m um

:
itófc :ssa
¡a■««. íj-«í
■ *£-?%£■
H í m I h I A
iiSS ■

4êw
;

- si «r
u.. wr-
im m pifSÄÄ
W00¿M:M¿
p ą p p S B ią B fe B lP
■ j

■O'*;,;.--.-:- ' - ■ , : ..¡ / r p.
P g ffö lra
g p j j g M i i i p f c ifcí- I
■y-, :“ ■
-. ■ ■/'*: :. V -'. ■■" ••■*; ;

p É lsilfiliiliil Ififé
iS liî l t 4„ ' T , -

ÍV -
I
' r

í § ‘ ; -J:*■i-\f ' f -
■ ilÉ S II . Ä ftÄ ^pg^üi
mm ¡Ü Ü
smA’rJíMiaíé#'*
SS:
r " -■'iHSf--àÿJ* /A .
iS Ü ïif . K-yy?:/ j
a"1'- ;>;:i :V:' ; '-V;7'.:^íí.-'-"í'-^-:.V-"v:'v>;-:í.;,-r,¡.-. i - : - . - " : ï ï .
fc-'.v^ ;7 v.0 :;-'r -"A .■':?.-'-,::"v;;:" ;;

v* -t1 , r‘ ' ¡ 's S m ' f® ill m > il - v’

ê'^Wk '': ^ & M :1 Ü 1 . ' ' . ^ ■■' “. A ' ‘" r .'' -;'C " Wjl

im . , . I '
mmmm
■ '( y \ . ‘
• : Í •
, :.;

B I B L I O T E K A W I E D Z Y T O M 18

DR A R T U R H A A S ^ r \ /%
P R O F . FIZYKI UNIW ERSYTETU W1EDEŃSK1EG

ZASADY FIZYKI
Ś W IA T Ł O — E L E K T R Y C Z N O Ś Ć
C I E P Ł O — M A T E R J A

Z 76 I L U S T R A C J A M I

PRZEŁOŻYŁ

DR . SZCZEPAN S Z C Z E N IO W S K I
PR O F. FIZYKI T E O R . UN. J . K A Z . WE LWOWI E

B I B L i
ftłfe fw w e g o Liceurx ^ 'o g itz n e g o
w G L IW IC C '~ i

Nr. V .‘

T R ZA SK A , E V E R T i M I C H A L S K I S. A.
WARSZAWA, KRAKOW SKIE PRZEDM IEŚCIE 13
GMACH HO TELU EUROPEJSKIEGO

TYTUŁ ORYGINAŁU
PH Y SIK FÜR J E D E R M A N N

¿U w

I dlA

•tefT

Si W

DRUKARNIA NARODOWA W KRAKOWIE

klasycznej. a zwłaszcza fizyki i astronomji. zarówno napisanych przez auto­ rów polskich. omawiając za­ równo zdobycze fizyki dawniejszej. Jednakże książki popularne. czy to oryginalne. bardzo doniosłych faktów oraz powstanie nowych teoryj. Profesor Haas. napisana przez Artura Haasa. wkraczającej daleko w głąb „mikrosko­ powego” świata niedostrzegalnych dla nas bezpośrednio atomów. uwzględniały prawie wyłącznie ostatnie zdobycze fizyki. zarówno . najważniejsze zdobycze i poglądy fizyki. Świadczy o tem wymownie wzmożona poczytność szeregu popularnych książek z tych dziedzin. któraby w jasny i przystępny sposób przedstawiała całokształt fizyki. fizyka przeżywa dzisiaj okres niezwykle szybkiego rozwoju. Od kilku już lat można zauważyć we wszystkich krajach. wywołany przez odkrycie szeregu nowych. autor zarówno uniwersyteckich podręczników fizyki. Lukę tę stara się wypełnić książka niniejsza. czy też przekłady. profesora fizyki Uniwersytetu Wie­ deńskiego. j a k i przekładów autorów zagranicznych. jakie ukazały się dotychczas w języku polskim. wybitny wzrost zainteresowania się ogółu czytającej publiczności ostatniemi zdobyczami nauk przy­ rodniczych. otwie­ rających zupełnie nowe horyzonty przed fizyką. Poczytność*-fa' stoi bezwątpienia w ścisłym związku z fak­ tem. dotyczące otaczającego nas „makroskopowego” świata. Brak było dotąd książki. PRZEDM O W A TŁUMACZA. jak i szeregu książek popularnych. z pominięciem wszelkich wzorów matematycz­ nych. potrafił w swych „Zasadach Fizyki” omówić w sposób przystępny. jak i sukcesy fizyki dzisiejszej.

za stałą pomoc i współpracę. dotyczących magnetyzmu ziemskiego. Bobrównie. Kierownikowi Obserwatorjum Magnetycznego w Świdrze. dotyczące stosunków polskich. S. I.klasycznej. Wreszcie szczególnie gorąco pragnę podziękować P. . fotograf ja. Wasiutyńskiej za pomoc w zakresie polskiej terminologji telekomunikacyjnej. jak i atomowej. Dziękuję również P. Dr. takie jak radjo. Rzymowskiemu za przejrzenie rozdziałów. kinematograf ja i t. p. I. N a szczególne podkreślenie zasługuje stale zwracanie przezeń w możliwie najszerszym zakresie uwagi na zastosowania techniczne fizyki. za łaskawe udzielenie mi danych. Kalinowskiemu. S. inż. Prof. oraz P. do­ tyczących radjotechniki i radjofonji. E. bez której tłu­ maczenie książki niniejszej nie doszłoby wogóle do skutku. S zczen iow ski. Tłumacząc książkę Haasa uwzględniałem w miarę możno­ ści wszelkie dane. W związku z tem pragnę tu podziękować P .

. Opór e le k tr y c z n y ......... Załamanie p o d w ó jn e ............................................................................................... 21 9................ 84 26.... K ondensator... 57 19................... Energia kwantów ś w ie tln y c h .............................. ............................. V Część pierwsza ŚWIATŁO 1.... 87 27................ 1 2......... B a r w y ........ 10 5............... Pole e le k t r y c z n e . 91 ........... ......... 40 15......................................... Soczew ki.............................. Polaryzacja ś w i a t ł a ...................... 73 24..... 34 13....................................................... Prąd p r z e m ie n n y ............. .. 6 4... Prądy in d u k cy jn e..................................... D woisty charakter e le k t r y c z n o ś c i................................................................................................................................................................. Fotografia i k in e m a to g r a fia .... 31 12... 80 25........................................... ...................... O k o ................................................ ...................................................................... 44 16............................ ........... 16 7........ .... 28 11... ................................................................ Odbicie i załamanie ś w i a t ł a ...................... Uginanie ś w i a t ł a ..... 3 3.. 61 20.......... .......... Interferencja ś w ia t ła ........................................................................................... 37 14.................. 53 18... 63 21............ 67 22.................................. Widma p r ą ż k o w e ........ Prędkość ś w i a t ł a ............................. Zjawisko D o p p l e r a ............................................................. N apięcie elek tryczn e.................................. 70 23................... ........ Długości fal św ietln y ch .......................................................................... SPIS RZECZY Str.................................................................... ............................................................ 14 6.. 24 10.. Przedmowa t ł u m a c z a ...... Generatory prądu stałego i e le k tro m o to ry ......... Teoria undulacyjna i teoria emisyjna. Oświetlenie elek try czn e.................................................. Pole m agn etyczn e........................................ Elektromagnetyzm i pojęcie natężenia prądu ............. Mikroskop i l u n e t a ................... 48 Część druga ELEKTRYCZNOŚĆ 17...... 19 8.......................

...................219 58............ Telegraf ................ 167 42.......................... Temperatura i ilość ciep ła................198 52... P r o sto w n ik i............................................ Maszyna p a r o w a ...................... 100 30.. 162 Część trzecia CIEPŁO 41. 141 38................ ......................... Skraplanie g a z ó w ............ 28...... 171 43................ Promieniowanie c ie p ln e ....................... Entropia i n ie o d w r a c a ln o ść .......................157 40............................. Jądro atom ow e.................................................................................... 203 53................. Motory sp alin ow e......187 48................................................. .......................... .................................................. Promienie k a to d o w e ................................................. Atomistyczna budowa e le k tr y c z n o śc i.......... 97 29.......... 105 31.. T elefon....... ................................... 225 60................. 178 46........................................................................ ............................................... 132 37........... 173 44................... 127 36.......................... T ran sform ator..... Wzmacniacze la m p o w e .......... Przewodnictwo c ie p l n e ......................................................................... 145 39.............................................215 57................... Równoważność ciepła i pracy.......... Turbina parowa.... Zasady fizyki Str................................ 191 50................................................... 231 ..........................................................176 45.. 116 34................................................................... W ysyłanie fal elek tr y c zn y c h .............................. 111 33....... Bezwzględne ciężary a to m ó w .................................... Maszyny c h ło d z ą c e . ........................................................ Przekazywanie energii elektrycznej na odległość ................................35.. 212 56......................... 108 32....... R o ztw o ry ................... Atomistyczna budowa m a t e r i i ........................................ 189 49.. Promienie a l f a ......................................................................184 47......................................................... Twierdzenie N e r n sta .............194 51...................... Śmierć cieplna świata i Boltzmannowskie prawo en­ tropii ........................... Zmiany stanu skupienia..... Przekazywanie obrazów i widzenie na odległość ...... Promienie R ó n tg e n a ............................................. 220 59........... Elektromagnetyczna istota ś w ia t ła ............ Odbiór fal e le k tr y c z n y c h .. Film d ź w ię k o w y ................................. R a d io f o n ia .206 54.......................................................................................228 61.............................................................................119 . ............................. ....................... Drgania e le k tr y c z n e .........................................209 Część czwarta MATERIA 55.....

.... 307 .......................... 62............... 285 73.. Teoria kwantowa w id m .............. Cząsteczki.. 302 Spis rz e c z y .. 276 71...292 75............. Neutron i dodatni e l e k t r o n .......... 264 69.....................294 76................................................ Nieoznaczoność świata atom ow ego............................. Kinetyczna teoria m a te r ii............................................................. 236 63...................................... Fale m a te r ii....... 297 Skorowidz n a z w is k ......................................................................290 74.......................................................................................... Widma rentgenowskie .. W szechśw iat.............. 280 72. Budowa a to m u ......................... 241 64.................................................................................................261 68. 254 66...................................... Rozbijanie a t o m ó w .............................................. P ro m ien io tw ó rczo ść.......248 65............ M e ta le .. 271 70.... ............................................................................. Poziom y energetyczne atomów ................... ■ ............................................................. Spis rzeczy Str.................257 67............................................... Układ periodyczny p ie r w ia s t k ó w ............... 300 Skorowidz rzeczowy................... ..................................................................................................................................................... ................. Masa i en erg ia .........................................................................

.

z ja k ą tego dokonano. że udało się wyznaczyć ta k olbrzymią prędkość. że w pierwszym w y p a d k u światło księżyców Jowisza przebywa drogę do ziemi w czasie dłuższym. czy też maleje. trzeba znać dwie wielkości: odległość A rk tu ra od ziemi. że możliwy błąd niewiele może przewyż­ szać milionową część znalezionej wartości. Spostrzegł on. iż zaćmienia księżyców p lanety Jowisza ulegają pozornemu opóźnieniu lub przyśpieszeniu. k tóra została ustalona dzięki niezwykle subtelnym pom iarom astronom icznym . w ystaw y wszechświatowej w Chicago. z ja k ą promień świetlny przebiega przestrzeń. to dokład­ ność. 1 . ja k a odegrała się w czasie otwierania na wiosnę 1933 r. Fizyka współczesna zdołała bowiem ta k dokładnie określić prędkość światła. Ze znanych (na podstaw ie danych astronomicznych) odległości i z obserwowanych pozornych opóźnień chwil 1 P rom ień św ie tln y g w ia z d y p a d ł na k o m ó rk ę św ia tło c z u łą . jest zaiste zdumiewająca. p o ­ rów naj rod ział 39. żyjący w X V II s tu ­ leciu. Pierwszym z badaczy. gdy promień świetlny. czy odległość Jowisza od ziemi rośnie.C Z Ę S C P I E R W S Z A Ś w i a t ł o i P R Ę D K O Ś Ć ŚW IA TŁA Scena. w ciągu którego promień światła z A rktura był w drodze. zapalił za pośrednictw em odpowiednich urządzeń morze świateł na wystawie. w zależ­ ności od tego. wywarła głębokie wrażenie n a widzach. Zasady fizyki.1 wysłany przed 40 laty przez gwiazdę A rktura. Aby określić czas. k tó ry zdołał obliczyć prędkość światła. aniżeli w w ypadku dru ­ gim. Przyczynę ty ch anomalii rozpoznał on w tym . O ile godne już jest podziwu. był duński astronom R o m e r . oraz prędkość.

ja k dotąd.2 Z asad y fizy k i zaćmień zdołał Rom er już w 1676 r. idealnie sym etryczny. umieszczonego na wysokiej górze. po czym. w k tó ry m światło przebiegało tam i z powrotem przestrzeń. a ż e b y u m o żliw ić o sią g ­ n ięcie d ok ła d n o ści. czynionych na ziemi. po odbiciu się od niego. pom iary zostały dokonane w czasie od 1921 do 1926 r. gdy w czasie. . że promień. odbijając się od zwier­ ciadła).000 kilometrów. Dzięki symetrii p r y ­ zm atu istniało osiem wyróżnionych położeń. . Położenia te były tego rodzaju. n a d e r dokładnie określić prędkość świalła. P ry z m a t ten mógł w ykonyw ać bardzo szybkie obroty dookoła swej pionowej osi symetrii. w odległości około 35 km od p ry zm a tu .1 Skutkiem tego w czasie pom iarów Michelsona obserwa­ tor mógł jedynie w tedy stale widzieć źródło światła (przy czym światło biegło drogą okrężną. Poczynając od połowy X I X stulecia. udało się fizykom wyznaczyć prędkość światła również i p rzy pom ocy pom ia­ rów. umieszczono stosowne zwierciadło.Jasne jest. by ulec odbiciu do oka obserw atora. że światło przebiega w ciągu jednej sekundy około'300. padający z odpowiedniego źródła światła na wirujący p r y ­ zm at. Obmyślane w ty m celu m etody dawały coraz doskonalsze wyniki dzięki stosowaniu coraz to nowych pomysłów eksperym entalnych. światło zużywa zatem zaledwie siódmą część sekundy. Na wysokiej górze. dzielącą p ry z m a t od zwierciadła. które p ry z m a t ten zajmował kolejno w m iarę obrotu. przez amerykańskiego fizyka M i c h e l s o n a . u zy sk a n ej przez M ich elson a. równej długości obwodu ziemi na równiku. W pom iarach Michelsona główną rolę odgrywał ośmio­ k ątny. że n a leża ło z a sto so w a ć m n ó stw o n a jr o z m a itsz y c h d o d a tk o w y c h p o m y słó w d o św ia d c z a ln y ch . trafić z powrotem na jedną ze ścian pry zm a tu tak . Znalazł on mianowicie. p ry z m a t wykonyw ał 1/8 1 P od a n o tu ta j n a tu ra ln ie ty lk o za sa d ę p om iaru M ich elson a. mógł następnie dobiec do odległego zwierciadła. w ykonyw ając między każdymi dwoma następującym i po sobie położeniami 1/8 cał­ kowitego obrotu. p ry z m a t szklany o ścianach doskonale odbijających. Na prze­ bycie odległości. Najdokładniejsze.

zapala drugą lampę. D łu g o śc i fal św ie tln y c h 3 pełnego obrotu. o wiele przekraczającą dziedzinę optyki.800 km/sek. sztucznie oświetlonym za pomocą lam py. . stanowi górną granicę prędkości. p orów n aj ro zd zia ł 7 5 .796 kilom etrów na sekundę. 2 P a trz ro zd zia ły 28 i 58. Na podstawie wielu setek o b se rw ac ji1 zna­ lazł Michelson za pom ocą tej m etody.792 i 299. W fizyce współczesnej. że wspólne działanie dwóch źródeł światła przewyższa działanie jednego i że dodanie św iatła do światła wywołuje wzmożenie jasności. prędkość światła odgrywa podstaw ow ą rolę. ja k w ykażem y dokładniej w dal­ szych rozdziałach 2 tej książki. że przypuszczenie to nie zawsze jest słuszne. w ystępujących w tej nauce. jako najważniejsza spośród stałych. czyli w artość rzeczywista leży między 299. że prędkość światła wynosi 299. k tó ry zapewne początkowo mógł się w ydaw ać bardzo nieo­ 1 P r y z m a t w y k o n y w a ł 5 3 0 o b ro tó w na sek u n d ę. Możliwy błąd nie wynosi p rzy ty m więcej ponad 4 kilom etry na sekundę.3 Prędkość światła króluje dzisiaj we wszystkich działacli fizyki. II DŁUGOŚCI F A L Ś W IE T L N Y C H Ktokolwiek w pokoju. P ro m ie ń św ia tła p rzeb ie­ gał d rogę ta m i z p ow rotem w cią g u jed n ej 4 2 4 0 -te j c zęści sek u n d y . p o m n o ż o ­ nej p rzez k w a d ra t p ręd k o ści św ia tła . 3 W ed łu g te o r ii w z g lę d n o śc i en erg ia rów n a się m a sie. czyni to. spodziewając się po­ lepszyć w te n sposób oświetlenie. Prędkość światła w ystępuje mianowicie również w najw aż­ niejszych wzorach nauki o elektryczności. Jednakże dokładniejsze obserwacje fizyczne w ykazały. W codziennym życiu w y­ daje się nam zrozumiałe samo przez się. ilo ść ob ro tó w m ierzo n o za p o m o cą w id e łe k str o jo w y c h . jakie mogą uzyskać cząsteczki m a te ­ rialne i wiąże wreszcie ze sobą dwa najbardziej podstawowe pojęcia fizyki — a mianowicie uznane dzisiaj za równo­ rzędne sobie pojęcia m asy i energii. W ykryły one fakt.

Posługując się tym i w yobrażeniami. interferencja promieni odbitych od płytki szklanej z promieniami. odbitym i od szklanej soczewki. Pierwszym zjawiskiem tego rodzaju. według poglądu Younga. gdy rzucim y do niego kamień. czyli t a k zwana interfe­ rencja. oświetlając ją promieniami określonej barw y. będziemy oglą­ dać miejsce zetknięcia się soczewki ze szkłem przez m ikro­ skop. któ ry miał się stać podstaw ą dalszego rozwoju nauki o świetle: że mianowicie wzdłuż promienia świetlnego.4 Z asad y fizy k i czekiwany: że mianowicie w pewnych w y padkach dodanie światła do światła w ytw arza miejscami ciemność. Gdy położymy soczewkę o niedużej krzywi- źnie (np. . decydujące o zachowaniu się optycznym promienia. W takich miejscach zachodzi. jak to zostało zrozumiane przez Younga. Y o u n g zdołał w po­ czątkach X I X stulecia nie tylko w ytłum aczyć powstawanie pierścieni Newtona. że przy współdziałaniu dwóch promieni świetlnych musi powstać ciemność wszędzie tam . lecz naw et obliczyć rzeczywistą długość fal świetlnych. np. wzajemne wygasza­ nie się działań obydwóch promieni. Ten stały odstęp nazyw am y długością fali promienia świetlnego — jest to określenie.X V II stulecia. żółtej. w y k ry ty m przez fi­ zyków już w drugiej p o i. szkło od okularów) na płytce szklanej i. pow tarzają się regularnie pewne własności.l). znane dziś każdem u dzięki radiotechnice. J u ż N e w t o n wyciągnął z tego zjawiska wniosek. co pewien okre­ ślony odstęp. Opierał się on na przeświadczeniu. ujrzym y wówczas dokoła tego miejsca szereg na prze­ m ian ciemnych i jasnych pierścieni współśrodkowych (rys. pow stających na powierzchni jeziora. gdzie grzbiet fali jednego promienia spotka się z doliną drugiego. były t a k zwane pier­ ścienie Newlona. W w ypadku pierścieni Newtona następuje. podobną zmianę grzbietów i dolin p rzy jm u ją fizycy i w fałach świetlnych. Fizycy X V II i X V I I I stulecia rozwinęli dalej te w y o b ra ­ żenia i przyrównali przebieg rozchodzenia się światła do znanego dobrze każdem u rozchodzenia się fal. W takich falach w odnych zmieniają się kolejno grzbiety fal z ich dolinami.

ilekroć w ciągu sekundy powstaje w ty m sam ym miejscu grzbiet fali. W ciągu okresu czasu. 1. D ługości fal św ietlnych 5 Zrozumienie tych zjawisk pozwoliło Youngowi obliczyć długość fal świetlnych. Pierścienic Newtona. gdyż — ja k wskazuje doświadczenie — w świetle niebieskim pierścienie pojaw iają się w mniejszych odstępach pomiędzy sobą.000 km. rów ną częstości drgań. wynosi 5900 jed ­ nostek A n g ś t r ó m a . przy czym przez tę jednostkę (na­ zwaną ta k na cześć pewnego fizyka szwedzkiego) rozum ie­ m y jed n ą stomilionową część c e ntym etra. Częstością drgań nazwiemy liczbę. Długość ta okazuje się różna dla róż­ nych barw.1 Z najdujem y 1 M usim y p o d zielić 3 0 m ilia rd ó w p rzez 59 m ilio n o w y c h . sól kuchenna w palniku gazowym . niż w świetle czerwonym. Z pojęciem długości fali Rys. A więc w ciągu jednej sekundy fala posuwa się naprzód o liczbę długości fal. przeliczone na c entym etry. J a k już wyżej powiedziano. Jeżeli wew nątrz obszaru. fala przesuwa się naprzód dokładnie o jed n ą długość fali. podczas którego odbyło się jedno pełne drganie w pew nym określonym miejscu. należy podzielić 300. ab y zatem znaleźć np. Długość fali świa­ tła żółtego znajduje się więc w takim mniej więcej stosunku do c e ntym etra. ja k ce n ty m etr do długości 200 m etrów. częstość drgań światła żółtego. przebieganego przez fale. fala świetlna przebiega 300. W yznaczona m e­ todą Y ounga długość fali światła żółtego. że grzbiety i doliny fal n a stępują po sobie w pewnej kolejności czasowej. . przez długość fali. wyrażoną również w ce n ty m etrac h . jakie w ytw arza np. będziemy obserwować pewne określone miejsce.000 km na sekundę. wiąże się bezpośrednio pojęcie częstości drgań. k tóra wskazuje. to zauw ażym y.

Z bogatej różnorodności otaczających czło­ wieka barw w ystępują w ty m wspaniałym . Okazuje się przy tym . że p ry zm a t odchyla najmniej promienie czerwone. III BARWY Podania i poezje wszystkich ludów świadczą o głębokim wrażeniu. wybrane i uszeregowane w cudownej prawidłowości. k tórych już dalej nie możemy rozłożyć. jak to pokazał N e w t o n . przepuszczonych przez w ąską szczelinę. że światło. 2). W ten sposób zostało dowiedzione. 2). rzucając na tró jk ą tn y szklany p ry z m a t wiązkę promieni świetlnych. jakie wywiera na uczucie i w yobraźnię człowieka zjawisko tęczy. k tó ra dalej poprzez zieleń i błękit przechodzi nareszcie w fiolet. m ożna rów­ nież otrzym ać. Po czerwieni następuje barwa pom arańczow a. złożoną z promieni o rozm aitych barwach tęczy. za nią żółta. najwięcej zaś fiołkowe. Czas trw ania jednego takiego drgania jest zatem nie do pojęcia krótki. któ ry m n a d a je m y w ym iary. odpowiadające rozciągłości głównych barw w widmie.6 Z a sa d y fizy k i stąd. Jeżeli jednak. zro­ bimy w ekranie m ały otworek i przepuszczony przezeń promień określonej barw y rzucimy na drugi p ry zm a t. które zwiemy białym. Tę sam ą kolejność barw. wynoszącą około 500 bilionów. ta k zwane widm o. pomalowawszy . Równie łatwo możemy się o ty m przekonać. że światlcTżółte w ykonyw a w ciągu sekundy olbrzym ią ilość drgań. Gdy w praw im y tarczę w szybki ruch obrotowy. i podchw ytując na białym ekranie promienie. przez n a tu rę stworzonym widowisku barw y najczystsze i najpiękniejsze. rys. stanowi rozkładalną na części mieszaninę. to nie wywołam y już żadnej więcej zm iany barw y (p. dzieląc okrągłą tarczę na wycinki. ja k sekunda do 30 milionów lat. znajduje się on w takim mniej więcej stosunku do sekundy. od­ chylone przez p ry zm a t (rys.

. Prążki Fraunhofcra. że widmo słoneczne 1 N ie m o żn a u n ik n ą ć sza reg o o d cien ia . 2. gdzie kończy się zieleń. Częstość drgań wycji (schematycznie). po­ zwala zastąpić jakościowe i subiektyw ne pojęcie barw y ilo­ ściowym i obiektyw nym poj ęciem długości fali. Trudno jest ustalić miejsce Rys. wydaje się ona nam prawie białą. a rozpoczyna błękit. N icrozkładalność barw widmo- gość fali maleje. Okazało się. g d y ż u ż y w a n e z w y k le fa rb y m a la rsk ie n ie są c z y s ty m i b a rw a m i w id m o w y m i. cz y li w zn aczen iu d w u n a stej p o tę g i d ziesięciu (1012).2 Rozróżnianie poszczególnych barw widmowych jest n a ­ turalnie w dużej mierze dowolne. że czer­ wonej granicy widm a odpowiada długość fali około 8000. B arw y 7 uprzednio wycinki odpowiednimi barwami. a fioł­ kowej około4000 jednostek Ang- stro m a i że w m iarę przecho­ dzenia od czerwieni do fioletu wkolejności barw tęczowych dłu­ Rys. faktu. opisane w poprzednim rozdziale. 3. 2 U ż y w a m y w y ra zu b ilio n w zn a czen iu m ilion m ilio n ó w . zwiększa się odpowiednio od 400 bilionów dla czerwieni do około 800 bilionów dla fioletu.1 Odkrycie Y ounga. Jednakże do­ k ładna orientacja w widmie stała się możliwa po wykryciu przez F r a u n h o f e r a w 1801 r.

32. Te dwie barw y wyznaczają jedynie granice zdolności dostrzegania naszego oka. 3). przewyższają zatem długość fali światła widzialnego dokładnie sto tysięcy razy. okaże się wówczas. lecz jednak tylko w znaczeniu s ubiektyw nym . otrzym ane za pomocą czysto elektrycznych przyrzą­ dów (fale te miały wkrótce odegrać nader w ażną rolę jako fale radiowe). że fale. lecz poza fiołkowym krańcem widma jest jeszcze silniejsze. Poza ty m możemy przekonać się za pomocą term om etru. W 1888 r. które zwane są nadfioletowymi i podczerwonymi. Fizykom udało się w ykryć promieniowanie podczerwone i nadfiołkowe już około 1800 r. Jednakże znajdujące się poza tym i granicam i prom ie­ nie. które każdy sam może wykonać. nie obiektyw ­ nym. 1 Z am iast w yra zu p o d czerw o n e u ży w a się cza sa m i w yrazu in fraczerw on e. iż długości fal większości stacji nadawczych wynoszą setki m etrów. rys.1 pozo­ s tają dla nas niewidzialne i możem y je dostrzec tylko na drodze pośredniej. Czułość błony fotograficznej nie kończy się bynajm niej przy 4000 i 8000 jednostek Angstro- ma.8 Z asad y fizy k i jest poprzecinane licznymi czarnymi prążkam i o dokładnie stałym położeniu. ja k tylko falami świetl­ nymi o niezwykle dużej długości. Czerwień i fiolet stanowią bez w ątpienia granice widma. . rozdz. i roz­ ciąga się daleko poza fiołkowy koniec. W iadomo. Spró­ bujm y umieszczać zwykły fotograficzny papier kopiowy w rozm aitych miejscach widm a. Najsilniejsze z ty ch ta k zw anych prążków Fraunhofera zostały oznaczone w kolejności od czerwieni do fioletu przez duże łacińskie litery od A do Ii (por. iż działanie cieplne promieni słonecznych sięga daleko poza kraniec czerwony. że działanie zaczerniające światła zwiększa się w kierunku od czerwieni do fioletu. niż w obrębie widma widzialnego. H e r t z 2 wykrył. Proste doświadczenie. przekonywa nas o istnieniu tych niewidzialnych barw. nie są niczym innym . a naw et najkrótsze fale radiowe m ają jeszcze długość kilku centym etrów. 2 Por.

przez otrzym yw anie coraz to krótszych fal p rzy pomocy w yładow ań elektrycznych. tylko o niesłychanie malej długości fali. W ty m znaczeniu najkrótsze fale radiowe leżą około siedem nastu o k taw niżej od widzialnej czerwieni. B arw y 9 Ponieważ fioletowi odpowiada dwa razy większa ilość drgań. rozdz. że widmo widzialne obejm uje jedną oktaw ę. niż czerwieni. co do któ ry c h przekonano się. . że w muzyce ton o podwójnej ilości drgań na sekundę nazyw am y o oktaw ę wyższym. jest widzialna dla oka. to n a w e t bez fal radiowych i bez promieni R ónt- gena o p ty k a obejm uje piętnaście oktaw . że są również świa­ tłem. pochodzi to stąd. jednakże współczesna fizyka doświad­ czalna potrafiła wypełnić przepaść tę całkowicie. przy czym przezwyciężono szereg trudności przez zastosowanie genialnych pomysłów doświadczalnych. Ale z piętn a stu oktaw optycznych jed n a tylko jedyna. T ak olbrzym ia przepaść dzieli dwa zjawiska identyczne co do swej istoty. oczywiście rozumianego w szerszym znaczeniu tego w yrazu.1920 udało się w ytw orzyć fale elektryczne o długości zaledwie jednej dziesiątej m ilim etra. 1 Por. gdy m uzyka tylko siedem. Do ob­ szaru bowiem długości fal. J u ż okołor. Jednakże. m ówimy czasami. wynoszących od kilku dziesią­ tych m ilim etra do jednego m ilim etra. 61. ja k w dziedzinie promieni podczerwonych. badania doświad­ czalne przeniknęły z obydwóch stron: ta k od stro n y optycz­ nej. ja k i od strony elektrycznej. T ak wąskie są granice poznawalno- ści naw et dla najdoskonalszego organu zmysłów ludzkich. krok po kroku. przez badanie promieniowania podczerwonego. fizycy opanowali około sześciu ok taw w przedłużeniu widzialnego fioletu i w ten sposób nawiązali od strony optycznej łączność z dziedziną prom ieni Rónlgena. zba­ danie dziedziny promieni nadfiołkowych zostało dokonane stopniowo. gdy poprzednio wymierzono już promienie podczerwone o długości jednej trzeciej milimetra.1 Jeżeli zaliczymy promienie podczerwone i nadfiołkowe do światła. ta k tó ra zawiera w sobie barw y tęczy od czerwieni do fioletu. Podobnie.

5 i 6 wyobrażają. że. już około 1660 r. Istotnie. W p u ­ szczał on światło przez m ały otworek do Rys. G r i m a 1di od­ krył zjawisko ugina­ nia się światła. Jednakże. IV U G IN A N IE ŚW IA TŁA Do pierwszych spostrzeżeń człowieka. a skutkiem tego oświetlone ciała nieprzezroczyste rzu­ cają ostro ograniczone cienie. m usim y oczekiwać. a więc ulega ugięciu. działanie świa­ tła powinno dać się od­ czuć i w bezpośrednim otoczeniu prostolinij­ nych torów promieni.ciemnego pokoju i U - stawiał na drodze bie­ gnącej z otworka smugi świetlnej przedm ioty o ostrych krawędziach. s k u t­ kiem falowej n a tu r y światła. Nie m ożna za­ tem dostrzec niczego poza nieprzezroczystą przeszkodą. że światło. odchyla się od kie­ runku prostolinijnego. p rzy czym na brzegach cieniów powstaje szereg na przem ian ciemnych i jasnych prążków. według nowo­ czesnych zdjęć fotograficznych. obserwującego n a ­ turę. że światło rozchodzi się po liniach prostych. Grimaldi zauważył wówczas. Zjawiska uginania światła na wąskiej prze. 4. należy stwierdzenie. 4. przykłady takich zjawisk . przechodząc obok tych krawędzi. pomimo to. Rys.

Im węższy jest przedm iot uginający. 6. To wyjaśnienie tłum aczy również. udało się to po raz pierwszy około 1820 r. U ginanie światła na otw orku kolistym. W ytłum aczenie zjawisk ugięciazapomocąpojęcia fal świetlnych nie było łatwe. opierało się na dwóch pod­ staw ach: na wypow iedzianym już przez H u y g e n s a . 5. U g in a n ie św ia tła 11 ugięcia. ty m wyraźniej jest widoczne ugięcie. dlaczego w ugiętym . oraz na założeniu. że k a ż d y p u n k t na powierzchni fali staje się samo- Rys. ta k zwanych fal cząstkowych. dzielnym źródłem nowych fal. U ginanie światła na szczelinie prostokątnej szerokości 7* nam. F r e s n e l o wi. zwłaszcza w świetle jednorodnym . Zasad­ niczo Wyjaśnienie Fresneltl Rys. k tó ry pierwszy był twórcą ścisłej teorii światła. że te fale cząstkowe skutkiem interferen­ cji wzm acniają się i osłabiają wzajemnie. po­ glądzie.

nie mogą na ogół pokrywać się z tym i miejscami. dla którego AA’ jest równe dokładnie dwom długościom fali itd.12 Z asad y fizy k i świetle białym w ystępują barw ne pasm a zam iast jasnych i ciemnych prążków. w yobrażają rysy. — szczeliny. Gdy światło jest jednobarwne. przedstaw iająca tzw. CD. dla którego A A ’ równa się jednej długości fali. Najczęściej używa się siatek. oznaczony na rys. 7 literą cp. 2000 szczelin na długo­ ści jednego milimetra. gdy ich grzbiety falowe spo­ ty k a ją się ze sobą. j a k w ynika z teorii inter­ ferencji. szczelinę. przechodzącego przez A. Najlepsze siatki optyczne liczą ok. gdzie należy oczekiwać największej jasności dla światła zielonego lub niebieskiego. „różnicę dróg“ obydwóch promieni. Tc miejsca bowiem. spuszczonej z p u n k tu C na kierunek promienia. znajdujących się w jednakow ych odległo­ ściach od siebie. w k tórych falc czerwone najsilniej wzm acniają się. w zm acniają się. . A ’jest podstaw ą prostopadłej. jej wartości. cieniutkich rys. BC. Działanie siatki tego rodzaju jest przedstawione schem a­ tycznie na rys. wychodzące z A i C. składających się z równoległych. do czego najlepiej jest posługiwać się sialką dyfrakcyjną. Odpowiednio odróżniamy więc k ą ty ugięcia pierwszego. Na rysunku prze d sta ­ wiono wiązkę promieni świetlnych. K ąt. o trzym ujem y pierwszy jasny p rą ­ żek pod k ątem ugięcia. Od­ stęp pomiędzy dwiema sąsiednimi rysami tworzy. Dwa promienie wzm acniają się bowiem w tedy. E F itd. który tworzą promienie z prostopadłą do siatki. 7. gdy odległość A A ’. nosi nazwę k ą ta ugięcia. gdy odcinek A A ’ równa się długości fali lub też podwójnej. FG itd. a to zachodzi wówczas. drugiego. nakreślonych n a po­ wierzchni płytki szklanej lub metalowego zwierciadła. w tedy. Promienie. Siatką dyfrakcy jną nazyw am y szereg wąskich szczelin równoległych. równa się całkowitej długości fali lub jej wielokrotności. DE. Skutkiem tego można za pom ocą ugięcia otrzym yw ać widm a. pa d a ją c y ch ukośnie na siatkę. n a to ­ m iast AB. drugi jasn y prążek pod k ą te m ugięcia. wzajemnie. trzeciego rzędu itd. potrójnej itd.

). m ożna zatem. przy k tó ry m m usim y zwa­ żać na zupełną równość 1 odstępów między rysami. W ten sposób pow stają piękne widm a siallwwe. gdyż R ys. Ponieważ wykonanie siatki. każdej barwie odpo­ wiada inny k ą t ugięcia. może osiągnąć nadzw yczajną precyzyjność. a w wyższych rzędach widma n a k ła d a ją się na siebie coraz bardziej. w yznaczyć długość fali. przy ty m czerwień jest odchylona silniej niż fiolet. Siatka dyfrakcyjna. pomiary zaś kątów mogą być poczynione w sposób bardzo do­ kładny. po jego ugięciu prążki rozm ai­ tych barw u k ład a ją się obok Siebie. Gdy na siatkę pada światło białe. Zastosowanie siatki do wyznaczania długości fali nie ogranicza się oczywiście tylko do obszaru promieni widzial­ nych. . sia te k w k lę sły c h ) b y ło za słu g a a m ery k a ń sk ie g o fizy k a R o w - l a n d a (ok oło 1880 r. U gin an ie św iatła 13 Mierząc k ą t ugięcia. długość fali można mierzyć za po­ mocą siatki dyfrakcyj­ nej z dokładnością do jednej milionowej. ile rys p rzypada na długość jednego centym e­ tra. szerokość szczeliny je s t znana. w k tórych barw y następują po sobie w porządku swych długości fal. O ile chodzi o barw y widzialne. dzięki czemu po­ w stają najrozm aitsze barw y mieszane. 7. znając szerokość szcze­ liny. zbliżające się coraz bardziej do białej. jeżeli wiemy. Za pomocą odpowiednio zbudow anych siatek można 1 W y k o n a n ie po raz p ierw szy n ie z w y k le d o k ła d n y c h sia te k (tz w . N atom iast niebieskofiołkowa część widma trzeciego rzędu nakryw a już czerwoni) część w idm a drugiego rzędu. widmo drugiego rzędu jest jeszcze całkowicie oddzielone od widma rzędu pierwszego.

2 Por. Do atm osferycznych zjawisk ugięcia należy znane zjawisko lisiej czapki dokoła księżyca lub słońca — powstaje ono. patrząc przez tkaninę parasola (która stanowi pewien rodzaj płaskiej siatki) na latarnię uliczną. V I N T E R F E R E N C J A ŚW IA TŁA Założenie istnienia interferencji fal świetlnych pozwoliło nam wyjaśnić w sposób prosty powstawanie pierścieni New­ 1 W y z y sk a n o tu ta j z ja w isk o c a łk o w ite g o o d b icia . am erykańskiem u fi­ zykowi. gdy odciśniemy powierzchnię perłowej macicy na czarnym laku i od tego odcisku będziemy odbijać światło. kiedy długość fali jest znacznie mniejsza od szerokości szczeliny.14 Z asad y fizy k i było rozciągnąć m etody b a d a ń widmowych daleko w głąb podczerwieni. por. przy czym do promieni podczerwonych o bar­ dzo dużej długości fali zastosowano siatki z drutów . Zastosowanie ich w dziedzi­ nie najkrótszych fal nadfiołkowych nastręczało dużo t r u d ­ ności. na tym oparta jest piękna gra barw perłowej macicy.2 Powierzchnie o subtelnej budowie warstwowej w ykazują wspaniałe zjawiska barwne w świetle o d bitym . Arturowi C o m p t o n o w i . Rów­ nież i w obszarze promieni nadfiołkowych siatki d y fra k ­ cyjne oddały największe usługi. rozd z. gdyż widma ugięcia nie mogą być otrzym ane zwykłą m e­ todą. 10. 61. około dziesięciu tysięcyrazy mniejsze długości fal rentgenowskich. że tę sam ą grę barw otrzym am y. używanych do badania światła widzialnego. ty m mniejsza musi być również szerokość szcze­ lin. W idać to stąd. Piękne zjawiska ugięcia o trz y m am y również. 1 wymierzyć za pomocą siatek. Dzięki bardzo oryginalnem u pomysłowi doświad­ czalnemu udało się jednakże w 1925 r. W zjawisku tym chodzi tylko o pewne zależności geometryczne. Im mniejszy jest mianowicie rząd wielkości mierzonej długości fali. gdy niebo pokryte jest lekkimi chm urkam i. które przez dłuższy czas w ydaw ały się nie do pokona­ nia. rozdz. .

ukaże się na nim wów­ czas szereg prążków na przem ian jasnych sndiwśkfeioTofwfadi i ciemnych. że wszystkie poprzednie pró­ by. a mianowicie obrazówr w zwierciadłach. Są one ta k ułożone. prążki są więcej lub mniej rozsunięte. rzuca promienie na dwa zwierciadła. gdy 1 T ę z g o d n o ść n a z y w a m y sp ó jn o ścią . w k tó ry m promienie. przyjm ując. Było to je d n a k spowodowane tym . W doświadczeniu ty m pionowa szczelina. najm niejsza dla fioł­ kowego. istnieje pomiędzy nimi t a k daleko posunięta zgodność. że jedynie wówczas. Na razie może w ydać się dziwne. m ogłyby bezpośrednio interferować ze sobą. w któ ry c h zastosowano dwa niezależne od siebie źródła światła. . wychodzące z dwóch źródeł światła. gdy oba spotykające się promienie po­ chodzą z tego samego źródła światła.1 Zjawiska interferencji w y stę p u ją naw et wówczas. In terferen cja św ia tła 15 tona i zjawisk ugięcia. Po długich i bezowocnych wysiłkach rozmaitych badaczów stwierdzenie doświadczalne takiego zjawiska po­ wiodło się F r e s n e l o w i w roku 1824 za pomocą słynnego doświadczenia ze zwierciadłami. nachylone pod bardzo m ałym kątem . dlaczego Fresnel użył do swego doświadczenia nie n a turalnych. doznały niepowodzenia. Zależnie od barw y użytego światła. biegnących od obydw u obrazów. Doświadczenie wykazało.silnie naświetlona światłem jednobarw nym . lecz sztucznych źródeł światła. 8). że mogą powstać zjawnska interferencyjne. ja k można “ '"“ dimi“ 1“ “ ' było z góry przewidzieć. W ten sposób po w sta ją dwa bliskie siebie obrazy szczeliny. które z kolei możem y uważać za dwa sąsiednie źródła światła (rys. że za­ chodzi wzajem na interferencja promieni. że fizycy dążyli do bezpośredniego stwierdzenia n a tu r y falowej światła za pom ocą doświadczenia. odległość między nimi jest największa dla światła czerwonego. Zrozumiałe więc jest. Jeśli w odległości kilku m etrów od zwierciadeł ustaw im y biały ekran.

Udało się otrzym ać interferencję promieni 0 „różnicy dróg“ . dotyczącej n a tu r y światła. przebyte przez dwa promienie od wspólnego źródła do miejsca wzajemnego spot­ kania. co Huygens — teorii undulacyjnej. n a tu ra ln ie n ie ch o d ziło tu o d rogi w zd łu ż lin ii p rostej. 3 P r o sto lin ijn y b ieg p rom ien i św ie tln y c h b y ł w e g łu g teorii em isy jn ej n a tu ra ln y m w y n ik ie m zn an ej z m ech a n ik i z a sa d y b e z ­ w ła d n o ści. W edług d ru ­ giej światło miało składać się z drobniutkich ciałek.2 a więc tyleż drgań zostało w ykonanych przez źródło w okresie czasu pom iędzy chwilami wysłania ty ch promieni. której początek dał.16 Z asad y fizy k i w czasie pomiędzy wysłaniem jednego a drugiego z dwu in- terferujących ze sobą promieni źródło światła wykonało wiele tysięcy drgań. H u y g e n s w 1680 roku. VI T E O R IA U N D U L A C Y JN A I T EO R IA E M IS Y J N A Dużo miejsca w historii optyki zajm uje trw ająca dwie­ ście lat w alka pomiędzy teoriam i światła. jednakże N ew ton umyślnie uchylił się od wyraźnego przyjęcia jakiejś określonej hipotezy.1 O tak dużą liczbę długości fal różnią się drogi. dzielili się na dwa obozy.600. T eoriaem isyjnaznalazłam ocne oparcieprzede wszystkim wfakcie prostolinij nego rozchodzenia siępromieni świetlnych. w yrzucanych stale przez świecące s u b s ta n ­ cje.000 długości fal. które stały niegdyś w zupełnej sprzeczności ze sobą: były to teorie undulacyjna 1 em isyjna. ujm ow ała światło jako ruch falowy tajemniczego „eteru świetlnego“ . zajm ujący się zagadnieniami optycznym i. Dopiero uczniowie jego z całą stanowczością przyjęli ujęcie korpuskularne i od tej chwili na przestrzeni dwóch blisko wieków fizycy. zwanych korpuskułam i. 2 R ó żn ica dróg w y n o siła w te d y k o ło je d n e g o m etra . ja k wspom ina­ liśmy wyżej. Podw aliny emisyjnej teorii światła położył N e w t o n mniej więcej w ty m sam ym czasie. Pierwsza.3 1 S tw ierd zen ie tak d a lek o p o su n iętej z d o ln o ści in terferen cy jn ej u d ało się L u m m e r o w i i G e h r c k e m u . wynoszącej 2. .

Od połowy X I X stulecia emisyjna teoria w ydaw ała się wobec tego pogrzebana na zawsze. Do zjawisk tych należało przede wszystkim ta k zwane zjawisko fotoeleklryczne. jednakże na początku X X stulecia fizycy poznali zupełnie niespodziewanie nowe zjawiska i zależności. p rzy czym każdy z ty ch ak tó w pozostaje bez zmiany. iż zwiększenie natężenia światła (w dziedzinie widzialnej powiedzielibyśmy — zwiększenie jasności) w żadnym w y­ p a dku nie zwiększa prędkości wyswobodzonych elektronów. że światło składa się z oddzielnych cząstek i że pojedyncze elektrony są wyzwalane przez pojedyncze cząstki światła.przeciwko emisyjnej. pędzące z olbrzym ią prędkością. przekonano się. zmusza on nas raczej do wniosku. iż m etale. Około 1900 r. a mianowicie 9. to zwiększenie natężenia światła oznacza tylko zwiększenie liczby trafiających powierzchnię m etalu cząstek świetlnych i ty m sam ym zwiększenie liczby ak tó w wyrzucania elek­ tronu. Poczynając już od końca X I X w. w yrzucają takie elektrony.10-28 gr. Z p u n k tu widzenia teorii undulacyjnej ten wynik badań w ydaje się zupełnie niezrozumiały. GO Zasady fizyki \ . Jeśli bowiem pogląd taki jest słuszny. zwiększa jedynie ich liczbę.. ta k zwane elektrony. posiadają ściśle określony i zmierzony ładunek u jem ny oraz również ściśle określoną i zmierzoną masę. rozdz. na które pada światło fiołkowe lub nadfiołkowe. fizycy w iedzieli— ja k to zresztą będzie jeszcze dokładnie omówione w innych rozdziałach tej książki — iż najm niej­ sze w ogóle istniejące cząsteczki m aterialne. a. że światło dodane do światła może wywołać ciemność.1 Lecz jeszcze osobliwsze było związane z ty m spostrzeżenie. a więc każdy w y latujący elektron uzyskuje zawsze tę sam ą 1 Par. T eo ria u n d u la e y jn a i te o ria em isyjn a 17 lecz zwolennicy jej musieli zamilknąć. które zmusiły ich do wznowienia dawno porzuconej teorii korpuslcularnej. Również i zjawiska ugięcia światła zdawały się przem aw iać za teorią undulacyjną. gdy F r e s n e l za po­ mocą swego doświadczenia ze zwierciadłami wykazał bez­ sprzecznie.

Zakładam y naturalnie. w której widziano już tylko ciekawostkę historyczną. ja k i undula- cyjne ujęcie zjawisk świetlnych jest słuszne i że powinno zatem być możliwe uzgodnienie obydwóch teorii. O ptyczna teoria emi­ syjna. wysuwane zawsze przeciwko teorii emisyjnej. przemawiało na pozór raz na zawsze prze­ ciwko wszelkim usiłowaniom tego rodzaju. a mianowicie fakt. że zarówno korpuskularne. klim atu itp. że pewien zoogeograf ustalił. Przypuśćm y. nie podlegały jednak żadnej wątpliwości. . W jaki sposób jednakże można było tego dokonać? Do­ świadczenie. iż w pewnej okolicy b rak zwierząt ssących. iż skutkiem własności gleby. że cząsteczki świetlne mogą się niszczyć nawzajem . że prawdopodobieństwo trafienia cząstki w takie miejsce jest niezmiernie małe. to na podstawie doświadczenia tego należało by przyjąć. że barw a światła pozo­ staje wciąż bez zmiany. Fizycy musieli więc dojść do przeświadczenia. osiągnięte w ciągu X I X stulecia. że światło dodane do światła może w y­ wołać ciemność. Dopiero w X X stuleciu uświado­ mili sobie fizycy. Zjawisko fotoełektryczne wyraźnie ujawniło istnienie in­ dywidualnych korpuskuł świetlnych. Nie wyciągnie on jednak stąd zapewne wniosku. zo­ stała nagle zrehabilitowana. dawno porzucone naiwne błądzenie przeszłych czasów. możemy na to m ia st p rzy­ jąć. Znakom ite sukcesy teorii undu- lacyjnej. Przyjm ie on raczej. Mo­ żemy przekonać się o ty m za pomocą bardzo prostej analo­ gii. roślinności. pojawienie się zwierząt ssących w danej okolicy było mało praw dopodobne. że w miejscach ciemnych korpuskuły świetlne zniszczyły się nawzajem (co istotnie tru d n o by było sobie wyobrazić).18 Z asad y fizy k i prędkość. co prze­ cież wydaje się absurdalne. Rozum owano bo­ wiem w następujący sposób: jeśli teoria em isyjna jest słusz­ na. że w tej okolicy zwierzęta ssące wytępiły się wzajemnie. jak przedwczesny jest taki wniosek. Podobnie powstawanie prążków interferencyjnych w do­ świadczeniu Fresnela ze zwierciadłami nie musi być b y n a j­ mniej tłumaczone w ten sposób.

ja k to czyni fizyka współczesna. 1 E n ergia k in e ty c z n a w y r a ż a się. jeżeli zjawiska te ujm iem y z p u n k tu widzenia stalyslyczncgo. powstaje zasadnicze p ytanie: jaki związek istnieje pom iędzy energią jednej czą­ stki świetlnej a długością fali lub częstością drgań? F o rm u ­ łując dokładniej to zagadnienie. z a p y ta m y : ja k wielka jest energia czerwonej.k tó ry wybiega z określoną silą żywą. siła ta może być uw ażana za m iarę energii cząstki świetlnej. p r z y p a d a ­ jącą na poszczególne korpuskuły. uznam y obie te teorie za równorzędne. przy czym za najprostszą formę pracy m ożem y uważać podniesienie pewnego ciężaru na określoną wysokość. składające się na prom ień świetlny. gdzie p a d a ich mało. które w ynikają z założeń teorii undulacyjnej i które mogą być rozpatryw ane jako praw a fal świetlnych. z p u n k tu widzenia n a to ­ m iast teorii korpuskularnej raczej przez energię. ja k to już widzieliśmy.1 Gdy energia cząstki świetlnej zostaje zużyta na w y­ swobodzenie e le k tro n u . Najlepiej znanym przykładem energii je s t zasób pracy. 2* . Ale ze statystycznego p u n ­ k tu widzenia ruch korpuskuł świetlnych podlega ty m wła­ śnie praw om . czy też częstość drgań. ciem­ ność ta m . przy p a d a ją c y w udziale poruszającem u się ciału dzięki jego ruchowi i zwany siłą żywą lub energią kinetyczną ciała. je s t scharakteryzow any przez swą długość fali. jak w ia d o m o . Jeżeli więc ta k . V II E N E R G IA K W A N T Ó W Ś W IE T L N Y C H Z p u n k tu widzenia teorii undulacyjnej promień światła. Jasność zn a jd u jem y ta m . zielonej lub niebieskiej cząstki świetlnej? Energia w znaczeniu fizycznym oznacza zdolność w yko­ nania pewnej pracy. gdzie trafia dużo cząstek. p o ło w ą ilo ­ c zy n u m a sy ciała przez k w a d r a t jeg o p ręd k o ści. Energia kw antów św ietlnych 19 Teoria k o rpuskularna daje się więc zupełnie dobrze po­ godzić z zaobserwowanymi zjawiskami interferencji.

Por. jak a zostaje zużyta. U przystępnim y sobie. podstawowy dla fizyki współczesnej. idąca w kierunku zmniejszenia długości fali. z u ż y te j na w y z w o le n ie e lek tro n u . n a le ż y u w z g lę d n ić je sz c ze p racę. niż w innych razach. z większą prędkością. im większa jest zatem częstość drgań. zwiększa p ręd ­ kość wybiegającego elektronu. 17. rozdz. zaczerpnię­ tego ze znanej powszechnie gry w kręgle. że zmiana barw y. jest to mniej więcej praca. iż prędkość elektronów. im mniejsza jest długość fali. to zjawisko. wówczas wnio­ skujem y stąd. niż w innych. być może. która może podnieść ciężar jed ­ nego kilograma na wysokość jednego m etra. p otrzeb n ą d o p o d n iesien ia na w y so k o ść je d n eg o cen ty m etra ciężaru .2 W poprzednim rozdziale wspomniano już. Energia 1 O gólnie biorąc. a E rg je s t p racą. nie rośnie. że energia cząstki świetlnej jest tym większa. wyzwalanych w zjawisku fotoelektrycznym . W analogiczny sposób m ożem y wywnioskować z obserwacyj zjawiska fotoelektrycznego. odwołując się do porównania. przeprowadzone przede wszystkim przez L e n a r d a . p o trzeb n ą do w y rw a n ia elek tro n u z m eta lu . o d p o w ia d a ją ceg o sile jed n ej d y n y .1 W praktyce za jednostkę energii p rzyjm ujem y ta k ą energię. w ykazały natom iast. . gdy podnosimy jeden m iligram na wysokość jednego centym etra. Ściślej związek między tym i jednostkam i jest n a stępujący: 98 milionów ergów odpowiada jednem u kilogramom etrowi. że w ty m w ypadku rzucona pom iędzy nie kula posiadała większą silę żywą czyli więcej energii.gdy zwiększamy natężenie padającego promienio­ wania. Gdy trafione krę­ gle za pewnym razem zostaną odrzucone gwałtowniej. g d y ż w e w n ą tr z m e ta lu je s t on z w ią za n y przez siły p rzy cią g a ją ce. W fizyce teore­ tycznej używ am y znacznie mniejszej jednostki. t a k zwanego erga. Doświadczenia. n ie p rzed staw ia ża d n y ch tru d n ości.20 Z asad y fiz y k i wyzwalającej elektron. je d n a k że w y r u g o w a n ie z d a n y c h p om ia ro w y ch tej p racy . Dokładne pom iary zjawiska fotoelektrycznego ujaw niają fakt. że mianowicie energia cząstki świetlnej zależy jedynie i wyłącznie od jej częstości drgań i jest do tej częstości proporcjonalna.

W ynosi ona 6. podnosząc ciężar jednego kilograma na wysokość 5 centym etrów . W id m a prążk ow e 21 ta je s t dw ukrotnie większa. a 10-27 o zn a c z a u ła m ek d z ie się tn y . a więc. Tę stałą nazyw am y elementarnym kwantem działania i stąd również i cząstki świetlne zostały nazwane kw antam i św ietlnym i. ja k ą m usim y wykonać. lub też. które w postaci bardzo wąskich ' U ż y t y tu term in k w a n t d z i a ł a n i a p o c h o d zi stą d . w r. wspomniano już o prążkach F raunhofera. znajdziem y energię cząstki świetlnej. 2 N a le ż y p rzy p o m n ieć.2 Planck doszedł do pojęcia elem entarnego k w a n tu działania dzięki swym b a d a ­ niom nad promieniowaniem cieplnym. iż w m ech a n ic e d zia ła n ie m n a z y w a m y ilo c z y n en erg ii p rzez czas. tak a . a d o p iero na 27 m iejscu sto i je d y n k a . Wobec tego musi istnieć pewna stała uniwersalna. pojęcie elemen­ tarnego k w a n tu działania i wyznaczył jednocześnie jego w ar­ tość.5. gdy częstość drgań jest dwa razy W yższa. że mnożąc ją przez częstość drgań. w k tó r y m po przecink u n a stę p u je 26 zer. Dopiero energia około jednego tryliona (1018) fiołkowych kw antów świetlnych dorównywa pracy. że 10*2 ozn a cza je d n ą se tn ą . co oznacza to samo. E i n s t e i n wprowadził poj ęcie kw antów świetlnych. a fiołkowego 5 bilionowych erga.1 0 ‘27. 10'a jed n ą ty sią c z n ą . gdy długość fali jest dwa razy mniejsza. rozd z.10"27 erga przez sekundę.8 W pięć la t później. 50. c zy li in a czej w y m ia r en ergii p om n ożon ej przez czas. V III W ID M A P R Ą Ż K O W E Gdy była mowa o długości fali świetlnej. o trz y m am y energię w yrażoną w ergach. jeśli częstość drgań na sekundę pom nożym y przez 6.1 P l a n c k pierwszy wprowadził w 1900 r. . 3 Por. Zgodnie z powiedzianym wyżej energia k w a n tu światła czerwonego wynosi w przybliżeniu 2 % bilionowej erga.1905.5 . a — ja k w y n ik a z za sto so w a n ia p o jęcia w y m ia ru fiz y c zn eg o — r o z p a try w a n a p rzez n a s tu ta j sta ła u n iw ersa ln a p o sia d a w y m ia r en ergii d zielon ej przez c z ę sto ść d rgań .

niezależnie od tego. k tó ry zajm uje w widmie dokładnie to samo miejsce. Za pom ocą analizy widmowej możem y w odpowiednich okolicznościach w ykryć ilości substancyj znacznie mniejsze od jednej dziesięciomilionowej miligrama. Te prążki należy zatem uważać za coś c h a ra k te ry s ty ­ cznego dla danego m etalu. żółty prążek. G runtowne badania. podjęte przezeń wspólnie z B u n s e n e m . jednakże już tu ta j należy nadmienić. że ich odkrycie umożliwia przeprowadzanie analiz chemicznych. doprowadziły go w 1860 r. czy z bromem. że wridma p rąż ­ . czy też wreszcie o węglany lub siarczany sodu. Prawie w pięćdziesiąt la t później K i r c h h o f f zajął się dokładniej t ą osobliwą obserwacją Fraunhofera. J u ż Kirchhoff i Bunsen zdawali sobie sprawę z tego. zawierającego dany metal. do jednego z największych odkryć w historii fizyki. F ra u n h o fe r zauważył już również. Kirchhoff i Bunsen wykazali również. czy chodzi 0 połączenie sodu z chlorem (jak w soli kam iennej). dla litu zaś — ja s n y p r ą ­ żek w czerwieni. m a zawsze do­ kładnie tę sam ą długość fali. co w y k ry ty przezeń czarny prążek D. t a k samo dla potasu ch a ra k te ry ­ styczny jest jasn y prążek w fiolecie.000 prążków widm owych według ich długości fal 1 przynależności do rozm aitych pierwiastków chemicznych. Kirchhoff i Bunsen znaleźli. k tó ry c h poło­ żenie nie zależy od te m p e ra tu ry i przede wszystkim nie zależy od rodzaju związku chemicznego. J a k dla sodu c h a ra k terystyczny je s t prążek żółty. c h a ra k te ry ­ styczny dla pierwiastka chemicznego sodu. że w widmie płomienia świecy występuje jasny prążek żółty.22 Z asad y fizy k i pasków przecinają widmo słońca. że w widm ach świecących p a r związków metali w ystępują jasne prążki. O prawidłowościach w ystępujących w wid­ m ach prążkowych. że fizyka współczesna rozporządza tablicami. przewyższających pod względem czułości wszystkie przed­ tem znane m etody. mianowicie do odkrycia widm prążkowych. k tó ry znacznie przewyższa pod względem jasności wszystkie po­ zostałe prążki jego widma. T a k np. w k tórych zamieszczono dużo więcej niż 100. będzie m owa w n a stępnych rozdziałach.

wysyłanego przez w nętrze słońca. widm em isyjnych o jasnych prążkach. s tra ta natężenia. zabarw iony solą kuchenną. lecz również i po­ chłania takie światło. które m ogą same w y­ syłać. zaw arta w pło­ mieniu. wywołana przez pochłanianie światła lam py. Jeżeli rzucim y na ekran np. W id m a prążkow e 23 kowe światła mogą występow ać nic tylko w postaci tzw. W atmosferze słońca znaj­ du ją się p a ry najróżnorodniejszych metali. po przepuszczeniu światła przez płom ień. nie może zostać p o k ry ta przez promieniowanie własne płomienia sodowego. Ponieważ własne promieniowanie par w atmosferze słonecznej nie może zastąpić znacznie intensywniejszego . fali. dostrzeżem y ciem­ ny prążek dokładnie w ty m sam ym miejscu. że prążki emisyjne i absorpcyjne z a jm u ją te same położenia w widmie. Na rys. lecz również i jako widma absorpcyjne o prążkach ciemnych. w k t ó r y m — o ile m am y do czynienia z sam ym tylko pło­ mieniem sodowym — powstaje znany jasn y prążek żółty. te długości fal. P ochłaniają one z pełnego (ciągłego) w idm a promieniowania. Dzięki odkryciu Kirchhoffa i Bunsena prążki F raunho- fera znalazły proste wyjaśnienie. widmo lam py łukowej. P ara sodu. Wobec tego w doświadczeniu powyższym odpo­ wiednie miejsce w idm a musi w ydaw ać się stosunkowo ciem­ niejsze. Ponieważ je d n a k światło płomienia sodowego jest znacznie słabsze od światła lam py łukowej. nie tylko w y­ syła — ja k znaleźli Kirchhoff i Bunsen— żółte światło o c harak­ terystycznej d łu gości. niż otoczenie. 9 widać na przykładzie wo­ doru. w k tó ry m naturalnie również występuje światło o długości fali charakterystycznego prążka żółtego.

poprzednio'nieznanych pierwiastków. zauważył 1 D o w y k r y ty c h w id m o w o p ierw ia stk ó w c h e m ic z n y c h n a leżą np. jak i do dźwiękowych.1 W astronomii dala ona możność poznania własności chemicznych n a jd a l­ szych ciał niebieskich przez zbadanie wypromieniowanego przez nie światła. ja k zoba­ czymy w krótce. ind. a więc zarówno do fal świetlnych. więc. jak wykrycie przez Kirchhoffa i Bunsena widm prążkowych. IX Z JA W IS K O D O P P L E R A Do największych zdobyczy ducha ludzkiego należy bez w ątpienia możność przeprowadzania za pom ocą widm a n a ­ lizy chemicznej naw et na odległości. formułowana przez austriackiego fizyka.24 Z a sa d y fiz y k i promieniowania. lecz również i ruch tych ciał. pochodzącego z w nętrza słońca. Umożliwiła nam to pewna zasada. rubid i cez (ob a w y k r y te przez B u n sen a ). n eon . została sformułowana pierwotnie dla zjawisk dźwiękowych i potwierdzona następnie przez obserwacje w tej dziedzinie. b rak fal tych właśnie długości. z iem ie rzad k ie. przewyższającej p r a ­ wie bilion razy olbrzymią odległość pom iędzy ziemią i słoń­ cem. k tóra stosuje się do wszelkiego rodzaju fal.Nie tylko jednak skład chemiczny ta k niew yobrażal­ nie dalekich ciał niebieskich może być o d c z ytany z widm prążkowych. g a l. g erm a n . Przede w szystkim jednakże. W chemii niezwykle czuła m etoda analizy widmowej doprowadziła do w ykrycia no­ wych. ta l. h el. Nieliczne tylko odkrycia fizyczne były ta k niezwykle i wielostronnie płodne. D o p p l e r a . dochodzącym do ziemi. Zasada ta. praktycznie biorąc. wszystkie prawie olbrzymie postępy fizyki w drugim i trzecim dziesięcioleciu naszego stulecia zawdzię­ czam y wskazaniom. . K to z czytelników jest by stry m obserwatorem . w świetle słonecznym. w 1842 r. da n y m przez należycie zrozumiane widma prążkowe.

Gdy źródło dźwięku zbliża się do nas. W dziedzinie optycznej. dla bardzo wielu ciał niebieskich m ożna było wyznaczyć na tej drodze z ich widm również i prędkość ich ruchu w kierunku naszego wzroku. czyli tzw. gdy pociągi pośpieszne lub a u ta poruszają się z prędkością około 2 0 m etrów n a sekun­ dę. Spostrzeżenia takie łatwo jest czynić w dziedzinie a k u ­ styki. niż w w ypadku. Z jaw isk o D op plera 25 zapewne niejednokrotnie. Zjawi­ sko to opiera się na zasadzie Dopplera. a w w ypadku oddalania się — ku czerwonemu krańcowi. W samej rzeczy zjawisko takie jest dobrze znane a stro­ nom om już od r. podczas oddalania się jej — niższy. gdy źródło dźwięku znajduje się w spoczynku. prędkość radialną. w y n ik a ją z jego zasady zm iany barw y światła. musi dochodzić do nas w ciągu sekundy więcej fal głosowych. W ytłum aczenie tego zjawiska jest bardzo proste. które dochodzą w c ią g u sekundy do naszego ucha. niż gdy lokom otywa stoi nieruchomo. że gdy mija go gwiżdżąca loko­ m otyw a. następuje nagła zmiana tonu jej gwizdka. ja k to już stwierdził sam D opp­ ler. Możemy za to na po d sta ­ wie zasady Dopplera oczekiwać zm ian barw w widm ach ciał niebieskich. co praw da.1 1 R z e c z y w istą p ręd k o ść m o ż e m y r o z ło ż y ć n a d w ie sk ła d o w e. gdyż w życiu codziennym n a p o ty k a m y dużo sposob­ ności do obserwacji ruchów. gdy źródło dźwięku oddala się od nas. W dziedzinie widzialnej przejaw ią się one w w y padku zbliżania się ciała jako przesunięcia prążków widmowych ku fiołkowemu krańcow i widm a. z k tó ry ch jed n a je s t sk iero w a n a . Nie istnieją na ziemi. któ ry c h prędkość byłaby w ogóle po­ równywalna z prędkością światła. 1870. przeciwnie jest. W ysokość słyszanego tonu zależy zaś od ilości fal. w za jem n ie do sieb ie p ro sto p a d łe . przeciwnie zaś. Prędkość dźwięku wynosi około 330 m etrów na sekundę. k tó ry c h prędkość stanowi kilka setnych prędkości dźwięku. Ton wydaje się wyższy podczas zbliżania się lokomotywy. żadne dające się bezpośrednio zaobserwować ruchy.

S k ła d o w a ta m oże b y ć sk ierow an a ku n a m lub w p r o st p rzeciw n ie. któ ry c h obserwacja przez lunetę nie pozwala zauważyć nic szczególnego i których złożona Rys. W w ypadku ciał niebie­ skich tego właśnie rodzaju. zauważono osobliwe zjawisko widmowe. Skutkiem obiegu obie gwiazdy na przem ian odda- w zd łu ż p rostej. w k tó ry ch ob ie g w ia z d y m ogą b y ć o d d zieln ie za o b serw o w a n e. p o d w ó jn y c h w id z ia ln y c h . 10. Taki stan rzeczy stwierdzono dzisiaj z całą pewnością dla przeszło setki ciał niebieskich. a następnie po pew nym czasie s ta ją się znowu pojedyncze i zjawisko to pow tarza się regularnie w kilkoletnich najczęściej odstępach czasu. Prążki widmowe ty ch ciał ulegają rozdwojeniu (zob. 10). 1 T ak ie g w ia z d y p o d w ó jn e n a z y w a m y sp e k tr o sk o p o w y m i w o d ­ różn ien iu od tzw . w k tórych dwie krążące do­ koła siebie świecące m asy z n a jd u ją się zb y t blisko siebie. by mogły być widziane osobno. łączącej o b serw o w a n e ciało z zie m ią . .26 Z asad y fiz y k i Szczególnie efektownie przejawia się zjawisko Dopplera dla takich gwiazd podwójnych.1 Zjawisko to m ożem y wytłum aczyć w n a stępujący prosty sposób. (Zjawisko D opplera). rys. budowa pozostała wobec tego nierozpoznana. Zdwojenie prążków w widm ach gwiazd podwójnych.

w w ypadku zaś tzw. sięgającym 24. m g ła w ica A n d ro m ed y . tzw . co stanowi osiem setnych prędkości światła.000 kilometrów na sekundę. 11 a). gdy obydw a ruchy odbyw ają się wzdłuż kierunku spojrzenia ku gwieździe (rys. . je s t o d d a lon a od n as o ok oło 8 5 0 . którą św ia tło p rzeb y w a w cią g u je d n e g o rok u ). 2 P or. 11 b). Najbardziej osobliwe było je d n a k to. że zbliżaniu się jednej odpowiada oddalanie się drugiej. w id zia ln a ju ż g o ły m ok iem . N a jb liż sz a m g ła w ica sp ira ln a . W ywołane przez to rozdwojenie się prążków jest najsilniej­ sze. 76. że prędkości planet. jed n a k tak. następnie prążki zbli­ żają się stopniowo do siebie i gdy obie gwiazdy poruszają się prostopadle do kierunku spojrzenia (rys. (R o k ie m św ie tln y m n a z y w a m y o d leg ło ść. jest słuszna. wynoszące od kilku do kilkuset kilometrów na sekundę. d o strz eg a ln e jesz c z e przez te le sk o p y . prążki obydwóch gwiazd n a k ła d a ją się wzajemnie na siebie. że — ja k się okazało — wyznaczone w ten sposób radialne prędkości mgławic spi­ ralnych są proporcjonalne do ich odległości od nas. obliczonymi według tablic astronomicznych. Za bezpośrednie stwierdzenie zasady Dopplera możem y przyjąć fakt. obli­ czone z zaobserwowanych przesunięć prążków. N a jd a lsze z n ich .u . mgławic spi­ ralnych1 stwierdzono istnienie przesunięć ku czerwieni. są o d le g łe od n a s p rzeszło o sto m ilio n ó w la t św ie tln y c h . Jeżeli przytoczona w jed n y m z dalszych rozdziałów2 interpretacja. W w ypadku gwiazd stałych znale­ ziono prędkości radialne.0 0 0 la t ś w ie tln y c h . Rys. tłum acząca tę zależność jako wynik rozszerzania się wszech­ świata. całkowicie zgadzają się z p rę d ­ kościami. a więc przesunięciu prążków widmowych jednej gwiazdy ku fioletowi odpo­ w iada przesunięcie prążków drugiej gwiazdy ku czerwieni. zjaw isko D oPP- lera u gwiazd podw ójnych. u k ła d o w i D rogi M leczn ej. to istotnie zasada Dopplera dostarczy­ 1 A stro n o m ia w sp ó łcz e sn a u w a ża m g ła w ic e sp iraln e za u k ła d y ró w n orzęd n e n a szem u w ła sn e m u sy s te m o w i g w ia zd o w em u . rozdz. od­ pow iadających prędkościom. Z jaw isk o D op p lera 27 łają się od nas lub zbliżają.

powie­ trza i wody. jaki w ogóle może być przed­ miotem rozważań fizykalnych. 12c) na- 1 W obrazie p u n k tu p r z e cin a ją się ty lk o p rzep ro w a d zo n e w m y śli przed łu żen ia w ste c z p rom ien i o d b ity c h . pion zaś tworzy jednakowe kąhj z kierunkam i obydwóch promieni (rys. 12b). Takie zwierciadło stanowi drobną część pewnej powierzchni kulistej. Jeżeli w miejscu. 12a). np. po­ łożony na przedłużeniu prostopadłej. ogólnie znanym przykładem jego zastosowa­ nia jest lustro do golenia. do drugiego ośrodka. . przeprowadzonej z p u n k tu do zwierciadła. rys. P u n k t S (rys. iż zwier­ ciadło płaskie daje obraz każdego świecącego p u n k tu . chociaż promienie nie prze­ cinają się ta m w rzeczywistości. Obraz ten jest jednak tylko „pozorny“. iż promień światła. w któ ry m znajduje się obraz. Z prawa odbicia w ynika również bezpośrednio. to kierunek tego pionu oraz kierunki padającego i odbitego promienia leżą w tej samej płaszczyźnie (tzw.28 Z asad y fiz y k i łaby nam klucza do zrozumienia najpotężniejszego i n a j­ powszechniejszego procesu.1 Obok zwierciadła płaskiego szczególnie ważne jest zwier­ ciadło wklęsłe. p rzy czym obraz ten znajduje się w takiej odległości poza zwierciadłem. zostaje częściowo odrzucony z powrotem przez powierzchnię rozdziału. X O D B IC IE I ZAŁAM AN IE Ś W IA TŁA Do najdawniej zaobserwowanych zjawisk optycznych należy bez wątpienia codziennie sp o tykany fakt. w jakiej p u n k t świe­ cący znajduje się przed zwierciadłem (porówn. Prawo odbicia było znane już w s ta ro ż y t­ ności. p adający na granicę dwóch ośrodków. zmieniając swój kierunek. czyli promienie zachowują się jedynie tak. płaszczyźnie padania). jak gdyby wychodziły z p u n k tu . w ystaw im y prostopadłą do tej po­ wierzchni. czyli odbity. częściowo zaś jako promień załam any wchodzi. w k tó ry m promień trafia na po­ wierzchnię graniczną.

prostą zaś. niż ogniskowa. k tó ry j e s t w te d y zaw­ sze odwrócony. wów­ czas pow staje obraz rzeczywisty: promienie odbite przeci­ n ają się rzeczywiście ze sobą i obraz. Gdy n a ­ tom iast odległość ta przewyższy odległość ogniskową. umieszczony w punkcie F (w ten sposób staje się zrozumiała nazw a ogniska). m ożem y schw ytać na ekran. Stosunkowo niewielki k ą t. O dbicie i załam an ie św ia tła 29 żywa się środkiem zwierciadła. nazyw am y ogniskiem zwierciadła (F). W ognisku skupiane są promienie. czy odległość przedm iotu od środka zwierciadła jest m niej­ . (a więc k ą t AOB). łącząca te dwa p u n ­ k t y (OS) — osią zwierciadła. padające równolegle do osi. p ro sty i powiększony. od środka zwierciadła. mogą one zapalić kaw ałek papieru. P u n k t. kto korzysta z lustra do golenia — zwierciadło wklęsłe daje obraz pozorny. to — j a k dobrze wiado­ mo każdem u. dzielący (OS) na dwie równe części. pod k tó ry m widzim y zwierciadło z jego środka. Jeżeli są nimi promienie słoneczne. Zależnie od tego. Jeżeli przedm iot znajduje się w odległości mniejszej. nazyw a się rozw artością zwierciadła. a od­ ległość jego od środka zwierciadła — odległością ogniskową. środek powierzchni kulistej (O) — środkiem krzywizny.

leżą c eg o n ap rzeciw teg o k ą ta w tró jk ą cie p r o sto k ą tn y m . c h a ra k terystyczną dla dwu ośrodków. ma on w artość 1. muszą jed n a k w tedy być wykonane bardzo starannie..33. Dla wody np. tak samo ja k promień odbity.2 Sto­ sunek sinusów3 tych kątów nie zależy od k ą ta padania i s ta ­ nowi pewną stałą. k ą t. u c z y n ił to po raz p ierw szy z n a n y filo zo f D escartes. ja k mówimy. Przechodząc do ośrodka optycznie gęstszego. liczb o w o r ó w n y d łu ­ g o ści bok u. np. leży w płaszczyźnie padania. K ą t. istnieje prosta zależność pom iędzy k ą ta m i p adania i załam ania. oraz w teleskopach astronomicznych. g d y ż k ą t p a d a n ia rów n a się zeru. Promień załam any. Optycznie gęstszym nazyw am y ten z dwu ośrodków. zachodzi więc.1 jest to tzw. wyznaczonej przez kierunek pionu padania i kierunek promienia padającego. k tó ry posiada większy spółczynnik załam ania. 12d). z powietrza do w ody lub z powietrza do szkła. czy też większa. prawo załam ania. „załamanie ku prostopadłej“ . 4 G d y p rom ień p ad a p r o sto p a d le . w k tó ry m n a jd łu ższy bok p o sia d a d łu g o ść rów n ą je d n o śc i. u tw o r z o n y p rzez k ierun ek p ad an ia z k ieru n k iem p ion u . obraz jest powiększony lub zmniejszony. k tó rą nazyw am y względnym spółczynnikiem załam ania tych dwóch ośrodków. 3 S in u s p ew n ego k ą ta je st. N ad w y­ konaniem 200-calowego teleskopu dla tego samego obser­ w atorium trw a praca już od 1930 r. promień zbliża się do prostopadłej. aniżeli promień krzyw izny (czyli po­ dwójna ogniskowa). 2 S n elliu s nie o g ło sił sw eg o o d k ry cia . nazyw a się kątem załamania (DBC na rys. . W zględny spółczynnik załam ania w stosunku do powietrza lub jeszcze dokładniej w stosunku do próżni nazyw am y po prostu spółczynnikiem załam ania. ja k w ia d o m o . n ie z a c h o d z i n a tu ra ln ie zm ia n a k ieru n k u . J a k w ykrył S n e l l i u s około 1620 r. o c z y w iśc ie .4 1 Za k ą t p ad an ia p r z y jm u je m y .30 Z asad y fiz y k i sza. Słynny teleskop obserw atorium na M ount Wilson w Kalifornii po­ siada zwierciadło o stu calach (254 cm) średnicy. Zwierciadła wklęsłe paraboliczne z n a jdują zastosowanie w reflektorach. k tó ry tw o­ rzy promień załam any z przedłużeniem pionu.

Tłum aczy ono pięk­ n y m etaliczny połysk pęcherzyków powietrza pod wodą lub też zanurzonych w wodzie p u stych w ew nątrz szkiełek. Prom ień świetlny nie może więc przejść do ośrodka optycznie rzad­ szego. ja k gdyby wypełnione były rtęcią. to. w ystępuje zjawisko całkowitego odbicia. Gdy odległość ognisko­ wa wynosi jeden m etr. Ze znanej definicji sinusa wynika. jak u zwierciadeł kulistych. strugom wody nadaje się taki kształt. a więc np. według praw a załam ania. W wodzie więc światło biegnie z prędkością. sinus k ą ta załam ania byłby większy od jedności. Również rozpowszechnione dzisiaj wodotryski świetlne oparte są na zjawisku całkowitego odbicia. Dwa główne ty p y so­ czewek stanow ią: wypukłe soczewki zbierające (rys. Gdy k ą t padania je s t większy od k ą ta granicznego. S o czew k i 31 Prędkość światła w dowolnym ośrodku można otrzym ać. dzieląc prędkość światła w próżni przez spółczynnik zała­ m ania ośrodka. w yglądają one. z w ody do powietrza. dla którego sinus równa się względnemu spółczynnikowi załam ania (w ty m w ypadku spółczynnik ten jest mniejszy od jedności). by oświetlające je od w nętrza promienie świe­ tlne nie mogły wyjść z wody. równą trzem czw artym prędkości światła w powietrzu. że dla żadnego rzeczy­ wistego k ą ta nie może być on większy od jedności. XI SO C ZEW K I W śród rozlicznych zjawisk załam ania światła najw aż­ niejszą rolę w fizyce grają te. iż soczewka posiada zdol­ . 13b). m ówimy. Przy przejściu światła z wody do powietrza ten k ą t graniczny wynosi 49 stopni. odległość ogniskowa odgrywa pod­ staw ową rolę również i u soczewek. Podobnie. które są związane z przejściem promieni świetlnych przez soczewki. 13a) oraz wklęsłe — rozpraszające (rys. G dyby to było możliwe. gdy k ą t padania jest większy od kąta granicznego. przy przejściu ze szkła do powietrza — około 42 stopni.

Rozszczepienie barwne soczewki m ierzym y różnicą spół- czynników załamania dla skrajnej czerwieni i skrajnego fioletu. Gdy odległość ogni­ skowa wynosi 50 cm. 25 cm. gdy przedm iot znajduje się w odległości mniejszej. lub też zwiększają istniejącą już rozbieżność. gdy przedm iot znajduje się w odległości większej. soczewka zbierająca. to taki układ nie będzie wpływał na przechodzące przezeń promienie. Soczewka wklęsła daje zawsze proste i zmniejszone obrazy pozorne. np. Rozszczepienie nie jest bynajm niej jednakow e dla wszystkich rodzajów szkła. niż ogni­ skowa. nato m ia st soczewki rozpraszające czynią promienie rozbieżnymi. lecz również i wywołane przez nie rozszczepienie światła na barwy. a więc o takich samych. czynią je więc zbieżnymi. tak. należy jedynie uważać dioptrie soczewek wklęsłych za liczby ujemne. Jeżeli złożymy ze sobą dwie soczewki. lub 2 m etry. Soczewki zbierające d a ją rzeczy w isty i odwrócony obraz. dla tak zwanego flintu (szkła ołowianego) jest ono mniej więcej dwukrotnie więk- . daje obraz prosty i powięk­ szony. o takich sam ych zdolnościach zbierających. S kutkiem tego za pomocą pojedynczej soczewki nie można otrzym ać prawdziwie ostrego obrazu. to odpowiednia zdolność zbierająca równa się 2. We w skaza­ nym wyżej układzie soczewek znoszą się nawzajem nie tylko ich zdolności zbierające. używana wówczas jako lupa. równą jednej dioptrii. tylko odwrotnie skierowanych krzywiz­ nach. 4. We wszystkich w y padkach so­ czewki zbierające załam ują padające na nie równoległe promienie ku sobie. obrazy te pow stają z tej samej strony.32 Z a sa d y fizy k i ność zbierającą. w ypukłą i wklę­ słą. z której znajduje się przedm iot. jednakże pozorny. lub połowie dioptrii itd. niż ogniskowa. od soczewki. że właściwie dla każdej barw y otrzym ujem y osobne ognisko. Sam a przez się każda soczewka działa podobnie do p ry zm a tu : rozkłada światło białe na jego barwne części składowe. Przeciwnie. Ilości dioptryj dwu złożonych ze sobą soczewek dodają się zawsze do siebie.

rozpatrujem y z kolei jako przedm iot. Szkła te zaczęto w yrabiać dla celów optycznych około 1880 r. Układ działa więc ja k jedna. Zestawił on soczewkę wklęsłą z flintu z dwukrotnie grubszą pośrodku soczewką zbierającą o tej samej krzy- wiźnie. według wskazówek A b b e g o i S c h o t t a . z n a jdują się między nimi zarówno takie. dokonany przez angielskiego o p ty k a D o l l o n d a około 1750 r. dają względnie silne rozszczepienie barwne. aniżeli dla crownu (szkła koronnego). k tó ­ rej liczba dioptryj wynosi połowę liczby dioptryj soczewki wypukłej. nato m ia st zdol­ ność załam ująca soczewki w y­ pukłej została zmniejszona tylko do połowy. Isto tn ą jej treść stanowi stwierdzenie. 3 . w y k a ­ zują stosunkowo małe rozszczepienie.1 pomimo że obydw a te rodzaje szkła posiadają w przybliżeniu ten sam spółczynnik załamania. że gdy obraz B przedm iotu A. lecz odpowiednio dobranych szkieł jenajskich. jak i takie. Zasady fizyki. 13. soczewka. wolna od barwnego rozszczepienia (achrom atyczna). w ykonaną z crownu (rys. które m ając mały spółczynnik za­ łamania. W ten sposób rozszczepienia barwne oby­ dwóch soczewek zniosły się nawzajem . któ ry pokryje się z A2. które m ając duży spółczynnik załamania. da on nam za pomocą tegoż przy­ rządu optycznego obraz. c). crow n n a to m ia st nie za w iera go zu p ełn ie. Dzisiaj nie używ am y już flintu i crownu. o trz y m an y za pom ocą jakiegoś przyrządu optycznego. Na ty m fakcie opiera się bardzo ważny wynalazek soczewki achromalycznej. 2 P op raw n iej b y ło b y m ów ić o p u n k cie p r zed m io to w y m i p u n k cie o b ra zo w y m . Na tym opiera się możliwość przekształcenia każdego przyrządu 1 F lin t zaw iera d u żo ołow iu . W optyce geometrycznej ważną rolę odgrywa zasada odwracalności dróg świetlnych. S oczew k i 33 sze.

u ż y ty jako ta k zwany obiektyw. W przeciwieństwie do po­ dłużnych fal dźwiękowych. że światło musi być zjawiskiem n a tu ry falowej. że fale świetlne muszą się różnić pod pew nym bardzo isto t­ nym względem od fal głosowych. Gdy bowiem.34 Z asad y fizy k i optycznego. 14. X II PO L A R Y Z A C JA ŚW IA TŁA Z omówionych poprzednio zjawisk interferencji i ugięcia światła wynika w sposób przekonyw ający. którego n a tu ra falowa uważana jest przez fizyków za oczywistą. przy czym w yobrażam y sobie. Ustalenie tego poprzecznego c h arakteru drgań świetl­ nych prowadzi bezpośrednio do pewnego ważnego roz­ różnienia. W 1817 r. drgania powietrza wywołujące dźwięk odbyw ają się w kierunku rozchodzenia się dźwięku. iż promień przechodzi przez środek rysunku. drgania świetlne m uszą według Younga zachodzić prosto­ padle do kierunku promienia. projekcyjny. daje obrazy zmniejszone — w przyrząd. Jeżeli żaden z tych możliwych po­ przecznych kierunków nie jest w fali świetlnej uprzywile­ jo w a n y — mówimy wówczas o świetle naluralnym . który. używ ając go odwrotnie przy zastosowaniu specjalnych pomocniczych soczewek oświetlających czyli kondensorów. Gdy natom iast drgania zachodzą w pew nym dokładnie okre­ ślonym kierunku poprzecznym. (jak było wiadomo już wówczas). Istnieje nieskończenie wiele możliwych kie­ runków drgań poprzecznych do promienia (symbolicznie zaznaczono je na rys. prostopadle do jego płaszczyzny). podobnie ja k dźwięk. nazyw am y światło spola­ ryzowanym (określenie niezbyt szczęśliwie dobrane i dające się wytłum aczyć tylko historycznie). Y o u n g na podstawie różnorodnych danych doświadczalnych doszedł jednak do wniosku. Gdy drgania nie za­ . fale świetlne muszą być po­ przeczne.

