bezpośredniego praktycznego uż y tk u . ogrzewany pod s ta ­ łym ciśnieniem. Dalej Gay-Lussac znalazł również. że rozszerza się przecież nie tylko ciecz. że dowolny gaz. pozwalających wyznaczać te m p e ra tu ry w granicach po­ między p u n k tam i topnienia lodu i wrzenia wody z do­ kładnością do trzech tysiącznych stopnia. termometrami gazowymi. prowadząca do dzisiejszych przyrządów.1 Dalsze źródło niedokładności stanowi nierównomierna rozszerzalność rtęci. termometria.168 Zasady fizyki Ja k o ciecz term om etryczną stosuje się przeważnie rtęć w rurkach opróżnionych z powietrza. rozdz. w której 1 P or.L u s s a c ustalił.2 następnie na początku X I X stulecia G a y . ta trudność została przezwyciężona przez porównanie term om etrów rtęciowych ze znacznie doskonalszymi. Na podstawie obserwacyj Gay-Lussaca można już było określić jako absolutne zero tę tem p e ra tu rę . ja k ą zajmował w 0°. jest bardzo prosta.

do­ dając 273. Temperatura i ilość eiepta 169 tak objętość. jest znacznie większy. Najważniejszą rolę jed n a k gra fakt. Przede wszystkim gaz rozszerza się około 130 razy silniej. niż zwykłe szkło.który obejm uje tem p e ra ­ t u r y jedynie od p u n k tu zam arzania do p u n k tu wrzenia rtęci. że gazy rozsze­ rzają się znacznie prawidłowiej. że w roku 1933 fizyka eksperym entalna osiągnęła już te m ­ peraturę. G d y tem p era tu ra w zra sta . Z pom iarów wynika. T erm om etr gazowy z trzech powodów posiada większą dokładność. w jakich można stosować te rm o m e tr gazowy. rtęć nato m ia st tylko 7 razy. co ujaw nia się w tym . T em peraturę. z tym i term o m etram i norm alnym i są porównywane z kolei term o m e try przeznaczone do sprzedaży. m ożna więc stosować te r­ m o m e tru rtęciowe z trudno topliwego szkła. słu p ek z a tr z y ­ m u je się d zięk i o d p o w ie d n ie m u p rzew ężen iu rurki. nazyw am y te m p e ra tu rą bezwzględną. niż zakres term o m etru rtęciow ego. zawiera- bardzo wysokim ciśnieniem. że praktycznie biorąc wszelkie rodzaje term o­ m etrów gazowych zgadzają się ze sobą. niż jedną dziesiątą stopnia1 od zera absolutnego. słu p ek te n p o su w a się ku g órze. Ponieważ jednak. .2° do te m p e ra tu ry . naw et 1 Por. różniącą się o mniej. jak i prężność „idealnego“ gazu m usiałyby całkowicie zniknąć. ja k ą uzyskujem y. Skale norm al­ nych term om etrów rtęciow ych są wobec tego zwykle ce­ chowane przy pom ocy skali te m p e ra tu r lermornełru wodo­ rowego. niż ciecze. m ożna rów­ nież podnieść p u n k t wrzenia. i należy zaznaczyć. zwiększając ciśnienie. że te m p e ra tu ra absolutnego zera wynosi — 273.2 Pod zwykłym ciśnieniem m ożna stosować term o m e try rtęciowe tylko do 357°. rozdz. gdy rozrzedzenie zawartego w nich gazu jest w ystarczające. g d y n a to m ia st ro zp o czy n a się sp a d ek te m p e r a tu r y . 2 W term o m etra ch do m ierzen ia g o rą czk i g ó r n y słu p ek rtę c i je s t o d d z ie lo n y od r e sz ty r tę ci za p o m o cą p ęch e r zy k a p o w ietrza . Następnie obszar tem p e ra tu r. 46. gdyż w tej tem peraturze rtęć wrze. niż rtęciowy.2°. wyrażonej w skali Cel­ sjusza.

s Por. Powyżej 1600° nie można już stosować naw et i metod elektrycznych. a mianowicie pojęcie ilości ciepła. 2 P or. posługujem y się m etodam i elektrycznym i. w y­ noszące zaledwie około Yioo ooo stopnia. 4 P y r o zn a cza po greck u ogień . Musiano więc prócz stopni te m p e ra tu ry wprowadzić jako 1 U ż y w a n e są ró w n ież te r m o m e tr y n a p e łn io n e c ie k ły m tlen em pod zw ię k sz o n y m ciśn ien iem . 73. 3 Por. Dokładność elektrycznych pom iarów te m p e ra tu ry jest. 20. alkohol etylowy. dochodzących do 750°. że nie można utożsam iać przyrostu te m p e ra tu ry z przy­ rostem ilości ciepła. Wobec tego okazało się.170 Zasady fizyki w tem p e ra tu ra c h . . albo też zależny od te m p e ra tu ry opór d ru tu platynowego. 50. rozdz. J u ż w drugiej połowie X V I I I stulecia z pojęcia tem ­ p e ra tu ry rozwinęło się drugie podstawowe p o jęc ie . 1760 po raz pierwszy ustalił przez porównanie za­ chowania się wody i rtęci.2 pow stającą skutkiem różnicy tem ­ p e ra tu ry w miejscach zetknięcia się dwóch metali. któ ry nadaje się do tego celu aż do — 2000. Do mierzenia niskich te m p e ra tu r stosuje się ciecze o szczególnie niskim punkcie zam arzania. ja k np. w y ­ syłane przez ciała rozżarzone5. Mierzy się przy ty m albo siłę e lektrom otoryczną. że rozm aite ciała posiadają rozm aitą pojemność cieplną.3 ta k znaczna. który około r. toluol lub przede wszystkim p e ntan. rozdz. a również dla bardzo w y­ sokich oraz bardzo niskich te m p e ra tu r. rozdz. zwanej pyrom etrią* k tóra określa te m p e ra tu ry . że przy użyciu tych m etod m ożna stwierdzać jeszcze różnice tem p e ra tu ry . ja k to czyniono pierwotnie. jak już w spom niano.1 Do pom iarów precyzyjnych. P om iar ta k wysokich te m p e ra tu r stanowi zadanie osobnej gałęzi term om etrii. W prowadzenie tego pojęcia jest przede wszystkim zasługą B l a c k a . tak. mierząc promieniowanie. nauki o cieple.

Jed n o stk ę tę. jest ono równe jedności. Ilość jednostek energii. W oda posiada największe ciepło wła­ ściwe spośród wszystkich ciał stałych i ciekłych (z w y­ jątk ie m ciekłego wodoru). W oda w y­ kazuje pew ną godną uwagi anomalię również i co do swej rozszerzalności cieplnej. p orów n. X L II R Ó W NOW AŻNOŚĆ C IE P Ł A I P R A C Y Możemy codziennie obserwować szereg zjawisk. jest więc w tej tem peraturze cięższa. która ogrzewa 0 jeden stopień jednostkę m asy pewnego ciała.86 milionów ergów. ciepło właściwe lodu jest o połowę mniejsze. wynosi on 426. a dla większości m e­ tali w artość jego w aha się pomiędzy 0. jakiej trzeba udzielić jednem u gramowi tego ciała. w k tó ­ rych dzięki pew nym procesom m echanicznym wywiązuje się ciepło lub też odwrotnie ciepło wywołuje powstanie ruchu. Co się ty c z y erga. W oda ogrzana od 0° do 4° kurczy się 1 dopiero gdy nagrzew am y ją powyżej 4° rozszerza się ona podobnie do wszystkich innych ciał. niż w każdej innej. W 1842 r. równoważną jednej kalorii. ■ 2 G ram o-m etrem n a z y w a m y p racę. Równoważność ciepła i pracy 171 drugą jednostkę cieplną t a k ą ilość ciepła. w ziętą w stosunku do 1 gram a wody i jednego stopnia skali Celsjusza.1 Ciepłem właściwym jakiegoś ciała nazy w a m y tę ilość kaloryj. ro zd ział 7. że we wszystkich w y p adkach tego rodzaju istnieje zupełnie określony stosunek pom iędzy zuż y tą czy też u zy sk an ą pracą. J o u l e i R obert M a y e r stwierdzili nieza­ leżnie od siebie. nazwano mechanicznym równoważnikiem ciepła. przyjętego za wzorcowe. oraz o trz y m a n ą czy też u tra c o n ą ilo­ ścią ciepła.9 gram o-m etrów lub 41.2 1 D o k ła d n iejsze ok reślen ie k alorii n ie m ów i o g ó ln ik o w o o o g rza ­ n iu jed n eg o gram a w o d y o jed en sto p ie ń . nazwano kalorią.03 i 0. lecz ściślej o o grzan iu go od 14i/2° C.2. . by ogrzać go o 1° C. d o 15V2° C. w y k o n y w a n ą p r z y p o d n o ­ szen iu ciężaru 1 gram a na w y so k o ść jed n e g o m etra . W 4° osiąga ona mianowicie n a j­ większą swą gęstość.

formułując bardziej ogólne prawo zachowania energii. optyczną oraz chemiczną. które obejm uje ju ż nie tylko energię m echaniczną i term iczną. przy czym korzystał z dawniejszych niedokładnych danych doświadczalnych. zasada równo­ ważności pracy i ciepła nosi nazwę pierwszej zasady termo­ dynam iki. Niezależnie od Mayera H e l m h o l t z rozwinął tę sam ą myśl i ogłosił ją w dokładniejszej formie w dwa lata później.1 0 ” je d n o s te k e le k tr o ­ sta ty c z n y c h n a b o ju na sek u n d ę. umieszczone w naczyniu. termodynamice. 1847. a g d y n a tę ż e n ie p rąd u w y n o si jed en a m ­ per p rzez przekrój p rzew o d n ik a p rze p ły w a 3 . Taka ilość ciepła jest więc w y tw arzana w ciągu sekundy w przewodniku o opo­ rze jednego om a. że 1 w a tt je s t ilo c zy n e m 1 w o lta przez 1 am p er. gdy natężenie p rąd u wynosi jeden amper. że ciepło nie jest doprowadzane z zewnątrz. Sam Mayer ju ż około r. a więc w r. zgodnie z tym . 1845 rozszerzył zasadę równo­ ważności ciepła i pracy mechanicznej. co było powiedziane wyżej. lecz również i ener­ gię elektryczną. przebiegające w ten sposób.172 Zasady fizyk i Mayer obliczył równoważnik m echaniczny ciepła na podstawie rozważań teoretycznych. W nauce o cieple. tzw. dotyczących ciepła właściwego gazów. Za pomocą opa­ dającego ciężaru wprawiał on w ruch wirowy zaopatrzone w łopatki koło. m agnetyczną. Ponieważ p rąd elektryczny o mocy jednego w a tta w y­ tw arza w ciągu sekundy energię równą 107 ergów. mierząc jednocześnie w yw ołany przez ruch koła wzrost te m p e ra tu ry cieczy. wypełnionym wodą lub rtęcią. ani też nie jest na zewnątrz od­ 1 W y n ik a to stą d . W zastosowaniach tej zasady szczególnie ważną rolę grają dwa specjalne rodzaje przem ian: po pierwsze procesy. Joule w yzna­ czył wartość równoważnika bezpośrednio. .1 więc.239 kaloriom. Metodę tę n a tu r a l­ nie później bardzo udoskonalono. jedna w a tt- sekunda odpowiada 0. p rzy c zy m 1 w o lt s ta n o w i tr z e c h se tn ą c zę ść e le k tr o sta ­ ty czn ej je d n o s tk i n a p ięcia .

2 to równocześnie musi się ochładzać.3 Procesy izotermiczne zachodzą wówczas. . w ykonyw ający pew ną pracę (np. gaz musi się ogrzewać. czy też oddana na zewnątrz w procesach izo- term icznych jest równa uzyskanej. Odwrotnie. czy też zużytej pracy mechanicznej. przezwyciężając ciśnienie zewnętrzne. o parze pod tłokiem m aszyny parowej) i w ykonyw a pracę. gdy układ. a dzisiaj powszechnie zwana drugą zasadą 1 P o greck u „ d ia b a in e in “ z n a c z y p rzech o d zić. zasada ta nie mówi n a m jednakże nic o tym . w jakich w aru n k a ch zachodzą i w jakim kierunku biegną takie przem iany. 3 N a tej za sa d zie op ierało się u ż y w a n e c z ę sto w d a w n ie jsz y c h cza sa ch k rzesiw o p n eu m a ty c z n e . W edług pierw­ szej zasady term odynam iki ilość ciepła doprowadzona z zewnątrz. para pod tłokiem m a ­ szyny parowej). sform ułowana w r. oraz kiedy nie m ogą one następować. w y w ie r a n e na g a z. W procesach adiabatycznych wykonanie pewnej pracy zewnętrznej musi według pierwszej zasady term odynam iki pociągać za sobą zmniejszenie zasobu ciepła układu. je s t rów n e w e ­ w n ętrzn ej p rężn o ści ga zu .1 po drugie przem iany. kotłem parow ym ). Zasada. 1850 i 1851 przez Cl a u s iu s a i Willia­ ma T h o m s o n a . Gdy pewien gaz rozszerza się adiabatycznie (pomyślmy np. 2 Z ew n ętrzn e ciśn ien ie. zachodzące bez zm iany tem ­ p e ra tu ry . pozostaje w stałym połączeniu z dużym zbiornikiem ciepła (np. gdy jest sprężany adiabatycznie. X L III E N T R O P IA I N IEO D W R A C A LN O ŚĆ Pierwszą zasadę term odynam iki stanowi stwierdzenie bardzo ważnego faktu równoważności ciepła i prac y przy wszelkich przem ianach jednej z tych wielkości w drugą. przem iany takie nazyw am y adiabatycznym i. które noszą miano izolermicznych. Entropia i nieodwracalność 173 dawane.

zmie­ nia się o wartość przyrostu lub u b y tk u ciepła. W ydaje się rzeczą nie do pomyślenia. obniżając swą te m p e ra tu rę poniżej te m p e ra tu ry otoczenia. 2 M y ślim y tu ta j o w y r ó w n y w a n iu „ s k o ń c z o n y c h “ ró żn ic te m p e ­ ratu r w o d różn ien iu od ró żn ic n ie sk o ń c z e n ie m a ły c h .2 oraz wszelkiego tarcia. podzie­ loną przez te m p e ra tu rę bezwzględną układu. uzupełnia w isto tn y sposób pierwszą za­ sadę pod wyżej w spom nianym i względami. Idealnym procesem term odynam icznym nazy w a m y przy ty m taki proces. która. że można by bez zużycia pracy z zewnątrz ochłodzić pewne ciało. która b y z n a jd o w a ła się sta le w b ieg u i d o sta rc z a ła n am p o n a d to p racy bez ża d n eg o d o p ły w u en erg ii z z e w n ą tr z . D ruga zasada w ujęciu Clausiusa głosi. E n tro p ię defi­ niujem y dla „idealnego“ procesu term odynam icznego jako wielkość. odebrać m u w ten spo­ sób energię cieplną i zużytkow ać ją w jakiś sposób. aby jakieś ciało.1 Istotnie. k tó ra by dostarczała pracy jedynie na koszt ochładzania pewnego zbiornika ciepła (maszynę ta k ą nazwano pe rp e tu u m mobile drugiego ro­ dzaju). M u sim y za k ła d a ć istn ie n ie n iesk o ń c z e n ie m a ły c h ró żn ic te m p e r a tu r p o ­ m ię d z y cia łem i zb io rn ik iem . co wiemy z naszego doświadczenia. że ciepło nie może przejść samo przez się od ciała zimniejszego do cieplejszego. Thom son wypowiedział drugą zasadę w for­ mie stwierdzenia. . z k tó reg o ciep ło d o p ły w a lu b też do k tó reg o ciep ło o d p ły w a z cia ła . N ie ­ m o żliw o ść istn ien ia ta k ie g o perpeluum mobile p ierw szeg o rod zaju w y n ik a z z a sa d y za ch o w a n ia en ergii. prze­ czy zupełnie tem u. Druga zasada uzyskała ściślejsze sformułowanie dzięki stworzeniu przez Clausiusa pojęcia entropii. że nie jest możliwa budow a takiej pe­ riodycznie działającej m aszyny. w k tó ry m uniknięto wszelkiego wyrów nyw ania tem p e ra tu r za pom ocą przew odnictw a cieplnego lub promieniow ania. myśl. gdy ciepło dopływa lub odpływa. Należy teraz 1 N a z w a perpeluum mobile p ierw szeg o ro d za ju o zn a cza m a ­ sz y n ę .174 Zasady fizyki term odynam iki. mogło nam służyć jednocześnie za a u to m a ty c z n ą chłod­ nicę i prócz tego jeszcze za źródło energii do napędu m otoru.

Procesy odwrotne. nie zachodzą nigdy sam orzutnie. zachodzą w przyrodzie stale i zupełnie sam o­ rzutnie. entropia takiego pro­ cesu pozostaje więc bez zm iany w porów naniu ze stanem początkowym . znosiły się naw zajem w w yniku końcowym . ja k w yrównyw anie się te m p e ra tu r i w ytw arzanie ciepła przez tarcie. w k tó ry m wyłączone są całko­ . ja k np. które by powodowały u b y te k entropii. wywołane przez poszczególne procesy składowe. ten sam wynik daje każda przem iana energii mechanicznej w ciepło przez tarcie. a więc zwiększanie już istnieją­ cych różnic te m p e ra tu r lub przem iana ciepła tarcia z po­ w rotem w energię mechaniczną zmniejszałyby bez w ą t ­ pienia entropię. idealny proces kołowy musi przebiegać w taki sposób. czy przez promieniowanie. P o d obny szereg przem ian term odynam icznych nosi nazwę procesu koło­ wego. to dowolny proces może być odw racalny tylko w ty m w y p a d k u . Dotyczy to. w ytw arzanie prac y z ciepła. g dy n a to m ia st wszystkie procesy. lccz w wyniku końcowym zostaje przyw rócony sta n początkowy. lecz n a w e t wywołują w rezultacie jej wzrost. zwiększającymi entropię. Odw racalny może więc być tylko proces term odynam iczny „idealny“ w w y­ żej w yjaśnionym znaczeniu. Jeśli je d n a k nie istnieją sam orzutnie przebiegające pro ­ cesy. zachodząca we wnętrzu pewnego układu. że procesy. że mogą istnieć szeregi następujących po sobie procesów tego rodzaju. że każdy z nich wywołuje w pewnych ciałach lub zbiorach ciał („u k ła d ac h “) jakieś p rzem iany term odynam iczne. które nie tylko kom ­ pensują u b y te k entropii. zmniejszające en­ tropię. Doświadczenie wskazuje jednakże. K ażda w ym iana ciepła. zwiększa jego entropię. lecz możliwe są jedynie w połączeniu z procesami. Entropia i nieodwracalność 175 zauważyć. wywołujące zwiększanie entropii. J a k wskazuje teoria. ja k już zaznaczyliśmy. jedynie procesów idealnych. a b y przyrosty i u b y tk i entropii. czy to przez przewodnictwo. gdy zachodzi bez zm iany entropii. a więc takie.

od­ mienne od ciepła. że skutkiem nieodwracalności procesów przyrody energia ta podlega stałem u „obniżaniu swej wartości“. stopniowo zabijającej wszech­ świat entropii? W genialnie p ro sty sposób rozstrzygnął tę podstaw ow ą zagadkę wiedeński fizyk B o l t z m a n n w r. że entropia danego sta n u związana jest bezpo­ średnio z prawdopodobieństwem tego sta n u . J a k i jest jed n a k powód tej wyróżnionej w porównaniu z innymi odm ianam i energii roli ciepła. 1851). dąży do sta n u „śmierci cieplnej“. wszelki ruch. X L IV ŚM IER Ć C IE P L N A ŚW IA T A I B O L T Z M A N N O W S K IE PR A W O E N T R O P I I Chociaż całkowita energia świata jest wielkością stałą. ciągłej degradacji. 1866. j a k to oznajm ił po raz pierwszy T h o m s o n (r. Rzeczywiste procesy m ogą się tylko zbli­ żać do tego idealnego przebiegu. wszelkie zjawiska elektryczne lub optyczne. inaczej mówiąc. naw et wszelkie przewodnictwo cieplne lub promieniowanie cieplne s ta ły b y się na zawsze niemożliwe po nastąpieniu śmierci cieplnej świata. czy też. m usim y jednakże przyjąć. Skutkiem stałego wzrostu entropii świat cały. stały zaś w zrost .176 Zasady fizyki wicie wszelkie zetknięcia cial o różnej tem peraturze. energia zaś cieplna ma wartość tylko w tedy. W ciągłym wzroście entropii odbija się raczej „nieodwracalność“ wszystkich procesów przyrody. Wszelkie procesy fizyczne. Nie istnieją zatem rzeczywiste procesy od­ wracalne. Odpowiedź jego sprow adza się zasadniczo do stw ier­ dzenia. jak również i tarcie. w k tó ry m energia jego po­ zbawiona zupełnie swej wartości. nie osiągając go nigdy całkowicie. gdy m ożem y wyzyskać istniejące już różnice tem ­ p e ra tu r. będzie składała się tylko z ciepła o zupełnie jednakow ej wszędzie tem peraturze. Pew ną „w artość“ posiadają jedynie postaci energii. jakie je s t głębsze znaczenie tej tajem niczej.

pom nożonem u przez pewien uniwersalny współczynnik proporcjonalności. odpowiednio zdefiniowane. pod uwagę dwa ciała. lecz tylko pew ną regułą. Śmierć cieplna świata i boitzmannowskie prawo entropii 177 entropii. jeśli w yjdziem y z p u n k tu widzenia ałomislycznego pojm ow ania przyrody. rozd z. tylko od ciała cieplejszego do chłodniejszego. 2 G d y y rów na się 10 do p o tę g i x -te j. 72. i przypuść­ my. W edług d ru ­ giej zasady ciepło może przejść sam orzutnie. określonemu przez podanie położeń. to lic z b ę x n a z y w a m y lo g a r y tm e m y (w sto su n k u do z a sa d y 10). Zasady fizyki 12 . prędkości i kierunków ruchu wszystkich jego cząstek. ale bardziej praw dopodobne jest przejście w k ierunku od ciała cieplej­ 1 Por. Jeżeli bowiem. zjawiska zaś cieplne polegają1 na niewidocznych dla nas ruchach ty c h indywiduów. Ze statystycznego zaś p u n k tu widzenia każdem u stanowi pewnego układu. to nie może być ona praw em w ścisłym znaczeniu tego wyrazu. T a k a in te rp re ta c ja jest według B oltzm anna nieunik­ niona. m ateria składa się z indyw idualnych czą­ stek. Boltz­ m ann doszedł do wniosku. k tó ra zresztą jest w procesach fi­ zycznych nieporównanie częściej przestrzegana niż zanied­ byw ana. a więc bez dodatkow ych kom pensacyj. Możemy to sobie uzmysłowić za pom ocą prostego przykładu: weźmy np. to cała nauka o cieple sprow adza się ostatecznie do slalyslyki. równej 1 ergowi. praw dopodobieństw o.2 Jeśli jed n a k druga zasada nauki o cieple daje się spro­ wadzić do rozw ażań n a d praw dopodobieństw em . ja k również nieodwracalność zjawisk przyrody. ja k się to ogólnie przyjm uje. Zgodnie z ujęciem B oltzm anna przejście ciepła możliwe jest w obydwóch kierunkach. k tó ry c h te m ­ p e ra tu ry różnią się od siebie o jeden stopień. że entropia równa jest loga- rytm ow i tego praw dopodobieństw a. m ożna przypisać pewne. że zaszła m iędzy nimi sa m orzutna w ym iana ciepła w nadzwyczaj małej ilości. można w ytłum aczyć dążeniem wszystkich układów do przejścia ze stanów mniej praw dopodobnych do stanów bardziej praw dopodobnych.

znając stałe. gdybyśm y chcieli napisać wszystkie jej cyfry. G dyby n a w e t miliony fizyków w ciągu milionów lat co m in u tę w y k o n y ­ wały na nowo doświadczenie. z am iast od­ wrotnie. że ciepło nigdy sam orzutnie nie przechodzi w dostrzegalnej mierze od ciała zimniejszego do cieplejszego bez żadnych d o d a t­ kowych kom pensacyj. że średnio jeden raz na Z w ypadków dana ilość ciepła ma przejść sam orzutnie od ciała zimniejszego do cieplej­ szego. to praw dopodobieństw a. któ ry c h te m ­ p e ra tu ry różnią się o jeden stopień. Możemy oszacować liczbę Z. polegające na zetknięciu ze sobą w tem peraturze pokojowej dwóch ciał. rozdz. że liczba ta posiada tak wielką wartość. czyli przechodzenie jakiegoś ciała ze sta n u 1 Por. z trudnością starczyłoby na to paska papieru o długości równej obwodowi kuli ziemskiej. choć jest ono również małe ponad wszelkie po­ jęcie. . iż. Istnieje jed n a k pewne skończone praw dopodo­ bieństwo. c h a ra k te ­ ryzujące fizykę atom ów . 72. to znaczy.178 Zasady fizyki szego do zimniejszego.1 Z najdujem y. że świat m ógłby n a odkrytej przez B oltzm anna dro­ dze pokonać śmierć cieplną przez odstępstw o od drugiej zasady term odynam iki. ab y móc choć raz zaob­ serwować przejście ciepła w ilości przynajm niej jednego erga od ciała zimniejszego do cieplejszego. Gdy więc zgodnie z drugą zasadą tw ierdzim y. że wynik doświadczenia może okazać się sprzeczny z ty m twier­ dzeniem. W y ra ź m y praw dopodobieństwo przełam ania drugiej zasady stosunkiem 1 do Z. XLV ZM IA N Y STA NU S K U P I E N I A Do ty c h zjawisk cieplnych. to mieliby oni jedynie niesłychanie małe widoki na to. k tóre ju ż od najdaw niejszych czasów w zbudzały żywe zainteresowanie. jest zupełnie niewyobrażalnie małe. należą zm iany sianu skupienia.

w czasie krzepnięcia cieczy to ciepło „ u ta jo n e “ zostaje wyzwolone z powrotem . Z istnieniem utajonego ciepła topnienia związane jest powszechnie znane zjawisko. p e ntan. w ynika to stąd. ja k już wyżej wspomniano. Ciepło topnienia lodu jest szczególnie duże. o trz y m a m y 2 kg wody o tem p e ra tu rz e 0°. Około r. 1760 B l a c k dokonał ważnego odkrycia.000 atmosfer. ilość tę. wynosi ono 79. a z ty m wiąże się również fakt. iż z topnieniem i zam arzaniem po­ łączone są zm iany objętości. o ile będziemy starannie unikać wszelkich s tr a t ciepła na ko­ rzyść otoczenia. że zwiększanie objętości w ym aga w ykonania prac y prze­ ciwko ciśnieniu zewnętrznem u. w której pływa kaw ałek lodu. wynoszącej — 39°. t a n ta l i przede wszystkim wolfram (3300°). Gdy zmieszamy kilogram lodu o te m p e ra ­ turze 0° z 1 kg wody o tem peraturze 79. Zmiany stanu skupienia 179 stałego w ciekły.7°. szczególnie niski p u n k t zam arzania w ykazuje. że w czasie topnienia zostaje zawsze zużyta określona ilość ciepła. aż 12* . nazwano ciepłem topnienia. że dla wszystkich tych ciał zwiększenie ciśnienia wywo­ łuje podwyższenie te m p e ra tu ry topnienia. Z topnieniem przeważającej większości ciał związane jest zwiększenie objętości. Pom iędzy ciałami ciekłymi w tem p e ra tu rz e pokojowej. a gdy rozwinęła się term o ­ m etria. J u ż G a l i l e u s z ustalił. przesunąć p u n k t z am ar­ zania rtęci od wartości norm alnej. Przez zastosowanie ciśnie­ nia 15. że p u n k ty topnienia i za­ m arzania są zawsze identyczne. lub też z ciekłego w gazowy i odwrotnie. Od­ wrotnie. k tó ry zestala się dopiero w tem peraturze — 200°. polegające na ty m . m ożna np. i że są one dla każdego ciała określone przez jego skład chemiczny.7 kaloryj. że woda do picia. obli­ czoną na jednostkę m asy. iryd. zauważono wkrótce. Z biegiem czasu dla ty ­ sięcy substancyj wyznaczono bardzo dokładnie tem p e ra ­ tu r y oraz ciepła topnienia. W śród m etali szczególnie w y­ sokie p u n k ty topnienia posiadają p la ty n a . dopóki lód nie rozpuści się w niej całkowicie. wówczas. w ykazuje bez zm iany te m p e ra tu rę 0°.

zam arza je d n a k z pow rotem n a ty c h m ia s t po ustaniu działa­ nia ciśnienia. Możemy w ytłum aczyć na tej podstawie nie­ oczekiwane zjawisko.180 Zasady fizyki do + 1 0 0. Blisko spokrew niony ze zjawiskiem topnienia jest pro­ ces wrzenia. Pod olbrzym im ciśnieniem wiel­ kich mas śnieżnych dolne w arstw y śniegu topnieją. że możem y ślizgać się po lodzie. W ty m kryje się również przyczyna faktu. które dla wody wynosi nie mniej. . W przeciwieństwie do lodu. Gdy lód p o d d a m y w pew nym punkcie ciśnieniu. nie możem y n a to m ia st ślizgać się po szkle lustrza­ nym . że d ru t. a skutkiem tego zwiększenie ciśnienia obniża p u n k t topnienia wody.0075° z ka ż d y m zwiększeniem ciśnienia o jed n ą atmosferę. niezwykłe piękno kryształków śnieżnych. k tóra p otrzebna je s t jeszcze wówczas do przeprowadzenia tej wody o tem p e ra tu rz e 100° w sta n p a ry o tej samej tem p e ­ raturze. za­ czyna on ta m topnieć skutkiem obniżenia p u n k tu topnienia. 61. niż 540 kaloryj. Również i proces tw orzenia się lodowców tłum aczy się w ten sam sposób. dla k tórych topnienie wywołuje zmniejszenie ob­ jętości. W analogii do w ykrytego przez siebie ciepła topnienia. polegające na ty m . śnieg jest złożony z dobrze sform owanych drobnych kryształ­ ków wody.1 W oda należy do bardzo nielicznych w y­ jątków . widzia­ nych przez mikroskop. 1760. potrzebna do ogrzania pewnej m asy wody od 0° do 100°.000 ra zy p r z e w y ż sza ją ce g o n o rm a ln e c i­ śn ien ie p o w ietrza . przedstaw ia rys. obcią­ żony znacznym ciężarem i przerzucony przez bryłę lodo­ wą. Ilość ciepła. Lód pływa na wodzie. k tó ry m zajął się po raz pierwszy dokładnie B l a c k około r. T e m p era tu ra wrzenia zależy w sposób bardzo 1 C zyli ciśn ie n ia 15. Black ustalił również istnienie znacznego utajonego ciepła parowania. przesuwa się poprzez nią powoli ku dołowi. p u n k t zaś jego topnienia obniża się o 0. wynosi więc zaledwie niecałą p ią tą część tej ilości ciepła. ażeby następnie stężeć na lód.

B entley’a. . A.Rys. Postacie kryształków śniegu według zdjęć m ikrofotograficznych W . 61.

doprowadzane do takiego układu złożonego. samodzielnie istniejącą p a rą wodną. gdy n a to m ia s t odbieram y ciepło układowi. dostarczane czystej parze. Gdy zm niejszam y objętość p a ry nasyconej. czy p a ra istnieje samoistnie. nato m ia st prężność p a ry nasyconej zależy jedynie i w y­ łącznie od te m p e ra tu ry . nazy­ w am y ją parą przegrzaną lub też parą nasyconą. W tem peraturze 100°. polega na ty m .pewna ściśle określona prężność p a ry nasyconej. Para przegrzana podlega wspo­ m nianem u już wyżej praw u Boyle’a. . są szczególnie interesujące i bardzo ważne pod względem p ra k ty c zn y m . zostaje zużyte również i na przepro­ w adzanie wody w s ta n pa ry .182 Zasady fizyki isto tn y od ciśnienia — nieco niżej zajm iem y się dokładniej tą sprawą. że gdy ciśnienie układu jest dane. zajm ow aną przez parę nasyconą. złożonemu z wody i pary. następuje jeszcze poza ty m przejście części pary w wodę. prężność jej nie wzrasta. gdy n a to m ia st ciepło. każdej tem peraturze —. w któ ry c h współistnieją obok siebie woda i para wodna. następuje n a tom iast jej częściowe lub zupełne skroplenie. Podobnie rzecz się przedstaw ia i w w ypadku odw rotnym : gdy czysta pa ra traci ciepło. wówczas pa ra wodna i woda m ogą współistnieć ze sobą jedynie w pewnej ściśle określonej tem peraturze. że ciepło. powoduje jedynie zwiększenie jej objętości czy też prężności. jedynie jej objętość lub prężność ulega zmniejszeniu. K ażdem u określonemu ciśnieniu p a ry nasyconej odpo­ wiada zatem pewna określona „ te m p e ra tu ra nasycenia“ . gdy zaś zwiększamy objętość. Układy. czy też znajduje się ona w obecności ciekłej wody. według którego jej prężność i objętość są do siebie odw rotnie proporcjonalne. a więc w „punkcie w rzenia“ wody. Zależnie od tego. Teoria ciepła prowadzi do potwierdzonego całkowicie przez doświadczenie wniosku. Zasadnicza różnica pom iędzy układem tego rodzaju a czystą. prężność jej nie maleje. gdyż część współistniejącej z nią cieczy prze­ chodzi w s ta n pary. i odwrotnie.

co tłum aczy n a m znaczne ochładzanie się silnie parujących cieczy. ja k ą z a w ier a łb y c e n ­ ty m e tr sz e ś c ie n n y p o w ietrza o tej sa m ej te m p e ra tu r z e . w tem peraturze 50° pod 0. g d y b y para b y ła n a sy c o n a .12 atm . 1680 p rzez P a p in a . dlatego też w z b y t ciepłych pomieszczeniach u s ta ­ wiam y w entylatory.1 Przechodzenie cieczy w parę odbyw a się zresztą. Dobrze znane 1 N a tej z a sa d zie op iera siQ k o cio ł p a ro w y do g o to w a n ia . w 90°— 0.006 a tm . 2 W ilg o tn o śc ią b ezw z g lęd n ą p o w ietrza n a z y w a m y ilo ść pary.7 atm osfery. Zwilżając eterem w atę. k tó rą oto­ czyliśmy kulkę term o m e tru . gdy ciśnienie zewnętrzne nie przekracza prężności jej p ary nasyconej w tej tem peraturze. w ystępujący po deszczu w gorące dnie letnie. itd. gdy osiągnie te m p e ra tu rę 121°. Zgodnie z powiedzianym wyżej ciecz. Przejście w gazowy s ta n skupienia może odbyw ać się również i bezpośrednio ze sta n u stałego. pod ciśnieniem 3 a tm . S to su n e k w ilg o tn o śc i b e zw zg lęd n ej do tej (z u p ełn ie z r esztą ok reślo n ej) ilo śc i p a ry . n a z y w a m y w ilg o tn o śc ią w z g lę d n ą . w y r a ż a m y ją z w y k le w p ro cen ta c h i m ie r z y m y za p o m o cą h y g r o m e tr ó w . dopiero po osiągnięciu aż 134° itd. ochładzając j ą w ten sposób.2 Proces ten połączony jest również ze zużyciem ciepła. Odwrotnie. znajdująca się w pewnej określonej tem peraturze. W oda. znajdująca się pod ciśnieniem 2 atm osfer może wrzeć dopiero wówczas. lecz zachodzi ono stale również i w te m p e ra tu ra c h niższych przez po­ wolne parowanie na powierzchni. w 50°— 0.006 atm .. ja k to dobrze wiadomo. W ia tr i p rą d y powietrzne wywołują p a ­ rowanie na powierzchni naszej skóry. może wrzeć tylko wówczas. m ożem y wywołać spadek słupka rtęci o mniej więcej 20°. nie tylko w czasie wrzenia. jest w yw ołany w znacznej mierze przez ochłodzenie s k u t­ kiem parow ania. w y n a le z io n y ju ż ok oło r. .12 i w 0° — 0. Zmiany stanu skupienia 183 prężność nasyconej p a ry wodnej równa się naturalnie je d ­ nej atmosferze. w k tó ry m p o tra w y m ożn a ogrzew a ć siln iej n iż w n a c z y n ia c h o tw a r ty c h . woda wrze w 0° pod ciśnieniem 0. Spadek tem p e ra ­ tury. z a w a rtą rzec z y w iśc ie w je d n y m c e n ty m e tr z e sz e śc ie n n y m p o w ie ­ trza o d an ej tem p era tu r z e.

