You are on page 1of 320

m um

:
itófc :ssa
¡a■««. íj-«í
■ *£-?%£■
H í m I h I A
iiSS ■

4êw
;

- si «r
u.. wr-
im m pifSÄÄ
W00¿M:M¿
p ą p p S B ią B fe B lP
■ j

■O'*;,;.--.-:- ' - ■ , : ..¡ / r p.
P g ffö lra
g p j j g M i i i p f c ifcí- I
■y-, :“ ■
-. ■ ■/'*: :. V -'. ■■" ••■*; ;

p É lsilfiliiliil Ififé
iS liî l t 4„ ' T , -

ÍV -
I
' r

í § ‘ ; -J:*■i-\f ' f -
■ ilÉ S II . Ä ftÄ ^pg^üi
mm ¡Ü Ü
smA’rJíMiaíé#'*
SS:
r " -■'iHSf--àÿJ* /A .
iS Ü ïif . K-yy?:/ j
a"1'- ;>;:i :V:' ; '-V;7'.:^íí.-'-"í'-^-:.V-"v:'v>;-:í.;,-r,¡.-. i - : - . - " : ï ï .
fc-'.v^ ;7 v.0 :;-'r -"A .■':?.-'-,::"v;;:" ;;

v* -t1 , r‘ ' ¡ 's S m ' f® ill m > il - v’

ê'^Wk '': ^ & M :1 Ü 1 . ' ' . ^ ■■' “. A ' ‘" r .'' -;'C " Wjl

im . , . I '
mmmm
■ '( y \ . ‘
• : Í •
, :.;

B I B L I O T E K A W I E D Z Y T O M 18

DR A R T U R H A A S ^ r \ /%
P R O F . FIZYKI UNIW ERSYTETU W1EDEŃSK1EG

ZASADY FIZYKI
Ś W IA T Ł O — E L E K T R Y C Z N O Ś Ć
C I E P Ł O — M A T E R J A

Z 76 I L U S T R A C J A M I

PRZEŁOŻYŁ

DR . SZCZEPAN S Z C Z E N IO W S K I
PR O F. FIZYKI T E O R . UN. J . K A Z . WE LWOWI E

B I B L i
ftłfe fw w e g o Liceurx ^ 'o g itz n e g o
w G L IW IC C '~ i

Nr. V .‘

T R ZA SK A , E V E R T i M I C H A L S K I S. A.
WARSZAWA, KRAKOW SKIE PRZEDM IEŚCIE 13
GMACH HO TELU EUROPEJSKIEGO

TYTUŁ ORYGINAŁU
PH Y SIK FÜR J E D E R M A N N

¿U w

I dlA

•tefT

Si W

DRUKARNIA NARODOWA W KRAKOWIE

wywołany przez odkrycie szeregu nowych. z pominięciem wszelkich wzorów matematycz­ nych. dotyczące otaczającego nas „makroskopowego” świata. fizyka przeżywa dzisiaj okres niezwykle szybkiego rozwoju. wybitny wzrost zainteresowania się ogółu czytającej publiczności ostatniemi zdobyczami nauk przy­ rodniczych. wkraczającej daleko w głąb „mikrosko­ powego” świata niedostrzegalnych dla nas bezpośrednio atomów. a zwłaszcza fizyki i astronomji. omawiając za­ równo zdobycze fizyki dawniejszej. klasycznej. czy to oryginalne. najważniejsze zdobycze i poglądy fizyki. czy też przekłady. uwzględniały prawie wyłącznie ostatnie zdobycze fizyki. któraby w jasny i przystępny sposób przedstawiała całokształt fizyki. zarówno . Od kilku już lat można zauważyć we wszystkich krajach. Lukę tę stara się wypełnić książka niniejsza. potrafił w swych „Zasadach Fizyki” omówić w sposób przystępny. PRZEDM O W A TŁUMACZA. autor zarówno uniwersyteckich podręczników fizyki. j a k i przekładów autorów zagranicznych. Świadczy o tem wymownie wzmożona poczytność szeregu popularnych książek z tych dziedzin. Profesor Haas. jakie ukazały się dotychczas w języku polskim. Poczytność*-fa' stoi bezwątpienia w ścisłym związku z fak­ tem. napisana przez Artura Haasa. jak i sukcesy fizyki dzisiejszej. jak i szeregu książek popularnych. profesora fizyki Uniwersytetu Wie­ deńskiego. bardzo doniosłych faktów oraz powstanie nowych teoryj. zarówno napisanych przez auto­ rów polskich. Brak było dotąd książki. Jednakże książki popularne. otwie­ rających zupełnie nowe horyzonty przed fizyką.

dotyczące stosunków polskich. S zczen iow ski. oraz P. N a szczególne podkreślenie zasługuje stale zwracanie przezeń w możliwie najszerszym zakresie uwagi na zastosowania techniczne fizyki. jak i atomowej. W związku z tem pragnę tu podziękować P . S. Prof. I. . za stałą pomoc i współpracę. inż. Kalinowskiemu. dotyczących magnetyzmu ziemskiego. do­ tyczących radjotechniki i radjofonji. p. S. Bobrównie. E. za łaskawe udzielenie mi danych. Wasiutyńskiej za pomoc w zakresie polskiej terminologji telekomunikacyjnej. Dziękuję również P.klasycznej. Dr. bez której tłu­ maczenie książki niniejszej nie doszłoby wogóle do skutku. I. Kierownikowi Obserwatorjum Magnetycznego w Świdrze. Wreszcie szczególnie gorąco pragnę podziękować P. takie jak radjo. fotograf ja. Rzymowskiemu za przejrzenie rozdziałów. Tłumacząc książkę Haasa uwzględniałem w miarę możno­ ści wszelkie dane. kinematograf ja i t.

....................... Polaryzacja ś w i a t ł a ..................... 57 19.. 61 20...................... .... ................................ 91 ..... Generatory prądu stałego i e le k tro m o to ry .................................... Oświetlenie elek try czn e................................. ........................................................................ 19 8.................................. 48 Część druga ELEKTRYCZNOŚĆ 17...... 44 16... 14 6...... 10 5......... ....... 84 26.......................... Teoria undulacyjna i teoria emisyjna......... N apięcie elek tryczn e............................................................................. D woisty charakter e le k t r y c z n o ś c i................................................. Widma p r ą ż k o w e ........................ Elektromagnetyzm i pojęcie natężenia prądu .......... 16 7............................... SPIS RZECZY Str......... ........... ......................... O k o ........................................ ............... 3 3............. ......... Pole e le k t r y c z n e ........................................ V Część pierwsza ŚWIATŁO 1.......... Soczew ki................................ Długości fal św ietln y ch ................ 53 18.... 80 25........ 67 22. 87 27.................................................. Prędkość ś w i a t ł a ...................... Zjawisko D o p p l e r a ..................... Mikroskop i l u n e t a .................................. 6 4....................................... ............................ Odbicie i załamanie ś w i a t ł a .............................. 34 13....... Pole m agn etyczn e...... 70 23........... 73 24.................................................................................. Przedmowa t ł u m a c z a .......................................... Interferencja ś w ia t ła ..................................................................... Uginanie ś w i a t ł a .. 28 11......... 63 21.... ..... 31 12....................................................................... . 24 10............ Opór e le k tr y c z n y ...... 40 15.......... Prąd p r z e m ie n n y .................... Załamanie p o d w ó jn e . Fotografia i k in e m a to g r a fia ..................................... K ondensator.................................................. 21 9... Prądy in d u k cy jn e.... 1 2.. B a r w y ........................................................ 37 14.......... Energia kwantów ś w ie tln y c h .................................................................................................................................................................................

.............................. .................................................................................... Temperatura i ilość ciep ła................. 116 34............................ ...................................... Jądro atom ow e.... Turbina parowa.................................194 51.. Śmierć cieplna świata i Boltzmannowskie prawo en­ tropii ...........................157 40...................... Przewodnictwo c ie p l n e ................... T elefon.......... Twierdzenie N e r n sta ........................................................................ 212 56....176 45........................................................................................................ ... 97 29.......................... ............................................................................... Entropia i n ie o d w r a c a ln o ść ... P r o sto w n ik i.......................184 47..... ...........................................228 61................... 171 43. Promieniowanie c ie p ln e ............ 189 49......................... 105 31............................................ 127 36........................................ 111 33....................................... Motory sp alin ow e......................................219 58.215 57................................................... 141 38................................ Promienie k a to d o w e .............. Zmiany stanu skupienia........ Wzmacniacze la m p o w e .... 28......... Atomistyczna budowa m a t e r i i ................ R o ztw o ry ........................ 132 37.. 173 44............... R a d io f o n ia ................................................................................................................... Film d ź w ię k o w y ....................................... 220 59...........................................119 .................... ............ W ysyłanie fal elek tr y c zn y c h ................................................. Atomistyczna budowa e le k tr y c z n o śc i............... Maszyna p a r o w a ......... ................... Promienie R ó n tg e n a .............................. 100 30........................................... T ran sform ator........ Odbiór fal e le k tr y c z n y c h ................... Telegraf ..................187 48.......................................................................... Skraplanie g a z ó w ........... 108 32... Zasady fizyki Str........ Promienie a l f a ....................198 52........... Równoważność ciepła i pracy.................................................. Maszyny c h ło d z ą c e ....................................................................... 225 60................... 167 42..35........................................................... 203 53....... ............ 162 Część trzecia CIEPŁO 41.. 178 46......209 Część czwarta MATERIA 55.... Przekazywanie obrazów i widzenie na odległość ........................206 54........................................................... Elektromagnetyczna istota ś w ia t ła .. Przekazywanie energii elektrycznej na odległość ..... 231 ....... Bezwzględne ciężary a to m ó w ................ 145 39.......... Drgania e le k tr y c z n e .............. 191 50...........................................

........ Poziom y energetyczne atomów ............................................................... 276 71........... 280 72........ 62............ ■ ................................. Kinetyczna teoria m a te r ii.............. Spis rzeczy Str............................248 65........................................................................... Masa i en erg ia .........................................................................290 74. 285 73..................................................... Fale m a te r ii.......................................................................................................................................... M e ta le ...................................... 264 69...................292 75.... 307 ............................................................................................................. ....................................261 68........... 241 64........................................... Neutron i dodatni e l e k t r o n ......... W szechśw iat........................ Rozbijanie a t o m ó w .............. 302 Spis rz e c z y ........................... 300 Skorowidz rzeczowy............294 76................. 271 70........ Widma rentgenowskie .......... Budowa a to m u ................ Nieoznaczoność świata atom ow ego.......................... Teoria kwantowa w id m .................................. ............................. 297 Skorowidz n a z w is k ........................................ 254 66................. P ro m ien io tw ó rczo ść.... Cząsteczki........................................ Układ periodyczny p ie r w ia s t k ó w ................................257 67........................ 236 63.................. ....................

.

że udało się wyznaczyć ta k olbrzymią prędkość. Spostrzegł on. Pierwszym z badaczy. w ystaw y wszechświatowej w Chicago. z ja k ą promień świetlny przebiega przestrzeń. oraz prędkość. p o ­ rów naj rod ział 39. żyjący w X V II s tu ­ leciu. Zasady fizyki.1 wysłany przed 40 laty przez gwiazdę A rktura. w ciągu którego promień światła z A rktura był w drodze. w zależ­ ności od tego. czy odległość Jowisza od ziemi rośnie. Przyczynę ty ch anomalii rozpoznał on w tym . Ze znanych (na podstaw ie danych astronomicznych) odległości i z obserwowanych pozornych opóźnień chwil 1 P rom ień św ie tln y g w ia z d y p a d ł na k o m ó rk ę św ia tło c z u łą . jest zaiste zdumiewająca. Fizyka współczesna zdołała bowiem ta k dokładnie określić prędkość światła. k tó ry zdołał obliczyć prędkość światła. to dokład­ ność. czy też maleje. z ja k ą tego dokonano. że w pierwszym w y p a d k u światło księżyców Jowisza przebywa drogę do ziemi w czasie dłuższym. trzeba znać dwie wielkości: odległość A rk tu ra od ziemi. ja k a odegrała się w czasie otwierania na wiosnę 1933 r. wywarła głębokie wrażenie n a widzach. gdy promień świetlny. był duński astronom R o m e r .C Z Ę S C P I E R W S Z A Ś w i a t ł o i P R Ę D K O Ś Ć ŚW IA TŁA Scena. O ile godne już jest podziwu. iż zaćmienia księżyców p lanety Jowisza ulegają pozornemu opóźnieniu lub przyśpieszeniu. zapalił za pośrednictw em odpowiednich urządzeń morze świateł na wystawie. że możliwy błąd niewiele może przewyż­ szać milionową część znalezionej wartości. Aby określić czas. aniżeli w w ypadku dru ­ gim. k tóra została ustalona dzięki niezwykle subtelnym pom iarom astronom icznym . 1 .

p ry z m a t szklany o ścianach doskonale odbijających. Najdokładniejsze. Na wysokiej górze. po odbiciu się od niego. czynionych na ziemi. równej długości obwodu ziemi na równiku.1 Skutkiem tego w czasie pom iarów Michelsona obserwa­ tor mógł jedynie w tedy stale widzieć źródło światła (przy czym światło biegło drogą okrężną. odbijając się od zwier­ ciadła).2 Z asad y fizy k i zaćmień zdołał Rom er już w 1676 r. umieszczonego na wysokiej górze. Poczynając od połowy X I X stulecia. w ykonyw ając między każdymi dwoma następującym i po sobie położeniami 1/8 cał­ kowitego obrotu. umieszczono stosowne zwierciadło. po czym. gdy w czasie. udało się fizykom wyznaczyć prędkość światła również i p rzy pom ocy pom ia­ rów. u zy sk a n ej przez M ich elson a. światło zużywa zatem zaledwie siódmą część sekundy. ja k dotąd. idealnie sym etryczny. w k tó ry m światło przebiegało tam i z powrotem przestrzeń. n a d e r dokładnie określić prędkość świalła.000 kilometrów. że n a leża ło z a sto so w a ć m n ó stw o n a jr o z m a itsz y c h d o d a tk o w y c h p o m y słó w d o św ia d c z a ln y ch . Znalazł on mianowicie. Obmyślane w ty m celu m etody dawały coraz doskonalsze wyniki dzięki stosowaniu coraz to nowych pomysłów eksperym entalnych. które p ry z m a t ten zajmował kolejno w m iarę obrotu. trafić z powrotem na jedną ze ścian pry zm a tu tak . mógł następnie dobiec do odległego zwierciadła. p ry z m a t wykonyw ał 1/8 1 P od a n o tu ta j n a tu ra ln ie ty lk o za sa d ę p om iaru M ich elson a. pom iary zostały dokonane w czasie od 1921 do 1926 r. Dzięki symetrii p r y ­ zm atu istniało osiem wyróżnionych położeń. . . a ż e b y u m o żliw ić o sią g ­ n ięcie d ok ła d n o ści.Jasne jest. W pom iarach Michelsona główną rolę odgrywał ośmio­ k ątny. że promień. by ulec odbiciu do oka obserw atora. że światło przebiega w ciągu jednej sekundy około'300. P ry z m a t ten mógł w ykonyw ać bardzo szybkie obroty dookoła swej pionowej osi symetrii. Położenia te były tego rodzaju. padający z odpowiedniego źródła światła na wirujący p r y ­ zm at. Na prze­ bycie odległości. w odległości około 35 km od p ry zm a tu . przez amerykańskiego fizyka M i c h e l s o n a . dzielącą p ry z m a t od zwierciadła.

stanowi górną granicę prędkości. Prędkość światła w ystępuje mianowicie również w najw aż­ niejszych wzorach nauki o elektryczności. 3 W ed łu g te o r ii w z g lę d n o śc i en erg ia rów n a się m a sie. Na podstawie wielu setek o b se rw ac ji1 zna­ lazł Michelson za pom ocą tej m etody. sztucznie oświetlonym za pomocą lam py. czyli w artość rzeczywista leży między 299. . D łu g o śc i fal św ie tln y c h 3 pełnego obrotu. o wiele przekraczającą dziedzinę optyki. jako najważniejsza spośród stałych. jakie mogą uzyskać cząsteczki m a te ­ rialne i wiąże wreszcie ze sobą dwa najbardziej podstawowe pojęcia fizyki — a mianowicie uznane dzisiaj za równo­ rzędne sobie pojęcia m asy i energii. że przypuszczenie to nie zawsze jest słuszne. zapala drugą lampę. 2 P a trz ro zd zia ły 28 i 58. ja k w ykażem y dokładniej w dal­ szych rozdziałach 2 tej książki. II DŁUGOŚCI F A L Ś W IE T L N Y C H Ktokolwiek w pokoju. W ykryły one fakt. p orów n aj ro zd zia ł 7 5 . W codziennym życiu w y­ daje się nam zrozumiałe samo przez się. spodziewając się po­ lepszyć w te n sposób oświetlenie. P ro m ie ń św ia tła p rzeb ie­ gał d rogę ta m i z p ow rotem w cią g u jed n ej 4 2 4 0 -te j c zęści sek u n d y . k tó ry zapewne początkowo mógł się w ydaw ać bardzo nieo­ 1 P r y z m a t w y k o n y w a ł 5 3 0 o b ro tó w na sek u n d ę.796 kilom etrów na sekundę. W fizyce współczesnej. p o m n o ż o ­ nej p rzez k w a d ra t p ręd k o ści św ia tła .792 i 299. prędkość światła odgrywa podstaw ow ą rolę. że prędkość światła wynosi 299. ilo ść ob ro tó w m ierzo n o za p o m o cą w id e łe k str o jo w y c h . w ystępujących w tej nauce.800 km/sek. czyni to. Możliwy błąd nie wynosi p rzy ty m więcej ponad 4 kilom etry na sekundę. Jednakże dokładniejsze obserwacje fizyczne w ykazały.3 Prędkość światła króluje dzisiaj we wszystkich działacli fizyki. że wspólne działanie dwóch źródeł światła przewyższa działanie jednego i że dodanie św iatła do światła wywołuje wzmożenie jasności.

W takich miejscach zachodzi. będziemy oglą­ dać miejsce zetknięcia się soczewki ze szkłem przez m ikro­ skop. pow stających na powierzchni jeziora. były t a k zwane pier­ ścienie Newlona. Posługując się tym i w yobrażeniami. któ ry miał się stać podstaw ą dalszego rozwoju nauki o świetle: że mianowicie wzdłuż promienia świetlnego. Fizycy X V II i X V I I I stulecia rozwinęli dalej te w y o b ra ­ żenia i przyrównali przebieg rozchodzenia się światła do znanego dobrze każdem u rozchodzenia się fal. Ten stały odstęp nazyw am y długością fali promienia świetlnego — jest to określenie. interferencja promieni odbitych od płytki szklanej z promieniami. gdy rzucim y do niego kamień. jak to zostało zrozumiane przez Younga. odbitym i od szklanej soczewki. co pewien okre­ ślony odstęp. Gdy położymy soczewkę o niedużej krzywi- źnie (np. gdzie grzbiet fali jednego promienia spotka się z doliną drugiego. żółtej. w y k ry ty m przez fi­ zyków już w drugiej p o i. W takich falach w odnych zmieniają się kolejno grzbiety fal z ich dolinami. J u ż N e w t o n wyciągnął z tego zjawiska wniosek. ujrzym y wówczas dokoła tego miejsca szereg na prze­ m ian ciemnych i jasnych pierścieni współśrodkowych (rys. W w ypadku pierścieni Newtona następuje. np. Y o u n g zdołał w po­ czątkach X I X stulecia nie tylko w ytłum aczyć powstawanie pierścieni Newtona. szkło od okularów) na płytce szklanej i.4 Z asad y fizy k i czekiwany: że mianowicie w pewnych w y padkach dodanie światła do światła w ytw arza miejscami ciemność.l). oświetlając ją promieniami określonej barw y. . Opierał się on na przeświadczeniu. Pierwszym zjawiskiem tego rodzaju. lecz naw et obliczyć rzeczywistą długość fal świetlnych. według poglądu Younga. czyli t a k zwana interfe­ rencja. znane dziś każdem u dzięki radiotechnice.X V II stulecia. że przy współdziałaniu dwóch promieni świetlnych musi powstać ciemność wszędzie tam . wzajemne wygasza­ nie się działań obydwóch promieni. podobną zmianę grzbietów i dolin p rzy jm u ją fizycy i w fałach świetlnych. decydujące o zachowaniu się optycznym promienia. pow tarzają się regularnie pewne własności.

jakie w ytw arza np. 1. przeliczone na c entym etry. ab y zatem znaleźć np. Z pojęciem długości fali Rys. k tóra wskazuje. W yznaczona m e­ todą Y ounga długość fali światła żółtego. Pierścienic Newtona. fala świetlna przebiega 300. należy podzielić 300. Długość ta okazuje się różna dla róż­ nych barw. ja k ce n ty m etr do długości 200 m etrów.000 km. Częstością drgań nazwiemy liczbę. niż w świetle czerwonym. Jeżeli wew nątrz obszaru. przez długość fali. wyrażoną również w ce n ty m etrac h . sól kuchenna w palniku gazowym . gdyż — ja k wskazuje doświadczenie — w świetle niebieskim pierścienie pojaw iają się w mniejszych odstępach pomiędzy sobą. ilekroć w ciągu sekundy powstaje w ty m sam ym miejscu grzbiet fali. J a k już wyżej powiedziano. przebieganego przez fale. będziemy obserwować pewne określone miejsce. A więc w ciągu jednej sekundy fala posuwa się naprzód o liczbę długości fal. to zauw ażym y.000 km na sekundę. częstość drgań światła żółtego. Długość fali świa­ tła żółtego znajduje się więc w takim mniej więcej stosunku do c e ntym etra. W ciągu okresu czasu. wiąże się bezpośrednio pojęcie częstości drgań. przy czym przez tę jednostkę (na­ zwaną ta k na cześć pewnego fizyka szwedzkiego) rozum ie­ m y jed n ą stomilionową część c e ntym etra. D ługości fal św ietlnych 5 Zrozumienie tych zjawisk pozwoliło Youngowi obliczyć długość fal świetlnych. rów ną częstości drgań. podczas którego odbyło się jedno pełne drganie w pew nym określonym miejscu. fala przesuwa się naprzód dokładnie o jed n ą długość fali.1 Z najdujem y 1 M usim y p o d zielić 3 0 m ilia rd ó w p rzez 59 m ilio n o w y c h . że grzbiety i doliny fal n a stępują po sobie w pewnej kolejności czasowej. . wynosi 5900 jed ­ nostek A n g ś t r ó m a .

Gdy w praw im y tarczę w szybki ruch obrotowy. które zwiemy białym. W ten sposób zostało dowiedzione. przepuszczonych przez w ąską szczelinę. i podchw ytując na białym ekranie promienie. Tę sam ą kolejność barw. Równie łatwo możemy się o ty m przekonać. Okazuje się przy tym . że światło. k tó ra dalej poprzez zieleń i błękit przechodzi nareszcie w fiolet. rzucając na tró jk ą tn y szklany p ry z m a t wiązkę promieni świetlnych. Z bogatej różnorodności otaczających czło­ wieka barw w ystępują w ty m wspaniałym .6 Z a sa d y fizy k i stąd. zro­ bimy w ekranie m ały otworek i przepuszczony przezeń promień określonej barw y rzucimy na drugi p ry zm a t. że światlcTżółte w ykonyw a w ciągu sekundy olbrzym ią ilość drgań. któ ry m n a d a je m y w ym iary. złożoną z promieni o rozm aitych barwach tęczy. najwięcej zaś fiołkowe. ta k zwane widm o. że p ry zm a t odchyla najmniej promienie czerwone. rys. Po czerwieni następuje barwa pom arańczow a. Jeżeli jednak. znajduje się on w takim mniej więcej stosunku do sekundy. to nie wywołam y już żadnej więcej zm iany barw y (p. 2). III BARWY Podania i poezje wszystkich ludów świadczą o głębokim wrażeniu. Czas trw ania jednego takiego drgania jest zatem nie do pojęcia krótki. wybrane i uszeregowane w cudownej prawidłowości. odpowiadające rozciągłości głównych barw w widmie. 2). m ożna rów­ nież otrzym ać. pomalowawszy . stanowi rozkładalną na części mieszaninę. ja k sekunda do 30 milionów lat. jak to pokazał N e w t o n . dzieląc okrągłą tarczę na wycinki. jakie wywiera na uczucie i w yobraźnię człowieka zjawisko tęczy. wynoszącą około 500 bilionów. za nią żółta. przez n a tu rę stworzonym widowisku barw y najczystsze i najpiękniejsze. od­ chylone przez p ry zm a t (rys. k tórych już dalej nie możemy rozłożyć.

1 Odkrycie Y ounga.2 Rozróżnianie poszczególnych barw widmowych jest n a ­ turalnie w dużej mierze dowolne. 3. opisane w poprzednim rozdziale. . po­ zwala zastąpić jakościowe i subiektyw ne pojęcie barw y ilo­ ściowym i obiektyw nym poj ęciem długości fali. cz y li w zn aczen iu d w u n a stej p o tę g i d ziesięciu (1012). że czer­ wonej granicy widm a odpowiada długość fali około 8000. Okazało się. gdzie kończy się zieleń. a fioł­ kowej około4000 jednostek Ang- stro m a i że w m iarę przecho­ dzenia od czerwieni do fioletu wkolejności barw tęczowych dłu­ Rys. Trudno jest ustalić miejsce Rys. 2 U ż y w a m y w y ra zu b ilio n w zn a czen iu m ilion m ilio n ó w . N icrozkładalność barw widmo- gość fali maleje. a rozpoczyna błękit. 2. zwiększa się odpowiednio od 400 bilionów dla czerwieni do około 800 bilionów dla fioletu. Prążki Fraunhofcra. B arw y 7 uprzednio wycinki odpowiednimi barwami. że widmo słoneczne 1 N ie m o żn a u n ik n ą ć sza reg o o d cien ia . wydaje się ona nam prawie białą. Częstość drgań wycji (schematycznie). g d y ż u ż y w a n e z w y k le fa rb y m a la rsk ie n ie są c z y s ty m i b a rw a m i w id m o w y m i. faktu. Jednakże do­ k ładna orientacja w widmie stała się możliwa po wykryciu przez F r a u n h o f e r a w 1801 r.

iż działanie cieplne promieni słonecznych sięga daleko poza kraniec czerwony. które każdy sam może wykonać. rys. a naw et najkrótsze fale radiowe m ają jeszcze długość kilku centym etrów. Jednakże znajdujące się poza tym i granicam i prom ie­ nie. Proste doświadczenie.1 pozo­ s tają dla nas niewidzialne i możem y je dostrzec tylko na drodze pośredniej. 2 Por. W iadomo. Te dwie barw y wyznaczają jedynie granice zdolności dostrzegania naszego oka. 3). 32. Najsilniejsze z ty ch ta k zw anych prążków Fraunhofera zostały oznaczone w kolejności od czerwieni do fioletu przez duże łacińskie litery od A do Ii (por. rozdz. i roz­ ciąga się daleko poza fiołkowy koniec. Czerwień i fiolet stanowią bez w ątpienia granice widma. otrzym ane za pomocą czysto elektrycznych przyrzą­ dów (fale te miały wkrótce odegrać nader w ażną rolę jako fale radiowe). lecz jednak tylko w znaczeniu s ubiektyw nym . które zwane są nadfioletowymi i podczerwonymi. iż długości fal większości stacji nadawczych wynoszą setki m etrów. niż w obrębie widma widzialnego. Czułość błony fotograficznej nie kończy się bynajm niej przy 4000 i 8000 jednostek Angstro- ma. przekonywa nas o istnieniu tych niewidzialnych barw. nie są niczym innym . Fizykom udało się w ykryć promieniowanie podczerwone i nadfiołkowe już około 1800 r. H e r t z 2 wykrył. Spró­ bujm y umieszczać zwykły fotograficzny papier kopiowy w rozm aitych miejscach widm a. .8 Z asad y fizy k i jest poprzecinane licznymi czarnymi prążkam i o dokładnie stałym położeniu. ja k tylko falami świetl­ nymi o niezwykle dużej długości. lecz poza fiołkowym krańcem widma jest jeszcze silniejsze. W 1888 r. przewyższają zatem długość fali światła widzialnego dokładnie sto tysięcy razy. że fale. okaże się wówczas. 1 Z am iast w yra zu p o d czerw o n e u ży w a się cza sa m i w yrazu in fraczerw on e. nie obiektyw ­ nym. Poza ty m możemy przekonać się za pomocą term om etru. że działanie zaczerniające światła zwiększa się w kierunku od czerwieni do fioletu.

. badania doświad­ czalne przeniknęły z obydwóch stron: ta k od stro n y optycz­ nej. Podobnie. tylko o niesłychanie malej długości fali. jednakże współczesna fizyka doświad­ czalna potrafiła wypełnić przepaść tę całkowicie. Jednakże. przez badanie promieniowania podczerwonego. gdy poprzednio wymierzono już promienie podczerwone o długości jednej trzeciej milimetra. 61. krok po kroku. że w muzyce ton o podwójnej ilości drgań na sekundę nazyw am y o oktaw ę wyższym. 1 Por. jest widzialna dla oka. J u ż okołor. przez otrzym yw anie coraz to krótszych fal p rzy pomocy w yładow ań elektrycznych. ja k i od strony elektrycznej. przy czym przezwyciężono szereg trudności przez zastosowanie genialnych pomysłów doświadczalnych. że są również świa­ tłem. Ale z piętn a stu oktaw optycznych jed n a tylko jedyna. T ak wąskie są granice poznawalno- ści naw et dla najdoskonalszego organu zmysłów ludzkich. m ówimy czasami. oczywiście rozumianego w szerszym znaczeniu tego w yrazu. że widmo widzialne obejm uje jedną oktaw ę. niż czerwieni. B arw y 9 Ponieważ fioletowi odpowiada dwa razy większa ilość drgań. ta k tó ra zawiera w sobie barw y tęczy od czerwieni do fioletu. pochodzi to stąd. gdy m uzyka tylko siedem. zba­ danie dziedziny promieni nadfiołkowych zostało dokonane stopniowo.1 Jeżeli zaliczymy promienie podczerwone i nadfiołkowe do światła. rozdz. co do któ ry c h przekonano się. W ty m znaczeniu najkrótsze fale radiowe leżą około siedem nastu o k taw niżej od widzialnej czerwieni.1920 udało się w ytw orzyć fale elektryczne o długości zaledwie jednej dziesiątej m ilim etra. Do ob­ szaru bowiem długości fal. T ak olbrzym ia przepaść dzieli dwa zjawiska identyczne co do swej istoty. ja k w dziedzinie promieni podczerwonych. fizycy opanowali około sześciu ok taw w przedłużeniu widzialnego fioletu i w ten sposób nawiązali od strony optycznej łączność z dziedziną prom ieni Rónlgena. to n a w e t bez fal radiowych i bez promieni R ónt- gena o p ty k a obejm uje piętnaście oktaw . wynoszących od kilku dziesią­ tych m ilim etra do jednego m ilim etra.

przechodząc obok tych krawędzi. działanie świa­ tła powinno dać się od­ czuć i w bezpośrednim otoczeniu prostolinij­ nych torów promieni. a więc ulega ugięciu. już około 1660 r. że światło rozchodzi się po liniach prostych. obserwującego n a ­ turę. według nowo­ czesnych zdjęć fotograficznych. 5 i 6 wyobrażają. 4. Zjawiska uginania światła na wąskiej prze. Grimaldi zauważył wówczas. Jednakże. IV U G IN A N IE ŚW IA TŁA Do pierwszych spostrzeżeń człowieka. pomimo to. że. p rzy czym na brzegach cieniów powstaje szereg na przem ian ciemnych i jasnych prążków. że światło. s k u t­ kiem falowej n a tu r y światła. m usim y oczekiwać. należy stwierdzenie. Rys. Nie m ożna za­ tem dostrzec niczego poza nieprzezroczystą przeszkodą. 4.ciemnego pokoju i U - stawiał na drodze bie­ gnącej z otworka smugi świetlnej przedm ioty o ostrych krawędziach. Istotnie. G r i m a 1di od­ krył zjawisko ugina­ nia się światła. przykłady takich zjawisk . odchyla się od kie­ runku prostolinijnego. W p u ­ szczał on światło przez m ały otworek do Rys. a skutkiem tego oświetlone ciała nieprzezroczyste rzu­ cają ostro ograniczone cienie.

6. U ginanie światła na szczelinie prostokątnej szerokości 7* nam. 5. Im węższy jest przedm iot uginający. udało się to po raz pierwszy około 1820 r. że k a ż d y p u n k t na powierzchni fali staje się samo- Rys. dzielnym źródłem nowych fal. Zasad­ niczo Wyjaśnienie Fresneltl Rys. To wyjaśnienie tłum aczy również. opierało się na dwóch pod­ staw ach: na wypow iedzianym już przez H u y g e n s a . zwłaszcza w świetle jednorodnym . k tó ry pierwszy był twórcą ścisłej teorii światła. ty m wyraźniej jest widoczne ugięcie. dlaczego w ugiętym . U ginanie światła na otw orku kolistym. ta k zwanych fal cząstkowych. F r e s n e l o wi. W ytłum aczenie zjawisk ugięciazapomocąpojęcia fal świetlnych nie było łatwe. oraz na założeniu. po­ glądzie. U g in a n ie św ia tła 11 ugięcia. że te fale cząstkowe skutkiem interferen­ cji wzm acniają się i osłabiają wzajemnie.

Odpowiednio odróżniamy więc k ą ty ugięcia pierwszego. Gdy światło jest jednobarwne. — szczeliny. 7 literą cp. drugi jasn y prążek pod k ą te m ugięcia. DE. Najczęściej używa się siatek. „różnicę dróg“ obydwóch promieni. w k tórych falc czerwone najsilniej wzm acniają się. wzajemnie. BC. szczelinę. dla którego AA’ jest równe dokładnie dwom długościom fali itd. cieniutkich rys. pa d a ją c y ch ukośnie na siatkę. A ’jest podstaw ą prostopadłej. znajdujących się w jednakow ych odległo­ ściach od siebie. j a k w ynika z teorii inter­ ferencji. o trzym ujem y pierwszy jasny p rą ­ żek pod k ątem ugięcia. oznaczony na rys. składających się z równoległych. Tc miejsca bowiem. Siatką dyfrakcy jną nazyw am y szereg wąskich szczelin równoległych. 7. spuszczonej z p u n k tu C na kierunek promienia. przechodzącego przez A. który tworzą promienie z prostopadłą do siatki. Najlepsze siatki optyczne liczą ok. Od­ stęp pomiędzy dwiema sąsiednimi rysami tworzy. nakreślonych n a po­ wierzchni płytki szklanej lub metalowego zwierciadła. gdy ich grzbiety falowe spo­ ty k a ją się ze sobą. FG itd. w yobrażają rysy. wychodzące z A i C. do czego najlepiej jest posługiwać się sialką dyfrakcyjną. n a to ­ m iast AB. dla którego A A ’ równa się jednej długości fali. w zm acniają się. jej wartości. K ąt. gdzie należy oczekiwać największej jasności dla światła zielonego lub niebieskiego. drugiego.12 Z asad y fizy k i świetle białym w ystępują barw ne pasm a zam iast jasnych i ciemnych prążków. Dwa promienie wzm acniają się bowiem w tedy. gdy odcinek A A ’ równa się długości fali lub też podwójnej. 2000 szczelin na długo­ ści jednego milimetra. Promienie. nie mogą na ogół pokrywać się z tym i miejscami. Na rysunku prze d sta ­ wiono wiązkę promieni świetlnych. Działanie siatki tego rodzaju jest przedstawione schem a­ tycznie na rys. a to zachodzi wówczas. w tedy. Skutkiem tego można za pom ocą ugięcia otrzym yw ać widm a. . gdy odległość A A ’. przedstaw iająca tzw. nosi nazwę k ą ta ugięcia. równa się całkowitej długości fali lub jej wielokrotności. CD. potrójnej itd. trzeciego rzędu itd. E F itd.

każdej barwie odpo­ wiada inny k ą t ugięcia. W ten sposób pow stają piękne widm a siallwwe. 7. w yznaczyć długość fali. jeżeli wiemy. ile rys p rzypada na długość jednego centym e­ tra. Gdy na siatkę pada światło białe. Za pomocą odpowiednio zbudow anych siatek można 1 W y k o n a n ie po raz p ierw szy n ie z w y k le d o k ła d n y c h sia te k (tz w .). w k tórych barw y następują po sobie w porządku swych długości fal. zbliżające się coraz bardziej do białej. widmo drugiego rzędu jest jeszcze całkowicie oddzielone od widma rzędu pierwszego. po jego ugięciu prążki rozm ai­ tych barw u k ład a ją się obok Siebie. O ile chodzi o barw y widzialne. dzięki czemu po­ w stają najrozm aitsze barw y mieszane. długość fali można mierzyć za po­ mocą siatki dyfrakcyj­ nej z dokładnością do jednej milionowej. . przy ty m czerwień jest odchylona silniej niż fiolet. U gin an ie św iatła 13 Mierząc k ą t ugięcia. znając szerokość szcze­ liny. N atom iast niebieskofiołkowa część widma trzeciego rzędu nakryw a już czerwoni) część w idm a drugiego rzędu. może osiągnąć nadzw yczajną precyzyjność. Ponieważ wykonanie siatki. Siatka dyfrakcyjna. sia te k w k lę sły c h ) b y ło za słu g a a m ery k a ń sk ie g o fizy k a R o w - l a n d a (ok oło 1880 r. przy k tó ry m m usim y zwa­ żać na zupełną równość 1 odstępów między rysami. a w wyższych rzędach widma n a k ła d a ją się na siebie coraz bardziej. Zastosowanie siatki do wyznaczania długości fali nie ogranicza się oczywiście tylko do obszaru promieni widzial­ nych. szerokość szczeliny je s t znana. pomiary zaś kątów mogą być poczynione w sposób bardzo do­ kładny. m ożna zatem. gdyż R ys.

10. ty m mniejsza musi być również szerokość szcze­ lin. Rów­ nież i w obszarze promieni nadfiołkowych siatki d y fra k ­ cyjne oddały największe usługi. rozdz. Zastosowanie ich w dziedzi­ nie najkrótszych fal nadfiołkowych nastręczało dużo t r u d ­ ności. W idać to stąd.14 Z asad y fizy k i było rozciągnąć m etody b a d a ń widmowych daleko w głąb podczerwieni.2 Powierzchnie o subtelnej budowie warstwowej w ykazują wspaniałe zjawiska barwne w świetle o d bitym . am erykańskiem u fi­ zykowi. przy czym do promieni podczerwonych o bar­ dzo dużej długości fali zastosowano siatki z drutów . 61. 2 Por. Piękne zjawiska ugięcia o trz y m am y również. V I N T E R F E R E N C J A ŚW IA TŁA Założenie istnienia interferencji fal świetlnych pozwoliło nam wyjaśnić w sposób prosty powstawanie pierścieni New­ 1 W y z y sk a n o tu ta j z ja w isk o c a łk o w ite g o o d b icia . Do atm osferycznych zjawisk ugięcia należy znane zjawisko lisiej czapki dokoła księżyca lub słońca — powstaje ono. gdy odciśniemy powierzchnię perłowej macicy na czarnym laku i od tego odcisku będziemy odbijać światło. por. używanych do badania światła widzialnego. patrząc przez tkaninę parasola (która stanowi pewien rodzaj płaskiej siatki) na latarnię uliczną. W zjawisku tym chodzi tylko o pewne zależności geometryczne. Dzięki bardzo oryginalnem u pomysłowi doświad­ czalnemu udało się jednakże w 1925 r. kiedy długość fali jest znacznie mniejsza od szerokości szczeliny. Arturowi C o m p t o n o w i . że tę sam ą grę barw otrzym am y. . gdyż widma ugięcia nie mogą być otrzym ane zwykłą m e­ todą. rozd z. Im mniejszy jest mianowicie rząd wielkości mierzonej długości fali. które przez dłuższy czas w ydaw ały się nie do pokona­ nia. na tym oparta jest piękna gra barw perłowej macicy. 1 wymierzyć za pomocą siatek. gdy niebo pokryte jest lekkimi chm urkam i. około dziesięciu tysięcyrazy mniejsze długości fal rentgenowskich.

8). odległość między nimi jest największa dla światła czerwonego. . m ogłyby bezpośrednio interferować ze sobą. rzuca promienie na dwa zwierciadła. a mianowicie obrazówr w zwierciadłach. że wszystkie poprzednie pró­ by. prążki są więcej lub mniej rozsunięte. ukaże się na nim wów­ czas szereg prążków na przem ian jasnych sndiwśkfeioTofwfadi i ciemnych. Zależnie od barw y użytego światła. w któ ry c h zastosowano dwa niezależne od siebie źródła światła. że jedynie wówczas. że mogą powstać zjawnska interferencyjne. które z kolei możem y uważać za dwa sąsiednie źródła światła (rys. dlaczego Fresnel użył do swego doświadczenia nie n a turalnych. Doświadczenie wykazało. nachylone pod bardzo m ałym kątem . biegnących od obydw u obrazów. istnieje pomiędzy nimi t a k daleko posunięta zgodność. gdy 1 T ę z g o d n o ść n a z y w a m y sp ó jn o ścią . Są one ta k ułożone. że fizycy dążyli do bezpośredniego stwierdzenia n a tu r y falowej światła za pom ocą doświadczenia. Zrozumiałe więc jest. przyjm ując. Po długich i bezowocnych wysiłkach rozmaitych badaczów stwierdzenie doświadczalne takiego zjawiska po­ wiodło się F r e s n e l o w i w roku 1824 za pomocą słynnego doświadczenia ze zwierciadłami. gdy oba spotykające się promienie po­ chodzą z tego samego źródła światła. Było to je d n a k spowodowane tym . doznały niepowodzenia. Na razie może w ydać się dziwne. wychodzące z dwóch źródeł światła. że za­ chodzi wzajem na interferencja promieni. W ten sposób po w sta ją dwa bliskie siebie obrazy szczeliny. In terferen cja św ia tła 15 tona i zjawisk ugięcia. w k tó ry m promienie. lecz sztucznych źródeł światła. W doświadczeniu ty m pionowa szczelina.1 Zjawiska interferencji w y stę p u ją naw et wówczas.silnie naświetlona światłem jednobarw nym . Jeśli w odległości kilku m etrów od zwierciadeł ustaw im y biały ekran. ja k można “ '"“ dimi“ 1“ “ ' było z góry przewidzieć. najm niejsza dla fioł­ kowego.

co Huygens — teorii undulacyjnej. której początek dał. 3 P r o sto lin ijn y b ieg p rom ien i św ie tln y c h b y ł w e g łu g teorii em isy jn ej n a tu ra ln y m w y n ik ie m zn an ej z m ech a n ik i z a sa d y b e z ­ w ła d n o ści. wynoszącej 2. przebyte przez dwa promienie od wspólnego źródła do miejsca wzajemnego spot­ kania.3 1 S tw ierd zen ie tak d a lek o p o su n iętej z d o ln o ści in terferen cy jn ej u d ało się L u m m e r o w i i G e h r c k e m u . T eoriaem isyjnaznalazłam ocne oparcieprzede wszystkim wfakcie prostolinij nego rozchodzenia siępromieni świetlnych. dzielili się na dwa obozy. Dopiero uczniowie jego z całą stanowczością przyjęli ujęcie korpuskularne i od tej chwili na przestrzeni dwóch blisko wieków fizycy. Udało się otrzym ać interferencję promieni 0 „różnicy dróg“ .2 a więc tyleż drgań zostało w ykonanych przez źródło w okresie czasu pom iędzy chwilami wysłania ty ch promieni. w yrzucanych stale przez świecące s u b s ta n ­ cje. n a tu ra ln ie n ie ch o d ziło tu o d rogi w zd łu ż lin ii p rostej. Podw aliny emisyjnej teorii światła położył N e w t o n mniej więcej w ty m sam ym czasie. ja k wspom ina­ liśmy wyżej. zwanych korpuskułam i.000 długości fal. jednakże N ew ton umyślnie uchylił się od wyraźnego przyjęcia jakiejś określonej hipotezy. 2 R ó żn ica dróg w y n o siła w te d y k o ło je d n e g o m etra . VI T E O R IA U N D U L A C Y JN A I T EO R IA E M IS Y J N A Dużo miejsca w historii optyki zajm uje trw ająca dwie­ ście lat w alka pomiędzy teoriam i światła. W edług d ru ­ giej światło miało składać się z drobniutkich ciałek. zajm ujący się zagadnieniami optycznym i. H u y g e n s w 1680 roku.600. które stały niegdyś w zupełnej sprzeczności ze sobą: były to teorie undulacyjna 1 em isyjna. Pierwsza. ujm ow ała światło jako ruch falowy tajemniczego „eteru świetlnego“ . .16 Z asad y fizy k i w czasie pomiędzy wysłaniem jednego a drugiego z dwu in- terferujących ze sobą promieni źródło światła wykonało wiele tysięcy drgań. dotyczącej n a tu r y światła.1 O tak dużą liczbę długości fal różnią się drogi.

iż m etale. przekonano się. pędzące z olbrzym ią prędkością. p rzy czym każdy z ty ch ak tó w pozostaje bez zmiany. Poczynając już od końca X I X w. Od połowy X I X stulecia emisyjna teoria w ydaw ała się wobec tego pogrzebana na zawsze. iż zwiększenie natężenia światła (w dziedzinie widzialnej powiedzielibyśmy — zwiększenie jasności) w żadnym w y­ p a dku nie zwiększa prędkości wyswobodzonych elektronów. które zmusiły ich do wznowienia dawno porzuconej teorii korpuslcularnej. Około 1900 r. że światło dodane do światła może wywołać ciemność. rozdz. w yrzucają takie elektrony.1 Lecz jeszcze osobliwsze było związane z ty m spostrzeżenie.10-28 gr. T eo ria u n d u la e y jn a i te o ria em isyjn a 17 lecz zwolennicy jej musieli zamilknąć. że światło składa się z oddzielnych cząstek i że pojedyncze elektrony są wyzwalane przez pojedyncze cząstki światła. na które pada światło fiołkowe lub nadfiołkowe. a mianowicie 9. to zwiększenie natężenia światła oznacza tylko zwiększenie liczby trafiających powierzchnię m etalu cząstek świetlnych i ty m sam ym zwiększenie liczby ak tó w wyrzucania elek­ tronu. gdy F r e s n e l za po­ mocą swego doświadczenia ze zwierciadłami wykazał bez­ sprzecznie. Również i zjawiska ugięcia światła zdawały się przem aw iać za teorią undulacyjną.przeciwko emisyjnej. zwiększa jedynie ich liczbę. fizycy w iedzieli— ja k to zresztą będzie jeszcze dokładnie omówione w innych rozdziałach tej książki — iż najm niej­ sze w ogóle istniejące cząsteczki m aterialne. Do zjawisk tych należało przede wszystkim ta k zwane zjawisko fotoeleklryczne. Z p u n k tu widzenia teorii undulacyjnej ten wynik badań w ydaje się zupełnie niezrozumiały. a więc każdy w y latujący elektron uzyskuje zawsze tę sam ą 1 Par. GO Zasady fizyki \ . Jeśli bowiem pogląd taki jest słuszny. jednakże na początku X X stulecia fizycy poznali zupełnie niespodziewanie nowe zjawiska i zależności. posiadają ściśle określony i zmierzony ładunek u jem ny oraz również ściśle określoną i zmierzoną masę. zmusza on nas raczej do wniosku. a.. ta k zwane elektrony.

Rozum owano bo­ wiem w następujący sposób: jeśli teoria em isyjna jest słusz­ na. roślinności. zo­ stała nagle zrehabilitowana. przemawiało na pozór raz na zawsze prze­ ciwko wszelkim usiłowaniom tego rodzaju. że zarówno korpuskularne. że barw a światła pozo­ staje wciąż bez zmiany. Znakom ite sukcesy teorii undu- lacyjnej. jak przedwczesny jest taki wniosek. pojawienie się zwierząt ssących w danej okolicy było mało praw dopodobne. Mo­ żemy przekonać się o ty m za pomocą bardzo prostej analo­ gii. ja k i undula- cyjne ujęcie zjawisk świetlnych jest słuszne i że powinno zatem być możliwe uzgodnienie obydwóch teorii. że światło dodane do światła może w y­ wołać ciemność. Zakładam y naturalnie. Podobnie powstawanie prążków interferencyjnych w do­ świadczeniu Fresnela ze zwierciadłami nie musi być b y n a j­ mniej tłumaczone w ten sposób.18 Z asad y fizy k i prędkość. O ptyczna teoria emi­ syjna. nie podlegały jednak żadnej wątpliwości. wysuwane zawsze przeciwko teorii emisyjnej. . osiągnięte w ciągu X I X stulecia. Dopiero w X X stuleciu uświado­ mili sobie fizycy. możemy na to m ia st p rzy­ jąć. Przyjm ie on raczej. dawno porzucone naiwne błądzenie przeszłych czasów. Zjawisko fotoełektryczne wyraźnie ujawniło istnienie in­ dywidualnych korpuskuł świetlnych. że cząsteczki świetlne mogą się niszczyć nawzajem . że w tej okolicy zwierzęta ssące wytępiły się wzajemnie. że pewien zoogeograf ustalił. klim atu itp. to na podstawie doświadczenia tego należało by przyjąć. Nie wyciągnie on jednak stąd zapewne wniosku. Przypuśćm y. iż w pewnej okolicy b rak zwierząt ssących. W jaki sposób jednakże można było tego dokonać? Do­ świadczenie. że w miejscach ciemnych korpuskuły świetlne zniszczyły się nawzajem (co istotnie tru d n o by było sobie wyobrazić). że prawdopodobieństwo trafienia cząstki w takie miejsce jest niezmiernie małe. iż skutkiem własności gleby. a mianowicie fakt. co prze­ cież wydaje się absurdalne. Fizycy musieli więc dojść do przeświadczenia. w której widziano już tylko ciekawostkę historyczną.

z a p y ta m y : ja k wielka jest energia czerwonej. ja k to już widzieliśmy. je s t scharakteryzow any przez swą długość fali. Jasność zn a jd u jem y ta m . z p u n k tu widzenia n a to ­ m iast teorii korpuskularnej raczej przez energię. powstaje zasadnicze p ytanie: jaki związek istnieje pom iędzy energią jednej czą­ stki świetlnej a długością fali lub częstością drgań? F o rm u ­ łując dokładniej to zagadnienie. uznam y obie te teorie za równorzędne. przy czym za najprostszą formę pracy m ożem y uważać podniesienie pewnego ciężaru na określoną wysokość. ja k to czyni fizyka współczesna. Ale ze statystycznego p u n ­ k tu widzenia ruch korpuskuł świetlnych podlega ty m wła­ śnie praw om . Jeżeli więc ta k . ciem­ ność ta m . Najlepiej znanym przykładem energii je s t zasób pracy. gdzie trafia dużo cząstek. czy też częstość drgań.k tó ry wybiega z określoną silą żywą. zielonej lub niebieskiej cząstki świetlnej? Energia w znaczeniu fizycznym oznacza zdolność w yko­ nania pewnej pracy. p o ło w ą ilo ­ c zy n u m a sy ciała przez k w a d r a t jeg o p ręd k o ści. gdzie p a d a ich mało. siła ta może być uw ażana za m iarę energii cząstki świetlnej. które w ynikają z założeń teorii undulacyjnej i które mogą być rozpatryw ane jako praw a fal świetlnych. Energia kw antów św ietlnych 19 Teoria k o rpuskularna daje się więc zupełnie dobrze po­ godzić z zaobserwowanymi zjawiskami interferencji. jak w ia d o m o . 2* . p r z y p a d a ­ jącą na poszczególne korpuskuły. składające się na prom ień świetlny. 1 E n ergia k in e ty c z n a w y r a ż a się.1 Gdy energia cząstki świetlnej zostaje zużyta na w y­ swobodzenie e le k tro n u . jeżeli zjawiska te ujm iem y z p u n k tu widzenia stalyslyczncgo. V II E N E R G IA K W A N T Ó W Ś W IE T L N Y C H Z p u n k tu widzenia teorii undulacyjnej promień światła. przy p a d a ją c y w udziale poruszającem u się ciału dzięki jego ruchowi i zwany siłą żywą lub energią kinetyczną ciała.

U przystępnim y sobie. niż w innych razach. gdy podnosimy jeden m iligram na wysokość jednego centym etra. n a le ż y u w z g lę d n ić je sz c ze p racę. jak a zostaje zużyta. Por. . to zjawisko. która może podnieść ciężar jed ­ nego kilograma na wysokość jednego m etra. że energia cząstki świetlnej jest tym większa. z większą prędkością.2 W poprzednim rozdziale wspomniano już. a E rg je s t p racą.gdy zwiększamy natężenie padającego promienio­ wania. że zmiana barw y. 17. Gdy trafione krę­ gle za pewnym razem zostaną odrzucone gwałtowniej. odwołując się do porównania. je d n a k że w y r u g o w a n ie z d a n y c h p om ia ro w y ch tej p racy . Energia 1 O gólnie biorąc. rozdz. Ściślej związek między tym i jednostkam i jest n a stępujący: 98 milionów ergów odpowiada jednem u kilogramom etrowi. p o trzeb n ą do w y rw a n ia elek tro n u z m eta lu . jest to mniej więcej praca. podstawowy dla fizyki współczesnej. g d y ż w e w n ą tr z m e ta lu je s t on z w ią za n y przez siły p rzy cią g a ją ce. być może. iż prędkość elektronów. z u ż y te j na w y z w o le n ie e lek tro n u . że mianowicie energia cząstki świetlnej zależy jedynie i wyłącznie od jej częstości drgań i jest do tej częstości proporcjonalna. W analogiczny sposób m ożem y wywnioskować z obserwacyj zjawiska fotoelektrycznego. przeprowadzone przede wszystkim przez L e n a r d a . Dokładne pom iary zjawiska fotoelektrycznego ujaw niają fakt. zwiększa p ręd ­ kość wybiegającego elektronu. że w ty m w ypadku rzucona pom iędzy nie kula posiadała większą silę żywą czyli więcej energii. w ykazały natom iast. n ie p rzed staw ia ża d n y ch tru d n ości.1 W praktyce za jednostkę energii p rzyjm ujem y ta k ą energię. wyzwalanych w zjawisku fotoelektrycznym . W fizyce teore­ tycznej używ am y znacznie mniejszej jednostki. t a k zwanego erga. Doświadczenia. p otrzeb n ą d o p o d n iesien ia na w y so k o ść je d n eg o cen ty m etra ciężaru . im mniejsza jest długość fali. wówczas wnio­ skujem y stąd. im większa jest zatem częstość drgań. idąca w kierunku zmniejszenia długości fali.20 Z asad y fiz y k i wyzwalającej elektron. nie rośnie. o d p o w ia d a ją ceg o sile jed n ej d y n y . niż w innych. zaczerpnię­ tego ze znanej powszechnie gry w kręgle.

a — ja k w y n ik a z za sto so w a n ia p o jęcia w y m ia ru fiz y c zn eg o — r o z p a try w a n a p rzez n a s tu ta j sta ła u n iw ersa ln a p o sia d a w y m ia r en ergii d zielon ej przez c z ę sto ść d rgań . 2 N a le ż y p rzy p o m n ieć. lub też. a 10-27 o zn a c z a u ła m ek d z ie się tn y . Dopiero energia około jednego tryliona (1018) fiołkowych kw antów świetlnych dorównywa pracy. rozd z. gdy częstość drgań jest dwa razy W yższa. podnosząc ciężar jednego kilograma na wysokość 5 centym etrów . Wobec tego musi istnieć pewna stała uniwersalna. 50.1 P l a n c k pierwszy wprowadził w 1900 r. że 10*2 ozn a cza je d n ą se tn ą . które w postaci bardzo wąskich ' U ż y t y tu term in k w a n t d z i a ł a n i a p o c h o d zi stą d . w k tó r y m po przecink u n a stę p u je 26 zer.1905.8 W pięć la t później. że mnożąc ją przez częstość drgań. Zgodnie z powiedzianym wyżej energia k w a n tu światła czerwonego wynosi w przybliżeniu 2 % bilionowej erga. jeśli częstość drgań na sekundę pom nożym y przez 6. a d o p iero na 27 m iejscu sto i je d y n k a . c zy li in a czej w y m ia r en ergii p om n ożon ej przez czas. W id m a prążk ow e 21 ta je s t dw ukrotnie większa. a fiołkowego 5 bilionowych erga. Tę stałą nazyw am y elementarnym kwantem działania i stąd również i cząstki świetlne zostały nazwane kw antam i św ietlnym i. a więc.2 Planck doszedł do pojęcia elem entarnego k w a n tu działania dzięki swym b a d a ­ niom nad promieniowaniem cieplnym. gdy długość fali jest dwa razy mniejsza.10"27 erga przez sekundę. wspomniano już o prążkach F raunhofera. 10'a jed n ą ty sią c z n ą . o trz y m am y energię w yrażoną w ergach.1 0 ‘27. w r. co oznacza to samo. 3 Por. ja k ą m usim y wykonać.5 .5. E i n s t e i n wprowadził poj ęcie kw antów świetlnych. tak a . iż w m ech a n ic e d zia ła n ie m n a z y w a m y ilo c z y n en erg ii p rzez czas. W ynosi ona 6. . pojęcie elemen­ tarnego k w a n tu działania i wyznaczył jednocześnie jego w ar­ tość. znajdziem y energię cząstki świetlnej. V III W ID M A P R Ą Ż K O W E Gdy była mowa o długości fali świetlnej.

doprowadziły go w 1860 r. Te prążki należy zatem uważać za coś c h a ra k te ry s ty ­ cznego dla danego m etalu. że w widmie płomienia świecy występuje jasny prążek żółty. c h a ra k te ry ­ styczny dla pierwiastka chemicznego sodu. niezależnie od tego. podjęte przezeń wspólnie z B u n s e n e m . przewyższających pod względem czułości wszystkie przed­ tem znane m etody. do jednego z największych odkryć w historii fizyki. F ra u n h o fe r zauważył już również. czy też wreszcie o węglany lub siarczany sodu. dla litu zaś — ja s n y p r ą ­ żek w czerwieni. żółty prążek. jednakże już tu ta j należy nadmienić. czy z bromem. że ich odkrycie umożliwia przeprowadzanie analiz chemicznych. że w widm ach świecących p a r związków metali w ystępują jasne prążki. mianowicie do odkrycia widm prążkowych. Za pom ocą analizy widmowej możem y w odpowiednich okolicznościach w ykryć ilości substancyj znacznie mniejsze od jednej dziesięciomilionowej miligrama. że wridma p rąż ­ . T a k np. J u ż Kirchhoff i Bunsen zdawali sobie sprawę z tego. zawierającego dany metal. O prawidłowościach w ystępujących w wid­ m ach prążkowych. że fizyka współczesna rozporządza tablicami. k tó ry c h poło­ żenie nie zależy od te m p e ra tu ry i przede wszystkim nie zależy od rodzaju związku chemicznego. będzie m owa w n a stępnych rozdziałach. Prawie w pięćdziesiąt la t później K i r c h h o f f zajął się dokładniej t ą osobliwą obserwacją Fraunhofera. czy chodzi 0 połączenie sodu z chlorem (jak w soli kam iennej).22 Z asad y fizy k i pasków przecinają widmo słońca. w k tórych zamieszczono dużo więcej niż 100. G runtowne badania. Kirchhoff i Bunsen znaleźli. co w y k ry ty przezeń czarny prążek D. m a zawsze do­ kładnie tę sam ą długość fali.000 prążków widm owych według ich długości fal 1 przynależności do rozm aitych pierwiastków chemicznych. k tó ry znacznie przewyższa pod względem jasności wszystkie po­ zostałe prążki jego widma. k tó ry zajm uje w widmie dokładnie to samo miejsce. t a k samo dla potasu ch a ra k te ry ­ styczny jest jasn y prążek w fiolecie. J a k dla sodu c h a ra k terystyczny je s t prążek żółty. Kirchhoff i Bunsen wykazali również.

fali. W atmosferze słońca znaj­ du ją się p a ry najróżnorodniejszych metali. po przepuszczeniu światła przez płom ień. nie tylko w y­ syła — ja k znaleźli Kirchhoff i Bunsen— żółte światło o c harak­ terystycznej d łu gości. s tra ta natężenia. W id m a prążkow e 23 kowe światła mogą występow ać nic tylko w postaci tzw. widm em isyjnych o jasnych prążkach. P ochłaniają one z pełnego (ciągłego) w idm a promieniowania. P ara sodu. Wobec tego w doświadczeniu powyższym odpo­ wiednie miejsce w idm a musi w ydaw ać się stosunkowo ciem­ niejsze. wysyłanego przez w nętrze słońca. lecz również i jako widma absorpcyjne o prążkach ciemnych. które m ogą same w y­ syłać. nie może zostać p o k ry ta przez promieniowanie własne płomienia sodowego. niż otoczenie. widmo lam py łukowej. w k t ó r y m — o ile m am y do czynienia z sam ym tylko pło­ mieniem sodowym — powstaje znany jasn y prążek żółty. wywołana przez pochłanianie światła lam py. 9 widać na przykładzie wo­ doru. Ponieważ własne promieniowanie par w atmosferze słonecznej nie może zastąpić znacznie intensywniejszego . Na rys. Jeżeli rzucim y na ekran np. te długości fal. lecz również i po­ chłania takie światło. Ponieważ je d n a k światło płomienia sodowego jest znacznie słabsze od światła lam py łukowej. zaw arta w pło­ mieniu. w k tó ry m naturalnie również występuje światło o długości fali charakterystycznego prążka żółtego. dostrzeżem y ciem­ ny prążek dokładnie w ty m sam ym miejscu. że prążki emisyjne i absorpcyjne z a jm u ją te same położenia w widmie. zabarw iony solą kuchenną. Dzięki odkryciu Kirchhoffa i Bunsena prążki F raunho- fera znalazły proste wyjaśnienie.

przewyższającej p r a ­ wie bilion razy olbrzymią odległość pom iędzy ziemią i słoń­ cem. pochodzącego z w nętrza słońca. ja k zoba­ czymy w krótce. została sformułowana pierwotnie dla zjawisk dźwiękowych i potwierdzona następnie przez obserwacje w tej dziedzinie. b rak fal tych właśnie długości. Umożliwiła nam to pewna zasada. Nieliczne tylko odkrycia fizyczne były ta k niezwykle i wielostronnie płodne. . w 1842 r.1 W astronomii dala ona możność poznania własności chemicznych n a jd a l­ szych ciał niebieskich przez zbadanie wypromieniowanego przez nie światła. z iem ie rzad k ie. lecz również i ruch tych ciał. a więc zarówno do fal świetlnych. dochodzącym do ziemi. wszystkie prawie olbrzymie postępy fizyki w drugim i trzecim dziesięcioleciu naszego stulecia zawdzię­ czam y wskazaniom. n eon . da n y m przez należycie zrozumiane widma prążkowe. praktycznie biorąc. D o p p l e r a . poprzednio'nieznanych pierwiastków. K to z czytelników jest by stry m obserwatorem .Nie tylko jednak skład chemiczny ta k niew yobrażal­ nie dalekich ciał niebieskich może być o d c z ytany z widm prążkowych. g a l. h el. W chemii niezwykle czuła m etoda analizy widmowej doprowadziła do w ykrycia no­ wych. g erm a n . zauważył 1 D o w y k r y ty c h w id m o w o p ierw ia stk ó w c h e m ic z n y c h n a leżą np. ind. w świetle słonecznym.24 Z a sa d y fiz y k i promieniowania. formułowana przez austriackiego fizyka. IX Z JA W IS K O D O P P L E R A Do największych zdobyczy ducha ludzkiego należy bez w ątpienia możność przeprowadzania za pom ocą widm a n a ­ lizy chemicznej naw et na odległości. jak i do dźwiękowych. Zasada ta. rubid i cez (ob a w y k r y te przez B u n sen a ). ta l. Przede w szystkim jednakże. więc. k tóra stosuje się do wszelkiego rodzaju fal. jak wykrycie przez Kirchhoffa i Bunsena widm prążkowych.

gdy pociągi pośpieszne lub a u ta poruszają się z prędkością około 2 0 m etrów n a sekun­ dę. gdy źródło dźwięku oddala się od nas. Nie istnieją na ziemi. przeciwnie jest. w za jem n ie do sieb ie p ro sto p a d łe . W ytłum aczenie tego zjawiska jest bardzo proste. przeciwnie zaś. żadne dające się bezpośrednio zaobserwować ruchy. niż w w ypadku. Możemy za to na po d sta ­ wie zasady Dopplera oczekiwać zm ian barw w widm ach ciał niebieskich. które dochodzą w c ią g u sekundy do naszego ucha. musi dochodzić do nas w ciągu sekundy więcej fal głosowych. z k tó ry ch jed n a je s t sk iero w a n a . 1870. W dziedzinie widzialnej przejaw ią się one w w y padku zbliżania się ciała jako przesunięcia prążków widmowych ku fiołkowemu krańcow i widm a. Ton wydaje się wyższy podczas zbliżania się lokomotywy. ja k to już stwierdził sam D opp­ ler. gdy źródło dźwięku znajduje się w spoczynku. Prędkość dźwięku wynosi około 330 m etrów na sekundę. prędkość radialną. Z jaw isk o D op plera 25 zapewne niejednokrotnie. któ ry c h prędkość byłaby w ogóle po­ równywalna z prędkością światła. W samej rzeczy zjawisko takie jest dobrze znane a stro­ nom om już od r. co praw da. czyli tzw. podczas oddalania się jej — niższy. w y n ik a ją z jego zasady zm iany barw y światła. k tó ry c h prędkość stanowi kilka setnych prędkości dźwięku.1 1 R z e c z y w istą p ręd k o ść m o ż e m y r o z ło ż y ć n a d w ie sk ła d o w e. W dziedzinie optycznej. następuje nagła zmiana tonu jej gwizdka. dla bardzo wielu ciał niebieskich m ożna było wyznaczyć na tej drodze z ich widm również i prędkość ich ruchu w kierunku naszego wzroku. gdyż w życiu codziennym n a p o ty k a m y dużo sposob­ ności do obserwacji ruchów. Spostrzeżenia takie łatwo jest czynić w dziedzinie a k u ­ styki. niż gdy lokom otywa stoi nieruchomo. Zjawi­ sko to opiera się na zasadzie Dopplera. a w w ypadku oddalania się — ku czerwonemu krańcowi. W ysokość słyszanego tonu zależy zaś od ilości fal. że gdy mija go gwiżdżąca loko­ m otyw a. Gdy źródło dźwięku zbliża się do nas.

któ ry c h obserwacja przez lunetę nie pozwala zauważyć nic szczególnego i których złożona Rys. rys. Taki stan rzeczy stwierdzono dzisiaj z całą pewnością dla przeszło setki ciał niebieskich. Skutkiem obiegu obie gwiazdy na przem ian odda- w zd łu ż p rostej. Zdwojenie prążków w widm ach gwiazd podwójnych. p o d w ó jn y c h w id z ia ln y c h .26 Z asad y fiz y k i Szczególnie efektownie przejawia się zjawisko Dopplera dla takich gwiazd podwójnych. łączącej o b serw o w a n e ciało z zie m ią . budowa pozostała wobec tego nierozpoznana. S k ła d o w a ta m oże b y ć sk ierow an a ku n a m lub w p r o st p rzeciw n ie.1 Zjawisko to m ożem y wytłum aczyć w n a stępujący prosty sposób. w k tórych dwie krążące do­ koła siebie świecące m asy z n a jd u ją się zb y t blisko siebie. 10. 10). w k tó ry ch ob ie g w ia z d y m ogą b y ć o d d zieln ie za o b serw o w a n e. by mogły być widziane osobno. W w ypadku ciał niebie­ skich tego właśnie rodzaju. a następnie po pew nym czasie s ta ją się znowu pojedyncze i zjawisko to pow tarza się regularnie w kilkoletnich najczęściej odstępach czasu. 1 T ak ie g w ia z d y p o d w ó jn e n a z y w a m y sp e k tr o sk o p o w y m i w o d ­ różn ien iu od tzw . Prążki widmowe ty ch ciał ulegają rozdwojeniu (zob. zauważono osobliwe zjawisko widmowe. . (Zjawisko D opplera).