P o la r y z a c ja św ia tła 35 chodzą wprawdzie wyłącznie w pewnym określonym kie­ runku. że światło odbite zostaje zawsze mniej lub więcej spolaryzowane. . że w odbitym świetle spolaryzowanym drgania zachodzą w kierunku prosto­ padłym do płaszczyzny padania. Całkowita polaryzacja zachodzi wówczas. Dla szkła np. średnio biorąc. ta n g e n s k ą ta w y ra ża się lic z b o w o p rzez d łu g o ść p rzeciw ległej d a n em u k ą to w i p rzy p r o sto k ą tn e j w tr ó jk ą c ie p ro ­ sto k ą tn y m . Rozważania teoretyczne. z o sta ło w y k r y te przez B r e w s t e r a w 1815 r. k ą t całkowitej polaryzacji wynosi 56 stopni. Światło naturalne. w k tó ry m d ruga p r z y p r o sto k ą tn a rów n a się jed n o ści. prowadzą do ważnego wniosku. te r fal świetlnych bilionow drgań. . oparte na założeniu poprzecz­ nego charakteru fal świetlnych. Ponieważ światło widzialne w ykonyw a w ciągu sekundy setki priczny^harakl i •i • . mogą więc nastąpić po sobie (schematycznie). żaden kierunek nie je s t uprzywilejo- w a n y w stosunku do innych. 2 J a k w ia d o m o . iż w świetle tak im kierunki drgań ulegają ta k szybkim zmianom. jako spolaryzowane w każdej chwili. m ożna wyobrazić sobie. k tó rem u p o d leg a k ą t ca łk o w itej p o la ry za cji. które daje się poznać po pewnych różnicach w zachowaniu się promieni w rozm aitych kie­ runkach poprzecznych. zwiercia­ 1 P raw o. kąlcm całkowitej po­ laryzacji. miliony drgań w ty m sam ym kierunku. Można uzasadnić teoretycznie. 3 Co p raw d a.1 k ą t ten jest określony przez to. istnieje jed n a k pewne uprzywilejowanie określonego kierunku poprzecznego. . a nie dostrzeżem y jeszcze wówczas jakiejkolwiek polaryzacji. gdy światło pada pod tzw.3 Jeżeli np. . to światło takie nazyw am y czę­ ściowo spolaryzowanym. sp raw a p r o sto p a d ło śc i k ieru n k u d rgań św ie tln y c h w prom ien iu o d b ity m do p ła s z c z y z n y p a d a n ia z o sta ła c a łk o w ic ie . że tangens2 jego równa się spółczynnikowi załamania substancji od­ bijającej. że. czyli światło pochodzące bezpośre­ dnio z jakiegoś źródła światła.. i . Jednakże należy p rzy­ puszczać.

15). Pierwsze zwierciadło zamieniało więc padające światło naturalne w światło spolaryzowane. 2 P ro sto p a d ła do p io n o w o u sta w io n e g o zw iercia d ła le ż y n a tu ­ raln ie w p ła szczy źn ie p o zio m ej. stanow ią­ cej płaszczyznę padania. światło to padało na w y ja śn io n a d op iero przez e le k tr o m a g n e ty c z n ą teorię ś w ia tła . iż odbijał go pod kątem całkowitej polaryzacji od jednego zwierciadła i rzucał następnie pod ty m sam ym k ą te m na drugie zwier­ ciadło. 1 U ż y w a się zw iercia d eł sz k la n y c h . W n io sek te n n ie sto su je się do drgań m a g n e ty c z n y c h . odbicie odbywa się w w arunkach ty m mniej korzystnych. promień zaś. im silniejsze jest nachylenie. Na gruncie tych rozważań staje się zrozumiałe słynne doświadczenie. Doświadczenie j est poziomy. Malus doprowadził promień światła do pozornego zaniku w ten sposób. .2 a zatem (według p raw a odbicia) również i promień odbity leży w płaszczyźnie poziomej.. Gdy w promieniu p a d a ją c y m pod ką te m całkowitej polaryzacji. ustawione prostopadle do poprzedniego (rys. a więc jeszcze przed sformu­ łowaniem hipotezy Younga. 15. Całko­ wite światło padające przenika wówczas w głąb szkła. gdy drgania te MalU(schcmatT«nic)dlami zachodzą w płaszczyźnie p a d ania — odbicie staje się niemożliwe. k tó ry m zadziwił swych współczesnych fizyk francuski M a l u s w 1808 r. kierunek drgań Rys. Jeśli ju ż w promieniu padającym drgania od­ bywają się w kierunku pionowym. za ch o d zą p ro sto p a d le do p ła sz c z y z n y p a d a n ia . k tó re — ja k sk ą d in ą d w ia d o m o — w y w ier a ją d z ia ła n ie na k lisz ę fo to g ra ficzn ą . k tó re są za w sze p ro sto p a d łe do elek try czn y ch . to drgania w promieniu odbitym zachodzą w kierunku pionowym. a więc. Gdy kierunek drgań jest nachylony do pionu. p o czern io n y ch z przeciw n ej str o n y . zachodzą wówczas warunki szczególnie sprzyjające odbiciu. Z teorii tej w y n ik a . padający pod k ą te m 56 stopni.36 Z asad y fizy k i dło1 jest ustawione pionowo. że w ła śn ie d rgan ia e le k tr y c zn e . biegnie w płaszczyźnie poziomej.

k tó re. nienależące do układu regularnego. Tę sam ą właściwość. . p adając na szpat islandzki. p o sia d a ją tr z y ró w n o w a żn e so b ie i w z a je m n ie d o sieb ie p ro sto p a d łe k ieru n k i.2 W 1808 r. ja k np . nato m ia st spółczynnik zała­ m ania drugiego promienia. zauważył on mianowicie. zauważył M a l u s . tak zwany promień zwyczajny. w ystępują zasługujące na szczególną uwagę zjawiska polaryzacyjne. zależy od kierunku. patrząc poprzez kawałek islandzkiego szpatu.1 w y kazują również wszystkie kryształy. J e d en z nich. podlega zwykłemu praw u załam ania. co szpat islandzki. Z ałam anie pod w ójn e 37 drugie zwierciadło. X III ZAŁAM AN IE P O D W Ó J N E Gdy światło przechodzi przez kryształy. zakładając. duński mineralog B a r t h o l i n u s dokonał niespodziewanego odkrycia. pewnego faktu. Rozstrzygające z na­ czenie dla dalszego rozwoju fizyki miało ustalenie około 1816 r. 2 D o u k ład u regu larn ego n a leżą te w sz y stk ie k r y sz ta ły . J u ż w 1669 r. że promień światła. że każdy z dwu pow sta­ jących przy podw ójnym załam aniu promieni nie zacho­ wuje się jednakowo w różnych płaszczyznach przezeń prze­ chodzących. widzimy przedm ioty podwójnie. drgając w płaszczyźnie pad a n ia i — zgodnie z poprzednio powiedzianym — nie mogło zatem zostać odbite. k tó ry zauważyli w swych b adaniach F r e s n e l i A r a g o . só l k a m ien n a . J a k się mianowicie okazało. zw yczajny i nadzw yczajny promień nie mogą nigdy interferować 1 S z p a t isla n d zk i w y ró ż n ia się sw ą szczeg ó ln ą p r ze z r o c z y sto śc ią . ulega podwójnemu za­ łam aniu i rozszczepia się wobec tego na dwa promienie. Dzięki tem u spostrzeżeniu Malus został od­ krywcą zjawiska polaryzacji optycznej. że. H u y g e n s w ytłum aczył to spo­ strzeżenie zupełnie prawidłowo. w k tó ry m promień przechodzi przez kryształ. nadzwyczajnego.

nazyw ane ta k na cześć ich wynalazcy. Z faktu tego. W tych tak zwanych przy­ rządach polaryzacyjnych stosujem y p łytki turm alinow e lub p ry z m a ty Ni co la. ro z ch o d zą c y c h się w sp r ę ż y sty m eterz e . P ry z m a t Nicola jest w ykonyw any z kryształu szpatu islandzkiego. jak już wspomniano wyżej. Zarówno płytki turm alinowe. że absorpcja prze­ chodzącego przezeń światła w bardzo znacznym stop­ niu zależy od kierunku drgań świetlnych i skutkiem tego promień zwyczajny jest pochłaniany o wiele silniej. W turm alinie następuje to dlatego. na której następnie w 1820 r. W y jś c ie z ty c h tru d n o ści w sk a za ła d o p iero e le k tr o m a g n e ty c z n a teo ria św ia tła . Podwójne załamanie w kryształach umożliwia budowę stosunkowo prostych przyrządów do w ytw arzania i ba­ dania światła spolaryzowanego. rozdz. że jeden z nich będzie służył jako polaryzator do w ytw arzania światła 1T eoria F resn ela op ierała się na w y o b ra żen iu fal. jak i p ry z m a ty Nicola są dwójłomne. Praktycznie biorąc. B a rd zo tru d n o je s t u zg o d n ić p o p rzeczn y ch arak ter fal św ie tln y c h z ty m w y o b r a że n ie m . . 33. F r e s n e l mógł rozwinąć ścisłą teorię światła. Y oung wyprowadził w 1817 r. Dwa p ry z m a ty Nicola (lub też dwie płytki turmalinowe) można zestawić ze sobą w taki sposób. że w promieniu nadzw yczajnym drgania świetlne zachodzą prostopadłe do kierunku drgań w promieniu zwyczajnym. por. n a to m ia st promień nadzw yczajny przechodzi przez pryzm at. że promień zwyczajny podlega całkowitem u odbiciu na płaszczyźnie cięcia. wniosek o poprzecznym charakterze drgań świetlnych i ty m sam ym stworzył podstaw ę. przeciętego w odpowiedni sposób na dwie części i sklejonego przezroczystym balsam em kan a d y jsk im tak . lecz przepuszczają one tylko promień n a d ­ zwyczajny.1 Z założenia poprzecznego ch a ra k te ru fal wynikało w szczególności.38 Z asad y fiz y k i ze sobą. p ły tk a turm alinow a jest zatem przezroczysta tylko dla promienia nadzw yczaj­ nego. niż nadzwyczajny.

Jeżeli do a p a ­ ra tu polaryzacyjnego o skrzyżowanych położeniach pola­ ry za to ra i analizatora wstawim y p ły tk ę kwarcową lub też odpowiednią rurkę. Rys. do badania tego światła. ta k samo. Pole widzenia przyrządu polaryzacyjnego. trzeba analizator obrócić o pe­ . drugi zaś. gdy nikole są równoległe. promienia. wy. w idziany świetle sodowym pom iędzy skrzyżowanymi w żółtym świetle sodowym pom iędzy skrzy. przejdzie również przez drugi. i rozjaśnia się w miarę obrotu analizatora dotąd. dopóki nie osiągnie m axim um jasności. 17. nikolami. to promień. jako analizator. drugi p ry z m a t nie przepuści światła. żowanymi nikolami. k tó ry padał na nie. Gdy n a tom iast skrzyżujem y je ze sobą. złożonego z polaryzatora i analizatora. K ryształ szpatu islandzkiego. jak w doświadczeniu Malusa drugie zwierciadło nie odbijało Rys. wychodzący z pierwszego. aby znowu nastąpiła ciemność. Załam anie p od w ójn e 39 spolaryzowanego. Bardzo ważne okazało się odkrycie B i o t a (1817). jest ciemne gdy nikole są skrzyżowane. Za pom ocą takiego a p a ra tu polaryzacyjnego można ba­ dać zachowanie się różnorodnych ciał w świetle spolaryzo­ wanym . Jeżeli p ry z m a ty są ustawione równolegle do siebie. wówczas pole widzenia rozjaśnia się i. że kwarc i liczne roztwory m a ją zdolność skręcania pła­ szczyzny drgań światła spolaryzowanego. 16. napełnioną ta k im „optycznie czyn­ n y m “ roztworem. Płytka aragonitow a w żółtym cięty prostopadle do osi optycznej.

gdyż promienie słoneczne pad a ją ukośnie na ziemię. Bardzo piękne i pełne prze­ pychu barw są obrazy. m e to d y ta k zw an ej sa c h a r y m e tr ii z o sta ły z b ie ­ giem czasu bardzo w y su b te ln io n e . sposobność do zaobserwo­ wania na ziemi w gęstym lesie owalnych plam świetlnych. Obrazy te zostały u tw o­ rzone przez małe szparki pomiędzy liśćmi. które nie zostały wygaszone przez analizator. Dla przykładu m ożem y przytoczyć. lecz za sa d a p o z o sta ła ta sam a . Ze znalezionej przez pom iar wartości k ą ta skręcenia1 można wobec tego wyznaczyć bezpośrednio za­ wartość cukru w roztworze. wyróżnio­ nych w ten sposób. ażebyśm y mogli zagłębiać się w nie tu ta j. jakie dają kryształy w przyrządach polaryzacyjnych w świetle zbieżnym. położeniach. Ze skręceniem płaszczyzny drgań związane jest zjawi­ sko. Rys. skręcenie na każdy gram cukru w 100 cm3 roztworu wynosi 0. We wszelkich innych po­ łożeniach okazują one barw y. 16 i 17 dają przykłady tzw. 1 O czyw iście. obrazów osiowych tego rodzaju. że w rurce długości 10 cm. napełnionej roztworem cukru. znanego już w starożytności. pomimo kształtu kołowego tarczy słonecznej są one owalne. .40 Z asad y fizy k i wien określony kąt. Chodzi tu istotnie o małe obrazy słońca. barwa widziana w przyrzą­ dzie jest mieszaniną wszystkich tych barw. że podczas zaćmienia słonecznego owalne plam ki p rzyjm ują k ształt sierpów. X IV OKO K ażdy miał. bez wątpienia.665 stopnia. ja k w ynika wyraźnie z faktu. iż umieszczone w przyrządzie polaryzacyjnym bezbarwne płytki krystaliczne nie w y­ kazują zabarwienia tylko w dwóch określonych. lecz w y­ tłumaczenie ich powstawania jest z b y t tru d n e . które są właściwie obrazami słońca. polegające na ty m .

niż odległość prze­ ciwległej ściany (rys. N N = siat­ morze. zielo n e. m ały. co powstawanie tych obrazów słońca. Ś 5 ~ naczy­ naczyniówką. . odgrywa tęczówka. 19. rolę przesłony. zwalającej zwiększać ostrość obrazu. średnica jej może zmie­ niać się od 4 do 10 milimetrów. jest op a rta ta k z w a n a f ciemnia optyczna (camera obscura). 18. wypełniona stałym ciałem 1 W y n a la z e k ciem n i. g F = plamka żółta. Mały otworek w ścianie ciemnego obszaru po­ zwala. po­ Rys.1 Oko nasze m usim y uważać również za ciemnię. Rolę soczewki zbiera­ jącej odgrywa soczewka oczna: przed nią znajduje się we w nętrzu oka kom ora przednia. — H — rogówka. um ie­ \ftw szczając w otworze soczewkę zbierającą. nazyw am y źrenicą. gdy odległość Rys. gdy otworek jest b. Obraz jest ostry oczywiście tylko w tedy. optyczną (rys. 18). można L ’ ^1 uzyskać ostry obraz. za o p a trzo n ej w so czew k ę. przez k tó ry wchodzą promienie.2 Otwór. bF — plamka ślepa. po­ kówka. w e d łu g niej o k reśla m y barw ę oka (n ieb iesk ie. Gałka oczna. 2 T ęczó w k a lu b iris je s t częścią za b a rw io n ą oka. 19). Obraz ten musi być zmniejszony. L — so­ czewka. p rzy p isu je się z w y k le P o r c i e {X V I w iek ). gdy otwór jest większy. skutkiem prostolinijnego rozchodzenia się promieni. Oko 41 Na tej samej zasadzie. szare). za nią kom ora tylna. G — ciało szkliste. K w = kom ora przednia. przedm iotu od otworka jest większa. otrzym ać na przeciwległej ścianie odwrócony obraz znaj­ dującego się zewnątrz przed­ m iotu. wypełniona cieczą wod­ nistą. odpowiada ko­ niówka. Przekrój poziom y prawego oka k r y ta od w ew nątrz ciemną ludzkiego. lecz naw eti wówczas. C iem nia optyczna (schematycznie).

nazyw am y odległością bliskiego i dale­ kiego p u nktu. Oko dalekowzroczne skupia promienie dopiero poza siatkówką. W oczach krótkow zrocznych promienie. nie n a le ż y d o zak resu fizy k i. N ajmniejszą i największą odległość. skutkiem czego na odległościach większych od 30 cm oczy takie mogą widzieć jedynie nieostro. a więc rozpraszają­ cych. Odległość pom iędzy soczewką oka a żółtą plam ką jest n aturalnie niezmienna. Pośrodku siatkówki. im dalej z n a jd u ją się od plamki żółtej. Po­ w stające w purpurze ocznej obrazy znikają je d n a k zawsze natychm iast. ja k dalekich przedm iotów dzięki swej tzw. Soczewka rzuca odwrócony. Ciecz wodnista. co umożliwia przystosowanie soczewki do każdorazowej potrzeby.42 Z a sa d y fizy k i szklistym. Siatków ka zawiera niezwykle światłoczuły barw nik — p u rp u rę oczną. pochodzące z oddalonych przedmiotów. na którą światło działa podobnie. przecinają się już przed siatkówką. 1 P y ta n ie . soczewka oczna i ciało szkliste stanow ią razem układ łam iący oka. są widziane ostro. a więc i jej zdolności zbierającej. znajduje się plam ka żółta. które p a d a ją na żółtą plam kę. zdolności alcomodacijjnej. k tó ra polega na możności zm iany krzywizny soczewki ocznej. d laczego p om im o p o w sta w a n ia o d w ró co n eg o obrazu na sia tk ó w ce w id z im y p rz ed m io ty p ro sto . w pobliżu p u n k tu wejścia nerw u ocznego. składającą się z rozgałęzień nerwu ocznego. na której oko widzi jeszcze wyraźnie. barw nik zaś stale odnawia się. lecz do p sy ch o lo g ii. pozostałe części obrazu są ty m mniej ostre. przed takim i oczyma należy umieścić zatem soczewki wypukłe. Dla normalnego oka p u n k t bliski leży w od­ ległości 10 cm. ja k na kliszę fotograficzną. Oczy krótkowzroczne korygujem y przez zastosowanie szkieł wklęsłych. Siatków ka leży pom iędzy naczyniówką a ciałem szklistym. Tylko te części obrazu na siatkówce. rzeczywisty i zmniejszony obraz1 na siatkówkę. . p u n k t daleki w nieskończoności. Pomimo to oko może wytw arzać ostre obrazy zarówno bliskich.

Różnice ty c h dwu obrazów pozw alają nam bezwiednie oceniać odległość i d ają wrażenie bryłowatości. Siatków ka składa się częścią z komórek kształtu czop­ ków. tak. Obrazy tworzące się na dwu siatkówkach są zatem różne i przy ty m różnią się one ty m więcej. Dalekowzroczne oko nie może już zobaczyć ostro bliskich przedm iotów.000 komórek. a p u n k t daleki pozo­ staje w nieskończoności. iż p ro m ien ie św ie tln e . P u n k t bliski odsuwa się na odległość od 40 cm do 50 cm. nie d o zn a ją z m ia n y sw eg o p ie rw o tn eg o k ieru n k u b iegu . w y r ó ż n io n y przez to . widziana z optycznego środka oka. potrzebuje ono szkła wypukłego. częścią zaś z kom órek w kształcie pręcików.000 do 14. by ich obrazy utw orzyły się w obydwóch oczach w odpow iadających sobie miejscach siatkówek. u dziecka dzie­ sięcioletniego p u n k t bliski znajduje się w odległości 5 cm od oka. że widzimy przedm iot przestrzennie przed sobą. p rzech o d zą ce p rzezeń . . W dzieciństwie jest ona największa. Gdy za pomocą odpowiedniego ustawienia tych fotografij p o sta ra m y się. wywołane przez oby­ dwa zdjęcia. inaczej dla lewego oka). wrażenia. Pom iędzy 40 a 50 rokiem większość ludzi staje się dalekowzroczna ze względu na wiek. ja k widziałoby go dane oko (a więc inaczej dla prawego. na jeden m ilim etr k w adratow y p rzypada w przybliżeniu 13. każde oko widzi osobno jedną fotografię. łączą się wówczas w jedno. skupiającego promienie i zbliżającego p u n k t bliski. Szerokość takiej komórki.1 wynosi 1 Ś rodk iem o p ty c z n y m so c z e w k ilu b uk ła d u so c z e w e k n a z y w a m y p u n k t. W obu rodzajach kom órek z n a jdują się zakończenia rozgałęzień nerwu ocznego. J e s t rzeczą ogólnie znaną. k tóra przedstaw ia przedm iot tak. plastyczne dostrzeganie przedmiotów. lewym — z lewej. W z nanym przyrządzie. im bliżej znajduje się oglą­ da n y przedm iot. Oko 43 Zdolność akom odacyjna oka słabnie stopniowo z wie­ kiem. iż wydaje nam się. P ra w y m okiem wi­ dzimy przedm iot z prawej strony. stereoskopie. że dopiero jednoczesne wi­ dzenie obydw om a oczyma umożliwia nam przestrzenne.

Wniosek ten potwierdzają obserwacje astronomiczne. m in u tę na 60 sek u n d . jest pożądane w dwóch w ypadkach: gdy przed­ miot jest zb y t m ały lub też gdy znajduje się on w zbyt dużej odległości. dotyczące możli­ wości rozpoznawania gwiazd podwójnych nieuzbrojonym okiem. w y n o sz ą c y jed n ą m in u tę. to znaczy soczewka wypukła. W pierwszym w y padku stosujem y mikroskop. O d cin ek d łu g o śc i 1/s m m . gdy więc odległość kątow a pomiędzy tymi obrazami jest nie mniejsza od jednej m in u ty . im większa jest jej krzywizna. 1 M iarą k ą to w ą d łu g o ści o d cin k a A B w sto su n k u do p u n k tu O je s t k ą t. k tórą umieszczamy bezpośred­ nio przed okiem i k tóra ty m silniej powiększa. w p ob liżu jej p ow ierzch n i ty ln ej. gdy ich obrazy p a d a ją na dwie różne komórki siatkówki. w drugim — lunetę. W obydwu tych w ypadkach zwiększenie k ą ta widzenia i ty m sam ym zwiększenie ilości dostrzegal­ nych szczegółów przedm iotu osiągamy za pom ocą odpo­ wiednich przyrządów optycznych. N ajprostszą formą mikroskopu jest zwykła lupa. le ż ą c y p rzy w ierzch o łk u O w tró jk ą cie A O B . u sta w io n y p r o sto ­ pad le do kieru n k u w zrok u w o d leg ło ści 1 m od ok a . Celem uzyskania silniejszych powiększeń używa się tak W oku p u n k t ten le ż y w ew n ę tr z so cz e w k i.2 Musimy przyjąć w związku z ty m . w y p e łn ia k ą t w id zen ia . Jednakże za pomocą lupy nie możemy osiągnąć powiększeń silniejszych ponad 30-krotne. XV M IK R O S K O P I L U N E T A Powiększenie kąla w idzenia. niż m inutę luku (dokładniej 50 sekund luku).44 Z asad y fizy k i w mierze kątow ej1 mniej. 2 W ia d o m o . pod któ ry m dostrzegam y przedm iot. gdyż obrazy stają się wówczas zb y t zniekształcone. iż sto p ie ń ( ~ okręgu k oła) d z ie lim y na 60 m in u t. . że oko nasze może tylko w ty m w y padku rozróżnić dwa p u n k ty świetlne.

Właściwie dopiero dzięki tem u udoskonaleniu stały się możliwe olbrzymie postępy bakteriologii w o statnim pięćdziesięcioleciu. (poprzednio nie zwracano na to 1 N a zw a ła ciń sk a ok a brzm i ocu lu s.1 Przez okular.). U A bbe­ go szkiełko pokrywkowe. Za pomocą odpowiednich urządzeń uzyskuje się silne oświetlenie przedm iotu. k tóra pokryw a się z osią poczernionej wew nątrz ru ry mikroskopu. w ten sposób wszystkie trz y ośrodki tw orzą układ jednolity pod względem optycznym . W pierwotnej swej formie mikroskop składa się z dwóch soczewek zbierających. oglądam y obraz przedm iotu. druga znajduje się przed okiem i dlatego została nazw ana okularem. Mikroskopy zostały nadzwyczajnie udoskonalone około 1880 r. w ytw orzony przez obiektyw. . k tó ry działa jak lupa. M ikroskop i lu n eta 45 zwanego m ikroskopu złożonego. n a zasadzie rozważań teoretycznych. Te dwie soczewki pierwotnego mikroskopu zostały w mi­ kroskopach dzisiejszych zastąpione przez odpowiednie ukła­ dy soczewek. którego wynalazek przypi­ sują holenderskiemu optykowi J a n s e n o w i (około 1590 r. J u ż w roku 1873 Abbe pierwszy wykazał. Dużym krokiem naprzód było również zastosowanie przez Abbego tak zwanej immersji jednorodnej. Je d n a z nich. przez A b b e g o . a dzięki temu szkodliwe działanie rozszczepienia barwnego jest p rak ty c z ­ nie całkowicie usunięte. W układach apochro- m atycznych ogniska trzech różnych barw widma są spro­ wadzone do jednego i tego samego p u n k tu . J u ż po­ przednio wiedziano. że można zwiększyć zdolność rozpo­ znawczą mikroskopu przez umieszczenie pom iędzy szkieł­ kiem przedm iotowym a obiektywem kropli cieczy. Na zasadzie jego obliczeń stosuje się dzisiaj w dokładniejszych m ikroskopach jako obiektyw y tak zwane u k ład y apochrom atyczne. posiadające wspólną oś. zwrócona jest ku przedmiotowi i nosi miano obiektywu. k tóra powiększa b a r­ dzo silnie. obiektyw i u ż y ty jako ciecz im- m ersyjna olejek cedrowy m a ją ten sam spółczynnik zała­ m ania.

które zachodzą wzajemnie na siebie i przez to uniemożliwiają oddzielne rozpoznanie dwóch pu n k tó w przedm iotu. Gdy pro­ mienie p a d a ją ukośnie.1 Jeśli wreszcie. gdyż długość fali. . jako najmniejszej długości. Istotnie. rozpoznawalnej jeszcze w mikroskopie. gdy promienie p a d a ją prostopadle.5 . najm niejsza dostrzegalna długość. wynosi około połowy długości fali. Ta najm niejsza długość określa bowiem zdolność rozpoznawczą m ikroskopu. możem y zejść aż do około 1000 jednostek A ngstrom a. czyli do jednej dziesięciotysięcznej milim etra. gdy odległość tych pu n k tó w spada poniżej najmniejszej dostrzegalnej przez mikroskop długości. J a k pokazał Abbe. cel użycia którego polega prze­ cież na dostrzeżeniu możliwie największej ilości szczegółów widzianego obrazu i poznaniu w ten sposób s tru k tu ry obserwowanego przedm iotu. rozpoznawalną jeszcze w mikroskopie. 10. a jeszcze bardziej przez zastosowanie wspomnianej już cieczy imm ersyjnej. że obraz. najmniejsza rozpoznawalna przez mikroskop długość od­ grywa dużo ważniejszą rolę. równa się długości fali w powietrzu. podzielonej przez spółczynnik załam ania ośrodka. Stąd długość fali użytego światła wyznacza najm niejszą długość.500 jednostek Angstrom a (lub 2. odpowiadającej światłu określonej barw y w dowolnym ośrodku. przekraczających 2000 razy. 10'5 cm). a więc w świetle niebieskim około 2. zam iast obserwować przedm iot w świetle widzial­ nym .46 Z asad y fizy k i uwagi). Nie możem y wprawdzie dostrzegać rzeczywistej postaci 1 Por. J a k w ynika z teorii Abbego. pow stający w mikroskopie. rozd z. po­ szczególne p u n k ty przedm iotu skutkiem ugięcia nie dają obrazów punktow ych. jest w zasadzie obrazem ugięcia światła przez oglądany przedm iot. Wobec ograniczonej w ten sposób sprawności mikroskopu nie m a celu stosowanie powiększeń. niż istotne powiększenie mi­ kroskopu. lecz małe kółeczka. długość ta może zostać jeszcze zmniejszona o mniej więcej jedną trzecią. sfotografujem y go w świetle nadfiołkowym.

złożona z soczewki zbierającej. złożona z dwóch so­ czewek w ypukłych. Głównym przedstawicielem lunet pierwszej grupy jest zbudow ana w 1611 r. przez K e p l e r a ta k zwana lunela „astronomiczna“. gdy chcemy stosować lunety do obserwacyj na ziemi. Cząstki o przekroju niewielu milionowych m ilim etra (około 30 A) mogą wówczas zostać dostrzeżone dzięki wchodzeniu do m ikroskopu ugiętych przez nie wiązek światła. co jest konieczne. k tó ra służy do w yprostow ania odwróconego obrazu. jak przez lupę. w Holandii. Około 1610 r. L u n e ta t a ma pewne niekorzystne cechy — dużą długość i znaczne s tr a ty światła. W a runek ten jest spełniony w roztworach koloidalnych. daje ona obrazy proste i nosi nazwę . aniżeli wynosi według Abbego najm niejsza rozpoznawalna długość. J e d n a z nich. służy jako obiektyw i daje odwrócony i rzeczywisty obraz oddalonego przedm iotu. L u n e ty dzielą się na dwa rodzaje.. drugie n a to m ia s t d a ją obrazy proste. wynalezionego przez S i e d e n t o p f a i Z s i g m o n d y ’e g o w r. gdzie maleńkie czą­ stki zawiesiny pływ ają w cieczy. w y­ znaczonej przez teorię. których w ym iary leżą poniżej granicy. W ultram ikro- skopie na b a d a n y przedm iot pada z boku sm ukła wiązka świetlna w ten sposób. które dostrzegam y w postaci jasnych p lam ek na ciem nym tle. Jednakże dwie sąsiadujące ze sobą cząstki m uszą w ka ż d y m razie znajdow ać się od siebie w odległości większej. m ożna jednak ustalić ich obecność i ruchy za pomocą ullram ikroskopu. W tak zwanej lunecie ziem skiej. wynalezionej około 1650 r. jako okularu. o dużej odległości ogni­ skowej. 1903. (a wkrótce potem zupełnie niezależnie od tego przez G a l i l e u s z a ) została zbudow ana luneta. iż naw et ślady jej nie dostają się do pola widzenia m ikroskopu. M ikroskop i lu n eta 47 przedmiotów. co nie przeszkadza ich stosowaniu do celów astronomicznych. Jedne z nich dają obrazy odwrócone. jako obiektyw u i rozprasza­ jącej. obraz ten oglądam y przez drugą soczewkę. dodano do soczewek przyrządu Keplera jeszcze trzecią soczewkę w ypukłą.

u jem ną— iż może ona tylko stosunkowo nieznacznie zwiększyć k ą t wi­ dzenia. umieszczony w przedniej ścianie 1 L u n eta p ry zm a ty c z n a z o sta ła w y n a le z io n a w p o ło w ie X I X w iek u przez P o r r a . poza wynalezie­ niem i udoskonaleniem przyrządów optycznych. Opierają się one na zasadzie lunety Keplera. którym .1 XVI F O T O G R A F IA I K IN E M A T O G R A F IA Dążenie człowieka do rozszerzenia i uzupełnienia za­ sięgu i możliwości wzroku doprowadziło. skutkiem czego obraz zostaje wy­ prostowany. podanego na rys. dzięki wyzyskaniu wrażliwości2 soli srebrowych na działanie światła. rozmieszczonych według schem atu. D odatnią jej cechę stanowi m ała długość. udało się po raz pierwszy utrw alić obrazy. Dzisiaj do oglądania dalekich przedm iotów na ziemi stosujem y głównie tak zwane lunety p ry ­ zmatyczne. W czasie krótkotrwałego naświetlania fotografowanego przedm iotu obiektyw. .48 Z asad y fizy k i lunety holenderskiej lub lunety Galileusza. przede wszystkim do rozwoju fotografii. N i e p c e i D a g u e r r e . 20. 2 Z jaw isk o rozk ład u soli sreb ro w y ch p rzez św ia tło z o sta ło w y ­ k ry te ju ż w pierw szej p o ło w ie X V I I I w iek u p rzez lek arza S c h u l - z e g o w H alle. lecz pom iędzy obiektyw em i okula­ rem zachodzi czterokrotne cał­ kowite odbicie światła w p ry ­ zm atach szklanych. wytworzone w ciemni o p ty cz n e j. Podw aliny tej bardzo ważnej gałęzi optyki stosowanej położyli w 1830 r.

rys. S kutkiem naświetlenia roz­ poczyna się rozkład chemiczny soli srebrowej. Zieleń drzew i łąk (porów n. należy domieszać do soli srebrowych pewne substancje. Proces ten zostaje doprowadzony do końca przez „wywoływanie“ kliszy za pom ocą roztworu redukującego. Zasady fizyki. Podczas wywoły­ wania bromek srebra zostaje najbardziej zaczerniony w miejscach najsilniej zaatakow anych przez światło. k tó re są jed n a k o w o w rażliw e n a w sz y stk ie b a rw y . zawierającą zawiesinę soli srebra. udało się otrzym ać dwa bardzo skuteczne uczulacze na podczerwień: rubrocjaninę i allocjaninę. odległe góry zaś zarysowują się szczególnie wyraźnie. F o to g ra fia i k in em atografia 49 ka m e ry fotograficznej. Ażeby zatem otrzym ać „ortochrom atyczne“2 p ły ty lub filmy. k tó ry zostaje utrw alony1 za pom ocą odpowiedniego procesu chemicznego. n a to m ia s t prawie zupełnie nieczułe na promienie żółte lub czerwone. Umożliwiło to wyrób na szeroką skalę płyt i filmów. jako „sensy- b ilizatory“ (uczulacze) specjalnie silnie pochłaniają światło czerwone i żółte. blady błękit nieba — bardzo ciemny.21) wydaje się bardzo jasna. oglądanych bezpośred­ nio gołym okiem. rzuca obraz na płytę szklaną lub film. które. Około 1930 r. dokonane na takich p łytach czułych na podczer­ wień. p o k ry ty w arstw ą żelatyny. zwykle brom ku srebra. 4 . 1 U trw a len ia d o k o n y w a m y za p o m o cą ro ztw o ru . ro zp u sz cz a ją ­ ceg o n iero zło żo n ą só l sreb row ą (n p . Gdy negatyw taki położym y na papier chloro-srebrny i oświetlimy. różnią się bardzo od widoków. za p o m o cą tio sia r c z a n u so d o ­ w eg o ). W ten sposób o trzym ujem y negatyw . 2 O r to ch ro m a ty czn y m i n a z y w a m y p ły t y fo to g ra ficz n e . Zdjęcia widoków. k tó rą z kolei utrw alam y. o trz y m am y odbitkę — pozytyw . Sole srebrowe są wrażliwe przede w szystkim na działanie promieni niebieskich. na których m ożna fotografować naw et w ciemności (naturalnie ciemności tylko dla oka ludzkiego). w miej­ scach zaś słabo naświetlonych rozkład jest bardzo nie­ znaczny. D z ia ła n ie św ia tła na ta k ie p ły t y z a le ż y ty lk o od jeg o ja sn o śc i.

Jeżeli sfotografujem y zatem przebieg jakiegoś ruchu w szeregu zdjęć migawkowych. a więc taśm a filmowa przesuwa się z prędkością 456 mm na sekundę. są sobie równe. lub też rzucam y na ekran. właśnie poza tymi zielonymi ziarnami. następujących po sobie bardzo szybko. że każde wrażenie świetlne. Dzięki umowie międzynarodowej znormalizowano na całym świecie form at filmu i tem po zdjęć. źe można otrzym ać wszystkie barw y z połączeń trzech barw zasadniczych: niebieskiej. sty k a ją ­ cych się ze sobą drobniutkich barw nych ziarenek. Obrazki m ają wysokość 19 m m. i L. zielonych i niebieskich. że obraz składa się z drob­ niutkich plam ek czerwonych. trw a przez pewien czas — około 1/7 sekundy. o prze­ kroju około V100 milim etra. które podczas zdjęcia rozkładają padające promienie na barw y zasadnicze. odebrane przez oko. nadającą się do praktycznego zastosowania. gdy oglądam y go. Okresy czasu. Jednakże przy dokładniej­ szym obejrzeniu można poznać.50 Z asad y fizy k i Fotografia barwna opiera się zwykle na wyzyskaniu faktu. i następnie prze­ suniemy tę serię zdjęć z tą sam ą mniej więcej szybkością przed widzem. Za pom ocą odpo­ wiednich działań chemicznych można osiągnąć przezroczy­ stość filmu w naświetlonych miejscach. gdyż do świadomości jego nie d o trą przerwy między kolej­ nymi zdjęciami. robi 24 zdjęcia na sekundę. zielonej i czerwonej. W dzisiejszych „filmach b a rw n y c h “ przed w arstew ką świa­ tłoczułą znajduje się w arstw a gęsto rozsianych. postać. L u m i è r e w 1895 r. potrzebne na wykonanie jednego zdjęcia i na jed n o ­ razowe przesunięcie taśm y pomiędzy dwoma kolejnymi zdjęciami. a p a ra t. to otrzym a on wrażenie rzeczywistego ruchu. W ten sposób goto­ wy obraz wykazuje właściwe zabarwienie. co 7 2 0 sekundy. stąd czas naświetlania każdego . na które w obrazie padły zielone miejsca fotografowanego przedm iotu. k tóra opiera się na fakcie. Z fotografii momentalnej rozwinęła się kinem atografia. np. Ideę kinem atografu dał E d i s o n . poruszany m otorkiem elektrycz­ nym . np. wypracowali bracia A.

Rys. Zwykła fotografia krajobrazu (u góry) i te n sam krajobraz w świetle podczer- wonym (u dołu) w edług Angcrera. 4* . 21.

p otrafim y dzisiaj robić niezależnie od siebie zdjęcia bliższego i dalszego tła. S tarania techniki filmowej. w ykonać 1000 zdjęć na sekundę lub jedno na sekundę. Jeżeli z a trzy m a m y zwykłe tem po w y­ świetlania. lub też. Zastosowanie różnych sztuczek umożliwiło wprowadzenie znacznych uproszczeń do przebiegu zdjęć. ostatnio zaś — aby uniknąć s tr a t światła — wprowadza się barwne źródła światła w odpowiednim zestawieniu. zostały również uwieńczone dość dobry­ mi wynikami.52 Z asad y fiz y k i zdjęcia wynosi 1/ia sekundy. ja k rośnięcie roślin czy kryształów. Za pomocą przyrządów specjalnej budow y m ożna uzy­ skać tempo zdjęć. czy też na m inutę. d a tu ją się początki filmu barwnego. umieszczane przed obiektywem . Aby otrzym ać dobre zdjęcia w ciągu ta k krótkiego czasu. należy stosować obiektyw y o dużej rozwartości i używać bardzo silnych źródeł światła. które. pierwsze pró b y pozwalają liczyć na dalsze dobre wyniki. z b y t wolno. m ożna np. . ab y mógł je śledzić zwykły obserwator. T a k np. W ten sposób zostaje umożliwione badanie i uwi­ docznienie procesów. jak np. dzięki czemu stały się zbyteczne podróże aktorów do oddalonych krajów. Od 1930 r. o trz y m am y „lupę czasową“ lub też „porywacza czasu“. zmierzające do powiększenia czułości filmów na światło. różniące się od zwykłego. Celem otrzym ania zdjęć ortochrom atycznych stosujem y filtry barwne. przebiegają z b y t prędko. poszczególne ruchy sportowców lub lot owadów.

Nie bez słuszności nazwano wiek nasz wiekiem elektryczności. dwa ciała zaś w stanach przeciwnych p rzy ­ ciągają się. nabierają przez pocieranie szczególnej wła­ sności przyciągania drobnych przedm iotów. elektrycz­ ność narzuca cywilizacji współczesnej charakterystyczne piętno. telegrafu i telefonu. jak się w ydaje. że istnieją dwa wręcz przeciwne s ta n y elektryczne. iż pewne ciała. znajdujących się w ich najbliższym sąsiedztwie. iż zdolność tego ta k zwanego elektryzowania się1 przez pocieranie nie jest wyłącznym przywilejem pewnych w ybranych ciał. znajdujące s ię w ty m s a m y m s ta n ie . Około roku 1600 G i l b e r t wykrył. W roku 1733 D u f a y w y k ry łd w o isty c h a ra k te r elektrycz­ ności. wiadomo.o d p y c h a ją się wzajemnie.C Z Ę S C D R U G A E L E K T R Y C Z N O S C X V II D W O IS T Y C H A R A K T E R E L E K T R Y C Z N O Ś C I Dzięki rozpowszechnieniu się radia i kina. 1 E lek tro n je s t greck ą n a zw ą b u rszty n u . D ufay u s ta ­ lił. Dopiero w X I X wieku rozpoczął się właściwie rozwój nauki o elektryczności. stanow iący podstawową jej właściwość. ta k . . Najprostsze obserwacje zjawisk elektrycznych sięgają bez w ątpienia jeszcze dalekiej starożytności. J u ż w siódmym stuleciu przed Chrystusem było. oświetlenia i m aszyn elektrycznych. iż dwa ciała. do k tórych przede wszystkim zaliczany był bursztyn. Jednakże wiadomości nasze o zjawiskach elektrycznych d a tu ją się z czasów znacznie późniejszych. lecz że m a m y tu ta j do czynienia z po­ wszechną własnością wszystkich ciał. niż wiedza o innych zjawiskach fizycznych.

wprost przeciwnie. jest w prost . W ty m stanie wiedzy. czy też żywicznej wydawało się rzeczą całkowicie dowolną. niestety. jest odwrotnie proporcjonalna do k w a d ra tu odle­ głości między nimi. było prawo C o u l o m b a . pierwszą zaś zależnością liczbową. w następującej formie: siła przyciągania czy odpychania. W ten sposób Coulomb ustalił zależność. a mianowicie nadać jednem u rodzajowi nazwę elektryczności dodatniej. odbieram y jednej z kul połowę jej naboju przez zetknięcie z identyczną trze­ cią. dziewięcio- krotnie itd. iż siła. Pierwszym takim poję­ ciem. znak do­ d a tn i nadano elektryczności szklanej. jaki po­ siadali fizycy w X V I I I . jako prawo Coulomba. nie zmieniając odległości. drugiemu — ujem nej. a drugiej — żywica. Coulomb wykrył. gdy. iż siła ta spada do po­ łowy. niż należało by sobie życzyć z p u n k tu widzenia fizyki dzisiejszej. Wobec tego łatwo już było uczynić krok następny. musiała więc dążyć do wytworzenia takich pojęć. z ja k ą działają na siebie dwa ciała naelektryzow ane (w jego doświadczeniach dwie kule metalowe). potrojona itd. k tó rą zwykle wypowiada się. W 1785 r. czy też o dpy­ chając. czy to przyciągając się. w ystępująca pomiędzy dwom a naelektryzow anym i ciałami. przyjęcie za d odatnią elektryczności szklanej. gdy odległość zostanie podwojona. elektryzujące się przeciwnie przez pocieranie. było pojęcie ilości elektryczności. a naw et jeszcze w połowie X I X wieku. Ponieważ głównym przed­ stawicielem jednej grupy było szkło. A byrozw inąć się znauki czysto opisow ejw naukę ścisłą. nienaładow aną kulą. więc przeciwstawiono sobie dwa rodzaje elektryczności: elektryczność szklaną i elektryczność żywiczną. siła maleje czterokrotnie. dotyczącą zjawisk elektrycznych. jakie powstało w nauce o elektryczności. W ybór wypadł. Coulomb wykrył nadto dalej..54 Z asad y fizyk i Nie trudno było wyróżnić dwie grupy ciał. z którym i m ożna byłoby związać określone dane liczbowe. na u k a o elektryczności musiała przede w szystkim uzyskać możność mierzenia wielkości elektrycznych.

obieram y za jednostkę ilości elektryczności taki nabój. Inna n ato m iast jednostka siły. J a k o trzecie wielkie odkrycie X V IIIstu lec ia w d z ie d z in ie elektryczności dołączyło się do odkryć D ufay’a i Coulomba odkrycie Y o l t y . za jednostkę przyśpieszenia p rzyjm ujem y zaś z kolei takie przyśpieszenie. leżą pomiędzy jedną a dziesięcioma jednostkam i elektrostatycznym i. k tó ry działa z siłą równą jednej dynie na rów ny sobie nabój. „elektryzując“ je za pomocą potartej laseczki szklanej. Opierając się na prawie Coulomba. jest siła. Aby wyjaśnić Łę sprawę dokładniej. Je d n o stk ą dynam iczną siły. Prawo Coulomba w ty m ujęciu daje nam bezpośrednio możność określenia jednostki naboju i uzyskania w Len sposób m iary ilości elekLryczności. nadm ienim y. z n ajdujący się w odle­ głości jednego c e n tym etra. Badania tego uczonego zostały spowodo- . w ynika ze znanego newtonowskiego praw a ruchu. m usim y przedsięwziąć m ałą wycieczkę w dzie­ dzinę mechaniki.02 miligrama. czyli równa się ciężarowi 1. Nabój taki nazyw am y jednostką elektrostatyczną naboju lub też po prostu jednostką elektro­ statyczną. D w oisty charakter elektryczności 55 proporcjonalna do iloczynu ich nabojów. podzielonego przez k w a d ra t odległości. które wyraża siłę jako iloczyn m asy przez przyśpieszenie. Ażeby wytworzyć sobie przybliżone pojęcie o wielkości tej jednostki. którem u odpowiada wzrost prędkości o jeden c e n ty m etr na sekundę w ciągu jednej sekundy. stąd dyna stanowi jed n ą 981-szą część ciężaru jednego gram a. nadająca masie jednego grama przyśpiesze­ nie jednostkowe. jest to tak zwana statyczna jednostka siły. Mechanika Łechniczna przyjm uje za jednostkę siły ciężar jednego kilograma. A więc ciężar jednego gram a nadaje masie jednego gram a przyśpieszenie równe 981 jednostkom . że naboje. prędkość swobodnego spadku wynosi w końcu pierwszej sekundy 981 cm na sekundę. jakie możemy nadać m ałym kulkom m etalow ym . J a k wykazuje doświadczenie. k tó rą nazwano dyną. jednostka dynam iczna.

W ten sp osób G a lvan i p rzek on ał się o e le k tr y c z n y m ch a ra k terze o b serw o w a n eg o przez sieb ie zja w isk a . iż d w a m e ta le . g d y ud k o żab ie p r z y w ią zy w a n o do żela zn ej p o ręczy h a c z y k ie m m ie d z ia n y m . należało w dalszej konsekwencji obrać za kierunek przepływu p rąd u ten. 2 Por. gdy łączono więc obie płytki przewodzą­ cym prąd drutem . p ołą czo n e ze sob ą za p o śred n ictw em w ilg o tn e g o p rzew o d n ik a (w ty m w y p a d k u p op rzez w ilg o tn e ud k o ża b ie) e le k tr y z u ją się o d w ro tn ie. 21. G a lv a n i u w ią za ł u d k o ż a b ie ż e la z n y m dru ­ cik iem do rów n ież żela zn e j p o r ęc z y sw eg o b a lk o n u . Było ono napełnione roz­ cieńczonym kwasem. rozdz. je d n a k że d rgania te s ta w a ły się sz c z eg ó ln ie siln e w te d y . A b y zb a d a ć. w drucie ty m powstawał stały prąd elektryczny. do wynalezienia stosu Volty. w k tó ry m płynie elektryczność do­ 1 G a lv a n i w y k r y ł w 1790 r. że d rgan ia s ta w a ły się m o c n iejsze .56 Z asad y fizy k i wane przez osobliwe. c z y burza w y w ier a rów n ież w p ły w na to zja w isk o . g d y u d k o sty k a n o z że la z n ą poręczą. z chwilowym prądem w yłado­ wania butelki lejdejskiej. g d y d o ty k a ł on k o ń cem n o ża do n erw ów . że na końcówkach stosu zjaw iają się zawsze naboje znaków przeciwnych i że wszystkie te zjawiska. O k azało się. g d y ze zn a jd u ją cej się w p ob liżu m a sz y n y ele k tr y c z n e j tr y sk a ły isk ry . które pow stają przejściowo w związku np. Stos ten składał się z szeregu płytek na przem ian cynkowych i miedzianych. . stw ie r d z ił on też d a lej. że św ieżo sp rep a ro w a n e ud k o ż a b ie d rgało. ja k a b y ła g łó w n a p r z y cz y n a op isa n eg o w yżej zło żo n eg o zja w isk a . oddzielo­ nych od siebie zwilżonymi kaw ałkam i filcu. druga dodatnio. W ten sp o só b V o lta o d d zielił b a d a n ia n ad e le k tr y c z ­ n o ścią w m eta la ch od z a g m a tw a n y c h stu d ió w n ad e le k try c zn o śc ią zw ierzęcą. że zaw sze p o w sta w a ły d rg a n ia . obserwacje fizjologiczne G a l v a n i e g o 1 i doprowadziły go w 1799 r. nader skomplikowane. Volta wykazał.. Prostszą postać stosu stanowiło naczynie Volty. w któ ry m zanurzano dwie płytki: cynkow ą i miedzianą.2 mogą być również w ytw arzane trwale przy użyciu stosu tego rodzaju. p olega on a na ty m . Skoro ju ż ra z wyróżniono elektryczność do d a tn ią i ujem ­ ną. D op iero V o lta rozp o zn a ł. Pierwsza z nich ładowała się ujemnie.

dotyczące elektryczności. jak również wia­ dome już było. otrzym yw anej przez tarcie. k tó ry przy jm u ­ jem y za kierunek prąd u .w k tó r y m przepływa elektryczność ujem na. X V III ELEKTROMAGNETYZM I P O J Ę C I E N A T Ę Ż E N IA P R Ą D U Odkrycie Volty oraz zdobyte w X V I I I wieku fakty. co i pierw­ sze najprostsze doświadczenia elektryczne. przewodzących p rąd elektryczny. Oersted ustalił. i wykrył w ten sposób związek pomiędzy dwiema tak tajemniczym i jeszcze za jego czasów siłami przyrody — elektrycznością 1 m agnetyzm em . Znajomość podstaw owych m agnetycznych własności ciał sięga zapewne tego samego mniej więcej okresu. iż p rąd elektryczny odchyla igiełkę m agnetyczną. stanowiły je d n a k zaledwie wstęp do wspaniałego rozwoju nauki 0 elektryczności. a więc w prost przeciwny te m u . U schyłku średniowiecza znalazł zastosowa­ nie w Europie zachodniej kom pas. przenoszone są w rzeczywistości naboje ujemne. iż n a ­ turalna m agnetyczna ruda żelazna przyciąga lekkie k a ­ wałki żelaza. jednakże jeszcze za czasów Oersteda n a u k a o m agnetyzm ie nie wyszła poza pierwsze początki. E lek tro m a g n ety zm i p o ję c ie n a tę ż e n ia prądu 57 datnia. od k ry ­ ciem elektrom agnetyzm u przez O e r s t e d a . Średniowiecze znało już z atem zjawisko m agnetyzm u ziemskiego. j a k ­ kolwiek były bardzo doniosłe same w sobie. znany Chińczykom już na tysiąc la t przed Chrystusem . J u ż w starożytności wiedziano. Mamy zatem dzisiaj wszelkie po­ wody do ubolewania nad przypadkiem . dzięki którem u n a ­ dano znak dodatni elektryczności szklanej. Dzisiaj wiemy (jak zostanie szcze­ gółowo uzasadnione dalej). Isto tn y kierunek ruchu nabojów elektrycznych w d ru ta c h jestw ięc w pro stp rz e ciw n y te m u . k tó ry rozpoczął się w 1820 r. a nie żywicznej. iż istnieją dwa przeciwne sobie rodzaje . iż w drutach.

sięgającej tak daleko. k tó rą można przyrów nać do iloczynu zaw artych w nich ilości m agnetyzm u. według którego działają na siebie dwa ciała. naładow ane elektrycznie. ja k mówią inaczej. analogii.58 Z asad y fizy k i magnetyzmu i że każde ciało m agnetyczne posiada dwa bieguny przeciwnego rodzaju. północnego czy też południowego. sto­ suje się również do dwóch biegunów m agnetycznych. K ażdem u ciału nadać możemy nabój elektryczny wyłącznie dodatni lub też wyłącznie ujem ny. każdy magnes posiada dwa bieguny i gdy posuniemy podział magnesu dowolnie daleko. na południe — ujem nym . Stosując związane ze zjawiskami m agnetyzm u ziemskiego czysto konwencjonalneoznaczenia. iż można mówić o jednym ogólnym prawie Coulomba. J a k wskazuje doświad­ czenie. Za jednostkę ilości m a­ gnetyzm u lub też. W znanych polakierowanych na czerwono m agnesach w kształcie podkowy. nazyw am y biegun wska­ zujący na północ — dodatnim . części jego zawsze stanowić będą całkowite m a ­ gnesy dwubiegunowe. Odkrycie Oersteda pozwoliło określić jednostkę natężenia p rądu elektrycznego przez m agnetyczne działanie prąd u ? . Pomimo analogii pomiędzy praw am i oddziaływań wza­ jem nych m as m agnetycznych oraz nabojów elektrycznych. istnieje jednakże zasadnicza różnica pomiędzy stanam i elektrycznym i a m agnetycznym i. działa z siłą równą jednej dynie. lecz nie możem y n a ­ dać jednem u ciału m agnetyzm u wyłącznie jednego rodzaju. Dwa bieguny m agnetyczne działają zatem na siebie z siłą p rzy­ ciągającą lub odpychającą. służących do zabaw y dzieciom. znajdującą sięwodległości jednego centym etra. k tóra na równą sobie ilość. iż to samo prawo. masa m agnetyczna każdego z bie­ gunów może wynosić do kilku setek takich jednostek. zwane biegunami północnym i południowym. m asy m agnetycznej przy jm u je m y tę ilość m agnetyzm u. każdy magnes zawiera jednakow e ilości d o d a t­ niego i ujemnego m agnetyzm u. podzielo­ nego przez kw a d ra t ich odległości. Coulomb stwierdził.

w od różn ien iu od n a zw isk a u czo n eg o fran ­ cu sk ieg o — A m père.2 Tysiączna część am pera (A) została nazw ana miliamperem (MA). prąd. wywołane przez p rąd elek­ tryczny.1180 m lgr srebra. jak w y ż e j. drucik miedziany. Jednostkę. przepływ ający przez nowoczesne lam py żarowe ma natężenie około y2 A. E lek tro m a g n ety zm i p o jęcie n a tę ż en ia prądu 59 Za jednostkę natężenia uważać będziemy natężenie takiego prądu. stosowana zwykle w elektro­ technice. sięga 100 A. ja k o n a tę ż e ­ nie prądu. zg o d n ie z b rzm ien iem p olsk im . J e ż e li u ż y w a m y w y ra zu a m p er dla ozn a czen ia n a tężen ia prądu. . porów naj rozdz. galwanomelrów. pędzący tram w aje miejskie. wysoce interesujące staje się zagadnienie. któ ry w dwudziestych latach X I X stulecia położył wielkie za­ sługi w dziedzinie badań prądów elektrycznych. określoną w ten sposób. p isz e m y go. działa z siłą jednej d y n y 1 na jednostkow y biegun. każdy zwój działa jak samo­ dzielny obwód. Prąd.1 4 1 5 9 ). jednostka. W przyrządach tych prąd m ierzony przepływa przez cienki. stanow ią zasadę. nazw ana ta k na cześć francuskiego fizyka. 2 A m p er byw a o k reśla n y rów n ież e le k tr o lity c z n ie . k tó r y w cią g u jed n ej se k u n d y w y d z iela 1. płynąc przez przewodnik w kształcie koła o promieniu centym etrów . ile jednostek elektrostatycznych naboju przechodzi wciągu 1 W y stę p o w a n ie lic z b y '2n w y n ik a z p o d sta w o w e g o p raw a d zia ­ ła ń ele k tr o m a g n e ty c z n y c h . znajdujący się w środku koła. nawinięty w postaci bardzo licznych zwojów na stosowną ram kę. Dziesiątą jej część stanowi amper. Zakres wskazań odpowiednio zbudow a­ nych galw anom etrów różnych typów rozciąga się od t y ­ sięcy am perów do bilionowych części ampera. Ponieważ p rąd elektryczny rozpatrujem y jako przepływ elektryczności. nazyw am y elektrom a­ gnetyczną jed n o stk ą natężenia prądu. Działania m agnetyczne. C h od zi w ięc o k o ło o o b w o d zie 4 n z cm {7i = 3 . Ciało ludzkie może już odczuwać p rądy o n a ­ tężeniu zaledwie kilku MA. 5 6 . który. na której oparto konstrukcję tzw. najważniejszych przyrządów mier­ niczych w dziedzinie prądów. starannie izolowany.

iż liczb a je d n o ste k e le k tr o sta ­ ty c z n y c h n a b o ju . równą wartości pręd­ kości świalła. 2 N iezn a czn e o d ch y le n ie w a r to śc i p ręd k o ści św ia tła od za o k rą g ­ lonej lic z b y 3 . p rz e n o szo n y ch w ciągu se k u n d y przez prąd o n a tężen iu je d n o s tk o w y m . do­ prowadziła ona do wyniku w prost sensacyjnego. wyrażonej w c e n tym etrach na sekundę.1010 cm /sek . Weberowi i Kohlrauschowi. n a ­ stę p n ie ro zła d o w y w a li t ę b u te lk ę i p rz ep u szcza li prąd w y ła d o w a n ia przez g a lw a n o m etr. jest to tzw. a prędkość światła wynosi 3 .0 0 0 0 0 . Z n aleźli oni. 1010 cm na sekundę. W e b e r i K o h l r a u s c h znaleźli mianowicie. n a jd o k ła d n iejsz e za ś p o m ia ry o p ty c z n e p ręd k ości św ia tła d a ły . iż p rąd o natężeniu jednostkow ym przenosi w ciągu sekundy liczbę jednostek elektrostatycznych naboju. ja k w id z ie liś m y w y ż e j.. je s t rów n a 3. za w a rtej w p ew n ej b u te lc e lejd ejsk iej. nie zo sta ło tu u w zg lęd n io n e.9 9 7 9 6 . Z god n ość tę m u sim y w g ra n ica ch b łęd u u zn a ć za z u p ełn ą . W elektrotechnice za jednostkę p rak ty c zn ą ilości elek­ tryczności przyjm ujem y ilość elektryczności.9 9 7 1 0 .1 W ten sposób W eber i Kohlrausch po raz pierwszy wykryli ścisły związek pomiędzy elektrycznością i światłem i po raz pierwszy przeczuli identyczność istoty obu tych sił przyrody. 1010 cm /sek . P o m ia ry te z o ­ s ta ły p o w tó rzo n e p óźn iej w e d łu g p o m y słu W eb era i K o h lra u sch a przez szereg b a d a czy p rzy z a sto so w a n iu c ią g ły c h u lep szeń . wynoszącym jednostkę elektrom agnetyczną. więc kulom b odpowiada 3 . 1010 c m /se k . przenoszoną w ciągu jednej sekundy przez prąd o natężeniu jednego am pera. J a k o n a jd o k ła d n iejszą d o ty c h c z a s w a r to ść o tr z y m a n o z ty c h p o m ia ró w — 2 . 1010.2 1 W eb er i K o h lra u sch m ierzy li p rzed e w sz y stk im c a łk o w itą ilo ść e lek try czn o ści.60 Z a sa d y fizy k i jednej sekundy przez dowolny przekrój przewodnika. Odpowiedź na to pytanie udało się zdobyć dopiero w 1856 r. Ponieważ arnper został zde­ finiowany. kulomb. 10® jednostkom elektrostatycznym . z którego nadzwyczajnej doniosłości ówcześni fizycy nie zdawali sobie jeszcze całkowicie sprawy. .1 . w którym płynie prąd o natężeniu. jako jedna dziesiąta elektrom agnetycznej jed ­ nostki natężenia prądu. w a r to ść 2 .

W praw iał on w szybki o b ró t naładow aną elektrycznie tarczę i nie tylko mógł wywołać w ten sposób odchylenie znajdującej się w pobliżu igły m agnetycznej. przepływającej w ciągu sekundy. N a p ię c ie ele k tr y cz n e 61 Utożsamienie p rądu elektrycznego z przenoszeniem n a ­ bojów elektrycznych nasunęło myśl. ja k różnica poziomów jest przyczyną p rądu wodnego. naładow anych elektrycznie. j a k ą posiada prąd wody. naładowane elektrycznie i poruszające się dostatecznie prędko. aniżeli pojęcie n a ­ tężenia prąd u . że. jest napięcie. W nauce o elektryczności poję­ ciem. które posiada podobne znaczenie dla prądu elektrycz­ nego. że zdolność w ykonania pewnej pracy. ja k ą prze­ bywa woda na swej drodze. że kierunek odchylenia zmienia się wraz ze zmianą kierunku obrotu tarczy lub ze zm ianą znaku naboju. bowiem różnica potencjałów t a k samo jest przyczyną pow staw ania p rąd u elektrycznego. zwana też czasami silą elektro­ m otoryczną. przez fizyka amerykańskiego R o w l a n d a . podobne do działań prądu. o ile chodzi o dzia­ łania m agnetyczne. W ydaje się zatem. czyli różnica potencjałów. J e s t rzeczą ja ­ sną. Ilością woltów m ierzym y napięcie elektrycz­ ne. lecz również i od różnicy poziomów. Możemy powziąć przybli­ . wywoła działania. ja k różnica poziomów dla p rądu wody. Je d n o stk ą n a ­ pięcia elektrycznego jest wolt. zależy nie tylko od ilości wody. analogicznym do różnicy poziomów. że ciało. X IX N A PIĘ C IE E LE K TR Y C Z N E Pojęcie ilości woltów jest bardziej naw et znane każdemu laikowi z codziennego życia dzisiejszego. Przypuszczenie to zostało rzeczy­ wiście potwierdzone w 1876 r. polegającymi na mechanicznym przesuwaniu ciał. nie m a żadnej różnicy pomiędzy p r ą ­ dami przewodzonymi i ta k zwanymi prądam i konwekcyj­ nym i. przepływającego przez przewodzący d ru t. lecz ustalił również.

k tó rą wykonyw a na sekundę prąd o natężeniu jednego am pera.1 przeby­ wając napięcie jednostkowe. faktach: zwykłe bateryjki kieszonkowe w ytw arzają napięcie około 1 %wolta. Trzechsetna część takiej jednostki napięcia została nazwana wollem. że nowoczesne lam py żarowe zużywają przeciętnie od 10 do 100 w attów . Ogólnie praca p rądu na sekundę — czyli tak zwana sprawność albo moc p r ą d u —-w y raż o n a w w a tta c h . Dla przykładu zaznaczy­ my. na cześć wynalazcy m aszyny parowej. gdy elektryczność prze­ pływa pomiędzy dwoma p u n k ta m i o różnych potencjałach. 2 In n e (u sta w o w o p rzy jęte) ok reślen ie w o lta p o leg a n a ty m . Każda zmiana poziomu ciężkiego ciała związana jest ze zużyciem. Kierując się analogią. została nazw ana wolt-am perem lub też częściej walłem. aby ilość elektryczności. równa elektrostatycznej jed ­ nostce naboju. gdy ciało to spada z tej wysokości. np. ta k ą sam ą ilość pracy „uzyskujem y“ . Ścisła definicja wolta jest nieco trudna. czy też z uzyskaniem pewnej pracy. por. w ykonyw ała pracę jednego erga. opada o 40 metrów. musimy ją omówić choć w kilku wier­ szach. gdy 10. rozdz. ogólnie zapewne znanych. iż n a p ięcie n orm aln ego ogn iw a k a d m o w eg o p r zy jm u je się za rów n e 1. ze względu na jej wagę. opierając się na dwu następujących.0187 w olta.2 Praca. . jednakże. Praca. możem y określić jednostkę napięcia tak. w ykonana przez p rąd o mocy jednego w a tta w ciągu 1000 godzin. mniej więcej pół w a tta na świecę. spływając z góry. 20. przebyw ając różnicę potencjałów jednego wolta. iż podniesienie każdego ciężkiego ciała na określoną wysokość w ym aga zu­ życia pewnej pracy i że odwrotnie. jest jed- 1 P o jęcie erga z n a jd z ie m y w ro zd ziale 7. P rzypom nijm y przede wszystkim. jest równa iloczynowi ilości woltów przez ilość amperów.62 Z asad y fiz y k i żone wyobrażenie o wielkości wolta.000 ton wody. ta k zwana kilowallgodzina (KWG). W podobny sposób zostaje w ykonana praca. elektryczne zaś linie oświetleniowe z n a jd u ją się pod napię­ ciem 110 lub też 220 woltów.

odwrotnie — do przekroju. a następnie z astąpim y to źródło innym o napięciu podwójnym . gdyż musi płacić za nią około 50 groszy. iż w a tt je s t jed n o stk ą sp ra w n o ści n a to m ia st w a ttg o d z in a lu b ty sią c k r o tn ie w ięk sza k ilo w a ttg o d /. charakteryzującą elektryczne własności przew odnika. 1827 O h m . ja k to stwierdził w r. jed ­ nostką techniczną oporu jest „ O h m “ — . Opór d ru tu metalowego o długości 1 m etra i przekroju jednego mili­ m etra kwadratow ego nazyw am y oporem właściwym danego m etalu. zwa­ nego od jego nazwiska praw em Ohma. Opór przewodnika liniowego jest w prost proporcjonalny do jego długości. w k tó ry m napięcie (siła elektro­ m otoryczna) jednego wolta w ytw arza prąd jednego am pera. Opór elektryczny 63 no stk ą pracy1 dobrze znaną z życia codziennego. is to tn ie . . której znaczenie uprzytam nia sobie każdy. to znaczy. że słup rtęci o długości jednego m etra i przekroju jednego milimetra kwadratow ego2 posiada opór około 1 N a le ż y zw rócić u w agę na to. niż w pierwszym. natężenie p rądu jest dwa razy większe w drugim w ypadku. Stąd iloraz napięcia przez natężenie prądu jest pewną wielkością mierzalną. natężenie p rądu w określonym przewodniku jest proporcjonalne do napięcia. sp ra w n o ść o zn a cza p racę na je d n o s tk ę czasu . Iloraz ten nazwano oporem. XX O PÓ R E L E K T R Y C Z N Y Gdy połączymy ze sobą przewodnikiem bieguny źródła p rądu o określonym napięciu. a mianowicie opór takiego przewodnika. Opór właściwy rtęci wynosi około jedności. o d c h y le n ie tak iej je d n o stk i od je d n eg o om a w y n o si za led w ie kilka p ro cen tó w . k tó ry spostrzeżenia swe wypowiedział w postaci prawa.in a sta n o w i je d n o s tk ę p racy. kto korzysta z oświe­ tlenia elektrycznego.1 Q. 2 D aw n iej opór tak iej nici rtęcio w ej sto so w a n o rów n ież ja k o je d n o stk ę . Ogólnie biorąc.

występuje osobliwe zjawisko nadprzewodnictwa. praktycznie biorąc. u pewnych określonych metali. jest powszechnie używ ana na przewody. całkowicie swój opór w pewnej ściśle określonej. ja k np. Szczególnie m ały jest opór wła­ ściwy srebra (0. ołów. T ak np. 12% m anganu).1 w ytw orzym y p rąd przez chwi­ lowe przyłożenie źródła prądu. których opór właściwy nie zależy. n a w e t s to p y m e ta li. zgoła n ieo cz e k iw a n ie . Za pomocą elektrycznych term om etrów oporowych m ożna mierzyć różnice tem peratur. gdy w pierścieniu ołowianym. Opór właściwy zmienia się z lempcralurą. skutkiem tego miedź. traci. . Zależność tę. 4 % niklu. od tem p e ra tu ry . k tóre sam e przez się n ie u ja w n iły n a d p rzew o d n ictw a . Opór właściwy slopów znacznie mniej zależy od tem p e ra ­ tu ry . jako m etal stosunkowo tani. a mianowicie zwiększa się z jej wzrostem. charakterystycznej dla danego m etalu. cynk. praktycznie biorąc. w ykryte przez K a m e r l i n g h O n n e s a w 1911 r. wówczas po usunięciu źródła p rąd ten krąży nadal w pierścieniu w ciągu długich godzin bez żadnego dostrzegalnego osłabienia. bardzo niskiej tem peraturze. 3 N iek tó re s to p y w y k a z u ją ró w n ież zja w isk o n a d p rze w o d n ic tw a .017). K ażdy z metali. Dzięki planow ym próbom udało się wytw orzyć stopy. dochodzące zaledwie do jednej s tu ­ tysięcznej stopnia. rtęć.2 W a rto tu nadm ie- 1 S k u tk ie m te g o tem p era tu ra p ierścien ia o ło w ia n e g o je s t sta le u tr z y m y w a n a na p o zio m ie ok o ło 4° p o w y żej zera b e zw z g lęd n e g o . około — 269° C (a więc zaledwie o 4 stopnie powyżej zera bezwzględnego). posiadających tę dziwną właściwość.016) i miedzi (0. za­ nurzonym do ciekłego helu. W tem p e ra tu ra c h szczególnie niskich.96 Q). pośród n ich . 4 0 % niklu) i m anganina (84% miedzi. można wyzyskać do n a d ­ zwyczaj dokładnych pom iarów te m p e ra tu ry . szczególnie p r a ­ widłową w w ypadku platy n y .64 Z a sa d y fizy k i 1 Q (dokładniej 0. Do stopów ty ch należy konslanlan (60% miedzi.

lub reostaty. którego opór właściwy obniża się znacznie pod wpływem naświetlenia. złożone z całkowitych wielokrotności 100. a k u m u la to r nie daje je d n a k jeszcze w ty m stanie żadnego prądu. to na. gdy n a to m ia s t elektrodę ujem ną tw orzy n a ­ czynie cynkowe ogniwa suchego. oraz na opór — linia zazębiona. zawierające kom plety wzorców. przesyconą roztw orem salm iaku. grających ważną rolę. na k tó ry m są również widoczne powszechnie przyjęte symbole rysunkowe na źródło prądu. zostaje on wówczas „naładow any“ skutkiem zacho­ dzących w nim zmian chemicznych. Składa się on z dwóch płytek ołowianych. włączonych jeden po drugim.pry¿ u2¿h°™ $ turalnie sum ują się one. gdy włączymy ich kilka do obwodu lub też gdy źródła te złączymy w baterię. V10 i 1/100 oma. zanu­ rzonych w czystym kwasie siarkowym . a w większości w ypadków również i różnej gru­ bości. czyli t a k zwaną elektrodą dodatnią. Gdy w obwodzie p rąd u znajduje się kilka oporów. rozdz. mianowicie dwie równoległe kreski różnej długości. 10. Opór elektryczny 65 nić jeszcze o osobliwej własności selenu. 22. 1. na drugiej zaś 1 Por. jest węgiel. J e d n a z p ły te k po­ kryw a się przy ty m dw utlenkiem ołowiu.) Stosowane dzisiaj często w praktyce ogniwa suche za­ wierają pewną masę. Zasady fizyki 5 . (Porównaj rys. dochodzące do biliona omów.1 Pom iar oporów polega zwykle na ich porównaniu z opo­ ram i norm alnym i. 39. Za pomocą specjalnych urządzeń. można je d n a k mierzyć opory. p ły tk ą dodatnią. służą do tego tak zwane pudelka opo­ rowe. Najw ażniejszym dzisiaj ogniwem galwanicznym jest aku ­ mulator. Obszar mierniczy takich przyrządów sięga do dziesiątków tysięcy omów. Przez a k u m u la to r musi być uprzednio przepuszczony p rąd z zew­ ną trz . gdy b a d a m y izolatory. Podobnie sum ują się siły elektrom otoryczne źródeł prądu.

6 wolta. nato m ia st do ładowania potrzebne jest napięcie 2. Niech A i B będą dwoma dowolnymi p u n k ta m i obwodu. zużywający prąd. wówczas ilo­ czyn natężenia prądu. do którego włączamy jakiś przyrząd. n a p ię d a is c h e m a i).000 woltów. używany jako źródło prądu. Można również zestawiać ak u m u la ­ to ry w baterie. odgałęźmy następnie z p u n k tó w F i Ii obwód boczny. Gdy a k u m u ­ lator wyczerpie się. A kum u­ lator. 23).1 A ku­ m ulator może dostarczać przez wiele godzin p rąd u o kierunku odw rotnym do p rąd u ładującego. płynącego przez obwód. . według którego iloczyn n a ­ tężenia p rądu przez opór równa się sile elektrom otorycznej. w ykazuje napięcie 2 wol­ tów. W stanie naładow anym a k u m u la to r jest „w tó rn y m “ ogniwem galwanicznym. napięcie miejskiej linii oświetleniowej. Przyłóżm y np. w y w o ła n y c h przez prąd p ie r w o tn y . stosuje się nie tylko do całego obwodu prądu. Stosunek wartości napięcia częściowego pomiędzy p u n k tam i F i H do całkowitego napięcia 220 woltów jest równy stosunkowi części oporu F H do całkowi­ tego oporu FG. W w y padku rozgałęzienia prądu. do oporu FG (rys. W ynika stąd możliwość podziału napięcia. stosując odpowiednie izolacje. przez opór części obwodu zawartej między A i B jest rów ny różnicy potencjałów punktów A i B. Przesuwając dowolnie ruchom y k o n ta k t H. wynoszące 220 woltów. k tó ry odwrotnie może redukować dwu­ tlenek ołowiu na ołów metaliczny. sięgające do 10. m ożna z pomocą takich bateryj otrzym ać wysokie napięcia. p o n iew a ż d op iero u p rzed n ie p rzep u szczen ie p ew n eg o p rąd u p ie rw o tn eg o u m o żliw ia p ó źn iejsze czerp a n ie prądu z o g n iw a n a k o sz t p rzem ian c h e m ic z ­ n y ch . Praw o Ohma. prawo Ohma stosuje się do natężenia prądu i oporu każdej z gałęzi. można go na nowo naładować. k tó ry można dzielić na części za pom ocą ruchomego k o n ta k tu Ii. 1 N a z y w a m y ogn iw o te g o rod zaju w tó r n y m .66 Z asad y fiz y k i wydziela się wodór. lecz również i do dowolnej jego części.

Jed n o stk ę tę nazwano faradem na cześć wielkiego fizyka angielskiego F a r a d a y ’a. XXI KONDENSATOR W eźm y dwie p ły ty metalowe. Kondensator 67 możemy w ytworzyć w ten sposób dowolne napięcie czę­ ściowe. z'miejską linią oświetleniową. chociażby np. Okazuje się wówczas. zwany kondensatorem . usta w m y je naprzeciwko siebie i po­ łączmy je chwilowo ze źródłem pewnego określonego n a ­ pięcia. Możemy więc przyrów nać nabój do iloczynu n a ­ pięcia przez pewną wielkość. Za jednostkę pojemności p rzyjm ujem y ta k ą pojemność. gdy napięcie na niej wynosi jeden wolt. są. op isa n e tu ta j. proporcjonalne do przyłożonego napięcia. Dalsze obserwacje w ykazują. J e st zrozumiałe samo przez się. równy jednem u kulombowi. gromadzące się na każdej z płyt. Wielkość tę nazyw am y pojemnością kondensatora. że każdy galw anom etr o znanym oporze m ożna przekształcić w p rzy­ rząd mierniczy do napięć. zwłaszcza o ile chodzi o bardzo małe i szcze­ gólnie wysokie napięcia. gdy odległość między płytam i jest dana. k tóra skupia nabój. iż obie p ły ty zostają naładow ane elektrycz­ nością przeciwnych znaków. że fizyka dzisiejsza rozpo­ rządza jeszcze licznymi innym i m etodam i mierzenia różnic potencjałów. czyli ta k zwany woltomierz. stan ten zaś trw a naw et po usunięciu doprowadzeń napięcia.1 Z praw a Ohma w ynika wreszcie również. n osi m ia n o p o te n c jo m etru . 5* . 1 U rząd zen ie. która charakteryzuje opisany wyżej układ. umieszczone na izolowa­ nych podstaw kach. jest ona jed n a k o wiele za duża dla celów technicznych. gdy odległość pomię­ dzy p łytam i jest stała. iż naboje elektryczne o przeciwnych znakach.

doprowadzające napięcie. zależy ona też w spo­ sób bardzo istotny od substancji. że g ru b ość w su n ię te j sz y b y szk la n ej je s t rów n a o d le g ło śc i p o m ię d zy p ły ta m i. Odwrotnie. Jeżeli przyłożym y do kondensatora napięcie 220 woltów. ile razy w zrasta pojemność kondensatora po wypełnieniu przestrzeni między płytam i t ą substancją. gdy usu­ niemy d ru ty . Musimy stąd wyciągnąć wniosek. je d n a k ż e sta ła d ie le k tr y c zn a p ow ietrza różni się bard zo m ało od je d n o śc i. Każdej substancji nieprzewodzącej elektryczności odpowiada w sposób analogiczny pewna c harakterystyczna liczba. u n ik a ją c z e tk n ię c ia z n a ła d o w a n y m i p ły ta m i m e ta lo w y m i. znajdującej się pomiędzy p łytkam i metalowymi. Liczbę tę n a ­ zwano slalą dielektryczną.00059. zostaje ono zachowane. 5. przy czym. F a r a d a y . gdy szybę szklaną usuniemy. co m ożna bez­ pośrednio stwierdzić za pomocą wagi.“ Stała dielektryczna szkła wynosi. porcelany — 4 % . w w ypadku wody ma ona olbrzymią wartość 81. ebonitu — około 3. zam iast powietrzem. ja k stwierdził w 1835 r. Pojemność kondensatora płytkowego jest odwrotnie proporcjonalna do odległości między płytkam i. k tóra wskazuje.1 zauw ażym y n a ty c h m ia ­ stowy spadek napięcia do 40 woltów. poza ty m za k ła d a m y . . Poprzednie napięcie — 220 woltów — ustala się jed n a k z powrotem. gdy pom iędzy jego płytam i znajduje się szkło zam iast powietrza. w a rto ść jej w y n o si 1. można zastosować przyciąganie się wzajemne p ły t kondensatora do pom iaru różnic potencjałów. zgodnie z wyżej powiedzianym.68 Z asad y fiz y k i W p raktyce używ am y jako jednostki t a k zwanego mikro- farada (MF) — któ ry stanowi milionową część farada. 1 M u sim y w y k o n a ć tę c z y n n o ść o stro żn ie. 2 P o w ietrzu m u sim y ró w n ież p rzy p isa ć p ew n ą sta łą d ie le k tr y c z ­ n ą w sto su n k u do p różn i. że w tych samych w arunkach pojem ność kondensatora zwiększa się pięcio­ krotnie. P ły ty kondensatora niosą naboje znaków przeciwnych i skutkiem tego przyciągają się nawzajem . W su ń m y pomiędzy naładowane płytki szybę szklaną.

2 W szczególnym więc w ypadku. Składa się on z szeregu p ły t m etalow ych w kształcie pół­ koli. D zie- . czyli każdego „przew odnika“ . każdem u kątowi skręcenia odpowiada określona wartość pojemności. ja k o pojemności kon­ densatora. butelka lejdejska oraz płyta F ranklina. pom iędzy które w suw am y przez po­ kręcanie odpowiedniej gałki drugi układ p ły t (rys. 2 N ab ój k u li d zia ła m ia n o w icie na ze w n ą tr z ta k . ty m siln iej w zra sta p o jem n o ść (stą d te ż p o c h o d z i n a zw a k o n d en sa to r). 24).3 K ula metalowa 1 Im b liżej sieb ie zn a jd u ją się o b y d w ie w a r stw y sta n io lu . Oba te ty p y kon­ densatorów w ykonane są ze szklą. Równie dobrze. oklejonego obustronnie staniolem . że potencjał kuli metalowej musi być rów ny jej nabo­ jowi. ja k ą trzeba w y k o n a ć p rzeciw k o siło m p o la . P o te n c ja ł za ś k u li o d p o w ia d a p racy.1 0 9 je d n o stk o m e le k tr o sta ­ ty c z n y m . też pomiędzy przewodnikiem i jakim ś dowolnym ciałem. ja k g d y b y b ył ca łk o w icie sk u p io n y w środ k u k u li. Na podstawie praw a Coulomba m ożna łatwo wywniosko­ wać. posiadającym i również pewne znaczenie historyczne.1 W technice współczesnej i w fizyce ekspery­ mentalnej używa się jako przyrządu o dającej się dokładnie regulować pojemności ta k zwanego kondensatora obrotowego. możemy mówić o pojemności każdego ciała przewodzącego elektryczność. ca łk o w a n ie) d o c h o d z im y do p r z y to czo n ej w y żej z a leż n o ści. iż kula o promieniu 9 kilometrów posiada pojemność jednego m ikrofarada.Kondensator pom iędzy przewodnikiem i ziem ią lub obrotowy. Można rów­ nież łatwo wykazać. K on d en sator 69 Bardzo rozpowszechnionymi formami kondensatorów. są tzw. 24. S tą d p rzez p ro sty rach u n ek (tzw . okazuje się. podzielonemu przez promień. 3 K u lo m b rów na się m ia n o w icie 3 . P rzyjm ujem y wówczas za napięcie różnicę potencjałów Rys. a b y p rzen ieść ele k tr o m a g n e ty c z n ą je d n o s tk ę n a b o ju z n ie sk o ń c zo n o śc i do d o ­ w o ln eg o p u n k tu na p o w ierzch n i k u li. iż pojemność jego równa się promieniowi kuli. połączonym z ziemią (uziemionym). gdy przew odnik ma ksz ta łt kuli. a w o lt — 1/300 e le k tr o sta ty c z n e j je d n o s tk i n a p ięc ia .

równa się. że (jak m ó w im y w ję z y k u m a te m a ty c z n y m ) p o ch o d n a p o te n c ja łu w zg lęd em o d le ­ g ło ści. natężeniu pola elektrycznego. ja k a przepływa w ciągu jednej sekundy przez przekrój nitki zwykłej żarówki. równy napięciu linii oświetleniowej. w k tó ry m norm alny spadek potencjału wynosi na powierzchni ziemi około 1 wolta na ląc 3 . o tr z y m u je m y 9 . w z ię ta ze zn a k iem o d w ro tn y m .70 Z asad y fizy k i o promieniu rów nym promieniowi ziemi ma pojemność 707 m ikrofaradów. S tą d jed n em u m ik ro fa ra d o w i. czyli natężenie pola elektrostatycznego. Spadek potencjału. o trz y m ała b y ona nabój równy co do wielkości ilości elektryczności.1 0 9 przez 1 /3 0 0 . o trz y m am y „siłę na jednostkę n a b o ju “ . G dybyśm y nadali ta k olbrzymiej kuli potencjał. . istniejący w pewnym punkcie pola w kierunku działania siły. m u si b y ć rów n a sile. ja k to łatwo wykazać. o d p o w ia d a 9 . 10u ja k o w a r to ść farada w c e n ty m e tr a c h . technicz­ nie osiągalne. 105 cm . Skutkiem takich napięć na z n ajdujący się w polu nabój działa pewna siła. pom iędzy p u n k ta m i którego istnieją różnice potencjałów. a więc około 220 woltów. Gdy podzielimy ją przez wielkość naboju. Najsilniejsze. czyli różnica potencjałów na centym etr. pola m ają spadek rzędu kilku milionów woltów na centym etr. czyli napięcia elektryczne. d z ia ­ łającej na je d n o s tk ę n ab oju . Nazwą pola elek­ trycznego obejm ujem y obszar.1 Wobec tego natężenie pola po dajem y w woltach na c entym etr. k tó ry m zajmowaliśmy się ju ż nie­ jednokrotnie. ja k o m ilio n o w ej części farada. wiążą się bezpośrednio pojęcia pola elektrycz­ nego oraz natężenia pola elektrycznego. Otaczająca nas atm osfera stanowi również pole elektryczne. X X II POLE ELEKTRYCZNE Z pojęciem napięcia. 1 Z d efin icji p o ten c ja łu w y n ik a m ia n o w icie.

potrząsając nią z lekka. P o le elek try czn e 71 ce n ty m etr. Rys. że w każdym punkcie będzie ona miała kierunek natężenia pola w danym miejscu. Możemy jed n a k również bezpośrednio uwidocznić linie sił. Możemy sobie wyobrazić. jednakże podczas burzy spadek ten może wzrosnąć do blisko 1000 woltów na centym etr. o trz y m am y wówcz&s ta k zwaną linię siły. Z rysunku widać (wynika to również i z rozważań teoretycznych). 25. że każde pole elektryczne wypełnione jest takim i limami sił. że linie sil w ychodzą prostopadle z powierzchni naładowanego ciała . D robniutkie kryształki gipsu ułożą się wówczas pod wpływem sił elektrycznych wzdłuż linii sił. 25 np. w ty m celu w ystarczy w ytw orzyć pole elektryczne na płytce szklanej i następnie. Jeśli w polu elektrycznym przeprowadzim y krzyw ą w ten sposób. Elektryczne linie sił w polu kondensatora. na płytce szklanej naklejono dwa kawałki staniolu i po­ łączono je ze źródłem wysokiego napięcia. posypać ją sproszkowanym gipsem. przedstaw ia linie sił pola kondensatora. Rys.

skutkiem zdolności przesuwania się nabojów we wnętrzu ciała B. wykryŁe już w połowie X V I I I sLulecia. ogniwem galwanicznym). będzie to wynikiem sił przyciągających i odpychających. iż w przewodniku nie mogą istnieć różnice potencjałów. lecz i do pustych wew nątrz przewodników. W przewodnikach na to m ia st nie mogą istnieć różnice potencjałów. . część jego. Tylko w izolatorach mogą istnieć różnice potencjałów a więc w nich tylko mogą przebiegać linie sił bez jednoczesnego przepływu prądu. Stosuje się to naturalnie nie tylko do pełnych. chyba że napięcie jest podtrzym yw ane przez połączenie ze stałym źródłem p rądu (np. Ło. zyska nabój ujem ny. Jeżeli do n ała­ dowanego dodalnio ciała A zbliżymy izolowany. w yw ieranych przez nabój ciała A. zostałyby one n a ty c h m ia st w yrównane przez przepływ prądu. zwrócona ku ciału A. nabój dodatni spły­ nie do ziemi. Istotna różnica pom iędzy przewodnikami i izolatorami polega właśnie na ty m . Gdy ciało B uziemimy.72 Z asad y fizyk i i również prostopadle kończą się na innym ciele naładow a­ nym. w izolatorach zaś jest to nie­ możliwe. Z możności poruszania się nabojów w ew nątrz prze­ wodnika w ynika dalej zjawisko indukcji2 elektrycznej. Zachowanie się przewodników i izolatorów w polu elek­ trycznym jest zasadniczo odmienne. nienała- dow any uprzednio. Roz­ liczne doświadczenia rzeczywiście bezpośrednio potwier­ dzają b rak pola we wnętrzu naładow anych przewodników. nie może również istnieć w nim i pole elek­ tryczne. że w pierwszych istniejące w ciałach naboje elektryczne1 mogą poruszać się swobodnie wzdłuż linij sil. Nabój przewodnika może gromadzić się tylko na jego powierzchni. przewodnik B. ujem ny zaś pozostanie. n ato m iast część odwrócona od ciała A — dodatni. Gdy ciało A usunie­ 1 P rzed e w sz y stk im n a le ż y tu p o m y śle ć o e lek tro n a ch ! 2 O d k ryw cam i in d u k cji ele k tr y c z n e j b y li W ilk e i A ep in u s. Wobec Lego.

rodz. 17. lo elektryczność ujem na rozejdzie się po całym przewodniku B. 1 O d efin icji b iegu n a je d n o stk o w e g o b y ła m ow a w ro zd ziale 18. odziemiając jednocześnie ciało B. X X III P O L E M A G N ETY CZN E W podobnym znaczeniu. opracował teorię m agnetyzm u. . m ó­ wimy w fizyce również i o polu m agnetycznym . Możemy więc nadać przewodnikowi B za pośrednictw em ciała A przez indukcję nabój elektryczny znaku przeciwnego.1 Zwykle używ aną jed n o stk ą natężenia pola magnetycznego jest „g a u s s nazw any tak dla uczczenia wielkiego m a te ­ m a ty k a niemieckiego. wytworzone dotychczas przez fizyków. Pod tą nazwą rozum iem y obszar. gdzie na biegun jednostkow y działa siła jednej dyny. za pom ocą w yładow ań elektrycznych udało się w ytw orzyć chwilowe pola m agnetyczne o natężeniu przewyższającym nawet milion gaussów. 2 B liższe szc z e g ó ły o „ d y n ie “ por. działającą na biegun jednostkow y. w którym na biegun m agnetyczny działa pewna siła. 3 P o w io d ło siQ teg o d o k o n a ć K a p ic y i je g o w sp ó łp ra co w n ik o m w 1930 r. Natężenie poła równe jest jednem u gaussowi tam . a poza ty m wspólnie z W eberem w y­ nalazł telegraf elektrom agnetyczny. jak elektryczne. k tó ry około 1820 r.3 M agnetyczne linie sil możem y uwidocznić w podobny sposób. P o le m a g n e ty cz n e 73 m y. Najsilniejsze trwałe pola m agnetyczne. przy czym natężeniem pola m agnetycz­ nego nazyw am y siłę. sypiąc opiłki żelazne na tek tu rk ę. ja k o polu elektrycznym .2 Na powierzchni ziemi znajdujem y się stale w polu m agnetycznym ziemskim. m a ją natężenie rzędu dziesiątków tysięcy gaussów. nie sty kając ze sobą bezpośrednio tych ciał. którego n a tę ­ żenie wynosi około połowy gaussa.

