m um

:
itófc :ssa
¡a■««. íj-«í
■ *£-?%£■
H í m I h I A
iiSS ■

4êw
;

- si «r
u.. wr-
im m pifSÄÄ
W00¿M:M¿
p ą p p S B ią B fe B lP
■ j

■O'*;,;.--.-:- ' - ■ , : ..¡ / r p.
P g ffö lra
g p j j g M i i i p f c ifcí- I
■y-, :“ ■
-. ■ ■/'*: :. V -'. ■■" ••■*; ;

p É lsilfiliiliil Ififé
iS liî l t 4„ ' T , -

ÍV -
I
' r

í § ‘ ; -J:*■i-\f ' f -
■ ilÉ S II . Ä ftÄ ^pg^üi
mm ¡Ü Ü
smA’rJíMiaíé#'*
SS:
r " -■'iHSf--àÿJ* /A .
iS Ü ïif . K-yy?:/ j
a"1'- ;>;:i :V:' ; '-V;7'.:^íí.-'-"í'-^-:.V-"v:'v>;-:í.;,-r,¡.-. i - : - . - " : ï ï .
fc-'.v^ ;7 v.0 :;-'r -"A .■':?.-'-,::"v;;:" ;;

v* -t1 , r‘ ' ¡ 's S m ' f® ill m > il - v’

ê'^Wk '': ^ & M :1 Ü 1 . ' ' . ^ ■■' “. A ' ‘" r .'' -;'C " Wjl

im . , . I '
mmmm
■ '( y \ . ‘
• : Í •
, :.;

B I B L I O T E K A W I E D Z Y T O M 18

DR A R T U R H A A S ^ r \ /%
P R O F . FIZYKI UNIW ERSYTETU W1EDEŃSK1EG

ZASADY FIZYKI
Ś W IA T Ł O — E L E K T R Y C Z N O Ś Ć
C I E P Ł O — M A T E R J A

Z 76 I L U S T R A C J A M I

PRZEŁOŻYŁ

DR . SZCZEPAN S Z C Z E N IO W S K I
PR O F. FIZYKI T E O R . UN. J . K A Z . WE LWOWI E

B I B L i
ftłfe fw w e g o Liceurx ^ 'o g itz n e g o
w G L IW IC C '~ i

Nr. V .‘

T R ZA SK A , E V E R T i M I C H A L S K I S. A.
WARSZAWA, KRAKOW SKIE PRZEDM IEŚCIE 13
GMACH HO TELU EUROPEJSKIEGO

TYTUŁ ORYGINAŁU
PH Y SIK FÜR J E D E R M A N N

¿U w

I dlA

•tefT

Si W

DRUKARNIA NARODOWA W KRAKOWIE

wkraczającej daleko w głąb „mikrosko­ powego” świata niedostrzegalnych dla nas bezpośrednio atomów. bardzo doniosłych faktów oraz powstanie nowych teoryj. wywołany przez odkrycie szeregu nowych. j a k i przekładów autorów zagranicznych. Brak było dotąd książki. a zwłaszcza fizyki i astronomji. klasycznej. najważniejsze zdobycze i poglądy fizyki. otwie­ rających zupełnie nowe horyzonty przed fizyką. jak i szeregu książek popularnych. napisana przez Artura Haasa. PRZEDM O W A TŁUMACZA. Świadczy o tem wymownie wzmożona poczytność szeregu popularnych książek z tych dziedzin. zarówno napisanych przez auto­ rów polskich. Od kilku już lat można zauważyć we wszystkich krajach. Lukę tę stara się wypełnić książka niniejsza. fizyka przeżywa dzisiaj okres niezwykle szybkiego rozwoju. potrafił w swych „Zasadach Fizyki” omówić w sposób przystępny. Poczytność*-fa' stoi bezwątpienia w ścisłym związku z fak­ tem. zarówno . czy to oryginalne. Profesor Haas. autor zarówno uniwersyteckich podręczników fizyki. któraby w jasny i przystępny sposób przedstawiała całokształt fizyki. profesora fizyki Uniwersytetu Wie­ deńskiego. uwzględniały prawie wyłącznie ostatnie zdobycze fizyki. dotyczące otaczającego nas „makroskopowego” świata. z pominięciem wszelkich wzorów matematycz­ nych. wybitny wzrost zainteresowania się ogółu czytającej publiczności ostatniemi zdobyczami nauk przy­ rodniczych. jak i sukcesy fizyki dzisiejszej. Jednakże książki popularne. czy też przekłady. omawiając za­ równo zdobycze fizyki dawniejszej. jakie ukazały się dotychczas w języku polskim.

fotograf ja. dotyczących magnetyzmu ziemskiego. Tłumacząc książkę Haasa uwzględniałem w miarę możno­ ści wszelkie dane. S. takie jak radjo. Dr.klasycznej. Dziękuję również P. Prof. E. S. Kierownikowi Obserwatorjum Magnetycznego w Świdrze. Rzymowskiemu za przejrzenie rozdziałów. za łaskawe udzielenie mi danych. oraz P. dotyczące stosunków polskich. I. do­ tyczących radjotechniki i radjofonji. Bobrównie. S zczen iow ski. jak i atomowej. Kalinowskiemu. I. Wasiutyńskiej za pomoc w zakresie polskiej terminologji telekomunikacyjnej. inż. W związku z tem pragnę tu podziękować P . . za stałą pomoc i współpracę. bez której tłu­ maczenie książki niniejszej nie doszłoby wogóle do skutku. Wreszcie szczególnie gorąco pragnę podziękować P. N a szczególne podkreślenie zasługuje stale zwracanie przezeń w możliwie najszerszym zakresie uwagi na zastosowania techniczne fizyki. kinematograf ja i t. p.

................................................. K ondensator... 91 ..... .......................... O k o .................................................................................................. .......... 3 3...................................................... SPIS RZECZY Str.......... ..................................... Interferencja ś w ia t ła ..... 14 6............... Energia kwantów ś w ie tln y c h ............................... Widma p r ą ż k o w e ...... 40 15.... Pole e le k t r y c z n e ..... 67 22. Prądy in d u k cy jn e. Generatory prądu stałego i e le k tro m o to ry ............. Odbicie i załamanie ś w i a t ł a ........ 34 13.......... 37 14.. 1 2............................... ................................................ Oświetlenie elek try czn e............ 16 7.................................................................................................................................. 80 25......... Mikroskop i l u n e t a ..... V Część pierwsza ŚWIATŁO 1........................................ 10 5......................... 21 9.... Opór e le k tr y c z n y ................ Fotografia i k in e m a to g r a fia .................... 63 21.................. Polaryzacja ś w i a t ł a ...................... 61 20............. 31 12........ Teoria undulacyjna i teoria emisyjna.............................. 73 24......... Soczew ki................ 53 18........ .................. Uginanie ś w i a t ł a ......................................... Załamanie p o d w ó jn e ............ 87 27..... D woisty charakter e le k t r y c z n o ś c i............. 44 16............................ Elektromagnetyzm i pojęcie natężenia prądu ................................................................ 48 Część druga ELEKTRYCZNOŚĆ 17...................................................................................................................... 57 19.......... Prąd p r z e m ie n n y ..................................... Pole m agn etyczn e................................ 19 8............. 24 10........ Prędkość ś w i a t ł a ........................................... ... ............. ............................................................ N apięcie elek tryczn e....................... B a r w y ..................................... ............. 84 26.......... ......................... ............. Długości fal św ietln y ch ............. 6 4...................................... Zjawisko D o p p l e r a ............................... Przedmowa t ł u m a c z a .............................. 70 23.................. 28 11.....................................................................

................................................................................................................................ 100 30........... Jądro atom ow e................................ Atomistyczna budowa m a t e r i i ........... ............. 191 50.............198 52..................................... 127 36.... 162 Część trzecia CIEPŁO 41................................................... ............ Przekazywanie energii elektrycznej na odległość .................................................... W ysyłanie fal elek tr y c zn y c h .................................. T ran sform ator...................................................... Promienie R ó n tg e n a ............................................................................ 171 43............................... .................................. 145 39....................215 57................................................. R a d io f o n ia ........ Film d ź w ię k o w y .................................................................................................................. 141 38... Przewodnictwo c ie p l n e ...... 116 34.............................................. 178 46..157 40............194 51.................. Motory sp alin ow e.................................................... Promienie k a to d o w e ..............................184 47................................................................ Atomistyczna budowa e le k tr y c z n o śc i................ Temperatura i ilość ciep ła.........................176 45... Bezwzględne ciężary a to m ó w .................................. T elefon......................... Promieniowanie c ie p ln e ............ 212 56. Skraplanie g a z ó w ................. Twierdzenie N e r n sta .................................... 203 53......... 105 31.................... Przekazywanie obrazów i widzenie na odległość .................................... P r o sto w n ik i..................... Maszyny c h ło d z ą c e ................. Maszyna p a r o w a ................................. 28........................................................ Promienie a l f a .. Drgania e le k tr y c z n e . Równoważność ciepła i pracy......... Zmiany stanu skupienia........................ 225 60......... 132 37........ Odbiór fal e le k tr y c z n y c h . 97 29. 111 33..219 58........................................................ Wzmacniacze la m p o w e ................ 189 49.................... Śmierć cieplna świata i Boltzmannowskie prawo en­ tropii ...... 220 59................ Telegraf ..... 231 ............... Entropia i n ie o d w r a c a ln o ść ........................... .................................................................. ..... Zasady fizyki Str...................................... ........................... 173 44. 108 32..............................209 Część czwarta MATERIA 55............................................... Elektromagnetyczna istota ś w ia t ła ....................... .................................................228 61.. .......... 167 42. R o ztw o ry .....35.........................................187 48.......................................... Turbina parowa.........206 54.....................................119 ...................

...... W szechśw iat............................................................292 75.............................. 271 70....... Widma rentgenowskie .................................................................................................... M e ta le ........................... 300 Skorowidz rzeczowy........248 65...................... 62.... Budowa a to m u ........................................................................................................................................................ 264 69........ .......................................... P ro m ien io tw ó rczo ść............. 276 71................................... 236 63................ Teoria kwantowa w id m .................................................................................. .......... Kinetyczna teoria m a te r ii..................... ■ .....................294 76.................................................... Poziom y energetyczne atomów .................. Nieoznaczoność świata atom ow ego.......257 67.......... 241 64....... ................................................ 302 Spis rz e c z y ................................. 280 72.........290 74............................................. Rozbijanie a t o m ó w ..................................................261 68............... 307 ............ 254 66....................................................... Spis rzeczy Str..... 285 73........ 297 Skorowidz n a z w is k ............................. Masa i en erg ia .... Cząsteczki.................................. Fale m a te r ii........... Układ periodyczny p ie r w ia s t k ó w ................ Neutron i dodatni e l e k t r o n ..................................................................

.

Fizyka współczesna zdołała bowiem ta k dokładnie określić prędkość światła. Spostrzegł on. k tóra została ustalona dzięki niezwykle subtelnym pom iarom astronom icznym . trzeba znać dwie wielkości: odległość A rk tu ra od ziemi. z ja k ą tego dokonano. w ystaw y wszechświatowej w Chicago. z ja k ą promień świetlny przebiega przestrzeń. że w pierwszym w y p a d k u światło księżyców Jowisza przebywa drogę do ziemi w czasie dłuższym. O ile godne już jest podziwu. Pierwszym z badaczy. aniżeli w w ypadku dru ­ gim. w zależ­ ności od tego. był duński astronom R o m e r . p o ­ rów naj rod ział 39. zapalił za pośrednictw em odpowiednich urządzeń morze świateł na wystawie. k tó ry zdołał obliczyć prędkość światła. jest zaiste zdumiewająca. żyjący w X V II s tu ­ leciu. to dokład­ ność. czy też maleje. wywarła głębokie wrażenie n a widzach. w ciągu którego promień światła z A rktura był w drodze. czy odległość Jowisza od ziemi rośnie. Przyczynę ty ch anomalii rozpoznał on w tym . ja k a odegrała się w czasie otwierania na wiosnę 1933 r. iż zaćmienia księżyców p lanety Jowisza ulegają pozornemu opóźnieniu lub przyśpieszeniu. że udało się wyznaczyć ta k olbrzymią prędkość. Zasady fizyki.C Z Ę S C P I E R W S Z A Ś w i a t ł o i P R Ę D K O Ś Ć ŚW IA TŁA Scena. że możliwy błąd niewiele może przewyż­ szać milionową część znalezionej wartości.1 wysłany przed 40 laty przez gwiazdę A rktura. gdy promień świetlny. Aby określić czas. oraz prędkość. 1 . Ze znanych (na podstaw ie danych astronomicznych) odległości i z obserwowanych pozornych opóźnień chwil 1 P rom ień św ie tln y g w ia z d y p a d ł na k o m ó rk ę św ia tło c z u łą .

że n a leża ło z a sto so w a ć m n ó stw o n a jr o z m a itsz y c h d o d a tk o w y c h p o m y słó w d o św ia d c z a ln y ch . równej długości obwodu ziemi na równiku. czynionych na ziemi. gdy w czasie. a ż e b y u m o żliw ić o sią g ­ n ięcie d ok ła d n o ści. . po czym. dzielącą p ry z m a t od zwierciadła. Na prze­ bycie odległości. pom iary zostały dokonane w czasie od 1921 do 1926 r. p ry z m a t szklany o ścianach doskonale odbijających. Położenia te były tego rodzaju. ja k dotąd. po odbiciu się od niego. trafić z powrotem na jedną ze ścian pry zm a tu tak . w ykonyw ając między każdymi dwoma następującym i po sobie położeniami 1/8 cał­ kowitego obrotu. w odległości około 35 km od p ry zm a tu . odbijając się od zwier­ ciadła). udało się fizykom wyznaczyć prędkość światła również i p rzy pom ocy pom ia­ rów. Najdokładniejsze. które p ry z m a t ten zajmował kolejno w m iarę obrotu. umieszczono stosowne zwierciadło. Obmyślane w ty m celu m etody dawały coraz doskonalsze wyniki dzięki stosowaniu coraz to nowych pomysłów eksperym entalnych. Na wysokiej górze.1 Skutkiem tego w czasie pom iarów Michelsona obserwa­ tor mógł jedynie w tedy stale widzieć źródło światła (przy czym światło biegło drogą okrężną. by ulec odbiciu do oka obserw atora. Poczynając od połowy X I X stulecia. Dzięki symetrii p r y ­ zm atu istniało osiem wyróżnionych położeń. idealnie sym etryczny. mógł następnie dobiec do odległego zwierciadła. u zy sk a n ej przez M ich elson a.2 Z asad y fizy k i zaćmień zdołał Rom er już w 1676 r. n a d e r dokładnie określić prędkość świalła.Jasne jest. P ry z m a t ten mógł w ykonyw ać bardzo szybkie obroty dookoła swej pionowej osi symetrii. Znalazł on mianowicie. przez amerykańskiego fizyka M i c h e l s o n a . . że światło przebiega w ciągu jednej sekundy około'300. padający z odpowiedniego źródła światła na wirujący p r y ­ zm at.000 kilometrów. że promień. umieszczonego na wysokiej górze. światło zużywa zatem zaledwie siódmą część sekundy. p ry z m a t wykonyw ał 1/8 1 P od a n o tu ta j n a tu ra ln ie ty lk o za sa d ę p om iaru M ich elson a. W pom iarach Michelsona główną rolę odgrywał ośmio­ k ątny. w k tó ry m światło przebiegało tam i z powrotem przestrzeń.

czyni to. W codziennym życiu w y­ daje się nam zrozumiałe samo przez się. P ro m ie ń św ia tła p rzeb ie­ gał d rogę ta m i z p ow rotem w cią g u jed n ej 4 2 4 0 -te j c zęści sek u n d y . jako najważniejsza spośród stałych. prędkość światła odgrywa podstaw ow ą rolę. p o m n o ż o ­ nej p rzez k w a d ra t p ręd k o ści św ia tła . D łu g o śc i fal św ie tln y c h 3 pełnego obrotu. Na podstawie wielu setek o b se rw ac ji1 zna­ lazł Michelson za pom ocą tej m etody. . że prędkość światła wynosi 299.3 Prędkość światła króluje dzisiaj we wszystkich działacli fizyki. Prędkość światła w ystępuje mianowicie również w najw aż­ niejszych wzorach nauki o elektryczności. czyli w artość rzeczywista leży między 299. spodziewając się po­ lepszyć w te n sposób oświetlenie.800 km/sek. 2 P a trz ro zd zia ły 28 i 58. Jednakże dokładniejsze obserwacje fizyczne w ykazały. ilo ść ob ro tó w m ierzo n o za p o m o cą w id e łe k str o jo w y c h . p orów n aj ro zd zia ł 7 5 . sztucznie oświetlonym za pomocą lam py. W ykryły one fakt. W fizyce współczesnej. w ystępujących w tej nauce. że przypuszczenie to nie zawsze jest słuszne. zapala drugą lampę. k tó ry zapewne początkowo mógł się w ydaw ać bardzo nieo­ 1 P r y z m a t w y k o n y w a ł 5 3 0 o b ro tó w na sek u n d ę. II DŁUGOŚCI F A L Ś W IE T L N Y C H Ktokolwiek w pokoju.796 kilom etrów na sekundę.792 i 299. Możliwy błąd nie wynosi p rzy ty m więcej ponad 4 kilom etry na sekundę. o wiele przekraczającą dziedzinę optyki. ja k w ykażem y dokładniej w dal­ szych rozdziałach 2 tej książki. jakie mogą uzyskać cząsteczki m a te ­ rialne i wiąże wreszcie ze sobą dwa najbardziej podstawowe pojęcia fizyki — a mianowicie uznane dzisiaj za równo­ rzędne sobie pojęcia m asy i energii. 3 W ed łu g te o r ii w z g lę d n o śc i en erg ia rów n a się m a sie. stanowi górną granicę prędkości. że wspólne działanie dwóch źródeł światła przewyższa działanie jednego i że dodanie św iatła do światła wywołuje wzmożenie jasności.

były t a k zwane pier­ ścienie Newlona. . Pierwszym zjawiskiem tego rodzaju. jak to zostało zrozumiane przez Younga. np.l). podobną zmianę grzbietów i dolin p rzy jm u ją fizycy i w fałach świetlnych. oświetlając ją promieniami określonej barw y. W takich miejscach zachodzi.4 Z asad y fizy k i czekiwany: że mianowicie w pewnych w y padkach dodanie światła do światła w ytw arza miejscami ciemność. gdy rzucim y do niego kamień. szkło od okularów) na płytce szklanej i. pow tarzają się regularnie pewne własności. w y k ry ty m przez fi­ zyków już w drugiej p o i. znane dziś każdem u dzięki radiotechnice. Ten stały odstęp nazyw am y długością fali promienia świetlnego — jest to określenie. W takich falach w odnych zmieniają się kolejno grzbiety fal z ich dolinami. żółtej. gdzie grzbiet fali jednego promienia spotka się z doliną drugiego. wzajemne wygasza­ nie się działań obydwóch promieni. J u ż N e w t o n wyciągnął z tego zjawiska wniosek. że przy współdziałaniu dwóch promieni świetlnych musi powstać ciemność wszędzie tam . któ ry miał się stać podstaw ą dalszego rozwoju nauki o świetle: że mianowicie wzdłuż promienia świetlnego. Y o u n g zdołał w po­ czątkach X I X stulecia nie tylko w ytłum aczyć powstawanie pierścieni Newtona. decydujące o zachowaniu się optycznym promienia. co pewien okre­ ślony odstęp. Posługując się tym i w yobrażeniami. lecz naw et obliczyć rzeczywistą długość fal świetlnych. Fizycy X V II i X V I I I stulecia rozwinęli dalej te w y o b ra ­ żenia i przyrównali przebieg rozchodzenia się światła do znanego dobrze każdem u rozchodzenia się fal. Opierał się on na przeświadczeniu.X V II stulecia. odbitym i od szklanej soczewki. ujrzym y wówczas dokoła tego miejsca szereg na prze­ m ian ciemnych i jasnych pierścieni współśrodkowych (rys. czyli t a k zwana interfe­ rencja. według poglądu Younga. W w ypadku pierścieni Newtona następuje. Gdy położymy soczewkę o niedużej krzywi- źnie (np. pow stających na powierzchni jeziora. interferencja promieni odbitych od płytki szklanej z promieniami. będziemy oglą­ dać miejsce zetknięcia się soczewki ze szkłem przez m ikro­ skop.

jakie w ytw arza np. niż w świetle czerwonym. że grzbiety i doliny fal n a stępują po sobie w pewnej kolejności czasowej. należy podzielić 300. Częstością drgań nazwiemy liczbę.000 km na sekundę. fala świetlna przebiega 300. to zauw ażym y. ab y zatem znaleźć np. D ługości fal św ietlnych 5 Zrozumienie tych zjawisk pozwoliło Youngowi obliczyć długość fal świetlnych. 1. gdyż — ja k wskazuje doświadczenie — w świetle niebieskim pierścienie pojaw iają się w mniejszych odstępach pomiędzy sobą. W ciągu okresu czasu. W yznaczona m e­ todą Y ounga długość fali światła żółtego. k tóra wskazuje. rów ną częstości drgań. wyrażoną również w ce n ty m etrac h . wiąże się bezpośrednio pojęcie częstości drgań. przy czym przez tę jednostkę (na­ zwaną ta k na cześć pewnego fizyka szwedzkiego) rozum ie­ m y jed n ą stomilionową część c e ntym etra. przez długość fali. podczas którego odbyło się jedno pełne drganie w pew nym określonym miejscu. J a k już wyżej powiedziano.1 Z najdujem y 1 M usim y p o d zielić 3 0 m ilia rd ó w p rzez 59 m ilio n o w y c h . przeliczone na c entym etry. A więc w ciągu jednej sekundy fala posuwa się naprzód o liczbę długości fal. będziemy obserwować pewne określone miejsce. ja k ce n ty m etr do długości 200 m etrów. Długość fali świa­ tła żółtego znajduje się więc w takim mniej więcej stosunku do c e ntym etra. sól kuchenna w palniku gazowym . wynosi 5900 jed ­ nostek A n g ś t r ó m a . ilekroć w ciągu sekundy powstaje w ty m sam ym miejscu grzbiet fali. przebieganego przez fale. częstość drgań światła żółtego. Jeżeli wew nątrz obszaru. fala przesuwa się naprzód dokładnie o jed n ą długość fali. Pierścienic Newtona. Długość ta okazuje się różna dla róż­ nych barw. Z pojęciem długości fali Rys.000 km. .

Po czerwieni następuje barwa pom arańczow a. rys. jakie wywiera na uczucie i w yobraźnię człowieka zjawisko tęczy. któ ry m n a d a je m y w ym iary. Gdy w praw im y tarczę w szybki ruch obrotowy. Tę sam ą kolejność barw. to nie wywołam y już żadnej więcej zm iany barw y (p. stanowi rozkładalną na części mieszaninę. Równie łatwo możemy się o ty m przekonać. k tórych już dalej nie możemy rozłożyć. wynoszącą około 500 bilionów. przepuszczonych przez w ąską szczelinę.6 Z a sa d y fizy k i stąd. k tó ra dalej poprzez zieleń i błękit przechodzi nareszcie w fiolet. odpowiadające rozciągłości głównych barw w widmie. zro­ bimy w ekranie m ały otworek i przepuszczony przezeń promień określonej barw y rzucimy na drugi p ry zm a t. które zwiemy białym. złożoną z promieni o rozm aitych barwach tęczy. że światlcTżółte w ykonyw a w ciągu sekundy olbrzym ią ilość drgań. wybrane i uszeregowane w cudownej prawidłowości. pomalowawszy . rzucając na tró jk ą tn y szklany p ry z m a t wiązkę promieni świetlnych. i podchw ytując na białym ekranie promienie. 2). że światło. dzieląc okrągłą tarczę na wycinki. Jeżeli jednak. Czas trw ania jednego takiego drgania jest zatem nie do pojęcia krótki. za nią żółta. Z bogatej różnorodności otaczających czło­ wieka barw w ystępują w ty m wspaniałym . jak to pokazał N e w t o n . od­ chylone przez p ry zm a t (rys. W ten sposób zostało dowiedzione. przez n a tu rę stworzonym widowisku barw y najczystsze i najpiękniejsze. najwięcej zaś fiołkowe. III BARWY Podania i poezje wszystkich ludów świadczą o głębokim wrażeniu. m ożna rów­ nież otrzym ać. ja k sekunda do 30 milionów lat. 2). znajduje się on w takim mniej więcej stosunku do sekundy. Okazuje się przy tym . że p ry zm a t odchyla najmniej promienie czerwone. ta k zwane widm o.

1 Odkrycie Y ounga.2 Rozróżnianie poszczególnych barw widmowych jest n a ­ turalnie w dużej mierze dowolne. Częstość drgań wycji (schematycznie). a rozpoczyna błękit. że widmo słoneczne 1 N ie m o żn a u n ik n ą ć sza reg o o d cien ia . po­ zwala zastąpić jakościowe i subiektyw ne pojęcie barw y ilo­ ściowym i obiektyw nym poj ęciem długości fali. faktu. 2 U ż y w a m y w y ra zu b ilio n w zn a czen iu m ilion m ilio n ó w . Okazało się. g d y ż u ż y w a n e z w y k le fa rb y m a la rsk ie n ie są c z y s ty m i b a rw a m i w id m o w y m i. 3. wydaje się ona nam prawie białą. gdzie kończy się zieleń. 2. N icrozkładalność barw widmo- gość fali maleje. cz y li w zn aczen iu d w u n a stej p o tę g i d ziesięciu (1012). Trudno jest ustalić miejsce Rys. a fioł­ kowej około4000 jednostek Ang- stro m a i że w m iarę przecho­ dzenia od czerwieni do fioletu wkolejności barw tęczowych dłu­ Rys. zwiększa się odpowiednio od 400 bilionów dla czerwieni do około 800 bilionów dla fioletu. Prążki Fraunhofcra. Jednakże do­ k ładna orientacja w widmie stała się możliwa po wykryciu przez F r a u n h o f e r a w 1801 r. że czer­ wonej granicy widm a odpowiada długość fali około 8000. opisane w poprzednim rozdziale. B arw y 7 uprzednio wycinki odpowiednimi barwami. .

H e r t z 2 wykrył. . Najsilniejsze z ty ch ta k zw anych prążków Fraunhofera zostały oznaczone w kolejności od czerwieni do fioletu przez duże łacińskie litery od A do Ii (por. 2 Por. 3). lecz poza fiołkowym krańcem widma jest jeszcze silniejsze. że działanie zaczerniające światła zwiększa się w kierunku od czerwieni do fioletu. Poza ty m możemy przekonać się za pomocą term om etru. okaże się wówczas.8 Z asad y fizy k i jest poprzecinane licznymi czarnymi prążkam i o dokładnie stałym położeniu. które zwane są nadfioletowymi i podczerwonymi.1 pozo­ s tają dla nas niewidzialne i możem y je dostrzec tylko na drodze pośredniej. rozdz. nie obiektyw ­ nym. Fizykom udało się w ykryć promieniowanie podczerwone i nadfiołkowe już około 1800 r. które każdy sam może wykonać. W iadomo. 32. niż w obrębie widma widzialnego. przekonywa nas o istnieniu tych niewidzialnych barw. że fale. i roz­ ciąga się daleko poza fiołkowy koniec. rys. nie są niczym innym . iż długości fal większości stacji nadawczych wynoszą setki m etrów. Spró­ bujm y umieszczać zwykły fotograficzny papier kopiowy w rozm aitych miejscach widm a. Czułość błony fotograficznej nie kończy się bynajm niej przy 4000 i 8000 jednostek Angstro- ma. przewyższają zatem długość fali światła widzialnego dokładnie sto tysięcy razy. Proste doświadczenie. 1 Z am iast w yra zu p o d czerw o n e u ży w a się cza sa m i w yrazu in fraczerw on e. W 1888 r. Jednakże znajdujące się poza tym i granicam i prom ie­ nie. otrzym ane za pomocą czysto elektrycznych przyrzą­ dów (fale te miały wkrótce odegrać nader w ażną rolę jako fale radiowe). ja k tylko falami świetl­ nymi o niezwykle dużej długości. Te dwie barw y wyznaczają jedynie granice zdolności dostrzegania naszego oka. Czerwień i fiolet stanowią bez w ątpienia granice widma. lecz jednak tylko w znaczeniu s ubiektyw nym . iż działanie cieplne promieni słonecznych sięga daleko poza kraniec czerwony. a naw et najkrótsze fale radiowe m ają jeszcze długość kilku centym etrów.

1 Jeżeli zaliczymy promienie podczerwone i nadfiołkowe do światła. że widmo widzialne obejm uje jedną oktaw ę. to n a w e t bez fal radiowych i bez promieni R ónt- gena o p ty k a obejm uje piętnaście oktaw . ja k i od strony elektrycznej. gdy m uzyka tylko siedem. T ak olbrzym ia przepaść dzieli dwa zjawiska identyczne co do swej istoty. że są również świa­ tłem. T ak wąskie są granice poznawalno- ści naw et dla najdoskonalszego organu zmysłów ludzkich. Podobnie. J u ż okołor. ta k tó ra zawiera w sobie barw y tęczy od czerwieni do fioletu. gdy poprzednio wymierzono już promienie podczerwone o długości jednej trzeciej milimetra. ja k w dziedzinie promieni podczerwonych. badania doświad­ czalne przeniknęły z obydwóch stron: ta k od stro n y optycz­ nej. krok po kroku. przez badanie promieniowania podczerwonego. m ówimy czasami. tylko o niesłychanie malej długości fali. W ty m znaczeniu najkrótsze fale radiowe leżą około siedem nastu o k taw niżej od widzialnej czerwieni. oczywiście rozumianego w szerszym znaczeniu tego w yrazu. Do ob­ szaru bowiem długości fal. B arw y 9 Ponieważ fioletowi odpowiada dwa razy większa ilość drgań. jest widzialna dla oka. że w muzyce ton o podwójnej ilości drgań na sekundę nazyw am y o oktaw ę wyższym. fizycy opanowali około sześciu ok taw w przedłużeniu widzialnego fioletu i w ten sposób nawiązali od strony optycznej łączność z dziedziną prom ieni Rónlgena.1920 udało się w ytw orzyć fale elektryczne o długości zaledwie jednej dziesiątej m ilim etra. co do któ ry c h przekonano się. rozdz. . zba­ danie dziedziny promieni nadfiołkowych zostało dokonane stopniowo. 1 Por. wynoszących od kilku dziesią­ tych m ilim etra do jednego m ilim etra. przez otrzym yw anie coraz to krótszych fal p rzy pomocy w yładow ań elektrycznych. 61. niż czerwieni. jednakże współczesna fizyka doświad­ czalna potrafiła wypełnić przepaść tę całkowicie. Jednakże. pochodzi to stąd. przy czym przezwyciężono szereg trudności przez zastosowanie genialnych pomysłów doświadczalnych. Ale z piętn a stu oktaw optycznych jed n a tylko jedyna.

m usim y oczekiwać. a więc ulega ugięciu. obserwującego n a ­ turę. 5 i 6 wyobrażają. odchyla się od kie­ runku prostolinijnego. że światło. pomimo to. p rzy czym na brzegach cieniów powstaje szereg na przem ian ciemnych i jasnych prążków. Grimaldi zauważył wówczas. s k u t­ kiem falowej n a tu r y światła. Rys. według nowo­ czesnych zdjęć fotograficznych. Zjawiska uginania światła na wąskiej prze. działanie świa­ tła powinno dać się od­ czuć i w bezpośrednim otoczeniu prostolinij­ nych torów promieni. Istotnie. Jednakże. że światło rozchodzi się po liniach prostych. już około 1660 r. przykłady takich zjawisk . IV U G IN A N IE ŚW IA TŁA Do pierwszych spostrzeżeń człowieka. a skutkiem tego oświetlone ciała nieprzezroczyste rzu­ cają ostro ograniczone cienie. 4.ciemnego pokoju i U - stawiał na drodze bie­ gnącej z otworka smugi świetlnej przedm ioty o ostrych krawędziach. 4. W p u ­ szczał on światło przez m ały otworek do Rys. G r i m a 1di od­ krył zjawisko ugina­ nia się światła. przechodząc obok tych krawędzi. należy stwierdzenie. Nie m ożna za­ tem dostrzec niczego poza nieprzezroczystą przeszkodą. że.

W ytłum aczenie zjawisk ugięciazapomocąpojęcia fal świetlnych nie było łatwe. k tó ry pierwszy był twórcą ścisłej teorii światła. To wyjaśnienie tłum aczy również. 5. U ginanie światła na otw orku kolistym. dzielnym źródłem nowych fal. Im węższy jest przedm iot uginający. że te fale cząstkowe skutkiem interferen­ cji wzm acniają się i osłabiają wzajemnie. oraz na założeniu. opierało się na dwóch pod­ staw ach: na wypow iedzianym już przez H u y g e n s a . że k a ż d y p u n k t na powierzchni fali staje się samo- Rys. 6. F r e s n e l o wi. po­ glądzie. dlaczego w ugiętym . ta k zwanych fal cząstkowych. ty m wyraźniej jest widoczne ugięcie. udało się to po raz pierwszy około 1820 r. zwłaszcza w świetle jednorodnym . U g in a n ie św ia tła 11 ugięcia. U ginanie światła na szczelinie prostokątnej szerokości 7* nam. Zasad­ niczo Wyjaśnienie Fresneltl Rys.

Siatką dyfrakcy jną nazyw am y szereg wąskich szczelin równoległych. w tedy. drugiego. spuszczonej z p u n k tu C na kierunek promienia. wzajemnie. dla którego A A ’ równa się jednej długości fali. który tworzą promienie z prostopadłą do siatki. równa się całkowitej długości fali lub jej wielokrotności. w yobrażają rysy. „różnicę dróg“ obydwóch promieni. gdy odcinek A A ’ równa się długości fali lub też podwójnej. dla którego AA’ jest równe dokładnie dwom długościom fali itd. jej wartości. Odpowiednio odróżniamy więc k ą ty ugięcia pierwszego. . FG itd. Najlepsze siatki optyczne liczą ok. a to zachodzi wówczas. pa d a ją c y ch ukośnie na siatkę. Najczęściej używa się siatek. BC. Na rysunku prze d sta ­ wiono wiązkę promieni świetlnych. j a k w ynika z teorii inter­ ferencji. K ąt. Gdy światło jest jednobarwne. gdy ich grzbiety falowe spo­ ty k a ją się ze sobą. nosi nazwę k ą ta ugięcia. nie mogą na ogół pokrywać się z tym i miejscami. 2000 szczelin na długo­ ści jednego milimetra. Dwa promienie wzm acniają się bowiem w tedy. potrójnej itd. o trzym ujem y pierwszy jasny p rą ­ żek pod k ątem ugięcia. składających się z równoległych. przedstaw iająca tzw. Skutkiem tego można za pom ocą ugięcia otrzym yw ać widm a. oznaczony na rys. gdzie należy oczekiwać największej jasności dla światła zielonego lub niebieskiego. Promienie. przechodzącego przez A. nakreślonych n a po­ wierzchni płytki szklanej lub metalowego zwierciadła. drugi jasn y prążek pod k ą te m ugięcia. CD. E F itd. w k tórych falc czerwone najsilniej wzm acniają się. do czego najlepiej jest posługiwać się sialką dyfrakcyjną. 7 literą cp. 7. cieniutkich rys. gdy odległość A A ’. w zm acniają się. trzeciego rzędu itd. szczelinę.12 Z asad y fizy k i świetle białym w ystępują barw ne pasm a zam iast jasnych i ciemnych prążków. Działanie siatki tego rodzaju jest przedstawione schem a­ tycznie na rys. wychodzące z A i C. n a to ­ m iast AB. — szczeliny. Od­ stęp pomiędzy dwiema sąsiednimi rysami tworzy. Tc miejsca bowiem. znajdujących się w jednakow ych odległo­ ściach od siebie. DE. A ’jest podstaw ą prostopadłej.

U gin an ie św iatła 13 Mierząc k ą t ugięcia. Ponieważ wykonanie siatki. Zastosowanie siatki do wyznaczania długości fali nie ogranicza się oczywiście tylko do obszaru promieni widzial­ nych. widmo drugiego rzędu jest jeszcze całkowicie oddzielone od widma rzędu pierwszego. szerokość szczeliny je s t znana. Gdy na siatkę pada światło białe. Siatka dyfrakcyjna. sia te k w k lę sły c h ) b y ło za słu g a a m ery k a ń sk ie g o fizy k a R o w - l a n d a (ok oło 1880 r. gdyż R ys. m ożna zatem. a w wyższych rzędach widma n a k ła d a ją się na siebie coraz bardziej. ile rys p rzypada na długość jednego centym e­ tra. Za pomocą odpowiednio zbudow anych siatek można 1 W y k o n a n ie po raz p ierw szy n ie z w y k le d o k ła d n y c h sia te k (tz w . przy k tó ry m m usim y zwa­ żać na zupełną równość 1 odstępów między rysami. dzięki czemu po­ w stają najrozm aitsze barw y mieszane. jeżeli wiemy. zbliżające się coraz bardziej do białej. każdej barwie odpo­ wiada inny k ą t ugięcia. . N atom iast niebieskofiołkowa część widma trzeciego rzędu nakryw a już czerwoni) część w idm a drugiego rzędu. 7. przy ty m czerwień jest odchylona silniej niż fiolet. długość fali można mierzyć za po­ mocą siatki dyfrakcyj­ nej z dokładnością do jednej milionowej. w yznaczyć długość fali. w k tórych barw y następują po sobie w porządku swych długości fal. znając szerokość szcze­ liny. W ten sposób pow stają piękne widm a siallwwe. pomiary zaś kątów mogą być poczynione w sposób bardzo do­ kładny.). O ile chodzi o barw y widzialne. może osiągnąć nadzw yczajną precyzyjność. po jego ugięciu prążki rozm ai­ tych barw u k ład a ją się obok Siebie.

1 wymierzyć za pomocą siatek. przy czym do promieni podczerwonych o bar­ dzo dużej długości fali zastosowano siatki z drutów . W zjawisku tym chodzi tylko o pewne zależności geometryczne. Dzięki bardzo oryginalnem u pomysłowi doświad­ czalnemu udało się jednakże w 1925 r. 10. Arturowi C o m p t o n o w i . na tym oparta jest piękna gra barw perłowej macicy.14 Z asad y fizy k i było rozciągnąć m etody b a d a ń widmowych daleko w głąb podczerwieni. W idać to stąd. patrząc przez tkaninę parasola (która stanowi pewien rodzaj płaskiej siatki) na latarnię uliczną. około dziesięciu tysięcyrazy mniejsze długości fal rentgenowskich. gdy odciśniemy powierzchnię perłowej macicy na czarnym laku i od tego odcisku będziemy odbijać światło. które przez dłuższy czas w ydaw ały się nie do pokona­ nia. używanych do badania światła widzialnego. rozdz. ty m mniejsza musi być również szerokość szcze­ lin. Piękne zjawiska ugięcia o trz y m am y również. 2 Por. gdyż widma ugięcia nie mogą być otrzym ane zwykłą m e­ todą. kiedy długość fali jest znacznie mniejsza od szerokości szczeliny. Im mniejszy jest mianowicie rząd wielkości mierzonej długości fali. por. . Rów­ nież i w obszarze promieni nadfiołkowych siatki d y fra k ­ cyjne oddały największe usługi. am erykańskiem u fi­ zykowi. V I N T E R F E R E N C J A ŚW IA TŁA Założenie istnienia interferencji fal świetlnych pozwoliło nam wyjaśnić w sposób prosty powstawanie pierścieni New­ 1 W y z y sk a n o tu ta j z ja w isk o c a łk o w ite g o o d b icia . gdy niebo pokryte jest lekkimi chm urkam i. 61. rozd z. że tę sam ą grę barw otrzym am y.2 Powierzchnie o subtelnej budowie warstwowej w ykazują wspaniałe zjawiska barwne w świetle o d bitym . Zastosowanie ich w dziedzi­ nie najkrótszych fal nadfiołkowych nastręczało dużo t r u d ­ ności. Do atm osferycznych zjawisk ugięcia należy znane zjawisko lisiej czapki dokoła księżyca lub słońca — powstaje ono.

przyjm ując. gdy 1 T ę z g o d n o ść n a z y w a m y sp ó jn o ścią . istnieje pomiędzy nimi t a k daleko posunięta zgodność. biegnących od obydw u obrazów. Są one ta k ułożone. dlaczego Fresnel użył do swego doświadczenia nie n a turalnych. w któ ry c h zastosowano dwa niezależne od siebie źródła światła. gdy oba spotykające się promienie po­ chodzą z tego samego źródła światła. Jeśli w odległości kilku m etrów od zwierciadeł ustaw im y biały ekran. że wszystkie poprzednie pró­ by. W ten sposób po w sta ją dwa bliskie siebie obrazy szczeliny. nachylone pod bardzo m ałym kątem . które z kolei możem y uważać za dwa sąsiednie źródła światła (rys. Po długich i bezowocnych wysiłkach rozmaitych badaczów stwierdzenie doświadczalne takiego zjawiska po­ wiodło się F r e s n e l o w i w roku 1824 za pomocą słynnego doświadczenia ze zwierciadłami. że za­ chodzi wzajem na interferencja promieni. doznały niepowodzenia. ja k można “ '"“ dimi“ 1“ “ ' było z góry przewidzieć. Na razie może w ydać się dziwne. wychodzące z dwóch źródeł światła. In terferen cja św ia tła 15 tona i zjawisk ugięcia. ukaże się na nim wów­ czas szereg prążków na przem ian jasnych sndiwśkfeioTofwfadi i ciemnych. 8). w k tó ry m promienie. odległość między nimi jest największa dla światła czerwonego.silnie naświetlona światłem jednobarw nym . najm niejsza dla fioł­ kowego. Zrozumiałe więc jest. że mogą powstać zjawnska interferencyjne. a mianowicie obrazówr w zwierciadłach.1 Zjawiska interferencji w y stę p u ją naw et wówczas. . Zależnie od barw y użytego światła. że jedynie wówczas. Doświadczenie wykazało. lecz sztucznych źródeł światła. rzuca promienie na dwa zwierciadła. prążki są więcej lub mniej rozsunięte. że fizycy dążyli do bezpośredniego stwierdzenia n a tu r y falowej światła za pom ocą doświadczenia. m ogłyby bezpośrednio interferować ze sobą. W doświadczeniu ty m pionowa szczelina. Było to je d n a k spowodowane tym .

w yrzucanych stale przez świecące s u b s ta n ­ cje. zwanych korpuskułam i. wynoszącej 2. ja k wspom ina­ liśmy wyżej. 3 P r o sto lin ijn y b ieg p rom ien i św ie tln y c h b y ł w e g łu g teorii em isy jn ej n a tu ra ln y m w y n ik ie m zn an ej z m ech a n ik i z a sa d y b e z ­ w ła d n o ści. jednakże N ew ton umyślnie uchylił się od wyraźnego przyjęcia jakiejś określonej hipotezy. VI T E O R IA U N D U L A C Y JN A I T EO R IA E M IS Y J N A Dużo miejsca w historii optyki zajm uje trw ająca dwie­ ście lat w alka pomiędzy teoriam i światła. n a tu ra ln ie n ie ch o d ziło tu o d rogi w zd łu ż lin ii p rostej.600.000 długości fal.2 a więc tyleż drgań zostało w ykonanych przez źródło w okresie czasu pom iędzy chwilami wysłania ty ch promieni. co Huygens — teorii undulacyjnej. przebyte przez dwa promienie od wspólnego źródła do miejsca wzajemnego spot­ kania. Podw aliny emisyjnej teorii światła położył N e w t o n mniej więcej w ty m sam ym czasie. które stały niegdyś w zupełnej sprzeczności ze sobą: były to teorie undulacyjna 1 em isyjna. 2 R ó żn ica dróg w y n o siła w te d y k o ło je d n e g o m etra . ujm ow ała światło jako ruch falowy tajemniczego „eteru świetlnego“ . T eoriaem isyjnaznalazłam ocne oparcieprzede wszystkim wfakcie prostolinij nego rozchodzenia siępromieni świetlnych. dotyczącej n a tu r y światła.1 O tak dużą liczbę długości fal różnią się drogi.16 Z asad y fizy k i w czasie pomiędzy wysłaniem jednego a drugiego z dwu in- terferujących ze sobą promieni źródło światła wykonało wiele tysięcy drgań. Dopiero uczniowie jego z całą stanowczością przyjęli ujęcie korpuskularne i od tej chwili na przestrzeni dwóch blisko wieków fizycy. . H u y g e n s w 1680 roku. zajm ujący się zagadnieniami optycznym i.3 1 S tw ierd zen ie tak d a lek o p o su n iętej z d o ln o ści in terferen cy jn ej u d ało się L u m m e r o w i i G e h r c k e m u . Pierwsza. W edług d ru ­ giej światło miało składać się z drobniutkich ciałek. dzielili się na dwa obozy. której początek dał. Udało się otrzym ać interferencję promieni 0 „różnicy dróg“ .

iż zwiększenie natężenia światła (w dziedzinie widzialnej powiedzielibyśmy — zwiększenie jasności) w żadnym w y­ p a dku nie zwiększa prędkości wyswobodzonych elektronów. posiadają ściśle określony i zmierzony ładunek u jem ny oraz również ściśle określoną i zmierzoną masę. fizycy w iedzieli— ja k to zresztą będzie jeszcze dokładnie omówione w innych rozdziałach tej książki — iż najm niej­ sze w ogóle istniejące cząsteczki m aterialne. a więc każdy w y latujący elektron uzyskuje zawsze tę sam ą 1 Par. rozdz. zwiększa jedynie ich liczbę. to zwiększenie natężenia światła oznacza tylko zwiększenie liczby trafiających powierzchnię m etalu cząstek świetlnych i ty m sam ym zwiększenie liczby ak tó w wyrzucania elek­ tronu. ta k zwane elektrony. p rzy czym każdy z ty ch ak tó w pozostaje bez zmiany. Około 1900 r. że światło dodane do światła może wywołać ciemność. GO Zasady fizyki \ .. Od połowy X I X stulecia emisyjna teoria w ydaw ała się wobec tego pogrzebana na zawsze. Poczynając już od końca X I X w. Jeśli bowiem pogląd taki jest słuszny. jednakże na początku X X stulecia fizycy poznali zupełnie niespodziewanie nowe zjawiska i zależności. pędzące z olbrzym ią prędkością. a. Również i zjawiska ugięcia światła zdawały się przem aw iać za teorią undulacyjną.1 Lecz jeszcze osobliwsze było związane z ty m spostrzeżenie. przekonano się. zmusza on nas raczej do wniosku. gdy F r e s n e l za po­ mocą swego doświadczenia ze zwierciadłami wykazał bez­ sprzecznie.przeciwko emisyjnej. iż m etale. a mianowicie 9. że światło składa się z oddzielnych cząstek i że pojedyncze elektrony są wyzwalane przez pojedyncze cząstki światła. Z p u n k tu widzenia teorii undulacyjnej ten wynik badań w ydaje się zupełnie niezrozumiały.10-28 gr. T eo ria u n d u la e y jn a i te o ria em isyjn a 17 lecz zwolennicy jej musieli zamilknąć. Do zjawisk tych należało przede wszystkim ta k zwane zjawisko fotoeleklryczne. na które pada światło fiołkowe lub nadfiołkowe. które zmusiły ich do wznowienia dawno porzuconej teorii korpuslcularnej. w yrzucają takie elektrony.

przemawiało na pozór raz na zawsze prze­ ciwko wszelkim usiłowaniom tego rodzaju. nie podlegały jednak żadnej wątpliwości. że barw a światła pozo­ staje wciąż bez zmiany. iż skutkiem własności gleby. że pewien zoogeograf ustalił. O ptyczna teoria emi­ syjna.18 Z asad y fizy k i prędkość. Rozum owano bo­ wiem w następujący sposób: jeśli teoria em isyjna jest słusz­ na. W jaki sposób jednakże można było tego dokonać? Do­ świadczenie. ja k i undula- cyjne ujęcie zjawisk świetlnych jest słuszne i że powinno zatem być możliwe uzgodnienie obydwóch teorii. że w tej okolicy zwierzęta ssące wytępiły się wzajemnie. Fizycy musieli więc dojść do przeświadczenia. że światło dodane do światła może w y­ wołać ciemność. Nie wyciągnie on jednak stąd zapewne wniosku. Zjawisko fotoełektryczne wyraźnie ujawniło istnienie in­ dywidualnych korpuskuł świetlnych. Znakom ite sukcesy teorii undu- lacyjnej. iż w pewnej okolicy b rak zwierząt ssących. Mo­ żemy przekonać się o ty m za pomocą bardzo prostej analo­ gii. że prawdopodobieństwo trafienia cząstki w takie miejsce jest niezmiernie małe. jak przedwczesny jest taki wniosek. że w miejscach ciemnych korpuskuły świetlne zniszczyły się nawzajem (co istotnie tru d n o by było sobie wyobrazić). klim atu itp. Podobnie powstawanie prążków interferencyjnych w do­ świadczeniu Fresnela ze zwierciadłami nie musi być b y n a j­ mniej tłumaczone w ten sposób. pojawienie się zwierząt ssących w danej okolicy było mało praw dopodobne. Zakładam y naturalnie. . co prze­ cież wydaje się absurdalne. roślinności. wysuwane zawsze przeciwko teorii emisyjnej. osiągnięte w ciągu X I X stulecia. możemy na to m ia st p rzy­ jąć. w której widziano już tylko ciekawostkę historyczną. Przypuśćm y. dawno porzucone naiwne błądzenie przeszłych czasów. Przyjm ie on raczej. Dopiero w X X stuleciu uświado­ mili sobie fizycy. że cząsteczki świetlne mogą się niszczyć nawzajem . to na podstawie doświadczenia tego należało by przyjąć. zo­ stała nagle zrehabilitowana. że zarówno korpuskularne. a mianowicie fakt.

jeżeli zjawiska te ujm iem y z p u n k tu widzenia stalyslyczncgo. Najlepiej znanym przykładem energii je s t zasób pracy.1 Gdy energia cząstki świetlnej zostaje zużyta na w y­ swobodzenie e le k tro n u . przy czym za najprostszą formę pracy m ożem y uważać podniesienie pewnego ciężaru na określoną wysokość. gdzie p a d a ich mało. 1 E n ergia k in e ty c z n a w y r a ż a się. zielonej lub niebieskiej cząstki świetlnej? Energia w znaczeniu fizycznym oznacza zdolność w yko­ nania pewnej pracy. czy też częstość drgań. p o ło w ą ilo ­ c zy n u m a sy ciała przez k w a d r a t jeg o p ręd k o ści.k tó ry wybiega z określoną silą żywą. 2* . p r z y p a d a ­ jącą na poszczególne korpuskuły. które w ynikają z założeń teorii undulacyjnej i które mogą być rozpatryw ane jako praw a fal świetlnych. siła ta może być uw ażana za m iarę energii cząstki świetlnej. przy p a d a ją c y w udziale poruszającem u się ciału dzięki jego ruchowi i zwany siłą żywą lub energią kinetyczną ciała. ciem­ ność ta m . Jeżeli więc ta k . je s t scharakteryzow any przez swą długość fali. Ale ze statystycznego p u n ­ k tu widzenia ruch korpuskuł świetlnych podlega ty m wła­ śnie praw om . V II E N E R G IA K W A N T Ó W Ś W IE T L N Y C H Z p u n k tu widzenia teorii undulacyjnej promień światła. Jasność zn a jd u jem y ta m . składające się na prom ień świetlny. z a p y ta m y : ja k wielka jest energia czerwonej. uznam y obie te teorie za równorzędne. ja k to już widzieliśmy. ja k to czyni fizyka współczesna. jak w ia d o m o . powstaje zasadnicze p ytanie: jaki związek istnieje pom iędzy energią jednej czą­ stki świetlnej a długością fali lub częstością drgań? F o rm u ­ łując dokładniej to zagadnienie. z p u n k tu widzenia n a to ­ m iast teorii korpuskularnej raczej przez energię. Energia kw antów św ietlnych 19 Teoria k o rpuskularna daje się więc zupełnie dobrze po­ godzić z zaobserwowanymi zjawiskami interferencji. gdzie trafia dużo cząstek.

20 Z asad y fiz y k i wyzwalającej elektron. a E rg je s t p racą. W fizyce teore­ tycznej używ am y znacznie mniejszej jednostki. że energia cząstki świetlnej jest tym większa. rozdz. zaczerpnię­ tego ze znanej powszechnie gry w kręgle. jak a zostaje zużyta. być może.2 W poprzednim rozdziale wspomniano już. z większą prędkością. która może podnieść ciężar jed ­ nego kilograma na wysokość jednego m etra. W analogiczny sposób m ożem y wywnioskować z obserwacyj zjawiska fotoelektrycznego. Doświadczenia. niż w innych razach. jest to mniej więcej praca. n a le ż y u w z g lę d n ić je sz c ze p racę. je d n a k że w y r u g o w a n ie z d a n y c h p om ia ro w y ch tej p racy . podstawowy dla fizyki współczesnej. to zjawisko. p otrzeb n ą d o p o d n iesien ia na w y so k o ść je d n eg o cen ty m etra ciężaru . w ykazały natom iast. gdy podnosimy jeden m iligram na wysokość jednego centym etra. Ściślej związek między tym i jednostkam i jest n a stępujący: 98 milionów ergów odpowiada jednem u kilogramom etrowi. iż prędkość elektronów. o d p o w ia d a ją ceg o sile jed n ej d y n y . przeprowadzone przede wszystkim przez L e n a r d a . odwołując się do porównania. im większa jest zatem częstość drgań. im mniejsza jest długość fali. niż w innych. n ie p rzed staw ia ża d n y ch tru d n ości. Dokładne pom iary zjawiska fotoelektrycznego ujaw niają fakt. nie rośnie. t a k zwanego erga. wówczas wnio­ skujem y stąd. 17. wyzwalanych w zjawisku fotoelektrycznym . Por. Energia 1 O gólnie biorąc. że mianowicie energia cząstki świetlnej zależy jedynie i wyłącznie od jej częstości drgań i jest do tej częstości proporcjonalna. idąca w kierunku zmniejszenia długości fali. U przystępnim y sobie.gdy zwiększamy natężenie padającego promienio­ wania. p o trzeb n ą do w y rw a n ia elek tro n u z m eta lu .1 W praktyce za jednostkę energii p rzyjm ujem y ta k ą energię. że w ty m w ypadku rzucona pom iędzy nie kula posiadała większą silę żywą czyli więcej energii. g d y ż w e w n ą tr z m e ta lu je s t on z w ią za n y przez siły p rzy cią g a ją ce. zwiększa p ręd ­ kość wybiegającego elektronu. Gdy trafione krę­ gle za pewnym razem zostaną odrzucone gwałtowniej. że zmiana barw y. z u ż y te j na w y z w o le n ie e lek tro n u . .

2 N a le ż y p rzy p o m n ieć. 3 Por.1 P l a n c k pierwszy wprowadził w 1900 r. a 10-27 o zn a c z a u ła m ek d z ie się tn y . które w postaci bardzo wąskich ' U ż y t y tu term in k w a n t d z i a ł a n i a p o c h o d zi stą d .1905. wspomniano już o prążkach F raunhofera. E i n s t e i n wprowadził poj ęcie kw antów świetlnych. 50. a d o p iero na 27 m iejscu sto i je d y n k a . o trz y m am y energię w yrażoną w ergach. V III W ID M A P R Ą Ż K O W E Gdy była mowa o długości fali świetlnej.5 . Dopiero energia około jednego tryliona (1018) fiołkowych kw antów świetlnych dorównywa pracy. że 10*2 ozn a cza je d n ą se tn ą . iż w m ech a n ic e d zia ła n ie m n a z y w a m y ilo c z y n en erg ii p rzez czas. Zgodnie z powiedzianym wyżej energia k w a n tu światła czerwonego wynosi w przybliżeniu 2 % bilionowej erga. że mnożąc ją przez częstość drgań. a fiołkowego 5 bilionowych erga. W id m a prążk ow e 21 ta je s t dw ukrotnie większa. . lub też. tak a . jeśli częstość drgań na sekundę pom nożym y przez 6. W ynosi ona 6. Wobec tego musi istnieć pewna stała uniwersalna. ja k ą m usim y wykonać.5. gdy częstość drgań jest dwa razy W yższa. co oznacza to samo. Tę stałą nazyw am y elementarnym kwantem działania i stąd również i cząstki świetlne zostały nazwane kw antam i św ietlnym i. a — ja k w y n ik a z za sto so w a n ia p o jęcia w y m ia ru fiz y c zn eg o — r o z p a try w a n a p rzez n a s tu ta j sta ła u n iw ersa ln a p o sia d a w y m ia r en ergii d zielon ej przez c z ę sto ść d rgań . podnosząc ciężar jednego kilograma na wysokość 5 centym etrów .8 W pięć la t później.2 Planck doszedł do pojęcia elem entarnego k w a n tu działania dzięki swym b a d a ­ niom nad promieniowaniem cieplnym. znajdziem y energię cząstki świetlnej.1 0 ‘27. rozd z. w k tó r y m po przecink u n a stę p u je 26 zer.10"27 erga przez sekundę. c zy li in a czej w y m ia r en ergii p om n ożon ej przez czas. gdy długość fali jest dwa razy mniejsza. a więc. 10'a jed n ą ty sią c z n ą . w r. pojęcie elemen­ tarnego k w a n tu działania i wyznaczył jednocześnie jego w ar­ tość.

że w widmie płomienia świecy występuje jasny prążek żółty. Te prążki należy zatem uważać za coś c h a ra k te ry s ty ­ cznego dla danego m etalu. Prawie w pięćdziesiąt la t później K i r c h h o f f zajął się dokładniej t ą osobliwą obserwacją Fraunhofera. G runtowne badania. będzie m owa w n a stępnych rozdziałach. że wridma p rąż ­ . J u ż Kirchhoff i Bunsen zdawali sobie sprawę z tego. dla litu zaś — ja s n y p r ą ­ żek w czerwieni. k tó ry zajm uje w widmie dokładnie to samo miejsce. c h a ra k te ry ­ styczny dla pierwiastka chemicznego sodu. czy też wreszcie o węglany lub siarczany sodu. żółty prążek. podjęte przezeń wspólnie z B u n s e n e m . t a k samo dla potasu ch a ra k te ry ­ styczny jest jasn y prążek w fiolecie. że ich odkrycie umożliwia przeprowadzanie analiz chemicznych. czy z bromem. w k tórych zamieszczono dużo więcej niż 100. k tó ry c h poło­ żenie nie zależy od te m p e ra tu ry i przede wszystkim nie zależy od rodzaju związku chemicznego. Kirchhoff i Bunsen wykazali również.22 Z asad y fizy k i pasków przecinają widmo słońca. że w widm ach świecących p a r związków metali w ystępują jasne prążki. J a k dla sodu c h a ra k terystyczny je s t prążek żółty. Kirchhoff i Bunsen znaleźli. k tó ry znacznie przewyższa pod względem jasności wszystkie po­ zostałe prążki jego widma. m a zawsze do­ kładnie tę sam ą długość fali. mianowicie do odkrycia widm prążkowych. czy chodzi 0 połączenie sodu z chlorem (jak w soli kam iennej). że fizyka współczesna rozporządza tablicami. Za pom ocą analizy widmowej możem y w odpowiednich okolicznościach w ykryć ilości substancyj znacznie mniejsze od jednej dziesięciomilionowej miligrama. doprowadziły go w 1860 r. F ra u n h o fe r zauważył już również. do jednego z największych odkryć w historii fizyki. T a k np. przewyższających pod względem czułości wszystkie przed­ tem znane m etody. co w y k ry ty przezeń czarny prążek D.000 prążków widm owych według ich długości fal 1 przynależności do rozm aitych pierwiastków chemicznych. O prawidłowościach w ystępujących w wid­ m ach prążkowych. zawierającego dany metal. niezależnie od tego. jednakże już tu ta j należy nadmienić.

zabarw iony solą kuchenną. Ponieważ własne promieniowanie par w atmosferze słonecznej nie może zastąpić znacznie intensywniejszego . dostrzeżem y ciem­ ny prążek dokładnie w ty m sam ym miejscu. Wobec tego w doświadczeniu powyższym odpo­ wiednie miejsce w idm a musi w ydaw ać się stosunkowo ciem­ niejsze. które m ogą same w y­ syłać. lecz również i jako widma absorpcyjne o prążkach ciemnych. 9 widać na przykładzie wo­ doru. Dzięki odkryciu Kirchhoffa i Bunsena prążki F raunho- fera znalazły proste wyjaśnienie. P ara sodu. że prążki emisyjne i absorpcyjne z a jm u ją te same położenia w widmie. nie tylko w y­ syła — ja k znaleźli Kirchhoff i Bunsen— żółte światło o c harak­ terystycznej d łu gości. widmo lam py łukowej. lecz również i po­ chłania takie światło. te długości fal. wywołana przez pochłanianie światła lam py. wysyłanego przez w nętrze słońca. W id m a prążkow e 23 kowe światła mogą występow ać nic tylko w postaci tzw. Ponieważ je d n a k światło płomienia sodowego jest znacznie słabsze od światła lam py łukowej. widm em isyjnych o jasnych prążkach. w k tó ry m naturalnie również występuje światło o długości fali charakterystycznego prążka żółtego. w k t ó r y m — o ile m am y do czynienia z sam ym tylko pło­ mieniem sodowym — powstaje znany jasn y prążek żółty. Jeżeli rzucim y na ekran np. P ochłaniają one z pełnego (ciągłego) w idm a promieniowania. fali. W atmosferze słońca znaj­ du ją się p a ry najróżnorodniejszych metali. niż otoczenie. Na rys. s tra ta natężenia. zaw arta w pło­ mieniu. nie może zostać p o k ry ta przez promieniowanie własne płomienia sodowego. po przepuszczeniu światła przez płom ień.

IX Z JA W IS K O D O P P L E R A Do największych zdobyczy ducha ludzkiego należy bez w ątpienia możność przeprowadzania za pom ocą widm a n a ­ lizy chemicznej naw et na odległości. w świetle słonecznym. k tóra stosuje się do wszelkiego rodzaju fal. g erm a n . D o p p l e r a . poprzednio'nieznanych pierwiastków. jak wykrycie przez Kirchhoffa i Bunsena widm prążkowych. ta l. formułowana przez austriackiego fizyka. w 1842 r.Nie tylko jednak skład chemiczny ta k niew yobrażal­ nie dalekich ciał niebieskich może być o d c z ytany z widm prążkowych. Przede w szystkim jednakże. ja k zoba­ czymy w krótce. . n eon . pochodzącego z w nętrza słońca. lecz również i ruch tych ciał. b rak fal tych właśnie długości. ind. K to z czytelników jest by stry m obserwatorem . h el. z iem ie rzad k ie. Umożliwiła nam to pewna zasada. więc. rubid i cez (ob a w y k r y te przez B u n sen a ). da n y m przez należycie zrozumiane widma prążkowe. Zasada ta. dochodzącym do ziemi. została sformułowana pierwotnie dla zjawisk dźwiękowych i potwierdzona następnie przez obserwacje w tej dziedzinie. W chemii niezwykle czuła m etoda analizy widmowej doprowadziła do w ykrycia no­ wych. g a l. jak i do dźwiękowych. a więc zarówno do fal świetlnych. wszystkie prawie olbrzymie postępy fizyki w drugim i trzecim dziesięcioleciu naszego stulecia zawdzię­ czam y wskazaniom. praktycznie biorąc. zauważył 1 D o w y k r y ty c h w id m o w o p ierw ia stk ó w c h e m ic z n y c h n a leżą np.1 W astronomii dala ona możność poznania własności chemicznych n a jd a l­ szych ciał niebieskich przez zbadanie wypromieniowanego przez nie światła. przewyższającej p r a ­ wie bilion razy olbrzymią odległość pom iędzy ziemią i słoń­ cem. Nieliczne tylko odkrycia fizyczne były ta k niezwykle i wielostronnie płodne.24 Z a sa d y fiz y k i promieniowania.

ja k to już stwierdził sam D opp­ ler. czyli tzw. W samej rzeczy zjawisko takie jest dobrze znane a stro­ nom om już od r. co praw da. Spostrzeżenia takie łatwo jest czynić w dziedzinie a k u ­ styki. z k tó ry ch jed n a je s t sk iero w a n a . następuje nagła zmiana tonu jej gwizdka. żadne dające się bezpośrednio zaobserwować ruchy. 1870. Ton wydaje się wyższy podczas zbliżania się lokomotywy. dla bardzo wielu ciał niebieskich m ożna było wyznaczyć na tej drodze z ich widm również i prędkość ich ruchu w kierunku naszego wzroku. gdy pociągi pośpieszne lub a u ta poruszają się z prędkością około 2 0 m etrów n a sekun­ dę. niż w w ypadku. które dochodzą w c ią g u sekundy do naszego ucha. musi dochodzić do nas w ciągu sekundy więcej fal głosowych. Z jaw isk o D op plera 25 zapewne niejednokrotnie. przeciwnie zaś. w za jem n ie do sieb ie p ro sto p a d łe . W ytłum aczenie tego zjawiska jest bardzo proste. k tó ry c h prędkość stanowi kilka setnych prędkości dźwięku. gdy źródło dźwięku znajduje się w spoczynku. Gdy źródło dźwięku zbliża się do nas.1 1 R z e c z y w istą p ręd k o ść m o ż e m y r o z ło ż y ć n a d w ie sk ła d o w e. prędkość radialną. podczas oddalania się jej — niższy. Możemy za to na po d sta ­ wie zasady Dopplera oczekiwać zm ian barw w widm ach ciał niebieskich. W dziedzinie optycznej. Nie istnieją na ziemi. Zjawi­ sko to opiera się na zasadzie Dopplera. któ ry c h prędkość byłaby w ogóle po­ równywalna z prędkością światła. gdyż w życiu codziennym n a p o ty k a m y dużo sposob­ ności do obserwacji ruchów. niż gdy lokom otywa stoi nieruchomo. że gdy mija go gwiżdżąca loko­ m otyw a. W dziedzinie widzialnej przejaw ią się one w w y padku zbliżania się ciała jako przesunięcia prążków widmowych ku fiołkowemu krańcow i widm a. W ysokość słyszanego tonu zależy zaś od ilości fal. w y n ik a ją z jego zasady zm iany barw y światła. Prędkość dźwięku wynosi około 330 m etrów na sekundę. a w w ypadku oddalania się — ku czerwonemu krańcowi. przeciwnie jest. gdy źródło dźwięku oddala się od nas.

by mogły być widziane osobno. 10. w k tórych dwie krążące do­ koła siebie świecące m asy z n a jd u ją się zb y t blisko siebie. a następnie po pew nym czasie s ta ją się znowu pojedyncze i zjawisko to pow tarza się regularnie w kilkoletnich najczęściej odstępach czasu. S k ła d o w a ta m oże b y ć sk ierow an a ku n a m lub w p r o st p rzeciw n ie. 1 T ak ie g w ia z d y p o d w ó jn e n a z y w a m y sp e k tr o sk o p o w y m i w o d ­ różn ien iu od tzw .1 Zjawisko to m ożem y wytłum aczyć w n a stępujący prosty sposób. (Zjawisko D opplera). któ ry c h obserwacja przez lunetę nie pozwala zauważyć nic szczególnego i których złożona Rys. Zdwojenie prążków w widm ach gwiazd podwójnych.26 Z asad y fiz y k i Szczególnie efektownie przejawia się zjawisko Dopplera dla takich gwiazd podwójnych. budowa pozostała wobec tego nierozpoznana. 10). Skutkiem obiegu obie gwiazdy na przem ian odda- w zd łu ż p rostej. łączącej o b serw o w a n e ciało z zie m ią . zauważono osobliwe zjawisko widmowe. W w ypadku ciał niebie­ skich tego właśnie rodzaju. . p o d w ó jn y c h w id z ia ln y c h . w k tó ry ch ob ie g w ia z d y m ogą b y ć o d d zieln ie za o b serw o w a n e. Prążki widmowe ty ch ciał ulegają rozdwojeniu (zob. Taki stan rzeczy stwierdzono dzisiaj z całą pewnością dla przeszło setki ciał niebieskich. rys.

W ywołane przez to rozdwojenie się prążków jest najsilniej­ sze. zjaw isko D oPP- lera u gwiazd podw ójnych. . 76. jed n a k tak. w w ypadku zaś tzw. mgławic spi­ ralnych1 stwierdzono istnienie przesunięć ku czerwieni.000 kilometrów na sekundę. Z jaw isk o D op p lera 27 łają się od nas lub zbliżają. je s t o d d a lon a od n as o ok oło 8 5 0 . 2 P or. są o d le g łe od n a s p rzeszło o sto m ilio n ó w la t św ie tln y c h . którą św ia tło p rzeb y w a w cią g u je d n e g o rok u ). a więc przesunięciu prążków widmowych jednej gwiazdy ku fioletowi odpo­ w iada przesunięcie prążków drugiej gwiazdy ku czerwieni. jest słuszna.0 0 0 la t ś w ie tln y c h . Jeżeli przytoczona w jed n y m z dalszych rozdziałów2 interpretacja.u . następnie prążki zbli­ żają się stopniowo do siebie i gdy obie gwiazdy poruszają się prostopadle do kierunku spojrzenia (rys. tzw . u k ła d o w i D rogi M leczn ej. Za bezpośrednie stwierdzenie zasady Dopplera możem y przyjąć fakt. W w ypadku gwiazd stałych znale­ ziono prędkości radialne. obliczonymi według tablic astronomicznych. 11 a). Rys. N a jd a lsze z n ich . gdy obydw a ruchy odbyw ają się wzdłuż kierunku spojrzenia ku gwieździe (rys. rozdz. d o strz eg a ln e jesz c z e przez te le sk o p y . m g ła w ica A n d ro m ed y . co stanowi osiem setnych prędkości światła. prążki obydwóch gwiazd n a k ła d a ją się wzajemnie na siebie. że — ja k się okazało — wyznaczone w ten sposób radialne prędkości mgławic spi­ ralnych są proporcjonalne do ich odległości od nas. że zbliżaniu się jednej odpowiada oddalanie się drugiej. wynoszące od kilku do kilkuset kilometrów na sekundę. 11 b). N a jb liż sz a m g ła w ica sp ira ln a . obli­ czone z zaobserwowanych przesunięć prążków. (R o k ie m św ie tln y m n a z y w a m y o d leg ło ść. od­ pow iadających prędkościom. że prędkości planet. tłum acząca tę zależność jako wynik rozszerzania się wszech­ świata. sięgającym 24. całkowicie zgadzają się z p rę d ­ kościami. Najbardziej osobliwe było je d n a k to. w id zia ln a ju ż g o ły m ok iem . to istotnie zasada Dopplera dostarczy­ 1 A stro n o m ia w sp ó łcz e sn a u w a ża m g ła w ic e sp iraln e za u k ła d y ró w n orzęd n e n a szem u w ła sn e m u sy s te m o w i g w ia zd o w em u .

ogólnie znanym przykładem jego zastosowa­ nia jest lustro do golenia. zostaje częściowo odrzucony z powrotem przez powierzchnię rozdziału. jaki w ogóle może być przed­ miotem rozważań fizykalnych. X O D B IC IE I ZAŁAM AN IE Ś W IA TŁA Do najdawniej zaobserwowanych zjawisk optycznych należy bez wątpienia codziennie sp o tykany fakt. 12c) na- 1 W obrazie p u n k tu p r z e cin a ją się ty lk o p rzep ro w a d zo n e w m y śli przed łu żen ia w ste c z p rom ien i o d b ity c h . Prawo odbicia było znane już w s ta ro ż y t­ ności. 12a). Z prawa odbicia w ynika również bezpośrednio. w ystaw im y prostopadłą do tej po­ wierzchni. p adający na granicę dwóch ośrodków. w k tó ry m promień trafia na po­ wierzchnię graniczną. zmieniając swój kierunek. w jakiej p u n k t świe­ cący znajduje się przed zwierciadłem (porówn. powie­ trza i wody. rys. Obraz ten jest jednak tylko „pozorny“. to kierunek tego pionu oraz kierunki padającego i odbitego promienia leżą w tej samej płaszczyźnie (tzw.1 Obok zwierciadła płaskiego szczególnie ważne jest zwier­ ciadło wklęsłe. w któ ry m znajduje się obraz. chociaż promienie nie prze­ cinają się ta m w rzeczywistości. częściowo zaś jako promień załam any wchodzi. p rzy czym obraz ten znajduje się w takiej odległości poza zwierciadłem. . np. P u n k t S (rys. po­ łożony na przedłużeniu prostopadłej. Takie zwierciadło stanowi drobną część pewnej powierzchni kulistej. Jeżeli w miejscu.28 Z asad y fiz y k i łaby nam klucza do zrozumienia najpotężniejszego i n a j­ powszechniejszego procesu. czyli odbity. czyli promienie zachowują się jedynie tak. iż promień światła. przeprowadzonej z p u n k tu do zwierciadła. płaszczyźnie padania). jak gdyby wychodziły z p u n k tu . iż zwier­ ciadło płaskie daje obraz każdego świecącego p u n k tu . do drugiego ośrodka. 12b). pion zaś tworzy jednakowe kąhj z kierunkam i obydwóch promieni (rys.

padające równolegle do osi. to — j a k dobrze wiado­ mo każdem u. m ożem y schw ytać na ekran. wów­ czas pow staje obraz rzeczywisty: promienie odbite przeci­ n ają się rzeczywiście ze sobą i obraz. umieszczony w punkcie F (w ten sposób staje się zrozumiała nazw a ogniska). nazyw a się rozw artością zwierciadła. a od­ ległość jego od środka zwierciadła — odległością ogniskową. środek powierzchni kulistej (O) — środkiem krzywizny. W ognisku skupiane są promienie. od środka zwierciadła. Gdy n a ­ tom iast odległość ta przewyższy odległość ogniskową. kto korzysta z lustra do golenia — zwierciadło wklęsłe daje obraz pozorny. Jeżeli przedm iot znajduje się w odległości mniejszej. Stosunkowo niewielki k ą t. niż ogniskowa. nazyw am y ogniskiem zwierciadła (F). prostą zaś. pod k tó ry m widzim y zwierciadło z jego środka. O dbicie i załam an ie św ia tła 29 żywa się środkiem zwierciadła. k tó ry j e s t w te d y zaw­ sze odwrócony. p ro sty i powiększony. łącząca te dwa p u n ­ k t y (OS) — osią zwierciadła. czy odległość przedm iotu od środka zwierciadła jest m niej­ . Jeżeli są nimi promienie słoneczne. (a więc k ą t AOB). dzielący (OS) na dwie równe części. Zależnie od tego. mogą one zapalić kaw ałek papieru. P u n k t.

o c z y w iśc ie . k tó rą nazyw am y względnym spółczynnikiem załam ania tych dwóch ośrodków. muszą jed n a k w tedy być wykonane bardzo starannie. Dla wody np. Optycznie gęstszym nazyw am y ten z dwu ośrodków.30 Z asad y fiz y k i sza. ja k mówimy. tak samo ja k promień odbity. aniżeli promień krzyw izny (czyli po­ dwójna ogniskowa). obraz jest powiększony lub zmniejszony. J a k w ykrył S n e l l i u s około 1620 r. np. k ą t.2 Sto­ sunek sinusów3 tych kątów nie zależy od k ą ta padania i s ta ­ nowi pewną stałą. . 12d). wyznaczonej przez kierunek pionu padania i kierunek promienia padającego. W zględny spółczynnik załam ania w stosunku do powietrza lub jeszcze dokładniej w stosunku do próżni nazyw am y po prostu spółczynnikiem załam ania. 4 G d y p rom ień p ad a p r o sto p a d le . Przechodząc do ośrodka optycznie gęstszego. 3 S in u s p ew n ego k ą ta je st. prawo załam ania. ja k w ia d o m o .. c h a ra k terystyczną dla dwu ośrodków. leży w płaszczyźnie padania. istnieje prosta zależność pom iędzy k ą ta m i p adania i załam ania. Słynny teleskop obserw atorium na M ount Wilson w Kalifornii po­ siada zwierciadło o stu calach (254 cm) średnicy. „załamanie ku prostopadłej“ . 2 S n elliu s nie o g ło sił sw eg o o d k ry cia . n ie z a c h o d z i n a tu ra ln ie zm ia n a k ieru n k u .1 jest to tzw. k tó ry tw o­ rzy promień załam any z przedłużeniem pionu. ma on w artość 1. leżą c eg o n ap rzeciw teg o k ą ta w tró jk ą cie p r o sto k ą tn y m .4 1 Za k ą t p ad an ia p r z y jm u je m y . oraz w teleskopach astronomicznych. Promień załam any. w k tó ry m n a jd łu ższy bok p o sia d a d łu g o ść rów n ą je d n o śc i. N ad w y­ konaniem 200-calowego teleskopu dla tego samego obser­ w atorium trw a praca już od 1930 r. g d y ż k ą t p a d a n ia rów n a się zeru. K ą t. u tw o r z o n y p rzez k ierun ek p ad an ia z k ieru n k iem p ion u . k tó ry posiada większy spółczynnik załam ania. zachodzi więc.33. Zwierciadła wklęsłe paraboliczne z n a jdują zastosowanie w reflektorach. nazyw a się kątem załamania (DBC na rys. u c z y n ił to po raz p ierw szy z n a n y filo zo f D escartes. liczb o w o r ó w n y d łu ­ g o ści bok u. promień zbliża się do prostopadłej. z powietrza do w ody lub z powietrza do szkła. czy też większa.

iż soczewka posiada zdol­ . 13b). Gdy odległość ognisko­ wa wynosi jeden m etr. jak u zwierciadeł kulistych. równą trzem czw artym prędkości światła w powietrzu. Tłum aczy ono pięk­ n y m etaliczny połysk pęcherzyków powietrza pod wodą lub też zanurzonych w wodzie p u stych w ew nątrz szkiełek. W wodzie więc światło biegnie z prędkością. a więc np. ja k gdyby wypełnione były rtęcią. XI SO C ZEW K I W śród rozlicznych zjawisk załam ania światła najw aż­ niejszą rolę w fizyce grają te. S o czew k i 31 Prędkość światła w dowolnym ośrodku można otrzym ać. w ystępuje zjawisko całkowitego odbicia. G dyby to było możliwe. gdy k ą t padania jest większy od kąta granicznego. przy przejściu ze szkła do powietrza — około 42 stopni. z w ody do powietrza. sinus k ą ta załam ania byłby większy od jedności. dla którego sinus równa się względnemu spółczynnikowi załam ania (w ty m w ypadku spółczynnik ten jest mniejszy od jedności). m ówimy. Podobnie. by oświetlające je od w nętrza promienie świe­ tlne nie mogły wyjść z wody. Ze znanej definicji sinusa wynika. Prom ień świetlny nie może więc przejść do ośrodka optycznie rzad­ szego. według praw a załam ania. w yglądają one. Gdy k ą t padania je s t większy od k ą ta granicznego. Dwa główne ty p y so­ czewek stanow ią: wypukłe soczewki zbierające (rys. Również rozpowszechnione dzisiaj wodotryski świetlne oparte są na zjawisku całkowitego odbicia. to. strugom wody nadaje się taki kształt. Przy przejściu światła z wody do powietrza ten k ą t graniczny wynosi 49 stopni. 13a) oraz wklęsłe — rozpraszające (rys. odległość ogniskowa odgrywa pod­ staw ową rolę również i u soczewek. które są związane z przejściem promieni świetlnych przez soczewki. dzieląc prędkość światła w próżni przez spółczynnik zała­ m ania ośrodka. że dla żadnego rzeczy­ wistego k ą ta nie może być on większy od jedności.

We w skaza­ nym wyżej układzie soczewek znoszą się nawzajem nie tylko ich zdolności zbierające. Soczewka wklęsła daje zawsze proste i zmniejszone obrazy pozorne. Rozszczepienie nie jest bynajm niej jednakow e dla wszystkich rodzajów szkła. soczewka zbierająca. gdy przedm iot znajduje się w odległości większej. używana wówczas jako lupa. niż ogniskowa. że właściwie dla każdej barw y otrzym ujem y osobne ognisko. 4. lub 2 m etry. należy jedynie uważać dioptrie soczewek wklęsłych za liczby ujemne. z której znajduje się przedm iot. Jeżeli złożymy ze sobą dwie soczewki. to taki układ nie będzie wpływał na przechodzące przezeń promienie.32 Z a sa d y fizy k i ność zbierającą. równą jednej dioptrii. o takich sam ych zdolnościach zbierających. w ypukłą i wklę­ słą. czynią je więc zbieżnymi. gdy przedm iot znajduje się w odległości mniejszej. nato m ia st soczewki rozpraszające czynią promienie rozbieżnymi. We wszystkich w y padkach so­ czewki zbierające załam ują padające na nie równoległe promienie ku sobie. tak. S kutkiem tego za pomocą pojedynczej soczewki nie można otrzym ać prawdziwie ostrego obrazu. 25 cm. Przeciwnie. niż ogni­ skowa. lecz również i wywołane przez nie rozszczepienie światła na barwy. obrazy te pow stają z tej samej strony. to odpowiednia zdolność zbierająca równa się 2. Gdy odległość ogni­ skowa wynosi 50 cm. np. Sam a przez się każda soczewka działa podobnie do p ry zm a tu : rozkłada światło białe na jego barwne części składowe. daje obraz prosty i powięk­ szony. tylko odwrotnie skierowanych krzywiz­ nach. dla tak zwanego flintu (szkła ołowianego) jest ono mniej więcej dwukrotnie więk- . lub połowie dioptrii itd. Soczewki zbierające d a ją rzeczy w isty i odwrócony obraz. jednakże pozorny. lub też zwiększają istniejącą już rozbieżność. a więc o takich samych. od soczewki. Ilości dioptryj dwu złożonych ze sobą soczewek dodają się zawsze do siebie. Rozszczepienie barwne soczewki m ierzym y różnicą spół- czynników załamania dla skrajnej czerwieni i skrajnego fioletu.

3 . Dzisiaj nie używ am y już flintu i crownu. Na ty m fakcie opiera się bardzo ważny wynalazek soczewki achromalycznej. Szkła te zaczęto w yrabiać dla celów optycznych około 1880 r.1 pomimo że obydw a te rodzaje szkła posiadają w przybliżeniu ten sam spółczynnik załamania. w ykonaną z crownu (rys. z n a jdują się między nimi zarówno takie. lecz odpowiednio dobranych szkieł jenajskich. o trz y m an y za pom ocą jakiegoś przyrządu optycznego. aniżeli dla crownu (szkła koronnego). nato m ia st zdol­ ność załam ująca soczewki w y­ pukłej została zmniejszona tylko do połowy. crow n n a to m ia st nie za w iera go zu p ełn ie. dają względnie silne rozszczepienie barwne. które m ając mały spółczynnik za­ łamania. c). które m ając duży spółczynnik załamania. że gdy obraz B przedm iotu A. Isto tn ą jej treść stanowi stwierdzenie. Zestawił on soczewkę wklęsłą z flintu z dwukrotnie grubszą pośrodku soczewką zbierającą o tej samej krzy- wiźnie. S oczew k i 33 sze. k tó ­ rej liczba dioptryj wynosi połowę liczby dioptryj soczewki wypukłej. dokonany przez angielskiego o p ty k a D o l l o n d a około 1750 r. według wskazówek A b b e g o i S c h o t t a . 13. któ ry pokryje się z A2. da on nam za pomocą tegoż przy­ rządu optycznego obraz. w y k a ­ zują stosunkowo małe rozszczepienie. Układ działa więc ja k jedna. Na tym opiera się możliwość przekształcenia każdego przyrządu 1 F lin t zaw iera d u żo ołow iu . 2 P op raw n iej b y ło b y m ów ić o p u n k cie p r zed m io to w y m i p u n k cie o b ra zo w y m . W ten sposób rozszczepienia barwne oby­ dwóch soczewek zniosły się nawzajem . wolna od barwnego rozszczepienia (achrom atyczna). jak i takie. Zasady fizyki. rozpatrujem y z kolei jako przedm iot. soczewka. W optyce geometrycznej ważną rolę odgrywa zasada odwracalności dróg świetlnych.

14. iż promień przechodzi przez środek rysunku. że fale świetlne muszą się różnić pod pew nym bardzo isto t­ nym względem od fal głosowych. (jak było wiadomo już wówczas). Y o u n g na podstawie różnorodnych danych doświadczalnych doszedł jednak do wniosku. Gdy drgania nie za­ . W przeciwieństwie do po­ dłużnych fal dźwiękowych. Jeżeli żaden z tych możliwych po­ przecznych kierunków nie jest w fali świetlnej uprzywile­ jo w a n y — mówimy wówczas o świetle naluralnym . Gdy bowiem. że światło musi być zjawiskiem n a tu ry falowej. Istnieje nieskończenie wiele możliwych kie­ runków drgań poprzecznych do promienia (symbolicznie zaznaczono je na rys. podobnie ja k dźwięk. projekcyjny. nazyw am y światło spola­ ryzowanym (określenie niezbyt szczęśliwie dobrane i dające się wytłum aczyć tylko historycznie). którego n a tu ra falowa uważana jest przez fizyków za oczywistą. X II PO L A R Y Z A C JA ŚW IA TŁA Z omówionych poprzednio zjawisk interferencji i ugięcia światła wynika w sposób przekonyw ający. który. drgania świetlne m uszą według Younga zachodzić prosto­ padle do kierunku promienia. u ż y ty jako ta k zwany obiektyw. prostopadle do jego płaszczyzny). drgania powietrza wywołujące dźwięk odbyw ają się w kierunku rozchodzenia się dźwięku. używ ając go odwrotnie przy zastosowaniu specjalnych pomocniczych soczewek oświetlających czyli kondensorów.34 Z asad y fizy k i optycznego. Ustalenie tego poprzecznego c h arakteru drgań świetl­ nych prowadzi bezpośrednio do pewnego ważnego roz­ różnienia. fale świetlne muszą być po­ przeczne. daje obrazy zmniejszone — w przyrząd. W 1817 r. Gdy natom iast drgania zachodzą w pew nym dokładnie okre­ ślonym kierunku poprzecznym. przy czym w yobrażam y sobie.

zwiercia­ 1 P raw o. .. kąlcm całkowitej po­ laryzacji. . . gdy światło pada pod tzw. istnieje jed n a k pewne uprzywilejowanie określonego kierunku poprzecznego. P o la r y z a c ja św ia tła 35 chodzą wprawdzie wyłącznie w pewnym określonym kie­ runku. że światło odbite zostaje zawsze mniej lub więcej spolaryzowane. Całkowita polaryzacja zachodzi wówczas. średnio biorąc. które daje się poznać po pewnych różnicach w zachowaniu się promieni w rozm aitych kie­ runkach poprzecznych. a nie dostrzeżem y jeszcze wówczas jakiejkolwiek polaryzacji. prowadzą do ważnego wniosku. z o sta ło w y k r y te przez B r e w s t e r a w 1815 r. i . miliony drgań w ty m sam ym kierunku. żaden kierunek nie je s t uprzywilejo- w a n y w stosunku do innych. Światło naturalne. Dla szkła np. m ożna wyobrazić sobie. Ponieważ światło widzialne w ykonyw a w ciągu sekundy setki priczny^harakl i •i • . te r fal świetlnych bilionow drgań. Jednakże należy p rzy­ puszczać. 2 J a k w ia d o m o . k ą t całkowitej polaryzacji wynosi 56 stopni. iż w świetle tak im kierunki drgań ulegają ta k szybkim zmianom. że tangens2 jego równa się spółczynnikowi załamania substancji od­ bijającej. sp raw a p r o sto p a d ło śc i k ieru n k u d rgań św ie tln y c h w prom ien iu o d b ity m do p ła s z c z y z n y p a d a n ia z o sta ła c a łk o w ic ie . .1 k ą t ten jest określony przez to. oparte na założeniu poprzecz­ nego charakteru fal świetlnych. Rozważania teoretyczne. to światło takie nazyw am y czę­ ściowo spolaryzowanym. że. ta n g e n s k ą ta w y ra ża się lic z b o w o p rzez d łu g o ść p rzeciw ległej d a n em u k ą to w i p rzy p r o sto k ą tn e j w tr ó jk ą c ie p ro ­ sto k ą tn y m . Można uzasadnić teoretycznie. czyli światło pochodzące bezpośre­ dnio z jakiegoś źródła światła. k tó rem u p o d leg a k ą t ca łk o w itej p o la ry za cji. jako spolaryzowane w każdej chwili. w k tó ry m d ruga p r z y p r o sto k ą tn a rów n a się jed n o ści. że w odbitym świetle spolaryzowanym drgania zachodzą w kierunku prosto­ padłym do płaszczyzny padania.3 Jeżeli np. 3 Co p raw d a. mogą więc nastąpić po sobie (schematycznie).

