You are on page 1of 320

m um

:
itófc :ssa
¡a■««. íj-«í
■ *£-?%£■
H í m I h I A
iiSS ■

4êw
;

- si «r
u.. wr-
im m pifSÄÄ
W00¿M:M¿
p ą p p S B ią B fe B lP
■ j

■O'*;,;.--.-:- ' - ■ , : ..¡ / r p.
P g ffö lra
g p j j g M i i i p f c ifcí- I
■y-, :“ ■
-. ■ ■/'*: :. V -'. ■■" ••■*; ;

p É lsilfiliiliil Ififé
iS liî l t 4„ ' T , -

ÍV -
I
' r

í § ‘ ; -J:*■i-\f ' f -
■ ilÉ S II . Ä ftÄ ^pg^üi
mm ¡Ü Ü
smA’rJíMiaíé#'*
SS:
r " -■'iHSf--àÿJ* /A .
iS Ü ïif . K-yy?:/ j
a"1'- ;>;:i :V:' ; '-V;7'.:^íí.-'-"í'-^-:.V-"v:'v>;-:í.;,-r,¡.-. i - : - . - " : ï ï .
fc-'.v^ ;7 v.0 :;-'r -"A .■':?.-'-,::"v;;:" ;;

v* -t1 , r‘ ' ¡ 's S m ' f® ill m > il - v’

ê'^Wk '': ^ & M :1 Ü 1 . ' ' . ^ ■■' “. A ' ‘" r .'' -;'C " Wjl

im . , . I '
mmmm
■ '( y \ . ‘
• : Í •
, :.;

B I B L I O T E K A W I E D Z Y T O M 18

DR A R T U R H A A S ^ r \ /%
P R O F . FIZYKI UNIW ERSYTETU W1EDEŃSK1EG

ZASADY FIZYKI
Ś W IA T Ł O — E L E K T R Y C Z N O Ś Ć
C I E P Ł O — M A T E R J A

Z 76 I L U S T R A C J A M I

PRZEŁOŻYŁ

DR . SZCZEPAN S Z C Z E N IO W S K I
PR O F. FIZYKI T E O R . UN. J . K A Z . WE LWOWI E

B I B L i
ftłfe fw w e g o Liceurx ^ 'o g itz n e g o
w G L IW IC C '~ i

Nr. V .‘

T R ZA SK A , E V E R T i M I C H A L S K I S. A.
WARSZAWA, KRAKOW SKIE PRZEDM IEŚCIE 13
GMACH HO TELU EUROPEJSKIEGO

TYTUŁ ORYGINAŁU
PH Y SIK FÜR J E D E R M A N N

¿U w

I dlA

•tefT

Si W

DRUKARNIA NARODOWA W KRAKOWIE

Profesor Haas. wkraczającej daleko w głąb „mikrosko­ powego” świata niedostrzegalnych dla nas bezpośrednio atomów. wybitny wzrost zainteresowania się ogółu czytającej publiczności ostatniemi zdobyczami nauk przy­ rodniczych. j a k i przekładów autorów zagranicznych. uwzględniały prawie wyłącznie ostatnie zdobycze fizyki. wywołany przez odkrycie szeregu nowych. Świadczy o tem wymownie wzmożona poczytność szeregu popularnych książek z tych dziedzin. bardzo doniosłych faktów oraz powstanie nowych teoryj. a zwłaszcza fizyki i astronomji. zarówno napisanych przez auto­ rów polskich. Od kilku już lat można zauważyć we wszystkich krajach. profesora fizyki Uniwersytetu Wie­ deńskiego. fizyka przeżywa dzisiaj okres niezwykle szybkiego rozwoju. czy też przekłady. napisana przez Artura Haasa. Poczytność*-fa' stoi bezwątpienia w ścisłym związku z fak­ tem. któraby w jasny i przystępny sposób przedstawiała całokształt fizyki. jakie ukazały się dotychczas w języku polskim. z pominięciem wszelkich wzorów matematycz­ nych. czy to oryginalne. jak i szeregu książek popularnych. zarówno . najważniejsze zdobycze i poglądy fizyki. Jednakże książki popularne. omawiając za­ równo zdobycze fizyki dawniejszej. otwie­ rających zupełnie nowe horyzonty przed fizyką. autor zarówno uniwersyteckich podręczników fizyki. Brak było dotąd książki. potrafił w swych „Zasadach Fizyki” omówić w sposób przystępny. dotyczące otaczającego nas „makroskopowego” świata. jak i sukcesy fizyki dzisiejszej. Lukę tę stara się wypełnić książka niniejsza. PRZEDM O W A TŁUMACZA. klasycznej.

oraz P. p. . dotyczące stosunków polskich. do­ tyczących radjotechniki i radjofonji. inż. I. takie jak radjo. Bobrównie. za łaskawe udzielenie mi danych. S zczen iow ski. W związku z tem pragnę tu podziękować P . fotograf ja. Kierownikowi Obserwatorjum Magnetycznego w Świdrze.klasycznej. S. Prof. I. E. Rzymowskiemu za przejrzenie rozdziałów. dotyczących magnetyzmu ziemskiego. Wasiutyńskiej za pomoc w zakresie polskiej terminologji telekomunikacyjnej. za stałą pomoc i współpracę. N a szczególne podkreślenie zasługuje stale zwracanie przezeń w możliwie najszerszym zakresie uwagi na zastosowania techniczne fizyki. bez której tłu­ maczenie książki niniejszej nie doszłoby wogóle do skutku. kinematograf ja i t. Wreszcie szczególnie gorąco pragnę podziękować P. Dr. Kalinowskiemu. S. Dziękuję również P. jak i atomowej. Tłumacząc książkę Haasa uwzględniałem w miarę możno­ ści wszelkie dane.

.............. 57 19................................................ Uginanie ś w i a t ł a .......................................................................... Zjawisko D o p p l e r a ........... Energia kwantów ś w ie tln y c h ................ ................................ Fotografia i k in e m a to g r a fia ....... Elektromagnetyzm i pojęcie natężenia prądu .............................................. D woisty charakter e le k t r y c z n o ś c i.......................... Opór e le k tr y c z n y ........................................................... 73 24........... 61 20........... 28 11... Oświetlenie elek try czn e.. 1 2................ 16 7............................................................. B a r w y ....... Polaryzacja ś w i a t ł a ................. . Mikroskop i l u n e t a ................................................. Prędkość ś w i a t ł a .......... ............. .................................. .................................................. 53 18... 34 13......................................................................... 6 4............. Pole m agn etyczn e..................... Prądy in d u k cy jn e...................... ....... O k o ...... 31 12....... Załamanie p o d w ó jn e ................................................................. Prąd p r z e m ie n n y .................... 67 22.............. 44 16.................................. 48 Część druga ELEKTRYCZNOŚĆ 17................................................ 40 15......... 70 23... 84 26. Pole e le k t r y c z n e ... ....................................... .............................. 24 10................................ V Część pierwsza ŚWIATŁO 1..... 37 14....................................................... Widma p r ą ż k o w e ............................ SPIS RZECZY Str................................... Odbicie i załamanie ś w i a t ł a ...................................................... Generatory prądu stałego i e le k tro m o to ry ........................................ 21 9.............. 14 6.............................. Interferencja ś w ia t ła .. 87 27.......................... Przedmowa t ł u m a c z a .................... Teoria undulacyjna i teoria emisyjna... 63 21......... . 3 3........................................ ... K ondensator.................................... 19 8... 91 ................................................................... 80 25.............................. Długości fal św ietln y ch ... 10 5......................... ....................................... N apięcie elek tryczn e..... Soczew ki......................................................

...................................... Zasady fizyki Str. R o ztw o ry ............................... 145 39...................... 191 50. Przewodnictwo c ie p l n e .................................................................. Odbiór fal e le k tr y c z n y c h .....................................................................35................................. 105 31...................................................................................184 47................................................... Elektromagnetyczna istota ś w ia t ła .............................. 220 59.......... 100 30.................. Równoważność ciepła i pracy....................... ......................219 58. 225 60..................................198 52............. P r o sto w n ik i................ ...... Bezwzględne ciężary a to m ó w ....... 141 38................. T elefon..........................176 45................. Przekazywanie obrazów i widzenie na odległość .............. .......................209 Część czwarta MATERIA 55..... Film d ź w ię k o w y ..... 203 53............................................187 48...................................................................................... Maszyna p a r o w a ..............................................................................................157 40............................... Entropia i n ie o d w r a c a ln o ść ................................................................................. Zmiany stanu skupienia........................................... ........................... Temperatura i ilość ciep ła.................................... 212 56............ 231 .... ... 167 42.......................... 162 Część trzecia CIEPŁO 41.................... Maszyny c h ło d z ą c e ..............................215 57................ Turbina parowa.................... Promienie a l f a ............................................. R a d io f o n ia .............................................................. W ysyłanie fal elek tr y c zn y c h .. Telegraf ........................... 111 33........... 108 32............... 97 29............ Skraplanie g a z ó w .................. .. 173 44...... 127 36.....................194 51.............. 132 37........... Atomistyczna budowa m a t e r i i ............................. Promieniowanie c ie p ln e ....................................228 61................ Promienie R ó n tg e n a .................................................................................... Śmierć cieplna świata i Boltzmannowskie prawo en­ tropii ................. 171 43....................... Motory sp alin ow e................................ 28............................. Promienie k a to d o w e ......................................... ..................... ............ 178 46...................................... T ran sform ator.................................... Drgania e le k tr y c z n e ........................ Jądro atom ow e..206 54............. 189 49.......... 116 34......... Atomistyczna budowa e le k tr y c z n o śc i................ Twierdzenie N e r n sta ........ Wzmacniacze la m p o w e ..... Przekazywanie energii elektrycznej na odległość ...119 ...........................................

........ W szechśw iat.....................................................248 65.................................................................... 236 63....... 297 Skorowidz n a z w is k ......... ■ .............................. Rozbijanie a t o m ó w ..... 307 .................................................................................... Widma rentgenowskie ..................................................................257 67................................................................ Budowa a to m u .... Neutron i dodatni e l e k t r o n ..... 264 69............................................................................................................. 280 72.................... 241 64....... P ro m ien io tw ó rczo ść.. M e ta le ............ 300 Skorowidz rzeczowy........................... 271 70... Nieoznaczoność świata atom ow ego.....................................................................292 75.... Spis rzeczy Str............... Fale m a te r ii....................................................... 285 73.... Teoria kwantowa w id m ........ 62....261 68................. Poziom y energetyczne atomów ......................................................................................................... Masa i en erg ia ............................... .......... 302 Spis rz e c z y ........290 74.................................................... ........................ 254 66............................... Kinetyczna teoria m a te r ii.........294 76.......................... 276 71................................................................ Cząsteczki.............................................................. ........ Układ periodyczny p ie r w ia s t k ó w .........

.

w ystaw y wszechświatowej w Chicago. z ja k ą promień świetlny przebiega przestrzeń.C Z Ę S C P I E R W S Z A Ś w i a t ł o i P R Ę D K O Ś Ć ŚW IA TŁA Scena. Fizyka współczesna zdołała bowiem ta k dokładnie określić prędkość światła. iż zaćmienia księżyców p lanety Jowisza ulegają pozornemu opóźnieniu lub przyśpieszeniu. że udało się wyznaczyć ta k olbrzymią prędkość. żyjący w X V II s tu ­ leciu. aniżeli w w ypadku dru ­ gim. Spostrzegł on. trzeba znać dwie wielkości: odległość A rk tu ra od ziemi. Przyczynę ty ch anomalii rozpoznał on w tym . że możliwy błąd niewiele może przewyż­ szać milionową część znalezionej wartości. k tóra została ustalona dzięki niezwykle subtelnym pom iarom astronom icznym . jest zaiste zdumiewająca. w zależ­ ności od tego. w ciągu którego promień światła z A rktura był w drodze. to dokład­ ność. z ja k ą tego dokonano.1 wysłany przed 40 laty przez gwiazdę A rktura. czy też maleje. zapalił za pośrednictw em odpowiednich urządzeń morze świateł na wystawie. k tó ry zdołał obliczyć prędkość światła. O ile godne już jest podziwu. ja k a odegrała się w czasie otwierania na wiosnę 1933 r. 1 . że w pierwszym w y p a d k u światło księżyców Jowisza przebywa drogę do ziemi w czasie dłuższym. Pierwszym z badaczy. był duński astronom R o m e r . p o ­ rów naj rod ział 39. gdy promień świetlny. wywarła głębokie wrażenie n a widzach. Zasady fizyki. Aby określić czas. czy odległość Jowisza od ziemi rośnie. oraz prędkość. Ze znanych (na podstaw ie danych astronomicznych) odległości i z obserwowanych pozornych opóźnień chwil 1 P rom ień św ie tln y g w ia z d y p a d ł na k o m ó rk ę św ia tło c z u łą .

Na wysokiej górze. u zy sk a n ej przez M ich elson a. pom iary zostały dokonane w czasie od 1921 do 1926 r. p ry z m a t wykonyw ał 1/8 1 P od a n o tu ta j n a tu ra ln ie ty lk o za sa d ę p om iaru M ich elson a.Jasne jest. światło zużywa zatem zaledwie siódmą część sekundy. w ykonyw ając między każdymi dwoma następującym i po sobie położeniami 1/8 cał­ kowitego obrotu. mógł następnie dobiec do odległego zwierciadła.000 kilometrów. że n a leża ło z a sto so w a ć m n ó stw o n a jr o z m a itsz y c h d o d a tk o w y c h p o m y słó w d o św ia d c z a ln y ch . ja k dotąd. p ry z m a t szklany o ścianach doskonale odbijających. w odległości około 35 km od p ry zm a tu . po odbiciu się od niego. idealnie sym etryczny. Dzięki symetrii p r y ­ zm atu istniało osiem wyróżnionych położeń. by ulec odbiciu do oka obserw atora. Najdokładniejsze. . że światło przebiega w ciągu jednej sekundy około'300. udało się fizykom wyznaczyć prędkość światła również i p rzy pom ocy pom ia­ rów. które p ry z m a t ten zajmował kolejno w m iarę obrotu.1 Skutkiem tego w czasie pom iarów Michelsona obserwa­ tor mógł jedynie w tedy stale widzieć źródło światła (przy czym światło biegło drogą okrężną.2 Z asad y fizy k i zaćmień zdołał Rom er już w 1676 r. P ry z m a t ten mógł w ykonyw ać bardzo szybkie obroty dookoła swej pionowej osi symetrii. padający z odpowiedniego źródła światła na wirujący p r y ­ zm at. Poczynając od połowy X I X stulecia. po czym. n a d e r dokładnie określić prędkość świalła. przez amerykańskiego fizyka M i c h e l s o n a . odbijając się od zwier­ ciadła). dzielącą p ry z m a t od zwierciadła. w k tó ry m światło przebiegało tam i z powrotem przestrzeń. gdy w czasie. trafić z powrotem na jedną ze ścian pry zm a tu tak . Znalazł on mianowicie. a ż e b y u m o żliw ić o sią g ­ n ięcie d ok ła d n o ści. . czynionych na ziemi. Położenia te były tego rodzaju. umieszczonego na wysokiej górze. że promień. równej długości obwodu ziemi na równiku. Na prze­ bycie odległości. Obmyślane w ty m celu m etody dawały coraz doskonalsze wyniki dzięki stosowaniu coraz to nowych pomysłów eksperym entalnych. W pom iarach Michelsona główną rolę odgrywał ośmio­ k ątny. umieszczono stosowne zwierciadło.

czyli w artość rzeczywista leży między 299.792 i 299. prędkość światła odgrywa podstaw ow ą rolę. 3 W ed łu g te o r ii w z g lę d n o śc i en erg ia rów n a się m a sie.3 Prędkość światła króluje dzisiaj we wszystkich działacli fizyki. . Prędkość światła w ystępuje mianowicie również w najw aż­ niejszych wzorach nauki o elektryczności. ja k w ykażem y dokładniej w dal­ szych rozdziałach 2 tej książki. że przypuszczenie to nie zawsze jest słuszne. spodziewając się po­ lepszyć w te n sposób oświetlenie. stanowi górną granicę prędkości. zapala drugą lampę. W codziennym życiu w y­ daje się nam zrozumiałe samo przez się. sztucznie oświetlonym za pomocą lam py.800 km/sek. W fizyce współczesnej. 2 P a trz ro zd zia ły 28 i 58.796 kilom etrów na sekundę. że wspólne działanie dwóch źródeł światła przewyższa działanie jednego i że dodanie św iatła do światła wywołuje wzmożenie jasności. jako najważniejsza spośród stałych. p o m n o ż o ­ nej p rzez k w a d ra t p ręd k o ści św ia tła . p orów n aj ro zd zia ł 7 5 . k tó ry zapewne początkowo mógł się w ydaw ać bardzo nieo­ 1 P r y z m a t w y k o n y w a ł 5 3 0 o b ro tó w na sek u n d ę. że prędkość światła wynosi 299. ilo ść ob ro tó w m ierzo n o za p o m o cą w id e łe k str o jo w y c h . Na podstawie wielu setek o b se rw ac ji1 zna­ lazł Michelson za pom ocą tej m etody. II DŁUGOŚCI F A L Ś W IE T L N Y C H Ktokolwiek w pokoju. o wiele przekraczającą dziedzinę optyki. czyni to. Możliwy błąd nie wynosi p rzy ty m więcej ponad 4 kilom etry na sekundę. P ro m ie ń św ia tła p rzeb ie­ gał d rogę ta m i z p ow rotem w cią g u jed n ej 4 2 4 0 -te j c zęści sek u n d y . w ystępujących w tej nauce. jakie mogą uzyskać cząsteczki m a te ­ rialne i wiąże wreszcie ze sobą dwa najbardziej podstawowe pojęcia fizyki — a mianowicie uznane dzisiaj za równo­ rzędne sobie pojęcia m asy i energii. Jednakże dokładniejsze obserwacje fizyczne w ykazały. W ykryły one fakt. D łu g o śc i fal św ie tln y c h 3 pełnego obrotu.

Gdy położymy soczewkę o niedużej krzywi- źnie (np. gdzie grzbiet fali jednego promienia spotka się z doliną drugiego. wzajemne wygasza­ nie się działań obydwóch promieni. któ ry miał się stać podstaw ą dalszego rozwoju nauki o świetle: że mianowicie wzdłuż promienia świetlnego.l). co pewien okre­ ślony odstęp. decydujące o zachowaniu się optycznym promienia. lecz naw et obliczyć rzeczywistą długość fal świetlnych. były t a k zwane pier­ ścienie Newlona. ujrzym y wówczas dokoła tego miejsca szereg na prze­ m ian ciemnych i jasnych pierścieni współśrodkowych (rys. Y o u n g zdołał w po­ czątkach X I X stulecia nie tylko w ytłum aczyć powstawanie pierścieni Newtona. np. że przy współdziałaniu dwóch promieni świetlnych musi powstać ciemność wszędzie tam . W w ypadku pierścieni Newtona następuje. pow stających na powierzchni jeziora. Fizycy X V II i X V I I I stulecia rozwinęli dalej te w y o b ra ­ żenia i przyrównali przebieg rozchodzenia się światła do znanego dobrze każdem u rozchodzenia się fal. W takich falach w odnych zmieniają się kolejno grzbiety fal z ich dolinami. Posługując się tym i w yobrażeniami. według poglądu Younga. Ten stały odstęp nazyw am y długością fali promienia świetlnego — jest to określenie. żółtej. czyli t a k zwana interfe­ rencja. . odbitym i od szklanej soczewki. w y k ry ty m przez fi­ zyków już w drugiej p o i.X V II stulecia. J u ż N e w t o n wyciągnął z tego zjawiska wniosek. jak to zostało zrozumiane przez Younga. W takich miejscach zachodzi. Pierwszym zjawiskiem tego rodzaju. pow tarzają się regularnie pewne własności. szkło od okularów) na płytce szklanej i. interferencja promieni odbitych od płytki szklanej z promieniami.4 Z asad y fizy k i czekiwany: że mianowicie w pewnych w y padkach dodanie światła do światła w ytw arza miejscami ciemność. Opierał się on na przeświadczeniu. gdy rzucim y do niego kamień. znane dziś każdem u dzięki radiotechnice. podobną zmianę grzbietów i dolin p rzy jm u ją fizycy i w fałach świetlnych. będziemy oglą­ dać miejsce zetknięcia się soczewki ze szkłem przez m ikro­ skop. oświetlając ją promieniami określonej barw y.

przebieganego przez fale. przy czym przez tę jednostkę (na­ zwaną ta k na cześć pewnego fizyka szwedzkiego) rozum ie­ m y jed n ą stomilionową część c e ntym etra. rów ną częstości drgań. D ługości fal św ietlnych 5 Zrozumienie tych zjawisk pozwoliło Youngowi obliczyć długość fal świetlnych. W yznaczona m e­ todą Y ounga długość fali światła żółtego. należy podzielić 300. Długość ta okazuje się różna dla róż­ nych barw. ab y zatem znaleźć np. k tóra wskazuje.000 km. Pierścienic Newtona. Z pojęciem długości fali Rys. Długość fali świa­ tła żółtego znajduje się więc w takim mniej więcej stosunku do c e ntym etra. J a k już wyżej powiedziano. jakie w ytw arza np. ilekroć w ciągu sekundy powstaje w ty m sam ym miejscu grzbiet fali.1 Z najdujem y 1 M usim y p o d zielić 3 0 m ilia rd ó w p rzez 59 m ilio n o w y c h . 1. gdyż — ja k wskazuje doświadczenie — w świetle niebieskim pierścienie pojaw iają się w mniejszych odstępach pomiędzy sobą. ja k ce n ty m etr do długości 200 m etrów. że grzbiety i doliny fal n a stępują po sobie w pewnej kolejności czasowej. . to zauw ażym y. wiąże się bezpośrednio pojęcie częstości drgań. przeliczone na c entym etry. A więc w ciągu jednej sekundy fala posuwa się naprzód o liczbę długości fal. fala świetlna przebiega 300. Częstością drgań nazwiemy liczbę. sól kuchenna w palniku gazowym . częstość drgań światła żółtego. będziemy obserwować pewne określone miejsce. przez długość fali. wynosi 5900 jed ­ nostek A n g ś t r ó m a . niż w świetle czerwonym. fala przesuwa się naprzód dokładnie o jed n ą długość fali. Jeżeli wew nątrz obszaru. podczas którego odbyło się jedno pełne drganie w pew nym określonym miejscu. wyrażoną również w ce n ty m etrac h . W ciągu okresu czasu.000 km na sekundę.

dzieląc okrągłą tarczę na wycinki. III BARWY Podania i poezje wszystkich ludów świadczą o głębokim wrażeniu. przepuszczonych przez w ąską szczelinę. Czas trw ania jednego takiego drgania jest zatem nie do pojęcia krótki. zro­ bimy w ekranie m ały otworek i przepuszczony przezeń promień określonej barw y rzucimy na drugi p ry zm a t. k tó ra dalej poprzez zieleń i błękit przechodzi nareszcie w fiolet. m ożna rów­ nież otrzym ać. k tórych już dalej nie możemy rozłożyć. które zwiemy białym. i podchw ytując na białym ekranie promienie. Równie łatwo możemy się o ty m przekonać. jakie wywiera na uczucie i w yobraźnię człowieka zjawisko tęczy. najwięcej zaś fiołkowe. wynoszącą około 500 bilionów. ta k zwane widm o. rys. rzucając na tró jk ą tn y szklany p ry z m a t wiązkę promieni świetlnych. odpowiadające rozciągłości głównych barw w widmie. że światło. za nią żółta. wybrane i uszeregowane w cudownej prawidłowości.6 Z a sa d y fizy k i stąd. że światlcTżółte w ykonyw a w ciągu sekundy olbrzym ią ilość drgań. Tę sam ą kolejność barw. 2). od­ chylone przez p ry zm a t (rys. to nie wywołam y już żadnej więcej zm iany barw y (p. 2). Z bogatej różnorodności otaczających czło­ wieka barw w ystępują w ty m wspaniałym . któ ry m n a d a je m y w ym iary. stanowi rozkładalną na części mieszaninę. pomalowawszy . Okazuje się przy tym . znajduje się on w takim mniej więcej stosunku do sekundy. ja k sekunda do 30 milionów lat. że p ry zm a t odchyla najmniej promienie czerwone. jak to pokazał N e w t o n . przez n a tu rę stworzonym widowisku barw y najczystsze i najpiękniejsze. Gdy w praw im y tarczę w szybki ruch obrotowy. Jeżeli jednak. złożoną z promieni o rozm aitych barwach tęczy. W ten sposób zostało dowiedzione. Po czerwieni następuje barwa pom arańczow a.

B arw y 7 uprzednio wycinki odpowiednimi barwami. zwiększa się odpowiednio od 400 bilionów dla czerwieni do około 800 bilionów dla fioletu. Okazało się. . Prążki Fraunhofcra. że czer­ wonej granicy widm a odpowiada długość fali około 8000. gdzie kończy się zieleń. Jednakże do­ k ładna orientacja w widmie stała się możliwa po wykryciu przez F r a u n h o f e r a w 1801 r.1 Odkrycie Y ounga. że widmo słoneczne 1 N ie m o żn a u n ik n ą ć sza reg o o d cien ia . 2 U ż y w a m y w y ra zu b ilio n w zn a czen iu m ilion m ilio n ó w . cz y li w zn aczen iu d w u n a stej p o tę g i d ziesięciu (1012). Częstość drgań wycji (schematycznie). faktu. opisane w poprzednim rozdziale. Trudno jest ustalić miejsce Rys. 2. 3. a fioł­ kowej około4000 jednostek Ang- stro m a i że w m iarę przecho­ dzenia od czerwieni do fioletu wkolejności barw tęczowych dłu­ Rys. N icrozkładalność barw widmo- gość fali maleje. a rozpoczyna błękit. wydaje się ona nam prawie białą. po­ zwala zastąpić jakościowe i subiektyw ne pojęcie barw y ilo­ ściowym i obiektyw nym poj ęciem długości fali.2 Rozróżnianie poszczególnych barw widmowych jest n a ­ turalnie w dużej mierze dowolne. g d y ż u ż y w a n e z w y k le fa rb y m a la rsk ie n ie są c z y s ty m i b a rw a m i w id m o w y m i.

Najsilniejsze z ty ch ta k zw anych prążków Fraunhofera zostały oznaczone w kolejności od czerwieni do fioletu przez duże łacińskie litery od A do Ii (por. 3). a naw et najkrótsze fale radiowe m ają jeszcze długość kilku centym etrów. przewyższają zatem długość fali światła widzialnego dokładnie sto tysięcy razy. Proste doświadczenie. iż długości fal większości stacji nadawczych wynoszą setki m etrów. że działanie zaczerniające światła zwiększa się w kierunku od czerwieni do fioletu. że fale. otrzym ane za pomocą czysto elektrycznych przyrzą­ dów (fale te miały wkrótce odegrać nader w ażną rolę jako fale radiowe). W 1888 r. . Spró­ bujm y umieszczać zwykły fotograficzny papier kopiowy w rozm aitych miejscach widm a. Jednakże znajdujące się poza tym i granicam i prom ie­ nie. które każdy sam może wykonać. i roz­ ciąga się daleko poza fiołkowy koniec. Fizykom udało się w ykryć promieniowanie podczerwone i nadfiołkowe już około 1800 r.8 Z asad y fizy k i jest poprzecinane licznymi czarnymi prążkam i o dokładnie stałym położeniu. 2 Por. nie są niczym innym . ja k tylko falami świetl­ nymi o niezwykle dużej długości. Czerwień i fiolet stanowią bez w ątpienia granice widma. które zwane są nadfioletowymi i podczerwonymi. nie obiektyw ­ nym. przekonywa nas o istnieniu tych niewidzialnych barw. W iadomo. rys. niż w obrębie widma widzialnego. Poza ty m możemy przekonać się za pomocą term om etru. 1 Z am iast w yra zu p o d czerw o n e u ży w a się cza sa m i w yrazu in fraczerw on e. iż działanie cieplne promieni słonecznych sięga daleko poza kraniec czerwony. Czułość błony fotograficznej nie kończy się bynajm niej przy 4000 i 8000 jednostek Angstro- ma. 32. okaże się wówczas.1 pozo­ s tają dla nas niewidzialne i możem y je dostrzec tylko na drodze pośredniej. Te dwie barw y wyznaczają jedynie granice zdolności dostrzegania naszego oka. rozdz. H e r t z 2 wykrył. lecz jednak tylko w znaczeniu s ubiektyw nym . lecz poza fiołkowym krańcem widma jest jeszcze silniejsze.

zba­ danie dziedziny promieni nadfiołkowych zostało dokonane stopniowo. wynoszących od kilku dziesią­ tych m ilim etra do jednego m ilim etra. . B arw y 9 Ponieważ fioletowi odpowiada dwa razy większa ilość drgań. T ak wąskie są granice poznawalno- ści naw et dla najdoskonalszego organu zmysłów ludzkich. fizycy opanowali około sześciu ok taw w przedłużeniu widzialnego fioletu i w ten sposób nawiązali od strony optycznej łączność z dziedziną prom ieni Rónlgena. gdy poprzednio wymierzono już promienie podczerwone o długości jednej trzeciej milimetra. krok po kroku. Podobnie. przy czym przezwyciężono szereg trudności przez zastosowanie genialnych pomysłów doświadczalnych. Ale z piętn a stu oktaw optycznych jed n a tylko jedyna.1 Jeżeli zaliczymy promienie podczerwone i nadfiołkowe do światła. przez badanie promieniowania podczerwonego. 1 Por. badania doświad­ czalne przeniknęły z obydwóch stron: ta k od stro n y optycz­ nej. J u ż okołor. że w muzyce ton o podwójnej ilości drgań na sekundę nazyw am y o oktaw ę wyższym. gdy m uzyka tylko siedem. rozdz. 61. ta k tó ra zawiera w sobie barw y tęczy od czerwieni do fioletu. że widmo widzialne obejm uje jedną oktaw ę. że są również świa­ tłem. jest widzialna dla oka. jednakże współczesna fizyka doświad­ czalna potrafiła wypełnić przepaść tę całkowicie. pochodzi to stąd. Do ob­ szaru bowiem długości fal.1920 udało się w ytw orzyć fale elektryczne o długości zaledwie jednej dziesiątej m ilim etra. m ówimy czasami. tylko o niesłychanie malej długości fali. T ak olbrzym ia przepaść dzieli dwa zjawiska identyczne co do swej istoty. oczywiście rozumianego w szerszym znaczeniu tego w yrazu. niż czerwieni. ja k w dziedzinie promieni podczerwonych. Jednakże. co do któ ry c h przekonano się. W ty m znaczeniu najkrótsze fale radiowe leżą około siedem nastu o k taw niżej od widzialnej czerwieni. to n a w e t bez fal radiowych i bez promieni R ónt- gena o p ty k a obejm uje piętnaście oktaw . przez otrzym yw anie coraz to krótszych fal p rzy pomocy w yładow ań elektrycznych. ja k i od strony elektrycznej.

s k u t­ kiem falowej n a tu r y światła. już około 1660 r. według nowo­ czesnych zdjęć fotograficznych. Zjawiska uginania światła na wąskiej prze. Grimaldi zauważył wówczas. obserwującego n a ­ turę. 5 i 6 wyobrażają. 4. Rys. odchyla się od kie­ runku prostolinijnego. Jednakże. że światło rozchodzi się po liniach prostych. a skutkiem tego oświetlone ciała nieprzezroczyste rzu­ cają ostro ograniczone cienie. działanie świa­ tła powinno dać się od­ czuć i w bezpośrednim otoczeniu prostolinij­ nych torów promieni. przechodząc obok tych krawędzi. że.ciemnego pokoju i U - stawiał na drodze bie­ gnącej z otworka smugi świetlnej przedm ioty o ostrych krawędziach. przykłady takich zjawisk . p rzy czym na brzegach cieniów powstaje szereg na przem ian ciemnych i jasnych prążków. że światło. Nie m ożna za­ tem dostrzec niczego poza nieprzezroczystą przeszkodą. 4. G r i m a 1di od­ krył zjawisko ugina­ nia się światła. W p u ­ szczał on światło przez m ały otworek do Rys. IV U G IN A N IE ŚW IA TŁA Do pierwszych spostrzeżeń człowieka. Istotnie. należy stwierdzenie. pomimo to. m usim y oczekiwać. a więc ulega ugięciu.

ty m wyraźniej jest widoczne ugięcie. k tó ry pierwszy był twórcą ścisłej teorii światła. że k a ż d y p u n k t na powierzchni fali staje się samo- Rys. ta k zwanych fal cząstkowych. dzielnym źródłem nowych fal. To wyjaśnienie tłum aczy również. U ginanie światła na szczelinie prostokątnej szerokości 7* nam. po­ glądzie. F r e s n e l o wi. 6. że te fale cząstkowe skutkiem interferen­ cji wzm acniają się i osłabiają wzajemnie. U ginanie światła na otw orku kolistym. oraz na założeniu. U g in a n ie św ia tła 11 ugięcia. dlaczego w ugiętym . Zasad­ niczo Wyjaśnienie Fresneltl Rys. 5. zwłaszcza w świetle jednorodnym . Im węższy jest przedm iot uginający. udało się to po raz pierwszy około 1820 r. W ytłum aczenie zjawisk ugięciazapomocąpojęcia fal świetlnych nie było łatwe. opierało się na dwóch pod­ staw ach: na wypow iedzianym już przez H u y g e n s a .

A ’jest podstaw ą prostopadłej. Dwa promienie wzm acniają się bowiem w tedy. szczelinę. nakreślonych n a po­ wierzchni płytki szklanej lub metalowego zwierciadła. wzajemnie. jej wartości. nosi nazwę k ą ta ugięcia. Najczęściej używa się siatek. 7 literą cp. n a to ­ m iast AB. Najlepsze siatki optyczne liczą ok. Od­ stęp pomiędzy dwiema sąsiednimi rysami tworzy. DE. wychodzące z A i C. Promienie. FG itd. trzeciego rzędu itd. oznaczony na rys. drugi jasn y prążek pod k ą te m ugięcia. Tc miejsca bowiem. spuszczonej z p u n k tu C na kierunek promienia. Odpowiednio odróżniamy więc k ą ty ugięcia pierwszego. drugiego. Na rysunku prze d sta ­ wiono wiązkę promieni świetlnych. przedstaw iająca tzw. E F itd. składających się z równoległych. Gdy światło jest jednobarwne. cieniutkich rys. gdy odległość A A ’. 7. pa d a ją c y ch ukośnie na siatkę. do czego najlepiej jest posługiwać się sialką dyfrakcyjną. równa się całkowitej długości fali lub jej wielokrotności. . w tedy. BC. znajdujących się w jednakow ych odległo­ ściach od siebie. potrójnej itd. K ąt. — szczeliny. Skutkiem tego można za pom ocą ugięcia otrzym yw ać widm a. „różnicę dróg“ obydwóch promieni. w yobrażają rysy. dla którego A A ’ równa się jednej długości fali. dla którego AA’ jest równe dokładnie dwom długościom fali itd. o trzym ujem y pierwszy jasny p rą ­ żek pod k ątem ugięcia. przechodzącego przez A. gdzie należy oczekiwać największej jasności dla światła zielonego lub niebieskiego. który tworzą promienie z prostopadłą do siatki. CD. gdy ich grzbiety falowe spo­ ty k a ją się ze sobą. Siatką dyfrakcy jną nazyw am y szereg wąskich szczelin równoległych. w k tórych falc czerwone najsilniej wzm acniają się. w zm acniają się.12 Z asad y fizy k i świetle białym w ystępują barw ne pasm a zam iast jasnych i ciemnych prążków. j a k w ynika z teorii inter­ ferencji. a to zachodzi wówczas. Działanie siatki tego rodzaju jest przedstawione schem a­ tycznie na rys. 2000 szczelin na długo­ ści jednego milimetra. gdy odcinek A A ’ równa się długości fali lub też podwójnej. nie mogą na ogół pokrywać się z tym i miejscami.

sia te k w k lę sły c h ) b y ło za słu g a a m ery k a ń sk ie g o fizy k a R o w - l a n d a (ok oło 1880 r. pomiary zaś kątów mogą być poczynione w sposób bardzo do­ kładny. m ożna zatem. W ten sposób pow stają piękne widm a siallwwe. Ponieważ wykonanie siatki. szerokość szczeliny je s t znana.). może osiągnąć nadzw yczajną precyzyjność. każdej barwie odpo­ wiada inny k ą t ugięcia. N atom iast niebieskofiołkowa część widma trzeciego rzędu nakryw a już czerwoni) część w idm a drugiego rzędu. gdyż R ys. po jego ugięciu prążki rozm ai­ tych barw u k ład a ją się obok Siebie. widmo drugiego rzędu jest jeszcze całkowicie oddzielone od widma rzędu pierwszego. jeżeli wiemy. 7. Za pomocą odpowiednio zbudow anych siatek można 1 W y k o n a n ie po raz p ierw szy n ie z w y k le d o k ła d n y c h sia te k (tz w . w k tórych barw y następują po sobie w porządku swych długości fal. O ile chodzi o barw y widzialne. ile rys p rzypada na długość jednego centym e­ tra. przy ty m czerwień jest odchylona silniej niż fiolet. długość fali można mierzyć za po­ mocą siatki dyfrakcyj­ nej z dokładnością do jednej milionowej. . U gin an ie św iatła 13 Mierząc k ą t ugięcia. a w wyższych rzędach widma n a k ła d a ją się na siebie coraz bardziej. dzięki czemu po­ w stają najrozm aitsze barw y mieszane. przy k tó ry m m usim y zwa­ żać na zupełną równość 1 odstępów między rysami. zbliżające się coraz bardziej do białej. Gdy na siatkę pada światło białe. Siatka dyfrakcyjna. Zastosowanie siatki do wyznaczania długości fali nie ogranicza się oczywiście tylko do obszaru promieni widzial­ nych. w yznaczyć długość fali. znając szerokość szcze­ liny.

ty m mniejsza musi być również szerokość szcze­ lin. am erykańskiem u fi­ zykowi. por. rozdz. na tym oparta jest piękna gra barw perłowej macicy. . przy czym do promieni podczerwonych o bar­ dzo dużej długości fali zastosowano siatki z drutów . patrząc przez tkaninę parasola (która stanowi pewien rodzaj płaskiej siatki) na latarnię uliczną.2 Powierzchnie o subtelnej budowie warstwowej w ykazują wspaniałe zjawiska barwne w świetle o d bitym . 1 wymierzyć za pomocą siatek. W zjawisku tym chodzi tylko o pewne zależności geometryczne. gdy odciśniemy powierzchnię perłowej macicy na czarnym laku i od tego odcisku będziemy odbijać światło. kiedy długość fali jest znacznie mniejsza od szerokości szczeliny. rozd z. gdy niebo pokryte jest lekkimi chm urkam i. Piękne zjawiska ugięcia o trz y m am y również. Zastosowanie ich w dziedzi­ nie najkrótszych fal nadfiołkowych nastręczało dużo t r u d ­ ności. gdyż widma ugięcia nie mogą być otrzym ane zwykłą m e­ todą. V I N T E R F E R E N C J A ŚW IA TŁA Założenie istnienia interferencji fal świetlnych pozwoliło nam wyjaśnić w sposób prosty powstawanie pierścieni New­ 1 W y z y sk a n o tu ta j z ja w isk o c a łk o w ite g o o d b icia . 61. 10.14 Z asad y fizy k i było rozciągnąć m etody b a d a ń widmowych daleko w głąb podczerwieni. Arturowi C o m p t o n o w i . Im mniejszy jest mianowicie rząd wielkości mierzonej długości fali. Do atm osferycznych zjawisk ugięcia należy znane zjawisko lisiej czapki dokoła księżyca lub słońca — powstaje ono. że tę sam ą grę barw otrzym am y. które przez dłuższy czas w ydaw ały się nie do pokona­ nia. 2 Por. Rów­ nież i w obszarze promieni nadfiołkowych siatki d y fra k ­ cyjne oddały największe usługi. około dziesięciu tysięcyrazy mniejsze długości fal rentgenowskich. używanych do badania światła widzialnego. W idać to stąd. Dzięki bardzo oryginalnem u pomysłowi doświad­ czalnemu udało się jednakże w 1925 r.

wychodzące z dwóch źródeł światła. Zrozumiałe więc jest. doznały niepowodzenia. w któ ry c h zastosowano dwa niezależne od siebie źródła światła. że jedynie wówczas. dlaczego Fresnel użył do swego doświadczenia nie n a turalnych. a mianowicie obrazówr w zwierciadłach.1 Zjawiska interferencji w y stę p u ją naw et wówczas. W ten sposób po w sta ją dwa bliskie siebie obrazy szczeliny. najm niejsza dla fioł­ kowego. Zależnie od barw y użytego światła. nachylone pod bardzo m ałym kątem . biegnących od obydw u obrazów. przyjm ując. że fizycy dążyli do bezpośredniego stwierdzenia n a tu r y falowej światła za pom ocą doświadczenia. gdy 1 T ę z g o d n o ść n a z y w a m y sp ó jn o ścią . Jeśli w odległości kilku m etrów od zwierciadeł ustaw im y biały ekran. W doświadczeniu ty m pionowa szczelina. że wszystkie poprzednie pró­ by. ja k można “ '"“ dimi“ 1“ “ ' było z góry przewidzieć.silnie naświetlona światłem jednobarw nym . odległość między nimi jest największa dla światła czerwonego. rzuca promienie na dwa zwierciadła. Po długich i bezowocnych wysiłkach rozmaitych badaczów stwierdzenie doświadczalne takiego zjawiska po­ wiodło się F r e s n e l o w i w roku 1824 za pomocą słynnego doświadczenia ze zwierciadłami. prążki są więcej lub mniej rozsunięte. . istnieje pomiędzy nimi t a k daleko posunięta zgodność. Na razie może w ydać się dziwne. 8). Są one ta k ułożone. w k tó ry m promienie. które z kolei możem y uważać za dwa sąsiednie źródła światła (rys. gdy oba spotykające się promienie po­ chodzą z tego samego źródła światła. Było to je d n a k spowodowane tym . że za­ chodzi wzajem na interferencja promieni. ukaże się na nim wów­ czas szereg prążków na przem ian jasnych sndiwśkfeioTofwfadi i ciemnych. In terferen cja św ia tła 15 tona i zjawisk ugięcia. lecz sztucznych źródeł światła. Doświadczenie wykazało. m ogłyby bezpośrednio interferować ze sobą. że mogą powstać zjawnska interferencyjne.

3 P r o sto lin ijn y b ieg p rom ien i św ie tln y c h b y ł w e g łu g teorii em isy jn ej n a tu ra ln y m w y n ik ie m zn an ej z m ech a n ik i z a sa d y b e z ­ w ła d n o ści. w yrzucanych stale przez świecące s u b s ta n ­ cje.1 O tak dużą liczbę długości fal różnią się drogi. ujm ow ała światło jako ruch falowy tajemniczego „eteru świetlnego“ . Podw aliny emisyjnej teorii światła położył N e w t o n mniej więcej w ty m sam ym czasie.2 a więc tyleż drgań zostało w ykonanych przez źródło w okresie czasu pom iędzy chwilami wysłania ty ch promieni. co Huygens — teorii undulacyjnej.600. Udało się otrzym ać interferencję promieni 0 „różnicy dróg“ . dzielili się na dwa obozy. zajm ujący się zagadnieniami optycznym i. n a tu ra ln ie n ie ch o d ziło tu o d rogi w zd łu ż lin ii p rostej. VI T E O R IA U N D U L A C Y JN A I T EO R IA E M IS Y J N A Dużo miejsca w historii optyki zajm uje trw ająca dwie­ ście lat w alka pomiędzy teoriam i światła. .3 1 S tw ierd zen ie tak d a lek o p o su n iętej z d o ln o ści in terferen cy jn ej u d ało się L u m m e r o w i i G e h r c k e m u . które stały niegdyś w zupełnej sprzeczności ze sobą: były to teorie undulacyjna 1 em isyjna.16 Z asad y fizy k i w czasie pomiędzy wysłaniem jednego a drugiego z dwu in- terferujących ze sobą promieni źródło światła wykonało wiele tysięcy drgań. T eoriaem isyjnaznalazłam ocne oparcieprzede wszystkim wfakcie prostolinij nego rozchodzenia siępromieni świetlnych. wynoszącej 2. 2 R ó żn ica dróg w y n o siła w te d y k o ło je d n e g o m etra .000 długości fal. jednakże N ew ton umyślnie uchylił się od wyraźnego przyjęcia jakiejś określonej hipotezy. Pierwsza. H u y g e n s w 1680 roku. której początek dał. zwanych korpuskułam i. Dopiero uczniowie jego z całą stanowczością przyjęli ujęcie korpuskularne i od tej chwili na przestrzeni dwóch blisko wieków fizycy. dotyczącej n a tu r y światła. W edług d ru ­ giej światło miało składać się z drobniutkich ciałek. ja k wspom ina­ liśmy wyżej. przebyte przez dwa promienie od wspólnego źródła do miejsca wzajemnego spot­ kania.

a więc każdy w y latujący elektron uzyskuje zawsze tę sam ą 1 Par. iż m etale. zmusza on nas raczej do wniosku.10-28 gr.. Poczynając już od końca X I X w. Jeśli bowiem pogląd taki jest słuszny. pędzące z olbrzym ią prędkością. to zwiększenie natężenia światła oznacza tylko zwiększenie liczby trafiających powierzchnię m etalu cząstek świetlnych i ty m sam ym zwiększenie liczby ak tó w wyrzucania elek­ tronu. GO Zasady fizyki \ .przeciwko emisyjnej. rozdz. Około 1900 r. Również i zjawiska ugięcia światła zdawały się przem aw iać za teorią undulacyjną. gdy F r e s n e l za po­ mocą swego doświadczenia ze zwierciadłami wykazał bez­ sprzecznie. które zmusiły ich do wznowienia dawno porzuconej teorii korpuslcularnej. na które pada światło fiołkowe lub nadfiołkowe. Od połowy X I X stulecia emisyjna teoria w ydaw ała się wobec tego pogrzebana na zawsze. p rzy czym każdy z ty ch ak tó w pozostaje bez zmiany. Do zjawisk tych należało przede wszystkim ta k zwane zjawisko fotoeleklryczne. jednakże na początku X X stulecia fizycy poznali zupełnie niespodziewanie nowe zjawiska i zależności. fizycy w iedzieli— ja k to zresztą będzie jeszcze dokładnie omówione w innych rozdziałach tej książki — iż najm niej­ sze w ogóle istniejące cząsteczki m aterialne. w yrzucają takie elektrony. posiadają ściśle określony i zmierzony ładunek u jem ny oraz również ściśle określoną i zmierzoną masę. przekonano się. że światło dodane do światła może wywołać ciemność. a mianowicie 9. Z p u n k tu widzenia teorii undulacyjnej ten wynik badań w ydaje się zupełnie niezrozumiały. iż zwiększenie natężenia światła (w dziedzinie widzialnej powiedzielibyśmy — zwiększenie jasności) w żadnym w y­ p a dku nie zwiększa prędkości wyswobodzonych elektronów. zwiększa jedynie ich liczbę. ta k zwane elektrony. a. że światło składa się z oddzielnych cząstek i że pojedyncze elektrony są wyzwalane przez pojedyncze cząstki światła. T eo ria u n d u la e y jn a i te o ria em isyjn a 17 lecz zwolennicy jej musieli zamilknąć.1 Lecz jeszcze osobliwsze było związane z ty m spostrzeżenie.

Mo­ żemy przekonać się o ty m za pomocą bardzo prostej analo­ gii. Przyjm ie on raczej. możemy na to m ia st p rzy­ jąć. zo­ stała nagle zrehabilitowana. że w miejscach ciemnych korpuskuły świetlne zniszczyły się nawzajem (co istotnie tru d n o by było sobie wyobrazić). że zarówno korpuskularne. ja k i undula- cyjne ujęcie zjawisk świetlnych jest słuszne i że powinno zatem być możliwe uzgodnienie obydwóch teorii.18 Z asad y fizy k i prędkość. Przypuśćm y. Nie wyciągnie on jednak stąd zapewne wniosku. iż skutkiem własności gleby. Podobnie powstawanie prążków interferencyjnych w do­ świadczeniu Fresnela ze zwierciadłami nie musi być b y n a j­ mniej tłumaczone w ten sposób. O ptyczna teoria emi­ syjna. a mianowicie fakt. . roślinności. Znakom ite sukcesy teorii undu- lacyjnej. w której widziano już tylko ciekawostkę historyczną. że światło dodane do światła może w y­ wołać ciemność. Fizycy musieli więc dojść do przeświadczenia. że prawdopodobieństwo trafienia cząstki w takie miejsce jest niezmiernie małe. że pewien zoogeograf ustalił. nie podlegały jednak żadnej wątpliwości. osiągnięte w ciągu X I X stulecia. dawno porzucone naiwne błądzenie przeszłych czasów. klim atu itp. co prze­ cież wydaje się absurdalne. Dopiero w X X stuleciu uświado­ mili sobie fizycy. że barw a światła pozo­ staje wciąż bez zmiany. wysuwane zawsze przeciwko teorii emisyjnej. Zakładam y naturalnie. W jaki sposób jednakże można było tego dokonać? Do­ świadczenie. iż w pewnej okolicy b rak zwierząt ssących. to na podstawie doświadczenia tego należało by przyjąć. przemawiało na pozór raz na zawsze prze­ ciwko wszelkim usiłowaniom tego rodzaju. że w tej okolicy zwierzęta ssące wytępiły się wzajemnie. jak przedwczesny jest taki wniosek. Zjawisko fotoełektryczne wyraźnie ujawniło istnienie in­ dywidualnych korpuskuł świetlnych. że cząsteczki świetlne mogą się niszczyć nawzajem . Rozum owano bo­ wiem w następujący sposób: jeśli teoria em isyjna jest słusz­ na. pojawienie się zwierząt ssących w danej okolicy było mało praw dopodobne.

ja k to już widzieliśmy. Jasność zn a jd u jem y ta m . p o ło w ą ilo ­ c zy n u m a sy ciała przez k w a d r a t jeg o p ręd k o ści. z a p y ta m y : ja k wielka jest energia czerwonej. uznam y obie te teorie za równorzędne. Energia kw antów św ietlnych 19 Teoria k o rpuskularna daje się więc zupełnie dobrze po­ godzić z zaobserwowanymi zjawiskami interferencji. je s t scharakteryzow any przez swą długość fali.1 Gdy energia cząstki świetlnej zostaje zużyta na w y­ swobodzenie e le k tro n u . Najlepiej znanym przykładem energii je s t zasób pracy. siła ta może być uw ażana za m iarę energii cząstki świetlnej. Jeżeli więc ta k . zielonej lub niebieskiej cząstki świetlnej? Energia w znaczeniu fizycznym oznacza zdolność w yko­ nania pewnej pracy. z p u n k tu widzenia n a to ­ m iast teorii korpuskularnej raczej przez energię. które w ynikają z założeń teorii undulacyjnej i które mogą być rozpatryw ane jako praw a fal świetlnych. ciem­ ność ta m . V II E N E R G IA K W A N T Ó W Ś W IE T L N Y C H Z p u n k tu widzenia teorii undulacyjnej promień światła. przy czym za najprostszą formę pracy m ożem y uważać podniesienie pewnego ciężaru na określoną wysokość. gdzie trafia dużo cząstek. powstaje zasadnicze p ytanie: jaki związek istnieje pom iędzy energią jednej czą­ stki świetlnej a długością fali lub częstością drgań? F o rm u ­ łując dokładniej to zagadnienie. jeżeli zjawiska te ujm iem y z p u n k tu widzenia stalyslyczncgo. ja k to czyni fizyka współczesna.k tó ry wybiega z określoną silą żywą. 1 E n ergia k in e ty c z n a w y r a ż a się. czy też częstość drgań. p r z y p a d a ­ jącą na poszczególne korpuskuły. przy p a d a ją c y w udziale poruszającem u się ciału dzięki jego ruchowi i zwany siłą żywą lub energią kinetyczną ciała. 2* . składające się na prom ień świetlny. gdzie p a d a ich mało. Ale ze statystycznego p u n ­ k tu widzenia ruch korpuskuł świetlnych podlega ty m wła­ śnie praw om . jak w ia d o m o .

z większą prędkością. Ściślej związek między tym i jednostkam i jest n a stępujący: 98 milionów ergów odpowiada jednem u kilogramom etrowi. n ie p rzed staw ia ża d n y ch tru d n ości. Dokładne pom iary zjawiska fotoelektrycznego ujaw niają fakt. że zmiana barw y. jak a zostaje zużyta. a E rg je s t p racą. być może.2 W poprzednim rozdziale wspomniano już. gdy podnosimy jeden m iligram na wysokość jednego centym etra. podstawowy dla fizyki współczesnej. zwiększa p ręd ­ kość wybiegającego elektronu. im większa jest zatem częstość drgań. nie rośnie. W analogiczny sposób m ożem y wywnioskować z obserwacyj zjawiska fotoelektrycznego. przeprowadzone przede wszystkim przez L e n a r d a . Por. je d n a k że w y r u g o w a n ie z d a n y c h p om ia ro w y ch tej p racy . im mniejsza jest długość fali. n a le ż y u w z g lę d n ić je sz c ze p racę. niż w innych. z u ż y te j na w y z w o le n ie e lek tro n u . 17. która może podnieść ciężar jed ­ nego kilograma na wysokość jednego m etra. o d p o w ia d a ją ceg o sile jed n ej d y n y . że w ty m w ypadku rzucona pom iędzy nie kula posiadała większą silę żywą czyli więcej energii. iż prędkość elektronów. p o trzeb n ą do w y rw a n ia elek tro n u z m eta lu . W fizyce teore­ tycznej używ am y znacznie mniejszej jednostki. g d y ż w e w n ą tr z m e ta lu je s t on z w ią za n y przez siły p rzy cią g a ją ce.1 W praktyce za jednostkę energii p rzyjm ujem y ta k ą energię. jest to mniej więcej praca. U przystępnim y sobie. odwołując się do porównania.20 Z asad y fiz y k i wyzwalającej elektron. p otrzeb n ą d o p o d n iesien ia na w y so k o ść je d n eg o cen ty m etra ciężaru . idąca w kierunku zmniejszenia długości fali. rozdz. to zjawisko. wówczas wnio­ skujem y stąd. Energia 1 O gólnie biorąc. zaczerpnię­ tego ze znanej powszechnie gry w kręgle. Gdy trafione krę­ gle za pewnym razem zostaną odrzucone gwałtowniej. Doświadczenia. niż w innych razach. że energia cząstki świetlnej jest tym większa. wyzwalanych w zjawisku fotoelektrycznym . w ykazały natom iast. t a k zwanego erga. że mianowicie energia cząstki świetlnej zależy jedynie i wyłącznie od jej częstości drgań i jest do tej częstości proporcjonalna. .gdy zwiększamy natężenie padającego promienio­ wania.

lub też. V III W ID M A P R Ą Ż K O W E Gdy była mowa o długości fali świetlnej. Wobec tego musi istnieć pewna stała uniwersalna. że mnożąc ją przez częstość drgań. 10'a jed n ą ty sią c z n ą . podnosząc ciężar jednego kilograma na wysokość 5 centym etrów . W ynosi ona 6. Tę stałą nazyw am y elementarnym kwantem działania i stąd również i cząstki świetlne zostały nazwane kw antam i św ietlnym i. znajdziem y energię cząstki świetlnej. w k tó r y m po przecink u n a stę p u je 26 zer. 3 Por. gdy długość fali jest dwa razy mniejsza. a więc. Dopiero energia około jednego tryliona (1018) fiołkowych kw antów świetlnych dorównywa pracy. w r. 2 N a le ż y p rzy p o m n ieć.1905. wspomniano już o prążkach F raunhofera. Zgodnie z powiedzianym wyżej energia k w a n tu światła czerwonego wynosi w przybliżeniu 2 % bilionowej erga. a 10-27 o zn a c z a u ła m ek d z ie się tn y .8 W pięć la t później. . 50. gdy częstość drgań jest dwa razy W yższa.5. pojęcie elemen­ tarnego k w a n tu działania i wyznaczył jednocześnie jego w ar­ tość.5 . o trz y m am y energię w yrażoną w ergach. rozd z.1 P l a n c k pierwszy wprowadził w 1900 r. co oznacza to samo. iż w m ech a n ic e d zia ła n ie m n a z y w a m y ilo c z y n en erg ii p rzez czas. jeśli częstość drgań na sekundę pom nożym y przez 6. c zy li in a czej w y m ia r en ergii p om n ożon ej przez czas.10"27 erga przez sekundę. tak a .2 Planck doszedł do pojęcia elem entarnego k w a n tu działania dzięki swym b a d a ­ niom nad promieniowaniem cieplnym.1 0 ‘27. E i n s t e i n wprowadził poj ęcie kw antów świetlnych. a d o p iero na 27 m iejscu sto i je d y n k a . które w postaci bardzo wąskich ' U ż y t y tu term in k w a n t d z i a ł a n i a p o c h o d zi stą d . że 10*2 ozn a cza je d n ą se tn ą . a fiołkowego 5 bilionowych erga. W id m a prążk ow e 21 ta je s t dw ukrotnie większa. a — ja k w y n ik a z za sto so w a n ia p o jęcia w y m ia ru fiz y c zn eg o — r o z p a try w a n a p rzez n a s tu ta j sta ła u n iw ersa ln a p o sia d a w y m ia r en ergii d zielon ej przez c z ę sto ść d rgań . ja k ą m usim y wykonać.

J u ż Kirchhoff i Bunsen zdawali sobie sprawę z tego. czy chodzi 0 połączenie sodu z chlorem (jak w soli kam iennej).22 Z asad y fizy k i pasków przecinają widmo słońca. w k tórych zamieszczono dużo więcej niż 100. T a k np. t a k samo dla potasu ch a ra k te ry ­ styczny jest jasn y prążek w fiolecie. niezależnie od tego. że ich odkrycie umożliwia przeprowadzanie analiz chemicznych. mianowicie do odkrycia widm prążkowych. F ra u n h o fe r zauważył już również. że wridma p rąż ­ . jednakże już tu ta j należy nadmienić. Prawie w pięćdziesiąt la t później K i r c h h o f f zajął się dokładniej t ą osobliwą obserwacją Fraunhofera. dla litu zaś — ja s n y p r ą ­ żek w czerwieni. k tó ry c h poło­ żenie nie zależy od te m p e ra tu ry i przede wszystkim nie zależy od rodzaju związku chemicznego. będzie m owa w n a stępnych rozdziałach. czy z bromem.000 prążków widm owych według ich długości fal 1 przynależności do rozm aitych pierwiastków chemicznych. czy też wreszcie o węglany lub siarczany sodu. Za pom ocą analizy widmowej możem y w odpowiednich okolicznościach w ykryć ilości substancyj znacznie mniejsze od jednej dziesięciomilionowej miligrama. podjęte przezeń wspólnie z B u n s e n e m . Kirchhoff i Bunsen wykazali również. żółty prążek. Te prążki należy zatem uważać za coś c h a ra k te ry s ty ­ cznego dla danego m etalu. że fizyka współczesna rozporządza tablicami. G runtowne badania. m a zawsze do­ kładnie tę sam ą długość fali. Kirchhoff i Bunsen znaleźli. doprowadziły go w 1860 r. że w widm ach świecących p a r związków metali w ystępują jasne prążki. że w widmie płomienia świecy występuje jasny prążek żółty. do jednego z największych odkryć w historii fizyki. c h a ra k te ry ­ styczny dla pierwiastka chemicznego sodu. zawierającego dany metal. k tó ry znacznie przewyższa pod względem jasności wszystkie po­ zostałe prążki jego widma. co w y k ry ty przezeń czarny prążek D. J a k dla sodu c h a ra k terystyczny je s t prążek żółty. k tó ry zajm uje w widmie dokładnie to samo miejsce. przewyższających pod względem czułości wszystkie przed­ tem znane m etody. O prawidłowościach w ystępujących w wid­ m ach prążkowych.

lecz również i po­ chłania takie światło. te długości fal. Jeżeli rzucim y na ekran np. nie tylko w y­ syła — ja k znaleźli Kirchhoff i Bunsen— żółte światło o c harak­ terystycznej d łu gości. że prążki emisyjne i absorpcyjne z a jm u ją te same położenia w widmie. 9 widać na przykładzie wo­ doru. lecz również i jako widma absorpcyjne o prążkach ciemnych. P ara sodu. w k t ó r y m — o ile m am y do czynienia z sam ym tylko pło­ mieniem sodowym — powstaje znany jasn y prążek żółty. widmo lam py łukowej. nie może zostać p o k ry ta przez promieniowanie własne płomienia sodowego. W atmosferze słońca znaj­ du ją się p a ry najróżnorodniejszych metali. s tra ta natężenia. Wobec tego w doświadczeniu powyższym odpo­ wiednie miejsce w idm a musi w ydaw ać się stosunkowo ciem­ niejsze. Dzięki odkryciu Kirchhoffa i Bunsena prążki F raunho- fera znalazły proste wyjaśnienie. P ochłaniają one z pełnego (ciągłego) w idm a promieniowania. Ponieważ własne promieniowanie par w atmosferze słonecznej nie może zastąpić znacznie intensywniejszego . po przepuszczeniu światła przez płom ień. wysyłanego przez w nętrze słońca. Na rys. niż otoczenie. Ponieważ je d n a k światło płomienia sodowego jest znacznie słabsze od światła lam py łukowej. zabarw iony solą kuchenną. fali. które m ogą same w y­ syłać. W id m a prążkow e 23 kowe światła mogą występow ać nic tylko w postaci tzw. dostrzeżem y ciem­ ny prążek dokładnie w ty m sam ym miejscu. zaw arta w pło­ mieniu. widm em isyjnych o jasnych prążkach. w k tó ry m naturalnie również występuje światło o długości fali charakterystycznego prążka żółtego. wywołana przez pochłanianie światła lam py.

w 1842 r. ta l. D o p p l e r a . poprzednio'nieznanych pierwiastków. jak wykrycie przez Kirchhoffa i Bunsena widm prążkowych.Nie tylko jednak skład chemiczny ta k niew yobrażal­ nie dalekich ciał niebieskich może być o d c z ytany z widm prążkowych. pochodzącego z w nętrza słońca. da n y m przez należycie zrozumiane widma prążkowe. została sformułowana pierwotnie dla zjawisk dźwiękowych i potwierdzona następnie przez obserwacje w tej dziedzinie.1 W astronomii dala ona możność poznania własności chemicznych n a jd a l­ szych ciał niebieskich przez zbadanie wypromieniowanego przez nie światła.24 Z a sa d y fiz y k i promieniowania. h el. formułowana przez austriackiego fizyka. g a l. wszystkie prawie olbrzymie postępy fizyki w drugim i trzecim dziesięcioleciu naszego stulecia zawdzię­ czam y wskazaniom. W chemii niezwykle czuła m etoda analizy widmowej doprowadziła do w ykrycia no­ wych. IX Z JA W IS K O D O P P L E R A Do największych zdobyczy ducha ludzkiego należy bez w ątpienia możność przeprowadzania za pom ocą widm a n a ­ lizy chemicznej naw et na odległości. . Umożliwiła nam to pewna zasada. K to z czytelników jest by stry m obserwatorem . a więc zarówno do fal świetlnych. n eon . g erm a n . z iem ie rzad k ie. przewyższającej p r a ­ wie bilion razy olbrzymią odległość pom iędzy ziemią i słoń­ cem. ind. dochodzącym do ziemi. b rak fal tych właśnie długości. jak i do dźwiękowych. lecz również i ruch tych ciał. Nieliczne tylko odkrycia fizyczne były ta k niezwykle i wielostronnie płodne. w świetle słonecznym. k tóra stosuje się do wszelkiego rodzaju fal. Przede w szystkim jednakże. więc. ja k zoba­ czymy w krótce. Zasada ta. zauważył 1 D o w y k r y ty c h w id m o w o p ierw ia stk ó w c h e m ic z n y c h n a leżą np. praktycznie biorąc. rubid i cez (ob a w y k r y te przez B u n sen a ).

k tó ry c h prędkość stanowi kilka setnych prędkości dźwięku. musi dochodzić do nas w ciągu sekundy więcej fal głosowych. W ytłum aczenie tego zjawiska jest bardzo proste. gdyż w życiu codziennym n a p o ty k a m y dużo sposob­ ności do obserwacji ruchów. Gdy źródło dźwięku zbliża się do nas. w y n ik a ją z jego zasady zm iany barw y światła. podczas oddalania się jej — niższy. W dziedzinie optycznej. które dochodzą w c ią g u sekundy do naszego ucha. ja k to już stwierdził sam D opp­ ler. gdy pociągi pośpieszne lub a u ta poruszają się z prędkością około 2 0 m etrów n a sekun­ dę. z k tó ry ch jed n a je s t sk iero w a n a . co praw da. przeciwnie zaś. dla bardzo wielu ciał niebieskich m ożna było wyznaczyć na tej drodze z ich widm również i prędkość ich ruchu w kierunku naszego wzroku. żadne dające się bezpośrednio zaobserwować ruchy. Zjawi­ sko to opiera się na zasadzie Dopplera. następuje nagła zmiana tonu jej gwizdka. przeciwnie jest. W dziedzinie widzialnej przejaw ią się one w w y padku zbliżania się ciała jako przesunięcia prążków widmowych ku fiołkowemu krańcow i widm a. że gdy mija go gwiżdżąca loko­ m otyw a. niż w w ypadku. W ysokość słyszanego tonu zależy zaś od ilości fal. gdy źródło dźwięku znajduje się w spoczynku. prędkość radialną. a w w ypadku oddalania się — ku czerwonemu krańcowi. Prędkość dźwięku wynosi około 330 m etrów na sekundę. niż gdy lokom otywa stoi nieruchomo. W samej rzeczy zjawisko takie jest dobrze znane a stro­ nom om już od r. czyli tzw. w za jem n ie do sieb ie p ro sto p a d łe . któ ry c h prędkość byłaby w ogóle po­ równywalna z prędkością światła. Ton wydaje się wyższy podczas zbliżania się lokomotywy. Z jaw isk o D op plera 25 zapewne niejednokrotnie. Możemy za to na po d sta ­ wie zasady Dopplera oczekiwać zm ian barw w widm ach ciał niebieskich. gdy źródło dźwięku oddala się od nas. 1870.1 1 R z e c z y w istą p ręd k o ść m o ż e m y r o z ło ż y ć n a d w ie sk ła d o w e. Spostrzeżenia takie łatwo jest czynić w dziedzinie a k u ­ styki. Nie istnieją na ziemi.

10. . w k tó ry ch ob ie g w ia z d y m ogą b y ć o d d zieln ie za o b serw o w a n e. by mogły być widziane osobno. Zdwojenie prążków w widm ach gwiazd podwójnych. Skutkiem obiegu obie gwiazdy na przem ian odda- w zd łu ż p rostej. któ ry c h obserwacja przez lunetę nie pozwala zauważyć nic szczególnego i których złożona Rys. a następnie po pew nym czasie s ta ją się znowu pojedyncze i zjawisko to pow tarza się regularnie w kilkoletnich najczęściej odstępach czasu. zauważono osobliwe zjawisko widmowe. 1 T ak ie g w ia z d y p o d w ó jn e n a z y w a m y sp e k tr o sk o p o w y m i w o d ­ różn ien iu od tzw . (Zjawisko D opplera). w k tórych dwie krążące do­ koła siebie świecące m asy z n a jd u ją się zb y t blisko siebie. W w ypadku ciał niebie­ skich tego właśnie rodzaju. p o d w ó jn y c h w id z ia ln y c h . S k ła d o w a ta m oże b y ć sk ierow an a ku n a m lub w p r o st p rzeciw n ie.26 Z asad y fiz y k i Szczególnie efektownie przejawia się zjawisko Dopplera dla takich gwiazd podwójnych. budowa pozostała wobec tego nierozpoznana. Taki stan rzeczy stwierdzono dzisiaj z całą pewnością dla przeszło setki ciał niebieskich.1 Zjawisko to m ożem y wytłum aczyć w n a stępujący prosty sposób. łączącej o b serw o w a n e ciało z zie m ią . 10). Prążki widmowe ty ch ciał ulegają rozdwojeniu (zob. rys.

u . 2 P or. jed n a k tak. .000 kilometrów na sekundę. d o strz eg a ln e jesz c z e przez te le sk o p y . 11 b). rozdz. m g ła w ica A n d ro m ed y . N a jd a lsze z n ich . 76. obli­ czone z zaobserwowanych przesunięć prążków. wynoszące od kilku do kilkuset kilometrów na sekundę. (R o k ie m św ie tln y m n a z y w a m y o d leg ło ść. obliczonymi według tablic astronomicznych. mgławic spi­ ralnych1 stwierdzono istnienie przesunięć ku czerwieni. to istotnie zasada Dopplera dostarczy­ 1 A stro n o m ia w sp ó łcz e sn a u w a ża m g ła w ic e sp iraln e za u k ła d y ró w n orzęd n e n a szem u w ła sn e m u sy s te m o w i g w ia zd o w em u . 11 a). je s t o d d a lon a od n as o ok oło 8 5 0 . od­ pow iadających prędkościom. u k ła d o w i D rogi M leczn ej. Z jaw isk o D op p lera 27 łają się od nas lub zbliżają. sięgającym 24. następnie prążki zbli­ żają się stopniowo do siebie i gdy obie gwiazdy poruszają się prostopadle do kierunku spojrzenia (rys. tzw . są o d le g łe od n a s p rzeszło o sto m ilio n ó w la t św ie tln y c h . W ywołane przez to rozdwojenie się prążków jest najsilniej­ sze.0 0 0 la t ś w ie tln y c h . że prędkości planet. co stanowi osiem setnych prędkości światła. tłum acząca tę zależność jako wynik rozszerzania się wszech­ świata. N a jb liż sz a m g ła w ica sp ira ln a . w id zia ln a ju ż g o ły m ok iem . Rys. jest słuszna. że zbliżaniu się jednej odpowiada oddalanie się drugiej. Najbardziej osobliwe było je d n a k to. Za bezpośrednie stwierdzenie zasady Dopplera możem y przyjąć fakt. W w ypadku gwiazd stałych znale­ ziono prędkości radialne. Jeżeli przytoczona w jed n y m z dalszych rozdziałów2 interpretacja. którą św ia tło p rzeb y w a w cią g u je d n e g o rok u ). że — ja k się okazało — wyznaczone w ten sposób radialne prędkości mgławic spi­ ralnych są proporcjonalne do ich odległości od nas. prążki obydwóch gwiazd n a k ła d a ją się wzajemnie na siebie. w w ypadku zaś tzw. zjaw isko D oPP- lera u gwiazd podw ójnych. gdy obydw a ruchy odbyw ają się wzdłuż kierunku spojrzenia ku gwieździe (rys. całkowicie zgadzają się z p rę d ­ kościami. a więc przesunięciu prążków widmowych jednej gwiazdy ku fioletowi odpo­ w iada przesunięcie prążków drugiej gwiazdy ku czerwieni.

rys. przeprowadzonej z p u n k tu do zwierciadła. p adający na granicę dwóch ośrodków. 12a). po­ łożony na przedłużeniu prostopadłej. X O D B IC IE I ZAŁAM AN IE Ś W IA TŁA Do najdawniej zaobserwowanych zjawisk optycznych należy bez wątpienia codziennie sp o tykany fakt. chociaż promienie nie prze­ cinają się ta m w rzeczywistości. do drugiego ośrodka. Obraz ten jest jednak tylko „pozorny“. płaszczyźnie padania). to kierunek tego pionu oraz kierunki padającego i odbitego promienia leżą w tej samej płaszczyźnie (tzw.1 Obok zwierciadła płaskiego szczególnie ważne jest zwier­ ciadło wklęsłe. np. w jakiej p u n k t świe­ cący znajduje się przed zwierciadłem (porówn. iż promień światła. zmieniając swój kierunek. Z prawa odbicia w ynika również bezpośrednio. częściowo zaś jako promień załam any wchodzi. jak gdyby wychodziły z p u n k tu . P u n k t S (rys. powie­ trza i wody. Jeżeli w miejscu. . czyli odbity. zostaje częściowo odrzucony z powrotem przez powierzchnię rozdziału. p rzy czym obraz ten znajduje się w takiej odległości poza zwierciadłem. jaki w ogóle może być przed­ miotem rozważań fizykalnych. w któ ry m znajduje się obraz. ogólnie znanym przykładem jego zastosowa­ nia jest lustro do golenia. Prawo odbicia było znane już w s ta ro ż y t­ ności. w k tó ry m promień trafia na po­ wierzchnię graniczną. czyli promienie zachowują się jedynie tak. 12c) na- 1 W obrazie p u n k tu p r z e cin a ją się ty lk o p rzep ro w a d zo n e w m y śli przed łu żen ia w ste c z p rom ien i o d b ity c h . iż zwier­ ciadło płaskie daje obraz każdego świecącego p u n k tu . Takie zwierciadło stanowi drobną część pewnej powierzchni kulistej. w ystaw im y prostopadłą do tej po­ wierzchni.28 Z asad y fiz y k i łaby nam klucza do zrozumienia najpotężniejszego i n a j­ powszechniejszego procesu. 12b). pion zaś tworzy jednakowe kąhj z kierunkam i obydwóch promieni (rys.

czy odległość przedm iotu od środka zwierciadła jest m niej­ . k tó ry j e s t w te d y zaw­ sze odwrócony. od środka zwierciadła. niż ogniskowa. wów­ czas pow staje obraz rzeczywisty: promienie odbite przeci­ n ają się rzeczywiście ze sobą i obraz. P u n k t. umieszczony w punkcie F (w ten sposób staje się zrozumiała nazw a ogniska). dzielący (OS) na dwie równe części. mogą one zapalić kaw ałek papieru. m ożem y schw ytać na ekran. środek powierzchni kulistej (O) — środkiem krzywizny. Stosunkowo niewielki k ą t. Zależnie od tego. nazyw a się rozw artością zwierciadła. Jeżeli są nimi promienie słoneczne. (a więc k ą t AOB). padające równolegle do osi. kto korzysta z lustra do golenia — zwierciadło wklęsłe daje obraz pozorny. nazyw am y ogniskiem zwierciadła (F). Jeżeli przedm iot znajduje się w odległości mniejszej. łącząca te dwa p u n ­ k t y (OS) — osią zwierciadła. a od­ ległość jego od środka zwierciadła — odległością ogniskową. Gdy n a ­ tom iast odległość ta przewyższy odległość ogniskową. O dbicie i załam an ie św ia tła 29 żywa się środkiem zwierciadła. p ro sty i powiększony. to — j a k dobrze wiado­ mo każdem u. prostą zaś. pod k tó ry m widzim y zwierciadło z jego środka. W ognisku skupiane są promienie.

. Słynny teleskop obserw atorium na M ount Wilson w Kalifornii po­ siada zwierciadło o stu calach (254 cm) średnicy. czy też większa. 3 S in u s p ew n ego k ą ta je st. np. ma on w artość 1. Zwierciadła wklęsłe paraboliczne z n a jdują zastosowanie w reflektorach. Dla wody np. zachodzi więc. ja k w ia d o m o . z powietrza do w ody lub z powietrza do szkła. ja k mówimy. n ie z a c h o d z i n a tu ra ln ie zm ia n a k ieru n k u . Przechodząc do ośrodka optycznie gęstszego.30 Z asad y fiz y k i sza. W zględny spółczynnik załam ania w stosunku do powietrza lub jeszcze dokładniej w stosunku do próżni nazyw am y po prostu spółczynnikiem załam ania. muszą jed n a k w tedy być wykonane bardzo starannie. istnieje prosta zależność pom iędzy k ą ta m i p adania i załam ania. Promień załam any. „załamanie ku prostopadłej“ . u tw o r z o n y p rzez k ierun ek p ad an ia z k ieru n k iem p ion u . . promień zbliża się do prostopadłej. 12d).1 jest to tzw. N ad w y­ konaniem 200-calowego teleskopu dla tego samego obser­ w atorium trw a praca już od 1930 r. J a k w ykrył S n e l l i u s około 1620 r. w k tó ry m n a jd łu ższy bok p o sia d a d łu g o ść rów n ą je d n o śc i. g d y ż k ą t p a d a n ia rów n a się zeru. obraz jest powiększony lub zmniejszony. 4 G d y p rom ień p ad a p r o sto p a d le . wyznaczonej przez kierunek pionu padania i kierunek promienia padającego.2 Sto­ sunek sinusów3 tych kątów nie zależy od k ą ta padania i s ta ­ nowi pewną stałą.4 1 Za k ą t p ad an ia p r z y jm u je m y . c h a ra k terystyczną dla dwu ośrodków. k ą t. oraz w teleskopach astronomicznych. tak samo ja k promień odbity.33. K ą t. k tó ry posiada większy spółczynnik załam ania. Optycznie gęstszym nazyw am y ten z dwu ośrodków. aniżeli promień krzyw izny (czyli po­ dwójna ogniskowa). k tó rą nazyw am y względnym spółczynnikiem załam ania tych dwóch ośrodków. u c z y n ił to po raz p ierw szy z n a n y filo zo f D escartes. k tó ry tw o­ rzy promień załam any z przedłużeniem pionu. nazyw a się kątem załamania (DBC na rys. leży w płaszczyźnie padania. leżą c eg o n ap rzeciw teg o k ą ta w tró jk ą cie p r o sto k ą tn y m . o c z y w iśc ie . liczb o w o r ó w n y d łu ­ g o ści bok u. 2 S n elliu s nie o g ło sił sw eg o o d k ry cia . prawo załam ania.

to. a więc np. gdy k ą t padania jest większy od kąta granicznego. m ówimy. Tłum aczy ono pięk­ n y m etaliczny połysk pęcherzyków powietrza pod wodą lub też zanurzonych w wodzie p u stych w ew nątrz szkiełek. odległość ogniskowa odgrywa pod­ staw ową rolę również i u soczewek. z w ody do powietrza. strugom wody nadaje się taki kształt. 13b). które są związane z przejściem promieni świetlnych przez soczewki. Dwa główne ty p y so­ czewek stanow ią: wypukłe soczewki zbierające (rys. Również rozpowszechnione dzisiaj wodotryski świetlne oparte są na zjawisku całkowitego odbicia. iż soczewka posiada zdol­ . Gdy k ą t padania je s t większy od k ą ta granicznego. G dyby to było możliwe. w ystępuje zjawisko całkowitego odbicia. przy przejściu ze szkła do powietrza — około 42 stopni. Ze znanej definicji sinusa wynika. Przy przejściu światła z wody do powietrza ten k ą t graniczny wynosi 49 stopni. że dla żadnego rzeczy­ wistego k ą ta nie może być on większy od jedności. W wodzie więc światło biegnie z prędkością. jak u zwierciadeł kulistych. XI SO C ZEW K I W śród rozlicznych zjawisk załam ania światła najw aż­ niejszą rolę w fizyce grają te. w yglądają one. Gdy odległość ognisko­ wa wynosi jeden m etr. ja k gdyby wypełnione były rtęcią. dzieląc prędkość światła w próżni przez spółczynnik zała­ m ania ośrodka. S o czew k i 31 Prędkość światła w dowolnym ośrodku można otrzym ać. by oświetlające je od w nętrza promienie świe­ tlne nie mogły wyjść z wody. dla którego sinus równa się względnemu spółczynnikowi załam ania (w ty m w ypadku spółczynnik ten jest mniejszy od jedności). równą trzem czw artym prędkości światła w powietrzu. sinus k ą ta załam ania byłby większy od jedności. według praw a załam ania. 13a) oraz wklęsłe — rozpraszające (rys. Podobnie. Prom ień świetlny nie może więc przejść do ośrodka optycznie rzad­ szego.

25 cm. Przeciwnie. od soczewki. Ilości dioptryj dwu złożonych ze sobą soczewek dodają się zawsze do siebie. Rozszczepienie nie jest bynajm niej jednakow e dla wszystkich rodzajów szkła. tak. należy jedynie uważać dioptrie soczewek wklęsłych za liczby ujemne. obrazy te pow stają z tej samej strony. niż ogni­ skowa. Soczewka wklęsła daje zawsze proste i zmniejszone obrazy pozorne. to taki układ nie będzie wpływał na przechodzące przezeń promienie. Jeżeli złożymy ze sobą dwie soczewki. że właściwie dla każdej barw y otrzym ujem y osobne ognisko. Soczewki zbierające d a ją rzeczy w isty i odwrócony obraz. dla tak zwanego flintu (szkła ołowianego) jest ono mniej więcej dwukrotnie więk- . Rozszczepienie barwne soczewki m ierzym y różnicą spół- czynników załamania dla skrajnej czerwieni i skrajnego fioletu. S kutkiem tego za pomocą pojedynczej soczewki nie można otrzym ać prawdziwie ostrego obrazu. tylko odwrotnie skierowanych krzywiz­ nach. jednakże pozorny. lub 2 m etry. We wszystkich w y padkach so­ czewki zbierające załam ują padające na nie równoległe promienie ku sobie. lub połowie dioptrii itd. to odpowiednia zdolność zbierająca równa się 2. równą jednej dioptrii. a więc o takich samych. lub też zwiększają istniejącą już rozbieżność. Gdy odległość ogni­ skowa wynosi 50 cm. używana wówczas jako lupa. czynią je więc zbieżnymi. np. soczewka zbierająca. lecz również i wywołane przez nie rozszczepienie światła na barwy. gdy przedm iot znajduje się w odległości mniejszej. gdy przedm iot znajduje się w odległości większej. w ypukłą i wklę­ słą. z której znajduje się przedm iot.32 Z a sa d y fizy k i ność zbierającą. We w skaza­ nym wyżej układzie soczewek znoszą się nawzajem nie tylko ich zdolności zbierające. nato m ia st soczewki rozpraszające czynią promienie rozbieżnymi. daje obraz prosty i powięk­ szony. o takich sam ych zdolnościach zbierających. 4. Sam a przez się każda soczewka działa podobnie do p ry zm a tu : rozkłada światło białe na jego barwne części składowe. niż ogniskowa.

jak i takie. o trz y m an y za pom ocą jakiegoś przyrządu optycznego. lecz odpowiednio dobranych szkieł jenajskich. 13. Dzisiaj nie używ am y już flintu i crownu. w y k a ­ zują stosunkowo małe rozszczepienie. w ykonaną z crownu (rys. Szkła te zaczęto w yrabiać dla celów optycznych około 1880 r. 3 . które m ając mały spółczynnik za­ łamania. Na ty m fakcie opiera się bardzo ważny wynalazek soczewki achromalycznej. W optyce geometrycznej ważną rolę odgrywa zasada odwracalności dróg świetlnych. według wskazówek A b b e g o i S c h o t t a . nato m ia st zdol­ ność załam ująca soczewki w y­ pukłej została zmniejszona tylko do połowy. Zasady fizyki. któ ry pokryje się z A2. c). soczewka.1 pomimo że obydw a te rodzaje szkła posiadają w przybliżeniu ten sam spółczynnik załamania. k tó ­ rej liczba dioptryj wynosi połowę liczby dioptryj soczewki wypukłej. Na tym opiera się możliwość przekształcenia każdego przyrządu 1 F lin t zaw iera d u żo ołow iu . da on nam za pomocą tegoż przy­ rządu optycznego obraz. wolna od barwnego rozszczepienia (achrom atyczna). które m ając duży spółczynnik załamania. 2 P op raw n iej b y ło b y m ów ić o p u n k cie p r zed m io to w y m i p u n k cie o b ra zo w y m . Isto tn ą jej treść stanowi stwierdzenie. W ten sposób rozszczepienia barwne oby­ dwóch soczewek zniosły się nawzajem . dokonany przez angielskiego o p ty k a D o l l o n d a około 1750 r. crow n n a to m ia st nie za w iera go zu p ełn ie. S oczew k i 33 sze. z n a jdują się między nimi zarówno takie. Zestawił on soczewkę wklęsłą z flintu z dwukrotnie grubszą pośrodku soczewką zbierającą o tej samej krzy- wiźnie. że gdy obraz B przedm iotu A. rozpatrujem y z kolei jako przedm iot. aniżeli dla crownu (szkła koronnego). dają względnie silne rozszczepienie barwne. Układ działa więc ja k jedna.

że światło musi być zjawiskiem n a tu ry falowej. którego n a tu ra falowa uważana jest przez fizyków za oczywistą. że fale świetlne muszą się różnić pod pew nym bardzo isto t­ nym względem od fal głosowych. podobnie ja k dźwięk. W 1817 r. X II PO L A R Y Z A C JA ŚW IA TŁA Z omówionych poprzednio zjawisk interferencji i ugięcia światła wynika w sposób przekonyw ający. nazyw am y światło spola­ ryzowanym (określenie niezbyt szczęśliwie dobrane i dające się wytłum aczyć tylko historycznie).34 Z asad y fizy k i optycznego. używ ając go odwrotnie przy zastosowaniu specjalnych pomocniczych soczewek oświetlających czyli kondensorów. Gdy bowiem. Ustalenie tego poprzecznego c h arakteru drgań świetl­ nych prowadzi bezpośrednio do pewnego ważnego roz­ różnienia. drgania świetlne m uszą według Younga zachodzić prosto­ padle do kierunku promienia. przy czym w yobrażam y sobie. fale świetlne muszą być po­ przeczne. Gdy natom iast drgania zachodzą w pew nym dokładnie okre­ ślonym kierunku poprzecznym. iż promień przechodzi przez środek rysunku. projekcyjny. daje obrazy zmniejszone — w przyrząd. Gdy drgania nie za­ . Istnieje nieskończenie wiele możliwych kie­ runków drgań poprzecznych do promienia (symbolicznie zaznaczono je na rys. prostopadle do jego płaszczyzny). (jak było wiadomo już wówczas). który. 14. W przeciwieństwie do po­ dłużnych fal dźwiękowych. Jeżeli żaden z tych możliwych po­ przecznych kierunków nie jest w fali świetlnej uprzywile­ jo w a n y — mówimy wówczas o świetle naluralnym . u ż y ty jako ta k zwany obiektyw. Y o u n g na podstawie różnorodnych danych doświadczalnych doszedł jednak do wniosku. drgania powietrza wywołujące dźwięk odbyw ają się w kierunku rozchodzenia się dźwięku.

w k tó ry m d ruga p r z y p r o sto k ą tn a rów n a się jed n o ści. . i . czyli światło pochodzące bezpośre­ dnio z jakiegoś źródła światła. istnieje jed n a k pewne uprzywilejowanie określonego kierunku poprzecznego. gdy światło pada pod tzw. k ą t całkowitej polaryzacji wynosi 56 stopni. Ponieważ światło widzialne w ykonyw a w ciągu sekundy setki priczny^harakl i •i • . średnio biorąc. Całkowita polaryzacja zachodzi wówczas. k tó rem u p o d leg a k ą t ca łk o w itej p o la ry za cji. miliony drgań w ty m sam ym kierunku. 2 J a k w ia d o m o . żaden kierunek nie je s t uprzywilejo- w a n y w stosunku do innych. które daje się poznać po pewnych różnicach w zachowaniu się promieni w rozm aitych kie­ runkach poprzecznych. Można uzasadnić teoretycznie. że w odbitym świetle spolaryzowanym drgania zachodzą w kierunku prosto­ padłym do płaszczyzny padania. że. że światło odbite zostaje zawsze mniej lub więcej spolaryzowane. mogą więc nastąpić po sobie (schematycznie).3 Jeżeli np. a nie dostrzeżem y jeszcze wówczas jakiejkolwiek polaryzacji. oparte na założeniu poprzecz­ nego charakteru fal świetlnych. że tangens2 jego równa się spółczynnikowi załamania substancji od­ bijającej. P o la r y z a c ja św ia tła 35 chodzą wprawdzie wyłącznie w pewnym określonym kie­ runku. kąlcm całkowitej po­ laryzacji. . prowadzą do ważnego wniosku. . te r fal świetlnych bilionow drgań. Dla szkła np..1 k ą t ten jest określony przez to. . Jednakże należy p rzy­ puszczać. z o sta ło w y k r y te przez B r e w s t e r a w 1815 r. zwiercia­ 1 P raw o. Światło naturalne. 3 Co p raw d a. jako spolaryzowane w każdej chwili. m ożna wyobrazić sobie. to światło takie nazyw am y czę­ ściowo spolaryzowanym. iż w świetle tak im kierunki drgań ulegają ta k szybkim zmianom. ta n g e n s k ą ta w y ra ża się lic z b o w o p rzez d łu g o ść p rzeciw ległej d a n em u k ą to w i p rzy p r o sto k ą tn e j w tr ó jk ą c ie p ro ­ sto k ą tn y m . sp raw a p r o sto p a d ło śc i k ieru n k u d rgań św ie tln y c h w prom ien iu o d b ity m do p ła s z c z y z n y p a d a n ia z o sta ła c a łk o w ic ie . Rozważania teoretyczne.