Rys. ta k zwanego „solenoidu“ . a więc pomiędzy kilkoma biegunami. 28. liniowego przewodnika. Pole m agnetyczne pomiędzy dwoma magnesam i sztabkowymi. prawie równo­ legle do siebie i prostopadle do płaszczyzny zwojów. ja k wskazuje rys. trzu obieganej przez prąd spirali. wanej przez prąd. Linie sil we w nętrzu spirali opły- przew odnik prostoliniowy. We wnę- Rys. linie sił przebiegają. We wnętrzu takiej szpuli panuje skutkiem tego prawie . 26. 26 pokazu je przebieg linij sił pomiędzy dwom a m agne­ sami sztabkowym i. M agnetyczne linie sił. 27 wskazuje przebieg linij sił dokoła długiego prosto- Rys. 28.74 Z asad y fizy k i Rys. otaczające Rys. w ty m w y padku linie sił tworzą koła współśrodkowe. przez k tó ry płynie prąd elektrycz­ ny. otaczające d r u t w płaszczyźnie doń prostopadłej. 27.

Rys.Rys. 29. Przyciąganie się dw u prądów jednakowo skierowanych. 30. O dpychanie się dw u prądów przeciw nie skierowanych. .

2 Por. linie sil przebiegają pomiędzy przeciwnymi. m agnetyczne linie sił ułożą się tak. stąd wnioskujem y. czy są skierowane jednakow o. s ta ra ją się one w ty m w ypadku odsunąć oby­ dwa d ru ty od siebie.1 J a k wskazuje rys. iż prostopadle do linij sił panuje pewne ciśnienie. Jeśli przez tekturkę. m ożna również łatwo wykazać. Gdy magnetyczne linie siły przebiegają prostopadle do kierunku prąd u . Gdy n a to m ia st przez d r u ty przepuścim y prąd y . gdy p rądy są jednakowo skierowane. Prawo A m pere’a można z łatwością potwierdzić bezpośrednio. ustalone w 1820 r. przez A m pere’a. napięcia. a n i te ż nie rozb iegają się. . według którego p rą d y równoległe przyciągają się lub odpychają wzajemnie. które je naciąga. istniejące wzdłuż linij sił. 29 i 30 ilustrują zatem zasadni­ cze prawo elektrodynam iczne. o ile są one ruchome.3 równoważna prądowi 1 W y n ik a to z fa k tu . posypaną opiłkami żelaznymi. ja k na rys. 26 w ykazuje również wyraźnie. co jest możliwe. Ponieważ niosąca nabój elektryczny ruchom a cząstka m a ­ terii jest. Rys. następuje odchylenie w kierunku prosto­ padłym zarówno do linij sil. sąsiadujące ze sobą. które stara się rozsunąć linie. to. Natężenie pola m agnetycz­ nego jest tam praktycznie wszędzie jednakow e. jak na rys. a więc przyciągającym i się wzajemnie bie­ gunam i. 29. jak się to dzieje w n a piętym sznurze gumowym. rozdz. 18. przetkniem y dwa prostolinijne d ru ty i przepuścim y przez nie prąd. ja k widzieliśmy wyżej. ja k i do kierunku prądu. 26. 30. Używając giętkich przewodników. skierowane przeciwnie wzglę­ dem siebie.76 Z a sa d y fizy k i jednorodne pole m agnetyczne. że lin ie sil ani nie zb ieg a ją . wówczas linie sił przebiegają Lak. zależnie od tego. że wzdłuż linij sił musi istnieć pewne napięcie. czy też przeciwnie. jeżeli jako przewodników użyjem y giętkich linek m etalowych. sta ra ją się zbliżyć obydwa d r u ty do siebie. że są one odchylane w polu m agnetycznym . podobnie. Rys.

(ss° h " ^ łącząca ze sobą bieguny m agnetyczne ziemi. wywierane przez ta k ą szpulę z prą­ dem. Na północ wskazuje przy tym ten koniec szpuli. Siły magnetyczne. Zawieszona swobodnie. na k tó ry p a trz ąc widzimy przepływ p rądu w kierunku odw rotnym do ruchu wskazówki zegara (rys.1 Szpula. Zboczeniem magnetycznym nazyw am y k ą t. Rys 3I Pom iary m agnetyzm u ziemskiego w ykazują. lub też wygięty w kształcie podkowy czy półkola żelazny walec. podobnie do igiełki kom pasu. nachylenie m agnetyczne (inklinację) i składową poziomą. w ięc b iegu n m a g n e ty c z n y . a więc z linią łączącą bieguny geograficzne. P o le m a g n ety czn e 77 konwekcyjnem u. tw o­ rzy silny elektromagnes. ja k magnes. obieganej przez prąd. z aw arty po­ między igiełką kom pasu a kierunkiem astronom icznym północ — południe. zachowuje się zupełnie tak. W artości zboczenia dla głównych 1 Por. więc w poprzecznym polu m agnetycznym opisuje ona kolo. ustawia się. drugi na południe od Australii na południowym Oceanie Lodo­ w atym . Wobec tego prostoliniowy. doznają bardzo znacznego wzmocnienia. Pole m agnetyczne ziemi m usim y również uważać za pole magnesu niezwykle wielkich rozmiarów. z n a jd u ją c y się na p ó łn o cn ej p ó łk u li ziem sk iej. two­ rzy k ą t około 12° z osią obrotu ziemi. 31). że oś. . przez k tó rą przepływa prąd (solenoid). je s t w ła ściw ie b ieg u n em p o łu d n io w y m . gdy pa^my wprowadzimy do jej w nętrza sztabkę z miękkiego żelaza. w kierunku z południa na północ. z d a n y m i o p ro m ien ia ch k a to d o w y c h w ro z d zia le 58. 2 P o n iew a ż p ó łn o c n y (w sk a z u ją c y na p ółn oc) b iegu n ig ły k o m ­ pasu je s t p r z y cią g a n y p rzez p o łu d n io w e b ie g u n y m a g n e ty c z n e . 32 przedstaw ia nowo­ czesny „m agnes-olbrzym “ takiego rodzaju.2 E lem entam i magnetyzmu ziemskiego nazyw am y zbo­ czenie m agnetyczne (deklinację). stanowiący rdzeń szpuli. Rys. Jeden biegun m agnetyczny ziemi znajduje się w podbiegunowej Ameryce Północnej.

siarka i większość gazów. należące zaś do drugiej — diamagnetycznym i. Wilno: 68° 28’.190 gaussa. Substancje. Poznań — 3° 10’. przede wszystkim zaś żelaza. pozostałe ciała ustaw iają się prostopadle do linij sił. K raków: 65° 51’.78 Z asad y fizy k i m iast Polski są obecnie następujące (znak m inus oznacza zboczenie na zachód. podobnie do igiełki kom pasu. należące do pierwszej grupy. że wszelka m ateria ujawnia pewne własności m a­ gnetyczne. plus — na wschód). zwanym wiekowymi (seku- larnymi). Lwów + 0 ° 11'. do drugiej — bizm ut. F a ra d a y ustalił jed n a k również. w k tórej u sta w ia się ig iełk a k o m p a su . W a rs z a w a — 1°37’. p latyna. jaki tworzy z płaszczyzną poziomą igiełka kom pasu. wynosi ona w Polsce średnio mniej więcej 0.1 Nachylenia m agnetyczne dla przytoczonych wyżej m iast wynoszą: W arszaw a: 67° 5’. ja k niestałe jest położenie biegunów m agnetycznych: podlegają one w ahaniom dziennym i rocznym. mogąca obracać się dokoła osi poziomej i ustawiona w płaszczyźnie po­ łudnika m agnetycznego. . E lem enty m agnetyzm u ziemskiego są równie niestałe. K raków — 1° 51'. 1 P o łu d n ik iem m a g n e ty c z n y m n a z y w a m y p ła sz cz y zn ę p io n o w ą . zostały n a ­ zwane przez F a r a d y a ’a paramagnetycznymi. Do pierwszej grupy należą np. Nazwę nachylenia magnetycznego nosi k ą t. jak również zmianom długookresowym. chrom. Lwów: 64° 55’. roztw ory wodne soli wielu metali. w kie­ runku linij sił m agnetycznych. Za trzeci elem ent m agnetyzm u ziemskiego p rzyjm ujem y wreszcie składową poziomą natężenia pola magnetycznego ziemskiego. Poznań: 66° 49’. Wilno +1° 0’. Dopiero w 1845 roku F a r a d a y wykrył. że tylko pewna część ciał ustaw ia się. Aż do połowy X I X stulecia uważano m agnetyzm za w yłączną właściwość pewnych wyróżnionych ciał. Co praw da.

i dia­ m agnetyzm są niezwykle słabe. się m agnetycznego. że w p ew n y ch śc iśle o k reślo n y ch tem p era tu ra ch (w tzw . D la n ik lu n p . zatrzym uje jednakże na stale raz wywołany w niej m agnetyzm . glinu i miedzi.. 1 F errum je s t ła ciń sk ą n a zw ą żela za . p u n k t C urie o d p o w ia d a tem p era tu rze 375°. 2 G od n y u w agi je s t fa k t. w którym się ono znajduje. które składają się z metali prawie nie­ m agnetycznych. Tylko bardzo nieliczne substancje. porównywalne z m agnetyzm em żelaza. zwane ferro­ magnetycznym i1 w y k a ­ zują własności m agne­ tyczne. traci jednakże swój m agnetyzm jednocześnie z przerwaniem np. M agnes-olbrzym K am erlingh-O nnesa. W porównaniu z m agnetyzm em żelaza para. n ik ie l i k o b a lt tra cą sw e w ła sn o ści ferr o m a g n ety czn e. Zdolność łatwego i silnego magnesowania się posiada w szczególnie wysokim stopniu wynaleziony w 1925 r. dla żela za 750° C. Pom iędzy stalą a miękkim żelazem zacho­ dzi istotna różnica pod względem zachowania Rys. 32. . któ ry je magneso­ wał. w ykryte przez H e u s l e r a około 1900 r. miękkie żelazo magnesuje się łatwiej. Stal trudniej daje się namagnesować. pewien stop m anganu. Należą do nich prócz niklu i kobaltu2 jeszcze pewne stopy. szcze­ gólnie silnie ferromagne­ tyczny jest np. P o le m a g n ety czn e 79 p aram ag n ety czn y czy też diam agnetyczny ch a ra k te r ciała zależy również i od otoczenia. prądu. p u n k ta c h Curie) żela z o .

80 Z asad y fizy k i w Ameryce permalloy — stop. uzyskał on już niezwykle duże znaczenie w technice. Anglia. F a ra d a y początkowo nie miał je d n a k więcej szczęścia. . że być może p rąd elektryczny potrafi również wywołać powstanie innego prądu. nasunął F a r a d a y ’owi myśl. tworzący pierw otny obwód prądu. obchodziła stuletni jubileusz odkrycia. m ających po­ twierdzić to przypuszczenie. Było nim odkrycie prądów indukcyj­ nych przez F a r a d a y ’a. po p o lsk u tzw . XXIV PR Ą D Y IN D U K C Y JN E W 1931 r. ja k może żadne inne. W doświadczeniach swych. F a k t.1 składający się z 7 8 % niklu i 2 2 % żelaza. perm zaś sta n o w i sk ró t od p e r m e a b ility . szczególnie w telefonii. niż wielu jego współczesnych. że galw anom etr wykazuje drobne chwilowe od­ chylenie przy otwieraniu (wyłączaniu) lub też p rzy za­ m ykaniu (włączaniu) p rądu pierwotnego. p r zen ik liw o ści m a g n e ty c z n e j. k tóra m o że słu ży ć za m iarę sto p n ia ferro m a g n ety zm u . na d r u t ten. przy czym od­ 1 Po a n g ielsk u sło w o a llo y z n a c z y sto p . przy współudziale wszystkich na­ rodów k u lturalnych świata. Jednakże. nawijał warstw ę w tórną. iż każdy przewodnik naelektryzow any może n a ­ ładować przez indukcję również i znajdujące się w pobliżu inne przewodniki. Wreszcie po długich bezowocnych próbach udało się F a r a d a y ’owi zauważyć. dobrze od niego izolowaną i połączoną z galw anom etrem . galwano- m e tr nie wykazyw ał naw et śladów odchylenia. którem u zawdzięcza swe powstanie elektro­ technika i które wpłynęło na losy cywilizacji ludzkiej tak. chociaż F a r a d a y coraz bardziej wzmacniał swą baterię. z b a terią galwaniczną. nawiniętego na drew nianą szpulę. m ian em ty m o zn a c z a m y p e w n ą w ła śc iw o ść fiz y c z n ą . Łączył on zwój d ru tu .

p rzen ik liw o ść m a g n e ­ ty c z n a żelaza w y n o si ok oło 2 0 0 0 . prow adzim y przez każdy jej cen ty m etr k w adratow y tyle linii sił m agnetycznych. m usim y ilość m agnetycznych linii sił pom nożyć jeszcze przez ogólną liczbę zwojów. je d n a k ż e d zisiaj te n p o d zia ł m a zn a czen ie ty lk o h isto ry czn e. ja k również przez zbliżanie lub odsuwanie zwykłego m agnesu. J e d y n ie ciała ferro m a g n e ty c zn e p o sia d a ją p rzen ik liw o ść m a g n e ­ ty c z n ą z n a czn ie różn ą od je d n o ści. przez F r a n c i s z k a N e u m a n n a . Dzięki tej obserwacji F a r a d a y zrozumiał w 1831 r.3 1 Z ależn ie od te g o . P rą d y in d u k cy jn e 81 chylenia w obu tych w ypadkach zachodzą we wręcz przeciwnych kierunkach. 3 G d y szp u la n ie je s t w e w n ą tr z p u sta .1 Ilościowe praw a powstaw ania prądów indukcyjnych zo­ stały ustalone w 1845 r.. żela z em ). ile gaussów wynosi wartość natężenia pola magnetycznego w d a n y m miejscu. ile w y n o si n a tę ż e n ie p o la w s e tk a c h g a u ssó w . p rąd in d u kcyjny w pew nym obwodzie m ożna również wywołać przez zbliżanie lub odsuwanie innego obwodu. otoczoną dru ­ tem . przez k tó ry płynie prąd. trzeb a to w sz y stk o p o m n o ż y ć je sz c z e przez p ew n ą liczb ę. c z y też p rzez m a g n es.2 Gdy zam iast pojedynczego uzwojenia m am y całą szpulę. o trzym ujem y wówczas strum ień siły m agnetycznej. Zasady fizyki 6 . J a k w ykazał wkrótce potem F a rad a y . 2 M ożem y n a tu ra ln ie p o d zielić p o w ierzch n ię i n a m ilim e tr y k w a d ra to w e i przez k a ż d y m ilim etr k w a d r a to w y p rzep ro w a d zić w m y śli ty le lin ij sił. a b y znaleźć strum ień siły m a ­ gnetycznej przez tę powierzchnię. ta k n p . płynący przez całą szpulę. c h a r a k te r y z u ją c ą tę su b sta n c ję (a n a lo g ic z n ą d o sta łej d ie le k tr y c z n e j). zastosował on w tym celu pojęcie strum ienia siły m agne­ tycznej. że powstawanie lub zanikanie p rądu elektrycznego wywołuje w sąsiednich obwodach z przewodników prąd wtórny. c z y prąd in d u k c y jn y z o sta ł w y w o ła n y przez in n y prąd. ta k zw a n ą p rzen ik liw o ść m a g n e ty c z n ą . R ozpatrzm y pewną powierzchnię. obieganym przez prąd. ro zró żn ia n o d a w n iej in d u k c ję „ w o lta ic z n ą “ i „ m a g n e ty c z n ą “ . n a ­ zwany przezeń prądem indukcyjnym . lecz za p e łn io n a ja k ą ś s u b s ta n c ją (np.

w id zia n ej z g ó ry .82 Z asad y fizy k i N eum ann znalazł. E k s tra p rą d opóźnia zatem narastanie natężenia prądu po jego włączeniu i przedłuża czas jego znikania po wyłączeniu. m usim y naw inąć d r u t podwójnie. a mianowicie tak. 33). Bardzo silne jest działanie samoindukcji w spiralach z prądem . powstaje w tó rn y ekslra- prąd. wyrażona w jednostkach elektrom agnetycznych (z k tó ­ rych każda odpowiada jednej stumilionowej wolta). ek stra p rą d przeciwdziała przerywaniu p rądu i płynie w kie­ runku p rądu pierwotnego. równa się zmianie magnetycznego strum ienia sil na sekundę. gdy chcemy rozporządzać uzwo­ jeniem o możliwie najmniejszej samoindukcji (otrzymać określony opór omowy). gdy n a tom iast z a m ykam y obwód czyli włączam y prąd. Bardzo silnie ujaw nia się również działanie samoindukcji w bryłach m etalowych. . m o że p ły n ą ć rów n ie d ob rze w k ieru n k u ru ch u w sk a z ó w e k zeg a ra . ustalonej już w 1834 r. ja k i w k ie ­ runku w p ro st p rzeciw n y m . gdy otw ieram y lub za m y k a m y prąd. elektrom otoryczna siła indukcji w ytw arza w nich chaotyczne p rą d y wirowe. W ten sposób. Z praw a indukcji wynika.1 iż dąży on za pośrednictw em wywią­ zywanych przez się działań do przeciwdziałania przyczynie. k tórych energia prze­ 1 P rąd in d u k o w a n y w szp u li. Z reguły Lenza wynika. a więc go osłabia. jaka go wywołała. Im prędzej zatem zachodzą te zmiany. W edług tej reguły prąd indukow any płynie zawsze w ta k im kierunku. Prawo N eum anna znajduje swe uzupełnienie w pewnej regule. przez rosyjskiego fizyka L e n z a . że w każdym przewodniku zmiana natężenia p rądu musi dzięki „sam oindukcji“ w y­ twarzać pewną siłę elektrom otoryczną. ty m silniejszy będzie prąd indukow any w danym obwodzie. e k straprąd płynie w kierunku prze­ ciwnym prądowi. a b y zawrsze prąd obiegał dwa sąsied­ nie zwoje w kierunkach odw rotnych (rys. Wobec tego. że gdy otw ieram y obwód. że siła elektrom otoryczna indukcji.

a n a stę p n ie p o m n o ż y ć p rzez ty s ią c . c h a ra kterystyczną dla danego obwodu.1 przez pewną wielkość. lecz wiązek drutów . izolowanych między sobą. A by przeszkodzić powstawaniu takich szkodliwych prądów wirowych. P rą d y in d u k c y jn e 83 tw arza się w ciepło. a mianowicie połączenie dwu płaskich cewek. 6 - . m a ją spół- czynniki samoindukcji równe kilku tysiącznym henry. druga zaś mogła się obracać. nazw any tak na cześć pewnego fizyka amerykańskiego. z k tórych jedna była nieruchoma. P rz y rz ą d y takie nazyw am y w ariom etram i. w tedy. J e d n o stk ą samoindukcji jest henry. gdy natężenie pol^ńe p rądu zmienia się o jeden am per na sekundę. rdzeniom uzwojeń n a d a ­ jem y zawsze postać nie m asyw nych sztab żelaznych. stosowane w radiotechnice. Podobnie ja k kondensatory obrotowe o zmiennej po­ jemności. ważną rolę w elektrotechnice odgryw ają również specjalne przyrządy o zmiennej samoindukcji. na przem ian z w arstw am i izolatora. możemy elektrom otoryczną siłę samoin- dukcji przyrównać do iloczynu szybkości zm iany prądu. Wiele osób p am ięta za­ pewne jeszcze z wczesnego okresu rozwoju radia jedną z n a j­ prostszych form w ariom etru. Sam oindukcja zmieniała się zależnie od k ą ta obrotu. nad£Jtu?ie Cewki. k tó rą nazyw am y sam oindukcją lub indukcją własną. Z tego samego powodu żelazne części składowe maszyn elektrycz­ nych budujem y z w arstw żelaza. w którym powstaje elektrom otoryczna siła samoindukcji. Sam oindukcję równą jednem u henry posiada przewodnik. Ogólnie biorąc. odniesionej do 1 sekundy (lub przerachowanej na jed n ą sekundę). równa jednem u woltowi. 1 M ożem y rów n ież o d n ieść z m ia n ę p rą d u n p . do jed n ej ty s ią c z ­ nej sek u n d y .

albo też za pom ocą specjalnych urządzeń. zw any twornikiem. w ytw orzonym przez nieruchom y magnes. . których nie będziemy tu ta j bliżej rozpatryw ać. pod wpływem takiego napięcia przemiennego powstaje w cewce prąd. Budow a wszystkich genera­ torów opiera się na zasadzie następującej: przez o b rót w y­ w ołujem y periodyczne zm iany strum ienia magnetycznego. które na wielką skalę przekształcają energię mechaniczną w elektryczną. Jednakże właściwy rozwój techniki prądów silnych roz­ począł się od 1867 r. przenikającego układ cewek. Możemy więc albo czerpać z cewki p rąd przemienny. J u ż w pierwszych dziesiątkach lat po odkryciu F a r a ­ d a y ^ 1 zbudowano różnego ty p u m aszyny. wprawionej w ruch periodyczny w polu m agnetycznym . przez P i x i i . dzięki tem u Siemens zo­ 1 N a jsta rsza m a sz y n a do w y tw a r z a n ia prądu z o sta ła w y n a le ­ zion a w 1832 r. w ytw arzające prąd. wywołać w zewnętrznym obwodzie powstanie następujących periodycznie po sobie jednakowo skierowanych pulsacji prądu. W a h a się ona tam i z powrotem pom iędzy największą swą w artością w je d ­ nym kierunku i ta k ą sam ą w artością w kierunku przeciw­ nym . noszą one miano generatorów prądu. k tó ry ustawicznie zmienia swój kierunek. XXV G E N E R A T O R Y P R Ą D U STAŁEGO I ELEKTROMOTORY Odkrycie prądów indukcyjnych przez F a r a d a y ’« stwo­ rzyło podstaw ę konstrukcji m aszyn.. w ten sposób zostają wytworzone p rą d y indukcyjne. W tego rodzaju „genera­ torach p rąd u stałego“ twornik obraca się zawsze w polu m agnetycznym . musi naturalnie również periodycznie zmieniać swój kierunek. Siła elektrom otoryczna indukcji w cewce. gdy S i e m e n s wpadł na szczęśliwy pom ysł wyzyskania powstającego p rądu indukcyjnego do wzmocnienia pola magnesów.

tw ornik jej zacznie się obracać pod wpływem sił przyciągających i odpychających. wykazującego bardzo małe tylko w ahania n a tę ­ żenia.A l t e n e c k a (1873) szczególnie racjonal­ nego ty p u nawijania tw ornika. do wytworzenia słabego p rądu indukcyjnego we w prawionym w ruch obrotow y tworniku. . H e f n e r . osiągalna granica wzmocnie­ nia zależy od budowy maszyny. n a d a ją cej się do p ra k ty cz n eg o u ż y tk u . o ile nie korzystano ze słabszych o wiele magnesów stałych. dzięki czemu uzyskujem y dalsze spotęgowanie pola elektro­ magnesu. trw ające podczas „puszczania w r u c h “ m aszyny. w ytw orzony np. ja k to stwierdził Siemens. W y k ry ta przez Siemensa „zasada dynam o-elektryczna“ umożliwiła w ten sposób budowę generatorów z sam ow zbu­ dzeniem. przez inną dynam om aszynę. że żelazo. musiano stosować do zasilania elektromagnesów oddzielne m aszyny pomocnicze. rośnie również oczywiście i strum ień siły m agnetycznej. p rzez G ra m m e’a d o k o n str u k c ji p ierw szej d y n a m o rn a szy n y . działają­ 1 P op rzed n ik iem w y n a le z io n e g o p rzez H e fn e r-A lte n e ck a „ tw o r­ nika b ę b n o w e g o “ b y ł w y n a le z io n y ju ż w 1860 r.1 Gdy do nieczynnej dynam ornaszyny doprowadzim y w j a ­ kikolwiek sposób z zewnątrz prąd. G en eratory prądu sta łe g o i elek tro m o to ry 85 stał wynalazcą dynamornaszyny z samowzbudzeniem. doprowadza do osiągnięcia wysokich wartości natężenia p rąd u indukowanego i n a ­ tężenia pola elektrom agnesu. dzięki tem u stało się moż­ liwe wytw arzanie prawie zupełnie niezmiennego prądu stałego. poprzednio. W ten sposób w zrasta natężenie pola magnetycznego elektrom agnesu. Ten „m agnetyzm pozostały“ nieruchomych elektromagnesów dynam ornaszyny w y s ta r­ cza już. z kolei zaś dalej zwiększa się natężenie p rądu indukcyjnego. „p ierścień P a c i- n o tt ie g o “. P rąd ten zostaje w dynam om aszynie skierowany do uzwojenia nieruchomego elektrom agnesu. Duży postęp w rozwoju dynam om aszyn stanowiło wynalezienie przez v. Opar! się on na fakcie. w y z y s k a n y w 1870 r. Takie wzajemne wzmacnianie. zachowuje pewne ślady m agnetyzm u. raz namagnesowane.

86 Z asad y fiz y k i cych pom iędzy m agnesami i uzwojeniami. m aszynę do prania. D ynam om aszyna p rąd u stałego i elektrom otor posia­ dają. 1 Ze w zg lęd u n a istn ie n ie przerw p o m ię d z y są sia d u ją c y m i ze sob ą k a w a łk a m i sz y n y m u sim y dla u zy sk a n ia cią g łeg o p rzew od u z a sto so w a ć p a sk i m ied zia n e. Pew na część energii doprowadzo­ nego p rąd u zostaje co praw da zużyta w ew nątrz m otoru w postaci tzw. przy czym połączony z wozem sprężynujący kabłąk z d ru tu ślizga się wzdłuż przew odnika z prądem . w entylator i windę elektryczną. lecz wręcz przeciwne działania. . Jeżeli oś twornika połączym y za pomocą pasa napędowego z dowolną m aszyną. w energię elektryczną. dostarczając pracy jako eleldromotor. P rąd jest doprow adzany zwykle ponad ziemią. Z nanym dobrze z życia codziennego przykładem zasto­ sowania elektrom otorów są tramwaje elektryczne. O brót osi clektrom otoru przenosi się w nich na koła. tę sa m ą zasadniczo budowę. przez które płynie prąd.1 Napięcie pomiędzy przewodam i doprow adzającym i odprow adzającym wynosi około 500 woltów. Ponieważ elektrom otory posiadają z zasady tworniki o stosunkowo m ałym oporze. „pracy biegu jałowego“. przez silę wody lub spalanie węgla. zastosowań elektrom otorów. przyrząd do wiórkowania podłóg. gdy chcem y puszczać je w ruch. ja k to już podkreśliliśmy. należy więc przy „rozruchu“ m otoru używać specjalnych oporów regulacyjnych. odwrotnie. gdyż przed rozpoczęciem obrotu tw ornika natężenie p rąd u byłoby o wiele za silne i mogłoby spowodować szkody. nie m ożna ich łączyć bezpośrednio ze źródłem prądu. przeto. dostarczaną np. m ożem y przytoczyć: pyło- chłon. pozostała jednak część może być oddana na zewnątrz w postaci pracy. Z innych. które biegną po szynach i ciągną wóz wraz ze znajdującym się w nim mo­ torem. dynam om aszyna będzie mogła wobec tego wprawić w ruch tę maszynę. Odprowadzenie p rądu do źródła odbywa się poprzez szyny. znanych z codziennego życia. D ynam om aszyna prze­ kształca energię mechaniczną.

O św ietlen ie ele k tr y cz n e 87

elektrom otor przekształca energię p rąd u elektrycznego
w pracę m echaniczną. Dwie takie odwrotnie działające m a ­
szyny w połączeniu ze sobą mogą zatem służyć do przeno­
szenia energii mechanicznej na odległość. Lepiej niż prąd
stały nadaje się do tego celu p rąd przem ienny, o którym
w związku z tym pom ówim y szczegółowiej w jednym
z najbliższych rozdziałów.

XXVI
O ŚW IE T L E N IE E LE K TR Y C Z N E

Do najważniejszych zastosowań p rądu elektrycznego
w dzisiejszym życiu codziennym należy bez wątpienia oświe­
tlenie elektryczne. W elektrycznych lampach żarowych w y­
zyskano silne nagrzewanie się ty ch części obwodu prądu
elektrycznego, które posiadają duży opór. E d i s o n , któ ry
w r. 1879 wynalazł żarówkę, zastosował cienkie włókna
węglowe, zamknięte w opróżnionej z powietrza gruszce
szklanej, aby je uchronić w ten sposób od stopniowego
spalania się. Długość i grubość włókna dobrane były w taki
sposób, aby przez przyłożenie określonego napięcia do
jego końców doprowadzić je do białego żarzenia.
Rozwój techniki lamp żarowych musiał z konieczności
dążyć do uzyskania możliwie najwyższej te m p e ra tu ry
żarzenia włókna. J a k w ynika bowiem z p raw promienio­
wania cieplnego, które będą jeszcze omówione dokładnie
w dalszych rozdziałach,1 energia promieniow ana przez
żarzące się ciało w zrasta w przybliżeniu proporcjonalnie
do czwartej potęgi te m p e ra tu ry absolutnej,2 tak, że np.
podwyższenie te m p e ra tu ry z 1700° C na 1900° C musi
już wywołać czterokrotne zwiększenie promieniowania.
Daleko szybciej jeszcze rośnie z te m p e ra tu rą użyteczne
promieniowanie światła widzialnego. W lam pach węglo­

1 Por. rozdz. 50.
2 Por. rozdz. 41.

88 Z a sa d y fiz y k i

wych prawie niemożliwe jest stosowanie tem p e ra tu r
wyższych ponad 1600° do 1700° C, gdyż wówczas lam pa
staje się z b y t prędko niezdatna do użytku w skutek zbyt
silnego rozpylania włókna, prócz tego zaś skutkiem
zaczernienia ścianek gruszki szklanej przez pył węglowy
pochłaniają one zb y t dużo światła.
Wobec tego, gdy na początku X X stulecia powiodło się
ciągnięcie bardzo cienkich nitek metalowych, lam pa z włók­
nem węglowym została wkrótce całkowicie w y p a rta przez
lam py z włóknem metalowym. Obecnie używa się wyłącznie
włókien z wolframu, gdyż m a on najwyższy ze wszystkich
metali p u n k t topnienia, leżący w okolicy 3300° C.1
Drucik wolframowy musi posiadać możliwie duży opór,
ażeby w ytworzyła się w nim jak największa ilość ciepła;
w ty m celu stosuje się druciki możliwie najcieńsze — o śred­
nicy zaledwie około czterech tysiącznych m ilim etra— oraz
możliwie najdłuższe,2 wobec czego nadaje się im k ształt
zygzakow aty lub też wąskiej spirali o licznych zwojach.
Przeciętny czas żarzenia się takiej nitki wynosi około tysięca
godzin; następnie posuwające się coraz dalej rozpylenie
prowadzi do przerwania nitki.
W ybór napięcia 110 woltów dla linii oświetleniowych
zawdzięczamy Edisonowi; od tego czasu na całym świecie
ustaliło się zwyczajowo używanie tego lub też dwukrotnie
wyższego napięcia. W związku ze swym wynalazkiem
żarówki elektrycznej Edison wprowadził do elektrotechniki
zasadę łączenia równoległego. Od źródła p rądu prowadzą
dw a przewody, które w ykazują stale tę sam ą różnicę po­
tencjałów, wszystkie zaś przyrządy, zużywające prąd, jak
żarówki czy m otory, są włączane niezależnie od siebie po­
między te dwa przewody.

1 L a m p y „ o sra m o w e“ m ają w łó k n a z w o lfra m u . „O sram “ je s t
ty lk o n azw ą firm y.
2 J a k w id z ie liś m y w ro zd zia le 2 0 , op ór p rzew o d n ik a je s t w p ro st
p ro p o rcjo n a ln y do jeg o d łu g o ści i o d w r o tn ie p ro p o rc jo n a ln y do
przekroju.

O św ietlen ie e le k tr y cz n e 89

Dzielność źródła światła podajem y w „świecach“ , do­
kładniej mówiąc, w świecach Hefnera. W drodze definicji
za jedną „świecę“ p rzyjm ujem y dzielność specjalnej lampki,
w której płonie octan amylu, przy czym płomień posiada
wysokość 40 m m .1 Dzielność żarówek elektrycznych, prze­
znaczonych do domowego użytku, wynosi najczęściej od
25 do 75 świec Hefnera. Bardzo ważną rolę odgrywa sprawa
ilości wallów, zużywanych przez żarówkę na jedną świecę.
Postęp techniki oświetleniowej wyraża się najdobitniej
w stopniowym zmniejszaniu tej liczby.
W lampie węglowej zużycie p rądu wynosiło 3 w a tty na
świecę, n ato m iast w lam pach wolframowych opisanego tu
rodzaju już tylko 1 do 1% w a tta . L am pa 25-świecowa zu­
żywa około 30 w a ttó w i pod napięciem 110 woltów prze­
puszcza p rąd około 0,3 am pera. Pomimo, że wolfram, jak
już wspomniano wyżej, topi się dopiero w 3300° C, jednakże
nie m ożna było w lam pach wolframowych przekroczyć
2100°, gdyż rozpylanie się nitki stawało się wówczas zbyt
silne. Poza ty m rozpylaniu się nitki sprzyja ta okolicz­
ność, że dla uniknięcia utleniania się nitki usuwano
powietrze z lam pki wolframowej, t a k samo, ja k poprzednio
z węglowej.
Dążenie do otrzym ania wyższy cli te m p e ra tu r doprowa­
dziło wobec tego do konstrukcji lamp, w k tórych nitka nie
znajduje się w próżni, lecz w atmosferze gazu, nie działają­
cego chemicznie na wolfram. Okazało się, że do tego celu
nadaje się najlepiej azot pod ciśnieniem, wynoszącym 1/3
normalnego ciśnienia atmosferycznego.2 W lam pach, n a ­
pełnionych gazem, te m p e ra tu ra żarzenia mogła zostać
podniesiona do 2400° C; dzięki tem u w bardzo silnych lam ­
pach (tysiąc i więcej świecowych) zużycie prądu zostało

1 O czy w iście, p rzep isa n e są d o k ła d n e w y m ia r y oraz p ew ien
o k reślo n y sp osób w y k o n a n ia w zo rco w ej la m p k i H efn era .
2 S tra ta ciep ła przez p r z ew o d n ictw o g a zu z o sta je zm n iejszo n a
przez w sp o m n ia n e w y żej n a d a w a n ie n itc e k sz ta łtu spirali.

90 Z a sa d y fiz y k i

zmniejszone do 7 2 w a tta na świecę. Z tego właśnie powodu
takie lam py zwiemy półw attów kam i.
L a m p y napełnione gazem w znacznej mierze wyparły
szeroko stosowane dawniej lam py łukowe. Zjawisko luku
elektrycznego zostało w ykryte w 1810 r. przez D a v y ’ego.
Jeżeli przyłożym y do dwóch stykających się ze sobą prę­
cików węglowych napięcie, wynoszące około 60 woltów,
to końce tych pręcików nagrzew ają się bardzo silnie; gdy
następnie pręciki bardzo nieznacznie rozsuniemy, wówczas—
j a k stwierdził D a v y — powstaje między nimi silnie świecący
łuk świetlny. Oba węgle rozżarzają się przy ty m niezwykle
silnie; węgiel dodatni, k tó ry głównie świeci, osiąga tem ­
peraturę dochodzącą do 3500° G. W ytłum aczenie zja­
wiska luku świetlnego1, k tó ry stanowi w zasadzie rodzaj
wyładowania elektrycznego w powietrzu lub w jakim ś
innym gazie, jest bardzo skomplikowane; m usim y je wobec
tego tu ta j oczywiście pominąć.
Zwykłe lam py łukowe m a ją dzielność od 300 do 2000
świec Hefnera i zużyw ają około ł/2 w a tta na świecę. Obecnie
światło łukowe stosujem y jeszcze przede wszystkim do
projekcji kinowej oraz do reflektorów, np. w latarniach
morskich. W kierunku, w k tó ry m skupione jest światło,
najsilniejsze obecnie reflektory działają tak, ja k źródła
św iatła o dzielności kilku m iliardów świec.
Gdy w luku węglowym źródłem światła jest rozża­
rzony k ra te r węglowy, w lu ku rtęciowym światło pochodzi
z samego łuku. Biegun ujem n y stanowi ciekła rtęć, bie­
gun dodatni jest z żelaza lub węgla, łuk zaś w ytw arza się
w pa ra c h rtęci.2 Światło lamp rtęciowych jest specjalnie
bogate w promienie nadfiolkowe; z tego też powodu znaj­
du ją one szerokie zastosowanie w lecznictwie, przede

1 N a zw a łu k u e le k tr y cz n e g o p o w sta ła stą d , że sm u g a św ie tln a
p o m ię d z y w ęg la m i nie je s t p rosta, lecz w y g in a się w k sz ta łt sierp a.
2 P o p rzy ło żen iu n a p ięcia do ta k iej o d p o m p o w a n ej la m p y r tę­
c io w ej w y sta r c z a p rzech y lić ją aż d o z e tk n ię c ia e le k tr o d y rtęcio w ej
z elek tro d ą sta łą , a b y w y w o ła ć p o w sta n ie („ za p a len ie s ię “) łu k u .

P rąd przem ien ny 91

wszystkim jako „sztuczne słońce górskie“ . Zwykłe szkło nie
przepuszcza promieni nadfiołkowych, gdyż je pochłania;
wobec tego ścianki lam py rtęciowej m uszą być w ykonane
z kw arcu lub też ze specjalnych gatunków szkła, np. ze
szkła uwiolowego,1 które jest wyrabiane w Jenie. L am py
rtęciowe w yróżniają się bardzo m ałym zużyciem prądu,
wynosi ono zaledwie 1/s w a tta na świecę.2
Działania świetlne p rądu elektrycznego polegają prze­
ważnie na pośrednim wyzyskaniu jego działań cieplnych.
Działania cieplne p rądu zna jd u ją jednak w technice
również i liczne zastosowania bezpośrednie. Ogólnie znane
są nowoczesne elektryczne piecyki dla ogrzewania i goto­
wania, zbiorniki z gorącą wodą, poduszki grzejące, żelazka
do prasow ania itp. Ł uk elektryczny stosujem y w elek­
trycznych tyglach do stapiania dla w ytw arzania szcze­
gólnie wysokich tem p eratu r, sięgających 3000°.
Wreszcie na działaniach cieplnych p rądu opierają się
również stopki bezpiecznikowe, wynalezione przez E d i s o n a .
M ają one na celu chronienie przyrządów elektrycznych
przed szkodliwym oddziaływaniem przypadkowego wzrostu
natężenia p rąd u ponad najw yższą dopuszczalną wartość.
Zabezpieczenia te są w ykonyw ane z ołowiu lub ze srebra
w postaci cienkich pasków. W y m ia ry ich dobiera się w ten
sposób, ab y po przekroczeniu najwyższej dopuszczalnej
wartości natężenia p rąd u opór ich w ystarczał do wywołania
stopienia paska przez wywiązywane w nim ciepło i do
przerwania w ten sposób zb y t silnego prądu.

X X V II
P R Ą D P R Z E M IE N N Y

W przew odniku, poddanym działaniu przemiennego n a ­
pięcia, powstaje prąd, k tó ry również zmienia swój kierunek
1 S ło w o u w io i p o w sta ło ja k o sk ró t sło w a n a d fio le t — po n ie ­
m ieck u U ltr a v io le tt.
2 O la m p a ch n e o n o w y c h p atrz ro zd z. 68.

92 Z asad y fizy k i

w ty m sam ym rytm ie, co i napięcie; wobec tego prąd ten
zwiemy prądem przem iennym . Natężenie p rądu przem ien­
nego n arasta od zera do pewnej najwyższej wartości,
tzw. wartości szczytowej, po czym zmniejsza się i spada
do zera. Następnie prąd zmienia kierunek, po czym natęże­
nie rośnie w przeciwnym kierunku znów do wartości m a ­
ksym alnej. Dalej spada ono znowu do zera, następnie
prąd zmienia ponownie swój kierunek i cały opisany tu
proces pow tarza się.
Liczbę zmian kierunku prąd u , zachodzącą w ciągu jed ­
nej sekundy, nazyw am y po prostu ilością zmian prądu.
Jed n ak ż e podczas jednego wyżej opisanego cyklu zachodzą
dwie zm iany kierunku, raz od — do + , drugi zaś raz od -f-
do — , jeżeli kierunki przepływu p rąd u wyróżniać będziemy
przez znaki — i + . W ynika stąd, że ilość okresów, czyli
częstość prądu, wynosi tylko połowę ilości zmian. P rą d y
przemienne, w ytw arzane w elektrowniach, m ają zwykle
ilość zmian równą 100, a więc częstość 50 na sekundę.
G dyby częstość była mniejsza (np. 162/3, ja k a jest stoso­
wana na kolejach elektrycznych), lam py żarowe daw ałyby
światło migające.
Wobec tego, że prąd przem ienny ulega periodycznym
wahaniom, m usim y wprowadzić specjalną definicję natęże­
nia takiego prądu. Za natężenie p rądu przemiennego
p rzyjm ujem y w drodze um ow y 7/io wartości m aksym alnej
zmieniającego się periodycznie natężenia.1 W analogiczny
sposób definiujemy również i napięcie p rąd u przemiennego.
Takie przyrządy miernicze, k tórych wychylenie zależy od
kierunku prądu, nie mogą być naturalnie stosowane do
prądów przemiennych. Używa się tu ta j przede wszystkim
przyrządów cieplnych; zawierają one n apięty drucik, k tó ry
wygina się pod wpływem ciepła, wytwarzającego się przy

1 7/:o je s t w p r zy b liże n iu rów n e p o ło w ie \] 2, c z y li 0 ,7 0 7 1 .
W o b ec tego k w a d ra t n a tę ż e n ia prąd u , zd efin io w a n eg o w w y żej
p o d a n y sp o só b , rów na się w p rzy b liżen iu śred n iej w a r to śc i k w a ­
dratu ch w ilo w eg o n a tężen ia prądu.

Nie posiadają one tylko urządzeń prostowniczych. polegające na tym . . w ytworzony zaś w nich prąd doprow adzany jest bezpośrednio z uzwojenia tworni- kowego do zew nętrznych przewodów. iMaszyny. ten ruch drucika zostaje przeniesiony na wskazówkę. Gdy w artość współczynnika samoindukcji jest duża. W ynikiem samoin- dukcyjności je s t również zjawisko. które w odpowiednich okoliczno­ ściach może stać się bardzo znaczne. czyli prądnice prądu przemiennego. 2 Skóra je s t po an gielsk u skin. przesunięcie fazy zbliża się do największej swej możliwej wartości. Wobec tego prądnice prądu przemiennego nie mogą nigdy działać samowzbudnie. lecz zostaje zepchnięty na brzegi. można oczywiście stosować tylko p rąd stały. wytw arzających pole. P rąd p rzem ien n y 93 przepływie prądu niezależnie od jego kierunku. co i m aszyny prądu stałego. | Do magnesowania elektromagnesów. samoin- dukcja obwodu powoduje w w y p a d k u prądów przem ien­ nych zwiększenie oporu. natom iast stanow ią zawadę prawie nie do przezwyciężenia dla p rą ­ dów przem iennych o wysokiej częstości. opierają się na tej samej zasadzie. służące do w ytw arzania prądów przem ien­ nych. lecz m uszą być sprzężone ze specjalną „m a­ 1 T ak ie p rzy rzą d y ciep ln e m o g ą b y ć n a tu ra ln ie sto so w a n e rów ­ n ież i d o p rąd ów sta ły c h . iż w grubych prostych przewodnikach p rąd przem ienny nie rozkłada się jednostajnie na cały przekrój d ru tu . przewodzą one dobrze prąd stały. Zjawisko to nazyw am y efektem na­ skórkow ym lub skinefektem . To t a k zwane przesunięcie fazy p rądu przemiennego jest ty m większe. Cewki o szczególnie dużym spółczynniku samoindukcji zna jd u ją zastosowanie jako dławiki.1 ] Ponieważ ustawiczne zm iany kierunku p rądu wywołują wciąż powstawanie prądów sam oindukcyjnych. im większa jest wartość indukcyjności własnej. a mianowicie do ćwierci okresu.2 Sam oindukcja powoduje również pewne opóźnienie chwi­ lowych zmian natężenia prądu w stosunku do zmian n a ­ pięcia.

jest. w czasie próby. w ykonany przez fabrykę Siem ensa-Schuckerta w Berlinie. Gdy w m a ­ szynach p rądu stałego magnes. jak widzieliśmy. Nowoczesny generator prąd u przem iennego trójfazowego o osi pionowej. 34a. wykonywający 167 obrotów na m inutę. w maszy- Rys. nieruchomy. p rzy normalnej konstrukcji tych . w y tw arzający pole. regulacja tej m a­ szyny pozwala regulować napięcie prądnicy. dającą p rąd stały. Przy pomocy m aszyn p rąd u przemiennego m ożna otrzym ać znacznie wyższe napięcia niż w w ypadku m aszyn p rądu stałego. tw ornik zaś wiruje. na to m ia st tw ornik stoi nieruchomo.94 Z asad y fizy k i szyną w zbudzającą“ . nach p rą d u przemiennego okazało się celowe postępowanie odwrotne: m agnesy pola wirują. mocy 2500 kilowattów.

lecz kilka obwodów.000 woltów. Dzisiejsze prądnice p rądu przemiennego pozwalają uzy­ skać napięcia rzędu 10. Tego rodzaju . 34b. O trzym ujem y wówczas nie jeden. D w ie połowy nieruchom ej części generatora prąd u trójfazowego na krótko p rzed ich złożeniem celem wypróbowania. a naw et i więcej. w których płynące p rą d y są poprzesuwane względem siebie o jed n ą trzecią okresu. Rozmieszczając w odpowiedni sposób oddzielne uzwojenia na obwodzie twornika. Generatory p rądu przemiennego przekształcają 85 do 9 5 % dostarczonej im energii na energię elektryczną. najczęściej do zastosowań technicznych używa się trzech obwodów. N a j­ większe zbudowane dotychczas m aszyny p rąd u przem ienne­ go posiadaj ą moc około 50 milionów wattów . Maszyna dwubiegunowa musi naturalnie w ykonać 50 obrotów na sekundę lub 3000 na m inutę. Rys. obieganych przez prąd przem ienny.000 kon i parowych. iż m aszyna p rądu zmiennego daje p rąd „wielofazowy“. Prąd przemienny 95 ostatnich iskrzenie nie pozwala przekroczyć pewnej granicy. czyli 60. by dać prąd o częstości 50 okresów. wynoszącej około 1000 woltów. w w ypadku m aszyny sześciobie- gunowej wystarcza już 1000 obrotów. spraw iam y.

35. „R otor“ (część w irująca) pokazanego na rys.96 Z a sa d y fizy k i p rąd trójfazow y nosi miano tró jp rą d u . R ys. że do zastosowań zewnętrznych potrzeba nie trzech niezależnych od siebie przewodów. Uzwojenia. możną przy ty m połączyć ze sobą w taki sposób. poprzesuwane względem siebie w fazie o jed n ą trzecią okresu. Odwrotnie. lecz tylko trzech doprowadzeń. czyli sześciu drutów doprowadzających. 34 generatora p rą d u trójfazowego na krótko przed jego wpuszczeniem do specjal­ nego szybu w hydroelektrow ni na rzece Shannon w Irlandii. przesy­ łam y do odpowiednio uszeregowanych uzwojeń na n ieru­ . z k tó ­ rych pobieram y tc trzy prąd y . gdy trz y p rą d y przemienne.

opór zaś z kolei je s t odwrotnie proporcjonalny do przekroju przew odnika. jakich przykłady znajdujem y na rysunkach 34 i 35. Przekrój. jaki należy n a dać przewodowi. wyzyskujących energię spadku wody. z a sila n y c h je d n o fa z o w y m prądem p rzem ien n y m . gdyby napięcie p rą d u w przewodzie pozostawało równe napięciu miejskiej sieci oświetleniowej. Zasady fizyki. spowodo­ wana przez w ytw arzanie się ciepła.2 G dybyśm y więc chcieli dziesięciokrotnie zwiększyć n a tę ­ żenie prądu. jest równa iloczynowi drugiej potęgi natężenia p rąd u przez opór. w tedy zaczyna on wirować sam przez się. S tra ta energii. rozdz. X X V III T R A N S FO R M A T O R Nowoczesne dalekonośne przewody elektryczne przenoszą p rą d y elektryczne o mocy wielu milionów w a ttó w na odle­ głość setek kilom etrów od olbrzymich central elektrycz­ nych. 7 . 2 Por. k tó ry przezeń płynie. w ytw arzają one obracające się pole m agnetyczne. m u ­ sielibyśmy stokrotnie zwiększyć przekrój przewodu. zależy naturalnie od natężenia prądu. Transformator 97 chom ym pierścieniu z miękkiego żelaza. T ak silne natężenie prądu byłoby je d n a k konieczne już dla przekazania mocy około miliona w attów . prze­ wody dalekonośne s ta ły b y się ta k niesłychanie kosztowne. 1 O w iele bardziej zło żo n e je s t d zia ła n ie siln ik ó w e le k tr y c z n y c h . że wielkie elektrownie przestałyby się w ogóle opłacać. Gdy w polu ty m znajduje się układ elektrom agnesów lub odpowiednio naw inięty twornik. 20. Gdyby natężenie p rąd u miało wynosić kilka tysięcy amperów. nie podwyższając przy ty m względnej s tr a ty energii.1 Na tej zasadzie opierają się odgrywające bardzo ważną rolę w elektro­ technice silniki trójfazowe. ta k zwane m agne­ tyczne pole wirowe. spowodowanej przez w ytw arzanie się ciepła.

nawiniętych na wspól­ nym rdzeniu. 3000 zwo­ jów. Transform ator stanowi w zasadzie sprzężenie dwóch uzwojeń o rozmaitej ilości zwojów. i w ty m leży przyczyna coraz dalej postępującego w tech­ nice prądów silnych w ypierania prądów stałych przez przemienne. ja k w ynika z teorii indukcji elektrom agnetycznej. Gdy przez pierwsze uzwojenie przesyłam y p rąd przem ienny. sięgające od mniej więcej 30.98 Z asad y fizy k i Przy przekazywaniu energii elektrycznej na odległość m ogą zatem ze względów ekonomicznych wchodzić w grę tylko wysokie napięcia. Transform o­ wanie p rąd u na wyższe napięcie musi być zatem połączone zawsze ze zmniejszeniem natężenia p rąd u i odwrotnie. ze względów zaś ekonomicznych nie obiera się dla prądnic napięć powyżej 10. jak i ze względu na konstrukcję sil­ ników i żarówek. że pierwsze uzwojenie posiada np. Przypuśćm y. Stosunek natężeń prądów musi więc być odwrotnością stosunku napięć. 150 zwo­ jów i że przepływa przez nie p rąd o napięciu 100 woltów. ja k ilości zwojów. płynie p rąd o napięciu blisko 2000 woltów. wówczas. Pow stające w p raktyce drobne kilkuprocentowe s tr a ty energii są spo­ wodowane przez w ytw arzanie się ciepła. przy czym napięcia w obydwóch uzwojeniach m ają się do siebie mniej więcej tak. Takie transform ow anie prądów daje się łatwo przeprowadzać. w uzwojeniu drugim powstaje prąd przem ienny o tej samej częstości. Ponieważ zarówno ze wzglę­ dów bezpieczeństwa. Podwyższanie napięcia p rąd u odbywa się pomiędzy prąd- .000 do kilku setek tysięcy woltów.p o siad a jąc y m np. napięcie użytkow e p rąd u w żadnym razie nie może przekraczać p aru setek woltów. Jeśli je zaniedbam y to iloczyn pierwotnego natężenia p rąd u przez pierwotne napięcie musi być rów ny iloczynowi wtórnego natężenia p rądu przez napięcie w tórne. zatem elektrotechnika stanęła wobec waż­ nego zadania transform ow ania prądów na wyższe lub też niższe napięcia. wówczas w uzwojeniu w tó rn y m .000 woltów. gdy stosujem y p rą d y przemienne.

do podnoszenia napięcia z 6000 woltów. daw anych przez prądnicę. na 100. Na rys. 7* . przekazyw anych na linię dalekonośną. Transformator 99 nicą i przewodem dalekonośnym. służący Rys. Nowoczesny transform ator firm y Siem ens-Schuckert. obniżanie — pomiędzy przewodem dalekonośnym i stacją użytkującą. Również i w technice mierniczej posługujemy się odpo­ wiednimi transform atoram i.000 woltów. 36 m am y przedstaw iony nowoczesny transform ator. ab y umożliwić bezpieczne mierzenie bardzo wysokich napięć lub też bardzo silnych natężeń prądu. 36.

rozd z. polegająca na sprzęganiu ze sobą prądnicy. dużą rolę odgryw ają dzisiaj zakłady zaopatrzone w silniki Diesla. lecz w znacznie nieraz oddalonych okolicach. Przem ysł w coraz szerszej mierze posługuje się możnością korzystania ze źródeł energii nie tam . X X IX PR Z E K A Z Y W A N IE E N E R G II E L E K T R Y C Z N E J NA ODLEGŁOŚĆ Metoda przekazywania energii. pierwsza hydroelektrownia. częściowo przez sztuczne w ytw arzanie różnicy poziomów. pozwalających pokryw ać chwi­ lowe w zrosty zapotrzebow ania na przewodach daleko- nośnych. a dzięki możności szyb­ kiego ich puszczania w ruch n a d a ją się szczególnie do urządzeń rezerwowych. gdzie się one znajdują. Dzięki zdobyczom elektrotechniki dzisiejszej. k tó ra zaopatryw ała w energię 1 Por. J u ż w o sta tn im dziesięcioleciu X I X stulecia powstała słynna olbrzymia elektrownia p rzy wodospadzie Niagary. uzyskuje dzisiaj coraz większe znaczenie w gospodarce za­ sobami energii. pędzonych energią cieplną. tra n sfo rm ato ra i silnika elektrycznego. wynoszącą zaledwie od 5 do 10%. W ten sposób przekazuje się przede w szystkim energię spadku wody. a gdzie rzadko n a ogół istnieją odpo­ wiednie możliwości ich wyzyskania. możemy przekazywać energię do odległych naw et miejsc jej zu­ życia ze s tra tą . węgiel brunatny. gdy chcemy wyzyskać m ałowarto- ściowy m ateriał opałowy. którego przewożenie na duże odległości nie opłacałoby się.1 gdyż silniki te odznaczają się szczególnie k o rzystnym i prostym w y­ zyskaniem m ateriału opałowego. ja k np. Przeka­ zywanie energii elektrycznej posiada jed n a k duże znacze­ nie również i wówczas. . Wśród elektrowni. 53. gdzie istnieje istotna tego potrzeba. k tó rą uzyskujem y częściowo przez w yzy­ skanie istniejących już n a tu ra ln y c h spadków.

Pom iędzy powstałym i w ostatnich czasach wielkimi sieciami energetycznym i jedną z najlepiej urządzonych jest szeroko rozgałęziona sieć.0 0 0 w o ltó w . jak cieplnych. a więc dla całych krajów lu b te ż n a w e t dla kilku sąsiadujących ze sobą krajów. o d leg łą o 175 k m . korzystającym i z węgla brunatnego jako pali­ wa. znajdujące się w bez­ pośrednim sąsiedztwie wodospadu. została od razu zbudowana na 380. 1891 na w y sta w ie elek tr o te ch n icz n e j w e F ra n k ­ furcie. a częściowo naw et i koleje w promieniu setek kilometrów. W ten sposób można za­ opatryw ać w prąd jednolicie i za pośrednictw em jednej rozdzielni centralnej wszystkie m iasta i fabryki. 1 P ie r w sz y p rzy k ła d p r z ek a z y w a n ia en erg ii n a o d leg ło ść z o s ta ł p o k a za n y ju ż w r.000w oltów . sięgające 1000 kilometrów. E n ergia tu rb in y w o d n ej o m o cy 300 k on i p a ro w y ch zo sta ła przek azan a z m iejsco w o ści L a u ffen n a w y s ta w ę .000 woltów w przewidywaniu możliwości przyszłego rozszerzenia sieci. P rzek a zy w a n ie en ergii e lek try czn ej n a o d le g ło ść 101 elektryczną1 nie tylko liczne fabryki. Poczynając mniej więcej od roku 1920 bardzo rozwinęła się budowa wielkich sieci energe­ tycznych. Trzeba tu było przekazywać energię elektryczną na odległości. pierwsza na świecie o t a k wysokim napięciu. Im większy jest obszar. W ostatnich czasach coraz wyraźniej występuje dążenie do sprzęgania ze sobą wielkich central energe­ tycznych. O trzym yw ana w ten sposób energia p rądu jest dopro­ wadzana przede w szystkim do obszaru przemysłowego nad- reńsko-westfalskiego. ty m zupełniej mogą być wyzyskane źródła energii i ty m rentowniejsze okazują się urządzenia. w austriackim Yorarl- bergu i w Szwajcarii z elektrowniam i cieplnymi Niemiec środkowych. która sprzęga elektrownie wodne w Niemczech południowych. . na dużych obszarach. przy u ży ciu n a p ięcia 2 7 .przy czym linia ta. ażeby uniknąć większych s tr a t energii na takich odległościach. lecz również i odlegle o 42 km miasto Buffalo. okazało się konieczne podniesienie napięcia na linii aż do 220. zarówno wodnych. nie­ zbędne dla w ytw arzania i odprowadzania prądu.

Ze względów bezpieczeństwa linie napowietrzne musi­ m y uzupełniać przynajm niej miejscami przez podziemne przewody kablowe. centym etrów . w których poszczególne przewody z prąd e m są zaopatrzone w osłony papierowe.1 Do napięć poniżej 60. 37 przedstaw ia p u s ty przewód tego rodzaju o średnicy kilku Rys. gdyż wspomniane już wyżej zajwisko naskórkowe powoduje i w pełnym prze­ wodzie zepchnięcie p rądu na jego powierzchnię. Pusty w ewnątrz przew ód wysokiego napięcia.102 Z asad y fizy k i Dla takich przewodów najwyższego napięcia trzeba było obmyślić specjalne konstrukcje. przewód taki nie jest jednakże gorszy. dla zwiększenia wytrzymałości w jego wnę­ trzu znajduje się szkielet pod trz y m u ją c y w kształcie sprę­ żynującej śruby. Na liniach napow ietrz­ nych zastosowano pusle wewnątrz przewody z brązu. kable masowe. m ają one tę zaletę. . W porównaniu z pełnymi przewodami o tej samej średnicy. 37. są to kable. Rys. impregnowane specjalną masą. gdyż niezbędna izolacja m usiałaby ze 1 T ak ie kable u k ład a się rów n ież i pod w o d ą . Jednakże sto­ sowanie kabli m asowych do wyższych napięć byłoby nieekonomiczne.000 woltów stosuje się zwykle tzw. 38 pokazano m aszt linii najw yż­ szego napięcia w Yorarlbergu. Na rys. że ważą mniej i kosztują t a n ie j.

Linia najwyższego napięcia. naczynia te od­ dają olej Z powrotem . co i do napięć poniżej 60. to kable stałyby się już w k ró tk im czasie niezdatne do użytku. które będzie stosowane w rzeczywistości. od­ wrotnie. gdyż nie­ uniknione ich nagrzewanie zniszczyłoby jednorodność izola­ cji przez wytworzenie w niej dziur. Mimo to m ożem y opanować n a ­ wet napięcia rzędu kil­ kuset tysięcy woltów stosując kable o zwyk­ łych w ym iarach. Zdatność izolatora do u ż y tk u w ykazuje się przez spowodowanie przeskoku iskry.38. kabli olejowych.gdy jegoobjętość rośnie w skutek nagrza­ nia przez p rąd . Rys. przy czym poddaje się je działaniu napięcia znacznie wyższego. Na liniach powietrznych najwyższego napięcia rzeczą wielkiej wagi jest odizolowanie drutów przewodzących od m asztów. Izolatory muszą być wypróbowane przed wstawieniem do instalacji. W ten sposób kabel znajduje się stale w ty ch sam ych w arunkach ciśnienia i jest stale równomiernie izolowany. G dyby zechciano do najwyższych napięć stosować te same wy­ m iary.000 woltów. aniżeli to. Są one w y­ pełnione olejem o m a ­ łej lepkości i zawierają specjalne naczynia w y­ równawcze. w y­ nik ten osiągam y dzię­ ki użyciu tzw. P rzek a zy w a n ie en ergii e lek try czn ej n a o d le g ło ść 103 względów bezpieczeństwa mieć zb y t duże w ym iary. do których przelewa się nadm iar oleju. . gdy kabel s ty ­ gnie.

„Dnieproges“ . zużywa ona na godzinę 150 ton wody na wytworzenie pa ry . co odpowiada kilkuset również tysiącom koni parow ychJW ielka elektrow­ nia cieplna.36 k o n ia p aro w eg o .104 Z asad y fizy k i przy czym wyładowanie musi zachodzić nie przez izolator. spiętrzająca wodę. będzie posiadała po całkow itym wykończe­ niu moc 600. moc 200. Największe elektrownie współczesne mogą dostarczać p r ą d u o mocy kilkuset tysięcy kilow attów .. 39. posiada Rys. 1933 uruchom iona. na około 300 miliardów 1 1 k ilo w a tt o d p o w ia d a 1. . ma 760 m etrów długości i 52 m etry wysokości. np. tam a . Całkowita światowa roczna wytwórczość energii elek­ trycznej była oceniana w 1930 r. lecz przez powietrze (rys. 39). częściowo już w r.000 kilow attów . Przeskok iskry poprzez izolator.000 kilow attów . zbudow ana w Berlinie około 1930 r. Największa rosyjska elektrownia wodna.

lepiej nadaje się p rąd stały. iż obecnie około 14% ogólnej produkcji energii całego świata ulega przemianie na energię elektryczną. 5. są źródłem promienio­ wania elektryczności ujem nej. o k tórych była już mowa w jednym z poprzednich rozdziałów p rzy rozpatryw aniu zjawiska fotoelektrycz- nego. 10% zaś na Niemcy. nie m ożna w ogóle stosowrać prądu przemiennego. a prze­ de wszystkim rozżarzone metale. Możemy przyjąć. w tram w ajach elektrycznych. Pośród urządzeń. służących do przekształcania prądów przem iennych na stałe. z czego około 4 2 % przypada iia S tany Zjednoczone. 2 P or. Do celówr zaś elektrochemicznych. iż ciała rozżarzone. Chociaż bo­ wiem zastosowanie prądów' przem iennych do przekazy­ wania energii na odległość daje wyjątkow e korzyści i można je w ytw arzać stosunkowo łatwo. 1903 fakcie. lecz również i przekształcanie prądów' przem iennych na stałe stanowi ważne zadanie elektrotechniki. Promieniowanie to składa się z najdrobniejszych cząstek materii. P ro sto w n ik i 105 kilowattgodzin. c z y li p rzetw o rn ice.1 W zasadzie opierają się one na w y k ry ty m przez R i c h a r d s o n a w r.2 Gdy w próżni umieścimy kawałek rozżarzonego metalu naprzeciw kaw ałka m etalu zimnego i uczynim y te metale 1J e d n y m ze sta rszy ch ty p ó w są „ zesp o ły siln ik o w o -p rą d n ico w e“ . jednak do napędu silni­ ków. do łado­ wania akum ulatorów . . w k tó r y c h siln ik p rąd u p rzem ien n eg o pędzi p rą d n icę p rądu sta łe g o i w te n sp osób p rzek szta łca prąd p rzem ien n y na sta ły . np. najważniejszą rolę grają dzisiaj pro­ stow niki. np. rozdz. XXX P R O S T O W N IK I Nie tylko podnoszenie lub obniżanie napięcia prądu. zwanych elektro­ nam i.

Pole elektryczne jest mianowicie tak w tedy skierowane. „an o d ą“ . to jasne jest. nic będziemy wówczas mogli zaobserwować przewodzenia elektryczności. 18. Zasada w entyla elektrycznego znajduje najważniejsze zastosowanie techniczne w prostownikach rtęciowych. w stosunku do prądów kierunku przeciwnego — j a k izolator. według przyjętego określenia. czyli z tak zwanym u jem n y m „biegunem “ źródła p rąd u . W pro ­ 1 Por.106 Z asad y fiz y k i elektrodam i. Jeżeli nato m ia st połączymy gorącą elektrodę z do­ d a tn im biegunem źródła prądu. wentyl elektryczny. że pędzi ono elektrony. doprowadzając prąd elektryczny do jednego z nich i odprowadzając od drugiego. czyli „żarząca się katoda“. nato m ia st elektroda zimna. w k tó ­ rych w yzyskano zjawisko łuku elektrycznego. wysyłane przez rozżarzoną elektrodę. kierunek p rądu jest przeciwny do kierunku ruchu nabojów ujem nych. W ten sposób duża ilość elektronów przechodzi od elektrody żarzącej się do zimnej. . elek­ tro d a zaś gorąca. tzw. Omawiane tu urządzenie zachowuje się zatem w stosunku do prądów jednego kierunku ja k prze­ wodnik. E lektroda gorąca. czyli miejscem doprowadzenia (w u- m ow nym znaczeniu) prądu. zgodnie z p rzyjętą poprzednio umową. że prąd płynie od elektrody zimnej do gorącej. odpycha wówczas niosące również ujem ny nabój elektrony.1 m usim y więc powiedzieć. zimna elektroda na to m ia st z biegunem dodatnim . gdy żarząca się elektroda będzie połączona z ujem ną koń­ cówką. że przepływ elektryczności będzie zachodził tylko wówczas. zostaną n a ty c h m ia s t zawrócone z powrotem przez odwrotnie teraz skierowane pole. Ponieważ. przyciąga je ku sobie. jest więc elektroda zimna. Prąd ten nazyw am y zwykle anodowym . rozd z. połączona z biegunem dodatnim . połączona z bie­ gunem ujem nym . do elektrody zimnej. jest miejscem odprowadzenia prądu. gdyż elektrony. wysyłane przez żarzącą się elektrodę. Stanowi ono.

lub żelaza. Naprzeciw niej znajdują się dwie anody. 40. p rzy czym ich te m p e ra tu ra dochodzi tylko do ciemno-czerwonego żaru. mogą więc one uchodzić za . z grafitu Rys. Prostow nik rtęciowy wiedeńskiej stacji radionadawczej. Prostowniki 107 stow nikach tych żarzącą się katodę stanowi powierzchnia rtęci.

1 W p rzeciw ień stw ie d o łu k u rtę c io w e g o . prostowniki suche. 3 S ą to w e n ty le e lek tr y c zn e .2 Obok prostowników rtęciowych coraz większe znaczenie zyskują dla mniejszych mocy i niższych napięć tzw. 2 T ech n ik a d ą ż y do ta k ie g o u d o sk o n a le n ia p ro sto w n ik ó w . iż p rzy k ażd orazow ej zm ia n ie k ieru n k u prądu w ę g ie l n ie s ty g n ie ta k szy b k o . r y s . a b y m ożn a b y ło z a stą p ić p rą d n ice p rąd u sta łe g o . o p a rte. p o d o b n ie do o m a w ia n y ch n iżej d e te k to r ó w k r y sta lic z n y c h . Z jaw isk o to z n a jd u je w y tłu m a c z e n ie w fa k cie. im wyższe je s t napięcie. Oddaje on z powrotem 75 do 9 5 % pobranej energii.3 XXXI WZMACNIACZE LA M PO W E Niewiele chyba w ynalazków naszych czasów odegrało ta k doniosłą rolę w cywilizacji współczesnej. v o n L i e b e n a i S t r a u s s a . ulepszony zaś następnie przez licznych in­ nych badaczów.108 Z asad y fiz y k i „zim ne“1 w porównaniu z k a to d ą o tem peraturze około 3000 stopni C. .40) może „z atrz y m a ć “ napięcia przeciwnego kierunku. n a p ię c ie k tó r y c h nie m oże p rzek ro czy ć p ew n ej ok reślon ej w a r to ści. ja k m eta l. Przyrządem tym .000 wol­ tów. jest wzmacniacz lam pow y. ty m więcej. dochodzące do 20. Prostow nik rtęciowy (porówn. k tó ry pozwala osiągnąć dowolnie wielkie wzmocnienie p rądów przem iennych nie zmieniając ich częstości. przez fizyka amerykańskiego D e F o r e s t a . ja k w ynale­ zienie przyrządu. p rzez p o łą ­ czen ia p rąd n ic prądu p rzem ien n eg o z p ro sto w n ik a m i. wynaleziony około 1910 r. oraz fizyków austriackich. n a o d d z ia ły w a n ia c h k o n ta k to ­ w y ch . łu k ś w ie tln y p o m ię d z y d w iem a e lek tro d a m i w ę g lo w y m i m o żn a za sila ć ró w n ież i prądem p rzem ien n y m . k tó ry umożliwił zwycięski po­ chód radia i filmu dźwiękowego. Dzięki zastosowaniu dwóch anod możemy za pom ocą odpowiedniego zręcznego pomysłu technicznego wyzyskać obydwie połówki okresu prądu przemiennego do przekształcania na prąd stały.

a mianowicie tzw. dodając do wolframu drobne ilości toru. 41) K a to d ą czynim y drucik wolframowy. . już sto­ Bateria ż a rz e n ia sunkowo słabe ogrzanie tych tlenków powoduje znaczną emisję elektronów. które zwiemy napię­ ciem siatkowym. Zależy ono dalej od napięcia. w której umieszczone są naprzeciw siebie żarząca się k atoda i zimna anoda w taki sposób. Natężenie p rądu anodowego zależy naturalnie od tem ­ p e ra tu ry żarzącej się katody. K atoda jest włączona poza ty m w obwód drugiej baterii. baterii grzejącej. zwanego napięciem anodowym . siatka. Anodę łączy się z dodatnim biegunem tzw. a więc w ystarcza wówczas słaba bateria grzejąca. w ykonana z drucików metalowych. pokryw any zazwyczaj tlenkam i ziem alkalicznych. przyłożonego pomiędzy anodą i katodą. możemy je zatem zmieniać przez regulowanie p rądu grzejącego. p a ­ nującego pomiędzy k a to d ą i siatką. zwykle miedzianej lub też glinowej. wapnia lub baru. k tó ra ma za zadanie wywołać żarzenie się k a to d y (rys. k tóra ma wchłaniać pozostałe jeszcze resztki gazu. np. P rą d opuszcza wzmacniacz od strony k a ­ tody. baterii anodowej. J a k mianowicie wykrył W e h n e l t . Wzmacniacze lampowe 109 W najprostszej swej formie wzmacniacz lampoAvy składa się z wypróżnionej gruszki szklanej. połączonej z ujem nym biegunem baterii anodowej. otaczającej drucik wolfra­ m owy. że pomiędzy nimi znajduje się jeszcze trzecia elektroda. Ja k o anody używa się bla­ chy metalowej. Ten sam sk u te k można zresztą osiągnąć.1 W zmacniacze pokrywa się zwykle od wnętrza w arstw ą m agnezu. jak zwierciadło. W szczególnie wysokim stopniu jed n a k zależy natężenie prądu anodowego od napięcia. 1 D la w ięk szej p rze jr z y sto śc i na ry s. Siatka posiada najczęściej k ształt spirali. <11 nie u w zg lęd n io n o sp i­ raln ego k sz ta łtu sia tk i. zewnętrzna powierzchnia wzmacniacza w y­ gląda dzięki tem u.

chyba że napięcie siatki ma już t a k dużą wartość. dzięki odpychającem u działaniu ujemnie nałado­ wanej siatki. w sta w io n e j p o m ię d z y sia tk ą i k a to d ą . wynoszące 5 woltów. że ten sam skutek. sta n o w ią c y m k a to d ę w zm a cn ia cza . ten sam wynik możem y osiągnąć. k tó ry w y tw arzam y w małej lampce przez przyłożenie napięcia anodowego 100 woltów. gdy dam y siatce ujemne napięcie. k tó ry chcemy wzmocnić. elektrony. Natężenie prądu anodowego (gdy te m p e ra tu ra żarzenia drucika jest dana) m ożem y zatem zwiększać lub zm niej­ szać przez odpowiednie zm iany napięcia anodowego. przepuszcza- 1 Ł ą c z y m y w ty m celu sia tk ę z u je m n y m b ieg u n em b a terii. Odwrotnie. prąd. wynoszące około 10 woltów. nie dając jednocześnie żadnego napięcia na siatkę. możemy otrzym ać przez znacznie już mniejsze zm iany napięcia siatkowego. będą odrzucane z powrotem ku niej. m usim y podwyższyć n a ­ pięcie anodowe np. czy też siatkowego.2 Z przytoczonych tu przykładów widzimy zatem. k tó ry osiągamy przez określone zm iany napięcia anodowego. Okazuje się jednak. nie cz e r ­ p iem y je d n a k p rzy ty m z u p ełn ie p rądu! . Prąd przemienny. że zmiany napięcia anodowego m ożna zastąpić przez dziesięciokrotnie mniejsze zm iany napięcia siatkowego. Mówimy. dodatnie napięcie siatki ułatwia wyjście elektronów z k a to d y i wzmacnia przez to prąd anodowy. zanika całkowicie. wobec czego prąd ano­ dowy osłabnie i — przy dostatecznie wysokim napięciu siatki — zaniknie całkowicie. z 50 na 100 woltów. że dodatnio naładow ana siatka w ychw y­ tuje prawie wszystkie elektrony i nie pozwala im dojść do anody. lecz n adając siatce dodatnie napięcie. że w ty m w ypadku spółczynnik wzmocnienia wynosi 10.1 wówczas.110 Z asad y fiz y k i Gdy mianowicie do siatki przyłożym y napięcie ujem ne. 2 Z b a terii. nie zmieniając napięcia anodowego. Gdy chcem y podwoić istnie­ ją c y już w lampie prąd anodowy. k tórej b iegu n d o d a tn i łą c z y się z ro zża rzo n y m d ru cik iem w o lfr a ­ m o w y m . wysyłane przez żarzącą się katodę. T ak np.

1 M o g liśm y tu ta j o c z y w iśc ie n a szk ico w a ć je d y n ie szczeg ó ln ie p ro sty sc h e m a t w zm a cn ia n ia prądu. oraz —W— w ty m sam ym rytm ie. D rg a n ia elek try czn e 111 m y przez uzwojenie pierwotne (Si) transform atora „wstęp­ nego“ (rys. Jednakże już w połowie X I X stulecia fizycy poznali p rądy przemienne o nadzwyczaj dużej częstości. zm iany napięcia siatki będą go zmieniać tak. co i prąd w pierw otnym uzwojeniu tra n s­ form atora wstępnego. płynie on z tą sam ą częstością. Skutkiem tego we w tó rn y m jego uzwojeniu (T2) powstaje przez indukcję znowu p rąd przem ienny. W r z e c zy w isto śc i sto su je się jesz c z e w ie le różn o ro d n y ch u lep szeń . k tó ry ch n ie m o że m y tu om a ­ w iać. Prócz baterii anodowej do zewnętrznego obwodu p rądu jest jeszcze włączone pierwotne uzwojenie (Ti) transform atora wyjściowego.1 We wzmacniaczach z jedną siatką współczynnik wzmoc­ nienia ma wartość od 10 do 15. jakie otrzym ujem y. które p rzykładam y do siatki (G) wzmacniacza. możem y osiągnąć wzmocnienia rzędu setek lub naw et tysięcy razy. mWiennych zmacnianie prądów prze­ (schem. Dzięki przyłożeniu stałego napięcia anodowego pomiędzy anodą (A) i k a to d ą (K) powstaje p rąd anodowy. Skutkiem tego we w tórnym jego uzwojeniu (S2) powstaje przez indukcję napięcie przemienne. . w ytw arzane przez używane w przemyśle p r ą d ­ nice prądu przemiennego. jest o wiele większe. jednakże dzięki oddziaływaniu siatki n a ­ tężenie prądu w uzwojeniu T2 Rys. są to prądy.). m ają zwykle częstość 50 lub 162/3 okresów na sekundę. jak zmieniałyby dziesięciokrotnie większe wahania napięcia anodowego. X X X II D R G A N IA E L E K T R Y C Z N E P rądy. 42. 42). Stosując dwa lub kilka stopni wzmocnienia.

Przypuśćm y. iż okresowym w ahaniom natężenia p rąd u odpow iadają również okresowe w ahania natężenia światła iskry. William T h o m s o n pierwszy rozwinął około r. k tó ry powoduje wyrównanie się potencjałów okładek. związanych z rozładowaniem butelki lejdejskiej. przy czym w ciągu jednego okresu w y stę p u ją dwa m axim a n a ­ tężenia światła. W r. Pow staje wówczas p rąd rozładowania. p rąd ten ładuje z kolei dodatnio drugą. że czas trw ania jednego drgania je s t ty m mniejszy. . dopóki w ahania nie zostaną wygaszone sk u tk ie m s tr a t energii.112 Z asad y fizy k i rozładowując kondensatory. polegające na ty m . 1850 teorię takich drgań elektrycznych i wykazał. okładkę kondensatora. ujem nie zaś — pierwszą. czyli drganie zachodzi ty m szybciej. druga zaś ujemnie. a więc uprzednio ujem ną. 1 Por. które już dawało się wyraźnie dostrzec na fotografii. i połączmy te okładki ze sobą jakim kol­ wiek przewodnikiem. towarzyszącej rozładowaniu. i w te n sposób mógł zastąpić następstw o po sobie w a h a ń natężenia w czasie uszeregowaniem ty ch w a h a ń jed n o p o d ru g im w przestrzeni. że jedna okład­ ka pewnego kondensatora1 jest naładow ana dodatnio. rozdz. u tw o ­ rzony w szybko wirującym zwierciadle. W yzyskał w ty m celu zjawisko. Elektryczność w ykonyw a ja k gdyby ruchy w aha­ dłowe ta m i z powrotem pom iędzy jed n ą i drugą okładką kondensatora. 1859 F e d d e r s e n o w i udało się rzeczywiście stw ier­ dzić na drodze doświadczalnej istnienie drgań. N aładow any ponownie kondensator znów się rozładowuje i całe zjawisko pow tarza się. Gdy po wyrów naniu się potencjałów prąd rozładowania prze­ staje płynąć. spowodowanych przez w ytw arzanie się ciepła. p łynący dalej w ty m sam ym kierunku. Feddersen fotografował obraz iskry. zanikając stop­ niowo. 21. im mniejsza jest pojem ność kondensatora oraz sam oindukcja obwodu przewodzącego. wówczas dzięki indukcyjności własnej obwodu powstaje p rąd samoindukcji.

nie posiadające wprawdzie podobnie wysokiej częstości. D ru cik rozżarza się. d zięk i czem u p o w ło k a g a z o w a u leg a k o n d en sa cji i prąd z a c z y n a p ły n ą ć z p o w ro tem . J e s t to transform ator. w y n a le z io n y przez W e h n e lta . Isk ry Fcddcrsenow skie w edług zdjęcia B. W te n sp o só b prąd z o sta je perio- Zasady fizyki . m ożna w y ­ tworzyć za pom ocą cewki indukcyjnej. w k tó r y m przez p r z y c ią g a n ie e lek tr o m a g n e su w p ro w a d za się w ruch d rg a ją cy sp ręży n k ę. W altera. a u to m atyczniei 1 J a k o p rzery w a cz a u to m a ty c z n y słu ż y a lb o tz w . perio­ dycznie przeryw any za pom ocą specjalnych. 43. w ykonane według m eto d y Feddersena. D rg a n ia ele k tr y cz n e 113 Na rys. Znalazł on w ten Rys. że na fotografii widać również wyraźnie okresowe zm iany kierunku prąd u . k tó ra p rzeryw a prąd. mógł już Feddersen obliczyć ze swych fotografii czas trw a ­ nia jednego takiego drgania elektrycznego. m ło te c z e k N eefa . wynoszące od jednej do 40 milionowych sekundy. J a s n y koniec każdego z obrazów iskry odpowiada przy ty m zawsze ujemnej okładce kondensatora. w którego pierw otnym obwodzie płynie p rąd stały. tak. sposób na okres drgań wartości. S k ła d a się on z p ły t y oło w ia n ej oraz d ru cik a p la ty n o w e g o . w ó w c z a s d ru cik bardzo sz y b k o sty g n ie . p rzy c z y m d o k o ła n ie g o w y tw a r z a się p o w ło k a g a zo w a . z a n u rz o n y c h do ro z c ie ń c z o n eg o k w a su sia rk o w eg o i sta n o w ią c y c h d o p r o w a d zen ie i o d p r o w a d zen ie p rądu sta łe g o . Znając ilość obrotów zwierciadła. lecz w k ażdym razie czę­ stość rzędu kilku tysięcy okresów na sekundę. 43 widzimy nowsze zdjęcie. Trwale p rąd y przem ienne. alb o te ż p rzery w a cz e le k tr o lity c z n y .

3 B utelka lej­ dejska musi być przy ty m stale na nowo ładow ana przez prąd pomocniczej cewki indukcyjnej. wówczas z końcówek ty ch try sk a ją snopy iskier elektrycznych (rys. K a żd e m u c e n ty m e ­ tro w i p rzerw y isk row ej o d p o w ia d a n a p ięcie od 8 0 0 0 do 18000 w o ltó w (za leżn ie od k sz ta łtu elek tro d ). obwód zaś pierw otny zostaje pobu­ dzony do drgań. 2 N a jw ięk szą d łu g o ść isk ry. d y c z n ie p rzerw a n y k ilk a ty s ię c y r a zy n a se k u n d ę. Indukow any p rąd w tórny jest naturalnie prąd e m p rzem iennym .1 k tó ry wyróżnia się bardzo wysokim napięciem m aksym alnym . ujrz y m y po­ między nimi ciągłą. n iż p r z y z a m y k a n iu . gdy przepuścim y p rąd rozładowania butelki lejdejskiej przez szpulę. a niekiedy naw et ponad m e t r . utw orzoną z niewielu zwojów grubego d ru tu miedzianego. w ykryte przez Teslę. tłu m . Zjawiska.114 Z asad y fizy k i funkcjonujących urządzeń. 1 In d u k o w a n a siła e le k tr o m o to r y c z n a p o sia d a b o w iem p rzy otw iera n iu p rąd u k ieru n ek w p r o st p r zeciw n y . można otrzym ać p rą d y przemienne o bardzo dużej częstości i jednocześnie nadzwyczaj wysokim napięciu. pięknie zabarw ioną smugę świetlną. rzędu dziesiąt­ ków lub setek tysięcy woltów. C zęsto u ż y w a n e są w p ra k ty ce rów n ież ta k z w a n e „ p rzery w a cze tu r b in o w e “.2 J a k w ykazał T e s l a około r. które mogą mieć długość sięgającą kilku centym etrów lub decymetrów. dru gie jego u zw o jen ie sk ła d a się z b ard zo w ielu z w o jó w cie n k ie g o d ru tu . swobodne końcówki wtórnego uzwojenia tra n sfo rm ato ra Tesli znaj­ du ją się w powietrzu. i sta n o ­ wiącą pierwotne uzwojenie tra n s fo rm a to ra . Gdy końcówki obwodu wtórnego połączym y z dwoma współśrodkowymi pierścieniami z d ru tu . prowadząc do pow stania iskier. 1900. słusznie obudziły w swoim czasie ogromne zainteresowanie w szerokich m asach. 3 T ran sform ator T esli n ie p o sia d a rd zen ia ż ela z n e g o . Gdy uzwojenie w tórne jest otw arte. ja k ą m o żn a o trz y m a ć z d an ej cew k i in d u k cy jn ej. Jeżeli np.) . wówczas to wysokie napięcie w ytw arza się pomię­ dzy jego końcówkam i. 44). n a z y w a m y jej p rzerw ą isk ro w ą . (P rzy p . k tó re w sta w ia m y do w n ę tr z a u zw o jen ia p ierw o tn eg o .

W yładowanie transform atora T esli o napięciu ok. zawdzięczamy to wielkiej szybkości zmian k ieru n k u . D rg a n ia ele k tr y cz n e 115 Przyłączając końcówki wtórne do dwóch cienkich.2 milionów woltów. równo­ legle napiętych drutów .3 1 P or. ro zd z. mające postać pęków iskier i w stęg płomiennych. na w e t gdy natężenie ich jest dość znaczne. naw et w znacznych odległościach od tra n sform atora. Godna uwagi jest zupełna nieszkodliwość ty ch prądów dla ciała ludzkiego. Z rozu m iałe je s t sa m o przez się. wyw ołujem y jarzenie się powietrza w otoczeniu ty ch drutów na całej ich długości. 44. 3 7 ). 2 P or.2 o k tó ry m wspominano już uprzednio. bez doprowadzania do nich prądu. 56. Dzięki olbrzym im częstościom prądów Tesli w yróżniają się one szczególnie silnym efektem na sk ó rk o w y m . . 27. 3 N a jw a żn iejszą rzeczą w d o św ia d c z e n ia c h T esli je s t d o stro je n ie p ierw o tn eg o i w tó rn eg o o b w o d u do rezo n a n su (p o ró w n . rozdz. że n a le ż y p o sta ra ć się o d o sta ­ teczn ie d o b rą izo la cję. R urki geis- slerowskie 1 świecą w pobliżu tra n sfo rm ato ra Tesli naw et Rys. rozd z. 1.