1 U ż y w a się zw iercia d eł sz k la n y c h . stanow ią­ cej płaszczyznę padania. im silniejsze jest nachylenie. Na gruncie tych rozważań staje się zrozumiałe słynne doświadczenie. 2 P ro sto p a d ła do p io n o w o u sta w io n e g o zw iercia d ła le ż y n a tu ­ raln ie w p ła szczy źn ie p o zio m ej. gdy drgania te MalU(schcmatT«nic)dlami zachodzą w płaszczyźnie p a d ania — odbicie staje się niemożliwe. zachodzą wówczas warunki szczególnie sprzyjające odbiciu.2 a zatem (według p raw a odbicia) również i promień odbity leży w płaszczyźnie poziomej.. a więc jeszcze przed sformu­ łowaniem hipotezy Younga. to drgania w promieniu odbitym zachodzą w kierunku pionowym. Całko­ wite światło padające przenika wówczas w głąb szkła. k tó ry m zadziwił swych współczesnych fizyk francuski M a l u s w 1808 r. Z teorii tej w y n ik a . k tó re są za w sze p ro sto p a d łe do elek try czn y ch . ustawione prostopadle do poprzedniego (rys. Gdy kierunek drgań jest nachylony do pionu. k tó re — ja k sk ą d in ą d w ia d o m o — w y w ier a ją d z ia ła n ie na k lisz ę fo to g ra ficzn ą . a więc. promień zaś. iż odbijał go pod kątem całkowitej polaryzacji od jednego zwierciadła i rzucał następnie pod ty m sam ym k ą te m na drugie zwier­ ciadło. 15). kierunek drgań Rys. Pierwsze zwierciadło zamieniało więc padające światło naturalne w światło spolaryzowane. biegnie w płaszczyźnie poziomej. Jeśli ju ż w promieniu padającym drgania od­ bywają się w kierunku pionowym. za ch o d zą p ro sto p a d le do p ła sz c z y z n y p a d a n ia . że w ła śn ie d rgan ia e le k tr y c zn e .36 Z asad y fizy k i dło1 jest ustawione pionowo. światło to padało na w y ja śn io n a d op iero przez e le k tr o m a g n e ty c z n ą teorię ś w ia tła . Gdy w promieniu p a d a ją c y m pod ką te m całkowitej polaryzacji. 15. p o czern io n y ch z przeciw n ej str o n y . Doświadczenie j est poziomy. Malus doprowadził promień światła do pozornego zaniku w ten sposób. padający pod k ą te m 56 stopni. W n io sek te n n ie sto su je się do drgań m a g n e ty c z n y c h . . odbicie odbywa się w w arunkach ty m mniej korzystnych.

nato m ia st spółczynnik zała­ m ania drugiego promienia. duński mineralog B a r t h o l i n u s dokonał niespodziewanego odkrycia. zakładając.1 w y kazują również wszystkie kryształy. H u y g e n s w ytłum aczył to spo­ strzeżenie zupełnie prawidłowo. w k tó ry m promień przechodzi przez kryształ. zauważył on mianowicie. że. k tó ry zauważyli w swych b adaniach F r e s n e l i A r a g o . nienależące do układu regularnego. że promień światła. p o sia d a ją tr z y ró w n o w a żn e so b ie i w z a je m n ie d o sieb ie p ro sto p a d łe k ieru n k i. J a k się mianowicie okazało. pewnego faktu. p adając na szpat islandzki. k tó re. Dzięki tem u spostrzeżeniu Malus został od­ krywcą zjawiska polaryzacji optycznej. że każdy z dwu pow sta­ jących przy podw ójnym załam aniu promieni nie zacho­ wuje się jednakowo w różnych płaszczyznach przezeń prze­ chodzących. Z ałam anie pod w ójn e 37 drugie zwierciadło. Tę sam ą właściwość. 2 D o u k ład u regu larn ego n a leżą te w sz y stk ie k r y sz ta ły . widzimy przedm ioty podwójnie. ulega podwójnemu za­ łam aniu i rozszczepia się wobec tego na dwa promienie. patrząc poprzez kawałek islandzkiego szpatu. co szpat islandzki. Rozstrzygające z na­ czenie dla dalszego rozwoju fizyki miało ustalenie około 1816 r. J e d en z nich. zależy od kierunku. X III ZAŁAM AN IE P O D W Ó J N E Gdy światło przechodzi przez kryształy. J u ż w 1669 r. podlega zwykłemu praw u załam ania. só l k a m ien n a . nadzwyczajnego. w ystępują zasługujące na szczególną uwagę zjawiska polaryzacyjne. zauważył M a l u s . tak zwany promień zwyczajny. ja k np .2 W 1808 r. . drgając w płaszczyźnie pad a n ia i — zgodnie z poprzednio powiedzianym — nie mogło zatem zostać odbite. zw yczajny i nadzw yczajny promień nie mogą nigdy interferować 1 S z p a t isla n d zk i w y ró ż n ia się sw ą szczeg ó ln ą p r ze z r o c z y sto śc ią .

P ry z m a t Nicola jest w ykonyw any z kryształu szpatu islandzkiego. jak już wspomniano wyżej. jak i p ry z m a ty Nicola są dwójłomne. że promień zwyczajny podlega całkowitem u odbiciu na płaszczyźnie cięcia. przeciętego w odpowiedni sposób na dwie części i sklejonego przezroczystym balsam em kan a d y jsk im tak . Podwójne załamanie w kryształach umożliwia budowę stosunkowo prostych przyrządów do w ytw arzania i ba­ dania światła spolaryzowanego. że absorpcja prze­ chodzącego przezeń światła w bardzo znacznym stop­ niu zależy od kierunku drgań świetlnych i skutkiem tego promień zwyczajny jest pochłaniany o wiele silniej. ro z ch o d zą c y c h się w sp r ę ż y sty m eterz e . W tych tak zwanych przy­ rządach polaryzacyjnych stosujem y p łytki turm alinow e lub p ry z m a ty Ni co la. Zarówno płytki turm alinowe. n a to m ia st promień nadzw yczajny przechodzi przez pryzm at. Y oung wyprowadził w 1817 r. że w promieniu nadzw yczajnym drgania świetlne zachodzą prostopadłe do kierunku drgań w promieniu zwyczajnym. 33.38 Z asad y fiz y k i ze sobą. W y jś c ie z ty c h tru d n o ści w sk a za ła d o p iero e le k tr o m a g n e ty c z n a teo ria św ia tła . Dwa p ry z m a ty Nicola (lub też dwie płytki turmalinowe) można zestawić ze sobą w taki sposób. że jeden z nich będzie służył jako polaryzator do w ytw arzania światła 1T eoria F resn ela op ierała się na w y o b ra żen iu fal. W turm alinie następuje to dlatego. na której następnie w 1820 r. por. F r e s n e l mógł rozwinąć ścisłą teorię światła. Praktycznie biorąc. Z faktu tego. p ły tk a turm alinow a jest zatem przezroczysta tylko dla promienia nadzw yczaj­ nego. B a rd zo tru d n o je s t u zg o d n ić p o p rzeczn y ch arak ter fal św ie tln y c h z ty m w y o b r a że n ie m . niż nadzwyczajny. wniosek o poprzecznym charakterze drgań świetlnych i ty m sam ym stworzył podstaw ę.1 Z założenia poprzecznego ch a ra k te ru fal wynikało w szczególności. . nazyw ane ta k na cześć ich wynalazcy. lecz przepuszczają one tylko promień n a d ­ zwyczajny. rozdz.

Jeżeli p ry z m a ty są ustawione równolegle do siebie. żowanymi nikolami. 17. gdy nikole są równoległe. Bardzo ważne okazało się odkrycie B i o t a (1817). dopóki nie osiągnie m axim um jasności. napełnioną ta k im „optycznie czyn­ n y m “ roztworem. k tó ry padał na nie. promienia. ta k samo. i rozjaśnia się w miarę obrotu analizatora dotąd. Pole widzenia przyrządu polaryzacyjnego. złożonego z polaryzatora i analizatora. K ryształ szpatu islandzkiego. drugi zaś. do badania tego światła. to promień. Jeżeli do a p a ­ ra tu polaryzacyjnego o skrzyżowanych położeniach pola­ ry za to ra i analizatora wstawim y p ły tk ę kwarcową lub też odpowiednią rurkę. jest ciemne gdy nikole są skrzyżowane. aby znowu nastąpiła ciemność. drugi p ry z m a t nie przepuści światła. 16. Płytka aragonitow a w żółtym cięty prostopadle do osi optycznej. nikolami. że kwarc i liczne roztwory m a ją zdolność skręcania pła­ szczyzny drgań światła spolaryzowanego. wychodzący z pierwszego. w idziany świetle sodowym pom iędzy skrzyżowanymi w żółtym świetle sodowym pom iędzy skrzy. Rys. wówczas pole widzenia rozjaśnia się i. trzeba analizator obrócić o pe­ . przejdzie również przez drugi. Załam anie p od w ójn e 39 spolaryzowanego. Za pom ocą takiego a p a ra tu polaryzacyjnego można ba­ dać zachowanie się różnorodnych ciał w świetle spolaryzo­ wanym . wy. Gdy n a tom iast skrzyżujem y je ze sobą. jako analizator. jak w doświadczeniu Malusa drugie zwierciadło nie odbijało Rys.

Ze skręceniem płaszczyzny drgań związane jest zjawi­ sko. barwa widziana w przyrzą­ dzie jest mieszaniną wszystkich tych barw. m e to d y ta k zw an ej sa c h a r y m e tr ii z o sta ły z b ie ­ giem czasu bardzo w y su b te ln io n e . Ze znalezionej przez pom iar wartości k ą ta skręcenia1 można wobec tego wyznaczyć bezpośrednio za­ wartość cukru w roztworze. skręcenie na każdy gram cukru w 100 cm3 roztworu wynosi 0. We wszelkich innych po­ łożeniach okazują one barw y. X IV OKO K ażdy miał. położeniach. ażebyśm y mogli zagłębiać się w nie tu ta j.40 Z asad y fizy k i wien określony kąt. jakie dają kryształy w przyrządach polaryzacyjnych w świetle zbieżnym. gdyż promienie słoneczne pad a ją ukośnie na ziemię. że w rurce długości 10 cm. sposobność do zaobserwo­ wania na ziemi w gęstym lesie owalnych plam świetlnych. iż umieszczone w przyrządzie polaryzacyjnym bezbarwne płytki krystaliczne nie w y­ kazują zabarwienia tylko w dwóch określonych. 1 O czyw iście. Bardzo piękne i pełne prze­ pychu barw są obrazy. znanego już w starożytności. lecz za sa d a p o z o sta ła ta sam a . bez wątpienia. pomimo kształtu kołowego tarczy słonecznej są one owalne. które nie zostały wygaszone przez analizator. polegające na ty m . Obrazy te zostały u tw o­ rzone przez małe szparki pomiędzy liśćmi. napełnionej roztworem cukru. Chodzi tu istotnie o małe obrazy słońca. lecz w y­ tłumaczenie ich powstawania jest z b y t tru d n e .665 stopnia. ja k w ynika wyraźnie z faktu. obrazów osiowych tego rodzaju. że podczas zaćmienia słonecznego owalne plam ki p rzyjm ują k ształt sierpów. . Dla przykładu m ożem y przytoczyć. które są właściwie obrazami słońca. wyróżnio­ nych w ten sposób. 16 i 17 dają przykłady tzw. Rys.

p rzy p isu je się z w y k le P o r c i e {X V I w iek ). po­ kówka. K w = kom ora przednia. po­ Rys. zielo n e. Obraz ten musi być zmniejszony. gdy otwór jest większy.2 Otwór. szare). co powstawanie tych obrazów słońca. 19. zwalającej zwiększać ostrość obrazu. gdy odległość Rys. odgrywa tęczówka. przedm iotu od otworka jest większa. można L ’ ^1 uzyskać ostry obraz. skutkiem prostolinijnego rozchodzenia się promieni. Gałka oczna. 18). G — ciało szkliste. odpowiada ko­ niówka. L — so­ czewka. za o p a trzo n ej w so czew k ę. 18. bF — plamka ślepa. otrzym ać na przeciwległej ścianie odwrócony obraz znaj­ dującego się zewnątrz przed­ m iotu. średnica jej może zmie­ niać się od 4 do 10 milimetrów. za nią kom ora tylna. Mały otworek w ścianie ciemnego obszaru po­ zwala. w e d łu g niej o k reśla m y barw ę oka (n ieb iesk ie. wypełniona cieczą wod­ nistą. Ś 5 ~ naczy­ naczyniówką. gdy otworek jest b. przez k tó ry wchodzą promienie. optyczną (rys. lecz naw eti wówczas.1 Oko nasze m usim y uważać również za ciemnię. nazyw am y źrenicą. Rolę soczewki zbiera­ jącej odgrywa soczewka oczna: przed nią znajduje się we w nętrzu oka kom ora przednia. Przekrój poziom y prawego oka k r y ta od w ew nątrz ciemną ludzkiego. niż odległość prze­ ciwległej ściany (rys. jest op a rta ta k z w a n a f ciemnia optyczna (camera obscura). — H — rogówka. Oko 41 Na tej samej zasadzie. 19). wypełniona stałym ciałem 1 W y n a la z e k ciem n i. rolę przesłony. m ały. C iem nia optyczna (schematycznie). um ie­ \ftw szczając w otworze soczewkę zbierającą. . N N = siat­ morze. g F = plamka żółta. 2 T ęczó w k a lu b iris je s t częścią za b a rw io n ą oka. Obraz jest ostry oczywiście tylko w tedy.

które p a d a ją na żółtą plam kę.42 Z a sa d y fizy k i szklistym. w pobliżu p u n k tu wejścia nerw u ocznego. Pośrodku siatkówki. lecz do p sy ch o lo g ii. Soczewka rzuca odwrócony. ja k dalekich przedm iotów dzięki swej tzw. k tó ra polega na możności zm iany krzywizny soczewki ocznej. a więc i jej zdolności zbierającej. na której oko widzi jeszcze wyraźnie. ja k na kliszę fotograficzną. N ajmniejszą i największą odległość. soczewka oczna i ciało szkliste stanow ią razem układ łam iący oka. skutkiem czego na odległościach większych od 30 cm oczy takie mogą widzieć jedynie nieostro. Ciecz wodnista. . przecinają się już przed siatkówką. p u n k t daleki w nieskończoności. są widziane ostro. Pomimo to oko może wytw arzać ostre obrazy zarówno bliskich. d laczego p om im o p o w sta w a n ia o d w ró co n eg o obrazu na sia tk ó w ce w id z im y p rz ed m io ty p ro sto . Dla normalnego oka p u n k t bliski leży w od­ ległości 10 cm. nazyw am y odległością bliskiego i dale­ kiego p u nktu. a więc rozpraszają­ cych. rzeczywisty i zmniejszony obraz1 na siatkówkę. Oko dalekowzroczne skupia promienie dopiero poza siatkówką. pochodzące z oddalonych przedmiotów. Oczy krótkowzroczne korygujem y przez zastosowanie szkieł wklęsłych. im dalej z n a jd u ją się od plamki żółtej. zdolności alcomodacijjnej. barw nik zaś stale odnawia się. pozostałe części obrazu są ty m mniej ostre. Odległość pom iędzy soczewką oka a żółtą plam ką jest n aturalnie niezmienna. Siatków ka leży pom iędzy naczyniówką a ciałem szklistym. Po­ w stające w purpurze ocznej obrazy znikają je d n a k zawsze natychm iast. składającą się z rozgałęzień nerwu ocznego. przed takim i oczyma należy umieścić zatem soczewki wypukłe. 1 P y ta n ie . co umożliwia przystosowanie soczewki do każdorazowej potrzeby. znajduje się plam ka żółta. Siatków ka zawiera niezwykle światłoczuły barw nik — p u rp u rę oczną. na którą światło działa podobnie. nie n a le ż y d o zak resu fizy k i. W oczach krótkow zrocznych promienie. Tylko te części obrazu na siatkówce.

by ich obrazy utw orzyły się w obydwóch oczach w odpow iadających sobie miejscach siatkówek. Dalekowzroczne oko nie może już zobaczyć ostro bliskich przedm iotów. Różnice ty c h dwu obrazów pozw alają nam bezwiednie oceniać odległość i d ają wrażenie bryłowatości. Pom iędzy 40 a 50 rokiem większość ludzi staje się dalekowzroczna ze względu na wiek. nie d o zn a ją z m ia n y sw eg o p ie rw o tn eg o k ieru n k u b iegu . P u n k t bliski odsuwa się na odległość od 40 cm do 50 cm. W z nanym przyrządzie. Gdy za pomocą odpowiedniego ustawienia tych fotografij p o sta ra m y się. im bliżej znajduje się oglą­ da n y przedm iot. iż wydaje nam się.000 komórek. stereoskopie. Szerokość takiej komórki. że dopiero jednoczesne wi­ dzenie obydw om a oczyma umożliwia nam przestrzenne. wywołane przez oby­ dwa zdjęcia. W obu rodzajach kom órek z n a jdują się zakończenia rozgałęzień nerwu ocznego. potrzebuje ono szkła wypukłego. że widzimy przedm iot przestrzennie przed sobą. k tóra przedstaw ia przedm iot tak. na jeden m ilim etr k w adratow y p rzypada w przybliżeniu 13. skupiającego promienie i zbliżającego p u n k t bliski. plastyczne dostrzeganie przedmiotów. tak. J e s t rzeczą ogólnie znaną.000 do 14. każde oko widzi osobno jedną fotografię. P ra w y m okiem wi­ dzimy przedm iot z prawej strony. ja k widziałoby go dane oko (a więc inaczej dla prawego. Siatków ka składa się częścią z komórek kształtu czop­ ków. widziana z optycznego środka oka. częścią zaś z kom órek w kształcie pręcików. Obrazy tworzące się na dwu siatkówkach są zatem różne i przy ty m różnią się one ty m więcej. a p u n k t daleki pozo­ staje w nieskończoności. wrażenia. . u dziecka dzie­ sięcioletniego p u n k t bliski znajduje się w odległości 5 cm od oka. W dzieciństwie jest ona największa. lewym — z lewej. łączą się wówczas w jedno. Oko 43 Zdolność akom odacyjna oka słabnie stopniowo z wie­ kiem. inaczej dla lewego oka).1 wynosi 1 Ś rodk iem o p ty c z n y m so c z e w k ilu b uk ła d u so c z e w e k n a z y w a m y p u n k t. iż p ro m ien ie św ie tln e . w y r ó ż n io n y przez to . p rzech o d zą ce p rzezeń .

jest pożądane w dwóch w ypadkach: gdy przed­ miot jest zb y t m ały lub też gdy znajduje się on w zbyt dużej odległości. iż sto p ie ń ( ~ okręgu k oła) d z ie lim y na 60 m in u t. w y p e łn ia k ą t w id zen ia .44 Z asad y fizy k i w mierze kątow ej1 mniej. Jednakże za pomocą lupy nie możemy osiągnąć powiększeń silniejszych ponad 30-krotne. W obydwu tych w ypadkach zwiększenie k ą ta widzenia i ty m sam ym zwiększenie ilości dostrzegal­ nych szczegółów przedm iotu osiągamy za pom ocą odpo­ wiednich przyrządów optycznych. dotyczące możli­ wości rozpoznawania gwiazd podwójnych nieuzbrojonym okiem. w y n o sz ą c y jed n ą m in u tę. le ż ą c y p rzy w ierzch o łk u O w tró jk ą cie A O B . im większa jest jej krzywizna. że oko nasze może tylko w ty m w y padku rozróżnić dwa p u n k ty świetlne. Wniosek ten potwierdzają obserwacje astronomiczne. gdy ich obrazy p a d a ją na dwie różne komórki siatkówki. Celem uzyskania silniejszych powiększeń używa się tak W oku p u n k t ten le ż y w ew n ę tr z so cz e w k i. to znaczy soczewka wypukła. W pierwszym w y padku stosujem y mikroskop. O d cin ek d łu g o śc i 1/s m m .2 Musimy przyjąć w związku z ty m . N ajprostszą formą mikroskopu jest zwykła lupa. w p ob liżu jej p ow ierzch n i ty ln ej. XV M IK R O S K O P I L U N E T A Powiększenie kąla w idzenia. 1 M iarą k ą to w ą d łu g o ści o d cin k a A B w sto su n k u do p u n k tu O je s t k ą t. pod któ ry m dostrzegam y przedm iot. 2 W ia d o m o . gdy więc odległość kątow a pomiędzy tymi obrazami jest nie mniejsza od jednej m in u ty . . k tórą umieszczamy bezpośred­ nio przed okiem i k tóra ty m silniej powiększa. niż m inutę luku (dokładniej 50 sekund luku). gdyż obrazy stają się wówczas zb y t zniekształcone. m in u tę na 60 sek u n d . w drugim — lunetę. u sta w io n y p r o sto ­ pad le do kieru n k u w zrok u w o d leg ło ści 1 m od ok a .

druga znajduje się przed okiem i dlatego została nazw ana okularem. (poprzednio nie zwracano na to 1 N a zw a ła ciń sk a ok a brzm i ocu lu s. przez A b b e g o . a dzięki temu szkodliwe działanie rozszczepienia barwnego jest p rak ty c z ­ nie całkowicie usunięte. k tó ry działa jak lupa. że można zwiększyć zdolność rozpo­ znawczą mikroskopu przez umieszczenie pom iędzy szkieł­ kiem przedm iotowym a obiektywem kropli cieczy. którego wynalazek przypi­ sują holenderskiemu optykowi J a n s e n o w i (około 1590 r. w ytw orzony przez obiektyw. M ikroskop i lu n eta 45 zwanego m ikroskopu złożonego. Dużym krokiem naprzód było również zastosowanie przez Abbego tak zwanej immersji jednorodnej. Właściwie dopiero dzięki tem u udoskonaleniu stały się możliwe olbrzymie postępy bakteriologii w o statnim pięćdziesięcioleciu. J u ż po­ przednio wiedziano. Te dwie soczewki pierwotnego mikroskopu zostały w mi­ kroskopach dzisiejszych zastąpione przez odpowiednie ukła­ dy soczewek. Je d n a z nich. . oglądam y obraz przedm iotu.1 Przez okular. W pierwotnej swej formie mikroskop składa się z dwóch soczewek zbierających. n a zasadzie rozważań teoretycznych. k tóra powiększa b a r­ dzo silnie. Za pomocą odpowiednich urządzeń uzyskuje się silne oświetlenie przedm iotu.). Mikroskopy zostały nadzwyczajnie udoskonalone około 1880 r. Na zasadzie jego obliczeń stosuje się dzisiaj w dokładniejszych m ikroskopach jako obiektyw y tak zwane u k ład y apochrom atyczne. k tóra pokryw a się z osią poczernionej wew nątrz ru ry mikroskopu. obiektyw i u ż y ty jako ciecz im- m ersyjna olejek cedrowy m a ją ten sam spółczynnik zała­ m ania. J u ż w roku 1873 Abbe pierwszy wykazał. zwrócona jest ku przedmiotowi i nosi miano obiektywu. U A bbe­ go szkiełko pokrywkowe. W układach apochro- m atycznych ogniska trzech różnych barw widma są spro­ wadzone do jednego i tego samego p u n k tu . w ten sposób wszystkie trz y ośrodki tw orzą układ jednolity pod względem optycznym . posiadające wspólną oś.

najm niejsza dostrzegalna długość. przekraczających 2000 razy. Ta najm niejsza długość określa bowiem zdolność rozpoznawczą m ikroskopu. jako najmniejszej długości. Wobec ograniczonej w ten sposób sprawności mikroskopu nie m a celu stosowanie powiększeń. rozpoznawalnej jeszcze w mikroskopie. odpowiadającej światłu określonej barw y w dowolnym ośrodku. czyli do jednej dziesięciotysięcznej milim etra. Istotnie. podzielonej przez spółczynnik załam ania ośrodka. wynosi około połowy długości fali.5 . lecz małe kółeczka. które zachodzą wzajemnie na siebie i przez to uniemożliwiają oddzielne rozpoznanie dwóch pu n k tó w przedm iotu. Stąd długość fali użytego światła wyznacza najm niejszą długość. po­ szczególne p u n k ty przedm iotu skutkiem ugięcia nie dają obrazów punktow ych. rozd z. gdy odległość tych pu n k tó w spada poniżej najmniejszej dostrzegalnej przez mikroskop długości. możem y zejść aż do około 1000 jednostek A ngstrom a.1 Jeśli wreszcie. cel użycia którego polega prze­ cież na dostrzeżeniu możliwie największej ilości szczegółów widzianego obrazu i poznaniu w ten sposób s tru k tu ry obserwowanego przedm iotu. gdy promienie p a d a ją prostopadle. niż istotne powiększenie mi­ kroskopu.46 Z asad y fizy k i uwagi).500 jednostek Angstrom a (lub 2. najmniejsza rozpoznawalna przez mikroskop długość od­ grywa dużo ważniejszą rolę. J a k pokazał Abbe. pow stający w mikroskopie. Nie możem y wprawdzie dostrzegać rzeczywistej postaci 1 Por. jest w zasadzie obrazem ugięcia światła przez oglądany przedm iot. J a k w ynika z teorii Abbego. sfotografujem y go w świetle nadfiołkowym. 10'5 cm). równa się długości fali w powietrzu. gdyż długość fali. . a jeszcze bardziej przez zastosowanie wspomnianej już cieczy imm ersyjnej. zam iast obserwować przedm iot w świetle widzial­ nym . a więc w świetle niebieskim około 2. rozpoznawalną jeszcze w mikroskopie. Gdy pro­ mienie p a d a ją ukośnie. że obraz. 10. długość ta może zostać jeszcze zmniejszona o mniej więcej jedną trzecią.

jak przez lupę. W a runek ten jest spełniony w roztworach koloidalnych. służy jako obiektyw i daje odwrócony i rzeczywisty obraz oddalonego przedm iotu. aniżeli wynosi według Abbego najm niejsza rozpoznawalna długość. jako okularu. wynalezionej około 1650 r. Jedne z nich dają obrazy odwrócone. iż naw et ślady jej nie dostają się do pola widzenia m ikroskopu. m ożna jednak ustalić ich obecność i ruchy za pomocą ullram ikroskopu. Głównym przedstawicielem lunet pierwszej grupy jest zbudow ana w 1611 r. k tó ra służy do w yprostow ania odwróconego obrazu. których w ym iary leżą poniżej granicy. obraz ten oglądam y przez drugą soczewkę. w Holandii. co nie przeszkadza ich stosowaniu do celów astronomicznych. drugie n a to m ia s t d a ją obrazy proste. W tak zwanej lunecie ziem skiej. (a wkrótce potem zupełnie niezależnie od tego przez G a l i l e u s z a ) została zbudow ana luneta. Cząstki o przekroju niewielu milionowych m ilim etra (około 30 A) mogą wówczas zostać dostrzeżone dzięki wchodzeniu do m ikroskopu ugiętych przez nie wiązek światła. które dostrzegam y w postaci jasnych p lam ek na ciem nym tle. o dużej odległości ogni­ skowej. złożona z soczewki zbierającej. W ultram ikro- skopie na b a d a n y przedm iot pada z boku sm ukła wiązka świetlna w ten sposób. wynalezionego przez S i e d e n t o p f a i Z s i g m o n d y ’e g o w r. złożona z dwóch so­ czewek w ypukłych. gdy chcemy stosować lunety do obserwacyj na ziemi. J e d n a z nich. Jednakże dwie sąsiadujące ze sobą cząstki m uszą w ka ż d y m razie znajdow ać się od siebie w odległości większej. gdzie maleńkie czą­ stki zawiesiny pływ ają w cieczy. przez K e p l e r a ta k zwana lunela „astronomiczna“. L u n e ty dzielą się na dwa rodzaje. dodano do soczewek przyrządu Keplera jeszcze trzecią soczewkę w ypukłą.. jako obiektyw u i rozprasza­ jącej. 1903. daje ona obrazy proste i nosi nazwę . Około 1610 r. M ikroskop i lu n eta 47 przedmiotów. co jest konieczne. L u n e ta t a ma pewne niekorzystne cechy — dużą długość i znaczne s tr a ty światła. w y­ znaczonej przez teorię.

N i e p c e i D a g u e r r e . lecz pom iędzy obiektyw em i okula­ rem zachodzi czterokrotne cał­ kowite odbicie światła w p ry ­ zm atach szklanych. skutkiem czego obraz zostaje wy­ prostowany. u jem ną— iż może ona tylko stosunkowo nieznacznie zwiększyć k ą t wi­ dzenia. poza wynalezie­ niem i udoskonaleniem przyrządów optycznych. D odatnią jej cechę stanowi m ała długość.1 XVI F O T O G R A F IA I K IN E M A T O G R A F IA Dążenie człowieka do rozszerzenia i uzupełnienia za­ sięgu i możliwości wzroku doprowadziło. . 20. W czasie krótkotrwałego naświetlania fotografowanego przedm iotu obiektyw. rozmieszczonych według schem atu. umieszczony w przedniej ścianie 1 L u n eta p ry zm a ty c z n a z o sta ła w y n a le z io n a w p o ło w ie X I X w iek u przez P o r r a . Opierają się one na zasadzie lunety Keplera.48 Z asad y fizy k i lunety holenderskiej lub lunety Galileusza. którym . dzięki wyzyskaniu wrażliwości2 soli srebrowych na działanie światła. Podw aliny tej bardzo ważnej gałęzi optyki stosowanej położyli w 1830 r. podanego na rys. przede wszystkim do rozwoju fotografii. Dzisiaj do oglądania dalekich przedm iotów na ziemi stosujem y głównie tak zwane lunety p ry ­ zmatyczne. wytworzone w ciemni o p ty cz n e j. 2 Z jaw isk o rozk ład u soli sreb ro w y ch p rzez św ia tło z o sta ło w y ­ k ry te ju ż w pierw szej p o ło w ie X V I I I w iek u p rzez lek arza S c h u l - z e g o w H alle. udało się po raz pierwszy utrw alić obrazy.

2 O r to ch ro m a ty czn y m i n a z y w a m y p ły t y fo to g ra ficz n e . p o k ry ty w arstw ą żelatyny. k tó ry zostaje utrw alony1 za pom ocą odpowiedniego procesu chemicznego. Sole srebrowe są wrażliwe przede w szystkim na działanie promieni niebieskich. Zieleń drzew i łąk (porów n. które. Podczas wywoły­ wania bromek srebra zostaje najbardziej zaczerniony w miejscach najsilniej zaatakow anych przez światło. dokonane na takich p łytach czułych na podczer­ wień. blady błękit nieba — bardzo ciemny. Około 1930 r. Gdy negatyw taki położym y na papier chloro-srebrny i oświetlimy. w miej­ scach zaś słabo naświetlonych rozkład jest bardzo nie­ znaczny.rys. zawierającą zawiesinę soli srebra. W ten sposób o trzym ujem y negatyw . zwykle brom ku srebra. należy domieszać do soli srebrowych pewne substancje. k tó re są jed n a k o w o w rażliw e n a w sz y stk ie b a rw y . Zasady fizyki. różnią się bardzo od widoków. Zdjęcia widoków. rzuca obraz na płytę szklaną lub film. F o to g ra fia i k in em atografia 49 ka m e ry fotograficznej. 1 U trw a len ia d o k o n y w a m y za p o m o cą ro ztw o ru .21) wydaje się bardzo jasna. Umożliwiło to wyrób na szeroką skalę płyt i filmów. odległe góry zaś zarysowują się szczególnie wyraźnie. za p o m o cą tio sia r c z a n u so d o ­ w eg o ). S kutkiem naświetlenia roz­ poczyna się rozkład chemiczny soli srebrowej. 4 . na których m ożna fotografować naw et w ciemności (naturalnie ciemności tylko dla oka ludzkiego). n a to m ia s t prawie zupełnie nieczułe na promienie żółte lub czerwone. ro zp u sz cz a ją ­ ceg o n iero zło żo n ą só l sreb row ą (n p . D z ia ła n ie św ia tła na ta k ie p ły t y z a le ż y ty lk o od jeg o ja sn o śc i. oglądanych bezpośred­ nio gołym okiem. k tó rą z kolei utrw alam y. Ażeby zatem otrzym ać „ortochrom atyczne“2 p ły ty lub filmy. Proces ten zostaje doprowadzony do końca przez „wywoływanie“ kliszy za pom ocą roztworu redukującego. o trz y m am y odbitkę — pozytyw . udało się otrzym ać dwa bardzo skuteczne uczulacze na podczerwień: rubrocjaninę i allocjaninę. jako „sensy- b ilizatory“ (uczulacze) specjalnie silnie pochłaniają światło czerwone i żółte.

Okresy czasu. W ten sposób goto­ wy obraz wykazuje właściwe zabarwienie. a więc taśm a filmowa przesuwa się z prędkością 456 mm na sekundę. zielonej i czerwonej. nadającą się do praktycznego zastosowania. odebrane przez oko. k tóra opiera się na fakcie. właśnie poza tymi zielonymi ziarnami. robi 24 zdjęcia na sekundę. są sobie równe. potrzebne na wykonanie jednego zdjęcia i na jed n o ­ razowe przesunięcie taśm y pomiędzy dwoma kolejnymi zdjęciami. Ideę kinem atografu dał E d i s o n . to otrzym a on wrażenie rzeczywistego ruchu. postać. Jeżeli sfotografujem y zatem przebieg jakiegoś ruchu w szeregu zdjęć migawkowych.50 Z asad y fizy k i Fotografia barwna opiera się zwykle na wyzyskaniu faktu. wypracowali bracia A. sty k a ją ­ cych się ze sobą drobniutkich barw nych ziarenek. Za pom ocą odpo­ wiednich działań chemicznych można osiągnąć przezroczy­ stość filmu w naświetlonych miejscach. i L. na które w obrazie padły zielone miejsca fotografowanego przedm iotu. trw a przez pewien czas — około 1/7 sekundy. Dzięki umowie międzynarodowej znormalizowano na całym świecie form at filmu i tem po zdjęć. poruszany m otorkiem elektrycz­ nym . gdyż do świadomości jego nie d o trą przerwy między kolej­ nymi zdjęciami. o prze­ kroju około V100 milim etra. że każde wrażenie świetlne. np. gdy oglądam y go. zielonych i niebieskich. W dzisiejszych „filmach b a rw n y c h “ przed w arstew ką świa­ tłoczułą znajduje się w arstw a gęsto rozsianych. np. co 7 2 0 sekundy. i następnie prze­ suniemy tę serię zdjęć z tą sam ą mniej więcej szybkością przed widzem. Jednakże przy dokładniej­ szym obejrzeniu można poznać. następujących po sobie bardzo szybko. a p a ra t. lub też rzucam y na ekran. że obraz składa się z drob­ niutkich plam ek czerwonych. stąd czas naświetlania każdego . Obrazki m ają wysokość 19 m m. które podczas zdjęcia rozkładają padające promienie na barw y zasadnicze. Z fotografii momentalnej rozwinęła się kinem atografia. źe można otrzym ać wszystkie barw y z połączeń trzech barw zasadniczych: niebieskiej. L u m i è r e w 1895 r.

4* . 21. Zwykła fotografia krajobrazu (u góry) i te n sam krajobraz w świetle podczer- wonym (u dołu) w edług Angcrera.Rys.

o trz y m am y „lupę czasową“ lub też „porywacza czasu“. czy też na m inutę. przebiegają z b y t prędko. należy stosować obiektyw y o dużej rozwartości i używać bardzo silnych źródeł światła. ostatnio zaś — aby uniknąć s tr a t światła — wprowadza się barwne źródła światła w odpowiednim zestawieniu. m ożna np. Zastosowanie różnych sztuczek umożliwiło wprowadzenie znacznych uproszczeń do przebiegu zdjęć. p otrafim y dzisiaj robić niezależnie od siebie zdjęcia bliższego i dalszego tła. ab y mógł je śledzić zwykły obserwator. lub też. dzięki czemu stały się zbyteczne podróże aktorów do oddalonych krajów. Aby otrzym ać dobre zdjęcia w ciągu ta k krótkiego czasu. różniące się od zwykłego. Od 1930 r. Jeżeli z a trzy m a m y zwykłe tem po w y­ świetlania. . umieszczane przed obiektywem . jak np. zostały również uwieńczone dość dobry­ mi wynikami. S tarania techniki filmowej. T a k np. w ykonać 1000 zdjęć na sekundę lub jedno na sekundę.52 Z asad y fiz y k i zdjęcia wynosi 1/ia sekundy. które. ja k rośnięcie roślin czy kryształów. Celem otrzym ania zdjęć ortochrom atycznych stosujem y filtry barwne. zmierzające do powiększenia czułości filmów na światło. z b y t wolno. W ten sposób zostaje umożliwione badanie i uwi­ docznienie procesów. poszczególne ruchy sportowców lub lot owadów. Za pomocą przyrządów specjalnej budow y m ożna uzy­ skać tempo zdjęć. pierwsze pró b y pozwalają liczyć na dalsze dobre wyniki. d a tu ją się początki filmu barwnego.

telegrafu i telefonu. Nie bez słuszności nazwano wiek nasz wiekiem elektryczności. niż wiedza o innych zjawiskach fizycznych. lecz że m a m y tu ta j do czynienia z po­ wszechną własnością wszystkich ciał. jak się w ydaje. iż pewne ciała.o d p y c h a ją się wzajemnie. że istnieją dwa wręcz przeciwne s ta n y elektryczne. Jednakże wiadomości nasze o zjawiskach elektrycznych d a tu ją się z czasów znacznie późniejszych. wiadomo. Dopiero w X I X wieku rozpoczął się właściwie rozwój nauki o elektryczności. 1 E lek tro n je s t greck ą n a zw ą b u rszty n u . nabierają przez pocieranie szczególnej wła­ sności przyciągania drobnych przedm iotów. znajdujących się w ich najbliższym sąsiedztwie. D ufay u s ta ­ lił. elektrycz­ ność narzuca cywilizacji współczesnej charakterystyczne piętno. znajdujące s ię w ty m s a m y m s ta n ie . Najprostsze obserwacje zjawisk elektrycznych sięgają bez w ątpienia jeszcze dalekiej starożytności. Około roku 1600 G i l b e r t wykrył. do k tórych przede wszystkim zaliczany był bursztyn. iż zdolność tego ta k zwanego elektryzowania się1 przez pocieranie nie jest wyłącznym przywilejem pewnych w ybranych ciał. iż dwa ciała. . ta k . stanow iący podstawową jej właściwość. W roku 1733 D u f a y w y k ry łd w o isty c h a ra k te r elektrycz­ ności.C Z Ę S C D R U G A E L E K T R Y C Z N O S C X V II D W O IS T Y C H A R A K T E R E L E K T R Y C Z N O Ś C I Dzięki rozpowszechnieniu się radia i kina. dwa ciała zaś w stanach przeciwnych p rzy ­ ciągają się. oświetlenia i m aszyn elektrycznych. J u ż w siódmym stuleciu przed Chrystusem było.

wprost przeciwnie. jaki po­ siadali fizycy w X V I I I . było prawo C o u l o m b a . W ybór wypadł. nienaładow aną kulą. w ystępująca pomiędzy dwom a naelektryzow anym i ciałami. Coulomb wykrył nadto dalej. niestety. Pierwszym takim poję­ ciem. nie zmieniając odległości. a naw et jeszcze w połowie X I X wieku. musiała więc dążyć do wytworzenia takich pojęć. jakie powstało w nauce o elektryczności. W 1785 r. czy też żywicznej wydawało się rzeczą całkowicie dowolną. gdy. gdy odległość zostanie podwojona. W ty m stanie wiedzy. potrojona itd. a mianowicie nadać jednem u rodzajowi nazwę elektryczności dodatniej. pierwszą zaś zależnością liczbową. drugiemu — ujem nej.54 Z asad y fizyk i Nie trudno było wyróżnić dwie grupy ciał. niż należało by sobie życzyć z p u n k tu widzenia fizyki dzisiejszej. w następującej formie: siła przyciągania czy odpychania. k tó rą zwykle wypowiada się. przyjęcie za d odatnią elektryczności szklanej. na u k a o elektryczności musiała przede w szystkim uzyskać możność mierzenia wielkości elektrycznych. elektryzujące się przeciwnie przez pocieranie. W ten sposób Coulomb ustalił zależność. siła maleje czterokrotnie. jest w prost . Coulomb wykrył.. A byrozw inąć się znauki czysto opisow ejw naukę ścisłą. iż siła ta spada do po­ łowy. znak do­ d a tn i nadano elektryczności szklanej. było pojęcie ilości elektryczności. Ponieważ głównym przed­ stawicielem jednej grupy było szkło. iż siła. a drugiej — żywica. jako prawo Coulomba. jest odwrotnie proporcjonalna do k w a d ra tu odle­ głości między nimi. czy też o dpy­ chając. dotyczącą zjawisk elektrycznych. dziewięcio- krotnie itd. z którym i m ożna byłoby związać określone dane liczbowe. więc przeciwstawiono sobie dwa rodzaje elektryczności: elektryczność szklaną i elektryczność żywiczną. czy to przyciągając się. Wobec tego łatwo już było uczynić krok następny. z ja k ą działają na siebie dwa ciała naelektryzow ane (w jego doświadczeniach dwie kule metalowe). odbieram y jednej z kul połowę jej naboju przez zetknięcie z identyczną trze­ cią.

które wyraża siłę jako iloczyn m asy przez przyśpieszenie. Opierając się na prawie Coulomba. D w oisty charakter elektryczności 55 proporcjonalna do iloczynu ich nabojów.02 miligrama. Badania tego uczonego zostały spowodo- . jednostka dynam iczna. Nabój taki nazyw am y jednostką elektrostatyczną naboju lub też po prostu jednostką elektro­ statyczną. J a k wykazuje doświadczenie. stąd dyna stanowi jed n ą 981-szą część ciężaru jednego gram a. J a k o trzecie wielkie odkrycie X V IIIstu lec ia w d z ie d z in ie elektryczności dołączyło się do odkryć D ufay’a i Coulomba odkrycie Y o l t y . A więc ciężar jednego gram a nadaje masie jednego gram a przyśpieszenie równe 981 jednostkom . Aby wyjaśnić Łę sprawę dokładniej. z n ajdujący się w odle­ głości jednego c e n tym etra. obieram y za jednostkę ilości elektryczności taki nabój. którem u odpowiada wzrost prędkości o jeden c e n ty m etr na sekundę w ciągu jednej sekundy. Ażeby wytworzyć sobie przybliżone pojęcie o wielkości tej jednostki. podzielonego przez k w a d ra t odległości. leżą pomiędzy jedną a dziesięcioma jednostkam i elektrostatycznym i. w ynika ze znanego newtonowskiego praw a ruchu. Mechanika Łechniczna przyjm uje za jednostkę siły ciężar jednego kilograma. m usim y przedsięwziąć m ałą wycieczkę w dzie­ dzinę mechaniki. Je d n o stk ą dynam iczną siły. jest siła. jakie możemy nadać m ałym kulkom m etalow ym . że naboje. Inna n ato m iast jednostka siły. nadm ienim y. za jednostkę przyśpieszenia p rzyjm ujem y zaś z kolei takie przyśpieszenie. Prawo Coulomba w ty m ujęciu daje nam bezpośrednio możność określenia jednostki naboju i uzyskania w Len sposób m iary ilości elekLryczności. nadająca masie jednego grama przyśpiesze­ nie jednostkowe. jest to tak zwana statyczna jednostka siły. k tó rą nazwano dyną. prędkość swobodnego spadku wynosi w końcu pierwszej sekundy 981 cm na sekundę. k tó ry działa z siłą równą jednej dynie na rów ny sobie nabój. czyli równa się ciężarowi 1. „elektryzując“ je za pomocą potartej laseczki szklanej.

A b y zb a d a ć. D op iero V o lta rozp o zn a ł. oddzielo­ nych od siebie zwilżonymi kaw ałkam i filcu. Volta wykazał. 21. p ołą czo n e ze sob ą za p o śred n ictw em w ilg o tn e g o p rzew o d n ik a (w ty m w y p a d k u p op rzez w ilg o tn e ud k o ża b ie) e le k tr y z u ją się o d w ro tn ie. rozdz. G a lv a n i u w ią za ł u d k o ż a b ie ż e la z n y m dru ­ cik iem do rów n ież żela zn e j p o r ęc z y sw eg o b a lk o n u . druga dodatnio. Było ono napełnione roz­ cieńczonym kwasem. W ten sp o só b V o lta o d d zielił b a d a n ia n ad e le k tr y c z ­ n o ścią w m eta la ch od z a g m a tw a n y c h stu d ió w n ad e le k try c zn o śc ią zw ierzęcą. w drucie ty m powstawał stały prąd elektryczny.. które pow stają przejściowo w związku np. Stos ten składał się z szeregu płytek na przem ian cynkowych i miedzianych. Skoro ju ż ra z wyróżniono elektryczność do d a tn ią i ujem ­ ną. g d y ud k o żab ie p r z y w ią zy w a n o do żela zn ej p o ręczy h a c z y k ie m m ie d z ia n y m . W ten sp osób G a lvan i p rzek on ał się o e le k tr y c z n y m ch a ra k terze o b serw o w a n eg o przez sieb ie zja w isk a . je d n a k że d rgania te s ta w a ły się sz c z eg ó ln ie siln e w te d y . iż d w a m e ta le . stw ie r d z ił on też d a lej. że d rgan ia s ta w a ły się m o c n iejsze . g d y d o ty k a ł on k o ń cem n o ża do n erw ów . do wynalezienia stosu Volty. należało w dalszej konsekwencji obrać za kierunek przepływu p rąd u ten. obserwacje fizjologiczne G a l v a n i e g o 1 i doprowadziły go w 1799 r. p olega on a na ty m . że św ieżo sp rep a ro w a n e ud k o ż a b ie d rgało. O k azało się. że na końcówkach stosu zjaw iają się zawsze naboje znaków przeciwnych i że wszystkie te zjawiska.2 mogą być również w ytw arzane trwale przy użyciu stosu tego rodzaju. g d y u d k o sty k a n o z że la z n ą poręczą. .56 Z asad y fizy k i wane przez osobliwe. gdy łączono więc obie płytki przewodzą­ cym prąd drutem . w któ ry m zanurzano dwie płytki: cynkow ą i miedzianą. Prostszą postać stosu stanowiło naczynie Volty. nader skomplikowane. Pierwsza z nich ładowała się ujemnie. w k tó ry m płynie elektryczność do­ 1 G a lv a n i w y k r y ł w 1790 r. c z y burza w y w ier a rów n ież w p ły w na to zja w isk o . że zaw sze p o w sta w a ły d rg a n ia . 2 Por. g d y ze zn a jd u ją cej się w p ob liżu m a sz y n y ele k tr y c z n e j tr y sk a ły isk ry . ja k a b y ła g łó w n a p r z y cz y n a op isa n eg o w yżej zło żo n eg o zja w isk a . z chwilowym prądem w yłado­ wania butelki lejdejskiej.

Dzisiaj wiemy (jak zostanie szcze­ gółowo uzasadnione dalej). j a k ­ kolwiek były bardzo doniosłe same w sobie. k tó ry przy jm u ­ jem y za kierunek prąd u . stanowiły je d n a k zaledwie wstęp do wspaniałego rozwoju nauki 0 elektryczności. przenoszone są w rzeczywistości naboje ujemne. i wykrył w ten sposób związek pomiędzy dwiema tak tajemniczym i jeszcze za jego czasów siłami przyrody — elektrycznością 1 m agnetyzm em . U schyłku średniowiecza znalazł zastosowa­ nie w Europie zachodniej kom pas. Znajomość podstaw owych m agnetycznych własności ciał sięga zapewne tego samego mniej więcej okresu. a więc w prost przeciwny te m u . k tó ry rozpoczął się w 1820 r. Isto tn y kierunek ruchu nabojów elektrycznych w d ru ta c h jestw ięc w pro stp rz e ciw n y te m u .w k tó r y m przepływa elektryczność ujem na. otrzym yw anej przez tarcie. od k ry ­ ciem elektrom agnetyzm u przez O e r s t e d a . Oersted ustalił. J u ż w starożytności wiedziano. iż istnieją dwa przeciwne sobie rodzaje . a nie żywicznej. X V III ELEKTROMAGNETYZM I P O J Ę C I E N A T Ę Ż E N IA P R Ą D U Odkrycie Volty oraz zdobyte w X V I I I wieku fakty. E lek tro m a g n ety zm i p o ję c ie n a tę ż e n ia prądu 57 datnia. iż n a ­ turalna m agnetyczna ruda żelazna przyciąga lekkie k a ­ wałki żelaza. dotyczące elektryczności. iż p rąd elektryczny odchyla igiełkę m agnetyczną. przewodzących p rąd elektryczny. Mamy zatem dzisiaj wszelkie po­ wody do ubolewania nad przypadkiem . Średniowiecze znało już z atem zjawisko m agnetyzm u ziemskiego. znany Chińczykom już na tysiąc la t przed Chrystusem . jednakże jeszcze za czasów Oersteda n a u k a o m agnetyzm ie nie wyszła poza pierwsze początki. jak również wia­ dome już było. co i pierw­ sze najprostsze doświadczenia elektryczne. dzięki którem u n a ­ dano znak dodatni elektryczności szklanej. iż w drutach.

Pomimo analogii pomiędzy praw am i oddziaływań wza­ jem nych m as m agnetycznych oraz nabojów elektrycznych. podzielo­ nego przez kw a d ra t ich odległości. Coulomb stwierdził. sto­ suje się również do dwóch biegunów m agnetycznych. istnieje jednakże zasadnicza różnica pomiędzy stanam i elektrycznym i a m agnetycznym i. naładow ane elektrycznie. ja k mówią inaczej. Dwa bieguny m agnetyczne działają zatem na siebie z siłą p rzy­ ciągającą lub odpychającą. służących do zabaw y dzieciom. W znanych polakierowanych na czerwono m agnesach w kształcie podkowy. lecz nie możem y n a ­ dać jednem u ciału m agnetyzm u wyłącznie jednego rodzaju. każdy magnes posiada dwa bieguny i gdy posuniemy podział magnesu dowolnie daleko. nazyw am y biegun wska­ zujący na północ — dodatnim . masa m agnetyczna każdego z bie­ gunów może wynosić do kilku setek takich jednostek. Stosując związane ze zjawiskami m agnetyzm u ziemskiego czysto konwencjonalneoznaczenia. części jego zawsze stanowić będą całkowite m a ­ gnesy dwubiegunowe. Za jednostkę ilości m a­ gnetyzm u lub też. każdy magnes zawiera jednakow e ilości d o d a t­ niego i ujemnego m agnetyzm u. K ażdem u ciału nadać możemy nabój elektryczny wyłącznie dodatni lub też wyłącznie ujem ny. sięgającej tak daleko. iż można mówić o jednym ogólnym prawie Coulomba. J a k wskazuje doświad­ czenie. na południe — ujem nym . znajdującą sięwodległości jednego centym etra. analogii.58 Z asad y fizy k i magnetyzmu i że każde ciało m agnetyczne posiada dwa bieguny przeciwnego rodzaju. działa z siłą równą jednej dynie. północnego czy też południowego. według którego działają na siebie dwa ciała. iż to samo prawo. k tóra na równą sobie ilość. zwane biegunami północnym i południowym. k tó rą można przyrów nać do iloczynu zaw artych w nich ilości m agnetyzm u. Odkrycie Oersteda pozwoliło określić jednostkę natężenia p rądu elektrycznego przez m agnetyczne działanie prąd u ? . m asy m agnetycznej przy jm u je m y tę ilość m agnetyzm u.

najważniejszych przyrządów mier­ niczych w dziedzinie prądów. Prąd. drucik miedziany.1180 m lgr srebra. Dziesiątą jej część stanowi amper. Jednostkę. przepływ ający przez nowoczesne lam py żarowe ma natężenie około y2 A. nazyw am y elektrom a­ gnetyczną jed n o stk ą natężenia prądu. 2 A m p er byw a o k reśla n y rów n ież e le k tr o lity c z n ie . jednostka. pędzący tram w aje miejskie. Ponieważ p rąd elektryczny rozpatrujem y jako przepływ elektryczności. k tó r y w cią g u jed n ej se k u n d y w y d z iela 1. nawinięty w postaci bardzo licznych zwojów na stosowną ram kę. p isz e m y go.2 Tysiączna część am pera (A) została nazw ana miliamperem (MA). działa z siłą jednej d y n y 1 na jednostkow y biegun. wywołane przez p rąd elek­ tryczny. jak w y ż e j. starannie izolowany. J e ż e li u ż y w a m y w y ra zu a m p er dla ozn a czen ia n a tężen ia prądu. galwanomelrów. .1 4 1 5 9 ). na której oparto konstrukcję tzw. który. określoną w ten sposób. nazw ana ta k na cześć francuskiego fizyka. znajdujący się w środku koła. W przyrządach tych prąd m ierzony przepływa przez cienki. każdy zwój działa jak samo­ dzielny obwód. ja k o n a tę ż e ­ nie prądu. stanow ią zasadę. prąd. płynąc przez przewodnik w kształcie koła o promieniu centym etrów . E lek tro m a g n ety zm i p o jęcie n a tę ż en ia prądu 59 Za jednostkę natężenia uważać będziemy natężenie takiego prądu. Działania m agnetyczne. porów naj rozdz. Ciało ludzkie może już odczuwać p rądy o n a ­ tężeniu zaledwie kilku MA. sięga 100 A. ile jednostek elektrostatycznych naboju przechodzi wciągu 1 W y stę p o w a n ie lic z b y '2n w y n ik a z p o d sta w o w e g o p raw a d zia ­ ła ń ele k tr o m a g n e ty c z n y c h . w od różn ien iu od n a zw isk a u czo n eg o fran ­ cu sk ieg o — A m père. 5 6 . Zakres wskazań odpowiednio zbudow a­ nych galw anom etrów różnych typów rozciąga się od t y ­ sięcy am perów do bilionowych części ampera. stosowana zwykle w elektro­ technice. zg o d n ie z b rzm ien iem p olsk im . któ ry w dwudziestych latach X I X stulecia położył wielkie za­ sługi w dziedzinie badań prądów elektrycznych. C h od zi w ięc o k o ło o o b w o d zie 4 n z cm {7i = 3 . wysoce interesujące staje się zagadnienie.

więc kulom b odpowiada 3 . równą wartości pręd­ kości świalła. do­ prowadziła ona do wyniku w prost sensacyjnego. iż liczb a je d n o ste k e le k tr o sta ­ ty c z n y c h n a b o ju . wyrażonej w c e n tym etrach na sekundę. .1010 cm /sek . iż p rąd o natężeniu jednostkow ym przenosi w ciągu sekundy liczbę jednostek elektrostatycznych naboju. W elektrotechnice za jednostkę p rak ty c zn ą ilości elek­ tryczności przyjm ujem y ilość elektryczności. jest to tzw. n a jd o k ła d n iejsz e za ś p o m ia ry o p ty c z n e p ręd k ości św ia tła d a ły . 1010 cm na sekundę. 10® jednostkom elektrostatycznym . za w a rtej w p ew n ej b u te lc e lejd ejsk iej. w a r to ść 2 .9 9 7 9 6 . n a ­ stę p n ie ro zła d o w y w a li t ę b u te lk ę i p rz ep u szcza li prąd w y ła d o w a n ia przez g a lw a n o m etr.1 W ten sposób W eber i Kohlrausch po raz pierwszy wykryli ścisły związek pomiędzy elektrycznością i światłem i po raz pierwszy przeczuli identyczność istoty obu tych sił przyrody.60 Z a sa d y fizy k i jednej sekundy przez dowolny przekrój przewodnika. 1010 cm /sek . 1010 c m /se k . je s t rów n a 3. P o m ia ry te z o ­ s ta ły p o w tó rzo n e p óźn iej w e d łu g p o m y słu W eb era i K o h lra u sch a przez szereg b a d a czy p rzy z a sto so w a n iu c ią g ły c h u lep szeń . Z god n ość tę m u sim y w g ra n ica ch b łęd u u zn a ć za z u p ełn ą . 1010. przenoszoną w ciągu jednej sekundy przez prąd o natężeniu jednego am pera. 2 N iezn a czn e o d ch y le n ie w a r to śc i p ręd k o ści św ia tła od za o k rą g ­ lonej lic z b y 3 .1 . wynoszącym jednostkę elektrom agnetyczną.0 0 0 0 0 .9 9 7 1 0 . z którego nadzwyczajnej doniosłości ówcześni fizycy nie zdawali sobie jeszcze całkowicie sprawy. w którym płynie prąd o natężeniu. Ponieważ arnper został zde­ finiowany. Weberowi i Kohlrauschowi. kulomb.. jako jedna dziesiąta elektrom agnetycznej jed ­ nostki natężenia prądu. Odpowiedź na to pytanie udało się zdobyć dopiero w 1856 r. p rz e n o szo n y ch w ciągu se k u n d y przez prąd o n a tężen iu je d n o s tk o w y m . W e b e r i K o h l r a u s c h znaleźli mianowicie.2 1 W eb er i K o h lra u sch m ierzy li p rzed e w sz y stk im c a łk o w itą ilo ść e lek try czn o ści. a prędkość światła wynosi 3 . nie zo sta ło tu u w zg lęd n io n e. Z n aleźli oni. J a k o n a jd o k ła d n iejszą d o ty c h c z a s w a r to ść o tr z y m a n o z ty c h p o m ia ró w — 2 . ja k w id z ie liś m y w y ż e j.

Ilością woltów m ierzym y napięcie elektrycz­ ne. J e s t rzeczą ja ­ sną. lecz również i od różnicy poziomów. przez fizyka amerykańskiego R o w l a n d a . Je d n o stk ą n a ­ pięcia elektrycznego jest wolt. że kierunek odchylenia zmienia się wraz ze zmianą kierunku obrotu tarczy lub ze zm ianą znaku naboju. jest napięcie. przepływającego przez przewodzący d ru t. X IX N A PIĘ C IE E LE K TR Y C Z N E Pojęcie ilości woltów jest bardziej naw et znane każdemu laikowi z codziennego życia dzisiejszego. Przypuszczenie to zostało rzeczy­ wiście potwierdzone w 1876 r. W praw iał on w szybki o b ró t naładow aną elektrycznie tarczę i nie tylko mógł wywołać w ten sposób odchylenie znajdującej się w pobliżu igły m agnetycznej. czyli różnica potencjałów. ja k różnica poziomów dla p rądu wody. Możemy powziąć przybli­ . nie m a żadnej różnicy pomiędzy p r ą ­ dami przewodzonymi i ta k zwanymi prądam i konwekcyj­ nym i. o ile chodzi o dzia­ łania m agnetyczne. przepływającej w ciągu sekundy. ja k różnica poziomów jest przyczyną p rądu wodnego. polegającymi na mechanicznym przesuwaniu ciał. N a p ię c ie ele k tr y cz n e 61 Utożsamienie p rądu elektrycznego z przenoszeniem n a ­ bojów elektrycznych nasunęło myśl. bowiem różnica potencjałów t a k samo jest przyczyną pow staw ania p rąd u elektrycznego. analogicznym do różnicy poziomów. naładow anych elektrycznie. wywoła działania. zwana też czasami silą elektro­ m otoryczną. W nauce o elektryczności poję­ ciem. że. że zdolność w ykonania pewnej pracy. aniżeli pojęcie n a ­ tężenia prąd u . W ydaje się zatem. które posiada podobne znaczenie dla prądu elektrycz­ nego. że ciało. j a k ą posiada prąd wody. lecz ustalił również. podobne do działań prądu. naładowane elektrycznie i poruszające się dostatecznie prędko. ja k ą prze­ bywa woda na swej drodze. zależy nie tylko od ilości wody.

0187 w olta. spływając z góry. 2 In n e (u sta w o w o p rzy jęte) ok reślen ie w o lta p o leg a n a ty m . musimy ją omówić choć w kilku wier­ szach. elektryczne zaś linie oświetleniowe z n a jd u ją się pod napię­ ciem 110 lub też 220 woltów. czy też z uzyskaniem pewnej pracy. w ykonana przez p rąd o mocy jednego w a tta w ciągu 1000 godzin. Trzechsetna część takiej jednostki napięcia została nazwana wollem.000 ton wody. ogólnie zapewne znanych.2 Praca. że nowoczesne lam py żarowe zużywają przeciętnie od 10 do 100 w attów . iż n a p ięcie n orm aln ego ogn iw a k a d m o w eg o p r zy jm u je się za rów n e 1. . Praca. por. ta k zwana kilowallgodzina (KWG). jest jed- 1 P o jęcie erga z n a jd z ie m y w ro zd ziale 7. przebyw ając różnicę potencjałów jednego wolta. gdy elektryczność prze­ pływa pomiędzy dwoma p u n k ta m i o różnych potencjałach. iż podniesienie każdego ciężkiego ciała na określoną wysokość w ym aga zu­ życia pewnej pracy i że odwrotnie. gdy 10. Kierując się analogią. jest równa iloczynowi ilości woltów przez ilość amperów. 20. została nazw ana wolt-am perem lub też częściej walłem. Ścisła definicja wolta jest nieco trudna. k tó rą wykonyw a na sekundę prąd o natężeniu jednego am pera.1 przeby­ wając napięcie jednostkowe. gdy ciało to spada z tej wysokości. np. rozdz. w ykonyw ała pracę jednego erga. Dla przykładu zaznaczy­ my. ta k ą sam ą ilość pracy „uzyskujem y“ . W podobny sposób zostaje w ykonana praca. ze względu na jej wagę. mniej więcej pół w a tta na świecę. aby ilość elektryczności.62 Z asad y fiz y k i żone wyobrażenie o wielkości wolta. Każda zmiana poziomu ciężkiego ciała związana jest ze zużyciem. opierając się na dwu następujących. opada o 40 metrów. P rzypom nijm y przede wszystkim. jednakże. Ogólnie praca p rądu na sekundę — czyli tak zwana sprawność albo moc p r ą d u —-w y raż o n a w w a tta c h . możem y określić jednostkę napięcia tak. faktach: zwykłe bateryjki kieszonkowe w ytw arzają napięcie około 1 %wolta. na cześć wynalazcy m aszyny parowej. równa elektrostatycznej jed ­ nostce naboju.

1 Q. Opór elektryczny 63 no stk ą pracy1 dobrze znaną z życia codziennego. 1827 O h m . Stąd iloraz napięcia przez natężenie prądu jest pewną wielkością mierzalną. w k tó ry m napięcie (siła elektro­ m otoryczna) jednego wolta w ytw arza prąd jednego am pera. a następnie z astąpim y to źródło innym o napięciu podwójnym . gdyż musi płacić za nią około 50 groszy. że słup rtęci o długości jednego m etra i przekroju jednego milimetra kwadratow ego2 posiada opór około 1 N a le ż y zw rócić u w agę na to. Opór d ru tu metalowego o długości 1 m etra i przekroju jednego mili­ m etra kwadratow ego nazyw am y oporem właściwym danego m etalu. k tó ry spostrzeżenia swe wypowiedział w postaci prawa. XX O PÓ R E L E K T R Y C Z N Y Gdy połączymy ze sobą przewodnikiem bieguny źródła p rądu o określonym napięciu. 2 D aw n iej opór tak iej nici rtęcio w ej sto so w a n o rów n ież ja k o je d n o stk ę . ja k to stwierdził w r. natężenie p rądu jest dwa razy większe w drugim w ypadku. iż w a tt je s t jed n o stk ą sp ra w n o ści n a to m ia st w a ttg o d z in a lu b ty sią c k r o tn ie w ięk sza k ilo w a ttg o d /. odwrotnie — do przekroju. zwa­ nego od jego nazwiska praw em Ohma. is to tn ie . sp ra w n o ść o zn a cza p racę na je d n o s tk ę czasu . charakteryzującą elektryczne własności przew odnika. jed ­ nostką techniczną oporu jest „ O h m “ — . niż w pierwszym. o d c h y le n ie tak iej je d n o stk i od je d n eg o om a w y n o si za led w ie kilka p ro cen tó w . a mianowicie opór takiego przewodnika. Opór przewodnika liniowego jest w prost proporcjonalny do jego długości. kto korzysta z oświe­ tlenia elektrycznego. to znaczy. natężenie p rądu w określonym przewodniku jest proporcjonalne do napięcia. Ogólnie biorąc. Opór właściwy rtęci wynosi około jedności. Iloraz ten nazwano oporem. . której znaczenie uprzytam nia sobie każdy.in a sta n o w i je d n o s tk ę p racy.

jest powszechnie używ ana na przewody. Szczególnie m ały jest opór wła­ ściwy srebra (0. rtęć. około — 269° C (a więc zaledwie o 4 stopnie powyżej zera bezwzględnego).96 Q). W tem p e ra tu ra c h szczególnie niskich. Opór właściwy zmienia się z lempcralurą. charakterystycznej dla danego m etalu. 4 % niklu. których opór właściwy nie zależy.1 w ytw orzym y p rąd przez chwi­ lowe przyłożenie źródła prądu. . a mianowicie zwiększa się z jej wzrostem. zgoła n ieo cz e k iw a n ie . dochodzące zaledwie do jednej s tu ­ tysięcznej stopnia. traci. za­ nurzonym do ciekłego helu. jako m etal stosunkowo tani. Za pomocą elektrycznych term om etrów oporowych m ożna mierzyć różnice tem peratur. całkowicie swój opór w pewnej ściśle określonej. posiadających tę dziwną właściwość. bardzo niskiej tem peraturze. szczególnie p r a ­ widłową w w ypadku platy n y . można wyzyskać do n a d ­ zwyczaj dokładnych pom iarów te m p e ra tu ry . 12% m anganu). 3 N iek tó re s to p y w y k a z u ją ró w n ież zja w isk o n a d p rze w o d n ic tw a . występuje osobliwe zjawisko nadprzewodnictwa. praktycznie biorąc. pośród n ich . ja k np. T ak np. Dzięki planow ym próbom udało się wytw orzyć stopy.2 W a rto tu nadm ie- 1 S k u tk ie m te g o tem p era tu ra p ierścien ia o ło w ia n e g o je s t sta le u tr z y m y w a n a na p o zio m ie ok o ło 4° p o w y żej zera b e zw z g lęd n e g o . praktycznie biorąc. od tem p e ra tu ry . w ykryte przez K a m e r l i n g h O n n e s a w 1911 r.64 Z a sa d y fizy k i 1 Q (dokładniej 0. Opór właściwy slopów znacznie mniej zależy od tem p e ra ­ tu ry . Do stopów ty ch należy konslanlan (60% miedzi. n a w e t s to p y m e ta li. ołów. wówczas po usunięciu źródła p rąd ten krąży nadal w pierścieniu w ciągu długich godzin bez żadnego dostrzegalnego osłabienia. K ażdy z metali. 4 0 % niklu) i m anganina (84% miedzi. u pewnych określonych metali. Zależność tę. cynk.017). gdy w pierścieniu ołowianym. k tóre sam e przez się n ie u ja w n iły n a d p rzew o d n ictw a . skutkiem tego miedź.016) i miedzi (0.

1 Pom iar oporów polega zwykle na ich porównaniu z opo­ ram i norm alnym i. Opór elektryczny 65 nić jeszcze o osobliwej własności selenu. 1. to na. J e d n a z p ły te k po­ kryw a się przy ty m dw utlenkiem ołowiu. włączonych jeden po drugim. którego opór właściwy obniża się znacznie pod wpływem naświetlenia. jest węgiel. V10 i 1/100 oma. przesyconą roztw orem salm iaku. można je d n a k mierzyć opory. Zasady fizyki 5 . czyli t a k zwaną elektrodą dodatnią. Obszar mierniczy takich przyrządów sięga do dziesiątków tysięcy omów. Za pomocą specjalnych urządzeń. na k tó ry m są również widoczne powszechnie przyjęte symbole rysunkowe na źródło prądu. 10. 22. gdy b a d a m y izolatory. zostaje on wówczas „naładow any“ skutkiem zacho­ dzących w nim zmian chemicznych. zanu­ rzonych w czystym kwasie siarkowym . p ły tk ą dodatnią. dochodzące do biliona omów. oraz na opór — linia zazębiona. Przez a k u m u la to r musi być uprzednio przepuszczony p rąd z zew­ ną trz . (Porównaj rys. a k u m u la to r nie daje je d n a k jeszcze w ty m stanie żadnego prądu. na drugiej zaś 1 Por. złożone z całkowitych wielokrotności 100. zawierające kom plety wzorców. gdy n a to m ia s t elektrodę ujem ną tw orzy n a ­ czynie cynkowe ogniwa suchego. gdy włączymy ich kilka do obwodu lub też gdy źródła te złączymy w baterię. Składa się on z dwóch płytek ołowianych. służą do tego tak zwane pudelka opo­ rowe.) Stosowane dzisiaj często w praktyce ogniwa suche za­ wierają pewną masę. Podobnie sum ują się siły elektrom otoryczne źródeł prądu. 39. a w większości w ypadków również i różnej gru­ bości. Gdy w obwodzie p rąd u znajduje się kilka oporów. grających ważną rolę. lub reostaty.pry¿ u2¿h°™ $ turalnie sum ują się one. rozdz. Najw ażniejszym dzisiaj ogniwem galwanicznym jest aku ­ mulator. mianowicie dwie równoległe kreski różnej długości.

odgałęźmy następnie z p u n k tó w F i Ii obwód boczny. W stanie naładow anym a k u m u la to r jest „w tó rn y m “ ogniwem galwanicznym. według którego iloczyn n a ­ tężenia p rądu przez opór równa się sile elektrom otorycznej. Niech A i B będą dwoma dowolnymi p u n k ta m i obwodu. . 1 N a z y w a m y ogn iw o te g o rod zaju w tó r n y m . Można również zestawiać ak u m u la ­ to ry w baterie. Gdy a k u m u ­ lator wyczerpie się.000 woltów. wynoszące 220 woltów. m ożna z pomocą takich bateryj otrzym ać wysokie napięcia. n a p ię d a is c h e m a i). w y w o ła n y c h przez prąd p ie r w o tn y . można go na nowo naładować.66 Z asad y fiz y k i wydziela się wodór. wówczas ilo­ czyn natężenia prądu. używany jako źródło prądu. W w y padku rozgałęzienia prądu. p o n iew a ż d op iero u p rzed n ie p rzep u szczen ie p ew n eg o p rąd u p ie rw o tn eg o u m o żliw ia p ó źn iejsze czerp a n ie prądu z o g n iw a n a k o sz t p rzem ian c h e m ic z ­ n y ch . Praw o Ohma. do którego włączamy jakiś przyrząd. prawo Ohma stosuje się do natężenia prądu i oporu każdej z gałęzi. sięgające do 10. zużywający prąd. stosuje się nie tylko do całego obwodu prądu. przez opór części obwodu zawartej między A i B jest rów ny różnicy potencjałów punktów A i B. do oporu FG (rys. napięcie miejskiej linii oświetleniowej. Przesuwając dowolnie ruchom y k o n ta k t H.6 wolta. k tó ry odwrotnie może redukować dwu­ tlenek ołowiu na ołów metaliczny. Przyłóżm y np. w ykazuje napięcie 2 wol­ tów.1 A ku­ m ulator może dostarczać przez wiele godzin p rąd u o kierunku odw rotnym do p rąd u ładującego. nato m ia st do ładowania potrzebne jest napięcie 2. W ynika stąd możliwość podziału napięcia. stosując odpowiednie izolacje. Stosunek wartości napięcia częściowego pomiędzy p u n k tam i F i H do całkowitego napięcia 220 woltów jest równy stosunkowi części oporu F H do całkowi­ tego oporu FG. 23). lecz również i do dowolnej jego części. k tó ry można dzielić na części za pom ocą ruchomego k o n ta k tu Ii. A kum u­ lator. płynącego przez obwód.

gdy napięcie na niej wynosi jeden wolt. usta w m y je naprzeciwko siebie i po­ łączmy je chwilowo ze źródłem pewnego określonego n a ­ pięcia. Wielkość tę nazyw am y pojemnością kondensatora. gromadzące się na każdej z płyt. Jed n o stk ę tę nazwano faradem na cześć wielkiego fizyka angielskiego F a r a d a y ’a. czyli ta k zwany woltomierz. że fizyka dzisiejsza rozpo­ rządza jeszcze licznymi innym i m etodam i mierzenia różnic potencjałów. zwłaszcza o ile chodzi o bardzo małe i szcze­ gólnie wysokie napięcia. J e st zrozumiałe samo przez się. gdy odległość pomię­ dzy p łytam i jest stała. równy jednem u kulombowi. Kondensator 67 możemy w ytworzyć w ten sposób dowolne napięcie czę­ ściowe. 5* . op isa n e tu ta j. stan ten zaś trw a naw et po usunięciu doprowadzeń napięcia. n osi m ia n o p o te n c jo m etru . jest ona jed n a k o wiele za duża dla celów technicznych. że każdy galw anom etr o znanym oporze m ożna przekształcić w p rzy­ rząd mierniczy do napięć. gdy odległość między płytam i jest dana. proporcjonalne do przyłożonego napięcia. z'miejską linią oświetleniową.1 Z praw a Ohma w ynika wreszcie również. Okazuje się wówczas. umieszczone na izolowa­ nych podstaw kach. iż naboje elektryczne o przeciwnych znakach. k tóra skupia nabój. zwany kondensatorem . która charakteryzuje opisany wyżej układ. iż obie p ły ty zostają naładow ane elektrycz­ nością przeciwnych znaków. Możemy więc przyrów nać nabój do iloczynu n a ­ pięcia przez pewną wielkość. chociażby np. są. Dalsze obserwacje w ykazują. 1 U rząd zen ie. XXI KONDENSATOR W eźm y dwie p ły ty metalowe. Za jednostkę pojemności p rzyjm ujem y ta k ą pojemność.

1 zauw ażym y n a ty c h m ia ­ stowy spadek napięcia do 40 woltów. zam iast powietrzem. gdy pom iędzy jego płytam i znajduje się szkło zam iast powietrza. w a rto ść jej w y n o si 1. Poprzednie napięcie — 220 woltów — ustala się jed n a k z powrotem. W su ń m y pomiędzy naładowane płytki szybę szklaną. w w ypadku wody ma ona olbrzymią wartość 81. ja k stwierdził w 1835 r. 1 M u sim y w y k o n a ć tę c z y n n o ść o stro żn ie. ebonitu — około 3. zależy ona też w spo­ sób bardzo istotny od substancji. Każdej substancji nieprzewodzącej elektryczności odpowiada w sposób analogiczny pewna c harakterystyczna liczba. gdy usu­ niemy d ru ty . Pojemność kondensatora płytkowego jest odwrotnie proporcjonalna do odległości między płytkam i. że w tych samych w arunkach pojem ność kondensatora zwiększa się pięcio­ krotnie. doprowadzające napięcie. że g ru b ość w su n ię te j sz y b y szk la n ej je s t rów n a o d le g ło śc i p o m ię d zy p ły ta m i. u n ik a ją c z e tk n ię c ia z n a ła d o w a n y m i p ły ta m i m e ta lo w y m i. można zastosować przyciąganie się wzajemne p ły t kondensatora do pom iaru różnic potencjałów.“ Stała dielektryczna szkła wynosi. poza ty m za k ła d a m y . Jeżeli przyłożym y do kondensatora napięcie 220 woltów. . je d n a k ż e sta ła d ie le k tr y c zn a p ow ietrza różni się bard zo m ało od je d n o śc i. zostaje ono zachowane. co m ożna bez­ pośrednio stwierdzić za pomocą wagi. k tóra wskazuje. P ły ty kondensatora niosą naboje znaków przeciwnych i skutkiem tego przyciągają się nawzajem . zgodnie z wyżej powiedzianym. ile razy w zrasta pojemność kondensatora po wypełnieniu przestrzeni między płytam i t ą substancją. gdy szybę szklaną usuniemy. przy czym. porcelany — 4 % . Musimy stąd wyciągnąć wniosek. Odwrotnie. 5. Liczbę tę n a ­ zwano slalą dielektryczną.00059. 2 P o w ietrzu m u sim y ró w n ież p rzy p isa ć p ew n ą sta łą d ie le k tr y c z ­ n ą w sto su n k u do p różn i. F a r a d a y .68 Z asad y fiz y k i W p raktyce używ am y jako jednostki t a k zwanego mikro- farada (MF) — któ ry stanowi milionową część farada. znajdującej się pomiędzy p łytkam i metalowymi.

24. połączonym z ziemią (uziemionym).1 0 9 je d n o stk o m e le k tr o sta ­ ty c z n y m . a b y p rzen ieść ele k tr o m a g n e ty c z n ą je d n o s tk ę n a b o ju z n ie sk o ń c zo n o śc i do d o ­ w o ln eg o p u n k tu na p o w ierzch n i k u li. oklejonego obustronnie staniolem . a w o lt — 1/300 e le k tr o sta ty c z n e j je d n o s tk i n a p ięc ia . P o te n c ja ł za ś k u li o d p o w ia d a p racy. K on d en sator 69 Bardzo rozpowszechnionymi formami kondensatorów. Na podstawie praw a Coulomba m ożna łatwo wywniosko­ wać. 24). okazuje się. ca łk o w a n ie) d o c h o d z im y do p r z y to czo n ej w y żej z a leż n o ści.Kondensator pom iędzy przewodnikiem i ziem ią lub obrotowy. ja k o pojemności kon­ densatora. gdy przew odnik ma ksz ta łt kuli. D zie- .1 W technice współczesnej i w fizyce ekspery­ mentalnej używa się jako przyrządu o dającej się dokładnie regulować pojemności ta k zwanego kondensatora obrotowego. iż pojemność jego równa się promieniowi kuli. 2 N ab ój k u li d zia ła m ia n o w icie na ze w n ą tr z ta k . Składa się on z szeregu p ły t m etalow ych w kształcie pół­ koli. 3 K u lo m b rów na się m ia n o w icie 3 . posiadającym i również pewne znaczenie historyczne. podzielonemu przez promień. ja k ą trzeba w y k o n a ć p rzeciw k o siło m p o la . ty m siln iej w zra sta p o jem n o ść (stą d te ż p o c h o d z i n a zw a k o n d en sa to r). pom iędzy które w suw am y przez po­ kręcanie odpowiedniej gałki drugi układ p ły t (rys.2 W szczególnym więc w ypadku. każdem u kątowi skręcenia odpowiada określona wartość pojemności. ja k g d y b y b ył ca łk o w icie sk u p io n y w środ k u k u li.3 K ula metalowa 1 Im b liżej sieb ie zn a jd u ją się o b y d w ie w a r stw y sta n io lu . butelka lejdejska oraz płyta F ranklina. też pomiędzy przewodnikiem i jakim ś dowolnym ciałem. P rzyjm ujem y wówczas za napięcie różnicę potencjałów Rys. możemy mówić o pojemności każdego ciała przewodzącego elektryczność. są tzw. Oba te ty p y kon­ densatorów w ykonane są ze szklą. Można rów­ nież łatwo wykazać. S tą d p rzez p ro sty rach u n ek (tzw . że potencjał kuli metalowej musi być rów ny jej nabo­ jowi. czyli każdego „przew odnika“ . Równie dobrze. iż kula o promieniu 9 kilometrów posiada pojemność jednego m ikrofarada.

X X II POLE ELEKTRYCZNE Z pojęciem napięcia. 10u ja k o w a r to ść farada w c e n ty m e tr a c h .70 Z asad y fizy k i o promieniu rów nym promieniowi ziemi ma pojemność 707 m ikrofaradów. ja k a przepływa w ciągu jednej sekundy przez przekrój nitki zwykłej żarówki. pom iędzy p u n k ta m i którego istnieją różnice potencjałów. Spadek potencjału. Nazwą pola elek­ trycznego obejm ujem y obszar. o trz y m ała b y ona nabój równy co do wielkości ilości elektryczności. że (jak m ó w im y w ję z y k u m a te m a ty c z n y m ) p o ch o d n a p o te n c ja łu w zg lęd em o d le ­ g ło ści. 1 Z d efin icji p o ten c ja łu w y n ik a m ia n o w icie. Gdy podzielimy ją przez wielkość naboju. Najsilniejsze. m u si b y ć rów n a sile. istniejący w pewnym punkcie pola w kierunku działania siły. a więc około 220 woltów. czyli różnica potencjałów na centym etr. o tr z y m u je m y 9 . G dybyśm y nadali ta k olbrzymiej kuli potencjał. natężeniu pola elektrycznego. k tó ry m zajmowaliśmy się ju ż nie­ jednokrotnie. czyli napięcia elektryczne.1 Wobec tego natężenie pola po dajem y w woltach na c entym etr. . czyli natężenie pola elektrostatycznego. pola m ają spadek rzędu kilku milionów woltów na centym etr. Otaczająca nas atm osfera stanowi również pole elektryczne. d z ia ­ łającej na je d n o s tk ę n ab oju . o d p o w ia d a 9 . S tą d jed n em u m ik ro fa ra d o w i. w k tó ry m norm alny spadek potencjału wynosi na powierzchni ziemi około 1 wolta na ląc 3 . technicz­ nie osiągalne. w z ię ta ze zn a k iem o d w ro tn y m . równy napięciu linii oświetleniowej. równa się.1 0 9 przez 1 /3 0 0 . ja k o m ilio n o w ej części farada. ja k to łatwo wykazać. o trz y m am y „siłę na jednostkę n a b o ju “ . 105 cm . Skutkiem takich napięć na z n ajdujący się w polu nabój działa pewna siła. wiążą się bezpośrednio pojęcia pola elektrycz­ nego oraz natężenia pola elektrycznego.

25 np. Z rysunku widać (wynika to również i z rozważań teoretycznych). posypać ją sproszkowanym gipsem. o trz y m am y wówcz&s ta k zwaną linię siły. w ty m celu w ystarczy w ytw orzyć pole elektryczne na płytce szklanej i następnie. 25. przedstaw ia linie sił pola kondensatora. że linie sil w ychodzą prostopadle z powierzchni naładowanego ciała . P o le elek try czn e 71 ce n ty m etr. Rys. Jeśli w polu elektrycznym przeprowadzim y krzyw ą w ten sposób. jednakże podczas burzy spadek ten może wzrosnąć do blisko 1000 woltów na centym etr. że w każdym punkcie będzie ona miała kierunek natężenia pola w danym miejscu. na płytce szklanej naklejono dwa kawałki staniolu i po­ łączono je ze źródłem wysokiego napięcia. że każde pole elektryczne wypełnione jest takim i limami sił. Możemy jed n a k również bezpośrednio uwidocznić linie sił. Rys. Elektryczne linie sił w polu kondensatora. D robniutkie kryształki gipsu ułożą się wówczas pod wpływem sił elektrycznych wzdłuż linii sił. potrząsając nią z lekka. Możemy sobie wyobrazić.

ujem ny zaś pozostanie. Zachowanie się przewodników i izolatorów w polu elek­ trycznym jest zasadniczo odmienne. skutkiem zdolności przesuwania się nabojów we wnętrzu ciała B. . chyba że napięcie jest podtrzym yw ane przez połączenie ze stałym źródłem p rądu (np. w izolatorach zaś jest to nie­ możliwe. zyska nabój ujem ny. nabój dodatni spły­ nie do ziemi. Nabój przewodnika może gromadzić się tylko na jego powierzchni. nienała- dow any uprzednio. zwrócona ku ciału A. ogniwem galwanicznym). Gdy ciało B uziemimy. W przewodnikach na to m ia st nie mogą istnieć różnice potencjałów. lecz i do pustych wew nątrz przewodników. że w pierwszych istniejące w ciałach naboje elektryczne1 mogą poruszać się swobodnie wzdłuż linij sil. część jego. Gdy ciało A usunie­ 1 P rzed e w sz y stk im n a le ż y tu p o m y śle ć o e lek tro n a ch ! 2 O d k ryw cam i in d u k cji ele k tr y c z n e j b y li W ilk e i A ep in u s. będzie to wynikiem sił przyciągających i odpychających. w yw ieranych przez nabój ciała A. nie może również istnieć w nim i pole elek­ tryczne. Jeżeli do n ała­ dowanego dodalnio ciała A zbliżymy izolowany. Tylko w izolatorach mogą istnieć różnice potencjałów a więc w nich tylko mogą przebiegać linie sił bez jednoczesnego przepływu prądu. zostałyby one n a ty c h m ia st w yrównane przez przepływ prądu. Z możności poruszania się nabojów w ew nątrz prze­ wodnika w ynika dalej zjawisko indukcji2 elektrycznej. przewodnik B. wykryŁe już w połowie X V I I I sLulecia. Roz­ liczne doświadczenia rzeczywiście bezpośrednio potwier­ dzają b rak pola we wnętrzu naładow anych przewodników. Wobec Lego. iż w przewodniku nie mogą istnieć różnice potencjałów. n ato m iast część odwrócona od ciała A — dodatni. Istotna różnica pom iędzy przewodnikami i izolatorami polega właśnie na ty m . Stosuje się to naturalnie nie tylko do pełnych.72 Z asad y fizyk i i również prostopadle kończą się na innym ciele naładow a­ nym. Ło.