że przez zwiększanie ciśnienia lub też obniżanie te m p e ra tu ry uda 1 J a k m o żn a o czek iw a ć na p o d sta w ie z a sa d y z a c h o w a n ia en er­ g ii.184 Zasady fizyki przykłady tego zjawiska. znajdujące się w stanie gazo­ wym już w zwykłej tem peraturze. rozpoczyna się konden­ sacja czyli wydzielanie się cieczy z pary. u k tórych nie można zauważyć śladów naw et przechodzenia w sta n ciekły. można więc było oczekiwać. Można było zatem mieć nadzieję. lub też zmniej­ szam y jej objętość.006 atm .0075° i ciśnie­ nie 0.2 Gdy więc parę przegrzaną ochładzamy. Innym i słowy. aniżeli pa ra nasycona o tej samej prężności. dane te okre­ ślają tzw. Ponieważ p a ry przegrzane nie są niczym innym . zwiększając w ten sposób zgodnie z praw em Boyle’a jej prężność. Dla wody p u n k to ­ wi potrójnem u odpowiada te m p e ra tu ra +0. podlegającym i praw u Boyle’a. m usim y wreszcie osiągnąć sta n nasycenia. XLVI S K R A P L A N IE GAZÓW W każdej tem peraturze prężność p a ry przegrzanej jest mniejsza od prężności p a ry nasyconej. będą zachowywały się podobnie do par. skoro to nastąpi. 2 S tą d te ż p o ch o d zi n a zw a p a ry „ p r zeg rza n ej“. . ciep ło su b lim a cji je s t rów n e su m ie ciep ła to p n ie n ia i ciep ła parow an ia. Przykładem procesu odw rot­ nego jest osadzanie się ta k zwanego kw iatu siarczanego z p a ry siarki. że substancje. ja k gazami. zwanego sublim acją.1 W odpowiednich w arunkach mogą współ­ istnieć obok siebie jednocześnie wszystkie trz y s ta n y sku­ pienia danego ciała. p u n k t p o tró jn y tej substancji. para przegrzana o pewnej określonej prężności posiada wyższą tem p e ra tu rę . Dla każdej substancji jest to jednak możliwe jedynie w pewnej ściśle określonej tem peraturze i pod pew nym ściśle określonym ciśnieniem. stanowią: parow anie lodu oraz istnienie pewnych stałych substancyj pachnących.

ciśnienie krytyczne wodoru wynosi np. powyżej której nie m ożna osiągnąć sta n u nasycenia.0. 14. W stanie k ry ty c z n y m ciecz . Ciśnienie krytyczne gazu jest ty m wyższe. został zrealizowany przez C a g n i a r d d e l a T o u r a (1822) już na pół wieku przed odkryciem A ndrew s’a. T em p era tu ra kry ty c z n a p a ry wodnej wynosi około 374°. W ysokość te m p e ra tu ry krytycznej dw utlenku węgla w y ­ nosi +31°. Przyczyna tajemniczej „trwałości“ niektórych gazów została w y k ry ta w r. wynosi ona mianowicie — 268°. ta okoliczność wyjaśnia nam. Skraplanie gazów 185 się również i te gazy przeprowadzić w stan nasycenia i skroplić je w ten sposób. Stwierdził on mianowicie. W rzeczywistości różnica pomiędzy p a rą wodną a gazem trw ałym zanika zarówno w tem p e ra tu ra c h po­ wyżej 374° (w k tórych pa ra wodna jest też trw ała). n a w e t gdy stosować będziemy dowolnie wielkie ciśnienia. jak i w tem p e ra tu ra c h . T e m p era tu ra k ry ­ tyczna wodoru wynosi — 240°. im wyżej leży jego te m p e ra tu ra kry ty c z n a.9 i wreszcie p a ry wodnej: 224. stąd też dw utlenek węgla m ożna skroplić już w tem peraturze pokojowej i dlatego nie uznawano go za gaz trw ały.2 atmosfery. 1869 przez A n d r e w s ’a. jest więc tylko o pięć stopni odległa od zera bezwzględnego. leżących poniżej te m p e ra tu ry k ry ty c z ­ nej rozpatryw anego gazu. tlenu: — 119°. badacze. dlaczego para w odna zachowuje się na pozór zupełnie inaczej. n a ­ leżał przede wszystkim dw utlenek węgla. Stan krytyczny. azotu: — 146°. które udało się skroplić. Przez długi czas jednakże u niektórych gazów wszelkie próby tego rodzaju zawo­ dziły. więc tem peraturze krytycznej odpowiada również pewne ściśle określone „ciśnienie k ry ty c z n e “ . Do ty ch gazów. Ponieważ prężność p a ry nasyconej zależy tylko od te m p e ra tu ry . poczęli nazywać te gazy trw ałym i. że dla każdego gazu istnieje pewna „tempera­ tura krytyczna“. Szczególnie niska jest te m p e ra tu ra kry ty c z n a helu. aniżeli gazy „ trw ale“ . zrezygnowani. scharakteryzow any przez te m p e ra tu rę k ry ty c z n ą oraz ciśnienie krytyczne. dw utlenku węgla: 72.

z ło żo n e z d ro b n y ch k rop elek sk ro p lo n eg o g a zu . W przyrządzie Lindego powietrze. że gdy gaz przeciskam y powoli bez w y m ian y ciepła z otoczeniem przez porow atą zatyczkę z obszaru o wyższym ciśnieniu do obszaru o ciśnieniu niż­ szym. Skroplenie gazów trw ałych udało się po raz pierwszy C a i l l e t e t o w i w r. Linde wyzyskał dla skraplania gazów zjawisko. 1896. . Isto tn y postęp w technice skraplania powietrza stanowił a p a ra t. płynie wciąż naprzeciw powietrza jeszcze sprężonego i odbiera m u cie­ pło. wynaleziony przez L i n d e g o w r. w której powietrze już się ze­ stala. że m ożn a b y ło u sta lić jeg o fiz y c z n e w ła ­ sn o ści. D o p iero d w aj b a d a cze p o lsc y . że zaczynał się skraplać. sprowadzone już do niższego ciśnienia (rozprężone) i w skutek tego ochłodzone. Inaczej rzecz się przedstaw ia w w y padku wodoru i helu. (U w . Za pom ocą specjalnych pom p poddaw ał on gazy ciśnieniu 200— 300 atm osfer i ochładzał je jednocześnie stałym dw utlenkiem węgla.). 1 C a illetet o tr z y m a ł w ła śc iw ie ty lk o p rzejścio w e m g ły . które polega na tym . tł. że stało się możliwe otrzym yw anie ciekłego powielrza w większych ilościach. sprężony gaz rozszerzał się gwałtownie i ochładzał przy ty m dalej (zgodnie z pierwszą zasadą) ta k silnie. w k tó ry m znalazła zastosowanie zasada prądu wstecznego. 1877.1 Szereg badaczów wydoskonalił tę m etodę postę­ powania tak. u z y sk a li w r. wówczas ulega on na ogół oziębieniu. stopniowo posunięto się aż do te m p e ra tu ry — 215°. Za po­ mocą przyrządu Lindego m ożem y skraplać dowolne ilości powietrza bez potrzeby uprzedniego jego ochładzania. wy­ k ry te już znacznie wcześniej przez J o u le ’a i Thom sona.186 Zasady fizyki przechodzi bez wrzenia bezpośrednio w parę. ta okolicz­ ność znajduje ważne zastosowanie techniczne w opisanej nieco niżej metodzie Bensona. W ró b lew sk i i O lszew sk i. Następnie ob­ niżał nagle ciśnienie do atmosferycznego. S kutkiem tego te m p e ra tu ra rozprężanego powietrza o pada coraz niżej i wreszcie zostaje ono skroplone. 1883 ta k ie ilo ści sk ro p lo n eg o p o w ietrza .

cukru w wo­ dzie) — jest też związane z pew ną w ym ianą ciepła z otocze­ niem. ochładzając go uprzednio za po­ mocą ciekłego wodoru. poddany wysokiemu ciśnieniu. chłodząc przed rozprężeniem gaz. R oztw ory 187 które wyjątkow o ogrzewają się. również i rozpuszczanie ciała stałego w cieczy — tzw. K a m e r l i n g h o w i O n n e s o w i udało się wreszcie skroplić w przyrządzie ty p u Lindego również i najtrw alszy ze wszystkich gazów — hel. jednakże. . a nie ochładzają. aktowi rozpuszczania towarzyszy na ogół pewne oziębienie. za pom ocą ciekłego powietrza. zmniejszając ciśnienie. Ciepło. nazyw am y ciepłem rozpuszczalności. w roku 1933 d e I i a a s potrafił osiągnąć naw et tem p e ra ­ t u r y odległe o mniej niż jed n ą dziesiątą stopnia od zera bezwzględnego -1 X L V II ROZTW ORY Podobnie ja k przejście ciała ze sta n u stałego w ciekły lub też z ciekłego w gazowy. jeżeli nie doprow adzam y jednocze­ śnie ciepła z zewnątrz. gdy w zwykłej tem p e ra tu rz e poddać je procesowi J o u le ’a — Thom sona. rozpuszczalniku (np. D e w a r o w i udało się skroplić wodór. Gdy rozpuścimy pewną ilość rodanku potasu w takiej 1 U d a ło m u się p o su n ą ć tak d a lek o przez z a sto so w a n ie roz- m a g n eso w y w a n ia p ew n y c h su b sta n c y j m a g n e ty c z n y c h . W skutek tego. Pod norm alnym ciśnieniem wodór wrze w tem peraturze — 253°. Pod norm alnym ciśnieniem hel wrze w tem peraturze — 269°. zużywane na rozpuszcze­ nie jednostki m asy danej substancji. w ym iana ta polega zwykle na zużyciu pewnej ilości ciepła. można obniżyć tem pe­ raturę wrzenia jeszcze o dalsze 6° i przeprowadzić wodór w sta n stały po osiągnięciu przezeń te m p e ra tu ry — 259°. ja k powietrze. przez zmniejszenie ciśnienia udało się K e e s o m o w i wywołać jego zamarznięcie. dopiero w te m p e ra tu ra c h bardzo niskich za­ chow ują się one ta k .

o trz y m a m y wówczas mieszaninę oziębia­ jącą o tem peraturze — 22°. W ykrycie doświadczalne tego ciśnienia. iż ciało. nazwano osmo- lycznym . Proces przechodzenia do roztworu jest zbliżony co do swej istoty do procesu parow ania. p o k ry ta w arstw ą żelazocyjanku mie­ dziowego. P u n ld zam arzania roztworu. Ciśnienie. dopiero w tem p e ra ­ turze — 2° do — 3°. stały się możliwe dzięki istnieniu szeregu substancyj na wpół przepuszczalnych dla roztw o­ rów. nie zużyw ają ciepła. rozpuszczając się. Odwrotnie. gdyż w tym w ypadku. zam k nięty w n a ­ czyniu. Szczególnie silne oziębienia możem y osiągnąć. Cienka błonka. zachowuje się np.188 Zasady fizyki samej masie wody. W oda m orska. Zm iany p u n k tu zam arzania i wrzenia są. ja k ju ż częściowo w ykrył również Blagden. Mieszając 143 części k r y s ta ­ licznego chlorku w apnia ze 100 częściami wagowymi śniegu. w taki właśnie sposób w sto­ sunku do wodnego roztworu cukru. dwa razy większe dla dwuprocentowego roztworu cukru. przepuszcza ona wodę. zam arza np. możem y uzyskać obniżenie te m p e ra ­ tu ry o 34°. Gdy zmieszamy 100 części wagowych śniegu z 33 częściami soli kuchennej. niż dla roztworu jednoprocentowego. rozpuszczone w cieczy. ciepło zaś topnienia zostaje również pobrane na koszt mieszaniny. ażeby ciało to mogło się rozpuścić. nieprzepuszczalne n a to m ia s t dla ciała rozpuszczo­ nego. można osiągnąć naw et te m p e ra tu rę — 50°. ja k to w ykrył już w r. zawierająca 3 do 4 % rozpuszczonej soli. gdy ciało stałe zmieszam y z lodem lub śniegiem. świadczy o ty m fakt. jak gaz. proporcjo­ nalne do stężenia roztworu. substancje takie są przepuszczalne dla rozpuszczal­ nika. niż p u n k t zam arzania czy­ stego rozpuszczalnika. — . śnieg czy lód musi się uprzednio częściowo stopić. Do niewielu substancyj. a n a s tę p ­ nie pom iar jego wielkości. wywierane przez roztwór. są one np. p u n k i wrzenia roztworu ulega podwyższeniu. 1788 B l a g d e n . które. jest zawsze n iższy. lecz je wydzielają na zewnątrz. należy gips. wykazuje podobne dążenie do zwiększania swej objętości.

Twierdzenie Nernsta 189

n ato m iast z atrzym uje rozpuszczony cukier. Bardzo dużą
rolę odgryw ają błonki półprzepuszczalne w budowie or­
ganizmów, n a to m ia st sztuczne wytworzenie takich do­
kładnie półprzepuszczalnych ścianek udało się dotychczas
jedynie w stosunkowo niewielu w ypadkach.
Podobnie ja k ciśnienie gazu sta ra się w yrów nać różnice
jego gęstości, ciśnienie osmotyczne dąży do w yrównania
różnic stężenia roztworu; na ty m oparte są rozm aite m eto­
dy pom iaru ciśnienia osmotycznego. P om iary te, ja k rów­
nież i rozważania teoretyczne, umożliwiły sformułowanie
w r. 1885 przez v a n t ’H o f f a podstawowego praw a, we­
dług którego (analogicznie do ciśnienia gazów1) ciśnienie
osm otyczne roztworów rozcieńczonych2 jest proporcjo­
nalne do ich stężenia i do te m p e ra tu ry bezwzględnej.3

X L V I II
T W IE R D Z E N IE NERNSTA

Dwie zasady term odynam iki uzupełniło w sposób isto t­
ny twierdzenie, sformułowane przez N e r n s t a w r. 1906,
z którego d a ją się wyprowadzić ważne wnioski, dotyczące
zachowania się ciał w bardzo niskich temperaturach. Twier­
dzenie to zwane je s t często „trzecią zasadą term odynam iki“.
Podobnie ja k dwie poprzednie zasady, zostało ono u s ta ­
lone na podstawie danych doświadczalnych, w ty m w y­

1 Por. rozdz. 72.
2 A n a lo g ia z g a za m i w y stę p u je ca łk o w ic ie je d y n ie w w y p a d k u
d u ż y c h ro zcień czeń , a w ię c ty lk o w te d y , g d y m o ż n a z a n ie d b a ć
siły , d z ia ła ją c e p o m ię d z y n a jm n ie js z y m i c z ą stk a m i cia ła ro zp u ­
szczo n eg o .
3 Is to tn ą rolę zarów n o w e w zo rze na c iśn ie n ie o sm o ty c z n e , ja k
i w e w zo ra ch n a z m ia n y te m p e r a tu r y k rzep n ięcia i w rzen ia , o d ­
g ry w a cięża r c z ą ste c z k o w y cia ła r o z p u sz c z o n e g o . N a fa k c ie ty m
opiera się sto so w a n a c z ę sto m e to d a w y z n a c z a n ia cięża ru c z ą ste c z ­
k o w eg o ciała z w ie lk o śc i o b n iżen ia p u n k tu k rzep n ięcia ro ztw o ru
teg o ciała.

190 Zasady fizyki

padku danych n a tu r y chemicznej. Treść zasady N ernsta
stanowi w gruncie rzeczy stwierdzenie, iż całkowite ozię­
bienie dowolnego ciała aż do te m p e ra tu ry zera bezwzględ­
nego jest ta k ą sam ą niemożliwością, ja k — według pierw­
szej i drugiej zasady term odynam iki — budowa perpe-
tu u m mobile pierwszego, czy też drugiego rodzaju.
Nic m ożem y zastanaw iać się tu ta j bliżej na d bardzo
tru d n ą treścią zasady N ernsta. Zastosowania jej leżą
głównie w dziedzinie chemii. Z jej konsekwencyj fizycz­
nych jedna szczególnie zasługuje na uwagę: w m iarę
zbliżania się do zera bezwzględnego ciepło właściwe w szyst­
kich ciał stałych czy ciekłych musi dążyć do zera.
Na ogół w zwykłych w arunkach ciepło Avłaściwe jest
dość niezależne od te m p e ra tu ry . Do nielicznych w yjątków
należy, ja k zauważono już od daw na, diamenł. Gdy nauczo­
no się otrzym yw ać bardzo niskie te m p e ra tu ry , znaleziono,
że ciepło właściwe diam entu w ty m obszarze te m p e ra tu r
spada gwałtownie. W ynosi ono np. w — 50° w przybli­
żeniu jed n ą trzecią, a w — 190° ju ż zaledwie jedną
sześćdziesiątą tej wartości, ja k ą m a w tem p e ra tu rz e poko­
jowej. Ta sam a ilość ciepła, ja k a w zwykłych w arunkach
nie m ogłaby dostrzegalnie podnieść te m p e ra tu ry dia­
m entu, może zatem w bardzo niskiej tem p e ra tu rz e w y­
wołać jej podwyższenie o wiele stopni. W tem peraturze
— 250° nie m ożna ju ż było w ogóle ustalić wartości ciepła
właściwego diam entu, pomimo wyjątkow ej dokładności
pomiarów. Późniejsze badania dowiodły, że, podobnie do
diam entu, i inne ciała stałe w ykazują również spadek
ciepła właściwego, zgodny z w ym aganiam i zasady N ern­
sta. Jednakże dla innych ciał spadek ten nie jest ta k gwał­
towny, ja k dla d iam entu; dla miedzi np. ciepło właściwe
w tem peraturze — 186° spada do połowy, a w — 250° do
mniej więcej trzydziestej części w artości normalnej.

X L IX
P R Z E W O D N IC T W O C IE P L N E

Zgodnie z drugą zasadą, ciała o różnych tem p e ra tu ra c h
dążą do ich w yrównania, które może zachodzić bądź przez
przewodnictwo, bądź też przez promieniowanie cieplne.
Również i w nauce o cieple rozróżniamy, podobnie jak
w nauce o elektryczności, dobre przewodniki i izolatory.
Nie chodzi tu ta j o form alną jedynie analogię ze zjawiskami
elektrycznym i, lecz o rzeczywisty związek pom iędzy wła­
snościami elektrycznym i i cieplnymi, ja k to w ynika z fak­
tu, że wszystkie dobre przewodniki elektryczności są rów­
nież dobrym i przew odnikam i ciepła, wszystkie zaś izola­
to ry elektryczne również izolatorami cieplnymi. Jeszcze
wyraźniej związek ten ujaw nia się w prawie W iedem anna
i F ranza, które rozpatryw ać będziemy w jed n y m z n a ­
stępnych rozdziałów;1 według praw a tego w każdej te m ­
peraturze przewodnictwo elektryczne je s t proporcjonalne
do cieplnego.
Dobrym i przew odnikam i ciepła są przede wszystkim
m etale i, ta k samo ja k pod względem przew odnictw a
elektrycznego, na pierwszym miejscu stoi tu srebro. Przez
ce n ty m etr kw a d ra to w y poprzecznego p rzekroju p rę ta srebr­
nego przepływa w ciągu jednej sekundy jedna kaloria
(dokładniej 1,01 kal.), gdy spadek te m p e ra tu ry wynosi
1 stopień na c entym etr. Gdy spadek wynosi 2 stopnie
na c entym etr, przez przekrój p rę ta przepływa naturalnie
dw ukrotnie większa ilość ciepła.
Jeśli przyjm iem y, ja k to się zwykle czyni, przewodni­
ctwo srebra za 100, to przewodnictwo miedzi będzie w y ­
nosiło 93, złota 70, p la ty n y już tylko 17. Srebro przewodzi
ciepło w przybliżeniu 50 razy lepiej od najgorzej przewo­
dzących m etali (np. bizm utu), około 400 razy lepiej niż

1 P or. rozd z. 73.

192 Zasady fizyki

porcelana, okrągło 10.000 razy lepiej aniżeli w a ta i około
20.000 razy lepiej, niż powietrze.1
Na d o brym przewodnictwie cieplnym m etali opiera się
znany zapewne każdem u z własnego doświadczenia fakt,
że, zależnie od tego, czy te m p e ra tu ra powietrza jest wyż­
sza, czy też niższa od te m p e ra tu ry naszego ciała, metal
w ydaje się n a m cieplejszy lub zimniejszy niż drzewo,
pomimo iż te m p e ra tu ry obu ty ch ciał są jednakow e.
Dobrym przew odnictw em cieplnym m etali tłum aczy się
również godne uwagi zjawisko, polegające na ty m , że
siatka druciana niejako obcina płomień, do którego zo­
stała wprowadzona. Można też również zapalić gaz świetlny
n ad ta k ą siatką, przy czym płomień nie przejdzie przez
siatkę.
Izolatory zna jd u ją liczne zastosowania do celów ochrony
cieplnej. Znane je s t stosowanie słomy do ochrony drzew
od mrozu, zapełnianie popiołem przestrzeni pom iędzy po­
dw ójnym i ściankam i szaf ogniotrwałych, wstawianie ścian
korkow ych celem ochrony dom ów przed chłodam i zimo­
wymi. Szczególnie dobrą ochronę cieplną stanowi nieru­
choma w arstw a powietrza, np. powietrze zaw arte pom iędzy
podw ójnym i oknam i, łub też pom iędzy włóknami m a te ­
riałów naszych ubrań, np. w wełnie, a przede wszystkim
w futrach. N ajdoskonalszą ochronę cieplną daje oczywi­
ście próżnia. Z tego względu powszechnie znane flaszki
termosowe, służące do przechowyw ania napojów, które
przez dłuższy czas m a ją pozostawać gorące lub też zimne,
zaopatrzone są w podwójne ścianki szklane, oddzielone od
siebie przestrzenią opróżnioną z powietrza. Dla uniknięcia
s t r a t ciepła przez promieniowanie, wew nętrzne ścianki

1 C iepło w y p ły w a rów n ież za w sz e n a zew n ą trz p rzez p o w ierzch n ię
c ia ł o g rza n y ch . G d y ró żn ica te m p e r a tu r cia ła i o to c z e n ia je s t
n ie z b y t d u ża , ow o tz w . z e w n ętrz n e p rzew o d n ic tw o cie p ln e p o d ­
leg a praw u N e w to n a , k tó re orzek a , że ilo ść cie p ła , o d d a n a w je d ­
n o stc e cza su , je s t p rop o rcjo n a ln a d o ró ż n ic y tem p er a tu r .

Przewodnictwo cieplne 193

szklane flaszek term osow ych są n a d to p okryte w arstew ką
miedzi.
Pom im o że ciecze i gazy są same przez się bardzo złymi
przew odnikam i ciepła, umożliwiają one jednakże roz­
chodzenie się ciepła dzięki pow stającym z nich prądom
(przez tzw. konwekcję). Gdy jakaś ciecz, lub gaz, jak
np. powietrze, jest ogrzewany od dołu, to rozszerzające się
nagrzane jego części s ta ją się lżejsze i unoszą się ku gó­
rze, gdy n a to m ia st chłodniejsze części opuszczają się ku
dołowi, zajm ując miejsce poprzednich.
Tego rodzaju rozchodzenie się ciepła nie ma jednak
nic wspólnego z praw dziw ym przewodnictwem; wskazuje
na to wyraźnie fakt, że w postawionej ukośnie, napełnionej
wodą, rurce m ożem y przez ogrzewanie od góry doprow a­
dzić wodę do wrzenia, przy czym trz y m a n y na jej dnie
kaw ałek lodu nie topnieje.
P rą d y cieplne w wodzie z n a jd u ją ważne zastosowanie
techniczne w centralnym ogrzewaniu wodnym . Ogrzana
w oda unosi się z kotła do góry i ta m rozdziela się pomiędzy
poszczególne kaloryfery, zaopatrzone w kran y , umożli­
wiające regulację szybkości jej dopływu.1
Bardzo ciekawe zagadnienia nasuwa teorii przew odni­
c tw a cieplnego spraw a ciepła wewnętrznego ziem i. Gdy
schodzim y w głąb ziemi, te m p e ra tu ra podnosi się o jeden
stopień na każde posunięcie się o 30 do 40 m etrów w dół.
Roczne w ahania te m p e ra tu ry powierzchni ziemi przeni­
k a ją w głąb ziemi na głębokość około 20 m etrów, dzienne
zaś zaledwie na głębokość 1 do 2 m etrów.

1 G d y o g rzew a n ie cen tra ln e j e s t p a ro w e, w k o tle w y tw a r z a się
parę w o d n ą ; za p o śre d n ic tw em u k ła d u rur d o p ro w a d za się ją
n a stę p n ie do g rzejn ik ó w , w k tó r y c h z a c h o d z i sk ra p la n ie p ary
i o d d a w a n ie w sk u te k teg o ciep ła n a z ew n ą trz.
Zasady fizyki 13

L
PROMIENIOWANIE CIEPLNE

W yrów nyw anie te m p e ra tu r za pośrednictwem prom ie­
niowania cieplnego może oczywiście zachodzić tylko w ten
sposób, że ciało gorące przekształca część swej energii
cieplnej w energię fal elektrom agnetycznych i wysyła ją
w tej postaci w przestrzeń, inne zaś, chłodniejsze ciało po­
chłania pada ją c ą nań energię elektrom agnetyczną i prze­
kształca ją w ciepło, zwiększając w ten sposób swój zasób
energii cieplnej.
J u ż w X V I I stuleciu wiedziano, że w w y padku promie­
niowania cieplnego, w przeciwieństwie do przewodnictwa
cieplnego, nie musi zachodzić ogrzewanie ośrodka po­
średniczącego. Słynne było doświadczenie, polegające na
ty m , że zimą zapalano proch strzelniczy promieniami sło­
necznymi, skupionym i soczewką z lodu, k tó ra nie topiła
się przy ty m .1
Codzienne doświadczenie w ykazuje, że różne ciała nie
pochłaniają w jednakow ym stopniu padającego na nie
promieniowania. Niektóre, jak przede w szystkim sadza,
pochłaniają je prawie całkowicie, inne, np. metale, odbijają
z powrotem przew ażającą jego część. Spółczynnikiem po­
chłaniania nazyw am y liczbę, k tóra wskazuje, jaki ułam ek
padającej energii zostaje pochłonięty przez ciało. Dla ciała
zupełnie czarnego, ja k np. sadza, należy przyjąć zatem
spółczynnik pochłaniania za 1, lecz np. dla polerowanego
srebra wynosi on zaledwie 0,03, czyli srebro odbija 9 7 %
energii promienistej i pochłania tylko 3 % .
Podstaw owe prawo nauki o promieniowaniu cieplnym
podał w r. 1859 K i r c h h o f f . Praw o to orzeka, że zdolność
emisyjna jakiegoś ciała, czyli energia, promieniowana
w ciągu sekundy przez c e n ty m e tr k w adratow y jego po-
1 W d z ied zin ie b a d a n ia zja w isk p r o m ie n io w a n ia cie p ln e g o
szczeg ó ln ie d u że za słu g i p o ło ż y ł w d ru giej p o ło w ie X V I I I stu le cia
S ch eele.

wynosi 3 kalorie. następnie B o l t z m a n n dal ścisłe uzasadnienie teoretyczne tej zależności. czemu plam a z a tra m e n tu na blaszce platynowej żarzy się silniej. podwyższenie tem p e ra ­ tu ry z 1700° na 1900° C pociąga już za sobą czterokrotne zwiększenie ilości energii w yprom ieniowywanej. emitowanej w tej samej tem peraturze przez sadzę. czyli w zrasta nie­ zwykle szybko wraz z te m p e ra tu rą .la k w y k a z a ł ju ż na p o czą tk u X I X stu le c ia P r é v o st. om aw iając żarówkę elektryczną. n a to m ia s t biała plam a z w apna na ciem nym że­ lazie — słabiej. że k a żd e cia ło w y p r o m ie n io w u je cie p ło . W każdej więc tem p e ra tu rz e zdolność em isyjna jakiegoś ciała t a k się ma do zdolności emisyjnej ciała całkowicie czarnego. jest proporcjonalna do spółczynnika pochła­ niania. poza ty m zaś zależy jedynie od te m p e ra tu ry ciała. 13* . Promieniowanie cieplne 195 wierzchni. W edług praw a S tefana-B oltzm anna zdol­ ność em isyjna ciała czarnego jest proporcjonalna do czwar­ tej potęgi jego temperatury bezwzględnej. Ilość ciepła. o trz y m am y wówczas na tej samej za­ sadzie negatyw rysunku. niż sam o w y sy ła w ty m ż e cza sie. srebro polerowane wysyła w każdej tem peraturze tylko jedną trzydziestą energii. w ykrył po raz pierwszy S t e f a n w r. w jaki zdolność emisyjna ciała czarnego zależy od te m p e ra tu ry . 1879. w o b e c te g o za ś n a grzan ie ja k ieg o ś ciała p rzez p r o m ien io w a n ie o zn a cza je d y n ie . że cia ło to p o ch ła n ia w p e w n y m o k r e ślo n y m c z a sie w ięcej p ro­ m ien io w a n ia . A zatem np. Na po­ wierzchni ziemi wartość ta jest o jedną trzecią mniejsza 1 . niż otaczająca blacha. m u sim y p rzy ją ć.1 Prom ieniowanie słoneczne odgrywa oczywiście najw aż­ niejszą dla nas rolę pośród wszystkich znanych nam zja­ wisk promieniowania. zaopatrzony w r y ­ sunek czarno-biały. Dzięki prawu Kirchhoffa m ożem y zrozumieć. Gdy rozżarzym y talerz. J a k o ty m wspom niano. jak spółczynnik pochłaniania tego ciała do jed ­ ności. Sposób. przynoszona w ciągu jednej m in u ty powierzchni jednego ce n ty m etra k w a d ra ­ towego na granicy atm osfery ziemskiej przez padające prostopadle promienie słoneczne.

prawa przesunięć.196 Zasady fizyki w skutek pochłaniania promieniowania w atmosferze ziem­ skiej i wynosi tylko około 2 kaloryj. Tlość energii. równą 1026 kaloryj. zostało przezeń sformułowane w postaci tzw.2 w y­ nosi w przybliżeniu 2 ergi na sekundę.1023 koni parowych. . ja k a wyw ią­ zuje się. rów ną tej.1 możem y łatw o obliczyć na podstawie powyższej liczby. K a ż d y gram m asy słonecznej wysyła zatem w ciągu mniej więcej 5000 la t ilość ciepła. obliczyć te m p e ra tu rę powierzchni słoń­ ca. Na pod­ stawie praw a Stefana możemy. znalezione przez W i e n a w r. Bardzo w ażną rolę gra je d n a k również zagadnienie zależ­ ności rozkładu energii na poszczególne „ b a rw y “ — od te m ­ p e ra tu ry . k tó ra m u si b ez w ą tp ie n ia w y n o sić w iele m ilio n ó w sto p n i. Energia. 1893. 3 M asa sło ń ca w y n o si 2 . znając ilość wypromienio- wywanego ciepła. (W yraz barw a bierzemy tu w najszerszym zna­ czeniu. że słońce wyprom ieniowuje na m inutę ilość ciepła. albo 1. obejm ując nim również i promieniow ania niewi­ dzialne. nie bierze ono pod uwagę spo­ sobu rozkładu jego energii na różne obszary długości fal. Znając odległość ziemi od słońca. co odpowiada mocy około 5. wysyłanej w ty m sam ym czasie przez słońce. dla której promienio­ wanie jest najsilniejsze w danej tem peraturze. gdy spalam y 1 gram najlepszego węgla. 3 N a le ż y o d ró żn ia ć te m p e r a tu r ę p o w ierzch n io w ą sło ń ca od te m p e r a tu r y w n ętrza sło ń ca .5 1013 cm . o trzym yw ana przez ziemię w pew nym określonym czasie. Praw o S tefana-B oltzm anna mówi nam jedynie o cał­ kow itym promieniowaniu.5 kalorii na rok.) Fizyka postawiła sobie przede w szystkim za za­ danie wyznaczenie tej długości fali. Rozwiązanie tego zagadnienia. jest co praw da dwa m iliardy razy mniejsza od całkowitej energii. W edług tego praw a iloczyn wspomnianej 1 O d ległość ta w y n o si o k rą g ło 1. odpowiada ona jednakże jeszcze mocy około 250 bilionów koni parowych. w ysyłana przeciętnie przez jeden gram m asy słońca.1 0 33 g ra m a .3 wynosi ona około 6000°.

Znaczenie dziejowe praw a promieniowania P lancka sięga jednak daleko poza zakres nauki o cieple. jak już wyżej wspom niano. Im wyższa jest tem p e ra tu ra . Za pom ocą tej hipotezy. lecz w najdoskonalszych n a w e t współczesnych żarówkach wol­ framowych m arn u je się bezużytecznie przeszło 9 0 % wysy­ łanej energii. wypromienio- wywanej przez ciało gorące. Promieniowanie cieplne 197 długości fali przez te m p e ra tu rę bezwzględną ciała promie­ niującego m a w artość stałą. a więc w granicach widzialnego w idm a od krańca czerwonego do fiołkowego. zdołał P la n ck w y ­ prowadzić prawo prom ieniow ania. nieporównanie większa jej część należy do obszaru podczerwieni. Planck założył. widzialnych dla oka ludzkiego. W ykrycie praw a przesunięć stanowiło naturalnie czę­ ściowe tylko rozwiązanie głównego zagadnienia teorii promieniowania. . ty m mniejsza zatem jest ta wyróżniona długość fali. która. Całkowite rozwiązanie dał do­ piero w roku 1900 P l a n c k . że zasadniczą rolę w akcie wysyłania promienio­ wania grają pewne elem entarne ilości energii. rozd z. doprowadziła w swym dalszym rozwoju do pow stania pojęcia k w antów świetlnych. Ze wzrostem te m p e ra tu ry stosunek ten ulega wprawdzie poprawie. przy p a d a na obszar długości fal. dające dla wszelkich te m p e ra tu r całkowicie zgodny z obserwacjami doświad­ czalnymi rozkład energii promienistej. a zaledwie 10% stanowi światło widzialne. dotyczącego zależności rozkładu energii w widmie od te m p e ra tu ry . Dzień. Zaledwie bardzo drobny ułamek energii. gdyż na pojęciu k w a n tu działania oparto następnie całą współczesną teorię atom ow ą. 7. równe ilo­ czynowi k w antu działania przez częstość drgań prom ie­ niowania. form ułując swą w spom nianą już wyżej genialną hipotezę1 istnienia elementarnego kwantu działania i stosując ją do zjawisk promieniowania. Położenie jej w widmie przesuwa się ze w zrastającą tem p e ­ ra tu r ą w kierunku od większych do mniejszych długości fal. 1 P or.

Budowa m aszyny parowej jest znana dzisiaj każdem u: para wodna. o trz y m u je m y przez wyzyskanie materiałów pal­ nych i tylko 5 % przez wyzyskanie energii spadku wody. Za pomocą odpowiedniego urządzenia (tzw. które umożli­ wiają nam coraz doskonalszą przem ianę ciepła spalania w pracę mechaniczną. . P rz y pow rotnym ruchu tłoka pa ra uchodzi czy to do chłodnicy. gdzie rozpręża się i w ykonyw a w ten sposób pracę.198 Zasady fizyki w k tó ry m u schyłku X I X stulecia1 Planck przedstawił wywód swego praw a promieniowania cieplnego Niemiec­ kiemu Tow arzystw u Fizycznem u. był zaiste dniem n aro­ dzin fizyki dwudziestego stulecia. napędu korbowodowego) 1 D ziało się to d n . rys. okrągło licząc. co jest czasami korzystne ze względu na konieczność zaoszczędzenia miejsca. 95% cał­ kowitej ilości energii.2 od wynalezienia przez W a t t a w r. A utom atycznie działający regu­ lator doprow adza parę do cylindra na przem ian z jednej i z drugiej stro n y tłoka. LI MASZYNA PA R O W A Jeszcze obecnie (por. czy też w ydostaje się bezpośrednio w powie­ trze. 14 g ru d n ia 1900 r. Rozwój techniki cieplnej rozpoczyna się. jeżeli pom i­ niem y odosobnionych pionierów. posuw ając przed sobą tłok. gdzie zostaje skroplona. dalej P a p in {ok oło r. 1769 m aszyny parowej. 2 N a leża ł do n ich ju ż s ta r o ż y tn y fizy k i tec h n ik H ero z A le ­ k san d rii. Z liczb ty ch wyraźnie widać. zostaje wprow adzona pod wysokim ciśnie­ niem do cylindra. W sk u te k tego tłok zostaje w p ra ­ wiony w m iarowy ruch tam i z powrotem . 1700). 62). jak wielkie znaczenie gospo­ darcze m a każdy istotny postęp w technice cieplnej i jak wiele zawdzięcza ludzkość w ynalazkom . 1680) i N ew co m en (o k o ło r. w y tw a ­ rzana w kotle. w ytw arzanej przez przemysł świa­ towy.

Światowa produkcja energii w r. 62. 1927. .Rys.

ujaw nia się w postaci uzyskanej na tej drodze pracy mechanicznej.000 kaloryj kilo­ gram ow ych. Ciepło spalania kilo­ gram a węgla kamiennego wynosi około 8. że w idealnej m aszynie dałoby się uniknąć wszystkich ty ch s tr a t ciepła. to je d n a k i wów­ czas otrz y m an a praca m echaniczna m usiałaby być m niej­ sza od mechanicznego równoważnika ciepła spalania. nośnik ciepła (w w ypadku m aszyny parowej zwykle p a ra wodna). niezupełnego spalania. zimniejszego zbiornika (chłodnicy). . Przebieg takiego procesu jest w gruncie rzeczy następujący. Pozostała w cylindrze p a ra zostaje po zamknięciu k anału wylotowego sprężona. w ykonyw ające pracę. Po dopływie nowej porcji pary. Ciało. Część po­ branego ciepła zostaje oddana tem u zimniejszemu zbior­ nikowi. dopóki tem p e ­ ra tu r a jego nie spadnie prawie aż do poziomu te m p e ra tu ry drugiego. dalsze jeszcze s tr a ty ciepła zachodzą w skutek w ym iany ciepła pom iędzy gorącą p a rą a cylindrem. które nie służy bezpo­ średnio do spalania. Jeśli n a w e t założymy. na co zużywa się pew ną ilość pracy.1 Znaczny jednakże ułam ek (od 20 do 30% ) tej ilości ciepła zostaje w rzeczywistości stracony w skutek promieniowania cieplnego kotła. cały proces pow tarza się ponownie. w ten sposób doprowadza się tę parę w przybliżeniu do sta n u wyjściowego. W y ­ nika to w nieunikniony sposób już z samej n a tu r y koło­ wego procesu cieplnego. 1 K aloria k ilo g ra m o w a rów n a je s t ty s ią c o w i k alorii. i wreszcie w skutek wysokiej tem pe­ ra tu r y gazów spalinowych. czyli tzw. k tó ra zastępuje parę w ypędzoną na zewnątrz. uchodzących przez komin. za pom ocą napędu pasowego lub też kól zębatych) na m aszyny. w ykonyw ające właściwą pracę. nagrzewania się tego powietrza.200 Zasady fizyki ruch ten zostaje przeszlitałcony w ruch obrotow y i prze­ niesiony (np. u krytej w zuży­ ty ch m ateriałach palnych. rozprężając się adiabatycznie. D robna tylko zaledwie część energii. odbiera pew ną określoną ilość ciepła z gorętszego zbiornika ciepła (z kotła) i następnie w y k o n y ­ wa pracę.

T e m p era tu ra kotła zależy od ciśnienia. tem p era tu ra za ś w r z e n ia — 100°. Stosunek pracy. iż równa się on róż­ nicy te m p e ra tu r obydwóch zbiorników. M aszyna parowa 201 W edług zasady zachowania energii różnica pomiędzy ilością ciepła. n a to m ia st jest zupełnie niezależny od n a tu r y ciała. . w ykonyw ają- cego pracę. W tem p e ra tu rz e takiej prężność p ary wynosi 1 C iśn ien ie w k o tle o tw a r ty m r ó w n a ło b y się n a tu r a ln ie z e w ­ n ętrzn em u ciśn ien iu p o w ie tr za . Idealny spółczynnik wydajności m aszyny parowej jest więc określony przez te m p e ra tu rę kotła parowego. jest wyznaczona przez to. p o b ran ą z cieplejszego zbiornika. oraz przez te m p e ra tu rę chłodnicy. po ustaleniu obu podstaw owych zasad nauki o cieple. został n a zw any ideal­ nym spółczynnikiem wydajności procesu kołowego. Ta ważna zależność została w zasadzie w y k ry ta . a oddaną zimniejszemu zbiornikowi. oddanej ciału p r a ­ cującemu przez cieplejszy zbiornik. pod k tó ry m paruje woda w zam ­ kniętym kotle.1 wynosi ona np. przedstaw ia w idealnym w y­ pad k u równowartość uzyskanej prac y m echanicznej. Dokładniejsze uzasadnienie i ściślejsze sform u­ łowanie idei Carnota stało się możliwe jednakże dopiero później. pod ciśnieniem 5 a tm o ­ sfer 152° C. ja k ą m ożna uzyskać za pomocą procesu kołowego w najkorzystniejszych w arunkach. 1824. że stosunek obu wspom nianych wyżej ilości ciepła jest ściśle określony w idealnym pro­ cesie kołowym: w procesie takim stosunek ten zależy je­ dynie od te m p e ra tu r obydwóch zbiorników. W a r­ tość ta. W chłodnicy para ochładza się skutkiem w kraplania zimnej wody do te m p e ra tu ry mniej więcej 40— 50°. Z roz­ ważań term odynam icznych wynika. chociaż je­ szcze w dość niejasnej formie. przez S a d i C a r n o t a już w r. jak w ynika z rozważań term odynam icznych. podzielonej przez te m p e ra tu rę bezwzględną zbiornika cieplejszego. do równo­ ważnika mechanicznego ilości ciepła.

te m p e ra tu ra bezwzględna cieplejszego zbiornika wynosi wówczas 473°. o k tó ry c h już wspom inaliśm y w y­ żej.1 rozdzielając go na szereg cylindrów. że para zostaje lepiej wyzyskana. c z y li m a sz y n a o w ie lo ­ k ro tn y m ro zp rężen iu . przekraczającego 10%. czyli 34 % . . otrzym ujem y różnicę tem p e ra tu r równą 160°. technicy starali się przede wszystkim zmniejszyć te s tr a ty ciepła. Celem zwiększenia praktycznego spółczynnika w y d a j­ ności. wywołane przez niedoskonałość urządzeń grzejących i samej m aszyny. tak. zrozumiemy. 2 T eg o rod zaju m a sz y n a sp rzężo n a . niż gdyby ciśnienie jej spadło tylko do wartości normalnego ciśnienia powietrza. wreszcie spadek ciśnienia pomiędzy kotłem i chłodnicą uczyniono bardziej „stopniow ym “ . T ru d n o było myśleć o jakim ś znaczniejszym obniżeniu te m p e ra tu ry chłodnicy. zmniejszono w ym ianę ciepła pom iędzy pa rą a ściankami cylindra. g d y n ie m a d o str z e g a ln y c h ró żn ic ciśn ien ia p o ­ m ię d z y cia ła m i. chłodnicy zaś 40°. Uwzględniając znaczne s tr a ty ciepła. w y m ie n ia ją c y m i n a w za jem ze so b ą ciep ło . Ulepszono urządzenia kotłów. ogrzewając te ścianki z zewnątrz. dlaczego przez dłuższy czas nie m ożna było otrzym ać w m aszynach parowych spółczynnika wydajności. k tó ­ rych tłoki poruszają ten sam wal korbowy. gdyż pociągnęłoby to za sobą w praktyce z b y t duże koszty i byłoby zatem 1 T e r m o d y n a m ic z n y proces k o ło w y je s t ty lk o w ó w c z a s o d w ra ­ c a ln y i „ id e a ln y “.2 Najważniejszym ulepszeniem byłoby oczywiście po­ większenie różnicy te m p e ra tu r kotła i chłodnicy. gdy nato m ia st te m p e ra tu ra kotła dochodzi tylko do 150° C. Gdy tem p e ra ­ tura kotła wynosi 200°.202 Zasady fizyki zaledwie od 1/10 do 1/5 atm osfery. sk ła d a się z w y k le z cy lin d ra o w y so k im c iśn ien iu . prawie nieprzezwy- ciężalne. wynosi on zaledwie 26% . ale na drodze dążeń tego rodzaju piętrzyły się aż do mniej więcej r. k tórych przyczyna leży w odchyleniach od idealnego procesu kołowego. a stąd teore­ tyczny idealny spółczynnik wydajności jest rów ny 160/473. cy lin d ra o śred n im i c y lin d ra o n isk im ciśn ien iu . 1920 trudności. praktycznie biorąc.

w k tórych bardzo wysokie ciśnienie nie było już niebezpieczne i w których m ateriały uszczel­ niające mogły w y trzym yw ać w ysoką tem peraturę. woda przechodzi wówczas bez wrzenia bezpośrednio w parę. której z każdym rokiem udawało się zwiększać moc i ilość obrotów prądnic. . gdyż w parze nasyconej. jakie mogą po­ wstaw ać dzięki n a d e r złożonej budowie m aszyny parowej. w której poddaje się wodę ciśnieniu krytycznem u 224 atmosfer. tnełodę B ensona. rozdz. wynoszący około 20% . Do w ytw arzania p ary o najwyższej prężności stosuje się ostatnio tzw. każdej tem peraturze odpowiada określona pręż­ ność. nasuwała się myśl w y tw a rz a ­ nia tego ruchu obrotowego bezpośrednio przez działanie pary i uniknięcia w ten sposób trudności.1 Podwyższenie te m p e ra tu ry kotła jest związane naturalnie ze w zrostem ciśnienia. o d d a w a n eg o p rzez sk ra p la n ą parę. L II T U R B I N A PA ROW A Ponieważ przekształcenie ruchu wahadłowego tłoka m aszyny parowej w ruch obrotow y wału w ym aga dość skomplikowanych urządzeń.2 Nowoczesne m aszyny parowe o najwyższej prężności po­ siadają p r a k ty c z n y spółczynnik wydajności. Anglik P a r s o n s i Szwed d e L a v a l w y n a ­ 1 C zyn ion e ssi jed n a k różn e p ró b y w y z y sk a n ia je sz c z e ciep ła . W 1884 r. gdy stało się możliwe budowanie specjalnych urządzeń kotłowych. ogrzewając ją jednocześnie do 374°. Od roku 1925 szybko się rozpowszechniło zastosowanie pary wysokoprężnej. T urbina parowa 203 nieekonomiczne. d o w stę p n e g o n a g rzew a n ia w o d y . Nowoczesne instalacje stosują parę o prężności od 25 do 200 atmosfer. 2 Por. w p ro w a d za n ej do k o tła . Dążenie to było w dużej mierze popierane przez wielki rozwój techniki prądów silnych. n p . 46. na wzrost zaś ciśnienia m ożna było pozwolić dopiero wówczas.