X X X III E L E K T R O M A G N E T Y C Z N A ISTOTA ŚW IA T Ł A G dyby nas zapytano. Krajewskiego) Teoria Maxwella jest oczywiście z b y t tru d n a . byli nią równie zapewne wstrząśnięci. Biedne me serce radością napoił. m agne­ tycznych i świetlnych miała skierować rozwój fizyki na zupełnie nowe tory. abyśm y mogli j ą tu ta j dokładnie rozpatrzyć. że do praw a Coulomba oraz znanych już podstaw ow ych p raw elektrom agnetyzm u i p rądów in d u k ­ cyjnych dołączyła ona nową hipotezę. sformułowanej przez Maxwella. k tórzy zdołali ją pojąć. płynących z tego założenia. lecz ci. k tó ry sądził. wskazując na rok 1873. Maxwell. k tó ra dzięki jednolitem u ujęciu zjawisk elektrycznych. przypisał zupełnie dowolnie hipotetycznym p rądom przesunięć własności analogiczne do tych. czyniąc krok nie­ zwykle śmiały. k tó ry właściwie rok należy uważać za d a tę narodzin nowoczesnej fizyki. I dał m u jakiś popęd tajemniczy I odsłonił natury wiecznie czynne siły? (Tłumaczenie A l. Istotnie nową w niej rzeczą jest to. iż do wzorów m ate m atycznych nowej teorii należy zastosować słowa z „ F a u s ta “ Goethego: Czyliż to Boga palce znak len nakreśliły. „prądu przesunięcia“ . Dzięki ty m poglądom doszedł Maxwell do słynnych . według której każda zmiana natężenia pola elektrycznego wywołuje powstanie tzw. Do­ wolność ta znalazła świetne usprawiedliwienie w niezwykle płodnych w ynikach. jakie zauważono w w y padku prądów w przewodnikach. jak m łodociany wówczas jeszcze B oltzm ann. Niewielu tylko fizyków zrozumiało wówczas całkowite znaczenie teorii. Co lak wewnętrzne wrzenie we m nie uspokoił. W t y m bowiem roku M a x w e l l opublikował swoją wspaniałą teorię. wówczas mielibyśmy zapewne słuszność.

2 W d a w n ie jsz y c h teo ria ch . zwanych powszechnie od jego nazwiska rów naniam i Max- wella. każda fala m agnetyczna z elektryczną. !«««/»> tyczne. ja k Maxwell wywnioskował z pom ia­ rów' W ebera i K o h lrauscha. 18.y“ «nie)_(5Ch<:ma- się w przestrzeni za pośrednictw em tych fal. lecz i jego kierunku. że obie te fale posuw ają się z t ą sam ą prędkością i że wreszcie natężenie pola m agnetycz­ nego jest stale prostopadłe do natężenia pola elektrycznego. że każ d a fala elektryczna musi być nie­ odzownie sprzężona z falą m agnetyczną i odwrotnie. Gdy natężenie pola elektrycznego lub magnetycznego ulega w pewnym punkcie periodycznym zmianom. k tó rą nieodzownie m u ­ simy przypisać falom świetlnym wobec istnienia zjawisk polaryzacji św iatła. 45. me- chaniczne drgania powietrza pow odują Rys 45 Fala clcktro_ powstawanie fal głosowych i rozchodzą magne. które. oba zaś te kierunki są z kolei prostopadłe do wspólnego kie-: runku rozchodzenia się fal. . k tó re sp r o w a d z a ły św ia tło do d rgań e la s ty c z n y c h ta jem n icze g o „eteru ś w ie tln e g o “. K ierunki te zostały przedsta­ wione na rys. z r o z m a ity c h w z g lę d ó w . Elektromagnetyczna istota światła 117 swych podstaw owych rów nań pola elektrom agnetycznego. ja k np.1 m uszą rozchodzić się w próżni z prędkością światła. Fale elektrom agnetyczne są więc czysto poprzeczne. p o p r z e c z n y c h a ­ rak ter drgań św ie tln y c h . W podobny sposób. Z teorii Maxwella wynika. po­ siadają one zatem tę właśnie cechę. H a lę* en tości natężenia. że w punkcie ty m za- chodzą drgania elektryczne lub magne. z uwzględnieniem praw idłowych zwrotów. sta n o w i! z a g a d k ę n ie do r o zw ią za n ia . k tó r y c h n ie m o ­ ż e m y tu ta j ro zp a try w a ć. wim y wówczas.2 1 Por. a mianowicie możliwość istnienia fal elektro­ magnetycznych. również i drgania elektryczne lub m agnetyczne mogą wywoływać fale elektryczne lub m agnetyczne. Z rów nań ty ch w ysunął on dalej wniosek niezwykle wielkiej wagi. m ó­ pola eteUtrycz. rozd z. które na ogół dotyczyć mogą nie tylko war.

2 Rzeczywiste doświadczalne wytworzenie fal elektro­ m agnetycznych. ja k już wspomniano. Hertzowi udało się zmniejszyć długość fali do niewielu m etrów. Zrozumiałe jest. 10 i 21. że nowe te fale są identyczne co do swej istoty z fa­ lami świetlnymi. . wynoszące jeszcze około 300 m etrów. Ponieważ zupełnie ogólnie we wszelkich ruchach falowych długość fali równa się iloczynowi okresu drgania przez prędkość rozchodzenia się fali (którą w danym w ypadku należy utożsam ić z prędkością światła). Z falami tej długości nie m ożna było naturalnie dokonywać do­ świadczeń. a m iano­ wicie w r. zwany relacją M axwella. Gdy rozładow ujem y butelkę lejdejską. Równocześnie doświadczenia te wyraźnie w y k a ­ zały. że stała dielektryczna każdego ośrodka musi być równa kwadratowi wartości jego optycznego spółczynnika załam ania -1 B o l t z m a n n w ykazał już w kilka miesięcy po ogłoszeniu prac y Maxwella. dzięki słynnym doświadczeniom H enryka H e r t z a . któ ry c h istnienie Maxwell przewidział na drodze rozw ażań teoretycznych. okres drgań wynosi.118 Zasady fizyki Maxwell. około jednej milio­ nowej sekundy. przez zastosowanie zam iast butelki lejdejskiej dwóch kawałków mosiądzu od­ powiedniego kształtu. udało się jednakże do­ piero w 15 lat po ukazaniu się dzieła Maxwella. 2 W d z ied zin ie św ia tła w id zia ln eg o cia ła sta łe i c ie k łe n ie sp e ł­ n ia ją relacji M axw ellow sk iej ze w z g lę d u n a zja w isk o d y sp ersji. wo­ bec tego najszybszym naw et z takich drgań odpowiadają długości fal. rozd z. oddzielonych od siebie k ró tk ą prze­ rwą iskrową i ładow anych stale przez cewkę indukcyjną. utożsam iając te uznane przez siebie za teore­ tycznie możliwe fale elektrom agnetyczne z falami świetl­ nymi. 1 Por. je d n a k że w d alek iej p o d czerw ien i w sz y stk ie cia ła sto su ją się d o ­ k ład n ie do niej. że ciała gazowe rzeczywiście spełniają ten związek. że H ertz za p u n k t wyjścia swych doświadczeń obrał rozpatrzone ju ż przez nas drgania kondensatora. doszedł ostatecznie do wniosku. a n a w e t decymetrów. 1888.

2 X X X IV TELEGRAF Od najdaw niejszych czasów jed n y m z najważniejszych celów techniki było umożliwienie szybkiego przekazyw ania wiadomości.1 Rozchodzenie się wywołanych w ten sposób drgań w postaci fal w ykazał H ertz za pom ocą pierścienia z d ru tu . Ciśnienie. największa wartość periodycznie zmiennego natężenia pola elektrycz­ nego wynosi od 10 do 15 woltów na c entym etr. Liczne w ynalazki X V I I I i początku X I X stulecia sta ra ły się cel ten osiągnąć za pom ocą sygnałów 1 P or. 2 D o św ia d c z a ln ie is tn ie n ie ciśn ien ia św ia tła w y k a z a ł po raz p ierw szy L e b i e d i e w w r. podlegają ty m sam ym praw om . 1901. przez promienie słoneczne na powierzchni ziemi. Telegraf 119 W ten sposób H ertz zmniejszył znacznie zarówno pojem ­ ność. jakie wywiera promień świetlny dzięki swemu charakterow i elektrom agnetycznem u na ciała. co i fale świetlne. polaryzacji i wreszcie m ogą inter- ferować ze sobą. Przypuszczenia Maxwella co do elektro­ m agnetycznej istoty światła sta ły się w ten sposób pew­ nością. odpo­ wiednia zaś w artość pola magnetycznego około jednej pią­ tej wartości składowej poziomej m agnetyzm u ziemskiego. zaopatrzonego w niewielką przerwę. znajdujące się na jego drodze. a więc rozchodzą się z t ą sam ą prędkością. w której fale wywo­ ływały przez rezonans powstanie iskry. odpowiada w przybliżeniu ciężarowi jednego m iligrama na każdy m etr k w a d ra to w y . "W polu elektrom agnetycznym . ugięciu. 32. załamaniu. wytworzone przez drgania elektryczne. wyw oływ anym np. ja k i samoindukcję obwodu drgającego. podlegają ta k samo odbiciu. Z pom ocą tego prym ityw nego urządzenia mógł H ertz pokazać. . że istot­ nie fale. rozd z.

S t e i n h e i l udoskonalił wkrótce potem wynalazek Gaus­ sa i W ebera i dokonał p rzy ty m niespodziewanego odkrycia. Gdy chcem y nad a ć sygnał ze stacji nadawczej (z prawej strony). naciskam y klucz. k tó ry posłużył do połączenia I n s ty tu tu Fizycznego w Getyndze z t a m te j ­ szym obserw atorium astronom icznym . tak. dalej przez elektrom agnes (M’) do p ły ty ziemnej stacji odbiorczej i s ta m tą d do p ły ty ziemnej stacji nadaw ­ . Powszechne zastosowanie znalazł dopiero samo zapi­ sujący a p a ra t elektrom agnetyczny. Zasadę telegrafu Morsego przedstaw ia schem atycznie rys. została zbudow ana pierwsza praw idłowa linia te ­ legraficzna pom iędzy m iastam i W aszyngtonem i Baltimore. dotychczas jeszcze jest to jeden z najczęściej spotykanych a p a ra tó w telegraficznych. lecz dopiero zastosowanie elektryczności umożliwiło rozwój właściwej telegrafii. ani a p a ra t Steinheila nie n ad aw ały się do szerszego użytku. przez A m erykanina M o r s e g o . J u ż po upływie dwóch lat od wykrycia przez F a r a d a y ’a p rądów in d u k ­ cyjnych astronom G a u s s i fizyk W e b e r zbudowali w roku 1833 pierwszy telegraf elektromagnetyczny. W 1843 r. że przewód pow rotny m ożna zastąpić przez wyzyskanie przewodnictwa ziemi. wynaleziony w 1837 r.120 Z asad y fizy k i optycznych. Dzięki tem u umożli­ wiam y przepływ p rąd u w nastę p u jąc y sposób: z baterii (B) przez linię do otwartego klucza stacji odbiorczej. 46. że zam iast dwóch dru tó w w y­ starcza tylko jeden. Jedn ak ż e ani a p a ra t Gaussa i W e­ bera.

Po pierwsze należało usunąć utrudnienie. ja k a może być przesyłana w ciągu m in u ty . do ta ś m y papierowej. zwilżone farbą. Wobec tego isto tn y postęp stanowiło ulepszenie w r. dzięki włączaniu dalszych pośrednich stacji przekaźniko­ wych staje się możliwe telegrafowanie na doAvolne od­ ległości. Prąd. danego do przesłania. ciągniętej przez m echanizm zegaro­ wy. k tó ry wprowadził ta k zwany przekaźnik. k tó ry wprawia w ruch p rzy­ rząd zapisujący. Po drugie trzeba było dążyć do podniesienia ilości liter. P rąd włączony przez przekaźnik można również zużytkow ać do zasilenia nowego odcinka linii. przesyłany ze stacji nadawczej. wynalezionej przez Morsego i przy zastosowaniu alfabetu Morsego. T eleg ra f 121 czej. więc każda z nich może odbierać i nadaw ać tele­ gram y. spowodo­ w anych przez nieuniknione braki izolacji. . przepływ ający przez długi przewód. Przekaźnik jest to elek­ trom agnes. telegraf pozwala przesłać 40 do 60 liter na m inutę. W pierwotnej swej formie. złożonego z p u n ­ któw i kresek. z k tó ry c h Morse ułożył alfabet. b y w ten sposób lepiej wyzyskać kosztow ną linię telegraficzną. doznaje naturalnie znacznego osłabienia skutkiem s tra t. Zrozumiałe jest. że dalszy rozwój telegrafii d ą ­ żył w dwóch kierunkach. 1839 pierw ot­ nego urządzenia Morsego przez W h e a t s t o n e ’a. na pismo Morsego oraz po­ wtórnego transponow ania otrzym anej depeszy na pismo zwykle. zaopatrzony w lekką kotwiczkę. Ponieważ obie stacje są zaopatrzone w identyczne p rzy­ rządy. związane z koniecznością transponow ania tekstu. E lektrom agnes M’ przyciąga m ałą dźwignię. Uzwo­ jenia przekaźnika są obiegane przez p rąd przewodowy. k tó ­ rej drugi koniec przyciska kółeczko. pow stają p u n k ty i kreski. k tó ra z kolei może zam ykać za pom ocą dźwigni obwód p rądu baterii miejscowej. p rąd zaś baterii miejsco­ wej zasila ten elektrom agnes. znajdującej się na stacji odbiorczej. Na taśmie tej. zależnie od czasu naciskania klucza.

tł. z n a jd u ją c e się n a p rzeciw ró w n ież p o ru sza ją ceg o się w a łk a z ta śm ą p a p iero w ą i p o sia d a ją c e r o zm ieszczo n e na sw y m o b w o d zie lite r y a lb a fe tu . Gdy w przyrządzie n adaw czym naciśniem y kla­ wisz. k tó rą n a ­ stępnie nakleja się na papier i w tej postaci otrzym uje j ą odbiorca. rys. przed nadaw aniem wybija się te k s t jej na pasku papieru za pom ocą pewnego rodzaju m aszyny do pisania. .122 Z asad y fizy k i Pierwsze ze wspom nianych wyżej dwu podstaw owych dążeń telegrafii zaspokaja lelegraf literowy. A p a ra t ten stosow any jest jeszcze dzisiaj na większych stacjach bez istotnych zmian. które umożliwiają odbiór telegram u w postaci zapisanej znakam i Morsego. dobiega do biegnącego synchronicznie przyrządu na stacji odbiorczej w tej wła­ śnie chwili. (U w . Przyrząd H ughes’a daje w ten sposób depeszę napisaną od razu zwykłym pismem na taśm ie papierowej. Co się tyczy prędkości nadaw ania znaków. Sprawność a p a ra tu H u ghes’a wynosi w p rzy­ bliżeniu od 100 do 120 liter na m inutę. 1850 przez am erykanina H u g h e s ’a. wywołujący wydrukow anie litery. Spraw ­ 1 P o d sta w o w ą czę ść a p a ra tu H u g h e s’a sta n o w i o b ra ca ją ce się ró w n o m iern ie k oło. p rzy czym każdej literze odpowiada określona kom binacja otworków (por. gdy w obydwóch przyrządach litera t a znaj­ duje się na kole literowym naprzeciw w ałka drukarskiego. 47). A by możliwie zmniejszyć czas. wówczas impuls prądu. potrzebny do prze­ słania depeszy. wynaleziony około r. odpow iadający pewnej literze. które umożliwia jednoczesne tele­ grafowanie wzdłuż tego samego to ru w dwu kierunkach przeciwnych. 1860) telegrafu m aszyno­ wego. Przesuwanie Łych otw orków przed odpowiednim urządzeniem wywołuje powstawanie impulsów prąd u .1 Znaki są nadaw ane za pom ocą specjalnej kla­ w iatury.). to nadzw yczajny postęp w ty m zakresie stanowiło w y­ nalezienie przez W h e a ts to n e ’a (r. Do lepszego wyzyskania linii telegraficznych posłu­ żyło przede wszystkim wprowadzenie ta k zwanego łą­ czenia przeciwsobnego. łączy on w sobie urządzenie nadawcze i odbiorcze.

że zawsze połączone są ze sobą na stacjach odbiorczej i nadawczej tylko odpowiadające sobie przyrządy. odpow iada ona słowu niem iec­ kiem u „senden“. W szeroko rozpowszechnionym telegrafie B a u - d o t a . by było możliwe ich zapisanie. Z a p a ra tó w W h e a ts to n e ’a korzystano np. ta k . Po wynalezieniu telegrafowania za pom ocą dziurkow a­ nej taśm y nadawczej nastąpił dalszy wynalazek telegrafii wielokrotnej. w roku ty m przestano się nią posługiwać. że po­ szczególne przekazyw ane telegraficznie znaki m uszą być dzielone pewnym i odstępam i. w ynikających stąd. fprzygotowanego do nadania telegrafem maszynow ym. że ka ż d y przyrząd . Linia ta była czynna aż do r. w ykonyw ującej od 100 do 200 obrotów na m inutę. 47. 1931. przyrządy te są kolejno włą­ czane do obwodu p rądu w ten sposób.000 km . źe odległość pom iędzy dwiema sąsiednimi stacjam i wynosiła około 1. gdyż stała się ona zbyteczna ze względu na istniejące już inne połączenia kablowe i radiowe. na jed n y m i ty m sam ym prze­ wodzie p racują cztery oddzielne przyrządy. tak. wynalezionym około roku 1870 i noszącym nazwi­ sko swego ko n stru k to ra . 1870 przez Siemensa. na linii tele­ graficznej indo-europejskiej. W ynalazek ten ma na celu wyzyskanie prze­ wodu również podczas przerw. znacznie jeszcze zwiększający sprawność tele­ grafu. zbudowanej w r. Część telegram u.000 kilom etrów długości i po­ siadała 14 pośrednich stacji przekaźnikow ych. ooo o oo ooo o oo ' o ooooooooooooooooooooooo OOO O O O O O O O O O d e n Rys. tak. T eleg ra f 123 ność telegrafu maszynowego wynosi od 1000 do 1600 liter na m inutę. Za pom ocą specjalnej tarczy rozdzielczej. Linia ta miała 14.

W ten sposób m ożna mianowicie wzdłuż tego samego przewodu przesyłać jednocześnie2 im pulsy p rą d u o rozmaitej czę­ stości. . że do n a ­ dawania znaków zastosowano prądy przemienne. niezależnie od swego przeznaczenia. g d z ie ró żn e p r zy r zą d y są d o łą cza n e d o p rzew od u n ie je d n o c z e śn ie . telegrafii podakusłycznej. n a d a ją c y c h zn a k i M orsego. p rzep u szcza ją ce ty lk o ta k ie p rą d y zm ien n e. 2 N a le ż y o d różn iać tę je d n o cz e sn o ść od d zia ła n ia na p rzem ian . dochodząc do 12 a naw et do 24. że w p rzeciw ień ­ stw ie do p rzyrzą d ów . n a d a w a n ie k ażd ej lite r y w ty m a p aracie trw a rów n ie d łu g o (m ia n o w ic ie 5 te le g r a ­ ficzn y ch je d n o ste k czasu ). o ile zastosujem y odpowiednie „filtry częstości“ . wynoszącą około 600 liter na m inutę n a w e t bez zastosowania dziurkowanej taśm y nadawczej. sto so w a n eg o w teleg ra fii w ie lo k r o tn e j. lecz ty lk o sz y b k o po so b ie w p ew n ej k olejn o ści.124 Z a sa d y fiz y k i odbiorczy może przyjm ować tylko doń należące im pulsy p rąd u .3 Gdy n a d to została opracow ana m etoda stosowania tzw. 3 F iltr y cz ę sto śc i są to u rzą d zen ia . może być 1 Is to tn ą cech ę a p a ra tu B a u d o ta sta n o w i to . które nie przeszkadzają sobie wzajemnie i mogą być ka ż d y z osobna odbierane przez dowolne przyrządy.1 Ponieważ przyrząd B a udota czterokrotnie zwiększa sprawność telegrafu. zo­ stała jednak jeszcze znacznie powiększona około r. Telegrafia wielokrotna stworzyła możliwość jednoczesnego uzyskania kilku połączeń wzdłuż tego samego przew odni­ ka. m ożna było z jego pomocą uzyskać szybkość nadaw ania. dzięki której każda linia telefo­ niczna. możliwych do uzyskania w jednej żyle. k tó ry ch c z ę sto ść le ż y w p ew n y ch o k re ślo n y c h g ra n ica ch . dzięki tem u. Za p o m o cą ta k ich filtró w m o ż n a w ięc w y d z ie lić z d o ­ w oln ej m iesza n in y p rą d y zm ien n e. 1920. n a le ż ą c e do o k reślo n eg o p rze­ d ziału c zęsto ści. Ilość torów. ja k się mówi obrazowo w języku elektrotechnicznym . jedna i ta sam a „żyła przewodząca“ daje n a m od razu kilka „lorów“ telegraficznych.

że p rą d y sta łe. sk o n stru o w a n e przez ro zm a ite firm y.1 ta osta tn ia o trzy­ m ała do swego rozporządzenia nadspodziewanie wielką ilość torów. T eleg ra f 125 jednocześnie u ż y ta do celów telegrafii. tak. ja k butelka lejdejska o nadzwyczaj dużej pojemności. m o g ły w sp ó łp r a c o w a ć ze sob ą. Skutkiem ta k wielkiej pojemności kabel musiał być właściwie specjalnie ładow any a następnie znówr rozładow yw any dla przesłania każdego poszcze­ 1 T elegrafia p o d a k u sty c z n a op iera się na ty m . Za pomocą dalekopisu można naturalnie przyjm ow ać autom atycznie wiadomości rów­ nież i w nieobecności odbiorcy. w ew nętrzną okładkę stanowi przewodnik. stało się obecnie zbyteczne. nadzwyczajnie rozszerzono sieć telefoniczną w Europie i Ameryce Północnej. by dwaj jej dowolni abonenci mogli łączyć się bezpośrednio ze sobą. poczynając od r.2 W odrębną gałąź rozwinęła się. W telegrafii dzisiejszej rozpowszech­ n iają się n a to m ia st coraz bardziej przyrządy. Obecnie zm ierzam y do stw o­ rzenia dalekopisowej sieci łączności na wzór sieci tele­ fonicznej. przypom inające swą budow ą i sposobem użycia zwykłe m aszyny do pisania. u ży w a n e w teleg ra fii. 1866 oddano do stałego u ż y tk u pierwszą linię podw odną poprzez Ocean A tlan ­ tycki. telegrafia transoceaniczna czyli kablowa. na co musiano poprzednio kłaść Lak wielki nacisk. warstw ę zaś izolującą — ochronny płaszcz gutaperkow y. że. 1860. poczynając mniej więcej od r. zwane daleko­ pisam i. zewnętrzną — woda m orska. 1925. a b y ró w n ież i p rz y rzą d y . i zm ie n n e p rą d y te le fo n ic z n e m o g ą z o sta ć o d d zielo n e od sieb ie w p o d o b n y sp o só b . Duże trudności sprawiała początkowo okoliczność. Rozwijanie dużej prędkości przekazyw ania znaków. Po wielu nieuda­ nych próbach wreszcie w r. ja k p rą d y p rzem ien n e różnej c z ę sto śc i w e w sp o m n ia n ej w y żej m e to d z ie teleg ra fii p rzy u ży ciu prądu p rzem ien n eg o . że kabel o długości tysięcy kilom etrów zachowuje się. 2 Z w aża się o c z y w iśc ie p rzy ty m na to . ty m bardziej. .

poczynając mniej w ięcejodr. co pozwala nadaw ać do 2500 liter na m inutę. wzrosła do 21. Liczba wyrazów. co przeciwdziała wpływowi jego pojemności). przecina­ jących północny Ocean A tlantycki. n a d a n y c h w ciągu tego roku. 1926 do 30 milionów w r. W edług K r a r u p a można skompensować szkodliwe działanie dużej pojemności w ten sposób. Jednakże przez zastosowanie zręcznie pom y­ ślanych schem atów połączeń oraz przez wypracowanie bardzo czułych typów przyrządów odbiorczych1 udało się ku końcowi X I X wieku zwiększyć sprawność kabla pod­ morskiego z początkowych 20 litera ż d o 200 liter na m inutę. 1 M uszą on e reagow a ć je sz c z e na p rą d y o n a tę ż e n iu za led w ie k ilk u se tn y c h m iliam p era . Długość całej sieci telegraficznej św iata wynosiła w r. W nowoczesnych kablach głębinowych średnica żyły wynosi około % cm. 1930 około 6 milionów kilometrów. 1930. rozd z. 1920 w okres szybkiego rozwoju. k tó ry ochrania kabel od uszkodzeń zewnętrznych. Średnica kabla wraz z izo­ lacją niewiele przekracza jeden ce n ty m etr. przez to liczba kabli.126 Z a sa d y fizy k i gólnego sygnału. Kabel ten pracuje pięciotorowym system em telegrafii wielo­ krotnej. zbliżała się do 400 milionów. tele­ grafia podm orska weszła. N ajspraw niejszym kablem jest dzisiaj przypuszczalnie wielki kabel azorski. położony w r. Dzięki zastosowaniu elektrycznych wzm acniaczy lam po­ wych oraz wynalezieniu tzw. otacza ją w arstw a m agnetyczna z perm alloy’u2 grubości kilku dziesiątych m ilim etra. że owija się przewodzącą p rąd część kabla druci­ kiem z substancji o dużej przenikliwości magnetycznej (dzięki tem u zwiększa się znacznie indukcyjność kabla. przesyłanych rocznie za pośrednictwem A tlantyckiego Tow arzystw a Telegraficznego podniosła się z 10 milionów w r. 23. liczba zaś wszystkich depesz. zostaje ona jed n a k zwiększona na 3 do 5 cm dzięki „pancerzow i“. . 1931 pom iędzy New- foundlandem i Azorami. 2 Por. co naturalnie znacznie przedłużało tele­ grafowanie. kabla krarupizowanego.

czerpanego z odpowiedniej baterii. k tóre przekształcają 1 Z ró żn y ch w zg lę d ó w n a le ż y z r esz tą u w a ż a ć F ilip a R eisa (1 8 6 0 ) za p op rzed n ik a B ella . Jednakże już w r. Gdy m ówimy przed pręcikiem. p rzy czym naprzeciw jednego z biegunów magnesu. wówczas pod wpływem fal dźwięko­ wych zostaje ona wprawiona w drganie. przez pręcik przepływa p rąd z baterii. które. W ynaleziony w ty m celu przez Hughesa mikrofon składa się w najprostszej swej postaci z pręcika węglowego. W ten sposób w drugim telefonie słyszym y słowa. znajdującej się w miejscu. fale głosowe w yw ołują jego drgania i zarazem periodyczne zm iany oporu elektrycznego w miejscach ze­ tknięcia pręcika z klockami. 1876. a więc zbliża się i oddala periodycznie od magnesu. a n ie m o w ę lu d zk ą. w praw iają z kolei jego znów m em branę w ruchy. wypowie­ dziane do pierwszego. odbyw ające się w rytm ie ty ch prądów . odbywające się w rytm ie tych fal. M ógł on jed n a k p r z e k a z y w a ć je d y n ie to n y . po doprowadzeniu do cewki d ru ­ giego telefonu. otoczonego cewką z d ru tu . zaostrzonego z obu końców. Gdy m ówim y głośno przed m em braną. Skutkiem tego również i natężenie p rąd u z b a ­ terii podlega rytm icznym w ahaniom . telefon znalazł po raz pierwszy zastosowanie praktyczne w Ameryce. . W ty m prototypie telefonu mówiący musiał zatem w ytw arzać p rąd telefoniczny działaniem swego własnego głosu. W związku z ty m przez działania indukcyjne w cewce otaczającej m agnes pow stają p rą d y przemienne.1 W pierwotnej swej formie telefon za­ wierał magnes sztabkowy. 1878 H u g h e s wpadł na szczę­ śliwy pom ysł ograniczenia działania głosu do „m odulacji“ prądu. k tó ry opiera się delikatnie tym i końcami o dwa klocki węglowe. skąd mówimy. XXXV TELEFON Podobnie ja k telegraf i żarówka. umiesz­ czona była cienka m em brana żelazna. w ynalazł go B e l l w r.

Pom iędzy dwom a stykającym i się ze sobą kaw ałkam i wę­ gla istnieją w rzeczywistości skutkiem nierówności ich po­ wierzchni tylko nieliczne drobne m ostki. że „ s ty k “ w znaczeniu codziennym tego w yrazu nie ozna­ cza bynajm niej jeszcze styku w znaczeniu elektrycznym . niezadługo zaś potem rozpowszechniły się one i w Europie. . Mikrofon włączam y do pierwotnego uzwojenia od­ powiedniej cewki. dopiero wtórne jej uzwojenie należy do właściwej linii dalekonośnej. Ze względu na duży opór właściwy węgla wystarcza to już do wywołania olbrzymich Ryp r z « < ^ ^ 1c i S ^ n 1 * ) 0ma w ahań prąd u . A by powiększyć liczbę p u n k tó w zetknięcia stoso­ wane początkowo pręciki węglowe zastąpiono później powszechnie przez proszek węglowy. 1877 z a in s ta lo w a n o ok oło 20 sta c y j d o tele fo n ic z n e g o p r z e k a z y w a n ia d ep esz. Pierwsze miejskie sieci telefoniczne pow stały w Ame­ ryce już wkrótce po wynalezieniu telefonu. rys. 48). lecz mniejszego natężenia. W ywołane przez działanie mi­ krofonu w ahania stosunkowo silnego p rą d u miejscowego in d u k u ją w ten sposób na linii p rą d y wyższego napięcia. co w ydatnie ułatwia prze k a ­ zywanie tych prądów na odległość (por. g ło śn o p ełza n ie m u c h y po m ik ro fo n ie. W ysoka czułość m ikrofonu1 daje się w ytłum aczyć tym .128 Z asad y fizy k i się w telefonie odbiorczym w drgania dźwiękowe o tym sam ym rytm ie.2 Ponieważ 1 S ły s z y się n p . stanow iących w zasadzie pewne transfor­ m ato ry . N a jd ro b ­ niejsze ru ch y w y sta rc z a ją już do w ydatnego zmniejszenia lub też powiększenia liczby tych m ostków. Telefony zostały znacznie ulepszone przez wprowadzenie „przenośników“. po któ ry c h może prze­ pły w a ć elektryczność. 2 W N ie m c z e c h zresztą ju ż w r.

jak i w telegrafii. zawierająca jedynie 1 D la o sią g n ięcia te g o trzeb a b y ło n a tu ra ln ie w is to tn y sp o só b z m ie n ić u k ład p ołączeń .1 Mniej więcej od r. dzięki tem u telefonowanie zostało uniezależ­ nione od szeregu zakłóceń. oraz że skutkiem połącze­ nia z ziemią mogą pojawiać się różne zakłócenia. Początkowo. Telefon 129 naturalnie niemożliwe jest połączenie ze sobą wszystkich abonentów telefonicznych bezpośrednimi przewodami. Okazało się jednak. Ponieważ jed n a k ilość dru tó w rozpiętych w m iastach nad powierzchnią ziemi nie może być zwiększana bezgranicznie. że na jed­ nej linii słychać wówczas również skutkiem indukcji i roz­ mowy z innych sąsiednich linij. Pom iędzy papierem a przewodnikiem znajduje się więc przestrzeń pusta. we­ dług m etody S t e i n h e i l a . znajdującej się w centrali. 1893. W początkowych stadiach rozwoju telefonii stosowano jedynie linie napowietrzne. musiano zatem w telefonii przejść całkowicie na stosowanie prze­ wodów podwójnych. 1910 zaczęły rozpowszechniać się coraz bardziej aulomalyczne centrale telefoniczne. zaczęto obsługiwać mikrofony abo­ nentów za pom ocą jednej jedynej baterii. po­ wstała więc konieczność wprowadzenia urządzeń pośred­ niczących w postaci central telefonicznych. podobnie ja k w telegra­ fii. Zasady fizyki 9 . posługiwano się i w telefonii przewodem ziem nym. Obecnie najbardziej używane. Poczynając mniej więcej od r. w ten sposób stały się zbyteczne „miejscowe“ baterie przy poszczególnych a p a ra ta c h telefonicznych. wynalezione przez A m erykanina S t r o w g e r a już w r. nieuniknionych przy użyciu linij napowietrznych. na nią zaś z kolei nawinięta je s t luźna powłoka z suchego papieru. szybko rosnąca liczba abonentów spowodowała wkrótce konieczność przejścia do budow y podziemnych kabli tele­ fonicznych'. podobnie. Dokoła przewodzącej p rąd „żyły“ owinięta jest w kształcie wyciągniętej spirali izolacja bawełniana. 1900.są w telefonii kable z izo­ lacją papierowo-powietrzną.

zawierający 4048 par przewodów. W kablu telefonicznym znaj­ duje się zwykle kilkaset. 49). średnicę niewielu milimetrów. Dalekonośny kabel telefoniczny. g d y n a to m ia s t sta ła d ielek try czn a g u ta p e r k i je s t rów n a 3. 49. złączonych w wiązki (por.130 Z asad y fizyk i powietrze. przez co szkodliwa pojemność kabla zostaje znacznie zmniejszona. .1 Pojedyncze powłoki papierowe m ają Rys. 1 S ta ła d ielek try czn a p o w ietrza w y n o si ty lk o 1. czasami naw et kilka tysięcy p a r żyl. rys.

są poprzecinane kablam i telefonicznymi. gdy i w telefonii zastosowano wzmacniacze lampowe. ja k duże znaczenie uzyskały one w nourszym rozwoju techniki telefonicznej. k a ­ ble zaś zb y t szybko absorbowały słabe p rą d y przemienne dzięki swej dużej pojemności. Dzisiaj już wszystkie kom unikacyjnie ważne obszary morskie. Udało mu się znacznie zmniejszyć w ten sposób s tr a ty prądów przem iennych i poważnie (około pięciu razy) zwiększyć zasięg rozmów. J u ż p rzy użyciu zwykłej p a ry przewodów można. Na większych odległościach należy stosować oddzielne p a ry przewodów dla przeciwnych kierunków. 1890. Ulepszenie jego polegało na rozmieszczeniu w kablach w dokładnie uprzednio obliczonych odległoś­ ciach cewek o również dokładnie obliczonych sam oinduk- cjach. P rzy pom ocy takiego „poczwórnego p rzew odu“ można jednakże pokonać największe n a w e t od­ ległości. że np. Porozumiewanie się telefoniczne na wielkie odległości zaczęło się rozwijać na nadzwyczaj wielką skalę od czasu. dzięki wynalazkowi A m eryka­ nina P u p in a. osiągnąć zasiąg rozm owy od 400 do 600 k m przez włączenie wzm acniaczy w trzech p u n k ta c h pośred­ nich. tak. Opracowano ju ż pro je k t przerzu- 1 M ięd zy p a ń stw o w a k o m u n ik a cja te lefo n ic z n a ro zp o częła się ok oło r. Pierwszy głębinowy kabel telefoniczny został położony około r. obok p a ry przewodów Berlin— P a ry ż konieczna jest druga para P a ry ż — Berlin. T elefon 131 Telefonowanie na większe odległości na lądzie1 sprawiało początkowo wielkie trudności. Z tego. 1890 pom iędzy Dover i Calais. 9* . gdyż na długich liniach napow ietrznych w ystępowały zb y t wielkie zakłócenia. że w sam ych tylko Niemczech wyprodukow ano już do dnia dzisiejszego o wiele więcej niż milion cewek pupinowskich. N adzw yczajny postęp zo­ stał dokonany około r. m ożna wnioskować. ja k wskazuje doświadczenie. ja k Morze Pół­ nocne i B ałtyk oraz Morze Śródziemne. m ożna włączyć dowrolną ilość wzmacniaczy. używanej dla rozmów w jed n y m tylko kierunku. 1900. gdyż na linii.

0 0 0 . 5 7 % tej liczby p rzy p a d a na S ta n y Zjednoczone Ameryki Północ­ nej. Udało się do­ 1 D łu g o ść linij T elefonicznych w P o lsce w y n o siła w r.000 m ieszk a ń có w . wynosi prawie 100 milionów km. tł. a w Niemczech około 5. pro­ je k t ten przewiduje jako ochronę kabla papierowo-po- wietrznego specjalną rurę. wyprom ieniowanej przez źródło. czyli przeszło 2000 razy więcej od obwodu kuli ziemskiej. 9 % na Niemcy. za tem w P o lsc e p rzy p a d a ło o k o ło 6 a p a r a tó w n a 1. k tó ra mogłaby się oprzeć ol­ brzym iem u ciśnieniu wody morskiej na głębokości kilku km.0 0 0 km . gdzie na cele telefonii w y­ datkow ano już dotychczas około 3 m iliardy dolarów. s ta ­ nowią z pewnością bardzo drobne tylko ułam ki energii. (U w . Na 100 m ieszkańców przypadało w S tanach Zjednoczonych 16 aparatów .132 Z asad y fiz y k i cenią kabla telefonicznego przez Ocean A tlantycki. jakie możemy przejąć w odległości jednego zaledwie kilom etra. 1934 ok o ło 3 2 . czyli słyszenia rozmów z sąsiednich obwodów.1 XXXVI W Y S Y Ł A N IE FA L E L E K T R Y C Z N Y C H Ju ż doświadczenia H ertza w ykazały możliwość przeka­ zywania energii elektrycznej na odległość bez pomocy przewodów. Ogólna długość linij telefonicznych w sam ych tylko S tanach Zjednoczonych. że fale elektryczne dadzą się zastosować przynajm niej do przekazyw ania wiadomości.) . bez obaw y tak zwanego „przesłuchu“ . Jeszcze większą jed n a k trudność nastręczałaby bu­ dowa sam oczynnych podm orskich stacyj w zm acniających oraz używanie kilku żył w jed n y m kablu. Chociaż już te ilości energii. Ogólna liczba a p a ra tó w telefonicznych na całym świe- cie wynosiła w r. jednakże można było mieć nadzieję. ilo ść z a ś a p a ra tó w — ok o ło 2 0 0 . 1933 około 35 milionów.

Do w ytw arzania drgań elektrycznych służą t a k zwane generatory wysokiej częstości. czyli natychm iastow e prawie wygasanie jego drgań. Liczne układy. Dużą wadę oscylatora H ertza stanowiło jego znaczne „tłum ienie“ . w ykonyw ujące około 20. a więc takiego. jed n a k drgania te n a ty c h m ia s t znów wygasają. w k tó ry m s tr a ty energii drgań. nadających się do w ytw arzania. czyli radiotelegrafii. że dzisiaj stała się ona w ażną gałęzią elektrotechniki. został on w ten sposób tw órcą telegrafii bez drutu. W y sy ła n ie fa l e le k tr y cz n y c h 133 konać tego M a r c o n i e m u w r. 1896. byłyby n a ty c h m ia st pokryw ane. które zastąpiły dawniejsze oscylatory H ertza. Podstaw owe zadanie radiotelegrafii polega na budowie przyrządów. do­ prowadził do tego.000 obrotów na m inutę. są dzisiaj zupełnie przestarzałe. m aszyna ta k a posiada kilkaset bie­ gunów i daje wobec tego bezpośrednio p rą d y przem ienne . b y natężenie drgań pozostawało bez zmiany. tak . W Ameryce udało się A l e x a n d e r s o n o w i zbudow ać m aszyny p rąd u przemiennego. wysyłania. wywołane przez tłumienie. a w r. rozpoczęty w pierwszych latach dwudziestego wieku. w ykryw ania i odbioru fal elektrycznych. stanowiło zbu­ dowanie n ad ajn ik a drgań niegasnących. które służyły dawniej do tego celu i w swoim czasie odegrały dużą rolę. J u ż w n a stę p n y m roku Marconi mógł przesyłać depesze iskrowe między lądem a statkiem na odległość 10 kilometrów. W nowoczesnej radio­ technice najgłówniejszymi urządzeniam i do w ytw arzania drgań niegasnących są przede wszystkim generatory lam ­ powe. a następnie prądnice p rądu przemiennego o bardzo wysokiej ilości okresów. K ażdy przeskok iskry w oscylatorze wywołuje wprawdzie drgania. ku którem u zmierzali fizycy od chwili pow stania radiotelegrafii. 1902 udało mu się po raz pierwszy telegrafować bez d ru tu poprzez A tlan ty k . Stały rozwój telegrafii bez d ru tu . J e d n y m z najważniejszych celów.

Gdy włączamy baterię anodową. oraz inne. ja k to w yka- kmm^czniec)hc zuj e porównanie rys. a w ięc np . k o n d en sa to r o b r o to w y . wówczas. p rz ec ię te p o c h y łą strza łk ą . sięgających 100. 50 z poprzednim rys. ty m tylko.1 również i w ob­ wodzie siatkow ym znajduje się cewka sam oindukcyjna L ’.134 Z asad y fiz y k i o częstościach. Istnieją urządzenia. Generator lampowy. Można jednakże stosować również i m aszyny. Periodyczne w ahania napięcia siatki wywołują z kolei periodyczne w ahania p rądu anodowego o tej samej częstości. HllilMj • N ajbardziej używ anym obecnie sposobem w ytw arzania d rgań je s t zastosowanie tzw. doprowadza nową energię do obwodu drgającego.000 okresów na se­ kundę.50. 41. w pierwszej cewce p ow stają zanikające drgania. Dzięki tem u przez oddziaływanie in d u k ­ 1 K o n d en sa to r ze zm ie n n ą reg u lo w a n ą p o je m n o ścią . złożony z cewki L (samoindukcji) oraz z kondensa­ tora o dającej się regulować pojemności. odróżnia Rys. p rzy pom ocy k tó ­ rych można kilka razy z rzędu podw ajać częstość. Nadajnik S'S od wzmacniacza lampowego. o ile tylko obie cewki są nawinięte wre właści­ w ym kierunku. za pośrednictw em któ ry c h m ożna otrzym ać dowolne nieparzyste wielokrotne częstości m aszyny. które w yw ołują jednakże przez indukcję periodyczne w ahania napięcia w d ru ­ giej cewce i na siatce. przepływ ając przez pierwszą cewkę. że w obwód anodow y jest jeszcze włączony dodatkow o ta k zwany obwód d rg a ­ jący. umieszczona w ten sposób. p rąd zaś ten. że cewka L może wywo­ ływ ać powstawanie w niej prądów indukow anych dzięki wzajemnej indukcji obu tych cewek. sprzężenia zwrotnego. następnie zaś podwyższać ilość okresów p rądu za pom ocą t a k zwanych tra n sfo rm a ­ torów częstości. o z n a c z a m y sy m b o lic z n ie p rzez d w ie ró w n o leg łe k resk i. . lub n a d a j­ nik lampowy. stosow any do tego celu. dające mniejsze częstości. wypracowanego przez M e i s s n e r a . skutkiem wrystępowrania p rąd u samoindukcji.

W ty m celu drgania. których częstość możem y dowolnie regulować przez zastosowanie właści­ wych cewek i przez odpowiednie nastawienie kondensa­ tora obrotowego. zostają przeniesione na obwód o tw a rty . włączając w obwód siatki zew nętrzny obwód drgający. podobnie. 2 P r z y p o m n ijm y so b ie tra n sfo rm a to r! . n a to m ia st rozpięty w pow ietrzu d ru t. np. że tak silne lam p y m uszą być chłodzone wodą. Nowoczesne stacje nadawcze pracują przy pomocy takich. lub też obwód drgający innej lam py n a ­ dawczej z samowzbudzaniem .2 Zam knięty obwód drgający wysyła na ze­ w nątrz w postaci fal elektrom agnetycznych tylko bardzo mało energii. tak zwaną anlenę. osiąga się to zwykle przez sprzężenie ty ch obwodów za pom ocą odpowiednich cewek indukcyjnych. W ytw arzanie drgań niegasnących jest pierwszym pod­ staw ow ym zadaniem radiotechniki. rozdz. N adajnik lam ­ powy w ytw arza więc drgania niegasnące. W y sy ła n ie fal e le k tr y cz n y c h 135 cyjne zostają zwiększone w ahania napięcia siatki i w dal­ szym ciągu zachodzi w ten sposób coraz dalsze wza­ jem ne wzmacnianie. wzbudzana z zewnątrz. wytworzone w obwodzie zam kniętym . wartość energii drgań. w k tó ry m zachodzą drgania elektryczne. Najsilniejsze lam py nadawcze mogą dostarczać mocy. Poza takim „sam ow zbudzaniem “ można również po­ budzić lam pę nadaw czą do drgań za pomocą „wzbudzania z zew n ą trz “. jak w dynam om aszynie. Dzięki omówionemu wyżej działaniu siatki lam pa. Rozumie się samo przez się. często wielostop­ niowych. drugie polega na prze­ kształceniu drgań na fale. połączeń lamp. 25. zależna od w arunków pracy. wzmacnia wówczas doprowadzane do niej drgania. bieguny prądnicy p rąd u przemiennego o w y­ sokiej częstości. stanowi obfite źródło tych 1 P or.1 dopóki nie zostanie osiągnięta pewna stała. sięgającej kilkuset kilowattów. mogące rozchodzić się swobo­ dnie w przestrzeni.

W takim drucie można wywołać szczególnie silne drgania elektryczne. Z tego też powodu wielkie stacje radiotelegra­ ficzne p racują na falach długości od kilku do 20 kilometrów. gdy częstość jego drgań własnych. uziemiony na dolnym końcu.136 Z asad y fizyk i fal. Zasiąg stacji zależy w znacznym stopniu od pory dnia. zgadza się z częstością doprow adzanych doń drgań. jest to zjawisko znane pod nazw ą „fadingu“. włącza się do d ru tu dające się regulować cewki i kondensatory. G dyby pionowy d r u t nadaw czy zawieszony był zupełnie swobodnie w przestrzeni. przy czym do um ocowania i zawieszenia drutów nadawczych służą wysokie m aszty (por. Podczas odbioru noc­ nego sygnały często chwilami słabną. 1 F a d in g je s t an g ielsk im w y ra zem o z n a c z a ją c y m „ z a n ik a n ie “. uw arunkow ana przez jego pojemność i spółczynnik samo- indukcji. Na dużych stacjach nadawczych stosuje się a n te n y długości od 100 do 300 m etrów. promieniowanie m usiałoby głów­ nie odbyw ać się w płaszczyźnie poziomej. „ g a śn ięcie“. 51). W rzeczywistości jed n a k na promienio­ wanie w pływ ają w sposób isto tn y w arunki. Do największych telegraficznych instalacyj nadawczych świata zalicza się niemiecka stacja w Nauen. przechodzącej przez jego środek. czyli ab y jego własną częstość móc uczynić równą częstości tego obwodu. . posiadająca dwie wieże wysokości po 260 metrów. pionowy d r u t n a ­ dawczy. aniżeli p rzy użyciu mniejszych dłu­ gości fal.1 Gdy stosujem y fale o dłu­ gości rzędu kilku kilometrów. panujące w atmosferze i na powierzchni ziemi. w ty m w ypadku n a p o ty k a m y w dziedzinie elek­ tryczności na zjawisko dobrze każdem u znane z akustyki pod nazwą rezonansu. A by go dokładnie „dostroić“ do sprzężonego z nim obwodu drgającego. zakłócenia te d ają się od­ czuwać o wiele mniej. W nocy może on być 10 do 15 razy większy niż we dnie. N ajprostszą formą a n te n y jest długi. rys.

Rys. . M aszty antenow e rozgłośni warszawskiej. 51.

lecz tylko można je łatwiej zaobserwować w tej dziedzinie długości fal. 1 H ertz je s t w ięc je d n o stk ą c z ę sto śc i d rgań ob licza n ej na jed n ą sek u n d ę. Od w arstw tych odbijają się fale. Zatem dopiero dzięki doświadcze­ niom nad falami krótkim i radiotechnicy zdobyli możność przeprowadzenia wyczerpujących badań nad rozchodze­ niem się fal elektrycznych i nad zjawiskiem fadingu.000 do 100. Interferencje pomiędzy falami powierzchniowymi. że przy użyciu tych fal krótkich odbiór udaje się dobrze na stosunkowo m ałych odległościach. biegnące ku górze. w yw ołują zjawisko fa­ dingu. W zrost fadingu w nocy i jego znikanie w dzień tłum aczym y rucham i w arstw y przewodzącej. i falą odbitą od przewodzącej w arstw y atm osfery. iż przy pomocy znacznie jeszcze krótszych fal.138 Z a sa d y fizy k i Odpowiada to drganiom o częstości od mniej więcej 15. następnie n a p o ty k a m y tak zwaną „strefę m a r tw ą “. że fale o długości poniżej 1000 m etrów nie n a d a ją się do telegrafii bez d ru tu skutkiem swego z b y t małego zasięgu. czyli falami rozprze­ strzeniającym i się wzdłuż powierzchni ziemi. i dopiero po przekroczeniu tej strefy m ożna znów uzyskać dobry odbiór. Zjawisko to nie ogranicza się jednakże bynajm niej jedynie do fal k ró t­ kich. P rz y ­ czynę fadingu stanowi to. ja k się mówi na cześć odkryw cy fal elektrycznych. albo.000 do 100. a mianowicie ta k zwanych fal krótkich o długości od 10 do 50 metrów. Około roku 1925 dokonano jednakże niespodziewanego odkrycia.1 Początkowo sądzono. w której odbiór w ogóle nie jest możliwy. i dochodzą znów do powierzchni ziemi dopiero w znacznej odległości od stacji nadawczej. . Szczególnie osobliwy w ydaje się fakt.000 okresów na sekundę.000 „Hertzów“. że na wysokości 60 do 100 kilo­ m etrów z n a jdują się w atmosferze w arstw y dobrze prze­ wodzące (przede w szystkim ta k zwana w arstw a Heavi- side’a). można rów­ nież uzyskać duże zasięgi. od 15. lub też pomiędzy dwiema takim i falami odbitym i.

1930 radiotechnika opanowała również jeszcze i ta k zwane fale ultrakrótkie o długości od kilku m etrów do kilku decym etrów. gdyż do­ piero dzięki nim została umożliwiona gtęboka diatermia. 1 Pod wpływem napięcia przemiennego kryształ kwarcu zostaje zatem dzięki swej sprężystości w p ra ­ wiony w drgania mechaniczne. W ytworzenie bardzo krótkich fal elektrycznych o długości rzędu kilku centym etrów czy n a w e t milimetrów udało się już dawniej różnym fizykom. k tórych długość sięga około y3 milimetra. W ytw a rz a ją c takie mikrofale doszli oni do długości fali. które skutkiem rezo­ 1 O d w rotn ie. kw arc p o sia d a tę w ła sn o ść . W ty m celu stosuje się najczęściej sterowanie nadajnika kwarcem. przez co zeszli znacznie poniżej najdłuższych ze znanych fal podczerwonych. opiera się ono na zjawisku rozszerzania się lub kurczenia kryształów kwarcu. przy czym trzeba było dużego kunsztu eksperym entatorskiego. wnętrze czaszki). że pod w p ły w e m ciśn ien ia n a p rzeciw leg ły ch p o w ierzch n ia ch k ry sz ta łu p o w sta ją ła d u n k i elek tr y c z n e zn a k ó w p rzeciw n y ch . do k tó ­ rych. lecz natężenie tych fal było bardzo małe. Mniej więcej około r. Fale te uzyskały duże znaczenie także i w dziedzinie m edycyny. 1780. W y sy ła n ie fal ele k tr y cz n y c h 139 Do w ytw arzania fal krótkich stosuje się również n a ­ dajniki lampowe. m niejszych od jednej dziesiątej mili­ m etra. zw a n e p iez o ­ e le k tr y c z n y m . Za pom ocą tych fal można mianowicie ogrzewać i takie części ciała ludzkiego (jak np. by przezwyciężyć trudności. zo sta ło w y k r y te ju ż w r. gdy do przeciwległych powierzchni kryształu zostanie przyłożone napięcie elek­ tryczne. mógłby dochodzić je­ dynie bardzo słaby prąd. zwią­ zane z koniecznością użycia bardzo m ałych pojemności i sam o in d u k c y j. . gdybyśm y doprowadzali go przez elektrody. Wobec bardzo bliskiego sąsiedztwa różnych częstości. stosow anych w nowoczesnej radiotechnice. skutkiem zb y t dużego oporu. Z jaw isk o to . rzeczą wielkiej wagi je s t zapobieganie w ahaniom częstości nadawczej.

niż elektryczne. odpowiada 435 drganiom na sekundę. stanowiące pewne impulsy. 435 hertzom . które m a ją być przekazane. ab y częstość jej wła­ snych drgań sprężystych zgadzała się z kontrolow aną częstością elektryczną. są naturalnie znacznie po­ wolniejsze. m ożna wysyłać bez pomocy przewodów krótkie ciągi fal. m o żn a s to s o ­ w ać go rów n ież do fal k ró tszy ch od 100 m etró w . W telefonie bez drutu fale wysyłane są „modulowane“ przez głos mówiącego lub przez m uzykę. płytce nadaje się przy tym ta k ą grubość. Każde urządzenie. Drgania akustycz­ ne. więc z pom ocą p łytki kwarcowej można istotnie uzyskać bardzo dokładną kontrolę. że kryształ kwarcu. gdy tym czasem fala elektryczna długości 500 m e­ trów odpowiada 600. k tó r y ch c z ę sto ść sta n o w i c a łk o w itą w ielo k ro tn o ść cz ę sto śc i p o d sta w o w e j). które mogą być u żyte w zwykły sposób jako sygnały telegraficzne. Przeryw ając nagle drgania a n te n y (na dłuższy lub krótszy przeciąg czasu). Zasadniczy ton m uzyczny (a raz kreślone) np. Możemy też spraw dzać stałość wysokich częstości drgań. Powolne drgania a k u ­ 1 G d y k o rzy sta się z ta k zw a n y c h d rg a ń h a rm o n icz n y c h k r y ­ sz ta łu o g ru b o ści 1 m m (a w ię c d rgań . lub też osłabiając je tylko. Częstość ta zależy przede wszystkim od grubości kryształu w kształcie płytki. Ponie­ waż zmiana częstości o pół promilla w ystarcza już do w y­ gaszenia świecenia. Kryształowi grubości jednego m ilim etra odpowiada w w y padku rezo­ nansu 1 fala elektryczna długości około 100 m etrów.140 Z asad y fizy k i nansu stają się szczególnie silne w tedy. służące do przesyłania fal elektrycz­ nych. nadaje się do celów telegrafii lub telefonii bez d ru tu . grubości jednego c entym etra — fala elektryczna długości 1. . w ytw arza silne zjawiska świetlne. gdy częstość drgań elektrycznych zgadza się z częstością drgań wła­ snych kryształu.000 m etrów.000 hertzom . drgając w rozrze­ dzonym gazie. ja k się mówi w języku elektrotechnicznym . korzystając z tego. a więc.

przy czym natężenie w yw ołanych przez falę elektrycz­ nych prądów przem iennych osiąga najw yższą możliwą wartość. zmieniając swe natężenie w rytm ie przekazyw a­ nych tonów. wywołują we wszystkich miejscach. Ponieważ je d n a k an te n a odbiorcza może przejąć zale­ dwie drobny ułam ek energii. X X X V II O D B IÓ R FA L E L E K T R Y C Z N Y C H Fale elektryczne. w ykazać ich istnienie bez pom ocy specjalnych urządzeń. Odbiór fal e le k tr y cz n y c h 141 styczne o „niskiej częstości“ n a kładają się na drgania elektryczne „wysokiej częstości“ w ten sposób. a ty m sam ym powstanie prze­ m iennych napięć we wszystkich n a p o tk a n y c h przez nie ciałach. Gdy częstość własnych drgań elektrycznych obwodu przewodzącego zgadza się z częstością fali. p rzy czym w jed n y m z nich p rąd jest skiero­ w a n y odwrotnie niż w drugim. które zachodzą w rytm ie drgań akustycznych. rozchodząc się w przestrzeni. Fale elektryczne grają zatem w telefonie bez d r u tu rolę fal nośnych. aby można było. wykazanie zaś istnienia słabych prądów przem iennych jest znacznie trudniejsze. zwłaszcza na większych odległościach. Natężenie ty ch prądów jest zazwy­ czaj rzędu wielkości zaledwie może stutysięcznych miliam- pera. iż n a ­ tężenie drgań elektrycznych podlega periodycznym zmia­ nom. powstanie okresowo zm iennych pól. wypromieniowanej przez a n ­ tenę nadawczą. w ystępuje wówczas zjawisko rezonansu. do któ ry c h dobiegają. w ten sposób znoszą się . niż wykrycie słabych prądów s ta ­ łych. wywołane w niej p rą d y przem ienne m ają o wiele za słabe natężenie. w obwodach przewodzących pod działaniem tych napięć pow stają p rą d y przemienne. Za pomocą zm iennych pojemności i sam oindukcyj można „dostroić“ w ten sposób d a n ą „antenę odbiorczą“ do dowolnej fali. K ażdy okres p rąd u przemiennego składa się z dwóch półokresów.

elektrony z rozżarzonej k a to d y dochodzą do siatki. jednakże we wzm ocnionym stopniu. Za pom ocą stosow­ nego schem atu połączeń można nie dopuścić do wzrostu ujemnego napięcia siatki ponad pewną w artość i wywołać w ten sposób powstanie w stałym prądzie anodow ym w ahań natężenia w ty m sam ym rytm ie. które odcinają jedną połowę fali i um ożliwiają w ten sposób powstanie dającego się stwierdzić działania przeciętnego. Odbierane fale są dopro­ wadzane w audionie poprzez m ały kondensator do siatki lam py. gdyż — 1 Por. zazwyczaj p iry tu lub galeny. Do w ykazania słabych prądów przem iennych w antenie odbiorczej służą zatem jako „detektory“ takie urządzenia. w jak im je s t m odulow ana fala n a d a jn ik a. n a to m ia st napięcie ujemne nie dopuszcza ich do s ia tk i. rozd z. P rą d anodow y drga więc z częstością akustyczną. 2 P or. . Najważniejszą rolę pośród urządzeń tego rodzaju grają: d e te k to r kryształkow y i lam pa elektronow a w „audiono- w y m “ schemacie połączeń. do których dwie połówki. Gdy napięcie to je s t dodatnie. o którego powierzchnię oparte jest ostrze metalowe. ja k tylko włączoną w pewien spe­ cjalny sposób lam pą elektronową. 30. lekko sprężynujące. niszcząc jedną połowę fali i dając w ten sposób jednakowo skierowane im pulsy p rądu. że z działaniem prostowniczym łączy ona jeszcze wzmocnienie prądu. Detektor kryształkowy składa się z odpowiedniego m ine­ rału. 31.2 Skutkiem tego pod działaniem fali elektrycznej siatka ładuje się ujemnie. na której powstaje w ten sposób na zmianę napięcie dodatnie i ujem ne. nie je s t niczym innym . Działa on jako prostownik 1 elektryczny. przez co natężenie prądu anodowego spada. gdyż audion. przy czym częstość tych zmian jest b a r­ dzo wysoka. j a k już w spom nia­ no. D z ia ła n ie p r o sto w n icze d e te k to r a k r y sz ta łk o ­ w ego p o leg a g łó w n ie na zja w isk a c h te r m o e le k tr y c z n y c h .142 Z a sa d y fiz y k i nawzajem wszelkie te działania średnie prąd u . rozd z. L am pa „audionowa“ ma tę przewagę nad detektorem kryształkow ym . fal przyczyniają się w przeciwnym sensie.

Można również do­ prowadzić wychodzące z a n te n y modulowane drgania elektryczne jeszcze przed w yprostow aniem do włączonej na ich drodze lam py elektronowej. 2 D o ob jęcia całej p o w ierzch n i z iem i w y sta r c z a ju ż n a tu ra ln ie z a sią g ró w n y p o ło w ie o b w o d u ró w n ik a . poczynając mniej więcej od roku 1915. J u ż około roku 1920 zasiąg najw ięk­ szych stacyj iskrowych dorównał obwodowi kuli ziem skiej.2 Na wielkiej niemieckiej stacji nadawczej w Nauen pod Ber­ 1 P orów n . . Dla polepszenia odbioru można ponownie wzmocnić wychodzące z detektora drgania niskiej częstości za po­ mocą lam py elektronowej. k tó ra w ty m w ypadku działa jako wzmacniacz wysokiej częstości. przekazującego drgania elek­ tryczne a n te n y poprzez wzmacniacz wysokiej częstości do lam py audionowej i dalej poprzez wzmacniacz niskiej częstości do telefonu. (Natężenie odbioru m ożna wreszcie wzmocnić dalej jeszcze przez wywołanie oddziaływania wzm ocnionych drgań w y­ sokiej częstości z obwodu anodowego pierwszego w zm ac­ niacza na ante n ę odbiorczą. co zo sta ło p o w ied zia n e w ro zd z. można osiągnąć ta k znaczne wzmoc­ nienia. odpowia­ dający ty m przekazanym m u drganiom „niskiej częstości“ . czyli radiotelegrafu. Za pom ocą ze­ stawienia tego rodzaju. O dbiór fa l e le k tr y cz n y c h 143 ja k ju ż zostało wyjaśnione w jed n y m z poprzednich rozdzia­ ł ó w — każda lam pa elektronowa działa jednocześnie jako wzmacniacz. z ty m . Gdy ten periodycznie drgający prąd anodowy doprowadzim y do telefonu. można naturalnie uzyskać za pomocą d e tektora kryształkowego. pow staje w nim ton. gwałtow ny rozwój telegrafu bez d ru tu . że stosowanie wysokich a nten odbiorczych staje się zbyteczne i w ystarczają już małe a n te n y ramowe. 36 o n a d a j­ n ik u la m p o w y m . tylko bez wzmocnienia. Ten sam wynik. przez takie „sprzężenie zw rotne“ zmniejsza się szkodliwy wpływ tłum ienia 1 drgań w antenie odbiorczej). Udoskonalenie odbioru fal wywołało. k tóra działa w ty m w ypadku jako wzmacniacz niskiej częstości.

sygnały czasu oraz ogólnoświatową obsługę inform acyjną. k tórzy rzeczywiście z a jm u ją się przesyłaniem wia­ domości w obydwóch kierunkach. pomiędzy Niemcami i A rgentyną lub pom iędzy Anglią i Australią. m ożem y więc przez kom binację z liniami kablow ym i na lądzie stałym prowadzić ju ż dzisiaj rozm owy na odległość pom iędzy dwom a dowolnymi p u n k ta m i na kuli ziemskiej. 1 W ciągu la t n a stę p n y c h n a stą p iło p ew n e c o fn ię c ie się sk u t­ k iem p og o rszen ia się w a ru n k ó w g o sp o d a r c z y c h . przesyłanych telegraficznie w ciągu roku. Centrale kom unikacji radiotelegraficznej są łączone za pośrednictw em specjalnych torów kablowych z odpowied­ nimi instalacjam i nadaw czym i i odbiorczymi. przeznaczoną dla statków . pom iędzy L ondynem i New Yorkiem. oddzielo­ nym i jedne od drugich. górach lodowych itp.1 Zastosowanie do radiotelegrafii fal krótkich umożliwiło dzisiaj przesyłanie przeszło 1000 liter w ciągu 1 m inuty. wzrosła od jednego miliona w r. . Ponieważ obecnie zostało już ustalone po­ łączenie radiotelefoniczne pom iędzy wszystkim i większymi krajam i. znajduje się instalacja odbiorcza.. T a k np. z n a jd u ­ jących się na o tw a rty m morzu. prac u ją nie w Nauen i nie w Geltow. 1918 do około 18 milionów w roku 1930. k tó ra obejm uje również wiadomości o burzach. Pierwsza regularna obsługa radiotelefoniczna poprzez ocean została o tw a rta w 1927 roku.144 Z a sa d y fizy k i linem ilość wyrazów. która w ten sposób kieruje nadaw aniem na odległość. w odległości 35 km od berlińskiej centrali. Z licznych zastosowań radiotelegrafu p rzytoczym y tu jedynie krótko m iędzynarodow ą obsługę meteorologiczną. niemiecka instalacja n a ­ dawcza dla kom unikacji transatlantyckiej znajduje się w Nauen. następnie znów w odległości 30 km od Nauen. Jednakże urzęd­ nicy. np. instalacje te urządza się poza obrębem wielkich m iast. w Geltow koło Pocz­ d am u. powodziach. lecz jedynie w centrali berlińskiej.

w następnych latach zbudowano w S ta ­ nach Zjednoczonych bardzo liczne stacje nadawcze. policji czy wojska. 1923 powstało Niemieckie R a d io . 1920 rozwinęło się zastosowa­ nie radia do służby informacyjnej w ograniczonym kole odbiorców. W r. 1927. tak. stawiającej sobie za cel głównie nadaw anie produkcji m uzycznych. Na krótko przed r.1 Rozwijając się gwałtownie. o b ejm ującym przede wszystkim redakcje cza­ sopism i giełdy. a w r. 1921 rozpoczęło się przekształcanie radia ze środka porozum ienia w radiofonię rozrywkową. 1920 zastosowanie radiotelefonu ograniczone było jedynie do przesyłania wiadomości i to przede wszystkim dla uży tk u instytucji publicznych. 1920 pierwszej stacji radiofonicz­ nej w P ittsburgu.) Zasady fizyki 10 . jako z pewnością jeden z największych postępów w dzie­ ja c h cywilizacji ludzkości. (U w . ulepszanie i wyczulanie p rzy­ rządów odbiorczych oraz budowę wielkich stacji nadaw ­ czych o coraz większej mocy. zakres częstości przekazyw anych 1 P o lsk ie R a d io p o w sta ło w r. XXXVIII R A D IO F O N IA Mniej więcej do r. lub też niektórych tow arzystw p ry ­ w atnych. iż każdy posiadacz odpo­ wiedniego a p a ra tu odbiorczego mógł korzystać z ty ch słuchowisk. W radiofonii. służących do akustycznej m odulacji fal elektrycznych. Dalszy rozwój radiofonii jest scharakteryzow any przez ciągłe udoskonalanie przyrządów. jak np. tł. w przeciągu niewielu lat „radio“ rozpowszech­ niło się bardzo wśród wszystkich narodów kulturalnych. W Ameryce przede w szystkim pow stały tow arzystw a. które organizowały o dczyty oraz produkcje muzyczne i przenosiły je za pomocą specjalnych instalacji nadaw czych na wysyłane w prze­ strzeń fale elektryczne. Po urządzeniu już w r.

k tó ry po­ siada płaskie. . od o d leg ło ści p o m ię d z y p ły ta m i. co czyni go jednakow o czułym na wszelkie częstości. a więc i jego pojem ność. naprzeciwko niej. falistą taśm ę alum iniową (tak zwane m ikrofony taśmowe). znajdujący się pomiędzy biegunami nieruchomego m agnesu. że pod wpływem przyłożonego z zewnątrz napięcia pow stają p rą d y prze­ mienne. M ikrofon kondensatorowy jest to właściwie kondensator elektryczny w znaczeniu. zostaje pod wpływem dźwięku wprawiony w drganie. wynaleziony przez Eugeniusza R e i s s a i noszący jego nazwisko. omówionym już w yżej. zam knięte z wierzchu m em b ran ą gum ową i wypełnione w arstw ą proszku węglo­ wego. rozdz. 2 P o jem n o ść z a le ż y . W mikrofonie ty m stosujem y albo cienką. znajduje się nieruchoma tarcza m etalow a. mikrofon kondensatorow y i mikrofon elektrodynam iczny.01 mm). ja k w ia d o m o . Mikrofon. por. Wobec tego do przejmow ania drgań akustycznych służą w radiofonii m ikrofony specjalnej konstrukcji. aniżeli zakres. spośród k tó ry c h najw aż­ niejsze są: mikrofon Reissa. aby uczynić zro­ zum iałą mowę ludzką w zwykłym telefonie. grubości 1 do 2 m m . 21. kw adratow e wgłębienie. zmie­ nia się przez to periodycznie odległość między jego pły­ tam i. jaki w ystarcza. składa się z małego k aw ałka m arm u ru w kształcie sześcianu.146 Z a sa d y fiz y k i fal dźwiękowych musi być z n a tu r y rzeczy znacznie większy. 21. rozd z. w odległości około 1/50 m m . W mikrofonie elektrodynamicznym przewodnik elektry­ czny o małej masie. dzięki czemu pow stają w nim przez indukcję p rą d y przemienne. Proszek ten — umyślnie nie­ jednolity — składa się z ziarn różnej wielkości. 1 Por.2 ta k .1 Je d n a z p ły t jest utworzona przez specjalnie cienką m em branę m etalow ą (grubości w przybliżeniu 0. Gdy m ówim y do kondensatora. albo też lekką ceweczkę z d ru tu aluminiowego.

5 2 ). ja k mikrofon. R ad iofon ia 147 W mikrofonie elektrodynam icznym zbędne jest specjalne źródło p r ą d u . (U w . również i słuchawka telefoniczna w przyrządzie od­ 1 M ikrofony u sta w ia n e są w sp ec ja ln ie u rzą d zo n y ch . Studio kam eralne rozgłośni warszawskiej. p o c h ła n ia ją c y c h rozp roszon e i o d b ite od śc ia n fa le d źw ięk o w e.) 10* . tł. iz o lo w a ­ n y ch d źw ięk o w o „ stu d ia c h “. w ten sp o só b u zy sk u je się d u żą c z y sto ść n a d a w a n y c h d źw ię k ó w . Podobnie.1 R ys. ry s. S tu d ia ta k ie z a o p a tr zo n e są w szereg o d ­ p ow ied n io ro zm ieszczo n y c h k o ta r (por. służący do przejm ow ania dźwię­ ków. do k tó r y ch n ie d o ch o d z ą ża d n e o d g ło sy zew n ętrzn e. 52.

k tó ry jest odwróceniem mikrofonu cewkowego. zostaje przez wa­ hania p rąd u w prawiona w drgania. Przez wprowadzenie neu- Irodynowego schem atu połączeń osiągnięto istotne ulepszenie wzm acniaczy wysokiej częstości. Zadaniem głośnika jest przetwarzanie dostarczanych przez odbiornik drgań p rądu w dostatecznie silne drgania powietrza i od­ danie dźwięków w postaci możliwie czystej i wolnej od zniekształceń.1 Stale w zrastająca moc stacji nadaw czych powoduje. Ulepszenia radioodbiorników zmierzały przede w szyst­ kim do zwiększenia ich czułości. Do nadaw ania dźwię­ ków na otw artej przestrzeni i w wielkich salach stosuje się oparte na tej samej zasadzie „głośniki talerzowe“ . schem at ten pozwolił usunąć szkodliwe działanie pojemności. że coraz ważniejszą rolę odgrywa spraw a budow y odbiorników „seleklywnych“. Używane dzisiaj powszechnie po­ kojowe głośniki elektrodynam iczne przenoszą ruchy z n a j­ dującej się w polu elektrom agnesu cewki. sięgających 500 m etrów . tworzonej przez siatkę i anodę lamp obwodu wysokiej częstości. opływanej przez wzmocniony p rąd odbiorczy.148 Zasady fizyki biorczym musiała przystosować się do zwiększonych wy­ m agań radiofonii. odbioru helero- 1 W o b w o d zie n isk iej c z ę sto śc i p o jem n o ść u k ła d u sia tk a — a n od a nie je s t ta k szk o d liw a . na m em branę. W głośniku cewkowym. k tórych dźwięk m ożna słyszeć wyraźnie i czysto w odległościach. k o n stru k c ja ich opiera się głównie na zasadzie n a kładania dwu drgań. Na zasadzie konstrukcji telefonu rozwinął się przede wszystkim głośnik elektrom agnetyczny. . Później dopiero udało się zbudować działające bez zarzutu głośniki elektrodynam iczne. której nadaje się zwykle k ształt stożkowy. czyli tzw. przenoszone przez nią na powietrze. ceweczka aluminiowa. znajdująca się w polu m agnetycznym . od dobrego odbiornika zaczęto wym agać również i oddaw ania dźwięków przez głośnik. Oddawanie dźwięków jest wystarczająco silne naw et dla dużych pomieszczeń.

ekranowych) zbyteczny stał się używ any pierwotnie kłopotliwy w użyciu schem at neutrodynow y. odpow iadającą w przybliżeniu fali o długości 2500 m etrów . p rzy czym częstość tę dobieram y w ten sposób. Przez te ulepszenia odbiorniki stały się mniejsze i tańsze. rów n a ró żn icy cz ę sto śc i n a k ła d a n y c h na sie b ie fal. a wreszcie również i wprowadzenie regu­ lacji za pośrednictw em jednej tylko gałki wywołało znaczne 1 P rzez n a ło żen ie d w ó ch c z ę sto śc i p o w sta je d zięk i ta k z w a ­ n y m „ d u d n ie n io m “ (zn a n y m ró w n ież i w m u z y c e ) n o w a c z ę sto ść. k tóra jest niezależna od długości fali. analogicznych do siatki i utrz y m y w a n y ch pod określonym stałym napięciem. w ten sposób m ożna osiągnąć nadzw yczajną selektywność odbiornika. że przez nałożenie drgań generatora na od­ bieraną m odulow aną falę pow stają drgania o zupełnie określonej „częstości pośredniej“ . równoważne kilku stopniom wzmocnienia w obwodach niskiej częstości. . k tó ra służy do sterowania prądem anodowym . Radiofonia 149 dynowego. częstość pośrednia jest stopniowo w zm acniana jeszcze przed jej niezbędnym wyprostow aniem w szeregu jak najdokładniej dostrojonych do niej obwodów. Gdy dawniej jeden odbiornik heterodynow y wym agał użycia aż do jedenastu lamp. mógł być znacznie zwiększony drogą w budow ania w lam pę prócz właściwej siatki.1 Zwykle obiera się częstość pośrednią. W sam ym odbiorniku w y tw a rz am y za pośred­ nictwem specjalnego generatora drgania o dającej się regulować częstości. jeszcze innych dodatkow ych urządzeń. odbieranej z zew n ą trz . Stopień wzmocnienia. obecnie można ju ż budować odbiorniki o tej samej sprawności i selektywności z trzem a tylko lam pam i. używane do odbioru. Na tej drodze można było poza tym jeszcze znacznie zmniej­ szyć ilość stopni w odbiorze heterodynow ym i uzyskać za pom ocą jednej lam py działanie. jaki d ają lam py. Przez konstrukcję takich lam p wielo- sialhowych (np.

w 1933 r. pozostałe długości fal zarezerwowane są dla pew nych określonych potrzeb służby inform acyjnej.150 Zasady fizyki uproszczenie w ich użyciu. w y n o sz ą c e g o od 110 do 2 2 0 w o ltó w . 1933 E uropa posiadała 235 stacji nadawczych o łącznej mocy 3140 kilowattów. k tó re n a ­ le ż y je d n o c z e śn ie reg u lo w a ć. 2 N a jw ięk szą tru d n o ść sp ra w ia ło ża rzen ie k a to d y za p o m o cą sto su n k o w o w y so k ieg o n a p ięcia sieci. A p a ra t taki posiada tylko jeden je d y n y dający się dostrajać obwód. lecz tylko dobra jakość odbioru.1 W pierwszych latach rozwoju radiofonii słuchacze radia zmuszeni byli do stosowania specjalnych baterii do żarzenia k a to d y oraz dla nadania napięcia na siatkę i anodę. Dopiero po długotrwałych w y­ siłkach udało się zbudować odbiorniki. Dwa lata przedtem istniało wprawdzie ju ż 208 stacji nadawczych. ze sob ą. są w ó w c z a s o d p o w ie d n io sp rzężo n e m e c h a n ic z n ie . W r. lecz łączna ich moc była sześciokrotnie mniejsza. stosowane są obecnie układy. płynące przezeń słabe p rą d y zmienne są w yprosto­ wywane przez zwykły de te k to r kryształkow y i doprow a­ dzane bezpośrednio do słuchawki. Ja k o ogólną zasadę przyjęto. długości fał są przydzielane stacjom na m iędzy­ narodow ych konferencjach (np. ja k i moc slacji radionadawczych stale wzrasta. Obok odbior­ ników lam powych w odbiorze lokalnym z n a jd u ją jeszcze duże zastosowanie a p a ra ty detektorow e dawnego typu. w których zatem nie jest w ym agana selektyw­ ność. A by uniknąć w miarę moż­ ności wzajemnego zakłócania sobie odbioru przez różne stacje. .2 W przyrządach przeznaczonych do odbioru jedynie s ta ­ cji lokalnych. obejm ujące jeden stopień audionow y oraz jeden lub dwa szczególnie w ydajne wzmacniacze niskiej czę­ stości (w postaci lamp wielosiatkowych). w Lucernie). W radiofonii stosowane są przeważnie długości fal od 200 do 600 i od 1000 do 2000 metrów. Zarówno ilość. włączane bezpo­ średnio do sieci oświetleniowej i dające czysty odbiór. b y stacje n a ­ 1 R o z m a ite k o n d en sa to r y i c e w k i sa m o in d u k c y jn e .

siedem stopni. Radiofonia 151 dawcze położone blisko siebie posiadały możliwie różne dłu­ gości fal i by każda stacja nadawcza różniła się od swej n a j­ bliższej pod względem długości fali sąsiadki o odstęp 9. Później następuje jeszcze dw ukrotne wzmoc­ nienie m odulow anych drgań. (U w . Dopiero na p iąty m stopniu częstość nadawcza (stanowiąca częstość nośną) jest m odulow ana przez p rąd mikrofonowy. słu żą ce je d y n ie do w y m ia n y p rogram ów p o m ię d z y r o z m a ity m i to w a r z y stw a m i r a d io ­ fo n iczn y m i. Wielka wiedeńska stacja nadawcza. ta k .000 hertzów w skali częstości.). Pierwszy stopień służy do wytworzenia pierwotnej częstości n a ­ dawczej. rys. stoją dwie dalsze. J e d y n ie w y ją tk o w a ja k o ść p r zek a zy w a n ia i b rak z a ­ k łó ceń w ta k ich k a b la ch są p r z y c z y n ą teg o . bezpośrednio przed przekazaniem drgań antenie. por. by akustycznie m odulow ana częstość jednej stacji nadawczej nie w k ra ­ czała w obszar drugiej. 2 W cza sie n a d a w a n ia k o n ieczn a je s t o c z y w iśc ie sta ła k o n tro la d zia ła n ia p o szczeg ó ln y ch sto p n i w zm o cn ie n ia . za antenę służy bezpośrednio stalowy 1 Cala eu ro p ejsk a k a b lo w a sieć te le fo n ic zn a zaw iera ju ż d zisia j sp ecja ln e ż y ły i u rząd zen ia w z m a c n ia ją c e . posiada np. doprow adzany za pom ocą kabla ze studia radiowego. że w y m ia n a progra­ m ów n ie o d b y w a się b ezp o śred n io b ez d ru tu m ię d z y sta c ja m i n a d a w czy m i. tł. której stałość utrz y m y w a n a je s t przy pomocy kw arcu. stopniu.1. wzmacnianie to odbyw a się za pom ocą dwóch lam p 300- kilow attow ych. 5 4 i 5 5 p r z e d sta w ia ją u rzą d zen ie p o ­ koju k o n tro ln eg o i n a jw a żn iejszej je g o c zęści — sto łu k o n tr o l­ n ego w rozgłośn i w a rsza w sk iej. najnowszej w chwili pisania niniej­ szej książki (1933 r. posiadających każda wysokość l 3/4 m etra (obok nich jako rezerwa. 1933. ta k samo i każda stacja nadawcza radiowa pracuje na pewnej ilości lampowych slopni wzmocnienia. c z y s to ś c i n a d a w a ­ n y c h d źw ięk ó w itd . zbudow ana w r.) . następne sześć — do stopniowego zwiększania mocy.2 Na tej stacji nadawczej. 53). siódmym. R y s. Podobnie ja k dokładniejszy odbiór możliwy jest tylko p rzy zastosowaniu szeregu lamp. Na ostatnim .

Siódm y stopień w zmocnienia na wiedeńskiej radiostacji (dw ie czynne lam py katodowe 300 kilowattowe i dwie takież lam py rezerwowe). 53.152 Zasady fizyki m aszt konstrukcji kratowej o wysokości 130 m etrów (rys. Przez dodanie drugiej takiej samej wieży w od— . gdy w dawniejszych instalacjach takie wieże Rys. 56). stanowiły jedynie oparcie dla specjalnej sieci drutów a n te ­ nowych.

Urządzenie pokoju kontrolnego rozgłośni warszawskiej. z lewej strony widać stół kontrolny. .Rys. 54.

. 55. Widok stołu kontrolnego rozgłośni warszawskiej.Rys.

56. wysokości 130 m. zgodnie z położeniem W iednia na wschodzie Austrii. W celu osiągnięcia specjalnie wielkiego zasięgu w o s ta t­ . M aszt antenow y w iedeńskiej stacji nadaw czej. leglości długości fali uzyskano kierunkowe nadawanie głównie w kierunku zachodnim. Rys.

uwaga fachowców zo­ stała skierowana na zalety fal krótkich w ogóle tylko dzięki tem u. Konigswusterhausen oraz P ittsburg. że nie m a ją one dużych zasięgów i wcho­ dzą w rachubę prawie jedynie tylko p rzy odbiorze lokalnym. Z drugiej strony je d n a k z prostoliniowością rozchodzenia się fal u ltrakrótkich związana jest ta ich zaleta. Obok stacji nadawczych krótkofalow ych zostały o s ta t­ nio zbudowane na próbę nadajniki fal ultrakrótkich. ta k . ty tu łe m próby. ja k fale świetlne.156 Zasady fizyki nich czasach. Dzięki m iędzynarodow em u porozumieniu am a to ro m tym pozostawiono do wyłącznego rozporządzenia pewne okre­ ślone przedziały częstości. najważniejsza obecnie dla E u ro p y stacja am erykańska. Instalacje nadawcze fal u ltrakrótkich budo­ wane są umyślnie na znacznej wysokości ze względu na prostoliniowe rozchodzenie się tych fal. program y niektórych stacji radiofonicznych nadaw ane są również z nadajników krótko­ falowych. że można je skupiać i kierować za pom ocą odpowiednich reflektorów t a k samo. Pracom ty ch am atorów za­ wdzięczamy nagrom adzenie ogromnie bogatego m ateriału doświadczalnego. że do ich nadaw ania w ystarczają już zupełnie małe energie. a zwłaszcza fal krótkich. w Berlinie instalacja nadawcza fal długości 7 m etrów ustaw iona zo­ stała na wierzchołku 138-metrowej wieży radiowej. k tórzy stworzyli obecnie na całej kuli ziemskiej wielką sieć nadawczo-odbiorczą. Powszechne zainteresowanie ulepszeniami technicznym i radiotelefonu i telegrafu bez d ru tu spowodowało również ożywioną działalność am atorów . Powoduje to. jako ich cechę ujem ną. dotyczącego rozchodzenia się fal elek­ trycznych. poza ty m zaś ułatwione je s t zachowanie przesyłanych wiadomości w t a ­ jem nicy. ta k np. Fale u ltrakrótkie nie są odbijane od wyższych w arstw a tm o ­ sfery i rozchodzą się tylko prostoliniowo. . że ku ogólnemu zdumieniu am atorom udało się porozumienie się ze sobą poprzez ocean za pom ocą zupełnie słabych stacji nadawczych. do tych stacji należy np.

k tó ry osiąg­ nął niemniejsze znaczenie w naszej cywilizacji nowoczesnej. w roku 1927 rozpoczął się zwycięski pochód film u dźwię­ kowego. Z a słu g u je na u w agę. c z y li d zieło trzech . Film dźwiękowy 157 0 olbrzym im znaczeniu radiofonii dla nowoczesnego życia świadczy chociażby fakt. (U w . zostaje przede wszystkim. które z kolei zapisujem y foto­ 1 P o lsk a p o siad ała 10 a p a ra tó w o d b io rc z y c h na k a żd y ty s ią c m ieszk a ń có w . k tó rą pragniem y za­ pisać. 1900 przez R u h m e r a m etodę świetlnego zapisyw ania dźwięków. S ta n y Zjednoczone 138.) 2 W y n a la z e k E n g la . F ilm p rzed ­ sta w ia ł jed n eg o ze z n a jo m y c h E d iso n a . M a so lle’a i V o g ta z o sta ł o p a te n to w a n y pod n a zw ą „ T ri-E rg o n “. na każdy tysiąc mieszkańców Niemcy posiadały 66 a p a ra tó w odbiorczych. a Dania — 140. p a n ie E d iso n . 1889. że w 1932 r. Po odpowiednim ich wzmocnieniu drgania te zostają zamienione za pom ocą odpowiednich przyrządów w wahania natężenia światła. M a s o l l e ’a i V o g t a . ja k pan u się p od ob a k in em a to g ra f? . tł. m ó w ią c p rzy ty m : D zień d o b ry p an u .1 X X X IX FILM D Ź W IĘ K O W Y W kilka lat zaledwie po okresie gwałtownego rozwoju radiofonii nastąpił triu m f nowego w ynalazku. k tó r y z d e jm o w a ł k a p elu sz. podobnie ja k w radiofonii. Został on wynaleziony w dzisiejszej swej postaci w roku 1923 przez trzech Niemców: E n g l a . któ rz y zastosowali do tego celu obm yśloną już w r.2 W filmie dźwiękowym w jego dzisiaj prawie wyłącznie przyjętej postaci mowa lub m uzyka. Austria 73. że w ła śc iw ie p ierw szy film d ź w ię k o w y z o sta ł w y k o n a n y przez E d iso n a p rzy za sto so w a n iu g ra m o fo n u ju ż w r. przekształcona za pom ocą m ikrofonu w drgania prądu elektrycznego.

m eto d a z a p isy w a n ia d źw ięk ó w op ierała się.2 Światło pochodzi z silnego źródła światła o stałej jasno­ 1 In n a. a mianowicie tak zwanego zapisu poprzecznego.158 Zasady fizyki graficznie na taśmie filmowej. zapis dźwię­ kowy ma zatem po wywołaniu filmu c h a ra k te r „szczeblo­ w y “ . w p rzeciw ie ń stw ie do op isa n ej tu m e to d y za p isy w a n ia św ie tln e g o . 58). . p rzestarzała ju ż d zisia j. w a h a ­ niom ulega długość obrazu szczeliny świe­ tlnej. jasność zaś jego pozostaje bez zmiany. alb o też m e to d ą za p isu cza rn o -b ia łeg o . p o łą czo n e g o z g ło śn ik iem e le k tr o m a g n e ty c z n y m . 57). Przy użyciu innej m etody. na u ży ciu g r a m o fo n u . otrzym uje się w ten sposób „zapis ząbko­ w a n y “ . W obydw u m etodach wysokość dźwięku jest dana przez odległość dwu następujących po sobie m axim ów (szczebli lub ząbków). gdyż jest on złożony z rozmaicie zaczernionych smug poprzecznych je d n a ­ kowej długości (rys. na którym zaczerniony równomiernie ślad dźwięku posiada zmienną szerokość (rys. 2 M etoda za p isu p op rzeczn eg o b y w a ró w n ież zw a n a m eto d ą o d ­ ch y le n io w ą . Przy użyciu ta k zwanej metody nalężeniowej w y tw a rz am y w ahania jasności źródła światła. co umożliwia synchroniczną kinem atografię obrazów i dźwięków.1 Fotograficzny zapis dźwięków można otrzym ać dwiema m etodam i. natężenie dźwięku n a to m ia s t m etoda natężeniowa oddaje przez stopień zaczernienia pasków poprzecznych. m etoda zaś zapisu poprzecznego — przez ich długość. K o n ie c zn e b y ły je d n a k w ó w c z a s sp e c ja ln e u rząd zen ia dla „ sy n c h r o n iz a c ji“ ob razów i d źw ięk ó w .