1 O d efin icji b iegu n a je d n o stk o w e g o b y ła m ow a w ro zd ziale 18. 2 B liższe szc z e g ó ły o „ d y n ie “ por. m ó­ wimy w fizyce również i o polu m agnetycznym . sypiąc opiłki żelazne na tek tu rk ę.3 M agnetyczne linie sil możem y uwidocznić w podobny sposób. lo elektryczność ujem na rozejdzie się po całym przewodniku B. k tó ry około 1820 r. 3 P o w io d ło siQ teg o d o k o n a ć K a p ic y i je g o w sp ó łp ra co w n ik o m w 1930 r. nie sty kając ze sobą bezpośrednio tych ciał. a poza ty m wspólnie z W eberem w y­ nalazł telegraf elektrom agnetyczny. opracował teorię m agnetyzm u. za pom ocą w yładow ań elektrycznych udało się w ytw orzyć chwilowe pola m agnetyczne o natężeniu przewyższającym nawet milion gaussów. w którym na biegun m agnetyczny działa pewna siła.2 Na powierzchni ziemi znajdujem y się stale w polu m agnetycznym ziemskim. . X X III P O L E M A G N ETY CZN E W podobnym znaczeniu. przy czym natężeniem pola m agnetycz­ nego nazyw am y siłę. wytworzone dotychczas przez fizyków. działającą na biegun jednostkow y. gdzie na biegun jednostkow y działa siła jednej dyny. ja k o polu elektrycznym . Natężenie poła równe jest jednem u gaussowi tam . jak elektryczne. Pod tą nazwą rozum iem y obszar. 17. P o le m a g n e ty cz n e 73 m y.1 Zwykle używ aną jed n o stk ą natężenia pola magnetycznego jest „g a u s s nazw any tak dla uczczenia wielkiego m a te ­ m a ty k a niemieckiego. Najsilniejsze trwałe pola m agnetyczne. którego n a tę ­ żenie wynosi około połowy gaussa. Możemy więc nadać przewodnikowi B za pośrednictw em ciała A przez indukcję nabój elektryczny znaku przeciwnego. odziemiając jednocześnie ciało B. m a ją natężenie rzędu dziesiątków tysięcy gaussów. rodz.

prawie równo­ legle do siebie i prostopadle do płaszczyzny zwojów. liniowego przewodnika. linie sił przebiegają. otaczające d r u t w płaszczyźnie doń prostopadłej. Linie sil we w nętrzu spirali opły- przew odnik prostoliniowy. 28. w ty m w y padku linie sił tworzą koła współśrodkowe. 28. 26. a więc pomiędzy kilkoma biegunami. M agnetyczne linie sił. trzu obieganej przez prąd spirali. ja k wskazuje rys. We wnętrzu takiej szpuli panuje skutkiem tego prawie . ta k zwanego „solenoidu“ .74 Z asad y fizy k i Rys. otaczające Rys. 27 wskazuje przebieg linij sił dokoła długiego prosto- Rys. 27. przez k tó ry płynie prąd elektrycz­ ny. Pole m agnetyczne pomiędzy dwoma magnesam i sztabkowymi. Rys. We wnę- Rys. wanej przez prąd. 26 pokazu je przebieg linij sił pomiędzy dwom a m agne­ sami sztabkowym i.

O dpychanie się dw u prądów przeciw nie skierowanych.Rys. Rys. 29. 30. Przyciąganie się dw u prądów jednakowo skierowanych. .

26 w ykazuje również wyraźnie. o ile są one ruchome.1 J a k wskazuje rys. Gdy n a to m ia st przez d r u ty przepuścim y prąd y . czy są skierowane jednakow o. następuje odchylenie w kierunku prosto­ padłym zarówno do linij sil. jak na rys. że wzdłuż linij sił musi istnieć pewne napięcie. wówczas linie sił przebiegają Lak. sta ra ją się zbliżyć obydwa d r u ty do siebie. 2 Por. Rys. istniejące wzdłuż linij sił. a n i te ż nie rozb iegają się. przetkniem y dwa prostolinijne d ru ty i przepuścim y przez nie prąd. Ponieważ niosąca nabój elektryczny ruchom a cząstka m a ­ terii jest. jeżeli jako przewodników użyjem y giętkich linek m etalowych. 29 i 30 ilustrują zatem zasadni­ cze prawo elektrodynam iczne. Używając giętkich przewodników. że lin ie sil ani nie zb ieg a ją . że są one odchylane w polu m agnetycznym . Rys. co jest możliwe. stąd wnioskujem y. m agnetyczne linie sił ułożą się tak. czy też przeciwnie. które je naciąga. linie sil przebiegają pomiędzy przeciwnymi. sąsiadujące ze sobą. Jeśli przez tekturkę. m ożna również łatwo wykazać. s ta ra ją się one w ty m w ypadku odsunąć oby­ dwa d ru ty od siebie. podobnie. ja k widzieliśmy wyżej. skierowane przeciwnie wzglę­ dem siebie. to. ja k na rys. ja k i do kierunku prądu.76 Z a sa d y fizy k i jednorodne pole m agnetyczne. posypaną opiłkami żelaznymi. iż prostopadle do linij sił panuje pewne ciśnienie.3 równoważna prądowi 1 W y n ik a to z fa k tu . według którego p rą d y równoległe przyciągają się lub odpychają wzajemnie. Gdy magnetyczne linie siły przebiegają prostopadle do kierunku prąd u . przez A m pere’a. jak się to dzieje w n a piętym sznurze gumowym. Prawo A m pere’a można z łatwością potwierdzić bezpośrednio. 18. ustalone w 1820 r. a więc przyciągającym i się wzajemnie bie­ gunam i. 30. które stara się rozsunąć linie. 26. . napięcia. zależnie od tego. Natężenie pola m agnetycz­ nego jest tam praktycznie wszędzie jednakow e. 29. gdy p rądy są jednakowo skierowane. rozdz.

w kierunku z południa na północ. ja k magnes. Rys 3I Pom iary m agnetyzm u ziemskiego w ykazują. nachylenie m agnetyczne (inklinację) i składową poziomą. podobnie do igiełki kom pasu. ustawia się. w ięc b iegu n m a g n e ty c z n y . tw o­ rzy silny elektromagnes. two­ rzy k ą t około 12° z osią obrotu ziemi. przez k tó rą przepływa prąd (solenoid). 31). 2 P o n iew a ż p ó łn o c n y (w sk a z u ją c y na p ółn oc) b iegu n ig ły k o m ­ pasu je s t p r z y cią g a n y p rzez p o łu d n io w e b ie g u n y m a g n e ty c z n e . Pole m agnetyczne ziemi m usim y również uważać za pole magnesu niezwykle wielkich rozmiarów. 32 przedstaw ia nowo­ czesny „m agnes-olbrzym “ takiego rodzaju. z n a jd u ją c y się na p ó łn o cn ej p ó łk u li ziem sk iej. zachowuje się zupełnie tak.2 E lem entam i magnetyzmu ziemskiego nazyw am y zbo­ czenie m agnetyczne (deklinację). gdy pa^my wprowadzimy do jej w nętrza sztabkę z miękkiego żelaza. stanowiący rdzeń szpuli. więc w poprzecznym polu m agnetycznym opisuje ona kolo. lub też wygięty w kształcie podkowy czy półkola żelazny walec. Zawieszona swobodnie. a więc z linią łączącą bieguny geograficzne. Na północ wskazuje przy tym ten koniec szpuli. obieganej przez prąd. wywierane przez ta k ą szpulę z prą­ dem. Rys. je s t w ła ściw ie b ieg u n em p o łu d n io w y m . (ss° h " ^ łącząca ze sobą bieguny m agnetyczne ziemi. z aw arty po­ między igiełką kom pasu a kierunkiem astronom icznym północ — południe. z d a n y m i o p ro m ien ia ch k a to d o w y c h w ro z d zia le 58. doznają bardzo znacznego wzmocnienia.1 Szpula. Jeden biegun m agnetyczny ziemi znajduje się w podbiegunowej Ameryce Północnej. że oś. drugi na południe od Australii na południowym Oceanie Lodo­ w atym . W artości zboczenia dla głównych 1 Por. na k tó ry p a trz ąc widzimy przepływ p rądu w kierunku odw rotnym do ruchu wskazówki zegara (rys. Siły magnetyczne. P o le m a g n ety czn e 77 konwekcyjnem u. . Zboczeniem magnetycznym nazyw am y k ą t. Wobec tego prostoliniowy.

jak również zmianom długookresowym. ja k niestałe jest położenie biegunów m agnetycznych: podlegają one w ahaniom dziennym i rocznym. roztw ory wodne soli wielu metali. do drugiej — bizm ut. Wilno: 68° 28’. Poznań: 66° 49’. . Co praw da. należące zaś do drugiej — diamagnetycznym i. Dopiero w 1845 roku F a r a d a y wykrył. że wszelka m ateria ujawnia pewne własności m a­ gnetyczne. jaki tworzy z płaszczyzną poziomą igiełka kom pasu. że tylko pewna część ciał ustaw ia się. chrom. przede wszystkim zaś żelaza. Lwów: 64° 55’. plus — na wschód). wynosi ona w Polsce średnio mniej więcej 0. w k tórej u sta w ia się ig iełk a k o m p a su . Do pierwszej grupy należą np. należące do pierwszej grupy. E lem enty m agnetyzm u ziemskiego są równie niestałe. Wilno +1° 0’. p latyna. Substancje. Aż do połowy X I X stulecia uważano m agnetyzm za w yłączną właściwość pewnych wyróżnionych ciał. Nazwę nachylenia magnetycznego nosi k ą t. pozostałe ciała ustaw iają się prostopadle do linij sił.78 Z asad y fizy k i m iast Polski są obecnie następujące (znak m inus oznacza zboczenie na zachód.190 gaussa. Poznań — 3° 10’. mogąca obracać się dokoła osi poziomej i ustawiona w płaszczyźnie po­ łudnika m agnetycznego. Lwów + 0 ° 11'.1 Nachylenia m agnetyczne dla przytoczonych wyżej m iast wynoszą: W arszaw a: 67° 5’. 1 P o łu d n ik iem m a g n e ty c z n y m n a z y w a m y p ła sz cz y zn ę p io n o w ą . Za trzeci elem ent m agnetyzm u ziemskiego p rzyjm ujem y wreszcie składową poziomą natężenia pola magnetycznego ziemskiego. zwanym wiekowymi (seku- larnymi). F a ra d a y ustalił jed n a k również. K raków — 1° 51'. siarka i większość gazów. podobnie do igiełki kom pasu. K raków: 65° 51’. zostały n a ­ zwane przez F a r a d y a ’a paramagnetycznymi. w kie­ runku linij sił m agnetycznych. W a rs z a w a — 1°37’.

w ykryte przez H e u s l e r a około 1900 r. się m agnetycznego. pewien stop m anganu. Należą do nich prócz niklu i kobaltu2 jeszcze pewne stopy. zatrzym uje jednakże na stale raz wywołany w niej m agnetyzm . M agnes-olbrzym K am erlingh-O nnesa. któ ry je magneso­ wał. Tylko bardzo nieliczne substancje.i dia­ m agnetyzm są niezwykle słabe. dla żela za 750° C. P o le m a g n ety czn e 79 p aram ag n ety czn y czy też diam agnetyczny ch a ra k te r ciała zależy również i od otoczenia. 1 F errum je s t ła ciń sk ą n a zw ą żela za .. traci jednakże swój m agnetyzm jednocześnie z przerwaniem np. glinu i miedzi. p u n k ta c h Curie) żela z o . które składają się z metali prawie nie­ m agnetycznych. W porównaniu z m agnetyzm em żelaza para. . Pom iędzy stalą a miękkim żelazem zacho­ dzi istotna różnica pod względem zachowania Rys. w którym się ono znajduje. 32. Zdolność łatwego i silnego magnesowania się posiada w szczególnie wysokim stopniu wynaleziony w 1925 r. p u n k t C urie o d p o w ia d a tem p era tu rze 375°. zwane ferro­ magnetycznym i1 w y k a ­ zują własności m agne­ tyczne. 2 G od n y u w agi je s t fa k t. n ik ie l i k o b a lt tra cą sw e w ła sn o ści ferr o m a g n ety czn e. porównywalne z m agnetyzm em żelaza. Stal trudniej daje się namagnesować. prądu. miękkie żelazo magnesuje się łatwiej. że w p ew n y ch śc iśle o k reślo n y ch tem p era tu ra ch (w tzw . D la n ik lu n p . szcze­ gólnie silnie ferromagne­ tyczny jest np.

dobrze od niego izolowaną i połączoną z galw anom etrem .80 Z asad y fizy k i w Ameryce permalloy — stop. uzyskał on już niezwykle duże znaczenie w technice. F a k t. nawijał warstw ę w tórną. Wreszcie po długich bezowocnych próbach udało się F a r a d a y ’owi zauważyć. którem u zawdzięcza swe powstanie elektro­ technika i które wpłynęło na losy cywilizacji ludzkiej tak. przy czym od­ 1 Po a n g ielsk u sło w o a llo y z n a c z y sto p . że galw anom etr wykazuje drobne chwilowe od­ chylenie przy otwieraniu (wyłączaniu) lub też p rzy za­ m ykaniu (włączaniu) p rądu pierwotnego. po p o lsk u tzw . ja k może żadne inne. . że być może p rąd elektryczny potrafi również wywołać powstanie innego prądu. Anglia. galwano- m e tr nie wykazyw ał naw et śladów odchylenia. obchodziła stuletni jubileusz odkrycia. F a ra d a y początkowo nie miał je d n a k więcej szczęścia. W doświadczeniach swych. m ian em ty m o zn a c z a m y p e w n ą w ła śc iw o ść fiz y c z n ą . Łączył on zwój d ru tu . nawiniętego na drew nianą szpulę. XXIV PR Ą D Y IN D U K C Y JN E W 1931 r.1 składający się z 7 8 % niklu i 2 2 % żelaza. m ających po­ twierdzić to przypuszczenie. perm zaś sta n o w i sk ró t od p e r m e a b ility . z b a terią galwaniczną. nasunął F a r a d a y ’owi myśl. Jednakże. chociaż F a r a d a y coraz bardziej wzmacniał swą baterię. przy współudziale wszystkich na­ rodów k u lturalnych świata. k tóra m o że słu ży ć za m iarę sto p n ia ferro m a g n ety zm u . iż każdy przewodnik naelektryzow any może n a ­ ładować przez indukcję również i znajdujące się w pobliżu inne przewodniki. Było nim odkrycie prądów indukcyj­ nych przez F a r a d a y ’a. szczególnie w telefonii. p r zen ik liw o ści m a g n e ty c z n e j. niż wielu jego współczesnych. na d r u t ten. tworzący pierw otny obwód prądu.

p rzen ik liw o ść m a g n e ­ ty c z n a żelaza w y n o si ok oło 2 0 0 0 . J a k w ykazał wkrótce potem F a rad a y . je d n a k ż e d zisiaj te n p o d zia ł m a zn a czen ie ty lk o h isto ry czn e.2 Gdy zam iast pojedynczego uzwojenia m am y całą szpulę. żela z em ). ta k zw a n ą p rzen ik liw o ść m a g n e ty c z n ą . otoczoną dru ­ tem . ta k n p . c h a r a k te r y z u ją c ą tę su b sta n c ję (a n a lo g ic z n ą d o sta łej d ie le k tr y c z n e j).1 Ilościowe praw a powstaw ania prądów indukcyjnych zo­ stały ustalone w 1845 r. zastosował on w tym celu pojęcie strum ienia siły m agne­ tycznej. ile w y n o si n a tę ż e n ie p o la w s e tk a c h g a u ssó w . c z y prąd in d u k c y jn y z o sta ł w y w o ła n y przez in n y prąd. ja k również przez zbliżanie lub odsuwanie zwykłego m agnesu. J e d y n ie ciała ferro m a g n e ty c zn e p o sia d a ją p rzen ik liw o ść m a g n e ­ ty c z n ą z n a czn ie różn ą od je d n o ści.3 1 Z ależn ie od te g o . n a ­ zwany przezeń prądem indukcyjnym . p rąd in d u kcyjny w pew nym obwodzie m ożna również wywołać przez zbliżanie lub odsuwanie innego obwodu. przez F r a n c i s z k a N e u m a n n a . c z y też p rzez m a g n es. prow adzim y przez każdy jej cen ty m etr k w adratow y tyle linii sił m agnetycznych. 2 M ożem y n a tu ra ln ie p o d zielić p o w ierzch n ię i n a m ilim e tr y k w a d ra to w e i przez k a ż d y m ilim etr k w a d r a to w y p rzep ro w a d zić w m y śli ty le lin ij sił. przez k tó ry płynie prąd.. Dzięki tej obserwacji F a r a d a y zrozumiał w 1831 r. a b y znaleźć strum ień siły m a ­ gnetycznej przez tę powierzchnię. trzeb a to w sz y stk o p o m n o ż y ć je sz c z e przez p ew n ą liczb ę. o trzym ujem y wówczas strum ień siły m agnetycznej. obieganym przez prąd. 3 G d y szp u la n ie je s t w e w n ą tr z p u sta . lecz za p e łn io n a ja k ą ś s u b s ta n c ją (np. P rą d y in d u k cy jn e 81 chylenia w obu tych w ypadkach zachodzą we wręcz przeciwnych kierunkach. że powstawanie lub zanikanie p rądu elektrycznego wywołuje w sąsiednich obwodach z przewodników prąd wtórny. R ozpatrzm y pewną powierzchnię. ro zró żn ia n o d a w n iej in d u k c ję „ w o lta ic z n ą “ i „ m a g n e ty c z n ą “ . płynący przez całą szpulę. Zasady fizyki 6 . m usim y ilość m agnetycznych linii sił pom nożyć jeszcze przez ogólną liczbę zwojów. ile gaussów wynosi wartość natężenia pola magnetycznego w d a n y m miejscu.

że gdy otw ieram y obwód. powstaje w tó rn y ekslra- prąd. m o że p ły n ą ć rów n ie d ob rze w k ieru n k u ru ch u w sk a z ó w e k zeg a ra . Im prędzej zatem zachodzą te zmiany. gdy chcemy rozporządzać uzwo­ jeniem o możliwie najmniejszej samoindukcji (otrzymać określony opór omowy). m usim y naw inąć d r u t podwójnie. k tórych energia prze­ 1 P rąd in d u k o w a n y w szp u li. gdy n a tom iast z a m ykam y obwód czyli włączam y prąd. a więc go osłabia. przez rosyjskiego fizyka L e n z a . . wyrażona w jednostkach elektrom agnetycznych (z k tó ­ rych każda odpowiada jednej stumilionowej wolta). Z reguły Lenza wynika. E k s tra p rą d opóźnia zatem narastanie natężenia prądu po jego włączeniu i przedłuża czas jego znikania po wyłączeniu. Bardzo silne jest działanie samoindukcji w spiralach z prądem . Z praw a indukcji wynika. ja k i w k ie ­ runku w p ro st p rzeciw n y m . W edług tej reguły prąd indukow any płynie zawsze w ta k im kierunku. ty m silniejszy będzie prąd indukow any w danym obwodzie. jaka go wywołała. W ten sposób. równa się zmianie magnetycznego strum ienia sil na sekundę.82 Z asad y fizy k i N eum ann znalazł. a mianowicie tak. ek stra p rą d przeciwdziała przerywaniu p rądu i płynie w kie­ runku p rądu pierwotnego. Prawo N eum anna znajduje swe uzupełnienie w pewnej regule. 33).1 iż dąży on za pośrednictw em wywią­ zywanych przez się działań do przeciwdziałania przyczynie. a b y zawrsze prąd obiegał dwa sąsied­ nie zwoje w kierunkach odw rotnych (rys. że siła elektrom otoryczna indukcji. gdy otw ieram y lub za m y k a m y prąd. że w każdym przewodniku zmiana natężenia p rądu musi dzięki „sam oindukcji“ w y­ twarzać pewną siłę elektrom otoryczną. w id zia n ej z g ó ry . Bardzo silnie ujaw nia się również działanie samoindukcji w bryłach m etalowych. e k straprąd płynie w kierunku prze­ ciwnym prądowi. ustalonej już w 1834 r. Wobec tego. elektrom otoryczna siła indukcji w ytw arza w nich chaotyczne p rą d y wirowe.

J e d n o stk ą samoindukcji jest henry. m a ją spół- czynniki samoindukcji równe kilku tysiącznym henry. druga zaś mogła się obracać. do jed n ej ty s ią c z ­ nej sek u n d y . w którym powstaje elektrom otoryczna siła samoindukcji. ważną rolę w elektrotechnice odgryw ają również specjalne przyrządy o zmiennej samoindukcji. 1 M ożem y rów n ież o d n ieść z m ia n ę p rą d u n p . gdy natężenie pol^ńe p rądu zmienia się o jeden am per na sekundę. stosowane w radiotechnice. 6 - . A by przeszkodzić powstawaniu takich szkodliwych prądów wirowych. lecz wiązek drutów . Podobnie ja k kondensatory obrotowe o zmiennej po­ jemności. Sam oindukcja zmieniała się zależnie od k ą ta obrotu. a mianowicie połączenie dwu płaskich cewek. Ogólnie biorąc. izolowanych między sobą.1 przez pewną wielkość. odniesionej do 1 sekundy (lub przerachowanej na jed n ą sekundę). Z tego samego powodu żelazne części składowe maszyn elektrycz­ nych budujem y z w arstw żelaza. k tó rą nazyw am y sam oindukcją lub indukcją własną. Wiele osób p am ięta za­ pewne jeszcze z wczesnego okresu rozwoju radia jedną z n a j­ prostszych form w ariom etru. w tedy. P rą d y in d u k c y jn e 83 tw arza się w ciepło. równa jednem u woltowi. na przem ian z w arstw am i izolatora. nad£Jtu?ie Cewki. możemy elektrom otoryczną siłę samoin- dukcji przyrównać do iloczynu szybkości zm iany prądu. c h a ra kterystyczną dla danego obwodu. Sam oindukcję równą jednem u henry posiada przewodnik. rdzeniom uzwojeń n a d a ­ jem y zawsze postać nie m asyw nych sztab żelaznych. z k tórych jedna była nieruchoma. P rz y rz ą d y takie nazyw am y w ariom etram i. nazw any tak na cześć pewnego fizyka amerykańskiego. a n a stę p n ie p o m n o ż y ć p rzez ty s ią c .

gdy S i e m e n s wpadł na szczęśliwy pom ysł wyzyskania powstającego p rądu indukcyjnego do wzmocnienia pola magnesów. w ytw arzające prąd. noszą one miano generatorów prądu. . albo też za pom ocą specjalnych urządzeń. W tego rodzaju „genera­ torach p rąd u stałego“ twornik obraca się zawsze w polu m agnetycznym . k tó ry ustawicznie zmienia swój kierunek. Jednakże właściwy rozwój techniki prądów silnych roz­ począł się od 1867 r. w ten sposób zostają wytworzone p rą d y indukcyjne. których nie będziemy tu ta j bliżej rozpatryw ać. pod wpływem takiego napięcia przemiennego powstaje w cewce prąd. Możemy więc albo czerpać z cewki p rąd przemienny. przenikającego układ cewek. Budow a wszystkich genera­ torów opiera się na zasadzie następującej: przez o b rót w y­ w ołujem y periodyczne zm iany strum ienia magnetycznego.. zw any twornikiem. Siła elektrom otoryczna indukcji w cewce. musi naturalnie również periodycznie zmieniać swój kierunek. przez P i x i i . W a h a się ona tam i z powrotem pom iędzy największą swą w artością w je d ­ nym kierunku i ta k ą sam ą w artością w kierunku przeciw­ nym . dzięki tem u Siemens zo­ 1 N a jsta rsza m a sz y n a do w y tw a r z a n ia prądu z o sta ła w y n a le ­ zion a w 1832 r. wprawionej w ruch periodyczny w polu m agnetycznym . wywołać w zewnętrznym obwodzie powstanie następujących periodycznie po sobie jednakowo skierowanych pulsacji prądu. które na wielką skalę przekształcają energię mechaniczną w elektryczną. J u ż w pierwszych dziesiątkach lat po odkryciu F a r a ­ d a y ^ 1 zbudowano różnego ty p u m aszyny. XXV G E N E R A T O R Y P R Ą D U STAŁEGO I ELEKTROMOTORY Odkrycie prądów indukcyjnych przez F a r a d a y ’« stwo­ rzyło podstaw ę konstrukcji m aszyn. w ytw orzonym przez nieruchom y magnes.

G en eratory prądu sta łe g o i elek tro m o to ry 85 stał wynalazcą dynamornaszyny z samowzbudzeniem. działają­ 1 P op rzed n ik iem w y n a le z io n e g o p rzez H e fn e r-A lte n e ck a „ tw o r­ nika b ę b n o w e g o “ b y ł w y n a le z io n y ju ż w 1860 r. Opar! się on na fakcie. poprzednio. ja k to stwierdził Siemens. „p ierścień P a c i- n o tt ie g o “. że żelazo. osiągalna granica wzmocnie­ nia zależy od budowy maszyny. w ytw orzony np. doprowadza do osiągnięcia wysokich wartości natężenia p rąd u indukowanego i n a ­ tężenia pola elektrom agnesu. tw ornik jej zacznie się obracać pod wpływem sił przyciągających i odpychających. W y k ry ta przez Siemensa „zasada dynam o-elektryczna“ umożliwiła w ten sposób budowę generatorów z sam ow zbu­ dzeniem. musiano stosować do zasilania elektromagnesów oddzielne m aszyny pomocnicze. W ten sposób w zrasta natężenie pola magnetycznego elektrom agnesu. trw ające podczas „puszczania w r u c h “ m aszyny. Duży postęp w rozwoju dynam om aszyn stanowiło wynalezienie przez v. raz namagnesowane.1 Gdy do nieczynnej dynam ornaszyny doprowadzim y w j a ­ kikolwiek sposób z zewnątrz prąd. z kolei zaś dalej zwiększa się natężenie p rądu indukcyjnego. dzięki czemu uzyskujem y dalsze spotęgowanie pola elektro­ magnesu. n a d a ją cej się do p ra k ty cz n eg o u ż y tk u . rośnie również oczywiście i strum ień siły m agnetycznej. przez inną dynam om aszynę. Ten „m agnetyzm pozostały“ nieruchomych elektromagnesów dynam ornaszyny w y s ta r­ cza już.A l t e n e c k a (1873) szczególnie racjonal­ nego ty p u nawijania tw ornika. dzięki tem u stało się moż­ liwe wytw arzanie prawie zupełnie niezmiennego prądu stałego. P rąd ten zostaje w dynam om aszynie skierowany do uzwojenia nieruchomego elektrom agnesu. . w y z y s k a n y w 1870 r. H e f n e r . wykazującego bardzo małe tylko w ahania n a tę ­ żenia. p rzez G ra m m e’a d o k o n str u k c ji p ierw szej d y n a m o rn a szy n y . zachowuje pewne ślady m agnetyzm u. o ile nie korzystano ze słabszych o wiele magnesów stałych. Takie wzajemne wzmacnianie. do wytworzenia słabego p rądu indukcyjnego we w prawionym w ruch obrotow y tworniku.

przez silę wody lub spalanie węgla. 1 Ze w zg lęd u n a istn ie n ie przerw p o m ię d z y są sia d u ją c y m i ze sob ą k a w a łk a m i sz y n y m u sim y dla u zy sk a n ia cią g łeg o p rzew od u z a sto so w a ć p a sk i m ied zia n e. w energię elektryczną. przeto. m aszynę do prania. Z nanym dobrze z życia codziennego przykładem zasto­ sowania elektrom otorów są tramwaje elektryczne. dostarczając pracy jako eleldromotor. odwrotnie. . gdy chcem y puszczać je w ruch. nie m ożna ich łączyć bezpośrednio ze źródłem prądu. które biegną po szynach i ciągną wóz wraz ze znajdującym się w nim mo­ torem. lecz wręcz przeciwne działania. D ynam om aszyna prze­ kształca energię mechaniczną. pozostała jednak część może być oddana na zewnątrz w postaci pracy. zastosowań elektrom otorów. „pracy biegu jałowego“. Jeżeli oś twornika połączym y za pomocą pasa napędowego z dowolną m aszyną. P rąd jest doprow adzany zwykle ponad ziemią. tę sa m ą zasadniczo budowę. m ożem y przytoczyć: pyło- chłon. należy więc przy „rozruchu“ m otoru używać specjalnych oporów regulacyjnych. Pew na część energii doprowadzo­ nego p rąd u zostaje co praw da zużyta w ew nątrz m otoru w postaci tzw. gdyż przed rozpoczęciem obrotu tw ornika natężenie p rąd u byłoby o wiele za silne i mogłoby spowodować szkody. ja k to już podkreśliliśmy. przyrząd do wiórkowania podłóg.1 Napięcie pomiędzy przewodam i doprow adzającym i odprow adzającym wynosi około 500 woltów. O brót osi clektrom otoru przenosi się w nich na koła. znanych z codziennego życia.86 Z asad y fiz y k i cych pom iędzy m agnesami i uzwojeniami. dynam om aszyna będzie mogła wobec tego wprawić w ruch tę maszynę. w entylator i windę elektryczną. dostarczaną np. przez które płynie prąd. Ponieważ elektrom otory posiadają z zasady tworniki o stosunkowo m ałym oporze. Odprowadzenie p rądu do źródła odbywa się poprzez szyny. D ynam om aszyna p rąd u stałego i elektrom otor posia­ dają. Z innych. przy czym połączony z wozem sprężynujący kabłąk z d ru tu ślizga się wzdłuż przew odnika z prądem .

O św ietlen ie ele k tr y cz n e 87

elektrom otor przekształca energię p rąd u elektrycznego
w pracę m echaniczną. Dwie takie odwrotnie działające m a ­
szyny w połączeniu ze sobą mogą zatem służyć do przeno­
szenia energii mechanicznej na odległość. Lepiej niż prąd
stały nadaje się do tego celu p rąd przem ienny, o którym
w związku z tym pom ówim y szczegółowiej w jednym
z najbliższych rozdziałów.

XXVI
O ŚW IE T L E N IE E LE K TR Y C Z N E

Do najważniejszych zastosowań p rądu elektrycznego
w dzisiejszym życiu codziennym należy bez wątpienia oświe­
tlenie elektryczne. W elektrycznych lampach żarowych w y­
zyskano silne nagrzewanie się ty ch części obwodu prądu
elektrycznego, które posiadają duży opór. E d i s o n , któ ry
w r. 1879 wynalazł żarówkę, zastosował cienkie włókna
węglowe, zamknięte w opróżnionej z powietrza gruszce
szklanej, aby je uchronić w ten sposób od stopniowego
spalania się. Długość i grubość włókna dobrane były w taki
sposób, aby przez przyłożenie określonego napięcia do
jego końców doprowadzić je do białego żarzenia.
Rozwój techniki lamp żarowych musiał z konieczności
dążyć do uzyskania możliwie najwyższej te m p e ra tu ry
żarzenia włókna. J a k w ynika bowiem z p raw promienio­
wania cieplnego, które będą jeszcze omówione dokładnie
w dalszych rozdziałach,1 energia promieniow ana przez
żarzące się ciało w zrasta w przybliżeniu proporcjonalnie
do czwartej potęgi te m p e ra tu ry absolutnej,2 tak, że np.
podwyższenie te m p e ra tu ry z 1700° C na 1900° C musi
już wywołać czterokrotne zwiększenie promieniowania.
Daleko szybciej jeszcze rośnie z te m p e ra tu rą użyteczne
promieniowanie światła widzialnego. W lam pach węglo­

1 Por. rozdz. 50.
2 Por. rozdz. 41.

88 Z a sa d y fiz y k i

wych prawie niemożliwe jest stosowanie tem p e ra tu r
wyższych ponad 1600° do 1700° C, gdyż wówczas lam pa
staje się z b y t prędko niezdatna do użytku w skutek zbyt
silnego rozpylania włókna, prócz tego zaś skutkiem
zaczernienia ścianek gruszki szklanej przez pył węglowy
pochłaniają one zb y t dużo światła.
Wobec tego, gdy na początku X X stulecia powiodło się
ciągnięcie bardzo cienkich nitek metalowych, lam pa z włók­
nem węglowym została wkrótce całkowicie w y p a rta przez
lam py z włóknem metalowym. Obecnie używa się wyłącznie
włókien z wolframu, gdyż m a on najwyższy ze wszystkich
metali p u n k t topnienia, leżący w okolicy 3300° C.1
Drucik wolframowy musi posiadać możliwie duży opór,
ażeby w ytworzyła się w nim jak największa ilość ciepła;
w ty m celu stosuje się druciki możliwie najcieńsze — o śred­
nicy zaledwie około czterech tysiącznych m ilim etra— oraz
możliwie najdłuższe,2 wobec czego nadaje się im k ształt
zygzakow aty lub też wąskiej spirali o licznych zwojach.
Przeciętny czas żarzenia się takiej nitki wynosi około tysięca
godzin; następnie posuwające się coraz dalej rozpylenie
prowadzi do przerwania nitki.
W ybór napięcia 110 woltów dla linii oświetleniowych
zawdzięczamy Edisonowi; od tego czasu na całym świecie
ustaliło się zwyczajowo używanie tego lub też dwukrotnie
wyższego napięcia. W związku ze swym wynalazkiem
żarówki elektrycznej Edison wprowadził do elektrotechniki
zasadę łączenia równoległego. Od źródła p rądu prowadzą
dw a przewody, które w ykazują stale tę sam ą różnicę po­
tencjałów, wszystkie zaś przyrządy, zużywające prąd, jak
żarówki czy m otory, są włączane niezależnie od siebie po­
między te dwa przewody.

1 L a m p y „ o sra m o w e“ m ają w łó k n a z w o lfra m u . „O sram “ je s t
ty lk o n azw ą firm y.
2 J a k w id z ie liś m y w ro zd zia le 2 0 , op ór p rzew o d n ik a je s t w p ro st
p ro p o rcjo n a ln y do jeg o d łu g o ści i o d w r o tn ie p ro p o rc jo n a ln y do
przekroju.

O św ietlen ie e le k tr y cz n e 89

Dzielność źródła światła podajem y w „świecach“ , do­
kładniej mówiąc, w świecach Hefnera. W drodze definicji
za jedną „świecę“ p rzyjm ujem y dzielność specjalnej lampki,
w której płonie octan amylu, przy czym płomień posiada
wysokość 40 m m .1 Dzielność żarówek elektrycznych, prze­
znaczonych do domowego użytku, wynosi najczęściej od
25 do 75 świec Hefnera. Bardzo ważną rolę odgrywa sprawa
ilości wallów, zużywanych przez żarówkę na jedną świecę.
Postęp techniki oświetleniowej wyraża się najdobitniej
w stopniowym zmniejszaniu tej liczby.
W lampie węglowej zużycie p rądu wynosiło 3 w a tty na
świecę, n ato m iast w lam pach wolframowych opisanego tu
rodzaju już tylko 1 do 1% w a tta . L am pa 25-świecowa zu­
żywa około 30 w a ttó w i pod napięciem 110 woltów prze­
puszcza p rąd około 0,3 am pera. Pomimo, że wolfram, jak
już wspomniano wyżej, topi się dopiero w 3300° C, jednakże
nie m ożna było w lam pach wolframowych przekroczyć
2100°, gdyż rozpylanie się nitki stawało się wówczas zbyt
silne. Poza ty m rozpylaniu się nitki sprzyja ta okolicz­
ność, że dla uniknięcia utleniania się nitki usuwano
powietrze z lam pki wolframowej, t a k samo, ja k poprzednio
z węglowej.
Dążenie do otrzym ania wyższy cli te m p e ra tu r doprowa­
dziło wobec tego do konstrukcji lamp, w k tórych nitka nie
znajduje się w próżni, lecz w atmosferze gazu, nie działają­
cego chemicznie na wolfram. Okazało się, że do tego celu
nadaje się najlepiej azot pod ciśnieniem, wynoszącym 1/3
normalnego ciśnienia atmosferycznego.2 W lam pach, n a ­
pełnionych gazem, te m p e ra tu ra żarzenia mogła zostać
podniesiona do 2400° C; dzięki tem u w bardzo silnych lam ­
pach (tysiąc i więcej świecowych) zużycie prądu zostało

1 O czy w iście, p rzep isa n e są d o k ła d n e w y m ia r y oraz p ew ien
o k reślo n y sp osób w y k o n a n ia w zo rco w ej la m p k i H efn era .
2 S tra ta ciep ła przez p r z ew o d n ictw o g a zu z o sta je zm n iejszo n a
przez w sp o m n ia n e w y żej n a d a w a n ie n itc e k sz ta łtu spirali.

90 Z a sa d y fiz y k i

zmniejszone do 7 2 w a tta na świecę. Z tego właśnie powodu
takie lam py zwiemy półw attów kam i.
L a m p y napełnione gazem w znacznej mierze wyparły
szeroko stosowane dawniej lam py łukowe. Zjawisko luku
elektrycznego zostało w ykryte w 1810 r. przez D a v y ’ego.
Jeżeli przyłożym y do dwóch stykających się ze sobą prę­
cików węglowych napięcie, wynoszące około 60 woltów,
to końce tych pręcików nagrzew ają się bardzo silnie; gdy
następnie pręciki bardzo nieznacznie rozsuniemy, wówczas—
j a k stwierdził D a v y — powstaje między nimi silnie świecący
łuk świetlny. Oba węgle rozżarzają się przy ty m niezwykle
silnie; węgiel dodatni, k tó ry głównie świeci, osiąga tem ­
peraturę dochodzącą do 3500° G. W ytłum aczenie zja­
wiska luku świetlnego1, k tó ry stanowi w zasadzie rodzaj
wyładowania elektrycznego w powietrzu lub w jakim ś
innym gazie, jest bardzo skomplikowane; m usim y je wobec
tego tu ta j oczywiście pominąć.
Zwykłe lam py łukowe m a ją dzielność od 300 do 2000
świec Hefnera i zużyw ają około ł/2 w a tta na świecę. Obecnie
światło łukowe stosujem y jeszcze przede wszystkim do
projekcji kinowej oraz do reflektorów, np. w latarniach
morskich. W kierunku, w k tó ry m skupione jest światło,
najsilniejsze obecnie reflektory działają tak, ja k źródła
św iatła o dzielności kilku m iliardów świec.
Gdy w luku węglowym źródłem światła jest rozża­
rzony k ra te r węglowy, w lu ku rtęciowym światło pochodzi
z samego łuku. Biegun ujem n y stanowi ciekła rtęć, bie­
gun dodatni jest z żelaza lub węgla, łuk zaś w ytw arza się
w pa ra c h rtęci.2 Światło lamp rtęciowych jest specjalnie
bogate w promienie nadfiolkowe; z tego też powodu znaj­
du ją one szerokie zastosowanie w lecznictwie, przede

1 N a zw a łu k u e le k tr y cz n e g o p o w sta ła stą d , że sm u g a św ie tln a
p o m ię d z y w ęg la m i nie je s t p rosta, lecz w y g in a się w k sz ta łt sierp a.
2 P o p rzy ło żen iu n a p ięcia do ta k iej o d p o m p o w a n ej la m p y r tę­
c io w ej w y sta r c z a p rzech y lić ją aż d o z e tk n ię c ia e le k tr o d y rtęcio w ej
z elek tro d ą sta łą , a b y w y w o ła ć p o w sta n ie („ za p a len ie s ię “) łu k u .

P rąd przem ien ny 91

wszystkim jako „sztuczne słońce górskie“ . Zwykłe szkło nie
przepuszcza promieni nadfiołkowych, gdyż je pochłania;
wobec tego ścianki lam py rtęciowej m uszą być w ykonane
z kw arcu lub też ze specjalnych gatunków szkła, np. ze
szkła uwiolowego,1 które jest wyrabiane w Jenie. L am py
rtęciowe w yróżniają się bardzo m ałym zużyciem prądu,
wynosi ono zaledwie 1/s w a tta na świecę.2
Działania świetlne p rądu elektrycznego polegają prze­
ważnie na pośrednim wyzyskaniu jego działań cieplnych.
Działania cieplne p rądu zna jd u ją jednak w technice
również i liczne zastosowania bezpośrednie. Ogólnie znane
są nowoczesne elektryczne piecyki dla ogrzewania i goto­
wania, zbiorniki z gorącą wodą, poduszki grzejące, żelazka
do prasow ania itp. Ł uk elektryczny stosujem y w elek­
trycznych tyglach do stapiania dla w ytw arzania szcze­
gólnie wysokich tem p eratu r, sięgających 3000°.
Wreszcie na działaniach cieplnych p rądu opierają się
również stopki bezpiecznikowe, wynalezione przez E d i s o n a .
M ają one na celu chronienie przyrządów elektrycznych
przed szkodliwym oddziaływaniem przypadkowego wzrostu
natężenia p rąd u ponad najw yższą dopuszczalną wartość.
Zabezpieczenia te są w ykonyw ane z ołowiu lub ze srebra
w postaci cienkich pasków. W y m ia ry ich dobiera się w ten
sposób, ab y po przekroczeniu najwyższej dopuszczalnej
wartości natężenia p rąd u opór ich w ystarczał do wywołania
stopienia paska przez wywiązywane w nim ciepło i do
przerwania w ten sposób zb y t silnego prądu.

X X V II
P R Ą D P R Z E M IE N N Y

W przew odniku, poddanym działaniu przemiennego n a ­
pięcia, powstaje prąd, k tó ry również zmienia swój kierunek
1 S ło w o u w io i p o w sta ło ja k o sk ró t sło w a n a d fio le t — po n ie ­
m ieck u U ltr a v io le tt.
2 O la m p a ch n e o n o w y c h p atrz ro zd z. 68.

92 Z asad y fizy k i

w ty m sam ym rytm ie, co i napięcie; wobec tego prąd ten
zwiemy prądem przem iennym . Natężenie p rądu przem ien­
nego n arasta od zera do pewnej najwyższej wartości,
tzw. wartości szczytowej, po czym zmniejsza się i spada
do zera. Następnie prąd zmienia kierunek, po czym natęże­
nie rośnie w przeciwnym kierunku znów do wartości m a ­
ksym alnej. Dalej spada ono znowu do zera, następnie
prąd zmienia ponownie swój kierunek i cały opisany tu
proces pow tarza się.
Liczbę zmian kierunku prąd u , zachodzącą w ciągu jed ­
nej sekundy, nazyw am y po prostu ilością zmian prądu.
Jed n ak ż e podczas jednego wyżej opisanego cyklu zachodzą
dwie zm iany kierunku, raz od — do + , drugi zaś raz od -f-
do — , jeżeli kierunki przepływu p rąd u wyróżniać będziemy
przez znaki — i + . W ynika stąd, że ilość okresów, czyli
częstość prądu, wynosi tylko połowę ilości zmian. P rą d y
przemienne, w ytw arzane w elektrowniach, m ają zwykle
ilość zmian równą 100, a więc częstość 50 na sekundę.
G dyby częstość była mniejsza (np. 162/3, ja k a jest stoso­
wana na kolejach elektrycznych), lam py żarowe daw ałyby
światło migające.
Wobec tego, że prąd przem ienny ulega periodycznym
wahaniom, m usim y wprowadzić specjalną definicję natęże­
nia takiego prądu. Za natężenie p rądu przemiennego
p rzyjm ujem y w drodze um ow y 7/io wartości m aksym alnej
zmieniającego się periodycznie natężenia.1 W analogiczny
sposób definiujemy również i napięcie p rąd u przemiennego.
Takie przyrządy miernicze, k tórych wychylenie zależy od
kierunku prądu, nie mogą być naturalnie stosowane do
prądów przemiennych. Używa się tu ta j przede wszystkim
przyrządów cieplnych; zawierają one n apięty drucik, k tó ry
wygina się pod wpływem ciepła, wytwarzającego się przy

1 7/:o je s t w p r zy b liże n iu rów n e p o ło w ie \] 2, c z y li 0 ,7 0 7 1 .
W o b ec tego k w a d ra t n a tę ż e n ia prąd u , zd efin io w a n eg o w w y żej
p o d a n y sp o só b , rów na się w p rzy b liżen iu śred n iej w a r to śc i k w a ­
dratu ch w ilo w eg o n a tężen ia prądu.

przewodzą one dobrze prąd stały. iMaszyny. polegające na tym . lecz zostaje zepchnięty na brzegi. które w odpowiednich okoliczno­ ściach może stać się bardzo znaczne. To t a k zwane przesunięcie fazy p rądu przemiennego jest ty m większe. opierają się na tej samej zasadzie. Zjawisko to nazyw am y efektem na­ skórkow ym lub skinefektem . w ytworzony zaś w nich prąd doprow adzany jest bezpośrednio z uzwojenia tworni- kowego do zew nętrznych przewodów. iż w grubych prostych przewodnikach p rąd przem ienny nie rozkłada się jednostajnie na cały przekrój d ru tu . W ynikiem samoin- dukcyjności je s t również zjawisko. Nie posiadają one tylko urządzeń prostowniczych. . samoin- dukcja obwodu powoduje w w y p a d k u prądów przem ien­ nych zwiększenie oporu. P rąd p rzem ien n y 93 przepływie prądu niezależnie od jego kierunku. wytw arzających pole. Gdy w artość współczynnika samoindukcji jest duża. przesunięcie fazy zbliża się do największej swej możliwej wartości. co i m aszyny prądu stałego.2 Sam oindukcja powoduje również pewne opóźnienie chwi­ lowych zmian natężenia prądu w stosunku do zmian n a ­ pięcia. natom iast stanow ią zawadę prawie nie do przezwyciężenia dla p rą ­ dów przem iennych o wysokiej częstości. | Do magnesowania elektromagnesów. Wobec tego prądnice prądu przemiennego nie mogą nigdy działać samowzbudnie. Cewki o szczególnie dużym spółczynniku samoindukcji zna jd u ją zastosowanie jako dławiki. czyli prądnice prądu przemiennego. a mianowicie do ćwierci okresu. służące do w ytw arzania prądów przem ien­ nych. ten ruch drucika zostaje przeniesiony na wskazówkę. można oczywiście stosować tylko p rąd stały. im większa jest wartość indukcyjności własnej.1 ] Ponieważ ustawiczne zm iany kierunku p rądu wywołują wciąż powstawanie prądów sam oindukcyjnych. lecz m uszą być sprzężone ze specjalną „m a­ 1 T ak ie p rzy rzą d y ciep ln e m o g ą b y ć n a tu ra ln ie sto so w a n e rów ­ n ież i d o p rąd ów sta ły c h . 2 Skóra je s t po an gielsk u skin.

w czasie próby. mocy 2500 kilowattów. tw ornik zaś wiruje. na to m ia st tw ornik stoi nieruchomo. Gdy w m a ­ szynach p rądu stałego magnes. w y tw arzający pole. nieruchomy. w maszy- Rys.94 Z asad y fizy k i szyną w zbudzającą“ . 34a. p rzy normalnej konstrukcji tych . jest. dającą p rąd stały. nach p rą d u przemiennego okazało się celowe postępowanie odwrotne: m agnesy pola wirują. w ykonany przez fabrykę Siem ensa-Schuckerta w Berlinie. regulacja tej m a­ szyny pozwala regulować napięcie prądnicy. Przy pomocy m aszyn p rąd u przemiennego m ożna otrzym ać znacznie wyższe napięcia niż w w ypadku m aszyn p rądu stałego. wykonywający 167 obrotów na m inutę. Nowoczesny generator prąd u przem iennego trójfazowego o osi pionowej. jak widzieliśmy.

w w ypadku m aszyny sześciobie- gunowej wystarcza już 1000 obrotów. najczęściej do zastosowań technicznych używa się trzech obwodów. wynoszącej około 1000 woltów. Maszyna dwubiegunowa musi naturalnie w ykonać 50 obrotów na sekundę lub 3000 na m inutę.000 kon i parowych. O trzym ujem y wówczas nie jeden. Dzisiejsze prądnice p rądu przemiennego pozwalają uzy­ skać napięcia rzędu 10. obieganych przez prąd przem ienny. Tego rodzaju . 34b. w których płynące p rą d y są poprzesuwane względem siebie o jed n ą trzecią okresu. iż m aszyna p rądu zmiennego daje p rąd „wielofazowy“. lecz kilka obwodów. by dać prąd o częstości 50 okresów. a naw et i więcej. Rozmieszczając w odpowiedni sposób oddzielne uzwojenia na obwodzie twornika. spraw iam y.000 woltów. D w ie połowy nieruchom ej części generatora prąd u trójfazowego na krótko p rzed ich złożeniem celem wypróbowania. czyli 60. Rys. Generatory p rądu przemiennego przekształcają 85 do 9 5 % dostarczonej im energii na energię elektryczną. N a j­ większe zbudowane dotychczas m aszyny p rąd u przem ienne­ go posiadaj ą moc około 50 milionów wattów . Prąd przemienny 95 ostatnich iskrzenie nie pozwala przekroczyć pewnej granicy.

z k tó ­ rych pobieram y tc trzy prąd y . poprzesuwane względem siebie w fazie o jed n ą trzecią okresu. że do zastosowań zewnętrznych potrzeba nie trzech niezależnych od siebie przewodów. 34 generatora p rą d u trójfazowego na krótko przed jego wpuszczeniem do specjal­ nego szybu w hydroelektrow ni na rzece Shannon w Irlandii. Odwrotnie. czyli sześciu drutów doprowadzających. R ys. Uzwojenia. „R otor“ (część w irująca) pokazanego na rys. możną przy ty m połączyć ze sobą w taki sposób. przesy­ łam y do odpowiednio uszeregowanych uzwojeń na n ieru­ .96 Z a sa d y fizy k i p rąd trójfazow y nosi miano tró jp rą d u . lecz tylko trzech doprowadzeń. gdy trz y p rą d y przemienne. 35.

1 O w iele bardziej zło żo n e je s t d zia ła n ie siln ik ó w e le k tr y c z n y c h . 20. Gdy w polu ty m znajduje się układ elektrom agnesów lub odpowiednio naw inięty twornik. rozdz. zależy naturalnie od natężenia prądu. w tedy zaczyna on wirować sam przez się. spowodowanej przez w ytw arzanie się ciepła. m u ­ sielibyśmy stokrotnie zwiększyć przekrój przewodu. T ak silne natężenie prądu byłoby je d n a k konieczne już dla przekazania mocy około miliona w attów . Przekrój. ta k zwane m agne­ tyczne pole wirowe. k tó ry przezeń płynie. w ytw arzają one obracające się pole m agnetyczne. X X V III T R A N S FO R M A T O R Nowoczesne dalekonośne przewody elektryczne przenoszą p rą d y elektryczne o mocy wielu milionów w a ttó w na odle­ głość setek kilom etrów od olbrzymich central elektrycz­ nych. opór zaś z kolei je s t odwrotnie proporcjonalny do przekroju przew odnika. nie podwyższając przy ty m względnej s tr a ty energii. wyzyskujących energię spadku wody. że wielkie elektrownie przestałyby się w ogóle opłacać. S tra ta energii. Transformator 97 chom ym pierścieniu z miękkiego żelaza. spowodo­ wana przez w ytw arzanie się ciepła. jaki należy n a dać przewodowi. gdyby napięcie p rą d u w przewodzie pozostawało równe napięciu miejskiej sieci oświetleniowej. z a sila n y c h je d n o fa z o w y m prądem p rzem ien n y m . jest równa iloczynowi drugiej potęgi natężenia p rąd u przez opór.2 G dybyśm y więc chcieli dziesięciokrotnie zwiększyć n a tę ­ żenie prądu. 2 Por. 7 . Zasady fizyki. prze­ wody dalekonośne s ta ły b y się ta k niesłychanie kosztowne. Gdyby natężenie p rąd u miało wynosić kilka tysięcy amperów.1 Na tej zasadzie opierają się odgrywające bardzo ważną rolę w elektro­ technice silniki trójfazowe. jakich przykłady znajdujem y na rysunkach 34 i 35.

wówczas. napięcie użytkow e p rąd u w żadnym razie nie może przekraczać p aru setek woltów. Stosunek natężeń prądów musi więc być odwrotnością stosunku napięć. że pierwsze uzwojenie posiada np.000 do kilku setek tysięcy woltów. płynie p rąd o napięciu blisko 2000 woltów. Transform ator stanowi w zasadzie sprzężenie dwóch uzwojeń o rozmaitej ilości zwojów. i w ty m leży przyczyna coraz dalej postępującego w tech­ nice prądów silnych w ypierania prądów stałych przez przemienne. gdy stosujem y p rą d y przemienne.000 woltów. 3000 zwo­ jów. zatem elektrotechnika stanęła wobec waż­ nego zadania transform ow ania prądów na wyższe lub też niższe napięcia. Jeśli je zaniedbam y to iloczyn pierwotnego natężenia p rąd u przez pierwotne napięcie musi być rów ny iloczynowi wtórnego natężenia p rądu przez napięcie w tórne. ja k ilości zwojów. ze względów zaś ekonomicznych nie obiera się dla prądnic napięć powyżej 10. ja k w ynika z teorii indukcji elektrom agnetycznej. Przypuśćm y.98 Z asad y fizy k i Przy przekazywaniu energii elektrycznej na odległość m ogą zatem ze względów ekonomicznych wchodzić w grę tylko wysokie napięcia.p o siad a jąc y m np. wówczas w uzwojeniu w tó rn y m . Podwyższanie napięcia p rąd u odbywa się pomiędzy prąd- . 150 zwo­ jów i że przepływa przez nie p rąd o napięciu 100 woltów. Takie transform ow anie prądów daje się łatwo przeprowadzać. przy czym napięcia w obydwóch uzwojeniach m ają się do siebie mniej więcej tak. Ponieważ zarówno ze wzglę­ dów bezpieczeństwa. nawiniętych na wspól­ nym rdzeniu. Gdy przez pierwsze uzwojenie przesyłam y p rąd przem ienny. jak i ze względu na konstrukcję sil­ ników i żarówek. Transform o­ wanie p rąd u na wyższe napięcie musi być zatem połączone zawsze ze zmniejszeniem natężenia p rąd u i odwrotnie. w uzwojeniu drugim powstaje prąd przem ienny o tej samej częstości. Pow stające w p raktyce drobne kilkuprocentowe s tr a ty energii są spo­ wodowane przez w ytw arzanie się ciepła. sięgające od mniej więcej 30.

000 woltów. daw anych przez prądnicę. służący Rys. 36 m am y przedstaw iony nowoczesny transform ator. Również i w technice mierniczej posługujemy się odpo­ wiednimi transform atoram i. 7* . przekazyw anych na linię dalekonośną. Transformator 99 nicą i przewodem dalekonośnym. obniżanie — pomiędzy przewodem dalekonośnym i stacją użytkującą. ab y umożliwić bezpieczne mierzenie bardzo wysokich napięć lub też bardzo silnych natężeń prądu. Nowoczesny transform ator firm y Siem ens-Schuckert. Na rys. do podnoszenia napięcia z 6000 woltów. na 100. 36.

węgiel brunatny. Wśród elektrowni.1 gdyż silniki te odznaczają się szczególnie k o rzystnym i prostym w y­ zyskaniem m ateriału opałowego. . gdzie się one znajdują. pierwsza hydroelektrownia. Dzięki zdobyczom elektrotechniki dzisiejszej. gdzie istnieje istotna tego potrzeba. możemy przekazywać energię do odległych naw et miejsc jej zu­ życia ze s tra tą . a gdzie rzadko n a ogół istnieją odpo­ wiednie możliwości ich wyzyskania. a dzięki możności szyb­ kiego ich puszczania w ruch n a d a ją się szczególnie do urządzeń rezerwowych. pędzonych energią cieplną. Przeka­ zywanie energii elektrycznej posiada jed n a k duże znacze­ nie również i wówczas. dużą rolę odgryw ają dzisiaj zakłady zaopatrzone w silniki Diesla. k tó ra zaopatryw ała w energię 1 Por. 53. polegająca na sprzęganiu ze sobą prądnicy. ja k np. W ten sposób przekazuje się przede w szystkim energię spadku wody. tra n sfo rm ato ra i silnika elektrycznego. wynoszącą zaledwie od 5 do 10%. k tó rą uzyskujem y częściowo przez w yzy­ skanie istniejących już n a tu ra ln y c h spadków. X X IX PR Z E K A Z Y W A N IE E N E R G II E L E K T R Y C Z N E J NA ODLEGŁOŚĆ Metoda przekazywania energii. uzyskuje dzisiaj coraz większe znaczenie w gospodarce za­ sobami energii. rozd z. Przem ysł w coraz szerszej mierze posługuje się możnością korzystania ze źródeł energii nie tam . którego przewożenie na duże odległości nie opłacałoby się. gdy chcemy wyzyskać m ałowarto- ściowy m ateriał opałowy. częściowo przez sztuczne w ytw arzanie różnicy poziomów. J u ż w o sta tn im dziesięcioleciu X I X stulecia powstała słynna olbrzymia elektrownia p rzy wodospadzie Niagary. lecz w znacznie nieraz oddalonych okolicach. pozwalających pokryw ać chwi­ lowe w zrosty zapotrzebow ania na przewodach daleko- nośnych.

jak cieplnych. ażeby uniknąć większych s tr a t energii na takich odległościach. na dużych obszarach.000w oltów . okazało się konieczne podniesienie napięcia na linii aż do 220. Poczynając mniej więcej od roku 1920 bardzo rozwinęła się budowa wielkich sieci energe­ tycznych. została od razu zbudowana na 380. o d leg łą o 175 k m .000 woltów w przewidywaniu możliwości przyszłego rozszerzenia sieci.przy czym linia ta. W ostatnich czasach coraz wyraźniej występuje dążenie do sprzęgania ze sobą wielkich central energe­ tycznych. . a częściowo naw et i koleje w promieniu setek kilometrów. Trzeba tu było przekazywać energię elektryczną na odległości. 1 P ie r w sz y p rzy k ła d p r z ek a z y w a n ia en erg ii n a o d leg ło ść z o s ta ł p o k a za n y ju ż w r. 1891 na w y sta w ie elek tr o te ch n icz n e j w e F ra n k ­ furcie. O trzym yw ana w ten sposób energia p rądu jest dopro­ wadzana przede w szystkim do obszaru przemysłowego nad- reńsko-westfalskiego. zarówno wodnych. nie­ zbędne dla w ytw arzania i odprowadzania prądu. E n ergia tu rb in y w o d n ej o m o cy 300 k on i p a ro w y ch zo sta ła przek azan a z m iejsco w o ści L a u ffen n a w y s ta w ę . Pom iędzy powstałym i w ostatnich czasach wielkimi sieciami energetycznym i jedną z najlepiej urządzonych jest szeroko rozgałęziona sieć.0 0 0 w o ltó w . przy u ży ciu n a p ięcia 2 7 . która sprzęga elektrownie wodne w Niemczech południowych. P rzek a zy w a n ie en ergii e lek try czn ej n a o d le g ło ść 101 elektryczną1 nie tylko liczne fabryki. a więc dla całych krajów lu b te ż n a w e t dla kilku sąsiadujących ze sobą krajów. W ten sposób można za­ opatryw ać w prąd jednolicie i za pośrednictw em jednej rozdzielni centralnej wszystkie m iasta i fabryki. ty m zupełniej mogą być wyzyskane źródła energii i ty m rentowniejsze okazują się urządzenia. w austriackim Yorarl- bergu i w Szwajcarii z elektrowniam i cieplnymi Niemiec środkowych. pierwsza na świecie o t a k wysokim napięciu. sięgające 1000 kilometrów. lecz również i odlegle o 42 km miasto Buffalo. znajdujące się w bez­ pośrednim sąsiedztwie wodospadu. Im większy jest obszar. korzystającym i z węgla brunatnego jako pali­ wa.

kable masowe. 38 pokazano m aszt linii najw yż­ szego napięcia w Yorarlbergu. gdyż wspomniane już wyżej zajwisko naskórkowe powoduje i w pełnym prze­ wodzie zepchnięcie p rądu na jego powierzchnię. są to kable. Pusty w ewnątrz przew ód wysokiego napięcia.000 woltów stosuje się zwykle tzw. Ze względów bezpieczeństwa linie napowietrzne musi­ m y uzupełniać przynajm niej miejscami przez podziemne przewody kablowe. Rys. Jednakże sto­ sowanie kabli m asowych do wyższych napięć byłoby nieekonomiczne. centym etrów . Na rys.1 Do napięć poniżej 60. że ważą mniej i kosztują t a n ie j. w których poszczególne przewody z prąd e m są zaopatrzone w osłony papierowe. m ają one tę zaletę. przewód taki nie jest jednakże gorszy. dla zwiększenia wytrzymałości w jego wnę­ trzu znajduje się szkielet pod trz y m u ją c y w kształcie sprę­ żynującej śruby. . Na liniach napow ietrz­ nych zastosowano pusle wewnątrz przewody z brązu. 37. W porównaniu z pełnymi przewodami o tej samej średnicy. gdyż niezbędna izolacja m usiałaby ze 1 T ak ie kable u k ład a się rów n ież i pod w o d ą .102 Z asad y fizy k i Dla takich przewodów najwyższego napięcia trzeba było obmyślić specjalne konstrukcje. impregnowane specjalną masą. 37 przedstaw ia p u s ty przewód tego rodzaju o średnicy kilku Rys.

gdy jegoobjętość rośnie w skutek nagrza­ nia przez p rąd . to kable stałyby się już w k ró tk im czasie niezdatne do użytku. . kabli olejowych. aniżeli to. naczynia te od­ dają olej Z powrotem . W ten sposób kabel znajduje się stale w ty ch sam ych w arunkach ciśnienia i jest stale równomiernie izolowany. do których przelewa się nadm iar oleju.38. od­ wrotnie. G dyby zechciano do najwyższych napięć stosować te same wy­ m iary. gdyż nie­ uniknione ich nagrzewanie zniszczyłoby jednorodność izola­ cji przez wytworzenie w niej dziur. co i do napięć poniżej 60. Są one w y­ pełnione olejem o m a ­ łej lepkości i zawierają specjalne naczynia w y­ równawcze. gdy kabel s ty ­ gnie. Na liniach powietrznych najwyższego napięcia rzeczą wielkiej wagi jest odizolowanie drutów przewodzących od m asztów.000 woltów. Zdatność izolatora do u ż y tk u w ykazuje się przez spowodowanie przeskoku iskry. w y­ nik ten osiągam y dzię­ ki użyciu tzw.Linia najwyższego napięcia. przy czym poddaje się je działaniu napięcia znacznie wyższego. P rzek a zy w a n ie en ergii e lek try czn ej n a o d le g ło ść 103 względów bezpieczeństwa mieć zb y t duże w ym iary. Izolatory muszą być wypróbowane przed wstawieniem do instalacji. które będzie stosowane w rzeczywistości. Rys. Mimo to m ożem y opanować n a ­ wet napięcia rzędu kil­ kuset tysięcy woltów stosując kable o zwyk­ łych w ym iarach.

39. . np. Całkowita światowa roczna wytwórczość energii elek­ trycznej była oceniana w 1930 r. 39).000 kilow attów . zbudow ana w Berlinie około 1930 r. Największe elektrownie współczesne mogą dostarczać p r ą d u o mocy kilkuset tysięcy kilow attów . Przeskok iskry poprzez izolator. co odpowiada kilkuset również tysiącom koni parow ychJW ielka elektrow­ nia cieplna. tam a . na około 300 miliardów 1 1 k ilo w a tt o d p o w ia d a 1.. będzie posiadała po całkow itym wykończe­ niu moc 600. Największa rosyjska elektrownia wodna. lecz przez powietrze (rys. zużywa ona na godzinę 150 ton wody na wytworzenie pa ry . 1933 uruchom iona.104 Z asad y fizy k i przy czym wyładowanie musi zachodzić nie przez izolator. moc 200. spiętrzająca wodę.000 kilow attów .36 k o n ia p aro w eg o . ma 760 m etrów długości i 52 m etry wysokości. „Dnieproges“ . posiada Rys. częściowo już w r.

najważniejszą rolę grają dzisiaj pro­ stow niki. iż obecnie około 14% ogólnej produkcji energii całego świata ulega przemianie na energię elektryczną. o k tórych była już mowa w jednym z poprzednich rozdziałów p rzy rozpatryw aniu zjawiska fotoelektrycz- nego. a prze­ de wszystkim rozżarzone metale. rozdz. iż ciała rozżarzone. nie m ożna w ogóle stosowrać prądu przemiennego. jednak do napędu silni­ ków. w k tó r y c h siln ik p rąd u p rzem ien n eg o pędzi p rą d n icę p rądu sta łe g o i w te n sp osób p rzek szta łca prąd p rzem ien n y na sta ły . Do celówr zaś elektrochemicznych. lepiej nadaje się p rąd stały. Pośród urządzeń. 10% zaś na Niemcy. np. XXX P R O S T O W N IK I Nie tylko podnoszenie lub obniżanie napięcia prądu. Chociaż bo­ wiem zastosowanie prądów' przem iennych do przekazy­ wania energii na odległość daje wyjątkow e korzyści i można je w ytw arzać stosunkowo łatwo. z czego około 4 2 % przypada iia S tany Zjednoczone. P ro sto w n ik i 105 kilowattgodzin.2 Gdy w próżni umieścimy kawałek rozżarzonego metalu naprzeciw kaw ałka m etalu zimnego i uczynim y te metale 1J e d n y m ze sta rszy ch ty p ó w są „ zesp o ły siln ik o w o -p rą d n ico w e“ . zwanych elektro­ nam i. np. Możemy przyjąć. w tram w ajach elektrycznych. c z y li p rzetw o rn ice. 5. . do łado­ wania akum ulatorów . lecz również i przekształcanie prądów' przem iennych na stałe stanowi ważne zadanie elektrotechniki. są źródłem promienio­ wania elektryczności ujem nej. służących do przekształcania prądów przem iennych na stałe. Promieniowanie to składa się z najdrobniejszych cząstek materii. 1903 fakcie.1 W zasadzie opierają się one na w y k ry ty m przez R i c h a r d s o n a w r. 2 P or.

czyli z tak zwanym u jem n y m „biegunem “ źródła p rąd u . Zasada w entyla elektrycznego znajduje najważniejsze zastosowanie techniczne w prostownikach rtęciowych. doprowadzając prąd elektryczny do jednego z nich i odprowadzając od drugiego. odpycha wówczas niosące również ujem ny nabój elektrony. 18. elek­ tro d a zaś gorąca. czyli miejscem doprowadzenia (w u- m ow nym znaczeniu) prądu. Stanowi ono. jest więc elektroda zimna. nic będziemy wówczas mogli zaobserwować przewodzenia elektryczności. połączona z bie­ gunem ujem nym . rozd z. w k tó ­ rych w yzyskano zjawisko łuku elektrycznego. że prąd płynie od elektrody zimnej do gorącej. do elektrody zimnej.106 Z asad y fiz y k i elektrodam i. wentyl elektryczny.1 m usim y więc powiedzieć. w stosunku do prądów kierunku przeciwnego — j a k izolator. Prąd ten nazyw am y zwykle anodowym . przyciąga je ku sobie. że przepływ elektryczności będzie zachodził tylko wówczas. wysyłane przez rozżarzoną elektrodę. zgodnie z p rzyjętą poprzednio umową. „an o d ą“ . że pędzi ono elektrony. połączona z biegunem dodatnim . to jasne jest. gdyż elektrony. tzw. E lektroda gorąca. Pole elektryczne jest mianowicie tak w tedy skierowane. wysyłane przez żarzącą się elektrodę. jest miejscem odprowadzenia prądu. zimna elektroda na to m ia st z biegunem dodatnim . Ponieważ. W ten sposób duża ilość elektronów przechodzi od elektrody żarzącej się do zimnej. gdy żarząca się elektroda będzie połączona z ujem ną koń­ cówką. W pro ­ 1 Por. według przyjętego określenia. . nato m ia st elektroda zimna. kierunek p rądu jest przeciwny do kierunku ruchu nabojów ujem nych. Jeżeli nato m ia st połączymy gorącą elektrodę z do­ d a tn im biegunem źródła prądu. zostaną n a ty c h m ia s t zawrócone z powrotem przez odwrotnie teraz skierowane pole. czyli „żarząca się katoda“. Omawiane tu urządzenie zachowuje się zatem w stosunku do prądów jednego kierunku ja k prze­ wodnik.

mogą więc one uchodzić za . Prostowniki 107 stow nikach tych żarzącą się katodę stanowi powierzchnia rtęci. lub żelaza. p rzy czym ich te m p e ra tu ra dochodzi tylko do ciemno-czerwonego żaru. Prostow nik rtęciowy wiedeńskiej stacji radionadawczej. Naprzeciw niej znajdują się dwie anody. z grafitu Rys. 40.

k tó ry umożliwił zwycięski po­ chód radia i filmu dźwiękowego. a b y m ożn a b y ło z a stą p ić p rą d n ice p rąd u sta łe g o . 3 S ą to w e n ty le e lek tr y c zn e .000 wol­ tów. v o n L i e b e n a i S t r a u s s a . p rzez p o łą ­ czen ia p rąd n ic prądu p rzem ien n eg o z p ro sto w n ik a m i. k tó ry pozwala osiągnąć dowolnie wielkie wzmocnienie p rądów przem iennych nie zmieniając ich częstości. oraz fizyków austriackich. n a p ię c ie k tó r y c h nie m oże p rzek ro czy ć p ew n ej ok reślon ej w a r to ści. ty m więcej. iż p rzy k ażd orazow ej zm ia n ie k ieru n k u prądu w ę g ie l n ie s ty g n ie ta k szy b k o . r y s . Przyrządem tym . ja k m eta l. Dzięki zastosowaniu dwóch anod możemy za pom ocą odpowiedniego zręcznego pomysłu technicznego wyzyskać obydwie połówki okresu prądu przemiennego do przekształcania na prąd stały.40) może „z atrz y m a ć “ napięcia przeciwnego kierunku. ulepszony zaś następnie przez licznych in­ nych badaczów.3 XXXI WZMACNIACZE LA M PO W E Niewiele chyba w ynalazków naszych czasów odegrało ta k doniosłą rolę w cywilizacji współczesnej. ja k w ynale­ zienie przyrządu. przez fizyka amerykańskiego D e F o r e s t a . dochodzące do 20. Z jaw isk o to z n a jd u je w y tłu m a c z e n ie w fa k cie. wynaleziony około 1910 r. jest wzmacniacz lam pow y. p o d o b n ie do o m a w ia n y ch n iżej d e te k to r ó w k r y sta lic z n y c h . prostowniki suche. Oddaje on z powrotem 75 do 9 5 % pobranej energii. o p a rte.2 Obok prostowników rtęciowych coraz większe znaczenie zyskują dla mniejszych mocy i niższych napięć tzw. 1 W p rzeciw ień stw ie d o łu k u rtę c io w e g o . łu k ś w ie tln y p o m ię d z y d w iem a e lek tro d a m i w ę g lo w y m i m o żn a za sila ć ró w n ież i prądem p rzem ien n y m . n a o d d z ia ły w a n ia c h k o n ta k to ­ w y ch .108 Z asad y fiz y k i „zim ne“1 w porównaniu z k a to d ą o tem peraturze około 3000 stopni C. 2 T ech n ik a d ą ż y do ta k ie g o u d o sk o n a le n ia p ro sto w n ik ó w . . Prostow nik rtęciowy (porówn. im wyższe je s t napięcie.

już sto­ Bateria ż a rz e n ia sunkowo słabe ogrzanie tych tlenków powoduje znaczną emisję elektronów. <11 nie u w zg lęd n io n o sp i­ raln ego k sz ta łtu sia tk i. Natężenie p rądu anodowego zależy naturalnie od tem ­ p e ra tu ry żarzącej się katody.1 W zmacniacze pokrywa się zwykle od wnętrza w arstw ą m agnezu. zwykle miedzianej lub też glinowej. zwanego napięciem anodowym . Ten sam sk u te k można zresztą osiągnąć. baterii anodowej. 41) K a to d ą czynim y drucik wolframowy. J a k mianowicie wykrył W e h n e l t . możemy je zatem zmieniać przez regulowanie p rądu grzejącego. przyłożonego pomiędzy anodą i katodą. a więc w ystarcza wówczas słaba bateria grzejąca. Anodę łączy się z dodatnim biegunem tzw. siatka. P rą d opuszcza wzmacniacz od strony k a ­ tody. K atoda jest włączona poza ty m w obwód drugiej baterii. połączonej z ujem nym biegunem baterii anodowej. pokryw any zazwyczaj tlenkam i ziem alkalicznych. 1 D la w ięk szej p rze jr z y sto śc i na ry s. k tó ra ma za zadanie wywołać żarzenie się k a to d y (rys. k tóra ma wchłaniać pozostałe jeszcze resztki gazu. otaczającej drucik wolfra­ m owy. zewnętrzna powierzchnia wzmacniacza w y­ gląda dzięki tem u. np. które zwiemy napię­ ciem siatkowym. w ykonana z drucików metalowych. że pomiędzy nimi znajduje się jeszcze trzecia elektroda. w której umieszczone są naprzeciw siebie żarząca się k atoda i zimna anoda w taki sposób. dodając do wolframu drobne ilości toru. Siatka posiada najczęściej k ształt spirali. wapnia lub baru. W szczególnie wysokim stopniu jed n a k zależy natężenie prądu anodowego od napięcia. . Wzmacniacze lampowe 109 W najprostszej swej formie wzmacniacz lampoAvy składa się z wypróżnionej gruszki szklanej. Ja k o anody używa się bla­ chy metalowej. Zależy ono dalej od napięcia. jak zwierciadło. p a ­ nującego pomiędzy k a to d ą i siatką. baterii grzejącej. a mianowicie tzw.

sta n o w ią c y m k a to d ę w zm a cn ia cza . prąd.110 Z asad y fiz y k i Gdy mianowicie do siatki przyłożym y napięcie ujem ne. zanika całkowicie. m usim y podwyższyć n a ­ pięcie anodowe np. że ten sam skutek. że w ty m w ypadku spółczynnik wzmocnienia wynosi 10. wysyłane przez żarzącą się katodę. k tó ry chcemy wzmocnić. będą odrzucane z powrotem ku niej. gdy dam y siatce ujemne napięcie. wobec czego prąd ano­ dowy osłabnie i — przy dostatecznie wysokim napięciu siatki — zaniknie całkowicie. elektrony. czy też siatkowego. dodatnie napięcie siatki ułatwia wyjście elektronów z k a to d y i wzmacnia przez to prąd anodowy. w sta w io n e j p o m ię d z y sia tk ą i k a to d ą . dzięki odpychającem u działaniu ujemnie nałado­ wanej siatki. nie cz e r ­ p iem y je d n a k p rzy ty m z u p ełn ie p rądu! . T ak np. z 50 na 100 woltów. Natężenie prądu anodowego (gdy te m p e ra tu ra żarzenia drucika jest dana) m ożem y zatem zwiększać lub zm niej­ szać przez odpowiednie zm iany napięcia anodowego. Okazuje się jednak. ten sam wynik możem y osiągnąć. lecz n adając siatce dodatnie napięcie. k tó ry w y tw arzam y w małej lampce przez przyłożenie napięcia anodowego 100 woltów. chyba że napięcie siatki ma już t a k dużą wartość.1 wówczas. nie zmieniając napięcia anodowego. że dodatnio naładow ana siatka w ychw y­ tuje prawie wszystkie elektrony i nie pozwala im dojść do anody. Prąd przemienny.2 Z przytoczonych tu przykładów widzimy zatem. wynoszące 5 woltów. Odwrotnie. k tó ry osiągamy przez określone zm iany napięcia anodowego. k tórej b iegu n d o d a tn i łą c z y się z ro zża rzo n y m d ru cik iem w o lfr a ­ m o w y m . że zmiany napięcia anodowego m ożna zastąpić przez dziesięciokrotnie mniejsze zm iany napięcia siatkowego. 2 Z b a terii. wynoszące około 10 woltów. przepuszcza- 1 Ł ą c z y m y w ty m celu sia tk ę z u je m n y m b ieg u n em b a terii. Mówimy. Gdy chcem y podwoić istnie­ ją c y już w lampie prąd anodowy. możemy otrzym ać przez znacznie już mniejsze zm iany napięcia siatkowego. nie dając jednocześnie żadnego napięcia na siatkę.

1 We wzmacniaczach z jedną siatką współczynnik wzmoc­ nienia ma wartość od 10 do 15. jednakże dzięki oddziaływaniu siatki n a ­ tężenie prądu w uzwojeniu T2 Rys. m ają zwykle częstość 50 lub 162/3 okresów na sekundę. W r z e c zy w isto śc i sto su je się jesz c z e w ie le różn o ro d n y ch u lep szeń . jak zmieniałyby dziesięciokrotnie większe wahania napięcia anodowego. mWiennych zmacnianie prądów prze­ (schem. Stosując dwa lub kilka stopni wzmocnienia. X X X II D R G A N IA E L E K T R Y C Z N E P rądy. Dzięki przyłożeniu stałego napięcia anodowego pomiędzy anodą (A) i k a to d ą (K) powstaje p rąd anodowy. jest o wiele większe. 42). są to prądy. co i prąd w pierw otnym uzwojeniu tra n s­ form atora wstępnego. . 1 M o g liśm y tu ta j o c z y w iśc ie n a szk ico w a ć je d y n ie szczeg ó ln ie p ro sty sc h e m a t w zm a cn ia n ia prądu. które p rzykładam y do siatki (G) wzmacniacza. Prócz baterii anodowej do zewnętrznego obwodu p rądu jest jeszcze włączone pierwotne uzwojenie (Ti) transform atora wyjściowego. k tó ry ch n ie m o że m y tu om a ­ w iać.). D rg a n ia elek try czn e 111 m y przez uzwojenie pierwotne (Si) transform atora „wstęp­ nego“ (rys. możem y osiągnąć wzmocnienia rzędu setek lub naw et tysięcy razy. 42. oraz —W— w ty m sam ym rytm ie. Skutkiem tego we w tórnym jego uzwojeniu (S2) powstaje przez indukcję napięcie przemienne. zm iany napięcia siatki będą go zmieniać tak. w ytw arzane przez używane w przemyśle p r ą d ­ nice prądu przemiennego. płynie on z tą sam ą częstością. jakie otrzym ujem y. Jednakże już w połowie X I X stulecia fizycy poznali p rądy przemienne o nadzwyczaj dużej częstości. Skutkiem tego we w tó rn y m jego uzwojeniu (T2) powstaje przez indukcję znowu p rąd przem ienny.

p rąd ten ładuje z kolei dodatnio drugą. rozdz. że czas trw ania jednego drgania je s t ty m mniejszy. towarzyszącej rozładowaniu. Pow staje wówczas p rąd rozładowania. że jedna okład­ ka pewnego kondensatora1 jest naładow ana dodatnio. 1 Por. dopóki w ahania nie zostaną wygaszone sk u tk ie m s tr a t energii. W r. a więc uprzednio ujem ną. iż okresowym w ahaniom natężenia p rąd u odpow iadają również okresowe w ahania natężenia światła iskry. u tw o ­ rzony w szybko wirującym zwierciadle. i w te n sposób mógł zastąpić następstw o po sobie w a h a ń natężenia w czasie uszeregowaniem ty ch w a h a ń jed n o p o d ru g im w przestrzeni. wówczas dzięki indukcyjności własnej obwodu powstaje p rąd samoindukcji. Gdy po wyrów naniu się potencjałów prąd rozładowania prze­ staje płynąć. okładkę kondensatora. ujem nie zaś — pierwszą. i połączmy te okładki ze sobą jakim kol­ wiek przewodnikiem. 21. Feddersen fotografował obraz iskry. W yzyskał w ty m celu zjawisko. . spowodowanych przez w ytw arzanie się ciepła.112 Z asad y fizy k i rozładowując kondensatory. William T h o m s o n pierwszy rozwinął około r. przy czym w ciągu jednego okresu w y stę p u ją dwa m axim a n a ­ tężenia światła. 1859 F e d d e r s e n o w i udało się rzeczywiście stw ier­ dzić na drodze doświadczalnej istnienie drgań. zanikając stop­ niowo. związanych z rozładowaniem butelki lejdejskiej. k tó ry powoduje wyrównanie się potencjałów okładek. im mniejsza jest pojem ność kondensatora oraz sam oindukcja obwodu przewodzącego. druga zaś ujemnie. które już dawało się wyraźnie dostrzec na fotografii. p łynący dalej w ty m sam ym kierunku. polegające na ty m . 1850 teorię takich drgań elektrycznych i wykazał. Przypuśćm y. Elektryczność w ykonyw a ja k gdyby ruchy w aha­ dłowe ta m i z powrotem pom iędzy jed n ą i drugą okładką kondensatora. czyli drganie zachodzi ty m szybciej. N aładow any ponownie kondensator znów się rozładowuje i całe zjawisko pow tarza się.

z a n u rz o n y c h do ro z c ie ń c z o n eg o k w a su sia rk o w eg o i sta n o w ią c y c h d o p r o w a d zen ie i o d p r o w a d zen ie p rądu sta łe g o . lecz w k ażdym razie czę­ stość rzędu kilku tysięcy okresów na sekundę. W altera. p rzy c z y m d o k o ła n ie g o w y tw a r z a się p o w ło k a g a zo w a . mógł już Feddersen obliczyć ze swych fotografii czas trw a ­ nia jednego takiego drgania elektrycznego. nie posiadające wprawdzie podobnie wysokiej częstości. m ożna w y ­ tworzyć za pom ocą cewki indukcyjnej. 43 widzimy nowsze zdjęcie. tak. Isk ry Fcddcrsenow skie w edług zdjęcia B. D rg a n ia ele k tr y cz n e 113 Na rys. w y n a le z io n y przez W e h n e lta . W te n sp o só b prąd z o sta je perio- Zasady fizyki . S k ła d a się on z p ły t y oło w ia n ej oraz d ru cik a p la ty n o w e g o . Znalazł on w ten Rys. J a s n y koniec każdego z obrazów iskry odpowiada przy ty m zawsze ujemnej okładce kondensatora. Znając ilość obrotów zwierciadła. k tó ra p rzeryw a prąd. w ykonane według m eto d y Feddersena. wynoszące od jednej do 40 milionowych sekundy. 43. w ó w c z a s d ru cik bardzo sz y b k o sty g n ie . sposób na okres drgań wartości. J e s t to transform ator. D ru cik rozżarza się. perio­ dycznie przeryw any za pom ocą specjalnych. alb o te ż p rzery w a cz e le k tr o lity c z n y . a u to m atyczniei 1 J a k o p rzery w a cz a u to m a ty c z n y słu ż y a lb o tz w . że na fotografii widać również wyraźnie okresowe zm iany kierunku prąd u . w którego pierw otnym obwodzie płynie p rąd stały. d zięk i czem u p o w ło k a g a z o w a u leg a k o n d en sa cji i prąd z a c z y n a p ły n ą ć z p o w ro tem . m ło te c z e k N eefa . w k tó r y m przez p r z y c ią g a n ie e lek tr o m a g n e su w p ro w a d za się w ruch d rg a ją cy sp ręży n k ę. Trwale p rąd y przem ienne.

114 Z asad y fizy k i funkcjonujących urządzeń. Gdy uzwojenie w tórne jest otw arte. słusznie obudziły w swoim czasie ogromne zainteresowanie w szerokich m asach. 3 T ran sform ator T esli n ie p o sia d a rd zen ia ż ela z n e g o . Indukow any p rąd w tórny jest naturalnie prąd e m p rzem iennym . dru gie jego u zw o jen ie sk ła d a się z b ard zo w ielu z w o jó w cie n k ie g o d ru tu . i sta n o ­ wiącą pierwotne uzwojenie tra n s fo rm a to ra . Zjawiska. utw orzoną z niewielu zwojów grubego d ru tu miedzianego.1 k tó ry wyróżnia się bardzo wysokim napięciem m aksym alnym . 44). 1900. 1 In d u k o w a n a siła e le k tr o m o to r y c z n a p o sia d a b o w iem p rzy otw iera n iu p rąd u k ieru n ek w p r o st p r zeciw n y . k tó re w sta w ia m y do w n ę tr z a u zw o jen ia p ierw o tn eg o .2 J a k w ykazał T e s l a około r. 2 N a jw ięk szą d łu g o ść isk ry. (P rzy p . wówczas to wysokie napięcie w ytw arza się pomię­ dzy jego końcówkam i. wówczas z końcówek ty ch try sk a ją snopy iskier elektrycznych (rys. w ykryte przez Teslę. prowadząc do pow stania iskier. Gdy końcówki obwodu wtórnego połączym y z dwoma współśrodkowymi pierścieniami z d ru tu . gdy przepuścim y p rąd rozładowania butelki lejdejskiej przez szpulę. obwód zaś pierw otny zostaje pobu­ dzony do drgań. ja k ą m o żn a o trz y m a ć z d an ej cew k i in d u k cy jn ej. można otrzym ać p rą d y przemienne o bardzo dużej częstości i jednocześnie nadzwyczaj wysokim napięciu. n a z y w a m y jej p rzerw ą isk ro w ą . pięknie zabarw ioną smugę świetlną. tłu m . d y c z n ie p rzerw a n y k ilk a ty s ię c y r a zy n a se k u n d ę. swobodne końcówki wtórnego uzwojenia tra n sfo rm ato ra Tesli znaj­ du ją się w powietrzu.) . Jeżeli np. które mogą mieć długość sięgającą kilku centym etrów lub decymetrów.3 B utelka lej­ dejska musi być przy ty m stale na nowo ładow ana przez prąd pomocniczej cewki indukcyjnej. a niekiedy naw et ponad m e t r . n iż p r z y z a m y k a n iu . rzędu dziesiąt­ ków lub setek tysięcy woltów. K a żd e m u c e n ty m e ­ tro w i p rzerw y isk row ej o d p o w ia d a n a p ięcie od 8 0 0 0 do 18000 w o ltó w (za leżn ie od k sz ta łtu elek tro d ). C zęsto u ż y w a n e są w p ra k ty ce rów n ież ta k z w a n e „ p rzery w a cze tu r b in o w e “. ujrz y m y po­ między nimi ciągłą.

naw et w znacznych odległościach od tra n sform atora. 2 P or.2 milionów woltów. wyw ołujem y jarzenie się powietrza w otoczeniu ty ch drutów na całej ich długości. 27. 3 7 ). W yładowanie transform atora T esli o napięciu ok. R urki geis- slerowskie 1 świecą w pobliżu tra n sfo rm ato ra Tesli naw et Rys. Z rozu m iałe je s t sa m o przez się. . że n a le ż y p o sta ra ć się o d o sta ­ teczn ie d o b rą izo la cję. rozd z. zawdzięczamy to wielkiej szybkości zmian k ieru n k u . ro zd z. 44. 56. bez doprowadzania do nich prądu. równo­ legle napiętych drutów .3 1 P or. na w e t gdy natężenie ich jest dość znaczne. mające postać pęków iskier i w stęg płomiennych. 3 N a jw a żn iejszą rzeczą w d o św ia d c z e n ia c h T esli je s t d o stro je n ie p ierw o tn eg o i w tó rn eg o o b w o d u do rezo n a n su (p o ró w n .2 o k tó ry m wspominano już uprzednio. 1. D rg a n ia ele k tr y cz n e 115 Przyłączając końcówki wtórne do dwóch cienkich. rozdz. Dzięki olbrzym im częstościom prądów Tesli w yróżniają się one szczególnie silnym efektem na sk ó rk o w y m . Godna uwagi jest zupełna nieszkodliwość ty ch prądów dla ciała ludzkiego.