Na gruncie tych rozważań staje się zrozumiałe słynne doświadczenie. że w ła śn ie d rgan ia e le k tr y c zn e . Pierwsze zwierciadło zamieniało więc padające światło naturalne w światło spolaryzowane. a więc jeszcze przed sformu­ łowaniem hipotezy Younga. a więc. 1 U ż y w a się zw iercia d eł sz k la n y c h . padający pod k ą te m 56 stopni. 15. odbicie odbywa się w w arunkach ty m mniej korzystnych. za ch o d zą p ro sto p a d le do p ła sz c z y z n y p a d a n ia . im silniejsze jest nachylenie. 15). k tó re są za w sze p ro sto p a d łe do elek try czn y ch . promień zaś. W n io sek te n n ie sto su je się do drgań m a g n e ty c z n y c h . k tó re — ja k sk ą d in ą d w ia d o m o — w y w ier a ją d z ia ła n ie na k lisz ę fo to g ra ficzn ą .2 a zatem (według p raw a odbicia) również i promień odbity leży w płaszczyźnie poziomej. stanow ią­ cej płaszczyznę padania. biegnie w płaszczyźnie poziomej. iż odbijał go pod kątem całkowitej polaryzacji od jednego zwierciadła i rzucał następnie pod ty m sam ym k ą te m na drugie zwier­ ciadło.36 Z asad y fizy k i dło1 jest ustawione pionowo. k tó ry m zadziwił swych współczesnych fizyk francuski M a l u s w 1808 r. p o czern io n y ch z przeciw n ej str o n y . Jeśli ju ż w promieniu padającym drgania od­ bywają się w kierunku pionowym. zachodzą wówczas warunki szczególnie sprzyjające odbiciu. gdy drgania te MalU(schcmatT«nic)dlami zachodzą w płaszczyźnie p a d ania — odbicie staje się niemożliwe.. Z teorii tej w y n ik a . to drgania w promieniu odbitym zachodzą w kierunku pionowym. kierunek drgań Rys. Malus doprowadził promień światła do pozornego zaniku w ten sposób. 2 P ro sto p a d ła do p io n o w o u sta w io n e g o zw iercia d ła le ż y n a tu ­ raln ie w p ła szczy źn ie p o zio m ej. ustawione prostopadle do poprzedniego (rys. Gdy w promieniu p a d a ją c y m pod ką te m całkowitej polaryzacji. Gdy kierunek drgań jest nachylony do pionu. światło to padało na w y ja śn io n a d op iero przez e le k tr o m a g n e ty c z n ą teorię ś w ia tła . . Doświadczenie j est poziomy. Całko­ wite światło padające przenika wówczas w głąb szkła.

zakładając. J u ż w 1669 r. w k tó ry m promień przechodzi przez kryształ. co szpat islandzki. ulega podwójnemu za­ łam aniu i rozszczepia się wobec tego na dwa promienie. patrząc poprzez kawałek islandzkiego szpatu. k tó re. J a k się mianowicie okazało. że każdy z dwu pow sta­ jących przy podw ójnym załam aniu promieni nie zacho­ wuje się jednakowo w różnych płaszczyznach przezeń prze­ chodzących. k tó ry zauważyli w swych b adaniach F r e s n e l i A r a g o . nadzwyczajnego. Z ałam anie pod w ójn e 37 drugie zwierciadło. ja k np . Tę sam ą właściwość. Rozstrzygające z na­ czenie dla dalszego rozwoju fizyki miało ustalenie około 1816 r. 2 D o u k ład u regu larn ego n a leżą te w sz y stk ie k r y sz ta ły . w ystępują zasługujące na szczególną uwagę zjawiska polaryzacyjne. pewnego faktu. tak zwany promień zwyczajny. zw yczajny i nadzw yczajny promień nie mogą nigdy interferować 1 S z p a t isla n d zk i w y ró ż n ia się sw ą szczeg ó ln ą p r ze z r o c z y sto śc ią . drgając w płaszczyźnie pad a n ia i — zgodnie z poprzednio powiedzianym — nie mogło zatem zostać odbite. J e d en z nich. . zauważył on mianowicie. widzimy przedm ioty podwójnie. p o sia d a ją tr z y ró w n o w a żn e so b ie i w z a je m n ie d o sieb ie p ro sto p a d łe k ieru n k i. zauważył M a l u s . duński mineralog B a r t h o l i n u s dokonał niespodziewanego odkrycia. nato m ia st spółczynnik zała­ m ania drugiego promienia.1 w y kazują również wszystkie kryształy. H u y g e n s w ytłum aczył to spo­ strzeżenie zupełnie prawidłowo. nienależące do układu regularnego. p adając na szpat islandzki. X III ZAŁAM AN IE P O D W Ó J N E Gdy światło przechodzi przez kryształy. só l k a m ien n a . zależy od kierunku. podlega zwykłemu praw u załam ania. że. Dzięki tem u spostrzeżeniu Malus został od­ krywcą zjawiska polaryzacji optycznej. że promień światła.2 W 1808 r.

na której następnie w 1820 r. Praktycznie biorąc. n a to m ia st promień nadzw yczajny przechodzi przez pryzm at. W tych tak zwanych przy­ rządach polaryzacyjnych stosujem y p łytki turm alinow e lub p ry z m a ty Ni co la. Y oung wyprowadził w 1817 r. przeciętego w odpowiedni sposób na dwie części i sklejonego przezroczystym balsam em kan a d y jsk im tak .1 Z założenia poprzecznego ch a ra k te ru fal wynikało w szczególności. wniosek o poprzecznym charakterze drgań świetlnych i ty m sam ym stworzył podstaw ę.38 Z asad y fiz y k i ze sobą. lecz przepuszczają one tylko promień n a d ­ zwyczajny. że jeden z nich będzie służył jako polaryzator do w ytw arzania światła 1T eoria F resn ela op ierała się na w y o b ra żen iu fal. jak już wspomniano wyżej. niż nadzwyczajny. por. Dwa p ry z m a ty Nicola (lub też dwie płytki turmalinowe) można zestawić ze sobą w taki sposób. W turm alinie następuje to dlatego. Podwójne załamanie w kryształach umożliwia budowę stosunkowo prostych przyrządów do w ytw arzania i ba­ dania światła spolaryzowanego. że w promieniu nadzw yczajnym drgania świetlne zachodzą prostopadłe do kierunku drgań w promieniu zwyczajnym. P ry z m a t Nicola jest w ykonyw any z kryształu szpatu islandzkiego. że promień zwyczajny podlega całkowitem u odbiciu na płaszczyźnie cięcia. . że absorpcja prze­ chodzącego przezeń światła w bardzo znacznym stop­ niu zależy od kierunku drgań świetlnych i skutkiem tego promień zwyczajny jest pochłaniany o wiele silniej. Z faktu tego. ro z ch o d zą c y c h się w sp r ę ż y sty m eterz e . Zarówno płytki turm alinowe. F r e s n e l mógł rozwinąć ścisłą teorię światła. B a rd zo tru d n o je s t u zg o d n ić p o p rzeczn y ch arak ter fal św ie tln y c h z ty m w y o b r a że n ie m . p ły tk a turm alinow a jest zatem przezroczysta tylko dla promienia nadzw yczaj­ nego. W y jś c ie z ty c h tru d n o ści w sk a za ła d o p iero e le k tr o m a g n e ty c z n a teo ria św ia tła . jak i p ry z m a ty Nicola są dwójłomne. rozdz. nazyw ane ta k na cześć ich wynalazcy. 33.

Jeżeli do a p a ­ ra tu polaryzacyjnego o skrzyżowanych położeniach pola­ ry za to ra i analizatora wstawim y p ły tk ę kwarcową lub też odpowiednią rurkę. Załam anie p od w ójn e 39 spolaryzowanego. w idziany świetle sodowym pom iędzy skrzyżowanymi w żółtym świetle sodowym pom iędzy skrzy. wówczas pole widzenia rozjaśnia się i. przejdzie również przez drugi. Rys. Gdy n a tom iast skrzyżujem y je ze sobą. 17. 16. wychodzący z pierwszego. ta k samo. jako analizator. Bardzo ważne okazało się odkrycie B i o t a (1817). to promień. jak w doświadczeniu Malusa drugie zwierciadło nie odbijało Rys. Za pom ocą takiego a p a ra tu polaryzacyjnego można ba­ dać zachowanie się różnorodnych ciał w świetle spolaryzo­ wanym . i rozjaśnia się w miarę obrotu analizatora dotąd. nikolami. aby znowu nastąpiła ciemność. jest ciemne gdy nikole są skrzyżowane. że kwarc i liczne roztwory m a ją zdolność skręcania pła­ szczyzny drgań światła spolaryzowanego. promienia. do badania tego światła. K ryształ szpatu islandzkiego. wy. żowanymi nikolami. drugi p ry z m a t nie przepuści światła. Jeżeli p ry z m a ty są ustawione równolegle do siebie. k tó ry padał na nie. dopóki nie osiągnie m axim um jasności. Pole widzenia przyrządu polaryzacyjnego. drugi zaś. Płytka aragonitow a w żółtym cięty prostopadle do osi optycznej. złożonego z polaryzatora i analizatora. gdy nikole są równoległe. napełnioną ta k im „optycznie czyn­ n y m “ roztworem. trzeba analizator obrócić o pe­ .

iż umieszczone w przyrządzie polaryzacyjnym bezbarwne płytki krystaliczne nie w y­ kazują zabarwienia tylko w dwóch określonych. Chodzi tu istotnie o małe obrazy słońca. X IV OKO K ażdy miał. m e to d y ta k zw an ej sa c h a r y m e tr ii z o sta ły z b ie ­ giem czasu bardzo w y su b te ln io n e . Rys. 1 O czyw iście. Bardzo piękne i pełne prze­ pychu barw są obrazy. pomimo kształtu kołowego tarczy słonecznej są one owalne. We wszelkich innych po­ łożeniach okazują one barw y. ja k w ynika wyraźnie z faktu.665 stopnia. że w rurce długości 10 cm. Obrazy te zostały u tw o­ rzone przez małe szparki pomiędzy liśćmi. które są właściwie obrazami słońca. sposobność do zaobserwo­ wania na ziemi w gęstym lesie owalnych plam świetlnych. skręcenie na każdy gram cukru w 100 cm3 roztworu wynosi 0. . ażebyśm y mogli zagłębiać się w nie tu ta j. które nie zostały wygaszone przez analizator. Ze znalezionej przez pom iar wartości k ą ta skręcenia1 można wobec tego wyznaczyć bezpośrednio za­ wartość cukru w roztworze. położeniach. bez wątpienia. Ze skręceniem płaszczyzny drgań związane jest zjawi­ sko. że podczas zaćmienia słonecznego owalne plam ki p rzyjm ują k ształt sierpów. lecz w y­ tłumaczenie ich powstawania jest z b y t tru d n e . lecz za sa d a p o z o sta ła ta sam a . jakie dają kryształy w przyrządach polaryzacyjnych w świetle zbieżnym. napełnionej roztworem cukru. obrazów osiowych tego rodzaju. Dla przykładu m ożem y przytoczyć. barwa widziana w przyrzą­ dzie jest mieszaniną wszystkich tych barw. polegające na ty m . wyróżnio­ nych w ten sposób. znanego już w starożytności. gdyż promienie słoneczne pad a ją ukośnie na ziemię. 16 i 17 dają przykłady tzw.40 Z asad y fizy k i wien określony kąt.

zwalającej zwiększać ostrość obrazu. za o p a trzo n ej w so czew k ę. za nią kom ora tylna. gdy otworek jest b. Ś 5 ~ naczy­ naczyniówką. Gałka oczna. G — ciało szkliste. K w = kom ora przednia. otrzym ać na przeciwległej ścianie odwrócony obraz znaj­ dującego się zewnątrz przed­ m iotu. Mały otworek w ścianie ciemnego obszaru po­ zwala. rolę przesłony. Obraz ten musi być zmniejszony. lecz naw eti wówczas. 19. L — so­ czewka. odgrywa tęczówka. um ie­ \ftw szczając w otworze soczewkę zbierającą. odpowiada ko­ niówka. bF — plamka ślepa. Rolę soczewki zbiera­ jącej odgrywa soczewka oczna: przed nią znajduje się we w nętrzu oka kom ora przednia. optyczną (rys. po­ kówka. można L ’ ^1 uzyskać ostry obraz. skutkiem prostolinijnego rozchodzenia się promieni.2 Otwór. zielo n e. jest op a rta ta k z w a n a f ciemnia optyczna (camera obscura). 19). średnica jej może zmie­ niać się od 4 do 10 milimetrów. C iem nia optyczna (schematycznie). przedm iotu od otworka jest większa. przez k tó ry wchodzą promienie. nazyw am y źrenicą. N N = siat­ morze. Obraz jest ostry oczywiście tylko w tedy. 18). 18. gdy otwór jest większy. gdy odległość Rys. wypełniona stałym ciałem 1 W y n a la z e k ciem n i. g F = plamka żółta. p rzy p isu je się z w y k le P o r c i e {X V I w iek ). co powstawanie tych obrazów słońca. m ały. niż odległość prze­ ciwległej ściany (rys. 2 T ęczó w k a lu b iris je s t częścią za b a rw io n ą oka. szare). Oko 41 Na tej samej zasadzie. wypełniona cieczą wod­ nistą. .1 Oko nasze m usim y uważać również za ciemnię. po­ Rys. — H — rogówka. w e d łu g niej o k reśla m y barw ę oka (n ieb iesk ie. Przekrój poziom y prawego oka k r y ta od w ew nątrz ciemną ludzkiego.

42 Z a sa d y fizy k i szklistym. na którą światło działa podobnie. lecz do p sy ch o lo g ii. nie n a le ż y d o zak resu fizy k i. Pośrodku siatkówki. w pobliżu p u n k tu wejścia nerw u ocznego. . przed takim i oczyma należy umieścić zatem soczewki wypukłe. Soczewka rzuca odwrócony. skutkiem czego na odległościach większych od 30 cm oczy takie mogą widzieć jedynie nieostro. Oko dalekowzroczne skupia promienie dopiero poza siatkówką. Siatków ka leży pom iędzy naczyniówką a ciałem szklistym. a więc rozpraszają­ cych. ja k dalekich przedm iotów dzięki swej tzw. Ciecz wodnista. barw nik zaś stale odnawia się. znajduje się plam ka żółta. które p a d a ją na żółtą plam kę. przecinają się już przed siatkówką. Odległość pom iędzy soczewką oka a żółtą plam ką jest n aturalnie niezmienna. soczewka oczna i ciało szkliste stanow ią razem układ łam iący oka. N ajmniejszą i największą odległość. nazyw am y odległością bliskiego i dale­ kiego p u nktu. 1 P y ta n ie . Dla normalnego oka p u n k t bliski leży w od­ ległości 10 cm. Po­ w stające w purpurze ocznej obrazy znikają je d n a k zawsze natychm iast. pozostałe części obrazu są ty m mniej ostre. k tó ra polega na możności zm iany krzywizny soczewki ocznej. W oczach krótkow zrocznych promienie. składającą się z rozgałęzień nerwu ocznego. d laczego p om im o p o w sta w a n ia o d w ró co n eg o obrazu na sia tk ó w ce w id z im y p rz ed m io ty p ro sto . Siatków ka zawiera niezwykle światłoczuły barw nik — p u rp u rę oczną. zdolności alcomodacijjnej. pochodzące z oddalonych przedmiotów. ja k na kliszę fotograficzną. rzeczywisty i zmniejszony obraz1 na siatkówkę. a więc i jej zdolności zbierającej. im dalej z n a jd u ją się od plamki żółtej. Pomimo to oko może wytw arzać ostre obrazy zarówno bliskich. Tylko te części obrazu na siatkówce. co umożliwia przystosowanie soczewki do każdorazowej potrzeby. Oczy krótkowzroczne korygujem y przez zastosowanie szkieł wklęsłych. na której oko widzi jeszcze wyraźnie. p u n k t daleki w nieskończoności. są widziane ostro.

J e s t rzeczą ogólnie znaną. że dopiero jednoczesne wi­ dzenie obydw om a oczyma umożliwia nam przestrzenne. Dalekowzroczne oko nie może już zobaczyć ostro bliskich przedm iotów. P u n k t bliski odsuwa się na odległość od 40 cm do 50 cm. Szerokość takiej komórki. stereoskopie. u dziecka dzie­ sięcioletniego p u n k t bliski znajduje się w odległości 5 cm od oka. inaczej dla lewego oka). W obu rodzajach kom órek z n a jdują się zakończenia rozgałęzień nerwu ocznego. Różnice ty c h dwu obrazów pozw alają nam bezwiednie oceniać odległość i d ają wrażenie bryłowatości. tak. potrzebuje ono szkła wypukłego. lewym — z lewej. plastyczne dostrzeganie przedmiotów. Obrazy tworzące się na dwu siatkówkach są zatem różne i przy ty m różnią się one ty m więcej.1 wynosi 1 Ś rodk iem o p ty c z n y m so c z e w k ilu b uk ła d u so c z e w e k n a z y w a m y p u n k t. iż wydaje nam się. Oko 43 Zdolność akom odacyjna oka słabnie stopniowo z wie­ kiem. iż p ro m ien ie św ie tln e . P ra w y m okiem wi­ dzimy przedm iot z prawej strony. ja k widziałoby go dane oko (a więc inaczej dla prawego. Gdy za pomocą odpowiedniego ustawienia tych fotografij p o sta ra m y się. na jeden m ilim etr k w adratow y p rzypada w przybliżeniu 13. W z nanym przyrządzie. w y r ó ż n io n y przez to . . wywołane przez oby­ dwa zdjęcia.000 do 14. Siatków ka składa się częścią z komórek kształtu czop­ ków. by ich obrazy utw orzyły się w obydwóch oczach w odpow iadających sobie miejscach siatkówek. każde oko widzi osobno jedną fotografię. widziana z optycznego środka oka. Pom iędzy 40 a 50 rokiem większość ludzi staje się dalekowzroczna ze względu na wiek. wrażenia. k tóra przedstaw ia przedm iot tak. skupiającego promienie i zbliżającego p u n k t bliski. częścią zaś z kom órek w kształcie pręcików. p rzech o d zą ce p rzezeń . W dzieciństwie jest ona największa. łączą się wówczas w jedno. nie d o zn a ją z m ia n y sw eg o p ie rw o tn eg o k ieru n k u b iegu .000 komórek. że widzimy przedm iot przestrzennie przed sobą. a p u n k t daleki pozo­ staje w nieskończoności. im bliżej znajduje się oglą­ da n y przedm iot.

O d cin ek d łu g o śc i 1/s m m .2 Musimy przyjąć w związku z ty m . u sta w io n y p r o sto ­ pad le do kieru n k u w zrok u w o d leg ło ści 1 m od ok a . k tórą umieszczamy bezpośred­ nio przed okiem i k tóra ty m silniej powiększa. gdy więc odległość kątow a pomiędzy tymi obrazami jest nie mniejsza od jednej m in u ty . gdyż obrazy stają się wówczas zb y t zniekształcone. to znaczy soczewka wypukła. Celem uzyskania silniejszych powiększeń używa się tak W oku p u n k t ten le ż y w ew n ę tr z so cz e w k i. w y n o sz ą c y jed n ą m in u tę. le ż ą c y p rzy w ierzch o łk u O w tró jk ą cie A O B . jest pożądane w dwóch w ypadkach: gdy przed­ miot jest zb y t m ały lub też gdy znajduje się on w zbyt dużej odległości. w p ob liżu jej p ow ierzch n i ty ln ej. 2 W ia d o m o . pod któ ry m dostrzegam y przedm iot. m in u tę na 60 sek u n d . XV M IK R O S K O P I L U N E T A Powiększenie kąla w idzenia.44 Z asad y fizy k i w mierze kątow ej1 mniej. że oko nasze może tylko w ty m w y padku rozróżnić dwa p u n k ty świetlne. im większa jest jej krzywizna. w drugim — lunetę. W obydwu tych w ypadkach zwiększenie k ą ta widzenia i ty m sam ym zwiększenie ilości dostrzegal­ nych szczegółów przedm iotu osiągamy za pom ocą odpo­ wiednich przyrządów optycznych. w y p e łn ia k ą t w id zen ia . N ajprostszą formą mikroskopu jest zwykła lupa. . 1 M iarą k ą to w ą d łu g o ści o d cin k a A B w sto su n k u do p u n k tu O je s t k ą t. iż sto p ie ń ( ~ okręgu k oła) d z ie lim y na 60 m in u t. W pierwszym w y padku stosujem y mikroskop. dotyczące możli­ wości rozpoznawania gwiazd podwójnych nieuzbrojonym okiem. gdy ich obrazy p a d a ją na dwie różne komórki siatkówki. Jednakże za pomocą lupy nie możemy osiągnąć powiększeń silniejszych ponad 30-krotne. niż m inutę luku (dokładniej 50 sekund luku). Wniosek ten potwierdzają obserwacje astronomiczne.

w ytw orzony przez obiektyw. Za pomocą odpowiednich urządzeń uzyskuje się silne oświetlenie przedm iotu. (poprzednio nie zwracano na to 1 N a zw a ła ciń sk a ok a brzm i ocu lu s. Dużym krokiem naprzód było również zastosowanie przez Abbego tak zwanej immersji jednorodnej. oglądam y obraz przedm iotu. a dzięki temu szkodliwe działanie rozszczepienia barwnego jest p rak ty c z ­ nie całkowicie usunięte. k tóra pokryw a się z osią poczernionej wew nątrz ru ry mikroskopu. którego wynalazek przypi­ sują holenderskiemu optykowi J a n s e n o w i (około 1590 r. k tóra powiększa b a r­ dzo silnie. M ikroskop i lu n eta 45 zwanego m ikroskopu złożonego. W układach apochro- m atycznych ogniska trzech różnych barw widma są spro­ wadzone do jednego i tego samego p u n k tu . . obiektyw i u ż y ty jako ciecz im- m ersyjna olejek cedrowy m a ją ten sam spółczynnik zała­ m ania. U A bbe­ go szkiełko pokrywkowe. n a zasadzie rozważań teoretycznych. W pierwotnej swej formie mikroskop składa się z dwóch soczewek zbierających. J u ż po­ przednio wiedziano. zwrócona jest ku przedmiotowi i nosi miano obiektywu. Właściwie dopiero dzięki tem u udoskonaleniu stały się możliwe olbrzymie postępy bakteriologii w o statnim pięćdziesięcioleciu.). Je d n a z nich. Mikroskopy zostały nadzwyczajnie udoskonalone około 1880 r. Na zasadzie jego obliczeń stosuje się dzisiaj w dokładniejszych m ikroskopach jako obiektyw y tak zwane u k ład y apochrom atyczne. w ten sposób wszystkie trz y ośrodki tw orzą układ jednolity pod względem optycznym . że można zwiększyć zdolność rozpo­ znawczą mikroskopu przez umieszczenie pom iędzy szkieł­ kiem przedm iotowym a obiektywem kropli cieczy. druga znajduje się przed okiem i dlatego została nazw ana okularem. k tó ry działa jak lupa. Te dwie soczewki pierwotnego mikroskopu zostały w mi­ kroskopach dzisiejszych zastąpione przez odpowiednie ukła­ dy soczewek. posiadające wspólną oś.1 Przez okular. przez A b b e g o . J u ż w roku 1873 Abbe pierwszy wykazał.

że obraz. jako najmniejszej długości. rozpoznawalną jeszcze w mikroskopie. podzielonej przez spółczynnik załam ania ośrodka. . zam iast obserwować przedm iot w świetle widzial­ nym . gdyż długość fali. J a k w ynika z teorii Abbego. najmniejsza rozpoznawalna przez mikroskop długość od­ grywa dużo ważniejszą rolę. Gdy pro­ mienie p a d a ją ukośnie. gdy promienie p a d a ją prostopadle. możem y zejść aż do około 1000 jednostek A ngstrom a.5 . czyli do jednej dziesięciotysięcznej milim etra. lecz małe kółeczka. po­ szczególne p u n k ty przedm iotu skutkiem ugięcia nie dają obrazów punktow ych. gdy odległość tych pu n k tó w spada poniżej najmniejszej dostrzegalnej przez mikroskop długości. a jeszcze bardziej przez zastosowanie wspomnianej już cieczy imm ersyjnej. odpowiadającej światłu określonej barw y w dowolnym ośrodku. a więc w świetle niebieskim około 2.500 jednostek Angstrom a (lub 2. przekraczających 2000 razy. które zachodzą wzajemnie na siebie i przez to uniemożliwiają oddzielne rozpoznanie dwóch pu n k tó w przedm iotu. Wobec ograniczonej w ten sposób sprawności mikroskopu nie m a celu stosowanie powiększeń. Stąd długość fali użytego światła wyznacza najm niejszą długość. J a k pokazał Abbe. Istotnie. 10. pow stający w mikroskopie. Ta najm niejsza długość określa bowiem zdolność rozpoznawczą m ikroskopu. 10'5 cm). sfotografujem y go w świetle nadfiołkowym. cel użycia którego polega prze­ cież na dostrzeżeniu możliwie największej ilości szczegółów widzianego obrazu i poznaniu w ten sposób s tru k tu ry obserwowanego przedm iotu. rozpoznawalnej jeszcze w mikroskopie. wynosi około połowy długości fali. najm niejsza dostrzegalna długość. rozd z. długość ta może zostać jeszcze zmniejszona o mniej więcej jedną trzecią. niż istotne powiększenie mi­ kroskopu. Nie możem y wprawdzie dostrzegać rzeczywistej postaci 1 Por. równa się długości fali w powietrzu.46 Z asad y fizy k i uwagi).1 Jeśli wreszcie. jest w zasadzie obrazem ugięcia światła przez oglądany przedm iot.

wynalezionej około 1650 r. w Holandii. L u n e ta t a ma pewne niekorzystne cechy — dużą długość i znaczne s tr a ty światła. dodano do soczewek przyrządu Keplera jeszcze trzecią soczewkę w ypukłą. co nie przeszkadza ich stosowaniu do celów astronomicznych. jako obiektyw u i rozprasza­ jącej. M ikroskop i lu n eta 47 przedmiotów. (a wkrótce potem zupełnie niezależnie od tego przez G a l i l e u s z a ) została zbudow ana luneta. w y­ znaczonej przez teorię. służy jako obiektyw i daje odwrócony i rzeczywisty obraz oddalonego przedm iotu. Głównym przedstawicielem lunet pierwszej grupy jest zbudow ana w 1611 r. które dostrzegam y w postaci jasnych p lam ek na ciem nym tle.. Około 1610 r. co jest konieczne. przez K e p l e r a ta k zwana lunela „astronomiczna“. złożona z dwóch so­ czewek w ypukłych. 1903. których w ym iary leżą poniżej granicy. Jednakże dwie sąsiadujące ze sobą cząstki m uszą w ka ż d y m razie znajdow ać się od siebie w odległości większej. gdzie maleńkie czą­ stki zawiesiny pływ ają w cieczy. daje ona obrazy proste i nosi nazwę . gdy chcemy stosować lunety do obserwacyj na ziemi. Jedne z nich dają obrazy odwrócone. m ożna jednak ustalić ich obecność i ruchy za pomocą ullram ikroskopu. drugie n a to m ia s t d a ją obrazy proste. k tó ra służy do w yprostow ania odwróconego obrazu. złożona z soczewki zbierającej. jak przez lupę. W a runek ten jest spełniony w roztworach koloidalnych. jako okularu. wynalezionego przez S i e d e n t o p f a i Z s i g m o n d y ’e g o w r. L u n e ty dzielą się na dwa rodzaje. W tak zwanej lunecie ziem skiej. obraz ten oglądam y przez drugą soczewkę. o dużej odległości ogni­ skowej. J e d n a z nich. W ultram ikro- skopie na b a d a n y przedm iot pada z boku sm ukła wiązka świetlna w ten sposób. iż naw et ślady jej nie dostają się do pola widzenia m ikroskopu. aniżeli wynosi według Abbego najm niejsza rozpoznawalna długość. Cząstki o przekroju niewielu milionowych m ilim etra (około 30 A) mogą wówczas zostać dostrzeżone dzięki wchodzeniu do m ikroskopu ugiętych przez nie wiązek światła.

Opierają się one na zasadzie lunety Keplera.1 XVI F O T O G R A F IA I K IN E M A T O G R A F IA Dążenie człowieka do rozszerzenia i uzupełnienia za­ sięgu i możliwości wzroku doprowadziło. dzięki wyzyskaniu wrażliwości2 soli srebrowych na działanie światła. poza wynalezie­ niem i udoskonaleniem przyrządów optycznych. Podw aliny tej bardzo ważnej gałęzi optyki stosowanej położyli w 1830 r. wytworzone w ciemni o p ty cz n e j. którym . 20. D odatnią jej cechę stanowi m ała długość. skutkiem czego obraz zostaje wy­ prostowany. 2 Z jaw isk o rozk ład u soli sreb ro w y ch p rzez św ia tło z o sta ło w y ­ k ry te ju ż w pierw szej p o ło w ie X V I I I w iek u p rzez lek arza S c h u l - z e g o w H alle. umieszczony w przedniej ścianie 1 L u n eta p ry zm a ty c z n a z o sta ła w y n a le z io n a w p o ło w ie X I X w iek u przez P o r r a . podanego na rys. W czasie krótkotrwałego naświetlania fotografowanego przedm iotu obiektyw. przede wszystkim do rozwoju fotografii. .48 Z asad y fizy k i lunety holenderskiej lub lunety Galileusza. Dzisiaj do oglądania dalekich przedm iotów na ziemi stosujem y głównie tak zwane lunety p ry ­ zmatyczne. rozmieszczonych według schem atu. udało się po raz pierwszy utrw alić obrazy. N i e p c e i D a g u e r r e . u jem ną— iż może ona tylko stosunkowo nieznacznie zwiększyć k ą t wi­ dzenia. lecz pom iędzy obiektyw em i okula­ rem zachodzi czterokrotne cał­ kowite odbicie światła w p ry ­ zm atach szklanych.

udało się otrzym ać dwa bardzo skuteczne uczulacze na podczerwień: rubrocjaninę i allocjaninę. różnią się bardzo od widoków. Zasady fizyki. które. Sole srebrowe są wrażliwe przede w szystkim na działanie promieni niebieskich. Umożliwiło to wyrób na szeroką skalę płyt i filmów. za p o m o cą tio sia r c z a n u so d o ­ w eg o ). zawierającą zawiesinę soli srebra. blady błękit nieba — bardzo ciemny. jako „sensy- b ilizatory“ (uczulacze) specjalnie silnie pochłaniają światło czerwone i żółte. oglądanych bezpośred­ nio gołym okiem. 4 . Proces ten zostaje doprowadzony do końca przez „wywoływanie“ kliszy za pom ocą roztworu redukującego. S kutkiem naświetlenia roz­ poczyna się rozkład chemiczny soli srebrowej. n a to m ia s t prawie zupełnie nieczułe na promienie żółte lub czerwone. p o k ry ty w arstw ą żelatyny. należy domieszać do soli srebrowych pewne substancje. W ten sposób o trzym ujem y negatyw . o trz y m am y odbitkę — pozytyw . Zdjęcia widoków. k tó rą z kolei utrw alam y. k tó ry zostaje utrw alony1 za pom ocą odpowiedniego procesu chemicznego.rys. Podczas wywoły­ wania bromek srebra zostaje najbardziej zaczerniony w miejscach najsilniej zaatakow anych przez światło. F o to g ra fia i k in em atografia 49 ka m e ry fotograficznej. ro zp u sz cz a ją ­ ceg o n iero zło żo n ą só l sreb row ą (n p .21) wydaje się bardzo jasna. w miej­ scach zaś słabo naświetlonych rozkład jest bardzo nie­ znaczny. na których m ożna fotografować naw et w ciemności (naturalnie ciemności tylko dla oka ludzkiego). k tó re są jed n a k o w o w rażliw e n a w sz y stk ie b a rw y . D z ia ła n ie św ia tła na ta k ie p ły t y z a le ż y ty lk o od jeg o ja sn o śc i. rzuca obraz na płytę szklaną lub film. dokonane na takich p łytach czułych na podczer­ wień. Ażeby zatem otrzym ać „ortochrom atyczne“2 p ły ty lub filmy. Zieleń drzew i łąk (porów n. Około 1930 r. odległe góry zaś zarysowują się szczególnie wyraźnie. zwykle brom ku srebra. 1 U trw a len ia d o k o n y w a m y za p o m o cą ro ztw o ru . Gdy negatyw taki położym y na papier chloro-srebrny i oświetlimy. 2 O r to ch ro m a ty czn y m i n a z y w a m y p ły t y fo to g ra ficz n e .

Z fotografii momentalnej rozwinęła się kinem atografia. że obraz składa się z drob­ niutkich plam ek czerwonych. lub też rzucam y na ekran. Dzięki umowie międzynarodowej znormalizowano na całym świecie form at filmu i tem po zdjęć. np. zielonej i czerwonej. stąd czas naświetlania każdego . Ideę kinem atografu dał E d i s o n . a więc taśm a filmowa przesuwa się z prędkością 456 mm na sekundę. k tóra opiera się na fakcie. np. właśnie poza tymi zielonymi ziarnami. postać. Obrazki m ają wysokość 19 m m. L u m i è r e w 1895 r. na które w obrazie padły zielone miejsca fotografowanego przedm iotu. o prze­ kroju około V100 milim etra. nadającą się do praktycznego zastosowania. źe można otrzym ać wszystkie barw y z połączeń trzech barw zasadniczych: niebieskiej. trw a przez pewien czas — około 1/7 sekundy. poruszany m otorkiem elektrycz­ nym . że każde wrażenie świetlne. które podczas zdjęcia rozkładają padające promienie na barw y zasadnicze. potrzebne na wykonanie jednego zdjęcia i na jed n o ­ razowe przesunięcie taśm y pomiędzy dwoma kolejnymi zdjęciami. robi 24 zdjęcia na sekundę. W ten sposób goto­ wy obraz wykazuje właściwe zabarwienie. Jeżeli sfotografujem y zatem przebieg jakiegoś ruchu w szeregu zdjęć migawkowych. gdyż do świadomości jego nie d o trą przerwy między kolej­ nymi zdjęciami. Za pom ocą odpo­ wiednich działań chemicznych można osiągnąć przezroczy­ stość filmu w naświetlonych miejscach. co 7 2 0 sekundy. W dzisiejszych „filmach b a rw n y c h “ przed w arstew ką świa­ tłoczułą znajduje się w arstw a gęsto rozsianych. to otrzym a on wrażenie rzeczywistego ruchu.50 Z asad y fizy k i Fotografia barwna opiera się zwykle na wyzyskaniu faktu. następujących po sobie bardzo szybko. gdy oglądam y go. i następnie prze­ suniemy tę serię zdjęć z tą sam ą mniej więcej szybkością przed widzem. wypracowali bracia A. sty k a ją ­ cych się ze sobą drobniutkich barw nych ziarenek. Jednakże przy dokładniej­ szym obejrzeniu można poznać. i L. Okresy czasu. zielonych i niebieskich. odebrane przez oko. a p a ra t. są sobie równe.

4* .Rys. 21. Zwykła fotografia krajobrazu (u góry) i te n sam krajobraz w świetle podczer- wonym (u dołu) w edług Angcrera.

które. Aby otrzym ać dobre zdjęcia w ciągu ta k krótkiego czasu. p otrafim y dzisiaj robić niezależnie od siebie zdjęcia bliższego i dalszego tła. zmierzające do powiększenia czułości filmów na światło. T a k np. pierwsze pró b y pozwalają liczyć na dalsze dobre wyniki. ab y mógł je śledzić zwykły obserwator. dzięki czemu stały się zbyteczne podróże aktorów do oddalonych krajów. lub też.52 Z asad y fiz y k i zdjęcia wynosi 1/ia sekundy. Od 1930 r. należy stosować obiektyw y o dużej rozwartości i używać bardzo silnych źródeł światła. zostały również uwieńczone dość dobry­ mi wynikami. w ykonać 1000 zdjęć na sekundę lub jedno na sekundę. o trz y m am y „lupę czasową“ lub też „porywacza czasu“. czy też na m inutę. m ożna np. d a tu ją się początki filmu barwnego. przebiegają z b y t prędko. Celem otrzym ania zdjęć ortochrom atycznych stosujem y filtry barwne. Jeżeli z a trzy m a m y zwykłe tem po w y­ świetlania. z b y t wolno. S tarania techniki filmowej. ostatnio zaś — aby uniknąć s tr a t światła — wprowadza się barwne źródła światła w odpowiednim zestawieniu. jak np. . Zastosowanie różnych sztuczek umożliwiło wprowadzenie znacznych uproszczeń do przebiegu zdjęć. umieszczane przed obiektywem . poszczególne ruchy sportowców lub lot owadów. różniące się od zwykłego. Za pomocą przyrządów specjalnej budow y m ożna uzy­ skać tempo zdjęć. ja k rośnięcie roślin czy kryształów. W ten sposób zostaje umożliwione badanie i uwi­ docznienie procesów.

nabierają przez pocieranie szczególnej wła­ sności przyciągania drobnych przedm iotów.o d p y c h a ją się wzajemnie. znajdujące s ię w ty m s a m y m s ta n ie . Około roku 1600 G i l b e r t wykrył. iż dwa ciała. 1 E lek tro n je s t greck ą n a zw ą b u rszty n u . Jednakże wiadomości nasze o zjawiskach elektrycznych d a tu ją się z czasów znacznie późniejszych. oświetlenia i m aszyn elektrycznych. stanow iący podstawową jej właściwość. Najprostsze obserwacje zjawisk elektrycznych sięgają bez w ątpienia jeszcze dalekiej starożytności. do k tórych przede wszystkim zaliczany był bursztyn. znajdujących się w ich najbliższym sąsiedztwie. elektrycz­ ność narzuca cywilizacji współczesnej charakterystyczne piętno. Nie bez słuszności nazwano wiek nasz wiekiem elektryczności. dwa ciała zaś w stanach przeciwnych p rzy ­ ciągają się. W roku 1733 D u f a y w y k ry łd w o isty c h a ra k te r elektrycz­ ności. D ufay u s ta ­ lił. telegrafu i telefonu. wiadomo. ta k . lecz że m a m y tu ta j do czynienia z po­ wszechną własnością wszystkich ciał. Dopiero w X I X wieku rozpoczął się właściwie rozwój nauki o elektryczności. . niż wiedza o innych zjawiskach fizycznych. iż zdolność tego ta k zwanego elektryzowania się1 przez pocieranie nie jest wyłącznym przywilejem pewnych w ybranych ciał. J u ż w siódmym stuleciu przed Chrystusem było.C Z Ę S C D R U G A E L E K T R Y C Z N O S C X V II D W O IS T Y C H A R A K T E R E L E K T R Y C Z N O Ś C I Dzięki rozpowszechnieniu się radia i kina. iż pewne ciała. jak się w ydaje. że istnieją dwa wręcz przeciwne s ta n y elektryczne.

wprost przeciwnie. znak do­ d a tn i nadano elektryczności szklanej. na u k a o elektryczności musiała przede w szystkim uzyskać możność mierzenia wielkości elektrycznych. odbieram y jednej z kul połowę jej naboju przez zetknięcie z identyczną trze­ cią. w ystępująca pomiędzy dwom a naelektryzow anym i ciałami. elektryzujące się przeciwnie przez pocieranie. przyjęcie za d odatnią elektryczności szklanej. więc przeciwstawiono sobie dwa rodzaje elektryczności: elektryczność szklaną i elektryczność żywiczną. jakie powstało w nauce o elektryczności. gdy odległość zostanie podwojona. dotyczącą zjawisk elektrycznych. Coulomb wykrył nadto dalej. drugiemu — ujem nej. nie zmieniając odległości.. czy też o dpy­ chając. pierwszą zaś zależnością liczbową. dziewięcio- krotnie itd. było pojęcie ilości elektryczności. jest odwrotnie proporcjonalna do k w a d ra tu odle­ głości między nimi. musiała więc dążyć do wytworzenia takich pojęć. z ja k ą działają na siebie dwa ciała naelektryzow ane (w jego doświadczeniach dwie kule metalowe). czy to przyciągając się. Wobec tego łatwo już było uczynić krok następny. a drugiej — żywica. iż siła.54 Z asad y fizyk i Nie trudno było wyróżnić dwie grupy ciał. nienaładow aną kulą. jaki po­ siadali fizycy w X V I I I . niestety. siła maleje czterokrotnie. czy też żywicznej wydawało się rzeczą całkowicie dowolną. A byrozw inąć się znauki czysto opisow ejw naukę ścisłą. W ten sposób Coulomb ustalił zależność. gdy. W ty m stanie wiedzy. w następującej formie: siła przyciągania czy odpychania. Coulomb wykrył. niż należało by sobie życzyć z p u n k tu widzenia fizyki dzisiejszej. W 1785 r. Pierwszym takim poję­ ciem. iż siła ta spada do po­ łowy. Ponieważ głównym przed­ stawicielem jednej grupy było szkło. było prawo C o u l o m b a . jako prawo Coulomba. potrojona itd. k tó rą zwykle wypowiada się. z którym i m ożna byłoby związać określone dane liczbowe. a naw et jeszcze w połowie X I X wieku. a mianowicie nadać jednem u rodzajowi nazwę elektryczności dodatniej. W ybór wypadł. jest w prost .

czyli równa się ciężarowi 1. które wyraża siłę jako iloczyn m asy przez przyśpieszenie. A więc ciężar jednego gram a nadaje masie jednego gram a przyśpieszenie równe 981 jednostkom . prędkość swobodnego spadku wynosi w końcu pierwszej sekundy 981 cm na sekundę. Ażeby wytworzyć sobie przybliżone pojęcie o wielkości tej jednostki. Nabój taki nazyw am y jednostką elektrostatyczną naboju lub też po prostu jednostką elektro­ statyczną. że naboje. D w oisty charakter elektryczności 55 proporcjonalna do iloczynu ich nabojów. leżą pomiędzy jedną a dziesięcioma jednostkam i elektrostatycznym i. k tó ry działa z siłą równą jednej dynie na rów ny sobie nabój. jednostka dynam iczna. z n ajdujący się w odle­ głości jednego c e n tym etra. jest siła. stąd dyna stanowi jed n ą 981-szą część ciężaru jednego gram a. Badania tego uczonego zostały spowodo- . m usim y przedsięwziąć m ałą wycieczkę w dzie­ dzinę mechaniki. za jednostkę przyśpieszenia p rzyjm ujem y zaś z kolei takie przyśpieszenie. jakie możemy nadać m ałym kulkom m etalow ym . Prawo Coulomba w ty m ujęciu daje nam bezpośrednio możność określenia jednostki naboju i uzyskania w Len sposób m iary ilości elekLryczności. J a k o trzecie wielkie odkrycie X V IIIstu lec ia w d z ie d z in ie elektryczności dołączyło się do odkryć D ufay’a i Coulomba odkrycie Y o l t y . Je d n o stk ą dynam iczną siły.02 miligrama. J a k wykazuje doświadczenie. obieram y za jednostkę ilości elektryczności taki nabój. Inna n ato m iast jednostka siły. nadająca masie jednego grama przyśpiesze­ nie jednostkowe. w ynika ze znanego newtonowskiego praw a ruchu. którem u odpowiada wzrost prędkości o jeden c e n ty m etr na sekundę w ciągu jednej sekundy. „elektryzując“ je za pomocą potartej laseczki szklanej. k tó rą nazwano dyną. Aby wyjaśnić Łę sprawę dokładniej. Mechanika Łechniczna przyjm uje za jednostkę siły ciężar jednego kilograma. podzielonego przez k w a d ra t odległości. nadm ienim y. jest to tak zwana statyczna jednostka siły. Opierając się na prawie Coulomba.

Było ono napełnione roz­ cieńczonym kwasem. oddzielo­ nych od siebie zwilżonymi kaw ałkam i filcu. w k tó ry m płynie elektryczność do­ 1 G a lv a n i w y k r y ł w 1790 r. stw ie r d z ił on też d a lej. g d y ze zn a jd u ją cej się w p ob liżu m a sz y n y ele k tr y c z n e j tr y sk a ły isk ry .2 mogą być również w ytw arzane trwale przy użyciu stosu tego rodzaju. D op iero V o lta rozp o zn a ł. do wynalezienia stosu Volty. rozdz. Prostszą postać stosu stanowiło naczynie Volty. że d rgan ia s ta w a ły się m o c n iejsze . z chwilowym prądem w yłado­ wania butelki lejdejskiej. p olega on a na ty m . W ten sp o só b V o lta o d d zielił b a d a n ia n ad e le k tr y c z ­ n o ścią w m eta la ch od z a g m a tw a n y c h stu d ió w n ad e le k try c zn o śc ią zw ierzęcą. w drucie ty m powstawał stały prąd elektryczny. nader skomplikowane. druga dodatnio. w któ ry m zanurzano dwie płytki: cynkow ą i miedzianą. W ten sp osób G a lvan i p rzek on ał się o e le k tr y c z n y m ch a ra k terze o b serw o w a n eg o przez sieb ie zja w isk a . należało w dalszej konsekwencji obrać za kierunek przepływu p rąd u ten. że św ieżo sp rep a ro w a n e ud k o ż a b ie d rgało. gdy łączono więc obie płytki przewodzą­ cym prąd drutem . 21. Pierwsza z nich ładowała się ujemnie. A b y zb a d a ć. p ołą czo n e ze sob ą za p o śred n ictw em w ilg o tn e g o p rzew o d n ik a (w ty m w y p a d k u p op rzez w ilg o tn e ud k o ża b ie) e le k tr y z u ją się o d w ro tn ie. g d y u d k o sty k a n o z że la z n ą poręczą. .. c z y burza w y w ier a rów n ież w p ły w na to zja w isk o . że na końcówkach stosu zjaw iają się zawsze naboje znaków przeciwnych i że wszystkie te zjawiska. je d n a k że d rgania te s ta w a ły się sz c z eg ó ln ie siln e w te d y . że zaw sze p o w sta w a ły d rg a n ia . 2 Por. O k azało się. Skoro ju ż ra z wyróżniono elektryczność do d a tn ią i ujem ­ ną. obserwacje fizjologiczne G a l v a n i e g o 1 i doprowadziły go w 1799 r. iż d w a m e ta le . g d y d o ty k a ł on k o ń cem n o ża do n erw ów . Stos ten składał się z szeregu płytek na przem ian cynkowych i miedzianych. które pow stają przejściowo w związku np. Volta wykazał. ja k a b y ła g łó w n a p r z y cz y n a op isa n eg o w yżej zło żo n eg o zja w isk a . G a lv a n i u w ią za ł u d k o ż a b ie ż e la z n y m dru ­ cik iem do rów n ież żela zn e j p o r ęc z y sw eg o b a lk o n u .56 Z asad y fizy k i wane przez osobliwe. g d y ud k o żab ie p r z y w ią zy w a n o do żela zn ej p o ręczy h a c z y k ie m m ie d z ia n y m .

stanowiły je d n a k zaledwie wstęp do wspaniałego rozwoju nauki 0 elektryczności. a więc w prost przeciwny te m u . dzięki którem u n a ­ dano znak dodatni elektryczności szklanej. Mamy zatem dzisiaj wszelkie po­ wody do ubolewania nad przypadkiem . k tó ry przy jm u ­ jem y za kierunek prąd u . U schyłku średniowiecza znalazł zastosowa­ nie w Europie zachodniej kom pas. E lek tro m a g n ety zm i p o ję c ie n a tę ż e n ia prądu 57 datnia. co i pierw­ sze najprostsze doświadczenia elektryczne. J u ż w starożytności wiedziano. iż istnieją dwa przeciwne sobie rodzaje . Średniowiecze znało już z atem zjawisko m agnetyzm u ziemskiego. iż n a ­ turalna m agnetyczna ruda żelazna przyciąga lekkie k a ­ wałki żelaza. przenoszone są w rzeczywistości naboje ujemne. przewodzących p rąd elektryczny. Znajomość podstaw owych m agnetycznych własności ciał sięga zapewne tego samego mniej więcej okresu. znany Chińczykom już na tysiąc la t przed Chrystusem . jak również wia­ dome już było.w k tó r y m przepływa elektryczność ujem na. a nie żywicznej. X V III ELEKTROMAGNETYZM I P O J Ę C I E N A T Ę Ż E N IA P R Ą D U Odkrycie Volty oraz zdobyte w X V I I I wieku fakty. iż p rąd elektryczny odchyla igiełkę m agnetyczną. od k ry ­ ciem elektrom agnetyzm u przez O e r s t e d a . k tó ry rozpoczął się w 1820 r. jednakże jeszcze za czasów Oersteda n a u k a o m agnetyzm ie nie wyszła poza pierwsze początki. j a k ­ kolwiek były bardzo doniosłe same w sobie. Oersted ustalił. iż w drutach. i wykrył w ten sposób związek pomiędzy dwiema tak tajemniczym i jeszcze za jego czasów siłami przyrody — elektrycznością 1 m agnetyzm em . Dzisiaj wiemy (jak zostanie szcze­ gółowo uzasadnione dalej). dotyczące elektryczności. Isto tn y kierunek ruchu nabojów elektrycznych w d ru ta c h jestw ięc w pro stp rz e ciw n y te m u . otrzym yw anej przez tarcie.

J a k wskazuje doświad­ czenie. na południe — ujem nym . każdy magnes posiada dwa bieguny i gdy posuniemy podział magnesu dowolnie daleko. ja k mówią inaczej. Pomimo analogii pomiędzy praw am i oddziaływań wza­ jem nych m as m agnetycznych oraz nabojów elektrycznych. według którego działają na siebie dwa ciała. północnego czy też południowego. K ażdem u ciału nadać możemy nabój elektryczny wyłącznie dodatni lub też wyłącznie ujem ny. sto­ suje się również do dwóch biegunów m agnetycznych. k tóra na równą sobie ilość. W znanych polakierowanych na czerwono m agnesach w kształcie podkowy. lecz nie możem y n a ­ dać jednem u ciału m agnetyzm u wyłącznie jednego rodzaju. części jego zawsze stanowić będą całkowite m a ­ gnesy dwubiegunowe. iż to samo prawo. Coulomb stwierdził. każdy magnes zawiera jednakow e ilości d o d a t­ niego i ujemnego m agnetyzm u. znajdującą sięwodległości jednego centym etra. istnieje jednakże zasadnicza różnica pomiędzy stanam i elektrycznym i a m agnetycznym i. analogii. iż można mówić o jednym ogólnym prawie Coulomba. nazyw am y biegun wska­ zujący na północ — dodatnim . masa m agnetyczna każdego z bie­ gunów może wynosić do kilku setek takich jednostek. sięgającej tak daleko. k tó rą można przyrów nać do iloczynu zaw artych w nich ilości m agnetyzm u. zwane biegunami północnym i południowym. działa z siłą równą jednej dynie. Odkrycie Oersteda pozwoliło określić jednostkę natężenia p rądu elektrycznego przez m agnetyczne działanie prąd u ? . Stosując związane ze zjawiskami m agnetyzm u ziemskiego czysto konwencjonalneoznaczenia. Dwa bieguny m agnetyczne działają zatem na siebie z siłą p rzy­ ciągającą lub odpychającą. Za jednostkę ilości m a­ gnetyzm u lub też. m asy m agnetycznej przy jm u je m y tę ilość m agnetyzm u. podzielo­ nego przez kw a d ra t ich odległości. naładow ane elektrycznie.58 Z asad y fizy k i magnetyzmu i że każde ciało m agnetyczne posiada dwa bieguny przeciwnego rodzaju. służących do zabaw y dzieciom.

Zakres wskazań odpowiednio zbudow a­ nych galw anom etrów różnych typów rozciąga się od t y ­ sięcy am perów do bilionowych części ampera. Ponieważ p rąd elektryczny rozpatrujem y jako przepływ elektryczności. W przyrządach tych prąd m ierzony przepływa przez cienki. 5 6 . nazyw am y elektrom a­ gnetyczną jed n o stk ą natężenia prądu. starannie izolowany. nawinięty w postaci bardzo licznych zwojów na stosowną ram kę. nazw ana ta k na cześć francuskiego fizyka. określoną w ten sposób. któ ry w dwudziestych latach X I X stulecia położył wielkie za­ sługi w dziedzinie badań prądów elektrycznych. w od różn ien iu od n a zw isk a u czo n eg o fran ­ cu sk ieg o — A m père. zg o d n ie z b rzm ien iem p olsk im . Działania m agnetyczne. galwanomelrów. J e ż e li u ż y w a m y w y ra zu a m p er dla ozn a czen ia n a tężen ia prądu. porów naj rozdz. Dziesiątą jej część stanowi amper. prąd. działa z siłą jednej d y n y 1 na jednostkow y biegun. jak w y ż e j. pędzący tram w aje miejskie. przepływ ający przez nowoczesne lam py żarowe ma natężenie około y2 A. każdy zwój działa jak samo­ dzielny obwód.2 Tysiączna część am pera (A) została nazw ana miliamperem (MA). jednostka. C h od zi w ięc o k o ło o o b w o d zie 4 n z cm {7i = 3 . wywołane przez p rąd elek­ tryczny.1 4 1 5 9 ). E lek tro m a g n ety zm i p o jęcie n a tę ż en ia prądu 59 Za jednostkę natężenia uważać będziemy natężenie takiego prądu. Ciało ludzkie może już odczuwać p rądy o n a ­ tężeniu zaledwie kilku MA. drucik miedziany. ile jednostek elektrostatycznych naboju przechodzi wciągu 1 W y stę p o w a n ie lic z b y '2n w y n ik a z p o d sta w o w e g o p raw a d zia ­ ła ń ele k tr o m a g n e ty c z n y c h . Prąd. na której oparto konstrukcję tzw. znajdujący się w środku koła. wysoce interesujące staje się zagadnienie. ja k o n a tę ż e ­ nie prądu. k tó r y w cią g u jed n ej se k u n d y w y d z iela 1. stosowana zwykle w elektro­ technice. który.1180 m lgr srebra. najważniejszych przyrządów mier­ niczych w dziedzinie prądów. p isz e m y go. Jednostkę. stanow ią zasadę. płynąc przez przewodnik w kształcie koła o promieniu centym etrów . sięga 100 A. . 2 A m p er byw a o k reśla n y rów n ież e le k tr o lity c z n ie .

1 W ten sposób W eber i Kohlrausch po raz pierwszy wykryli ścisły związek pomiędzy elektrycznością i światłem i po raz pierwszy przeczuli identyczność istoty obu tych sił przyrody.9 9 7 1 0 . więc kulom b odpowiada 3 . nie zo sta ło tu u w zg lęd n io n e. a prędkość światła wynosi 3 . do­ prowadziła ona do wyniku w prost sensacyjnego. równą wartości pręd­ kości świalła. Weberowi i Kohlrauschowi.1 . 1010 cm na sekundę. p rz e n o szo n y ch w ciągu se k u n d y przez prąd o n a tężen iu je d n o s tk o w y m . jest to tzw. wynoszącym jednostkę elektrom agnetyczną.9 9 7 9 6 . kulomb. wyrażonej w c e n tym etrach na sekundę. J a k o n a jd o k ła d n iejszą d o ty c h c z a s w a r to ść o tr z y m a n o z ty c h p o m ia ró w — 2 .60 Z a sa d y fizy k i jednej sekundy przez dowolny przekrój przewodnika. 1010.1010 cm /sek . 1010 c m /se k . iż p rąd o natężeniu jednostkow ym przenosi w ciągu sekundy liczbę jednostek elektrostatycznych naboju. Odpowiedź na to pytanie udało się zdobyć dopiero w 1856 r. Ponieważ arnper został zde­ finiowany. za w a rtej w p ew n ej b u te lc e lejd ejsk iej.0 0 0 0 0 . P o m ia ry te z o ­ s ta ły p o w tó rzo n e p óźn iej w e d łu g p o m y słu W eb era i K o h lra u sch a przez szereg b a d a czy p rzy z a sto so w a n iu c ią g ły c h u lep szeń . je s t rów n a 3. W elektrotechnice za jednostkę p rak ty c zn ą ilości elek­ tryczności przyjm ujem y ilość elektryczności. n a ­ stę p n ie ro zła d o w y w a li t ę b u te lk ę i p rz ep u szcza li prąd w y ła d o w a n ia przez g a lw a n o m etr. W e b e r i K o h l r a u s c h znaleźli mianowicie. Z god n ość tę m u sim y w g ra n ica ch b łęd u u zn a ć za z u p ełn ą . ja k w id z ie liś m y w y ż e j. jako jedna dziesiąta elektrom agnetycznej jed ­ nostki natężenia prądu. przenoszoną w ciągu jednej sekundy przez prąd o natężeniu jednego am pera. w którym płynie prąd o natężeniu. 1010 cm /sek . n a jd o k ła d n iejsz e za ś p o m ia ry o p ty c z n e p ręd k ości św ia tła d a ły . . iż liczb a je d n o ste k e le k tr o sta ­ ty c z n y c h n a b o ju . 10® jednostkom elektrostatycznym .. 2 N iezn a czn e o d ch y le n ie w a r to śc i p ręd k o ści św ia tła od za o k rą g ­ lonej lic z b y 3 . w a r to ść 2 .2 1 W eb er i K o h lra u sch m ierzy li p rzed e w sz y stk im c a łk o w itą ilo ść e lek try czn o ści. Z n aleźli oni. z którego nadzwyczajnej doniosłości ówcześni fizycy nie zdawali sobie jeszcze całkowicie sprawy.

Przypuszczenie to zostało rzeczy­ wiście potwierdzone w 1876 r. J e s t rzeczą ja ­ sną. przepływającej w ciągu sekundy. ja k ą prze­ bywa woda na swej drodze. czyli różnica potencjałów. ja k różnica poziomów dla p rądu wody. zależy nie tylko od ilości wody. polegającymi na mechanicznym przesuwaniu ciał. Możemy powziąć przybli­ . aniżeli pojęcie n a ­ tężenia prąd u . lecz również i od różnicy poziomów. że kierunek odchylenia zmienia się wraz ze zmianą kierunku obrotu tarczy lub ze zm ianą znaku naboju. przepływającego przez przewodzący d ru t. jest napięcie. wywoła działania. X IX N A PIĘ C IE E LE K TR Y C Z N E Pojęcie ilości woltów jest bardziej naw et znane każdemu laikowi z codziennego życia dzisiejszego. j a k ą posiada prąd wody. które posiada podobne znaczenie dla prądu elektrycz­ nego. bowiem różnica potencjałów t a k samo jest przyczyną pow staw ania p rąd u elektrycznego. Je d n o stk ą n a ­ pięcia elektrycznego jest wolt. że ciało. naładow anych elektrycznie. ja k różnica poziomów jest przyczyną p rądu wodnego. o ile chodzi o dzia­ łania m agnetyczne. W ydaje się zatem. Ilością woltów m ierzym y napięcie elektrycz­ ne. analogicznym do różnicy poziomów. N a p ię c ie ele k tr y cz n e 61 Utożsamienie p rądu elektrycznego z przenoszeniem n a ­ bojów elektrycznych nasunęło myśl. że zdolność w ykonania pewnej pracy. lecz ustalił również. W praw iał on w szybki o b ró t naładow aną elektrycznie tarczę i nie tylko mógł wywołać w ten sposób odchylenie znajdującej się w pobliżu igły m agnetycznej. przez fizyka amerykańskiego R o w l a n d a . podobne do działań prądu. W nauce o elektryczności poję­ ciem. zwana też czasami silą elektro­ m otoryczną. naładowane elektrycznie i poruszające się dostatecznie prędko. nie m a żadnej różnicy pomiędzy p r ą ­ dami przewodzonymi i ta k zwanymi prądam i konwekcyj­ nym i. że.

Ogólnie praca p rądu na sekundę — czyli tak zwana sprawność albo moc p r ą d u —-w y raż o n a w w a tta c h . przebyw ając różnicę potencjałów jednego wolta. 2 In n e (u sta w o w o p rzy jęte) ok reślen ie w o lta p o leg a n a ty m . aby ilość elektryczności.62 Z asad y fiz y k i żone wyobrażenie o wielkości wolta. jednakże. równa elektrostatycznej jed ­ nostce naboju. w ykonana przez p rąd o mocy jednego w a tta w ciągu 1000 godzin. iż n a p ięcie n orm aln ego ogn iw a k a d m o w eg o p r zy jm u je się za rów n e 1. rozdz. mniej więcej pół w a tta na świecę.000 ton wody. Dla przykładu zaznaczy­ my. opierając się na dwu następujących. Trzechsetna część takiej jednostki napięcia została nazwana wollem. gdy elektryczność prze­ pływa pomiędzy dwoma p u n k ta m i o różnych potencjałach. Praca.0187 w olta. jest równa iloczynowi ilości woltów przez ilość amperów. P rzypom nijm y przede wszystkim. np. w ykonyw ała pracę jednego erga. Ścisła definicja wolta jest nieco trudna. iż podniesienie każdego ciężkiego ciała na określoną wysokość w ym aga zu­ życia pewnej pracy i że odwrotnie.1 przeby­ wając napięcie jednostkowe. Kierując się analogią. faktach: zwykłe bateryjki kieszonkowe w ytw arzają napięcie około 1 %wolta. W podobny sposób zostaje w ykonana praca. ze względu na jej wagę. została nazw ana wolt-am perem lub też częściej walłem. elektryczne zaś linie oświetleniowe z n a jd u ją się pod napię­ ciem 110 lub też 220 woltów. ta k zwana kilowallgodzina (KWG). gdy ciało to spada z tej wysokości. musimy ją omówić choć w kilku wier­ szach. czy też z uzyskaniem pewnej pracy. na cześć wynalazcy m aszyny parowej. gdy 10. możem y określić jednostkę napięcia tak. opada o 40 metrów. że nowoczesne lam py żarowe zużywają przeciętnie od 10 do 100 w attów . 20. . ta k ą sam ą ilość pracy „uzyskujem y“ . por. Każda zmiana poziomu ciężkiego ciała związana jest ze zużyciem.2 Praca. spływając z góry. ogólnie zapewne znanych. k tó rą wykonyw a na sekundę prąd o natężeniu jednego am pera. jest jed- 1 P o jęcie erga z n a jd z ie m y w ro zd ziale 7.

in a sta n o w i je d n o s tk ę p racy. niż w pierwszym. natężenie p rądu w określonym przewodniku jest proporcjonalne do napięcia. Opór elektryczny 63 no stk ą pracy1 dobrze znaną z życia codziennego. k tó ry spostrzeżenia swe wypowiedział w postaci prawa. XX O PÓ R E L E K T R Y C Z N Y Gdy połączymy ze sobą przewodnikiem bieguny źródła p rądu o określonym napięciu. . odwrotnie — do przekroju. 2 D aw n iej opór tak iej nici rtęcio w ej sto so w a n o rów n ież ja k o je d n o stk ę . że słup rtęci o długości jednego m etra i przekroju jednego milimetra kwadratow ego2 posiada opór około 1 N a le ż y zw rócić u w agę na to. 1827 O h m . Opór przewodnika liniowego jest w prost proporcjonalny do jego długości. Iloraz ten nazwano oporem. Opór właściwy rtęci wynosi około jedności. jed ­ nostką techniczną oporu jest „ O h m “ — . natężenie p rądu jest dwa razy większe w drugim w ypadku. ja k to stwierdził w r. w k tó ry m napięcie (siła elektro­ m otoryczna) jednego wolta w ytw arza prąd jednego am pera. gdyż musi płacić za nią około 50 groszy. charakteryzującą elektryczne własności przew odnika. Opór d ru tu metalowego o długości 1 m etra i przekroju jednego mili­ m etra kwadratow ego nazyw am y oporem właściwym danego m etalu. a mianowicie opór takiego przewodnika. sp ra w n o ść o zn a cza p racę na je d n o s tk ę czasu . zwa­ nego od jego nazwiska praw em Ohma. o d c h y le n ie tak iej je d n o stk i od je d n eg o om a w y n o si za led w ie kilka p ro cen tó w . a następnie z astąpim y to źródło innym o napięciu podwójnym .1 Q. to znaczy. kto korzysta z oświe­ tlenia elektrycznego. której znaczenie uprzytam nia sobie każdy. is to tn ie . iż w a tt je s t jed n o stk ą sp ra w n o ści n a to m ia st w a ttg o d z in a lu b ty sią c k r o tn ie w ięk sza k ilo w a ttg o d /. Stąd iloraz napięcia przez natężenie prądu jest pewną wielkością mierzalną. Ogólnie biorąc.

n a w e t s to p y m e ta li. K ażdy z metali. pośród n ich .017). których opór właściwy nie zależy. Do stopów ty ch należy konslanlan (60% miedzi. ołów. Dzięki planow ym próbom udało się wytw orzyć stopy. praktycznie biorąc. . k tóre sam e przez się n ie u ja w n iły n a d p rzew o d n ictw a . szczególnie p r a ­ widłową w w ypadku platy n y . charakterystycznej dla danego m etalu. 4 % niklu. Opór właściwy slopów znacznie mniej zależy od tem p e ra ­ tu ry . jest powszechnie używ ana na przewody. 4 0 % niklu) i m anganina (84% miedzi. około — 269° C (a więc zaledwie o 4 stopnie powyżej zera bezwzględnego). traci. skutkiem tego miedź. T ak np. można wyzyskać do n a d ­ zwyczaj dokładnych pom iarów te m p e ra tu ry . dochodzące zaledwie do jednej s tu ­ tysięcznej stopnia.64 Z a sa d y fizy k i 1 Q (dokładniej 0. u pewnych określonych metali. 12% m anganu). Opór właściwy zmienia się z lempcralurą. cynk. rtęć. posiadających tę dziwną właściwość. występuje osobliwe zjawisko nadprzewodnictwa. bardzo niskiej tem peraturze. a mianowicie zwiększa się z jej wzrostem. za­ nurzonym do ciekłego helu. Za pomocą elektrycznych term om etrów oporowych m ożna mierzyć różnice tem peratur. całkowicie swój opór w pewnej ściśle określonej. praktycznie biorąc. zgoła n ieo cz e k iw a n ie .2 W a rto tu nadm ie- 1 S k u tk ie m te g o tem p era tu ra p ierścien ia o ło w ia n e g o je s t sta le u tr z y m y w a n a na p o zio m ie ok o ło 4° p o w y żej zera b e zw z g lęd n e g o . Zależność tę. ja k np. w ykryte przez K a m e r l i n g h O n n e s a w 1911 r. wówczas po usunięciu źródła p rąd ten krąży nadal w pierścieniu w ciągu długich godzin bez żadnego dostrzegalnego osłabienia.016) i miedzi (0. Szczególnie m ały jest opór wła­ ściwy srebra (0. gdy w pierścieniu ołowianym. 3 N iek tó re s to p y w y k a z u ją ró w n ież zja w isk o n a d p rze w o d n ic tw a . jako m etal stosunkowo tani. od tem p e ra tu ry .96 Q).1 w ytw orzym y p rąd przez chwi­ lowe przyłożenie źródła prądu. W tem p e ra tu ra c h szczególnie niskich.

gdy włączymy ich kilka do obwodu lub też gdy źródła te złączymy w baterię. można je d n a k mierzyć opory. Opór elektryczny 65 nić jeszcze o osobliwej własności selenu. grających ważną rolę. 39. gdy b a d a m y izolatory. którego opór właściwy obniża się znacznie pod wpływem naświetlenia. złożone z całkowitych wielokrotności 100. zanu­ rzonych w czystym kwasie siarkowym . a w większości w ypadków również i różnej gru­ bości. zostaje on wówczas „naładow any“ skutkiem zacho­ dzących w nim zmian chemicznych. na drugiej zaś 1 Por. Podobnie sum ują się siły elektrom otoryczne źródeł prądu. mianowicie dwie równoległe kreski różnej długości.1 Pom iar oporów polega zwykle na ich porównaniu z opo­ ram i norm alnym i. a k u m u la to r nie daje je d n a k jeszcze w ty m stanie żadnego prądu. J e d n a z p ły te k po­ kryw a się przy ty m dw utlenkiem ołowiu. jest węgiel.pry¿ u2¿h°™ $ turalnie sum ują się one. oraz na opór — linia zazębiona. Zasady fizyki 5 . służą do tego tak zwane pudelka opo­ rowe. gdy n a to m ia s t elektrodę ujem ną tw orzy n a ­ czynie cynkowe ogniwa suchego. czyli t a k zwaną elektrodą dodatnią. Najw ażniejszym dzisiaj ogniwem galwanicznym jest aku ­ mulator. przesyconą roztw orem salm iaku. na k tó ry m są również widoczne powszechnie przyjęte symbole rysunkowe na źródło prądu. włączonych jeden po drugim. zawierające kom plety wzorców. to na. rozdz. Składa się on z dwóch płytek ołowianych. 10. dochodzące do biliona omów. Przez a k u m u la to r musi być uprzednio przepuszczony p rąd z zew­ ną trz .) Stosowane dzisiaj często w praktyce ogniwa suche za­ wierają pewną masę. Obszar mierniczy takich przyrządów sięga do dziesiątków tysięcy omów. Gdy w obwodzie p rąd u znajduje się kilka oporów. 22. 1. lub reostaty. V10 i 1/100 oma. Za pomocą specjalnych urządzeń. (Porównaj rys. p ły tk ą dodatnią.

W w y padku rozgałęzienia prądu. napięcie miejskiej linii oświetleniowej. zużywający prąd.6 wolta. Gdy a k u m u ­ lator wyczerpie się. Można również zestawiać ak u m u la ­ to ry w baterie. k tó ry można dzielić na części za pom ocą ruchomego k o n ta k tu Ii. do którego włączamy jakiś przyrząd. do oporu FG (rys. 23). Przesuwając dowolnie ruchom y k o n ta k t H. sięgające do 10. A kum u­ lator. przez opór części obwodu zawartej między A i B jest rów ny różnicy potencjałów punktów A i B. n a p ię d a is c h e m a i). według którego iloczyn n a ­ tężenia p rądu przez opór równa się sile elektrom otorycznej. Praw o Ohma. wynoszące 220 woltów.1 A ku­ m ulator może dostarczać przez wiele godzin p rąd u o kierunku odw rotnym do p rąd u ładującego. lecz również i do dowolnej jego części. k tó ry odwrotnie może redukować dwu­ tlenek ołowiu na ołów metaliczny. W stanie naładow anym a k u m u la to r jest „w tó rn y m “ ogniwem galwanicznym.66 Z asad y fiz y k i wydziela się wodór. stosując odpowiednie izolacje. używany jako źródło prądu. Stosunek wartości napięcia częściowego pomiędzy p u n k tam i F i H do całkowitego napięcia 220 woltów jest równy stosunkowi części oporu F H do całkowi­ tego oporu FG. p o n iew a ż d op iero u p rzed n ie p rzep u szczen ie p ew n eg o p rąd u p ie rw o tn eg o u m o żliw ia p ó źn iejsze czerp a n ie prądu z o g n iw a n a k o sz t p rzem ian c h e m ic z ­ n y ch . wówczas ilo­ czyn natężenia prądu. płynącego przez obwód. W ynika stąd możliwość podziału napięcia. m ożna z pomocą takich bateryj otrzym ać wysokie napięcia. można go na nowo naładować. stosuje się nie tylko do całego obwodu prądu. 1 N a z y w a m y ogn iw o te g o rod zaju w tó r n y m . .000 woltów. Przyłóżm y np. Niech A i B będą dwoma dowolnymi p u n k ta m i obwodu. nato m ia st do ładowania potrzebne jest napięcie 2. w y w o ła n y c h przez prąd p ie r w o tn y . w ykazuje napięcie 2 wol­ tów. prawo Ohma stosuje się do natężenia prądu i oporu każdej z gałęzi. odgałęźmy następnie z p u n k tó w F i Ii obwód boczny.

gdy odległość między płytam i jest dana. że każdy galw anom etr o znanym oporze m ożna przekształcić w p rzy­ rząd mierniczy do napięć. gromadzące się na każdej z płyt. Jed n o stk ę tę nazwano faradem na cześć wielkiego fizyka angielskiego F a r a d a y ’a. op isa n e tu ta j. k tóra skupia nabój. chociażby np. gdy napięcie na niej wynosi jeden wolt. Za jednostkę pojemności p rzyjm ujem y ta k ą pojemność. iż obie p ły ty zostają naładow ane elektrycz­ nością przeciwnych znaków. która charakteryzuje opisany wyżej układ. zwłaszcza o ile chodzi o bardzo małe i szcze­ gólnie wysokie napięcia. XXI KONDENSATOR W eźm y dwie p ły ty metalowe. z'miejską linią oświetleniową. Wielkość tę nazyw am y pojemnością kondensatora. są. proporcjonalne do przyłożonego napięcia. czyli ta k zwany woltomierz. gdy odległość pomię­ dzy p łytam i jest stała. n osi m ia n o p o te n c jo m etru . Dalsze obserwacje w ykazują. że fizyka dzisiejsza rozpo­ rządza jeszcze licznymi innym i m etodam i mierzenia różnic potencjałów. usta w m y je naprzeciwko siebie i po­ łączmy je chwilowo ze źródłem pewnego określonego n a ­ pięcia. jest ona jed n a k o wiele za duża dla celów technicznych. stan ten zaś trw a naw et po usunięciu doprowadzeń napięcia. Możemy więc przyrów nać nabój do iloczynu n a ­ pięcia przez pewną wielkość. równy jednem u kulombowi. J e st zrozumiałe samo przez się.1 Z praw a Ohma w ynika wreszcie również. 1 U rząd zen ie. zwany kondensatorem . Okazuje się wówczas. Kondensator 67 możemy w ytworzyć w ten sposób dowolne napięcie czę­ ściowe. iż naboje elektryczne o przeciwnych znakach. 5* . umieszczone na izolowa­ nych podstaw kach.

Liczbę tę n a ­ zwano slalą dielektryczną. Musimy stąd wyciągnąć wniosek.1 zauw ażym y n a ty c h m ia ­ stowy spadek napięcia do 40 woltów. co m ożna bez­ pośrednio stwierdzić za pomocą wagi. w a rto ść jej w y n o si 1. że g ru b ość w su n ię te j sz y b y szk la n ej je s t rów n a o d le g ło śc i p o m ię d zy p ły ta m i. można zastosować przyciąganie się wzajemne p ły t kondensatora do pom iaru różnic potencjałów. Odwrotnie.68 Z asad y fiz y k i W p raktyce używ am y jako jednostki t a k zwanego mikro- farada (MF) — któ ry stanowi milionową część farada. 5. P ły ty kondensatora niosą naboje znaków przeciwnych i skutkiem tego przyciągają się nawzajem . je d n a k ż e sta ła d ie le k tr y c zn a p ow ietrza różni się bard zo m ało od je d n o śc i. Jeżeli przyłożym y do kondensatora napięcie 220 woltów. w w ypadku wody ma ona olbrzymią wartość 81. zależy ona też w spo­ sób bardzo istotny od substancji.00059. zgodnie z wyżej powiedzianym. znajdującej się pomiędzy p łytkam i metalowymi. przy czym. 1 M u sim y w y k o n a ć tę c z y n n o ść o stro żn ie. gdy pom iędzy jego płytam i znajduje się szkło zam iast powietrza. ebonitu — około 3. 2 P o w ietrzu m u sim y ró w n ież p rzy p isa ć p ew n ą sta łą d ie le k tr y c z ­ n ą w sto su n k u do p różn i. W su ń m y pomiędzy naładowane płytki szybę szklaną. Poprzednie napięcie — 220 woltów — ustala się jed n a k z powrotem. ja k stwierdził w 1835 r. F a r a d a y . k tóra wskazuje. Każdej substancji nieprzewodzącej elektryczności odpowiada w sposób analogiczny pewna c harakterystyczna liczba. poza ty m za k ła d a m y . że w tych samych w arunkach pojem ność kondensatora zwiększa się pięcio­ krotnie. u n ik a ją c z e tk n ię c ia z n a ła d o w a n y m i p ły ta m i m e ta lo w y m i. doprowadzające napięcie. gdy usu­ niemy d ru ty .“ Stała dielektryczna szkła wynosi. porcelany — 4 % . ile razy w zrasta pojemność kondensatora po wypełnieniu przestrzeni między płytam i t ą substancją. Pojemność kondensatora płytkowego jest odwrotnie proporcjonalna do odległości między płytkam i. gdy szybę szklaną usuniemy. zam iast powietrzem. . zostaje ono zachowane.

gdy przew odnik ma ksz ta łt kuli. iż kula o promieniu 9 kilometrów posiada pojemność jednego m ikrofarada. oklejonego obustronnie staniolem . a b y p rzen ieść ele k tr o m a g n e ty c z n ą je d n o s tk ę n a b o ju z n ie sk o ń c zo n o śc i do d o ­ w o ln eg o p u n k tu na p o w ierzch n i k u li. D zie- . ca łk o w a n ie) d o c h o d z im y do p r z y to czo n ej w y żej z a leż n o ści. ja k ą trzeba w y k o n a ć p rzeciw k o siło m p o la . 24). iż pojemność jego równa się promieniowi kuli. K on d en sator 69 Bardzo rozpowszechnionymi formami kondensatorów. podzielonemu przez promień.2 W szczególnym więc w ypadku. też pomiędzy przewodnikiem i jakim ś dowolnym ciałem. połączonym z ziemią (uziemionym). butelka lejdejska oraz płyta F ranklina. 3 K u lo m b rów na się m ia n o w icie 3 . posiadającym i również pewne znaczenie historyczne. S tą d p rzez p ro sty rach u n ek (tzw . czyli każdego „przew odnika“ .1 W technice współczesnej i w fizyce ekspery­ mentalnej używa się jako przyrządu o dającej się dokładnie regulować pojemności ta k zwanego kondensatora obrotowego. każdem u kątowi skręcenia odpowiada określona wartość pojemności. Na podstawie praw a Coulomba m ożna łatwo wywniosko­ wać.1 0 9 je d n o stk o m e le k tr o sta ­ ty c z n y m . Oba te ty p y kon­ densatorów w ykonane są ze szklą.3 K ula metalowa 1 Im b liżej sieb ie zn a jd u ją się o b y d w ie w a r stw y sta n io lu . pom iędzy które w suw am y przez po­ kręcanie odpowiedniej gałki drugi układ p ły t (rys. ja k o pojemności kon­ densatora. są tzw. a w o lt — 1/300 e le k tr o sta ty c z n e j je d n o s tk i n a p ięc ia . P o te n c ja ł za ś k u li o d p o w ia d a p racy. ty m siln iej w zra sta p o jem n o ść (stą d te ż p o c h o d z i n a zw a k o n d en sa to r). 2 N ab ój k u li d zia ła m ia n o w icie na ze w n ą tr z ta k . P rzyjm ujem y wówczas za napięcie różnicę potencjałów Rys. Równie dobrze. możemy mówić o pojemności każdego ciała przewodzącego elektryczność. ja k g d y b y b ył ca łk o w icie sk u p io n y w środ k u k u li.Kondensator pom iędzy przewodnikiem i ziem ią lub obrotowy. Składa się on z szeregu p ły t m etalow ych w kształcie pół­ koli. okazuje się. 24. Można rów­ nież łatwo wykazać. że potencjał kuli metalowej musi być rów ny jej nabo­ jowi.

ja k a przepływa w ciągu jednej sekundy przez przekrój nitki zwykłej żarówki. 1 Z d efin icji p o ten c ja łu w y n ik a m ia n o w icie. k tó ry m zajmowaliśmy się ju ż nie­ jednokrotnie. pola m ają spadek rzędu kilku milionów woltów na centym etr. m u si b y ć rów n a sile. Gdy podzielimy ją przez wielkość naboju. równy napięciu linii oświetleniowej. ja k o m ilio n o w ej części farada. 105 cm . Nazwą pola elek­ trycznego obejm ujem y obszar. natężeniu pola elektrycznego. . technicz­ nie osiągalne. G dybyśm y nadali ta k olbrzymiej kuli potencjał. pom iędzy p u n k ta m i którego istnieją różnice potencjałów. d z ia ­ łającej na je d n o s tk ę n ab oju . istniejący w pewnym punkcie pola w kierunku działania siły. Otaczająca nas atm osfera stanowi również pole elektryczne. Najsilniejsze. czyli natężenie pola elektrostatycznego. o trz y m am y „siłę na jednostkę n a b o ju “ . ja k to łatwo wykazać. Spadek potencjału. czyli różnica potencjałów na centym etr. równa się. o d p o w ia d a 9 . Skutkiem takich napięć na z n ajdujący się w polu nabój działa pewna siła. wiążą się bezpośrednio pojęcia pola elektrycz­ nego oraz natężenia pola elektrycznego.1 Wobec tego natężenie pola po dajem y w woltach na c entym etr. a więc około 220 woltów.70 Z asad y fizy k i o promieniu rów nym promieniowi ziemi ma pojemność 707 m ikrofaradów.1 0 9 przez 1 /3 0 0 . czyli napięcia elektryczne. o tr z y m u je m y 9 . że (jak m ó w im y w ję z y k u m a te m a ty c z n y m ) p o ch o d n a p o te n c ja łu w zg lęd em o d le ­ g ło ści. X X II POLE ELEKTRYCZNE Z pojęciem napięcia. S tą d jed n em u m ik ro fa ra d o w i. w z ię ta ze zn a k iem o d w ro tn y m . o trz y m ała b y ona nabój równy co do wielkości ilości elektryczności. 10u ja k o w a r to ść farada w c e n ty m e tr a c h . w k tó ry m norm alny spadek potencjału wynosi na powierzchni ziemi około 1 wolta na ląc 3 .

jednakże podczas burzy spadek ten może wzrosnąć do blisko 1000 woltów na centym etr. Z rysunku widać (wynika to również i z rozważań teoretycznych). w ty m celu w ystarczy w ytw orzyć pole elektryczne na płytce szklanej i następnie. posypać ją sproszkowanym gipsem. Możemy sobie wyobrazić. że każde pole elektryczne wypełnione jest takim i limami sił. 25 np. potrząsając nią z lekka. P o le elek try czn e 71 ce n ty m etr. że w każdym punkcie będzie ona miała kierunek natężenia pola w danym miejscu. przedstaw ia linie sił pola kondensatora. o trz y m am y wówcz&s ta k zwaną linię siły. Możemy jed n a k również bezpośrednio uwidocznić linie sił. że linie sil w ychodzą prostopadle z powierzchni naładowanego ciała . Rys. na płytce szklanej naklejono dwa kawałki staniolu i po­ łączono je ze źródłem wysokiego napięcia. Jeśli w polu elektrycznym przeprowadzim y krzyw ą w ten sposób. Elektryczne linie sił w polu kondensatora. D robniutkie kryształki gipsu ułożą się wówczas pod wpływem sił elektrycznych wzdłuż linii sił. Rys. 25.

w izolatorach zaś jest to nie­ możliwe. ujem ny zaś pozostanie. zwrócona ku ciału A. zostałyby one n a ty c h m ia st w yrównane przez przepływ prądu. n ato m iast część odwrócona od ciała A — dodatni. iż w przewodniku nie mogą istnieć różnice potencjałów. Ło. przewodnik B. będzie to wynikiem sił przyciągających i odpychających. Gdy ciało A usunie­ 1 P rzed e w sz y stk im n a le ż y tu p o m y śle ć o e lek tro n a ch ! 2 O d k ryw cam i in d u k cji ele k tr y c z n e j b y li W ilk e i A ep in u s. Z możności poruszania się nabojów w ew nątrz prze­ wodnika w ynika dalej zjawisko indukcji2 elektrycznej. nienała- dow any uprzednio. Nabój przewodnika może gromadzić się tylko na jego powierzchni. Zachowanie się przewodników i izolatorów w polu elek­ trycznym jest zasadniczo odmienne. lecz i do pustych wew nątrz przewodników. . Wobec Lego. część jego. Roz­ liczne doświadczenia rzeczywiście bezpośrednio potwier­ dzają b rak pola we wnętrzu naładow anych przewodników. skutkiem zdolności przesuwania się nabojów we wnętrzu ciała B. chyba że napięcie jest podtrzym yw ane przez połączenie ze stałym źródłem p rądu (np. Gdy ciało B uziemimy. wykryŁe już w połowie X V I I I sLulecia. W przewodnikach na to m ia st nie mogą istnieć różnice potencjałów. Stosuje się to naturalnie nie tylko do pełnych. zyska nabój ujem ny. ogniwem galwanicznym). Istotna różnica pom iędzy przewodnikami i izolatorami polega właśnie na ty m . w yw ieranych przez nabój ciała A. nabój dodatni spły­ nie do ziemi. Tylko w izolatorach mogą istnieć różnice potencjałów a więc w nich tylko mogą przebiegać linie sił bez jednoczesnego przepływu prądu. że w pierwszych istniejące w ciałach naboje elektryczne1 mogą poruszać się swobodnie wzdłuż linij sil. Jeżeli do n ała­ dowanego dodalnio ciała A zbliżymy izolowany.72 Z asad y fizyk i i również prostopadle kończą się na innym ciele naładow a­ nym. nie może również istnieć w nim i pole elek­ tryczne.

lo elektryczność ujem na rozejdzie się po całym przewodniku B. ja k o polu elektrycznym . rodz. Najsilniejsze trwałe pola m agnetyczne. 17. 3 P o w io d ło siQ teg o d o k o n a ć K a p ic y i je g o w sp ó łp ra co w n ik o m w 1930 r. opracował teorię m agnetyzm u. 1 O d efin icji b iegu n a je d n o stk o w e g o b y ła m ow a w ro zd ziale 18. nie sty kając ze sobą bezpośrednio tych ciał. którego n a tę ­ żenie wynosi około połowy gaussa. gdzie na biegun jednostkow y działa siła jednej dyny. odziemiając jednocześnie ciało B. jak elektryczne. . działającą na biegun jednostkow y. a poza ty m wspólnie z W eberem w y­ nalazł telegraf elektrom agnetyczny.3 M agnetyczne linie sil możem y uwidocznić w podobny sposób. wytworzone dotychczas przez fizyków. m a ją natężenie rzędu dziesiątków tysięcy gaussów. P o le m a g n e ty cz n e 73 m y. Natężenie poła równe jest jednem u gaussowi tam . przy czym natężeniem pola m agnetycz­ nego nazyw am y siłę. Możemy więc nadać przewodnikowi B za pośrednictw em ciała A przez indukcję nabój elektryczny znaku przeciwnego. 2 B liższe szc z e g ó ły o „ d y n ie “ por.2 Na powierzchni ziemi znajdujem y się stale w polu m agnetycznym ziemskim. Pod tą nazwą rozum iem y obszar. k tó ry około 1820 r. sypiąc opiłki żelazne na tek tu rk ę. za pom ocą w yładow ań elektrycznych udało się w ytw orzyć chwilowe pola m agnetyczne o natężeniu przewyższającym nawet milion gaussów. m ó­ wimy w fizyce również i o polu m agnetycznym . w którym na biegun m agnetyczny działa pewna siła. X X III P O L E M A G N ETY CZN E W podobnym znaczeniu.1 Zwykle używ aną jed n o stk ą natężenia pola magnetycznego jest „g a u s s nazw any tak dla uczczenia wielkiego m a te ­ m a ty k a niemieckiego.