W ywołane przez to rozdwojenie się prążków jest najsilniej­ sze. że zbliżaniu się jednej odpowiada oddalanie się drugiej. to istotnie zasada Dopplera dostarczy­ 1 A stro n o m ia w sp ó łcz e sn a u w a ża m g ła w ic e sp iraln e za u k ła d y ró w n orzęd n e n a szem u w ła sn e m u sy s te m o w i g w ia zd o w em u .u . obliczonymi według tablic astronomicznych. 11 b). u k ła d o w i D rogi M leczn ej. 2 P or. 11 a). a więc przesunięciu prążków widmowych jednej gwiazdy ku fioletowi odpo­ w iada przesunięcie prążków drugiej gwiazdy ku czerwieni. Jeżeli przytoczona w jed n y m z dalszych rozdziałów2 interpretacja. m g ła w ica A n d ro m ed y . gdy obydw a ruchy odbyw ają się wzdłuż kierunku spojrzenia ku gwieździe (rys. . Za bezpośrednie stwierdzenie zasady Dopplera możem y przyjąć fakt. całkowicie zgadzają się z p rę d ­ kościami.0 0 0 la t ś w ie tln y c h . rozdz. obli­ czone z zaobserwowanych przesunięć prążków. wynoszące od kilku do kilkuset kilometrów na sekundę. w w ypadku zaś tzw. Rys. 76. co stanowi osiem setnych prędkości światła. jed n a k tak. tłum acząca tę zależność jako wynik rozszerzania się wszech­ świata. d o strz eg a ln e jesz c z e przez te le sk o p y . tzw . W w ypadku gwiazd stałych znale­ ziono prędkości radialne. N a jd a lsze z n ich . Najbardziej osobliwe było je d n a k to. którą św ia tło p rzeb y w a w cią g u je d n e g o rok u ). następnie prążki zbli­ żają się stopniowo do siebie i gdy obie gwiazdy poruszają się prostopadle do kierunku spojrzenia (rys. N a jb liż sz a m g ła w ica sp ira ln a . zjaw isko D oPP- lera u gwiazd podw ójnych. prążki obydwóch gwiazd n a k ła d a ją się wzajemnie na siebie. że — ja k się okazało — wyznaczone w ten sposób radialne prędkości mgławic spi­ ralnych są proporcjonalne do ich odległości od nas. sięgającym 24. je s t o d d a lon a od n as o ok oło 8 5 0 . że prędkości planet. (R o k ie m św ie tln y m n a z y w a m y o d leg ło ść.000 kilometrów na sekundę. są o d le g łe od n a s p rzeszło o sto m ilio n ó w la t św ie tln y c h . w id zia ln a ju ż g o ły m ok iem . jest słuszna. Z jaw isk o D op p lera 27 łają się od nas lub zbliżają. mgławic spi­ ralnych1 stwierdzono istnienie przesunięć ku czerwieni. od­ pow iadających prędkościom.

np. iż zwier­ ciadło płaskie daje obraz każdego świecącego p u n k tu . 12b). zmieniając swój kierunek.1 Obok zwierciadła płaskiego szczególnie ważne jest zwier­ ciadło wklęsłe. 12a). zostaje częściowo odrzucony z powrotem przez powierzchnię rozdziału. pion zaś tworzy jednakowe kąhj z kierunkam i obydwóch promieni (rys.28 Z asad y fiz y k i łaby nam klucza do zrozumienia najpotężniejszego i n a j­ powszechniejszego procesu. iż promień światła. w jakiej p u n k t świe­ cący znajduje się przed zwierciadłem (porówn. . to kierunek tego pionu oraz kierunki padającego i odbitego promienia leżą w tej samej płaszczyźnie (tzw. rys. Jeżeli w miejscu. jak gdyby wychodziły z p u n k tu . Obraz ten jest jednak tylko „pozorny“. czyli odbity. po­ łożony na przedłużeniu prostopadłej. do drugiego ośrodka. w k tó ry m promień trafia na po­ wierzchnię graniczną. Z prawa odbicia w ynika również bezpośrednio. częściowo zaś jako promień załam any wchodzi. X O D B IC IE I ZAŁAM AN IE Ś W IA TŁA Do najdawniej zaobserwowanych zjawisk optycznych należy bez wątpienia codziennie sp o tykany fakt. czyli promienie zachowują się jedynie tak. jaki w ogóle może być przed­ miotem rozważań fizykalnych. p rzy czym obraz ten znajduje się w takiej odległości poza zwierciadłem. p adający na granicę dwóch ośrodków. P u n k t S (rys. chociaż promienie nie prze­ cinają się ta m w rzeczywistości. ogólnie znanym przykładem jego zastosowa­ nia jest lustro do golenia. Prawo odbicia było znane już w s ta ro ż y t­ ności. w ystaw im y prostopadłą do tej po­ wierzchni. Takie zwierciadło stanowi drobną część pewnej powierzchni kulistej. powie­ trza i wody. przeprowadzonej z p u n k tu do zwierciadła. w któ ry m znajduje się obraz. płaszczyźnie padania). 12c) na- 1 W obrazie p u n k tu p r z e cin a ją się ty lk o p rzep ro w a d zo n e w m y śli przed łu żen ia w ste c z p rom ien i o d b ity c h .

to — j a k dobrze wiado­ mo każdem u. Gdy n a ­ tom iast odległość ta przewyższy odległość ogniskową. wów­ czas pow staje obraz rzeczywisty: promienie odbite przeci­ n ają się rzeczywiście ze sobą i obraz. nazyw am y ogniskiem zwierciadła (F). kto korzysta z lustra do golenia — zwierciadło wklęsłe daje obraz pozorny. nazyw a się rozw artością zwierciadła. O dbicie i załam an ie św ia tła 29 żywa się środkiem zwierciadła. padające równolegle do osi. niż ogniskowa. P u n k t. Stosunkowo niewielki k ą t. m ożem y schw ytać na ekran. Jeżeli są nimi promienie słoneczne. czy odległość przedm iotu od środka zwierciadła jest m niej­ . prostą zaś. łącząca te dwa p u n ­ k t y (OS) — osią zwierciadła. pod k tó ry m widzim y zwierciadło z jego środka. (a więc k ą t AOB). umieszczony w punkcie F (w ten sposób staje się zrozumiała nazw a ogniska). mogą one zapalić kaw ałek papieru. W ognisku skupiane są promienie. Jeżeli przedm iot znajduje się w odległości mniejszej. od środka zwierciadła. Zależnie od tego. a od­ ległość jego od środka zwierciadła — odległością ogniskową. dzielący (OS) na dwie równe części. k tó ry j e s t w te d y zaw­ sze odwrócony. środek powierzchni kulistej (O) — środkiem krzywizny. p ro sty i powiększony.

g d y ż k ą t p a d a n ia rów n a się zeru. 3 S in u s p ew n ego k ą ta je st. obraz jest powiększony lub zmniejszony. leżą c eg o n ap rzeciw teg o k ą ta w tró jk ą cie p r o sto k ą tn y m . muszą jed n a k w tedy być wykonane bardzo starannie. J a k w ykrył S n e l l i u s około 1620 r. k tó ry posiada większy spółczynnik załam ania. promień zbliża się do prostopadłej. Promień załam any. Dla wody np. wyznaczonej przez kierunek pionu padania i kierunek promienia padającego. „załamanie ku prostopadłej“ . k tó rą nazyw am y względnym spółczynnikiem załam ania tych dwóch ośrodków. ma on w artość 1. oraz w teleskopach astronomicznych.2 Sto­ sunek sinusów3 tych kątów nie zależy od k ą ta padania i s ta ­ nowi pewną stałą. ja k w ia d o m o . liczb o w o r ó w n y d łu ­ g o ści bok u. W zględny spółczynnik załam ania w stosunku do powietrza lub jeszcze dokładniej w stosunku do próżni nazyw am y po prostu spółczynnikiem załam ania. 12d). K ą t. czy też większa. N ad w y­ konaniem 200-calowego teleskopu dla tego samego obser­ w atorium trw a praca już od 1930 r. zachodzi więc. k tó ry tw o­ rzy promień załam any z przedłużeniem pionu. Przechodząc do ośrodka optycznie gęstszego. leży w płaszczyźnie padania. tak samo ja k promień odbity.4 1 Za k ą t p ad an ia p r z y jm u je m y . .30 Z asad y fiz y k i sza. Zwierciadła wklęsłe paraboliczne z n a jdują zastosowanie w reflektorach. np. 2 S n elliu s nie o g ło sił sw eg o o d k ry cia . Optycznie gęstszym nazyw am y ten z dwu ośrodków. z powietrza do w ody lub z powietrza do szkła. o c z y w iśc ie . n ie z a c h o d z i n a tu ra ln ie zm ia n a k ieru n k u . ja k mówimy. istnieje prosta zależność pom iędzy k ą ta m i p adania i załam ania. aniżeli promień krzyw izny (czyli po­ dwójna ogniskowa). c h a ra k terystyczną dla dwu ośrodków. k ą t. u tw o r z o n y p rzez k ierun ek p ad an ia z k ieru n k iem p ion u . w k tó ry m n a jd łu ższy bok p o sia d a d łu g o ść rów n ą je d n o śc i. u c z y n ił to po raz p ierw szy z n a n y filo zo f D escartes. nazyw a się kątem załamania (DBC na rys.. Słynny teleskop obserw atorium na M ount Wilson w Kalifornii po­ siada zwierciadło o stu calach (254 cm) średnicy. 4 G d y p rom ień p ad a p r o sto p a d le .33.1 jest to tzw. prawo załam ania.

13b). sinus k ą ta załam ania byłby większy od jedności. równą trzem czw artym prędkości światła w powietrzu. W wodzie więc światło biegnie z prędkością. Ze znanej definicji sinusa wynika. Przy przejściu światła z wody do powietrza ten k ą t graniczny wynosi 49 stopni. Również rozpowszechnione dzisiaj wodotryski świetlne oparte są na zjawisku całkowitego odbicia. iż soczewka posiada zdol­ . strugom wody nadaje się taki kształt. S o czew k i 31 Prędkość światła w dowolnym ośrodku można otrzym ać. G dyby to było możliwe. odległość ogniskowa odgrywa pod­ staw ową rolę również i u soczewek. według praw a załam ania. w ystępuje zjawisko całkowitego odbicia. że dla żadnego rzeczy­ wistego k ą ta nie może być on większy od jedności. z w ody do powietrza. XI SO C ZEW K I W śród rozlicznych zjawisk załam ania światła najw aż­ niejszą rolę w fizyce grają te. które są związane z przejściem promieni świetlnych przez soczewki. Gdy k ą t padania je s t większy od k ą ta granicznego. jak u zwierciadeł kulistych. przy przejściu ze szkła do powietrza — około 42 stopni. by oświetlające je od w nętrza promienie świe­ tlne nie mogły wyjść z wody. m ówimy. a więc np. gdy k ą t padania jest większy od kąta granicznego. Prom ień świetlny nie może więc przejść do ośrodka optycznie rzad­ szego. ja k gdyby wypełnione były rtęcią. w yglądają one. Gdy odległość ognisko­ wa wynosi jeden m etr. dla którego sinus równa się względnemu spółczynnikowi załam ania (w ty m w ypadku spółczynnik ten jest mniejszy od jedności). dzieląc prędkość światła w próżni przez spółczynnik zała­ m ania ośrodka. Tłum aczy ono pięk­ n y m etaliczny połysk pęcherzyków powietrza pod wodą lub też zanurzonych w wodzie p u stych w ew nątrz szkiełek. Podobnie. to. Dwa główne ty p y so­ czewek stanow ią: wypukłe soczewki zbierające (rys. 13a) oraz wklęsłe — rozpraszające (rys.

nato m ia st soczewki rozpraszające czynią promienie rozbieżnymi. Rozszczepienie barwne soczewki m ierzym y różnicą spół- czynników załamania dla skrajnej czerwieni i skrajnego fioletu. lub 2 m etry. lecz również i wywołane przez nie rozszczepienie światła na barwy. to odpowiednia zdolność zbierająca równa się 2. 4. z której znajduje się przedm iot. We w skaza­ nym wyżej układzie soczewek znoszą się nawzajem nie tylko ich zdolności zbierające. używana wówczas jako lupa. jednakże pozorny. We wszystkich w y padkach so­ czewki zbierające załam ują padające na nie równoległe promienie ku sobie. lub też zwiększają istniejącą już rozbieżność. gdy przedm iot znajduje się w odległości mniejszej. np. że właściwie dla każdej barw y otrzym ujem y osobne ognisko. 25 cm. niż ogni­ skowa. dla tak zwanego flintu (szkła ołowianego) jest ono mniej więcej dwukrotnie więk- . tak. soczewka zbierająca. należy jedynie uważać dioptrie soczewek wklęsłych za liczby ujemne. daje obraz prosty i powięk­ szony. niż ogniskowa. Przeciwnie. Jeżeli złożymy ze sobą dwie soczewki. S kutkiem tego za pomocą pojedynczej soczewki nie można otrzym ać prawdziwie ostrego obrazu. o takich sam ych zdolnościach zbierających. Soczewki zbierające d a ją rzeczy w isty i odwrócony obraz. a więc o takich samych. równą jednej dioptrii. od soczewki. w ypukłą i wklę­ słą. Sam a przez się każda soczewka działa podobnie do p ry zm a tu : rozkłada światło białe na jego barwne części składowe. Soczewka wklęsła daje zawsze proste i zmniejszone obrazy pozorne. to taki układ nie będzie wpływał na przechodzące przezeń promienie. czynią je więc zbieżnymi.32 Z a sa d y fizy k i ność zbierającą. lub połowie dioptrii itd. tylko odwrotnie skierowanych krzywiz­ nach. Rozszczepienie nie jest bynajm niej jednakow e dla wszystkich rodzajów szkła. Ilości dioptryj dwu złożonych ze sobą soczewek dodają się zawsze do siebie. Gdy odległość ogni­ skowa wynosi 50 cm. gdy przedm iot znajduje się w odległości większej. obrazy te pow stają z tej samej strony.

o trz y m an y za pom ocą jakiegoś przyrządu optycznego. 2 P op raw n iej b y ło b y m ów ić o p u n k cie p r zed m io to w y m i p u n k cie o b ra zo w y m . da on nam za pomocą tegoż przy­ rządu optycznego obraz. rozpatrujem y z kolei jako przedm iot. aniżeli dla crownu (szkła koronnego). któ ry pokryje się z A2. według wskazówek A b b e g o i S c h o t t a . lecz odpowiednio dobranych szkieł jenajskich. że gdy obraz B przedm iotu A. 13. dokonany przez angielskiego o p ty k a D o l l o n d a około 1750 r. S oczew k i 33 sze. Szkła te zaczęto w yrabiać dla celów optycznych około 1880 r. które m ając mały spółczynnik za­ łamania. W ten sposób rozszczepienia barwne oby­ dwóch soczewek zniosły się nawzajem . W optyce geometrycznej ważną rolę odgrywa zasada odwracalności dróg świetlnych. Na ty m fakcie opiera się bardzo ważny wynalazek soczewki achromalycznej. c).1 pomimo że obydw a te rodzaje szkła posiadają w przybliżeniu ten sam spółczynnik załamania. z n a jdują się między nimi zarówno takie. w ykonaną z crownu (rys. jak i takie. wolna od barwnego rozszczepienia (achrom atyczna). crow n n a to m ia st nie za w iera go zu p ełn ie. Dzisiaj nie używ am y już flintu i crownu. dają względnie silne rozszczepienie barwne. k tó ­ rej liczba dioptryj wynosi połowę liczby dioptryj soczewki wypukłej. nato m ia st zdol­ ność załam ująca soczewki w y­ pukłej została zmniejszona tylko do połowy. 3 . w y k a ­ zują stosunkowo małe rozszczepienie. które m ając duży spółczynnik załamania. Isto tn ą jej treść stanowi stwierdzenie. Na tym opiera się możliwość przekształcenia każdego przyrządu 1 F lin t zaw iera d u żo ołow iu . soczewka. Układ działa więc ja k jedna. Zasady fizyki. Zestawił on soczewkę wklęsłą z flintu z dwukrotnie grubszą pośrodku soczewką zbierającą o tej samej krzy- wiźnie.

u ż y ty jako ta k zwany obiektyw. że fale świetlne muszą się różnić pod pew nym bardzo isto t­ nym względem od fal głosowych. podobnie ja k dźwięk. W 1817 r. Jeżeli żaden z tych możliwych po­ przecznych kierunków nie jest w fali świetlnej uprzywile­ jo w a n y — mówimy wówczas o świetle naluralnym . 14. że światło musi być zjawiskiem n a tu ry falowej. przy czym w yobrażam y sobie. używ ając go odwrotnie przy zastosowaniu specjalnych pomocniczych soczewek oświetlających czyli kondensorów. Y o u n g na podstawie różnorodnych danych doświadczalnych doszedł jednak do wniosku. który. iż promień przechodzi przez środek rysunku. (jak było wiadomo już wówczas). projekcyjny. drgania powietrza wywołujące dźwięk odbyw ają się w kierunku rozchodzenia się dźwięku. W przeciwieństwie do po­ dłużnych fal dźwiękowych. X II PO L A R Y Z A C JA ŚW IA TŁA Z omówionych poprzednio zjawisk interferencji i ugięcia światła wynika w sposób przekonyw ający. Istnieje nieskończenie wiele możliwych kie­ runków drgań poprzecznych do promienia (symbolicznie zaznaczono je na rys. którego n a tu ra falowa uważana jest przez fizyków za oczywistą. fale świetlne muszą być po­ przeczne. drgania świetlne m uszą według Younga zachodzić prosto­ padle do kierunku promienia. Gdy natom iast drgania zachodzą w pew nym dokładnie okre­ ślonym kierunku poprzecznym. prostopadle do jego płaszczyzny).34 Z asad y fizy k i optycznego. daje obrazy zmniejszone — w przyrząd. Gdy bowiem. Ustalenie tego poprzecznego c h arakteru drgań świetl­ nych prowadzi bezpośrednio do pewnego ważnego roz­ różnienia. Gdy drgania nie za­ . nazyw am y światło spola­ ryzowanym (określenie niezbyt szczęśliwie dobrane i dające się wytłum aczyć tylko historycznie).

. to światło takie nazyw am y czę­ ściowo spolaryzowanym. P o la r y z a c ja św ia tła 35 chodzą wprawdzie wyłącznie w pewnym określonym kie­ runku. i . średnio biorąc. a nie dostrzeżem y jeszcze wówczas jakiejkolwiek polaryzacji. mogą więc nastąpić po sobie (schematycznie). k ą t całkowitej polaryzacji wynosi 56 stopni. z o sta ło w y k r y te przez B r e w s t e r a w 1815 r. Dla szkła np. . m ożna wyobrazić sobie.1 k ą t ten jest określony przez to. 3 Co p raw d a. . iż w świetle tak im kierunki drgań ulegają ta k szybkim zmianom. prowadzą do ważnego wniosku. czyli światło pochodzące bezpośre­ dnio z jakiegoś źródła światła.3 Jeżeli np. które daje się poznać po pewnych różnicach w zachowaniu się promieni w rozm aitych kie­ runkach poprzecznych. że światło odbite zostaje zawsze mniej lub więcej spolaryzowane. oparte na założeniu poprzecz­ nego charakteru fal świetlnych. sp raw a p r o sto p a d ło śc i k ieru n k u d rgań św ie tln y c h w prom ien iu o d b ity m do p ła s z c z y z n y p a d a n ia z o sta ła c a łk o w ic ie . miliony drgań w ty m sam ym kierunku. k tó rem u p o d leg a k ą t ca łk o w itej p o la ry za cji. Światło naturalne. że tangens2 jego równa się spółczynnikowi załamania substancji od­ bijającej. Całkowita polaryzacja zachodzi wówczas. Można uzasadnić teoretycznie. ta n g e n s k ą ta w y ra ża się lic z b o w o p rzez d łu g o ść p rzeciw ległej d a n em u k ą to w i p rzy p r o sto k ą tn e j w tr ó jk ą c ie p ro ­ sto k ą tn y m . że w odbitym świetle spolaryzowanym drgania zachodzą w kierunku prosto­ padłym do płaszczyzny padania. gdy światło pada pod tzw.. istnieje jed n a k pewne uprzywilejowanie określonego kierunku poprzecznego. że. zwiercia­ 1 P raw o. w k tó ry m d ruga p r z y p r o sto k ą tn a rów n a się jed n o ści. te r fal świetlnych bilionow drgań. żaden kierunek nie je s t uprzywilejo- w a n y w stosunku do innych. kąlcm całkowitej po­ laryzacji. Ponieważ światło widzialne w ykonyw a w ciągu sekundy setki priczny^harakl i •i • . jako spolaryzowane w każdej chwili. Jednakże należy p rzy­ puszczać. 2 J a k w ia d o m o . . Rozważania teoretyczne.

p o czern io n y ch z przeciw n ej str o n y . Doświadczenie j est poziomy. k tó re — ja k sk ą d in ą d w ia d o m o — w y w ier a ją d z ia ła n ie na k lisz ę fo to g ra ficzn ą .36 Z asad y fizy k i dło1 jest ustawione pionowo. za ch o d zą p ro sto p a d le do p ła sz c z y z n y p a d a n ia . Jeśli ju ż w promieniu padającym drgania od­ bywają się w kierunku pionowym. Pierwsze zwierciadło zamieniało więc padające światło naturalne w światło spolaryzowane. ustawione prostopadle do poprzedniego (rys. 15. to drgania w promieniu odbitym zachodzą w kierunku pionowym. iż odbijał go pod kątem całkowitej polaryzacji od jednego zwierciadła i rzucał następnie pod ty m sam ym k ą te m na drugie zwier­ ciadło. . padający pod k ą te m 56 stopni. k tó ry m zadziwił swych współczesnych fizyk francuski M a l u s w 1808 r. Na gruncie tych rozważań staje się zrozumiałe słynne doświadczenie. Gdy w promieniu p a d a ją c y m pod ką te m całkowitej polaryzacji. 1 U ż y w a się zw iercia d eł sz k la n y c h . kierunek drgań Rys. światło to padało na w y ja śn io n a d op iero przez e le k tr o m a g n e ty c z n ą teorię ś w ia tła . biegnie w płaszczyźnie poziomej. 2 P ro sto p a d ła do p io n o w o u sta w io n e g o zw iercia d ła le ż y n a tu ­ raln ie w p ła szczy źn ie p o zio m ej. odbicie odbywa się w w arunkach ty m mniej korzystnych.2 a zatem (według p raw a odbicia) również i promień odbity leży w płaszczyźnie poziomej. Malus doprowadził promień światła do pozornego zaniku w ten sposób. Gdy kierunek drgań jest nachylony do pionu. 15). gdy drgania te MalU(schcmatT«nic)dlami zachodzą w płaszczyźnie p a d ania — odbicie staje się niemożliwe. k tó re są za w sze p ro sto p a d łe do elek try czn y ch . W n io sek te n n ie sto su je się do drgań m a g n e ty c z n y c h . a więc jeszcze przed sformu­ łowaniem hipotezy Younga. promień zaś. im silniejsze jest nachylenie. że w ła śn ie d rgan ia e le k tr y c zn e .. zachodzą wówczas warunki szczególnie sprzyjające odbiciu. Całko­ wite światło padające przenika wówczas w głąb szkła. a więc. stanow ią­ cej płaszczyznę padania. Z teorii tej w y n ik a .

pewnego faktu. ja k np . zauważył M a l u s . zauważył on mianowicie. widzimy przedm ioty podwójnie. nienależące do układu regularnego. że promień światła. podlega zwykłemu praw u załam ania. ulega podwójnemu za­ łam aniu i rozszczepia się wobec tego na dwa promienie. zw yczajny i nadzw yczajny promień nie mogą nigdy interferować 1 S z p a t isla n d zk i w y ró ż n ia się sw ą szczeg ó ln ą p r ze z r o c z y sto śc ią . duński mineralog B a r t h o l i n u s dokonał niespodziewanego odkrycia. H u y g e n s w ytłum aczył to spo­ strzeżenie zupełnie prawidłowo. k tó ry zauważyli w swych b adaniach F r e s n e l i A r a g o .2 W 1808 r.1 w y kazują również wszystkie kryształy. p adając na szpat islandzki. że. w ystępują zasługujące na szczególną uwagę zjawiska polaryzacyjne. . nato m ia st spółczynnik zała­ m ania drugiego promienia. Rozstrzygające z na­ czenie dla dalszego rozwoju fizyki miało ustalenie około 1816 r. drgając w płaszczyźnie pad a n ia i — zgodnie z poprzednio powiedzianym — nie mogło zatem zostać odbite. k tó re. że każdy z dwu pow sta­ jących przy podw ójnym załam aniu promieni nie zacho­ wuje się jednakowo w różnych płaszczyznach przezeń prze­ chodzących. Z ałam anie pod w ójn e 37 drugie zwierciadło. Tę sam ą właściwość. nadzwyczajnego. 2 D o u k ład u regu larn ego n a leżą te w sz y stk ie k r y sz ta ły . só l k a m ien n a . zależy od kierunku. co szpat islandzki. J u ż w 1669 r. zakładając. patrząc poprzez kawałek islandzkiego szpatu. tak zwany promień zwyczajny. X III ZAŁAM AN IE P O D W Ó J N E Gdy światło przechodzi przez kryształy. w k tó ry m promień przechodzi przez kryształ. J a k się mianowicie okazało. p o sia d a ją tr z y ró w n o w a żn e so b ie i w z a je m n ie d o sieb ie p ro sto p a d łe k ieru n k i. Dzięki tem u spostrzeżeniu Malus został od­ krywcą zjawiska polaryzacji optycznej. J e d en z nich.

P ry z m a t Nicola jest w ykonyw any z kryształu szpatu islandzkiego. nazyw ane ta k na cześć ich wynalazcy. B a rd zo tru d n o je s t u zg o d n ić p o p rzeczn y ch arak ter fal św ie tln y c h z ty m w y o b r a że n ie m .38 Z asad y fiz y k i ze sobą. że w promieniu nadzw yczajnym drgania świetlne zachodzą prostopadłe do kierunku drgań w promieniu zwyczajnym. p ły tk a turm alinow a jest zatem przezroczysta tylko dla promienia nadzw yczaj­ nego. że promień zwyczajny podlega całkowitem u odbiciu na płaszczyźnie cięcia. W y jś c ie z ty c h tru d n o ści w sk a za ła d o p iero e le k tr o m a g n e ty c z n a teo ria św ia tła . Zarówno płytki turm alinowe. W tych tak zwanych przy­ rządach polaryzacyjnych stosujem y p łytki turm alinow e lub p ry z m a ty Ni co la. n a to m ia st promień nadzw yczajny przechodzi przez pryzm at. Podwójne załamanie w kryształach umożliwia budowę stosunkowo prostych przyrządów do w ytw arzania i ba­ dania światła spolaryzowanego. Z faktu tego. wniosek o poprzecznym charakterze drgań świetlnych i ty m sam ym stworzył podstaw ę. Y oung wyprowadził w 1817 r. 33. jak już wspomniano wyżej. W turm alinie następuje to dlatego. ro z ch o d zą c y c h się w sp r ę ż y sty m eterz e .1 Z założenia poprzecznego ch a ra k te ru fal wynikało w szczególności. że absorpcja prze­ chodzącego przezeń światła w bardzo znacznym stop­ niu zależy od kierunku drgań świetlnych i skutkiem tego promień zwyczajny jest pochłaniany o wiele silniej. przeciętego w odpowiedni sposób na dwie części i sklejonego przezroczystym balsam em kan a d y jsk im tak . por. lecz przepuszczają one tylko promień n a d ­ zwyczajny. na której następnie w 1820 r. Praktycznie biorąc. niż nadzwyczajny. . jak i p ry z m a ty Nicola są dwójłomne. rozdz. że jeden z nich będzie służył jako polaryzator do w ytw arzania światła 1T eoria F resn ela op ierała się na w y o b ra żen iu fal. F r e s n e l mógł rozwinąć ścisłą teorię światła. Dwa p ry z m a ty Nicola (lub też dwie płytki turmalinowe) można zestawić ze sobą w taki sposób.

do badania tego światła. że kwarc i liczne roztwory m a ją zdolność skręcania pła­ szczyzny drgań światła spolaryzowanego. Jeżeli do a p a ­ ra tu polaryzacyjnego o skrzyżowanych położeniach pola­ ry za to ra i analizatora wstawim y p ły tk ę kwarcową lub też odpowiednią rurkę. Jeżeli p ry z m a ty są ustawione równolegle do siebie. wy. złożonego z polaryzatora i analizatora. trzeba analizator obrócić o pe­ . Płytka aragonitow a w żółtym cięty prostopadle do osi optycznej. K ryształ szpatu islandzkiego. i rozjaśnia się w miarę obrotu analizatora dotąd. drugi zaś. ta k samo. przejdzie również przez drugi. dopóki nie osiągnie m axim um jasności. jak w doświadczeniu Malusa drugie zwierciadło nie odbijało Rys. to promień. Bardzo ważne okazało się odkrycie B i o t a (1817). Załam anie p od w ójn e 39 spolaryzowanego. wówczas pole widzenia rozjaśnia się i. Za pom ocą takiego a p a ra tu polaryzacyjnego można ba­ dać zachowanie się różnorodnych ciał w świetle spolaryzo­ wanym . żowanymi nikolami. nikolami. napełnioną ta k im „optycznie czyn­ n y m “ roztworem. promienia. w idziany świetle sodowym pom iędzy skrzyżowanymi w żółtym świetle sodowym pom iędzy skrzy. 17. wychodzący z pierwszego. 16. Pole widzenia przyrządu polaryzacyjnego. gdy nikole są równoległe. k tó ry padał na nie. jest ciemne gdy nikole są skrzyżowane. drugi p ry z m a t nie przepuści światła. jako analizator. aby znowu nastąpiła ciemność. Rys. Gdy n a tom iast skrzyżujem y je ze sobą.

położeniach. jakie dają kryształy w przyrządach polaryzacyjnych w świetle zbieżnym. We wszelkich innych po­ łożeniach okazują one barw y. że w rurce długości 10 cm. znanego już w starożytności.40 Z asad y fizy k i wien określony kąt. które są właściwie obrazami słońca. Bardzo piękne i pełne prze­ pychu barw są obrazy. skręcenie na każdy gram cukru w 100 cm3 roztworu wynosi 0. . m e to d y ta k zw an ej sa c h a r y m e tr ii z o sta ły z b ie ­ giem czasu bardzo w y su b te ln io n e . napełnionej roztworem cukru. Ze skręceniem płaszczyzny drgań związane jest zjawi­ sko. 16 i 17 dają przykłady tzw. bez wątpienia. sposobność do zaobserwo­ wania na ziemi w gęstym lesie owalnych plam świetlnych. polegające na ty m . które nie zostały wygaszone przez analizator. lecz w y­ tłumaczenie ich powstawania jest z b y t tru d n e . Ze znalezionej przez pom iar wartości k ą ta skręcenia1 można wobec tego wyznaczyć bezpośrednio za­ wartość cukru w roztworze. Chodzi tu istotnie o małe obrazy słońca. pomimo kształtu kołowego tarczy słonecznej są one owalne. Rys. Obrazy te zostały u tw o­ rzone przez małe szparki pomiędzy liśćmi. barwa widziana w przyrzą­ dzie jest mieszaniną wszystkich tych barw. obrazów osiowych tego rodzaju. ja k w ynika wyraźnie z faktu. X IV OKO K ażdy miał. Dla przykładu m ożem y przytoczyć. wyróżnio­ nych w ten sposób. lecz za sa d a p o z o sta ła ta sam a . gdyż promienie słoneczne pad a ją ukośnie na ziemię. 1 O czyw iście. iż umieszczone w przyrządzie polaryzacyjnym bezbarwne płytki krystaliczne nie w y­ kazują zabarwienia tylko w dwóch określonych.665 stopnia. że podczas zaćmienia słonecznego owalne plam ki p rzyjm ują k ształt sierpów. ażebyśm y mogli zagłębiać się w nie tu ta j.

um ie­ \ftw szczając w otworze soczewkę zbierającą. Przekrój poziom y prawego oka k r y ta od w ew nątrz ciemną ludzkiego. p rzy p isu je się z w y k le P o r c i e {X V I w iek ). 19). gdy otwór jest większy. można L ’ ^1 uzyskać ostry obraz. szare). K w = kom ora przednia.1 Oko nasze m usim y uważać również za ciemnię. otrzym ać na przeciwległej ścianie odwrócony obraz znaj­ dującego się zewnątrz przed­ m iotu. m ały. C iem nia optyczna (schematycznie). przez k tó ry wchodzą promienie. nazyw am y źrenicą. po­ Rys. odpowiada ko­ niówka. lecz naw eti wówczas. g F = plamka żółta.2 Otwór. odgrywa tęczówka. G — ciało szkliste. zielo n e. rolę przesłony. N N = siat­ morze. 2 T ęczó w k a lu b iris je s t częścią za b a rw io n ą oka. Oko 41 Na tej samej zasadzie. Mały otworek w ścianie ciemnego obszaru po­ zwala. średnica jej może zmie­ niać się od 4 do 10 milimetrów. Ś 5 ~ naczy­ naczyniówką. za nią kom ora tylna. Obraz ten musi być zmniejszony. L — so­ czewka. zwalającej zwiększać ostrość obrazu. Obraz jest ostry oczywiście tylko w tedy. 19. niż odległość prze­ ciwległej ściany (rys. optyczną (rys. Rolę soczewki zbiera­ jącej odgrywa soczewka oczna: przed nią znajduje się we w nętrzu oka kom ora przednia. po­ kówka. — H — rogówka. w e d łu g niej o k reśla m y barw ę oka (n ieb iesk ie. wypełniona stałym ciałem 1 W y n a la z e k ciem n i. za o p a trzo n ej w so czew k ę. bF — plamka ślepa. skutkiem prostolinijnego rozchodzenia się promieni. gdy odległość Rys. wypełniona cieczą wod­ nistą. 18. jest op a rta ta k z w a n a f ciemnia optyczna (camera obscura). . Gałka oczna. przedm iotu od otworka jest większa. gdy otworek jest b. co powstawanie tych obrazów słońca. 18).

N ajmniejszą i największą odległość. znajduje się plam ka żółta. d laczego p om im o p o w sta w a n ia o d w ró co n eg o obrazu na sia tk ó w ce w id z im y p rz ed m io ty p ro sto . Oczy krótkowzroczne korygujem y przez zastosowanie szkieł wklęsłych. ja k na kliszę fotograficzną. w pobliżu p u n k tu wejścia nerw u ocznego. Po­ w stające w purpurze ocznej obrazy znikają je d n a k zawsze natychm iast. zdolności alcomodacijjnej. skutkiem czego na odległościach większych od 30 cm oczy takie mogą widzieć jedynie nieostro. im dalej z n a jd u ją się od plamki żółtej. są widziane ostro. na której oko widzi jeszcze wyraźnie. nie n a le ż y d o zak resu fizy k i. składającą się z rozgałęzień nerwu ocznego. Ciecz wodnista. Soczewka rzuca odwrócony. przecinają się już przed siatkówką. soczewka oczna i ciało szkliste stanow ią razem układ łam iący oka. barw nik zaś stale odnawia się. przed takim i oczyma należy umieścić zatem soczewki wypukłe. nazyw am y odległością bliskiego i dale­ kiego p u nktu. pozostałe części obrazu są ty m mniej ostre. co umożliwia przystosowanie soczewki do każdorazowej potrzeby. Oko dalekowzroczne skupia promienie dopiero poza siatkówką.42 Z a sa d y fizy k i szklistym. pochodzące z oddalonych przedmiotów. Tylko te części obrazu na siatkówce. W oczach krótkow zrocznych promienie. które p a d a ją na żółtą plam kę. a więc i jej zdolności zbierającej. lecz do p sy ch o lo g ii. . k tó ra polega na możności zm iany krzywizny soczewki ocznej. Siatków ka zawiera niezwykle światłoczuły barw nik — p u rp u rę oczną. Pośrodku siatkówki. a więc rozpraszają­ cych. Odległość pom iędzy soczewką oka a żółtą plam ką jest n aturalnie niezmienna. rzeczywisty i zmniejszony obraz1 na siatkówkę. na którą światło działa podobnie. Siatków ka leży pom iędzy naczyniówką a ciałem szklistym. Pomimo to oko może wytw arzać ostre obrazy zarówno bliskich. ja k dalekich przedm iotów dzięki swej tzw. Dla normalnego oka p u n k t bliski leży w od­ ległości 10 cm. p u n k t daleki w nieskończoności. 1 P y ta n ie .

W obu rodzajach kom órek z n a jdują się zakończenia rozgałęzień nerwu ocznego. k tóra przedstaw ia przedm iot tak. skupiającego promienie i zbliżającego p u n k t bliski. Gdy za pomocą odpowiedniego ustawienia tych fotografij p o sta ra m y się. p rzech o d zą ce p rzezeń .000 do 14. P ra w y m okiem wi­ dzimy przedm iot z prawej strony. ja k widziałoby go dane oko (a więc inaczej dla prawego. nie d o zn a ją z m ia n y sw eg o p ie rw o tn eg o k ieru n k u b iegu . Oko 43 Zdolność akom odacyjna oka słabnie stopniowo z wie­ kiem. w y r ó ż n io n y przez to .1 wynosi 1 Ś rodk iem o p ty c z n y m so c z e w k ilu b uk ła d u so c z e w e k n a z y w a m y p u n k t. J e s t rzeczą ogólnie znaną. lewym — z lewej. częścią zaś z kom órek w kształcie pręcików. że widzimy przedm iot przestrzennie przed sobą. stereoskopie. wrażenia. Szerokość takiej komórki. . każde oko widzi osobno jedną fotografię. W dzieciństwie jest ona największa. plastyczne dostrzeganie przedmiotów. na jeden m ilim etr k w adratow y p rzypada w przybliżeniu 13. Obrazy tworzące się na dwu siatkówkach są zatem różne i przy ty m różnią się one ty m więcej. Pom iędzy 40 a 50 rokiem większość ludzi staje się dalekowzroczna ze względu na wiek. wywołane przez oby­ dwa zdjęcia. Siatków ka składa się częścią z komórek kształtu czop­ ków.000 komórek. W z nanym przyrządzie. Różnice ty c h dwu obrazów pozw alają nam bezwiednie oceniać odległość i d ają wrażenie bryłowatości. im bliżej znajduje się oglą­ da n y przedm iot. Dalekowzroczne oko nie może już zobaczyć ostro bliskich przedm iotów. tak. potrzebuje ono szkła wypukłego. u dziecka dzie­ sięcioletniego p u n k t bliski znajduje się w odległości 5 cm od oka. P u n k t bliski odsuwa się na odległość od 40 cm do 50 cm. a p u n k t daleki pozo­ staje w nieskończoności. inaczej dla lewego oka). łączą się wówczas w jedno. iż wydaje nam się. by ich obrazy utw orzyły się w obydwóch oczach w odpow iadających sobie miejscach siatkówek. że dopiero jednoczesne wi­ dzenie obydw om a oczyma umożliwia nam przestrzenne. iż p ro m ien ie św ie tln e . widziana z optycznego środka oka.

XV M IK R O S K O P I L U N E T A Powiększenie kąla w idzenia. jest pożądane w dwóch w ypadkach: gdy przed­ miot jest zb y t m ały lub też gdy znajduje się on w zbyt dużej odległości. 2 W ia d o m o . 1 M iarą k ą to w ą d łu g o ści o d cin k a A B w sto su n k u do p u n k tu O je s t k ą t. Wniosek ten potwierdzają obserwacje astronomiczne. W pierwszym w y padku stosujem y mikroskop. gdy więc odległość kątow a pomiędzy tymi obrazami jest nie mniejsza od jednej m in u ty . gdyż obrazy stają się wówczas zb y t zniekształcone.2 Musimy przyjąć w związku z ty m . le ż ą c y p rzy w ierzch o łk u O w tró jk ą cie A O B . niż m inutę luku (dokładniej 50 sekund luku). gdy ich obrazy p a d a ją na dwie różne komórki siatkówki. w p ob liżu jej p ow ierzch n i ty ln ej. dotyczące możli­ wości rozpoznawania gwiazd podwójnych nieuzbrojonym okiem. Celem uzyskania silniejszych powiększeń używa się tak W oku p u n k t ten le ż y w ew n ę tr z so cz e w k i. pod któ ry m dostrzegam y przedm iot. w y p e łn ia k ą t w id zen ia . w drugim — lunetę. m in u tę na 60 sek u n d . k tórą umieszczamy bezpośred­ nio przed okiem i k tóra ty m silniej powiększa. O d cin ek d łu g o śc i 1/s m m . u sta w io n y p r o sto ­ pad le do kieru n k u w zrok u w o d leg ło ści 1 m od ok a . im większa jest jej krzywizna. w y n o sz ą c y jed n ą m in u tę. N ajprostszą formą mikroskopu jest zwykła lupa. . W obydwu tych w ypadkach zwiększenie k ą ta widzenia i ty m sam ym zwiększenie ilości dostrzegal­ nych szczegółów przedm iotu osiągamy za pom ocą odpo­ wiednich przyrządów optycznych. to znaczy soczewka wypukła.44 Z asad y fizy k i w mierze kątow ej1 mniej. iż sto p ie ń ( ~ okręgu k oła) d z ie lim y na 60 m in u t. Jednakże za pomocą lupy nie możemy osiągnąć powiększeń silniejszych ponad 30-krotne. że oko nasze może tylko w ty m w y padku rozróżnić dwa p u n k ty świetlne.

obiektyw i u ż y ty jako ciecz im- m ersyjna olejek cedrowy m a ją ten sam spółczynnik zała­ m ania. U A bbe­ go szkiełko pokrywkowe. (poprzednio nie zwracano na to 1 N a zw a ła ciń sk a ok a brzm i ocu lu s. w ten sposób wszystkie trz y ośrodki tw orzą układ jednolity pod względem optycznym . przez A b b e g o . Właściwie dopiero dzięki tem u udoskonaleniu stały się możliwe olbrzymie postępy bakteriologii w o statnim pięćdziesięcioleciu. J u ż w roku 1873 Abbe pierwszy wykazał. W układach apochro- m atycznych ogniska trzech różnych barw widma są spro­ wadzone do jednego i tego samego p u n k tu . zwrócona jest ku przedmiotowi i nosi miano obiektywu. k tóra powiększa b a r­ dzo silnie. k tóra pokryw a się z osią poczernionej wew nątrz ru ry mikroskopu. Mikroskopy zostały nadzwyczajnie udoskonalone około 1880 r. Za pomocą odpowiednich urządzeń uzyskuje się silne oświetlenie przedm iotu.1 Przez okular. Dużym krokiem naprzód było również zastosowanie przez Abbego tak zwanej immersji jednorodnej. M ikroskop i lu n eta 45 zwanego m ikroskopu złożonego. a dzięki temu szkodliwe działanie rozszczepienia barwnego jest p rak ty c z ­ nie całkowicie usunięte. w ytw orzony przez obiektyw. posiadające wspólną oś. n a zasadzie rozważań teoretycznych. Na zasadzie jego obliczeń stosuje się dzisiaj w dokładniejszych m ikroskopach jako obiektyw y tak zwane u k ład y apochrom atyczne. Te dwie soczewki pierwotnego mikroskopu zostały w mi­ kroskopach dzisiejszych zastąpione przez odpowiednie ukła­ dy soczewek. J u ż po­ przednio wiedziano. . Je d n a z nich. k tó ry działa jak lupa. że można zwiększyć zdolność rozpo­ znawczą mikroskopu przez umieszczenie pom iędzy szkieł­ kiem przedm iotowym a obiektywem kropli cieczy. W pierwotnej swej formie mikroskop składa się z dwóch soczewek zbierających.). druga znajduje się przed okiem i dlatego została nazw ana okularem. którego wynalazek przypi­ sują holenderskiemu optykowi J a n s e n o w i (około 1590 r. oglądam y obraz przedm iotu.

Nie możem y wprawdzie dostrzegać rzeczywistej postaci 1 Por. gdy odległość tych pu n k tó w spada poniżej najmniejszej dostrzegalnej przez mikroskop długości. równa się długości fali w powietrzu.46 Z asad y fizy k i uwagi). niż istotne powiększenie mi­ kroskopu.1 Jeśli wreszcie. Gdy pro­ mienie p a d a ją ukośnie. Istotnie.5 . 10. Wobec ograniczonej w ten sposób sprawności mikroskopu nie m a celu stosowanie powiększeń. możem y zejść aż do około 1000 jednostek A ngstrom a.500 jednostek Angstrom a (lub 2. jako najmniejszej długości. . rozd z. najmniejsza rozpoznawalna przez mikroskop długość od­ grywa dużo ważniejszą rolę. cel użycia którego polega prze­ cież na dostrzeżeniu możliwie największej ilości szczegółów widzianego obrazu i poznaniu w ten sposób s tru k tu ry obserwowanego przedm iotu. po­ szczególne p u n k ty przedm iotu skutkiem ugięcia nie dają obrazów punktow ych. Stąd długość fali użytego światła wyznacza najm niejszą długość. 10'5 cm). rozpoznawalną jeszcze w mikroskopie. Ta najm niejsza długość określa bowiem zdolność rozpoznawczą m ikroskopu. lecz małe kółeczka. że obraz. J a k pokazał Abbe. podzielonej przez spółczynnik załam ania ośrodka. J a k w ynika z teorii Abbego. gdy promienie p a d a ją prostopadle. a więc w świetle niebieskim około 2. długość ta może zostać jeszcze zmniejszona o mniej więcej jedną trzecią. wynosi około połowy długości fali. które zachodzą wzajemnie na siebie i przez to uniemożliwiają oddzielne rozpoznanie dwóch pu n k tó w przedm iotu. gdyż długość fali. sfotografujem y go w świetle nadfiołkowym. czyli do jednej dziesięciotysięcznej milim etra. rozpoznawalnej jeszcze w mikroskopie. najm niejsza dostrzegalna długość. przekraczających 2000 razy. pow stający w mikroskopie. jest w zasadzie obrazem ugięcia światła przez oglądany przedm iot. a jeszcze bardziej przez zastosowanie wspomnianej już cieczy imm ersyjnej. zam iast obserwować przedm iot w świetle widzial­ nym . odpowiadającej światłu określonej barw y w dowolnym ośrodku.

m ożna jednak ustalić ich obecność i ruchy za pomocą ullram ikroskopu. aniżeli wynosi według Abbego najm niejsza rozpoznawalna długość. jako okularu. w y­ znaczonej przez teorię. wynalezionej około 1650 r. dodano do soczewek przyrządu Keplera jeszcze trzecią soczewkę w ypukłą. k tó ra służy do w yprostow ania odwróconego obrazu. co jest konieczne. obraz ten oglądam y przez drugą soczewkę. o dużej odległości ogni­ skowej. drugie n a to m ia s t d a ją obrazy proste. służy jako obiektyw i daje odwrócony i rzeczywisty obraz oddalonego przedm iotu. Około 1610 r. W a runek ten jest spełniony w roztworach koloidalnych. Jedne z nich dają obrazy odwrócone. L u n e ta t a ma pewne niekorzystne cechy — dużą długość i znaczne s tr a ty światła. jak przez lupę. Cząstki o przekroju niewielu milionowych m ilim etra (około 30 A) mogą wówczas zostać dostrzeżone dzięki wchodzeniu do m ikroskopu ugiętych przez nie wiązek światła. 1903. jako obiektyw u i rozprasza­ jącej. iż naw et ślady jej nie dostają się do pola widzenia m ikroskopu.. gdzie maleńkie czą­ stki zawiesiny pływ ają w cieczy. złożona z dwóch so­ czewek w ypukłych. Jednakże dwie sąsiadujące ze sobą cząstki m uszą w ka ż d y m razie znajdow ać się od siebie w odległości większej. L u n e ty dzielą się na dwa rodzaje. w Holandii. W ultram ikro- skopie na b a d a n y przedm iot pada z boku sm ukła wiązka świetlna w ten sposób. W tak zwanej lunecie ziem skiej. co nie przeszkadza ich stosowaniu do celów astronomicznych. przez K e p l e r a ta k zwana lunela „astronomiczna“. gdy chcemy stosować lunety do obserwacyj na ziemi. wynalezionego przez S i e d e n t o p f a i Z s i g m o n d y ’e g o w r. (a wkrótce potem zupełnie niezależnie od tego przez G a l i l e u s z a ) została zbudow ana luneta. złożona z soczewki zbierającej. Głównym przedstawicielem lunet pierwszej grupy jest zbudow ana w 1611 r. M ikroskop i lu n eta 47 przedmiotów. daje ona obrazy proste i nosi nazwę . J e d n a z nich. których w ym iary leżą poniżej granicy. które dostrzegam y w postaci jasnych p lam ek na ciem nym tle.

1 XVI F O T O G R A F IA I K IN E M A T O G R A F IA Dążenie człowieka do rozszerzenia i uzupełnienia za­ sięgu i możliwości wzroku doprowadziło. Podw aliny tej bardzo ważnej gałęzi optyki stosowanej położyli w 1830 r. Dzisiaj do oglądania dalekich przedm iotów na ziemi stosujem y głównie tak zwane lunety p ry ­ zmatyczne. przede wszystkim do rozwoju fotografii. wytworzone w ciemni o p ty cz n e j. skutkiem czego obraz zostaje wy­ prostowany. D odatnią jej cechę stanowi m ała długość. umieszczony w przedniej ścianie 1 L u n eta p ry zm a ty c z n a z o sta ła w y n a le z io n a w p o ło w ie X I X w iek u przez P o r r a . u jem ną— iż może ona tylko stosunkowo nieznacznie zwiększyć k ą t wi­ dzenia.48 Z asad y fizy k i lunety holenderskiej lub lunety Galileusza. rozmieszczonych według schem atu. podanego na rys. lecz pom iędzy obiektyw em i okula­ rem zachodzi czterokrotne cał­ kowite odbicie światła w p ry ­ zm atach szklanych. N i e p c e i D a g u e r r e . poza wynalezie­ niem i udoskonaleniem przyrządów optycznych. 2 Z jaw isk o rozk ład u soli sreb ro w y ch p rzez św ia tło z o sta ło w y ­ k ry te ju ż w pierw szej p o ło w ie X V I I I w iek u p rzez lek arza S c h u l - z e g o w H alle. którym . W czasie krótkotrwałego naświetlania fotografowanego przedm iotu obiektyw. . dzięki wyzyskaniu wrażliwości2 soli srebrowych na działanie światła. Opierają się one na zasadzie lunety Keplera. udało się po raz pierwszy utrw alić obrazy. 20.

Ażeby zatem otrzym ać „ortochrom atyczne“2 p ły ty lub filmy. 1 U trw a len ia d o k o n y w a m y za p o m o cą ro ztw o ru . Zdjęcia widoków. k tó rą z kolei utrw alam y. F o to g ra fia i k in em atografia 49 ka m e ry fotograficznej. należy domieszać do soli srebrowych pewne substancje. zwykle brom ku srebra. udało się otrzym ać dwa bardzo skuteczne uczulacze na podczerwień: rubrocjaninę i allocjaninę. blady błękit nieba — bardzo ciemny. Proces ten zostaje doprowadzony do końca przez „wywoływanie“ kliszy za pom ocą roztworu redukującego. rzuca obraz na płytę szklaną lub film. p o k ry ty w arstw ą żelatyny. Sole srebrowe są wrażliwe przede w szystkim na działanie promieni niebieskich.rys. Około 1930 r. n a to m ia s t prawie zupełnie nieczułe na promienie żółte lub czerwone. k tó ry zostaje utrw alony1 za pom ocą odpowiedniego procesu chemicznego. Zasady fizyki. Umożliwiło to wyrób na szeroką skalę płyt i filmów. jako „sensy- b ilizatory“ (uczulacze) specjalnie silnie pochłaniają światło czerwone i żółte. S kutkiem naświetlenia roz­ poczyna się rozkład chemiczny soli srebrowej. na których m ożna fotografować naw et w ciemności (naturalnie ciemności tylko dla oka ludzkiego). 2 O r to ch ro m a ty czn y m i n a z y w a m y p ły t y fo to g ra ficz n e . które. Zieleń drzew i łąk (porów n. o trz y m am y odbitkę — pozytyw . oglądanych bezpośred­ nio gołym okiem. różnią się bardzo od widoków.21) wydaje się bardzo jasna. Gdy negatyw taki położym y na papier chloro-srebrny i oświetlimy. ro zp u sz cz a ją ­ ceg o n iero zło żo n ą só l sreb row ą (n p . dokonane na takich p łytach czułych na podczer­ wień. w miej­ scach zaś słabo naświetlonych rozkład jest bardzo nie­ znaczny. odległe góry zaś zarysowują się szczególnie wyraźnie. 4 . Podczas wywoły­ wania bromek srebra zostaje najbardziej zaczerniony w miejscach najsilniej zaatakow anych przez światło. za p o m o cą tio sia r c z a n u so d o ­ w eg o ). W ten sposób o trzym ujem y negatyw . k tó re są jed n a k o w o w rażliw e n a w sz y stk ie b a rw y . D z ia ła n ie św ia tła na ta k ie p ły t y z a le ż y ty lk o od jeg o ja sn o śc i. zawierającą zawiesinę soli srebra.

a p a ra t. Dzięki umowie międzynarodowej znormalizowano na całym świecie form at filmu i tem po zdjęć. Jednakże przy dokładniej­ szym obejrzeniu można poznać.50 Z asad y fizy k i Fotografia barwna opiera się zwykle na wyzyskaniu faktu. k tóra opiera się na fakcie. sty k a ją ­ cych się ze sobą drobniutkich barw nych ziarenek. W ten sposób goto­ wy obraz wykazuje właściwe zabarwienie. stąd czas naświetlania każdego . gdyż do świadomości jego nie d o trą przerwy między kolej­ nymi zdjęciami. poruszany m otorkiem elektrycz­ nym . lub też rzucam y na ekran. właśnie poza tymi zielonymi ziarnami. nadającą się do praktycznego zastosowania. trw a przez pewien czas — około 1/7 sekundy. odebrane przez oko. L u m i è r e w 1895 r. np. postać. że każde wrażenie świetlne. źe można otrzym ać wszystkie barw y z połączeń trzech barw zasadniczych: niebieskiej. np. które podczas zdjęcia rozkładają padające promienie na barw y zasadnicze. robi 24 zdjęcia na sekundę. i L. Obrazki m ają wysokość 19 m m. co 7 2 0 sekundy. Jeżeli sfotografujem y zatem przebieg jakiegoś ruchu w szeregu zdjęć migawkowych. na które w obrazie padły zielone miejsca fotografowanego przedm iotu. o prze­ kroju około V100 milim etra. Z fotografii momentalnej rozwinęła się kinem atografia. że obraz składa się z drob­ niutkich plam ek czerwonych. to otrzym a on wrażenie rzeczywistego ruchu. a więc taśm a filmowa przesuwa się z prędkością 456 mm na sekundę. Okresy czasu. zielonej i czerwonej. gdy oglądam y go. zielonych i niebieskich. potrzebne na wykonanie jednego zdjęcia i na jed n o ­ razowe przesunięcie taśm y pomiędzy dwoma kolejnymi zdjęciami. są sobie równe. Ideę kinem atografu dał E d i s o n . W dzisiejszych „filmach b a rw n y c h “ przed w arstew ką świa­ tłoczułą znajduje się w arstw a gęsto rozsianych. Za pom ocą odpo­ wiednich działań chemicznych można osiągnąć przezroczy­ stość filmu w naświetlonych miejscach. i następnie prze­ suniemy tę serię zdjęć z tą sam ą mniej więcej szybkością przed widzem. wypracowali bracia A. następujących po sobie bardzo szybko.

4* . Zwykła fotografia krajobrazu (u góry) i te n sam krajobraz w świetle podczer- wonym (u dołu) w edług Angcrera.Rys. 21.

jak np. należy stosować obiektyw y o dużej rozwartości i używać bardzo silnych źródeł światła. m ożna np. poszczególne ruchy sportowców lub lot owadów. lub też. Od 1930 r. czy też na m inutę. o trz y m am y „lupę czasową“ lub też „porywacza czasu“. Za pomocą przyrządów specjalnej budow y m ożna uzy­ skać tempo zdjęć. ab y mógł je śledzić zwykły obserwator. Zastosowanie różnych sztuczek umożliwiło wprowadzenie znacznych uproszczeń do przebiegu zdjęć. p otrafim y dzisiaj robić niezależnie od siebie zdjęcia bliższego i dalszego tła. umieszczane przed obiektywem . różniące się od zwykłego. zostały również uwieńczone dość dobry­ mi wynikami. Aby otrzym ać dobre zdjęcia w ciągu ta k krótkiego czasu. ostatnio zaś — aby uniknąć s tr a t światła — wprowadza się barwne źródła światła w odpowiednim zestawieniu.52 Z asad y fiz y k i zdjęcia wynosi 1/ia sekundy. pierwsze pró b y pozwalają liczyć na dalsze dobre wyniki. d a tu ją się początki filmu barwnego. w ykonać 1000 zdjęć na sekundę lub jedno na sekundę. T a k np. zmierzające do powiększenia czułości filmów na światło. Jeżeli z a trzy m a m y zwykłe tem po w y­ świetlania. S tarania techniki filmowej. . które. dzięki czemu stały się zbyteczne podróże aktorów do oddalonych krajów. z b y t wolno. ja k rośnięcie roślin czy kryształów. W ten sposób zostaje umożliwione badanie i uwi­ docznienie procesów. przebiegają z b y t prędko. Celem otrzym ania zdjęć ortochrom atycznych stosujem y filtry barwne.

W roku 1733 D u f a y w y k ry łd w o isty c h a ra k te r elektrycz­ ności. lecz że m a m y tu ta j do czynienia z po­ wszechną własnością wszystkich ciał. D ufay u s ta ­ lił. do k tórych przede wszystkim zaliczany był bursztyn. . Najprostsze obserwacje zjawisk elektrycznych sięgają bez w ątpienia jeszcze dalekiej starożytności. niż wiedza o innych zjawiskach fizycznych. Dopiero w X I X wieku rozpoczął się właściwie rozwój nauki o elektryczności. wiadomo.o d p y c h a ją się wzajemnie. 1 E lek tro n je s t greck ą n a zw ą b u rszty n u . że istnieją dwa wręcz przeciwne s ta n y elektryczne. znajdujące s ię w ty m s a m y m s ta n ie . jak się w ydaje. iż pewne ciała.C Z Ę S C D R U G A E L E K T R Y C Z N O S C X V II D W O IS T Y C H A R A K T E R E L E K T R Y C Z N O Ś C I Dzięki rozpowszechnieniu się radia i kina. stanow iący podstawową jej właściwość. Nie bez słuszności nazwano wiek nasz wiekiem elektryczności. dwa ciała zaś w stanach przeciwnych p rzy ­ ciągają się. Jednakże wiadomości nasze o zjawiskach elektrycznych d a tu ją się z czasów znacznie późniejszych. oświetlenia i m aszyn elektrycznych. znajdujących się w ich najbliższym sąsiedztwie. telegrafu i telefonu. elektrycz­ ność narzuca cywilizacji współczesnej charakterystyczne piętno. ta k . iż zdolność tego ta k zwanego elektryzowania się1 przez pocieranie nie jest wyłącznym przywilejem pewnych w ybranych ciał. J u ż w siódmym stuleciu przed Chrystusem było. iż dwa ciała. Około roku 1600 G i l b e r t wykrył. nabierają przez pocieranie szczególnej wła­ sności przyciągania drobnych przedm iotów.

nienaładow aną kulą. a drugiej — żywica. znak do­ d a tn i nadano elektryczności szklanej. jako prawo Coulomba. Pierwszym takim poję­ ciem. było prawo C o u l o m b a . czy też żywicznej wydawało się rzeczą całkowicie dowolną. jest w prost . W 1785 r. potrojona itd. czy też o dpy­ chając. Ponieważ głównym przed­ stawicielem jednej grupy było szkło.54 Z asad y fizyk i Nie trudno było wyróżnić dwie grupy ciał. było pojęcie ilości elektryczności. musiała więc dążyć do wytworzenia takich pojęć. elektryzujące się przeciwnie przez pocieranie. siła maleje czterokrotnie. a naw et jeszcze w połowie X I X wieku. odbieram y jednej z kul połowę jej naboju przez zetknięcie z identyczną trze­ cią. a mianowicie nadać jednem u rodzajowi nazwę elektryczności dodatniej. w następującej formie: siła przyciągania czy odpychania. gdy. przyjęcie za d odatnią elektryczności szklanej. nie zmieniając odległości. dziewięcio- krotnie itd. więc przeciwstawiono sobie dwa rodzaje elektryczności: elektryczność szklaną i elektryczność żywiczną. jest odwrotnie proporcjonalna do k w a d ra tu odle­ głości między nimi. k tó rą zwykle wypowiada się. drugiemu — ujem nej.. niestety. pierwszą zaś zależnością liczbową. jaki po­ siadali fizycy w X V I I I . z ja k ą działają na siebie dwa ciała naelektryzow ane (w jego doświadczeniach dwie kule metalowe). gdy odległość zostanie podwojona. W ten sposób Coulomb ustalił zależność. jakie powstało w nauce o elektryczności. wprost przeciwnie. w ystępująca pomiędzy dwom a naelektryzow anym i ciałami. iż siła ta spada do po­ łowy. na u k a o elektryczności musiała przede w szystkim uzyskać możność mierzenia wielkości elektrycznych. z którym i m ożna byłoby związać określone dane liczbowe. W ybór wypadł. Coulomb wykrył. A byrozw inąć się znauki czysto opisow ejw naukę ścisłą. W ty m stanie wiedzy. czy to przyciągając się. Coulomb wykrył nadto dalej. dotyczącą zjawisk elektrycznych. niż należało by sobie życzyć z p u n k tu widzenia fizyki dzisiejszej. iż siła. Wobec tego łatwo już było uczynić krok następny.

jednostka dynam iczna. J a k o trzecie wielkie odkrycie X V IIIstu lec ia w d z ie d z in ie elektryczności dołączyło się do odkryć D ufay’a i Coulomba odkrycie Y o l t y . prędkość swobodnego spadku wynosi w końcu pierwszej sekundy 981 cm na sekundę. m usim y przedsięwziąć m ałą wycieczkę w dzie­ dzinę mechaniki. podzielonego przez k w a d ra t odległości. z n ajdujący się w odle­ głości jednego c e n tym etra. J a k wykazuje doświadczenie. Opierając się na prawie Coulomba. D w oisty charakter elektryczności 55 proporcjonalna do iloczynu ich nabojów. obieram y za jednostkę ilości elektryczności taki nabój. jakie możemy nadać m ałym kulkom m etalow ym . Je d n o stk ą dynam iczną siły. w ynika ze znanego newtonowskiego praw a ruchu. Badania tego uczonego zostały spowodo- . Mechanika Łechniczna przyjm uje za jednostkę siły ciężar jednego kilograma. „elektryzując“ je za pomocą potartej laseczki szklanej. stąd dyna stanowi jed n ą 981-szą część ciężaru jednego gram a. leżą pomiędzy jedną a dziesięcioma jednostkam i elektrostatycznym i. Prawo Coulomba w ty m ujęciu daje nam bezpośrednio możność określenia jednostki naboju i uzyskania w Len sposób m iary ilości elekLryczności. A więc ciężar jednego gram a nadaje masie jednego gram a przyśpieszenie równe 981 jednostkom . k tó rą nazwano dyną. jest siła. nadm ienim y. nadająca masie jednego grama przyśpiesze­ nie jednostkowe.02 miligrama. które wyraża siłę jako iloczyn m asy przez przyśpieszenie. którem u odpowiada wzrost prędkości o jeden c e n ty m etr na sekundę w ciągu jednej sekundy. za jednostkę przyśpieszenia p rzyjm ujem y zaś z kolei takie przyśpieszenie. Nabój taki nazyw am y jednostką elektrostatyczną naboju lub też po prostu jednostką elektro­ statyczną. Inna n ato m iast jednostka siły. Ażeby wytworzyć sobie przybliżone pojęcie o wielkości tej jednostki. Aby wyjaśnić Łę sprawę dokładniej. czyli równa się ciężarowi 1. k tó ry działa z siłą równą jednej dynie na rów ny sobie nabój. jest to tak zwana statyczna jednostka siły. że naboje.

p ołą czo n e ze sob ą za p o śred n ictw em w ilg o tn e g o p rzew o d n ik a (w ty m w y p a d k u p op rzez w ilg o tn e ud k o ża b ie) e le k tr y z u ją się o d w ro tn ie. . że zaw sze p o w sta w a ły d rg a n ia . Skoro ju ż ra z wyróżniono elektryczność do d a tn ią i ujem ­ ną. że św ieżo sp rep a ro w a n e ud k o ż a b ie d rgało. Prostszą postać stosu stanowiło naczynie Volty. w drucie ty m powstawał stały prąd elektryczny. Pierwsza z nich ładowała się ujemnie. do wynalezienia stosu Volty. p olega on a na ty m . obserwacje fizjologiczne G a l v a n i e g o 1 i doprowadziły go w 1799 r.. w k tó ry m płynie elektryczność do­ 1 G a lv a n i w y k r y ł w 1790 r. D op iero V o lta rozp o zn a ł. c z y burza w y w ier a rów n ież w p ły w na to zja w isk o . je d n a k że d rgania te s ta w a ły się sz c z eg ó ln ie siln e w te d y . rozdz. O k azało się. g d y d o ty k a ł on k o ń cem n o ża do n erw ów . Volta wykazał. które pow stają przejściowo w związku np. 21. w któ ry m zanurzano dwie płytki: cynkow ą i miedzianą. stw ie r d z ił on też d a lej. Stos ten składał się z szeregu płytek na przem ian cynkowych i miedzianych. W ten sp o só b V o lta o d d zielił b a d a n ia n ad e le k tr y c z ­ n o ścią w m eta la ch od z a g m a tw a n y c h stu d ió w n ad e le k try c zn o śc ią zw ierzęcą. 2 Por. że na końcówkach stosu zjaw iają się zawsze naboje znaków przeciwnych i że wszystkie te zjawiska. ja k a b y ła g łó w n a p r z y cz y n a op isa n eg o w yżej zło żo n eg o zja w isk a . gdy łączono więc obie płytki przewodzą­ cym prąd drutem . g d y u d k o sty k a n o z że la z n ą poręczą. druga dodatnio. iż d w a m e ta le . W ten sp osób G a lvan i p rzek on ał się o e le k tr y c z n y m ch a ra k terze o b serw o w a n eg o przez sieb ie zja w isk a . Było ono napełnione roz­ cieńczonym kwasem. g d y ze zn a jd u ją cej się w p ob liżu m a sz y n y ele k tr y c z n e j tr y sk a ły isk ry . A b y zb a d a ć. nader skomplikowane. oddzielo­ nych od siebie zwilżonymi kaw ałkam i filcu. należało w dalszej konsekwencji obrać za kierunek przepływu p rąd u ten. że d rgan ia s ta w a ły się m o c n iejsze .56 Z asad y fizy k i wane przez osobliwe. z chwilowym prądem w yłado­ wania butelki lejdejskiej. g d y ud k o żab ie p r z y w ią zy w a n o do żela zn ej p o ręczy h a c z y k ie m m ie d z ia n y m .2 mogą być również w ytw arzane trwale przy użyciu stosu tego rodzaju. G a lv a n i u w ią za ł u d k o ż a b ie ż e la z n y m dru ­ cik iem do rów n ież żela zn e j p o r ęc z y sw eg o b a lk o n u .

od k ry ­ ciem elektrom agnetyzm u przez O e r s t e d a .w k tó r y m przepływa elektryczność ujem na. jednakże jeszcze za czasów Oersteda n a u k a o m agnetyzm ie nie wyszła poza pierwsze początki. j a k ­ kolwiek były bardzo doniosłe same w sobie. U schyłku średniowiecza znalazł zastosowa­ nie w Europie zachodniej kom pas. iż istnieją dwa przeciwne sobie rodzaje . przewodzących p rąd elektryczny. co i pierw­ sze najprostsze doświadczenia elektryczne. dzięki którem u n a ­ dano znak dodatni elektryczności szklanej. Średniowiecze znało już z atem zjawisko m agnetyzm u ziemskiego. i wykrył w ten sposób związek pomiędzy dwiema tak tajemniczym i jeszcze za jego czasów siłami przyrody — elektrycznością 1 m agnetyzm em . k tó ry rozpoczął się w 1820 r. iż n a ­ turalna m agnetyczna ruda żelazna przyciąga lekkie k a ­ wałki żelaza. a więc w prost przeciwny te m u . jak również wia­ dome już było. iż p rąd elektryczny odchyla igiełkę m agnetyczną. dotyczące elektryczności. przenoszone są w rzeczywistości naboje ujemne. otrzym yw anej przez tarcie. Znajomość podstaw owych m agnetycznych własności ciał sięga zapewne tego samego mniej więcej okresu. a nie żywicznej. J u ż w starożytności wiedziano. stanowiły je d n a k zaledwie wstęp do wspaniałego rozwoju nauki 0 elektryczności. X V III ELEKTROMAGNETYZM I P O J Ę C I E N A T Ę Ż E N IA P R Ą D U Odkrycie Volty oraz zdobyte w X V I I I wieku fakty. iż w drutach. znany Chińczykom już na tysiąc la t przed Chrystusem . k tó ry przy jm u ­ jem y za kierunek prąd u . E lek tro m a g n ety zm i p o ję c ie n a tę ż e n ia prądu 57 datnia. Mamy zatem dzisiaj wszelkie po­ wody do ubolewania nad przypadkiem . Oersted ustalił. Isto tn y kierunek ruchu nabojów elektrycznych w d ru ta c h jestw ięc w pro stp rz e ciw n y te m u . Dzisiaj wiemy (jak zostanie szcze­ gółowo uzasadnione dalej).

każdy magnes zawiera jednakow e ilości d o d a t­ niego i ujemnego m agnetyzm u. m asy m agnetycznej przy jm u je m y tę ilość m agnetyzm u. iż można mówić o jednym ogólnym prawie Coulomba. Dwa bieguny m agnetyczne działają zatem na siebie z siłą p rzy­ ciągającą lub odpychającą. według którego działają na siebie dwa ciała. K ażdem u ciału nadać możemy nabój elektryczny wyłącznie dodatni lub też wyłącznie ujem ny.58 Z asad y fizy k i magnetyzmu i że każde ciało m agnetyczne posiada dwa bieguny przeciwnego rodzaju. Coulomb stwierdził. Za jednostkę ilości m a­ gnetyzm u lub też. J a k wskazuje doświad­ czenie. każdy magnes posiada dwa bieguny i gdy posuniemy podział magnesu dowolnie daleko. istnieje jednakże zasadnicza różnica pomiędzy stanam i elektrycznym i a m agnetycznym i. k tó rą można przyrów nać do iloczynu zaw artych w nich ilości m agnetyzm u. k tóra na równą sobie ilość. naładow ane elektrycznie. Pomimo analogii pomiędzy praw am i oddziaływań wza­ jem nych m as m agnetycznych oraz nabojów elektrycznych. iż to samo prawo. Odkrycie Oersteda pozwoliło określić jednostkę natężenia p rądu elektrycznego przez m agnetyczne działanie prąd u ? . sięgającej tak daleko. nazyw am y biegun wska­ zujący na północ — dodatnim . znajdującą sięwodległości jednego centym etra. zwane biegunami północnym i południowym. analogii. działa z siłą równą jednej dynie. W znanych polakierowanych na czerwono m agnesach w kształcie podkowy. Stosując związane ze zjawiskami m agnetyzm u ziemskiego czysto konwencjonalneoznaczenia. masa m agnetyczna każdego z bie­ gunów może wynosić do kilku setek takich jednostek. lecz nie możem y n a ­ dać jednem u ciału m agnetyzm u wyłącznie jednego rodzaju. podzielo­ nego przez kw a d ra t ich odległości. na południe — ujem nym . sto­ suje się również do dwóch biegunów m agnetycznych. części jego zawsze stanowić będą całkowite m a ­ gnesy dwubiegunowe. północnego czy też południowego. ja k mówią inaczej. służących do zabaw y dzieciom.

sięga 100 A. znajdujący się w środku koła. .1180 m lgr srebra. 5 6 . działa z siłą jednej d y n y 1 na jednostkow y biegun. drucik miedziany. starannie izolowany. Ponieważ p rąd elektryczny rozpatrujem y jako przepływ elektryczności. porów naj rozdz. jak w y ż e j. Jednostkę. jednostka. na której oparto konstrukcję tzw. wywołane przez p rąd elek­ tryczny. zg o d n ie z b rzm ien iem p olsk im . ile jednostek elektrostatycznych naboju przechodzi wciągu 1 W y stę p o w a n ie lic z b y '2n w y n ik a z p o d sta w o w e g o p raw a d zia ­ ła ń ele k tr o m a g n e ty c z n y c h . nawinięty w postaci bardzo licznych zwojów na stosowną ram kę. który. przepływ ający przez nowoczesne lam py żarowe ma natężenie około y2 A. Zakres wskazań odpowiednio zbudow a­ nych galw anom etrów różnych typów rozciąga się od t y ­ sięcy am perów do bilionowych części ampera. J e ż e li u ż y w a m y w y ra zu a m p er dla ozn a czen ia n a tężen ia prądu. płynąc przez przewodnik w kształcie koła o promieniu centym etrów . p isz e m y go. najważniejszych przyrządów mier­ niczych w dziedzinie prądów. wysoce interesujące staje się zagadnienie. galwanomelrów. stosowana zwykle w elektro­ technice. W przyrządach tych prąd m ierzony przepływa przez cienki. określoną w ten sposób. Dziesiątą jej część stanowi amper. każdy zwój działa jak samo­ dzielny obwód. nazw ana ta k na cześć francuskiego fizyka. k tó r y w cią g u jed n ej se k u n d y w y d z iela 1.2 Tysiączna część am pera (A) została nazw ana miliamperem (MA). Działania m agnetyczne. Ciało ludzkie może już odczuwać p rądy o n a ­ tężeniu zaledwie kilku MA. Prąd. w od różn ien iu od n a zw isk a u czo n eg o fran ­ cu sk ieg o — A m père. pędzący tram w aje miejskie. stanow ią zasadę. 2 A m p er byw a o k reśla n y rów n ież e le k tr o lity c z n ie . E lek tro m a g n ety zm i p o jęcie n a tę ż en ia prądu 59 Za jednostkę natężenia uważać będziemy natężenie takiego prądu. C h od zi w ięc o k o ło o o b w o d zie 4 n z cm {7i = 3 . ja k o n a tę ż e ­ nie prądu. któ ry w dwudziestych latach X I X stulecia położył wielkie za­ sługi w dziedzinie badań prądów elektrycznych. prąd.1 4 1 5 9 ). nazyw am y elektrom a­ gnetyczną jed n o stk ą natężenia prądu.