J u ż gdy prężność p ary wynosi zaledwie 10 atmosfer.204 Zasady fizyki leźli jednocześnie i niezależnie od siebie turbinę parową. T u rb in a parow a m ocy 60. niż m aszyna tłokowa. zbliżając się do prędkości kuli arm atniej. przy czym każde z nich zużytkow uje tylko część całko­ witej energii pary. ja k to się dzieje w t u r ­ binie wodnej. wartość. że zaj­ m uje ona mniej miejsca. w ykonyw ały one kilkaset obro­ tów na m inutę. Szczególną zaletę tu rb in y parowej stanowi to. że pa ra działa na koło łopatkowe z olbrzym im im­ petem. W dawniejszych turbinach prędkość obrotow a była jeszcze nadzwyczaj wielka. . podobnie. prędkość jej wypływu osiąga niezwykle wielką Rys. 63. związanych z wahadłowym i rucham i różnych części. Prędkość wypływu wynosi wówczas ponad 1000 m etrów na sekundę. tak. dalej zaś un ik am y w niej ta k uciążliwych w maszynie tłokowej drgań. w której pa ra dzięki swej energii wijphjwu wpraw ia w ruch łopatki kół wirujących. przepuszczając parę kolejno przez kilka kół łopatkowych. Później udało się zmniejszyć ilość obrotów.000 kilowattów.

jako tzw. lub też w razie jakichś zakłóceń biegu. Na rys. ilość obrotów na m inutę — 3. „zapotrzebowania szczyto­ wego“ ). tur- Rys. W ażne uzupełnienie kotłów parow ych w dużych elek­ trow niach stanow ią zasobniki cieplne. T urbina parow a 205 Z tych powodów tu rb in y parowe znalazły szczególnie szerokie zastosowanie do napędu statków . ażeby móc go oddać z pow rotem w godzinach zwiększonego zapotrze­ bowania (dla pokrycia tzw. moc jej wynosi 60.000 kilowattów. 63 jest przedstaw iona jedna z n a j­ większych parow ych tu rb in dzisiejszych. Potężne tu rb in y parowe z n a jd u ją częste zastosowanie w sprzężeniu z prądnicam i elektrycznym i. jako chwi- . 64. które w godzinach słabszego zużycia z a trz y m u ją na d m ia r pary.000. Instalacja zasobników Ruthsa- bogeneralory.

przy czym para skrapla się. L III M O TO R Y S P A L IN O W E W y tw a rz a ją c ciepło spalania bezpośrednio w cylindrze pracującej m aszyny m ożna uzyskać spadek te m p e ra tu ry znacznie większy niż w maszynie parowej. które reagują już na małe w ahania ci­ śnienia. Przełączanie z ładowania na rozłado­ wywanie odbywa się za pom ocą a u to m a ty c z n y c h przyrzą­ dów sterujących. które. napełnia się je w odą do 90% ich zawartości. gdyż w skutek spadku ciśnienia tworzy się znowu para nasycona. zam knięte ze wszystkich stron i mogące w y trzy m a ć znaczne ciśnienie. noszące nazwisko swego wynalazcy. które uzyskały nadzw y­ czaj wielkie i wciąż jeszcze rosnące znaczenie w nowocze­ snej technice. tak . „w yładowa­ nie“ jest scharakteryzow ane przez spadek ciśnienia oraz obniżenie poziomu wody. Odwrotnie. Są to zbiorniki w kształcie kotłów. ropa lub benzyna. spalają się prawie całkowicie bez pozostałości. Do napędu motorów' spalinowych n a d a ją się n a turalnie tylko takie m ateriały palne. W czasie takiego „ładow ania“ te m p e ra tu ra i ciśnienie w zasobniku w z rastają zatem równocześnie z poziomem wody. M ateriał pa ln y zostaje w prowadzony bezpośrednio do cylindra w stanie gazu lub też w postaci . Na tej zasadzie rozwinęły się motory spalinowe. n a d m ia r zaś p a ry w d m u ­ chuje się do nich specjalnymi dyszami. Dzięki tem u obsługa kotłów uniezależnia się od w ahań obciążenia sieci. 64 przedstaw ia dla przykładu instalację zasobników R u th sa elektrowni w C harlottenburgu.206 Zasady fizyki Iową rezerwę. k tó ra wpływa do przewo­ dów sieci użytkow ej. Najważniejszy ty p zasobników cieplnych stanow ią dzi­ siaj zasobniki B ułhsa. Rys. oddając ciepło. ja k gaz świetlny. że s ta ją się możliwe istotne oszczędności w zużyciu m ateriałów p alnych przez utrzym yw anie równomiernego płomienia pod kotłami.

Po ukończeniu czwartego t a k t u zostaje osiągnięty z powrotem stan początkowy. w m otorach takich na każdy obrót wału przypada w ybuch i w ykonanie pewnej pracy mechanicznej. Pow stające w skutek tego wysokie ciśnienie działa na ru ­ chom y tłok i w ykonyw a w ten sposób pracę mechaniczną. gdy tłok zbliża się do p u n k tu n a j­ większego sprężenia. W drugim takcie tłok porusza się w kierunku odw rotnym . k tó ­ rymi zajm iem y się przede wszystkim . M otory sp a lin o w e 207 silnie rozpylonej zawiesiny. z których każdy odpowiada połowie obrotu korby m otoru. W chwili. składającą się z m a te ­ riału palnego z domieszką powietrza. Na jeden pełny obieg takiego m otoru składają się cztery t a k t y . które wywołuje w trzecim takcie rozprężanie się bardzo gorących gazów. przy czym te m p e ra tu ra ich spada. Podstaw ę rozwoju motorów spalinowych stanowiło w y­ nalezienie przez inżyniera niemieckiego O t t a w r. doprow adzanym w stosownych ilościach. gdyż tłok w ykonyw a pracę. W skutek wybuchowego spalania w ytw arza się bardzo wysokie ci­ śnienie. pracujące na dwa t a k t y . że gaz palny wpływa do cylindra z obu końców i działa zatem na obie strony tłoka. w ytw arzanej elektrom agnetycznie. T e m p era tu ra w ybuchu w m aszynach spali­ . przy czym wentyl zostaje autom atycznie za­ m knięty. 1876 tak zwanego motoru czlerolaklowego. W opisanym tu motorze czterotaktow ym jedynie co drugi o b ró t wału związany jest z w ybuchem i uzyskaniem użytecznej pracy. m ieszanka zostaje zapalona za po­ mocą odpowiedniego urządzenia — dzisiaj zwykle za po­ mocą iskry. W czw artym takcie spa­ lone gazy zostają usunięte na zewnątrz przez otw iera­ jący się autom atycznie wentyl wylotowy. w motorach wybuchowych. spala się on ta m w powietrzu. sprężając mie­ szaninę. Można jednakże budować również i m o­ tory. Można wreszcie budować też m o to ry spali­ nowe działające obustronnie w ten sposób. W ciągu pierw­ szego ta k tu tlok wsysa przez autom atycznie otwierający się w entyl mieszankę wybuchow ą.

m u sim y go p o c z ą tk o w o „ za k ręcić “ . n a to m ia st w m otorach Diesla płynne lub rozpylone ciało palne zostaje za pom ocą odpowiednich w tryskiw aczy wprowadzone do powietrza. ciężar jednostkow y. które przed sko­ kiem roboczym tłoka nagrzało się przez sprężenie do te m p e ra tu ry zapłonu ciała palnego. . gazem generatorow ym . Szczególną za­ letę ty ch m otorów stanow i ich m ały ciężar. Spalanie m ateriału pędnego nie m a w nich zatem c h a ra k te ru wybuchowego. ja k to ogólnie wiadomo. p rzy p a d a ją ce n a ta k t y p ie r w sz y i d ru g i. W m otorach w ybuchow ych mie­ szankę gazową doprow adzam y do cylindra w stanie go­ tow ym do zapłonu. w y tw a rz an y m z węgla w u- rządzeniu pomocniczym. typ m otoru spalinowego stanowi motor gazowy. odbyw a się ono jed n a k bez­ pośrednio w cylindrach.2 W przeciwieństwie do m otorów gazowych i benzyno­ wych motory Diesla nie m a ją żadnego urządzenia zapala­ jącego. stosujem y przede w szystkim do napędu samochodów. ja k do oświetlenia. czyli ciężar. albo też tzw. Użycie gazu generatorowego jest bardziej ekonomiczne w wiel­ kich m otorach. gdyż do ich napędu nie jest konieczny gaz ta k wysokiej jakości.208 Zasady fizyki nowych je s t nadzwyczaj wysoka. M otory benzynowe. do zaledwie około połowy kilogram a.1 Najstarszy. m u szą b y ć w y w o ła n e sztu c z n ie . wobec tego należy chło­ dzić cylinder zim ną wodą. P ędzim y go albo gazem świetlnym. W motorach lotniczych udało się sprowadzić tzw. w m o to r z e c z te r o ta k to w y m p ro cesy . dostarczanym z gazowni. n p . p rzy p a d a ją c y na jednego konia parowego. M otory Diesla pędzi się ciężkim i olejami (są nimi części składowe ropy lub też p ro d u k ty poboczne destylacji węgla 1 G d y m otor w y b u c h o w y c h c e m y w p ra w ić w ru ch . jednakże dzisiaj jeszcze bardzo ważny. połączonym z motorem. 3 W n a jlż e jsz y c li m o to ra ch z a le c ie m a ło ści ich cięża ru p rzeciw ­ sta w ia się n a tu ra ln ie zw ię k sz o n e z a p o tr z e b o w a n ie m a teria łu p a l­ n ego.

że substancja robocza. zostaje przemieniona w użyteczną pracę. w ta k im przebiegu odw rotnym nie zy­ 1 W p rocesie k o ło w y m nie m a o c z y w iśc ie zn a czen ia . W ydajność pierwszych maszyn W a tt a wynosiła nie więcej. w k tó ry m substancja robocza przychodzi pod wysokim ciśnieniem od gorętszego zbiornika ciepła. Zasady fizyki 14 . ja k to już wi­ dzieliśmy.1 W m aszynach chłodzących zachodzi odwrócenie takiego procesu kołowego. czerpiąc ciepło. Posiadają one wydajność p raktyczną. można w ynik tak i uzyskać za pom ocą pewnego procesu kołowego. przy czym pozostała część ciepła. o k reślo n e zaś jej c z ą stk i w y k o n y w a ją k a ż d y o b ieg w ła ściw ie raz ty lk o . Maszyny chłodzące 209 kamiennego). ja k to się d z ie je w m o to ra ch sp a lin o w y ch . następnie zaś. is tn ie n ie od ręb n eg o g o rą ceg o zb io rn ik a ciep ła nie je s t n iezb ęd n e o ile. najnowszych zaś wysokoprężnych m aszyn tłokow ych i tu rb in parowych zaledwie od 2 2 % do 20% . N a tu ­ raln ie. gdy w ydajność nowocze­ snych m otorów gazowych wynosi około 28% . W ty m d ru gim w y ­ p ad k u su b sta n c ja rob o cza je s t sta le czerp an a na n o w o przed w p ro w a d zen iem jej do g o r ętsz eg o zb io rn ik a ciep ła . zabiera ciepło zbiornikowi cieplejszemu i częściowo oddaje je zimniej­ szemu. c z y ob ieg w y k o n y w a ją za w sze te sa m e c z ą stk i su b sta n c ji ro b o czej. niż 2% . LIV M A SZY N Y CHŁODZĄCE W szystkie m aszyny cieplne opierają się. powstające przez spalanie innych ciał. p r a ­ cująca pomiędzy dwoma zbiornikam i ciepła. J a k to już omówiliśmy wyżej. w ykonyw a pew ną pracę. rozprężając się. W ty m sam ym czasie inna ilość substancji roboczej zostaje z kolei poddana wysokiemu ciśnieniu i doprowadzona do gorętszego zbior­ nika ciepła. c z y też są on e s ta le z a stę p o w a n e przez in n e. w zasadzie na tym . d o ­ p ro w a d z a m y p e r io d y cz n ie p ew n e ilo ści su b sta n c ji rob oczej b ez­ p ośred n io d o w y so k iej tem p e r a tu r y . docho­ dzącą aż do mniej więcej 38% . przechodzącego z te m p e ra tu ry wyższej na niższą.

— k tó ry odbiera mu ciepło sprężenia do tego stopnia. przechodząc przez m iej­ sca. pobierając zużywane przy ty m ciepło od tru d n o za m a rz a ją ­ cego roztworu. Gaz z parowni zostaje z pow rotem wessany przez k o m pre­ sor.210 Zasady fizyki skujem y zatem pracy. u trz y m u ją c w nich stale pewną niską te m ­ peraturę. W ten sposób m ożem y od­ prow adzać ciepło. k tó ry w ten sposób ochładza się dzięki procesom. kondensatora. pozostaje jednak zawsze wyższa od p u n k tu wrzenia ciała roboczego pod ciśnieniem norm alnym . k tó ry pod norm alnym ciśnieniem wrze w tem peraturze — 33°. T u ta j p a ru je on pod zmniejszonym ciśnieniem. leżąca pon a d norm alną. . k tó r y otacza parownię. iż gaz ulega naw et skropleniu. ab y zmusić substancję roboczą do pobrania ciepła ze zbiornika zimnego i oddania go zbiornikowi „gorącem u“ . t a k zwanego roztworu solnego. te m p e ra tu ra kondensacji. jakie przenika do dobrze n a w e t izolo­ w anych chłodni. T e m p era tu ra roztworu solnego opada p rzy ty m znacznie poniżej zera. m ożem y również w yzyskać zimny roztw ór solny do w ytw arzania lodu. Gdy ciało robocze oddało już w ten sposób ciepło zbior­ nikowi o wyższej tem peraturze. które m a chłodzić. W ta k zwanych maszynach kompre- syjnych gaz zostaje wessany i zgęszczony przez odpowiedni kompresor. przy czym naturalnie nagrzewa się. pobiera oczy­ wiście znowu pewne ilości ciepła. czasem zaś dw utlenek węgla lub kwas siarkowy. uzyskuje on w ten sposób dużą prężność. skroplony gaz przechodzi w dalszym ciągu do parowni. ciepło to jednak zostaje ponownie pochłonięte przez parownię. rozpoczynając nowy obieg. opływanego przez zim ną wodę — tzw. w da n y m w y p a d k u kon­ densatorowi. zachodzącym w parowni. N astępnie silnie sprę­ żony gaz zostaje przeprow adzony do zbiornika. J a k o ciało robocze w m aszynach chłodzących stosuje się najczęściej am oniak. Roztw ór solny. gdyż wysokiemu ciśnieniu odpowiada również wysoka. n a to m ia s t konieczne jest zużycie pewnej pracy.

i zbiera się w drugim . nasycona amoniakiem gazowym. owoców). Gaz. które zużywają m inim alne tylko ilości energii mechaniczno-motorycznej. regulujące czas działania. „ parow nika“ . albo Leż w ogóle energii takiej nie potrzebują. Maszyny chłodzące 211 Obok m aszyn kom presyjnych coraz większe znaczenie uzyskuje inny typ m aszyn chłodniczych. k tó ry w yparow uje bez pozostaw ia­ nia wilgoci). Ciepło parow ania am oniaku zostaje przy ty m pobrane z przestrzeni chłodzonej. że nie posiadają one żadnych części. parow nik stygnie. przyszłość należy do chłodni absorpcyjnych. Gdy z aw arty w wodzie gaz zostanie już z niej usunięty. Do najważniejszych zastosowań przem ysłow ych te c h ­ niki chłodniczej należy w ytw arzanie sztucznego lodu. po­ ruszanych mechanicznie. W m aszy­ nach tych sprężanie jest zastąpione przez ogrzewanie stosownego zbiornika. z n ajdującym się w obszarze. co pociąga za sobą z kolei parowanie skroplonego am oniaku w przestrzeni chłodzonej. że o ile chodzi o zastosowania chłodni w niewielkich gospodarstwach domowych i w rzemiośle. zużywając ciepło. 14* . w zakładach przemysłowych. na koszt resztek cieplnych m otorów. otrzym yw ane bądź na koszt energii elektrycznej. jarzyn. przy czym p a ra am oniaku zostaje ponownie wchłonięta przez wodę w parow niku. zaabsorbo­ w any przez wodę. dalej u trzym yw anie w stanie świeżym poży­ wienia (mięsa. w k tó ry m znajduje się woda. bądź wreszcie. a o- statnio również i tzw. skrapla się on. „suchego lodu“ (mianowicie zestalo­ nego dw utlenku węgla. Moż­ na przypuszczać. k tó ry chcemy oziębić. mogą one pracow ać bez doglądania. Takie chłodnice absorpcyjne m a ją tę dużą przewagę nad kom presyjnym i. m ieszkaniach oraz lokalach publicznych. ryb. mleka. zostaje z niej w ypędzony przez ogrzewa­ nie. niżej położonym zbiorniku. przechodząc przez chłodnicę. Gdy zao p atrz y m y je w stosowne wyłączniki. bądź ze spalania gazu lub oleju. a przede w szystkim regulacja te m p e ra tu ry w w ytw órniach prze­ mysłowych. wobec tego prężność p a ry nad wodą maleje. czy też te m p e ra tu rę osiąganą.

Jed n ak ż e aż do początku X I X wieku pozostała ona tylko hipotezą spekulacyjną. 63. założeniom: 1) istnieje tyleż rodzajów atomów. ile m a m y rodzajów za­ sadniczych subslancyj chem icznych. 1 S to s u je m y tu w y r a ż en ie „rod zaje su b sta n c y j z a s a d n ic z y c h “ z a m ia st po p ro stu „ su b sta n cje z a sa d n ic z e “ ze w z g lęd u na w y k r y ty w w iek u X X fa k t istn ie n ia iz o to p ó w .1 2) a to m y każdego rodzaju są scharakteryzow ane przez swój zupełnie okre­ ślony niezm ienny ciężar. przy czym w żaden sposób nie m ożem y stwierdzić bezpośre­ dnio istnienia tych cząstek wobec ich małości. . ro zd z. które same są już dalej niepodzielne. chociaż przeważnie odosobnionych. Do nauki ścisłej wprowadzona została idea atom istyczna dopiero wówczas. swych zwolenników. iż m ateria składa się z m aleń­ kich cząstek. D alton stał się tw órcą naukowej atom istyki dzięki trzem następującym . Por. gdy w roku 1808 D a l t o n powiązał ją z w y k ry ty m i przez siebie pod­ stawowym i praw am i chemii. 3) zw iązki chemiczne są połą­ czeniami atomów różnego rodzaju w ta k zwane cząsteczki (molekuły).C Z Ę S C C Z W A R T A M A T E R I A LV A T O M ISTY C ZN A B U D O W A M A T E R II Na długo jeszcze przed pow staniem fizyki naukowej n a p o ty k a m y już pogląd. Zrodzona na gruncie filozofii greckiej idea atom istyczna przetrw ała przez długie stulecia i była p o dtrzym yw ana przez coraz to nowych. poczynionym przez siebie. J u ż około roku 400 przed Chrystusem filozof grecki D e m o k r y t rozwinął szerzej te w yobrażenia i nazwał te najm niejsze cząstki składowe m aterii atomami.

Odwrotnie. związkach wodorowo-halogenowych. Teoria D altona daje również uzasadnienie w ykrytych przez Daltona praw chemicznych: praw a sto­ sunków stałych i praw a stosunków wielokrotnych. Atomistycz. ja k 100 do 16. W iem y np. 2 U z a sa d n ien ie słu sz n o ści te g o za ło że n ia z n a jd z ie m y w roz­ d ziale 71. lub wreszcie z 19 gr fluoru.. znany czerwony b a rw ­ nik.2 wówczas m usim y stą d wywnioskować.ua budowa materii *213 Te założenia B altona istotnie w yjaśniają naty c h m ia st podstawowe f a k ty chemiczne. Jeżeli słuszne jest zało­ żenie. stanowi połączenie rtęci z siarką.1 które ro zp a trz y m y jako inny przykład. G dybyśm y n a to m ia s t wzięli mniej. lub ze 127 gr jodu. że 1 Z w iązkach w odoru z p ie r w ia stk a m i. że ciężary atom ow e rtęci i siarki m ają się do siebie. niż 16 części siarki — pozostałby pewien n a d m ia r rtęci. powyższe fak ty doświadczalne d ają się w zupełności w y­ tłum aczyć przez założenie. gdy do syntezy cynobru na 100 części wagowych rtęci użyjem y więcej niż 16 części w a ­ gowych siarki. pozostaje niezwiązany na d m ia r siarki. dlaczego pewne określone substancje che­ miczne (tak zwane substancje zasadnicze albo pierwiastki) w przeciwieństwie do wszystkich innych substancyj nie mogą być rozłożone dalej za pomocą żadnych czynności chemicznych. Staje się przede wszystkim zrozumiałe. m ożem y go rozłożyć na te dwa składniki lub też odwrotnie utworzyć go z nich syntetycznie. W edług pierwszego z tych praw wszystkie połączenia chemiczne zachodzą w zupełnie określonych stosunkach wagowych. n a le ż ą c y m i d o g ru p y ch lorow ców . że w cząsteczkach tych związków zawsze jeden atom wodoru łączy się z jednym atom em chloru.). bromu. O ile cząsteczka cynobru składa się z jednego atom u rtęci i jednego atom u siarki. jodu. lub z 80 gr brom u. (U w . czy też fluoru. W tzw. . Dokładniejsza analiza w ykazuje. 11. łączy się jeden gram wodoru z 3 5 % gr chloru. że cynober. że na 100 części wagowych rtęci przy p a d a zawsze 16 części wago­ wych siarki.

brom u. Prawo stosunków wielokrotnych uczy nas zatem. przy czym ciężary ilości tlenu. k tó rą przy jm u je m y za jednostkę. . lecz również i prawo stosunków wielokrotnych. że a to m y dwu różnych pierwiastków mogą się łączyć ze sobą w rozm aitych kom binacjach. które w tych pięciu w ypadkach łączą się ze stu np. Ciężar atom ow y wodoru nie równa się już wówczas dokładnie jedności. ja k niewielkie liczby całkowite. niż atom wodoru. 80. Gdy więc za jednostkę ciężaru atomowego przyjm iem y ciężar a to m u wodoru. z tlenem. gram am i azotu. Hipoteza D altona w yjaśnia nam n a ty c h m ia s t nie tylko prawo stosunków stałych. np. gdy pomyślimy. możem y wyrazić ciążary atomowe chloru. gdy pewien okre­ ślony pierwiastek. Na jed n ą część wagową wodoru p rzypada w wodzie 8 części tlenu. np. m a ją się do siebie ja k 1:2 :3 :4 :5 .214 Zasady fizyki a tom chloru jest 35 y2 raza cięższy. Z nam y pięć związków azotu z tlenem. W chemii współczesnej ciężary atom owe określam y nie w stosunku do wodoru. w sposób czysto form alny p rzy jm u je m y ciężar a tom ow y tlenu za dokładnie rów ny 16. atom bromu — 80 razy cięższy. a więc dokładnie podwójna ilość. lecz kilka różnych związków. ilości te m a ją się do siebie. n a to m ia st w dw utlenku wodoru 16 części. daje z innym pierwiastkiem. gdyż właściwie w chemii chodzi nam tylko o względne ciężary atomowe. 127 i 19. gdy pewna ilość jednego pierwiastka łą­ czyć się może z różnymi ilościami drugiego pierwiastka. jodu i fluoru po prostu liczbami 35% . nie jeden tylko. inaczej mówiąc. azot. Praw o to dotyczy w ypadku. że w w ypadkach. atom jodu — 127 razy cięższy i wreszcie atom fluoru 19 razy cięższy. Możemy postąpić w ten sposób. P rzy to c z y m y inny przykład: z nam y dwa różne związki wodoru z tlenem. lecz do szesnastej części ciężaru a to m u tlenu. mianowicie wodę i dw utlenek wodoru. ciężary bezwzględne nie odgryw ają n a to m ia st żadnej roli w chemii praktycznej. Uzasadnienie tego praw a o trz y m u je m y n a ty c h m ia st.

w miejscu zaś wychodzenia p rądu — na tzw. katodzie — wodór. anodzie. że nie byłoby rzeczywiście możliwe przecho­ dzenie p rądu przez ciecz bez jednoczesnego wydzielania pewnych produktów rozkładu. J e s t to najm niejszy ciężar atom owy. LVI A TO M ISTY C ZN A BU D O W A E L E K T R Y C Z N O Ś C I Odkrycie przez D altona podstaw owych prawidłowości chemii znalazło w r. przy czym jony dodatnie dążą ku katodzie. Przewodzenie elektryczności w cieczach polegałoby więc według tych w yobrażeń na przenoszeniu naładow anych elektrycznością atom ów. atom wodoru jest najlżejszy z wszystkich atomów. mianowicie wynosi 1. zakładając. czyli w odny roztwór chlorowodoru. odkrycie F a r a d a y ’a znalazło proste wyjaśnienie. które niosą ładunki elektryczne znaków przeciwnych. N a j­ cięższy ze znanych atom ów jest atom uranu. zwane jonam i. wydziela się chlor. na tzw. . Odkrycie D altona zo­ stało zadowalająco wytłum aczone za pom ocą hipotezy ato- mistycznej budow y m aterii. zachodzi rozkład chemiczny.0078. 1833 uzupełnienie o niezwykle wiel­ kim dla fizyki znaczeniu w w y k ry ty c h przez F a r a d a y ’a podstawowych prawach elektrochemii. Gdy np. ciężar a to ­ mowy tego pierw iastka wynosi 238. że w każdej cieczy. czyli. jony zaś ujem ne — ku anodzie. że cząsteczki ciała roz­ puszczonego rozpadają się w roztworze na dwie części składowe. J u ż na początku X I X stulecia tłum aczono sobie zja­ wisko elektrolizy. przepuszczam y p rąd elektryczny przez kwas solny. mówiąc inaczej. gdy fizyka oprócz istnienia atom ów m aterii przyjęła istnienie również i atom ów elektryczności. ta k . Obserwacje n a d przepływem p rąd u elektrycznego przez ciecze w ykazały już od daw na. wówczas w m iej­ scu wchodzenia p rąd u w głąb cieczy. przez k tó rą płynie prąd. elektro­ liza.1. Atomistyczna budowa elektryczności 215 lecz jest nieco większy. tzw.

iż istotnie pewna określona ilość elektryczności stanowi stałą uniwersalną. tr ó jw a r to śc io w y z a ś trzy. a z o t za ś tr ó jw a r to śc io w y . wydzielona elektrolitycznie w okre­ ślonym czasie. Ilość ta nazwana została elementarnym kwantem elektrycz­ 1 W w y p a d k u srebra n a p o ty k a m y co praw da z a le ż n o śc i s t o ­ su n k o w o p roste. m ają się do siebie tak. czy też inny? F a ra d a y znalazł. jak ich ciężary atom owe. N a to m ia s t n p . P ie r w ia ste k n a z y w a m y je d n o w a r to śc io w y m w ó w cz a s. czy ten nabój elektryczny jest wielkością c h a ra k te ry z u ją c ą tylko wodór. że ilość pewnej określonej substancji. jaka w ciągu tego czasu przepłynęła przez ciecz przewodzącą. Nasuwa się od razu pytanie. weźm iemy pod uwagę w y ­ dzielanie elektrolityczne wodoru. co atom wo­ doru.1 Musimy zatem przyjąć. tlen je s t d w u w a r to śc io w y . że d w u w a r to śc io w y a to m n iesie z so b ą d w a ła ­ du n k i e lem en ta rn e. inaczej mówiąc. że wszystkie jony wodorowe posiadają jednakow y ładunek elektryczny. P o d c z a s e le k tr o liz y ta sam a ilo ść e le k ­ tr y c z n o ś c i w y d z ie la liczb ę a to m ó w p ie r w ia stk a d w u w a r to ścio w e g o d w u k ro tn ie m n iejszą . przenoszony przez nie podczas przepływu prądu. że ciężary ilości wodoru i srebra. wydzielonych w ciągu tego samego czasu przez prąd o ty m sam ym natężeniu. g d y jed en je g o a to m łą c z y się z je d n y m ty lk o a to m e m w o d o ru . . niezależną od c h a ra k terystycznych własności wodoru czy też srebra. a mianowicie jest proporcjonalna do tego elektrycznego ładunku. n iż a to m ó w srebra.216 Zasady fizyki F a ra d a y znalazł przede wszystkim . g d y ż ch o d zi tu ta j o p ierw ia ste k je d n o w a r to śc io w y . M u sim y stą d w y ­ cią g n ą ć w n io sek . zależy jedynie i wyłącznie od ilości elek­ tryczności. prąd o je d n a ­ kowym natężeniu wydziela w tym sam ym czasie tyleż a to ­ mów srebra. czy wówczas zjonizowany atom srebra posiada ten sam ładunek elektryczny. a z o tu za ś — z trzem a a to m a m i w o d o ru (w oda i a m o n ia k ). srebro. w ynik powyższy można w ytłum aczyć tylko przez założenie. czy też posiada on znaczenie ogólniejsze? Jeśli z am iast wodoru wydziela się np. co wodoru. Gdy np. g d y ż a to m tlen u łą c z y się z d w o m a . tr z y k r o tn ie za ś m n iejszą lic z b ę a to m ó w p ierw ia stk a tr ó jw a r to śc io w eg o .

i siły ciężkości. a z a tem . . skierowanym ku górze. W y sta rcz y w ty m celu włączanie i wyłączanie w stosownych chwilach pola elektrycznego. k tóra ciągnie cząstkę ku górze. po zn a le z ie n iu c a łk o w ite g o cięża ru c h m u r y . Atoinistyc7. M ożna b y ło n ap rzód ok reślić w ielk o ść i cięża r p o jed y n c z e j k rop li tak iej m g ły . że będzie ona bardzo nieznacznie tylko przewyższać ciężar cząstki. Gdy tylko stwierdzone zostało istnienie atom ów elek­ tryczności. n a stę p n ie m o żn a b y ło w y z n a c z y ć c a łk o ­ w ity ła d u n ek e le k tr y c z n y . o tr z y m a n o w p rzy b liżen iu w a r to ść ła d u n k u elem en ta rn eg o . k tóra pędzi ją ku dołowi. D z ie lą c ten ła d u n ek przez ilo ść k rop el. Metoda Millikana (analogiczną m etodę obmyśli! zresztą na krótko przedtem również i E h r e n h a f t ) opiera się na zasadzie stosunkowo prostej.1 m usim y uważać ją niejako za atom elek­ tryczności. J u ż w ostatnich latach X I X stulecia udało się na tej drodze wyznaczyć w przybliżeniu ładunek elem entarny.ua budowa elektryczności 217 ności. W y o b ra ź m y sobie słabo n a ­ ładow ane cząstki m aterialne. Jeżeli wartość siły elektrycznej dobierzem y w ten sposób. o b li­ c z y ć liczb ę kropel. podlegają one wówczas jednoczesnemu działaniu dwóch przeciwnie skierowanych sił: siły elektrycznej. Szczególne zainteresowanie budziły oczywiście możliwości bezpośredniego wyznaczenia tego elem entar­ nego ładunku nie w ym agające opierania się na w yobraże­ niach o atom istycznej budowie m aterii.2 Najdoskonalszą me­ todę jego pom iaru opracował około r. wówczas będziemy mogli całymi godzinami obserwować przez m ikroskop ruchy jednej takiej cząstki ku górze i ku dołowi. umieszczone w polu elek­ trycznym . gdyż w skutek 1 N ie n a le ż y n a tu ra ln ie m iesza ć teg o o k reślen ia z elem e n ta r n y m k w a n tem d zia ła n ia ! 2 W p om iarach ty c h k o rz y sta n o z w o ln o o p a d a ją c y c h m a ły ch ch m u rek m g ły . tw o rzo n y ch w w a ru n k a ch la b o r a to r y jn y c h . fizycy bardzo energicznie zajęli się spraw ą wy­ znaczenia istotnej wielkości elem entarnego k w antu elek­ tryczności. n ie sio n y p rzez ch m u rę. 1910 fizyk a m e ry k a ń ­ ski M i l l i k a n .

Najm niejszym zaobserwow anym ładunkiem . ja k nale­ żało oczekiwać.1 Millikan stosował maleńkie kropelki oleju o śred­ nicy rzędu tysiącznych m ilim etra. okazał się dokładnie dw u­ krotnie większy od najmniejszego. otrzym yw ano je przez rozpylanie oleju. że istotnie. skutkiem związanego z ty m tarcia. E le m e n ta rn y k w a n t 1 D u ż y opór. je s t n a tu r a ln ie rów n ież w y n ik ie m m a ło ści c z ą ste k . najm niejsze zaobserwowane ła­ dunki elektryczne m a ją się do siebie. jak niewielkie liczby całkowite. b ez p r z y śp ie sz e n ia . J u ż od połowy X I X stulecia fizykom znana była pewna zależność. a zatem i ciężar m ałych kulistych cząstek. Została ona wyznaczona z ta k ą dokładnością. wykazały.10'10 jednostek elektrostatycznych. sp o w o d o w a n y p rzez ta rcie p o w ietrza .218 Zasady fizyki dużego oporu powietrza ruchy te będą nadzwyczaj po­ wolne. trzeci co do wielkości — trz y k ro tn ie większy itd. . pozwalająca obliczyć średnicę. nastę p u jąc y co do swej wielkości bez­ pośrednio po najm niejszym . W doświadczeniach Mil- likana m ożna było zmierzyć bezpośrednio natężenie pola elektrycznego. w sk u te k te g o sp a d a n ie z a ­ ch o d zi. p r a k ty c z n ie biorąc. m ożna było wyznaczyć stąd ładunki pojedynczych kropelek oleju.774. równa 4. który nale­ żało zatem utożsam ić z elem entarnym k w a n te m elek­ tryczności. że możliwy błąd nie może prze­ kraczać jednej tysiącznej tej wartości. gdy z nam y prędkość ich swobodnego spadku w powietrzu. 2 P o ję c ie n a tę ż e n ia p o la e le k tr y c z n e g o w p ro w a d z o n e zo sta ło w rozdr. Po m ia ry Millikana. 22. przeprowadzone na wielu tysiącach pojedynczych kropelek.2 ponieważ zaś ciężar zawieszonej nierucho­ mo w powietrzu cząstki musi być równy działającej na nią sile elektrycznej. okazała się ilość elektryczności. ze sta łą p ręd k o ścią . stojąc na gruncie hipotezy atom istycznej budow y elektryczności. przy czym. kropelki uzyskiwały zawsze pewien słaby dodatni ładunek elektryczny. Ł a d u n e k . w yrażającej się iloczynem ładunku przez natężenie pola.

nadaw ane kuleczkom z rdzenia bzowego przez dotknięcie ich p o ta r tą laseczką. a więc 1. przez k tó rą należy dzielić „ciężary a tom ow e“ . iż wartość ta odpowiada 6.1 prądowi jednego am pera odpowiada przepływ w ciągu jednej sekundy 3.1023. ładunki. o trz y ­ m am y ważną stałą uniwersalną. Bezwzględne ciężary atomów 219 elektryczności jest więc ładunkiem bardzo m ałym . 18.10'24 gram a. o trz y m a m y d o k ładny ciężar pojedynczego alomu wodoru. LV II B E Z W Z G L Ę D N E C IĘ Ż A R Y ATOMÓW J u ż F a r a d a y ustalił.285. .0078.1018 atom ów.000 milionów jednostek elektrostatycz­ nych ład u n k u . Jeżeli podzielimy pierw­ szą z tych liczb przez drugą.1018 ład u n k o m elem entarnym . ab y znaleźć bezwzględne ciężary atom ów rozm aitych pierwiastków. J a k już poprzednio widzieli­ śmy. przez ciężar jednego a to m u wodoru. k tó ry około r. W artość liczby tej oka­ zuje się.01044 mlgr wodoru. a mianowicie liczbę. 1820 rozwinął 1 Por. tyle więc ładunków elem entarnych p rzypada na 0. równa 6. lub też liczbą L o s c ł i m i d t a . że podczas elektrolizy p rąd o na­ tężeniu jednego am pera wydziela w ciągu jednej sekundy 0. w yrażony w m iligramach. pierwsza nazwa została jej n a d a n a ku uczczeniu włoskiego chemika.01044 m iligrama wodoru musi zawierać 6. Ponieważ ładunek elem entarny stanowi ładunek jednego atom u wodoru. Liczbę tę nazyw am y liczbą A v o g a d r y . Gdy podzielimy tak zwany ciężar atom ow y wodoru.662. wynoszą już m iliardy elem entarnych kwantów elektryczności. rozd z.01044 miligrama wodoru. podaw ane w t a ­ blicach chemicznych. Wynosi on (gdy przejdziemy od miligramów do gramów) 1. więc 0.06. Z pom iarów Millikana w ynika.285. na podstawie wyżej powiedzianego.

zaw artych w zwykłej szklance. 3 M ożna to sob ie w y ja śn ić ty m . rozsypane na powierzchni całej E u ro p y .220 Zasady fizyk i dalej teorię atom istyczną B a lto n a . niż wartość m asy ziemi. 71. W artości m asy atom u wodoru oraz stałej Loschm idta.1 druga — na p am iątkę fizyka austriackiego. 72. że p od a n a na p o c zą tk u teg o ro zd zia łu w a r to ść tak zw a n ej sta łej F a r a d a y ’a m o że b y ć w y z n a ­ czon a ze z n a czn ie je sz c z e w ięk szą d o k ła d n o śc ią .2 kładąc przez to po raz pierwszy kres spekulacjom na t e m a t m a ­ łości atomów. Ale przecież fizyka współczesna mogła w y­ znaczyć ciężar atom ów nie jed n ą tylko. J a k w ynika z wartości liczby L oschm idta. już w n a j­ m niejszych dostrzegalnych przedm iotach codziennego u ż y t­ ku zawarte są niewyobrażalnie wielkie liczby atomów. pokryłyby ją równom ierną w arstw ą grubości około 100 m etrów. rozdz. lecz wieloma niezależnymi od siebie m etodam i. i wszystkie one. praw dopodobnie możliwy błąd i tu nie przekracza jednej tysiącznej podanej wartości. wówczas a to m y te. k tó ry w roku 1865 pierwszy w yzna­ czył w przybliżeniu bezwzględną wielkość a to m u . cilom wodoru. do wielkości ziarnka grochu. . że dzisiaj nauka z na wartość m asy atom u znacznie dokład­ niej i ze znacznie większym stopniem pewności. zawiera liczbę atom ów większą od liczby w szyst­ kich ludzi żyjących. rozdz. są nadzwyczaj dokładne. Najdrobniejsze ziarenko pyłku. jakie podaje fizyka współczesna. L V III P R O M IE N I E K A T O D O W E Prawie aż do końca X I X stulecia najlżejszy ze w szyst­ kich atom ów. w grani­ cach możliwych niewielkich błędów.3 Można by naw et powiedzieć. dały te same wartości. uważano jednocześnie za 1 Por. G dybyśm y mogli powiększyć każdy z atom ów powietrza. 2 Por. zaledwie widzialne gołym okiem.