1875 fizyk a n ­ gielski K e r r wykrył.od napięcia.p ły n ą c y c h z m ikrofonu. 13. nadanej jej przez K a r o - l u s a (r. że bez pola światło nie może przejść przez nie oba.W stęga filmowa z zapisem ząbko- obraz tej szpary zostaje rzucony na film. do omówienia której chcemy się tu ograniczyć. . składa się z dwóch zanurzonych w ni­ trobenzolu okładek kon­ densatora. jest nim tzw. p o d d a n a dzia­ łaniu prąd ó w .2 zestawionymi w ten sposób. Ilość prze­ puszczonego światła zależy. pomiędzy k tó ­ rymi pozostawia się m a ­ leńką szparę. 1 poprzez kondensor trafia ono na przyrząd sterujący zapisem. że w polu elektrycznym ciecze izolujące lub też słabo prze- w odzącestająsię podwójnie łam iące. komórka Kerra. Film dźwiękowy 159 ś c i .5S. szczególnie sil­ nie w ystępuje to „zjawisko K e rra “ u nitrobenzolu. rozd z. Ko­ m órka K erra w postaci. J u ż w r. jak w skazują rozważania te ­ oretyczne. ta k . że kom órka K erra. 1924). staje się to możliwe dopiero w tedy.m oże w ytw orzyć w a­ hania natężenia św iatła. tak . odbywaj ące się w r y tm ty c h p rą d ó w .3 1 N a tu ra ln ie m o żliw e b y ło b y ró w n ież w y w o ły w a n ie z m ia n n a tę ż e n ia źród ła św ia tła b ezp o śred n io za p o m o cą p rąd ów z m ik ro ­ fonu: w p r a k ty c e je d n a k ż e m e to d a ta n ie o k a za ła się k o r z y stn a . 2 Por. b y w a h a n ia n a tę ż e n ia św ia tła z a c h o d z iły d o k o ła p ew n ej w artości śred n iej. 3 P o słu g u je m y się p rzy ty m d o d a tk o w y m n a p ię c ie m s ta ły m . K om órka K erra jest umieszczona po­ między dwoma p ry z m a ta m i Nicola. zmniejszony m Rvs. gdy do okładek doprow adzim y napięcie elektryczne i skutkiem tego w ni­ trobenzolu nastąpi podwójne załamanie światła. w metodzie natężeniowej.

że opór elek­ try c z n y selenu metalicznego 1 silnie spada w czasie jego n a ­ świetlania.02 m m . 59) są to naczynia szklane. z jednej strony pokryte od w nętrza w arstw ą am a lg am a tu potasu i zawierające bardzo roz­ rzedzony gaz szlachetny 3 (argon lub hel) lub też całkowicie pozbawione gazu. Natężenie prąd u .160 Zasady fizyki Zakres częstości drgaii tonów. rys. W pierwszych w y­ zyskuje się zjawisko. a m ia n o w icie tz w . Dla oddania zapisanego dźwięku należy przede wszyst­ kim za pom ocą komórek światłoczułych zamienić z powrotem drgania świetlne. płynącego przez fotokom órkę pod wpływem jej naświetlania. ja k już wspom nie­ liśmy wyżej. potrzebnych do wiernego od­ dania głosu w filmie dźwiękowym. po­ siadającego szerokość 0. 6. Szerokość obrazu szczeliny nie może więc w żadnym razie być większa. je d n a k ż e je s t on o k o r z y stn e i z w y k le sto s u je m y je w p r a k ty c e . kom órki selenowe m ożna więc stosować tylko w połączeniu z d o datkow ym źródłem stałego p rąd u . 3 P rzez n a p ełn ien ie fo to k o m ó r k i g a ze m u z y sk u je się zn a czn e z w ię k sz e n ie prądu fo to e le k tr y c z n e g o . k om órek p ó łp rze w o d z ą c y ch . W p rak tyce przyjęło się stosowanie obrazu szczeliny. zmniejszenie zaś obrazu uzyskuje się za pom ocą odpowiedniego obiektywu. ponieważ zaś. co wynosi w przybliżeniu 0. zapis jednego drgania dla n a j­ wyższego tonu wym aga jednej dziesięciotysiącznej części 456 m m. J e d y n ie p rzy u ży ciu k om órek p ew n eg o sp e c ja ln e g o ro d za ju . m o żn a z a n ie c h a ć w łą cza n ia d o d a tk o w e g o źród ła prąd u . w w ahania p rądu elektrycznego.04 m m . rozdz. powstające w czasie wyświetlania filmu. rozciąga się mniej więcej od 30 do 10. W ty m celu stosujem y kom órki selenowe lub fotoelektryczne. prędkość przesuwania się filmu została u s ta ­ lona na 456 m m na sekundę.000 hertzów. sam ą szczelinę jednakże bierze się nieco szerszą. 2 P or. P rzy u ż y c iu fo to k o m ó rek d o d a tk o w e źródło prądu nie je s t b ezw a ru n k o w o k o n ie c z n e . polegające na tym . je s t rzędu 1 S elen w y stę p u je w d w ó ch m o d y fik a c ja ch : czerw on ej n ie m e ta ­ liczn ej i szarej m eta lic zn ej. O parte na zjawisku fotoelektrycznym 2 fotokomórki (por. .

W czasie wyświetlania przesuwa się ona przede wszystkim przed „okienkiem filmowym “ . W ahania prądu. rozwijający się z rolki. lecz prąd ten nie wykazuje żadnej „bez­ w ładności“ . Następnie dopiero film. selenową czy też fotokomórkę. czyli odtw arza w ahania światła bez żadnego zapóźnienia. Film dźwiękowy 161 wielkości zaledwie jednego m ikroam pera (czyli milionowej części am pera). trafia przed „okienko dźwię­ kowe“ . N ow oczesna techniczna komórka fotoelektryczna. 59. skąd obraz zostaje rzucony przy użyciu silnego źródła światła na ekran. wywołane przez kom órkę Rys. a następnie do głośników elektrody­ nam icznych. Skopiowane negatyw y zapisu dźwiękowego i filmu łączy się w jed n ą wspólną taśm ę — pozytyw . gdzie inne źródło światła prześwietla zapis dźwię­ kowy. Odpowiednio do odstępu obu okienek obraz i odpo­ w iadający m u dźwięk z n a jd u ją się na taśm ie dźwiękowej Zasady fizyki 11 . doprowadza się do w zm ac­ niaczy lampowych.

Na początku r.162 Zasady fizyki w pewnej unormow anej odległości od siebie. równą 38 cm. ułatw iają osiągnięcie tego celu. k tóra stopniowo oświetla p u n k t po punkcie wzdłuż linii śrubo- . zapoczątko­ wanej przez K o r n a już w roku 1902. 1927. P rzy zastosowaniu m etody telegraficznego przekazywania obrazów. przy czym równocześnie bęben przesuwa się powoli w kierunku swej osi. Należy je d n a k p rzy ty m zwrócić uwagę na to. do­ tyczy równocześnie pod wielu względami dziejów pow stania i rozwoju przekazyw ania telegraficznego obrazów oraz początków widzenia na odległość. ab y wyrazy. ostra plam ka świetlna. zapisany na filmie. k tó ry obraca się równomiernie. W celu odtworzenia filmu dźwiękowego w innym języku niż ten. Na poruszający się w ten sposób bęben p a d a mała. odpow iadały w m iarę możności ruchom warg i ułożeniu ust na obrazie. o tę odległość. Specjalne m etody oraz stosowne przyrządy. w całej Europie około 13 y2. a w S tanach Zjednoczonych 18% milionów. w ypow iadane w innym języku. m ożna naturalnie „zsynchronizować“ ponownie film. równej dw u­ dziestu pojedynczym obrazkom . J u ż około roku 1930 film niem y został całkowicie w y p a rty przez dźwiękowy. wyprzedza obraz. 1930 ogólna liczba miejsc siedzących w kinem atografach wynosiła w Niemczech około 2 milionów. orientujące osobę. Pierwsze duże filmy dźwiękowe wyświetlono publicz­ nie w Ameryce w r. XL P R Z E K A Z Y W A N I E O BRA ZÓW I W I D Z E N I E NA ODLEGŁOŚĆ Historia postępów technicznych. k tó ry był u ż y ty pierwotnie. które doprowadziły do wynalezienia i udoskonalenia filmu dźwiękowego. zachowując niezmie­ nioną kolejność obrazów. mówiącą w innym języku. dźwięk. obraz przekazyw any zostaje rozpięty na bębnie walcowym.

1930 zorganizowano dla gazet praw idłową obsługę telefotograficzną pomiędzy dużymi m iastam i. co umożliwia prasie dostarczanie swym czytelnikom obok wiadomości telegraficznych o ważnych zdarzeniach również od razu i odpowiednich fotografii. czy też ciemniejsze miejsce obrazu. z o sta je (ze w z g lę d ó w zw ią z a n y c h z tech n ik ą p rzek a zy w a n ia na o d le g ło ść i w z m a c n ia n ia p rąd ów ) „ p o c ię ty “ p rzy p o m o c y sp ecja ln ej ta r c z y z o tw o r k a m i i p r z e tw o ­ r z o n y na szereg im p u lsó w św ie tln y c h . sterują ta m za pośrednictw em kom órki K erra natężeniem promienia świetlnego. tak. odbija się więcej lub mniej światła. Zagadnienie można było uważać za p raktycznie rozstrzygnięte z grubsza 1 W rzec z y w isto śc i p rom ień św ia tła . ii* . W ten sposób kolejność prze­ strzenna p u n k tó w obrazu zostaje przekształcona na prze­ kazyw ane w pewnej kolejności czasowej po sobie sygnały elektryczne. n a św ie tla ją c y p u n k t po p u n k cie obraz na b ęb n ie. ty m bliższe realizacji staw ały się marzenia o widzeniu na odległość. Im większa jest liczba przekazanych p u n k tó w obrazu. przekazywane za pom ocą przewodu daleko- nośnego lub też radiotelegraficznie na miejsce odbioru.1 Zastosowanie na stacji nadawczej pewnych specjalnych urządzeń umożliwia otrzym anie bez­ pośrednio obrazu pozytywnego. na k tó rą pada światło odbite. Zależnie od tego. W ten sposób przekazywane kolejno po sobie p u n k ty fotografii u k ład a ją się znów obok siebie. daje nam silniejszy lub słabszy prąd. tworząc ten sam obraz. potrzebny do przekazania pojedynczego obrazu. że światło­ czuła kom órka. wychodząc z pomocniczego źródła światła. rów­ nież rozpięty na obracającym się bębnie i poruszający się ruchem śrubow ym . czy plam ka świetlna pada na jaśniejsze. pada na papier światłoczuły lub film. Im bardziej można było zmniejszyć czas. jak to widzimy na rys. k tó r y c h n a tę ż e n ie je s t m o d u lo w a n e p rzez obraz. Mniej więcej od r. Sygnały te. Przekazywanie obrazów i widzenie n a odległość 163 wej przesuwający się obraz. 60. tym wyraźniejszy jest obraz. który.

a) 5. O brazy przekazane na odległość za . b) 10.000 punktów. Rys. c) 30.000 punktów.000 punktów. 60.

. b) 10. pośrednictwem 5. 10.000 i 30.000 punktów .000Jpunktów .000 punktów .000. c) 30. a) 5.000 punktów.

więc urządzenia nadawcze dla widzenia na odległość powinny być ustaw iane na wysokich wieżach.000 do 300. okazuje się konieczny pas częstości.000 punktów . jakiego wym agałoby np.500 hertzów . musiano już zastosować pas częstości. Do całkowicie doskonałego widzenia na odległość. Dopiero. pas tak i może być zadowalająco przekazyw any tylko za pomocą fal ultrakrótkich. przesy­ łanie filmów na odległość.000 hertzów. . składających się na r u ­ chom y obraz. Gdy następnie udało się osiągnąć przekazywanie 3. zanim stanie się możliwe śledzenie we własnym dom u jednocześnie wzrokiem i słuchem przedstawień. gdy stało się możliwe t a k szybkie przekazy­ wanie około tysiąca punktów .500 hertzów. gdy to za­ gadnienie zostanie całkowicie rozwiązane. pow tarzając obraz 25 razy w ciągu sekundy. Do tego p otrzebny był pas częstości. uda się może również uzupełnić możliwe ju ż dzisiaj słyszenie zachodzą­ cych gdzieś daleko zdarzeń równoczesnym ich widzeniem. taki zakres częstości mógł być jeszcze dogodnie p rzekazyw any przez duże radiowe stacje nadawcze. obejm ujący około 7. Przekazywanie odby­ wało się p rzy pom ocy modulacji fal elektrycznych. obejm ujący od 100.166 Zasady fizyki już wówczas. poczynając od około 50 milionów hertzów wzwyż. czyli od 10-metrowej długości fali w dół. że cały ten proces m ożna było pow tó­ rzyć 12 razy w ciągu jednej sekundy. n a ­ daw anych przez kino na odległość. urządzenie takie umieszczono już rzeczywiście na dachu 102 piętrowego E m pire-State-B uilding w New Yorku: Jednakże należy jeszcze zaczekać na wiele różnych ulepszeń a p a ra tó w od­ biorczych. obejm ujący 37. Ponieważ fale u ltrakrótkie rozchodzą się tylko prostoliniowo. pas taki można przekazywać jedynie za pomocą nadajników krótkofalowych.

Poczynając od pierwszej połowy X V I I I wieku. odległość . te m p era tu rę ciała lu d zk ieg o . P rzyrost objętości pewnej cieczy ogrzanej od jednego z ty c h p u n k tó w do drugiego podzielono w sposób zresztą dowolny na określoną ilość równych części. przyjęto uw ażać za nie p u n k t zam arzania i p u n k t wrzenia wody (pod ciśnieniem norm alnym ). n a to m ia s t w skali R ćaum ura.C Z Ę S C T R Z E C I A C l E P Ł O XLI T E M P E R A T U R A I ILOŚĆ C IE P Ł A Chociaż wiele obserwacyj nad zjawiskami cieplnymi sięga ju ż starożytności. . lecz liczba 32. ja k w innych skalach.1 1 F a h r e n h e it są d ził. W najstarszej. J a k powszechnie wiadomo. jedynej używanej w nauce. Za tr z e c i p u n k t z a sa d n ic z y sw ej sk a li F a h r e n h e it p rzy ją ł zresztą jesz c z e 96° F. odległość m iędzy zasadni­ czymi p u n k ta m i je s t podzielona na 180 części. że n a jn iż sz a te m p e r a tu r a sz c z eg ó ln ie su ­ row ej z im y 1709 roku (k tó ra leża ła o 3 2 ° F p o n iżej p u n k tu to p n ie ­ n ia lod u ) j e s t a b so lu tn y m zerem te m p e r a tu r y . — na 80 części. liczba 0. punktow i topnienia lodu jednakże nie jest przyporządkow ana tak. k tóra również rozpoczyna rachubę stopni od p u n k tu topnienia lodu. dzisiaj jeszcze jed n a k bardzo rozpowszechnionej w k rajach anglosaskich skali F a h renheita. a więc znacznie później. niż m echanika lub optyka. w skali Celsjusza. niestety często jeszcze używ anej. któ ry m przyporządkow ano stopnie te m p e ra tu ry . pu n k tó w zasadniczych jest podzielona na 100 części. jednakże n a u k a o cieple zaczęła się rozwijać w specjalny dział ścisłej fizyki dopiero w X V II I stuleciu. Pierw szym krokiem w ty m kierunku było ustalenie do­ kładnej skali temperatur przez wprowadzenie dwóch stałych punktów zasadniczych.

z a jm u ją c y się pom iaram i te m p e ra tu r. 2 P raw o B o y le ’a n iesłu sz n ie b y w a n a z y w a n e ró w n ież p raw em M a rio tte’a. lecz również i rurka szklana.1 Dalsze źródło niedokładności stanowi nierównomierna rozszerzalność rtęci. Dalej Gay-Lussac znalazł również. że rozszerza się przecież nie tylko ciecz. że w stałej tem ­ peraturze ciśnienie i objętość gazu są do siebie odwrotnie proporcjonalne. ogrzewany pod s ta ­ łym ciśnieniem. na której opiera się tzw. Lecz chociaż zasada. jest bardzo prosta. termometria. W ażne źródło błędów term o m e tru jest związane z tym . choć nie nadającym i się do bezpośredniego praktycznego uż y tk u . była długo­ trw ała i mozolna. jed n a k droga. w której 1 P or. czyli dział fizyki. że dowolny gaz. rozszerza się na każdy stopień przyrostu te m p e ra tu ry o 1/273 część tej objętości. prowadząca do dzisiejszych przyrządów.168 Zasady fizyki Ja k o ciecz term om etryczną stosuje się przeważnie rtęć w rurkach opróżnionych z powietrza. powstające w związku z ty m zm iany objętości trw ają na ogół w szkle naw et w ciągu dłuższego czasu po ogrzaniu i mogą ujemnie wpływać na dokładność pomiarów. rozdz. pozwalających wyznaczać te m p e ra tu ry w granicach po­ między p u n k tam i topnienia lodu i wrzenia wody z do­ kładnością do trzech tysiącznych stopnia. To źródło błędów zostało praktycznie biorąc usunięte przez wynalezienie specjalnych term om etrycznych rodza­ jów szkła (szkło jenajskie). wówczas na każdy stopień przyrostu te m p e ra tu ry prężność jego w zrasta 0 7273 część tej wartości. Na podstawie obserwacyj Gay-Lussaca można już było określić jako absolutne zero tę tem p e ra tu rę . 11. 1660. . ta trudność została przezwyciężona przez porównanie term om etrów rtęciowych ze znacznie doskonalszymi. ja k ą zajmował w 0°. ja k ą posiadała w 0°.2 następnie na początku X I X stulecia G a y . B o y l e w ykrył ju ż w r.L u s s a c ustalił. termometrami gazowymi. że gdy ogrzewanie gazu odbywa się w stałej objętości.

46. Ponieważ jednak. m ożna więc stosować te r­ m o m e tru rtęciowe z trudno topliwego szkła. m ożna rów­ nież podnieść p u n k t wrzenia. Temperatura i ilość eiepta 169 tak objętość. . z tym i term o m etram i norm alnym i są porównywane z kolei term o m e try przeznaczone do sprzedaży. niż jedną dziesiątą stopnia1 od zera absolutnego. T erm om etr gazowy z trzech powodów posiada większą dokładność. niż rtęciowy. Najważniejszą rolę jed n a k gra fakt. rtęć nato m ia st tylko 7 razy. że praktycznie biorąc wszelkie rodzaje term o­ m etrów gazowych zgadzają się ze sobą. ja k ą uzyskujem y. niż ciecze. słu p ek te n p o su w a się ku g órze. do­ dając 273. różniącą się o mniej. Przede wszystkim gaz rozszerza się około 130 razy silniej. jak i prężność „idealnego“ gazu m usiałyby całkowicie zniknąć.2°. Z pom iarów wynika. słu p ek z a tr z y ­ m u je się d zięk i o d p o w ie d n ie m u p rzew ężen iu rurki. rozdz. że gazy rozsze­ rzają się znacznie prawidłowiej.2 Pod zwykłym ciśnieniem m ożna stosować term o m e try rtęciowe tylko do 357°. 2 W term o m etra ch do m ierzen ia g o rą czk i g ó r n y słu p ek rtę c i je s t o d d z ie lo n y od r e sz ty r tę ci za p o m o cą p ęch e r zy k a p o w ietrza . jest znacznie większy. zawiera- bardzo wysokim ciśnieniem. naw et 1 Por. gdy rozrzedzenie zawartego w nich gazu jest w ystarczające. gdyż w tej tem peraturze rtęć wrze. g d y n a to m ia st ro zp o czy n a się sp a d ek te m p e r a tu r y .2° do te m p e ra tu ry . T em peraturę. że te m p e ra tu ra absolutnego zera wynosi — 273. Następnie obszar tem p e ra tu r. w jakich można stosować te rm o m e tr gazowy. Skale norm al­ nych term om etrów rtęciow ych są wobec tego zwykle ce­ chowane przy pom ocy skali te m p e ra tu r lermornełru wodo­ rowego. zwiększając ciśnienie. wyrażonej w skali Cel­ sjusza. niż zakres term o m etru rtęciow ego. nazyw am y te m p e ra tu rą bezwzględną. i należy zaznaczyć. G d y tem p era tu ra w zra sta . niż zwykłe szkło. co ujaw nia się w tym . że w roku 1933 fizyka eksperym entalna osiągnęła już te m ­ peraturę.który obejm uje tem p e ra ­ t u r y jedynie od p u n k tu zam arzania do p u n k tu wrzenia rtęci.

rozdz. s Por. ja k np. w y ­ syłane przez ciała rozżarzone5. dochodzących do 750°. a mianowicie pojęcie ilości ciepła. zwanej pyrom etrią* k tóra określa te m p e ra tu ry . 3 Por. 73. albo też zależny od te m p e ra tu ry opór d ru tu platynowego. jak już w spom niano. że nie można utożsam iać przyrostu te m p e ra tu ry z przy­ rostem ilości ciepła. Do mierzenia niskich te m p e ra tu r stosuje się ciecze o szczególnie niskim punkcie zam arzania. że przy użyciu tych m etod m ożna stwierdzać jeszcze różnice tem p e ra tu ry . . rozdz. P om iar ta k wysokich te m p e ra tu r stanowi zadanie osobnej gałęzi term om etrii. ja k to czyniono pierwotnie. W prowadzenie tego pojęcia jest przede wszystkim zasługą B l a c k a . posługujem y się m etodam i elektrycznym i. alkohol etylowy.170 Zasady fizyki w tem p e ra tu ra c h . 2 P or. J u ż w drugiej połowie X V I I I stulecia z pojęcia tem ­ p e ra tu ry rozwinęło się drugie podstawowe p o jęc ie . toluol lub przede wszystkim p e ntan. Musiano więc prócz stopni te m p e ra tu ry wprowadzić jako 1 U ż y w a n e są ró w n ież te r m o m e tr y n a p e łn io n e c ie k ły m tlen em pod zw ię k sz o n y m ciśn ien iem . 4 P y r o zn a cza po greck u ogień .1 Do pom iarów precyzyjnych. Wobec tego okazało się. w y­ noszące zaledwie około Yioo ooo stopnia. Powyżej 1600° nie można już stosować naw et i metod elektrycznych. któ ry nadaje się do tego celu aż do — 2000.3 ta k znaczna. który około r.2 pow stającą skutkiem różnicy tem ­ p e ra tu ry w miejscach zetknięcia się dwóch metali. Mierzy się przy ty m albo siłę e lektrom otoryczną. 1760 po raz pierwszy ustalił przez porównanie za­ chowania się wody i rtęci. że rozm aite ciała posiadają rozm aitą pojemność cieplną. 20. a również dla bardzo w y­ sokich oraz bardzo niskich te m p e ra tu r. nauki o cieple. 50. mierząc promieniowanie. rozdz. Dokładność elektrycznych pom iarów te m p e ra tu ry jest. tak.

p orów n.2 1 D o k ła d n iejsze ok reślen ie k alorii n ie m ów i o g ó ln ik o w o o o g rza ­ n iu jed n eg o gram a w o d y o jed en sto p ie ń . ■ 2 G ram o-m etrem n a z y w a m y p racę. w y k o n y w a n ą p r z y p o d n o ­ szen iu ciężaru 1 gram a na w y so k o ść jed n e g o m etra . Jed n o stk ę tę. by ogrzać go o 1° C.86 milionów ergów.03 i 0. W oda posiada największe ciepło wła­ ściwe spośród wszystkich ciał stałych i ciekłych (z w y­ jątk ie m ciekłego wodoru). Ilość jednostek energii. jest więc w tej tem peraturze cięższa. która ogrzewa 0 jeden stopień jednostkę m asy pewnego ciała. a dla większości m e­ tali w artość jego w aha się pomiędzy 0. J o u l e i R obert M a y e r stwierdzili nieza­ leżnie od siebie. że we wszystkich w y p adkach tego rodzaju istnieje zupełnie określony stosunek pom iędzy zuż y tą czy też u zy sk an ą pracą. .9 gram o-m etrów lub 41. W 1842 r.1 Ciepłem właściwym jakiegoś ciała nazy w a m y tę ilość kaloryj. w k tó ­ rych dzięki pew nym procesom m echanicznym wywiązuje się ciepło lub też odwrotnie ciepło wywołuje powstanie ruchu. w ziętą w stosunku do 1 gram a wody i jednego stopnia skali Celsjusza. W oda w y­ kazuje pew ną godną uwagi anomalię również i co do swej rozszerzalności cieplnej. Równoważność ciepła i pracy 171 drugą jednostkę cieplną t a k ą ilość ciepła. X L II R Ó W NOW AŻNOŚĆ C IE P Ł A I P R A C Y Możemy codziennie obserwować szereg zjawisk. W 4° osiąga ona mianowicie n a j­ większą swą gęstość. przyjętego za wzorcowe. oraz o trz y m a n ą czy też u tra c o n ą ilo­ ścią ciepła. wynosi on 426.2. równoważną jednej kalorii. lecz ściślej o o grzan iu go od 14i/2° C. nazwano mechanicznym równoważnikiem ciepła. jakiej trzeba udzielić jednem u gramowi tego ciała. ciepło właściwe lodu jest o połowę mniejsze. d o 15V2° C. Co się ty c z y erga. nazwano kalorią. niż w każdej innej. W oda ogrzana od 0° do 4° kurczy się 1 dopiero gdy nagrzew am y ją powyżej 4° rozszerza się ona podobnie do wszystkich innych ciał. ro zd ział 7. jest ono równe jedności.

Sam Mayer ju ż około r.1 0 ” je d n o s te k e le k tr o ­ sta ty c z n y c h n a b o ju na sek u n d ę. W zastosowaniach tej zasady szczególnie ważną rolę grają dwa specjalne rodzaje przem ian: po pierwsze procesy. a g d y n a tę ż e n ie p rąd u w y n o si jed en a m ­ per p rzez przekrój p rzew o d n ik a p rze p ły w a 3 . ani też nie jest na zewnątrz od­ 1 W y n ik a to stą d . mierząc jednocześnie w yw ołany przez ruch koła wzrost te m p e ra tu ry cieczy. zasada równo­ ważności pracy i ciepła nosi nazwę pierwszej zasady termo­ dynam iki. zgodnie z tym . co było powiedziane wyżej. przy czym korzystał z dawniejszych niedokładnych danych doświadczalnych. Joule w yzna­ czył wartość równoważnika bezpośrednio. W nauce o cieple. 1847. Metodę tę n a tu r a l­ nie później bardzo udoskonalono. które obejm uje ju ż nie tylko energię m echaniczną i term iczną. formułując bardziej ogólne prawo zachowania energii. Taka ilość ciepła jest więc w y tw arzana w ciągu sekundy w przewodniku o opo­ rze jednego om a. gdy natężenie p rąd u wynosi jeden amper. m agnetyczną. p rzy c zy m 1 w o lt s ta n o w i tr z e c h se tn ą c zę ść e le k tr o sta ­ ty czn ej je d n o s tk i n a p ięcia . przebiegające w ten sposób. 1845 rozszerzył zasadę równo­ ważności ciepła i pracy mechanicznej.239 kaloriom. a więc w r.172 Zasady fizyk i Mayer obliczył równoważnik m echaniczny ciepła na podstawie rozważań teoretycznych. wypełnionym wodą lub rtęcią. lecz również i ener­ gię elektryczną. Za pomocą opa­ dającego ciężaru wprawiał on w ruch wirowy zaopatrzone w łopatki koło. umieszczone w naczyniu. optyczną oraz chemiczną. termodynamice. jedna w a tt- sekunda odpowiada 0. Niezależnie od Mayera H e l m h o l t z rozwinął tę sam ą myśl i ogłosił ją w dokładniejszej formie w dwa lata później. że ciepło nie jest doprowadzane z zewnątrz. że 1 w a tt je s t ilo c zy n e m 1 w o lta przez 1 am p er. Ponieważ p rąd elektryczny o mocy jednego w a tta w y­ tw arza w ciągu sekundy energię równą 107 ergów. . tzw.1 więc. dotyczących ciepła właściwego gazów.

w ykonyw ający pew ną pracę (np. w y w ie r a n e na g a z. w jakich w aru n k a ch zachodzą i w jakim kierunku biegną takie przem iany. Gdy pewien gaz rozszerza się adiabatycznie (pomyślmy np. 3 N a tej za sa d zie op ierało się u ż y w a n e c z ę sto w d a w n ie jsz y c h cza sa ch k rzesiw o p n eu m a ty c z n e . X L III E N T R O P IA I N IEO D W R A C A LN O ŚĆ Pierwszą zasadę term odynam iki stanowi stwierdzenie bardzo ważnego faktu równoważności ciepła i prac y przy wszelkich przem ianach jednej z tych wielkości w drugą. oraz kiedy nie m ogą one następować. W procesach adiabatycznych wykonanie pewnej pracy zewnętrznej musi według pierwszej zasady term odynam iki pociągać za sobą zmniejszenie zasobu ciepła układu. je s t rów n e w e ­ w n ętrzn ej p rężn o ści ga zu . a dzisiaj powszechnie zwana drugą zasadą 1 P o greck u „ d ia b a in e in “ z n a c z y p rzech o d zić. 1850 i 1851 przez Cl a u s iu s a i Willia­ ma T h o m s o n a . zachodzące bez zm iany tem ­ p e ra tu ry . które noszą miano izolermicznych. gaz musi się ogrzewać. o parze pod tłokiem m aszyny parowej) i w ykonyw a pracę. czy też zużytej pracy mechanicznej. zasada ta nie mówi n a m jednakże nic o tym . Zasada. pozostaje w stałym połączeniu z dużym zbiornikiem ciepła (np. para pod tłokiem m a ­ szyny parowej). przem iany takie nazyw am y adiabatycznym i. gdy jest sprężany adiabatycznie. przezwyciężając ciśnienie zewnętrzne. kotłem parow ym ).3 Procesy izotermiczne zachodzą wówczas. czy też oddana na zewnątrz w procesach izo- term icznych jest równa uzyskanej.2 to równocześnie musi się ochładzać. Odwrotnie. sform ułowana w r. 2 Z ew n ętrzn e ciśn ien ie. gdy układ. Entropia i nieodwracalność 173 dawane. W edług pierw­ szej zasady term odynam iki ilość ciepła doprowadzona z zewnątrz.1 po drugie przem iany. .

Druga zasada uzyskała ściślejsze sformułowanie dzięki stworzeniu przez Clausiusa pojęcia entropii. k tó ra by dostarczała pracy jedynie na koszt ochładzania pewnego zbiornika ciepła (maszynę ta k ą nazwano pe rp e tu u m mobile drugiego ro­ dzaju). W ydaje się rzeczą nie do pomyślenia. która. uzupełnia w isto tn y sposób pierwszą za­ sadę pod wyżej w spom nianym i względami. obniżając swą te m p e ra tu rę poniżej te m p e ra tu ry otoczenia. gdy ciepło dopływa lub odpływa.174 Zasady fizyki term odynam iki. odebrać m u w ten spo­ sób energię cieplną i zużytkow ać ją w jakiś sposób. podzie­ loną przez te m p e ra tu rę bezwzględną układu. aby jakieś ciało. Należy teraz 1 N a z w a perpeluum mobile p ierw szeg o ro d za ju o zn a cza m a ­ sz y n ę . D ruga zasada w ujęciu Clausiusa głosi.2 oraz wszelkiego tarcia. Thom son wypowiedział drugą zasadę w for­ mie stwierdzenia.1 Istotnie. N ie ­ m o żliw o ść istn ien ia ta k ie g o perpeluum mobile p ierw szeg o rod zaju w y n ik a z z a sa d y za ch o w a n ia en ergii. zmie­ nia się o wartość przyrostu lub u b y tk u ciepła. że można by bez zużycia pracy z zewnątrz ochłodzić pewne ciało. że ciepło nie może przejść samo przez się od ciała zimniejszego do cieplejszego. z k tó reg o ciep ło d o p ły w a lu b też do k tó reg o ciep ło o d p ły w a z cia ła . myśl. prze­ czy zupełnie tem u. . M u sim y za k ła d a ć istn ie n ie n iesk o ń c z e n ie m a ły c h ró żn ic te m p e r a tu r p o ­ m ię d z y cia łem i zb io rn ik iem . że nie jest możliwa budow a takiej pe­ riodycznie działającej m aszyny. Idealnym procesem term odynam icznym nazy w a m y przy ty m taki proces. E n tro p ię defi­ niujem y dla „idealnego“ procesu term odynam icznego jako wielkość. mogło nam służyć jednocześnie za a u to m a ty c z n ą chłod­ nicę i prócz tego jeszcze za źródło energii do napędu m otoru. co wiemy z naszego doświadczenia. w k tó ry m uniknięto wszelkiego wyrów nyw ania tem p e ra tu r za pom ocą przew odnictw a cieplnego lub promieniow ania. 2 M y ślim y tu ta j o w y r ó w n y w a n iu „ s k o ń c z o n y c h “ ró żn ic te m p e ­ ratu r w o d różn ien iu od ró żn ic n ie sk o ń c z e n ie m a ły c h . która b y z n a jd o w a ła się sta le w b ieg u i d o sta rc z a ła n am p o n a d to p racy bez ża d n eg o d o p ły w u en erg ii z z e w n ą tr z .

zachodząca we wnętrzu pewnego układu. Jeśli je d n a k nie istnieją sam orzutnie przebiegające pro ­ cesy. g dy n a to m ia st wszystkie procesy. J a k wskazuje teoria. zwiększającymi entropię. a więc zwiększanie już istnieją­ cych różnic te m p e ra tu r lub przem iana ciepła tarcia z po­ w rotem w energię mechaniczną zmniejszałyby bez w ą t ­ pienia entropię. które nie tylko kom ­ pensują u b y te k entropii. w ytw arzanie prac y z ciepła. lccz w wyniku końcowym zostaje przyw rócony sta n początkowy. ten sam wynik daje każda przem iana energii mechanicznej w ciepło przez tarcie. to dowolny proces może być odw racalny tylko w ty m w y p a d k u . a b y przyrosty i u b y tk i entropii. że każdy z nich wywołuje w pewnych ciałach lub zbiorach ciał („u k ła d ac h “) jakieś p rzem iany term odynam iczne. gdy zachodzi bez zm iany entropii. zachodzą w przyrodzie stale i zupełnie sam o­ rzutnie. entropia takiego pro­ cesu pozostaje więc bez zm iany w porów naniu ze stanem początkowym . lecz możliwe są jedynie w połączeniu z procesami. lecz n a w e t wywołują w rezultacie jej wzrost. Dotyczy to. że procesy. czy przez promieniowanie. wywołujące zwiększanie entropii. ja k np. zwiększa jego entropię. ja k już zaznaczyliśmy. zmniejszające en­ tropię. P o d obny szereg przem ian term odynam icznych nosi nazwę procesu koło­ wego. że mogą istnieć szeregi następujących po sobie procesów tego rodzaju. wywołane przez poszczególne procesy składowe. jedynie procesów idealnych. Doświadczenie wskazuje jednakże. idealny proces kołowy musi przebiegać w taki sposób. Odw racalny może więc być tylko proces term odynam iczny „idealny“ w w y­ żej w yjaśnionym znaczeniu. a więc takie. nie zachodzą nigdy sam orzutnie. ja k w yrównyw anie się te m p e ra tu r i w ytw arzanie ciepła przez tarcie. znosiły się naw zajem w w yniku końcowym . które by powodowały u b y te k entropii. czy to przez przewodnictwo. Procesy odwrotne. K ażda w ym iana ciepła. Entropia i nieodwracalność 175 zauważyć. w k tó ry m wyłączone są całko­ .

wszelki ruch. wszelkie zjawiska elektryczne lub optyczne. jak również i tarcie.176 Zasady fizyki wicie wszelkie zetknięcia cial o różnej tem peraturze. stopniowo zabijającej wszech­ świat entropii? W genialnie p ro sty sposób rozstrzygnął tę podstaw ow ą zagadkę wiedeński fizyk B o l t z m a n n w r. gdy m ożem y wyzyskać istniejące już różnice tem ­ p e ra tu r. że entropia danego sta n u związana jest bezpo­ średnio z prawdopodobieństwem tego sta n u . jakie je s t głębsze znaczenie tej tajem niczej. 1851). m usim y jednakże przyjąć. Wszelkie procesy fizyczne. 1866. Rzeczywiste procesy m ogą się tylko zbli­ żać do tego idealnego przebiegu. dąży do sta n u „śmierci cieplnej“. Nie istnieją zatem rzeczywiste procesy od­ wracalne. inaczej mówiąc. stały zaś w zrost . X L IV ŚM IER Ć C IE P L N A ŚW IA T A I B O L T Z M A N N O W S K IE PR A W O E N T R O P I I Chociaż całkowita energia świata jest wielkością stałą. energia zaś cieplna ma wartość tylko w tedy. od­ mienne od ciepła. J a k i jest jed n a k powód tej wyróżnionej w porównaniu z innymi odm ianam i energii roli ciepła. Skutkiem stałego wzrostu entropii świat cały. czy też. Pew ną „w artość“ posiadają jedynie postaci energii. j a k to oznajm ił po raz pierwszy T h o m s o n (r. Odpowiedź jego sprow adza się zasadniczo do stw ier­ dzenia. ciągłej degradacji. że skutkiem nieodwracalności procesów przyrody energia ta podlega stałem u „obniżaniu swej wartości“. naw et wszelkie przewodnictwo cieplne lub promieniowanie cieplne s ta ły b y się na zawsze niemożliwe po nastąpieniu śmierci cieplnej świata. nie osiągając go nigdy całkowicie. W ciągłym wzroście entropii odbija się raczej „nieodwracalność“ wszystkich procesów przyrody. w k tó ry m energia jego po­ zbawiona zupełnie swej wartości. będzie składała się tylko z ciepła o zupełnie jednakow ej wszędzie tem peraturze.

72. Śmierć cieplna świata i boitzmannowskie prawo entropii 177 entropii. ja k się to ogólnie przyjm uje. m ateria składa się z indyw idualnych czą­ stek. Jeżeli bowiem. k tó ra zresztą jest w procesach fi­ zycznych nieporównanie częściej przestrzegana niż zanied­ byw ana. rozd z. równej 1 ergowi. praw dopodobieństw o. ale bardziej praw dopodobne jest przejście w k ierunku od ciała cieplej­ 1 Por. W edług d ru ­ giej zasady ciepło może przejść sam orzutnie. prędkości i kierunków ruchu wszystkich jego cząstek. k tó ry c h te m ­ p e ra tu ry różnią się od siebie o jeden stopień. pod uwagę dwa ciała. lecz tylko pew ną regułą. T a k a in te rp re ta c ja jest według B oltzm anna nieunik­ niona. pom nożonem u przez pewien uniwersalny współczynnik proporcjonalności. a więc bez dodatkow ych kom pensacyj. to nie może być ona praw em w ścisłym znaczeniu tego wyrazu. zjawiska zaś cieplne polegają1 na niewidocznych dla nas ruchach ty c h indywiduów. tylko od ciała cieplejszego do chłodniejszego. określonemu przez podanie położeń.2 Jeśli jed n a k druga zasada nauki o cieple daje się spro­ wadzić do rozw ażań n a d praw dopodobieństw em . ja k również nieodwracalność zjawisk przyrody. że zaszła m iędzy nimi sa m orzutna w ym iana ciepła w nadzwyczaj małej ilości. Zgodnie z ujęciem B oltzm anna przejście ciepła możliwe jest w obydwóch kierunkach. 2 G d y y rów na się 10 do p o tę g i x -te j. odpowiednio zdefiniowane. Zasady fizyki 12 . jeśli w yjdziem y z p u n k tu widzenia ałomislycznego pojm ow ania przyrody. m ożna przypisać pewne. Możemy to sobie uzmysłowić za pom ocą prostego przykładu: weźmy np. to cała nauka o cieple sprow adza się ostatecznie do slalyslyki. i przypuść­ my. Boltz­ m ann doszedł do wniosku. że entropia równa jest loga- rytm ow i tego praw dopodobieństw a. można w ytłum aczyć dążeniem wszystkich układów do przejścia ze stanów mniej praw dopodobnych do stanów bardziej praw dopodobnych. to lic z b ę x n a z y w a m y lo g a r y tm e m y (w sto su n k u do z a sa d y 10). Ze statystycznego zaś p u n k tu widzenia każdem u stanowi pewnego układu.

to praw dopodobieństw a. . ab y móc choć raz zaob­ serwować przejście ciepła w ilości przynajm niej jednego erga od ciała zimniejszego do cieplejszego. to znaczy. że liczba ta posiada tak wielką wartość. któ ry c h te m ­ p e ra tu ry różnią się o jeden stopień. rozdz. to mieliby oni jedynie niesłychanie małe widoki na to. Gdy więc zgodnie z drugą zasadą tw ierdzim y. że ciepło nigdy sam orzutnie nie przechodzi w dostrzegalnej mierze od ciała zimniejszego do cieplejszego bez żadnych d o d a t­ kowych kom pensacyj. z trudnością starczyłoby na to paska papieru o długości równej obwodowi kuli ziemskiej. polegające na zetknięciu ze sobą w tem peraturze pokojowej dwóch ciał. znając stałe. czyli przechodzenie jakiegoś ciała ze sta n u 1 Por.178 Zasady fizyki szego do zimniejszego. k tóre ju ż od najdaw niejszych czasów w zbudzały żywe zainteresowanie. gdybyśm y chcieli napisać wszystkie jej cyfry. że wynik doświadczenia może okazać się sprzeczny z ty m twier­ dzeniem. G dyby n a w e t miliony fizyków w ciągu milionów lat co m in u tę w y k o n y ­ wały na nowo doświadczenie. że średnio jeden raz na Z w ypadków dana ilość ciepła ma przejść sam orzutnie od ciała zimniejszego do cieplej­ szego. W y ra ź m y praw dopodobieństwo przełam ania drugiej zasady stosunkiem 1 do Z. że świat m ógłby n a odkrytej przez B oltzm anna dro­ dze pokonać śmierć cieplną przez odstępstw o od drugiej zasady term odynam iki. Możemy oszacować liczbę Z.1 Z najdujem y. z am iast od­ wrotnie. jest zupełnie niewyobrażalnie małe. iż. choć jest ono również małe ponad wszelkie po­ jęcie. XLV ZM IA N Y STA NU S K U P I E N I A Do ty c h zjawisk cieplnych. Istnieje jed n a k pewne skończone praw dopodo­ bieństwo. c h a ra k te ­ ryzujące fizykę atom ów . 72. należą zm iany sianu skupienia.

wynoszącej — 39°.000 atmosfer. o ile będziemy starannie unikać wszelkich s tr a t ciepła na ko­ rzyść otoczenia. Z topnieniem przeważającej większości ciał związane jest zwiększenie objętości. iryd. wówczas. że w czasie topnienia zostaje zawsze zużyta określona ilość ciepła. zauważono wkrótce. Gdy zmieszamy kilogram lodu o te m p e ra ­ turze 0° z 1 kg wody o tem peraturze 79.7 kaloryj. t a n ta l i przede wszystkim wolfram (3300°). ja k już wyżej wspomniano. wynosi ono 79. nazwano ciepłem topnienia. J u ż G a l i l e u s z ustalił. Od­ wrotnie. m ożna np. szczególnie niski p u n k t zam arzania w ykazuje. lub też z ciekłego w gazowy i odwrotnie. Ciepło topnienia lodu jest szczególnie duże. że dla wszystkich tych ciał zwiększenie ciśnienia wywo­ łuje podwyższenie te m p e ra tu ry topnienia. 1760 B l a c k dokonał ważnego odkrycia. że p u n k ty topnienia i za­ m arzania są zawsze identyczne. a gdy rozwinęła się term o ­ m etria. W śród m etali szczególnie w y­ sokie p u n k ty topnienia posiadają p la ty n a . obli­ czoną na jednostkę m asy. w ynika to stąd. Z biegiem czasu dla ty ­ sięcy substancyj wyznaczono bardzo dokładnie tem p e ra ­ tu r y oraz ciepła topnienia. w ykazuje bez zm iany te m p e ra tu rę 0°. Przez zastosowanie ciśnie­ nia 15. ilość tę. iż z topnieniem i zam arzaniem po­ łączone są zm iany objętości. że woda do picia. polegające na ty m . że zwiększanie objętości w ym aga w ykonania prac y prze­ ciwko ciśnieniu zewnętrznem u. o trz y m a m y 2 kg wody o tem p e ra tu rz e 0°. Pom iędzy ciałami ciekłymi w tem p e ra tu rz e pokojowej. k tó ry zestala się dopiero w tem peraturze — 200°. w czasie krzepnięcia cieczy to ciepło „ u ta jo n e “ zostaje wyzwolone z powrotem . p e ntan. a z ty m wiąże się również fakt. przesunąć p u n k t z am ar­ zania rtęci od wartości norm alnej. Z istnieniem utajonego ciepła topnienia związane jest powszechnie znane zjawisko. dopóki lód nie rozpuści się w niej całkowicie.7°. Zmiany stanu skupienia 179 stałego w ciekły. w której pływa kaw ałek lodu. aż 12* . i że są one dla każdego ciała określone przez jego skład chemiczny. Około r.

Gdy lód p o d d a m y w pew nym punkcie ciśnieniu. przedstaw ia rys. Blisko spokrew niony ze zjawiskiem topnienia jest pro­ ces wrzenia. W analogii do w ykrytego przez siebie ciepła topnienia. że d ru t. które dla wody wynosi nie mniej. Lód pływa na wodzie. k tó ry m zajął się po raz pierwszy dokładnie B l a c k około r. niezwykłe piękno kryształków śnieżnych. T e m p era tu ra wrzenia zależy w sposób bardzo 1 C zyli ciśn ie n ia 15. obcią­ żony znacznym ciężarem i przerzucony przez bryłę lodo­ wą. wynosi więc zaledwie niecałą p ią tą część tej ilości ciepła. za­ czyna on ta m topnieć skutkiem obniżenia p u n k tu topnienia. W przeciwieństwie do lodu. k tóra p otrzebna je s t jeszcze wówczas do przeprowadzenia tej wody o tem p e ra tu rz e 100° w sta n p a ry o tej samej tem p e ­ raturze. niż 540 kaloryj. przesuwa się poprzez nią powoli ku dołowi. Ilość ciepła. 61. nie możem y n a to m ia st ślizgać się po szkle lustrza­ nym . 1760. polegające na ty m . W ty m kryje się również przyczyna faktu.180 Zasady fizyki do + 1 0 0. p u n k t zaś jego topnienia obniża się o 0. Możemy w ytłum aczyć na tej podstawie nie­ oczekiwane zjawisko. a skutkiem tego zwiększenie ciśnienia obniża p u n k t topnienia wody.0075° z ka ż d y m zwiększeniem ciśnienia o jed n ą atmosferę. Black ustalił również istnienie znacznego utajonego ciepła parowania.1 W oda należy do bardzo nielicznych w y­ jątków . Pod olbrzym im ciśnieniem wiel­ kich mas śnieżnych dolne w arstw y śniegu topnieją. potrzebna do ogrzania pewnej m asy wody od 0° do 100°. że możem y ślizgać się po lodzie.000 ra zy p r z e w y ż sza ją ce g o n o rm a ln e c i­ śn ien ie p o w ietrza . Również i proces tw orzenia się lodowców tłum aczy się w ten sam sposób. . zam arza je d n a k z pow rotem n a ty c h m ia s t po ustaniu działa­ nia ciśnienia. dla k tórych topnienie wywołuje zmniejszenie ob­ jętości. śnieg jest złożony z dobrze sform owanych drobnych kryształ­ ków wody. widzia­ nych przez mikroskop. ażeby następnie stężeć na lód.

61. Postacie kryształków śniegu według zdjęć m ikrofotograficznych W . B entley’a. .Rys. A.

polega na ty m . gdy n a to m ia s t odbieram y ciepło układowi. wówczas pa ra wodna i woda m ogą współistnieć ze sobą jedynie w pewnej ściśle określonej tem peraturze. w któ ry c h współistnieją obok siebie woda i para wodna. złożonemu z wody i pary. Podobnie rzecz się przedstaw ia i w w ypadku odw rotnym : gdy czysta pa ra traci ciepło. każdej tem peraturze —. czy p a ra istnieje samoistnie. W tem peraturze 100°. zajm ow aną przez parę nasyconą. nazy­ w am y ją parą przegrzaną lub też parą nasyconą. powoduje jedynie zwiększenie jej objętości czy też prężności. samodzielnie istniejącą p a rą wodną. gdyż część współistniejącej z nią cieczy prze­ chodzi w s ta n pary. Układy. następuje n a tom iast jej częściowe lub zupełne skroplenie. jedynie jej objętość lub prężność ulega zmniejszeniu. Teoria ciepła prowadzi do potwierdzonego całkowicie przez doświadczenie wniosku. Gdy zm niejszam y objętość p a ry nasyconej. że ciepło.182 Zasady fizyki isto tn y od ciśnienia — nieco niżej zajm iem y się dokładniej tą sprawą.pewna ściśle określona prężność p a ry nasyconej. czy też znajduje się ona w obecności ciekłej wody. dostarczane czystej parze. Zależnie od tego. gdy zaś zwiększamy objętość. Para przegrzana podlega wspo­ m nianem u już wyżej praw u Boyle’a. . i odwrotnie. zostaje zużyte również i na przepro­ w adzanie wody w s ta n pa ry . prężność jej nie wzrasta. K ażdem u określonemu ciśnieniu p a ry nasyconej odpo­ wiada zatem pewna określona „ te m p e ra tu ra nasycenia“ . prężność jej nie maleje. gdy n a to m ia st ciepło. następuje jeszcze poza ty m przejście części pary w wodę. doprowadzane do takiego układu złożonego. według którego jej prężność i objętość są do siebie odw rotnie proporcjonalne. że gdy ciśnienie układu jest dane. a więc w „punkcie w rzenia“ wody. Zasadnicza różnica pom iędzy układem tego rodzaju a czystą. nato m ia st prężność p a ry nasyconej zależy jedynie i w y­ łącznie od te m p e ra tu ry . są szczególnie interesujące i bardzo ważne pod względem p ra k ty c zn y m .

pod ciśnieniem 3 a tm . jest w yw ołany w znacznej mierze przez ochłodzenie s k u t­ kiem parow ania. ochładzając j ą w ten sposób. S to su n e k w ilg o tn o śc i b e zw zg lęd n ej do tej (z u p ełn ie z r esztą ok reślo n ej) ilo śc i p a ry . w k tó ry m p o tra w y m ożn a ogrzew a ć siln iej n iż w n a c z y n ia c h o tw a r ty c h . Zgodnie z powiedzianym wyżej ciecz. itd. dlatego też w z b y t ciepłych pomieszczeniach u s ta ­ wiam y w entylatory. nie tylko w czasie wrzenia. n a z y w a m y w ilg o tn o śc ią w z g lę d n ą . ja k to dobrze wiadomo. . w y r a ż a m y ją z w y k le w p ro cen ta c h i m ie r z y m y za p o m o cą h y g r o m e tr ó w . Spadek tem p e ra ­ tury.7 atm osfery. dopiero po osiągnięciu aż 134° itd. Zwilżając eterem w atę. Dobrze znane 1 N a tej z a sa d zie op iera siQ k o cio ł p a ro w y do g o to w a n ia . 2 W ilg o tn o śc ią b ezw z g lęd n ą p o w ietrza n a z y w a m y ilo ść pary.006 a tm .1 Przechodzenie cieczy w parę odbyw a się zresztą. Odwrotnie.12 atm . w 90°— 0. gdy osiągnie te m p e ra tu rę 121°. 1680 p rzez P a p in a . z a w a rtą rzec z y w iśc ie w je d n y m c e n ty m e tr z e sz e śc ie n n y m p o w ie ­ trza o d an ej tem p era tu r z e. g d y b y para b y ła n a sy c o n a . w y n a le z io n y ju ż ok oło r. znajdująca się pod ciśnieniem 2 atm osfer może wrzeć dopiero wówczas. może wrzeć tylko wówczas. k tó rą oto­ czyliśmy kulkę term o m e tru . gdy ciśnienie zewnętrzne nie przekracza prężności jej p ary nasyconej w tej tem peraturze. m ożem y wywołać spadek słupka rtęci o mniej więcej 20°.2 Proces ten połączony jest również ze zużyciem ciepła. W oda. W ia tr i p rą d y powietrzne wywołują p a ­ rowanie na powierzchni naszej skóry. w 50°— 0. Zmiany stanu skupienia 183 prężność nasyconej p a ry wodnej równa się naturalnie je d ­ nej atmosferze. woda wrze w 0° pod ciśnieniem 0. ja k ą z a w ier a łb y c e n ­ ty m e tr sz e ś c ie n n y p o w ietrza o tej sa m ej te m p e ra tu r z e .12 i w 0° — 0. co tłum aczy n a m znaczne ochładzanie się silnie parujących cieczy. w ystępujący po deszczu w gorące dnie letnie. lecz zachodzi ono stale również i w te m p e ra tu ra c h niższych przez po­ wolne parowanie na powierzchni. w tem peraturze 50° pod 0. znajdująca się w pewnej określonej tem peraturze.006 atm . Przejście w gazowy s ta n skupienia może odbyw ać się również i bezpośrednio ze sta n u stałego..

aniżeli pa ra nasycona o tej samej prężności.006 atm . zwanego sublim acją. Dla wody p u n k to ­ wi potrójnem u odpowiada te m p e ra tu ra +0. XLVI S K R A P L A N IE GAZÓW W każdej tem peraturze prężność p a ry przegrzanej jest mniejsza od prężności p a ry nasyconej. będą zachowywały się podobnie do par. dane te okre­ ślają tzw.1 W odpowiednich w arunkach mogą współ­ istnieć obok siebie jednocześnie wszystkie trz y s ta n y sku­ pienia danego ciała. para przegrzana o pewnej określonej prężności posiada wyższą tem p e ra tu rę . ciep ło su b lim a cji je s t rów n e su m ie ciep ła to p n ie n ia i ciep ła parow an ia. lub też zmniej­ szam y jej objętość. można więc było oczekiwać. Innym i słowy. skoro to nastąpi. ja k gazami. Przykładem procesu odw rot­ nego jest osadzanie się ta k zwanego kw iatu siarczanego z p a ry siarki. Można było zatem mieć nadzieję. 2 S tą d te ż p o ch o d zi n a zw a p a ry „ p r zeg rza n ej“. u k tórych nie można zauważyć śladów naw et przechodzenia w sta n ciekły.184 Zasady fizyki przykłady tego zjawiska. rozpoczyna się konden­ sacja czyli wydzielanie się cieczy z pary. podlegającym i praw u Boyle’a. znajdujące się w stanie gazo­ wym już w zwykłej tem peraturze. zwiększając w ten sposób zgodnie z praw em Boyle’a jej prężność. że substancje. m usim y wreszcie osiągnąć sta n nasycenia.0075° i ciśnie­ nie 0. stanowią: parow anie lodu oraz istnienie pewnych stałych substancyj pachnących. Dla każdej substancji jest to jednak możliwe jedynie w pewnej ściśle określonej tem peraturze i pod pew nym ściśle określonym ciśnieniem. Ponieważ p a ry przegrzane nie są niczym innym . p u n k t p o tró jn y tej substancji. że przez zwiększanie ciśnienia lub też obniżanie te m p e ra tu ry uda 1 J a k m o żn a o czek iw a ć na p o d sta w ie z a sa d y z a c h o w a n ia en er­ g ii. .2 Gdy więc parę przegrzaną ochładzamy.

T e m p era tu ra k ry ­ tyczna wodoru wynosi — 240°. ta okoliczność wyjaśnia nam. azotu: — 146°. badacze. Stan krytyczny. 1869 przez A n d r e w s ’a. W ysokość te m p e ra tu ry krytycznej dw utlenku węgla w y ­ nosi +31°. które udało się skroplić. Stwierdził on mianowicie. Przyczyna tajemniczej „trwałości“ niektórych gazów została w y k ry ta w r.0.9 i wreszcie p a ry wodnej: 224. został zrealizowany przez C a g n i a r d d e l a T o u r a (1822) już na pół wieku przed odkryciem A ndrew s’a. aniżeli gazy „ trw ale“ . poczęli nazywać te gazy trw ałym i. Ciśnienie krytyczne gazu jest ty m wyższe. ciśnienie krytyczne wodoru wynosi np. T em p era tu ra kry ty c z n a p a ry wodnej wynosi około 374°. dw utlenku węgla: 72. scharakteryzow any przez te m p e ra tu rę k ry ty c z n ą oraz ciśnienie krytyczne. więc tem peraturze krytycznej odpowiada również pewne ściśle określone „ciśnienie k ry ty c z n e “ . Skraplanie gazów 185 się również i te gazy przeprowadzić w stan nasycenia i skroplić je w ten sposób. n a w e t gdy stosować będziemy dowolnie wielkie ciśnienia. Szczególnie niska jest te m p e ra tu ra kry ty c z n a helu. n a ­ leżał przede wszystkim dw utlenek węgla. dlaczego para w odna zachowuje się na pozór zupełnie inaczej. zrezygnowani. jak i w tem p e ra tu ra c h .2 atmosfery. Do ty ch gazów. leżących poniżej te m p e ra tu ry k ry ty c z ­ nej rozpatryw anego gazu. powyżej której nie m ożna osiągnąć sta n u nasycenia. 14. W rzeczywistości różnica pomiędzy p a rą wodną a gazem trw ałym zanika zarówno w tem p e ra tu ra c h po­ wyżej 374° (w k tórych pa ra wodna jest też trw ała). Przez długi czas jednakże u niektórych gazów wszelkie próby tego rodzaju zawo­ dziły. jest więc tylko o pięć stopni odległa od zera bezwzględnego. wynosi ona mianowicie — 268°. Ponieważ prężność p a ry nasyconej zależy tylko od te m p e ra tu ry . W stanie k ry ty c z n y m ciecz . im wyżej leży jego te m p e ra tu ra kry ty c z n a. stąd też dw utlenek węgla m ożna skroplić już w tem peraturze pokojowej i dlatego nie uznawano go za gaz trw ały. że dla każdego gazu istnieje pewna „tempera­ tura krytyczna“. tlenu: — 119°.

że gdy gaz przeciskam y powoli bez w y m ian y ciepła z otoczeniem przez porow atą zatyczkę z obszaru o wyższym ciśnieniu do obszaru o ciśnieniu niż­ szym. S kutkiem tego te m p e ra tu ra rozprężanego powietrza o pada coraz niżej i wreszcie zostaje ono skroplone. Skroplenie gazów trw ałych udało się po raz pierwszy C a i l l e t e t o w i w r.186 Zasady fizyki przechodzi bez wrzenia bezpośrednio w parę. że zaczynał się skraplać. 1877. Następnie ob­ niżał nagle ciśnienie do atmosferycznego. Linde wyzyskał dla skraplania gazów zjawisko. W przyrządzie Lindego powietrze. że stało się możliwe otrzym yw anie ciekłego powielrza w większych ilościach. Za pom ocą specjalnych pom p poddaw ał on gazy ciśnieniu 200— 300 atm osfer i ochładzał je jednocześnie stałym dw utlenkiem węgla. z ło żo n e z d ro b n y ch k rop elek sk ro p lo n eg o g a zu . w k tó ry m znalazła zastosowanie zasada prądu wstecznego. że m ożn a b y ło u sta lić jeg o fiz y c z n e w ła ­ sn o ści. u z y sk a li w r. stopniowo posunięto się aż do te m p e ra tu ry — 215°. W ró b lew sk i i O lszew sk i. tł. Isto tn y postęp w technice skraplania powietrza stanowił a p a ra t.). 1 C a illetet o tr z y m a ł w ła śc iw ie ty lk o p rzejścio w e m g ły . .1 Szereg badaczów wydoskonalił tę m etodę postę­ powania tak. (U w . sprężony gaz rozszerzał się gwałtownie i ochładzał przy ty m dalej (zgodnie z pierwszą zasadą) ta k silnie. sprowadzone już do niższego ciśnienia (rozprężone) i w skutek tego ochłodzone. w której powietrze już się ze­ stala. 1896. D o p iero d w aj b a d a cze p o lsc y . wynaleziony przez L i n d e g o w r. wy­ k ry te już znacznie wcześniej przez J o u le ’a i Thom sona. ta okolicz­ ność znajduje ważne zastosowanie techniczne w opisanej nieco niżej metodzie Bensona. płynie wciąż naprzeciw powietrza jeszcze sprężonego i odbiera m u cie­ pło. wówczas ulega on na ogół oziębieniu. które polega na tym . 1883 ta k ie ilo ści sk ro p lo n eg o p o w ietrza . Za po­ mocą przyrządu Lindego m ożem y skraplać dowolne ilości powietrza bez potrzeby uprzedniego jego ochładzania. Inaczej rzecz się przedstaw ia w w y padku wodoru i helu.

chłodząc przed rozprężeniem gaz. D e w a r o w i udało się skroplić wodór. K a m e r l i n g h o w i O n n e s o w i udało się wreszcie skroplić w przyrządzie ty p u Lindego również i najtrw alszy ze wszystkich gazów — hel. zmniejszając ciśnienie. . można obniżyć tem pe­ raturę wrzenia jeszcze o dalsze 6° i przeprowadzić wodór w sta n stały po osiągnięciu przezeń te m p e ra tu ry — 259°. R oztw ory 187 które wyjątkow o ogrzewają się. jeżeli nie doprow adzam y jednocze­ śnie ciepła z zewnątrz. zużywane na rozpuszcze­ nie jednostki m asy danej substancji. ochładzając go uprzednio za po­ mocą ciekłego wodoru. za pom ocą ciekłego powietrza. gdy w zwykłej tem p e ra tu rz e poddać je procesowi J o u le ’a — Thom sona. Pod norm alnym ciśnieniem hel wrze w tem peraturze — 269°. przez zmniejszenie ciśnienia udało się K e e s o m o w i wywołać jego zamarznięcie. jednakże. w roku 1933 d e I i a a s potrafił osiągnąć naw et tem p e ra ­ t u r y odległe o mniej niż jed n ą dziesiątą stopnia od zera bezwzględnego -1 X L V II ROZTW ORY Podobnie ja k przejście ciała ze sta n u stałego w ciekły lub też z ciekłego w gazowy. dopiero w te m p e ra tu ra c h bardzo niskich za­ chow ują się one ta k . aktowi rozpuszczania towarzyszy na ogół pewne oziębienie. Gdy rozpuścimy pewną ilość rodanku potasu w takiej 1 U d a ło m u się p o su n ą ć tak d a lek o przez z a sto so w a n ie roz- m a g n eso w y w a n ia p ew n y c h su b sta n c y j m a g n e ty c z n y c h . poddany wysokiemu ciśnieniu. również i rozpuszczanie ciała stałego w cieczy — tzw. W skutek tego. w ym iana ta polega zwykle na zużyciu pewnej ilości ciepła. rozpuszczalniku (np. Ciepło. a nie ochładzają. ja k powietrze. nazyw am y ciepłem rozpuszczalności. Pod norm alnym ciśnieniem wodór wrze w tem peraturze — 253°. cukru w wo­ dzie) — jest też związane z pew ną w ym ianą ciepła z otocze­ niem.

zawierająca 3 do 4 % rozpuszczonej soli. które. Szczególnie silne oziębienia możem y osiągnąć. są one np. ja k to w ykrył już w r. jest zawsze n iższy. o trz y m a m y wówczas mieszaninę oziębia­ jącą o tem peraturze — 22°. Cienka błonka. można osiągnąć naw et te m p e ra tu rę — 50°. Proces przechodzenia do roztworu jest zbliżony co do swej istoty do procesu parow ania. gdyż w tym w ypadku. p o k ry ta w arstw ą żelazocyjanku mie­ dziowego. przepuszcza ona wodę. zachowuje się np. dwa razy większe dla dwuprocentowego roztworu cukru. śnieg czy lód musi się uprzednio częściowo stopić. ażeby ciało to mogło się rozpuścić. Odwrotnie. substancje takie są przepuszczalne dla rozpuszczal­ nika. możem y uzyskać obniżenie te m p e ra ­ tu ry o 34°. lecz je wydzielają na zewnątrz. stały się możliwe dzięki istnieniu szeregu substancyj na wpół przepuszczalnych dla roztw o­ rów. rozpuszczone w cieczy. P u n ld zam arzania roztworu. iż ciało. Zm iany p u n k tu zam arzania i wrzenia są. nieprzepuszczalne n a to m ia s t dla ciała rozpuszczo­ nego. a n a s tę p ­ nie pom iar jego wielkości. w taki właśnie sposób w sto­ sunku do wodnego roztworu cukru. zam k nięty w n a ­ czyniu. nazwano osmo- lycznym . ja k ju ż częściowo w ykrył również Blagden. W ykrycie doświadczalne tego ciśnienia. rozpuszczając się. Do niewielu substancyj. niż dla roztworu jednoprocentowego. świadczy o ty m fakt. należy gips. Mieszając 143 części k r y s ta ­ licznego chlorku w apnia ze 100 częściami wagowymi śniegu. proporcjo­ nalne do stężenia roztworu. jak gaz. dopiero w tem p e ra ­ turze — 2° do — 3°. W oda m orska. wywierane przez roztwór. nie zużyw ają ciepła. 1788 B l a g d e n . niż p u n k t zam arzania czy­ stego rozpuszczalnika. — . gdy ciało stałe zmieszam y z lodem lub śniegiem.188 Zasady fizyki samej masie wody. Gdy zmieszamy 100 części wagowych śniegu z 33 częściami soli kuchennej. wykazuje podobne dążenie do zwiększania swej objętości. zam arza np. p u n k i wrzenia roztworu ulega podwyższeniu. ciepło zaś topnienia zostaje również pobrane na koszt mieszaniny. Ciśnienie.

Twierdzenie Nernsta 189

n ato m iast z atrzym uje rozpuszczony cukier. Bardzo dużą
rolę odgryw ają błonki półprzepuszczalne w budowie or­
ganizmów, n a to m ia st sztuczne wytworzenie takich do­
kładnie półprzepuszczalnych ścianek udało się dotychczas
jedynie w stosunkowo niewielu w ypadkach.
Podobnie ja k ciśnienie gazu sta ra się w yrów nać różnice
jego gęstości, ciśnienie osmotyczne dąży do w yrównania
różnic stężenia roztworu; na ty m oparte są rozm aite m eto­
dy pom iaru ciśnienia osmotycznego. P om iary te, ja k rów­
nież i rozważania teoretyczne, umożliwiły sformułowanie
w r. 1885 przez v a n t ’H o f f a podstawowego praw a, we­
dług którego (analogicznie do ciśnienia gazów1) ciśnienie
osm otyczne roztworów rozcieńczonych2 jest proporcjo­
nalne do ich stężenia i do te m p e ra tu ry bezwzględnej.3

X L V I II
T W IE R D Z E N IE NERNSTA

Dwie zasady term odynam iki uzupełniło w sposób isto t­
ny twierdzenie, sformułowane przez N e r n s t a w r. 1906,
z którego d a ją się wyprowadzić ważne wnioski, dotyczące
zachowania się ciał w bardzo niskich temperaturach. Twier­
dzenie to zwane je s t często „trzecią zasadą term odynam iki“.
Podobnie ja k dwie poprzednie zasady, zostało ono u s ta ­
lone na podstawie danych doświadczalnych, w ty m w y­

1 Por. rozdz. 72.
2 A n a lo g ia z g a za m i w y stę p u je ca łk o w ic ie je d y n ie w w y p a d k u
d u ż y c h ro zcień czeń , a w ię c ty lk o w te d y , g d y m o ż n a z a n ie d b a ć
siły , d z ia ła ją c e p o m ię d z y n a jm n ie js z y m i c z ą stk a m i cia ła ro zp u ­
szczo n eg o .
3 Is to tn ą rolę zarów n o w e w zo rze na c iśn ie n ie o sm o ty c z n e , ja k
i w e w zo ra ch n a z m ia n y te m p e r a tu r y k rzep n ięcia i w rzen ia , o d ­
g ry w a cięża r c z ą ste c z k o w y cia ła r o z p u sz c z o n e g o . N a fa k c ie ty m
opiera się sto so w a n a c z ę sto m e to d a w y z n a c z a n ia cięża ru c z ą ste c z ­
k o w eg o ciała z w ie lk o śc i o b n iżen ia p u n k tu k rzep n ięcia ro ztw o ru
teg o ciała.

190 Zasady fizyki

padku danych n a tu r y chemicznej. Treść zasady N ernsta
stanowi w gruncie rzeczy stwierdzenie, iż całkowite ozię­
bienie dowolnego ciała aż do te m p e ra tu ry zera bezwzględ­
nego jest ta k ą sam ą niemożliwością, ja k — według pierw­
szej i drugiej zasady term odynam iki — budowa perpe-
tu u m mobile pierwszego, czy też drugiego rodzaju.
Nic m ożem y zastanaw iać się tu ta j bliżej na d bardzo
tru d n ą treścią zasady N ernsta. Zastosowania jej leżą
głównie w dziedzinie chemii. Z jej konsekwencyj fizycz­
nych jedna szczególnie zasługuje na uwagę: w m iarę
zbliżania się do zera bezwzględnego ciepło właściwe w szyst­
kich ciał stałych czy ciekłych musi dążyć do zera.
Na ogół w zwykłych w arunkach ciepło Avłaściwe jest
dość niezależne od te m p e ra tu ry . Do nielicznych w yjątków
należy, ja k zauważono już od daw na, diamenł. Gdy nauczo­
no się otrzym yw ać bardzo niskie te m p e ra tu ry , znaleziono,
że ciepło właściwe diam entu w ty m obszarze te m p e ra tu r
spada gwałtownie. W ynosi ono np. w — 50° w przybli­
żeniu jed n ą trzecią, a w — 190° ju ż zaledwie jedną
sześćdziesiątą tej wartości, ja k ą m a w tem p e ra tu rz e poko­
jowej. Ta sam a ilość ciepła, ja k a w zwykłych w arunkach
nie m ogłaby dostrzegalnie podnieść te m p e ra tu ry dia­
m entu, może zatem w bardzo niskiej tem p e ra tu rz e w y­
wołać jej podwyższenie o wiele stopni. W tem peraturze
— 250° nie m ożna ju ż było w ogóle ustalić wartości ciepła
właściwego diam entu, pomimo wyjątkow ej dokładności
pomiarów. Późniejsze badania dowiodły, że, podobnie do
diam entu, i inne ciała stałe w ykazują również spadek
ciepła właściwego, zgodny z w ym aganiam i zasady N ern­
sta. Jednakże dla innych ciał spadek ten nie jest ta k gwał­
towny, ja k dla d iam entu; dla miedzi np. ciepło właściwe
w tem peraturze — 186° spada do połowy, a w — 250° do
mniej więcej trzydziestej części w artości normalnej.

X L IX
P R Z E W O D N IC T W O C IE P L N E

Zgodnie z drugą zasadą, ciała o różnych tem p e ra tu ra c h
dążą do ich w yrównania, które może zachodzić bądź przez
przewodnictwo, bądź też przez promieniowanie cieplne.
Również i w nauce o cieple rozróżniamy, podobnie jak
w nauce o elektryczności, dobre przewodniki i izolatory.
Nie chodzi tu ta j o form alną jedynie analogię ze zjawiskami
elektrycznym i, lecz o rzeczywisty związek pom iędzy wła­
snościami elektrycznym i i cieplnymi, ja k to w ynika z fak­
tu, że wszystkie dobre przewodniki elektryczności są rów­
nież dobrym i przew odnikam i ciepła, wszystkie zaś izola­
to ry elektryczne również izolatorami cieplnymi. Jeszcze
wyraźniej związek ten ujaw nia się w prawie W iedem anna
i F ranza, które rozpatryw ać będziemy w jed n y m z n a ­
stępnych rozdziałów;1 według praw a tego w każdej te m ­
peraturze przewodnictwo elektryczne je s t proporcjonalne
do cieplnego.
Dobrym i przew odnikam i ciepła są przede wszystkim
m etale i, ta k samo ja k pod względem przew odnictw a
elektrycznego, na pierwszym miejscu stoi tu srebro. Przez
ce n ty m etr kw a d ra to w y poprzecznego p rzekroju p rę ta srebr­
nego przepływa w ciągu jednej sekundy jedna kaloria
(dokładniej 1,01 kal.), gdy spadek te m p e ra tu ry wynosi
1 stopień na c entym etr. Gdy spadek wynosi 2 stopnie
na c entym etr, przez przekrój p rę ta przepływa naturalnie
dw ukrotnie większa ilość ciepła.
Jeśli przyjm iem y, ja k to się zwykle czyni, przewodni­
ctwo srebra za 100, to przewodnictwo miedzi będzie w y ­
nosiło 93, złota 70, p la ty n y już tylko 17. Srebro przewodzi
ciepło w przybliżeniu 50 razy lepiej od najgorzej przewo­
dzących m etali (np. bizm utu), około 400 razy lepiej niż

1 P or. rozd z. 73.

192 Zasady fizyki

porcelana, okrągło 10.000 razy lepiej aniżeli w a ta i około
20.000 razy lepiej, niż powietrze.1
Na d o brym przewodnictwie cieplnym m etali opiera się
znany zapewne każdem u z własnego doświadczenia fakt,
że, zależnie od tego, czy te m p e ra tu ra powietrza jest wyż­
sza, czy też niższa od te m p e ra tu ry naszego ciała, metal
w ydaje się n a m cieplejszy lub zimniejszy niż drzewo,
pomimo iż te m p e ra tu ry obu ty ch ciał są jednakow e.
Dobrym przew odnictw em cieplnym m etali tłum aczy się
również godne uwagi zjawisko, polegające na ty m , że
siatka druciana niejako obcina płomień, do którego zo­
stała wprowadzona. Można też również zapalić gaz świetlny
n ad ta k ą siatką, przy czym płomień nie przejdzie przez
siatkę.
Izolatory zna jd u ją liczne zastosowania do celów ochrony
cieplnej. Znane je s t stosowanie słomy do ochrony drzew
od mrozu, zapełnianie popiołem przestrzeni pom iędzy po­
dw ójnym i ściankam i szaf ogniotrwałych, wstawianie ścian
korkow ych celem ochrony dom ów przed chłodam i zimo­
wymi. Szczególnie dobrą ochronę cieplną stanowi nieru­
choma w arstw a powietrza, np. powietrze zaw arte pom iędzy
podw ójnym i oknam i, łub też pom iędzy włóknami m a te ­
riałów naszych ubrań, np. w wełnie, a przede wszystkim
w futrach. N ajdoskonalszą ochronę cieplną daje oczywi­
ście próżnia. Z tego względu powszechnie znane flaszki
termosowe, służące do przechowyw ania napojów, które
przez dłuższy czas m a ją pozostawać gorące lub też zimne,
zaopatrzone są w podwójne ścianki szklane, oddzielone od
siebie przestrzenią opróżnioną z powietrza. Dla uniknięcia
s t r a t ciepła przez promieniowanie, wew nętrzne ścianki

1 C iepło w y p ły w a rów n ież za w sz e n a zew n ą trz p rzez p o w ierzch n ię
c ia ł o g rza n y ch . G d y ró żn ica te m p e r a tu r cia ła i o to c z e n ia je s t
n ie z b y t d u ża , ow o tz w . z e w n ętrz n e p rzew o d n ic tw o cie p ln e p o d ­
leg a praw u N e w to n a , k tó re orzek a , że ilo ść cie p ła , o d d a n a w je d ­
n o stc e cza su , je s t p rop o rcjo n a ln a d o ró ż n ic y tem p er a tu r .

Przewodnictwo cieplne 193

szklane flaszek term osow ych są n a d to p okryte w arstew ką
miedzi.
Pom im o że ciecze i gazy są same przez się bardzo złymi
przew odnikam i ciepła, umożliwiają one jednakże roz­
chodzenie się ciepła dzięki pow stającym z nich prądom
(przez tzw. konwekcję). Gdy jakaś ciecz, lub gaz, jak
np. powietrze, jest ogrzewany od dołu, to rozszerzające się
nagrzane jego części s ta ją się lżejsze i unoszą się ku gó­
rze, gdy n a to m ia st chłodniejsze części opuszczają się ku
dołowi, zajm ując miejsce poprzednich.
Tego rodzaju rozchodzenie się ciepła nie ma jednak
nic wspólnego z praw dziw ym przewodnictwem; wskazuje
na to wyraźnie fakt, że w postawionej ukośnie, napełnionej
wodą, rurce m ożem y przez ogrzewanie od góry doprow a­
dzić wodę do wrzenia, przy czym trz y m a n y na jej dnie
kaw ałek lodu nie topnieje.
P rą d y cieplne w wodzie z n a jd u ją ważne zastosowanie
techniczne w centralnym ogrzewaniu wodnym . Ogrzana
w oda unosi się z kotła do góry i ta m rozdziela się pomiędzy
poszczególne kaloryfery, zaopatrzone w kran y , umożli­
wiające regulację szybkości jej dopływu.1
Bardzo ciekawe zagadnienia nasuwa teorii przew odni­
c tw a cieplnego spraw a ciepła wewnętrznego ziem i. Gdy
schodzim y w głąb ziemi, te m p e ra tu ra podnosi się o jeden
stopień na każde posunięcie się o 30 do 40 m etrów w dół.
Roczne w ahania te m p e ra tu ry powierzchni ziemi przeni­
k a ją w głąb ziemi na głębokość około 20 m etrów, dzienne
zaś zaledwie na głębokość 1 do 2 m etrów.

1 G d y o g rzew a n ie cen tra ln e j e s t p a ro w e, w k o tle w y tw a r z a się
parę w o d n ą ; za p o śre d n ic tw em u k ła d u rur d o p ro w a d za się ją
n a stę p n ie do g rzejn ik ó w , w k tó r y c h z a c h o d z i sk ra p la n ie p ary
i o d d a w a n ie w sk u te k teg o ciep ła n a z ew n ą trz.
Zasady fizyki 13

L
PROMIENIOWANIE CIEPLNE

W yrów nyw anie te m p e ra tu r za pośrednictwem prom ie­
niowania cieplnego może oczywiście zachodzić tylko w ten
sposób, że ciało gorące przekształca część swej energii
cieplnej w energię fal elektrom agnetycznych i wysyła ją
w tej postaci w przestrzeń, inne zaś, chłodniejsze ciało po­
chłania pada ją c ą nań energię elektrom agnetyczną i prze­
kształca ją w ciepło, zwiększając w ten sposób swój zasób
energii cieplnej.
J u ż w X V I I stuleciu wiedziano, że w w y padku promie­
niowania cieplnego, w przeciwieństwie do przewodnictwa
cieplnego, nie musi zachodzić ogrzewanie ośrodka po­
średniczącego. Słynne było doświadczenie, polegające na
ty m , że zimą zapalano proch strzelniczy promieniami sło­
necznymi, skupionym i soczewką z lodu, k tó ra nie topiła
się przy ty m .1
Codzienne doświadczenie w ykazuje, że różne ciała nie
pochłaniają w jednakow ym stopniu padającego na nie
promieniowania. Niektóre, jak przede w szystkim sadza,
pochłaniają je prawie całkowicie, inne, np. metale, odbijają
z powrotem przew ażającą jego część. Spółczynnikiem po­
chłaniania nazyw am y liczbę, k tóra wskazuje, jaki ułam ek
padającej energii zostaje pochłonięty przez ciało. Dla ciała
zupełnie czarnego, ja k np. sadza, należy przyjąć zatem
spółczynnik pochłaniania za 1, lecz np. dla polerowanego
srebra wynosi on zaledwie 0,03, czyli srebro odbija 9 7 %
energii promienistej i pochłania tylko 3 % .
Podstaw owe prawo nauki o promieniowaniu cieplnym
podał w r. 1859 K i r c h h o f f . Praw o to orzeka, że zdolność
emisyjna jakiegoś ciała, czyli energia, promieniowana
w ciągu sekundy przez c e n ty m e tr k w adratow y jego po-
1 W d z ied zin ie b a d a n ia zja w isk p r o m ie n io w a n ia cie p ln e g o
szczeg ó ln ie d u że za słu g i p o ło ż y ł w d ru giej p o ło w ie X V I I I stu le cia
S ch eele.

czyli w zrasta nie­ zwykle szybko wraz z te m p e ra tu rą . że k a żd e cia ło w y p r o m ie n io w u je cie p ło . om aw iając żarówkę elektryczną. A zatem np.la k w y k a z a ł ju ż na p o czą tk u X I X stu le c ia P r é v o st. w ykrył po raz pierwszy S t e f a n w r. m u sim y p rzy ją ć. n a to m ia s t biała plam a z w apna na ciem nym że­ lazie — słabiej. Ilość ciepła. w jaki zdolność emisyjna ciała czarnego zależy od te m p e ra tu ry . Sposób. wynosi 3 kalorie.1 Prom ieniowanie słoneczne odgrywa oczywiście najw aż­ niejszą dla nas rolę pośród wszystkich znanych nam zja­ wisk promieniowania. 13* . W edług praw a S tefana-B oltzm anna zdol­ ność em isyjna ciała czarnego jest proporcjonalna do czwar­ tej potęgi jego temperatury bezwzględnej. Gdy rozżarzym y talerz. niż sam o w y sy ła w ty m ż e cza sie. W każdej więc tem p e ra tu rz e zdolność em isyjna jakiegoś ciała t a k się ma do zdolności emisyjnej ciała całkowicie czarnego. Na po­ wierzchni ziemi wartość ta jest o jedną trzecią mniejsza 1 . następnie B o l t z m a n n dal ścisłe uzasadnienie teoretyczne tej zależności. emitowanej w tej samej tem peraturze przez sadzę. Promieniowanie cieplne 195 wierzchni. jest proporcjonalna do spółczynnika pochła­ niania. J a k o ty m wspom niano. poza ty m zaś zależy jedynie od te m p e ra tu ry ciała. niż otaczająca blacha. że cia ło to p o ch ła n ia w p e w n y m o k r e ślo n y m c z a sie w ięcej p ro­ m ien io w a n ia . w o b e c te g o za ś n a grzan ie ja k ieg o ś ciała p rzez p r o m ien io w a n ie o zn a cza je d y n ie . zaopatrzony w r y ­ sunek czarno-biały. jak spółczynnik pochłaniania tego ciała do jed ­ ności. podwyższenie tem p e ra ­ tu ry z 1700° na 1900° C pociąga już za sobą czterokrotne zwiększenie ilości energii w yprom ieniowywanej. Dzięki prawu Kirchhoffa m ożem y zrozumieć. srebro polerowane wysyła w każdej tem peraturze tylko jedną trzydziestą energii. czemu plam a z a tra m e n tu na blaszce platynowej żarzy się silniej. o trz y m am y wówczas na tej samej za­ sadzie negatyw rysunku. przynoszona w ciągu jednej m in u ty powierzchni jednego ce n ty m etra k w a d ra ­ towego na granicy atm osfery ziemskiej przez padające prostopadle promienie słoneczne. 1879.

2 w y­ nosi w przybliżeniu 2 ergi na sekundę.1 0 33 g ra m a .5 kalorii na rok.5 1013 cm . znalezione przez W i e n a w r. 1893. że słońce wyprom ieniowuje na m inutę ilość ciepła. znając ilość wypromienio- wywanego ciepła. Praw o S tefana-B oltzm anna mówi nam jedynie o cał­ kow itym promieniowaniu. odpowiada ona jednakże jeszcze mocy około 250 bilionów koni parowych. równą 1026 kaloryj. Tlość energii.1023 koni parowych.1 możem y łatw o obliczyć na podstawie powyższej liczby. dla której promienio­ wanie jest najsilniejsze w danej tem peraturze. w ysyłana przeciętnie przez jeden gram m asy słońca. co odpowiada mocy około 5. 3 M asa sło ń ca w y n o si 2 . jest co praw da dwa m iliardy razy mniejsza od całkowitej energii. k tó ra m u si b ez w ą tp ie n ia w y n o sić w iele m ilio n ó w sto p n i. ja k a wyw ią­ zuje się. wysyłanej w ty m sam ym czasie przez słońce. . obejm ując nim również i promieniow ania niewi­ dzialne. Energia.196 Zasady fizyki w skutek pochłaniania promieniowania w atmosferze ziem­ skiej i wynosi tylko około 2 kaloryj. obliczyć te m p e ra tu rę powierzchni słoń­ ca. prawa przesunięć. Na pod­ stawie praw a Stefana możemy. Znając odległość ziemi od słońca. (W yraz barw a bierzemy tu w najszerszym zna­ czeniu. Rozwiązanie tego zagadnienia. 3 N a le ż y o d ró żn ia ć te m p e r a tu r ę p o w ierzch n io w ą sło ń ca od te m p e r a tu r y w n ętrza sło ń ca .3 wynosi ona około 6000°. o trzym yw ana przez ziemię w pew nym określonym czasie. W edług tego praw a iloczyn wspomnianej 1 O d ległość ta w y n o si o k rą g ło 1. rów ną tej. zostało przezeń sformułowane w postaci tzw. albo 1.) Fizyka postawiła sobie przede w szystkim za za­ danie wyznaczenie tej długości fali. nie bierze ono pod uwagę spo­ sobu rozkładu jego energii na różne obszary długości fal. K a ż d y gram m asy słonecznej wysyła zatem w ciągu mniej więcej 5000 la t ilość ciepła. gdy spalam y 1 gram najlepszego węgla. Bardzo w ażną rolę gra je d n a k również zagadnienie zależ­ ności rozkładu energii na poszczególne „ b a rw y “ — od te m ­ p e ra tu ry .