Z god n ość tę m u sim y w g ra n ica ch b łęd u u zn a ć za z u p ełn ą .1 W ten sposób W eber i Kohlrausch po raz pierwszy wykryli ścisły związek pomiędzy elektrycznością i światłem i po raz pierwszy przeczuli identyczność istoty obu tych sił przyrody. w którym płynie prąd o natężeniu. do­ prowadziła ona do wyniku w prost sensacyjnego. wyrażonej w c e n tym etrach na sekundę. Weberowi i Kohlrauschowi.. Z n aleźli oni. 2 N iezn a czn e o d ch y le n ie w a r to śc i p ręd k o ści św ia tła od za o k rą g ­ lonej lic z b y 3 . jako jedna dziesiąta elektrom agnetycznej jed ­ nostki natężenia prądu. je s t rów n a 3.1 . nie zo sta ło tu u w zg lęd n io n e. wynoszącym jednostkę elektrom agnetyczną. 1010 c m /se k . a prędkość światła wynosi 3 . n a jd o k ła d n iejsz e za ś p o m ia ry o p ty c z n e p ręd k ości św ia tła d a ły .2 1 W eb er i K o h lra u sch m ierzy li p rzed e w sz y stk im c a łk o w itą ilo ść e lek try czn o ści. 1010 cm /sek . . za w a rtej w p ew n ej b u te lc e lejd ejsk iej. iż p rąd o natężeniu jednostkow ym przenosi w ciągu sekundy liczbę jednostek elektrostatycznych naboju.9 9 7 1 0 . J a k o n a jd o k ła d n iejszą d o ty c h c z a s w a r to ść o tr z y m a n o z ty c h p o m ia ró w — 2 . p rz e n o szo n y ch w ciągu se k u n d y przez prąd o n a tężen iu je d n o s tk o w y m . n a ­ stę p n ie ro zła d o w y w a li t ę b u te lk ę i p rz ep u szcza li prąd w y ła d o w a n ia przez g a lw a n o m etr. jest to tzw. z którego nadzwyczajnej doniosłości ówcześni fizycy nie zdawali sobie jeszcze całkowicie sprawy. kulomb. równą wartości pręd­ kości świalła. 1010.9 9 7 9 6 . więc kulom b odpowiada 3 . Ponieważ arnper został zde­ finiowany.60 Z a sa d y fizy k i jednej sekundy przez dowolny przekrój przewodnika.1010 cm /sek . iż liczb a je d n o ste k e le k tr o sta ­ ty c z n y c h n a b o ju . w a r to ść 2 . W e b e r i K o h l r a u s c h znaleźli mianowicie. P o m ia ry te z o ­ s ta ły p o w tó rzo n e p óźn iej w e d łu g p o m y słu W eb era i K o h lra u sch a przez szereg b a d a czy p rzy z a sto so w a n iu c ią g ły c h u lep szeń . 1010 cm na sekundę. 10® jednostkom elektrostatycznym .0 0 0 0 0 . ja k w id z ie liś m y w y ż e j. Odpowiedź na to pytanie udało się zdobyć dopiero w 1856 r. przenoszoną w ciągu jednej sekundy przez prąd o natężeniu jednego am pera. W elektrotechnice za jednostkę p rak ty c zn ą ilości elek­ tryczności przyjm ujem y ilość elektryczności.

Ilością woltów m ierzym y napięcie elektrycz­ ne. j a k ą posiada prąd wody. W ydaje się zatem. przepływającej w ciągu sekundy. że kierunek odchylenia zmienia się wraz ze zmianą kierunku obrotu tarczy lub ze zm ianą znaku naboju. podobne do działań prądu. zależy nie tylko od ilości wody. N a p ię c ie ele k tr y cz n e 61 Utożsamienie p rądu elektrycznego z przenoszeniem n a ­ bojów elektrycznych nasunęło myśl. czyli różnica potencjałów. o ile chodzi o dzia­ łania m agnetyczne. jest napięcie. że ciało. przez fizyka amerykańskiego R o w l a n d a . Możemy powziąć przybli­ . W nauce o elektryczności poję­ ciem. bowiem różnica potencjałów t a k samo jest przyczyną pow staw ania p rąd u elektrycznego. J e s t rzeczą ja ­ sną. lecz ustalił również. przepływającego przez przewodzący d ru t. które posiada podobne znaczenie dla prądu elektrycz­ nego. ja k różnica poziomów dla p rądu wody. wywoła działania. naładow anych elektrycznie. Je d n o stk ą n a ­ pięcia elektrycznego jest wolt. że. Przypuszczenie to zostało rzeczy­ wiście potwierdzone w 1876 r. naładowane elektrycznie i poruszające się dostatecznie prędko. nie m a żadnej różnicy pomiędzy p r ą ­ dami przewodzonymi i ta k zwanymi prądam i konwekcyj­ nym i. X IX N A PIĘ C IE E LE K TR Y C Z N E Pojęcie ilości woltów jest bardziej naw et znane każdemu laikowi z codziennego życia dzisiejszego. polegającymi na mechanicznym przesuwaniu ciał. ja k ą prze­ bywa woda na swej drodze. analogicznym do różnicy poziomów. aniżeli pojęcie n a ­ tężenia prąd u . zwana też czasami silą elektro­ m otoryczną. lecz również i od różnicy poziomów. że zdolność w ykonania pewnej pracy. ja k różnica poziomów jest przyczyną p rądu wodnego. W praw iał on w szybki o b ró t naładow aną elektrycznie tarczę i nie tylko mógł wywołać w ten sposób odchylenie znajdującej się w pobliżu igły m agnetycznej.

20. Dla przykładu zaznaczy­ my. ze względu na jej wagę. jednakże. np. na cześć wynalazcy m aszyny parowej. k tó rą wykonyw a na sekundę prąd o natężeniu jednego am pera. ta k ą sam ą ilość pracy „uzyskujem y“ . w ykonyw ała pracę jednego erga. gdy ciało to spada z tej wysokości. ogólnie zapewne znanych. faktach: zwykłe bateryjki kieszonkowe w ytw arzają napięcie około 1 %wolta. gdy 10. aby ilość elektryczności. iż podniesienie każdego ciężkiego ciała na określoną wysokość w ym aga zu­ życia pewnej pracy i że odwrotnie. opierając się na dwu następujących. Ogólnie praca p rądu na sekundę — czyli tak zwana sprawność albo moc p r ą d u —-w y raż o n a w w a tta c h .1 przeby­ wając napięcie jednostkowe. musimy ją omówić choć w kilku wier­ szach. czy też z uzyskaniem pewnej pracy. P rzypom nijm y przede wszystkim. została nazw ana wolt-am perem lub też częściej walłem. mniej więcej pół w a tta na świecę. gdy elektryczność prze­ pływa pomiędzy dwoma p u n k ta m i o różnych potencjałach. por. równa elektrostatycznej jed ­ nostce naboju.000 ton wody. w ykonana przez p rąd o mocy jednego w a tta w ciągu 1000 godzin.62 Z asad y fiz y k i żone wyobrażenie o wielkości wolta. spływając z góry. . 2 In n e (u sta w o w o p rzy jęte) ok reślen ie w o lta p o leg a n a ty m . przebyw ając różnicę potencjałów jednego wolta. Praca.2 Praca. iż n a p ięcie n orm aln ego ogn iw a k a d m o w eg o p r zy jm u je się za rów n e 1. ta k zwana kilowallgodzina (KWG). jest jed- 1 P o jęcie erga z n a jd z ie m y w ro zd ziale 7. W podobny sposób zostaje w ykonana praca. Ścisła definicja wolta jest nieco trudna. że nowoczesne lam py żarowe zużywają przeciętnie od 10 do 100 w attów . opada o 40 metrów. elektryczne zaś linie oświetleniowe z n a jd u ją się pod napię­ ciem 110 lub też 220 woltów. Trzechsetna część takiej jednostki napięcia została nazwana wollem. Każda zmiana poziomu ciężkiego ciała związana jest ze zużyciem. jest równa iloczynowi ilości woltów przez ilość amperów. Kierując się analogią.0187 w olta. możem y określić jednostkę napięcia tak. rozdz.

odwrotnie — do przekroju. XX O PÓ R E L E K T R Y C Z N Y Gdy połączymy ze sobą przewodnikiem bieguny źródła p rądu o określonym napięciu. is to tn ie . ja k to stwierdził w r. zwa­ nego od jego nazwiska praw em Ohma. Opór d ru tu metalowego o długości 1 m etra i przekroju jednego mili­ m etra kwadratow ego nazyw am y oporem właściwym danego m etalu. niż w pierwszym. Opór elektryczny 63 no stk ą pracy1 dobrze znaną z życia codziennego.in a sta n o w i je d n o s tk ę p racy. to znaczy. Opór przewodnika liniowego jest w prost proporcjonalny do jego długości. a następnie z astąpim y to źródło innym o napięciu podwójnym . Iloraz ten nazwano oporem. . natężenie p rądu jest dwa razy większe w drugim w ypadku. iż w a tt je s t jed n o stk ą sp ra w n o ści n a to m ia st w a ttg o d z in a lu b ty sią c k r o tn ie w ięk sza k ilo w a ttg o d /. kto korzysta z oświe­ tlenia elektrycznego. sp ra w n o ść o zn a cza p racę na je d n o s tk ę czasu .1 Q. natężenie p rądu w określonym przewodniku jest proporcjonalne do napięcia. gdyż musi płacić za nią około 50 groszy. a mianowicie opór takiego przewodnika. o d c h y le n ie tak iej je d n o stk i od je d n eg o om a w y n o si za led w ie kilka p ro cen tó w . 1827 O h m . Stąd iloraz napięcia przez natężenie prądu jest pewną wielkością mierzalną. jed ­ nostką techniczną oporu jest „ O h m “ — . 2 D aw n iej opór tak iej nici rtęcio w ej sto so w a n o rów n ież ja k o je d n o stk ę . Ogólnie biorąc. k tó ry spostrzeżenia swe wypowiedział w postaci prawa. w k tó ry m napięcie (siła elektro­ m otoryczna) jednego wolta w ytw arza prąd jednego am pera. że słup rtęci o długości jednego m etra i przekroju jednego milimetra kwadratow ego2 posiada opór około 1 N a le ż y zw rócić u w agę na to. której znaczenie uprzytam nia sobie każdy. Opór właściwy rtęci wynosi około jedności. charakteryzującą elektryczne własności przew odnika.

dochodzące zaledwie do jednej s tu ­ tysięcznej stopnia. szczególnie p r a ­ widłową w w ypadku platy n y . Zależność tę. Dzięki planow ym próbom udało się wytw orzyć stopy. pośród n ich . traci. wówczas po usunięciu źródła p rąd ten krąży nadal w pierścieniu w ciągu długich godzin bez żadnego dostrzegalnego osłabienia. gdy w pierścieniu ołowianym. n a w e t s to p y m e ta li. . 4 0 % niklu) i m anganina (84% miedzi. ja k np. można wyzyskać do n a d ­ zwyczaj dokładnych pom iarów te m p e ra tu ry . K ażdy z metali. występuje osobliwe zjawisko nadprzewodnictwa. jest powszechnie używ ana na przewody. praktycznie biorąc. k tóre sam e przez się n ie u ja w n iły n a d p rzew o d n ictw a . skutkiem tego miedź. praktycznie biorąc. Szczególnie m ały jest opór wła­ ściwy srebra (0. posiadających tę dziwną właściwość. Do stopów ty ch należy konslanlan (60% miedzi. których opór właściwy nie zależy. a mianowicie zwiększa się z jej wzrostem. od tem p e ra tu ry .2 W a rto tu nadm ie- 1 S k u tk ie m te g o tem p era tu ra p ierścien ia o ło w ia n e g o je s t sta le u tr z y m y w a n a na p o zio m ie ok o ło 4° p o w y żej zera b e zw z g lęd n e g o . za­ nurzonym do ciekłego helu. W tem p e ra tu ra c h szczególnie niskich. u pewnych określonych metali. całkowicie swój opór w pewnej ściśle określonej. w ykryte przez K a m e r l i n g h O n n e s a w 1911 r. 3 N iek tó re s to p y w y k a z u ją ró w n ież zja w isk o n a d p rze w o d n ic tw a .016) i miedzi (0. ołów. T ak np. rtęć.96 Q).64 Z a sa d y fizy k i 1 Q (dokładniej 0. 4 % niklu.1 w ytw orzym y p rąd przez chwi­ lowe przyłożenie źródła prądu. Za pomocą elektrycznych term om etrów oporowych m ożna mierzyć różnice tem peratur. zgoła n ieo cz e k iw a n ie . 12% m anganu).017). charakterystycznej dla danego m etalu. Opór właściwy zmienia się z lempcralurą. cynk. około — 269° C (a więc zaledwie o 4 stopnie powyżej zera bezwzględnego). jako m etal stosunkowo tani. bardzo niskiej tem peraturze. Opór właściwy slopów znacznie mniej zależy od tem p e ra ­ tu ry .

Składa się on z dwóch płytek ołowianych. jest węgiel. a k u m u la to r nie daje je d n a k jeszcze w ty m stanie żadnego prądu. gdy n a to m ia s t elektrodę ujem ną tw orzy n a ­ czynie cynkowe ogniwa suchego. można je d n a k mierzyć opory.1 Pom iar oporów polega zwykle na ich porównaniu z opo­ ram i norm alnym i. 10. p ły tk ą dodatnią. służą do tego tak zwane pudelka opo­ rowe. na drugiej zaś 1 Por. Gdy w obwodzie p rąd u znajduje się kilka oporów.) Stosowane dzisiaj często w praktyce ogniwa suche za­ wierają pewną masę. Obszar mierniczy takich przyrządów sięga do dziesiątków tysięcy omów. zawierające kom plety wzorców. Opór elektryczny 65 nić jeszcze o osobliwej własności selenu. złożone z całkowitych wielokrotności 100. to na. na k tó ry m są również widoczne powszechnie przyjęte symbole rysunkowe na źródło prądu. dochodzące do biliona omów. lub reostaty.pry¿ u2¿h°™ $ turalnie sum ują się one. którego opór właściwy obniża się znacznie pod wpływem naświetlenia. grających ważną rolę. gdy b a d a m y izolatory. Przez a k u m u la to r musi być uprzednio przepuszczony p rąd z zew­ ną trz . Najw ażniejszym dzisiaj ogniwem galwanicznym jest aku ­ mulator. przesyconą roztw orem salm iaku. V10 i 1/100 oma. 39. 1. Podobnie sum ują się siły elektrom otoryczne źródeł prądu. a w większości w ypadków również i różnej gru­ bości. Za pomocą specjalnych urządzeń. 22. oraz na opór — linia zazębiona. J e d n a z p ły te k po­ kryw a się przy ty m dw utlenkiem ołowiu. włączonych jeden po drugim. gdy włączymy ich kilka do obwodu lub też gdy źródła te złączymy w baterię. rozdz. mianowicie dwie równoległe kreski różnej długości. zostaje on wówczas „naładow any“ skutkiem zacho­ dzących w nim zmian chemicznych. Zasady fizyki 5 . czyli t a k zwaną elektrodą dodatnią. zanu­ rzonych w czystym kwasie siarkowym . (Porównaj rys.

k tó ry można dzielić na części za pom ocą ruchomego k o n ta k tu Ii. odgałęźmy następnie z p u n k tó w F i Ii obwód boczny. płynącego przez obwód.66 Z asad y fiz y k i wydziela się wodór. prawo Ohma stosuje się do natężenia prądu i oporu każdej z gałęzi. wynoszące 220 woltów. k tó ry odwrotnie może redukować dwu­ tlenek ołowiu na ołów metaliczny. można go na nowo naładować. sięgające do 10. W ynika stąd możliwość podziału napięcia. lecz również i do dowolnej jego części. przez opór części obwodu zawartej między A i B jest rów ny różnicy potencjałów punktów A i B. . 23). napięcie miejskiej linii oświetleniowej. W stanie naładow anym a k u m u la to r jest „w tó rn y m “ ogniwem galwanicznym. Niech A i B będą dwoma dowolnymi p u n k ta m i obwodu. Praw o Ohma. w ykazuje napięcie 2 wol­ tów. stosuje się nie tylko do całego obwodu prądu. do którego włączamy jakiś przyrząd.1 A ku­ m ulator może dostarczać przez wiele godzin p rąd u o kierunku odw rotnym do p rąd u ładującego. Można również zestawiać ak u m u la ­ to ry w baterie. n a p ię d a is c h e m a i).6 wolta. według którego iloczyn n a ­ tężenia p rądu przez opór równa się sile elektrom otorycznej. stosując odpowiednie izolacje. używany jako źródło prądu. w y w o ła n y c h przez prąd p ie r w o tn y . Stosunek wartości napięcia częściowego pomiędzy p u n k tam i F i H do całkowitego napięcia 220 woltów jest równy stosunkowi części oporu F H do całkowi­ tego oporu FG. Przesuwając dowolnie ruchom y k o n ta k t H. do oporu FG (rys. Przyłóżm y np. Gdy a k u m u ­ lator wyczerpie się.000 woltów. wówczas ilo­ czyn natężenia prądu. p o n iew a ż d op iero u p rzed n ie p rzep u szczen ie p ew n eg o p rąd u p ie rw o tn eg o u m o żliw ia p ó źn iejsze czerp a n ie prądu z o g n iw a n a k o sz t p rzem ian c h e m ic z ­ n y ch . W w y padku rozgałęzienia prądu. m ożna z pomocą takich bateryj otrzym ać wysokie napięcia. A kum u­ lator. zużywający prąd. nato m ia st do ładowania potrzebne jest napięcie 2. 1 N a z y w a m y ogn iw o te g o rod zaju w tó r n y m .

1 Z praw a Ohma w ynika wreszcie również. gdy odległość pomię­ dzy p łytam i jest stała. iż obie p ły ty zostają naładow ane elektrycz­ nością przeciwnych znaków. umieszczone na izolowa­ nych podstaw kach. stan ten zaś trw a naw et po usunięciu doprowadzeń napięcia. z'miejską linią oświetleniową. gromadzące się na każdej z płyt. że fizyka dzisiejsza rozpo­ rządza jeszcze licznymi innym i m etodam i mierzenia różnic potencjałów. proporcjonalne do przyłożonego napięcia. są. która charakteryzuje opisany wyżej układ. k tóra skupia nabój. Wielkość tę nazyw am y pojemnością kondensatora. że każdy galw anom etr o znanym oporze m ożna przekształcić w p rzy­ rząd mierniczy do napięć. XXI KONDENSATOR W eźm y dwie p ły ty metalowe. czyli ta k zwany woltomierz. J e st zrozumiałe samo przez się. Kondensator 67 możemy w ytworzyć w ten sposób dowolne napięcie czę­ ściowe. zwłaszcza o ile chodzi o bardzo małe i szcze­ gólnie wysokie napięcia. 5* . Jed n o stk ę tę nazwano faradem na cześć wielkiego fizyka angielskiego F a r a d a y ’a. iż naboje elektryczne o przeciwnych znakach. n osi m ia n o p o te n c jo m etru . gdy odległość między płytam i jest dana. 1 U rząd zen ie. Okazuje się wówczas. Za jednostkę pojemności p rzyjm ujem y ta k ą pojemność. Dalsze obserwacje w ykazują. chociażby np. Możemy więc przyrów nać nabój do iloczynu n a ­ pięcia przez pewną wielkość. gdy napięcie na niej wynosi jeden wolt. usta w m y je naprzeciwko siebie i po­ łączmy je chwilowo ze źródłem pewnego określonego n a ­ pięcia. zwany kondensatorem . op isa n e tu ta j. równy jednem u kulombowi. jest ona jed n a k o wiele za duża dla celów technicznych.

że w tych samych w arunkach pojem ność kondensatora zwiększa się pięcio­ krotnie. gdy usu­ niemy d ru ty . znajdującej się pomiędzy p łytkam i metalowymi. Każdej substancji nieprzewodzącej elektryczności odpowiada w sposób analogiczny pewna c harakterystyczna liczba.68 Z asad y fiz y k i W p raktyce używ am y jako jednostki t a k zwanego mikro- farada (MF) — któ ry stanowi milionową część farada. P ły ty kondensatora niosą naboje znaków przeciwnych i skutkiem tego przyciągają się nawzajem .“ Stała dielektryczna szkła wynosi. W su ń m y pomiędzy naładowane płytki szybę szklaną. 2 P o w ietrzu m u sim y ró w n ież p rzy p isa ć p ew n ą sta łą d ie le k tr y c z ­ n ą w sto su n k u do p różn i.1 zauw ażym y n a ty c h m ia ­ stowy spadek napięcia do 40 woltów. ebonitu — około 3. można zastosować przyciąganie się wzajemne p ły t kondensatora do pom iaru różnic potencjałów. zgodnie z wyżej powiedzianym. w w ypadku wody ma ona olbrzymią wartość 81. zależy ona też w spo­ sób bardzo istotny od substancji. Liczbę tę n a ­ zwano slalą dielektryczną. co m ożna bez­ pośrednio stwierdzić za pomocą wagi. poza ty m za k ła d a m y . ja k stwierdził w 1835 r. F a r a d a y . ile razy w zrasta pojemność kondensatora po wypełnieniu przestrzeni między płytam i t ą substancją. k tóra wskazuje. 1 M u sim y w y k o n a ć tę c z y n n o ść o stro żn ie. Odwrotnie.00059. . zam iast powietrzem. Pojemność kondensatora płytkowego jest odwrotnie proporcjonalna do odległości między płytkam i. Poprzednie napięcie — 220 woltów — ustala się jed n a k z powrotem. Musimy stąd wyciągnąć wniosek. doprowadzające napięcie. przy czym. zostaje ono zachowane. porcelany — 4 % . 5. gdy pom iędzy jego płytam i znajduje się szkło zam iast powietrza. gdy szybę szklaną usuniemy. w a rto ść jej w y n o si 1. Jeżeli przyłożym y do kondensatora napięcie 220 woltów. je d n a k ż e sta ła d ie le k tr y c zn a p ow ietrza różni się bard zo m ało od je d n o śc i. u n ik a ją c z e tk n ię c ia z n a ła d o w a n y m i p ły ta m i m e ta lo w y m i. że g ru b ość w su n ię te j sz y b y szk la n ej je s t rów n a o d le g ło śc i p o m ię d zy p ły ta m i.

czyli każdego „przew odnika“ . są tzw. 24. S tą d p rzez p ro sty rach u n ek (tzw . 3 K u lo m b rów na się m ia n o w icie 3 . posiadającym i również pewne znaczenie historyczne. a b y p rzen ieść ele k tr o m a g n e ty c z n ą je d n o s tk ę n a b o ju z n ie sk o ń c zo n o śc i do d o ­ w o ln eg o p u n k tu na p o w ierzch n i k u li. podzielonemu przez promień.3 K ula metalowa 1 Im b liżej sieb ie zn a jd u ją się o b y d w ie w a r stw y sta n io lu . Równie dobrze. Oba te ty p y kon­ densatorów w ykonane są ze szklą. D zie- . możemy mówić o pojemności każdego ciała przewodzącego elektryczność. K on d en sator 69 Bardzo rozpowszechnionymi formami kondensatorów. butelka lejdejska oraz płyta F ranklina. Na podstawie praw a Coulomba m ożna łatwo wywniosko­ wać.1 0 9 je d n o stk o m e le k tr o sta ­ ty c z n y m . ja k ą trzeba w y k o n a ć p rzeciw k o siło m p o la . 2 N ab ój k u li d zia ła m ia n o w icie na ze w n ą tr z ta k . a w o lt — 1/300 e le k tr o sta ty c z n e j je d n o s tk i n a p ięc ia . P o te n c ja ł za ś k u li o d p o w ia d a p racy. okazuje się. P rzyjm ujem y wówczas za napięcie różnicę potencjałów Rys. Można rów­ nież łatwo wykazać. ty m siln iej w zra sta p o jem n o ść (stą d te ż p o c h o d z i n a zw a k o n d en sa to r). pom iędzy które w suw am y przez po­ kręcanie odpowiedniej gałki drugi układ p ły t (rys. oklejonego obustronnie staniolem .2 W szczególnym więc w ypadku. ca łk o w a n ie) d o c h o d z im y do p r z y to czo n ej w y żej z a leż n o ści. ja k o pojemności kon­ densatora. ja k g d y b y b ył ca łk o w icie sk u p io n y w środ k u k u li. też pomiędzy przewodnikiem i jakim ś dowolnym ciałem. 24). połączonym z ziemią (uziemionym). gdy przew odnik ma ksz ta łt kuli. iż pojemność jego równa się promieniowi kuli.1 W technice współczesnej i w fizyce ekspery­ mentalnej używa się jako przyrządu o dającej się dokładnie regulować pojemności ta k zwanego kondensatora obrotowego. iż kula o promieniu 9 kilometrów posiada pojemność jednego m ikrofarada. każdem u kątowi skręcenia odpowiada określona wartość pojemności. Składa się on z szeregu p ły t m etalow ych w kształcie pół­ koli.Kondensator pom iędzy przewodnikiem i ziem ią lub obrotowy. że potencjał kuli metalowej musi być rów ny jej nabo­ jowi.

X X II POLE ELEKTRYCZNE Z pojęciem napięcia. 1 Z d efin icji p o ten c ja łu w y n ik a m ia n o w icie. Otaczająca nas atm osfera stanowi również pole elektryczne. d z ia ­ łającej na je d n o s tk ę n ab oju . w z ię ta ze zn a k iem o d w ro tn y m . pola m ają spadek rzędu kilku milionów woltów na centym etr. ja k o m ilio n o w ej części farada. k tó ry m zajmowaliśmy się ju ż nie­ jednokrotnie. wiążą się bezpośrednio pojęcia pola elektrycz­ nego oraz natężenia pola elektrycznego. w k tó ry m norm alny spadek potencjału wynosi na powierzchni ziemi około 1 wolta na ląc 3 . równa się. G dybyśm y nadali ta k olbrzymiej kuli potencjał. Gdy podzielimy ją przez wielkość naboju. Najsilniejsze. o trz y m ała b y ona nabój równy co do wielkości ilości elektryczności. technicz­ nie osiągalne. natężeniu pola elektrycznego. istniejący w pewnym punkcie pola w kierunku działania siły. S tą d jed n em u m ik ro fa ra d o w i. o tr z y m u je m y 9 .1 0 9 przez 1 /3 0 0 . Skutkiem takich napięć na z n ajdujący się w polu nabój działa pewna siła. czyli różnica potencjałów na centym etr. równy napięciu linii oświetleniowej. Nazwą pola elek­ trycznego obejm ujem y obszar. czyli natężenie pola elektrostatycznego.1 Wobec tego natężenie pola po dajem y w woltach na c entym etr. o trz y m am y „siłę na jednostkę n a b o ju “ . m u si b y ć rów n a sile. Spadek potencjału. . że (jak m ó w im y w ję z y k u m a te m a ty c z n y m ) p o ch o d n a p o te n c ja łu w zg lęd em o d le ­ g ło ści. ja k to łatwo wykazać. 105 cm . ja k a przepływa w ciągu jednej sekundy przez przekrój nitki zwykłej żarówki. pom iędzy p u n k ta m i którego istnieją różnice potencjałów. a więc około 220 woltów. czyli napięcia elektryczne. 10u ja k o w a r to ść farada w c e n ty m e tr a c h .70 Z asad y fizy k i o promieniu rów nym promieniowi ziemi ma pojemność 707 m ikrofaradów. o d p o w ia d a 9 .

w ty m celu w ystarczy w ytw orzyć pole elektryczne na płytce szklanej i następnie. Rys. 25. o trz y m am y wówcz&s ta k zwaną linię siły. potrząsając nią z lekka. że każde pole elektryczne wypełnione jest takim i limami sił. Z rysunku widać (wynika to również i z rozważań teoretycznych). posypać ją sproszkowanym gipsem. Elektryczne linie sił w polu kondensatora. na płytce szklanej naklejono dwa kawałki staniolu i po­ łączono je ze źródłem wysokiego napięcia. Możemy jed n a k również bezpośrednio uwidocznić linie sił. 25 np. P o le elek try czn e 71 ce n ty m etr. Rys. Możemy sobie wyobrazić. że linie sil w ychodzą prostopadle z powierzchni naładowanego ciała . jednakże podczas burzy spadek ten może wzrosnąć do blisko 1000 woltów na centym etr. przedstaw ia linie sił pola kondensatora. Jeśli w polu elektrycznym przeprowadzim y krzyw ą w ten sposób. że w każdym punkcie będzie ona miała kierunek natężenia pola w danym miejscu. D robniutkie kryształki gipsu ułożą się wówczas pod wpływem sił elektrycznych wzdłuż linii sił.

nie może również istnieć w nim i pole elek­ tryczne. Roz­ liczne doświadczenia rzeczywiście bezpośrednio potwier­ dzają b rak pola we wnętrzu naładow anych przewodników. Gdy ciało A usunie­ 1 P rzed e w sz y stk im n a le ż y tu p o m y śle ć o e lek tro n a ch ! 2 O d k ryw cam i in d u k cji ele k tr y c z n e j b y li W ilk e i A ep in u s. że w pierwszych istniejące w ciałach naboje elektryczne1 mogą poruszać się swobodnie wzdłuż linij sil. zyska nabój ujem ny. zostałyby one n a ty c h m ia st w yrównane przez przepływ prądu. Istotna różnica pom iędzy przewodnikami i izolatorami polega właśnie na ty m . chyba że napięcie jest podtrzym yw ane przez połączenie ze stałym źródłem p rądu (np.72 Z asad y fizyk i i również prostopadle kończą się na innym ciele naładow a­ nym. Z możności poruszania się nabojów w ew nątrz prze­ wodnika w ynika dalej zjawisko indukcji2 elektrycznej. zwrócona ku ciału A. Ło. Tylko w izolatorach mogą istnieć różnice potencjałów a więc w nich tylko mogą przebiegać linie sił bez jednoczesnego przepływu prądu. Stosuje się to naturalnie nie tylko do pełnych. nabój dodatni spły­ nie do ziemi. przewodnik B. W przewodnikach na to m ia st nie mogą istnieć różnice potencjałów. lecz i do pustych wew nątrz przewodników. iż w przewodniku nie mogą istnieć różnice potencjałów. . Zachowanie się przewodników i izolatorów w polu elek­ trycznym jest zasadniczo odmienne. Nabój przewodnika może gromadzić się tylko na jego powierzchni. Wobec Lego. w izolatorach zaś jest to nie­ możliwe. Jeżeli do n ała­ dowanego dodalnio ciała A zbliżymy izolowany. skutkiem zdolności przesuwania się nabojów we wnętrzu ciała B. w yw ieranych przez nabój ciała A. Gdy ciało B uziemimy. ogniwem galwanicznym). ujem ny zaś pozostanie. wykryŁe już w połowie X V I I I sLulecia. będzie to wynikiem sił przyciągających i odpychających. n ato m iast część odwrócona od ciała A — dodatni. nienała- dow any uprzednio. część jego.

ja k o polu elektrycznym . Pod tą nazwą rozum iem y obszar. 1 O d efin icji b iegu n a je d n o stk o w e g o b y ła m ow a w ro zd ziale 18. nie sty kając ze sobą bezpośrednio tych ciał. jak elektryczne. którego n a tę ­ żenie wynosi około połowy gaussa. X X III P O L E M A G N ETY CZN E W podobnym znaczeniu. Możemy więc nadać przewodnikowi B za pośrednictw em ciała A przez indukcję nabój elektryczny znaku przeciwnego. P o le m a g n e ty cz n e 73 m y. wytworzone dotychczas przez fizyków. przy czym natężeniem pola m agnetycz­ nego nazyw am y siłę.3 M agnetyczne linie sil możem y uwidocznić w podobny sposób. za pom ocą w yładow ań elektrycznych udało się w ytw orzyć chwilowe pola m agnetyczne o natężeniu przewyższającym nawet milion gaussów. 2 B liższe szc z e g ó ły o „ d y n ie “ por. . Najsilniejsze trwałe pola m agnetyczne. rodz. gdzie na biegun jednostkow y działa siła jednej dyny. a poza ty m wspólnie z W eberem w y­ nalazł telegraf elektrom agnetyczny. m a ją natężenie rzędu dziesiątków tysięcy gaussów.2 Na powierzchni ziemi znajdujem y się stale w polu m agnetycznym ziemskim. k tó ry około 1820 r. m ó­ wimy w fizyce również i o polu m agnetycznym . sypiąc opiłki żelazne na tek tu rk ę. lo elektryczność ujem na rozejdzie się po całym przewodniku B. 3 P o w io d ło siQ teg o d o k o n a ć K a p ic y i je g o w sp ó łp ra co w n ik o m w 1930 r. Natężenie poła równe jest jednem u gaussowi tam . działającą na biegun jednostkow y. w którym na biegun m agnetyczny działa pewna siła. 17.1 Zwykle używ aną jed n o stk ą natężenia pola magnetycznego jest „g a u s s nazw any tak dla uczczenia wielkiego m a te ­ m a ty k a niemieckiego. opracował teorię m agnetyzm u. odziemiając jednocześnie ciało B.

a więc pomiędzy kilkoma biegunami. ja k wskazuje rys. ta k zwanego „solenoidu“ . przez k tó ry płynie prąd elektrycz­ ny. We wnę- Rys. wanej przez prąd. 26. Pole m agnetyczne pomiędzy dwoma magnesam i sztabkowymi. otaczające Rys. 26 pokazu je przebieg linij sił pomiędzy dwom a m agne­ sami sztabkowym i. otaczające d r u t w płaszczyźnie doń prostopadłej. linie sił przebiegają. Linie sil we w nętrzu spirali opły- przew odnik prostoliniowy. M agnetyczne linie sił. 28. prawie równo­ legle do siebie i prostopadle do płaszczyzny zwojów. Rys. 28. w ty m w y padku linie sił tworzą koła współśrodkowe.74 Z asad y fizy k i Rys. liniowego przewodnika. trzu obieganej przez prąd spirali. 27. 27 wskazuje przebieg linij sił dokoła długiego prosto- Rys. We wnętrzu takiej szpuli panuje skutkiem tego prawie .

O dpychanie się dw u prądów przeciw nie skierowanych. 29. Rys. 30.Rys. . Przyciąganie się dw u prądów jednakowo skierowanych.

Rys. ja k na rys. o ile są one ruchome. że wzdłuż linij sił musi istnieć pewne napięcie. stąd wnioskujem y.3 równoważna prądowi 1 W y n ik a to z fa k tu . 30. ustalone w 1820 r. przetkniem y dwa prostolinijne d ru ty i przepuścim y przez nie prąd. Natężenie pola m agnetycz­ nego jest tam praktycznie wszędzie jednakow e. s ta ra ją się one w ty m w ypadku odsunąć oby­ dwa d ru ty od siebie. Rys. jeżeli jako przewodników użyjem y giętkich linek m etalowych. podobnie. sąsiadujące ze sobą. według którego p rą d y równoległe przyciągają się lub odpychają wzajemnie. a więc przyciągającym i się wzajemnie bie­ gunam i. linie sil przebiegają pomiędzy przeciwnymi. iż prostopadle do linij sił panuje pewne ciśnienie. Ponieważ niosąca nabój elektryczny ruchom a cząstka m a ­ terii jest. m ożna również łatwo wykazać. które stara się rozsunąć linie. Prawo A m pere’a można z łatwością potwierdzić bezpośrednio. 18. to. . 26. m agnetyczne linie sił ułożą się tak.1 J a k wskazuje rys. rozdz. posypaną opiłkami żelaznymi. istniejące wzdłuż linij sił. że są one odchylane w polu m agnetycznym . zależnie od tego.76 Z a sa d y fizy k i jednorodne pole m agnetyczne. wówczas linie sił przebiegają Lak. ja k widzieliśmy wyżej. następuje odchylenie w kierunku prosto­ padłym zarówno do linij sil. przez A m pere’a. sta ra ją się zbliżyć obydwa d r u ty do siebie. a n i te ż nie rozb iegają się. Jeśli przez tekturkę. czy też przeciwnie. Używając giętkich przewodników. co jest możliwe. które je naciąga. napięcia. skierowane przeciwnie wzglę­ dem siebie. ja k i do kierunku prądu. 29 i 30 ilustrują zatem zasadni­ cze prawo elektrodynam iczne. jak na rys. że lin ie sil ani nie zb ieg a ją . gdy p rądy są jednakowo skierowane. Gdy n a to m ia st przez d r u ty przepuścim y prąd y . czy są skierowane jednakow o. 2 Por. Gdy magnetyczne linie siły przebiegają prostopadle do kierunku prąd u . 29. 26 w ykazuje również wyraźnie. jak się to dzieje w n a piętym sznurze gumowym.

je s t w ła ściw ie b ieg u n em p o łu d n io w y m . drugi na południe od Australii na południowym Oceanie Lodo­ w atym . w ięc b iegu n m a g n e ty c z n y . z d a n y m i o p ro m ien ia ch k a to d o w y c h w ro z d zia le 58. więc w poprzecznym polu m agnetycznym opisuje ona kolo. Jeden biegun m agnetyczny ziemi znajduje się w podbiegunowej Ameryce Północnej. nachylenie m agnetyczne (inklinację) i składową poziomą. stanowiący rdzeń szpuli. gdy pa^my wprowadzimy do jej w nętrza sztabkę z miękkiego żelaza. na k tó ry p a trz ąc widzimy przepływ p rądu w kierunku odw rotnym do ruchu wskazówki zegara (rys. przez k tó rą przepływa prąd (solenoid). Wobec tego prostoliniowy. 31). zachowuje się zupełnie tak. ustawia się. tw o­ rzy silny elektromagnes. P o le m a g n ety czn e 77 konwekcyjnem u. Pole m agnetyczne ziemi m usim y również uważać za pole magnesu niezwykle wielkich rozmiarów. Rys 3I Pom iary m agnetyzm u ziemskiego w ykazują. Zawieszona swobodnie. Rys. two­ rzy k ą t około 12° z osią obrotu ziemi. lub też wygięty w kształcie podkowy czy półkola żelazny walec. podobnie do igiełki kom pasu. (ss° h " ^ łącząca ze sobą bieguny m agnetyczne ziemi. 2 P o n iew a ż p ó łn o c n y (w sk a z u ją c y na p ółn oc) b iegu n ig ły k o m ­ pasu je s t p r z y cią g a n y p rzez p o łu d n io w e b ie g u n y m a g n e ty c z n e .2 E lem entam i magnetyzmu ziemskiego nazyw am y zbo­ czenie m agnetyczne (deklinację). a więc z linią łączącą bieguny geograficzne. że oś. W artości zboczenia dla głównych 1 Por. . Na północ wskazuje przy tym ten koniec szpuli. wywierane przez ta k ą szpulę z prą­ dem. ja k magnes. Zboczeniem magnetycznym nazyw am y k ą t. z aw arty po­ między igiełką kom pasu a kierunkiem astronom icznym północ — południe.1 Szpula. doznają bardzo znacznego wzmocnienia. Siły magnetyczne. w kierunku z południa na północ. obieganej przez prąd. z n a jd u ją c y się na p ó łn o cn ej p ó łk u li ziem sk iej. 32 przedstaw ia nowo­ czesny „m agnes-olbrzym “ takiego rodzaju.

wynosi ona w Polsce średnio mniej więcej 0. należące do pierwszej grupy. 1 P o łu d n ik iem m a g n e ty c z n y m n a z y w a m y p ła sz cz y zn ę p io n o w ą . Wilno: 68° 28’. jaki tworzy z płaszczyzną poziomą igiełka kom pasu. W a rs z a w a — 1°37’. Aż do połowy X I X stulecia uważano m agnetyzm za w yłączną właściwość pewnych wyróżnionych ciał. p latyna. pozostałe ciała ustaw iają się prostopadle do linij sił. zostały n a ­ zwane przez F a r a d y a ’a paramagnetycznymi. zwanym wiekowymi (seku- larnymi). chrom. Do pierwszej grupy należą np. Wilno +1° 0’.190 gaussa.78 Z asad y fizy k i m iast Polski są obecnie następujące (znak m inus oznacza zboczenie na zachód. w k tórej u sta w ia się ig iełk a k o m p a su . Poznań — 3° 10’. jak również zmianom długookresowym. Lwów + 0 ° 11'. K raków — 1° 51'. plus — na wschód). F a ra d a y ustalił jed n a k również. siarka i większość gazów. Za trzeci elem ent m agnetyzm u ziemskiego p rzyjm ujem y wreszcie składową poziomą natężenia pola magnetycznego ziemskiego. przede wszystkim zaś żelaza. że tylko pewna część ciał ustaw ia się. Lwów: 64° 55’. należące zaś do drugiej — diamagnetycznym i. Poznań: 66° 49’. w kie­ runku linij sił m agnetycznych. podobnie do igiełki kom pasu. roztw ory wodne soli wielu metali. Substancje. . Co praw da. K raków: 65° 51’. że wszelka m ateria ujawnia pewne własności m a­ gnetyczne. do drugiej — bizm ut.1 Nachylenia m agnetyczne dla przytoczonych wyżej m iast wynoszą: W arszaw a: 67° 5’. Nazwę nachylenia magnetycznego nosi k ą t. mogąca obracać się dokoła osi poziomej i ustawiona w płaszczyźnie po­ łudnika m agnetycznego. E lem enty m agnetyzm u ziemskiego są równie niestałe. ja k niestałe jest położenie biegunów m agnetycznych: podlegają one w ahaniom dziennym i rocznym. Dopiero w 1845 roku F a r a d a y wykrył.

Tylko bardzo nieliczne substancje. p u n k t C urie o d p o w ia d a tem p era tu rze 375°. D la n ik lu n p . P o le m a g n ety czn e 79 p aram ag n ety czn y czy też diam agnetyczny ch a ra k te r ciała zależy również i od otoczenia. które składają się z metali prawie nie­ m agnetycznych.i dia­ m agnetyzm są niezwykle słabe. dla żela za 750° C. że w p ew n y ch śc iśle o k reślo n y ch tem p era tu ra ch (w tzw . 2 G od n y u w agi je s t fa k t. Zdolność łatwego i silnego magnesowania się posiada w szczególnie wysokim stopniu wynaleziony w 1925 r. p u n k ta c h Curie) żela z o . prądu.. w którym się ono znajduje. porównywalne z m agnetyzm em żelaza. Stal trudniej daje się namagnesować. W porównaniu z m agnetyzm em żelaza para. M agnes-olbrzym K am erlingh-O nnesa. glinu i miedzi. Należą do nich prócz niklu i kobaltu2 jeszcze pewne stopy. któ ry je magneso­ wał. . miękkie żelazo magnesuje się łatwiej. 1 F errum je s t ła ciń sk ą n a zw ą żela za . w ykryte przez H e u s l e r a około 1900 r. pewien stop m anganu. się m agnetycznego. zatrzym uje jednakże na stale raz wywołany w niej m agnetyzm . Pom iędzy stalą a miękkim żelazem zacho­ dzi istotna różnica pod względem zachowania Rys. traci jednakże swój m agnetyzm jednocześnie z przerwaniem np. n ik ie l i k o b a lt tra cą sw e w ła sn o ści ferr o m a g n ety czn e. zwane ferro­ magnetycznym i1 w y k a ­ zują własności m agne­ tyczne. szcze­ gólnie silnie ferromagne­ tyczny jest np. 32.

z b a terią galwaniczną. na d r u t ten. Łączył on zwój d ru tu . Anglia. Wreszcie po długich bezowocnych próbach udało się F a r a d a y ’owi zauważyć. uzyskał on już niezwykle duże znaczenie w technice. k tóra m o że słu ży ć za m iarę sto p n ia ferro m a g n ety zm u . nawijał warstw ę w tórną. dobrze od niego izolowaną i połączoną z galw anom etrem . po p o lsk u tzw . przy współudziale wszystkich na­ rodów k u lturalnych świata. szczególnie w telefonii.1 składający się z 7 8 % niklu i 2 2 % żelaza. nasunął F a r a d a y ’owi myśl. iż każdy przewodnik naelektryzow any może n a ­ ładować przez indukcję również i znajdujące się w pobliżu inne przewodniki. Jednakże. p r zen ik liw o ści m a g n e ty c z n e j. tworzący pierw otny obwód prądu. że galw anom etr wykazuje drobne chwilowe od­ chylenie przy otwieraniu (wyłączaniu) lub też p rzy za­ m ykaniu (włączaniu) p rądu pierwotnego. obchodziła stuletni jubileusz odkrycia. Było nim odkrycie prądów indukcyj­ nych przez F a r a d a y ’a. F a k t. m ających po­ twierdzić to przypuszczenie. którem u zawdzięcza swe powstanie elektro­ technika i które wpłynęło na losy cywilizacji ludzkiej tak. niż wielu jego współczesnych. F a ra d a y początkowo nie miał je d n a k więcej szczęścia. W doświadczeniach swych. galwano- m e tr nie wykazyw ał naw et śladów odchylenia. przy czym od­ 1 Po a n g ielsk u sło w o a llo y z n a c z y sto p . chociaż F a r a d a y coraz bardziej wzmacniał swą baterię. perm zaś sta n o w i sk ró t od p e r m e a b ility . nawiniętego na drew nianą szpulę. m ian em ty m o zn a c z a m y p e w n ą w ła śc iw o ść fiz y c z n ą . ja k może żadne inne. . że być może p rąd elektryczny potrafi również wywołać powstanie innego prądu. XXIV PR Ą D Y IN D U K C Y JN E W 1931 r.80 Z asad y fizy k i w Ameryce permalloy — stop.

2 M ożem y n a tu ra ln ie p o d zielić p o w ierzch n ię i n a m ilim e tr y k w a d ra to w e i przez k a ż d y m ilim etr k w a d r a to w y p rzep ro w a d zić w m y śli ty le lin ij sił. zastosował on w tym celu pojęcie strum ienia siły m agne­ tycznej. P rą d y in d u k cy jn e 81 chylenia w obu tych w ypadkach zachodzą we wręcz przeciwnych kierunkach. płynący przez całą szpulę. J a k w ykazał wkrótce potem F a rad a y . prow adzim y przez każdy jej cen ty m etr k w adratow y tyle linii sił m agnetycznych. n a ­ zwany przezeń prądem indukcyjnym . a b y znaleźć strum ień siły m a ­ gnetycznej przez tę powierzchnię. lecz za p e łn io n a ja k ą ś s u b s ta n c ją (np. żela z em ). c h a r a k te r y z u ją c ą tę su b sta n c ję (a n a lo g ic z n ą d o sta łej d ie le k tr y c z n e j). c z y też p rzez m a g n es. ile w y n o si n a tę ż e n ie p o la w s e tk a c h g a u ssó w . p rzen ik liw o ść m a g n e ­ ty c z n a żelaza w y n o si ok oło 2 0 0 0 . J e d y n ie ciała ferro m a g n e ty c zn e p o sia d a ją p rzen ik liw o ść m a g n e ­ ty c z n ą z n a czn ie różn ą od je d n o ści. ta k n p . m usim y ilość m agnetycznych linii sił pom nożyć jeszcze przez ogólną liczbę zwojów. ro zró żn ia n o d a w n iej in d u k c ję „ w o lta ic z n ą “ i „ m a g n e ty c z n ą “ .2 Gdy zam iast pojedynczego uzwojenia m am y całą szpulę. p rąd in d u kcyjny w pew nym obwodzie m ożna również wywołać przez zbliżanie lub odsuwanie innego obwodu. 3 G d y szp u la n ie je s t w e w n ą tr z p u sta . o trzym ujem y wówczas strum ień siły m agnetycznej. je d n a k ż e d zisiaj te n p o d zia ł m a zn a czen ie ty lk o h isto ry czn e. c z y prąd in d u k c y jn y z o sta ł w y w o ła n y przez in n y prąd.. ta k zw a n ą p rzen ik liw o ść m a g n e ty c z n ą . przez k tó ry płynie prąd. otoczoną dru ­ tem . obieganym przez prąd.3 1 Z ależn ie od te g o . ile gaussów wynosi wartość natężenia pola magnetycznego w d a n y m miejscu.1 Ilościowe praw a powstaw ania prądów indukcyjnych zo­ stały ustalone w 1845 r. ja k również przez zbliżanie lub odsuwanie zwykłego m agnesu. Zasady fizyki 6 . trzeb a to w sz y stk o p o m n o ż y ć je sz c z e przez p ew n ą liczb ę. Dzięki tej obserwacji F a r a d a y zrozumiał w 1831 r. że powstawanie lub zanikanie p rądu elektrycznego wywołuje w sąsiednich obwodach z przewodników prąd wtórny. przez F r a n c i s z k a N e u m a n n a . R ozpatrzm y pewną powierzchnię.

gdy chcemy rozporządzać uzwo­ jeniem o możliwie najmniejszej samoindukcji (otrzymać określony opór omowy). Z reguły Lenza wynika. przez rosyjskiego fizyka L e n z a . że siła elektrom otoryczna indukcji.82 Z asad y fizy k i N eum ann znalazł. równa się zmianie magnetycznego strum ienia sil na sekundę.1 iż dąży on za pośrednictw em wywią­ zywanych przez się działań do przeciwdziałania przyczynie. że w każdym przewodniku zmiana natężenia p rądu musi dzięki „sam oindukcji“ w y­ twarzać pewną siłę elektrom otoryczną. ty m silniejszy będzie prąd indukow any w danym obwodzie. E k s tra p rą d opóźnia zatem narastanie natężenia prądu po jego włączeniu i przedłuża czas jego znikania po wyłączeniu. ustalonej już w 1834 r. e k straprąd płynie w kierunku prze­ ciwnym prądowi. w id zia n ej z g ó ry . Prawo N eum anna znajduje swe uzupełnienie w pewnej regule. a mianowicie tak. 33). wyrażona w jednostkach elektrom agnetycznych (z k tó ­ rych każda odpowiada jednej stumilionowej wolta). że gdy otw ieram y obwód. m o że p ły n ą ć rów n ie d ob rze w k ieru n k u ru ch u w sk a z ó w e k zeg a ra . elektrom otoryczna siła indukcji w ytw arza w nich chaotyczne p rą d y wirowe. k tórych energia prze­ 1 P rąd in d u k o w a n y w szp u li. Im prędzej zatem zachodzą te zmiany. jaka go wywołała. gdy n a tom iast z a m ykam y obwód czyli włączam y prąd. Wobec tego. ek stra p rą d przeciwdziała przerywaniu p rądu i płynie w kie­ runku p rądu pierwotnego. W edług tej reguły prąd indukow any płynie zawsze w ta k im kierunku. W ten sposób. Bardzo silnie ujaw nia się również działanie samoindukcji w bryłach m etalowych. gdy otw ieram y lub za m y k a m y prąd. m usim y naw inąć d r u t podwójnie. powstaje w tó rn y ekslra- prąd. . ja k i w k ie ­ runku w p ro st p rzeciw n y m . Bardzo silne jest działanie samoindukcji w spiralach z prądem . a b y zawrsze prąd obiegał dwa sąsied­ nie zwoje w kierunkach odw rotnych (rys. a więc go osłabia. Z praw a indukcji wynika.

J e d n o stk ą samoindukcji jest henry. P rz y rz ą d y takie nazyw am y w ariom etram i. Z tego samego powodu żelazne części składowe maszyn elektrycz­ nych budujem y z w arstw żelaza. rdzeniom uzwojeń n a d a ­ jem y zawsze postać nie m asyw nych sztab żelaznych. a mianowicie połączenie dwu płaskich cewek. na przem ian z w arstw am i izolatora. m a ją spół- czynniki samoindukcji równe kilku tysiącznym henry. do jed n ej ty s ią c z ­ nej sek u n d y . nazw any tak na cześć pewnego fizyka amerykańskiego. równa jednem u woltowi. ważną rolę w elektrotechnice odgryw ają również specjalne przyrządy o zmiennej samoindukcji. w którym powstaje elektrom otoryczna siła samoindukcji. a n a stę p n ie p o m n o ż y ć p rzez ty s ią c . lecz wiązek drutów . k tó rą nazyw am y sam oindukcją lub indukcją własną. gdy natężenie pol^ńe p rądu zmienia się o jeden am per na sekundę. 6 - . Sam oindukcję równą jednem u henry posiada przewodnik. Wiele osób p am ięta za­ pewne jeszcze z wczesnego okresu rozwoju radia jedną z n a j­ prostszych form w ariom etru. Podobnie ja k kondensatory obrotowe o zmiennej po­ jemności. izolowanych między sobą. w tedy. stosowane w radiotechnice. druga zaś mogła się obracać. 1 M ożem y rów n ież o d n ieść z m ia n ę p rą d u n p .1 przez pewną wielkość. nad£Jtu?ie Cewki. A by przeszkodzić powstawaniu takich szkodliwych prądów wirowych. możemy elektrom otoryczną siłę samoin- dukcji przyrównać do iloczynu szybkości zm iany prądu. c h a ra kterystyczną dla danego obwodu. Ogólnie biorąc. odniesionej do 1 sekundy (lub przerachowanej na jed n ą sekundę). P rą d y in d u k c y jn e 83 tw arza się w ciepło. Sam oindukcja zmieniała się zależnie od k ą ta obrotu. z k tórych jedna była nieruchoma.

wywołać w zewnętrznym obwodzie powstanie następujących periodycznie po sobie jednakowo skierowanych pulsacji prądu. w ytw arzające prąd. XXV G E N E R A T O R Y P R Ą D U STAŁEGO I ELEKTROMOTORY Odkrycie prądów indukcyjnych przez F a r a d a y ’« stwo­ rzyło podstaw ę konstrukcji m aszyn. k tó ry ustawicznie zmienia swój kierunek.. noszą one miano generatorów prądu. Jednakże właściwy rozwój techniki prądów silnych roz­ począł się od 1867 r. J u ż w pierwszych dziesiątkach lat po odkryciu F a r a ­ d a y ^ 1 zbudowano różnego ty p u m aszyny. pod wpływem takiego napięcia przemiennego powstaje w cewce prąd. dzięki tem u Siemens zo­ 1 N a jsta rsza m a sz y n a do w y tw a r z a n ia prądu z o sta ła w y n a le ­ zion a w 1832 r. wprawionej w ruch periodyczny w polu m agnetycznym . gdy S i e m e n s wpadł na szczęśliwy pom ysł wyzyskania powstającego p rądu indukcyjnego do wzmocnienia pola magnesów. W a h a się ona tam i z powrotem pom iędzy największą swą w artością w je d ­ nym kierunku i ta k ą sam ą w artością w kierunku przeciw­ nym . zw any twornikiem. których nie będziemy tu ta j bliżej rozpatryw ać. . w ten sposób zostają wytworzone p rą d y indukcyjne. musi naturalnie również periodycznie zmieniać swój kierunek. W tego rodzaju „genera­ torach p rąd u stałego“ twornik obraca się zawsze w polu m agnetycznym . Siła elektrom otoryczna indukcji w cewce. Budow a wszystkich genera­ torów opiera się na zasadzie następującej: przez o b rót w y­ w ołujem y periodyczne zm iany strum ienia magnetycznego. w ytw orzonym przez nieruchom y magnes. przenikającego układ cewek. albo też za pom ocą specjalnych urządzeń. Możemy więc albo czerpać z cewki p rąd przemienny. przez P i x i i . które na wielką skalę przekształcają energię mechaniczną w elektryczną.

Takie wzajemne wzmacnianie. o ile nie korzystano ze słabszych o wiele magnesów stałych. P rąd ten zostaje w dynam om aszynie skierowany do uzwojenia nieruchomego elektrom agnesu. trw ające podczas „puszczania w r u c h “ m aszyny. Ten „m agnetyzm pozostały“ nieruchomych elektromagnesów dynam ornaszyny w y s ta r­ cza już. W ten sposób w zrasta natężenie pola magnetycznego elektrom agnesu. że żelazo. doprowadza do osiągnięcia wysokich wartości natężenia p rąd u indukowanego i n a ­ tężenia pola elektrom agnesu. . zachowuje pewne ślady m agnetyzm u. z kolei zaś dalej zwiększa się natężenie p rądu indukcyjnego. dzięki czemu uzyskujem y dalsze spotęgowanie pola elektro­ magnesu. H e f n e r . n a d a ją cej się do p ra k ty cz n eg o u ż y tk u . wykazującego bardzo małe tylko w ahania n a tę ­ żenia. przez inną dynam om aszynę. tw ornik jej zacznie się obracać pod wpływem sił przyciągających i odpychających. Opar! się on na fakcie. dzięki tem u stało się moż­ liwe wytw arzanie prawie zupełnie niezmiennego prądu stałego.1 Gdy do nieczynnej dynam ornaszyny doprowadzim y w j a ­ kikolwiek sposób z zewnątrz prąd. W y k ry ta przez Siemensa „zasada dynam o-elektryczna“ umożliwiła w ten sposób budowę generatorów z sam ow zbu­ dzeniem. G en eratory prądu sta łe g o i elek tro m o to ry 85 stał wynalazcą dynamornaszyny z samowzbudzeniem. raz namagnesowane. działają­ 1 P op rzed n ik iem w y n a le z io n e g o p rzez H e fn e r-A lte n e ck a „ tw o r­ nika b ę b n o w e g o “ b y ł w y n a le z io n y ju ż w 1860 r. „p ierścień P a c i- n o tt ie g o “. p rzez G ra m m e’a d o k o n str u k c ji p ierw szej d y n a m o rn a szy n y . Duży postęp w rozwoju dynam om aszyn stanowiło wynalezienie przez v. rośnie również oczywiście i strum ień siły m agnetycznej. do wytworzenia słabego p rądu indukcyjnego we w prawionym w ruch obrotow y tworniku. poprzednio. w y z y s k a n y w 1870 r. ja k to stwierdził Siemens. w ytw orzony np.A l t e n e c k a (1873) szczególnie racjonal­ nego ty p u nawijania tw ornika. musiano stosować do zasilania elektromagnesów oddzielne m aszyny pomocnicze. osiągalna granica wzmocnie­ nia zależy od budowy maszyny.

zastosowań elektrom otorów. ja k to już podkreśliliśmy. D ynam om aszyna prze­ kształca energię mechaniczną. przez które płynie prąd. Jeżeli oś twornika połączym y za pomocą pasa napędowego z dowolną m aszyną. gdyż przed rozpoczęciem obrotu tw ornika natężenie p rąd u byłoby o wiele za silne i mogłoby spowodować szkody. tę sa m ą zasadniczo budowę. D ynam om aszyna p rąd u stałego i elektrom otor posia­ dają. Odprowadzenie p rądu do źródła odbywa się poprzez szyny. 1 Ze w zg lęd u n a istn ie n ie przerw p o m ię d z y są sia d u ją c y m i ze sob ą k a w a łk a m i sz y n y m u sim y dla u zy sk a n ia cią g łeg o p rzew od u z a sto so w a ć p a sk i m ied zia n e. które biegną po szynach i ciągną wóz wraz ze znajdującym się w nim mo­ torem. przeto.86 Z asad y fiz y k i cych pom iędzy m agnesami i uzwojeniami. . odwrotnie. należy więc przy „rozruchu“ m otoru używać specjalnych oporów regulacyjnych. m ożem y przytoczyć: pyło- chłon.1 Napięcie pomiędzy przewodam i doprow adzającym i odprow adzającym wynosi około 500 woltów. m aszynę do prania. lecz wręcz przeciwne działania. Pew na część energii doprowadzo­ nego p rąd u zostaje co praw da zużyta w ew nątrz m otoru w postaci tzw. „pracy biegu jałowego“. w energię elektryczną. Z nanym dobrze z życia codziennego przykładem zasto­ sowania elektrom otorów są tramwaje elektryczne. nie m ożna ich łączyć bezpośrednio ze źródłem prądu. gdy chcem y puszczać je w ruch. Z innych. przez silę wody lub spalanie węgla. w entylator i windę elektryczną. dostarczaną np. P rąd jest doprow adzany zwykle ponad ziemią. dynam om aszyna będzie mogła wobec tego wprawić w ruch tę maszynę. przyrząd do wiórkowania podłóg. O brót osi clektrom otoru przenosi się w nich na koła. pozostała jednak część może być oddana na zewnątrz w postaci pracy. dostarczając pracy jako eleldromotor. Ponieważ elektrom otory posiadają z zasady tworniki o stosunkowo m ałym oporze. znanych z codziennego życia. przy czym połączony z wozem sprężynujący kabłąk z d ru tu ślizga się wzdłuż przew odnika z prądem .

O św ietlen ie ele k tr y cz n e 87

elektrom otor przekształca energię p rąd u elektrycznego
w pracę m echaniczną. Dwie takie odwrotnie działające m a ­
szyny w połączeniu ze sobą mogą zatem służyć do przeno­
szenia energii mechanicznej na odległość. Lepiej niż prąd
stały nadaje się do tego celu p rąd przem ienny, o którym
w związku z tym pom ówim y szczegółowiej w jednym
z najbliższych rozdziałów.

XXVI
O ŚW IE T L E N IE E LE K TR Y C Z N E

Do najważniejszych zastosowań p rądu elektrycznego
w dzisiejszym życiu codziennym należy bez wątpienia oświe­
tlenie elektryczne. W elektrycznych lampach żarowych w y­
zyskano silne nagrzewanie się ty ch części obwodu prądu
elektrycznego, które posiadają duży opór. E d i s o n , któ ry
w r. 1879 wynalazł żarówkę, zastosował cienkie włókna
węglowe, zamknięte w opróżnionej z powietrza gruszce
szklanej, aby je uchronić w ten sposób od stopniowego
spalania się. Długość i grubość włókna dobrane były w taki
sposób, aby przez przyłożenie określonego napięcia do
jego końców doprowadzić je do białego żarzenia.
Rozwój techniki lamp żarowych musiał z konieczności
dążyć do uzyskania możliwie najwyższej te m p e ra tu ry
żarzenia włókna. J a k w ynika bowiem z p raw promienio­
wania cieplnego, które będą jeszcze omówione dokładnie
w dalszych rozdziałach,1 energia promieniow ana przez
żarzące się ciało w zrasta w przybliżeniu proporcjonalnie
do czwartej potęgi te m p e ra tu ry absolutnej,2 tak, że np.
podwyższenie te m p e ra tu ry z 1700° C na 1900° C musi
już wywołać czterokrotne zwiększenie promieniowania.
Daleko szybciej jeszcze rośnie z te m p e ra tu rą użyteczne
promieniowanie światła widzialnego. W lam pach węglo­

1 Por. rozdz. 50.
2 Por. rozdz. 41.

88 Z a sa d y fiz y k i

wych prawie niemożliwe jest stosowanie tem p e ra tu r
wyższych ponad 1600° do 1700° C, gdyż wówczas lam pa
staje się z b y t prędko niezdatna do użytku w skutek zbyt
silnego rozpylania włókna, prócz tego zaś skutkiem
zaczernienia ścianek gruszki szklanej przez pył węglowy
pochłaniają one zb y t dużo światła.
Wobec tego, gdy na początku X X stulecia powiodło się
ciągnięcie bardzo cienkich nitek metalowych, lam pa z włók­
nem węglowym została wkrótce całkowicie w y p a rta przez
lam py z włóknem metalowym. Obecnie używa się wyłącznie
włókien z wolframu, gdyż m a on najwyższy ze wszystkich
metali p u n k t topnienia, leżący w okolicy 3300° C.1
Drucik wolframowy musi posiadać możliwie duży opór,
ażeby w ytworzyła się w nim jak największa ilość ciepła;
w ty m celu stosuje się druciki możliwie najcieńsze — o śred­
nicy zaledwie około czterech tysiącznych m ilim etra— oraz
możliwie najdłuższe,2 wobec czego nadaje się im k ształt
zygzakow aty lub też wąskiej spirali o licznych zwojach.
Przeciętny czas żarzenia się takiej nitki wynosi około tysięca
godzin; następnie posuwające się coraz dalej rozpylenie
prowadzi do przerwania nitki.
W ybór napięcia 110 woltów dla linii oświetleniowych
zawdzięczamy Edisonowi; od tego czasu na całym świecie
ustaliło się zwyczajowo używanie tego lub też dwukrotnie
wyższego napięcia. W związku ze swym wynalazkiem
żarówki elektrycznej Edison wprowadził do elektrotechniki
zasadę łączenia równoległego. Od źródła p rądu prowadzą
dw a przewody, które w ykazują stale tę sam ą różnicę po­
tencjałów, wszystkie zaś przyrządy, zużywające prąd, jak
żarówki czy m otory, są włączane niezależnie od siebie po­
między te dwa przewody.

1 L a m p y „ o sra m o w e“ m ają w łó k n a z w o lfra m u . „O sram “ je s t
ty lk o n azw ą firm y.
2 J a k w id z ie liś m y w ro zd zia le 2 0 , op ór p rzew o d n ik a je s t w p ro st
p ro p o rcjo n a ln y do jeg o d łu g o ści i o d w r o tn ie p ro p o rc jo n a ln y do
przekroju.

O św ietlen ie e le k tr y cz n e 89

Dzielność źródła światła podajem y w „świecach“ , do­
kładniej mówiąc, w świecach Hefnera. W drodze definicji
za jedną „świecę“ p rzyjm ujem y dzielność specjalnej lampki,
w której płonie octan amylu, przy czym płomień posiada
wysokość 40 m m .1 Dzielność żarówek elektrycznych, prze­
znaczonych do domowego użytku, wynosi najczęściej od
25 do 75 świec Hefnera. Bardzo ważną rolę odgrywa sprawa
ilości wallów, zużywanych przez żarówkę na jedną świecę.
Postęp techniki oświetleniowej wyraża się najdobitniej
w stopniowym zmniejszaniu tej liczby.
W lampie węglowej zużycie p rądu wynosiło 3 w a tty na
świecę, n ato m iast w lam pach wolframowych opisanego tu
rodzaju już tylko 1 do 1% w a tta . L am pa 25-świecowa zu­
żywa około 30 w a ttó w i pod napięciem 110 woltów prze­
puszcza p rąd około 0,3 am pera. Pomimo, że wolfram, jak
już wspomniano wyżej, topi się dopiero w 3300° C, jednakże
nie m ożna było w lam pach wolframowych przekroczyć
2100°, gdyż rozpylanie się nitki stawało się wówczas zbyt
silne. Poza ty m rozpylaniu się nitki sprzyja ta okolicz­
ność, że dla uniknięcia utleniania się nitki usuwano
powietrze z lam pki wolframowej, t a k samo, ja k poprzednio
z węglowej.
Dążenie do otrzym ania wyższy cli te m p e ra tu r doprowa­
dziło wobec tego do konstrukcji lamp, w k tórych nitka nie
znajduje się w próżni, lecz w atmosferze gazu, nie działają­
cego chemicznie na wolfram. Okazało się, że do tego celu
nadaje się najlepiej azot pod ciśnieniem, wynoszącym 1/3
normalnego ciśnienia atmosferycznego.2 W lam pach, n a ­
pełnionych gazem, te m p e ra tu ra żarzenia mogła zostać
podniesiona do 2400° C; dzięki tem u w bardzo silnych lam ­
pach (tysiąc i więcej świecowych) zużycie prądu zostało

1 O czy w iście, p rzep isa n e są d o k ła d n e w y m ia r y oraz p ew ien
o k reślo n y sp osób w y k o n a n ia w zo rco w ej la m p k i H efn era .
2 S tra ta ciep ła przez p r z ew o d n ictw o g a zu z o sta je zm n iejszo n a
przez w sp o m n ia n e w y żej n a d a w a n ie n itc e k sz ta łtu spirali.

90 Z a sa d y fiz y k i

zmniejszone do 7 2 w a tta na świecę. Z tego właśnie powodu
takie lam py zwiemy półw attów kam i.
L a m p y napełnione gazem w znacznej mierze wyparły
szeroko stosowane dawniej lam py łukowe. Zjawisko luku
elektrycznego zostało w ykryte w 1810 r. przez D a v y ’ego.
Jeżeli przyłożym y do dwóch stykających się ze sobą prę­
cików węglowych napięcie, wynoszące około 60 woltów,
to końce tych pręcików nagrzew ają się bardzo silnie; gdy
następnie pręciki bardzo nieznacznie rozsuniemy, wówczas—
j a k stwierdził D a v y — powstaje między nimi silnie świecący
łuk świetlny. Oba węgle rozżarzają się przy ty m niezwykle
silnie; węgiel dodatni, k tó ry głównie świeci, osiąga tem ­
peraturę dochodzącą do 3500° G. W ytłum aczenie zja­
wiska luku świetlnego1, k tó ry stanowi w zasadzie rodzaj
wyładowania elektrycznego w powietrzu lub w jakim ś
innym gazie, jest bardzo skomplikowane; m usim y je wobec
tego tu ta j oczywiście pominąć.
Zwykłe lam py łukowe m a ją dzielność od 300 do 2000
świec Hefnera i zużyw ają około ł/2 w a tta na świecę. Obecnie
światło łukowe stosujem y jeszcze przede wszystkim do
projekcji kinowej oraz do reflektorów, np. w latarniach
morskich. W kierunku, w k tó ry m skupione jest światło,
najsilniejsze obecnie reflektory działają tak, ja k źródła
św iatła o dzielności kilku m iliardów świec.
Gdy w luku węglowym źródłem światła jest rozża­
rzony k ra te r węglowy, w lu ku rtęciowym światło pochodzi
z samego łuku. Biegun ujem n y stanowi ciekła rtęć, bie­
gun dodatni jest z żelaza lub węgla, łuk zaś w ytw arza się
w pa ra c h rtęci.2 Światło lamp rtęciowych jest specjalnie
bogate w promienie nadfiolkowe; z tego też powodu znaj­
du ją one szerokie zastosowanie w lecznictwie, przede

1 N a zw a łu k u e le k tr y cz n e g o p o w sta ła stą d , że sm u g a św ie tln a
p o m ię d z y w ęg la m i nie je s t p rosta, lecz w y g in a się w k sz ta łt sierp a.
2 P o p rzy ło żen iu n a p ięcia do ta k iej o d p o m p o w a n ej la m p y r tę­
c io w ej w y sta r c z a p rzech y lić ją aż d o z e tk n ię c ia e le k tr o d y rtęcio w ej
z elek tro d ą sta łą , a b y w y w o ła ć p o w sta n ie („ za p a len ie s ię “) łu k u .