Gdy elektryczność przechodzi przez rurkę szklaną. Przeszkody. następnie zaś badali je przede wszystkim 1 R u rk i ta k ie z o sta ły n a z w a n e ru rk am i G eisslera. Promienie katodow e pojaw iają się. że miejsce wejścia p rądu jest oto­ czone czerwonawym świeceniem. 1896 obwieścił o istnieniu cząstki m aterialnej. k tó r y je w y d o sk o n a lił. promienie katodowe. przeciwległej k a to ­ dzie. na cześć b a d a cza . istnienie tych najm niejszych. n a to m ia st pojaw iają się tzw. Przypuszczenie Lorentza po­ parte było na razie omówionym w jednym z dalszych roz­ działów zjawiskiem Zeemana (rozszczepienie m agnetyczne prążków widmowych). rzucają ostry cień na świecącą jasnozieloną barw ą ściankę szklaną. Promienie te mogą również wywoływać znaczne działanie cieplne. zorzą dodatnią. w której powietrze zostało rozrzedzone. tzw. stało się to pierw­ szorzędną sensacją naukow ą. która w m iarę zwiększania próżni odryw a się od k a to d y i rozsze­ rza się coraz bardziej na koszt zorzy dodatniej. przesu­ wając się jednocześnie ku anodzie. Promienie katodow e zostały w y k ry te przez P l i i c k e r a około r. mogą ją one do­ prowadzić do jasnego żarzenia. ja k to już znalazł F a ra d a y . ujem ­ nie naładow anych. fluorescencję) ścianki szklanej. wprowadzonej do w nętrza rurki. miejsce wyjścia n a to m ia s t niebieską „poświatą k a to d o w ą “ . Promienie katodowe 221 najm niejszą z istniejących w ogóle cząstkę materii.1 można zauważyć. 1860. staw iane na drodze promieni k a to d o ­ wych. gdy wywołam y wy­ ładowania elektryczne w silnie rozrzedzonych gazach. Gdy stopień rozrzedzenia jest ta k duży. gdy skupim y je na blaszce pla­ tynowej. cząstek stało się jednak zupełnie pewne dzięki bliższemu zbadaniu własności prom ieni k a ­ todowych. wywołujące zielone świecenie (tzw. niosącej ujem ny ładunek elem entarny i około dwu tysięcy razy lżejszy od ato m u wodoru. że ru rk a zawiera zaledwie koło jednej milionowej części swej normalnej ilości powietrza. Gdy więc L o r e n t z w r. wówczas zanika poświata katodow a. .

23. 1 P or.2 Opierając się na powyższych założeniach. 18 w z m ia n k ę o p rą d a ch k o n w e k c y jn y c h . jako prąd. ja k to się dzieje np. co rzucony poziomo kamień. że opisują one wówczas to ry tego samego kształtu. z kulą karabinow ą. jak zresztą i każde inne ciało. Mierząc odchylenia wiązki promieni katodow ych w polu elektrycznym i m agnetycznym . w ystrzelo­ n ą do n iezbyt oddalonego celu. zostają one tam wygięte w kształcie łuku paraboli. że promienie te składają się z szybko biegnących.222 Zasady fizyk i H i t t o r f i C r o o k e s . Pod sam k o n ie c X IX stulecia fizycy doszli do wniosku. o trz y m u je m y dwie zależ­ ności. które posiadają również pewną masę. Gdy do wiązki promieni katodow ych zbliżymy m agnes w ten sposób. na k tó ry działa siła przyciągania ziemi. że własności promieni katodow ych d ają się w ytłum aczyć w sposób bardzo prosty przez założenie. Jeżeli cząstki są n ała­ dowane elektrycznie. . cząstki katodow e m uszą. to znaczy. 2 P or. z któ ry c h m ożna w yznaczyć dwie wielkości. że cząstki w promieniach k a to d o ­ wych są naładow ane ujem nie. zostają odchylone w polu m agnetycz­ n y m . jeśli ruch ten jest bardzo szybki. Promienie katodow e ulegają również odchyleniu i w polu elektrycznym . rozdz. naładow anych elektrycz­ nie cząstek. c h a ra k ­ teryzujące promienie katodow e. J e d n ą z nich jest prędkość. m uszą one n a turalnie doznawać od­ chylenia w polu elektrycznym . P o ­ siadając bowiem masę. wówczas wychodząca z k a to d y ich wiązka zostaje zakrzywiona w ksz ta łt łuku kola. po­ dobnie. skądinąd jednakże w skutek swego ruchu stanow ią one rodzaj p rądu elektrycz­ nego1 i. by m agne­ tyczne linie sil były prostopadle do kierunku biegu pro­ mieni. poruszać się po liniach prostych. H itio rf w ykrył już również odchy­ lanie magnetyczne tych promieni. wówczas siła ciężkości nie wywiera n a ń dostrzegalnego wpływu. gdy nie są poddane żadnym dostrzegalnym wpływom ze­ w nętrznym . m ożna było również łatw o wywnioskować z kierunku zaobser­ wowanego odchylenia. w rozd z.

99. Późniejsze. zostały. HK. . pom iary dały na stosunek ty ch dwóch m as w a r­ tość 1838. Promienie katodowe 223 z ja k ą biegną cząstki. w ynika stą d n a ty c h ­ m iast. m ogą przenikać i na zewnątrz rurki przez cienkie okienko aluminiowe. ja k to się od razu nasuwa. przew yższającą około dwóch t y ­ sięcy razy stosunek elem entarnego ła d u n k u do m asy atom u wodoru. U jem ne cząstki m aterii.tueznego rozbijania atom ów . Mogą one w y ­ wierać nadzwyczaj mino działania biologiczne i odgryw ają ważną rolę w próbach H/. prędkość jest równa około 60. otrzym ano doświadczalnie wartość. drugą — stosunek ich ładunku do masy.000 kilometrów na sekundę. Napięcia elektryczne. Później. do kilku milionów woltów. przez stopniowe przezwyciężanie dużych trudności technicznych. w praw io­ ne w jej (ściankę. a więc od ilości woltów (jest ona propor­ cjonalna do pierw iastka kw adratow ego z ilości woltów). 1925 do kilkimet tysięcy woltów i wreszcie. powszechnie nazwane elektronami. czyli około jednej piątej prędkości światła. k tórych m asa jest tylekroć mniejsza od m asy najlżejszego atom u. bardziej dokładne.10'28 gramów. Co się tyczy stosunku ład u n k u do m asy. Jeżeli przyjm iem y. Masa elektronu wynosi. odpowiadająco takim napięciom. że ładunek cząstki katodowej jest dokładnie równy jed­ nem u ładunkow i elem entarnem u. przebiegają ono wówczas w zwykłym powietrzu drogi długości w idu m etrów. w ahały się od kilkuset woltów do kilkudziesięciu tysięcy woltów. 1897 J. Prędkość okazała się niezwykle wielka i zależna od napięcia na rurce. że m asa tej cząstki jest około dwóch tysięcy razy mniejsza od m asy atom u wodoru. poczynając od końca X I X stulecia. zgodnie z powie­ dzianym wyżej 8.000 woltów. T h o m s o n o w i i K a u f m a n n o - wi. poczynając od r. udało się dojść około r. J . Gdy napięcie wynosi 10. Prom ie­ nie.O. stosowane na przełomie wieków do rurek katodow ych. W yznaczenie tych wielkości powiodło się po raz pierwszy w r.

że ele k tro sk o p s to ją c y w p o ­ bliżu k a w a łk a ru d y u ran ow ej tra ci sw ój ła d u n ek . że p r e p a ra ty radioaktyw ne w yrzucają z siebie stale w postaci ta k zwanych prom ieni bela (fi) roje elektronów o prędkościach. 1898. które. Curie- S k ło d o w sk iej d op iero z n a cz n ie p ó źn iej (r. stwierdzili. P io tr C u r i e i Maria C u r i e . że źródłem promieniowania. w y­ syłanym przez substancje. 1 P or. wów­ czas jeszcze nieznanego. są przede wszystkim związki jakiegoś. 3 Co praw da oL rzym anie radu m e ta lic z n e g o u d a ło się p.S k ł o d o w s k a . 1 O ty m . Są one zaw arte w promieniowaniu. . zależy tylko od jego te m p e ra tu ry . 1903.224 Zasady fizyki o czym będziemy jeszcze mówić dokładnie w dalszych rozdziałach. k tóra stanowi zatem górną granicę możliwych prędkości elektronów . rozd z. 1896 B e c q u e r e l w ykrył mianowicie. p a trz r o zd zia ł 75. zwane promieniotwórczymi.4 Najszybsze znane promienie fi odpow iadają napięciu 4 mi­ lionów woltów.2 Dwa lata później w r. Liczba elektronów. są wysyłane przez ciała rozżarzone. wynoszących od 3 0 % aż do 99. wysyłanych w tych w arunkach przez pewne określone ciało. że ru d y uranowe be i żadnych oddziaływań zewnętrznych stale wysyłają promienie. które mogą zaczerniać płytę fotograficzną n a ­ wet poprzez osłonę nieprzezroczystą oraz w yw ołują (przez jonizację) przewodnictwo powietrza. m etalu. udało się im istotnie oddzielić te związki i w ykryć w ten sposób rad. 2 U ja w n ia się on o w te n sp o só b .8% prędkości światła.3 Bliższe badania w ykazały.1 Prócz takich sztucznie wytw orzonych promieni elektro­ nowych fizyka zna również promienie „ n a tu ra ln e “ o bardzo wielkiej szybkości. Do promieni katodow ych należy również zaliczyć roz­ p a try w a n e już poprzednio w związku z wzmacniaczami lam powym i roje elektronów. jak ró w n ież o w zro ście m a sy . W r. wysyłanego przez ru d y uranowe. 65. 1910). jak to w ykrył B i c h a r d - s o n w r.

J a k w y k a z u ją obserwacje. lub jeszcze lepiej przez m ikroskop. skąd należy wnioskować. p o k ry tą siarczkiem cynku. niż promienie /?. w y r z u c a n e p rzez a to m y su b sta n c ji p ro m ie­ n io tw ó rczej. N a cy fra ch zegark a sa m o ­ św iecą ceg o c z ą stk i.3 nasuwa 1 Oko m u si p rzed tem n a tu r a ln ie n a le ż y c ie w y p o c z ą ć w c ie m n o ­ ści. k tó ry m po k ry te są cyfry i wskazówki samoświecącego zegarka. złożony z licznych drobniutkich. u d erzają w k r y sz ta łk i m a s y św ie c ą c e j. W idzim y mianowicie wówczas cudowny m iniaturow y fajerwerk. że m asa składających je cząstek jest znacznie większa od m asy elektronów. p re p a ra ty promieniotwórcze wysyłają je d n a k pon a d to również i takie promienie. L IX P R O M I E N I E A L FA Ktokolwiek spojrzy w ciemności na cyfry jakiegoś ze zwykłych samoświecących zegarków przez dobrą lupę. pozornie przenikających się nawzajem . gdyż zjawisko to jest wywoływane przez substancje promieniotwórcze. przebiegającym we w nętrzu jednego tylko atom u. drob­ niutkie błyski świetlne. b y je g o w ra żliw o ść d o sta te c z n ie w zro sła . Zasady fizyki 15 . że niosą one ład u n k i dodatnie. zauw ażym y na niej. 2 O d ch y len ie je s t n a tu r a ln ie ty m w ięk sze . 3 S c in tilla z n a c z y po ła c in ie iskra. im lże jsz a je s t c z ą stk a . Odchylenie ty ch ta k zwa­ nych prom ieni alfa (a) jest o wiele słabsze.1 każdy zaś z ty ch drobnych błysków niesie wieść o pew nym pro­ cesie. n a k tó rą d zia ła p o le. które w polu m agnetycznym zostają odchylone w kierunku przeciwnym. może z łatwością uzyskać bezpośrednie doświadczalne potwierdzenie atomistycznej teorii m aterii. niż promieni /?. że pierwiastki promieniotwórcze stale w ysyłają elektrony w postaci ta k zwanych promieni/3. iskierek. ta k . ja k to już było wyżej opisane. t a k zwane scyntylacje. domieszane w bardzo nieznacznych ilościach do siarczku cynku. wobec czego należy uważać.2 Jeśli w bezpośredniej bliskości p re p a ra tu promienio­ twórczego umieścimy płytkę. W spom inaliśm y już.

W przyrodzie w ystępuje jed n a k rzeczywiście pier­ . w postaci 1. niż dla zjonizowanego atom u wodoru w w y p a d k u elektrolizy. ołowianą).220 Zasady fizyk i się od razu pogląd. niż p ręd­ kość promieni /?). ile cząstek a wysyła p r e p a r a t w ciągu jednej m in u ty czy sekundy. niż ładunek jonu wodoru). Z n a ­ leziono. że prep a ra t. w ciągu jednej m in u ty . licząc błyski świetlne. zawierający jeden miligram rad u (np. Mierząc odchylenie cząstek a w polach elektrycznym i m agnetycznym . podobnie ja k się to czyni w w ypad ku promieni katodow ych lub /?. że k a ż d y błysk świetlny jest wyw ołany przez uderzenie jednej cząstki alfa.2 miliona cząstek a. że prędkość cząstek a wynosi od 5 % do 7% prędkości światła (a więc jest znacznie mniejsza. zaopatrzoną w m aleńki otworek. nie- przenikliwą dla promieni a (np. w ynik ten ma duże znaczenie teoretyczne. dostrzeżone np. masa cząstki a musi być czterokrotnie większa od m asy ato m u wodoru. w y­ rzucanych przez p re p a ra t promieniotwórczy. m ożem y oczywiście wyznaczyć ich p ręd ­ kość oraz stosunek ich ła d u n k u do m asy.314 m iligrama chlorku radu) w ysyła w ciągu sekundy 37. Na tej drodze znaleziono. W ten sposób znaleziono. stosunek zaś ładunku do m asy jest dla nich dwa razy m niejszy. m ożna było łatwo wyznaczyć również i ładunek jednej cząstki «. m ożem y łatwo obliczyć. że dodatni ładunek jednej cząstki a wynosi dokładnie dwa elem entarne k w a n ty elektryczno­ ści. która by przejmow ała dodatni ła ­ dunek b om bardujących ją cząstek i następnie zmierzyć po pew nym czasie ładunek. W ty m celu należało tylko umieścić w pobliżu odpowiednio przesłoniętego p re p a ­ r a tu m etalow ą płytkę. W tym celu umieszczamy tu ż przed p re p a ra te m przesłonę. przez nią uzyskany. Ponieważ ładunek czą­ stek okazał się rów ny dwu k w antom elem entarnym (a więc dw ukrotnie większy. Scyntylacje um oż­ liwiają wobec tego bezpośrednie liczenie cząstek a. Gdy poznano już tę liczbę.

rów ny dwu e lem entar­ ny m kw an to m elektryczności. . a w r eszcie w p e w ­ n y c h m in era ła ch i źród łach . R u t h e r f o r d potrafi! następnie n a w e t w ykazać bez­ pośrednio. 4 W r z e c z y w isto śc i w y tw a r z a się c z te r o k r o tn ie w ięc e j h elu . Umieszczał on p r e p a r a t prom ieniotwórczy w rurce szklanej o bardzo cienkich ściankach.042 m ilim etra sześciennego. 3 U d o w o d n io n o to p r z y p o m o cy sp e k tro sk o p u . Jeszcze na dziesięć lat przed tymi pracam i zjawisko takie byłoby nie do p o m y ­ ślenia dla przeważającej większości chemików. p ó źn iej d op iero w a tm o sfe r ze ziem sk ie j. wynosi ona 0. Można było zmierzyć bezpośrednio ilość helu. promienie a mogły z łatwością przenikać przez te ścianki. J e d n ak ż e do d a tn i ład u n e k cząstek a. k tó re tra ci o k reślo n ą ilo ść ła ­ du n k u u je m n eg o . jest to mianowicie ciało gazowe. niż a to m y norm alne. ja k np.4 O pierając się na wartości 1 H el z o sta ł po raz p ie r w sz y w y k r y ty w a tm o sfe rz e sło ń ca m e to d ą a n a liz y w id m o w e j (stą d Leż p o ch o d zi n a zw a : h elio s = sło ń ce). 2 C iało e le k tr y c z n ie o b o ję tn e . do napełniania sterowców. hel. w r. 1903 R a m s a y i S o d d y potrafili po­ kazać. narzucał wniosek. w y tw a ­ rzaną przez 1 miligram radu w ciągu jednego roku. Po pewnym czasie można było stwierdzić spektroskopowo występow anie helu w szer­ szej rurce. rad i tor. posiadające o dwa elektrony m niej.1 Nasuwało się zatem p rzy p u ­ szczenie. Prom ienie alfa 227 w iastek chemiczny. j a k wiadomo. mogą w ywiązywać hel.3 W ten sposób po raz pierwszy stw ier­ dzono powstawanie pewnego znanego ju ż poprzednio pierw iastka z innego pierwiastka.2 Istotnie. 7. by mogły przepuszczać cząstki a. k tó rą następnie zatapiał. Tę cie­ n iu tk ą rurkę szklaną umieszczano w drugim szklanym naczyniu. elektrycznie obojętne. że cząstki a są identyczne z atom am i helu. że są to a to m y helu. którego. że ciała promieniotwórcze. używane. tej ilo ści je d n a k ty lk o jed n a czw a r ta p rzy p a d a na sa m rad . że z cząstek a tw orzy się hel. z y sk u je p rzez to Laki sa m ła d u n e k d o d a tn i. którego ścianki były ju ż je d n a k z b y t grube. ciężar atom ow y wynosi cztery.

T e w ła śn ie n a ła d o w a n e e le k tr y c z ­ n ie c z ą stk i sta ją się o śro d k a m i k o n d e n sa c ji k ro p elek m g ły . Liczba ta pokryw a się prawie dokładnie z przytoczoną poprzednio liczbą. J e d e n miligram radu w y­ tw arza zatem ta k ą liczbę atom ów helu w ciągu roku. LX J Ą D R O ATOM OW E Od daw na już a tom istycy dążyli usilnie do tego. R. W i l s o ­ n o w i udało się osiągnąć ten cel w zadziwiająco piękny sposób przez uzyskanie fotografii torów pojedynczych cząstek a. 4 5 . C. w której w y ­ tw arzał parę przesyconą. T.228 Zasady fizyk i stałej L oschm idta i znanej gęstości oraz ciężarze ato m o ­ wym helu. rad B i rad C). dzięki swemu ładunkow i elektrycznem u.) . (U w . k tó re tw o rzą w y r a ź n y ślad to ru c z ą stk i a. m ożna łatwo obliczyć. Umieścił on zatem m aleńki p r e p a r a t radow y w przezroczystej skrzynce. że te 0. Wilson w ykorzystał fakt. aby uzyskać widzialność procesów atom ow ych. tł. W yrzucane przez p r e p a r a t czą­ s tk i a wywołują. z ło ż o n y z u je m n y c h e le k tr o n ó w i d o d a tn io n a ła d o w a n y c h jo n ó w a to m o w y c h . w y­ syłanych przez 1 m iligram radu w ciągu jednej sekundy. c z ą stk i a w y w ie r a ją b . o trz y m a n ą przez bezpośrednie liczenie cząstek a. układających się w cieniutkie pa­ semka mgły. a m ia n o w ic ie w y r z u c a ją z n ich e le k tr o n y . 2 D z ię k i n ie sio n y m p rzez sieb ie ła d u n k o m e le k tr y c z n y m .2 Wilson potrafił uzyskać fotografie ty ch p o z o sta łe za ś tr z y czw a r te n a p r o d u k ty ro zp a d u rad u (rad A. Dobrą zgodność obydw u tych liczb m usim y naturalnie uważać za świetne potwierdzenie poglądów atom istycz- nych. że w przesyconej parze w odnej1 kropelki cieczy tw orzą się na naładow a­ n ych elektrycznie cząstkach. tworzenie się kropelek. p rzez c o n a d rod ze c z ą stk i a tw o r z y się śla d . siln e d z ia ła n ia n a m ija n e p rzez się a to m y . albo też około 36 milionów w ciągu sekundy. ro zd z. 1 Co do p o jęcia p a ry p r z esy co n ej por.042 m m 3 zawierają 1150 bilionów atom ów helu.

T o ry cząstek 7 sfotografowane m etoda Wilsona. Ją d ro atomowe 229 pasem ek. to ry cząstek a są prostoliniowe i w pewnym miejscu u ry w a ją się nagle. pom im o swego ład unku dodatniego. że każda z nich prze­ chodzi poprzez wiele tysięcy atom ów . Cząstki a przebiegają w zwykłym powie­ trzu drogę kilku cen­ tym etrów . 65. 17. chodzić przez a to m y bez żadnej zm iany k ierunku i że jedynie w w y ją tk o ­ wych w y p a d k a c h jakaś bardzo wielka siła odchylająca w y trą c a ją z jej pierwotnego kierunku biegu. Na podstaw ie zdjęć wil­ sonowskich powstał zatem pogląd. rozd z. skąd m u ­ simy wnioskować.2 w stosunku odw rotnym do k w a d ra tu odle­ 1 Za p o m o c ą a p a ra tu ry . otrz y m u ją c w ten sposób obrazy torów poje­ dynczych cząstek a (rys. 65)-1 J a k w y k a z u ją zdjęcia wilsonowskie. 2 P or. Ponieważ siły elektryczne bardzo szybko rosną w m iarę zmniejszania się odległości działających na siebie ładunków (mianowicie. C z ą s t k a CL może prze. że na ogół. jednakże w wielu w y­ p a d k a c h tu ż przed końcem toru widzimy ostre jego zagięcie pod znacznym kątem . . ja k już widzieliśmy przy om aw ianiu praw a Goulomba. o b m y ślo n e j p rzez fiz y k a ja p o ń sk ieg o S h im izu . Rys. m o żn a ró w n ież u z y sk a ć w id z ia ln o ść to ró w c z ą ste k o b ezp o śred n io d la ok a ob serw a to ra .

o średnicy w yno­ szącej mniej więcej pół m etra. Modele niewielkich owoców. Różnorodne obserwacje prow adzą do wniosku. w k tó ry m jądro gra rolę słońca. do którego doszliśmy w ten sposób. że ją d ra atom ow e posiadają średnice rzędu 10"13 cm. k tóre go p o tw ie r d z iły . narzuca się in te rp re ta c ja zdjęć wilsonowskich w tym sensie.230 Zasady fizyki głości). że każdy a to m posiada pewne dodatnio nała­ dowane jądro. by atom mógł istnieć trwale. został p o dany w r. rosnące na ziemi. że do d atn i ładunek ją d ra jest skom pensow any przez elektrony. Ujemnie naładow ane elektrony podlegają na tu ra ln ie p rzy ­ ciąganiu elektrycznem u ze stro n y dodatniego ją d ra . iż m ożna byłoby odŁworzyć na nim we właściwej skali naw et wszystkie drzewa owocowe. ja k np. P rzypuśćm y teraz. W yobraźm y sobie globus.otaczające jądro. n a to m ia st a to m y — średnice rzędu 10'8 cm. jakie 1 M odel a to m u R u th e r fo rd a je s t n ie c o w c z e śn ie jsz y od w y n ik ó w W ilso n a . taki. m usim y w dalszym ciągu przyjąć. gdyż wówczas przyciąganiu przeciwstawia się działająca na elektrony siła odśrodkowa. wypełniające dro b n ą jedynie część całej objętości atom u. przyciąganie to m usi być oczy­ wiście w jakiś sposób zrównoważone. jakiego używ am y do zajęć szkolnych. wiśni. że potrafilibyśm y wykonać Len globus tak nadzwyczaj pre­ cyzyjnie i dokładnie. Zrównoważenie takie najłatw iej może zostać spowodowane przez szybki ruch obiegowy elektronów. lecz dopiero modele najdrobniejszych ziarenek pyłu. które norm alnie są n a zew nątrz elektrycznie obojętne. Model atom u. Jeżeli jednakże przypisujem y dodatnie ją d ra atom om . 1 m ożna według niego przyrów nać a to m do maleńkiego układu planetarnego. Rędziem y może mogli uzyskać pewne wyobrażenie o małości atom ów przez n a ­ stępujące porównanie. 1911 przez R u t h e r f o r d a . . otaczających jądro. m ia ły b y wówczas wielkość rzeczywistych atom ów.

). Szybko rozwijająca się przede w szystkim dzięki zasto­ sowaniom lekarskim technika rentgenow ska posługiwała się w ciągu wielu la t wyłącznie lam pam i gazowymi. W czasie pierwszych swych. ro zd z. 2 W k a ż d y m g a z ie zn a jd u je się z a w sze p ew n a ilo ść jo n ó w . (U w . LXI P R O M I E N I E R Ö N T G E NA W r. n a k tó ry tra fia ją promienie katodow e. W ykazał on mianowicie. k tó re p o d trzy m u ją w y ła d o w a n ie . raczej przypadkow ych. zo­ stały stworzone przez wprowadzenie do w nętrza r u ry do w yładow ań „ a n ty k a to d y “ z tru d n o topliwego m etalu. ja k w ia d o m o . które m ogą przenikać poprzez różne ciała nieprzezroczyste. m iałyby w tym nie­ słychanym pomniejszeniu wielkość rzeczywistych jąder atom ow ych. tł. w k tórych ciśnienie wynosiło mniej więcej od 1/200 do 1/20 m m słupa rtęci. jo n y te w y sta r c z a ją do ro zp o częcia w y ła d o w a n ia w la m p ie. że te now oodkryte promienie w ychodzą ze szklanej ścianki zwykłej rurki do wyładow ań.1 W lam pach ty c h promienie katodow e w ytw arzane są przez bom bardow anie k a to d y strum ieniem pędzących ku niej d odatnich jonów gazowych. na an ty k a to d zie tej skupiano promienie katodowe. 1895 powiodło się R ö n t g e n o w i dokonać odkrycia przełomowego nie tylko dla samej fizyki. lecz i dla wielu zbliżonych do niej gałęzi nauki. obserwacyj R öntgen za­ uważył. . Pierwsze lam py rentgenowskie. u s ta ­ wianej na w p ro st k a to d y . nadające się do u ż y tk u praktycznego. że przedm iot. Promienie R entgena 231 można jeszcze dostrzec gołym okiem. W y b ie g a ją c e z k a to d y p ro ­ m ien ie k a to d o w e w y tw a r z a ją z k o le i n a sw ej d ro d ze lic z n e d a lsze jo n y . w y ­ tw o r z o n y c h p rzez d z ia ła n ie p ro m ien i k o sm ic z n y c h (por.2 U jem ną cechę tych 1 N o rm a ln em u ciśn ie n iu p o w ie tr za o d p o w ia d a .. za­ czyna sam w ysyłać pewne promienie. 66) i z a n ie c z y sz c z e ń p r o m ien io tw ó r cz y c h . 760 m m słu p a r tę c i.

pozbawioną gazu.2 w ym agały one wów­ czas specjalnej „regeneracji“ . g d y ż p rzech o d zą o n e p o p rzez k o ści. a zatem i natężenie w y tw arzanych promieni R ontgena. że m ożna do niej stosować b a r ­ dzo wysokie napięcia (sięgające n a w e t mniej więcej pół m i­ liona woltów). w ytw a rz an y c h przez nie promieni R ontgena zależała od ciśnienia gazu i że w skutek tego p rzy dłuższym użyciu (prawdopodobnie dzięki zja­ wisku tzw. że zdolność przeni­ kania. Przez wzm acnianie lub osłabianie p rą d u grzejącego. k tó ry rozżarza drucik. a zatem. pomimo. tł. w ysyłane przez rozżarzony drucik. m ożna dobierać zupełnie niezależnie od natężenia. adsorpcji1) lam p y staw ały się z b y t tw arde. również w y k onana z wolframu. przestając nadaw ać się do u ż y tk u . ja k również i do badania materiałów. zmie­ niając napięcie. potrzebne do pew nych celów t e r a ­ peutycznych. Gdy więc w r. czyli ta k zwana tw ardość. m ożna bowiem regulować liczbę w ysyłanych elektronów. g d y ż z o sta je o n o p o c h ło n ię te ju ż przez m ięśn ie. naprzeciw której znajduje się a n ty k a to d a . (U w . 1913 udało się fizykowi am erykańskiem u C o o l i d g e ’o w i stw orzyć lam pę rentgenow ską wysoko- próżniową.232 Zasady fizyki lamp stanowiło przede w szystkim to. n a le ż y u n ik a ć je d n a k ró w n ież i z b y t m ięk k ieg o p ro m ie n io w a n ia . i otrzym yw ać w ten sposób bardzo tw arde promienie R ontgena. Dalsza zaleta lam py odgazowanej polega na ty m . gdy n a to m ia s t tw ardość promieni. iż było to z różnych względów bardzo pożądane. W lam pach odgazow anych k a to d a składa się zwykle z żarzonej spirali wolframowej. Przede wszystkim jednak w lam pach gazowych nie m ożna było zmieniać niezależnie od siebie twardości i natężenia promieni rentgenowskich. praktycznie biorąc. ozna­ czało to przełomowy kro k naprzód w technice rentgenow ­ skiej. W lam ­ 1 A d so rp cja p olega na o sa d za n iu się c z ą ste c z e k g a zu n a śc ia n ­ k a ch n a c z y n ia . .) 2 Z b y t tw a rd e p ro m ien ie d a ją n ie o str e zd jęc ia r e n tg e n o w sk ie. przyłożone do lam py. w której promienie R o n tg e n a były w ytw arzane jedynie przez elektrony.

. aby działało ono jako punktow e źródło promieniowania. gdyż wówczas ona z kolei sta ła b y się również źródłem elektro­ nów. zwiększa się możliwie najbardziej natężenie promieni. a po prostu kryształów. służących do celów diagnozy lekarskiej. a więc prze­ de w szystkim siatek dyfrakcyjnych. Laue 1 N a w e t w n a jle p sz y c h la m p a c h z a le d w ie je d e n p r o c e n t en erg ii p ro m ien i k a to d o w y c h p rzek szta łc a się w en erg ię p r o m ien io w a n ia ren tg en o w sk ieg o . P oczynając już od połowy X I X stulecia. A n ty k a to d ę chłodzi się stale wodą. jednakże spraw a fizycznej n a tu r y promieni rentgenowskich pozostawała długo jeszcze niewyjaśniona. 1912 L a u e w padł na ge­ nialny pomysł zastosowania do ugięcia promieni R ontgena nie sztucznych siatek. zapobiegam y w ten sposób jej roz­ żarzeniu się pod wpływem uderzeń elektronów.1 Chociaż technika rentgenow ska rozwinęła się bardzo szybko do wysokiego poziomu. J e d n ak ż e w r. długość fali promieni R o ntgena m usi być około dziesięciu tysięcy razy m niejsza od długości fali promieni widzialnych. nieprzenikliwą w arstw ą m etalu. używ anych w optyce. że pro­ mienie R o ntgena są nadzwyczaj krótkim i falam i clcklro- m agnelycznym i. tak. nadaje się wówczas możliwie małe w ym iary. konieczny dla o trzym ania zdjęć. że o ile przypuszczenie to jest słuszne. Na razie więc musiało się wydaw ać. że wszelkie p róby otrzym ania zjawisk interferencji lub ugięcia promieni R o n tg e n a p rzy zastosowaniu środków. lecz rozm aite rozw ażania w skazyw ały rów­ nież. że promienie m ogą z nich wychodzić tylko w jednym określonym m iejscu. Fizycy przypuszczali co praw da. m ineralodzy zaczęli uważać iż przyczyna prawidłowości kształtu kryształów leży w p r a ­ widłowym uporządkow aniu atom ów w ich w nętrzu. Promienie KOntgena 233 pach. w k tó ry m elektrony skupiają się na antykatodzie. Nowoczesne lam py rentgenowskie są zwykle całko­ wicie otoczone grubą. dąży się przede w szystkim do o trzym ania ostrych obrazów. A by skrócić czas naświetlania. są pozbawione wido­ ków powodzenia. Ogni­ sku.

niż działanie siatki optycznej. na której w ystąpiły g rupy czarnych plam ek. że kryształ powinien oddziaływać na bardzo krótkie fale elektrom agnetyczne tak. z „fotogramów L auego“ można było rów­ nież wyciągnąć wnioski co do budow y kryształów oraz w y­ liczyć długość fali ugiętych promieni rentgenowskich. co p raw d a działanie jego jest znacznie b a r ­ dziej skomplikowane. 66). rozłożone prawidłowo i sy m etrycz­ nie (por. że długości fal promieni R ontgena są . p u n k ty . ja k siatka dyfrakcyjna. 66. Stanowiło to nie tylko bezpośredni do­ wód doświadczalny analogicznej do światła n a tu r y promieni R ontgena. odpow iadające szczelinom siatki optycznej. U ginanie wiązki prom ieni R ontgena w krysztale blendy cynkowej. Gdy Laue i jego współpracownicy skierowali w odpo­ wiednich w a ru n k a ch doświadczalnych wiązkę promieni r e n t­ genowskich na kryształ. są w siatce krystalicznej uporządkow ane przestrzennie. O ka­ zało się wówczas. rys. gdyż Rys. za k tó ry m ustawili kliszę fotogra­ ficzną. otrzym ali oni istotnie fotografię.234 Zasady fizyk i wywnioskował stąd.

05 do 10 A (jeden Ang- stróm wynosi 10'8 cm. 2). na foto­ grafii pojaw iają się cienie kości i organów w ew nętrznych. jak również i znajdujących się w organizmie ciał obcych. rozdz. Załam anie to jest zresztą bardzo małe. Do celów diagnozy rentgenowskiej stosuje się zwykle napięcia od 30. np. co odpo­ w iada już obszarowi nadfioletu. tak. prze­ świetlić je bezpośrednio. por. Promienie R ontgena stosuje się w m edycynie również . gdy prześwietlam y ciało ty m i promieniami. P rz y pom ocy promieni R o n t­ gena m ożem y zresztą również. Promienie Rontgena rzeczywiście rzędu wielkości kilku sturnilionowych części m ilim etra (10‘9 cm). które świecą w ciemności. Tożsamość isto ty promieni R o ntgena i promieni świetl­ nych została stwierdzona również przez bezpośrednie obser­ wacje nad załam aniem promieni rentgenowskich. szczególnie silnie po­ chłaniają promienie R ontgena i dlatego d a ją n a zdjęciach rentgenowskich silne cienie. U żyw any w p raktyce obszar długości fal rozciąga się mniej więcej od 0. im wyższy jest ich ciężar atom ow y. że pow stają na nich również cienie prześwietlanych przedm iotów. im tw ardsze są promienie. wypełnia się je silnie pochłaniającym i „środkam i k o n tra s to w y m i“ .000 do 100. b adający promienie Rontgena. gdy p a d a ją na nie promienie R ontgena. ty m m niej­ sza jest długość fali. jednakże fizycy. Pierw iastki chemiczne tym silniej pochłaniają promienie Rontgena. spółczynnik zaś załam ania promieni R o ntgena okazał się mniejszy od jedności zaledwie o mniej więcej je d n ą milionową. Ołów i b iz m u t np. Opiera się ona na ty m . że różne części ciała niejedna­ kowo silnie pochłaniają promienie R ontgena i że w skutek tego. nie fotografując ciała. W śród zastosowań p rak ty c zn y c h promieni R ontgena najw ażniejszą rolę odgrywa lekarska diagnoza rentgenow­ ska. A by wyraźnie uwidocznić organy wewnętrzne. w t y m celu stosuje się e k ra n y fluoryzujące. dochodzące aż do 1000 A.000 woltów. ż o łą d e k —-siarczanem baru. zdołali otrzym ać znacznie jeszcze dłuższe fale.

napięcia wewnętrzne). w k tó ry c h ju ż drobne w a d y m ogłyby spo­ wodować fatalne skutki. przeprow adza się również badania subtelnej budowy m ateriałów za pom ocą fotogram ów Lauego. Prześwietleniu rentgenowskiem u poddaje się również i gotowe w yroby wysokiej jakości. do ich w ytw arzania w y starczają już napięcia rzędu około 10. mogących istnieć n a w e t wówczas. t a k zw anych prom ieni granicznych. k tó ry c h długości fali leżą pom iędzy 1 i 2 A. L X II W ID M A R E N T G E N O W S K I E W dziesięć l a t po odkryciu promieni R o ntgen a powiodło się niespodziewanie R a r k i i w r. ja k np. ujaw nia się przez zniekształ­ cenie i skrzywienie odpowiednich prążków na fotogramie.000 do 300. gdy skład chemiczny i m etalograficzny tw orzyw a jest bez zarzutu (np. m ożem y zbadać w arstw ę żelaza lub stali grubości do mniej więcej 10 cm. części samolotów lub izolatory elektryczne.000 woltów. do terapii po­ wierzchniowej używ a się n a to m ia s t promieni bardzo mięk­ kich. takie ja k np. prom ieniow ania charakterystycznego pierwiastków . do 8 cm mosiądzu i aż do 50 cm glinu. wiele braków tworzyw a.236 Zasady fizyki i do celów terapeutyczny cli. W spom nim y tu jeszcze o b adaniu autentyczności i historii pow stania obrazów olejnych oraz prawdziwości banknotów i drogich kamieni. 1905 w y k ry ć istnienie tzw. 1925. W przeciwieństwie do ty c h b a d a ń budow y ciał „z gru b ­ sza“ . Rozporządzając napięciam i od 200. dziury w odlewie lub pęknięcia. Do głębokiej terapii stosuje się napięcia rzędu kilkuset tysięcy woltów. P oczynając mniej więcej od r. Gdy prześw ietlam y k a ­ wałki m eta lu prom ieniam i R ontgena. bardzo ważne zastosowanie prak ty c zn e uzyskała technika rentgenowska w dziedzinie badania materiałów.000 woltów i stosując jednogodzinne naświe­ tlanie. ujaw n ia ją się przez słabsze pochłanianie wszelkie ich wewnętrzne wady.

1913 M o s e l e y ’o w i. Moseley dokonał nadzwyczaj ważnego od­ krycia. wśród promieni ty ch przew ażają takie. podobnie ja k to się czyni ze światłem w idzialnym za pom ocą stosowanej w o p ty ­ ce siatki dyfrakcyjnej. Moseley znalazł dalej. jeszcze bardziej zaś miękkie składają się na serie M i N. ż ew jego . W r. Liczba prążków r e n t­ genowskich pierw iastka chemicznego leży pom iędzy 10 i 40. ja k w ykrył Barkla. również i w idm a rentgenowskie składają się z sze­ regu c h a ra k te ry sty c z n y c h prążków. udało się następnie przez zastosowanie powoli obracanego kryształu rozszczepić chara k te ry sty c z n e pro ­ mieniowanie w widmo rentgenowskie. W ystępuje więc tu ta j analogia z optycznym i p rążkam i widm owym i. tw ardsze „promieniowanie K “ i miększe „pro­ mieniowanie L “ . czyli. k tó ry oparł się na odkryciu Lauego. K ażde ciało. w ysyłanym przez pierwiastki chemiczne. podobnie. że tw ardość prom ieniow ania c harakterystycznego rośnie wraz z ciężarem atom ow ym . ja k m ów im y obecnie. i rozróżnił w promieniowaniu. że pierw iastki d a ją się uporządkow ać według swych widm rentgenowskich w pewien „szereg naturalny“] prążki rentgenowskie przesuwają się z najw iększą prawidłowością w m iarę przechodzenia od jednego pierw iastka w szeregu do następnego. B arkla stwierdził już również. z k tó ry c h o statnia została zresztą w y k ry ta dopiero po śmierci Moseley’a. wysyła samo również promienie rentgenowskie. n a k tóre p a d a ją szybkie elek­ tro n y lub też promienie R óntgena. k tó ry c h twardość. p rzy czym. miększa grupa — serię L. Można było w ten sposób sfotogra­ fować w idm a rentgenowskie pierwiastków chemicznych. stanowi c h a ra k te ­ rystyczną właściwość atom ów danego ciała. ja k fotografujem y optyczne w idm a prążko­ we. każda luka ujaw nia się p rzy ty m n a ty c h ­ m iast przez z b y t wielki skok. najtw ardsze prążki (a więc prążki o najmniejszej dłu­ gości fali) tw orzą serię K (promieniowanie K Barkli). P orów nyw ając ze sobą w idm a rentgenowskie rozm aitych pierwiastków. długość fali. Widma rentgenowskie 237 chemicznych.

2 Obejmuje 1 M osiądz j e s l o d p o rn ie jsz y na o g rzew a n ie.23S Zasady fizyki szeregu ciężar atomowy. o d p o w ia d a ją c e p rzerw om . Znaleziony przez Moseley’a n a tu r a ln y szereg pierwiast­ ków chemicznych jest przytoczony w tablicy l . 68. p o c zyna­ jąc od w apnia aż do cynku. iż w szeregu ty m kobalt. na ogól biorąc. w zrasta w miarę przesuwania się wzdłuż szeregu. .1 k tó ry istotnie daje prążki zarówno miedzi. po­ przedza nikiel (58. W skazuje n a to w yraź­ nie rys. je d n a k wzrost ten nie od­ bywa się w t a k ściśle praw idłow y sposób. przerw a n a d ru ­ gim miejscu odpowiada skandowi. Z am iast cy n ­ ku Moseley użył ze wzglę- R ys.tw /n w h c tn n n pierw iastków (w edług M oseley^).64). czyli m osiądzu. przedstaw iającym serię L szeregu nastę p u jąc y c h po sobie pierwiastków. 67.94). rysu n e k te n p rz e d - staw ia serię K szeregu nastę p u jąc y c h po sobie pierwiastków . Stopniowe. regularne przesuwanie się prążków w kie­ ru n k u m alejących długości fal jest również bardzo pięknie widoczne na rys. ja k przesuwanie się prążków. zaczerpnięty z prac y samego Mose- ley’a. ja k cynku. 2 B ezp o śred n ie p o m ia r y w id m r e n tg e n o w sk ic h . pomimo swego większego ciężaru atomowego (58. J u ż Moseley zauważył również. p o c z y n a ją c ju ż od so d u (N r 11) aż do k o ń c a (N r 9 2 ). U O yY p i C Z Il^ C ii S L O p U miedzi z cynkiem . n iż c y n k . przerwa odpowiada rtęci. u m o ż liw iły M o se ley ’ow i u sta le n ie szeregu n a tu ra ln eg o . o tr z y m y w a n y c h za p o m o cą k r y sz ta łó w . od złota aż do biz­ m u tu . P o c z ą te k szeregu . 67. ja k ró w n ież m ie jsc a . Serią K szeregu następujących po sobie r liW n r n li.