Krajewskiego) Teoria Maxwella jest oczywiście z b y t tru d n a . I dał m u jakiś popęd tajemniczy I odsłonił natury wiecznie czynne siły? (Tłumaczenie A l. abyśm y mogli j ą tu ta j dokładnie rozpatrzyć. przypisał zupełnie dowolnie hipotetycznym p rądom przesunięć własności analogiczne do tych. jakie zauważono w w y padku prądów w przewodnikach. Dzięki ty m poglądom doszedł Maxwell do słynnych . sformułowanej przez Maxwella. Biedne me serce radością napoił. wówczas mielibyśmy zapewne słuszność. Niewielu tylko fizyków zrozumiało wówczas całkowite znaczenie teorii. jak m łodociany wówczas jeszcze B oltzm ann. X X X III E L E K T R O M A G N E T Y C Z N A ISTOTA ŚW IA T Ł A G dyby nas zapytano. czyniąc krok nie­ zwykle śmiały. Co lak wewnętrzne wrzenie we m nie uspokoił. k tórzy zdołali ją pojąć. byli nią równie zapewne wstrząśnięci. k tó ra dzięki jednolitem u ujęciu zjawisk elektrycznych. k tó ry sądził. iż do wzorów m ate m atycznych nowej teorii należy zastosować słowa z „ F a u s ta “ Goethego: Czyliż to Boga palce znak len nakreśliły. W t y m bowiem roku M a x w e l l opublikował swoją wspaniałą teorię. m agne­ tycznych i świetlnych miała skierować rozwój fizyki na zupełnie nowe tory. lecz ci. Do­ wolność ta znalazła świetne usprawiedliwienie w niezwykle płodnych w ynikach. k tó ry właściwie rok należy uważać za d a tę narodzin nowoczesnej fizyki. że do praw a Coulomba oraz znanych już podstaw ow ych p raw elektrom agnetyzm u i p rądów in d u k ­ cyjnych dołączyła ona nową hipotezę. wskazując na rok 1873. według której każda zmiana natężenia pola elektrycznego wywołuje powstanie tzw. Maxwell. „prądu przesunięcia“ . Istotnie nową w niej rzeczą jest to. płynących z tego założenia.

że obie te fale posuw ają się z t ą sam ą prędkością i że wreszcie natężenie pola m agnetycz­ nego jest stale prostopadłe do natężenia pola elektrycznego. Fale elektrom agnetyczne są więc czysto poprzeczne. . które na ogół dotyczyć mogą nie tylko war. p o p r z e c z n y c h a ­ rak ter drgań św ie tln y c h . W podobny sposób. ja k np. lecz i jego kierunku. po­ siadają one zatem tę właśnie cechę.2 1 Por. że każ d a fala elektryczna musi być nie­ odzownie sprzężona z falą m agnetyczną i odwrotnie. zwanych powszechnie od jego nazwiska rów naniam i Max- wella. 45. z r o z m a ity c h w z g lę d ó w . Elektromagnetyczna istota światła 117 swych podstaw owych rów nań pola elektrom agnetycznego. Gdy natężenie pola elektrycznego lub magnetycznego ulega w pewnym punkcie periodycznym zmianom. k tó rą nieodzownie m u ­ simy przypisać falom świetlnym wobec istnienia zjawisk polaryzacji św iatła. sta n o w i! z a g a d k ę n ie do r o zw ią za n ia . me- chaniczne drgania powietrza pow odują Rys 45 Fala clcktro_ powstawanie fal głosowych i rozchodzą magne. ja k Maxwell wywnioskował z pom ia­ rów' W ebera i K o h lrauscha. również i drgania elektryczne lub m agnetyczne mogą wywoływać fale elektryczne lub m agnetyczne. 18. a mianowicie możliwość istnienia fal elektro­ magnetycznych. każda fala m agnetyczna z elektryczną. Z rów nań ty ch w ysunął on dalej wniosek niezwykle wielkiej wagi.y“ «nie)_(5Ch<:ma- się w przestrzeni za pośrednictw em tych fal.1 m uszą rozchodzić się w próżni z prędkością światła. Z teorii Maxwella wynika. które. z uwzględnieniem praw idłowych zwrotów. oba zaś te kierunki są z kolei prostopadłe do wspólnego kie-: runku rozchodzenia się fal. rozd z. że w punkcie ty m za- chodzą drgania elektryczne lub magne. m ó­ pola eteUtrycz. wim y wówczas. H a lę* en tości natężenia. k tó re sp r o w a d z a ły św ia tło do d rgań e la s ty c z n y c h ta jem n icze g o „eteru ś w ie tln e g o “. K ierunki te zostały przedsta­ wione na rys. k tó r y c h n ie m o ­ ż e m y tu ta j ro zp a try w a ć. 2 W d a w n ie jsz y c h teo ria ch . !«««/»> tyczne.

1888. udało się jednakże do­ piero w 15 lat po ukazaniu się dzieła Maxwella. . Z falami tej długości nie m ożna było naturalnie dokonywać do­ świadczeń. 10 i 21. że stała dielektryczna każdego ośrodka musi być równa kwadratowi wartości jego optycznego spółczynnika załam ania -1 B o l t z m a n n w ykazał już w kilka miesięcy po ogłoszeniu prac y Maxwella. Równocześnie doświadczenia te wyraźnie w y k a ­ zały.2 Rzeczywiste doświadczalne wytworzenie fal elektro­ m agnetycznych. wo­ bec tego najszybszym naw et z takich drgań odpowiadają długości fal. że nowe te fale są identyczne co do swej istoty z fa­ lami świetlnymi. że ciała gazowe rzeczywiście spełniają ten związek. któ ry c h istnienie Maxwell przewidział na drodze rozw ażań teoretycznych. Hertzowi udało się zmniejszyć długość fali do niewielu m etrów. zwany relacją M axwella. 2 W d z ied zin ie św ia tła w id zia ln eg o cia ła sta łe i c ie k łe n ie sp e ł­ n ia ją relacji M axw ellow sk iej ze w z g lę d u n a zja w isk o d y sp ersji. rozd z. Gdy rozładow ujem y butelkę lejdejską. a m iano­ wicie w r. utożsam iając te uznane przez siebie za teore­ tycznie możliwe fale elektrom agnetyczne z falami świetl­ nymi. około jednej milio­ nowej sekundy. przez zastosowanie zam iast butelki lejdejskiej dwóch kawałków mosiądzu od­ powiedniego kształtu. okres drgań wynosi.118 Zasady fizyki Maxwell. doszedł ostatecznie do wniosku. Ponieważ zupełnie ogólnie we wszelkich ruchach falowych długość fali równa się iloczynowi okresu drgania przez prędkość rozchodzenia się fali (którą w danym w ypadku należy utożsam ić z prędkością światła). 1 Por. wynoszące jeszcze około 300 m etrów. że H ertz za p u n k t wyjścia swych doświadczeń obrał rozpatrzone ju ż przez nas drgania kondensatora. a n a w e t decymetrów. je d n a k że w d alek iej p o d czerw ien i w sz y stk ie cia ła sto su ją się d o ­ k ład n ie do niej. Zrozumiałe jest. dzięki słynnym doświadczeniom H enryka H e r t z a . ja k już wspomniano. oddzielonych od siebie k ró tk ą prze­ rwą iskrową i ładow anych stale przez cewkę indukcyjną.

zaopatrzonego w niewielką przerwę. wyw oływ anym np. wytworzone przez drgania elektryczne. że istot­ nie fale. polaryzacji i wreszcie m ogą inter- ferować ze sobą. 2 D o św ia d c z a ln ie is tn ie n ie ciśn ien ia św ia tła w y k a z a ł po raz p ierw szy L e b i e d i e w w r.1 Rozchodzenie się wywołanych w ten sposób drgań w postaci fal w ykazał H ertz za pom ocą pierścienia z d ru tu . podlegają ta k samo odbiciu. największa wartość periodycznie zmiennego natężenia pola elektrycz­ nego wynosi od 10 do 15 woltów na c entym etr. w której fale wywo­ ływały przez rezonans powstanie iskry. 1901. Telegraf 119 W ten sposób H ertz zmniejszył znacznie zarówno pojem ­ ność. Przypuszczenia Maxwella co do elektro­ m agnetycznej istoty światła sta ły się w ten sposób pew­ nością.2 X X X IV TELEGRAF Od najdaw niejszych czasów jed n y m z najważniejszych celów techniki było umożliwienie szybkiego przekazyw ania wiadomości. przez promienie słoneczne na powierzchni ziemi. rozd z. a więc rozchodzą się z t ą sam ą prędkością. Liczne w ynalazki X V I I I i początku X I X stulecia sta ra ły się cel ten osiągnąć za pom ocą sygnałów 1 P or. "W polu elektrom agnetycznym . 32. znajdujące się na jego drodze. co i fale świetlne. ugięciu. jakie wywiera promień świetlny dzięki swemu charakterow i elektrom agnetycznem u na ciała. odpowiada w przybliżeniu ciężarowi jednego m iligrama na każdy m etr k w a d ra to w y . załamaniu. Z pom ocą tego prym ityw nego urządzenia mógł H ertz pokazać. Ciśnienie. . podlegają ty m sam ym praw om . odpo­ wiednia zaś w artość pola magnetycznego około jednej pią­ tej wartości składowej poziomej m agnetyzm u ziemskiego. ja k i samoindukcję obwodu drgającego.

W 1843 r. lecz dopiero zastosowanie elektryczności umożliwiło rozwój właściwej telegrafii. że przewód pow rotny m ożna zastąpić przez wyzyskanie przewodnictwa ziemi. Zasadę telegrafu Morsego przedstaw ia schem atycznie rys. naciskam y klucz.120 Z asad y fizy k i optycznych. ani a p a ra t Steinheila nie n ad aw ały się do szerszego użytku. J u ż po upływie dwóch lat od wykrycia przez F a r a d a y ’a p rądów in d u k ­ cyjnych astronom G a u s s i fizyk W e b e r zbudowali w roku 1833 pierwszy telegraf elektromagnetyczny. wynaleziony w 1837 r. S t e i n h e i l udoskonalił wkrótce potem wynalazek Gaus­ sa i W ebera i dokonał p rzy ty m niespodziewanego odkrycia. Dzięki tem u umożli­ wiam y przepływ p rąd u w nastę p u jąc y sposób: z baterii (B) przez linię do otwartego klucza stacji odbiorczej. 46. tak. k tó ry posłużył do połączenia I n s ty tu tu Fizycznego w Getyndze z t a m te j ­ szym obserw atorium astronom icznym . przez A m erykanina M o r s e g o . została zbudow ana pierwsza praw idłowa linia te ­ legraficzna pom iędzy m iastam i W aszyngtonem i Baltimore. Jedn ak ż e ani a p a ra t Gaussa i W e­ bera. dalej przez elektrom agnes (M’) do p ły ty ziemnej stacji odbiorczej i s ta m tą d do p ły ty ziemnej stacji nadaw ­ . Gdy chcem y nad a ć sygnał ze stacji nadawczej (z prawej strony). dotychczas jeszcze jest to jeden z najczęściej spotykanych a p a ra tó w telegraficznych. że zam iast dwóch dru tó w w y­ starcza tylko jeden. Powszechne zastosowanie znalazł dopiero samo zapi­ sujący a p a ra t elektrom agnetyczny.

wynalezionej przez Morsego i przy zastosowaniu alfabetu Morsego. Wobec tego isto tn y postęp stanowiło ulepszenie w r. telegraf pozwala przesłać 40 do 60 liter na m inutę. k tó ry wprawia w ruch p rzy­ rząd zapisujący. związane z koniecznością transponow ania tekstu. dzięki włączaniu dalszych pośrednich stacji przekaźniko­ wych staje się możliwe telegrafowanie na doAvolne od­ ległości. do ta ś m y papierowej. doznaje naturalnie znacznego osłabienia skutkiem s tra t. k tó ry wprowadził ta k zwany przekaźnik. p rąd zaś baterii miejsco­ wej zasila ten elektrom agnes. E lektrom agnes M’ przyciąga m ałą dźwignię. b y w ten sposób lepiej wyzyskać kosztow ną linię telegraficzną. ja k a może być przesyłana w ciągu m in u ty . Uzwo­ jenia przekaźnika są obiegane przez p rąd przewodowy. T eleg ra f 121 czej. przepływ ający przez długi przewód. Po drugie trzeba było dążyć do podniesienia ilości liter. Ponieważ obie stacje są zaopatrzone w identyczne p rzy­ rządy. z k tó ry c h Morse ułożył alfabet. na pismo Morsego oraz po­ wtórnego transponow ania otrzym anej depeszy na pismo zwykle. k tó ra z kolei może zam ykać za pom ocą dźwigni obwód p rądu baterii miejscowej. złożonego z p u n ­ któw i kresek. spowodo­ w anych przez nieuniknione braki izolacji. . W pierwotnej swej formie. pow stają p u n k ty i kreski. danego do przesłania. Przekaźnik jest to elek­ trom agnes. więc każda z nich może odbierać i nadaw ać tele­ gram y. że dalszy rozwój telegrafii d ą ­ żył w dwóch kierunkach. P rąd włączony przez przekaźnik można również zużytkow ać do zasilenia nowego odcinka linii. zależnie od czasu naciskania klucza. znajdującej się na stacji odbiorczej. przesyłany ze stacji nadawczej. Prąd. Na taśmie tej. ciągniętej przez m echanizm zegaro­ wy. k tó ­ rej drugi koniec przyciska kółeczko. 1839 pierw ot­ nego urządzenia Morsego przez W h e a t s t o n e ’a. Po pierwsze należało usunąć utrudnienie. zaopatrzony w lekką kotwiczkę. Zrozumiałe jest. zwilżone farbą.

Przyrząd H ughes’a daje w ten sposób depeszę napisaną od razu zwykłym pismem na taśm ie papierowej. k tó rą n a ­ stępnie nakleja się na papier i w tej postaci otrzym uje j ą odbiorca. z n a jd u ją c e się n a p rzeciw ró w n ież p o ru sza ją ceg o się w a łk a z ta śm ą p a p iero w ą i p o sia d a ją c e r o zm ieszczo n e na sw y m o b w o d zie lite r y a lb a fe tu . 1860) telegrafu m aszyno­ wego. wynaleziony około r. Przesuwanie Łych otw orków przed odpowiednim urządzeniem wywołuje powstawanie impulsów prąd u . A p a ra t ten stosow any jest jeszcze dzisiaj na większych stacjach bez istotnych zmian. łączy on w sobie urządzenie nadawcze i odbiorcze. odpow iadający pewnej literze. 1850 przez am erykanina H u g h e s ’a. p rzy czym każdej literze odpowiada określona kom binacja otworków (por. . A by możliwie zmniejszyć czas. dobiega do biegnącego synchronicznie przyrządu na stacji odbiorczej w tej wła­ śnie chwili. to nadzw yczajny postęp w ty m zakresie stanowiło w y­ nalezienie przez W h e a ts to n e ’a (r. tł.122 Z asad y fizy k i Pierwsze ze wspom nianych wyżej dwu podstaw owych dążeń telegrafii zaspokaja lelegraf literowy. Gdy w przyrządzie n adaw czym naciśniem y kla­ wisz.). wywołujący wydrukow anie litery. Co się tyczy prędkości nadaw ania znaków. gdy w obydwóch przyrządach litera t a znaj­ duje się na kole literowym naprzeciw w ałka drukarskiego. Sprawność a p a ra tu H u ghes’a wynosi w p rzy­ bliżeniu od 100 do 120 liter na m inutę. które umożliwia jednoczesne tele­ grafowanie wzdłuż tego samego to ru w dwu kierunkach przeciwnych. które umożliwiają odbiór telegram u w postaci zapisanej znakam i Morsego.1 Znaki są nadaw ane za pom ocą specjalnej kla­ w iatury. (U w . Spraw ­ 1 P o d sta w o w ą czę ść a p a ra tu H u g h e s’a sta n o w i o b ra ca ją ce się ró w n o m iern ie k oło. przed nadaw aniem wybija się te k s t jej na pasku papieru za pom ocą pewnego rodzaju m aszyny do pisania. 47). potrzebny do prze­ słania depeszy. Do lepszego wyzyskania linii telegraficznych posłu­ żyło przede wszystkim wprowadzenie ta k zwanego łą­ czenia przeciwsobnego. rys. wówczas impuls prądu.

zbudowanej w r. 1931. W ynalazek ten ma na celu wyzyskanie prze­ wodu również podczas przerw. Linia ta była czynna aż do r. ta k .000 kilom etrów długości i po­ siadała 14 pośrednich stacji przekaźnikow ych. wynalezionym około roku 1870 i noszącym nazwi­ sko swego ko n stru k to ra . fprzygotowanego do nadania telegrafem maszynow ym. Część telegram u. by było możliwe ich zapisanie. ooo o oo ooo o oo ' o ooooooooooooooooooooooo OOO O O O O O O O O O d e n Rys.000 km . 47. źe odległość pom iędzy dwiema sąsiednimi stacjam i wynosiła około 1. że po­ szczególne przekazyw ane telegraficznie znaki m uszą być dzielone pewnym i odstępam i. odpow iada ona słowu niem iec­ kiem u „senden“. gdyż stała się ona zbyteczna ze względu na istniejące już inne połączenia kablowe i radiowe. w ykonyw ującej od 100 do 200 obrotów na m inutę. Linia ta miała 14. T eleg ra f 123 ność telegrafu maszynowego wynosi od 1000 do 1600 liter na m inutę. tak. że zawsze połączone są ze sobą na stacjach odbiorczej i nadawczej tylko odpowiadające sobie przyrządy. Za pom ocą specjalnej tarczy rozdzielczej. na jed n y m i ty m sam ym prze­ wodzie p racują cztery oddzielne przyrządy. na linii tele­ graficznej indo-europejskiej. znacznie jeszcze zwiększający sprawność tele­ grafu. że ka ż d y przyrząd . przyrządy te są kolejno włą­ czane do obwodu p rądu w ten sposób. Z a p a ra tó w W h e a ts to n e ’a korzystano np. W szeroko rozpowszechnionym telegrafie B a u - d o t a . w ynikających stąd. tak. w roku ty m przestano się nią posługiwać. 1870 przez Siemensa. Po wynalezieniu telegrafowania za pom ocą dziurkow a­ nej taśm y nadawczej nastąpił dalszy wynalazek telegrafii wielokrotnej.

p rzep u szcza ją ce ty lk o ta k ie p rą d y zm ien n e. Za p o m o cą ta k ich filtró w m o ż n a w ięc w y d z ie lić z d o ­ w oln ej m iesza n in y p rą d y zm ien n e. . g d z ie ró żn e p r zy r zą d y są d o łą cza n e d o p rzew od u n ie je d n o c z e śn ie . że do n a ­ dawania znaków zastosowano prądy przemienne. jedna i ta sam a „żyła przewodząca“ daje n a m od razu kilka „lorów“ telegraficznych. 1920. niezależnie od swego przeznaczenia. 2 N a le ż y o d różn iać tę je d n o cz e sn o ść od d zia ła n ia na p rzem ian . ja k się mówi obrazowo w języku elektrotechnicznym . zo­ stała jednak jeszcze znacznie powiększona około r. n a d a ją c y c h zn a k i M orsego. o ile zastosujem y odpowiednie „filtry częstości“ . że w p rzeciw ień ­ stw ie do p rzyrzą d ów . dochodząc do 12 a naw et do 24.124 Z a sa d y fiz y k i odbiorczy może przyjm ować tylko doń należące im pulsy p rąd u . wynoszącą około 600 liter na m inutę n a w e t bez zastosowania dziurkowanej taśm y nadawczej. 3 F iltr y cz ę sto śc i są to u rzą d zen ia . możliwych do uzyskania w jednej żyle. W ten sposób m ożna mianowicie wzdłuż tego samego przewodu przesyłać jednocześnie2 im pulsy p rą d u o rozmaitej czę­ stości. dzięki tem u. Telegrafia wielokrotna stworzyła możliwość jednoczesnego uzyskania kilku połączeń wzdłuż tego samego przew odni­ ka.3 Gdy n a d to została opracow ana m etoda stosowania tzw. dzięki której każda linia telefo­ niczna.1 Ponieważ przyrząd B a udota czterokrotnie zwiększa sprawność telegrafu. sto so w a n eg o w teleg ra fii w ie lo k r o tn e j. n a d a w a n ie k ażd ej lite r y w ty m a p aracie trw a rów n ie d łu g o (m ia n o w ic ie 5 te le g r a ­ ficzn y ch je d n o ste k czasu ). telegrafii podakusłycznej. n a le ż ą c e do o k reślo n eg o p rze­ d ziału c zęsto ści. Ilość torów. może być 1 Is to tn ą cech ę a p a ra tu B a u d o ta sta n o w i to . k tó ry ch c z ę sto ść le ż y w p ew n y ch o k re ślo n y c h g ra n ica ch . m ożna było z jego pomocą uzyskać szybkość nadaw ania. które nie przeszkadzają sobie wzajemnie i mogą być ka ż d y z osobna odbierane przez dowolne przyrządy. lecz ty lk o sz y b k o po so b ie w p ew n ej k olejn o ści.

1860.1 ta osta tn ia o trzy­ m ała do swego rozporządzenia nadspodziewanie wielką ilość torów. że kabel o długości tysięcy kilom etrów zachowuje się. 1866 oddano do stałego u ż y tk u pierwszą linię podw odną poprzez Ocean A tlan ­ tycki. ty m bardziej. u ży w a n e w teleg ra fii. na co musiano poprzednio kłaść Lak wielki nacisk. 2 Z w aża się o c z y w iśc ie p rzy ty m na to . przypom inające swą budow ą i sposobem użycia zwykłe m aszyny do pisania. Obecnie zm ierzam y do stw o­ rzenia dalekopisowej sieci łączności na wzór sieci tele­ fonicznej. Skutkiem ta k wielkiej pojemności kabel musiał być właściwie specjalnie ładow any a następnie znówr rozładow yw any dla przesłania każdego poszcze­ 1 T elegrafia p o d a k u sty c z n a op iera się na ty m . sk o n stru o w a n e przez ro zm a ite firm y. stało się obecnie zbyteczne. w ew nętrzną okładkę stanowi przewodnik. poczynając mniej więcej od r. T eleg ra f 125 jednocześnie u ż y ta do celów telegrafii. ja k p rą d y p rzem ien n e różnej c z ę sto śc i w e w sp o m n ia n ej w y żej m e to d z ie teleg ra fii p rzy u ży ciu prądu p rzem ien n eg o . a b y ró w n ież i p rz y rzą d y . i zm ie n n e p rą d y te le fo n ic z n e m o g ą z o sta ć o d d zielo n e od sieb ie w p o d o b n y sp o só b . m o g ły w sp ó łp r a c o w a ć ze sob ą. tak. Rozwijanie dużej prędkości przekazyw ania znaków. . zewnętrzną — woda m orska. telegrafia transoceaniczna czyli kablowa. że p rą d y sta łe. warstw ę zaś izolującą — ochronny płaszcz gutaperkow y. Po wielu nieuda­ nych próbach wreszcie w r. by dwaj jej dowolni abonenci mogli łączyć się bezpośrednio ze sobą. poczynając od r. ja k butelka lejdejska o nadzwyczaj dużej pojemności. Duże trudności sprawiała początkowo okoliczność. 1925. zwane daleko­ pisam i. nadzwyczajnie rozszerzono sieć telefoniczną w Europie i Ameryce Północnej. Za pomocą dalekopisu można naturalnie przyjm ow ać autom atycznie wiadomości rów­ nież i w nieobecności odbiorcy. że.2 W odrębną gałąź rozwinęła się. W telegrafii dzisiejszej rozpowszech­ n iają się n a to m ia st coraz bardziej przyrządy.

położony w r. 1 M uszą on e reagow a ć je sz c z e na p rą d y o n a tę ż e n iu za led w ie k ilk u se tn y c h m iliam p era . że owija się przewodzącą p rąd część kabla druci­ kiem z substancji o dużej przenikliwości magnetycznej (dzięki tem u zwiększa się znacznie indukcyjność kabla. 1920 w okres szybkiego rozwoju. 1926 do 30 milionów w r. Kabel ten pracuje pięciotorowym system em telegrafii wielo­ krotnej. 1930 około 6 milionów kilometrów. co pozwala nadaw ać do 2500 liter na m inutę. 1930. zostaje ona jed n a k zwiększona na 3 do 5 cm dzięki „pancerzow i“. W nowoczesnych kablach głębinowych średnica żyły wynosi około % cm. 1931 pom iędzy New- foundlandem i Azorami.126 Z a sa d y fizy k i gólnego sygnału. zbliżała się do 400 milionów. Liczba wyrazów. tele­ grafia podm orska weszła. 23. co przeciwdziała wpływowi jego pojemności). liczba zaś wszystkich depesz. poczynając mniej w ięcejodr. Jednakże przez zastosowanie zręcznie pom y­ ślanych schem atów połączeń oraz przez wypracowanie bardzo czułych typów przyrządów odbiorczych1 udało się ku końcowi X I X wieku zwiększyć sprawność kabla pod­ morskiego z początkowych 20 litera ż d o 200 liter na m inutę. W edług K r a r u p a można skompensować szkodliwe działanie dużej pojemności w ten sposób. przecina­ jących północny Ocean A tlantycki. rozd z. 2 Por. Dzięki zastosowaniu elektrycznych wzm acniaczy lam po­ wych oraz wynalezieniu tzw. wzrosła do 21. Długość całej sieci telegraficznej św iata wynosiła w r. otacza ją w arstw a m agnetyczna z perm alloy’u2 grubości kilku dziesiątych m ilim etra. . co naturalnie znacznie przedłużało tele­ grafowanie. n a d a n y c h w ciągu tego roku. przez to liczba kabli. Średnica kabla wraz z izo­ lacją niewiele przekracza jeden ce n ty m etr. N ajspraw niejszym kablem jest dzisiaj przypuszczalnie wielki kabel azorski. przesyłanych rocznie za pośrednictwem A tlantyckiego Tow arzystw a Telegraficznego podniosła się z 10 milionów w r. kabla krarupizowanego. k tó ry ochrania kabel od uszkodzeń zewnętrznych.

a więc zbliża się i oddala periodycznie od magnesu. skąd mówimy. wówczas pod wpływem fal dźwięko­ wych zostaje ona wprawiona w drganie. znajdującej się w miejscu. umiesz­ czona była cienka m em brana żelazna. . W ten sposób w drugim telefonie słyszym y słowa. W ynaleziony w ty m celu przez Hughesa mikrofon składa się w najprostszej swej postaci z pręcika węglowego. M ógł on jed n a k p r z e k a z y w a ć je d y n ie to n y . Gdy m ówim y głośno przed m em braną. czerpanego z odpowiedniej baterii. zaostrzonego z obu końców. k tó ry opiera się delikatnie tym i końcami o dwa klocki węglowe. p rzy czym naprzeciw jednego z biegunów magnesu. odbywające się w rytm ie tych fal. 1878 H u g h e s wpadł na szczę­ śliwy pom ysł ograniczenia działania głosu do „m odulacji“ prądu. przez pręcik przepływa p rąd z baterii. W związku z ty m przez działania indukcyjne w cewce otaczającej m agnes pow stają p rą d y przemienne. 1876. Jednakże już w r. a n ie m o w ę lu d zk ą. wypowie­ dziane do pierwszego. W ty m prototypie telefonu mówiący musiał zatem w ytw arzać p rąd telefoniczny działaniem swego własnego głosu. otoczonego cewką z d ru tu . telefon znalazł po raz pierwszy zastosowanie praktyczne w Ameryce. Skutkiem tego również i natężenie p rąd u z b a ­ terii podlega rytm icznym w ahaniom . fale głosowe w yw ołują jego drgania i zarazem periodyczne zm iany oporu elektrycznego w miejscach ze­ tknięcia pręcika z klockami.1 W pierwotnej swej formie telefon za­ wierał magnes sztabkowy. odbyw ające się w rytm ie ty ch prądów . które. po doprowadzeniu do cewki d ru ­ giego telefonu. k tóre przekształcają 1 Z ró żn y ch w zg lę d ó w n a le ż y z r esz tą u w a ż a ć F ilip a R eisa (1 8 6 0 ) za p op rzed n ik a B ella . XXXV TELEFON Podobnie ja k telegraf i żarówka. Gdy m ówimy przed pręcikiem. w ynalazł go B e l l w r. w praw iają z kolei jego znów m em branę w ruchy.

lecz mniejszego natężenia. co w ydatnie ułatwia prze k a ­ zywanie tych prądów na odległość (por. po któ ry c h może prze­ pły w a ć elektryczność.128 Z asad y fizy k i się w telefonie odbiorczym w drgania dźwiękowe o tym sam ym rytm ie. Mikrofon włączam y do pierwotnego uzwojenia od­ powiedniej cewki. rys.2 Ponieważ 1 S ły s z y się n p . A by powiększyć liczbę p u n k tó w zetknięcia stoso­ wane początkowo pręciki węglowe zastąpiono później powszechnie przez proszek węglowy. . Ze względu na duży opór właściwy węgla wystarcza to już do wywołania olbrzymich Ryp r z « < ^ ^ 1c i S ^ n 1 * ) 0ma w ahań prąd u . Pierwsze miejskie sieci telefoniczne pow stały w Ame­ ryce już wkrótce po wynalezieniu telefonu. 2 W N ie m c z e c h zresztą ju ż w r. Telefony zostały znacznie ulepszone przez wprowadzenie „przenośników“. że „ s ty k “ w znaczeniu codziennym tego w yrazu nie ozna­ cza bynajm niej jeszcze styku w znaczeniu elektrycznym . W ywołane przez działanie mi­ krofonu w ahania stosunkowo silnego p rą d u miejscowego in d u k u ją w ten sposób na linii p rą d y wyższego napięcia. niezadługo zaś potem rozpowszechniły się one i w Europie. 48). W ysoka czułość m ikrofonu1 daje się w ytłum aczyć tym . N a jd ro b ­ niejsze ru ch y w y sta rc z a ją już do w ydatnego zmniejszenia lub też powiększenia liczby tych m ostków. dopiero wtórne jej uzwojenie należy do właściwej linii dalekonośnej. g ło śn o p ełza n ie m u c h y po m ik ro fo n ie. Pom iędzy dwom a stykającym i się ze sobą kaw ałkam i wę­ gla istnieją w rzeczywistości skutkiem nierówności ich po­ wierzchni tylko nieliczne drobne m ostki. stanow iących w zasadzie pewne transfor­ m ato ry . 1877 z a in s ta lo w a n o ok oło 20 sta c y j d o tele fo n ic z n e g o p r z e k a z y w a n ia d ep esz.

nieuniknionych przy użyciu linij napowietrznych. podobnie ja k w telegra­ fii. we­ dług m etody S t e i n h e i l a . dzięki tem u telefonowanie zostało uniezależ­ nione od szeregu zakłóceń. na nią zaś z kolei nawinięta je s t luźna powłoka z suchego papieru. 1893. że na jed­ nej linii słychać wówczas również skutkiem indukcji i roz­ mowy z innych sąsiednich linij. musiano zatem w telefonii przejść całkowicie na stosowanie prze­ wodów podwójnych. Ponieważ jed n a k ilość dru tó w rozpiętych w m iastach nad powierzchnią ziemi nie może być zwiększana bezgranicznie.są w telefonii kable z izo­ lacją papierowo-powietrzną. szybko rosnąca liczba abonentów spowodowała wkrótce konieczność przejścia do budow y podziemnych kabli tele­ fonicznych'. Telefon 129 naturalnie niemożliwe jest połączenie ze sobą wszystkich abonentów telefonicznych bezpośrednimi przewodami. Poczynając mniej więcej od r. Początkowo. jak i w telegrafii. znajdującej się w centrali. po­ wstała więc konieczność wprowadzenia urządzeń pośred­ niczących w postaci central telefonicznych. zaczęto obsługiwać mikrofony abo­ nentów za pom ocą jednej jedynej baterii. podobnie. oraz że skutkiem połącze­ nia z ziemią mogą pojawiać się różne zakłócenia. wynalezione przez A m erykanina S t r o w g e r a już w r. W początkowych stadiach rozwoju telefonii stosowano jedynie linie napowietrzne. Pom iędzy papierem a przewodnikiem znajduje się więc przestrzeń pusta. Okazało się jednak. zawierająca jedynie 1 D la o sią g n ięcia te g o trzeb a b y ło n a tu ra ln ie w is to tn y sp o só b z m ie n ić u k ład p ołączeń . 1900. 1910 zaczęły rozpowszechniać się coraz bardziej aulomalyczne centrale telefoniczne. posługiwano się i w telefonii przewodem ziem nym. Zasady fizyki 9 . Dokoła przewodzącej p rąd „żyły“ owinięta jest w kształcie wyciągniętej spirali izolacja bawełniana.1 Mniej więcej od r. w ten sposób stały się zbyteczne „miejscowe“ baterie przy poszczególnych a p a ra ta c h telefonicznych. Obecnie najbardziej używane.

przez co szkodliwa pojemność kabla zostaje znacznie zmniejszona. złączonych w wiązki (por. 49. Dalekonośny kabel telefoniczny. g d y n a to m ia s t sta ła d ielek try czn a g u ta p e r k i je s t rów n a 3. 49). 1 S ta ła d ielek try czn a p o w ietrza w y n o si ty lk o 1. W kablu telefonicznym znaj­ duje się zwykle kilkaset.130 Z asad y fizyk i powietrze. zawierający 4048 par przewodów. . czasami naw et kilka tysięcy p a r żyl. średnicę niewielu milimetrów. rys.1 Pojedyncze powłoki papierowe m ają Rys.

są poprzecinane kablam i telefonicznymi. P rzy pom ocy takiego „poczwórnego p rzew odu“ można jednakże pokonać największe n a w e t od­ ległości. że np. osiągnąć zasiąg rozm owy od 400 do 600 k m przez włączenie wzm acniaczy w trzech p u n k ta c h pośred­ nich. Opracowano ju ż pro je k t przerzu- 1 M ięd zy p a ń stw o w a k o m u n ik a cja te lefo n ic z n a ro zp o częła się ok oło r. gdy i w telefonii zastosowano wzmacniacze lampowe. k a ­ ble zaś zb y t szybko absorbowały słabe p rą d y przemienne dzięki swej dużej pojemności. Udało mu się znacznie zmniejszyć w ten sposób s tr a ty prądów przem iennych i poważnie (około pięciu razy) zwiększyć zasięg rozmów. 1900. T elefon 131 Telefonowanie na większe odległości na lądzie1 sprawiało początkowo wielkie trudności. dzięki wynalazkowi A m eryka­ nina P u p in a. Z tego. używanej dla rozmów w jed n y m tylko kierunku. m ożna włączyć dowrolną ilość wzmacniaczy. ja k wskazuje doświadczenie. 1890 pom iędzy Dover i Calais. Porozumiewanie się telefoniczne na wielkie odległości zaczęło się rozwijać na nadzwyczaj wielką skalę od czasu. gdyż na linii. 1890. Pierwszy głębinowy kabel telefoniczny został położony około r. m ożna wnioskować. Dzisiaj już wszystkie kom unikacyjnie ważne obszary morskie. Na większych odległościach należy stosować oddzielne p a ry przewodów dla przeciwnych kierunków. że w sam ych tylko Niemczech wyprodukow ano już do dnia dzisiejszego o wiele więcej niż milion cewek pupinowskich. obok p a ry przewodów Berlin— P a ry ż konieczna jest druga para P a ry ż — Berlin. 9* . tak. ja k Morze Pół­ nocne i B ałtyk oraz Morze Śródziemne. N adzw yczajny postęp zo­ stał dokonany około r. ja k duże znaczenie uzyskały one w nourszym rozwoju techniki telefonicznej. gdyż na długich liniach napow ietrznych w ystępowały zb y t wielkie zakłócenia. Ulepszenie jego polegało na rozmieszczeniu w kablach w dokładnie uprzednio obliczonych odległoś­ ciach cewek o również dokładnie obliczonych sam oinduk- cjach. J u ż p rzy użyciu zwykłej p a ry przewodów można.

gdzie na cele telefonii w y­ datkow ano już dotychczas około 3 m iliardy dolarów. Jeszcze większą jed n a k trudność nastręczałaby bu­ dowa sam oczynnych podm orskich stacyj w zm acniających oraz używanie kilku żył w jed n y m kablu.0 0 0 km . czyli słyszenia rozmów z sąsiednich obwodów. czyli przeszło 2000 razy więcej od obwodu kuli ziemskiej. Ogólna liczba a p a ra tó w telefonicznych na całym świe- cie wynosiła w r. Ogólna długość linij telefonicznych w sam ych tylko S tanach Zjednoczonych. Udało się do­ 1 D łu g o ść linij T elefonicznych w P o lsce w y n o siła w r.0 0 0 . wyprom ieniowanej przez źródło. Na 100 m ieszkańców przypadało w S tanach Zjednoczonych 16 aparatów . jednakże można było mieć nadzieję. 1934 ok o ło 3 2 . za tem w P o lsc e p rzy p a d a ło o k o ło 6 a p a r a tó w n a 1. k tó ra mogłaby się oprzeć ol­ brzym iem u ciśnieniu wody morskiej na głębokości kilku km. (U w . ilo ść z a ś a p a ra tó w — ok o ło 2 0 0 . 5 7 % tej liczby p rzy p a d a na S ta n y Zjednoczone Ameryki Północ­ nej. a w Niemczech około 5. bez obaw y tak zwanego „przesłuchu“ . Chociaż już te ilości energii. pro­ je k t ten przewiduje jako ochronę kabla papierowo-po- wietrznego specjalną rurę. s ta ­ nowią z pewnością bardzo drobne tylko ułam ki energii. że fale elektryczne dadzą się zastosować przynajm niej do przekazyw ania wiadomości. 9 % na Niemcy.1 XXXVI W Y S Y Ł A N IE FA L E L E K T R Y C Z N Y C H Ju ż doświadczenia H ertza w ykazały możliwość przeka­ zywania energii elektrycznej na odległość bez pomocy przewodów. 1933 około 35 milionów. jakie możemy przejąć w odległości jednego zaledwie kilom etra. wynosi prawie 100 milionów km. tł.) .132 Z asad y fiz y k i cenią kabla telefonicznego przez Ocean A tlantycki.000 m ieszk a ń có w .

czyli natychm iastow e prawie wygasanie jego drgań. wysyłania. Dużą wadę oscylatora H ertza stanowiło jego znaczne „tłum ienie“ . 1896. wywołane przez tłumienie. są dzisiaj zupełnie przestarzałe. które zastąpiły dawniejsze oscylatory H ertza. W nowoczesnej radio­ technice najgłówniejszymi urządzeniam i do w ytw arzania drgań niegasnących są przede wszystkim generatory lam ­ powe. b y natężenie drgań pozostawało bez zmiany. J u ż w n a stę p n y m roku Marconi mógł przesyłać depesze iskrowe między lądem a statkiem na odległość 10 kilometrów. stanowiło zbu­ dowanie n ad ajn ik a drgań niegasnących. a następnie prądnice p rądu przemiennego o bardzo wysokiej ilości okresów. nadających się do w ytw arzania.000 obrotów na m inutę. ku którem u zmierzali fizycy od chwili pow stania radiotelegrafii. a w r. które służyły dawniej do tego celu i w swoim czasie odegrały dużą rolę. Podstaw owe zadanie radiotelegrafii polega na budowie przyrządów. a więc takiego. Liczne układy. byłyby n a ty c h m ia st pokryw ane. tak . że dzisiaj stała się ona w ażną gałęzią elektrotechniki. czyli radiotelegrafii. 1902 udało mu się po raz pierwszy telegrafować bez d ru tu poprzez A tlan ty k . w ykonyw ujące około 20. m aszyna ta k a posiada kilkaset bie­ gunów i daje wobec tego bezpośrednio p rą d y przem ienne . W Ameryce udało się A l e x a n d e r s o n o w i zbudow ać m aszyny p rąd u przemiennego. w k tó ry m s tr a ty energii drgań. Do w ytw arzania drgań elektrycznych służą t a k zwane generatory wysokiej częstości. został on w ten sposób tw órcą telegrafii bez drutu. K ażdy przeskok iskry w oscylatorze wywołuje wprawdzie drgania. rozpoczęty w pierwszych latach dwudziestego wieku. w ykryw ania i odbioru fal elektrycznych. J e d n y m z najważniejszych celów. Stały rozwój telegrafii bez d ru tu . W y sy ła n ie fa l e le k tr y cz n y c h 133 konać tego M a r c o n i e m u w r. jed n a k drgania te n a ty c h m ia s t znów wygasają. do­ prowadził do tego.

. złożony z cewki L (samoindukcji) oraz z kondensa­ tora o dającej się regulować pojemności. oraz inne. skutkiem wrystępowrania p rąd u samoindukcji. wypracowanego przez M e i s s n e r a .134 Z asad y fiz y k i o częstościach. Generator lampowy. umieszczona w ten sposób. Nadajnik S'S od wzmacniacza lampowego. p rąd zaś ten. Istnieją urządzenia. stosow any do tego celu. 50 z poprzednim rys. o ile tylko obie cewki są nawinięte wre właści­ w ym kierunku. że w obwód anodow y jest jeszcze włączony dodatkow o ta k zwany obwód d rg a ­ jący. które w yw ołują jednakże przez indukcję periodyczne w ahania napięcia w d ru ­ giej cewce i na siatce. Można jednakże stosować również i m aszyny. za pośrednictw em któ ry c h m ożna otrzym ać dowolne nieparzyste wielokrotne częstości m aszyny. Periodyczne w ahania napięcia siatki wywołują z kolei periodyczne w ahania p rądu anodowego o tej samej częstości. k o n d en sa to r o b r o to w y .50. wówczas. przepływ ając przez pierwszą cewkę. Gdy włączamy baterię anodową. dające mniejsze częstości. Dzięki tem u przez oddziaływanie in d u k ­ 1 K o n d en sa to r ze zm ie n n ą reg u lo w a n ą p o je m n o ścią . w pierwszej cewce p ow stają zanikające drgania. doprowadza nową energię do obwodu drgającego. o z n a c z a m y sy m b o lic z n ie p rzez d w ie ró w n o leg łe k resk i. p rzy pom ocy k tó ­ rych można kilka razy z rzędu podw ajać częstość.1 również i w ob­ wodzie siatkow ym znajduje się cewka sam oindukcyjna L ’. a w ięc np . sięgających 100. ja k to w yka- kmm^czniec)hc zuj e porównanie rys. HllilMj • N ajbardziej używ anym obecnie sposobem w ytw arzania d rgań je s t zastosowanie tzw. lub n a d a j­ nik lampowy. że cewka L może wywo­ ływ ać powstawanie w niej prądów indukow anych dzięki wzajemnej indukcji obu tych cewek. odróżnia Rys. ty m tylko.000 okresów na se­ kundę. sprzężenia zwrotnego. p rz ec ię te p o c h y łą strza łk ą . następnie zaś podwyższać ilość okresów p rądu za pom ocą t a k zwanych tra n sfo rm a ­ torów częstości. 41.

wartość energii drgań. wzmacnia wówczas doprowadzane do niej drgania. że tak silne lam p y m uszą być chłodzone wodą. W y sy ła n ie fal e le k tr y cz n y c h 135 cyjne zostają zwiększone w ahania napięcia siatki i w dal­ szym ciągu zachodzi w ten sposób coraz dalsze wza­ jem ne wzmacnianie. Dzięki omówionemu wyżej działaniu siatki lam pa. sięgającej kilkuset kilowattów. tak zwaną anlenę. W ty m celu drgania. połączeń lamp. stanowi obfite źródło tych 1 P or.2 Zam knięty obwód drgający wysyła na ze­ w nątrz w postaci fal elektrom agnetycznych tylko bardzo mało energii. Rozumie się samo przez się. wzbudzana z zewnątrz. jak w dynam om aszynie. wytworzone w obwodzie zam kniętym . zależna od w arunków pracy. drugie polega na prze­ kształceniu drgań na fale. n a to m ia st rozpięty w pow ietrzu d ru t. 2 P r z y p o m n ijm y so b ie tra n sfo rm a to r! . rozdz. Najsilniejsze lam py nadawcze mogą dostarczać mocy.1 dopóki nie zostanie osiągnięta pewna stała. W ytw arzanie drgań niegasnących jest pierwszym pod­ staw ow ym zadaniem radiotechniki. osiąga się to zwykle przez sprzężenie ty ch obwodów za pom ocą odpowiednich cewek indukcyjnych. w k tó ry m zachodzą drgania elektryczne. których częstość możem y dowolnie regulować przez zastosowanie właści­ wych cewek i przez odpowiednie nastawienie kondensa­ tora obrotowego. włączając w obwód siatki zew nętrzny obwód drgający. zostają przeniesione na obwód o tw a rty . podobnie. Nowoczesne stacje nadawcze pracują przy pomocy takich. lub też obwód drgający innej lam py n a ­ dawczej z samowzbudzaniem . bieguny prądnicy p rąd u przemiennego o w y­ sokiej częstości. często wielostop­ niowych. Poza takim „sam ow zbudzaniem “ można również po­ budzić lam pę nadaw czą do drgań za pomocą „wzbudzania z zew n ą trz “. 25. mogące rozchodzić się swobo­ dnie w przestrzeni. N adajnik lam ­ powy w ytw arza więc drgania niegasnące. np.

. pionowy d r u t n a ­ dawczy. 1 F a d in g je s t an g ielsk im w y ra zem o z n a c z a ją c y m „ z a n ik a n ie “. uziemiony na dolnym końcu. zgadza się z częstością doprow adzanych doń drgań. N ajprostszą formą a n te n y jest długi. czyli ab y jego własną częstość móc uczynić równą częstości tego obwodu. W nocy może on być 10 do 15 razy większy niż we dnie. Z tego też powodu wielkie stacje radiotelegra­ ficzne p racują na falach długości od kilku do 20 kilometrów. 51). uw arunkow ana przez jego pojemność i spółczynnik samo- indukcji. Do największych telegraficznych instalacyj nadawczych świata zalicza się niemiecka stacja w Nauen. włącza się do d ru tu dające się regulować cewki i kondensatory. „ g a śn ięcie“. w ty m w ypadku n a p o ty k a m y w dziedzinie elek­ tryczności na zjawisko dobrze każdem u znane z akustyki pod nazwą rezonansu. posiadająca dwie wieże wysokości po 260 metrów. Zasiąg stacji zależy w znacznym stopniu od pory dnia. Na dużych stacjach nadawczych stosuje się a n te n y długości od 100 do 300 m etrów. jest to zjawisko znane pod nazw ą „fadingu“. zakłócenia te d ają się od­ czuwać o wiele mniej. W takim drucie można wywołać szczególnie silne drgania elektryczne. przy czym do um ocowania i zawieszenia drutów nadawczych służą wysokie m aszty (por. promieniowanie m usiałoby głów­ nie odbyw ać się w płaszczyźnie poziomej. panujące w atmosferze i na powierzchni ziemi. Podczas odbioru noc­ nego sygnały często chwilami słabną. gdy częstość jego drgań własnych. G dyby pionowy d r u t nadaw czy zawieszony był zupełnie swobodnie w przestrzeni. aniżeli p rzy użyciu mniejszych dłu­ gości fal. przechodzącej przez jego środek. A by go dokładnie „dostroić“ do sprzężonego z nim obwodu drgającego. rys.136 Z asad y fizyk i fal.1 Gdy stosujem y fale o dłu­ gości rzędu kilku kilometrów. W rzeczywistości jed n a k na promienio­ wanie w pływ ają w sposób isto tn y w arunki.

Rys. 51. . M aszty antenow e rozgłośni warszawskiej.

i dochodzą znów do powierzchni ziemi dopiero w znacznej odległości od stacji nadawczej.000 do 100. następnie n a p o ty k a m y tak zwaną „strefę m a r tw ą “. od 15.000 okresów na sekundę. w której odbiór w ogóle nie jest możliwy. lub też pomiędzy dwiema takim i falami odbitym i. .000 do 100. w yw ołują zjawisko fa­ dingu. i dopiero po przekroczeniu tej strefy m ożna znów uzyskać dobry odbiór. lecz tylko można je łatwiej zaobserwować w tej dziedzinie długości fal. albo. można rów­ nież uzyskać duże zasięgi. iż przy pomocy znacznie jeszcze krótszych fal. i falą odbitą od przewodzącej w arstw y atm osfery. W zrost fadingu w nocy i jego znikanie w dzień tłum aczym y rucham i w arstw y przewodzącej.000 „Hertzów“. Około roku 1925 dokonano jednakże niespodziewanego odkrycia. czyli falami rozprze­ strzeniającym i się wzdłuż powierzchni ziemi. Szczególnie osobliwy w ydaje się fakt. Zjawisko to nie ogranicza się jednakże bynajm niej jedynie do fal k ró t­ kich. że przy użyciu tych fal krótkich odbiór udaje się dobrze na stosunkowo m ałych odległościach. Od w arstw tych odbijają się fale. biegnące ku górze. a mianowicie ta k zwanych fal krótkich o długości od 10 do 50 metrów. Interferencje pomiędzy falami powierzchniowymi. P rz y ­ czynę fadingu stanowi to. ja k się mówi na cześć odkryw cy fal elektrycznych.138 Z a sa d y fizy k i Odpowiada to drganiom o częstości od mniej więcej 15. że na wysokości 60 do 100 kilo­ m etrów z n a jdują się w atmosferze w arstw y dobrze prze­ wodzące (przede w szystkim ta k zwana w arstw a Heavi- side’a). że fale o długości poniżej 1000 m etrów nie n a d a ją się do telegrafii bez d ru tu skutkiem swego z b y t małego zasięgu.1 Początkowo sądzono. Zatem dopiero dzięki doświadcze­ niom nad falami krótkim i radiotechnicy zdobyli możność przeprowadzenia wyczerpujących badań nad rozchodze­ niem się fal elektrycznych i nad zjawiskiem fadingu. 1 H ertz je s t w ięc je d n o stk ą c z ę sto śc i d rgań ob licza n ej na jed n ą sek u n d ę.

stosow anych w nowoczesnej radiotechnice. przy czym trzeba było dużego kunsztu eksperym entatorskiego. że pod w p ły w e m ciśn ien ia n a p rzeciw leg ły ch p o w ierzch n ia ch k ry sz ta łu p o w sta ją ła d u n k i elek tr y c z n e zn a k ó w p rzeciw n y ch . opiera się ono na zjawisku rozszerzania się lub kurczenia kryształów kwarcu. do k tó ­ rych. 1780. 1 Pod wpływem napięcia przemiennego kryształ kwarcu zostaje zatem dzięki swej sprężystości w p ra ­ wiony w drgania mechaniczne. W ytworzenie bardzo krótkich fal elektrycznych o długości rzędu kilku centym etrów czy n a w e t milimetrów udało się już dawniej różnym fizykom. skutkiem zb y t dużego oporu. gdyż do­ piero dzięki nim została umożliwiona gtęboka diatermia. W y sy ła n ie fal ele k tr y cz n y c h 139 Do w ytw arzania fal krótkich stosuje się również n a ­ dajniki lampowe. Mniej więcej około r. kw arc p o sia d a tę w ła sn o ść . Wobec bardzo bliskiego sąsiedztwa różnych częstości. k tórych długość sięga około y3 milimetra. zo sta ło w y k r y te ju ż w r. Za pom ocą tych fal można mianowicie ogrzewać i takie części ciała ludzkiego (jak np. przez co zeszli znacznie poniżej najdłuższych ze znanych fal podczerwonych. 1930 radiotechnika opanowała również jeszcze i ta k zwane fale ultrakrótkie o długości od kilku m etrów do kilku decym etrów. wnętrze czaszki). które skutkiem rezo­ 1 O d w rotn ie. gdy do przeciwległych powierzchni kryształu zostanie przyłożone napięcie elek­ tryczne. zwią­ zane z koniecznością użycia bardzo m ałych pojemności i sam o in d u k c y j. lecz natężenie tych fal było bardzo małe. zw a n e p iez o ­ e le k tr y c z n y m . gdybyśm y doprowadzali go przez elektrody. . Z jaw isk o to . by przezwyciężyć trudności. Fale te uzyskały duże znaczenie także i w dziedzinie m edycyny. m niejszych od jednej dziesiątej mili­ m etra. mógłby dochodzić je­ dynie bardzo słaby prąd. rzeczą wielkiej wagi je s t zapobieganie w ahaniom częstości nadawczej. W ty m celu stosuje się najczęściej sterowanie nadajnika kwarcem. W ytw a rz a ją c takie mikrofale doszli oni do długości fali.

które mogą być u żyte w zwykły sposób jako sygnały telegraficzne. Ponie­ waż zmiana częstości o pół promilla w ystarcza już do w y­ gaszenia świecenia. Drgania akustycz­ ne. m ożna wysyłać bez pomocy przewodów krótkie ciągi fal. Powolne drgania a k u ­ 1 G d y k o rzy sta się z ta k zw a n y c h d rg a ń h a rm o n icz n y c h k r y ­ sz ta łu o g ru b o ści 1 m m (a w ię c d rgań . m o żn a s to s o ­ w ać go rów n ież do fal k ró tszy ch od 100 m etró w . Zasadniczy ton m uzyczny (a raz kreślone) np. nadaje się do celów telegrafii lub telefonii bez d ru tu . odpowiada 435 drganiom na sekundę. niż elektryczne. drgając w rozrze­ dzonym gazie. 435 hertzom . są naturalnie znacznie po­ wolniejsze.140 Z asad y fizy k i nansu stają się szczególnie silne w tedy.000 m etrów. płytce nadaje się przy tym ta k ą grubość. a więc. stanowiące pewne impulsy. gdy częstość drgań elektrycznych zgadza się z częstością drgań wła­ snych kryształu. k tó r y ch c z ę sto ść sta n o w i c a łk o w itą w ielo k ro tn o ść cz ę sto śc i p o d sta w o w e j). Częstość ta zależy przede wszystkim od grubości kryształu w kształcie płytki. Przeryw ając nagle drgania a n te n y (na dłuższy lub krótszy przeciąg czasu). lub też osłabiając je tylko. służące do przesyłania fal elektrycz­ nych.000 hertzom . Każde urządzenie. więc z pom ocą p łytki kwarcowej można istotnie uzyskać bardzo dokładną kontrolę. że kryształ kwarcu. które m a ją być przekazane. grubości jednego c entym etra — fala elektryczna długości 1. Kryształowi grubości jednego m ilim etra odpowiada w w y padku rezo­ nansu 1 fala elektryczna długości około 100 m etrów. w ytw arza silne zjawiska świetlne. . ja k się mówi w języku elektrotechnicznym . gdy tym czasem fala elektryczna długości 500 m e­ trów odpowiada 600. W telefonie bez drutu fale wysyłane są „modulowane“ przez głos mówiącego lub przez m uzykę. ab y częstość jej wła­ snych drgań sprężystych zgadzała się z kontrolow aną częstością elektryczną. korzystając z tego. Możemy też spraw dzać stałość wysokich częstości drgań.

Gdy częstość własnych drgań elektrycznych obwodu przewodzącego zgadza się z częstością fali. w ystępuje wówczas zjawisko rezonansu. p rzy czym w jed n y m z nich p rąd jest skiero­ w a n y odwrotnie niż w drugim. zmieniając swe natężenie w rytm ie przekazyw a­ nych tonów. wypromieniowanej przez a n ­ tenę nadawczą. zwłaszcza na większych odległościach. iż n a ­ tężenie drgań elektrycznych podlega periodycznym zmia­ nom. Fale elektryczne grają zatem w telefonie bez d r u tu rolę fal nośnych. niż wykrycie słabych prądów s ta ­ łych. wywołują we wszystkich miejscach. w ykazać ich istnienie bez pom ocy specjalnych urządzeń. wykazanie zaś istnienia słabych prądów przem iennych jest znacznie trudniejsze. a ty m sam ym powstanie prze­ m iennych napięć we wszystkich n a p o tk a n y c h przez nie ciałach. Za pomocą zm iennych pojemności i sam oindukcyj można „dostroić“ w ten sposób d a n ą „antenę odbiorczą“ do dowolnej fali. które zachodzą w rytm ie drgań akustycznych. Odbiór fal e le k tr y cz n y c h 141 styczne o „niskiej częstości“ n a kładają się na drgania elektryczne „wysokiej częstości“ w ten sposób. powstanie okresowo zm iennych pól. X X X V II O D B IÓ R FA L E L E K T R Y C Z N Y C H Fale elektryczne. w ten sposób znoszą się . w obwodach przewodzących pod działaniem tych napięć pow stają p rą d y przemienne. Ponieważ je d n a k an te n a odbiorcza może przejąć zale­ dwie drobny ułam ek energii. przy czym natężenie w yw ołanych przez falę elektrycz­ nych prądów przem iennych osiąga najw yższą możliwą wartość. rozchodząc się w przestrzeni. wywołane w niej p rą d y przem ienne m ają o wiele za słabe natężenie. aby można było. do któ ry c h dobiegają. Natężenie ty ch prądów jest zazwy­ czaj rzędu wielkości zaledwie może stutysięcznych miliam- pera. K ażdy okres p rąd u przemiennego składa się z dwóch półokresów.

Odbierane fale są dopro­ wadzane w audionie poprzez m ały kondensator do siatki lam py. 2 P or. ja k tylko włączoną w pewien spe­ cjalny sposób lam pą elektronową. j a k już w spom nia­ no. które odcinają jedną połowę fali i um ożliwiają w ten sposób powstanie dającego się stwierdzić działania przeciętnego. przez co natężenie prądu anodowego spada. Najważniejszą rolę pośród urządzeń tego rodzaju grają: d e te k to r kryształkow y i lam pa elektronow a w „audiono- w y m “ schemacie połączeń. niszcząc jedną połowę fali i dając w ten sposób jednakowo skierowane im pulsy p rądu. n a to m ia st napięcie ujemne nie dopuszcza ich do s ia tk i. L am pa „audionowa“ ma tę przewagę nad detektorem kryształkow ym . Do w ykazania słabych prądów przem iennych w antenie odbiorczej służą zatem jako „detektory“ takie urządzenia. rozd z. Działa on jako prostownik 1 elektryczny.142 Z a sa d y fiz y k i nawzajem wszelkie te działania średnie prąd u . gdyż — 1 Por. fal przyczyniają się w przeciwnym sensie. P rą d anodow y drga więc z częstością akustyczną. do których dwie połówki. jednakże we wzm ocnionym stopniu. elektrony z rozżarzonej k a to d y dochodzą do siatki. rozd z. w jak im je s t m odulow ana fala n a d a jn ik a. że z działaniem prostowniczym łączy ona jeszcze wzmocnienie prądu. Gdy napięcie to je s t dodatnie. na której powstaje w ten sposób na zmianę napięcie dodatnie i ujem ne. o którego powierzchnię oparte jest ostrze metalowe. przy czym częstość tych zmian jest b a r­ dzo wysoka. lekko sprężynujące. 31.2 Skutkiem tego pod działaniem fali elektrycznej siatka ładuje się ujemnie. Detektor kryształkowy składa się z odpowiedniego m ine­ rału. D z ia ła n ie p r o sto w n icze d e te k to r a k r y sz ta łk o ­ w ego p o leg a g łó w n ie na zja w isk a c h te r m o e le k tr y c z n y c h . zazwyczaj p iry tu lub galeny. gdyż audion. nie je s t niczym innym . . Za pom ocą stosow­ nego schem atu połączeń można nie dopuścić do wzrostu ujemnego napięcia siatki ponad pewną w artość i wywołać w ten sposób powstanie w stałym prądzie anodow ym w ahań natężenia w ty m sam ym rytm ie. 30.

Udoskonalenie odbioru fal wywołało. można naturalnie uzyskać za pomocą d e tektora kryształkowego. Można również do­ prowadzić wychodzące z a n te n y modulowane drgania elektryczne jeszcze przed w yprostow aniem do włączonej na ich drodze lam py elektronowej. że stosowanie wysokich a nten odbiorczych staje się zbyteczne i w ystarczają już małe a n te n y ramowe. pow staje w nim ton. (Natężenie odbioru m ożna wreszcie wzmocnić dalej jeszcze przez wywołanie oddziaływania wzm ocnionych drgań w y­ sokiej częstości z obwodu anodowego pierwszego w zm ac­ niacza na ante n ę odbiorczą. z ty m . poczynając mniej więcej od roku 1915. przekazującego drgania elek­ tryczne a n te n y poprzez wzmacniacz wysokiej częstości do lam py audionowej i dalej poprzez wzmacniacz niskiej częstości do telefonu. . gwałtow ny rozwój telegrafu bez d ru tu . Dla polepszenia odbioru można ponownie wzmocnić wychodzące z detektora drgania niskiej częstości za po­ mocą lam py elektronowej. można osiągnąć ta k znaczne wzmoc­ nienia. k tó ra w ty m w ypadku działa jako wzmacniacz wysokiej częstości.2 Na wielkiej niemieckiej stacji nadawczej w Nauen pod Ber­ 1 P orów n . J u ż około roku 1920 zasiąg najw ięk­ szych stacyj iskrowych dorównał obwodowi kuli ziem skiej. 36 o n a d a j­ n ik u la m p o w y m . Gdy ten periodycznie drgający prąd anodowy doprowadzim y do telefonu. Za pom ocą ze­ stawienia tego rodzaju. odpowia­ dający ty m przekazanym m u drganiom „niskiej częstości“ . tylko bez wzmocnienia. przez takie „sprzężenie zw rotne“ zmniejsza się szkodliwy wpływ tłum ienia 1 drgań w antenie odbiorczej). k tóra działa w ty m w ypadku jako wzmacniacz niskiej częstości. co zo sta ło p o w ied zia n e w ro zd z. 2 D o ob jęcia całej p o w ierzch n i z iem i w y sta r c z a ju ż n a tu ra ln ie z a sią g ró w n y p o ło w ie o b w o d u ró w n ik a . Ten sam wynik. czyli radiotelegrafu. O dbiór fa l e le k tr y cz n y c h 143 ja k ju ż zostało wyjaśnione w jed n y m z poprzednich rozdzia­ ł ó w — każda lam pa elektronowa działa jednocześnie jako wzmacniacz.

. przeznaczoną dla statków . 1 W ciągu la t n a stę p n y c h n a stą p iło p ew n e c o fn ię c ie się sk u t­ k iem p og o rszen ia się w a ru n k ó w g o sp o d a r c z y c h . następnie znów w odległości 30 km od Nauen. Pierwsza regularna obsługa radiotelefoniczna poprzez ocean została o tw a rta w 1927 roku. sygnały czasu oraz ogólnoświatową obsługę inform acyjną. np. instalacje te urządza się poza obrębem wielkich m iast. lecz jedynie w centrali berlińskiej. T a k np. w Geltow koło Pocz­ d am u. pomiędzy Niemcami i A rgentyną lub pom iędzy Anglią i Australią. k tórzy rzeczywiście z a jm u ją się przesyłaniem wia­ domości w obydwóch kierunkach. która w ten sposób kieruje nadaw aniem na odległość.. w odległości 35 km od berlińskiej centrali. wzrosła od jednego miliona w r. przesyłanych telegraficznie w ciągu roku. m ożem y więc przez kom binację z liniami kablow ym i na lądzie stałym prowadzić ju ż dzisiaj rozm owy na odległość pom iędzy dwom a dowolnymi p u n k ta m i na kuli ziemskiej. niemiecka instalacja n a ­ dawcza dla kom unikacji transatlantyckiej znajduje się w Nauen. k tó ra obejm uje również wiadomości o burzach.1 Zastosowanie do radiotelegrafii fal krótkich umożliwiło dzisiaj przesyłanie przeszło 1000 liter w ciągu 1 m inuty.144 Z a sa d y fizy k i linem ilość wyrazów. z n a jd u ­ jących się na o tw a rty m morzu. Jednakże urzęd­ nicy. Z licznych zastosowań radiotelegrafu p rzytoczym y tu jedynie krótko m iędzynarodow ą obsługę meteorologiczną. Centrale kom unikacji radiotelegraficznej są łączone za pośrednictw em specjalnych torów kablowych z odpowied­ nimi instalacjam i nadaw czym i i odbiorczymi. powodziach. oddzielo­ nym i jedne od drugich. znajduje się instalacja odbiorcza. 1918 do około 18 milionów w roku 1930. górach lodowych itp. prac u ją nie w Nauen i nie w Geltow. Ponieważ obecnie zostało już ustalone po­ łączenie radiotelefoniczne pom iędzy wszystkim i większymi krajam i. pom iędzy L ondynem i New Yorkiem.

Dalszy rozwój radiofonii jest scharakteryzow any przez ciągłe udoskonalanie przyrządów. o b ejm ującym przede wszystkim redakcje cza­ sopism i giełdy. W Ameryce przede w szystkim pow stały tow arzystw a. W r. stawiającej sobie za cel głównie nadaw anie produkcji m uzycznych.1 Rozwijając się gwałtownie. 1920 rozwinęło się zastosowa­ nie radia do służby informacyjnej w ograniczonym kole odbiorców. Po urządzeniu już w r. w przeciągu niewielu lat „radio“ rozpowszech­ niło się bardzo wśród wszystkich narodów kulturalnych. które organizowały o dczyty oraz produkcje muzyczne i przenosiły je za pomocą specjalnych instalacji nadaw czych na wysyłane w prze­ strzeń fale elektryczne. XXXVIII R A D IO F O N IA Mniej więcej do r. 1920 zastosowanie radiotelefonu ograniczone było jedynie do przesyłania wiadomości i to przede wszystkim dla uży tk u instytucji publicznych. w następnych latach zbudowano w S ta ­ nach Zjednoczonych bardzo liczne stacje nadawcze. a w r. 1921 rozpoczęło się przekształcanie radia ze środka porozum ienia w radiofonię rozrywkową. jak np. policji czy wojska. iż każdy posiadacz odpo­ wiedniego a p a ra tu odbiorczego mógł korzystać z ty ch słuchowisk. tak. 1927. Na krótko przed r. jako z pewnością jeden z największych postępów w dzie­ ja c h cywilizacji ludzkości. zakres częstości przekazyw anych 1 P o lsk ie R a d io p o w sta ło w r. służących do akustycznej m odulacji fal elektrycznych. tł. 1923 powstało Niemieckie R a d io .) Zasady fizyki 10 . W radiofonii. lub też niektórych tow arzystw p ry ­ w atnych. 1920 pierwszej stacji radiofonicz­ nej w P ittsburgu. ulepszanie i wyczulanie p rzy­ rządów odbiorczych oraz budowę wielkich stacji nadaw ­ czych o coraz większej mocy. (U w .

albo też lekką ceweczkę z d ru tu aluminiowego. dzięki czemu pow stają w nim przez indukcję p rą d y przemienne. Gdy m ówim y do kondensatora. ja k w ia d o m o . por. W mikrofonie elektrodynamicznym przewodnik elektry­ czny o małej masie. a więc i jego pojem ność. naprzeciwko niej. 21. W mikrofonie ty m stosujem y albo cienką. spośród k tó ry c h najw aż­ niejsze są: mikrofon Reissa.2 ta k . co czyni go jednakow o czułym na wszelkie częstości. rozdz. omówionym już w yżej. Mikrofon. 21. zostaje pod wpływem dźwięku wprawiony w drganie. znajduje się nieruchoma tarcza m etalow a. Proszek ten — umyślnie nie­ jednolity — składa się z ziarn różnej wielkości. Wobec tego do przejmow ania drgań akustycznych służą w radiofonii m ikrofony specjalnej konstrukcji. mikrofon kondensatorow y i mikrofon elektrodynam iczny. . kw adratow e wgłębienie. rozd z. zmie­ nia się przez to periodycznie odległość między jego pły­ tam i. zam knięte z wierzchu m em b ran ą gum ową i wypełnione w arstw ą proszku węglo­ wego. od o d leg ło ści p o m ię d z y p ły ta m i. M ikrofon kondensatorowy jest to właściwie kondensator elektryczny w znaczeniu. grubości 1 do 2 m m .146 Z a sa d y fiz y k i fal dźwiękowych musi być z n a tu r y rzeczy znacznie większy. falistą taśm ę alum iniową (tak zwane m ikrofony taśmowe). 2 P o jem n o ść z a le ż y .01 mm). aniżeli zakres. wynaleziony przez Eugeniusza R e i s s a i noszący jego nazwisko. składa się z małego k aw ałka m arm u ru w kształcie sześcianu. aby uczynić zro­ zum iałą mowę ludzką w zwykłym telefonie. jaki w ystarcza. znajdujący się pomiędzy biegunami nieruchomego m agnesu. że pod wpływem przyłożonego z zewnątrz napięcia pow stają p rą d y prze­ mienne. w odległości około 1/50 m m . k tó ry po­ siada płaskie.1 Je d n a z p ły t jest utworzona przez specjalnie cienką m em branę m etalow ą (grubości w przybliżeniu 0. 1 Por.

Studio kam eralne rozgłośni warszawskiej. (U w . służący do przejm ow ania dźwię­ ków. ja k mikrofon.1 R ys. R ad iofon ia 147 W mikrofonie elektrodynam icznym zbędne jest specjalne źródło p r ą d u . również i słuchawka telefoniczna w przyrządzie od­ 1 M ikrofony u sta w ia n e są w sp ec ja ln ie u rzą d zo n y ch . ry s. iz o lo w a ­ n y ch d źw ięk o w o „ stu d ia c h “. Podobnie. do k tó r y ch n ie d o ch o d z ą ża d n e o d g ło sy zew n ętrzn e. p o c h ła n ia ją c y c h rozp roszon e i o d b ite od śc ia n fa le d źw ięk o w e. tł. S tu d ia ta k ie z a o p a tr zo n e są w szereg o d ­ p ow ied n io ro zm ieszczo n y c h k o ta r (por.) 10* . 5 2 ). 52. w ten sp o só b u zy sk u je się d u żą c z y sto ść n a d a w a n y c h d źw ię k ó w .

Używane dzisiaj powszechnie po­ kojowe głośniki elektrodynam iczne przenoszą ruchy z n a j­ dującej się w polu elektrom agnesu cewki. ceweczka aluminiowa. k tó ry jest odwróceniem mikrofonu cewkowego. k o n stru k c ja ich opiera się głównie na zasadzie n a kładania dwu drgań. odbioru helero- 1 W o b w o d zie n isk iej c z ę sto śc i p o jem n o ść u k ła d u sia tk a — a n od a nie je s t ta k szk o d liw a . zostaje przez wa­ hania p rąd u w prawiona w drgania. przenoszone przez nią na powietrze. . Na zasadzie konstrukcji telefonu rozwinął się przede wszystkim głośnik elektrom agnetyczny. Oddawanie dźwięków jest wystarczająco silne naw et dla dużych pomieszczeń. Później dopiero udało się zbudować działające bez zarzutu głośniki elektrodynam iczne. Przez wprowadzenie neu- Irodynowego schem atu połączeń osiągnięto istotne ulepszenie wzm acniaczy wysokiej częstości. opływanej przez wzmocniony p rąd odbiorczy. od dobrego odbiornika zaczęto wym agać również i oddaw ania dźwięków przez głośnik. schem at ten pozwolił usunąć szkodliwe działanie pojemności. czyli tzw. znajdująca się w polu m agnetycznym . W głośniku cewkowym. że coraz ważniejszą rolę odgrywa spraw a budow y odbiorników „seleklywnych“. na m em branę. tworzonej przez siatkę i anodę lamp obwodu wysokiej częstości. sięgających 500 m etrów .1 Stale w zrastająca moc stacji nadaw czych powoduje. Zadaniem głośnika jest przetwarzanie dostarczanych przez odbiornik drgań p rądu w dostatecznie silne drgania powietrza i od­ danie dźwięków w postaci możliwie czystej i wolnej od zniekształceń. Do nadaw ania dźwię­ ków na otw artej przestrzeni i w wielkich salach stosuje się oparte na tej samej zasadzie „głośniki talerzowe“ .148 Zasady fizyki biorczym musiała przystosować się do zwiększonych wy­ m agań radiofonii. Ulepszenia radioodbiorników zmierzały przede w szyst­ kim do zwiększenia ich czułości. której nadaje się zwykle k ształt stożkowy. k tórych dźwięk m ożna słyszeć wyraźnie i czysto w odległościach.

równoważne kilku stopniom wzmocnienia w obwodach niskiej częstości. jaki d ają lam py. odpow iadającą w przybliżeniu fali o długości 2500 m etrów . Na tej drodze można było poza tym jeszcze znacznie zmniej­ szyć ilość stopni w odbiorze heterodynow ym i uzyskać za pom ocą jednej lam py działanie. Przez konstrukcję takich lam p wielo- sialhowych (np. k tóra jest niezależna od długości fali. częstość pośrednia jest stopniowo w zm acniana jeszcze przed jej niezbędnym wyprostow aniem w szeregu jak najdokładniej dostrojonych do niej obwodów. analogicznych do siatki i utrz y m y w a n y ch pod określonym stałym napięciem. w ten sposób m ożna osiągnąć nadzw yczajną selektywność odbiornika. jeszcze innych dodatkow ych urządzeń. W sam ym odbiorniku w y tw a rz am y za pośred­ nictwem specjalnego generatora drgania o dającej się regulować częstości. odbieranej z zew n ą trz . . Stopień wzmocnienia.1 Zwykle obiera się częstość pośrednią. obecnie można ju ż budować odbiorniki o tej samej sprawności i selektywności z trzem a tylko lam pam i. p rzy czym częstość tę dobieram y w ten sposób. Przez te ulepszenia odbiorniki stały się mniejsze i tańsze. Radiofonia 149 dynowego. używane do odbioru. a wreszcie również i wprowadzenie regu­ lacji za pośrednictw em jednej tylko gałki wywołało znaczne 1 P rzez n a ło żen ie d w ó ch c z ę sto śc i p o w sta je d zięk i ta k z w a ­ n y m „ d u d n ie n io m “ (zn a n y m ró w n ież i w m u z y c e ) n o w a c z ę sto ść. ekranowych) zbyteczny stał się używ any pierwotnie kłopotliwy w użyciu schem at neutrodynow y. mógł być znacznie zwiększony drogą w budow ania w lam pę prócz właściwej siatki. że przez nałożenie drgań generatora na od­ bieraną m odulow aną falę pow stają drgania o zupełnie określonej „częstości pośredniej“ . rów n a ró żn icy cz ę sto śc i n a k ła d a n y c h na sie b ie fal. Gdy dawniej jeden odbiornik heterodynow y wym agał użycia aż do jedenastu lamp. k tó ra służy do sterowania prądem anodowym .

b y stacje n a ­ 1 R o z m a ite k o n d en sa to r y i c e w k i sa m o in d u k c y jn e .150 Zasady fizyki uproszczenie w ich użyciu. A by uniknąć w miarę moż­ ności wzajemnego zakłócania sobie odbioru przez różne stacje. A p a ra t taki posiada tylko jeden je d y n y dający się dostrajać obwód. w Lucernie). ze sob ą. długości fał są przydzielane stacjom na m iędzy­ narodow ych konferencjach (np. lecz łączna ich moc była sześciokrotnie mniejsza.2 W przyrządach przeznaczonych do odbioru jedynie s ta ­ cji lokalnych. obejm ujące jeden stopień audionow y oraz jeden lub dwa szczególnie w ydajne wzmacniacze niskiej czę­ stości (w postaci lamp wielosiatkowych). płynące przezeń słabe p rą d y zmienne są w yprosto­ wywane przez zwykły de te k to r kryształkow y i doprow a­ dzane bezpośrednio do słuchawki. ja k i moc slacji radionadawczych stale wzrasta. pozostałe długości fal zarezerwowane są dla pew nych określonych potrzeb służby inform acyjnej.1 W pierwszych latach rozwoju radiofonii słuchacze radia zmuszeni byli do stosowania specjalnych baterii do żarzenia k a to d y oraz dla nadania napięcia na siatkę i anodę. w y n o sz ą c e g o od 110 do 2 2 0 w o ltó w . włączane bezpo­ średnio do sieci oświetleniowej i dające czysty odbiór. Dopiero po długotrwałych w y­ siłkach udało się zbudować odbiorniki. lecz tylko dobra jakość odbioru. 2 N a jw ięk szą tru d n o ść sp ra w ia ło ża rzen ie k a to d y za p o m o cą sto su n k o w o w y so k ieg o n a p ięcia sieci. W radiofonii stosowane są przeważnie długości fal od 200 do 600 i od 1000 do 2000 metrów. Zarówno ilość. Dwa lata przedtem istniało wprawdzie ju ż 208 stacji nadawczych. 1933 E uropa posiadała 235 stacji nadawczych o łącznej mocy 3140 kilowattów. są w ó w c z a s o d p o w ie d n io sp rzężo n e m e c h a n ic z n ie . k tó re n a ­ le ż y je d n o c z e śn ie reg u lo w a ć. stosowane są obecnie układy. W r. w których zatem nie jest w ym agana selektyw­ ność. Obok odbior­ ników lam powych w odbiorze lokalnym z n a jd u ją jeszcze duże zastosowanie a p a ra ty detektorow e dawnego typu. Ja k o ogólną zasadę przyjęto. w 1933 r. .

by akustycznie m odulow ana częstość jednej stacji nadawczej nie w k ra ­ czała w obszar drugiej. tł. że w y m ia n a progra­ m ów n ie o d b y w a się b ezp o śred n io b ez d ru tu m ię d z y sta c ja m i n a d a w czy m i. najnowszej w chwili pisania niniej­ szej książki (1933 r. Wielka wiedeńska stacja nadawcza. 1933.000 hertzów w skali częstości. (U w . J e d y n ie w y ją tk o w a ja k o ść p r zek a zy w a n ia i b rak z a ­ k łó ceń w ta k ich k a b la ch są p r z y c z y n ą teg o . wzmacnianie to odbyw a się za pom ocą dwóch lam p 300- kilow attow ych. stoją dwie dalsze. Dopiero na p iąty m stopniu częstość nadawcza (stanowiąca częstość nośną) jest m odulow ana przez p rąd mikrofonowy. bezpośrednio przed przekazaniem drgań antenie. ta k samo i każda stacja nadawcza radiowa pracuje na pewnej ilości lampowych slopni wzmocnienia.).) . R y s. doprow adzany za pom ocą kabla ze studia radiowego. posiadających każda wysokość l 3/4 m etra (obok nich jako rezerwa. ta k . por. 53). posiada np. Na ostatnim . słu żą ce je d y n ie do w y m ia n y p rogram ów p o m ię d z y r o z m a ity m i to w a r z y stw a m i r a d io ­ fo n iczn y m i. siedem stopni. 5 4 i 5 5 p r z e d sta w ia ją u rzą d zen ie p o ­ koju k o n tro ln eg o i n a jw a żn iejszej je g o c zęści — sto łu k o n tr o l­ n ego w rozgłośn i w a rsza w sk iej. 2 W cza sie n a d a w a n ia k o n ieczn a je s t o c z y w iśc ie sta ła k o n tro la d zia ła n ia p o szczeg ó ln y ch sto p n i w zm o cn ie n ia . następne sześć — do stopniowego zwiększania mocy. Radiofonia 151 dawcze położone blisko siebie posiadały możliwie różne dłu­ gości fal i by każda stacja nadawcza różniła się od swej n a j­ bliższej pod względem długości fali sąsiadki o odstęp 9.2 Na tej stacji nadawczej. zbudow ana w r. stopniu. Podobnie ja k dokładniejszy odbiór możliwy jest tylko p rzy zastosowaniu szeregu lamp. za antenę służy bezpośrednio stalowy 1 Cala eu ro p ejsk a k a b lo w a sieć te le fo n ic zn a zaw iera ju ż d zisia j sp ecja ln e ż y ły i u rząd zen ia w z m a c n ia ją c e . Później następuje jeszcze dw ukrotne wzmoc­ nienie m odulow anych drgań. której stałość utrz y m y w a n a je s t przy pomocy kw arcu.1. Pierwszy stopień służy do wytworzenia pierwotnej częstości n a ­ dawczej. rys. c z y s to ś c i n a d a w a ­ n y c h d źw ięk ó w itd . siódmym.

stanowiły jedynie oparcie dla specjalnej sieci drutów a n te ­ nowych. Przez dodanie drugiej takiej samej wieży w od— . gdy w dawniejszych instalacjach takie wieże Rys.152 Zasady fizyki m aszt konstrukcji kratowej o wysokości 130 m etrów (rys. 56). Siódm y stopień w zmocnienia na wiedeńskiej radiostacji (dw ie czynne lam py katodowe 300 kilowattowe i dwie takież lam py rezerwowe). 53.

Rys. Urządzenie pokoju kontrolnego rozgłośni warszawskiej. . 54. z lewej strony widać stół kontrolny.

. Widok stołu kontrolnego rozgłośni warszawskiej.Rys. 55.

W celu osiągnięcia specjalnie wielkiego zasięgu w o s ta t­ . Rys. leglości długości fali uzyskano kierunkowe nadawanie głównie w kierunku zachodnim. zgodnie z położeniem W iednia na wschodzie Austrii. wysokości 130 m. 56. M aszt antenow y w iedeńskiej stacji nadaw czej.

Obok stacji nadawczych krótkofalow ych zostały o s ta t­ nio zbudowane na próbę nadajniki fal ultrakrótkich. k tórzy stworzyli obecnie na całej kuli ziemskiej wielką sieć nadawczo-odbiorczą. a zwłaszcza fal krótkich. najważniejsza obecnie dla E u ro p y stacja am erykańska. ja k fale świetlne. że do ich nadaw ania w ystarczają już zupełnie małe energie. ty tu łe m próby. Konigswusterhausen oraz P ittsburg. program y niektórych stacji radiofonicznych nadaw ane są również z nadajników krótko­ falowych. ta k np. ta k . uwaga fachowców zo­ stała skierowana na zalety fal krótkich w ogóle tylko dzięki tem u. że nie m a ją one dużych zasięgów i wcho­ dzą w rachubę prawie jedynie tylko p rzy odbiorze lokalnym. poza ty m zaś ułatwione je s t zachowanie przesyłanych wiadomości w t a ­ jem nicy. Dzięki m iędzynarodow em u porozumieniu am a to ro m tym pozostawiono do wyłącznego rozporządzenia pewne okre­ ślone przedziały częstości. Fale u ltrakrótkie nie są odbijane od wyższych w arstw a tm o ­ sfery i rozchodzą się tylko prostoliniowo. w Berlinie instalacja nadawcza fal długości 7 m etrów ustaw iona zo­ stała na wierzchołku 138-metrowej wieży radiowej.156 Zasady fizyki nich czasach. Z drugiej strony je d n a k z prostoliniowością rozchodzenia się fal u ltrakrótkich związana jest ta ich zaleta. Powszechne zainteresowanie ulepszeniami technicznym i radiotelefonu i telegrafu bez d ru tu spowodowało również ożywioną działalność am atorów . że ku ogólnemu zdumieniu am atorom udało się porozumienie się ze sobą poprzez ocean za pom ocą zupełnie słabych stacji nadawczych. Instalacje nadawcze fal u ltrakrótkich budo­ wane są umyślnie na znacznej wysokości ze względu na prostoliniowe rozchodzenie się tych fal. . do tych stacji należy np. jako ich cechę ujem ną. że można je skupiać i kierować za pom ocą odpowiednich reflektorów t a k samo. Powoduje to. dotyczącego rozchodzenia się fal elek­ trycznych. Pracom ty ch am atorów za­ wdzięczamy nagrom adzenie ogromnie bogatego m ateriału doświadczalnego.

M a s o l l e ’a i V o g t a . m ó w ią c p rzy ty m : D zień d o b ry p an u . k tó ry osiąg­ nął niemniejsze znaczenie w naszej cywilizacji nowoczesnej. ja k pan u się p od ob a k in em a to g ra f? .1 X X X IX FILM D Ź W IĘ K O W Y W kilka lat zaledwie po okresie gwałtownego rozwoju radiofonii nastąpił triu m f nowego w ynalazku. 1900 przez R u h m e r a m etodę świetlnego zapisyw ania dźwięków. Z a słu g u je na u w agę. Austria 73. M a so lle’a i V o g ta z o sta ł o p a te n to w a n y pod n a zw ą „ T ri-E rg o n “. Po odpowiednim ich wzmocnieniu drgania te zostają zamienione za pom ocą odpowiednich przyrządów w wahania natężenia światła.) 2 W y n a la z e k E n g la . zostaje przede wszystkim. że w ła śc iw ie p ierw szy film d ź w ię k o w y z o sta ł w y k o n a n y przez E d iso n a p rzy za sto so w a n iu g ra m o fo n u ju ż w r. któ rz y zastosowali do tego celu obm yśloną już w r. S ta n y Zjednoczone 138. Film dźwiękowy 157 0 olbrzym im znaczeniu radiofonii dla nowoczesnego życia świadczy chociażby fakt. F ilm p rzed ­ sta w ia ł jed n eg o ze z n a jo m y c h E d iso n a . przekształcona za pom ocą m ikrofonu w drgania prądu elektrycznego. podobnie ja k w radiofonii. 1889. w roku 1927 rozpoczął się zwycięski pochód film u dźwię­ kowego. a Dania — 140. k tó r y z d e jm o w a ł k a p elu sz.2 W filmie dźwiękowym w jego dzisiaj prawie wyłącznie przyjętej postaci mowa lub m uzyka. które z kolei zapisujem y foto­ 1 P o lsk a p o siad ała 10 a p a ra tó w o d b io rc z y c h na k a żd y ty s ią c m ieszk a ń có w . na każdy tysiąc mieszkańców Niemcy posiadały 66 a p a ra tó w odbiorczych. c z y li d zieło trzech . Został on wynaleziony w dzisiejszej swej postaci w roku 1923 przez trzech Niemców: E n g l a . że w 1932 r. k tó rą pragniem y za­ pisać. (U w . p a n ie E d iso n . tł.