P rąd przem ien ny 91

wszystkim jako „sztuczne słońce górskie“ . Zwykłe szkło nie
przepuszcza promieni nadfiołkowych, gdyż je pochłania;
wobec tego ścianki lam py rtęciowej m uszą być w ykonane
z kw arcu lub też ze specjalnych gatunków szkła, np. ze
szkła uwiolowego,1 które jest wyrabiane w Jenie. L am py
rtęciowe w yróżniają się bardzo m ałym zużyciem prądu,
wynosi ono zaledwie 1/s w a tta na świecę.2
Działania świetlne p rądu elektrycznego polegają prze­
ważnie na pośrednim wyzyskaniu jego działań cieplnych.
Działania cieplne p rądu zna jd u ją jednak w technice
również i liczne zastosowania bezpośrednie. Ogólnie znane
są nowoczesne elektryczne piecyki dla ogrzewania i goto­
wania, zbiorniki z gorącą wodą, poduszki grzejące, żelazka
do prasow ania itp. Ł uk elektryczny stosujem y w elek­
trycznych tyglach do stapiania dla w ytw arzania szcze­
gólnie wysokich tem p eratu r, sięgających 3000°.
Wreszcie na działaniach cieplnych p rądu opierają się
również stopki bezpiecznikowe, wynalezione przez E d i s o n a .
M ają one na celu chronienie przyrządów elektrycznych
przed szkodliwym oddziaływaniem przypadkowego wzrostu
natężenia p rąd u ponad najw yższą dopuszczalną wartość.
Zabezpieczenia te są w ykonyw ane z ołowiu lub ze srebra
w postaci cienkich pasków. W y m ia ry ich dobiera się w ten
sposób, ab y po przekroczeniu najwyższej dopuszczalnej
wartości natężenia p rąd u opór ich w ystarczał do wywołania
stopienia paska przez wywiązywane w nim ciepło i do
przerwania w ten sposób zb y t silnego prądu.

X X V II
P R Ą D P R Z E M IE N N Y

W przew odniku, poddanym działaniu przemiennego n a ­
pięcia, powstaje prąd, k tó ry również zmienia swój kierunek
1 S ło w o u w io i p o w sta ło ja k o sk ró t sło w a n a d fio le t — po n ie ­
m ieck u U ltr a v io le tt.
2 O la m p a ch n e o n o w y c h p atrz ro zd z. 68.

92 Z asad y fizy k i

w ty m sam ym rytm ie, co i napięcie; wobec tego prąd ten
zwiemy prądem przem iennym . Natężenie p rądu przem ien­
nego n arasta od zera do pewnej najwyższej wartości,
tzw. wartości szczytowej, po czym zmniejsza się i spada
do zera. Następnie prąd zmienia kierunek, po czym natęże­
nie rośnie w przeciwnym kierunku znów do wartości m a ­
ksym alnej. Dalej spada ono znowu do zera, następnie
prąd zmienia ponownie swój kierunek i cały opisany tu
proces pow tarza się.
Liczbę zmian kierunku prąd u , zachodzącą w ciągu jed ­
nej sekundy, nazyw am y po prostu ilością zmian prądu.
Jed n ak ż e podczas jednego wyżej opisanego cyklu zachodzą
dwie zm iany kierunku, raz od — do + , drugi zaś raz od -f-
do — , jeżeli kierunki przepływu p rąd u wyróżniać będziemy
przez znaki — i + . W ynika stąd, że ilość okresów, czyli
częstość prądu, wynosi tylko połowę ilości zmian. P rą d y
przemienne, w ytw arzane w elektrowniach, m ają zwykle
ilość zmian równą 100, a więc częstość 50 na sekundę.
G dyby częstość była mniejsza (np. 162/3, ja k a jest stoso­
wana na kolejach elektrycznych), lam py żarowe daw ałyby
światło migające.
Wobec tego, że prąd przem ienny ulega periodycznym
wahaniom, m usim y wprowadzić specjalną definicję natęże­
nia takiego prądu. Za natężenie p rądu przemiennego
p rzyjm ujem y w drodze um ow y 7/io wartości m aksym alnej
zmieniającego się periodycznie natężenia.1 W analogiczny
sposób definiujemy również i napięcie p rąd u przemiennego.
Takie przyrządy miernicze, k tórych wychylenie zależy od
kierunku prądu, nie mogą być naturalnie stosowane do
prądów przemiennych. Używa się tu ta j przede wszystkim
przyrządów cieplnych; zawierają one n apięty drucik, k tó ry
wygina się pod wpływem ciepła, wytwarzającego się przy

1 7/:o je s t w p r zy b liże n iu rów n e p o ło w ie \] 2, c z y li 0 ,7 0 7 1 .
W o b ec tego k w a d ra t n a tę ż e n ia prąd u , zd efin io w a n eg o w w y żej
p o d a n y sp o só b , rów na się w p rzy b liżen iu śred n iej w a r to śc i k w a ­
dratu ch w ilo w eg o n a tężen ia prądu.

przesunięcie fazy zbliża się do największej swej możliwej wartości. natom iast stanow ią zawadę prawie nie do przezwyciężenia dla p rą ­ dów przem iennych o wysokiej częstości. . które w odpowiednich okoliczno­ ściach może stać się bardzo znaczne. iż w grubych prostych przewodnikach p rąd przem ienny nie rozkłada się jednostajnie na cały przekrój d ru tu .1 ] Ponieważ ustawiczne zm iany kierunku p rądu wywołują wciąż powstawanie prądów sam oindukcyjnych. im większa jest wartość indukcyjności własnej. opierają się na tej samej zasadzie. przewodzą one dobrze prąd stały. Cewki o szczególnie dużym spółczynniku samoindukcji zna jd u ją zastosowanie jako dławiki. P rąd p rzem ien n y 93 przepływie prądu niezależnie od jego kierunku. lecz zostaje zepchnięty na brzegi. To t a k zwane przesunięcie fazy p rądu przemiennego jest ty m większe. 2 Skóra je s t po an gielsk u skin. służące do w ytw arzania prądów przem ien­ nych. czyli prądnice prądu przemiennego. | Do magnesowania elektromagnesów. lecz m uszą być sprzężone ze specjalną „m a­ 1 T ak ie p rzy rzą d y ciep ln e m o g ą b y ć n a tu ra ln ie sto so w a n e rów ­ n ież i d o p rąd ów sta ły c h . Nie posiadają one tylko urządzeń prostowniczych. samoin- dukcja obwodu powoduje w w y p a d k u prądów przem ien­ nych zwiększenie oporu. Wobec tego prądnice prądu przemiennego nie mogą nigdy działać samowzbudnie. Zjawisko to nazyw am y efektem na­ skórkow ym lub skinefektem . W ynikiem samoin- dukcyjności je s t również zjawisko. wytw arzających pole. polegające na tym . iMaszyny. a mianowicie do ćwierci okresu. Gdy w artość współczynnika samoindukcji jest duża. ten ruch drucika zostaje przeniesiony na wskazówkę. co i m aszyny prądu stałego. można oczywiście stosować tylko p rąd stały. w ytworzony zaś w nich prąd doprow adzany jest bezpośrednio z uzwojenia tworni- kowego do zew nętrznych przewodów.2 Sam oindukcja powoduje również pewne opóźnienie chwi­ lowych zmian natężenia prądu w stosunku do zmian n a ­ pięcia.

Przy pomocy m aszyn p rąd u przemiennego m ożna otrzym ać znacznie wyższe napięcia niż w w ypadku m aszyn p rądu stałego. w czasie próby. jak widzieliśmy. nieruchomy. w y tw arzający pole. p rzy normalnej konstrukcji tych . Nowoczesny generator prąd u przem iennego trójfazowego o osi pionowej. dającą p rąd stały. w ykonany przez fabrykę Siem ensa-Schuckerta w Berlinie. 34a. Gdy w m a ­ szynach p rądu stałego magnes. nach p rą d u przemiennego okazało się celowe postępowanie odwrotne: m agnesy pola wirują. mocy 2500 kilowattów. jest. w maszy- Rys. na to m ia st tw ornik stoi nieruchomo. tw ornik zaś wiruje.94 Z asad y fizy k i szyną w zbudzającą“ . wykonywający 167 obrotów na m inutę. regulacja tej m a­ szyny pozwala regulować napięcie prądnicy.

w których płynące p rą d y są poprzesuwane względem siebie o jed n ą trzecią okresu. Dzisiejsze prądnice p rądu przemiennego pozwalają uzy­ skać napięcia rzędu 10. Rys.000 woltów. wynoszącej około 1000 woltów. 34b. spraw iam y. a naw et i więcej.000 kon i parowych. lecz kilka obwodów. najczęściej do zastosowań technicznych używa się trzech obwodów. by dać prąd o częstości 50 okresów. iż m aszyna p rądu zmiennego daje p rąd „wielofazowy“. D w ie połowy nieruchom ej części generatora prąd u trójfazowego na krótko p rzed ich złożeniem celem wypróbowania. Maszyna dwubiegunowa musi naturalnie w ykonać 50 obrotów na sekundę lub 3000 na m inutę. O trzym ujem y wówczas nie jeden. Rozmieszczając w odpowiedni sposób oddzielne uzwojenia na obwodzie twornika. czyli 60. Prąd przemienny 95 ostatnich iskrzenie nie pozwala przekroczyć pewnej granicy. Generatory p rądu przemiennego przekształcają 85 do 9 5 % dostarczonej im energii na energię elektryczną. Tego rodzaju . w w ypadku m aszyny sześciobie- gunowej wystarcza już 1000 obrotów. N a j­ większe zbudowane dotychczas m aszyny p rąd u przem ienne­ go posiadaj ą moc około 50 milionów wattów . obieganych przez prąd przem ienny.

możną przy ty m połączyć ze sobą w taki sposób. czyli sześciu drutów doprowadzających. Uzwojenia. 35. gdy trz y p rą d y przemienne. poprzesuwane względem siebie w fazie o jed n ą trzecią okresu. że do zastosowań zewnętrznych potrzeba nie trzech niezależnych od siebie przewodów. 34 generatora p rą d u trójfazowego na krótko przed jego wpuszczeniem do specjal­ nego szybu w hydroelektrow ni na rzece Shannon w Irlandii. przesy­ łam y do odpowiednio uszeregowanych uzwojeń na n ieru­ .96 Z a sa d y fizy k i p rąd trójfazow y nosi miano tró jp rą d u . Odwrotnie. z k tó ­ rych pobieram y tc trzy prąd y . R ys. „R otor“ (część w irująca) pokazanego na rys. lecz tylko trzech doprowadzeń.

Gdyby natężenie p rąd u miało wynosić kilka tysięcy amperów. że wielkie elektrownie przestałyby się w ogóle opłacać. spowodo­ wana przez w ytw arzanie się ciepła. ta k zwane m agne­ tyczne pole wirowe. jakich przykłady znajdujem y na rysunkach 34 i 35. rozdz. Przekrój. z a sila n y c h je d n o fa z o w y m prądem p rzem ien n y m . Gdy w polu ty m znajduje się układ elektrom agnesów lub odpowiednio naw inięty twornik. X X V III T R A N S FO R M A T O R Nowoczesne dalekonośne przewody elektryczne przenoszą p rą d y elektryczne o mocy wielu milionów w a ttó w na odle­ głość setek kilom etrów od olbrzymich central elektrycz­ nych.1 Na tej zasadzie opierają się odgrywające bardzo ważną rolę w elektro­ technice silniki trójfazowe. k tó ry przezeń płynie. w ytw arzają one obracające się pole m agnetyczne. nie podwyższając przy ty m względnej s tr a ty energii. T ak silne natężenie prądu byłoby je d n a k konieczne już dla przekazania mocy około miliona w attów . 2 Por. jest równa iloczynowi drugiej potęgi natężenia p rąd u przez opór. spowodowanej przez w ytw arzanie się ciepła. jaki należy n a dać przewodowi. 20. opór zaś z kolei je s t odwrotnie proporcjonalny do przekroju przew odnika. S tra ta energii. Zasady fizyki. gdyby napięcie p rą d u w przewodzie pozostawało równe napięciu miejskiej sieci oświetleniowej. wyzyskujących energię spadku wody. zależy naturalnie od natężenia prądu. 1 O w iele bardziej zło żo n e je s t d zia ła n ie siln ik ó w e le k tr y c z n y c h . 7 . prze­ wody dalekonośne s ta ły b y się ta k niesłychanie kosztowne.2 G dybyśm y więc chcieli dziesięciokrotnie zwiększyć n a tę ­ żenie prądu. Transformator 97 chom ym pierścieniu z miękkiego żelaza. w tedy zaczyna on wirować sam przez się. m u ­ sielibyśmy stokrotnie zwiększyć przekrój przewodu.

wówczas w uzwojeniu w tó rn y m .p o siad a jąc y m np. Transform ator stanowi w zasadzie sprzężenie dwóch uzwojeń o rozmaitej ilości zwojów. wówczas. Podwyższanie napięcia p rąd u odbywa się pomiędzy prąd- .98 Z asad y fizy k i Przy przekazywaniu energii elektrycznej na odległość m ogą zatem ze względów ekonomicznych wchodzić w grę tylko wysokie napięcia. ja k ilości zwojów. nawiniętych na wspól­ nym rdzeniu. Gdy przez pierwsze uzwojenie przesyłam y p rąd przem ienny. Stosunek natężeń prądów musi więc być odwrotnością stosunku napięć. Pow stające w p raktyce drobne kilkuprocentowe s tr a ty energii są spo­ wodowane przez w ytw arzanie się ciepła. gdy stosujem y p rą d y przemienne. i w ty m leży przyczyna coraz dalej postępującego w tech­ nice prądów silnych w ypierania prądów stałych przez przemienne. ze względów zaś ekonomicznych nie obiera się dla prądnic napięć powyżej 10. w uzwojeniu drugim powstaje prąd przem ienny o tej samej częstości. Przypuśćm y. Jeśli je zaniedbam y to iloczyn pierwotnego natężenia p rąd u przez pierwotne napięcie musi być rów ny iloczynowi wtórnego natężenia p rądu przez napięcie w tórne. Ponieważ zarówno ze wzglę­ dów bezpieczeństwa. ja k w ynika z teorii indukcji elektrom agnetycznej. Takie transform ow anie prądów daje się łatwo przeprowadzać. płynie p rąd o napięciu blisko 2000 woltów. Transform o­ wanie p rąd u na wyższe napięcie musi być zatem połączone zawsze ze zmniejszeniem natężenia p rąd u i odwrotnie.000 do kilku setek tysięcy woltów.000 woltów. jak i ze względu na konstrukcję sil­ ników i żarówek. zatem elektrotechnika stanęła wobec waż­ nego zadania transform ow ania prądów na wyższe lub też niższe napięcia. napięcie użytkow e p rąd u w żadnym razie nie może przekraczać p aru setek woltów. przy czym napięcia w obydwóch uzwojeniach m ają się do siebie mniej więcej tak. 150 zwo­ jów i że przepływa przez nie p rąd o napięciu 100 woltów. sięgające od mniej więcej 30. że pierwsze uzwojenie posiada np. 3000 zwo­ jów.

służący Rys. 36 m am y przedstaw iony nowoczesny transform ator. na 100. 7* . ab y umożliwić bezpieczne mierzenie bardzo wysokich napięć lub też bardzo silnych natężeń prądu. Nowoczesny transform ator firm y Siem ens-Schuckert. Transformator 99 nicą i przewodem dalekonośnym. daw anych przez prądnicę. obniżanie — pomiędzy przewodem dalekonośnym i stacją użytkującą.000 woltów. do podnoszenia napięcia z 6000 woltów. Na rys. 36. przekazyw anych na linię dalekonośną. Również i w technice mierniczej posługujemy się odpo­ wiednimi transform atoram i.

X X IX PR Z E K A Z Y W A N IE E N E R G II E L E K T R Y C Z N E J NA ODLEGŁOŚĆ Metoda przekazywania energii. możemy przekazywać energię do odległych naw et miejsc jej zu­ życia ze s tra tą . pozwalających pokryw ać chwi­ lowe w zrosty zapotrzebow ania na przewodach daleko- nośnych. Przem ysł w coraz szerszej mierze posługuje się możnością korzystania ze źródeł energii nie tam . polegająca na sprzęganiu ze sobą prądnicy. dużą rolę odgryw ają dzisiaj zakłady zaopatrzone w silniki Diesla. Wśród elektrowni. częściowo przez sztuczne w ytw arzanie różnicy poziomów. W ten sposób przekazuje się przede w szystkim energię spadku wody. pierwsza hydroelektrownia. lecz w znacznie nieraz oddalonych okolicach. Przeka­ zywanie energii elektrycznej posiada jed n a k duże znacze­ nie również i wówczas. tra n sfo rm ato ra i silnika elektrycznego. k tó ra zaopatryw ała w energię 1 Por. 53.1 gdyż silniki te odznaczają się szczególnie k o rzystnym i prostym w y­ zyskaniem m ateriału opałowego. Dzięki zdobyczom elektrotechniki dzisiejszej. k tó rą uzyskujem y częściowo przez w yzy­ skanie istniejących już n a tu ra ln y c h spadków. którego przewożenie na duże odległości nie opłacałoby się. . pędzonych energią cieplną. wynoszącą zaledwie od 5 do 10%. węgiel brunatny. rozd z. a dzięki możności szyb­ kiego ich puszczania w ruch n a d a ją się szczególnie do urządzeń rezerwowych. a gdzie rzadko n a ogół istnieją odpo­ wiednie możliwości ich wyzyskania. J u ż w o sta tn im dziesięcioleciu X I X stulecia powstała słynna olbrzymia elektrownia p rzy wodospadzie Niagary. ja k np. gdzie się one znajdują. gdy chcemy wyzyskać m ałowarto- ściowy m ateriał opałowy. uzyskuje dzisiaj coraz większe znaczenie w gospodarce za­ sobami energii. gdzie istnieje istotna tego potrzeba.

E n ergia tu rb in y w o d n ej o m o cy 300 k on i p a ro w y ch zo sta ła przek azan a z m iejsco w o ści L a u ffen n a w y s ta w ę . znajdujące się w bez­ pośrednim sąsiedztwie wodospadu. ażeby uniknąć większych s tr a t energii na takich odległościach.0 0 0 w o ltó w . która sprzęga elektrownie wodne w Niemczech południowych. W ten sposób można za­ opatryw ać w prąd jednolicie i za pośrednictw em jednej rozdzielni centralnej wszystkie m iasta i fabryki. Trzeba tu było przekazywać energię elektryczną na odległości. jak cieplnych. przy u ży ciu n a p ięcia 2 7 . korzystającym i z węgla brunatnego jako pali­ wa. zarówno wodnych. ty m zupełniej mogą być wyzyskane źródła energii i ty m rentowniejsze okazują się urządzenia. Im większy jest obszar. P rzek a zy w a n ie en ergii e lek try czn ej n a o d le g ło ść 101 elektryczną1 nie tylko liczne fabryki. na dużych obszarach. nie­ zbędne dla w ytw arzania i odprowadzania prądu.000w oltów . została od razu zbudowana na 380. 1 P ie r w sz y p rzy k ła d p r z ek a z y w a n ia en erg ii n a o d leg ło ść z o s ta ł p o k a za n y ju ż w r. a więc dla całych krajów lu b te ż n a w e t dla kilku sąsiadujących ze sobą krajów. a częściowo naw et i koleje w promieniu setek kilometrów. 1891 na w y sta w ie elek tr o te ch n icz n e j w e F ra n k ­ furcie. okazało się konieczne podniesienie napięcia na linii aż do 220. lecz również i odlegle o 42 km miasto Buffalo. O trzym yw ana w ten sposób energia p rądu jest dopro­ wadzana przede w szystkim do obszaru przemysłowego nad- reńsko-westfalskiego. w austriackim Yorarl- bergu i w Szwajcarii z elektrowniam i cieplnymi Niemiec środkowych. sięgające 1000 kilometrów. Poczynając mniej więcej od roku 1920 bardzo rozwinęła się budowa wielkich sieci energe­ tycznych. W ostatnich czasach coraz wyraźniej występuje dążenie do sprzęgania ze sobą wielkich central energe­ tycznych. o d leg łą o 175 k m .przy czym linia ta. Pom iędzy powstałym i w ostatnich czasach wielkimi sieciami energetycznym i jedną z najlepiej urządzonych jest szeroko rozgałęziona sieć. pierwsza na świecie o t a k wysokim napięciu.000 woltów w przewidywaniu możliwości przyszłego rozszerzenia sieci. .

centym etrów . Jednakże sto­ sowanie kabli m asowych do wyższych napięć byłoby nieekonomiczne. przewód taki nie jest jednakże gorszy. są to kable.000 woltów stosuje się zwykle tzw.102 Z asad y fizy k i Dla takich przewodów najwyższego napięcia trzeba było obmyślić specjalne konstrukcje. impregnowane specjalną masą.1 Do napięć poniżej 60. gdyż niezbędna izolacja m usiałaby ze 1 T ak ie kable u k ład a się rów n ież i pod w o d ą . Ze względów bezpieczeństwa linie napowietrzne musi­ m y uzupełniać przynajm niej miejscami przez podziemne przewody kablowe. W porównaniu z pełnymi przewodami o tej samej średnicy. Na rys. 38 pokazano m aszt linii najw yż­ szego napięcia w Yorarlbergu. 37. 37 przedstaw ia p u s ty przewód tego rodzaju o średnicy kilku Rys. m ają one tę zaletę. . w których poszczególne przewody z prąd e m są zaopatrzone w osłony papierowe. Pusty w ewnątrz przew ód wysokiego napięcia. Na liniach napow ietrz­ nych zastosowano pusle wewnątrz przewody z brązu. kable masowe. gdyż wspomniane już wyżej zajwisko naskórkowe powoduje i w pełnym prze­ wodzie zepchnięcie p rądu na jego powierzchnię. Rys. że ważą mniej i kosztują t a n ie j. dla zwiększenia wytrzymałości w jego wnę­ trzu znajduje się szkielet pod trz y m u ją c y w kształcie sprę­ żynującej śruby.

gdy jegoobjętość rośnie w skutek nagrza­ nia przez p rąd . to kable stałyby się już w k ró tk im czasie niezdatne do użytku. naczynia te od­ dają olej Z powrotem . P rzek a zy w a n ie en ergii e lek try czn ej n a o d le g ło ść 103 względów bezpieczeństwa mieć zb y t duże w ym iary. gdyż nie­ uniknione ich nagrzewanie zniszczyłoby jednorodność izola­ cji przez wytworzenie w niej dziur. gdy kabel s ty ­ gnie. Izolatory muszą być wypróbowane przed wstawieniem do instalacji.38. Zdatność izolatora do u ż y tk u w ykazuje się przez spowodowanie przeskoku iskry. W ten sposób kabel znajduje się stale w ty ch sam ych w arunkach ciśnienia i jest stale równomiernie izolowany. kabli olejowych.Linia najwyższego napięcia. do których przelewa się nadm iar oleju. co i do napięć poniżej 60.000 woltów. przy czym poddaje się je działaniu napięcia znacznie wyższego. aniżeli to. Są one w y­ pełnione olejem o m a ­ łej lepkości i zawierają specjalne naczynia w y­ równawcze. które będzie stosowane w rzeczywistości. od­ wrotnie. Mimo to m ożem y opanować n a ­ wet napięcia rzędu kil­ kuset tysięcy woltów stosując kable o zwyk­ łych w ym iarach. Na liniach powietrznych najwyższego napięcia rzeczą wielkiej wagi jest odizolowanie drutów przewodzących od m asztów. . w y­ nik ten osiągam y dzię­ ki użyciu tzw. G dyby zechciano do najwyższych napięć stosować te same wy­ m iary. Rys.

Przeskok iskry poprzez izolator. 1933 uruchom iona. posiada Rys. Największe elektrownie współczesne mogą dostarczać p r ą d u o mocy kilkuset tysięcy kilow attów . tam a . na około 300 miliardów 1 1 k ilo w a tt o d p o w ia d a 1. „Dnieproges“ . np. 39.104 Z asad y fizy k i przy czym wyładowanie musi zachodzić nie przez izolator. co odpowiada kilkuset również tysiącom koni parow ychJW ielka elektrow­ nia cieplna. 39). zbudow ana w Berlinie około 1930 r. moc 200. Całkowita światowa roczna wytwórczość energii elek­ trycznej była oceniana w 1930 r.. będzie posiadała po całkow itym wykończe­ niu moc 600. częściowo już w r. Największa rosyjska elektrownia wodna. zużywa ona na godzinę 150 ton wody na wytworzenie pa ry .36 k o n ia p aro w eg o . spiętrzająca wodę.000 kilow attów . lecz przez powietrze (rys.000 kilow attów . ma 760 m etrów długości i 52 m etry wysokości. .

. a prze­ de wszystkim rozżarzone metale. są źródłem promienio­ wania elektryczności ujem nej. najważniejszą rolę grają dzisiaj pro­ stow niki. XXX P R O S T O W N IK I Nie tylko podnoszenie lub obniżanie napięcia prądu. Promieniowanie to składa się z najdrobniejszych cząstek materii. c z y li p rzetw o rn ice. Chociaż bo­ wiem zastosowanie prądów' przem iennych do przekazy­ wania energii na odległość daje wyjątkow e korzyści i można je w ytw arzać stosunkowo łatwo. o k tórych była już mowa w jednym z poprzednich rozdziałów p rzy rozpatryw aniu zjawiska fotoelektrycz- nego. służących do przekształcania prądów przem iennych na stałe. do łado­ wania akum ulatorów . rozdz. 1903 fakcie. iż obecnie około 14% ogólnej produkcji energii całego świata ulega przemianie na energię elektryczną. Pośród urządzeń. 10% zaś na Niemcy. 5. jednak do napędu silni­ ków. np. lecz również i przekształcanie prądów' przem iennych na stałe stanowi ważne zadanie elektrotechniki. np. z czego około 4 2 % przypada iia S tany Zjednoczone. w k tó r y c h siln ik p rąd u p rzem ien n eg o pędzi p rą d n icę p rądu sta łe g o i w te n sp osób p rzek szta łca prąd p rzem ien n y na sta ły . P ro sto w n ik i 105 kilowattgodzin. w tram w ajach elektrycznych. nie m ożna w ogóle stosowrać prądu przemiennego. Do celówr zaś elektrochemicznych. lepiej nadaje się p rąd stały.1 W zasadzie opierają się one na w y k ry ty m przez R i c h a r d s o n a w r. Możemy przyjąć. 2 P or.2 Gdy w próżni umieścimy kawałek rozżarzonego metalu naprzeciw kaw ałka m etalu zimnego i uczynim y te metale 1J e d n y m ze sta rszy ch ty p ó w są „ zesp o ły siln ik o w o -p rą d n ico w e“ . zwanych elektro­ nam i. iż ciała rozżarzone.

tzw. przyciąga je ku sobie. nato m ia st elektroda zimna. kierunek p rądu jest przeciwny do kierunku ruchu nabojów ujem nych. że przepływ elektryczności będzie zachodził tylko wówczas. Stanowi ono. elek­ tro d a zaś gorąca. W pro ­ 1 Por. doprowadzając prąd elektryczny do jednego z nich i odprowadzając od drugiego. czyli z tak zwanym u jem n y m „biegunem “ źródła p rąd u . Omawiane tu urządzenie zachowuje się zatem w stosunku do prądów jednego kierunku ja k prze­ wodnik. połączona z bie­ gunem ujem nym . nic będziemy wówczas mogli zaobserwować przewodzenia elektryczności. według przyjętego określenia.1 m usim y więc powiedzieć. . że prąd płynie od elektrody zimnej do gorącej. W ten sposób duża ilość elektronów przechodzi od elektrody żarzącej się do zimnej. zgodnie z p rzyjętą poprzednio umową. w stosunku do prądów kierunku przeciwnego — j a k izolator.106 Z asad y fiz y k i elektrodam i. wentyl elektryczny. jest więc elektroda zimna. gdyż elektrony. Jeżeli nato m ia st połączymy gorącą elektrodę z do­ d a tn im biegunem źródła prądu. to jasne jest. że pędzi ono elektrony. gdy żarząca się elektroda będzie połączona z ujem ną koń­ cówką. odpycha wówczas niosące również ujem ny nabój elektrony. wysyłane przez rozżarzoną elektrodę. Zasada w entyla elektrycznego znajduje najważniejsze zastosowanie techniczne w prostownikach rtęciowych. 18. czyli „żarząca się katoda“. Pole elektryczne jest mianowicie tak w tedy skierowane. czyli miejscem doprowadzenia (w u- m ow nym znaczeniu) prądu. jest miejscem odprowadzenia prądu. w k tó ­ rych w yzyskano zjawisko łuku elektrycznego. rozd z. do elektrody zimnej. E lektroda gorąca. Prąd ten nazyw am y zwykle anodowym . zimna elektroda na to m ia st z biegunem dodatnim . zostaną n a ty c h m ia s t zawrócone z powrotem przez odwrotnie teraz skierowane pole. „an o d ą“ . połączona z biegunem dodatnim . wysyłane przez żarzącą się elektrodę. Ponieważ.

Prostowniki 107 stow nikach tych żarzącą się katodę stanowi powierzchnia rtęci. p rzy czym ich te m p e ra tu ra dochodzi tylko do ciemno-czerwonego żaru. Naprzeciw niej znajdują się dwie anody. Prostow nik rtęciowy wiedeńskiej stacji radionadawczej. z grafitu Rys. 40. lub żelaza. mogą więc one uchodzić za .

000 wol­ tów. n a o d d z ia ły w a n ia c h k o n ta k to ­ w y ch . 1 W p rzeciw ień stw ie d o łu k u rtę c io w e g o . wynaleziony około 1910 r. k tó ry umożliwił zwycięski po­ chód radia i filmu dźwiękowego. k tó ry pozwala osiągnąć dowolnie wielkie wzmocnienie p rądów przem iennych nie zmieniając ich częstości. jest wzmacniacz lam pow y. p rzez p o łą ­ czen ia p rąd n ic prądu p rzem ien n eg o z p ro sto w n ik a m i. r y s . ja k m eta l. n a p ię c ie k tó r y c h nie m oże p rzek ro czy ć p ew n ej ok reślon ej w a r to ści. przez fizyka amerykańskiego D e F o r e s t a . ty m więcej. Z jaw isk o to z n a jd u je w y tłu m a c z e n ie w fa k cie. p o d o b n ie do o m a w ia n y ch n iżej d e te k to r ó w k r y sta lic z n y c h . Prostow nik rtęciowy (porówn.40) może „z atrz y m a ć “ napięcia przeciwnego kierunku. Oddaje on z powrotem 75 do 9 5 % pobranej energii. a b y m ożn a b y ło z a stą p ić p rą d n ice p rąd u sta łe g o . im wyższe je s t napięcie. ja k w ynale­ zienie przyrządu. dochodzące do 20. v o n L i e b e n a i S t r a u s s a .108 Z asad y fiz y k i „zim ne“1 w porównaniu z k a to d ą o tem peraturze około 3000 stopni C. . oraz fizyków austriackich. o p a rte. Przyrządem tym .2 Obok prostowników rtęciowych coraz większe znaczenie zyskują dla mniejszych mocy i niższych napięć tzw. prostowniki suche. iż p rzy k ażd orazow ej zm ia n ie k ieru n k u prądu w ę g ie l n ie s ty g n ie ta k szy b k o . 3 S ą to w e n ty le e lek tr y c zn e . łu k ś w ie tln y p o m ię d z y d w iem a e lek tro d a m i w ę g lo w y m i m o żn a za sila ć ró w n ież i prądem p rzem ien n y m . ulepszony zaś następnie przez licznych in­ nych badaczów. 2 T ech n ik a d ą ż y do ta k ie g o u d o sk o n a le n ia p ro sto w n ik ó w .3 XXXI WZMACNIACZE LA M PO W E Niewiele chyba w ynalazków naszych czasów odegrało ta k doniosłą rolę w cywilizacji współczesnej. Dzięki zastosowaniu dwóch anod możemy za pom ocą odpowiedniego zręcznego pomysłu technicznego wyzyskać obydwie połówki okresu prądu przemiennego do przekształcania na prąd stały.

że pomiędzy nimi znajduje się jeszcze trzecia elektroda. zwanego napięciem anodowym .1 W zmacniacze pokrywa się zwykle od wnętrza w arstw ą m agnezu. jak zwierciadło. 41) K a to d ą czynim y drucik wolframowy. . siatka. w ykonana z drucików metalowych. w której umieszczone są naprzeciw siebie żarząca się k atoda i zimna anoda w taki sposób. K atoda jest włączona poza ty m w obwód drugiej baterii. Ja k o anody używa się bla­ chy metalowej. Natężenie p rądu anodowego zależy naturalnie od tem ­ p e ra tu ry żarzącej się katody. J a k mianowicie wykrył W e h n e l t . możemy je zatem zmieniać przez regulowanie p rądu grzejącego. a więc w ystarcza wówczas słaba bateria grzejąca. W szczególnie wysokim stopniu jed n a k zależy natężenie prądu anodowego od napięcia. Zależy ono dalej od napięcia. 1 D la w ięk szej p rze jr z y sto śc i na ry s. otaczającej drucik wolfra­ m owy. Anodę łączy się z dodatnim biegunem tzw. Ten sam sk u te k można zresztą osiągnąć. p a ­ nującego pomiędzy k a to d ą i siatką. wapnia lub baru. pokryw any zazwyczaj tlenkam i ziem alkalicznych. <11 nie u w zg lęd n io n o sp i­ raln ego k sz ta łtu sia tk i. P rą d opuszcza wzmacniacz od strony k a ­ tody. przyłożonego pomiędzy anodą i katodą. dodając do wolframu drobne ilości toru. a mianowicie tzw. k tóra ma wchłaniać pozostałe jeszcze resztki gazu. które zwiemy napię­ ciem siatkowym. baterii grzejącej. np. zewnętrzna powierzchnia wzmacniacza w y­ gląda dzięki tem u. k tó ra ma za zadanie wywołać żarzenie się k a to d y (rys. baterii anodowej. Siatka posiada najczęściej k ształt spirali. zwykle miedzianej lub też glinowej. już sto­ Bateria ż a rz e n ia sunkowo słabe ogrzanie tych tlenków powoduje znaczną emisję elektronów. Wzmacniacze lampowe 109 W najprostszej swej formie wzmacniacz lampoAvy składa się z wypróżnionej gruszki szklanej. połączonej z ujem nym biegunem baterii anodowej.

że ten sam skutek. Okazuje się jednak. chyba że napięcie siatki ma już t a k dużą wartość. gdy dam y siatce ujemne napięcie. nie dając jednocześnie żadnego napięcia na siatkę. Mówimy.110 Z asad y fiz y k i Gdy mianowicie do siatki przyłożym y napięcie ujem ne. możemy otrzym ać przez znacznie już mniejsze zm iany napięcia siatkowego. czy też siatkowego. 2 Z b a terii.1 wówczas. że w ty m w ypadku spółczynnik wzmocnienia wynosi 10. że dodatnio naładow ana siatka w ychw y­ tuje prawie wszystkie elektrony i nie pozwala im dojść do anody. prąd. że zmiany napięcia anodowego m ożna zastąpić przez dziesięciokrotnie mniejsze zm iany napięcia siatkowego. Prąd przemienny. ten sam wynik możem y osiągnąć. Natężenie prądu anodowego (gdy te m p e ra tu ra żarzenia drucika jest dana) m ożem y zatem zwiększać lub zm niej­ szać przez odpowiednie zm iany napięcia anodowego.2 Z przytoczonych tu przykładów widzimy zatem. k tó ry chcemy wzmocnić. k tó ry osiągamy przez określone zm iany napięcia anodowego. k tórej b iegu n d o d a tn i łą c z y się z ro zża rzo n y m d ru cik iem w o lfr a ­ m o w y m . elektrony. nie zmieniając napięcia anodowego. nie cz e r ­ p iem y je d n a k p rzy ty m z u p ełn ie p rądu! . z 50 na 100 woltów. lecz n adając siatce dodatnie napięcie. m usim y podwyższyć n a ­ pięcie anodowe np. sta n o w ią c y m k a to d ę w zm a cn ia cza . wynoszące 5 woltów. Gdy chcem y podwoić istnie­ ją c y już w lampie prąd anodowy. dzięki odpychającem u działaniu ujemnie nałado­ wanej siatki. Odwrotnie. w sta w io n e j p o m ię d z y sia tk ą i k a to d ą . zanika całkowicie. wynoszące około 10 woltów. k tó ry w y tw arzam y w małej lampce przez przyłożenie napięcia anodowego 100 woltów. będą odrzucane z powrotem ku niej. wobec czego prąd ano­ dowy osłabnie i — przy dostatecznie wysokim napięciu siatki — zaniknie całkowicie. wysyłane przez żarzącą się katodę. dodatnie napięcie siatki ułatwia wyjście elektronów z k a to d y i wzmacnia przez to prąd anodowy. przepuszcza- 1 Ł ą c z y m y w ty m celu sia tk ę z u je m n y m b ieg u n em b a terii. T ak np.

jest o wiele większe. 1 M o g liśm y tu ta j o c z y w iśc ie n a szk ico w a ć je d y n ie szczeg ó ln ie p ro sty sc h e m a t w zm a cn ia n ia prądu. możem y osiągnąć wzmocnienia rzędu setek lub naw et tysięcy razy. Dzięki przyłożeniu stałego napięcia anodowego pomiędzy anodą (A) i k a to d ą (K) powstaje p rąd anodowy. Skutkiem tego we w tórnym jego uzwojeniu (S2) powstaje przez indukcję napięcie przemienne. które p rzykładam y do siatki (G) wzmacniacza.1 We wzmacniaczach z jedną siatką współczynnik wzmoc­ nienia ma wartość od 10 do 15. zm iany napięcia siatki będą go zmieniać tak. k tó ry ch n ie m o że m y tu om a ­ w iać. Prócz baterii anodowej do zewnętrznego obwodu p rądu jest jeszcze włączone pierwotne uzwojenie (Ti) transform atora wyjściowego. Skutkiem tego we w tó rn y m jego uzwojeniu (T2) powstaje przez indukcję znowu p rąd przem ienny. płynie on z tą sam ą częstością. w ytw arzane przez używane w przemyśle p r ą d ­ nice prądu przemiennego. X X X II D R G A N IA E L E K T R Y C Z N E P rądy.). jednakże dzięki oddziaływaniu siatki n a ­ tężenie prądu w uzwojeniu T2 Rys. jak zmieniałyby dziesięciokrotnie większe wahania napięcia anodowego. 42. oraz —W— w ty m sam ym rytm ie. co i prąd w pierw otnym uzwojeniu tra n s­ form atora wstępnego. 42). Stosując dwa lub kilka stopni wzmocnienia. Jednakże już w połowie X I X stulecia fizycy poznali p rądy przemienne o nadzwyczaj dużej częstości. D rg a n ia elek try czn e 111 m y przez uzwojenie pierwotne (Si) transform atora „wstęp­ nego“ (rys. są to prądy. m ają zwykle częstość 50 lub 162/3 okresów na sekundę. W r z e c zy w isto śc i sto su je się jesz c z e w ie le różn o ro d n y ch u lep szeń . . jakie otrzym ujem y. mWiennych zmacnianie prądów prze­ (schem.

rozdz. że czas trw ania jednego drgania je s t ty m mniejszy. polegające na ty m . iż okresowym w ahaniom natężenia p rąd u odpow iadają również okresowe w ahania natężenia światła iskry. i w te n sposób mógł zastąpić następstw o po sobie w a h a ń natężenia w czasie uszeregowaniem ty ch w a h a ń jed n o p o d ru g im w przestrzeni. zanikając stop­ niowo. W yzyskał w ty m celu zjawisko. towarzyszącej rozładowaniu.112 Z asad y fizy k i rozładowując kondensatory. N aładow any ponownie kondensator znów się rozładowuje i całe zjawisko pow tarza się. Pow staje wówczas p rąd rozładowania. u tw o ­ rzony w szybko wirującym zwierciadle. czyli drganie zachodzi ty m szybciej. wówczas dzięki indukcyjności własnej obwodu powstaje p rąd samoindukcji. Elektryczność w ykonyw a ja k gdyby ruchy w aha­ dłowe ta m i z powrotem pom iędzy jed n ą i drugą okładką kondensatora. k tó ry powoduje wyrównanie się potencjałów okładek. spowodowanych przez w ytw arzanie się ciepła. im mniejsza jest pojem ność kondensatora oraz sam oindukcja obwodu przewodzącego. przy czym w ciągu jednego okresu w y stę p u ją dwa m axim a n a ­ tężenia światła. Przypuśćm y. William T h o m s o n pierwszy rozwinął około r. dopóki w ahania nie zostaną wygaszone sk u tk ie m s tr a t energii. p łynący dalej w ty m sam ym kierunku. ujem nie zaś — pierwszą. . a więc uprzednio ujem ną. 1850 teorię takich drgań elektrycznych i wykazał. Gdy po wyrów naniu się potencjałów prąd rozładowania prze­ staje płynąć. p rąd ten ładuje z kolei dodatnio drugą. W r. 1 Por. druga zaś ujemnie. okładkę kondensatora. 1859 F e d d e r s e n o w i udało się rzeczywiście stw ier­ dzić na drodze doświadczalnej istnienie drgań. i połączmy te okładki ze sobą jakim kol­ wiek przewodnikiem. Feddersen fotografował obraz iskry. które już dawało się wyraźnie dostrzec na fotografii. 21. związanych z rozładowaniem butelki lejdejskiej. że jedna okład­ ka pewnego kondensatora1 jest naładow ana dodatnio.

43. w k tó r y m przez p r z y c ią g a n ie e lek tr o m a g n e su w p ro w a d za się w ruch d rg a ją cy sp ręży n k ę. J a s n y koniec każdego z obrazów iskry odpowiada przy ty m zawsze ujemnej okładce kondensatora. lecz w k ażdym razie czę­ stość rzędu kilku tysięcy okresów na sekundę. Znając ilość obrotów zwierciadła. k tó ra p rzeryw a prąd. Trwale p rąd y przem ienne. sposób na okres drgań wartości. d zięk i czem u p o w ło k a g a z o w a u leg a k o n d en sa cji i prąd z a c z y n a p ły n ą ć z p o w ro tem . W altera. Znalazł on w ten Rys. w którego pierw otnym obwodzie płynie p rąd stały. wynoszące od jednej do 40 milionowych sekundy. D ru cik rozżarza się. w ykonane według m eto d y Feddersena. m ło te c z e k N eefa . W te n sp o só b prąd z o sta je perio- Zasady fizyki . tak. p rzy c z y m d o k o ła n ie g o w y tw a r z a się p o w ło k a g a zo w a . w ó w c z a s d ru cik bardzo sz y b k o sty g n ie . perio­ dycznie przeryw any za pom ocą specjalnych. J e s t to transform ator. mógł już Feddersen obliczyć ze swych fotografii czas trw a ­ nia jednego takiego drgania elektrycznego. S k ła d a się on z p ły t y oło w ia n ej oraz d ru cik a p la ty n o w e g o . że na fotografii widać również wyraźnie okresowe zm iany kierunku prąd u . a u to m atyczniei 1 J a k o p rzery w a cz a u to m a ty c z n y słu ż y a lb o tz w . z a n u rz o n y c h do ro z c ie ń c z o n eg o k w a su sia rk o w eg o i sta n o w ią c y c h d o p r o w a d zen ie i o d p r o w a d zen ie p rądu sta łe g o . Isk ry Fcddcrsenow skie w edług zdjęcia B. w y n a le z io n y przez W e h n e lta . nie posiadające wprawdzie podobnie wysokiej częstości. D rg a n ia ele k tr y cz n e 113 Na rys. 43 widzimy nowsze zdjęcie. alb o te ż p rzery w a cz e le k tr o lity c z n y . m ożna w y ­ tworzyć za pom ocą cewki indukcyjnej.

które mogą mieć długość sięgającą kilku centym etrów lub decymetrów. pięknie zabarw ioną smugę świetlną. C zęsto u ż y w a n e są w p ra k ty ce rów n ież ta k z w a n e „ p rzery w a cze tu r b in o w e “. obwód zaś pierw otny zostaje pobu­ dzony do drgań. i sta n o ­ wiącą pierwotne uzwojenie tra n s fo rm a to ra . swobodne końcówki wtórnego uzwojenia tra n sfo rm ato ra Tesli znaj­ du ją się w powietrzu. Gdy uzwojenie w tórne jest otw arte.1 k tó ry wyróżnia się bardzo wysokim napięciem m aksym alnym . dru gie jego u zw o jen ie sk ła d a się z b ard zo w ielu z w o jó w cie n k ie g o d ru tu . wówczas to wysokie napięcie w ytw arza się pomię­ dzy jego końcówkam i. a niekiedy naw et ponad m e t r . można otrzym ać p rą d y przemienne o bardzo dużej częstości i jednocześnie nadzwyczaj wysokim napięciu. k tó re w sta w ia m y do w n ę tr z a u zw o jen ia p ierw o tn eg o . 1900. prowadząc do pow stania iskier. n a z y w a m y jej p rzerw ą isk ro w ą . ja k ą m o żn a o trz y m a ć z d an ej cew k i in d u k cy jn ej. Indukow any p rąd w tórny jest naturalnie prąd e m p rzem iennym . (P rzy p .114 Z asad y fizy k i funkcjonujących urządzeń. utw orzoną z niewielu zwojów grubego d ru tu miedzianego.) . 2 N a jw ięk szą d łu g o ść isk ry. Gdy końcówki obwodu wtórnego połączym y z dwoma współśrodkowymi pierścieniami z d ru tu .2 J a k w ykazał T e s l a około r. 1 In d u k o w a n a siła e le k tr o m o to r y c z n a p o sia d a b o w iem p rzy otw iera n iu p rąd u k ieru n ek w p r o st p r zeciw n y . tłu m . Jeżeli np. w ykryte przez Teslę. wówczas z końcówek ty ch try sk a ją snopy iskier elektrycznych (rys. słusznie obudziły w swoim czasie ogromne zainteresowanie w szerokich m asach. ujrz y m y po­ między nimi ciągłą. K a żd e m u c e n ty m e ­ tro w i p rzerw y isk row ej o d p o w ia d a n a p ięcie od 8 0 0 0 do 18000 w o ltó w (za leżn ie od k sz ta łtu elek tro d ). rzędu dziesiąt­ ków lub setek tysięcy woltów. 44). gdy przepuścim y p rąd rozładowania butelki lejdejskiej przez szpulę. d y c z n ie p rzerw a n y k ilk a ty s ię c y r a zy n a se k u n d ę. n iż p r z y z a m y k a n iu . 3 T ran sform ator T esli n ie p o sia d a rd zen ia ż ela z n e g o . Zjawiska.3 B utelka lej­ dejska musi być przy ty m stale na nowo ładow ana przez prąd pomocniczej cewki indukcyjnej.

56. zawdzięczamy to wielkiej szybkości zmian k ieru n k u . wyw ołujem y jarzenie się powietrza w otoczeniu ty ch drutów na całej ich długości. D rg a n ia ele k tr y cz n e 115 Przyłączając końcówki wtórne do dwóch cienkich.2 o k tó ry m wspominano już uprzednio. 27. mające postać pęków iskier i w stęg płomiennych. rozdz. naw et w znacznych odległościach od tra n sform atora. 1.3 1 P or. Godna uwagi jest zupełna nieszkodliwość ty ch prądów dla ciała ludzkiego. 3 7 ). bez doprowadzania do nich prądu. ro zd z. Z rozu m iałe je s t sa m o przez się. Dzięki olbrzym im częstościom prądów Tesli w yróżniają się one szczególnie silnym efektem na sk ó rk o w y m . równo­ legle napiętych drutów . R urki geis- slerowskie 1 świecą w pobliżu tra n sfo rm ato ra Tesli naw et Rys. 2 P or. że n a le ż y p o sta ra ć się o d o sta ­ teczn ie d o b rą izo la cję. 44. rozd z. 3 N a jw a żn iejszą rzeczą w d o św ia d c z e n ia c h T esli je s t d o stro je n ie p ierw o tn eg o i w tó rn eg o o b w o d u do rezo n a n su (p o ró w n . W yładowanie transform atora T esli o napięciu ok. na w e t gdy natężenie ich jest dość znaczne. .2 milionów woltów.

Istotnie nową w niej rzeczą jest to. Co lak wewnętrzne wrzenie we m nie uspokoił. W t y m bowiem roku M a x w e l l opublikował swoją wspaniałą teorię. k tó ry sądził. Biedne me serce radością napoił. Dzięki ty m poglądom doszedł Maxwell do słynnych . że do praw a Coulomba oraz znanych już podstaw ow ych p raw elektrom agnetyzm u i p rądów in d u k ­ cyjnych dołączyła ona nową hipotezę. iż do wzorów m ate m atycznych nowej teorii należy zastosować słowa z „ F a u s ta “ Goethego: Czyliż to Boga palce znak len nakreśliły. I dał m u jakiś popęd tajemniczy I odsłonił natury wiecznie czynne siły? (Tłumaczenie A l. k tó ra dzięki jednolitem u ujęciu zjawisk elektrycznych. „prądu przesunięcia“ . jakie zauważono w w y padku prądów w przewodnikach. Do­ wolność ta znalazła świetne usprawiedliwienie w niezwykle płodnych w ynikach. jak m łodociany wówczas jeszcze B oltzm ann. byli nią równie zapewne wstrząśnięci. abyśm y mogli j ą tu ta j dokładnie rozpatrzyć. przypisał zupełnie dowolnie hipotetycznym p rądom przesunięć własności analogiczne do tych. wówczas mielibyśmy zapewne słuszność. Krajewskiego) Teoria Maxwella jest oczywiście z b y t tru d n a . k tó ry właściwie rok należy uważać za d a tę narodzin nowoczesnej fizyki. wskazując na rok 1873. Niewielu tylko fizyków zrozumiało wówczas całkowite znaczenie teorii. lecz ci. płynących z tego założenia. według której każda zmiana natężenia pola elektrycznego wywołuje powstanie tzw. czyniąc krok nie­ zwykle śmiały. k tórzy zdołali ją pojąć. Maxwell. X X X III E L E K T R O M A G N E T Y C Z N A ISTOTA ŚW IA T Ł A G dyby nas zapytano. m agne­ tycznych i świetlnych miała skierować rozwój fizyki na zupełnie nowe tory. sformułowanej przez Maxwella.

sta n o w i! z a g a d k ę n ie do r o zw ią za n ia . . 45. k tó re sp r o w a d z a ły św ia tło do d rgań e la s ty c z n y c h ta jem n icze g o „eteru ś w ie tln e g o “. po­ siadają one zatem tę właśnie cechę. z r o z m a ity c h w z g lę d ó w . które. oba zaś te kierunki są z kolei prostopadłe do wspólnego kie-: runku rozchodzenia się fal. ja k np. k tó rą nieodzownie m u ­ simy przypisać falom świetlnym wobec istnienia zjawisk polaryzacji św iatła. również i drgania elektryczne lub m agnetyczne mogą wywoływać fale elektryczne lub m agnetyczne.2 1 Por. rozd z. 18. me- chaniczne drgania powietrza pow odują Rys 45 Fala clcktro_ powstawanie fal głosowych i rozchodzą magne. że obie te fale posuw ają się z t ą sam ą prędkością i że wreszcie natężenie pola m agnetycz­ nego jest stale prostopadłe do natężenia pola elektrycznego. !«««/»> tyczne. zwanych powszechnie od jego nazwiska rów naniam i Max- wella. każda fala m agnetyczna z elektryczną. k tó r y c h n ie m o ­ ż e m y tu ta j ro zp a try w a ć. W podobny sposób. które na ogół dotyczyć mogą nie tylko war. Elektromagnetyczna istota światła 117 swych podstaw owych rów nań pola elektrom agnetycznego. ja k Maxwell wywnioskował z pom ia­ rów' W ebera i K o h lrauscha. Gdy natężenie pola elektrycznego lub magnetycznego ulega w pewnym punkcie periodycznym zmianom. że każ d a fala elektryczna musi być nie­ odzownie sprzężona z falą m agnetyczną i odwrotnie. wim y wówczas. 2 W d a w n ie jsz y c h teo ria ch .y“ «nie)_(5Ch<:ma- się w przestrzeni za pośrednictw em tych fal. K ierunki te zostały przedsta­ wione na rys. lecz i jego kierunku. p o p r z e c z n y c h a ­ rak ter drgań św ie tln y c h . Z teorii Maxwella wynika. Fale elektrom agnetyczne są więc czysto poprzeczne. a mianowicie możliwość istnienia fal elektro­ magnetycznych. H a lę* en tości natężenia. Z rów nań ty ch w ysunął on dalej wniosek niezwykle wielkiej wagi.1 m uszą rozchodzić się w próżni z prędkością światła. m ó­ pola eteUtrycz. z uwzględnieniem praw idłowych zwrotów. że w punkcie ty m za- chodzą drgania elektryczne lub magne.

2 Rzeczywiste doświadczalne wytworzenie fal elektro­ m agnetycznych. je d n a k że w d alek iej p o d czerw ien i w sz y stk ie cia ła sto su ją się d o ­ k ład n ie do niej. . ja k już wspomniano. okres drgań wynosi. Zrozumiałe jest. Z falami tej długości nie m ożna było naturalnie dokonywać do­ świadczeń. dzięki słynnym doświadczeniom H enryka H e r t z a .118 Zasady fizyki Maxwell. Ponieważ zupełnie ogólnie we wszelkich ruchach falowych długość fali równa się iloczynowi okresu drgania przez prędkość rozchodzenia się fali (którą w danym w ypadku należy utożsam ić z prędkością światła). Hertzowi udało się zmniejszyć długość fali do niewielu m etrów. rozd z. któ ry c h istnienie Maxwell przewidział na drodze rozw ażań teoretycznych. zwany relacją M axwella. przez zastosowanie zam iast butelki lejdejskiej dwóch kawałków mosiądzu od­ powiedniego kształtu. że nowe te fale są identyczne co do swej istoty z fa­ lami świetlnymi. Gdy rozładow ujem y butelkę lejdejską. 1888. 1 Por. a n a w e t decymetrów. 10 i 21. oddzielonych od siebie k ró tk ą prze­ rwą iskrową i ładow anych stale przez cewkę indukcyjną. że stała dielektryczna każdego ośrodka musi być równa kwadratowi wartości jego optycznego spółczynnika załam ania -1 B o l t z m a n n w ykazał już w kilka miesięcy po ogłoszeniu prac y Maxwella. wynoszące jeszcze około 300 m etrów. utożsam iając te uznane przez siebie za teore­ tycznie możliwe fale elektrom agnetyczne z falami świetl­ nymi. doszedł ostatecznie do wniosku. udało się jednakże do­ piero w 15 lat po ukazaniu się dzieła Maxwella. że H ertz za p u n k t wyjścia swych doświadczeń obrał rozpatrzone ju ż przez nas drgania kondensatora. Równocześnie doświadczenia te wyraźnie w y k a ­ zały. że ciała gazowe rzeczywiście spełniają ten związek. wo­ bec tego najszybszym naw et z takich drgań odpowiadają długości fal. 2 W d z ied zin ie św ia tła w id zia ln eg o cia ła sta łe i c ie k łe n ie sp e ł­ n ia ją relacji M axw ellow sk iej ze w z g lę d u n a zja w isk o d y sp ersji. około jednej milio­ nowej sekundy. a m iano­ wicie w r.

1901. Z pom ocą tego prym ityw nego urządzenia mógł H ertz pokazać. wytworzone przez drgania elektryczne. największa wartość periodycznie zmiennego natężenia pola elektrycz­ nego wynosi od 10 do 15 woltów na c entym etr. co i fale świetlne. podlegają ty m sam ym praw om . a więc rozchodzą się z t ą sam ą prędkością.1 Rozchodzenie się wywołanych w ten sposób drgań w postaci fal w ykazał H ertz za pom ocą pierścienia z d ru tu . Liczne w ynalazki X V I I I i początku X I X stulecia sta ra ły się cel ten osiągnąć za pom ocą sygnałów 1 P or. rozd z. podlegają ta k samo odbiciu. Przypuszczenia Maxwella co do elektro­ m agnetycznej istoty światła sta ły się w ten sposób pew­ nością. jakie wywiera promień świetlny dzięki swemu charakterow i elektrom agnetycznem u na ciała. przez promienie słoneczne na powierzchni ziemi. odpowiada w przybliżeniu ciężarowi jednego m iligrama na każdy m etr k w a d ra to w y . ugięciu. że istot­ nie fale. Ciśnienie. zaopatrzonego w niewielką przerwę. . odpo­ wiednia zaś w artość pola magnetycznego około jednej pią­ tej wartości składowej poziomej m agnetyzm u ziemskiego.2 X X X IV TELEGRAF Od najdaw niejszych czasów jed n y m z najważniejszych celów techniki było umożliwienie szybkiego przekazyw ania wiadomości. Telegraf 119 W ten sposób H ertz zmniejszył znacznie zarówno pojem ­ ność. wyw oływ anym np. 32. 2 D o św ia d c z a ln ie is tn ie n ie ciśn ien ia św ia tła w y k a z a ł po raz p ierw szy L e b i e d i e w w r. polaryzacji i wreszcie m ogą inter- ferować ze sobą. ja k i samoindukcję obwodu drgającego. znajdujące się na jego drodze. w której fale wywo­ ływały przez rezonans powstanie iskry. "W polu elektrom agnetycznym . załamaniu.

Powszechne zastosowanie znalazł dopiero samo zapi­ sujący a p a ra t elektrom agnetyczny. W 1843 r. k tó ry posłużył do połączenia I n s ty tu tu Fizycznego w Getyndze z t a m te j ­ szym obserw atorium astronom icznym . 46. Zasadę telegrafu Morsego przedstaw ia schem atycznie rys. że zam iast dwóch dru tó w w y­ starcza tylko jeden. lecz dopiero zastosowanie elektryczności umożliwiło rozwój właściwej telegrafii. została zbudow ana pierwsza praw idłowa linia te ­ legraficzna pom iędzy m iastam i W aszyngtonem i Baltimore. że przewód pow rotny m ożna zastąpić przez wyzyskanie przewodnictwa ziemi. Dzięki tem u umożli­ wiam y przepływ p rąd u w nastę p u jąc y sposób: z baterii (B) przez linię do otwartego klucza stacji odbiorczej. S t e i n h e i l udoskonalił wkrótce potem wynalazek Gaus­ sa i W ebera i dokonał p rzy ty m niespodziewanego odkrycia.120 Z asad y fizy k i optycznych. naciskam y klucz. dalej przez elektrom agnes (M’) do p ły ty ziemnej stacji odbiorczej i s ta m tą d do p ły ty ziemnej stacji nadaw ­ . Gdy chcem y nad a ć sygnał ze stacji nadawczej (z prawej strony). Jedn ak ż e ani a p a ra t Gaussa i W e­ bera. ani a p a ra t Steinheila nie n ad aw ały się do szerszego użytku. tak. wynaleziony w 1837 r. J u ż po upływie dwóch lat od wykrycia przez F a r a d a y ’a p rądów in d u k ­ cyjnych astronom G a u s s i fizyk W e b e r zbudowali w roku 1833 pierwszy telegraf elektromagnetyczny. dotychczas jeszcze jest to jeden z najczęściej spotykanych a p a ra tó w telegraficznych. przez A m erykanina M o r s e g o .

przesyłany ze stacji nadawczej. złożonego z p u n ­ któw i kresek. dzięki włączaniu dalszych pośrednich stacji przekaźniko­ wych staje się możliwe telegrafowanie na doAvolne od­ ległości. więc każda z nich może odbierać i nadaw ać tele­ gram y. P rąd włączony przez przekaźnik można również zużytkow ać do zasilenia nowego odcinka linii. Ponieważ obie stacje są zaopatrzone w identyczne p rzy­ rządy. spowodo­ w anych przez nieuniknione braki izolacji. zwilżone farbą. zależnie od czasu naciskania klucza. Zrozumiałe jest. ja k a może być przesyłana w ciągu m in u ty . ciągniętej przez m echanizm zegaro­ wy. k tó ­ rej drugi koniec przyciska kółeczko. z k tó ry c h Morse ułożył alfabet. b y w ten sposób lepiej wyzyskać kosztow ną linię telegraficzną. Na taśmie tej. Prąd. Przekaźnik jest to elek­ trom agnes. wynalezionej przez Morsego i przy zastosowaniu alfabetu Morsego. doznaje naturalnie znacznego osłabienia skutkiem s tra t. 1839 pierw ot­ nego urządzenia Morsego przez W h e a t s t o n e ’a. k tó ry wprowadził ta k zwany przekaźnik. telegraf pozwala przesłać 40 do 60 liter na m inutę. k tó ry wprawia w ruch p rzy­ rząd zapisujący. pow stają p u n k ty i kreski. . związane z koniecznością transponow ania tekstu. że dalszy rozwój telegrafii d ą ­ żył w dwóch kierunkach. Wobec tego isto tn y postęp stanowiło ulepszenie w r. na pismo Morsego oraz po­ wtórnego transponow ania otrzym anej depeszy na pismo zwykle. Uzwo­ jenia przekaźnika są obiegane przez p rąd przewodowy. W pierwotnej swej formie. danego do przesłania. znajdującej się na stacji odbiorczej. p rąd zaś baterii miejsco­ wej zasila ten elektrom agnes. przepływ ający przez długi przewód. Po pierwsze należało usunąć utrudnienie. zaopatrzony w lekką kotwiczkę. k tó ra z kolei może zam ykać za pom ocą dźwigni obwód p rądu baterii miejscowej. T eleg ra f 121 czej. Po drugie trzeba było dążyć do podniesienia ilości liter. E lektrom agnes M’ przyciąga m ałą dźwignię. do ta ś m y papierowej.

to nadzw yczajny postęp w ty m zakresie stanowiło w y­ nalezienie przez W h e a ts to n e ’a (r. p rzy czym każdej literze odpowiada określona kom binacja otworków (por. 47). Gdy w przyrządzie n adaw czym naciśniem y kla­ wisz.1 Znaki są nadaw ane za pom ocą specjalnej kla­ w iatury. A by możliwie zmniejszyć czas. tł. Spraw ­ 1 P o d sta w o w ą czę ść a p a ra tu H u g h e s’a sta n o w i o b ra ca ją ce się ró w n o m iern ie k oło. Sprawność a p a ra tu H u ghes’a wynosi w p rzy­ bliżeniu od 100 do 120 liter na m inutę. Do lepszego wyzyskania linii telegraficznych posłu­ żyło przede wszystkim wprowadzenie ta k zwanego łą­ czenia przeciwsobnego. . z n a jd u ją c e się n a p rzeciw ró w n ież p o ru sza ją ceg o się w a łk a z ta śm ą p a p iero w ą i p o sia d a ją c e r o zm ieszczo n e na sw y m o b w o d zie lite r y a lb a fe tu . łączy on w sobie urządzenie nadawcze i odbiorcze. wówczas impuls prądu.). przed nadaw aniem wybija się te k s t jej na pasku papieru za pom ocą pewnego rodzaju m aszyny do pisania. potrzebny do prze­ słania depeszy. które umożliwia jednoczesne tele­ grafowanie wzdłuż tego samego to ru w dwu kierunkach przeciwnych. k tó rą n a ­ stępnie nakleja się na papier i w tej postaci otrzym uje j ą odbiorca. dobiega do biegnącego synchronicznie przyrządu na stacji odbiorczej w tej wła­ śnie chwili. Przyrząd H ughes’a daje w ten sposób depeszę napisaną od razu zwykłym pismem na taśm ie papierowej.122 Z asad y fizy k i Pierwsze ze wspom nianych wyżej dwu podstaw owych dążeń telegrafii zaspokaja lelegraf literowy. Co się tyczy prędkości nadaw ania znaków. wynaleziony około r. gdy w obydwóch przyrządach litera t a znaj­ duje się na kole literowym naprzeciw w ałka drukarskiego. A p a ra t ten stosow any jest jeszcze dzisiaj na większych stacjach bez istotnych zmian. odpow iadający pewnej literze. które umożliwiają odbiór telegram u w postaci zapisanej znakam i Morsego. 1850 przez am erykanina H u g h e s ’a. 1860) telegrafu m aszyno­ wego. (U w . wywołujący wydrukow anie litery. Przesuwanie Łych otw orków przed odpowiednim urządzeniem wywołuje powstawanie impulsów prąd u . rys.