(U w . rozd z. o tr zy m a n eg o sz tu c z n ie p rzez b o m b a r d o w a n ie u ran u n e u tr o ­ n a m i (por. dalej argon i po­ tas (Nr 18 i 19). tł. ren (Nr 75) i illinium (Nr. b. p o z w o liły p rze śle d z ić z m ia n y w id m . m azurium (Nr 43). W idma rentgenowskie 239 on 92 pierwiastki. istniało jeszcze 6 luk. lecz odtąd zdołano już w y­ kryć cztery dalsze pierwiastki: hafnium (Nr 72). . zachow ują się kobalt i nikiel. d o k o ­ n a n e n a p o g ra n iczu p o m ię d z y p r o m ie n ia m i n a d fio łk o w y m i i r e n t­ g en o w sk im i. p o c z y n a ją c od sod u w ste c z aż do h elu . na 85 i 87 miejscu.2 W czasie. Niekiedy pier­ w iastek o wyższym ciężarze atom ow ym poprzedza pier- 7 t>2 /!. gdy Moseley przeprowadzał swe b a ­ dania.1 p rzy czym według dzisiejszego sta n u badań z n a jd u ją się w nim najwyżej dwie luki. Au Tl Pb Bi Rys. w iastek o ciężarze niższym. w ten sposób. F er m i o b w ie ścił w y k r y c ie p ie r w ia stk a N r 93. tellur i jod (Nr 52 i 53 )i praw dopodobnie również tor i p r o ta k ty n (Nr 90 i 91). 1 W k w ietn iu r. P ó ź n ie jsz e p o m ia r y . 61). ja k już wspom i­ naliśmy.) 2 O g łoszon e w roku 1932 o d k r y c ie p ie rw ia stk ó w N r 85 i 87 (k tó ry m d a n o n a z w y a la b a m iu m i w irg in iu m ) nie je s t je sz c ze ca łk iem p ew n e. 66). o p iera ją c się na cięż a ra ch a to m o w y c h i na p e r io d y c z n y m u k ła d zie p ie r w ia stk ó w . a. Seria L szeregu następujących po sobie pierw iastków (w edług Frim ana i Siegbahna). M oseley w y z n a c z y ł. 68.

W innych w y p a d k a c h ciężar atom ow y przekracza podw ójną liczbę porządkow ą. krzem u i siarki.8. Ciężar ato- . tlenu. węgla. im dalej posuw am y się w szeregu pierwiastków.240 Zasady fizyki T A B L IC A 1 N a tu r a ln y szereg p ier w ia stk ó w 1 W odór 32 G erm an 63 E u ro p iu m 2 H el 33 A rsen 64 G ad olin 3 L it 34 S elen 65 T erb 4 B ery l 35 B rom 66 D y sp ro z 5 B or 36 K r y p to n 67 H olm G W ęg iel 37 R u b id 68 Erb 7 A zo t 38 S tr o n t 69 T ul 8 T len 39 Y ttr 70 Itterb 9 F lu or 40 C yrkon 71 K a ssjo p e ju m 10 N eon 41 N iob 72 H a fn iu m 11 Sód 42 M olibden 73 T a n ta l 12 M agnez 43 M azurium 74 W olfram 13 G lin 44 R u ten 75 R en 14 K rzem 45 R od 76 Osm 15 F o sfó r 46 P a lla d 77 Iryd 16 Siarka 47 Srebro 78 P la ty n a 17 C hlor 48 K adm 79 Z łoto 18 A rgon 49 Ind 80 R tę ć 19 P o ta s 50 C yna 81 T al 20 W ap ń 51 A n ty m o n 82 O łów 21 S k an d 52 T ellu r 83 B iz m u t 2 2 T y ta n 53 Jod 84 P o lo n 23 W an ad 54 K sen o n 85 — 24 C hrom 55 Cez 86 R adon 25 M angan 56 Bar 87 — 26 Ż elazo 57 L a n ta n 88 R ad 27 K o b a lt 58 Cer 89 A k ty n 28 N ik iel 59 P ra ze o d y m 90 T or 29 M iedź 60 N eodym 91 P r o ta k ty n 30 C ynk 61 Illin iu m 92 U ran 31 Gall 62 S am ar W w y padkach helu. neonu. 10. 12. czyli od ta k zwanej liczby porządkowej.6. 14 i 16. ty m więcej. oznaczonych kolejnymi num eram i 2. m agnezu. ciężar atom ow y jest dokładnie dwa razy większy od num eru w szeregu.

Szczególnie ciekawą podgrupę stanow ią gazy szlachetne (hel. s tro n t. rubid i cez). w k tó ry m szeregi pionowe zaw ierają pierwiastki o zbliżo­ nych własnościach. m ożna utw orzyć pewne uporządkow anie pierwiastków. neon. Tego rodzaju podgrupy tw orzą np. W układzie periodycznym w yróżniam y według podobnych własności pierwiastków osiem grup. m etale alkaliczne (lit. czyli chlorowce (fluor. D okładne jego przedstawienie. k ry p to n . 238. m agnez. Meyer i Mendelej ew stworzyli w ten sposób periodyczny układ pierwiastków. w każdej zaś z nich jeszcze dalsze dwie podgrupy. d op iero od te g o cz a su p o z n a n o r o z m a ite ich zw ią zk i Zasady fizyki 16 . stało się co p raw da możliwe dopiero wówczas. podane w tablicy 2. L X III U K Ł A D P E R IO D Y C Z N Y P IE R W I A S T K Ó W J u ż w roku 1869 chem ik niemiecki L o th a r M e y e r i badacz rosyjski M e n d e l e j e w w ykryli jednocześnie w ażny fa k t istnienia periodyczności chemicznej pierwiastków. że jeśli u staw im y pierwiastki w szereg według rosnących ciężarów atom ow ych. lub ziemie alkaliczne (beryl. w apń. kse- non i radon). bar i rad). Jeśli zatem wypiszem y poszczególne periody pod sobą. w yróżniające się prawie całkow itą obojętno­ ścią chemiczną. R z u t oka na szereg n a tu r a ln y w ykazuje poza tym od razu. Układ periodyczny pierwiastków 241 m owy uranu. potas. niż pierwiastki o liczbie porządkowej nieparzystej.1 1 A ż do rok u 1927 u w a ża n o g a z y sz la c h e tn e za c a łk o w ic ie „ b iern e“ . wynosi np. brom . in n ą znowu podgrupą są halogeny. sód. argon. chlor. gdy dzięki znajomości liczb porządkow ych m ożna było dokładnie ustalić liczby miejsc w kolejnych periodach. Stwierdzili oni. którego liczba porządkow a je s t 92. że pierwiastki o parzystej liczbie porządkowej w y­ stę p u ją w przyrodzie częściej. jod). c h a ra k terystyczne własności chemiczne i fizyczne pow racają periodycznie.

Siódmy period wreszcie. ja k po prostu ładunek ją d ra . znajdującego się z in n y m i p ie r w ia stk a m i (n p . przy czym podgrupa V I I I jest obsadzona nie po pro ­ s tu pojedynczo. 1913 V a n d e n B r o e k wypow ie­ dział pogląd. kończy zaś na gazie szlachetnym . w periodach ty c h wszystkie p o dgrupy (16) są obsa­ dzone. 8. P eriody drugi i trzeci zaw ierają po osiem pierwiastków. na uranie. r tę c ią ). 2 x 4 2. i tu ta j również w podgrupie V I I I w y­ stępuje „ tr ia d a “ (platynowców). 18 i 32.242 Zasady fizyki K a ż d y period rozpoczyna się od m eta lu alkalicznego. tł. 2 x 22. m ożna je mianowicie napisać również w postaci 2 x l 2. że liczba porządkow a nie oznacza nic innego. skąd m ożem y już przypuszczać. G a zy sz la c h e tn e z n a n e są d op iero od k o ń ca X I X stu le c ia . z o s ta ły w y k r y te p r z ew a żn ie przez R a m s a y ’a. że układ periodyczny pierw iastków daje się sprowadzić do pewnych stosunkow o pro sty c h zależności a rytm etycznych.1 Liczby 2. 2 3 9 n a le ż a ło b y d ziś p o w ied zie ć. że sió d m y period u ryw a się n a sió d m y m m ie jsc u . nie oznacza to nic innego ponad to. lecz n a w e t potrójnie. a mianowicie wodór i hel. Liczba porządkow a w skazuje zatem również. p o n adto podgrupa III jest tu obsadzona piętnastokrotnie przez t a k zwane ziemie rzadkie. G dy np. z ilu elektronów składa się „układ p la n e ta r n y “ atom u. srebro posiada w sze­ regu Moseley’a n um er 47.) . o ile pozwala n a m są­ dzić o ty m nasza dzisiejsza znajomość pierwiastków. 2 x 32. (U w . J u ż w kilka miesięcy po od­ kryciu Moseley’a w r. Szósty period zawiera aż 32 pierwiastki. 1 Z god n ie z u w a g ą n a str. Pierwszy period zawiera zresztą dw a tylko pierwiastki. stoją w pew nym szczególnym związku ze sobą. urywa się na szóstym miejscu. wyznaczające długości poszczegól­ nych periodów. że ładunek dodatni ją d ra atom u srebra je s t 47 razy większy od elem entarnego ła d u n k u elektrycznego. Czwarty i p ią ty period obejm ują po osiemnaście pierw iast­ ków. W fizykalnej teorii periodyczności chemicznej powstaje naturalnie przede wszystkim zagadnienie teoretycznego znaczenia liczby porządkowej.

CU A O co Ł.Q N o fco s CO Ra e o 3 § CO ci o 00 CD co 88 ci lO 3 to Xł a O K> £ * ci cc s O CO \d t- co uo 00 Ci t> 16* . O 00 c£> O co lO 00 > a rj< Ci ci Ci Gi 2 TABLICA £ co CQ periodyczny t> CO rp t-4 C3 CO C3 co r-< lO H co Oh CS CO co Ci !> tí . o z < X c a OD CD lO CO CD co CU £ o d« co X* O) > ci 7Í o o t>* s lO o CS O CD o Ci r> Ph o CQ ł-H Ci l> lO Si2 w co lO a oo > ci lO lO Ci p ier w ia stk ó w CD o Í-.a I ja O CO O co CU Th ci Ci Układ > CD co N § t-H co C3 ci o Ci I 90 Ci Tt< c3 £2 CQ O Ł-ł iO co O r-H t> Ac co co ^ ' 63°° CS O rl.S Ci co LON 89 c to .

. czy też trz y jednostki itd. tlenu — osiem. 1"920 zupełną zgodność liczby porządkow ej Moseley’a z liczbą ładunków elem entarnych jąd ra . gdyż przeciwne ich ładunki elek­ tryczne zniosą się naw zajem . praktycznie biorąc. posiadają zatem masę. żelaza — dwadzieścia sześć. o trz y m u je m y pewien w przybliżeniu stały ciężar miesza­ niny. Je d n a k ż e nastąpiłoby wów­ czas zwiększenie ciężaru atomowego o je d n ą łub dwie. po­ siadając jednakow e ładunki jądrowe. wobec tego zaś z wielkości rozproszenia wiązki cząstek a m ożna obli­ czyć ładunki jąd e r rozpraszających. został potw ierdzony bezpośrednio przez doświadczenia G h a d w i c k a nad przechodzeniem promieni a przez cienkie folie metalowe. Gdy te rozm aite t y p y atom ów w y stę p u ją zawsze zmieszane razem w stosunku mniej więcej niezm iennym . różnią się je d n a k swymi ciężarami atomo­ wym i. rów ną masie a to m u wodoru. ile takich par dołączym y do jądra. zwane również protonam i. zależnie od tego. stanow iący „ p ra k ty c z n y “ ciężar atom owy. Poszczególne cząstki a doznają mianowicie wówczas w skutek posiadania d o d a t­ niego ład unku odpychań ze stro n y również dodatnio n ała­ dowanych ją d e r atom ow ych m etalu. J u ż z teorii zatem w ynika możliwość. jądro azotu m a siedem planet. że ładunek elektryczny ją d ra atomowego jest istotnie rów ny iloczynowi liczby porządkowej przez ła d u ­ nek elem entarny. J ą ­ dra wodoru. F a k t. gdyż ten wyznacza jego miejsce w układzie pierwiastków. czyli laką sam ą na­ turę chemiczną. że pierwiastki che­ miczne sk ładają się z atom ów kilku typów . Jeśli więc c h a ra k te r chemiczny ato m u zależy jedynie od ładunku jego jąd ra . T a k np. oraz ładunek do d a tn i rów ny ładunkow i elem entarnem u.244 Zasady fizyk i w stanie elektrycznie ob o jętn y m (a więc niezjonizowanym). rtęci zaś — osiemdziesiąt. n a tu ra chemiczna pierw iastka nie powinna ulegać zmianie. podaw any . W szeregu starannie przeprow adzonych doświadczeń Chadwick ustalił na tej drodze w r. które. gdy jednocześnie d o d a m y do jąd ra pro to n i elektron.

W len sposób m ożem y również zrozumieć. F a k t. gdy próżnia jest dostatecznie wysoka. podobnie ja k elektrony czy też cząstki a. 1913 przez J . Thom son po­ sługiwał się tzw. że pierw iastek może składać się z kilku odmian o różnych ciężarach atom ow ych. dlaczego praktyczne ciężary atom owe w wielu w yp a d k a c h w y ra ż ają się licz­ bami prawie dokładnie całkowitymi. nieprzekraczającym jednej dzie- sięciotysięcznej ich wartości.46) od liczby całkowitej. stanowi mieszaninę dwóch izotopów o m asach 20 i 22. że neon. k tó ry w ykazuje szczególnie silne odchylenie ciężaru atomowego (35.1 został po raz pierwszy w y k r y ty w r. J e d n y m z pierwszych i n a j­ piękniejszych wyników. Wielkość odchylenia zależy je d n a k od m asy. stanowi mieszaninę dwóch izotopów. spektroskopię masową. utw orzonych z cząstek o różnej masie. neonu. 1919 m etodę T hom sona w tzw. o ciężarach ato m o ­ 1 Isos łopos o z n a c z a po greck u to sa m o m ie jsc e (m ia n o w ic ie w u k ła d zie p e r io d y czn y m ). tzw. Układ periodyczny pierwiastków 245 przez chemików w tablicach ciężarów atom ow ych. T h o m s o n a na przykładzie gazu szlachetnego. W te n sposób T hom son mógł ustalić. ja k np. i o trzym ania na tej drodze oddzielnych śladów róż­ nych izotopów na kliszy fotograficznej. . w w ypadku węgla i azotu. doskonaląc ją stale wraz ze swymi w spółpracownikam i. którego tablicowy ciężar ato m o w y wynosi 20. k tóre w ystę­ pu ją w ru rk a c h do w yładow ań jednocześnie z promieniami katodow ym i. uzyskanych przez A stona. w innych zaś w y p a d k a c h znacznie odbie­ gają od liczb całkowitych. doszedł on do tego.2. było stwierdzenie. że dzisiaj za po­ mocą spektrografu masowego m ożna porów nyw ać ze sobą m asy atom ów z błędem. zawartego w rurce. izotopów. Cząstki promieni do­ da tn ic h doznają w polu elektrycznym odchylenia. P ro ­ mienie dodatnie składają się z dodatnio naładow anych atom ów gazu. J . A s t o n rozwinął w r. prom ieniam i dodatnim i. że chlor. a stą d w ynika możliwość oddzie­ lenia od siebie promieni.

2 J a k o przykład spektro- gram u masowego m a m y n a rys.0 oraz 37. np. że są z b y t rzadkie. gdy jeden z izotopów jest reprezentow any 1 Is tn ie n ie trzecieg o iz o to p u ch lo ru o cięż a r z e 3 9 je s t w ą tp liw e . dla cyny nie m niej. gdy tablicow y ciężar atom ow y c yny wynosi 118. z którego również bardzo ładnie w ynika. że w jej składzie od­ m iana lżejsza w ystępuje w ilości mniej więcej trz y k ro tn ie większej. niż odm iana cięższa. o cięża­ rach atom ow ych różniących się o dwie jednostki.246 Zasady fizyk i wych w yrażających się liczbami całkow itym i 35. W edług K . które nie zostały dostrzeżone jedynie w sk u te k tego. że i te pierwiastki mogą również zawierać izotopy. Astonowską m eto d ą spektroskopii masowej zbadano już większość pierw iastków pod względem ich składu izo­ topowego i jedynie niewiele spośród nich okazało się „czy­ stymi p ierw iastkam i“. Należy p rzy ty m na tu ra ln ie zastrzec się.70. najcięższy — 124. 2 S ta ło ść ciężaru a to m o w e g o m ie sz a n in y iz o to p ó w tłu m a c z y się po p ierw sze id e n ty c z n y m i w ła sn o śc ia m i c h e m ic z n y m i iz o to p ó w .0. pom ijając n a t u ­ ralnie pierwiastki czyste. W w y p a d k u pierwiastków o nieparzystej tH H 1 11 1 1 1 76 74 73 72 70 Rys. Z ciężaru m ieszaniny wynika. jedynie p a r y izotopów. że ciężary atom ów są liczbami całkowitymi. 69. Najlżejszy izotop cy n y m a ciężar atom ow y 112. p o d ru gie za ś — p ierw o tn ie g a z o w y m sta n e m k u li z ie m sk iej. niż jedenaście. T . B ain b rid g e^.1 W w y ­ p adku n a to m ia s t pierwiastków o parzystej liczbie porządko­ wej często zn a jd u jem y większą ilość izotopów. . 69 przytoczony według B ainbridge’a spektrogram germ anu. na którym uw ydatnia się istnienie pięciu izotopów. Spektroskopia masowa zawodzi na tu ra b iie w takich w ypadkach. liczbie porządkowej stwierdzono na ogół. Spektrogram masowy germ anu.

00) w y k ry to rzadki izotop o masie 13. niż m asa p ro ­ tonu. N ajwiększą sensacją w dziedzinie b a d a n ia izotopów stało się je d n a k odkrycie ta k zwanego ciężkiego wodoru o ciężarze atomowym dwa. 1929 na drodze optycznej. zawartego w wodzie. Inni fizycy a m erykańscy wykryli następnie między innym i również i w azocie. gdzie m ożna było icli oczekiwrać dla wodoru o masie ją d ra dw ukrotnie większej.008. Później udało się również różnym innym badaczom stwierdzić istnienie cięż­ kiego izotopu wodoru za pom ocą spektrografu masowego (rys. rzadki izotop o ciężarze a to m o ­ w ym 15.000 ra z y w stosunku do tego. Przedłużyw szy czas 4. Układ periodyczny pierwiastków 247 bardzo słabo jedynie w stosunku do izotopu głównego. zgodnie z teorią prążek. 1932 n a podstaw ie poprzednich obliczeń B i r g e ’a. k tó ­ rego długość fali je s t o 1. zmieszany z azotem norm alnym mniej więcej w stosunku 1 do 300. 70). że istotnie. J e d e n a to m tlenu o ciężarze 18 przy p a d a mniej więcej na 600 n orm alnych atom ów o ciężarze 16. dwu rzadkich izotopów tlenu o ciężarach atom ow ych 17 i 18. Oddzielenie na drodze elektrochemicznej cięż­ kiego wodoru. prze­ ciągnęli je d n a k czas naświetlania znacznie ponad zwykle przyjęte norm y.79 A większa. Badacze ci znaleźli np. niż długość fali zwykłego czerwonego prążka wodoru. powiodło się po raz . U r e y oraz jego współpracownicy fotografo­ wali w ty m celu w zwykły sposób widmo wodoru. Przełom owy postęp w m etodach badania izotopów sta n o ­ wiło zatem w ykrycie przez fizyków am erykańskich G i a u - q u e ’a i J o h n s t o n a w r. którego ciężar atom ow y wynosi 14. odkrycia tego dokonano do­ świadczalnie w r. jeden zaś atom tlenu o ciężarze 17 na mniej więcej 2000 do 3000 atom ów norm alnych. również i w węglu (ciężar atom ow y 12. a mianowicie przez dokładne zbadanie widm cząsteczko­ wych. mogli oni stwierdzić. jak i jest niezbędny do o trzym ania doskonałej zwykłej fotografii w idm a wodoru. obok znanych prążków w idm owych w y­ stępują jeszcze dodatkow e bardzo słabe prążki właśnie w ty c h m iejscach.

że pod koniec r. o cięż a rze a to m o w y m 3. że ciężka woda posiada gęstość o mniej więcej 11% większą od zwykłej 17 16 13 12 H2 MM I /■u „ Rys. P o d cza s g d y w z w y k łe j w o d z ie z n a jd u je m y jed en a to m cięż k ieg o w od oru m n iej w ięcej n a 6 .8° G. . wrze w 101.248 Zasady fizyki pierwszy W a s h b u r n o w i i U r e y ’o w i. oraz T u v e ze w sp ó łp r a c o w n ik a m i) stw ie r d z ili. że c ię ż k i w o d ó r zaw iera je sz c z e c ię ż sz y iz o to p w o d o ru . że zam arza ona w tem p e ra tu rz e 3. Badacze ci stwierdzili. 70.0 0 0 a to m ó w w od oru z w y k łe g o . D ow ód doświadczalny istn ien ia izotopu w odoru o ciężarze atomowym 2. wody.42° G i wreszcie posiada największą gęstość nie j a k zwykła woda w 4°. 1933 rozporządzali już oni kilkuset ce n ty m etram i sześciennymi praw ie zupełnie czy­ stej „ciężkiej w o d y “ . c ięż k a w o d a za w iera m n iej w ięcej je d e n a to m n a jc ię ż ­ szeg o w od oru n a 3 m ilio n y a to m ó w w od oru c ięż k ieg o . Istotnie.i LXIV PR O M IE N IO T W Ó R C Z O Ś Ć Zgodnie z nowoczesnym ujęciem budow y układu pier­ wiastków m usim y oczekiwać.6° C. że promieniotwórczość zwią­ zana jest zawsze z przem ianam i pierwiastków. lecz w 11. 1 W k w ietn iu roku 1931 b a d a c z e a m e r y k a ń sc y (B le a k n e y ze w sp ó łp ra co w n ik a m i. M etoda ich zo­ stała t a k w ydoskonalona przez L e w i s a i jego w spółpra­ cowników.

Ponieważ. że a to m y substancyj prom ie­ niotwórczych podlegają ciągłemu. masę zaś czterokrotnie większą od protonu. P rzem iana fi nato m ia st podwyższa liczbę porządkow ą o jednostkę bez dostrzegal­ nej zm iany ciężaru atomowego. Rad należy do d r u ­ giej g rupy układu periodycznego. jako gaz szlachetny. czy też fi. do ósmej grupy. a wielkość ła d u n k u ją d ra określa c h a ra k te r che­ m iczny atom u. m ożna je wszystkie. J a k w y k azały dokładniejsze badania pierw iastków p ro ­ m ieniotwórczych. gdy ciężar atom ow y radu wynosi 226. istnieją dwa rodzaje przem ian. co oznacza to samo. czy rozp a d a ją c y się atom wyrzuca cząstkę a. k tó ry w yrzucił cząsteczkę a. Promieniotwórczość 249 już w r. Z p u n k tu widzenia powstałej później jądrowej teorii a to m u . n a to m ia s t przem iana f i — o jedno miejsce w p r a w o . rów ny dwu e lem entarnym k w a n to m elektryczności. posiada ciężar a tom ow y o cztery jednostki niższy od radu.1 procesy rozpadu promieniotwórczego m uszą być oczywiście umiejscowione we w nętrzach jąder atomo­ wych. gdyż cząstki fi są to po prostu elektrony. czyli. które w yróżniam y jako przem iany a i przem iany fi. n a to m ia s t radon. spontanicznem u roz­ padowi. ro zd z. a mianowicie rów ny 222. . poza nielicznymi 1 P or. po w sta ją c y bezpośrednio z radu. cząstka a posiada ładunek dodatni. Istotnie. ja k już widzieliśmy. 60. ponieważ zaś w yrzucane cząstki niosą ład u n k i elek­ tryczne. Przem iana a przesuwa więc pierwia­ stek prom ieniotwórczy o dwa miejsca w lewo w układzie periodycznym . fa k t zachodzenia promieniotwórczych prze­ m ian pierwiastków staje się n a ty c h m ia s t zrozumiały. przy czym odryw anie się w yrzucanych przez atom cząstek a i fi zmienia c h a ra k te r chem iczny atom u pozo­ stałego. radon. Zależnie od tego. 1902 R u t h e r f o r d i S o d d y potrafili uzasadnić doświadczalnie pogląd. przem iana a obniża chemiczną liczbę porządkow ą o dwie jednostki i jed n o ­ cześnie ciężar atom ow y—-o cztery. do zerowej.

od niego z kolei prow adzą dwie następujące po sobie p rzem iany a w prost do radu. że każdy pierwiastek danego szeregu pow staje z poprzedza­ jącego go w tym szeregu za pośrednictw em przem iany a lub fi. U ran I należy więc do długowiecznych pierwiastków promienio­ twórczych. rad G. je s t z n a n y również pod nazw ą polonu.250 Zasady fizyki w y ją tk a m i. i dlatego bywa również zw any ołowiem uranow ym . Uran I ma ciężar atom ow y 238 i ta k zw any czas przepołowienia rów ny 4 ]/2 m iliarda lat. Rozpoczyna się on od uranu I. E i F . przez przem ianę a pow staje z niego niepro- mieniotwórczy już. w sz y stk ie p o z o sta łe n a to m ia st — p rzem ia n ie/? . w ten sposób. Czas przepołowienia rad u wynosi 1580 lat. zwane r a ­ dami A . D . k tó ry stanowi pewną odm ianę ołowiu. nieco trwalszy. em anacja radow a lub r a ­ don. odpowiednio do tego jego ciężar atom ow y jest o 32 niższy od ciężaru atomowego u ra n u I (206 zam iast 238).8 d n ia. C . Pow stająca z rad u przez przem ianę a su b stancja pochodna.5 dni. u ran II. oznacza to. Pow staje on z uranu I. p r a ­ szczura szeregu uranowego. Za pośrednictw em jednej przem iany a i n a stę ­ pujących po niej dwóch przem ian /? powstaje z ur anu 1 znacznie krócej żyjący i dlatego rzadszy izotop jego. B . . gdyż jego czas przepołowienia wynosi 136. R ad F. cięższego z dwu izotopów pierw iastka o liczbie porządkowej 92. a więc trw ały. Najw ażniejszy z tych szeregów jest szereg uranowo- rad owy. zaś liczba porządkow a ołowiu uranowego wynosi 82.Z n ie j po­ w stają następnie kolejno k rótkotrw ałe pierwiastki. przez ogółem 8 przem ian a i 6 przem ian fi. O sta te c z n ie je d n a k w s z y s tk ie a to m y radu C p rzech od zą w a to m y rad u D . m a czas przepołowienia rów ny tylko 3. że po upływie 4 y2 m iliarda lat początkowa ilość tego pierw iastka zmniejsza się do połowy w skutek ustawicznego rozpadu jego atom ów. li­ cząc wysyłane przezeń cząstki a. a więc jest o 10 mniejsza od liczby porządkowej u ranu (92)^ 1 P rzy ra d zie C za c h o d z i r o z g a łę z ie n ie szereg u p rzem ia n . ustawić w trz y szeregi przem ian. pierwiastek. co m ożna było stwierdzić bezpośrednio. N a 1 0000 a to m ó w rad u C c z te r y p o d le g a ją p r z em ia n ie a.

pochodzący od to ru o liczbie porządkowej 90 i szereg aktynow y. (U w . ten ostatni szereg stanowi praw dopodobnie pewne odgałęzienie sze­ regu uranow o-radowego. posiadają określoną prędkość początkową. j a k już w spom niano wyżej. uran Y . sam ar oraz b ery l w y s y ła ją p ro m ien ie a.3 nios. w yw odzący się z pro- t a k ty n u . k tó r y z n a jd u je m y ja k o d o m ie sz k ę w uranie. wynoszącą od 5 % do 7 % prędkości światła. 59. zależnie od rodzaju przem iany. Cząstki a. zwanej zasięgiem. c h a ra k te ry z u ją c ą ten pierwiastek. tł. 3 P or. 2 N a sz c z e g ó ln ą u w a g ę za słu g u je fa k t. lecz pon a d to również bardzo krótkofalow e promieniowanie rentgenowskie. zwane prom ieniam i gamma. Prom ienie a. że n ie z a w sz e c z ą stk i a.i do­ d a tn i ład u n e k elektryczny i opuszczają substancję pro­ mieniotwórczą z prędkością.2 Czasy przepołowienia pierw iast­ ków prom ieniotwórczych w a h a ją się od mniej więcej bilio­ nowej części se kundy w w y p a d k u toru C. jak się zdaje. do około biliona lat w w y p a d k u potasu i berylu. pierw iastka o liczbie porządkowej 91. wychodzące z p re p a ra tó w promienio­ twórczych. w y rz u ­ cane z rozpadającego się jąd ra . p o c h o d zą c e z je d n e g o p ierw ia stk a .1 Poza tym i trzem a szeregami w ła­ sności promieniotwórcze p o siad ają jeszcze pierwiastki potas i rubid. cząstki a oraz noszące miano cząstek fi elektrony.4 Gdy p ro ­ mienie a przechodzą przez powietrze lub inne sub­ stancje. rozd z. Promieniowanie. w po­ wietrzu zasięg cząstek a różnych pierwiastków prom ie­ 1 S u b sta n c jfi m a c ie r z y stą p r o ta k ty n u je s t p r a w d o p o d o b n ie tz w . zawiera nie tylko. 1 D o k ła d n e b a d a n ia p rzep ro w a d zo n e w c ią g u o sta tn ic h la t. również i beryl. dalej sa m a r i niektóre inne ziemie rzadkie oraz. pochodzące z jednego pier­ w iastka promieniotwórczego. m a ją w sz y stk ie tę sa m ą p ręd k o ść. iz o to p toru . że. szereg torow y. Promieniotwórczość 251 Dużo analogii z szeregiem uran o w y m w y kazują dwa po­ zostałe szeregi. w y ­ k a z a ły jed n a k .) . działanie ich u staje raptow nie po przebyciu pewnej określonej odległości. ja k stw ier d z o n o w roku 1933.

im prędszem u rozpadowi podlega źródło pro ­ mieni a. Zjawiska promieniotwórcze nastrę cz a ją interesującą możliwość w yznaczenia wieku ziem i.10'11 cm) co odpowiada napięciu około dwóch milionów woltów. Rys. Rys. promienie y nie są odchy­ lane w polu m agnetycznym . D okładne p om iary w ykazały.252 Zasady fizyki niotw órczych wynosi od 2 % do 11% cm. że liczba w ysyłanych w pew nym określonym czasie kw a n tó w prom ieni y jest rów na liczbie atom ów. że p r e p a r a t wysyła dwa rodzaje promieni a o różnych zasięgach. Promienie ¿9. G ru p a torów cząstek U. posiadają prędkości. jako w yjątkow o tw arde promienie rentgenowskie. J a k ju ż zaznaczono uprzednio.006 A (czyli 6. ro zp a dających się w preparacie w ty m sa m y m czasie. Na fotografii widać wyraźnie. cały u ran przem ienia się stopniowo w izotop 1 P or. rozdz. 71 po k a ­ zuje tego rodzaju zdjęcie promieni a. 60. Promienie y. z to ru C. wychodzących z to ru C. jak już w spom nia­ no w yżej. m a ją bardzo małe długości fali. W przeciwieństwie do naładow a­ nych elektrycznie cząstek a i /?. . prócz tego widzimy jeden to r cząstki a o szczególnie du ż y m za­ sięgu. Za pom ocą wilsonowskiej m eto d y sm ug mgły1 m ożna wyznaczyć dłu­ gość zasięgu bezpośrednio na fotografii. zbliżające się niekiedy aż do prędkości światła. N a ogół zasięg jest ty m większy. schodzące aż do 0. 71.

Analizy w ykazały. Doprowadziły go one do w yniku. . Na wiek m inerałów uranow ych z n a jd u jem y zatem na tej drodze wartości. a następnie zebrać go i zmierzyć jego ilość. W iek m inerałów prom ieniotwórczych m ożna również wyznaczyć. ja k a zaś znajdow ała się od po­ czątku w minerale uranow ym w postaci zwykłego ołowiu. że zaw artość ołowiu uranowego sięgać może aż do mniej więcej 2 3 % zawartości uranu. ja k a jego ilość powstała z uranu. że wiek wszechświata jest tego samego rzędu wielkości. wszystkie m inerały uranowe zaw ierają ołów. że praw dopodobnie 2 m iliardy la t minęło już od czasu. gdy na powierzchni ziemi w ytw orzyła się stała skorupa. wyznaczenie ciężaru atomowego tego ołowiu pozwala n a ty c h m ia s t wywnioskować. a następnie po zo­ bojętnieniu elektrycznym pozostają w minerale w postaci atom ów helu. Drogą ogrzewania m ożna wypędzić gaz z m inerału. wobec tego m inerały uranowe o wieku 800 milionów l a t m u ­ siałyby zawierać 10% ołowiu uranowego itd. Hel ten tw orzy się z cząstek a. k tó ry różni się jednakże od „zwykłego“ ołowiu swym ciężarem atom ow ym . 76. że w przeciągu około 80 milionów la t rozpada się 1 % początkowo danej ilości uranu. Ponieważ ołów stanowi nierozpadający się już dalej p r o d u k t końcowy szeregu uranowego. P a n e t h zdołał przeprowadzić t ą m eto d ą niezmiernie cie­ kawe określenia wieku meteorów. k tóre na pewno nie należały do naszego układu słonecznego (o czym m ożna było sądzić z hyperbolicznej postaci ich toru) leży również w granicach od połowy do trzech miliardów lat.1 1 P or. mniej jed n a k dokładnie. tak. z ilości zawartego w nich helu. dochodzące aż do około 1850 milionów lat. co i wiek ziemi. rozd z. że wiek takich na w e t m eteorów. Promieniotwórczość 253 ołowiu. k tó re zostają przeważnie zaham ow ane w minerale. Istotnie. Ze zna­ nego czasu przepołowienia u ranu wynika. Ten wysoce nieoczekiw any w ynik pozwalałby zatem przy­ puszczać.

ażeby otrzym ać fotografie kilku w ypadków rzeczywiste­ go rozbicia. W idzim y n a nim. m asa 14) zamienia jeden proton (ładunek 1. co mógł stwierdzić. B ra k trzeciej jeszcze gałęzi w skazuje na to. m asa 4). m asa 1) na cząstkę a (ładunek 2. p o n a d to podlegają im. że cząstka a. zatem po zobojętnieniu powinniśm y otrzym ać w wyniku atom izotopu tlenu o ciężarze a to ­ m owym 17 (ładunek 8). W obec rzadkości tak ic h procesów należało w ykonać zdjęcia torów kilkuset tysięcy cząstek a. Ponieważ w pro­ cesie ty m pierwotne jądro azotu (ładunek 7. krótsza gałąź — t o r odrzuconego wstecz pozbawionego protonu ją d ra azotu. Rys. wyrzuconego z rozbitego ją d ra azotu. 1919 R u t h e r f o r d po raz pierwszy dokonał rozbicia alomu pier­ w iastka na drodze sztucznej. Długa cienka gałąź przedstaw ia to r pro­ tonu. LX\ R O Z B I J A N I E ATOM ÓW Promieniotwórcze przem iany pierwiastków stanow ią procesy. czyli protony. Gdy więc w r. k tó ra w yrzuca proton z ją d ra azotu. W dalszych doświadczeniach udało się R u t h e r f o r d o ­ . — tylko pierwiastki o najw yższym ciężarze atom ow ym . wywołało to słusznie nie­ zwykle wielkie wrażenie. opierając się na wiel­ kości ich zasięgu oraz odchylenia ich torów w polach elektrycznym i m agnetycznym . sam a p r a ­ w dopodobnie pozostaje w ty m jądrze. układające się w szeregi przem ian.— przynajm niej o ile chodzi o przem iany promieniotwórcze. R uth e rfo rd zdołał wyzwolić z ją d e r azotu jądra wodoru. K ilka l a t później powiodło się B l a c k e t t o w i przez za­ stosowanie m eto d y W ilsona sfotografować bezpośrednio a k ty rozbijania jąder. przebiegające spontanicznie i nie poddające się ż adnym wpływom zew nętrznym . j a k ślad cząstki a rozgałęzia się w dwóch kierunkach. p rzy czym był to pierwiastek o niskiej liczbie porządkow ej. B o m b a rd u ją c azot cząstkam i a. 72 przedstaw ia przykład takiego zdjęcia.

posiada­ jących prędkość. Gdy strum ień powolnych p ro to ­ nów. odpow iadający prądow i o natężeniu jednej milionowej a m pera. ko w i. odpow iadającą najszybszym cząstkom a. jak również K i r s c h o w i i P e t t e r - s s o n o w i rozbić jeszcze liczne inne pierwiastki. stanow ią bardzo sku­ teczny środek wywoływania p rzem ian pierwiastków . J a k o środek do rozbijania służyły początkowo cząstki a (mianowicie szczególnie p ręd­ kie cząstki. . zostaje wówczas w yrzucona z litu duża liczba cząstek a. Cockcroft i W a lto n mogli zauważyć emisję cząstek a z litu już p rzy użyciu protonów przyspieszanych n apię­ ciem 30. przez to m asa tego ją d ra zwiększa się z 7 na 8.000 woltów. że stosunkowo po­ wolne promienie protonowe. iż mniej więcej jeden n a sto milionów protonów przenika do ją d ra litu. Rozbijanie atomów 255 w i i ('. po czym rozpada się ono na dwie cząstki a. a przede w szystkim pierwiastki o niskim ciężarze atom ow ym . Ze w zrostem napięcia zwiększa się 1 R ad C1 p o w sta je za p o śre d n ic tw em p r z e m ia n y z radu C i p rzech o d zi n a stę p n ie w rad D p rzez p rzem ia n ę a. wysyłane przez ra d C’1) jednakże za ich po­ średnictw em m ożna było ro­ zbijać tylko nieliczne ato m y i nigdy nie udało się uzyskać większych wydajności. W roku 1932 C o c k c r o f t i W alton niespodziewanie wykryli. i wyswobodzić z nich protony. w ysyłanym przez p r e p a r a ty promieniotwórcze. p a d a na lii.ha dwie. wytworzone sztucznie w wo­ dorze. Można sądzić.

wśród nich. gdy tym czasem cały św iatow y zapas r adu wynosi dzisiaj zaledwie około połowy kilograma. ż e w w y p a d k u r o zb ija n ia o ło w iu za c h o d z i w ła śc iw ie zja w isk o w tó r n e . O wiele jeszcze większe wydajności niż Cockcroft i W al- ton osiągnęli B r a s c h i L a n g e .1 Stosując swe w yjątkow o wysokie napięcia Brasch i Lange zdołali następnie również otrzym ać niezwykle prze­ nikliwe i intensyw ne promienie katodow e i rentgenowskie. z którego w yrzucane były cząstki a o szcze­ gólnie dużym zasięgu. co było dość nieoczekiwane. uzyskanych wówczas przez ty ch badaczy. Praw ie wszystkie pierwiastki. jakie byłoby wysyłane przez kilka tysięcy kilogramów radu. P róby. k tórzy stosowali chwilowe napięcie 2. gdy napięcie sięgało 2.4 milionów woltów. Promienie katodow e o ta k wysokim napięciu mogą prze­ biec w powietrzu drogę około 10 m etrów. również i ciężki pier­ w iastek ołów. Również i ato m y boru o masie równej 11 są w znacznej mierze i-ozbijane przez promienie protonowe. zbadane przez B rascha i Langego. w y w o ła n e p rzez w y r z u co n e p o c z ą tk o w o n e u tr o n y (p or. dorów ny­ wały one prawie swą tw ardością promieniow aniu radu. wytw orzone w czasie je d ­ nego w yładowania. sięgającym kilkuset świec. ty m w ię k sz a je s t siła o d p y c h a n ia . godzinami jeszcze m ożna następnie czy­ tać w świetle fosforescencji takiego kryształu. K ryształ szpatu islandzkiego zostaje pobudzony przez takie promienie do bardzo silnego świecenia o natężeniu. 1 Im w y ż sz a je s t ch em icz n a liczb a p o rzą d k o w a (a w raz z n ią i ciężar a to m o w y ). p rzy czym jądro boru po w bi­ ciu weń pro to n u rozpada się na trz y cząstki a. 6 6).256 Z asady fizyki szybko liczba w yrzucanych cząstek a. wywoływały rozpad od dziesięciu do stu milionów atom ów litu. dorównywało już ono natężeniu pro­ mieniowania. M ożliw e je s t z a te m . W doświadczeniach ty ch autorów promienie protonowe. dały się rozbić.4 milionów woltów. ro zd z. Co się tyczy natężenia promieni. ja k ie w y w ie r a d o d a tn io n a ła d o w a n e ją d ro a to m o w e n a z b liż a ją c y się p ro to n lub c z ą stk ę a. .