Przy użyciu innej m etody. natężenie dźwięku n a to m ia s t m etoda natężeniowa oddaje przez stopień zaczernienia pasków poprzecznych. W obydw u m etodach wysokość dźwięku jest dana przez odległość dwu następujących po sobie m axim ów (szczebli lub ząbków). jasność zaś jego pozostaje bez zmiany. p rzestarzała ju ż d zisia j. gdyż jest on złożony z rozmaicie zaczernionych smug poprzecznych je d n a ­ kowej długości (rys. na którym zaczerniony równomiernie ślad dźwięku posiada zmienną szerokość (rys. w p rzeciw ie ń stw ie do op isa n ej tu m e to d y za p isy w a n ia św ie tln e g o . p o łą czo n e g o z g ło śn ik iem e le k tr o m a g n e ty c z n y m . w a h a ­ niom ulega długość obrazu szczeliny świe­ tlnej. 2 M etoda za p isu p op rzeczn eg o b y w a ró w n ież zw a n a m eto d ą o d ­ ch y le n io w ą .1 Fotograficzny zapis dźwięków można otrzym ać dwiema m etodam i. K o n ie c zn e b y ły je d n a k w ó w c z a s sp e c ja ln e u rząd zen ia dla „ sy n c h r o n iz a c ji“ ob razów i d źw ięk ó w . 58). Przy użyciu ta k zwanej metody nalężeniowej w y tw a rz am y w ahania jasności źródła światła.158 Zasady fizyki graficznie na taśmie filmowej. m etoda zaś zapisu poprzecznego — przez ich długość. otrzym uje się w ten sposób „zapis ząbko­ w a n y “ . . m eto d a z a p isy w a n ia d źw ięk ó w op ierała się. co umożliwia synchroniczną kinem atografię obrazów i dźwięków. na u ży ciu g r a m o fo n u . 57).2 Światło pochodzi z silnego źródła światła o stałej jasno­ 1 In n a. zapis dźwię­ kowy ma zatem po wywołaniu filmu c h a ra k te r „szczeblo­ w y “ . alb o też m e to d ą za p isu cza rn o -b ia łeg o . a mianowicie tak zwanego zapisu poprzecznego.

K om órka K erra jest umieszczona po­ między dwoma p ry z m a ta m i Nicola. do omówienia której chcemy się tu ograniczyć. że bez pola światło nie może przejść przez nie oba. w metodzie natężeniowej. gdy do okładek doprow adzim y napięcie elektryczne i skutkiem tego w ni­ trobenzolu nastąpi podwójne załamanie światła.od napięcia. komórka Kerra. J u ż w r. rozd z. zmniejszony m Rvs. że w polu elektrycznym ciecze izolujące lub też słabo prze- w odzącestająsię podwójnie łam iące. 13. p o d d a n a dzia­ łaniu prąd ó w .W stęga filmowa z zapisem ząbko- obraz tej szpary zostaje rzucony na film.5S. 3 P o słu g u je m y się p rzy ty m d o d a tk o w y m n a p ię c ie m s ta ły m . 1 poprzez kondensor trafia ono na przyrząd sterujący zapisem. Ilość prze­ puszczonego światła zależy.2 zestawionymi w ten sposób. pomiędzy k tó ­ rymi pozostawia się m a ­ leńką szparę. Ko­ m órka K erra w postaci. 1875 fizyk a n ­ gielski K e r r wykrył. jak w skazują rozważania te ­ oretyczne. 2 Por.p ły n ą c y c h z m ikrofonu. staje się to możliwe dopiero w tedy. b y w a h a n ia n a tę ż e n ia św ia tła z a c h o d z iły d o k o ła p ew n ej w artości śred n iej. .3 1 N a tu ra ln ie m o żliw e b y ło b y ró w n ież w y w o ły w a n ie z m ia n n a tę ż e n ia źród ła św ia tła b ezp o śred n io za p o m o cą p rąd ów z m ik ro ­ fonu: w p r a k ty c e je d n a k ż e m e to d a ta n ie o k a za ła się k o r z y stn a . odbywaj ące się w r y tm ty c h p rą d ó w . ta k . tak . Film dźwiękowy 159 ś c i . 1924). składa się z dwóch zanurzonych w ni­ trobenzolu okładek kon­ densatora. że kom órka K erra. nadanej jej przez K a r o - l u s a (r. jest nim tzw.m oże w ytw orzyć w a­ hania natężenia św iatła. szczególnie sil­ nie w ystępuje to „zjawisko K e rra “ u nitrobenzolu.

. Szerokość obrazu szczeliny nie może więc w żadnym razie być większa. rys. płynącego przez fotokom órkę pod wpływem jej naświetlania. ja k już wspom nie­ liśmy wyżej. J e d y n ie p rzy u ży ciu k om órek p ew n eg o sp e c ja ln e g o ro d za ju . 59) są to naczynia szklane. Dla oddania zapisanego dźwięku należy przede wszyst­ kim za pom ocą komórek światłoczułych zamienić z powrotem drgania świetlne. prędkość przesuwania się filmu została u s ta ­ lona na 456 m m na sekundę. a m ia n o w icie tz w .04 m m . W ty m celu stosujem y kom órki selenowe lub fotoelektryczne. polegające na tym . sam ą szczelinę jednakże bierze się nieco szerszą. 6. 2 P or. co wynosi w przybliżeniu 0. rozdz. rozciąga się mniej więcej od 30 do 10.160 Zasady fizyki Zakres częstości drgaii tonów. w w ahania p rądu elektrycznego.000 hertzów. je d n a k ż e je s t on o k o r z y stn e i z w y k le sto s u je m y je w p r a k ty c e . po­ siadającego szerokość 0. Natężenie prąd u . że opór elek­ try c z n y selenu metalicznego 1 silnie spada w czasie jego n a ­ świetlania. zmniejszenie zaś obrazu uzyskuje się za pom ocą odpowiedniego obiektywu. powstające w czasie wyświetlania filmu. kom órki selenowe m ożna więc stosować tylko w połączeniu z d o datkow ym źródłem stałego p rąd u . z jednej strony pokryte od w nętrza w arstw ą am a lg am a tu potasu i zawierające bardzo roz­ rzedzony gaz szlachetny 3 (argon lub hel) lub też całkowicie pozbawione gazu. P rzy u ż y c iu fo to k o m ó rek d o d a tk o w e źródło prądu nie je s t b ezw a ru n k o w o k o n ie c z n e . W p rak tyce przyjęło się stosowanie obrazu szczeliny. ponieważ zaś. m o żn a z a n ie c h a ć w łą cza n ia d o d a tk o w e g o źród ła prąd u .02 m m . 3 P rzez n a p ełn ien ie fo to k o m ó r k i g a ze m u z y sk u je się zn a czn e z w ię k sz e n ie prądu fo to e le k tr y c z n e g o . k om órek p ó łp rze w o d z ą c y ch . potrzebnych do wiernego od­ dania głosu w filmie dźwiękowym. W pierwszych w y­ zyskuje się zjawisko. O parte na zjawisku fotoelektrycznym 2 fotokomórki (por. zapis jednego drgania dla n a j­ wyższego tonu wym aga jednej dziesięciotysiącznej części 456 m m. je s t rzędu 1 S elen w y stę p u je w d w ó ch m o d y fik a c ja ch : czerw on ej n ie m e ta ­ liczn ej i szarej m eta lic zn ej.

W czasie wyświetlania przesuwa się ona przede wszystkim przed „okienkiem filmowym “ . skąd obraz zostaje rzucony przy użyciu silnego źródła światła na ekran. N ow oczesna techniczna komórka fotoelektryczna. Film dźwiękowy 161 wielkości zaledwie jednego m ikroam pera (czyli milionowej części am pera). Następnie dopiero film. selenową czy też fotokomórkę. 59. Odpowiednio do odstępu obu okienek obraz i odpo­ w iadający m u dźwięk z n a jd u ją się na taśm ie dźwiękowej Zasady fizyki 11 . a następnie do głośników elektrody­ nam icznych. W ahania prądu. gdzie inne źródło światła prześwietla zapis dźwię­ kowy. Skopiowane negatyw y zapisu dźwiękowego i filmu łączy się w jed n ą wspólną taśm ę — pozytyw . lecz prąd ten nie wykazuje żadnej „bez­ w ładności“ . rozwijający się z rolki. czyli odtw arza w ahania światła bez żadnego zapóźnienia. doprowadza się do w zm ac­ niaczy lampowych. wywołane przez kom órkę Rys. trafia przed „okienko dźwię­ kowe“ .

które doprowadziły do wynalezienia i udoskonalenia filmu dźwiękowego. k tóra stopniowo oświetla p u n k t po punkcie wzdłuż linii śrubo- . W celu odtworzenia filmu dźwiękowego w innym języku niż ten. Pierwsze duże filmy dźwiękowe wyświetlono publicz­ nie w Ameryce w r. XL P R Z E K A Z Y W A N I E O BRA ZÓW I W I D Z E N I E NA ODLEGŁOŚĆ Historia postępów technicznych. ostra plam ka świetlna. Na początku r. Należy je d n a k p rzy ty m zwrócić uwagę na to. k tó ry obraca się równomiernie. m ożna naturalnie „zsynchronizować“ ponownie film. Na poruszający się w ten sposób bęben p a d a mała. 1927. wyprzedza obraz. ułatw iają osiągnięcie tego celu. równą 38 cm. dźwięk. k tó ry był u ż y ty pierwotnie. zapisany na filmie. o tę odległość. w ypow iadane w innym języku. zachowując niezmie­ nioną kolejność obrazów. 1930 ogólna liczba miejsc siedzących w kinem atografach wynosiła w Niemczech około 2 milionów. orientujące osobę. odpow iadały w m iarę możności ruchom warg i ułożeniu ust na obrazie. Specjalne m etody oraz stosowne przyrządy. w całej Europie około 13 y2. do­ tyczy równocześnie pod wielu względami dziejów pow stania i rozwoju przekazyw ania telegraficznego obrazów oraz początków widzenia na odległość. mówiącą w innym języku. przy czym równocześnie bęben przesuwa się powoli w kierunku swej osi.162 Zasady fizyki w pewnej unormow anej odległości od siebie. zapoczątko­ wanej przez K o r n a już w roku 1902. równej dw u­ dziestu pojedynczym obrazkom . ab y wyrazy. P rzy zastosowaniu m etody telegraficznego przekazywania obrazów. a w S tanach Zjednoczonych 18% milionów. J u ż około roku 1930 film niem y został całkowicie w y p a rty przez dźwiękowy. obraz przekazyw any zostaje rozpięty na bębnie walcowym.

k tó r y c h n a tę ż e n ie je s t m o d u lo w a n e p rzez obraz. Im bardziej można było zmniejszyć czas. jak to widzimy na rys. sterują ta m za pośrednictw em kom órki K erra natężeniem promienia świetlnego. Zagadnienie można było uważać za p raktycznie rozstrzygnięte z grubsza 1 W rzec z y w isto śc i p rom ień św ia tła .1 Zastosowanie na stacji nadawczej pewnych specjalnych urządzeń umożliwia otrzym anie bez­ pośrednio obrazu pozytywnego. czy też ciemniejsze miejsce obrazu. ty m bliższe realizacji staw ały się marzenia o widzeniu na odległość. odbija się więcej lub mniej światła. na k tó rą pada światło odbite. ii* . potrzebny do przekazania pojedynczego obrazu. Mniej więcej od r. Sygnały te. 60. tym wyraźniejszy jest obraz. daje nam silniejszy lub słabszy prąd. pada na papier światłoczuły lub film. 1930 zorganizowano dla gazet praw idłową obsługę telefotograficzną pomiędzy dużymi m iastam i. W ten sposób przekazywane kolejno po sobie p u n k ty fotografii u k ład a ją się znów obok siebie. z o sta je (ze w z g lę d ó w zw ią z a n y c h z tech n ik ą p rzek a zy w a n ia na o d le g ło ść i w z m a c n ia n ia p rąd ów ) „ p o c ię ty “ p rzy p o m o c y sp ecja ln ej ta r c z y z o tw o r k a m i i p r z e tw o ­ r z o n y na szereg im p u lsó w św ie tln y c h . rów­ nież rozpięty na obracającym się bębnie i poruszający się ruchem śrubow ym . czy plam ka świetlna pada na jaśniejsze. W ten sposób kolejność prze­ strzenna p u n k tó w obrazu zostaje przekształcona na prze­ kazyw ane w pewnej kolejności czasowej po sobie sygnały elektryczne. tworząc ten sam obraz. Przekazywanie obrazów i widzenie n a odległość 163 wej przesuwający się obraz. n a św ie tla ją c y p u n k t po p u n k cie obraz na b ęb n ie. Zależnie od tego. przekazywane za pom ocą przewodu daleko- nośnego lub też radiotelegraficznie na miejsce odbioru. Im większa jest liczba przekazanych p u n k tó w obrazu. który. tak. wychodząc z pomocniczego źródła światła. że światło­ czuła kom órka. co umożliwia prasie dostarczanie swym czytelnikom obok wiadomości telegraficznych o ważnych zdarzeniach również od razu i odpowiednich fotografii.

000 punktów. Rys.000 punktów.000 punktów. c) 30. 60. O brazy przekazane na odległość za . a) 5. b) 10.

. a) 5.000 i 30. 10. b) 10.000.000 punktów .000 punktów.000 punktów .000Jpunktów . pośrednictwem 5. c) 30.

pas taki można przekazywać jedynie za pomocą nadajników krótkofalowych. czyli od 10-metrowej długości fali w dół. gdy to za­ gadnienie zostanie całkowicie rozwiązane.000 punktów . Do całkowicie doskonałego widzenia na odległość. obejm ujący 37. taki zakres częstości mógł być jeszcze dogodnie p rzekazyw any przez duże radiowe stacje nadawcze.166 Zasady fizyki już wówczas. uda się może również uzupełnić możliwe ju ż dzisiaj słyszenie zachodzą­ cych gdzieś daleko zdarzeń równoczesnym ich widzeniem. jakiego wym agałoby np. Ponieważ fale u ltrakrótkie rozchodzą się tylko prostoliniowo. n a ­ daw anych przez kino na odległość. obejm ujący od 100. obejm ujący około 7. składających się na r u ­ chom y obraz. zanim stanie się możliwe śledzenie we własnym dom u jednocześnie wzrokiem i słuchem przedstawień.500 hertzów . przesy­ łanie filmów na odległość. Dopiero. pas tak i może być zadowalająco przekazyw any tylko za pomocą fal ultrakrótkich. Do tego p otrzebny był pas częstości. Gdy następnie udało się osiągnąć przekazywanie 3. poczynając od około 50 milionów hertzów wzwyż. Przekazywanie odby­ wało się p rzy pom ocy modulacji fal elektrycznych. musiano już zastosować pas częstości.000 hertzów. .500 hertzów. więc urządzenia nadawcze dla widzenia na odległość powinny być ustaw iane na wysokich wieżach. urządzenie takie umieszczono już rzeczywiście na dachu 102 piętrowego E m pire-State-B uilding w New Yorku: Jednakże należy jeszcze zaczekać na wiele różnych ulepszeń a p a ra tó w od­ biorczych.000 do 300. pow tarzając obraz 25 razy w ciągu sekundy. okazuje się konieczny pas częstości. gdy stało się możliwe t a k szybkie przekazy­ wanie około tysiąca punktów . że cały ten proces m ożna było pow tó­ rzyć 12 razy w ciągu jednej sekundy.

niż m echanika lub optyka. odległość . pu n k tó w zasadniczych jest podzielona na 100 części. ja k w innych skalach. W najstarszej. J a k powszechnie wiadomo. . jednakże n a u k a o cieple zaczęła się rozwijać w specjalny dział ścisłej fizyki dopiero w X V II I stuleciu. punktow i topnienia lodu jednakże nie jest przyporządkow ana tak. n a to m ia s t w skali R ćaum ura. — na 80 części. P rzyrost objętości pewnej cieczy ogrzanej od jednego z ty c h p u n k tó w do drugiego podzielono w sposób zresztą dowolny na określoną ilość równych części.C Z Ę S C T R Z E C I A C l E P Ł O XLI T E M P E R A T U R A I ILOŚĆ C IE P Ł A Chociaż wiele obserwacyj nad zjawiskami cieplnymi sięga ju ż starożytności.1 1 F a h r e n h e it są d ził. Pierw szym krokiem w ty m kierunku było ustalenie do­ kładnej skali temperatur przez wprowadzenie dwóch stałych punktów zasadniczych. liczba 0. że n a jn iż sz a te m p e r a tu r a sz c z eg ó ln ie su ­ row ej z im y 1709 roku (k tó ra leża ła o 3 2 ° F p o n iżej p u n k tu to p n ie ­ n ia lod u ) j e s t a b so lu tn y m zerem te m p e r a tu r y . Poczynając od pierwszej połowy X V I I I wieku. dzisiaj jeszcze jed n a k bardzo rozpowszechnionej w k rajach anglosaskich skali F a h renheita. odległość m iędzy zasadni­ czymi p u n k ta m i je s t podzielona na 180 części. Za tr z e c i p u n k t z a sa d n ic z y sw ej sk a li F a h r e n h e it p rzy ją ł zresztą jesz c z e 96° F. któ ry m przyporządkow ano stopnie te m p e ra tu ry . k tóra również rozpoczyna rachubę stopni od p u n k tu topnienia lodu. jedynej używanej w nauce. w skali Celsjusza. niestety często jeszcze używ anej. a więc znacznie później. te m p era tu rę ciała lu d zk ieg o . lecz liczba 32. przyjęto uw ażać za nie p u n k t zam arzania i p u n k t wrzenia wody (pod ciśnieniem norm alnym ).

że gdy ogrzewanie gazu odbywa się w stałej objętości. lecz również i rurka szklana. Lecz chociaż zasada. rozdz. Na podstawie obserwacyj Gay-Lussaca można już było określić jako absolutne zero tę tem p e ra tu rę . To źródło błędów zostało praktycznie biorąc usunięte przez wynalezienie specjalnych term om etrycznych rodza­ jów szkła (szkło jenajskie).2 następnie na początku X I X stulecia G a y . 1660. była długo­ trw ała i mozolna.L u s s a c ustalił. jed n a k droga. że w stałej tem ­ peraturze ciśnienie i objętość gazu są do siebie odwrotnie proporcjonalne. pozwalających wyznaczać te m p e ra tu ry w granicach po­ między p u n k tam i topnienia lodu i wrzenia wody z do­ kładnością do trzech tysiącznych stopnia.168 Zasady fizyki Ja k o ciecz term om etryczną stosuje się przeważnie rtęć w rurkach opróżnionych z powietrza. w której 1 P or. prowadząca do dzisiejszych przyrządów. ta trudność została przezwyciężona przez porównanie term om etrów rtęciowych ze znacznie doskonalszymi. choć nie nadającym i się do bezpośredniego praktycznego uż y tk u . czyli dział fizyki. ja k ą posiadała w 0°. na której opiera się tzw. wówczas na każdy stopień przyrostu te m p e ra tu ry prężność jego w zrasta 0 7273 część tej wartości. z a jm u ją c y się pom iaram i te m p e ra tu r. 11. B o y l e w ykrył ju ż w r. termometrami gazowymi. 2 P raw o B o y le ’a n iesłu sz n ie b y w a n a z y w a n e ró w n ież p raw em M a rio tte’a. rozszerza się na każdy stopień przyrostu te m p e ra tu ry o 1/273 część tej objętości.1 Dalsze źródło niedokładności stanowi nierównomierna rozszerzalność rtęci. Dalej Gay-Lussac znalazł również. jest bardzo prosta. że dowolny gaz. . ja k ą zajmował w 0°. ogrzewany pod s ta ­ łym ciśnieniem. że rozszerza się przecież nie tylko ciecz. W ażne źródło błędów term o m e tru jest związane z tym . powstające w związku z ty m zm iany objętości trw ają na ogół w szkle naw et w ciągu dłuższego czasu po ogrzaniu i mogą ujemnie wpływać na dokładność pomiarów. termometria.

g d y n a to m ia st ro zp o czy n a się sp a d ek te m p e r a tu r y . wyrażonej w skali Cel­ sjusza. 46. T erm om etr gazowy z trzech powodów posiada większą dokładność. ja k ą uzyskujem y. w jakich można stosować te rm o m e tr gazowy. że w roku 1933 fizyka eksperym entalna osiągnęła już te m ­ peraturę. 2 W term o m etra ch do m ierzen ia g o rą czk i g ó r n y słu p ek rtę c i je s t o d d z ie lo n y od r e sz ty r tę ci za p o m o cą p ęch e r zy k a p o w ietrza . G d y tem p era tu ra w zra sta . że praktycznie biorąc wszelkie rodzaje term o­ m etrów gazowych zgadzają się ze sobą. naw et 1 Por. różniącą się o mniej. nazyw am y te m p e ra tu rą bezwzględną. Skale norm al­ nych term om etrów rtęciow ych są wobec tego zwykle ce­ chowane przy pom ocy skali te m p e ra tu r lermornełru wodo­ rowego. Temperatura i ilość eiepta 169 tak objętość. niż jedną dziesiątą stopnia1 od zera absolutnego. do­ dając 273. że gazy rozsze­ rzają się znacznie prawidłowiej. gdyż w tej tem peraturze rtęć wrze.2° do te m p e ra tu ry . niż ciecze.2 Pod zwykłym ciśnieniem m ożna stosować term o m e try rtęciowe tylko do 357°. m ożna rów­ nież podnieść p u n k t wrzenia. T em peraturę. słu p ek te n p o su w a się ku g órze. co ujaw nia się w tym . gdy rozrzedzenie zawartego w nich gazu jest w ystarczające. Ponieważ jednak. rozdz. rtęć nato m ia st tylko 7 razy. słu p ek z a tr z y ­ m u je się d zięk i o d p o w ie d n ie m u p rzew ężen iu rurki. i należy zaznaczyć. jest znacznie większy. niż zwykłe szkło. Przede wszystkim gaz rozszerza się około 130 razy silniej.2°. Z pom iarów wynika. zawiera- bardzo wysokim ciśnieniem. Następnie obszar tem p e ra tu r. niż zakres term o m etru rtęciow ego. Najważniejszą rolę jed n a k gra fakt.który obejm uje tem p e ra ­ t u r y jedynie od p u n k tu zam arzania do p u n k tu wrzenia rtęci. z tym i term o m etram i norm alnym i są porównywane z kolei term o m e try przeznaczone do sprzedaży. m ożna więc stosować te r­ m o m e tru rtęciowe z trudno topliwego szkła. . niż rtęciowy. że te m p e ra tu ra absolutnego zera wynosi — 273. jak i prężność „idealnego“ gazu m usiałyby całkowicie zniknąć. zwiększając ciśnienie.

170 Zasady fizyki w tem p e ra tu ra c h . ja k to czyniono pierwotnie. mierząc promieniowanie. a również dla bardzo w y­ sokich oraz bardzo niskich te m p e ra tu r. Do mierzenia niskich te m p e ra tu r stosuje się ciecze o szczególnie niskim punkcie zam arzania. zwanej pyrom etrią* k tóra określa te m p e ra tu ry . jak już w spom niano. 4 P y r o zn a cza po greck u ogień . Powyżej 1600° nie można już stosować naw et i metod elektrycznych. Musiano więc prócz stopni te m p e ra tu ry wprowadzić jako 1 U ż y w a n e są ró w n ież te r m o m e tr y n a p e łn io n e c ie k ły m tlen em pod zw ię k sz o n y m ciśn ien iem . który około r. albo też zależny od te m p e ra tu ry opór d ru tu platynowego. nauki o cieple. że przy użyciu tych m etod m ożna stwierdzać jeszcze różnice tem p e ra tu ry . 3 Por. rozdz. toluol lub przede wszystkim p e ntan. 50. rozdz. ja k np. a mianowicie pojęcie ilości ciepła. 2 P or. któ ry nadaje się do tego celu aż do — 2000. Mierzy się przy ty m albo siłę e lektrom otoryczną. że rozm aite ciała posiadają rozm aitą pojemność cieplną. w y­ noszące zaledwie około Yioo ooo stopnia. że nie można utożsam iać przyrostu te m p e ra tu ry z przy­ rostem ilości ciepła. .1 Do pom iarów precyzyjnych. posługujem y się m etodam i elektrycznym i. 73. Wobec tego okazało się. P om iar ta k wysokich te m p e ra tu r stanowi zadanie osobnej gałęzi term om etrii. W prowadzenie tego pojęcia jest przede wszystkim zasługą B l a c k a . 20.3 ta k znaczna.2 pow stającą skutkiem różnicy tem ­ p e ra tu ry w miejscach zetknięcia się dwóch metali. rozdz. Dokładność elektrycznych pom iarów te m p e ra tu ry jest. dochodzących do 750°. w y ­ syłane przez ciała rozżarzone5. tak. J u ż w drugiej połowie X V I I I stulecia z pojęcia tem ­ p e ra tu ry rozwinęło się drugie podstawowe p o jęc ie . 1760 po raz pierwszy ustalił przez porównanie za­ chowania się wody i rtęci. alkohol etylowy. s Por.

Równoważność ciepła i pracy 171 drugą jednostkę cieplną t a k ą ilość ciepła. ro zd ział 7. by ogrzać go o 1° C.03 i 0.2. że we wszystkich w y p adkach tego rodzaju istnieje zupełnie określony stosunek pom iędzy zuż y tą czy też u zy sk an ą pracą. a dla większości m e­ tali w artość jego w aha się pomiędzy 0. w y k o n y w a n ą p r z y p o d n o ­ szen iu ciężaru 1 gram a na w y so k o ść jed n e g o m etra . Ilość jednostek energii. W 4° osiąga ona mianowicie n a j­ większą swą gęstość. p orów n. Jed n o stk ę tę. W 1842 r. wynosi on 426. W oda w y­ kazuje pew ną godną uwagi anomalię również i co do swej rozszerzalności cieplnej. J o u l e i R obert M a y e r stwierdzili nieza­ leżnie od siebie.1 Ciepłem właściwym jakiegoś ciała nazy w a m y tę ilość kaloryj. jest więc w tej tem peraturze cięższa. jest ono równe jedności. ■ 2 G ram o-m etrem n a z y w a m y p racę.86 milionów ergów. przyjętego za wzorcowe.2 1 D o k ła d n iejsze ok reślen ie k alorii n ie m ów i o g ó ln ik o w o o o g rza ­ n iu jed n eg o gram a w o d y o jed en sto p ie ń . W oda posiada największe ciepło wła­ ściwe spośród wszystkich ciał stałych i ciekłych (z w y­ jątk ie m ciekłego wodoru).9 gram o-m etrów lub 41. lecz ściślej o o grzan iu go od 14i/2° C. d o 15V2° C. niż w każdej innej. oraz o trz y m a n ą czy też u tra c o n ą ilo­ ścią ciepła. nazwano kalorią. w ziętą w stosunku do 1 gram a wody i jednego stopnia skali Celsjusza. ciepło właściwe lodu jest o połowę mniejsze. równoważną jednej kalorii. jakiej trzeba udzielić jednem u gramowi tego ciała. Co się ty c z y erga. . w k tó ­ rych dzięki pew nym procesom m echanicznym wywiązuje się ciepło lub też odwrotnie ciepło wywołuje powstanie ruchu. która ogrzewa 0 jeden stopień jednostkę m asy pewnego ciała. W oda ogrzana od 0° do 4° kurczy się 1 dopiero gdy nagrzew am y ją powyżej 4° rozszerza się ona podobnie do wszystkich innych ciał. nazwano mechanicznym równoważnikiem ciepła. X L II R Ó W NOW AŻNOŚĆ C IE P Ł A I P R A C Y Możemy codziennie obserwować szereg zjawisk.

1847.1 więc. przy czym korzystał z dawniejszych niedokładnych danych doświadczalnych. . 1845 rozszerzył zasadę równo­ ważności ciepła i pracy mechanicznej. ani też nie jest na zewnątrz od­ 1 W y n ik a to stą d . a g d y n a tę ż e n ie p rąd u w y n o si jed en a m ­ per p rzez przekrój p rzew o d n ik a p rze p ły w a 3 . p rzy c zy m 1 w o lt s ta n o w i tr z e c h se tn ą c zę ść e le k tr o sta ­ ty czn ej je d n o s tk i n a p ięcia . W nauce o cieple. Taka ilość ciepła jest więc w y tw arzana w ciągu sekundy w przewodniku o opo­ rze jednego om a. zgodnie z tym . mierząc jednocześnie w yw ołany przez ruch koła wzrost te m p e ra tu ry cieczy. Niezależnie od Mayera H e l m h o l t z rozwinął tę sam ą myśl i ogłosił ją w dokładniejszej formie w dwa lata później. Metodę tę n a tu r a l­ nie później bardzo udoskonalono. W zastosowaniach tej zasady szczególnie ważną rolę grają dwa specjalne rodzaje przem ian: po pierwsze procesy. tzw. Sam Mayer ju ż około r. formułując bardziej ogólne prawo zachowania energii. gdy natężenie p rąd u wynosi jeden amper. co było powiedziane wyżej. które obejm uje ju ż nie tylko energię m echaniczną i term iczną. jedna w a tt- sekunda odpowiada 0. Ponieważ p rąd elektryczny o mocy jednego w a tta w y­ tw arza w ciągu sekundy energię równą 107 ergów. dotyczących ciepła właściwego gazów. Za pomocą opa­ dającego ciężaru wprawiał on w ruch wirowy zaopatrzone w łopatki koło.239 kaloriom. optyczną oraz chemiczną. a więc w r. że 1 w a tt je s t ilo c zy n e m 1 w o lta przez 1 am p er. że ciepło nie jest doprowadzane z zewnątrz. wypełnionym wodą lub rtęcią.1 0 ” je d n o s te k e le k tr o ­ sta ty c z n y c h n a b o ju na sek u n d ę. przebiegające w ten sposób. termodynamice. umieszczone w naczyniu. m agnetyczną. zasada równo­ ważności pracy i ciepła nosi nazwę pierwszej zasady termo­ dynam iki. Joule w yzna­ czył wartość równoważnika bezpośrednio.172 Zasady fizyk i Mayer obliczył równoważnik m echaniczny ciepła na podstawie rozważań teoretycznych. lecz również i ener­ gię elektryczną.

w y w ie r a n e na g a z. w ykonyw ający pew ną pracę (np. para pod tłokiem m a ­ szyny parowej). czy też zużytej pracy mechanicznej. X L III E N T R O P IA I N IEO D W R A C A LN O ŚĆ Pierwszą zasadę term odynam iki stanowi stwierdzenie bardzo ważnego faktu równoważności ciepła i prac y przy wszelkich przem ianach jednej z tych wielkości w drugą. Gdy pewien gaz rozszerza się adiabatycznie (pomyślmy np. sform ułowana w r. czy też oddana na zewnątrz w procesach izo- term icznych jest równa uzyskanej. . przem iany takie nazyw am y adiabatycznym i. zachodzące bez zm iany tem ­ p e ra tu ry . W edług pierw­ szej zasady term odynam iki ilość ciepła doprowadzona z zewnątrz.1 po drugie przem iany. kotłem parow ym ).2 to równocześnie musi się ochładzać. gaz musi się ogrzewać. Entropia i nieodwracalność 173 dawane. 2 Z ew n ętrzn e ciśn ien ie. które noszą miano izolermicznych. 3 N a tej za sa d zie op ierało się u ż y w a n e c z ę sto w d a w n ie jsz y c h cza sa ch k rzesiw o p n eu m a ty c z n e . przezwyciężając ciśnienie zewnętrzne. gdy układ.3 Procesy izotermiczne zachodzą wówczas. a dzisiaj powszechnie zwana drugą zasadą 1 P o greck u „ d ia b a in e in “ z n a c z y p rzech o d zić. 1850 i 1851 przez Cl a u s iu s a i Willia­ ma T h o m s o n a . o parze pod tłokiem m aszyny parowej) i w ykonyw a pracę. Zasada. Odwrotnie. pozostaje w stałym połączeniu z dużym zbiornikiem ciepła (np. gdy jest sprężany adiabatycznie. zasada ta nie mówi n a m jednakże nic o tym . oraz kiedy nie m ogą one następować. je s t rów n e w e ­ w n ętrzn ej p rężn o ści ga zu . w jakich w aru n k a ch zachodzą i w jakim kierunku biegną takie przem iany. W procesach adiabatycznych wykonanie pewnej pracy zewnętrznej musi według pierwszej zasady term odynam iki pociągać za sobą zmniejszenie zasobu ciepła układu.

w k tó ry m uniknięto wszelkiego wyrów nyw ania tem p e ra tu r za pom ocą przew odnictw a cieplnego lub promieniow ania. podzie­ loną przez te m p e ra tu rę bezwzględną układu. M u sim y za k ła d a ć istn ie n ie n iesk o ń c z e n ie m a ły c h ró żn ic te m p e r a tu r p o ­ m ię d z y cia łem i zb io rn ik iem . k tó ra by dostarczała pracy jedynie na koszt ochładzania pewnego zbiornika ciepła (maszynę ta k ą nazwano pe rp e tu u m mobile drugiego ro­ dzaju). z k tó reg o ciep ło d o p ły w a lu b też do k tó reg o ciep ło o d p ły w a z cia ła . aby jakieś ciało. N ie ­ m o żliw o ść istn ien ia ta k ie g o perpeluum mobile p ierw szeg o rod zaju w y n ik a z z a sa d y za ch o w a n ia en ergii. że ciepło nie może przejść samo przez się od ciała zimniejszego do cieplejszego. Należy teraz 1 N a z w a perpeluum mobile p ierw szeg o ro d za ju o zn a cza m a ­ sz y n ę . gdy ciepło dopływa lub odpływa. .1 Istotnie. Thom son wypowiedział drugą zasadę w for­ mie stwierdzenia. że można by bez zużycia pracy z zewnątrz ochłodzić pewne ciało. 2 M y ślim y tu ta j o w y r ó w n y w a n iu „ s k o ń c z o n y c h “ ró żn ic te m p e ­ ratu r w o d różn ien iu od ró żn ic n ie sk o ń c z e n ie m a ły c h .2 oraz wszelkiego tarcia. że nie jest możliwa budow a takiej pe­ riodycznie działającej m aszyny. obniżając swą te m p e ra tu rę poniżej te m p e ra tu ry otoczenia. odebrać m u w ten spo­ sób energię cieplną i zużytkow ać ją w jakiś sposób. D ruga zasada w ujęciu Clausiusa głosi. zmie­ nia się o wartość przyrostu lub u b y tk u ciepła. prze­ czy zupełnie tem u. uzupełnia w isto tn y sposób pierwszą za­ sadę pod wyżej w spom nianym i względami. która. E n tro p ię defi­ niujem y dla „idealnego“ procesu term odynam icznego jako wielkość. która b y z n a jd o w a ła się sta le w b ieg u i d o sta rc z a ła n am p o n a d to p racy bez ża d n eg o d o p ły w u en erg ii z z e w n ą tr z . W ydaje się rzeczą nie do pomyślenia. myśl. Druga zasada uzyskała ściślejsze sformułowanie dzięki stworzeniu przez Clausiusa pojęcia entropii. Idealnym procesem term odynam icznym nazy w a m y przy ty m taki proces.174 Zasady fizyki term odynam iki. co wiemy z naszego doświadczenia. mogło nam służyć jednocześnie za a u to m a ty c z n ą chłod­ nicę i prócz tego jeszcze za źródło energii do napędu m otoru.

a więc takie. entropia takiego pro­ cesu pozostaje więc bez zm iany w porów naniu ze stanem początkowym . że procesy. Odw racalny może więc być tylko proces term odynam iczny „idealny“ w w y­ żej w yjaśnionym znaczeniu. że każdy z nich wywołuje w pewnych ciałach lub zbiorach ciał („u k ła d ac h “) jakieś p rzem iany term odynam iczne. nie zachodzą nigdy sam orzutnie. K ażda w ym iana ciepła. zachodząca we wnętrzu pewnego układu. gdy zachodzi bez zm iany entropii. które nie tylko kom ­ pensują u b y te k entropii. lecz możliwe są jedynie w połączeniu z procesami. a b y przyrosty i u b y tk i entropii. a więc zwiększanie już istnieją­ cych różnic te m p e ra tu r lub przem iana ciepła tarcia z po­ w rotem w energię mechaniczną zmniejszałyby bez w ą t ­ pienia entropię. ja k w yrównyw anie się te m p e ra tu r i w ytw arzanie ciepła przez tarcie. w k tó ry m wyłączone są całko­ . idealny proces kołowy musi przebiegać w taki sposób. czy przez promieniowanie. Entropia i nieodwracalność 175 zauważyć. znosiły się naw zajem w w yniku końcowym . ja k np. J a k wskazuje teoria. wywołujące zwiększanie entropii. wywołane przez poszczególne procesy składowe. w ytw arzanie prac y z ciepła. jedynie procesów idealnych. to dowolny proces może być odw racalny tylko w ty m w y p a d k u . g dy n a to m ia st wszystkie procesy. ja k już zaznaczyliśmy. że mogą istnieć szeregi następujących po sobie procesów tego rodzaju. zmniejszające en­ tropię. ten sam wynik daje każda przem iana energii mechanicznej w ciepło przez tarcie. czy to przez przewodnictwo. Procesy odwrotne. P o d obny szereg przem ian term odynam icznych nosi nazwę procesu koło­ wego. lecz n a w e t wywołują w rezultacie jej wzrost. zwiększającymi entropię. Jeśli je d n a k nie istnieją sam orzutnie przebiegające pro ­ cesy. które by powodowały u b y te k entropii. lccz w wyniku końcowym zostaje przyw rócony sta n początkowy. Dotyczy to. Doświadczenie wskazuje jednakże. zachodzą w przyrodzie stale i zupełnie sam o­ rzutnie. zwiększa jego entropię.

że skutkiem nieodwracalności procesów przyrody energia ta podlega stałem u „obniżaniu swej wartości“. Skutkiem stałego wzrostu entropii świat cały. j a k to oznajm ił po raz pierwszy T h o m s o n (r. stały zaś w zrost . w k tó ry m energia jego po­ zbawiona zupełnie swej wartości. Odpowiedź jego sprow adza się zasadniczo do stw ier­ dzenia. Pew ną „w artość“ posiadają jedynie postaci energii. czy też. nie osiągając go nigdy całkowicie. Nie istnieją zatem rzeczywiste procesy od­ wracalne. energia zaś cieplna ma wartość tylko w tedy. od­ mienne od ciepła. jakie je s t głębsze znaczenie tej tajem niczej. jak również i tarcie. że entropia danego sta n u związana jest bezpo­ średnio z prawdopodobieństwem tego sta n u . stopniowo zabijającej wszech­ świat entropii? W genialnie p ro sty sposób rozstrzygnął tę podstaw ow ą zagadkę wiedeński fizyk B o l t z m a n n w r. Rzeczywiste procesy m ogą się tylko zbli­ żać do tego idealnego przebiegu. J a k i jest jed n a k powód tej wyróżnionej w porównaniu z innymi odm ianam i energii roli ciepła. Wszelkie procesy fizyczne.176 Zasady fizyki wicie wszelkie zetknięcia cial o różnej tem peraturze. wszelkie zjawiska elektryczne lub optyczne. dąży do sta n u „śmierci cieplnej“. wszelki ruch. będzie składała się tylko z ciepła o zupełnie jednakow ej wszędzie tem peraturze. naw et wszelkie przewodnictwo cieplne lub promieniowanie cieplne s ta ły b y się na zawsze niemożliwe po nastąpieniu śmierci cieplnej świata. gdy m ożem y wyzyskać istniejące już różnice tem ­ p e ra tu r. W ciągłym wzroście entropii odbija się raczej „nieodwracalność“ wszystkich procesów przyrody. inaczej mówiąc. X L IV ŚM IER Ć C IE P L N A ŚW IA T A I B O L T Z M A N N O W S K IE PR A W O E N T R O P I I Chociaż całkowita energia świata jest wielkością stałą. ciągłej degradacji. 1866. 1851). m usim y jednakże przyjąć.

T a k a in te rp re ta c ja jest według B oltzm anna nieunik­ niona. Zgodnie z ujęciem B oltzm anna przejście ciepła możliwe jest w obydwóch kierunkach. to nie może być ona praw em w ścisłym znaczeniu tego wyrazu. i przypuść­ my. 2 G d y y rów na się 10 do p o tę g i x -te j. pom nożonem u przez pewien uniwersalny współczynnik proporcjonalności. Jeżeli bowiem. lecz tylko pew ną regułą. tylko od ciała cieplejszego do chłodniejszego. Boltz­ m ann doszedł do wniosku. k tó ry c h te m ­ p e ra tu ry różnią się od siebie o jeden stopień. k tó ra zresztą jest w procesach fi­ zycznych nieporównanie częściej przestrzegana niż zanied­ byw ana. Zasady fizyki 12 . odpowiednio zdefiniowane. to cała nauka o cieple sprow adza się ostatecznie do slalyslyki. 72. a więc bez dodatkow ych kom pensacyj. że zaszła m iędzy nimi sa m orzutna w ym iana ciepła w nadzwyczaj małej ilości. Możemy to sobie uzmysłowić za pom ocą prostego przykładu: weźmy np. ja k również nieodwracalność zjawisk przyrody. że entropia równa jest loga- rytm ow i tego praw dopodobieństw a. ale bardziej praw dopodobne jest przejście w k ierunku od ciała cieplej­ 1 Por. ja k się to ogólnie przyjm uje. można w ytłum aczyć dążeniem wszystkich układów do przejścia ze stanów mniej praw dopodobnych do stanów bardziej praw dopodobnych.2 Jeśli jed n a k druga zasada nauki o cieple daje się spro­ wadzić do rozw ażań n a d praw dopodobieństw em . jeśli w yjdziem y z p u n k tu widzenia ałomislycznego pojm ow ania przyrody. to lic z b ę x n a z y w a m y lo g a r y tm e m y (w sto su n k u do z a sa d y 10). m ateria składa się z indyw idualnych czą­ stek. zjawiska zaś cieplne polegają1 na niewidocznych dla nas ruchach ty c h indywiduów. m ożna przypisać pewne. Śmierć cieplna świata i boitzmannowskie prawo entropii 177 entropii. W edług d ru ­ giej zasady ciepło może przejść sam orzutnie. równej 1 ergowi. prędkości i kierunków ruchu wszystkich jego cząstek. pod uwagę dwa ciała. rozd z. Ze statystycznego zaś p u n k tu widzenia każdem u stanowi pewnego układu. określonemu przez podanie położeń. praw dopodobieństw o.

G dyby n a w e t miliony fizyków w ciągu milionów lat co m in u tę w y k o n y ­ wały na nowo doświadczenie. c h a ra k te ­ ryzujące fizykę atom ów . że wynik doświadczenia może okazać się sprzeczny z ty m twier­ dzeniem. znając stałe. że świat m ógłby n a odkrytej przez B oltzm anna dro­ dze pokonać śmierć cieplną przez odstępstw o od drugiej zasady term odynam iki. ab y móc choć raz zaob­ serwować przejście ciepła w ilości przynajm niej jednego erga od ciała zimniejszego do cieplejszego. XLV ZM IA N Y STA NU S K U P I E N I A Do ty c h zjawisk cieplnych. iż. z am iast od­ wrotnie. Gdy więc zgodnie z drugą zasadą tw ierdzim y. rozdz. należą zm iany sianu skupienia. W y ra ź m y praw dopodobieństwo przełam ania drugiej zasady stosunkiem 1 do Z. polegające na zetknięciu ze sobą w tem peraturze pokojowej dwóch ciał. Możemy oszacować liczbę Z. z trudnością starczyłoby na to paska papieru o długości równej obwodowi kuli ziemskiej. 72. że ciepło nigdy sam orzutnie nie przechodzi w dostrzegalnej mierze od ciała zimniejszego do cieplejszego bez żadnych d o d a t­ kowych kom pensacyj. to mieliby oni jedynie niesłychanie małe widoki na to. czyli przechodzenie jakiegoś ciała ze sta n u 1 Por.1 Z najdujem y. k tóre ju ż od najdaw niejszych czasów w zbudzały żywe zainteresowanie. . to praw dopodobieństw a. któ ry c h te m ­ p e ra tu ry różnią się o jeden stopień. gdybyśm y chcieli napisać wszystkie jej cyfry. jest zupełnie niewyobrażalnie małe.178 Zasady fizyki szego do zimniejszego. że liczba ta posiada tak wielką wartość. Istnieje jed n a k pewne skończone praw dopodo­ bieństwo. choć jest ono również małe ponad wszelkie po­ jęcie. że średnio jeden raz na Z w ypadków dana ilość ciepła ma przejść sam orzutnie od ciała zimniejszego do cieplej­ szego. to znaczy.

że zwiększanie objętości w ym aga w ykonania prac y prze­ ciwko ciśnieniu zewnętrznem u. Z istnieniem utajonego ciepła topnienia związane jest powszechnie znane zjawisko. i że są one dla każdego ciała określone przez jego skład chemiczny. k tó ry zestala się dopiero w tem peraturze — 200°. J u ż G a l i l e u s z ustalił. p e ntan.7 kaloryj. lub też z ciekłego w gazowy i odwrotnie. o ile będziemy starannie unikać wszelkich s tr a t ciepła na ko­ rzyść otoczenia. iż z topnieniem i zam arzaniem po­ łączone są zm iany objętości. Przez zastosowanie ciśnie­ nia 15. że w czasie topnienia zostaje zawsze zużyta określona ilość ciepła. polegające na ty m .000 atmosfer. Zmiany stanu skupienia 179 stałego w ciekły. Z biegiem czasu dla ty ­ sięcy substancyj wyznaczono bardzo dokładnie tem p e ra ­ tu r y oraz ciepła topnienia. wynosi ono 79. szczególnie niski p u n k t zam arzania w ykazuje. Około r. m ożna np. że p u n k ty topnienia i za­ m arzania są zawsze identyczne. Gdy zmieszamy kilogram lodu o te m p e ra ­ turze 0° z 1 kg wody o tem peraturze 79. w której pływa kaw ałek lodu. dopóki lód nie rozpuści się w niej całkowicie. W śród m etali szczególnie w y­ sokie p u n k ty topnienia posiadają p la ty n a . przesunąć p u n k t z am ar­ zania rtęci od wartości norm alnej. zauważono wkrótce. ja k już wyżej wspomniano. że dla wszystkich tych ciał zwiększenie ciśnienia wywo­ łuje podwyższenie te m p e ra tu ry topnienia. w ynika to stąd. a z ty m wiąże się również fakt. aż 12* . Pom iędzy ciałami ciekłymi w tem p e ra tu rz e pokojowej. Ciepło topnienia lodu jest szczególnie duże. w czasie krzepnięcia cieczy to ciepło „ u ta jo n e “ zostaje wyzwolone z powrotem . iryd. 1760 B l a c k dokonał ważnego odkrycia. ilość tę. obli­ czoną na jednostkę m asy. nazwano ciepłem topnienia. Od­ wrotnie. w ykazuje bez zm iany te m p e ra tu rę 0°. wynoszącej — 39°. wówczas.7°. t a n ta l i przede wszystkim wolfram (3300°). a gdy rozwinęła się term o ­ m etria. o trz y m a m y 2 kg wody o tem p e ra tu rz e 0°. Z topnieniem przeważającej większości ciał związane jest zwiększenie objętości. że woda do picia.

k tó ry m zajął się po raz pierwszy dokładnie B l a c k około r. nie możem y n a to m ia st ślizgać się po szkle lustrza­ nym . wynosi więc zaledwie niecałą p ią tą część tej ilości ciepła. że d ru t. śnieg jest złożony z dobrze sform owanych drobnych kryształ­ ków wody. przedstaw ia rys. p u n k t zaś jego topnienia obniża się o 0. 1760. niż 540 kaloryj. W ty m kryje się również przyczyna faktu. niezwykłe piękno kryształków śnieżnych. przesuwa się poprzez nią powoli ku dołowi. że możem y ślizgać się po lodzie. 61. Blisko spokrew niony ze zjawiskiem topnienia jest pro­ ces wrzenia. Lód pływa na wodzie. W analogii do w ykrytego przez siebie ciepła topnienia. widzia­ nych przez mikroskop. Gdy lód p o d d a m y w pew nym punkcie ciśnieniu.0075° z ka ż d y m zwiększeniem ciśnienia o jed n ą atmosferę. potrzebna do ogrzania pewnej m asy wody od 0° do 100°. za­ czyna on ta m topnieć skutkiem obniżenia p u n k tu topnienia.180 Zasady fizyki do + 1 0 0. k tóra p otrzebna je s t jeszcze wówczas do przeprowadzenia tej wody o tem p e ra tu rz e 100° w sta n p a ry o tej samej tem p e ­ raturze. Ilość ciepła. obcią­ żony znacznym ciężarem i przerzucony przez bryłę lodo­ wą. Również i proces tw orzenia się lodowców tłum aczy się w ten sam sposób. Black ustalił również istnienie znacznego utajonego ciepła parowania. a skutkiem tego zwiększenie ciśnienia obniża p u n k t topnienia wody. polegające na ty m . Pod olbrzym im ciśnieniem wiel­ kich mas śnieżnych dolne w arstw y śniegu topnieją. Możemy w ytłum aczyć na tej podstawie nie­ oczekiwane zjawisko.000 ra zy p r z e w y ż sza ją ce g o n o rm a ln e c i­ śn ien ie p o w ietrza . które dla wody wynosi nie mniej. ażeby następnie stężeć na lód. .1 W oda należy do bardzo nielicznych w y­ jątków . T e m p era tu ra wrzenia zależy w sposób bardzo 1 C zyli ciśn ie n ia 15. dla k tórych topnienie wywołuje zmniejszenie ob­ jętości. W przeciwieństwie do lodu. zam arza je d n a k z pow rotem n a ty c h m ia s t po ustaniu działa­ nia ciśnienia.

Rys. Postacie kryształków śniegu według zdjęć m ikrofotograficznych W . A. B entley’a. . 61.

czy p a ra istnieje samoistnie. Para przegrzana podlega wspo­ m nianem u już wyżej praw u Boyle’a. powoduje jedynie zwiększenie jej objętości czy też prężności. nato m ia st prężność p a ry nasyconej zależy jedynie i w y­ łącznie od te m p e ra tu ry . samodzielnie istniejącą p a rą wodną. nazy­ w am y ją parą przegrzaną lub też parą nasyconą. Podobnie rzecz się przedstaw ia i w w ypadku odw rotnym : gdy czysta pa ra traci ciepło. czy też znajduje się ona w obecności ciekłej wody. gdy n a to m ia st ciepło. każdej tem peraturze —. polega na ty m . zajm ow aną przez parę nasyconą. zostaje zużyte również i na przepro­ w adzanie wody w s ta n pa ry . że ciepło. dostarczane czystej parze. gdyż część współistniejącej z nią cieczy prze­ chodzi w s ta n pary. Zasadnicza różnica pom iędzy układem tego rodzaju a czystą. Układy. Zależnie od tego. jedynie jej objętość lub prężność ulega zmniejszeniu.182 Zasady fizyki isto tn y od ciśnienia — nieco niżej zajm iem y się dokładniej tą sprawą. Teoria ciepła prowadzi do potwierdzonego całkowicie przez doświadczenie wniosku. że gdy ciśnienie układu jest dane. doprowadzane do takiego układu złożonego. następuje jeszcze poza ty m przejście części pary w wodę. złożonemu z wody i pary. W tem peraturze 100°. są szczególnie interesujące i bardzo ważne pod względem p ra k ty c zn y m . następuje n a tom iast jej częściowe lub zupełne skroplenie. prężność jej nie maleje. w któ ry c h współistnieją obok siebie woda i para wodna. Gdy zm niejszam y objętość p a ry nasyconej. i odwrotnie. wówczas pa ra wodna i woda m ogą współistnieć ze sobą jedynie w pewnej ściśle określonej tem peraturze. K ażdem u określonemu ciśnieniu p a ry nasyconej odpo­ wiada zatem pewna określona „ te m p e ra tu ra nasycenia“ . prężność jej nie wzrasta. gdy n a to m ia s t odbieram y ciepło układowi. . a więc w „punkcie w rzenia“ wody. gdy zaś zwiększamy objętość. według którego jej prężność i objętość są do siebie odw rotnie proporcjonalne.pewna ściśle określona prężność p a ry nasyconej.

1680 p rzez P a p in a .006 atm . ja k ą z a w ier a łb y c e n ­ ty m e tr sz e ś c ie n n y p o w ietrza o tej sa m ej te m p e ra tu r z e . W ia tr i p rą d y powietrzne wywołują p a ­ rowanie na powierzchni naszej skóry. w tem peraturze 50° pod 0. nie tylko w czasie wrzenia.006 a tm .12 atm . S to su n e k w ilg o tn o śc i b e zw zg lęd n ej do tej (z u p ełn ie z r esztą ok reślo n ej) ilo śc i p a ry . Zwilżając eterem w atę. woda wrze w 0° pod ciśnieniem 0. w y n a le z io n y ju ż ok oło r. Przejście w gazowy s ta n skupienia może odbyw ać się również i bezpośrednio ze sta n u stałego. Dobrze znane 1 N a tej z a sa d zie op iera siQ k o cio ł p a ro w y do g o to w a n ia . Odwrotnie. g d y b y para b y ła n a sy c o n a . ochładzając j ą w ten sposób. W oda.. w 50°— 0. w ystępujący po deszczu w gorące dnie letnie. znajdująca się pod ciśnieniem 2 atm osfer może wrzeć dopiero wówczas. Zmiany stanu skupienia 183 prężność nasyconej p a ry wodnej równa się naturalnie je d ­ nej atmosferze. n a z y w a m y w ilg o tn o śc ią w z g lę d n ą . może wrzeć tylko wówczas. k tó rą oto­ czyliśmy kulkę term o m e tru . dopiero po osiągnięciu aż 134° itd. Zgodnie z powiedzianym wyżej ciecz. 2 W ilg o tn o śc ią b ezw z g lęd n ą p o w ietrza n a z y w a m y ilo ść pary. w y r a ż a m y ją z w y k le w p ro cen ta c h i m ie r z y m y za p o m o cą h y g r o m e tr ó w . z a w a rtą rzec z y w iśc ie w je d n y m c e n ty m e tr z e sz e śc ie n n y m p o w ie ­ trza o d an ej tem p era tu r z e. dlatego też w z b y t ciepłych pomieszczeniach u s ta ­ wiam y w entylatory. gdy ciśnienie zewnętrzne nie przekracza prężności jej p ary nasyconej w tej tem peraturze. w 90°— 0. znajdująca się w pewnej określonej tem peraturze. . jest w yw ołany w znacznej mierze przez ochłodzenie s k u t­ kiem parow ania. gdy osiągnie te m p e ra tu rę 121°.1 Przechodzenie cieczy w parę odbyw a się zresztą. lecz zachodzi ono stale również i w te m p e ra tu ra c h niższych przez po­ wolne parowanie na powierzchni. itd. ja k to dobrze wiadomo. w k tó ry m p o tra w y m ożn a ogrzew a ć siln iej n iż w n a c z y n ia c h o tw a r ty c h .2 Proces ten połączony jest również ze zużyciem ciepła. pod ciśnieniem 3 a tm . m ożem y wywołać spadek słupka rtęci o mniej więcej 20°. co tłum aczy n a m znaczne ochładzanie się silnie parujących cieczy.7 atm osfery. Spadek tem p e ra ­ tury.12 i w 0° — 0.

XLVI S K R A P L A N IE GAZÓW W każdej tem peraturze prężność p a ry przegrzanej jest mniejsza od prężności p a ry nasyconej. p u n k t p o tró jn y tej substancji. Innym i słowy. Przykładem procesu odw rot­ nego jest osadzanie się ta k zwanego kw iatu siarczanego z p a ry siarki.2 Gdy więc parę przegrzaną ochładzamy.0075° i ciśnie­ nie 0. u k tórych nie można zauważyć śladów naw et przechodzenia w sta n ciekły. Można było zatem mieć nadzieję. dane te okre­ ślają tzw. stanowią: parow anie lodu oraz istnienie pewnych stałych substancyj pachnących.006 atm .184 Zasady fizyki przykłady tego zjawiska. zwanego sublim acją. Ponieważ p a ry przegrzane nie są niczym innym .1 W odpowiednich w arunkach mogą współ­ istnieć obok siebie jednocześnie wszystkie trz y s ta n y sku­ pienia danego ciała. aniżeli pa ra nasycona o tej samej prężności. Dla wody p u n k to ­ wi potrójnem u odpowiada te m p e ra tu ra +0. że substancje. podlegającym i praw u Boyle’a. będą zachowywały się podobnie do par. ja k gazami. można więc było oczekiwać. zwiększając w ten sposób zgodnie z praw em Boyle’a jej prężność. skoro to nastąpi. rozpoczyna się konden­ sacja czyli wydzielanie się cieczy z pary. m usim y wreszcie osiągnąć sta n nasycenia. . znajdujące się w stanie gazo­ wym już w zwykłej tem peraturze. para przegrzana o pewnej określonej prężności posiada wyższą tem p e ra tu rę . Dla każdej substancji jest to jednak możliwe jedynie w pewnej ściśle określonej tem peraturze i pod pew nym ściśle określonym ciśnieniem. ciep ło su b lim a cji je s t rów n e su m ie ciep ła to p n ie n ia i ciep ła parow an ia. że przez zwiększanie ciśnienia lub też obniżanie te m p e ra tu ry uda 1 J a k m o żn a o czek iw a ć na p o d sta w ie z a sa d y z a c h o w a n ia en er­ g ii. 2 S tą d te ż p o ch o d zi n a zw a p a ry „ p r zeg rza n ej“. lub też zmniej­ szam y jej objętość.

Przyczyna tajemniczej „trwałości“ niektórych gazów została w y k ry ta w r.0. wynosi ona mianowicie — 268°. scharakteryzow any przez te m p e ra tu rę k ry ty c z n ą oraz ciśnienie krytyczne. Przez długi czas jednakże u niektórych gazów wszelkie próby tego rodzaju zawo­ dziły. im wyżej leży jego te m p e ra tu ra kry ty c z n a. badacze. stąd też dw utlenek węgla m ożna skroplić już w tem peraturze pokojowej i dlatego nie uznawano go za gaz trw ały.2 atmosfery. W rzeczywistości różnica pomiędzy p a rą wodną a gazem trw ałym zanika zarówno w tem p e ra tu ra c h po­ wyżej 374° (w k tórych pa ra wodna jest też trw ała).9 i wreszcie p a ry wodnej: 224. Stan krytyczny. które udało się skroplić. n a w e t gdy stosować będziemy dowolnie wielkie ciśnienia. Ponieważ prężność p a ry nasyconej zależy tylko od te m p e ra tu ry . dlaczego para w odna zachowuje się na pozór zupełnie inaczej. Do ty ch gazów. powyżej której nie m ożna osiągnąć sta n u nasycenia. tlenu: — 119°. W ysokość te m p e ra tu ry krytycznej dw utlenku węgla w y ­ nosi +31°. jest więc tylko o pięć stopni odległa od zera bezwzględnego. 1869 przez A n d r e w s ’a. Ciśnienie krytyczne gazu jest ty m wyższe. n a ­ leżał przede wszystkim dw utlenek węgla. T em p era tu ra kry ty c z n a p a ry wodnej wynosi około 374°. ciśnienie krytyczne wodoru wynosi np. 14. zrezygnowani. Szczególnie niska jest te m p e ra tu ra kry ty c z n a helu. został zrealizowany przez C a g n i a r d d e l a T o u r a (1822) już na pół wieku przed odkryciem A ndrew s’a. aniżeli gazy „ trw ale“ . więc tem peraturze krytycznej odpowiada również pewne ściśle określone „ciśnienie k ry ty c z n e “ . Skraplanie gazów 185 się również i te gazy przeprowadzić w stan nasycenia i skroplić je w ten sposób. azotu: — 146°. T e m p era tu ra k ry ­ tyczna wodoru wynosi — 240°. jak i w tem p e ra tu ra c h . leżących poniżej te m p e ra tu ry k ry ty c z ­ nej rozpatryw anego gazu. Stwierdził on mianowicie. poczęli nazywać te gazy trw ałym i. ta okoliczność wyjaśnia nam. dw utlenku węgla: 72. że dla każdego gazu istnieje pewna „tempera­ tura krytyczna“. W stanie k ry ty c z n y m ciecz .

wynaleziony przez L i n d e g o w r. tł. z ło żo n e z d ro b n y ch k rop elek sk ro p lo n eg o g a zu . W ró b lew sk i i O lszew sk i. S kutkiem tego te m p e ra tu ra rozprężanego powietrza o pada coraz niżej i wreszcie zostaje ono skroplone. że m ożn a b y ło u sta lić jeg o fiz y c z n e w ła ­ sn o ści.1 Szereg badaczów wydoskonalił tę m etodę postę­ powania tak. że zaczynał się skraplać. które polega na tym .). sprowadzone już do niższego ciśnienia (rozprężone) i w skutek tego ochłodzone. (U w . wówczas ulega on na ogół oziębieniu. D o p iero d w aj b a d a cze p o lsc y . w k tó ry m znalazła zastosowanie zasada prądu wstecznego. wy­ k ry te już znacznie wcześniej przez J o u le ’a i Thom sona. że stało się możliwe otrzym yw anie ciekłego powielrza w większych ilościach. 1883 ta k ie ilo ści sk ro p lo n eg o p o w ietrza . Inaczej rzecz się przedstaw ia w w y padku wodoru i helu. . 1877. sprężony gaz rozszerzał się gwałtownie i ochładzał przy ty m dalej (zgodnie z pierwszą zasadą) ta k silnie. że gdy gaz przeciskam y powoli bez w y m ian y ciepła z otoczeniem przez porow atą zatyczkę z obszaru o wyższym ciśnieniu do obszaru o ciśnieniu niż­ szym.186 Zasady fizyki przechodzi bez wrzenia bezpośrednio w parę. u z y sk a li w r. stopniowo posunięto się aż do te m p e ra tu ry — 215°. 1896. ta okolicz­ ność znajduje ważne zastosowanie techniczne w opisanej nieco niżej metodzie Bensona. Za po­ mocą przyrządu Lindego m ożem y skraplać dowolne ilości powietrza bez potrzeby uprzedniego jego ochładzania. W przyrządzie Lindego powietrze. 1 C a illetet o tr z y m a ł w ła śc iw ie ty lk o p rzejścio w e m g ły . Następnie ob­ niżał nagle ciśnienie do atmosferycznego. Skroplenie gazów trw ałych udało się po raz pierwszy C a i l l e t e t o w i w r. płynie wciąż naprzeciw powietrza jeszcze sprężonego i odbiera m u cie­ pło. w której powietrze już się ze­ stala. Linde wyzyskał dla skraplania gazów zjawisko. Isto tn y postęp w technice skraplania powietrza stanowił a p a ra t. Za pom ocą specjalnych pom p poddaw ał on gazy ciśnieniu 200— 300 atm osfer i ochładzał je jednocześnie stałym dw utlenkiem węgla.

również i rozpuszczanie ciała stałego w cieczy — tzw. . poddany wysokiemu ciśnieniu. K a m e r l i n g h o w i O n n e s o w i udało się wreszcie skroplić w przyrządzie ty p u Lindego również i najtrw alszy ze wszystkich gazów — hel. D e w a r o w i udało się skroplić wodór. W skutek tego. dopiero w te m p e ra tu ra c h bardzo niskich za­ chow ują się one ta k . przez zmniejszenie ciśnienia udało się K e e s o m o w i wywołać jego zamarznięcie. zmniejszając ciśnienie. rozpuszczalniku (np. aktowi rozpuszczania towarzyszy na ogół pewne oziębienie. jeżeli nie doprow adzam y jednocze­ śnie ciepła z zewnątrz. za pom ocą ciekłego powietrza. można obniżyć tem pe­ raturę wrzenia jeszcze o dalsze 6° i przeprowadzić wodór w sta n stały po osiągnięciu przezeń te m p e ra tu ry — 259°. jednakże. cukru w wo­ dzie) — jest też związane z pew ną w ym ianą ciepła z otocze­ niem. nazyw am y ciepłem rozpuszczalności. w roku 1933 d e I i a a s potrafił osiągnąć naw et tem p e ra ­ t u r y odległe o mniej niż jed n ą dziesiątą stopnia od zera bezwzględnego -1 X L V II ROZTW ORY Podobnie ja k przejście ciała ze sta n u stałego w ciekły lub też z ciekłego w gazowy. ochładzając go uprzednio za po­ mocą ciekłego wodoru. chłodząc przed rozprężeniem gaz. Ciepło. Pod norm alnym ciśnieniem wodór wrze w tem peraturze — 253°. gdy w zwykłej tem p e ra tu rz e poddać je procesowi J o u le ’a — Thom sona. a nie ochładzają. zużywane na rozpuszcze­ nie jednostki m asy danej substancji. Gdy rozpuścimy pewną ilość rodanku potasu w takiej 1 U d a ło m u się p o su n ą ć tak d a lek o przez z a sto so w a n ie roz- m a g n eso w y w a n ia p ew n y c h su b sta n c y j m a g n e ty c z n y c h . R oztw ory 187 które wyjątkow o ogrzewają się. ja k powietrze. Pod norm alnym ciśnieniem hel wrze w tem peraturze — 269°. w ym iana ta polega zwykle na zużyciu pewnej ilości ciepła.

ciepło zaś topnienia zostaje również pobrane na koszt mieszaniny. p o k ry ta w arstw ą żelazocyjanku mie­ dziowego. zachowuje się np. a n a s tę p ­ nie pom iar jego wielkości. które. dwa razy większe dla dwuprocentowego roztworu cukru. Odwrotnie. ażeby ciało to mogło się rozpuścić. Proces przechodzenia do roztworu jest zbliżony co do swej istoty do procesu parow ania. gdy ciało stałe zmieszam y z lodem lub śniegiem. są one np. niż dla roztworu jednoprocentowego. Gdy zmieszamy 100 części wagowych śniegu z 33 częściami soli kuchennej. zam k nięty w n a ­ czyniu. stały się możliwe dzięki istnieniu szeregu substancyj na wpół przepuszczalnych dla roztw o­ rów. w taki właśnie sposób w sto­ sunku do wodnego roztworu cukru. nieprzepuszczalne n a to m ia s t dla ciała rozpuszczo­ nego.188 Zasady fizyki samej masie wody. Szczególnie silne oziębienia możem y osiągnąć. 1788 B l a g d e n . śnieg czy lód musi się uprzednio częściowo stopić. Mieszając 143 części k r y s ta ­ licznego chlorku w apnia ze 100 częściami wagowymi śniegu. można osiągnąć naw et te m p e ra tu rę — 50°. dopiero w tem p e ra ­ turze — 2° do — 3°. nie zużyw ają ciepła. nazwano osmo- lycznym . świadczy o ty m fakt. Cienka błonka. gdyż w tym w ypadku. jest zawsze n iższy. Ciśnienie. — . W oda m orska. zam arza np. proporcjo­ nalne do stężenia roztworu. jak gaz. wykazuje podobne dążenie do zwiększania swej objętości. ja k ju ż częściowo w ykrył również Blagden. wywierane przez roztwór. p u n k i wrzenia roztworu ulega podwyższeniu. należy gips. P u n ld zam arzania roztworu. o trz y m a m y wówczas mieszaninę oziębia­ jącą o tem peraturze — 22°. zawierająca 3 do 4 % rozpuszczonej soli. W ykrycie doświadczalne tego ciśnienia. możem y uzyskać obniżenie te m p e ra ­ tu ry o 34°. lecz je wydzielają na zewnątrz. Zm iany p u n k tu zam arzania i wrzenia są. Do niewielu substancyj. niż p u n k t zam arzania czy­ stego rozpuszczalnika. rozpuszczając się. iż ciało. przepuszcza ona wodę. substancje takie są przepuszczalne dla rozpuszczal­ nika. rozpuszczone w cieczy. ja k to w ykrył już w r.

Twierdzenie Nernsta 189

n ato m iast z atrzym uje rozpuszczony cukier. Bardzo dużą
rolę odgryw ają błonki półprzepuszczalne w budowie or­
ganizmów, n a to m ia st sztuczne wytworzenie takich do­
kładnie półprzepuszczalnych ścianek udało się dotychczas
jedynie w stosunkowo niewielu w ypadkach.
Podobnie ja k ciśnienie gazu sta ra się w yrów nać różnice
jego gęstości, ciśnienie osmotyczne dąży do w yrównania
różnic stężenia roztworu; na ty m oparte są rozm aite m eto­
dy pom iaru ciśnienia osmotycznego. P om iary te, ja k rów­
nież i rozważania teoretyczne, umożliwiły sformułowanie
w r. 1885 przez v a n t ’H o f f a podstawowego praw a, we­
dług którego (analogicznie do ciśnienia gazów1) ciśnienie
osm otyczne roztworów rozcieńczonych2 jest proporcjo­
nalne do ich stężenia i do te m p e ra tu ry bezwzględnej.3

X L V I II
T W IE R D Z E N IE NERNSTA

Dwie zasady term odynam iki uzupełniło w sposób isto t­
ny twierdzenie, sformułowane przez N e r n s t a w r. 1906,
z którego d a ją się wyprowadzić ważne wnioski, dotyczące
zachowania się ciał w bardzo niskich temperaturach. Twier­
dzenie to zwane je s t często „trzecią zasadą term odynam iki“.
Podobnie ja k dwie poprzednie zasady, zostało ono u s ta ­
lone na podstawie danych doświadczalnych, w ty m w y­

1 Por. rozdz. 72.
2 A n a lo g ia z g a za m i w y stę p u je ca łk o w ic ie je d y n ie w w y p a d k u
d u ż y c h ro zcień czeń , a w ię c ty lk o w te d y , g d y m o ż n a z a n ie d b a ć
siły , d z ia ła ją c e p o m ię d z y n a jm n ie js z y m i c z ą stk a m i cia ła ro zp u ­
szczo n eg o .
3 Is to tn ą rolę zarów n o w e w zo rze na c iśn ie n ie o sm o ty c z n e , ja k
i w e w zo ra ch n a z m ia n y te m p e r a tu r y k rzep n ięcia i w rzen ia , o d ­
g ry w a cięża r c z ą ste c z k o w y cia ła r o z p u sz c z o n e g o . N a fa k c ie ty m
opiera się sto so w a n a c z ę sto m e to d a w y z n a c z a n ia cięża ru c z ą ste c z ­
k o w eg o ciała z w ie lk o śc i o b n iżen ia p u n k tu k rzep n ięcia ro ztw o ru
teg o ciała.

190 Zasady fizyki

padku danych n a tu r y chemicznej. Treść zasady N ernsta
stanowi w gruncie rzeczy stwierdzenie, iż całkowite ozię­
bienie dowolnego ciała aż do te m p e ra tu ry zera bezwzględ­
nego jest ta k ą sam ą niemożliwością, ja k — według pierw­
szej i drugiej zasady term odynam iki — budowa perpe-
tu u m mobile pierwszego, czy też drugiego rodzaju.
Nic m ożem y zastanaw iać się tu ta j bliżej na d bardzo
tru d n ą treścią zasady N ernsta. Zastosowania jej leżą
głównie w dziedzinie chemii. Z jej konsekwencyj fizycz­
nych jedna szczególnie zasługuje na uwagę: w m iarę
zbliżania się do zera bezwzględnego ciepło właściwe w szyst­
kich ciał stałych czy ciekłych musi dążyć do zera.
Na ogół w zwykłych w arunkach ciepło Avłaściwe jest
dość niezależne od te m p e ra tu ry . Do nielicznych w yjątków
należy, ja k zauważono już od daw na, diamenł. Gdy nauczo­
no się otrzym yw ać bardzo niskie te m p e ra tu ry , znaleziono,
że ciepło właściwe diam entu w ty m obszarze te m p e ra tu r
spada gwałtownie. W ynosi ono np. w — 50° w przybli­
żeniu jed n ą trzecią, a w — 190° ju ż zaledwie jedną
sześćdziesiątą tej wartości, ja k ą m a w tem p e ra tu rz e poko­
jowej. Ta sam a ilość ciepła, ja k a w zwykłych w arunkach
nie m ogłaby dostrzegalnie podnieść te m p e ra tu ry dia­
m entu, może zatem w bardzo niskiej tem p e ra tu rz e w y­
wołać jej podwyższenie o wiele stopni. W tem peraturze
— 250° nie m ożna ju ż było w ogóle ustalić wartości ciepła
właściwego diam entu, pomimo wyjątkow ej dokładności
pomiarów. Późniejsze badania dowiodły, że, podobnie do
diam entu, i inne ciała stałe w ykazują również spadek
ciepła właściwego, zgodny z w ym aganiam i zasady N ern­
sta. Jednakże dla innych ciał spadek ten nie jest ta k gwał­
towny, ja k dla d iam entu; dla miedzi np. ciepło właściwe
w tem peraturze — 186° spada do połowy, a w — 250° do
mniej więcej trzydziestej części w artości normalnej.

X L IX
P R Z E W O D N IC T W O C IE P L N E

Zgodnie z drugą zasadą, ciała o różnych tem p e ra tu ra c h
dążą do ich w yrównania, które może zachodzić bądź przez
przewodnictwo, bądź też przez promieniowanie cieplne.
Również i w nauce o cieple rozróżniamy, podobnie jak
w nauce o elektryczności, dobre przewodniki i izolatory.
Nie chodzi tu ta j o form alną jedynie analogię ze zjawiskami
elektrycznym i, lecz o rzeczywisty związek pom iędzy wła­
snościami elektrycznym i i cieplnymi, ja k to w ynika z fak­
tu, że wszystkie dobre przewodniki elektryczności są rów­
nież dobrym i przew odnikam i ciepła, wszystkie zaś izola­
to ry elektryczne również izolatorami cieplnymi. Jeszcze
wyraźniej związek ten ujaw nia się w prawie W iedem anna
i F ranza, które rozpatryw ać będziemy w jed n y m z n a ­
stępnych rozdziałów;1 według praw a tego w każdej te m ­
peraturze przewodnictwo elektryczne je s t proporcjonalne
do cieplnego.
Dobrym i przew odnikam i ciepła są przede wszystkim
m etale i, ta k samo ja k pod względem przew odnictw a
elektrycznego, na pierwszym miejscu stoi tu srebro. Przez
ce n ty m etr kw a d ra to w y poprzecznego p rzekroju p rę ta srebr­
nego przepływa w ciągu jednej sekundy jedna kaloria
(dokładniej 1,01 kal.), gdy spadek te m p e ra tu ry wynosi
1 stopień na c entym etr. Gdy spadek wynosi 2 stopnie
na c entym etr, przez przekrój p rę ta przepływa naturalnie
dw ukrotnie większa ilość ciepła.
Jeśli przyjm iem y, ja k to się zwykle czyni, przewodni­
ctwo srebra za 100, to przewodnictwo miedzi będzie w y ­
nosiło 93, złota 70, p la ty n y już tylko 17. Srebro przewodzi
ciepło w przybliżeniu 50 razy lepiej od najgorzej przewo­
dzących m etali (np. bizm utu), około 400 razy lepiej niż

1 P or. rozd z. 73.

192 Zasady fizyki

porcelana, okrągło 10.000 razy lepiej aniżeli w a ta i około
20.000 razy lepiej, niż powietrze.1
Na d o brym przewodnictwie cieplnym m etali opiera się
znany zapewne każdem u z własnego doświadczenia fakt,
że, zależnie od tego, czy te m p e ra tu ra powietrza jest wyż­
sza, czy też niższa od te m p e ra tu ry naszego ciała, metal
w ydaje się n a m cieplejszy lub zimniejszy niż drzewo,
pomimo iż te m p e ra tu ry obu ty ch ciał są jednakow e.
Dobrym przew odnictw em cieplnym m etali tłum aczy się
również godne uwagi zjawisko, polegające na ty m , że
siatka druciana niejako obcina płomień, do którego zo­
stała wprowadzona. Można też również zapalić gaz świetlny
n ad ta k ą siatką, przy czym płomień nie przejdzie przez
siatkę.
Izolatory zna jd u ją liczne zastosowania do celów ochrony
cieplnej. Znane je s t stosowanie słomy do ochrony drzew
od mrozu, zapełnianie popiołem przestrzeni pom iędzy po­
dw ójnym i ściankam i szaf ogniotrwałych, wstawianie ścian
korkow ych celem ochrony dom ów przed chłodam i zimo­
wymi. Szczególnie dobrą ochronę cieplną stanowi nieru­
choma w arstw a powietrza, np. powietrze zaw arte pom iędzy
podw ójnym i oknam i, łub też pom iędzy włóknami m a te ­
riałów naszych ubrań, np. w wełnie, a przede wszystkim
w futrach. N ajdoskonalszą ochronę cieplną daje oczywi­
ście próżnia. Z tego względu powszechnie znane flaszki
termosowe, służące do przechowyw ania napojów, które
przez dłuższy czas m a ją pozostawać gorące lub też zimne,
zaopatrzone są w podwójne ścianki szklane, oddzielone od
siebie przestrzenią opróżnioną z powietrza. Dla uniknięcia
s t r a t ciepła przez promieniowanie, wew nętrzne ścianki

1 C iepło w y p ły w a rów n ież za w sz e n a zew n ą trz p rzez p o w ierzch n ię
c ia ł o g rza n y ch . G d y ró żn ica te m p e r a tu r cia ła i o to c z e n ia je s t
n ie z b y t d u ża , ow o tz w . z e w n ętrz n e p rzew o d n ic tw o cie p ln e p o d ­
leg a praw u N e w to n a , k tó re orzek a , że ilo ść cie p ła , o d d a n a w je d ­
n o stc e cza su , je s t p rop o rcjo n a ln a d o ró ż n ic y tem p er a tu r .

Przewodnictwo cieplne 193

szklane flaszek term osow ych są n a d to p okryte w arstew ką
miedzi.
Pom im o że ciecze i gazy są same przez się bardzo złymi
przew odnikam i ciepła, umożliwiają one jednakże roz­
chodzenie się ciepła dzięki pow stającym z nich prądom
(przez tzw. konwekcję). Gdy jakaś ciecz, lub gaz, jak
np. powietrze, jest ogrzewany od dołu, to rozszerzające się
nagrzane jego części s ta ją się lżejsze i unoszą się ku gó­
rze, gdy n a to m ia st chłodniejsze części opuszczają się ku
dołowi, zajm ując miejsce poprzednich.
Tego rodzaju rozchodzenie się ciepła nie ma jednak
nic wspólnego z praw dziw ym przewodnictwem; wskazuje
na to wyraźnie fakt, że w postawionej ukośnie, napełnionej
wodą, rurce m ożem y przez ogrzewanie od góry doprow a­
dzić wodę do wrzenia, przy czym trz y m a n y na jej dnie
kaw ałek lodu nie topnieje.
P rą d y cieplne w wodzie z n a jd u ją ważne zastosowanie
techniczne w centralnym ogrzewaniu wodnym . Ogrzana
w oda unosi się z kotła do góry i ta m rozdziela się pomiędzy
poszczególne kaloryfery, zaopatrzone w kran y , umożli­
wiające regulację szybkości jej dopływu.1
Bardzo ciekawe zagadnienia nasuwa teorii przew odni­
c tw a cieplnego spraw a ciepła wewnętrznego ziem i. Gdy
schodzim y w głąb ziemi, te m p e ra tu ra podnosi się o jeden
stopień na każde posunięcie się o 30 do 40 m etrów w dół.
Roczne w ahania te m p e ra tu ry powierzchni ziemi przeni­
k a ją w głąb ziemi na głębokość około 20 m etrów, dzienne
zaś zaledwie na głębokość 1 do 2 m etrów.

1 G d y o g rzew a n ie cen tra ln e j e s t p a ro w e, w k o tle w y tw a r z a się
parę w o d n ą ; za p o śre d n ic tw em u k ła d u rur d o p ro w a d za się ją
n a stę p n ie do g rzejn ik ó w , w k tó r y c h z a c h o d z i sk ra p la n ie p ary
i o d d a w a n ie w sk u te k teg o ciep ła n a z ew n ą trz.
Zasady fizyki 13

L
PROMIENIOWANIE CIEPLNE

W yrów nyw anie te m p e ra tu r za pośrednictwem prom ie­
niowania cieplnego może oczywiście zachodzić tylko w ten
sposób, że ciało gorące przekształca część swej energii
cieplnej w energię fal elektrom agnetycznych i wysyła ją
w tej postaci w przestrzeń, inne zaś, chłodniejsze ciało po­
chłania pada ją c ą nań energię elektrom agnetyczną i prze­
kształca ją w ciepło, zwiększając w ten sposób swój zasób
energii cieplnej.
J u ż w X V I I stuleciu wiedziano, że w w y padku promie­
niowania cieplnego, w przeciwieństwie do przewodnictwa
cieplnego, nie musi zachodzić ogrzewanie ośrodka po­
średniczącego. Słynne było doświadczenie, polegające na
ty m , że zimą zapalano proch strzelniczy promieniami sło­
necznymi, skupionym i soczewką z lodu, k tó ra nie topiła
się przy ty m .1
Codzienne doświadczenie w ykazuje, że różne ciała nie
pochłaniają w jednakow ym stopniu padającego na nie
promieniowania. Niektóre, jak przede w szystkim sadza,
pochłaniają je prawie całkowicie, inne, np. metale, odbijają
z powrotem przew ażającą jego część. Spółczynnikiem po­
chłaniania nazyw am y liczbę, k tóra wskazuje, jaki ułam ek
padającej energii zostaje pochłonięty przez ciało. Dla ciała
zupełnie czarnego, ja k np. sadza, należy przyjąć zatem
spółczynnik pochłaniania za 1, lecz np. dla polerowanego
srebra wynosi on zaledwie 0,03, czyli srebro odbija 9 7 %
energii promienistej i pochłania tylko 3 % .
Podstaw owe prawo nauki o promieniowaniu cieplnym
podał w r. 1859 K i r c h h o f f . Praw o to orzeka, że zdolność
emisyjna jakiegoś ciała, czyli energia, promieniowana
w ciągu sekundy przez c e n ty m e tr k w adratow y jego po-
1 W d z ied zin ie b a d a n ia zja w isk p r o m ie n io w a n ia cie p ln e g o
szczeg ó ln ie d u że za słu g i p o ło ż y ł w d ru giej p o ło w ie X V I I I stu le cia
S ch eele.

zaopatrzony w r y ­ sunek czarno-biały. srebro polerowane wysyła w każdej tem peraturze tylko jedną trzydziestą energii. emitowanej w tej samej tem peraturze przez sadzę. poza ty m zaś zależy jedynie od te m p e ra tu ry ciała. W każdej więc tem p e ra tu rz e zdolność em isyjna jakiegoś ciała t a k się ma do zdolności emisyjnej ciała całkowicie czarnego. w o b e c te g o za ś n a grzan ie ja k ieg o ś ciała p rzez p r o m ien io w a n ie o zn a cza je d y n ie . 1879. o trz y m am y wówczas na tej samej za­ sadzie negatyw rysunku. m u sim y p rzy ją ć. om aw iając żarówkę elektryczną. A zatem np. czemu plam a z a tra m e n tu na blaszce platynowej żarzy się silniej. niż otaczająca blacha. że k a żd e cia ło w y p r o m ie n io w u je cie p ło . Ilość ciepła. n a to m ia s t biała plam a z w apna na ciem nym że­ lazie — słabiej. Promieniowanie cieplne 195 wierzchni.1 Prom ieniowanie słoneczne odgrywa oczywiście najw aż­ niejszą dla nas rolę pośród wszystkich znanych nam zja­ wisk promieniowania. wynosi 3 kalorie. Dzięki prawu Kirchhoffa m ożem y zrozumieć. 13* . w jaki zdolność emisyjna ciała czarnego zależy od te m p e ra tu ry . czyli w zrasta nie­ zwykle szybko wraz z te m p e ra tu rą . podwyższenie tem p e ra ­ tu ry z 1700° na 1900° C pociąga już za sobą czterokrotne zwiększenie ilości energii w yprom ieniowywanej. przynoszona w ciągu jednej m in u ty powierzchni jednego ce n ty m etra k w a d ra ­ towego na granicy atm osfery ziemskiej przez padające prostopadle promienie słoneczne. Na po­ wierzchni ziemi wartość ta jest o jedną trzecią mniejsza 1 . niż sam o w y sy ła w ty m ż e cza sie. w ykrył po raz pierwszy S t e f a n w r. że cia ło to p o ch ła n ia w p e w n y m o k r e ślo n y m c z a sie w ięcej p ro­ m ien io w a n ia . Gdy rozżarzym y talerz. jest proporcjonalna do spółczynnika pochła­ niania. J a k o ty m wspom niano.la k w y k a z a ł ju ż na p o czą tk u X I X stu le c ia P r é v o st. jak spółczynnik pochłaniania tego ciała do jed ­ ności. następnie B o l t z m a n n dal ścisłe uzasadnienie teoretyczne tej zależności. Sposób. W edług praw a S tefana-B oltzm anna zdol­ ność em isyjna ciała czarnego jest proporcjonalna do czwar­ tej potęgi jego temperatury bezwzględnej.

znając ilość wypromienio- wywanego ciepła.5 1013 cm . Rozwiązanie tego zagadnienia. 1893. rów ną tej. co odpowiada mocy około 5. Energia. albo 1.5 kalorii na rok. zostało przezeń sformułowane w postaci tzw. nie bierze ono pod uwagę spo­ sobu rozkładu jego energii na różne obszary długości fal. obejm ując nim również i promieniow ania niewi­ dzialne. jest co praw da dwa m iliardy razy mniejsza od całkowitej energii. obliczyć te m p e ra tu rę powierzchni słoń­ ca.2 w y­ nosi w przybliżeniu 2 ergi na sekundę. (W yraz barw a bierzemy tu w najszerszym zna­ czeniu. odpowiada ona jednakże jeszcze mocy około 250 bilionów koni parowych. znalezione przez W i e n a w r.) Fizyka postawiła sobie przede w szystkim za za­ danie wyznaczenie tej długości fali. . gdy spalam y 1 gram najlepszego węgla. ja k a wyw ią­ zuje się. W edług tego praw a iloczyn wspomnianej 1 O d ległość ta w y n o si o k rą g ło 1. dla której promienio­ wanie jest najsilniejsze w danej tem peraturze. Bardzo w ażną rolę gra je d n a k również zagadnienie zależ­ ności rozkładu energii na poszczególne „ b a rw y “ — od te m ­ p e ra tu ry . Znając odległość ziemi od słońca. 3 N a le ż y o d ró żn ia ć te m p e r a tu r ę p o w ierzch n io w ą sło ń ca od te m p e r a tu r y w n ętrza sło ń ca .1 0 33 g ra m a . K a ż d y gram m asy słonecznej wysyła zatem w ciągu mniej więcej 5000 la t ilość ciepła. 3 M asa sło ń ca w y n o si 2 . w ysyłana przeciętnie przez jeden gram m asy słońca. że słońce wyprom ieniowuje na m inutę ilość ciepła. równą 1026 kaloryj.1 możem y łatw o obliczyć na podstawie powyższej liczby.196 Zasady fizyki w skutek pochłaniania promieniowania w atmosferze ziem­ skiej i wynosi tylko około 2 kaloryj. o trzym yw ana przez ziemię w pew nym określonym czasie. wysyłanej w ty m sam ym czasie przez słońce.1023 koni parowych. k tó ra m u si b ez w ą tp ie n ia w y n o sić w iele m ilio n ó w sto p n i. Praw o S tefana-B oltzm anna mówi nam jedynie o cał­ kow itym promieniowaniu. prawa przesunięć. Tlość energii. Na pod­ stawie praw a Stefana możemy.3 wynosi ona około 6000°.