Linia ta była czynna aż do r. że ka ż d y przyrząd . wynalezionym około roku 1870 i noszącym nazwi­ sko swego ko n stru k to ra . odpow iada ona słowu niem iec­ kiem u „senden“. Za pom ocą specjalnej tarczy rozdzielczej. ooo o oo ooo o oo ' o ooooooooooooooooooooooo OOO O O O O O O O O O d e n Rys. że zawsze połączone są ze sobą na stacjach odbiorczej i nadawczej tylko odpowiadające sobie przyrządy. Po wynalezieniu telegrafowania za pom ocą dziurkow a­ nej taśm y nadawczej nastąpił dalszy wynalazek telegrafii wielokrotnej. Część telegram u. na linii tele­ graficznej indo-europejskiej. Linia ta miała 14. że po­ szczególne przekazyw ane telegraficznie znaki m uszą być dzielone pewnym i odstępam i. tak. fprzygotowanego do nadania telegrafem maszynow ym. w roku ty m przestano się nią posługiwać. tak. 1931. Z a p a ra tó w W h e a ts to n e ’a korzystano np.000 km . w ynikających stąd. przyrządy te są kolejno włą­ czane do obwodu p rądu w ten sposób. W ynalazek ten ma na celu wyzyskanie prze­ wodu również podczas przerw. 1870 przez Siemensa. by było możliwe ich zapisanie. zbudowanej w r. źe odległość pom iędzy dwiema sąsiednimi stacjam i wynosiła około 1. w ykonyw ującej od 100 do 200 obrotów na m inutę. 47. T eleg ra f 123 ność telegrafu maszynowego wynosi od 1000 do 1600 liter na m inutę. ta k . W szeroko rozpowszechnionym telegrafie B a u - d o t a . gdyż stała się ona zbyteczna ze względu na istniejące już inne połączenia kablowe i radiowe. na jed n y m i ty m sam ym prze­ wodzie p racują cztery oddzielne przyrządy.000 kilom etrów długości i po­ siadała 14 pośrednich stacji przekaźnikow ych. znacznie jeszcze zwiększający sprawność tele­ grafu.

dochodząc do 12 a naw et do 24. k tó ry ch c z ę sto ść le ż y w p ew n y ch o k re ślo n y c h g ra n ica ch . n a le ż ą c e do o k reślo n eg o p rze­ d ziału c zęsto ści. sto so w a n eg o w teleg ra fii w ie lo k r o tn e j. Ilość torów. lecz ty lk o sz y b k o po so b ie w p ew n ej k olejn o ści. 2 N a le ż y o d różn iać tę je d n o cz e sn o ść od d zia ła n ia na p rzem ian . Za p o m o cą ta k ich filtró w m o ż n a w ięc w y d z ie lić z d o ­ w oln ej m iesza n in y p rą d y zm ien n e. n a d a ją c y c h zn a k i M orsego. 1920. o ile zastosujem y odpowiednie „filtry częstości“ . . 3 F iltr y cz ę sto śc i są to u rzą d zen ia . W ten sposób m ożna mianowicie wzdłuż tego samego przewodu przesyłać jednocześnie2 im pulsy p rą d u o rozmaitej czę­ stości. że do n a ­ dawania znaków zastosowano prądy przemienne.1 Ponieważ przyrząd B a udota czterokrotnie zwiększa sprawność telegrafu. ja k się mówi obrazowo w języku elektrotechnicznym . dzięki której każda linia telefo­ niczna. Telegrafia wielokrotna stworzyła możliwość jednoczesnego uzyskania kilku połączeń wzdłuż tego samego przew odni­ ka. zo­ stała jednak jeszcze znacznie powiększona około r.3 Gdy n a d to została opracow ana m etoda stosowania tzw. które nie przeszkadzają sobie wzajemnie i mogą być ka ż d y z osobna odbierane przez dowolne przyrządy. wynoszącą około 600 liter na m inutę n a w e t bez zastosowania dziurkowanej taśm y nadawczej. g d z ie ró żn e p r zy r zą d y są d o łą cza n e d o p rzew od u n ie je d n o c z e śn ie . n a d a w a n ie k ażd ej lite r y w ty m a p aracie trw a rów n ie d łu g o (m ia n o w ic ie 5 te le g r a ­ ficzn y ch je d n o ste k czasu ). możliwych do uzyskania w jednej żyle. może być 1 Is to tn ą cech ę a p a ra tu B a u d o ta sta n o w i to . że w p rzeciw ień ­ stw ie do p rzyrzą d ów .124 Z a sa d y fiz y k i odbiorczy może przyjm ować tylko doń należące im pulsy p rąd u . jedna i ta sam a „żyła przewodząca“ daje n a m od razu kilka „lorów“ telegraficznych. dzięki tem u. p rzep u szcza ją ce ty lk o ta k ie p rą d y zm ien n e. niezależnie od swego przeznaczenia. m ożna było z jego pomocą uzyskać szybkość nadaw ania. telegrafii podakusłycznej.

zwane daleko­ pisam i. sk o n stru o w a n e przez ro zm a ite firm y. Rozwijanie dużej prędkości przekazyw ania znaków. Obecnie zm ierzam y do stw o­ rzenia dalekopisowej sieci łączności na wzór sieci tele­ fonicznej. 2 Z w aża się o c z y w iśc ie p rzy ty m na to . W telegrafii dzisiejszej rozpowszech­ n iają się n a to m ia st coraz bardziej przyrządy. że. by dwaj jej dowolni abonenci mogli łączyć się bezpośrednio ze sobą. a b y ró w n ież i p rz y rzą d y . ja k butelka lejdejska o nadzwyczaj dużej pojemności. i zm ie n n e p rą d y te le fo n ic z n e m o g ą z o sta ć o d d zielo n e od sieb ie w p o d o b n y sp o só b .1 ta osta tn ia o trzy­ m ała do swego rozporządzenia nadspodziewanie wielką ilość torów. T eleg ra f 125 jednocześnie u ż y ta do celów telegrafii. poczynając mniej więcej od r. poczynając od r. Duże trudności sprawiała początkowo okoliczność. 1860. że kabel o długości tysięcy kilom etrów zachowuje się. 1925. telegrafia transoceaniczna czyli kablowa.2 W odrębną gałąź rozwinęła się. Za pomocą dalekopisu można naturalnie przyjm ow ać autom atycznie wiadomości rów­ nież i w nieobecności odbiorcy. warstw ę zaś izolującą — ochronny płaszcz gutaperkow y. ty m bardziej. zewnętrzną — woda m orska. Skutkiem ta k wielkiej pojemności kabel musiał być właściwie specjalnie ładow any a następnie znówr rozładow yw any dla przesłania każdego poszcze­ 1 T elegrafia p o d a k u sty c z n a op iera się na ty m . w ew nętrzną okładkę stanowi przewodnik. nadzwyczajnie rozszerzono sieć telefoniczną w Europie i Ameryce Północnej. 1866 oddano do stałego u ż y tk u pierwszą linię podw odną poprzez Ocean A tlan ­ tycki. że p rą d y sta łe. stało się obecnie zbyteczne. tak. ja k p rą d y p rzem ien n e różnej c z ę sto śc i w e w sp o m n ia n ej w y żej m e to d z ie teleg ra fii p rzy u ży ciu prądu p rzem ien n eg o . m o g ły w sp ó łp r a c o w a ć ze sob ą. u ży w a n e w teleg ra fii. przypom inające swą budow ą i sposobem użycia zwykłe m aszyny do pisania. . na co musiano poprzednio kłaść Lak wielki nacisk. Po wielu nieuda­ nych próbach wreszcie w r.

zostaje ona jed n a k zwiększona na 3 do 5 cm dzięki „pancerzow i“. wzrosła do 21. że owija się przewodzącą p rąd część kabla druci­ kiem z substancji o dużej przenikliwości magnetycznej (dzięki tem u zwiększa się znacznie indukcyjność kabla. co przeciwdziała wpływowi jego pojemności). co pozwala nadaw ać do 2500 liter na m inutę. 1920 w okres szybkiego rozwoju. W nowoczesnych kablach głębinowych średnica żyły wynosi około % cm. Liczba wyrazów. Długość całej sieci telegraficznej św iata wynosiła w r. zbliżała się do 400 milionów. 1 M uszą on e reagow a ć je sz c z e na p rą d y o n a tę ż e n iu za led w ie k ilk u se tn y c h m iliam p era . co naturalnie znacznie przedłużało tele­ grafowanie. N ajspraw niejszym kablem jest dzisiaj przypuszczalnie wielki kabel azorski. otacza ją w arstw a m agnetyczna z perm alloy’u2 grubości kilku dziesiątych m ilim etra. 23. Kabel ten pracuje pięciotorowym system em telegrafii wielo­ krotnej. kabla krarupizowanego. przecina­ jących północny Ocean A tlantycki. 1930 około 6 milionów kilometrów. Dzięki zastosowaniu elektrycznych wzm acniaczy lam po­ wych oraz wynalezieniu tzw. 2 Por. tele­ grafia podm orska weszła. przez to liczba kabli. przesyłanych rocznie za pośrednictwem A tlantyckiego Tow arzystw a Telegraficznego podniosła się z 10 milionów w r. Jednakże przez zastosowanie zręcznie pom y­ ślanych schem atów połączeń oraz przez wypracowanie bardzo czułych typów przyrządów odbiorczych1 udało się ku końcowi X I X wieku zwiększyć sprawność kabla pod­ morskiego z początkowych 20 litera ż d o 200 liter na m inutę. poczynając mniej w ięcejodr. W edług K r a r u p a można skompensować szkodliwe działanie dużej pojemności w ten sposób. Średnica kabla wraz z izo­ lacją niewiele przekracza jeden ce n ty m etr.126 Z a sa d y fizy k i gólnego sygnału. liczba zaś wszystkich depesz. 1930. 1931 pom iędzy New- foundlandem i Azorami. . położony w r. n a d a n y c h w ciągu tego roku. rozd z. k tó ry ochrania kabel od uszkodzeń zewnętrznych. 1926 do 30 milionów w r.

k tóre przekształcają 1 Z ró żn y ch w zg lę d ó w n a le ż y z r esz tą u w a ż a ć F ilip a R eisa (1 8 6 0 ) za p op rzed n ik a B ella . znajdującej się w miejscu. a więc zbliża się i oddala periodycznie od magnesu. W ty m prototypie telefonu mówiący musiał zatem w ytw arzać p rąd telefoniczny działaniem swego własnego głosu. W związku z ty m przez działania indukcyjne w cewce otaczającej m agnes pow stają p rą d y przemienne. a n ie m o w ę lu d zk ą. k tó ry opiera się delikatnie tym i końcami o dwa klocki węglowe. 1878 H u g h e s wpadł na szczę­ śliwy pom ysł ograniczenia działania głosu do „m odulacji“ prądu. Skutkiem tego również i natężenie p rąd u z b a ­ terii podlega rytm icznym w ahaniom . w praw iają z kolei jego znów m em branę w ruchy.1 W pierwotnej swej formie telefon za­ wierał magnes sztabkowy. umiesz­ czona była cienka m em brana żelazna. wypowie­ dziane do pierwszego. zaostrzonego z obu końców. skąd mówimy. p rzy czym naprzeciw jednego z biegunów magnesu. telefon znalazł po raz pierwszy zastosowanie praktyczne w Ameryce. czerpanego z odpowiedniej baterii. W ten sposób w drugim telefonie słyszym y słowa. Jednakże już w r. XXXV TELEFON Podobnie ja k telegraf i żarówka. Gdy m ówimy przed pręcikiem. fale głosowe w yw ołują jego drgania i zarazem periodyczne zm iany oporu elektrycznego w miejscach ze­ tknięcia pręcika z klockami. odbywające się w rytm ie tych fal. Gdy m ówim y głośno przed m em braną. przez pręcik przepływa p rąd z baterii. w ynalazł go B e l l w r. . wówczas pod wpływem fal dźwięko­ wych zostaje ona wprawiona w drganie. otoczonego cewką z d ru tu . 1876. odbyw ające się w rytm ie ty ch prądów . które. W ynaleziony w ty m celu przez Hughesa mikrofon składa się w najprostszej swej postaci z pręcika węglowego. po doprowadzeniu do cewki d ru ­ giego telefonu. M ógł on jed n a k p r z e k a z y w a ć je d y n ie to n y .

128 Z asad y fizy k i się w telefonie odbiorczym w drgania dźwiękowe o tym sam ym rytm ie. N a jd ro b ­ niejsze ru ch y w y sta rc z a ją już do w ydatnego zmniejszenia lub też powiększenia liczby tych m ostków. 2 W N ie m c z e c h zresztą ju ż w r. co w ydatnie ułatwia prze k a ­ zywanie tych prądów na odległość (por. W ysoka czułość m ikrofonu1 daje się w ytłum aczyć tym . Pierwsze miejskie sieci telefoniczne pow stały w Ame­ ryce już wkrótce po wynalezieniu telefonu. Ze względu na duży opór właściwy węgla wystarcza to już do wywołania olbrzymich Ryp r z « < ^ ^ 1c i S ^ n 1 * ) 0ma w ahań prąd u . rys. Pom iędzy dwom a stykającym i się ze sobą kaw ałkam i wę­ gla istnieją w rzeczywistości skutkiem nierówności ich po­ wierzchni tylko nieliczne drobne m ostki. . W ywołane przez działanie mi­ krofonu w ahania stosunkowo silnego p rą d u miejscowego in d u k u ją w ten sposób na linii p rą d y wyższego napięcia. Mikrofon włączam y do pierwotnego uzwojenia od­ powiedniej cewki. 48). stanow iących w zasadzie pewne transfor­ m ato ry . po któ ry c h może prze­ pły w a ć elektryczność.2 Ponieważ 1 S ły s z y się n p . lecz mniejszego natężenia. niezadługo zaś potem rozpowszechniły się one i w Europie. że „ s ty k “ w znaczeniu codziennym tego w yrazu nie ozna­ cza bynajm niej jeszcze styku w znaczeniu elektrycznym . 1877 z a in s ta lo w a n o ok oło 20 sta c y j d o tele fo n ic z n e g o p r z e k a z y w a n ia d ep esz. dopiero wtórne jej uzwojenie należy do właściwej linii dalekonośnej. Telefony zostały znacznie ulepszone przez wprowadzenie „przenośników“. g ło śn o p ełza n ie m u c h y po m ik ro fo n ie. A by powiększyć liczbę p u n k tó w zetknięcia stoso­ wane początkowo pręciki węglowe zastąpiono później powszechnie przez proszek węglowy.

znajdującej się w centrali. Telefon 129 naturalnie niemożliwe jest połączenie ze sobą wszystkich abonentów telefonicznych bezpośrednimi przewodami. wynalezione przez A m erykanina S t r o w g e r a już w r. W początkowych stadiach rozwoju telefonii stosowano jedynie linie napowietrzne. oraz że skutkiem połącze­ nia z ziemią mogą pojawiać się różne zakłócenia. Dokoła przewodzącej p rąd „żyły“ owinięta jest w kształcie wyciągniętej spirali izolacja bawełniana. 1893.1 Mniej więcej od r. zawierająca jedynie 1 D la o sią g n ięcia te g o trzeb a b y ło n a tu ra ln ie w is to tn y sp o só b z m ie n ić u k ład p ołączeń . we­ dług m etody S t e i n h e i l a . zaczęto obsługiwać mikrofony abo­ nentów za pom ocą jednej jedynej baterii. Początkowo. 1900. na nią zaś z kolei nawinięta je s t luźna powłoka z suchego papieru. że na jed­ nej linii słychać wówczas również skutkiem indukcji i roz­ mowy z innych sąsiednich linij. Pom iędzy papierem a przewodnikiem znajduje się więc przestrzeń pusta. posługiwano się i w telefonii przewodem ziem nym. Obecnie najbardziej używane. Poczynając mniej więcej od r. w ten sposób stały się zbyteczne „miejscowe“ baterie przy poszczególnych a p a ra ta c h telefonicznych. szybko rosnąca liczba abonentów spowodowała wkrótce konieczność przejścia do budow y podziemnych kabli tele­ fonicznych'. podobnie. Okazało się jednak. po­ wstała więc konieczność wprowadzenia urządzeń pośred­ niczących w postaci central telefonicznych. podobnie ja k w telegra­ fii. Ponieważ jed n a k ilość dru tó w rozpiętych w m iastach nad powierzchnią ziemi nie może być zwiększana bezgranicznie. jak i w telegrafii.są w telefonii kable z izo­ lacją papierowo-powietrzną. Zasady fizyki 9 . dzięki tem u telefonowanie zostało uniezależ­ nione od szeregu zakłóceń. nieuniknionych przy użyciu linij napowietrznych. 1910 zaczęły rozpowszechniać się coraz bardziej aulomalyczne centrale telefoniczne. musiano zatem w telefonii przejść całkowicie na stosowanie prze­ wodów podwójnych.

1 S ta ła d ielek try czn a p o w ietrza w y n o si ty lk o 1.1 Pojedyncze powłoki papierowe m ają Rys.130 Z asad y fizyk i powietrze. przez co szkodliwa pojemność kabla zostaje znacznie zmniejszona. g d y n a to m ia s t sta ła d ielek try czn a g u ta p e r k i je s t rów n a 3. czasami naw et kilka tysięcy p a r żyl. złączonych w wiązki (por. 49. rys. Dalekonośny kabel telefoniczny. średnicę niewielu milimetrów. 49). W kablu telefonicznym znaj­ duje się zwykle kilkaset. . zawierający 4048 par przewodów.

N adzw yczajny postęp zo­ stał dokonany około r. Na większych odległościach należy stosować oddzielne p a ry przewodów dla przeciwnych kierunków. m ożna wnioskować. gdyż na długich liniach napow ietrznych w ystępowały zb y t wielkie zakłócenia. osiągnąć zasiąg rozm owy od 400 do 600 k m przez włączenie wzm acniaczy w trzech p u n k ta c h pośred­ nich. T elefon 131 Telefonowanie na większe odległości na lądzie1 sprawiało początkowo wielkie trudności. P rzy pom ocy takiego „poczwórnego p rzew odu“ można jednakże pokonać największe n a w e t od­ ległości. gdy i w telefonii zastosowano wzmacniacze lampowe. Ulepszenie jego polegało na rozmieszczeniu w kablach w dokładnie uprzednio obliczonych odległoś­ ciach cewek o również dokładnie obliczonych sam oinduk- cjach. 1890. dzięki wynalazkowi A m eryka­ nina P u p in a. 9* . tak. J u ż p rzy użyciu zwykłej p a ry przewodów można. obok p a ry przewodów Berlin— P a ry ż konieczna jest druga para P a ry ż — Berlin. m ożna włączyć dowrolną ilość wzmacniaczy. Z tego. gdyż na linii. ja k wskazuje doświadczenie. ja k duże znaczenie uzyskały one w nourszym rozwoju techniki telefonicznej. ja k Morze Pół­ nocne i B ałtyk oraz Morze Śródziemne. używanej dla rozmów w jed n y m tylko kierunku. że w sam ych tylko Niemczech wyprodukow ano już do dnia dzisiejszego o wiele więcej niż milion cewek pupinowskich. Opracowano ju ż pro je k t przerzu- 1 M ięd zy p a ń stw o w a k o m u n ik a cja te lefo n ic z n a ro zp o częła się ok oło r. są poprzecinane kablam i telefonicznymi. Pierwszy głębinowy kabel telefoniczny został położony około r. k a ­ ble zaś zb y t szybko absorbowały słabe p rą d y przemienne dzięki swej dużej pojemności. 1890 pom iędzy Dover i Calais. Porozumiewanie się telefoniczne na wielkie odległości zaczęło się rozwijać na nadzwyczaj wielką skalę od czasu. 1900. Udało mu się znacznie zmniejszyć w ten sposób s tr a ty prądów przem iennych i poważnie (około pięciu razy) zwiększyć zasięg rozmów. Dzisiaj już wszystkie kom unikacyjnie ważne obszary morskie. że np.

9 % na Niemcy.1 XXXVI W Y S Y Ł A N IE FA L E L E K T R Y C Z N Y C H Ju ż doświadczenia H ertza w ykazały możliwość przeka­ zywania energii elektrycznej na odległość bez pomocy przewodów. tł. czyli słyszenia rozmów z sąsiednich obwodów.132 Z asad y fiz y k i cenią kabla telefonicznego przez Ocean A tlantycki. wyprom ieniowanej przez źródło. jakie możemy przejąć w odległości jednego zaledwie kilom etra. s ta ­ nowią z pewnością bardzo drobne tylko ułam ki energii. gdzie na cele telefonii w y­ datkow ano już dotychczas około 3 m iliardy dolarów. wynosi prawie 100 milionów km. za tem w P o lsc e p rzy p a d a ło o k o ło 6 a p a r a tó w n a 1. 5 7 % tej liczby p rzy p a d a na S ta n y Zjednoczone Ameryki Północ­ nej. że fale elektryczne dadzą się zastosować przynajm niej do przekazyw ania wiadomości. pro­ je k t ten przewiduje jako ochronę kabla papierowo-po- wietrznego specjalną rurę. 1934 ok o ło 3 2 . k tó ra mogłaby się oprzeć ol­ brzym iem u ciśnieniu wody morskiej na głębokości kilku km. Na 100 m ieszkańców przypadało w S tanach Zjednoczonych 16 aparatów . ilo ść z a ś a p a ra tó w — ok o ło 2 0 0 .0 0 0 km . Ogólna liczba a p a ra tó w telefonicznych na całym świe- cie wynosiła w r. Chociaż już te ilości energii.) . jednakże można było mieć nadzieję.0 0 0 . 1933 około 35 milionów.000 m ieszk a ń có w . Ogólna długość linij telefonicznych w sam ych tylko S tanach Zjednoczonych. a w Niemczech około 5. bez obaw y tak zwanego „przesłuchu“ . czyli przeszło 2000 razy więcej od obwodu kuli ziemskiej. Udało się do­ 1 D łu g o ść linij T elefonicznych w P o lsce w y n o siła w r. (U w . Jeszcze większą jed n a k trudność nastręczałaby bu­ dowa sam oczynnych podm orskich stacyj w zm acniających oraz używanie kilku żył w jed n y m kablu.

1902 udało mu się po raz pierwszy telegrafować bez d ru tu poprzez A tlan ty k .000 obrotów na m inutę. a więc takiego. m aszyna ta k a posiada kilkaset bie­ gunów i daje wobec tego bezpośrednio p rą d y przem ienne . rozpoczęty w pierwszych latach dwudziestego wieku. w ykryw ania i odbioru fal elektrycznych. b y natężenie drgań pozostawało bez zmiany. tak . 1896. w k tó ry m s tr a ty energii drgań. stanowiło zbu­ dowanie n ad ajn ik a drgań niegasnących. byłyby n a ty c h m ia st pokryw ane. które służyły dawniej do tego celu i w swoim czasie odegrały dużą rolę. a następnie prądnice p rądu przemiennego o bardzo wysokiej ilości okresów. Liczne układy. wywołane przez tłumienie. J e d n y m z najważniejszych celów. a w r. które zastąpiły dawniejsze oscylatory H ertza. Dużą wadę oscylatora H ertza stanowiło jego znaczne „tłum ienie“ . nadających się do w ytw arzania. Podstaw owe zadanie radiotelegrafii polega na budowie przyrządów. J u ż w n a stę p n y m roku Marconi mógł przesyłać depesze iskrowe między lądem a statkiem na odległość 10 kilometrów. Do w ytw arzania drgań elektrycznych służą t a k zwane generatory wysokiej częstości. K ażdy przeskok iskry w oscylatorze wywołuje wprawdzie drgania. są dzisiaj zupełnie przestarzałe. W Ameryce udało się A l e x a n d e r s o n o w i zbudow ać m aszyny p rąd u przemiennego. w ykonyw ujące około 20. Stały rozwój telegrafii bez d ru tu . ku którem u zmierzali fizycy od chwili pow stania radiotelegrafii. jed n a k drgania te n a ty c h m ia s t znów wygasają. W y sy ła n ie fa l e le k tr y cz n y c h 133 konać tego M a r c o n i e m u w r. czyli radiotelegrafii. czyli natychm iastow e prawie wygasanie jego drgań. został on w ten sposób tw órcą telegrafii bez drutu. W nowoczesnej radio­ technice najgłówniejszymi urządzeniam i do w ytw arzania drgań niegasnących są przede wszystkim generatory lam ­ powe. do­ prowadził do tego. wysyłania. że dzisiaj stała się ona w ażną gałęzią elektrotechniki.

wypracowanego przez M e i s s n e r a . Dzięki tem u przez oddziaływanie in d u k ­ 1 K o n d en sa to r ze zm ie n n ą reg u lo w a n ą p o je m n o ścią . doprowadza nową energię do obwodu drgającego. przepływ ając przez pierwszą cewkę.1 również i w ob­ wodzie siatkow ym znajduje się cewka sam oindukcyjna L ’. k o n d en sa to r o b r o to w y . 41. umieszczona w ten sposób.50. HllilMj • N ajbardziej używ anym obecnie sposobem w ytw arzania d rgań je s t zastosowanie tzw. następnie zaś podwyższać ilość okresów p rądu za pom ocą t a k zwanych tra n sfo rm a ­ torów częstości. że w obwód anodow y jest jeszcze włączony dodatkow o ta k zwany obwód d rg a ­ jący. Istnieją urządzenia. w pierwszej cewce p ow stają zanikające drgania. o z n a c z a m y sy m b o lic z n ie p rzez d w ie ró w n o leg łe k resk i. sprzężenia zwrotnego. p rąd zaś ten. skutkiem wrystępowrania p rąd u samoindukcji. wówczas. Nadajnik S'S od wzmacniacza lampowego. p rzy pom ocy k tó ­ rych można kilka razy z rzędu podw ajać częstość. że cewka L może wywo­ ływ ać powstawanie w niej prądów indukow anych dzięki wzajemnej indukcji obu tych cewek. odróżnia Rys. sięgających 100. za pośrednictw em któ ry c h m ożna otrzym ać dowolne nieparzyste wielokrotne częstości m aszyny. oraz inne. 50 z poprzednim rys. p rz ec ię te p o c h y łą strza łk ą . ja k to w yka- kmm^czniec)hc zuj e porównanie rys. złożony z cewki L (samoindukcji) oraz z kondensa­ tora o dającej się regulować pojemności. Można jednakże stosować również i m aszyny. które w yw ołują jednakże przez indukcję periodyczne w ahania napięcia w d ru ­ giej cewce i na siatce.134 Z asad y fiz y k i o częstościach. dające mniejsze częstości.000 okresów na se­ kundę. ty m tylko. lub n a d a j­ nik lampowy. a w ięc np . Periodyczne w ahania napięcia siatki wywołują z kolei periodyczne w ahania p rądu anodowego o tej samej częstości. o ile tylko obie cewki są nawinięte wre właści­ w ym kierunku. Generator lampowy. . stosow any do tego celu. Gdy włączamy baterię anodową.

sięgającej kilkuset kilowattów. Poza takim „sam ow zbudzaniem “ można również po­ budzić lam pę nadaw czą do drgań za pomocą „wzbudzania z zew n ą trz “. wartość energii drgań. wzmacnia wówczas doprowadzane do niej drgania. mogące rozchodzić się swobo­ dnie w przestrzeni. tak zwaną anlenę. połączeń lamp. osiąga się to zwykle przez sprzężenie ty ch obwodów za pom ocą odpowiednich cewek indukcyjnych.1 dopóki nie zostanie osiągnięta pewna stała. których częstość możem y dowolnie regulować przez zastosowanie właści­ wych cewek i przez odpowiednie nastawienie kondensa­ tora obrotowego. wzbudzana z zewnątrz. podobnie. w k tó ry m zachodzą drgania elektryczne. rozdz. że tak silne lam p y m uszą być chłodzone wodą. jak w dynam om aszynie. lub też obwód drgający innej lam py n a ­ dawczej z samowzbudzaniem . zależna od w arunków pracy. Najsilniejsze lam py nadawcze mogą dostarczać mocy. włączając w obwód siatki zew nętrzny obwód drgający. np. N adajnik lam ­ powy w ytw arza więc drgania niegasnące.2 Zam knięty obwód drgający wysyła na ze­ w nątrz w postaci fal elektrom agnetycznych tylko bardzo mało energii. W ty m celu drgania. często wielostop­ niowych. 25. bieguny prądnicy p rąd u przemiennego o w y­ sokiej częstości. Dzięki omówionemu wyżej działaniu siatki lam pa. 2 P r z y p o m n ijm y so b ie tra n sfo rm a to r! . n a to m ia st rozpięty w pow ietrzu d ru t. wytworzone w obwodzie zam kniętym . Rozumie się samo przez się. Nowoczesne stacje nadawcze pracują przy pomocy takich. stanowi obfite źródło tych 1 P or. drugie polega na prze­ kształceniu drgań na fale. W ytw arzanie drgań niegasnących jest pierwszym pod­ staw ow ym zadaniem radiotechniki. zostają przeniesione na obwód o tw a rty . W y sy ła n ie fal e le k tr y cz n y c h 135 cyjne zostają zwiększone w ahania napięcia siatki i w dal­ szym ciągu zachodzi w ten sposób coraz dalsze wza­ jem ne wzmacnianie.

przechodzącej przez jego środek. W nocy może on być 10 do 15 razy większy niż we dnie. gdy częstość jego drgań własnych. uw arunkow ana przez jego pojemność i spółczynnik samo- indukcji. „ g a śn ięcie“.136 Z asad y fizyk i fal. uziemiony na dolnym końcu.1 Gdy stosujem y fale o dłu­ gości rzędu kilku kilometrów. posiadająca dwie wieże wysokości po 260 metrów. N ajprostszą formą a n te n y jest długi. W takim drucie można wywołać szczególnie silne drgania elektryczne. przy czym do um ocowania i zawieszenia drutów nadawczych służą wysokie m aszty (por. rys. . w ty m w ypadku n a p o ty k a m y w dziedzinie elek­ tryczności na zjawisko dobrze każdem u znane z akustyki pod nazwą rezonansu. promieniowanie m usiałoby głów­ nie odbyw ać się w płaszczyźnie poziomej. 1 F a d in g je s t an g ielsk im w y ra zem o z n a c z a ją c y m „ z a n ik a n ie “. 51). A by go dokładnie „dostroić“ do sprzężonego z nim obwodu drgającego. zgadza się z częstością doprow adzanych doń drgań. Na dużych stacjach nadawczych stosuje się a n te n y długości od 100 do 300 m etrów. włącza się do d ru tu dające się regulować cewki i kondensatory. Zasiąg stacji zależy w znacznym stopniu od pory dnia. jest to zjawisko znane pod nazw ą „fadingu“. Podczas odbioru noc­ nego sygnały często chwilami słabną. aniżeli p rzy użyciu mniejszych dłu­ gości fal. panujące w atmosferze i na powierzchni ziemi. zakłócenia te d ają się od­ czuwać o wiele mniej. G dyby pionowy d r u t nadaw czy zawieszony był zupełnie swobodnie w przestrzeni. W rzeczywistości jed n a k na promienio­ wanie w pływ ają w sposób isto tn y w arunki. pionowy d r u t n a ­ dawczy. Z tego też powodu wielkie stacje radiotelegra­ ficzne p racują na falach długości od kilku do 20 kilometrów. czyli ab y jego własną częstość móc uczynić równą częstości tego obwodu. Do największych telegraficznych instalacyj nadawczych świata zalicza się niemiecka stacja w Nauen.

M aszty antenow e rozgłośni warszawskiej. 51. .Rys.

albo.1 Początkowo sądzono. Od w arstw tych odbijają się fale. biegnące ku górze. Zjawisko to nie ogranicza się jednakże bynajm niej jedynie do fal k ró t­ kich. następnie n a p o ty k a m y tak zwaną „strefę m a r tw ą “. i dopiero po przekroczeniu tej strefy m ożna znów uzyskać dobry odbiór.138 Z a sa d y fizy k i Odpowiada to drganiom o częstości od mniej więcej 15. Interferencje pomiędzy falami powierzchniowymi.000 do 100. czyli falami rozprze­ strzeniającym i się wzdłuż powierzchni ziemi. .000 do 100.000 „Hertzów“. a mianowicie ta k zwanych fal krótkich o długości od 10 do 50 metrów. że przy użyciu tych fal krótkich odbiór udaje się dobrze na stosunkowo m ałych odległościach. lub też pomiędzy dwiema takim i falami odbitym i. od 15. że fale o długości poniżej 1000 m etrów nie n a d a ją się do telegrafii bez d ru tu skutkiem swego z b y t małego zasięgu. Zatem dopiero dzięki doświadcze­ niom nad falami krótkim i radiotechnicy zdobyli możność przeprowadzenia wyczerpujących badań nad rozchodze­ niem się fal elektrycznych i nad zjawiskiem fadingu. można rów­ nież uzyskać duże zasięgi. w której odbiór w ogóle nie jest możliwy. ja k się mówi na cześć odkryw cy fal elektrycznych. że na wysokości 60 do 100 kilo­ m etrów z n a jdują się w atmosferze w arstw y dobrze prze­ wodzące (przede w szystkim ta k zwana w arstw a Heavi- side’a). i dochodzą znów do powierzchni ziemi dopiero w znacznej odległości od stacji nadawczej. P rz y ­ czynę fadingu stanowi to. W zrost fadingu w nocy i jego znikanie w dzień tłum aczym y rucham i w arstw y przewodzącej. 1 H ertz je s t w ięc je d n o stk ą c z ę sto śc i d rgań ob licza n ej na jed n ą sek u n d ę. i falą odbitą od przewodzącej w arstw y atm osfery. lecz tylko można je łatwiej zaobserwować w tej dziedzinie długości fal. Około roku 1925 dokonano jednakże niespodziewanego odkrycia.000 okresów na sekundę. Szczególnie osobliwy w ydaje się fakt. w yw ołują zjawisko fa­ dingu. iż przy pomocy znacznie jeszcze krótszych fal.

gdy do przeciwległych powierzchni kryształu zostanie przyłożone napięcie elek­ tryczne. lecz natężenie tych fal było bardzo małe. by przezwyciężyć trudności. m niejszych od jednej dziesiątej mili­ m etra. kw arc p o sia d a tę w ła sn o ść . 1780. zwią­ zane z koniecznością użycia bardzo m ałych pojemności i sam o in d u k c y j. przez co zeszli znacznie poniżej najdłuższych ze znanych fal podczerwonych. . gdyż do­ piero dzięki nim została umożliwiona gtęboka diatermia. stosow anych w nowoczesnej radiotechnice. gdybyśm y doprowadzali go przez elektrody. W ytworzenie bardzo krótkich fal elektrycznych o długości rzędu kilku centym etrów czy n a w e t milimetrów udało się już dawniej różnym fizykom. Za pom ocą tych fal można mianowicie ogrzewać i takie części ciała ludzkiego (jak np. przy czym trzeba było dużego kunsztu eksperym entatorskiego. Z jaw isk o to . opiera się ono na zjawisku rozszerzania się lub kurczenia kryształów kwarcu. Fale te uzyskały duże znaczenie także i w dziedzinie m edycyny. rzeczą wielkiej wagi je s t zapobieganie w ahaniom częstości nadawczej. wnętrze czaszki). Mniej więcej około r. skutkiem zb y t dużego oporu. W y sy ła n ie fal ele k tr y cz n y c h 139 Do w ytw arzania fal krótkich stosuje się również n a ­ dajniki lampowe. 1 Pod wpływem napięcia przemiennego kryształ kwarcu zostaje zatem dzięki swej sprężystości w p ra ­ wiony w drgania mechaniczne. zw a n e p iez o ­ e le k tr y c z n y m . W ytw a rz a ją c takie mikrofale doszli oni do długości fali. k tórych długość sięga około y3 milimetra. W ty m celu stosuje się najczęściej sterowanie nadajnika kwarcem. które skutkiem rezo­ 1 O d w rotn ie. zo sta ło w y k r y te ju ż w r. że pod w p ły w e m ciśn ien ia n a p rzeciw leg ły ch p o w ierzch n ia ch k ry sz ta łu p o w sta ją ła d u n k i elek tr y c z n e zn a k ó w p rzeciw n y ch . 1930 radiotechnika opanowała również jeszcze i ta k zwane fale ultrakrótkie o długości od kilku m etrów do kilku decym etrów. Wobec bardzo bliskiego sąsiedztwa różnych częstości. mógłby dochodzić je­ dynie bardzo słaby prąd. do k tó ­ rych.

Możemy też spraw dzać stałość wysokich częstości drgań. grubości jednego c entym etra — fala elektryczna długości 1. Kryształowi grubości jednego m ilim etra odpowiada w w y padku rezo­ nansu 1 fala elektryczna długości około 100 m etrów. płytce nadaje się przy tym ta k ą grubość. ab y częstość jej wła­ snych drgań sprężystych zgadzała się z kontrolow aną częstością elektryczną. Zasadniczy ton m uzyczny (a raz kreślone) np. drgając w rozrze­ dzonym gazie. nadaje się do celów telegrafii lub telefonii bez d ru tu .000 m etrów. korzystając z tego.000 hertzom . ja k się mówi w języku elektrotechnicznym . niż elektryczne. więc z pom ocą p łytki kwarcowej można istotnie uzyskać bardzo dokładną kontrolę.140 Z asad y fizy k i nansu stają się szczególnie silne w tedy. które m a ją być przekazane. a więc. gdy tym czasem fala elektryczna długości 500 m e­ trów odpowiada 600. Każde urządzenie. m ożna wysyłać bez pomocy przewodów krótkie ciągi fal. Ponie­ waż zmiana częstości o pół promilla w ystarcza już do w y­ gaszenia świecenia. Drgania akustycz­ ne. 435 hertzom . służące do przesyłania fal elektrycz­ nych. m o żn a s to s o ­ w ać go rów n ież do fal k ró tszy ch od 100 m etró w . że kryształ kwarcu. odpowiada 435 drganiom na sekundę. gdy częstość drgań elektrycznych zgadza się z częstością drgań wła­ snych kryształu. k tó r y ch c z ę sto ść sta n o w i c a łk o w itą w ielo k ro tn o ść cz ę sto śc i p o d sta w o w e j). W telefonie bez drutu fale wysyłane są „modulowane“ przez głos mówiącego lub przez m uzykę. w ytw arza silne zjawiska świetlne. Powolne drgania a k u ­ 1 G d y k o rzy sta się z ta k zw a n y c h d rg a ń h a rm o n icz n y c h k r y ­ sz ta łu o g ru b o ści 1 m m (a w ię c d rgań . . Częstość ta zależy przede wszystkim od grubości kryształu w kształcie płytki. które mogą być u żyte w zwykły sposób jako sygnały telegraficzne. stanowiące pewne impulsy. lub też osłabiając je tylko. Przeryw ając nagle drgania a n te n y (na dłuższy lub krótszy przeciąg czasu). są naturalnie znacznie po­ wolniejsze.

Za pomocą zm iennych pojemności i sam oindukcyj można „dostroić“ w ten sposób d a n ą „antenę odbiorczą“ do dowolnej fali. przy czym natężenie w yw ołanych przez falę elektrycz­ nych prądów przem iennych osiąga najw yższą możliwą wartość. zmieniając swe natężenie w rytm ie przekazyw a­ nych tonów. wywołują we wszystkich miejscach. Ponieważ je d n a k an te n a odbiorcza może przejąć zale­ dwie drobny ułam ek energii. które zachodzą w rytm ie drgań akustycznych. Gdy częstość własnych drgań elektrycznych obwodu przewodzącego zgadza się z częstością fali. Fale elektryczne grają zatem w telefonie bez d r u tu rolę fal nośnych. K ażdy okres p rąd u przemiennego składa się z dwóch półokresów. w ten sposób znoszą się . aby można było. zwłaszcza na większych odległościach. wywołane w niej p rą d y przem ienne m ają o wiele za słabe natężenie. niż wykrycie słabych prądów s ta ­ łych. Natężenie ty ch prądów jest zazwy­ czaj rzędu wielkości zaledwie może stutysięcznych miliam- pera. Odbiór fal e le k tr y cz n y c h 141 styczne o „niskiej częstości“ n a kładają się na drgania elektryczne „wysokiej częstości“ w ten sposób. p rzy czym w jed n y m z nich p rąd jest skiero­ w a n y odwrotnie niż w drugim. wykazanie zaś istnienia słabych prądów przem iennych jest znacznie trudniejsze. w ykazać ich istnienie bez pom ocy specjalnych urządzeń. a ty m sam ym powstanie prze­ m iennych napięć we wszystkich n a p o tk a n y c h przez nie ciałach. w ystępuje wówczas zjawisko rezonansu. X X X V II O D B IÓ R FA L E L E K T R Y C Z N Y C H Fale elektryczne. powstanie okresowo zm iennych pól. do któ ry c h dobiegają. rozchodząc się w przestrzeni. iż n a ­ tężenie drgań elektrycznych podlega periodycznym zmia­ nom. w obwodach przewodzących pod działaniem tych napięć pow stają p rą d y przemienne. wypromieniowanej przez a n ­ tenę nadawczą.

P rą d anodow y drga więc z częstością akustyczną. które odcinają jedną połowę fali i um ożliwiają w ten sposób powstanie dającego się stwierdzić działania przeciętnego. przy czym częstość tych zmian jest b a r­ dzo wysoka. elektrony z rozżarzonej k a to d y dochodzą do siatki. rozd z. Za pom ocą stosow­ nego schem atu połączeń można nie dopuścić do wzrostu ujemnego napięcia siatki ponad pewną w artość i wywołać w ten sposób powstanie w stałym prądzie anodow ym w ahań natężenia w ty m sam ym rytm ie. . Najważniejszą rolę pośród urządzeń tego rodzaju grają: d e te k to r kryształkow y i lam pa elektronow a w „audiono- w y m “ schemacie połączeń. Odbierane fale są dopro­ wadzane w audionie poprzez m ały kondensator do siatki lam py.2 Skutkiem tego pod działaniem fali elektrycznej siatka ładuje się ujemnie. jednakże we wzm ocnionym stopniu. L am pa „audionowa“ ma tę przewagę nad detektorem kryształkow ym . ja k tylko włączoną w pewien spe­ cjalny sposób lam pą elektronową. o którego powierzchnię oparte jest ostrze metalowe. Gdy napięcie to je s t dodatnie. 31. j a k już w spom nia­ no. gdyż audion. Działa on jako prostownik 1 elektryczny. przez co natężenie prądu anodowego spada. rozd z.142 Z a sa d y fiz y k i nawzajem wszelkie te działania średnie prąd u . 30. do których dwie połówki. zazwyczaj p iry tu lub galeny. Do w ykazania słabych prądów przem iennych w antenie odbiorczej służą zatem jako „detektory“ takie urządzenia. D z ia ła n ie p r o sto w n icze d e te k to r a k r y sz ta łk o ­ w ego p o leg a g łó w n ie na zja w isk a c h te r m o e le k tr y c z n y c h . fal przyczyniają się w przeciwnym sensie. gdyż — 1 Por. że z działaniem prostowniczym łączy ona jeszcze wzmocnienie prądu. w jak im je s t m odulow ana fala n a d a jn ik a. na której powstaje w ten sposób na zmianę napięcie dodatnie i ujem ne. 2 P or. Detektor kryształkowy składa się z odpowiedniego m ine­ rału. niszcząc jedną połowę fali i dając w ten sposób jednakowo skierowane im pulsy p rądu. nie je s t niczym innym . lekko sprężynujące. n a to m ia st napięcie ujemne nie dopuszcza ich do s ia tk i.

Udoskonalenie odbioru fal wywołało. 36 o n a d a j­ n ik u la m p o w y m . przekazującego drgania elek­ tryczne a n te n y poprzez wzmacniacz wysokiej częstości do lam py audionowej i dalej poprzez wzmacniacz niskiej częstości do telefonu. można naturalnie uzyskać za pomocą d e tektora kryształkowego. z ty m . Ten sam wynik. Gdy ten periodycznie drgający prąd anodowy doprowadzim y do telefonu. można osiągnąć ta k znaczne wzmoc­ nienia. k tó ra w ty m w ypadku działa jako wzmacniacz wysokiej częstości. przez takie „sprzężenie zw rotne“ zmniejsza się szkodliwy wpływ tłum ienia 1 drgań w antenie odbiorczej). gwałtow ny rozwój telegrafu bez d ru tu . co zo sta ło p o w ied zia n e w ro zd z. k tóra działa w ty m w ypadku jako wzmacniacz niskiej częstości. (Natężenie odbioru m ożna wreszcie wzmocnić dalej jeszcze przez wywołanie oddziaływania wzm ocnionych drgań w y­ sokiej częstości z obwodu anodowego pierwszego w zm ac­ niacza na ante n ę odbiorczą. pow staje w nim ton. Za pom ocą ze­ stawienia tego rodzaju. Można również do­ prowadzić wychodzące z a n te n y modulowane drgania elektryczne jeszcze przed w yprostow aniem do włączonej na ich drodze lam py elektronowej. Dla polepszenia odbioru można ponownie wzmocnić wychodzące z detektora drgania niskiej częstości za po­ mocą lam py elektronowej. 2 D o ob jęcia całej p o w ierzch n i z iem i w y sta r c z a ju ż n a tu ra ln ie z a sią g ró w n y p o ło w ie o b w o d u ró w n ik a . poczynając mniej więcej od roku 1915. czyli radiotelegrafu. tylko bez wzmocnienia. O dbiór fa l e le k tr y cz n y c h 143 ja k ju ż zostało wyjaśnione w jed n y m z poprzednich rozdzia­ ł ó w — każda lam pa elektronowa działa jednocześnie jako wzmacniacz.2 Na wielkiej niemieckiej stacji nadawczej w Nauen pod Ber­ 1 P orów n . odpowia­ dający ty m przekazanym m u drganiom „niskiej częstości“ . J u ż około roku 1920 zasiąg najw ięk­ szych stacyj iskrowych dorównał obwodowi kuli ziem skiej. że stosowanie wysokich a nten odbiorczych staje się zbyteczne i w ystarczają już małe a n te n y ramowe. .

144 Z a sa d y fizy k i linem ilość wyrazów. k tó ra obejm uje również wiadomości o burzach. Ponieważ obecnie zostało już ustalone po­ łączenie radiotelefoniczne pom iędzy wszystkim i większymi krajam i. znajduje się instalacja odbiorcza. przesyłanych telegraficznie w ciągu roku. powodziach. następnie znów w odległości 30 km od Nauen.1 Zastosowanie do radiotelegrafii fal krótkich umożliwiło dzisiaj przesyłanie przeszło 1000 liter w ciągu 1 m inuty. np. która w ten sposób kieruje nadaw aniem na odległość. Z licznych zastosowań radiotelegrafu p rzytoczym y tu jedynie krótko m iędzynarodow ą obsługę meteorologiczną. Pierwsza regularna obsługa radiotelefoniczna poprzez ocean została o tw a rta w 1927 roku. w odległości 35 km od berlińskiej centrali. instalacje te urządza się poza obrębem wielkich m iast. górach lodowych itp. pom iędzy L ondynem i New Yorkiem. niemiecka instalacja n a ­ dawcza dla kom unikacji transatlantyckiej znajduje się w Nauen. 1918 do około 18 milionów w roku 1930. w Geltow koło Pocz­ d am u. Centrale kom unikacji radiotelegraficznej są łączone za pośrednictw em specjalnych torów kablowych z odpowied­ nimi instalacjam i nadaw czym i i odbiorczymi. m ożem y więc przez kom binację z liniami kablow ym i na lądzie stałym prowadzić ju ż dzisiaj rozm owy na odległość pom iędzy dwom a dowolnymi p u n k ta m i na kuli ziemskiej. 1 W ciągu la t n a stę p n y c h n a stą p iło p ew n e c o fn ię c ie się sk u t­ k iem p og o rszen ia się w a ru n k ó w g o sp o d a r c z y c h . . sygnały czasu oraz ogólnoświatową obsługę inform acyjną.. prac u ją nie w Nauen i nie w Geltow. k tórzy rzeczywiście z a jm u ją się przesyłaniem wia­ domości w obydwóch kierunkach. przeznaczoną dla statków . Jednakże urzęd­ nicy. wzrosła od jednego miliona w r. pomiędzy Niemcami i A rgentyną lub pom iędzy Anglią i Australią. oddzielo­ nym i jedne od drugich. lecz jedynie w centrali berlińskiej. T a k np. z n a jd u ­ jących się na o tw a rty m morzu.

stawiającej sobie za cel głównie nadaw anie produkcji m uzycznych. Na krótko przed r. Po urządzeniu już w r. tak.) Zasady fizyki 10 . 1920 pierwszej stacji radiofonicz­ nej w P ittsburgu. w następnych latach zbudowano w S ta ­ nach Zjednoczonych bardzo liczne stacje nadawcze. w przeciągu niewielu lat „radio“ rozpowszech­ niło się bardzo wśród wszystkich narodów kulturalnych. (U w . iż każdy posiadacz odpo­ wiedniego a p a ra tu odbiorczego mógł korzystać z ty ch słuchowisk. tł. 1920 rozwinęło się zastosowa­ nie radia do służby informacyjnej w ograniczonym kole odbiorców. XXXVIII R A D IO F O N IA Mniej więcej do r. 1920 zastosowanie radiotelefonu ograniczone było jedynie do przesyłania wiadomości i to przede wszystkim dla uży tk u instytucji publicznych. Dalszy rozwój radiofonii jest scharakteryzow any przez ciągłe udoskonalanie przyrządów. W r. 1927. policji czy wojska. ulepszanie i wyczulanie p rzy­ rządów odbiorczych oraz budowę wielkich stacji nadaw ­ czych o coraz większej mocy. W radiofonii. 1921 rozpoczęło się przekształcanie radia ze środka porozum ienia w radiofonię rozrywkową. 1923 powstało Niemieckie R a d io .1 Rozwijając się gwałtownie. które organizowały o dczyty oraz produkcje muzyczne i przenosiły je za pomocą specjalnych instalacji nadaw czych na wysyłane w prze­ strzeń fale elektryczne. jak np. lub też niektórych tow arzystw p ry ­ w atnych. służących do akustycznej m odulacji fal elektrycznych. zakres częstości przekazyw anych 1 P o lsk ie R a d io p o w sta ło w r. W Ameryce przede w szystkim pow stały tow arzystw a. a w r. jako z pewnością jeden z największych postępów w dzie­ ja c h cywilizacji ludzkości. o b ejm ującym przede wszystkim redakcje cza­ sopism i giełdy.

dzięki czemu pow stają w nim przez indukcję p rą d y przemienne. Proszek ten — umyślnie nie­ jednolity — składa się z ziarn różnej wielkości. k tó ry po­ siada płaskie. 1 Por. spośród k tó ry c h najw aż­ niejsze są: mikrofon Reissa. znajdujący się pomiędzy biegunami nieruchomego m agnesu. W mikrofonie elektrodynamicznym przewodnik elektry­ czny o małej masie. 21. 2 P o jem n o ść z a le ż y . albo też lekką ceweczkę z d ru tu aluminiowego. wynaleziony przez Eugeniusza R e i s s a i noszący jego nazwisko. W mikrofonie ty m stosujem y albo cienką. grubości 1 do 2 m m . co czyni go jednakow o czułym na wszelkie częstości.146 Z a sa d y fiz y k i fal dźwiękowych musi być z n a tu r y rzeczy znacznie większy. zostaje pod wpływem dźwięku wprawiony w drganie. w odległości około 1/50 m m . rozd z.1 Je d n a z p ły t jest utworzona przez specjalnie cienką m em branę m etalow ą (grubości w przybliżeniu 0. znajduje się nieruchoma tarcza m etalow a. od o d leg ło ści p o m ię d z y p ły ta m i. falistą taśm ę alum iniową (tak zwane m ikrofony taśmowe). kw adratow e wgłębienie. zmie­ nia się przez to periodycznie odległość między jego pły­ tam i. zam knięte z wierzchu m em b ran ą gum ową i wypełnione w arstw ą proszku węglo­ wego. . aniżeli zakres. a więc i jego pojem ność. mikrofon kondensatorow y i mikrofon elektrodynam iczny. 21. składa się z małego k aw ałka m arm u ru w kształcie sześcianu. rozdz. aby uczynić zro­ zum iałą mowę ludzką w zwykłym telefonie. Wobec tego do przejmow ania drgań akustycznych służą w radiofonii m ikrofony specjalnej konstrukcji. Gdy m ówim y do kondensatora. ja k w ia d o m o . jaki w ystarcza. naprzeciwko niej. omówionym już w yżej. Mikrofon.01 mm). M ikrofon kondensatorowy jest to właściwie kondensator elektryczny w znaczeniu. por. że pod wpływem przyłożonego z zewnątrz napięcia pow stają p rą d y prze­ mienne.2 ta k .

ja k mikrofon.) 10* . również i słuchawka telefoniczna w przyrządzie od­ 1 M ikrofony u sta w ia n e są w sp ec ja ln ie u rzą d zo n y ch . iz o lo w a ­ n y ch d źw ięk o w o „ stu d ia c h “. 52. 5 2 ). (U w . ry s. S tu d ia ta k ie z a o p a tr zo n e są w szereg o d ­ p ow ied n io ro zm ieszczo n y c h k o ta r (por. do k tó r y ch n ie d o ch o d z ą ża d n e o d g ło sy zew n ętrzn e. służący do przejm ow ania dźwię­ ków. p o c h ła n ia ją c y c h rozp roszon e i o d b ite od śc ia n fa le d źw ięk o w e. R ad iofon ia 147 W mikrofonie elektrodynam icznym zbędne jest specjalne źródło p r ą d u .1 R ys. Studio kam eralne rozgłośni warszawskiej. w ten sp o só b u zy sk u je się d u żą c z y sto ść n a d a w a n y c h d źw ię k ó w . tł. Podobnie.

k tórych dźwięk m ożna słyszeć wyraźnie i czysto w odległościach. Do nadaw ania dźwię­ ków na otw artej przestrzeni i w wielkich salach stosuje się oparte na tej samej zasadzie „głośniki talerzowe“ . Później dopiero udało się zbudować działające bez zarzutu głośniki elektrodynam iczne. zostaje przez wa­ hania p rąd u w prawiona w drgania. znajdująca się w polu m agnetycznym . Na zasadzie konstrukcji telefonu rozwinął się przede wszystkim głośnik elektrom agnetyczny. Zadaniem głośnika jest przetwarzanie dostarczanych przez odbiornik drgań p rądu w dostatecznie silne drgania powietrza i od­ danie dźwięków w postaci możliwie czystej i wolnej od zniekształceń. tworzonej przez siatkę i anodę lamp obwodu wysokiej częstości.1 Stale w zrastająca moc stacji nadaw czych powoduje. Oddawanie dźwięków jest wystarczająco silne naw et dla dużych pomieszczeń. na m em branę. sięgających 500 m etrów . czyli tzw. ceweczka aluminiowa. odbioru helero- 1 W o b w o d zie n isk iej c z ę sto śc i p o jem n o ść u k ła d u sia tk a — a n od a nie je s t ta k szk o d liw a . opływanej przez wzmocniony p rąd odbiorczy. Przez wprowadzenie neu- Irodynowego schem atu połączeń osiągnięto istotne ulepszenie wzm acniaczy wysokiej częstości. że coraz ważniejszą rolę odgrywa spraw a budow y odbiorników „seleklywnych“. k tó ry jest odwróceniem mikrofonu cewkowego. od dobrego odbiornika zaczęto wym agać również i oddaw ania dźwięków przez głośnik. Używane dzisiaj powszechnie po­ kojowe głośniki elektrodynam iczne przenoszą ruchy z n a j­ dującej się w polu elektrom agnesu cewki. Ulepszenia radioodbiorników zmierzały przede w szyst­ kim do zwiększenia ich czułości.148 Zasady fizyki biorczym musiała przystosować się do zwiększonych wy­ m agań radiofonii. schem at ten pozwolił usunąć szkodliwe działanie pojemności. W głośniku cewkowym. przenoszone przez nią na powietrze. . której nadaje się zwykle k ształt stożkowy. k o n stru k c ja ich opiera się głównie na zasadzie n a kładania dwu drgań.

analogicznych do siatki i utrz y m y w a n y ch pod określonym stałym napięciem. używane do odbioru. jaki d ają lam py. k tó ra służy do sterowania prądem anodowym . Przez konstrukcję takich lam p wielo- sialhowych (np. Stopień wzmocnienia. a wreszcie również i wprowadzenie regu­ lacji za pośrednictw em jednej tylko gałki wywołało znaczne 1 P rzez n a ło żen ie d w ó ch c z ę sto śc i p o w sta je d zięk i ta k z w a ­ n y m „ d u d n ie n io m “ (zn a n y m ró w n ież i w m u z y c e ) n o w a c z ę sto ść. Na tej drodze można było poza tym jeszcze znacznie zmniej­ szyć ilość stopni w odbiorze heterodynow ym i uzyskać za pom ocą jednej lam py działanie. mógł być znacznie zwiększony drogą w budow ania w lam pę prócz właściwej siatki. Gdy dawniej jeden odbiornik heterodynow y wym agał użycia aż do jedenastu lamp. p rzy czym częstość tę dobieram y w ten sposób. że przez nałożenie drgań generatora na od­ bieraną m odulow aną falę pow stają drgania o zupełnie określonej „częstości pośredniej“ . odpow iadającą w przybliżeniu fali o długości 2500 m etrów . w ten sposób m ożna osiągnąć nadzw yczajną selektywność odbiornika. Radiofonia 149 dynowego. . Przez te ulepszenia odbiorniki stały się mniejsze i tańsze. obecnie można ju ż budować odbiorniki o tej samej sprawności i selektywności z trzem a tylko lam pam i. ekranowych) zbyteczny stał się używ any pierwotnie kłopotliwy w użyciu schem at neutrodynow y. częstość pośrednia jest stopniowo w zm acniana jeszcze przed jej niezbędnym wyprostow aniem w szeregu jak najdokładniej dostrojonych do niej obwodów. jeszcze innych dodatkow ych urządzeń. odbieranej z zew n ą trz .1 Zwykle obiera się częstość pośrednią. równoważne kilku stopniom wzmocnienia w obwodach niskiej częstości. rów n a ró żn icy cz ę sto śc i n a k ła d a n y c h na sie b ie fal. W sam ym odbiorniku w y tw a rz am y za pośred­ nictwem specjalnego generatora drgania o dającej się regulować częstości. k tóra jest niezależna od długości fali.

w Lucernie). ja k i moc slacji radionadawczych stale wzrasta. Dopiero po długotrwałych w y­ siłkach udało się zbudować odbiorniki. lecz łączna ich moc była sześciokrotnie mniejsza. . ze sob ą.1 W pierwszych latach rozwoju radiofonii słuchacze radia zmuszeni byli do stosowania specjalnych baterii do żarzenia k a to d y oraz dla nadania napięcia na siatkę i anodę. w 1933 r. długości fał są przydzielane stacjom na m iędzy­ narodow ych konferencjach (np. A p a ra t taki posiada tylko jeden je d y n y dający się dostrajać obwód. włączane bezpo­ średnio do sieci oświetleniowej i dające czysty odbiór. W radiofonii stosowane są przeważnie długości fal od 200 do 600 i od 1000 do 2000 metrów. obejm ujące jeden stopień audionow y oraz jeden lub dwa szczególnie w ydajne wzmacniacze niskiej czę­ stości (w postaci lamp wielosiatkowych). Obok odbior­ ników lam powych w odbiorze lokalnym z n a jd u ją jeszcze duże zastosowanie a p a ra ty detektorow e dawnego typu. w y n o sz ą c e g o od 110 do 2 2 0 w o ltó w . k tó re n a ­ le ż y je d n o c z e śn ie reg u lo w a ć. Dwa lata przedtem istniało wprawdzie ju ż 208 stacji nadawczych. płynące przezeń słabe p rą d y zmienne są w yprosto­ wywane przez zwykły de te k to r kryształkow y i doprow a­ dzane bezpośrednio do słuchawki. A by uniknąć w miarę moż­ ności wzajemnego zakłócania sobie odbioru przez różne stacje. pozostałe długości fal zarezerwowane są dla pew nych określonych potrzeb służby inform acyjnej. 1933 E uropa posiadała 235 stacji nadawczych o łącznej mocy 3140 kilowattów. są w ó w c z a s o d p o w ie d n io sp rzężo n e m e c h a n ic z n ie . 2 N a jw ięk szą tru d n o ść sp ra w ia ło ża rzen ie k a to d y za p o m o cą sto su n k o w o w y so k ieg o n a p ięcia sieci. w których zatem nie jest w ym agana selektyw­ ność. stosowane są obecnie układy.150 Zasady fizyki uproszczenie w ich użyciu. W r. b y stacje n a ­ 1 R o z m a ite k o n d en sa to r y i c e w k i sa m o in d u k c y jn e .2 W przyrządach przeznaczonych do odbioru jedynie s ta ­ cji lokalnych. Zarówno ilość. Ja k o ogólną zasadę przyjęto. lecz tylko dobra jakość odbioru.

siódmym. stopniu. najnowszej w chwili pisania niniej­ szej książki (1933 r. Wielka wiedeńska stacja nadawcza. 2 W cza sie n a d a w a n ia k o n ieczn a je s t o c z y w iśc ie sta ła k o n tro la d zia ła n ia p o szczeg ó ln y ch sto p n i w zm o cn ie n ia . 5 4 i 5 5 p r z e d sta w ia ją u rzą d zen ie p o ­ koju k o n tro ln eg o i n a jw a żn iejszej je g o c zęści — sto łu k o n tr o l­ n ego w rozgłośn i w a rsza w sk iej. wzmacnianie to odbyw a się za pom ocą dwóch lam p 300- kilow attow ych. 53). Radiofonia 151 dawcze położone blisko siebie posiadały możliwie różne dłu­ gości fal i by każda stacja nadawcza różniła się od swej n a j­ bliższej pod względem długości fali sąsiadki o odstęp 9. by akustycznie m odulow ana częstość jednej stacji nadawczej nie w k ra ­ czała w obszar drugiej. ta k samo i każda stacja nadawcza radiowa pracuje na pewnej ilości lampowych slopni wzmocnienia. R y s. rys. Dopiero na p iąty m stopniu częstość nadawcza (stanowiąca częstość nośną) jest m odulow ana przez p rąd mikrofonowy. że w y m ia n a progra­ m ów n ie o d b y w a się b ezp o śred n io b ez d ru tu m ię d z y sta c ja m i n a d a w czy m i.). bezpośrednio przed przekazaniem drgań antenie. (U w .000 hertzów w skali częstości. Pierwszy stopień służy do wytworzenia pierwotnej częstości n a ­ dawczej. c z y s to ś c i n a d a w a ­ n y c h d źw ięk ó w itd . Podobnie ja k dokładniejszy odbiór możliwy jest tylko p rzy zastosowaniu szeregu lamp. Na ostatnim . słu żą ce je d y n ie do w y m ia n y p rogram ów p o m ię d z y r o z m a ity m i to w a r z y stw a m i r a d io ­ fo n iczn y m i. stoją dwie dalsze. zbudow ana w r. posiadających każda wysokość l 3/4 m etra (obok nich jako rezerwa.1.2 Na tej stacji nadawczej. doprow adzany za pom ocą kabla ze studia radiowego. Później następuje jeszcze dw ukrotne wzmoc­ nienie m odulow anych drgań. ta k . por. której stałość utrz y m y w a n a je s t przy pomocy kw arcu.) . za antenę służy bezpośrednio stalowy 1 Cala eu ro p ejsk a k a b lo w a sieć te le fo n ic zn a zaw iera ju ż d zisia j sp ecja ln e ż y ły i u rząd zen ia w z m a c n ia ją c e . posiada np. następne sześć — do stopniowego zwiększania mocy. J e d y n ie w y ją tk o w a ja k o ść p r zek a zy w a n ia i b rak z a ­ k łó ceń w ta k ich k a b la ch są p r z y c z y n ą teg o . siedem stopni. tł. 1933.

Przez dodanie drugiej takiej samej wieży w od— . stanowiły jedynie oparcie dla specjalnej sieci drutów a n te ­ nowych. 56). 53. gdy w dawniejszych instalacjach takie wieże Rys. Siódm y stopień w zmocnienia na wiedeńskiej radiostacji (dw ie czynne lam py katodowe 300 kilowattowe i dwie takież lam py rezerwowe).152 Zasady fizyki m aszt konstrukcji kratowej o wysokości 130 m etrów (rys.

z lewej strony widać stół kontrolny. 54.Rys. . Urządzenie pokoju kontrolnego rozgłośni warszawskiej.

Rys. 55. . Widok stołu kontrolnego rozgłośni warszawskiej.

wysokości 130 m. leglości długości fali uzyskano kierunkowe nadawanie głównie w kierunku zachodnim. zgodnie z położeniem W iednia na wschodzie Austrii. M aszt antenow y w iedeńskiej stacji nadaw czej. 56. Rys. W celu osiągnięcia specjalnie wielkiego zasięgu w o s ta t­ .

Dzięki m iędzynarodow em u porozumieniu am a to ro m tym pozostawiono do wyłącznego rozporządzenia pewne okre­ ślone przedziały częstości. dotyczącego rozchodzenia się fal elek­ trycznych. że do ich nadaw ania w ystarczają już zupełnie małe energie. Powoduje to. Instalacje nadawcze fal u ltrakrótkich budo­ wane są umyślnie na znacznej wysokości ze względu na prostoliniowe rozchodzenie się tych fal. . Konigswusterhausen oraz P ittsburg. w Berlinie instalacja nadawcza fal długości 7 m etrów ustaw iona zo­ stała na wierzchołku 138-metrowej wieży radiowej. program y niektórych stacji radiofonicznych nadaw ane są również z nadajników krótko­ falowych. do tych stacji należy np. że można je skupiać i kierować za pom ocą odpowiednich reflektorów t a k samo. Pracom ty ch am atorów za­ wdzięczamy nagrom adzenie ogromnie bogatego m ateriału doświadczalnego. że ku ogólnemu zdumieniu am atorom udało się porozumienie się ze sobą poprzez ocean za pom ocą zupełnie słabych stacji nadawczych. Z drugiej strony je d n a k z prostoliniowością rozchodzenia się fal u ltrakrótkich związana jest ta ich zaleta. najważniejsza obecnie dla E u ro p y stacja am erykańska. Powszechne zainteresowanie ulepszeniami technicznym i radiotelefonu i telegrafu bez d ru tu spowodowało również ożywioną działalność am atorów . k tórzy stworzyli obecnie na całej kuli ziemskiej wielką sieć nadawczo-odbiorczą. że nie m a ją one dużych zasięgów i wcho­ dzą w rachubę prawie jedynie tylko p rzy odbiorze lokalnym. Obok stacji nadawczych krótkofalow ych zostały o s ta t­ nio zbudowane na próbę nadajniki fal ultrakrótkich. ja k fale świetlne. a zwłaszcza fal krótkich. ty tu łe m próby. jako ich cechę ujem ną. Fale u ltrakrótkie nie są odbijane od wyższych w arstw a tm o ­ sfery i rozchodzą się tylko prostoliniowo.156 Zasady fizyki nich czasach. poza ty m zaś ułatwione je s t zachowanie przesyłanych wiadomości w t a ­ jem nicy. uwaga fachowców zo­ stała skierowana na zalety fal krótkich w ogóle tylko dzięki tem u. ta k np. ta k .

Z a słu g u je na u w agę. (U w . Film dźwiękowy 157 0 olbrzym im znaczeniu radiofonii dla nowoczesnego życia świadczy chociażby fakt. że w ła śc iw ie p ierw szy film d ź w ię k o w y z o sta ł w y k o n a n y przez E d iso n a p rzy za sto so w a n iu g ra m o fo n u ju ż w r. że w 1932 r. c z y li d zieło trzech . 1889. S ta n y Zjednoczone 138. M a s o l l e ’a i V o g t a . Po odpowiednim ich wzmocnieniu drgania te zostają zamienione za pom ocą odpowiednich przyrządów w wahania natężenia światła. F ilm p rzed ­ sta w ia ł jed n eg o ze z n a jo m y c h E d iso n a .1 X X X IX FILM D Ź W IĘ K O W Y W kilka lat zaledwie po okresie gwałtownego rozwoju radiofonii nastąpił triu m f nowego w ynalazku. p a n ie E d iso n . k tó ry osiąg­ nął niemniejsze znaczenie w naszej cywilizacji nowoczesnej. przekształcona za pom ocą m ikrofonu w drgania prądu elektrycznego. któ rz y zastosowali do tego celu obm yśloną już w r.) 2 W y n a la z e k E n g la . Został on wynaleziony w dzisiejszej swej postaci w roku 1923 przez trzech Niemców: E n g l a . podobnie ja k w radiofonii.2 W filmie dźwiękowym w jego dzisiaj prawie wyłącznie przyjętej postaci mowa lub m uzyka. ja k pan u się p od ob a k in em a to g ra f? . M a so lle’a i V o g ta z o sta ł o p a te n to w a n y pod n a zw ą „ T ri-E rg o n “. 1900 przez R u h m e r a m etodę świetlnego zapisyw ania dźwięków. k tó r y z d e jm o w a ł k a p elu sz. zostaje przede wszystkim. tł. a Dania — 140. Austria 73. w roku 1927 rozpoczął się zwycięski pochód film u dźwię­ kowego. na każdy tysiąc mieszkańców Niemcy posiadały 66 a p a ra tó w odbiorczych. k tó rą pragniem y za­ pisać. które z kolei zapisujem y foto­ 1 P o lsk a p o siad ała 10 a p a ra tó w o d b io rc z y c h na k a żd y ty s ią c m ieszk a ń có w . m ó w ią c p rzy ty m : D zień d o b ry p an u .

m eto d a z a p isy w a n ia d źw ięk ó w op ierała się. w a h a ­ niom ulega długość obrazu szczeliny świe­ tlnej. w p rzeciw ie ń stw ie do op isa n ej tu m e to d y za p isy w a n ia św ie tln e g o .158 Zasady fizyki graficznie na taśmie filmowej. p o łą czo n e g o z g ło śn ik iem e le k tr o m a g n e ty c z n y m . alb o też m e to d ą za p isu cza rn o -b ia łeg o . m etoda zaś zapisu poprzecznego — przez ich długość.2 Światło pochodzi z silnego źródła światła o stałej jasno­ 1 In n a. co umożliwia synchroniczną kinem atografię obrazów i dźwięków. Przy użyciu innej m etody. .1 Fotograficzny zapis dźwięków można otrzym ać dwiema m etodam i. jasność zaś jego pozostaje bez zmiany. natężenie dźwięku n a to m ia s t m etoda natężeniowa oddaje przez stopień zaczernienia pasków poprzecznych. zapis dźwię­ kowy ma zatem po wywołaniu filmu c h a ra k te r „szczeblo­ w y “ . W obydw u m etodach wysokość dźwięku jest dana przez odległość dwu następujących po sobie m axim ów (szczebli lub ząbków). otrzym uje się w ten sposób „zapis ząbko­ w a n y “ . gdyż jest on złożony z rozmaicie zaczernionych smug poprzecznych je d n a ­ kowej długości (rys. 58). a mianowicie tak zwanego zapisu poprzecznego. Przy użyciu ta k zwanej metody nalężeniowej w y tw a rz am y w ahania jasności źródła światła. na u ży ciu g r a m o fo n u . 57). 2 M etoda za p isu p op rzeczn eg o b y w a ró w n ież zw a n a m eto d ą o d ­ ch y le n io w ą . K o n ie c zn e b y ły je d n a k w ó w c z a s sp e c ja ln e u rząd zen ia dla „ sy n c h r o n iz a c ji“ ob razów i d źw ięk ó w . na którym zaczerniony równomiernie ślad dźwięku posiada zmienną szerokość (rys. p rzestarzała ju ż d zisia j.

staje się to możliwe dopiero w tedy. ta k . Ilość prze­ puszczonego światła zależy. szczególnie sil­ nie w ystępuje to „zjawisko K e rra “ u nitrobenzolu. tak .m oże w ytw orzyć w a­ hania natężenia św iatła. zmniejszony m Rvs. pomiędzy k tó ­ rymi pozostawia się m a ­ leńką szparę.W stęga filmowa z zapisem ząbko- obraz tej szpary zostaje rzucony na film. 1924).2 zestawionymi w ten sposób. w metodzie natężeniowej. J u ż w r. nadanej jej przez K a r o - l u s a (r.p ły n ą c y c h z m ikrofonu. 2 Por. . 1 poprzez kondensor trafia ono na przyrząd sterujący zapisem.od napięcia. jak w skazują rozważania te ­ oretyczne. K om órka K erra jest umieszczona po­ między dwoma p ry z m a ta m i Nicola. Ko­ m órka K erra w postaci. 13.3 1 N a tu ra ln ie m o żliw e b y ło b y ró w n ież w y w o ły w a n ie z m ia n n a tę ż e n ia źród ła św ia tła b ezp o śred n io za p o m o cą p rąd ów z m ik ro ­ fonu: w p r a k ty c e je d n a k ż e m e to d a ta n ie o k a za ła się k o r z y stn a . gdy do okładek doprow adzim y napięcie elektryczne i skutkiem tego w ni­ trobenzolu nastąpi podwójne załamanie światła. do omówienia której chcemy się tu ograniczyć. że kom órka K erra. 1875 fizyk a n ­ gielski K e r r wykrył. 3 P o słu g u je m y się p rzy ty m d o d a tk o w y m n a p ię c ie m s ta ły m . że bez pola światło nie może przejść przez nie oba. rozd z. p o d d a n a dzia­ łaniu prąd ó w .5S. odbywaj ące się w r y tm ty c h p rą d ó w . komórka Kerra. Film dźwiękowy 159 ś c i . jest nim tzw. składa się z dwóch zanurzonych w ni­ trobenzolu okładek kon­ densatora. b y w a h a n ia n a tę ż e n ia św ia tła z a c h o d z iły d o k o ła p ew n ej w artości śred n iej. że w polu elektrycznym ciecze izolujące lub też słabo prze- w odzącestająsię podwójnie łam iące.

co wynosi w przybliżeniu 0. W p rak tyce przyjęło się stosowanie obrazu szczeliny. P rzy u ż y c iu fo to k o m ó rek d o d a tk o w e źródło prądu nie je s t b ezw a ru n k o w o k o n ie c z n e .04 m m . W pierwszych w y­ zyskuje się zjawisko. 6. Szerokość obrazu szczeliny nie może więc w żadnym razie być większa. . 59) są to naczynia szklane. polegające na tym . k om órek p ó łp rze w o d z ą c y ch . sam ą szczelinę jednakże bierze się nieco szerszą. z jednej strony pokryte od w nętrza w arstw ą am a lg am a tu potasu i zawierające bardzo roz­ rzedzony gaz szlachetny 3 (argon lub hel) lub też całkowicie pozbawione gazu.160 Zasady fizyki Zakres częstości drgaii tonów. 2 P or. je d n a k ż e je s t on o k o r z y stn e i z w y k le sto s u je m y je w p r a k ty c e . Dla oddania zapisanego dźwięku należy przede wszyst­ kim za pom ocą komórek światłoczułych zamienić z powrotem drgania świetlne. płynącego przez fotokom órkę pod wpływem jej naświetlania. W ty m celu stosujem y kom órki selenowe lub fotoelektryczne.000 hertzów. rozdz. zmniejszenie zaś obrazu uzyskuje się za pom ocą odpowiedniego obiektywu. O parte na zjawisku fotoelektrycznym 2 fotokomórki (por. prędkość przesuwania się filmu została u s ta ­ lona na 456 m m na sekundę. kom órki selenowe m ożna więc stosować tylko w połączeniu z d o datkow ym źródłem stałego p rąd u . Natężenie prąd u . 3 P rzez n a p ełn ien ie fo to k o m ó r k i g a ze m u z y sk u je się zn a czn e z w ię k sz e n ie prądu fo to e le k tr y c z n e g o . w w ahania p rądu elektrycznego. m o żn a z a n ie c h a ć w łą cza n ia d o d a tk o w e g o źród ła prąd u . ja k już wspom nie­ liśmy wyżej. J e d y n ie p rzy u ży ciu k om órek p ew n eg o sp e c ja ln e g o ro d za ju . a m ia n o w icie tz w . powstające w czasie wyświetlania filmu.02 m m . rozciąga się mniej więcej od 30 do 10. zapis jednego drgania dla n a j­ wyższego tonu wym aga jednej dziesięciotysiącznej części 456 m m. je s t rzędu 1 S elen w y stę p u je w d w ó ch m o d y fik a c ja ch : czerw on ej n ie m e ta ­ liczn ej i szarej m eta lic zn ej. po­ siadającego szerokość 0. rys. potrzebnych do wiernego od­ dania głosu w filmie dźwiękowym. że opór elek­ try c z n y selenu metalicznego 1 silnie spada w czasie jego n a ­ świetlania. ponieważ zaś.