To głęboko zakorzenione w yo­ brażenie zostało jednakże obalone przez dwa sensacyjne odkrycia. trafiając w dodatnio n ałado­ wane jądro atomowe. te bowiem posiadają stosunkowo dużą objętość1 i wobec tego bardzo m ały zasięg. okazały się nadzwyczaj skutecznym środ­ kiem wywoływania przem ian atomów. że z berylu.0 0 0 r a zy w ię k sz a od śr ed n icy p ro to n u c z y też c z ą stk i a. dokonane w r. Te nienaładow ane cząsteczki. N e u tro n y w yrzucają z atom ów azotu i tlenu bardzo szybkie cząstki a. zwane dzisiaj powszech­ nie neutronam i. że wynikiem przem iany jest zmniejszenie m asy o 3 jednostki przy jednoczesnym obniżeniu liczby po rzą d ­ 1 Ś red n ica a to m u w o d o ru je s t ok o ło 1 0 . tak. które nie są naładowane elektrycznie. Posiadają one wysoką przenikliwość. dotyczyły one neutronu i dodatniego elektronu. p rzy czym masa ich jest prawie równa masie protonu. wsławionej odkryciem radu) i J o l i o t . Niezależnie od Chadwieka podobne wyniki uzyskali I r e n a C u r i e (córka pani Curie-Sklodowskiej. bom bardowanego cząstkam i a. nie doznają one odpychania. nie mogą więc oczywiście wchodzić tu ta j w grę zwykłe obojętne a to m y wodoru. 1932. Zasady fizyki . dochodzących do 10 milionów woltów. Neutron i dodatni elektron 257 zmierzające do wytworzenia napięć. LXVI N E U T R O N I D O DA TNI E L E K T R O N Aż do roku 1932 powszechnie uważano za podstawowe cegiełki m aterii ujem nie naładow any elektron i 1838 razy cięższy dodatni proton. są obecnie w toku w rozm aitych za­ kładach badawczych. jakie­ m u podlegają dodatnie p ro to n y lub cząstki a. Z początkiem tego roku C h a d - w i c k wykrył. że. w yrzucane są pewne cząstki. Przyczyna tego leży praw dopodobnie w tym .

1932 przez A n d e r s o n a i potwierdzone następnie przez B l a c k e t t a i O c c h i a l i n i e g o . Jeszcze większe bodaj wrażenie. pozwala­ jąc ą auto m a ty c z n ie fotografować t o r y przenikliwych pro­ mieni. A ndersonowi udało się sfotografować w spom inaną już często m e to d ą W ilsona to ry naładow anych elektrycznie cząstek. m asa n a to m ia s t — masie elektronu. n a to m ia s t c z ą stk a a m a sę 4 i ła d u n ek 2. promieniowanie to. że istnieją wśród nich cząstki. 1912. dokonane w r. przebiegających przez kom orę Wilsonowską. . J a k w iem y dzisiaj.1 Możemy uważać n e u tro n y za a to m y pierw iastka o liczbie porządkowej zero. k tóre praw dopo­ dobnie pochodzi z przestrzeni kosmicznych. A nder­ son był w stanie stwierdzić. zostało w y­ k ry te przez H e s s a jeszcze w r. są to więc atom y. foto- 1 N eu tro n m a m a sę 1 i ła d u n e k 0. wywołało odkrycie dodatniego elektronu. odpow iadającą napięciom od 200 milionów do 10 m iliardów woltów. nie posiadające żadnego w ogóle elektronu. prom ieniowa­ niem kosm icznym .258 Zasady fizyki kowej o dwie jedn ostki. W ykrycie dodatniego e- lektronu było wynikiem b a d a ń n a d tzw. B la­ c k e tt i Occhialini wynaleźli w r. P orów nyw ając zasięgi ty c h cząstek. któ ry c h ładunek odpowiada d o d atniem u ładunkow i ele­ m e n ta rn e m u . W sk u te k tego cząstki te mogą przenikać p ły ty ołowiane o grubości dochodzącej do 10 m etrów . w ytw a rz an y c h praw dopodobnie wtórnie przez działanie promieni kosmicznych. naładow anych elek­ trycznie i obdarzonych olbrzym ią energią. Na jeden c e n ty ­ m e tr k w a d ra to w y powierzchni ziemi p a d a przeciętnie ze w szystkich kierunków w przybliżeniu 1 % cząstki „kos­ m icznej“ na sekundę. 1933 m etodę. któ ry m b rak zatem zupełnie „układu p la n e t“ . niż odkrycie neutronu. składa się ono głównie z cząstek. wielkości zakrzywień ich torów w polu m a ­ gnetycznym i wreszcie kierunki ty c h zakrzywień (przy czym znany był również kierunek biegu cząstek).

zauważyli występow anie d odatnich elektronów również i w w a ru n k a ch czysto la b o ra to ry jn y c h pod działaniem bardzo tw ardych promieni y. a mianowicie przem iana świa­ 17* . 73. 73. w ciągu 1933 r. gdy Rys. że w procesie ty m k w a n ty promieni y o d d a ją swą ener­ gię na wytw orzenie p a r y elektronów : elektronu do­ datniego i ujem nego. -Neutron i dodatni elektron 259 grafie te potw ierdzają odkrycie Andersona. Istnienie dodatniego elektronu czy też. rozmaici badacze. p rzy czym zachodzi wówczas rzeczy­ wista materializacja świalla. Dośw iadczalne wykazanie istnienia elektronu dodatniego. Pokazało się wyraźnie. zostało w zupełności ugruntow ane. positronu. J e d n ą z nich w idzim y na rys. (Należy zwrócić uwagę na półkole u góry na prawo). przede w szystkim sam Anderson. a następnie I r e n a C u r i e i L i z a M e i t n e r . ja k go nazwano później.

przy czym p ro to n y stanow ią p rzy­ puszczalnie połączenia neutronów z positronam i. że powstające w ten sposób swobodne positrony nie są trwałe i po k ró tk im czasie każdy z nich podlega znów demalerializacji wraz z jakim ś n a p o tk a n y m elektronem u jem nym . Znaleźli oni mianowicie. a mianowicie w pewne c h a ra k te r y ­ styczne tw arde promienie X. stanowiące nieznane poprzednio nietrwałe izotopy ty ch pierwiastków. p o d d a n y działaniu promieni a p r e p a ra tu polonu. rozbijają a to m y glinu. W ydaje się. wysyłane przez promienio­ tw órczy polon. doświadczenie wykazało rów ­ nież.260 Zasady fizyki tła w m aterię. przy czym zostają wyzwolone positrony. ja k i jej zanikanie. 75). p rzy czym obie te cząstki przekształcają się w promieniowanie. Czas przepołowienia otrzym anego w te n sposób „ ra d ioazotu“ wynosi 14 m inut. że positrony m ogą istnieć trw ale jedynie we­ w n ą trz ją d e r atom ów. dzięki k tórem u poznano zupełnie nowy rodzaj prom ienio­ twórczości. Promienie a. że. . ro zd z. podobnie do glinu zachow ują się również magnez i bor. 1933 po raz pierwszy m ożna było rzeczywiście zaobserwować za­ równo sztuczne tworzenie m aterii. 1 P o tr z e b n a do te g o m in im a ln a en erg ia o k a z u je się rów n a w ła sn ej en ergii pary e le k tr o n ó w (p or. krzem u lub fosforu. P rz y pom ocy stosow nych m etod chemicznych Irena Curie i Jo lio t byli w stanie wykazać. że listek aluminiowy. Szczególnie w ydajne źródło positronów uzyskujem y. jak znalazł Joliot. czy bom bardow ano cząstkam i a bor. magnez czy też glin. (wysyłające positrony). osadzając polon na glinie i przykryw ając go znów glinem. ato m y azotu. wyrzuca w dalszym ciągu positrony naw et po usunięciu p rep a ra tu . Stwierdzenie tego faktu doprow a­ dziło Irenę Curie i J o l i o f a do zadziwiającego odkrycia. W ten sposób w r. zależnie od tego. W doświadczeniach ty ch po raz pierwszy zaszedł w ypadek stwierdzenia metodami chem icznym i sztucznej przem iany pierw iastka. radiokrzem u 3 % i wreszcie radiofosforu — 2 % m inuty.1 Odwrotnie. po­ w s ta ją promieniotwórcze.

Poziom y energetyczne atomów 261

W r. 1934 udało się następnie F e r m i e m u wywołać
sztuczną promieniotwórczość (wysyłanie promieni fi) przez
bom bardow anie rozm aitych pierwiastków neutronam i.
Silne efekty występow ały np. w żelazie, chlorze, srebrze,
jodzie i chromie, przy czym radiopierwiastki, powstające
przez przem ianę ty ch pierwiastków, m a ją czasy przepo­
łowienia wynoszące od p a ru sekund do p aru godzin.

LXVII
PO Z IO M Y E N E R G E T Y C Z N E ATOMÓW

Procesy, zachodzące w jądrach atom ow ych, są zwią­
zane, ja k już widzieliśmy, z w ym ianam i stosunkowo ol­
brzym ich ilości energii, czy to wówczas, gdy doprow a­
d zam y energię z zewnątrz, wywołując sztucznie przem iany
atom ów, czy też gdy energia zostaje wyzwolona w prze­
biegających sam orzutnie procesach jądrow ych. Jeśli bę­
dziemy w yrażać energię, ja k to zostało przyjęte w fizyce
atom owej, w elektronow oltach, czyli m ierzyć ją ilością
woltów, ja k ą m usiałby przebiec elektron, ab y uzyskać
daną energię,1 m ożem y powiedzieć, że w procesach ją ­
drowych m a m y prawie zawsze do czynienia przynajm niej
z dziesiątkami tysięcy, albo setkam i tysięcy, albo też
naw et milionami elektronowoltów.
Znacznie mniejsze są ilości energii, wchodzące w ra ­
chubę w procesach, dotyczących układu planetarnego
atom u, czyli tzw. „powłoki zewnętrznej atom u“] odpo­
w iadają im na ogół ilości elektronowoltów, wynoszące od
1 do 100. Istnieje pewna prosta m etoda wywoływania zmian
w powłoce atom owej, szczególnie n a d ająca się do w y m a ­
gań fizyki atom owej. Poprzez gaz lub parę, której a to m y
chcem y zbadać, przepuszcza się wiązkę „pow olnych“
1 Z god n ie z za sa d ą za c h o w a n ia en ergii, en ergia k in e ty c z n a
elek tro n u , k tó r y p rzeb ieg ł p ew n e o k reślo n e n a p ięcie, rów na się
ilo c z y n o w i te g o n a p ięcia p rzez ła d u n ek elek tro n u .

262 Zasady fizyki

swobodnych elektronów, w skutek czego zostają wywołane
zderzenia pom iędzy ty m i elektronam i i atom am i. Można
bardzo dokładnie mierzyć zachodzące przy tak ic h zde­
rzeniach s tr a ty energii elektronów, k tó ry m odpow iadają
równe co do w artości p rzy ro sty energii atom ów .1
B adania „zderzeń elektronowych“, przeprowadzone przez
F r a n c k a i G ustaw a H e r t z a , ujaw niły w r. 1913 bardzo
w ażny fakt, że a to m nie może pobierać dowolnych ilości
energii, lecz tylko pewne ilości ściśle określone. Przede
w szystkim je d n a k doświadczenia te w ykazały, że, o ile
nie zachodzą jakieś anorm alne w arunki (jak np. wysoka
tem p e ra tu ra ), o ile zatem, ja k to przyjęto mówić, atom
znajduje się „w stanie n o rm a ln y m “ , nie może on w ogóle
pobierać ilości energii, leżących poniżej pewnego określo­
nego m inim um . To m inim um zostało nazwane energią
pobudzenia danego pierwiastka. Znaleziono np., że w artość
jej w yrażona w elektronow oltach, wynosi dla sodu 2,1
zaś dla rtęci 4,9.
Za pom ocą zderzeń atom ow ych m ożna było w yznaczyć
bardzo dokładnie dla wielu pierw iastków również i tę
energię, jakiej należy udzielić atomowi, znajdującem u się
w stanie norm alnym , a b y oderwać od niego elektron,
oczywiście ten, k tó ry jest najsłabiej z nim związany, a b y
więc, ja k m ówimy, zjonizować ten atom . Energia jonizacji
wynosi np. dla sodu 5,1, zaś dla rtęci 10,3 elektrono wolta.
Z faktu, że energia jonizacji zawsze okazuje się większa
od energii pobudzenia, w ynika wyraźnie, że w stanie po­
budzonym a to m zawiera wprawdzie wszystkie elektrony,
lecz przynajm niej jeden z nich związany jest wówczas
słabiej, niż w stanie norm alnym . Obserwacje zderzeń
elektronowych u jaw niają dalej istnienie pewnych c h a ra k ­
tery stycznych dla różnych atom ów ilości elektronowol-
tów również i pom iędzy wartościam i energii pobudzenia
a energii jonizacji.
1 R o z str z y g a ją c e z n a c z e n ie m a lu la j fa k t, że m a sa ele k tr o n u
je s t b ard zo m ała w p o ró w n a n iu z m a są a to m u .

Poziom y energetyczne atomów 263

Okazuje się więc, że w k a ż d y m atom ie pierw iastka
chemicznego poza stanem norm alnym możliwy jest jesz­
cze cały szereg stanów „wyższych“ , przy czym każdy
z nich je s t scharakteryzow any przez pewną zupełnie okre­
śloną w artość energii, o k tó rą energia jego przewyższa
energię sta n u normalnego. W czym je d n a k leży głębsza
przyczyna tego osobliwego występowania poziomów energii
w atom ie? Odpowiedź na to p ytanie dało zrozumienie bu­
dowy najprostszego z atom ów, ato m u wodoru.
J u ż w roku 1910 a u to r niniejszej książki rozwinął po­
gląd, że budowa atomów musi zależeć od elementarnego
kw antu działania. W ten sposób udało m u się wówczas
znaleźć zależność, w iążącą podstaw ow ą stałą spektro­
skopii (tzw. stałą R ydberga, o której będzie jeszcze
niżej mowa) z elektrycznym ładunkiem elem entarnym
i z elem entarnym k w a n te m działania. Rozw ażania te
uzyskały doskonalszą postać dopiero w tedy, gdy B o h r
zastosował je w r. 1913 do powstałego na krótko przed­
tem Rutherfordowskiego modelu a to m u .1
Bohr założył, że w R utherfordow skim modelu atomu
wodoru iloczyn m asy krążącego elektronu przez jego
prędkość i przez obwód toru równa się elem entarnem u
kw antowi działania.2 Z akładając ponadto, że siła p rzy­
ciągania elektrycznego pom iędzy jądrem , a obiegającym
je dookoła elektronem , dokładnie równoważy silę od­
środkową, otrz y m ał B ohr zupełnie określone wartości na
promień normalnego atom u wodoru oraz prędkość ruchu
elektronu. W edług Bohra w artość prom ienia normalnego
ato m u wodoru jest równa 5,3.10"9 cm, zaś prędkość
elektronu wynosi 0,73% prędkości światła, a więc osiąga
w artość 2.188 km na sekundę.
B ohr przyjął dalej, że prócz sta n u norm alnego istnieje
jeszcze szereg anorm alnych stanów ato m u wodoru, dla
któ ry c h iloczyn m asy elektronu przez jego prędkość i przez
1 P o r. rozd z. 60.
2 G d y a to m je s t w s ta n ie n o r m a ln y m (u w . tł.).

264 Zasady fizyki

obwód jego to ru nie równa się elem entarnem u kwantowi
działania, lecz pewnej jego całkowitej wielokrotności. Odpo­
wiednią liczbę całkowitą nazwano liczbą kwantową. A więc
tor elektronu, znajdującego się w stanie norm alnym we­
w n ą trz ato m u wodoru, jest jednokw antow y, gdy n a to m ia s t
atom ten jest w jed n y m ze stanów anorm alnych, to r ten
może być dwu-, trój-, cztero-, pięcio-kwantowy itd. Dalsze
obliczenia w ykazują, że w atom ie wodoru różnica energii
pom iędzy dwom a sta n a m i o różnych liczbach kw antow ych
równa się energii jonizacji atom u, pomnożonej przez róż­
nicę odwrotności k w a d ra tó w odpowiednich liczb k w a n ­
towych. T a k np. różnica energii pom iędzy stanam i trój-
kw antow ym a d w u kw antow ym wynosi 5/36 energii joni­
zacji, ponieważ 5/36 równa się (% )2— (% )2-

LXVIII
T E O R I A K W A N T O W A W ID M

Gdy atom powraca ze sta n u wyższego, bogatszego w e-
nergię, do sta n u normalnego, m ożem y oczekiwać, że, jeśli
n a w e t nie zawsze, to je d n a k często n a d m ia r energii zo­
stanie wijprom ieniow any w postaci kw antu świetlnego. To
samo m ożem y również przyjąć i w w ypa d k u , gdy zacho­
dzi przejście pom iędzy dwom a stanam i anorm alnym i. W ią ­
żąc więc w ten sposób pojęcie kw an tu świetlnego z istnie­
niem poziomów energetycznych w atom ie uzyskujem y n a ­
ty c h m ia s t wyjaśnienie zasadniczego faktu doświadczal­
nego, że k a ż d y pierwiastek w ykazuje pewne jem u tylko
właściwe widmo prążkowe.1 Ponieważ bowiem zgodnie
z zasadą zachow ania energii i hipotezą kw a n tó w świetl­
nych częstość drgań wyprom ieniowanego k w a n tu świetl­
nego musi być równa różnicy energii dwu poziomów, po­
dzielonej przez stałą uniw ersalną — e lem entarny k w a n t
działania, zbiorowi p a r poziomów energetycznych odpo­
1 P or. rozd z. 8.

Teoria kwantowa widm 265

w iadać musi oczywiście zbiór w szystkich możliwych czę­
stości drgań prążków. Z prawidłowości, jakim podlegają
poziom y energetyczne, m uszą zatem w ynikać pewne okre­
ślone prawidłowości widm ; pierwszą prawidłowość tego
rodzaju w ykrył już w roku 1885 B a l m e r w widmie wo­
doru.
Balm er znalazł pewną p ro stą zależność liczbową po­
między długościami fal czterech należących do obszaru
widzialnego prążków wodoru (prążków czerwonego, nie­
bieskiego i dwu fiołkowych).1 W późniejszym, rozszerzo­
nym , ujęciu prawo Balm era, do którego prążki wodoru
stosują się zadziwiająco dokładnie, orzeka, że częstość
drgań jakiegoś prążka wodoru jest zawsze równa pewnej
stałej uniwersalnej, tzw. sialej Rydberga, pomnożonej
przez różnicę dwóch odwrotności k w a dratów prostych
liczb całkowitych. Z n a jdujem y np., że częstość drgań czer­
wonego prążka w odoru stanowi 5/36 stałej R ydberga.
Na podstaw ie tego, co zostało powiedziane w końcu po­
przedniego rozdziału, widzimy, że sformułowana znacznie
później teoria Bohra w yjaśnia w zupełności prawo B al­
m era. S tw ierdzam y jednocześnie, że czerwony prążek
wodoru zostaje w ysłany przez atom , k tó ry przechodzi ze
sta n u trój kw antowego do sta n u dwukw antow ego. Nie­
bieski prążek powstaje, gdy elektron zmienia to r cztero-
kw antow y na d w ukw antow y itd. W odw rotny sposób
pow stają prążki absorbcyjne; np. ten, k tó ry odpowiada
prążkowi czerwonemu, pow staje przez „podniesienie“ elek­
tronu z to ru dw ukw antow ego na trój kw antow y.
Zespół ty ch prążków wodoru, które są wysyłane dzięki
przejściu a to m u ze sta n u o większej ilości kw antów do stanu
dw ukw antow ego stanowi t a k zwaną opty cz n ą lub B alm e-
rowską serię wodoru. Z praw a Balm era wynika, że prążki
te m uszą się skupiać ku pewnej granicy, której częstość
drgań równa je s t jednej czwartej stałej R ydberga; granicy

1 P or. p op rzed n i ry s. 9.

266 Zasady fizyk i

tej odpowiada zatem długość fali, wynosząca 3.647 A, a więc
należąca już do nadfioletu. Rys. 74 przedstaw ia zdjęcie
fotograficzne serii Balm era, na k tó ry m wyraźnie je s t wi­
doczne zbieganie się prążków ku granicy. Przez przejście
a to m u ze stanów wielo kw antow ych do normalnego stanu
jednokw antow ego pow staje seria wodoru, leżąca w dalekim
nadfiolecie, co się zaś tyczy tych seryj, które są związane
z przejściami do stanów trój,- cztero-, czy też pięciokwan-

Rys. 74. Seria B alm era w prążkow ym w idm ie w odoru.

towego i które również m ożna już było zaobserwować,
należą one do podczerwieni.
Obok w idm a w odoru dużą przejrzystością swej b u ­
dowy w yróżniają się jeszcze w idm a metali alkalicznych
ja k np. sodu lub potasu. Przejrzystość tę zawdzięczam y
najpraw dopodobniej tem u, że w a to m a ch ty c h pierwiast­
ków (na co zresztą wskazuje również ich zachowanie się
chemiczne) jeden elektron je s t związany szczególnie słabo.
Serie prążków m etali alkalicznych d a ją się również opisać
przy pom ocy formuł, w k tórych podstaw ow ą rolę odgrywa
ta sam a stała, co i w widmie wodoru (tzw. stała R yd-
berga). Rys. 75 przedstaw ia dla przykładu część widm a
potasu.
Zespól prążków w w idm ach metali alkalicznych jest
znacznie bogatszy, niż w widmie wodoru; uporządkow anie
tych prążków doprowadziło do wniosku, że do sc h ara k te ­
ryzowania toru elektronowego nie w ystarcza podanie
jednej tylko liczby kw antow ej; trzeba jeszcze ponadto
odróżnić, ja k się to mówi, używając uzasadnionej histo­
rycznie terminologii, czy jest to „tor s, tor p, tor d c zy też

T eoria kwantowa widm 267

to r / “ . (Litery te stoją na początku nazw scharf (ostra),
prinzipal (główna), diffus (rozm yta) i fu n d am e n ta l (pod­
stawowa), k tóre nadano różnym seriom ).1
Decydujące znaczenie dla teorii kw antów
m a fakt, że, ja k w ykazują zgodnie z ob­
serwacją rozważania teoretyczne, stan
jednokw antow y może być tylko stanem s,
s ta n d w ukw antow y s ta n e m s lub p, stan
tró jk w a n to w y — stanem s lub p lub d, zaś
s ta n czterokw antow y — stanem s, lub p,
lub d lub /.2
W idm a pierwiastków drugiej grupy
uk ład u periodycznego, czyli ziem alkalicz­
nych (jak np. wapń), są już znacznie b a r ­
dziej złożone, niż w idm a pierwiastków grupy
pierwszej i w ogóle, im dalej postępujem y
z lewa na praw o3 w układzie periodycz­
nym , n a p o ty k a m y ty m bardziej zagm a­
tw ane zależności. J e d n y m z najw spanial­
szych sukcesów teorii widmowej je s t po­
myślne rozwikłanie budow y wyjątkow o
skomplikow anych widm prążkow ych gazów
szlachetnych i uporządkow anie ich w serie.
Duży postęp w rozwoju teorii widm s ta ­
nowiło zrozumienie w r. 1925 przez dwu
fizyków holenderskich, U h l e n b e c k a
i G o u d s m i t a , że elektronom należy p rzy ­
pisać ruch w irowy dokoła własnej osi i że
dzięki tem u wirowaniu elektrony nabierają
własności m ałych magnesów. Gdy m a m y
dane położenie osi obrotu elektronu, możli­

1 W y r ó ż n ie n ie r o z m a ity c h ro d za jó w sery j o p ty c z n y c h p o p rze­
dziło p o w sta n ie te o r ii k w a n tó w .
2 D la sta n u p ię c io k w a n to w e g o is tn ie je je sz c z e jed n a , p ią ta ,
m o żliw o ść itd .
3 Por. t.abl. 2 w ro zd z. 63.

268 Zasady fizyki

we są jeszcze dwa różne ruchy obrotowe w dwu przeciw­
nych zwrotach, podobnie ja k w w ypadku ziemi, która
przy ty m sam ym położeniu biegunów m ogłaby, zam iast
z zachodu na wschód, obracać się ze wschodu na zachód.
Rozważania, przeprowadzone na podstawie teorii k w a n ­
tów. w ykazują, że energia wiązania elektronu z atom em
zmienia się nieco, gdy zwrot ruchu wirowego elektronu
zmienia się na przeciwny. Liczne prążki widmowe, które
w słabszych przyrządach widm owych w yglądają, jak po­
jedyncze, są właściwie, jak się okazuje w przyrządach-
silniej rozszczepiających, podwójne lub potrójne, lub też
naw et złożone z jeszcze większej liczby sąsiadujących
ze sobą prążków. Uhlenbeck i Goudsm it wykazali, że p rzy ­
czyna tego zjawiska leży we w spom nianych wyżej nieznacz­
nych zm ianach energii, związanych z ruchem wirowym
elektronów. B adanie tej t a k zwanej subtelnej budowy
prążków widm owych jest zadaniem niezwykle tru d n y m ,
w y m agającym dużej bystrości i wielkiej cierpliwości. Za­
gadnienie to zostało je d n a k pomyślnie i całkowicie roz­
wiązane przez fizyków atom ow ych w dwudziestych latach
naszego stulecia.
W najściślejszym związku z zagadnieniem subtelnej
budow y prążków znajduje się badanie zmian, jak im pod­
legają prążki widmowe w polu magnetycznym. W ystępujące
przy ty m „rozszczepienie“ na kilka prążków zostało w y k ry te
przez Z e e m a n a już w r. 1896, zaś bezpośrednio potem
L o r e n t z podał teorię tego zjawiska. Teorię tę dzisiaj
m usim y wprawdzie uznać za niew ystarczającą,1 um oż­
liwiła ona jednakże po raz pierwszy przybliżone w yznacze­
nie m asy elektronu. Zadowalająca i zupełna teoria n a jb a r ­
dziej nawet skomplikow anych w ypadków zjawiska Zeema­
na została stw orzona dopiero na podstawie teorii kw antów

1 .NaLuralnie L oren tz n ic n ie w ie d z ia ł w ó w c z a s o e le m e n ta r n y m
k w a n cie d zia ła n ia , k tó r y z r e sz tą , ja k sie p ó źn iej o k a za ło , n ie w y s t ę ­
p u je w o g ó le w e w z o ra ch , o p isu ją c y c h zja w isk o Z eem an a w jeg o
n a jp ro stszej p o sta ci.

Teoria kwantowa widm 269

przez S o m m e r f e l d a i L a n d e g o w okresie czasu od
1920 do 1925 r. O harmonicznej piękności i precyzji z ja­
wiska mogą dać wyobrażenie dwa zdjęcia, przytoczone
na rys. 76.
J a k w ykazał doświadczalnie na przykładzie wodoru
S t a r k w r. 1913, prążki widmowe podlegają rozszczepieniu
nie tylko w polu m agnetycz­
nym , lecz i w elektrycznym .
O dstępy pom iędzy pow sta­
jąc y m i przez rozszczepie­
nie w polu elektrycznym
„składow ym i“ i pierw ot­
n y m prążkiem stanow ią
dokładne całkowite wielo­
krotności jednej i tej sa-
mej liczby, me w y stę p u ją Rys. 76. Zjawisko Zeemana.
tu je d n a k wszystkie ko­
lejne liczby całkowite, lecz tylko pewne w ybrane „liczby
porządkow e“ , które m ożna obliczyć z góry na podstawie
teorii k w antów .1
T a k np. w w y padku tego z dwóch prążków fiołkowych
wodoru,2 k tó ry leży bliżej prążka niebieskiego, liczby po­
rządkowe m a j ą wartości 0, 3, 7, 10, 13, 17 i 20, jeżeli
obserw ujem y rozszczepienie pa trz ąc w kierunku pola elek­
trycznego, czyli m a m y do czynienia z tzw. zjawiskiem
podłużnym . Należy podkreślić, że te rzeczywiście zaob­
serwowane „liczby porządkow e“ całkowicie zgadzają się
z obliczonymi uprzednio na podstawie teorii kw antów.
Zjawisko S ta rk a na prążkach wodoru stanowi jeden z n a j­
piękniejszych i najbardziej przekonyw ających dowodów,
że wszystkie zjawiska fizyczne w świecie atom ów są rzą­
dzone przez związki pom iędzy liczbami całkowitym i.
W ysyłanie prążków widm owych przez atom musi być
1 J e s t sa m o p rzez się z ro zu m ia le, że te lic z b y p o rzą d k o w e nie
m ają n ic w sp ó ln eg o z lic z b a m i p o rzą d k o w y m i M o se le y ’a.
3 Z azw yczaj o zn a cza się ten p rążek sy m b o le m Iły.

p r z e b ieg a ją ce w o k o lica ch b ie g u n o w y c h . Znane zjawisko fluorescencji polega na ty m . może w y­ syłać światło widzialne.1 W silnych polach elektrycz­ nych pobudzenie może nastąpić przez uderzenie szybko biegnących jonów. lub. p rzen ik a ją c w g łą b a tm o ­ sfery . pobudzenie. naświetlona prom ieniow aniem nadfiołkowym . w y w o łu ją on e jej św ię c e n ie. w racają następnie skokam i do sta n u normalnego. Z orze p o la rn e leżą z w y k le na w y so k o śc i ok oło 100 km p o n a d z iem ią . zwykle „czas pobudzenia“ jest rzędu wielkości zaledwie jednej stumilio- nowej części sekundy. ja k się zwykle mówi. A to m y m ogą zostać pobudzone również i przez pochła­ nianie światła. przede w szystkim neon. P ro m ie n ie t e w y w o łu ją p o w sta w a n ie zorzy po­ larnej (p ó łn o cn ej lu b p o łu d n io w e j). A to m y pobudzone trw a ją zazwyczaj w stanie anor­ m alnym jedynie przez czas niezwykle k ró tk i. wypro- m ieniowując przy ty m energię. k tóre s ta ją się coraz gwałtowniejsze w m iarę podwyższania te m p e ra tu ry . P ow rót ato m u do sta n u normalnego może odbyć się również i bez promieniowania. n a o k reślo n e to r y . zaczynają świecić już pod stosunkowo niskim napięciem.270 Zasady fizyki n a tu ra ln ie zawsze poprzedzone przez uprzednie przeprow a­ dzenie a to m u w stan anorm alny. w k tó ry m posiada on energię większą. niż w stanie norm alnym . wyw ołanych przez ruchy cieplne. dzięki tem u lam py jarzeniowe wypełnione gazami szlachetnym i znalazły sze­ rokie zastosowanie do celów reklam y świetlnej. W ty ch p rzy p a d k a c h m ów im y o świeceniu tem peraturowym . 2 Pole magnetyczne ziem i sk ie r o w u je p ro m ie n ie ele k tro n o w e . na ty m właśnie polega świecenie gazów rozrzedzonych w ru rk a c h do w yładow ań. W ten sposób substancja. p rzy czym wyzw alająca się w ty m w y p a d k u energia zostaje zużyta 1 P rzez siln e o g rzew a n ie m o ż n a n a tu r a ln ie w y w o ła ć ró w n ież i jo n iza cję. pobudzone przez naświetlanie. Najczęściej takie przejście. . że a to m y ciała świecącego. w y ­ c h o d zą ce ze sło ń ca .2 N iektóre gazy szlachetne. zachodzi w skutek zderzeń z innym i atom am i. g d y ż .

pod­ stawowego praw a. k tóre wyczytał w r. Można więc w yznaczyć odpowiednią długość fali (np. którą nazwaliśmy tutaj po prostu liczbą kwantową. Pierwszą z nich jest ta. gdy elektron jest typu s. opierając się na naszych poję­ ciach o k w a n ta ch świetlnych. jakie dostrzegam y w budowie widm prążko­ w ych. że scharakteryzowanie elektronu z punktu widzenia kwantowego wymaga podania czterech różnych liczb kwantowych. znanej z do­ świadczeń na d zderzeniami elektronowymi. f. Budowa atomu 271 jedynie na podwyższenie wewnętrznego zasobu ciepła d a ­ nego ciała. natomiast trzy różne wartości. bardzo ogólnego. druga odpowiada naszym symbolom literowym s.1 wynika. w ysyłając przy ty m promienio­ wanie. Z pewnego. d ostar­ czyły również klucza do zrozumienia budow y układu perio­ dycznego pierwiastków. w w y p a d k u sodu chodzi o znany jasn y prążek żółty) czy to bezpośrednio przy pom ocy spektroskopu. że obydwie te wartości zawsze zga­ dzają się ze sobą. m usim y oczekiwać. trzecia — dwu przeciwnym sobie możliwościom wirowego ruchu elektronu i wreszcie czwarta określa możliwości rozszczepienia magnetycznego. 1924 P a u l i z p ra ­ widłowości. p. L X IX BU D O W A ATOMU Z asady teorii kw antów . F a k t. że atom może posiadać co najwyżej dwa 1 Aby umożliwić przybliżone choćby zrozumienie zasady Pauliego zauważymy. czy też pośrednio ze zderzeń elektronowych. d. że iloczyn elem entarnego k w a n tu działania przez częstość drgań wysyłanego prążka widmowego rów ny będzie energii pobudzenia. Jak wskazuje teoria. Gdy a to m powraca do sta n u normalnego z najbliższego poziomu o większej energii. stanowi wspaniałe potwierdzenie doświad­ czalne założeń teorii widm i w ogóle teorii kwantów . do których sformułowania do­ prowadziło fizyków zbadanie widm prążkowych. gdy . ta ostatnia magnetyczna liczba kwantowa może przybierać tylko jedną war­ tość.

elektron jednokw antow y może się znajdow ać jedynie na torze ty p u s. czyli 32 czterokw antow e elektrony. m usim y przyjąć. najwyżej 2 + 6 + 1 0 . g d y je s t on ty p u /. lub d itd. g d y je s t on ty p u d i w reszcie sied em r ó ż n y c h w a r to śc i.272 Zasady fizyk i elektrony ty p u s. zaś drugi okres zawiera rzeczywiście osiem pierwiastków. dwa jednokw antow e e kletrony t y p u s. p o sia d a ją c y c h w s z y s tk ie c z te r y lic z b y k w a n ­ to w e jed n a k o w e. Jeszcze je d n a k przed dołączeniem się tró jkw anto- wych elektronów ty p u d uryw a się okres trzeci już na je s t on ty p u p . czyli 1S trój kw antow ych i n a j­ wyżej 2 + 6 + 1 0 + 1 4 . Liczby 2. a to m neonu zawiera np. do któ ry c h doszliśmy w ten sposób. W tym .i d w u k w a n ­ towych dochodzą z kolei elektrony trój kw antow e typów s i p. tró jk w a n to w y tylko na torze ty p u s lub p. że pierwszy okres zawiera tylko dwa pierwiastki. a b y w jed n y m a to ­ mie znajdowało się więcej ponad dwa elektrony jed n o k w a n ­ towe. że w je d n y m a to m ie n ie m o że b y ć n ig d y d w u elek tro n ó w . W okresie trzecim do elektronów jedno. k tó ra nie dopuszcza do tego. dziesięć elektro­ nów ty p u d i czternaście elektronów ty p u / o takiej samej liczbie kw antow ej. są zupełnie identyczne z tymi. które c h a ra k te ry z u ją dłu­ gości poszczególnych okresów w układzie periodycznym (por. sześć elektronów ty p u p. S kutkiem tego a to m może zawierać najw yżej dwa elektrony jednokw antow e. dwa dw ukw antow e elektrony ty p u s i sześć dw ukw antow ych elektronów t y p u p. 18 i 32. najwyżej 2 + 6 . 8. p ięć r ó żn y c h w a r to śc i. ja k już wspom niano wyżej. elektron dw uk w an to w y — tylko na torze ty p u s lub p. Z asad a P a u lie g o lub „ zak az P a u lie g o “ orzeka. d ostrzegam y teraz od razu konieczne następstw o zasady Pauliego. czyli 8 dw ukw an- towych. Z drugiej strony. Ponieważ w jed n y m atom ie nie może znajdow ać się więcej ponad osiem elektronów dw ukw antow ych. . poprzednią tablicę 2). że wszystkie osiem pierwiastków drugiego okresu (od litu do neonu) zawierają w stanie norm alnym obok dwóch elektronów jednokw antow ych tylko elektrony dwu- kwantow e.

m ożna w y­ tłum aczyć ty m . stając się w ten sposób pełną. decydują one je d n a k również i o aktywności chemicznej atom u. Te elektrony powierzchniowe są najsłabiej związane z atom em . by znajdujące się w nich elektrony tw orzyły możliwie pełne grupy. zaś elektrony o najwyższej liczbie kwantowej — n a jb a r ­ dziej zew nętrzną. W sposób analogiczny grupa elektronów czterokw anto- w ych w zrasta z 8 na 18 dopiero w ram a ch piątego okresu. dążenie to zaś jest zaspokajane przez od­ dawanie elektronów na zew nątrz lub też przybieranie ich z zewnątrz. Dlatego właśnie gazy szlachetne. Grupa elektronów pięciokwanto- wych obejm uje z końcem piątego okresu zaledwie 8 elek­ tronów i dopiero w szóstym okresie liczba ich podnosi się do 18.1 t a k też na ogół i w każdym atomie elektrony jednokw antow e stanow ią grupę najbardziej wewnętrzną. zaś dopiero w okresie szóstym z 18 na 32 elektrony. gdyż przyciąganie ich przez nałado­ wane dodatnio jądro atom ow e jest w znacznej części zrównoważone przez działanie odpychające ujem nie nała­ dow anych e lektronów wew nętrznych. Zasady fizyki 18 . A ktyw ność ta jest bowiem wynikiem dążenia atom ów do tego.i sześciokwanto- 1 P ro m ie n ie to ró w k o ło w y c h w a to m ie w o d o ru rosn ą ja k k w a ­ d r a ty liczb k w a n to w y c h . zam ykające kolejne okresy uk ład u periodycznego. któ ry c h liczba wynosi 10. Podobnie. ja k w atom ie wodorowym tory elektronowe posiadają ty m większe rozm iary. argonie. że w budow anie w a to m 14 czterokw anto- wych elektronów ty p u / odbywa się dopiero w okresie szóstym. a więc już w obecności pięcio. Dopiero w ram ach czwartego okresu zostają w budow ane w a to m również i trójkw antow e elektrony ty p u d. Budowa atomu 273 ósm ym z kolei pierw iastku. E le k tro n y powierzch­ niowe w yw ołują powstaw anie widm optycznych. im wyższa je s t liczba k w antow a. Również i godne uwagi osobliwe stanowisko. zajm owane w układzie periodycznym przez ziem ie rzadkie. są pod względem chem icznym prawie całkowicie bierne.

2 Teoria kw antow a ato m u umożliwiła również głębsze zrozumienie zjawisk. 3 Por. piątego i szóstego okresu. srebro i złoto. Pierw iastek 57-my. P ierw iastek N r 72. 1922 hafnjum . w któ ry c h zostaje zakończona budowa w e w nętrznych grup elektronow ych w ram a ch czwartego. a więc pierwiastki zbliżone do alkalicznych (por. N ajdawniej zna­ nym zjawiskiem tego rodzaju je s t w y k ry te już przez N ew tona rozszczepienie barw. je s t zupełnie różny od 56-go — b aru. Miedź.274 Zasady fizyki w ych elektronów. 2 Z te g o p u n k tu w id z e n ia sz c z e g ó ln ie w a ż n ą rolę o d g ry w a p o ­ ró w n a n ie w id m a a to m u o b o ję tn e g o z w id m e m zjo n iz o w a n e g o a to m u o lic z b ie p orząd k ow ej w y ż sz e j o jed n o ść. że właściwie istnieje w raz z lan ta n em piętnaście ziem rzadkich. Wobec tego w budow anie ty ch 14 elektronów nie zmienia w sposób isto tn y własności chemicznych ato m u oraz ty ch jego własności fizycznych. gdy zba­ dano dokładniej widm a rentgenowskie. poprzednią tablicę 2). polegających na w zajem nym oddzia­ ływaniu pom iędzy światłem i m aterią. lantan. gru p ę ele k tr o n ó w je d n o k w a n to w y c h ró w n ież n a z y w a m y gru p ą K (lu b „ w a rstw ą K “). że w w id m a c h r e n tg e n o w sk ic h ro zró żn ia m y serie K . .i c z ter o k w a n - to w y c h — g ru p a m i M i N itd .3 Zadow alająca teoria k w antow a dyspersji pow stała 1 Ze w zg lęd u na lo . ta k . k tóre zależą od elektronów zewnętrznych. n a s tę ­ pujących po lantanie. M i N .1 W id m a te odsła­ niają przed nam i przede wszystkim budowę w ew nętrznych grup elektronow ych. t a k zw ana dyspersja świa­ tła. nie m a już nic wspólnego z zie­ miami rzadkimi. zaj­ mu j ą te miejsca. g ru p y ele k tro n ó w tró j. mianowicie w y k ry te do­ piero w r. Z dobyte drogą teoretycznych dedukcyj poglądy na związek pom iędzy budow ą atom u a układem periodycznym znalazły całkowite potwierdzenie doświadczalne. g ru p ę elek tr o n ó w d w u - k w a n to w y c h — gru p ą L. L. n a to m ia s t 14 pierwiastków. posiada własności dość do niego zbli­ żone. czyli dość głęboko w ew nątrz atom u. rozd z. podobnie ja k w idm a optyczne bu­ dowę g rupy zew nętrznej. 3.

u ja w n ia ją b u d o w ę zło ż o n ą . które da ły b y się np. porównać 1 W b ard zo siln ie r o z sz cz e p ia ją c y c h p rzy rzą d a ch prążk i w id ­ m o w e n ie k tó r y c h p ierw ia stk ó w . k tó re są w y w o ła n e przez ru ch y w iro w e e le k tr o n ó w -p la n e t. że zjawisko rozszczepienia światła bynajm niej nie zależy. ja k to przypuszczano początkowo. którego w artość nie zależy od długości fali pro­ mieni p a d a ją c y ch (czyli od ich twardości). tłum aczy się zderzeniami k w antów świetlnych z zaw artym i w atomie elektronam i. Polega ono na ty m . w ykryte w r. od rzeczywistych czę­ stości obiegów elektronów w atom ach. sz c ze g ó ln ie p ierw ia stk ó w o w y s o ­ k im cięż a rze a to m o w y m . W praw dzie zjawiska promieniotwórczości. C o m p t o - n a i zwane wobec tego zjawiskiem Com ptona. jako zja­ wisko foloeleklryczne. o tyle badanie budowy jąder atomowych w y­ szło w' roku 1934 zaledwie z okresu pierwszych po­ czątków. elektron ten zostaje w yrzucony z atom u. jednakże dotychczas nie zdołaliśmy jeszcze dostrzec jakichś prawidłowości. 0 ile teoria elektronowej powłoki atom u (czyli ato m o ­ wego „układu plan e tarn e g o “ ) jest już z głównych zarysach wykończona. zachodzi wów­ czas zjawisko. gdy zdano sobie sprawę z tego. Budowa atomu 275 dopiero około r. p r z y c zy m o d leg ło ści p o m ię d z y p o sz c z e g ó ln y m i p rą żk a m i sk ła d o w y m i są bez p oró w n a n ia m n iejsze od ty c h . 1922 przez amerykańskiego fizyka A rtu ra H . T ę „ n a d su b te ln ą “ b u d o w ę n a le ż y za tem p ra w d o p o d o b n ie p rzy p isa ć w z a je m n y m o d d z ia ły w a n io m p o m ię d z y jąd ram i a to m o w y m i i e le k tr o n a m i-p la n e ta m i. 1920. Gdy oddziaływanie fali świetlnej na obiegający po swym torze elektron jest dostatecznie silne. 18* . które poznaliśm y już poprzednio. że gdy promienie R ónt- gena ulegają rozpraszaniu przez lekkie pierwiastki. izo­ topii pierwiastków i ta k zwanej nadsubtelnej budow y prążków w idm ow ych1 d a ją nam pewne wskazówki. lecz od zbioru wszystkich możliwych częstości drgań prążków w idm o­ wych danego atom u. Interesujące i ważne zjawisko. po­ tra fim y też już również pobudzać ją d ra atom owe i w y­ woływać wysyłanie przez nie krótkofalowego promienia. w ystę­ puje w yraźne zwiększenie długości fali promieni rozpro­ szonych.