Linie sil we w nętrzu spirali opły- przew odnik prostoliniowy. wanej przez prąd. otaczające d r u t w płaszczyźnie doń prostopadłej. 28. ta k zwanego „solenoidu“ . Pole m agnetyczne pomiędzy dwoma magnesam i sztabkowymi. 27.74 Z asad y fizy k i Rys. otaczające Rys. prawie równo­ legle do siebie i prostopadle do płaszczyzny zwojów. 26. We wnę- Rys. 27 wskazuje przebieg linij sił dokoła długiego prosto- Rys. 28. przez k tó ry płynie prąd elektrycz­ ny. ja k wskazuje rys. liniowego przewodnika. a więc pomiędzy kilkoma biegunami. We wnętrzu takiej szpuli panuje skutkiem tego prawie . 26 pokazu je przebieg linij sił pomiędzy dwom a m agne­ sami sztabkowym i. w ty m w y padku linie sił tworzą koła współśrodkowe. linie sił przebiegają. trzu obieganej przez prąd spirali. Rys. M agnetyczne linie sił.

Rys. O dpychanie się dw u prądów przeciw nie skierowanych.Rys. 29. 30. . Przyciąganie się dw u prądów jednakowo skierowanych.

gdy p rądy są jednakowo skierowane. 29. to. Ponieważ niosąca nabój elektryczny ruchom a cząstka m a ­ terii jest. o ile są one ruchome. wówczas linie sił przebiegają Lak.3 równoważna prądowi 1 W y n ik a to z fa k tu . następuje odchylenie w kierunku prosto­ padłym zarówno do linij sil. Gdy n a to m ia st przez d r u ty przepuścim y prąd y . które stara się rozsunąć linie. że są one odchylane w polu m agnetycznym . Rys. ja k widzieliśmy wyżej. Natężenie pola m agnetycz­ nego jest tam praktycznie wszędzie jednakow e. rozdz. linie sil przebiegają pomiędzy przeciwnymi. 18. ja k i do kierunku prądu. ustalone w 1820 r. że lin ie sil ani nie zb ieg a ją . jak się to dzieje w n a piętym sznurze gumowym. przetkniem y dwa prostolinijne d ru ty i przepuścim y przez nie prąd. Rys.76 Z a sa d y fizy k i jednorodne pole m agnetyczne. stąd wnioskujem y. jeżeli jako przewodników użyjem y giętkich linek m etalowych. Prawo A m pere’a można z łatwością potwierdzić bezpośrednio. skierowane przeciwnie wzglę­ dem siebie. a więc przyciągającym i się wzajemnie bie­ gunam i. 26 w ykazuje również wyraźnie. co jest możliwe. że wzdłuż linij sił musi istnieć pewne napięcie.1 J a k wskazuje rys. czy też przeciwnie. ja k na rys. 30. zależnie od tego. czy są skierowane jednakow o. istniejące wzdłuż linij sił. sta ra ją się zbliżyć obydwa d r u ty do siebie. m agnetyczne linie sił ułożą się tak. jak na rys. s ta ra ją się one w ty m w ypadku odsunąć oby­ dwa d ru ty od siebie. Używając giętkich przewodników. Jeśli przez tekturkę. napięcia. 29 i 30 ilustrują zatem zasadni­ cze prawo elektrodynam iczne. m ożna również łatwo wykazać. Gdy magnetyczne linie siły przebiegają prostopadle do kierunku prąd u . 2 Por. podobnie. a n i te ż nie rozb iegają się. według którego p rą d y równoległe przyciągają się lub odpychają wzajemnie. sąsiadujące ze sobą. 26. przez A m pere’a. . iż prostopadle do linij sił panuje pewne ciśnienie. które je naciąga. posypaną opiłkami żelaznymi.

zachowuje się zupełnie tak. Jeden biegun m agnetyczny ziemi znajduje się w podbiegunowej Ameryce Północnej. (ss° h " ^ łącząca ze sobą bieguny m agnetyczne ziemi. obieganej przez prąd. wywierane przez ta k ą szpulę z prą­ dem. przez k tó rą przepływa prąd (solenoid). Siły magnetyczne. tw o­ rzy silny elektromagnes.2 E lem entam i magnetyzmu ziemskiego nazyw am y zbo­ czenie m agnetyczne (deklinację). W artości zboczenia dla głównych 1 Por. Rys 3I Pom iary m agnetyzm u ziemskiego w ykazują. je s t w ła ściw ie b ieg u n em p o łu d n io w y m .1 Szpula. z aw arty po­ między igiełką kom pasu a kierunkiem astronom icznym północ — południe. 32 przedstaw ia nowo­ czesny „m agnes-olbrzym “ takiego rodzaju. Wobec tego prostoliniowy. Zawieszona swobodnie. Na północ wskazuje przy tym ten koniec szpuli. Rys. 31). stanowiący rdzeń szpuli. 2 P o n iew a ż p ó łn o c n y (w sk a z u ją c y na p ółn oc) b iegu n ig ły k o m ­ pasu je s t p r z y cią g a n y p rzez p o łu d n io w e b ie g u n y m a g n e ty c z n e . w ięc b iegu n m a g n e ty c z n y . z d a n y m i o p ro m ien ia ch k a to d o w y c h w ro z d zia le 58. na k tó ry p a trz ąc widzimy przepływ p rądu w kierunku odw rotnym do ruchu wskazówki zegara (rys. a więc z linią łączącą bieguny geograficzne. Pole m agnetyczne ziemi m usim y również uważać za pole magnesu niezwykle wielkich rozmiarów. z n a jd u ją c y się na p ó łn o cn ej p ó łk u li ziem sk iej. drugi na południe od Australii na południowym Oceanie Lodo­ w atym . ja k magnes. w kierunku z południa na północ. więc w poprzecznym polu m agnetycznym opisuje ona kolo. P o le m a g n ety czn e 77 konwekcyjnem u. lub też wygięty w kształcie podkowy czy półkola żelazny walec. ustawia się. że oś. two­ rzy k ą t około 12° z osią obrotu ziemi. gdy pa^my wprowadzimy do jej w nętrza sztabkę z miękkiego żelaza. Zboczeniem magnetycznym nazyw am y k ą t. podobnie do igiełki kom pasu. doznają bardzo znacznego wzmocnienia. . nachylenie m agnetyczne (inklinację) i składową poziomą.

Lwów + 0 ° 11'. Aż do połowy X I X stulecia uważano m agnetyzm za w yłączną właściwość pewnych wyróżnionych ciał. chrom. F a ra d a y ustalił jed n a k również. Substancje. roztw ory wodne soli wielu metali. Wilno +1° 0’. zostały n a ­ zwane przez F a r a d y a ’a paramagnetycznymi. Poznań — 3° 10’. siarka i większość gazów. w k tórej u sta w ia się ig iełk a k o m p a su . ja k niestałe jest położenie biegunów m agnetycznych: podlegają one w ahaniom dziennym i rocznym. Lwów: 64° 55’. Dopiero w 1845 roku F a r a d a y wykrył. plus — na wschód).78 Z asad y fizy k i m iast Polski są obecnie następujące (znak m inus oznacza zboczenie na zachód. pozostałe ciała ustaw iają się prostopadle do linij sił. do drugiej — bizm ut. 1 P o łu d n ik iem m a g n e ty c z n y m n a z y w a m y p ła sz cz y zn ę p io n o w ą .190 gaussa. p latyna.1 Nachylenia m agnetyczne dla przytoczonych wyżej m iast wynoszą: W arszaw a: 67° 5’. Do pierwszej grupy należą np. podobnie do igiełki kom pasu. Za trzeci elem ent m agnetyzm u ziemskiego p rzyjm ujem y wreszcie składową poziomą natężenia pola magnetycznego ziemskiego. mogąca obracać się dokoła osi poziomej i ustawiona w płaszczyźnie po­ łudnika m agnetycznego. Wilno: 68° 28’. Nazwę nachylenia magnetycznego nosi k ą t. Poznań: 66° 49’. Co praw da. W a rs z a w a — 1°37’. że tylko pewna część ciał ustaw ia się. K raków — 1° 51'. przede wszystkim zaś żelaza. w kie­ runku linij sił m agnetycznych. K raków: 65° 51’. jak również zmianom długookresowym. E lem enty m agnetyzm u ziemskiego są równie niestałe. . wynosi ona w Polsce średnio mniej więcej 0. należące zaś do drugiej — diamagnetycznym i. zwanym wiekowymi (seku- larnymi). należące do pierwszej grupy. że wszelka m ateria ujawnia pewne własności m a­ gnetyczne. jaki tworzy z płaszczyzną poziomą igiełka kom pasu.

i dia­ m agnetyzm są niezwykle słabe. dla żela za 750° C. P o le m a g n ety czn e 79 p aram ag n ety czn y czy też diam agnetyczny ch a ra k te r ciała zależy również i od otoczenia. pewien stop m anganu. Stal trudniej daje się namagnesować. zatrzym uje jednakże na stale raz wywołany w niej m agnetyzm . glinu i miedzi. zwane ferro­ magnetycznym i1 w y k a ­ zują własności m agne­ tyczne. się m agnetycznego. któ ry je magneso­ wał. 1 F errum je s t ła ciń sk ą n a zw ą żela za . w ykryte przez H e u s l e r a około 1900 r. 32. porównywalne z m agnetyzm em żelaza. Należą do nich prócz niklu i kobaltu2 jeszcze pewne stopy. n ik ie l i k o b a lt tra cą sw e w ła sn o ści ferr o m a g n ety czn e. 2 G od n y u w agi je s t fa k t. miękkie żelazo magnesuje się łatwiej. W porównaniu z m agnetyzm em żelaza para. Zdolność łatwego i silnego magnesowania się posiada w szczególnie wysokim stopniu wynaleziony w 1925 r. p u n k t C urie o d p o w ia d a tem p era tu rze 375°. D la n ik lu n p . że w p ew n y ch śc iśle o k reślo n y ch tem p era tu ra ch (w tzw . prądu. w którym się ono znajduje. Pom iędzy stalą a miękkim żelazem zacho­ dzi istotna różnica pod względem zachowania Rys. które składają się z metali prawie nie­ m agnetycznych. szcze­ gólnie silnie ferromagne­ tyczny jest np. Tylko bardzo nieliczne substancje.. traci jednakże swój m agnetyzm jednocześnie z przerwaniem np. . p u n k ta c h Curie) żela z o . M agnes-olbrzym K am erlingh-O nnesa.

którem u zawdzięcza swe powstanie elektro­ technika i które wpłynęło na losy cywilizacji ludzkiej tak. . szczególnie w telefonii. nasunął F a r a d a y ’owi myśl. galwano- m e tr nie wykazyw ał naw et śladów odchylenia. uzyskał on już niezwykle duże znaczenie w technice. Jednakże. obchodziła stuletni jubileusz odkrycia. nawiniętego na drew nianą szpulę. nawijał warstw ę w tórną. m ających po­ twierdzić to przypuszczenie. tworzący pierw otny obwód prądu. p r zen ik liw o ści m a g n e ty c z n e j. z b a terią galwaniczną. ja k może żadne inne. Było nim odkrycie prądów indukcyj­ nych przez F a r a d a y ’a. przy czym od­ 1 Po a n g ielsk u sło w o a llo y z n a c z y sto p . XXIV PR Ą D Y IN D U K C Y JN E W 1931 r. po p o lsk u tzw . perm zaś sta n o w i sk ró t od p e r m e a b ility . F a ra d a y początkowo nie miał je d n a k więcej szczęścia. niż wielu jego współczesnych. Łączył on zwój d ru tu . chociaż F a r a d a y coraz bardziej wzmacniał swą baterię. na d r u t ten. m ian em ty m o zn a c z a m y p e w n ą w ła śc iw o ść fiz y c z n ą . k tóra m o że słu ży ć za m iarę sto p n ia ferro m a g n ety zm u . iż każdy przewodnik naelektryzow any może n a ­ ładować przez indukcję również i znajdujące się w pobliżu inne przewodniki.80 Z asad y fizy k i w Ameryce permalloy — stop. dobrze od niego izolowaną i połączoną z galw anom etrem . że galw anom etr wykazuje drobne chwilowe od­ chylenie przy otwieraniu (wyłączaniu) lub też p rzy za­ m ykaniu (włączaniu) p rądu pierwotnego. Anglia. przy współudziale wszystkich na­ rodów k u lturalnych świata. Wreszcie po długich bezowocnych próbach udało się F a r a d a y ’owi zauważyć. F a k t. że być może p rąd elektryczny potrafi również wywołać powstanie innego prądu. W doświadczeniach swych.1 składający się z 7 8 % niklu i 2 2 % żelaza.

lecz za p e łn io n a ja k ą ś s u b s ta n c ją (np. 3 G d y szp u la n ie je s t w e w n ą tr z p u sta . przez k tó ry płynie prąd. że powstawanie lub zanikanie p rądu elektrycznego wywołuje w sąsiednich obwodach z przewodników prąd wtórny. R ozpatrzm y pewną powierzchnię. c h a r a k te r y z u ją c ą tę su b sta n c ję (a n a lo g ic z n ą d o sta łej d ie le k tr y c z n e j). c z y też p rzez m a g n es. o trzym ujem y wówczas strum ień siły m agnetycznej. m usim y ilość m agnetycznych linii sił pom nożyć jeszcze przez ogólną liczbę zwojów. trzeb a to w sz y stk o p o m n o ż y ć je sz c z e przez p ew n ą liczb ę. J a k w ykazał wkrótce potem F a rad a y .1 Ilościowe praw a powstaw ania prądów indukcyjnych zo­ stały ustalone w 1845 r. c z y prąd in d u k c y jn y z o sta ł w y w o ła n y przez in n y prąd.2 Gdy zam iast pojedynczego uzwojenia m am y całą szpulę. P rą d y in d u k cy jn e 81 chylenia w obu tych w ypadkach zachodzą we wręcz przeciwnych kierunkach. ta k zw a n ą p rzen ik liw o ść m a g n e ty c z n ą . żela z em ). płynący przez całą szpulę. J e d y n ie ciała ferro m a g n e ty c zn e p o sia d a ją p rzen ik liw o ść m a g n e ­ ty c z n ą z n a czn ie różn ą od je d n o ści. ja k również przez zbliżanie lub odsuwanie zwykłego m agnesu. otoczoną dru ­ tem . ile gaussów wynosi wartość natężenia pola magnetycznego w d a n y m miejscu. prow adzim y przez każdy jej cen ty m etr k w adratow y tyle linii sił m agnetycznych. p rąd in d u kcyjny w pew nym obwodzie m ożna również wywołać przez zbliżanie lub odsuwanie innego obwodu. 2 M ożem y n a tu ra ln ie p o d zielić p o w ierzch n ię i n a m ilim e tr y k w a d ra to w e i przez k a ż d y m ilim etr k w a d r a to w y p rzep ro w a d zić w m y śli ty le lin ij sił. Zasady fizyki 6 . a b y znaleźć strum ień siły m a ­ gnetycznej przez tę powierzchnię. zastosował on w tym celu pojęcie strum ienia siły m agne­ tycznej.3 1 Z ależn ie od te g o . ro zró żn ia n o d a w n iej in d u k c ję „ w o lta ic z n ą “ i „ m a g n e ty c z n ą “ . Dzięki tej obserwacji F a r a d a y zrozumiał w 1831 r. obieganym przez prąd.. ile w y n o si n a tę ż e n ie p o la w s e tk a c h g a u ssó w . przez F r a n c i s z k a N e u m a n n a . n a ­ zwany przezeń prądem indukcyjnym . je d n a k ż e d zisiaj te n p o d zia ł m a zn a czen ie ty lk o h isto ry czn e. p rzen ik liw o ść m a g n e ­ ty c z n a żelaza w y n o si ok oło 2 0 0 0 . ta k n p .

E k s tra p rą d opóźnia zatem narastanie natężenia prądu po jego włączeniu i przedłuża czas jego znikania po wyłączeniu. ustalonej już w 1834 r. . Z reguły Lenza wynika. Bardzo silnie ujaw nia się również działanie samoindukcji w bryłach m etalowych. równa się zmianie magnetycznego strum ienia sil na sekundę. wyrażona w jednostkach elektrom agnetycznych (z k tó ­ rych każda odpowiada jednej stumilionowej wolta). że gdy otw ieram y obwód. gdy otw ieram y lub za m y k a m y prąd. jaka go wywołała. a więc go osłabia. Bardzo silne jest działanie samoindukcji w spiralach z prądem . gdy chcemy rozporządzać uzwo­ jeniem o możliwie najmniejszej samoindukcji (otrzymać określony opór omowy). ek stra p rą d przeciwdziała przerywaniu p rądu i płynie w kie­ runku p rądu pierwotnego. Wobec tego. w id zia n ej z g ó ry . przez rosyjskiego fizyka L e n z a . k tórych energia prze­ 1 P rąd in d u k o w a n y w szp u li. e k straprąd płynie w kierunku prze­ ciwnym prądowi. m o że p ły n ą ć rów n ie d ob rze w k ieru n k u ru ch u w sk a z ó w e k zeg a ra . ty m silniejszy będzie prąd indukow any w danym obwodzie. ja k i w k ie ­ runku w p ro st p rzeciw n y m . W edług tej reguły prąd indukow any płynie zawsze w ta k im kierunku. że w każdym przewodniku zmiana natężenia p rądu musi dzięki „sam oindukcji“ w y­ twarzać pewną siłę elektrom otoryczną. gdy n a tom iast z a m ykam y obwód czyli włączam y prąd. Prawo N eum anna znajduje swe uzupełnienie w pewnej regule. elektrom otoryczna siła indukcji w ytw arza w nich chaotyczne p rą d y wirowe. powstaje w tó rn y ekslra- prąd.1 iż dąży on za pośrednictw em wywią­ zywanych przez się działań do przeciwdziałania przyczynie. że siła elektrom otoryczna indukcji. 33). Z praw a indukcji wynika.82 Z asad y fizy k i N eum ann znalazł. Im prędzej zatem zachodzą te zmiany. W ten sposób. m usim y naw inąć d r u t podwójnie. a mianowicie tak. a b y zawrsze prąd obiegał dwa sąsied­ nie zwoje w kierunkach odw rotnych (rys.

możemy elektrom otoryczną siłę samoin- dukcji przyrównać do iloczynu szybkości zm iany prądu. ważną rolę w elektrotechnice odgryw ają również specjalne przyrządy o zmiennej samoindukcji.1 przez pewną wielkość. Z tego samego powodu żelazne części składowe maszyn elektrycz­ nych budujem y z w arstw żelaza. rdzeniom uzwojeń n a d a ­ jem y zawsze postać nie m asyw nych sztab żelaznych. P rz y rz ą d y takie nazyw am y w ariom etram i. 6 - . Sam oindukcję równą jednem u henry posiada przewodnik. do jed n ej ty s ią c z ­ nej sek u n d y . w którym powstaje elektrom otoryczna siła samoindukcji. a n a stę p n ie p o m n o ż y ć p rzez ty s ią c . równa jednem u woltowi. a mianowicie połączenie dwu płaskich cewek. gdy natężenie pol^ńe p rądu zmienia się o jeden am per na sekundę. nad£Jtu?ie Cewki. lecz wiązek drutów . 1 M ożem y rów n ież o d n ieść z m ia n ę p rą d u n p . c h a ra kterystyczną dla danego obwodu. A by przeszkodzić powstawaniu takich szkodliwych prądów wirowych. m a ją spół- czynniki samoindukcji równe kilku tysiącznym henry. w tedy. izolowanych między sobą. Sam oindukcja zmieniała się zależnie od k ą ta obrotu. nazw any tak na cześć pewnego fizyka amerykańskiego. k tó rą nazyw am y sam oindukcją lub indukcją własną. z k tórych jedna była nieruchoma. Podobnie ja k kondensatory obrotowe o zmiennej po­ jemności. stosowane w radiotechnice. Wiele osób p am ięta za­ pewne jeszcze z wczesnego okresu rozwoju radia jedną z n a j­ prostszych form w ariom etru. P rą d y in d u k c y jn e 83 tw arza się w ciepło. na przem ian z w arstw am i izolatora. odniesionej do 1 sekundy (lub przerachowanej na jed n ą sekundę). druga zaś mogła się obracać. Ogólnie biorąc. J e d n o stk ą samoindukcji jest henry.

. Siła elektrom otoryczna indukcji w cewce. w ytw orzonym przez nieruchom y magnes. k tó ry ustawicznie zmienia swój kierunek. W a h a się ona tam i z powrotem pom iędzy największą swą w artością w je d ­ nym kierunku i ta k ą sam ą w artością w kierunku przeciw­ nym . Budow a wszystkich genera­ torów opiera się na zasadzie następującej: przez o b rót w y­ w ołujem y periodyczne zm iany strum ienia magnetycznego. musi naturalnie również periodycznie zmieniać swój kierunek. zw any twornikiem. przenikającego układ cewek. . wywołać w zewnętrznym obwodzie powstanie następujących periodycznie po sobie jednakowo skierowanych pulsacji prądu. J u ż w pierwszych dziesiątkach lat po odkryciu F a r a ­ d a y ^ 1 zbudowano różnego ty p u m aszyny. Jednakże właściwy rozwój techniki prądów silnych roz­ począł się od 1867 r. Możemy więc albo czerpać z cewki p rąd przemienny. których nie będziemy tu ta j bliżej rozpatryw ać. XXV G E N E R A T O R Y P R Ą D U STAŁEGO I ELEKTROMOTORY Odkrycie prądów indukcyjnych przez F a r a d a y ’« stwo­ rzyło podstaw ę konstrukcji m aszyn. noszą one miano generatorów prądu. gdy S i e m e n s wpadł na szczęśliwy pom ysł wyzyskania powstającego p rądu indukcyjnego do wzmocnienia pola magnesów. albo też za pom ocą specjalnych urządzeń. pod wpływem takiego napięcia przemiennego powstaje w cewce prąd. które na wielką skalę przekształcają energię mechaniczną w elektryczną. przez P i x i i . wprawionej w ruch periodyczny w polu m agnetycznym . w ytw arzające prąd. dzięki tem u Siemens zo­ 1 N a jsta rsza m a sz y n a do w y tw a r z a n ia prądu z o sta ła w y n a le ­ zion a w 1832 r. w ten sposób zostają wytworzone p rą d y indukcyjne. W tego rodzaju „genera­ torach p rąd u stałego“ twornik obraca się zawsze w polu m agnetycznym .

W y k ry ta przez Siemensa „zasada dynam o-elektryczna“ umożliwiła w ten sposób budowę generatorów z sam ow zbu­ dzeniem. trw ające podczas „puszczania w r u c h “ m aszyny. osiągalna granica wzmocnie­ nia zależy od budowy maszyny.A l t e n e c k a (1873) szczególnie racjonal­ nego ty p u nawijania tw ornika. rośnie również oczywiście i strum ień siły m agnetycznej. z kolei zaś dalej zwiększa się natężenie p rądu indukcyjnego. H e f n e r . . n a d a ją cej się do p ra k ty cz n eg o u ż y tk u . „p ierścień P a c i- n o tt ie g o “. W ten sposób w zrasta natężenie pola magnetycznego elektrom agnesu. Takie wzajemne wzmacnianie. P rąd ten zostaje w dynam om aszynie skierowany do uzwojenia nieruchomego elektrom agnesu. w ytw orzony np. o ile nie korzystano ze słabszych o wiele magnesów stałych. zachowuje pewne ślady m agnetyzm u. raz namagnesowane. Opar! się on na fakcie. doprowadza do osiągnięcia wysokich wartości natężenia p rąd u indukowanego i n a ­ tężenia pola elektrom agnesu. ja k to stwierdził Siemens. musiano stosować do zasilania elektromagnesów oddzielne m aszyny pomocnicze. tw ornik jej zacznie się obracać pod wpływem sił przyciągających i odpychających. wykazującego bardzo małe tylko w ahania n a tę ­ żenia. poprzednio. p rzez G ra m m e’a d o k o n str u k c ji p ierw szej d y n a m o rn a szy n y . Ten „m agnetyzm pozostały“ nieruchomych elektromagnesów dynam ornaszyny w y s ta r­ cza już.1 Gdy do nieczynnej dynam ornaszyny doprowadzim y w j a ­ kikolwiek sposób z zewnątrz prąd. w y z y s k a n y w 1870 r. Duży postęp w rozwoju dynam om aszyn stanowiło wynalezienie przez v. G en eratory prądu sta łe g o i elek tro m o to ry 85 stał wynalazcą dynamornaszyny z samowzbudzeniem. przez inną dynam om aszynę. dzięki tem u stało się moż­ liwe wytw arzanie prawie zupełnie niezmiennego prądu stałego. że żelazo. działają­ 1 P op rzed n ik iem w y n a le z io n e g o p rzez H e fn e r-A lte n e ck a „ tw o r­ nika b ę b n o w e g o “ b y ł w y n a le z io n y ju ż w 1860 r. do wytworzenia słabego p rądu indukcyjnego we w prawionym w ruch obrotow y tworniku. dzięki czemu uzyskujem y dalsze spotęgowanie pola elektro­ magnesu.

przez silę wody lub spalanie węgla.86 Z asad y fiz y k i cych pom iędzy m agnesami i uzwojeniami. Ponieważ elektrom otory posiadają z zasady tworniki o stosunkowo m ałym oporze. odwrotnie. przeto. P rąd jest doprow adzany zwykle ponad ziemią. D ynam om aszyna p rąd u stałego i elektrom otor posia­ dają. zastosowań elektrom otorów.1 Napięcie pomiędzy przewodam i doprow adzającym i odprow adzającym wynosi około 500 woltów. tę sa m ą zasadniczo budowę. . przyrząd do wiórkowania podłóg. przy czym połączony z wozem sprężynujący kabłąk z d ru tu ślizga się wzdłuż przew odnika z prądem . Odprowadzenie p rądu do źródła odbywa się poprzez szyny. lecz wręcz przeciwne działania. należy więc przy „rozruchu“ m otoru używać specjalnych oporów regulacyjnych. nie m ożna ich łączyć bezpośrednio ze źródłem prądu. dostarczając pracy jako eleldromotor. dynam om aszyna będzie mogła wobec tego wprawić w ruch tę maszynę. Z innych. pozostała jednak część może być oddana na zewnątrz w postaci pracy. gdy chcem y puszczać je w ruch. 1 Ze w zg lęd u n a istn ie n ie przerw p o m ię d z y są sia d u ją c y m i ze sob ą k a w a łk a m i sz y n y m u sim y dla u zy sk a n ia cią g łeg o p rzew od u z a sto so w a ć p a sk i m ied zia n e. Jeżeli oś twornika połączym y za pomocą pasa napędowego z dowolną m aszyną. „pracy biegu jałowego“. przez które płynie prąd. Z nanym dobrze z życia codziennego przykładem zasto­ sowania elektrom otorów są tramwaje elektryczne. m aszynę do prania. O brót osi clektrom otoru przenosi się w nich na koła. D ynam om aszyna prze­ kształca energię mechaniczną. m ożem y przytoczyć: pyło- chłon. które biegną po szynach i ciągną wóz wraz ze znajdującym się w nim mo­ torem. dostarczaną np. Pew na część energii doprowadzo­ nego p rąd u zostaje co praw da zużyta w ew nątrz m otoru w postaci tzw. w energię elektryczną. w entylator i windę elektryczną. gdyż przed rozpoczęciem obrotu tw ornika natężenie p rąd u byłoby o wiele za silne i mogłoby spowodować szkody. znanych z codziennego życia. ja k to już podkreśliliśmy.

O św ietlen ie ele k tr y cz n e 87

elektrom otor przekształca energię p rąd u elektrycznego
w pracę m echaniczną. Dwie takie odwrotnie działające m a ­
szyny w połączeniu ze sobą mogą zatem służyć do przeno­
szenia energii mechanicznej na odległość. Lepiej niż prąd
stały nadaje się do tego celu p rąd przem ienny, o którym
w związku z tym pom ówim y szczegółowiej w jednym
z najbliższych rozdziałów.

XXVI
O ŚW IE T L E N IE E LE K TR Y C Z N E

Do najważniejszych zastosowań p rądu elektrycznego
w dzisiejszym życiu codziennym należy bez wątpienia oświe­
tlenie elektryczne. W elektrycznych lampach żarowych w y­
zyskano silne nagrzewanie się ty ch części obwodu prądu
elektrycznego, które posiadają duży opór. E d i s o n , któ ry
w r. 1879 wynalazł żarówkę, zastosował cienkie włókna
węglowe, zamknięte w opróżnionej z powietrza gruszce
szklanej, aby je uchronić w ten sposób od stopniowego
spalania się. Długość i grubość włókna dobrane były w taki
sposób, aby przez przyłożenie określonego napięcia do
jego końców doprowadzić je do białego żarzenia.
Rozwój techniki lamp żarowych musiał z konieczności
dążyć do uzyskania możliwie najwyższej te m p e ra tu ry
żarzenia włókna. J a k w ynika bowiem z p raw promienio­
wania cieplnego, które będą jeszcze omówione dokładnie
w dalszych rozdziałach,1 energia promieniow ana przez
żarzące się ciało w zrasta w przybliżeniu proporcjonalnie
do czwartej potęgi te m p e ra tu ry absolutnej,2 tak, że np.
podwyższenie te m p e ra tu ry z 1700° C na 1900° C musi
już wywołać czterokrotne zwiększenie promieniowania.
Daleko szybciej jeszcze rośnie z te m p e ra tu rą użyteczne
promieniowanie światła widzialnego. W lam pach węglo­

1 Por. rozdz. 50.
2 Por. rozdz. 41.

88 Z a sa d y fiz y k i

wych prawie niemożliwe jest stosowanie tem p e ra tu r
wyższych ponad 1600° do 1700° C, gdyż wówczas lam pa
staje się z b y t prędko niezdatna do użytku w skutek zbyt
silnego rozpylania włókna, prócz tego zaś skutkiem
zaczernienia ścianek gruszki szklanej przez pył węglowy
pochłaniają one zb y t dużo światła.
Wobec tego, gdy na początku X X stulecia powiodło się
ciągnięcie bardzo cienkich nitek metalowych, lam pa z włók­
nem węglowym została wkrótce całkowicie w y p a rta przez
lam py z włóknem metalowym. Obecnie używa się wyłącznie
włókien z wolframu, gdyż m a on najwyższy ze wszystkich
metali p u n k t topnienia, leżący w okolicy 3300° C.1
Drucik wolframowy musi posiadać możliwie duży opór,
ażeby w ytworzyła się w nim jak największa ilość ciepła;
w ty m celu stosuje się druciki możliwie najcieńsze — o śred­
nicy zaledwie około czterech tysiącznych m ilim etra— oraz
możliwie najdłuższe,2 wobec czego nadaje się im k ształt
zygzakow aty lub też wąskiej spirali o licznych zwojach.
Przeciętny czas żarzenia się takiej nitki wynosi około tysięca
godzin; następnie posuwające się coraz dalej rozpylenie
prowadzi do przerwania nitki.
W ybór napięcia 110 woltów dla linii oświetleniowych
zawdzięczamy Edisonowi; od tego czasu na całym świecie
ustaliło się zwyczajowo używanie tego lub też dwukrotnie
wyższego napięcia. W związku ze swym wynalazkiem
żarówki elektrycznej Edison wprowadził do elektrotechniki
zasadę łączenia równoległego. Od źródła p rądu prowadzą
dw a przewody, które w ykazują stale tę sam ą różnicę po­
tencjałów, wszystkie zaś przyrządy, zużywające prąd, jak
żarówki czy m otory, są włączane niezależnie od siebie po­
między te dwa przewody.

1 L a m p y „ o sra m o w e“ m ają w łó k n a z w o lfra m u . „O sram “ je s t
ty lk o n azw ą firm y.
2 J a k w id z ie liś m y w ro zd zia le 2 0 , op ór p rzew o d n ik a je s t w p ro st
p ro p o rcjo n a ln y do jeg o d łu g o ści i o d w r o tn ie p ro p o rc jo n a ln y do
przekroju.

O św ietlen ie e le k tr y cz n e 89

Dzielność źródła światła podajem y w „świecach“ , do­
kładniej mówiąc, w świecach Hefnera. W drodze definicji
za jedną „świecę“ p rzyjm ujem y dzielność specjalnej lampki,
w której płonie octan amylu, przy czym płomień posiada
wysokość 40 m m .1 Dzielność żarówek elektrycznych, prze­
znaczonych do domowego użytku, wynosi najczęściej od
25 do 75 świec Hefnera. Bardzo ważną rolę odgrywa sprawa
ilości wallów, zużywanych przez żarówkę na jedną świecę.
Postęp techniki oświetleniowej wyraża się najdobitniej
w stopniowym zmniejszaniu tej liczby.
W lampie węglowej zużycie p rądu wynosiło 3 w a tty na
świecę, n ato m iast w lam pach wolframowych opisanego tu
rodzaju już tylko 1 do 1% w a tta . L am pa 25-świecowa zu­
żywa około 30 w a ttó w i pod napięciem 110 woltów prze­
puszcza p rąd około 0,3 am pera. Pomimo, że wolfram, jak
już wspomniano wyżej, topi się dopiero w 3300° C, jednakże
nie m ożna było w lam pach wolframowych przekroczyć
2100°, gdyż rozpylanie się nitki stawało się wówczas zbyt
silne. Poza ty m rozpylaniu się nitki sprzyja ta okolicz­
ność, że dla uniknięcia utleniania się nitki usuwano
powietrze z lam pki wolframowej, t a k samo, ja k poprzednio
z węglowej.
Dążenie do otrzym ania wyższy cli te m p e ra tu r doprowa­
dziło wobec tego do konstrukcji lamp, w k tórych nitka nie
znajduje się w próżni, lecz w atmosferze gazu, nie działają­
cego chemicznie na wolfram. Okazało się, że do tego celu
nadaje się najlepiej azot pod ciśnieniem, wynoszącym 1/3
normalnego ciśnienia atmosferycznego.2 W lam pach, n a ­
pełnionych gazem, te m p e ra tu ra żarzenia mogła zostać
podniesiona do 2400° C; dzięki tem u w bardzo silnych lam ­
pach (tysiąc i więcej świecowych) zużycie prądu zostało

1 O czy w iście, p rzep isa n e są d o k ła d n e w y m ia r y oraz p ew ien
o k reślo n y sp osób w y k o n a n ia w zo rco w ej la m p k i H efn era .
2 S tra ta ciep ła przez p r z ew o d n ictw o g a zu z o sta je zm n iejszo n a
przez w sp o m n ia n e w y żej n a d a w a n ie n itc e k sz ta łtu spirali.

90 Z a sa d y fiz y k i

zmniejszone do 7 2 w a tta na świecę. Z tego właśnie powodu
takie lam py zwiemy półw attów kam i.
L a m p y napełnione gazem w znacznej mierze wyparły
szeroko stosowane dawniej lam py łukowe. Zjawisko luku
elektrycznego zostało w ykryte w 1810 r. przez D a v y ’ego.
Jeżeli przyłożym y do dwóch stykających się ze sobą prę­
cików węglowych napięcie, wynoszące około 60 woltów,
to końce tych pręcików nagrzew ają się bardzo silnie; gdy
następnie pręciki bardzo nieznacznie rozsuniemy, wówczas—
j a k stwierdził D a v y — powstaje między nimi silnie świecący
łuk świetlny. Oba węgle rozżarzają się przy ty m niezwykle
silnie; węgiel dodatni, k tó ry głównie świeci, osiąga tem ­
peraturę dochodzącą do 3500° G. W ytłum aczenie zja­
wiska luku świetlnego1, k tó ry stanowi w zasadzie rodzaj
wyładowania elektrycznego w powietrzu lub w jakim ś
innym gazie, jest bardzo skomplikowane; m usim y je wobec
tego tu ta j oczywiście pominąć.
Zwykłe lam py łukowe m a ją dzielność od 300 do 2000
świec Hefnera i zużyw ają około ł/2 w a tta na świecę. Obecnie
światło łukowe stosujem y jeszcze przede wszystkim do
projekcji kinowej oraz do reflektorów, np. w latarniach
morskich. W kierunku, w k tó ry m skupione jest światło,
najsilniejsze obecnie reflektory działają tak, ja k źródła
św iatła o dzielności kilku m iliardów świec.
Gdy w luku węglowym źródłem światła jest rozża­
rzony k ra te r węglowy, w lu ku rtęciowym światło pochodzi
z samego łuku. Biegun ujem n y stanowi ciekła rtęć, bie­
gun dodatni jest z żelaza lub węgla, łuk zaś w ytw arza się
w pa ra c h rtęci.2 Światło lamp rtęciowych jest specjalnie
bogate w promienie nadfiolkowe; z tego też powodu znaj­
du ją one szerokie zastosowanie w lecznictwie, przede

1 N a zw a łu k u e le k tr y cz n e g o p o w sta ła stą d , że sm u g a św ie tln a
p o m ię d z y w ęg la m i nie je s t p rosta, lecz w y g in a się w k sz ta łt sierp a.
2 P o p rzy ło żen iu n a p ięcia do ta k iej o d p o m p o w a n ej la m p y r tę­
c io w ej w y sta r c z a p rzech y lić ją aż d o z e tk n ię c ia e le k tr o d y rtęcio w ej
z elek tro d ą sta łą , a b y w y w o ła ć p o w sta n ie („ za p a len ie s ię “) łu k u .

P rąd przem ien ny 91

wszystkim jako „sztuczne słońce górskie“ . Zwykłe szkło nie
przepuszcza promieni nadfiołkowych, gdyż je pochłania;
wobec tego ścianki lam py rtęciowej m uszą być w ykonane
z kw arcu lub też ze specjalnych gatunków szkła, np. ze
szkła uwiolowego,1 które jest wyrabiane w Jenie. L am py
rtęciowe w yróżniają się bardzo m ałym zużyciem prądu,
wynosi ono zaledwie 1/s w a tta na świecę.2
Działania świetlne p rądu elektrycznego polegają prze­
ważnie na pośrednim wyzyskaniu jego działań cieplnych.
Działania cieplne p rądu zna jd u ją jednak w technice
również i liczne zastosowania bezpośrednie. Ogólnie znane
są nowoczesne elektryczne piecyki dla ogrzewania i goto­
wania, zbiorniki z gorącą wodą, poduszki grzejące, żelazka
do prasow ania itp. Ł uk elektryczny stosujem y w elek­
trycznych tyglach do stapiania dla w ytw arzania szcze­
gólnie wysokich tem p eratu r, sięgających 3000°.
Wreszcie na działaniach cieplnych p rądu opierają się
również stopki bezpiecznikowe, wynalezione przez E d i s o n a .
M ają one na celu chronienie przyrządów elektrycznych
przed szkodliwym oddziaływaniem przypadkowego wzrostu
natężenia p rąd u ponad najw yższą dopuszczalną wartość.
Zabezpieczenia te są w ykonyw ane z ołowiu lub ze srebra
w postaci cienkich pasków. W y m ia ry ich dobiera się w ten
sposób, ab y po przekroczeniu najwyższej dopuszczalnej
wartości natężenia p rąd u opór ich w ystarczał do wywołania
stopienia paska przez wywiązywane w nim ciepło i do
przerwania w ten sposób zb y t silnego prądu.

X X V II
P R Ą D P R Z E M IE N N Y

W przew odniku, poddanym działaniu przemiennego n a ­
pięcia, powstaje prąd, k tó ry również zmienia swój kierunek
1 S ło w o u w io i p o w sta ło ja k o sk ró t sło w a n a d fio le t — po n ie ­
m ieck u U ltr a v io le tt.
2 O la m p a ch n e o n o w y c h p atrz ro zd z. 68.

92 Z asad y fizy k i

w ty m sam ym rytm ie, co i napięcie; wobec tego prąd ten
zwiemy prądem przem iennym . Natężenie p rądu przem ien­
nego n arasta od zera do pewnej najwyższej wartości,
tzw. wartości szczytowej, po czym zmniejsza się i spada
do zera. Następnie prąd zmienia kierunek, po czym natęże­
nie rośnie w przeciwnym kierunku znów do wartości m a ­
ksym alnej. Dalej spada ono znowu do zera, następnie
prąd zmienia ponownie swój kierunek i cały opisany tu
proces pow tarza się.
Liczbę zmian kierunku prąd u , zachodzącą w ciągu jed ­
nej sekundy, nazyw am y po prostu ilością zmian prądu.
Jed n ak ż e podczas jednego wyżej opisanego cyklu zachodzą
dwie zm iany kierunku, raz od — do + , drugi zaś raz od -f-
do — , jeżeli kierunki przepływu p rąd u wyróżniać będziemy
przez znaki — i + . W ynika stąd, że ilość okresów, czyli
częstość prądu, wynosi tylko połowę ilości zmian. P rą d y
przemienne, w ytw arzane w elektrowniach, m ają zwykle
ilość zmian równą 100, a więc częstość 50 na sekundę.
G dyby częstość była mniejsza (np. 162/3, ja k a jest stoso­
wana na kolejach elektrycznych), lam py żarowe daw ałyby
światło migające.
Wobec tego, że prąd przem ienny ulega periodycznym
wahaniom, m usim y wprowadzić specjalną definicję natęże­
nia takiego prądu. Za natężenie p rądu przemiennego
p rzyjm ujem y w drodze um ow y 7/io wartości m aksym alnej
zmieniającego się periodycznie natężenia.1 W analogiczny
sposób definiujemy również i napięcie p rąd u przemiennego.
Takie przyrządy miernicze, k tórych wychylenie zależy od
kierunku prądu, nie mogą być naturalnie stosowane do
prądów przemiennych. Używa się tu ta j przede wszystkim
przyrządów cieplnych; zawierają one n apięty drucik, k tó ry
wygina się pod wpływem ciepła, wytwarzającego się przy

1 7/:o je s t w p r zy b liże n iu rów n e p o ło w ie \] 2, c z y li 0 ,7 0 7 1 .
W o b ec tego k w a d ra t n a tę ż e n ia prąd u , zd efin io w a n eg o w w y żej
p o d a n y sp o só b , rów na się w p rzy b liżen iu śred n iej w a r to śc i k w a ­
dratu ch w ilo w eg o n a tężen ia prądu.

W ynikiem samoin- dukcyjności je s t również zjawisko. lecz m uszą być sprzężone ze specjalną „m a­ 1 T ak ie p rzy rzą d y ciep ln e m o g ą b y ć n a tu ra ln ie sto so w a n e rów ­ n ież i d o p rąd ów sta ły c h . Wobec tego prądnice prądu przemiennego nie mogą nigdy działać samowzbudnie. przewodzą one dobrze prąd stały. które w odpowiednich okoliczno­ ściach może stać się bardzo znaczne. Nie posiadają one tylko urządzeń prostowniczych. natom iast stanow ią zawadę prawie nie do przezwyciężenia dla p rą ­ dów przem iennych o wysokiej częstości. a mianowicie do ćwierci okresu. przesunięcie fazy zbliża się do największej swej możliwej wartości. służące do w ytw arzania prądów przem ien­ nych.1 ] Ponieważ ustawiczne zm iany kierunku p rądu wywołują wciąż powstawanie prądów sam oindukcyjnych. To t a k zwane przesunięcie fazy p rądu przemiennego jest ty m większe. | Do magnesowania elektromagnesów. 2 Skóra je s t po an gielsk u skin. lecz zostaje zepchnięty na brzegi. iż w grubych prostych przewodnikach p rąd przem ienny nie rozkłada się jednostajnie na cały przekrój d ru tu . opierają się na tej samej zasadzie.2 Sam oindukcja powoduje również pewne opóźnienie chwi­ lowych zmian natężenia prądu w stosunku do zmian n a ­ pięcia. P rąd p rzem ien n y 93 przepływie prądu niezależnie od jego kierunku. polegające na tym . Gdy w artość współczynnika samoindukcji jest duża. iMaszyny. czyli prądnice prądu przemiennego. w ytworzony zaś w nich prąd doprow adzany jest bezpośrednio z uzwojenia tworni- kowego do zew nętrznych przewodów. ten ruch drucika zostaje przeniesiony na wskazówkę. Cewki o szczególnie dużym spółczynniku samoindukcji zna jd u ją zastosowanie jako dławiki. wytw arzających pole. im większa jest wartość indukcyjności własnej. . samoin- dukcja obwodu powoduje w w y p a d k u prądów przem ien­ nych zwiększenie oporu. można oczywiście stosować tylko p rąd stały. Zjawisko to nazyw am y efektem na­ skórkow ym lub skinefektem . co i m aszyny prądu stałego.

Nowoczesny generator prąd u przem iennego trójfazowego o osi pionowej. w maszy- Rys. nach p rą d u przemiennego okazało się celowe postępowanie odwrotne: m agnesy pola wirują. p rzy normalnej konstrukcji tych . regulacja tej m a­ szyny pozwala regulować napięcie prądnicy. tw ornik zaś wiruje. w ykonany przez fabrykę Siem ensa-Schuckerta w Berlinie. jak widzieliśmy. 34a. mocy 2500 kilowattów. Przy pomocy m aszyn p rąd u przemiennego m ożna otrzym ać znacznie wyższe napięcia niż w w ypadku m aszyn p rądu stałego. wykonywający 167 obrotów na m inutę. nieruchomy. Gdy w m a ­ szynach p rądu stałego magnes. w czasie próby.94 Z asad y fizy k i szyną w zbudzającą“ . w y tw arzający pole. jest. dającą p rąd stały. na to m ia st tw ornik stoi nieruchomo.

D w ie połowy nieruchom ej części generatora prąd u trójfazowego na krótko p rzed ich złożeniem celem wypróbowania. N a j­ większe zbudowane dotychczas m aszyny p rąd u przem ienne­ go posiadaj ą moc około 50 milionów wattów . lecz kilka obwodów.000 kon i parowych. najczęściej do zastosowań technicznych używa się trzech obwodów. O trzym ujem y wówczas nie jeden. Tego rodzaju . 34b.000 woltów. obieganych przez prąd przem ienny. w w ypadku m aszyny sześciobie- gunowej wystarcza już 1000 obrotów. by dać prąd o częstości 50 okresów. wynoszącej około 1000 woltów. iż m aszyna p rądu zmiennego daje p rąd „wielofazowy“. a naw et i więcej. Rys. Maszyna dwubiegunowa musi naturalnie w ykonać 50 obrotów na sekundę lub 3000 na m inutę. Prąd przemienny 95 ostatnich iskrzenie nie pozwala przekroczyć pewnej granicy. Generatory p rądu przemiennego przekształcają 85 do 9 5 % dostarczonej im energii na energię elektryczną. czyli 60. spraw iam y. w których płynące p rą d y są poprzesuwane względem siebie o jed n ą trzecią okresu. Dzisiejsze prądnice p rądu przemiennego pozwalają uzy­ skać napięcia rzędu 10. Rozmieszczając w odpowiedni sposób oddzielne uzwojenia na obwodzie twornika.

lecz tylko trzech doprowadzeń. Odwrotnie. gdy trz y p rą d y przemienne. czyli sześciu drutów doprowadzających. poprzesuwane względem siebie w fazie o jed n ą trzecią okresu. 34 generatora p rą d u trójfazowego na krótko przed jego wpuszczeniem do specjal­ nego szybu w hydroelektrow ni na rzece Shannon w Irlandii. R ys. przesy­ łam y do odpowiednio uszeregowanych uzwojeń na n ieru­ . możną przy ty m połączyć ze sobą w taki sposób.96 Z a sa d y fizy k i p rąd trójfazow y nosi miano tró jp rą d u . „R otor“ (część w irująca) pokazanego na rys. Uzwojenia. 35. z k tó ­ rych pobieram y tc trzy prąd y . że do zastosowań zewnętrznych potrzeba nie trzech niezależnych od siebie przewodów.

S tra ta energii.1 Na tej zasadzie opierają się odgrywające bardzo ważną rolę w elektro­ technice silniki trójfazowe. zależy naturalnie od natężenia prądu. Gdyby natężenie p rąd u miało wynosić kilka tysięcy amperów. 20. ta k zwane m agne­ tyczne pole wirowe. w tedy zaczyna on wirować sam przez się. opór zaś z kolei je s t odwrotnie proporcjonalny do przekroju przew odnika. X X V III T R A N S FO R M A T O R Nowoczesne dalekonośne przewody elektryczne przenoszą p rą d y elektryczne o mocy wielu milionów w a ttó w na odle­ głość setek kilom etrów od olbrzymich central elektrycz­ nych. z a sila n y c h je d n o fa z o w y m prądem p rzem ien n y m . rozdz. T ak silne natężenie prądu byłoby je d n a k konieczne już dla przekazania mocy około miliona w attów . spowodowanej przez w ytw arzanie się ciepła. spowodo­ wana przez w ytw arzanie się ciepła. jest równa iloczynowi drugiej potęgi natężenia p rąd u przez opór. w ytw arzają one obracające się pole m agnetyczne. Zasady fizyki. jakich przykłady znajdujem y na rysunkach 34 i 35. 1 O w iele bardziej zło żo n e je s t d zia ła n ie siln ik ó w e le k tr y c z n y c h . m u ­ sielibyśmy stokrotnie zwiększyć przekrój przewodu. że wielkie elektrownie przestałyby się w ogóle opłacać. 7 . k tó ry przezeń płynie.2 G dybyśm y więc chcieli dziesięciokrotnie zwiększyć n a tę ­ żenie prądu. gdyby napięcie p rą d u w przewodzie pozostawało równe napięciu miejskiej sieci oświetleniowej. Gdy w polu ty m znajduje się układ elektrom agnesów lub odpowiednio naw inięty twornik. 2 Por. wyzyskujących energię spadku wody. nie podwyższając przy ty m względnej s tr a ty energii. jaki należy n a dać przewodowi. Transformator 97 chom ym pierścieniu z miękkiego żelaza. Przekrój. prze­ wody dalekonośne s ta ły b y się ta k niesłychanie kosztowne.

wówczas w uzwojeniu w tó rn y m . i w ty m leży przyczyna coraz dalej postępującego w tech­ nice prądów silnych w ypierania prądów stałych przez przemienne. sięgające od mniej więcej 30. jak i ze względu na konstrukcję sil­ ników i żarówek.000 woltów. gdy stosujem y p rą d y przemienne.98 Z asad y fizy k i Przy przekazywaniu energii elektrycznej na odległość m ogą zatem ze względów ekonomicznych wchodzić w grę tylko wysokie napięcia. napięcie użytkow e p rąd u w żadnym razie nie może przekraczać p aru setek woltów. ze względów zaś ekonomicznych nie obiera się dla prądnic napięć powyżej 10. Gdy przez pierwsze uzwojenie przesyłam y p rąd przem ienny. w uzwojeniu drugim powstaje prąd przem ienny o tej samej częstości. Transform ator stanowi w zasadzie sprzężenie dwóch uzwojeń o rozmaitej ilości zwojów. Podwyższanie napięcia p rąd u odbywa się pomiędzy prąd- . że pierwsze uzwojenie posiada np. nawiniętych na wspól­ nym rdzeniu. Pow stające w p raktyce drobne kilkuprocentowe s tr a ty energii są spo­ wodowane przez w ytw arzanie się ciepła. 150 zwo­ jów i że przepływa przez nie p rąd o napięciu 100 woltów. płynie p rąd o napięciu blisko 2000 woltów.p o siad a jąc y m np. Przypuśćm y. Jeśli je zaniedbam y to iloczyn pierwotnego natężenia p rąd u przez pierwotne napięcie musi być rów ny iloczynowi wtórnego natężenia p rądu przez napięcie w tórne. Transform o­ wanie p rąd u na wyższe napięcie musi być zatem połączone zawsze ze zmniejszeniem natężenia p rąd u i odwrotnie. wówczas. zatem elektrotechnika stanęła wobec waż­ nego zadania transform ow ania prądów na wyższe lub też niższe napięcia.000 do kilku setek tysięcy woltów. Stosunek natężeń prądów musi więc być odwrotnością stosunku napięć. przy czym napięcia w obydwóch uzwojeniach m ają się do siebie mniej więcej tak. 3000 zwo­ jów. ja k w ynika z teorii indukcji elektrom agnetycznej. Ponieważ zarówno ze wzglę­ dów bezpieczeństwa. Takie transform ow anie prądów daje się łatwo przeprowadzać. ja k ilości zwojów.

służący Rys. 36. Nowoczesny transform ator firm y Siem ens-Schuckert. 7* . Na rys. daw anych przez prądnicę.000 woltów. na 100. do podnoszenia napięcia z 6000 woltów. Również i w technice mierniczej posługujemy się odpo­ wiednimi transform atoram i. Transformator 99 nicą i przewodem dalekonośnym. ab y umożliwić bezpieczne mierzenie bardzo wysokich napięć lub też bardzo silnych natężeń prądu. obniżanie — pomiędzy przewodem dalekonośnym i stacją użytkującą. przekazyw anych na linię dalekonośną. 36 m am y przedstaw iony nowoczesny transform ator.

pędzonych energią cieplną. k tó ra zaopatryw ała w energię 1 Por. Dzięki zdobyczom elektrotechniki dzisiejszej. możemy przekazywać energię do odległych naw et miejsc jej zu­ życia ze s tra tą . polegająca na sprzęganiu ze sobą prądnicy. tra n sfo rm ato ra i silnika elektrycznego. częściowo przez sztuczne w ytw arzanie różnicy poziomów. pozwalających pokryw ać chwi­ lowe w zrosty zapotrzebow ania na przewodach daleko- nośnych. węgiel brunatny. rozd z. Wśród elektrowni. 53. gdzie się one znajdują. Przem ysł w coraz szerszej mierze posługuje się możnością korzystania ze źródeł energii nie tam . Przeka­ zywanie energii elektrycznej posiada jed n a k duże znacze­ nie również i wówczas. ja k np. pierwsza hydroelektrownia. dużą rolę odgryw ają dzisiaj zakłady zaopatrzone w silniki Diesla. gdzie istnieje istotna tego potrzeba. a gdzie rzadko n a ogół istnieją odpo­ wiednie możliwości ich wyzyskania. uzyskuje dzisiaj coraz większe znaczenie w gospodarce za­ sobami energii. lecz w znacznie nieraz oddalonych okolicach. . wynoszącą zaledwie od 5 do 10%. a dzięki możności szyb­ kiego ich puszczania w ruch n a d a ją się szczególnie do urządzeń rezerwowych. J u ż w o sta tn im dziesięcioleciu X I X stulecia powstała słynna olbrzymia elektrownia p rzy wodospadzie Niagary. X X IX PR Z E K A Z Y W A N IE E N E R G II E L E K T R Y C Z N E J NA ODLEGŁOŚĆ Metoda przekazywania energii. W ten sposób przekazuje się przede w szystkim energię spadku wody. gdy chcemy wyzyskać m ałowarto- ściowy m ateriał opałowy. którego przewożenie na duże odległości nie opłacałoby się. k tó rą uzyskujem y częściowo przez w yzy­ skanie istniejących już n a tu ra ln y c h spadków.1 gdyż silniki te odznaczają się szczególnie k o rzystnym i prostym w y­ zyskaniem m ateriału opałowego.

000 woltów w przewidywaniu możliwości przyszłego rozszerzenia sieci. jak cieplnych. W ostatnich czasach coraz wyraźniej występuje dążenie do sprzęgania ze sobą wielkich central energe­ tycznych. sięgające 1000 kilometrów. korzystającym i z węgla brunatnego jako pali­ wa. O trzym yw ana w ten sposób energia p rądu jest dopro­ wadzana przede w szystkim do obszaru przemysłowego nad- reńsko-westfalskiego. okazało się konieczne podniesienie napięcia na linii aż do 220. na dużych obszarach.0 0 0 w o ltó w . . o d leg łą o 175 k m . nie­ zbędne dla w ytw arzania i odprowadzania prądu. która sprzęga elektrownie wodne w Niemczech południowych. ażeby uniknąć większych s tr a t energii na takich odległościach. ty m zupełniej mogą być wyzyskane źródła energii i ty m rentowniejsze okazują się urządzenia.przy czym linia ta. Trzeba tu było przekazywać energię elektryczną na odległości. Pom iędzy powstałym i w ostatnich czasach wielkimi sieciami energetycznym i jedną z najlepiej urządzonych jest szeroko rozgałęziona sieć. znajdujące się w bez­ pośrednim sąsiedztwie wodospadu. W ten sposób można za­ opatryw ać w prąd jednolicie i za pośrednictw em jednej rozdzielni centralnej wszystkie m iasta i fabryki. Im większy jest obszar. P rzek a zy w a n ie en ergii e lek try czn ej n a o d le g ło ść 101 elektryczną1 nie tylko liczne fabryki. 1 P ie r w sz y p rzy k ła d p r z ek a z y w a n ia en erg ii n a o d leg ło ść z o s ta ł p o k a za n y ju ż w r.000w oltów . zarówno wodnych. pierwsza na świecie o t a k wysokim napięciu. została od razu zbudowana na 380. Poczynając mniej więcej od roku 1920 bardzo rozwinęła się budowa wielkich sieci energe­ tycznych. lecz również i odlegle o 42 km miasto Buffalo. E n ergia tu rb in y w o d n ej o m o cy 300 k on i p a ro w y ch zo sta ła przek azan a z m iejsco w o ści L a u ffen n a w y s ta w ę . a więc dla całych krajów lu b te ż n a w e t dla kilku sąsiadujących ze sobą krajów. przy u ży ciu n a p ięcia 2 7 . 1891 na w y sta w ie elek tr o te ch n icz n e j w e F ra n k ­ furcie. a częściowo naw et i koleje w promieniu setek kilometrów. w austriackim Yorarl- bergu i w Szwajcarii z elektrowniam i cieplnymi Niemiec środkowych.

że ważą mniej i kosztują t a n ie j. impregnowane specjalną masą. są to kable. Na liniach napow ietrz­ nych zastosowano pusle wewnątrz przewody z brązu. Pusty w ewnątrz przew ód wysokiego napięcia. m ają one tę zaletę. centym etrów . 38 pokazano m aszt linii najw yż­ szego napięcia w Yorarlbergu. 37. Jednakże sto­ sowanie kabli m asowych do wyższych napięć byłoby nieekonomiczne. Rys. gdyż niezbędna izolacja m usiałaby ze 1 T ak ie kable u k ład a się rów n ież i pod w o d ą . 37 przedstaw ia p u s ty przewód tego rodzaju o średnicy kilku Rys. w których poszczególne przewody z prąd e m są zaopatrzone w osłony papierowe.000 woltów stosuje się zwykle tzw. gdyż wspomniane już wyżej zajwisko naskórkowe powoduje i w pełnym prze­ wodzie zepchnięcie p rądu na jego powierzchnię.1 Do napięć poniżej 60. Na rys. przewód taki nie jest jednakże gorszy. kable masowe. .102 Z asad y fizy k i Dla takich przewodów najwyższego napięcia trzeba było obmyślić specjalne konstrukcje. Ze względów bezpieczeństwa linie napowietrzne musi­ m y uzupełniać przynajm niej miejscami przez podziemne przewody kablowe. dla zwiększenia wytrzymałości w jego wnę­ trzu znajduje się szkielet pod trz y m u ją c y w kształcie sprę­ żynującej śruby. W porównaniu z pełnymi przewodami o tej samej średnicy.

Rys. co i do napięć poniżej 60.000 woltów. Mimo to m ożem y opanować n a ­ wet napięcia rzędu kil­ kuset tysięcy woltów stosując kable o zwyk­ łych w ym iarach. w y­ nik ten osiągam y dzię­ ki użyciu tzw. gdyż nie­ uniknione ich nagrzewanie zniszczyłoby jednorodność izola­ cji przez wytworzenie w niej dziur. które będzie stosowane w rzeczywistości. przy czym poddaje się je działaniu napięcia znacznie wyższego. P rzek a zy w a n ie en ergii e lek try czn ej n a o d le g ło ść 103 względów bezpieczeństwa mieć zb y t duże w ym iary. naczynia te od­ dają olej Z powrotem .Linia najwyższego napięcia. aniżeli to. od­ wrotnie.gdy jegoobjętość rośnie w skutek nagrza­ nia przez p rąd . do których przelewa się nadm iar oleju. Są one w y­ pełnione olejem o m a ­ łej lepkości i zawierają specjalne naczynia w y­ równawcze.38. kabli olejowych. W ten sposób kabel znajduje się stale w ty ch sam ych w arunkach ciśnienia i jest stale równomiernie izolowany. Izolatory muszą być wypróbowane przed wstawieniem do instalacji. to kable stałyby się już w k ró tk im czasie niezdatne do użytku. Na liniach powietrznych najwyższego napięcia rzeczą wielkiej wagi jest odizolowanie drutów przewodzących od m asztów. Zdatność izolatora do u ż y tk u w ykazuje się przez spowodowanie przeskoku iskry. gdy kabel s ty ­ gnie. G dyby zechciano do najwyższych napięć stosować te same wy­ m iary. .

lecz przez powietrze (rys. co odpowiada kilkuset również tysiącom koni parow ychJW ielka elektrow­ nia cieplna. 39). Największa rosyjska elektrownia wodna.36 k o n ia p aro w eg o . moc 200. na około 300 miliardów 1 1 k ilo w a tt o d p o w ia d a 1.000 kilow attów . 1933 uruchom iona. Całkowita światowa roczna wytwórczość energii elek­ trycznej była oceniana w 1930 r. będzie posiadała po całkow itym wykończe­ niu moc 600. częściowo już w r. zbudow ana w Berlinie około 1930 r. Największe elektrownie współczesne mogą dostarczać p r ą d u o mocy kilkuset tysięcy kilow attów . ma 760 m etrów długości i 52 m etry wysokości. „Dnieproges“ .104 Z asad y fizy k i przy czym wyładowanie musi zachodzić nie przez izolator. 39. zużywa ona na godzinę 150 ton wody na wytworzenie pa ry . spiętrzająca wodę. . tam a .000 kilow attów . Przeskok iskry poprzez izolator.. np. posiada Rys.

najważniejszą rolę grają dzisiaj pro­ stow niki.2 Gdy w próżni umieścimy kawałek rozżarzonego metalu naprzeciw kaw ałka m etalu zimnego i uczynim y te metale 1J e d n y m ze sta rszy ch ty p ó w są „ zesp o ły siln ik o w o -p rą d n ico w e“ . w k tó r y c h siln ik p rąd u p rzem ien n eg o pędzi p rą d n icę p rądu sta łe g o i w te n sp osób p rzek szta łca prąd p rzem ien n y na sta ły . Promieniowanie to składa się z najdrobniejszych cząstek materii. nie m ożna w ogóle stosowrać prądu przemiennego. lecz również i przekształcanie prądów' przem iennych na stałe stanowi ważne zadanie elektrotechniki. rozdz. Pośród urządzeń. np. Możemy przyjąć. iż ciała rozżarzone. XXX P R O S T O W N IK I Nie tylko podnoszenie lub obniżanie napięcia prądu. Chociaż bo­ wiem zastosowanie prądów' przem iennych do przekazy­ wania energii na odległość daje wyjątkow e korzyści i można je w ytw arzać stosunkowo łatwo. iż obecnie około 14% ogólnej produkcji energii całego świata ulega przemianie na energię elektryczną. 1903 fakcie. 2 P or. z czego około 4 2 % przypada iia S tany Zjednoczone. P ro sto w n ik i 105 kilowattgodzin. służących do przekształcania prądów przem iennych na stałe. są źródłem promienio­ wania elektryczności ujem nej. 10% zaś na Niemcy. 5.1 W zasadzie opierają się one na w y k ry ty m przez R i c h a r d s o n a w r. do łado­ wania akum ulatorów . Do celówr zaś elektrochemicznych. w tram w ajach elektrycznych. o k tórych była już mowa w jednym z poprzednich rozdziałów p rzy rozpatryw aniu zjawiska fotoelektrycz- nego. zwanych elektro­ nam i. lepiej nadaje się p rąd stały. . np. a prze­ de wszystkim rozżarzone metale. jednak do napędu silni­ ków. c z y li p rzetw o rn ice.

Zasada w entyla elektrycznego znajduje najważniejsze zastosowanie techniczne w prostownikach rtęciowych. według przyjętego określenia. doprowadzając prąd elektryczny do jednego z nich i odprowadzając od drugiego. do elektrody zimnej. W pro ­ 1 Por. gdyż elektrony. czyli „żarząca się katoda“. połączona z bie­ gunem ujem nym . jest więc elektroda zimna. gdy żarząca się elektroda będzie połączona z ujem ną koń­ cówką. zgodnie z p rzyjętą poprzednio umową. w stosunku do prądów kierunku przeciwnego — j a k izolator. elek­ tro d a zaś gorąca. nato m ia st elektroda zimna. rozd z. Prąd ten nazyw am y zwykle anodowym . Jeżeli nato m ia st połączymy gorącą elektrodę z do­ d a tn im biegunem źródła prądu. w k tó ­ rych w yzyskano zjawisko łuku elektrycznego.106 Z asad y fiz y k i elektrodam i. zostaną n a ty c h m ia s t zawrócone z powrotem przez odwrotnie teraz skierowane pole. jest miejscem odprowadzenia prądu. nic będziemy wówczas mogli zaobserwować przewodzenia elektryczności. Stanowi ono. odpycha wówczas niosące również ujem ny nabój elektrony. że pędzi ono elektrony. to jasne jest. Ponieważ. wentyl elektryczny. zimna elektroda na to m ia st z biegunem dodatnim . 18. czyli miejscem doprowadzenia (w u- m ow nym znaczeniu) prądu. połączona z biegunem dodatnim . że prąd płynie od elektrody zimnej do gorącej. kierunek p rądu jest przeciwny do kierunku ruchu nabojów ujem nych. wysyłane przez rozżarzoną elektrodę. E lektroda gorąca. „an o d ą“ . przyciąga je ku sobie. W ten sposób duża ilość elektronów przechodzi od elektrody żarzącej się do zimnej. że przepływ elektryczności będzie zachodził tylko wówczas. .1 m usim y więc powiedzieć. czyli z tak zwanym u jem n y m „biegunem “ źródła p rąd u . Omawiane tu urządzenie zachowuje się zatem w stosunku do prądów jednego kierunku ja k prze­ wodnik. tzw. Pole elektryczne jest mianowicie tak w tedy skierowane. wysyłane przez żarzącą się elektrodę.

Prostowniki 107 stow nikach tych żarzącą się katodę stanowi powierzchnia rtęci. p rzy czym ich te m p e ra tu ra dochodzi tylko do ciemno-czerwonego żaru. mogą więc one uchodzić za . 40. z grafitu Rys. Prostow nik rtęciowy wiedeńskiej stacji radionadawczej. Naprzeciw niej znajdują się dwie anody. lub żelaza.

1 W p rzeciw ień stw ie d o łu k u rtę c io w e g o . n a o d d z ia ły w a n ia c h k o n ta k to ­ w y ch . r y s . ja k w ynale­ zienie przyrządu. p o d o b n ie do o m a w ia n y ch n iżej d e te k to r ó w k r y sta lic z n y c h .3 XXXI WZMACNIACZE LA M PO W E Niewiele chyba w ynalazków naszych czasów odegrało ta k doniosłą rolę w cywilizacji współczesnej. p rzez p o łą ­ czen ia p rąd n ic prądu p rzem ien n eg o z p ro sto w n ik a m i. Dzięki zastosowaniu dwóch anod możemy za pom ocą odpowiedniego zręcznego pomysłu technicznego wyzyskać obydwie połówki okresu prądu przemiennego do przekształcania na prąd stały.000 wol­ tów. .108 Z asad y fiz y k i „zim ne“1 w porównaniu z k a to d ą o tem peraturze około 3000 stopni C. ja k m eta l. o p a rte. oraz fizyków austriackich. n a p ię c ie k tó r y c h nie m oże p rzek ro czy ć p ew n ej ok reślon ej w a r to ści. dochodzące do 20. wynaleziony około 1910 r. v o n L i e b e n a i S t r a u s s a . k tó ry umożliwił zwycięski po­ chód radia i filmu dźwiękowego. 3 S ą to w e n ty le e lek tr y c zn e . przez fizyka amerykańskiego D e F o r e s t a . ty m więcej. Przyrządem tym . Prostow nik rtęciowy (porówn. łu k ś w ie tln y p o m ię d z y d w iem a e lek tro d a m i w ę g lo w y m i m o żn a za sila ć ró w n ież i prądem p rzem ien n y m . Z jaw isk o to z n a jd u je w y tłu m a c z e n ie w fa k cie. k tó ry pozwala osiągnąć dowolnie wielkie wzmocnienie p rądów przem iennych nie zmieniając ich częstości. prostowniki suche. 2 T ech n ik a d ą ż y do ta k ie g o u d o sk o n a le n ia p ro sto w n ik ó w . im wyższe je s t napięcie. jest wzmacniacz lam pow y. ulepszony zaś następnie przez licznych in­ nych badaczów. Oddaje on z powrotem 75 do 9 5 % pobranej energii.40) może „z atrz y m a ć “ napięcia przeciwnego kierunku. a b y m ożn a b y ło z a stą p ić p rą d n ice p rąd u sta łe g o .2 Obok prostowników rtęciowych coraz większe znaczenie zyskują dla mniejszych mocy i niższych napięć tzw. iż p rzy k ażd orazow ej zm ia n ie k ieru n k u prądu w ę g ie l n ie s ty g n ie ta k szy b k o .

Ten sam sk u te k można zresztą osiągnąć. zwanego napięciem anodowym . a mianowicie tzw. wapnia lub baru. . J a k mianowicie wykrył W e h n e l t . zewnętrzna powierzchnia wzmacniacza w y­ gląda dzięki tem u. że pomiędzy nimi znajduje się jeszcze trzecia elektroda. <11 nie u w zg lęd n io n o sp i­ raln ego k sz ta łtu sia tk i. otaczającej drucik wolfra­ m owy. Ja k o anody używa się bla­ chy metalowej. Siatka posiada najczęściej k ształt spirali. które zwiemy napię­ ciem siatkowym. p a ­ nującego pomiędzy k a to d ą i siatką. w ykonana z drucików metalowych. w której umieszczone są naprzeciw siebie żarząca się k atoda i zimna anoda w taki sposób. zwykle miedzianej lub też glinowej. W szczególnie wysokim stopniu jed n a k zależy natężenie prądu anodowego od napięcia. Anodę łączy się z dodatnim biegunem tzw. np. przyłożonego pomiędzy anodą i katodą. 1 D la w ięk szej p rze jr z y sto śc i na ry s. już sto­ Bateria ż a rz e n ia sunkowo słabe ogrzanie tych tlenków powoduje znaczną emisję elektronów. 41) K a to d ą czynim y drucik wolframowy. dodając do wolframu drobne ilości toru. połączonej z ujem nym biegunem baterii anodowej. Natężenie p rądu anodowego zależy naturalnie od tem ­ p e ra tu ry żarzącej się katody.1 W zmacniacze pokrywa się zwykle od wnętrza w arstw ą m agnezu. baterii anodowej. możemy je zatem zmieniać przez regulowanie p rądu grzejącego. baterii grzejącej. K atoda jest włączona poza ty m w obwód drugiej baterii. a więc w ystarcza wówczas słaba bateria grzejąca. jak zwierciadło. k tó ra ma za zadanie wywołać żarzenie się k a to d y (rys. Zależy ono dalej od napięcia. pokryw any zazwyczaj tlenkam i ziem alkalicznych. Wzmacniacze lampowe 109 W najprostszej swej formie wzmacniacz lampoAvy składa się z wypróżnionej gruszki szklanej. P rą d opuszcza wzmacniacz od strony k a ­ tody. k tóra ma wchłaniać pozostałe jeszcze resztki gazu. siatka.

k tórej b iegu n d o d a tn i łą c z y się z ro zża rzo n y m d ru cik iem w o lfr a ­ m o w y m . z 50 na 100 woltów. możemy otrzym ać przez znacznie już mniejsze zm iany napięcia siatkowego. dodatnie napięcie siatki ułatwia wyjście elektronów z k a to d y i wzmacnia przez to prąd anodowy.2 Z przytoczonych tu przykładów widzimy zatem. elektrony. Mówimy. że dodatnio naładow ana siatka w ychw y­ tuje prawie wszystkie elektrony i nie pozwala im dojść do anody. m usim y podwyższyć n a ­ pięcie anodowe np. nie dając jednocześnie żadnego napięcia na siatkę. dzięki odpychającem u działaniu ujemnie nałado­ wanej siatki. że w ty m w ypadku spółczynnik wzmocnienia wynosi 10. czy też siatkowego. wynoszące 5 woltów. w sta w io n e j p o m ię d z y sia tk ą i k a to d ą . k tó ry osiągamy przez określone zm iany napięcia anodowego. że zmiany napięcia anodowego m ożna zastąpić przez dziesięciokrotnie mniejsze zm iany napięcia siatkowego. Prąd przemienny. nie zmieniając napięcia anodowego. zanika całkowicie. k tó ry w y tw arzam y w małej lampce przez przyłożenie napięcia anodowego 100 woltów. gdy dam y siatce ujemne napięcie.110 Z asad y fiz y k i Gdy mianowicie do siatki przyłożym y napięcie ujem ne. wynoszące około 10 woltów. nie cz e r ­ p iem y je d n a k p rzy ty m z u p ełn ie p rądu! . Okazuje się jednak. k tó ry chcemy wzmocnić. Gdy chcem y podwoić istnie­ ją c y już w lampie prąd anodowy. będą odrzucane z powrotem ku niej. że ten sam skutek. lecz n adając siatce dodatnie napięcie. 2 Z b a terii. prąd. ten sam wynik możem y osiągnąć. T ak np. Natężenie prądu anodowego (gdy te m p e ra tu ra żarzenia drucika jest dana) m ożem y zatem zwiększać lub zm niej­ szać przez odpowiednie zm iany napięcia anodowego. sta n o w ią c y m k a to d ę w zm a cn ia cza .1 wówczas. chyba że napięcie siatki ma już t a k dużą wartość. wysyłane przez żarzącą się katodę. Odwrotnie. przepuszcza- 1 Ł ą c z y m y w ty m celu sia tk ę z u je m n y m b ieg u n em b a terii. wobec czego prąd ano­ dowy osłabnie i — przy dostatecznie wysokim napięciu siatki — zaniknie całkowicie.

Skutkiem tego we w tórnym jego uzwojeniu (S2) powstaje przez indukcję napięcie przemienne. . D rg a n ia elek try czn e 111 m y przez uzwojenie pierwotne (Si) transform atora „wstęp­ nego“ (rys. jak zmieniałyby dziesięciokrotnie większe wahania napięcia anodowego. Jednakże już w połowie X I X stulecia fizycy poznali p rądy przemienne o nadzwyczaj dużej częstości.1 We wzmacniaczach z jedną siatką współczynnik wzmoc­ nienia ma wartość od 10 do 15. oraz —W— w ty m sam ym rytm ie. Skutkiem tego we w tó rn y m jego uzwojeniu (T2) powstaje przez indukcję znowu p rąd przem ienny. Dzięki przyłożeniu stałego napięcia anodowego pomiędzy anodą (A) i k a to d ą (K) powstaje p rąd anodowy. w ytw arzane przez używane w przemyśle p r ą d ­ nice prądu przemiennego. które p rzykładam y do siatki (G) wzmacniacza. X X X II D R G A N IA E L E K T R Y C Z N E P rądy. zm iany napięcia siatki będą go zmieniać tak. jest o wiele większe. m ają zwykle częstość 50 lub 162/3 okresów na sekundę. 42. 42). co i prąd w pierw otnym uzwojeniu tra n s­ form atora wstępnego. możem y osiągnąć wzmocnienia rzędu setek lub naw et tysięcy razy. 1 M o g liśm y tu ta j o c z y w iśc ie n a szk ico w a ć je d y n ie szczeg ó ln ie p ro sty sc h e m a t w zm a cn ia n ia prądu. są to prądy. Stosując dwa lub kilka stopni wzmocnienia. mWiennych zmacnianie prądów prze­ (schem. jednakże dzięki oddziaływaniu siatki n a ­ tężenie prądu w uzwojeniu T2 Rys. jakie otrzym ujem y. W r z e c zy w isto śc i sto su je się jesz c z e w ie le różn o ro d n y ch u lep szeń .). k tó ry ch n ie m o że m y tu om a ­ w iać. płynie on z tą sam ą częstością. Prócz baterii anodowej do zewnętrznego obwodu p rądu jest jeszcze włączone pierwotne uzwojenie (Ti) transform atora wyjściowego.

William T h o m s o n pierwszy rozwinął około r. 1850 teorię takich drgań elektrycznych i wykazał. W r. i połączmy te okładki ze sobą jakim kol­ wiek przewodnikiem. 21. które już dawało się wyraźnie dostrzec na fotografii. okładkę kondensatora. polegające na ty m . ujem nie zaś — pierwszą. iż okresowym w ahaniom natężenia p rąd u odpow iadają również okresowe w ahania natężenia światła iskry. im mniejsza jest pojem ność kondensatora oraz sam oindukcja obwodu przewodzącego.112 Z asad y fizy k i rozładowując kondensatory. że czas trw ania jednego drgania je s t ty m mniejszy. dopóki w ahania nie zostaną wygaszone sk u tk ie m s tr a t energii. wówczas dzięki indukcyjności własnej obwodu powstaje p rąd samoindukcji. p łynący dalej w ty m sam ym kierunku. czyli drganie zachodzi ty m szybciej. towarzyszącej rozładowaniu. p rąd ten ładuje z kolei dodatnio drugą. związanych z rozładowaniem butelki lejdejskiej. k tó ry powoduje wyrównanie się potencjałów okładek. Feddersen fotografował obraz iskry. Przypuśćm y. rozdz. że jedna okład­ ka pewnego kondensatora1 jest naładow ana dodatnio. Pow staje wówczas p rąd rozładowania. Elektryczność w ykonyw a ja k gdyby ruchy w aha­ dłowe ta m i z powrotem pom iędzy jed n ą i drugą okładką kondensatora. i w te n sposób mógł zastąpić następstw o po sobie w a h a ń natężenia w czasie uszeregowaniem ty ch w a h a ń jed n o p o d ru g im w przestrzeni. a więc uprzednio ujem ną. spowodowanych przez w ytw arzanie się ciepła. 1859 F e d d e r s e n o w i udało się rzeczywiście stw ier­ dzić na drodze doświadczalnej istnienie drgań. Gdy po wyrów naniu się potencjałów prąd rozładowania prze­ staje płynąć. N aładow any ponownie kondensator znów się rozładowuje i całe zjawisko pow tarza się. druga zaś ujemnie. zanikając stop­ niowo. u tw o ­ rzony w szybko wirującym zwierciadle. W yzyskał w ty m celu zjawisko. . 1 Por. przy czym w ciągu jednego okresu w y stę p u ją dwa m axim a n a ­ tężenia światła.

43 widzimy nowsze zdjęcie. J a s n y koniec każdego z obrazów iskry odpowiada przy ty m zawsze ujemnej okładce kondensatora. w y n a le z io n y przez W e h n e lta . Znalazł on w ten Rys. 43. m ło te c z e k N eefa . k tó ra p rzeryw a prąd. lecz w k ażdym razie czę­ stość rzędu kilku tysięcy okresów na sekundę. w ykonane według m eto d y Feddersena. D ru cik rozżarza się. perio­ dycznie przeryw any za pom ocą specjalnych. W te n sp o só b prąd z o sta je perio- Zasady fizyki . że na fotografii widać również wyraźnie okresowe zm iany kierunku prąd u . tak. sposób na okres drgań wartości. a u to m atyczniei 1 J a k o p rzery w a cz a u to m a ty c z n y słu ż y a lb o tz w . d zięk i czem u p o w ło k a g a z o w a u leg a k o n d en sa cji i prąd z a c z y n a p ły n ą ć z p o w ro tem . J e s t to transform ator. w k tó r y m przez p r z y c ią g a n ie e lek tr o m a g n e su w p ro w a d za się w ruch d rg a ją cy sp ręży n k ę. alb o te ż p rzery w a cz e le k tr o lity c z n y . wynoszące od jednej do 40 milionowych sekundy. p rzy c z y m d o k o ła n ie g o w y tw a r z a się p o w ło k a g a zo w a . S k ła d a się on z p ły t y oło w ia n ej oraz d ru cik a p la ty n o w e g o . w ó w c z a s d ru cik bardzo sz y b k o sty g n ie . m ożna w y ­ tworzyć za pom ocą cewki indukcyjnej. z a n u rz o n y c h do ro z c ie ń c z o n eg o k w a su sia rk o w eg o i sta n o w ią c y c h d o p r o w a d zen ie i o d p r o w a d zen ie p rądu sta łe g o . Trwale p rąd y przem ienne. D rg a n ia ele k tr y cz n e 113 Na rys. nie posiadające wprawdzie podobnie wysokiej częstości. mógł już Feddersen obliczyć ze swych fotografii czas trw a ­ nia jednego takiego drgania elektrycznego. W altera. Znając ilość obrotów zwierciadła. w którego pierw otnym obwodzie płynie p rąd stały. Isk ry Fcddcrsenow skie w edług zdjęcia B.

3 T ran sform ator T esli n ie p o sia d a rd zen ia ż ela z n e g o . Gdy końcówki obwodu wtórnego połączym y z dwoma współśrodkowymi pierścieniami z d ru tu .2 J a k w ykazał T e s l a około r. wówczas to wysokie napięcie w ytw arza się pomię­ dzy jego końcówkam i. 2 N a jw ięk szą d łu g o ść isk ry. utw orzoną z niewielu zwojów grubego d ru tu miedzianego. 1900. n a z y w a m y jej p rzerw ą isk ro w ą . Indukow any p rąd w tórny jest naturalnie prąd e m p rzem iennym .) . C zęsto u ż y w a n e są w p ra k ty ce rów n ież ta k z w a n e „ p rzery w a cze tu r b in o w e “. dru gie jego u zw o jen ie sk ła d a się z b ard zo w ielu z w o jó w cie n k ie g o d ru tu . ujrz y m y po­ między nimi ciągłą. a niekiedy naw et ponad m e t r . tłu m . i sta n o ­ wiącą pierwotne uzwojenie tra n s fo rm a to ra . d y c z n ie p rzerw a n y k ilk a ty s ię c y r a zy n a se k u n d ę. Zjawiska. (P rzy p . swobodne końcówki wtórnego uzwojenia tra n sfo rm ato ra Tesli znaj­ du ją się w powietrzu. słusznie obudziły w swoim czasie ogromne zainteresowanie w szerokich m asach. k tó re w sta w ia m y do w n ę tr z a u zw o jen ia p ierw o tn eg o . można otrzym ać p rą d y przemienne o bardzo dużej częstości i jednocześnie nadzwyczaj wysokim napięciu. prowadząc do pow stania iskier.1 k tó ry wyróżnia się bardzo wysokim napięciem m aksym alnym . wówczas z końcówek ty ch try sk a ją snopy iskier elektrycznych (rys. rzędu dziesiąt­ ków lub setek tysięcy woltów. które mogą mieć długość sięgającą kilku centym etrów lub decymetrów. obwód zaś pierw otny zostaje pobu­ dzony do drgań. K a żd e m u c e n ty m e ­ tro w i p rzerw y isk row ej o d p o w ia d a n a p ięcie od 8 0 0 0 do 18000 w o ltó w (za leżn ie od k sz ta łtu elek tro d ). 1 In d u k o w a n a siła e le k tr o m o to r y c z n a p o sia d a b o w iem p rzy otw iera n iu p rąd u k ieru n ek w p r o st p r zeciw n y . Jeżeli np. n iż p r z y z a m y k a n iu .3 B utelka lej­ dejska musi być przy ty m stale na nowo ładow ana przez prąd pomocniczej cewki indukcyjnej. Gdy uzwojenie w tórne jest otw arte. w ykryte przez Teslę. 44).114 Z asad y fizy k i funkcjonujących urządzeń. gdy przepuścim y p rąd rozładowania butelki lejdejskiej przez szpulę. ja k ą m o żn a o trz y m a ć z d an ej cew k i in d u k cy jn ej. pięknie zabarw ioną smugę świetlną.

. równo­ legle napiętych drutów .3 1 P or. 56. naw et w znacznych odległościach od tra n sform atora.2 o k tó ry m wspominano już uprzednio. ro zd z. rozdz. Z rozu m iałe je s t sa m o przez się. Dzięki olbrzym im częstościom prądów Tesli w yróżniają się one szczególnie silnym efektem na sk ó rk o w y m . W yładowanie transform atora T esli o napięciu ok. R urki geis- slerowskie 1 świecą w pobliżu tra n sfo rm ato ra Tesli naw et Rys. zawdzięczamy to wielkiej szybkości zmian k ieru n k u . na w e t gdy natężenie ich jest dość znaczne. Godna uwagi jest zupełna nieszkodliwość ty ch prądów dla ciała ludzkiego. mające postać pęków iskier i w stęg płomiennych. 1. 27. 2 P or. 3 N a jw a żn iejszą rzeczą w d o św ia d c z e n ia c h T esli je s t d o stro je n ie p ierw o tn eg o i w tó rn eg o o b w o d u do rezo n a n su (p o ró w n . 44. że n a le ż y p o sta ra ć się o d o sta ­ teczn ie d o b rą izo la cję. wyw ołujem y jarzenie się powietrza w otoczeniu ty ch drutów na całej ich długości. bez doprowadzania do nich prądu. rozd z. D rg a n ia ele k tr y cz n e 115 Przyłączając końcówki wtórne do dwóch cienkich. 3 7 ).2 milionów woltów.