Znaczenie dziejowe praw a promieniowania P lancka sięga jednak daleko poza zakres nauki o cieple. Całkowite rozwiązanie dał do­ piero w roku 1900 P l a n c k . gdyż na pojęciu k w a n tu działania oparto następnie całą współczesną teorię atom ow ą. lecz w najdoskonalszych n a w e t współczesnych żarówkach wol­ framowych m arn u je się bezużytecznie przeszło 9 0 % wysy­ łanej energii. przy p a d a na obszar długości fal. jak już wyżej wspom niano. doprowadziła w swym dalszym rozwoju do pow stania pojęcia k w antów świetlnych. . Promieniowanie cieplne 197 długości fali przez te m p e ra tu rę bezwzględną ciała promie­ niującego m a w artość stałą. Planck założył. Im wyższa jest tem p e ra tu ra . nieporównanie większa jej część należy do obszaru podczerwieni. Położenie jej w widmie przesuwa się ze w zrastającą tem p e ­ ra tu r ą w kierunku od większych do mniejszych długości fal. dające dla wszelkich te m p e ra tu r całkowicie zgodny z obserwacjami doświad­ czalnymi rozkład energii promienistej. zdołał P la n ck w y ­ prowadzić prawo prom ieniow ania. wypromienio- wywanej przez ciało gorące. a zaledwie 10% stanowi światło widzialne. Ze wzrostem te m p e ra tu ry stosunek ten ulega wprawdzie poprawie. Zaledwie bardzo drobny ułamek energii. która. W ykrycie praw a przesunięć stanowiło naturalnie czę­ ściowe tylko rozwiązanie głównego zagadnienia teorii promieniowania. że zasadniczą rolę w akcie wysyłania promienio­ wania grają pewne elem entarne ilości energii. a więc w granicach widzialnego w idm a od krańca czerwonego do fiołkowego. 1 P or. równe ilo­ czynowi k w antu działania przez częstość drgań prom ie­ niowania. Za pom ocą tej hipotezy. dotyczącego zależności rozkładu energii w widmie od te m p e ra tu ry . ty m mniejsza zatem jest ta wyróżniona długość fali. 7. form ułując swą w spom nianą już wyżej genialną hipotezę1 istnienia elementarnego kwantu działania i stosując ją do zjawisk promieniowania. widzialnych dla oka ludzkiego. rozd z. Dzień.

95% cał­ kowitej ilości energii. 1769 m aszyny parowej. 1700). w ytw arzanej przez przemysł świa­ towy. posuw ając przed sobą tłok. zostaje wprow adzona pod wysokim ciśnie­ niem do cylindra.2 od wynalezienia przez W a t t a w r. 1680) i N ew co m en (o k o ło r. W sk u te k tego tłok zostaje w p ra ­ wiony w m iarowy ruch tam i z powrotem . LI MASZYNA PA R O W A Jeszcze obecnie (por. rys. w y tw a ­ rzana w kotle. jeżeli pom i­ niem y odosobnionych pionierów. 14 g ru d n ia 1900 r. . Budowa m aszyny parowej jest znana dzisiaj każdem u: para wodna. P rz y pow rotnym ruchu tłoka pa ra uchodzi czy to do chłodnicy. 62). co jest czasami korzystne ze względu na konieczność zaoszczędzenia miejsca. był zaiste dniem n aro­ dzin fizyki dwudziestego stulecia. które umożli­ wiają nam coraz doskonalszą przem ianę ciepła spalania w pracę mechaniczną. dalej P a p in {ok oło r. jak wielkie znaczenie gospo­ darcze m a każdy istotny postęp w technice cieplnej i jak wiele zawdzięcza ludzkość w ynalazkom . czy też w ydostaje się bezpośrednio w powie­ trze. okrągło licząc. o trz y m u je m y przez wyzyskanie materiałów pal­ nych i tylko 5 % przez wyzyskanie energii spadku wody. A utom atycznie działający regu­ lator doprow adza parę do cylindra na przem ian z jednej i z drugiej stro n y tłoka. gdzie zostaje skroplona. Za pomocą odpowiedniego urządzenia (tzw.198 Zasady fizyki w k tó ry m u schyłku X I X stulecia1 Planck przedstawił wywód swego praw a promieniowania cieplnego Niemiec­ kiemu Tow arzystw u Fizycznem u. Rozwój techniki cieplnej rozpoczyna się. napędu korbowodowego) 1 D ziało się to d n . Z liczb ty ch wyraźnie widać. gdzie rozpręża się i w ykonyw a w ten sposób pracę. 2 N a leża ł do n ich ju ż s ta r o ż y tn y fizy k i tec h n ik H ero z A le ­ k san d rii.

Światowa produkcja energii w r. 62. 1927.Rys. .

D robna tylko zaledwie część energii. odbiera pew ną określoną ilość ciepła z gorętszego zbiornika ciepła (z kotła) i następnie w y k o n y ­ wa pracę. ujaw nia się w postaci uzyskanej na tej drodze pracy mechanicznej. rozprężając się adiabatycznie. 1 K aloria k ilo g ra m o w a rów n a je s t ty s ią c o w i k alorii. Przebieg takiego procesu jest w gruncie rzeczy następujący. czyli tzw. to je d n a k i wów­ czas otrz y m an a praca m echaniczna m usiałaby być m niej­ sza od mechanicznego równoważnika ciepła spalania. Jeśli n a w e t założymy. . w ykonyw ające właściwą pracę. na co zużywa się pew ną ilość pracy. k tó ra zastępuje parę w ypędzoną na zewnątrz. Po dopływie nowej porcji pary. u krytej w zuży­ ty ch m ateriałach palnych. dalsze jeszcze s tr a ty ciepła zachodzą w skutek w ym iany ciepła pom iędzy gorącą p a rą a cylindrem. że w idealnej m aszynie dałoby się uniknąć wszystkich ty ch s tr a t ciepła. Pozostała w cylindrze p a ra zostaje po zamknięciu k anału wylotowego sprężona. cały proces pow tarza się ponownie. nośnik ciepła (w w ypadku m aszyny parowej zwykle p a ra wodna). w ykonyw ające pracę. zimniejszego zbiornika (chłodnicy). uchodzących przez komin. Część po­ branego ciepła zostaje oddana tem u zimniejszemu zbior­ nikowi. niezupełnego spalania. za pom ocą napędu pasowego lub też kól zębatych) na m aszyny. i wreszcie w skutek wysokiej tem pe­ ra tu r y gazów spalinowych. nagrzewania się tego powietrza. dopóki tem p e ­ ra tu r a jego nie spadnie prawie aż do poziomu te m p e ra tu ry drugiego. Ciepło spalania kilo­ gram a węgla kamiennego wynosi około 8. W y ­ nika to w nieunikniony sposób już z samej n a tu r y koło­ wego procesu cieplnego. które nie służy bezpo­ średnio do spalania.1 Znaczny jednakże ułam ek (od 20 do 30% ) tej ilości ciepła zostaje w rzeczywistości stracony w skutek promieniowania cieplnego kotła.200 Zasady fizyki ruch ten zostaje przeszlitałcony w ruch obrotow y i prze­ niesiony (np. Ciało.000 kaloryj kilo­ gram ow ych. w ten sposób doprowadza się tę parę w przybliżeniu do sta n u wyjściowego.

Stosunek pracy. oraz przez te m p e ra tu rę chłodnicy. został n a zw any ideal­ nym spółczynnikiem wydajności procesu kołowego. że stosunek obu wspom nianych wyżej ilości ciepła jest ściśle określony w idealnym pro­ cesie kołowym: w procesie takim stosunek ten zależy je­ dynie od te m p e ra tu r obydwóch zbiorników. iż równa się on róż­ nicy te m p e ra tu r obydwóch zbiorników. W a r­ tość ta. p o b ran ą z cieplejszego zbiornika. po ustaleniu obu podstaw owych zasad nauki o cieple. przez S a d i C a r n o t a już w r. Z roz­ ważań term odynam icznych wynika. 1824.1 wynosi ona np. Ta ważna zależność została w zasadzie w y k ry ta . . T e m p era tu ra kotła zależy od ciśnienia. a oddaną zimniejszemu zbiornikowi. n a to m ia st jest zupełnie niezależny od n a tu r y ciała. jak w ynika z rozważań term odynam icznych. ja k ą m ożna uzyskać za pomocą procesu kołowego w najkorzystniejszych w arunkach. oddanej ciału p r a ­ cującemu przez cieplejszy zbiornik. jest wyznaczona przez to. przedstaw ia w idealnym w y­ pad k u równowartość uzyskanej prac y m echanicznej. pod ciśnieniem 5 a tm o ­ sfer 152° C. tem p era tu ra za ś w r z e n ia — 100°. M aszyna parowa 201 W edług zasady zachowania energii różnica pomiędzy ilością ciepła. podzielonej przez te m p e ra tu rę bezwzględną zbiornika cieplejszego. Idealny spółczynnik wydajności m aszyny parowej jest więc określony przez te m p e ra tu rę kotła parowego. W tem p e ra tu rz e takiej prężność p ary wynosi 1 C iśn ien ie w k o tle o tw a r ty m r ó w n a ło b y się n a tu r a ln ie z e w ­ n ętrzn em u ciśn ien iu p o w ie tr za . w ykonyw ają- cego pracę. pod k tó ry m paruje woda w zam ­ kniętym kotle. W chłodnicy para ochładza się skutkiem w kraplania zimnej wody do te m p e ra tu ry mniej więcej 40— 50°. chociaż je­ szcze w dość niejasnej formie. do równo­ ważnika mechanicznego ilości ciepła. Dokładniejsze uzasadnienie i ściślejsze sform u­ łowanie idei Carnota stało się możliwe jednakże dopiero później.

Ulepszono urządzenia kotłów. tak. sk ła d a się z w y k le z cy lin d ra o w y so k im c iśn ien iu .2 Najważniejszym ulepszeniem byłoby oczywiście po­ większenie różnicy te m p e ra tu r kotła i chłodnicy. technicy starali się przede wszystkim zmniejszyć te s tr a ty ciepła. 1920 trudności. zrozumiemy. te m p e ra tu ra bezwzględna cieplejszego zbiornika wynosi wówczas 473°. g d y n ie m a d o str z e g a ln y c h ró żn ic ciśn ien ia p o ­ m ię d z y cia ła m i. o k tó ry c h już wspom inaliśm y w y­ żej. gdyż pociągnęłoby to za sobą w praktyce z b y t duże koszty i byłoby zatem 1 T e r m o d y n a m ic z n y proces k o ło w y je s t ty lk o w ó w c z a s o d w ra ­ c a ln y i „ id e a ln y “. cy lin d ra o śred n im i c y lin d ra o n isk im ciśn ien iu . niż gdyby ciśnienie jej spadło tylko do wartości normalnego ciśnienia powietrza. przekraczającego 10%. ogrzewając te ścianki z zewnątrz. 2 T eg o rod zaju m a sz y n a sp rzężo n a . ale na drodze dążeń tego rodzaju piętrzyły się aż do mniej więcej r. prawie nieprzezwy- ciężalne. c z y li m a sz y n a o w ie lo ­ k ro tn y m ro zp rężen iu . T ru d n o było myśleć o jakim ś znaczniejszym obniżeniu te m p e ra tu ry chłodnicy. a stąd teore­ tyczny idealny spółczynnik wydajności jest rów ny 160/473. Celem zwiększenia praktycznego spółczynnika w y d a j­ ności. gdy nato m ia st te m p e ra tu ra kotła dochodzi tylko do 150° C. Gdy tem p e ra ­ tura kotła wynosi 200°. . zmniejszono w ym ianę ciepła pom iędzy pa rą a ściankami cylindra. że para zostaje lepiej wyzyskana. otrzym ujem y różnicę tem p e ra tu r równą 160°. wywołane przez niedoskonałość urządzeń grzejących i samej m aszyny. czyli 34 % . k tórych przyczyna leży w odchyleniach od idealnego procesu kołowego. wreszcie spadek ciśnienia pomiędzy kotłem i chłodnicą uczyniono bardziej „stopniow ym “ . praktycznie biorąc. w y m ie n ia ją c y m i n a w za jem ze so b ą ciep ło .202 Zasady fizyki zaledwie od 1/10 do 1/5 atm osfery. wynosi on zaledwie 26% . dlaczego przez dłuższy czas nie m ożna było otrzym ać w m aszynach parowych spółczynnika wydajności.1 rozdzielając go na szereg cylindrów. chłodnicy zaś 40°. k tó ­ rych tłoki poruszają ten sam wal korbowy. Uwzględniając znaczne s tr a ty ciepła.

jakie mogą po­ wstaw ać dzięki n a d e r złożonej budowie m aszyny parowej. 46. . w której poddaje się wodę ciśnieniu krytycznem u 224 atmosfer. każdej tem peraturze odpowiada określona pręż­ ność. wynoszący około 20% . gdy stało się możliwe budowanie specjalnych urządzeń kotłowych. n p . o d d a w a n eg o p rzez sk ra p la n ą parę. d o w stę p n e g o n a g rzew a n ia w o d y . w k tórych bardzo wysokie ciśnienie nie było już niebezpieczne i w których m ateriały uszczel­ niające mogły w y trzym yw ać w ysoką tem peraturę. Anglik P a r s o n s i Szwed d e L a v a l w y n a ­ 1 C zyn ion e ssi jed n a k różn e p ró b y w y z y sk a n ia je sz c z e ciep ła . T urbina parowa 203 nieekonomiczne. której z każdym rokiem udawało się zwiększać moc i ilość obrotów prądnic. W 1884 r. woda przechodzi wówczas bez wrzenia bezpośrednio w parę.2 Nowoczesne m aszyny parowe o najwyższej prężności po­ siadają p r a k ty c z n y spółczynnik wydajności. rozdz. Nowoczesne instalacje stosują parę o prężności od 25 do 200 atmosfer. na wzrost zaś ciśnienia m ożna było pozwolić dopiero wówczas. Do w ytw arzania p ary o najwyższej prężności stosuje się ostatnio tzw. 2 Por. L II T U R B I N A PA ROW A Ponieważ przekształcenie ruchu wahadłowego tłoka m aszyny parowej w ruch obrotow y wału w ym aga dość skomplikowanych urządzeń. gdyż w parze nasyconej. w p ro w a d za n ej do k o tła .1 Podwyższenie te m p e ra tu ry kotła jest związane naturalnie ze w zrostem ciśnienia. tnełodę B ensona. Od roku 1925 szybko się rozpowszechniło zastosowanie pary wysokoprężnej. Dążenie to było w dużej mierze popierane przez wielki rozwój techniki prądów silnych. nasuwała się myśl w y tw a rz a ­ nia tego ruchu obrotowego bezpośrednio przez działanie pary i uniknięcia w ten sposób trudności. ogrzewając ją jednocześnie do 374°.

niż m aszyna tłokowa. wartość. 63. tak. Później udało się zmniejszyć ilość obrotów. że pa ra działa na koło łopatkowe z olbrzym im im­ petem. podobnie. . Prędkość wypływu wynosi wówczas ponad 1000 m etrów na sekundę. J u ż gdy prężność p ary wynosi zaledwie 10 atmosfer. Szczególną zaletę tu rb in y parowej stanowi to. T u rb in a parow a m ocy 60.204 Zasady fizyki leźli jednocześnie i niezależnie od siebie turbinę parową. zbliżając się do prędkości kuli arm atniej. prędkość jej wypływu osiąga niezwykle wielką Rys. w ykonyw ały one kilkaset obro­ tów na m inutę.000 kilowattów. przy czym każde z nich zużytkow uje tylko część całko­ witej energii pary. dalej zaś un ik am y w niej ta k uciążliwych w maszynie tłokowej drgań. w której pa ra dzięki swej energii wijphjwu wpraw ia w ruch łopatki kół wirujących. W dawniejszych turbinach prędkość obrotow a była jeszcze nadzwyczaj wielka. przepuszczając parę kolejno przez kilka kół łopatkowych. że zaj­ m uje ona mniej miejsca. ja k to się dzieje w t u r ­ binie wodnej. związanych z wahadłowym i rucham i różnych części.

W ażne uzupełnienie kotłów parow ych w dużych elek­ trow niach stanow ią zasobniki cieplne. jako tzw. T urbina parow a 205 Z tych powodów tu rb in y parowe znalazły szczególnie szerokie zastosowanie do napędu statków . tur- Rys. ilość obrotów na m inutę — 3.000. które w godzinach słabszego zużycia z a trz y m u ją na d m ia r pary. moc jej wynosi 60.000 kilowattów. Na rys. 63 jest przedstaw iona jedna z n a j­ większych parow ych tu rb in dzisiejszych. „zapotrzebowania szczyto­ wego“ ). lub też w razie jakichś zakłóceń biegu. jako chwi- . 64. Potężne tu rb in y parowe z n a jd u ją częste zastosowanie w sprzężeniu z prądnicam i elektrycznym i. ażeby móc go oddać z pow rotem w godzinach zwiększonego zapotrze­ bowania (dla pokrycia tzw. Instalacja zasobników Ruthsa- bogeneralory.

zam knięte ze wszystkich stron i mogące w y trzy m a ć znaczne ciśnienie. ropa lub benzyna. Przełączanie z ładowania na rozłado­ wywanie odbywa się za pom ocą a u to m a ty c z n y c h przyrzą­ dów sterujących. które uzyskały nadzw y­ czaj wielkie i wciąż jeszcze rosnące znaczenie w nowocze­ snej technice. 64 przedstaw ia dla przykładu instalację zasobników R u th sa elektrowni w C harlottenburgu. „w yładowa­ nie“ jest scharakteryzow ane przez spadek ciśnienia oraz obniżenie poziomu wody. Na tej zasadzie rozwinęły się motory spalinowe. oddając ciepło. spalają się prawie całkowicie bez pozostałości. które. przy czym para skrapla się. Rys. tak . gdyż w skutek spadku ciśnienia tworzy się znowu para nasycona. k tó ra wpływa do przewo­ dów sieci użytkow ej. Są to zbiorniki w kształcie kotłów. noszące nazwisko swego wynalazcy. W czasie takiego „ładow ania“ te m p e ra tu ra i ciśnienie w zasobniku w z rastają zatem równocześnie z poziomem wody. które reagują już na małe w ahania ci­ śnienia. Najważniejszy ty p zasobników cieplnych stanow ią dzi­ siaj zasobniki B ułhsa. ja k gaz świetlny. że s ta ją się możliwe istotne oszczędności w zużyciu m ateriałów p alnych przez utrzym yw anie równomiernego płomienia pod kotłami. M ateriał pa ln y zostaje w prowadzony bezpośrednio do cylindra w stanie gazu lub też w postaci . Do napędu motorów' spalinowych n a d a ją się n a turalnie tylko takie m ateriały palne. n a d m ia r zaś p a ry w d m u ­ chuje się do nich specjalnymi dyszami. Dzięki tem u obsługa kotłów uniezależnia się od w ahań obciążenia sieci. L III M O TO R Y S P A L IN O W E W y tw a rz a ją c ciepło spalania bezpośrednio w cylindrze pracującej m aszyny m ożna uzyskać spadek te m p e ra tu ry znacznie większy niż w maszynie parowej. Odwrotnie.206 Zasady fizyki Iową rezerwę. napełnia się je w odą do 90% ich zawartości.

gdyż tłok w ykonyw a pracę. przy czym wentyl zostaje autom atycznie za­ m knięty. w m otorach takich na każdy obrót wału przypada w ybuch i w ykonanie pewnej pracy mechanicznej. Podstaw ę rozwoju motorów spalinowych stanowiło w y­ nalezienie przez inżyniera niemieckiego O t t a w r. T e m p era tu ra w ybuchu w m aszynach spali­ . Można jednakże budować również i m o­ tory. spala się on ta m w powietrzu. W opisanym tu motorze czterotaktow ym jedynie co drugi o b ró t wału związany jest z w ybuchem i uzyskaniem użytecznej pracy. W chwili. doprow adzanym w stosownych ilościach. Na jeden pełny obieg takiego m otoru składają się cztery t a k t y . W ciągu pierw­ szego ta k tu tlok wsysa przez autom atycznie otwierający się w entyl mieszankę wybuchow ą. pracujące na dwa t a k t y . w ytw arzanej elektrom agnetycznie. 1876 tak zwanego motoru czlerolaklowego. przy czym te m p e ra tu ra ich spada. sprężając mie­ szaninę. składającą się z m a te ­ riału palnego z domieszką powietrza. W drugim takcie tłok porusza się w kierunku odw rotnym . że gaz palny wpływa do cylindra z obu końców i działa zatem na obie strony tłoka. w motorach wybuchowych. W czw artym takcie spa­ lone gazy zostają usunięte na zewnątrz przez otw iera­ jący się autom atycznie wentyl wylotowy. które wywołuje w trzecim takcie rozprężanie się bardzo gorących gazów. Można wreszcie budować też m o to ry spali­ nowe działające obustronnie w ten sposób. M otory sp a lin o w e 207 silnie rozpylonej zawiesiny. m ieszanka zostaje zapalona za po­ mocą odpowiedniego urządzenia — dzisiaj zwykle za po­ mocą iskry. k tó ­ rymi zajm iem y się przede wszystkim . z których każdy odpowiada połowie obrotu korby m otoru. Pow stające w skutek tego wysokie ciśnienie działa na ru ­ chom y tłok i w ykonyw a w ten sposób pracę mechaniczną. gdy tłok zbliża się do p u n k tu n a j­ większego sprężenia. W skutek wybuchowego spalania w ytw arza się bardzo wysokie ci­ śnienie. Po ukończeniu czwartego t a k t u zostaje osiągnięty z powrotem stan początkowy.

m u szą b y ć w y w o ła n e sztu c z n ie . n a to m ia st w m otorach Diesla płynne lub rozpylone ciało palne zostaje za pom ocą odpowiednich w tryskiw aczy wprowadzone do powietrza. gazem generatorow ym . ja k do oświetlenia. do zaledwie około połowy kilogram a. albo też tzw. ciężar jednostkow y. połączonym z motorem.2 W przeciwieństwie do m otorów gazowych i benzyno­ wych motory Diesla nie m a ją żadnego urządzenia zapala­ jącego. 3 W n a jlż e jsz y c li m o to ra ch z a le c ie m a ło ści ich cięża ru p rzeciw ­ sta w ia się n a tu ra ln ie zw ię k sz o n e z a p o tr z e b o w a n ie m a teria łu p a l­ n ego. M otory Diesla pędzi się ciężkim i olejami (są nimi części składowe ropy lub też p ro d u k ty poboczne destylacji węgla 1 G d y m otor w y b u c h o w y c h c e m y w p ra w ić w ru ch . W m otorach w ybuchow ych mie­ szankę gazową doprow adzam y do cylindra w stanie go­ tow ym do zapłonu. gdyż do ich napędu nie jest konieczny gaz ta k wysokiej jakości. w m o to r z e c z te r o ta k to w y m p ro cesy . W motorach lotniczych udało się sprowadzić tzw. czyli ciężar. m u sim y go p o c z ą tk o w o „ za k ręcić “ . dostarczanym z gazowni. p rzy p a d a ją ce n a ta k t y p ie r w sz y i d ru g i. stosujem y przede w szystkim do napędu samochodów. M otory benzynowe. odbyw a się ono jed n a k bez­ pośrednio w cylindrach.1 Najstarszy. ja k to ogólnie wiadomo. wobec tego należy chło­ dzić cylinder zim ną wodą. jednakże dzisiaj jeszcze bardzo ważny. n p . które przed sko­ kiem roboczym tłoka nagrzało się przez sprężenie do te m p e ra tu ry zapłonu ciała palnego. w y tw a rz an y m z węgla w u- rządzeniu pomocniczym. Spalanie m ateriału pędnego nie m a w nich zatem c h a ra k te ru wybuchowego. Szczególną za­ letę ty ch m otorów stanow i ich m ały ciężar. P ędzim y go albo gazem świetlnym. typ m otoru spalinowego stanowi motor gazowy.208 Zasady fizyki nowych je s t nadzwyczaj wysoka. p rzy p a d a ją c y na jednego konia parowego. . Użycie gazu generatorowego jest bardziej ekonomiczne w wiel­ kich m otorach.

1 W m aszynach chłodzących zachodzi odwrócenie takiego procesu kołowego. w k tó ry m substancja robocza przychodzi pod wysokim ciśnieniem od gorętszego zbiornika ciepła. przy czym pozostała część ciepła. zabiera ciepło zbiornikowi cieplejszemu i częściowo oddaje je zimniej­ szemu. czerpiąc ciepło. niż 2% . docho­ dzącą aż do mniej więcej 38% . is tn ie n ie od ręb n eg o g o rą ceg o zb io rn ik a ciep ła nie je s t n iezb ęd n e o ile. następnie zaś. najnowszych zaś wysokoprężnych m aszyn tłokow ych i tu rb in parowych zaledwie od 2 2 % do 20% . w ykonyw a pew ną pracę. ja k to już wi­ dzieliśmy. Maszyny chłodzące 209 kamiennego). o k reślo n e zaś jej c z ą stk i w y k o n y w a ją k a ż d y o b ieg w ła ściw ie raz ty lk o . powstające przez spalanie innych ciał. w ta k im przebiegu odw rotnym nie zy­ 1 W p rocesie k o ło w y m nie m a o c z y w iśc ie zn a czen ia . ja k to się d z ie je w m o to ra ch sp a lin o w y ch . c z y ob ieg w y k o n y w a ją za w sze te sa m e c z ą stk i su b sta n c ji ro b o czej. można w ynik tak i uzyskać za pom ocą pewnego procesu kołowego. J a k to już omówiliśmy wyżej. Zasady fizyki 14 . W ty m d ru gim w y ­ p ad k u su b sta n c ja rob o cza je s t sta le czerp an a na n o w o przed w p ro w a d zen iem jej do g o r ętsz eg o zb io rn ik a ciep ła . N a tu ­ raln ie. zostaje przemieniona w użyteczną pracę. Posiadają one wydajność p raktyczną. LIV M A SZY N Y CHŁODZĄCE W szystkie m aszyny cieplne opierają się. p r a ­ cująca pomiędzy dwoma zbiornikam i ciepła. rozprężając się. w zasadzie na tym . d o ­ p ro w a d z a m y p e r io d y cz n ie p ew n e ilo ści su b sta n c ji rob oczej b ez­ p ośred n io d o w y so k iej tem p e r a tu r y . W ydajność pierwszych maszyn W a tt a wynosiła nie więcej. c z y też są on e s ta le z a stę p o w a n e przez in n e. że substancja robocza. gdy w ydajność nowocze­ snych m otorów gazowych wynosi około 28% . W ty m sam ym czasie inna ilość substancji roboczej zostaje z kolei poddana wysokiemu ciśnieniu i doprowadzona do gorętszego zbior­ nika ciepła. przechodzącego z te m p e ra tu ry wyższej na niższą.

Roztw ór solny. . Gdy ciało robocze oddało już w ten sposób ciepło zbior­ nikowi o wyższej tem peraturze. rozpoczynając nowy obieg. opływanego przez zim ną wodę — tzw. ciepło to jednak zostaje ponownie pochłonięte przez parownię. jakie przenika do dobrze n a w e t izolo­ w anych chłodni. te m p e ra tu ra kondensacji. J a k o ciało robocze w m aszynach chłodzących stosuje się najczęściej am oniak.210 Zasady fizyki skujem y zatem pracy. skroplony gaz przechodzi w dalszym ciągu do parowni. — k tó ry odbiera mu ciepło sprężenia do tego stopnia. W ten sposób m ożem y od­ prow adzać ciepło. kondensatora. pozostaje jednak zawsze wyższa od p u n k tu wrzenia ciała roboczego pod ciśnieniem norm alnym . n a to m ia s t konieczne jest zużycie pewnej pracy. u trz y m u ją c w nich stale pewną niską te m ­ peraturę. przechodząc przez m iej­ sca. N astępnie silnie sprę­ żony gaz zostaje przeprow adzony do zbiornika. iż gaz ulega naw et skropleniu. T u ta j p a ru je on pod zmniejszonym ciśnieniem. gdyż wysokiemu ciśnieniu odpowiada również wysoka. przy czym naturalnie nagrzewa się. Gaz z parowni zostaje z pow rotem wessany przez k o m pre­ sor. czasem zaś dw utlenek węgla lub kwas siarkowy. uzyskuje on w ten sposób dużą prężność. T e m p era tu ra roztworu solnego opada p rzy ty m znacznie poniżej zera. które m a chłodzić. pobierając zużywane przy ty m ciepło od tru d n o za m a rz a ją ­ cego roztworu. zachodzącym w parowni. k tó ry pod norm alnym ciśnieniem wrze w tem peraturze — 33°. pobiera oczy­ wiście znowu pewne ilości ciepła. w da n y m w y p a d k u kon­ densatorowi. t a k zwanego roztworu solnego. k tó ry w ten sposób ochładza się dzięki procesom. ab y zmusić substancję roboczą do pobrania ciepła ze zbiornika zimnego i oddania go zbiornikowi „gorącem u“ . W ta k zwanych maszynach kompre- syjnych gaz zostaje wessany i zgęszczony przez odpowiedni kompresor. leżąca pon a d norm alną. m ożem y również w yzyskać zimny roztw ór solny do w ytw arzania lodu. k tó r y otacza parownię.

albo Leż w ogóle energii takiej nie potrzebują. parow nik stygnie. w zakładach przemysłowych. Moż­ na przypuszczać. zużywając ciepło. mogą one pracow ać bez doglądania. skrapla się on. z n ajdującym się w obszarze. czy też te m p e ra tu rę osiąganą. zostaje z niej w ypędzony przez ogrzewa­ nie. jarzyn. bądź ze spalania gazu lub oleju. że o ile chodzi o zastosowania chłodni w niewielkich gospodarstwach domowych i w rzemiośle. dalej u trzym yw anie w stanie świeżym poży­ wienia (mięsa. wobec tego prężność p a ry nad wodą maleje. przy czym p a ra am oniaku zostaje ponownie wchłonięta przez wodę w parow niku. nasycona amoniakiem gazowym. Gaz. zaabsorbo­ w any przez wodę. przyszłość należy do chłodni absorpcyjnych. a o- statnio również i tzw. Ciepło parow ania am oniaku zostaje przy ty m pobrane z przestrzeni chłodzonej. 14* . które zużywają m inim alne tylko ilości energii mechaniczno-motorycznej. m ieszkaniach oraz lokalach publicznych. Gdy z aw arty w wodzie gaz zostanie już z niej usunięty. „ parow nika“ . k tó ry chcemy oziębić. W m aszy­ nach tych sprężanie jest zastąpione przez ogrzewanie stosownego zbiornika. że nie posiadają one żadnych części. Gdy zao p atrz y m y je w stosowne wyłączniki. a przede w szystkim regulacja te m p e ra tu ry w w ytw órniach prze­ mysłowych. regulujące czas działania. przechodząc przez chłodnicę. ryb. w k tó ry m znajduje się woda. Takie chłodnice absorpcyjne m a ją tę dużą przewagę nad kom presyjnym i. co pociąga za sobą z kolei parowanie skroplonego am oniaku w przestrzeni chłodzonej. bądź wreszcie. otrzym yw ane bądź na koszt energii elektrycznej. Do najważniejszych zastosowań przem ysłow ych te c h ­ niki chłodniczej należy w ytw arzanie sztucznego lodu. mleka. po­ ruszanych mechanicznie. Maszyny chłodzące 211 Obok m aszyn kom presyjnych coraz większe znaczenie uzyskuje inny typ m aszyn chłodniczych. owoców). niżej położonym zbiorniku. „suchego lodu“ (mianowicie zestalo­ nego dw utlenku węgla. k tó ry w yparow uje bez pozostaw ia­ nia wilgoci). i zbiera się w drugim . na koszt resztek cieplnych m otorów.

iż m ateria składa się z m aleń­ kich cząstek. gdy w roku 1808 D a l t o n powiązał ją z w y k ry ty m i przez siebie pod­ stawowym i praw am i chemii. chociaż przeważnie odosobnionych. 1 S to s u je m y tu w y r a ż en ie „rod zaje su b sta n c y j z a s a d n ic z y c h “ z a m ia st po p ro stu „ su b sta n cje z a sa d n ic z e “ ze w z g lęd u na w y k r y ty w w iek u X X fa k t istn ie n ia iz o to p ó w .C Z Ę S C C Z W A R T A M A T E R I A LV A T O M ISTY C ZN A B U D O W A M A T E R II Na długo jeszcze przed pow staniem fizyki naukowej n a p o ty k a m y już pogląd. 63. założeniom: 1) istnieje tyleż rodzajów atomów. D alton stał się tw órcą naukowej atom istyki dzięki trzem następującym . Do nauki ścisłej wprowadzona została idea atom istyczna dopiero wówczas.1 2) a to m y każdego rodzaju są scharakteryzow ane przez swój zupełnie okre­ ślony niezm ienny ciężar. . poczynionym przez siebie. J u ż około roku 400 przed Chrystusem filozof grecki D e m o k r y t rozwinął szerzej te w yobrażenia i nazwał te najm niejsze cząstki składowe m aterii atomami. Zrodzona na gruncie filozofii greckiej idea atom istyczna przetrw ała przez długie stulecia i była p o dtrzym yw ana przez coraz to nowych. ro zd z. które same są już dalej niepodzielne. 3) zw iązki chemiczne są połą­ czeniami atomów różnego rodzaju w ta k zwane cząsteczki (molekuły). Por. swych zwolenników. Jed n ak ż e aż do początku X I X wieku pozostała ona tylko hipotezą spekulacyjną. przy czym w żaden sposób nie m ożem y stwierdzić bezpośre­ dnio istnienia tych cząstek wobec ich małości. ile m a m y rodzajów za­ sadniczych subslancyj chem icznych.

Dokładniejsza analiza w ykazuje. że cynober. 11. znany czerwony b a rw ­ nik. m ożem y go rozłożyć na te dwa składniki lub też odwrotnie utworzyć go z nich syntetycznie. Odwrotnie. lub z 80 gr brom u. O ile cząsteczka cynobru składa się z jednego atom u rtęci i jednego atom u siarki.1 które ro zp a trz y m y jako inny przykład. G dybyśm y n a to m ia s t wzięli mniej. Jeżeli słuszne jest zało­ żenie. stanowi połączenie rtęci z siarką. jodu. Teoria D altona daje również uzasadnienie w ykrytych przez Daltona praw chemicznych: praw a sto­ sunków stałych i praw a stosunków wielokrotnych. niż 16 części siarki — pozostałby pewien n a d m ia r rtęci. że 1 Z w iązkach w odoru z p ie r w ia stk a m i. dlaczego pewne określone substancje che­ miczne (tak zwane substancje zasadnicze albo pierwiastki) w przeciwieństwie do wszystkich innych substancyj nie mogą być rozłożone dalej za pomocą żadnych czynności chemicznych. W iem y np. gdy do syntezy cynobru na 100 części wagowych rtęci użyjem y więcej niż 16 części w a ­ gowych siarki. czy też fluoru.. pozostaje niezwiązany na d m ia r siarki. łączy się jeden gram wodoru z 3 5 % gr chloru. Staje się przede wszystkim zrozumiałe. 2 U z a sa d n ien ie słu sz n o ści te g o za ło że n ia z n a jd z ie m y w roz­ d ziale 71.ua budowa materii *213 Te założenia B altona istotnie w yjaśniają naty c h m ia st podstawowe f a k ty chemiczne. ja k 100 do 16. lub wreszcie z 19 gr fluoru. . powyższe fak ty doświadczalne d ają się w zupełności w y­ tłum aczyć przez założenie. Atomistycz. (U w .). W edług pierwszego z tych praw wszystkie połączenia chemiczne zachodzą w zupełnie określonych stosunkach wagowych. lub ze 127 gr jodu. że w cząsteczkach tych związków zawsze jeden atom wodoru łączy się z jednym atom em chloru. W tzw. n a le ż ą c y m i d o g ru p y ch lorow ców .2 wówczas m usim y stą d wywnioskować. bromu. związkach wodorowo-halogenowych. że ciężary atom ow e rtęci i siarki m ają się do siebie. że na 100 części wagowych rtęci przy p a d a zawsze 16 części wago­ wych siarki.

że w w ypadkach. jodu i fluoru po prostu liczbami 35% . lecz kilka różnych związków. że a to m y dwu różnych pierwiastków mogą się łączyć ze sobą w rozm aitych kom binacjach. k tó rą przy jm u je m y za jednostkę. gdyż właściwie w chemii chodzi nam tylko o względne ciężary atomowe. inaczej mówiąc. Możemy postąpić w ten sposób. lecz również i prawo stosunków wielokrotnych. W chemii współczesnej ciężary atom owe określam y nie w stosunku do wodoru. Hipoteza D altona w yjaśnia nam n a ty c h m ia s t nie tylko prawo stosunków stałych. a więc dokładnie podwójna ilość. Prawo stosunków wielokrotnych uczy nas zatem. Z nam y pięć związków azotu z tlenem. Gdy więc za jednostkę ciężaru atomowego przyjm iem y ciężar a to m u wodoru. nie jeden tylko. P rzy to c z y m y inny przykład: z nam y dwa różne związki wodoru z tlenem. atom jodu — 127 razy cięższy i wreszcie atom fluoru 19 razy cięższy. Ciężar atom ow y wodoru nie równa się już wówczas dokładnie jedności. ja k niewielkie liczby całkowite. gdy pomyślimy. Uzasadnienie tego praw a o trz y m u je m y n a ty c h m ia st. azot. m a ją się do siebie ja k 1:2 :3 :4 :5 . w sposób czysto form alny p rzy jm u je m y ciężar a tom ow y tlenu za dokładnie rów ny 16. lecz do szesnastej części ciężaru a to m u tlenu. 80. 127 i 19. Praw o to dotyczy w ypadku. n a to m ia st w dw utlenku wodoru 16 części. atom bromu — 80 razy cięższy. gram am i azotu. ilości te m a ją się do siebie. które w tych pięciu w ypadkach łączą się ze stu np. gdy pewna ilość jednego pierwiastka łą­ czyć się może z różnymi ilościami drugiego pierwiastka. np. niż atom wodoru. przy czym ciężary ilości tlenu. mianowicie wodę i dw utlenek wodoru. . ciężary bezwzględne nie odgryw ają n a to m ia st żadnej roli w chemii praktycznej.214 Zasady fizyki a tom chloru jest 35 y2 raza cięższy. Na jed n ą część wagową wodoru p rzypada w wodzie 8 części tlenu. z tlenem. możem y wyrazić ciążary atomowe chloru. daje z innym pierwiastkiem. brom u. np. gdy pewien okre­ ślony pierwiastek.

odkrycie F a r a d a y ’a znalazło proste wyjaśnienie. elektro­ liza. przepuszczam y p rąd elektryczny przez kwas solny. tzw. gdy fizyka oprócz istnienia atom ów m aterii przyjęła istnienie również i atom ów elektryczności. Obserwacje n a d przepływem p rąd u elektrycznego przez ciecze w ykazały już od daw na. ta k . zakładając. że w każdej cieczy. mówiąc inaczej. . zwane jonam i. anodzie. J e s t to najm niejszy ciężar atom owy. że nie byłoby rzeczywiście możliwe przecho­ dzenie p rądu przez ciecz bez jednoczesnego wydzielania pewnych produktów rozkładu. wydziela się chlor. J u ż na początku X I X stulecia tłum aczono sobie zja­ wisko elektrolizy.0078. że cząsteczki ciała roz­ puszczonego rozpadają się w roztworze na dwie części składowe. mianowicie wynosi 1. przez k tó rą płynie prąd. Atomistyczna budowa elektryczności 215 lecz jest nieco większy. katodzie — wodór. przy czym jony dodatnie dążą ku katodzie. jony zaś ujem ne — ku anodzie. N a j­ cięższy ze znanych atom ów jest atom uranu. na tzw. wówczas w m iej­ scu wchodzenia p rąd u w głąb cieczy. czyli. ciężar a to ­ mowy tego pierw iastka wynosi 238. 1833 uzupełnienie o niezwykle wiel­ kim dla fizyki znaczeniu w w y k ry ty c h przez F a r a d a y ’a podstawowych prawach elektrochemii. które niosą ładunki elektryczne znaków przeciwnych. Odkrycie D altona zo­ stało zadowalająco wytłum aczone za pom ocą hipotezy ato- mistycznej budow y m aterii. Gdy np. w miejscu zaś wychodzenia p rądu — na tzw. atom wodoru jest najlżejszy z wszystkich atomów. LVI A TO M ISTY C ZN A BU D O W A E L E K T R Y C Z N O Ś C I Odkrycie przez D altona podstaw owych prawidłowości chemii znalazło w r. Przewodzenie elektryczności w cieczach polegałoby więc według tych w yobrażeń na przenoszeniu naładow anych elektrycznością atom ów.1. czyli w odny roztwór chlorowodoru. zachodzi rozkład chemiczny.

N a to m ia s t n p . przenoszony przez nie podczas przepływu prądu. P ie r w ia ste k n a z y w a m y je d n o w a r to śc io w y m w ó w cz a s. że ilość pewnej określonej substancji.216 Zasady fizyki F a ra d a y znalazł przede wszystkim . czy też inny? F a ra d a y znalazł. że wszystkie jony wodorowe posiadają jednakow y ładunek elektryczny. zależy jedynie i wyłącznie od ilości elek­ tryczności. co atom wo­ doru.1 Musimy zatem przyjąć. Gdy np. prąd o je d n a ­ kowym natężeniu wydziela w tym sam ym czasie tyleż a to ­ mów srebra. a z o tu za ś — z trzem a a to m a m i w o d o ru (w oda i a m o n ia k ). jaka w ciągu tego czasu przepłynęła przez ciecz przewodzącą. iż istotnie pewna określona ilość elektryczności stanowi stałą uniwersalną. g d y jed en je g o a to m łą c z y się z je d n y m ty lk o a to m e m w o d o ru . że ciężary ilości wodoru i srebra. czy ten nabój elektryczny jest wielkością c h a ra k te ry z u ją c ą tylko wodór. inaczej mówiąc. a mianowicie jest proporcjonalna do tego elektrycznego ładunku. wydzielona elektrolitycznie w okre­ ślonym czasie. srebro. że d w u w a r to śc io w y a to m n iesie z so b ą d w a ła ­ du n k i e lem en ta rn e. tr z y k r o tn ie za ś m n iejszą lic z b ę a to m ó w p ierw ia stk a tr ó jw a r to śc io w eg o . czy też posiada on znaczenie ogólniejsze? Jeśli z am iast wodoru wydziela się np. czy wówczas zjonizowany atom srebra posiada ten sam ładunek elektryczny. jak ich ciężary atom owe. M u sim y stą d w y ­ cią g n ą ć w n io sek . niezależną od c h a ra k terystycznych własności wodoru czy też srebra. m ają się do siebie tak. P o d c z a s e le k tr o liz y ta sam a ilo ść e le k ­ tr y c z n o ś c i w y d z ie la liczb ę a to m ó w p ie r w ia stk a d w u w a r to ścio w e g o d w u k ro tn ie m n iejszą . a z o t za ś tr ó jw a r to śc io w y . Nasuwa się od razu pytanie. tlen je s t d w u w a r to śc io w y . Ilość ta nazwana została elementarnym kwantem elektrycz­ 1 W w y p a d k u srebra n a p o ty k a m y co praw da z a le ż n o śc i s t o ­ su n k o w o p roste. weźm iemy pod uwagę w y ­ dzielanie elektrolityczne wodoru. co wodoru. . n iż a to m ó w srebra. tr ó jw a r to śc io w y z a ś trzy. w ynik powyższy można w ytłum aczyć tylko przez założenie. wydzielonych w ciągu tego samego czasu przez prąd o ty m sam ym natężeniu. g d y ż ch o d zi tu ta j o p ierw ia ste k je d n o w a r to śc io w y . g d y ż a to m tlen u łą c z y się z d w o m a .

fizycy bardzo energicznie zajęli się spraw ą wy­ znaczenia istotnej wielkości elem entarnego k w antu elek­ tryczności. n ie sio n y p rzez ch m u rę. o tr z y m a n o w p rzy b liżen iu w a r to ść ła d u n k u elem en ta rn eg o . Szczególne zainteresowanie budziły oczywiście możliwości bezpośredniego wyznaczenia tego elem entar­ nego ładunku nie w ym agające opierania się na w yobraże­ niach o atom istycznej budowie m aterii. Metoda Millikana (analogiczną m etodę obmyśli! zresztą na krótko przedtem również i E h r e n h a f t ) opiera się na zasadzie stosunkowo prostej. po zn a le z ie n iu c a łk o w ite g o cięża ru c h m u r y . umieszczone w polu elek­ trycznym . tw o rzo n y ch w w a ru n k a ch la b o r a to r y jn y c h . J u ż w ostatnich latach X I X stulecia udało się na tej drodze wyznaczyć w przybliżeniu ładunek elem entarny.ua budowa elektryczności 217 ności. 1910 fizyk a m e ry k a ń ­ ski M i l l i k a n . k tóra ciągnie cząstkę ku górze. W y o b ra ź m y sobie słabo n a ­ ładow ane cząstki m aterialne. wówczas będziemy mogli całymi godzinami obserwować przez m ikroskop ruchy jednej takiej cząstki ku górze i ku dołowi. k tóra pędzi ją ku dołowi. Jeżeli wartość siły elektrycznej dobierzem y w ten sposób. skierowanym ku górze. gdyż w skutek 1 N ie n a le ż y n a tu ra ln ie m iesza ć teg o o k reślen ia z elem e n ta r n y m k w a n tem d zia ła n ia ! 2 W p om iarach ty c h k o rz y sta n o z w o ln o o p a d a ją c y c h m a ły ch ch m u rek m g ły .2 Najdoskonalszą me­ todę jego pom iaru opracował około r.1 m usim y uważać ją niejako za atom elek­ tryczności. i siły ciężkości. n a stę p n ie m o żn a b y ło w y z n a c z y ć c a łk o ­ w ity ła d u n ek e le k tr y c z n y . Atoinistyc7. W y sta rcz y w ty m celu włączanie i wyłączanie w stosownych chwilach pola elektrycznego. Gdy tylko stwierdzone zostało istnienie atom ów elek­ tryczności. D z ie lą c ten ła d u n ek przez ilo ść k rop el. . M ożna b y ło n ap rzód ok reślić w ielk o ść i cięża r p o jed y n c z e j k rop li tak iej m g ły . że będzie ona bardzo nieznacznie tylko przewyższać ciężar cząstki. a z a tem . podlegają one wówczas jednoczesnemu działaniu dwóch przeciwnie skierowanych sił: siły elektrycznej. o b li­ c z y ć liczb ę kropel.

je s t n a tu r a ln ie rów n ież w y n ik ie m m a ło ści c z ą ste k . E le m e n ta rn y k w a n t 1 D u ż y opór. 2 P o ję c ie n a tę ż e n ia p o la e le k tr y c z n e g o w p ro w a d z o n e zo sta ło w rozdr. sp o w o d o w a n y p rzez ta rcie p o w ietrza . wykazały. kropelki uzyskiwały zawsze pewien słaby dodatni ładunek elektryczny. stojąc na gruncie hipotezy atom istycznej budow y elektryczności. Ł a d u n e k . Po m ia ry Millikana. jak niewielkie liczby całkowite. p r a k ty c z n ie biorąc.10'10 jednostek elektrostatycznych. a zatem i ciężar m ałych kulistych cząstek. przy czym. przeprowadzone na wielu tysiącach pojedynczych kropelek. w sk u te k te g o sp a d a n ie z a ­ ch o d zi. J u ż od połowy X I X stulecia fizykom znana była pewna zależność. najm niejsze zaobserwowane ła­ dunki elektryczne m a ją się do siebie. b ez p r z y śp ie sz e n ia .1 Millikan stosował maleńkie kropelki oleju o śred­ nicy rzędu tysiącznych m ilim etra.218 Zasady fizyki dużego oporu powietrza ruchy te będą nadzwyczaj po­ wolne. ze sta łą p ręd k o ścią . 22. . nastę p u jąc y co do swej wielkości bez­ pośrednio po najm niejszym . Najm niejszym zaobserwow anym ładunkiem . W doświadczeniach Mil- likana m ożna było zmierzyć bezpośrednio natężenie pola elektrycznego. okazała się ilość elektryczności. ja k nale­ żało oczekiwać. w yrażającej się iloczynem ładunku przez natężenie pola. skutkiem związanego z ty m tarcia. trzeci co do wielkości — trz y k ro tn ie większy itd. że możliwy błąd nie może prze­ kraczać jednej tysiącznej tej wartości. otrzym yw ano je przez rozpylanie oleju. m ożna było wyznaczyć stąd ładunki pojedynczych kropelek oleju. pozwalająca obliczyć średnicę. Została ona wyznaczona z ta k ą dokładnością. że istotnie.774. gdy z nam y prędkość ich swobodnego spadku w powietrzu. równa 4.2 ponieważ zaś ciężar zawieszonej nierucho­ mo w powietrzu cząstki musi być równy działającej na nią sile elektrycznej. który nale­ żało zatem utożsam ić z elem entarnym k w a n te m elek­ tryczności. okazał się dokładnie dw u­ krotnie większy od najmniejszego.

. k tó ry około r.01044 m iligrama wodoru musi zawierać 6. o trz y m a m y d o k ładny ciężar pojedynczego alomu wodoru. Wynosi on (gdy przejdziemy od miligramów do gramów) 1. pierwsza nazwa została jej n a d a n a ku uczczeniu włoskiego chemika.1018 ład u n k o m elem entarnym . nadaw ane kuleczkom z rdzenia bzowego przez dotknięcie ich p o ta r tą laseczką. a więc 1.1023. więc 0.1018 atom ów. iż wartość ta odpowiada 6. Jeżeli podzielimy pierw­ szą z tych liczb przez drugą. J a k już poprzednio widzieli­ śmy. na podstawie wyżej powiedzianego. ładunki. podaw ane w t a ­ blicach chemicznych. w yrażony w m iligramach. przez ciężar jednego a to m u wodoru. Gdy podzielimy tak zwany ciężar atom ow y wodoru.01044 miligrama wodoru. wynoszą już m iliardy elem entarnych kwantów elektryczności. Liczbę tę nazyw am y liczbą A v o g a d r y .285. równa 6.01044 mlgr wodoru.1 prądowi jednego am pera odpowiada przepływ w ciągu jednej sekundy 3. tyle więc ładunków elem entarnych p rzypada na 0. lub też liczbą L o s c ł i m i d t a . ab y znaleźć bezwzględne ciężary atom ów rozm aitych pierwiastków. 1820 rozwinął 1 Por.000 milionów jednostek elektrostatycz­ nych ład u n k u . rozd z. o trz y ­ m am y ważną stałą uniwersalną. W artość liczby tej oka­ zuje się. że podczas elektrolizy p rąd o na­ tężeniu jednego am pera wydziela w ciągu jednej sekundy 0.06.0078. przez k tó rą należy dzielić „ciężary a tom ow e“ . Bezwzględne ciężary atomów 219 elektryczności jest więc ładunkiem bardzo m ałym . a mianowicie liczbę.10'24 gram a.662. LV II B E Z W Z G L Ę D N E C IĘ Ż A R Y ATOMÓW J u ż F a r a d a y ustalił. Ponieważ ładunek elem entarny stanowi ładunek jednego atom u wodoru. Z pom iarów Millikana w ynika.285. 18.

że p od a n a na p o c zą tk u teg o ro zd zia łu w a r to ść tak zw a n ej sta łej F a r a d a y ’a m o że b y ć w y z n a ­ czon a ze z n a czn ie je sz c z e w ięk szą d o k ła d n o śc ią . J a k w ynika z wartości liczby L oschm idta. lecz wieloma niezależnymi od siebie m etodam i.3 Można by naw et powiedzieć. k tó ry w roku 1865 pierwszy w yzna­ czył w przybliżeniu bezwzględną wielkość a to m u .2 kładąc przez to po raz pierwszy kres spekulacjom na t e m a t m a ­ łości atomów. pokryłyby ją równom ierną w arstw ą grubości około 100 m etrów. zaw artych w zwykłej szklance. jakie podaje fizyka współczesna. 71. L V III P R O M IE N I E K A T O D O W E Prawie aż do końca X I X stulecia najlżejszy ze w szyst­ kich atom ów. 2 Por. uważano jednocześnie za 1 Por. Ale przecież fizyka współczesna mogła w y­ znaczyć ciężar atom ów nie jed n ą tylko. Najdrobniejsze ziarenko pyłku. praw dopodobnie możliwy błąd i tu nie przekracza jednej tysiącznej podanej wartości. w grani­ cach możliwych niewielkich błędów. że dzisiaj nauka z na wartość m asy atom u znacznie dokład­ niej i ze znacznie większym stopniem pewności. . W artości m asy atom u wodoru oraz stałej Loschm idta. zaledwie widzialne gołym okiem. wówczas a to m y te. rozdz.1 druga — na p am iątkę fizyka austriackiego. 72. dały te same wartości. rozdz. do wielkości ziarnka grochu. zawiera liczbę atom ów większą od liczby w szyst­ kich ludzi żyjących. G dybyśm y mogli powiększyć każdy z atom ów powietrza. niż wartość m asy ziemi.220 Zasady fizyk i dalej teorię atom istyczną B a lto n a . rozsypane na powierzchni całej E u ro p y . są nadzwyczaj dokładne. cilom wodoru. już w n a j­ m niejszych dostrzegalnych przedm iotach codziennego u ż y t­ ku zawarte są niewyobrażalnie wielkie liczby atomów. 3 M ożna to sob ie w y ja śn ić ty m . i wszystkie one.

k tó r y je w y d o sk o n a lił. stało się to pierw­ szorzędną sensacją naukow ą. Przypuszczenie Lorentza po­ parte było na razie omówionym w jednym z dalszych roz­ działów zjawiskiem Zeemana (rozszczepienie m agnetyczne prążków widmowych). cząstek stało się jednak zupełnie pewne dzięki bliższemu zbadaniu własności prom ieni k a ­ todowych. istnienie tych najm niejszych. Gdy więc L o r e n t z w r. Promienie te mogą również wywoływać znaczne działanie cieplne. n a to m ia st pojaw iają się tzw. rzucają ostry cień na świecącą jasnozieloną barw ą ściankę szklaną.1 można zauważyć. niosącej ujem ny ładunek elem entarny i około dwu tysięcy razy lżejszy od ato m u wodoru. gdy wywołam y wy­ ładowania elektryczne w silnie rozrzedzonych gazach. fluorescencję) ścianki szklanej. następnie zaś badali je przede wszystkim 1 R u rk i ta k ie z o sta ły n a z w a n e ru rk am i G eisslera. Promienie katodow e zostały w y k ry te przez P l i i c k e r a około r. Gdy stopień rozrzedzenia jest ta k duży. Przeszkody. promienie katodowe. mogą ją one do­ prowadzić do jasnego żarzenia. 1896 obwieścił o istnieniu cząstki m aterialnej. wówczas zanika poświata katodow a. miejsce wyjścia n a to m ia s t niebieską „poświatą k a to d o w ą “ . zorzą dodatnią. że ru rk a zawiera zaledwie koło jednej milionowej części swej normalnej ilości powietrza. która w m iarę zwiększania próżni odryw a się od k a to d y i rozsze­ rza się coraz bardziej na koszt zorzy dodatniej. Gdy elektryczność przechodzi przez rurkę szklaną. staw iane na drodze promieni k a to d o ­ wych. że miejsce wejścia p rądu jest oto­ czone czerwonawym świeceniem. przesu­ wając się jednocześnie ku anodzie. . przeciwległej k a to ­ dzie. gdy skupim y je na blaszce pla­ tynowej. 1860. Promienie katodowe 221 najm niejszą z istniejących w ogóle cząstkę materii. wywołujące zielone świecenie (tzw. Promienie katodow e pojaw iają się. ujem ­ nie naładow anych. tzw. wprowadzonej do w nętrza rurki. ja k to już znalazł F a ra d a y . na cześć b a d a cza . w której powietrze zostało rozrzedzone.

P o ­ siadając bowiem masę. 1 P or. m uszą one n a turalnie doznawać od­ chylenia w polu elektrycznym . J e d n ą z nich jest prędkość. z kulą karabinow ą. jeśli ruch ten jest bardzo szybki. Promienie katodow e ulegają również odchyleniu i w polu elektrycznym . że promienie te składają się z szybko biegnących. 23. które posiadają również pewną masę. by m agne­ tyczne linie sil były prostopadle do kierunku biegu pro­ mieni. że opisują one wówczas to ry tego samego kształtu. po­ dobnie. zostają one tam wygięte w kształcie łuku paraboli.222 Zasady fizyk i H i t t o r f i C r o o k e s . 18 w z m ia n k ę o p rą d a ch k o n w e k c y jn y c h . m ożna było również łatw o wywnioskować z kierunku zaobser­ wowanego odchylenia. ja k to się dzieje np. Jeżeli cząstki są n ała­ dowane elektrycznie. Mierząc odchylenia wiązki promieni katodow ych w polu elektrycznym i m agnetycznym . zostają odchylone w polu m agnetycz­ n y m . gdy nie są poddane żadnym dostrzegalnym wpływom ze­ w nętrznym . o trz y m u je m y dwie zależ­ ności. naładow anych elektrycz­ nie cząstek. cząstki katodow e m uszą. to znaczy. jak zresztą i każde inne ciało. . poruszać się po liniach prostych. Gdy do wiązki promieni katodow ych zbliżymy m agnes w ten sposób. rozdz. jako prąd. wówczas siła ciężkości nie wywiera n a ń dostrzegalnego wpływu. na k tó ry działa siła przyciągania ziemi. Pod sam k o n ie c X IX stulecia fizycy doszli do wniosku. wówczas wychodząca z k a to d y ich wiązka zostaje zakrzywiona w ksz ta łt łuku kola. w rozd z. skądinąd jednakże w skutek swego ruchu stanow ią one rodzaj p rądu elektrycz­ nego1 i. c h a ra k ­ teryzujące promienie katodow e. H itio rf w ykrył już również odchy­ lanie magnetyczne tych promieni. że cząstki w promieniach k a to d o ­ wych są naładow ane ujem nie. że własności promieni katodow ych d ają się w ytłum aczyć w sposób bardzo prosty przez założenie. w ystrzelo­ n ą do n iezbyt oddalonego celu. co rzucony poziomo kamień. z któ ry c h m ożna w yznaczyć dwie wielkości.2 Opierając się na powyższych założeniach. 2 P or.

Prom ie­ nie. przew yższającą około dwóch t y ­ sięcy razy stosunek elem entarnego ła d u n k u do m asy atom u wodoru. poczynając od końca X I X stulecia. stosowane na przełomie wieków do rurek katodow ych. 1897 J. W yznaczenie tych wielkości powiodło się po raz pierwszy w r. U jem ne cząstki m aterii. w praw io­ ne w jej (ściankę. J . czyli około jednej piątej prędkości światła.O. bardziej dokładne. drugą — stosunek ich ładunku do masy. Gdy napięcie wynosi 10. k tórych m asa jest tylekroć mniejsza od m asy najlżejszego atom u. Masa elektronu wynosi. Jeżeli przyjm iem y. że ładunek cząstki katodowej jest dokładnie równy jed­ nem u ładunkow i elem entarnem u. zostały. T h o m s o n o w i i K a u f m a n n o - wi. że m asa tej cząstki jest około dwóch tysięcy razy mniejsza od m asy atom u wodoru.000 kilometrów na sekundę.tueznego rozbijania atom ów . udało się dojść około r. . odpowiadająco takim napięciom. przebiegają ono wówczas w zwykłym powietrzu drogi długości w idu m etrów. Późniejsze. przez stopniowe przezwyciężanie dużych trudności technicznych. zgodnie z powie­ dzianym wyżej 8. 1925 do kilkimet tysięcy woltów i wreszcie. w ahały się od kilkuset woltów do kilkudziesięciu tysięcy woltów. m ogą przenikać i na zewnątrz rurki przez cienkie okienko aluminiowe. w ynika stą d n a ty c h ­ m iast. Co się tyczy stosunku ład u n k u do m asy.000 woltów. powszechnie nazwane elektronami. HK. prędkość jest równa około 60. Mogą one w y ­ wierać nadzwyczaj mino działania biologiczne i odgryw ają ważną rolę w próbach H/. pom iary dały na stosunek ty ch dwóch m as w a r­ tość 1838. poczynając od r. Prędkość okazała się niezwykle wielka i zależna od napięcia na rurce.10'28 gramów. Później. a więc od ilości woltów (jest ona propor­ cjonalna do pierw iastka kw adratow ego z ilości woltów). do kilku milionów woltów. otrzym ano doświadczalnie wartość. Napięcia elektryczne. Promienie katodowe 223 z ja k ą biegną cząstki. ja k to się od razu nasuwa.99.

Curie- S k ło d o w sk iej d op iero z n a cz n ie p ó źn iej (r. p a trz r o zd zia ł 75. 1898. 1 O ty m . wów­ czas jeszcze nieznanego. udało się im istotnie oddzielić te związki i w ykryć w ten sposób rad.1 Prócz takich sztucznie wytw orzonych promieni elektro­ nowych fizyka zna również promienie „ n a tu ra ln e “ o bardzo wielkiej szybkości. zwane promieniotwórczymi. Liczba elektronów. są wysyłane przez ciała rozżarzone. W r. rozd z.4 Najszybsze znane promienie fi odpow iadają napięciu 4 mi­ lionów woltów. że ele k tro sk o p s to ją c y w p o ­ bliżu k a w a łk a ru d y u ran ow ej tra ci sw ój ła d u n ek . jak ró w n ież o w zro ście m a sy . wynoszących od 3 0 % aż do 99. 3 Co praw da oL rzym anie radu m e ta lic z n e g o u d a ło się p. Do promieni katodow ych należy również zaliczyć roz­ p a try w a n e już poprzednio w związku z wzmacniaczami lam powym i roje elektronów.S k ł o d o w s k a . 2 U ja w n ia się on o w te n sp o só b . P io tr C u r i e i Maria C u r i e . m etalu. w y­ syłanym przez substancje. stwierdzili. które.224 Zasady fizyki o czym będziemy jeszcze mówić dokładnie w dalszych rozdziałach. 1 P or. że p r e p a ra ty radioaktyw ne w yrzucają z siebie stale w postaci ta k zwanych prom ieni bela (fi) roje elektronów o prędkościach. wysyłanych w tych w arunkach przez pewne określone ciało. są przede wszystkim związki jakiegoś.3 Bliższe badania w ykazały. 65.2 Dwa lata później w r. k tóra stanowi zatem górną granicę możliwych prędkości elektronów . że ru d y uranowe be i żadnych oddziaływań zewnętrznych stale wysyłają promienie. Są one zaw arte w promieniowaniu. jak to w ykrył B i c h a r d - s o n w r.8% prędkości światła. zależy tylko od jego te m p e ra tu ry . które mogą zaczerniać płytę fotograficzną n a ­ wet poprzez osłonę nieprzezroczystą oraz w yw ołują (przez jonizację) przewodnictwo powietrza. . 1910). że źródłem promieniowania. 1903. 1896 B e c q u e r e l w ykrył mianowicie. wysyłanego przez ru d y uranowe.

im lże jsz a je s t c z ą stk a . może z łatwością uzyskać bezpośrednie doświadczalne potwierdzenie atomistycznej teorii m aterii. b y je g o w ra żliw o ść d o sta te c z n ie w zro sła . iskierek. że niosą one ład u n k i dodatnie. Odchylenie ty ch ta k zwa­ nych prom ieni alfa (a) jest o wiele słabsze. W idzim y mianowicie wówczas cudowny m iniaturow y fajerwerk. k tó ry m po k ry te są cyfry i wskazówki samoświecącego zegarka.3 nasuwa 1 Oko m u si p rzed tem n a tu r a ln ie n a le ż y c ie w y p o c z ą ć w c ie m n o ­ ści. J a k w y k a z u ją obserwacje. skąd należy wnioskować. ja k to już było wyżej opisane. N a cy fra ch zegark a sa m o ­ św iecą ceg o c z ą stk i. wobec czego należy uważać. 3 S c in tilla z n a c z y po ła c in ie iskra. Zasady fizyki 15 .2 Jeśli w bezpośredniej bliskości p re p a ra tu promienio­ twórczego umieścimy płytkę. n a k tó rą d zia ła p o le. pozornie przenikających się nawzajem . przebiegającym we w nętrzu jednego tylko atom u. p o k ry tą siarczkiem cynku. że pierwiastki promieniotwórcze stale w ysyłają elektrony w postaci ta k zwanych promieni/3. ta k . t a k zwane scyntylacje. niż promienie /?. że m asa składających je cząstek jest znacznie większa od m asy elektronów. p re p a ra ty promieniotwórcze wysyłają je d n a k pon a d to również i takie promienie. w y r z u c a n e p rzez a to m y su b sta n c ji p ro m ie­ n io tw ó rczej. u d erzają w k r y sz ta łk i m a s y św ie c ą c e j. złożony z licznych drobniutkich. lub jeszcze lepiej przez m ikroskop. niż promieni /?. 2 O d ch y len ie je s t n a tu r a ln ie ty m w ięk sze . zauw ażym y na niej. drob­ niutkie błyski świetlne. L IX P R O M I E N I E A L FA Ktokolwiek spojrzy w ciemności na cyfry jakiegoś ze zwykłych samoświecących zegarków przez dobrą lupę. W spom inaliśm y już.1 każdy zaś z ty ch drobnych błysków niesie wieść o pew nym pro­ cesie. które w polu m agnetycznym zostają odchylone w kierunku przeciwnym. gdyż zjawisko to jest wywoływane przez substancje promieniotwórcze. domieszane w bardzo nieznacznych ilościach do siarczku cynku.

w y­ rzucanych przez p re p a ra t promieniotwórczy. w ciągu jednej m in u ty . niż p ręd­ kość promieni /?). stosunek zaś ładunku do m asy jest dla nich dwa razy m niejszy. że k a ż d y błysk świetlny jest wyw ołany przez uderzenie jednej cząstki alfa. m ożna było łatwo wyznaczyć również i ładunek jednej cząstki «. dostrzeżone np. która by przejmow ała dodatni ła ­ dunek b om bardujących ją cząstek i następnie zmierzyć po pew nym czasie ładunek.2 miliona cząstek a. że dodatni ładunek jednej cząstki a wynosi dokładnie dwa elem entarne k w a n ty elektryczno­ ści. Z n a ­ leziono. licząc błyski świetlne. nie- przenikliwą dla promieni a (np. Ponieważ ładunek czą­ stek okazał się rów ny dwu k w antom elem entarnym (a więc dw ukrotnie większy. ile cząstek a wysyła p r e p a r a t w ciągu jednej m in u ty czy sekundy. podobnie ja k się to czyni w w ypad ku promieni katodow ych lub /?. m ożem y oczywiście wyznaczyć ich p ręd ­ kość oraz stosunek ich ła d u n k u do m asy. m ożem y łatwo obliczyć. W ty m celu należało tylko umieścić w pobliżu odpowiednio przesłoniętego p re p a ­ r a tu m etalow ą płytkę. ołowianą). Scyntylacje um oż­ liwiają wobec tego bezpośrednie liczenie cząstek a. w ynik ten ma duże znaczenie teoretyczne. Mierząc odchylenie cząstek a w polach elektrycznym i m agnetycznym . przez nią uzyskany. niż ładunek jonu wodoru). W przyrodzie w ystępuje jed n a k rzeczywiście pier­ . że prędkość cząstek a wynosi od 5 % do 7% prędkości światła (a więc jest znacznie mniejsza. W tym celu umieszczamy tu ż przed p re p a ra te m przesłonę. zawierający jeden miligram rad u (np. W ten sposób znaleziono. niż dla zjonizowanego atom u wodoru w w y p a d k u elektrolizy. w postaci 1. Gdy poznano już tę liczbę. że prep a ra t. masa cząstki a musi być czterokrotnie większa od m asy ato m u wodoru. Na tej drodze znaleziono.314 m iligrama chlorku radu) w ysyła w ciągu sekundy 37. zaopatrzoną w m aleńki otworek.220 Zasady fizyk i się od razu pogląd.

jest to mianowicie ciało gazowe. 4 W r z e c z y w isto śc i w y tw a r z a się c z te r o k r o tn ie w ięc e j h elu . hel. wynosi ona 0. 2 C iało e le k tr y c z n ie o b o ję tn e . 1903 R a m s a y i S o d d y potrafili po­ kazać.2 Istotnie. niż a to m y norm alne. 3 U d o w o d n io n o to p r z y p o m o cy sp e k tro sk o p u .4 O pierając się na wartości 1 H el z o sta ł po raz p ie r w sz y w y k r y ty w a tm o sfe rz e sło ń ca m e to d ą a n a liz y w id m o w e j (stą d Leż p o ch o d zi n a zw a : h elio s = sło ń ce). elektrycznie obojętne. ja k np.3 W ten sposób po raz pierwszy stw ier­ dzono powstawanie pewnego znanego ju ż poprzednio pierw iastka z innego pierwiastka. Umieszczał on p r e p a r a t prom ieniotwórczy w rurce szklanej o bardzo cienkich ściankach. promienie a mogły z łatwością przenikać przez te ścianki. by mogły przepuszczać cząstki a. z y sk u je p rzez to Laki sa m ła d u n e k d o d a tn i. k tó re tra ci o k reślo n ą ilo ść ła ­ du n k u u je m n eg o . że cząstki a są identyczne z atom am i helu. Tę cie­ n iu tk ą rurkę szklaną umieszczano w drugim szklanym naczyniu.1 Nasuwało się zatem p rzy p u ­ szczenie. że z cząstek a tw orzy się hel. w y tw a ­ rzaną przez 1 miligram radu w ciągu jednego roku. . w r. J e d n ak ż e do d a tn i ład u n e k cząstek a. tej ilo ści je d n a k ty lk o jed n a czw a r ta p rzy p a d a na sa m rad . R u t h e r f o r d potrafi! następnie n a w e t w ykazać bez­ pośrednio. mogą w ywiązywać hel. ciężar atom ow y wynosi cztery. Można było zmierzyć bezpośrednio ilość helu. używane. p ó źn iej d op iero w a tm o sfe r ze ziem sk ie j. narzucał wniosek. Po pewnym czasie można było stwierdzić spektroskopowo występow anie helu w szer­ szej rurce. j a k wiadomo. rad i tor. do napełniania sterowców. Jeszcze na dziesięć lat przed tymi pracam i zjawisko takie byłoby nie do p o m y ­ ślenia dla przeważającej większości chemików. k tó rą następnie zatapiał.042 m ilim etra sześciennego. że ciała promieniotwórcze. którego ścianki były ju ż je d n a k z b y t grube. że są to a to m y helu. Prom ienie alfa 227 w iastek chemiczny. rów ny dwu e lem entar­ ny m kw an to m elektryczności. którego. posiadające o dwa elektrony m niej. a w r eszcie w p e w ­ n y c h m in era ła ch i źród łach . 7.

2 D z ię k i n ie sio n y m p rzez sieb ie ła d u n k o m e le k tr y c z n y m . C. c z ą stk i a w y w ie r a ją b . aby uzyskać widzialność procesów atom ow ych. w której w y ­ tw arzał parę przesyconą. siln e d z ia ła n ia n a m ija n e p rzez się a to m y . 4 5 . a m ia n o w ic ie w y r z u c a ją z n ich e le k tr o n y . LX J Ą D R O ATOM OW E Od daw na już a tom istycy dążyli usilnie do tego. ro zd z. tł. Umieścił on zatem m aleńki p r e p a r a t radow y w przezroczystej skrzynce. układających się w cieniutkie pa­ semka mgły. dzięki swemu ładunkow i elektrycznem u. że te 0. o trz y m a n ą przez bezpośrednie liczenie cząstek a. m ożna łatwo obliczyć. J e d e n miligram radu w y­ tw arza zatem ta k ą liczbę atom ów helu w ciągu roku. (U w . T. W i l s o ­ n o w i udało się osiągnąć ten cel w zadziwiająco piękny sposób przez uzyskanie fotografii torów pojedynczych cząstek a. p rzez c o n a d rod ze c z ą stk i a tw o r z y się śla d . W yrzucane przez p r e p a r a t czą­ s tk i a wywołują. z ło ż o n y z u je m n y c h e le k tr o n ó w i d o d a tn io n a ła d o w a n y c h jo n ó w a to m o w y c h . rad B i rad C). k tó re tw o rzą w y r a ź n y ślad to ru c z ą stk i a.) . tworzenie się kropelek. T e w ła śn ie n a ła d o w a n e e le k tr y c z ­ n ie c z ą stk i sta ją się o śro d k a m i k o n d e n sa c ji k ro p elek m g ły .228 Zasady fizyk i stałej L oschm idta i znanej gęstości oraz ciężarze ato m o ­ wym helu. że w przesyconej parze w odnej1 kropelki cieczy tw orzą się na naładow a­ n ych elektrycznie cząstkach. R. albo też około 36 milionów w ciągu sekundy.042 m m 3 zawierają 1150 bilionów atom ów helu. 1 Co do p o jęcia p a ry p r z esy co n ej por. Dobrą zgodność obydw u tych liczb m usim y naturalnie uważać za świetne potwierdzenie poglądów atom istycz- nych. Wilson w ykorzystał fakt. Liczba ta pokryw a się prawie dokładnie z przytoczoną poprzednio liczbą.2 Wilson potrafił uzyskać fotografie ty ch p o z o sta łe za ś tr z y czw a r te n a p r o d u k ty ro zp a d u rad u (rad A. w y­ syłanych przez 1 m iligram radu w ciągu jednej sekundy.

jednakże w wielu w y­ p a d k a c h tu ż przed końcem toru widzimy ostre jego zagięcie pod znacznym kątem . Ją d ro atomowe 229 pasem ek. 65)-1 J a k w y k a z u ją zdjęcia wilsonowskie. pom im o swego ład unku dodatniego. Rys. 17. Na podstaw ie zdjęć wil­ sonowskich powstał zatem pogląd. rozd z. Ponieważ siły elektryczne bardzo szybko rosną w m iarę zmniejszania się odległości działających na siebie ładunków (mianowicie. chodzić przez a to m y bez żadnej zm iany k ierunku i że jedynie w w y ją tk o ­ wych w y p a d k a c h jakaś bardzo wielka siła odchylająca w y trą c a ją z jej pierwotnego kierunku biegu. ja k już widzieliśmy przy om aw ianiu praw a Goulomba. C z ą s t k a CL może prze. 65. że na ogół. że każda z nich prze­ chodzi poprzez wiele tysięcy atom ów . m o żn a ró w n ież u z y sk a ć w id z ia ln o ść to ró w c z ą ste k o b ezp o śred n io d la ok a ob serw a to ra .2 w stosunku odw rotnym do k w a d ra tu odle­ 1 Za p o m o c ą a p a ra tu ry . T o ry cząstek 7 sfotografowane m etoda Wilsona. Cząstki a przebiegają w zwykłym powie­ trzu drogę kilku cen­ tym etrów . o b m y ślo n e j p rzez fiz y k a ja p o ń sk ieg o S h im izu . to ry cząstek a są prostoliniowe i w pewnym miejscu u ry w a ją się nagle. otrz y m u ją c w ten sposób obrazy torów poje­ dynczych cząstek a (rys. skąd m u ­ simy wnioskować. . 2 P or.

wypełniające dro b n ą jedynie część całej objętości atom u. przyciąganie to m usi być oczy­ wiście w jakiś sposób zrównoważone. W yobraźm y sobie globus. które norm alnie są n a zew nątrz elektrycznie obojętne. P rzypuśćm y teraz. Rędziem y może mogli uzyskać pewne wyobrażenie o małości atom ów przez n a ­ stępujące porównanie.230 Zasady fizyki głości). . otaczających jądro. jakiego używ am y do zajęć szkolnych. iż m ożna byłoby odŁworzyć na nim we właściwej skali naw et wszystkie drzewa owocowe. jakie 1 M odel a to m u R u th e r fo rd a je s t n ie c o w c z e śn ie jsz y od w y n ik ó w W ilso n a . do którego doszliśmy w ten sposób.otaczające jądro. n a to m ia st a to m y — średnice rzędu 10'8 cm. rosnące na ziemi. gdyż wówczas przyciąganiu przeciwstawia się działająca na elektrony siła odśrodkowa. że do d atn i ładunek ją d ra jest skom pensow any przez elektrony. Jeżeli jednakże przypisujem y dodatnie ją d ra atom om . 1 m ożna według niego przyrów nać a to m do maleńkiego układu planetarnego. taki. ja k np. lecz dopiero modele najdrobniejszych ziarenek pyłu. że każdy a to m posiada pewne dodatnio nała­ dowane jądro. o średnicy w yno­ szącej mniej więcej pół m etra. został p o dany w r. wiśni. narzuca się in te rp re ta c ja zdjęć wilsonowskich w tym sensie. Różnorodne obserwacje prow adzą do wniosku. 1911 przez R u t h e r f o r d a . że ją d ra atom ow e posiadają średnice rzędu 10"13 cm. m ia ły b y wówczas wielkość rzeczywistych atom ów. że potrafilibyśm y wykonać Len globus tak nadzwyczaj pre­ cyzyjnie i dokładnie. by atom mógł istnieć trwale. w k tó ry m jądro gra rolę słońca. Modele niewielkich owoców. Zrównoważenie takie najłatw iej może zostać spowodowane przez szybki ruch obiegowy elektronów. Ujemnie naładow ane elektrony podlegają na tu ra ln ie p rzy ­ ciąganiu elektrycznem u ze stro n y dodatniego ją d ra . k tóre go p o tw ie r d z iły . m usim y w dalszym ciągu przyjąć. Model atom u.

Promienie R entgena 231 można jeszcze dostrzec gołym okiem. LXI P R O M I E N I E R Ö N T G E NA W r. u s ta ­ wianej na w p ro st k a to d y . jo n y te w y sta r c z a ją do ro zp o częcia w y ła d o w a n ia w la m p ie. 2 W k a ż d y m g a z ie zn a jd u je się z a w sze p ew n a ilo ść jo n ó w . że przedm iot. Pierwsze lam py rentgenowskie. nadające się do u ż y tk u praktycznego. w k tórych ciśnienie wynosiło mniej więcej od 1/200 do 1/20 m m słupa rtęci. tł. W y b ie g a ją c e z k a to d y p ro ­ m ien ie k a to d o w e w y tw a r z a ją z k o le i n a sw ej d ro d ze lic z n e d a lsze jo n y .1 W lam pach ty c h promienie katodow e w ytw arzane są przez bom bardow anie k a to d y strum ieniem pędzących ku niej d odatnich jonów gazowych. Szybko rozwijająca się przede w szystkim dzięki zasto­ sowaniom lekarskim technika rentgenow ska posługiwała się w ciągu wielu la t wyłącznie lam pam i gazowymi. . lecz i dla wielu zbliżonych do niej gałęzi nauki. n a k tó ry tra fia ją promienie katodow e. że te now oodkryte promienie w ychodzą ze szklanej ścianki zwykłej rurki do wyładow ań. 1895 powiodło się R ö n t g e n o w i dokonać odkrycia przełomowego nie tylko dla samej fizyki.2 U jem ną cechę tych 1 N o rm a ln em u ciśn ie n iu p o w ie tr za o d p o w ia d a . ro zd z. które m ogą przenikać poprzez różne ciała nieprzezroczyste. 66) i z a n ie c z y sz c z e ń p r o m ien io tw ó r cz y c h . k tó re p o d trzy m u ją w y ła d o w a n ie . m iałyby w tym nie­ słychanym pomniejszeniu wielkość rzeczywistych jąder atom ow ych. 760 m m słu p a r tę c i. ja k w ia d o m o . raczej przypadkow ych. na an ty k a to d zie tej skupiano promienie katodowe. (U w .. zo­ stały stworzone przez wprowadzenie do w nętrza r u ry do w yładow ań „ a n ty k a to d y “ z tru d n o topliwego m etalu. w y ­ tw o r z o n y c h p rzez d z ia ła n ie p ro m ien i k o sm ic z n y c h (por. obserwacyj R öntgen za­ uważył. W ykazał on mianowicie.). W czasie pierwszych swych. za­ czyna sam w ysyłać pewne promienie.

1913 udało się fizykowi am erykańskiem u C o o l i d g e ’o w i stw orzyć lam pę rentgenow ską wysoko- próżniową. Przede wszystkim jednak w lam pach gazowych nie m ożna było zmieniać niezależnie od siebie twardości i natężenia promieni rentgenowskich. (U w . że zdolność przeni­ kania.2 w ym agały one wów­ czas specjalnej „regeneracji“ . w ysyłane przez rozżarzony drucik. naprzeciw której znajduje się a n ty k a to d a . przyłożone do lam py. . że m ożna do niej stosować b a r ­ dzo wysokie napięcia (sięgające n a w e t mniej więcej pół m i­ liona woltów). W lam ­ 1 A d so rp cja p olega na o sa d za n iu się c z ą ste c z e k g a zu n a śc ia n ­ k a ch n a c z y n ia . m ożna dobierać zupełnie niezależnie od natężenia. a zatem. również w y k onana z wolframu.232 Zasady fizyki lamp stanowiło przede w szystkim to. k tó ry rozżarza drucik. gdy n a to m ia s t tw ardość promieni.) 2 Z b y t tw a rd e p ro m ien ie d a ją n ie o str e zd jęc ia r e n tg e n o w sk ie. pomimo. i otrzym yw ać w ten sposób bardzo tw arde promienie R ontgena. g d y ż z o sta je o n o p o c h ło n ię te ju ż przez m ięśn ie. adsorpcji1) lam p y staw ały się z b y t tw arde. m ożna bowiem regulować liczbę w ysyłanych elektronów. Dalsza zaleta lam py odgazowanej polega na ty m . czyli ta k zwana tw ardość. iż było to z różnych względów bardzo pożądane. potrzebne do pew nych celów t e r a ­ peutycznych. pozbawioną gazu. Gdy więc w r. zmie­ niając napięcie. g d y ż p rzech o d zą o n e p o p rzez k o ści. ja k również i do badania materiałów. w ytw a rz an y c h przez nie promieni R ontgena zależała od ciśnienia gazu i że w skutek tego p rzy dłuższym użyciu (prawdopodobnie dzięki zja­ wisku tzw. tł. w której promienie R o n tg e n a były w ytw arzane jedynie przez elektrony. ozna­ czało to przełomowy kro k naprzód w technice rentgenow ­ skiej. przestając nadaw ać się do u ż y tk u . Przez wzm acnianie lub osłabianie p rą d u grzejącego. a zatem i natężenie w y tw arzanych promieni R ontgena. n a le ż y u n ik a ć je d n a k ró w n ież i z b y t m ięk k ieg o p ro m ie n io w a n ia . praktycznie biorąc. W lam pach odgazow anych k a to d a składa się zwykle z żarzonej spirali wolframowej.

J e d n ak ż e w r. Nowoczesne lam py rentgenowskie są zwykle całko­ wicie otoczone grubą.1 Chociaż technika rentgenow ska rozwinęła się bardzo szybko do wysokiego poziomu. Fizycy przypuszczali co praw da. w k tó ry m elektrony skupiają się na antykatodzie. P oczynając już od połowy X I X stulecia. Ogni­ sku. 1912 L a u e w padł na ge­ nialny pomysł zastosowania do ugięcia promieni R ontgena nie sztucznych siatek. Na razie więc musiało się wydaw ać. Promienie KOntgena 233 pach. A by skrócić czas naświetlania. konieczny dla o trzym ania zdjęć. tak. że pro­ mienie R o ntgena są nadzwyczaj krótkim i falam i clcklro- m agnelycznym i. że o ile przypuszczenie to jest słuszne. A n ty k a to d ę chłodzi się stale wodą. nieprzenikliwą w arstw ą m etalu. lecz rozm aite rozw ażania w skazyw ały rów­ nież. nadaje się wówczas możliwie małe w ym iary. aby działało ono jako punktow e źródło promieniowania. dąży się przede w szystkim do o trzym ania ostrych obrazów. używ anych w optyce. a więc prze­ de w szystkim siatek dyfrakcyjnych. że promienie m ogą z nich wychodzić tylko w jednym określonym m iejscu. Laue 1 N a w e t w n a jle p sz y c h la m p a c h z a le d w ie je d e n p r o c e n t en erg ii p ro m ien i k a to d o w y c h p rzek szta łc a się w en erg ię p r o m ien io w a n ia ren tg en o w sk ieg o . m ineralodzy zaczęli uważać iż przyczyna prawidłowości kształtu kryształów leży w p r a ­ widłowym uporządkow aniu atom ów w ich w nętrzu. długość fali promieni R o ntgena m usi być około dziesięciu tysięcy razy m niejsza od długości fali promieni widzialnych. zwiększa się możliwie najbardziej natężenie promieni. a po prostu kryształów. służących do celów diagnozy lekarskiej. że wszelkie p róby otrzym ania zjawisk interferencji lub ugięcia promieni R o n tg e n a p rzy zastosowaniu środków. jednakże spraw a fizycznej n a tu r y promieni rentgenowskich pozostawała długo jeszcze niewyjaśniona. są pozbawione wido­ ków powodzenia. gdyż wówczas ona z kolei sta ła b y się również źródłem elektro­ nów. . zapobiegam y w ten sposób jej roz­ żarzeniu się pod wpływem uderzeń elektronów.

rozłożone prawidłowo i sy m etrycz­ nie (por.234 Zasady fizyk i wywnioskował stąd. na której w ystąpiły g rupy czarnych plam ek. Gdy Laue i jego współpracownicy skierowali w odpo­ wiednich w a ru n k a ch doświadczalnych wiązkę promieni r e n t­ genowskich na kryształ. otrzym ali oni istotnie fotografię. z „fotogramów L auego“ można było rów­ nież wyciągnąć wnioski co do budow y kryształów oraz w y­ liczyć długość fali ugiętych promieni rentgenowskich. ja k siatka dyfrakcyjna. p u n k ty . 66). niż działanie siatki optycznej. odpow iadające szczelinom siatki optycznej. 66. Stanowiło to nie tylko bezpośredni do­ wód doświadczalny analogicznej do światła n a tu r y promieni R ontgena. U ginanie wiązki prom ieni R ontgena w krysztale blendy cynkowej. że kryształ powinien oddziaływać na bardzo krótkie fale elektrom agnetyczne tak. gdyż Rys. co p raw d a działanie jego jest znacznie b a r ­ dziej skomplikowane. są w siatce krystalicznej uporządkow ane przestrzennie. za k tó ry m ustawili kliszę fotogra­ ficzną. rys. O ka­ zało się wówczas. że długości fal promieni R ontgena są .