Następnie dopiero film. skąd obraz zostaje rzucony przy użyciu silnego źródła światła na ekran. doprowadza się do w zm ac­ niaczy lampowych. wywołane przez kom órkę Rys. W ahania prądu. trafia przed „okienko dźwię­ kowe“ . czyli odtw arza w ahania światła bez żadnego zapóźnienia. lecz prąd ten nie wykazuje żadnej „bez­ w ładności“ . Film dźwiękowy 161 wielkości zaledwie jednego m ikroam pera (czyli milionowej części am pera). gdzie inne źródło światła prześwietla zapis dźwię­ kowy. Odpowiednio do odstępu obu okienek obraz i odpo­ w iadający m u dźwięk z n a jd u ją się na taśm ie dźwiękowej Zasady fizyki 11 . selenową czy też fotokomórkę. a następnie do głośników elektrody­ nam icznych. rozwijający się z rolki. Skopiowane negatyw y zapisu dźwiękowego i filmu łączy się w jed n ą wspólną taśm ę — pozytyw . N ow oczesna techniczna komórka fotoelektryczna. 59. W czasie wyświetlania przesuwa się ona przede wszystkim przed „okienkiem filmowym “ .

dźwięk. zachowując niezmie­ nioną kolejność obrazów. w całej Europie około 13 y2. Należy je d n a k p rzy ty m zwrócić uwagę na to. P rzy zastosowaniu m etody telegraficznego przekazywania obrazów.162 Zasady fizyki w pewnej unormow anej odległości od siebie. 1927. równą 38 cm. a w S tanach Zjednoczonych 18% milionów. W celu odtworzenia filmu dźwiękowego w innym języku niż ten. wyprzedza obraz. zapoczątko­ wanej przez K o r n a już w roku 1902. m ożna naturalnie „zsynchronizować“ ponownie film. równej dw u­ dziestu pojedynczym obrazkom . 1930 ogólna liczba miejsc siedzących w kinem atografach wynosiła w Niemczech około 2 milionów. Na początku r. o tę odległość. które doprowadziły do wynalezienia i udoskonalenia filmu dźwiękowego. ułatw iają osiągnięcie tego celu. w ypow iadane w innym języku. do­ tyczy równocześnie pod wielu względami dziejów pow stania i rozwoju przekazyw ania telegraficznego obrazów oraz początków widzenia na odległość. odpow iadały w m iarę możności ruchom warg i ułożeniu ust na obrazie. Pierwsze duże filmy dźwiękowe wyświetlono publicz­ nie w Ameryce w r. orientujące osobę. ab y wyrazy. Specjalne m etody oraz stosowne przyrządy. przy czym równocześnie bęben przesuwa się powoli w kierunku swej osi. k tó ry był u ż y ty pierwotnie. k tóra stopniowo oświetla p u n k t po punkcie wzdłuż linii śrubo- . ostra plam ka świetlna. k tó ry obraca się równomiernie. Na poruszający się w ten sposób bęben p a d a mała. obraz przekazyw any zostaje rozpięty na bębnie walcowym. zapisany na filmie. mówiącą w innym języku. J u ż około roku 1930 film niem y został całkowicie w y p a rty przez dźwiękowy. XL P R Z E K A Z Y W A N I E O BRA ZÓW I W I D Z E N I E NA ODLEGŁOŚĆ Historia postępów technicznych.

60. W ten sposób kolejność prze­ strzenna p u n k tó w obrazu zostaje przekształcona na prze­ kazyw ane w pewnej kolejności czasowej po sobie sygnały elektryczne. przekazywane za pom ocą przewodu daleko- nośnego lub też radiotelegraficznie na miejsce odbioru. tak. tworząc ten sam obraz. Sygnały te. wychodząc z pomocniczego źródła światła. Im bardziej można było zmniejszyć czas. Mniej więcej od r. sterują ta m za pośrednictw em kom órki K erra natężeniem promienia świetlnego. tym wyraźniejszy jest obraz. potrzebny do przekazania pojedynczego obrazu. Zagadnienie można było uważać za p raktycznie rozstrzygnięte z grubsza 1 W rzec z y w isto śc i p rom ień św ia tła . n a św ie tla ją c y p u n k t po p u n k cie obraz na b ęb n ie. 1930 zorganizowano dla gazet praw idłową obsługę telefotograficzną pomiędzy dużymi m iastam i. z o sta je (ze w z g lę d ó w zw ią z a n y c h z tech n ik ą p rzek a zy w a n ia na o d le g ło ść i w z m a c n ia n ia p rąd ów ) „ p o c ię ty “ p rzy p o m o c y sp ecja ln ej ta r c z y z o tw o r k a m i i p r z e tw o ­ r z o n y na szereg im p u lsó w św ie tln y c h . jak to widzimy na rys. k tó r y c h n a tę ż e n ie je s t m o d u lo w a n e p rzez obraz. ty m bliższe realizacji staw ały się marzenia o widzeniu na odległość. odbija się więcej lub mniej światła. Im większa jest liczba przekazanych p u n k tó w obrazu. Przekazywanie obrazów i widzenie n a odległość 163 wej przesuwający się obraz. pada na papier światłoczuły lub film. czy plam ka świetlna pada na jaśniejsze. co umożliwia prasie dostarczanie swym czytelnikom obok wiadomości telegraficznych o ważnych zdarzeniach również od razu i odpowiednich fotografii. ii* . daje nam silniejszy lub słabszy prąd. czy też ciemniejsze miejsce obrazu. na k tó rą pada światło odbite. W ten sposób przekazywane kolejno po sobie p u n k ty fotografii u k ład a ją się znów obok siebie. że światło­ czuła kom órka. który. rów­ nież rozpięty na obracającym się bębnie i poruszający się ruchem śrubow ym . Zależnie od tego.1 Zastosowanie na stacji nadawczej pewnych specjalnych urządzeń umożliwia otrzym anie bez­ pośrednio obrazu pozytywnego.

000 punktów. Rys.000 punktów. a) 5. c) 30. b) 10. O brazy przekazane na odległość za . 60.000 punktów.

b) 10. pośrednictwem 5. c) 30. a) 5.000 i 30.000 punktów.000 punktów . 10.000.000 punktów .000Jpunktów . .

gdy stało się możliwe t a k szybkie przekazy­ wanie około tysiąca punktów .000 do 300. obejm ujący od 100. okazuje się konieczny pas częstości. . Ponieważ fale u ltrakrótkie rozchodzą się tylko prostoliniowo.000 hertzów. jakiego wym agałoby np. gdy to za­ gadnienie zostanie całkowicie rozwiązane. musiano już zastosować pas częstości. Do całkowicie doskonałego widzenia na odległość. pow tarzając obraz 25 razy w ciągu sekundy. więc urządzenia nadawcze dla widzenia na odległość powinny być ustaw iane na wysokich wieżach.500 hertzów. taki zakres częstości mógł być jeszcze dogodnie p rzekazyw any przez duże radiowe stacje nadawcze. przesy­ łanie filmów na odległość.000 punktów . poczynając od około 50 milionów hertzów wzwyż. pas tak i może być zadowalająco przekazyw any tylko za pomocą fal ultrakrótkich. Dopiero. n a ­ daw anych przez kino na odległość. pas taki można przekazywać jedynie za pomocą nadajników krótkofalowych. obejm ujący około 7. Do tego p otrzebny był pas częstości. urządzenie takie umieszczono już rzeczywiście na dachu 102 piętrowego E m pire-State-B uilding w New Yorku: Jednakże należy jeszcze zaczekać na wiele różnych ulepszeń a p a ra tó w od­ biorczych. zanim stanie się możliwe śledzenie we własnym dom u jednocześnie wzrokiem i słuchem przedstawień. obejm ujący 37. czyli od 10-metrowej długości fali w dół. Gdy następnie udało się osiągnąć przekazywanie 3. że cały ten proces m ożna było pow tó­ rzyć 12 razy w ciągu jednej sekundy.500 hertzów . składających się na r u ­ chom y obraz. Przekazywanie odby­ wało się p rzy pom ocy modulacji fal elektrycznych.166 Zasady fizyki już wówczas. uda się może również uzupełnić możliwe ju ż dzisiaj słyszenie zachodzą­ cych gdzieś daleko zdarzeń równoczesnym ich widzeniem.

pu n k tó w zasadniczych jest podzielona na 100 części. lecz liczba 32. J a k powszechnie wiadomo. — na 80 części. te m p era tu rę ciała lu d zk ieg o . jedynej używanej w nauce. niestety często jeszcze używ anej. ja k w innych skalach. przyjęto uw ażać za nie p u n k t zam arzania i p u n k t wrzenia wody (pod ciśnieniem norm alnym ). Pierw szym krokiem w ty m kierunku było ustalenie do­ kładnej skali temperatur przez wprowadzenie dwóch stałych punktów zasadniczych. w skali Celsjusza.1 1 F a h r e n h e it są d ził. punktow i topnienia lodu jednakże nie jest przyporządkow ana tak. W najstarszej. . P rzyrost objętości pewnej cieczy ogrzanej od jednego z ty c h p u n k tó w do drugiego podzielono w sposób zresztą dowolny na określoną ilość równych części. k tóra również rozpoczyna rachubę stopni od p u n k tu topnienia lodu. n a to m ia s t w skali R ćaum ura. któ ry m przyporządkow ano stopnie te m p e ra tu ry . że n a jn iż sz a te m p e r a tu r a sz c z eg ó ln ie su ­ row ej z im y 1709 roku (k tó ra leża ła o 3 2 ° F p o n iżej p u n k tu to p n ie ­ n ia lod u ) j e s t a b so lu tn y m zerem te m p e r a tu r y . liczba 0. odległość m iędzy zasadni­ czymi p u n k ta m i je s t podzielona na 180 części. dzisiaj jeszcze jed n a k bardzo rozpowszechnionej w k rajach anglosaskich skali F a h renheita. Poczynając od pierwszej połowy X V I I I wieku. odległość . jednakże n a u k a o cieple zaczęła się rozwijać w specjalny dział ścisłej fizyki dopiero w X V II I stuleciu. niż m echanika lub optyka. Za tr z e c i p u n k t z a sa d n ic z y sw ej sk a li F a h r e n h e it p rzy ją ł zresztą jesz c z e 96° F.C Z Ę S C T R Z E C I A C l E P Ł O XLI T E M P E R A T U R A I ILOŚĆ C IE P Ł A Chociaż wiele obserwacyj nad zjawiskami cieplnymi sięga ju ż starożytności. a więc znacznie później.

czyli dział fizyki. Lecz chociaż zasada. termometria. rozdz. choć nie nadającym i się do bezpośredniego praktycznego uż y tk u . termometrami gazowymi. W ażne źródło błędów term o m e tru jest związane z tym . była długo­ trw ała i mozolna. prowadząca do dzisiejszych przyrządów.L u s s a c ustalił. że dowolny gaz. że gdy ogrzewanie gazu odbywa się w stałej objętości. 2 P raw o B o y le ’a n iesłu sz n ie b y w a n a z y w a n e ró w n ież p raw em M a rio tte’a. że w stałej tem ­ peraturze ciśnienie i objętość gazu są do siebie odwrotnie proporcjonalne. lecz również i rurka szklana. w której 1 P or. na której opiera się tzw. pozwalających wyznaczać te m p e ra tu ry w granicach po­ między p u n k tam i topnienia lodu i wrzenia wody z do­ kładnością do trzech tysiącznych stopnia. jed n a k droga. jest bardzo prosta. z a jm u ją c y się pom iaram i te m p e ra tu r.168 Zasady fizyki Ja k o ciecz term om etryczną stosuje się przeważnie rtęć w rurkach opróżnionych z powietrza. ta trudność została przezwyciężona przez porównanie term om etrów rtęciowych ze znacznie doskonalszymi. 1660. Dalej Gay-Lussac znalazł również. B o y l e w ykrył ju ż w r. . powstające w związku z ty m zm iany objętości trw ają na ogół w szkle naw et w ciągu dłuższego czasu po ogrzaniu i mogą ujemnie wpływać na dokładność pomiarów. ja k ą zajmował w 0°. 11.1 Dalsze źródło niedokładności stanowi nierównomierna rozszerzalność rtęci. że rozszerza się przecież nie tylko ciecz. wówczas na każdy stopień przyrostu te m p e ra tu ry prężność jego w zrasta 0 7273 część tej wartości. ogrzewany pod s ta ­ łym ciśnieniem. ja k ą posiadała w 0°. To źródło błędów zostało praktycznie biorąc usunięte przez wynalezienie specjalnych term om etrycznych rodza­ jów szkła (szkło jenajskie). rozszerza się na każdy stopień przyrostu te m p e ra tu ry o 1/273 część tej objętości.2 następnie na początku X I X stulecia G a y . Na podstawie obserwacyj Gay-Lussaca można już było określić jako absolutne zero tę tem p e ra tu rę .

niż rtęciowy.2° do te m p e ra tu ry . że gazy rozsze­ rzają się znacznie prawidłowiej. że praktycznie biorąc wszelkie rodzaje term o­ m etrów gazowych zgadzają się ze sobą. T em peraturę. ja k ą uzyskujem y.2 Pod zwykłym ciśnieniem m ożna stosować term o m e try rtęciowe tylko do 357°. co ujaw nia się w tym . m ożna więc stosować te r­ m o m e tru rtęciowe z trudno topliwego szkła. Temperatura i ilość eiepta 169 tak objętość.który obejm uje tem p e ra ­ t u r y jedynie od p u n k tu zam arzania do p u n k tu wrzenia rtęci. i należy zaznaczyć. Następnie obszar tem p e ra tu r. nazyw am y te m p e ra tu rą bezwzględną. słu p ek te n p o su w a się ku g órze. m ożna rów­ nież podnieść p u n k t wrzenia. jest znacznie większy. jak i prężność „idealnego“ gazu m usiałyby całkowicie zniknąć. zwiększając ciśnienie. Ponieważ jednak. Przede wszystkim gaz rozszerza się około 130 razy silniej. Z pom iarów wynika. gdyż w tej tem peraturze rtęć wrze. rtęć nato m ia st tylko 7 razy. że te m p e ra tu ra absolutnego zera wynosi — 273. Skale norm al­ nych term om etrów rtęciow ych są wobec tego zwykle ce­ chowane przy pom ocy skali te m p e ra tu r lermornełru wodo­ rowego. wyrażonej w skali Cel­ sjusza. 46. w jakich można stosować te rm o m e tr gazowy.2°. Najważniejszą rolę jed n a k gra fakt. z tym i term o m etram i norm alnym i są porównywane z kolei term o m e try przeznaczone do sprzedaży. niż ciecze. do­ dając 273. słu p ek z a tr z y ­ m u je się d zięk i o d p o w ie d n ie m u p rzew ężen iu rurki. niż zakres term o m etru rtęciow ego. naw et 1 Por. g d y n a to m ia st ro zp o czy n a się sp a d ek te m p e r a tu r y . że w roku 1933 fizyka eksperym entalna osiągnęła już te m ­ peraturę. 2 W term o m etra ch do m ierzen ia g o rą czk i g ó r n y słu p ek rtę c i je s t o d d z ie lo n y od r e sz ty r tę ci za p o m o cą p ęch e r zy k a p o w ietrza . . zawiera- bardzo wysokim ciśnieniem. T erm om etr gazowy z trzech powodów posiada większą dokładność. niż zwykłe szkło. gdy rozrzedzenie zawartego w nich gazu jest w ystarczające. różniącą się o mniej. niż jedną dziesiątą stopnia1 od zera absolutnego. G d y tem p era tu ra w zra sta . rozdz.

nauki o cieple. posługujem y się m etodam i elektrycznym i. jak już w spom niano. mierząc promieniowanie.1 Do pom iarów precyzyjnych. Powyżej 1600° nie można już stosować naw et i metod elektrycznych. 20. alkohol etylowy. rozdz. któ ry nadaje się do tego celu aż do — 2000. który około r.3 ta k znaczna. zwanej pyrom etrią* k tóra określa te m p e ra tu ry . tak. Wobec tego okazało się. a mianowicie pojęcie ilości ciepła. J u ż w drugiej połowie X V I I I stulecia z pojęcia tem ­ p e ra tu ry rozwinęło się drugie podstawowe p o jęc ie . w y ­ syłane przez ciała rozżarzone5. dochodzących do 750°. w y­ noszące zaledwie około Yioo ooo stopnia. 2 P or. 1760 po raz pierwszy ustalił przez porównanie za­ chowania się wody i rtęci. 4 P y r o zn a cza po greck u ogień . W prowadzenie tego pojęcia jest przede wszystkim zasługą B l a c k a . rozdz. toluol lub przede wszystkim p e ntan. Do mierzenia niskich te m p e ra tu r stosuje się ciecze o szczególnie niskim punkcie zam arzania. ja k np. Mierzy się przy ty m albo siłę e lektrom otoryczną.170 Zasady fizyki w tem p e ra tu ra c h . że rozm aite ciała posiadają rozm aitą pojemność cieplną. P om iar ta k wysokich te m p e ra tu r stanowi zadanie osobnej gałęzi term om etrii. 50.2 pow stającą skutkiem różnicy tem ­ p e ra tu ry w miejscach zetknięcia się dwóch metali. ja k to czyniono pierwotnie. a również dla bardzo w y­ sokich oraz bardzo niskich te m p e ra tu r. Musiano więc prócz stopni te m p e ra tu ry wprowadzić jako 1 U ż y w a n e są ró w n ież te r m o m e tr y n a p e łn io n e c ie k ły m tlen em pod zw ię k sz o n y m ciśn ien iem . . 3 Por. Dokładność elektrycznych pom iarów te m p e ra tu ry jest. rozdz. s Por. 73. że przy użyciu tych m etod m ożna stwierdzać jeszcze różnice tem p e ra tu ry . albo też zależny od te m p e ra tu ry opór d ru tu platynowego. że nie można utożsam iać przyrostu te m p e ra tu ry z przy­ rostem ilości ciepła.

W 4° osiąga ona mianowicie n a j­ większą swą gęstość. nazwano mechanicznym równoważnikiem ciepła. równoważną jednej kalorii. . J o u l e i R obert M a y e r stwierdzili nieza­ leżnie od siebie. nazwano kalorią.03 i 0. wynosi on 426.2 1 D o k ła d n iejsze ok reślen ie k alorii n ie m ów i o g ó ln ik o w o o o g rza ­ n iu jed n eg o gram a w o d y o jed en sto p ie ń . X L II R Ó W NOW AŻNOŚĆ C IE P Ł A I P R A C Y Możemy codziennie obserwować szereg zjawisk. Równoważność ciepła i pracy 171 drugą jednostkę cieplną t a k ą ilość ciepła. lecz ściślej o o grzan iu go od 14i/2° C. która ogrzewa 0 jeden stopień jednostkę m asy pewnego ciała.2. że we wszystkich w y p adkach tego rodzaju istnieje zupełnie określony stosunek pom iędzy zuż y tą czy też u zy sk an ą pracą. Ilość jednostek energii. w ziętą w stosunku do 1 gram a wody i jednego stopnia skali Celsjusza. ■ 2 G ram o-m etrem n a z y w a m y p racę. W oda w y­ kazuje pew ną godną uwagi anomalię również i co do swej rozszerzalności cieplnej. d o 15V2° C. w k tó ­ rych dzięki pew nym procesom m echanicznym wywiązuje się ciepło lub też odwrotnie ciepło wywołuje powstanie ruchu. oraz o trz y m a n ą czy też u tra c o n ą ilo­ ścią ciepła.9 gram o-m etrów lub 41. przyjętego za wzorcowe.1 Ciepłem właściwym jakiegoś ciała nazy w a m y tę ilość kaloryj. W oda ogrzana od 0° do 4° kurczy się 1 dopiero gdy nagrzew am y ją powyżej 4° rozszerza się ona podobnie do wszystkich innych ciał. jakiej trzeba udzielić jednem u gramowi tego ciała. W 1842 r. jest ono równe jedności. jest więc w tej tem peraturze cięższa. a dla większości m e­ tali w artość jego w aha się pomiędzy 0. W oda posiada największe ciepło wła­ ściwe spośród wszystkich ciał stałych i ciekłych (z w y­ jątk ie m ciekłego wodoru). niż w każdej innej.86 milionów ergów. ro zd ział 7. w y k o n y w a n ą p r z y p o d n o ­ szen iu ciężaru 1 gram a na w y so k o ść jed n e g o m etra . ciepło właściwe lodu jest o połowę mniejsze. Jed n o stk ę tę. by ogrzać go o 1° C. Co się ty c z y erga. p orów n.

termodynamice. W nauce o cieple. Za pomocą opa­ dającego ciężaru wprawiał on w ruch wirowy zaopatrzone w łopatki koło. zasada równo­ ważności pracy i ciepła nosi nazwę pierwszej zasady termo­ dynam iki. jedna w a tt- sekunda odpowiada 0. zgodnie z tym . że ciepło nie jest doprowadzane z zewnątrz. przy czym korzystał z dawniejszych niedokładnych danych doświadczalnych. a g d y n a tę ż e n ie p rąd u w y n o si jed en a m ­ per p rzez przekrój p rzew o d n ik a p rze p ły w a 3 . umieszczone w naczyniu. wypełnionym wodą lub rtęcią. W zastosowaniach tej zasady szczególnie ważną rolę grają dwa specjalne rodzaje przem ian: po pierwsze procesy.1 więc. Metodę tę n a tu r a l­ nie później bardzo udoskonalono. . dotyczących ciepła właściwego gazów. przebiegające w ten sposób. tzw. 1847. Taka ilość ciepła jest więc w y tw arzana w ciągu sekundy w przewodniku o opo­ rze jednego om a. optyczną oraz chemiczną. a więc w r. lecz również i ener­ gię elektryczną.1 0 ” je d n o s te k e le k tr o ­ sta ty c z n y c h n a b o ju na sek u n d ę. Joule w yzna­ czył wartość równoważnika bezpośrednio. m agnetyczną. Niezależnie od Mayera H e l m h o l t z rozwinął tę sam ą myśl i ogłosił ją w dokładniejszej formie w dwa lata później. formułując bardziej ogólne prawo zachowania energii.239 kaloriom. gdy natężenie p rąd u wynosi jeden amper. 1845 rozszerzył zasadę równo­ ważności ciepła i pracy mechanicznej. co było powiedziane wyżej. p rzy c zy m 1 w o lt s ta n o w i tr z e c h se tn ą c zę ść e le k tr o sta ­ ty czn ej je d n o s tk i n a p ięcia . Ponieważ p rąd elektryczny o mocy jednego w a tta w y­ tw arza w ciągu sekundy energię równą 107 ergów. które obejm uje ju ż nie tylko energię m echaniczną i term iczną. mierząc jednocześnie w yw ołany przez ruch koła wzrost te m p e ra tu ry cieczy. że 1 w a tt je s t ilo c zy n e m 1 w o lta przez 1 am p er.172 Zasady fizyk i Mayer obliczył równoważnik m echaniczny ciepła na podstawie rozważań teoretycznych. ani też nie jest na zewnątrz od­ 1 W y n ik a to stą d . Sam Mayer ju ż około r.

2 to równocześnie musi się ochładzać. 3 N a tej za sa d zie op ierało się u ż y w a n e c z ę sto w d a w n ie jsz y c h cza sa ch k rzesiw o p n eu m a ty c z n e . gaz musi się ogrzewać. przezwyciężając ciśnienie zewnętrzne. w y w ie r a n e na g a z. w jakich w aru n k a ch zachodzą i w jakim kierunku biegną takie przem iany. w ykonyw ający pew ną pracę (np. Odwrotnie. 1850 i 1851 przez Cl a u s iu s a i Willia­ ma T h o m s o n a . Zasada. zachodzące bez zm iany tem ­ p e ra tu ry . gdy układ. czy też zużytej pracy mechanicznej. zasada ta nie mówi n a m jednakże nic o tym . . przem iany takie nazyw am y adiabatycznym i. 2 Z ew n ętrzn e ciśn ien ie. W procesach adiabatycznych wykonanie pewnej pracy zewnętrznej musi według pierwszej zasady term odynam iki pociągać za sobą zmniejszenie zasobu ciepła układu. X L III E N T R O P IA I N IEO D W R A C A LN O ŚĆ Pierwszą zasadę term odynam iki stanowi stwierdzenie bardzo ważnego faktu równoważności ciepła i prac y przy wszelkich przem ianach jednej z tych wielkości w drugą. sform ułowana w r. o parze pod tłokiem m aszyny parowej) i w ykonyw a pracę. para pod tłokiem m a ­ szyny parowej).1 po drugie przem iany. Gdy pewien gaz rozszerza się adiabatycznie (pomyślmy np. a dzisiaj powszechnie zwana drugą zasadą 1 P o greck u „ d ia b a in e in “ z n a c z y p rzech o d zić. czy też oddana na zewnątrz w procesach izo- term icznych jest równa uzyskanej.3 Procesy izotermiczne zachodzą wówczas. gdy jest sprężany adiabatycznie. oraz kiedy nie m ogą one następować. Entropia i nieodwracalność 173 dawane. które noszą miano izolermicznych. pozostaje w stałym połączeniu z dużym zbiornikiem ciepła (np. kotłem parow ym ). je s t rów n e w e ­ w n ętrzn ej p rężn o ści ga zu . W edług pierw­ szej zasady term odynam iki ilość ciepła doprowadzona z zewnątrz.

k tó ra by dostarczała pracy jedynie na koszt ochładzania pewnego zbiornika ciepła (maszynę ta k ą nazwano pe rp e tu u m mobile drugiego ro­ dzaju). 2 M y ślim y tu ta j o w y r ó w n y w a n iu „ s k o ń c z o n y c h “ ró żn ic te m p e ­ ratu r w o d różn ien iu od ró żn ic n ie sk o ń c z e n ie m a ły c h . E n tro p ię defi­ niujem y dla „idealnego“ procesu term odynam icznego jako wielkość. że nie jest możliwa budow a takiej pe­ riodycznie działającej m aszyny. M u sim y za k ła d a ć istn ie n ie n iesk o ń c z e n ie m a ły c h ró żn ic te m p e r a tu r p o ­ m ię d z y cia łem i zb io rn ik iem . Thom son wypowiedział drugą zasadę w for­ mie stwierdzenia. co wiemy z naszego doświadczenia. . obniżając swą te m p e ra tu rę poniżej te m p e ra tu ry otoczenia. mogło nam służyć jednocześnie za a u to m a ty c z n ą chłod­ nicę i prócz tego jeszcze za źródło energii do napędu m otoru.1 Istotnie. zmie­ nia się o wartość przyrostu lub u b y tk u ciepła. podzie­ loną przez te m p e ra tu rę bezwzględną układu. Należy teraz 1 N a z w a perpeluum mobile p ierw szeg o ro d za ju o zn a cza m a ­ sz y n ę . że można by bez zużycia pracy z zewnątrz ochłodzić pewne ciało. myśl. W ydaje się rzeczą nie do pomyślenia. uzupełnia w isto tn y sposób pierwszą za­ sadę pod wyżej w spom nianym i względami. odebrać m u w ten spo­ sób energię cieplną i zużytkow ać ją w jakiś sposób. Idealnym procesem term odynam icznym nazy w a m y przy ty m taki proces. N ie ­ m o żliw o ść istn ien ia ta k ie g o perpeluum mobile p ierw szeg o rod zaju w y n ik a z z a sa d y za ch o w a n ia en ergii. z k tó reg o ciep ło d o p ły w a lu b też do k tó reg o ciep ło o d p ły w a z cia ła . aby jakieś ciało. w k tó ry m uniknięto wszelkiego wyrów nyw ania tem p e ra tu r za pom ocą przew odnictw a cieplnego lub promieniow ania. że ciepło nie może przejść samo przez się od ciała zimniejszego do cieplejszego.2 oraz wszelkiego tarcia. Druga zasada uzyskała ściślejsze sformułowanie dzięki stworzeniu przez Clausiusa pojęcia entropii. gdy ciepło dopływa lub odpływa. która b y z n a jd o w a ła się sta le w b ieg u i d o sta rc z a ła n am p o n a d to p racy bez ża d n eg o d o p ły w u en erg ii z z e w n ą tr z . prze­ czy zupełnie tem u.174 Zasady fizyki term odynam iki. która. D ruga zasada w ujęciu Clausiusa głosi.

czy przez promieniowanie. nie zachodzą nigdy sam orzutnie. Entropia i nieodwracalność 175 zauważyć. P o d obny szereg przem ian term odynam icznych nosi nazwę procesu koło­ wego. lecz n a w e t wywołują w rezultacie jej wzrost. że procesy. czy to przez przewodnictwo. idealny proces kołowy musi przebiegać w taki sposób. a b y przyrosty i u b y tk i entropii. które by powodowały u b y te k entropii. to dowolny proces może być odw racalny tylko w ty m w y p a d k u . zwiększającymi entropię. J a k wskazuje teoria. że każdy z nich wywołuje w pewnych ciałach lub zbiorach ciał („u k ła d ac h “) jakieś p rzem iany term odynam iczne. w k tó ry m wyłączone są całko­ . Dotyczy to. wywołane przez poszczególne procesy składowe. zachodzą w przyrodzie stale i zupełnie sam o­ rzutnie. K ażda w ym iana ciepła. ja k np. Jeśli je d n a k nie istnieją sam orzutnie przebiegające pro ­ cesy. znosiły się naw zajem w w yniku końcowym . Odw racalny może więc być tylko proces term odynam iczny „idealny“ w w y­ żej w yjaśnionym znaczeniu. gdy zachodzi bez zm iany entropii. w ytw arzanie prac y z ciepła. Doświadczenie wskazuje jednakże. entropia takiego pro­ cesu pozostaje więc bez zm iany w porów naniu ze stanem początkowym . Procesy odwrotne. które nie tylko kom ­ pensują u b y te k entropii. że mogą istnieć szeregi następujących po sobie procesów tego rodzaju. wywołujące zwiększanie entropii. jedynie procesów idealnych. zmniejszające en­ tropię. ja k w yrównyw anie się te m p e ra tu r i w ytw arzanie ciepła przez tarcie. lecz możliwe są jedynie w połączeniu z procesami. zwiększa jego entropię. ten sam wynik daje każda przem iana energii mechanicznej w ciepło przez tarcie. a więc zwiększanie już istnieją­ cych różnic te m p e ra tu r lub przem iana ciepła tarcia z po­ w rotem w energię mechaniczną zmniejszałyby bez w ą t ­ pienia entropię. ja k już zaznaczyliśmy. lccz w wyniku końcowym zostaje przyw rócony sta n początkowy. a więc takie. zachodząca we wnętrzu pewnego układu. g dy n a to m ia st wszystkie procesy.

będzie składała się tylko z ciepła o zupełnie jednakow ej wszędzie tem peraturze. jak również i tarcie. czy też. X L IV ŚM IER Ć C IE P L N A ŚW IA T A I B O L T Z M A N N O W S K IE PR A W O E N T R O P I I Chociaż całkowita energia świata jest wielkością stałą. wszelkie zjawiska elektryczne lub optyczne.176 Zasady fizyki wicie wszelkie zetknięcia cial o różnej tem peraturze. inaczej mówiąc. j a k to oznajm ił po raz pierwszy T h o m s o n (r. Skutkiem stałego wzrostu entropii świat cały. 1866. wszelki ruch. naw et wszelkie przewodnictwo cieplne lub promieniowanie cieplne s ta ły b y się na zawsze niemożliwe po nastąpieniu śmierci cieplnej świata. J a k i jest jed n a k powód tej wyróżnionej w porównaniu z innymi odm ianam i energii roli ciepła. w k tó ry m energia jego po­ zbawiona zupełnie swej wartości. gdy m ożem y wyzyskać istniejące już różnice tem ­ p e ra tu r. stopniowo zabijającej wszech­ świat entropii? W genialnie p ro sty sposób rozstrzygnął tę podstaw ow ą zagadkę wiedeński fizyk B o l t z m a n n w r. Nie istnieją zatem rzeczywiste procesy od­ wracalne. ciągłej degradacji. energia zaś cieplna ma wartość tylko w tedy. 1851). Wszelkie procesy fizyczne. m usim y jednakże przyjąć. dąży do sta n u „śmierci cieplnej“. Odpowiedź jego sprow adza się zasadniczo do stw ier­ dzenia. Pew ną „w artość“ posiadają jedynie postaci energii. że skutkiem nieodwracalności procesów przyrody energia ta podlega stałem u „obniżaniu swej wartości“. stały zaś w zrost . Rzeczywiste procesy m ogą się tylko zbli­ żać do tego idealnego przebiegu. nie osiągając go nigdy całkowicie. jakie je s t głębsze znaczenie tej tajem niczej. W ciągłym wzroście entropii odbija się raczej „nieodwracalność“ wszystkich procesów przyrody. od­ mienne od ciepła. że entropia danego sta n u związana jest bezpo­ średnio z prawdopodobieństwem tego sta n u .

Jeżeli bowiem. równej 1 ergowi. Zgodnie z ujęciem B oltzm anna przejście ciepła możliwe jest w obydwóch kierunkach. że entropia równa jest loga- rytm ow i tego praw dopodobieństw a. Ze statystycznego zaś p u n k tu widzenia każdem u stanowi pewnego układu. jeśli w yjdziem y z p u n k tu widzenia ałomislycznego pojm ow ania przyrody. k tó ry c h te m ­ p e ra tu ry różnią się od siebie o jeden stopień. Możemy to sobie uzmysłowić za pom ocą prostego przykładu: weźmy np. że zaszła m iędzy nimi sa m orzutna w ym iana ciepła w nadzwyczaj małej ilości. ja k również nieodwracalność zjawisk przyrody. rozd z. to cała nauka o cieple sprow adza się ostatecznie do slalyslyki. to nie może być ona praw em w ścisłym znaczeniu tego wyrazu. pom nożonem u przez pewien uniwersalny współczynnik proporcjonalności. to lic z b ę x n a z y w a m y lo g a r y tm e m y (w sto su n k u do z a sa d y 10). praw dopodobieństw o. a więc bez dodatkow ych kom pensacyj. zjawiska zaś cieplne polegają1 na niewidocznych dla nas ruchach ty c h indywiduów.2 Jeśli jed n a k druga zasada nauki o cieple daje się spro­ wadzić do rozw ażań n a d praw dopodobieństw em . lecz tylko pew ną regułą. ja k się to ogólnie przyjm uje. odpowiednio zdefiniowane. prędkości i kierunków ruchu wszystkich jego cząstek. można w ytłum aczyć dążeniem wszystkich układów do przejścia ze stanów mniej praw dopodobnych do stanów bardziej praw dopodobnych. W edług d ru ­ giej zasady ciepło może przejść sam orzutnie. k tó ra zresztą jest w procesach fi­ zycznych nieporównanie częściej przestrzegana niż zanied­ byw ana. pod uwagę dwa ciała. m ożna przypisać pewne. 2 G d y y rów na się 10 do p o tę g i x -te j. określonemu przez podanie położeń. m ateria składa się z indyw idualnych czą­ stek. Śmierć cieplna świata i boitzmannowskie prawo entropii 177 entropii. 72. Boltz­ m ann doszedł do wniosku. T a k a in te rp re ta c ja jest według B oltzm anna nieunik­ niona. ale bardziej praw dopodobne jest przejście w k ierunku od ciała cieplej­ 1 Por. Zasady fizyki 12 . i przypuść­ my. tylko od ciała cieplejszego do chłodniejszego.

ab y móc choć raz zaob­ serwować przejście ciepła w ilości przynajm niej jednego erga od ciała zimniejszego do cieplejszego. k tóre ju ż od najdaw niejszych czasów w zbudzały żywe zainteresowanie.178 Zasady fizyki szego do zimniejszego. z trudnością starczyłoby na to paska papieru o długości równej obwodowi kuli ziemskiej. c h a ra k te ­ ryzujące fizykę atom ów . z am iast od­ wrotnie. że średnio jeden raz na Z w ypadków dana ilość ciepła ma przejść sam orzutnie od ciała zimniejszego do cieplej­ szego. że ciepło nigdy sam orzutnie nie przechodzi w dostrzegalnej mierze od ciała zimniejszego do cieplejszego bez żadnych d o d a t­ kowych kom pensacyj. należą zm iany sianu skupienia. iż. polegające na zetknięciu ze sobą w tem peraturze pokojowej dwóch ciał.1 Z najdujem y. W y ra ź m y praw dopodobieństwo przełam ania drugiej zasady stosunkiem 1 do Z. że wynik doświadczenia może okazać się sprzeczny z ty m twier­ dzeniem. że liczba ta posiada tak wielką wartość. to znaczy. któ ry c h te m ­ p e ra tu ry różnią się o jeden stopień. . rozdz. to praw dopodobieństw a. że świat m ógłby n a odkrytej przez B oltzm anna dro­ dze pokonać śmierć cieplną przez odstępstw o od drugiej zasady term odynam iki. 72. choć jest ono również małe ponad wszelkie po­ jęcie. to mieliby oni jedynie niesłychanie małe widoki na to. gdybyśm y chcieli napisać wszystkie jej cyfry. znając stałe. czyli przechodzenie jakiegoś ciała ze sta n u 1 Por. G dyby n a w e t miliony fizyków w ciągu milionów lat co m in u tę w y k o n y ­ wały na nowo doświadczenie. Istnieje jed n a k pewne skończone praw dopodo­ bieństwo. Gdy więc zgodnie z drugą zasadą tw ierdzim y. XLV ZM IA N Y STA NU S K U P I E N I A Do ty c h zjawisk cieplnych. Możemy oszacować liczbę Z. jest zupełnie niewyobrażalnie małe.

W śród m etali szczególnie w y­ sokie p u n k ty topnienia posiadają p la ty n a . w której pływa kaw ałek lodu. ja k już wyżej wspomniano. Gdy zmieszamy kilogram lodu o te m p e ra ­ turze 0° z 1 kg wody o tem peraturze 79. t a n ta l i przede wszystkim wolfram (3300°). k tó ry zestala się dopiero w tem peraturze — 200°. Od­ wrotnie. a gdy rozwinęła się term o ­ m etria. o trz y m a m y 2 kg wody o tem p e ra tu rz e 0°. ilość tę. że dla wszystkich tych ciał zwiększenie ciśnienia wywo­ łuje podwyższenie te m p e ra tu ry topnienia. Pom iędzy ciałami ciekłymi w tem p e ra tu rz e pokojowej. a z ty m wiąże się również fakt. zauważono wkrótce. że w czasie topnienia zostaje zawsze zużyta określona ilość ciepła. przesunąć p u n k t z am ar­ zania rtęci od wartości norm alnej. 1760 B l a c k dokonał ważnego odkrycia. Zmiany stanu skupienia 179 stałego w ciekły. w ynika to stąd. p e ntan. obli­ czoną na jednostkę m asy. Około r. m ożna np. J u ż G a l i l e u s z ustalił. iryd. lub też z ciekłego w gazowy i odwrotnie. aż 12* .7°. o ile będziemy starannie unikać wszelkich s tr a t ciepła na ko­ rzyść otoczenia. iż z topnieniem i zam arzaniem po­ łączone są zm iany objętości. Przez zastosowanie ciśnie­ nia 15. Ciepło topnienia lodu jest szczególnie duże. polegające na ty m . wynosi ono 79. w ykazuje bez zm iany te m p e ra tu rę 0°. dopóki lód nie rozpuści się w niej całkowicie.000 atmosfer. wynoszącej — 39°. Z istnieniem utajonego ciepła topnienia związane jest powszechnie znane zjawisko. szczególnie niski p u n k t zam arzania w ykazuje. w czasie krzepnięcia cieczy to ciepło „ u ta jo n e “ zostaje wyzwolone z powrotem . że p u n k ty topnienia i za­ m arzania są zawsze identyczne. Z biegiem czasu dla ty ­ sięcy substancyj wyznaczono bardzo dokładnie tem p e ra ­ tu r y oraz ciepła topnienia.7 kaloryj. że zwiększanie objętości w ym aga w ykonania prac y prze­ ciwko ciśnieniu zewnętrznem u. wówczas. Z topnieniem przeważającej większości ciał związane jest zwiększenie objętości. i że są one dla każdego ciała określone przez jego skład chemiczny. nazwano ciepłem topnienia. że woda do picia.

Możemy w ytłum aczyć na tej podstawie nie­ oczekiwane zjawisko. Pod olbrzym im ciśnieniem wiel­ kich mas śnieżnych dolne w arstw y śniegu topnieją. ażeby następnie stężeć na lód. niż 540 kaloryj. T e m p era tu ra wrzenia zależy w sposób bardzo 1 C zyli ciśn ie n ia 15. dla k tórych topnienie wywołuje zmniejszenie ob­ jętości. . Lód pływa na wodzie. że d ru t. W analogii do w ykrytego przez siebie ciepła topnienia. że możem y ślizgać się po lodzie. śnieg jest złożony z dobrze sform owanych drobnych kryształ­ ków wody. polegające na ty m . p u n k t zaś jego topnienia obniża się o 0. 1760. k tó ry m zajął się po raz pierwszy dokładnie B l a c k około r.000 ra zy p r z e w y ż sza ją ce g o n o rm a ln e c i­ śn ien ie p o w ietrza . a skutkiem tego zwiększenie ciśnienia obniża p u n k t topnienia wody.1 W oda należy do bardzo nielicznych w y­ jątków . Blisko spokrew niony ze zjawiskiem topnienia jest pro­ ces wrzenia. 61. Gdy lód p o d d a m y w pew nym punkcie ciśnieniu. zam arza je d n a k z pow rotem n a ty c h m ia s t po ustaniu działa­ nia ciśnienia.0075° z ka ż d y m zwiększeniem ciśnienia o jed n ą atmosferę. widzia­ nych przez mikroskop. przesuwa się poprzez nią powoli ku dołowi. które dla wody wynosi nie mniej. Ilość ciepła. Black ustalił również istnienie znacznego utajonego ciepła parowania. potrzebna do ogrzania pewnej m asy wody od 0° do 100°.180 Zasady fizyki do + 1 0 0. k tóra p otrzebna je s t jeszcze wówczas do przeprowadzenia tej wody o tem p e ra tu rz e 100° w sta n p a ry o tej samej tem p e ­ raturze. Również i proces tw orzenia się lodowców tłum aczy się w ten sam sposób. wynosi więc zaledwie niecałą p ią tą część tej ilości ciepła. obcią­ żony znacznym ciężarem i przerzucony przez bryłę lodo­ wą. nie możem y n a to m ia st ślizgać się po szkle lustrza­ nym . W ty m kryje się również przyczyna faktu. niezwykłe piękno kryształków śnieżnych. za­ czyna on ta m topnieć skutkiem obniżenia p u n k tu topnienia. W przeciwieństwie do lodu. przedstaw ia rys.

B entley’a. A. . 61.Rys. Postacie kryształków śniegu według zdjęć m ikrofotograficznych W .

że gdy ciśnienie układu jest dane. czy też znajduje się ona w obecności ciekłej wody. . że ciepło.182 Zasady fizyki isto tn y od ciśnienia — nieco niżej zajm iem y się dokładniej tą sprawą. doprowadzane do takiego układu złożonego. jedynie jej objętość lub prężność ulega zmniejszeniu. nato m ia st prężność p a ry nasyconej zależy jedynie i w y­ łącznie od te m p e ra tu ry . w któ ry c h współistnieją obok siebie woda i para wodna. złożonemu z wody i pary. wówczas pa ra wodna i woda m ogą współistnieć ze sobą jedynie w pewnej ściśle określonej tem peraturze. a więc w „punkcie w rzenia“ wody. nazy­ w am y ją parą przegrzaną lub też parą nasyconą. każdej tem peraturze —. Para przegrzana podlega wspo­ m nianem u już wyżej praw u Boyle’a. Zależnie od tego. Zasadnicza różnica pom iędzy układem tego rodzaju a czystą. gdy n a to m ia s t odbieram y ciepło układowi. gdy zaś zwiększamy objętość. polega na ty m . samodzielnie istniejącą p a rą wodną.pewna ściśle określona prężność p a ry nasyconej. prężność jej nie maleje. według którego jej prężność i objętość są do siebie odw rotnie proporcjonalne. czy p a ra istnieje samoistnie. gdyż część współistniejącej z nią cieczy prze­ chodzi w s ta n pary. W tem peraturze 100°. prężność jej nie wzrasta. Podobnie rzecz się przedstaw ia i w w ypadku odw rotnym : gdy czysta pa ra traci ciepło. Układy. następuje n a tom iast jej częściowe lub zupełne skroplenie. są szczególnie interesujące i bardzo ważne pod względem p ra k ty c zn y m . zostaje zużyte również i na przepro­ w adzanie wody w s ta n pa ry . i odwrotnie. gdy n a to m ia st ciepło. zajm ow aną przez parę nasyconą. następuje jeszcze poza ty m przejście części pary w wodę. dostarczane czystej parze. Teoria ciepła prowadzi do potwierdzonego całkowicie przez doświadczenie wniosku. powoduje jedynie zwiększenie jej objętości czy też prężności. K ażdem u określonemu ciśnieniu p a ry nasyconej odpo­ wiada zatem pewna określona „ te m p e ra tu ra nasycenia“ . Gdy zm niejszam y objętość p a ry nasyconej.

Zwilżając eterem w atę. Zgodnie z powiedzianym wyżej ciecz. Odwrotnie. w y r a ż a m y ją z w y k le w p ro cen ta c h i m ie r z y m y za p o m o cą h y g r o m e tr ó w . lecz zachodzi ono stale również i w te m p e ra tu ra c h niższych przez po­ wolne parowanie na powierzchni. k tó rą oto­ czyliśmy kulkę term o m e tru . z a w a rtą rzec z y w iśc ie w je d n y m c e n ty m e tr z e sz e śc ie n n y m p o w ie ­ trza o d an ej tem p era tu r z e. w tem peraturze 50° pod 0. może wrzeć tylko wówczas. gdy osiągnie te m p e ra tu rę 121°. w ystępujący po deszczu w gorące dnie letnie.12 i w 0° — 0. ja k to dobrze wiadomo.1 Przechodzenie cieczy w parę odbyw a się zresztą. S to su n e k w ilg o tn o śc i b e zw zg lęd n ej do tej (z u p ełn ie z r esztą ok reślo n ej) ilo śc i p a ry . 2 W ilg o tn o śc ią b ezw z g lęd n ą p o w ietrza n a z y w a m y ilo ść pary. itd. Zmiany stanu skupienia 183 prężność nasyconej p a ry wodnej równa się naturalnie je d ­ nej atmosferze. n a z y w a m y w ilg o tn o śc ią w z g lę d n ą . znajdująca się pod ciśnieniem 2 atm osfer może wrzeć dopiero wówczas. Spadek tem p e ra ­ tury. nie tylko w czasie wrzenia. jest w yw ołany w znacznej mierze przez ochłodzenie s k u t­ kiem parow ania. w 90°— 0. woda wrze w 0° pod ciśnieniem 0.2 Proces ten połączony jest również ze zużyciem ciepła. w y n a le z io n y ju ż ok oło r.7 atm osfery. w k tó ry m p o tra w y m ożn a ogrzew a ć siln iej n iż w n a c z y n ia c h o tw a r ty c h . dopiero po osiągnięciu aż 134° itd. ochładzając j ą w ten sposób. pod ciśnieniem 3 a tm . W oda. W ia tr i p rą d y powietrzne wywołują p a ­ rowanie na powierzchni naszej skóry. w 50°— 0. . g d y b y para b y ła n a sy c o n a . znajdująca się w pewnej określonej tem peraturze. ja k ą z a w ier a łb y c e n ­ ty m e tr sz e ś c ie n n y p o w ietrza o tej sa m ej te m p e ra tu r z e .006 atm .12 atm . m ożem y wywołać spadek słupka rtęci o mniej więcej 20°. 1680 p rzez P a p in a .006 a tm . gdy ciśnienie zewnętrzne nie przekracza prężności jej p ary nasyconej w tej tem peraturze.. Dobrze znane 1 N a tej z a sa d zie op iera siQ k o cio ł p a ro w y do g o to w a n ia . co tłum aczy n a m znaczne ochładzanie się silnie parujących cieczy. dlatego też w z b y t ciepłych pomieszczeniach u s ta ­ wiam y w entylatory. Przejście w gazowy s ta n skupienia może odbyw ać się również i bezpośrednio ze sta n u stałego.

że przez zwiększanie ciśnienia lub też obniżanie te m p e ra tu ry uda 1 J a k m o żn a o czek iw a ć na p o d sta w ie z a sa d y z a c h o w a n ia en er­ g ii. podlegającym i praw u Boyle’a. stanowią: parow anie lodu oraz istnienie pewnych stałych substancyj pachnących. Można było zatem mieć nadzieję. zwanego sublim acją. zwiększając w ten sposób zgodnie z praw em Boyle’a jej prężność. Dla wody p u n k to ­ wi potrójnem u odpowiada te m p e ra tu ra +0. ja k gazami.0075° i ciśnie­ nie 0. . ciep ło su b lim a cji je s t rów n e su m ie ciep ła to p n ie n ia i ciep ła parow an ia. można więc było oczekiwać. będą zachowywały się podobnie do par.006 atm . Przykładem procesu odw rot­ nego jest osadzanie się ta k zwanego kw iatu siarczanego z p a ry siarki. u k tórych nie można zauważyć śladów naw et przechodzenia w sta n ciekły. rozpoczyna się konden­ sacja czyli wydzielanie się cieczy z pary. Dla każdej substancji jest to jednak możliwe jedynie w pewnej ściśle określonej tem peraturze i pod pew nym ściśle określonym ciśnieniem. Innym i słowy. Ponieważ p a ry przegrzane nie są niczym innym .184 Zasady fizyki przykłady tego zjawiska. lub też zmniej­ szam y jej objętość. dane te okre­ ślają tzw. skoro to nastąpi. znajdujące się w stanie gazo­ wym już w zwykłej tem peraturze.2 Gdy więc parę przegrzaną ochładzamy. m usim y wreszcie osiągnąć sta n nasycenia. XLVI S K R A P L A N IE GAZÓW W każdej tem peraturze prężność p a ry przegrzanej jest mniejsza od prężności p a ry nasyconej. p u n k t p o tró jn y tej substancji. para przegrzana o pewnej określonej prężności posiada wyższą tem p e ra tu rę . aniżeli pa ra nasycona o tej samej prężności. 2 S tą d te ż p o ch o d zi n a zw a p a ry „ p r zeg rza n ej“.1 W odpowiednich w arunkach mogą współ­ istnieć obok siebie jednocześnie wszystkie trz y s ta n y sku­ pienia danego ciała. że substancje.

Stan krytyczny. ta okoliczność wyjaśnia nam. W stanie k ry ty c z n y m ciecz . T e m p era tu ra k ry ­ tyczna wodoru wynosi — 240°. aniżeli gazy „ trw ale“ . Stwierdził on mianowicie. azotu: — 146°. wynosi ona mianowicie — 268°. leżących poniżej te m p e ra tu ry k ry ty c z ­ nej rozpatryw anego gazu. n a w e t gdy stosować będziemy dowolnie wielkie ciśnienia. które udało się skroplić. 1869 przez A n d r e w s ’a. Do ty ch gazów. dlaczego para w odna zachowuje się na pozór zupełnie inaczej. im wyżej leży jego te m p e ra tu ra kry ty c z n a. że dla każdego gazu istnieje pewna „tempera­ tura krytyczna“. Ciśnienie krytyczne gazu jest ty m wyższe.0. scharakteryzow any przez te m p e ra tu rę k ry ty c z n ą oraz ciśnienie krytyczne. powyżej której nie m ożna osiągnąć sta n u nasycenia. ciśnienie krytyczne wodoru wynosi np. jest więc tylko o pięć stopni odległa od zera bezwzględnego. zrezygnowani. W rzeczywistości różnica pomiędzy p a rą wodną a gazem trw ałym zanika zarówno w tem p e ra tu ra c h po­ wyżej 374° (w k tórych pa ra wodna jest też trw ała). badacze. Przez długi czas jednakże u niektórych gazów wszelkie próby tego rodzaju zawo­ dziły. T em p era tu ra kry ty c z n a p a ry wodnej wynosi około 374°. W ysokość te m p e ra tu ry krytycznej dw utlenku węgla w y ­ nosi +31°. n a ­ leżał przede wszystkim dw utlenek węgla. został zrealizowany przez C a g n i a r d d e l a T o u r a (1822) już na pół wieku przed odkryciem A ndrew s’a. Szczególnie niska jest te m p e ra tu ra kry ty c z n a helu. jak i w tem p e ra tu ra c h . Ponieważ prężność p a ry nasyconej zależy tylko od te m p e ra tu ry . tlenu: — 119°. stąd też dw utlenek węgla m ożna skroplić już w tem peraturze pokojowej i dlatego nie uznawano go za gaz trw ały. poczęli nazywać te gazy trw ałym i. więc tem peraturze krytycznej odpowiada również pewne ściśle określone „ciśnienie k ry ty c z n e “ . Przyczyna tajemniczej „trwałości“ niektórych gazów została w y k ry ta w r. Skraplanie gazów 185 się również i te gazy przeprowadzić w stan nasycenia i skroplić je w ten sposób. dw utlenku węgla: 72. 14.9 i wreszcie p a ry wodnej: 224.2 atmosfery.

u z y sk a li w r. że zaczynał się skraplać.1 Szereg badaczów wydoskonalił tę m etodę postę­ powania tak. z ło żo n e z d ro b n y ch k rop elek sk ro p lo n eg o g a zu . które polega na tym . że stało się możliwe otrzym yw anie ciekłego powielrza w większych ilościach. W ró b lew sk i i O lszew sk i. wy­ k ry te już znacznie wcześniej przez J o u le ’a i Thom sona. 1877. 1 C a illetet o tr z y m a ł w ła śc iw ie ty lk o p rzejścio w e m g ły . ta okolicz­ ność znajduje ważne zastosowanie techniczne w opisanej nieco niżej metodzie Bensona. że m ożn a b y ło u sta lić jeg o fiz y c z n e w ła ­ sn o ści. wówczas ulega on na ogół oziębieniu. Inaczej rzecz się przedstaw ia w w y padku wodoru i helu. w k tó ry m znalazła zastosowanie zasada prądu wstecznego. Linde wyzyskał dla skraplania gazów zjawisko. Następnie ob­ niżał nagle ciśnienie do atmosferycznego. S kutkiem tego te m p e ra tu ra rozprężanego powietrza o pada coraz niżej i wreszcie zostaje ono skroplone. D o p iero d w aj b a d a cze p o lsc y . Za pom ocą specjalnych pom p poddaw ał on gazy ciśnieniu 200— 300 atm osfer i ochładzał je jednocześnie stałym dw utlenkiem węgla.). w której powietrze już się ze­ stala. tł. sprężony gaz rozszerzał się gwałtownie i ochładzał przy ty m dalej (zgodnie z pierwszą zasadą) ta k silnie. W przyrządzie Lindego powietrze. 1896. Skroplenie gazów trw ałych udało się po raz pierwszy C a i l l e t e t o w i w r. 1883 ta k ie ilo ści sk ro p lo n eg o p o w ietrza . Isto tn y postęp w technice skraplania powietrza stanowił a p a ra t. sprowadzone już do niższego ciśnienia (rozprężone) i w skutek tego ochłodzone. (U w . Za po­ mocą przyrządu Lindego m ożem y skraplać dowolne ilości powietrza bez potrzeby uprzedniego jego ochładzania.186 Zasady fizyki przechodzi bez wrzenia bezpośrednio w parę. płynie wciąż naprzeciw powietrza jeszcze sprężonego i odbiera m u cie­ pło. wynaleziony przez L i n d e g o w r. . stopniowo posunięto się aż do te m p e ra tu ry — 215°. że gdy gaz przeciskam y powoli bez w y m ian y ciepła z otoczeniem przez porow atą zatyczkę z obszaru o wyższym ciśnieniu do obszaru o ciśnieniu niż­ szym.

Ciepło. dopiero w te m p e ra tu ra c h bardzo niskich za­ chow ują się one ta k . Pod norm alnym ciśnieniem wodór wrze w tem peraturze — 253°. chłodząc przed rozprężeniem gaz. można obniżyć tem pe­ raturę wrzenia jeszcze o dalsze 6° i przeprowadzić wodór w sta n stały po osiągnięciu przezeń te m p e ra tu ry — 259°. w ym iana ta polega zwykle na zużyciu pewnej ilości ciepła. zużywane na rozpuszcze­ nie jednostki m asy danej substancji. poddany wysokiemu ciśnieniu. jeżeli nie doprow adzam y jednocze­ śnie ciepła z zewnątrz. nazyw am y ciepłem rozpuszczalności. zmniejszając ciśnienie. również i rozpuszczanie ciała stałego w cieczy — tzw. w roku 1933 d e I i a a s potrafił osiągnąć naw et tem p e ra ­ t u r y odległe o mniej niż jed n ą dziesiątą stopnia od zera bezwzględnego -1 X L V II ROZTW ORY Podobnie ja k przejście ciała ze sta n u stałego w ciekły lub też z ciekłego w gazowy. aktowi rozpuszczania towarzyszy na ogół pewne oziębienie. rozpuszczalniku (np. jednakże. K a m e r l i n g h o w i O n n e s o w i udało się wreszcie skroplić w przyrządzie ty p u Lindego również i najtrw alszy ze wszystkich gazów — hel. . ja k powietrze. cukru w wo­ dzie) — jest też związane z pew ną w ym ianą ciepła z otocze­ niem. za pom ocą ciekłego powietrza. Gdy rozpuścimy pewną ilość rodanku potasu w takiej 1 U d a ło m u się p o su n ą ć tak d a lek o przez z a sto so w a n ie roz- m a g n eso w y w a n ia p ew n y c h su b sta n c y j m a g n e ty c z n y c h . gdy w zwykłej tem p e ra tu rz e poddać je procesowi J o u le ’a — Thom sona. a nie ochładzają. Pod norm alnym ciśnieniem hel wrze w tem peraturze — 269°. D e w a r o w i udało się skroplić wodór. ochładzając go uprzednio za po­ mocą ciekłego wodoru. przez zmniejszenie ciśnienia udało się K e e s o m o w i wywołać jego zamarznięcie. R oztw ory 187 które wyjątkow o ogrzewają się. W skutek tego.

Szczególnie silne oziębienia możem y osiągnąć. Gdy zmieszamy 100 części wagowych śniegu z 33 częściami soli kuchennej. Ciśnienie. nieprzepuszczalne n a to m ia s t dla ciała rozpuszczo­ nego. można osiągnąć naw et te m p e ra tu rę — 50°. są one np. jest zawsze n iższy. wywierane przez roztwór. stały się możliwe dzięki istnieniu szeregu substancyj na wpół przepuszczalnych dla roztw o­ rów. dopiero w tem p e ra ­ turze — 2° do — 3°. P u n ld zam arzania roztworu. zachowuje się np. rozpuszczone w cieczy. możem y uzyskać obniżenie te m p e ra ­ tu ry o 34°. które. jak gaz. Zm iany p u n k tu zam arzania i wrzenia są. o trz y m a m y wówczas mieszaninę oziębia­ jącą o tem peraturze — 22°. nazwano osmo- lycznym . — . lecz je wydzielają na zewnątrz. W oda m orska. zam k nięty w n a ­ czyniu. rozpuszczając się. p u n k i wrzenia roztworu ulega podwyższeniu. Proces przechodzenia do roztworu jest zbliżony co do swej istoty do procesu parow ania. ciepło zaś topnienia zostaje również pobrane na koszt mieszaniny. Odwrotnie. wykazuje podobne dążenie do zwiększania swej objętości. w taki właśnie sposób w sto­ sunku do wodnego roztworu cukru. Do niewielu substancyj. ażeby ciało to mogło się rozpuścić. substancje takie są przepuszczalne dla rozpuszczal­ nika. niż dla roztworu jednoprocentowego. Cienka błonka. należy gips. W ykrycie doświadczalne tego ciśnienia. nie zużyw ają ciepła. ja k ju ż częściowo w ykrył również Blagden. zawierająca 3 do 4 % rozpuszczonej soli. iż ciało. świadczy o ty m fakt. a n a s tę p ­ nie pom iar jego wielkości. śnieg czy lód musi się uprzednio częściowo stopić. proporcjo­ nalne do stężenia roztworu.188 Zasady fizyki samej masie wody. 1788 B l a g d e n . ja k to w ykrył już w r. zam arza np. przepuszcza ona wodę. p o k ry ta w arstw ą żelazocyjanku mie­ dziowego. niż p u n k t zam arzania czy­ stego rozpuszczalnika. Mieszając 143 części k r y s ta ­ licznego chlorku w apnia ze 100 częściami wagowymi śniegu. dwa razy większe dla dwuprocentowego roztworu cukru. gdy ciało stałe zmieszam y z lodem lub śniegiem. gdyż w tym w ypadku.

Twierdzenie Nernsta 189

n ato m iast z atrzym uje rozpuszczony cukier. Bardzo dużą
rolę odgryw ają błonki półprzepuszczalne w budowie or­
ganizmów, n a to m ia st sztuczne wytworzenie takich do­
kładnie półprzepuszczalnych ścianek udało się dotychczas
jedynie w stosunkowo niewielu w ypadkach.
Podobnie ja k ciśnienie gazu sta ra się w yrów nać różnice
jego gęstości, ciśnienie osmotyczne dąży do w yrównania
różnic stężenia roztworu; na ty m oparte są rozm aite m eto­
dy pom iaru ciśnienia osmotycznego. P om iary te, ja k rów­
nież i rozważania teoretyczne, umożliwiły sformułowanie
w r. 1885 przez v a n t ’H o f f a podstawowego praw a, we­
dług którego (analogicznie do ciśnienia gazów1) ciśnienie
osm otyczne roztworów rozcieńczonych2 jest proporcjo­
nalne do ich stężenia i do te m p e ra tu ry bezwzględnej.3

X L V I II
T W IE R D Z E N IE NERNSTA

Dwie zasady term odynam iki uzupełniło w sposób isto t­
ny twierdzenie, sformułowane przez N e r n s t a w r. 1906,
z którego d a ją się wyprowadzić ważne wnioski, dotyczące
zachowania się ciał w bardzo niskich temperaturach. Twier­
dzenie to zwane je s t często „trzecią zasadą term odynam iki“.
Podobnie ja k dwie poprzednie zasady, zostało ono u s ta ­
lone na podstawie danych doświadczalnych, w ty m w y­

1 Por. rozdz. 72.
2 A n a lo g ia z g a za m i w y stę p u je ca łk o w ic ie je d y n ie w w y p a d k u
d u ż y c h ro zcień czeń , a w ię c ty lk o w te d y , g d y m o ż n a z a n ie d b a ć
siły , d z ia ła ją c e p o m ię d z y n a jm n ie js z y m i c z ą stk a m i cia ła ro zp u ­
szczo n eg o .
3 Is to tn ą rolę zarów n o w e w zo rze na c iśn ie n ie o sm o ty c z n e , ja k
i w e w zo ra ch n a z m ia n y te m p e r a tu r y k rzep n ięcia i w rzen ia , o d ­
g ry w a cięża r c z ą ste c z k o w y cia ła r o z p u sz c z o n e g o . N a fa k c ie ty m
opiera się sto so w a n a c z ę sto m e to d a w y z n a c z a n ia cięża ru c z ą ste c z ­
k o w eg o ciała z w ie lk o śc i o b n iżen ia p u n k tu k rzep n ięcia ro ztw o ru
teg o ciała.

190 Zasady fizyki

padku danych n a tu r y chemicznej. Treść zasady N ernsta
stanowi w gruncie rzeczy stwierdzenie, iż całkowite ozię­
bienie dowolnego ciała aż do te m p e ra tu ry zera bezwzględ­
nego jest ta k ą sam ą niemożliwością, ja k — według pierw­
szej i drugiej zasady term odynam iki — budowa perpe-
tu u m mobile pierwszego, czy też drugiego rodzaju.
Nic m ożem y zastanaw iać się tu ta j bliżej na d bardzo
tru d n ą treścią zasady N ernsta. Zastosowania jej leżą
głównie w dziedzinie chemii. Z jej konsekwencyj fizycz­
nych jedna szczególnie zasługuje na uwagę: w m iarę
zbliżania się do zera bezwzględnego ciepło właściwe w szyst­
kich ciał stałych czy ciekłych musi dążyć do zera.
Na ogół w zwykłych w arunkach ciepło Avłaściwe jest
dość niezależne od te m p e ra tu ry . Do nielicznych w yjątków
należy, ja k zauważono już od daw na, diamenł. Gdy nauczo­
no się otrzym yw ać bardzo niskie te m p e ra tu ry , znaleziono,
że ciepło właściwe diam entu w ty m obszarze te m p e ra tu r
spada gwałtownie. W ynosi ono np. w — 50° w przybli­
żeniu jed n ą trzecią, a w — 190° ju ż zaledwie jedną
sześćdziesiątą tej wartości, ja k ą m a w tem p e ra tu rz e poko­
jowej. Ta sam a ilość ciepła, ja k a w zwykłych w arunkach
nie m ogłaby dostrzegalnie podnieść te m p e ra tu ry dia­
m entu, może zatem w bardzo niskiej tem p e ra tu rz e w y­
wołać jej podwyższenie o wiele stopni. W tem peraturze
— 250° nie m ożna ju ż było w ogóle ustalić wartości ciepła
właściwego diam entu, pomimo wyjątkow ej dokładności
pomiarów. Późniejsze badania dowiodły, że, podobnie do
diam entu, i inne ciała stałe w ykazują również spadek
ciepła właściwego, zgodny z w ym aganiam i zasady N ern­
sta. Jednakże dla innych ciał spadek ten nie jest ta k gwał­
towny, ja k dla d iam entu; dla miedzi np. ciepło właściwe
w tem peraturze — 186° spada do połowy, a w — 250° do
mniej więcej trzydziestej części w artości normalnej.

X L IX
P R Z E W O D N IC T W O C IE P L N E

Zgodnie z drugą zasadą, ciała o różnych tem p e ra tu ra c h
dążą do ich w yrównania, które może zachodzić bądź przez
przewodnictwo, bądź też przez promieniowanie cieplne.
Również i w nauce o cieple rozróżniamy, podobnie jak
w nauce o elektryczności, dobre przewodniki i izolatory.
Nie chodzi tu ta j o form alną jedynie analogię ze zjawiskami
elektrycznym i, lecz o rzeczywisty związek pom iędzy wła­
snościami elektrycznym i i cieplnymi, ja k to w ynika z fak­
tu, że wszystkie dobre przewodniki elektryczności są rów­
nież dobrym i przew odnikam i ciepła, wszystkie zaś izola­
to ry elektryczne również izolatorami cieplnymi. Jeszcze
wyraźniej związek ten ujaw nia się w prawie W iedem anna
i F ranza, które rozpatryw ać będziemy w jed n y m z n a ­
stępnych rozdziałów;1 według praw a tego w każdej te m ­
peraturze przewodnictwo elektryczne je s t proporcjonalne
do cieplnego.
Dobrym i przew odnikam i ciepła są przede wszystkim
m etale i, ta k samo ja k pod względem przew odnictw a
elektrycznego, na pierwszym miejscu stoi tu srebro. Przez
ce n ty m etr kw a d ra to w y poprzecznego p rzekroju p rę ta srebr­
nego przepływa w ciągu jednej sekundy jedna kaloria
(dokładniej 1,01 kal.), gdy spadek te m p e ra tu ry wynosi
1 stopień na c entym etr. Gdy spadek wynosi 2 stopnie
na c entym etr, przez przekrój p rę ta przepływa naturalnie
dw ukrotnie większa ilość ciepła.
Jeśli przyjm iem y, ja k to się zwykle czyni, przewodni­
ctwo srebra za 100, to przewodnictwo miedzi będzie w y ­
nosiło 93, złota 70, p la ty n y już tylko 17. Srebro przewodzi
ciepło w przybliżeniu 50 razy lepiej od najgorzej przewo­
dzących m etali (np. bizm utu), około 400 razy lepiej niż

1 P or. rozd z. 73.

192 Zasady fizyki

porcelana, okrągło 10.000 razy lepiej aniżeli w a ta i około
20.000 razy lepiej, niż powietrze.1
Na d o brym przewodnictwie cieplnym m etali opiera się
znany zapewne każdem u z własnego doświadczenia fakt,
że, zależnie od tego, czy te m p e ra tu ra powietrza jest wyż­
sza, czy też niższa od te m p e ra tu ry naszego ciała, metal
w ydaje się n a m cieplejszy lub zimniejszy niż drzewo,
pomimo iż te m p e ra tu ry obu ty ch ciał są jednakow e.
Dobrym przew odnictw em cieplnym m etali tłum aczy się
również godne uwagi zjawisko, polegające na ty m , że
siatka druciana niejako obcina płomień, do którego zo­
stała wprowadzona. Można też również zapalić gaz świetlny
n ad ta k ą siatką, przy czym płomień nie przejdzie przez
siatkę.
Izolatory zna jd u ją liczne zastosowania do celów ochrony
cieplnej. Znane je s t stosowanie słomy do ochrony drzew
od mrozu, zapełnianie popiołem przestrzeni pom iędzy po­
dw ójnym i ściankam i szaf ogniotrwałych, wstawianie ścian
korkow ych celem ochrony dom ów przed chłodam i zimo­
wymi. Szczególnie dobrą ochronę cieplną stanowi nieru­
choma w arstw a powietrza, np. powietrze zaw arte pom iędzy
podw ójnym i oknam i, łub też pom iędzy włóknami m a te ­
riałów naszych ubrań, np. w wełnie, a przede wszystkim
w futrach. N ajdoskonalszą ochronę cieplną daje oczywi­
ście próżnia. Z tego względu powszechnie znane flaszki
termosowe, służące do przechowyw ania napojów, które
przez dłuższy czas m a ją pozostawać gorące lub też zimne,
zaopatrzone są w podwójne ścianki szklane, oddzielone od
siebie przestrzenią opróżnioną z powietrza. Dla uniknięcia
s t r a t ciepła przez promieniowanie, wew nętrzne ścianki

1 C iepło w y p ły w a rów n ież za w sz e n a zew n ą trz p rzez p o w ierzch n ię
c ia ł o g rza n y ch . G d y ró żn ica te m p e r a tu r cia ła i o to c z e n ia je s t
n ie z b y t d u ża , ow o tz w . z e w n ętrz n e p rzew o d n ic tw o cie p ln e p o d ­
leg a praw u N e w to n a , k tó re orzek a , że ilo ść cie p ła , o d d a n a w je d ­
n o stc e cza su , je s t p rop o rcjo n a ln a d o ró ż n ic y tem p er a tu r .