276 Zasady fizyki z tym i. 1924 L o u i s d e B r o g l i e wprowadził do fizyki pojęcie fal m aterii jako odpowiednik teorii k w antów świetlnych. której długość o trzy­ m am y. powinny w ykazyw ać zjawiska interferencji. LXX F A L E M A T E R II W spółczesna teoria kw antów świetlnych przypisuje rów­ nież i światłu pewne podstaw owe własności. że ostatnio dokonane odkrycia n eu tro n u i do­ datniego elektronu stanow ią obiecujący początek jego roz­ wiązania. leżące z grubsza pomiędzy 108 i 1010 cm na sekundę. Jeżeli pogląd ten jest słuszny. 1927 fizycy a m erykańscy D a ­ v i s s o n i G e r m e r zdołali stwierdzić doświadczalnie ist­ nienie interferencji elektronowej. c h a ra k te ry z u ­ jące m aterię. że z k a ż d ą poruszającą się cząsteczką m ate ria ln ą związana jest pewna fala. zupełnie ta k samo. to wiązki promieni elektro­ nowych. zostają odbite tylko w pew nych ściśle określonych kierunkach. czy i odwrotnie nie m ożna by przenieść na m aterię najbardziej chai'akterystycznej wła­ sności światła-—jego n a tu r y falowej. jak promienie B ontgena. analo­ giczne do tych. odpow iadających napięciom od 10 do 100000 woltów. dzieląc e lem entarny k w a n t działania przez masę i przez prędkość cząsteczki. . Istotnie w r. Potrafili oni w ykazać. Stworzenie kwantowej fizyki jąd e r a to m o ­ w ych stanow i jedno z najbliższych wielkich za d ań fizyki. De Broglie przyjął. że promienie elektronowe. Napięciom ty m odpow iadają bowiem prędkości elektronów. Być może. jakie obserw ujem y w w y p a d k u promieni R óntgena. W te n właśnie sposób w r. padające n a powierzchnię k ry­ ształu. Wobec tego nasuwała się myśl. jakie rządzą własnościami chemicznym i pier­ wiastków. przede w szystkim zaś nieciągłą budowę. a zatem odpow iadające im długości fal de Brog- lie’a zawarte są mniej więcej w granicach od 10"7 cm do 10‘9 cm.

77 pokazuje dla przykładu pierścienie interferencyjne promieni elektronow ych. zbadali promienie elektronowe. R u p - p o w i powiodło się w ykazać doświadczalnie istnienie zjawiska całkowitego odbicia promieni elektronow ych. Fale materii 277 których interferencja znana już była od czasu odkrycia Lauego. ugiętych na kryształkach jodku kadm u. które okazały się zgodne z obliczonymi teoretycznie. W ten sposób zauważono powstaw anie pierścieni ugięcia. że nie tylko promienie elektronowe. odpowiadające n ajrozm aitszym ilościom woltów. po­ trafił on wywołać ugięcie promieni elektronow ych naw et na zwykłych siatkach optycznych i wyznaczyć na tej pod­ stawie długości odpow iadających im fal de Broglie’a. 77. K irchnera). a n a w e t i promienie mo­ lekularne (złożone z cząstek gazu). Stwierdzono później. przez cienkie folie metalowe i przez blaszki miki. Rys. U ginanie fal elektronow ych na kryształkach jodku kadm u (w edług F . Obecnie więc interferencja i uginanie się promieni . lecz również i prom ienie protonowe. w y k a z u ją zjawiska ugięcia. Liczni inni badacze. gdy elektrony przechodzą Rys. prow adząc dalej doświadczenia Davissona.

278 Zasady fizyki m aterialnych stanow ią równie dobrze ugruntow ane fakty doświadczalne. u jm u jąc ą zjawiska z grubsza oraz subtelniejszą o p ty k ą fizyczną fal. S c h r ö d i n g e r rozwinął w r. Tylko w ty m w y p a d k u możliwy je s t ruch perio­ dyczny. m echanikę „ u n d u la c y jn ą “ . że tylko wówczas możliwe są ru ch y periodyczne po torach zam kniętych. posiadających wielkie znaczenie dla m echaniki atom ów. że przyjęcie istnienia fal m ate ria ln y c h prowadzi n a ty c h m ia s t do wniosków. staw iając swą hipo­ tezę. „fizyczną“ . nasuwała się więc myśl przeniesienia i do dziedziny m echaniki c h a ra k te ry ­ stycznego dla teorii światła rozróżnienia pom iędzy geome­ try c z n ą o p ty k ą promieni. odpow iadających roz­ m iarom atom ów. T ra d y c y jn a m e ­ . ja k w te d y tylko pow staw ać mogą tony. ja k się zwykle mówi. na k tó ry c h pew na c h a ra k te ry z u ją c a ruch elektronu wielkość m echa­ niczna je s t rów na całkowitej wielokrotności elem entarnego k w a n tu działania. że tra d y c y jn a m echanika może posiadać podobne braki. gdy dłu­ gość s tru n y jest równa całkowitej wielokrotności połowy danej długości fali. gdy stosujem y ją do obszarów dostatecznie dużych czyli. odpowiadające określonym długościom fali. H ipoteza istnienia fal m aterii odsłoniła daleko sięgającą analogię pom iędzy rozchodzeniem się w przestrzeni k w a n ­ tów świetlnych i cząstek m aterialnych. m akroskopow ych. gdy długość to ru zam kniętego stanow i cał­ kow itą wielokrotność odpowiedniej długości fali de Bro- glie’a. ja k o p ty k a geom etryczna. m usim y ją zastąpić przez doskonalszą. J u ż de Broglie mógł w ykazać. Z założenia tego w y n ik a bowiem. Mecha­ nika ta zatem może prowadzić do praw idłow ych wyników. 1926 pierwszy myśl. podobnie. gdy n a to m ia st chodzi o zastosowania do obszarów. Dzięki założeniu de Broglie’a została zatem w yjaśniona w n a tu r a ln y sposób podstaw ow a za­ gadka teorii kw antów : to. że w a to m a ch są dopuszczalne tylko pewne wyróżnione to ry elektronowe. chara k te ry z u ją c e fale świetlne. ja k analogiczne do nich od daw na już-znane zjawiska.

k tó rą m usim y w e d ł u g B o r n a za­ stosować do fal m aterii.1 Pozwoliła ona je d n a k ustalić. W związku z ty m stało się od razu możliwe w yzyskanie do rozwiązywania zagadnień fizyki atomowej szeregu czysto m ate m a ty c z n y c h pojęć i m etod. . Przez konsekw entne rozwinięcie ty ch myśli Schrödin­ ger stworzył tzw. W ścisłym związku z m echaniką falową Schrödingera znajduje się „mechanika kwantowa“. W krótce po ich po­ w staniu ustalono. z w a n e „ w a rto ścia m i w ła s n y m i“ ró w n a n ia . Fale materii 279 chanika czyli „m echanika prom ieni“ musi stanowić przy t y m pewien w yp a d e k szczególny m echaniki undulacyjnej. ty p u od. w y stę p u ją c e w ró w n a n iu (p a ra m etry ). jakie stanowiły p u n k t wyjścia Schrödingera. k tó re sta n o w i p o d sta w ę jeg o m ech a n ik i. że dwie te teorie są sobie zupełnie równo­ ważne m atem atycznie. To. p o sia d a ją p ew n e ściśle ok reślo n e w a r to śc i. że jedynie całkowite zerwanie z w yobrażeniam i fizyki klasycznej i całkowite wyrzeczenie się wszelkiej poglądowości pozwoli rozwiązać zagadnienia fizyki atomowej. k tóra jest co praw da n ader skom plikowana pod względem m a te m a ty c z n y m . równocześnie mniej więcej rozwinięta przez H e i s e n b e r g a . Pew ną. g d y w ielk o ści. D o p u sz cz a on o na ogół is tn ie n ie ro zw ią za ń sk o ń c z o n y c h ty lk o w ty m w y p a d k u . W a rto ścio m za ś w ła sn y m p o d sta w o w e g o ró w n a n ia S ch rö d in g era o d p o w ia d a ją śc iśle rów n ież o k reślo n e w a r to ści en ergii. k tóre już od połowy 19-go stulecia stanow iły m ateriał gotowy do zużytkow ania. stanowi konieczne następstw o pew nych prawidłowości m a ­ tem atycznych. Schrödinger dążył do przerzucenia m ostu pom iędzy fizyką klasyczną i atom ow ą. u Schrödingera całkowicie 1 R ó w n a n ie fa lo w e S ch rö d in g era . d a w n a ju ż zn a n eg o m a te m a ty k o m . że dwie te teorie pomimo ta k wręcz przeciwnych p u n k tó w wyjścia są sobie równoważne'. chociaż Heisenberg wyszedł z poglą­ dów w p ro st przeciwnych tym . „mechanikę falową“ . daje się zrozumieć na podstaw ie i n te rp re ta c ji. Heisenberg n a to m ia s t był mocno przeświadczony. je s t ta k z w a n y m „ rów n an iem r ó ż n ic z k o w y m “. że istnienie poziomów ener­ getycznych grających podstaw ow ą rolę w fizyce atom u.

Fizyka atom ow a musi jednakże 1 R o zró żn ia n ie m e c h a n ik i fa lo w ej od k w a n to w e j m a d zisiaj n a tu ra ln ie z n a czen ie je d y n ie h isto r y c z n e . ze względu na ich c h a ra k te r undulacyjny. podobnie ja k natężenie pola elek­ trycznego w postaci elektrom agnetycznych fal świetlnych. by m ożna je było Lu omawiać. Samo praw dopodo­ bieństwo jest wielkością sta ty sty c z n ą. w stosunku do której zap atry w a n ia Schrodingera w y d a ją się zupełnie uzasad­ nione. Przez uwzględnienie tego rezonansu falowo-me- chanicznego Heisenberg zdołał np. . podległych prawidłowościom sta ty sty c z n y m . Now opowstała m echanika falowa1 udowodniła swą wiel­ k ą użyteczność w fizyce atomowej przez liczne jej zastoso­ wania już w latach 1926 i 1927. atom am i. wielkość. uzyskać zadowalające wyjaśnienie zagadkowego przedtem ty p u widnia elektrycz­ nie obojętnego (a więc niezjonizowanego) ato m u helu.280 Zasady fizyki a b stra k cy jn ą . do jakiego prowadzi m echanika falowa. n a to m ia s t do procesów elementarnych. że pom iędzy procesami atom ow ym i. stosuje się ujęcie Heisen- berga. Szczególnie godny uwagi wynik. zastosowania te są jednak zb y t trudne. k tó ra rozchodzi się w przestrzeni w postaci fal m aterii. działających pom iędzy przeciwnie naładow anym i. powiązał Born z prawdopodobieństwem fakt u. stanowi zrozumienie. a więc zjonizowanymi. że cząsteczka m aterialna znaj duj e się w pewnej określonej chwili w są­ siedztwie wziętego pod uwagę p u n k tu . a więc związany z pewnym i drganiam i. zaw artym i w atom ie helu. za­ chodzi tu ta j rezonans pom iędzy dwom a elektronam i-pla- netam i. mogą zachodzić zjawiska w rodzaju rezonansu. LXXI CZĄSTECZK I Od chwili pow stania teorii elektronowej starano się spro­ wadzić istotę procesów chemicznych do sił elektrycznych.

jednakowe liczby cząsteczek. Opierali się oni na h i p o t e z i e A v o g a d r y . O zon je s t tró ja to m o w ą o d m ia n ą tlen u . według której jednakow e objętości rozm aitych gazów zawierają pod ty m sam ym ciśnieniem i w tej samej tem peraturze.1 Okazuje się np. siarka zaś n a w e t o śm io a to m o w e . rozd z. ile wynosi sum a d a ­ nych początkowo liczb cząsteczek wodoru i chloru. 72. 1927. to jest z jednego a to m u wodoru i jednego a to m u chloru. że liczne pierw iastki posiadają w stanie gazowym cząsteczki dwu- alomowe. że prócz w iązań tego rodzaju istnieją również i wiązania pom iędzy a to m a m i obojętnym i. są p raw ie b ez w y ją tk u je d n o a to m o w e . Zrozumieniu tego faktu fizycz­ nego zawdzięcza chemia niezwykle interesujące odkrycie parawodoru. iż g a z o w y fo sfó r i arsen za w iera ją c z ą ste c z k i c ztero - n to m o w o . najw ażniej­ szym przykładem w iązań takich są te.. że litr wo­ doru i litr chloru łączą się na 2 litry chlorowodoru. że w takich dw uatom ow ych cząsteczkach pierwiastków w ażną rolę musi odgrywać rezonans falowo-mechaniczmj pomiędzy dwoma jednakow ym i atom am i. tw orzą więc 1 Por. n a le ż ą c y c h do p ierw szy ch grup u k ład u p erio d y czn eg o . W edług hipotezy A vogadry musiało więc po reakcji chemicznej po­ w stać tyle cząsteczek chlorowodoru. S tw ierd zo n o .2 Nowoczesna teoria atom ow a wykazała. że w odór musi stanowić mieszaninę cząsteczek dwu różnych rodzajów. więc również i cząsteczki chloru oraz wodoru m uszą każda z kolei zawierać po dwa a to m y . orlowodoru obydwa ją d ra wodoru. złączone w cząsteczkę. jakie istnieć mogą pom ędzy atom am i jednego i tego samego pierwiastka. P o ­ nieważ je d n a k cząsteczki chlorowodoru m uszą składać się każda z dwóch atom ów. Na podstaw ie obserwacyj spektroskopowych oraz rozważań kw antow o-teoretycznych D e n n i s o n i M a c L e n n a n wywnioskowali w r. . w irują w ty m sam ym kierunku. 2 C zą steczk i par p ier w ia stk ó w . w cząstecz­ kach tzw. Cząsteczki 281 przyjąć. J u ż na początku 19 wieku chemicy stwierdzili.

które są wywoływane jedynie przez zm iany pierwszej części składowej energii cząsteczki i leżą w dalekiej podczerwieni. zaś energia ruchu elektronów pozostaje bez 1 R u c h w ir o w y p ro to n ó w m a w ty m p rzy p a d k u z u p e łn ie ten sa m ch arak ter.2 Z teorii kw a n tó w w ynika dalej. drugą — energia drgań w ykonyw anych w ew nątrz cząsteczki przez związane ze sobą jąd ra atom owe. trzecia część wreszcie pochodzi od ruchów elektronów we w nętrzu atom ów. Najwięcej światła na budowę cząsteczek rzucają na ogół ich widm a. niż w idm a atom ów . że energia czą­ steczki składa się z trzech części.1 w cząsteczkach paraw o- doru ją d ra te w iru ją w kierunkach przeciwnych. widm a rotacyjne (np. które leżą w bliższej podczerwieni i p ow stają wówczas. Fizycy znają istotnie tzw. widma rolacyjno-oscylacyjne związków wodorowo- halogenowych. 282 Zasady fizyki magnesy jednakow o skierowane. są one więc magnesami. zawierającej 2 5 % paraw odoru). B o n h o e f f e r o w i i H a r t e c k o w i udało się istotnie o trzym ać w r. lecz p o sia d a ją p rzeciw n ie sk iero w a n e b ie g u n y . ja k o m ó w io n y p o p rzed n io ruch w ir o w y elek tro n ó w . gdy zm ieniają się dwa pierwsze składniki energii cząsteczki. obecność paraw odoru daje się stwierdzić dzięki tem u. skierowanym i w prost przeciwnie wzglę­ dem siebie. 1929 p raktycznie czysty paraw odór w tem p e ra tu rz e ciekłego powietrza. por. że w wodorze o te m p e ra ­ turze norm alnej musi istnieć trz y k ro tn ie więcej cząsteczek ortow odoru niż paraw odoru. Dokładnie zbadano również i tzw. w ynika to stąd. z któ ry c h każda posiada szereg własnych poziomów. 2 M a g n esy te są w ię c w p r a w d z ie r ó w n o leg łe. W idm a cząsteczek są znacznie bardziej zło­ żone. 68. widmo rotacyjne p a ry wodnej). jednakże w m iarę obniżania te m p e ra tu ry ilość paraw odoru w zrasta. . rozd z. że różni się on swym ciepłem właściwym i przew od­ nictwem cieplnym od zwykłego w odoru (a więc od norm al­ nej mieszaniny. Pierwszą część stanow i energia ruchu obrotowego samej cząsteczki.

p ow stają przez jednoczesne współdziałanie zmian wszystkich trzech składników energii cząsteczki. dla jednego litra pary. np. np. O trzy­ m ano dobrą zgodność wartości. zużyte zostaje wów­ czas pewne ciepło dysocjacji. 78 w idzim y część widm a cząsteczki jodu (J2) jako przykład uszerego­ ■■ /:■m ': wania prążków w widmie cząsteczkowym. Badanie w idm pasm ow ych postawiło fi­ zykę teoretyczną wobec znacznie jeszcze trudniejszych zadań. wyznaczo­ nych bezpośrednio termochemicznie i pośrednio na dro­ dze optycznej. leżące w dziedzinie widzialnej i w nadfiolecie. T a k zwane widm a pasmowe. niż badanie prążko­ w ych widm atom ów . cząsteczki p a ry jodu. Cząsteczki 283 zmiany. W idm a pasmowe d ają n a m piękny do­ wód słuszności zasadniczych pojęć teorii widm. W wielu w yp a d k a c h można było wyznaczyć z widm rotacyjno-oscylacyjnych „częstości własne“ cząsteczek. N a rys. umożliwiając wyznaczanie ciepła dysocjacji cząsteczki na drodze optycznej. ulegają rozpadowi na dwa odrębne atom y. Gdy dw uatom ow e cząsteczki pierwiastków. na podstawie pom iarów term ochem icznych m ożna w y­ znaczyć w zwykły sposób w artość tego ciepła. W idm a pasmowe składają się z licznych grup bardzo blisko siebie skupionych prąż ­ ków. pomimo to już około r. Teoria kw antow a widm daje nam jed n a k również możność obliczenia ciepła dysocjacji na pod­ stawie własności w idm a cząsteczki. czyli częstości drgań związanych ze sobą w ew nątrz cząsteczki . 1925 zdołano stworzyć zadowalającą i n a der doskonałą teorię widm cząstecz­ S kowych.

przeprowadzone na n a jro z m a it­ szych związkach nieorganicznych i organicznych. u góry w idm o światła padającego. Zjawisko R am ana w edług R am ana i K rish n an a. 1928 przez fizyka indyjskiego R a m a n a i nazw ane na jego cześć zjaw iskiem Rom ana. niowania rozproszonego przez ciecz ostre prążki. należące. . S ia tk i atomowe w kryształach należy również uważać za pewien szczególny w ypadek tw orzenia się cząsteczek. dotyczący częstości własnych cząsteczek. 79. Znacznie dogodniejszą m etodę b a ­ dania tych drgań nastręcza zjawisko. u dołu w idm o światła rozproszonego przez czterochlorek węgla. przesunięte względem p rążka promieniowania padającego. przy czym różnice częstości drgań promieniow ania rozproszonego i padającego okazały się niezależne od częstości drgań Lego ostatniego. 79. przedstaw ia nam jako przykład zja­ wisko R a m a n a dla czterochlorku węgla (CC14). do obszaru podczerwieni.284 Zasady fizyki ją d e r atom ow ych. ja k już wspom nieliśm y wyżej. w y k ry te w r. dały olbrzymi m ateriał. Dokładne badania zjawiska R a m a n a . R a m a n przepuszczał światło jedno­ barwne przez rozm aite ciecze i znalazł w w idm ach promie- Rys. Dalsze badania R a m a n a potwierdziły jego przypuszczenie. że niektóre z ustalonych przezeń różnic częstości drgań zgadzają się ze znanym i już poprzednio podczerwonym i częstościami w łasnym i cząsteczki rozpra­ szającej. Rys.

Obok siatek w y­ jątkow o prostego ty p u . jednakże wobec prawidłowości upo­ rządkow ania atom ów w siatce m ożna cząsteczkom tym przyporządkow ać zupełnie określone form uły chemiczne. L. że w sia tc e d ia m e n tu c z te r y d o w o ln ie w z ię te są sia d u ją ce ze so b ą a to m y w ęg la sta n o w ią za w sze w ierzch o łk i p raw id ło w eg o czw o ro ścia n u . z jakich składają się ciała. 80.81. tworząc wierzchołki sześcianów. 80 podano dla przykładu siatkę soli kamiennej (chlorku sodu): ato m y sodu i chloru porozmieszczane są na zmianę w jednakow ych od siebie odległościach. i W. stworzone zostały podstaw y. Badanie budow y siatek krystalicz­ nych m etodam i spektroskopii rentgenowskiej zostało zapo­ czątkow ane w 1913 r. . według którego ciepło jest n a tu r y m echa­ nicznej. soli kamiennej. Siatka krystaliczna skomplikowane. istnieje na turalnie wiele innych typów . przez W. że stała siatki. LXXII K IN E T Y C Z N A T E O R I A M A T E R II J u ż z początkiem 19 wieku R u m f o r d pierwszy sfor­ mułował pogląd. Opierając się na znanej gęstości soli kamiennej i na w artościach ciężarów bezwzględnych jej atom ów składowych. II. B r a g g ’ów (ojca i syna).10"8 cm. Kinetyczna teoria materii 285 Na rys. jakie repre­ zentuje siatka soli kam iennej.1 a po­ śród nich niektóre bardzo naw et Rys. gdyż polega ono na ruchach najm niejszych cząstek m aterialnych. można było łatwo wyliczyć. K ryształy stanow ią właściwie olbrzymich rozm iarów cząsteczki. a więc odległość pomiędzy dwom a bezpośrednio sąsiadującym i ze sobą atom am i różnego rodzaju. Gdy n a stę p ­ nie w połowie 19 stulecia w y k ry to równoważność ciepła i prac y m echanicznej. w y ­ nosi 2. na k tó ­ 1 D la p rzy k ła d u p r z y to c z y m y jesz c z e.

które p rzy zderzeniach całkowicie zachow ują swą energię ruchu. rozdz. Nazwę jednego mola n a d a je m y takiej ilości gra­ mów danej substancji.1 w y k ry te empirycznie przez B o y l e ’a już około połowy 17 wieku. inaczej mówiąc. 41. jak cząstki w ciałach stałych i ciekłych.2S6 Zasady fizyki rych mogła rozwijać się od r. W edług tego poglądu ciśnienie gazu jest spowodowane przez ustawiczne uderzanie szybko poruszających się czą­ steczek o ścianki naczynia. odwrotnie pro ­ porcjonalne do objętości. biegnących szybko we w szystkich możliwych kierunkach. stanowi pogląd. zaś pomiędzy zderzeniami ożywione są rucham i jed n o sta jn y m i i prosto­ linijnymi. wówczas oczywiście dw ukrotnie większa liczba cząsteczek uderza w ty m sam ym czasie w pewną w ziętą pod uwagę część powierzchni ścianki. równy je s t w najogólniejszym w y p a d k u ilo­ czynowi ilości „molów“ gazu przez te m p e ra tu rę bez­ względną oraz przez pewną stałą uniwersalną. 1850 kinetyczna teoria m a ­ terii. o ile więc reszta w arunków pozostaje bez zmiany. k tó ra równa je s t jej ciężarowi czą­ 1 P or. czyli. ta k ja k nas uczy praw o. tak. że cząsteczki w ga­ zach ożywione są jedynie ruchem postępow ym i nie są związane z określonymi położeniami równowagi. p rzy czym na ruchy ich w pływ ają jedynie ścianki naczynia oraz zderzenia z innym i cząsteczkami. W edług tego praw a iloczyn ciśnienia przez objętość. Same cząsteczki w yobrażano sobie jako kulki doskonale sprężyste. jako rój cząsteczek. początkowo jak o kinetyczna teoria gazów. ciśnienie musi być proporcjo­ nalne do gęstości. której jed n y m z głównych twórców był C l a u s i u s . Podstaw ow ą myśl teorii gazów. Gdy po d w a ja m y gęstość gazu. k tó ry jest stały w danej te m ­ peraturze. . Należy więc w y o b ra ­ żać sobie gaz. zw aną stałą gazową. K inetyczna teoria gazów prowadzi nas również do za­ sadniczego „prawa gazów“.

(gdyż liczbę cząsteczek otrzym ujem y. a więc (jak tego uczy również i hipoteza A vogadry) zawsze tę sam ą liczbę cząsteczek. musi zawierać tę sam ą we wszystkich w y p adkach liczbę molów.6 . która rośnie proporcjonalnie do pierw iastka kw adratow ego z te m p e ra tu ry bezwzględnej. dzieląc stałą gazową przez liczbę Loschm idta. w w y p a d k u cząsteczki jedno- atom owej t a w artość przeciętna jest półtora raza większa od iloczynu te m p e ra tu ry bezwzględnej przez ta k zwaną stałą B o l t z m a n n a . z praw a gazów w ynika n a t u ­ ralnie. W tem p e ra ­ turze 0° C wynosi ona dla wodoru około 1700. rozd z. Kinetyczna teoria materii 287 steczkowemu. 4 4 ).008. np. Prędkość ruchu cząsteczek. 2 P or.1019 cząsteczek. wybiegających z powierzchni parującego m etalu. 1920 udało się zresztą S t e r n o w i zmierzyć bezpośre­ dnio prędkość jednoatom ow ych cząsteczek. z jakim gazem jednoatom ow ym m a m y do czynienia. k tó rą otrzym ujem y. im lżejsza jest cząsteczka. jest ty m większa.2 W jednym centym etrze sze­ ściennym gazu w 0° pod ciśnieniem atm osferycznym znaj­ duje się 2. dla azotu — około 450. że pewna określona objętość dowolnego gazu. 100 gr a z o tu zaw iera z a te m 3 . W r.5 6 9 m olów . niezależnie od tego. mnożąc liczbę molów przez stalą Loschm idta).71. 1 N p . Ilo c z y n tej sta łej p rzez (n a tu ra ln y ) lo g a r y tm s t a ty s ty c z n e g o p ra w d o p o d o b ień stw a (o d p o w ied n io zd efin io w a n eg o ) d a je w ła śn ie w a r to ść en tro p ii. jed en m ol a zo tu (N 2) w a ż y 2 8 .3 T a k np.1 0 14 erga. przypadającej na pojedynczą cząsteczkę. zaś dla tlenu — około 420 m etrów na sekundę. 57. w tem peraturze 0° przeciętna w artość energii ruchu cząsteczki jednoato- mowej wynosi 5 . p o d ­ danego określonemu ciśnieniu i znajdującego się w okre­ ślonej tem peraturze. srebra. 3 S ta ła B o ltz m a n n a o d g ry w a za sa d n ic zą rolę ró w n ież i w B o ltz - m a n n o w sk im p raw ie en tro p ii (por. . g d y ż cięża r a to ­ m o w y a z o tu w y n o si 14. w postaci tzw.0 1 6 gr.1 Odwrotnie. ro zd z. W ćdług kinetycznej teorii gazów te m p e ra tu ra je s t okre­ ślona przez średnią w artość energii ruchu.

czyli tzw. n ie za ś o c z ą ste c z k a ch . ja k ą cząsteczka gazu przebiega przeciętnie pom iędzy dwom a zderzeniami. że prawie wszystkie ciała stałe w y k a z u ją tę właśnie w artość ciepła atom owego. Dalszy rozwój teorii gazów doprowadził około 1860 r. p rzy ­ czynę ciepła ciał stałych odnajduje ona n a to m ia s t w drga­ niach. ciepło gazów z postępow ym ruchem ich cząsteczek. k tó ra p o w in n a b y ć d o k ła d n ie rów na p otrójn ej sta łej g a zo w ej. N astępnie L o s c h m i d t . jakie w ynikały z kinetycznej teorii gazów. odległość. rów ną cię­ żarowi atom ow em u). znalazł on rzeczywiście Lakie w a r­ tości. opierając się na danych doświadczalnych. ja k już widzieliśmy. a więc w przybliżeniu około sześciu kalo­ riom (gram atom em n a z y w a m y ilość gram ów.2 1 M ó w im y tu ta j u m y śln ie o a to m a c h . ja k już wspom niano wyżej. 2 W r z e c z y w isto śc i m ie r z y się ciep ło w ła śc iw e pod sta ły m c iś n ie ­ n iem . je s t wr zwykłych w a r u n ­ kach rzędu wielkości około jednej stutysięcznej c e ntym etra. gdy zm iany te m p e ra ­ tu ry zachodzą w stałej objętości. że ciepło właściwe jednego g ra m a to m u dowolnego pierw iastka s ta ­ łego. zdołał pierwszy. w ykonyw anych przez a to m y ciała. 288 Zasady fizyk i „prom ieni atomowych“. Długość drogi swobodnej obliczył M a x w e l l . że cząsteczka jakiegokolwiek gazu. D u l o n g i P e t i t znaleźli na drodze doświadczalnej już w 1819 r. wyznaczyć w przybliżeniu w 1865 r. P rzew y ższa on o w p rzy b liż en iu o 10% w a r to ść ciep ła w ła ­ ściw eg o w sta łej o b ję to ści. równać się potrojonej stałej gazowej. czyli tzw. zajm owanej przez gaz po skropleniu. z n a j­ dującego się w zwykłej tem p e ra tu rz e i poddanego zwykłe­ mu ciśnieniu. do zrozumienia. dotyczących lepkości gazów. jej droga swobodna. musi.. musi zderzać się z innym i cząsteczkami kilka m iliardów raz y na sekundę. K inetyczna teoria m aterii wiąże. ciepło atomowe. k la ­ syczna teoria kinetyczna prowadziła do wniosku. Istotnie. k tó ry wziął p o n a d to pod uwagę w artość objętości. bezwzględną wielkość cząsteczek i atomów. . ze w zg lęd u n a o m a w ia n y p o p rzed n io ob raz sia tk i a to m o w e j.1 Tzw.

z których składa się m ateria. p o kryw ają się oczywiście z pewnym i częstościami drgań. k tórych istnie­ nie stwierdzono przede w szystkim u pierwiastków lekkich.2 „ S ta ty s ty k a k w a n to w a “ . Z d ru ­ giej stro n y ujaw niły się również pewne zależności po­ między tym i częstościami. 1907. 48. ro zd z. Einstein przyjął. 1827 na d robniutkich ziarenkach pyłku roślinnego. ru ­ chy te zauważył po raz pierwszy b otanik B rown w r. w ynikają stą d interesujące związki pom iędzy n a u k ą o cieple a spektroskopią. gdy E i n s t e i n wprowadził do kinetycznej teorii m aterii pojęcia kwantowe. Bezładne ruchy cząstek. a zwłaszcza diam ent. Kinetyczna teoria materii 289 Odchylenia od praw a Dulonga i P e tita . k tó ra zastąpi­ ła w związku z ty m w kinetycznej teorii m aterii dawniejszą. ty m w ię k sz e są c z ę sto śc i jeg o d rgań i e le m e n ty en ergii. unoszących się w wodzie. a sprężystym i własnościami ciał stałych. ja k beryl. Często­ ści drgań atom owych. bezładne ruchy zygzakowate. później zaś w bardzo ni­ skich tem p e ra tu ra c h u wszystkich ciał stałych. analogicznych do kw antów świetlnych. Dokładniejsza teoria kinetyczna ciał stałych musi naturalnie przyjąć za p u n k t wyjścia budowę w spom nianych już wyżej siatek atom owych. „ sta ty sty k ę klasyczną“ . mniej dokładną. grające podstaw ową rolę w kw a n ­ towej teorii ciepła właściwego ciał stałych. pozwoliła istotnie przewidzieć w spom niane wyżej pozorne anomalie. Małe ziarenka stałej zawiesiny w cieczy lub w ga­ zie w y konyw ają szybkie. jakie w yzna­ czono na drodze optycznej. ujaw niają się bardzo wyraźnie w ta k zwranych ruchach B r o w n a . przy czym każdy elem ent energii rów ny jest iloczynowi elem entarnego kw an tu działania przez częstość drgań atom ow ych. d la te g o w ła ś n ie w sz e lk ie a n o m a lie w y stę p u ją sz c zeg ó ln ie siln ie u p ierw ia stk ó w lek k ich . 3 W y m ia r y lin io w e ta k ic h zia ren ek w y n o sz ą za le d w ie ok oło 1 /2 00 m m .3 R u c h y te nie stanow ią naturalnie rzeczywistych 1 P or. Zasady fizyki 19 . 2 Im lż e js z y je s t a to m .1 znalazły zadowalające w ytłum aczenie w r. że energia drgań atom ów ciał stałych składa się z elem entów energii.

o k tó ry m wspo­ m inano już krótko w jed n y m z poprzednich rozdziałów. ja k i energię swego ruchu. gdyż te ruchy cieplne zachodzą ta k szybko. W edług bo­ wiem s ta ty s ty k i klasycznej elektron swobodny m usiałby 1 P or. że oko ludzkie jest już w stanie je dostrzec. że w y m y k a ją się już one spod naszej obserwacji. W postaci ruchów Browna ujaw niają się je d n a k przesunięcia w ypadkow e cząstek. tak. że poruszające się tłum nie elektrony przenoszą zarówno ładunki elektryczne. w yw ołanych przez ciepło. zachodzące w dłuższych odstępach czasu. rozd z.1 W edług tego praw a stosunek przew odnictw a cieplnego do przew odnictw a elektrycznego m eta lu rów ny jest iloczynowi te m p e ra tu ry bezwzględnej przez pewien czynnik stały. 49. Teoria Drudego dawała bardzo proste i przekonyw ające uzasadnienie praw a W iede m a n n a -F ra n z a . . coraz bardziej zaczął się um acniać pogląd. J e d n a k ż e elektronowa teoria m etali Drudego natrafiła na trudności pozornie nie do przezwyciężenia. W roku 1900 D r u d e spróbował po raz pierwszy rozwinąć ten pogląd w teorię m etali. LXXIII M ETALE Gdy pod koniec X I X stulecia istnienie elektronu stało się pewne. nie­ zależny od n a tu r y m etalu. Praw o to w ynikało w teorii Drudego z faktu. Teoria ruchów Browna pozwala obliczyć z dużą dokładnością liczbę Loschm idta na podstaw ie zaobserwowanych wartości przesunięć w y­ padkowych.290 Zasady fizyki przemieszczeń cząstki. stanow ią zatem jednocześnie p rąd elektryczny i strum ień ciepła. stosując do tych swobodnych elektronów m eto d y leorii gazów. że c h a ra kterystyczne zachowanie się melali pod względem elektrycznym należy przypisać obecności w ich wnętrzu swobodnych elektronów.

a n a w e t i w jeszcze wyższych tem p e ra tu ra c h . Ponieważ w ynik taki znajduje się w oczywistej sprzeczności z doświadczeniem. że m asa elek­ tro n u jest. gdy poddam y je bardzo wysokim ciśnieniom w tem peraturze bardzo nie­ wielu stopni powyżej zera bezwzględnego. 69) zasad ą P a u lie g o . co i cząsteczka jednoatom ow a. 1927 S o m m e r f e l d zbu­ dował nową teorię metali. ja k dotąd. 1 S ta ty s ty k a F erm ieg o w ią że się ze w sp o m n ia n ą ju ż w y żej (por.1 w ynika mianowicie. Wskrzeszenie swe zawdzięcza ona dopiero nowym ideom kw antow ym . to według sta ­ ty sty k i Fermiego „gaz elektronow y“ musi być całkowicie zwyrodniały już w tem p e ra tu rz e zwykłej. jego energia i ciśnienie m uszą być wyższe od pewnej zupełnie określonej „energii zerowej“ i pewnego określonego n a der wysokiego „ciśnienia zero­ w ego“ . W sk u te k tego na w e t w gazach doskonałych w y­ stępować powinny w b. Teoria Sommerfelda każe nam przypisać ciśnieniu we­ w nętrznem u gazu elektronowego nieoczekiwanie wysoką wartość. z powodze­ niem dalej. swobodhe elektrony pow innyby wyraźnie zwięk­ szać zasób energii cieplnej m etalu. W idzimy stąd. 1926. gdy te m p e ra tu ra gazu dowolnie naw et mało różni się od zera bezwzględnego. w której dość trudne szczegóły nie m ożem y się t ut aj zagłębiać. Gdy je d n a k w gazach rzeczywistych zwy­ rodnienie może się ujaw nić jedynie wówczas.000 atmosfer. niskich te m p e ra tu ra c h objaw y tzw. rozd z. 2000 razy mniejsza od m asy najlżejszego atom u. że. W r. a ponieważ trudno jest uważać liczbę swo­ bodnych elektronów za dużo m niejszą od liczby atom ów m etalu. teoria metali Drudego poszła stopniowo w zapomnienie. wynoszącą około 100. 19* . W ynika to stąd. „zw yrodnienia“ . slahjshjce Fermiego. okrągło licząc. Ze s ta ty s ty k i Fermiego. w prow adzonym do fizyki teoretycznej przez F e r m i e g o w r. teoria Sommerfelda nie n a p o ty k a już na wspom ­ nianą wyżej trudność i rozwija się. Metale 291 posiadać tę sam ą przeciętną energię ruchu. opierając się na tzw.