1 P or. wypromienio- wywanej przez ciało gorące. Za pom ocą tej hipotezy. że zasadniczą rolę w akcie wysyłania promienio­ wania grają pewne elem entarne ilości energii. dotyczącego zależności rozkładu energii w widmie od te m p e ra tu ry . W ykrycie praw a przesunięć stanowiło naturalnie czę­ ściowe tylko rozwiązanie głównego zagadnienia teorii promieniowania. Całkowite rozwiązanie dał do­ piero w roku 1900 P l a n c k . a więc w granicach widzialnego w idm a od krańca czerwonego do fiołkowego. równe ilo­ czynowi k w antu działania przez częstość drgań prom ie­ niowania. przy p a d a na obszar długości fal. 7. Znaczenie dziejowe praw a promieniowania P lancka sięga jednak daleko poza zakres nauki o cieple. a zaledwie 10% stanowi światło widzialne. lecz w najdoskonalszych n a w e t współczesnych żarówkach wol­ framowych m arn u je się bezużytecznie przeszło 9 0 % wysy­ łanej energii. dające dla wszelkich te m p e ra tu r całkowicie zgodny z obserwacjami doświad­ czalnymi rozkład energii promienistej. Ze wzrostem te m p e ra tu ry stosunek ten ulega wprawdzie poprawie. form ułując swą w spom nianą już wyżej genialną hipotezę1 istnienia elementarnego kwantu działania i stosując ją do zjawisk promieniowania. zdołał P la n ck w y ­ prowadzić prawo prom ieniow ania. Zaledwie bardzo drobny ułamek energii. Położenie jej w widmie przesuwa się ze w zrastającą tem p e ­ ra tu r ą w kierunku od większych do mniejszych długości fal. ty m mniejsza zatem jest ta wyróżniona długość fali. Dzień. . nieporównanie większa jej część należy do obszaru podczerwieni. gdyż na pojęciu k w a n tu działania oparto następnie całą współczesną teorię atom ow ą. Im wyższa jest tem p e ra tu ra . jak już wyżej wspom niano. Promieniowanie cieplne 197 długości fali przez te m p e ra tu rę bezwzględną ciała promie­ niującego m a w artość stałą. widzialnych dla oka ludzkiego. doprowadziła w swym dalszym rozwoju do pow stania pojęcia k w antów świetlnych. Planck założył. rozd z. która.

w y tw a ­ rzana w kotle. jak wielkie znaczenie gospo­ darcze m a każdy istotny postęp w technice cieplnej i jak wiele zawdzięcza ludzkość w ynalazkom . był zaiste dniem n aro­ dzin fizyki dwudziestego stulecia. dalej P a p in {ok oło r. które umożli­ wiają nam coraz doskonalszą przem ianę ciepła spalania w pracę mechaniczną. jeżeli pom i­ niem y odosobnionych pionierów. czy też w ydostaje się bezpośrednio w powie­ trze. . Z liczb ty ch wyraźnie widać. Rozwój techniki cieplnej rozpoczyna się. 2 N a leża ł do n ich ju ż s ta r o ż y tn y fizy k i tec h n ik H ero z A le ­ k san d rii. 14 g ru d n ia 1900 r. Za pomocą odpowiedniego urządzenia (tzw.198 Zasady fizyki w k tó ry m u schyłku X I X stulecia1 Planck przedstawił wywód swego praw a promieniowania cieplnego Niemiec­ kiemu Tow arzystw u Fizycznem u. okrągło licząc. zostaje wprow adzona pod wysokim ciśnie­ niem do cylindra. P rz y pow rotnym ruchu tłoka pa ra uchodzi czy to do chłodnicy. posuw ając przed sobą tłok. 62). w ytw arzanej przez przemysł świa­ towy. rys. 1769 m aszyny parowej. 95% cał­ kowitej ilości energii. co jest czasami korzystne ze względu na konieczność zaoszczędzenia miejsca. A utom atycznie działający regu­ lator doprow adza parę do cylindra na przem ian z jednej i z drugiej stro n y tłoka. LI MASZYNA PA R O W A Jeszcze obecnie (por. napędu korbowodowego) 1 D ziało się to d n . 1680) i N ew co m en (o k o ło r.2 od wynalezienia przez W a t t a w r. W sk u te k tego tłok zostaje w p ra ­ wiony w m iarowy ruch tam i z powrotem . Budowa m aszyny parowej jest znana dzisiaj każdem u: para wodna. gdzie zostaje skroplona. 1700). o trz y m u je m y przez wyzyskanie materiałów pal­ nych i tylko 5 % przez wyzyskanie energii spadku wody. gdzie rozpręża się i w ykonyw a w ten sposób pracę.

1927.Rys. Światowa produkcja energii w r. . 62.

uchodzących przez komin. czyli tzw. Ciało. Po dopływie nowej porcji pary. W y ­ nika to w nieunikniony sposób już z samej n a tu r y koło­ wego procesu cieplnego. dalsze jeszcze s tr a ty ciepła zachodzą w skutek w ym iany ciepła pom iędzy gorącą p a rą a cylindrem. ujaw nia się w postaci uzyskanej na tej drodze pracy mechanicznej. nośnik ciepła (w w ypadku m aszyny parowej zwykle p a ra wodna). cały proces pow tarza się ponownie. to je d n a k i wów­ czas otrz y m an a praca m echaniczna m usiałaby być m niej­ sza od mechanicznego równoważnika ciepła spalania. za pom ocą napędu pasowego lub też kól zębatych) na m aszyny. Jeśli n a w e t założymy. zimniejszego zbiornika (chłodnicy). dopóki tem p e ­ ra tu r a jego nie spadnie prawie aż do poziomu te m p e ra tu ry drugiego. w ykonyw ające właściwą pracę. Przebieg takiego procesu jest w gruncie rzeczy następujący. u krytej w zuży­ ty ch m ateriałach palnych.200 Zasady fizyki ruch ten zostaje przeszlitałcony w ruch obrotow y i prze­ niesiony (np. niezupełnego spalania. Pozostała w cylindrze p a ra zostaje po zamknięciu k anału wylotowego sprężona. rozprężając się adiabatycznie.1 Znaczny jednakże ułam ek (od 20 do 30% ) tej ilości ciepła zostaje w rzeczywistości stracony w skutek promieniowania cieplnego kotła. na co zużywa się pew ną ilość pracy. Ciepło spalania kilo­ gram a węgla kamiennego wynosi około 8. w ykonyw ające pracę. nagrzewania się tego powietrza. które nie służy bezpo­ średnio do spalania. Część po­ branego ciepła zostaje oddana tem u zimniejszemu zbior­ nikowi. w ten sposób doprowadza się tę parę w przybliżeniu do sta n u wyjściowego. k tó ra zastępuje parę w ypędzoną na zewnątrz. . D robna tylko zaledwie część energii. że w idealnej m aszynie dałoby się uniknąć wszystkich ty ch s tr a t ciepła. odbiera pew ną określoną ilość ciepła z gorętszego zbiornika ciepła (z kotła) i następnie w y k o n y ­ wa pracę.000 kaloryj kilo­ gram ow ych. i wreszcie w skutek wysokiej tem pe­ ra tu r y gazów spalinowych. 1 K aloria k ilo g ra m o w a rów n a je s t ty s ią c o w i k alorii.

do równo­ ważnika mechanicznego ilości ciepła. w ykonyw ają- cego pracę. . M aszyna parowa 201 W edług zasady zachowania energii różnica pomiędzy ilością ciepła. po ustaleniu obu podstaw owych zasad nauki o cieple. W a r­ tość ta. Dokładniejsze uzasadnienie i ściślejsze sform u­ łowanie idei Carnota stało się możliwe jednakże dopiero później. ja k ą m ożna uzyskać za pomocą procesu kołowego w najkorzystniejszych w arunkach. n a to m ia st jest zupełnie niezależny od n a tu r y ciała. T e m p era tu ra kotła zależy od ciśnienia. W tem p e ra tu rz e takiej prężność p ary wynosi 1 C iśn ien ie w k o tle o tw a r ty m r ó w n a ło b y się n a tu r a ln ie z e w ­ n ętrzn em u ciśn ien iu p o w ie tr za . tem p era tu ra za ś w r z e n ia — 100°. 1824. pod k tó ry m paruje woda w zam ­ kniętym kotle. Idealny spółczynnik wydajności m aszyny parowej jest więc określony przez te m p e ra tu rę kotła parowego. W chłodnicy para ochładza się skutkiem w kraplania zimnej wody do te m p e ra tu ry mniej więcej 40— 50°. został n a zw any ideal­ nym spółczynnikiem wydajności procesu kołowego. przedstaw ia w idealnym w y­ pad k u równowartość uzyskanej prac y m echanicznej. jak w ynika z rozważań term odynam icznych. podzielonej przez te m p e ra tu rę bezwzględną zbiornika cieplejszego. jest wyznaczona przez to. p o b ran ą z cieplejszego zbiornika. iż równa się on róż­ nicy te m p e ra tu r obydwóch zbiorników. Z roz­ ważań term odynam icznych wynika.1 wynosi ona np. Ta ważna zależność została w zasadzie w y k ry ta . Stosunek pracy. oddanej ciału p r a ­ cującemu przez cieplejszy zbiornik. oraz przez te m p e ra tu rę chłodnicy. a oddaną zimniejszemu zbiornikowi. przez S a d i C a r n o t a już w r. pod ciśnieniem 5 a tm o ­ sfer 152° C. że stosunek obu wspom nianych wyżej ilości ciepła jest ściśle określony w idealnym pro­ cesie kołowym: w procesie takim stosunek ten zależy je­ dynie od te m p e ra tu r obydwóch zbiorników. chociaż je­ szcze w dość niejasnej formie.

tak. że para zostaje lepiej wyzyskana. k tórych przyczyna leży w odchyleniach od idealnego procesu kołowego. Uwzględniając znaczne s tr a ty ciepła. T ru d n o było myśleć o jakim ś znaczniejszym obniżeniu te m p e ra tu ry chłodnicy. zrozumiemy. sk ła d a się z w y k le z cy lin d ra o w y so k im c iśn ien iu . te m p e ra tu ra bezwzględna cieplejszego zbiornika wynosi wówczas 473°. 2 T eg o rod zaju m a sz y n a sp rzężo n a . prawie nieprzezwy- ciężalne. Ulepszono urządzenia kotłów. o k tó ry c h już wspom inaliśm y w y­ żej. w y m ie n ia ją c y m i n a w za jem ze so b ą ciep ło . czyli 34 % . ogrzewając te ścianki z zewnątrz. . a stąd teore­ tyczny idealny spółczynnik wydajności jest rów ny 160/473. chłodnicy zaś 40°. c z y li m a sz y n a o w ie lo ­ k ro tn y m ro zp rężen iu . ale na drodze dążeń tego rodzaju piętrzyły się aż do mniej więcej r. k tó ­ rych tłoki poruszają ten sam wal korbowy. dlaczego przez dłuższy czas nie m ożna było otrzym ać w m aszynach parowych spółczynnika wydajności. technicy starali się przede wszystkim zmniejszyć te s tr a ty ciepła. gdyż pociągnęłoby to za sobą w praktyce z b y t duże koszty i byłoby zatem 1 T e r m o d y n a m ic z n y proces k o ło w y je s t ty lk o w ó w c z a s o d w ra ­ c a ln y i „ id e a ln y “. przekraczającego 10%. Gdy tem p e ra ­ tura kotła wynosi 200°. praktycznie biorąc. cy lin d ra o śred n im i c y lin d ra o n isk im ciśn ien iu . zmniejszono w ym ianę ciepła pom iędzy pa rą a ściankami cylindra. otrzym ujem y różnicę tem p e ra tu r równą 160°. wreszcie spadek ciśnienia pomiędzy kotłem i chłodnicą uczyniono bardziej „stopniow ym “ . g d y n ie m a d o str z e g a ln y c h ró żn ic ciśn ien ia p o ­ m ię d z y cia ła m i.1 rozdzielając go na szereg cylindrów. Celem zwiększenia praktycznego spółczynnika w y d a j­ ności.202 Zasady fizyki zaledwie od 1/10 do 1/5 atm osfery. niż gdyby ciśnienie jej spadło tylko do wartości normalnego ciśnienia powietrza. wywołane przez niedoskonałość urządzeń grzejących i samej m aszyny. 1920 trudności. gdy nato m ia st te m p e ra tu ra kotła dochodzi tylko do 150° C.2 Najważniejszym ulepszeniem byłoby oczywiście po­ większenie różnicy te m p e ra tu r kotła i chłodnicy. wynosi on zaledwie 26% .

w p ro w a d za n ej do k o tła . n p . o d d a w a n eg o p rzez sk ra p la n ą parę. Do w ytw arzania p ary o najwyższej prężności stosuje się ostatnio tzw. woda przechodzi wówczas bez wrzenia bezpośrednio w parę. 46. W 1884 r. ogrzewając ją jednocześnie do 374°.2 Nowoczesne m aszyny parowe o najwyższej prężności po­ siadają p r a k ty c z n y spółczynnik wydajności. L II T U R B I N A PA ROW A Ponieważ przekształcenie ruchu wahadłowego tłoka m aszyny parowej w ruch obrotow y wału w ym aga dość skomplikowanych urządzeń. gdy stało się możliwe budowanie specjalnych urządzeń kotłowych. d o w stę p n e g o n a g rzew a n ia w o d y . której z każdym rokiem udawało się zwiększać moc i ilość obrotów prądnic. nasuwała się myśl w y tw a rz a ­ nia tego ruchu obrotowego bezpośrednio przez działanie pary i uniknięcia w ten sposób trudności.1 Podwyższenie te m p e ra tu ry kotła jest związane naturalnie ze w zrostem ciśnienia. każdej tem peraturze odpowiada określona pręż­ ność. w k tórych bardzo wysokie ciśnienie nie było już niebezpieczne i w których m ateriały uszczel­ niające mogły w y trzym yw ać w ysoką tem peraturę. w której poddaje się wodę ciśnieniu krytycznem u 224 atmosfer. na wzrost zaś ciśnienia m ożna było pozwolić dopiero wówczas. wynoszący około 20% . . Nowoczesne instalacje stosują parę o prężności od 25 do 200 atmosfer. rozdz. gdyż w parze nasyconej. tnełodę B ensona. Od roku 1925 szybko się rozpowszechniło zastosowanie pary wysokoprężnej. jakie mogą po­ wstaw ać dzięki n a d e r złożonej budowie m aszyny parowej. 2 Por. T urbina parowa 203 nieekonomiczne. Anglik P a r s o n s i Szwed d e L a v a l w y n a ­ 1 C zyn ion e ssi jed n a k różn e p ró b y w y z y sk a n ia je sz c z e ciep ła . Dążenie to było w dużej mierze popierane przez wielki rozwój techniki prądów silnych.

niż m aszyna tłokowa. przy czym każde z nich zużytkow uje tylko część całko­ witej energii pary. Szczególną zaletę tu rb in y parowej stanowi to. tak. ja k to się dzieje w t u r ­ binie wodnej. w której pa ra dzięki swej energii wijphjwu wpraw ia w ruch łopatki kół wirujących.204 Zasady fizyki leźli jednocześnie i niezależnie od siebie turbinę parową. że pa ra działa na koło łopatkowe z olbrzym im im­ petem. wartość. przepuszczając parę kolejno przez kilka kół łopatkowych. . dalej zaś un ik am y w niej ta k uciążliwych w maszynie tłokowej drgań. Później udało się zmniejszyć ilość obrotów. 63. w ykonyw ały one kilkaset obro­ tów na m inutę. T u rb in a parow a m ocy 60. prędkość jej wypływu osiąga niezwykle wielką Rys. związanych z wahadłowym i rucham i różnych części. W dawniejszych turbinach prędkość obrotow a była jeszcze nadzwyczaj wielka. że zaj­ m uje ona mniej miejsca.000 kilowattów. zbliżając się do prędkości kuli arm atniej. Prędkość wypływu wynosi wówczas ponad 1000 m etrów na sekundę. podobnie. J u ż gdy prężność p ary wynosi zaledwie 10 atmosfer.

które w godzinach słabszego zużycia z a trz y m u ją na d m ia r pary. moc jej wynosi 60. ilość obrotów na m inutę — 3.000 kilowattów. T urbina parow a 205 Z tych powodów tu rb in y parowe znalazły szczególnie szerokie zastosowanie do napędu statków . Na rys. Instalacja zasobników Ruthsa- bogeneralory. ażeby móc go oddać z pow rotem w godzinach zwiększonego zapotrze­ bowania (dla pokrycia tzw. 63 jest przedstaw iona jedna z n a j­ większych parow ych tu rb in dzisiejszych. lub też w razie jakichś zakłóceń biegu. jako chwi- .000. W ażne uzupełnienie kotłów parow ych w dużych elek­ trow niach stanow ią zasobniki cieplne. jako tzw. Potężne tu rb in y parowe z n a jd u ją częste zastosowanie w sprzężeniu z prądnicam i elektrycznym i. 64. tur- Rys. „zapotrzebowania szczyto­ wego“ ).

że s ta ją się możliwe istotne oszczędności w zużyciu m ateriałów p alnych przez utrzym yw anie równomiernego płomienia pod kotłami. ropa lub benzyna. Dzięki tem u obsługa kotłów uniezależnia się od w ahań obciążenia sieci. n a d m ia r zaś p a ry w d m u ­ chuje się do nich specjalnymi dyszami. k tó ra wpływa do przewo­ dów sieci użytkow ej. Przełączanie z ładowania na rozłado­ wywanie odbywa się za pom ocą a u to m a ty c z n y c h przyrzą­ dów sterujących. 64 przedstaw ia dla przykładu instalację zasobników R u th sa elektrowni w C harlottenburgu. „w yładowa­ nie“ jest scharakteryzow ane przez spadek ciśnienia oraz obniżenie poziomu wody. L III M O TO R Y S P A L IN O W E W y tw a rz a ją c ciepło spalania bezpośrednio w cylindrze pracującej m aszyny m ożna uzyskać spadek te m p e ra tu ry znacznie większy niż w maszynie parowej. oddając ciepło. W czasie takiego „ładow ania“ te m p e ra tu ra i ciśnienie w zasobniku w z rastają zatem równocześnie z poziomem wody. Na tej zasadzie rozwinęły się motory spalinowe. które reagują już na małe w ahania ci­ śnienia. noszące nazwisko swego wynalazcy. które. Najważniejszy ty p zasobników cieplnych stanow ią dzi­ siaj zasobniki B ułhsa. napełnia się je w odą do 90% ich zawartości.206 Zasady fizyki Iową rezerwę. Odwrotnie. które uzyskały nadzw y­ czaj wielkie i wciąż jeszcze rosnące znaczenie w nowocze­ snej technice. Są to zbiorniki w kształcie kotłów. Do napędu motorów' spalinowych n a d a ją się n a turalnie tylko takie m ateriały palne. ja k gaz świetlny. tak . spalają się prawie całkowicie bez pozostałości. przy czym para skrapla się. zam knięte ze wszystkich stron i mogące w y trzy m a ć znaczne ciśnienie. M ateriał pa ln y zostaje w prowadzony bezpośrednio do cylindra w stanie gazu lub też w postaci . Rys. gdyż w skutek spadku ciśnienia tworzy się znowu para nasycona.

W opisanym tu motorze czterotaktow ym jedynie co drugi o b ró t wału związany jest z w ybuchem i uzyskaniem użytecznej pracy. Po ukończeniu czwartego t a k t u zostaje osiągnięty z powrotem stan początkowy. gdyż tłok w ykonyw a pracę. że gaz palny wpływa do cylindra z obu końców i działa zatem na obie strony tłoka. W czw artym takcie spa­ lone gazy zostają usunięte na zewnątrz przez otw iera­ jący się autom atycznie wentyl wylotowy. przy czym te m p e ra tu ra ich spada. z których każdy odpowiada połowie obrotu korby m otoru. Można wreszcie budować też m o to ry spali­ nowe działające obustronnie w ten sposób. W skutek wybuchowego spalania w ytw arza się bardzo wysokie ci­ śnienie. m ieszanka zostaje zapalona za po­ mocą odpowiedniego urządzenia — dzisiaj zwykle za po­ mocą iskry. Można jednakże budować również i m o­ tory. składającą się z m a te ­ riału palnego z domieszką powietrza. w motorach wybuchowych. spala się on ta m w powietrzu. w ytw arzanej elektrom agnetycznie. doprow adzanym w stosownych ilościach. przy czym wentyl zostaje autom atycznie za­ m knięty. W drugim takcie tłok porusza się w kierunku odw rotnym . które wywołuje w trzecim takcie rozprężanie się bardzo gorących gazów. k tó ­ rymi zajm iem y się przede wszystkim . Pow stające w skutek tego wysokie ciśnienie działa na ru ­ chom y tłok i w ykonyw a w ten sposób pracę mechaniczną. gdy tłok zbliża się do p u n k tu n a j­ większego sprężenia. Na jeden pełny obieg takiego m otoru składają się cztery t a k t y . T e m p era tu ra w ybuchu w m aszynach spali­ . w m otorach takich na każdy obrót wału przypada w ybuch i w ykonanie pewnej pracy mechanicznej. Podstaw ę rozwoju motorów spalinowych stanowiło w y­ nalezienie przez inżyniera niemieckiego O t t a w r. 1876 tak zwanego motoru czlerolaklowego. sprężając mie­ szaninę. pracujące na dwa t a k t y . M otory sp a lin o w e 207 silnie rozpylonej zawiesiny. W chwili. W ciągu pierw­ szego ta k tu tlok wsysa przez autom atycznie otwierający się w entyl mieszankę wybuchow ą.

3 W n a jlż e jsz y c li m o to ra ch z a le c ie m a ło ści ich cięża ru p rzeciw ­ sta w ia się n a tu ra ln ie zw ię k sz o n e z a p o tr z e b o w a n ie m a teria łu p a l­ n ego. które przed sko­ kiem roboczym tłoka nagrzało się przez sprężenie do te m p e ra tu ry zapłonu ciała palnego. . gazem generatorow ym . n p . odbyw a się ono jed n a k bez­ pośrednio w cylindrach. Szczególną za­ letę ty ch m otorów stanow i ich m ały ciężar. gdyż do ich napędu nie jest konieczny gaz ta k wysokiej jakości. w y tw a rz an y m z węgla w u- rządzeniu pomocniczym. ciężar jednostkow y. Spalanie m ateriału pędnego nie m a w nich zatem c h a ra k te ru wybuchowego.208 Zasady fizyki nowych je s t nadzwyczaj wysoka. p rzy p a d a ją c y na jednego konia parowego. w m o to r z e c z te r o ta k to w y m p ro cesy . p rzy p a d a ją ce n a ta k t y p ie r w sz y i d ru g i. M otory benzynowe. połączonym z motorem. n a to m ia st w m otorach Diesla płynne lub rozpylone ciało palne zostaje za pom ocą odpowiednich w tryskiw aczy wprowadzone do powietrza.1 Najstarszy. M otory Diesla pędzi się ciężkim i olejami (są nimi części składowe ropy lub też p ro d u k ty poboczne destylacji węgla 1 G d y m otor w y b u c h o w y c h c e m y w p ra w ić w ru ch .2 W przeciwieństwie do m otorów gazowych i benzyno­ wych motory Diesla nie m a ją żadnego urządzenia zapala­ jącego. W m otorach w ybuchow ych mie­ szankę gazową doprow adzam y do cylindra w stanie go­ tow ym do zapłonu. stosujem y przede w szystkim do napędu samochodów. m u szą b y ć w y w o ła n e sztu c z n ie . albo też tzw. ja k to ogólnie wiadomo. Użycie gazu generatorowego jest bardziej ekonomiczne w wiel­ kich m otorach. do zaledwie około połowy kilogram a. ja k do oświetlenia. czyli ciężar. jednakże dzisiaj jeszcze bardzo ważny. dostarczanym z gazowni. m u sim y go p o c z ą tk o w o „ za k ręcić “ . typ m otoru spalinowego stanowi motor gazowy. W motorach lotniczych udało się sprowadzić tzw. wobec tego należy chło­ dzić cylinder zim ną wodą. P ędzim y go albo gazem świetlnym.

1 W m aszynach chłodzących zachodzi odwrócenie takiego procesu kołowego. w k tó ry m substancja robocza przychodzi pod wysokim ciśnieniem od gorętszego zbiornika ciepła. można w ynik tak i uzyskać za pom ocą pewnego procesu kołowego. is tn ie n ie od ręb n eg o g o rą ceg o zb io rn ik a ciep ła nie je s t n iezb ęd n e o ile. Posiadają one wydajność p raktyczną. powstające przez spalanie innych ciał. w ta k im przebiegu odw rotnym nie zy­ 1 W p rocesie k o ło w y m nie m a o c z y w iśc ie zn a czen ia . zostaje przemieniona w użyteczną pracę. LIV M A SZY N Y CHŁODZĄCE W szystkie m aszyny cieplne opierają się. d o ­ p ro w a d z a m y p e r io d y cz n ie p ew n e ilo ści su b sta n c ji rob oczej b ez­ p ośred n io d o w y so k iej tem p e r a tu r y . W ydajność pierwszych maszyn W a tt a wynosiła nie więcej. Maszyny chłodzące 209 kamiennego). w ykonyw a pew ną pracę. najnowszych zaś wysokoprężnych m aszyn tłokow ych i tu rb in parowych zaledwie od 2 2 % do 20% . rozprężając się. p r a ­ cująca pomiędzy dwoma zbiornikam i ciepła. o k reślo n e zaś jej c z ą stk i w y k o n y w a ją k a ż d y o b ieg w ła ściw ie raz ty lk o . J a k to już omówiliśmy wyżej. przy czym pozostała część ciepła. W ty m sam ym czasie inna ilość substancji roboczej zostaje z kolei poddana wysokiemu ciśnieniu i doprowadzona do gorętszego zbior­ nika ciepła. czerpiąc ciepło. Zasady fizyki 14 . że substancja robocza. ja k to się d z ie je w m o to ra ch sp a lin o w y ch . przechodzącego z te m p e ra tu ry wyższej na niższą. docho­ dzącą aż do mniej więcej 38% . c z y też są on e s ta le z a stę p o w a n e przez in n e. ja k to już wi­ dzieliśmy. W ty m d ru gim w y ­ p ad k u su b sta n c ja rob o cza je s t sta le czerp an a na n o w o przed w p ro w a d zen iem jej do g o r ętsz eg o zb io rn ik a ciep ła . niż 2% . gdy w ydajność nowocze­ snych m otorów gazowych wynosi około 28% . c z y ob ieg w y k o n y w a ją za w sze te sa m e c z ą stk i su b sta n c ji ro b o czej. zabiera ciepło zbiornikowi cieplejszemu i częściowo oddaje je zimniej­ szemu. następnie zaś. N a tu ­ raln ie. w zasadzie na tym .

k tó ry pod norm alnym ciśnieniem wrze w tem peraturze — 33°. iż gaz ulega naw et skropleniu. . ciepło to jednak zostaje ponownie pochłonięte przez parownię. ab y zmusić substancję roboczą do pobrania ciepła ze zbiornika zimnego i oddania go zbiornikowi „gorącem u“ . Gaz z parowni zostaje z pow rotem wessany przez k o m pre­ sor. Roztw ór solny. które m a chłodzić.210 Zasady fizyki skujem y zatem pracy. u trz y m u ją c w nich stale pewną niską te m ­ peraturę. rozpoczynając nowy obieg. k tó r y otacza parownię. przy czym naturalnie nagrzewa się. te m p e ra tu ra kondensacji. N astępnie silnie sprę­ żony gaz zostaje przeprow adzony do zbiornika. Gdy ciało robocze oddało już w ten sposób ciepło zbior­ nikowi o wyższej tem peraturze. t a k zwanego roztworu solnego. pobierając zużywane przy ty m ciepło od tru d n o za m a rz a ją ­ cego roztworu. czasem zaś dw utlenek węgla lub kwas siarkowy. w da n y m w y p a d k u kon­ densatorowi. W ta k zwanych maszynach kompre- syjnych gaz zostaje wessany i zgęszczony przez odpowiedni kompresor. gdyż wysokiemu ciśnieniu odpowiada również wysoka. zachodzącym w parowni. jakie przenika do dobrze n a w e t izolo­ w anych chłodni. skroplony gaz przechodzi w dalszym ciągu do parowni. T u ta j p a ru je on pod zmniejszonym ciśnieniem. pobiera oczy­ wiście znowu pewne ilości ciepła. kondensatora. n a to m ia s t konieczne jest zużycie pewnej pracy. k tó ry w ten sposób ochładza się dzięki procesom. pozostaje jednak zawsze wyższa od p u n k tu wrzenia ciała roboczego pod ciśnieniem norm alnym . m ożem y również w yzyskać zimny roztw ór solny do w ytw arzania lodu. T e m p era tu ra roztworu solnego opada p rzy ty m znacznie poniżej zera. — k tó ry odbiera mu ciepło sprężenia do tego stopnia. opływanego przez zim ną wodę — tzw. uzyskuje on w ten sposób dużą prężność. W ten sposób m ożem y od­ prow adzać ciepło. J a k o ciało robocze w m aszynach chłodzących stosuje się najczęściej am oniak. przechodząc przez m iej­ sca. leżąca pon a d norm alną.

k tó ry chcemy oziębić. Ciepło parow ania am oniaku zostaje przy ty m pobrane z przestrzeni chłodzonej. że o ile chodzi o zastosowania chłodni w niewielkich gospodarstwach domowych i w rzemiośle. parow nik stygnie. owoców). mleka. w k tó ry m znajduje się woda. Moż­ na przypuszczać. na koszt resztek cieplnych m otorów. k tó ry w yparow uje bez pozostaw ia­ nia wilgoci). przy czym p a ra am oniaku zostaje ponownie wchłonięta przez wodę w parow niku. W m aszy­ nach tych sprężanie jest zastąpione przez ogrzewanie stosownego zbiornika. m ieszkaniach oraz lokalach publicznych. z n ajdującym się w obszarze. jarzyn. które zużywają m inim alne tylko ilości energii mechaniczno-motorycznej. niżej położonym zbiorniku. Maszyny chłodzące 211 Obok m aszyn kom presyjnych coraz większe znaczenie uzyskuje inny typ m aszyn chłodniczych. a przede w szystkim regulacja te m p e ra tu ry w w ytw órniach prze­ mysłowych. Gaz. i zbiera się w drugim . „ parow nika“ . przyszłość należy do chłodni absorpcyjnych. regulujące czas działania. w zakładach przemysłowych. że nie posiadają one żadnych części. albo Leż w ogóle energii takiej nie potrzebują. po­ ruszanych mechanicznie. Gdy zao p atrz y m y je w stosowne wyłączniki. zaabsorbo­ w any przez wodę. otrzym yw ane bądź na koszt energii elektrycznej. bądź wreszcie. Takie chłodnice absorpcyjne m a ją tę dużą przewagę nad kom presyjnym i. mogą one pracow ać bez doglądania. bądź ze spalania gazu lub oleju. nasycona amoniakiem gazowym. zużywając ciepło. przechodząc przez chłodnicę. 14* . ryb. czy też te m p e ra tu rę osiąganą. skrapla się on. zostaje z niej w ypędzony przez ogrzewa­ nie. dalej u trzym yw anie w stanie świeżym poży­ wienia (mięsa. co pociąga za sobą z kolei parowanie skroplonego am oniaku w przestrzeni chłodzonej. a o- statnio również i tzw. Gdy z aw arty w wodzie gaz zostanie już z niej usunięty. „suchego lodu“ (mianowicie zestalo­ nego dw utlenku węgla. Do najważniejszych zastosowań przem ysłow ych te c h ­ niki chłodniczej należy w ytw arzanie sztucznego lodu. wobec tego prężność p a ry nad wodą maleje.

J u ż około roku 400 przed Chrystusem filozof grecki D e m o k r y t rozwinął szerzej te w yobrażenia i nazwał te najm niejsze cząstki składowe m aterii atomami.1 2) a to m y każdego rodzaju są scharakteryzow ane przez swój zupełnie okre­ ślony niezm ienny ciężar. Por. 1 S to s u je m y tu w y r a ż en ie „rod zaje su b sta n c y j z a s a d n ic z y c h “ z a m ia st po p ro stu „ su b sta n cje z a sa d n ic z e “ ze w z g lęd u na w y k r y ty w w iek u X X fa k t istn ie n ia iz o to p ó w . ro zd z. ile m a m y rodzajów za­ sadniczych subslancyj chem icznych. założeniom: 1) istnieje tyleż rodzajów atomów. D alton stał się tw órcą naukowej atom istyki dzięki trzem następującym . Jed n ak ż e aż do początku X I X wieku pozostała ona tylko hipotezą spekulacyjną. iż m ateria składa się z m aleń­ kich cząstek. przy czym w żaden sposób nie m ożem y stwierdzić bezpośre­ dnio istnienia tych cząstek wobec ich małości. które same są już dalej niepodzielne. swych zwolenników. 63. Zrodzona na gruncie filozofii greckiej idea atom istyczna przetrw ała przez długie stulecia i była p o dtrzym yw ana przez coraz to nowych. poczynionym przez siebie. Do nauki ścisłej wprowadzona została idea atom istyczna dopiero wówczas. . gdy w roku 1808 D a l t o n powiązał ją z w y k ry ty m i przez siebie pod­ stawowym i praw am i chemii.C Z Ę S C C Z W A R T A M A T E R I A LV A T O M ISTY C ZN A B U D O W A M A T E R II Na długo jeszcze przed pow staniem fizyki naukowej n a p o ty k a m y już pogląd. 3) zw iązki chemiczne są połą­ czeniami atomów różnego rodzaju w ta k zwane cząsteczki (molekuły). chociaż przeważnie odosobnionych.

powyższe fak ty doświadczalne d ają się w zupełności w y­ tłum aczyć przez założenie. G dybyśm y n a to m ia s t wzięli mniej.ua budowa materii *213 Te założenia B altona istotnie w yjaśniają naty c h m ia st podstawowe f a k ty chemiczne. że 1 Z w iązkach w odoru z p ie r w ia stk a m i.. Odwrotnie. Atomistycz. niż 16 części siarki — pozostałby pewien n a d m ia r rtęci. jodu. 2 U z a sa d n ien ie słu sz n o ści te g o za ło że n ia z n a jd z ie m y w roz­ d ziale 71. ja k 100 do 16. W edług pierwszego z tych praw wszystkie połączenia chemiczne zachodzą w zupełnie określonych stosunkach wagowych. bromu. W iem y np. łączy się jeden gram wodoru z 3 5 % gr chloru. związkach wodorowo-halogenowych. Jeżeli słuszne jest zało­ żenie. O ile cząsteczka cynobru składa się z jednego atom u rtęci i jednego atom u siarki. że na 100 części wagowych rtęci przy p a d a zawsze 16 części wago­ wych siarki. Dokładniejsza analiza w ykazuje. m ożem y go rozłożyć na te dwa składniki lub też odwrotnie utworzyć go z nich syntetycznie. że w cząsteczkach tych związków zawsze jeden atom wodoru łączy się z jednym atom em chloru. Teoria D altona daje również uzasadnienie w ykrytych przez Daltona praw chemicznych: praw a sto­ sunków stałych i praw a stosunków wielokrotnych. .2 wówczas m usim y stą d wywnioskować. pozostaje niezwiązany na d m ia r siarki. lub z 80 gr brom u. 11. W tzw. że ciężary atom ow e rtęci i siarki m ają się do siebie. dlaczego pewne określone substancje che­ miczne (tak zwane substancje zasadnicze albo pierwiastki) w przeciwieństwie do wszystkich innych substancyj nie mogą być rozłożone dalej za pomocą żadnych czynności chemicznych. znany czerwony b a rw ­ nik. Staje się przede wszystkim zrozumiałe. n a le ż ą c y m i d o g ru p y ch lorow ców . czy też fluoru. lub wreszcie z 19 gr fluoru. że cynober.). stanowi połączenie rtęci z siarką.1 które ro zp a trz y m y jako inny przykład. gdy do syntezy cynobru na 100 części wagowych rtęci użyjem y więcej niż 16 części w a ­ gowych siarki. (U w . lub ze 127 gr jodu.

Z nam y pięć związków azotu z tlenem. że w w ypadkach. np. n a to m ia st w dw utlenku wodoru 16 części. gdy pewna ilość jednego pierwiastka łą­ czyć się może z różnymi ilościami drugiego pierwiastka. Możemy postąpić w ten sposób. inaczej mówiąc. Praw o to dotyczy w ypadku. . 127 i 19.214 Zasady fizyki a tom chloru jest 35 y2 raza cięższy. przy czym ciężary ilości tlenu. mianowicie wodę i dw utlenek wodoru. azot. z tlenem. jodu i fluoru po prostu liczbami 35% . Uzasadnienie tego praw a o trz y m u je m y n a ty c h m ia st. Prawo stosunków wielokrotnych uczy nas zatem. gdyż właściwie w chemii chodzi nam tylko o względne ciężary atomowe. np. lecz do szesnastej części ciężaru a to m u tlenu. które w tych pięciu w ypadkach łączą się ze stu np. m a ją się do siebie ja k 1:2 :3 :4 :5 . w sposób czysto form alny p rzy jm u je m y ciężar a tom ow y tlenu za dokładnie rów ny 16. gdy pewien okre­ ślony pierwiastek. Hipoteza D altona w yjaśnia nam n a ty c h m ia s t nie tylko prawo stosunków stałych. 80. daje z innym pierwiastkiem. a więc dokładnie podwójna ilość. gram am i azotu. atom bromu — 80 razy cięższy. Na jed n ą część wagową wodoru p rzypada w wodzie 8 części tlenu. W chemii współczesnej ciężary atom owe określam y nie w stosunku do wodoru. możem y wyrazić ciążary atomowe chloru. brom u. k tó rą przy jm u je m y za jednostkę. nie jeden tylko. lecz również i prawo stosunków wielokrotnych. atom jodu — 127 razy cięższy i wreszcie atom fluoru 19 razy cięższy. Gdy więc za jednostkę ciężaru atomowego przyjm iem y ciężar a to m u wodoru. P rzy to c z y m y inny przykład: z nam y dwa różne związki wodoru z tlenem. ilości te m a ją się do siebie. gdy pomyślimy. niż atom wodoru. Ciężar atom ow y wodoru nie równa się już wówczas dokładnie jedności. lecz kilka różnych związków. ciężary bezwzględne nie odgryw ają n a to m ia st żadnej roli w chemii praktycznej. że a to m y dwu różnych pierwiastków mogą się łączyć ze sobą w rozm aitych kom binacjach. ja k niewielkie liczby całkowite.

na tzw. wówczas w m iej­ scu wchodzenia p rąd u w głąb cieczy. mówiąc inaczej. zachodzi rozkład chemiczny. że nie byłoby rzeczywiście możliwe przecho­ dzenie p rądu przez ciecz bez jednoczesnego wydzielania pewnych produktów rozkładu. przepuszczam y p rąd elektryczny przez kwas solny. przy czym jony dodatnie dążą ku katodzie. 1833 uzupełnienie o niezwykle wiel­ kim dla fizyki znaczeniu w w y k ry ty c h przez F a r a d a y ’a podstawowych prawach elektrochemii. które niosą ładunki elektryczne znaków przeciwnych. . Gdy np. tzw. zakładając. elektro­ liza. mianowicie wynosi 1. czyli. N a j­ cięższy ze znanych atom ów jest atom uranu. ta k . czyli w odny roztwór chlorowodoru. gdy fizyka oprócz istnienia atom ów m aterii przyjęła istnienie również i atom ów elektryczności. atom wodoru jest najlżejszy z wszystkich atomów. Obserwacje n a d przepływem p rąd u elektrycznego przez ciecze w ykazały już od daw na. J u ż na początku X I X stulecia tłum aczono sobie zja­ wisko elektrolizy. przez k tó rą płynie prąd. zwane jonam i. jony zaś ujem ne — ku anodzie. że cząsteczki ciała roz­ puszczonego rozpadają się w roztworze na dwie części składowe. LVI A TO M ISTY C ZN A BU D O W A E L E K T R Y C Z N O Ś C I Odkrycie przez D altona podstaw owych prawidłowości chemii znalazło w r. że w każdej cieczy.0078. Odkrycie D altona zo­ stało zadowalająco wytłum aczone za pom ocą hipotezy ato- mistycznej budow y m aterii. Przewodzenie elektryczności w cieczach polegałoby więc według tych w yobrażeń na przenoszeniu naładow anych elektrycznością atom ów. J e s t to najm niejszy ciężar atom owy. katodzie — wodór. odkrycie F a r a d a y ’a znalazło proste wyjaśnienie. ciężar a to ­ mowy tego pierw iastka wynosi 238. Atomistyczna budowa elektryczności 215 lecz jest nieco większy. wydziela się chlor.1. anodzie. w miejscu zaś wychodzenia p rądu — na tzw.

czy też posiada on znaczenie ogólniejsze? Jeśli z am iast wodoru wydziela się np. a mianowicie jest proporcjonalna do tego elektrycznego ładunku. że d w u w a r to śc io w y a to m n iesie z so b ą d w a ła ­ du n k i e lem en ta rn e. . że ciężary ilości wodoru i srebra. co atom wo­ doru. P ie r w ia ste k n a z y w a m y je d n o w a r to śc io w y m w ó w cz a s. g d y ż ch o d zi tu ta j o p ierw ia ste k je d n o w a r to śc io w y . n iż a to m ó w srebra.1 Musimy zatem przyjąć.216 Zasady fizyki F a ra d a y znalazł przede wszystkim . m ają się do siebie tak. P o d c z a s e le k tr o liz y ta sam a ilo ść e le k ­ tr y c z n o ś c i w y d z ie la liczb ę a to m ó w p ie r w ia stk a d w u w a r to ścio w e g o d w u k ro tn ie m n iejszą . inaczej mówiąc. a z o tu za ś — z trzem a a to m a m i w o d o ru (w oda i a m o n ia k ). wydzielonych w ciągu tego samego czasu przez prąd o ty m sam ym natężeniu. tlen je s t d w u w a r to śc io w y . że wszystkie jony wodorowe posiadają jednakow y ładunek elektryczny. N a to m ia s t n p . czy ten nabój elektryczny jest wielkością c h a ra k te ry z u ją c ą tylko wodór. jaka w ciągu tego czasu przepłynęła przez ciecz przewodzącą. tr z y k r o tn ie za ś m n iejszą lic z b ę a to m ó w p ierw ia stk a tr ó jw a r to śc io w eg o . weźm iemy pod uwagę w y ­ dzielanie elektrolityczne wodoru. przenoszony przez nie podczas przepływu prądu. że ilość pewnej określonej substancji. Ilość ta nazwana została elementarnym kwantem elektrycz­ 1 W w y p a d k u srebra n a p o ty k a m y co praw da z a le ż n o śc i s t o ­ su n k o w o p roste. g d y ż a to m tlen u łą c z y się z d w o m a . Nasuwa się od razu pytanie. prąd o je d n a ­ kowym natężeniu wydziela w tym sam ym czasie tyleż a to ­ mów srebra. srebro. czy też inny? F a ra d a y znalazł. co wodoru. tr ó jw a r to śc io w y z a ś trzy. g d y jed en je g o a to m łą c z y się z je d n y m ty lk o a to m e m w o d o ru . w ynik powyższy można w ytłum aczyć tylko przez założenie. niezależną od c h a ra k terystycznych własności wodoru czy też srebra. zależy jedynie i wyłącznie od ilości elek­ tryczności. czy wówczas zjonizowany atom srebra posiada ten sam ładunek elektryczny. M u sim y stą d w y ­ cią g n ą ć w n io sek . a z o t za ś tr ó jw a r to śc io w y . jak ich ciężary atom owe. iż istotnie pewna określona ilość elektryczności stanowi stałą uniwersalną. wydzielona elektrolitycznie w okre­ ślonym czasie. Gdy np.

fizycy bardzo energicznie zajęli się spraw ą wy­ znaczenia istotnej wielkości elem entarnego k w antu elek­ tryczności. W y o b ra ź m y sobie słabo n a ­ ładow ane cząstki m aterialne. Atoinistyc7. umieszczone w polu elek­ trycznym . 1910 fizyk a m e ry k a ń ­ ski M i l l i k a n . k tóra pędzi ją ku dołowi. M ożna b y ło n ap rzód ok reślić w ielk o ść i cięża r p o jed y n c z e j k rop li tak iej m g ły . o tr z y m a n o w p rzy b liżen iu w a r to ść ła d u n k u elem en ta rn eg o . . gdyż w skutek 1 N ie n a le ż y n a tu ra ln ie m iesza ć teg o o k reślen ia z elem e n ta r n y m k w a n tem d zia ła n ia ! 2 W p om iarach ty c h k o rz y sta n o z w o ln o o p a d a ją c y c h m a ły ch ch m u rek m g ły . n ie sio n y p rzez ch m u rę. W y sta rcz y w ty m celu włączanie i wyłączanie w stosownych chwilach pola elektrycznego. J u ż w ostatnich latach X I X stulecia udało się na tej drodze wyznaczyć w przybliżeniu ładunek elem entarny. D z ie lą c ten ła d u n ek przez ilo ść k rop el. Szczególne zainteresowanie budziły oczywiście możliwości bezpośredniego wyznaczenia tego elem entar­ nego ładunku nie w ym agające opierania się na w yobraże­ niach o atom istycznej budowie m aterii.ua budowa elektryczności 217 ności. o b li­ c z y ć liczb ę kropel. po zn a le z ie n iu c a łk o w ite g o cięża ru c h m u r y . a z a tem . podlegają one wówczas jednoczesnemu działaniu dwóch przeciwnie skierowanych sił: siły elektrycznej. Gdy tylko stwierdzone zostało istnienie atom ów elek­ tryczności. i siły ciężkości.2 Najdoskonalszą me­ todę jego pom iaru opracował około r. n a stę p n ie m o żn a b y ło w y z n a c z y ć c a łk o ­ w ity ła d u n ek e le k tr y c z n y . że będzie ona bardzo nieznacznie tylko przewyższać ciężar cząstki. wówczas będziemy mogli całymi godzinami obserwować przez m ikroskop ruchy jednej takiej cząstki ku górze i ku dołowi. k tóra ciągnie cząstkę ku górze. skierowanym ku górze. tw o rzo n y ch w w a ru n k a ch la b o r a to r y jn y c h . Jeżeli wartość siły elektrycznej dobierzem y w ten sposób. Metoda Millikana (analogiczną m etodę obmyśli! zresztą na krótko przedtem również i E h r e n h a f t ) opiera się na zasadzie stosunkowo prostej.1 m usim y uważać ją niejako za atom elek­ tryczności.

pozwalająca obliczyć średnicę. 2 P o ję c ie n a tę ż e n ia p o la e le k tr y c z n e g o w p ro w a d z o n e zo sta ło w rozdr. kropelki uzyskiwały zawsze pewien słaby dodatni ładunek elektryczny. Ł a d u n e k . 22. otrzym yw ano je przez rozpylanie oleju. . W doświadczeniach Mil- likana m ożna było zmierzyć bezpośrednio natężenie pola elektrycznego. trzeci co do wielkości — trz y k ro tn ie większy itd. sp o w o d o w a n y p rzez ta rcie p o w ietrza . że możliwy błąd nie może prze­ kraczać jednej tysiącznej tej wartości.774. nastę p u jąc y co do swej wielkości bez­ pośrednio po najm niejszym . gdy z nam y prędkość ich swobodnego spadku w powietrzu. ze sta łą p ręd k o ścią . wykazały. skutkiem związanego z ty m tarcia.10'10 jednostek elektrostatycznych. okazała się ilość elektryczności. przeprowadzone na wielu tysiącach pojedynczych kropelek. E le m e n ta rn y k w a n t 1 D u ż y opór. że istotnie. w yrażającej się iloczynem ładunku przez natężenie pola. a zatem i ciężar m ałych kulistych cząstek. okazał się dokładnie dw u­ krotnie większy od najmniejszego. przy czym. który nale­ żało zatem utożsam ić z elem entarnym k w a n te m elek­ tryczności. ja k nale­ żało oczekiwać. Została ona wyznaczona z ta k ą dokładnością.218 Zasady fizyki dużego oporu powietrza ruchy te będą nadzwyczaj po­ wolne. równa 4. p r a k ty c z n ie biorąc. w sk u te k te g o sp a d a n ie z a ­ ch o d zi. najm niejsze zaobserwowane ła­ dunki elektryczne m a ją się do siebie. Po m ia ry Millikana. Najm niejszym zaobserwow anym ładunkiem .1 Millikan stosował maleńkie kropelki oleju o śred­ nicy rzędu tysiącznych m ilim etra. m ożna było wyznaczyć stąd ładunki pojedynczych kropelek oleju. J u ż od połowy X I X stulecia fizykom znana była pewna zależność. je s t n a tu r a ln ie rów n ież w y n ik ie m m a ło ści c z ą ste k . stojąc na gruncie hipotezy atom istycznej budow y elektryczności. jak niewielkie liczby całkowite. b ez p r z y śp ie sz e n ia .2 ponieważ zaś ciężar zawieszonej nierucho­ mo w powietrzu cząstki musi być równy działającej na nią sile elektrycznej.

W artość liczby tej oka­ zuje się. więc 0. przez k tó rą należy dzielić „ciężary a tom ow e“ . Z pom iarów Millikana w ynika. na podstawie wyżej powiedzianego. ab y znaleźć bezwzględne ciężary atom ów rozm aitych pierwiastków. J a k już poprzednio widzieli­ śmy. lub też liczbą L o s c ł i m i d t a . Wynosi on (gdy przejdziemy od miligramów do gramów) 1. podaw ane w t a ­ blicach chemicznych. pierwsza nazwa została jej n a d a n a ku uczczeniu włoskiego chemika. wynoszą już m iliardy elem entarnych kwantów elektryczności. .0078.285.1018 atom ów.10'24 gram a. o trz y ­ m am y ważną stałą uniwersalną.285. nadaw ane kuleczkom z rdzenia bzowego przez dotknięcie ich p o ta r tą laseczką. Gdy podzielimy tak zwany ciężar atom ow y wodoru. Bezwzględne ciężary atomów 219 elektryczności jest więc ładunkiem bardzo m ałym . a więc 1.000 milionów jednostek elektrostatycz­ nych ład u n k u .01044 miligrama wodoru.1 prądowi jednego am pera odpowiada przepływ w ciągu jednej sekundy 3.1023.01044 mlgr wodoru. k tó ry około r. równa 6. iż wartość ta odpowiada 6. przez ciężar jednego a to m u wodoru. Jeżeli podzielimy pierw­ szą z tych liczb przez drugą. w yrażony w m iligramach. o trz y m a m y d o k ładny ciężar pojedynczego alomu wodoru.01044 m iligrama wodoru musi zawierać 6. 1820 rozwinął 1 Por. ładunki. a mianowicie liczbę. że podczas elektrolizy p rąd o na­ tężeniu jednego am pera wydziela w ciągu jednej sekundy 0. LV II B E Z W Z G L Ę D N E C IĘ Ż A R Y ATOMÓW J u ż F a r a d a y ustalił. rozd z.1018 ład u n k o m elem entarnym . Ponieważ ładunek elem entarny stanowi ładunek jednego atom u wodoru. Liczbę tę nazyw am y liczbą A v o g a d r y . 18.06.662. tyle więc ładunków elem entarnych p rzypada na 0.

uważano jednocześnie za 1 Por. wówczas a to m y te. i wszystkie one. dały te same wartości. rozdz. cilom wodoru.1 druga — na p am iątkę fizyka austriackiego. Ale przecież fizyka współczesna mogła w y­ znaczyć ciężar atom ów nie jed n ą tylko. zawiera liczbę atom ów większą od liczby w szyst­ kich ludzi żyjących. G dybyśm y mogli powiększyć każdy z atom ów powietrza. W artości m asy atom u wodoru oraz stałej Loschm idta. są nadzwyczaj dokładne. rozsypane na powierzchni całej E u ro p y . . już w n a j­ m niejszych dostrzegalnych przedm iotach codziennego u ż y t­ ku zawarte są niewyobrażalnie wielkie liczby atomów.220 Zasady fizyk i dalej teorię atom istyczną B a lto n a .3 Można by naw et powiedzieć. w grani­ cach możliwych niewielkich błędów. 3 M ożna to sob ie w y ja śn ić ty m . zaw artych w zwykłej szklance. 72. Najdrobniejsze ziarenko pyłku. pokryłyby ją równom ierną w arstw ą grubości około 100 m etrów. jakie podaje fizyka współczesna. rozdz. praw dopodobnie możliwy błąd i tu nie przekracza jednej tysiącznej podanej wartości. zaledwie widzialne gołym okiem. 2 Por. 71.2 kładąc przez to po raz pierwszy kres spekulacjom na t e m a t m a ­ łości atomów. niż wartość m asy ziemi. że dzisiaj nauka z na wartość m asy atom u znacznie dokład­ niej i ze znacznie większym stopniem pewności. k tó ry w roku 1865 pierwszy w yzna­ czył w przybliżeniu bezwzględną wielkość a to m u . do wielkości ziarnka grochu. J a k w ynika z wartości liczby L oschm idta. L V III P R O M IE N I E K A T O D O W E Prawie aż do końca X I X stulecia najlżejszy ze w szyst­ kich atom ów. że p od a n a na p o c zą tk u teg o ro zd zia łu w a r to ść tak zw a n ej sta łej F a r a d a y ’a m o że b y ć w y z n a ­ czon a ze z n a czn ie je sz c z e w ięk szą d o k ła d n o śc ią . lecz wieloma niezależnymi od siebie m etodam i.

wprowadzonej do w nętrza rurki. Promienie katodowe 221 najm niejszą z istniejących w ogóle cząstkę materii. przeciwległej k a to ­ dzie. staw iane na drodze promieni k a to d o ­ wych. 1896 obwieścił o istnieniu cząstki m aterialnej. następnie zaś badali je przede wszystkim 1 R u rk i ta k ie z o sta ły n a z w a n e ru rk am i G eisslera.1 można zauważyć. n a to m ia st pojaw iają się tzw. 1860. miejsce wyjścia n a to m ia s t niebieską „poświatą k a to d o w ą “ . mogą ją one do­ prowadzić do jasnego żarzenia. rzucają ostry cień na świecącą jasnozieloną barw ą ściankę szklaną. wywołujące zielone świecenie (tzw. Gdy więc L o r e n t z w r. na cześć b a d a cza . gdy wywołam y wy­ ładowania elektryczne w silnie rozrzedzonych gazach. przesu­ wając się jednocześnie ku anodzie. ujem ­ nie naładow anych. zorzą dodatnią. Gdy stopień rozrzedzenia jest ta k duży. promienie katodowe. Przypuszczenie Lorentza po­ parte było na razie omówionym w jednym z dalszych roz­ działów zjawiskiem Zeemana (rozszczepienie m agnetyczne prążków widmowych). Gdy elektryczność przechodzi przez rurkę szklaną. ja k to już znalazł F a ra d a y . istnienie tych najm niejszych. w której powietrze zostało rozrzedzone. Promienie katodow e pojaw iają się. gdy skupim y je na blaszce pla­ tynowej. że miejsce wejścia p rądu jest oto­ czone czerwonawym świeceniem. Promienie katodow e zostały w y k ry te przez P l i i c k e r a około r. że ru rk a zawiera zaledwie koło jednej milionowej części swej normalnej ilości powietrza. k tó r y je w y d o sk o n a lił. która w m iarę zwiększania próżni odryw a się od k a to d y i rozsze­ rza się coraz bardziej na koszt zorzy dodatniej. . fluorescencję) ścianki szklanej. wówczas zanika poświata katodow a. Promienie te mogą również wywoływać znaczne działanie cieplne. niosącej ujem ny ładunek elem entarny i około dwu tysięcy razy lżejszy od ato m u wodoru. cząstek stało się jednak zupełnie pewne dzięki bliższemu zbadaniu własności prom ieni k a ­ todowych. stało się to pierw­ szorzędną sensacją naukow ą. Przeszkody. tzw.

Jeżeli cząstki są n ała­ dowane elektrycznie. m uszą one n a turalnie doznawać od­ chylenia w polu elektrycznym . że cząstki w promieniach k a to d o ­ wych są naładow ane ujem nie. to znaczy. że promienie te składają się z szybko biegnących. 23. Pod sam k o n ie c X IX stulecia fizycy doszli do wniosku. które posiadają również pewną masę. H itio rf w ykrył już również odchy­ lanie magnetyczne tych promieni. z kulą karabinow ą. że własności promieni katodow ych d ają się w ytłum aczyć w sposób bardzo prosty przez założenie. w ystrzelo­ n ą do n iezbyt oddalonego celu. Gdy do wiązki promieni katodow ych zbliżymy m agnes w ten sposób. po­ dobnie. zostają one tam wygięte w kształcie łuku paraboli. 1 P or. w rozd z. z któ ry c h m ożna w yznaczyć dwie wielkości. m ożna było również łatw o wywnioskować z kierunku zaobser­ wowanego odchylenia. że opisują one wówczas to ry tego samego kształtu. Promienie katodow e ulegają również odchyleniu i w polu elektrycznym . skądinąd jednakże w skutek swego ruchu stanow ią one rodzaj p rądu elektrycz­ nego1 i. wówczas wychodząca z k a to d y ich wiązka zostaje zakrzywiona w ksz ta łt łuku kola. na k tó ry działa siła przyciągania ziemi. J e d n ą z nich jest prędkość. jeśli ruch ten jest bardzo szybki. naładow anych elektrycz­ nie cząstek. poruszać się po liniach prostych. o trz y m u je m y dwie zależ­ ności. P o ­ siadając bowiem masę. ja k to się dzieje np. .222 Zasady fizyk i H i t t o r f i C r o o k e s . jak zresztą i każde inne ciało. jako prąd. cząstki katodow e m uszą. gdy nie są poddane żadnym dostrzegalnym wpływom ze­ w nętrznym . by m agne­ tyczne linie sil były prostopadle do kierunku biegu pro­ mieni. zostają odchylone w polu m agnetycz­ n y m . 18 w z m ia n k ę o p rą d a ch k o n w e k c y jn y c h . wówczas siła ciężkości nie wywiera n a ń dostrzegalnego wpływu. Mierząc odchylenia wiązki promieni katodow ych w polu elektrycznym i m agnetycznym . 2 P or. co rzucony poziomo kamień. c h a ra k ­ teryzujące promienie katodow e. rozdz.2 Opierając się na powyższych założeniach.

10'28 gramów. że m asa tej cząstki jest około dwóch tysięcy razy mniejsza od m asy atom u wodoru. przez stopniowe przezwyciężanie dużych trudności technicznych. pom iary dały na stosunek ty ch dwóch m as w a r­ tość 1838. Masa elektronu wynosi. czyli około jednej piątej prędkości światła.000 woltów. drugą — stosunek ich ładunku do masy. k tórych m asa jest tylekroć mniejsza od m asy najlżejszego atom u.000 kilometrów na sekundę. a więc od ilości woltów (jest ona propor­ cjonalna do pierw iastka kw adratow ego z ilości woltów). HK.O. w ynika stą d n a ty c h ­ m iast. . Co się tyczy stosunku ład u n k u do m asy.99.tueznego rozbijania atom ów . w praw io­ ne w jej (ściankę. poczynając od r. U jem ne cząstki m aterii. Prom ie­ nie. że ładunek cząstki katodowej jest dokładnie równy jed­ nem u ładunkow i elem entarnem u. Prędkość okazała się niezwykle wielka i zależna od napięcia na rurce. Jeżeli przyjm iem y. bardziej dokładne. otrzym ano doświadczalnie wartość. zgodnie z powie­ dzianym wyżej 8. Gdy napięcie wynosi 10. przew yższającą około dwóch t y ­ sięcy razy stosunek elem entarnego ła d u n k u do m asy atom u wodoru. ja k to się od razu nasuwa. m ogą przenikać i na zewnątrz rurki przez cienkie okienko aluminiowe. 1925 do kilkimet tysięcy woltów i wreszcie. w ahały się od kilkuset woltów do kilkudziesięciu tysięcy woltów. Później. powszechnie nazwane elektronami. Promienie katodowe 223 z ja k ą biegną cząstki. stosowane na przełomie wieków do rurek katodow ych. prędkość jest równa około 60. do kilku milionów woltów. Napięcia elektryczne. W yznaczenie tych wielkości powiodło się po raz pierwszy w r. przebiegają ono wówczas w zwykłym powietrzu drogi długości w idu m etrów. udało się dojść około r. Mogą one w y ­ wierać nadzwyczaj mino działania biologiczne i odgryw ają ważną rolę w próbach H/. poczynając od końca X I X stulecia. Późniejsze. odpowiadająco takim napięciom. T h o m s o n o w i i K a u f m a n n o - wi. zostały. J . 1897 J.

Są one zaw arte w promieniowaniu. Curie- S k ło d o w sk iej d op iero z n a cz n ie p ó źn iej (r.S k ł o d o w s k a .4 Najszybsze znane promienie fi odpow iadają napięciu 4 mi­ lionów woltów. są wysyłane przez ciała rozżarzone.224 Zasady fizyki o czym będziemy jeszcze mówić dokładnie w dalszych rozdziałach. 65. zwane promieniotwórczymi. że ru d y uranowe be i żadnych oddziaływań zewnętrznych stale wysyłają promienie. udało się im istotnie oddzielić te związki i w ykryć w ten sposób rad. W r. 1896 B e c q u e r e l w ykrył mianowicie. 1898. jak ró w n ież o w zro ście m a sy . wynoszących od 3 0 % aż do 99.8% prędkości światła.1 Prócz takich sztucznie wytw orzonych promieni elektro­ nowych fizyka zna również promienie „ n a tu ra ln e “ o bardzo wielkiej szybkości. k tóra stanowi zatem górną granicę możliwych prędkości elektronów . wysyłanego przez ru d y uranowe. w y­ syłanym przez substancje. zależy tylko od jego te m p e ra tu ry . 1903. Do promieni katodow ych należy również zaliczyć roz­ p a try w a n e już poprzednio w związku z wzmacniaczami lam powym i roje elektronów. które.3 Bliższe badania w ykazały. 1 O ty m . rozd z. stwierdzili. są przede wszystkim związki jakiegoś. p a trz r o zd zia ł 75. 1 P or. które mogą zaczerniać płytę fotograficzną n a ­ wet poprzez osłonę nieprzezroczystą oraz w yw ołują (przez jonizację) przewodnictwo powietrza. jak to w ykrył B i c h a r d - s o n w r. 1910).2 Dwa lata później w r. Liczba elektronów. 2 U ja w n ia się on o w te n sp o só b . m etalu. że p r e p a ra ty radioaktyw ne w yrzucają z siebie stale w postaci ta k zwanych prom ieni bela (fi) roje elektronów o prędkościach. wysyłanych w tych w arunkach przez pewne określone ciało. 3 Co praw da oL rzym anie radu m e ta lic z n e g o u d a ło się p. wów­ czas jeszcze nieznanego. że źródłem promieniowania. . że ele k tro sk o p s to ją c y w p o ­ bliżu k a w a łk a ru d y u ran ow ej tra ci sw ój ła d u n ek . P io tr C u r i e i Maria C u r i e .

3 nasuwa 1 Oko m u si p rzed tem n a tu r a ln ie n a le ż y c ie w y p o c z ą ć w c ie m n o ­ ści. p re p a ra ty promieniotwórcze wysyłają je d n a k pon a d to również i takie promienie. L IX P R O M I E N I E A L FA Ktokolwiek spojrzy w ciemności na cyfry jakiegoś ze zwykłych samoświecących zegarków przez dobrą lupę. t a k zwane scyntylacje. skąd należy wnioskować. domieszane w bardzo nieznacznych ilościach do siarczku cynku. p o k ry tą siarczkiem cynku. n a k tó rą d zia ła p o le. J a k w y k a z u ją obserwacje. Odchylenie ty ch ta k zwa­ nych prom ieni alfa (a) jest o wiele słabsze. może z łatwością uzyskać bezpośrednie doświadczalne potwierdzenie atomistycznej teorii m aterii.1 każdy zaś z ty ch drobnych błysków niesie wieść o pew nym pro­ cesie. ta k . u d erzają w k r y sz ta łk i m a s y św ie c ą c e j. lub jeszcze lepiej przez m ikroskop. N a cy fra ch zegark a sa m o ­ św iecą ceg o c z ą stk i. że niosą one ład u n k i dodatnie. drob­ niutkie błyski świetlne. iskierek. im lże jsz a je s t c z ą stk a . złożony z licznych drobniutkich.2 Jeśli w bezpośredniej bliskości p re p a ra tu promienio­ twórczego umieścimy płytkę. przebiegającym we w nętrzu jednego tylko atom u. Zasady fizyki 15 . b y je g o w ra żliw o ść d o sta te c z n ie w zro sła . w y r z u c a n e p rzez a to m y su b sta n c ji p ro m ie­ n io tw ó rczej. 3 S c in tilla z n a c z y po ła c in ie iskra. niż promienie /?. W spom inaliśm y już. W idzim y mianowicie wówczas cudowny m iniaturow y fajerwerk. niż promieni /?. zauw ażym y na niej. k tó ry m po k ry te są cyfry i wskazówki samoświecącego zegarka. 2 O d ch y len ie je s t n a tu r a ln ie ty m w ięk sze . że pierwiastki promieniotwórcze stale w ysyłają elektrony w postaci ta k zwanych promieni/3. gdyż zjawisko to jest wywoływane przez substancje promieniotwórcze. ja k to już było wyżej opisane. pozornie przenikających się nawzajem . wobec czego należy uważać. że m asa składających je cząstek jest znacznie większa od m asy elektronów. które w polu m agnetycznym zostają odchylone w kierunku przeciwnym.

zawierający jeden miligram rad u (np. zaopatrzoną w m aleńki otworek. Na tej drodze znaleziono. która by przejmow ała dodatni ła ­ dunek b om bardujących ją cząstek i następnie zmierzyć po pew nym czasie ładunek. stosunek zaś ładunku do m asy jest dla nich dwa razy m niejszy.314 m iligrama chlorku radu) w ysyła w ciągu sekundy 37. W tym celu umieszczamy tu ż przed p re p a ra te m przesłonę. W ty m celu należało tylko umieścić w pobliżu odpowiednio przesłoniętego p re p a ­ r a tu m etalow ą płytkę. W przyrodzie w ystępuje jed n a k rzeczywiście pier­ . Gdy poznano już tę liczbę. m ożem y łatwo obliczyć.220 Zasady fizyk i się od razu pogląd. niż dla zjonizowanego atom u wodoru w w y p a d k u elektrolizy. Z n a ­ leziono. m ożem y oczywiście wyznaczyć ich p ręd ­ kość oraz stosunek ich ła d u n k u do m asy. nie- przenikliwą dla promieni a (np. licząc błyski świetlne. niż ładunek jonu wodoru). W ten sposób znaleziono. Mierząc odchylenie cząstek a w polach elektrycznym i m agnetycznym . w ynik ten ma duże znaczenie teoretyczne. ile cząstek a wysyła p r e p a r a t w ciągu jednej m in u ty czy sekundy. podobnie ja k się to czyni w w ypad ku promieni katodow ych lub /?. że dodatni ładunek jednej cząstki a wynosi dokładnie dwa elem entarne k w a n ty elektryczno­ ści. w y­ rzucanych przez p re p a ra t promieniotwórczy.2 miliona cząstek a. dostrzeżone np. że prep a ra t. przez nią uzyskany. ołowianą). Scyntylacje um oż­ liwiają wobec tego bezpośrednie liczenie cząstek a. w postaci 1. m ożna było łatwo wyznaczyć również i ładunek jednej cząstki «. że k a ż d y błysk świetlny jest wyw ołany przez uderzenie jednej cząstki alfa. w ciągu jednej m in u ty . masa cząstki a musi być czterokrotnie większa od m asy ato m u wodoru. niż p ręd­ kość promieni /?). Ponieważ ładunek czą­ stek okazał się rów ny dwu k w antom elem entarnym (a więc dw ukrotnie większy. że prędkość cząstek a wynosi od 5 % do 7% prędkości światła (a więc jest znacznie mniejsza.

4 W r z e c z y w isto śc i w y tw a r z a się c z te r o k r o tn ie w ięc e j h elu .2 Istotnie. by mogły przepuszczać cząstki a. używane. tej ilo ści je d n a k ty lk o jed n a czw a r ta p rzy p a d a na sa m rad .1 Nasuwało się zatem p rzy p u ­ szczenie. Po pewnym czasie można było stwierdzić spektroskopowo występow anie helu w szer­ szej rurce. w y tw a ­ rzaną przez 1 miligram radu w ciągu jednego roku.3 W ten sposób po raz pierwszy stw ier­ dzono powstawanie pewnego znanego ju ż poprzednio pierw iastka z innego pierwiastka. którego. Prom ienie alfa 227 w iastek chemiczny. promienie a mogły z łatwością przenikać przez te ścianki. ciężar atom ow y wynosi cztery. niż a to m y norm alne. do napełniania sterowców. w r. z y sk u je p rzez to Laki sa m ła d u n e k d o d a tn i. posiadające o dwa elektrony m niej. że z cząstek a tw orzy się hel. k tó re tra ci o k reślo n ą ilo ść ła ­ du n k u u je m n eg o . mogą w ywiązywać hel. którego ścianki były ju ż je d n a k z b y t grube. rów ny dwu e lem entar­ ny m kw an to m elektryczności. hel. elektrycznie obojętne. Jeszcze na dziesięć lat przed tymi pracam i zjawisko takie byłoby nie do p o m y ­ ślenia dla przeważającej większości chemików. J e d n ak ż e do d a tn i ład u n e k cząstek a.4 O pierając się na wartości 1 H el z o sta ł po raz p ie r w sz y w y k r y ty w a tm o sfe rz e sło ń ca m e to d ą a n a liz y w id m o w e j (stą d Leż p o ch o d zi n a zw a : h elio s = sło ń ce).042 m ilim etra sześciennego. 1903 R a m s a y i S o d d y potrafili po­ kazać. wynosi ona 0. . Tę cie­ n iu tk ą rurkę szklaną umieszczano w drugim szklanym naczyniu. p ó źn iej d op iero w a tm o sfe r ze ziem sk ie j. Można było zmierzyć bezpośrednio ilość helu. rad i tor. 3 U d o w o d n io n o to p r z y p o m o cy sp e k tro sk o p u . ja k np. 7. a w r eszcie w p e w ­ n y c h m in era ła ch i źród łach . że ciała promieniotwórcze. że cząstki a są identyczne z atom am i helu. że są to a to m y helu. k tó rą następnie zatapiał. j a k wiadomo. jest to mianowicie ciało gazowe. Umieszczał on p r e p a r a t prom ieniotwórczy w rurce szklanej o bardzo cienkich ściankach. 2 C iało e le k tr y c z n ie o b o ję tn e . narzucał wniosek. R u t h e r f o r d potrafi! następnie n a w e t w ykazać bez­ pośrednio.

rad B i rad C). W i l s o ­ n o w i udało się osiągnąć ten cel w zadziwiająco piękny sposób przez uzyskanie fotografii torów pojedynczych cząstek a. R. C. J e d e n miligram radu w y­ tw arza zatem ta k ą liczbę atom ów helu w ciągu roku. z ło ż o n y z u je m n y c h e le k tr o n ó w i d o d a tn io n a ła d o w a n y c h jo n ó w a to m o w y c h . 2 D z ię k i n ie sio n y m p rzez sieb ie ła d u n k o m e le k tr y c z n y m . aby uzyskać widzialność procesów atom ow ych. T e w ła śn ie n a ła d o w a n e e le k tr y c z ­ n ie c z ą stk i sta ją się o śro d k a m i k o n d e n sa c ji k ro p elek m g ły . c z ą stk i a w y w ie r a ją b . ro zd z.) . p rzez c o n a d rod ze c z ą stk i a tw o r z y się śla d . w której w y ­ tw arzał parę przesyconą. W yrzucane przez p r e p a r a t czą­ s tk i a wywołują. albo też około 36 milionów w ciągu sekundy. że w przesyconej parze w odnej1 kropelki cieczy tw orzą się na naładow a­ n ych elektrycznie cząstkach. m ożna łatwo obliczyć. układających się w cieniutkie pa­ semka mgły. o trz y m a n ą przez bezpośrednie liczenie cząstek a. 1 Co do p o jęcia p a ry p r z esy co n ej por. w y­ syłanych przez 1 m iligram radu w ciągu jednej sekundy. że te 0. tworzenie się kropelek. tł. dzięki swemu ładunkow i elektrycznem u. k tó re tw o rzą w y r a ź n y ślad to ru c z ą stk i a. a m ia n o w ic ie w y r z u c a ją z n ich e le k tr o n y . T. Wilson w ykorzystał fakt. Dobrą zgodność obydw u tych liczb m usim y naturalnie uważać za świetne potwierdzenie poglądów atom istycz- nych.2 Wilson potrafił uzyskać fotografie ty ch p o z o sta łe za ś tr z y czw a r te n a p r o d u k ty ro zp a d u rad u (rad A. siln e d z ia ła n ia n a m ija n e p rzez się a to m y .228 Zasady fizyk i stałej L oschm idta i znanej gęstości oraz ciężarze ato m o ­ wym helu. (U w . 4 5 . Umieścił on zatem m aleńki p r e p a r a t radow y w przezroczystej skrzynce.042 m m 3 zawierają 1150 bilionów atom ów helu. LX J Ą D R O ATOM OW E Od daw na już a tom istycy dążyli usilnie do tego. Liczba ta pokryw a się prawie dokładnie z przytoczoną poprzednio liczbą.

T o ry cząstek 7 sfotografowane m etoda Wilsona. ja k już widzieliśmy przy om aw ianiu praw a Goulomba. 2 P or. 17. rozd z. . Na podstaw ie zdjęć wil­ sonowskich powstał zatem pogląd. że każda z nich prze­ chodzi poprzez wiele tysięcy atom ów . 65.2 w stosunku odw rotnym do k w a d ra tu odle­ 1 Za p o m o c ą a p a ra tu ry . m o żn a ró w n ież u z y sk a ć w id z ia ln o ść to ró w c z ą ste k o b ezp o śred n io d la ok a ob serw a to ra . Cząstki a przebiegają w zwykłym powie­ trzu drogę kilku cen­ tym etrów . Ponieważ siły elektryczne bardzo szybko rosną w m iarę zmniejszania się odległości działających na siebie ładunków (mianowicie. Rys. że na ogół. skąd m u ­ simy wnioskować. Ją d ro atomowe 229 pasem ek. to ry cząstek a są prostoliniowe i w pewnym miejscu u ry w a ją się nagle. pom im o swego ład unku dodatniego. C z ą s t k a CL może prze. o b m y ślo n e j p rzez fiz y k a ja p o ń sk ieg o S h im izu . 65)-1 J a k w y k a z u ją zdjęcia wilsonowskie. jednakże w wielu w y­ p a d k a c h tu ż przed końcem toru widzimy ostre jego zagięcie pod znacznym kątem . chodzić przez a to m y bez żadnej zm iany k ierunku i że jedynie w w y ją tk o ­ wych w y p a d k a c h jakaś bardzo wielka siła odchylająca w y trą c a ją z jej pierwotnego kierunku biegu. otrz y m u ją c w ten sposób obrazy torów poje­ dynczych cząstek a (rys.

że każdy a to m posiada pewne dodatnio nała­ dowane jądro. taki. ja k np. że ją d ra atom ow e posiadają średnice rzędu 10"13 cm. do którego doszliśmy w ten sposób. Modele niewielkich owoców. k tóre go p o tw ie r d z iły . Jeżeli jednakże przypisujem y dodatnie ją d ra atom om . jakiego używ am y do zajęć szkolnych. otaczających jądro. że do d atn i ładunek ją d ra jest skom pensow any przez elektrony. Ujemnie naładow ane elektrony podlegają na tu ra ln ie p rzy ­ ciąganiu elektrycznem u ze stro n y dodatniego ją d ra . że potrafilibyśm y wykonać Len globus tak nadzwyczaj pre­ cyzyjnie i dokładnie. P rzypuśćm y teraz. Różnorodne obserwacje prow adzą do wniosku. o średnicy w yno­ szącej mniej więcej pół m etra. n a to m ia st a to m y — średnice rzędu 10'8 cm. W yobraźm y sobie globus. które norm alnie są n a zew nątrz elektrycznie obojętne. jakie 1 M odel a to m u R u th e r fo rd a je s t n ie c o w c z e śn ie jsz y od w y n ik ó w W ilso n a . gdyż wówczas przyciąganiu przeciwstawia się działająca na elektrony siła odśrodkowa. iż m ożna byłoby odŁworzyć na nim we właściwej skali naw et wszystkie drzewa owocowe. rosnące na ziemi. lecz dopiero modele najdrobniejszych ziarenek pyłu. narzuca się in te rp re ta c ja zdjęć wilsonowskich w tym sensie. w k tó ry m jądro gra rolę słońca. wiśni.otaczające jądro.230 Zasady fizyki głości). przyciąganie to m usi być oczy­ wiście w jakiś sposób zrównoważone. m ia ły b y wówczas wielkość rzeczywistych atom ów. Rędziem y może mogli uzyskać pewne wyobrażenie o małości atom ów przez n a ­ stępujące porównanie. m usim y w dalszym ciągu przyjąć. 1 m ożna według niego przyrów nać a to m do maleńkiego układu planetarnego. Zrównoważenie takie najłatw iej może zostać spowodowane przez szybki ruch obiegowy elektronów. 1911 przez R u t h e r f o r d a . Model atom u. wypełniające dro b n ą jedynie część całej objętości atom u. by atom mógł istnieć trwale. został p o dany w r. .

2 W k a ż d y m g a z ie zn a jd u je się z a w sze p ew n a ilo ść jo n ó w . obserwacyj R öntgen za­ uważył. 66) i z a n ie c z y sz c z e ń p r o m ien io tw ó r cz y c h . tł. że przedm iot. na an ty k a to d zie tej skupiano promienie katodowe. lecz i dla wielu zbliżonych do niej gałęzi nauki. Szybko rozwijająca się przede w szystkim dzięki zasto­ sowaniom lekarskim technika rentgenow ska posługiwała się w ciągu wielu la t wyłącznie lam pam i gazowymi.1 W lam pach ty c h promienie katodow e w ytw arzane są przez bom bardow anie k a to d y strum ieniem pędzących ku niej d odatnich jonów gazowych. 760 m m słu p a r tę c i.. nadające się do u ż y tk u praktycznego.). ro zd z. .2 U jem ną cechę tych 1 N o rm a ln em u ciśn ie n iu p o w ie tr za o d p o w ia d a . jo n y te w y sta r c z a ją do ro zp o częcia w y ła d o w a n ia w la m p ie. W y b ie g a ją c e z k a to d y p ro ­ m ien ie k a to d o w e w y tw a r z a ją z k o le i n a sw ej d ro d ze lic z n e d a lsze jo n y . za­ czyna sam w ysyłać pewne promienie. w k tórych ciśnienie wynosiło mniej więcej od 1/200 do 1/20 m m słupa rtęci. ja k w ia d o m o . u s ta ­ wianej na w p ro st k a to d y . że te now oodkryte promienie w ychodzą ze szklanej ścianki zwykłej rurki do wyładow ań. Promienie R entgena 231 można jeszcze dostrzec gołym okiem. raczej przypadkow ych. Pierwsze lam py rentgenowskie. zo­ stały stworzone przez wprowadzenie do w nętrza r u ry do w yładow ań „ a n ty k a to d y “ z tru d n o topliwego m etalu. m iałyby w tym nie­ słychanym pomniejszeniu wielkość rzeczywistych jąder atom ow ych. które m ogą przenikać poprzez różne ciała nieprzezroczyste. 1895 powiodło się R ö n t g e n o w i dokonać odkrycia przełomowego nie tylko dla samej fizyki. n a k tó ry tra fia ją promienie katodow e. w y ­ tw o r z o n y c h p rzez d z ia ła n ie p ro m ien i k o sm ic z n y c h (por. W czasie pierwszych swych. LXI P R O M I E N I E R Ö N T G E NA W r. W ykazał on mianowicie. (U w . k tó re p o d trzy m u ją w y ła d o w a n ie .

2 w ym agały one wów­ czas specjalnej „regeneracji“ . a zatem. (U w . g d y ż z o sta je o n o p o c h ło n ię te ju ż przez m ięśn ie. W lam pach odgazow anych k a to d a składa się zwykle z żarzonej spirali wolframowej. w ysyłane przez rozżarzony drucik. pomimo. Gdy więc w r. że m ożna do niej stosować b a r ­ dzo wysokie napięcia (sięgające n a w e t mniej więcej pół m i­ liona woltów). g d y ż p rzech o d zą o n e p o p rzez k o ści. ozna­ czało to przełomowy kro k naprzód w technice rentgenow ­ skiej.232 Zasady fizyki lamp stanowiło przede w szystkim to. tł. . naprzeciw której znajduje się a n ty k a to d a . m ożna dobierać zupełnie niezależnie od natężenia. iż było to z różnych względów bardzo pożądane. Przede wszystkim jednak w lam pach gazowych nie m ożna było zmieniać niezależnie od siebie twardości i natężenia promieni rentgenowskich. w ytw a rz an y c h przez nie promieni R ontgena zależała od ciśnienia gazu i że w skutek tego p rzy dłuższym użyciu (prawdopodobnie dzięki zja­ wisku tzw. Przez wzm acnianie lub osłabianie p rą d u grzejącego. Dalsza zaleta lam py odgazowanej polega na ty m . a zatem i natężenie w y tw arzanych promieni R ontgena. również w y k onana z wolframu. adsorpcji1) lam p y staw ały się z b y t tw arde. przestając nadaw ać się do u ż y tk u .) 2 Z b y t tw a rd e p ro m ien ie d a ją n ie o str e zd jęc ia r e n tg e n o w sk ie. W lam ­ 1 A d so rp cja p olega na o sa d za n iu się c z ą ste c z e k g a zu n a śc ia n ­ k a ch n a c z y n ia . przyłożone do lam py. n a le ż y u n ik a ć je d n a k ró w n ież i z b y t m ięk k ieg o p ro m ie n io w a n ia . że zdolność przeni­ kania. m ożna bowiem regulować liczbę w ysyłanych elektronów. 1913 udało się fizykowi am erykańskiem u C o o l i d g e ’o w i stw orzyć lam pę rentgenow ską wysoko- próżniową. gdy n a to m ia s t tw ardość promieni. i otrzym yw ać w ten sposób bardzo tw arde promienie R ontgena. zmie­ niając napięcie. potrzebne do pew nych celów t e r a ­ peutycznych. k tó ry rozżarza drucik. pozbawioną gazu. ja k również i do badania materiałów. w której promienie R o n tg e n a były w ytw arzane jedynie przez elektrony. czyli ta k zwana tw ardość. praktycznie biorąc.

nieprzenikliwą w arstw ą m etalu. że pro­ mienie R o ntgena są nadzwyczaj krótkim i falam i clcklro- m agnelycznym i. gdyż wówczas ona z kolei sta ła b y się również źródłem elektro­ nów. Nowoczesne lam py rentgenowskie są zwykle całko­ wicie otoczone grubą. A n ty k a to d ę chłodzi się stale wodą. aby działało ono jako punktow e źródło promieniowania. a po prostu kryształów. Ogni­ sku. tak. jednakże spraw a fizycznej n a tu r y promieni rentgenowskich pozostawała długo jeszcze niewyjaśniona. nadaje się wówczas możliwie małe w ym iary. są pozbawione wido­ ków powodzenia. zapobiegam y w ten sposób jej roz­ żarzeniu się pod wpływem uderzeń elektronów. Laue 1 N a w e t w n a jle p sz y c h la m p a c h z a le d w ie je d e n p r o c e n t en erg ii p ro m ien i k a to d o w y c h p rzek szta łc a się w en erg ię p r o m ien io w a n ia ren tg en o w sk ieg o . długość fali promieni R o ntgena m usi być około dziesięciu tysięcy razy m niejsza od długości fali promieni widzialnych. konieczny dla o trzym ania zdjęć. 1912 L a u e w padł na ge­ nialny pomysł zastosowania do ugięcia promieni R ontgena nie sztucznych siatek. dąży się przede w szystkim do o trzym ania ostrych obrazów. a więc prze­ de w szystkim siatek dyfrakcyjnych. że promienie m ogą z nich wychodzić tylko w jednym określonym m iejscu. J e d n ak ż e w r. że o ile przypuszczenie to jest słuszne. m ineralodzy zaczęli uważać iż przyczyna prawidłowości kształtu kryształów leży w p r a ­ widłowym uporządkow aniu atom ów w ich w nętrzu.1 Chociaż technika rentgenow ska rozwinęła się bardzo szybko do wysokiego poziomu. Fizycy przypuszczali co praw da. w k tó ry m elektrony skupiają się na antykatodzie. zwiększa się możliwie najbardziej natężenie promieni. P oczynając już od połowy X I X stulecia. lecz rozm aite rozw ażania w skazyw ały rów­ nież. . służących do celów diagnozy lekarskiej. Promienie KOntgena 233 pach. Na razie więc musiało się wydaw ać. że wszelkie p róby otrzym ania zjawisk interferencji lub ugięcia promieni R o n tg e n a p rzy zastosowaniu środków. używ anych w optyce. A by skrócić czas naświetlania.