W t y m bowiem roku M a x w e l l opublikował swoją wspaniałą teorię. sformułowanej przez Maxwella. I dał m u jakiś popęd tajemniczy I odsłonił natury wiecznie czynne siły? (Tłumaczenie A l. Niewielu tylko fizyków zrozumiało wówczas całkowite znaczenie teorii. przypisał zupełnie dowolnie hipotetycznym p rądom przesunięć własności analogiczne do tych. jakie zauważono w w y padku prądów w przewodnikach. że do praw a Coulomba oraz znanych już podstaw ow ych p raw elektrom agnetyzm u i p rądów in d u k ­ cyjnych dołączyła ona nową hipotezę. według której każda zmiana natężenia pola elektrycznego wywołuje powstanie tzw. jak m łodociany wówczas jeszcze B oltzm ann. k tó ra dzięki jednolitem u ujęciu zjawisk elektrycznych. k tó ry właściwie rok należy uważać za d a tę narodzin nowoczesnej fizyki. Dzięki ty m poglądom doszedł Maxwell do słynnych . k tórzy zdołali ją pojąć. byli nią równie zapewne wstrząśnięci. Do­ wolność ta znalazła świetne usprawiedliwienie w niezwykle płodnych w ynikach. m agne­ tycznych i świetlnych miała skierować rozwój fizyki na zupełnie nowe tory. wskazując na rok 1873. czyniąc krok nie­ zwykle śmiały. Maxwell. Istotnie nową w niej rzeczą jest to. płynących z tego założenia. abyśm y mogli j ą tu ta j dokładnie rozpatrzyć. X X X III E L E K T R O M A G N E T Y C Z N A ISTOTA ŚW IA T Ł A G dyby nas zapytano. Biedne me serce radością napoił. lecz ci. Co lak wewnętrzne wrzenie we m nie uspokoił. wówczas mielibyśmy zapewne słuszność. iż do wzorów m ate m atycznych nowej teorii należy zastosować słowa z „ F a u s ta “ Goethego: Czyliż to Boga palce znak len nakreśliły. Krajewskiego) Teoria Maxwella jest oczywiście z b y t tru d n a . k tó ry sądził. „prądu przesunięcia“ .

18. m ó­ pola eteUtrycz. zwanych powszechnie od jego nazwiska rów naniam i Max- wella. że w punkcie ty m za- chodzą drgania elektryczne lub magne. z r o z m a ity c h w z g lę d ó w . Gdy natężenie pola elektrycznego lub magnetycznego ulega w pewnym punkcie periodycznym zmianom. . k tó r y c h n ie m o ­ ż e m y tu ta j ro zp a try w a ć. że obie te fale posuw ają się z t ą sam ą prędkością i że wreszcie natężenie pola m agnetycz­ nego jest stale prostopadłe do natężenia pola elektrycznego. rozd z.y“ «nie)_(5Ch<:ma- się w przestrzeni za pośrednictw em tych fal.2 1 Por. k tó rą nieodzownie m u ­ simy przypisać falom świetlnym wobec istnienia zjawisk polaryzacji św iatła. k tó re sp r o w a d z a ły św ia tło do d rgań e la s ty c z n y c h ta jem n icze g o „eteru ś w ie tln e g o “. Fale elektrom agnetyczne są więc czysto poprzeczne. K ierunki te zostały przedsta­ wione na rys. 45. po­ siadają one zatem tę właśnie cechę. wim y wówczas. Z teorii Maxwella wynika. W podobny sposób. me- chaniczne drgania powietrza pow odują Rys 45 Fala clcktro_ powstawanie fal głosowych i rozchodzą magne. 2 W d a w n ie jsz y c h teo ria ch . H a lę* en tości natężenia. sta n o w i! z a g a d k ę n ie do r o zw ią za n ia . z uwzględnieniem praw idłowych zwrotów. ja k np. p o p r z e c z n y c h a ­ rak ter drgań św ie tln y c h . które. również i drgania elektryczne lub m agnetyczne mogą wywoływać fale elektryczne lub m agnetyczne. lecz i jego kierunku. ja k Maxwell wywnioskował z pom ia­ rów' W ebera i K o h lrauscha. !«««/»> tyczne. a mianowicie możliwość istnienia fal elektro­ magnetycznych. oba zaś te kierunki są z kolei prostopadłe do wspólnego kie-: runku rozchodzenia się fal. które na ogół dotyczyć mogą nie tylko war. Z rów nań ty ch w ysunął on dalej wniosek niezwykle wielkiej wagi.1 m uszą rozchodzić się w próżni z prędkością światła. Elektromagnetyczna istota światła 117 swych podstaw owych rów nań pola elektrom agnetycznego. że każ d a fala elektryczna musi być nie­ odzownie sprzężona z falą m agnetyczną i odwrotnie. każda fala m agnetyczna z elektryczną.

że stała dielektryczna każdego ośrodka musi być równa kwadratowi wartości jego optycznego spółczynnika załam ania -1 B o l t z m a n n w ykazał już w kilka miesięcy po ogłoszeniu prac y Maxwella. któ ry c h istnienie Maxwell przewidział na drodze rozw ażań teoretycznych. a m iano­ wicie w r. Równocześnie doświadczenia te wyraźnie w y k a ­ zały. przez zastosowanie zam iast butelki lejdejskiej dwóch kawałków mosiądzu od­ powiedniego kształtu. Gdy rozładow ujem y butelkę lejdejską. że H ertz za p u n k t wyjścia swych doświadczeń obrał rozpatrzone ju ż przez nas drgania kondensatora. 1888. ja k już wspomniano. Z falami tej długości nie m ożna było naturalnie dokonywać do­ świadczeń. zwany relacją M axwella. oddzielonych od siebie k ró tk ą prze­ rwą iskrową i ładow anych stale przez cewkę indukcyjną. Ponieważ zupełnie ogólnie we wszelkich ruchach falowych długość fali równa się iloczynowi okresu drgania przez prędkość rozchodzenia się fali (którą w danym w ypadku należy utożsam ić z prędkością światła). dzięki słynnym doświadczeniom H enryka H e r t z a . około jednej milio­ nowej sekundy. doszedł ostatecznie do wniosku. udało się jednakże do­ piero w 15 lat po ukazaniu się dzieła Maxwella. 1 Por. że nowe te fale są identyczne co do swej istoty z fa­ lami świetlnymi. rozd z. 2 W d z ied zin ie św ia tła w id zia ln eg o cia ła sta łe i c ie k łe n ie sp e ł­ n ia ją relacji M axw ellow sk iej ze w z g lę d u n a zja w isk o d y sp ersji. wo­ bec tego najszybszym naw et z takich drgań odpowiadają długości fal. że ciała gazowe rzeczywiście spełniają ten związek. Hertzowi udało się zmniejszyć długość fali do niewielu m etrów. okres drgań wynosi.118 Zasady fizyki Maxwell.2 Rzeczywiste doświadczalne wytworzenie fal elektro­ m agnetycznych. je d n a k że w d alek iej p o d czerw ien i w sz y stk ie cia ła sto su ją się d o ­ k ład n ie do niej. a n a w e t decymetrów. utożsam iając te uznane przez siebie za teore­ tycznie możliwe fale elektrom agnetyczne z falami świetl­ nymi. Zrozumiałe jest. 10 i 21. . wynoszące jeszcze około 300 m etrów.

Telegraf 119 W ten sposób H ertz zmniejszył znacznie zarówno pojem ­ ność. znajdujące się na jego drodze. Liczne w ynalazki X V I I I i początku X I X stulecia sta ra ły się cel ten osiągnąć za pom ocą sygnałów 1 P or. zaopatrzonego w niewielką przerwę. ja k i samoindukcję obwodu drgającego. podlegają ta k samo odbiciu. że istot­ nie fale. Przypuszczenia Maxwella co do elektro­ m agnetycznej istoty światła sta ły się w ten sposób pew­ nością. co i fale świetlne. Z pom ocą tego prym ityw nego urządzenia mógł H ertz pokazać.2 X X X IV TELEGRAF Od najdaw niejszych czasów jed n y m z najważniejszych celów techniki było umożliwienie szybkiego przekazyw ania wiadomości. wytworzone przez drgania elektryczne. a więc rozchodzą się z t ą sam ą prędkością. ugięciu. wyw oływ anym np.1 Rozchodzenie się wywołanych w ten sposób drgań w postaci fal w ykazał H ertz za pom ocą pierścienia z d ru tu . załamaniu. przez promienie słoneczne na powierzchni ziemi. Ciśnienie. "W polu elektrom agnetycznym . 1901. jakie wywiera promień świetlny dzięki swemu charakterow i elektrom agnetycznem u na ciała. 32. 2 D o św ia d c z a ln ie is tn ie n ie ciśn ien ia św ia tła w y k a z a ł po raz p ierw szy L e b i e d i e w w r. rozd z. polaryzacji i wreszcie m ogą inter- ferować ze sobą. największa wartość periodycznie zmiennego natężenia pola elektrycz­ nego wynosi od 10 do 15 woltów na c entym etr. odpowiada w przybliżeniu ciężarowi jednego m iligrama na każdy m etr k w a d ra to w y . . odpo­ wiednia zaś w artość pola magnetycznego około jednej pią­ tej wartości składowej poziomej m agnetyzm u ziemskiego. podlegają ty m sam ym praw om . w której fale wywo­ ływały przez rezonans powstanie iskry.

że przewód pow rotny m ożna zastąpić przez wyzyskanie przewodnictwa ziemi. S t e i n h e i l udoskonalił wkrótce potem wynalazek Gaus­ sa i W ebera i dokonał p rzy ty m niespodziewanego odkrycia. ani a p a ra t Steinheila nie n ad aw ały się do szerszego użytku. Powszechne zastosowanie znalazł dopiero samo zapi­ sujący a p a ra t elektrom agnetyczny.120 Z asad y fizy k i optycznych. że zam iast dwóch dru tó w w y­ starcza tylko jeden. przez A m erykanina M o r s e g o . dotychczas jeszcze jest to jeden z najczęściej spotykanych a p a ra tó w telegraficznych. Jedn ak ż e ani a p a ra t Gaussa i W e­ bera. W 1843 r. naciskam y klucz. J u ż po upływie dwóch lat od wykrycia przez F a r a d a y ’a p rądów in d u k ­ cyjnych astronom G a u s s i fizyk W e b e r zbudowali w roku 1833 pierwszy telegraf elektromagnetyczny. tak. k tó ry posłużył do połączenia I n s ty tu tu Fizycznego w Getyndze z t a m te j ­ szym obserw atorium astronom icznym . 46. Gdy chcem y nad a ć sygnał ze stacji nadawczej (z prawej strony). została zbudow ana pierwsza praw idłowa linia te ­ legraficzna pom iędzy m iastam i W aszyngtonem i Baltimore. lecz dopiero zastosowanie elektryczności umożliwiło rozwój właściwej telegrafii. Zasadę telegrafu Morsego przedstaw ia schem atycznie rys. Dzięki tem u umożli­ wiam y przepływ p rąd u w nastę p u jąc y sposób: z baterii (B) przez linię do otwartego klucza stacji odbiorczej. wynaleziony w 1837 r. dalej przez elektrom agnes (M’) do p ły ty ziemnej stacji odbiorczej i s ta m tą d do p ły ty ziemnej stacji nadaw ­ .

Ponieważ obie stacje są zaopatrzone w identyczne p rzy­ rządy. ja k a może być przesyłana w ciągu m in u ty . zaopatrzony w lekką kotwiczkę. znajdującej się na stacji odbiorczej. 1839 pierw ot­ nego urządzenia Morsego przez W h e a t s t o n e ’a. spowodo­ w anych przez nieuniknione braki izolacji. telegraf pozwala przesłać 40 do 60 liter na m inutę. z k tó ry c h Morse ułożył alfabet. danego do przesłania. dzięki włączaniu dalszych pośrednich stacji przekaźniko­ wych staje się możliwe telegrafowanie na doAvolne od­ ległości. b y w ten sposób lepiej wyzyskać kosztow ną linię telegraficzną. k tó ra z kolei może zam ykać za pom ocą dźwigni obwód p rądu baterii miejscowej. Uzwo­ jenia przekaźnika są obiegane przez p rąd przewodowy. wynalezionej przez Morsego i przy zastosowaniu alfabetu Morsego. Po pierwsze należało usunąć utrudnienie. że dalszy rozwój telegrafii d ą ­ żył w dwóch kierunkach. k tó ­ rej drugi koniec przyciska kółeczko. Prąd. P rąd włączony przez przekaźnik można również zużytkow ać do zasilenia nowego odcinka linii. złożonego z p u n ­ któw i kresek. zależnie od czasu naciskania klucza. pow stają p u n k ty i kreski. ciągniętej przez m echanizm zegaro­ wy. Zrozumiałe jest. Po drugie trzeba było dążyć do podniesienia ilości liter. Na taśmie tej. związane z koniecznością transponow ania tekstu. . E lektrom agnes M’ przyciąga m ałą dźwignię. k tó ry wprawia w ruch p rzy­ rząd zapisujący. zwilżone farbą. k tó ry wprowadził ta k zwany przekaźnik. Wobec tego isto tn y postęp stanowiło ulepszenie w r. na pismo Morsego oraz po­ wtórnego transponow ania otrzym anej depeszy na pismo zwykle. W pierwotnej swej formie. do ta ś m y papierowej. przepływ ający przez długi przewód. p rąd zaś baterii miejsco­ wej zasila ten elektrom agnes. T eleg ra f 121 czej. przesyłany ze stacji nadawczej. doznaje naturalnie znacznego osłabienia skutkiem s tra t. więc każda z nich może odbierać i nadaw ać tele­ gram y. Przekaźnik jest to elek­ trom agnes.

(U w . Gdy w przyrządzie n adaw czym naciśniem y kla­ wisz.122 Z asad y fizy k i Pierwsze ze wspom nianych wyżej dwu podstaw owych dążeń telegrafii zaspokaja lelegraf literowy. 1850 przez am erykanina H u g h e s ’a. Przyrząd H ughes’a daje w ten sposób depeszę napisaną od razu zwykłym pismem na taśm ie papierowej. p rzy czym każdej literze odpowiada określona kom binacja otworków (por. które umożliwia jednoczesne tele­ grafowanie wzdłuż tego samego to ru w dwu kierunkach przeciwnych. wywołujący wydrukow anie litery. gdy w obydwóch przyrządach litera t a znaj­ duje się na kole literowym naprzeciw w ałka drukarskiego. potrzebny do prze­ słania depeszy. dobiega do biegnącego synchronicznie przyrządu na stacji odbiorczej w tej wła­ śnie chwili. przed nadaw aniem wybija się te k s t jej na pasku papieru za pom ocą pewnego rodzaju m aszyny do pisania. 47). Do lepszego wyzyskania linii telegraficznych posłu­ żyło przede wszystkim wprowadzenie ta k zwanego łą­ czenia przeciwsobnego. A by możliwie zmniejszyć czas.). A p a ra t ten stosow any jest jeszcze dzisiaj na większych stacjach bez istotnych zmian. wówczas impuls prądu. Spraw ­ 1 P o d sta w o w ą czę ść a p a ra tu H u g h e s’a sta n o w i o b ra ca ją ce się ró w n o m iern ie k oło.1 Znaki są nadaw ane za pom ocą specjalnej kla­ w iatury. Co się tyczy prędkości nadaw ania znaków. łączy on w sobie urządzenie nadawcze i odbiorcze. Przesuwanie Łych otw orków przed odpowiednim urządzeniem wywołuje powstawanie impulsów prąd u . wynaleziony około r. które umożliwiają odbiór telegram u w postaci zapisanej znakam i Morsego. . to nadzw yczajny postęp w ty m zakresie stanowiło w y­ nalezienie przez W h e a ts to n e ’a (r. 1860) telegrafu m aszyno­ wego. z n a jd u ją c e się n a p rzeciw ró w n ież p o ru sza ją ceg o się w a łk a z ta śm ą p a p iero w ą i p o sia d a ją c e r o zm ieszczo n e na sw y m o b w o d zie lite r y a lb a fe tu . tł. Sprawność a p a ra tu H u ghes’a wynosi w p rzy­ bliżeniu od 100 do 120 liter na m inutę. rys. k tó rą n a ­ stępnie nakleja się na papier i w tej postaci otrzym uje j ą odbiorca. odpow iadający pewnej literze.

W szeroko rozpowszechnionym telegrafie B a u - d o t a . T eleg ra f 123 ność telegrafu maszynowego wynosi od 1000 do 1600 liter na m inutę. że ka ż d y przyrząd . Po wynalezieniu telegrafowania za pom ocą dziurkow a­ nej taśm y nadawczej nastąpił dalszy wynalazek telegrafii wielokrotnej. 1931. Z a p a ra tó w W h e a ts to n e ’a korzystano np. w roku ty m przestano się nią posługiwać. że zawsze połączone są ze sobą na stacjach odbiorczej i nadawczej tylko odpowiadające sobie przyrządy. Linia ta była czynna aż do r. źe odległość pom iędzy dwiema sąsiednimi stacjam i wynosiła około 1. fprzygotowanego do nadania telegrafem maszynow ym. znacznie jeszcze zwiększający sprawność tele­ grafu. 1870 przez Siemensa. w ynikających stąd. Linia ta miała 14. odpow iada ona słowu niem iec­ kiem u „senden“. gdyż stała się ona zbyteczna ze względu na istniejące już inne połączenia kablowe i radiowe. zbudowanej w r. W ynalazek ten ma na celu wyzyskanie prze­ wodu również podczas przerw. na linii tele­ graficznej indo-europejskiej.000 kilom etrów długości i po­ siadała 14 pośrednich stacji przekaźnikow ych. by było możliwe ich zapisanie. w ykonyw ującej od 100 do 200 obrotów na m inutę. tak. ooo o oo ooo o oo ' o ooooooooooooooooooooooo OOO O O O O O O O O O d e n Rys.000 km . 47. na jed n y m i ty m sam ym prze­ wodzie p racują cztery oddzielne przyrządy. wynalezionym około roku 1870 i noszącym nazwi­ sko swego ko n stru k to ra . przyrządy te są kolejno włą­ czane do obwodu p rądu w ten sposób. Za pom ocą specjalnej tarczy rozdzielczej. ta k . że po­ szczególne przekazyw ane telegraficznie znaki m uszą być dzielone pewnym i odstępam i. Część telegram u. tak.

Za p o m o cą ta k ich filtró w m o ż n a w ięc w y d z ie lić z d o ­ w oln ej m iesza n in y p rą d y zm ien n e. n a d a w a n ie k ażd ej lite r y w ty m a p aracie trw a rów n ie d łu g o (m ia n o w ic ie 5 te le g r a ­ ficzn y ch je d n o ste k czasu ). może być 1 Is to tn ą cech ę a p a ra tu B a u d o ta sta n o w i to . że w p rzeciw ień ­ stw ie do p rzyrzą d ów . Ilość torów. k tó ry ch c z ę sto ść le ż y w p ew n y ch o k re ślo n y c h g ra n ica ch . W ten sposób m ożna mianowicie wzdłuż tego samego przewodu przesyłać jednocześnie2 im pulsy p rą d u o rozmaitej czę­ stości.124 Z a sa d y fiz y k i odbiorczy może przyjm ować tylko doń należące im pulsy p rąd u . . dzięki tem u. g d z ie ró żn e p r zy r zą d y są d o łą cza n e d o p rzew od u n ie je d n o c z e śn ie . lecz ty lk o sz y b k o po so b ie w p ew n ej k olejn o ści. m ożna było z jego pomocą uzyskać szybkość nadaw ania. niezależnie od swego przeznaczenia. Telegrafia wielokrotna stworzyła możliwość jednoczesnego uzyskania kilku połączeń wzdłuż tego samego przew odni­ ka. telegrafii podakusłycznej. sto so w a n eg o w teleg ra fii w ie lo k r o tn e j. że do n a ­ dawania znaków zastosowano prądy przemienne. możliwych do uzyskania w jednej żyle. 2 N a le ż y o d różn iać tę je d n o cz e sn o ść od d zia ła n ia na p rzem ian . p rzep u szcza ją ce ty lk o ta k ie p rą d y zm ien n e. o ile zastosujem y odpowiednie „filtry częstości“ . n a d a ją c y c h zn a k i M orsego. dochodząc do 12 a naw et do 24.1 Ponieważ przyrząd B a udota czterokrotnie zwiększa sprawność telegrafu. dzięki której każda linia telefo­ niczna. ja k się mówi obrazowo w języku elektrotechnicznym . zo­ stała jednak jeszcze znacznie powiększona około r. wynoszącą około 600 liter na m inutę n a w e t bez zastosowania dziurkowanej taśm y nadawczej. n a le ż ą c e do o k reślo n eg o p rze­ d ziału c zęsto ści. 3 F iltr y cz ę sto śc i są to u rzą d zen ia . które nie przeszkadzają sobie wzajemnie i mogą być ka ż d y z osobna odbierane przez dowolne przyrządy. 1920.3 Gdy n a d to została opracow ana m etoda stosowania tzw. jedna i ta sam a „żyła przewodząca“ daje n a m od razu kilka „lorów“ telegraficznych.

Obecnie zm ierzam y do stw o­ rzenia dalekopisowej sieci łączności na wzór sieci tele­ fonicznej.1 ta osta tn ia o trzy­ m ała do swego rozporządzenia nadspodziewanie wielką ilość torów. warstw ę zaś izolującą — ochronny płaszcz gutaperkow y. 1925. poczynając mniej więcej od r. ja k butelka lejdejska o nadzwyczaj dużej pojemności. Duże trudności sprawiała początkowo okoliczność. 1860. ja k p rą d y p rzem ien n e różnej c z ę sto śc i w e w sp o m n ia n ej w y żej m e to d z ie teleg ra fii p rzy u ży ciu prądu p rzem ien n eg o . poczynając od r. ty m bardziej. Za pomocą dalekopisu można naturalnie przyjm ow ać autom atycznie wiadomości rów­ nież i w nieobecności odbiorcy. w ew nętrzną okładkę stanowi przewodnik. zewnętrzną — woda m orska. że. zwane daleko­ pisam i. na co musiano poprzednio kłaść Lak wielki nacisk. . Skutkiem ta k wielkiej pojemności kabel musiał być właściwie specjalnie ładow any a następnie znówr rozładow yw any dla przesłania każdego poszcze­ 1 T elegrafia p o d a k u sty c z n a op iera się na ty m . m o g ły w sp ó łp r a c o w a ć ze sob ą. Po wielu nieuda­ nych próbach wreszcie w r.2 W odrębną gałąź rozwinęła się. Rozwijanie dużej prędkości przekazyw ania znaków. że kabel o długości tysięcy kilom etrów zachowuje się. telegrafia transoceaniczna czyli kablowa. 2 Z w aża się o c z y w iśc ie p rzy ty m na to . by dwaj jej dowolni abonenci mogli łączyć się bezpośrednio ze sobą. że p rą d y sta łe. u ży w a n e w teleg ra fii. T eleg ra f 125 jednocześnie u ż y ta do celów telegrafii. przypom inające swą budow ą i sposobem użycia zwykłe m aszyny do pisania. 1866 oddano do stałego u ż y tk u pierwszą linię podw odną poprzez Ocean A tlan ­ tycki. sk o n stru o w a n e przez ro zm a ite firm y. tak. i zm ie n n e p rą d y te le fo n ic z n e m o g ą z o sta ć o d d zielo n e od sieb ie w p o d o b n y sp o só b . W telegrafii dzisiejszej rozpowszech­ n iają się n a to m ia st coraz bardziej przyrządy. stało się obecnie zbyteczne. nadzwyczajnie rozszerzono sieć telefoniczną w Europie i Ameryce Północnej. a b y ró w n ież i p rz y rzą d y .

Długość całej sieci telegraficznej św iata wynosiła w r. W nowoczesnych kablach głębinowych średnica żyły wynosi około % cm. liczba zaś wszystkich depesz. 1920 w okres szybkiego rozwoju. . co naturalnie znacznie przedłużało tele­ grafowanie. 1930. zbliżała się do 400 milionów. że owija się przewodzącą p rąd część kabla druci­ kiem z substancji o dużej przenikliwości magnetycznej (dzięki tem u zwiększa się znacznie indukcyjność kabla.126 Z a sa d y fizy k i gólnego sygnału. Liczba wyrazów. przesyłanych rocznie za pośrednictwem A tlantyckiego Tow arzystw a Telegraficznego podniosła się z 10 milionów w r. Dzięki zastosowaniu elektrycznych wzm acniaczy lam po­ wych oraz wynalezieniu tzw. 1930 około 6 milionów kilometrów. przez to liczba kabli. W edług K r a r u p a można skompensować szkodliwe działanie dużej pojemności w ten sposób. Jednakże przez zastosowanie zręcznie pom y­ ślanych schem atów połączeń oraz przez wypracowanie bardzo czułych typów przyrządów odbiorczych1 udało się ku końcowi X I X wieku zwiększyć sprawność kabla pod­ morskiego z początkowych 20 litera ż d o 200 liter na m inutę. co przeciwdziała wpływowi jego pojemności). 2 Por. n a d a n y c h w ciągu tego roku. 1 M uszą on e reagow a ć je sz c z e na p rą d y o n a tę ż e n iu za led w ie k ilk u se tn y c h m iliam p era . 23. co pozwala nadaw ać do 2500 liter na m inutę. 1931 pom iędzy New- foundlandem i Azorami. Średnica kabla wraz z izo­ lacją niewiele przekracza jeden ce n ty m etr. zostaje ona jed n a k zwiększona na 3 do 5 cm dzięki „pancerzow i“. położony w r. k tó ry ochrania kabel od uszkodzeń zewnętrznych. N ajspraw niejszym kablem jest dzisiaj przypuszczalnie wielki kabel azorski. przecina­ jących północny Ocean A tlantycki. rozd z. Kabel ten pracuje pięciotorowym system em telegrafii wielo­ krotnej. poczynając mniej w ięcejodr. 1926 do 30 milionów w r. wzrosła do 21. tele­ grafia podm orska weszła. otacza ją w arstw a m agnetyczna z perm alloy’u2 grubości kilku dziesiątych m ilim etra. kabla krarupizowanego.

otoczonego cewką z d ru tu . Gdy m ówimy przed pręcikiem. a n ie m o w ę lu d zk ą. XXXV TELEFON Podobnie ja k telegraf i żarówka. czerpanego z odpowiedniej baterii. w ynalazł go B e l l w r. . k tó ry opiera się delikatnie tym i końcami o dwa klocki węglowe. znajdującej się w miejscu. W ten sposób w drugim telefonie słyszym y słowa. wypowie­ dziane do pierwszego. 1876. p rzy czym naprzeciw jednego z biegunów magnesu. Jednakże już w r. telefon znalazł po raz pierwszy zastosowanie praktyczne w Ameryce. umiesz­ czona była cienka m em brana żelazna. k tóre przekształcają 1 Z ró żn y ch w zg lę d ó w n a le ż y z r esz tą u w a ż a ć F ilip a R eisa (1 8 6 0 ) za p op rzed n ik a B ella . M ógł on jed n a k p r z e k a z y w a ć je d y n ie to n y . przez pręcik przepływa p rąd z baterii. Gdy m ówim y głośno przed m em braną. W ynaleziony w ty m celu przez Hughesa mikrofon składa się w najprostszej swej postaci z pręcika węglowego. zaostrzonego z obu końców. wówczas pod wpływem fal dźwięko­ wych zostaje ona wprawiona w drganie. które. W związku z ty m przez działania indukcyjne w cewce otaczającej m agnes pow stają p rą d y przemienne. W ty m prototypie telefonu mówiący musiał zatem w ytw arzać p rąd telefoniczny działaniem swego własnego głosu. fale głosowe w yw ołują jego drgania i zarazem periodyczne zm iany oporu elektrycznego w miejscach ze­ tknięcia pręcika z klockami. a więc zbliża się i oddala periodycznie od magnesu. w praw iają z kolei jego znów m em branę w ruchy. skąd mówimy. Skutkiem tego również i natężenie p rąd u z b a ­ terii podlega rytm icznym w ahaniom . po doprowadzeniu do cewki d ru ­ giego telefonu. 1878 H u g h e s wpadł na szczę­ śliwy pom ysł ograniczenia działania głosu do „m odulacji“ prądu. odbyw ające się w rytm ie ty ch prądów .1 W pierwotnej swej formie telefon za­ wierał magnes sztabkowy. odbywające się w rytm ie tych fal.

g ło śn o p ełza n ie m u c h y po m ik ro fo n ie.128 Z asad y fizy k i się w telefonie odbiorczym w drgania dźwiękowe o tym sam ym rytm ie. 2 W N ie m c z e c h zresztą ju ż w r. co w ydatnie ułatwia prze k a ­ zywanie tych prądów na odległość (por. . N a jd ro b ­ niejsze ru ch y w y sta rc z a ją już do w ydatnego zmniejszenia lub też powiększenia liczby tych m ostków. Telefony zostały znacznie ulepszone przez wprowadzenie „przenośników“. Mikrofon włączam y do pierwotnego uzwojenia od­ powiedniej cewki. po któ ry c h może prze­ pły w a ć elektryczność. W ywołane przez działanie mi­ krofonu w ahania stosunkowo silnego p rą d u miejscowego in d u k u ją w ten sposób na linii p rą d y wyższego napięcia. lecz mniejszego natężenia. Pom iędzy dwom a stykającym i się ze sobą kaw ałkam i wę­ gla istnieją w rzeczywistości skutkiem nierówności ich po­ wierzchni tylko nieliczne drobne m ostki. 48). 1877 z a in s ta lo w a n o ok oło 20 sta c y j d o tele fo n ic z n e g o p r z e k a z y w a n ia d ep esz. A by powiększyć liczbę p u n k tó w zetknięcia stoso­ wane początkowo pręciki węglowe zastąpiono później powszechnie przez proszek węglowy.2 Ponieważ 1 S ły s z y się n p . Ze względu na duży opór właściwy węgla wystarcza to już do wywołania olbrzymich Ryp r z « < ^ ^ 1c i S ^ n 1 * ) 0ma w ahań prąd u . stanow iących w zasadzie pewne transfor­ m ato ry . rys. niezadługo zaś potem rozpowszechniły się one i w Europie. że „ s ty k “ w znaczeniu codziennym tego w yrazu nie ozna­ cza bynajm niej jeszcze styku w znaczeniu elektrycznym . W ysoka czułość m ikrofonu1 daje się w ytłum aczyć tym . Pierwsze miejskie sieci telefoniczne pow stały w Ame­ ryce już wkrótce po wynalezieniu telefonu. dopiero wtórne jej uzwojenie należy do właściwej linii dalekonośnej.

wynalezione przez A m erykanina S t r o w g e r a już w r. Ponieważ jed n a k ilość dru tó w rozpiętych w m iastach nad powierzchnią ziemi nie może być zwiększana bezgranicznie. Okazało się jednak. posługiwano się i w telefonii przewodem ziem nym. po­ wstała więc konieczność wprowadzenia urządzeń pośred­ niczących w postaci central telefonicznych.1 Mniej więcej od r. zawierająca jedynie 1 D la o sią g n ięcia te g o trzeb a b y ło n a tu ra ln ie w is to tn y sp o só b z m ie n ić u k ład p ołączeń . we­ dług m etody S t e i n h e i l a . nieuniknionych przy użyciu linij napowietrznych. 1910 zaczęły rozpowszechniać się coraz bardziej aulomalyczne centrale telefoniczne. zaczęto obsługiwać mikrofony abo­ nentów za pom ocą jednej jedynej baterii. Poczynając mniej więcej od r. podobnie ja k w telegra­ fii.są w telefonii kable z izo­ lacją papierowo-powietrzną. znajdującej się w centrali. W początkowych stadiach rozwoju telefonii stosowano jedynie linie napowietrzne. Zasady fizyki 9 . Dokoła przewodzącej p rąd „żyły“ owinięta jest w kształcie wyciągniętej spirali izolacja bawełniana. Telefon 129 naturalnie niemożliwe jest połączenie ze sobą wszystkich abonentów telefonicznych bezpośrednimi przewodami. że na jed­ nej linii słychać wówczas również skutkiem indukcji i roz­ mowy z innych sąsiednich linij. musiano zatem w telefonii przejść całkowicie na stosowanie prze­ wodów podwójnych. 1893. szybko rosnąca liczba abonentów spowodowała wkrótce konieczność przejścia do budow y podziemnych kabli tele­ fonicznych'. podobnie. 1900. oraz że skutkiem połącze­ nia z ziemią mogą pojawiać się różne zakłócenia. jak i w telegrafii. Pom iędzy papierem a przewodnikiem znajduje się więc przestrzeń pusta. na nią zaś z kolei nawinięta je s t luźna powłoka z suchego papieru. w ten sposób stały się zbyteczne „miejscowe“ baterie przy poszczególnych a p a ra ta c h telefonicznych. dzięki tem u telefonowanie zostało uniezależ­ nione od szeregu zakłóceń. Obecnie najbardziej używane. Początkowo.

złączonych w wiązki (por. czasami naw et kilka tysięcy p a r żyl. 1 S ta ła d ielek try czn a p o w ietrza w y n o si ty lk o 1. . W kablu telefonicznym znaj­ duje się zwykle kilkaset. rys. przez co szkodliwa pojemność kabla zostaje znacznie zmniejszona. 49. g d y n a to m ia s t sta ła d ielek try czn a g u ta p e r k i je s t rów n a 3. średnicę niewielu milimetrów. zawierający 4048 par przewodów.130 Z asad y fizyk i powietrze.1 Pojedyncze powłoki papierowe m ają Rys. 49). Dalekonośny kabel telefoniczny.

Udało mu się znacznie zmniejszyć w ten sposób s tr a ty prądów przem iennych i poważnie (około pięciu razy) zwiększyć zasięg rozmów. T elefon 131 Telefonowanie na większe odległości na lądzie1 sprawiało początkowo wielkie trudności. N adzw yczajny postęp zo­ stał dokonany około r. gdy i w telefonii zastosowano wzmacniacze lampowe. m ożna wnioskować. P rzy pom ocy takiego „poczwórnego p rzew odu“ można jednakże pokonać największe n a w e t od­ ległości. że np. 1890 pom iędzy Dover i Calais. używanej dla rozmów w jed n y m tylko kierunku. ja k wskazuje doświadczenie. są poprzecinane kablam i telefonicznymi. Opracowano ju ż pro je k t przerzu- 1 M ięd zy p a ń stw o w a k o m u n ik a cja te lefo n ic z n a ro zp o częła się ok oło r. k a ­ ble zaś zb y t szybko absorbowały słabe p rą d y przemienne dzięki swej dużej pojemności. Dzisiaj już wszystkie kom unikacyjnie ważne obszary morskie. Pierwszy głębinowy kabel telefoniczny został położony około r. 9* . obok p a ry przewodów Berlin— P a ry ż konieczna jest druga para P a ry ż — Berlin. 1900. że w sam ych tylko Niemczech wyprodukow ano już do dnia dzisiejszego o wiele więcej niż milion cewek pupinowskich. m ożna włączyć dowrolną ilość wzmacniaczy. Porozumiewanie się telefoniczne na wielkie odległości zaczęło się rozwijać na nadzwyczaj wielką skalę od czasu. gdyż na długich liniach napow ietrznych w ystępowały zb y t wielkie zakłócenia. ja k Morze Pół­ nocne i B ałtyk oraz Morze Śródziemne. osiągnąć zasiąg rozm owy od 400 do 600 k m przez włączenie wzm acniaczy w trzech p u n k ta c h pośred­ nich. gdyż na linii. J u ż p rzy użyciu zwykłej p a ry przewodów można. ja k duże znaczenie uzyskały one w nourszym rozwoju techniki telefonicznej. tak. Z tego. dzięki wynalazkowi A m eryka­ nina P u p in a. 1890. Na większych odległościach należy stosować oddzielne p a ry przewodów dla przeciwnych kierunków. Ulepszenie jego polegało na rozmieszczeniu w kablach w dokładnie uprzednio obliczonych odległoś­ ciach cewek o również dokładnie obliczonych sam oinduk- cjach.

1933 około 35 milionów. 5 7 % tej liczby p rzy p a d a na S ta n y Zjednoczone Ameryki Północ­ nej. wyprom ieniowanej przez źródło. czyli słyszenia rozmów z sąsiednich obwodów. ilo ść z a ś a p a ra tó w — ok o ło 2 0 0 . bez obaw y tak zwanego „przesłuchu“ . Udało się do­ 1 D łu g o ść linij T elefonicznych w P o lsce w y n o siła w r. czyli przeszło 2000 razy więcej od obwodu kuli ziemskiej. a w Niemczech około 5. tł.0 0 0 km . pro­ je k t ten przewiduje jako ochronę kabla papierowo-po- wietrznego specjalną rurę. za tem w P o lsc e p rzy p a d a ło o k o ło 6 a p a r a tó w n a 1.) . Ogólna długość linij telefonicznych w sam ych tylko S tanach Zjednoczonych. Chociaż już te ilości energii. 9 % na Niemcy.1 XXXVI W Y S Y Ł A N IE FA L E L E K T R Y C Z N Y C H Ju ż doświadczenia H ertza w ykazały możliwość przeka­ zywania energii elektrycznej na odległość bez pomocy przewodów.000 m ieszk a ń có w . że fale elektryczne dadzą się zastosować przynajm niej do przekazyw ania wiadomości. wynosi prawie 100 milionów km. Jeszcze większą jed n a k trudność nastręczałaby bu­ dowa sam oczynnych podm orskich stacyj w zm acniających oraz używanie kilku żył w jed n y m kablu. (U w . gdzie na cele telefonii w y­ datkow ano już dotychczas około 3 m iliardy dolarów. s ta ­ nowią z pewnością bardzo drobne tylko ułam ki energii.132 Z asad y fiz y k i cenią kabla telefonicznego przez Ocean A tlantycki. 1934 ok o ło 3 2 .0 0 0 . jakie możemy przejąć w odległości jednego zaledwie kilom etra. jednakże można było mieć nadzieję. k tó ra mogłaby się oprzeć ol­ brzym iem u ciśnieniu wody morskiej na głębokości kilku km. Ogólna liczba a p a ra tó w telefonicznych na całym świe- cie wynosiła w r. Na 100 m ieszkańców przypadało w S tanach Zjednoczonych 16 aparatów .

a następnie prądnice p rądu przemiennego o bardzo wysokiej ilości okresów. m aszyna ta k a posiada kilkaset bie­ gunów i daje wobec tego bezpośrednio p rą d y przem ienne . czyli natychm iastow e prawie wygasanie jego drgań. czyli radiotelegrafii. że dzisiaj stała się ona w ażną gałęzią elektrotechniki. W Ameryce udało się A l e x a n d e r s o n o w i zbudow ać m aszyny p rąd u przemiennego. Liczne układy. a więc takiego. byłyby n a ty c h m ia st pokryw ane. 1902 udało mu się po raz pierwszy telegrafować bez d ru tu poprzez A tlan ty k . ku którem u zmierzali fizycy od chwili pow stania radiotelegrafii. J u ż w n a stę p n y m roku Marconi mógł przesyłać depesze iskrowe między lądem a statkiem na odległość 10 kilometrów. 1896. rozpoczęty w pierwszych latach dwudziestego wieku. w k tó ry m s tr a ty energii drgań. W y sy ła n ie fa l e le k tr y cz n y c h 133 konać tego M a r c o n i e m u w r. w ykonyw ujące około 20. b y natężenie drgań pozostawało bez zmiany. W nowoczesnej radio­ technice najgłówniejszymi urządzeniam i do w ytw arzania drgań niegasnących są przede wszystkim generatory lam ­ powe. wysyłania. które zastąpiły dawniejsze oscylatory H ertza. wywołane przez tłumienie. a w r. jed n a k drgania te n a ty c h m ia s t znów wygasają. tak . został on w ten sposób tw órcą telegrafii bez drutu. J e d n y m z najważniejszych celów. które służyły dawniej do tego celu i w swoim czasie odegrały dużą rolę.000 obrotów na m inutę. stanowiło zbu­ dowanie n ad ajn ik a drgań niegasnących. Do w ytw arzania drgań elektrycznych służą t a k zwane generatory wysokiej częstości. nadających się do w ytw arzania. Stały rozwój telegrafii bez d ru tu . Dużą wadę oscylatora H ertza stanowiło jego znaczne „tłum ienie“ . są dzisiaj zupełnie przestarzałe. Podstaw owe zadanie radiotelegrafii polega na budowie przyrządów. w ykryw ania i odbioru fal elektrycznych. K ażdy przeskok iskry w oscylatorze wywołuje wprawdzie drgania. do­ prowadził do tego.

dające mniejsze częstości. umieszczona w ten sposób. sięgających 100. Dzięki tem u przez oddziaływanie in d u k ­ 1 K o n d en sa to r ze zm ie n n ą reg u lo w a n ą p o je m n o ścią . odróżnia Rys. że w obwód anodow y jest jeszcze włączony dodatkow o ta k zwany obwód d rg a ­ jący. sprzężenia zwrotnego. p rz ec ię te p o c h y łą strza łk ą . Można jednakże stosować również i m aszyny. przepływ ając przez pierwszą cewkę. Gdy włączamy baterię anodową. 50 z poprzednim rys. Periodyczne w ahania napięcia siatki wywołują z kolei periodyczne w ahania p rądu anodowego o tej samej częstości. które w yw ołują jednakże przez indukcję periodyczne w ahania napięcia w d ru ­ giej cewce i na siatce.50. wówczas. o ile tylko obie cewki są nawinięte wre właści­ w ym kierunku. za pośrednictw em któ ry c h m ożna otrzym ać dowolne nieparzyste wielokrotne częstości m aszyny. p rąd zaś ten. stosow any do tego celu.1 również i w ob­ wodzie siatkow ym znajduje się cewka sam oindukcyjna L ’. k o n d en sa to r o b r o to w y . ja k to w yka- kmm^czniec)hc zuj e porównanie rys.134 Z asad y fiz y k i o częstościach. lub n a d a j­ nik lampowy. oraz inne. doprowadza nową energię do obwodu drgającego. HllilMj • N ajbardziej używ anym obecnie sposobem w ytw arzania d rgań je s t zastosowanie tzw. Generator lampowy. skutkiem wrystępowrania p rąd u samoindukcji. wypracowanego przez M e i s s n e r a . Nadajnik S'S od wzmacniacza lampowego. 41. a w ięc np . . p rzy pom ocy k tó ­ rych można kilka razy z rzędu podw ajać częstość. złożony z cewki L (samoindukcji) oraz z kondensa­ tora o dającej się regulować pojemności. że cewka L może wywo­ ływ ać powstawanie w niej prądów indukow anych dzięki wzajemnej indukcji obu tych cewek. Istnieją urządzenia. ty m tylko. następnie zaś podwyższać ilość okresów p rądu za pom ocą t a k zwanych tra n sfo rm a ­ torów częstości. w pierwszej cewce p ow stają zanikające drgania.000 okresów na se­ kundę. o z n a c z a m y sy m b o lic z n ie p rzez d w ie ró w n o leg łe k resk i.

25. N adajnik lam ­ powy w ytw arza więc drgania niegasnące. lub też obwód drgający innej lam py n a ­ dawczej z samowzbudzaniem . jak w dynam om aszynie. podobnie. wartość energii drgań. mogące rozchodzić się swobo­ dnie w przestrzeni.2 Zam knięty obwód drgający wysyła na ze­ w nątrz w postaci fal elektrom agnetycznych tylko bardzo mało energii. Dzięki omówionemu wyżej działaniu siatki lam pa. że tak silne lam p y m uszą być chłodzone wodą. zostają przeniesione na obwód o tw a rty . drugie polega na prze­ kształceniu drgań na fale. osiąga się to zwykle przez sprzężenie ty ch obwodów za pom ocą odpowiednich cewek indukcyjnych. Rozumie się samo przez się. których częstość możem y dowolnie regulować przez zastosowanie właści­ wych cewek i przez odpowiednie nastawienie kondensa­ tora obrotowego. W ty m celu drgania. Najsilniejsze lam py nadawcze mogą dostarczać mocy. rozdz. wytworzone w obwodzie zam kniętym . sięgającej kilkuset kilowattów. W y sy ła n ie fal e le k tr y cz n y c h 135 cyjne zostają zwiększone w ahania napięcia siatki i w dal­ szym ciągu zachodzi w ten sposób coraz dalsze wza­ jem ne wzmacnianie. n a to m ia st rozpięty w pow ietrzu d ru t. Nowoczesne stacje nadawcze pracują przy pomocy takich. tak zwaną anlenę. Poza takim „sam ow zbudzaniem “ można również po­ budzić lam pę nadaw czą do drgań za pomocą „wzbudzania z zew n ą trz “.1 dopóki nie zostanie osiągnięta pewna stała. zależna od w arunków pracy. włączając w obwód siatki zew nętrzny obwód drgający. np. w k tó ry m zachodzą drgania elektryczne. W ytw arzanie drgań niegasnących jest pierwszym pod­ staw ow ym zadaniem radiotechniki. wzbudzana z zewnątrz. stanowi obfite źródło tych 1 P or. połączeń lamp. bieguny prądnicy p rąd u przemiennego o w y­ sokiej częstości. często wielostop­ niowych. wzmacnia wówczas doprowadzane do niej drgania. 2 P r z y p o m n ijm y so b ie tra n sfo rm a to r! .

posiadająca dwie wieże wysokości po 260 metrów. W nocy może on być 10 do 15 razy większy niż we dnie. zgadza się z częstością doprow adzanych doń drgań. 1 F a d in g je s t an g ielsk im w y ra zem o z n a c z a ją c y m „ z a n ik a n ie “. 51). A by go dokładnie „dostroić“ do sprzężonego z nim obwodu drgającego. W takim drucie można wywołać szczególnie silne drgania elektryczne. zakłócenia te d ają się od­ czuwać o wiele mniej. przechodzącej przez jego środek. pionowy d r u t n a ­ dawczy. jest to zjawisko znane pod nazw ą „fadingu“. w ty m w ypadku n a p o ty k a m y w dziedzinie elek­ tryczności na zjawisko dobrze każdem u znane z akustyki pod nazwą rezonansu. Podczas odbioru noc­ nego sygnały często chwilami słabną. promieniowanie m usiałoby głów­ nie odbyw ać się w płaszczyźnie poziomej. Na dużych stacjach nadawczych stosuje się a n te n y długości od 100 do 300 m etrów. rys. aniżeli p rzy użyciu mniejszych dłu­ gości fal. czyli ab y jego własną częstość móc uczynić równą częstości tego obwodu. Z tego też powodu wielkie stacje radiotelegra­ ficzne p racują na falach długości od kilku do 20 kilometrów. W rzeczywistości jed n a k na promienio­ wanie w pływ ają w sposób isto tn y w arunki. G dyby pionowy d r u t nadaw czy zawieszony był zupełnie swobodnie w przestrzeni. uziemiony na dolnym końcu. „ g a śn ięcie“. gdy częstość jego drgań własnych. Do największych telegraficznych instalacyj nadawczych świata zalicza się niemiecka stacja w Nauen. Zasiąg stacji zależy w znacznym stopniu od pory dnia. panujące w atmosferze i na powierzchni ziemi. . N ajprostszą formą a n te n y jest długi.136 Z asad y fizyk i fal. włącza się do d ru tu dające się regulować cewki i kondensatory. przy czym do um ocowania i zawieszenia drutów nadawczych służą wysokie m aszty (por.1 Gdy stosujem y fale o dłu­ gości rzędu kilku kilometrów. uw arunkow ana przez jego pojemność i spółczynnik samo- indukcji.

M aszty antenow e rozgłośni warszawskiej.Rys. 51. .

1 Początkowo sądzono. W zrost fadingu w nocy i jego znikanie w dzień tłum aczym y rucham i w arstw y przewodzącej. że przy użyciu tych fal krótkich odbiór udaje się dobrze na stosunkowo m ałych odległościach. w yw ołują zjawisko fa­ dingu. w której odbiór w ogóle nie jest możliwy. i dopiero po przekroczeniu tej strefy m ożna znów uzyskać dobry odbiór. a mianowicie ta k zwanych fal krótkich o długości od 10 do 50 metrów.000 „Hertzów“. Zjawisko to nie ogranicza się jednakże bynajm niej jedynie do fal k ró t­ kich.000 do 100. Zatem dopiero dzięki doświadcze­ niom nad falami krótkim i radiotechnicy zdobyli możność przeprowadzenia wyczerpujących badań nad rozchodze­ niem się fal elektrycznych i nad zjawiskiem fadingu. i dochodzą znów do powierzchni ziemi dopiero w znacznej odległości od stacji nadawczej.000 do 100. lub też pomiędzy dwiema takim i falami odbitym i. Szczególnie osobliwy w ydaje się fakt. można rów­ nież uzyskać duże zasięgi. 1 H ertz je s t w ięc je d n o stk ą c z ę sto śc i d rgań ob licza n ej na jed n ą sek u n d ę. Interferencje pomiędzy falami powierzchniowymi. . P rz y ­ czynę fadingu stanowi to.000 okresów na sekundę. albo. następnie n a p o ty k a m y tak zwaną „strefę m a r tw ą “. lecz tylko można je łatwiej zaobserwować w tej dziedzinie długości fal. czyli falami rozprze­ strzeniającym i się wzdłuż powierzchni ziemi. od 15. biegnące ku górze. Od w arstw tych odbijają się fale.138 Z a sa d y fizy k i Odpowiada to drganiom o częstości od mniej więcej 15. iż przy pomocy znacznie jeszcze krótszych fal. ja k się mówi na cześć odkryw cy fal elektrycznych. i falą odbitą od przewodzącej w arstw y atm osfery. Około roku 1925 dokonano jednakże niespodziewanego odkrycia. że fale o długości poniżej 1000 m etrów nie n a d a ją się do telegrafii bez d ru tu skutkiem swego z b y t małego zasięgu. że na wysokości 60 do 100 kilo­ m etrów z n a jdują się w atmosferze w arstw y dobrze prze­ wodzące (przede w szystkim ta k zwana w arstw a Heavi- side’a).

że pod w p ły w e m ciśn ien ia n a p rzeciw leg ły ch p o w ierzch n ia ch k ry sz ta łu p o w sta ją ła d u n k i elek tr y c z n e zn a k ó w p rzeciw n y ch . gdy do przeciwległych powierzchni kryształu zostanie przyłożone napięcie elek­ tryczne. skutkiem zb y t dużego oporu. zw a n e p iez o ­ e le k tr y c z n y m . gdyż do­ piero dzięki nim została umożliwiona gtęboka diatermia. opiera się ono na zjawisku rozszerzania się lub kurczenia kryształów kwarcu. W ytworzenie bardzo krótkich fal elektrycznych o długości rzędu kilku centym etrów czy n a w e t milimetrów udało się już dawniej różnym fizykom. by przezwyciężyć trudności. Wobec bardzo bliskiego sąsiedztwa różnych częstości. Fale te uzyskały duże znaczenie także i w dziedzinie m edycyny. Z jaw isk o to . gdybyśm y doprowadzali go przez elektrody. 1780. mógłby dochodzić je­ dynie bardzo słaby prąd. . zo sta ło w y k r y te ju ż w r. kw arc p o sia d a tę w ła sn o ść . W ytw a rz a ją c takie mikrofale doszli oni do długości fali. do k tó ­ rych. Mniej więcej około r. W ty m celu stosuje się najczęściej sterowanie nadajnika kwarcem. 1930 radiotechnika opanowała również jeszcze i ta k zwane fale ultrakrótkie o długości od kilku m etrów do kilku decym etrów. Za pom ocą tych fal można mianowicie ogrzewać i takie części ciała ludzkiego (jak np. zwią­ zane z koniecznością użycia bardzo m ałych pojemności i sam o in d u k c y j. m niejszych od jednej dziesiątej mili­ m etra. przez co zeszli znacznie poniżej najdłuższych ze znanych fal podczerwonych. 1 Pod wpływem napięcia przemiennego kryształ kwarcu zostaje zatem dzięki swej sprężystości w p ra ­ wiony w drgania mechaniczne. które skutkiem rezo­ 1 O d w rotn ie. stosow anych w nowoczesnej radiotechnice. lecz natężenie tych fal było bardzo małe. przy czym trzeba było dużego kunsztu eksperym entatorskiego. W y sy ła n ie fal ele k tr y cz n y c h 139 Do w ytw arzania fal krótkich stosuje się również n a ­ dajniki lampowe. wnętrze czaszki). k tórych długość sięga około y3 milimetra. rzeczą wielkiej wagi je s t zapobieganie w ahaniom częstości nadawczej.

Drgania akustycz­ ne. służące do przesyłania fal elektrycz­ nych. 435 hertzom . a więc. Powolne drgania a k u ­ 1 G d y k o rzy sta się z ta k zw a n y c h d rg a ń h a rm o n icz n y c h k r y ­ sz ta łu o g ru b o ści 1 m m (a w ię c d rgań . niż elektryczne. m o żn a s to s o ­ w ać go rów n ież do fal k ró tszy ch od 100 m etró w . odpowiada 435 drganiom na sekundę. w ytw arza silne zjawiska świetlne. nadaje się do celów telegrafii lub telefonii bez d ru tu . Każde urządzenie. Przeryw ając nagle drgania a n te n y (na dłuższy lub krótszy przeciąg czasu). W telefonie bez drutu fale wysyłane są „modulowane“ przez głos mówiącego lub przez m uzykę.140 Z asad y fizy k i nansu stają się szczególnie silne w tedy. są naturalnie znacznie po­ wolniejsze. gdy częstość drgań elektrycznych zgadza się z częstością drgań wła­ snych kryształu. Częstość ta zależy przede wszystkim od grubości kryształu w kształcie płytki. ab y częstość jej wła­ snych drgań sprężystych zgadzała się z kontrolow aną częstością elektryczną. korzystając z tego. które m a ją być przekazane. Kryształowi grubości jednego m ilim etra odpowiada w w y padku rezo­ nansu 1 fala elektryczna długości około 100 m etrów. które mogą być u żyte w zwykły sposób jako sygnały telegraficzne. grubości jednego c entym etra — fala elektryczna długości 1. k tó r y ch c z ę sto ść sta n o w i c a łk o w itą w ielo k ro tn o ść cz ę sto śc i p o d sta w o w e j). drgając w rozrze­ dzonym gazie. płytce nadaje się przy tym ta k ą grubość.000 m etrów. Ponie­ waż zmiana częstości o pół promilla w ystarcza już do w y­ gaszenia świecenia. lub też osłabiając je tylko. gdy tym czasem fala elektryczna długości 500 m e­ trów odpowiada 600. więc z pom ocą p łytki kwarcowej można istotnie uzyskać bardzo dokładną kontrolę. że kryształ kwarcu. ja k się mówi w języku elektrotechnicznym . stanowiące pewne impulsy. . Możemy też spraw dzać stałość wysokich częstości drgań. m ożna wysyłać bez pomocy przewodów krótkie ciągi fal.000 hertzom . Zasadniczy ton m uzyczny (a raz kreślone) np.

rozchodząc się w przestrzeni. Gdy częstość własnych drgań elektrycznych obwodu przewodzącego zgadza się z częstością fali. w ystępuje wówczas zjawisko rezonansu. iż n a ­ tężenie drgań elektrycznych podlega periodycznym zmia­ nom. Fale elektryczne grają zatem w telefonie bez d r u tu rolę fal nośnych. Natężenie ty ch prądów jest zazwy­ czaj rzędu wielkości zaledwie może stutysięcznych miliam- pera. zmieniając swe natężenie w rytm ie przekazyw a­ nych tonów. przy czym natężenie w yw ołanych przez falę elektrycz­ nych prądów przem iennych osiąga najw yższą możliwą wartość. wykazanie zaś istnienia słabych prądów przem iennych jest znacznie trudniejsze. K ażdy okres p rąd u przemiennego składa się z dwóch półokresów. zwłaszcza na większych odległościach. wywołują we wszystkich miejscach. Odbiór fal e le k tr y cz n y c h 141 styczne o „niskiej częstości“ n a kładają się na drgania elektryczne „wysokiej częstości“ w ten sposób. Ponieważ je d n a k an te n a odbiorcza może przejąć zale­ dwie drobny ułam ek energii. które zachodzą w rytm ie drgań akustycznych. w obwodach przewodzących pod działaniem tych napięć pow stają p rą d y przemienne. p rzy czym w jed n y m z nich p rąd jest skiero­ w a n y odwrotnie niż w drugim. wywołane w niej p rą d y przem ienne m ają o wiele za słabe natężenie. w ykazać ich istnienie bez pom ocy specjalnych urządzeń. do któ ry c h dobiegają. aby można było. wypromieniowanej przez a n ­ tenę nadawczą. niż wykrycie słabych prądów s ta ­ łych. powstanie okresowo zm iennych pól. Za pomocą zm iennych pojemności i sam oindukcyj można „dostroić“ w ten sposób d a n ą „antenę odbiorczą“ do dowolnej fali. a ty m sam ym powstanie prze­ m iennych napięć we wszystkich n a p o tk a n y c h przez nie ciałach. X X X V II O D B IÓ R FA L E L E K T R Y C Z N Y C H Fale elektryczne. w ten sposób znoszą się .

do których dwie połówki. Działa on jako prostownik 1 elektryczny. na której powstaje w ten sposób na zmianę napięcie dodatnie i ujem ne. gdyż audion. 30. . 31. Za pom ocą stosow­ nego schem atu połączeń można nie dopuścić do wzrostu ujemnego napięcia siatki ponad pewną w artość i wywołać w ten sposób powstanie w stałym prądzie anodow ym w ahań natężenia w ty m sam ym rytm ie. jednakże we wzm ocnionym stopniu. Gdy napięcie to je s t dodatnie. przy czym częstość tych zmian jest b a r­ dzo wysoka. zazwyczaj p iry tu lub galeny. przez co natężenie prądu anodowego spada. Detektor kryształkowy składa się z odpowiedniego m ine­ rału. j a k już w spom nia­ no. że z działaniem prostowniczym łączy ona jeszcze wzmocnienie prądu. gdyż — 1 Por. Najważniejszą rolę pośród urządzeń tego rodzaju grają: d e te k to r kryształkow y i lam pa elektronow a w „audiono- w y m “ schemacie połączeń. rozd z.142 Z a sa d y fiz y k i nawzajem wszelkie te działania średnie prąd u .2 Skutkiem tego pod działaniem fali elektrycznej siatka ładuje się ujemnie. 2 P or. w jak im je s t m odulow ana fala n a d a jn ik a. rozd z. które odcinają jedną połowę fali i um ożliwiają w ten sposób powstanie dającego się stwierdzić działania przeciętnego. niszcząc jedną połowę fali i dając w ten sposób jednakowo skierowane im pulsy p rądu. o którego powierzchnię oparte jest ostrze metalowe. L am pa „audionowa“ ma tę przewagę nad detektorem kryształkow ym . Do w ykazania słabych prądów przem iennych w antenie odbiorczej służą zatem jako „detektory“ takie urządzenia. Odbierane fale są dopro­ wadzane w audionie poprzez m ały kondensator do siatki lam py. P rą d anodow y drga więc z częstością akustyczną. nie je s t niczym innym . fal przyczyniają się w przeciwnym sensie. n a to m ia st napięcie ujemne nie dopuszcza ich do s ia tk i. ja k tylko włączoną w pewien spe­ cjalny sposób lam pą elektronową. lekko sprężynujące. elektrony z rozżarzonej k a to d y dochodzą do siatki. D z ia ła n ie p r o sto w n icze d e te k to r a k r y sz ta łk o ­ w ego p o leg a g łó w n ie na zja w isk a c h te r m o e le k tr y c z n y c h .

czyli radiotelegrafu. Można również do­ prowadzić wychodzące z a n te n y modulowane drgania elektryczne jeszcze przed w yprostow aniem do włączonej na ich drodze lam py elektronowej. gwałtow ny rozwój telegrafu bez d ru tu . poczynając mniej więcej od roku 1915. przekazującego drgania elek­ tryczne a n te n y poprzez wzmacniacz wysokiej częstości do lam py audionowej i dalej poprzez wzmacniacz niskiej częstości do telefonu. tylko bez wzmocnienia. można osiągnąć ta k znaczne wzmoc­ nienia. można naturalnie uzyskać za pomocą d e tektora kryształkowego. . co zo sta ło p o w ied zia n e w ro zd z. przez takie „sprzężenie zw rotne“ zmniejsza się szkodliwy wpływ tłum ienia 1 drgań w antenie odbiorczej). Dla polepszenia odbioru można ponownie wzmocnić wychodzące z detektora drgania niskiej częstości za po­ mocą lam py elektronowej.2 Na wielkiej niemieckiej stacji nadawczej w Nauen pod Ber­ 1 P orów n . (Natężenie odbioru m ożna wreszcie wzmocnić dalej jeszcze przez wywołanie oddziaływania wzm ocnionych drgań w y­ sokiej częstości z obwodu anodowego pierwszego w zm ac­ niacza na ante n ę odbiorczą. pow staje w nim ton. Udoskonalenie odbioru fal wywołało. 2 D o ob jęcia całej p o w ierzch n i z iem i w y sta r c z a ju ż n a tu ra ln ie z a sią g ró w n y p o ło w ie o b w o d u ró w n ik a . O dbiór fa l e le k tr y cz n y c h 143 ja k ju ż zostało wyjaśnione w jed n y m z poprzednich rozdzia­ ł ó w — każda lam pa elektronowa działa jednocześnie jako wzmacniacz. odpowia­ dający ty m przekazanym m u drganiom „niskiej częstości“ . Ten sam wynik. k tóra działa w ty m w ypadku jako wzmacniacz niskiej częstości. Gdy ten periodycznie drgający prąd anodowy doprowadzim y do telefonu. że stosowanie wysokich a nten odbiorczych staje się zbyteczne i w ystarczają już małe a n te n y ramowe. Za pom ocą ze­ stawienia tego rodzaju. 36 o n a d a j­ n ik u la m p o w y m . J u ż około roku 1920 zasiąg najw ięk­ szych stacyj iskrowych dorównał obwodowi kuli ziem skiej. z ty m . k tó ra w ty m w ypadku działa jako wzmacniacz wysokiej częstości.

przeznaczoną dla statków . pom iędzy L ondynem i New Yorkiem. niemiecka instalacja n a ­ dawcza dla kom unikacji transatlantyckiej znajduje się w Nauen. przesyłanych telegraficznie w ciągu roku. górach lodowych itp. Centrale kom unikacji radiotelegraficznej są łączone za pośrednictw em specjalnych torów kablowych z odpowied­ nimi instalacjam i nadaw czym i i odbiorczymi. k tórzy rzeczywiście z a jm u ją się przesyłaniem wia­ domości w obydwóch kierunkach. 1918 do około 18 milionów w roku 1930. T a k np. oddzielo­ nym i jedne od drugich. np. która w ten sposób kieruje nadaw aniem na odległość. Z licznych zastosowań radiotelegrafu p rzytoczym y tu jedynie krótko m iędzynarodow ą obsługę meteorologiczną. w odległości 35 km od berlińskiej centrali. k tó ra obejm uje również wiadomości o burzach. m ożem y więc przez kom binację z liniami kablow ym i na lądzie stałym prowadzić ju ż dzisiaj rozm owy na odległość pom iędzy dwom a dowolnymi p u n k ta m i na kuli ziemskiej. następnie znów w odległości 30 km od Nauen. sygnały czasu oraz ogólnoświatową obsługę inform acyjną. w Geltow koło Pocz­ d am u. wzrosła od jednego miliona w r. znajduje się instalacja odbiorcza.1 Zastosowanie do radiotelegrafii fal krótkich umożliwiło dzisiaj przesyłanie przeszło 1000 liter w ciągu 1 m inuty. powodziach. pomiędzy Niemcami i A rgentyną lub pom iędzy Anglią i Australią. instalacje te urządza się poza obrębem wielkich m iast. lecz jedynie w centrali berlińskiej. 1 W ciągu la t n a stę p n y c h n a stą p iło p ew n e c o fn ię c ie się sk u t­ k iem p og o rszen ia się w a ru n k ó w g o sp o d a r c z y c h .144 Z a sa d y fizy k i linem ilość wyrazów.. Jednakże urzęd­ nicy. Ponieważ obecnie zostało już ustalone po­ łączenie radiotelefoniczne pom iędzy wszystkim i większymi krajam i. . z n a jd u ­ jących się na o tw a rty m morzu. prac u ją nie w Nauen i nie w Geltow. Pierwsza regularna obsługa radiotelefoniczna poprzez ocean została o tw a rta w 1927 roku.

tł. Dalszy rozwój radiofonii jest scharakteryzow any przez ciągłe udoskonalanie przyrządów.1 Rozwijając się gwałtownie. W r. służących do akustycznej m odulacji fal elektrycznych. o b ejm ującym przede wszystkim redakcje cza­ sopism i giełdy. a w r. 1920 rozwinęło się zastosowa­ nie radia do służby informacyjnej w ograniczonym kole odbiorców. lub też niektórych tow arzystw p ry ­ w atnych. 1927. 1923 powstało Niemieckie R a d io . jako z pewnością jeden z największych postępów w dzie­ ja c h cywilizacji ludzkości. W Ameryce przede w szystkim pow stały tow arzystw a. 1920 zastosowanie radiotelefonu ograniczone było jedynie do przesyłania wiadomości i to przede wszystkim dla uży tk u instytucji publicznych.) Zasady fizyki 10 . policji czy wojska. (U w . w przeciągu niewielu lat „radio“ rozpowszech­ niło się bardzo wśród wszystkich narodów kulturalnych. jak np. XXXVIII R A D IO F O N IA Mniej więcej do r. W radiofonii. stawiającej sobie za cel głównie nadaw anie produkcji m uzycznych. w następnych latach zbudowano w S ta ­ nach Zjednoczonych bardzo liczne stacje nadawcze. zakres częstości przekazyw anych 1 P o lsk ie R a d io p o w sta ło w r. ulepszanie i wyczulanie p rzy­ rządów odbiorczych oraz budowę wielkich stacji nadaw ­ czych o coraz większej mocy. iż każdy posiadacz odpo­ wiedniego a p a ra tu odbiorczego mógł korzystać z ty ch słuchowisk. 1920 pierwszej stacji radiofonicz­ nej w P ittsburgu. Na krótko przed r. które organizowały o dczyty oraz produkcje muzyczne i przenosiły je za pomocą specjalnych instalacji nadaw czych na wysyłane w prze­ strzeń fale elektryczne. Po urządzeniu już w r. tak. 1921 rozpoczęło się przekształcanie radia ze środka porozum ienia w radiofonię rozrywkową.

jaki w ystarcza. albo też lekką ceweczkę z d ru tu aluminiowego. w odległości około 1/50 m m . Mikrofon. składa się z małego k aw ałka m arm u ru w kształcie sześcianu. że pod wpływem przyłożonego z zewnątrz napięcia pow stają p rą d y prze­ mienne.146 Z a sa d y fiz y k i fal dźwiękowych musi być z n a tu r y rzeczy znacznie większy. W mikrofonie ty m stosujem y albo cienką. zam knięte z wierzchu m em b ran ą gum ową i wypełnione w arstw ą proszku węglo­ wego. por.2 ta k . 21. dzięki czemu pow stają w nim przez indukcję p rą d y przemienne. zmie­ nia się przez to periodycznie odległość między jego pły­ tam i. . mikrofon kondensatorow y i mikrofon elektrodynam iczny. omówionym już w yżej. 21. Gdy m ówim y do kondensatora. 1 Por. aniżeli zakres. naprzeciwko niej. co czyni go jednakow o czułym na wszelkie częstości. aby uczynić zro­ zum iałą mowę ludzką w zwykłym telefonie. znajdujący się pomiędzy biegunami nieruchomego m agnesu. Wobec tego do przejmow ania drgań akustycznych służą w radiofonii m ikrofony specjalnej konstrukcji. kw adratow e wgłębienie. spośród k tó ry c h najw aż­ niejsze są: mikrofon Reissa. a więc i jego pojem ność. falistą taśm ę alum iniową (tak zwane m ikrofony taśmowe). znajduje się nieruchoma tarcza m etalow a. wynaleziony przez Eugeniusza R e i s s a i noszący jego nazwisko. ja k w ia d o m o . W mikrofonie elektrodynamicznym przewodnik elektry­ czny o małej masie. grubości 1 do 2 m m . 2 P o jem n o ść z a le ż y . zostaje pod wpływem dźwięku wprawiony w drganie.1 Je d n a z p ły t jest utworzona przez specjalnie cienką m em branę m etalow ą (grubości w przybliżeniu 0. Proszek ten — umyślnie nie­ jednolity — składa się z ziarn różnej wielkości. rozd z. M ikrofon kondensatorowy jest to właściwie kondensator elektryczny w znaczeniu.01 mm). k tó ry po­ siada płaskie. od o d leg ło ści p o m ię d z y p ły ta m i. rozdz.

również i słuchawka telefoniczna w przyrządzie od­ 1 M ikrofony u sta w ia n e są w sp ec ja ln ie u rzą d zo n y ch . służący do przejm ow ania dźwię­ ków. tł.1 R ys. 52. (U w . ry s. R ad iofon ia 147 W mikrofonie elektrodynam icznym zbędne jest specjalne źródło p r ą d u . w ten sp o só b u zy sk u je się d u żą c z y sto ść n a d a w a n y c h d źw ię k ó w . 5 2 ). S tu d ia ta k ie z a o p a tr zo n e są w szereg o d ­ p ow ied n io ro zm ieszczo n y c h k o ta r (por.) 10* . Studio kam eralne rozgłośni warszawskiej. iz o lo w a ­ n y ch d źw ięk o w o „ stu d ia c h “. ja k mikrofon. p o c h ła n ia ją c y c h rozp roszon e i o d b ite od śc ia n fa le d źw ięk o w e. Podobnie. do k tó r y ch n ie d o ch o d z ą ża d n e o d g ło sy zew n ętrzn e.

której nadaje się zwykle k ształt stożkowy. odbioru helero- 1 W o b w o d zie n isk iej c z ę sto śc i p o jem n o ść u k ła d u sia tk a — a n od a nie je s t ta k szk o d liw a . k tó ry jest odwróceniem mikrofonu cewkowego. ceweczka aluminiowa. tworzonej przez siatkę i anodę lamp obwodu wysokiej częstości. że coraz ważniejszą rolę odgrywa spraw a budow y odbiorników „seleklywnych“.1 Stale w zrastająca moc stacji nadaw czych powoduje. znajdująca się w polu m agnetycznym . Na zasadzie konstrukcji telefonu rozwinął się przede wszystkim głośnik elektrom agnetyczny. k o n stru k c ja ich opiera się głównie na zasadzie n a kładania dwu drgań. na m em branę. Do nadaw ania dźwię­ ków na otw artej przestrzeni i w wielkich salach stosuje się oparte na tej samej zasadzie „głośniki talerzowe“ .148 Zasady fizyki biorczym musiała przystosować się do zwiększonych wy­ m agań radiofonii. przenoszone przez nią na powietrze. W głośniku cewkowym. . k tórych dźwięk m ożna słyszeć wyraźnie i czysto w odległościach. Ulepszenia radioodbiorników zmierzały przede w szyst­ kim do zwiększenia ich czułości. od dobrego odbiornika zaczęto wym agać również i oddaw ania dźwięków przez głośnik. schem at ten pozwolił usunąć szkodliwe działanie pojemności. Oddawanie dźwięków jest wystarczająco silne naw et dla dużych pomieszczeń. Zadaniem głośnika jest przetwarzanie dostarczanych przez odbiornik drgań p rądu w dostatecznie silne drgania powietrza i od­ danie dźwięków w postaci możliwie czystej i wolnej od zniekształceń. Przez wprowadzenie neu- Irodynowego schem atu połączeń osiągnięto istotne ulepszenie wzm acniaczy wysokiej częstości. Później dopiero udało się zbudować działające bez zarzutu głośniki elektrodynam iczne. zostaje przez wa­ hania p rąd u w prawiona w drgania. Używane dzisiaj powszechnie po­ kojowe głośniki elektrodynam iczne przenoszą ruchy z n a j­ dującej się w polu elektrom agnesu cewki. sięgających 500 m etrów . czyli tzw. opływanej przez wzmocniony p rąd odbiorczy.

jeszcze innych dodatkow ych urządzeń. odbieranej z zew n ą trz . p rzy czym częstość tę dobieram y w ten sposób. jaki d ają lam py. Przez te ulepszenia odbiorniki stały się mniejsze i tańsze. a wreszcie również i wprowadzenie regu­ lacji za pośrednictw em jednej tylko gałki wywołało znaczne 1 P rzez n a ło żen ie d w ó ch c z ę sto śc i p o w sta je d zięk i ta k z w a ­ n y m „ d u d n ie n io m “ (zn a n y m ró w n ież i w m u z y c e ) n o w a c z ę sto ść. k tóra jest niezależna od długości fali. w ten sposób m ożna osiągnąć nadzw yczajną selektywność odbiornika. obecnie można ju ż budować odbiorniki o tej samej sprawności i selektywności z trzem a tylko lam pam i. k tó ra służy do sterowania prądem anodowym . ekranowych) zbyteczny stał się używ any pierwotnie kłopotliwy w użyciu schem at neutrodynow y. . częstość pośrednia jest stopniowo w zm acniana jeszcze przed jej niezbędnym wyprostow aniem w szeregu jak najdokładniej dostrojonych do niej obwodów. Przez konstrukcję takich lam p wielo- sialhowych (np. rów n a ró żn icy cz ę sto śc i n a k ła d a n y c h na sie b ie fal. Gdy dawniej jeden odbiornik heterodynow y wym agał użycia aż do jedenastu lamp. analogicznych do siatki i utrz y m y w a n y ch pod określonym stałym napięciem. Na tej drodze można było poza tym jeszcze znacznie zmniej­ szyć ilość stopni w odbiorze heterodynow ym i uzyskać za pom ocą jednej lam py działanie. Stopień wzmocnienia. W sam ym odbiorniku w y tw a rz am y za pośred­ nictwem specjalnego generatora drgania o dającej się regulować częstości. mógł być znacznie zwiększony drogą w budow ania w lam pę prócz właściwej siatki.1 Zwykle obiera się częstość pośrednią. używane do odbioru. równoważne kilku stopniom wzmocnienia w obwodach niskiej częstości. odpow iadającą w przybliżeniu fali o długości 2500 m etrów . że przez nałożenie drgań generatora na od­ bieraną m odulow aną falę pow stają drgania o zupełnie określonej „częstości pośredniej“ . Radiofonia 149 dynowego.

w Lucernie). Obok odbior­ ników lam powych w odbiorze lokalnym z n a jd u ją jeszcze duże zastosowanie a p a ra ty detektorow e dawnego typu. Dwa lata przedtem istniało wprawdzie ju ż 208 stacji nadawczych. długości fał są przydzielane stacjom na m iędzy­ narodow ych konferencjach (np. A p a ra t taki posiada tylko jeden je d y n y dający się dostrajać obwód. ze sob ą. lecz tylko dobra jakość odbioru. A by uniknąć w miarę moż­ ności wzajemnego zakłócania sobie odbioru przez różne stacje.2 W przyrządach przeznaczonych do odbioru jedynie s ta ­ cji lokalnych. . w y n o sz ą c e g o od 110 do 2 2 0 w o ltó w . W r. są w ó w c z a s o d p o w ie d n io sp rzężo n e m e c h a n ic z n ie . lecz łączna ich moc była sześciokrotnie mniejsza. obejm ujące jeden stopień audionow y oraz jeden lub dwa szczególnie w ydajne wzmacniacze niskiej czę­ stości (w postaci lamp wielosiatkowych). pozostałe długości fal zarezerwowane są dla pew nych określonych potrzeb służby inform acyjnej. Ja k o ogólną zasadę przyjęto. w 1933 r. stosowane są obecnie układy.1 W pierwszych latach rozwoju radiofonii słuchacze radia zmuszeni byli do stosowania specjalnych baterii do żarzenia k a to d y oraz dla nadania napięcia na siatkę i anodę. k tó re n a ­ le ż y je d n o c z e śn ie reg u lo w a ć.150 Zasady fizyki uproszczenie w ich użyciu. b y stacje n a ­ 1 R o z m a ite k o n d en sa to r y i c e w k i sa m o in d u k c y jn e . ja k i moc slacji radionadawczych stale wzrasta. W radiofonii stosowane są przeważnie długości fal od 200 do 600 i od 1000 do 2000 metrów. 2 N a jw ięk szą tru d n o ść sp ra w ia ło ża rzen ie k a to d y za p o m o cą sto su n k o w o w y so k ieg o n a p ięcia sieci. 1933 E uropa posiadała 235 stacji nadawczych o łącznej mocy 3140 kilowattów. Zarówno ilość. włączane bezpo­ średnio do sieci oświetleniowej i dające czysty odbiór. płynące przezeń słabe p rą d y zmienne są w yprosto­ wywane przez zwykły de te k to r kryształkow y i doprow a­ dzane bezpośrednio do słuchawki. Dopiero po długotrwałych w y­ siłkach udało się zbudować odbiorniki. w których zatem nie jest w ym agana selektyw­ ność.

R y s. Wielka wiedeńska stacja nadawcza. Na ostatnim . której stałość utrz y m y w a n a je s t przy pomocy kw arcu. Pierwszy stopień służy do wytworzenia pierwotnej częstości n a ­ dawczej. tł. by akustycznie m odulow ana częstość jednej stacji nadawczej nie w k ra ­ czała w obszar drugiej. Później następuje jeszcze dw ukrotne wzmoc­ nienie m odulow anych drgań. ta k samo i każda stacja nadawcza radiowa pracuje na pewnej ilości lampowych slopni wzmocnienia. wzmacnianie to odbyw a się za pom ocą dwóch lam p 300- kilow attow ych. najnowszej w chwili pisania niniej­ szej książki (1933 r.). 5 4 i 5 5 p r z e d sta w ia ją u rzą d zen ie p o ­ koju k o n tro ln eg o i n a jw a żn iejszej je g o c zęści — sto łu k o n tr o l­ n ego w rozgłośn i w a rsza w sk iej.) . siódmym. 2 W cza sie n a d a w a n ia k o n ieczn a je s t o c z y w iśc ie sta ła k o n tro la d zia ła n ia p o szczeg ó ln y ch sto p n i w zm o cn ie n ia . za antenę służy bezpośrednio stalowy 1 Cala eu ro p ejsk a k a b lo w a sieć te le fo n ic zn a zaw iera ju ż d zisia j sp ecja ln e ż y ły i u rząd zen ia w z m a c n ia ją c e . 1933. bezpośrednio przed przekazaniem drgań antenie.1. J e d y n ie w y ją tk o w a ja k o ść p r zek a zy w a n ia i b rak z a ­ k łó ceń w ta k ich k a b la ch są p r z y c z y n ą teg o . posiada np. stoją dwie dalsze. ta k . (U w . siedem stopni. zbudow ana w r. następne sześć — do stopniowego zwiększania mocy. rys.2 Na tej stacji nadawczej. c z y s to ś c i n a d a w a ­ n y c h d źw ięk ó w itd . 53). doprow adzany za pom ocą kabla ze studia radiowego.000 hertzów w skali częstości. słu żą ce je d y n ie do w y m ia n y p rogram ów p o m ię d z y r o z m a ity m i to w a r z y stw a m i r a d io ­ fo n iczn y m i. Radiofonia 151 dawcze położone blisko siebie posiadały możliwie różne dłu­ gości fal i by każda stacja nadawcza różniła się od swej n a j­ bliższej pod względem długości fali sąsiadki o odstęp 9. Podobnie ja k dokładniejszy odbiór możliwy jest tylko p rzy zastosowaniu szeregu lamp. posiadających każda wysokość l 3/4 m etra (obok nich jako rezerwa. że w y m ia n a progra­ m ów n ie o d b y w a się b ezp o śred n io b ez d ru tu m ię d z y sta c ja m i n a d a w czy m i. Dopiero na p iąty m stopniu częstość nadawcza (stanowiąca częstość nośną) jest m odulow ana przez p rąd mikrofonowy. por. stopniu.

152 Zasady fizyki m aszt konstrukcji kratowej o wysokości 130 m etrów (rys. gdy w dawniejszych instalacjach takie wieże Rys. 56). stanowiły jedynie oparcie dla specjalnej sieci drutów a n te ­ nowych. Przez dodanie drugiej takiej samej wieży w od— . 53. Siódm y stopień w zmocnienia na wiedeńskiej radiostacji (dw ie czynne lam py katodowe 300 kilowattowe i dwie takież lam py rezerwowe).

Urządzenie pokoju kontrolnego rozgłośni warszawskiej.Rys. . z lewej strony widać stół kontrolny. 54.

. Widok stołu kontrolnego rozgłośni warszawskiej.Rys. 55.

leglości długości fali uzyskano kierunkowe nadawanie głównie w kierunku zachodnim. W celu osiągnięcia specjalnie wielkiego zasięgu w o s ta t­ . zgodnie z położeniem W iednia na wschodzie Austrii. Rys. wysokości 130 m. 56. M aszt antenow y w iedeńskiej stacji nadaw czej.

a zwłaszcza fal krótkich. że można je skupiać i kierować za pom ocą odpowiednich reflektorów t a k samo. Obok stacji nadawczych krótkofalow ych zostały o s ta t­ nio zbudowane na próbę nadajniki fal ultrakrótkich. Konigswusterhausen oraz P ittsburg. że ku ogólnemu zdumieniu am atorom udało się porozumienie się ze sobą poprzez ocean za pom ocą zupełnie słabych stacji nadawczych. najważniejsza obecnie dla E u ro p y stacja am erykańska. Fale u ltrakrótkie nie są odbijane od wyższych w arstw a tm o ­ sfery i rozchodzą się tylko prostoliniowo. ta k np.156 Zasady fizyki nich czasach. k tórzy stworzyli obecnie na całej kuli ziemskiej wielką sieć nadawczo-odbiorczą. w Berlinie instalacja nadawcza fal długości 7 m etrów ustaw iona zo­ stała na wierzchołku 138-metrowej wieży radiowej. poza ty m zaś ułatwione je s t zachowanie przesyłanych wiadomości w t a ­ jem nicy. ta k . ja k fale świetlne. Powoduje to. że nie m a ją one dużych zasięgów i wcho­ dzą w rachubę prawie jedynie tylko p rzy odbiorze lokalnym. Instalacje nadawcze fal u ltrakrótkich budo­ wane są umyślnie na znacznej wysokości ze względu na prostoliniowe rozchodzenie się tych fal. uwaga fachowców zo­ stała skierowana na zalety fal krótkich w ogóle tylko dzięki tem u. ty tu łe m próby. dotyczącego rozchodzenia się fal elek­ trycznych. do tych stacji należy np. Dzięki m iędzynarodow em u porozumieniu am a to ro m tym pozostawiono do wyłącznego rozporządzenia pewne okre­ ślone przedziały częstości. Pracom ty ch am atorów za­ wdzięczamy nagrom adzenie ogromnie bogatego m ateriału doświadczalnego. program y niektórych stacji radiofonicznych nadaw ane są również z nadajników krótko­ falowych. Z drugiej strony je d n a k z prostoliniowością rozchodzenia się fal u ltrakrótkich związana jest ta ich zaleta. . że do ich nadaw ania w ystarczają już zupełnie małe energie. jako ich cechę ujem ną. Powszechne zainteresowanie ulepszeniami technicznym i radiotelefonu i telegrafu bez d ru tu spowodowało również ożywioną działalność am atorów .