Przewodnictwo cieplne 193

szklane flaszek term osow ych są n a d to p okryte w arstew ką
miedzi.
Pom im o że ciecze i gazy są same przez się bardzo złymi
przew odnikam i ciepła, umożliwiają one jednakże roz­
chodzenie się ciepła dzięki pow stającym z nich prądom
(przez tzw. konwekcję). Gdy jakaś ciecz, lub gaz, jak
np. powietrze, jest ogrzewany od dołu, to rozszerzające się
nagrzane jego części s ta ją się lżejsze i unoszą się ku gó­
rze, gdy n a to m ia st chłodniejsze części opuszczają się ku
dołowi, zajm ując miejsce poprzednich.
Tego rodzaju rozchodzenie się ciepła nie ma jednak
nic wspólnego z praw dziw ym przewodnictwem; wskazuje
na to wyraźnie fakt, że w postawionej ukośnie, napełnionej
wodą, rurce m ożem y przez ogrzewanie od góry doprow a­
dzić wodę do wrzenia, przy czym trz y m a n y na jej dnie
kaw ałek lodu nie topnieje.
P rą d y cieplne w wodzie z n a jd u ją ważne zastosowanie
techniczne w centralnym ogrzewaniu wodnym . Ogrzana
w oda unosi się z kotła do góry i ta m rozdziela się pomiędzy
poszczególne kaloryfery, zaopatrzone w kran y , umożli­
wiające regulację szybkości jej dopływu.1
Bardzo ciekawe zagadnienia nasuwa teorii przew odni­
c tw a cieplnego spraw a ciepła wewnętrznego ziem i. Gdy
schodzim y w głąb ziemi, te m p e ra tu ra podnosi się o jeden
stopień na każde posunięcie się o 30 do 40 m etrów w dół.
Roczne w ahania te m p e ra tu ry powierzchni ziemi przeni­
k a ją w głąb ziemi na głębokość około 20 m etrów, dzienne
zaś zaledwie na głębokość 1 do 2 m etrów.

1 G d y o g rzew a n ie cen tra ln e j e s t p a ro w e, w k o tle w y tw a r z a się
parę w o d n ą ; za p o śre d n ic tw em u k ła d u rur d o p ro w a d za się ją
n a stę p n ie do g rzejn ik ó w , w k tó r y c h z a c h o d z i sk ra p la n ie p ary
i o d d a w a n ie w sk u te k teg o ciep ła n a z ew n ą trz.
Zasady fizyki 13

L
PROMIENIOWANIE CIEPLNE

W yrów nyw anie te m p e ra tu r za pośrednictwem prom ie­
niowania cieplnego może oczywiście zachodzić tylko w ten
sposób, że ciało gorące przekształca część swej energii
cieplnej w energię fal elektrom agnetycznych i wysyła ją
w tej postaci w przestrzeń, inne zaś, chłodniejsze ciało po­
chłania pada ją c ą nań energię elektrom agnetyczną i prze­
kształca ją w ciepło, zwiększając w ten sposób swój zasób
energii cieplnej.
J u ż w X V I I stuleciu wiedziano, że w w y padku promie­
niowania cieplnego, w przeciwieństwie do przewodnictwa
cieplnego, nie musi zachodzić ogrzewanie ośrodka po­
średniczącego. Słynne było doświadczenie, polegające na
ty m , że zimą zapalano proch strzelniczy promieniami sło­
necznymi, skupionym i soczewką z lodu, k tó ra nie topiła
się przy ty m .1
Codzienne doświadczenie w ykazuje, że różne ciała nie
pochłaniają w jednakow ym stopniu padającego na nie
promieniowania. Niektóre, jak przede w szystkim sadza,
pochłaniają je prawie całkowicie, inne, np. metale, odbijają
z powrotem przew ażającą jego część. Spółczynnikiem po­
chłaniania nazyw am y liczbę, k tóra wskazuje, jaki ułam ek
padającej energii zostaje pochłonięty przez ciało. Dla ciała
zupełnie czarnego, ja k np. sadza, należy przyjąć zatem
spółczynnik pochłaniania za 1, lecz np. dla polerowanego
srebra wynosi on zaledwie 0,03, czyli srebro odbija 9 7 %
energii promienistej i pochłania tylko 3 % .
Podstaw owe prawo nauki o promieniowaniu cieplnym
podał w r. 1859 K i r c h h o f f . Praw o to orzeka, że zdolność
emisyjna jakiegoś ciała, czyli energia, promieniowana
w ciągu sekundy przez c e n ty m e tr k w adratow y jego po-
1 W d z ied zin ie b a d a n ia zja w isk p r o m ie n io w a n ia cie p ln e g o
szczeg ó ln ie d u że za słu g i p o ło ż y ł w d ru giej p o ło w ie X V I I I stu le cia
S ch eele.

om aw iając żarówkę elektryczną. następnie B o l t z m a n n dal ścisłe uzasadnienie teoretyczne tej zależności. W edług praw a S tefana-B oltzm anna zdol­ ność em isyjna ciała czarnego jest proporcjonalna do czwar­ tej potęgi jego temperatury bezwzględnej. Ilość ciepła. niż otaczająca blacha. czyli w zrasta nie­ zwykle szybko wraz z te m p e ra tu rą . A zatem np. poza ty m zaś zależy jedynie od te m p e ra tu ry ciała. podwyższenie tem p e ra ­ tu ry z 1700° na 1900° C pociąga już za sobą czterokrotne zwiększenie ilości energii w yprom ieniowywanej. zaopatrzony w r y ­ sunek czarno-biały. n a to m ia s t biała plam a z w apna na ciem nym że­ lazie — słabiej. jak spółczynnik pochłaniania tego ciała do jed ­ ności. o trz y m am y wówczas na tej samej za­ sadzie negatyw rysunku. wynosi 3 kalorie. m u sim y p rzy ją ć. srebro polerowane wysyła w każdej tem peraturze tylko jedną trzydziestą energii. Gdy rozżarzym y talerz. Sposób. 1879. J a k o ty m wspom niano.1 Prom ieniowanie słoneczne odgrywa oczywiście najw aż­ niejszą dla nas rolę pośród wszystkich znanych nam zja­ wisk promieniowania. że cia ło to p o ch ła n ia w p e w n y m o k r e ślo n y m c z a sie w ięcej p ro­ m ien io w a n ia . Promieniowanie cieplne 195 wierzchni. niż sam o w y sy ła w ty m ż e cza sie. w o b e c te g o za ś n a grzan ie ja k ieg o ś ciała p rzez p r o m ien io w a n ie o zn a cza je d y n ie . czemu plam a z a tra m e n tu na blaszce platynowej żarzy się silniej. Dzięki prawu Kirchhoffa m ożem y zrozumieć. przynoszona w ciągu jednej m in u ty powierzchni jednego ce n ty m etra k w a d ra ­ towego na granicy atm osfery ziemskiej przez padające prostopadle promienie słoneczne. Na po­ wierzchni ziemi wartość ta jest o jedną trzecią mniejsza 1 . emitowanej w tej samej tem peraturze przez sadzę. W każdej więc tem p e ra tu rz e zdolność em isyjna jakiegoś ciała t a k się ma do zdolności emisyjnej ciała całkowicie czarnego.la k w y k a z a ł ju ż na p o czą tk u X I X stu le c ia P r é v o st. 13* . w jaki zdolność emisyjna ciała czarnego zależy od te m p e ra tu ry . jest proporcjonalna do spółczynnika pochła­ niania. że k a żd e cia ło w y p r o m ie n io w u je cie p ło . w ykrył po raz pierwszy S t e f a n w r.

5 1013 cm . gdy spalam y 1 gram najlepszego węgla.5 kalorii na rok. albo 1. 3 N a le ż y o d ró żn ia ć te m p e r a tu r ę p o w ierzch n io w ą sło ń ca od te m p e r a tu r y w n ętrza sło ń ca . ja k a wyw ią­ zuje się. obliczyć te m p e ra tu rę powierzchni słoń­ ca. Energia. Znając odległość ziemi od słońca.196 Zasady fizyki w skutek pochłaniania promieniowania w atmosferze ziem­ skiej i wynosi tylko około 2 kaloryj. równą 1026 kaloryj. 1893. K a ż d y gram m asy słonecznej wysyła zatem w ciągu mniej więcej 5000 la t ilość ciepła. nie bierze ono pod uwagę spo­ sobu rozkładu jego energii na różne obszary długości fal. Praw o S tefana-B oltzm anna mówi nam jedynie o cał­ kow itym promieniowaniu. o trzym yw ana przez ziemię w pew nym określonym czasie.2 w y­ nosi w przybliżeniu 2 ergi na sekundę. 3 M asa sło ń ca w y n o si 2 . . w ysyłana przeciętnie przez jeden gram m asy słońca. znając ilość wypromienio- wywanego ciepła. W edług tego praw a iloczyn wspomnianej 1 O d ległość ta w y n o si o k rą g ło 1.1023 koni parowych. obejm ując nim również i promieniow ania niewi­ dzialne. odpowiada ona jednakże jeszcze mocy około 250 bilionów koni parowych. prawa przesunięć. Na pod­ stawie praw a Stefana możemy. dla której promienio­ wanie jest najsilniejsze w danej tem peraturze.) Fizyka postawiła sobie przede w szystkim za za­ danie wyznaczenie tej długości fali.1 możem y łatw o obliczyć na podstawie powyższej liczby. Bardzo w ażną rolę gra je d n a k również zagadnienie zależ­ ności rozkładu energii na poszczególne „ b a rw y “ — od te m ­ p e ra tu ry .3 wynosi ona około 6000°. (W yraz barw a bierzemy tu w najszerszym zna­ czeniu. że słońce wyprom ieniowuje na m inutę ilość ciepła. Tlość energii. zostało przezeń sformułowane w postaci tzw. Rozwiązanie tego zagadnienia. k tó ra m u si b ez w ą tp ie n ia w y n o sić w iele m ilio n ó w sto p n i. rów ną tej.1 0 33 g ra m a . wysyłanej w ty m sam ym czasie przez słońce. jest co praw da dwa m iliardy razy mniejsza od całkowitej energii. znalezione przez W i e n a w r. co odpowiada mocy około 5.

Im wyższa jest tem p e ra tu ra . Dzień. a więc w granicach widzialnego w idm a od krańca czerwonego do fiołkowego. rozd z. wypromienio- wywanej przez ciało gorące. form ułując swą w spom nianą już wyżej genialną hipotezę1 istnienia elementarnego kwantu działania i stosując ją do zjawisk promieniowania. dające dla wszelkich te m p e ra tu r całkowicie zgodny z obserwacjami doświad­ czalnymi rozkład energii promienistej. równe ilo­ czynowi k w antu działania przez częstość drgań prom ie­ niowania. Znaczenie dziejowe praw a promieniowania P lancka sięga jednak daleko poza zakres nauki o cieple. nieporównanie większa jej część należy do obszaru podczerwieni. 1 P or. doprowadziła w swym dalszym rozwoju do pow stania pojęcia k w antów świetlnych. lecz w najdoskonalszych n a w e t współczesnych żarówkach wol­ framowych m arn u je się bezużytecznie przeszło 9 0 % wysy­ łanej energii. zdołał P la n ck w y ­ prowadzić prawo prom ieniow ania. która. ty m mniejsza zatem jest ta wyróżniona długość fali. Promieniowanie cieplne 197 długości fali przez te m p e ra tu rę bezwzględną ciała promie­ niującego m a w artość stałą. Położenie jej w widmie przesuwa się ze w zrastającą tem p e ­ ra tu r ą w kierunku od większych do mniejszych długości fal. a zaledwie 10% stanowi światło widzialne. przy p a d a na obszar długości fal. W ykrycie praw a przesunięć stanowiło naturalnie czę­ ściowe tylko rozwiązanie głównego zagadnienia teorii promieniowania. Za pom ocą tej hipotezy. że zasadniczą rolę w akcie wysyłania promienio­ wania grają pewne elem entarne ilości energii. Całkowite rozwiązanie dał do­ piero w roku 1900 P l a n c k . gdyż na pojęciu k w a n tu działania oparto następnie całą współczesną teorię atom ow ą. 7. Ze wzrostem te m p e ra tu ry stosunek ten ulega wprawdzie poprawie. dotyczącego zależności rozkładu energii w widmie od te m p e ra tu ry . widzialnych dla oka ludzkiego. jak już wyżej wspom niano. . Planck założył. Zaledwie bardzo drobny ułamek energii.

1769 m aszyny parowej. o trz y m u je m y przez wyzyskanie materiałów pal­ nych i tylko 5 % przez wyzyskanie energii spadku wody. 95% cał­ kowitej ilości energii. które umożli­ wiają nam coraz doskonalszą przem ianę ciepła spalania w pracę mechaniczną. rys. napędu korbowodowego) 1 D ziało się to d n . A utom atycznie działający regu­ lator doprow adza parę do cylindra na przem ian z jednej i z drugiej stro n y tłoka.2 od wynalezienia przez W a t t a w r. Budowa m aszyny parowej jest znana dzisiaj każdem u: para wodna. w y tw a ­ rzana w kotle. Z liczb ty ch wyraźnie widać. gdzie rozpręża się i w ykonyw a w ten sposób pracę. czy też w ydostaje się bezpośrednio w powie­ trze. W sk u te k tego tłok zostaje w p ra ­ wiony w m iarowy ruch tam i z powrotem . gdzie zostaje skroplona. 1680) i N ew co m en (o k o ło r. był zaiste dniem n aro­ dzin fizyki dwudziestego stulecia. jeżeli pom i­ niem y odosobnionych pionierów. zostaje wprow adzona pod wysokim ciśnie­ niem do cylindra. posuw ając przed sobą tłok. okrągło licząc. 1700). jak wielkie znaczenie gospo­ darcze m a każdy istotny postęp w technice cieplnej i jak wiele zawdzięcza ludzkość w ynalazkom . 14 g ru d n ia 1900 r. . 2 N a leża ł do n ich ju ż s ta r o ż y tn y fizy k i tec h n ik H ero z A le ­ k san d rii. Za pomocą odpowiedniego urządzenia (tzw. w ytw arzanej przez przemysł świa­ towy. 62).198 Zasady fizyki w k tó ry m u schyłku X I X stulecia1 Planck przedstawił wywód swego praw a promieniowania cieplnego Niemiec­ kiemu Tow arzystw u Fizycznem u. co jest czasami korzystne ze względu na konieczność zaoszczędzenia miejsca. LI MASZYNA PA R O W A Jeszcze obecnie (por. P rz y pow rotnym ruchu tłoka pa ra uchodzi czy to do chłodnicy. dalej P a p in {ok oło r. Rozwój techniki cieplnej rozpoczyna się.

Rys. . Światowa produkcja energii w r. 1927. 62.

to je d n a k i wów­ czas otrz y m an a praca m echaniczna m usiałaby być m niej­ sza od mechanicznego równoważnika ciepła spalania. które nie służy bezpo­ średnio do spalania. Jeśli n a w e t założymy. Ciało.1 Znaczny jednakże ułam ek (od 20 do 30% ) tej ilości ciepła zostaje w rzeczywistości stracony w skutek promieniowania cieplnego kotła.200 Zasady fizyki ruch ten zostaje przeszlitałcony w ruch obrotow y i prze­ niesiony (np. W y ­ nika to w nieunikniony sposób już z samej n a tu r y koło­ wego procesu cieplnego. Pozostała w cylindrze p a ra zostaje po zamknięciu k anału wylotowego sprężona. u krytej w zuży­ ty ch m ateriałach palnych. i wreszcie w skutek wysokiej tem pe­ ra tu r y gazów spalinowych. niezupełnego spalania. 1 K aloria k ilo g ra m o w a rów n a je s t ty s ią c o w i k alorii. . Przebieg takiego procesu jest w gruncie rzeczy następujący. D robna tylko zaledwie część energii.000 kaloryj kilo­ gram ow ych. dalsze jeszcze s tr a ty ciepła zachodzą w skutek w ym iany ciepła pom iędzy gorącą p a rą a cylindrem. na co zużywa się pew ną ilość pracy. w ten sposób doprowadza się tę parę w przybliżeniu do sta n u wyjściowego. nośnik ciepła (w w ypadku m aszyny parowej zwykle p a ra wodna). ujaw nia się w postaci uzyskanej na tej drodze pracy mechanicznej. nagrzewania się tego powietrza. k tó ra zastępuje parę w ypędzoną na zewnątrz. w ykonyw ające pracę. Część po­ branego ciepła zostaje oddana tem u zimniejszemu zbior­ nikowi. dopóki tem p e ­ ra tu r a jego nie spadnie prawie aż do poziomu te m p e ra tu ry drugiego. rozprężając się adiabatycznie. czyli tzw. zimniejszego zbiornika (chłodnicy). Po dopływie nowej porcji pary. za pom ocą napędu pasowego lub też kól zębatych) na m aszyny. Ciepło spalania kilo­ gram a węgla kamiennego wynosi około 8. cały proces pow tarza się ponownie. uchodzących przez komin. że w idealnej m aszynie dałoby się uniknąć wszystkich ty ch s tr a t ciepła. w ykonyw ające właściwą pracę. odbiera pew ną określoną ilość ciepła z gorętszego zbiornika ciepła (z kotła) i następnie w y k o n y ­ wa pracę.

w ykonyw ają- cego pracę. 1824. jest wyznaczona przez to. W a r­ tość ta. M aszyna parowa 201 W edług zasady zachowania energii różnica pomiędzy ilością ciepła. że stosunek obu wspom nianych wyżej ilości ciepła jest ściśle określony w idealnym pro­ cesie kołowym: w procesie takim stosunek ten zależy je­ dynie od te m p e ra tu r obydwóch zbiorników. Dokładniejsze uzasadnienie i ściślejsze sform u­ łowanie idei Carnota stało się możliwe jednakże dopiero później. podzielonej przez te m p e ra tu rę bezwzględną zbiornika cieplejszego. oraz przez te m p e ra tu rę chłodnicy. a oddaną zimniejszemu zbiornikowi. n a to m ia st jest zupełnie niezależny od n a tu r y ciała. W tem p e ra tu rz e takiej prężność p ary wynosi 1 C iśn ien ie w k o tle o tw a r ty m r ó w n a ło b y się n a tu r a ln ie z e w ­ n ętrzn em u ciśn ien iu p o w ie tr za . Stosunek pracy. . jak w ynika z rozważań term odynam icznych. tem p era tu ra za ś w r z e n ia — 100°. W chłodnicy para ochładza się skutkiem w kraplania zimnej wody do te m p e ra tu ry mniej więcej 40— 50°. oddanej ciału p r a ­ cującemu przez cieplejszy zbiornik. przez S a d i C a r n o t a już w r. Z roz­ ważań term odynam icznych wynika.1 wynosi ona np. pod k tó ry m paruje woda w zam ­ kniętym kotle. Ta ważna zależność została w zasadzie w y k ry ta . T e m p era tu ra kotła zależy od ciśnienia. przedstaw ia w idealnym w y­ pad k u równowartość uzyskanej prac y m echanicznej. Idealny spółczynnik wydajności m aszyny parowej jest więc określony przez te m p e ra tu rę kotła parowego. chociaż je­ szcze w dość niejasnej formie. pod ciśnieniem 5 a tm o ­ sfer 152° C. p o b ran ą z cieplejszego zbiornika. ja k ą m ożna uzyskać za pomocą procesu kołowego w najkorzystniejszych w arunkach. iż równa się on róż­ nicy te m p e ra tu r obydwóch zbiorników. po ustaleniu obu podstaw owych zasad nauki o cieple. do równo­ ważnika mechanicznego ilości ciepła. został n a zw any ideal­ nym spółczynnikiem wydajności procesu kołowego.

gdy nato m ia st te m p e ra tu ra kotła dochodzi tylko do 150° C. zmniejszono w ym ianę ciepła pom iędzy pa rą a ściankami cylindra.202 Zasady fizyki zaledwie od 1/10 do 1/5 atm osfery. o k tó ry c h już wspom inaliśm y w y­ żej. c z y li m a sz y n a o w ie lo ­ k ro tn y m ro zp rężen iu . niż gdyby ciśnienie jej spadło tylko do wartości normalnego ciśnienia powietrza. T ru d n o było myśleć o jakim ś znaczniejszym obniżeniu te m p e ra tu ry chłodnicy. czyli 34 % . Uwzględniając znaczne s tr a ty ciepła. gdyż pociągnęłoby to za sobą w praktyce z b y t duże koszty i byłoby zatem 1 T e r m o d y n a m ic z n y proces k o ło w y je s t ty lk o w ó w c z a s o d w ra ­ c a ln y i „ id e a ln y “. 2 T eg o rod zaju m a sz y n a sp rzężo n a . otrzym ujem y różnicę tem p e ra tu r równą 160°. a stąd teore­ tyczny idealny spółczynnik wydajności jest rów ny 160/473. przekraczającego 10%. . cy lin d ra o śred n im i c y lin d ra o n isk im ciśn ien iu . praktycznie biorąc. w y m ie n ia ją c y m i n a w za jem ze so b ą ciep ło . że para zostaje lepiej wyzyskana. Ulepszono urządzenia kotłów. ogrzewając te ścianki z zewnątrz. dlaczego przez dłuższy czas nie m ożna było otrzym ać w m aszynach parowych spółczynnika wydajności.2 Najważniejszym ulepszeniem byłoby oczywiście po­ większenie różnicy te m p e ra tu r kotła i chłodnicy. ale na drodze dążeń tego rodzaju piętrzyły się aż do mniej więcej r. tak. 1920 trudności.1 rozdzielając go na szereg cylindrów. k tó ­ rych tłoki poruszają ten sam wal korbowy. technicy starali się przede wszystkim zmniejszyć te s tr a ty ciepła. Celem zwiększenia praktycznego spółczynnika w y d a j­ ności. te m p e ra tu ra bezwzględna cieplejszego zbiornika wynosi wówczas 473°. chłodnicy zaś 40°. k tórych przyczyna leży w odchyleniach od idealnego procesu kołowego. wywołane przez niedoskonałość urządzeń grzejących i samej m aszyny. prawie nieprzezwy- ciężalne. g d y n ie m a d o str z e g a ln y c h ró żn ic ciśn ien ia p o ­ m ię d z y cia ła m i. zrozumiemy. wynosi on zaledwie 26% . sk ła d a się z w y k le z cy lin d ra o w y so k im c iśn ien iu . wreszcie spadek ciśnienia pomiędzy kotłem i chłodnicą uczyniono bardziej „stopniow ym “ . Gdy tem p e ra ­ tura kotła wynosi 200°.

jakie mogą po­ wstaw ać dzięki n a d e r złożonej budowie m aszyny parowej. w p ro w a d za n ej do k o tła . Od roku 1925 szybko się rozpowszechniło zastosowanie pary wysokoprężnej. nasuwała się myśl w y tw a rz a ­ nia tego ruchu obrotowego bezpośrednio przez działanie pary i uniknięcia w ten sposób trudności. woda przechodzi wówczas bez wrzenia bezpośrednio w parę. gdy stało się możliwe budowanie specjalnych urządzeń kotłowych. tnełodę B ensona.2 Nowoczesne m aszyny parowe o najwyższej prężności po­ siadają p r a k ty c z n y spółczynnik wydajności. rozdz. W 1884 r. wynoszący około 20% . w której poddaje się wodę ciśnieniu krytycznem u 224 atmosfer. n p . każdej tem peraturze odpowiada określona pręż­ ność. 2 Por. L II T U R B I N A PA ROW A Ponieważ przekształcenie ruchu wahadłowego tłoka m aszyny parowej w ruch obrotow y wału w ym aga dość skomplikowanych urządzeń. której z każdym rokiem udawało się zwiększać moc i ilość obrotów prądnic. Do w ytw arzania p ary o najwyższej prężności stosuje się ostatnio tzw. T urbina parowa 203 nieekonomiczne. Anglik P a r s o n s i Szwed d e L a v a l w y n a ­ 1 C zyn ion e ssi jed n a k różn e p ró b y w y z y sk a n ia je sz c z e ciep ła . w k tórych bardzo wysokie ciśnienie nie było już niebezpieczne i w których m ateriały uszczel­ niające mogły w y trzym yw ać w ysoką tem peraturę. .1 Podwyższenie te m p e ra tu ry kotła jest związane naturalnie ze w zrostem ciśnienia. na wzrost zaś ciśnienia m ożna było pozwolić dopiero wówczas. Dążenie to było w dużej mierze popierane przez wielki rozwój techniki prądów silnych. 46. ogrzewając ją jednocześnie do 374°. gdyż w parze nasyconej. d o w stę p n e g o n a g rzew a n ia w o d y . Nowoczesne instalacje stosują parę o prężności od 25 do 200 atmosfer. o d d a w a n eg o p rzez sk ra p la n ą parę.

prędkość jej wypływu osiąga niezwykle wielką Rys. tak.204 Zasady fizyki leźli jednocześnie i niezależnie od siebie turbinę parową.000 kilowattów. wartość. Szczególną zaletę tu rb in y parowej stanowi to. dalej zaś un ik am y w niej ta k uciążliwych w maszynie tłokowej drgań. 63. Później udało się zmniejszyć ilość obrotów. T u rb in a parow a m ocy 60. W dawniejszych turbinach prędkość obrotow a była jeszcze nadzwyczaj wielka. niż m aszyna tłokowa. przepuszczając parę kolejno przez kilka kół łopatkowych. że pa ra działa na koło łopatkowe z olbrzym im im­ petem. zbliżając się do prędkości kuli arm atniej. Prędkość wypływu wynosi wówczas ponad 1000 m etrów na sekundę. przy czym każde z nich zużytkow uje tylko część całko­ witej energii pary. w której pa ra dzięki swej energii wijphjwu wpraw ia w ruch łopatki kół wirujących. ja k to się dzieje w t u r ­ binie wodnej. że zaj­ m uje ona mniej miejsca. . J u ż gdy prężność p ary wynosi zaledwie 10 atmosfer. w ykonyw ały one kilkaset obro­ tów na m inutę. podobnie. związanych z wahadłowym i rucham i różnych części.

W ażne uzupełnienie kotłów parow ych w dużych elek­ trow niach stanow ią zasobniki cieplne. ażeby móc go oddać z pow rotem w godzinach zwiększonego zapotrze­ bowania (dla pokrycia tzw. 64. lub też w razie jakichś zakłóceń biegu.000 kilowattów. Instalacja zasobników Ruthsa- bogeneralory. tur- Rys. jako chwi- . moc jej wynosi 60. ilość obrotów na m inutę — 3.000. jako tzw. 63 jest przedstaw iona jedna z n a j­ większych parow ych tu rb in dzisiejszych. Na rys. które w godzinach słabszego zużycia z a trz y m u ją na d m ia r pary. Potężne tu rb in y parowe z n a jd u ją częste zastosowanie w sprzężeniu z prądnicam i elektrycznym i. „zapotrzebowania szczyto­ wego“ ). T urbina parow a 205 Z tych powodów tu rb in y parowe znalazły szczególnie szerokie zastosowanie do napędu statków .

noszące nazwisko swego wynalazcy. oddając ciepło.206 Zasady fizyki Iową rezerwę. które. spalają się prawie całkowicie bez pozostałości. Najważniejszy ty p zasobników cieplnych stanow ią dzi­ siaj zasobniki B ułhsa. gdyż w skutek spadku ciśnienia tworzy się znowu para nasycona. Do napędu motorów' spalinowych n a d a ją się n a turalnie tylko takie m ateriały palne. „w yładowa­ nie“ jest scharakteryzow ane przez spadek ciśnienia oraz obniżenie poziomu wody. 64 przedstaw ia dla przykładu instalację zasobników R u th sa elektrowni w C harlottenburgu. Są to zbiorniki w kształcie kotłów. przy czym para skrapla się. zam knięte ze wszystkich stron i mogące w y trzy m a ć znaczne ciśnienie. które uzyskały nadzw y­ czaj wielkie i wciąż jeszcze rosnące znaczenie w nowocze­ snej technice. ja k gaz świetlny. ropa lub benzyna. Na tej zasadzie rozwinęły się motory spalinowe. Przełączanie z ładowania na rozłado­ wywanie odbywa się za pom ocą a u to m a ty c z n y c h przyrzą­ dów sterujących. które reagują już na małe w ahania ci­ śnienia. tak . Odwrotnie. że s ta ją się możliwe istotne oszczędności w zużyciu m ateriałów p alnych przez utrzym yw anie równomiernego płomienia pod kotłami. n a d m ia r zaś p a ry w d m u ­ chuje się do nich specjalnymi dyszami. Rys. napełnia się je w odą do 90% ich zawartości. W czasie takiego „ładow ania“ te m p e ra tu ra i ciśnienie w zasobniku w z rastają zatem równocześnie z poziomem wody. Dzięki tem u obsługa kotłów uniezależnia się od w ahań obciążenia sieci. L III M O TO R Y S P A L IN O W E W y tw a rz a ją c ciepło spalania bezpośrednio w cylindrze pracującej m aszyny m ożna uzyskać spadek te m p e ra tu ry znacznie większy niż w maszynie parowej. M ateriał pa ln y zostaje w prowadzony bezpośrednio do cylindra w stanie gazu lub też w postaci . k tó ra wpływa do przewo­ dów sieci użytkow ej.

k tó ­ rymi zajm iem y się przede wszystkim . składającą się z m a te ­ riału palnego z domieszką powietrza. W skutek wybuchowego spalania w ytw arza się bardzo wysokie ci­ śnienie. Na jeden pełny obieg takiego m otoru składają się cztery t a k t y . 1876 tak zwanego motoru czlerolaklowego. Pow stające w skutek tego wysokie ciśnienie działa na ru ­ chom y tłok i w ykonyw a w ten sposób pracę mechaniczną. że gaz palny wpływa do cylindra z obu końców i działa zatem na obie strony tłoka. gdy tłok zbliża się do p u n k tu n a j­ większego sprężenia. W chwili. w ytw arzanej elektrom agnetycznie. W ciągu pierw­ szego ta k tu tlok wsysa przez autom atycznie otwierający się w entyl mieszankę wybuchow ą. pracujące na dwa t a k t y . gdyż tłok w ykonyw a pracę. spala się on ta m w powietrzu. Można jednakże budować również i m o­ tory. w m otorach takich na każdy obrót wału przypada w ybuch i w ykonanie pewnej pracy mechanicznej. W czw artym takcie spa­ lone gazy zostają usunięte na zewnątrz przez otw iera­ jący się autom atycznie wentyl wylotowy. M otory sp a lin o w e 207 silnie rozpylonej zawiesiny. W opisanym tu motorze czterotaktow ym jedynie co drugi o b ró t wału związany jest z w ybuchem i uzyskaniem użytecznej pracy. w motorach wybuchowych. sprężając mie­ szaninę. T e m p era tu ra w ybuchu w m aszynach spali­ . które wywołuje w trzecim takcie rozprężanie się bardzo gorących gazów. Po ukończeniu czwartego t a k t u zostaje osiągnięty z powrotem stan początkowy. Podstaw ę rozwoju motorów spalinowych stanowiło w y­ nalezienie przez inżyniera niemieckiego O t t a w r. doprow adzanym w stosownych ilościach. W drugim takcie tłok porusza się w kierunku odw rotnym . Można wreszcie budować też m o to ry spali­ nowe działające obustronnie w ten sposób. m ieszanka zostaje zapalona za po­ mocą odpowiedniego urządzenia — dzisiaj zwykle za po­ mocą iskry. przy czym wentyl zostaje autom atycznie za­ m knięty. z których każdy odpowiada połowie obrotu korby m otoru. przy czym te m p e ra tu ra ich spada.

ja k do oświetlenia. jednakże dzisiaj jeszcze bardzo ważny. połączonym z motorem. dostarczanym z gazowni. P ędzim y go albo gazem świetlnym. n a to m ia st w m otorach Diesla płynne lub rozpylone ciało palne zostaje za pom ocą odpowiednich w tryskiw aczy wprowadzone do powietrza. Użycie gazu generatorowego jest bardziej ekonomiczne w wiel­ kich m otorach.1 Najstarszy. M otory Diesla pędzi się ciężkim i olejami (są nimi części składowe ropy lub też p ro d u k ty poboczne destylacji węgla 1 G d y m otor w y b u c h o w y c h c e m y w p ra w ić w ru ch . p rzy p a d a ją ce n a ta k t y p ie r w sz y i d ru g i. typ m otoru spalinowego stanowi motor gazowy. gazem generatorow ym . w m o to r z e c z te r o ta k to w y m p ro cesy . ja k to ogólnie wiadomo. odbyw a się ono jed n a k bez­ pośrednio w cylindrach.208 Zasady fizyki nowych je s t nadzwyczaj wysoka. które przed sko­ kiem roboczym tłoka nagrzało się przez sprężenie do te m p e ra tu ry zapłonu ciała palnego. W motorach lotniczych udało się sprowadzić tzw. 3 W n a jlż e jsz y c li m o to ra ch z a le c ie m a ło ści ich cięża ru p rzeciw ­ sta w ia się n a tu ra ln ie zw ię k sz o n e z a p o tr z e b o w a n ie m a teria łu p a l­ n ego. Spalanie m ateriału pędnego nie m a w nich zatem c h a ra k te ru wybuchowego. W m otorach w ybuchow ych mie­ szankę gazową doprow adzam y do cylindra w stanie go­ tow ym do zapłonu. albo też tzw. ciężar jednostkow y. p rzy p a d a ją c y na jednego konia parowego. stosujem y przede w szystkim do napędu samochodów. gdyż do ich napędu nie jest konieczny gaz ta k wysokiej jakości. M otory benzynowe. . n p .2 W przeciwieństwie do m otorów gazowych i benzyno­ wych motory Diesla nie m a ją żadnego urządzenia zapala­ jącego. do zaledwie około połowy kilogram a. m u sim y go p o c z ą tk o w o „ za k ręcić “ . w y tw a rz an y m z węgla w u- rządzeniu pomocniczym. Szczególną za­ letę ty ch m otorów stanow i ich m ały ciężar. m u szą b y ć w y w o ła n e sztu c z n ie . czyli ciężar. wobec tego należy chło­ dzić cylinder zim ną wodą.

najnowszych zaś wysokoprężnych m aszyn tłokow ych i tu rb in parowych zaledwie od 2 2 % do 20% . J a k to już omówiliśmy wyżej. rozprężając się. is tn ie n ie od ręb n eg o g o rą ceg o zb io rn ik a ciep ła nie je s t n iezb ęd n e o ile. W ty m sam ym czasie inna ilość substancji roboczej zostaje z kolei poddana wysokiemu ciśnieniu i doprowadzona do gorętszego zbior­ nika ciepła. można w ynik tak i uzyskać za pom ocą pewnego procesu kołowego. p r a ­ cująca pomiędzy dwoma zbiornikam i ciepła. w ta k im przebiegu odw rotnym nie zy­ 1 W p rocesie k o ło w y m nie m a o c z y w iśc ie zn a czen ia . docho­ dzącą aż do mniej więcej 38% . że substancja robocza. Posiadają one wydajność p raktyczną. gdy w ydajność nowocze­ snych m otorów gazowych wynosi około 28% . Zasady fizyki 14 . niż 2% . w k tó ry m substancja robocza przychodzi pod wysokim ciśnieniem od gorętszego zbiornika ciepła. o k reślo n e zaś jej c z ą stk i w y k o n y w a ją k a ż d y o b ieg w ła ściw ie raz ty lk o . czerpiąc ciepło. w zasadzie na tym . przy czym pozostała część ciepła. powstające przez spalanie innych ciał. c z y ob ieg w y k o n y w a ją za w sze te sa m e c z ą stk i su b sta n c ji ro b o czej. Maszyny chłodzące 209 kamiennego). d o ­ p ro w a d z a m y p e r io d y cz n ie p ew n e ilo ści su b sta n c ji rob oczej b ez­ p ośred n io d o w y so k iej tem p e r a tu r y . w ykonyw a pew ną pracę. zabiera ciepło zbiornikowi cieplejszemu i częściowo oddaje je zimniej­ szemu. przechodzącego z te m p e ra tu ry wyższej na niższą. ja k to się d z ie je w m o to ra ch sp a lin o w y ch . następnie zaś. LIV M A SZY N Y CHŁODZĄCE W szystkie m aszyny cieplne opierają się. N a tu ­ raln ie. W ty m d ru gim w y ­ p ad k u su b sta n c ja rob o cza je s t sta le czerp an a na n o w o przed w p ro w a d zen iem jej do g o r ętsz eg o zb io rn ik a ciep ła . ja k to już wi­ dzieliśmy. W ydajność pierwszych maszyn W a tt a wynosiła nie więcej. zostaje przemieniona w użyteczną pracę.1 W m aszynach chłodzących zachodzi odwrócenie takiego procesu kołowego. c z y też są on e s ta le z a stę p o w a n e przez in n e.

T e m p era tu ra roztworu solnego opada p rzy ty m znacznie poniżej zera. J a k o ciało robocze w m aszynach chłodzących stosuje się najczęściej am oniak. k tó ry pod norm alnym ciśnieniem wrze w tem peraturze — 33°.210 Zasady fizyki skujem y zatem pracy. pobierając zużywane przy ty m ciepło od tru d n o za m a rz a ją ­ cego roztworu. W ten sposób m ożem y od­ prow adzać ciepło. T u ta j p a ru je on pod zmniejszonym ciśnieniem. Gaz z parowni zostaje z pow rotem wessany przez k o m pre­ sor. gdyż wysokiemu ciśnieniu odpowiada również wysoka. Gdy ciało robocze oddało już w ten sposób ciepło zbior­ nikowi o wyższej tem peraturze. pozostaje jednak zawsze wyższa od p u n k tu wrzenia ciała roboczego pod ciśnieniem norm alnym . przechodząc przez m iej­ sca. zachodzącym w parowni. ab y zmusić substancję roboczą do pobrania ciepła ze zbiornika zimnego i oddania go zbiornikowi „gorącem u“ . N astępnie silnie sprę­ żony gaz zostaje przeprow adzony do zbiornika. . które m a chłodzić. skroplony gaz przechodzi w dalszym ciągu do parowni. ciepło to jednak zostaje ponownie pochłonięte przez parownię. k tó ry w ten sposób ochładza się dzięki procesom. opływanego przez zim ną wodę — tzw. — k tó ry odbiera mu ciepło sprężenia do tego stopnia. przy czym naturalnie nagrzewa się. Roztw ór solny. t a k zwanego roztworu solnego. w da n y m w y p a d k u kon­ densatorowi. kondensatora. czasem zaś dw utlenek węgla lub kwas siarkowy. pobiera oczy­ wiście znowu pewne ilości ciepła. W ta k zwanych maszynach kompre- syjnych gaz zostaje wessany i zgęszczony przez odpowiedni kompresor. jakie przenika do dobrze n a w e t izolo­ w anych chłodni. iż gaz ulega naw et skropleniu. k tó r y otacza parownię. n a to m ia s t konieczne jest zużycie pewnej pracy. rozpoczynając nowy obieg. u trz y m u ją c w nich stale pewną niską te m ­ peraturę. te m p e ra tu ra kondensacji. leżąca pon a d norm alną. uzyskuje on w ten sposób dużą prężność. m ożem y również w yzyskać zimny roztw ór solny do w ytw arzania lodu.

przy czym p a ra am oniaku zostaje ponownie wchłonięta przez wodę w parow niku. wobec tego prężność p a ry nad wodą maleje. mleka. Gaz. k tó ry chcemy oziębić. m ieszkaniach oraz lokalach publicznych. bądź ze spalania gazu lub oleju. co pociąga za sobą z kolei parowanie skroplonego am oniaku w przestrzeni chłodzonej. czy też te m p e ra tu rę osiąganą. 14* . że o ile chodzi o zastosowania chłodni w niewielkich gospodarstwach domowych i w rzemiośle. przyszłość należy do chłodni absorpcyjnych. otrzym yw ane bądź na koszt energii elektrycznej. mogą one pracow ać bez doglądania. W m aszy­ nach tych sprężanie jest zastąpione przez ogrzewanie stosownego zbiornika. Ciepło parow ania am oniaku zostaje przy ty m pobrane z przestrzeni chłodzonej. które zużywają m inim alne tylko ilości energii mechaniczno-motorycznej. z n ajdującym się w obszarze. i zbiera się w drugim . dalej u trzym yw anie w stanie świeżym poży­ wienia (mięsa. k tó ry w yparow uje bez pozostaw ia­ nia wilgoci). Do najważniejszych zastosowań przem ysłow ych te c h ­ niki chłodniczej należy w ytw arzanie sztucznego lodu. zostaje z niej w ypędzony przez ogrzewa­ nie. a o- statnio również i tzw. „ parow nika“ . ryb. Gdy zao p atrz y m y je w stosowne wyłączniki. zaabsorbo­ w any przez wodę. zużywając ciepło. w zakładach przemysłowych. na koszt resztek cieplnych m otorów. owoców). jarzyn. Maszyny chłodzące 211 Obok m aszyn kom presyjnych coraz większe znaczenie uzyskuje inny typ m aszyn chłodniczych. „suchego lodu“ (mianowicie zestalo­ nego dw utlenku węgla. regulujące czas działania. Gdy z aw arty w wodzie gaz zostanie już z niej usunięty. Takie chłodnice absorpcyjne m a ją tę dużą przewagę nad kom presyjnym i. albo Leż w ogóle energii takiej nie potrzebują. a przede w szystkim regulacja te m p e ra tu ry w w ytw órniach prze­ mysłowych. niżej położonym zbiorniku. Moż­ na przypuszczać. przechodząc przez chłodnicę. bądź wreszcie. skrapla się on. w k tó ry m znajduje się woda. że nie posiadają one żadnych części. po­ ruszanych mechanicznie. nasycona amoniakiem gazowym. parow nik stygnie.

Do nauki ścisłej wprowadzona została idea atom istyczna dopiero wówczas. Jed n ak ż e aż do początku X I X wieku pozostała ona tylko hipotezą spekulacyjną. swych zwolenników. poczynionym przez siebie. 63. gdy w roku 1808 D a l t o n powiązał ją z w y k ry ty m i przez siebie pod­ stawowym i praw am i chemii. chociaż przeważnie odosobnionych. D alton stał się tw órcą naukowej atom istyki dzięki trzem następującym . ile m a m y rodzajów za­ sadniczych subslancyj chem icznych. które same są już dalej niepodzielne. Por.1 2) a to m y każdego rodzaju są scharakteryzow ane przez swój zupełnie okre­ ślony niezm ienny ciężar. iż m ateria składa się z m aleń­ kich cząstek. 1 S to s u je m y tu w y r a ż en ie „rod zaje su b sta n c y j z a s a d n ic z y c h “ z a m ia st po p ro stu „ su b sta n cje z a sa d n ic z e “ ze w z g lęd u na w y k r y ty w w iek u X X fa k t istn ie n ia iz o to p ó w .C Z Ę S C C Z W A R T A M A T E R I A LV A T O M ISTY C ZN A B U D O W A M A T E R II Na długo jeszcze przed pow staniem fizyki naukowej n a p o ty k a m y już pogląd. ro zd z. Zrodzona na gruncie filozofii greckiej idea atom istyczna przetrw ała przez długie stulecia i była p o dtrzym yw ana przez coraz to nowych. . przy czym w żaden sposób nie m ożem y stwierdzić bezpośre­ dnio istnienia tych cząstek wobec ich małości. 3) zw iązki chemiczne są połą­ czeniami atomów różnego rodzaju w ta k zwane cząsteczki (molekuły). założeniom: 1) istnieje tyleż rodzajów atomów. J u ż około roku 400 przed Chrystusem filozof grecki D e m o k r y t rozwinął szerzej te w yobrażenia i nazwał te najm niejsze cząstki składowe m aterii atomami.

2 U z a sa d n ien ie słu sz n o ści te g o za ło że n ia z n a jd z ie m y w roz­ d ziale 71. że ciężary atom ow e rtęci i siarki m ają się do siebie. n a le ż ą c y m i d o g ru p y ch lorow ców . pozostaje niezwiązany na d m ia r siarki.ua budowa materii *213 Te założenia B altona istotnie w yjaśniają naty c h m ia st podstawowe f a k ty chemiczne. 11. że w cząsteczkach tych związków zawsze jeden atom wodoru łączy się z jednym atom em chloru. ja k 100 do 16. gdy do syntezy cynobru na 100 części wagowych rtęci użyjem y więcej niż 16 części w a ­ gowych siarki. O ile cząsteczka cynobru składa się z jednego atom u rtęci i jednego atom u siarki.. Atomistycz. m ożem y go rozłożyć na te dwa składniki lub też odwrotnie utworzyć go z nich syntetycznie. W iem y np. niż 16 części siarki — pozostałby pewien n a d m ia r rtęci.2 wówczas m usim y stą d wywnioskować. Odwrotnie. powyższe fak ty doświadczalne d ają się w zupełności w y­ tłum aczyć przez założenie. Jeżeli słuszne jest zało­ żenie. (U w . łączy się jeden gram wodoru z 3 5 % gr chloru. że 1 Z w iązkach w odoru z p ie r w ia stk a m i. czy też fluoru. że na 100 części wagowych rtęci przy p a d a zawsze 16 części wago­ wych siarki. W edług pierwszego z tych praw wszystkie połączenia chemiczne zachodzą w zupełnie określonych stosunkach wagowych. znany czerwony b a rw ­ nik. bromu. jodu. Staje się przede wszystkim zrozumiałe. lub ze 127 gr jodu.).1 które ro zp a trz y m y jako inny przykład. dlaczego pewne określone substancje che­ miczne (tak zwane substancje zasadnicze albo pierwiastki) w przeciwieństwie do wszystkich innych substancyj nie mogą być rozłożone dalej za pomocą żadnych czynności chemicznych. . stanowi połączenie rtęci z siarką. lub z 80 gr brom u. Teoria D altona daje również uzasadnienie w ykrytych przez Daltona praw chemicznych: praw a sto­ sunków stałych i praw a stosunków wielokrotnych. związkach wodorowo-halogenowych. G dybyśm y n a to m ia s t wzięli mniej. że cynober. Dokładniejsza analiza w ykazuje. W tzw. lub wreszcie z 19 gr fluoru.

jodu i fluoru po prostu liczbami 35% . Hipoteza D altona w yjaśnia nam n a ty c h m ia s t nie tylko prawo stosunków stałych. że w w ypadkach. Uzasadnienie tego praw a o trz y m u je m y n a ty c h m ia st. atom jodu — 127 razy cięższy i wreszcie atom fluoru 19 razy cięższy. Gdy więc za jednostkę ciężaru atomowego przyjm iem y ciężar a to m u wodoru. P rzy to c z y m y inny przykład: z nam y dwa różne związki wodoru z tlenem. atom bromu — 80 razy cięższy. np. które w tych pięciu w ypadkach łączą się ze stu np. a więc dokładnie podwójna ilość. n a to m ia st w dw utlenku wodoru 16 części. brom u. k tó rą przy jm u je m y za jednostkę. ja k niewielkie liczby całkowite. W chemii współczesnej ciężary atom owe określam y nie w stosunku do wodoru. że a to m y dwu różnych pierwiastków mogą się łączyć ze sobą w rozm aitych kom binacjach. możem y wyrazić ciążary atomowe chloru. gdy pewien okre­ ślony pierwiastek. azot. ciężary bezwzględne nie odgryw ają n a to m ia st żadnej roli w chemii praktycznej. z tlenem. Praw o to dotyczy w ypadku. w sposób czysto form alny p rzy jm u je m y ciężar a tom ow y tlenu za dokładnie rów ny 16. 127 i 19. mianowicie wodę i dw utlenek wodoru. 80. nie jeden tylko. m a ją się do siebie ja k 1:2 :3 :4 :5 .214 Zasady fizyki a tom chloru jest 35 y2 raza cięższy. niż atom wodoru. Ciężar atom ow y wodoru nie równa się już wówczas dokładnie jedności. ilości te m a ją się do siebie. inaczej mówiąc. gdyż właściwie w chemii chodzi nam tylko o względne ciężary atomowe. Na jed n ą część wagową wodoru p rzypada w wodzie 8 części tlenu. lecz również i prawo stosunków wielokrotnych. np. lecz kilka różnych związków. lecz do szesnastej części ciężaru a to m u tlenu. . gdy pewna ilość jednego pierwiastka łą­ czyć się może z różnymi ilościami drugiego pierwiastka. daje z innym pierwiastkiem. Prawo stosunków wielokrotnych uczy nas zatem. Możemy postąpić w ten sposób. gram am i azotu. przy czym ciężary ilości tlenu. gdy pomyślimy. Z nam y pięć związków azotu z tlenem.

atom wodoru jest najlżejszy z wszystkich atomów. . jony zaś ujem ne — ku anodzie. czyli w odny roztwór chlorowodoru. 1833 uzupełnienie o niezwykle wiel­ kim dla fizyki znaczeniu w w y k ry ty c h przez F a r a d a y ’a podstawowych prawach elektrochemii. gdy fizyka oprócz istnienia atom ów m aterii przyjęła istnienie również i atom ów elektryczności. odkrycie F a r a d a y ’a znalazło proste wyjaśnienie. Obserwacje n a d przepływem p rąd u elektrycznego przez ciecze w ykazały już od daw na. J u ż na początku X I X stulecia tłum aczono sobie zja­ wisko elektrolizy. przez k tó rą płynie prąd. przepuszczam y p rąd elektryczny przez kwas solny. Gdy np. LVI A TO M ISTY C ZN A BU D O W A E L E K T R Y C Z N O Ś C I Odkrycie przez D altona podstaw owych prawidłowości chemii znalazło w r. że w każdej cieczy. Atomistyczna budowa elektryczności 215 lecz jest nieco większy. N a j­ cięższy ze znanych atom ów jest atom uranu.0078. zwane jonam i. ta k . które niosą ładunki elektryczne znaków przeciwnych.1. Odkrycie D altona zo­ stało zadowalająco wytłum aczone za pom ocą hipotezy ato- mistycznej budow y m aterii. mianowicie wynosi 1. Przewodzenie elektryczności w cieczach polegałoby więc według tych w yobrażeń na przenoszeniu naładow anych elektrycznością atom ów. na tzw. że cząsteczki ciała roz­ puszczonego rozpadają się w roztworze na dwie części składowe. tzw. ciężar a to ­ mowy tego pierw iastka wynosi 238. wówczas w m iej­ scu wchodzenia p rąd u w głąb cieczy. J e s t to najm niejszy ciężar atom owy. w miejscu zaś wychodzenia p rądu — na tzw. zachodzi rozkład chemiczny. mówiąc inaczej. czyli. wydziela się chlor. że nie byłoby rzeczywiście możliwe przecho­ dzenie p rądu przez ciecz bez jednoczesnego wydzielania pewnych produktów rozkładu. katodzie — wodór. elektro­ liza. anodzie. zakładając. przy czym jony dodatnie dążą ku katodzie.

g d y ż ch o d zi tu ta j o p ierw ia ste k je d n o w a r to śc io w y . wydzielonych w ciągu tego samego czasu przez prąd o ty m sam ym natężeniu. P o d c z a s e le k tr o liz y ta sam a ilo ść e le k ­ tr y c z n o ś c i w y d z ie la liczb ę a to m ó w p ie r w ia stk a d w u w a r to ścio w e g o d w u k ro tn ie m n iejszą . n iż a to m ó w srebra. jaka w ciągu tego czasu przepłynęła przez ciecz przewodzącą. niezależną od c h a ra k terystycznych własności wodoru czy też srebra. N a to m ia s t n p . weźm iemy pod uwagę w y ­ dzielanie elektrolityczne wodoru. . co atom wo­ doru. prąd o je d n a ­ kowym natężeniu wydziela w tym sam ym czasie tyleż a to ­ mów srebra. a z o tu za ś — z trzem a a to m a m i w o d o ru (w oda i a m o n ia k ). srebro. czy też posiada on znaczenie ogólniejsze? Jeśli z am iast wodoru wydziela się np. czy ten nabój elektryczny jest wielkością c h a ra k te ry z u ją c ą tylko wodór. że wszystkie jony wodorowe posiadają jednakow y ładunek elektryczny. czy też inny? F a ra d a y znalazł. tr z y k r o tn ie za ś m n iejszą lic z b ę a to m ó w p ierw ia stk a tr ó jw a r to śc io w eg o . wydzielona elektrolitycznie w okre­ ślonym czasie. zależy jedynie i wyłącznie od ilości elek­ tryczności. g d y jed en je g o a to m łą c z y się z je d n y m ty lk o a to m e m w o d o ru . a mianowicie jest proporcjonalna do tego elektrycznego ładunku. m ają się do siebie tak. a z o t za ś tr ó jw a r to śc io w y . w ynik powyższy można w ytłum aczyć tylko przez założenie. przenoszony przez nie podczas przepływu prądu. iż istotnie pewna określona ilość elektryczności stanowi stałą uniwersalną. co wodoru. M u sim y stą d w y ­ cią g n ą ć w n io sek . P ie r w ia ste k n a z y w a m y je d n o w a r to śc io w y m w ó w cz a s. że ilość pewnej określonej substancji. jak ich ciężary atom owe. Gdy np. g d y ż a to m tlen u łą c z y się z d w o m a . tr ó jw a r to śc io w y z a ś trzy. Nasuwa się od razu pytanie.216 Zasady fizyki F a ra d a y znalazł przede wszystkim . inaczej mówiąc. czy wówczas zjonizowany atom srebra posiada ten sam ładunek elektryczny. że d w u w a r to śc io w y a to m n iesie z so b ą d w a ła ­ du n k i e lem en ta rn e. tlen je s t d w u w a r to śc io w y . że ciężary ilości wodoru i srebra. Ilość ta nazwana została elementarnym kwantem elektrycz­ 1 W w y p a d k u srebra n a p o ty k a m y co praw da z a le ż n o śc i s t o ­ su n k o w o p roste.1 Musimy zatem przyjąć.

o b li­ c z y ć liczb ę kropel.1 m usim y uważać ją niejako za atom elek­ tryczności. Atoinistyc7. umieszczone w polu elek­ trycznym . Gdy tylko stwierdzone zostało istnienie atom ów elek­ tryczności. gdyż w skutek 1 N ie n a le ż y n a tu ra ln ie m iesza ć teg o o k reślen ia z elem e n ta r n y m k w a n tem d zia ła n ia ! 2 W p om iarach ty c h k o rz y sta n o z w o ln o o p a d a ją c y c h m a ły ch ch m u rek m g ły . n a stę p n ie m o żn a b y ło w y z n a c z y ć c a łk o ­ w ity ła d u n ek e le k tr y c z n y . po zn a le z ie n iu c a łk o w ite g o cięża ru c h m u r y . 1910 fizyk a m e ry k a ń ­ ski M i l l i k a n . skierowanym ku górze. D z ie lą c ten ła d u n ek przez ilo ść k rop el. wówczas będziemy mogli całymi godzinami obserwować przez m ikroskop ruchy jednej takiej cząstki ku górze i ku dołowi. W y o b ra ź m y sobie słabo n a ­ ładow ane cząstki m aterialne. fizycy bardzo energicznie zajęli się spraw ą wy­ znaczenia istotnej wielkości elem entarnego k w antu elek­ tryczności. Szczególne zainteresowanie budziły oczywiście możliwości bezpośredniego wyznaczenia tego elem entar­ nego ładunku nie w ym agające opierania się na w yobraże­ niach o atom istycznej budowie m aterii. że będzie ona bardzo nieznacznie tylko przewyższać ciężar cząstki. i siły ciężkości. . k tóra ciągnie cząstkę ku górze. W y sta rcz y w ty m celu włączanie i wyłączanie w stosownych chwilach pola elektrycznego. n ie sio n y p rzez ch m u rę.ua budowa elektryczności 217 ności. Jeżeli wartość siły elektrycznej dobierzem y w ten sposób. k tóra pędzi ją ku dołowi. J u ż w ostatnich latach X I X stulecia udało się na tej drodze wyznaczyć w przybliżeniu ładunek elem entarny. Metoda Millikana (analogiczną m etodę obmyśli! zresztą na krótko przedtem również i E h r e n h a f t ) opiera się na zasadzie stosunkowo prostej. tw o rzo n y ch w w a ru n k a ch la b o r a to r y jn y c h . a z a tem . o tr z y m a n o w p rzy b liżen iu w a r to ść ła d u n k u elem en ta rn eg o . M ożna b y ło n ap rzód ok reślić w ielk o ść i cięża r p o jed y n c z e j k rop li tak iej m g ły .2 Najdoskonalszą me­ todę jego pom iaru opracował około r. podlegają one wówczas jednoczesnemu działaniu dwóch przeciwnie skierowanych sił: siły elektrycznej.

okazała się ilość elektryczności.774. kropelki uzyskiwały zawsze pewien słaby dodatni ładunek elektryczny. je s t n a tu r a ln ie rów n ież w y n ik ie m m a ło ści c z ą ste k . przeprowadzone na wielu tysiącach pojedynczych kropelek. wykazały. w yrażającej się iloczynem ładunku przez natężenie pola. stojąc na gruncie hipotezy atom istycznej budow y elektryczności.218 Zasady fizyki dużego oporu powietrza ruchy te będą nadzwyczaj po­ wolne. ze sta łą p ręd k o ścią . w sk u te k te g o sp a d a n ie z a ­ ch o d zi. Po m ia ry Millikana. W doświadczeniach Mil- likana m ożna było zmierzyć bezpośrednio natężenie pola elektrycznego. m ożna było wyznaczyć stąd ładunki pojedynczych kropelek oleju. najm niejsze zaobserwowane ła­ dunki elektryczne m a ją się do siebie. okazał się dokładnie dw u­ krotnie większy od najmniejszego. b ez p r z y śp ie sz e n ia . że istotnie. .1 Millikan stosował maleńkie kropelki oleju o śred­ nicy rzędu tysiącznych m ilim etra. E le m e n ta rn y k w a n t 1 D u ż y opór. gdy z nam y prędkość ich swobodnego spadku w powietrzu.10'10 jednostek elektrostatycznych. a zatem i ciężar m ałych kulistych cząstek. Została ona wyznaczona z ta k ą dokładnością. pozwalająca obliczyć średnicę.2 ponieważ zaś ciężar zawieszonej nierucho­ mo w powietrzu cząstki musi być równy działającej na nią sile elektrycznej. 22. ja k nale­ żało oczekiwać. 2 P o ję c ie n a tę ż e n ia p o la e le k tr y c z n e g o w p ro w a d z o n e zo sta ło w rozdr. nastę p u jąc y co do swej wielkości bez­ pośrednio po najm niejszym . otrzym yw ano je przez rozpylanie oleju. sp o w o d o w a n y p rzez ta rcie p o w ietrza . równa 4. że możliwy błąd nie może prze­ kraczać jednej tysiącznej tej wartości. J u ż od połowy X I X stulecia fizykom znana była pewna zależność. jak niewielkie liczby całkowite. przy czym. Najm niejszym zaobserwow anym ładunkiem . który nale­ żało zatem utożsam ić z elem entarnym k w a n te m elek­ tryczności. skutkiem związanego z ty m tarcia. Ł a d u n e k . trzeci co do wielkości — trz y k ro tn ie większy itd. p r a k ty c z n ie biorąc.

10'24 gram a. a mianowicie liczbę. Gdy podzielimy tak zwany ciężar atom ow y wodoru. W artość liczby tej oka­ zuje się. podaw ane w t a ­ blicach chemicznych. 1820 rozwinął 1 Por. o trz y m a m y d o k ładny ciężar pojedynczego alomu wodoru.06. Bezwzględne ciężary atomów 219 elektryczności jest więc ładunkiem bardzo m ałym . więc 0. nadaw ane kuleczkom z rdzenia bzowego przez dotknięcie ich p o ta r tą laseczką. w yrażony w m iligramach. równa 6. . przez ciężar jednego a to m u wodoru. przez k tó rą należy dzielić „ciężary a tom ow e“ . pierwsza nazwa została jej n a d a n a ku uczczeniu włoskiego chemika. o trz y ­ m am y ważną stałą uniwersalną. że podczas elektrolizy p rąd o na­ tężeniu jednego am pera wydziela w ciągu jednej sekundy 0.285.285.1018 atom ów. ładunki. J a k już poprzednio widzieli­ śmy. lub też liczbą L o s c ł i m i d t a .01044 mlgr wodoru. 18. tyle więc ładunków elem entarnych p rzypada na 0. ab y znaleźć bezwzględne ciężary atom ów rozm aitych pierwiastków.1023. na podstawie wyżej powiedzianego.000 milionów jednostek elektrostatycz­ nych ład u n k u .1 prądowi jednego am pera odpowiada przepływ w ciągu jednej sekundy 3. Z pom iarów Millikana w ynika.0078. Wynosi on (gdy przejdziemy od miligramów do gramów) 1. k tó ry około r. Liczbę tę nazyw am y liczbą A v o g a d r y .662.01044 m iligrama wodoru musi zawierać 6. rozd z. wynoszą już m iliardy elem entarnych kwantów elektryczności. iż wartość ta odpowiada 6.01044 miligrama wodoru. Ponieważ ładunek elem entarny stanowi ładunek jednego atom u wodoru.1018 ład u n k o m elem entarnym . LV II B E Z W Z G L Ę D N E C IĘ Ż A R Y ATOMÓW J u ż F a r a d a y ustalił. a więc 1. Jeżeli podzielimy pierw­ szą z tych liczb przez drugą.

są nadzwyczaj dokładne. 2 Por. rozdz.1 druga — na p am iątkę fizyka austriackiego. i wszystkie one. lecz wieloma niezależnymi od siebie m etodam i. J a k w ynika z wartości liczby L oschm idta. pokryłyby ją równom ierną w arstw ą grubości około 100 m etrów.220 Zasady fizyk i dalej teorię atom istyczną B a lto n a . rozsypane na powierzchni całej E u ro p y . że p od a n a na p o c zą tk u teg o ro zd zia łu w a r to ść tak zw a n ej sta łej F a r a d a y ’a m o że b y ć w y z n a ­ czon a ze z n a czn ie je sz c z e w ięk szą d o k ła d n o śc ią . praw dopodobnie możliwy błąd i tu nie przekracza jednej tysiącznej podanej wartości. Najdrobniejsze ziarenko pyłku. wówczas a to m y te. 72. cilom wodoru. zaw artych w zwykłej szklance.3 Można by naw et powiedzieć. w grani­ cach możliwych niewielkich błędów.2 kładąc przez to po raz pierwszy kres spekulacjom na t e m a t m a ­ łości atomów. G dybyśm y mogli powiększyć każdy z atom ów powietrza. już w n a j­ m niejszych dostrzegalnych przedm iotach codziennego u ż y t­ ku zawarte są niewyobrażalnie wielkie liczby atomów. W artości m asy atom u wodoru oraz stałej Loschm idta. zaledwie widzialne gołym okiem. 71. zawiera liczbę atom ów większą od liczby w szyst­ kich ludzi żyjących. . niż wartość m asy ziemi. że dzisiaj nauka z na wartość m asy atom u znacznie dokład­ niej i ze znacznie większym stopniem pewności. 3 M ożna to sob ie w y ja śn ić ty m . k tó ry w roku 1865 pierwszy w yzna­ czył w przybliżeniu bezwzględną wielkość a to m u . dały te same wartości. uważano jednocześnie za 1 Por. Ale przecież fizyka współczesna mogła w y­ znaczyć ciężar atom ów nie jed n ą tylko. jakie podaje fizyka współczesna. L V III P R O M IE N I E K A T O D O W E Prawie aż do końca X I X stulecia najlżejszy ze w szyst­ kich atom ów. do wielkości ziarnka grochu. rozdz.

zorzą dodatnią. Gdy elektryczność przechodzi przez rurkę szklaną. przeciwległej k a to ­ dzie. ja k to już znalazł F a ra d a y . że miejsce wejścia p rądu jest oto­ czone czerwonawym świeceniem. 1896 obwieścił o istnieniu cząstki m aterialnej. gdy wywołam y wy­ ładowania elektryczne w silnie rozrzedzonych gazach. gdy skupim y je na blaszce pla­ tynowej. Przeszkody. k tó r y je w y d o sk o n a lił. Gdy więc L o r e n t z w r. . 1860. cząstek stało się jednak zupełnie pewne dzięki bliższemu zbadaniu własności prom ieni k a ­ todowych. w której powietrze zostało rozrzedzone. stało się to pierw­ szorzędną sensacją naukow ą. wprowadzonej do w nętrza rurki. n a to m ia st pojaw iają się tzw. na cześć b a d a cza . Promienie te mogą również wywoływać znaczne działanie cieplne. tzw. Gdy stopień rozrzedzenia jest ta k duży. Przypuszczenie Lorentza po­ parte było na razie omówionym w jednym z dalszych roz­ działów zjawiskiem Zeemana (rozszczepienie m agnetyczne prążków widmowych). Promienie katodow e pojaw iają się.1 można zauważyć. Promienie katodowe 221 najm niejszą z istniejących w ogóle cząstkę materii. mogą ją one do­ prowadzić do jasnego żarzenia. Promienie katodow e zostały w y k ry te przez P l i i c k e r a około r. wówczas zanika poświata katodow a. niosącej ujem ny ładunek elem entarny i około dwu tysięcy razy lżejszy od ato m u wodoru. promienie katodowe. ujem ­ nie naładow anych. fluorescencję) ścianki szklanej. rzucają ostry cień na świecącą jasnozieloną barw ą ściankę szklaną. następnie zaś badali je przede wszystkim 1 R u rk i ta k ie z o sta ły n a z w a n e ru rk am i G eisslera. która w m iarę zwiększania próżni odryw a się od k a to d y i rozsze­ rza się coraz bardziej na koszt zorzy dodatniej. przesu­ wając się jednocześnie ku anodzie. istnienie tych najm niejszych. wywołujące zielone świecenie (tzw. staw iane na drodze promieni k a to d o ­ wych. że ru rk a zawiera zaledwie koło jednej milionowej części swej normalnej ilości powietrza. miejsce wyjścia n a to m ia s t niebieską „poświatą k a to d o w ą “ .

z kulą karabinow ą. że promienie te składają się z szybko biegnących. skądinąd jednakże w skutek swego ruchu stanow ią one rodzaj p rądu elektrycz­ nego1 i. J e d n ą z nich jest prędkość. P o ­ siadając bowiem masę. Promienie katodow e ulegają również odchyleniu i w polu elektrycznym . cząstki katodow e m uszą. m uszą one n a turalnie doznawać od­ chylenia w polu elektrycznym . które posiadają również pewną masę. że opisują one wówczas to ry tego samego kształtu.222 Zasady fizyk i H i t t o r f i C r o o k e s . w rozd z. poruszać się po liniach prostych. jeśli ruch ten jest bardzo szybki. co rzucony poziomo kamień. by m agne­ tyczne linie sil były prostopadle do kierunku biegu pro­ mieni. to znaczy. H itio rf w ykrył już również odchy­ lanie magnetyczne tych promieni. na k tó ry działa siła przyciągania ziemi. naładow anych elektrycz­ nie cząstek. Gdy do wiązki promieni katodow ych zbliżymy m agnes w ten sposób. c h a ra k ­ teryzujące promienie katodow e. . rozdz. m ożna było również łatw o wywnioskować z kierunku zaobser­ wowanego odchylenia. Pod sam k o n ie c X IX stulecia fizycy doszli do wniosku. Mierząc odchylenia wiązki promieni katodow ych w polu elektrycznym i m agnetycznym . 23. po­ dobnie. że własności promieni katodow ych d ają się w ytłum aczyć w sposób bardzo prosty przez założenie. zostają one tam wygięte w kształcie łuku paraboli. 1 P or. 18 w z m ia n k ę o p rą d a ch k o n w e k c y jn y c h . o trz y m u je m y dwie zależ­ ności. gdy nie są poddane żadnym dostrzegalnym wpływom ze­ w nętrznym . z któ ry c h m ożna w yznaczyć dwie wielkości. zostają odchylone w polu m agnetycz­ n y m .2 Opierając się na powyższych założeniach. Jeżeli cząstki są n ała­ dowane elektrycznie. ja k to się dzieje np. że cząstki w promieniach k a to d o ­ wych są naładow ane ujem nie. wówczas siła ciężkości nie wywiera n a ń dostrzegalnego wpływu. wówczas wychodząca z k a to d y ich wiązka zostaje zakrzywiona w ksz ta łt łuku kola. jak zresztą i każde inne ciało. w ystrzelo­ n ą do n iezbyt oddalonego celu. 2 P or. jako prąd.

Prędkość okazała się niezwykle wielka i zależna od napięcia na rurce. m ogą przenikać i na zewnątrz rurki przez cienkie okienko aluminiowe.000 woltów. pom iary dały na stosunek ty ch dwóch m as w a r­ tość 1838. w ynika stą d n a ty c h ­ m iast.10'28 gramów. Prom ie­ nie. przebiegają ono wówczas w zwykłym powietrzu drogi długości w idu m etrów. w ahały się od kilkuset woltów do kilkudziesięciu tysięcy woltów. zostały. Gdy napięcie wynosi 10. Mogą one w y ­ wierać nadzwyczaj mino działania biologiczne i odgryw ają ważną rolę w próbach H/. drugą — stosunek ich ładunku do masy.O. Jeżeli przyjm iem y.tueznego rozbijania atom ów . prędkość jest równa około 60. Co się tyczy stosunku ład u n k u do m asy. przew yższającą około dwóch t y ­ sięcy razy stosunek elem entarnego ła d u n k u do m asy atom u wodoru. zgodnie z powie­ dzianym wyżej 8. stosowane na przełomie wieków do rurek katodow ych. do kilku milionów woltów. Późniejsze. Masa elektronu wynosi. Promienie katodowe 223 z ja k ą biegną cząstki. HK. że m asa tej cząstki jest około dwóch tysięcy razy mniejsza od m asy atom u wodoru. odpowiadająco takim napięciom. . otrzym ano doświadczalnie wartość. w praw io­ ne w jej (ściankę. czyli około jednej piątej prędkości światła. poczynając od r. 1897 J. Napięcia elektryczne.000 kilometrów na sekundę. powszechnie nazwane elektronami. W yznaczenie tych wielkości powiodło się po raz pierwszy w r. k tórych m asa jest tylekroć mniejsza od m asy najlżejszego atom u. J .99. bardziej dokładne. Później. U jem ne cząstki m aterii. ja k to się od razu nasuwa. a więc od ilości woltów (jest ona propor­ cjonalna do pierw iastka kw adratow ego z ilości woltów). udało się dojść około r. 1925 do kilkimet tysięcy woltów i wreszcie. poczynając od końca X I X stulecia. że ładunek cząstki katodowej jest dokładnie równy jed­ nem u ładunkow i elem entarnem u. T h o m s o n o w i i K a u f m a n n o - wi. przez stopniowe przezwyciężanie dużych trudności technicznych.