Promienie R ontgena stosuje się w m edycynie również . które świecą w ciemności. Pierw iastki chemiczne tym silniej pochłaniają promienie Rontgena. jednakże fizycy. nie fotografując ciała.000 do 100. rozdz.05 do 10 A (jeden Ang- stróm wynosi 10'8 cm. A by wyraźnie uwidocznić organy wewnętrzne. szczególnie silnie po­ chłaniają promienie R ontgena i dlatego d a ją n a zdjęciach rentgenowskich silne cienie. gdy p a d a ją na nie promienie R ontgena. Promienie Rontgena rzeczywiście rzędu wielkości kilku sturnilionowych części m ilim etra (10‘9 cm). por. Tożsamość isto ty promieni R o ntgena i promieni świetl­ nych została stwierdzona również przez bezpośrednie obser­ wacje nad załam aniem promieni rentgenowskich. wypełnia się je silnie pochłaniającym i „środkam i k o n tra s to w y m i“ . dochodzące aż do 1000 A. ż o łą d e k —-siarczanem baru. W śród zastosowań p rak ty c zn y c h promieni R ontgena najw ażniejszą rolę odgrywa lekarska diagnoza rentgenow­ ska. gdy prześwietlam y ciało ty m i promieniami. im wyższy jest ich ciężar atom ow y. b adający promienie Rontgena. im tw ardsze są promienie. że pow stają na nich również cienie prześwietlanych przedm iotów. w t y m celu stosuje się e k ra n y fluoryzujące. jak również i znajdujących się w organizmie ciał obcych. P rz y pom ocy promieni R o n t­ gena m ożem y zresztą również. Ołów i b iz m u t np. Opiera się ona na ty m . Do celów diagnozy rentgenowskiej stosuje się zwykle napięcia od 30. ty m m niej­ sza jest długość fali. Załam anie to jest zresztą bardzo małe. na foto­ grafii pojaw iają się cienie kości i organów w ew nętrznych. co odpo­ w iada już obszarowi nadfioletu. spółczynnik zaś załam ania promieni R o ntgena okazał się mniejszy od jedności zaledwie o mniej więcej je d n ą milionową. U żyw any w p raktyce obszar długości fal rozciąga się mniej więcej od 0. 2). prze­ świetlić je bezpośrednio. zdołali otrzym ać znacznie jeszcze dłuższe fale. np. tak. że różne części ciała niejedna­ kowo silnie pochłaniają promienie R ontgena i że w skutek tego.000 woltów.

takie ja k np. dziury w odlewie lub pęknięcia.000 woltów. t a k zw anych prom ieni granicznych.236 Zasady fizyki i do celów terapeutyczny cli. m ożem y zbadać w arstw ę żelaza lub stali grubości do mniej więcej 10 cm. Prześwietleniu rentgenowskiem u poddaje się również i gotowe w yroby wysokiej jakości. L X II W ID M A R E N T G E N O W S K I E W dziesięć l a t po odkryciu promieni R o ntgen a powiodło się niespodziewanie R a r k i i w r. do 8 cm mosiądzu i aż do 50 cm glinu. prom ieniow ania charakterystycznego pierwiastków . P oczynając mniej więcej od r. Gdy prześw ietlam y k a ­ wałki m eta lu prom ieniam i R ontgena. Rozporządzając napięciam i od 200. do terapii po­ wierzchniowej używ a się n a to m ia s t promieni bardzo mięk­ kich. W spom nim y tu jeszcze o b adaniu autentyczności i historii pow stania obrazów olejnych oraz prawdziwości banknotów i drogich kamieni. przeprow adza się również badania subtelnej budowy m ateriałów za pom ocą fotogram ów Lauego. wiele braków tworzyw a. części samolotów lub izolatory elektryczne. w k tó ry c h ju ż drobne w a d y m ogłyby spo­ wodować fatalne skutki. k tó ry c h długości fali leżą pom iędzy 1 i 2 A. 1925. gdy skład chemiczny i m etalograficzny tw orzyw a jest bez zarzutu (np.000 do 300. 1905 w y k ry ć istnienie tzw. ja k np. mogących istnieć n a w e t wówczas. napięcia wewnętrzne). bardzo ważne zastosowanie prak ty c zn e uzyskała technika rentgenowska w dziedzinie badania materiałów. W przeciwieństwie do ty c h b a d a ń budow y ciał „z gru b ­ sza“ . ujaw n ia ją się przez słabsze pochłanianie wszelkie ich wewnętrzne wady. Do głębokiej terapii stosuje się napięcia rzędu kilkuset tysięcy woltów. do ich w ytw arzania w y starczają już napięcia rzędu około 10.000 woltów i stosując jednogodzinne naświe­ tlanie. ujaw nia się przez zniekształ­ cenie i skrzywienie odpowiednich prążków na fotogramie.

ż ew jego . k tó ry c h twardość. w ysyłanym przez pierwiastki chemiczne. udało się następnie przez zastosowanie powoli obracanego kryształu rozszczepić chara k te ry sty c z n e pro ­ mieniowanie w widmo rentgenowskie. 1913 M o s e l e y ’o w i. z k tó ry c h o statnia została zresztą w y k ry ta dopiero po śmierci Moseley’a. wysyła samo również promienie rentgenowskie. również i w idm a rentgenowskie składają się z sze­ regu c h a ra k te ry sty c z n y c h prążków. czyli. podobnie ja k to się czyni ze światłem w idzialnym za pom ocą stosowanej w o p ty ­ ce siatki dyfrakcyjnej. p rzy czym. Liczba prążków r e n t­ genowskich pierw iastka chemicznego leży pom iędzy 10 i 40. podobnie. tw ardsze „promieniowanie K “ i miększe „pro­ mieniowanie L “ . każda luka ujaw nia się p rzy ty m n a ty c h ­ m iast przez z b y t wielki skok. B arkla stwierdził już również. W r. jeszcze bardziej zaś miękkie składają się na serie M i N. k tó ry oparł się na odkryciu Lauego. miększa grupa — serię L. że tw ardość prom ieniow ania c harakterystycznego rośnie wraz z ciężarem atom ow ym . najtw ardsze prążki (a więc prążki o najmniejszej dłu­ gości fali) tw orzą serię K (promieniowanie K Barkli). i rozróżnił w promieniowaniu. że pierw iastki d a ją się uporządkow ać według swych widm rentgenowskich w pewien „szereg naturalny“] prążki rentgenowskie przesuwają się z najw iększą prawidłowością w m iarę przechodzenia od jednego pierw iastka w szeregu do następnego. n a k tóre p a d a ją szybkie elek­ tro n y lub też promienie R óntgena. ja k w ykrył Barkla. Moseley dokonał nadzwyczaj ważnego od­ krycia. długość fali. stanowi c h a ra k te ­ rystyczną właściwość atom ów danego ciała. Moseley znalazł dalej. ja k m ów im y obecnie. wśród promieni ty ch przew ażają takie. P orów nyw ając ze sobą w idm a rentgenowskie rozm aitych pierwiastków. W ystępuje więc tu ta j analogia z optycznym i p rążkam i widm owym i. K ażde ciało. ja k fotografujem y optyczne w idm a prążko­ we. Widma rentgenowskie 237 chemicznych. Można było w ten sposób sfotogra­ fować w idm a rentgenowskie pierwiastków chemicznych.

n iż c y n k . regularne przesuwanie się prążków w kie­ ru n k u m alejących długości fal jest również bardzo pięknie widoczne na rys. na ogól biorąc. J u ż Moseley zauważył również. Serią K szeregu następujących po sobie r liW n r n li. o tr z y m y w a n y c h za p o m o cą k r y sz ta łó w . po­ przedza nikiel (58.tw /n w h c tn n n pierw iastków (w edług M oseley^). pomimo swego większego ciężaru atomowego (58. W skazuje n a to w yraź­ nie rys. ja k ró w n ież m ie jsc a . .94). 67. u m o ż liw iły M o se ley ’ow i u sta le n ie szeregu n a tu ra ln eg o .23S Zasady fizyki szeregu ciężar atomowy. czyli m osiądzu. 67. Stopniowe. zaczerpnięty z prac y samego Mose- ley’a. rysu n e k te n p rz e d - staw ia serię K szeregu nastę p u jąc y c h po sobie pierwiastków . U O yY p i C Z Il^ C ii S L O p U miedzi z cynkiem . 2 B ezp o śred n ie p o m ia r y w id m r e n tg e n o w sk ic h . p o c z y n a ją c ju ż od so d u (N r 11) aż do k o ń c a (N r 9 2 ). je d n a k wzrost ten nie od­ bywa się w t a k ściśle praw idłow y sposób. Z am iast cy n ­ ku Moseley użył ze wzglę- R ys. p o c zyna­ jąc od w apnia aż do cynku. od złota aż do biz­ m u tu . w zrasta w miarę przesuwania się wzdłuż szeregu. P o c z ą te k szeregu .1 k tó ry istotnie daje prążki zarówno miedzi. 2 Obejmuje 1 M osiądz j e s l o d p o rn ie jsz y na o g rzew a n ie. ja k przesuwanie się prążków. przerw a n a d ru ­ gim miejscu odpowiada skandowi. Znaleziony przez Moseley’a n a tu r a ln y szereg pierwiast­ ków chemicznych jest przytoczony w tablicy l . iż w szeregu ty m kobalt. 68.64). przedstaw iającym serię L szeregu nastę p u jąc y c h po sobie pierwiastków. o d p o w ia d a ją c e p rzerw om . ja k cynku. przerwa odpowiada rtęci.

o tr zy m a n eg o sz tu c z n ie p rzez b o m b a r d o w a n ie u ran u n e u tr o ­ n a m i (por. p o z w o liły p rze śle d z ić z m ia n y w id m . M oseley w y z n a c z y ł. Seria L szeregu następujących po sobie pierw iastków (w edług Frim ana i Siegbahna). m azurium (Nr 43). na 85 i 87 miejscu. P ó ź n ie jsz e p o m ia r y . W idma rentgenowskie 239 on 92 pierwiastki. w iastek o ciężarze niższym. d o k o ­ n a n e n a p o g ra n iczu p o m ię d z y p r o m ie n ia m i n a d fio łk o w y m i i r e n t­ g en o w sk im i. 1 W k w ietn iu r. F er m i o b w ie ścił w y k r y c ie p ie r w ia stk a N r 93. dalej argon i po­ tas (Nr 18 i 19).) 2 O g łoszon e w roku 1932 o d k r y c ie p ie rw ia stk ó w N r 85 i 87 (k tó ry m d a n o n a z w y a la b a m iu m i w irg in iu m ) nie je s t je sz c ze ca łk iem p ew n e. lecz odtąd zdołano już w y­ kryć cztery dalsze pierwiastki: hafnium (Nr 72). rozd z. zachow ują się kobalt i nikiel. 61). tellur i jod (Nr 52 i 53 )i praw dopodobnie również tor i p r o ta k ty n (Nr 90 i 91).2 W czasie.1 p rzy czym według dzisiejszego sta n u badań z n a jd u ją się w nim najwyżej dwie luki. istniało jeszcze 6 luk. . (U w . gdy Moseley przeprowadzał swe b a ­ dania. ja k już wspom i­ naliśmy. Niekiedy pier­ w iastek o wyższym ciężarze atom ow ym poprzedza pier- 7 t>2 /!. 66). tł. Au Tl Pb Bi Rys. p o c z y n a ją c od sod u w ste c z aż do h elu . a. b. ren (Nr 75) i illinium (Nr. w ten sposób. o p iera ją c się na cięż a ra ch a to m o w y c h i na p e r io d y c z n y m u k ła d zie p ie r w ia stk ó w . 68.

krzem u i siarki. im dalej posuw am y się w szeregu pierwiastków.6. Ciężar ato- .240 Zasady fizyki T A B L IC A 1 N a tu r a ln y szereg p ier w ia stk ó w 1 W odór 32 G erm an 63 E u ro p iu m 2 H el 33 A rsen 64 G ad olin 3 L it 34 S elen 65 T erb 4 B ery l 35 B rom 66 D y sp ro z 5 B or 36 K r y p to n 67 H olm G W ęg iel 37 R u b id 68 Erb 7 A zo t 38 S tr o n t 69 T ul 8 T len 39 Y ttr 70 Itterb 9 F lu or 40 C yrkon 71 K a ssjo p e ju m 10 N eon 41 N iob 72 H a fn iu m 11 Sód 42 M olibden 73 T a n ta l 12 M agnez 43 M azurium 74 W olfram 13 G lin 44 R u ten 75 R en 14 K rzem 45 R od 76 Osm 15 F o sfó r 46 P a lla d 77 Iryd 16 Siarka 47 Srebro 78 P la ty n a 17 C hlor 48 K adm 79 Z łoto 18 A rgon 49 Ind 80 R tę ć 19 P o ta s 50 C yna 81 T al 20 W ap ń 51 A n ty m o n 82 O łów 21 S k an d 52 T ellu r 83 B iz m u t 2 2 T y ta n 53 Jod 84 P o lo n 23 W an ad 54 K sen o n 85 — 24 C hrom 55 Cez 86 R adon 25 M angan 56 Bar 87 — 26 Ż elazo 57 L a n ta n 88 R ad 27 K o b a lt 58 Cer 89 A k ty n 28 N ik iel 59 P ra ze o d y m 90 T or 29 M iedź 60 N eodym 91 P r o ta k ty n 30 C ynk 61 Illin iu m 92 U ran 31 Gall 62 S am ar W w y padkach helu. oznaczonych kolejnymi num eram i 2.8. m agnezu. tlenu. 14 i 16. 12. czyli od ta k zwanej liczby porządkowej. ty m więcej. neonu. 10. węgla. ciężar atom ow y jest dokładnie dwa razy większy od num eru w szeregu. W innych w y p a d k a c h ciężar atom ow y przekracza podw ójną liczbę porządkow ą.

bar i rad). Meyer i Mendelej ew stworzyli w ten sposób periodyczny układ pierwiastków. podane w tablicy 2. m etale alkaliczne (lit. niż pierwiastki o liczbie porządkowej nieparzystej. gdy dzięki znajomości liczb porządkow ych m ożna było dokładnie ustalić liczby miejsc w kolejnych periodach. lub ziemie alkaliczne (beryl. Tego rodzaju podgrupy tw orzą np. czyli chlorowce (fluor. którego liczba porządkow a je s t 92. R z u t oka na szereg n a tu r a ln y w ykazuje poza tym od razu. W układzie periodycznym w yróżniam y według podobnych własności pierwiastków osiem grup. Szczególnie ciekawą podgrupę stanow ią gazy szlachetne (hel. Jeśli zatem wypiszem y poszczególne periody pod sobą. jod). w apń. neon. m agnez. stało się co p raw da możliwe dopiero wówczas. sód. m ożna utw orzyć pewne uporządkow anie pierwiastków. kse- non i radon). potas. Stwierdzili oni. 238. Układ periodyczny pierwiastków 241 m owy uranu. s tro n t. argon. chlor. k ry p to n . D okładne jego przedstawienie. w yróżniające się prawie całkow itą obojętno­ ścią chemiczną. w każdej zaś z nich jeszcze dalsze dwie podgrupy. d op iero od te g o cz a su p o z n a n o r o z m a ite ich zw ią zk i Zasady fizyki 16 . w k tó ry m szeregi pionowe zaw ierają pierwiastki o zbliżo­ nych własnościach.1 1 A ż do rok u 1927 u w a ża n o g a z y sz la c h e tn e za c a łk o w ic ie „ b iern e“ . że pierwiastki o parzystej liczbie porządkowej w y­ stę p u ją w przyrodzie częściej. c h a ra k terystyczne własności chemiczne i fizyczne pow racają periodycznie. że jeśli u staw im y pierwiastki w szereg według rosnących ciężarów atom ow ych. L X III U K Ł A D P E R IO D Y C Z N Y P IE R W I A S T K Ó W J u ż w roku 1869 chem ik niemiecki L o th a r M e y e r i badacz rosyjski M e n d e l e j e w w ykryli jednocześnie w ażny fa k t istnienia periodyczności chemicznej pierwiastków. wynosi np. brom . rubid i cez). in n ą znowu podgrupą są halogeny.

Liczba porządkow a w skazuje zatem również. ja k po prostu ładunek ją d ra . znajdującego się z in n y m i p ie r w ia stk a m i (n p .242 Zasady fizyki K a ż d y period rozpoczyna się od m eta lu alkalicznego. a mianowicie wodór i hel. z o s ta ły w y k r y te p r z ew a żn ie przez R a m s a y ’a. o ile pozwala n a m są­ dzić o ty m nasza dzisiejsza znajomość pierwiastków. 18 i 32. W fizykalnej teorii periodyczności chemicznej powstaje naturalnie przede wszystkim zagadnienie teoretycznego znaczenia liczby porządkowej. 2 3 9 n a le ż a ło b y d ziś p o w ied zie ć. G dy np. m ożna je mianowicie napisać również w postaci 2 x l 2.1 Liczby 2. nie oznacza to nic innego ponad to. skąd m ożem y już przypuszczać. że sió d m y period u ryw a się n a sió d m y m m ie jsc u . w periodach ty c h wszystkie p o dgrupy (16) są obsa­ dzone. P eriody drugi i trzeci zaw ierają po osiem pierwiastków. 8. urywa się na szóstym miejscu. J u ż w kilka miesięcy po od­ kryciu Moseley’a w r. 2 x 32. na uranie. że układ periodyczny pierw iastków daje się sprowadzić do pewnych stosunkow o pro sty c h zależności a rytm etycznych. przy czym podgrupa V I I I jest obsadzona nie po pro ­ s tu pojedynczo. lecz n a w e t potrójnie.) . 1913 V a n d e n B r o e k wypow ie­ dział pogląd. Siódmy period wreszcie. (U w . i tu ta j również w podgrupie V I I I w y­ stępuje „ tr ia d a “ (platynowców). G a zy sz la c h e tn e z n a n e są d op iero od k o ń ca X I X stu le c ia . srebro posiada w sze­ regu Moseley’a n um er 47. z ilu elektronów składa się „układ p la n e ta r n y “ atom u. p o n adto podgrupa III jest tu obsadzona piętnastokrotnie przez t a k zwane ziemie rzadkie. 2 x 22. 2 x 4 2. kończy zaś na gazie szlachetnym . Czwarty i p ią ty period obejm ują po osiemnaście pierw iast­ ków. że liczba porządkow a nie oznacza nic innego. r tę c ią ). Szósty period zawiera aż 32 pierwiastki. tł. Pierwszy period zawiera zresztą dw a tylko pierwiastki. że ładunek dodatni ją d ra atom u srebra je s t 47 razy większy od elem entarnego ła d u n k u elektrycznego. 1 Z god n ie z u w a g ą n a str. stoją w pew nym szczególnym związku ze sobą. wyznaczające długości poszczegól­ nych periodów.

Q N o fco s CO Ra e o 3 § CO ci o 00 CD co 88 ci lO 3 to Xł a O K> £ * ci cc s O CO \d t- co uo 00 Ci t> 16* .S Ci co LON 89 c to .a I ja O CO O co CU Th ci Ci Układ > CD co N § t-H co C3 ci o Ci I 90 Ci Tt< c3 £2 CQ O Ł-ł iO co O r-H t> Ac co co ^ ' 63°° CS O rl. O 00 c£> O co lO 00 > a rj< Ci ci Ci Gi 2 TABLICA £ co CQ periodyczny t> CO rp t-4 C3 CO C3 co r-< lO H co Oh CS CO co Ci !> tí . CU A O co Ł. o z < X c a OD CD lO CO CD co CU £ o d« co X* O) > ci 7Í o o t>* s lO o CS O CD o Ci r> Ph o CQ ł-H Ci l> lO Si2 w co lO a oo > ci lO lO Ci p ier w ia stk ó w CD o Í-.

po­ siadając jednakow e ładunki jądrowe. W szeregu starannie przeprow adzonych doświadczeń Chadwick ustalił na tej drodze w r. wobec tego zaś z wielkości rozproszenia wiązki cząstek a m ożna obli­ czyć ładunki jąd e r rozpraszających. oraz ładunek do d a tn i rów ny ładunkow i elem entarnem u. gdyż ten wyznacza jego miejsce w układzie pierwiastków. ile takich par dołączym y do jądra. różnią się je d n a k swymi ciężarami atomo­ wym i. rtęci zaś — osiemdziesiąt. praktycznie biorąc. F a k t. posiadają zatem masę. został potw ierdzony bezpośrednio przez doświadczenia G h a d w i c k a nad przechodzeniem promieni a przez cienkie folie metalowe. żelaza — dwadzieścia sześć. czy też trz y jednostki itd. zwane również protonam i. J u ż z teorii zatem w ynika możliwość. jądro azotu m a siedem planet. gdyż przeciwne ich ładunki elek­ tryczne zniosą się naw zajem . n a tu ra chemiczna pierw iastka nie powinna ulegać zmianie.. T a k np. Gdy te rozm aite t y p y atom ów w y stę p u ją zawsze zmieszane razem w stosunku mniej więcej niezm iennym . zależnie od tego. że ładunek elektryczny ją d ra atomowego jest istotnie rów ny iloczynowi liczby porządkowej przez ła d u ­ nek elem entarny. że pierwiastki che­ miczne sk ładają się z atom ów kilku typów .244 Zasady fizyk i w stanie elektrycznie ob o jętn y m (a więc niezjonizowanym). J ą ­ dra wodoru. podaw any . Poszczególne cząstki a doznają mianowicie wówczas w skutek posiadania d o d a t­ niego ład unku odpychań ze stro n y również dodatnio n ała­ dowanych ją d e r atom ow ych m etalu. rów ną masie a to m u wodoru. stanow iący „ p ra k ty c z n y “ ciężar atom owy. o trz y m u je m y pewien w przybliżeniu stały ciężar miesza­ niny. tlenu — osiem. Jeśli więc c h a ra k te r chemiczny ato m u zależy jedynie od ładunku jego jąd ra . czyli laką sam ą na­ turę chemiczną. które. 1"920 zupełną zgodność liczby porządkow ej Moseley’a z liczbą ładunków elem entarnych jąd ra . Je d n a k ż e nastąpiłoby wów­ czas zwiększenie ciężaru atomowego o je d n ą łub dwie. gdy jednocześnie d o d a m y do jąd ra pro to n i elektron.

tzw. prom ieniam i dodatnim i. w innych zaś w y p a d k a c h znacznie odbie­ gają od liczb całkowitych. 1919 m etodę T hom sona w tzw.46) od liczby całkowitej. nieprzekraczającym jednej dzie- sięciotysięcznej ich wartości.2. Thom son po­ sługiwał się tzw. izotopów. J e d n y m z pierwszych i n a j­ piękniejszych wyników. o ciężarach ato m o ­ 1 Isos łopos o z n a c z a po greck u to sa m o m ie jsc e (m ia n o w ic ie w u k ła d zie p e r io d y czn y m ). k tó ry w ykazuje szczególnie silne odchylenie ciężaru atomowego (35. doskonaląc ją stale wraz ze swymi w spółpracownikam i.1 został po raz pierwszy w y k r y ty w r. 1913 przez J . . było stwierdzenie. k tóre w ystę­ pu ją w ru rk a c h do w yładow ań jednocześnie z promieniami katodow ym i. F a k t. uzyskanych przez A stona. T h o m s o n a na przykładzie gazu szlachetnego. podobnie ja k elektrony czy też cząstki a. Układ periodyczny pierwiastków 245 przez chemików w tablicach ciężarów atom ow ych. i o trzym ania na tej drodze oddzielnych śladów róż­ nych izotopów na kliszy fotograficznej. stanowi mieszaninę dwóch izotopów. że pierw iastek może składać się z kilku odmian o różnych ciężarach atom ow ych. że dzisiaj za po­ mocą spektrografu masowego m ożna porów nyw ać ze sobą m asy atom ów z błędem. gdy próżnia jest dostatecznie wysoka. a stą d w ynika możliwość oddzie­ lenia od siebie promieni. w w ypadku węgla i azotu. ja k np. że chlor. spektroskopię masową. utw orzonych z cząstek o różnej masie. doszedł on do tego. którego tablicowy ciężar ato m o w y wynosi 20. W te n sposób T hom son mógł ustalić. neonu. że neon. stanowi mieszaninę dwóch izotopów o m asach 20 i 22. P ro ­ mienie dodatnie składają się z dodatnio naładow anych atom ów gazu. W len sposób m ożem y również zrozumieć. Wielkość odchylenia zależy je d n a k od m asy. J . A s t o n rozwinął w r. dlaczego praktyczne ciężary atom owe w wielu w yp a d k a c h w y ra ż ają się licz­ bami prawie dokładnie całkowitymi. zawartego w rurce. Cząstki promieni do­ da tn ic h doznają w polu elektrycznym odchylenia.

Spektrogram masowy germ anu.246 Zasady fizyk i wych w yrażających się liczbami całkow itym i 35. np. 2 S ta ło ść ciężaru a to m o w e g o m ie sz a n in y iz o to p ó w tłu m a c z y się po p ierw sze id e n ty c z n y m i w ła sn o śc ia m i c h e m ic z n y m i iz o to p ó w . że w jej składzie od­ m iana lżejsza w ystępuje w ilości mniej więcej trz y k ro tn ie większej. o cięża­ rach atom ow ych różniących się o dwie jednostki. Spektroskopia masowa zawodzi na tu ra b iie w takich w ypadkach. z którego również bardzo ładnie w ynika.1 W w y ­ p adku n a to m ia s t pierwiastków o parzystej liczbie porządko­ wej często zn a jd u jem y większą ilość izotopów. W edług K . pom ijając n a t u ­ ralnie pierwiastki czyste.2 J a k o przykład spektro- gram u masowego m a m y n a rys. Z ciężaru m ieszaniny wynika. gdy tablicow y ciężar atom ow y c yny wynosi 118. Astonowską m eto d ą spektroskopii masowej zbadano już większość pierw iastków pod względem ich składu izo­ topowego i jedynie niewiele spośród nich okazało się „czy­ stymi p ierw iastkam i“. najcięższy — 124. 69. które nie zostały dostrzeżone jedynie w sk u te k tego. gdy jeden z izotopów jest reprezentow any 1 Is tn ie n ie trzecieg o iz o to p u ch lo ru o cięż a r z e 3 9 je s t w ą tp liw e . jedynie p a r y izotopów. że i te pierwiastki mogą również zawierać izotopy. że są z b y t rzadkie. Należy p rzy ty m na tu ra ln ie zastrzec się. niż odm iana cięższa. na którym uw ydatnia się istnienie pięciu izotopów. W w y p a d k u pierwiastków o nieparzystej tH H 1 11 1 1 1 76 74 73 72 70 Rys.70. dla cyny nie m niej. p o d ru gie za ś — p ierw o tn ie g a z o w y m sta n e m k u li z ie m sk iej. B ain b rid g e^. T . Najlżejszy izotop cy n y m a ciężar atom ow y 112. . 69 przytoczony według B ainbridge’a spektrogram germ anu.0.0 oraz 37. liczbie porządkowej stwierdzono na ogół. że ciężary atom ów są liczbami całkowitymi. niż jedenaście.

zmieszany z azotem norm alnym mniej więcej w stosunku 1 do 300. zawartego w wodzie. Przedłużyw szy czas 4. Oddzielenie na drodze elektrochemicznej cięż­ kiego wodoru. 1932 n a podstaw ie poprzednich obliczeń B i r g e ’a. dwu rzadkich izotopów tlenu o ciężarach atom ow ych 17 i 18. że istotnie. odkrycia tego dokonano do­ świadczalnie w r. Później udało się również różnym innym badaczom stwierdzić istnienie cięż­ kiego izotopu wodoru za pom ocą spektrografu masowego (rys. 1929 na drodze optycznej. prze­ ciągnęli je d n a k czas naświetlania znacznie ponad zwykle przyjęte norm y. gdzie m ożna było icli oczekiwrać dla wodoru o masie ją d ra dw ukrotnie większej. niż długość fali zwykłego czerwonego prążka wodoru. Układ periodyczny pierwiastków 247 bardzo słabo jedynie w stosunku do izotopu głównego. mogli oni stwierdzić. Badacze ci znaleźli np. rzadki izotop o ciężarze a to m o ­ w ym 15. 70). powiodło się po raz . jeden zaś atom tlenu o ciężarze 17 na mniej więcej 2000 do 3000 atom ów norm alnych. N ajwiększą sensacją w dziedzinie b a d a n ia izotopów stało się je d n a k odkrycie ta k zwanego ciężkiego wodoru o ciężarze atomowym dwa. k tó ­ rego długość fali je s t o 1. obok znanych prążków w idm owych w y­ stępują jeszcze dodatkow e bardzo słabe prążki właśnie w ty c h m iejscach. niż m asa p ro ­ tonu. Przełom owy postęp w m etodach badania izotopów sta n o ­ wiło zatem w ykrycie przez fizyków am erykańskich G i a u - q u e ’a i J o h n s t o n a w r.00) w y k ry to rzadki izotop o masie 13.000 ra z y w stosunku do tego. a mianowicie przez dokładne zbadanie widm cząsteczko­ wych. U r e y oraz jego współpracownicy fotografo­ wali w ty m celu w zwykły sposób widmo wodoru. zgodnie z teorią prążek.008. którego ciężar atom ow y wynosi 14. J e d e n a to m tlenu o ciężarze 18 przy p a d a mniej więcej na 600 n orm alnych atom ów o ciężarze 16. również i w węglu (ciężar atom ow y 12. jak i jest niezbędny do o trzym ania doskonałej zwykłej fotografii w idm a wodoru.79 A większa. Inni fizycy a m erykańscy wykryli następnie między innym i również i w azocie.

1 W k w ietn iu roku 1931 b a d a c z e a m e r y k a ń sc y (B le a k n e y ze w sp ó łp ra co w n ik a m i. Badacze ci stwierdzili. . c ięż k a w o d a za w iera m n iej w ięcej je d e n a to m n a jc ię ż ­ szeg o w od oru n a 3 m ilio n y a to m ó w w od oru c ięż k ieg o .42° G i wreszcie posiada największą gęstość nie j a k zwykła woda w 4°. o cięż a rze a to m o w y m 3.8° G.248 Zasady fizyki pierwszy W a s h b u r n o w i i U r e y ’o w i.6° C. wody. 70.i LXIV PR O M IE N IO T W Ó R C Z O Ś Ć Zgodnie z nowoczesnym ujęciem budow y układu pier­ wiastków m usim y oczekiwać. że promieniotwórczość zwią­ zana jest zawsze z przem ianam i pierwiastków. D ow ód doświadczalny istn ien ia izotopu w odoru o ciężarze atomowym 2. M etoda ich zo­ stała t a k w ydoskonalona przez L e w i s a i jego w spółpra­ cowników. oraz T u v e ze w sp ó łp r a c o w n ik a m i) stw ie r d z ili. że pod koniec r. lecz w 11.0 0 0 a to m ó w w od oru z w y k łe g o . 1933 rozporządzali już oni kilkuset ce n ty m etram i sześciennymi praw ie zupełnie czy­ stej „ciężkiej w o d y “ . Istotnie. że c ię ż k i w o d ó r zaw iera je sz c z e c ię ż sz y iz o to p w o d o ru . że zam arza ona w tem p e ra tu rz e 3. wrze w 101. że ciężka woda posiada gęstość o mniej więcej 11% większą od zwykłej 17 16 13 12 H2 MM I /■u „ Rys. P o d cza s g d y w z w y k łe j w o d z ie z n a jd u je m y jed en a to m cięż k ieg o w od oru m n iej w ięcej n a 6 .

k tó ry w yrzucił cząsteczkę a. jako gaz szlachetny. do ósmej grupy. przy czym odryw anie się w yrzucanych przez atom cząstek a i fi zmienia c h a ra k te r chem iczny atom u pozo­ stałego. które w yróżniam y jako przem iany a i przem iany fi. do zerowej. Promieniotwórczość 249 już w r. po w sta ją c y bezpośrednio z radu. 1902 R u t h e r f o r d i S o d d y potrafili uzasadnić doświadczalnie pogląd. co oznacza to samo. czyli. poza nielicznymi 1 P or. P rzem iana fi nato m ia st podwyższa liczbę porządkow ą o jednostkę bez dostrzegal­ nej zm iany ciężaru atomowego. Rad należy do d r u ­ giej g rupy układu periodycznego. ja k już widzieliśmy. posiada ciężar a tom ow y o cztery jednostki niższy od radu. fa k t zachodzenia promieniotwórczych prze­ m ian pierwiastków staje się n a ty c h m ia s t zrozumiały. czy rozp a d a ją c y się atom wyrzuca cząstkę a. a mianowicie rów ny 222. rów ny dwu e lem entarnym k w a n to m elektryczności. istnieją dwa rodzaje przem ian. Ponieważ. . ponieważ zaś w yrzucane cząstki niosą ład u n k i elek­ tryczne. masę zaś czterokrotnie większą od protonu. gdy ciężar atom ow y radu wynosi 226. Istotnie. że a to m y substancyj prom ie­ niotwórczych podlegają ciągłemu. Z p u n k tu widzenia powstałej później jądrowej teorii a to m u . radon. n a to m ia s t przem iana f i — o jedno miejsce w p r a w o . cząstka a posiada ładunek dodatni. J a k w y k azały dokładniejsze badania pierw iastków p ro ­ m ieniotwórczych. a wielkość ła d u n k u ją d ra określa c h a ra k te r che­ m iczny atom u. Zależnie od tego. przem iana a obniża chemiczną liczbę porządkow ą o dwie jednostki i jed n o ­ cześnie ciężar atom ow y—-o cztery. 60. czy też fi. ro zd z.1 procesy rozpadu promieniotwórczego m uszą być oczywiście umiejscowione we w nętrzach jąder atomo­ wych. Przem iana a przesuwa więc pierwia­ stek prom ieniotwórczy o dwa miejsca w lewo w układzie periodycznym . n a to m ia s t radon. m ożna je wszystkie. spontanicznem u roz­ padowi. gdyż cząstki fi są to po prostu elektrony.

m a czas przepołowienia rów ny tylko 3. Pow staje on z uranu I. em anacja radow a lub r a ­ don. Uran I ma ciężar atom ow y 238 i ta k zw any czas przepołowienia rów ny 4 ]/2 m iliarda lat. je s t z n a n y również pod nazw ą polonu. li­ cząc wysyłane przezeń cząstki a. nieco trwalszy. że każdy pierwiastek danego szeregu pow staje z poprzedza­ jącego go w tym szeregu za pośrednictw em przem iany a lub fi. E i F . B . Rozpoczyna się on od uranu I. przez ogółem 8 przem ian a i 6 przem ian fi. p r a ­ szczura szeregu uranowego.5 dni. C . D . odpowiednio do tego jego ciężar atom ow y jest o 32 niższy od ciężaru atomowego u ra n u I (206 zam iast 238).Z n ie j po­ w stają następnie kolejno k rótkotrw ałe pierwiastki. w sz y stk ie p o z o sta łe n a to m ia st — p rzem ia n ie/? . w ten sposób. zaś liczba porządkow a ołowiu uranowego wynosi 82. zwane r a ­ dami A . rad G. gdyż jego czas przepołowienia wynosi 136. u ran II. przez przem ianę a pow staje z niego niepro- mieniotwórczy już. że po upływie 4 y2 m iliarda lat początkowa ilość tego pierw iastka zmniejsza się do połowy w skutek ustawicznego rozpadu jego atom ów. k tó ry stanowi pewną odm ianę ołowiu. pierwiastek. Czas przepołowienia rad u wynosi 1580 lat. i dlatego bywa również zw any ołowiem uranow ym . . co m ożna było stwierdzić bezpośrednio. cięższego z dwu izotopów pierw iastka o liczbie porządkowej 92.8 d n ia. oznacza to. Pow stająca z rad u przez przem ianę a su b stancja pochodna.250 Zasady fizyki w y ją tk a m i. od niego z kolei prow adzą dwie następujące po sobie p rzem iany a w prost do radu. ustawić w trz y szeregi przem ian. O sta te c z n ie je d n a k w s z y s tk ie a to m y radu C p rzech od zą w a to m y rad u D . N a 1 0000 a to m ó w rad u C c z te r y p o d le g a ją p r z em ia n ie a. R ad F. a więc trw ały. a więc jest o 10 mniejsza od liczby porządkowej u ranu (92)^ 1 P rzy ra d zie C za c h o d z i r o z g a łę z ie n ie szereg u p rzem ia n . Za pośrednictw em jednej przem iany a i n a stę ­ pujących po niej dwóch przem ian /? powstaje z ur anu 1 znacznie krócej żyjący i dlatego rzadszy izotop jego. Najw ażniejszy z tych szeregów jest szereg uranowo- rad owy. U ran I należy więc do długowiecznych pierwiastków promienio­ twórczych.

uran Y . Promieniowanie. 2 N a sz c z e g ó ln ą u w a g ę za słu g u je fa k t. działanie ich u staje raptow nie po przebyciu pewnej określonej odległości. Prom ienie a.3 nios. w y ­ k a z a ły jed n a k . Cząstki a. posiadają określoną prędkość początkową. iz o to p toru . p o c h o d zą c e z je d n e g o p ierw ia stk a . j a k już w spom niano wyżej. 1 D o k ła d n e b a d a n ia p rzep ro w a d zo n e w c ią g u o sta tn ic h la t. również i beryl. pierw iastka o liczbie porządkowej 91. wychodzące z p re p a ra tó w promienio­ twórczych. 3 P or. wynoszącą od 5 % do 7 % prędkości światła.2 Czasy przepołowienia pierw iast­ ków prom ieniotwórczych w a h a ją się od mniej więcej bilio­ nowej części se kundy w w y p a d k u toru C. k tó r y z n a jd u je m y ja k o d o m ie sz k ę w uranie. do około biliona lat w w y p a d k u potasu i berylu. ten ostatni szereg stanowi praw dopodobnie pewne odgałęzienie sze­ regu uranow o-radowego. ja k stw ier d z o n o w roku 1933. m a ją w sz y stk ie tę sa m ą p ręd k o ść. szereg torow y.) . pochodzące z jednego pier­ w iastka promieniotwórczego. (U w .1 Poza tym i trzem a szeregami w ła­ sności promieniotwórcze p o siad ają jeszcze pierwiastki potas i rubid. jak się zdaje.4 Gdy p ro ­ mienie a przechodzą przez powietrze lub inne sub­ stancje. że n ie z a w sz e c z ą stk i a. sam ar oraz b ery l w y s y ła ją p ro m ien ie a. 59. rozd z. w po­ wietrzu zasięg cząstek a różnych pierwiastków prom ie­ 1 S u b sta n c jfi m a c ie r z y stą p r o ta k ty n u je s t p r a w d o p o d o b n ie tz w . c h a ra k te ry z u ją c ą ten pierwiastek. w yw odzący się z pro- t a k ty n u . tł. dalej sa m a r i niektóre inne ziemie rzadkie oraz. zależnie od rodzaju przem iany. cząstki a oraz noszące miano cząstek fi elektrony. zwanej zasięgiem. zwane prom ieniam i gamma. że. pochodzący od to ru o liczbie porządkowej 90 i szereg aktynow y. w y rz u ­ cane z rozpadającego się jąd ra . lecz pon a d to również bardzo krótkofalow e promieniowanie rentgenowskie. zawiera nie tylko.i do­ d a tn i ład u n e k elektryczny i opuszczają substancję pro­ mieniotwórczą z prędkością. Promieniotwórczość 251 Dużo analogii z szeregiem uran o w y m w y kazują dwa po­ zostałe szeregi.

Rys. Rys. zbliżające się niekiedy aż do prędkości światła. G ru p a torów cząstek U. wychodzących z to ru C. schodzące aż do 0. 71. że p r e p a r a t wysyła dwa rodzaje promieni a o różnych zasięgach. posiadają prędkości. Za pom ocą wilsonowskiej m eto d y sm ug mgły1 m ożna wyznaczyć dłu­ gość zasięgu bezpośrednio na fotografii. D okładne p om iary w ykazały. prócz tego widzimy jeden to r cząstki a o szczególnie du ż y m za­ sięgu. 71 po k a ­ zuje tego rodzaju zdjęcie promieni a.006 A (czyli 6. jako w yjątkow o tw arde promienie rentgenowskie. z to ru C. Na fotografii widać wyraźnie. Promienie y. rozdz. Promienie ¿9. Zjawiska promieniotwórcze nastrę cz a ją interesującą możliwość w yznaczenia wieku ziem i. promienie y nie są odchy­ lane w polu m agnetycznym . N a ogół zasięg jest ty m większy. . W przeciwieństwie do naładow a­ nych elektrycznie cząstek a i /?. J a k ju ż zaznaczono uprzednio. że liczba w ysyłanych w pew nym określonym czasie kw a n tó w prom ieni y jest rów na liczbie atom ów. cały u ran przem ienia się stopniowo w izotop 1 P or. m a ją bardzo małe długości fali. ro zp a dających się w preparacie w ty m sa m y m czasie. jak już w spom nia­ no w yżej. im prędszem u rozpadowi podlega źródło pro ­ mieni a.252 Zasady fizyki niotw órczych wynosi od 2 % do 11% cm. 60.10'11 cm) co odpowiada napięciu około dwóch milionów woltów.

że zaw artość ołowiu uranowego sięgać może aż do mniej więcej 2 3 % zawartości uranu. . mniej jed n a k dokładnie. co i wiek ziemi. wobec tego m inerały uranowe o wieku 800 milionów l a t m u ­ siałyby zawierać 10% ołowiu uranowego itd. Na wiek m inerałów uranow ych z n a jd u jem y zatem na tej drodze wartości. Istotnie. gdy na powierzchni ziemi w ytw orzyła się stała skorupa. rozd z. P a n e t h zdołał przeprowadzić t ą m eto d ą niezmiernie cie­ kawe określenia wieku meteorów. Ponieważ ołów stanowi nierozpadający się już dalej p r o d u k t końcowy szeregu uranowego. k tó ry różni się jednakże od „zwykłego“ ołowiu swym ciężarem atom ow ym .1 1 P or. Drogą ogrzewania m ożna wypędzić gaz z m inerału. k tóre na pewno nie należały do naszego układu słonecznego (o czym m ożna było sądzić z hyperbolicznej postaci ich toru) leży również w granicach od połowy do trzech miliardów lat. Analizy w ykazały. tak. ja k a jego ilość powstała z uranu. Ze zna­ nego czasu przepołowienia u ranu wynika. że praw dopodobnie 2 m iliardy la t minęło już od czasu. dochodzące aż do około 1850 milionów lat. Ten wysoce nieoczekiw any w ynik pozwalałby zatem przy­ puszczać. Promieniotwórczość 253 ołowiu. wszystkie m inerały uranowe zaw ierają ołów. a następnie po zo­ bojętnieniu elektrycznym pozostają w minerale w postaci atom ów helu. k tó re zostają przeważnie zaham ow ane w minerale. Doprowadziły go one do w yniku. Hel ten tw orzy się z cząstek a. wyznaczenie ciężaru atomowego tego ołowiu pozwala n a ty c h m ia s t wywnioskować. że wiek takich na w e t m eteorów. W iek m inerałów prom ieniotwórczych m ożna również wyznaczyć. z ilości zawartego w nich helu. że w przeciągu około 80 milionów la t rozpada się 1 % początkowo danej ilości uranu. że wiek wszechświata jest tego samego rzędu wielkości. 76. ja k a zaś znajdow ała się od po­ czątku w minerale uranow ym w postaci zwykłego ołowiu. a następnie zebrać go i zmierzyć jego ilość.

Ponieważ w pro­ cesie ty m pierwotne jądro azotu (ładunek 7. j a k ślad cząstki a rozgałęzia się w dwóch kierunkach.— przynajm niej o ile chodzi o przem iany promieniotwórcze. p rzy czym był to pierwiastek o niskiej liczbie porządkow ej. — tylko pierwiastki o najw yższym ciężarze atom ow ym . m asa 1) na cząstkę a (ładunek 2. k tó ra w yrzuca proton z ją d ra azotu. opierając się na wiel­ kości ich zasięgu oraz odchylenia ich torów w polach elektrycznym i m agnetycznym . układające się w szeregi przem ian. sam a p r a ­ w dopodobnie pozostaje w ty m jądrze. zatem po zobojętnieniu powinniśm y otrzym ać w wyniku atom izotopu tlenu o ciężarze a to ­ m owym 17 (ładunek 8). m asa 14) zamienia jeden proton (ładunek 1. 1919 R u t h e r f o r d po raz pierwszy dokonał rozbicia alomu pier­ w iastka na drodze sztucznej. wywołało to słusznie nie­ zwykle wielkie wrażenie. że cząstka a. LX\ R O Z B I J A N I E ATOM ÓW Promieniotwórcze przem iany pierwiastków stanow ią procesy. W idzim y n a nim. W obec rzadkości tak ic h procesów należało w ykonać zdjęcia torów kilkuset tysięcy cząstek a. B o m b a rd u ją c azot cząstkam i a. Rys. krótsza gałąź — t o r odrzuconego wstecz pozbawionego protonu ją d ra azotu. m asa 4). wyrzuconego z rozbitego ją d ra azotu. p o n a d to podlegają im. przebiegające spontanicznie i nie poddające się ż adnym wpływom zew nętrznym . W dalszych doświadczeniach udało się R u t h e r f o r d o ­ . K ilka l a t później powiodło się B l a c k e t t o w i przez za­ stosowanie m eto d y W ilsona sfotografować bezpośrednio a k ty rozbijania jąder. Długa cienka gałąź przedstaw ia to r pro­ tonu. czyli protony. co mógł stwierdzić. ażeby otrzym ać fotografie kilku w ypadków rzeczywiste­ go rozbicia. R uth e rfo rd zdołał wyzwolić z ją d e r azotu jądra wodoru. B ra k trzeciej jeszcze gałęzi w skazuje na to. Gdy więc w r. 72 przedstaw ia przykład takiego zdjęcia.

iż mniej więcej jeden n a sto milionów protonów przenika do ją d ra litu. ko w i. J a k o środek do rozbijania służyły początkowo cząstki a (mianowicie szczególnie p ręd­ kie cząstki. . w ysyłanym przez p r e p a r a ty promieniotwórcze. jak również K i r s c h o w i i P e t t e r - s s o n o w i rozbić jeszcze liczne inne pierwiastki. posiada­ jących prędkość. Cockcroft i W a lto n mogli zauważyć emisję cząstek a z litu już p rzy użyciu protonów przyspieszanych n apię­ ciem 30.ha dwie. Rozbijanie atomów 255 w i i ('. przez to m asa tego ją d ra zwiększa się z 7 na 8. a przede w szystkim pierwiastki o niskim ciężarze atom ow ym . wysyłane przez ra d C’1) jednakże za ich po­ średnictw em m ożna było ro­ zbijać tylko nieliczne ato m y i nigdy nie udało się uzyskać większych wydajności. zostaje wówczas w yrzucona z litu duża liczba cząstek a. p a d a na lii. W roku 1932 C o c k c r o f t i W alton niespodziewanie wykryli.000 woltów. Ze w zrostem napięcia zwiększa się 1 R ad C1 p o w sta je za p o śre d n ic tw em p r z e m ia n y z radu C i p rzech o d zi n a stę p n ie w rad D p rzez p rzem ia n ę a. stanow ią bardzo sku­ teczny środek wywoływania p rzem ian pierwiastków . odpow iadający prądow i o natężeniu jednej milionowej a m pera. wytworzone sztucznie w wo­ dorze. że stosunkowo po­ wolne promienie protonowe. Można sądzić. odpow iadającą najszybszym cząstkom a. i wyswobodzić z nich protony. Gdy strum ień powolnych p ro to ­ nów. po czym rozpada się ono na dwie cząstki a.

godzinami jeszcze m ożna następnie czy­ tać w świetle fosforescencji takiego kryształu. .256 Z asady fizyki szybko liczba w yrzucanych cząstek a. p rzy czym jądro boru po w bi­ ciu weń pro to n u rozpada się na trz y cząstki a. M ożliw e je s t z a te m . gdy napięcie sięgało 2. dorównywało już ono natężeniu pro­ mieniowania. sięgającym kilkuset świec. zbadane przez B rascha i Langego. gdy tym czasem cały św iatow y zapas r adu wynosi dzisiaj zaledwie około połowy kilograma. dorów ny­ wały one prawie swą tw ardością promieniow aniu radu. w y w o ła n e p rzez w y r z u co n e p o c z ą tk o w o n e u tr o n y (p or. O wiele jeszcze większe wydajności niż Cockcroft i W al- ton osiągnęli B r a s c h i L a n g e . Promienie katodow e o ta k wysokim napięciu mogą prze­ biec w powietrzu drogę około 10 m etrów. Co się tyczy natężenia promieni. uzyskanych wówczas przez ty ch badaczy. 1 Im w y ż sz a je s t ch em icz n a liczb a p o rzą d k o w a (a w raz z n ią i ciężar a to m o w y ).4 milionów woltów. ro zd z. Praw ie wszystkie pierwiastki. dały się rozbić. W doświadczeniach ty ch autorów promienie protonowe. wytw orzone w czasie je d ­ nego w yładowania. również i ciężki pier­ w iastek ołów.4 milionów woltów. wywoływały rozpad od dziesięciu do stu milionów atom ów litu. z którego w yrzucane były cząstki a o szcze­ gólnie dużym zasięgu. ż e w w y p a d k u r o zb ija n ia o ło w iu za c h o d z i w ła śc iw ie zja w isk o w tó r n e . Również i ato m y boru o masie równej 11 są w znacznej mierze i-ozbijane przez promienie protonowe.1 Stosując swe w yjątkow o wysokie napięcia Brasch i Lange zdołali następnie również otrzym ać niezwykle prze­ nikliwe i intensyw ne promienie katodow e i rentgenowskie. ty m w ię k sz a je s t siła o d p y c h a n ia . 6 6). jakie byłoby wysyłane przez kilka tysięcy kilogramów radu. P róby. wśród nich. k tórzy stosowali chwilowe napięcie 2. ja k ie w y w ie r a d o d a tn io n a ła d o w a n e ją d ro a to m o w e n a z b liż a ją c y się p ro to n lub c z ą stk ę a. co było dość nieoczekiwane. K ryształ szpatu islandzkiego zostaje pobudzony przez takie promienie do bardzo silnego świecenia o natężeniu.

dotyczyły one neutronu i dodatniego elektronu. wsławionej odkryciem radu) i J o l i o t . w yrzucane są pewne cząstki. zwane dzisiaj powszech­ nie neutronam i. Przyczyna tego leży praw dopodobnie w tym . okazały się nadzwyczaj skutecznym środ­ kiem wywoływania przem ian atomów. N e u tro n y w yrzucają z atom ów azotu i tlenu bardzo szybkie cząstki a. że z berylu. trafiając w dodatnio n ałado­ wane jądro atomowe. że. Posiadają one wysoką przenikliwość. te bowiem posiadają stosunkowo dużą objętość1 i wobec tego bardzo m ały zasięg. LXVI N E U T R O N I D O DA TNI E L E K T R O N Aż do roku 1932 powszechnie uważano za podstawowe cegiełki m aterii ujem nie naładow any elektron i 1838 razy cięższy dodatni proton. dochodzących do 10 milionów woltów. bom bardowanego cząstkam i a. To głęboko zakorzenione w yo­ brażenie zostało jednakże obalone przez dwa sensacyjne odkrycia. które nie są naładowane elektrycznie. nie doznają one odpychania. Z początkiem tego roku C h a d - w i c k wykrył. jakie­ m u podlegają dodatnie p ro to n y lub cząstki a. dokonane w r. nie mogą więc oczywiście wchodzić tu ta j w grę zwykłe obojętne a to m y wodoru. są obecnie w toku w rozm aitych za­ kładach badawczych. że wynikiem przem iany jest zmniejszenie m asy o 3 jednostki przy jednoczesnym obniżeniu liczby po rzą d ­ 1 Ś red n ica a to m u w o d o ru je s t ok o ło 1 0 . Neutron i dodatni elektron 257 zmierzające do wytworzenia napięć.0 0 0 r a zy w ię k sz a od śr ed n icy p ro to n u c z y też c z ą stk i a. tak. p rzy czym masa ich jest prawie równa masie protonu. Te nienaładow ane cząsteczki. Niezależnie od Chadwieka podobne wyniki uzyskali I r e n a C u r i e (córka pani Curie-Sklodowskiej. 1932. Zasady fizyki .

Na jeden c e n ty ­ m e tr k w a d ra to w y powierzchni ziemi p a d a przeciętnie ze w szystkich kierunków w przybliżeniu 1 % cząstki „kos­ m icznej“ na sekundę. nie posiadające żadnego w ogóle elektronu. 1912. . B la­ c k e tt i Occhialini wynaleźli w r. dokonane w r. wielkości zakrzywień ich torów w polu m a ­ gnetycznym i wreszcie kierunki ty c h zakrzywień (przy czym znany był również kierunek biegu cząstek). foto- 1 N eu tro n m a m a sę 1 i ła d u n e k 0. Jeszcze większe bodaj wrażenie. prom ieniowa­ niem kosm icznym . k tóre praw dopo­ dobnie pochodzi z przestrzeni kosmicznych.1 Możemy uważać n e u tro n y za a to m y pierw iastka o liczbie porządkowej zero. 1932 przez A n d e r s o n a i potwierdzone następnie przez B l a c k e t t a i O c c h i a l i n i e g o . pozwala­ jąc ą auto m a ty c z n ie fotografować t o r y przenikliwych pro­ mieni.258 Zasady fizyki kowej o dwie jedn ostki. niż odkrycie neutronu. któ ry c h ładunek odpowiada d o d atniem u ładunkow i ele­ m e n ta rn e m u . są to więc atom y. W ykrycie dodatniego e- lektronu było wynikiem b a d a ń n a d tzw. naładow anych elek­ trycznie i obdarzonych olbrzym ią energią. odpow iadającą napięciom od 200 milionów do 10 m iliardów woltów. zostało w y­ k ry te przez H e s s a jeszcze w r. A nder­ son był w stanie stwierdzić. A ndersonowi udało się sfotografować w spom inaną już często m e to d ą W ilsona to ry naładow anych elektrycznie cząstek. wywołało odkrycie dodatniego elektronu. przebiegających przez kom orę Wilsonowską. składa się ono głównie z cząstek. promieniowanie to. 1933 m etodę. W sk u te k tego cząstki te mogą przenikać p ły ty ołowiane o grubości dochodzącej do 10 m etrów . P orów nyw ając zasięgi ty c h cząstek. któ ry m b rak zatem zupełnie „układu p la n e t“ . J a k w iem y dzisiaj. że istnieją wśród nich cząstki. w ytw a rz an y c h praw dopodobnie wtórnie przez działanie promieni kosmicznych. m asa n a to m ia s t — masie elektronu. n a to m ia s t c z ą stk a a m a sę 4 i ła d u n ek 2.

zauważyli występow anie d odatnich elektronów również i w w a ru n k a ch czysto la b o ra to ry jn y c h pod działaniem bardzo tw ardych promieni y. przede w szystkim sam Anderson. a mianowicie przem iana świa­ 17* . ja k go nazwano później. p rzy czym zachodzi wówczas rzeczy­ wista materializacja świalla. w ciągu 1933 r. -Neutron i dodatni elektron 259 grafie te potw ierdzają odkrycie Andersona. J e d n ą z nich w idzim y na rys. positronu. Istnienie dodatniego elektronu czy też. gdy Rys. (Należy zwrócić uwagę na półkole u góry na prawo). 73. Dośw iadczalne wykazanie istnienia elektronu dodatniego. że w procesie ty m k w a n ty promieni y o d d a ją swą ener­ gię na wytw orzenie p a r y elektronów : elektronu do­ datniego i ujem nego. rozmaici badacze. 73. a następnie I r e n a C u r i e i L i z a M e i t n e r . Pokazało się wyraźnie. zostało w zupełności ugruntow ane.

Szczególnie w ydajne źródło positronów uzyskujem y. 1933 po raz pierwszy m ożna było rzeczywiście zaobserwować za­ równo sztuczne tworzenie m aterii. podobnie do glinu zachow ują się również magnez i bor. przy czym p ro to n y stanow ią p rzy­ puszczalnie połączenia neutronów z positronam i. Promienie a. W ydaje się. doświadczenie wykazało rów ­ nież. po­ w s ta ją promieniotwórcze.1 Odwrotnie. wyrzuca w dalszym ciągu positrony naw et po usunięciu p rep a ra tu . ja k i jej zanikanie. czy bom bardow ano cząstkam i a bor. osadzając polon na glinie i przykryw ając go znów glinem. że. P rz y pom ocy stosow nych m etod chemicznych Irena Curie i Jo lio t byli w stanie wykazać. p o d d a n y działaniu promieni a p r e p a ra tu polonu. (wysyłające positrony). Stwierdzenie tego faktu doprow a­ dziło Irenę Curie i J o l i o f a do zadziwiającego odkrycia. że powstające w ten sposób swobodne positrony nie są trwałe i po k ró tk im czasie każdy z nich podlega znów demalerializacji wraz z jakim ś n a p o tk a n y m elektronem u jem nym . ro zd z.260 Zasady fizyki tła w m aterię. stanowiące nieznane poprzednio nietrwałe izotopy ty ch pierwiastków. a mianowicie w pewne c h a ra k te r y ­ styczne tw arde promienie X. wysyłane przez promienio­ tw órczy polon. zależnie od tego. 1 P o tr z e b n a do te g o m in im a ln a en erg ia o k a z u je się rów n a w ła sn ej en ergii pary e le k tr o n ó w (p or. że positrony m ogą istnieć trw ale jedynie we­ w n ą trz ją d e r atom ów. 75). ato m y azotu. W doświadczeniach ty ch po raz pierwszy zaszedł w ypadek stwierdzenia metodami chem icznym i sztucznej przem iany pierw iastka. dzięki k tórem u poznano zupełnie nowy rodzaj prom ienio­ twórczości. rozbijają a to m y glinu. że listek aluminiowy. krzem u lub fosforu. radiokrzem u 3 % i wreszcie radiofosforu — 2 % m inuty. W ten sposób w r. przy czym zostają wyzwolone positrony. Czas przepołowienia otrzym anego w te n sposób „ ra d ioazotu“ wynosi 14 m inut. magnez czy też glin. p rzy czym obie te cząstki przekształcają się w promieniowanie. . Znaleźli oni mianowicie. jak znalazł Joliot.

Poziom y energetyczne atomów 261

W r. 1934 udało się następnie F e r m i e m u wywołać
sztuczną promieniotwórczość (wysyłanie promieni fi) przez
bom bardow anie rozm aitych pierwiastków neutronam i.
Silne efekty występow ały np. w żelazie, chlorze, srebrze,
jodzie i chromie, przy czym radiopierwiastki, powstające
przez przem ianę ty ch pierwiastków, m a ją czasy przepo­
łowienia wynoszące od p a ru sekund do p aru godzin.

LXVII
PO Z IO M Y E N E R G E T Y C Z N E ATOMÓW

Procesy, zachodzące w jądrach atom ow ych, są zwią­
zane, ja k już widzieliśmy, z w ym ianam i stosunkowo ol­
brzym ich ilości energii, czy to wówczas, gdy doprow a­
d zam y energię z zewnątrz, wywołując sztucznie przem iany
atom ów, czy też gdy energia zostaje wyzwolona w prze­
biegających sam orzutnie procesach jądrow ych. Jeśli bę­
dziemy w yrażać energię, ja k to zostało przyjęte w fizyce
atom owej, w elektronow oltach, czyli m ierzyć ją ilością
woltów, ja k ą m usiałby przebiec elektron, ab y uzyskać
daną energię,1 m ożem y powiedzieć, że w procesach ją ­
drowych m a m y prawie zawsze do czynienia przynajm niej
z dziesiątkami tysięcy, albo setkam i tysięcy, albo też
naw et milionami elektronowoltów.
Znacznie mniejsze są ilości energii, wchodzące w ra ­
chubę w procesach, dotyczących układu planetarnego
atom u, czyli tzw. „powłoki zewnętrznej atom u“] odpo­
w iadają im na ogół ilości elektronowoltów, wynoszące od
1 do 100. Istnieje pewna prosta m etoda wywoływania zmian
w powłoce atom owej, szczególnie n a d ająca się do w y m a ­
gań fizyki atom owej. Poprzez gaz lub parę, której a to m y
chcem y zbadać, przepuszcza się wiązkę „pow olnych“
1 Z god n ie z za sa d ą za c h o w a n ia en ergii, en ergia k in e ty c z n a
elek tro n u , k tó r y p rzeb ieg ł p ew n e o k reślo n e n a p ięcie, rów na się
ilo c z y n o w i te g o n a p ięcia p rzez ła d u n ek elek tro n u .

262 Zasady fizyki

swobodnych elektronów, w skutek czego zostają wywołane
zderzenia pom iędzy ty m i elektronam i i atom am i. Można
bardzo dokładnie mierzyć zachodzące przy tak ic h zde­
rzeniach s tr a ty energii elektronów, k tó ry m odpow iadają
równe co do w artości p rzy ro sty energii atom ów .1
B adania „zderzeń elektronowych“, przeprowadzone przez
F r a n c k a i G ustaw a H e r t z a , ujaw niły w r. 1913 bardzo
w ażny fakt, że a to m nie może pobierać dowolnych ilości
energii, lecz tylko pewne ilości ściśle określone. Przede
w szystkim je d n a k doświadczenia te w ykazały, że, o ile
nie zachodzą jakieś anorm alne w arunki (jak np. wysoka
tem p e ra tu ra ), o ile zatem, ja k to przyjęto mówić, atom
znajduje się „w stanie n o rm a ln y m “ , nie może on w ogóle
pobierać ilości energii, leżących poniżej pewnego określo­
nego m inim um . To m inim um zostało nazwane energią
pobudzenia danego pierwiastka. Znaleziono np., że w artość
jej w yrażona w elektronow oltach, wynosi dla sodu 2,1
zaś dla rtęci 4,9.
Za pom ocą zderzeń atom ow ych m ożna było w yznaczyć
bardzo dokładnie dla wielu pierw iastków również i tę
energię, jakiej należy udzielić atomowi, znajdującem u się
w stanie norm alnym , a b y oderwać od niego elektron,
oczywiście ten, k tó ry jest najsłabiej z nim związany, a b y
więc, ja k m ówimy, zjonizować ten atom . Energia jonizacji
wynosi np. dla sodu 5,1, zaś dla rtęci 10,3 elektrono wolta.
Z faktu, że energia jonizacji zawsze okazuje się większa
od energii pobudzenia, w ynika wyraźnie, że w stanie po­
budzonym a to m zawiera wprawdzie wszystkie elektrony,
lecz przynajm niej jeden z nich związany jest wówczas
słabiej, niż w stanie norm alnym . Obserwacje zderzeń
elektronowych u jaw niają dalej istnienie pewnych c h a ra k ­
tery stycznych dla różnych atom ów ilości elektronowol-
tów również i pom iędzy wartościam i energii pobudzenia
a energii jonizacji.
1 R o z str z y g a ją c e z n a c z e n ie m a lu la j fa k t, że m a sa ele k tr o n u
je s t b ard zo m ała w p o ró w n a n iu z m a są a to m u .

Poziom y energetyczne atomów 263

Okazuje się więc, że w k a ż d y m atom ie pierw iastka
chemicznego poza stanem norm alnym możliwy jest jesz­
cze cały szereg stanów „wyższych“ , przy czym każdy
z nich je s t scharakteryzow any przez pewną zupełnie okre­
śloną w artość energii, o k tó rą energia jego przewyższa
energię sta n u normalnego. W czym je d n a k leży głębsza
przyczyna tego osobliwego występowania poziomów energii
w atom ie? Odpowiedź na to p ytanie dało zrozumienie bu­
dowy najprostszego z atom ów, ato m u wodoru.
J u ż w roku 1910 a u to r niniejszej książki rozwinął po­
gląd, że budowa atomów musi zależeć od elementarnego
kw antu działania. W ten sposób udało m u się wówczas
znaleźć zależność, w iążącą podstaw ow ą stałą spektro­
skopii (tzw. stałą R ydberga, o której będzie jeszcze
niżej mowa) z elektrycznym ładunkiem elem entarnym
i z elem entarnym k w a n te m działania. Rozw ażania te
uzyskały doskonalszą postać dopiero w tedy, gdy B o h r
zastosował je w r. 1913 do powstałego na krótko przed­
tem Rutherfordowskiego modelu a to m u .1
Bohr założył, że w R utherfordow skim modelu atomu
wodoru iloczyn m asy krążącego elektronu przez jego
prędkość i przez obwód toru równa się elem entarnem u
kw antowi działania.2 Z akładając ponadto, że siła p rzy­
ciągania elektrycznego pom iędzy jądrem , a obiegającym
je dookoła elektronem , dokładnie równoważy silę od­
środkową, otrz y m ał B ohr zupełnie określone wartości na
promień normalnego atom u wodoru oraz prędkość ruchu
elektronu. W edług Bohra w artość prom ienia normalnego
ato m u wodoru jest równa 5,3.10"9 cm, zaś prędkość
elektronu wynosi 0,73% prędkości światła, a więc osiąga
w artość 2.188 km na sekundę.
B ohr przyjął dalej, że prócz sta n u norm alnego istnieje
jeszcze szereg anorm alnych stanów ato m u wodoru, dla
któ ry c h iloczyn m asy elektronu przez jego prędkość i przez
1 P o r. rozd z. 60.
2 G d y a to m je s t w s ta n ie n o r m a ln y m (u w . tł.).

264 Zasady fizyki

obwód jego to ru nie równa się elem entarnem u kwantowi
działania, lecz pewnej jego całkowitej wielokrotności. Odpo­
wiednią liczbę całkowitą nazwano liczbą kwantową. A więc
tor elektronu, znajdującego się w stanie norm alnym we­
w n ą trz ato m u wodoru, jest jednokw antow y, gdy n a to m ia s t
atom ten jest w jed n y m ze stanów anorm alnych, to r ten
może być dwu-, trój-, cztero-, pięcio-kwantowy itd. Dalsze
obliczenia w ykazują, że w atom ie wodoru różnica energii
pom iędzy dwom a sta n a m i o różnych liczbach kw antow ych
równa się energii jonizacji atom u, pomnożonej przez róż­
nicę odwrotności k w a d ra tó w odpowiednich liczb k w a n ­
towych. T a k np. różnica energii pom iędzy stanam i trój-
kw antow ym a d w u kw antow ym wynosi 5/36 energii joni­
zacji, ponieważ 5/36 równa się (% )2— (% )2-

LXVIII
T E O R I A K W A N T O W A W ID M

Gdy atom powraca ze sta n u wyższego, bogatszego w e-
nergię, do sta n u normalnego, m ożem y oczekiwać, że, jeśli
n a w e t nie zawsze, to je d n a k często n a d m ia r energii zo­
stanie wijprom ieniow any w postaci kw antu świetlnego. To
samo m ożem y również przyjąć i w w ypa d k u , gdy zacho­
dzi przejście pom iędzy dwom a stanam i anorm alnym i. W ią ­
żąc więc w ten sposób pojęcie kw an tu świetlnego z istnie­
niem poziomów energetycznych w atom ie uzyskujem y n a ­
ty c h m ia s t wyjaśnienie zasadniczego faktu doświadczal­
nego, że k a ż d y pierwiastek w ykazuje pewne jem u tylko
właściwe widmo prążkowe.1 Ponieważ bowiem zgodnie
z zasadą zachow ania energii i hipotezą kw a n tó w świetl­
nych częstość drgań wyprom ieniowanego k w a n tu świetl­
nego musi być równa różnicy energii dwu poziomów, po­
dzielonej przez stałą uniw ersalną — e lem entarny k w a n t
działania, zbiorowi p a r poziomów energetycznych odpo­
1 P or. rozd z. 8.

Teoria kwantowa widm 265

w iadać musi oczywiście zbiór w szystkich możliwych czę­
stości drgań prążków. Z prawidłowości, jakim podlegają
poziom y energetyczne, m uszą zatem w ynikać pewne okre­
ślone prawidłowości widm ; pierwszą prawidłowość tego
rodzaju w ykrył już w roku 1885 B a l m e r w widmie wo­
doru.
Balm er znalazł pewną p ro stą zależność liczbową po­
między długościami fal czterech należących do obszaru
widzialnego prążków wodoru (prążków czerwonego, nie­
bieskiego i dwu fiołkowych).1 W późniejszym, rozszerzo­
nym , ujęciu prawo Balm era, do którego prążki wodoru
stosują się zadziwiająco dokładnie, orzeka, że częstość
drgań jakiegoś prążka wodoru jest zawsze równa pewnej
stałej uniwersalnej, tzw. sialej Rydberga, pomnożonej
przez różnicę dwóch odwrotności k w a dratów prostych
liczb całkowitych. Z n a jdujem y np., że częstość drgań czer­
wonego prążka w odoru stanowi 5/36 stałej R ydberga.
Na podstaw ie tego, co zostało powiedziane w końcu po­
przedniego rozdziału, widzimy, że sformułowana znacznie
później teoria Bohra w yjaśnia w zupełności prawo B al­
m era. S tw ierdzam y jednocześnie, że czerwony prążek
wodoru zostaje w ysłany przez atom , k tó ry przechodzi ze
sta n u trój kw antowego do sta n u dwukw antow ego. Nie­
bieski prążek powstaje, gdy elektron zmienia to r cztero-
kw antow y na d w ukw antow y itd. W odw rotny sposób
pow stają prążki absorbcyjne; np. ten, k tó ry odpowiada
prążkowi czerwonemu, pow staje przez „podniesienie“ elek­
tronu z to ru dw ukw antow ego na trój kw antow y.
Zespół ty ch prążków wodoru, które są wysyłane dzięki
przejściu a to m u ze sta n u o większej ilości kw antów do stanu
dw ukw antow ego stanowi t a k zwaną opty cz n ą lub B alm e-
rowską serię wodoru. Z praw a Balm era wynika, że prążki
te m uszą się skupiać ku pewnej granicy, której częstość
drgań równa je s t jednej czwartej stałej R ydberga; granicy

1 P or. p op rzed n i ry s. 9.

266 Zasady fizyk i

tej odpowiada zatem długość fali, wynosząca 3.647 A, a więc
należąca już do nadfioletu. Rys. 74 przedstaw ia zdjęcie
fotograficzne serii Balm era, na k tó ry m wyraźnie je s t wi­
doczne zbieganie się prążków ku granicy. Przez przejście
a to m u ze stanów wielo kw antow ych do normalnego stanu
jednokw antow ego pow staje seria wodoru, leżąca w dalekim
nadfiolecie, co się zaś tyczy tych seryj, które są związane
z przejściami do stanów trój,- cztero-, czy też pięciokwan-

Rys. 74. Seria B alm era w prążkow ym w idm ie w odoru.

towego i które również m ożna już było zaobserwować,
należą one do podczerwieni.
Obok w idm a w odoru dużą przejrzystością swej b u ­
dowy w yróżniają się jeszcze w idm a metali alkalicznych
ja k np. sodu lub potasu. Przejrzystość tę zawdzięczam y
najpraw dopodobniej tem u, że w a to m a ch ty c h pierwiast­
ków (na co zresztą wskazuje również ich zachowanie się
chemiczne) jeden elektron je s t związany szczególnie słabo.
Serie prążków m etali alkalicznych d a ją się również opisać
przy pom ocy formuł, w k tórych podstaw ow ą rolę odgrywa
ta sam a stała, co i w widmie wodoru (tzw. stała R yd-
berga). Rys. 75 przedstaw ia dla przykładu część widm a
potasu.
Zespól prążków w w idm ach metali alkalicznych jest
znacznie bogatszy, niż w widmie wodoru; uporządkow anie
tych prążków doprowadziło do wniosku, że do sc h ara k te ­
ryzowania toru elektronowego nie w ystarcza podanie
jednej tylko liczby kw antow ej; trzeba jeszcze ponadto
odróżnić, ja k się to mówi, używając uzasadnionej histo­
rycznie terminologii, czy jest to „tor s, tor p, tor d c zy też

T eoria kwantowa widm 267

to r / “ . (Litery te stoją na początku nazw scharf (ostra),
prinzipal (główna), diffus (rozm yta) i fu n d am e n ta l (pod­
stawowa), k tóre nadano różnym seriom ).1
Decydujące znaczenie dla teorii kw antów
m a fakt, że, ja k w ykazują zgodnie z ob­
serwacją rozważania teoretyczne, stan
jednokw antow y może być tylko stanem s,
s ta n d w ukw antow y s ta n e m s lub p, stan
tró jk w a n to w y — stanem s lub p lub d, zaś
s ta n czterokw antow y — stanem s, lub p,
lub d lub /.2
W idm a pierwiastków drugiej grupy
uk ład u periodycznego, czyli ziem alkalicz­
nych (jak np. wapń), są już znacznie b a r ­
dziej złożone, niż w idm a pierwiastków grupy
pierwszej i w ogóle, im dalej postępujem y
z lewa na praw o3 w układzie periodycz­
nym , n a p o ty k a m y ty m bardziej zagm a­
tw ane zależności. J e d n y m z najw spanial­
szych sukcesów teorii widmowej je s t po­
myślne rozwikłanie budow y wyjątkow o
skomplikow anych widm prążkow ych gazów
szlachetnych i uporządkow anie ich w serie.
Duży postęp w rozwoju teorii widm s ta ­
nowiło zrozumienie w r. 1925 przez dwu
fizyków holenderskich, U h l e n b e c k a
i G o u d s m i t a , że elektronom należy p rzy ­
pisać ruch w irowy dokoła własnej osi i że
dzięki tem u wirowaniu elektrony nabierają
własności m ałych magnesów. Gdy m a m y
dane położenie osi obrotu elektronu, możli­

1 W y r ó ż n ie n ie r o z m a ity c h ro d za jó w sery j o p ty c z n y c h p o p rze­
dziło p o w sta n ie te o r ii k w a n tó w .
2 D la sta n u p ię c io k w a n to w e g o is tn ie je je sz c z e jed n a , p ią ta ,
m o żliw o ść itd .
3 Por. t.abl. 2 w ro zd z. 63.

268 Zasady fizyki

we są jeszcze dwa różne ruchy obrotowe w dwu przeciw­
nych zwrotach, podobnie ja k w w ypadku ziemi, która
przy ty m sam ym położeniu biegunów m ogłaby, zam iast
z zachodu na wschód, obracać się ze wschodu na zachód.
Rozważania, przeprowadzone na podstawie teorii k w a n ­
tów. w ykazują, że energia wiązania elektronu z atom em
zmienia się nieco, gdy zwrot ruchu wirowego elektronu
zmienia się na przeciwny. Liczne prążki widmowe, które
w słabszych przyrządach widm owych w yglądają, jak po­
jedyncze, są właściwie, jak się okazuje w przyrządach-
silniej rozszczepiających, podwójne lub potrójne, lub też
naw et złożone z jeszcze większej liczby sąsiadujących
ze sobą prążków. Uhlenbeck i Goudsm it wykazali, że p rzy ­
czyna tego zjawiska leży we w spom nianych wyżej nieznacz­
nych zm ianach energii, związanych z ruchem wirowym
elektronów. B adanie tej t a k zwanej subtelnej budowy
prążków widm owych jest zadaniem niezwykle tru d n y m ,
w y m agającym dużej bystrości i wielkiej cierpliwości. Za­
gadnienie to zostało je d n a k pomyślnie i całkowicie roz­
wiązane przez fizyków atom ow ych w dwudziestych latach
naszego stulecia.
W najściślejszym związku z zagadnieniem subtelnej
budow y prążków znajduje się badanie zmian, jak im pod­
legają prążki widmowe w polu magnetycznym. W ystępujące
przy ty m „rozszczepienie“ na kilka prążków zostało w y k ry te
przez Z e e m a n a już w r. 1896, zaś bezpośrednio potem
L o r e n t z podał teorię tego zjawiska. Teorię tę dzisiaj
m usim y wprawdzie uznać za niew ystarczającą,1 um oż­
liwiła ona jednakże po raz pierwszy przybliżone w yznacze­
nie m asy elektronu. Zadowalająca i zupełna teoria n a jb a r ­
dziej nawet skomplikow anych w ypadków zjawiska Zeema­
na została stw orzona dopiero na podstawie teorii kw antów

1 .NaLuralnie L oren tz n ic n ie w ie d z ia ł w ó w c z a s o e le m e n ta r n y m
k w a n cie d zia ła n ia , k tó r y z r e sz tą , ja k sie p ó źn iej o k a za ło , n ie w y s t ę ­
p u je w o g ó le w e w z o ra ch , o p isu ją c y c h zja w isk o Z eem an a w jeg o
n a jp ro stszej p o sta ci.

Teoria kwantowa widm 269

przez S o m m e r f e l d a i L a n d e g o w okresie czasu od
1920 do 1925 r. O harmonicznej piękności i precyzji z ja­
wiska mogą dać wyobrażenie dwa zdjęcia, przytoczone
na rys. 76.
J a k w ykazał doświadczalnie na przykładzie wodoru
S t a r k w r. 1913, prążki widmowe podlegają rozszczepieniu
nie tylko w polu m agnetycz­
nym , lecz i w elektrycznym .
O dstępy pom iędzy pow sta­
jąc y m i przez rozszczepie­
nie w polu elektrycznym
„składow ym i“ i pierw ot­
n y m prążkiem stanow ią
dokładne całkowite wielo­
krotności jednej i tej sa-
mej liczby, me w y stę p u ją Rys. 76. Zjawisko Zeemana.
tu je d n a k wszystkie ko­
lejne liczby całkowite, lecz tylko pewne w ybrane „liczby
porządkow e“ , które m ożna obliczyć z góry na podstawie
teorii k w antów .1
T a k np. w w y padku tego z dwóch prążków fiołkowych
wodoru,2 k tó ry leży bliżej prążka niebieskiego, liczby po­
rządkowe m a j ą wartości 0, 3, 7, 10, 13, 17 i 20, jeżeli
obserw ujem y rozszczepienie pa trz ąc w kierunku pola elek­
trycznego, czyli m a m y do czynienia z tzw. zjawiskiem
podłużnym . Należy podkreślić, że te rzeczywiście zaob­
serwowane „liczby porządkow e“ całkowicie zgadzają się
z obliczonymi uprzednio na podstawie teorii kw antów.
Zjawisko S ta rk a na prążkach wodoru stanowi jeden z n a j­
piękniejszych i najbardziej przekonyw ających dowodów,
że wszystkie zjawiska fizyczne w świecie atom ów są rzą­
dzone przez związki pom iędzy liczbami całkowitym i.
W ysyłanie prążków widm owych przez atom musi być
1 J e s t sa m o p rzez się z ro zu m ia le, że te lic z b y p o rzą d k o w e nie
m ają n ic w sp ó ln eg o z lic z b a m i p o rzą d k o w y m i M o se le y ’a.
3 Z azw yczaj o zn a cza się ten p rążek sy m b o le m Iły.