66. O ka­ zało się wówczas. że kryształ powinien oddziaływać na bardzo krótkie fale elektrom agnetyczne tak. p u n k ty . 66). za k tó ry m ustawili kliszę fotogra­ ficzną.234 Zasady fizyk i wywnioskował stąd. rys. gdyż Rys. rozłożone prawidłowo i sy m etrycz­ nie (por. są w siatce krystalicznej uporządkow ane przestrzennie. co p raw d a działanie jego jest znacznie b a r ­ dziej skomplikowane. że długości fal promieni R ontgena są . na której w ystąpiły g rupy czarnych plam ek. niż działanie siatki optycznej. z „fotogramów L auego“ można było rów­ nież wyciągnąć wnioski co do budow y kryształów oraz w y­ liczyć długość fali ugiętych promieni rentgenowskich. otrzym ali oni istotnie fotografię. U ginanie wiązki prom ieni R ontgena w krysztale blendy cynkowej. ja k siatka dyfrakcyjna. Gdy Laue i jego współpracownicy skierowali w odpo­ wiednich w a ru n k a ch doświadczalnych wiązkę promieni r e n t­ genowskich na kryształ. odpow iadające szczelinom siatki optycznej. Stanowiło to nie tylko bezpośredni do­ wód doświadczalny analogicznej do światła n a tu r y promieni R ontgena.

w t y m celu stosuje się e k ra n y fluoryzujące. 2). tak. jednakże fizycy. na foto­ grafii pojaw iają się cienie kości i organów w ew nętrznych. zdołali otrzym ać znacznie jeszcze dłuższe fale. W śród zastosowań p rak ty c zn y c h promieni R ontgena najw ażniejszą rolę odgrywa lekarska diagnoza rentgenow­ ska.000 woltów. gdy p a d a ją na nie promienie R ontgena.05 do 10 A (jeden Ang- stróm wynosi 10'8 cm. Promienie R ontgena stosuje się w m edycynie również . że pow stają na nich również cienie prześwietlanych przedm iotów. Pierw iastki chemiczne tym silniej pochłaniają promienie Rontgena. wypełnia się je silnie pochłaniającym i „środkam i k o n tra s to w y m i“ . że różne części ciała niejedna­ kowo silnie pochłaniają promienie R ontgena i że w skutek tego. jak również i znajdujących się w organizmie ciał obcych. ż o łą d e k —-siarczanem baru. Do celów diagnozy rentgenowskiej stosuje się zwykle napięcia od 30. b adający promienie Rontgena. Tożsamość isto ty promieni R o ntgena i promieni świetl­ nych została stwierdzona również przez bezpośrednie obser­ wacje nad załam aniem promieni rentgenowskich. nie fotografując ciała. Ołów i b iz m u t np. gdy prześwietlam y ciało ty m i promieniami. por. ty m m niej­ sza jest długość fali. U żyw any w p raktyce obszar długości fal rozciąga się mniej więcej od 0. prze­ świetlić je bezpośrednio. szczególnie silnie po­ chłaniają promienie R ontgena i dlatego d a ją n a zdjęciach rentgenowskich silne cienie.000 do 100. co odpo­ w iada już obszarowi nadfioletu. dochodzące aż do 1000 A. które świecą w ciemności. Promienie Rontgena rzeczywiście rzędu wielkości kilku sturnilionowych części m ilim etra (10‘9 cm). Opiera się ona na ty m . spółczynnik zaś załam ania promieni R o ntgena okazał się mniejszy od jedności zaledwie o mniej więcej je d n ą milionową. P rz y pom ocy promieni R o n t­ gena m ożem y zresztą również. rozdz. A by wyraźnie uwidocznić organy wewnętrzne. im tw ardsze są promienie. np. Załam anie to jest zresztą bardzo małe. im wyższy jest ich ciężar atom ow y.

takie ja k np. do terapii po­ wierzchniowej używ a się n a to m ia s t promieni bardzo mięk­ kich. 1925. W spom nim y tu jeszcze o b adaniu autentyczności i historii pow stania obrazów olejnych oraz prawdziwości banknotów i drogich kamieni.000 woltów. wiele braków tworzyw a. części samolotów lub izolatory elektryczne. do 8 cm mosiądzu i aż do 50 cm glinu. 1905 w y k ry ć istnienie tzw. ujaw nia się przez zniekształ­ cenie i skrzywienie odpowiednich prążków na fotogramie. gdy skład chemiczny i m etalograficzny tw orzyw a jest bez zarzutu (np. P oczynając mniej więcej od r. Gdy prześw ietlam y k a ­ wałki m eta lu prom ieniam i R ontgena. W przeciwieństwie do ty c h b a d a ń budow y ciał „z gru b ­ sza“ . prom ieniow ania charakterystycznego pierwiastków . Prześwietleniu rentgenowskiem u poddaje się również i gotowe w yroby wysokiej jakości. Rozporządzając napięciam i od 200. t a k zw anych prom ieni granicznych.000 do 300. dziury w odlewie lub pęknięcia. L X II W ID M A R E N T G E N O W S K I E W dziesięć l a t po odkryciu promieni R o ntgen a powiodło się niespodziewanie R a r k i i w r. bardzo ważne zastosowanie prak ty c zn e uzyskała technika rentgenowska w dziedzinie badania materiałów. napięcia wewnętrzne). Do głębokiej terapii stosuje się napięcia rzędu kilkuset tysięcy woltów. do ich w ytw arzania w y starczają już napięcia rzędu około 10.236 Zasady fizyki i do celów terapeutyczny cli. k tó ry c h długości fali leżą pom iędzy 1 i 2 A.000 woltów i stosując jednogodzinne naświe­ tlanie. m ożem y zbadać w arstw ę żelaza lub stali grubości do mniej więcej 10 cm. mogących istnieć n a w e t wówczas. ja k np. przeprow adza się również badania subtelnej budowy m ateriałów za pom ocą fotogram ów Lauego. w k tó ry c h ju ż drobne w a d y m ogłyby spo­ wodować fatalne skutki. ujaw n ia ją się przez słabsze pochłanianie wszelkie ich wewnętrzne wady.

n a k tóre p a d a ją szybkie elek­ tro n y lub też promienie R óntgena. każda luka ujaw nia się p rzy ty m n a ty c h ­ m iast przez z b y t wielki skok. w ysyłanym przez pierwiastki chemiczne. ja k m ów im y obecnie. p rzy czym. k tó ry oparł się na odkryciu Lauego. ja k w ykrył Barkla. tw ardsze „promieniowanie K “ i miększe „pro­ mieniowanie L “ . najtw ardsze prążki (a więc prążki o najmniejszej dłu­ gości fali) tw orzą serię K (promieniowanie K Barkli). stanowi c h a ra k te ­ rystyczną właściwość atom ów danego ciała. z k tó ry c h o statnia została zresztą w y k ry ta dopiero po śmierci Moseley’a. W r. Można było w ten sposób sfotogra­ fować w idm a rentgenowskie pierwiastków chemicznych. 1913 M o s e l e y ’o w i. jeszcze bardziej zaś miękkie składają się na serie M i N. k tó ry c h twardość. również i w idm a rentgenowskie składają się z sze­ regu c h a ra k te ry sty c z n y c h prążków. Moseley znalazł dalej. i rozróżnił w promieniowaniu. wśród promieni ty ch przew ażają takie. K ażde ciało. podobnie ja k to się czyni ze światłem w idzialnym za pom ocą stosowanej w o p ty ­ ce siatki dyfrakcyjnej. B arkla stwierdził już również. ja k fotografujem y optyczne w idm a prążko­ we. długość fali. ż ew jego . miększa grupa — serię L. wysyła samo również promienie rentgenowskie. Liczba prążków r e n t­ genowskich pierw iastka chemicznego leży pom iędzy 10 i 40. podobnie. P orów nyw ając ze sobą w idm a rentgenowskie rozm aitych pierwiastków. że tw ardość prom ieniow ania c harakterystycznego rośnie wraz z ciężarem atom ow ym . udało się następnie przez zastosowanie powoli obracanego kryształu rozszczepić chara k te ry sty c z n e pro ­ mieniowanie w widmo rentgenowskie. Moseley dokonał nadzwyczaj ważnego od­ krycia. W ystępuje więc tu ta j analogia z optycznym i p rążkam i widm owym i. Widma rentgenowskie 237 chemicznych. że pierw iastki d a ją się uporządkow ać według swych widm rentgenowskich w pewien „szereg naturalny“] prążki rentgenowskie przesuwają się z najw iększą prawidłowością w m iarę przechodzenia od jednego pierw iastka w szeregu do następnego. czyli.

J u ż Moseley zauważył również. przerwa odpowiada rtęci. U O yY p i C Z Il^ C ii S L O p U miedzi z cynkiem .1 k tó ry istotnie daje prążki zarówno miedzi. . u m o ż liw iły M o se ley ’ow i u sta le n ie szeregu n a tu ra ln eg o . przedstaw iającym serię L szeregu nastę p u jąc y c h po sobie pierwiastków. 67. ja k cynku. 68. pomimo swego większego ciężaru atomowego (58. je d n a k wzrost ten nie od­ bywa się w t a k ściśle praw idłow y sposób. Znaleziony przez Moseley’a n a tu r a ln y szereg pierwiast­ ków chemicznych jest przytoczony w tablicy l . iż w szeregu ty m kobalt.tw /n w h c tn n n pierw iastków (w edług M oseley^). p o c zyna­ jąc od w apnia aż do cynku. 67.94). o d p o w ia d a ją c e p rzerw om . p o c z y n a ją c ju ż od so d u (N r 11) aż do k o ń c a (N r 9 2 ).64). od złota aż do biz­ m u tu . czyli m osiądzu. zaczerpnięty z prac y samego Mose- ley’a. ja k przesuwanie się prążków. regularne przesuwanie się prążków w kie­ ru n k u m alejących długości fal jest również bardzo pięknie widoczne na rys. na ogól biorąc. po­ przedza nikiel (58. Serią K szeregu następujących po sobie r liW n r n li. P o c z ą te k szeregu . 2 B ezp o śred n ie p o m ia r y w id m r e n tg e n o w sk ic h . n iż c y n k . o tr z y m y w a n y c h za p o m o cą k r y sz ta łó w . Z am iast cy n ­ ku Moseley użył ze wzglę- R ys. 2 Obejmuje 1 M osiądz j e s l o d p o rn ie jsz y na o g rzew a n ie. w zrasta w miarę przesuwania się wzdłuż szeregu.23S Zasady fizyki szeregu ciężar atomowy. rysu n e k te n p rz e d - staw ia serię K szeregu nastę p u jąc y c h po sobie pierwiastków . W skazuje n a to w yraź­ nie rys. przerw a n a d ru ­ gim miejscu odpowiada skandowi. ja k ró w n ież m ie jsc a . Stopniowe.

lecz odtąd zdołano już w y­ kryć cztery dalsze pierwiastki: hafnium (Nr 72). b. tellur i jod (Nr 52 i 53 )i praw dopodobnie również tor i p r o ta k ty n (Nr 90 i 91).) 2 O g łoszon e w roku 1932 o d k r y c ie p ie rw ia stk ó w N r 85 i 87 (k tó ry m d a n o n a z w y a la b a m iu m i w irg in iu m ) nie je s t je sz c ze ca łk iem p ew n e. p o c z y n a ją c od sod u w ste c z aż do h elu . w ten sposób. m azurium (Nr 43).2 W czasie. . na 85 i 87 miejscu. a. 61).1 p rzy czym według dzisiejszego sta n u badań z n a jd u ją się w nim najwyżej dwie luki. Seria L szeregu następujących po sobie pierw iastków (w edług Frim ana i Siegbahna). zachow ują się kobalt i nikiel. tł. ren (Nr 75) i illinium (Nr. ja k już wspom i­ naliśmy. rozd z. Au Tl Pb Bi Rys. Niekiedy pier­ w iastek o wyższym ciężarze atom ow ym poprzedza pier- 7 t>2 /!. gdy Moseley przeprowadzał swe b a ­ dania. 1 W k w ietn iu r. 66). p o z w o liły p rze śle d z ić z m ia n y w id m . P ó ź n ie jsz e p o m ia r y . o p iera ją c się na cięż a ra ch a to m o w y c h i na p e r io d y c z n y m u k ła d zie p ie r w ia stk ó w . W idma rentgenowskie 239 on 92 pierwiastki. d o k o ­ n a n e n a p o g ra n iczu p o m ię d z y p r o m ie n ia m i n a d fio łk o w y m i i r e n t­ g en o w sk im i. istniało jeszcze 6 luk. dalej argon i po­ tas (Nr 18 i 19). F er m i o b w ie ścił w y k r y c ie p ie r w ia stk a N r 93. (U w . o tr zy m a n eg o sz tu c z n ie p rzez b o m b a r d o w a n ie u ran u n e u tr o ­ n a m i (por. 68. M oseley w y z n a c z y ł. w iastek o ciężarze niższym.

W innych w y p a d k a c h ciężar atom ow y przekracza podw ójną liczbę porządkow ą. 12. węgla.6. 10. m agnezu.8. czyli od ta k zwanej liczby porządkowej. ty m więcej.240 Zasady fizyki T A B L IC A 1 N a tu r a ln y szereg p ier w ia stk ó w 1 W odór 32 G erm an 63 E u ro p iu m 2 H el 33 A rsen 64 G ad olin 3 L it 34 S elen 65 T erb 4 B ery l 35 B rom 66 D y sp ro z 5 B or 36 K r y p to n 67 H olm G W ęg iel 37 R u b id 68 Erb 7 A zo t 38 S tr o n t 69 T ul 8 T len 39 Y ttr 70 Itterb 9 F lu or 40 C yrkon 71 K a ssjo p e ju m 10 N eon 41 N iob 72 H a fn iu m 11 Sód 42 M olibden 73 T a n ta l 12 M agnez 43 M azurium 74 W olfram 13 G lin 44 R u ten 75 R en 14 K rzem 45 R od 76 Osm 15 F o sfó r 46 P a lla d 77 Iryd 16 Siarka 47 Srebro 78 P la ty n a 17 C hlor 48 K adm 79 Z łoto 18 A rgon 49 Ind 80 R tę ć 19 P o ta s 50 C yna 81 T al 20 W ap ń 51 A n ty m o n 82 O łów 21 S k an d 52 T ellu r 83 B iz m u t 2 2 T y ta n 53 Jod 84 P o lo n 23 W an ad 54 K sen o n 85 — 24 C hrom 55 Cez 86 R adon 25 M angan 56 Bar 87 — 26 Ż elazo 57 L a n ta n 88 R ad 27 K o b a lt 58 Cer 89 A k ty n 28 N ik iel 59 P ra ze o d y m 90 T or 29 M iedź 60 N eodym 91 P r o ta k ty n 30 C ynk 61 Illin iu m 92 U ran 31 Gall 62 S am ar W w y padkach helu. tlenu. krzem u i siarki. ciężar atom ow y jest dokładnie dwa razy większy od num eru w szeregu. neonu. im dalej posuw am y się w szeregu pierwiastków. 14 i 16. Ciężar ato- . oznaczonych kolejnymi num eram i 2.

bar i rad). gdy dzięki znajomości liczb porządkow ych m ożna było dokładnie ustalić liczby miejsc w kolejnych periodach. L X III U K Ł A D P E R IO D Y C Z N Y P IE R W I A S T K Ó W J u ż w roku 1869 chem ik niemiecki L o th a r M e y e r i badacz rosyjski M e n d e l e j e w w ykryli jednocześnie w ażny fa k t istnienia periodyczności chemicznej pierwiastków. chlor. brom . m ożna utw orzyć pewne uporządkow anie pierwiastków. że jeśli u staw im y pierwiastki w szereg według rosnących ciężarów atom ow ych. m etale alkaliczne (lit. stało się co p raw da możliwe dopiero wówczas. Meyer i Mendelej ew stworzyli w ten sposób periodyczny układ pierwiastków. sód. c h a ra k terystyczne własności chemiczne i fizyczne pow racają periodycznie. lub ziemie alkaliczne (beryl.1 1 A ż do rok u 1927 u w a ża n o g a z y sz la c h e tn e za c a łk o w ic ie „ b iern e“ . w apń. Stwierdzili oni. podane w tablicy 2. wynosi np. 238. rubid i cez). w każdej zaś z nich jeszcze dalsze dwie podgrupy. w k tó ry m szeregi pionowe zaw ierają pierwiastki o zbliżo­ nych własnościach. in n ą znowu podgrupą są halogeny. w yróżniające się prawie całkow itą obojętno­ ścią chemiczną. W układzie periodycznym w yróżniam y według podobnych własności pierwiastków osiem grup. że pierwiastki o parzystej liczbie porządkowej w y­ stę p u ją w przyrodzie częściej. k ry p to n . jod). argon. neon. s tro n t. D okładne jego przedstawienie. Tego rodzaju podgrupy tw orzą np. potas. Układ periodyczny pierwiastków 241 m owy uranu. m agnez. R z u t oka na szereg n a tu r a ln y w ykazuje poza tym od razu. niż pierwiastki o liczbie porządkowej nieparzystej. d op iero od te g o cz a su p o z n a n o r o z m a ite ich zw ią zk i Zasady fizyki 16 . kse- non i radon). którego liczba porządkow a je s t 92. Szczególnie ciekawą podgrupę stanow ią gazy szlachetne (hel. czyli chlorowce (fluor. Jeśli zatem wypiszem y poszczególne periody pod sobą.

z ilu elektronów składa się „układ p la n e ta r n y “ atom u. znajdującego się z in n y m i p ie r w ia stk a m i (n p .) . G a zy sz la c h e tn e z n a n e są d op iero od k o ń ca X I X stu le c ia . 2 x 32. 18 i 32. srebro posiada w sze­ regu Moseley’a n um er 47. Liczba porządkow a w skazuje zatem również. kończy zaś na gazie szlachetnym .242 Zasady fizyki K a ż d y period rozpoczyna się od m eta lu alkalicznego. J u ż w kilka miesięcy po od­ kryciu Moseley’a w r. p o n adto podgrupa III jest tu obsadzona piętnastokrotnie przez t a k zwane ziemie rzadkie. r tę c ią ). Siódmy period wreszcie. a mianowicie wodór i hel. przy czym podgrupa V I I I jest obsadzona nie po pro ­ s tu pojedynczo. Szósty period zawiera aż 32 pierwiastki. skąd m ożem y już przypuszczać.1 Liczby 2. 2 x 4 2. Pierwszy period zawiera zresztą dw a tylko pierwiastki. Czwarty i p ią ty period obejm ują po osiemnaście pierw iast­ ków. że układ periodyczny pierw iastków daje się sprowadzić do pewnych stosunkow o pro sty c h zależności a rytm etycznych. urywa się na szóstym miejscu. ja k po prostu ładunek ją d ra . że ładunek dodatni ją d ra atom u srebra je s t 47 razy większy od elem entarnego ła d u n k u elektrycznego. 1 Z god n ie z u w a g ą n a str. W fizykalnej teorii periodyczności chemicznej powstaje naturalnie przede wszystkim zagadnienie teoretycznego znaczenia liczby porządkowej. (U w . tł. stoją w pew nym szczególnym związku ze sobą. m ożna je mianowicie napisać również w postaci 2 x l 2. że sió d m y period u ryw a się n a sió d m y m m ie jsc u . wyznaczające długości poszczegól­ nych periodów. w periodach ty c h wszystkie p o dgrupy (16) są obsa­ dzone. że liczba porządkow a nie oznacza nic innego. z o s ta ły w y k r y te p r z ew a żn ie przez R a m s a y ’a. 8. 2 3 9 n a le ż a ło b y d ziś p o w ied zie ć. o ile pozwala n a m są­ dzić o ty m nasza dzisiejsza znajomość pierwiastków. P eriody drugi i trzeci zaw ierają po osiem pierwiastków. i tu ta j również w podgrupie V I I I w y­ stępuje „ tr ia d a “ (platynowców). lecz n a w e t potrójnie. 1913 V a n d e n B r o e k wypow ie­ dział pogląd. na uranie. nie oznacza to nic innego ponad to. G dy np. 2 x 22.

O 00 c£> O co lO 00 > a rj< Ci ci Ci Gi 2 TABLICA £ co CQ periodyczny t> CO rp t-4 C3 CO C3 co r-< lO H co Oh CS CO co Ci !> tí .a I ja O CO O co CU Th ci Ci Układ > CD co N § t-H co C3 ci o Ci I 90 Ci Tt< c3 £2 CQ O Ł-ł iO co O r-H t> Ac co co ^ ' 63°° CS O rl. CU A O co Ł.S Ci co LON 89 c to . o z < X c a OD CD lO CO CD co CU £ o d« co X* O) > ci 7Í o o t>* s lO o CS O CD o Ci r> Ph o CQ ł-H Ci l> lO Si2 w co lO a oo > ci lO lO Ci p ier w ia stk ó w CD o Í-.Q N o fco s CO Ra e o 3 § CO ci o 00 CD co 88 ci lO 3 to Xł a O K> £ * ci cc s O CO \d t- co uo 00 Ci t> 16* .

gdyż ten wyznacza jego miejsce w układzie pierwiastków. stanow iący „ p ra k ty c z n y “ ciężar atom owy. tlenu — osiem. że ładunek elektryczny ją d ra atomowego jest istotnie rów ny iloczynowi liczby porządkowej przez ła d u ­ nek elem entarny. które. rów ną masie a to m u wodoru. gdy jednocześnie d o d a m y do jąd ra pro to n i elektron. jądro azotu m a siedem planet. J ą ­ dra wodoru. został potw ierdzony bezpośrednio przez doświadczenia G h a d w i c k a nad przechodzeniem promieni a przez cienkie folie metalowe. T a k np. czyli laką sam ą na­ turę chemiczną. oraz ładunek do d a tn i rów ny ładunkow i elem entarnem u. n a tu ra chemiczna pierw iastka nie powinna ulegać zmianie.. Jeśli więc c h a ra k te r chemiczny ato m u zależy jedynie od ładunku jego jąd ra .244 Zasady fizyk i w stanie elektrycznie ob o jętn y m (a więc niezjonizowanym). wobec tego zaś z wielkości rozproszenia wiązki cząstek a m ożna obli­ czyć ładunki jąd e r rozpraszających. czy też trz y jednostki itd. praktycznie biorąc. Gdy te rozm aite t y p y atom ów w y stę p u ją zawsze zmieszane razem w stosunku mniej więcej niezm iennym . Je d n a k ż e nastąpiłoby wów­ czas zwiększenie ciężaru atomowego o je d n ą łub dwie. zwane również protonam i. rtęci zaś — osiemdziesiąt. 1"920 zupełną zgodność liczby porządkow ej Moseley’a z liczbą ładunków elem entarnych jąd ra . żelaza — dwadzieścia sześć. J u ż z teorii zatem w ynika możliwość. o trz y m u je m y pewien w przybliżeniu stały ciężar miesza­ niny. F a k t. ile takich par dołączym y do jądra. posiadają zatem masę. po­ siadając jednakow e ładunki jądrowe. W szeregu starannie przeprow adzonych doświadczeń Chadwick ustalił na tej drodze w r. że pierwiastki che­ miczne sk ładają się z atom ów kilku typów . różnią się je d n a k swymi ciężarami atomo­ wym i. podaw any . gdyż przeciwne ich ładunki elek­ tryczne zniosą się naw zajem . zależnie od tego. Poszczególne cząstki a doznają mianowicie wówczas w skutek posiadania d o d a t­ niego ład unku odpychań ze stro n y również dodatnio n ała­ dowanych ją d e r atom ow ych m etalu.

podobnie ja k elektrony czy też cząstki a. A s t o n rozwinął w r. F a k t. gdy próżnia jest dostatecznie wysoka. W len sposób m ożem y również zrozumieć. prom ieniam i dodatnim i. stanowi mieszaninę dwóch izotopów o m asach 20 i 22. doskonaląc ją stale wraz ze swymi w spółpracownikam i. stanowi mieszaninę dwóch izotopów. Wielkość odchylenia zależy je d n a k od m asy.46) od liczby całkowitej. doszedł on do tego. utw orzonych z cząstek o różnej masie. że chlor. W te n sposób T hom son mógł ustalić. i o trzym ania na tej drodze oddzielnych śladów róż­ nych izotopów na kliszy fotograficznej. Thom son po­ sługiwał się tzw. ja k np. 1919 m etodę T hom sona w tzw. J . neonu. Cząstki promieni do­ da tn ic h doznają w polu elektrycznym odchylenia. k tóre w ystę­ pu ją w ru rk a c h do w yładow ań jednocześnie z promieniami katodow ym i.2. uzyskanych przez A stona. że dzisiaj za po­ mocą spektrografu masowego m ożna porów nyw ać ze sobą m asy atom ów z błędem. zawartego w rurce. T h o m s o n a na przykładzie gazu szlachetnego. a stą d w ynika możliwość oddzie­ lenia od siebie promieni. Układ periodyczny pierwiastków 245 przez chemików w tablicach ciężarów atom ow ych. o ciężarach ato m o ­ 1 Isos łopos o z n a c z a po greck u to sa m o m ie jsc e (m ia n o w ic ie w u k ła d zie p e r io d y czn y m ). k tó ry w ykazuje szczególnie silne odchylenie ciężaru atomowego (35. że neon. izotopów. było stwierdzenie. w innych zaś w y p a d k a c h znacznie odbie­ gają od liczb całkowitych.1 został po raz pierwszy w y k r y ty w r. 1913 przez J . w w ypadku węgla i azotu. że pierw iastek może składać się z kilku odmian o różnych ciężarach atom ow ych. P ro ­ mienie dodatnie składają się z dodatnio naładow anych atom ów gazu. J e d n y m z pierwszych i n a j­ piękniejszych wyników. nieprzekraczającym jednej dzie- sięciotysięcznej ich wartości. tzw. dlaczego praktyczne ciężary atom owe w wielu w yp a d k a c h w y ra ż ają się licz­ bami prawie dokładnie całkowitymi. którego tablicowy ciężar ato m o w y wynosi 20. spektroskopię masową. .

Astonowską m eto d ą spektroskopii masowej zbadano już większość pierw iastków pod względem ich składu izo­ topowego i jedynie niewiele spośród nich okazało się „czy­ stymi p ierw iastkam i“. gdy tablicow y ciężar atom ow y c yny wynosi 118.2 J a k o przykład spektro- gram u masowego m a m y n a rys. na którym uw ydatnia się istnienie pięciu izotopów. z którego również bardzo ładnie w ynika. T . gdy jeden z izotopów jest reprezentow any 1 Is tn ie n ie trzecieg o iz o to p u ch lo ru o cięż a r z e 3 9 je s t w ą tp liw e . 69. W edług K . że ciężary atom ów są liczbami całkowitymi.0 oraz 37. np. 69 przytoczony według B ainbridge’a spektrogram germ anu. liczbie porządkowej stwierdzono na ogół. B ain b rid g e^. pom ijając n a t u ­ ralnie pierwiastki czyste. że w jej składzie od­ m iana lżejsza w ystępuje w ilości mniej więcej trz y k ro tn ie większej.1 W w y ­ p adku n a to m ia s t pierwiastków o parzystej liczbie porządko­ wej często zn a jd u jem y większą ilość izotopów. p o d ru gie za ś — p ierw o tn ie g a z o w y m sta n e m k u li z ie m sk iej. W w y p a d k u pierwiastków o nieparzystej tH H 1 11 1 1 1 76 74 73 72 70 Rys. Spektrogram masowy germ anu. najcięższy — 124. . jedynie p a r y izotopów. niż jedenaście.70. które nie zostały dostrzeżone jedynie w sk u te k tego.0. że i te pierwiastki mogą również zawierać izotopy. o cięża­ rach atom ow ych różniących się o dwie jednostki. Należy p rzy ty m na tu ra ln ie zastrzec się. 2 S ta ło ść ciężaru a to m o w e g o m ie sz a n in y iz o to p ó w tłu m a c z y się po p ierw sze id e n ty c z n y m i w ła sn o śc ia m i c h e m ic z n y m i iz o to p ó w .246 Zasady fizyk i wych w yrażających się liczbami całkow itym i 35. dla cyny nie m niej. Z ciężaru m ieszaniny wynika. Najlżejszy izotop cy n y m a ciężar atom ow y 112. niż odm iana cięższa. Spektroskopia masowa zawodzi na tu ra b iie w takich w ypadkach. że są z b y t rzadkie.

008. odkrycia tego dokonano do­ świadczalnie w r. którego ciężar atom ow y wynosi 14. U r e y oraz jego współpracownicy fotografo­ wali w ty m celu w zwykły sposób widmo wodoru.00) w y k ry to rzadki izotop o masie 13. N ajwiększą sensacją w dziedzinie b a d a n ia izotopów stało się je d n a k odkrycie ta k zwanego ciężkiego wodoru o ciężarze atomowym dwa. Przedłużyw szy czas 4. Oddzielenie na drodze elektrochemicznej cięż­ kiego wodoru.79 A większa. niż długość fali zwykłego czerwonego prążka wodoru. Później udało się również różnym innym badaczom stwierdzić istnienie cięż­ kiego izotopu wodoru za pom ocą spektrografu masowego (rys. również i w węglu (ciężar atom ow y 12. mogli oni stwierdzić.000 ra z y w stosunku do tego. zawartego w wodzie. Przełom owy postęp w m etodach badania izotopów sta n o ­ wiło zatem w ykrycie przez fizyków am erykańskich G i a u - q u e ’a i J o h n s t o n a w r. obok znanych prążków w idm owych w y­ stępują jeszcze dodatkow e bardzo słabe prążki właśnie w ty c h m iejscach. rzadki izotop o ciężarze a to m o ­ w ym 15. 70). gdzie m ożna było icli oczekiwrać dla wodoru o masie ją d ra dw ukrotnie większej. powiodło się po raz . J e d e n a to m tlenu o ciężarze 18 przy p a d a mniej więcej na 600 n orm alnych atom ów o ciężarze 16. Układ periodyczny pierwiastków 247 bardzo słabo jedynie w stosunku do izotopu głównego. zgodnie z teorią prążek. że istotnie. 1929 na drodze optycznej. niż m asa p ro ­ tonu. zmieszany z azotem norm alnym mniej więcej w stosunku 1 do 300. Inni fizycy a m erykańscy wykryli następnie między innym i również i w azocie. 1932 n a podstaw ie poprzednich obliczeń B i r g e ’a. a mianowicie przez dokładne zbadanie widm cząsteczko­ wych. jak i jest niezbędny do o trzym ania doskonałej zwykłej fotografii w idm a wodoru. prze­ ciągnęli je d n a k czas naświetlania znacznie ponad zwykle przyjęte norm y. Badacze ci znaleźli np. jeden zaś atom tlenu o ciężarze 17 na mniej więcej 2000 do 3000 atom ów norm alnych. k tó ­ rego długość fali je s t o 1. dwu rzadkich izotopów tlenu o ciężarach atom ow ych 17 i 18.

248 Zasady fizyki pierwszy W a s h b u r n o w i i U r e y ’o w i. że ciężka woda posiada gęstość o mniej więcej 11% większą od zwykłej 17 16 13 12 H2 MM I /■u „ Rys. że promieniotwórczość zwią­ zana jest zawsze z przem ianam i pierwiastków. wrze w 101. 1933 rozporządzali już oni kilkuset ce n ty m etram i sześciennymi praw ie zupełnie czy­ stej „ciężkiej w o d y “ . P o d cza s g d y w z w y k łe j w o d z ie z n a jd u je m y jed en a to m cięż k ieg o w od oru m n iej w ięcej n a 6 . Badacze ci stwierdzili. 70. c ięż k a w o d a za w iera m n iej w ięcej je d e n a to m n a jc ię ż ­ szeg o w od oru n a 3 m ilio n y a to m ó w w od oru c ięż k ieg o . że pod koniec r.0 0 0 a to m ó w w od oru z w y k łe g o . wody. że zam arza ona w tem p e ra tu rz e 3. Istotnie. . o cięż a rze a to m o w y m 3. D ow ód doświadczalny istn ien ia izotopu w odoru o ciężarze atomowym 2. oraz T u v e ze w sp ó łp r a c o w n ik a m i) stw ie r d z ili. M etoda ich zo­ stała t a k w ydoskonalona przez L e w i s a i jego w spółpra­ cowników.42° G i wreszcie posiada największą gęstość nie j a k zwykła woda w 4°. 1 W k w ietn iu roku 1931 b a d a c z e a m e r y k a ń sc y (B le a k n e y ze w sp ó łp ra co w n ik a m i.i LXIV PR O M IE N IO T W Ó R C Z O Ś Ć Zgodnie z nowoczesnym ujęciem budow y układu pier­ wiastków m usim y oczekiwać. lecz w 11.8° G.6° C. że c ię ż k i w o d ó r zaw iera je sz c z e c ię ż sz y iz o to p w o d o ru .

a wielkość ła d u n k u ją d ra określa c h a ra k te r che­ m iczny atom u. które w yróżniam y jako przem iany a i przem iany fi. czy też fi. ro zd z. k tó ry w yrzucił cząsteczkę a. gdy ciężar atom ow y radu wynosi 226. co oznacza to samo. 1902 R u t h e r f o r d i S o d d y potrafili uzasadnić doświadczalnie pogląd. masę zaś czterokrotnie większą od protonu. 60. J a k w y k azały dokładniejsze badania pierw iastków p ro ­ m ieniotwórczych. przem iana a obniża chemiczną liczbę porządkow ą o dwie jednostki i jed n o ­ cześnie ciężar atom ow y—-o cztery. czyli. rów ny dwu e lem entarnym k w a n to m elektryczności. m ożna je wszystkie. ponieważ zaś w yrzucane cząstki niosą ład u n k i elek­ tryczne. radon. Promieniotwórczość 249 już w r. . do ósmej grupy. cząstka a posiada ładunek dodatni. fa k t zachodzenia promieniotwórczych prze­ m ian pierwiastków staje się n a ty c h m ia s t zrozumiały. Rad należy do d r u ­ giej g rupy układu periodycznego. poza nielicznymi 1 P or. Ponieważ. czy rozp a d a ją c y się atom wyrzuca cząstkę a. jako gaz szlachetny. n a to m ia s t przem iana f i — o jedno miejsce w p r a w o . Zależnie od tego.1 procesy rozpadu promieniotwórczego m uszą być oczywiście umiejscowione we w nętrzach jąder atomo­ wych. P rzem iana fi nato m ia st podwyższa liczbę porządkow ą o jednostkę bez dostrzegal­ nej zm iany ciężaru atomowego. po w sta ją c y bezpośrednio z radu. Z p u n k tu widzenia powstałej później jądrowej teorii a to m u . przy czym odryw anie się w yrzucanych przez atom cząstek a i fi zmienia c h a ra k te r chem iczny atom u pozo­ stałego. gdyż cząstki fi są to po prostu elektrony. do zerowej. n a to m ia s t radon. istnieją dwa rodzaje przem ian. Istotnie. spontanicznem u roz­ padowi. a mianowicie rów ny 222. posiada ciężar a tom ow y o cztery jednostki niższy od radu. Przem iana a przesuwa więc pierwia­ stek prom ieniotwórczy o dwa miejsca w lewo w układzie periodycznym . ja k już widzieliśmy. że a to m y substancyj prom ie­ niotwórczych podlegają ciągłemu.

cięższego z dwu izotopów pierw iastka o liczbie porządkowej 92. odpowiednio do tego jego ciężar atom ow y jest o 32 niższy od ciężaru atomowego u ra n u I (206 zam iast 238). w ten sposób. Za pośrednictw em jednej przem iany a i n a stę ­ pujących po niej dwóch przem ian /? powstaje z ur anu 1 znacznie krócej żyjący i dlatego rzadszy izotop jego. Rozpoczyna się on od uranu I. rad G. Najw ażniejszy z tych szeregów jest szereg uranowo- rad owy.5 dni. O sta te c z n ie je d n a k w s z y s tk ie a to m y radu C p rzech od zą w a to m y rad u D . zaś liczba porządkow a ołowiu uranowego wynosi 82. że każdy pierwiastek danego szeregu pow staje z poprzedza­ jącego go w tym szeregu za pośrednictw em przem iany a lub fi. gdyż jego czas przepołowienia wynosi 136.8 d n ia. przez ogółem 8 przem ian a i 6 przem ian fi. U ran I należy więc do długowiecznych pierwiastków promienio­ twórczych. że po upływie 4 y2 m iliarda lat początkowa ilość tego pierw iastka zmniejsza się do połowy w skutek ustawicznego rozpadu jego atom ów. pierwiastek. Pow stająca z rad u przez przem ianę a su b stancja pochodna. R ad F. co m ożna było stwierdzić bezpośrednio. Pow staje on z uranu I. li­ cząc wysyłane przezeń cząstki a. N a 1 0000 a to m ó w rad u C c z te r y p o d le g a ją p r z em ia n ie a. Uran I ma ciężar atom ow y 238 i ta k zw any czas przepołowienia rów ny 4 ]/2 m iliarda lat. a więc trw ały. oznacza to. ustawić w trz y szeregi przem ian.250 Zasady fizyki w y ją tk a m i. od niego z kolei prow adzą dwie następujące po sobie p rzem iany a w prost do radu. C . . m a czas przepołowienia rów ny tylko 3. i dlatego bywa również zw any ołowiem uranow ym . D . B .Z n ie j po­ w stają następnie kolejno k rótkotrw ałe pierwiastki. przez przem ianę a pow staje z niego niepro- mieniotwórczy już. je s t z n a n y również pod nazw ą polonu. Czas przepołowienia rad u wynosi 1580 lat. em anacja radow a lub r a ­ don. u ran II. nieco trwalszy. w sz y stk ie p o z o sta łe n a to m ia st — p rzem ia n ie/? . a więc jest o 10 mniejsza od liczby porządkowej u ranu (92)^ 1 P rzy ra d zie C za c h o d z i r o z g a łę z ie n ie szereg u p rzem ia n . p r a ­ szczura szeregu uranowego. E i F . zwane r a ­ dami A . k tó ry stanowi pewną odm ianę ołowiu.

wychodzące z p re p a ra tó w promienio­ twórczych. szereg torow y. dalej sa m a r i niektóre inne ziemie rzadkie oraz. Cząstki a. tł.1 Poza tym i trzem a szeregami w ła­ sności promieniotwórcze p o siad ają jeszcze pierwiastki potas i rubid. zależnie od rodzaju przem iany.i do­ d a tn i ład u n e k elektryczny i opuszczają substancję pro­ mieniotwórczą z prędkością. 1 D o k ła d n e b a d a n ia p rzep ro w a d zo n e w c ią g u o sta tn ic h la t.2 Czasy przepołowienia pierw iast­ ków prom ieniotwórczych w a h a ją się od mniej więcej bilio­ nowej części se kundy w w y p a d k u toru C. sam ar oraz b ery l w y s y ła ją p ro m ien ie a. zwane prom ieniam i gamma. k tó r y z n a jd u je m y ja k o d o m ie sz k ę w uranie. w y rz u ­ cane z rozpadającego się jąd ra . posiadają określoną prędkość początkową. lecz pon a d to również bardzo krótkofalow e promieniowanie rentgenowskie. iz o to p toru .) . że. zwanej zasięgiem. Prom ienie a. pierw iastka o liczbie porządkowej 91. m a ją w sz y stk ie tę sa m ą p ręd k o ść. pochodzące z jednego pier­ w iastka promieniotwórczego. Promieniotwórczość 251 Dużo analogii z szeregiem uran o w y m w y kazują dwa po­ zostałe szeregi. wynoszącą od 5 % do 7 % prędkości światła. 3 P or. ja k stw ier d z o n o w roku 1933. również i beryl. że n ie z a w sz e c z ą stk i a. zawiera nie tylko. rozd z.3 nios. w y ­ k a z a ły jed n a k . cząstki a oraz noszące miano cząstek fi elektrony. (U w . ten ostatni szereg stanowi praw dopodobnie pewne odgałęzienie sze­ regu uranow o-radowego. pochodzący od to ru o liczbie porządkowej 90 i szereg aktynow y. w yw odzący się z pro- t a k ty n u . jak się zdaje. Promieniowanie. do około biliona lat w w y p a d k u potasu i berylu. uran Y . 2 N a sz c z e g ó ln ą u w a g ę za słu g u je fa k t. j a k już w spom niano wyżej.4 Gdy p ro ­ mienie a przechodzą przez powietrze lub inne sub­ stancje. p o c h o d zą c e z je d n e g o p ierw ia stk a . 59. w po­ wietrzu zasięg cząstek a różnych pierwiastków prom ie­ 1 S u b sta n c jfi m a c ie r z y stą p r o ta k ty n u je s t p r a w d o p o d o b n ie tz w . działanie ich u staje raptow nie po przebyciu pewnej określonej odległości. c h a ra k te ry z u ją c ą ten pierwiastek.

Na fotografii widać wyraźnie. prócz tego widzimy jeden to r cząstki a o szczególnie du ż y m za­ sięgu. im prędszem u rozpadowi podlega źródło pro ­ mieni a. 71 po k a ­ zuje tego rodzaju zdjęcie promieni a. wychodzących z to ru C. jako w yjątkow o tw arde promienie rentgenowskie. W przeciwieństwie do naładow a­ nych elektrycznie cząstek a i /?. G ru p a torów cząstek U. Rys. Zjawiska promieniotwórcze nastrę cz a ją interesującą możliwość w yznaczenia wieku ziem i. schodzące aż do 0. posiadają prędkości. ro zp a dających się w preparacie w ty m sa m y m czasie. Promienie y. Promienie ¿9.10'11 cm) co odpowiada napięciu około dwóch milionów woltów. cały u ran przem ienia się stopniowo w izotop 1 P or. rozdz. zbliżające się niekiedy aż do prędkości światła. że liczba w ysyłanych w pew nym określonym czasie kw a n tó w prom ieni y jest rów na liczbie atom ów. Za pom ocą wilsonowskiej m eto d y sm ug mgły1 m ożna wyznaczyć dłu­ gość zasięgu bezpośrednio na fotografii. N a ogół zasięg jest ty m większy.252 Zasady fizyki niotw órczych wynosi od 2 % do 11% cm. 60. jak już w spom nia­ no w yżej. promienie y nie są odchy­ lane w polu m agnetycznym . że p r e p a r a t wysyła dwa rodzaje promieni a o różnych zasięgach. . J a k ju ż zaznaczono uprzednio. 71. m a ją bardzo małe długości fali. D okładne p om iary w ykazały.006 A (czyli 6. z to ru C. Rys.

Ponieważ ołów stanowi nierozpadający się już dalej p r o d u k t końcowy szeregu uranowego. k tó re zostają przeważnie zaham ow ane w minerale. a następnie po zo­ bojętnieniu elektrycznym pozostają w minerale w postaci atom ów helu. że wiek takich na w e t m eteorów. Na wiek m inerałów uranow ych z n a jd u jem y zatem na tej drodze wartości. że praw dopodobnie 2 m iliardy la t minęło już od czasu. Doprowadziły go one do w yniku. tak. ja k a zaś znajdow ała się od po­ czątku w minerale uranow ym w postaci zwykłego ołowiu. . Ten wysoce nieoczekiw any w ynik pozwalałby zatem przy­ puszczać. że wiek wszechświata jest tego samego rzędu wielkości.1 1 P or. Analizy w ykazały. k tóre na pewno nie należały do naszego układu słonecznego (o czym m ożna było sądzić z hyperbolicznej postaci ich toru) leży również w granicach od połowy do trzech miliardów lat. wyznaczenie ciężaru atomowego tego ołowiu pozwala n a ty c h m ia s t wywnioskować. gdy na powierzchni ziemi w ytw orzyła się stała skorupa. a następnie zebrać go i zmierzyć jego ilość. ja k a jego ilość powstała z uranu. Promieniotwórczość 253 ołowiu. P a n e t h zdołał przeprowadzić t ą m eto d ą niezmiernie cie­ kawe określenia wieku meteorów. Ze zna­ nego czasu przepołowienia u ranu wynika. Drogą ogrzewania m ożna wypędzić gaz z m inerału. co i wiek ziemi. że zaw artość ołowiu uranowego sięgać może aż do mniej więcej 2 3 % zawartości uranu. wobec tego m inerały uranowe o wieku 800 milionów l a t m u ­ siałyby zawierać 10% ołowiu uranowego itd. że w przeciągu około 80 milionów la t rozpada się 1 % początkowo danej ilości uranu. 76. wszystkie m inerały uranowe zaw ierają ołów. Hel ten tw orzy się z cząstek a. dochodzące aż do około 1850 milionów lat. Istotnie. mniej jed n a k dokładnie. z ilości zawartego w nich helu. rozd z. k tó ry różni się jednakże od „zwykłego“ ołowiu swym ciężarem atom ow ym . W iek m inerałów prom ieniotwórczych m ożna również wyznaczyć.

m asa 4). W idzim y n a nim. 72 przedstaw ia przykład takiego zdjęcia. K ilka l a t później powiodło się B l a c k e t t o w i przez za­ stosowanie m eto d y W ilsona sfotografować bezpośrednio a k ty rozbijania jąder. 1919 R u t h e r f o r d po raz pierwszy dokonał rozbicia alomu pier­ w iastka na drodze sztucznej. p rzy czym był to pierwiastek o niskiej liczbie porządkow ej. p o n a d to podlegają im.— przynajm niej o ile chodzi o przem iany promieniotwórcze. krótsza gałąź — t o r odrzuconego wstecz pozbawionego protonu ją d ra azotu. LX\ R O Z B I J A N I E ATOM ÓW Promieniotwórcze przem iany pierwiastków stanow ią procesy. B o m b a rd u ją c azot cząstkam i a. wywołało to słusznie nie­ zwykle wielkie wrażenie. układające się w szeregi przem ian. R uth e rfo rd zdołał wyzwolić z ją d e r azotu jądra wodoru. Długa cienka gałąź przedstaw ia to r pro­ tonu. przebiegające spontanicznie i nie poddające się ż adnym wpływom zew nętrznym . W dalszych doświadczeniach udało się R u t h e r f o r d o ­ . Ponieważ w pro­ cesie ty m pierwotne jądro azotu (ładunek 7. j a k ślad cząstki a rozgałęzia się w dwóch kierunkach. opierając się na wiel­ kości ich zasięgu oraz odchylenia ich torów w polach elektrycznym i m agnetycznym . czyli protony. Rys. zatem po zobojętnieniu powinniśm y otrzym ać w wyniku atom izotopu tlenu o ciężarze a to ­ m owym 17 (ładunek 8). B ra k trzeciej jeszcze gałęzi w skazuje na to. wyrzuconego z rozbitego ją d ra azotu. że cząstka a. ażeby otrzym ać fotografie kilku w ypadków rzeczywiste­ go rozbicia. — tylko pierwiastki o najw yższym ciężarze atom ow ym . m asa 1) na cząstkę a (ładunek 2. Gdy więc w r. k tó ra w yrzuca proton z ją d ra azotu. W obec rzadkości tak ic h procesów należało w ykonać zdjęcia torów kilkuset tysięcy cząstek a. sam a p r a ­ w dopodobnie pozostaje w ty m jądrze. co mógł stwierdzić. m asa 14) zamienia jeden proton (ładunek 1.

odpow iadający prądow i o natężeniu jednej milionowej a m pera. p a d a na lii. po czym rozpada się ono na dwie cząstki a. iż mniej więcej jeden n a sto milionów protonów przenika do ją d ra litu. wytworzone sztucznie w wo­ dorze. przez to m asa tego ją d ra zwiększa się z 7 na 8. J a k o środek do rozbijania służyły początkowo cząstki a (mianowicie szczególnie p ręd­ kie cząstki. Ze w zrostem napięcia zwiększa się 1 R ad C1 p o w sta je za p o śre d n ic tw em p r z e m ia n y z radu C i p rzech o d zi n a stę p n ie w rad D p rzez p rzem ia n ę a.000 woltów. odpow iadającą najszybszym cząstkom a. że stosunkowo po­ wolne promienie protonowe. a przede w szystkim pierwiastki o niskim ciężarze atom ow ym . W roku 1932 C o c k c r o f t i W alton niespodziewanie wykryli. zostaje wówczas w yrzucona z litu duża liczba cząstek a. Cockcroft i W a lto n mogli zauważyć emisję cząstek a z litu już p rzy użyciu protonów przyspieszanych n apię­ ciem 30.ha dwie. w ysyłanym przez p r e p a r a ty promieniotwórcze. wysyłane przez ra d C’1) jednakże za ich po­ średnictw em m ożna było ro­ zbijać tylko nieliczne ato m y i nigdy nie udało się uzyskać większych wydajności. posiada­ jących prędkość. . i wyswobodzić z nich protony. Rozbijanie atomów 255 w i i ('. Gdy strum ień powolnych p ro to ­ nów. jak również K i r s c h o w i i P e t t e r - s s o n o w i rozbić jeszcze liczne inne pierwiastki. Można sądzić. stanow ią bardzo sku­ teczny środek wywoływania p rzem ian pierwiastków . ko w i.

1 Im w y ż sz a je s t ch em icz n a liczb a p o rzą d k o w a (a w raz z n ią i ciężar a to m o w y ).1 Stosując swe w yjątkow o wysokie napięcia Brasch i Lange zdołali następnie również otrzym ać niezwykle prze­ nikliwe i intensyw ne promienie katodow e i rentgenowskie. O wiele jeszcze większe wydajności niż Cockcroft i W al- ton osiągnęli B r a s c h i L a n g e . sięgającym kilkuset świec.4 milionów woltów. Promienie katodow e o ta k wysokim napięciu mogą prze­ biec w powietrzu drogę około 10 m etrów. ja k ie w y w ie r a d o d a tn io n a ła d o w a n e ją d ro a to m o w e n a z b liż a ją c y się p ro to n lub c z ą stk ę a. jakie byłoby wysyłane przez kilka tysięcy kilogramów radu. p rzy czym jądro boru po w bi­ ciu weń pro to n u rozpada się na trz y cząstki a. dorów ny­ wały one prawie swą tw ardością promieniow aniu radu. Co się tyczy natężenia promieni. zbadane przez B rascha i Langego. gdy napięcie sięgało 2. W doświadczeniach ty ch autorów promienie protonowe.4 milionów woltów. w y w o ła n e p rzez w y r z u co n e p o c z ą tk o w o n e u tr o n y (p or. również i ciężki pier­ w iastek ołów. K ryształ szpatu islandzkiego zostaje pobudzony przez takie promienie do bardzo silnego świecenia o natężeniu. ro zd z. M ożliw e je s t z a te m . dorównywało już ono natężeniu pro­ mieniowania. wśród nich. P róby. uzyskanych wówczas przez ty ch badaczy. ż e w w y p a d k u r o zb ija n ia o ło w iu za c h o d z i w ła śc iw ie zja w isk o w tó r n e . wytw orzone w czasie je d ­ nego w yładowania. wywoływały rozpad od dziesięciu do stu milionów atom ów litu. ty m w ię k sz a je s t siła o d p y c h a n ia .256 Z asady fizyki szybko liczba w yrzucanych cząstek a. z którego w yrzucane były cząstki a o szcze­ gólnie dużym zasięgu. Również i ato m y boru o masie równej 11 są w znacznej mierze i-ozbijane przez promienie protonowe. k tórzy stosowali chwilowe napięcie 2. 6 6). godzinami jeszcze m ożna następnie czy­ tać w świetle fosforescencji takiego kryształu. . gdy tym czasem cały św iatow y zapas r adu wynosi dzisiaj zaledwie około połowy kilograma. Praw ie wszystkie pierwiastki. co było dość nieoczekiwane. dały się rozbić.

są obecnie w toku w rozm aitych za­ kładach badawczych. że z berylu. jakie­ m u podlegają dodatnie p ro to n y lub cząstki a. nie doznają one odpychania. zwane dzisiaj powszech­ nie neutronam i. tak. 1932. Te nienaładow ane cząsteczki. wsławionej odkryciem radu) i J o l i o t . że wynikiem przem iany jest zmniejszenie m asy o 3 jednostki przy jednoczesnym obniżeniu liczby po rzą d ­ 1 Ś red n ica a to m u w o d o ru je s t ok o ło 1 0 . Neutron i dodatni elektron 257 zmierzające do wytworzenia napięć.0 0 0 r a zy w ię k sz a od śr ed n icy p ro to n u c z y też c z ą stk i a. dokonane w r. dotyczyły one neutronu i dodatniego elektronu. te bowiem posiadają stosunkowo dużą objętość1 i wobec tego bardzo m ały zasięg. które nie są naładowane elektrycznie. dochodzących do 10 milionów woltów. nie mogą więc oczywiście wchodzić tu ta j w grę zwykłe obojętne a to m y wodoru. N e u tro n y w yrzucają z atom ów azotu i tlenu bardzo szybkie cząstki a. LXVI N E U T R O N I D O DA TNI E L E K T R O N Aż do roku 1932 powszechnie uważano za podstawowe cegiełki m aterii ujem nie naładow any elektron i 1838 razy cięższy dodatni proton. w yrzucane są pewne cząstki. Niezależnie od Chadwieka podobne wyniki uzyskali I r e n a C u r i e (córka pani Curie-Sklodowskiej. trafiając w dodatnio n ałado­ wane jądro atomowe. okazały się nadzwyczaj skutecznym środ­ kiem wywoływania przem ian atomów. Przyczyna tego leży praw dopodobnie w tym . że. To głęboko zakorzenione w yo­ brażenie zostało jednakże obalone przez dwa sensacyjne odkrycia. Z początkiem tego roku C h a d - w i c k wykrył. p rzy czym masa ich jest prawie równa masie protonu. Posiadają one wysoką przenikliwość. Zasady fizyki . bom bardowanego cząstkam i a.

A nder­ son był w stanie stwierdzić. w ytw a rz an y c h praw dopodobnie wtórnie przez działanie promieni kosmicznych. 1912. dokonane w r. foto- 1 N eu tro n m a m a sę 1 i ła d u n e k 0.258 Zasady fizyki kowej o dwie jedn ostki. W ykrycie dodatniego e- lektronu było wynikiem b a d a ń n a d tzw. wielkości zakrzywień ich torów w polu m a ­ gnetycznym i wreszcie kierunki ty c h zakrzywień (przy czym znany był również kierunek biegu cząstek). k tóre praw dopo­ dobnie pochodzi z przestrzeni kosmicznych.1 Możemy uważać n e u tro n y za a to m y pierw iastka o liczbie porządkowej zero. Jeszcze większe bodaj wrażenie. odpow iadającą napięciom od 200 milionów do 10 m iliardów woltów. składa się ono głównie z cząstek. A ndersonowi udało się sfotografować w spom inaną już często m e to d ą W ilsona to ry naładow anych elektrycznie cząstek. nie posiadające żadnego w ogóle elektronu. że istnieją wśród nich cząstki. zostało w y­ k ry te przez H e s s a jeszcze w r. pozwala­ jąc ą auto m a ty c z n ie fotografować t o r y przenikliwych pro­ mieni. W sk u te k tego cząstki te mogą przenikać p ły ty ołowiane o grubości dochodzącej do 10 m etrów . J a k w iem y dzisiaj. któ ry m b rak zatem zupełnie „układu p la n e t“ . prom ieniowa­ niem kosm icznym . promieniowanie to. 1933 m etodę. wywołało odkrycie dodatniego elektronu. . naładow anych elek­ trycznie i obdarzonych olbrzym ią energią. przebiegających przez kom orę Wilsonowską. m asa n a to m ia s t — masie elektronu. 1932 przez A n d e r s o n a i potwierdzone następnie przez B l a c k e t t a i O c c h i a l i n i e g o . B la­ c k e tt i Occhialini wynaleźli w r. P orów nyw ając zasięgi ty c h cząstek. są to więc atom y. Na jeden c e n ty ­ m e tr k w a d ra to w y powierzchni ziemi p a d a przeciętnie ze w szystkich kierunków w przybliżeniu 1 % cząstki „kos­ m icznej“ na sekundę. któ ry c h ładunek odpowiada d o d atniem u ładunkow i ele­ m e n ta rn e m u . n a to m ia s t c z ą stk a a m a sę 4 i ła d u n ek 2. niż odkrycie neutronu.

Istnienie dodatniego elektronu czy też. Pokazało się wyraźnie. positronu. Dośw iadczalne wykazanie istnienia elektronu dodatniego. a następnie I r e n a C u r i e i L i z a M e i t n e r . że w procesie ty m k w a n ty promieni y o d d a ją swą ener­ gię na wytw orzenie p a r y elektronów : elektronu do­ datniego i ujem nego. 73. rozmaici badacze. zauważyli występow anie d odatnich elektronów również i w w a ru n k a ch czysto la b o ra to ry jn y c h pod działaniem bardzo tw ardych promieni y. w ciągu 1933 r. gdy Rys. a mianowicie przem iana świa­ 17* . 73. -Neutron i dodatni elektron 259 grafie te potw ierdzają odkrycie Andersona. zostało w zupełności ugruntow ane. J e d n ą z nich w idzim y na rys. ja k go nazwano później. p rzy czym zachodzi wówczas rzeczy­ wista materializacja świalla. (Należy zwrócić uwagę na półkole u góry na prawo). przede w szystkim sam Anderson.

p o d d a n y działaniu promieni a p r e p a ra tu polonu. wysyłane przez promienio­ tw órczy polon. (wysyłające positrony). rozbijają a to m y glinu. zależnie od tego. . że powstające w ten sposób swobodne positrony nie są trwałe i po k ró tk im czasie każdy z nich podlega znów demalerializacji wraz z jakim ś n a p o tk a n y m elektronem u jem nym . Szczególnie w ydajne źródło positronów uzyskujem y. Czas przepołowienia otrzym anego w te n sposób „ ra d ioazotu“ wynosi 14 m inut. stanowiące nieznane poprzednio nietrwałe izotopy ty ch pierwiastków. doświadczenie wykazało rów ­ nież. krzem u lub fosforu. że. W ten sposób w r. W ydaje się.260 Zasady fizyki tła w m aterię. a mianowicie w pewne c h a ra k te r y ­ styczne tw arde promienie X. jak znalazł Joliot. osadzając polon na glinie i przykryw ając go znów glinem. przy czym p ro to n y stanow ią p rzy­ puszczalnie połączenia neutronów z positronam i. 1933 po raz pierwszy m ożna było rzeczywiście zaobserwować za­ równo sztuczne tworzenie m aterii. p rzy czym obie te cząstki przekształcają się w promieniowanie. Promienie a. magnez czy też glin. podobnie do glinu zachow ują się również magnez i bor. 1 P o tr z e b n a do te g o m in im a ln a en erg ia o k a z u je się rów n a w ła sn ej en ergii pary e le k tr o n ó w (p or. Znaleźli oni mianowicie. W doświadczeniach ty ch po raz pierwszy zaszedł w ypadek stwierdzenia metodami chem icznym i sztucznej przem iany pierw iastka. że positrony m ogą istnieć trw ale jedynie we­ w n ą trz ją d e r atom ów. po­ w s ta ją promieniotwórcze. dzięki k tórem u poznano zupełnie nowy rodzaj prom ienio­ twórczości. P rz y pom ocy stosow nych m etod chemicznych Irena Curie i Jo lio t byli w stanie wykazać. wyrzuca w dalszym ciągu positrony naw et po usunięciu p rep a ra tu .1 Odwrotnie. ro zd z. czy bom bardow ano cząstkam i a bor. przy czym zostają wyzwolone positrony. Stwierdzenie tego faktu doprow a­ dziło Irenę Curie i J o l i o f a do zadziwiającego odkrycia. 75). ato m y azotu. że listek aluminiowy. radiokrzem u 3 % i wreszcie radiofosforu — 2 % m inuty. ja k i jej zanikanie.

Poziom y energetyczne atomów 261

W r. 1934 udało się następnie F e r m i e m u wywołać
sztuczną promieniotwórczość (wysyłanie promieni fi) przez
bom bardow anie rozm aitych pierwiastków neutronam i.
Silne efekty występow ały np. w żelazie, chlorze, srebrze,
jodzie i chromie, przy czym radiopierwiastki, powstające
przez przem ianę ty ch pierwiastków, m a ją czasy przepo­
łowienia wynoszące od p a ru sekund do p aru godzin.

LXVII
PO Z IO M Y E N E R G E T Y C Z N E ATOMÓW

Procesy, zachodzące w jądrach atom ow ych, są zwią­
zane, ja k już widzieliśmy, z w ym ianam i stosunkowo ol­
brzym ich ilości energii, czy to wówczas, gdy doprow a­
d zam y energię z zewnątrz, wywołując sztucznie przem iany
atom ów, czy też gdy energia zostaje wyzwolona w prze­
biegających sam orzutnie procesach jądrow ych. Jeśli bę­
dziemy w yrażać energię, ja k to zostało przyjęte w fizyce
atom owej, w elektronow oltach, czyli m ierzyć ją ilością
woltów, ja k ą m usiałby przebiec elektron, ab y uzyskać
daną energię,1 m ożem y powiedzieć, że w procesach ją ­
drowych m a m y prawie zawsze do czynienia przynajm niej
z dziesiątkami tysięcy, albo setkam i tysięcy, albo też
naw et milionami elektronowoltów.
Znacznie mniejsze są ilości energii, wchodzące w ra ­
chubę w procesach, dotyczących układu planetarnego
atom u, czyli tzw. „powłoki zewnętrznej atom u“] odpo­
w iadają im na ogół ilości elektronowoltów, wynoszące od
1 do 100. Istnieje pewna prosta m etoda wywoływania zmian
w powłoce atom owej, szczególnie n a d ająca się do w y m a ­
gań fizyki atom owej. Poprzez gaz lub parę, której a to m y
chcem y zbadać, przepuszcza się wiązkę „pow olnych“
1 Z god n ie z za sa d ą za c h o w a n ia en ergii, en ergia k in e ty c z n a
elek tro n u , k tó r y p rzeb ieg ł p ew n e o k reślo n e n a p ięcie, rów na się
ilo c z y n o w i te g o n a p ięcia p rzez ła d u n ek elek tro n u .

262 Zasady fizyki

swobodnych elektronów, w skutek czego zostają wywołane
zderzenia pom iędzy ty m i elektronam i i atom am i. Można
bardzo dokładnie mierzyć zachodzące przy tak ic h zde­
rzeniach s tr a ty energii elektronów, k tó ry m odpow iadają
równe co do w artości p rzy ro sty energii atom ów .1
B adania „zderzeń elektronowych“, przeprowadzone przez
F r a n c k a i G ustaw a H e r t z a , ujaw niły w r. 1913 bardzo
w ażny fakt, że a to m nie może pobierać dowolnych ilości
energii, lecz tylko pewne ilości ściśle określone. Przede
w szystkim je d n a k doświadczenia te w ykazały, że, o ile
nie zachodzą jakieś anorm alne w arunki (jak np. wysoka
tem p e ra tu ra ), o ile zatem, ja k to przyjęto mówić, atom
znajduje się „w stanie n o rm a ln y m “ , nie może on w ogóle
pobierać ilości energii, leżących poniżej pewnego określo­
nego m inim um . To m inim um zostało nazwane energią
pobudzenia danego pierwiastka. Znaleziono np., że w artość
jej w yrażona w elektronow oltach, wynosi dla sodu 2,1
zaś dla rtęci 4,9.
Za pom ocą zderzeń atom ow ych m ożna było w yznaczyć
bardzo dokładnie dla wielu pierw iastków również i tę
energię, jakiej należy udzielić atomowi, znajdującem u się
w stanie norm alnym , a b y oderwać od niego elektron,
oczywiście ten, k tó ry jest najsłabiej z nim związany, a b y
więc, ja k m ówimy, zjonizować ten atom . Energia jonizacji
wynosi np. dla sodu 5,1, zaś dla rtęci 10,3 elektrono wolta.
Z faktu, że energia jonizacji zawsze okazuje się większa
od energii pobudzenia, w ynika wyraźnie, że w stanie po­
budzonym a to m zawiera wprawdzie wszystkie elektrony,
lecz przynajm niej jeden z nich związany jest wówczas
słabiej, niż w stanie norm alnym . Obserwacje zderzeń
elektronowych u jaw niają dalej istnienie pewnych c h a ra k ­
tery stycznych dla różnych atom ów ilości elektronowol-
tów również i pom iędzy wartościam i energii pobudzenia
a energii jonizacji.
1 R o z str z y g a ją c e z n a c z e n ie m a lu la j fa k t, że m a sa ele k tr o n u
je s t b ard zo m ała w p o ró w n a n iu z m a są a to m u .

Poziom y energetyczne atomów 263

Okazuje się więc, że w k a ż d y m atom ie pierw iastka
chemicznego poza stanem norm alnym możliwy jest jesz­
cze cały szereg stanów „wyższych“ , przy czym każdy
z nich je s t scharakteryzow any przez pewną zupełnie okre­
śloną w artość energii, o k tó rą energia jego przewyższa
energię sta n u normalnego. W czym je d n a k leży głębsza
przyczyna tego osobliwego występowania poziomów energii
w atom ie? Odpowiedź na to p ytanie dało zrozumienie bu­
dowy najprostszego z atom ów, ato m u wodoru.
J u ż w roku 1910 a u to r niniejszej książki rozwinął po­
gląd, że budowa atomów musi zależeć od elementarnego
kw antu działania. W ten sposób udało m u się wówczas
znaleźć zależność, w iążącą podstaw ow ą stałą spektro­
skopii (tzw. stałą R ydberga, o której będzie jeszcze
niżej mowa) z elektrycznym ładunkiem elem entarnym
i z elem entarnym k w a n te m działania. Rozw ażania te
uzyskały doskonalszą postać dopiero w tedy, gdy B o h r
zastosował je w r. 1913 do powstałego na krótko przed­
tem Rutherfordowskiego modelu a to m u .1
Bohr założył, że w R utherfordow skim modelu atomu
wodoru iloczyn m asy krążącego elektronu przez jego
prędkość i przez obwód toru równa się elem entarnem u
kw antowi działania.2 Z akładając ponadto, że siła p rzy­
ciągania elektrycznego pom iędzy jądrem , a obiegającym
je dookoła elektronem , dokładnie równoważy silę od­
środkową, otrz y m ał B ohr zupełnie określone wartości na
promień normalnego atom u wodoru oraz prędkość ruchu
elektronu. W edług Bohra w artość prom ienia normalnego
ato m u wodoru jest równa 5,3.10"9 cm, zaś prędkość
elektronu wynosi 0,73% prędkości światła, a więc osiąga
w artość 2.188 km na sekundę.
B ohr przyjął dalej, że prócz sta n u norm alnego istnieje
jeszcze szereg anorm alnych stanów ato m u wodoru, dla
któ ry c h iloczyn m asy elektronu przez jego prędkość i przez
1 P o r. rozd z. 60.
2 G d y a to m je s t w s ta n ie n o r m a ln y m (u w . tł.).

264 Zasady fizyki

obwód jego to ru nie równa się elem entarnem u kwantowi
działania, lecz pewnej jego całkowitej wielokrotności. Odpo­
wiednią liczbę całkowitą nazwano liczbą kwantową. A więc
tor elektronu, znajdującego się w stanie norm alnym we­
w n ą trz ato m u wodoru, jest jednokw antow y, gdy n a to m ia s t
atom ten jest w jed n y m ze stanów anorm alnych, to r ten
może być dwu-, trój-, cztero-, pięcio-kwantowy itd. Dalsze
obliczenia w ykazują, że w atom ie wodoru różnica energii
pom iędzy dwom a sta n a m i o różnych liczbach kw antow ych
równa się energii jonizacji atom u, pomnożonej przez róż­
nicę odwrotności k w a d ra tó w odpowiednich liczb k w a n ­
towych. T a k np. różnica energii pom iędzy stanam i trój-
kw antow ym a d w u kw antow ym wynosi 5/36 energii joni­
zacji, ponieważ 5/36 równa się (% )2— (% )2-

LXVIII
T E O R I A K W A N T O W A W ID M

Gdy atom powraca ze sta n u wyższego, bogatszego w e-
nergię, do sta n u normalnego, m ożem y oczekiwać, że, jeśli
n a w e t nie zawsze, to je d n a k często n a d m ia r energii zo­
stanie wijprom ieniow any w postaci kw antu świetlnego. To
samo m ożem y również przyjąć i w w ypa d k u , gdy zacho­
dzi przejście pom iędzy dwom a stanam i anorm alnym i. W ią ­
żąc więc w ten sposób pojęcie kw an tu świetlnego z istnie­
niem poziomów energetycznych w atom ie uzyskujem y n a ­
ty c h m ia s t wyjaśnienie zasadniczego faktu doświadczal­
nego, że k a ż d y pierwiastek w ykazuje pewne jem u tylko
właściwe widmo prążkowe.1 Ponieważ bowiem zgodnie
z zasadą zachow ania energii i hipotezą kw a n tó w świetl­
nych częstość drgań wyprom ieniowanego k w a n tu świetl­
nego musi być równa różnicy energii dwu poziomów, po­
dzielonej przez stałą uniw ersalną — e lem entarny k w a n t
działania, zbiorowi p a r poziomów energetycznych odpo­
1 P or. rozd z. 8.

Teoria kwantowa widm 265

w iadać musi oczywiście zbiór w szystkich możliwych czę­
stości drgań prążków. Z prawidłowości, jakim podlegają
poziom y energetyczne, m uszą zatem w ynikać pewne okre­
ślone prawidłowości widm ; pierwszą prawidłowość tego
rodzaju w ykrył już w roku 1885 B a l m e r w widmie wo­
doru.
Balm er znalazł pewną p ro stą zależność liczbową po­
między długościami fal czterech należących do obszaru
widzialnego prążków wodoru (prążków czerwonego, nie­
bieskiego i dwu fiołkowych).1 W późniejszym, rozszerzo­
nym , ujęciu prawo Balm era, do którego prążki wodoru
stosują się zadziwiająco dokładnie, orzeka, że częstość
drgań jakiegoś prążka wodoru jest zawsze równa pewnej
stałej uniwersalnej, tzw. sialej Rydberga, pomnożonej
przez różnicę dwóch odwrotności k w a dratów prostych
liczb całkowitych. Z n a jdujem y np., że częstość drgań czer­
wonego prążka w odoru stanowi 5/36 stałej R ydberga.
Na podstaw ie tego, co zostało powiedziane w końcu po­
przedniego rozdziału, widzimy, że sformułowana znacznie
później teoria Bohra w yjaśnia w zupełności prawo B al­
m era. S tw ierdzam y jednocześnie, że czerwony prążek
wodoru zostaje w ysłany przez atom , k tó ry przechodzi ze
sta n u trój kw antowego do sta n u dwukw antow ego. Nie­
bieski prążek powstaje, gdy elektron zmienia to r cztero-
kw antow y na d w ukw antow y itd. W odw rotny sposób
pow stają prążki absorbcyjne; np. ten, k tó ry odpowiada
prążkowi czerwonemu, pow staje przez „podniesienie“ elek­
tronu z to ru dw ukw antow ego na trój kw antow y.
Zespół ty ch prążków wodoru, które są wysyłane dzięki
przejściu a to m u ze sta n u o większej ilości kw antów do stanu
dw ukw antow ego stanowi t a k zwaną opty cz n ą lub B alm e-
rowską serię wodoru. Z praw a Balm era wynika, że prążki
te m uszą się skupiać ku pewnej granicy, której częstość
drgań równa je s t jednej czwartej stałej R ydberga; granicy

1 P or. p op rzed n i ry s. 9.

266 Zasady fizyk i

tej odpowiada zatem długość fali, wynosząca 3.647 A, a więc
należąca już do nadfioletu. Rys. 74 przedstaw ia zdjęcie
fotograficzne serii Balm era, na k tó ry m wyraźnie je s t wi­
doczne zbieganie się prążków ku granicy. Przez przejście
a to m u ze stanów wielo kw antow ych do normalnego stanu
jednokw antow ego pow staje seria wodoru, leżąca w dalekim
nadfiolecie, co się zaś tyczy tych seryj, które są związane
z przejściami do stanów trój,- cztero-, czy też pięciokwan-

Rys. 74. Seria B alm era w prążkow ym w idm ie w odoru.

towego i które również m ożna już było zaobserwować,
należą one do podczerwieni.
Obok w idm a w odoru dużą przejrzystością swej b u ­
dowy w yróżniają się jeszcze w idm a metali alkalicznych
ja k np. sodu lub potasu. Przejrzystość tę zawdzięczam y
najpraw dopodobniej tem u, że w a to m a ch ty c h pierwiast­
ków (na co zresztą wskazuje również ich zachowanie się
chemiczne) jeden elektron je s t związany szczególnie słabo.
Serie prążków m etali alkalicznych d a ją się również opisać
przy pom ocy formuł, w k tórych podstaw ow ą rolę odgrywa
ta sam a stała, co i w widmie wodoru (tzw. stała R yd-
berga). Rys. 75 przedstaw ia dla przykładu część widm a
potasu.
Zespól prążków w w idm ach metali alkalicznych jest
znacznie bogatszy, niż w widmie wodoru; uporządkow anie
tych prążków doprowadziło do wniosku, że do sc h ara k te ­
ryzowania toru elektronowego nie w ystarcza podanie
jednej tylko liczby kw antow ej; trzeba jeszcze ponadto
odróżnić, ja k się to mówi, używając uzasadnionej histo­
rycznie terminologii, czy jest to „tor s, tor p, tor d c zy też

T eoria kwantowa widm 267

to r / “ . (Litery te stoją na początku nazw scharf (ostra),
prinzipal (główna), diffus (rozm yta) i fu n d am e n ta l (pod­
stawowa), k tóre nadano różnym seriom ).1
Decydujące znaczenie dla teorii kw antów
m a fakt, że, ja k w ykazują zgodnie z ob­
serwacją rozważania teoretyczne, stan
jednokw antow y może być tylko stanem s,
s ta n d w ukw antow y s ta n e m s lub p, stan
tró jk w a n to w y — stanem s lub p lub d, zaś
s ta n czterokw antow y — stanem s, lub p,
lub d lub /.2
W idm a pierwiastków drugiej grupy
uk ład u periodycznego, czyli ziem alkalicz­
nych (jak np. wapń), są już znacznie b a r ­
dziej złożone, niż w idm a pierwiastków grupy
pierwszej i w ogóle, im dalej postępujem y
z lewa na praw o3 w układzie periodycz­
nym , n a p o ty k a m y ty m bardziej zagm a­
tw ane zależności. J e d n y m z najw spanial­
szych sukcesów teorii widmowej je s t po­
myślne rozwikłanie budow y wyjątkow o
skomplikow anych widm prążkow ych gazów
szlachetnych i uporządkow anie ich w serie.
Duży postęp w rozwoju teorii widm s ta ­
nowiło zrozumienie w r. 1925 przez dwu
fizyków holenderskich, U h l e n b e c k a
i G o u d s m i t a , że elektronom należy p rzy ­
pisać ruch w irowy dokoła własnej osi i że
dzięki tem u wirowaniu elektrony nabierają
własności m ałych magnesów. Gdy m a m y
dane położenie osi obrotu elektronu, możli­

1 W y r ó ż n ie n ie r o z m a ity c h ro d za jó w sery j o p ty c z n y c h p o p rze­
dziło p o w sta n ie te o r ii k w a n tó w .
2 D la sta n u p ię c io k w a n to w e g o is tn ie je je sz c z e jed n a , p ią ta ,
m o żliw o ść itd .
3 Por. t.abl. 2 w ro zd z. 63.

268 Zasady fizyki

we są jeszcze dwa różne ruchy obrotowe w dwu przeciw­
nych zwrotach, podobnie ja k w w ypadku ziemi, która
przy ty m sam ym położeniu biegunów m ogłaby, zam iast
z zachodu na wschód, obracać się ze wschodu na zachód.
Rozważania, przeprowadzone na podstawie teorii k w a n ­
tów. w ykazują, że energia wiązania elektronu z atom em
zmienia się nieco, gdy zwrot ruchu wirowego elektronu
zmienia się na przeciwny. Liczne prążki widmowe, które
w słabszych przyrządach widm owych w yglądają, jak po­
jedyncze, są właściwie, jak się okazuje w przyrządach-
silniej rozszczepiających, podwójne lub potrójne, lub też
naw et złożone z jeszcze większej liczby sąsiadujących
ze sobą prążków. Uhlenbeck i Goudsm it wykazali, że p rzy ­
czyna tego zjawiska leży we w spom nianych wyżej nieznacz­
nych zm ianach energii, związanych z ruchem wirowym
elektronów. B adanie tej t a k zwanej subtelnej budowy
prążków widm owych jest zadaniem niezwykle tru d n y m ,
w y m agającym dużej bystrości i wielkiej cierpliwości. Za­
gadnienie to zostało je d n a k pomyślnie i całkowicie roz­
wiązane przez fizyków atom ow ych w dwudziestych latach
naszego stulecia.
W najściślejszym związku z zagadnieniem subtelnej
budow y prążków znajduje się badanie zmian, jak im pod­
legają prążki widmowe w polu magnetycznym. W ystępujące
przy ty m „rozszczepienie“ na kilka prążków zostało w y k ry te
przez Z e e m a n a już w r. 1896, zaś bezpośrednio potem
L o r e n t z podał teorię tego zjawiska. Teorię tę dzisiaj
m usim y wprawdzie uznać za niew ystarczającą,1 um oż­
liwiła ona jednakże po raz pierwszy przybliżone w yznacze­
nie m asy elektronu. Zadowalająca i zupełna teoria n a jb a r ­
dziej nawet skomplikow anych w ypadków zjawiska Zeema­
na została stw orzona dopiero na podstawie teorii kw antów

1 .NaLuralnie L oren tz n ic n ie w ie d z ia ł w ó w c z a s o e le m e n ta r n y m
k w a n cie d zia ła n ia , k tó r y z r e sz tą , ja k sie p ó źn iej o k a za ło , n ie w y s t ę ­
p u je w o g ó le w e w z o ra ch , o p isu ją c y c h zja w isk o Z eem an a w jeg o
n a jp ro stszej p o sta ci.

Teoria kwantowa widm 269

przez S o m m e r f e l d a i L a n d e g o w okresie czasu od
1920 do 1925 r. O harmonicznej piękności i precyzji z ja­
wiska mogą dać wyobrażenie dwa zdjęcia, przytoczone
na rys. 76.
J a k w ykazał doświadczalnie na przykładzie wodoru
S t a r k w r. 1913, prążki widmowe podlegają rozszczepieniu
nie tylko w polu m agnetycz­
nym , lecz i w elektrycznym .
O dstępy pom iędzy pow sta­
jąc y m i przez rozszczepie­
nie w polu elektrycznym
„składow ym i“ i pierw ot­
n y m prążkiem stanow ią
dokładne całkowite wielo­
krotności jednej i tej sa-
mej liczby, me w y stę p u ją Rys. 76. Zjawisko Zeemana.
tu je d n a k wszystkie ko­
lejne liczby całkowite, lecz tylko pewne w ybrane „liczby
porządkow e“ , które m ożna obliczyć z góry na podstawie
teorii k w antów .1
T a k np. w w y padku tego z dwóch prążków fiołkowych
wodoru,2 k tó ry leży bliżej prążka niebieskiego, liczby po­
rządkowe m a j ą wartości 0, 3, 7, 10, 13, 17 i 20, jeżeli
obserw ujem y rozszczepienie pa trz ąc w kierunku pola elek­
trycznego, czyli m a m y do czynienia z tzw. zjawiskiem
podłużnym . Należy podkreślić, że te rzeczywiście zaob­
serwowane „liczby porządkow e“ całkowicie zgadzają się
z obliczonymi uprzednio na podstawie teorii kw antów.
Zjawisko S ta rk a na prążkach wodoru stanowi jeden z n a j­
piękniejszych i najbardziej przekonyw ających dowodów,
że wszystkie zjawiska fizyczne w świecie atom ów są rzą­
dzone przez związki pom iędzy liczbami całkowitym i.
W ysyłanie prążków widm owych przez atom musi być
1 J e s t sa m o p rzez się z ro zu m ia le, że te lic z b y p o rzą d k o w e nie
m ają n ic w sp ó ln eg o z lic z b a m i p o rzą d k o w y m i M o se le y ’a.
3 Z azw yczaj o zn a cza się ten p rążek sy m b o le m Iły.

p r z e b ieg a ją ce w o k o lica ch b ie g u n o w y c h . dzięki tem u lam py jarzeniowe wypełnione gazami szlachetnym i znalazły sze­ rokie zastosowanie do celów reklam y świetlnej. A to m y pobudzone trw a ją zazwyczaj w stanie anor­ m alnym jedynie przez czas niezwykle k ró tk i. ja k się zwykle mówi. P ro m ie n ie t e w y w o łu ją p o w sta w a n ie zorzy po­ larnej (p ó łn o cn ej lu b p o łu d n io w e j). p rzen ik a ją c w g łą b a tm o ­ sfery . wyw ołanych przez ruchy cieplne. A to m y m ogą zostać pobudzone również i przez pochła­ nianie światła. Znane zjawisko fluorescencji polega na ty m . naświetlona prom ieniow aniem nadfiołkowym . w y w o łu ją on e jej św ię c e n ie. W ty ch p rzy p a d k a c h m ów im y o świeceniu tem peraturowym .2 N iektóre gazy szlachetne. 2 Pole magnetyczne ziem i sk ie r o w u je p ro m ie n ie ele k tro n o w e . na ty m właśnie polega świecenie gazów rozrzedzonych w ru rk a c h do w yładow ań. może w y­ syłać światło widzialne. zachodzi w skutek zderzeń z innym i atom am i. niż w stanie norm alnym . zaczynają świecić już pod stosunkowo niskim napięciem. w k tó ry m posiada on energię większą. pobudzenie.1 W silnych polach elektrycz­ nych pobudzenie może nastąpić przez uderzenie szybko biegnących jonów. lub. g d y ż . Z orze p o la rn e leżą z w y k le na w y so k o śc i ok oło 100 km p o n a d z iem ią . zwykle „czas pobudzenia“ jest rzędu wielkości zaledwie jednej stumilio- nowej części sekundy. W ten sposób substancja. w y ­ c h o d zą ce ze sło ń ca . n a o k reślo n e to r y . . Najczęściej takie przejście. k tóre s ta ją się coraz gwałtowniejsze w m iarę podwyższania te m p e ra tu ry . P ow rót ato m u do sta n u normalnego może odbyć się również i bez promieniowania. pobudzone przez naświetlanie. wypro- m ieniowując przy ty m energię. że a to m y ciała świecącego. p rzy czym wyzw alająca się w ty m w y p a d k u energia zostaje zużyta 1 P rzez siln e o g rzew a n ie m o ż n a n a tu r a ln ie w y w o ła ć ró w n ież i jo n iza cję. w racają następnie skokam i do sta n u normalnego.270 Zasady fizyki n a tu ra ln ie zawsze poprzedzone przez uprzednie przeprow a­ dzenie a to m u w stan anorm alny. przede w szystkim neon.

1924 P a u l i z p ra ­ widłowości. f. którą nazwaliśmy tutaj po prostu liczbą kwantową. d. w ysyłając przy ty m promienio­ wanie. natomiast trzy różne wartości. czy też pośrednio ze zderzeń elektronowych. w w y p a d k u sodu chodzi o znany jasn y prążek żółty) czy to bezpośrednio przy pom ocy spektroskopu. m usim y oczekiwać. Można więc w yznaczyć odpowiednią długość fali (np. k tóre wyczytał w r. do których sformułowania do­ prowadziło fizyków zbadanie widm prążkowych. znanej z do­ świadczeń na d zderzeniami elektronowymi. bardzo ogólnego. opierając się na naszych poję­ ciach o k w a n ta ch świetlnych. p. Z pewnego. Budowa atomu 271 jedynie na podwyższenie wewnętrznego zasobu ciepła d a ­ nego ciała. trzecia — dwu przeciwnym sobie możliwościom wirowego ruchu elektronu i wreszcie czwarta określa możliwości rozszczepienia magnetycznego. gdy elektron jest typu s. stanowi wspaniałe potwierdzenie doświad­ czalne założeń teorii widm i w ogóle teorii kwantów . Gdy a to m powraca do sta n u normalnego z najbliższego poziomu o większej energii. F a k t.1 wynika. d ostar­ czyły również klucza do zrozumienia budow y układu perio­ dycznego pierwiastków. że iloczyn elem entarnego k w a n tu działania przez częstość drgań wysyłanego prążka widmowego rów ny będzie energii pobudzenia. Jak wskazuje teoria. ta ostatnia magnetyczna liczba kwantowa może przybierać tylko jedną war­ tość. druga odpowiada naszym symbolom literowym s. Pierwszą z nich jest ta. pod­ stawowego praw a. że scharakteryzowanie elektronu z punktu widzenia kwantowego wymaga podania czterech różnych liczb kwantowych. jakie dostrzegam y w budowie widm prążko­ w ych. że obydwie te wartości zawsze zga­ dzają się ze sobą. gdy . L X IX BU D O W A ATOMU Z asady teorii kw antów . że atom może posiadać co najwyżej dwa 1 Aby umożliwić przybliżone choćby zrozumienie zasady Pauliego zauważymy.

Liczby 2. a to m neonu zawiera np. W okresie trzecim do elektronów jedno. czyli 8 dw ukw an- towych. Z drugiej strony. 18 i 32. d ostrzegam y teraz od razu konieczne następstw o zasady Pauliego. najwyżej 2 + 6 . że wszystkie osiem pierwiastków drugiego okresu (od litu do neonu) zawierają w stanie norm alnym obok dwóch elektronów jednokw antow ych tylko elektrony dwu- kwantow e. m usim y przyjąć. zaś drugi okres zawiera rzeczywiście osiem pierwiastków. elektron jednokw antow y może się znajdow ać jedynie na torze ty p u s. elektron dw uk w an to w y — tylko na torze ty p u s lub p. sześć elektronów ty p u p. najwyżej 2 + 6 + 1 0 . k tó ra nie dopuszcza do tego. Jeszcze je d n a k przed dołączeniem się tró jkw anto- wych elektronów ty p u d uryw a się okres trzeci już na je s t on ty p u p . Z asad a P a u lie g o lub „ zak az P a u lie g o “ orzeka.i d w u k w a n ­ towych dochodzą z kolei elektrony trój kw antow e typów s i p. że w je d n y m a to m ie n ie m o że b y ć n ig d y d w u elek tro n ó w . . dwa dw ukw antow e elektrony ty p u s i sześć dw ukw antow ych elektronów t y p u p. ja k już wspom niano wyżej. są zupełnie identyczne z tymi. które c h a ra k te ry z u ją dłu­ gości poszczególnych okresów w układzie periodycznym (por. g d y je s t on ty p u d i w reszcie sied em r ó ż n y c h w a r to śc i. tró jk w a n to w y tylko na torze ty p u s lub p. S kutkiem tego a to m może zawierać najw yżej dwa elektrony jednokw antow e. Ponieważ w jed n y m atom ie nie może znajdow ać się więcej ponad osiem elektronów dw ukw antow ych.272 Zasady fizyk i elektrony ty p u s. 8. a b y w jed n y m a to ­ mie znajdowało się więcej ponad dwa elektrony jed n o k w a n ­ towe. g d y je s t on ty p u /. do któ ry c h doszliśmy w ten sposób. czyli 32 czterokw antow e elektrony. dziesięć elektro­ nów ty p u d i czternaście elektronów ty p u / o takiej samej liczbie kw antow ej. poprzednią tablicę 2). czyli 1S trój kw antow ych i n a j­ wyżej 2 + 6 + 1 0 + 1 4 . dwa jednokw antow e e kletrony t y p u s. p o sia d a ją c y c h w s z y s tk ie c z te r y lic z b y k w a n ­ to w e jed n a k o w e. p ięć r ó żn y c h w a r to śc i. lub d itd. W tym . że pierwszy okres zawiera tylko dwa pierwiastki.

zajm owane w układzie periodycznym przez ziem ie rzadkie. A ktyw ność ta jest bowiem wynikiem dążenia atom ów do tego. W sposób analogiczny grupa elektronów czterokw anto- w ych w zrasta z 8 na 18 dopiero w ram a ch piątego okresu. zam ykające kolejne okresy uk ład u periodycznego. ja k w atom ie wodorowym tory elektronowe posiadają ty m większe rozm iary. Dopiero w ram ach czwartego okresu zostają w budow ane w a to m również i trójkw antow e elektrony ty p u d. by znajdujące się w nich elektrony tw orzyły możliwie pełne grupy. Dlatego właśnie gazy szlachetne. gdyż przyciąganie ich przez nałado­ wane dodatnio jądro atom ow e jest w znacznej części zrównoważone przez działanie odpychające ujem nie nała­ dow anych e lektronów wew nętrznych. zaś elektrony o najwyższej liczbie kwantowej — n a jb a r ­ dziej zew nętrzną. Budowa atomu 273 ósm ym z kolei pierw iastku. Podobnie. Te elektrony powierzchniowe są najsłabiej związane z atom em . Zasady fizyki 18 . decydują one je d n a k również i o aktywności chemicznej atom u. dążenie to zaś jest zaspokajane przez od­ dawanie elektronów na zew nątrz lub też przybieranie ich z zewnątrz. stając się w ten sposób pełną. Również i godne uwagi osobliwe stanowisko. że w budow anie w a to m 14 czterokw anto- wych elektronów ty p u / odbywa się dopiero w okresie szóstym. a więc już w obecności pięcio. E le k tro n y powierzch­ niowe w yw ołują powstaw anie widm optycznych. któ ry c h liczba wynosi 10.i sześciokwanto- 1 P ro m ie n ie to ró w k o ło w y c h w a to m ie w o d o ru rosn ą ja k k w a ­ d r a ty liczb k w a n to w y c h . Grupa elektronów pięciokwanto- wych obejm uje z końcem piątego okresu zaledwie 8 elek­ tronów i dopiero w szóstym okresie liczba ich podnosi się do 18. zaś dopiero w okresie szóstym z 18 na 32 elektrony.1 t a k też na ogół i w każdym atomie elektrony jednokw antow e stanow ią grupę najbardziej wewnętrzną. argonie. im wyższa je s t liczba k w antow a. m ożna w y­ tłum aczyć ty m . są pod względem chem icznym prawie całkowicie bierne.