Został on wynaleziony w dzisiejszej swej postaci w roku 1923 przez trzech Niemców: E n g l a .) 2 W y n a la z e k E n g la . podobnie ja k w radiofonii. że w 1932 r. Z a słu g u je na u w agę. F ilm p rzed ­ sta w ia ł jed n eg o ze z n a jo m y c h E d iso n a . 1900 przez R u h m e r a m etodę świetlnego zapisyw ania dźwięków. Film dźwiękowy 157 0 olbrzym im znaczeniu radiofonii dla nowoczesnego życia świadczy chociażby fakt. które z kolei zapisujem y foto­ 1 P o lsk a p o siad ała 10 a p a ra tó w o d b io rc z y c h na k a żd y ty s ią c m ieszk a ń có w . a Dania — 140.1 X X X IX FILM D Ź W IĘ K O W Y W kilka lat zaledwie po okresie gwałtownego rozwoju radiofonii nastąpił triu m f nowego w ynalazku. k tó r y z d e jm o w a ł k a p elu sz. któ rz y zastosowali do tego celu obm yśloną już w r. że w ła śc iw ie p ierw szy film d ź w ię k o w y z o sta ł w y k o n a n y przez E d iso n a p rzy za sto so w a n iu g ra m o fo n u ju ż w r. (U w . k tó ry osiąg­ nął niemniejsze znaczenie w naszej cywilizacji nowoczesnej. w roku 1927 rozpoczął się zwycięski pochód film u dźwię­ kowego. m ó w ią c p rzy ty m : D zień d o b ry p an u . zostaje przede wszystkim. c z y li d zieło trzech . k tó rą pragniem y za­ pisać. na każdy tysiąc mieszkańców Niemcy posiadały 66 a p a ra tó w odbiorczych. tł. przekształcona za pom ocą m ikrofonu w drgania prądu elektrycznego. S ta n y Zjednoczone 138. M a so lle’a i V o g ta z o sta ł o p a te n to w a n y pod n a zw ą „ T ri-E rg o n “.2 W filmie dźwiękowym w jego dzisiaj prawie wyłącznie przyjętej postaci mowa lub m uzyka. Po odpowiednim ich wzmocnieniu drgania te zostają zamienione za pom ocą odpowiednich przyrządów w wahania natężenia światła. M a s o l l e ’a i V o g t a . p a n ie E d iso n . 1889. Austria 73. ja k pan u się p od ob a k in em a to g ra f? .

p rzestarzała ju ż d zisia j. . a mianowicie tak zwanego zapisu poprzecznego. alb o też m e to d ą za p isu cza rn o -b ia łeg o . jasność zaś jego pozostaje bez zmiany. w p rzeciw ie ń stw ie do op isa n ej tu m e to d y za p isy w a n ia św ie tln e g o . na którym zaczerniony równomiernie ślad dźwięku posiada zmienną szerokość (rys. Przy użyciu innej m etody. W obydw u m etodach wysokość dźwięku jest dana przez odległość dwu następujących po sobie m axim ów (szczebli lub ząbków). otrzym uje się w ten sposób „zapis ząbko­ w a n y “ . K o n ie c zn e b y ły je d n a k w ó w c z a s sp e c ja ln e u rząd zen ia dla „ sy n c h r o n iz a c ji“ ob razów i d źw ięk ó w . p o łą czo n e g o z g ło śn ik iem e le k tr o m a g n e ty c z n y m . 2 M etoda za p isu p op rzeczn eg o b y w a ró w n ież zw a n a m eto d ą o d ­ ch y le n io w ą . na u ży ciu g r a m o fo n u . gdyż jest on złożony z rozmaicie zaczernionych smug poprzecznych je d n a ­ kowej długości (rys. m eto d a z a p isy w a n ia d źw ięk ó w op ierała się. zapis dźwię­ kowy ma zatem po wywołaniu filmu c h a ra k te r „szczeblo­ w y “ .158 Zasady fizyki graficznie na taśmie filmowej.2 Światło pochodzi z silnego źródła światła o stałej jasno­ 1 In n a. 58). natężenie dźwięku n a to m ia s t m etoda natężeniowa oddaje przez stopień zaczernienia pasków poprzecznych. 57). Przy użyciu ta k zwanej metody nalężeniowej w y tw a rz am y w ahania jasności źródła światła. w a h a ­ niom ulega długość obrazu szczeliny świe­ tlnej. co umożliwia synchroniczną kinem atografię obrazów i dźwięków.1 Fotograficzny zapis dźwięków można otrzym ać dwiema m etodam i. m etoda zaś zapisu poprzecznego — przez ich długość.

szczególnie sil­ nie w ystępuje to „zjawisko K e rra “ u nitrobenzolu. odbywaj ące się w r y tm ty c h p rą d ó w . gdy do okładek doprow adzim y napięcie elektryczne i skutkiem tego w ni­ trobenzolu nastąpi podwójne załamanie światła. tak . 13. p o d d a n a dzia­ łaniu prąd ó w . Ilość prze­ puszczonego światła zależy. Film dźwiękowy 159 ś c i .W stęga filmowa z zapisem ząbko- obraz tej szpary zostaje rzucony na film.2 zestawionymi w ten sposób. staje się to możliwe dopiero w tedy. 2 Por. jest nim tzw. w metodzie natężeniowej. . 3 P o słu g u je m y się p rzy ty m d o d a tk o w y m n a p ię c ie m s ta ły m . że bez pola światło nie może przejść przez nie oba.od napięcia.m oże w ytw orzyć w a­ hania natężenia św iatła.5S. K om órka K erra jest umieszczona po­ między dwoma p ry z m a ta m i Nicola. zmniejszony m Rvs. nadanej jej przez K a r o - l u s a (r. komórka Kerra.p ły n ą c y c h z m ikrofonu. że kom órka K erra. do omówienia której chcemy się tu ograniczyć. Ko­ m órka K erra w postaci. jak w skazują rozważania te ­ oretyczne.3 1 N a tu ra ln ie m o żliw e b y ło b y ró w n ież w y w o ły w a n ie z m ia n n a tę ż e n ia źród ła św ia tła b ezp o śred n io za p o m o cą p rąd ów z m ik ro ­ fonu: w p r a k ty c e je d n a k ż e m e to d a ta n ie o k a za ła się k o r z y stn a . ta k . że w polu elektrycznym ciecze izolujące lub też słabo prze- w odzącestająsię podwójnie łam iące. b y w a h a n ia n a tę ż e n ia św ia tła z a c h o d z iły d o k o ła p ew n ej w artości śred n iej. rozd z. J u ż w r. 1875 fizyk a n ­ gielski K e r r wykrył. 1924). składa się z dwóch zanurzonych w ni­ trobenzolu okładek kon­ densatora. 1 poprzez kondensor trafia ono na przyrząd sterujący zapisem. pomiędzy k tó ­ rymi pozostawia się m a ­ leńką szparę.

160 Zasady fizyki Zakres częstości drgaii tonów. 3 P rzez n a p ełn ien ie fo to k o m ó r k i g a ze m u z y sk u je się zn a czn e z w ię k sz e n ie prądu fo to e le k tr y c z n e g o . kom órki selenowe m ożna więc stosować tylko w połączeniu z d o datkow ym źródłem stałego p rąd u . sam ą szczelinę jednakże bierze się nieco szerszą. że opór elek­ try c z n y selenu metalicznego 1 silnie spada w czasie jego n a ­ świetlania. płynącego przez fotokom órkę pod wpływem jej naświetlania. a m ia n o w icie tz w . rozdz. k om órek p ó łp rze w o d z ą c y ch . potrzebnych do wiernego od­ dania głosu w filmie dźwiękowym. ponieważ zaś. W ty m celu stosujem y kom órki selenowe lub fotoelektryczne. po­ siadającego szerokość 0.02 m m . 6. je d n a k ż e je s t on o k o r z y stn e i z w y k le sto s u je m y je w p r a k ty c e . m o żn a z a n ie c h a ć w łą cza n ia d o d a tk o w e g o źród ła prąd u . z jednej strony pokryte od w nętrza w arstw ą am a lg am a tu potasu i zawierające bardzo roz­ rzedzony gaz szlachetny 3 (argon lub hel) lub też całkowicie pozbawione gazu. . rozciąga się mniej więcej od 30 do 10. 59) są to naczynia szklane.04 m m . rys. Dla oddania zapisanego dźwięku należy przede wszyst­ kim za pom ocą komórek światłoczułych zamienić z powrotem drgania świetlne. prędkość przesuwania się filmu została u s ta ­ lona na 456 m m na sekundę. 2 P or. ja k już wspom nie­ liśmy wyżej. P rzy u ż y c iu fo to k o m ó rek d o d a tk o w e źródło prądu nie je s t b ezw a ru n k o w o k o n ie c z n e . polegające na tym . O parte na zjawisku fotoelektrycznym 2 fotokomórki (por. J e d y n ie p rzy u ży ciu k om órek p ew n eg o sp e c ja ln e g o ro d za ju . Natężenie prąd u .000 hertzów. powstające w czasie wyświetlania filmu. je s t rzędu 1 S elen w y stę p u je w d w ó ch m o d y fik a c ja ch : czerw on ej n ie m e ta ­ liczn ej i szarej m eta lic zn ej. W p rak tyce przyjęło się stosowanie obrazu szczeliny. zapis jednego drgania dla n a j­ wyższego tonu wym aga jednej dziesięciotysiącznej części 456 m m. co wynosi w przybliżeniu 0. Szerokość obrazu szczeliny nie może więc w żadnym razie być większa. w w ahania p rądu elektrycznego. zmniejszenie zaś obrazu uzyskuje się za pom ocą odpowiedniego obiektywu. W pierwszych w y­ zyskuje się zjawisko.

W ahania prądu. lecz prąd ten nie wykazuje żadnej „bez­ w ładności“ . rozwijający się z rolki. skąd obraz zostaje rzucony przy użyciu silnego źródła światła na ekran. a następnie do głośników elektrody­ nam icznych. W czasie wyświetlania przesuwa się ona przede wszystkim przed „okienkiem filmowym “ . czyli odtw arza w ahania światła bez żadnego zapóźnienia. 59. gdzie inne źródło światła prześwietla zapis dźwię­ kowy. selenową czy też fotokomórkę. doprowadza się do w zm ac­ niaczy lampowych. wywołane przez kom órkę Rys. Następnie dopiero film. Odpowiednio do odstępu obu okienek obraz i odpo­ w iadający m u dźwięk z n a jd u ją się na taśm ie dźwiękowej Zasady fizyki 11 . Skopiowane negatyw y zapisu dźwiękowego i filmu łączy się w jed n ą wspólną taśm ę — pozytyw . Film dźwiękowy 161 wielkości zaledwie jednego m ikroam pera (czyli milionowej części am pera). N ow oczesna techniczna komórka fotoelektryczna. trafia przed „okienko dźwię­ kowe“ .

zapisany na filmie. przy czym równocześnie bęben przesuwa się powoli w kierunku swej osi. równej dw u­ dziestu pojedynczym obrazkom . zapoczątko­ wanej przez K o r n a już w roku 1902. Pierwsze duże filmy dźwiękowe wyświetlono publicz­ nie w Ameryce w r. XL P R Z E K A Z Y W A N I E O BRA ZÓW I W I D Z E N I E NA ODLEGŁOŚĆ Historia postępów technicznych. mówiącą w innym języku. orientujące osobę. dźwięk. Na początku r. Na poruszający się w ten sposób bęben p a d a mała. ułatw iają osiągnięcie tego celu. Należy je d n a k p rzy ty m zwrócić uwagę na to. o tę odległość. do­ tyczy równocześnie pod wielu względami dziejów pow stania i rozwoju przekazyw ania telegraficznego obrazów oraz początków widzenia na odległość.162 Zasady fizyki w pewnej unormow anej odległości od siebie. które doprowadziły do wynalezienia i udoskonalenia filmu dźwiękowego. w ypow iadane w innym języku. ab y wyrazy. obraz przekazyw any zostaje rozpięty na bębnie walcowym. P rzy zastosowaniu m etody telegraficznego przekazywania obrazów. 1930 ogólna liczba miejsc siedzących w kinem atografach wynosiła w Niemczech około 2 milionów. wyprzedza obraz. 1927. zachowując niezmie­ nioną kolejność obrazów. Specjalne m etody oraz stosowne przyrządy. k tóra stopniowo oświetla p u n k t po punkcie wzdłuż linii śrubo- . odpow iadały w m iarę możności ruchom warg i ułożeniu ust na obrazie. J u ż około roku 1930 film niem y został całkowicie w y p a rty przez dźwiękowy. równą 38 cm. k tó ry obraca się równomiernie. w całej Europie około 13 y2. ostra plam ka świetlna. W celu odtworzenia filmu dźwiękowego w innym języku niż ten. a w S tanach Zjednoczonych 18% milionów. m ożna naturalnie „zsynchronizować“ ponownie film. k tó ry był u ż y ty pierwotnie.

ty m bliższe realizacji staw ały się marzenia o widzeniu na odległość. że światło­ czuła kom órka. jak to widzimy na rys. 60. sterują ta m za pośrednictw em kom órki K erra natężeniem promienia świetlnego. W ten sposób przekazywane kolejno po sobie p u n k ty fotografii u k ład a ją się znów obok siebie. W ten sposób kolejność prze­ strzenna p u n k tó w obrazu zostaje przekształcona na prze­ kazyw ane w pewnej kolejności czasowej po sobie sygnały elektryczne. Im bardziej można było zmniejszyć czas. daje nam silniejszy lub słabszy prąd. n a św ie tla ją c y p u n k t po p u n k cie obraz na b ęb n ie. na k tó rą pada światło odbite.1 Zastosowanie na stacji nadawczej pewnych specjalnych urządzeń umożliwia otrzym anie bez­ pośrednio obrazu pozytywnego. Przekazywanie obrazów i widzenie n a odległość 163 wej przesuwający się obraz. odbija się więcej lub mniej światła. k tó r y c h n a tę ż e n ie je s t m o d u lo w a n e p rzez obraz. tworząc ten sam obraz. ii* . pada na papier światłoczuły lub film. wychodząc z pomocniczego źródła światła. tak. czy też ciemniejsze miejsce obrazu. 1930 zorganizowano dla gazet praw idłową obsługę telefotograficzną pomiędzy dużymi m iastam i. Im większa jest liczba przekazanych p u n k tó w obrazu. Mniej więcej od r. co umożliwia prasie dostarczanie swym czytelnikom obok wiadomości telegraficznych o ważnych zdarzeniach również od razu i odpowiednich fotografii. Zagadnienie można było uważać za p raktycznie rozstrzygnięte z grubsza 1 W rzec z y w isto śc i p rom ień św ia tła . przekazywane za pom ocą przewodu daleko- nośnego lub też radiotelegraficznie na miejsce odbioru. Zależnie od tego. z o sta je (ze w z g lę d ó w zw ią z a n y c h z tech n ik ą p rzek a zy w a n ia na o d le g ło ść i w z m a c n ia n ia p rąd ów ) „ p o c ię ty “ p rzy p o m o c y sp ecja ln ej ta r c z y z o tw o r k a m i i p r z e tw o ­ r z o n y na szereg im p u lsó w św ie tln y c h . tym wyraźniejszy jest obraz. Sygnały te. potrzebny do przekazania pojedynczego obrazu. który. czy plam ka świetlna pada na jaśniejsze. rów­ nież rozpięty na obracającym się bębnie i poruszający się ruchem śrubow ym .

Rys.000 punktów. a) 5. 60.000 punktów. O brazy przekazane na odległość za .000 punktów. c) 30. b) 10.

pośrednictwem 5.000 punktów . b) 10. c) 30.000.000 punktów.000Jpunktów . a) 5.000 i 30. . 10.000 punktów .

166 Zasady fizyki już wówczas. obejm ujący od 100. obejm ujący 37. musiano już zastosować pas częstości. że cały ten proces m ożna było pow tó­ rzyć 12 razy w ciągu jednej sekundy. składających się na r u ­ chom y obraz. Do tego p otrzebny był pas częstości. Do całkowicie doskonałego widzenia na odległość. pas tak i może być zadowalająco przekazyw any tylko za pomocą fal ultrakrótkich. Przekazywanie odby­ wało się p rzy pom ocy modulacji fal elektrycznych. czyli od 10-metrowej długości fali w dół. gdy stało się możliwe t a k szybkie przekazy­ wanie około tysiąca punktów . Dopiero. obejm ujący około 7. taki zakres częstości mógł być jeszcze dogodnie p rzekazyw any przez duże radiowe stacje nadawcze. więc urządzenia nadawcze dla widzenia na odległość powinny być ustaw iane na wysokich wieżach. Gdy następnie udało się osiągnąć przekazywanie 3. przesy­ łanie filmów na odległość.500 hertzów.500 hertzów . .000 hertzów. uda się może również uzupełnić możliwe ju ż dzisiaj słyszenie zachodzą­ cych gdzieś daleko zdarzeń równoczesnym ich widzeniem. pow tarzając obraz 25 razy w ciągu sekundy. gdy to za­ gadnienie zostanie całkowicie rozwiązane. poczynając od około 50 milionów hertzów wzwyż. Ponieważ fale u ltrakrótkie rozchodzą się tylko prostoliniowo.000 do 300. jakiego wym agałoby np. zanim stanie się możliwe śledzenie we własnym dom u jednocześnie wzrokiem i słuchem przedstawień. n a ­ daw anych przez kino na odległość. okazuje się konieczny pas częstości. urządzenie takie umieszczono już rzeczywiście na dachu 102 piętrowego E m pire-State-B uilding w New Yorku: Jednakże należy jeszcze zaczekać na wiele różnych ulepszeń a p a ra tó w od­ biorczych. pas taki można przekazywać jedynie za pomocą nadajników krótkofalowych.000 punktów .

w skali Celsjusza. k tóra również rozpoczyna rachubę stopni od p u n k tu topnienia lodu. Pierw szym krokiem w ty m kierunku było ustalenie do­ kładnej skali temperatur przez wprowadzenie dwóch stałych punktów zasadniczych. któ ry m przyporządkow ano stopnie te m p e ra tu ry . liczba 0. że n a jn iż sz a te m p e r a tu r a sz c z eg ó ln ie su ­ row ej z im y 1709 roku (k tó ra leża ła o 3 2 ° F p o n iżej p u n k tu to p n ie ­ n ia lod u ) j e s t a b so lu tn y m zerem te m p e r a tu r y .1 1 F a h r e n h e it są d ził. jednakże n a u k a o cieple zaczęła się rozwijać w specjalny dział ścisłej fizyki dopiero w X V II I stuleciu. Za tr z e c i p u n k t z a sa d n ic z y sw ej sk a li F a h r e n h e it p rzy ją ł zresztą jesz c z e 96° F. przyjęto uw ażać za nie p u n k t zam arzania i p u n k t wrzenia wody (pod ciśnieniem norm alnym ). W najstarszej. n a to m ia s t w skali R ćaum ura. . te m p era tu rę ciała lu d zk ieg o . P rzyrost objętości pewnej cieczy ogrzanej od jednego z ty c h p u n k tó w do drugiego podzielono w sposób zresztą dowolny na określoną ilość równych części. J a k powszechnie wiadomo. lecz liczba 32. odległość m iędzy zasadni­ czymi p u n k ta m i je s t podzielona na 180 części. dzisiaj jeszcze jed n a k bardzo rozpowszechnionej w k rajach anglosaskich skali F a h renheita. — na 80 części. ja k w innych skalach. Poczynając od pierwszej połowy X V I I I wieku. niestety często jeszcze używ anej. odległość . pu n k tó w zasadniczych jest podzielona na 100 części. punktow i topnienia lodu jednakże nie jest przyporządkow ana tak. niż m echanika lub optyka. a więc znacznie później.C Z Ę S C T R Z E C I A C l E P Ł O XLI T E M P E R A T U R A I ILOŚĆ C IE P Ł A Chociaż wiele obserwacyj nad zjawiskami cieplnymi sięga ju ż starożytności. jedynej używanej w nauce.

że w stałej tem ­ peraturze ciśnienie i objętość gazu są do siebie odwrotnie proporcjonalne. jed n a k droga. B o y l e w ykrył ju ż w r. wówczas na każdy stopień przyrostu te m p e ra tu ry prężność jego w zrasta 0 7273 część tej wartości. ja k ą zajmował w 0°. 2 P raw o B o y le ’a n iesłu sz n ie b y w a n a z y w a n e ró w n ież p raw em M a rio tte’a. termometrami gazowymi. ja k ą posiadała w 0°. na której opiera się tzw. powstające w związku z ty m zm iany objętości trw ają na ogół w szkle naw et w ciągu dłuższego czasu po ogrzaniu i mogą ujemnie wpływać na dokładność pomiarów. ogrzewany pod s ta ­ łym ciśnieniem. 11.168 Zasady fizyki Ja k o ciecz term om etryczną stosuje się przeważnie rtęć w rurkach opróżnionych z powietrza. pozwalających wyznaczać te m p e ra tu ry w granicach po­ między p u n k tam i topnienia lodu i wrzenia wody z do­ kładnością do trzech tysiącznych stopnia. czyli dział fizyki. była długo­ trw ała i mozolna. że dowolny gaz. 1660. rozdz.2 następnie na początku X I X stulecia G a y . rozszerza się na każdy stopień przyrostu te m p e ra tu ry o 1/273 część tej objętości. Na podstawie obserwacyj Gay-Lussaca można już było określić jako absolutne zero tę tem p e ra tu rę . Lecz chociaż zasada. lecz również i rurka szklana. z a jm u ją c y się pom iaram i te m p e ra tu r. jest bardzo prosta. W ażne źródło błędów term o m e tru jest związane z tym . termometria. że rozszerza się przecież nie tylko ciecz. prowadząca do dzisiejszych przyrządów.L u s s a c ustalił. .1 Dalsze źródło niedokładności stanowi nierównomierna rozszerzalność rtęci. ta trudność została przezwyciężona przez porównanie term om etrów rtęciowych ze znacznie doskonalszymi. że gdy ogrzewanie gazu odbywa się w stałej objętości. w której 1 P or. To źródło błędów zostało praktycznie biorąc usunięte przez wynalezienie specjalnych term om etrycznych rodza­ jów szkła (szkło jenajskie). choć nie nadającym i się do bezpośredniego praktycznego uż y tk u . Dalej Gay-Lussac znalazł również.

T em peraturę. Skale norm al­ nych term om etrów rtęciow ych są wobec tego zwykle ce­ chowane przy pom ocy skali te m p e ra tu r lermornełru wodo­ rowego. ja k ą uzyskujem y.2°. Przede wszystkim gaz rozszerza się około 130 razy silniej. naw et 1 Por. 46. słu p ek te n p o su w a się ku g órze. niż rtęciowy. i należy zaznaczyć. 2 W term o m etra ch do m ierzen ia g o rą czk i g ó r n y słu p ek rtę c i je s t o d d z ie lo n y od r e sz ty r tę ci za p o m o cą p ęch e r zy k a p o w ietrza .który obejm uje tem p e ra ­ t u r y jedynie od p u n k tu zam arzania do p u n k tu wrzenia rtęci.2 Pod zwykłym ciśnieniem m ożna stosować term o m e try rtęciowe tylko do 357°. w jakich można stosować te rm o m e tr gazowy. zwiększając ciśnienie. g d y n a to m ia st ro zp o czy n a się sp a d ek te m p e r a tu r y . Następnie obszar tem p e ra tu r. co ujaw nia się w tym . wyrażonej w skali Cel­ sjusza. że te m p e ra tu ra absolutnego zera wynosi — 273. rtęć nato m ia st tylko 7 razy. gdyż w tej tem peraturze rtęć wrze. Najważniejszą rolę jed n a k gra fakt. gdy rozrzedzenie zawartego w nich gazu jest w ystarczające. z tym i term o m etram i norm alnym i są porównywane z kolei term o m e try przeznaczone do sprzedaży. że praktycznie biorąc wszelkie rodzaje term o­ m etrów gazowych zgadzają się ze sobą. niż ciecze. niż jedną dziesiątą stopnia1 od zera absolutnego. do­ dając 273. G d y tem p era tu ra w zra sta . że w roku 1933 fizyka eksperym entalna osiągnęła już te m ­ peraturę. zawiera- bardzo wysokim ciśnieniem. niż zwykłe szkło.2° do te m p e ra tu ry . Z pom iarów wynika. Temperatura i ilość eiepta 169 tak objętość. T erm om etr gazowy z trzech powodów posiada większą dokładność. jest znacznie większy. nazyw am y te m p e ra tu rą bezwzględną. m ożna więc stosować te r­ m o m e tru rtęciowe z trudno topliwego szkła. rozdz. słu p ek z a tr z y ­ m u je się d zięk i o d p o w ie d n ie m u p rzew ężen iu rurki. . że gazy rozsze­ rzają się znacznie prawidłowiej. różniącą się o mniej. niż zakres term o m etru rtęciow ego. m ożna rów­ nież podnieść p u n k t wrzenia. Ponieważ jednak. jak i prężność „idealnego“ gazu m usiałyby całkowicie zniknąć.

ja k np. 3 Por. albo też zależny od te m p e ra tu ry opór d ru tu platynowego. Wobec tego okazało się. nauki o cieple.170 Zasady fizyki w tem p e ra tu ra c h . mierząc promieniowanie. rozdz. tak. 20. s Por. . Mierzy się przy ty m albo siłę e lektrom otoryczną. w y ­ syłane przez ciała rozżarzone5. dochodzących do 750°. który około r. P om iar ta k wysokich te m p e ra tu r stanowi zadanie osobnej gałęzi term om etrii.3 ta k znaczna. któ ry nadaje się do tego celu aż do — 2000. posługujem y się m etodam i elektrycznym i. Musiano więc prócz stopni te m p e ra tu ry wprowadzić jako 1 U ż y w a n e są ró w n ież te r m o m e tr y n a p e łn io n e c ie k ły m tlen em pod zw ię k sz o n y m ciśn ien iem . rozdz.2 pow stającą skutkiem różnicy tem ­ p e ra tu ry w miejscach zetknięcia się dwóch metali. ja k to czyniono pierwotnie. zwanej pyrom etrią* k tóra określa te m p e ra tu ry . alkohol etylowy. 4 P y r o zn a cza po greck u ogień .1 Do pom iarów precyzyjnych. że rozm aite ciała posiadają rozm aitą pojemność cieplną. 1760 po raz pierwszy ustalił przez porównanie za­ chowania się wody i rtęci. Powyżej 1600° nie można już stosować naw et i metod elektrycznych. rozdz. W prowadzenie tego pojęcia jest przede wszystkim zasługą B l a c k a . 50. a również dla bardzo w y­ sokich oraz bardzo niskich te m p e ra tu r. 73. jak już w spom niano. a mianowicie pojęcie ilości ciepła. w y­ noszące zaledwie około Yioo ooo stopnia. że nie można utożsam iać przyrostu te m p e ra tu ry z przy­ rostem ilości ciepła. J u ż w drugiej połowie X V I I I stulecia z pojęcia tem ­ p e ra tu ry rozwinęło się drugie podstawowe p o jęc ie . że przy użyciu tych m etod m ożna stwierdzać jeszcze różnice tem p e ra tu ry . Dokładność elektrycznych pom iarów te m p e ra tu ry jest. 2 P or. toluol lub przede wszystkim p e ntan. Do mierzenia niskich te m p e ra tu r stosuje się ciecze o szczególnie niskim punkcie zam arzania.

W 1842 r. oraz o trz y m a n ą czy też u tra c o n ą ilo­ ścią ciepła. Ilość jednostek energii. w y k o n y w a n ą p r z y p o d n o ­ szen iu ciężaru 1 gram a na w y so k o ść jed n e g o m etra . ■ 2 G ram o-m etrem n a z y w a m y p racę. Co się ty c z y erga. nazwano kalorią. wynosi on 426. . d o 15V2° C. W oda w y­ kazuje pew ną godną uwagi anomalię również i co do swej rozszerzalności cieplnej. niż w każdej innej. w ziętą w stosunku do 1 gram a wody i jednego stopnia skali Celsjusza. Jed n o stk ę tę. W oda ogrzana od 0° do 4° kurczy się 1 dopiero gdy nagrzew am y ją powyżej 4° rozszerza się ona podobnie do wszystkich innych ciał. jest ono równe jedności. w k tó ­ rych dzięki pew nym procesom m echanicznym wywiązuje się ciepło lub też odwrotnie ciepło wywołuje powstanie ruchu. jakiej trzeba udzielić jednem u gramowi tego ciała. Równoważność ciepła i pracy 171 drugą jednostkę cieplną t a k ą ilość ciepła.2 1 D o k ła d n iejsze ok reślen ie k alorii n ie m ów i o g ó ln ik o w o o o g rza ­ n iu jed n eg o gram a w o d y o jed en sto p ie ń . nazwano mechanicznym równoważnikiem ciepła. W 4° osiąga ona mianowicie n a j­ większą swą gęstość. jest więc w tej tem peraturze cięższa. równoważną jednej kalorii. by ogrzać go o 1° C. W oda posiada największe ciepło wła­ ściwe spośród wszystkich ciał stałych i ciekłych (z w y­ jątk ie m ciekłego wodoru). przyjętego za wzorcowe.2. J o u l e i R obert M a y e r stwierdzili nieza­ leżnie od siebie. ciepło właściwe lodu jest o połowę mniejsze.03 i 0. że we wszystkich w y p adkach tego rodzaju istnieje zupełnie określony stosunek pom iędzy zuż y tą czy też u zy sk an ą pracą.86 milionów ergów. lecz ściślej o o grzan iu go od 14i/2° C. która ogrzewa 0 jeden stopień jednostkę m asy pewnego ciała. p orów n. X L II R Ó W NOW AŻNOŚĆ C IE P Ł A I P R A C Y Możemy codziennie obserwować szereg zjawisk.1 Ciepłem właściwym jakiegoś ciała nazy w a m y tę ilość kaloryj.9 gram o-m etrów lub 41. ro zd ział 7. a dla większości m e­ tali w artość jego w aha się pomiędzy 0.

gdy natężenie p rąd u wynosi jeden amper. że 1 w a tt je s t ilo c zy n e m 1 w o lta przez 1 am p er. Sam Mayer ju ż około r. p rzy c zy m 1 w o lt s ta n o w i tr z e c h se tn ą c zę ść e le k tr o sta ­ ty czn ej je d n o s tk i n a p ięcia . a g d y n a tę ż e n ie p rąd u w y n o si jed en a m ­ per p rzez przekrój p rzew o d n ik a p rze p ły w a 3 .172 Zasady fizyk i Mayer obliczył równoważnik m echaniczny ciepła na podstawie rozważań teoretycznych. m agnetyczną.239 kaloriom. a więc w r. Za pomocą opa­ dającego ciężaru wprawiał on w ruch wirowy zaopatrzone w łopatki koło. Niezależnie od Mayera H e l m h o l t z rozwinął tę sam ą myśl i ogłosił ją w dokładniejszej formie w dwa lata później. umieszczone w naczyniu. zasada równo­ ważności pracy i ciepła nosi nazwę pierwszej zasady termo­ dynam iki. co było powiedziane wyżej. lecz również i ener­ gię elektryczną. dotyczących ciepła właściwego gazów. mierząc jednocześnie w yw ołany przez ruch koła wzrost te m p e ra tu ry cieczy. które obejm uje ju ż nie tylko energię m echaniczną i term iczną. zgodnie z tym .1 więc. Ponieważ p rąd elektryczny o mocy jednego w a tta w y­ tw arza w ciągu sekundy energię równą 107 ergów. 1847. przebiegające w ten sposób. przy czym korzystał z dawniejszych niedokładnych danych doświadczalnych. formułując bardziej ogólne prawo zachowania energii. wypełnionym wodą lub rtęcią. 1845 rozszerzył zasadę równo­ ważności ciepła i pracy mechanicznej. termodynamice. jedna w a tt- sekunda odpowiada 0. . że ciepło nie jest doprowadzane z zewnątrz. ani też nie jest na zewnątrz od­ 1 W y n ik a to stą d . optyczną oraz chemiczną. Joule w yzna­ czył wartość równoważnika bezpośrednio. W nauce o cieple.1 0 ” je d n o s te k e le k tr o ­ sta ty c z n y c h n a b o ju na sek u n d ę. Taka ilość ciepła jest więc w y tw arzana w ciągu sekundy w przewodniku o opo­ rze jednego om a. W zastosowaniach tej zasady szczególnie ważną rolę grają dwa specjalne rodzaje przem ian: po pierwsze procesy. Metodę tę n a tu r a l­ nie później bardzo udoskonalono. tzw.

Gdy pewien gaz rozszerza się adiabatycznie (pomyślmy np. czy też oddana na zewnątrz w procesach izo- term icznych jest równa uzyskanej. gdy układ. zachodzące bez zm iany tem ­ p e ra tu ry . Entropia i nieodwracalność 173 dawane. o parze pod tłokiem m aszyny parowej) i w ykonyw a pracę. które noszą miano izolermicznych. sform ułowana w r. gaz musi się ogrzewać. para pod tłokiem m a ­ szyny parowej).1 po drugie przem iany. w ykonyw ający pew ną pracę (np. w y w ie r a n e na g a z. 1850 i 1851 przez Cl a u s iu s a i Willia­ ma T h o m s o n a . gdy jest sprężany adiabatycznie. je s t rów n e w e ­ w n ętrzn ej p rężn o ści ga zu . a dzisiaj powszechnie zwana drugą zasadą 1 P o greck u „ d ia b a in e in “ z n a c z y p rzech o d zić. oraz kiedy nie m ogą one następować. pozostaje w stałym połączeniu z dużym zbiornikiem ciepła (np.2 to równocześnie musi się ochładzać. kotłem parow ym ). przezwyciężając ciśnienie zewnętrzne. W edług pierw­ szej zasady term odynam iki ilość ciepła doprowadzona z zewnątrz. Odwrotnie. W procesach adiabatycznych wykonanie pewnej pracy zewnętrznej musi według pierwszej zasady term odynam iki pociągać za sobą zmniejszenie zasobu ciepła układu.3 Procesy izotermiczne zachodzą wówczas. 2 Z ew n ętrzn e ciśn ien ie. X L III E N T R O P IA I N IEO D W R A C A LN O ŚĆ Pierwszą zasadę term odynam iki stanowi stwierdzenie bardzo ważnego faktu równoważności ciepła i prac y przy wszelkich przem ianach jednej z tych wielkości w drugą. . zasada ta nie mówi n a m jednakże nic o tym . w jakich w aru n k a ch zachodzą i w jakim kierunku biegną takie przem iany. przem iany takie nazyw am y adiabatycznym i. 3 N a tej za sa d zie op ierało się u ż y w a n e c z ę sto w d a w n ie jsz y c h cza sa ch k rzesiw o p n eu m a ty c z n e . czy też zużytej pracy mechanicznej. Zasada.

Należy teraz 1 N a z w a perpeluum mobile p ierw szeg o ro d za ju o zn a cza m a ­ sz y n ę . że nie jest możliwa budow a takiej pe­ riodycznie działającej m aszyny. myśl. 2 M y ślim y tu ta j o w y r ó w n y w a n iu „ s k o ń c z o n y c h “ ró żn ic te m p e ­ ratu r w o d różn ien iu od ró żn ic n ie sk o ń c z e n ie m a ły c h . N ie ­ m o żliw o ść istn ien ia ta k ie g o perpeluum mobile p ierw szeg o rod zaju w y n ik a z z a sa d y za ch o w a n ia en ergii. uzupełnia w isto tn y sposób pierwszą za­ sadę pod wyżej w spom nianym i względami. k tó ra by dostarczała pracy jedynie na koszt ochładzania pewnego zbiornika ciepła (maszynę ta k ą nazwano pe rp e tu u m mobile drugiego ro­ dzaju).174 Zasady fizyki term odynam iki. odebrać m u w ten spo­ sób energię cieplną i zużytkow ać ją w jakiś sposób. która b y z n a jd o w a ła się sta le w b ieg u i d o sta rc z a ła n am p o n a d to p racy bez ża d n eg o d o p ły w u en erg ii z z e w n ą tr z . aby jakieś ciało. W ydaje się rzeczą nie do pomyślenia.2 oraz wszelkiego tarcia. która. E n tro p ię defi­ niujem y dla „idealnego“ procesu term odynam icznego jako wielkość. co wiemy z naszego doświadczenia. w k tó ry m uniknięto wszelkiego wyrów nyw ania tem p e ra tu r za pom ocą przew odnictw a cieplnego lub promieniow ania.1 Istotnie. że można by bez zużycia pracy z zewnątrz ochłodzić pewne ciało. . Druga zasada uzyskała ściślejsze sformułowanie dzięki stworzeniu przez Clausiusa pojęcia entropii. prze­ czy zupełnie tem u. M u sim y za k ła d a ć istn ie n ie n iesk o ń c z e n ie m a ły c h ró żn ic te m p e r a tu r p o ­ m ię d z y cia łem i zb io rn ik iem . z k tó reg o ciep ło d o p ły w a lu b też do k tó reg o ciep ło o d p ły w a z cia ła . zmie­ nia się o wartość przyrostu lub u b y tk u ciepła. że ciepło nie może przejść samo przez się od ciała zimniejszego do cieplejszego. mogło nam służyć jednocześnie za a u to m a ty c z n ą chłod­ nicę i prócz tego jeszcze za źródło energii do napędu m otoru. D ruga zasada w ujęciu Clausiusa głosi. podzie­ loną przez te m p e ra tu rę bezwzględną układu. Thom son wypowiedział drugą zasadę w for­ mie stwierdzenia. Idealnym procesem term odynam icznym nazy w a m y przy ty m taki proces. obniżając swą te m p e ra tu rę poniżej te m p e ra tu ry otoczenia. gdy ciepło dopływa lub odpływa.

a więc zwiększanie już istnieją­ cych różnic te m p e ra tu r lub przem iana ciepła tarcia z po­ w rotem w energię mechaniczną zmniejszałyby bez w ą t ­ pienia entropię. jedynie procesów idealnych. że procesy. zwiększa jego entropię. znosiły się naw zajem w w yniku końcowym . czy to przez przewodnictwo. K ażda w ym iana ciepła. g dy n a to m ia st wszystkie procesy. gdy zachodzi bez zm iany entropii. idealny proces kołowy musi przebiegać w taki sposób. ja k w yrównyw anie się te m p e ra tu r i w ytw arzanie ciepła przez tarcie. P o d obny szereg przem ian term odynam icznych nosi nazwę procesu koło­ wego. wywołujące zwiększanie entropii. że każdy z nich wywołuje w pewnych ciałach lub zbiorach ciał („u k ła d ac h “) jakieś p rzem iany term odynam iczne. lecz n a w e t wywołują w rezultacie jej wzrost. a więc takie. nie zachodzą nigdy sam orzutnie. to dowolny proces może być odw racalny tylko w ty m w y p a d k u . zachodzą w przyrodzie stale i zupełnie sam o­ rzutnie. ten sam wynik daje każda przem iana energii mechanicznej w ciepło przez tarcie. ja k już zaznaczyliśmy. które by powodowały u b y te k entropii. ja k np. czy przez promieniowanie. Doświadczenie wskazuje jednakże. w ytw arzanie prac y z ciepła. zmniejszające en­ tropię. zwiększającymi entropię. lecz możliwe są jedynie w połączeniu z procesami. Entropia i nieodwracalność 175 zauważyć. które nie tylko kom ­ pensują u b y te k entropii. a b y przyrosty i u b y tk i entropii. że mogą istnieć szeregi następujących po sobie procesów tego rodzaju. zachodząca we wnętrzu pewnego układu. entropia takiego pro­ cesu pozostaje więc bez zm iany w porów naniu ze stanem początkowym . Jeśli je d n a k nie istnieją sam orzutnie przebiegające pro ­ cesy. lccz w wyniku końcowym zostaje przyw rócony sta n początkowy. w k tó ry m wyłączone są całko­ . wywołane przez poszczególne procesy składowe. Procesy odwrotne. J a k wskazuje teoria. Dotyczy to. Odw racalny może więc być tylko proces term odynam iczny „idealny“ w w y­ żej w yjaśnionym znaczeniu.

stały zaś w zrost . Odpowiedź jego sprow adza się zasadniczo do stw ier­ dzenia. 1866. będzie składała się tylko z ciepła o zupełnie jednakow ej wszędzie tem peraturze. j a k to oznajm ił po raz pierwszy T h o m s o n (r. Skutkiem stałego wzrostu entropii świat cały. nie osiągając go nigdy całkowicie.176 Zasady fizyki wicie wszelkie zetknięcia cial o różnej tem peraturze. J a k i jest jed n a k powód tej wyróżnionej w porównaniu z innymi odm ianam i energii roli ciepła. jakie je s t głębsze znaczenie tej tajem niczej. inaczej mówiąc. naw et wszelkie przewodnictwo cieplne lub promieniowanie cieplne s ta ły b y się na zawsze niemożliwe po nastąpieniu śmierci cieplnej świata. m usim y jednakże przyjąć. że skutkiem nieodwracalności procesów przyrody energia ta podlega stałem u „obniżaniu swej wartości“. czy też. jak również i tarcie. że entropia danego sta n u związana jest bezpo­ średnio z prawdopodobieństwem tego sta n u . gdy m ożem y wyzyskać istniejące już różnice tem ­ p e ra tu r. X L IV ŚM IER Ć C IE P L N A ŚW IA T A I B O L T Z M A N N O W S K IE PR A W O E N T R O P I I Chociaż całkowita energia świata jest wielkością stałą. 1851). wszelkie zjawiska elektryczne lub optyczne. w k tó ry m energia jego po­ zbawiona zupełnie swej wartości. stopniowo zabijającej wszech­ świat entropii? W genialnie p ro sty sposób rozstrzygnął tę podstaw ow ą zagadkę wiedeński fizyk B o l t z m a n n w r. od­ mienne od ciepła. wszelki ruch. Wszelkie procesy fizyczne. W ciągłym wzroście entropii odbija się raczej „nieodwracalność“ wszystkich procesów przyrody. ciągłej degradacji. Rzeczywiste procesy m ogą się tylko zbli­ żać do tego idealnego przebiegu. energia zaś cieplna ma wartość tylko w tedy. dąży do sta n u „śmierci cieplnej“. Pew ną „w artość“ posiadają jedynie postaci energii. Nie istnieją zatem rzeczywiste procesy od­ wracalne.

pod uwagę dwa ciała. T a k a in te rp re ta c ja jest według B oltzm anna nieunik­ niona. ale bardziej praw dopodobne jest przejście w k ierunku od ciała cieplej­ 1 Por. Zasady fizyki 12 . prędkości i kierunków ruchu wszystkich jego cząstek. lecz tylko pew ną regułą. i przypuść­ my. Boltz­ m ann doszedł do wniosku. pom nożonem u przez pewien uniwersalny współczynnik proporcjonalności. k tó ra zresztą jest w procesach fi­ zycznych nieporównanie częściej przestrzegana niż zanied­ byw ana. Zgodnie z ujęciem B oltzm anna przejście ciepła możliwe jest w obydwóch kierunkach. m ożna przypisać pewne. że zaszła m iędzy nimi sa m orzutna w ym iana ciepła w nadzwyczaj małej ilości. określonemu przez podanie położeń. a więc bez dodatkow ych kom pensacyj. praw dopodobieństw o. tylko od ciała cieplejszego do chłodniejszego. ja k również nieodwracalność zjawisk przyrody. to cała nauka o cieple sprow adza się ostatecznie do slalyslyki. to nie może być ona praw em w ścisłym znaczeniu tego wyrazu. odpowiednio zdefiniowane. m ateria składa się z indyw idualnych czą­ stek. k tó ry c h te m ­ p e ra tu ry różnią się od siebie o jeden stopień. równej 1 ergowi.2 Jeśli jed n a k druga zasada nauki o cieple daje się spro­ wadzić do rozw ażań n a d praw dopodobieństw em . Śmierć cieplna świata i boitzmannowskie prawo entropii 177 entropii. 72. ja k się to ogólnie przyjm uje. rozd z. jeśli w yjdziem y z p u n k tu widzenia ałomislycznego pojm ow ania przyrody. W edług d ru ­ giej zasady ciepło może przejść sam orzutnie. Możemy to sobie uzmysłowić za pom ocą prostego przykładu: weźmy np. zjawiska zaś cieplne polegają1 na niewidocznych dla nas ruchach ty c h indywiduów. można w ytłum aczyć dążeniem wszystkich układów do przejścia ze stanów mniej praw dopodobnych do stanów bardziej praw dopodobnych. 2 G d y y rów na się 10 do p o tę g i x -te j. Ze statystycznego zaś p u n k tu widzenia każdem u stanowi pewnego układu. to lic z b ę x n a z y w a m y lo g a r y tm e m y (w sto su n k u do z a sa d y 10). że entropia równa jest loga- rytm ow i tego praw dopodobieństw a. Jeżeli bowiem.

G dyby n a w e t miliony fizyków w ciągu milionów lat co m in u tę w y k o n y ­ wały na nowo doświadczenie. z trudnością starczyłoby na to paska papieru o długości równej obwodowi kuli ziemskiej. . to mieliby oni jedynie niesłychanie małe widoki na to. Gdy więc zgodnie z drugą zasadą tw ierdzim y. czyli przechodzenie jakiegoś ciała ze sta n u 1 Por. 72. któ ry c h te m ­ p e ra tu ry różnią się o jeden stopień. rozdz. W y ra ź m y praw dopodobieństwo przełam ania drugiej zasady stosunkiem 1 do Z. znając stałe. że wynik doświadczenia może okazać się sprzeczny z ty m twier­ dzeniem. choć jest ono również małe ponad wszelkie po­ jęcie.1 Z najdujem y. to praw dopodobieństw a.178 Zasady fizyki szego do zimniejszego. ab y móc choć raz zaob­ serwować przejście ciepła w ilości przynajm niej jednego erga od ciała zimniejszego do cieplejszego. gdybyśm y chcieli napisać wszystkie jej cyfry. Istnieje jed n a k pewne skończone praw dopodo­ bieństwo. Możemy oszacować liczbę Z. należą zm iany sianu skupienia. z am iast od­ wrotnie. to znaczy. iż. polegające na zetknięciu ze sobą w tem peraturze pokojowej dwóch ciał. że liczba ta posiada tak wielką wartość. XLV ZM IA N Y STA NU S K U P I E N I A Do ty c h zjawisk cieplnych. k tóre ju ż od najdaw niejszych czasów w zbudzały żywe zainteresowanie. że średnio jeden raz na Z w ypadków dana ilość ciepła ma przejść sam orzutnie od ciała zimniejszego do cieplej­ szego. że świat m ógłby n a odkrytej przez B oltzm anna dro­ dze pokonać śmierć cieplną przez odstępstw o od drugiej zasady term odynam iki. jest zupełnie niewyobrażalnie małe. c h a ra k te ­ ryzujące fizykę atom ów . że ciepło nigdy sam orzutnie nie przechodzi w dostrzegalnej mierze od ciała zimniejszego do cieplejszego bez żadnych d o d a t­ kowych kom pensacyj.

o trz y m a m y 2 kg wody o tem p e ra tu rz e 0°. Zmiany stanu skupienia 179 stałego w ciekły.000 atmosfer. iryd. Przez zastosowanie ciśnie­ nia 15. lub też z ciekłego w gazowy i odwrotnie. Ciepło topnienia lodu jest szczególnie duże. że woda do picia.7°. Z biegiem czasu dla ty ­ sięcy substancyj wyznaczono bardzo dokładnie tem p e ra ­ tu r y oraz ciepła topnienia. w czasie krzepnięcia cieczy to ciepło „ u ta jo n e “ zostaje wyzwolone z powrotem . a z ty m wiąże się również fakt. p e ntan. 1760 B l a c k dokonał ważnego odkrycia. w ynika to stąd. W śród m etali szczególnie w y­ sokie p u n k ty topnienia posiadają p la ty n a . i że są one dla każdego ciała określone przez jego skład chemiczny. szczególnie niski p u n k t zam arzania w ykazuje. że zwiększanie objętości w ym aga w ykonania prac y prze­ ciwko ciśnieniu zewnętrznem u. ja k już wyżej wspomniano. J u ż G a l i l e u s z ustalił. ilość tę.7 kaloryj. m ożna np. t a n ta l i przede wszystkim wolfram (3300°). polegające na ty m . Z istnieniem utajonego ciepła topnienia związane jest powszechnie znane zjawisko. k tó ry zestala się dopiero w tem peraturze — 200°. w ykazuje bez zm iany te m p e ra tu rę 0°. Z topnieniem przeważającej większości ciał związane jest zwiększenie objętości. a gdy rozwinęła się term o ­ m etria. zauważono wkrótce. że p u n k ty topnienia i za­ m arzania są zawsze identyczne. obli­ czoną na jednostkę m asy. Od­ wrotnie. w której pływa kaw ałek lodu. wynoszącej — 39°. wówczas. wynosi ono 79. Gdy zmieszamy kilogram lodu o te m p e ra ­ turze 0° z 1 kg wody o tem peraturze 79. aż 12* . że w czasie topnienia zostaje zawsze zużyta określona ilość ciepła. że dla wszystkich tych ciał zwiększenie ciśnienia wywo­ łuje podwyższenie te m p e ra tu ry topnienia. przesunąć p u n k t z am ar­ zania rtęci od wartości norm alnej. dopóki lód nie rozpuści się w niej całkowicie. Pom iędzy ciałami ciekłymi w tem p e ra tu rz e pokojowej. Około r. iż z topnieniem i zam arzaniem po­ łączone są zm iany objętości. o ile będziemy starannie unikać wszelkich s tr a t ciepła na ko­ rzyść otoczenia. nazwano ciepłem topnienia.

dla k tórych topnienie wywołuje zmniejszenie ob­ jętości. W analogii do w ykrytego przez siebie ciepła topnienia. p u n k t zaś jego topnienia obniża się o 0. Black ustalił również istnienie znacznego utajonego ciepła parowania.0075° z ka ż d y m zwiększeniem ciśnienia o jed n ą atmosferę. niezwykłe piękno kryształków śnieżnych. nie możem y n a to m ia st ślizgać się po szkle lustrza­ nym .000 ra zy p r z e w y ż sza ją ce g o n o rm a ln e c i­ śn ien ie p o w ietrza . k tó ry m zajął się po raz pierwszy dokładnie B l a c k około r. Również i proces tw orzenia się lodowców tłum aczy się w ten sam sposób. polegające na ty m . Gdy lód p o d d a m y w pew nym punkcie ciśnieniu. a skutkiem tego zwiększenie ciśnienia obniża p u n k t topnienia wody. które dla wody wynosi nie mniej. W przeciwieństwie do lodu. 1760. 61.180 Zasady fizyki do + 1 0 0. za­ czyna on ta m topnieć skutkiem obniżenia p u n k tu topnienia. wynosi więc zaledwie niecałą p ią tą część tej ilości ciepła. że d ru t. Lód pływa na wodzie. zam arza je d n a k z pow rotem n a ty c h m ia s t po ustaniu działa­ nia ciśnienia. T e m p era tu ra wrzenia zależy w sposób bardzo 1 C zyli ciśn ie n ia 15. obcią­ żony znacznym ciężarem i przerzucony przez bryłę lodo­ wą.1 W oda należy do bardzo nielicznych w y­ jątków . ażeby następnie stężeć na lód. że możem y ślizgać się po lodzie. Blisko spokrew niony ze zjawiskiem topnienia jest pro­ ces wrzenia. przedstaw ia rys. . W ty m kryje się również przyczyna faktu. widzia­ nych przez mikroskop. Możemy w ytłum aczyć na tej podstawie nie­ oczekiwane zjawisko. Pod olbrzym im ciśnieniem wiel­ kich mas śnieżnych dolne w arstw y śniegu topnieją. k tóra p otrzebna je s t jeszcze wówczas do przeprowadzenia tej wody o tem p e ra tu rz e 100° w sta n p a ry o tej samej tem p e ­ raturze. potrzebna do ogrzania pewnej m asy wody od 0° do 100°. przesuwa się poprzez nią powoli ku dołowi. śnieg jest złożony z dobrze sform owanych drobnych kryształ­ ków wody. Ilość ciepła. niż 540 kaloryj.

61. B entley’a. Postacie kryształków śniegu według zdjęć m ikrofotograficznych W . . A.Rys.

że gdy ciśnienie układu jest dane. Teoria ciepła prowadzi do potwierdzonego całkowicie przez doświadczenie wniosku. zostaje zużyte również i na przepro­ w adzanie wody w s ta n pa ry . Układy. że ciepło. wówczas pa ra wodna i woda m ogą współistnieć ze sobą jedynie w pewnej ściśle określonej tem peraturze. następuje jeszcze poza ty m przejście części pary w wodę. dostarczane czystej parze. są szczególnie interesujące i bardzo ważne pod względem p ra k ty c zn y m . powoduje jedynie zwiększenie jej objętości czy też prężności. w któ ry c h współistnieją obok siebie woda i para wodna. nato m ia st prężność p a ry nasyconej zależy jedynie i w y­ łącznie od te m p e ra tu ry . czy też znajduje się ona w obecności ciekłej wody. i odwrotnie. gdyż część współistniejącej z nią cieczy prze­ chodzi w s ta n pary. zajm ow aną przez parę nasyconą. samodzielnie istniejącą p a rą wodną. Zależnie od tego. następuje n a tom iast jej częściowe lub zupełne skroplenie. K ażdem u określonemu ciśnieniu p a ry nasyconej odpo­ wiada zatem pewna określona „ te m p e ra tu ra nasycenia“ . według którego jej prężność i objętość są do siebie odw rotnie proporcjonalne. Podobnie rzecz się przedstaw ia i w w ypadku odw rotnym : gdy czysta pa ra traci ciepło. gdy n a to m ia st ciepło.pewna ściśle określona prężność p a ry nasyconej. każdej tem peraturze —. nazy­ w am y ją parą przegrzaną lub też parą nasyconą. . gdy n a to m ia s t odbieram y ciepło układowi. prężność jej nie wzrasta. prężność jej nie maleje. jedynie jej objętość lub prężność ulega zmniejszeniu. gdy zaś zwiększamy objętość. Gdy zm niejszam y objętość p a ry nasyconej. czy p a ra istnieje samoistnie. polega na ty m . Para przegrzana podlega wspo­ m nianem u już wyżej praw u Boyle’a.182 Zasady fizyki isto tn y od ciśnienia — nieco niżej zajm iem y się dokładniej tą sprawą. W tem peraturze 100°. złożonemu z wody i pary. doprowadzane do takiego układu złożonego. a więc w „punkcie w rzenia“ wody. Zasadnicza różnica pom iędzy układem tego rodzaju a czystą.

w tem peraturze 50° pod 0. Zgodnie z powiedzianym wyżej ciecz. W ia tr i p rą d y powietrzne wywołują p a ­ rowanie na powierzchni naszej skóry. w y n a le z io n y ju ż ok oło r. gdy ciśnienie zewnętrzne nie przekracza prężności jej p ary nasyconej w tej tem peraturze. itd. znajdująca się w pewnej określonej tem peraturze.1 Przechodzenie cieczy w parę odbyw a się zresztą.7 atm osfery. ochładzając j ą w ten sposób. w ystępujący po deszczu w gorące dnie letnie. W oda. jest w yw ołany w znacznej mierze przez ochłodzenie s k u t­ kiem parow ania. . ja k ą z a w ier a łb y c e n ­ ty m e tr sz e ś c ie n n y p o w ietrza o tej sa m ej te m p e ra tu r z e . w y r a ż a m y ją z w y k le w p ro cen ta c h i m ie r z y m y za p o m o cą h y g r o m e tr ó w . Dobrze znane 1 N a tej z a sa d zie op iera siQ k o cio ł p a ro w y do g o to w a n ia . Zmiany stanu skupienia 183 prężność nasyconej p a ry wodnej równa się naturalnie je d ­ nej atmosferze. znajdująca się pod ciśnieniem 2 atm osfer może wrzeć dopiero wówczas. nie tylko w czasie wrzenia. w 50°— 0. w 90°— 0.12 i w 0° — 0.. S to su n e k w ilg o tn o śc i b e zw zg lęd n ej do tej (z u p ełn ie z r esztą ok reślo n ej) ilo śc i p a ry . w k tó ry m p o tra w y m ożn a ogrzew a ć siln iej n iż w n a c z y n ia c h o tw a r ty c h .2 Proces ten połączony jest również ze zużyciem ciepła.006 a tm . co tłum aczy n a m znaczne ochładzanie się silnie parujących cieczy. m ożem y wywołać spadek słupka rtęci o mniej więcej 20°. Przejście w gazowy s ta n skupienia może odbyw ać się również i bezpośrednio ze sta n u stałego. Zwilżając eterem w atę. n a z y w a m y w ilg o tn o śc ią w z g lę d n ą . dopiero po osiągnięciu aż 134° itd. Spadek tem p e ra ­ tury.006 atm . k tó rą oto­ czyliśmy kulkę term o m e tru . pod ciśnieniem 3 a tm . może wrzeć tylko wówczas.12 atm . ja k to dobrze wiadomo. dlatego też w z b y t ciepłych pomieszczeniach u s ta ­ wiam y w entylatory. gdy osiągnie te m p e ra tu rę 121°. woda wrze w 0° pod ciśnieniem 0. Odwrotnie. 1680 p rzez P a p in a . 2 W ilg o tn o śc ią b ezw z g lęd n ą p o w ietrza n a z y w a m y ilo ść pary. g d y b y para b y ła n a sy c o n a . lecz zachodzi ono stale również i w te m p e ra tu ra c h niższych przez po­ wolne parowanie na powierzchni. z a w a rtą rzec z y w iśc ie w je d n y m c e n ty m e tr z e sz e śc ie n n y m p o w ie ­ trza o d an ej tem p era tu r z e.

XLVI S K R A P L A N IE GAZÓW W każdej tem peraturze prężność p a ry przegrzanej jest mniejsza od prężności p a ry nasyconej.006 atm . że substancje.2 Gdy więc parę przegrzaną ochładzamy. Dla każdej substancji jest to jednak możliwe jedynie w pewnej ściśle określonej tem peraturze i pod pew nym ściśle określonym ciśnieniem. będą zachowywały się podobnie do par. zwiększając w ten sposób zgodnie z praw em Boyle’a jej prężność. Dla wody p u n k to ­ wi potrójnem u odpowiada te m p e ra tu ra +0.0075° i ciśnie­ nie 0. Przykładem procesu odw rot­ nego jest osadzanie się ta k zwanego kw iatu siarczanego z p a ry siarki. znajdujące się w stanie gazo­ wym już w zwykłej tem peraturze. . lub też zmniej­ szam y jej objętość. zwanego sublim acją. dane te okre­ ślają tzw. Można było zatem mieć nadzieję. ja k gazami. że przez zwiększanie ciśnienia lub też obniżanie te m p e ra tu ry uda 1 J a k m o żn a o czek iw a ć na p o d sta w ie z a sa d y z a c h o w a n ia en er­ g ii. para przegrzana o pewnej określonej prężności posiada wyższą tem p e ra tu rę . p u n k t p o tró jn y tej substancji. aniżeli pa ra nasycona o tej samej prężności. u k tórych nie można zauważyć śladów naw et przechodzenia w sta n ciekły. 2 S tą d te ż p o ch o d zi n a zw a p a ry „ p r zeg rza n ej“. stanowią: parow anie lodu oraz istnienie pewnych stałych substancyj pachnących. podlegającym i praw u Boyle’a.184 Zasady fizyki przykłady tego zjawiska. skoro to nastąpi. Innym i słowy. ciep ło su b lim a cji je s t rów n e su m ie ciep ła to p n ie n ia i ciep ła parow an ia. rozpoczyna się konden­ sacja czyli wydzielanie się cieczy z pary. można więc było oczekiwać. Ponieważ p a ry przegrzane nie są niczym innym .1 W odpowiednich w arunkach mogą współ­ istnieć obok siebie jednocześnie wszystkie trz y s ta n y sku­ pienia danego ciała. m usim y wreszcie osiągnąć sta n nasycenia.

1869 przez A n d r e w s ’a. zrezygnowani. n a w e t gdy stosować będziemy dowolnie wielkie ciśnienia. im wyżej leży jego te m p e ra tu ra kry ty c z n a. 14. że dla każdego gazu istnieje pewna „tempera­ tura krytyczna“. azotu: — 146°. poczęli nazywać te gazy trw ałym i. wynosi ona mianowicie — 268°. Stan krytyczny. Do ty ch gazów. n a ­ leżał przede wszystkim dw utlenek węgla. powyżej której nie m ożna osiągnąć sta n u nasycenia. W ysokość te m p e ra tu ry krytycznej dw utlenku węgla w y ­ nosi +31°. więc tem peraturze krytycznej odpowiada również pewne ściśle określone „ciśnienie k ry ty c z n e “ . ta okoliczność wyjaśnia nam. W rzeczywistości różnica pomiędzy p a rą wodną a gazem trw ałym zanika zarówno w tem p e ra tu ra c h po­ wyżej 374° (w k tórych pa ra wodna jest też trw ała). jest więc tylko o pięć stopni odległa od zera bezwzględnego. stąd też dw utlenek węgla m ożna skroplić już w tem peraturze pokojowej i dlatego nie uznawano go za gaz trw ały. jak i w tem p e ra tu ra c h . leżących poniżej te m p e ra tu ry k ry ty c z ­ nej rozpatryw anego gazu. T em p era tu ra kry ty c z n a p a ry wodnej wynosi około 374°. Przyczyna tajemniczej „trwałości“ niektórych gazów została w y k ry ta w r. Skraplanie gazów 185 się również i te gazy przeprowadzić w stan nasycenia i skroplić je w ten sposób. został zrealizowany przez C a g n i a r d d e l a T o u r a (1822) już na pół wieku przed odkryciem A ndrew s’a. Ponieważ prężność p a ry nasyconej zależy tylko od te m p e ra tu ry . Ciśnienie krytyczne gazu jest ty m wyższe. dlaczego para w odna zachowuje się na pozór zupełnie inaczej. aniżeli gazy „ trw ale“ . badacze. T e m p era tu ra k ry ­ tyczna wodoru wynosi — 240°.0. ciśnienie krytyczne wodoru wynosi np. Przez długi czas jednakże u niektórych gazów wszelkie próby tego rodzaju zawo­ dziły. które udało się skroplić. tlenu: — 119°. Stwierdził on mianowicie. scharakteryzow any przez te m p e ra tu rę k ry ty c z n ą oraz ciśnienie krytyczne.9 i wreszcie p a ry wodnej: 224. dw utlenku węgla: 72. Szczególnie niska jest te m p e ra tu ra kry ty c z n a helu.2 atmosfery. W stanie k ry ty c z n y m ciecz .

w k tó ry m znalazła zastosowanie zasada prądu wstecznego. wynaleziony przez L i n d e g o w r. Isto tn y postęp w technice skraplania powietrza stanowił a p a ra t. ta okolicz­ ność znajduje ważne zastosowanie techniczne w opisanej nieco niżej metodzie Bensona. Skroplenie gazów trw ałych udało się po raz pierwszy C a i l l e t e t o w i w r. D o p iero d w aj b a d a cze p o lsc y . wówczas ulega on na ogół oziębieniu. . S kutkiem tego te m p e ra tu ra rozprężanego powietrza o pada coraz niżej i wreszcie zostaje ono skroplone. u z y sk a li w r. że zaczynał się skraplać. (U w . 1 C a illetet o tr z y m a ł w ła śc iw ie ty lk o p rzejścio w e m g ły . 1883 ta k ie ilo ści sk ro p lo n eg o p o w ietrza . W ró b lew sk i i O lszew sk i. W przyrządzie Lindego powietrze. Inaczej rzecz się przedstaw ia w w y padku wodoru i helu. stopniowo posunięto się aż do te m p e ra tu ry — 215°. w której powietrze już się ze­ stala. Za pom ocą specjalnych pom p poddaw ał on gazy ciśnieniu 200— 300 atm osfer i ochładzał je jednocześnie stałym dw utlenkiem węgla. wy­ k ry te już znacznie wcześniej przez J o u le ’a i Thom sona. 1877. Za po­ mocą przyrządu Lindego m ożem y skraplać dowolne ilości powietrza bez potrzeby uprzedniego jego ochładzania. sprowadzone już do niższego ciśnienia (rozprężone) i w skutek tego ochłodzone.). tł. z ło żo n e z d ro b n y ch k rop elek sk ro p lo n eg o g a zu . sprężony gaz rozszerzał się gwałtownie i ochładzał przy ty m dalej (zgodnie z pierwszą zasadą) ta k silnie. Następnie ob­ niżał nagle ciśnienie do atmosferycznego. Linde wyzyskał dla skraplania gazów zjawisko. które polega na tym .1 Szereg badaczów wydoskonalił tę m etodę postę­ powania tak. płynie wciąż naprzeciw powietrza jeszcze sprężonego i odbiera m u cie­ pło. że gdy gaz przeciskam y powoli bez w y m ian y ciepła z otoczeniem przez porow atą zatyczkę z obszaru o wyższym ciśnieniu do obszaru o ciśnieniu niż­ szym. 1896. że stało się możliwe otrzym yw anie ciekłego powielrza w większych ilościach. że m ożn a b y ło u sta lić jeg o fiz y c z n e w ła ­ sn o ści.186 Zasady fizyki przechodzi bez wrzenia bezpośrednio w parę.

a nie ochładzają. gdy w zwykłej tem p e ra tu rz e poddać je procesowi J o u le ’a — Thom sona. w roku 1933 d e I i a a s potrafił osiągnąć naw et tem p e ra ­ t u r y odległe o mniej niż jed n ą dziesiątą stopnia od zera bezwzględnego -1 X L V II ROZTW ORY Podobnie ja k przejście ciała ze sta n u stałego w ciekły lub też z ciekłego w gazowy. ja k powietrze. Pod norm alnym ciśnieniem wodór wrze w tem peraturze — 253°. D e w a r o w i udało się skroplić wodór. Gdy rozpuścimy pewną ilość rodanku potasu w takiej 1 U d a ło m u się p o su n ą ć tak d a lek o przez z a sto so w a n ie roz- m a g n eso w y w a n ia p ew n y c h su b sta n c y j m a g n e ty c z n y c h . nazyw am y ciepłem rozpuszczalności. K a m e r l i n g h o w i O n n e s o w i udało się wreszcie skroplić w przyrządzie ty p u Lindego również i najtrw alszy ze wszystkich gazów — hel. rozpuszczalniku (np. jeżeli nie doprow adzam y jednocze­ śnie ciepła z zewnątrz. dopiero w te m p e ra tu ra c h bardzo niskich za­ chow ują się one ta k . cukru w wo­ dzie) — jest też związane z pew ną w ym ianą ciepła z otocze­ niem. ochładzając go uprzednio za po­ mocą ciekłego wodoru. za pom ocą ciekłego powietrza. przez zmniejszenie ciśnienia udało się K e e s o m o w i wywołać jego zamarznięcie. . jednakże. Pod norm alnym ciśnieniem hel wrze w tem peraturze — 269°. zmniejszając ciśnienie. W skutek tego. aktowi rozpuszczania towarzyszy na ogół pewne oziębienie. Ciepło. R oztw ory 187 które wyjątkow o ogrzewają się. poddany wysokiemu ciśnieniu. zużywane na rozpuszcze­ nie jednostki m asy danej substancji. również i rozpuszczanie ciała stałego w cieczy — tzw. można obniżyć tem pe­ raturę wrzenia jeszcze o dalsze 6° i przeprowadzić wodór w sta n stały po osiągnięciu przezeń te m p e ra tu ry — 259°. w ym iana ta polega zwykle na zużyciu pewnej ilości ciepła. chłodząc przed rozprężeniem gaz.

Cienka błonka. można osiągnąć naw et te m p e ra tu rę — 50°. niż dla roztworu jednoprocentowego. 1788 B l a g d e n . wykazuje podobne dążenie do zwiększania swej objętości. Odwrotnie. dopiero w tem p e ra ­ turze — 2° do — 3°. Zm iany p u n k tu zam arzania i wrzenia są. nie zużyw ają ciepła. przepuszcza ona wodę. śnieg czy lód musi się uprzednio częściowo stopić. lecz je wydzielają na zewnątrz. ażeby ciało to mogło się rozpuścić. zam arza np. iż ciało. zam k nięty w n a ­ czyniu. jak gaz. ja k ju ż częściowo w ykrył również Blagden. jest zawsze n iższy. świadczy o ty m fakt. Do niewielu substancyj. ciepło zaś topnienia zostaje również pobrane na koszt mieszaniny. Gdy zmieszamy 100 części wagowych śniegu z 33 częściami soli kuchennej. W ykrycie doświadczalne tego ciśnienia. rozpuszczając się. dwa razy większe dla dwuprocentowego roztworu cukru. Ciśnienie. należy gips. P u n ld zam arzania roztworu. gdy ciało stałe zmieszam y z lodem lub śniegiem.188 Zasady fizyki samej masie wody. możem y uzyskać obniżenie te m p e ra ­ tu ry o 34°. — . niż p u n k t zam arzania czy­ stego rozpuszczalnika. p u n k i wrzenia roztworu ulega podwyższeniu. które. wywierane przez roztwór. zawierająca 3 do 4 % rozpuszczonej soli. a n a s tę p ­ nie pom iar jego wielkości. rozpuszczone w cieczy. gdyż w tym w ypadku. o trz y m a m y wówczas mieszaninę oziębia­ jącą o tem peraturze — 22°. stały się możliwe dzięki istnieniu szeregu substancyj na wpół przepuszczalnych dla roztw o­ rów. substancje takie są przepuszczalne dla rozpuszczal­ nika. nazwano osmo- lycznym . W oda m orska. proporcjo­ nalne do stężenia roztworu. zachowuje się np. Szczególnie silne oziębienia możem y osiągnąć. Mieszając 143 części k r y s ta ­ licznego chlorku w apnia ze 100 częściami wagowymi śniegu. są one np. ja k to w ykrył już w r. w taki właśnie sposób w sto­ sunku do wodnego roztworu cukru. Proces przechodzenia do roztworu jest zbliżony co do swej istoty do procesu parow ania. nieprzepuszczalne n a to m ia s t dla ciała rozpuszczo­ nego. p o k ry ta w arstw ą żelazocyjanku mie­ dziowego.

Twierdzenie Nernsta 189

n ato m iast z atrzym uje rozpuszczony cukier. Bardzo dużą
rolę odgryw ają błonki półprzepuszczalne w budowie or­
ganizmów, n a to m ia st sztuczne wytworzenie takich do­
kładnie półprzepuszczalnych ścianek udało się dotychczas
jedynie w stosunkowo niewielu w ypadkach.
Podobnie ja k ciśnienie gazu sta ra się w yrów nać różnice
jego gęstości, ciśnienie osmotyczne dąży do w yrównania
różnic stężenia roztworu; na ty m oparte są rozm aite m eto­
dy pom iaru ciśnienia osmotycznego. P om iary te, ja k rów­
nież i rozważania teoretyczne, umożliwiły sformułowanie
w r. 1885 przez v a n t ’H o f f a podstawowego praw a, we­
dług którego (analogicznie do ciśnienia gazów1) ciśnienie
osm otyczne roztworów rozcieńczonych2 jest proporcjo­
nalne do ich stężenia i do te m p e ra tu ry bezwzględnej.3

X L V I II
T W IE R D Z E N IE NERNSTA

Dwie zasady term odynam iki uzupełniło w sposób isto t­
ny twierdzenie, sformułowane przez N e r n s t a w r. 1906,
z którego d a ją się wyprowadzić ważne wnioski, dotyczące
zachowania się ciał w bardzo niskich temperaturach. Twier­
dzenie to zwane je s t często „trzecią zasadą term odynam iki“.
Podobnie ja k dwie poprzednie zasady, zostało ono u s ta ­
lone na podstawie danych doświadczalnych, w ty m w y­

1 Por. rozdz. 72.
2 A n a lo g ia z g a za m i w y stę p u je ca łk o w ic ie je d y n ie w w y p a d k u
d u ż y c h ro zcień czeń , a w ię c ty lk o w te d y , g d y m o ż n a z a n ie d b a ć
siły , d z ia ła ją c e p o m ię d z y n a jm n ie js z y m i c z ą stk a m i cia ła ro zp u ­
szczo n eg o .
3 Is to tn ą rolę zarów n o w e w zo rze na c iśn ie n ie o sm o ty c z n e , ja k
i w e w zo ra ch n a z m ia n y te m p e r a tu r y k rzep n ięcia i w rzen ia , o d ­
g ry w a cięża r c z ą ste c z k o w y cia ła r o z p u sz c z o n e g o . N a fa k c ie ty m
opiera się sto so w a n a c z ę sto m e to d a w y z n a c z a n ia cięża ru c z ą ste c z ­
k o w eg o ciała z w ie lk o śc i o b n iżen ia p u n k tu k rzep n ięcia ro ztw o ru
teg o ciała.

190 Zasady fizyki

padku danych n a tu r y chemicznej. Treść zasady N ernsta
stanowi w gruncie rzeczy stwierdzenie, iż całkowite ozię­
bienie dowolnego ciała aż do te m p e ra tu ry zera bezwzględ­
nego jest ta k ą sam ą niemożliwością, ja k — według pierw­
szej i drugiej zasady term odynam iki — budowa perpe-
tu u m mobile pierwszego, czy też drugiego rodzaju.
Nic m ożem y zastanaw iać się tu ta j bliżej na d bardzo
tru d n ą treścią zasady N ernsta. Zastosowania jej leżą
głównie w dziedzinie chemii. Z jej konsekwencyj fizycz­
nych jedna szczególnie zasługuje na uwagę: w m iarę
zbliżania się do zera bezwzględnego ciepło właściwe w szyst­
kich ciał stałych czy ciekłych musi dążyć do zera.
Na ogół w zwykłych w arunkach ciepło Avłaściwe jest
dość niezależne od te m p e ra tu ry . Do nielicznych w yjątków
należy, ja k zauważono już od daw na, diamenł. Gdy nauczo­
no się otrzym yw ać bardzo niskie te m p e ra tu ry , znaleziono,
że ciepło właściwe diam entu w ty m obszarze te m p e ra tu r
spada gwałtownie. W ynosi ono np. w — 50° w przybli­
żeniu jed n ą trzecią, a w — 190° ju ż zaledwie jedną
sześćdziesiątą tej wartości, ja k ą m a w tem p e ra tu rz e poko­
jowej. Ta sam a ilość ciepła, ja k a w zwykłych w arunkach
nie m ogłaby dostrzegalnie podnieść te m p e ra tu ry dia­
m entu, może zatem w bardzo niskiej tem p e ra tu rz e w y­
wołać jej podwyższenie o wiele stopni. W tem peraturze
— 250° nie m ożna ju ż było w ogóle ustalić wartości ciepła
właściwego diam entu, pomimo wyjątkow ej dokładności
pomiarów. Późniejsze badania dowiodły, że, podobnie do
diam entu, i inne ciała stałe w ykazują również spadek
ciepła właściwego, zgodny z w ym aganiam i zasady N ern­
sta. Jednakże dla innych ciał spadek ten nie jest ta k gwał­
towny, ja k dla d iam entu; dla miedzi np. ciepło właściwe
w tem peraturze — 186° spada do połowy, a w — 250° do
mniej więcej trzydziestej części w artości normalnej.

X L IX
P R Z E W O D N IC T W O C IE P L N E

Zgodnie z drugą zasadą, ciała o różnych tem p e ra tu ra c h
dążą do ich w yrównania, które może zachodzić bądź przez
przewodnictwo, bądź też przez promieniowanie cieplne.
Również i w nauce o cieple rozróżniamy, podobnie jak
w nauce o elektryczności, dobre przewodniki i izolatory.
Nie chodzi tu ta j o form alną jedynie analogię ze zjawiskami
elektrycznym i, lecz o rzeczywisty związek pom iędzy wła­
snościami elektrycznym i i cieplnymi, ja k to w ynika z fak­
tu, że wszystkie dobre przewodniki elektryczności są rów­
nież dobrym i przew odnikam i ciepła, wszystkie zaś izola­
to ry elektryczne również izolatorami cieplnymi. Jeszcze
wyraźniej związek ten ujaw nia się w prawie W iedem anna
i F ranza, które rozpatryw ać będziemy w jed n y m z n a ­
stępnych rozdziałów;1 według praw a tego w każdej te m ­
peraturze przewodnictwo elektryczne je s t proporcjonalne
do cieplnego.
Dobrym i przew odnikam i ciepła są przede wszystkim
m etale i, ta k samo ja k pod względem przew odnictw a
elektrycznego, na pierwszym miejscu stoi tu srebro. Przez
ce n ty m etr kw a d ra to w y poprzecznego p rzekroju p rę ta srebr­
nego przepływa w ciągu jednej sekundy jedna kaloria
(dokładniej 1,01 kal.), gdy spadek te m p e ra tu ry wynosi
1 stopień na c entym etr. Gdy spadek wynosi 2 stopnie
na c entym etr, przez przekrój p rę ta przepływa naturalnie
dw ukrotnie większa ilość ciepła.
Jeśli przyjm iem y, ja k to się zwykle czyni, przewodni­
ctwo srebra za 100, to przewodnictwo miedzi będzie w y ­
nosiło 93, złota 70, p la ty n y już tylko 17. Srebro przewodzi
ciepło w przybliżeniu 50 razy lepiej od najgorzej przewo­
dzących m etali (np. bizm utu), około 400 razy lepiej niż

1 P or. rozd z. 73.

192 Zasady fizyki

porcelana, okrągło 10.000 razy lepiej aniżeli w a ta i około
20.000 razy lepiej, niż powietrze.1
Na d o brym przewodnictwie cieplnym m etali opiera się
znany zapewne każdem u z własnego doświadczenia fakt,
że, zależnie od tego, czy te m p e ra tu ra powietrza jest wyż­
sza, czy też niższa od te m p e ra tu ry naszego ciała, metal
w ydaje się n a m cieplejszy lub zimniejszy niż drzewo,
pomimo iż te m p e ra tu ry obu ty ch ciał są jednakow e.
Dobrym przew odnictw em cieplnym m etali tłum aczy się
również godne uwagi zjawisko, polegające na ty m , że
siatka druciana niejako obcina płomień, do którego zo­
stała wprowadzona. Można też również zapalić gaz świetlny
n ad ta k ą siatką, przy czym płomień nie przejdzie przez
siatkę.
Izolatory zna jd u ją liczne zastosowania do celów ochrony
cieplnej. Znane je s t stosowanie słomy do ochrony drzew
od mrozu, zapełnianie popiołem przestrzeni pom iędzy po­
dw ójnym i ściankam i szaf ogniotrwałych, wstawianie ścian
korkow ych celem ochrony dom ów przed chłodam i zimo­
wymi. Szczególnie dobrą ochronę cieplną stanowi nieru­
choma w arstw a powietrza, np. powietrze zaw arte pom iędzy
podw ójnym i oknam i, łub też pom iędzy włóknami m a te ­
riałów naszych ubrań, np. w wełnie, a przede wszystkim
w futrach. N ajdoskonalszą ochronę cieplną daje oczywi­
ście próżnia. Z tego względu powszechnie znane flaszki
termosowe, służące do przechowyw ania napojów, które
przez dłuższy czas m a ją pozostawać gorące lub też zimne,
zaopatrzone są w podwójne ścianki szklane, oddzielone od
siebie przestrzenią opróżnioną z powietrza. Dla uniknięcia
s t r a t ciepła przez promieniowanie, wew nętrzne ścianki

1 C iepło w y p ły w a rów n ież za w sz e n a zew n ą trz p rzez p o w ierzch n ię
c ia ł o g rza n y ch . G d y ró żn ica te m p e r a tu r cia ła i o to c z e n ia je s t
n ie z b y t d u ża , ow o tz w . z e w n ętrz n e p rzew o d n ic tw o cie p ln e p o d ­
leg a praw u N e w to n a , k tó re orzek a , że ilo ść cie p ła , o d d a n a w je d ­
n o stc e cza su , je s t p rop o rcjo n a ln a d o ró ż n ic y tem p er a tu r .

Przewodnictwo cieplne 193

szklane flaszek term osow ych są n a d to p okryte w arstew ką
miedzi.
Pom im o że ciecze i gazy są same przez się bardzo złymi
przew odnikam i ciepła, umożliwiają one jednakże roz­
chodzenie się ciepła dzięki pow stającym z nich prądom
(przez tzw. konwekcję). Gdy jakaś ciecz, lub gaz, jak
np. powietrze, jest ogrzewany od dołu, to rozszerzające się
nagrzane jego części s ta ją się lżejsze i unoszą się ku gó­
rze, gdy n a to m ia st chłodniejsze części opuszczają się ku
dołowi, zajm ując miejsce poprzednich.
Tego rodzaju rozchodzenie się ciepła nie ma jednak
nic wspólnego z praw dziw ym przewodnictwem; wskazuje
na to wyraźnie fakt, że w postawionej ukośnie, napełnionej
wodą, rurce m ożem y przez ogrzewanie od góry doprow a­
dzić wodę do wrzenia, przy czym trz y m a n y na jej dnie
kaw ałek lodu nie topnieje.
P rą d y cieplne w wodzie z n a jd u ją ważne zastosowanie
techniczne w centralnym ogrzewaniu wodnym . Ogrzana
w oda unosi się z kotła do góry i ta m rozdziela się pomiędzy
poszczególne kaloryfery, zaopatrzone w kran y , umożli­
wiające regulację szybkości jej dopływu.1
Bardzo ciekawe zagadnienia nasuwa teorii przew odni­
c tw a cieplnego spraw a ciepła wewnętrznego ziem i. Gdy
schodzim y w głąb ziemi, te m p e ra tu ra podnosi się o jeden
stopień na każde posunięcie się o 30 do 40 m etrów w dół.
Roczne w ahania te m p e ra tu ry powierzchni ziemi przeni­
k a ją w głąb ziemi na głębokość około 20 m etrów, dzienne
zaś zaledwie na głębokość 1 do 2 m etrów.

1 G d y o g rzew a n ie cen tra ln e j e s t p a ro w e, w k o tle w y tw a r z a się
parę w o d n ą ; za p o śre d n ic tw em u k ła d u rur d o p ro w a d za się ją
n a stę p n ie do g rzejn ik ó w , w k tó r y c h z a c h o d z i sk ra p la n ie p ary
i o d d a w a n ie w sk u te k teg o ciep ła n a z ew n ą trz.
Zasady fizyki 13

L
PROMIENIOWANIE CIEPLNE

W yrów nyw anie te m p e ra tu r za pośrednictwem prom ie­
niowania cieplnego może oczywiście zachodzić tylko w ten
sposób, że ciało gorące przekształca część swej energii
cieplnej w energię fal elektrom agnetycznych i wysyła ją
w tej postaci w przestrzeń, inne zaś, chłodniejsze ciało po­
chłania pada ją c ą nań energię elektrom agnetyczną i prze­
kształca ją w ciepło, zwiększając w ten sposób swój zasób
energii cieplnej.
J u ż w X V I I stuleciu wiedziano, że w w y padku promie­
niowania cieplnego, w przeciwieństwie do przewodnictwa
cieplnego, nie musi zachodzić ogrzewanie ośrodka po­
średniczącego. Słynne było doświadczenie, polegające na
ty m , że zimą zapalano proch strzelniczy promieniami sło­
necznymi, skupionym i soczewką z lodu, k tó ra nie topiła
się przy ty m .1
Codzienne doświadczenie w ykazuje, że różne ciała nie
pochłaniają w jednakow ym stopniu padającego na nie
promieniowania. Niektóre, jak przede w szystkim sadza,
pochłaniają je prawie całkowicie, inne, np. metale, odbijają
z powrotem przew ażającą jego część. Spółczynnikiem po­
chłaniania nazyw am y liczbę, k tóra wskazuje, jaki ułam ek
padającej energii zostaje pochłonięty przez ciało. Dla ciała
zupełnie czarnego, ja k np. sadza, należy przyjąć zatem
spółczynnik pochłaniania za 1, lecz np. dla polerowanego
srebra wynosi on zaledwie 0,03, czyli srebro odbija 9 7 %
energii promienistej i pochłania tylko 3 % .
Podstaw owe prawo nauki o promieniowaniu cieplnym
podał w r. 1859 K i r c h h o f f . Praw o to orzeka, że zdolność
emisyjna jakiegoś ciała, czyli energia, promieniowana
w ciągu sekundy przez c e n ty m e tr k w adratow y jego po-
1 W d z ied zin ie b a d a n ia zja w isk p r o m ie n io w a n ia cie p ln e g o
szczeg ó ln ie d u że za słu g i p o ło ż y ł w d ru giej p o ło w ie X V I I I stu le cia
S ch eele.

Promieniowanie cieplne 195 wierzchni. podwyższenie tem p e ra ­ tu ry z 1700° na 1900° C pociąga już za sobą czterokrotne zwiększenie ilości energii w yprom ieniowywanej. 13* . A zatem np. niż otaczająca blacha. przynoszona w ciągu jednej m in u ty powierzchni jednego ce n ty m etra k w a d ra ­ towego na granicy atm osfery ziemskiej przez padające prostopadle promienie słoneczne. o trz y m am y wówczas na tej samej za­ sadzie negatyw rysunku. że cia ło to p o ch ła n ia w p e w n y m o k r e ślo n y m c z a sie w ięcej p ro­ m ien io w a n ia . wynosi 3 kalorie. Gdy rozżarzym y talerz. następnie B o l t z m a n n dal ścisłe uzasadnienie teoretyczne tej zależności. 1879. J a k o ty m wspom niano. n a to m ia s t biała plam a z w apna na ciem nym że­ lazie — słabiej. w ykrył po raz pierwszy S t e f a n w r. W każdej więc tem p e ra tu rz e zdolność em isyjna jakiegoś ciała t a k się ma do zdolności emisyjnej ciała całkowicie czarnego.la k w y k a z a ł ju ż na p o czą tk u X I X stu le c ia P r é v o st. Dzięki prawu Kirchhoffa m ożem y zrozumieć. Ilość ciepła. m u sim y p rzy ją ć. srebro polerowane wysyła w każdej tem peraturze tylko jedną trzydziestą energii. W edług praw a S tefana-B oltzm anna zdol­ ność em isyjna ciała czarnego jest proporcjonalna do czwar­ tej potęgi jego temperatury bezwzględnej. jak spółczynnik pochłaniania tego ciała do jed ­ ności. że k a żd e cia ło w y p r o m ie n io w u je cie p ło . emitowanej w tej samej tem peraturze przez sadzę. Na po­ wierzchni ziemi wartość ta jest o jedną trzecią mniejsza 1 .1 Prom ieniowanie słoneczne odgrywa oczywiście najw aż­ niejszą dla nas rolę pośród wszystkich znanych nam zja­ wisk promieniowania. Sposób. niż sam o w y sy ła w ty m ż e cza sie. zaopatrzony w r y ­ sunek czarno-biały. czyli w zrasta nie­ zwykle szybko wraz z te m p e ra tu rą . om aw iając żarówkę elektryczną. jest proporcjonalna do spółczynnika pochła­ niania. poza ty m zaś zależy jedynie od te m p e ra tu ry ciała. czemu plam a z a tra m e n tu na blaszce platynowej żarzy się silniej. w jaki zdolność emisyjna ciała czarnego zależy od te m p e ra tu ry . w o b e c te g o za ś n a grzan ie ja k ieg o ś ciała p rzez p r o m ien io w a n ie o zn a cza je d y n ie .