2 Pole magnetyczne ziem i sk ie r o w u je p ro m ie n ie ele k tro n o w e . dzięki tem u lam py jarzeniowe wypełnione gazami szlachetnym i znalazły sze­ rokie zastosowanie do celów reklam y świetlnej. niż w stanie norm alnym . p r z e b ieg a ją ce w o k o lica ch b ie g u n o w y c h . lub. przede w szystkim neon. zaczynają świecić już pod stosunkowo niskim napięciem. wyw ołanych przez ruchy cieplne. może w y­ syłać światło widzialne. zwykle „czas pobudzenia“ jest rzędu wielkości zaledwie jednej stumilio- nowej części sekundy. w y ­ c h o d zą ce ze sło ń ca .1 W silnych polach elektrycz­ nych pobudzenie może nastąpić przez uderzenie szybko biegnących jonów. A to m y pobudzone trw a ją zazwyczaj w stanie anor­ m alnym jedynie przez czas niezwykle k ró tk i. k tóre s ta ją się coraz gwałtowniejsze w m iarę podwyższania te m p e ra tu ry . w racają następnie skokam i do sta n u normalnego. P ro m ie n ie t e w y w o łu ją p o w sta w a n ie zorzy po­ larnej (p ó łn o cn ej lu b p o łu d n io w e j). A to m y m ogą zostać pobudzone również i przez pochła­ nianie światła. . pobudzone przez naświetlanie. Znane zjawisko fluorescencji polega na ty m . n a o k reślo n e to r y . P ow rót ato m u do sta n u normalnego może odbyć się również i bez promieniowania. wypro- m ieniowując przy ty m energię.2 N iektóre gazy szlachetne. W ten sposób substancja.270 Zasady fizyki n a tu ra ln ie zawsze poprzedzone przez uprzednie przeprow a­ dzenie a to m u w stan anorm alny. p rzen ik a ją c w g łą b a tm o ­ sfery . na ty m właśnie polega świecenie gazów rozrzedzonych w ru rk a c h do w yładow ań. W ty ch p rzy p a d k a c h m ów im y o świeceniu tem peraturowym . pobudzenie. Najczęściej takie przejście. Z orze p o la rn e leżą z w y k le na w y so k o śc i ok oło 100 km p o n a d z iem ią . p rzy czym wyzw alająca się w ty m w y p a d k u energia zostaje zużyta 1 P rzez siln e o g rzew a n ie m o ż n a n a tu r a ln ie w y w o ła ć ró w n ież i jo n iza cję. zachodzi w skutek zderzeń z innym i atom am i. g d y ż . że a to m y ciała świecącego. ja k się zwykle mówi. naświetlona prom ieniow aniem nadfiołkowym . w y w o łu ją on e jej św ię c e n ie. w k tó ry m posiada on energię większą.

k tóre wyczytał w r. opierając się na naszych poję­ ciach o k w a n ta ch świetlnych. w ysyłając przy ty m promienio­ wanie. 1924 P a u l i z p ra ­ widłowości. m usim y oczekiwać. Gdy a to m powraca do sta n u normalnego z najbliższego poziomu o większej energii. znanej z do­ świadczeń na d zderzeniami elektronowymi. gdy . p. którą nazwaliśmy tutaj po prostu liczbą kwantową. że obydwie te wartości zawsze zga­ dzają się ze sobą. w w y p a d k u sodu chodzi o znany jasn y prążek żółty) czy to bezpośrednio przy pom ocy spektroskopu.1 wynika. Można więc w yznaczyć odpowiednią długość fali (np. stanowi wspaniałe potwierdzenie doświad­ czalne założeń teorii widm i w ogóle teorii kwantów . d. natomiast trzy różne wartości. że scharakteryzowanie elektronu z punktu widzenia kwantowego wymaga podania czterech różnych liczb kwantowych. trzecia — dwu przeciwnym sobie możliwościom wirowego ruchu elektronu i wreszcie czwarta określa możliwości rozszczepienia magnetycznego. do których sformułowania do­ prowadziło fizyków zbadanie widm prążkowych. gdy elektron jest typu s. f. Pierwszą z nich jest ta. że iloczyn elem entarnego k w a n tu działania przez częstość drgań wysyłanego prążka widmowego rów ny będzie energii pobudzenia. Jak wskazuje teoria. Budowa atomu 271 jedynie na podwyższenie wewnętrznego zasobu ciepła d a ­ nego ciała. F a k t. druga odpowiada naszym symbolom literowym s. ta ostatnia magnetyczna liczba kwantowa może przybierać tylko jedną war­ tość. czy też pośrednio ze zderzeń elektronowych. L X IX BU D O W A ATOMU Z asady teorii kw antów . d ostar­ czyły również klucza do zrozumienia budow y układu perio­ dycznego pierwiastków. bardzo ogólnego. pod­ stawowego praw a. że atom może posiadać co najwyżej dwa 1 Aby umożliwić przybliżone choćby zrozumienie zasady Pauliego zauważymy. jakie dostrzegam y w budowie widm prążko­ w ych. Z pewnego.

i d w u k w a n ­ towych dochodzą z kolei elektrony trój kw antow e typów s i p. dwa dw ukw antow e elektrony ty p u s i sześć dw ukw antow ych elektronów t y p u p. Z asad a P a u lie g o lub „ zak az P a u lie g o “ orzeka. . Liczby 2. Z drugiej strony. W okresie trzecim do elektronów jedno. k tó ra nie dopuszcza do tego. Ponieważ w jed n y m atom ie nie może znajdow ać się więcej ponad osiem elektronów dw ukw antow ych. czyli 8 dw ukw an- towych. a b y w jed n y m a to ­ mie znajdowało się więcej ponad dwa elektrony jed n o k w a n ­ towe. m usim y przyjąć. S kutkiem tego a to m może zawierać najw yżej dwa elektrony jednokw antow e. które c h a ra k te ry z u ją dłu­ gości poszczególnych okresów w układzie periodycznym (por. Jeszcze je d n a k przed dołączeniem się tró jkw anto- wych elektronów ty p u d uryw a się okres trzeci już na je s t on ty p u p . dwa jednokw antow e e kletrony t y p u s. a to m neonu zawiera np. g d y je s t on ty p u /. sześć elektronów ty p u p. że pierwszy okres zawiera tylko dwa pierwiastki. najwyżej 2 + 6 + 1 0 . g d y je s t on ty p u d i w reszcie sied em r ó ż n y c h w a r to śc i. zaś drugi okres zawiera rzeczywiście osiem pierwiastków. czyli 32 czterokw antow e elektrony. tró jk w a n to w y tylko na torze ty p u s lub p. lub d itd. najwyżej 2 + 6 . do któ ry c h doszliśmy w ten sposób. W tym . 8. p ięć r ó żn y c h w a r to śc i. czyli 1S trój kw antow ych i n a j­ wyżej 2 + 6 + 1 0 + 1 4 . dziesięć elektro­ nów ty p u d i czternaście elektronów ty p u / o takiej samej liczbie kw antow ej. p o sia d a ją c y c h w s z y s tk ie c z te r y lic z b y k w a n ­ to w e jed n a k o w e. są zupełnie identyczne z tymi. ja k już wspom niano wyżej. że wszystkie osiem pierwiastków drugiego okresu (od litu do neonu) zawierają w stanie norm alnym obok dwóch elektronów jednokw antow ych tylko elektrony dwu- kwantow e.272 Zasady fizyk i elektrony ty p u s. d ostrzegam y teraz od razu konieczne następstw o zasady Pauliego. elektron jednokw antow y może się znajdow ać jedynie na torze ty p u s. elektron dw uk w an to w y — tylko na torze ty p u s lub p. poprzednią tablicę 2). 18 i 32. że w je d n y m a to m ie n ie m o że b y ć n ig d y d w u elek tro n ó w .

argonie. że w budow anie w a to m 14 czterokw anto- wych elektronów ty p u / odbywa się dopiero w okresie szóstym. Grupa elektronów pięciokwanto- wych obejm uje z końcem piątego okresu zaledwie 8 elek­ tronów i dopiero w szóstym okresie liczba ich podnosi się do 18. któ ry c h liczba wynosi 10. Również i godne uwagi osobliwe stanowisko. ja k w atom ie wodorowym tory elektronowe posiadają ty m większe rozm iary. by znajdujące się w nich elektrony tw orzyły możliwie pełne grupy. dążenie to zaś jest zaspokajane przez od­ dawanie elektronów na zew nątrz lub też przybieranie ich z zewnątrz. Podobnie. są pod względem chem icznym prawie całkowicie bierne. zaś elektrony o najwyższej liczbie kwantowej — n a jb a r ­ dziej zew nętrzną. gdyż przyciąganie ich przez nałado­ wane dodatnio jądro atom ow e jest w znacznej części zrównoważone przez działanie odpychające ujem nie nała­ dow anych e lektronów wew nętrznych. Zasady fizyki 18 .1 t a k też na ogół i w każdym atomie elektrony jednokw antow e stanow ią grupę najbardziej wewnętrzną. Dopiero w ram ach czwartego okresu zostają w budow ane w a to m również i trójkw antow e elektrony ty p u d. stając się w ten sposób pełną. zaś dopiero w okresie szóstym z 18 na 32 elektrony. im wyższa je s t liczba k w antow a. Dlatego właśnie gazy szlachetne. Te elektrony powierzchniowe są najsłabiej związane z atom em . a więc już w obecności pięcio. E le k tro n y powierzch­ niowe w yw ołują powstaw anie widm optycznych.i sześciokwanto- 1 P ro m ie n ie to ró w k o ło w y c h w a to m ie w o d o ru rosn ą ja k k w a ­ d r a ty liczb k w a n to w y c h . Budowa atomu 273 ósm ym z kolei pierw iastku. zam ykające kolejne okresy uk ład u periodycznego. decydują one je d n a k również i o aktywności chemicznej atom u. zajm owane w układzie periodycznym przez ziem ie rzadkie. m ożna w y­ tłum aczyć ty m . A ktyw ność ta jest bowiem wynikiem dążenia atom ów do tego. W sposób analogiczny grupa elektronów czterokw anto- w ych w zrasta z 8 na 18 dopiero w ram a ch piątego okresu.

i c z ter o k w a n - to w y c h — g ru p a m i M i N itd . gru p ę ele k tr o n ó w je d n o k w a n to w y c h ró w n ież n a z y w a m y gru p ą K (lu b „ w a rstw ą K “). że w w id m a c h r e n tg e n o w sk ic h ro zró żn ia m y serie K . je s t zupełnie różny od 56-go — b aru. w któ ry c h zostaje zakończona budowa w e w nętrznych grup elektronow ych w ram a ch czwartego. gdy zba­ dano dokładniej widm a rentgenowskie. rozd z. L. nie m a już nic wspólnego z zie­ miami rzadkimi. ta k . że właściwie istnieje w raz z lan ta n em piętnaście ziem rzadkich. a więc pierwiastki zbliżone do alkalicznych (por.3 Zadow alająca teoria k w antow a dyspersji pow stała 1 Ze w zg lęd u na lo . g ru p y ele k tro n ó w tró j.1 W id m a te odsła­ niają przed nam i przede wszystkim budowę w ew nętrznych grup elektronow ych. polegających na w zajem nym oddzia­ ływaniu pom iędzy światłem i m aterią. czyli dość głęboko w ew nątrz atom u. 2 Z te g o p u n k tu w id z e n ia sz c z e g ó ln ie w a ż n ą rolę o d g ry w a p o ­ ró w n a n ie w id m a a to m u o b o ję tn e g o z w id m e m zjo n iz o w a n e g o a to m u o lic z b ie p orząd k ow ej w y ż sz e j o jed n o ść. 3. n a s tę ­ pujących po lantanie.2 Teoria kw antow a ato m u umożliwiła również głębsze zrozumienie zjawisk. posiada własności dość do niego zbli­ żone. mianowicie w y k ry te do­ piero w r. Wobec tego w budow anie ty ch 14 elektronów nie zmienia w sposób isto tn y własności chemicznych ato m u oraz ty ch jego własności fizycznych. poprzednią tablicę 2). k tóre zależą od elektronów zewnętrznych. . 1922 hafnjum . Z dobyte drogą teoretycznych dedukcyj poglądy na związek pom iędzy budow ą atom u a układem periodycznym znalazły całkowite potwierdzenie doświadczalne. Pierw iastek 57-my. M i N . 3 Por. t a k zw ana dyspersja świa­ tła. podobnie ja k w idm a optyczne bu­ dowę g rupy zew nętrznej. P ierw iastek N r 72. zaj­ mu j ą te miejsca. N ajdawniej zna­ nym zjawiskiem tego rodzaju je s t w y k ry te już przez N ew tona rozszczepienie barw. lantan.274 Zasady fizyki w ych elektronów. n a to m ia s t 14 pierwiastków. piątego i szóstego okresu. Miedź. srebro i złoto. g ru p ę elek tr o n ó w d w u - k w a n to w y c h — gru p ą L.

lecz od zbioru wszystkich możliwych częstości drgań prążków w idm o­ wych danego atom u. elektron ten zostaje w yrzucony z atom u. C o m p t o - n a i zwane wobec tego zjawiskiem Com ptona. zachodzi wów­ czas zjawisko. jako zja­ wisko foloeleklryczne. k tó re są w y w o ła n e przez ru ch y w iro w e e le k tr o n ó w -p la n e t. które da ły b y się np. Interesujące i ważne zjawisko. w ystę­ puje w yraźne zwiększenie długości fali promieni rozpro­ szonych. p r z y c zy m o d leg ło ści p o m ię d z y p o sz c z e g ó ln y m i p rą żk a m i sk ła d o w y m i są bez p oró w n a n ia m n iejsze od ty c h . gdy zdano sobie sprawę z tego. o tyle badanie budowy jąder atomowych w y­ szło w' roku 1934 zaledwie z okresu pierwszych po­ czątków. T ę „ n a d su b te ln ą “ b u d o w ę n a le ż y za tem p ra w d o p o d o b n ie p rzy p isa ć w z a je m n y m o d d z ia ły w a n io m p o m ię d z y jąd ram i a to m o w y m i i e le k tr o n a m i-p la n e ta m i. 0 ile teoria elektronowej powłoki atom u (czyli ato m o ­ wego „układu plan e tarn e g o “ ) jest już z głównych zarysach wykończona. 1920. 18* . po­ tra fim y też już również pobudzać ją d ra atom owe i w y­ woływać wysyłanie przez nie krótkofalowego promienia. W praw dzie zjawiska promieniotwórczości. izo­ topii pierwiastków i ta k zwanej nadsubtelnej budow y prążków w idm ow ych1 d a ją nam pewne wskazówki. Gdy oddziaływanie fali świetlnej na obiegający po swym torze elektron jest dostatecznie silne. Budowa atomu 275 dopiero około r. sz c ze g ó ln ie p ierw ia stk ó w o w y s o ­ k im cięż a rze a to m o w y m . że zjawisko rozszczepienia światła bynajm niej nie zależy. w ykryte w r. że gdy promienie R ónt- gena ulegają rozpraszaniu przez lekkie pierwiastki. u ja w n ia ją b u d o w ę zło ż o n ą . którego w artość nie zależy od długości fali pro­ mieni p a d a ją c y ch (czyli od ich twardości). 1922 przez amerykańskiego fizyka A rtu ra H . które poznaliśm y już poprzednio. Polega ono na ty m . ja k to przypuszczano początkowo. jednakże dotychczas nie zdołaliśmy jeszcze dostrzec jakichś prawidłowości. porównać 1 W b ard zo siln ie r o z sz cz e p ia ją c y c h p rzy rzą d a ch prążk i w id ­ m o w e n ie k tó r y c h p ierw ia stk ó w . tłum aczy się zderzeniami k w antów świetlnych z zaw artym i w atomie elektronam i. od rzeczywistych czę­ stości obiegów elektronów w atom ach.

powinny w ykazyw ać zjawiska interferencji. Potrafili oni w ykazać. leżące z grubsza pomiędzy 108 i 1010 cm na sekundę.276 Zasady fizyki z tym i. czy i odwrotnie nie m ożna by przenieść na m aterię najbardziej chai'akterystycznej wła­ sności światła-—jego n a tu r y falowej. Być może. Istotnie w r. odpow iadających napięciom od 10 do 100000 woltów. zostają odbite tylko w pew nych ściśle określonych kierunkach. padające n a powierzchnię k ry­ ształu. Jeżeli pogląd ten jest słuszny. której długość o trzy­ m am y. . 1924 L o u i s d e B r o g l i e wprowadził do fizyki pojęcie fal m aterii jako odpowiednik teorii k w antów świetlnych. 1927 fizycy a m erykańscy D a ­ v i s s o n i G e r m e r zdołali stwierdzić doświadczalnie ist­ nienie interferencji elektronowej. dzieląc e lem entarny k w a n t działania przez masę i przez prędkość cząsteczki. Napięciom ty m odpow iadają bowiem prędkości elektronów. jakie rządzą własnościami chemicznym i pier­ wiastków. Stworzenie kwantowej fizyki jąd e r a to m o ­ w ych stanow i jedno z najbliższych wielkich za d ań fizyki. że ostatnio dokonane odkrycia n eu tro n u i do­ datniego elektronu stanow ią obiecujący początek jego roz­ wiązania. W te n właśnie sposób w r. De Broglie przyjął. c h a ra k te ry z u ­ jące m aterię. jakie obserw ujem y w w y p a d k u promieni R óntgena. zupełnie ta k samo. LXX F A L E M A T E R II W spółczesna teoria kw antów świetlnych przypisuje rów­ nież i światłu pewne podstaw owe własności. że promienie elektronowe. a zatem odpow iadające im długości fal de Brog- lie’a zawarte są mniej więcej w granicach od 10"7 cm do 10‘9 cm. to wiązki promieni elektro­ nowych. że z k a ż d ą poruszającą się cząsteczką m ate ria ln ą związana jest pewna fala. przede w szystkim zaś nieciągłą budowę. analo­ giczne do tych. Wobec tego nasuwała się myśl. jak promienie B ontgena.

że nie tylko promienie elektronowe. Fale materii 277 których interferencja znana już była od czasu odkrycia Lauego. Stwierdzono później. które okazały się zgodne z obliczonymi teoretycznie. Obecnie więc interferencja i uginanie się promieni . lecz również i prom ienie protonowe. przez cienkie folie metalowe i przez blaszki miki. odpowiadające n ajrozm aitszym ilościom woltów. 77 pokazuje dla przykładu pierścienie interferencyjne promieni elektronow ych. gdy elektrony przechodzą Rys. R u p - p o w i powiodło się w ykazać doświadczalnie istnienie zjawiska całkowitego odbicia promieni elektronow ych. W ten sposób zauważono powstaw anie pierścieni ugięcia. prow adząc dalej doświadczenia Davissona. w y k a z u ją zjawiska ugięcia. U ginanie fal elektronow ych na kryształkach jodku kadm u (w edług F . 77. K irchnera). Rys. Liczni inni badacze. a n a w e t i promienie mo­ lekularne (złożone z cząstek gazu). po­ trafił on wywołać ugięcie promieni elektronow ych naw et na zwykłych siatkach optycznych i wyznaczyć na tej pod­ stawie długości odpow iadających im fal de Broglie’a. zbadali promienie elektronowe. ugiętych na kryształkach jodku kadm u.

m echanikę „ u n d u la c y jn ą “ . 1926 pierwszy myśl. posiadających wielkie znaczenie dla m echaniki atom ów. podobnie. ja k się zwykle mówi. „fizyczną“ . gdy dłu­ gość s tru n y jest równa całkowitej wielokrotności połowy danej długości fali. u jm u jąc ą zjawiska z grubsza oraz subtelniejszą o p ty k ą fizyczną fal. że przyjęcie istnienia fal m ate ria ln y c h prowadzi n a ty c h m ia s t do wniosków. Mecha­ nika ta zatem może prowadzić do praw idłow ych wyników. chara k te ry z u ją c e fale świetlne. na k tó ry c h pew na c h a ra k te ry z u ją c a ruch elektronu wielkość m echa­ niczna je s t rów na całkowitej wielokrotności elem entarnego k w a n tu działania. nasuwała się więc myśl przeniesienia i do dziedziny m echaniki c h a ra k te ry ­ stycznego dla teorii światła rozróżnienia pom iędzy geome­ try c z n ą o p ty k ą promieni. że tylko wówczas możliwe są ru ch y periodyczne po torach zam kniętych. gdy n a to m ia st chodzi o zastosowania do obszarów. S c h r ö d i n g e r rozwinął w r. Z założenia tego w y n ik a bowiem. m usim y ją zastąpić przez doskonalszą. m akroskopow ych. ja k o p ty k a geom etryczna. odpowiadające określonym długościom fali. że tra d y c y jn a m echanika może posiadać podobne braki. odpow iadających roz­ m iarom atom ów. gdy długość to ru zam kniętego stanow i cał­ kow itą wielokrotność odpowiedniej długości fali de Bro- glie’a. Tylko w ty m w y p a d k u możliwy je s t ruch perio­ dyczny. ja k analogiczne do nich od daw na już-znane zjawiska. ja k w te d y tylko pow staw ać mogą tony. Dzięki założeniu de Broglie’a została zatem w yjaśniona w n a tu r a ln y sposób podstaw ow a za­ gadka teorii kw antów : to. gdy stosujem y ją do obszarów dostatecznie dużych czyli. staw iając swą hipo­ tezę. T ra d y c y jn a m e ­ . że w a to m a ch są dopuszczalne tylko pewne wyróżnione to ry elektronowe. H ipoteza istnienia fal m aterii odsłoniła daleko sięgającą analogię pom iędzy rozchodzeniem się w przestrzeni k w a n ­ tów świetlnych i cząstek m aterialnych. J u ż de Broglie mógł w ykazać.278 Zasady fizyki m aterialnych stanow ią równie dobrze ugruntow ane fakty doświadczalne.

je s t ta k z w a n y m „ rów n an iem r ó ż n ic z k o w y m “. że dwie te teorie są sobie zupełnie równo­ ważne m atem atycznie. u Schrödingera całkowicie 1 R ó w n a n ie fa lo w e S ch rö d in g era . Fale materii 279 chanika czyli „m echanika prom ieni“ musi stanowić przy t y m pewien w yp a d e k szczególny m echaniki undulacyjnej. . daje się zrozumieć na podstaw ie i n te rp re ta c ji. W ścisłym związku z m echaniką falową Schrödingera znajduje się „mechanika kwantowa“. że istnienie poziomów ener­ getycznych grających podstaw ow ą rolę w fizyce atom u. k tóre już od połowy 19-go stulecia stanow iły m ateriał gotowy do zużytkow ania. Pew ną. W związku z ty m stało się od razu możliwe w yzyskanie do rozwiązywania zagadnień fizyki atomowej szeregu czysto m ate m a ty c z n y c h pojęć i m etod. W a rto ścio m za ś w ła sn y m p o d sta w o w e g o ró w n a n ia S ch rö d in g era o d p o w ia d a ją śc iśle rów n ież o k reślo n e w a r to ści en ergii. chociaż Heisenberg wyszedł z poglą­ dów w p ro st przeciwnych tym . Przez konsekw entne rozwinięcie ty ch myśli Schrödin­ ger stworzył tzw. ty p u od. że jedynie całkowite zerwanie z w yobrażeniam i fizyki klasycznej i całkowite wyrzeczenie się wszelkiej poglądowości pozwoli rozwiązać zagadnienia fizyki atomowej. stanowi konieczne następstw o pew nych prawidłowości m a ­ tem atycznych. W krótce po ich po­ w staniu ustalono. w y stę p u ją c e w ró w n a n iu (p a ra m etry ). To. Heisenberg n a to m ia s t był mocno przeświadczony. p o sia d a ją p ew n e ściśle ok reślo n e w a r to śc i. równocześnie mniej więcej rozwinięta przez H e i s e n b e r g a . „mechanikę falową“ . z w a n e „ w a rto ścia m i w ła s n y m i“ ró w n a n ia . D o p u sz cz a on o na ogół is tn ie n ie ro zw ią za ń sk o ń c z o n y c h ty lk o w ty m w y p a d k u . Schrödinger dążył do przerzucenia m ostu pom iędzy fizyką klasyczną i atom ow ą. g d y w ielk o ści.1 Pozwoliła ona je d n a k ustalić. d a w n a ju ż zn a n eg o m a te m a ty k o m . jakie stanowiły p u n k t wyjścia Schrödingera. k tó re sta n o w i p o d sta w ę jeg o m ech a n ik i. k tóra jest co praw da n ader skom plikowana pod względem m a te m a ty c z n y m .k tó rą m usim y w e d ł u g B o r n a za­ stosować do fal m aterii. że dwie te teorie pomimo ta k wręcz przeciwnych p u n k tó w wyjścia są sobie równoważne'.

atom am i. podległych prawidłowościom sta ty sty c z n y m . ze względu na ich c h a ra k te r undulacyjny. by m ożna je było Lu omawiać. w stosunku do której zap atry w a n ia Schrodingera w y d a ją się zupełnie uzasad­ nione. działających pom iędzy przeciwnie naładow anym i. podobnie ja k natężenie pola elek­ trycznego w postaci elektrom agnetycznych fal świetlnych. wielkość. że cząsteczka m aterialna znaj duj e się w pewnej określonej chwili w są­ siedztwie wziętego pod uwagę p u n k tu . Samo praw dopodo­ bieństwo jest wielkością sta ty sty c z n ą. Now opowstała m echanika falowa1 udowodniła swą wiel­ k ą użyteczność w fizyce atomowej przez liczne jej zastoso­ wania już w latach 1926 i 1927. a więc zjonizowanymi. Szczególnie godny uwagi wynik. mogą zachodzić zjawiska w rodzaju rezonansu. Przez uwzględnienie tego rezonansu falowo-me- chanicznego Heisenberg zdołał np. stosuje się ujęcie Heisen- berga. powiązał Born z prawdopodobieństwem fakt u. n a to m ia s t do procesów elementarnych. . że pom iędzy procesami atom ow ym i.280 Zasady fizyki a b stra k cy jn ą . Fizyka atom ow a musi jednakże 1 R o zró żn ia n ie m e c h a n ik i fa lo w ej od k w a n to w e j m a d zisiaj n a tu ra ln ie z n a czen ie je d y n ie h isto r y c z n e . a więc związany z pewnym i drganiam i. k tó ra rozchodzi się w przestrzeni w postaci fal m aterii. zastosowania te są jednak zb y t trudne. stanowi zrozumienie. LXXI CZĄSTECZK I Od chwili pow stania teorii elektronowej starano się spro­ wadzić istotę procesów chemicznych do sił elektrycznych. uzyskać zadowalające wyjaśnienie zagadkowego przedtem ty p u widnia elektrycz­ nie obojętnego (a więc niezjonizowanego) ato m u helu. za­ chodzi tu ta j rezonans pom iędzy dwom a elektronam i-pla- netam i. do jakiego prowadzi m echanika falowa. zaw artym i w atom ie helu.

że prócz w iązań tego rodzaju istnieją również i wiązania pom iędzy a to m a m i obojętnym i. jednakowe liczby cząsteczek. najw ażniej­ szym przykładem w iązań takich są te. złączone w cząsteczkę. 72. orlowodoru obydwa ją d ra wodoru. w irują w ty m sam ym kierunku. że w takich dw uatom ow ych cząsteczkach pierwiastków w ażną rolę musi odgrywać rezonans falowo-mechaniczmj pomiędzy dwoma jednakow ym i atom am i. n a le ż ą c y c h do p ierw szy ch grup u k ład u p erio d y czn eg o . tw orzą więc 1 Por. Zrozumieniu tego faktu fizycz­ nego zawdzięcza chemia niezwykle interesujące odkrycie parawodoru. Opierali się oni na h i p o t e z i e A v o g a d r y . W edług hipotezy A vogadry musiało więc po reakcji chemicznej po­ w stać tyle cząsteczek chlorowodoru. są p raw ie b ez w y ją tk u je d n o a to m o w e . 1927. Na podstaw ie obserwacyj spektroskopowych oraz rozważań kw antow o-teoretycznych D e n n i s o n i M a c L e n n a n wywnioskowali w r. P o ­ nieważ je d n a k cząsteczki chlorowodoru m uszą składać się każda z dwóch atom ów. iż g a z o w y fo sfó r i arsen za w iera ją c z ą ste c z k i c ztero - n to m o w o . . S tw ierd zo n o . J u ż na początku 19 wieku chemicy stwierdzili. że liczne pierw iastki posiadają w stanie gazowym cząsteczki dwu- alomowe. to jest z jednego a to m u wodoru i jednego a to m u chloru. że litr wo­ doru i litr chloru łączą się na 2 litry chlorowodoru.2 Nowoczesna teoria atom ow a wykazała. w cząstecz­ kach tzw.1 Okazuje się np.. 2 C zą steczk i par p ier w ia stk ó w . rozd z. ile wynosi sum a d a ­ nych początkowo liczb cząsteczek wodoru i chloru. siarka zaś n a w e t o śm io a to m o w e . jakie istnieć mogą pom ędzy atom am i jednego i tego samego pierwiastka. więc również i cząsteczki chloru oraz wodoru m uszą każda z kolei zawierać po dwa a to m y . że w odór musi stanowić mieszaninę cząsteczek dwu różnych rodzajów. Cząsteczki 281 przyjąć. według której jednakow e objętości rozm aitych gazów zawierają pod ty m sam ym ciśnieniem i w tej samej tem peraturze. O zon je s t tró ja to m o w ą o d m ia n ą tlen u .

282 Zasady fizyki magnesy jednakow o skierowane. drugą — energia drgań w ykonyw anych w ew nątrz cząsteczki przez związane ze sobą jąd ra atom owe. gdy zm ieniają się dwa pierwsze składniki energii cząsteczki. jednakże w m iarę obniżania te m p e ra tu ry ilość paraw odoru w zrasta. ja k o m ó w io n y p o p rzed n io ruch w ir o w y elek tro n ó w . 2 M a g n esy te są w ię c w p r a w d z ie r ó w n o leg łe. widma rolacyjno-oscylacyjne związków wodorowo- halogenowych. w ynika to stąd. Najwięcej światła na budowę cząsteczek rzucają na ogół ich widm a. niż w idm a atom ów .2 Z teorii kw a n tó w w ynika dalej. 68. z któ ry c h każda posiada szereg własnych poziomów. 1929 p raktycznie czysty paraw odór w tem p e ra tu rz e ciekłego powietrza.1 w cząsteczkach paraw o- doru ją d ra te w iru ją w kierunkach przeciwnych. widm a rotacyjne (np. które są wywoływane jedynie przez zm iany pierwszej części składowej energii cząsteczki i leżą w dalekiej podczerwieni. rozd z. . W idm a cząsteczek są znacznie bardziej zło­ żone. są one więc magnesami. por. widmo rotacyjne p a ry wodnej). Dokładnie zbadano również i tzw. skierowanym i w prost przeciwnie wzglę­ dem siebie. Pierwszą część stanow i energia ruchu obrotowego samej cząsteczki. Fizycy znają istotnie tzw. B o n h o e f f e r o w i i H a r t e c k o w i udało się istotnie o trzym ać w r. lecz p o sia d a ją p rzeciw n ie sk iero w a n e b ie g u n y . obecność paraw odoru daje się stwierdzić dzięki tem u. zaś energia ruchu elektronów pozostaje bez 1 R u c h w ir o w y p ro to n ó w m a w ty m p rzy p a d k u z u p e łn ie ten sa m ch arak ter. że w wodorze o te m p e ra ­ turze norm alnej musi istnieć trz y k ro tn ie więcej cząsteczek ortow odoru niż paraw odoru. trzecia część wreszcie pochodzi od ruchów elektronów we w nętrzu atom ów. że energia czą­ steczki składa się z trzech części. że różni się on swym ciepłem właściwym i przew od­ nictwem cieplnym od zwykłego w odoru (a więc od norm al­ nej mieszaniny. zawierającej 2 5 % paraw odoru). które leżą w bliższej podczerwieni i p ow stają wówczas.

np. 1925 zdołano stworzyć zadowalającą i n a der doskonałą teorię widm cząstecz­ S kowych. leżące w dziedzinie widzialnej i w nadfiolecie. W wielu w yp a d k a c h można było wyznaczyć z widm rotacyjno-oscylacyjnych „częstości własne“ cząsteczek. O trzy­ m ano dobrą zgodność wartości. dla jednego litra pary. ulegają rozpadowi na dwa odrębne atom y. niż badanie prążko­ w ych widm atom ów . wyznaczo­ nych bezpośrednio termochemicznie i pośrednio na dro­ dze optycznej. cząsteczki p a ry jodu. Teoria kw antow a widm daje nam jed n a k również możność obliczenia ciepła dysocjacji na pod­ stawie własności w idm a cząsteczki. W idm a pasmowe d ają n a m piękny do­ wód słuszności zasadniczych pojęć teorii widm. na podstawie pom iarów term ochem icznych m ożna w y­ znaczyć w zwykły sposób w artość tego ciepła. czyli częstości drgań związanych ze sobą w ew nątrz cząsteczki . Cząsteczki 283 zmiany. umożliwiając wyznaczanie ciepła dysocjacji cząsteczki na drodze optycznej. p ow stają przez jednoczesne współdziałanie zmian wszystkich trzech składników energii cząsteczki. Gdy dw uatom ow e cząsteczki pierwiastków. 78 w idzim y część widm a cząsteczki jodu (J2) jako przykład uszerego­ ■■ /:■m ': wania prążków w widmie cząsteczkowym. W idm a pasmowe składają się z licznych grup bardzo blisko siebie skupionych prąż ­ ków. N a rys. T a k zwane widm a pasmowe. pomimo to już około r. np. Badanie w idm pasm ow ych postawiło fi­ zykę teoretyczną wobec znacznie jeszcze trudniejszych zadań. zużyte zostaje wów­ czas pewne ciepło dysocjacji.

niowania rozproszonego przez ciecz ostre prążki. . u góry w idm o światła padającego. dały olbrzymi m ateriał. 79. w y k ry te w r. do obszaru podczerwieni. przeprowadzone na n a jro z m a it­ szych związkach nieorganicznych i organicznych. Znacznie dogodniejszą m etodę b a ­ dania tych drgań nastręcza zjawisko. przedstaw ia nam jako przykład zja­ wisko R a m a n a dla czterochlorku węgla (CC14). dotyczący częstości własnych cząsteczek. należące. 79. R a m a n przepuszczał światło jedno­ barwne przez rozm aite ciecze i znalazł w w idm ach promie- Rys. Zjawisko R am ana w edług R am ana i K rish n an a.284 Zasady fizyki ją d e r atom ow ych. ja k już wspom nieliśm y wyżej. S ia tk i atomowe w kryształach należy również uważać za pewien szczególny w ypadek tw orzenia się cząsteczek. Dokładne badania zjawiska R a m a n a . u dołu w idm o światła rozproszonego przez czterochlorek węgla. przesunięte względem p rążka promieniowania padającego. 1928 przez fizyka indyjskiego R a m a n a i nazw ane na jego cześć zjaw iskiem Rom ana. Rys. że niektóre z ustalonych przezeń różnic częstości drgań zgadzają się ze znanym i już poprzednio podczerwonym i częstościami w łasnym i cząsteczki rozpra­ szającej. Dalsze badania R a m a n a potwierdziły jego przypuszczenie. przy czym różnice częstości drgań promieniow ania rozproszonego i padającego okazały się niezależne od częstości drgań Lego ostatniego.

Gdy n a stę p ­ nie w połowie 19 stulecia w y k ry to równoważność ciepła i prac y m echanicznej.1 a po­ śród nich niektóre bardzo naw et Rys. a więc odległość pomiędzy dwom a bezpośrednio sąsiadującym i ze sobą atom am i różnego rodzaju. B r a g g ’ów (ojca i syna). według którego ciepło jest n a tu r y m echa­ nicznej. K ryształy stanow ią właściwie olbrzymich rozm iarów cząsteczki.81. LXXII K IN E T Y C Z N A T E O R I A M A T E R II J u ż z początkiem 19 wieku R u m f o r d pierwszy sfor­ mułował pogląd. Opierając się na znanej gęstości soli kamiennej i na w artościach ciężarów bezwzględnych jej atom ów składowych. stworzone zostały podstaw y. że w sia tc e d ia m e n tu c z te r y d o w o ln ie w z ię te są sia d u ją ce ze so b ą a to m y w ęg la sta n o w ią za w sze w ierzch o łk i p raw id ło w eg o czw o ro ścia n u . przez W. jakie repre­ zentuje siatka soli kam iennej. soli kamiennej. z jakich składają się ciała. tworząc wierzchołki sześcianów.10"8 cm. i W. Siatka krystaliczna skomplikowane. gdyż polega ono na ruchach najm niejszych cząstek m aterialnych. II. w y ­ nosi 2. można było łatwo wyliczyć. Badanie budow y siatek krystalicz­ nych m etodam i spektroskopii rentgenowskiej zostało zapo­ czątkow ane w 1913 r. . 80. istnieje na turalnie wiele innych typów . Obok siatek w y­ jątkow o prostego ty p u . jednakże wobec prawidłowości upo­ rządkow ania atom ów w siatce m ożna cząsteczkom tym przyporządkow ać zupełnie określone form uły chemiczne. Kinetyczna teoria materii 285 Na rys. że stała siatki. na k tó ­ 1 D la p rzy k ła d u p r z y to c z y m y jesz c z e. L. 80 podano dla przykładu siatkę soli kamiennej (chlorku sodu): ato m y sodu i chloru porozmieszczane są na zmianę w jednakow ych od siebie odległościach.

jako rój cząsteczek. czyli. stanowi pogląd.1 w y k ry te empirycznie przez B o y l e ’a już około połowy 17 wieku. tak.2S6 Zasady fizyki rych mogła rozwijać się od r. Nazwę jednego mola n a d a je m y takiej ilości gra­ mów danej substancji. ta k ja k nas uczy praw o. jak cząstki w ciałach stałych i ciekłych. wówczas oczywiście dw ukrotnie większa liczba cząsteczek uderza w ty m sam ym czasie w pewną w ziętą pod uwagę część powierzchni ścianki. które p rzy zderzeniach całkowicie zachow ują swą energię ruchu. której jed n y m z głównych twórców był C l a u s i u s . p rzy czym na ruchy ich w pływ ają jedynie ścianki naczynia oraz zderzenia z innym i cząsteczkami. biegnących szybko we w szystkich możliwych kierunkach. Należy więc w y o b ra ­ żać sobie gaz. W edług tego praw a iloczyn ciśnienia przez objętość. . zw aną stałą gazową. inaczej mówiąc. K inetyczna teoria gazów prowadzi nas również do za­ sadniczego „prawa gazów“. 41. rozdz. równy je s t w najogólniejszym w y p a d k u ilo­ czynowi ilości „molów“ gazu przez te m p e ra tu rę bez­ względną oraz przez pewną stałą uniwersalną. początkowo jak o kinetyczna teoria gazów. Gdy po d w a ja m y gęstość gazu. ciśnienie musi być proporcjo­ nalne do gęstości. k tó ra równa je s t jej ciężarowi czą­ 1 P or. Same cząsteczki w yobrażano sobie jako kulki doskonale sprężyste. że cząsteczki w ga­ zach ożywione są jedynie ruchem postępow ym i nie są związane z określonymi położeniami równowagi. 1850 kinetyczna teoria m a ­ terii. odwrotnie pro ­ porcjonalne do objętości. W edług tego poglądu ciśnienie gazu jest spowodowane przez ustawiczne uderzanie szybko poruszających się czą­ steczek o ścianki naczynia. Podstaw ow ą myśl teorii gazów. o ile więc reszta w arunków pozostaje bez zmiany. k tó ry jest stały w danej te m ­ peraturze. zaś pomiędzy zderzeniami ożywione są rucham i jed n o sta jn y m i i prosto­ linijnymi.

musi zawierać tę sam ą we wszystkich w y p adkach liczbę molów. że pewna określona objętość dowolnego gazu. mnożąc liczbę molów przez stalą Loschm idta). w tem peraturze 0° przeciętna w artość energii ruchu cząsteczki jednoato- mowej wynosi 5 . np.0 1 6 gr.71.5 6 9 m olów . przypadającej na pojedynczą cząsteczkę. wybiegających z powierzchni parującego m etalu. z praw a gazów w ynika n a t u ­ ralnie. 1920 udało się zresztą S t e r n o w i zmierzyć bezpośre­ dnio prędkość jednoatom ow ych cząsteczek. 57. 100 gr a z o tu zaw iera z a te m 3 . 2 P or. Kinetyczna teoria materii 287 steczkowemu.1019 cząsteczek. 4 4 ). g d y ż cięża r a to ­ m o w y a z o tu w y n o si 14. . z jakim gazem jednoatom ow ym m a m y do czynienia.6 . srebra. zaś dla tlenu — około 420 m etrów na sekundę. ro zd z. a więc (jak tego uczy również i hipoteza A vogadry) zawsze tę sam ą liczbę cząsteczek. rozd z.3 T a k np. w w y p a d k u cząsteczki jedno- atom owej t a w artość przeciętna jest półtora raza większa od iloczynu te m p e ra tu ry bezwzględnej przez ta k zwaną stałą B o l t z m a n n a .008. W r. (gdyż liczbę cząsteczek otrzym ujem y. jed en m ol a zo tu (N 2) w a ż y 2 8 . która rośnie proporcjonalnie do pierw iastka kw adratow ego z te m p e ra tu ry bezwzględnej. Prędkość ruchu cząsteczek. p o d ­ danego określonemu ciśnieniu i znajdującego się w okre­ ślonej tem peraturze. w postaci tzw. niezależnie od tego. W tem p e ra ­ turze 0° C wynosi ona dla wodoru około 1700. 3 S ta ła B o ltz m a n n a o d g ry w a za sa d n ic zą rolę ró w n ież i w B o ltz - m a n n o w sk im p raw ie en tro p ii (por. dzieląc stałą gazową przez liczbę Loschm idta. im lżejsza jest cząsteczka.1 0 14 erga. 1 N p . dla azotu — około 450.1 Odwrotnie. jest ty m większa. k tó rą otrzym ujem y.2 W jednym centym etrze sze­ ściennym gazu w 0° pod ciśnieniem atm osferycznym znaj­ duje się 2. Ilo c z y n tej sta łej p rzez (n a tu ra ln y ) lo g a r y tm s t a ty s ty c z n e g o p ra w d o p o d o b ień stw a (o d p o w ied n io zd efin io w a n eg o ) d a je w ła śn ie w a r to ść en tro p ii. W ćdług kinetycznej teorii gazów te m p e ra tu ra je s t okre­ ślona przez średnią w artość energii ruchu.

D u l o n g i P e t i t znaleźli na drodze doświadczalnej już w 1819 r. ja k już widzieliśmy. a więc w przybliżeniu około sześciu kalo­ riom (gram atom em n a z y w a m y ilość gram ów. równać się potrojonej stałej gazowej. k tó ry wziął p o n a d to pod uwagę w artość objętości. musi zderzać się z innym i cząsteczkami kilka m iliardów raz y na sekundę. Istotnie. dotyczących lepkości gazów. wyznaczyć w przybliżeniu w 1865 r. jej droga swobodna.1 Tzw. zajm owanej przez gaz po skropleniu. 288 Zasady fizyk i „prom ieni atomowych“. K inetyczna teoria m aterii wiąże.2 1 M ó w im y tu ta j u m y śln ie o a to m a c h . że cząsteczka jakiegokolwiek gazu. opierając się na danych doświadczalnych. 2 W r z e c z y w isto śc i m ie r z y się ciep ło w ła śc iw e pod sta ły m c iś n ie ­ n iem . do zrozumienia. k la ­ syczna teoria kinetyczna prowadziła do wniosku. zdołał pierwszy. że prawie wszystkie ciała stałe w y k a z u ją tę właśnie w artość ciepła atom owego. Długość drogi swobodnej obliczył M a x w e l l . rów ną cię­ żarowi atom ow em u). czyli tzw. bezwzględną wielkość cząsteczek i atomów. ciepło gazów z postępow ym ruchem ich cząsteczek. ze w zg lęd u n a o m a w ia n y p o p rzed n io ob raz sia tk i a to m o w e j.. że ciepło właściwe jednego g ra m a to m u dowolnego pierw iastka s ta ­ łego. je s t wr zwykłych w a r u n ­ kach rzędu wielkości około jednej stutysięcznej c e ntym etra. p rzy ­ czynę ciepła ciał stałych odnajduje ona n a to m ia s t w drga­ niach. odległość. Dalszy rozwój teorii gazów doprowadził około 1860 r. . k tó ra p o w in n a b y ć d o k ła d n ie rów na p otrójn ej sta łej g a zo w ej. n ie za ś o c z ą ste c z k a ch . w ykonyw anych przez a to m y ciała. z n a j­ dującego się w zwykłej tem p e ra tu rz e i poddanego zwykłe­ mu ciśnieniu. musi. N astępnie L o s c h m i d t . ciepło atomowe. P rzew y ższa on o w p rzy b liż en iu o 10% w a r to ść ciep ła w ła ­ ściw eg o w sta łej o b ję to ści. jakie w ynikały z kinetycznej teorii gazów. ja k ą cząsteczka gazu przebiega przeciętnie pom iędzy dwom a zderzeniami. czyli tzw. ja k już wspom niano wyżej. gdy zm iany te m p e ra ­ tu ry zachodzą w stałej objętości. znalazł on rzeczywiście Lakie w a r­ tości.

grające podstaw ową rolę w kw a n ­ towej teorii ciepła właściwego ciał stałych. z których składa się m ateria. pozwoliła istotnie przewidzieć w spom niane wyżej pozorne anomalie.3 R u c h y te nie stanow ią naturalnie rzeczywistych 1 P or.1 znalazły zadowalające w ytłum aczenie w r. analogicznych do kw antów świetlnych. gdy E i n s t e i n wprowadził do kinetycznej teorii m aterii pojęcia kwantowe. d la te g o w ła ś n ie w sz e lk ie a n o m a lie w y stę p u ją sz c zeg ó ln ie siln ie u p ierw ia stk ó w lek k ich . że energia drgań atom ów ciał stałych składa się z elem entów energii. ujaw niają się bardzo wyraźnie w ta k zwranych ruchach B r o w n a . później zaś w bardzo ni­ skich tem p e ra tu ra c h u wszystkich ciał stałych. ro zd z. ty m w ię k sz e są c z ę sto śc i jeg o d rgań i e le m e n ty en ergii. w ynikają stą d interesujące związki pom iędzy n a u k ą o cieple a spektroskopią. a sprężystym i własnościami ciał stałych. ru ­ chy te zauważył po raz pierwszy b otanik B rown w r. Dokładniejsza teoria kinetyczna ciał stałych musi naturalnie przyjąć za p u n k t wyjścia budowę w spom nianych już wyżej siatek atom owych. „ sta ty sty k ę klasyczną“ .2 „ S ta ty s ty k a k w a n to w a “ . mniej dokładną. Małe ziarenka stałej zawiesiny w cieczy lub w ga­ zie w y konyw ają szybkie. Kinetyczna teoria materii 289 Odchylenia od praw a Dulonga i P e tita . unoszących się w wodzie. Z d ru ­ giej stro n y ujaw niły się również pewne zależności po­ między tym i częstościami. Często­ ści drgań atom owych. a zwłaszcza diam ent. 3 W y m ia r y lin io w e ta k ic h zia ren ek w y n o sz ą za le d w ie ok oło 1 /2 00 m m . 2 Im lż e js z y je s t a to m . k tórych istnie­ nie stwierdzono przede w szystkim u pierwiastków lekkich. 48. k tó ra zastąpi­ ła w związku z ty m w kinetycznej teorii m aterii dawniejszą. przy czym każdy elem ent energii rów ny jest iloczynowi elem entarnego kw an tu działania przez częstość drgań atom ow ych. jakie w yzna­ czono na drodze optycznej. 1907. p o kryw ają się oczywiście z pewnym i częstościami drgań. ja k beryl. Zasady fizyki 19 . Bezładne ruchy cząstek. bezładne ruchy zygzakowate. Einstein przyjął. 1827 na d robniutkich ziarenkach pyłku roślinnego.

W roku 1900 D r u d e spróbował po raz pierwszy rozwinąć ten pogląd w teorię m etali. Teoria ruchów Browna pozwala obliczyć z dużą dokładnością liczbę Loschm idta na podstaw ie zaobserwowanych wartości przesunięć w y­ padkowych. J e d n a k ż e elektronowa teoria m etali Drudego natrafiła na trudności pozornie nie do przezwyciężenia. ja k i energię swego ruchu. . Teoria Drudego dawała bardzo proste i przekonyw ające uzasadnienie praw a W iede m a n n a -F ra n z a . o k tó ry m wspo­ m inano już krótko w jed n y m z poprzednich rozdziałów. stanow ią zatem jednocześnie p rąd elektryczny i strum ień ciepła. W edług bo­ wiem s ta ty s ty k i klasycznej elektron swobodny m usiałby 1 P or. że c h a ra kterystyczne zachowanie się melali pod względem elektrycznym należy przypisać obecności w ich wnętrzu swobodnych elektronów. że w y m y k a ją się już one spod naszej obserwacji. LXXIII M ETALE Gdy pod koniec X I X stulecia istnienie elektronu stało się pewne. gdyż te ruchy cieplne zachodzą ta k szybko. nie­ zależny od n a tu r y m etalu. W postaci ruchów Browna ujaw niają się je d n a k przesunięcia w ypadkow e cząstek.1 W edług tego praw a stosunek przew odnictw a cieplnego do przew odnictw a elektrycznego m eta lu rów ny jest iloczynowi te m p e ra tu ry bezwzględnej przez pewien czynnik stały. Praw o to w ynikało w teorii Drudego z faktu. rozd z. że oko ludzkie jest już w stanie je dostrzec.290 Zasady fizyki przemieszczeń cząstki. w yw ołanych przez ciepło. coraz bardziej zaczął się um acniać pogląd. że poruszające się tłum nie elektrony przenoszą zarówno ładunki elektryczne. tak. stosując do tych swobodnych elektronów m eto d y leorii gazów. zachodzące w dłuższych odstępach czasu. 49.

1 S ta ty s ty k a F erm ieg o w ią że się ze w sp o m n ia n ą ju ż w y żej (por. swobodhe elektrony pow innyby wyraźnie zwięk­ szać zasób energii cieplnej m etalu. jego energia i ciśnienie m uszą być wyższe od pewnej zupełnie określonej „energii zerowej“ i pewnego określonego n a der wysokiego „ciśnienia zero­ w ego“ . Ze s ta ty s ty k i Fermiego. w prow adzonym do fizyki teoretycznej przez F e r m i e g o w r. w której dość trudne szczegóły nie m ożem y się t ut aj zagłębiać. „zw yrodnienia“ . Wskrzeszenie swe zawdzięcza ona dopiero nowym ideom kw antow ym . teoria Sommerfelda nie n a p o ty k a już na wspom ­ nianą wyżej trudność i rozwija się. że. a ponieważ trudno jest uważać liczbę swo­ bodnych elektronów za dużo m niejszą od liczby atom ów m etalu. Metale 291 posiadać tę sam ą przeciętną energię ruchu. 19* . W sk u te k tego na w e t w gazach doskonałych w y­ stępować powinny w b. slahjshjce Fermiego.000 atmosfer. niskich te m p e ra tu ra c h objaw y tzw. Teoria Sommerfelda każe nam przypisać ciśnieniu we­ w nętrznem u gazu elektronowego nieoczekiwanie wysoką wartość. że m asa elek­ tro n u jest. 1927 S o m m e r f e l d zbu­ dował nową teorię metali. W ynika to stąd. co i cząsteczka jednoatom ow a. opierając się na tzw. W idzimy stąd. gdy poddam y je bardzo wysokim ciśnieniom w tem peraturze bardzo nie­ wielu stopni powyżej zera bezwzględnego. 69) zasad ą P a u lie g o . a n a w e t i w jeszcze wyższych tem p e ra tu ra c h . to według sta ­ ty sty k i Fermiego „gaz elektronow y“ musi być całkowicie zwyrodniały już w tem p e ra tu rz e zwykłej. W r.1 w ynika mianowicie. Gdy je d n a k w gazach rzeczywistych zwy­ rodnienie może się ujaw nić jedynie wówczas. gdy te m p e ra tu ra gazu dowolnie naw et mało różni się od zera bezwzględnego. wynoszącą około 100. ja k dotąd. Ponieważ w ynik taki znajduje się w oczywistej sprzeczności z doświadczeniem. 1926. z powodze­ niem dalej. 2000 razy mniejsza od m asy najlżejszego atom u. okrągło licząc. teoria metali Drudego poszła stopniowo w zapomnienie. rozd z.

ro zd z. k tó rą m ożna wyrazić iloczynem długości przez masę i przez prędkość. jedno z miejsc spojenia ogrzewa się. Do faktów. a więc wielkość. której klasyczna teoria m etali nic była w stanie pokonać. należy. wśród k tó ­ rych najważniejsze są w y k ry te już od daw na zjawiska See- becka i Peltiera. 1927. ja k w ykrył H e i s e n b e r g w r. gdy dwa miejsca spojenia z n a jd u ją się w różnych te m p e ra tu ra c h . w sk u te k tego odpada całko­ wicie trudność. W 1834 r. prowadzi do w yniku. jakiej należało by oczekiwać według sta ty s ty k i klasycznej. ja k już wspom niano wyżej. podczas przepływ u p rąd u przez obwód zam knięty. że. dalej niejednokrotnie już om awiane i t a k ważne dla radiotechniki zjawisko w ysyła­ nia elektronów przez rozżarzone m etale. odwrotnie. S e e b e c k stwierdził już w 1821 r. w y z n a c z a n ie to ru elek tr o n u w e w n ę tr z u a to m u w od oru . przewodnictwo elektryczne i cieplne m etali. następnie m agne­ tyczne własności m etali a przede w szystkim również i zja­ wiska term oelektryczne oraz term om agnetyczne.292 Zasady fizyk i że siatka atom ow a m etalu musi działać na elektrony ze znaczną silą.. Ciepło właściwe gazu elektronowego okazuje się około 70 razy mniejsze od wartości. L X X IV NIEOZNACZONOŚĆ Ś W IA T A ATOM OW EGO J a k już przekonaliśm y się wielokrotnie. 67. złożonym z dwóch różnych m e­ tali. że działanie. drugie n a to m ia s t oziębia. pow staje p rąd „termoelektryczny“ . że w obwodzie zam kniętym . utw orzony z dwóch m etali. k tóre d ają się dobrze w y tłum aczyć przez założenie istnienia w m etalach zwyrodniałego gazu elektro­ nowego. . por. w ykrył P e l t i e r . Pogląd ten. nowoczesna fi­ zyka teoretyczna o p a rta je s t n a poglądzie. ab y zapobiec ich wybieganiu na zewnątrz.1 składa się zawsze z całkowitej liczby kw antów elem entarnych. mającego 1 P r z y p o m n ijm y so b ie n p .

że przy każdej próbie jednoczesnego wyznaczenia położenia i pędu iloczyn niepewności. W wieku bieżącym teoria atom ow a przekształciła się z hipotezy w jeden z najlepiej u g runtow anych pewników fizyki. G dy chcemy zatem bardzo dokładnie w yzna­ czyć położenie cząstki. Nigdy nie m ożem y jednocześnie znać dokładnie obu tych wielkości. jakimi są obciążone obie zna­ lezione wartości. ma ona rozstrzygające znaczenie we wszystkich procesach. Zasada niepewności Heisenberga przekonała jednakże fizyków. zachodzących w ew nątrz atom ów. że nie jest możliwy dokładny (w sensie mechaniki klasycznej) opis zachowania się elem entarnej cząstki m aterii. W sk u te k tego w świecie atom ów tra c ą swój sens pojęcia zwykłej m echaniki. Tego rodzaju opis w ym aga dokładnego wyznaczenia zarówno po­ łożenia. Okazuje się mianowicie. Za niewzruszalny dogm at fizyki uznawano zawsze za­ sadę przy czy nowości. nieunikniona we wszelkich takich procesach. m ożem y dokładnie określić wszystkie . Nieoznaczoność świata atomowego 293 podstaw owe znaczenie dla nowoczesnego fizykalnego po­ glądu na świat. m usim y to okupić bardzo dużą nieoznaczonością wartości pędu i odwrotnie. niż to czynim y w stosunku do otaczających nas w życiu codziennym przedmiotów'. znając chwilowy stan układu fizykalnego. elektronu. a więc np. musi zawsze być co najm niej równy ele­ m e n ta rn e m u kw antow i działania. co chcemy mierzyć wre wnętrzu atomów. Jeżeli n a w e t związana z ty m „niepewność“ nie posiada znaczenia dla fizyki praktycznej. Teoria kw antów prowadzi jednakże do wniosku. że możemy przypisyw ać a tom om b y t rzeczywisty jedynie w sensie odm iennym . ja k i „ p ę d u “ cząstki (pędem nazyw am y według ogólnie przyjętego określenia iloczyn m asy cząstki przez jej prędkość). okazuje się mianowicie porównywalna z w ar­ tościami tego. lub przypisanie im określonego kształtu czy też wyraźnych granic. N ie jest możliwe dokładne określenie położenia elektronów. które dostrzegam y naszymi zmysłami. Niepewność. według której. podzielonemu przez liczbę 2 n .

i że m ożna wyznaczać jedynie wartości takich wielkości. Znaczna część fizyków skłania się dzisiaj do poglądu. „ sz c z e g ó ln e j“ teo rii w z g lę d n o śc i z roku 1905.2 Prow adzi ona do wniosku. jest względny i zależy od 1 D o św ia d c z e n ie M ich elso n a b y ło w ie lo k r o tn ie p o w ta rz a n e . Jeżeli jednakże s ta n obecny je s t z ko­ nieczności nieokreślony.1 E i n s t e i n w ysnuł w r. odkąd zasada zachow ania m asy stała się fu n dam entem chemii. tz w . 1881 przez am e­ rykańskiego fizyka M i c h e l s o n a. wówczas oczywiście t a k sform u­ łowana zasada przyczynowości staje się bezprzedmiotowa.294 Zasady fizyk i jego przyszłe stany. że w przyrodzie nie istnieją w ogóle żadne inne prawidłowości poza czysto sta ty sty c z n y m i. 1915 u d a ło się E in ste in o w i sfo r m u ło w a ć „ o g ó ln ą “ teorię w zg lęd n o śc i. doświadczalnym zaś podło­ żem tej teorii było z kolei ustalenie w r. tak n p . J e d n a k ż e odkrycie identyczności ty ch dwóch pojęć ta k wielkiej wagi przypadło w udziale dopiero początkowi X X wieku. które ze względów s ta ty s ty c z ­ nych m usim y przyporządkow yw ać licznym zbiorowiskiem dowolnych i przypadkow ych indyw idualnych procesów fizycznych. LXXV MASA I E N E R G I A Pojęcia m asy i energii należą do najw ażniejszych w n a ­ uce o przyrodzie. ze szczeg ó ln ie w ie lk ą d o k ła d n o śc ią w 1929 r. p rzesu w a ją cy ch się ru ch em je d n o s ta jn y m i p r o sto lin io w y m w z g lę ­ d em sieb ie. 2 W p ierw o tn ej. zaś zasada zachow ania energii — jed n ą z podstaw fizyki. 1906 z w yniku doświadczenia Michelsona swą słynną zasadę względności. k tó ry opisuje jakiś proces fizyczny. że czas. Za p u n k t wyjścia w ty m odkryciu posłużyła teoria względności Einsteina. za sa d a ta d o ty c z y ła z r e sz tą ty lk o d w ó c h o b serw a to ró w . m ierzony przez obserw atora. D o p iero w r. że ruch ziemi nie w y­ wiera żadnego wpływu na rozchodzenie się światła. .

ta k . rów ną wartości zm iany energii. a ty m bardziej jej przewyższyć. gdy prędkość ciała wynosi połowę wartości prędkości światła. gdy n a to m ia s t prędkość ciała sięga 99. jak to mógł wykazać Einstein. . szereg wniosków wielkiego znaczenia dla fizyki. W yniki pomiarów. dochodzące do 99. m asa jego musi być już o 15% większa. stw ierdzają słuszność relatyw istycznego wzoru na m asę. niż wówczas. nieskończenie wielką masę. że masa poruszającego się ciała zależy od jego prędkości. sto su n e k te n m a le je w m iarę w zro stu p ręd k ości. Z zasady względności wynika. że prędkość ruchu ciał materialnych nie może nigdy osiągnąć wartości prędkości światła. pom iary prędkości promieni b e ta dały wartości.1 Zasada względności prowadzi wreszcie. Zmierzone przezeń wartości czasu są przy ty m uw arunkow ane przez postulat. ja k w ykazał E in ­ stein. ale nigdy nie za­ obserwowano w artości od niej wyższych. że każda zm iana energii ciała musi jednocześnie wywołać zmianę jego masy o wartość. by dla każdego obserw atora świa­ tło zawsze i we wszystkich kierunkach rozchodziło się z tą sam ą stałą prędkością. w ym agający. Dalszy w ażny wynik. W edług relatyw istycznego wzoru na masę. gdy porusza się ono powoli. do którego prowadzi zasada wzglę­ dności. dokonanych na prom ieniach beta. poruszającem u się wzglę­ dem niego z prędkością światła. Do wniosków ty ch należy przede w szystkim twierdzenie. P o n iew a ż ła ­ d u n ek n ie z a le ż y od p ręd k o ści.8% prędkości światła.8% prędkości światła. m asa jego staje się szesnastokrotnie większa od swej wartości norm alnej. Masa i energia 295 położenia i prędkości ruchu tego obserw atora. G dy prędkość ta zbliża się do prędkości światła. m asa rośnie bardzo szybko. że obser­ w a to r m usiałby przypisać ciału. podzielonej 1 M ierząc o d c h y le n ia w ią z k i p ro m ien i b e ta w p o la ch e le k tr y c z ­ n y m i m a g n e ty c z n y m o k r e śla m y w ła śc iw ie sto su n e k ła d u n k u do m a sy dla s ta n o w ią c y c h te p ro m ien ie ele k tro n ó w . do posiadającego wielkie znaczenie wniosku. polega na w ykazaniu. Istotnie.

różniącym i się od siebie jedynie o uniw ersalny spólczynnik proporcjonalności. mnożąc m asę przez k w a d ra t prędkości światła. J a k wiemy. znaczne odchylenia wartości ciężarów a to m o ­ wych od liczb całkowitych zostały wyjaśnione dzięki od­ kryciu izotopów.296 Zasady fizyk i przez kwadrat prędkości światła. w ydaje się na to m ia st. ustalenie ciężarów atom ow ych izotopów umożliwia wyznaczenie energii we­ wnętrznej jąd e r atomów. pomnożonej przez kw a­ d r a t prędkości światła. zmniejsza się również i jego m asa w p o d a n y m stosunku. której w artość otrzym ujem y. m asa ciała pochłaniającego promieniowanie ulega zwiększeniu. jednakże zasada równoważności m asy i energii gra bardzo w aż n ą rolę w fizyce jąder atomo­ wych. by m ożna je było zauważyć i zmierzyć. są n a turalnie z b y t małe. zaw artej we wszech- świecie i całkowitej m asy świata. energię własną. Jeżeli obliczymy masę. zapas energii jakiegoś ciała zmniejsza się przez promieniowanie cieplne. Ustalona niegdyś przez Lavoisiera zasada zachowania m asy oraz sform ułow ana przez Mayera i J o u le ’a zasada zachowania energii zostają w ten sposób złączone przez teorię względ­ ności w jed n ą zasadę. W ty m nowym ujęciu wielkością stałą jest sum a całkowitej energii. wyrzuconej z ato m u pierw iastka promienio­ twórczego. że jej równoważnik m asow y m o­ że już wywierać dostrzegalny wpływ na ciężar atomowy. że m ożna w y tłu ­ m aczyć drobne odchylenia m as sam ych izotopów od liczb całkow itych na podstaw ie relatyw istycznej zasady równo­ ważności m asy i energii. że wynosi ona prawie jeden procent m asy a to m u wodoru. każda m asa — pewną tzw. że-każda w ogóle energia posiada pew ną m asę i na odwrót. . związane z dostrzeganym i przez nas zm ianam i energii. Odwrotnie. rów now ażną energii ruchu cząstki alfa. W ypływ a stą d dalszy wniosek. E nergia w ew nętrzna ją d e r a to m o ­ w ych jest zatem ta k duża. odwrotnie. okazuje się. Gdy np. Z m iany m asy. Masa i energia sta ją się pojęciami identycznym i.

zdołała zastąpić mgliste spekulacje przez ścisłe rozum ow ania. a naw et i przez dane liczbowe. t a k zbudow aną. dzieląca słońce od ziemi. W ysta rcz y ło b y wówczas w prow adzać do tej m a ­ szyny co godzinę kilka gram ów jakiejkolwiek substancji. w ynik ten m usim y uważać za jej szczególnie wielki sukces. jak zagadnienie małości atom ów. 1910. wynosząca 9. po­ czynając mniej więcej od r. że posiadam y cudowną m aszynę. ab y o trzym ać t a k ą ilość koni parow ych. A stronom iczny obraz wszechświata rozszerza! się. LXXVI W S Z E C H Ś W IA T Równie żywo. ja k ą dać m ogą do­ piero najpotężniejsze współczesne hydroelektrownie. że można by ją pędzić na koszt energii własnej dowolnego wprowadzonego do niej ciała. leżących już poza układem drogi mlecznej. W y o b ra ź m y sobie teraz. stali lub wełny. O biekty te w większości w ypadków obserw ujem y w postaci mgławic spiralnych. okrągło licząc. Coraz bardziej olbrzymie stawraly się odległości. a mianowicie zagadnienie wielkości wszech­ świata. odpow iadając na to ostatnie p ytanie. w t a k szybkim tempie. czy też w ody albo n a w e t powietrza. około 4 la t na przejście do ziemi od najbliższej gwiazdy stałej i 850000 la t na przejście od dostrzegalnej jeszcze gołym okiem mgławicy A ndrom edy. leżących pom iędzy nam i a słoń­ cem. jakiego dawniej tru d n o się było n a w e t spodziewać. zajm o­ wał od najdaw niejszych czasów fizyków i filozofów proble­ m a t odw rotny. 20 bilionów kaloryj.1020 ergów lub. Fizyka współczesna. W sz e ch św ia t 297 W ka ż d y m gram ie m asy drzemie olbrzym ia ilość ener­ gii własnej. w głąb k tórych przenikały ścisłe b a d ania i coraz bardziej kurczyła się w po­ rów naniu z nimi wielka sam a przez się odległość. będącej jed n y m z najbliższych obiektów. Poczynając mniej więcej od . Światło zużywa około 8 m in u t na przebycie 150 milionów kilometrów.

k tó ra pozwala obli­ czyć całkowitą masę wszechświata. Okazuje się więc. pom nożonym przez jej odległość. zw a n a ró w n ież o g ó ln ą teo rią w z g lęd n o ści. że m asa wszechświata jest równa 2. W ynika stąd. J e d n ak ż e nie tylko stwierdzenie istnienia ta k potwornie wielkich odległości wpłynęło w rozstrzygający sposób na nasze w yobrażenia o wszechświecie. p o w sta ła w r.298 Zasady fizyk i r. że m asa wszechświata je s t około dziesięciu bilionów (1013) razy większa od przeciętnej m asy jednej 1 Por. że teoria E insteina jest słuszna. gdyż odległość n a j­ dalszych zmierzonych mgławic w zrasta co dwie godziny o odstęp. że w szystkie odległości we wszechświecie powiększają się w przeciągu jednego miliona lat o jedną 1700-ną część swej wartości. że wiele mgławic z n a j­ duje się w t a k wielkich od nas odległościach. rozdz. Prędkość ucieczki mgławicy okazuje się równa 180 kilom etrom na sekundę. 2 E in ste in o w sk a teo ria g r a w ita c ji.1 w y k ry to prędkości ucieczki mgławic proporcjonalne do ich odległości i dochodzące do 24000 kilom etrów na sekundę (co równa się 8 % prędkości światła). 1915. inaczej mówiąc. podw a­ ja ją się w przeciągu 1300 milionów lat. czyli. w yrażoną w milionach la t świetlnych. ja k już w spom niano wyżej. Z obliczeń tych wynika.1055 gram a. Teoria rozszerzającego się wszechświata prowadzi na podstawie względnościowej teorii graw itacji2 E i n s t e i n a do stosunkow o prostej zależności. Oznacza to nader szybkie rozszerzanie się wszechświata. rów ny odległości pom iędzy ziemią i słońcem. m ożna już było stwierdzić. dzięki k tórym . Stosunek takich odległości do odległości ziemi od słońca jest mniej więcej taki. że na ich przejście światło zużywa 100 do 200 milionów lat. . 9. przy założeniu oczy­ wiście. ja k stosunek tej ostatniej odległości do szero­ kości palca. znacznie większą rolę odegrały tu ta j badania nad zjawiskiem Dopplera w m gła­ wicach spiralnych. 1930.

opartej na fizyce. lecz bardzo już osobliwy jest fakt. że liczba wszystkich elektronów we wszechświecie jest rzędu 10 79. ab y spokojnie móc ukorzyć się przed nie- poznawalnem . że w ża d en sp o só b n ie m o żn a u z m y sło w ić so b ie ta k a b str a k c y jn e g o w y o b ra ż en ia .1 w ydaje się. P ro b le m a t budow y w szechśw iata należy do najciekaw ­ szych współczesnych zagadnień fizyki. niż wynosi wiek m inerałów ziem­ skich. zastosować słowa Goethego. że rozszerzanie się wszechświata mogło się rozpocząć zaledwie przed jed n y m lub co najwyżej kilku m iliardam i lat. ja k w spom i­ naliśm y wyżej. Byłoby to niewiele tylko więcej. Gdy w latach od 1917 do 1932 fizycy skłaniali się raczej do pojm ow ania wszechświata. co można zbadać. że najwyższe szczęście myślącego człowieka polega na zbadaniu wszystkiego. . Z n a jd u je m y stą d dalej. . stanowiącej trójw ym iarow ą analogię do d wu ­ wymiarowej powierzchni kuli. jako zam kniętej w sobie przestrzeni. że. iż w roku 1933 pod wpływem now opow stałych teoryj zaczyna się zarysowywać raczej wycofywanie się z takiego stanowiska. 1 J e s t sa m o przez się zro zu m ia łe.Por. k tóre p rzy­ b y w a ją z zew nątrz do naszego układu słonecznego. Na podstawie rozm aitych rozw ażań fizycy i astronom ow ie znaleźli.2 w yznaczenia wieku meteorów. Zagadnienie wieku wszechświata stanowi bardzo t r u d n y pro b le m at w kosmologii. Do żadnej je d n a k chyba gałęzi fizyki nie d a ją się t a k dobrze. 64. ja k do kosm o­ logii. rozdz. nie d a ją liczb większych. W sz e ch św ia t 299 mgławicy spiralnej i około 1022 razy większa od niesłychanie wielkiej m asy słońca.

H . (Sklodowska) 224 G ay-Lussac 168 Balm er 265 C urie P. de 187 Bleakney 248 D ollond 33 H arteck 282 B ohr 263 D o p p ler 24 i nast. Heaviside 138 B oltzm ann 116 118 176— 178 D ru d e 290 H efner-A lteneck. van d en 242 H itto rf 222 Broglie (Louis de) 276 F H off. van t* 189 B row n 289 Fah ren h eit 167 H ughes 122 127 B unsen 22 Faraday 68 78 80 215 216 219 H uygens 11 16 37 . SKOROWIDZ NAZWISK A C Feddersen 112 113 A bbe 45 46 C agniard de Ia T o u r 185 F erm i 239 261 291 A epinus 72 C ailletet 186 F ran ck 262 Alexanderson 133 C arn o t 201 F ran k lin 69 A m père 59 76 Celsius 167 F ran z 191 290 A nderson 258 Chadw ick 244 255 257 Frau n h o fer 7 21 A ndrew s 185 Clausius 173 174 286 Fresnel 11 15 37 A ngstrom 5 C ockcroft 255 F rim an 239 Arago 37 C om pton 14 275 Aston 245 Coolidge 232 G Avogadro 219 281 C oulom b 54 58 G alileusz 47 179 Crookes 222 B G alvani 56 C u rie I. 224 G ehrcke 16 Barkla 236 G eissler 221 B artholinus 37 D G erm er 276 B audot 123 124 D aguerre 48 G iauquc 247 Becquerel 224 D alto n 212— 215 G ilb e rt 53 Bell 127 D avisson 276 G oudsm it 267 B enson 203 D avy 90 G ram m e 85 Bentley 181 D e F o rest 108 G rim aldi 10 B îot 39 D em o k ry t 212 B irge 247 D ennison 281 Black 170 179 180 D escartes 30 H B lackett 254 258 D ew ar 187 H aas A. 285 Edison 50 87 88 91 157 H e rtz G . 263 Blagden 188 D iesel 208 H aas. 8 118 119 B rasch 256 E in ste in 21 289 294 298 H ess 258 B rew ster 35 E ngl 157 H eusler 79 B roek. L . 257 259 2o0 Gauss 73 120 Bainbridge 246 C u rie M . 285 E h ren h aft 217 H e rtz H . 262 Bragg W . von 85 195 287 D ufay 53 H eisenberg 279 280 292 Bonhoeffer 282 D ulong 288 H elm holtz 172 B orn 279 H en ry 83 Boyle 168 182 184 286 E H ero 198 Bragg W .

171 172 W róblew ski 186 R upp 277 M eissner 134 R u th erfo rd 227 230 249 254 M eitner 259 Y R u th s 206 M endelejew 241 Y oung 4 5 34 R ydberg 265 M eyer L . P e tit 288 Laval. 223 245 P ap in 183 198 T h o m so n W . 112 173 176 • L P arsons 203 186 L andé 269 Pauli 271 T u v e 248 Lange 256 P eltier 292 Laue 233 i nast. Skorowidz nazwisk 301 J N Schrödinger 278 280 Jansen 45 N e e f 113 Schulze 48 Jo h nston 247 N e rn st 189— 190 Seebeck 292 Joliot 257 260 N eu m an n 81 82 Shim izu 229 Joule 171 186 N ew com en 198 Siedentopf 47 N ew ton 4 6 16 192 274 Siegbahn 239 K N icol 38 Siem ens 84 85 K am erlingh O nncs 64 79 187 N iepce 48 Snellius 30 K apica 73 Soddy 227 249 K arolus 159 O Som m erfeld 269 291 K aufm ann 223 S tark 269 O cchialini 258 K eesom 187 Stefan 195 O ersted 57 K epler 47 S tein h eil 120 O hm 63 K e rr 159 S te rn 287 Olszewski 186 K irchhoff 22 194 195 Strauss 108 O tto 207 Strow ger 129 K irsch 255 K ohlrausch 60 117 K orn 162 P T K raru p 126 P acin o tti 85 T esla 113 K rishnan 284 P an eth 253 T ho m so n J. S ch o tt 33 Z sigm ondy 47 . J. 14 M ac L ennan 281 W ehnelt 109 R ichardson 105 224 M alus 36 37 W heatstone 121 123 R öm er 1 M arconi 133 W iedem ann 191 290 R öntgen 231 i nast. M ariotte 168 W ien 196 R ow land 13 61 M asolle 157 W ilke 72 R uhm cr 157 M axwell 116— 119 288 W ilson 228 R um ford 285 M ayer R ob. de 203 Pettersson 255 U L avoisier 296 Pixii 84 U hlenbcck 267 Lebiediew 119 Planck 21 197 U rey 247 L enard 20 Plücker 221 L enz 82 P o rro 48 V Lewis 248 Prdvost 195 V ogt 157 L ieben 108 P u p in 131 Volta 55 56 L inde 186 L orentz 221 268 R L oschm idt 219 288 VV L um ière 50 R am an 284 Ram say 227 242 W alton 255 L um m er 16 W ashburn 247 R eaum ur 167 R eis P h. 127 W att 198 M W eber 60 117 120 R eiss E. 241 M ichelson 2 294 M illikan 217 218 219 S Z M orse 120 121 Scheele 194 Zeem an 268 M oseley 237 i nast.

SKOROWIDZ RZECZOWY A Cewka indukcyjna 113 D rgania elektryczne 111— 115 A bsorpcyjne w idm a 23 C hlorow ce 241 D yna 55 A chrom atyczne soczewki 33 C hłodnica absorpcyjna 211 D ynam om aszyna 85 A diabatyczny proces 173 Chłodnica m aszyny parow ej D yspersja 274 A komodacja 42 201 202 A ktyn 251 C iało szkliste (oko) 42 E A kum ulator 65 C iem nia optyczna 41 E fekt naskórkowy (skinefekt) Alfa cząstki 226 C ieplne przyrządy elektryczne 92 93 Alkaliczne m etale 241 266 E kstraprądy 82 A m per (jednostka) 59 Ciepło dysocjacji 283 Elektroliza 215 216 Analiza w idmowa 22 C iepło parow ania 180 E lektrom agnesy 77 79 A ngstróm (jednostka) 5 C iepło rozpuszczalności 187 Ciepło spalania 200 Elektrom agnetyczne falc 117- A nodow y p rąd 106 119 A ntena 135 136 137 Ciepło topnienia 179 Ciepło u tajone 179 Elektrom agnetyzm 57 A ntena odbiorcza 141 E lektrom otor 86 A ntykatoda 231 Ciepło w ew nętrzne ziem i 193 Elektrom otoryczna siła 61 A pochrom atyczne układy 45 C iepło właściwe 171 190 Elektronow e prom ienie 277 A tom istyka 212 C iśnienie gazu 286 287 Elektronow e zderzenia 262 Atomowa powłoka 261 C iśnienie osm otyczne 188 Elektronów interferencja 276 A tomowa siatka 284 292 C iśnienie pary 182 183 Elektronów ugięcie 277 A tomowe ciepło 288 C iśnienie światła 119 Elektronów w irow anie 267 A tomowe jądra 284 296 C om ptona zjawisko 275 E lektrony 223 Atom ow y ciężar 214 296 C oulom ba praw o 54 55 C urie-p u n k t 79 E lektronydodatnie258259260 A tom ów rozbijanie 254— 256 E lektrony powłoki pow ierz­ A tom u m odel 230 263 Czas pobudzenia atom u 270 chniow ej atom u 273 A tom w odoru 263 Czas przepołow ienia 250 E lektrony swobodne 290 A tom y 212 Czas (względny) 294 Elektrostatyczna jednostka na­ A vogadry hipoteza 287 Cząsteczki dw uatom ow e 281 boju 55 A vogadry liczba 219 C zęstość drg ań 5 Elektryczności ilość 54 A udionow e połączenie 142 C zęstość pośrednia 149 E lektryczność szklana 54 Elektryczność żywiczna 54 B D E lem ent galwaniczny 65 Barwy 6— 9 D alekopis 125 E lem entarny kw ant elektrycz­ Barw y zasadnicze 50 D etektor kryształkowy 142 ności 216 B ateria 65 D iam agnetyzm 78 Elem enty energii (kwanty) 289 Bensona m etoda 203 D iam ent 190 285 Em anacja ra d u (radon) 249 Biegun (m agnetyczny) 58 D iaterm ia 139 E nergia 19 294 Boltzm anna stała 287 D io p tria 32 E nergia jonizacji 262 B row na ruch y 289 D ław iki 93 E nergia pobudzenia 262 D ługość fal świetlnych 4 5 E nergia własna 296 297 C D opplera zjawisko 24— 27 298 E nergia zerowa 291 Całkowite odbicie 31 D ostrajanie 136 141 E ntropia 173— 176 287 C entralne ogrzew anie 193 D roga sw obodna 288 i E rg 20 .

Izotopy tlen u 247 L am pa wielosiatkowa 149 F iltry częstości 124 Izotopy w odoru 247 Lam pa wolframowa 88 Fluorescencja 270 Lam pa żarow a 87— 89 Fotoelcktryczna kom órka 160 J Lam pow e stopnic w zm ocnie­ Fotoelektryczne zjawisko 17 Jądro atomowe 230 nia 151 275 Jądro w odoru 244 L am py jarzeniow e 270 Fotografia 48— 50 Jenajskie szkło 33 168 Lauego fotogram y 234 i nast. Lam pa elektronow a 142 143 Ferrom agnetyzm 79 Izotopy chloru 245 Lam pa rtęciow a 90 Film dźwiękowy 157 i nast. Skorowidz rzeczow y 303 F Izolacja cieplna .192 K w antow a statystyka 289 Fading 136 Izolator (elektryczny) 72 K w anty świetlne 21 Fale (elektrom agnetyczne) Izolator wysokonapięciowy Kwarcow a lam pa 90 117— 119 103 Fale ultrakrótkie 139 156 166 Izoterm icznc przem iany 173 L F a ra d 67 Izotopia 245 i nast. Ł adunek (nabój) elektryczny 85 K inetyczna teoria m aterii 54 55 G łośnik 148 285— 290 Ł adunek elektryczny jądra G ram atom 288 K ocioł Papina 183 244 G w iazdy podw ójne 26 K ocioł parow y 200— 203 Łączenie przeciw sobne 122 K om órka selenowa 160 Ł u k elektryczny 90— 91 H K ondensator (elektryczny) Ł ukow a lam pa 90 91 H afnjum 274 67— 69 H eavisideła w arstwa 138 K ondensator obrotow y 69 M H efnera świeca 89 K ondensor 34 M agnetyzm 57 58 H el 187 227 253 K on stan tan 64 M agnetyzm ziem ski 77— 78 H elu w idm o 280 K onw ekcyjne prąd y 61 M anganina 64 H e n ry (jednostka) 83 K osm iczne prom ieniow anie M asa 294 295 296 H e rtz (jednostka) 138 258 M asa m agnetyczna 58 H eterodynow y odbiór 149 K osm ologia 297— 299 M aszyna kom presyjna 210 H euslera stopy 79 K rótkie fale (elektryczne) 138 M aszyna o w ielokrotnym roz H ygrom etr 183 K rótkofalow y nadajnik 150 prężeniu 202 K rytyczna tem p eratu ra 185 M aszyna parow a 198— 203 I K rytyczny stan 185 M aszyna w zbudzająca elek­ Ilość ciepła 170 K ryształy 233 234 284 285 trom agnesy 94 Ilość zm ian p rą d u 92 K ryształy soli kam iennej 285 M aszyny chłodzące 209— 211 Im m ersja 45 K ryształy śniegu 181 M axwella relacja 118 Indukcja (elektrostatyczna) 72 K ulom b 60 M axwella rów nania 117 Indukcyjne p rąd y 80— 83 K w ant działania 21 197 263 M echaniczny rów now ażnik Interferencja elektronów 276 K w antow a liczba 264 ciepła 171 172 Interferencja światła 14— 16 K w antow a m echanika 279 M echanika falowa 279 . Fotografia barw na 50 Jony 215 Lejdejska butelka 69 Fotografia w podczerw ieni 49 L enza reguła 82 Franklina płyta 69 K Liczba porządkow a 240 242 Fraunhofera prążki 7 21 K abel masowy 102 L in ie sił pola elektrycznego 71 Fresnela doświadczenie 15 K abel olejowy 103 L in ie sił pola m agnetycznego K abel podm orski 126 73— 76 G K abel telefoniczny 129 L oschm idta liczba 219 G alw anom etr 59 K aloria 171 L ód 180 G auss (jednostka) 73 K ą t graniczny 31 L ó d suchy 211 G az generatorow y 208 K ą t w idzenia 44 L u n eta 47 48 G azy szlachetne 241 K e rra kom órka 159 L upa 44 G azy trw ale 185 K ilogram om etr 20 L u p a czasowa 52 Geisslerow skie ru rk i 221 K ilow attgodzina 62 G enerator lampowy 134 Kinem atografia 50 52 157 L G eneratory p rą d u stałego 84 i nast.

304 Zasady fizyki M etale 290— 292 O brazy osiowe w kryształach P otencjom etr 66 67 M eteory (wiek) 253 40 Poziomy energetyczne (ato­ M gław ice 297 O chrona cieplna 192 mowe) 263 M gławice spiralne 297 O dbicie światła 28 29 Pozitrony 259 M ieszaniny oziębiające 188 O dbiorniki radiow e włączane Półwattówka 90 M ikrofale (elektrom agnetycz­ do sieci 150 P raca 19 62 ne) 139 Ognisko (optyczne) 29 Praw dopodobieństw o 280 M ikrofon 127 128 146 O gniw o galwaniczne 65 Praw o gazów 286 M ikrofon elektrodynam iczny O hm a praw o 63 66 Praw o K irchhoffa 194 146 O ko 40— 44 Praw o odbicia 28 M ikrofon kondensatorow y 146 O kular 45 Prawo prom ieniow ania (Plan­ M ikroskop 44— 47 O m (jednostka) 63 cka) 197 M odulacja 127 O pornik (reostat) 65 Praw o przesunięć (W iena) 196 M ol 286 287 O pór elektryczny 63— 67 Praw o Stefana-Boltzm anna M o to r benzynow y 208 O rtochrom atyzacja 49 195 M o to r czterotaktow y 207 O rtow odór 281 Praw o stosunków stałych 213 M o to r D iesla 208 O św ietlenie elektryczne 87— Praw o stosunków w ielokrot­ M o to r gazowy 208 91 n ych 214 M o to r lotniczy 208 O zon 281 P rąd elektryczny 56 M otory spalinowe 206— 209 P rąd przem ienny 91— 97 M otory w ybuchowe 207 P rąd przesunięcia 116 P Prądnice prądu przem iennego N P ara 180 182 183 93 i nast. N abój (ładunek) elektryczny P ara nasycona 182 P rąd y cieplne 193 54 55 Para w ysokoprężna 203 P rąd y indukcyjne 80— 83 N achylenie m agnetyczne 78 Param agnetyzm 78 P rądy T esli 114 115 N aczyniówka (oko) 41 Paraw odór 281 282 P rądy wirow e 82 83 N adajnik lampowy 134 Parow anie 183 Prędkość światła 1— 3 295 N adfiolet 8 9 Periodyczny układ pierw iast­ Proces kołowy (cykliczny) 175 N adprzew odnictw o 64 ków 241— 248 271 200 N adsubtelna budow a prąż­ Perm alloy 80 126 Projekcyjny przyrząd 34 ków w idm ow ych 275 P erp ctu u m m obile 174 P rom ienie alfa 225— 228 251 N apięcia podział 66 Pierścienie N ew tona 4 5 Prom ienie atom ow e 288 N apięcie elektryczne 61— 62 Pierw iastki 212 i nast. Prom ienie beta 224 295 N apięcie siatki 109 Pierw iastki czyste (bez izoto­ Prom ienie dodatnie 245 N atężenie pola elektrycznego pów ) 246 Prom ienie gam m a 251 252 70 Piezoelektryczność 139 Prom ienie graniczne 236 N atężenie p rą d u 59 Pobudzenie atom u 270 P rom ienie katodowe 220— N aturalny szereg pierw iast­ Podczerw ień 8 9 224 ków 240 Podw ójne załam anie 37— 40 P rom ienie m olekularne 277 N aw inięcie podw ójne d ru tu 83 159 Prom ienie protonow e 277 N aw inięcie twfornika H efner. Podw yższenie p u n k tu w rze­ Prom ieniotw órczość 224 248- A ltenecka 85 nia 188 253 N a wpół przepuszczalne błony Pojem ność (elektrostatyczna) Prom ieniow anie charaktery­ 188 67 styczne 236 Neonow e światło 270 Polaryzacja (światła) 34— 36 Prom ieniow anie cieplne 194— N eutrodynow e połączenie 148 P c a ry z ac ji kąt 35 198 N eutrony 257 Polaryzacyjne przyrządy 36 Prom ieniow anie słoneczne 195 N icola pryzm at 38 Pole elektryczne 70— 73 196 Pole m agnetyczne 73— 79 Prostow niki 105— 108 O Pole w irow e 97 P rostow nik rtęciow y 106— 108 O biektyw 45 Polon 250 Prostow nik suchy 108 O bniżenie pu n k tu zam arzania Porywacz czasu 52 Protony 255 188 Potencjałów różnica 61 Pryzm atyczna luneta 48 .

W a tt 62 Sam oindukcja (indukcja w ła ­ T e le g ra f lite ro w y 122 W en ty l (e le k try c z n y ) 106 sna) 82—83 T e le g ra f m aszynow y 122 W e n ty la to r 183 S c y n ty la c je 225 T e le g ra fia k ab lo w a (tr a n s ­ W idm a a b so rp cy jn e 23 S e le k ty w n y o d b ió r 148—150 o cean iczn a) 125 W idm a em isy jne 22 Z asady fizyki 20 . R ad io tele g ra fia 133 i n a st. tła 30 118 T ra n s fo rm a to r częstości 134 R adon (em anacja rad u ) 249 S p rzężen ie z w ro tn e 134 T ri-e rg o n 157 R am ana zjaw isko 284 S ta ła d ie le k try c zn a 63 118 T rójfazow e silniki 95—97 R e fle k to r 90 S ta ła gazow a 286 T rój p rąd 96 R entgenow ska d iag n o sty k a S ta ła sia tk i 285 T u rb in a p aro w a 203—206 235 S ta rk a zjaw isko 269 T u rb o g e n e ra to r 205 R entgenow ska terapia235236 S te re o s k o p 43 T urm alin 38 R entgenow skie lam py 231 232 S te ro w a n ie kw arcem 139 T w o rn ik b ę b now y 85 R entgenow skie w idm a 236 — S to p k i b ezp ieczn ik o w e 91 T w o rzen ie się lodow ców 180 241 274 Stru m ień siły m agnetycznej R ezonans 136 141 U 81 R ezonans falow o-m echanicz. U gięcie e le k tro n ó w 277 Sublim acja 184 ny 280 281 U ginanie św iatła 10—14 S u b te ln a budow a prążków R ozszczepienie w idm ow e 274 U kład periodyczny p ie rw ia st­ w idm ow ych 268 R ozszerzanie się w szechśw ia­ ków 243 Ś w iatło n a tu ra ln e 34 35 ta 298 U ltra m ik ro sk o p 47 Ś w ia tło sp o lary zo w an e 34 35 R oztw ory 187 — 189 U ran 250 i nast. ziemi 78 T eo ria g ra w ita c ji (E in stein a ) Przew odnictw o ciep ln e 191 — S k ra p la n ie gazów 184—187 298 193 S k ra p la n ie p o w ie trz a 186 T eo ria un d u lacyjna 16 P rzew odnictw o ziemi 120 . Ś w iecen ie te m p e ra tu ro we270 R en tg en a prom ien ie 14 231—-j S y n c h ro n iz a c ja filmu 162 236 S zereg i przem ian pro m ien io ­ R ów nolegle łączen ie 83 V olty sto s 56 tw ó rczy ch 250 R urka do w yładow ań e le k tr. P rzew o d y w ysokiego n apię 176 T e rm o m etr gazow y 168 cia 102 Soczew ka oczna 41 T erm o m etr lek arsk i 169 P u n k t p o tró jn y 184 Soczew ki 31—33 T erm o m etr w odorow y 169 P u n k ty zasadnicze te rm o m e ­ Soczew ki ro z p ra sza ją ce 33 Term os 192 tru 167 S oczew ki sk u p iające 32 Tęcza 6 P y ro m e tria 170 So len o id 74 T ęczów ka (oko) 41 S p e k tro sk o p ia m asow a 245 Tłum ienie d rg a ń 133 R S pójność (o p ty czn a) 15 T o r (p ie rw ia s te k ) 251 R ad 224 249 Sp ó łczy n n ik w ydajności p ro ­ T o r (tele g ra fic z n y ) 124 R adiofonia 145 — 157 cesu kołow ego 201 T ram w aj e le k try c zn y 86 R adio telefo n ia 140 Sp ó łczy n n ik z ałam an ia św ia­ T ran sfo rm ato r 98 i n a st.J S k ręc e n ie płaszczyzny pola T e rm o d y n am ika 172—175 P rzew o d n ik i e le k try c z n e 72 ry zacji 39 T e rm o ele k try c z n o ść 292 P rzew o d y kablow e 102 Śm ierć ciep ln a w szechśw iata T e rm o m etr 168 i n a st. T e le g ra f 119 —126 S ch rS d in g era) 279 S a c h a ry m stria 40 T e le g ra f bez d ru tu 132 i n ast. W 270 R y d b erg a s ta ła 263 265 W ario m e tr 83 T elefo n 127-132 W arto śc i w łasne (rów n. Skorowidz rzeczowy 305 P rzekazyw anie en erg ii elck-j S ia tk a d y frak c y jn a 12—14 T eleg rafia p o dakustyczna 124 try c z n c j na odległość ICO—| S ia tk a (w lam pie e le k tro n o ­ T eleg rafia w ie lo k ro tn a 123 105 w ej) 1G9 T eleg raficzn e p rzek azy w an ie P rze k a źn ik (relais) 121 S ia tk ó w k a (o k o ) 42—43 ob razó w 162 Przem iany pierw iastk ó w 249 S k a la te m p e ra tu r 167 T e m p e ra tu ra bezw zględna P rze rw a isk ro w a 114 S k in e fe k t (e fe k t n a sk ó rk o 168 169 P rzery w acze e le k try c zn e 113 w y) 93 T e m p e ra tu ra n a sycenia 182 P rzesu n ięcie fazy (p rąd u S k ła d o w a poziom a n atężen ia T eo ria em isyjna św iatła 16 przem iennego ) 93 po la m ogn.

Z asad y term o d y n am ik i 172 W idm a p rążk o w e (liniow e) 111 173 174 189 21—24 26 4 -2 6 9 W zm acniacze niskiej c zę sto ­ Z asięg (prom ieni a ) 251 W idm a ro ta c y jn e 282 ści 143 Z asobniki cieplne(R uthsa)205 W idm a ro ta c y jn o -o sc y lac y j. 306 Zasady fizyki W idm a pasm ow e 232 283 W zm acniacze lam pow e 108—j. W zm acniacze w ysokiej czę ­ Z boczenie m ag n ety czn e 77 nc 282 sto ści 143 Z dolność em isyjna 194 W idm a siatk o w e 13 Z ero bezw zględne 168 W idm o sło n eczn e 6 7 Ziem ia (w iek) 252 253 W idm o w odoru 265 266 Z ałam anie św iatła 30 Z iem ie rz a d k ie 273 W idzenie na odległość 163 Z apis dźw ięków friatężeftip'.Z jaw isko Z cem ana 268 W ielo siatk o w e lam py 149 wy 158 Z orza p o la rn a 270 W ilgotność 183 Z apis dźw ięków poprzeczny Z w ierciadła 28—29 W ilsona m eto d a 228 153 Z w ierciadło w klęsłe 28 29 W oda 171 Z a sad a H u y g en sa 11 Z w yrodnienie gazów 291 W oda c iężk a 248 Z a sad a niepew ności 293 W olt 61 62 Z asad a p rą d u w steczn eg o W o lto m ierz 67 (L inde) 186 Ż aró w k a z w łóknem m e ta ­ W rzen ie 180 Z asad a przyczynow ości 293 ! lowym 88 89 W szechśw iat 2 9 7 -2 9 9 Z asada zach o w an ia energii Ż arząca się k a to d a 106 W zględności te o ria 294 295 172 Ż yła (te le g ra fic z n a) 124 .

11 $1 05.fe .1 tl . 1999 * 2009 -u-.U2 2013 -« a . IM *«i.