Wobec tego w budow anie ty ch 14 elektronów nie zmienia w sposób isto tn y własności chemicznych ato m u oraz ty ch jego własności fizycznych. podobnie ja k w idm a optyczne bu­ dowę g rupy zew nętrznej. 1922 hafnjum . gru p ę ele k tr o n ó w je d n o k w a n to w y c h ró w n ież n a z y w a m y gru p ą K (lu b „ w a rstw ą K “). 2 Z te g o p u n k tu w id z e n ia sz c z e g ó ln ie w a ż n ą rolę o d g ry w a p o ­ ró w n a n ie w id m a a to m u o b o ję tn e g o z w id m e m zjo n iz o w a n e g o a to m u o lic z b ie p orząd k ow ej w y ż sz e j o jed n o ść. a więc pierwiastki zbliżone do alkalicznych (por. . Z dobyte drogą teoretycznych dedukcyj poglądy na związek pom iędzy budow ą atom u a układem periodycznym znalazły całkowite potwierdzenie doświadczalne. M i N . 3. rozd z. n a to m ia s t 14 pierwiastków. polegających na w zajem nym oddzia­ ływaniu pom iędzy światłem i m aterią.1 W id m a te odsła­ niają przed nam i przede wszystkim budowę w ew nętrznych grup elektronow ych. P ierw iastek N r 72. że właściwie istnieje w raz z lan ta n em piętnaście ziem rzadkich. gdy zba­ dano dokładniej widm a rentgenowskie. t a k zw ana dyspersja świa­ tła.i c z ter o k w a n - to w y c h — g ru p a m i M i N itd . Miedź. g ru p ę elek tr o n ó w d w u - k w a n to w y c h — gru p ą L. 3 Por. piątego i szóstego okresu. czyli dość głęboko w ew nątrz atom u. nie m a już nic wspólnego z zie­ miami rzadkimi. ta k . L.3 Zadow alająca teoria k w antow a dyspersji pow stała 1 Ze w zg lęd u na lo . że w w id m a c h r e n tg e n o w sk ic h ro zró żn ia m y serie K . k tóre zależą od elektronów zewnętrznych. g ru p y ele k tro n ó w tró j. lantan. poprzednią tablicę 2). zaj­ mu j ą te miejsca. mianowicie w y k ry te do­ piero w r.274 Zasady fizyki w ych elektronów. posiada własności dość do niego zbli­ żone. n a s tę ­ pujących po lantanie. N ajdawniej zna­ nym zjawiskiem tego rodzaju je s t w y k ry te już przez N ew tona rozszczepienie barw. w któ ry c h zostaje zakończona budowa w e w nętrznych grup elektronow ych w ram a ch czwartego. Pierw iastek 57-my. je s t zupełnie różny od 56-go — b aru.2 Teoria kw antow a ato m u umożliwiła również głębsze zrozumienie zjawisk. srebro i złoto.

Interesujące i ważne zjawisko. które da ły b y się np. u ja w n ia ją b u d o w ę zło ż o n ą . po­ tra fim y też już również pobudzać ją d ra atom owe i w y­ woływać wysyłanie przez nie krótkofalowego promienia. 1922 przez amerykańskiego fizyka A rtu ra H . 0 ile teoria elektronowej powłoki atom u (czyli ato m o ­ wego „układu plan e tarn e g o “ ) jest już z głównych zarysach wykończona. w ystę­ puje w yraźne zwiększenie długości fali promieni rozpro­ szonych. które poznaliśm y już poprzednio. że zjawisko rozszczepienia światła bynajm niej nie zależy. C o m p t o - n a i zwane wobec tego zjawiskiem Com ptona. 18* . W praw dzie zjawiska promieniotwórczości. ja k to przypuszczano początkowo. w ykryte w r. Gdy oddziaływanie fali świetlnej na obiegający po swym torze elektron jest dostatecznie silne. że gdy promienie R ónt- gena ulegają rozpraszaniu przez lekkie pierwiastki. Budowa atomu 275 dopiero około r. p r z y c zy m o d leg ło ści p o m ię d z y p o sz c z e g ó ln y m i p rą żk a m i sk ła d o w y m i są bez p oró w n a n ia m n iejsze od ty c h . gdy zdano sobie sprawę z tego. jako zja­ wisko foloeleklryczne. k tó re są w y w o ła n e przez ru ch y w iro w e e le k tr o n ó w -p la n e t. którego w artość nie zależy od długości fali pro­ mieni p a d a ją c y ch (czyli od ich twardości). tłum aczy się zderzeniami k w antów świetlnych z zaw artym i w atomie elektronam i. zachodzi wów­ czas zjawisko. jednakże dotychczas nie zdołaliśmy jeszcze dostrzec jakichś prawidłowości. porównać 1 W b ard zo siln ie r o z sz cz e p ia ją c y c h p rzy rzą d a ch prążk i w id ­ m o w e n ie k tó r y c h p ierw ia stk ó w . sz c ze g ó ln ie p ierw ia stk ó w o w y s o ­ k im cięż a rze a to m o w y m . T ę „ n a d su b te ln ą “ b u d o w ę n a le ż y za tem p ra w d o p o d o b n ie p rzy p isa ć w z a je m n y m o d d z ia ły w a n io m p o m ię d z y jąd ram i a to m o w y m i i e le k tr o n a m i-p la n e ta m i. 1920. o tyle badanie budowy jąder atomowych w y­ szło w' roku 1934 zaledwie z okresu pierwszych po­ czątków. lecz od zbioru wszystkich możliwych częstości drgań prążków w idm o­ wych danego atom u. od rzeczywistych czę­ stości obiegów elektronów w atom ach. elektron ten zostaje w yrzucony z atom u. izo­ topii pierwiastków i ta k zwanej nadsubtelnej budow y prążków w idm ow ych1 d a ją nam pewne wskazówki. Polega ono na ty m .

a zatem odpow iadające im długości fal de Brog- lie’a zawarte są mniej więcej w granicach od 10"7 cm do 10‘9 cm. De Broglie przyjął. Jeżeli pogląd ten jest słuszny. . Napięciom ty m odpow iadają bowiem prędkości elektronów. W te n właśnie sposób w r. Wobec tego nasuwała się myśl. 1927 fizycy a m erykańscy D a ­ v i s s o n i G e r m e r zdołali stwierdzić doświadczalnie ist­ nienie interferencji elektronowej. Potrafili oni w ykazać. jak promienie B ontgena. jakie obserw ujem y w w y p a d k u promieni R óntgena. Stworzenie kwantowej fizyki jąd e r a to m o ­ w ych stanow i jedno z najbliższych wielkich za d ań fizyki. Być może. leżące z grubsza pomiędzy 108 i 1010 cm na sekundę. zupełnie ta k samo. 1924 L o u i s d e B r o g l i e wprowadził do fizyki pojęcie fal m aterii jako odpowiednik teorii k w antów świetlnych. Istotnie w r. jakie rządzą własnościami chemicznym i pier­ wiastków. której długość o trzy­ m am y. powinny w ykazyw ać zjawiska interferencji. przede w szystkim zaś nieciągłą budowę. że promienie elektronowe. to wiązki promieni elektro­ nowych. padające n a powierzchnię k ry­ ształu. LXX F A L E M A T E R II W spółczesna teoria kw antów świetlnych przypisuje rów­ nież i światłu pewne podstaw owe własności. że ostatnio dokonane odkrycia n eu tro n u i do­ datniego elektronu stanow ią obiecujący początek jego roz­ wiązania.276 Zasady fizyki z tym i. zostają odbite tylko w pew nych ściśle określonych kierunkach. czy i odwrotnie nie m ożna by przenieść na m aterię najbardziej chai'akterystycznej wła­ sności światła-—jego n a tu r y falowej. analo­ giczne do tych. że z k a ż d ą poruszającą się cząsteczką m ate ria ln ą związana jest pewna fala. odpow iadających napięciom od 10 do 100000 woltów. dzieląc e lem entarny k w a n t działania przez masę i przez prędkość cząsteczki. c h a ra k te ry z u ­ jące m aterię.

w y k a z u ją zjawiska ugięcia. Liczni inni badacze. przez cienkie folie metalowe i przez blaszki miki. Rys. U ginanie fal elektronow ych na kryształkach jodku kadm u (w edług F . gdy elektrony przechodzą Rys. 77 pokazuje dla przykładu pierścienie interferencyjne promieni elektronow ych. że nie tylko promienie elektronowe. W ten sposób zauważono powstaw anie pierścieni ugięcia. odpowiadające n ajrozm aitszym ilościom woltów. R u p - p o w i powiodło się w ykazać doświadczalnie istnienie zjawiska całkowitego odbicia promieni elektronow ych. zbadali promienie elektronowe. Fale materii 277 których interferencja znana już była od czasu odkrycia Lauego. po­ trafił on wywołać ugięcie promieni elektronow ych naw et na zwykłych siatkach optycznych i wyznaczyć na tej pod­ stawie długości odpow iadających im fal de Broglie’a. a n a w e t i promienie mo­ lekularne (złożone z cząstek gazu). które okazały się zgodne z obliczonymi teoretycznie. lecz również i prom ienie protonowe. Obecnie więc interferencja i uginanie się promieni . K irchnera). prow adząc dalej doświadczenia Davissona. ugiętych na kryształkach jodku kadm u. 77. Stwierdzono później.

gdy długość to ru zam kniętego stanow i cał­ kow itą wielokrotność odpowiedniej długości fali de Bro- glie’a. 1926 pierwszy myśl. staw iając swą hipo­ tezę. że w a to m a ch są dopuszczalne tylko pewne wyróżnione to ry elektronowe. nasuwała się więc myśl przeniesienia i do dziedziny m echaniki c h a ra k te ry ­ stycznego dla teorii światła rozróżnienia pom iędzy geome­ try c z n ą o p ty k ą promieni. m usim y ją zastąpić przez doskonalszą. odpow iadających roz­ m iarom atom ów. S c h r ö d i n g e r rozwinął w r. gdy n a to m ia st chodzi o zastosowania do obszarów. u jm u jąc ą zjawiska z grubsza oraz subtelniejszą o p ty k ą fizyczną fal. podobnie. odpowiadające określonym długościom fali. gdy stosujem y ją do obszarów dostatecznie dużych czyli. „fizyczną“ . m akroskopow ych. H ipoteza istnienia fal m aterii odsłoniła daleko sięgającą analogię pom iędzy rozchodzeniem się w przestrzeni k w a n ­ tów świetlnych i cząstek m aterialnych.278 Zasady fizyki m aterialnych stanow ią równie dobrze ugruntow ane fakty doświadczalne. Mecha­ nika ta zatem może prowadzić do praw idłow ych wyników. że przyjęcie istnienia fal m ate ria ln y c h prowadzi n a ty c h m ia s t do wniosków. chara k te ry z u ją c e fale świetlne. że tra d y c y jn a m echanika może posiadać podobne braki. ja k analogiczne do nich od daw na już-znane zjawiska. ja k o p ty k a geom etryczna. Dzięki założeniu de Broglie’a została zatem w yjaśniona w n a tu r a ln y sposób podstaw ow a za­ gadka teorii kw antów : to. ja k w te d y tylko pow staw ać mogą tony. ja k się zwykle mówi. gdy dłu­ gość s tru n y jest równa całkowitej wielokrotności połowy danej długości fali. Z założenia tego w y n ik a bowiem. J u ż de Broglie mógł w ykazać. posiadających wielkie znaczenie dla m echaniki atom ów. T ra d y c y jn a m e ­ . na k tó ry c h pew na c h a ra k te ry z u ją c a ruch elektronu wielkość m echa­ niczna je s t rów na całkowitej wielokrotności elem entarnego k w a n tu działania. że tylko wówczas możliwe są ru ch y periodyczne po torach zam kniętych. Tylko w ty m w y p a d k u możliwy je s t ruch perio­ dyczny. m echanikę „ u n d u la c y jn ą “ .

Schrödinger dążył do przerzucenia m ostu pom iędzy fizyką klasyczną i atom ow ą. Pew ną. chociaż Heisenberg wyszedł z poglą­ dów w p ro st przeciwnych tym . Fale materii 279 chanika czyli „m echanika prom ieni“ musi stanowić przy t y m pewien w yp a d e k szczególny m echaniki undulacyjnej. je s t ta k z w a n y m „ rów n an iem r ó ż n ic z k o w y m “. że dwie te teorie pomimo ta k wręcz przeciwnych p u n k tó w wyjścia są sobie równoważne'. W a rto ścio m za ś w ła sn y m p o d sta w o w e g o ró w n a n ia S ch rö d in g era o d p o w ia d a ją śc iśle rów n ież o k reślo n e w a r to ści en ergii.k tó rą m usim y w e d ł u g B o r n a za­ stosować do fal m aterii. k tó re sta n o w i p o d sta w ę jeg o m ech a n ik i. z w a n e „ w a rto ścia m i w ła s n y m i“ ró w n a n ia . „mechanikę falową“ . że dwie te teorie są sobie zupełnie równo­ ważne m atem atycznie. k tóre już od połowy 19-go stulecia stanow iły m ateriał gotowy do zużytkow ania. p o sia d a ją p ew n e ściśle ok reślo n e w a r to śc i.1 Pozwoliła ona je d n a k ustalić. Heisenberg n a to m ia s t był mocno przeświadczony. g d y w ielk o ści. ty p u od. To. d a w n a ju ż zn a n eg o m a te m a ty k o m . jakie stanowiły p u n k t wyjścia Schrödingera. stanowi konieczne następstw o pew nych prawidłowości m a ­ tem atycznych. równocześnie mniej więcej rozwinięta przez H e i s e n b e r g a . k tóra jest co praw da n ader skom plikowana pod względem m a te m a ty c z n y m . u Schrödingera całkowicie 1 R ó w n a n ie fa lo w e S ch rö d in g era . W krótce po ich po­ w staniu ustalono. że istnienie poziomów ener­ getycznych grających podstaw ow ą rolę w fizyce atom u. Przez konsekw entne rozwinięcie ty ch myśli Schrödin­ ger stworzył tzw. D o p u sz cz a on o na ogół is tn ie n ie ro zw ią za ń sk o ń c z o n y c h ty lk o w ty m w y p a d k u . W ścisłym związku z m echaniką falową Schrödingera znajduje się „mechanika kwantowa“. w y stę p u ją c e w ró w n a n iu (p a ra m etry ). . że jedynie całkowite zerwanie z w yobrażeniam i fizyki klasycznej i całkowite wyrzeczenie się wszelkiej poglądowości pozwoli rozwiązać zagadnienia fizyki atomowej. daje się zrozumieć na podstaw ie i n te rp re ta c ji. W związku z ty m stało się od razu możliwe w yzyskanie do rozwiązywania zagadnień fizyki atomowej szeregu czysto m ate m a ty c z n y c h pojęć i m etod.

LXXI CZĄSTECZK I Od chwili pow stania teorii elektronowej starano się spro­ wadzić istotę procesów chemicznych do sił elektrycznych. Fizyka atom ow a musi jednakże 1 R o zró żn ia n ie m e c h a n ik i fa lo w ej od k w a n to w e j m a d zisiaj n a tu ra ln ie z n a czen ie je d y n ie h isto r y c z n e . stanowi zrozumienie. w stosunku do której zap atry w a n ia Schrodingera w y d a ją się zupełnie uzasad­ nione. wielkość. atom am i. Przez uwzględnienie tego rezonansu falowo-me- chanicznego Heisenberg zdołał np. działających pom iędzy przeciwnie naładow anym i. podobnie ja k natężenie pola elek­ trycznego w postaci elektrom agnetycznych fal świetlnych. że cząsteczka m aterialna znaj duj e się w pewnej określonej chwili w są­ siedztwie wziętego pod uwagę p u n k tu . uzyskać zadowalające wyjaśnienie zagadkowego przedtem ty p u widnia elektrycz­ nie obojętnego (a więc niezjonizowanego) ato m u helu. zastosowania te są jednak zb y t trudne. do jakiego prowadzi m echanika falowa. Szczególnie godny uwagi wynik. ze względu na ich c h a ra k te r undulacyjny. powiązał Born z prawdopodobieństwem fakt u. Samo praw dopodo­ bieństwo jest wielkością sta ty sty c z n ą. k tó ra rozchodzi się w przestrzeni w postaci fal m aterii. stosuje się ujęcie Heisen- berga.280 Zasady fizyki a b stra k cy jn ą . Now opowstała m echanika falowa1 udowodniła swą wiel­ k ą użyteczność w fizyce atomowej przez liczne jej zastoso­ wania już w latach 1926 i 1927. . że pom iędzy procesami atom ow ym i. n a to m ia s t do procesów elementarnych. a więc związany z pewnym i drganiam i. podległych prawidłowościom sta ty sty c z n y m . a więc zjonizowanymi. by m ożna je było Lu omawiać. zaw artym i w atom ie helu. mogą zachodzić zjawiska w rodzaju rezonansu. za­ chodzi tu ta j rezonans pom iędzy dwom a elektronam i-pla- netam i.

w irują w ty m sam ym kierunku. Opierali się oni na h i p o t e z i e A v o g a d r y . . 2 C zą steczk i par p ier w ia stk ó w . ile wynosi sum a d a ­ nych początkowo liczb cząsteczek wodoru i chloru. iż g a z o w y fo sfó r i arsen za w iera ją c z ą ste c z k i c ztero - n to m o w o . Na podstaw ie obserwacyj spektroskopowych oraz rozważań kw antow o-teoretycznych D e n n i s o n i M a c L e n n a n wywnioskowali w r.. 1927. w cząstecz­ kach tzw. tw orzą więc 1 Por. według której jednakow e objętości rozm aitych gazów zawierają pod ty m sam ym ciśnieniem i w tej samej tem peraturze. jakie istnieć mogą pom ędzy atom am i jednego i tego samego pierwiastka.2 Nowoczesna teoria atom ow a wykazała. W edług hipotezy A vogadry musiało więc po reakcji chemicznej po­ w stać tyle cząsteczek chlorowodoru. S tw ierd zo n o . są p raw ie b ez w y ją tk u je d n o a to m o w e . złączone w cząsteczkę. że liczne pierw iastki posiadają w stanie gazowym cząsteczki dwu- alomowe. P o ­ nieważ je d n a k cząsteczki chlorowodoru m uszą składać się każda z dwóch atom ów. Zrozumieniu tego faktu fizycz­ nego zawdzięcza chemia niezwykle interesujące odkrycie parawodoru. 72. rozd z. że w odór musi stanowić mieszaninę cząsteczek dwu różnych rodzajów. że litr wo­ doru i litr chloru łączą się na 2 litry chlorowodoru. J u ż na początku 19 wieku chemicy stwierdzili.1 Okazuje się np. że w takich dw uatom ow ych cząsteczkach pierwiastków w ażną rolę musi odgrywać rezonans falowo-mechaniczmj pomiędzy dwoma jednakow ym i atom am i. Cząsteczki 281 przyjąć. więc również i cząsteczki chloru oraz wodoru m uszą każda z kolei zawierać po dwa a to m y . n a le ż ą c y c h do p ierw szy ch grup u k ład u p erio d y czn eg o . najw ażniej­ szym przykładem w iązań takich są te. orlowodoru obydwa ją d ra wodoru. O zon je s t tró ja to m o w ą o d m ia n ą tlen u . że prócz w iązań tego rodzaju istnieją również i wiązania pom iędzy a to m a m i obojętnym i. jednakowe liczby cząsteczek. siarka zaś n a w e t o śm io a to m o w e . to jest z jednego a to m u wodoru i jednego a to m u chloru.

1 w cząsteczkach paraw o- doru ją d ra te w iru ją w kierunkach przeciwnych. Fizycy znają istotnie tzw. 1929 p raktycznie czysty paraw odór w tem p e ra tu rz e ciekłego powietrza. z któ ry c h każda posiada szereg własnych poziomów. . zawierającej 2 5 % paraw odoru). ja k o m ó w io n y p o p rzed n io ruch w ir o w y elek tro n ó w . widmo rotacyjne p a ry wodnej). 282 Zasady fizyki magnesy jednakow o skierowane. w ynika to stąd. W idm a cząsteczek są znacznie bardziej zło­ żone. obecność paraw odoru daje się stwierdzić dzięki tem u. widm a rotacyjne (np. B o n h o e f f e r o w i i H a r t e c k o w i udało się istotnie o trzym ać w r. zaś energia ruchu elektronów pozostaje bez 1 R u c h w ir o w y p ro to n ó w m a w ty m p rzy p a d k u z u p e łn ie ten sa m ch arak ter. widma rolacyjno-oscylacyjne związków wodorowo- halogenowych. że w wodorze o te m p e ra ­ turze norm alnej musi istnieć trz y k ro tn ie więcej cząsteczek ortow odoru niż paraw odoru. 2 M a g n esy te są w ię c w p r a w d z ie r ó w n o leg łe. jednakże w m iarę obniżania te m p e ra tu ry ilość paraw odoru w zrasta. gdy zm ieniają się dwa pierwsze składniki energii cząsteczki.2 Z teorii kw a n tó w w ynika dalej. są one więc magnesami. lecz p o sia d a ją p rzeciw n ie sk iero w a n e b ie g u n y . trzecia część wreszcie pochodzi od ruchów elektronów we w nętrzu atom ów. które leżą w bliższej podczerwieni i p ow stają wówczas. Najwięcej światła na budowę cząsteczek rzucają na ogół ich widm a. Pierwszą część stanow i energia ruchu obrotowego samej cząsteczki. że energia czą­ steczki składa się z trzech części. które są wywoływane jedynie przez zm iany pierwszej części składowej energii cząsteczki i leżą w dalekiej podczerwieni. por. skierowanym i w prost przeciwnie wzglę­ dem siebie. drugą — energia drgań w ykonyw anych w ew nątrz cząsteczki przez związane ze sobą jąd ra atom owe. 68. Dokładnie zbadano również i tzw. że różni się on swym ciepłem właściwym i przew od­ nictwem cieplnym od zwykłego w odoru (a więc od norm al­ nej mieszaniny. niż w idm a atom ów . rozd z.

Badanie w idm pasm ow ych postawiło fi­ zykę teoretyczną wobec znacznie jeszcze trudniejszych zadań. Cząsteczki 283 zmiany. na podstawie pom iarów term ochem icznych m ożna w y­ znaczyć w zwykły sposób w artość tego ciepła. 78 w idzim y część widm a cząsteczki jodu (J2) jako przykład uszerego­ ■■ /:■m ': wania prążków w widmie cząsteczkowym. dla jednego litra pary. np. umożliwiając wyznaczanie ciepła dysocjacji cząsteczki na drodze optycznej. wyznaczo­ nych bezpośrednio termochemicznie i pośrednio na dro­ dze optycznej. Teoria kw antow a widm daje nam jed n a k również możność obliczenia ciepła dysocjacji na pod­ stawie własności w idm a cząsteczki. N a rys. pomimo to już około r. czyli częstości drgań związanych ze sobą w ew nątrz cząsteczki . Gdy dw uatom ow e cząsteczki pierwiastków. T a k zwane widm a pasmowe. W idm a pasmowe składają się z licznych grup bardzo blisko siebie skupionych prąż ­ ków. niż badanie prążko­ w ych widm atom ów . 1925 zdołano stworzyć zadowalającą i n a der doskonałą teorię widm cząstecz­ S kowych. p ow stają przez jednoczesne współdziałanie zmian wszystkich trzech składników energii cząsteczki. W wielu w yp a d k a c h można było wyznaczyć z widm rotacyjno-oscylacyjnych „częstości własne“ cząsteczek. cząsteczki p a ry jodu. W idm a pasmowe d ają n a m piękny do­ wód słuszności zasadniczych pojęć teorii widm. np. O trzy­ m ano dobrą zgodność wartości. zużyte zostaje wów­ czas pewne ciepło dysocjacji. leżące w dziedzinie widzialnej i w nadfiolecie. ulegają rozpadowi na dwa odrębne atom y.

. Rys. S ia tk i atomowe w kryształach należy również uważać za pewien szczególny w ypadek tw orzenia się cząsteczek.284 Zasady fizyki ją d e r atom ow ych. 79. ja k już wspom nieliśm y wyżej. u dołu w idm o światła rozproszonego przez czterochlorek węgla. Dokładne badania zjawiska R a m a n a . przeprowadzone na n a jro z m a it­ szych związkach nieorganicznych i organicznych. u góry w idm o światła padającego. 1928 przez fizyka indyjskiego R a m a n a i nazw ane na jego cześć zjaw iskiem Rom ana. Zjawisko R am ana w edług R am ana i K rish n an a. niowania rozproszonego przez ciecz ostre prążki. przedstaw ia nam jako przykład zja­ wisko R a m a n a dla czterochlorku węgla (CC14). dotyczący częstości własnych cząsteczek. Znacznie dogodniejszą m etodę b a ­ dania tych drgań nastręcza zjawisko. należące. przesunięte względem p rążka promieniowania padającego. że niektóre z ustalonych przezeń różnic częstości drgań zgadzają się ze znanym i już poprzednio podczerwonym i częstościami w łasnym i cząsteczki rozpra­ szającej. Dalsze badania R a m a n a potwierdziły jego przypuszczenie. 79. R a m a n przepuszczał światło jedno­ barwne przez rozm aite ciecze i znalazł w w idm ach promie- Rys. w y k ry te w r. do obszaru podczerwieni. przy czym różnice częstości drgań promieniow ania rozproszonego i padającego okazały się niezależne od częstości drgań Lego ostatniego. dały olbrzymi m ateriał.

1 a po­ śród nich niektóre bardzo naw et Rys. stworzone zostały podstaw y. i W. w y ­ nosi 2. soli kamiennej. Obok siatek w y­ jątkow o prostego ty p u . 80 podano dla przykładu siatkę soli kamiennej (chlorku sodu): ato m y sodu i chloru porozmieszczane są na zmianę w jednakow ych od siebie odległościach. a więc odległość pomiędzy dwom a bezpośrednio sąsiadującym i ze sobą atom am i różnego rodzaju. istnieje na turalnie wiele innych typów . według którego ciepło jest n a tu r y m echa­ nicznej. gdyż polega ono na ruchach najm niejszych cząstek m aterialnych. . że stała siatki. z jakich składają się ciała. że w sia tc e d ia m e n tu c z te r y d o w o ln ie w z ię te są sia d u ją ce ze so b ą a to m y w ęg la sta n o w ią za w sze w ierzch o łk i p raw id ło w eg o czw o ro ścia n u . Siatka krystaliczna skomplikowane. L.10"8 cm. Gdy n a stę p ­ nie w połowie 19 stulecia w y k ry to równoważność ciepła i prac y m echanicznej. Opierając się na znanej gęstości soli kamiennej i na w artościach ciężarów bezwzględnych jej atom ów składowych. jakie repre­ zentuje siatka soli kam iennej. Badanie budow y siatek krystalicz­ nych m etodam i spektroskopii rentgenowskiej zostało zapo­ czątkow ane w 1913 r. LXXII K IN E T Y C Z N A T E O R I A M A T E R II J u ż z początkiem 19 wieku R u m f o r d pierwszy sfor­ mułował pogląd. na k tó ­ 1 D la p rzy k ła d u p r z y to c z y m y jesz c z e. można było łatwo wyliczyć.81. jednakże wobec prawidłowości upo­ rządkow ania atom ów w siatce m ożna cząsteczkom tym przyporządkow ać zupełnie określone form uły chemiczne. Kinetyczna teoria materii 285 Na rys. przez W. tworząc wierzchołki sześcianów. B r a g g ’ów (ojca i syna). K ryształy stanow ią właściwie olbrzymich rozm iarów cząsteczki. II. 80.

W edług tego poglądu ciśnienie gazu jest spowodowane przez ustawiczne uderzanie szybko poruszających się czą­ steczek o ścianki naczynia. W edług tego praw a iloczyn ciśnienia przez objętość.2S6 Zasady fizyki rych mogła rozwijać się od r. że cząsteczki w ga­ zach ożywione są jedynie ruchem postępow ym i nie są związane z określonymi położeniami równowagi. k tó ry jest stały w danej te m ­ peraturze. czyli. . o ile więc reszta w arunków pozostaje bez zmiany. zaś pomiędzy zderzeniami ożywione są rucham i jed n o sta jn y m i i prosto­ linijnymi. k tó ra równa je s t jej ciężarowi czą­ 1 P or. początkowo jak o kinetyczna teoria gazów. Same cząsteczki w yobrażano sobie jako kulki doskonale sprężyste. 41. biegnących szybko we w szystkich możliwych kierunkach. jako rój cząsteczek. tak. ciśnienie musi być proporcjo­ nalne do gęstości. Gdy po d w a ja m y gęstość gazu. inaczej mówiąc. p rzy czym na ruchy ich w pływ ają jedynie ścianki naczynia oraz zderzenia z innym i cząsteczkami. K inetyczna teoria gazów prowadzi nas również do za­ sadniczego „prawa gazów“. jak cząstki w ciałach stałych i ciekłych. 1850 kinetyczna teoria m a ­ terii. rozdz. stanowi pogląd. Podstaw ow ą myśl teorii gazów. Należy więc w y o b ra ­ żać sobie gaz. równy je s t w najogólniejszym w y p a d k u ilo­ czynowi ilości „molów“ gazu przez te m p e ra tu rę bez­ względną oraz przez pewną stałą uniwersalną. ta k ja k nas uczy praw o. wówczas oczywiście dw ukrotnie większa liczba cząsteczek uderza w ty m sam ym czasie w pewną w ziętą pod uwagę część powierzchni ścianki.1 w y k ry te empirycznie przez B o y l e ’a już około połowy 17 wieku. której jed n y m z głównych twórców był C l a u s i u s . odwrotnie pro ­ porcjonalne do objętości. które p rzy zderzeniach całkowicie zachow ują swą energię ruchu. Nazwę jednego mola n a d a je m y takiej ilości gra­ mów danej substancji. zw aną stałą gazową.

3 T a k np. p o d ­ danego określonemu ciśnieniu i znajdującego się w okre­ ślonej tem peraturze. 2 P or. która rośnie proporcjonalnie do pierw iastka kw adratow ego z te m p e ra tu ry bezwzględnej.008. z praw a gazów w ynika n a t u ­ ralnie. Kinetyczna teoria materii 287 steczkowemu. niezależnie od tego. 57. np. 1920 udało się zresztą S t e r n o w i zmierzyć bezpośre­ dnio prędkość jednoatom ow ych cząsteczek. jed en m ol a zo tu (N 2) w a ż y 2 8 . dla azotu — około 450. (gdyż liczbę cząsteczek otrzym ujem y. zaś dla tlenu — około 420 m etrów na sekundę.2 W jednym centym etrze sze­ ściennym gazu w 0° pod ciśnieniem atm osferycznym znaj­ duje się 2.71. a więc (jak tego uczy również i hipoteza A vogadry) zawsze tę sam ą liczbę cząsteczek. 1 N p .1019 cząsteczek. srebra. ro zd z. W tem p e ra ­ turze 0° C wynosi ona dla wodoru około 1700. Ilo c z y n tej sta łej p rzez (n a tu ra ln y ) lo g a r y tm s t a ty s ty c z n e g o p ra w d o p o d o b ień stw a (o d p o w ied n io zd efin io w a n eg o ) d a je w ła śn ie w a r to ść en tro p ii.1 0 14 erga. jest ty m większa. W r. że pewna określona objętość dowolnego gazu.0 1 6 gr.6 . przypadającej na pojedynczą cząsteczkę. W ćdług kinetycznej teorii gazów te m p e ra tu ra je s t okre­ ślona przez średnią w artość energii ruchu. z jakim gazem jednoatom ow ym m a m y do czynienia. musi zawierać tę sam ą we wszystkich w y p adkach liczbę molów. im lżejsza jest cząsteczka. Prędkość ruchu cząsteczek. 100 gr a z o tu zaw iera z a te m 3 .1 Odwrotnie. mnożąc liczbę molów przez stalą Loschm idta). rozd z. 4 4 ). dzieląc stałą gazową przez liczbę Loschm idta. wybiegających z powierzchni parującego m etalu. 3 S ta ła B o ltz m a n n a o d g ry w a za sa d n ic zą rolę ró w n ież i w B o ltz - m a n n o w sk im p raw ie en tro p ii (por. . w w y p a d k u cząsteczki jedno- atom owej t a w artość przeciętna jest półtora raza większa od iloczynu te m p e ra tu ry bezwzględnej przez ta k zwaną stałą B o l t z m a n n a . g d y ż cięża r a to ­ m o w y a z o tu w y n o si 14. k tó rą otrzym ujem y.5 6 9 m olów . w postaci tzw. w tem peraturze 0° przeciętna w artość energii ruchu cząsteczki jednoato- mowej wynosi 5 .

z n a j­ dującego się w zwykłej tem p e ra tu rz e i poddanego zwykłe­ mu ciśnieniu. jej droga swobodna. k tó ra p o w in n a b y ć d o k ła d n ie rów na p otrójn ej sta łej g a zo w ej. czyli tzw. opierając się na danych doświadczalnych. 288 Zasady fizyk i „prom ieni atomowych“. je s t wr zwykłych w a r u n ­ kach rzędu wielkości około jednej stutysięcznej c e ntym etra. ja k już widzieliśmy. a więc w przybliżeniu około sześciu kalo­ riom (gram atom em n a z y w a m y ilość gram ów. zajm owanej przez gaz po skropleniu. do zrozumienia. musi zderzać się z innym i cząsteczkami kilka m iliardów raz y na sekundę. ja k już wspom niano wyżej. jakie w ynikały z kinetycznej teorii gazów. ze w zg lęd u n a o m a w ia n y p o p rzed n io ob raz sia tk i a to m o w e j. k la ­ syczna teoria kinetyczna prowadziła do wniosku. D u l o n g i P e t i t znaleźli na drodze doświadczalnej już w 1819 r.2 1 M ó w im y tu ta j u m y śln ie o a to m a c h . wyznaczyć w przybliżeniu w 1865 r. równać się potrojonej stałej gazowej. 2 W r z e c z y w isto śc i m ie r z y się ciep ło w ła śc iw e pod sta ły m c iś n ie ­ n iem . N astępnie L o s c h m i d t . ciepło atomowe. czyli tzw. Dalszy rozwój teorii gazów doprowadził około 1860 r. K inetyczna teoria m aterii wiąże. . bezwzględną wielkość cząsteczek i atomów.1 Tzw. ja k ą cząsteczka gazu przebiega przeciętnie pom iędzy dwom a zderzeniami. zdołał pierwszy. rów ną cię­ żarowi atom ow em u). odległość. p rzy ­ czynę ciepła ciał stałych odnajduje ona n a to m ia s t w drga­ niach. znalazł on rzeczywiście Lakie w a r­ tości. P rzew y ższa on o w p rzy b liż en iu o 10% w a r to ść ciep ła w ła ­ ściw eg o w sta łej o b ję to ści. dotyczących lepkości gazów. że ciepło właściwe jednego g ra m a to m u dowolnego pierw iastka s ta ­ łego. w ykonyw anych przez a to m y ciała. Istotnie. że cząsteczka jakiegokolwiek gazu. n ie za ś o c z ą ste c z k a ch . k tó ry wziął p o n a d to pod uwagę w artość objętości. gdy zm iany te m p e ra ­ tu ry zachodzą w stałej objętości. musi. ciepło gazów z postępow ym ruchem ich cząsteczek.. że prawie wszystkie ciała stałe w y k a z u ją tę właśnie w artość ciepła atom owego. Długość drogi swobodnej obliczył M a x w e l l .

Einstein przyjął. Bezładne ruchy cząstek. Małe ziarenka stałej zawiesiny w cieczy lub w ga­ zie w y konyw ają szybkie. k tórych istnie­ nie stwierdzono przede w szystkim u pierwiastków lekkich. analogicznych do kw antów świetlnych. Kinetyczna teoria materii 289 Odchylenia od praw a Dulonga i P e tita . ro zd z. ru ­ chy te zauważył po raz pierwszy b otanik B rown w r. 1827 na d robniutkich ziarenkach pyłku roślinnego. że energia drgań atom ów ciał stałych składa się z elem entów energii.1 znalazły zadowalające w ytłum aczenie w r. 1907. d la te g o w ła ś n ie w sz e lk ie a n o m a lie w y stę p u ją sz c zeg ó ln ie siln ie u p ierw ia stk ó w lek k ich . k tó ra zastąpi­ ła w związku z ty m w kinetycznej teorii m aterii dawniejszą.3 R u c h y te nie stanow ią naturalnie rzeczywistych 1 P or. ujaw niają się bardzo wyraźnie w ta k zwranych ruchach B r o w n a . przy czym każdy elem ent energii rów ny jest iloczynowi elem entarnego kw an tu działania przez częstość drgań atom ow ych. a sprężystym i własnościami ciał stałych. Z d ru ­ giej stro n y ujaw niły się również pewne zależności po­ między tym i częstościami. w ynikają stą d interesujące związki pom iędzy n a u k ą o cieple a spektroskopią. z których składa się m ateria. ja k beryl. ty m w ię k sz e są c z ę sto śc i jeg o d rgań i e le m e n ty en ergii. gdy E i n s t e i n wprowadził do kinetycznej teorii m aterii pojęcia kwantowe.2 „ S ta ty s ty k a k w a n to w a “ . 2 Im lż e js z y je s t a to m . Dokładniejsza teoria kinetyczna ciał stałych musi naturalnie przyjąć za p u n k t wyjścia budowę w spom nianych już wyżej siatek atom owych. 3 W y m ia r y lin io w e ta k ic h zia ren ek w y n o sz ą za le d w ie ok oło 1 /2 00 m m . bezładne ruchy zygzakowate. jakie w yzna­ czono na drodze optycznej. później zaś w bardzo ni­ skich tem p e ra tu ra c h u wszystkich ciał stałych. Zasady fizyki 19 . 48. „ sta ty sty k ę klasyczną“ . pozwoliła istotnie przewidzieć w spom niane wyżej pozorne anomalie. a zwłaszcza diam ent. mniej dokładną. grające podstaw ową rolę w kw a n ­ towej teorii ciepła właściwego ciał stałych. p o kryw ają się oczywiście z pewnym i częstościami drgań. Często­ ści drgań atom owych. unoszących się w wodzie.

ja k i energię swego ruchu. LXXIII M ETALE Gdy pod koniec X I X stulecia istnienie elektronu stało się pewne. nie­ zależny od n a tu r y m etalu. tak.1 W edług tego praw a stosunek przew odnictw a cieplnego do przew odnictw a elektrycznego m eta lu rów ny jest iloczynowi te m p e ra tu ry bezwzględnej przez pewien czynnik stały. J e d n a k ż e elektronowa teoria m etali Drudego natrafiła na trudności pozornie nie do przezwyciężenia. 49.290 Zasady fizyki przemieszczeń cząstki. W postaci ruchów Browna ujaw niają się je d n a k przesunięcia w ypadkow e cząstek. że c h a ra kterystyczne zachowanie się melali pod względem elektrycznym należy przypisać obecności w ich wnętrzu swobodnych elektronów. że oko ludzkie jest już w stanie je dostrzec. gdyż te ruchy cieplne zachodzą ta k szybko. że w y m y k a ją się już one spod naszej obserwacji. rozd z. stosując do tych swobodnych elektronów m eto d y leorii gazów. W edług bo­ wiem s ta ty s ty k i klasycznej elektron swobodny m usiałby 1 P or. Praw o to w ynikało w teorii Drudego z faktu. stanow ią zatem jednocześnie p rąd elektryczny i strum ień ciepła. zachodzące w dłuższych odstępach czasu. że poruszające się tłum nie elektrony przenoszą zarówno ładunki elektryczne. o k tó ry m wspo­ m inano już krótko w jed n y m z poprzednich rozdziałów. Teoria Drudego dawała bardzo proste i przekonyw ające uzasadnienie praw a W iede m a n n a -F ra n z a . W roku 1900 D r u d e spróbował po raz pierwszy rozwinąć ten pogląd w teorię m etali. Teoria ruchów Browna pozwala obliczyć z dużą dokładnością liczbę Loschm idta na podstaw ie zaobserwowanych wartości przesunięć w y­ padkowych. . coraz bardziej zaczął się um acniać pogląd. w yw ołanych przez ciepło.

W r. 1926. że. w prow adzonym do fizyki teoretycznej przez F e r m i e g o w r.1 w ynika mianowicie. z powodze­ niem dalej. niskich te m p e ra tu ra c h objaw y tzw. ja k dotąd.000 atmosfer. opierając się na tzw. Ze s ta ty s ty k i Fermiego. a n a w e t i w jeszcze wyższych tem p e ra tu ra c h . w której dość trudne szczegóły nie m ożem y się t ut aj zagłębiać. rozd z. teoria Sommerfelda nie n a p o ty k a już na wspom ­ nianą wyżej trudność i rozwija się. wynoszącą około 100. jego energia i ciśnienie m uszą być wyższe od pewnej zupełnie określonej „energii zerowej“ i pewnego określonego n a der wysokiego „ciśnienia zero­ w ego“ . 19* . 2000 razy mniejsza od m asy najlżejszego atom u. „zw yrodnienia“ . swobodhe elektrony pow innyby wyraźnie zwięk­ szać zasób energii cieplnej m etalu. W idzimy stąd. 69) zasad ą P a u lie g o . Teoria Sommerfelda każe nam przypisać ciśnieniu we­ w nętrznem u gazu elektronowego nieoczekiwanie wysoką wartość. 1927 S o m m e r f e l d zbu­ dował nową teorię metali. Gdy je d n a k w gazach rzeczywistych zwy­ rodnienie może się ujaw nić jedynie wówczas. teoria metali Drudego poszła stopniowo w zapomnienie. gdy poddam y je bardzo wysokim ciśnieniom w tem peraturze bardzo nie­ wielu stopni powyżej zera bezwzględnego. W sk u te k tego na w e t w gazach doskonałych w y­ stępować powinny w b. gdy te m p e ra tu ra gazu dowolnie naw et mało różni się od zera bezwzględnego. Metale 291 posiadać tę sam ą przeciętną energię ruchu. a ponieważ trudno jest uważać liczbę swo­ bodnych elektronów za dużo m niejszą od liczby atom ów m etalu. W ynika to stąd. slahjshjce Fermiego. Wskrzeszenie swe zawdzięcza ona dopiero nowym ideom kw antow ym . to według sta ­ ty sty k i Fermiego „gaz elektronow y“ musi być całkowicie zwyrodniały już w tem p e ra tu rz e zwykłej. co i cząsteczka jednoatom ow a. że m asa elek­ tro n u jest. Ponieważ w ynik taki znajduje się w oczywistej sprzeczności z doświadczeniem. 1 S ta ty s ty k a F erm ieg o w ią że się ze w sp o m n ia n ą ju ż w y żej (por. okrągło licząc.

S e e b e c k stwierdził już w 1821 r. 1927. . podczas przepływ u p rąd u przez obwód zam knięty. 67. że. ja k już wspom niano wyżej. w y z n a c z a n ie to ru elek tr o n u w e w n ę tr z u a to m u w od oru . prowadzi do w yniku. drugie n a to m ia s t oziębia.292 Zasady fizyk i że siatka atom ow a m etalu musi działać na elektrony ze znaczną silą. przewodnictwo elektryczne i cieplne m etali. W 1834 r. następnie m agne­ tyczne własności m etali a przede w szystkim również i zja­ wiska term oelektryczne oraz term om agnetyczne. Pogląd ten. pow staje p rąd „termoelektryczny“ . ja k w ykrył H e i s e n b e r g w r. Ciepło właściwe gazu elektronowego okazuje się około 70 razy mniejsze od wartości. w ykrył P e l t i e r . nowoczesna fi­ zyka teoretyczna o p a rta je s t n a poglądzie. w sk u te k tego odpada całko­ wicie trudność. jedno z miejsc spojenia ogrzewa się. dalej niejednokrotnie już om awiane i t a k ważne dla radiotechniki zjawisko w ysyła­ nia elektronów przez rozżarzone m etale..1 składa się zawsze z całkowitej liczby kw antów elem entarnych. mającego 1 P r z y p o m n ijm y so b ie n p . k tóre d ają się dobrze w y tłum aczyć przez założenie istnienia w m etalach zwyrodniałego gazu elektro­ nowego. ab y zapobiec ich wybieganiu na zewnątrz. odwrotnie. L X X IV NIEOZNACZONOŚĆ Ś W IA T A ATOM OW EGO J a k już przekonaliśm y się wielokrotnie. a więc wielkość. że w obwodzie zam kniętym . której klasyczna teoria m etali nic była w stanie pokonać. wśród k tó ­ rych najważniejsze są w y k ry te już od daw na zjawiska See- becka i Peltiera. że działanie. złożonym z dwóch różnych m e­ tali. Do faktów. gdy dwa miejsca spojenia z n a jd u ją się w różnych te m p e ra tu ra c h . k tó rą m ożna wyrazić iloczynem długości przez masę i przez prędkość. należy. por. jakiej należało by oczekiwać według sta ty s ty k i klasycznej. ro zd z. utw orzony z dwóch m etali.

lub przypisanie im określonego kształtu czy też wyraźnych granic. Niepewność. m usim y to okupić bardzo dużą nieoznaczonością wartości pędu i odwrotnie. że możemy przypisyw ać a tom om b y t rzeczywisty jedynie w sensie odm iennym . Nigdy nie m ożem y jednocześnie znać dokładnie obu tych wielkości. Teoria kw antów prowadzi jednakże do wniosku. niż to czynim y w stosunku do otaczających nas w życiu codziennym przedmiotów'. Za niewzruszalny dogm at fizyki uznawano zawsze za­ sadę przy czy nowości. W sk u te k tego w świecie atom ów tra c ą swój sens pojęcia zwykłej m echaniki. m ożem y dokładnie określić wszystkie . że przy każdej próbie jednoczesnego wyznaczenia położenia i pędu iloczyn niepewności. nieunikniona we wszelkich takich procesach. Tego rodzaju opis w ym aga dokładnego wyznaczenia zarówno po­ łożenia. Okazuje się mianowicie. musi zawsze być co najm niej równy ele­ m e n ta rn e m u kw antow i działania. Nieoznaczoność świata atomowego 293 podstaw owe znaczenie dla nowoczesnego fizykalnego po­ glądu na świat. zachodzących w ew nątrz atom ów. elektronu. N ie jest możliwe dokładne określenie położenia elektronów. Zasada niepewności Heisenberga przekonała jednakże fizyków. jakimi są obciążone obie zna­ lezione wartości. a więc np. G dy chcemy zatem bardzo dokładnie w yzna­ czyć położenie cząstki. ma ona rozstrzygające znaczenie we wszystkich procesach. co chcemy mierzyć wre wnętrzu atomów. W wieku bieżącym teoria atom ow a przekształciła się z hipotezy w jeden z najlepiej u g runtow anych pewników fizyki. znając chwilowy stan układu fizykalnego. które dostrzegam y naszymi zmysłami. okazuje się mianowicie porównywalna z w ar­ tościami tego. że nie jest możliwy dokładny (w sensie mechaniki klasycznej) opis zachowania się elem entarnej cząstki m aterii. według której. ja k i „ p ę d u “ cząstki (pędem nazyw am y według ogólnie przyjętego określenia iloczyn m asy cząstki przez jej prędkość). podzielonemu przez liczbę 2 n . Jeżeli n a w e t związana z ty m „niepewność“ nie posiada znaczenia dla fizyki praktycznej.

J e d n a k ż e odkrycie identyczności ty ch dwóch pojęć ta k wielkiej wagi przypadło w udziale dopiero początkowi X X wieku. tz w .294 Zasady fizyk i jego przyszłe stany. m ierzony przez obserw atora. że czas. Znaczna część fizyków skłania się dzisiaj do poglądu. ze szczeg ó ln ie w ie lk ą d o k ła d n o śc ią w 1929 r. D o p iero w r. za sa d a ta d o ty c z y ła z r e sz tą ty lk o d w ó c h o b serw a to ró w . p rzesu w a ją cy ch się ru ch em je d n o s ta jn y m i p r o sto lin io w y m w z g lę ­ d em sieb ie. doświadczalnym zaś podło­ żem tej teorii było z kolei ustalenie w r. Jeżeli jednakże s ta n obecny je s t z ko­ nieczności nieokreślony. jest względny i zależy od 1 D o św ia d c z e n ie M ich elso n a b y ło w ie lo k r o tn ie p o w ta rz a n e . k tó ry opisuje jakiś proces fizyczny. i że m ożna wyznaczać jedynie wartości takich wielkości. zaś zasada zachow ania energii — jed n ą z podstaw fizyki. że ruch ziemi nie w y­ wiera żadnego wpływu na rozchodzenie się światła.1 E i n s t e i n w ysnuł w r. odkąd zasada zachow ania m asy stała się fu n dam entem chemii. . 1915 u d a ło się E in ste in o w i sfo r m u ło w a ć „ o g ó ln ą “ teorię w zg lęd n o śc i. LXXV MASA I E N E R G I A Pojęcia m asy i energii należą do najw ażniejszych w n a ­ uce o przyrodzie.2 Prow adzi ona do wniosku. które ze względów s ta ty s ty c z ­ nych m usim y przyporządkow yw ać licznym zbiorowiskiem dowolnych i przypadkow ych indyw idualnych procesów fizycznych. że w przyrodzie nie istnieją w ogóle żadne inne prawidłowości poza czysto sta ty sty c z n y m i. tak n p . 1881 przez am e­ rykańskiego fizyka M i c h e l s o n a. 1906 z w yniku doświadczenia Michelsona swą słynną zasadę względności. „ sz c z e g ó ln e j“ teo rii w z g lę d n o śc i z roku 1905. 2 W p ierw o tn ej. Za p u n k t wyjścia w ty m odkryciu posłużyła teoria względności Einsteina. wówczas oczywiście t a k sform u­ łowana zasada przyczynowości staje się bezprzedmiotowa.

8% prędkości światła. Z zasady względności wynika. podzielonej 1 M ierząc o d c h y le n ia w ią z k i p ro m ien i b e ta w p o la ch e le k tr y c z ­ n y m i m a g n e ty c z n y m o k r e śla m y w ła śc iw ie sto su n e k ła d u n k u do m a sy dla s ta n o w ią c y c h te p ro m ien ie ele k tro n ó w . do posiadającego wielkie znaczenie wniosku. do którego prowadzi zasada wzglę­ dności. Zmierzone przezeń wartości czasu są przy ty m uw arunkow ane przez postulat. Dalszy w ażny wynik. G dy prędkość ta zbliża się do prędkości światła. polega na w ykazaniu. poruszającem u się wzglę­ dem niego z prędkością światła. dokonanych na prom ieniach beta. w ym agający. że prędkość ruchu ciał materialnych nie może nigdy osiągnąć wartości prędkości światła. ta k . że obser­ w a to r m usiałby przypisać ciału. ja k w ykazał E in ­ stein. P o n iew a ż ła ­ d u n ek n ie z a le ż y od p ręd k o ści. niż wówczas. pom iary prędkości promieni b e ta dały wartości. gdy n a to m ia s t prędkość ciała sięga 99. Istotnie. Do wniosków ty ch należy przede w szystkim twierdzenie. . a ty m bardziej jej przewyższyć. W yniki pomiarów. że każda zm iana energii ciała musi jednocześnie wywołać zmianę jego masy o wartość. m asa jego musi być już o 15% większa. Masa i energia 295 położenia i prędkości ruchu tego obserw atora. stw ierdzają słuszność relatyw istycznego wzoru na m asę. gdy porusza się ono powoli.1 Zasada względności prowadzi wreszcie. W edług relatyw istycznego wzoru na masę. gdy prędkość ciała wynosi połowę wartości prędkości światła. ale nigdy nie za­ obserwowano w artości od niej wyższych. jak to mógł wykazać Einstein. by dla każdego obserw atora świa­ tło zawsze i we wszystkich kierunkach rozchodziło się z tą sam ą stałą prędkością. nieskończenie wielką masę. że masa poruszającego się ciała zależy od jego prędkości.8% prędkości światła. m asa jego staje się szesnastokrotnie większa od swej wartości norm alnej. dochodzące do 99. rów ną wartości zm iany energii. m asa rośnie bardzo szybko. sto su n e k te n m a le je w m iarę w zro stu p ręd k ości. szereg wniosków wielkiego znaczenia dla fizyki.

energię własną. w ydaje się na to m ia st. J a k wiemy.296 Zasady fizyk i przez kwadrat prędkości światła. W ypływ a stą d dalszy wniosek. Z m iany m asy. Masa i energia sta ją się pojęciami identycznym i. jednakże zasada równoważności m asy i energii gra bardzo w aż n ą rolę w fizyce jąder atomo­ wych. . mnożąc m asę przez k w a d ra t prędkości światła. pomnożonej przez kw a­ d r a t prędkości światła. odwrotnie. że wynosi ona prawie jeden procent m asy a to m u wodoru. E nergia w ew nętrzna ją d e r a to m o ­ w ych jest zatem ta k duża. okazuje się. różniącym i się od siebie jedynie o uniw ersalny spólczynnik proporcjonalności. Odwrotnie. Gdy np. Ustalona niegdyś przez Lavoisiera zasada zachowania m asy oraz sform ułow ana przez Mayera i J o u le ’a zasada zachowania energii zostają w ten sposób złączone przez teorię względ­ ności w jed n ą zasadę. ustalenie ciężarów atom ow ych izotopów umożliwia wyznaczenie energii we­ wnętrznej jąd e r atomów. że m ożna w y tłu ­ m aczyć drobne odchylenia m as sam ych izotopów od liczb całkow itych na podstaw ie relatyw istycznej zasady równo­ ważności m asy i energii. zaw artej we wszech- świecie i całkowitej m asy świata. W ty m nowym ujęciu wielkością stałą jest sum a całkowitej energii. każda m asa — pewną tzw. m asa ciała pochłaniającego promieniowanie ulega zwiększeniu. by m ożna je było zauważyć i zmierzyć. związane z dostrzeganym i przez nas zm ianam i energii. zapas energii jakiegoś ciała zmniejsza się przez promieniowanie cieplne. której w artość otrzym ujem y. znaczne odchylenia wartości ciężarów a to m o ­ wych od liczb całkowitych zostały wyjaśnione dzięki od­ kryciu izotopów. rów now ażną energii ruchu cząstki alfa. zmniejsza się również i jego m asa w p o d a n y m stosunku. że-każda w ogóle energia posiada pew ną m asę i na odwrót. są n a turalnie z b y t małe. że jej równoważnik m asow y m o­ że już wywierać dostrzegalny wpływ na ciężar atomowy. wyrzuconej z ato m u pierw iastka promienio­ twórczego. Jeżeli obliczymy masę.

W sz e ch św ia t 297 W ka ż d y m gram ie m asy drzemie olbrzym ia ilość ener­ gii własnej. dzieląca słońce od ziemi. że można by ją pędzić na koszt energii własnej dowolnego wprowadzonego do niej ciała. Poczynając mniej więcej od . zdołała zastąpić mgliste spekulacje przez ścisłe rozum ow ania. stali lub wełny. a naw et i przez dane liczbowe. Światło zużywa około 8 m in u t na przebycie 150 milionów kilometrów. Fizyka współczesna. jakiego dawniej tru d n o się było n a w e t spodziewać. ja k ą dać m ogą do­ piero najpotężniejsze współczesne hydroelektrownie. leżących już poza układem drogi mlecznej. LXXVI W S Z E C H Ś W IA T Równie żywo. czy też w ody albo n a w e t powietrza. 20 bilionów kaloryj. Coraz bardziej olbrzymie stawraly się odległości. po­ czynając mniej więcej od r. t a k zbudow aną. O biekty te w większości w ypadków obserw ujem y w postaci mgławic spiralnych. leżących pom iędzy nam i a słoń­ cem. W ysta rcz y ło b y wówczas w prow adzać do tej m a ­ szyny co godzinę kilka gram ów jakiejkolwiek substancji. będącej jed n y m z najbliższych obiektów. wynosząca 9. jak zagadnienie małości atom ów.1020 ergów lub. zajm o­ wał od najdaw niejszych czasów fizyków i filozofów proble­ m a t odw rotny. w t a k szybkim tempie. odpow iadając na to ostatnie p ytanie. a mianowicie zagadnienie wielkości wszech­ świata. w głąb k tórych przenikały ścisłe b a d ania i coraz bardziej kurczyła się w po­ rów naniu z nimi wielka sam a przez się odległość. w ynik ten m usim y uważać za jej szczególnie wielki sukces. około 4 la t na przejście do ziemi od najbliższej gwiazdy stałej i 850000 la t na przejście od dostrzegalnej jeszcze gołym okiem mgławicy A ndrom edy. ab y o trzym ać t a k ą ilość koni parow ych. że posiadam y cudowną m aszynę. 1910. W y o b ra ź m y sobie teraz. A stronom iczny obraz wszechświata rozszerza! się. okrągło licząc.

. k tó ra pozwala obli­ czyć całkowitą masę wszechświata.1 w y k ry to prędkości ucieczki mgławic proporcjonalne do ich odległości i dochodzące do 24000 kilom etrów na sekundę (co równa się 8 % prędkości światła). że m asa wszechświata jest równa 2. przy założeniu oczy­ wiście. ja k już w spom niano wyżej. że teoria E insteina jest słuszna.298 Zasady fizyk i r. inaczej mówiąc. że m asa wszechświata je s t około dziesięciu bilionów (1013) razy większa od przeciętnej m asy jednej 1 Por. Okazuje się więc. że w szystkie odległości we wszechświecie powiększają się w przeciągu jednego miliona lat o jedną 1700-ną część swej wartości. czyli. 9. W ynika stąd. Stosunek takich odległości do odległości ziemi od słońca jest mniej więcej taki. dzięki k tórym . w yrażoną w milionach la t świetlnych. gdyż odległość n a j­ dalszych zmierzonych mgławic w zrasta co dwie godziny o odstęp. m ożna już było stwierdzić. rozdz. Oznacza to nader szybkie rozszerzanie się wszechświata. że na ich przejście światło zużywa 100 do 200 milionów lat. że wiele mgławic z n a j­ duje się w t a k wielkich od nas odległościach.1055 gram a. zw a n a ró w n ież o g ó ln ą teo rią w z g lęd n o ści. rów ny odległości pom iędzy ziemią i słońcem. Teoria rozszerzającego się wszechświata prowadzi na podstawie względnościowej teorii graw itacji2 E i n s t e i n a do stosunkow o prostej zależności. Prędkość ucieczki mgławicy okazuje się równa 180 kilom etrom na sekundę. 1930. Z obliczeń tych wynika. 2 E in ste in o w sk a teo ria g r a w ita c ji. p o w sta ła w r. J e d n ak ż e nie tylko stwierdzenie istnienia ta k potwornie wielkich odległości wpłynęło w rozstrzygający sposób na nasze w yobrażenia o wszechświecie. ja k stosunek tej ostatniej odległości do szero­ kości palca. znacznie większą rolę odegrały tu ta j badania nad zjawiskiem Dopplera w m gła­ wicach spiralnych. 1915. pom nożonym przez jej odległość. podw a­ ja ją się w przeciągu 1300 milionów lat.

jako zam kniętej w sobie przestrzeni. . niż wynosi wiek m inerałów ziem­ skich. że w ża d en sp o só b n ie m o żn a u z m y sło w ić so b ie ta k a b str a k c y jn e g o w y o b ra ż en ia . iż w roku 1933 pod wpływem now opow stałych teoryj zaczyna się zarysowywać raczej wycofywanie się z takiego stanowiska. zastosować słowa Goethego. rozdz. Na podstawie rozm aitych rozw ażań fizycy i astronom ow ie znaleźli. . Gdy w latach od 1917 do 1932 fizycy skłaniali się raczej do pojm ow ania wszechświata.2 w yznaczenia wieku meteorów. ab y spokojnie móc ukorzyć się przed nie- poznawalnem . że liczba wszystkich elektronów we wszechświecie jest rzędu 10 79. k tóre p rzy­ b y w a ją z zew nątrz do naszego układu słonecznego. Z n a jd u je m y stą d dalej. że. nie d a ją liczb większych. że najwyższe szczęście myślącego człowieka polega na zbadaniu wszystkiego. 64. lecz bardzo już osobliwy jest fakt. że rozszerzanie się wszechświata mogło się rozpocząć zaledwie przed jed n y m lub co najwyżej kilku m iliardam i lat. Zagadnienie wieku wszechświata stanowi bardzo t r u d n y pro b le m at w kosmologii. Byłoby to niewiele tylko więcej. ja k w spom i­ naliśm y wyżej. W sz e ch św ia t 299 mgławicy spiralnej i około 1022 razy większa od niesłychanie wielkiej m asy słońca. co można zbadać. ja k do kosm o­ logii. P ro b le m a t budow y w szechśw iata należy do najciekaw ­ szych współczesnych zagadnień fizyki. stanowiącej trójw ym iarow ą analogię do d wu ­ wymiarowej powierzchni kuli. Do żadnej je d n a k chyba gałęzi fizyki nie d a ją się t a k dobrze. 1 J e s t sa m o przez się zro zu m ia łe. opartej na fizyce.1 w ydaje się.Por.

285 E h ren h aft 217 H e rtz H . 285 Edison 50 87 88 91 157 H e rtz G . 263 Blagden 188 D iesel 208 H aas. de 187 Bleakney 248 D ollond 33 H arteck 282 B ohr 263 D o p p ler 24 i nast. van t* 189 B row n 289 Fah ren h eit 167 H ughes 122 127 B unsen 22 Faraday 68 78 80 215 216 219 H uygens 11 16 37 . 257 259 2o0 Gauss 73 120 Bainbridge 246 C u rie M . 224 G ehrcke 16 Barkla 236 G eissler 221 B artholinus 37 D G erm er 276 B audot 123 124 D aguerre 48 G iauquc 247 Becquerel 224 D alto n 212— 215 G ilb e rt 53 Bell 127 D avisson 276 G oudsm it 267 B enson 203 D avy 90 G ram m e 85 Bentley 181 D e F o rest 108 G rim aldi 10 B îot 39 D em o k ry t 212 B irge 247 D ennison 281 Black 170 179 180 D escartes 30 H B lackett 254 258 D ew ar 187 H aas A. Heaviside 138 B oltzm ann 116 118 176— 178 D ru d e 290 H efner-A lteneck. SKOROWIDZ NAZWISK A C Feddersen 112 113 A bbe 45 46 C agniard de Ia T o u r 185 F erm i 239 261 291 A epinus 72 C ailletet 186 F ran ck 262 Alexanderson 133 C arn o t 201 F ran k lin 69 A m père 59 76 Celsius 167 F ran z 191 290 A nderson 258 Chadw ick 244 255 257 Frau n h o fer 7 21 A ndrew s 185 Clausius 173 174 286 Fresnel 11 15 37 A ngstrom 5 C ockcroft 255 F rim an 239 Arago 37 C om pton 14 275 Aston 245 Coolidge 232 G Avogadro 219 281 C oulom b 54 58 G alileusz 47 179 Crookes 222 B G alvani 56 C u rie I. 8 118 119 B rasch 256 E in ste in 21 289 294 298 H ess 258 B rew ster 35 E ngl 157 H eusler 79 B roek. (Sklodowska) 224 G ay-Lussac 168 Balm er 265 C urie P. 262 Bragg W . van d en 242 H itto rf 222 Broglie (Louis de) 276 F H off. L . H . von 85 195 287 D ufay 53 H eisenberg 279 280 292 Bonhoeffer 282 D ulong 288 H elm holtz 172 B orn 279 H en ry 83 Boyle 168 182 184 286 E H ero 198 Bragg W .

Skorowidz nazwisk 301 J N Schrödinger 278 280 Jansen 45 N e e f 113 Schulze 48 Jo h nston 247 N e rn st 189— 190 Seebeck 292 Joliot 257 260 N eu m an n 81 82 Shim izu 229 Joule 171 186 N ew com en 198 Siedentopf 47 N ew ton 4 6 16 192 274 Siegbahn 239 K N icol 38 Siem ens 84 85 K am erlingh O nncs 64 79 187 N iepce 48 Snellius 30 K apica 73 Soddy 227 249 K arolus 159 O Som m erfeld 269 291 K aufm ann 223 S tark 269 O cchialini 258 K eesom 187 Stefan 195 O ersted 57 K epler 47 S tein h eil 120 O hm 63 K e rr 159 S te rn 287 Olszewski 186 K irchhoff 22 194 195 Strauss 108 O tto 207 Strow ger 129 K irsch 255 K ohlrausch 60 117 K orn 162 P T K raru p 126 P acin o tti 85 T esla 113 K rishnan 284 P an eth 253 T ho m so n J. 171 172 W róblew ski 186 R upp 277 M eissner 134 R u th erfo rd 227 230 249 254 M eitner 259 Y R u th s 206 M endelejew 241 Y oung 4 5 34 R ydberg 265 M eyer L . 127 W att 198 M W eber 60 117 120 R eiss E. J. 14 M ac L ennan 281 W ehnelt 109 R ichardson 105 224 M alus 36 37 W heatstone 121 123 R öm er 1 M arconi 133 W iedem ann 191 290 R öntgen 231 i nast. 241 M ichelson 2 294 M illikan 217 218 219 S Z M orse 120 121 Scheele 194 Zeem an 268 M oseley 237 i nast. P e tit 288 Laval. 112 173 176 • L P arsons 203 186 L andé 269 Pauli 271 T u v e 248 Lange 256 P eltier 292 Laue 233 i nast. S ch o tt 33 Z sigm ondy 47 . 223 245 P ap in 183 198 T h o m so n W . de 203 Pettersson 255 U L avoisier 296 Pixii 84 U hlenbcck 267 Lebiediew 119 Planck 21 197 U rey 247 L enard 20 Plücker 221 L enz 82 P o rro 48 V Lewis 248 Prdvost 195 V ogt 157 L ieben 108 P u p in 131 Volta 55 56 L inde 186 L orentz 221 268 R L oschm idt 219 288 VV L um ière 50 R am an 284 Ram say 227 242 W alton 255 L um m er 16 W ashburn 247 R eaum ur 167 R eis P h. M ariotte 168 W ien 196 R ow land 13 61 M asolle 157 W ilke 72 R uhm cr 157 M axwell 116— 119 288 W ilson 228 R um ford 285 M ayer R ob.

SKOROWIDZ RZECZOWY A Cewka indukcyjna 113 D rgania elektryczne 111— 115 A bsorpcyjne w idm a 23 C hlorow ce 241 D yna 55 A chrom atyczne soczewki 33 C hłodnica absorpcyjna 211 D ynam om aszyna 85 A diabatyczny proces 173 Chłodnica m aszyny parow ej D yspersja 274 A komodacja 42 201 202 A ktyn 251 C iało szkliste (oko) 42 E A kum ulator 65 C iem nia optyczna 41 E fekt naskórkowy (skinefekt) Alfa cząstki 226 C ieplne przyrządy elektryczne 92 93 Alkaliczne m etale 241 266 E kstraprądy 82 A m per (jednostka) 59 Ciepło dysocjacji 283 Elektroliza 215 216 Analiza w idmowa 22 C iepło parow ania 180 E lektrom agnesy 77 79 A ngstróm (jednostka) 5 C iepło rozpuszczalności 187 Ciepło spalania 200 Elektrom agnetyczne falc 117- A nodow y p rąd 106 119 A ntena 135 136 137 Ciepło topnienia 179 Ciepło u tajone 179 Elektrom agnetyzm 57 A ntena odbiorcza 141 E lektrom otor 86 A ntykatoda 231 Ciepło w ew nętrzne ziem i 193 Elektrom otoryczna siła 61 A pochrom atyczne układy 45 C iepło właściwe 171 190 Elektronow e prom ienie 277 A tom istyka 212 C iśnienie gazu 286 287 Elektronow e zderzenia 262 Atomowa powłoka 261 C iśnienie osm otyczne 188 Elektronów interferencja 276 A tomowa siatka 284 292 C iśnienie pary 182 183 Elektronów ugięcie 277 A tomowe ciepło 288 C iśnienie światła 119 Elektronów w irow anie 267 A tomowe jądra 284 296 C om ptona zjawisko 275 E lektrony 223 Atom ow y ciężar 214 296 C oulom ba praw o 54 55 C urie-p u n k t 79 E lektronydodatnie258259260 A tom ów rozbijanie 254— 256 E lektrony powłoki pow ierz­ A tom u m odel 230 263 Czas pobudzenia atom u 270 chniow ej atom u 273 A tom w odoru 263 Czas przepołow ienia 250 E lektrony swobodne 290 A tom y 212 Czas (względny) 294 Elektrostatyczna jednostka na­ A vogadry hipoteza 287 Cząsteczki dw uatom ow e 281 boju 55 A vogadry liczba 219 C zęstość drg ań 5 Elektryczności ilość 54 A udionow e połączenie 142 C zęstość pośrednia 149 E lektryczność szklana 54 Elektryczność żywiczna 54 B D E lem ent galwaniczny 65 Barwy 6— 9 D alekopis 125 E lem entarny kw ant elektrycz­ Barw y zasadnicze 50 D etektor kryształkowy 142 ności 216 B ateria 65 D iam agnetyzm 78 Elem enty energii (kwanty) 289 Bensona m etoda 203 D iam ent 190 285 Em anacja ra d u (radon) 249 Biegun (m agnetyczny) 58 D iaterm ia 139 E nergia 19 294 Boltzm anna stała 287 D io p tria 32 E nergia jonizacji 262 B row na ruch y 289 D ław iki 93 E nergia pobudzenia 262 D ługość fal świetlnych 4 5 E nergia własna 296 297 C D opplera zjawisko 24— 27 298 E nergia zerowa 291 Całkowite odbicie 31 D ostrajanie 136 141 E ntropia 173— 176 287 C entralne ogrzew anie 193 D roga sw obodna 288 i E rg 20 .

Ł adunek (nabój) elektryczny 85 K inetyczna teoria m aterii 54 55 G łośnik 148 285— 290 Ł adunek elektryczny jądra G ram atom 288 K ocioł Papina 183 244 G w iazdy podw ójne 26 K ocioł parow y 200— 203 Łączenie przeciw sobne 122 K om órka selenowa 160 Ł u k elektryczny 90— 91 H K ondensator (elektryczny) Ł ukow a lam pa 90 91 H afnjum 274 67— 69 H eavisideła w arstwa 138 K ondensator obrotow y 69 M H efnera świeca 89 K ondensor 34 M agnetyzm 57 58 H el 187 227 253 K on stan tan 64 M agnetyzm ziem ski 77— 78 H elu w idm o 280 K onw ekcyjne prąd y 61 M anganina 64 H e n ry (jednostka) 83 K osm iczne prom ieniow anie M asa 294 295 296 H e rtz (jednostka) 138 258 M asa m agnetyczna 58 H eterodynow y odbiór 149 K osm ologia 297— 299 M aszyna kom presyjna 210 H euslera stopy 79 K rótkie fale (elektryczne) 138 M aszyna o w ielokrotnym roz H ygrom etr 183 K rótkofalow y nadajnik 150 prężeniu 202 K rytyczna tem p eratu ra 185 M aszyna parow a 198— 203 I K rytyczny stan 185 M aszyna w zbudzająca elek­ Ilość ciepła 170 K ryształy 233 234 284 285 trom agnesy 94 Ilość zm ian p rą d u 92 K ryształy soli kam iennej 285 M aszyny chłodzące 209— 211 Im m ersja 45 K ryształy śniegu 181 M axwella relacja 118 Indukcja (elektrostatyczna) 72 K ulom b 60 M axwella rów nania 117 Indukcyjne p rąd y 80— 83 K w ant działania 21 197 263 M echaniczny rów now ażnik Interferencja elektronów 276 K w antow a liczba 264 ciepła 171 172 Interferencja światła 14— 16 K w antow a m echanika 279 M echanika falowa 279 . Lam pa elektronow a 142 143 Ferrom agnetyzm 79 Izotopy chloru 245 Lam pa rtęciow a 90 Film dźwiękowy 157 i nast. Izotopy tlen u 247 L am pa wielosiatkowa 149 F iltry częstości 124 Izotopy w odoru 247 Lam pa wolframowa 88 Fluorescencja 270 Lam pa żarow a 87— 89 Fotoelcktryczna kom órka 160 J Lam pow e stopnic w zm ocnie­ Fotoelektryczne zjawisko 17 Jądro atomowe 230 nia 151 275 Jądro w odoru 244 L am py jarzeniow e 270 Fotografia 48— 50 Jenajskie szkło 33 168 Lauego fotogram y 234 i nast. Skorowidz rzeczow y 303 F Izolacja cieplna .192 K w antow a statystyka 289 Fading 136 Izolator (elektryczny) 72 K w anty świetlne 21 Fale (elektrom agnetyczne) Izolator wysokonapięciowy Kwarcow a lam pa 90 117— 119 103 Fale ultrakrótkie 139 156 166 Izoterm icznc przem iany 173 L F a ra d 67 Izotopia 245 i nast. Fotografia barw na 50 Jony 215 Lejdejska butelka 69 Fotografia w podczerw ieni 49 L enza reguła 82 Franklina płyta 69 K Liczba porządkow a 240 242 Fraunhofera prążki 7 21 K abel masowy 102 L in ie sił pola elektrycznego 71 Fresnela doświadczenie 15 K abel olejowy 103 L in ie sił pola m agnetycznego K abel podm orski 126 73— 76 G K abel telefoniczny 129 L oschm idta liczba 219 G alw anom etr 59 K aloria 171 L ód 180 G auss (jednostka) 73 K ą t graniczny 31 L ó d suchy 211 G az generatorow y 208 K ą t w idzenia 44 L u n eta 47 48 G azy szlachetne 241 K e rra kom órka 159 L upa 44 G azy trw ale 185 K ilogram om etr 20 L u p a czasowa 52 Geisslerow skie ru rk i 221 K ilow attgodzina 62 G enerator lampowy 134 Kinem atografia 50 52 157 L G eneratory p rą d u stałego 84 i nast.

N abój (ładunek) elektryczny P ara nasycona 182 P rąd y cieplne 193 54 55 Para w ysokoprężna 203 P rąd y indukcyjne 80— 83 N achylenie m agnetyczne 78 Param agnetyzm 78 P rądy T esli 114 115 N aczyniówka (oko) 41 Paraw odór 281 282 P rądy wirow e 82 83 N adajnik lampowy 134 Parow anie 183 Prędkość światła 1— 3 295 N adfiolet 8 9 Periodyczny układ pierw iast­ Proces kołowy (cykliczny) 175 N adprzew odnictw o 64 ków 241— 248 271 200 N adsubtelna budow a prąż­ Perm alloy 80 126 Projekcyjny przyrząd 34 ków w idm ow ych 275 P erp ctu u m m obile 174 P rom ienie alfa 225— 228 251 N apięcia podział 66 Pierścienie N ew tona 4 5 Prom ienie atom ow e 288 N apięcie elektryczne 61— 62 Pierw iastki 212 i nast. Prom ienie beta 224 295 N apięcie siatki 109 Pierw iastki czyste (bez izoto­ Prom ienie dodatnie 245 N atężenie pola elektrycznego pów ) 246 Prom ienie gam m a 251 252 70 Piezoelektryczność 139 Prom ienie graniczne 236 N atężenie p rą d u 59 Pobudzenie atom u 270 P rom ienie katodowe 220— N aturalny szereg pierw iast­ Podczerw ień 8 9 224 ków 240 Podw ójne załam anie 37— 40 P rom ienie m olekularne 277 N aw inięcie podw ójne d ru tu 83 159 Prom ienie protonow e 277 N aw inięcie twfornika H efner. Podw yższenie p u n k tu w rze­ Prom ieniotw órczość 224 248- A ltenecka 85 nia 188 253 N a wpół przepuszczalne błony Pojem ność (elektrostatyczna) Prom ieniow anie charaktery­ 188 67 styczne 236 Neonow e światło 270 Polaryzacja (światła) 34— 36 Prom ieniow anie cieplne 194— N eutrodynow e połączenie 148 P c a ry z ac ji kąt 35 198 N eutrony 257 Polaryzacyjne przyrządy 36 Prom ieniow anie słoneczne 195 N icola pryzm at 38 Pole elektryczne 70— 73 196 Pole m agnetyczne 73— 79 Prostow niki 105— 108 O Pole w irow e 97 P rostow nik rtęciow y 106— 108 O biektyw 45 Polon 250 Prostow nik suchy 108 O bniżenie pu n k tu zam arzania Porywacz czasu 52 Protony 255 188 Potencjałów różnica 61 Pryzm atyczna luneta 48 . 304 Zasady fizyki M etale 290— 292 O brazy osiowe w kryształach P otencjom etr 66 67 M eteory (wiek) 253 40 Poziomy energetyczne (ato­ M gław ice 297 O chrona cieplna 192 mowe) 263 M gławice spiralne 297 O dbicie światła 28 29 Pozitrony 259 M ieszaniny oziębiające 188 O dbiorniki radiow e włączane Półwattówka 90 M ikrofale (elektrom agnetycz­ do sieci 150 P raca 19 62 ne) 139 Ognisko (optyczne) 29 Praw dopodobieństw o 280 M ikrofon 127 128 146 O gniw o galwaniczne 65 Praw o gazów 286 M ikrofon elektrodynam iczny O hm a praw o 63 66 Praw o K irchhoffa 194 146 O ko 40— 44 Praw o odbicia 28 M ikrofon kondensatorow y 146 O kular 45 Prawo prom ieniow ania (Plan­ M ikroskop 44— 47 O m (jednostka) 63 cka) 197 M odulacja 127 O pornik (reostat) 65 Praw o przesunięć (W iena) 196 M ol 286 287 O pór elektryczny 63— 67 Praw o Stefana-Boltzm anna M o to r benzynow y 208 O rtochrom atyzacja 49 195 M o to r czterotaktow y 207 O rtow odór 281 Praw o stosunków stałych 213 M o to r D iesla 208 O św ietlenie elektryczne 87— Praw o stosunków w ielokrot­ M o to r gazowy 208 91 n ych 214 M o to r lotniczy 208 O zon 281 P rąd elektryczny 56 M otory spalinowe 206— 209 P rąd przem ienny 91— 97 M otory w ybuchowe 207 P rąd przesunięcia 116 P Prądnice prądu przem iennego N P ara 180 182 183 93 i nast.

R ad io tele g ra fia 133 i n a st. U gięcie e le k tro n ó w 277 Sublim acja 184 ny 280 281 U ginanie św iatła 10—14 S u b te ln a budow a prążków R ozszczepienie w idm ow e 274 U kład periodyczny p ie rw ia st­ w idm ow ych 268 R ozszerzanie się w szechśw ia­ ków 243 Ś w iatło n a tu ra ln e 34 35 ta 298 U ltra m ik ro sk o p 47 Ś w ia tło sp o lary zo w an e 34 35 R oztw ory 187 — 189 U ran 250 i nast. ziemi 78 T eo ria g ra w ita c ji (E in stein a ) Przew odnictw o ciep ln e 191 — S k ra p la n ie gazów 184—187 298 193 S k ra p la n ie p o w ie trz a 186 T eo ria un d u lacyjna 16 P rzew odnictw o ziemi 120 . tła 30 118 T ra n s fo rm a to r częstości 134 R adon (em anacja rad u ) 249 S p rzężen ie z w ro tn e 134 T ri-e rg o n 157 R am ana zjaw isko 284 S ta ła d ie le k try c zn a 63 118 T rójfazow e silniki 95—97 R e fle k to r 90 S ta ła gazow a 286 T rój p rąd 96 R entgenow ska d iag n o sty k a S ta ła sia tk i 285 T u rb in a p aro w a 203—206 235 S ta rk a zjaw isko 269 T u rb o g e n e ra to r 205 R entgenow ska terapia235236 S te re o s k o p 43 T urm alin 38 R entgenow skie lam py 231 232 S te ro w a n ie kw arcem 139 T w o rn ik b ę b now y 85 R entgenow skie w idm a 236 — S to p k i b ezp ieczn ik o w e 91 T w o rzen ie się lodow ców 180 241 274 Stru m ień siły m agnetycznej R ezonans 136 141 U 81 R ezonans falow o-m echanicz. Skorowidz rzeczowy 305 P rzekazyw anie en erg ii elck-j S ia tk a d y frak c y jn a 12—14 T eleg rafia p o dakustyczna 124 try c z n c j na odległość ICO—| S ia tk a (w lam pie e le k tro n o ­ T eleg rafia w ie lo k ro tn a 123 105 w ej) 1G9 T eleg raficzn e p rzek azy w an ie P rze k a źn ik (relais) 121 S ia tk ó w k a (o k o ) 42—43 ob razó w 162 Przem iany pierw iastk ó w 249 S k a la te m p e ra tu r 167 T e m p e ra tu ra bezw zględna P rze rw a isk ro w a 114 S k in e fe k t (e fe k t n a sk ó rk o 168 169 P rzery w acze e le k try c zn e 113 w y) 93 T e m p e ra tu ra n a sycenia 182 P rzesu n ięcie fazy (p rąd u S k ła d o w a poziom a n atężen ia T eo ria em isyjna św iatła 16 przem iennego ) 93 po la m ogn. T e le g ra f 119 —126 S ch rS d in g era) 279 S a c h a ry m stria 40 T e le g ra f bez d ru tu 132 i n ast. W 270 R y d b erg a s ta ła 263 265 W ario m e tr 83 T elefo n 127-132 W arto śc i w łasne (rów n.J S k ręc e n ie płaszczyzny pola T e rm o d y n am ika 172—175 P rzew o d n ik i e le k try c z n e 72 ry zacji 39 T e rm o ele k try c z n o ść 292 P rzew o d y kablow e 102 Śm ierć ciep ln a w szechśw iata T e rm o m etr 168 i n a st. W a tt 62 Sam oindukcja (indukcja w ła ­ T e le g ra f lite ro w y 122 W en ty l (e le k try c z n y ) 106 sna) 82—83 T e le g ra f m aszynow y 122 W e n ty la to r 183 S c y n ty la c je 225 T e le g ra fia k ab lo w a (tr a n s ­ W idm a a b so rp cy jn e 23 S e le k ty w n y o d b ió r 148—150 o cean iczn a) 125 W idm a em isy jne 22 Z asady fizyki 20 . P rzew o d y w ysokiego n apię 176 T e rm o m etr gazow y 168 cia 102 Soczew ka oczna 41 T erm o m etr lek arsk i 169 P u n k t p o tró jn y 184 Soczew ki 31—33 T erm o m etr w odorow y 169 P u n k ty zasadnicze te rm o m e ­ Soczew ki ro z p ra sza ją ce 33 Term os 192 tru 167 S oczew ki sk u p iające 32 Tęcza 6 P y ro m e tria 170 So len o id 74 T ęczów ka (oko) 41 S p e k tro sk o p ia m asow a 245 Tłum ienie d rg a ń 133 R S pójność (o p ty czn a) 15 T o r (p ie rw ia s te k ) 251 R ad 224 249 Sp ó łczy n n ik w ydajności p ro ­ T o r (tele g ra fic z n y ) 124 R adiofonia 145 — 157 cesu kołow ego 201 T ram w aj e le k try c zn y 86 R adio telefo n ia 140 Sp ó łczy n n ik z ałam an ia św ia­ T ran sfo rm ato r 98 i n a st. Ś w iecen ie te m p e ra tu ro we270 R en tg en a prom ien ie 14 231—-j S y n c h ro n iz a c ja filmu 162 236 S zereg i przem ian pro m ien io ­ R ów nolegle łączen ie 83 V olty sto s 56 tw ó rczy ch 250 R urka do w yładow ań e le k tr.

Z jaw isko Z cem ana 268 W ielo siatk o w e lam py 149 wy 158 Z orza p o la rn a 270 W ilgotność 183 Z apis dźw ięków poprzeczny Z w ierciadła 28—29 W ilsona m eto d a 228 153 Z w ierciadło w klęsłe 28 29 W oda 171 Z a sad a H u y g en sa 11 Z w yrodnienie gazów 291 W oda c iężk a 248 Z a sad a niepew ności 293 W olt 61 62 Z asad a p rą d u w steczn eg o W o lto m ierz 67 (L inde) 186 Ż aró w k a z w łóknem m e ta ­ W rzen ie 180 Z asad a przyczynow ości 293 ! lowym 88 89 W szechśw iat 2 9 7 -2 9 9 Z asada zach o w an ia energii Ż arząca się k a to d a 106 W zględności te o ria 294 295 172 Ż yła (te le g ra fic z n a) 124 .Z asad y term o d y n am ik i 172 W idm a p rążk o w e (liniow e) 111 173 174 189 21—24 26 4 -2 6 9 W zm acniacze niskiej c zę sto ­ Z asięg (prom ieni a ) 251 W idm a ro ta c y jn e 282 ści 143 Z asobniki cieplne(R uthsa)205 W idm a ro ta c y jn o -o sc y lac y j. W zm acniacze w ysokiej czę ­ Z boczenie m ag n ety czn e 77 nc 282 sto ści 143 Z dolność em isyjna 194 W idm a siatk o w e 13 Z ero bezw zględne 168 W idm o sło n eczn e 6 7 Ziem ia (w iek) 252 253 W idm o w odoru 265 266 Z ałam anie św iatła 30 Z iem ie rz a d k ie 273 W idzenie na odległość 163 Z apis dźw ięków friatężeftip'. 306 Zasady fizyki W idm a pasm ow e 232 283 W zm acniacze lam pow e 108—j.

fe . 1999 * 2009 -u-.U2 2013 -« a .11 $1 05. IM *«i.1 tl .