1893. Znając odległość ziemi od słońca. o trzym yw ana przez ziemię w pew nym określonym czasie. k tó ra m u si b ez w ą tp ie n ia w y n o sić w iele m ilio n ó w sto p n i. znając ilość wypromienio- wywanego ciepła. równą 1026 kaloryj. Na pod­ stawie praw a Stefana możemy. obejm ując nim również i promieniow ania niewi­ dzialne. (W yraz barw a bierzemy tu w najszerszym zna­ czeniu.5 1013 cm .2 w y­ nosi w przybliżeniu 2 ergi na sekundę.5 kalorii na rok. wysyłanej w ty m sam ym czasie przez słońce. prawa przesunięć. jest co praw da dwa m iliardy razy mniejsza od całkowitej energii. nie bierze ono pod uwagę spo­ sobu rozkładu jego energii na różne obszary długości fal. Rozwiązanie tego zagadnienia. obliczyć te m p e ra tu rę powierzchni słoń­ ca. w ysyłana przeciętnie przez jeden gram m asy słońca. znalezione przez W i e n a w r. 3 M asa sło ń ca w y n o si 2 . K a ż d y gram m asy słonecznej wysyła zatem w ciągu mniej więcej 5000 la t ilość ciepła. Praw o S tefana-B oltzm anna mówi nam jedynie o cał­ kow itym promieniowaniu.1 0 33 g ra m a .1 możem y łatw o obliczyć na podstawie powyższej liczby. że słońce wyprom ieniowuje na m inutę ilość ciepła. Energia. odpowiada ona jednakże jeszcze mocy około 250 bilionów koni parowych.) Fizyka postawiła sobie przede w szystkim za za­ danie wyznaczenie tej długości fali.3 wynosi ona około 6000°. dla której promienio­ wanie jest najsilniejsze w danej tem peraturze. Tlość energii. zostało przezeń sformułowane w postaci tzw.1023 koni parowych. albo 1. rów ną tej.196 Zasady fizyki w skutek pochłaniania promieniowania w atmosferze ziem­ skiej i wynosi tylko około 2 kaloryj. Bardzo w ażną rolę gra je d n a k również zagadnienie zależ­ ności rozkładu energii na poszczególne „ b a rw y “ — od te m ­ p e ra tu ry . co odpowiada mocy około 5. ja k a wyw ią­ zuje się. 3 N a le ż y o d ró żn ia ć te m p e r a tu r ę p o w ierzch n io w ą sło ń ca od te m p e r a tu r y w n ętrza sło ń ca . . W edług tego praw a iloczyn wspomnianej 1 O d ległość ta w y n o si o k rą g ło 1. gdy spalam y 1 gram najlepszego węgla.

zdołał P la n ck w y ­ prowadzić prawo prom ieniow ania. a więc w granicach widzialnego w idm a od krańca czerwonego do fiołkowego. rozd z. W ykrycie praw a przesunięć stanowiło naturalnie czę­ ściowe tylko rozwiązanie głównego zagadnienia teorii promieniowania. Znaczenie dziejowe praw a promieniowania P lancka sięga jednak daleko poza zakres nauki o cieple. lecz w najdoskonalszych n a w e t współczesnych żarówkach wol­ framowych m arn u je się bezużytecznie przeszło 9 0 % wysy­ łanej energii. widzialnych dla oka ludzkiego. gdyż na pojęciu k w a n tu działania oparto następnie całą współczesną teorię atom ow ą. dające dla wszelkich te m p e ra tu r całkowicie zgodny z obserwacjami doświad­ czalnymi rozkład energii promienistej. dotyczącego zależności rozkładu energii w widmie od te m p e ra tu ry . Położenie jej w widmie przesuwa się ze w zrastającą tem p e ­ ra tu r ą w kierunku od większych do mniejszych długości fal. . ty m mniejsza zatem jest ta wyróżniona długość fali. 7. że zasadniczą rolę w akcie wysyłania promienio­ wania grają pewne elem entarne ilości energii. form ułując swą w spom nianą już wyżej genialną hipotezę1 istnienia elementarnego kwantu działania i stosując ją do zjawisk promieniowania. doprowadziła w swym dalszym rozwoju do pow stania pojęcia k w antów świetlnych. Planck założył. Promieniowanie cieplne 197 długości fali przez te m p e ra tu rę bezwzględną ciała promie­ niującego m a w artość stałą. jak już wyżej wspom niano. Całkowite rozwiązanie dał do­ piero w roku 1900 P l a n c k . Im wyższa jest tem p e ra tu ra . nieporównanie większa jej część należy do obszaru podczerwieni. Zaledwie bardzo drobny ułamek energii. a zaledwie 10% stanowi światło widzialne. równe ilo­ czynowi k w antu działania przez częstość drgań prom ie­ niowania. Dzień. wypromienio- wywanej przez ciało gorące. przy p a d a na obszar długości fal. 1 P or. Ze wzrostem te m p e ra tu ry stosunek ten ulega wprawdzie poprawie. która. Za pom ocą tej hipotezy.

zostaje wprow adzona pod wysokim ciśnie­ niem do cylindra. 1700). 2 N a leża ł do n ich ju ż s ta r o ż y tn y fizy k i tec h n ik H ero z A le ­ k san d rii. Za pomocą odpowiedniego urządzenia (tzw. posuw ając przed sobą tłok. 62). dalej P a p in {ok oło r. okrągło licząc. 14 g ru d n ia 1900 r. jak wielkie znaczenie gospo­ darcze m a każdy istotny postęp w technice cieplnej i jak wiele zawdzięcza ludzkość w ynalazkom . o trz y m u je m y przez wyzyskanie materiałów pal­ nych i tylko 5 % przez wyzyskanie energii spadku wody. Budowa m aszyny parowej jest znana dzisiaj każdem u: para wodna. LI MASZYNA PA R O W A Jeszcze obecnie (por. A utom atycznie działający regu­ lator doprow adza parę do cylindra na przem ian z jednej i z drugiej stro n y tłoka. rys. napędu korbowodowego) 1 D ziało się to d n . gdzie rozpręża się i w ykonyw a w ten sposób pracę. 1769 m aszyny parowej. gdzie zostaje skroplona. P rz y pow rotnym ruchu tłoka pa ra uchodzi czy to do chłodnicy.198 Zasady fizyki w k tó ry m u schyłku X I X stulecia1 Planck przedstawił wywód swego praw a promieniowania cieplnego Niemiec­ kiemu Tow arzystw u Fizycznem u. Rozwój techniki cieplnej rozpoczyna się.2 od wynalezienia przez W a t t a w r. co jest czasami korzystne ze względu na konieczność zaoszczędzenia miejsca. był zaiste dniem n aro­ dzin fizyki dwudziestego stulecia. W sk u te k tego tłok zostaje w p ra ­ wiony w m iarowy ruch tam i z powrotem . w ytw arzanej przez przemysł świa­ towy. w y tw a ­ rzana w kotle. 1680) i N ew co m en (o k o ło r. 95% cał­ kowitej ilości energii. Z liczb ty ch wyraźnie widać. jeżeli pom i­ niem y odosobnionych pionierów. które umożli­ wiają nam coraz doskonalszą przem ianę ciepła spalania w pracę mechaniczną. czy też w ydostaje się bezpośrednio w powie­ trze. .

1927. Światowa produkcja energii w r. .Rys. 62.

200 Zasady fizyki ruch ten zostaje przeszlitałcony w ruch obrotow y i prze­ niesiony (np. uchodzących przez komin. że w idealnej m aszynie dałoby się uniknąć wszystkich ty ch s tr a t ciepła. Część po­ branego ciepła zostaje oddana tem u zimniejszemu zbior­ nikowi. Pozostała w cylindrze p a ra zostaje po zamknięciu k anału wylotowego sprężona. niezupełnego spalania.000 kaloryj kilo­ gram ow ych. ujaw nia się w postaci uzyskanej na tej drodze pracy mechanicznej. nagrzewania się tego powietrza. odbiera pew ną określoną ilość ciepła z gorętszego zbiornika ciepła (z kotła) i następnie w y k o n y ­ wa pracę. czyli tzw. w ykonyw ające pracę. Jeśli n a w e t założymy. które nie służy bezpo­ średnio do spalania. Ciepło spalania kilo­ gram a węgla kamiennego wynosi około 8. dalsze jeszcze s tr a ty ciepła zachodzą w skutek w ym iany ciepła pom iędzy gorącą p a rą a cylindrem. na co zużywa się pew ną ilość pracy. i wreszcie w skutek wysokiej tem pe­ ra tu r y gazów spalinowych. Przebieg takiego procesu jest w gruncie rzeczy następujący. u krytej w zuży­ ty ch m ateriałach palnych. D robna tylko zaledwie część energii. w ykonyw ające właściwą pracę. to je d n a k i wów­ czas otrz y m an a praca m echaniczna m usiałaby być m niej­ sza od mechanicznego równoważnika ciepła spalania. W y ­ nika to w nieunikniony sposób już z samej n a tu r y koło­ wego procesu cieplnego. . dopóki tem p e ­ ra tu r a jego nie spadnie prawie aż do poziomu te m p e ra tu ry drugiego. nośnik ciepła (w w ypadku m aszyny parowej zwykle p a ra wodna). Ciało. za pom ocą napędu pasowego lub też kól zębatych) na m aszyny. cały proces pow tarza się ponownie. 1 K aloria k ilo g ra m o w a rów n a je s t ty s ią c o w i k alorii.1 Znaczny jednakże ułam ek (od 20 do 30% ) tej ilości ciepła zostaje w rzeczywistości stracony w skutek promieniowania cieplnego kotła. w ten sposób doprowadza się tę parę w przybliżeniu do sta n u wyjściowego. zimniejszego zbiornika (chłodnicy). k tó ra zastępuje parę w ypędzoną na zewnątrz. rozprężając się adiabatycznie. Po dopływie nowej porcji pary.

W tem p e ra tu rz e takiej prężność p ary wynosi 1 C iśn ien ie w k o tle o tw a r ty m r ó w n a ło b y się n a tu r a ln ie z e w ­ n ętrzn em u ciśn ien iu p o w ie tr za .1 wynosi ona np. pod k tó ry m paruje woda w zam ­ kniętym kotle. a oddaną zimniejszemu zbiornikowi. ja k ą m ożna uzyskać za pomocą procesu kołowego w najkorzystniejszych w arunkach. W a r­ tość ta. Z roz­ ważań term odynam icznych wynika. M aszyna parowa 201 W edług zasady zachowania energii różnica pomiędzy ilością ciepła. podzielonej przez te m p e ra tu rę bezwzględną zbiornika cieplejszego. jest wyznaczona przez to. W chłodnicy para ochładza się skutkiem w kraplania zimnej wody do te m p e ra tu ry mniej więcej 40— 50°. Ta ważna zależność została w zasadzie w y k ry ta . pod ciśnieniem 5 a tm o ­ sfer 152° C. przedstaw ia w idealnym w y­ pad k u równowartość uzyskanej prac y m echanicznej. T e m p era tu ra kotła zależy od ciśnienia. Dokładniejsze uzasadnienie i ściślejsze sform u­ łowanie idei Carnota stało się możliwe jednakże dopiero później. w ykonyw ają- cego pracę. został n a zw any ideal­ nym spółczynnikiem wydajności procesu kołowego. że stosunek obu wspom nianych wyżej ilości ciepła jest ściśle określony w idealnym pro­ cesie kołowym: w procesie takim stosunek ten zależy je­ dynie od te m p e ra tu r obydwóch zbiorników. p o b ran ą z cieplejszego zbiornika. Idealny spółczynnik wydajności m aszyny parowej jest więc określony przez te m p e ra tu rę kotła parowego. . przez S a d i C a r n o t a już w r. chociaż je­ szcze w dość niejasnej formie. oraz przez te m p e ra tu rę chłodnicy. po ustaleniu obu podstaw owych zasad nauki o cieple. oddanej ciału p r a ­ cującemu przez cieplejszy zbiornik. iż równa się on róż­ nicy te m p e ra tu r obydwóch zbiorników. do równo­ ważnika mechanicznego ilości ciepła. jak w ynika z rozważań term odynam icznych. Stosunek pracy. tem p era tu ra za ś w r z e n ia — 100°. 1824. n a to m ia st jest zupełnie niezależny od n a tu r y ciała.

ale na drodze dążeń tego rodzaju piętrzyły się aż do mniej więcej r. prawie nieprzezwy- ciężalne.1 rozdzielając go na szereg cylindrów. Celem zwiększenia praktycznego spółczynnika w y d a j­ ności. 2 T eg o rod zaju m a sz y n a sp rzężo n a . zrozumiemy. że para zostaje lepiej wyzyskana. o k tó ry c h już wspom inaliśm y w y­ żej. wreszcie spadek ciśnienia pomiędzy kotłem i chłodnicą uczyniono bardziej „stopniow ym “ . ogrzewając te ścianki z zewnątrz. c z y li m a sz y n a o w ie lo ­ k ro tn y m ro zp rężen iu . Uwzględniając znaczne s tr a ty ciepła. Ulepszono urządzenia kotłów. Gdy tem p e ra ­ tura kotła wynosi 200°. te m p e ra tu ra bezwzględna cieplejszego zbiornika wynosi wówczas 473°. a stąd teore­ tyczny idealny spółczynnik wydajności jest rów ny 160/473. 1920 trudności. technicy starali się przede wszystkim zmniejszyć te s tr a ty ciepła. tak. gdyż pociągnęłoby to za sobą w praktyce z b y t duże koszty i byłoby zatem 1 T e r m o d y n a m ic z n y proces k o ło w y je s t ty lk o w ó w c z a s o d w ra ­ c a ln y i „ id e a ln y “. otrzym ujem y różnicę tem p e ra tu r równą 160°. wywołane przez niedoskonałość urządzeń grzejących i samej m aszyny. przekraczającego 10%. g d y n ie m a d o str z e g a ln y c h ró żn ic ciśn ien ia p o ­ m ię d z y cia ła m i. gdy nato m ia st te m p e ra tu ra kotła dochodzi tylko do 150° C. chłodnicy zaś 40°. k tó ­ rych tłoki poruszają ten sam wal korbowy. dlaczego przez dłuższy czas nie m ożna było otrzym ać w m aszynach parowych spółczynnika wydajności. zmniejszono w ym ianę ciepła pom iędzy pa rą a ściankami cylindra. cy lin d ra o śred n im i c y lin d ra o n isk im ciśn ien iu . praktycznie biorąc. wynosi on zaledwie 26% . sk ła d a się z w y k le z cy lin d ra o w y so k im c iśn ien iu . czyli 34 % . w y m ie n ia ją c y m i n a w za jem ze so b ą ciep ło .202 Zasady fizyki zaledwie od 1/10 do 1/5 atm osfery. k tórych przyczyna leży w odchyleniach od idealnego procesu kołowego. T ru d n o było myśleć o jakim ś znaczniejszym obniżeniu te m p e ra tu ry chłodnicy.2 Najważniejszym ulepszeniem byłoby oczywiście po­ większenie różnicy te m p e ra tu r kotła i chłodnicy. . niż gdyby ciśnienie jej spadło tylko do wartości normalnego ciśnienia powietrza.

w p ro w a d za n ej do k o tła . w k tórych bardzo wysokie ciśnienie nie było już niebezpieczne i w których m ateriały uszczel­ niające mogły w y trzym yw ać w ysoką tem peraturę. której z każdym rokiem udawało się zwiększać moc i ilość obrotów prądnic. Nowoczesne instalacje stosują parę o prężności od 25 do 200 atmosfer. każdej tem peraturze odpowiada określona pręż­ ność. w której poddaje się wodę ciśnieniu krytycznem u 224 atmosfer. wynoszący około 20% . rozdz.2 Nowoczesne m aszyny parowe o najwyższej prężności po­ siadają p r a k ty c z n y spółczynnik wydajności. 46. woda przechodzi wówczas bez wrzenia bezpośrednio w parę. n p . d o w stę p n e g o n a g rzew a n ia w o d y . T urbina parowa 203 nieekonomiczne. L II T U R B I N A PA ROW A Ponieważ przekształcenie ruchu wahadłowego tłoka m aszyny parowej w ruch obrotow y wału w ym aga dość skomplikowanych urządzeń. W 1884 r. Anglik P a r s o n s i Szwed d e L a v a l w y n a ­ 1 C zyn ion e ssi jed n a k różn e p ró b y w y z y sk a n ia je sz c z e ciep ła . ogrzewając ją jednocześnie do 374°. tnełodę B ensona. gdyż w parze nasyconej. Do w ytw arzania p ary o najwyższej prężności stosuje się ostatnio tzw. o d d a w a n eg o p rzez sk ra p la n ą parę.1 Podwyższenie te m p e ra tu ry kotła jest związane naturalnie ze w zrostem ciśnienia. na wzrost zaś ciśnienia m ożna było pozwolić dopiero wówczas. gdy stało się możliwe budowanie specjalnych urządzeń kotłowych. . Dążenie to było w dużej mierze popierane przez wielki rozwój techniki prądów silnych. 2 Por. nasuwała się myśl w y tw a rz a ­ nia tego ruchu obrotowego bezpośrednio przez działanie pary i uniknięcia w ten sposób trudności. Od roku 1925 szybko się rozpowszechniło zastosowanie pary wysokoprężnej. jakie mogą po­ wstaw ać dzięki n a d e r złożonej budowie m aszyny parowej.

Później udało się zmniejszyć ilość obrotów. Prędkość wypływu wynosi wówczas ponad 1000 m etrów na sekundę. Szczególną zaletę tu rb in y parowej stanowi to. w ykonyw ały one kilkaset obro­ tów na m inutę. . podobnie.204 Zasady fizyki leźli jednocześnie i niezależnie od siebie turbinę parową.000 kilowattów. prędkość jej wypływu osiąga niezwykle wielką Rys. zbliżając się do prędkości kuli arm atniej. przy czym każde z nich zużytkow uje tylko część całko­ witej energii pary. T u rb in a parow a m ocy 60. w której pa ra dzięki swej energii wijphjwu wpraw ia w ruch łopatki kół wirujących. niż m aszyna tłokowa. że pa ra działa na koło łopatkowe z olbrzym im im­ petem. wartość. ja k to się dzieje w t u r ­ binie wodnej. związanych z wahadłowym i rucham i różnych części. W dawniejszych turbinach prędkość obrotow a była jeszcze nadzwyczaj wielka. J u ż gdy prężność p ary wynosi zaledwie 10 atmosfer. przepuszczając parę kolejno przez kilka kół łopatkowych. 63. dalej zaś un ik am y w niej ta k uciążliwych w maszynie tłokowej drgań. że zaj­ m uje ona mniej miejsca. tak.

Instalacja zasobników Ruthsa- bogeneralory. jako chwi- . T urbina parow a 205 Z tych powodów tu rb in y parowe znalazły szczególnie szerokie zastosowanie do napędu statków . „zapotrzebowania szczyto­ wego“ ). które w godzinach słabszego zużycia z a trz y m u ją na d m ia r pary. 64.000. ilość obrotów na m inutę — 3. Potężne tu rb in y parowe z n a jd u ją częste zastosowanie w sprzężeniu z prądnicam i elektrycznym i. tur- Rys.000 kilowattów. 63 jest przedstaw iona jedna z n a j­ większych parow ych tu rb in dzisiejszych. moc jej wynosi 60. ażeby móc go oddać z pow rotem w godzinach zwiększonego zapotrze­ bowania (dla pokrycia tzw. jako tzw. lub też w razie jakichś zakłóceń biegu. W ażne uzupełnienie kotłów parow ych w dużych elek­ trow niach stanow ią zasobniki cieplne. Na rys.

„w yładowa­ nie“ jest scharakteryzow ane przez spadek ciśnienia oraz obniżenie poziomu wody. 64 przedstaw ia dla przykładu instalację zasobników R u th sa elektrowni w C harlottenburgu. Są to zbiorniki w kształcie kotłów. przy czym para skrapla się. Rys. noszące nazwisko swego wynalazcy. ja k gaz świetlny. Odwrotnie. które. gdyż w skutek spadku ciśnienia tworzy się znowu para nasycona. Przełączanie z ładowania na rozłado­ wywanie odbywa się za pom ocą a u to m a ty c z n y c h przyrzą­ dów sterujących. n a d m ia r zaś p a ry w d m u ­ chuje się do nich specjalnymi dyszami. Dzięki tem u obsługa kotłów uniezależnia się od w ahań obciążenia sieci. ropa lub benzyna.206 Zasady fizyki Iową rezerwę. oddając ciepło. W czasie takiego „ładow ania“ te m p e ra tu ra i ciśnienie w zasobniku w z rastają zatem równocześnie z poziomem wody. tak . że s ta ją się możliwe istotne oszczędności w zużyciu m ateriałów p alnych przez utrzym yw anie równomiernego płomienia pod kotłami. które reagują już na małe w ahania ci­ śnienia. które uzyskały nadzw y­ czaj wielkie i wciąż jeszcze rosnące znaczenie w nowocze­ snej technice. Najważniejszy ty p zasobników cieplnych stanow ią dzi­ siaj zasobniki B ułhsa. spalają się prawie całkowicie bez pozostałości. napełnia się je w odą do 90% ich zawartości. Na tej zasadzie rozwinęły się motory spalinowe. M ateriał pa ln y zostaje w prowadzony bezpośrednio do cylindra w stanie gazu lub też w postaci . L III M O TO R Y S P A L IN O W E W y tw a rz a ją c ciepło spalania bezpośrednio w cylindrze pracującej m aszyny m ożna uzyskać spadek te m p e ra tu ry znacznie większy niż w maszynie parowej. zam knięte ze wszystkich stron i mogące w y trzy m a ć znaczne ciśnienie. k tó ra wpływa do przewo­ dów sieci użytkow ej. Do napędu motorów' spalinowych n a d a ją się n a turalnie tylko takie m ateriały palne.

Można wreszcie budować też m o to ry spali­ nowe działające obustronnie w ten sposób. w motorach wybuchowych. doprow adzanym w stosownych ilościach. Pow stające w skutek tego wysokie ciśnienie działa na ru ­ chom y tłok i w ykonyw a w ten sposób pracę mechaniczną. Podstaw ę rozwoju motorów spalinowych stanowiło w y­ nalezienie przez inżyniera niemieckiego O t t a w r. W ciągu pierw­ szego ta k tu tlok wsysa przez autom atycznie otwierający się w entyl mieszankę wybuchow ą. Na jeden pełny obieg takiego m otoru składają się cztery t a k t y . W chwili. że gaz palny wpływa do cylindra z obu końców i działa zatem na obie strony tłoka. pracujące na dwa t a k t y . W skutek wybuchowego spalania w ytw arza się bardzo wysokie ci­ śnienie. w m otorach takich na każdy obrót wału przypada w ybuch i w ykonanie pewnej pracy mechanicznej. przy czym te m p e ra tu ra ich spada. sprężając mie­ szaninę. gdy tłok zbliża się do p u n k tu n a j­ większego sprężenia. W drugim takcie tłok porusza się w kierunku odw rotnym . Po ukończeniu czwartego t a k t u zostaje osiągnięty z powrotem stan początkowy. w ytw arzanej elektrom agnetycznie. które wywołuje w trzecim takcie rozprężanie się bardzo gorących gazów. spala się on ta m w powietrzu. gdyż tłok w ykonyw a pracę. M otory sp a lin o w e 207 silnie rozpylonej zawiesiny. przy czym wentyl zostaje autom atycznie za­ m knięty. 1876 tak zwanego motoru czlerolaklowego. składającą się z m a te ­ riału palnego z domieszką powietrza. m ieszanka zostaje zapalona za po­ mocą odpowiedniego urządzenia — dzisiaj zwykle za po­ mocą iskry. T e m p era tu ra w ybuchu w m aszynach spali­ . W czw artym takcie spa­ lone gazy zostają usunięte na zewnątrz przez otw iera­ jący się autom atycznie wentyl wylotowy. k tó ­ rymi zajm iem y się przede wszystkim . z których każdy odpowiada połowie obrotu korby m otoru. W opisanym tu motorze czterotaktow ym jedynie co drugi o b ró t wału związany jest z w ybuchem i uzyskaniem użytecznej pracy. Można jednakże budować również i m o­ tory.

W motorach lotniczych udało się sprowadzić tzw. M otory Diesla pędzi się ciężkim i olejami (są nimi części składowe ropy lub też p ro d u k ty poboczne destylacji węgla 1 G d y m otor w y b u c h o w y c h c e m y w p ra w ić w ru ch . ja k to ogólnie wiadomo. wobec tego należy chło­ dzić cylinder zim ną wodą. W m otorach w ybuchow ych mie­ szankę gazową doprow adzam y do cylindra w stanie go­ tow ym do zapłonu. typ m otoru spalinowego stanowi motor gazowy. . które przed sko­ kiem roboczym tłoka nagrzało się przez sprężenie do te m p e ra tu ry zapłonu ciała palnego. w y tw a rz an y m z węgla w u- rządzeniu pomocniczym. Użycie gazu generatorowego jest bardziej ekonomiczne w wiel­ kich m otorach.1 Najstarszy. n p . ja k do oświetlenia. m u sim y go p o c z ą tk o w o „ za k ręcić “ . czyli ciężar. Spalanie m ateriału pędnego nie m a w nich zatem c h a ra k te ru wybuchowego. gdyż do ich napędu nie jest konieczny gaz ta k wysokiej jakości.208 Zasady fizyki nowych je s t nadzwyczaj wysoka. ciężar jednostkow y. dostarczanym z gazowni. p rzy p a d a ją ce n a ta k t y p ie r w sz y i d ru g i. albo też tzw. n a to m ia st w m otorach Diesla płynne lub rozpylone ciało palne zostaje za pom ocą odpowiednich w tryskiw aczy wprowadzone do powietrza. P ędzim y go albo gazem świetlnym.2 W przeciwieństwie do m otorów gazowych i benzyno­ wych motory Diesla nie m a ją żadnego urządzenia zapala­ jącego. p rzy p a d a ją c y na jednego konia parowego. 3 W n a jlż e jsz y c li m o to ra ch z a le c ie m a ło ści ich cięża ru p rzeciw ­ sta w ia się n a tu ra ln ie zw ię k sz o n e z a p o tr z e b o w a n ie m a teria łu p a l­ n ego. m u szą b y ć w y w o ła n e sztu c z n ie . jednakże dzisiaj jeszcze bardzo ważny. stosujem y przede w szystkim do napędu samochodów. M otory benzynowe. Szczególną za­ letę ty ch m otorów stanow i ich m ały ciężar. odbyw a się ono jed n a k bez­ pośrednio w cylindrach. połączonym z motorem. do zaledwie około połowy kilogram a. w m o to r z e c z te r o ta k to w y m p ro cesy . gazem generatorow ym .

N a tu ­ raln ie. Maszyny chłodzące 209 kamiennego). w zasadzie na tym . gdy w ydajność nowocze­ snych m otorów gazowych wynosi około 28% . W ty m d ru gim w y ­ p ad k u su b sta n c ja rob o cza je s t sta le czerp an a na n o w o przed w p ro w a d zen iem jej do g o r ętsz eg o zb io rn ik a ciep ła . najnowszych zaś wysokoprężnych m aszyn tłokow ych i tu rb in parowych zaledwie od 2 2 % do 20% . następnie zaś. c z y też są on e s ta le z a stę p o w a n e przez in n e. w ykonyw a pew ną pracę. p r a ­ cująca pomiędzy dwoma zbiornikam i ciepła. d o ­ p ro w a d z a m y p e r io d y cz n ie p ew n e ilo ści su b sta n c ji rob oczej b ez­ p ośred n io d o w y so k iej tem p e r a tu r y . że substancja robocza. przy czym pozostała część ciepła. czerpiąc ciepło. rozprężając się. o k reślo n e zaś jej c z ą stk i w y k o n y w a ją k a ż d y o b ieg w ła ściw ie raz ty lk o . docho­ dzącą aż do mniej więcej 38% . niż 2% . zostaje przemieniona w użyteczną pracę. zabiera ciepło zbiornikowi cieplejszemu i częściowo oddaje je zimniej­ szemu. ja k to się d z ie je w m o to ra ch sp a lin o w y ch . powstające przez spalanie innych ciał. J a k to już omówiliśmy wyżej. można w ynik tak i uzyskać za pom ocą pewnego procesu kołowego. ja k to już wi­ dzieliśmy. LIV M A SZY N Y CHŁODZĄCE W szystkie m aszyny cieplne opierają się. przechodzącego z te m p e ra tu ry wyższej na niższą. W ty m sam ym czasie inna ilość substancji roboczej zostaje z kolei poddana wysokiemu ciśnieniu i doprowadzona do gorętszego zbior­ nika ciepła. W ydajność pierwszych maszyn W a tt a wynosiła nie więcej. c z y ob ieg w y k o n y w a ją za w sze te sa m e c z ą stk i su b sta n c ji ro b o czej. w ta k im przebiegu odw rotnym nie zy­ 1 W p rocesie k o ło w y m nie m a o c z y w iśc ie zn a czen ia . Posiadają one wydajność p raktyczną. w k tó ry m substancja robocza przychodzi pod wysokim ciśnieniem od gorętszego zbiornika ciepła.1 W m aszynach chłodzących zachodzi odwrócenie takiego procesu kołowego. is tn ie n ie od ręb n eg o g o rą ceg o zb io rn ik a ciep ła nie je s t n iezb ęd n e o ile. Zasady fizyki 14 .

leżąca pon a d norm alną. ab y zmusić substancję roboczą do pobrania ciepła ze zbiornika zimnego i oddania go zbiornikowi „gorącem u“ . t a k zwanego roztworu solnego. opływanego przez zim ną wodę — tzw. N astępnie silnie sprę­ żony gaz zostaje przeprow adzony do zbiornika. skroplony gaz przechodzi w dalszym ciągu do parowni. k tó ry pod norm alnym ciśnieniem wrze w tem peraturze — 33°. gdyż wysokiemu ciśnieniu odpowiada również wysoka. przechodząc przez m iej­ sca. Roztw ór solny. T u ta j p a ru je on pod zmniejszonym ciśnieniem. uzyskuje on w ten sposób dużą prężność. J a k o ciało robocze w m aszynach chłodzących stosuje się najczęściej am oniak. w da n y m w y p a d k u kon­ densatorowi. które m a chłodzić. n a to m ia s t konieczne jest zużycie pewnej pracy. k tó r y otacza parownię. iż gaz ulega naw et skropleniu. pobiera oczy­ wiście znowu pewne ilości ciepła. T e m p era tu ra roztworu solnego opada p rzy ty m znacznie poniżej zera.210 Zasady fizyki skujem y zatem pracy. te m p e ra tu ra kondensacji. — k tó ry odbiera mu ciepło sprężenia do tego stopnia. czasem zaś dw utlenek węgla lub kwas siarkowy. k tó ry w ten sposób ochładza się dzięki procesom. W ten sposób m ożem y od­ prow adzać ciepło. m ożem y również w yzyskać zimny roztw ór solny do w ytw arzania lodu. ciepło to jednak zostaje ponownie pochłonięte przez parownię. pozostaje jednak zawsze wyższa od p u n k tu wrzenia ciała roboczego pod ciśnieniem norm alnym . Gdy ciało robocze oddało już w ten sposób ciepło zbior­ nikowi o wyższej tem peraturze. rozpoczynając nowy obieg. W ta k zwanych maszynach kompre- syjnych gaz zostaje wessany i zgęszczony przez odpowiedni kompresor. przy czym naturalnie nagrzewa się. Gaz z parowni zostaje z pow rotem wessany przez k o m pre­ sor. kondensatora. jakie przenika do dobrze n a w e t izolo­ w anych chłodni. pobierając zużywane przy ty m ciepło od tru d n o za m a rz a ją ­ cego roztworu. zachodzącym w parowni. u trz y m u ją c w nich stale pewną niską te m ­ peraturę. .

przechodząc przez chłodnicę. albo Leż w ogóle energii takiej nie potrzebują. regulujące czas działania. k tó ry chcemy oziębić. w zakładach przemysłowych. na koszt resztek cieplnych m otorów. i zbiera się w drugim . Ciepło parow ania am oniaku zostaje przy ty m pobrane z przestrzeni chłodzonej. zostaje z niej w ypędzony przez ogrzewa­ nie. nasycona amoniakiem gazowym. bądź wreszcie. Moż­ na przypuszczać. „suchego lodu“ (mianowicie zestalo­ nego dw utlenku węgla. 14* . dalej u trzym yw anie w stanie świeżym poży­ wienia (mięsa. że nie posiadają one żadnych części. zużywając ciepło. parow nik stygnie. Takie chłodnice absorpcyjne m a ją tę dużą przewagę nad kom presyjnym i. po­ ruszanych mechanicznie. owoców). niżej położonym zbiorniku. Gdy z aw arty w wodzie gaz zostanie już z niej usunięty. m ieszkaniach oraz lokalach publicznych. a przede w szystkim regulacja te m p e ra tu ry w w ytw órniach prze­ mysłowych. co pociąga za sobą z kolei parowanie skroplonego am oniaku w przestrzeni chłodzonej. wobec tego prężność p a ry nad wodą maleje. przyszłość należy do chłodni absorpcyjnych. otrzym yw ane bądź na koszt energii elektrycznej. przy czym p a ra am oniaku zostaje ponownie wchłonięta przez wodę w parow niku. jarzyn. Gaz. czy też te m p e ra tu rę osiąganą. ryb. mogą one pracow ać bez doglądania. które zużywają m inim alne tylko ilości energii mechaniczno-motorycznej. Gdy zao p atrz y m y je w stosowne wyłączniki. bądź ze spalania gazu lub oleju. Maszyny chłodzące 211 Obok m aszyn kom presyjnych coraz większe znaczenie uzyskuje inny typ m aszyn chłodniczych. z n ajdującym się w obszarze. mleka. W m aszy­ nach tych sprężanie jest zastąpione przez ogrzewanie stosownego zbiornika. „ parow nika“ . zaabsorbo­ w any przez wodę. k tó ry w yparow uje bez pozostaw ia­ nia wilgoci). skrapla się on. w k tó ry m znajduje się woda. Do najważniejszych zastosowań przem ysłow ych te c h ­ niki chłodniczej należy w ytw arzanie sztucznego lodu. że o ile chodzi o zastosowania chłodni w niewielkich gospodarstwach domowych i w rzemiośle. a o- statnio również i tzw.

63.C Z Ę S C C Z W A R T A M A T E R I A LV A T O M ISTY C ZN A B U D O W A M A T E R II Na długo jeszcze przed pow staniem fizyki naukowej n a p o ty k a m y już pogląd. Por. swych zwolenników. gdy w roku 1808 D a l t o n powiązał ją z w y k ry ty m i przez siebie pod­ stawowym i praw am i chemii. przy czym w żaden sposób nie m ożem y stwierdzić bezpośre­ dnio istnienia tych cząstek wobec ich małości. 3) zw iązki chemiczne są połą­ czeniami atomów różnego rodzaju w ta k zwane cząsteczki (molekuły). J u ż około roku 400 przed Chrystusem filozof grecki D e m o k r y t rozwinął szerzej te w yobrażenia i nazwał te najm niejsze cząstki składowe m aterii atomami. iż m ateria składa się z m aleń­ kich cząstek. założeniom: 1) istnieje tyleż rodzajów atomów. ro zd z. Jed n ak ż e aż do początku X I X wieku pozostała ona tylko hipotezą spekulacyjną.1 2) a to m y każdego rodzaju są scharakteryzow ane przez swój zupełnie okre­ ślony niezm ienny ciężar. poczynionym przez siebie. chociaż przeważnie odosobnionych. Zrodzona na gruncie filozofii greckiej idea atom istyczna przetrw ała przez długie stulecia i była p o dtrzym yw ana przez coraz to nowych. które same są już dalej niepodzielne. D alton stał się tw órcą naukowej atom istyki dzięki trzem następującym . ile m a m y rodzajów za­ sadniczych subslancyj chem icznych. . 1 S to s u je m y tu w y r a ż en ie „rod zaje su b sta n c y j z a s a d n ic z y c h “ z a m ia st po p ro stu „ su b sta n cje z a sa d n ic z e “ ze w z g lęd u na w y k r y ty w w iek u X X fa k t istn ie n ia iz o to p ó w . Do nauki ścisłej wprowadzona została idea atom istyczna dopiero wówczas.

O ile cząsteczka cynobru składa się z jednego atom u rtęci i jednego atom u siarki. że na 100 części wagowych rtęci przy p a d a zawsze 16 części wago­ wych siarki. m ożem y go rozłożyć na te dwa składniki lub też odwrotnie utworzyć go z nich syntetycznie. lub ze 127 gr jodu. niż 16 części siarki — pozostałby pewien n a d m ia r rtęci. Odwrotnie. Teoria D altona daje również uzasadnienie w ykrytych przez Daltona praw chemicznych: praw a sto­ sunków stałych i praw a stosunków wielokrotnych. że ciężary atom ow e rtęci i siarki m ają się do siebie. . bromu. pozostaje niezwiązany na d m ia r siarki. Dokładniejsza analiza w ykazuje. znany czerwony b a rw ­ nik. lub z 80 gr brom u. gdy do syntezy cynobru na 100 części wagowych rtęci użyjem y więcej niż 16 części w a ­ gowych siarki.2 wówczas m usim y stą d wywnioskować. że cynober. Staje się przede wszystkim zrozumiałe.ua budowa materii *213 Te założenia B altona istotnie w yjaśniają naty c h m ia st podstawowe f a k ty chemiczne. że 1 Z w iązkach w odoru z p ie r w ia stk a m i.). W tzw. jodu. W iem y np.. czy też fluoru. 2 U z a sa d n ien ie słu sz n o ści te g o za ło że n ia z n a jd z ie m y w roz­ d ziale 71. że w cząsteczkach tych związków zawsze jeden atom wodoru łączy się z jednym atom em chloru. dlaczego pewne określone substancje che­ miczne (tak zwane substancje zasadnicze albo pierwiastki) w przeciwieństwie do wszystkich innych substancyj nie mogą być rozłożone dalej za pomocą żadnych czynności chemicznych. W edług pierwszego z tych praw wszystkie połączenia chemiczne zachodzą w zupełnie określonych stosunkach wagowych. lub wreszcie z 19 gr fluoru. G dybyśm y n a to m ia s t wzięli mniej. n a le ż ą c y m i d o g ru p y ch lorow ców .1 które ro zp a trz y m y jako inny przykład. powyższe fak ty doświadczalne d ają się w zupełności w y­ tłum aczyć przez założenie. związkach wodorowo-halogenowych. łączy się jeden gram wodoru z 3 5 % gr chloru. Atomistycz. stanowi połączenie rtęci z siarką. Jeżeli słuszne jest zało­ żenie. (U w . 11. ja k 100 do 16.

Praw o to dotyczy w ypadku. n a to m ia st w dw utlenku wodoru 16 części. mianowicie wodę i dw utlenek wodoru. Hipoteza D altona w yjaśnia nam n a ty c h m ia s t nie tylko prawo stosunków stałych. Na jed n ą część wagową wodoru p rzypada w wodzie 8 części tlenu. atom jodu — 127 razy cięższy i wreszcie atom fluoru 19 razy cięższy. Prawo stosunków wielokrotnych uczy nas zatem. Gdy więc za jednostkę ciężaru atomowego przyjm iem y ciężar a to m u wodoru. azot. ilości te m a ją się do siebie. które w tych pięciu w ypadkach łączą się ze stu np. Z nam y pięć związków azotu z tlenem. że a to m y dwu różnych pierwiastków mogą się łączyć ze sobą w rozm aitych kom binacjach. możem y wyrazić ciążary atomowe chloru. np.214 Zasady fizyki a tom chloru jest 35 y2 raza cięższy. gdy pewna ilość jednego pierwiastka łą­ czyć się może z różnymi ilościami drugiego pierwiastka. atom bromu — 80 razy cięższy. a więc dokładnie podwójna ilość. W chemii współczesnej ciężary atom owe określam y nie w stosunku do wodoru. daje z innym pierwiastkiem. lecz do szesnastej części ciężaru a to m u tlenu. gdy pomyślimy. jodu i fluoru po prostu liczbami 35% . brom u. ciężary bezwzględne nie odgryw ają n a to m ia st żadnej roli w chemii praktycznej. m a ją się do siebie ja k 1:2 :3 :4 :5 . przy czym ciężary ilości tlenu. z tlenem. Uzasadnienie tego praw a o trz y m u je m y n a ty c h m ia st. k tó rą przy jm u je m y za jednostkę. 127 i 19. nie jeden tylko. niż atom wodoru. gdy pewien okre­ ślony pierwiastek. 80. gram am i azotu. lecz kilka różnych związków. inaczej mówiąc. . gdyż właściwie w chemii chodzi nam tylko o względne ciężary atomowe. w sposób czysto form alny p rzy jm u je m y ciężar a tom ow y tlenu za dokładnie rów ny 16. ja k niewielkie liczby całkowite. Możemy postąpić w ten sposób. np. Ciężar atom ow y wodoru nie równa się już wówczas dokładnie jedności. P rzy to c z y m y inny przykład: z nam y dwa różne związki wodoru z tlenem. lecz również i prawo stosunków wielokrotnych. że w w ypadkach.

anodzie. jony zaś ujem ne — ku anodzie. 1833 uzupełnienie o niezwykle wiel­ kim dla fizyki znaczeniu w w y k ry ty c h przez F a r a d a y ’a podstawowych prawach elektrochemii. przez k tó rą płynie prąd. Odkrycie D altona zo­ stało zadowalająco wytłum aczone za pom ocą hipotezy ato- mistycznej budow y m aterii.0078. J e s t to najm niejszy ciężar atom owy. N a j­ cięższy ze znanych atom ów jest atom uranu. mianowicie wynosi 1. zakładając. J u ż na początku X I X stulecia tłum aczono sobie zja­ wisko elektrolizy. katodzie — wodór. Obserwacje n a d przepływem p rąd u elektrycznego przez ciecze w ykazały już od daw na. Przewodzenie elektryczności w cieczach polegałoby więc według tych w yobrażeń na przenoszeniu naładow anych elektrycznością atom ów. które niosą ładunki elektryczne znaków przeciwnych. mówiąc inaczej. przepuszczam y p rąd elektryczny przez kwas solny. w miejscu zaś wychodzenia p rądu — na tzw. czyli. LVI A TO M ISTY C ZN A BU D O W A E L E K T R Y C Z N O Ś C I Odkrycie przez D altona podstaw owych prawidłowości chemii znalazło w r. . czyli w odny roztwór chlorowodoru. tzw. zwane jonam i. że cząsteczki ciała roz­ puszczonego rozpadają się w roztworze na dwie części składowe. na tzw. Atomistyczna budowa elektryczności 215 lecz jest nieco większy. odkrycie F a r a d a y ’a znalazło proste wyjaśnienie. ta k . że w każdej cieczy. że nie byłoby rzeczywiście możliwe przecho­ dzenie p rądu przez ciecz bez jednoczesnego wydzielania pewnych produktów rozkładu. Gdy np. zachodzi rozkład chemiczny. ciężar a to ­ mowy tego pierw iastka wynosi 238. elektro­ liza.1. gdy fizyka oprócz istnienia atom ów m aterii przyjęła istnienie również i atom ów elektryczności. wówczas w m iej­ scu wchodzenia p rąd u w głąb cieczy. przy czym jony dodatnie dążą ku katodzie. wydziela się chlor. atom wodoru jest najlżejszy z wszystkich atomów.

Ilość ta nazwana została elementarnym kwantem elektrycz­ 1 W w y p a d k u srebra n a p o ty k a m y co praw da z a le ż n o śc i s t o ­ su n k o w o p roste. że ilość pewnej określonej substancji. iż istotnie pewna określona ilość elektryczności stanowi stałą uniwersalną.216 Zasady fizyki F a ra d a y znalazł przede wszystkim . czy wówczas zjonizowany atom srebra posiada ten sam ładunek elektryczny. czy też posiada on znaczenie ogólniejsze? Jeśli z am iast wodoru wydziela się np. że wszystkie jony wodorowe posiadają jednakow y ładunek elektryczny. prąd o je d n a ­ kowym natężeniu wydziela w tym sam ym czasie tyleż a to ­ mów srebra. że ciężary ilości wodoru i srebra. czy też inny? F a ra d a y znalazł. m ają się do siebie tak. P o d c z a s e le k tr o liz y ta sam a ilo ść e le k ­ tr y c z n o ś c i w y d z ie la liczb ę a to m ó w p ie r w ia stk a d w u w a r to ścio w e g o d w u k ro tn ie m n iejszą . a z o t za ś tr ó jw a r to śc io w y . że d w u w a r to śc io w y a to m n iesie z so b ą d w a ła ­ du n k i e lem en ta rn e. jak ich ciężary atom owe. tr z y k r o tn ie za ś m n iejszą lic z b ę a to m ó w p ierw ia stk a tr ó jw a r to śc io w eg o . M u sim y stą d w y ­ cią g n ą ć w n io sek .1 Musimy zatem przyjąć. P ie r w ia ste k n a z y w a m y je d n o w a r to śc io w y m w ó w cz a s. przenoszony przez nie podczas przepływu prądu. zależy jedynie i wyłącznie od ilości elek­ tryczności. wydzielona elektrolitycznie w okre­ ślonym czasie. srebro. . czy ten nabój elektryczny jest wielkością c h a ra k te ry z u ją c ą tylko wodór. Nasuwa się od razu pytanie. g d y jed en je g o a to m łą c z y się z je d n y m ty lk o a to m e m w o d o ru . jaka w ciągu tego czasu przepłynęła przez ciecz przewodzącą. wydzielonych w ciągu tego samego czasu przez prąd o ty m sam ym natężeniu. a mianowicie jest proporcjonalna do tego elektrycznego ładunku. g d y ż ch o d zi tu ta j o p ierw ia ste k je d n o w a r to śc io w y . N a to m ia s t n p . niezależną od c h a ra k terystycznych własności wodoru czy też srebra. co wodoru. a z o tu za ś — z trzem a a to m a m i w o d o ru (w oda i a m o n ia k ). g d y ż a to m tlen u łą c z y się z d w o m a . n iż a to m ó w srebra. w ynik powyższy można w ytłum aczyć tylko przez założenie. tlen je s t d w u w a r to śc io w y . Gdy np. tr ó jw a r to śc io w y z a ś trzy. inaczej mówiąc. weźm iemy pod uwagę w y ­ dzielanie elektrolityczne wodoru. co atom wo­ doru.

Jeżeli wartość siły elektrycznej dobierzem y w ten sposób. D z ie lą c ten ła d u n ek przez ilo ść k rop el. W y o b ra ź m y sobie słabo n a ­ ładow ane cząstki m aterialne. n a stę p n ie m o żn a b y ło w y z n a c z y ć c a łk o ­ w ity ła d u n ek e le k tr y c z n y . k tóra pędzi ją ku dołowi. umieszczone w polu elek­ trycznym . skierowanym ku górze. 1910 fizyk a m e ry k a ń ­ ski M i l l i k a n . k tóra ciągnie cząstkę ku górze. J u ż w ostatnich latach X I X stulecia udało się na tej drodze wyznaczyć w przybliżeniu ładunek elem entarny. M ożna b y ło n ap rzód ok reślić w ielk o ść i cięża r p o jed y n c z e j k rop li tak iej m g ły . .2 Najdoskonalszą me­ todę jego pom iaru opracował około r. a z a tem . wówczas będziemy mogli całymi godzinami obserwować przez m ikroskop ruchy jednej takiej cząstki ku górze i ku dołowi. po zn a le z ie n iu c a łk o w ite g o cięża ru c h m u r y . o tr z y m a n o w p rzy b liżen iu w a r to ść ła d u n k u elem en ta rn eg o . Gdy tylko stwierdzone zostało istnienie atom ów elek­ tryczności. o b li­ c z y ć liczb ę kropel. Atoinistyc7. tw o rzo n y ch w w a ru n k a ch la b o r a to r y jn y c h .ua budowa elektryczności 217 ności. Metoda Millikana (analogiczną m etodę obmyśli! zresztą na krótko przedtem również i E h r e n h a f t ) opiera się na zasadzie stosunkowo prostej. Szczególne zainteresowanie budziły oczywiście możliwości bezpośredniego wyznaczenia tego elem entar­ nego ładunku nie w ym agające opierania się na w yobraże­ niach o atom istycznej budowie m aterii. n ie sio n y p rzez ch m u rę. gdyż w skutek 1 N ie n a le ż y n a tu ra ln ie m iesza ć teg o o k reślen ia z elem e n ta r n y m k w a n tem d zia ła n ia ! 2 W p om iarach ty c h k o rz y sta n o z w o ln o o p a d a ją c y c h m a ły ch ch m u rek m g ły . podlegają one wówczas jednoczesnemu działaniu dwóch przeciwnie skierowanych sił: siły elektrycznej. fizycy bardzo energicznie zajęli się spraw ą wy­ znaczenia istotnej wielkości elem entarnego k w antu elek­ tryczności. i siły ciężkości. że będzie ona bardzo nieznacznie tylko przewyższać ciężar cząstki.1 m usim y uważać ją niejako za atom elek­ tryczności. W y sta rcz y w ty m celu włączanie i wyłączanie w stosownych chwilach pola elektrycznego.

Po m ia ry Millikana. J u ż od połowy X I X stulecia fizykom znana była pewna zależność. E le m e n ta rn y k w a n t 1 D u ż y opór.2 ponieważ zaś ciężar zawieszonej nierucho­ mo w powietrzu cząstki musi być równy działającej na nią sile elektrycznej. że istotnie. najm niejsze zaobserwowane ła­ dunki elektryczne m a ją się do siebie. otrzym yw ano je przez rozpylanie oleju. ze sta łą p ręd k o ścią . przy czym. trzeci co do wielkości — trz y k ro tn ie większy itd. gdy z nam y prędkość ich swobodnego spadku w powietrzu.10'10 jednostek elektrostatycznych.774. równa 4. w yrażającej się iloczynem ładunku przez natężenie pola. kropelki uzyskiwały zawsze pewien słaby dodatni ładunek elektryczny. p r a k ty c z n ie biorąc. je s t n a tu r a ln ie rów n ież w y n ik ie m m a ło ści c z ą ste k . który nale­ żało zatem utożsam ić z elem entarnym k w a n te m elek­ tryczności. w sk u te k te g o sp a d a n ie z a ­ ch o d zi. skutkiem związanego z ty m tarcia. sp o w o d o w a n y p rzez ta rcie p o w ietrza . a zatem i ciężar m ałych kulistych cząstek. stojąc na gruncie hipotezy atom istycznej budow y elektryczności. wykazały. Ł a d u n e k . jak niewielkie liczby całkowite. W doświadczeniach Mil- likana m ożna było zmierzyć bezpośrednio natężenie pola elektrycznego. pozwalająca obliczyć średnicę. przeprowadzone na wielu tysiącach pojedynczych kropelek. m ożna było wyznaczyć stąd ładunki pojedynczych kropelek oleju. okazał się dokładnie dw u­ krotnie większy od najmniejszego. 2 P o ję c ie n a tę ż e n ia p o la e le k tr y c z n e g o w p ro w a d z o n e zo sta ło w rozdr. okazała się ilość elektryczności. b ez p r z y śp ie sz e n ia . 22. .218 Zasady fizyki dużego oporu powietrza ruchy te będą nadzwyczaj po­ wolne. że możliwy błąd nie może prze­ kraczać jednej tysiącznej tej wartości.1 Millikan stosował maleńkie kropelki oleju o śred­ nicy rzędu tysiącznych m ilim etra. Została ona wyznaczona z ta k ą dokładnością. Najm niejszym zaobserwow anym ładunkiem . ja k nale­ żało oczekiwać. nastę p u jąc y co do swej wielkości bez­ pośrednio po najm niejszym .

lub też liczbą L o s c ł i m i d t a . że podczas elektrolizy p rąd o na­ tężeniu jednego am pera wydziela w ciągu jednej sekundy 0. Wynosi on (gdy przejdziemy od miligramów do gramów) 1. . Jeżeli podzielimy pierw­ szą z tych liczb przez drugą. o trz y ­ m am y ważną stałą uniwersalną. Liczbę tę nazyw am y liczbą A v o g a d r y . Ponieważ ładunek elem entarny stanowi ładunek jednego atom u wodoru. J a k już poprzednio widzieli­ śmy.0078.01044 miligrama wodoru.01044 mlgr wodoru. W artość liczby tej oka­ zuje się. równa 6. w yrażony w m iligramach. podaw ane w t a ­ blicach chemicznych. 1820 rozwinął 1 Por. Gdy podzielimy tak zwany ciężar atom ow y wodoru. przez k tó rą należy dzielić „ciężary a tom ow e“ . nadaw ane kuleczkom z rdzenia bzowego przez dotknięcie ich p o ta r tą laseczką. LV II B E Z W Z G L Ę D N E C IĘ Ż A R Y ATOMÓW J u ż F a r a d a y ustalił.01044 m iligrama wodoru musi zawierać 6. więc 0.1 prądowi jednego am pera odpowiada przepływ w ciągu jednej sekundy 3.1023. k tó ry około r.662. rozd z. wynoszą już m iliardy elem entarnych kwantów elektryczności. o trz y m a m y d o k ładny ciężar pojedynczego alomu wodoru. na podstawie wyżej powiedzianego. a więc 1. ab y znaleźć bezwzględne ciężary atom ów rozm aitych pierwiastków. pierwsza nazwa została jej n a d a n a ku uczczeniu włoskiego chemika.1018 atom ów. tyle więc ładunków elem entarnych p rzypada na 0. iż wartość ta odpowiada 6.285. 18. a mianowicie liczbę. przez ciężar jednego a to m u wodoru.10'24 gram a. Z pom iarów Millikana w ynika.06.1018 ład u n k o m elem entarnym . Bezwzględne ciężary atomów 219 elektryczności jest więc ładunkiem bardzo m ałym .000 milionów jednostek elektrostatycz­ nych ład u n k u . ładunki.285.

wówczas a to m y te. 3 M ożna to sob ie w y ja śn ić ty m . rozsypane na powierzchni całej E u ro p y . 2 Por. G dybyśm y mogli powiększyć każdy z atom ów powietrza. dały te same wartości. k tó ry w roku 1865 pierwszy w yzna­ czył w przybliżeniu bezwzględną wielkość a to m u . Ale przecież fizyka współczesna mogła w y­ znaczyć ciężar atom ów nie jed n ą tylko. L V III P R O M IE N I E K A T O D O W E Prawie aż do końca X I X stulecia najlżejszy ze w szyst­ kich atom ów.220 Zasady fizyk i dalej teorię atom istyczną B a lto n a . 71. niż wartość m asy ziemi.3 Można by naw et powiedzieć. jakie podaje fizyka współczesna. cilom wodoru. zawiera liczbę atom ów większą od liczby w szyst­ kich ludzi żyjących. już w n a j­ m niejszych dostrzegalnych przedm iotach codziennego u ż y t­ ku zawarte są niewyobrażalnie wielkie liczby atomów. praw dopodobnie możliwy błąd i tu nie przekracza jednej tysiącznej podanej wartości. J a k w ynika z wartości liczby L oschm idta. lecz wieloma niezależnymi od siebie m etodam i. rozdz. pokryłyby ją równom ierną w arstw ą grubości około 100 m etrów. i wszystkie one. do wielkości ziarnka grochu.1 druga — na p am iątkę fizyka austriackiego. W artości m asy atom u wodoru oraz stałej Loschm idta. w grani­ cach możliwych niewielkich błędów. rozdz. że dzisiaj nauka z na wartość m asy atom u znacznie dokład­ niej i ze znacznie większym stopniem pewności. zaw artych w zwykłej szklance. Najdrobniejsze ziarenko pyłku. uważano jednocześnie za 1 Por. zaledwie widzialne gołym okiem. 72. są nadzwyczaj dokładne. . że p od a n a na p o c zą tk u teg o ro zd zia łu w a r to ść tak zw a n ej sta łej F a r a d a y ’a m o że b y ć w y z n a ­ czon a ze z n a czn ie je sz c z e w ięk szą d o k ła d n o śc ią .2 kładąc przez to po raz pierwszy kres spekulacjom na t e m a t m a ­ łości atomów.

która w m iarę zwiększania próżni odryw a się od k a to d y i rozsze­ rza się coraz bardziej na koszt zorzy dodatniej. Promienie katodow e pojaw iają się. ujem ­ nie naładow anych. staw iane na drodze promieni k a to d o ­ wych. Przeszkody.1 można zauważyć. ja k to już znalazł F a ra d a y . Gdy elektryczność przechodzi przez rurkę szklaną. fluorescencję) ścianki szklanej. Promienie katodowe 221 najm niejszą z istniejących w ogóle cząstkę materii. wówczas zanika poświata katodow a. promienie katodowe. Przypuszczenie Lorentza po­ parte było na razie omówionym w jednym z dalszych roz­ działów zjawiskiem Zeemana (rozszczepienie m agnetyczne prążków widmowych). 1896 obwieścił o istnieniu cząstki m aterialnej. Promienie te mogą również wywoływać znaczne działanie cieplne. stało się to pierw­ szorzędną sensacją naukow ą. na cześć b a d a cza . zorzą dodatnią. tzw. cząstek stało się jednak zupełnie pewne dzięki bliższemu zbadaniu własności prom ieni k a ­ todowych. rzucają ostry cień na świecącą jasnozieloną barw ą ściankę szklaną. k tó r y je w y d o sk o n a lił. niosącej ujem ny ładunek elem entarny i około dwu tysięcy razy lżejszy od ato m u wodoru. że ru rk a zawiera zaledwie koło jednej milionowej części swej normalnej ilości powietrza. przeciwległej k a to ­ dzie. przesu­ wając się jednocześnie ku anodzie. n a to m ia st pojaw iają się tzw. wywołujące zielone świecenie (tzw. Promienie katodow e zostały w y k ry te przez P l i i c k e r a około r. następnie zaś badali je przede wszystkim 1 R u rk i ta k ie z o sta ły n a z w a n e ru rk am i G eisslera. Gdy stopień rozrzedzenia jest ta k duży. . 1860. gdy skupim y je na blaszce pla­ tynowej. miejsce wyjścia n a to m ia s t niebieską „poświatą k a to d o w ą “ . Gdy więc L o r e n t z w r. wprowadzonej do w nętrza rurki. że miejsce wejścia p rądu jest oto­ czone czerwonawym świeceniem. mogą ją one do­ prowadzić do jasnego żarzenia. gdy wywołam y wy­ ładowania elektryczne w silnie rozrzedzonych gazach. w której powietrze zostało rozrzedzone. istnienie tych najm niejszych.

m ożna było również łatw o wywnioskować z kierunku zaobser­ wowanego odchylenia. poruszać się po liniach prostych. Jeżeli cząstki są n ała­ dowane elektrycznie. Mierząc odchylenia wiązki promieni katodow ych w polu elektrycznym i m agnetycznym . co rzucony poziomo kamień. które posiadają również pewną masę. naładow anych elektrycz­ nie cząstek. że opisują one wówczas to ry tego samego kształtu. H itio rf w ykrył już również odchy­ lanie magnetyczne tych promieni. c h a ra k ­ teryzujące promienie katodow e.222 Zasady fizyk i H i t t o r f i C r o o k e s . z kulą karabinow ą. m uszą one n a turalnie doznawać od­ chylenia w polu elektrycznym . gdy nie są poddane żadnym dostrzegalnym wpływom ze­ w nętrznym . jako prąd. J e d n ą z nich jest prędkość. z któ ry c h m ożna w yznaczyć dwie wielkości. w ystrzelo­ n ą do n iezbyt oddalonego celu. zostają one tam wygięte w kształcie łuku paraboli. po­ dobnie. 2 P or. wówczas siła ciężkości nie wywiera n a ń dostrzegalnego wpływu. by m agne­ tyczne linie sil były prostopadle do kierunku biegu pro­ mieni. wówczas wychodząca z k a to d y ich wiązka zostaje zakrzywiona w ksz ta łt łuku kola. . 1 P or. 23. Promienie katodow e ulegają również odchyleniu i w polu elektrycznym . że cząstki w promieniach k a to d o ­ wych są naładow ane ujem nie. jeśli ruch ten jest bardzo szybki. na k tó ry działa siła przyciągania ziemi. jak zresztą i każde inne ciało. że własności promieni katodow ych d ają się w ytłum aczyć w sposób bardzo prosty przez założenie. Gdy do wiązki promieni katodow ych zbliżymy m agnes w ten sposób. że promienie te składają się z szybko biegnących. 18 w z m ia n k ę o p rą d a ch k o n w e k c y jn y c h . o trz y m u je m y dwie zależ­ ności. Pod sam k o n ie c X IX stulecia fizycy doszli do wniosku. ja k to się dzieje np. P o ­ siadając bowiem masę.2 Opierając się na powyższych założeniach. skądinąd jednakże w skutek swego ruchu stanow ią one rodzaj p rądu elektrycz­ nego1 i. w rozd z. cząstki katodow e m uszą. to znaczy. zostają odchylone w polu m agnetycz­ n y m . rozdz.

przez stopniowe przezwyciężanie dużych trudności technicznych. zostały. Co się tyczy stosunku ład u n k u do m asy. w praw io­ ne w jej (ściankę. U jem ne cząstki m aterii.O. 1897 J. Później. że m asa tej cząstki jest około dwóch tysięcy razy mniejsza od m asy atom u wodoru. 1925 do kilkimet tysięcy woltów i wreszcie. poczynając od końca X I X stulecia. odpowiadająco takim napięciom. przebiegają ono wówczas w zwykłym powietrzu drogi długości w idu m etrów. J . drugą — stosunek ich ładunku do masy. bardziej dokładne. prędkość jest równa około 60. czyli około jednej piątej prędkości światła. T h o m s o n o w i i K a u f m a n n o - wi. w ahały się od kilkuset woltów do kilkudziesięciu tysięcy woltów.10'28 gramów. m ogą przenikać i na zewnątrz rurki przez cienkie okienko aluminiowe.tueznego rozbijania atom ów . HK. W yznaczenie tych wielkości powiodło się po raz pierwszy w r. przew yższającą około dwóch t y ­ sięcy razy stosunek elem entarnego ła d u n k u do m asy atom u wodoru. Prędkość okazała się niezwykle wielka i zależna od napięcia na rurce. Mogą one w y ­ wierać nadzwyczaj mino działania biologiczne i odgryw ają ważną rolę w próbach H/. .000 kilometrów na sekundę. w ynika stą d n a ty c h ­ m iast. pom iary dały na stosunek ty ch dwóch m as w a r­ tość 1838. do kilku milionów woltów. k tórych m asa jest tylekroć mniejsza od m asy najlżejszego atom u. a więc od ilości woltów (jest ona propor­ cjonalna do pierw iastka kw adratow ego z ilości woltów).000 woltów. poczynając od r. Jeżeli przyjm iem y. Masa elektronu wynosi. zgodnie z powie­ dzianym wyżej 8. stosowane na przełomie wieków do rurek katodow ych. powszechnie nazwane elektronami. Prom ie­ nie. udało się dojść około r. Gdy napięcie wynosi 10. Napięcia elektryczne.99. otrzym ano doświadczalnie wartość. Późniejsze. że ładunek cząstki katodowej jest dokładnie równy jed­ nem u ładunkow i elem entarnem u. ja k to się od razu nasuwa. Promienie katodowe 223 z ja k ą biegną cząstki.

które. że źródłem promieniowania.1 Prócz takich sztucznie wytw orzonych promieni elektro­ nowych fizyka zna również promienie „ n a tu ra ln e “ o bardzo wielkiej szybkości. że ele k tro sk o p s to ją c y w p o ­ bliżu k a w a łk a ru d y u ran ow ej tra ci sw ój ła d u n ek .2 Dwa lata później w r. wysyłanego przez ru d y uranowe. 1896 B e c q u e r e l w ykrył mianowicie. 1898. m etalu. 1 O ty m . 3 Co praw da oL rzym anie radu m e ta lic z n e g o u d a ło się p. zależy tylko od jego te m p e ra tu ry . 1910). 1903. P io tr C u r i e i Maria C u r i e . wynoszących od 3 0 % aż do 99. udało się im istotnie oddzielić te związki i w ykryć w ten sposób rad. 1 P or. Curie- S k ło d o w sk iej d op iero z n a cz n ie p ó źn iej (r.224 Zasady fizyki o czym będziemy jeszcze mówić dokładnie w dalszych rozdziałach. że p r e p a ra ty radioaktyw ne w yrzucają z siebie stale w postaci ta k zwanych prom ieni bela (fi) roje elektronów o prędkościach. które mogą zaczerniać płytę fotograficzną n a ­ wet poprzez osłonę nieprzezroczystą oraz w yw ołują (przez jonizację) przewodnictwo powietrza. Liczba elektronów.8% prędkości światła. p a trz r o zd zia ł 75. są przede wszystkim związki jakiegoś. jak ró w n ież o w zro ście m a sy . 2 U ja w n ia się on o w te n sp o só b . wów­ czas jeszcze nieznanego. k tóra stanowi zatem górną granicę możliwych prędkości elektronów . jak to w ykrył B i c h a r d - s o n w r. są wysyłane przez ciała rozżarzone. w y­ syłanym przez substancje. . 65. wysyłanych w tych w arunkach przez pewne określone ciało. W r.3 Bliższe badania w ykazały.4 Najszybsze znane promienie fi odpow iadają napięciu 4 mi­ lionów woltów. stwierdzili. zwane promieniotwórczymi. Są one zaw arte w promieniowaniu. rozd z.S k ł o d o w s k a . Do promieni katodow ych należy również zaliczyć roz­ p a try w a n e już poprzednio w związku z wzmacniaczami lam powym i roje elektronów. że ru d y uranowe be i żadnych oddziaływań zewnętrznych stale wysyłają promienie.

pozornie przenikających się nawzajem . w y r z u c a n e p rzez a to m y su b sta n c ji p ro m ie­ n io tw ó rczej. W idzim y mianowicie wówczas cudowny m iniaturow y fajerwerk. ta k . ja k to już było wyżej opisane. wobec czego należy uważać. przebiegającym we w nętrzu jednego tylko atom u. p o k ry tą siarczkiem cynku. W spom inaliśm y już. Zasady fizyki 15 . Odchylenie ty ch ta k zwa­ nych prom ieni alfa (a) jest o wiele słabsze. że niosą one ład u n k i dodatnie. że m asa składających je cząstek jest znacznie większa od m asy elektronów. iskierek. 2 O d ch y len ie je s t n a tu r a ln ie ty m w ięk sze . niż promienie /?. p re p a ra ty promieniotwórcze wysyłają je d n a k pon a d to również i takie promienie. J a k w y k a z u ją obserwacje. które w polu m agnetycznym zostają odchylone w kierunku przeciwnym. zauw ażym y na niej. niż promieni /?. gdyż zjawisko to jest wywoływane przez substancje promieniotwórcze. że pierwiastki promieniotwórcze stale w ysyłają elektrony w postaci ta k zwanych promieni/3. k tó ry m po k ry te są cyfry i wskazówki samoświecącego zegarka. b y je g o w ra żliw o ść d o sta te c z n ie w zro sła . domieszane w bardzo nieznacznych ilościach do siarczku cynku. drob­ niutkie błyski świetlne.3 nasuwa 1 Oko m u si p rzed tem n a tu r a ln ie n a le ż y c ie w y p o c z ą ć w c ie m n o ­ ści. t a k zwane scyntylacje. u d erzają w k r y sz ta łk i m a s y św ie c ą c e j.2 Jeśli w bezpośredniej bliskości p re p a ra tu promienio­ twórczego umieścimy płytkę. może z łatwością uzyskać bezpośrednie doświadczalne potwierdzenie atomistycznej teorii m aterii. lub jeszcze lepiej przez m ikroskop. im lże jsz a je s t c z ą stk a .1 każdy zaś z ty ch drobnych błysków niesie wieść o pew nym pro­ cesie. złożony z licznych drobniutkich. 3 S c in tilla z n a c z y po ła c in ie iskra. L IX P R O M I E N I E A L FA Ktokolwiek spojrzy w ciemności na cyfry jakiegoś ze zwykłych samoświecących zegarków przez dobrą lupę. n a k tó rą d zia ła p o le. skąd należy wnioskować. N a cy fra ch zegark a sa m o ­ św iecą ceg o c z ą stk i.

m ożna było łatwo wyznaczyć również i ładunek jednej cząstki «. W przyrodzie w ystępuje jed n a k rzeczywiście pier­ . licząc błyski świetlne. niż p ręd­ kość promieni /?). że prędkość cząstek a wynosi od 5 % do 7% prędkości światła (a więc jest znacznie mniejsza. która by przejmow ała dodatni ła ­ dunek b om bardujących ją cząstek i następnie zmierzyć po pew nym czasie ładunek. ile cząstek a wysyła p r e p a r a t w ciągu jednej m in u ty czy sekundy.314 m iligrama chlorku radu) w ysyła w ciągu sekundy 37. niż dla zjonizowanego atom u wodoru w w y p a d k u elektrolizy. w y­ rzucanych przez p re p a ra t promieniotwórczy. przez nią uzyskany. Ponieważ ładunek czą­ stek okazał się rów ny dwu k w antom elem entarnym (a więc dw ukrotnie większy. Scyntylacje um oż­ liwiają wobec tego bezpośrednie liczenie cząstek a. zawierający jeden miligram rad u (np. zaopatrzoną w m aleńki otworek. Na tej drodze znaleziono. w ynik ten ma duże znaczenie teoretyczne.2 miliona cząstek a. podobnie ja k się to czyni w w ypad ku promieni katodow ych lub /?. że prep a ra t. W ten sposób znaleziono. Mierząc odchylenie cząstek a w polach elektrycznym i m agnetycznym .220 Zasady fizyk i się od razu pogląd. masa cząstki a musi być czterokrotnie większa od m asy ato m u wodoru. Gdy poznano już tę liczbę. W ty m celu należało tylko umieścić w pobliżu odpowiednio przesłoniętego p re p a ­ r a tu m etalow ą płytkę. m ożem y oczywiście wyznaczyć ich p ręd ­ kość oraz stosunek ich ła d u n k u do m asy. stosunek zaś ładunku do m asy jest dla nich dwa razy m niejszy. W tym celu umieszczamy tu ż przed p re p a ra te m przesłonę. m ożem y łatwo obliczyć. w postaci 1. dostrzeżone np. Z n a ­ leziono. że k a ż d y błysk świetlny jest wyw ołany przez uderzenie jednej cząstki alfa. że dodatni ładunek jednej cząstki a wynosi dokładnie dwa elem entarne k w a n ty elektryczno­ ści. niż ładunek jonu wodoru). w ciągu jednej m in u ty . ołowianą). nie- przenikliwą dla promieni a (np.

Można było zmierzyć bezpośrednio ilość helu. mogą w ywiązywać hel. że ciała promieniotwórcze. Po pewnym czasie można było stwierdzić spektroskopowo występow anie helu w szer­ szej rurce. Tę cie­ n iu tk ą rurkę szklaną umieszczano w drugim szklanym naczyniu. w r.2 Istotnie. wynosi ona 0. elektrycznie obojętne. tej ilo ści je d n a k ty lk o jed n a czw a r ta p rzy p a d a na sa m rad . promienie a mogły z łatwością przenikać przez te ścianki. ja k np. 1903 R a m s a y i S o d d y potrafili po­ kazać. do napełniania sterowców. którego. rad i tor. .3 W ten sposób po raz pierwszy stw ier­ dzono powstawanie pewnego znanego ju ż poprzednio pierw iastka z innego pierwiastka. j a k wiadomo. jest to mianowicie ciało gazowe. Prom ienie alfa 227 w iastek chemiczny. 7. k tó re tra ci o k reślo n ą ilo ść ła ­ du n k u u je m n eg o . hel. że cząstki a są identyczne z atom am i helu. 4 W r z e c z y w isto śc i w y tw a r z a się c z te r o k r o tn ie w ięc e j h elu . p ó źn iej d op iero w a tm o sfe r ze ziem sk ie j. że są to a to m y helu.4 O pierając się na wartości 1 H el z o sta ł po raz p ie r w sz y w y k r y ty w a tm o sfe rz e sło ń ca m e to d ą a n a liz y w id m o w e j (stą d Leż p o ch o d zi n a zw a : h elio s = sło ń ce). w y tw a ­ rzaną przez 1 miligram radu w ciągu jednego roku. ciężar atom ow y wynosi cztery. 2 C iało e le k tr y c z n ie o b o ję tn e . rów ny dwu e lem entar­ ny m kw an to m elektryczności. używane.1 Nasuwało się zatem p rzy p u ­ szczenie. narzucał wniosek. by mogły przepuszczać cząstki a. którego ścianki były ju ż je d n a k z b y t grube. k tó rą następnie zatapiał. 3 U d o w o d n io n o to p r z y p o m o cy sp e k tro sk o p u . że z cząstek a tw orzy się hel. J e d n ak ż e do d a tn i ład u n e k cząstek a. R u t h e r f o r d potrafi! następnie n a w e t w ykazać bez­ pośrednio. niż a to m y norm alne. posiadające o dwa elektrony m niej. Umieszczał on p r e p a r a t prom ieniotwórczy w rurce szklanej o bardzo cienkich ściankach. z y sk u je p rzez to Laki sa m ła d u n e k d o d a tn i.042 m ilim etra sześciennego. a w r eszcie w p e w ­ n y c h m in era ła ch i źród łach . Jeszcze na dziesięć lat przed tymi pracam i zjawisko takie byłoby nie do p o m y ­ ślenia dla przeważającej większości chemików.

że w przesyconej parze w odnej1 kropelki cieczy tw orzą się na naładow a­ n ych elektrycznie cząstkach. Liczba ta pokryw a się prawie dokładnie z przytoczoną poprzednio liczbą. rad B i rad C). albo też około 36 milionów w ciągu sekundy. T e w ła śn ie n a ła d o w a n e e le k tr y c z ­ n ie c z ą stk i sta ją się o śro d k a m i k o n d e n sa c ji k ro p elek m g ły . W yrzucane przez p r e p a r a t czą­ s tk i a wywołują. z ło ż o n y z u je m n y c h e le k tr o n ó w i d o d a tn io n a ła d o w a n y c h jo n ó w a to m o w y c h . Umieścił on zatem m aleńki p r e p a r a t radow y w przezroczystej skrzynce. o trz y m a n ą przez bezpośrednie liczenie cząstek a. LX J Ą D R O ATOM OW E Od daw na już a tom istycy dążyli usilnie do tego. aby uzyskać widzialność procesów atom ow ych. Dobrą zgodność obydw u tych liczb m usim y naturalnie uważać za świetne potwierdzenie poglądów atom istycz- nych. W i l s o ­ n o w i udało się osiągnąć ten cel w zadziwiająco piękny sposób przez uzyskanie fotografii torów pojedynczych cząstek a. 2 D z ię k i n ie sio n y m p rzez sieb ie ła d u n k o m e le k tr y c z n y m .228 Zasady fizyk i stałej L oschm idta i znanej gęstości oraz ciężarze ato m o ­ wym helu. w której w y ­ tw arzał parę przesyconą.2 Wilson potrafił uzyskać fotografie ty ch p o z o sta łe za ś tr z y czw a r te n a p r o d u k ty ro zp a d u rad u (rad A. Wilson w ykorzystał fakt.) . 1 Co do p o jęcia p a ry p r z esy co n ej por. 4 5 . k tó re tw o rzą w y r a ź n y ślad to ru c z ą stk i a.042 m m 3 zawierają 1150 bilionów atom ów helu. układających się w cieniutkie pa­ semka mgły. że te 0. c z ą stk i a w y w ie r a ją b . m ożna łatwo obliczyć. J e d e n miligram radu w y­ tw arza zatem ta k ą liczbę atom ów helu w ciągu roku. tworzenie się kropelek. a m ia n o w ic ie w y r z u c a ją z n ich e le k tr o n y . (U w . R. C. dzięki swemu ładunkow i elektrycznem u. w y­ syłanych przez 1 m iligram radu w ciągu jednej sekundy. tł. ro zd z. p rzez c o n a d rod ze c z ą stk i a tw o r z y się śla d . T. siln e d z ia ła n ia n a m ija n e p rzez się a to m y .

o b m y ślo n e j p rzez fiz y k a ja p o ń sk ieg o S h im izu . C z ą s t k a CL może prze. Cząstki a przebiegają w zwykłym powie­ trzu drogę kilku cen­ tym etrów . że każda z nich prze­ chodzi poprzez wiele tysięcy atom ów . T o ry cząstek 7 sfotografowane m etoda Wilsona. pom im o swego ład unku dodatniego. 65. Ponieważ siły elektryczne bardzo szybko rosną w m iarę zmniejszania się odległości działających na siebie ładunków (mianowicie. jednakże w wielu w y­ p a d k a c h tu ż przed końcem toru widzimy ostre jego zagięcie pod znacznym kątem . ja k już widzieliśmy przy om aw ianiu praw a Goulomba. chodzić przez a to m y bez żadnej zm iany k ierunku i że jedynie w w y ją tk o ­ wych w y p a d k a c h jakaś bardzo wielka siła odchylająca w y trą c a ją z jej pierwotnego kierunku biegu. Na podstaw ie zdjęć wil­ sonowskich powstał zatem pogląd. Rys. skąd m u ­ simy wnioskować. 2 P or. Ją d ro atomowe 229 pasem ek. .2 w stosunku odw rotnym do k w a d ra tu odle­ 1 Za p o m o c ą a p a ra tu ry . to ry cząstek a są prostoliniowe i w pewnym miejscu u ry w a ją się nagle. 65)-1 J a k w y k a z u ją zdjęcia wilsonowskie. m o żn a ró w n ież u z y sk a ć w id z ia ln o ść to ró w c z ą ste k o b ezp o śred n io d la ok a ob serw a to ra . że na ogół. 17. otrz y m u ją c w ten sposób obrazy torów poje­ dynczych cząstek a (rys. rozd z.

230 Zasady fizyki głości). Ujemnie naładow ane elektrony podlegają na tu ra ln ie p rzy ­ ciąganiu elektrycznem u ze stro n y dodatniego ją d ra . by atom mógł istnieć trwale. że każdy a to m posiada pewne dodatnio nała­ dowane jądro. taki. Zrównoważenie takie najłatw iej może zostać spowodowane przez szybki ruch obiegowy elektronów. w k tó ry m jądro gra rolę słońca. m ia ły b y wówczas wielkość rzeczywistych atom ów. lecz dopiero modele najdrobniejszych ziarenek pyłu. wiśni. jakiego używ am y do zajęć szkolnych. że ją d ra atom ow e posiadają średnice rzędu 10"13 cm. otaczających jądro. rosnące na ziemi.otaczające jądro. jakie 1 M odel a to m u R u th e r fo rd a je s t n ie c o w c z e śn ie jsz y od w y n ik ó w W ilso n a . iż m ożna byłoby odŁworzyć na nim we właściwej skali naw et wszystkie drzewa owocowe. ja k np. gdyż wówczas przyciąganiu przeciwstawia się działająca na elektrony siła odśrodkowa. . że do d atn i ładunek ją d ra jest skom pensow any przez elektrony. o średnicy w yno­ szącej mniej więcej pół m etra. m usim y w dalszym ciągu przyjąć. do którego doszliśmy w ten sposób. Jeżeli jednakże przypisujem y dodatnie ją d ra atom om . n a to m ia st a to m y — średnice rzędu 10'8 cm. że potrafilibyśm y wykonać Len globus tak nadzwyczaj pre­ cyzyjnie i dokładnie. został p o dany w r. Model atom u. przyciąganie to m usi być oczy­ wiście w jakiś sposób zrównoważone. Różnorodne obserwacje prow adzą do wniosku. P rzypuśćm y teraz. które norm alnie są n a zew nątrz elektrycznie obojętne. narzuca się in te rp re ta c ja zdjęć wilsonowskich w tym sensie. wypełniające dro b n ą jedynie część całej objętości atom u. 1 m ożna według niego przyrów nać a to m do maleńkiego układu planetarnego. Rędziem y może mogli uzyskać pewne wyobrażenie o małości atom ów przez n a ­ stępujące porównanie. 1911 przez R u t h e r f o r d a . Modele niewielkich owoców. W yobraźm y sobie globus. k tóre go p o tw ie r d z iły .

n a k tó ry tra fia ją promienie katodow e. W y b ie g a ją c e z k a to d y p ro ­ m ien ie k a to d o w e w y tw a r z a ją z k o le i n a sw ej d ro d ze lic z n e d a lsze jo n y . że przedm iot.2 U jem ną cechę tych 1 N o rm a ln em u ciśn ie n iu p o w ie tr za o d p o w ia d a . ja k w ia d o m o . k tó re p o d trzy m u ją w y ła d o w a n ie . LXI P R O M I E N I E R Ö N T G E NA W r. 760 m m słu p a r tę c i. W czasie pierwszych swych. nadające się do u ż y tk u praktycznego. (U w . Pierwsze lam py rentgenowskie. za­ czyna sam w ysyłać pewne promienie. że te now oodkryte promienie w ychodzą ze szklanej ścianki zwykłej rurki do wyładow ań.. jo n y te w y sta r c z a ją do ro zp o częcia w y ła d o w a n ia w la m p ie. raczej przypadkow ych. tł. Promienie R entgena 231 można jeszcze dostrzec gołym okiem. . ro zd z.). zo­ stały stworzone przez wprowadzenie do w nętrza r u ry do w yładow ań „ a n ty k a to d y “ z tru d n o topliwego m etalu. które m ogą przenikać poprzez różne ciała nieprzezroczyste. lecz i dla wielu zbliżonych do niej gałęzi nauki. na an ty k a to d zie tej skupiano promienie katodowe. 1895 powiodło się R ö n t g e n o w i dokonać odkrycia przełomowego nie tylko dla samej fizyki. 2 W k a ż d y m g a z ie zn a jd u je się z a w sze p ew n a ilo ść jo n ó w . w y ­ tw o r z o n y c h p rzez d z ia ła n ie p ro m ien i k o sm ic z n y c h (por. w k tórych ciśnienie wynosiło mniej więcej od 1/200 do 1/20 m m słupa rtęci. u s ta ­ wianej na w p ro st k a to d y . Szybko rozwijająca się przede w szystkim dzięki zasto­ sowaniom lekarskim technika rentgenow ska posługiwała się w ciągu wielu la t wyłącznie lam pam i gazowymi. m iałyby w tym nie­ słychanym pomniejszeniu wielkość rzeczywistych jąder atom ow ych. obserwacyj R öntgen za­ uważył. 66) i z a n ie c z y sz c z e ń p r o m ien io tw ó r cz y c h . W ykazał on mianowicie.1 W lam pach ty c h promienie katodow e w ytw arzane są przez bom bardow anie k a to d y strum ieniem pędzących ku niej d odatnich jonów gazowych.

i otrzym yw ać w ten sposób bardzo tw arde promienie R ontgena. czyli ta k zwana tw ardość. Przez wzm acnianie lub osłabianie p rą d u grzejącego. że m ożna do niej stosować b a r ­ dzo wysokie napięcia (sięgające n a w e t mniej więcej pół m i­ liona woltów). Gdy więc w r. pozbawioną gazu. tł. W lam ­ 1 A d so rp cja p olega na o sa d za n iu się c z ą ste c z e k g a zu n a śc ia n ­ k a ch n a c z y n ia .) 2 Z b y t tw a rd e p ro m ien ie d a ją n ie o str e zd jęc ia r e n tg e n o w sk ie. Przede wszystkim jednak w lam pach gazowych nie m ożna było zmieniać niezależnie od siebie twardości i natężenia promieni rentgenowskich. w ysyłane przez rozżarzony drucik. w ytw a rz an y c h przez nie promieni R ontgena zależała od ciśnienia gazu i że w skutek tego p rzy dłuższym użyciu (prawdopodobnie dzięki zja­ wisku tzw. adsorpcji1) lam p y staw ały się z b y t tw arde. k tó ry rozżarza drucik. g d y ż p rzech o d zą o n e p o p rzez k o ści. 1913 udało się fizykowi am erykańskiem u C o o l i d g e ’o w i stw orzyć lam pę rentgenow ską wysoko- próżniową. . że zdolność przeni­ kania. m ożna dobierać zupełnie niezależnie od natężenia. praktycznie biorąc. iż było to z różnych względów bardzo pożądane. naprzeciw której znajduje się a n ty k a to d a . przyłożone do lam py. ozna­ czało to przełomowy kro k naprzód w technice rentgenow ­ skiej. W lam pach odgazow anych k a to d a składa się zwykle z żarzonej spirali wolframowej. g d y ż z o sta je o n o p o c h ło n ię te ju ż przez m ięśn ie. potrzebne do pew nych celów t e r a ­ peutycznych. zmie­ niając napięcie. Dalsza zaleta lam py odgazowanej polega na ty m . ja k również i do badania materiałów. n a le ż y u n ik a ć je d n a k ró w n ież i z b y t m ięk k ieg o p ro m ie n io w a n ia .2 w ym agały one wów­ czas specjalnej „regeneracji“ . gdy n a to m ia s t tw ardość promieni. również w y k onana z wolframu. pomimo. m ożna bowiem regulować liczbę w ysyłanych elektronów. w której promienie R o n tg e n a były w ytw arzane jedynie przez elektrony. a zatem i natężenie w y tw arzanych promieni R ontgena. a zatem. (U w .232 Zasady fizyki lamp stanowiło przede w szystkim to. przestając nadaw ać się do u ż y tk u .

jednakże spraw a fizycznej n a tu r y promieni rentgenowskich pozostawała długo jeszcze niewyjaśniona. 1912 L a u e w padł na ge­ nialny pomysł zastosowania do ugięcia promieni R ontgena nie sztucznych siatek. P oczynając już od połowy X I X stulecia. konieczny dla o trzym ania zdjęć. że promienie m ogą z nich wychodzić tylko w jednym określonym m iejscu. długość fali promieni R o ntgena m usi być około dziesięciu tysięcy razy m niejsza od długości fali promieni widzialnych. . A n ty k a to d ę chłodzi się stale wodą. aby działało ono jako punktow e źródło promieniowania. m ineralodzy zaczęli uważać iż przyczyna prawidłowości kształtu kryształów leży w p r a ­ widłowym uporządkow aniu atom ów w ich w nętrzu. lecz rozm aite rozw ażania w skazyw ały rów­ nież. że pro­ mienie R o ntgena są nadzwyczaj krótkim i falam i clcklro- m agnelycznym i. dąży się przede w szystkim do o trzym ania ostrych obrazów. Ogni­ sku. zwiększa się możliwie najbardziej natężenie promieni. zapobiegam y w ten sposób jej roz­ żarzeniu się pod wpływem uderzeń elektronów. J e d n ak ż e w r. używ anych w optyce. nadaje się wówczas możliwie małe w ym iary. służących do celów diagnozy lekarskiej. Nowoczesne lam py rentgenowskie są zwykle całko­ wicie otoczone grubą. Na razie więc musiało się wydaw ać. są pozbawione wido­ ków powodzenia. Fizycy przypuszczali co praw da. a po prostu kryształów. Laue 1 N a w e t w n a jle p sz y c h la m p a c h z a le d w ie je d e n p r o c e n t en erg ii p ro m ien i k a to d o w y c h p rzek szta łc a się w en erg ię p r o m ien io w a n ia ren tg en o w sk ieg o . A by skrócić czas naświetlania. Promienie KOntgena 233 pach. nieprzenikliwą w arstw ą m etalu. że o ile przypuszczenie to jest słuszne. a więc prze­ de w szystkim siatek dyfrakcyjnych. w k tó ry m elektrony skupiają się na antykatodzie. że wszelkie p róby otrzym ania zjawisk interferencji lub ugięcia promieni R o n tg e n a p rzy zastosowaniu środków.1 Chociaż technika rentgenow ska rozwinęła się bardzo szybko do wysokiego poziomu. tak. gdyż wówczas ona z kolei sta ła b y się również źródłem elektro­ nów.

ja k siatka dyfrakcyjna. O ka­ zało się wówczas. że długości fal promieni R ontgena są . Stanowiło to nie tylko bezpośredni do­ wód doświadczalny analogicznej do światła n a tu r y promieni R ontgena. 66). otrzym ali oni istotnie fotografię. że kryształ powinien oddziaływać na bardzo krótkie fale elektrom agnetyczne tak. 66.234 Zasady fizyk i wywnioskował stąd. co p raw d a działanie jego jest znacznie b a r ­ dziej skomplikowane. rys. Gdy Laue i jego współpracownicy skierowali w odpo­ wiednich w a ru n k a ch doświadczalnych wiązkę promieni r e n t­ genowskich na kryształ. odpow iadające szczelinom siatki optycznej. gdyż Rys. na której w ystąpiły g rupy czarnych plam ek. rozłożone prawidłowo i sy m etrycz­ nie (por. p u n k ty . niż działanie siatki optycznej. z „fotogramów L auego“ można było rów­ nież wyciągnąć wnioski co do budow y kryształów oraz w y­ liczyć długość fali ugiętych promieni rentgenowskich. U ginanie wiązki prom ieni R ontgena w krysztale blendy cynkowej. są w siatce krystalicznej uporządkow ane przestrzennie. za k tó ry m ustawili kliszę fotogra­ ficzną.

gdy p a d a ją na nie promienie R ontgena. że różne części ciała niejedna­ kowo silnie pochłaniają promienie R ontgena i że w skutek tego. rozdz.000 woltów. jednakże fizycy. U żyw any w p raktyce obszar długości fal rozciąga się mniej więcej od 0. spółczynnik zaś załam ania promieni R o ntgena okazał się mniejszy od jedności zaledwie o mniej więcej je d n ą milionową. np. zdołali otrzym ać znacznie jeszcze dłuższe fale. prze­ świetlić je bezpośrednio. Tożsamość isto ty promieni R o ntgena i promieni świetl­ nych została stwierdzona również przez bezpośrednie obser­ wacje nad załam aniem promieni rentgenowskich. Promienie R ontgena stosuje się w m edycynie również . im wyższy jest ich ciężar atom ow y. 2). P rz y pom ocy promieni R o n t­ gena m ożem y zresztą również. dochodzące aż do 1000 A. ty m m niej­ sza jest długość fali. por. im tw ardsze są promienie. szczególnie silnie po­ chłaniają promienie R ontgena i dlatego d a ją n a zdjęciach rentgenowskich silne cienie. które świecą w ciemności. na foto­ grafii pojaw iają się cienie kości i organów w ew nętrznych. jak również i znajdujących się w organizmie ciał obcych.000 do 100. wypełnia się je silnie pochłaniającym i „środkam i k o n tra s to w y m i“ . Opiera się ona na ty m . że pow stają na nich również cienie prześwietlanych przedm iotów. Pierw iastki chemiczne tym silniej pochłaniają promienie Rontgena. W śród zastosowań p rak ty c zn y c h promieni R ontgena najw ażniejszą rolę odgrywa lekarska diagnoza rentgenow­ ska.05 do 10 A (jeden Ang- stróm wynosi 10'8 cm. ż o łą d e k —-siarczanem baru. tak. Ołów i b iz m u t np. b adający promienie Rontgena. co odpo­ w iada już obszarowi nadfioletu. Załam anie to jest zresztą bardzo małe. w t y m celu stosuje się e k ra n y fluoryzujące. Do celów diagnozy rentgenowskiej stosuje się zwykle napięcia od 30. A by wyraźnie uwidocznić organy wewnętrzne. Promienie Rontgena rzeczywiście rzędu wielkości kilku sturnilionowych części m ilim etra (10‘9 cm). gdy prześwietlam y ciało ty m i promieniami. nie fotografując ciała.

napięcia wewnętrzne). Gdy prześw ietlam y k a ­ wałki m eta lu prom ieniam i R ontgena. k tó ry c h długości fali leżą pom iędzy 1 i 2 A.000 woltów i stosując jednogodzinne naświe­ tlanie. bardzo ważne zastosowanie prak ty c zn e uzyskała technika rentgenowska w dziedzinie badania materiałów. do ich w ytw arzania w y starczają już napięcia rzędu około 10. Prześwietleniu rentgenowskiem u poddaje się również i gotowe w yroby wysokiej jakości. części samolotów lub izolatory elektryczne. ja k np.000 do 300. prom ieniow ania charakterystycznego pierwiastków . w k tó ry c h ju ż drobne w a d y m ogłyby spo­ wodować fatalne skutki. t a k zw anych prom ieni granicznych. W przeciwieństwie do ty c h b a d a ń budow y ciał „z gru b ­ sza“ . dziury w odlewie lub pęknięcia. m ożem y zbadać w arstw ę żelaza lub stali grubości do mniej więcej 10 cm. 1905 w y k ry ć istnienie tzw. Do głębokiej terapii stosuje się napięcia rzędu kilkuset tysięcy woltów. P oczynając mniej więcej od r. przeprow adza się również badania subtelnej budowy m ateriałów za pom ocą fotogram ów Lauego. wiele braków tworzyw a.236 Zasady fizyki i do celów terapeutyczny cli. takie ja k np. W spom nim y tu jeszcze o b adaniu autentyczności i historii pow stania obrazów olejnych oraz prawdziwości banknotów i drogich kamieni. gdy skład chemiczny i m etalograficzny tw orzyw a jest bez zarzutu (np. do terapii po­ wierzchniowej używ a się n a to m ia s t promieni bardzo mięk­ kich.000 woltów. ujaw n ia ją się przez słabsze pochłanianie wszelkie ich wewnętrzne wady. mogących istnieć n a w e t wówczas. do 8 cm mosiądzu i aż do 50 cm glinu. L X II W ID M A R E N T G E N O W S K I E W dziesięć l a t po odkryciu promieni R o ntgen a powiodło się niespodziewanie R a r k i i w r. Rozporządzając napięciam i od 200. 1925. ujaw nia się przez zniekształ­ cenie i skrzywienie odpowiednich prążków na fotogramie.