67. nowoczesna fi­ zyka teoretyczna o p a rta je s t n a poglądzie. Pogląd ten. L X X IV NIEOZNACZONOŚĆ Ś W IA T A ATOM OW EGO J a k już przekonaliśm y się wielokrotnie. a więc wielkość. że w obwodzie zam kniętym . k tó rą m ożna wyrazić iloczynem długości przez masę i przez prędkość. w ykrył P e l t i e r . por. ro zd z. k tóre d ają się dobrze w y tłum aczyć przez założenie istnienia w m etalach zwyrodniałego gazu elektro­ nowego. że. drugie n a to m ia s t oziębia. 1927. wśród k tó ­ rych najważniejsze są w y k ry te już od daw na zjawiska See- becka i Peltiera. ja k w ykrył H e i s e n b e r g w r. gdy dwa miejsca spojenia z n a jd u ją się w różnych te m p e ra tu ra c h . utw orzony z dwóch m etali. w y z n a c z a n ie to ru elek tr o n u w e w n ę tr z u a to m u w od oru . której klasyczna teoria m etali nic była w stanie pokonać. Do faktów. przewodnictwo elektryczne i cieplne m etali. prowadzi do w yniku. S e e b e c k stwierdził już w 1821 r.1 składa się zawsze z całkowitej liczby kw antów elem entarnych. mającego 1 P r z y p o m n ijm y so b ie n p .292 Zasady fizyk i że siatka atom ow a m etalu musi działać na elektrony ze znaczną silą. Ciepło właściwe gazu elektronowego okazuje się około 70 razy mniejsze od wartości. należy. w sk u te k tego odpada całko­ wicie trudność. pow staje p rąd „termoelektryczny“ . dalej niejednokrotnie już om awiane i t a k ważne dla radiotechniki zjawisko w ysyła­ nia elektronów przez rozżarzone m etale. ab y zapobiec ich wybieganiu na zewnątrz. W 1834 r. następnie m agne­ tyczne własności m etali a przede w szystkim również i zja­ wiska term oelektryczne oraz term om agnetyczne. że działanie. jedno z miejsc spojenia ogrzewa się. odwrotnie.. . ja k już wspom niano wyżej. jakiej należało by oczekiwać według sta ty s ty k i klasycznej. złożonym z dwóch różnych m e­ tali. podczas przepływ u p rąd u przez obwód zam knięty.

lub przypisanie im określonego kształtu czy też wyraźnych granic. ja k i „ p ę d u “ cząstki (pędem nazyw am y według ogólnie przyjętego określenia iloczyn m asy cząstki przez jej prędkość). podzielonemu przez liczbę 2 n . Niepewność. co chcemy mierzyć wre wnętrzu atomów. W wieku bieżącym teoria atom ow a przekształciła się z hipotezy w jeden z najlepiej u g runtow anych pewników fizyki. W sk u te k tego w świecie atom ów tra c ą swój sens pojęcia zwykłej m echaniki. według której. znając chwilowy stan układu fizykalnego. musi zawsze być co najm niej równy ele­ m e n ta rn e m u kw antow i działania. ma ona rozstrzygające znaczenie we wszystkich procesach. m usim y to okupić bardzo dużą nieoznaczonością wartości pędu i odwrotnie. G dy chcemy zatem bardzo dokładnie w yzna­ czyć położenie cząstki. nieunikniona we wszelkich takich procesach. że nie jest możliwy dokładny (w sensie mechaniki klasycznej) opis zachowania się elem entarnej cząstki m aterii. Teoria kw antów prowadzi jednakże do wniosku. że przy każdej próbie jednoczesnego wyznaczenia położenia i pędu iloczyn niepewności. że możemy przypisyw ać a tom om b y t rzeczywisty jedynie w sensie odm iennym . N ie jest możliwe dokładne określenie położenia elektronów. okazuje się mianowicie porównywalna z w ar­ tościami tego. które dostrzegam y naszymi zmysłami. Zasada niepewności Heisenberga przekonała jednakże fizyków. zachodzących w ew nątrz atom ów. Za niewzruszalny dogm at fizyki uznawano zawsze za­ sadę przy czy nowości. niż to czynim y w stosunku do otaczających nas w życiu codziennym przedmiotów'. Nieoznaczoność świata atomowego 293 podstaw owe znaczenie dla nowoczesnego fizykalnego po­ glądu na świat. a więc np. elektronu. m ożem y dokładnie określić wszystkie . jakimi są obciążone obie zna­ lezione wartości. Nigdy nie m ożem y jednocześnie znać dokładnie obu tych wielkości. Okazuje się mianowicie. Jeżeli n a w e t związana z ty m „niepewność“ nie posiada znaczenia dla fizyki praktycznej. Tego rodzaju opis w ym aga dokładnego wyznaczenia zarówno po­ łożenia.

odkąd zasada zachow ania m asy stała się fu n dam entem chemii. 1881 przez am e­ rykańskiego fizyka M i c h e l s o n a. J e d n a k ż e odkrycie identyczności ty ch dwóch pojęć ta k wielkiej wagi przypadło w udziale dopiero początkowi X X wieku. tak n p . że w przyrodzie nie istnieją w ogóle żadne inne prawidłowości poza czysto sta ty sty c z n y m i. m ierzony przez obserw atora.294 Zasady fizyk i jego przyszłe stany. p rzesu w a ją cy ch się ru ch em je d n o s ta jn y m i p r o sto lin io w y m w z g lę ­ d em sieb ie. 2 W p ierw o tn ej. wówczas oczywiście t a k sform u­ łowana zasada przyczynowości staje się bezprzedmiotowa. 1915 u d a ło się E in ste in o w i sfo r m u ło w a ć „ o g ó ln ą “ teorię w zg lęd n o śc i. że ruch ziemi nie w y­ wiera żadnego wpływu na rozchodzenie się światła. Znaczna część fizyków skłania się dzisiaj do poglądu. 1906 z w yniku doświadczenia Michelsona swą słynną zasadę względności.1 E i n s t e i n w ysnuł w r. tz w . . jest względny i zależy od 1 D o św ia d c z e n ie M ich elso n a b y ło w ie lo k r o tn ie p o w ta rz a n e . D o p iero w r. ze szczeg ó ln ie w ie lk ą d o k ła d n o śc ią w 1929 r. doświadczalnym zaś podło­ żem tej teorii było z kolei ustalenie w r. za sa d a ta d o ty c z y ła z r e sz tą ty lk o d w ó c h o b serw a to ró w . które ze względów s ta ty s ty c z ­ nych m usim y przyporządkow yw ać licznym zbiorowiskiem dowolnych i przypadkow ych indyw idualnych procesów fizycznych. że czas. Za p u n k t wyjścia w ty m odkryciu posłużyła teoria względności Einsteina. Jeżeli jednakże s ta n obecny je s t z ko­ nieczności nieokreślony.2 Prow adzi ona do wniosku. zaś zasada zachow ania energii — jed n ą z podstaw fizyki. i że m ożna wyznaczać jedynie wartości takich wielkości. k tó ry opisuje jakiś proces fizyczny. LXXV MASA I E N E R G I A Pojęcia m asy i energii należą do najw ażniejszych w n a ­ uce o przyrodzie. „ sz c z e g ó ln e j“ teo rii w z g lę d n o śc i z roku 1905.

ale nigdy nie za­ obserwowano w artości od niej wyższych. P o n iew a ż ła ­ d u n ek n ie z a le ż y od p ręd k o ści. że każda zm iana energii ciała musi jednocześnie wywołać zmianę jego masy o wartość. nieskończenie wielką masę. by dla każdego obserw atora świa­ tło zawsze i we wszystkich kierunkach rozchodziło się z tą sam ą stałą prędkością. stw ierdzają słuszność relatyw istycznego wzoru na m asę. pom iary prędkości promieni b e ta dały wartości. rów ną wartości zm iany energii.1 Zasada względności prowadzi wreszcie. Z zasady względności wynika. a ty m bardziej jej przewyższyć. podzielonej 1 M ierząc o d c h y le n ia w ią z k i p ro m ien i b e ta w p o la ch e le k tr y c z ­ n y m i m a g n e ty c z n y m o k r e śla m y w ła śc iw ie sto su n e k ła d u n k u do m a sy dla s ta n o w ią c y c h te p ro m ien ie ele k tro n ó w . m asa rośnie bardzo szybko. gdy porusza się ono powoli. ja k w ykazał E in ­ stein. poruszającem u się wzglę­ dem niego z prędkością światła. m asa jego musi być już o 15% większa. . Masa i energia 295 położenia i prędkości ruchu tego obserw atora.8% prędkości światła. G dy prędkość ta zbliża się do prędkości światła. gdy n a to m ia s t prędkość ciała sięga 99. dokonanych na prom ieniach beta. do posiadającego wielkie znaczenie wniosku. dochodzące do 99. Istotnie. Dalszy w ażny wynik. Do wniosków ty ch należy przede w szystkim twierdzenie. szereg wniosków wielkiego znaczenia dla fizyki. że prędkość ruchu ciał materialnych nie może nigdy osiągnąć wartości prędkości światła. gdy prędkość ciała wynosi połowę wartości prędkości światła.8% prędkości światła. W edług relatyw istycznego wzoru na masę. do którego prowadzi zasada wzglę­ dności. W yniki pomiarów. polega na w ykazaniu. niż wówczas. m asa jego staje się szesnastokrotnie większa od swej wartości norm alnej. że masa poruszającego się ciała zależy od jego prędkości. jak to mógł wykazać Einstein. w ym agający. Zmierzone przezeń wartości czasu są przy ty m uw arunkow ane przez postulat. sto su n e k te n m a le je w m iarę w zro stu p ręd k ości. że obser­ w a to r m usiałby przypisać ciału. ta k .

okazuje się. . energię własną.296 Zasady fizyk i przez kwadrat prędkości światła. w ydaje się na to m ia st. której w artość otrzym ujem y. Odwrotnie. zmniejsza się również i jego m asa w p o d a n y m stosunku. Jeżeli obliczymy masę. pomnożonej przez kw a­ d r a t prędkości światła. ustalenie ciężarów atom ow ych izotopów umożliwia wyznaczenie energii we­ wnętrznej jąd e r atomów. mnożąc m asę przez k w a d ra t prędkości światła. zaw artej we wszech- świecie i całkowitej m asy świata. odwrotnie. że m ożna w y tłu ­ m aczyć drobne odchylenia m as sam ych izotopów od liczb całkow itych na podstaw ie relatyw istycznej zasady równo­ ważności m asy i energii. by m ożna je było zauważyć i zmierzyć. Ustalona niegdyś przez Lavoisiera zasada zachowania m asy oraz sform ułow ana przez Mayera i J o u le ’a zasada zachowania energii zostają w ten sposób złączone przez teorię względ­ ności w jed n ą zasadę. W ty m nowym ujęciu wielkością stałą jest sum a całkowitej energii. związane z dostrzeganym i przez nas zm ianam i energii. W ypływ a stą d dalszy wniosek. Masa i energia sta ją się pojęciami identycznym i. jednakże zasada równoważności m asy i energii gra bardzo w aż n ą rolę w fizyce jąder atomo­ wych. J a k wiemy. rów now ażną energii ruchu cząstki alfa. każda m asa — pewną tzw. zapas energii jakiegoś ciała zmniejsza się przez promieniowanie cieplne. że jej równoważnik m asow y m o­ że już wywierać dostrzegalny wpływ na ciężar atomowy. m asa ciała pochłaniającego promieniowanie ulega zwiększeniu. Gdy np. różniącym i się od siebie jedynie o uniw ersalny spólczynnik proporcjonalności. są n a turalnie z b y t małe. wyrzuconej z ato m u pierw iastka promienio­ twórczego. że-każda w ogóle energia posiada pew ną m asę i na odwrót. znaczne odchylenia wartości ciężarów a to m o ­ wych od liczb całkowitych zostały wyjaśnione dzięki od­ kryciu izotopów. że wynosi ona prawie jeden procent m asy a to m u wodoru. Z m iany m asy. E nergia w ew nętrzna ją d e r a to m o ­ w ych jest zatem ta k duża.

ja k ą dać m ogą do­ piero najpotężniejsze współczesne hydroelektrownie. wynosząca 9. ab y o trzym ać t a k ą ilość koni parow ych. po­ czynając mniej więcej od r. odpow iadając na to ostatnie p ytanie. A stronom iczny obraz wszechświata rozszerza! się. zdołała zastąpić mgliste spekulacje przez ścisłe rozum ow ania. W ysta rcz y ło b y wówczas w prow adzać do tej m a ­ szyny co godzinę kilka gram ów jakiejkolwiek substancji. że można by ją pędzić na koszt energii własnej dowolnego wprowadzonego do niej ciała. Coraz bardziej olbrzymie stawraly się odległości. 20 bilionów kaloryj. będącej jed n y m z najbliższych obiektów. dzieląca słońce od ziemi. O biekty te w większości w ypadków obserw ujem y w postaci mgławic spiralnych. około 4 la t na przejście do ziemi od najbliższej gwiazdy stałej i 850000 la t na przejście od dostrzegalnej jeszcze gołym okiem mgławicy A ndrom edy. jak zagadnienie małości atom ów. Poczynając mniej więcej od . w głąb k tórych przenikały ścisłe b a d ania i coraz bardziej kurczyła się w po­ rów naniu z nimi wielka sam a przez się odległość. czy też w ody albo n a w e t powietrza. Światło zużywa około 8 m in u t na przebycie 150 milionów kilometrów. w ynik ten m usim y uważać za jej szczególnie wielki sukces. stali lub wełny. W sz e ch św ia t 297 W ka ż d y m gram ie m asy drzemie olbrzym ia ilość ener­ gii własnej. że posiadam y cudowną m aszynę. a naw et i przez dane liczbowe. 1910. LXXVI W S Z E C H Ś W IA T Równie żywo. zajm o­ wał od najdaw niejszych czasów fizyków i filozofów proble­ m a t odw rotny. t a k zbudow aną. w t a k szybkim tempie. leżących już poza układem drogi mlecznej. W y o b ra ź m y sobie teraz. jakiego dawniej tru d n o się było n a w e t spodziewać. Fizyka współczesna. a mianowicie zagadnienie wielkości wszech­ świata. okrągło licząc.1020 ergów lub. leżących pom iędzy nam i a słoń­ cem.

1930. 9. rozdz. podw a­ ja ją się w przeciągu 1300 milionów lat. Stosunek takich odległości do odległości ziemi od słońca jest mniej więcej taki. Prędkość ucieczki mgławicy okazuje się równa 180 kilom etrom na sekundę. 2 E in ste in o w sk a teo ria g r a w ita c ji. znacznie większą rolę odegrały tu ta j badania nad zjawiskiem Dopplera w m gła­ wicach spiralnych. Oznacza to nader szybkie rozszerzanie się wszechświata. pom nożonym przez jej odległość.1 w y k ry to prędkości ucieczki mgławic proporcjonalne do ich odległości i dochodzące do 24000 kilom etrów na sekundę (co równa się 8 % prędkości światła). ja k stosunek tej ostatniej odległości do szero­ kości palca. p o w sta ła w r. że m asa wszechświata je s t około dziesięciu bilionów (1013) razy większa od przeciętnej m asy jednej 1 Por. Okazuje się więc. że wiele mgławic z n a j­ duje się w t a k wielkich od nas odległościach. w yrażoną w milionach la t świetlnych. że w szystkie odległości we wszechświecie powiększają się w przeciągu jednego miliona lat o jedną 1700-ną część swej wartości. że na ich przejście światło zużywa 100 do 200 milionów lat. że m asa wszechświata jest równa 2. gdyż odległość n a j­ dalszych zmierzonych mgławic w zrasta co dwie godziny o odstęp. przy założeniu oczy­ wiście. czyli. .1055 gram a. Teoria rozszerzającego się wszechświata prowadzi na podstawie względnościowej teorii graw itacji2 E i n s t e i n a do stosunkow o prostej zależności. k tó ra pozwala obli­ czyć całkowitą masę wszechświata. J e d n ak ż e nie tylko stwierdzenie istnienia ta k potwornie wielkich odległości wpłynęło w rozstrzygający sposób na nasze w yobrażenia o wszechświecie. ja k już w spom niano wyżej. dzięki k tórym . zw a n a ró w n ież o g ó ln ą teo rią w z g lęd n o ści.298 Zasady fizyk i r. 1915. m ożna już było stwierdzić. inaczej mówiąc. W ynika stąd. że teoria E insteina jest słuszna. rów ny odległości pom iędzy ziemią i słońcem. Z obliczeń tych wynika.

k tóre p rzy­ b y w a ją z zew nątrz do naszego układu słonecznego. ja k do kosm o­ logii. stanowiącej trójw ym iarow ą analogię do d wu ­ wymiarowej powierzchni kuli. . rozdz. że liczba wszystkich elektronów we wszechświecie jest rzędu 10 79. iż w roku 1933 pod wpływem now opow stałych teoryj zaczyna się zarysowywać raczej wycofywanie się z takiego stanowiska. Zagadnienie wieku wszechświata stanowi bardzo t r u d n y pro b le m at w kosmologii. zastosować słowa Goethego. Gdy w latach od 1917 do 1932 fizycy skłaniali się raczej do pojm ow ania wszechświata. że najwyższe szczęście myślącego człowieka polega na zbadaniu wszystkiego.2 w yznaczenia wieku meteorów. jako zam kniętej w sobie przestrzeni. P ro b le m a t budow y w szechśw iata należy do najciekaw ­ szych współczesnych zagadnień fizyki. 1 J e s t sa m o przez się zro zu m ia łe. że rozszerzanie się wszechświata mogło się rozpocząć zaledwie przed jed n y m lub co najwyżej kilku m iliardam i lat. .Por. ab y spokojnie móc ukorzyć się przed nie- poznawalnem . niż wynosi wiek m inerałów ziem­ skich.1 w ydaje się. Byłoby to niewiele tylko więcej. co można zbadać. W sz e ch św ia t 299 mgławicy spiralnej i około 1022 razy większa od niesłychanie wielkiej m asy słońca. lecz bardzo już osobliwy jest fakt. nie d a ją liczb większych. że w ża d en sp o só b n ie m o żn a u z m y sło w ić so b ie ta k a b str a k c y jn e g o w y o b ra ż en ia . że. 64. Na podstawie rozm aitych rozw ażań fizycy i astronom ow ie znaleźli. Z n a jd u je m y stą d dalej. ja k w spom i­ naliśm y wyżej. opartej na fizyce. Do żadnej je d n a k chyba gałęzi fizyki nie d a ją się t a k dobrze.

285 E h ren h aft 217 H e rtz H . 224 G ehrcke 16 Barkla 236 G eissler 221 B artholinus 37 D G erm er 276 B audot 123 124 D aguerre 48 G iauquc 247 Becquerel 224 D alto n 212— 215 G ilb e rt 53 Bell 127 D avisson 276 G oudsm it 267 B enson 203 D avy 90 G ram m e 85 Bentley 181 D e F o rest 108 G rim aldi 10 B îot 39 D em o k ry t 212 B irge 247 D ennison 281 Black 170 179 180 D escartes 30 H B lackett 254 258 D ew ar 187 H aas A. L . de 187 Bleakney 248 D ollond 33 H arteck 282 B ohr 263 D o p p ler 24 i nast. H . 8 118 119 B rasch 256 E in ste in 21 289 294 298 H ess 258 B rew ster 35 E ngl 157 H eusler 79 B roek. 257 259 2o0 Gauss 73 120 Bainbridge 246 C u rie M . van d en 242 H itto rf 222 Broglie (Louis de) 276 F H off. 285 Edison 50 87 88 91 157 H e rtz G . (Sklodowska) 224 G ay-Lussac 168 Balm er 265 C urie P. SKOROWIDZ NAZWISK A C Feddersen 112 113 A bbe 45 46 C agniard de Ia T o u r 185 F erm i 239 261 291 A epinus 72 C ailletet 186 F ran ck 262 Alexanderson 133 C arn o t 201 F ran k lin 69 A m père 59 76 Celsius 167 F ran z 191 290 A nderson 258 Chadw ick 244 255 257 Frau n h o fer 7 21 A ndrew s 185 Clausius 173 174 286 Fresnel 11 15 37 A ngstrom 5 C ockcroft 255 F rim an 239 Arago 37 C om pton 14 275 Aston 245 Coolidge 232 G Avogadro 219 281 C oulom b 54 58 G alileusz 47 179 Crookes 222 B G alvani 56 C u rie I. 262 Bragg W . 263 Blagden 188 D iesel 208 H aas. von 85 195 287 D ufay 53 H eisenberg 279 280 292 Bonhoeffer 282 D ulong 288 H elm holtz 172 B orn 279 H en ry 83 Boyle 168 182 184 286 E H ero 198 Bragg W . Heaviside 138 B oltzm ann 116 118 176— 178 D ru d e 290 H efner-A lteneck. van t* 189 B row n 289 Fah ren h eit 167 H ughes 122 127 B unsen 22 Faraday 68 78 80 215 216 219 H uygens 11 16 37 .

M ariotte 168 W ien 196 R ow land 13 61 M asolle 157 W ilke 72 R uhm cr 157 M axwell 116— 119 288 W ilson 228 R um ford 285 M ayer R ob. 14 M ac L ennan 281 W ehnelt 109 R ichardson 105 224 M alus 36 37 W heatstone 121 123 R öm er 1 M arconi 133 W iedem ann 191 290 R öntgen 231 i nast. 241 M ichelson 2 294 M illikan 217 218 219 S Z M orse 120 121 Scheele 194 Zeem an 268 M oseley 237 i nast. Skorowidz nazwisk 301 J N Schrödinger 278 280 Jansen 45 N e e f 113 Schulze 48 Jo h nston 247 N e rn st 189— 190 Seebeck 292 Joliot 257 260 N eu m an n 81 82 Shim izu 229 Joule 171 186 N ew com en 198 Siedentopf 47 N ew ton 4 6 16 192 274 Siegbahn 239 K N icol 38 Siem ens 84 85 K am erlingh O nncs 64 79 187 N iepce 48 Snellius 30 K apica 73 Soddy 227 249 K arolus 159 O Som m erfeld 269 291 K aufm ann 223 S tark 269 O cchialini 258 K eesom 187 Stefan 195 O ersted 57 K epler 47 S tein h eil 120 O hm 63 K e rr 159 S te rn 287 Olszewski 186 K irchhoff 22 194 195 Strauss 108 O tto 207 Strow ger 129 K irsch 255 K ohlrausch 60 117 K orn 162 P T K raru p 126 P acin o tti 85 T esla 113 K rishnan 284 P an eth 253 T ho m so n J. 127 W att 198 M W eber 60 117 120 R eiss E. P e tit 288 Laval. S ch o tt 33 Z sigm ondy 47 . 223 245 P ap in 183 198 T h o m so n W . 112 173 176 • L P arsons 203 186 L andé 269 Pauli 271 T u v e 248 Lange 256 P eltier 292 Laue 233 i nast. J. 171 172 W róblew ski 186 R upp 277 M eissner 134 R u th erfo rd 227 230 249 254 M eitner 259 Y R u th s 206 M endelejew 241 Y oung 4 5 34 R ydberg 265 M eyer L . de 203 Pettersson 255 U L avoisier 296 Pixii 84 U hlenbcck 267 Lebiediew 119 Planck 21 197 U rey 247 L enard 20 Plücker 221 L enz 82 P o rro 48 V Lewis 248 Prdvost 195 V ogt 157 L ieben 108 P u p in 131 Volta 55 56 L inde 186 L orentz 221 268 R L oschm idt 219 288 VV L um ière 50 R am an 284 Ram say 227 242 W alton 255 L um m er 16 W ashburn 247 R eaum ur 167 R eis P h.

SKOROWIDZ RZECZOWY A Cewka indukcyjna 113 D rgania elektryczne 111— 115 A bsorpcyjne w idm a 23 C hlorow ce 241 D yna 55 A chrom atyczne soczewki 33 C hłodnica absorpcyjna 211 D ynam om aszyna 85 A diabatyczny proces 173 Chłodnica m aszyny parow ej D yspersja 274 A komodacja 42 201 202 A ktyn 251 C iało szkliste (oko) 42 E A kum ulator 65 C iem nia optyczna 41 E fekt naskórkowy (skinefekt) Alfa cząstki 226 C ieplne przyrządy elektryczne 92 93 Alkaliczne m etale 241 266 E kstraprądy 82 A m per (jednostka) 59 Ciepło dysocjacji 283 Elektroliza 215 216 Analiza w idmowa 22 C iepło parow ania 180 E lektrom agnesy 77 79 A ngstróm (jednostka) 5 C iepło rozpuszczalności 187 Ciepło spalania 200 Elektrom agnetyczne falc 117- A nodow y p rąd 106 119 A ntena 135 136 137 Ciepło topnienia 179 Ciepło u tajone 179 Elektrom agnetyzm 57 A ntena odbiorcza 141 E lektrom otor 86 A ntykatoda 231 Ciepło w ew nętrzne ziem i 193 Elektrom otoryczna siła 61 A pochrom atyczne układy 45 C iepło właściwe 171 190 Elektronow e prom ienie 277 A tom istyka 212 C iśnienie gazu 286 287 Elektronow e zderzenia 262 Atomowa powłoka 261 C iśnienie osm otyczne 188 Elektronów interferencja 276 A tomowa siatka 284 292 C iśnienie pary 182 183 Elektronów ugięcie 277 A tomowe ciepło 288 C iśnienie światła 119 Elektronów w irow anie 267 A tomowe jądra 284 296 C om ptona zjawisko 275 E lektrony 223 Atom ow y ciężar 214 296 C oulom ba praw o 54 55 C urie-p u n k t 79 E lektronydodatnie258259260 A tom ów rozbijanie 254— 256 E lektrony powłoki pow ierz­ A tom u m odel 230 263 Czas pobudzenia atom u 270 chniow ej atom u 273 A tom w odoru 263 Czas przepołow ienia 250 E lektrony swobodne 290 A tom y 212 Czas (względny) 294 Elektrostatyczna jednostka na­ A vogadry hipoteza 287 Cząsteczki dw uatom ow e 281 boju 55 A vogadry liczba 219 C zęstość drg ań 5 Elektryczności ilość 54 A udionow e połączenie 142 C zęstość pośrednia 149 E lektryczność szklana 54 Elektryczność żywiczna 54 B D E lem ent galwaniczny 65 Barwy 6— 9 D alekopis 125 E lem entarny kw ant elektrycz­ Barw y zasadnicze 50 D etektor kryształkowy 142 ności 216 B ateria 65 D iam agnetyzm 78 Elem enty energii (kwanty) 289 Bensona m etoda 203 D iam ent 190 285 Em anacja ra d u (radon) 249 Biegun (m agnetyczny) 58 D iaterm ia 139 E nergia 19 294 Boltzm anna stała 287 D io p tria 32 E nergia jonizacji 262 B row na ruch y 289 D ław iki 93 E nergia pobudzenia 262 D ługość fal świetlnych 4 5 E nergia własna 296 297 C D opplera zjawisko 24— 27 298 E nergia zerowa 291 Całkowite odbicie 31 D ostrajanie 136 141 E ntropia 173— 176 287 C entralne ogrzew anie 193 D roga sw obodna 288 i E rg 20 .

Izotopy tlen u 247 L am pa wielosiatkowa 149 F iltry częstości 124 Izotopy w odoru 247 Lam pa wolframowa 88 Fluorescencja 270 Lam pa żarow a 87— 89 Fotoelcktryczna kom órka 160 J Lam pow e stopnic w zm ocnie­ Fotoelektryczne zjawisko 17 Jądro atomowe 230 nia 151 275 Jądro w odoru 244 L am py jarzeniow e 270 Fotografia 48— 50 Jenajskie szkło 33 168 Lauego fotogram y 234 i nast. Ł adunek (nabój) elektryczny 85 K inetyczna teoria m aterii 54 55 G łośnik 148 285— 290 Ł adunek elektryczny jądra G ram atom 288 K ocioł Papina 183 244 G w iazdy podw ójne 26 K ocioł parow y 200— 203 Łączenie przeciw sobne 122 K om órka selenowa 160 Ł u k elektryczny 90— 91 H K ondensator (elektryczny) Ł ukow a lam pa 90 91 H afnjum 274 67— 69 H eavisideła w arstwa 138 K ondensator obrotow y 69 M H efnera świeca 89 K ondensor 34 M agnetyzm 57 58 H el 187 227 253 K on stan tan 64 M agnetyzm ziem ski 77— 78 H elu w idm o 280 K onw ekcyjne prąd y 61 M anganina 64 H e n ry (jednostka) 83 K osm iczne prom ieniow anie M asa 294 295 296 H e rtz (jednostka) 138 258 M asa m agnetyczna 58 H eterodynow y odbiór 149 K osm ologia 297— 299 M aszyna kom presyjna 210 H euslera stopy 79 K rótkie fale (elektryczne) 138 M aszyna o w ielokrotnym roz H ygrom etr 183 K rótkofalow y nadajnik 150 prężeniu 202 K rytyczna tem p eratu ra 185 M aszyna parow a 198— 203 I K rytyczny stan 185 M aszyna w zbudzająca elek­ Ilość ciepła 170 K ryształy 233 234 284 285 trom agnesy 94 Ilość zm ian p rą d u 92 K ryształy soli kam iennej 285 M aszyny chłodzące 209— 211 Im m ersja 45 K ryształy śniegu 181 M axwella relacja 118 Indukcja (elektrostatyczna) 72 K ulom b 60 M axwella rów nania 117 Indukcyjne p rąd y 80— 83 K w ant działania 21 197 263 M echaniczny rów now ażnik Interferencja elektronów 276 K w antow a liczba 264 ciepła 171 172 Interferencja światła 14— 16 K w antow a m echanika 279 M echanika falowa 279 .192 K w antow a statystyka 289 Fading 136 Izolator (elektryczny) 72 K w anty świetlne 21 Fale (elektrom agnetyczne) Izolator wysokonapięciowy Kwarcow a lam pa 90 117— 119 103 Fale ultrakrótkie 139 156 166 Izoterm icznc przem iany 173 L F a ra d 67 Izotopia 245 i nast. Fotografia barw na 50 Jony 215 Lejdejska butelka 69 Fotografia w podczerw ieni 49 L enza reguła 82 Franklina płyta 69 K Liczba porządkow a 240 242 Fraunhofera prążki 7 21 K abel masowy 102 L in ie sił pola elektrycznego 71 Fresnela doświadczenie 15 K abel olejowy 103 L in ie sił pola m agnetycznego K abel podm orski 126 73— 76 G K abel telefoniczny 129 L oschm idta liczba 219 G alw anom etr 59 K aloria 171 L ód 180 G auss (jednostka) 73 K ą t graniczny 31 L ó d suchy 211 G az generatorow y 208 K ą t w idzenia 44 L u n eta 47 48 G azy szlachetne 241 K e rra kom órka 159 L upa 44 G azy trw ale 185 K ilogram om etr 20 L u p a czasowa 52 Geisslerow skie ru rk i 221 K ilow attgodzina 62 G enerator lampowy 134 Kinem atografia 50 52 157 L G eneratory p rą d u stałego 84 i nast. Lam pa elektronow a 142 143 Ferrom agnetyzm 79 Izotopy chloru 245 Lam pa rtęciow a 90 Film dźwiękowy 157 i nast. Skorowidz rzeczow y 303 F Izolacja cieplna .

Podw yższenie p u n k tu w rze­ Prom ieniotw órczość 224 248- A ltenecka 85 nia 188 253 N a wpół przepuszczalne błony Pojem ność (elektrostatyczna) Prom ieniow anie charaktery­ 188 67 styczne 236 Neonow e światło 270 Polaryzacja (światła) 34— 36 Prom ieniow anie cieplne 194— N eutrodynow e połączenie 148 P c a ry z ac ji kąt 35 198 N eutrony 257 Polaryzacyjne przyrządy 36 Prom ieniow anie słoneczne 195 N icola pryzm at 38 Pole elektryczne 70— 73 196 Pole m agnetyczne 73— 79 Prostow niki 105— 108 O Pole w irow e 97 P rostow nik rtęciow y 106— 108 O biektyw 45 Polon 250 Prostow nik suchy 108 O bniżenie pu n k tu zam arzania Porywacz czasu 52 Protony 255 188 Potencjałów różnica 61 Pryzm atyczna luneta 48 . Prom ienie beta 224 295 N apięcie siatki 109 Pierw iastki czyste (bez izoto­ Prom ienie dodatnie 245 N atężenie pola elektrycznego pów ) 246 Prom ienie gam m a 251 252 70 Piezoelektryczność 139 Prom ienie graniczne 236 N atężenie p rą d u 59 Pobudzenie atom u 270 P rom ienie katodowe 220— N aturalny szereg pierw iast­ Podczerw ień 8 9 224 ków 240 Podw ójne załam anie 37— 40 P rom ienie m olekularne 277 N aw inięcie podw ójne d ru tu 83 159 Prom ienie protonow e 277 N aw inięcie twfornika H efner. 304 Zasady fizyki M etale 290— 292 O brazy osiowe w kryształach P otencjom etr 66 67 M eteory (wiek) 253 40 Poziomy energetyczne (ato­ M gław ice 297 O chrona cieplna 192 mowe) 263 M gławice spiralne 297 O dbicie światła 28 29 Pozitrony 259 M ieszaniny oziębiające 188 O dbiorniki radiow e włączane Półwattówka 90 M ikrofale (elektrom agnetycz­ do sieci 150 P raca 19 62 ne) 139 Ognisko (optyczne) 29 Praw dopodobieństw o 280 M ikrofon 127 128 146 O gniw o galwaniczne 65 Praw o gazów 286 M ikrofon elektrodynam iczny O hm a praw o 63 66 Praw o K irchhoffa 194 146 O ko 40— 44 Praw o odbicia 28 M ikrofon kondensatorow y 146 O kular 45 Prawo prom ieniow ania (Plan­ M ikroskop 44— 47 O m (jednostka) 63 cka) 197 M odulacja 127 O pornik (reostat) 65 Praw o przesunięć (W iena) 196 M ol 286 287 O pór elektryczny 63— 67 Praw o Stefana-Boltzm anna M o to r benzynow y 208 O rtochrom atyzacja 49 195 M o to r czterotaktow y 207 O rtow odór 281 Praw o stosunków stałych 213 M o to r D iesla 208 O św ietlenie elektryczne 87— Praw o stosunków w ielokrot­ M o to r gazowy 208 91 n ych 214 M o to r lotniczy 208 O zon 281 P rąd elektryczny 56 M otory spalinowe 206— 209 P rąd przem ienny 91— 97 M otory w ybuchowe 207 P rąd przesunięcia 116 P Prądnice prądu przem iennego N P ara 180 182 183 93 i nast. N abój (ładunek) elektryczny P ara nasycona 182 P rąd y cieplne 193 54 55 Para w ysokoprężna 203 P rąd y indukcyjne 80— 83 N achylenie m agnetyczne 78 Param agnetyzm 78 P rądy T esli 114 115 N aczyniówka (oko) 41 Paraw odór 281 282 P rądy wirow e 82 83 N adajnik lampowy 134 Parow anie 183 Prędkość światła 1— 3 295 N adfiolet 8 9 Periodyczny układ pierw iast­ Proces kołowy (cykliczny) 175 N adprzew odnictw o 64 ków 241— 248 271 200 N adsubtelna budow a prąż­ Perm alloy 80 126 Projekcyjny przyrząd 34 ków w idm ow ych 275 P erp ctu u m m obile 174 P rom ienie alfa 225— 228 251 N apięcia podział 66 Pierścienie N ew tona 4 5 Prom ienie atom ow e 288 N apięcie elektryczne 61— 62 Pierw iastki 212 i nast.

W 270 R y d b erg a s ta ła 263 265 W ario m e tr 83 T elefo n 127-132 W arto śc i w łasne (rów n. T e le g ra f 119 —126 S ch rS d in g era) 279 S a c h a ry m stria 40 T e le g ra f bez d ru tu 132 i n ast. Ś w iecen ie te m p e ra tu ro we270 R en tg en a prom ien ie 14 231—-j S y n c h ro n iz a c ja filmu 162 236 S zereg i przem ian pro m ien io ­ R ów nolegle łączen ie 83 V olty sto s 56 tw ó rczy ch 250 R urka do w yładow ań e le k tr. tła 30 118 T ra n s fo rm a to r częstości 134 R adon (em anacja rad u ) 249 S p rzężen ie z w ro tn e 134 T ri-e rg o n 157 R am ana zjaw isko 284 S ta ła d ie le k try c zn a 63 118 T rójfazow e silniki 95—97 R e fle k to r 90 S ta ła gazow a 286 T rój p rąd 96 R entgenow ska d iag n o sty k a S ta ła sia tk i 285 T u rb in a p aro w a 203—206 235 S ta rk a zjaw isko 269 T u rb o g e n e ra to r 205 R entgenow ska terapia235236 S te re o s k o p 43 T urm alin 38 R entgenow skie lam py 231 232 S te ro w a n ie kw arcem 139 T w o rn ik b ę b now y 85 R entgenow skie w idm a 236 — S to p k i b ezp ieczn ik o w e 91 T w o rzen ie się lodow ców 180 241 274 Stru m ień siły m agnetycznej R ezonans 136 141 U 81 R ezonans falow o-m echanicz. R ad io tele g ra fia 133 i n a st. Skorowidz rzeczowy 305 P rzekazyw anie en erg ii elck-j S ia tk a d y frak c y jn a 12—14 T eleg rafia p o dakustyczna 124 try c z n c j na odległość ICO—| S ia tk a (w lam pie e le k tro n o ­ T eleg rafia w ie lo k ro tn a 123 105 w ej) 1G9 T eleg raficzn e p rzek azy w an ie P rze k a źn ik (relais) 121 S ia tk ó w k a (o k o ) 42—43 ob razó w 162 Przem iany pierw iastk ó w 249 S k a la te m p e ra tu r 167 T e m p e ra tu ra bezw zględna P rze rw a isk ro w a 114 S k in e fe k t (e fe k t n a sk ó rk o 168 169 P rzery w acze e le k try c zn e 113 w y) 93 T e m p e ra tu ra n a sycenia 182 P rzesu n ięcie fazy (p rąd u S k ła d o w a poziom a n atężen ia T eo ria em isyjna św iatła 16 przem iennego ) 93 po la m ogn. U gięcie e le k tro n ó w 277 Sublim acja 184 ny 280 281 U ginanie św iatła 10—14 S u b te ln a budow a prążków R ozszczepienie w idm ow e 274 U kład periodyczny p ie rw ia st­ w idm ow ych 268 R ozszerzanie się w szechśw ia­ ków 243 Ś w iatło n a tu ra ln e 34 35 ta 298 U ltra m ik ro sk o p 47 Ś w ia tło sp o lary zo w an e 34 35 R oztw ory 187 — 189 U ran 250 i nast. P rzew o d y w ysokiego n apię 176 T e rm o m etr gazow y 168 cia 102 Soczew ka oczna 41 T erm o m etr lek arsk i 169 P u n k t p o tró jn y 184 Soczew ki 31—33 T erm o m etr w odorow y 169 P u n k ty zasadnicze te rm o m e ­ Soczew ki ro z p ra sza ją ce 33 Term os 192 tru 167 S oczew ki sk u p iające 32 Tęcza 6 P y ro m e tria 170 So len o id 74 T ęczów ka (oko) 41 S p e k tro sk o p ia m asow a 245 Tłum ienie d rg a ń 133 R S pójność (o p ty czn a) 15 T o r (p ie rw ia s te k ) 251 R ad 224 249 Sp ó łczy n n ik w ydajności p ro ­ T o r (tele g ra fic z n y ) 124 R adiofonia 145 — 157 cesu kołow ego 201 T ram w aj e le k try c zn y 86 R adio telefo n ia 140 Sp ó łczy n n ik z ałam an ia św ia­ T ran sfo rm ato r 98 i n a st. W a tt 62 Sam oindukcja (indukcja w ła ­ T e le g ra f lite ro w y 122 W en ty l (e le k try c z n y ) 106 sna) 82—83 T e le g ra f m aszynow y 122 W e n ty la to r 183 S c y n ty la c je 225 T e le g ra fia k ab lo w a (tr a n s ­ W idm a a b so rp cy jn e 23 S e le k ty w n y o d b ió r 148—150 o cean iczn a) 125 W idm a em isy jne 22 Z asady fizyki 20 .J S k ręc e n ie płaszczyzny pola T e rm o d y n am ika 172—175 P rzew o d n ik i e le k try c z n e 72 ry zacji 39 T e rm o ele k try c z n o ść 292 P rzew o d y kablow e 102 Śm ierć ciep ln a w szechśw iata T e rm o m etr 168 i n a st. ziemi 78 T eo ria g ra w ita c ji (E in stein a ) Przew odnictw o ciep ln e 191 — S k ra p la n ie gazów 184—187 298 193 S k ra p la n ie p o w ie trz a 186 T eo ria un d u lacyjna 16 P rzew odnictw o ziemi 120 .

W zm acniacze w ysokiej czę ­ Z boczenie m ag n ety czn e 77 nc 282 sto ści 143 Z dolność em isyjna 194 W idm a siatk o w e 13 Z ero bezw zględne 168 W idm o sło n eczn e 6 7 Ziem ia (w iek) 252 253 W idm o w odoru 265 266 Z ałam anie św iatła 30 Z iem ie rz a d k ie 273 W idzenie na odległość 163 Z apis dźw ięków friatężeftip'. 306 Zasady fizyki W idm a pasm ow e 232 283 W zm acniacze lam pow e 108—j.Z jaw isko Z cem ana 268 W ielo siatk o w e lam py 149 wy 158 Z orza p o la rn a 270 W ilgotność 183 Z apis dźw ięków poprzeczny Z w ierciadła 28—29 W ilsona m eto d a 228 153 Z w ierciadło w klęsłe 28 29 W oda 171 Z a sad a H u y g en sa 11 Z w yrodnienie gazów 291 W oda c iężk a 248 Z a sad a niepew ności 293 W olt 61 62 Z asad a p rą d u w steczn eg o W o lto m ierz 67 (L inde) 186 Ż aró w k a z w łóknem m e ta ­ W rzen ie 180 Z asad a przyczynow ości 293 ! lowym 88 89 W szechśw iat 2 9 7 -2 9 9 Z asada zach o w an ia energii Ż arząca się k a to d a 106 W zględności te o ria 294 295 172 Ż yła (te le g ra fic z n a) 124 .Z asad y term o d y n am ik i 172 W idm a p rążk o w e (liniow e) 111 173 174 189 21—24 26 4 -2 6 9 W zm acniacze niskiej c zę sto ­ Z asięg (prom ieni a ) 251 W idm a ro ta c y jn e 282 ści 143 Z asobniki cieplne(R uthsa)205 W idm a ro ta c y jn o -o sc y lac y j.

1999 * 2009 -u-.11 $1 05.fe . IM *«i.U2 2013 -« a .1 tl .