że pierw iastki d a ją się uporządkow ać według swych widm rentgenowskich w pewien „szereg naturalny“] prążki rentgenowskie przesuwają się z najw iększą prawidłowością w m iarę przechodzenia od jednego pierw iastka w szeregu do następnego. długość fali. P orów nyw ając ze sobą w idm a rentgenowskie rozm aitych pierwiastków. że tw ardość prom ieniow ania c harakterystycznego rośnie wraz z ciężarem atom ow ym . udało się następnie przez zastosowanie powoli obracanego kryształu rozszczepić chara k te ry sty c z n e pro ­ mieniowanie w widmo rentgenowskie. w ysyłanym przez pierwiastki chemiczne. miększa grupa — serię L. z k tó ry c h o statnia została zresztą w y k ry ta dopiero po śmierci Moseley’a. najtw ardsze prążki (a więc prążki o najmniejszej dłu­ gości fali) tw orzą serię K (promieniowanie K Barkli). wysyła samo również promienie rentgenowskie. Widma rentgenowskie 237 chemicznych. ja k fotografujem y optyczne w idm a prążko­ we. W r. podobnie. jeszcze bardziej zaś miękkie składają się na serie M i N. Można było w ten sposób sfotogra­ fować w idm a rentgenowskie pierwiastków chemicznych. stanowi c h a ra k te ­ rystyczną właściwość atom ów danego ciała. Moseley znalazł dalej. p rzy czym. również i w idm a rentgenowskie składają się z sze­ regu c h a ra k te ry sty c z n y c h prążków. i rozróżnił w promieniowaniu. W ystępuje więc tu ta j analogia z optycznym i p rążkam i widm owym i. B arkla stwierdził już również. K ażde ciało. wśród promieni ty ch przew ażają takie. n a k tóre p a d a ją szybkie elek­ tro n y lub też promienie R óntgena. każda luka ujaw nia się p rzy ty m n a ty c h ­ m iast przez z b y t wielki skok. podobnie ja k to się czyni ze światłem w idzialnym za pom ocą stosowanej w o p ty ­ ce siatki dyfrakcyjnej. ż ew jego . 1913 M o s e l e y ’o w i. tw ardsze „promieniowanie K “ i miększe „pro­ mieniowanie L “ . Liczba prążków r e n t­ genowskich pierw iastka chemicznego leży pom iędzy 10 i 40. k tó ry c h twardość. ja k m ów im y obecnie. ja k w ykrył Barkla. k tó ry oparł się na odkryciu Lauego. Moseley dokonał nadzwyczaj ważnego od­ krycia. czyli.

67. 2 Obejmuje 1 M osiądz j e s l o d p o rn ie jsz y na o g rzew a n ie. u m o ż liw iły M o se ley ’ow i u sta le n ie szeregu n a tu ra ln eg o . rysu n e k te n p rz e d - staw ia serię K szeregu nastę p u jąc y c h po sobie pierwiastków . przedstaw iającym serię L szeregu nastę p u jąc y c h po sobie pierwiastków. 67. regularne przesuwanie się prążków w kie­ ru n k u m alejących długości fal jest również bardzo pięknie widoczne na rys. je d n a k wzrost ten nie od­ bywa się w t a k ściśle praw idłow y sposób. iż w szeregu ty m kobalt. W skazuje n a to w yraź­ nie rys. . 68. Z am iast cy n ­ ku Moseley użył ze wzglę- R ys. p o c zyna­ jąc od w apnia aż do cynku. ja k ró w n ież m ie jsc a . po­ przedza nikiel (58. ja k cynku. Stopniowe. o d p o w ia d a ją c e p rzerw om . n iż c y n k . J u ż Moseley zauważył również. 2 B ezp o śred n ie p o m ia r y w id m r e n tg e n o w sk ic h . P o c z ą te k szeregu . pomimo swego większego ciężaru atomowego (58. od złota aż do biz­ m u tu .94). Serią K szeregu następujących po sobie r liW n r n li. p o c z y n a ją c ju ż od so d u (N r 11) aż do k o ń c a (N r 9 2 ). czyli m osiądzu.tw /n w h c tn n n pierw iastków (w edług M oseley^). U O yY p i C Z Il^ C ii S L O p U miedzi z cynkiem . w zrasta w miarę przesuwania się wzdłuż szeregu. ja k przesuwanie się prążków.1 k tó ry istotnie daje prążki zarówno miedzi. przerwa odpowiada rtęci. przerw a n a d ru ­ gim miejscu odpowiada skandowi. o tr z y m y w a n y c h za p o m o cą k r y sz ta łó w . na ogól biorąc.64). Znaleziony przez Moseley’a n a tu r a ln y szereg pierwiast­ ków chemicznych jest przytoczony w tablicy l .23S Zasady fizyki szeregu ciężar atomowy. zaczerpnięty z prac y samego Mose- ley’a.

d o k o ­ n a n e n a p o g ra n iczu p o m ię d z y p r o m ie n ia m i n a d fio łk o w y m i i r e n t­ g en o w sk im i. dalej argon i po­ tas (Nr 18 i 19). p o z w o liły p rze śle d z ić z m ia n y w id m . 61). P ó ź n ie jsz e p o m ia r y . .1 p rzy czym według dzisiejszego sta n u badań z n a jd u ją się w nim najwyżej dwie luki. 1 W k w ietn iu r. Au Tl Pb Bi Rys. na 85 i 87 miejscu. zachow ują się kobalt i nikiel. M oseley w y z n a c z y ł. 66). istniało jeszcze 6 luk. o p iera ją c się na cięż a ra ch a to m o w y c h i na p e r io d y c z n y m u k ła d zie p ie r w ia stk ó w . F er m i o b w ie ścił w y k r y c ie p ie r w ia stk a N r 93. rozd z. lecz odtąd zdołano już w y­ kryć cztery dalsze pierwiastki: hafnium (Nr 72). ja k już wspom i­ naliśmy. gdy Moseley przeprowadzał swe b a ­ dania. Seria L szeregu następujących po sobie pierw iastków (w edług Frim ana i Siegbahna). 68. b. a. w iastek o ciężarze niższym. tł. w ten sposób. ren (Nr 75) i illinium (Nr. Niekiedy pier­ w iastek o wyższym ciężarze atom ow ym poprzedza pier- 7 t>2 /!.2 W czasie. (U w . m azurium (Nr 43). tellur i jod (Nr 52 i 53 )i praw dopodobnie również tor i p r o ta k ty n (Nr 90 i 91). p o c z y n a ją c od sod u w ste c z aż do h elu . o tr zy m a n eg o sz tu c z n ie p rzez b o m b a r d o w a n ie u ran u n e u tr o ­ n a m i (por. W idma rentgenowskie 239 on 92 pierwiastki.) 2 O g łoszon e w roku 1932 o d k r y c ie p ie rw ia stk ó w N r 85 i 87 (k tó ry m d a n o n a z w y a la b a m iu m i w irg in iu m ) nie je s t je sz c ze ca łk iem p ew n e.

czyli od ta k zwanej liczby porządkowej. im dalej posuw am y się w szeregu pierwiastków. ciężar atom ow y jest dokładnie dwa razy większy od num eru w szeregu. oznaczonych kolejnymi num eram i 2. Ciężar ato- .8. W innych w y p a d k a c h ciężar atom ow y przekracza podw ójną liczbę porządkow ą. neonu. m agnezu. 10. węgla. ty m więcej.240 Zasady fizyki T A B L IC A 1 N a tu r a ln y szereg p ier w ia stk ó w 1 W odór 32 G erm an 63 E u ro p iu m 2 H el 33 A rsen 64 G ad olin 3 L it 34 S elen 65 T erb 4 B ery l 35 B rom 66 D y sp ro z 5 B or 36 K r y p to n 67 H olm G W ęg iel 37 R u b id 68 Erb 7 A zo t 38 S tr o n t 69 T ul 8 T len 39 Y ttr 70 Itterb 9 F lu or 40 C yrkon 71 K a ssjo p e ju m 10 N eon 41 N iob 72 H a fn iu m 11 Sód 42 M olibden 73 T a n ta l 12 M agnez 43 M azurium 74 W olfram 13 G lin 44 R u ten 75 R en 14 K rzem 45 R od 76 Osm 15 F o sfó r 46 P a lla d 77 Iryd 16 Siarka 47 Srebro 78 P la ty n a 17 C hlor 48 K adm 79 Z łoto 18 A rgon 49 Ind 80 R tę ć 19 P o ta s 50 C yna 81 T al 20 W ap ń 51 A n ty m o n 82 O łów 21 S k an d 52 T ellu r 83 B iz m u t 2 2 T y ta n 53 Jod 84 P o lo n 23 W an ad 54 K sen o n 85 — 24 C hrom 55 Cez 86 R adon 25 M angan 56 Bar 87 — 26 Ż elazo 57 L a n ta n 88 R ad 27 K o b a lt 58 Cer 89 A k ty n 28 N ik iel 59 P ra ze o d y m 90 T or 29 M iedź 60 N eodym 91 P r o ta k ty n 30 C ynk 61 Illin iu m 92 U ran 31 Gall 62 S am ar W w y padkach helu. krzem u i siarki. 12. 14 i 16.6. tlenu.

jod). potas. m ożna utw orzyć pewne uporządkow anie pierwiastków. Układ periodyczny pierwiastków 241 m owy uranu. 238. w yróżniające się prawie całkow itą obojętno­ ścią chemiczną. wynosi np. czyli chlorowce (fluor. s tro n t. niż pierwiastki o liczbie porządkowej nieparzystej. w apń. chlor. m etale alkaliczne (lit. w każdej zaś z nich jeszcze dalsze dwie podgrupy. brom . R z u t oka na szereg n a tu r a ln y w ykazuje poza tym od razu. sód. którego liczba porządkow a je s t 92. neon. Tego rodzaju podgrupy tw orzą np. m agnez. Meyer i Mendelej ew stworzyli w ten sposób periodyczny układ pierwiastków. podane w tablicy 2. kse- non i radon). d op iero od te g o cz a su p o z n a n o r o z m a ite ich zw ią zk i Zasady fizyki 16 . W układzie periodycznym w yróżniam y według podobnych własności pierwiastków osiem grup. rubid i cez). c h a ra k terystyczne własności chemiczne i fizyczne pow racają periodycznie. Szczególnie ciekawą podgrupę stanow ią gazy szlachetne (hel. że pierwiastki o parzystej liczbie porządkowej w y­ stę p u ją w przyrodzie częściej. w k tó ry m szeregi pionowe zaw ierają pierwiastki o zbliżo­ nych własnościach. bar i rad). stało się co p raw da możliwe dopiero wówczas. k ry p to n . L X III U K Ł A D P E R IO D Y C Z N Y P IE R W I A S T K Ó W J u ż w roku 1869 chem ik niemiecki L o th a r M e y e r i badacz rosyjski M e n d e l e j e w w ykryli jednocześnie w ażny fa k t istnienia periodyczności chemicznej pierwiastków. gdy dzięki znajomości liczb porządkow ych m ożna było dokładnie ustalić liczby miejsc w kolejnych periodach.1 1 A ż do rok u 1927 u w a ża n o g a z y sz la c h e tn e za c a łk o w ic ie „ b iern e“ . Stwierdzili oni. argon. Jeśli zatem wypiszem y poszczególne periody pod sobą. in n ą znowu podgrupą są halogeny. D okładne jego przedstawienie. lub ziemie alkaliczne (beryl. że jeśli u staw im y pierwiastki w szereg według rosnących ciężarów atom ow ych.

2 x 22. z ilu elektronów składa się „układ p la n e ta r n y “ atom u. ja k po prostu ładunek ją d ra . Siódmy period wreszcie. na uranie. r tę c ią ). m ożna je mianowicie napisać również w postaci 2 x l 2. 1913 V a n d e n B r o e k wypow ie­ dział pogląd. że liczba porządkow a nie oznacza nic innego. Szósty period zawiera aż 32 pierwiastki. 2 x 32. J u ż w kilka miesięcy po od­ kryciu Moseley’a w r. że sió d m y period u ryw a się n a sió d m y m m ie jsc u . 1 Z god n ie z u w a g ą n a str. kończy zaś na gazie szlachetnym .) . G a zy sz la c h e tn e z n a n e są d op iero od k o ń ca X I X stu le c ia . przy czym podgrupa V I I I jest obsadzona nie po pro ­ s tu pojedynczo. 8. w periodach ty c h wszystkie p o dgrupy (16) są obsa­ dzone. a mianowicie wodór i hel. Pierwszy period zawiera zresztą dw a tylko pierwiastki. Liczba porządkow a w skazuje zatem również. wyznaczające długości poszczegól­ nych periodów. że ładunek dodatni ją d ra atom u srebra je s t 47 razy większy od elem entarnego ła d u n k u elektrycznego. 2 x 4 2. Czwarty i p ią ty period obejm ują po osiemnaście pierw iast­ ków.1 Liczby 2. znajdującego się z in n y m i p ie r w ia stk a m i (n p . 2 3 9 n a le ż a ło b y d ziś p o w ied zie ć. p o n adto podgrupa III jest tu obsadzona piętnastokrotnie przez t a k zwane ziemie rzadkie. z o s ta ły w y k r y te p r z ew a żn ie przez R a m s a y ’a. P eriody drugi i trzeci zaw ierają po osiem pierwiastków. nie oznacza to nic innego ponad to.242 Zasady fizyki K a ż d y period rozpoczyna się od m eta lu alkalicznego. że układ periodyczny pierw iastków daje się sprowadzić do pewnych stosunkow o pro sty c h zależności a rytm etycznych. W fizykalnej teorii periodyczności chemicznej powstaje naturalnie przede wszystkim zagadnienie teoretycznego znaczenia liczby porządkowej. G dy np. urywa się na szóstym miejscu. i tu ta j również w podgrupie V I I I w y­ stępuje „ tr ia d a “ (platynowców). lecz n a w e t potrójnie. stoją w pew nym szczególnym związku ze sobą. (U w . 18 i 32. tł. srebro posiada w sze­ regu Moseley’a n um er 47. skąd m ożem y już przypuszczać. o ile pozwala n a m są­ dzić o ty m nasza dzisiejsza znajomość pierwiastków.

a I ja O CO O co CU Th ci Ci Układ > CD co N § t-H co C3 ci o Ci I 90 Ci Tt< c3 £2 CQ O Ł-ł iO co O r-H t> Ac co co ^ ' 63°° CS O rl. o z < X c a OD CD lO CO CD co CU £ o d« co X* O) > ci 7Í o o t>* s lO o CS O CD o Ci r> Ph o CQ ł-H Ci l> lO Si2 w co lO a oo > ci lO lO Ci p ier w ia stk ó w CD o Í-.Q N o fco s CO Ra e o 3 § CO ci o 00 CD co 88 ci lO 3 to Xł a O K> £ * ci cc s O CO \d t- co uo 00 Ci t> 16* .S Ci co LON 89 c to . O 00 c£> O co lO 00 > a rj< Ci ci Ci Gi 2 TABLICA £ co CQ periodyczny t> CO rp t-4 C3 CO C3 co r-< lO H co Oh CS CO co Ci !> tí . CU A O co Ł.

że ładunek elektryczny ją d ra atomowego jest istotnie rów ny iloczynowi liczby porządkowej przez ła d u ­ nek elem entarny. Poszczególne cząstki a doznają mianowicie wówczas w skutek posiadania d o d a t­ niego ład unku odpychań ze stro n y również dodatnio n ała­ dowanych ją d e r atom ow ych m etalu. ile takich par dołączym y do jądra. n a tu ra chemiczna pierw iastka nie powinna ulegać zmianie. różnią się je d n a k swymi ciężarami atomo­ wym i. J ą ­ dra wodoru. Jeśli więc c h a ra k te r chemiczny ato m u zależy jedynie od ładunku jego jąd ra .244 Zasady fizyk i w stanie elektrycznie ob o jętn y m (a więc niezjonizowanym). Gdy te rozm aite t y p y atom ów w y stę p u ją zawsze zmieszane razem w stosunku mniej więcej niezm iennym . żelaza — dwadzieścia sześć. czy też trz y jednostki itd. F a k t. oraz ładunek do d a tn i rów ny ładunkow i elem entarnem u. podaw any . Je d n a k ż e nastąpiłoby wów­ czas zwiększenie ciężaru atomowego o je d n ą łub dwie. gdyż ten wyznacza jego miejsce w układzie pierwiastków. tlenu — osiem. że pierwiastki che­ miczne sk ładają się z atom ów kilku typów . rów ną masie a to m u wodoru. wobec tego zaś z wielkości rozproszenia wiązki cząstek a m ożna obli­ czyć ładunki jąd e r rozpraszających.. T a k np. zależnie od tego. W szeregu starannie przeprow adzonych doświadczeń Chadwick ustalił na tej drodze w r. J u ż z teorii zatem w ynika możliwość. gdy jednocześnie d o d a m y do jąd ra pro to n i elektron. o trz y m u je m y pewien w przybliżeniu stały ciężar miesza­ niny. stanow iący „ p ra k ty c z n y “ ciężar atom owy. został potw ierdzony bezpośrednio przez doświadczenia G h a d w i c k a nad przechodzeniem promieni a przez cienkie folie metalowe. zwane również protonam i. rtęci zaś — osiemdziesiąt. gdyż przeciwne ich ładunki elek­ tryczne zniosą się naw zajem . jądro azotu m a siedem planet. które. 1"920 zupełną zgodność liczby porządkow ej Moseley’a z liczbą ładunków elem entarnych jąd ra . po­ siadając jednakow e ładunki jądrowe. czyli laką sam ą na­ turę chemiczną. posiadają zatem masę. praktycznie biorąc.

W te n sposób T hom son mógł ustalić. o ciężarach ato m o ­ 1 Isos łopos o z n a c z a po greck u to sa m o m ie jsc e (m ia n o w ic ie w u k ła d zie p e r io d y czn y m ). spektroskopię masową. Układ periodyczny pierwiastków 245 przez chemików w tablicach ciężarów atom ow ych. zawartego w rurce. prom ieniam i dodatnim i. ja k np. k tóre w ystę­ pu ją w ru rk a c h do w yładow ań jednocześnie z promieniami katodow ym i. W len sposób m ożem y również zrozumieć. 1913 przez J . w innych zaś w y p a d k a c h znacznie odbie­ gają od liczb całkowitych. uzyskanych przez A stona. stanowi mieszaninę dwóch izotopów o m asach 20 i 22. nieprzekraczającym jednej dzie- sięciotysięcznej ich wartości. utw orzonych z cząstek o różnej masie.46) od liczby całkowitej. którego tablicowy ciężar ato m o w y wynosi 20. że dzisiaj za po­ mocą spektrografu masowego m ożna porów nyw ać ze sobą m asy atom ów z błędem. w w ypadku węgla i azotu. J e d n y m z pierwszych i n a j­ piękniejszych wyników. izotopów. dlaczego praktyczne ciężary atom owe w wielu w yp a d k a c h w y ra ż ają się licz­ bami prawie dokładnie całkowitymi. neonu. A s t o n rozwinął w r. 1919 m etodę T hom sona w tzw. J . tzw. Wielkość odchylenia zależy je d n a k od m asy. gdy próżnia jest dostatecznie wysoka. k tó ry w ykazuje szczególnie silne odchylenie ciężaru atomowego (35. i o trzym ania na tej drodze oddzielnych śladów róż­ nych izotopów na kliszy fotograficznej.1 został po raz pierwszy w y k r y ty w r. Thom son po­ sługiwał się tzw. doskonaląc ją stale wraz ze swymi w spółpracownikam i. było stwierdzenie.2. F a k t. . że chlor. Cząstki promieni do­ da tn ic h doznają w polu elektrycznym odchylenia. a stą d w ynika możliwość oddzie­ lenia od siebie promieni. podobnie ja k elektrony czy też cząstki a. P ro ­ mienie dodatnie składają się z dodatnio naładow anych atom ów gazu. T h o m s o n a na przykładzie gazu szlachetnego. doszedł on do tego. stanowi mieszaninę dwóch izotopów. że pierw iastek może składać się z kilku odmian o różnych ciężarach atom ow ych. że neon.

0 oraz 37. które nie zostały dostrzeżone jedynie w sk u te k tego. B ain b rid g e^. 2 S ta ło ść ciężaru a to m o w e g o m ie sz a n in y iz o to p ó w tłu m a c z y się po p ierw sze id e n ty c z n y m i w ła sn o śc ia m i c h e m ic z n y m i iz o to p ó w . o cięża­ rach atom ow ych różniących się o dwie jednostki.246 Zasady fizyk i wych w yrażających się liczbami całkow itym i 35. najcięższy — 124. Spektrogram masowy germ anu. niż jedenaście. Spektroskopia masowa zawodzi na tu ra b iie w takich w ypadkach. niż odm iana cięższa. T . jedynie p a r y izotopów.70. np. gdy jeden z izotopów jest reprezentow any 1 Is tn ie n ie trzecieg o iz o to p u ch lo ru o cięż a r z e 3 9 je s t w ą tp liw e . 69. p o d ru gie za ś — p ierw o tn ie g a z o w y m sta n e m k u li z ie m sk iej. dla cyny nie m niej. W edług K . Astonowską m eto d ą spektroskopii masowej zbadano już większość pierw iastków pod względem ich składu izo­ topowego i jedynie niewiele spośród nich okazało się „czy­ stymi p ierw iastkam i“. że i te pierwiastki mogą również zawierać izotopy. .1 W w y ­ p adku n a to m ia s t pierwiastków o parzystej liczbie porządko­ wej często zn a jd u jem y większą ilość izotopów. pom ijając n a t u ­ ralnie pierwiastki czyste. Najlżejszy izotop cy n y m a ciężar atom ow y 112.2 J a k o przykład spektro- gram u masowego m a m y n a rys. liczbie porządkowej stwierdzono na ogół.0. 69 przytoczony według B ainbridge’a spektrogram germ anu. W w y p a d k u pierwiastków o nieparzystej tH H 1 11 1 1 1 76 74 73 72 70 Rys. że są z b y t rzadkie. że w jej składzie od­ m iana lżejsza w ystępuje w ilości mniej więcej trz y k ro tn ie większej. z którego również bardzo ładnie w ynika. Z ciężaru m ieszaniny wynika. gdy tablicow y ciężar atom ow y c yny wynosi 118. że ciężary atom ów są liczbami całkowitymi. Należy p rzy ty m na tu ra ln ie zastrzec się. na którym uw ydatnia się istnienie pięciu izotopów.

niż długość fali zwykłego czerwonego prążka wodoru. mogli oni stwierdzić. również i w węglu (ciężar atom ow y 12. zmieszany z azotem norm alnym mniej więcej w stosunku 1 do 300. Badacze ci znaleźli np. Przełom owy postęp w m etodach badania izotopów sta n o ­ wiło zatem w ykrycie przez fizyków am erykańskich G i a u - q u e ’a i J o h n s t o n a w r. Układ periodyczny pierwiastków 247 bardzo słabo jedynie w stosunku do izotopu głównego. prze­ ciągnęli je d n a k czas naświetlania znacznie ponad zwykle przyjęte norm y. Inni fizycy a m erykańscy wykryli następnie między innym i również i w azocie.008. U r e y oraz jego współpracownicy fotografo­ wali w ty m celu w zwykły sposób widmo wodoru. powiodło się po raz . a mianowicie przez dokładne zbadanie widm cząsteczko­ wych. Przedłużyw szy czas 4. odkrycia tego dokonano do­ świadczalnie w r. którego ciężar atom ow y wynosi 14. niż m asa p ro ­ tonu. 1929 na drodze optycznej. gdzie m ożna było icli oczekiwrać dla wodoru o masie ją d ra dw ukrotnie większej. Później udało się również różnym innym badaczom stwierdzić istnienie cięż­ kiego izotopu wodoru za pom ocą spektrografu masowego (rys. J e d e n a to m tlenu o ciężarze 18 przy p a d a mniej więcej na 600 n orm alnych atom ów o ciężarze 16.79 A większa. rzadki izotop o ciężarze a to m o ­ w ym 15. obok znanych prążków w idm owych w y­ stępują jeszcze dodatkow e bardzo słabe prążki właśnie w ty c h m iejscach. zgodnie z teorią prążek. jeden zaś atom tlenu o ciężarze 17 na mniej więcej 2000 do 3000 atom ów norm alnych. zawartego w wodzie. 70). że istotnie. jak i jest niezbędny do o trzym ania doskonałej zwykłej fotografii w idm a wodoru. k tó ­ rego długość fali je s t o 1. dwu rzadkich izotopów tlenu o ciężarach atom ow ych 17 i 18. Oddzielenie na drodze elektrochemicznej cięż­ kiego wodoru.00) w y k ry to rzadki izotop o masie 13. 1932 n a podstaw ie poprzednich obliczeń B i r g e ’a.000 ra z y w stosunku do tego. N ajwiększą sensacją w dziedzinie b a d a n ia izotopów stało się je d n a k odkrycie ta k zwanego ciężkiego wodoru o ciężarze atomowym dwa.

oraz T u v e ze w sp ó łp r a c o w n ik a m i) stw ie r d z ili.0 0 0 a to m ó w w od oru z w y k łe g o .6° C. wrze w 101. że pod koniec r. 1933 rozporządzali już oni kilkuset ce n ty m etram i sześciennymi praw ie zupełnie czy­ stej „ciężkiej w o d y “ . M etoda ich zo­ stała t a k w ydoskonalona przez L e w i s a i jego w spółpra­ cowników.i LXIV PR O M IE N IO T W Ó R C Z O Ś Ć Zgodnie z nowoczesnym ujęciem budow y układu pier­ wiastków m usim y oczekiwać. . Istotnie. c ięż k a w o d a za w iera m n iej w ięcej je d e n a to m n a jc ię ż ­ szeg o w od oru n a 3 m ilio n y a to m ó w w od oru c ięż k ieg o . że zam arza ona w tem p e ra tu rz e 3. lecz w 11. D ow ód doświadczalny istn ien ia izotopu w odoru o ciężarze atomowym 2. P o d cza s g d y w z w y k łe j w o d z ie z n a jd u je m y jed en a to m cięż k ieg o w od oru m n iej w ięcej n a 6 . 1 W k w ietn iu roku 1931 b a d a c z e a m e r y k a ń sc y (B le a k n e y ze w sp ó łp ra co w n ik a m i. 70. o cięż a rze a to m o w y m 3.8° G. że c ię ż k i w o d ó r zaw iera je sz c z e c ię ż sz y iz o to p w o d o ru .42° G i wreszcie posiada największą gęstość nie j a k zwykła woda w 4°.248 Zasady fizyki pierwszy W a s h b u r n o w i i U r e y ’o w i. że ciężka woda posiada gęstość o mniej więcej 11% większą od zwykłej 17 16 13 12 H2 MM I /■u „ Rys. wody. Badacze ci stwierdzili. że promieniotwórczość zwią­ zana jest zawsze z przem ianam i pierwiastków.

że a to m y substancyj prom ie­ niotwórczych podlegają ciągłemu. istnieją dwa rodzaje przem ian. ponieważ zaś w yrzucane cząstki niosą ład u n k i elek­ tryczne. n a to m ia s t przem iana f i — o jedno miejsce w p r a w o . Rad należy do d r u ­ giej g rupy układu periodycznego. radon. J a k w y k azały dokładniejsze badania pierw iastków p ro ­ m ieniotwórczych. czy rozp a d a ją c y się atom wyrzuca cząstkę a. 1902 R u t h e r f o r d i S o d d y potrafili uzasadnić doświadczalnie pogląd. czy też fi. przem iana a obniża chemiczną liczbę porządkow ą o dwie jednostki i jed n o ­ cześnie ciężar atom ow y—-o cztery. po w sta ją c y bezpośrednio z radu. ro zd z. Z p u n k tu widzenia powstałej później jądrowej teorii a to m u . a mianowicie rów ny 222. gdy ciężar atom ow y radu wynosi 226. rów ny dwu e lem entarnym k w a n to m elektryczności. gdyż cząstki fi są to po prostu elektrony. . a wielkość ła d u n k u ją d ra określa c h a ra k te r che­ m iczny atom u. posiada ciężar a tom ow y o cztery jednostki niższy od radu. do zerowej. ja k już widzieliśmy. 60. m ożna je wszystkie. fa k t zachodzenia promieniotwórczych prze­ m ian pierwiastków staje się n a ty c h m ia s t zrozumiały. przy czym odryw anie się w yrzucanych przez atom cząstek a i fi zmienia c h a ra k te r chem iczny atom u pozo­ stałego. które w yróżniam y jako przem iany a i przem iany fi. n a to m ia s t radon. do ósmej grupy. poza nielicznymi 1 P or.1 procesy rozpadu promieniotwórczego m uszą być oczywiście umiejscowione we w nętrzach jąder atomo­ wych. Ponieważ. Istotnie. jako gaz szlachetny. czyli. Promieniotwórczość 249 już w r. Zależnie od tego. masę zaś czterokrotnie większą od protonu. co oznacza to samo. P rzem iana fi nato m ia st podwyższa liczbę porządkow ą o jednostkę bez dostrzegal­ nej zm iany ciężaru atomowego. spontanicznem u roz­ padowi. Przem iana a przesuwa więc pierwia­ stek prom ieniotwórczy o dwa miejsca w lewo w układzie periodycznym . cząstka a posiada ładunek dodatni. k tó ry w yrzucił cząsteczkę a.

gdyż jego czas przepołowienia wynosi 136. C . em anacja radow a lub r a ­ don. Pow stająca z rad u przez przem ianę a su b stancja pochodna. odpowiednio do tego jego ciężar atom ow y jest o 32 niższy od ciężaru atomowego u ra n u I (206 zam iast 238). p r a ­ szczura szeregu uranowego. . Najw ażniejszy z tych szeregów jest szereg uranowo- rad owy. w ten sposób. oznacza to. E i F . Uran I ma ciężar atom ow y 238 i ta k zw any czas przepołowienia rów ny 4 ]/2 m iliarda lat.8 d n ia. zaś liczba porządkow a ołowiu uranowego wynosi 82. Pow staje on z uranu I. że każdy pierwiastek danego szeregu pow staje z poprzedza­ jącego go w tym szeregu za pośrednictw em przem iany a lub fi. U ran I należy więc do długowiecznych pierwiastków promienio­ twórczych. je s t z n a n y również pod nazw ą polonu. B . przez ogółem 8 przem ian a i 6 przem ian fi. a więc trw ały. co m ożna było stwierdzić bezpośrednio. D . Czas przepołowienia rad u wynosi 1580 lat. R ad F. O sta te c z n ie je d n a k w s z y s tk ie a to m y radu C p rzech od zą w a to m y rad u D . nieco trwalszy. u ran II. od niego z kolei prow adzą dwie następujące po sobie p rzem iany a w prost do radu. m a czas przepołowienia rów ny tylko 3. N a 1 0000 a to m ó w rad u C c z te r y p o d le g a ją p r z em ia n ie a. zwane r a ­ dami A . k tó ry stanowi pewną odm ianę ołowiu. li­ cząc wysyłane przezeń cząstki a.250 Zasady fizyki w y ją tk a m i. ustawić w trz y szeregi przem ian. pierwiastek. w sz y stk ie p o z o sta łe n a to m ia st — p rzem ia n ie/? . Za pośrednictw em jednej przem iany a i n a stę ­ pujących po niej dwóch przem ian /? powstaje z ur anu 1 znacznie krócej żyjący i dlatego rzadszy izotop jego.Z n ie j po­ w stają następnie kolejno k rótkotrw ałe pierwiastki. Rozpoczyna się on od uranu I. rad G. a więc jest o 10 mniejsza od liczby porządkowej u ranu (92)^ 1 P rzy ra d zie C za c h o d z i r o z g a łę z ie n ie szereg u p rzem ia n . i dlatego bywa również zw any ołowiem uranow ym .5 dni. że po upływie 4 y2 m iliarda lat początkowa ilość tego pierw iastka zmniejsza się do połowy w skutek ustawicznego rozpadu jego atom ów. cięższego z dwu izotopów pierw iastka o liczbie porządkowej 92. przez przem ianę a pow staje z niego niepro- mieniotwórczy już.

i do­ d a tn i ład u n e k elektryczny i opuszczają substancję pro­ mieniotwórczą z prędkością. Cząstki a. 2 N a sz c z e g ó ln ą u w a g ę za słu g u je fa k t. (U w . 1 D o k ła d n e b a d a n ia p rzep ro w a d zo n e w c ią g u o sta tn ic h la t. również i beryl. jak się zdaje. posiadają określoną prędkość początkową. ten ostatni szereg stanowi praw dopodobnie pewne odgałęzienie sze­ regu uranow o-radowego. uran Y . zwanej zasięgiem. zwane prom ieniam i gamma.2 Czasy przepołowienia pierw iast­ ków prom ieniotwórczych w a h a ją się od mniej więcej bilio­ nowej części se kundy w w y p a d k u toru C. c h a ra k te ry z u ją c ą ten pierwiastek. Promieniotwórczość 251 Dużo analogii z szeregiem uran o w y m w y kazują dwa po­ zostałe szeregi. wynoszącą od 5 % do 7 % prędkości światła. szereg torow y. że. cząstki a oraz noszące miano cząstek fi elektrony.4 Gdy p ro ­ mienie a przechodzą przez powietrze lub inne sub­ stancje. m a ją w sz y stk ie tę sa m ą p ręd k o ść. tł. 59. do około biliona lat w w y p a d k u potasu i berylu. wychodzące z p re p a ra tó w promienio­ twórczych. p o c h o d zą c e z je d n e g o p ierw ia stk a . pochodzące z jednego pier­ w iastka promieniotwórczego. w y ­ k a z a ły jed n a k . 3 P or. Promieniowanie. w po­ wietrzu zasięg cząstek a różnych pierwiastków prom ie­ 1 S u b sta n c jfi m a c ie r z y stą p r o ta k ty n u je s t p r a w d o p o d o b n ie tz w . ja k stw ier d z o n o w roku 1933. zawiera nie tylko. sam ar oraz b ery l w y s y ła ją p ro m ien ie a. działanie ich u staje raptow nie po przebyciu pewnej określonej odległości. w y rz u ­ cane z rozpadającego się jąd ra . w yw odzący się z pro- t a k ty n u . lecz pon a d to również bardzo krótkofalow e promieniowanie rentgenowskie.1 Poza tym i trzem a szeregami w ła­ sności promieniotwórcze p o siad ają jeszcze pierwiastki potas i rubid. zależnie od rodzaju przem iany. rozd z. pochodzący od to ru o liczbie porządkowej 90 i szereg aktynow y.3 nios. Prom ienie a. j a k już w spom niano wyżej. dalej sa m a r i niektóre inne ziemie rzadkie oraz. iz o to p toru . k tó r y z n a jd u je m y ja k o d o m ie sz k ę w uranie. pierw iastka o liczbie porządkowej 91.) . że n ie z a w sz e c z ą stk i a.

G ru p a torów cząstek U.10'11 cm) co odpowiada napięciu około dwóch milionów woltów. rozdz. zbliżające się niekiedy aż do prędkości światła. . Rys. J a k ju ż zaznaczono uprzednio. W przeciwieństwie do naładow a­ nych elektrycznie cząstek a i /?. cały u ran przem ienia się stopniowo w izotop 1 P or. Zjawiska promieniotwórcze nastrę cz a ją interesującą możliwość w yznaczenia wieku ziem i. wychodzących z to ru C.006 A (czyli 6. ro zp a dających się w preparacie w ty m sa m y m czasie. Rys. 60. Na fotografii widać wyraźnie. że liczba w ysyłanych w pew nym określonym czasie kw a n tó w prom ieni y jest rów na liczbie atom ów. z to ru C. że p r e p a r a t wysyła dwa rodzaje promieni a o różnych zasięgach. Promienie ¿9. posiadają prędkości. D okładne p om iary w ykazały. promienie y nie są odchy­ lane w polu m agnetycznym . jak już w spom nia­ no w yżej. N a ogół zasięg jest ty m większy. prócz tego widzimy jeden to r cząstki a o szczególnie du ż y m za­ sięgu. schodzące aż do 0. Promienie y.252 Zasady fizyki niotw órczych wynosi od 2 % do 11% cm. Za pom ocą wilsonowskiej m eto d y sm ug mgły1 m ożna wyznaczyć dłu­ gość zasięgu bezpośrednio na fotografii. m a ją bardzo małe długości fali. 71. im prędszem u rozpadowi podlega źródło pro ­ mieni a. jako w yjątkow o tw arde promienie rentgenowskie. 71 po k a ­ zuje tego rodzaju zdjęcie promieni a.

że praw dopodobnie 2 m iliardy la t minęło już od czasu. 76. a następnie zebrać go i zmierzyć jego ilość. rozd z. że w przeciągu około 80 milionów la t rozpada się 1 % początkowo danej ilości uranu. Doprowadziły go one do w yniku. dochodzące aż do około 1850 milionów lat. . Na wiek m inerałów uranow ych z n a jd u jem y zatem na tej drodze wartości.1 1 P or. W iek m inerałów prom ieniotwórczych m ożna również wyznaczyć. wyznaczenie ciężaru atomowego tego ołowiu pozwala n a ty c h m ia s t wywnioskować. Hel ten tw orzy się z cząstek a. Analizy w ykazały. ja k a zaś znajdow ała się od po­ czątku w minerale uranow ym w postaci zwykłego ołowiu. k tóre na pewno nie należały do naszego układu słonecznego (o czym m ożna było sądzić z hyperbolicznej postaci ich toru) leży również w granicach od połowy do trzech miliardów lat. że wiek takich na w e t m eteorów. tak. co i wiek ziemi. a następnie po zo­ bojętnieniu elektrycznym pozostają w minerale w postaci atom ów helu. Istotnie. k tó re zostają przeważnie zaham ow ane w minerale. wszystkie m inerały uranowe zaw ierają ołów. Promieniotwórczość 253 ołowiu. gdy na powierzchni ziemi w ytw orzyła się stała skorupa. że wiek wszechświata jest tego samego rzędu wielkości. P a n e t h zdołał przeprowadzić t ą m eto d ą niezmiernie cie­ kawe określenia wieku meteorów. Ponieważ ołów stanowi nierozpadający się już dalej p r o d u k t końcowy szeregu uranowego. Drogą ogrzewania m ożna wypędzić gaz z m inerału. wobec tego m inerały uranowe o wieku 800 milionów l a t m u ­ siałyby zawierać 10% ołowiu uranowego itd. ja k a jego ilość powstała z uranu. k tó ry różni się jednakże od „zwykłego“ ołowiu swym ciężarem atom ow ym . Ze zna­ nego czasu przepołowienia u ranu wynika. z ilości zawartego w nich helu. Ten wysoce nieoczekiw any w ynik pozwalałby zatem przy­ puszczać. mniej jed n a k dokładnie. że zaw artość ołowiu uranowego sięgać może aż do mniej więcej 2 3 % zawartości uranu.

Gdy więc w r. B o m b a rd u ją c azot cząstkam i a. p rzy czym był to pierwiastek o niskiej liczbie porządkow ej. czyli protony. 72 przedstaw ia przykład takiego zdjęcia. sam a p r a ­ w dopodobnie pozostaje w ty m jądrze. LX\ R O Z B I J A N I E ATOM ÓW Promieniotwórcze przem iany pierwiastków stanow ią procesy. k tó ra w yrzuca proton z ją d ra azotu. opierając się na wiel­ kości ich zasięgu oraz odchylenia ich torów w polach elektrycznym i m agnetycznym . krótsza gałąź — t o r odrzuconego wstecz pozbawionego protonu ją d ra azotu. Ponieważ w pro­ cesie ty m pierwotne jądro azotu (ładunek 7. m asa 14) zamienia jeden proton (ładunek 1. układające się w szeregi przem ian. wyrzuconego z rozbitego ją d ra azotu.— przynajm niej o ile chodzi o przem iany promieniotwórcze. Długa cienka gałąź przedstaw ia to r pro­ tonu. m asa 4). Rys. W obec rzadkości tak ic h procesów należało w ykonać zdjęcia torów kilkuset tysięcy cząstek a. ażeby otrzym ać fotografie kilku w ypadków rzeczywiste­ go rozbicia. m asa 1) na cząstkę a (ładunek 2. co mógł stwierdzić. W dalszych doświadczeniach udało się R u t h e r f o r d o ­ . zatem po zobojętnieniu powinniśm y otrzym ać w wyniku atom izotopu tlenu o ciężarze a to ­ m owym 17 (ładunek 8). W idzim y n a nim. wywołało to słusznie nie­ zwykle wielkie wrażenie. 1919 R u t h e r f o r d po raz pierwszy dokonał rozbicia alomu pier­ w iastka na drodze sztucznej. R uth e rfo rd zdołał wyzwolić z ją d e r azotu jądra wodoru. że cząstka a. — tylko pierwiastki o najw yższym ciężarze atom ow ym . K ilka l a t później powiodło się B l a c k e t t o w i przez za­ stosowanie m eto d y W ilsona sfotografować bezpośrednio a k ty rozbijania jąder. przebiegające spontanicznie i nie poddające się ż adnym wpływom zew nętrznym . B ra k trzeciej jeszcze gałęzi w skazuje na to. p o n a d to podlegają im. j a k ślad cząstki a rozgałęzia się w dwóch kierunkach.

stanow ią bardzo sku­ teczny środek wywoływania p rzem ian pierwiastków . ko w i. iż mniej więcej jeden n a sto milionów protonów przenika do ją d ra litu. odpow iadającą najszybszym cząstkom a. Cockcroft i W a lto n mogli zauważyć emisję cząstek a z litu już p rzy użyciu protonów przyspieszanych n apię­ ciem 30. że stosunkowo po­ wolne promienie protonowe. jak również K i r s c h o w i i P e t t e r - s s o n o w i rozbić jeszcze liczne inne pierwiastki. Można sądzić. i wyswobodzić z nich protony. wysyłane przez ra d C’1) jednakże za ich po­ średnictw em m ożna było ro­ zbijać tylko nieliczne ato m y i nigdy nie udało się uzyskać większych wydajności. W roku 1932 C o c k c r o f t i W alton niespodziewanie wykryli. J a k o środek do rozbijania służyły początkowo cząstki a (mianowicie szczególnie p ręd­ kie cząstki. w ysyłanym przez p r e p a r a ty promieniotwórcze. Rozbijanie atomów 255 w i i ('. Ze w zrostem napięcia zwiększa się 1 R ad C1 p o w sta je za p o śre d n ic tw em p r z e m ia n y z radu C i p rzech o d zi n a stę p n ie w rad D p rzez p rzem ia n ę a. posiada­ jących prędkość. Gdy strum ień powolnych p ro to ­ nów. zostaje wówczas w yrzucona z litu duża liczba cząstek a. przez to m asa tego ją d ra zwiększa się z 7 na 8. p a d a na lii. . po czym rozpada się ono na dwie cząstki a. wytworzone sztucznie w wo­ dorze. a przede w szystkim pierwiastki o niskim ciężarze atom ow ym .000 woltów.ha dwie. odpow iadający prądow i o natężeniu jednej milionowej a m pera.

ż e w w y p a d k u r o zb ija n ia o ło w iu za c h o d z i w ła śc iw ie zja w isk o w tó r n e . ty m w ię k sz a je s t siła o d p y c h a n ia . gdy napięcie sięgało 2. O wiele jeszcze większe wydajności niż Cockcroft i W al- ton osiągnęli B r a s c h i L a n g e . wywoływały rozpad od dziesięciu do stu milionów atom ów litu. w y w o ła n e p rzez w y r z u co n e p o c z ą tk o w o n e u tr o n y (p or. M ożliw e je s t z a te m . również i ciężki pier­ w iastek ołów. ro zd z. z którego w yrzucane były cząstki a o szcze­ gólnie dużym zasięgu. zbadane przez B rascha i Langego. wśród nich. . wytw orzone w czasie je d ­ nego w yładowania. Co się tyczy natężenia promieni. P róby. Promienie katodow e o ta k wysokim napięciu mogą prze­ biec w powietrzu drogę około 10 m etrów. Również i ato m y boru o masie równej 11 są w znacznej mierze i-ozbijane przez promienie protonowe. co było dość nieoczekiwane. 1 Im w y ż sz a je s t ch em icz n a liczb a p o rzą d k o w a (a w raz z n ią i ciężar a to m o w y ). Praw ie wszystkie pierwiastki.4 milionów woltów. uzyskanych wówczas przez ty ch badaczy.256 Z asady fizyki szybko liczba w yrzucanych cząstek a. ja k ie w y w ie r a d o d a tn io n a ła d o w a n e ją d ro a to m o w e n a z b liż a ją c y się p ro to n lub c z ą stk ę a. godzinami jeszcze m ożna następnie czy­ tać w świetle fosforescencji takiego kryształu. dały się rozbić. dorów ny­ wały one prawie swą tw ardością promieniow aniu radu. K ryształ szpatu islandzkiego zostaje pobudzony przez takie promienie do bardzo silnego świecenia o natężeniu. 6 6). p rzy czym jądro boru po w bi­ ciu weń pro to n u rozpada się na trz y cząstki a. k tórzy stosowali chwilowe napięcie 2.1 Stosując swe w yjątkow o wysokie napięcia Brasch i Lange zdołali następnie również otrzym ać niezwykle prze­ nikliwe i intensyw ne promienie katodow e i rentgenowskie. sięgającym kilkuset świec. dorównywało już ono natężeniu pro­ mieniowania. jakie byłoby wysyłane przez kilka tysięcy kilogramów radu.4 milionów woltów. W doświadczeniach ty ch autorów promienie protonowe. gdy tym czasem cały św iatow y zapas r adu wynosi dzisiaj zaledwie około połowy kilograma.

Z początkiem tego roku C h a d - w i c k wykrył. tak. bom bardowanego cząstkam i a. że wynikiem przem iany jest zmniejszenie m asy o 3 jednostki przy jednoczesnym obniżeniu liczby po rzą d ­ 1 Ś red n ica a to m u w o d o ru je s t ok o ło 1 0 . Niezależnie od Chadwieka podobne wyniki uzyskali I r e n a C u r i e (córka pani Curie-Sklodowskiej. dokonane w r. które nie są naładowane elektrycznie. dochodzących do 10 milionów woltów. nie mogą więc oczywiście wchodzić tu ta j w grę zwykłe obojętne a to m y wodoru. wsławionej odkryciem radu) i J o l i o t .0 0 0 r a zy w ię k sz a od śr ed n icy p ro to n u c z y też c z ą stk i a. Zasady fizyki . N e u tro n y w yrzucają z atom ów azotu i tlenu bardzo szybkie cząstki a. Przyczyna tego leży praw dopodobnie w tym . zwane dzisiaj powszech­ nie neutronam i. nie doznają one odpychania. Te nienaładow ane cząsteczki. dotyczyły one neutronu i dodatniego elektronu. p rzy czym masa ich jest prawie równa masie protonu. Neutron i dodatni elektron 257 zmierzające do wytworzenia napięć. Posiadają one wysoką przenikliwość. w yrzucane są pewne cząstki. te bowiem posiadają stosunkowo dużą objętość1 i wobec tego bardzo m ały zasięg. okazały się nadzwyczaj skutecznym środ­ kiem wywoływania przem ian atomów. są obecnie w toku w rozm aitych za­ kładach badawczych. To głęboko zakorzenione w yo­ brażenie zostało jednakże obalone przez dwa sensacyjne odkrycia. LXVI N E U T R O N I D O DA TNI E L E K T R O N Aż do roku 1932 powszechnie uważano za podstawowe cegiełki m aterii ujem nie naładow any elektron i 1838 razy cięższy dodatni proton. trafiając w dodatnio n ałado­ wane jądro atomowe. że z berylu. jakie­ m u podlegają dodatnie p ro to n y lub cząstki a. że. 1932.

przebiegających przez kom orę Wilsonowską. n a to m ia s t c z ą stk a a m a sę 4 i ła d u n ek 2. W ykrycie dodatniego e- lektronu było wynikiem b a d a ń n a d tzw.1 Możemy uważać n e u tro n y za a to m y pierw iastka o liczbie porządkowej zero. nie posiadające żadnego w ogóle elektronu. m asa n a to m ia s t — masie elektronu. że istnieją wśród nich cząstki. 1932 przez A n d e r s o n a i potwierdzone następnie przez B l a c k e t t a i O c c h i a l i n i e g o . odpow iadającą napięciom od 200 milionów do 10 m iliardów woltów. promieniowanie to. B la­ c k e tt i Occhialini wynaleźli w r. któ ry c h ładunek odpowiada d o d atniem u ładunkow i ele­ m e n ta rn e m u . prom ieniowa­ niem kosm icznym . P orów nyw ając zasięgi ty c h cząstek. foto- 1 N eu tro n m a m a sę 1 i ła d u n e k 0.258 Zasady fizyki kowej o dwie jedn ostki. są to więc atom y. A ndersonowi udało się sfotografować w spom inaną już często m e to d ą W ilsona to ry naładow anych elektrycznie cząstek. 1933 m etodę. 1912. wywołało odkrycie dodatniego elektronu. Jeszcze większe bodaj wrażenie. któ ry m b rak zatem zupełnie „układu p la n e t“ . niż odkrycie neutronu. k tóre praw dopo­ dobnie pochodzi z przestrzeni kosmicznych. A nder­ son był w stanie stwierdzić. dokonane w r. . składa się ono głównie z cząstek. wielkości zakrzywień ich torów w polu m a ­ gnetycznym i wreszcie kierunki ty c h zakrzywień (przy czym znany był również kierunek biegu cząstek). naładow anych elek­ trycznie i obdarzonych olbrzym ią energią. zostało w y­ k ry te przez H e s s a jeszcze w r. pozwala­ jąc ą auto m a ty c z n ie fotografować t o r y przenikliwych pro­ mieni. Na jeden c e n ty ­ m e tr k w a d ra to w y powierzchni ziemi p a d a przeciętnie ze w szystkich kierunków w przybliżeniu 1 % cząstki „kos­ m icznej“ na sekundę. J a k w iem y dzisiaj. w ytw a rz an y c h praw dopodobnie wtórnie przez działanie promieni kosmicznych. W sk u te k tego cząstki te mogą przenikać p ły ty ołowiane o grubości dochodzącej do 10 m etrów .

zauważyli występow anie d odatnich elektronów również i w w a ru n k a ch czysto la b o ra to ry jn y c h pod działaniem bardzo tw ardych promieni y. że w procesie ty m k w a n ty promieni y o d d a ją swą ener­ gię na wytw orzenie p a r y elektronów : elektronu do­ datniego i ujem nego. J e d n ą z nich w idzim y na rys. rozmaici badacze. Pokazało się wyraźnie. zostało w zupełności ugruntow ane. ja k go nazwano później. Dośw iadczalne wykazanie istnienia elektronu dodatniego. -Neutron i dodatni elektron 259 grafie te potw ierdzają odkrycie Andersona. Istnienie dodatniego elektronu czy też. 73. (Należy zwrócić uwagę na półkole u góry na prawo). positronu. a następnie I r e n a C u r i e i L i z a M e i t n e r . w ciągu 1933 r. a mianowicie przem iana świa­ 17* . gdy Rys. przede w szystkim sam Anderson. 73. p rzy czym zachodzi wówczas rzeczy­ wista materializacja świalla.

Znaleźli oni mianowicie. stanowiące nieznane poprzednio nietrwałe izotopy ty ch pierwiastków. krzem u lub fosforu. p o d d a n y działaniu promieni a p r e p a ra tu polonu. że positrony m ogą istnieć trw ale jedynie we­ w n ą trz ją d e r atom ów. czy bom bardow ano cząstkam i a bor. jak znalazł Joliot. Szczególnie w ydajne źródło positronów uzyskujem y. a mianowicie w pewne c h a ra k te r y ­ styczne tw arde promienie X. że listek aluminiowy. przy czym p ro to n y stanow ią p rzy­ puszczalnie połączenia neutronów z positronam i. p rzy czym obie te cząstki przekształcają się w promieniowanie. (wysyłające positrony). radiokrzem u 3 % i wreszcie radiofosforu — 2 % m inuty. wyrzuca w dalszym ciągu positrony naw et po usunięciu p rep a ra tu . rozbijają a to m y glinu. ro zd z. Promienie a. przy czym zostają wyzwolone positrony. magnez czy też glin. zależnie od tego. podobnie do glinu zachow ują się również magnez i bor. wysyłane przez promienio­ tw órczy polon. 75). P rz y pom ocy stosow nych m etod chemicznych Irena Curie i Jo lio t byli w stanie wykazać. W ten sposób w r. ja k i jej zanikanie. że. że powstające w ten sposób swobodne positrony nie są trwałe i po k ró tk im czasie każdy z nich podlega znów demalerializacji wraz z jakim ś n a p o tk a n y m elektronem u jem nym . po­ w s ta ją promieniotwórcze. dzięki k tórem u poznano zupełnie nowy rodzaj prom ienio­ twórczości. doświadczenie wykazało rów ­ nież. osadzając polon na glinie i przykryw ając go znów glinem. ato m y azotu. . W doświadczeniach ty ch po raz pierwszy zaszedł w ypadek stwierdzenia metodami chem icznym i sztucznej przem iany pierw iastka.260 Zasady fizyki tła w m aterię. W ydaje się.1 Odwrotnie. Czas przepołowienia otrzym anego w te n sposób „ ra d ioazotu“ wynosi 14 m inut. Stwierdzenie tego faktu doprow a­ dziło Irenę Curie i J o l i o f a do zadziwiającego odkrycia. 1 P o tr z e b n a do te g o m in im a ln a en erg ia o k a z u je się rów n a w ła sn ej en ergii pary e le k tr o n ó w (p or. 1933 po raz pierwszy m ożna było rzeczywiście zaobserwować za­ równo sztuczne tworzenie m aterii.

Poziom y energetyczne atomów 261

W r. 1934 udało się następnie F e r m i e m u wywołać
sztuczną promieniotwórczość (wysyłanie promieni fi) przez
bom bardow anie rozm aitych pierwiastków neutronam i.
Silne efekty występow ały np. w żelazie, chlorze, srebrze,
jodzie i chromie, przy czym radiopierwiastki, powstające
przez przem ianę ty ch pierwiastków, m a ją czasy przepo­
łowienia wynoszące od p a ru sekund do p aru godzin.

LXVII
PO Z IO M Y E N E R G E T Y C Z N E ATOMÓW

Procesy, zachodzące w jądrach atom ow ych, są zwią­
zane, ja k już widzieliśmy, z w ym ianam i stosunkowo ol­
brzym ich ilości energii, czy to wówczas, gdy doprow a­
d zam y energię z zewnątrz, wywołując sztucznie przem iany
atom ów, czy też gdy energia zostaje wyzwolona w prze­
biegających sam orzutnie procesach jądrow ych. Jeśli bę­
dziemy w yrażać energię, ja k to zostało przyjęte w fizyce
atom owej, w elektronow oltach, czyli m ierzyć ją ilością
woltów, ja k ą m usiałby przebiec elektron, ab y uzyskać
daną energię,1 m ożem y powiedzieć, że w procesach ją ­
drowych m a m y prawie zawsze do czynienia przynajm niej
z dziesiątkami tysięcy, albo setkam i tysięcy, albo też
naw et milionami elektronowoltów.
Znacznie mniejsze są ilości energii, wchodzące w ra ­
chubę w procesach, dotyczących układu planetarnego
atom u, czyli tzw. „powłoki zewnętrznej atom u“] odpo­
w iadają im na ogół ilości elektronowoltów, wynoszące od
1 do 100. Istnieje pewna prosta m etoda wywoływania zmian
w powłoce atom owej, szczególnie n a d ająca się do w y m a ­
gań fizyki atom owej. Poprzez gaz lub parę, której a to m y
chcem y zbadać, przepuszcza się wiązkę „pow olnych“
1 Z god n ie z za sa d ą za c h o w a n ia en ergii, en ergia k in e ty c z n a
elek tro n u , k tó r y p rzeb ieg ł p ew n e o k reślo n e n a p ięcie, rów na się
ilo c z y n o w i te g o n a p ięcia p rzez ła d u n ek elek tro n u .

262 Zasady fizyki

swobodnych elektronów, w skutek czego zostają wywołane
zderzenia pom iędzy ty m i elektronam i i atom am i. Można
bardzo dokładnie mierzyć zachodzące przy tak ic h zde­
rzeniach s tr a ty energii elektronów, k tó ry m odpow iadają
równe co do w artości p rzy ro sty energii atom ów .1
B adania „zderzeń elektronowych“, przeprowadzone przez
F r a n c k a i G ustaw a H e r t z a , ujaw niły w r. 1913 bardzo
w ażny fakt, że a to m nie może pobierać dowolnych ilości
energii, lecz tylko pewne ilości ściśle określone. Przede
w szystkim je d n a k doświadczenia te w ykazały, że, o ile
nie zachodzą jakieś anorm alne w arunki (jak np. wysoka
tem p e ra tu ra ), o ile zatem, ja k to przyjęto mówić, atom
znajduje się „w stanie n o rm a ln y m “ , nie może on w ogóle
pobierać ilości energii, leżących poniżej pewnego określo­
nego m inim um . To m inim um zostało nazwane energią
pobudzenia danego pierwiastka. Znaleziono np., że w artość
jej w yrażona w elektronow oltach, wynosi dla sodu 2,1
zaś dla rtęci 4,9.
Za pom ocą zderzeń atom ow ych m ożna było w yznaczyć
bardzo dokładnie dla wielu pierw iastków również i tę
energię, jakiej należy udzielić atomowi, znajdującem u się
w stanie norm alnym , a b y oderwać od niego elektron,
oczywiście ten, k tó ry jest najsłabiej z nim związany, a b y
więc, ja k m ówimy, zjonizować ten atom . Energia jonizacji
wynosi np. dla sodu 5,1, zaś dla rtęci 10,3 elektrono wolta.
Z faktu, że energia jonizacji zawsze okazuje się większa
od energii pobudzenia, w ynika wyraźnie, że w stanie po­
budzonym a to m zawiera wprawdzie wszystkie elektrony,
lecz przynajm niej jeden z nich związany jest wówczas
słabiej, niż w stanie norm alnym . Obserwacje zderzeń
elektronowych u jaw niają dalej istnienie pewnych c h a ra k ­
tery stycznych dla różnych atom ów ilości elektronowol-
tów również i pom iędzy wartościam i energii pobudzenia
a energii jonizacji.
1 R o z str z y g a ją c e z n a c z e n ie m a lu la j fa k t, że m a sa ele k tr o n u
je s t b ard zo m ała w p o ró w n a n iu z m a są a to m u .

Poziom y energetyczne atomów 263

Okazuje się więc, że w k a ż d y m atom ie pierw iastka
chemicznego poza stanem norm alnym możliwy jest jesz­
cze cały szereg stanów „wyższych“ , przy czym każdy
z nich je s t scharakteryzow any przez pewną zupełnie okre­
śloną w artość energii, o k tó rą energia jego przewyższa
energię sta n u normalnego. W czym je d n a k leży głębsza
przyczyna tego osobliwego występowania poziomów energii
w atom ie? Odpowiedź na to p ytanie dało zrozumienie bu­
dowy najprostszego z atom ów, ato m u wodoru.
J u ż w roku 1910 a u to r niniejszej książki rozwinął po­
gląd, że budowa atomów musi zależeć od elementarnego
kw antu działania. W ten sposób udało m u się wówczas
znaleźć zależność, w iążącą podstaw ow ą stałą spektro­
skopii (tzw. stałą R ydberga, o której będzie jeszcze
niżej mowa) z elektrycznym ładunkiem elem entarnym
i z elem entarnym k w a n te m działania. Rozw ażania te
uzyskały doskonalszą postać dopiero w tedy, gdy B o h r
zastosował je w r. 1913 do powstałego na krótko przed­
tem Rutherfordowskiego modelu a to m u .1
Bohr założył, że w R utherfordow skim modelu atomu
wodoru iloczyn m asy krążącego elektronu przez jego
prędkość i przez obwód toru równa się elem entarnem u
kw antowi działania.2 Z akładając ponadto, że siła p rzy­
ciągania elektrycznego pom iędzy jądrem , a obiegającym
je dookoła elektronem , dokładnie równoważy silę od­
środkową, otrz y m ał B ohr zupełnie określone wartości na
promień normalnego atom u wodoru oraz prędkość ruchu
elektronu. W edług Bohra w artość prom ienia normalnego
ato m u wodoru jest równa 5,3.10"9 cm, zaś prędkość
elektronu wynosi 0,73% prędkości światła, a więc osiąga
w artość 2.188 km na sekundę.
B ohr przyjął dalej, że prócz sta n u norm alnego istnieje
jeszcze szereg anorm alnych stanów ato m u wodoru, dla
któ ry c h iloczyn m asy elektronu przez jego prędkość i przez
1 P o r. rozd z. 60.
2 G d y a to m je s t w s ta n ie n o r m a ln y m (u w . tł.).

264 Zasady fizyki

obwód jego to ru nie równa się elem entarnem u kwantowi
działania, lecz pewnej jego całkowitej wielokrotności. Odpo­
wiednią liczbę całkowitą nazwano liczbą kwantową. A więc
tor elektronu, znajdującego się w stanie norm alnym we­
w n ą trz ato m u wodoru, jest jednokw antow y, gdy n a to m ia s t
atom ten jest w jed n y m ze stanów anorm alnych, to r ten
może być dwu-, trój-, cztero-, pięcio-kwantowy itd. Dalsze
obliczenia w ykazują, że w atom ie wodoru różnica energii
pom iędzy dwom a sta n a m i o różnych liczbach kw antow ych
równa się energii jonizacji atom u, pomnożonej przez róż­
nicę odwrotności k w a d ra tó w odpowiednich liczb k w a n ­
towych. T a k np. różnica energii pom iędzy stanam i trój-
kw antow ym a d w u kw antow ym wynosi 5/36 energii joni­
zacji, ponieważ 5/36 równa się (% )2— (% )2-

LXVIII
T E O R I A K W A N T O W A W ID M

Gdy atom powraca ze sta n u wyższego, bogatszego w e-
nergię, do sta n u normalnego, m ożem y oczekiwać, że, jeśli
n a w e t nie zawsze, to je d n a k często n a d m ia r energii zo­
stanie wijprom ieniow any w postaci kw antu świetlnego. To
samo m ożem y również przyjąć i w w ypa d k u , gdy zacho­
dzi przejście pom iędzy dwom a stanam i anorm alnym i. W ią ­
żąc więc w ten sposób pojęcie kw an tu świetlnego z istnie­
niem poziomów energetycznych w atom ie uzyskujem y n a ­
ty c h m ia s t wyjaśnienie zasadniczego faktu doświadczal­
nego, że k a ż d y pierwiastek w ykazuje pewne jem u tylko
właściwe widmo prążkowe.1 Ponieważ bowiem zgodnie
z zasadą zachow ania energii i hipotezą kw a n tó w świetl­
nych częstość drgań wyprom ieniowanego k w a n tu świetl­
nego musi być równa różnicy energii dwu poziomów, po­
dzielonej przez stałą uniw ersalną — e lem entarny k w a n t
działania, zbiorowi p a r poziomów energetycznych odpo­
1 P or. rozd z. 8.

Teoria kwantowa widm 265

w iadać musi oczywiście zbiór w szystkich możliwych czę­
stości drgań prążków. Z prawidłowości, jakim podlegają
poziom y energetyczne, m uszą zatem w ynikać pewne okre­
ślone prawidłowości widm ; pierwszą prawidłowość tego
rodzaju w ykrył już w roku 1885 B a l m e r w widmie wo­
doru.
Balm er znalazł pewną p ro stą zależność liczbową po­
między długościami fal czterech należących do obszaru
widzialnego prążków wodoru (prążków czerwonego, nie­
bieskiego i dwu fiołkowych).1 W późniejszym, rozszerzo­
nym , ujęciu prawo Balm era, do którego prążki wodoru
stosują się zadziwiająco dokładnie, orzeka, że częstość
drgań jakiegoś prążka wodoru jest zawsze równa pewnej
stałej uniwersalnej, tzw. sialej Rydberga, pomnożonej
przez różnicę dwóch odwrotności k w a dratów prostych
liczb całkowitych. Z n a jdujem y np., że częstość drgań czer­
wonego prążka w odoru stanowi 5/36 stałej R ydberga.
Na podstaw ie tego, co zostało powiedziane w końcu po­
przedniego rozdziału, widzimy, że sformułowana znacznie
później teoria Bohra w yjaśnia w zupełności prawo B al­
m era. S tw ierdzam y jednocześnie, że czerwony prążek
wodoru zostaje w ysłany przez atom , k tó ry przechodzi ze
sta n u trój kw antowego do sta n u dwukw antow ego. Nie­
bieski prążek powstaje, gdy elektron zmienia to r cztero-
kw antow y na d w ukw antow y itd. W odw rotny sposób
pow stają prążki absorbcyjne; np. ten, k tó ry odpowiada
prążkowi czerwonemu, pow staje przez „podniesienie“ elek­
tronu z to ru dw ukw antow ego na trój kw antow y.
Zespół ty ch prążków wodoru, które są wysyłane dzięki
przejściu a to m u ze sta n u o większej ilości kw antów do stanu
dw ukw antow ego stanowi t a k zwaną opty cz n ą lub B alm e-
rowską serię wodoru. Z praw a Balm era wynika, że prążki
te m uszą się skupiać ku pewnej granicy, której częstość
drgań równa je s t jednej czwartej stałej R ydberga; granicy

1 P or. p op rzed n i ry s. 9.

266 Zasady fizyk i

tej odpowiada zatem długość fali, wynosząca 3.647 A, a więc
należąca już do nadfioletu. Rys. 74 przedstaw ia zdjęcie
fotograficzne serii Balm era, na k tó ry m wyraźnie je s t wi­
doczne zbieganie się prążków ku granicy. Przez przejście
a to m u ze stanów wielo kw antow ych do normalnego stanu
jednokw antow ego pow staje seria wodoru, leżąca w dalekim
nadfiolecie, co się zaś tyczy tych seryj, które są związane
z przejściami do stanów trój,- cztero-, czy też pięciokwan-

Rys. 74. Seria B alm era w prążkow ym w idm ie w odoru.

towego i które również m ożna już było zaobserwować,
należą one do podczerwieni.
Obok w idm a w odoru dużą przejrzystością swej b u ­
dowy w yróżniają się jeszcze w idm a metali alkalicznych
ja k np. sodu lub potasu. Przejrzystość tę zawdzięczam y
najpraw dopodobniej tem u, że w a to m a ch ty c h pierwiast­
ków (na co zresztą wskazuje również ich zachowanie się
chemiczne) jeden elektron je s t związany szczególnie słabo.
Serie prążków m etali alkalicznych d a ją się również opisać
przy pom ocy formuł, w k tórych podstaw ow ą rolę odgrywa
ta sam a stała, co i w widmie wodoru (tzw. stała R yd-
berga). Rys. 75 przedstaw ia dla przykładu część widm a
potasu.
Zespól prążków w w idm ach metali alkalicznych jest
znacznie bogatszy, niż w widmie wodoru; uporządkow anie
tych prążków doprowadziło do wniosku, że do sc h ara k te ­
ryzowania toru elektronowego nie w ystarcza podanie
jednej tylko liczby kw antow ej; trzeba jeszcze ponadto
odróżnić, ja k się to mówi, używając uzasadnionej histo­
rycznie terminologii, czy jest to „tor s, tor p, tor d c zy też

T eoria kwantowa widm 267

to r / “ . (Litery te stoją na początku nazw scharf (ostra),
prinzipal (główna), diffus (rozm yta) i fu n d am e n ta l (pod­
stawowa), k tóre nadano różnym seriom ).1
Decydujące znaczenie dla teorii kw antów
m a fakt, że, ja k w ykazują zgodnie z ob­
serwacją rozważania teoretyczne, stan
jednokw antow y może być tylko stanem s,
s ta n d w ukw antow y s ta n e m s lub p, stan
tró jk w a n to w y — stanem s lub p lub d, zaś
s ta n czterokw antow y — stanem s, lub p,
lub d lub /.2
W idm a pierwiastków drugiej grupy
uk ład u periodycznego, czyli ziem alkalicz­
nych (jak np. wapń), są już znacznie b a r ­
dziej złożone, niż w idm a pierwiastków grupy
pierwszej i w ogóle, im dalej postępujem y
z lewa na praw o3 w układzie periodycz­
nym , n a p o ty k a m y ty m bardziej zagm a­
tw ane zależności. J e d n y m z najw spanial­
szych sukcesów teorii widmowej je s t po­
myślne rozwikłanie budow y wyjątkow o
skomplikow anych widm prążkow ych gazów
szlachetnych i uporządkow anie ich w serie.
Duży postęp w rozwoju teorii widm s ta ­
nowiło zrozumienie w r. 1925 przez dwu
fizyków holenderskich, U h l e n b e c k a
i G o u d s m i t a , że elektronom należy p rzy ­
pisać ruch w irowy dokoła własnej osi i że
dzięki tem u wirowaniu elektrony nabierają
własności m ałych magnesów. Gdy m a m y
dane położenie osi obrotu elektronu, możli­

1 W y r ó ż n ie n ie r o z m a ity c h ro d za jó w sery j o p ty c z n y c h p o p rze­
dziło p o w sta n ie te o r ii k w a n tó w .
2 D la sta n u p ię c io k w a n to w e g o is tn ie je je sz c z e jed n a , p ią ta ,
m o żliw o ść itd .
3 Por. t.abl. 2 w ro zd z. 63.

268 Zasady fizyki

we są jeszcze dwa różne ruchy obrotowe w dwu przeciw­
nych zwrotach, podobnie ja k w w ypadku ziemi, która
przy ty m sam ym położeniu biegunów m ogłaby, zam iast
z zachodu na wschód, obracać się ze wschodu na zachód.
Rozważania, przeprowadzone na podstawie teorii k w a n ­
tów. w ykazują, że energia wiązania elektronu z atom em
zmienia się nieco, gdy zwrot ruchu wirowego elektronu
zmienia się na przeciwny. Liczne prążki widmowe, które
w słabszych przyrządach widm owych w yglądają, jak po­
jedyncze, są właściwie, jak się okazuje w przyrządach-
silniej rozszczepiających, podwójne lub potrójne, lub też
naw et złożone z jeszcze większej liczby sąsiadujących
ze sobą prążków. Uhlenbeck i Goudsm it wykazali, że p rzy ­
czyna tego zjawiska leży we w spom nianych wyżej nieznacz­
nych zm ianach energii, związanych z ruchem wirowym
elektronów. B adanie tej t a k zwanej subtelnej budowy
prążków widm owych jest zadaniem niezwykle tru d n y m ,
w y m agającym dużej bystrości i wielkiej cierpliwości. Za­
gadnienie to zostało je d n a k pomyślnie i całkowicie roz­
wiązane przez fizyków atom ow ych w dwudziestych latach
naszego stulecia.
W najściślejszym związku z zagadnieniem subtelnej
budow y prążków znajduje się badanie zmian, jak im pod­
legają prążki widmowe w polu magnetycznym. W ystępujące
przy ty m „rozszczepienie“ na kilka prążków zostało w y k ry te
przez Z e e m a n a już w r. 1896, zaś bezpośrednio potem
L o r e n t z podał teorię tego zjawiska. Teorię tę dzisiaj
m usim y wprawdzie uznać za niew ystarczającą,1 um oż­
liwiła ona jednakże po raz pierwszy przybliżone w yznacze­
nie m asy elektronu. Zadowalająca i zupełna teoria n a jb a r ­
dziej nawet skomplikow anych w ypadków zjawiska Zeema­
na została stw orzona dopiero na podstawie teorii kw antów

1 .NaLuralnie L oren tz n ic n ie w ie d z ia ł w ó w c z a s o e le m e n ta r n y m
k w a n cie d zia ła n ia , k tó r y z r e sz tą , ja k sie p ó źn iej o k a za ło , n ie w y s t ę ­
p u je w o g ó le w e w z o ra ch , o p isu ją c y c h zja w isk o Z eem an a w jeg o
n a jp ro stszej p o sta ci.

Teoria kwantowa widm 269

przez S o m m e r f e l d a i L a n d e g o w okresie czasu od
1920 do 1925 r. O harmonicznej piękności i precyzji z ja­
wiska mogą dać wyobrażenie dwa zdjęcia, przytoczone
na rys. 76.
J a k w ykazał doświadczalnie na przykładzie wodoru
S t a r k w r. 1913, prążki widmowe podlegają rozszczepieniu
nie tylko w polu m agnetycz­
nym , lecz i w elektrycznym .
O dstępy pom iędzy pow sta­
jąc y m i przez rozszczepie­
nie w polu elektrycznym
„składow ym i“ i pierw ot­
n y m prążkiem stanow ią
dokładne całkowite wielo­
krotności jednej i tej sa-
mej liczby, me w y stę p u ją Rys. 76. Zjawisko Zeemana.
tu je d n a k wszystkie ko­
lejne liczby całkowite, lecz tylko pewne w ybrane „liczby
porządkow e“ , które m ożna obliczyć z góry na podstawie
teorii k w antów .1
T a k np. w w y padku tego z dwóch prążków fiołkowych
wodoru,2 k tó ry leży bliżej prążka niebieskiego, liczby po­
rządkowe m a j ą wartości 0, 3, 7, 10, 13, 17 i 20, jeżeli
obserw ujem y rozszczepienie pa trz ąc w kierunku pola elek­
trycznego, czyli m a m y do czynienia z tzw. zjawiskiem
podłużnym . Należy podkreślić, że te rzeczywiście zaob­
serwowane „liczby porządkow e“ całkowicie zgadzają się
z obliczonymi uprzednio na podstawie teorii kw antów.
Zjawisko S ta rk a na prążkach wodoru stanowi jeden z n a j­
piękniejszych i najbardziej przekonyw ających dowodów,
że wszystkie zjawiska fizyczne w świecie atom ów są rzą­
dzone przez związki pom iędzy liczbami całkowitym i.
W ysyłanie prążków widm owych przez atom musi być
1 J e s t sa m o p rzez się z ro zu m ia le, że te lic z b y p o rzą d k o w e nie
m ają n ic w sp ó ln eg o z lic z b a m i p o rzą d k o w y m i M o se le y ’a.
3 Z azw yczaj o zn a cza się ten p rążek sy m b o le m Iły.

Znane zjawisko fluorescencji polega na ty m . wypro- m ieniowując przy ty m energię. A to m y pobudzone trw a ją zazwyczaj w stanie anor­ m alnym jedynie przez czas niezwykle k ró tk i. k tóre s ta ją się coraz gwałtowniejsze w m iarę podwyższania te m p e ra tu ry .1 W silnych polach elektrycz­ nych pobudzenie może nastąpić przez uderzenie szybko biegnących jonów. 2 Pole magnetyczne ziem i sk ie r o w u je p ro m ie n ie ele k tro n o w e . A to m y m ogą zostać pobudzone również i przez pochła­ nianie światła. P ow rót ato m u do sta n u normalnego może odbyć się również i bez promieniowania. zwykle „czas pobudzenia“ jest rzędu wielkości zaledwie jednej stumilio- nowej części sekundy. n a o k reślo n e to r y . W ten sposób substancja. może w y­ syłać światło widzialne. pobudzone przez naświetlanie. w racają następnie skokam i do sta n u normalnego. zaczynają świecić już pod stosunkowo niskim napięciem. dzięki tem u lam py jarzeniowe wypełnione gazami szlachetnym i znalazły sze­ rokie zastosowanie do celów reklam y świetlnej. Z orze p o la rn e leżą z w y k le na w y so k o śc i ok oło 100 km p o n a d z iem ią . lub.270 Zasady fizyki n a tu ra ln ie zawsze poprzedzone przez uprzednie przeprow a­ dzenie a to m u w stan anorm alny.2 N iektóre gazy szlachetne. że a to m y ciała świecącego. Najczęściej takie przejście. w k tó ry m posiada on energię większą. zachodzi w skutek zderzeń z innym i atom am i. p r z e b ieg a ją ce w o k o lica ch b ie g u n o w y c h . pobudzenie. przede w szystkim neon. w y ­ c h o d zą ce ze sło ń ca . w y w o łu ją on e jej św ię c e n ie. g d y ż . na ty m właśnie polega świecenie gazów rozrzedzonych w ru rk a c h do w yładow ań. ja k się zwykle mówi. W ty ch p rzy p a d k a c h m ów im y o świeceniu tem peraturowym . wyw ołanych przez ruchy cieplne. p rzen ik a ją c w g łą b a tm o ­ sfery . naświetlona prom ieniow aniem nadfiołkowym . . niż w stanie norm alnym . P ro m ie n ie t e w y w o łu ją p o w sta w a n ie zorzy po­ larnej (p ó łn o cn ej lu b p o łu d n io w e j). p rzy czym wyzw alająca się w ty m w y p a d k u energia zostaje zużyta 1 P rzez siln e o g rzew a n ie m o ż n a n a tu r a ln ie w y w o ła ć ró w n ież i jo n iza cję.

d. gdy . p. trzecia — dwu przeciwnym sobie możliwościom wirowego ruchu elektronu i wreszcie czwarta określa możliwości rozszczepienia magnetycznego. że atom może posiadać co najwyżej dwa 1 Aby umożliwić przybliżone choćby zrozumienie zasady Pauliego zauważymy. opierając się na naszych poję­ ciach o k w a n ta ch świetlnych. m usim y oczekiwać. d ostar­ czyły również klucza do zrozumienia budow y układu perio­ dycznego pierwiastków. znanej z do­ świadczeń na d zderzeniami elektronowymi. 1924 P a u l i z p ra ­ widłowości. gdy elektron jest typu s. stanowi wspaniałe potwierdzenie doświad­ czalne założeń teorii widm i w ogóle teorii kwantów . Jak wskazuje teoria. Można więc w yznaczyć odpowiednią długość fali (np. Z pewnego. f. druga odpowiada naszym symbolom literowym s. F a k t. że obydwie te wartości zawsze zga­ dzają się ze sobą. jakie dostrzegam y w budowie widm prążko­ w ych. Pierwszą z nich jest ta. czy też pośrednio ze zderzeń elektronowych. w ysyłając przy ty m promienio­ wanie. pod­ stawowego praw a. którą nazwaliśmy tutaj po prostu liczbą kwantową. że iloczyn elem entarnego k w a n tu działania przez częstość drgań wysyłanego prążka widmowego rów ny będzie energii pobudzenia. w w y p a d k u sodu chodzi o znany jasn y prążek żółty) czy to bezpośrednio przy pom ocy spektroskopu.1 wynika. że scharakteryzowanie elektronu z punktu widzenia kwantowego wymaga podania czterech różnych liczb kwantowych. Gdy a to m powraca do sta n u normalnego z najbliższego poziomu o większej energii. natomiast trzy różne wartości. k tóre wyczytał w r. L X IX BU D O W A ATOMU Z asady teorii kw antów . bardzo ogólnego. do których sformułowania do­ prowadziło fizyków zbadanie widm prążkowych. Budowa atomu 271 jedynie na podwyższenie wewnętrznego zasobu ciepła d a ­ nego ciała. ta ostatnia magnetyczna liczba kwantowa może przybierać tylko jedną war­ tość.

dwa jednokw antow e e kletrony t y p u s. że w je d n y m a to m ie n ie m o że b y ć n ig d y d w u elek tro n ó w . p ięć r ó żn y c h w a r to śc i. Jeszcze je d n a k przed dołączeniem się tró jkw anto- wych elektronów ty p u d uryw a się okres trzeci już na je s t on ty p u p . że wszystkie osiem pierwiastków drugiego okresu (od litu do neonu) zawierają w stanie norm alnym obok dwóch elektronów jednokw antow ych tylko elektrony dwu- kwantow e. czyli 8 dw ukw an- towych. a b y w jed n y m a to ­ mie znajdowało się więcej ponad dwa elektrony jed n o k w a n ­ towe. S kutkiem tego a to m może zawierać najw yżej dwa elektrony jednokw antow e. g d y je s t on ty p u d i w reszcie sied em r ó ż n y c h w a r to śc i. które c h a ra k te ry z u ją dłu­ gości poszczególnych okresów w układzie periodycznym (por. k tó ra nie dopuszcza do tego. są zupełnie identyczne z tymi. sześć elektronów ty p u p. lub d itd. zaś drugi okres zawiera rzeczywiście osiem pierwiastków. tró jk w a n to w y tylko na torze ty p u s lub p. elektron dw uk w an to w y — tylko na torze ty p u s lub p. g d y je s t on ty p u /. dziesięć elektro­ nów ty p u d i czternaście elektronów ty p u / o takiej samej liczbie kw antow ej. 18 i 32.i d w u k w a n ­ towych dochodzą z kolei elektrony trój kw antow e typów s i p. ja k już wspom niano wyżej. do któ ry c h doszliśmy w ten sposób. dwa dw ukw antow e elektrony ty p u s i sześć dw ukw antow ych elektronów t y p u p. W okresie trzecim do elektronów jedno. Liczby 2. a to m neonu zawiera np. najwyżej 2 + 6 + 1 0 . W tym . d ostrzegam y teraz od razu konieczne następstw o zasady Pauliego. Z drugiej strony.272 Zasady fizyk i elektrony ty p u s. 8. czyli 32 czterokw antow e elektrony. czyli 1S trój kw antow ych i n a j­ wyżej 2 + 6 + 1 0 + 1 4 . Z asad a P a u lie g o lub „ zak az P a u lie g o “ orzeka. że pierwszy okres zawiera tylko dwa pierwiastki. elektron jednokw antow y może się znajdow ać jedynie na torze ty p u s. poprzednią tablicę 2). najwyżej 2 + 6 . Ponieważ w jed n y m atom ie nie może znajdow ać się więcej ponad osiem elektronów dw ukw antow ych. p o sia d a ją c y c h w s z y s tk ie c z te r y lic z b y k w a n ­ to w e jed n a k o w e. m usim y przyjąć. .

któ ry c h liczba wynosi 10. Zasady fizyki 18 . m ożna w y­ tłum aczyć ty m . im wyższa je s t liczba k w antow a. zaś elektrony o najwyższej liczbie kwantowej — n a jb a r ­ dziej zew nętrzną. że w budow anie w a to m 14 czterokw anto- wych elektronów ty p u / odbywa się dopiero w okresie szóstym.i sześciokwanto- 1 P ro m ie n ie to ró w k o ło w y c h w a to m ie w o d o ru rosn ą ja k k w a ­ d r a ty liczb k w a n to w y c h . zajm owane w układzie periodycznym przez ziem ie rzadkie. stając się w ten sposób pełną. a więc już w obecności pięcio. dążenie to zaś jest zaspokajane przez od­ dawanie elektronów na zew nątrz lub też przybieranie ich z zewnątrz. Podobnie. W sposób analogiczny grupa elektronów czterokw anto- w ych w zrasta z 8 na 18 dopiero w ram a ch piątego okresu. zaś dopiero w okresie szóstym z 18 na 32 elektrony. zam ykające kolejne okresy uk ład u periodycznego. są pod względem chem icznym prawie całkowicie bierne.1 t a k też na ogół i w każdym atomie elektrony jednokw antow e stanow ią grupę najbardziej wewnętrzną. ja k w atom ie wodorowym tory elektronowe posiadają ty m większe rozm iary. gdyż przyciąganie ich przez nałado­ wane dodatnio jądro atom ow e jest w znacznej części zrównoważone przez działanie odpychające ujem nie nała­ dow anych e lektronów wew nętrznych. A ktyw ność ta jest bowiem wynikiem dążenia atom ów do tego. Dopiero w ram ach czwartego okresu zostają w budow ane w a to m również i trójkw antow e elektrony ty p u d. Grupa elektronów pięciokwanto- wych obejm uje z końcem piątego okresu zaledwie 8 elek­ tronów i dopiero w szóstym okresie liczba ich podnosi się do 18. argonie. E le k tro n y powierzch­ niowe w yw ołują powstaw anie widm optycznych. decydują one je d n a k również i o aktywności chemicznej atom u. Również i godne uwagi osobliwe stanowisko. Te elektrony powierzchniowe są najsłabiej związane z atom em . Dlatego właśnie gazy szlachetne. Budowa atomu 273 ósm ym z kolei pierw iastku. by znajdujące się w nich elektrony tw orzyły możliwie pełne grupy.

g ru p ę elek tr o n ó w d w u - k w a n to w y c h — gru p ą L. Miedź. lantan. 3. posiada własności dość do niego zbli­ żone. podobnie ja k w idm a optyczne bu­ dowę g rupy zew nętrznej. rozd z. k tóre zależą od elektronów zewnętrznych. srebro i złoto. gru p ę ele k tr o n ó w je d n o k w a n to w y c h ró w n ież n a z y w a m y gru p ą K (lu b „ w a rstw ą K “). P ierw iastek N r 72. N ajdawniej zna­ nym zjawiskiem tego rodzaju je s t w y k ry te już przez N ew tona rozszczepienie barw. że właściwie istnieje w raz z lan ta n em piętnaście ziem rzadkich. 1922 hafnjum .1 W id m a te odsła­ niają przed nam i przede wszystkim budowę w ew nętrznych grup elektronow ych. Z dobyte drogą teoretycznych dedukcyj poglądy na związek pom iędzy budow ą atom u a układem periodycznym znalazły całkowite potwierdzenie doświadczalne. gdy zba­ dano dokładniej widm a rentgenowskie. a więc pierwiastki zbliżone do alkalicznych (por. zaj­ mu j ą te miejsca. mianowicie w y k ry te do­ piero w r. w któ ry c h zostaje zakończona budowa w e w nętrznych grup elektronow ych w ram a ch czwartego. M i N . ta k .274 Zasady fizyki w ych elektronów. nie m a już nic wspólnego z zie­ miami rzadkimi. . n a to m ia s t 14 pierwiastków. że w w id m a c h r e n tg e n o w sk ic h ro zró żn ia m y serie K . piątego i szóstego okresu. czyli dość głęboko w ew nątrz atom u. 3 Por. L. polegających na w zajem nym oddzia­ ływaniu pom iędzy światłem i m aterią. t a k zw ana dyspersja świa­ tła.3 Zadow alająca teoria k w antow a dyspersji pow stała 1 Ze w zg lęd u na lo . Wobec tego w budow anie ty ch 14 elektronów nie zmienia w sposób isto tn y własności chemicznych ato m u oraz ty ch jego własności fizycznych.2 Teoria kw antow a ato m u umożliwiła również głębsze zrozumienie zjawisk. n a s tę ­ pujących po lantanie. g ru p y ele k tro n ó w tró j.i c z ter o k w a n - to w y c h — g ru p a m i M i N itd . je s t zupełnie różny od 56-go — b aru. poprzednią tablicę 2). 2 Z te g o p u n k tu w id z e n ia sz c z e g ó ln ie w a ż n ą rolę o d g ry w a p o ­ ró w n a n ie w id m a a to m u o b o ję tn e g o z w id m e m zjo n iz o w a n e g o a to m u o lic z b ie p orząd k ow ej w y ż sz e j o jed n o ść. Pierw iastek 57-my.

1920. tłum aczy się zderzeniami k w antów świetlnych z zaw artym i w atomie elektronam i. porównać 1 W b ard zo siln ie r o z sz cz e p ia ją c y c h p rzy rzą d a ch prążk i w id ­ m o w e n ie k tó r y c h p ierw ia stk ó w . w ystę­ puje w yraźne zwiększenie długości fali promieni rozpro­ szonych. lecz od zbioru wszystkich możliwych częstości drgań prążków w idm o­ wych danego atom u. W praw dzie zjawiska promieniotwórczości. p r z y c zy m o d leg ło ści p o m ię d z y p o sz c z e g ó ln y m i p rą żk a m i sk ła d o w y m i są bez p oró w n a n ia m n iejsze od ty c h . jako zja­ wisko foloeleklryczne. którego w artość nie zależy od długości fali pro­ mieni p a d a ją c y ch (czyli od ich twardości). zachodzi wów­ czas zjawisko. ja k to przypuszczano początkowo. 1922 przez amerykańskiego fizyka A rtu ra H . 18* . elektron ten zostaje w yrzucony z atom u. C o m p t o - n a i zwane wobec tego zjawiskiem Com ptona. po­ tra fim y też już również pobudzać ją d ra atom owe i w y­ woływać wysyłanie przez nie krótkofalowego promienia. w ykryte w r. Budowa atomu 275 dopiero około r. Interesujące i ważne zjawisko. k tó re są w y w o ła n e przez ru ch y w iro w e e le k tr o n ó w -p la n e t. sz c ze g ó ln ie p ierw ia stk ó w o w y s o ­ k im cięż a rze a to m o w y m . Polega ono na ty m . które poznaliśm y już poprzednio. Gdy oddziaływanie fali świetlnej na obiegający po swym torze elektron jest dostatecznie silne. T ę „ n a d su b te ln ą “ b u d o w ę n a le ż y za tem p ra w d o p o d o b n ie p rzy p isa ć w z a je m n y m o d d z ia ły w a n io m p o m ię d z y jąd ram i a to m o w y m i i e le k tr o n a m i-p la n e ta m i. u ja w n ia ją b u d o w ę zło ż o n ą . o tyle badanie budowy jąder atomowych w y­ szło w' roku 1934 zaledwie z okresu pierwszych po­ czątków. że gdy promienie R ónt- gena ulegają rozpraszaniu przez lekkie pierwiastki. że zjawisko rozszczepienia światła bynajm niej nie zależy. jednakże dotychczas nie zdołaliśmy jeszcze dostrzec jakichś prawidłowości. gdy zdano sobie sprawę z tego. które da ły b y się np. izo­ topii pierwiastków i ta k zwanej nadsubtelnej budow y prążków w idm ow ych1 d a ją nam pewne wskazówki. 0 ile teoria elektronowej powłoki atom u (czyli ato m o ­ wego „układu plan e tarn e g o “ ) jest już z głównych zarysach wykończona. od rzeczywistych czę­ stości obiegów elektronów w atom ach.

że ostatnio dokonane odkrycia n eu tro n u i do­ datniego elektronu stanow ią obiecujący początek jego roz­ wiązania. Potrafili oni w ykazać. odpow iadających napięciom od 10 do 100000 woltów. jakie obserw ujem y w w y p a d k u promieni R óntgena. c h a ra k te ry z u ­ jące m aterię. przede w szystkim zaś nieciągłą budowę. De Broglie przyjął. Jeżeli pogląd ten jest słuszny. jakie rządzą własnościami chemicznym i pier­ wiastków. 1927 fizycy a m erykańscy D a ­ v i s s o n i G e r m e r zdołali stwierdzić doświadczalnie ist­ nienie interferencji elektronowej. Wobec tego nasuwała się myśl. to wiązki promieni elektro­ nowych. Napięciom ty m odpow iadają bowiem prędkości elektronów. czy i odwrotnie nie m ożna by przenieść na m aterię najbardziej chai'akterystycznej wła­ sności światła-—jego n a tu r y falowej.276 Zasady fizyki z tym i. powinny w ykazyw ać zjawiska interferencji. W te n właśnie sposób w r. padające n a powierzchnię k ry­ ształu. zupełnie ta k samo. Istotnie w r. analo­ giczne do tych. Być może. leżące z grubsza pomiędzy 108 i 1010 cm na sekundę. LXX F A L E M A T E R II W spółczesna teoria kw antów świetlnych przypisuje rów­ nież i światłu pewne podstaw owe własności. zostają odbite tylko w pew nych ściśle określonych kierunkach. że z k a ż d ą poruszającą się cząsteczką m ate ria ln ą związana jest pewna fala. że promienie elektronowe. 1924 L o u i s d e B r o g l i e wprowadził do fizyki pojęcie fal m aterii jako odpowiednik teorii k w antów świetlnych. a zatem odpow iadające im długości fal de Brog- lie’a zawarte są mniej więcej w granicach od 10"7 cm do 10‘9 cm. dzieląc e lem entarny k w a n t działania przez masę i przez prędkość cząsteczki. Stworzenie kwantowej fizyki jąd e r a to m o ­ w ych stanow i jedno z najbliższych wielkich za d ań fizyki. jak promienie B ontgena. której długość o trzy­ m am y. .

77 pokazuje dla przykładu pierścienie interferencyjne promieni elektronow ych. a n a w e t i promienie mo­ lekularne (złożone z cząstek gazu). K irchnera). odpowiadające n ajrozm aitszym ilościom woltów. Obecnie więc interferencja i uginanie się promieni . W ten sposób zauważono powstaw anie pierścieni ugięcia. lecz również i prom ienie protonowe. po­ trafił on wywołać ugięcie promieni elektronow ych naw et na zwykłych siatkach optycznych i wyznaczyć na tej pod­ stawie długości odpow iadających im fal de Broglie’a. przez cienkie folie metalowe i przez blaszki miki. 77. w y k a z u ją zjawiska ugięcia. które okazały się zgodne z obliczonymi teoretycznie. zbadali promienie elektronowe. gdy elektrony przechodzą Rys. Liczni inni badacze. prow adząc dalej doświadczenia Davissona. Rys. U ginanie fal elektronow ych na kryształkach jodku kadm u (w edług F . ugiętych na kryształkach jodku kadm u. że nie tylko promienie elektronowe. Stwierdzono później. Fale materii 277 których interferencja znana już była od czasu odkrycia Lauego. R u p - p o w i powiodło się w ykazać doświadczalnie istnienie zjawiska całkowitego odbicia promieni elektronow ych.

1926 pierwszy myśl. staw iając swą hipo­ tezę. że przyjęcie istnienia fal m ate ria ln y c h prowadzi n a ty c h m ia s t do wniosków. T ra d y c y jn a m e ­ . Mecha­ nika ta zatem może prowadzić do praw idłow ych wyników. S c h r ö d i n g e r rozwinął w r. że w a to m a ch są dopuszczalne tylko pewne wyróżnione to ry elektronowe.278 Zasady fizyki m aterialnych stanow ią równie dobrze ugruntow ane fakty doświadczalne. m usim y ją zastąpić przez doskonalszą. ja k analogiczne do nich od daw na już-znane zjawiska. m echanikę „ u n d u la c y jn ą “ . odpowiadające określonym długościom fali. chara k te ry z u ją c e fale świetlne. że tra d y c y jn a m echanika może posiadać podobne braki. ja k się zwykle mówi. gdy n a to m ia st chodzi o zastosowania do obszarów. m akroskopow ych. Z założenia tego w y n ik a bowiem. gdy stosujem y ją do obszarów dostatecznie dużych czyli. podobnie. posiadających wielkie znaczenie dla m echaniki atom ów. odpow iadających roz­ m iarom atom ów. Dzięki założeniu de Broglie’a została zatem w yjaśniona w n a tu r a ln y sposób podstaw ow a za­ gadka teorii kw antów : to. ja k w te d y tylko pow staw ać mogą tony. u jm u jąc ą zjawiska z grubsza oraz subtelniejszą o p ty k ą fizyczną fal. gdy długość to ru zam kniętego stanow i cał­ kow itą wielokrotność odpowiedniej długości fali de Bro- glie’a. gdy dłu­ gość s tru n y jest równa całkowitej wielokrotności połowy danej długości fali. nasuwała się więc myśl przeniesienia i do dziedziny m echaniki c h a ra k te ry ­ stycznego dla teorii światła rozróżnienia pom iędzy geome­ try c z n ą o p ty k ą promieni. J u ż de Broglie mógł w ykazać. Tylko w ty m w y p a d k u możliwy je s t ruch perio­ dyczny. H ipoteza istnienia fal m aterii odsłoniła daleko sięgającą analogię pom iędzy rozchodzeniem się w przestrzeni k w a n ­ tów świetlnych i cząstek m aterialnych. na k tó ry c h pew na c h a ra k te ry z u ją c a ruch elektronu wielkość m echa­ niczna je s t rów na całkowitej wielokrotności elem entarnego k w a n tu działania. „fizyczną“ . że tylko wówczas możliwe są ru ch y periodyczne po torach zam kniętych. ja k o p ty k a geom etryczna.

daje się zrozumieć na podstaw ie i n te rp re ta c ji. Fale materii 279 chanika czyli „m echanika prom ieni“ musi stanowić przy t y m pewien w yp a d e k szczególny m echaniki undulacyjnej. To. u Schrödingera całkowicie 1 R ó w n a n ie fa lo w e S ch rö d in g era . D o p u sz cz a on o na ogół is tn ie n ie ro zw ią za ń sk o ń c z o n y c h ty lk o w ty m w y p a d k u . . że dwie te teorie pomimo ta k wręcz przeciwnych p u n k tó w wyjścia są sobie równoważne'. p o sia d a ją p ew n e ściśle ok reślo n e w a r to śc i. ty p u od. Przez konsekw entne rozwinięcie ty ch myśli Schrödin­ ger stworzył tzw. że istnienie poziomów ener­ getycznych grających podstaw ow ą rolę w fizyce atom u. je s t ta k z w a n y m „ rów n an iem r ó ż n ic z k o w y m “. W ścisłym związku z m echaniką falową Schrödingera znajduje się „mechanika kwantowa“. W krótce po ich po­ w staniu ustalono. g d y w ielk o ści. w y stę p u ją c e w ró w n a n iu (p a ra m etry ). Pew ną. jakie stanowiły p u n k t wyjścia Schrödingera. że dwie te teorie są sobie zupełnie równo­ ważne m atem atycznie. stanowi konieczne następstw o pew nych prawidłowości m a ­ tem atycznych. że jedynie całkowite zerwanie z w yobrażeniam i fizyki klasycznej i całkowite wyrzeczenie się wszelkiej poglądowości pozwoli rozwiązać zagadnienia fizyki atomowej. k tó re sta n o w i p o d sta w ę jeg o m ech a n ik i. k tóra jest co praw da n ader skom plikowana pod względem m a te m a ty c z n y m . W związku z ty m stało się od razu możliwe w yzyskanie do rozwiązywania zagadnień fizyki atomowej szeregu czysto m ate m a ty c z n y c h pojęć i m etod. Schrödinger dążył do przerzucenia m ostu pom iędzy fizyką klasyczną i atom ow ą. k tóre już od połowy 19-go stulecia stanow iły m ateriał gotowy do zużytkow ania. równocześnie mniej więcej rozwinięta przez H e i s e n b e r g a .1 Pozwoliła ona je d n a k ustalić. W a rto ścio m za ś w ła sn y m p o d sta w o w e g o ró w n a n ia S ch rö d in g era o d p o w ia d a ją śc iśle rów n ież o k reślo n e w a r to ści en ergii. d a w n a ju ż zn a n eg o m a te m a ty k o m . z w a n e „ w a rto ścia m i w ła s n y m i“ ró w n a n ia . Heisenberg n a to m ia s t był mocno przeświadczony. chociaż Heisenberg wyszedł z poglą­ dów w p ro st przeciwnych tym . „mechanikę falową“ .k tó rą m usim y w e d ł u g B o r n a za­ stosować do fal m aterii.

mogą zachodzić zjawiska w rodzaju rezonansu. za­ chodzi tu ta j rezonans pom iędzy dwom a elektronam i-pla- netam i. Now opowstała m echanika falowa1 udowodniła swą wiel­ k ą użyteczność w fizyce atomowej przez liczne jej zastoso­ wania już w latach 1926 i 1927. wielkość. n a to m ia s t do procesów elementarnych.280 Zasady fizyki a b stra k cy jn ą . działających pom iędzy przeciwnie naładow anym i. że pom iędzy procesami atom ow ym i. powiązał Born z prawdopodobieństwem fakt u. zaw artym i w atom ie helu. k tó ra rozchodzi się w przestrzeni w postaci fal m aterii. zastosowania te są jednak zb y t trudne. że cząsteczka m aterialna znaj duj e się w pewnej określonej chwili w są­ siedztwie wziętego pod uwagę p u n k tu . Fizyka atom ow a musi jednakże 1 R o zró żn ia n ie m e c h a n ik i fa lo w ej od k w a n to w e j m a d zisiaj n a tu ra ln ie z n a czen ie je d y n ie h isto r y c z n e . w stosunku do której zap atry w a n ia Schrodingera w y d a ją się zupełnie uzasad­ nione. do jakiego prowadzi m echanika falowa. podobnie ja k natężenie pola elek­ trycznego w postaci elektrom agnetycznych fal świetlnych. ze względu na ich c h a ra k te r undulacyjny. Samo praw dopodo­ bieństwo jest wielkością sta ty sty c z n ą. by m ożna je było Lu omawiać. a więc zjonizowanymi. uzyskać zadowalające wyjaśnienie zagadkowego przedtem ty p u widnia elektrycz­ nie obojętnego (a więc niezjonizowanego) ato m u helu. . LXXI CZĄSTECZK I Od chwili pow stania teorii elektronowej starano się spro­ wadzić istotę procesów chemicznych do sił elektrycznych. stosuje się ujęcie Heisen- berga. Przez uwzględnienie tego rezonansu falowo-me- chanicznego Heisenberg zdołał np. a więc związany z pewnym i drganiam i. podległych prawidłowościom sta ty sty c z n y m . atom am i. Szczególnie godny uwagi wynik. stanowi zrozumienie.

W edług hipotezy A vogadry musiało więc po reakcji chemicznej po­ w stać tyle cząsteczek chlorowodoru. 2 C zą steczk i par p ier w ia stk ó w . Zrozumieniu tego faktu fizycz­ nego zawdzięcza chemia niezwykle interesujące odkrycie parawodoru. najw ażniej­ szym przykładem w iązań takich są te. tw orzą więc 1 Por. według której jednakow e objętości rozm aitych gazów zawierają pod ty m sam ym ciśnieniem i w tej samej tem peraturze. Na podstaw ie obserwacyj spektroskopowych oraz rozważań kw antow o-teoretycznych D e n n i s o n i M a c L e n n a n wywnioskowali w r. n a le ż ą c y c h do p ierw szy ch grup u k ład u p erio d y czn eg o . ile wynosi sum a d a ­ nych początkowo liczb cząsteczek wodoru i chloru. więc również i cząsteczki chloru oraz wodoru m uszą każda z kolei zawierać po dwa a to m y . są p raw ie b ez w y ją tk u je d n o a to m o w e . 72. że prócz w iązań tego rodzaju istnieją również i wiązania pom iędzy a to m a m i obojętnym i. S tw ierd zo n o . że w takich dw uatom ow ych cząsteczkach pierwiastków w ażną rolę musi odgrywać rezonans falowo-mechaniczmj pomiędzy dwoma jednakow ym i atom am i. to jest z jednego a to m u wodoru i jednego a to m u chloru. orlowodoru obydwa ją d ra wodoru. siarka zaś n a w e t o śm io a to m o w e . O zon je s t tró ja to m o w ą o d m ia n ą tlen u .1 Okazuje się np. w cząstecz­ kach tzw. Cząsteczki 281 przyjąć. P o ­ nieważ je d n a k cząsteczki chlorowodoru m uszą składać się każda z dwóch atom ów..2 Nowoczesna teoria atom ow a wykazała. iż g a z o w y fo sfó r i arsen za w iera ją c z ą ste c z k i c ztero - n to m o w o . że w odór musi stanowić mieszaninę cząsteczek dwu różnych rodzajów. jakie istnieć mogą pom ędzy atom am i jednego i tego samego pierwiastka. Opierali się oni na h i p o t e z i e A v o g a d r y . w irują w ty m sam ym kierunku. złączone w cząsteczkę. . że liczne pierw iastki posiadają w stanie gazowym cząsteczki dwu- alomowe. rozd z. że litr wo­ doru i litr chloru łączą się na 2 litry chlorowodoru. 1927. jednakowe liczby cząsteczek. J u ż na początku 19 wieku chemicy stwierdzili.

Fizycy znają istotnie tzw. widma rolacyjno-oscylacyjne związków wodorowo- halogenowych. . które leżą w bliższej podczerwieni i p ow stają wówczas. niż w idm a atom ów . obecność paraw odoru daje się stwierdzić dzięki tem u. ja k o m ó w io n y p o p rzed n io ruch w ir o w y elek tro n ó w . Dokładnie zbadano również i tzw. że różni się on swym ciepłem właściwym i przew od­ nictwem cieplnym od zwykłego w odoru (a więc od norm al­ nej mieszaniny. zawierającej 2 5 % paraw odoru). lecz p o sia d a ją p rzeciw n ie sk iero w a n e b ie g u n y . B o n h o e f f e r o w i i H a r t e c k o w i udało się istotnie o trzym ać w r. W idm a cząsteczek są znacznie bardziej zło­ żone. jednakże w m iarę obniżania te m p e ra tu ry ilość paraw odoru w zrasta.1 w cząsteczkach paraw o- doru ją d ra te w iru ją w kierunkach przeciwnych. gdy zm ieniają się dwa pierwsze składniki energii cząsteczki. z któ ry c h każda posiada szereg własnych poziomów. trzecia część wreszcie pochodzi od ruchów elektronów we w nętrzu atom ów. zaś energia ruchu elektronów pozostaje bez 1 R u c h w ir o w y p ro to n ó w m a w ty m p rzy p a d k u z u p e łn ie ten sa m ch arak ter. rozd z. są one więc magnesami. Najwięcej światła na budowę cząsteczek rzucają na ogół ich widm a. 2 M a g n esy te są w ię c w p r a w d z ie r ó w n o leg łe. Pierwszą część stanow i energia ruchu obrotowego samej cząsteczki. drugą — energia drgań w ykonyw anych w ew nątrz cząsteczki przez związane ze sobą jąd ra atom owe. 282 Zasady fizyki magnesy jednakow o skierowane. skierowanym i w prost przeciwnie wzglę­ dem siebie. 1929 p raktycznie czysty paraw odór w tem p e ra tu rz e ciekłego powietrza. w ynika to stąd.2 Z teorii kw a n tó w w ynika dalej. 68. które są wywoływane jedynie przez zm iany pierwszej części składowej energii cząsteczki i leżą w dalekiej podczerwieni. widmo rotacyjne p a ry wodnej). por. że w wodorze o te m p e ra ­ turze norm alnej musi istnieć trz y k ro tn ie więcej cząsteczek ortow odoru niż paraw odoru. że energia czą­ steczki składa się z trzech części. widm a rotacyjne (np.

T a k zwane widm a pasmowe. W idm a pasmowe składają się z licznych grup bardzo blisko siebie skupionych prąż ­ ków. O trzy­ m ano dobrą zgodność wartości. ulegają rozpadowi na dwa odrębne atom y. W wielu w yp a d k a c h można było wyznaczyć z widm rotacyjno-oscylacyjnych „częstości własne“ cząsteczek. N a rys. wyznaczo­ nych bezpośrednio termochemicznie i pośrednio na dro­ dze optycznej. Teoria kw antow a widm daje nam jed n a k również możność obliczenia ciepła dysocjacji na pod­ stawie własności w idm a cząsteczki. np. Gdy dw uatom ow e cząsteczki pierwiastków. dla jednego litra pary. niż badanie prążko­ w ych widm atom ów . cząsteczki p a ry jodu. W idm a pasmowe d ają n a m piękny do­ wód słuszności zasadniczych pojęć teorii widm. leżące w dziedzinie widzialnej i w nadfiolecie. umożliwiając wyznaczanie ciepła dysocjacji cząsteczki na drodze optycznej. Cząsteczki 283 zmiany. p ow stają przez jednoczesne współdziałanie zmian wszystkich trzech składników energii cząsteczki. pomimo to już około r. na podstawie pom iarów term ochem icznych m ożna w y­ znaczyć w zwykły sposób w artość tego ciepła. 1925 zdołano stworzyć zadowalającą i n a der doskonałą teorię widm cząstecz­ S kowych. czyli częstości drgań związanych ze sobą w ew nątrz cząsteczki . zużyte zostaje wów­ czas pewne ciepło dysocjacji. np. Badanie w idm pasm ow ych postawiło fi­ zykę teoretyczną wobec znacznie jeszcze trudniejszych zadań. 78 w idzim y część widm a cząsteczki jodu (J2) jako przykład uszerego­ ■■ /:■m ': wania prążków w widmie cząsteczkowym.

Zjawisko R am ana w edług R am ana i K rish n an a. ja k już wspom nieliśm y wyżej. Dalsze badania R a m a n a potwierdziły jego przypuszczenie. R a m a n przepuszczał światło jedno­ barwne przez rozm aite ciecze i znalazł w w idm ach promie- Rys. przy czym różnice częstości drgań promieniow ania rozproszonego i padającego okazały się niezależne od częstości drgań Lego ostatniego. 79.284 Zasady fizyki ją d e r atom ow ych. Rys. 1928 przez fizyka indyjskiego R a m a n a i nazw ane na jego cześć zjaw iskiem Rom ana. że niektóre z ustalonych przezeń różnic częstości drgań zgadzają się ze znanym i już poprzednio podczerwonym i częstościami w łasnym i cząsteczki rozpra­ szającej. u dołu w idm o światła rozproszonego przez czterochlorek węgla. dały olbrzymi m ateriał. przesunięte względem p rążka promieniowania padającego. niowania rozproszonego przez ciecz ostre prążki. S ia tk i atomowe w kryształach należy również uważać za pewien szczególny w ypadek tw orzenia się cząsteczek. przedstaw ia nam jako przykład zja­ wisko R a m a n a dla czterochlorku węgla (CC14). Dokładne badania zjawiska R a m a n a . Znacznie dogodniejszą m etodę b a ­ dania tych drgań nastręcza zjawisko. w y k ry te w r. do obszaru podczerwieni. przeprowadzone na n a jro z m a it­ szych związkach nieorganicznych i organicznych. u góry w idm o światła padającego. należące. dotyczący częstości własnych cząsteczek. . 79.

80.1 a po­ śród nich niektóre bardzo naw et Rys. II. Siatka krystaliczna skomplikowane. jednakże wobec prawidłowości upo­ rządkow ania atom ów w siatce m ożna cząsteczkom tym przyporządkow ać zupełnie określone form uły chemiczne. na k tó ­ 1 D la p rzy k ła d u p r z y to c z y m y jesz c z e. Opierając się na znanej gęstości soli kamiennej i na w artościach ciężarów bezwzględnych jej atom ów składowych. i W. istnieje na turalnie wiele innych typów . soli kamiennej. K ryształy stanow ią właściwie olbrzymich rozm iarów cząsteczki. można było łatwo wyliczyć. gdyż polega ono na ruchach najm niejszych cząstek m aterialnych. L. jakie repre­ zentuje siatka soli kam iennej. a więc odległość pomiędzy dwom a bezpośrednio sąsiadującym i ze sobą atom am i różnego rodzaju. 80 podano dla przykładu siatkę soli kamiennej (chlorku sodu): ato m y sodu i chloru porozmieszczane są na zmianę w jednakow ych od siebie odległościach. stworzone zostały podstaw y. tworząc wierzchołki sześcianów. przez W.10"8 cm. . według którego ciepło jest n a tu r y m echa­ nicznej. Gdy n a stę p ­ nie w połowie 19 stulecia w y k ry to równoważność ciepła i prac y m echanicznej. Badanie budow y siatek krystalicz­ nych m etodam i spektroskopii rentgenowskiej zostało zapo­ czątkow ane w 1913 r. w y ­ nosi 2.81. z jakich składają się ciała. Kinetyczna teoria materii 285 Na rys. Obok siatek w y­ jątkow o prostego ty p u . że stała siatki. B r a g g ’ów (ojca i syna). że w sia tc e d ia m e n tu c z te r y d o w o ln ie w z ię te są sia d u ją ce ze so b ą a to m y w ęg la sta n o w ią za w sze w ierzch o łk i p raw id ło w eg o czw o ro ścia n u . LXXII K IN E T Y C Z N A T E O R I A M A T E R II J u ż z początkiem 19 wieku R u m f o r d pierwszy sfor­ mułował pogląd.

Gdy po d w a ja m y gęstość gazu. Nazwę jednego mola n a d a je m y takiej ilości gra­ mów danej substancji. jako rój cząsteczek.2S6 Zasady fizyki rych mogła rozwijać się od r. ciśnienie musi być proporcjo­ nalne do gęstości. inaczej mówiąc. początkowo jak o kinetyczna teoria gazów. której jed n y m z głównych twórców był C l a u s i u s . Same cząsteczki w yobrażano sobie jako kulki doskonale sprężyste. rozdz. zaś pomiędzy zderzeniami ożywione są rucham i jed n o sta jn y m i i prosto­ linijnymi. biegnących szybko we w szystkich możliwych kierunkach. odwrotnie pro ­ porcjonalne do objętości. 1850 kinetyczna teoria m a ­ terii. stanowi pogląd. tak. Podstaw ow ą myśl teorii gazów. p rzy czym na ruchy ich w pływ ają jedynie ścianki naczynia oraz zderzenia z innym i cząsteczkami. . k tó ry jest stały w danej te m ­ peraturze. ta k ja k nas uczy praw o. K inetyczna teoria gazów prowadzi nas również do za­ sadniczego „prawa gazów“.1 w y k ry te empirycznie przez B o y l e ’a już około połowy 17 wieku. równy je s t w najogólniejszym w y p a d k u ilo­ czynowi ilości „molów“ gazu przez te m p e ra tu rę bez­ względną oraz przez pewną stałą uniwersalną. W edług tego praw a iloczyn ciśnienia przez objętość. o ile więc reszta w arunków pozostaje bez zmiany. jak cząstki w ciałach stałych i ciekłych. że cząsteczki w ga­ zach ożywione są jedynie ruchem postępow ym i nie są związane z określonymi położeniami równowagi. które p rzy zderzeniach całkowicie zachow ują swą energię ruchu. Należy więc w y o b ra ­ żać sobie gaz. czyli. zw aną stałą gazową. W edług tego poglądu ciśnienie gazu jest spowodowane przez ustawiczne uderzanie szybko poruszających się czą­ steczek o ścianki naczynia. k tó ra równa je s t jej ciężarowi czą­ 1 P or. wówczas oczywiście dw ukrotnie większa liczba cząsteczek uderza w ty m sam ym czasie w pewną w ziętą pod uwagę część powierzchni ścianki. 41.

jed en m ol a zo tu (N 2) w a ż y 2 8 . Kinetyczna teoria materii 287 steczkowemu. jest ty m większa. 57.0 1 6 gr. srebra. 4 4 ). rozd z. (gdyż liczbę cząsteczek otrzym ujem y.1 Odwrotnie. im lżejsza jest cząsteczka. ro zd z. z praw a gazów w ynika n a t u ­ ralnie. 100 gr a z o tu zaw iera z a te m 3 . niezależnie od tego. Prędkość ruchu cząsteczek. k tó rą otrzym ujem y. mnożąc liczbę molów przez stalą Loschm idta). musi zawierać tę sam ą we wszystkich w y p adkach liczbę molów. g d y ż cięża r a to ­ m o w y a z o tu w y n o si 14. W r. Ilo c z y n tej sta łej p rzez (n a tu ra ln y ) lo g a r y tm s t a ty s ty c z n e g o p ra w d o p o d o b ień stw a (o d p o w ied n io zd efin io w a n eg o ) d a je w ła śn ie w a r to ść en tro p ii. 1 N p . 1920 udało się zresztą S t e r n o w i zmierzyć bezpośre­ dnio prędkość jednoatom ow ych cząsteczek. wybiegających z powierzchni parującego m etalu.71. zaś dla tlenu — około 420 m etrów na sekundę. przypadającej na pojedynczą cząsteczkę. z jakim gazem jednoatom ow ym m a m y do czynienia. w tem peraturze 0° przeciętna w artość energii ruchu cząsteczki jednoato- mowej wynosi 5 . dla azotu — około 450. 3 S ta ła B o ltz m a n n a o d g ry w a za sa d n ic zą rolę ró w n ież i w B o ltz - m a n n o w sk im p raw ie en tro p ii (por. np.3 T a k np.6 . p o d ­ danego określonemu ciśnieniu i znajdującego się w okre­ ślonej tem peraturze. że pewna określona objętość dowolnego gazu.1019 cząsteczek. w postaci tzw. która rośnie proporcjonalnie do pierw iastka kw adratow ego z te m p e ra tu ry bezwzględnej. . dzieląc stałą gazową przez liczbę Loschm idta. W ćdług kinetycznej teorii gazów te m p e ra tu ra je s t okre­ ślona przez średnią w artość energii ruchu. w w y p a d k u cząsteczki jedno- atom owej t a w artość przeciętna jest półtora raza większa od iloczynu te m p e ra tu ry bezwzględnej przez ta k zwaną stałą B o l t z m a n n a .2 W jednym centym etrze sze­ ściennym gazu w 0° pod ciśnieniem atm osferycznym znaj­ duje się 2. W tem p e ra ­ turze 0° C wynosi ona dla wodoru około 1700.008. 2 P or.5 6 9 m olów . a więc (jak tego uczy również i hipoteza A vogadry) zawsze tę sam ą liczbę cząsteczek.1 0 14 erga.

znalazł on rzeczywiście Lakie w a r­ tości.2 1 M ó w im y tu ta j u m y śln ie o a to m a c h . 288 Zasady fizyk i „prom ieni atomowych“. ze w zg lęd u n a o m a w ia n y p o p rzed n io ob raz sia tk i a to m o w e j. n ie za ś o c z ą ste c z k a ch . rów ną cię­ żarowi atom ow em u). z n a j­ dującego się w zwykłej tem p e ra tu rz e i poddanego zwykłe­ mu ciśnieniu. zdołał pierwszy. odległość. a więc w przybliżeniu około sześciu kalo­ riom (gram atom em n a z y w a m y ilość gram ów.. p rzy ­ czynę ciepła ciał stałych odnajduje ona n a to m ia s t w drga­ niach. k tó ra p o w in n a b y ć d o k ła d n ie rów na p otrójn ej sta łej g a zo w ej. że cząsteczka jakiegokolwiek gazu. dotyczących lepkości gazów. musi zderzać się z innym i cząsteczkami kilka m iliardów raz y na sekundę. ciepło gazów z postępow ym ruchem ich cząsteczek. Dalszy rozwój teorii gazów doprowadził około 1860 r. musi. . k tó ry wziął p o n a d to pod uwagę w artość objętości. równać się potrojonej stałej gazowej. wyznaczyć w przybliżeniu w 1865 r. w ykonyw anych przez a to m y ciała. gdy zm iany te m p e ra ­ tu ry zachodzą w stałej objętości. jakie w ynikały z kinetycznej teorii gazów. zajm owanej przez gaz po skropleniu. N astępnie L o s c h m i d t . opierając się na danych doświadczalnych. ja k już widzieliśmy. czyli tzw. Istotnie. P rzew y ższa on o w p rzy b liż en iu o 10% w a r to ść ciep ła w ła ­ ściw eg o w sta łej o b ję to ści. D u l o n g i P e t i t znaleźli na drodze doświadczalnej już w 1819 r. że ciepło właściwe jednego g ra m a to m u dowolnego pierw iastka s ta ­ łego. ciepło atomowe. K inetyczna teoria m aterii wiąże. 2 W r z e c z y w isto śc i m ie r z y się ciep ło w ła śc iw e pod sta ły m c iś n ie ­ n iem . ja k ą cząsteczka gazu przebiega przeciętnie pom iędzy dwom a zderzeniami. do zrozumienia. Długość drogi swobodnej obliczył M a x w e l l . je s t wr zwykłych w a r u n ­ kach rzędu wielkości około jednej stutysięcznej c e ntym etra.1 Tzw. ja k już wspom niano wyżej. k la ­ syczna teoria kinetyczna prowadziła do wniosku. bezwzględną wielkość cząsteczek i atomów. czyli tzw. jej droga swobodna. że prawie wszystkie ciała stałe w y k a z u ją tę właśnie w artość ciepła atom owego.

ja k beryl. k tó ra zastąpi­ ła w związku z ty m w kinetycznej teorii m aterii dawniejszą. w ynikają stą d interesujące związki pom iędzy n a u k ą o cieple a spektroskopią. „ sta ty sty k ę klasyczną“ . Bezładne ruchy cząstek. unoszących się w wodzie. przy czym każdy elem ent energii rów ny jest iloczynowi elem entarnego kw an tu działania przez częstość drgań atom ow ych. później zaś w bardzo ni­ skich tem p e ra tu ra c h u wszystkich ciał stałych.3 R u c h y te nie stanow ią naturalnie rzeczywistych 1 P or. grające podstaw ową rolę w kw a n ­ towej teorii ciepła właściwego ciał stałych. a zwłaszcza diam ent. 1907. ru ­ chy te zauważył po raz pierwszy b otanik B rown w r. 48. 2 Im lż e js z y je s t a to m . 1827 na d robniutkich ziarenkach pyłku roślinnego. Dokładniejsza teoria kinetyczna ciał stałych musi naturalnie przyjąć za p u n k t wyjścia budowę w spom nianych już wyżej siatek atom owych. ro zd z. bezładne ruchy zygzakowate. d la te g o w ła ś n ie w sz e lk ie a n o m a lie w y stę p u ją sz c zeg ó ln ie siln ie u p ierw ia stk ó w lek k ich . że energia drgań atom ów ciał stałych składa się z elem entów energii. ty m w ię k sz e są c z ę sto śc i jeg o d rgań i e le m e n ty en ergii. p o kryw ają się oczywiście z pewnym i częstościami drgań. pozwoliła istotnie przewidzieć w spom niane wyżej pozorne anomalie. Z d ru ­ giej stro n y ujaw niły się również pewne zależności po­ między tym i częstościami. Małe ziarenka stałej zawiesiny w cieczy lub w ga­ zie w y konyw ają szybkie. a sprężystym i własnościami ciał stałych. Zasady fizyki 19 . Kinetyczna teoria materii 289 Odchylenia od praw a Dulonga i P e tita . ujaw niają się bardzo wyraźnie w ta k zwranych ruchach B r o w n a . gdy E i n s t e i n wprowadził do kinetycznej teorii m aterii pojęcia kwantowe. k tórych istnie­ nie stwierdzono przede w szystkim u pierwiastków lekkich. 3 W y m ia r y lin io w e ta k ic h zia ren ek w y n o sz ą za le d w ie ok oło 1 /2 00 m m .2 „ S ta ty s ty k a k w a n to w a “ . Einstein przyjął. jakie w yzna­ czono na drodze optycznej. Często­ ści drgań atom owych.1 znalazły zadowalające w ytłum aczenie w r. analogicznych do kw antów świetlnych. z których składa się m ateria. mniej dokładną.

że oko ludzkie jest już w stanie je dostrzec. W edług bo­ wiem s ta ty s ty k i klasycznej elektron swobodny m usiałby 1 P or. zachodzące w dłuższych odstępach czasu. . coraz bardziej zaczął się um acniać pogląd. że c h a ra kterystyczne zachowanie się melali pod względem elektrycznym należy przypisać obecności w ich wnętrzu swobodnych elektronów. LXXIII M ETALE Gdy pod koniec X I X stulecia istnienie elektronu stało się pewne. Teoria ruchów Browna pozwala obliczyć z dużą dokładnością liczbę Loschm idta na podstaw ie zaobserwowanych wartości przesunięć w y­ padkowych. ja k i energię swego ruchu. o k tó ry m wspo­ m inano już krótko w jed n y m z poprzednich rozdziałów.290 Zasady fizyki przemieszczeń cząstki. że w y m y k a ją się już one spod naszej obserwacji. że poruszające się tłum nie elektrony przenoszą zarówno ładunki elektryczne. stanow ią zatem jednocześnie p rąd elektryczny i strum ień ciepła. rozd z. w yw ołanych przez ciepło. gdyż te ruchy cieplne zachodzą ta k szybko.1 W edług tego praw a stosunek przew odnictw a cieplnego do przew odnictw a elektrycznego m eta lu rów ny jest iloczynowi te m p e ra tu ry bezwzględnej przez pewien czynnik stały. W postaci ruchów Browna ujaw niają się je d n a k przesunięcia w ypadkow e cząstek. Praw o to w ynikało w teorii Drudego z faktu. W roku 1900 D r u d e spróbował po raz pierwszy rozwinąć ten pogląd w teorię m etali. tak. Teoria Drudego dawała bardzo proste i przekonyw ające uzasadnienie praw a W iede m a n n a -F ra n z a . 49. nie­ zależny od n a tu r y m etalu. J e d n a k ż e elektronowa teoria m etali Drudego natrafiła na trudności pozornie nie do przezwyciężenia. stosując do tych swobodnych elektronów m eto d y leorii gazów.

wynoszącą około 100. a ponieważ trudno jest uważać liczbę swo­ bodnych elektronów za dużo m niejszą od liczby atom ów m etalu. że. opierając się na tzw. okrągło licząc. teoria metali Drudego poszła stopniowo w zapomnienie. 19* . Teoria Sommerfelda każe nam przypisać ciśnieniu we­ w nętrznem u gazu elektronowego nieoczekiwanie wysoką wartość. w której dość trudne szczegóły nie m ożem y się t ut aj zagłębiać. slahjshjce Fermiego. ja k dotąd. co i cząsteczka jednoatom ow a. Gdy je d n a k w gazach rzeczywistych zwy­ rodnienie może się ujaw nić jedynie wówczas. jego energia i ciśnienie m uszą być wyższe od pewnej zupełnie określonej „energii zerowej“ i pewnego określonego n a der wysokiego „ciśnienia zero­ w ego“ . że m asa elek­ tro n u jest. W sk u te k tego na w e t w gazach doskonałych w y­ stępować powinny w b. to według sta ­ ty sty k i Fermiego „gaz elektronow y“ musi być całkowicie zwyrodniały już w tem p e ra tu rz e zwykłej. w prow adzonym do fizyki teoretycznej przez F e r m i e g o w r. W ynika to stąd. z powodze­ niem dalej. 1 S ta ty s ty k a F erm ieg o w ią że się ze w sp o m n ia n ą ju ż w y żej (por. gdy te m p e ra tu ra gazu dowolnie naw et mało różni się od zera bezwzględnego. 2000 razy mniejsza od m asy najlżejszego atom u. swobodhe elektrony pow innyby wyraźnie zwięk­ szać zasób energii cieplnej m etalu. Metale 291 posiadać tę sam ą przeciętną energię ruchu. W r. 1926. a n a w e t i w jeszcze wyższych tem p e ra tu ra c h . W idzimy stąd. 1927 S o m m e r f e l d zbu­ dował nową teorię metali. „zw yrodnienia“ . Ze s ta ty s ty k i Fermiego. teoria Sommerfelda nie n a p o ty k a już na wspom ­ nianą wyżej trudność i rozwija się. 69) zasad ą P a u lie g o . niskich te m p e ra tu ra c h objaw y tzw.1 w ynika mianowicie. rozd z. Ponieważ w ynik taki znajduje się w oczywistej sprzeczności z doświadczeniem. Wskrzeszenie swe zawdzięcza ona dopiero nowym ideom kw antow ym . gdy poddam y je bardzo wysokim ciśnieniom w tem peraturze bardzo nie­ wielu stopni powyżej zera bezwzględnego.000 atmosfer.

w y z n a c z a n ie to ru elek tr o n u w e w n ę tr z u a to m u w od oru . odwrotnie.1 składa się zawsze z całkowitej liczby kw antów elem entarnych. 1927. że. gdy dwa miejsca spojenia z n a jd u ją się w różnych te m p e ra tu ra c h . ja k już wspom niano wyżej. W 1834 r. złożonym z dwóch różnych m e­ tali. S e e b e c k stwierdził już w 1821 r. ab y zapobiec ich wybieganiu na zewnątrz. k tóre d ają się dobrze w y tłum aczyć przez założenie istnienia w m etalach zwyrodniałego gazu elektro­ nowego. prowadzi do w yniku. w sk u te k tego odpada całko­ wicie trudność. drugie n a to m ia s t oziębia. mającego 1 P r z y p o m n ijm y so b ie n p . której klasyczna teoria m etali nic była w stanie pokonać. ro zd z. podczas przepływ u p rąd u przez obwód zam knięty. dalej niejednokrotnie już om awiane i t a k ważne dla radiotechniki zjawisko w ysyła­ nia elektronów przez rozżarzone m etale. 67. k tó rą m ożna wyrazić iloczynem długości przez masę i przez prędkość. że w obwodzie zam kniętym . przewodnictwo elektryczne i cieplne m etali.292 Zasady fizyk i że siatka atom ow a m etalu musi działać na elektrony ze znaczną silą. jakiej należało by oczekiwać według sta ty s ty k i klasycznej. Ciepło właściwe gazu elektronowego okazuje się około 70 razy mniejsze od wartości. w ykrył P e l t i e r . a więc wielkość. Pogląd ten. pow staje p rąd „termoelektryczny“ . utw orzony z dwóch m etali. Do faktów. należy. por. nowoczesna fi­ zyka teoretyczna o p a rta je s t n a poglądzie.. L X X IV NIEOZNACZONOŚĆ Ś W IA T A ATOM OW EGO J a k już przekonaliśm y się wielokrotnie. ja k w ykrył H e i s e n b e r g w r. wśród k tó ­ rych najważniejsze są w y k ry te już od daw na zjawiska See- becka i Peltiera. następnie m agne­ tyczne własności m etali a przede w szystkim również i zja­ wiska term oelektryczne oraz term om agnetyczne. że działanie. . jedno z miejsc spojenia ogrzewa się.

że przy każdej próbie jednoczesnego wyznaczenia położenia i pędu iloczyn niepewności. lub przypisanie im określonego kształtu czy też wyraźnych granic. W wieku bieżącym teoria atom ow a przekształciła się z hipotezy w jeden z najlepiej u g runtow anych pewników fizyki. według której. ja k i „ p ę d u “ cząstki (pędem nazyw am y według ogólnie przyjętego określenia iloczyn m asy cząstki przez jej prędkość). zachodzących w ew nątrz atom ów. m ożem y dokładnie określić wszystkie . co chcemy mierzyć wre wnętrzu atomów. W sk u te k tego w świecie atom ów tra c ą swój sens pojęcia zwykłej m echaniki. Jeżeli n a w e t związana z ty m „niepewność“ nie posiada znaczenia dla fizyki praktycznej. że nie jest możliwy dokładny (w sensie mechaniki klasycznej) opis zachowania się elem entarnej cząstki m aterii. elektronu. Za niewzruszalny dogm at fizyki uznawano zawsze za­ sadę przy czy nowości. Zasada niepewności Heisenberga przekonała jednakże fizyków. G dy chcemy zatem bardzo dokładnie w yzna­ czyć położenie cząstki. ma ona rozstrzygające znaczenie we wszystkich procesach. nieunikniona we wszelkich takich procesach. N ie jest możliwe dokładne określenie położenia elektronów. okazuje się mianowicie porównywalna z w ar­ tościami tego. musi zawsze być co najm niej równy ele­ m e n ta rn e m u kw antow i działania. Okazuje się mianowicie. podzielonemu przez liczbę 2 n . Teoria kw antów prowadzi jednakże do wniosku. Nigdy nie m ożem y jednocześnie znać dokładnie obu tych wielkości. Tego rodzaju opis w ym aga dokładnego wyznaczenia zarówno po­ łożenia. Nieoznaczoność świata atomowego 293 podstaw owe znaczenie dla nowoczesnego fizykalnego po­ glądu na świat. Niepewność. znając chwilowy stan układu fizykalnego. jakimi są obciążone obie zna­ lezione wartości. m usim y to okupić bardzo dużą nieoznaczonością wartości pędu i odwrotnie. które dostrzegam y naszymi zmysłami. niż to czynim y w stosunku do otaczających nas w życiu codziennym przedmiotów'. a więc np. że możemy przypisyw ać a tom om b y t rzeczywisty jedynie w sensie odm iennym .

„ sz c z e g ó ln e j“ teo rii w z g lę d n o śc i z roku 1905. odkąd zasada zachow ania m asy stała się fu n dam entem chemii. p rzesu w a ją cy ch się ru ch em je d n o s ta jn y m i p r o sto lin io w y m w z g lę ­ d em sieb ie. 1881 przez am e­ rykańskiego fizyka M i c h e l s o n a. . za sa d a ta d o ty c z y ła z r e sz tą ty lk o d w ó c h o b serw a to ró w . LXXV MASA I E N E R G I A Pojęcia m asy i energii należą do najw ażniejszych w n a ­ uce o przyrodzie. zaś zasada zachow ania energii — jed n ą z podstaw fizyki. wówczas oczywiście t a k sform u­ łowana zasada przyczynowości staje się bezprzedmiotowa. 1915 u d a ło się E in ste in o w i sfo r m u ło w a ć „ o g ó ln ą “ teorię w zg lęd n o śc i. tak n p . które ze względów s ta ty s ty c z ­ nych m usim y przyporządkow yw ać licznym zbiorowiskiem dowolnych i przypadkow ych indyw idualnych procesów fizycznych.2 Prow adzi ona do wniosku. Znaczna część fizyków skłania się dzisiaj do poglądu. jest względny i zależy od 1 D o św ia d c z e n ie M ich elso n a b y ło w ie lo k r o tn ie p o w ta rz a n e . k tó ry opisuje jakiś proces fizyczny. że w przyrodzie nie istnieją w ogóle żadne inne prawidłowości poza czysto sta ty sty c z n y m i. tz w . D o p iero w r. 2 W p ierw o tn ej.1 E i n s t e i n w ysnuł w r. Jeżeli jednakże s ta n obecny je s t z ko­ nieczności nieokreślony. że ruch ziemi nie w y­ wiera żadnego wpływu na rozchodzenie się światła. że czas. doświadczalnym zaś podło­ żem tej teorii było z kolei ustalenie w r. 1906 z w yniku doświadczenia Michelsona swą słynną zasadę względności. ze szczeg ó ln ie w ie lk ą d o k ła d n o śc ią w 1929 r. Za p u n k t wyjścia w ty m odkryciu posłużyła teoria względności Einsteina. m ierzony przez obserw atora. i że m ożna wyznaczać jedynie wartości takich wielkości.294 Zasady fizyk i jego przyszłe stany. J e d n a k ż e odkrycie identyczności ty ch dwóch pojęć ta k wielkiej wagi przypadło w udziale dopiero początkowi X X wieku.

gdy n a to m ia s t prędkość ciała sięga 99. do którego prowadzi zasada wzglę­ dności.8% prędkości światła. rów ną wartości zm iany energii. dochodzące do 99. m asa jego musi być już o 15% większa. nieskończenie wielką masę. stw ierdzają słuszność relatyw istycznego wzoru na m asę. . ta k . że każda zm iana energii ciała musi jednocześnie wywołać zmianę jego masy o wartość. do posiadającego wielkie znaczenie wniosku. szereg wniosków wielkiego znaczenia dla fizyki. niż wówczas. ja k w ykazał E in ­ stein. w ym agający. a ty m bardziej jej przewyższyć. poruszającem u się wzglę­ dem niego z prędkością światła. że prędkość ruchu ciał materialnych nie może nigdy osiągnąć wartości prędkości światła. W edług relatyw istycznego wzoru na masę. Masa i energia 295 położenia i prędkości ruchu tego obserw atora. ale nigdy nie za­ obserwowano w artości od niej wyższych. podzielonej 1 M ierząc o d c h y le n ia w ią z k i p ro m ien i b e ta w p o la ch e le k tr y c z ­ n y m i m a g n e ty c z n y m o k r e śla m y w ła śc iw ie sto su n e k ła d u n k u do m a sy dla s ta n o w ią c y c h te p ro m ien ie ele k tro n ó w .1 Zasada względności prowadzi wreszcie. P o n iew a ż ła ­ d u n ek n ie z a le ż y od p ręd k o ści. dokonanych na prom ieniach beta. m asa jego staje się szesnastokrotnie większa od swej wartości norm alnej. sto su n e k te n m a le je w m iarę w zro stu p ręd k ości. Dalszy w ażny wynik. m asa rośnie bardzo szybko. Do wniosków ty ch należy przede w szystkim twierdzenie. że masa poruszającego się ciała zależy od jego prędkości. Z zasady względności wynika. W yniki pomiarów. pom iary prędkości promieni b e ta dały wartości.8% prędkości światła. by dla każdego obserw atora świa­ tło zawsze i we wszystkich kierunkach rozchodziło się z tą sam ą stałą prędkością. że obser­ w a to r m usiałby przypisać ciału. gdy porusza się ono powoli. Zmierzone przezeń wartości czasu są przy ty m uw arunkow ane przez postulat. jak to mógł wykazać Einstein. G dy prędkość ta zbliża się do prędkości światła. gdy prędkość ciała wynosi połowę wartości prędkości światła. polega na w ykazaniu. Istotnie.

by m ożna je było zauważyć i zmierzyć. J a k wiemy.296 Zasady fizyk i przez kwadrat prędkości światła. E nergia w ew nętrzna ją d e r a to m o ­ w ych jest zatem ta k duża. W ypływ a stą d dalszy wniosek. Odwrotnie. w ydaje się na to m ia st. Masa i energia sta ją się pojęciami identycznym i. okazuje się. W ty m nowym ujęciu wielkością stałą jest sum a całkowitej energii. różniącym i się od siebie jedynie o uniw ersalny spólczynnik proporcjonalności. że wynosi ona prawie jeden procent m asy a to m u wodoru. zmniejsza się również i jego m asa w p o d a n y m stosunku. są n a turalnie z b y t małe. wyrzuconej z ato m u pierw iastka promienio­ twórczego. odwrotnie. której w artość otrzym ujem y. mnożąc m asę przez k w a d ra t prędkości światła. . Jeżeli obliczymy masę. Gdy np. ustalenie ciężarów atom ow ych izotopów umożliwia wyznaczenie energii we­ wnętrznej jąd e r atomów. zaw artej we wszech- świecie i całkowitej m asy świata. znaczne odchylenia wartości ciężarów a to m o ­ wych od liczb całkowitych zostały wyjaśnione dzięki od­ kryciu izotopów. pomnożonej przez kw a­ d r a t prędkości światła. zapas energii jakiegoś ciała zmniejsza się przez promieniowanie cieplne. m asa ciała pochłaniającego promieniowanie ulega zwiększeniu. że-każda w ogóle energia posiada pew ną m asę i na odwrót. każda m asa — pewną tzw. energię własną. że jej równoważnik m asow y m o­ że już wywierać dostrzegalny wpływ na ciężar atomowy. związane z dostrzeganym i przez nas zm ianam i energii. Z m iany m asy. rów now ażną energii ruchu cząstki alfa. Ustalona niegdyś przez Lavoisiera zasada zachowania m asy oraz sform ułow ana przez Mayera i J o u le ’a zasada zachowania energii zostają w ten sposób złączone przez teorię względ­ ności w jed n ą zasadę. jednakże zasada równoważności m asy i energii gra bardzo w aż n ą rolę w fizyce jąder atomo­ wych. że m ożna w y tłu ­ m aczyć drobne odchylenia m as sam ych izotopów od liczb całkow itych na podstaw ie relatyw istycznej zasady równo­ ważności m asy i energii.

w t a k szybkim tempie. W sz e ch św ia t 297 W ka ż d y m gram ie m asy drzemie olbrzym ia ilość ener­ gii własnej. stali lub wełny. LXXVI W S Z E C H Ś W IA T Równie żywo. będącej jed n y m z najbliższych obiektów. w głąb k tórych przenikały ścisłe b a d ania i coraz bardziej kurczyła się w po­ rów naniu z nimi wielka sam a przez się odległość. leżących już poza układem drogi mlecznej. Fizyka współczesna. A stronom iczny obraz wszechświata rozszerza! się. wynosząca 9. po­ czynając mniej więcej od r. W ysta rcz y ło b y wówczas w prow adzać do tej m a ­ szyny co godzinę kilka gram ów jakiejkolwiek substancji. a mianowicie zagadnienie wielkości wszech­ świata. zdołała zastąpić mgliste spekulacje przez ścisłe rozum ow ania. Poczynając mniej więcej od . Coraz bardziej olbrzymie stawraly się odległości. leżących pom iędzy nam i a słoń­ cem. jakiego dawniej tru d n o się było n a w e t spodziewać. 20 bilionów kaloryj. 1910. O biekty te w większości w ypadków obserw ujem y w postaci mgławic spiralnych. a naw et i przez dane liczbowe. Światło zużywa około 8 m in u t na przebycie 150 milionów kilometrów. ab y o trzym ać t a k ą ilość koni parow ych. zajm o­ wał od najdaw niejszych czasów fizyków i filozofów proble­ m a t odw rotny. odpow iadając na to ostatnie p ytanie.1020 ergów lub. W y o b ra ź m y sobie teraz. w ynik ten m usim y uważać za jej szczególnie wielki sukces. około 4 la t na przejście do ziemi od najbliższej gwiazdy stałej i 850000 la t na przejście od dostrzegalnej jeszcze gołym okiem mgławicy A ndrom edy. dzieląca słońce od ziemi. że posiadam y cudowną m aszynę. jak zagadnienie małości atom ów. że można by ją pędzić na koszt energii własnej dowolnego wprowadzonego do niej ciała. ja k ą dać m ogą do­ piero najpotężniejsze współczesne hydroelektrownie. t a k zbudow aną. czy też w ody albo n a w e t powietrza. okrągło licząc.

Z obliczeń tych wynika. że na ich przejście światło zużywa 100 do 200 milionów lat. rozdz. 9. że wiele mgławic z n a j­ duje się w t a k wielkich od nas odległościach. dzięki k tórym . Prędkość ucieczki mgławicy okazuje się równa 180 kilom etrom na sekundę. że m asa wszechświata jest równa 2. podw a­ ja ją się w przeciągu 1300 milionów lat. przy założeniu oczy­ wiście. k tó ra pozwala obli­ czyć całkowitą masę wszechświata. że m asa wszechświata je s t około dziesięciu bilionów (1013) razy większa od przeciętnej m asy jednej 1 Por. zw a n a ró w n ież o g ó ln ą teo rią w z g lęd n o ści. m ożna już było stwierdzić. w yrażoną w milionach la t świetlnych. Okazuje się więc. p o w sta ła w r. Teoria rozszerzającego się wszechświata prowadzi na podstawie względnościowej teorii graw itacji2 E i n s t e i n a do stosunkow o prostej zależności. J e d n ak ż e nie tylko stwierdzenie istnienia ta k potwornie wielkich odległości wpłynęło w rozstrzygający sposób na nasze w yobrażenia o wszechświecie. 2 E in ste in o w sk a teo ria g r a w ita c ji. Oznacza to nader szybkie rozszerzanie się wszechświata.1055 gram a. rów ny odległości pom iędzy ziemią i słońcem.1 w y k ry to prędkości ucieczki mgławic proporcjonalne do ich odległości i dochodzące do 24000 kilom etrów na sekundę (co równa się 8 % prędkości światła). ja k stosunek tej ostatniej odległości do szero­ kości palca. ja k już w spom niano wyżej. gdyż odległość n a j­ dalszych zmierzonych mgławic w zrasta co dwie godziny o odstęp. że w szystkie odległości we wszechświecie powiększają się w przeciągu jednego miliona lat o jedną 1700-ną część swej wartości.298 Zasady fizyk i r. 1930. czyli. 1915. znacznie większą rolę odegrały tu ta j badania nad zjawiskiem Dopplera w m gła­ wicach spiralnych. . pom nożonym przez jej odległość. W ynika stąd. inaczej mówiąc. że teoria E insteina jest słuszna. Stosunek takich odległości do odległości ziemi od słońca jest mniej więcej taki.

Byłoby to niewiele tylko więcej. k tóre p rzy­ b y w a ją z zew nątrz do naszego układu słonecznego. jako zam kniętej w sobie przestrzeni. Z n a jd u je m y stą d dalej. niż wynosi wiek m inerałów ziem­ skich.1 w ydaje się. co można zbadać. rozdz. . ab y spokojnie móc ukorzyć się przed nie- poznawalnem . stanowiącej trójw ym iarow ą analogię do d wu ­ wymiarowej powierzchni kuli. że liczba wszystkich elektronów we wszechświecie jest rzędu 10 79. P ro b le m a t budow y w szechśw iata należy do najciekaw ­ szych współczesnych zagadnień fizyki. nie d a ją liczb większych.2 w yznaczenia wieku meteorów. W sz e ch św ia t 299 mgławicy spiralnej i około 1022 razy większa od niesłychanie wielkiej m asy słońca. że w ża d en sp o só b n ie m o żn a u z m y sło w ić so b ie ta k a b str a k c y jn e g o w y o b ra ż en ia . Gdy w latach od 1917 do 1932 fizycy skłaniali się raczej do pojm ow ania wszechświata. . 1 J e s t sa m o przez się zro zu m ia łe. Na podstawie rozm aitych rozw ażań fizycy i astronom ow ie znaleźli. ja k w spom i­ naliśm y wyżej.Por. że najwyższe szczęście myślącego człowieka polega na zbadaniu wszystkiego. Do żadnej je d n a k chyba gałęzi fizyki nie d a ją się t a k dobrze. że rozszerzanie się wszechświata mogło się rozpocząć zaledwie przed jed n y m lub co najwyżej kilku m iliardam i lat. że. Zagadnienie wieku wszechświata stanowi bardzo t r u d n y pro b le m at w kosmologii. lecz bardzo już osobliwy jest fakt. zastosować słowa Goethego. iż w roku 1933 pod wpływem now opow stałych teoryj zaczyna się zarysowywać raczej wycofywanie się z takiego stanowiska. ja k do kosm o­ logii. opartej na fizyce. 64.

SKOROWIDZ NAZWISK A C Feddersen 112 113 A bbe 45 46 C agniard de Ia T o u r 185 F erm i 239 261 291 A epinus 72 C ailletet 186 F ran ck 262 Alexanderson 133 C arn o t 201 F ran k lin 69 A m père 59 76 Celsius 167 F ran z 191 290 A nderson 258 Chadw ick 244 255 257 Frau n h o fer 7 21 A ndrew s 185 Clausius 173 174 286 Fresnel 11 15 37 A ngstrom 5 C ockcroft 255 F rim an 239 Arago 37 C om pton 14 275 Aston 245 Coolidge 232 G Avogadro 219 281 C oulom b 54 58 G alileusz 47 179 Crookes 222 B G alvani 56 C u rie I. 8 118 119 B rasch 256 E in ste in 21 289 294 298 H ess 258 B rew ster 35 E ngl 157 H eusler 79 B roek. (Sklodowska) 224 G ay-Lussac 168 Balm er 265 C urie P. H . van t* 189 B row n 289 Fah ren h eit 167 H ughes 122 127 B unsen 22 Faraday 68 78 80 215 216 219 H uygens 11 16 37 . 285 Edison 50 87 88 91 157 H e rtz G . 257 259 2o0 Gauss 73 120 Bainbridge 246 C u rie M . de 187 Bleakney 248 D ollond 33 H arteck 282 B ohr 263 D o p p ler 24 i nast. Heaviside 138 B oltzm ann 116 118 176— 178 D ru d e 290 H efner-A lteneck. 263 Blagden 188 D iesel 208 H aas. 262 Bragg W . 224 G ehrcke 16 Barkla 236 G eissler 221 B artholinus 37 D G erm er 276 B audot 123 124 D aguerre 48 G iauquc 247 Becquerel 224 D alto n 212— 215 G ilb e rt 53 Bell 127 D avisson 276 G oudsm it 267 B enson 203 D avy 90 G ram m e 85 Bentley 181 D e F o rest 108 G rim aldi 10 B îot 39 D em o k ry t 212 B irge 247 D ennison 281 Black 170 179 180 D escartes 30 H B lackett 254 258 D ew ar 187 H aas A. 285 E h ren h aft 217 H e rtz H . L . van d en 242 H itto rf 222 Broglie (Louis de) 276 F H off. von 85 195 287 D ufay 53 H eisenberg 279 280 292 Bonhoeffer 282 D ulong 288 H elm holtz 172 B orn 279 H en ry 83 Boyle 168 182 184 286 E H ero 198 Bragg W .

P e tit 288 Laval. 127 W att 198 M W eber 60 117 120 R eiss E. de 203 Pettersson 255 U L avoisier 296 Pixii 84 U hlenbcck 267 Lebiediew 119 Planck 21 197 U rey 247 L enard 20 Plücker 221 L enz 82 P o rro 48 V Lewis 248 Prdvost 195 V ogt 157 L ieben 108 P u p in 131 Volta 55 56 L inde 186 L orentz 221 268 R L oschm idt 219 288 VV L um ière 50 R am an 284 Ram say 227 242 W alton 255 L um m er 16 W ashburn 247 R eaum ur 167 R eis P h. 112 173 176 • L P arsons 203 186 L andé 269 Pauli 271 T u v e 248 Lange 256 P eltier 292 Laue 233 i nast. S ch o tt 33 Z sigm ondy 47 . 241 M ichelson 2 294 M illikan 217 218 219 S Z M orse 120 121 Scheele 194 Zeem an 268 M oseley 237 i nast. 223 245 P ap in 183 198 T h o m so n W . J. Skorowidz nazwisk 301 J N Schrödinger 278 280 Jansen 45 N e e f 113 Schulze 48 Jo h nston 247 N e rn st 189— 190 Seebeck 292 Joliot 257 260 N eu m an n 81 82 Shim izu 229 Joule 171 186 N ew com en 198 Siedentopf 47 N ew ton 4 6 16 192 274 Siegbahn 239 K N icol 38 Siem ens 84 85 K am erlingh O nncs 64 79 187 N iepce 48 Snellius 30 K apica 73 Soddy 227 249 K arolus 159 O Som m erfeld 269 291 K aufm ann 223 S tark 269 O cchialini 258 K eesom 187 Stefan 195 O ersted 57 K epler 47 S tein h eil 120 O hm 63 K e rr 159 S te rn 287 Olszewski 186 K irchhoff 22 194 195 Strauss 108 O tto 207 Strow ger 129 K irsch 255 K ohlrausch 60 117 K orn 162 P T K raru p 126 P acin o tti 85 T esla 113 K rishnan 284 P an eth 253 T ho m so n J. 14 M ac L ennan 281 W ehnelt 109 R ichardson 105 224 M alus 36 37 W heatstone 121 123 R öm er 1 M arconi 133 W iedem ann 191 290 R öntgen 231 i nast. 171 172 W róblew ski 186 R upp 277 M eissner 134 R u th erfo rd 227 230 249 254 M eitner 259 Y R u th s 206 M endelejew 241 Y oung 4 5 34 R ydberg 265 M eyer L . M ariotte 168 W ien 196 R ow land 13 61 M asolle 157 W ilke 72 R uhm cr 157 M axwell 116— 119 288 W ilson 228 R um ford 285 M ayer R ob.

SKOROWIDZ RZECZOWY A Cewka indukcyjna 113 D rgania elektryczne 111— 115 A bsorpcyjne w idm a 23 C hlorow ce 241 D yna 55 A chrom atyczne soczewki 33 C hłodnica absorpcyjna 211 D ynam om aszyna 85 A diabatyczny proces 173 Chłodnica m aszyny parow ej D yspersja 274 A komodacja 42 201 202 A ktyn 251 C iało szkliste (oko) 42 E A kum ulator 65 C iem nia optyczna 41 E fekt naskórkowy (skinefekt) Alfa cząstki 226 C ieplne przyrządy elektryczne 92 93 Alkaliczne m etale 241 266 E kstraprądy 82 A m per (jednostka) 59 Ciepło dysocjacji 283 Elektroliza 215 216 Analiza w idmowa 22 C iepło parow ania 180 E lektrom agnesy 77 79 A ngstróm (jednostka) 5 C iepło rozpuszczalności 187 Ciepło spalania 200 Elektrom agnetyczne falc 117- A nodow y p rąd 106 119 A ntena 135 136 137 Ciepło topnienia 179 Ciepło u tajone 179 Elektrom agnetyzm 57 A ntena odbiorcza 141 E lektrom otor 86 A ntykatoda 231 Ciepło w ew nętrzne ziem i 193 Elektrom otoryczna siła 61 A pochrom atyczne układy 45 C iepło właściwe 171 190 Elektronow e prom ienie 277 A tom istyka 212 C iśnienie gazu 286 287 Elektronow e zderzenia 262 Atomowa powłoka 261 C iśnienie osm otyczne 188 Elektronów interferencja 276 A tomowa siatka 284 292 C iśnienie pary 182 183 Elektronów ugięcie 277 A tomowe ciepło 288 C iśnienie światła 119 Elektronów w irow anie 267 A tomowe jądra 284 296 C om ptona zjawisko 275 E lektrony 223 Atom ow y ciężar 214 296 C oulom ba praw o 54 55 C urie-p u n k t 79 E lektronydodatnie258259260 A tom ów rozbijanie 254— 256 E lektrony powłoki pow ierz­ A tom u m odel 230 263 Czas pobudzenia atom u 270 chniow ej atom u 273 A tom w odoru 263 Czas przepołow ienia 250 E lektrony swobodne 290 A tom y 212 Czas (względny) 294 Elektrostatyczna jednostka na­ A vogadry hipoteza 287 Cząsteczki dw uatom ow e 281 boju 55 A vogadry liczba 219 C zęstość drg ań 5 Elektryczności ilość 54 A udionow e połączenie 142 C zęstość pośrednia 149 E lektryczność szklana 54 Elektryczność żywiczna 54 B D E lem ent galwaniczny 65 Barwy 6— 9 D alekopis 125 E lem entarny kw ant elektrycz­ Barw y zasadnicze 50 D etektor kryształkowy 142 ności 216 B ateria 65 D iam agnetyzm 78 Elem enty energii (kwanty) 289 Bensona m etoda 203 D iam ent 190 285 Em anacja ra d u (radon) 249 Biegun (m agnetyczny) 58 D iaterm ia 139 E nergia 19 294 Boltzm anna stała 287 D io p tria 32 E nergia jonizacji 262 B row na ruch y 289 D ław iki 93 E nergia pobudzenia 262 D ługość fal świetlnych 4 5 E nergia własna 296 297 C D opplera zjawisko 24— 27 298 E nergia zerowa 291 Całkowite odbicie 31 D ostrajanie 136 141 E ntropia 173— 176 287 C entralne ogrzew anie 193 D roga sw obodna 288 i E rg 20 .

Lam pa elektronow a 142 143 Ferrom agnetyzm 79 Izotopy chloru 245 Lam pa rtęciow a 90 Film dźwiękowy 157 i nast.192 K w antow a statystyka 289 Fading 136 Izolator (elektryczny) 72 K w anty świetlne 21 Fale (elektrom agnetyczne) Izolator wysokonapięciowy Kwarcow a lam pa 90 117— 119 103 Fale ultrakrótkie 139 156 166 Izoterm icznc przem iany 173 L F a ra d 67 Izotopia 245 i nast. Ł adunek (nabój) elektryczny 85 K inetyczna teoria m aterii 54 55 G łośnik 148 285— 290 Ł adunek elektryczny jądra G ram atom 288 K ocioł Papina 183 244 G w iazdy podw ójne 26 K ocioł parow y 200— 203 Łączenie przeciw sobne 122 K om órka selenowa 160 Ł u k elektryczny 90— 91 H K ondensator (elektryczny) Ł ukow a lam pa 90 91 H afnjum 274 67— 69 H eavisideła w arstwa 138 K ondensator obrotow y 69 M H efnera świeca 89 K ondensor 34 M agnetyzm 57 58 H el 187 227 253 K on stan tan 64 M agnetyzm ziem ski 77— 78 H elu w idm o 280 K onw ekcyjne prąd y 61 M anganina 64 H e n ry (jednostka) 83 K osm iczne prom ieniow anie M asa 294 295 296 H e rtz (jednostka) 138 258 M asa m agnetyczna 58 H eterodynow y odbiór 149 K osm ologia 297— 299 M aszyna kom presyjna 210 H euslera stopy 79 K rótkie fale (elektryczne) 138 M aszyna o w ielokrotnym roz H ygrom etr 183 K rótkofalow y nadajnik 150 prężeniu 202 K rytyczna tem p eratu ra 185 M aszyna parow a 198— 203 I K rytyczny stan 185 M aszyna w zbudzająca elek­ Ilość ciepła 170 K ryształy 233 234 284 285 trom agnesy 94 Ilość zm ian p rą d u 92 K ryształy soli kam iennej 285 M aszyny chłodzące 209— 211 Im m ersja 45 K ryształy śniegu 181 M axwella relacja 118 Indukcja (elektrostatyczna) 72 K ulom b 60 M axwella rów nania 117 Indukcyjne p rąd y 80— 83 K w ant działania 21 197 263 M echaniczny rów now ażnik Interferencja elektronów 276 K w antow a liczba 264 ciepła 171 172 Interferencja światła 14— 16 K w antow a m echanika 279 M echanika falowa 279 . Fotografia barw na 50 Jony 215 Lejdejska butelka 69 Fotografia w podczerw ieni 49 L enza reguła 82 Franklina płyta 69 K Liczba porządkow a 240 242 Fraunhofera prążki 7 21 K abel masowy 102 L in ie sił pola elektrycznego 71 Fresnela doświadczenie 15 K abel olejowy 103 L in ie sił pola m agnetycznego K abel podm orski 126 73— 76 G K abel telefoniczny 129 L oschm idta liczba 219 G alw anom etr 59 K aloria 171 L ód 180 G auss (jednostka) 73 K ą t graniczny 31 L ó d suchy 211 G az generatorow y 208 K ą t w idzenia 44 L u n eta 47 48 G azy szlachetne 241 K e rra kom órka 159 L upa 44 G azy trw ale 185 K ilogram om etr 20 L u p a czasowa 52 Geisslerow skie ru rk i 221 K ilow attgodzina 62 G enerator lampowy 134 Kinem atografia 50 52 157 L G eneratory p rą d u stałego 84 i nast. Skorowidz rzeczow y 303 F Izolacja cieplna . Izotopy tlen u 247 L am pa wielosiatkowa 149 F iltry częstości 124 Izotopy w odoru 247 Lam pa wolframowa 88 Fluorescencja 270 Lam pa żarow a 87— 89 Fotoelcktryczna kom órka 160 J Lam pow e stopnic w zm ocnie­ Fotoelektryczne zjawisko 17 Jądro atomowe 230 nia 151 275 Jądro w odoru 244 L am py jarzeniow e 270 Fotografia 48— 50 Jenajskie szkło 33 168 Lauego fotogram y 234 i nast.

304 Zasady fizyki M etale 290— 292 O brazy osiowe w kryształach P otencjom etr 66 67 M eteory (wiek) 253 40 Poziomy energetyczne (ato­ M gław ice 297 O chrona cieplna 192 mowe) 263 M gławice spiralne 297 O dbicie światła 28 29 Pozitrony 259 M ieszaniny oziębiające 188 O dbiorniki radiow e włączane Półwattówka 90 M ikrofale (elektrom agnetycz­ do sieci 150 P raca 19 62 ne) 139 Ognisko (optyczne) 29 Praw dopodobieństw o 280 M ikrofon 127 128 146 O gniw o galwaniczne 65 Praw o gazów 286 M ikrofon elektrodynam iczny O hm a praw o 63 66 Praw o K irchhoffa 194 146 O ko 40— 44 Praw o odbicia 28 M ikrofon kondensatorow y 146 O kular 45 Prawo prom ieniow ania (Plan­ M ikroskop 44— 47 O m (jednostka) 63 cka) 197 M odulacja 127 O pornik (reostat) 65 Praw o przesunięć (W iena) 196 M ol 286 287 O pór elektryczny 63— 67 Praw o Stefana-Boltzm anna M o to r benzynow y 208 O rtochrom atyzacja 49 195 M o to r czterotaktow y 207 O rtow odór 281 Praw o stosunków stałych 213 M o to r D iesla 208 O św ietlenie elektryczne 87— Praw o stosunków w ielokrot­ M o to r gazowy 208 91 n ych 214 M o to r lotniczy 208 O zon 281 P rąd elektryczny 56 M otory spalinowe 206— 209 P rąd przem ienny 91— 97 M otory w ybuchowe 207 P rąd przesunięcia 116 P Prądnice prądu przem iennego N P ara 180 182 183 93 i nast. N abój (ładunek) elektryczny P ara nasycona 182 P rąd y cieplne 193 54 55 Para w ysokoprężna 203 P rąd y indukcyjne 80— 83 N achylenie m agnetyczne 78 Param agnetyzm 78 P rądy T esli 114 115 N aczyniówka (oko) 41 Paraw odór 281 282 P rądy wirow e 82 83 N adajnik lampowy 134 Parow anie 183 Prędkość światła 1— 3 295 N adfiolet 8 9 Periodyczny układ pierw iast­ Proces kołowy (cykliczny) 175 N adprzew odnictw o 64 ków 241— 248 271 200 N adsubtelna budow a prąż­ Perm alloy 80 126 Projekcyjny przyrząd 34 ków w idm ow ych 275 P erp ctu u m m obile 174 P rom ienie alfa 225— 228 251 N apięcia podział 66 Pierścienie N ew tona 4 5 Prom ienie atom ow e 288 N apięcie elektryczne 61— 62 Pierw iastki 212 i nast. Prom ienie beta 224 295 N apięcie siatki 109 Pierw iastki czyste (bez izoto­ Prom ienie dodatnie 245 N atężenie pola elektrycznego pów ) 246 Prom ienie gam m a 251 252 70 Piezoelektryczność 139 Prom ienie graniczne 236 N atężenie p rą d u 59 Pobudzenie atom u 270 P rom ienie katodowe 220— N aturalny szereg pierw iast­ Podczerw ień 8 9 224 ków 240 Podw ójne załam anie 37— 40 P rom ienie m olekularne 277 N aw inięcie podw ójne d ru tu 83 159 Prom ienie protonow e 277 N aw inięcie twfornika H efner. Podw yższenie p u n k tu w rze­ Prom ieniotw órczość 224 248- A ltenecka 85 nia 188 253 N a wpół przepuszczalne błony Pojem ność (elektrostatyczna) Prom ieniow anie charaktery­ 188 67 styczne 236 Neonow e światło 270 Polaryzacja (światła) 34— 36 Prom ieniow anie cieplne 194— N eutrodynow e połączenie 148 P c a ry z ac ji kąt 35 198 N eutrony 257 Polaryzacyjne przyrządy 36 Prom ieniow anie słoneczne 195 N icola pryzm at 38 Pole elektryczne 70— 73 196 Pole m agnetyczne 73— 79 Prostow niki 105— 108 O Pole w irow e 97 P rostow nik rtęciow y 106— 108 O biektyw 45 Polon 250 Prostow nik suchy 108 O bniżenie pu n k tu zam arzania Porywacz czasu 52 Protony 255 188 Potencjałów różnica 61 Pryzm atyczna luneta 48 .

W a tt 62 Sam oindukcja (indukcja w ła ­ T e le g ra f lite ro w y 122 W en ty l (e le k try c z n y ) 106 sna) 82—83 T e le g ra f m aszynow y 122 W e n ty la to r 183 S c y n ty la c je 225 T e le g ra fia k ab lo w a (tr a n s ­ W idm a a b so rp cy jn e 23 S e le k ty w n y o d b ió r 148—150 o cean iczn a) 125 W idm a em isy jne 22 Z asady fizyki 20 . tła 30 118 T ra n s fo rm a to r częstości 134 R adon (em anacja rad u ) 249 S p rzężen ie z w ro tn e 134 T ri-e rg o n 157 R am ana zjaw isko 284 S ta ła d ie le k try c zn a 63 118 T rójfazow e silniki 95—97 R e fle k to r 90 S ta ła gazow a 286 T rój p rąd 96 R entgenow ska d iag n o sty k a S ta ła sia tk i 285 T u rb in a p aro w a 203—206 235 S ta rk a zjaw isko 269 T u rb o g e n e ra to r 205 R entgenow ska terapia235236 S te re o s k o p 43 T urm alin 38 R entgenow skie lam py 231 232 S te ro w a n ie kw arcem 139 T w o rn ik b ę b now y 85 R entgenow skie w idm a 236 — S to p k i b ezp ieczn ik o w e 91 T w o rzen ie się lodow ców 180 241 274 Stru m ień siły m agnetycznej R ezonans 136 141 U 81 R ezonans falow o-m echanicz. T e le g ra f 119 —126 S ch rS d in g era) 279 S a c h a ry m stria 40 T e le g ra f bez d ru tu 132 i n ast. R ad io tele g ra fia 133 i n a st. Skorowidz rzeczowy 305 P rzekazyw anie en erg ii elck-j S ia tk a d y frak c y jn a 12—14 T eleg rafia p o dakustyczna 124 try c z n c j na odległość ICO—| S ia tk a (w lam pie e le k tro n o ­ T eleg rafia w ie lo k ro tn a 123 105 w ej) 1G9 T eleg raficzn e p rzek azy w an ie P rze k a źn ik (relais) 121 S ia tk ó w k a (o k o ) 42—43 ob razó w 162 Przem iany pierw iastk ó w 249 S k a la te m p e ra tu r 167 T e m p e ra tu ra bezw zględna P rze rw a isk ro w a 114 S k in e fe k t (e fe k t n a sk ó rk o 168 169 P rzery w acze e le k try c zn e 113 w y) 93 T e m p e ra tu ra n a sycenia 182 P rzesu n ięcie fazy (p rąd u S k ła d o w a poziom a n atężen ia T eo ria em isyjna św iatła 16 przem iennego ) 93 po la m ogn. W 270 R y d b erg a s ta ła 263 265 W ario m e tr 83 T elefo n 127-132 W arto śc i w łasne (rów n. ziemi 78 T eo ria g ra w ita c ji (E in stein a ) Przew odnictw o ciep ln e 191 — S k ra p la n ie gazów 184—187 298 193 S k ra p la n ie p o w ie trz a 186 T eo ria un d u lacyjna 16 P rzew odnictw o ziemi 120 . U gięcie e le k tro n ó w 277 Sublim acja 184 ny 280 281 U ginanie św iatła 10—14 S u b te ln a budow a prążków R ozszczepienie w idm ow e 274 U kład periodyczny p ie rw ia st­ w idm ow ych 268 R ozszerzanie się w szechśw ia­ ków 243 Ś w iatło n a tu ra ln e 34 35 ta 298 U ltra m ik ro sk o p 47 Ś w ia tło sp o lary zo w an e 34 35 R oztw ory 187 — 189 U ran 250 i nast.J S k ręc e n ie płaszczyzny pola T e rm o d y n am ika 172—175 P rzew o d n ik i e le k try c z n e 72 ry zacji 39 T e rm o ele k try c z n o ść 292 P rzew o d y kablow e 102 Śm ierć ciep ln a w szechśw iata T e rm o m etr 168 i n a st. Ś w iecen ie te m p e ra tu ro we270 R en tg en a prom ien ie 14 231—-j S y n c h ro n iz a c ja filmu 162 236 S zereg i przem ian pro m ien io ­ R ów nolegle łączen ie 83 V olty sto s 56 tw ó rczy ch 250 R urka do w yładow ań e le k tr. P rzew o d y w ysokiego n apię 176 T e rm o m etr gazow y 168 cia 102 Soczew ka oczna 41 T erm o m etr lek arsk i 169 P u n k t p o tró jn y 184 Soczew ki 31—33 T erm o m etr w odorow y 169 P u n k ty zasadnicze te rm o m e ­ Soczew ki ro z p ra sza ją ce 33 Term os 192 tru 167 S oczew ki sk u p iające 32 Tęcza 6 P y ro m e tria 170 So len o id 74 T ęczów ka (oko) 41 S p e k tro sk o p ia m asow a 245 Tłum ienie d rg a ń 133 R S pójność (o p ty czn a) 15 T o r (p ie rw ia s te k ) 251 R ad 224 249 Sp ó łczy n n ik w ydajności p ro ­ T o r (tele g ra fic z n y ) 124 R adiofonia 145 — 157 cesu kołow ego 201 T ram w aj e le k try c zn y 86 R adio telefo n ia 140 Sp ó łczy n n ik z ałam an ia św ia­ T ran sfo rm ato r 98 i n a st.

Z asad y term o d y n am ik i 172 W idm a p rążk o w e (liniow e) 111 173 174 189 21—24 26 4 -2 6 9 W zm acniacze niskiej c zę sto ­ Z asięg (prom ieni a ) 251 W idm a ro ta c y jn e 282 ści 143 Z asobniki cieplne(R uthsa)205 W idm a ro ta c y jn o -o sc y lac y j. W zm acniacze w ysokiej czę ­ Z boczenie m ag n ety czn e 77 nc 282 sto ści 143 Z dolność em isyjna 194 W idm a siatk o w e 13 Z ero bezw zględne 168 W idm o sło n eczn e 6 7 Ziem ia (w iek) 252 253 W idm o w odoru 265 266 Z ałam anie św iatła 30 Z iem ie rz a d k ie 273 W idzenie na odległość 163 Z apis dźw ięków friatężeftip'. 306 Zasady fizyki W idm a pasm ow e 232 283 W zm acniacze lam pow e 108—j.Z jaw isko Z cem ana 268 W ielo siatk o w e lam py 149 wy 158 Z orza p o la rn a 270 W ilgotność 183 Z apis dźw ięków poprzeczny Z w ierciadła 28—29 W ilsona m eto d a 228 153 Z w ierciadło w klęsłe 28 29 W oda 171 Z a sad a H u y g en sa 11 Z w yrodnienie gazów 291 W oda c iężk a 248 Z a sad a niepew ności 293 W olt 61 62 Z asad a p rą d u w steczn eg o W o lto m ierz 67 (L inde) 186 Ż aró w k a z w łóknem m e ta ­ W rzen ie 180 Z asad a przyczynow ości 293 ! lowym 88 89 W szechśw iat 2 9 7 -2 9 9 Z asada zach o w an ia energii Ż arząca się k a to d a 106 W zględności te o ria 294 295 172 Ż yła (te le g ra fic z n a) 124 .

fe . 1999 * 2009 -u-.11 $1 05.U2 2013 -« a . IM *«i.1 tl .