65. wów­ czas jeszcze nieznanego. 1896 B e c q u e r e l w ykrył mianowicie. 2 U ja w n ia się on o w te n sp o só b . 1910). P io tr C u r i e i Maria C u r i e . stwierdzili. że źródłem promieniowania. w y­ syłanym przez substancje. 3 Co praw da oL rzym anie radu m e ta lic z n e g o u d a ło się p. jak ró w n ież o w zro ście m a sy . jak to w ykrył B i c h a r d - s o n w r. rozd z.2 Dwa lata później w r. k tóra stanowi zatem górną granicę możliwych prędkości elektronów . które. Liczba elektronów. Są one zaw arte w promieniowaniu. że p r e p a ra ty radioaktyw ne w yrzucają z siebie stale w postaci ta k zwanych prom ieni bela (fi) roje elektronów o prędkościach.224 Zasady fizyki o czym będziemy jeszcze mówić dokładnie w dalszych rozdziałach. zależy tylko od jego te m p e ra tu ry . wynoszących od 3 0 % aż do 99. 1 O ty m . Curie- S k ło d o w sk iej d op iero z n a cz n ie p ó źn iej (r. 1903. wysyłanego przez ru d y uranowe. . m etalu. udało się im istotnie oddzielić te związki i w ykryć w ten sposób rad.S k ł o d o w s k a .1 Prócz takich sztucznie wytw orzonych promieni elektro­ nowych fizyka zna również promienie „ n a tu ra ln e “ o bardzo wielkiej szybkości. wysyłanych w tych w arunkach przez pewne określone ciało. że ele k tro sk o p s to ją c y w p o ­ bliżu k a w a łk a ru d y u ran ow ej tra ci sw ój ła d u n ek .4 Najszybsze znane promienie fi odpow iadają napięciu 4 mi­ lionów woltów. Do promieni katodow ych należy również zaliczyć roz­ p a try w a n e już poprzednio w związku z wzmacniaczami lam powym i roje elektronów. 1 P or.3 Bliższe badania w ykazały. 1898. są przede wszystkim związki jakiegoś. p a trz r o zd zia ł 75. są wysyłane przez ciała rozżarzone. które mogą zaczerniać płytę fotograficzną n a ­ wet poprzez osłonę nieprzezroczystą oraz w yw ołują (przez jonizację) przewodnictwo powietrza. że ru d y uranowe be i żadnych oddziaływań zewnętrznych stale wysyłają promienie.8% prędkości światła. W r. zwane promieniotwórczymi.

niż promieni /?. ja k to już było wyżej opisane. W idzim y mianowicie wówczas cudowny m iniaturow y fajerwerk. p o k ry tą siarczkiem cynku. może z łatwością uzyskać bezpośrednie doświadczalne potwierdzenie atomistycznej teorii m aterii. L IX P R O M I E N I E A L FA Ktokolwiek spojrzy w ciemności na cyfry jakiegoś ze zwykłych samoświecących zegarków przez dobrą lupę. im lże jsz a je s t c z ą stk a . Zasady fizyki 15 . domieszane w bardzo nieznacznych ilościach do siarczku cynku. pozornie przenikających się nawzajem .3 nasuwa 1 Oko m u si p rzed tem n a tu r a ln ie n a le ż y c ie w y p o c z ą ć w c ie m n o ­ ści. 2 O d ch y len ie je s t n a tu r a ln ie ty m w ięk sze . że niosą one ład u n k i dodatnie. złożony z licznych drobniutkich. k tó ry m po k ry te są cyfry i wskazówki samoświecącego zegarka. n a k tó rą d zia ła p o le.1 każdy zaś z ty ch drobnych błysków niesie wieść o pew nym pro­ cesie. drob­ niutkie błyski świetlne. iskierek. Odchylenie ty ch ta k zwa­ nych prom ieni alfa (a) jest o wiele słabsze. zauw ażym y na niej. że pierwiastki promieniotwórcze stale w ysyłają elektrony w postaci ta k zwanych promieni/3. w y r z u c a n e p rzez a to m y su b sta n c ji p ro m ie­ n io tw ó rczej. W spom inaliśm y już. J a k w y k a z u ją obserwacje. wobec czego należy uważać. ta k . gdyż zjawisko to jest wywoływane przez substancje promieniotwórcze. że m asa składających je cząstek jest znacznie większa od m asy elektronów. b y je g o w ra żliw o ść d o sta te c z n ie w zro sła . skąd należy wnioskować. przebiegającym we w nętrzu jednego tylko atom u. lub jeszcze lepiej przez m ikroskop. u d erzają w k r y sz ta łk i m a s y św ie c ą c e j. niż promienie /?. 3 S c in tilla z n a c z y po ła c in ie iskra. N a cy fra ch zegark a sa m o ­ św iecą ceg o c z ą stk i.2 Jeśli w bezpośredniej bliskości p re p a ra tu promienio­ twórczego umieścimy płytkę. które w polu m agnetycznym zostają odchylone w kierunku przeciwnym. p re p a ra ty promieniotwórcze wysyłają je d n a k pon a d to również i takie promienie. t a k zwane scyntylacje.

Mierząc odchylenie cząstek a w polach elektrycznym i m agnetycznym . że prep a ra t. m ożna było łatwo wyznaczyć również i ładunek jednej cząstki «.220 Zasady fizyk i się od razu pogląd. ołowianą). że k a ż d y błysk świetlny jest wyw ołany przez uderzenie jednej cząstki alfa. W przyrodzie w ystępuje jed n a k rzeczywiście pier­ .2 miliona cząstek a. licząc błyski świetlne. niż p ręd­ kość promieni /?). m ożem y oczywiście wyznaczyć ich p ręd ­ kość oraz stosunek ich ła d u n k u do m asy. Na tej drodze znaleziono. przez nią uzyskany. zaopatrzoną w m aleńki otworek. nie- przenikliwą dla promieni a (np. że prędkość cząstek a wynosi od 5 % do 7% prędkości światła (a więc jest znacznie mniejsza.314 m iligrama chlorku radu) w ysyła w ciągu sekundy 37. w postaci 1. że dodatni ładunek jednej cząstki a wynosi dokładnie dwa elem entarne k w a n ty elektryczno­ ści. Gdy poznano już tę liczbę. w ciągu jednej m in u ty . dostrzeżone np. W ty m celu należało tylko umieścić w pobliżu odpowiednio przesłoniętego p re p a ­ r a tu m etalow ą płytkę. m ożem y łatwo obliczyć. Z n a ­ leziono. stosunek zaś ładunku do m asy jest dla nich dwa razy m niejszy. w y­ rzucanych przez p re p a ra t promieniotwórczy. zawierający jeden miligram rad u (np. niż ładunek jonu wodoru). w ynik ten ma duże znaczenie teoretyczne. Scyntylacje um oż­ liwiają wobec tego bezpośrednie liczenie cząstek a. ile cząstek a wysyła p r e p a r a t w ciągu jednej m in u ty czy sekundy. W tym celu umieszczamy tu ż przed p re p a ra te m przesłonę. Ponieważ ładunek czą­ stek okazał się rów ny dwu k w antom elem entarnym (a więc dw ukrotnie większy. która by przejmow ała dodatni ła ­ dunek b om bardujących ją cząstek i następnie zmierzyć po pew nym czasie ładunek. niż dla zjonizowanego atom u wodoru w w y p a d k u elektrolizy. masa cząstki a musi być czterokrotnie większa od m asy ato m u wodoru. W ten sposób znaleziono. podobnie ja k się to czyni w w ypad ku promieni katodow ych lub /?.

J e d n ak ż e do d a tn i ład u n e k cząstek a. Po pewnym czasie można było stwierdzić spektroskopowo występow anie helu w szer­ szej rurce. mogą w ywiązywać hel. 3 U d o w o d n io n o to p r z y p o m o cy sp e k tro sk o p u . hel. że są to a to m y helu. promienie a mogły z łatwością przenikać przez te ścianki. elektrycznie obojętne. niż a to m y norm alne. Tę cie­ n iu tk ą rurkę szklaną umieszczano w drugim szklanym naczyniu. w r. 4 W r z e c z y w isto śc i w y tw a r z a się c z te r o k r o tn ie w ięc e j h elu . Umieszczał on p r e p a r a t prom ieniotwórczy w rurce szklanej o bardzo cienkich ściankach. z y sk u je p rzez to Laki sa m ła d u n e k d o d a tn i. Jeszcze na dziesięć lat przed tymi pracam i zjawisko takie byłoby nie do p o m y ­ ślenia dla przeważającej większości chemików. . by mogły przepuszczać cząstki a.4 O pierając się na wartości 1 H el z o sta ł po raz p ie r w sz y w y k r y ty w a tm o sfe rz e sło ń ca m e to d ą a n a liz y w id m o w e j (stą d Leż p o ch o d zi n a zw a : h elio s = sło ń ce). k tó rą następnie zatapiał. k tó re tra ci o k reślo n ą ilo ść ła ­ du n k u u je m n eg o . ja k np. rów ny dwu e lem entar­ ny m kw an to m elektryczności. 1903 R a m s a y i S o d d y potrafili po­ kazać. jest to mianowicie ciało gazowe. używane. a w r eszcie w p e w ­ n y c h m in era ła ch i źród łach . że z cząstek a tw orzy się hel. ciężar atom ow y wynosi cztery. rad i tor. że cząstki a są identyczne z atom am i helu. Można było zmierzyć bezpośrednio ilość helu.1 Nasuwało się zatem p rzy p u ­ szczenie. R u t h e r f o r d potrafi! następnie n a w e t w ykazać bez­ pośrednio. że ciała promieniotwórcze.2 Istotnie. Prom ienie alfa 227 w iastek chemiczny. którego ścianki były ju ż je d n a k z b y t grube. posiadające o dwa elektrony m niej. narzucał wniosek.042 m ilim etra sześciennego. j a k wiadomo. do napełniania sterowców. wynosi ona 0. którego. 2 C iało e le k tr y c z n ie o b o ję tn e . w y tw a ­ rzaną przez 1 miligram radu w ciągu jednego roku. tej ilo ści je d n a k ty lk o jed n a czw a r ta p rzy p a d a na sa m rad .3 W ten sposób po raz pierwszy stw ier­ dzono powstawanie pewnego znanego ju ż poprzednio pierw iastka z innego pierwiastka. 7. p ó źn iej d op iero w a tm o sfe r ze ziem sk ie j.

tworzenie się kropelek. C. rad B i rad C). w której w y ­ tw arzał parę przesyconą. że w przesyconej parze w odnej1 kropelki cieczy tw orzą się na naładow a­ n ych elektrycznie cząstkach. p rzez c o n a d rod ze c z ą stk i a tw o r z y się śla d . o trz y m a n ą przez bezpośrednie liczenie cząstek a. siln e d z ia ła n ia n a m ija n e p rzez się a to m y . albo też około 36 milionów w ciągu sekundy. Dobrą zgodność obydw u tych liczb m usim y naturalnie uważać za świetne potwierdzenie poglądów atom istycz- nych. T.042 m m 3 zawierają 1150 bilionów atom ów helu. Liczba ta pokryw a się prawie dokładnie z przytoczoną poprzednio liczbą. Umieścił on zatem m aleńki p r e p a r a t radow y w przezroczystej skrzynce. R.228 Zasady fizyk i stałej L oschm idta i znanej gęstości oraz ciężarze ato m o ­ wym helu. LX J Ą D R O ATOM OW E Od daw na już a tom istycy dążyli usilnie do tego. układających się w cieniutkie pa­ semka mgły. ro zd z. że te 0.) .2 Wilson potrafił uzyskać fotografie ty ch p o z o sta łe za ś tr z y czw a r te n a p r o d u k ty ro zp a d u rad u (rad A. 1 Co do p o jęcia p a ry p r z esy co n ej por. c z ą stk i a w y w ie r a ją b . aby uzyskać widzialność procesów atom ow ych. w y­ syłanych przez 1 m iligram radu w ciągu jednej sekundy. T e w ła śn ie n a ła d o w a n e e le k tr y c z ­ n ie c z ą stk i sta ją się o śro d k a m i k o n d e n sa c ji k ro p elek m g ły . dzięki swemu ładunkow i elektrycznem u. (U w . J e d e n miligram radu w y­ tw arza zatem ta k ą liczbę atom ów helu w ciągu roku. 2 D z ię k i n ie sio n y m p rzez sieb ie ła d u n k o m e le k tr y c z n y m . W i l s o ­ n o w i udało się osiągnąć ten cel w zadziwiająco piękny sposób przez uzyskanie fotografii torów pojedynczych cząstek a. k tó re tw o rzą w y r a ź n y ślad to ru c z ą stk i a. m ożna łatwo obliczyć. a m ia n o w ic ie w y r z u c a ją z n ich e le k tr o n y . W yrzucane przez p r e p a r a t czą­ s tk i a wywołują. 4 5 . tł. Wilson w ykorzystał fakt. z ło ż o n y z u je m n y c h e le k tr o n ó w i d o d a tn io n a ła d o w a n y c h jo n ó w a to m o w y c h .

C z ą s t k a CL może prze. 17. ja k już widzieliśmy przy om aw ianiu praw a Goulomba. chodzić przez a to m y bez żadnej zm iany k ierunku i że jedynie w w y ją tk o ­ wych w y p a d k a c h jakaś bardzo wielka siła odchylająca w y trą c a ją z jej pierwotnego kierunku biegu. Ponieważ siły elektryczne bardzo szybko rosną w m iarę zmniejszania się odległości działających na siebie ładunków (mianowicie. to ry cząstek a są prostoliniowe i w pewnym miejscu u ry w a ją się nagle. 65. pom im o swego ład unku dodatniego. skąd m u ­ simy wnioskować. otrz y m u ją c w ten sposób obrazy torów poje­ dynczych cząstek a (rys. Cząstki a przebiegają w zwykłym powie­ trzu drogę kilku cen­ tym etrów . Ją d ro atomowe 229 pasem ek.2 w stosunku odw rotnym do k w a d ra tu odle­ 1 Za p o m o c ą a p a ra tu ry . . 65)-1 J a k w y k a z u ją zdjęcia wilsonowskie. Na podstaw ie zdjęć wil­ sonowskich powstał zatem pogląd. rozd z. że na ogół. m o żn a ró w n ież u z y sk a ć w id z ia ln o ść to ró w c z ą ste k o b ezp o śred n io d la ok a ob serw a to ra . że każda z nich prze­ chodzi poprzez wiele tysięcy atom ów . T o ry cząstek 7 sfotografowane m etoda Wilsona. o b m y ślo n e j p rzez fiz y k a ja p o ń sk ieg o S h im izu . Rys. 2 P or. jednakże w wielu w y­ p a d k a c h tu ż przed końcem toru widzimy ostre jego zagięcie pod znacznym kątem .

otaczających jądro. które norm alnie są n a zew nątrz elektrycznie obojętne. n a to m ia st a to m y — średnice rzędu 10'8 cm.230 Zasady fizyki głości). został p o dany w r. taki. do którego doszliśmy w ten sposób. że potrafilibyśm y wykonać Len globus tak nadzwyczaj pre­ cyzyjnie i dokładnie. 1911 przez R u t h e r f o r d a . iż m ożna byłoby odŁworzyć na nim we właściwej skali naw et wszystkie drzewa owocowe. Jeżeli jednakże przypisujem y dodatnie ją d ra atom om . przyciąganie to m usi być oczy­ wiście w jakiś sposób zrównoważone. że ją d ra atom ow e posiadają średnice rzędu 10"13 cm. Modele niewielkich owoców. W yobraźm y sobie globus. m usim y w dalszym ciągu przyjąć. narzuca się in te rp re ta c ja zdjęć wilsonowskich w tym sensie. o średnicy w yno­ szącej mniej więcej pół m etra. że do d atn i ładunek ją d ra jest skom pensow any przez elektrony. że każdy a to m posiada pewne dodatnio nała­ dowane jądro. wypełniające dro b n ą jedynie część całej objętości atom u. Rędziem y może mogli uzyskać pewne wyobrażenie o małości atom ów przez n a ­ stępujące porównanie. w k tó ry m jądro gra rolę słońca. lecz dopiero modele najdrobniejszych ziarenek pyłu. Różnorodne obserwacje prow adzą do wniosku. wiśni. jakie 1 M odel a to m u R u th e r fo rd a je s t n ie c o w c z e śn ie jsz y od w y n ik ó w W ilso n a . P rzypuśćm y teraz. ja k np. 1 m ożna według niego przyrów nać a to m do maleńkiego układu planetarnego. . k tóre go p o tw ie r d z iły . m ia ły b y wówczas wielkość rzeczywistych atom ów. gdyż wówczas przyciąganiu przeciwstawia się działająca na elektrony siła odśrodkowa. Ujemnie naładow ane elektrony podlegają na tu ra ln ie p rzy ­ ciąganiu elektrycznem u ze stro n y dodatniego ją d ra . by atom mógł istnieć trwale. Model atom u. rosnące na ziemi. jakiego używ am y do zajęć szkolnych. Zrównoważenie takie najłatw iej może zostać spowodowane przez szybki ruch obiegowy elektronów.otaczające jądro.

W ykazał on mianowicie. 2 W k a ż d y m g a z ie zn a jd u je się z a w sze p ew n a ilo ść jo n ó w . LXI P R O M I E N I E R Ö N T G E NA W r.1 W lam pach ty c h promienie katodow e w ytw arzane są przez bom bardow anie k a to d y strum ieniem pędzących ku niej d odatnich jonów gazowych. w k tórych ciśnienie wynosiło mniej więcej od 1/200 do 1/20 m m słupa rtęci. że przedm iot. W czasie pierwszych swych.. które m ogą przenikać poprzez różne ciała nieprzezroczyste. 1895 powiodło się R ö n t g e n o w i dokonać odkrycia przełomowego nie tylko dla samej fizyki. m iałyby w tym nie­ słychanym pomniejszeniu wielkość rzeczywistych jąder atom ow ych. raczej przypadkow ych. (U w . Pierwsze lam py rentgenowskie. tł. na an ty k a to d zie tej skupiano promienie katodowe.). 760 m m słu p a r tę c i. n a k tó ry tra fia ją promienie katodow e. Promienie R entgena 231 można jeszcze dostrzec gołym okiem. obserwacyj R öntgen za­ uważył. Szybko rozwijająca się przede w szystkim dzięki zasto­ sowaniom lekarskim technika rentgenow ska posługiwała się w ciągu wielu la t wyłącznie lam pam i gazowymi. że te now oodkryte promienie w ychodzą ze szklanej ścianki zwykłej rurki do wyładow ań.2 U jem ną cechę tych 1 N o rm a ln em u ciśn ie n iu p o w ie tr za o d p o w ia d a . w y ­ tw o r z o n y c h p rzez d z ia ła n ie p ro m ien i k o sm ic z n y c h (por. jo n y te w y sta r c z a ją do ro zp o częcia w y ła d o w a n ia w la m p ie. za­ czyna sam w ysyłać pewne promienie. k tó re p o d trzy m u ją w y ła d o w a n ie . u s ta ­ wianej na w p ro st k a to d y . nadające się do u ż y tk u praktycznego. W y b ie g a ją c e z k a to d y p ro ­ m ien ie k a to d o w e w y tw a r z a ją z k o le i n a sw ej d ro d ze lic z n e d a lsze jo n y . . 66) i z a n ie c z y sz c z e ń p r o m ien io tw ó r cz y c h . ja k w ia d o m o . ro zd z. zo­ stały stworzone przez wprowadzenie do w nętrza r u ry do w yładow ań „ a n ty k a to d y “ z tru d n o topliwego m etalu. lecz i dla wielu zbliżonych do niej gałęzi nauki.

a zatem. zmie­ niając napięcie. 1913 udało się fizykowi am erykańskiem u C o o l i d g e ’o w i stw orzyć lam pę rentgenow ską wysoko- próżniową.) 2 Z b y t tw a rd e p ro m ien ie d a ją n ie o str e zd jęc ia r e n tg e n o w sk ie. praktycznie biorąc.232 Zasady fizyki lamp stanowiło przede w szystkim to. g d y ż z o sta je o n o p o c h ło n ię te ju ż przez m ięśn ie. Dalsza zaleta lam py odgazowanej polega na ty m . W lam pach odgazow anych k a to d a składa się zwykle z żarzonej spirali wolframowej. gdy n a to m ia s t tw ardość promieni. w ytw a rz an y c h przez nie promieni R ontgena zależała od ciśnienia gazu i że w skutek tego p rzy dłuższym użyciu (prawdopodobnie dzięki zja­ wisku tzw. W lam ­ 1 A d so rp cja p olega na o sa d za n iu się c z ą ste c z e k g a zu n a śc ia n ­ k a ch n a c z y n ia . naprzeciw której znajduje się a n ty k a to d a . że m ożna do niej stosować b a r ­ dzo wysokie napięcia (sięgające n a w e t mniej więcej pół m i­ liona woltów). również w y k onana z wolframu. g d y ż p rzech o d zą o n e p o p rzez k o ści. pozbawioną gazu. n a le ż y u n ik a ć je d n a k ró w n ież i z b y t m ięk k ieg o p ro m ie n io w a n ia . tł. m ożna dobierać zupełnie niezależnie od natężenia. ozna­ czało to przełomowy kro k naprzód w technice rentgenow ­ skiej. i otrzym yw ać w ten sposób bardzo tw arde promienie R ontgena. iż było to z różnych względów bardzo pożądane. pomimo. w której promienie R o n tg e n a były w ytw arzane jedynie przez elektrony. czyli ta k zwana tw ardość. Przede wszystkim jednak w lam pach gazowych nie m ożna było zmieniać niezależnie od siebie twardości i natężenia promieni rentgenowskich. . adsorpcji1) lam p y staw ały się z b y t tw arde. w ysyłane przez rozżarzony drucik. Gdy więc w r. a zatem i natężenie w y tw arzanych promieni R ontgena. przyłożone do lam py. k tó ry rozżarza drucik. potrzebne do pew nych celów t e r a ­ peutycznych. Przez wzm acnianie lub osłabianie p rą d u grzejącego. (U w . m ożna bowiem regulować liczbę w ysyłanych elektronów. że zdolność przeni­ kania.2 w ym agały one wów­ czas specjalnej „regeneracji“ . ja k również i do badania materiałów. przestając nadaw ać się do u ż y tk u .

Promienie KOntgena 233 pach. J e d n ak ż e w r. Laue 1 N a w e t w n a jle p sz y c h la m p a c h z a le d w ie je d e n p r o c e n t en erg ii p ro m ien i k a to d o w y c h p rzek szta łc a się w en erg ię p r o m ien io w a n ia ren tg en o w sk ieg o . m ineralodzy zaczęli uważać iż przyczyna prawidłowości kształtu kryształów leży w p r a ­ widłowym uporządkow aniu atom ów w ich w nętrzu. używ anych w optyce. zwiększa się możliwie najbardziej natężenie promieni. jednakże spraw a fizycznej n a tu r y promieni rentgenowskich pozostawała długo jeszcze niewyjaśniona. służących do celów diagnozy lekarskiej. Fizycy przypuszczali co praw da.1 Chociaż technika rentgenow ska rozwinęła się bardzo szybko do wysokiego poziomu. lecz rozm aite rozw ażania w skazyw ały rów­ nież. 1912 L a u e w padł na ge­ nialny pomysł zastosowania do ugięcia promieni R ontgena nie sztucznych siatek. długość fali promieni R o ntgena m usi być około dziesięciu tysięcy razy m niejsza od długości fali promieni widzialnych. A n ty k a to d ę chłodzi się stale wodą. że pro­ mienie R o ntgena są nadzwyczaj krótkim i falam i clcklro- m agnelycznym i. aby działało ono jako punktow e źródło promieniowania. Na razie więc musiało się wydaw ać. nieprzenikliwą w arstw ą m etalu. są pozbawione wido­ ków powodzenia. dąży się przede w szystkim do o trzym ania ostrych obrazów. konieczny dla o trzym ania zdjęć. a więc prze­ de w szystkim siatek dyfrakcyjnych. A by skrócić czas naświetlania. zapobiegam y w ten sposób jej roz­ żarzeniu się pod wpływem uderzeń elektronów. tak. Nowoczesne lam py rentgenowskie są zwykle całko­ wicie otoczone grubą. Ogni­ sku. gdyż wówczas ona z kolei sta ła b y się również źródłem elektro­ nów. . P oczynając już od połowy X I X stulecia. a po prostu kryształów. że o ile przypuszczenie to jest słuszne. że wszelkie p róby otrzym ania zjawisk interferencji lub ugięcia promieni R o n tg e n a p rzy zastosowaniu środków. w k tó ry m elektrony skupiają się na antykatodzie. że promienie m ogą z nich wychodzić tylko w jednym określonym m iejscu. nadaje się wówczas możliwie małe w ym iary.

za k tó ry m ustawili kliszę fotogra­ ficzną. gdyż Rys. rys. ja k siatka dyfrakcyjna. że długości fal promieni R ontgena są . co p raw d a działanie jego jest znacznie b a r ­ dziej skomplikowane. U ginanie wiązki prom ieni R ontgena w krysztale blendy cynkowej. p u n k ty . z „fotogramów L auego“ można było rów­ nież wyciągnąć wnioski co do budow y kryształów oraz w y­ liczyć długość fali ugiętych promieni rentgenowskich. na której w ystąpiły g rupy czarnych plam ek. są w siatce krystalicznej uporządkow ane przestrzennie. O ka­ zało się wówczas. otrzym ali oni istotnie fotografię. rozłożone prawidłowo i sy m etrycz­ nie (por.234 Zasady fizyk i wywnioskował stąd. Stanowiło to nie tylko bezpośredni do­ wód doświadczalny analogicznej do światła n a tu r y promieni R ontgena. Gdy Laue i jego współpracownicy skierowali w odpo­ wiednich w a ru n k a ch doświadczalnych wiązkę promieni r e n t­ genowskich na kryształ. odpow iadające szczelinom siatki optycznej. że kryształ powinien oddziaływać na bardzo krótkie fale elektrom agnetyczne tak. 66). 66. niż działanie siatki optycznej.

prze­ świetlić je bezpośrednio. A by wyraźnie uwidocznić organy wewnętrzne. Promienie Rontgena rzeczywiście rzędu wielkości kilku sturnilionowych części m ilim etra (10‘9 cm). Pierw iastki chemiczne tym silniej pochłaniają promienie Rontgena.05 do 10 A (jeden Ang- stróm wynosi 10'8 cm. im wyższy jest ich ciężar atom ow y. U żyw any w p raktyce obszar długości fal rozciąga się mniej więcej od 0. ty m m niej­ sza jest długość fali. jednakże fizycy. por. gdy prześwietlam y ciało ty m i promieniami. na foto­ grafii pojaw iają się cienie kości i organów w ew nętrznych. w t y m celu stosuje się e k ra n y fluoryzujące. 2). Promienie R ontgena stosuje się w m edycynie również . co odpo­ w iada już obszarowi nadfioletu. b adający promienie Rontgena. Do celów diagnozy rentgenowskiej stosuje się zwykle napięcia od 30. rozdz. Ołów i b iz m u t np. ż o łą d e k —-siarczanem baru. że pow stają na nich również cienie prześwietlanych przedm iotów. które świecą w ciemności. Tożsamość isto ty promieni R o ntgena i promieni świetl­ nych została stwierdzona również przez bezpośrednie obser­ wacje nad załam aniem promieni rentgenowskich. Opiera się ona na ty m . gdy p a d a ją na nie promienie R ontgena. W śród zastosowań p rak ty c zn y c h promieni R ontgena najw ażniejszą rolę odgrywa lekarska diagnoza rentgenow­ ska. Załam anie to jest zresztą bardzo małe. tak. zdołali otrzym ać znacznie jeszcze dłuższe fale. nie fotografując ciała. że różne części ciała niejedna­ kowo silnie pochłaniają promienie R ontgena i że w skutek tego.000 woltów. np. P rz y pom ocy promieni R o n t­ gena m ożem y zresztą również. im tw ardsze są promienie. jak również i znajdujących się w organizmie ciał obcych. wypełnia się je silnie pochłaniającym i „środkam i k o n tra s to w y m i“ . dochodzące aż do 1000 A.000 do 100. szczególnie silnie po­ chłaniają promienie R ontgena i dlatego d a ją n a zdjęciach rentgenowskich silne cienie. spółczynnik zaś załam ania promieni R o ntgena okazał się mniejszy od jedności zaledwie o mniej więcej je d n ą milionową.

Gdy prześw ietlam y k a ­ wałki m eta lu prom ieniam i R ontgena. części samolotów lub izolatory elektryczne. przeprow adza się również badania subtelnej budowy m ateriałów za pom ocą fotogram ów Lauego. napięcia wewnętrzne). ujaw nia się przez zniekształ­ cenie i skrzywienie odpowiednich prążków na fotogramie.000 woltów i stosując jednogodzinne naświe­ tlanie.000 woltów. 1905 w y k ry ć istnienie tzw. ja k np. do ich w ytw arzania w y starczają już napięcia rzędu około 10. Rozporządzając napięciam i od 200. dziury w odlewie lub pęknięcia.236 Zasady fizyki i do celów terapeutyczny cli. gdy skład chemiczny i m etalograficzny tw orzyw a jest bez zarzutu (np. Prześwietleniu rentgenowskiem u poddaje się również i gotowe w yroby wysokiej jakości. wiele braków tworzyw a. mogących istnieć n a w e t wówczas.000 do 300. 1925. prom ieniow ania charakterystycznego pierwiastków . do terapii po­ wierzchniowej używ a się n a to m ia s t promieni bardzo mięk­ kich. takie ja k np. k tó ry c h długości fali leżą pom iędzy 1 i 2 A. L X II W ID M A R E N T G E N O W S K I E W dziesięć l a t po odkryciu promieni R o ntgen a powiodło się niespodziewanie R a r k i i w r. m ożem y zbadać w arstw ę żelaza lub stali grubości do mniej więcej 10 cm. W spom nim y tu jeszcze o b adaniu autentyczności i historii pow stania obrazów olejnych oraz prawdziwości banknotów i drogich kamieni. P oczynając mniej więcej od r. do 8 cm mosiądzu i aż do 50 cm glinu. Do głębokiej terapii stosuje się napięcia rzędu kilkuset tysięcy woltów. ujaw n ia ją się przez słabsze pochłanianie wszelkie ich wewnętrzne wady. bardzo ważne zastosowanie prak ty c zn e uzyskała technika rentgenowska w dziedzinie badania materiałów. t a k zw anych prom ieni granicznych. w k tó ry c h ju ż drobne w a d y m ogłyby spo­ wodować fatalne skutki. W przeciwieństwie do ty c h b a d a ń budow y ciał „z gru b ­ sza“ .

długość fali. Widma rentgenowskie 237 chemicznych. i rozróżnił w promieniowaniu. wysyła samo również promienie rentgenowskie. W r. Moseley znalazł dalej. czyli. tw ardsze „promieniowanie K “ i miększe „pro­ mieniowanie L “ . Można było w ten sposób sfotogra­ fować w idm a rentgenowskie pierwiastków chemicznych. n a k tóre p a d a ją szybkie elek­ tro n y lub też promienie R óntgena. Liczba prążków r e n t­ genowskich pierw iastka chemicznego leży pom iędzy 10 i 40. udało się następnie przez zastosowanie powoli obracanego kryształu rozszczepić chara k te ry sty c z n e pro ­ mieniowanie w widmo rentgenowskie. miększa grupa — serię L. W ystępuje więc tu ta j analogia z optycznym i p rążkam i widm owym i. każda luka ujaw nia się p rzy ty m n a ty c h ­ m iast przez z b y t wielki skok. jeszcze bardziej zaś miękkie składają się na serie M i N. podobnie. z k tó ry c h o statnia została zresztą w y k ry ta dopiero po śmierci Moseley’a. p rzy czym. stanowi c h a ra k te ­ rystyczną właściwość atom ów danego ciała. ż ew jego . ja k m ów im y obecnie. że tw ardość prom ieniow ania c harakterystycznego rośnie wraz z ciężarem atom ow ym . w ysyłanym przez pierwiastki chemiczne. 1913 M o s e l e y ’o w i. P orów nyw ając ze sobą w idm a rentgenowskie rozm aitych pierwiastków. Moseley dokonał nadzwyczaj ważnego od­ krycia. podobnie ja k to się czyni ze światłem w idzialnym za pom ocą stosowanej w o p ty ­ ce siatki dyfrakcyjnej. ja k fotografujem y optyczne w idm a prążko­ we. wśród promieni ty ch przew ażają takie. k tó ry c h twardość. K ażde ciało. B arkla stwierdził już również. również i w idm a rentgenowskie składają się z sze­ regu c h a ra k te ry sty c z n y c h prążków. najtw ardsze prążki (a więc prążki o najmniejszej dłu­ gości fali) tw orzą serię K (promieniowanie K Barkli). k tó ry oparł się na odkryciu Lauego. ja k w ykrył Barkla. że pierw iastki d a ją się uporządkow ać według swych widm rentgenowskich w pewien „szereg naturalny“] prążki rentgenowskie przesuwają się z najw iększą prawidłowością w m iarę przechodzenia od jednego pierw iastka w szeregu do następnego.

o d p o w ia d a ją c e p rzerw om . o tr z y m y w a n y c h za p o m o cą k r y sz ta łó w .94). na ogól biorąc.64). je d n a k wzrost ten nie od­ bywa się w t a k ściśle praw idłow y sposób. Stopniowe. 67. ja k ró w n ież m ie jsc a . zaczerpnięty z prac y samego Mose- ley’a. od złota aż do biz­ m u tu . Z am iast cy n ­ ku Moseley użył ze wzglę- R ys. pomimo swego większego ciężaru atomowego (58. p o c zyna­ jąc od w apnia aż do cynku. Serią K szeregu następujących po sobie r liW n r n li. . przerw a n a d ru ­ gim miejscu odpowiada skandowi.tw /n w h c tn n n pierw iastków (w edług M oseley^). ja k przesuwanie się prążków. przerwa odpowiada rtęci. 67. p o c z y n a ją c ju ż od so d u (N r 11) aż do k o ń c a (N r 9 2 ). po­ przedza nikiel (58. przedstaw iającym serię L szeregu nastę p u jąc y c h po sobie pierwiastków. regularne przesuwanie się prążków w kie­ ru n k u m alejących długości fal jest również bardzo pięknie widoczne na rys. n iż c y n k . ja k cynku. iż w szeregu ty m kobalt. Znaleziony przez Moseley’a n a tu r a ln y szereg pierwiast­ ków chemicznych jest przytoczony w tablicy l .1 k tó ry istotnie daje prążki zarówno miedzi. w zrasta w miarę przesuwania się wzdłuż szeregu. J u ż Moseley zauważył również. 68.23S Zasady fizyki szeregu ciężar atomowy. W skazuje n a to w yraź­ nie rys. 2 Obejmuje 1 M osiądz j e s l o d p o rn ie jsz y na o g rzew a n ie. u m o ż liw iły M o se ley ’ow i u sta le n ie szeregu n a tu ra ln eg o . U O yY p i C Z Il^ C ii S L O p U miedzi z cynkiem . 2 B ezp o śred n ie p o m ia r y w id m r e n tg e n o w sk ic h . rysu n e k te n p rz e d - staw ia serię K szeregu nastę p u jąc y c h po sobie pierwiastków . czyli m osiądzu. P o c z ą te k szeregu .

Niekiedy pier­ w iastek o wyższym ciężarze atom ow ym poprzedza pier- 7 t>2 /!. w ten sposób. a.) 2 O g łoszon e w roku 1932 o d k r y c ie p ie rw ia stk ó w N r 85 i 87 (k tó ry m d a n o n a z w y a la b a m iu m i w irg in iu m ) nie je s t je sz c ze ca łk iem p ew n e. 1 W k w ietn iu r. d o k o ­ n a n e n a p o g ra n iczu p o m ię d z y p r o m ie n ia m i n a d fio łk o w y m i i r e n t­ g en o w sk im i. dalej argon i po­ tas (Nr 18 i 19). o tr zy m a n eg o sz tu c z n ie p rzez b o m b a r d o w a n ie u ran u n e u tr o ­ n a m i (por. o p iera ją c się na cięż a ra ch a to m o w y c h i na p e r io d y c z n y m u k ła d zie p ie r w ia stk ó w . tellur i jod (Nr 52 i 53 )i praw dopodobnie również tor i p r o ta k ty n (Nr 90 i 91). w iastek o ciężarze niższym. . istniało jeszcze 6 luk. gdy Moseley przeprowadzał swe b a ­ dania. M oseley w y z n a c z y ł.1 p rzy czym według dzisiejszego sta n u badań z n a jd u ją się w nim najwyżej dwie luki. p o c z y n a ją c od sod u w ste c z aż do h elu . P ó ź n ie jsz e p o m ia r y . zachow ują się kobalt i nikiel. m azurium (Nr 43).2 W czasie. tł. b. ja k już wspom i­ naliśmy. p o z w o liły p rze śle d z ić z m ia n y w id m . lecz odtąd zdołano już w y­ kryć cztery dalsze pierwiastki: hafnium (Nr 72). 61). Seria L szeregu następujących po sobie pierw iastków (w edług Frim ana i Siegbahna). 66). ren (Nr 75) i illinium (Nr. W idma rentgenowskie 239 on 92 pierwiastki. rozd z. 68. na 85 i 87 miejscu. Au Tl Pb Bi Rys. F er m i o b w ie ścił w y k r y c ie p ie r w ia stk a N r 93. (U w .

węgla. ty m więcej.240 Zasady fizyki T A B L IC A 1 N a tu r a ln y szereg p ier w ia stk ó w 1 W odór 32 G erm an 63 E u ro p iu m 2 H el 33 A rsen 64 G ad olin 3 L it 34 S elen 65 T erb 4 B ery l 35 B rom 66 D y sp ro z 5 B or 36 K r y p to n 67 H olm G W ęg iel 37 R u b id 68 Erb 7 A zo t 38 S tr o n t 69 T ul 8 T len 39 Y ttr 70 Itterb 9 F lu or 40 C yrkon 71 K a ssjo p e ju m 10 N eon 41 N iob 72 H a fn iu m 11 Sód 42 M olibden 73 T a n ta l 12 M agnez 43 M azurium 74 W olfram 13 G lin 44 R u ten 75 R en 14 K rzem 45 R od 76 Osm 15 F o sfó r 46 P a lla d 77 Iryd 16 Siarka 47 Srebro 78 P la ty n a 17 C hlor 48 K adm 79 Z łoto 18 A rgon 49 Ind 80 R tę ć 19 P o ta s 50 C yna 81 T al 20 W ap ń 51 A n ty m o n 82 O łów 21 S k an d 52 T ellu r 83 B iz m u t 2 2 T y ta n 53 Jod 84 P o lo n 23 W an ad 54 K sen o n 85 — 24 C hrom 55 Cez 86 R adon 25 M angan 56 Bar 87 — 26 Ż elazo 57 L a n ta n 88 R ad 27 K o b a lt 58 Cer 89 A k ty n 28 N ik iel 59 P ra ze o d y m 90 T or 29 M iedź 60 N eodym 91 P r o ta k ty n 30 C ynk 61 Illin iu m 92 U ran 31 Gall 62 S am ar W w y padkach helu.8. m agnezu. tlenu. neonu. krzem u i siarki. oznaczonych kolejnymi num eram i 2. ciężar atom ow y jest dokładnie dwa razy większy od num eru w szeregu. W innych w y p a d k a c h ciężar atom ow y przekracza podw ójną liczbę porządkow ą. 14 i 16. Ciężar ato- . czyli od ta k zwanej liczby porządkowej. im dalej posuw am y się w szeregu pierwiastków. 10. 12.6.

którego liczba porządkow a je s t 92. w yróżniające się prawie całkow itą obojętno­ ścią chemiczną. sód. c h a ra k terystyczne własności chemiczne i fizyczne pow racają periodycznie. Układ periodyczny pierwiastków 241 m owy uranu. neon. argon. niż pierwiastki o liczbie porządkowej nieparzystej. stało się co p raw da możliwe dopiero wówczas. Szczególnie ciekawą podgrupę stanow ią gazy szlachetne (hel. wynosi np. Meyer i Mendelej ew stworzyli w ten sposób periodyczny układ pierwiastków. że pierwiastki o parzystej liczbie porządkowej w y­ stę p u ją w przyrodzie częściej. m etale alkaliczne (lit. bar i rad). R z u t oka na szereg n a tu r a ln y w ykazuje poza tym od razu. Jeśli zatem wypiszem y poszczególne periody pod sobą. w apń. gdy dzięki znajomości liczb porządkow ych m ożna było dokładnie ustalić liczby miejsc w kolejnych periodach. w k tó ry m szeregi pionowe zaw ierają pierwiastki o zbliżo­ nych własnościach. m ożna utw orzyć pewne uporządkow anie pierwiastków. W układzie periodycznym w yróżniam y według podobnych własności pierwiastków osiem grup. podane w tablicy 2. potas. rubid i cez).1 1 A ż do rok u 1927 u w a ża n o g a z y sz la c h e tn e za c a łk o w ic ie „ b iern e“ . m agnez. czyli chlorowce (fluor. brom . 238. k ry p to n . chlor. d op iero od te g o cz a su p o z n a n o r o z m a ite ich zw ią zk i Zasady fizyki 16 . Tego rodzaju podgrupy tw orzą np. w każdej zaś z nich jeszcze dalsze dwie podgrupy. jod). D okładne jego przedstawienie. że jeśli u staw im y pierwiastki w szereg według rosnących ciężarów atom ow ych. L X III U K Ł A D P E R IO D Y C Z N Y P IE R W I A S T K Ó W J u ż w roku 1869 chem ik niemiecki L o th a r M e y e r i badacz rosyjski M e n d e l e j e w w ykryli jednocześnie w ażny fa k t istnienia periodyczności chemicznej pierwiastków. Stwierdzili oni. s tro n t. in n ą znowu podgrupą są halogeny. lub ziemie alkaliczne (beryl. kse- non i radon).

skąd m ożem y już przypuszczać. Czwarty i p ią ty period obejm ują po osiemnaście pierw iast­ ków. p o n adto podgrupa III jest tu obsadzona piętnastokrotnie przez t a k zwane ziemie rzadkie. 2 x 22. że ładunek dodatni ją d ra atom u srebra je s t 47 razy większy od elem entarnego ła d u n k u elektrycznego. (U w . o ile pozwala n a m są­ dzić o ty m nasza dzisiejsza znajomość pierwiastków.1 Liczby 2. G dy np. ja k po prostu ładunek ją d ra . 2 3 9 n a le ż a ło b y d ziś p o w ied zie ć. 2 x 32. J u ż w kilka miesięcy po od­ kryciu Moseley’a w r. Pierwszy period zawiera zresztą dw a tylko pierwiastki. kończy zaś na gazie szlachetnym . Siódmy period wreszcie. r tę c ią ). Szósty period zawiera aż 32 pierwiastki. że sió d m y period u ryw a się n a sió d m y m m ie jsc u . z o s ta ły w y k r y te p r z ew a żn ie przez R a m s a y ’a. 1 Z god n ie z u w a g ą n a str. tł. na uranie. 8.242 Zasady fizyki K a ż d y period rozpoczyna się od m eta lu alkalicznego. 18 i 32. a mianowicie wodór i hel. srebro posiada w sze­ regu Moseley’a n um er 47. że układ periodyczny pierw iastków daje się sprowadzić do pewnych stosunkow o pro sty c h zależności a rytm etycznych.) . P eriody drugi i trzeci zaw ierają po osiem pierwiastków. W fizykalnej teorii periodyczności chemicznej powstaje naturalnie przede wszystkim zagadnienie teoretycznego znaczenia liczby porządkowej. Liczba porządkow a w skazuje zatem również. w periodach ty c h wszystkie p o dgrupy (16) są obsa­ dzone. nie oznacza to nic innego ponad to. i tu ta j również w podgrupie V I I I w y­ stępuje „ tr ia d a “ (platynowców). z ilu elektronów składa się „układ p la n e ta r n y “ atom u. stoją w pew nym szczególnym związku ze sobą. lecz n a w e t potrójnie. przy czym podgrupa V I I I jest obsadzona nie po pro ­ s tu pojedynczo. urywa się na szóstym miejscu. że liczba porządkow a nie oznacza nic innego. 2 x 4 2. G a zy sz la c h e tn e z n a n e są d op iero od k o ń ca X I X stu le c ia . wyznaczające długości poszczegól­ nych periodów. znajdującego się z in n y m i p ie r w ia stk a m i (n p . m ożna je mianowicie napisać również w postaci 2 x l 2. 1913 V a n d e n B r o e k wypow ie­ dział pogląd.

Q N o fco s CO Ra e o 3 § CO ci o 00 CD co 88 ci lO 3 to Xł a O K> £ * ci cc s O CO \d t- co uo 00 Ci t> 16* .a I ja O CO O co CU Th ci Ci Układ > CD co N § t-H co C3 ci o Ci I 90 Ci Tt< c3 £2 CQ O Ł-ł iO co O r-H t> Ac co co ^ ' 63°° CS O rl.S Ci co LON 89 c to . O 00 c£> O co lO 00 > a rj< Ci ci Ci Gi 2 TABLICA £ co CQ periodyczny t> CO rp t-4 C3 CO C3 co r-< lO H co Oh CS CO co Ci !> tí . o z < X c a OD CD lO CO CD co CU £ o d« co X* O) > ci 7Í o o t>* s lO o CS O CD o Ci r> Ph o CQ ł-H Ci l> lO Si2 w co lO a oo > ci lO lO Ci p ier w ia stk ó w CD o Í-. CU A O co Ł.

244 Zasady fizyk i w stanie elektrycznie ob o jętn y m (a więc niezjonizowanym). W szeregu starannie przeprow adzonych doświadczeń Chadwick ustalił na tej drodze w r. zwane również protonam i. F a k t. praktycznie biorąc. wobec tego zaś z wielkości rozproszenia wiązki cząstek a m ożna obli­ czyć ładunki jąd e r rozpraszających. został potw ierdzony bezpośrednio przez doświadczenia G h a d w i c k a nad przechodzeniem promieni a przez cienkie folie metalowe. różnią się je d n a k swymi ciężarami atomo­ wym i. Jeśli więc c h a ra k te r chemiczny ato m u zależy jedynie od ładunku jego jąd ra . rów ną masie a to m u wodoru. Poszczególne cząstki a doznają mianowicie wówczas w skutek posiadania d o d a t­ niego ład unku odpychań ze stro n y również dodatnio n ała­ dowanych ją d e r atom ow ych m etalu. Je d n a k ż e nastąpiłoby wów­ czas zwiększenie ciężaru atomowego o je d n ą łub dwie. które. stanow iący „ p ra k ty c z n y “ ciężar atom owy. gdyż przeciwne ich ładunki elek­ tryczne zniosą się naw zajem . gdyż ten wyznacza jego miejsce w układzie pierwiastków.. że ładunek elektryczny ją d ra atomowego jest istotnie rów ny iloczynowi liczby porządkowej przez ła d u ­ nek elem entarny. ile takich par dołączym y do jądra. oraz ładunek do d a tn i rów ny ładunkow i elem entarnem u. Gdy te rozm aite t y p y atom ów w y stę p u ją zawsze zmieszane razem w stosunku mniej więcej niezm iennym . J ą ­ dra wodoru. zależnie od tego. J u ż z teorii zatem w ynika możliwość. czyli laką sam ą na­ turę chemiczną. o trz y m u je m y pewien w przybliżeniu stały ciężar miesza­ niny. n a tu ra chemiczna pierw iastka nie powinna ulegać zmianie. rtęci zaś — osiemdziesiąt. posiadają zatem masę. tlenu — osiem. podaw any . gdy jednocześnie d o d a m y do jąd ra pro to n i elektron. że pierwiastki che­ miczne sk ładają się z atom ów kilku typów . jądro azotu m a siedem planet. 1"920 zupełną zgodność liczby porządkow ej Moseley’a z liczbą ładunków elem entarnych jąd ra . po­ siadając jednakow e ładunki jądrowe. czy też trz y jednostki itd. żelaza — dwadzieścia sześć. T a k np.

spektroskopię masową. podobnie ja k elektrony czy też cząstki a. . w w ypadku węgla i azotu. P ro ­ mienie dodatnie składają się z dodatnio naładow anych atom ów gazu.1 został po raz pierwszy w y k r y ty w r. uzyskanych przez A stona. że pierw iastek może składać się z kilku odmian o różnych ciężarach atom ow ych. W len sposób m ożem y również zrozumieć. w innych zaś w y p a d k a c h znacznie odbie­ gają od liczb całkowitych. o ciężarach ato m o ­ 1 Isos łopos o z n a c z a po greck u to sa m o m ie jsc e (m ia n o w ic ie w u k ła d zie p e r io d y czn y m ). utw orzonych z cząstek o różnej masie. neonu. i o trzym ania na tej drodze oddzielnych śladów róż­ nych izotopów na kliszy fotograficznej. k tóre w ystę­ pu ją w ru rk a c h do w yładow ań jednocześnie z promieniami katodow ym i. J . gdy próżnia jest dostatecznie wysoka. dlaczego praktyczne ciężary atom owe w wielu w yp a d k a c h w y ra ż ają się licz­ bami prawie dokładnie całkowitymi. A s t o n rozwinął w r. doszedł on do tego. nieprzekraczającym jednej dzie- sięciotysięcznej ich wartości. stanowi mieszaninę dwóch izotopów o m asach 20 i 22. ja k np.2. izotopów. że neon. W te n sposób T hom son mógł ustalić. było stwierdzenie. że chlor. Cząstki promieni do­ da tn ic h doznają w polu elektrycznym odchylenia. F a k t.46) od liczby całkowitej. tzw. k tó ry w ykazuje szczególnie silne odchylenie ciężaru atomowego (35. doskonaląc ją stale wraz ze swymi w spółpracownikam i. że dzisiaj za po­ mocą spektrografu masowego m ożna porów nyw ać ze sobą m asy atom ów z błędem. zawartego w rurce. którego tablicowy ciężar ato m o w y wynosi 20. Thom son po­ sługiwał się tzw. 1919 m etodę T hom sona w tzw. Wielkość odchylenia zależy je d n a k od m asy. 1913 przez J . T h o m s o n a na przykładzie gazu szlachetnego. Układ periodyczny pierwiastków 245 przez chemików w tablicach ciężarów atom ow ych. J e d n y m z pierwszych i n a j­ piękniejszych wyników. prom ieniam i dodatnim i. stanowi mieszaninę dwóch izotopów. a stą d w ynika możliwość oddzie­ lenia od siebie promieni.

0 oraz 37.246 Zasady fizyk i wych w yrażających się liczbami całkow itym i 35.2 J a k o przykład spektro- gram u masowego m a m y n a rys. pom ijając n a t u ­ ralnie pierwiastki czyste. 69. niż jedenaście. z którego również bardzo ładnie w ynika. na którym uw ydatnia się istnienie pięciu izotopów. Spektroskopia masowa zawodzi na tu ra b iie w takich w ypadkach. B ain b rid g e^. Należy p rzy ty m na tu ra ln ie zastrzec się. liczbie porządkowej stwierdzono na ogół. W w y p a d k u pierwiastków o nieparzystej tH H 1 11 1 1 1 76 74 73 72 70 Rys. o cięża­ rach atom ow ych różniących się o dwie jednostki. najcięższy — 124. Astonowską m eto d ą spektroskopii masowej zbadano już większość pierw iastków pod względem ich składu izo­ topowego i jedynie niewiele spośród nich okazało się „czy­ stymi p ierw iastkam i“. które nie zostały dostrzeżone jedynie w sk u te k tego. W edług K . p o d ru gie za ś — p ierw o tn ie g a z o w y m sta n e m k u li z ie m sk iej. . że ciężary atom ów są liczbami całkowitymi. gdy jeden z izotopów jest reprezentow any 1 Is tn ie n ie trzecieg o iz o to p u ch lo ru o cięż a r z e 3 9 je s t w ą tp liw e . niż odm iana cięższa.0. dla cyny nie m niej. T . 2 S ta ło ść ciężaru a to m o w e g o m ie sz a n in y iz o to p ó w tłu m a c z y się po p ierw sze id e n ty c z n y m i w ła sn o śc ia m i c h e m ic z n y m i iz o to p ó w . Najlżejszy izotop cy n y m a ciężar atom ow y 112. np. gdy tablicow y ciężar atom ow y c yny wynosi 118. że i te pierwiastki mogą również zawierać izotopy.1 W w y ­ p adku n a to m ia s t pierwiastków o parzystej liczbie porządko­ wej często zn a jd u jem y większą ilość izotopów. że są z b y t rzadkie. Z ciężaru m ieszaniny wynika. jedynie p a r y izotopów.70. 69 przytoczony według B ainbridge’a spektrogram germ anu. że w jej składzie od­ m iana lżejsza w ystępuje w ilości mniej więcej trz y k ro tn ie większej. Spektrogram masowy germ anu.

zgodnie z teorią prążek. niż m asa p ro ­ tonu. niż długość fali zwykłego czerwonego prążka wodoru. zawartego w wodzie. którego ciężar atom ow y wynosi 14. k tó ­ rego długość fali je s t o 1. Później udało się również różnym innym badaczom stwierdzić istnienie cięż­ kiego izotopu wodoru za pom ocą spektrografu masowego (rys. jak i jest niezbędny do o trzym ania doskonałej zwykłej fotografii w idm a wodoru. J e d e n a to m tlenu o ciężarze 18 przy p a d a mniej więcej na 600 n orm alnych atom ów o ciężarze 16.79 A większa. również i w węglu (ciężar atom ow y 12. gdzie m ożna było icli oczekiwrać dla wodoru o masie ją d ra dw ukrotnie większej. U r e y oraz jego współpracownicy fotografo­ wali w ty m celu w zwykły sposób widmo wodoru. 70). Inni fizycy a m erykańscy wykryli następnie między innym i również i w azocie. zmieszany z azotem norm alnym mniej więcej w stosunku 1 do 300. Przełom owy postęp w m etodach badania izotopów sta n o ­ wiło zatem w ykrycie przez fizyków am erykańskich G i a u - q u e ’a i J o h n s t o n a w r.000 ra z y w stosunku do tego. Przedłużyw szy czas 4. rzadki izotop o ciężarze a to m o ­ w ym 15. obok znanych prążków w idm owych w y­ stępują jeszcze dodatkow e bardzo słabe prążki właśnie w ty c h m iejscach. 1932 n a podstaw ie poprzednich obliczeń B i r g e ’a.008. że istotnie. mogli oni stwierdzić. odkrycia tego dokonano do­ świadczalnie w r. 1929 na drodze optycznej. Oddzielenie na drodze elektrochemicznej cięż­ kiego wodoru. jeden zaś atom tlenu o ciężarze 17 na mniej więcej 2000 do 3000 atom ów norm alnych.00) w y k ry to rzadki izotop o masie 13. dwu rzadkich izotopów tlenu o ciężarach atom ow ych 17 i 18. Układ periodyczny pierwiastków 247 bardzo słabo jedynie w stosunku do izotopu głównego. Badacze ci znaleźli np. N ajwiększą sensacją w dziedzinie b a d a n ia izotopów stało się je d n a k odkrycie ta k zwanego ciężkiego wodoru o ciężarze atomowym dwa. prze­ ciągnęli je d n a k czas naświetlania znacznie ponad zwykle przyjęte norm y. a mianowicie przez dokładne zbadanie widm cząsteczko­ wych. powiodło się po raz .

że zam arza ona w tem p e ra tu rz e 3. Istotnie. wrze w 101. c ięż k a w o d a za w iera m n iej w ięcej je d e n a to m n a jc ię ż ­ szeg o w od oru n a 3 m ilio n y a to m ó w w od oru c ięż k ieg o . oraz T u v e ze w sp ó łp r a c o w n ik a m i) stw ie r d z ili. . P o d cza s g d y w z w y k łe j w o d z ie z n a jd u je m y jed en a to m cięż k ieg o w od oru m n iej w ięcej n a 6 .6° C. że pod koniec r. M etoda ich zo­ stała t a k w ydoskonalona przez L e w i s a i jego w spółpra­ cowników.i LXIV PR O M IE N IO T W Ó R C Z O Ś Ć Zgodnie z nowoczesnym ujęciem budow y układu pier­ wiastków m usim y oczekiwać. że ciężka woda posiada gęstość o mniej więcej 11% większą od zwykłej 17 16 13 12 H2 MM I /■u „ Rys.42° G i wreszcie posiada największą gęstość nie j a k zwykła woda w 4°. lecz w 11. 1933 rozporządzali już oni kilkuset ce n ty m etram i sześciennymi praw ie zupełnie czy­ stej „ciężkiej w o d y “ . o cięż a rze a to m o w y m 3. D ow ód doświadczalny istn ien ia izotopu w odoru o ciężarze atomowym 2. że c ię ż k i w o d ó r zaw iera je sz c z e c ię ż sz y iz o to p w o d o ru . Badacze ci stwierdzili.248 Zasady fizyki pierwszy W a s h b u r n o w i i U r e y ’o w i. 1 W k w ietn iu roku 1931 b a d a c z e a m e r y k a ń sc y (B le a k n e y ze w sp ó łp ra co w n ik a m i.8° G. 70.0 0 0 a to m ó w w od oru z w y k łe g o . wody. że promieniotwórczość zwią­ zana jest zawsze z przem ianam i pierwiastków.

fa k t zachodzenia promieniotwórczych prze­ m ian pierwiastków staje się n a ty c h m ia s t zrozumiały. Z p u n k tu widzenia powstałej później jądrowej teorii a to m u . radon. czy też fi. ro zd z. do zerowej. J a k w y k azały dokładniejsze badania pierw iastków p ro ­ m ieniotwórczych. co oznacza to samo. ja k już widzieliśmy. Rad należy do d r u ­ giej g rupy układu periodycznego. masę zaś czterokrotnie większą od protonu. P rzem iana fi nato m ia st podwyższa liczbę porządkow ą o jednostkę bez dostrzegal­ nej zm iany ciężaru atomowego. Promieniotwórczość 249 już w r. przy czym odryw anie się w yrzucanych przez atom cząstek a i fi zmienia c h a ra k te r chem iczny atom u pozo­ stałego. czyli. n a to m ia s t radon. po w sta ją c y bezpośrednio z radu. spontanicznem u roz­ padowi. a mianowicie rów ny 222.1 procesy rozpadu promieniotwórczego m uszą być oczywiście umiejscowione we w nętrzach jąder atomo­ wych. Przem iana a przesuwa więc pierwia­ stek prom ieniotwórczy o dwa miejsca w lewo w układzie periodycznym . a wielkość ła d u n k u ją d ra określa c h a ra k te r che­ m iczny atom u. do ósmej grupy. czy rozp a d a ją c y się atom wyrzuca cząstkę a. ponieważ zaś w yrzucane cząstki niosą ład u n k i elek­ tryczne. Zależnie od tego. gdy ciężar atom ow y radu wynosi 226. przem iana a obniża chemiczną liczbę porządkow ą o dwie jednostki i jed n o ­ cześnie ciężar atom ow y—-o cztery. jako gaz szlachetny. k tó ry w yrzucił cząsteczkę a. które w yróżniam y jako przem iany a i przem iany fi. n a to m ia s t przem iana f i — o jedno miejsce w p r a w o . Ponieważ. gdyż cząstki fi są to po prostu elektrony. cząstka a posiada ładunek dodatni. poza nielicznymi 1 P or. że a to m y substancyj prom ie­ niotwórczych podlegają ciągłemu. istnieją dwa rodzaje przem ian. m ożna je wszystkie. . 1902 R u t h e r f o r d i S o d d y potrafili uzasadnić doświadczalnie pogląd. 60. rów ny dwu e lem entarnym k w a n to m elektryczności. Istotnie. posiada ciężar a tom ow y o cztery jednostki niższy od radu.

C . Czas przepołowienia rad u wynosi 1580 lat. U ran I należy więc do długowiecznych pierwiastków promienio­ twórczych. w ten sposób. em anacja radow a lub r a ­ don. w sz y stk ie p o z o sta łe n a to m ia st — p rzem ia n ie/? . N a 1 0000 a to m ó w rad u C c z te r y p o d le g a ją p r z em ia n ie a. E i F . że po upływie 4 y2 m iliarda lat początkowa ilość tego pierw iastka zmniejsza się do połowy w skutek ustawicznego rozpadu jego atom ów. przez ogółem 8 przem ian a i 6 przem ian fi. Najw ażniejszy z tych szeregów jest szereg uranowo- rad owy. li­ cząc wysyłane przezeń cząstki a.8 d n ia.250 Zasady fizyki w y ją tk a m i. u ran II. p r a ­ szczura szeregu uranowego. od niego z kolei prow adzą dwie następujące po sobie p rzem iany a w prost do radu. B . rad G. a więc trw ały. zaś liczba porządkow a ołowiu uranowego wynosi 82. . je s t z n a n y również pod nazw ą polonu. przez przem ianę a pow staje z niego niepro- mieniotwórczy już. i dlatego bywa również zw any ołowiem uranow ym . m a czas przepołowienia rów ny tylko 3. Pow staje on z uranu I. pierwiastek. Uran I ma ciężar atom ow y 238 i ta k zw any czas przepołowienia rów ny 4 ]/2 m iliarda lat. Pow stająca z rad u przez przem ianę a su b stancja pochodna. a więc jest o 10 mniejsza od liczby porządkowej u ranu (92)^ 1 P rzy ra d zie C za c h o d z i r o z g a łę z ie n ie szereg u p rzem ia n . ustawić w trz y szeregi przem ian. Rozpoczyna się on od uranu I. że każdy pierwiastek danego szeregu pow staje z poprzedza­ jącego go w tym szeregu za pośrednictw em przem iany a lub fi. zwane r a ­ dami A . co m ożna było stwierdzić bezpośrednio. O sta te c z n ie je d n a k w s z y s tk ie a to m y radu C p rzech od zą w a to m y rad u D . Za pośrednictw em jednej przem iany a i n a stę ­ pujących po niej dwóch przem ian /? powstaje z ur anu 1 znacznie krócej żyjący i dlatego rzadszy izotop jego. nieco trwalszy.5 dni.Z n ie j po­ w stają następnie kolejno k rótkotrw ałe pierwiastki. gdyż jego czas przepołowienia wynosi 136. k tó ry stanowi pewną odm ianę ołowiu. cięższego z dwu izotopów pierw iastka o liczbie porządkowej 92. R ad F. odpowiednio do tego jego ciężar atom ow y jest o 32 niższy od ciężaru atomowego u ra n u I (206 zam iast 238). oznacza to. D .

2 Czasy przepołowienia pierw iast­ ków prom ieniotwórczych w a h a ją się od mniej więcej bilio­ nowej części se kundy w w y p a d k u toru C. Cząstki a.3 nios. posiadają określoną prędkość początkową. ja k stw ier d z o n o w roku 1933. Prom ienie a. dalej sa m a r i niektóre inne ziemie rzadkie oraz. iz o to p toru . pochodzący od to ru o liczbie porządkowej 90 i szereg aktynow y. sam ar oraz b ery l w y s y ła ją p ro m ien ie a. ten ostatni szereg stanowi praw dopodobnie pewne odgałęzienie sze­ regu uranow o-radowego.4 Gdy p ro ­ mienie a przechodzą przez powietrze lub inne sub­ stancje. rozd z. w po­ wietrzu zasięg cząstek a różnych pierwiastków prom ie­ 1 S u b sta n c jfi m a c ie r z y stą p r o ta k ty n u je s t p r a w d o p o d o b n ie tz w . pierw iastka o liczbie porządkowej 91. zwanej zasięgiem. do około biliona lat w w y p a d k u potasu i berylu. że n ie z a w sz e c z ą stk i a. działanie ich u staje raptow nie po przebyciu pewnej określonej odległości. zależnie od rodzaju przem iany. że. Promieniotwórczość 251 Dużo analogii z szeregiem uran o w y m w y kazują dwa po­ zostałe szeregi. c h a ra k te ry z u ją c ą ten pierwiastek. j a k już w spom niano wyżej. Promieniowanie. w yw odzący się z pro- t a k ty n u .) . pochodzące z jednego pier­ w iastka promieniotwórczego. zawiera nie tylko. szereg torow y. p o c h o d zą c e z je d n e g o p ierw ia stk a . w y ­ k a z a ły jed n a k . lecz pon a d to również bardzo krótkofalow e promieniowanie rentgenowskie. 59. 3 P or. uran Y . również i beryl. w y rz u ­ cane z rozpadającego się jąd ra . wychodzące z p re p a ra tó w promienio­ twórczych. wynoszącą od 5 % do 7 % prędkości światła. (U w . 2 N a sz c z e g ó ln ą u w a g ę za słu g u je fa k t. 1 D o k ła d n e b a d a n ia p rzep ro w a d zo n e w c ią g u o sta tn ic h la t. jak się zdaje.i do­ d a tn i ład u n e k elektryczny i opuszczają substancję pro­ mieniotwórczą z prędkością. cząstki a oraz noszące miano cząstek fi elektrony. zwane prom ieniam i gamma.1 Poza tym i trzem a szeregami w ła­ sności promieniotwórcze p o siad ają jeszcze pierwiastki potas i rubid. k tó r y z n a jd u je m y ja k o d o m ie sz k ę w uranie. m a ją w sz y stk ie tę sa m ą p ręd k o ść. tł.

10'11 cm) co odpowiada napięciu około dwóch milionów woltów. 71. Rys. D okładne p om iary w ykazały. z to ru C. Promienie ¿9. Rys.006 A (czyli 6. posiadają prędkości. prócz tego widzimy jeden to r cząstki a o szczególnie du ż y m za­ sięgu. cały u ran przem ienia się stopniowo w izotop 1 P or. im prędszem u rozpadowi podlega źródło pro ­ mieni a. Zjawiska promieniotwórcze nastrę cz a ją interesującą możliwość w yznaczenia wieku ziem i. 71 po k a ­ zuje tego rodzaju zdjęcie promieni a. że liczba w ysyłanych w pew nym określonym czasie kw a n tó w prom ieni y jest rów na liczbie atom ów.252 Zasady fizyki niotw órczych wynosi od 2 % do 11% cm. promienie y nie są odchy­ lane w polu m agnetycznym . 60. jak już w spom nia­ no w yżej. m a ją bardzo małe długości fali. rozdz. J a k ju ż zaznaczono uprzednio. schodzące aż do 0. jako w yjątkow o tw arde promienie rentgenowskie. W przeciwieństwie do naładow a­ nych elektrycznie cząstek a i /?. że p r e p a r a t wysyła dwa rodzaje promieni a o różnych zasięgach. Promienie y. wychodzących z to ru C. G ru p a torów cząstek U. zbliżające się niekiedy aż do prędkości światła. ro zp a dających się w preparacie w ty m sa m y m czasie. N a ogół zasięg jest ty m większy. Za pom ocą wilsonowskiej m eto d y sm ug mgły1 m ożna wyznaczyć dłu­ gość zasięgu bezpośrednio na fotografii. . Na fotografii widać wyraźnie.

1 1 P or. k tó ry różni się jednakże od „zwykłego“ ołowiu swym ciężarem atom ow ym . k tóre na pewno nie należały do naszego układu słonecznego (o czym m ożna było sądzić z hyperbolicznej postaci ich toru) leży również w granicach od połowy do trzech miliardów lat. k tó re zostają przeważnie zaham ow ane w minerale. a następnie zebrać go i zmierzyć jego ilość. Analizy w ykazały. Istotnie. 76. dochodzące aż do około 1850 milionów lat. wszystkie m inerały uranowe zaw ierają ołów. wobec tego m inerały uranowe o wieku 800 milionów l a t m u ­ siałyby zawierać 10% ołowiu uranowego itd. Ze zna­ nego czasu przepołowienia u ranu wynika. że wiek wszechświata jest tego samego rzędu wielkości. P a n e t h zdołał przeprowadzić t ą m eto d ą niezmiernie cie­ kawe określenia wieku meteorów. gdy na powierzchni ziemi w ytw orzyła się stała skorupa. Ponieważ ołów stanowi nierozpadający się już dalej p r o d u k t końcowy szeregu uranowego. rozd z. ja k a zaś znajdow ała się od po­ czątku w minerale uranow ym w postaci zwykłego ołowiu. Drogą ogrzewania m ożna wypędzić gaz z m inerału. Na wiek m inerałów uranow ych z n a jd u jem y zatem na tej drodze wartości. że wiek takich na w e t m eteorów. że w przeciągu około 80 milionów la t rozpada się 1 % początkowo danej ilości uranu. a następnie po zo­ bojętnieniu elektrycznym pozostają w minerale w postaci atom ów helu. Doprowadziły go one do w yniku. Ten wysoce nieoczekiw any w ynik pozwalałby zatem przy­ puszczać. . z ilości zawartego w nich helu. ja k a jego ilość powstała z uranu. mniej jed n a k dokładnie. W iek m inerałów prom ieniotwórczych m ożna również wyznaczyć. że praw dopodobnie 2 m iliardy la t minęło już od czasu. że zaw artość ołowiu uranowego sięgać może aż do mniej więcej 2 3 % zawartości uranu. wyznaczenie ciężaru atomowego tego ołowiu pozwala n a ty c h m ia s t wywnioskować. Hel ten tw orzy się z cząstek a. Promieniotwórczość 253 ołowiu. tak. co i wiek ziemi.

m asa 4). B ra k trzeciej jeszcze gałęzi w skazuje na to. że cząstka a. k tó ra w yrzuca proton z ją d ra azotu. ażeby otrzym ać fotografie kilku w ypadków rzeczywiste­ go rozbicia. R uth e rfo rd zdołał wyzwolić z ją d e r azotu jądra wodoru. krótsza gałąź — t o r odrzuconego wstecz pozbawionego protonu ją d ra azotu. p o n a d to podlegają im. zatem po zobojętnieniu powinniśm y otrzym ać w wyniku atom izotopu tlenu o ciężarze a to ­ m owym 17 (ładunek 8). 1919 R u t h e r f o r d po raz pierwszy dokonał rozbicia alomu pier­ w iastka na drodze sztucznej. opierając się na wiel­ kości ich zasięgu oraz odchylenia ich torów w polach elektrycznym i m agnetycznym .— przynajm niej o ile chodzi o przem iany promieniotwórcze. przebiegające spontanicznie i nie poddające się ż adnym wpływom zew nętrznym . wyrzuconego z rozbitego ją d ra azotu. sam a p r a ­ w dopodobnie pozostaje w ty m jądrze. j a k ślad cząstki a rozgałęzia się w dwóch kierunkach. Gdy więc w r. 72 przedstaw ia przykład takiego zdjęcia. B o m b a rd u ją c azot cząstkam i a. m asa 14) zamienia jeden proton (ładunek 1. W idzim y n a nim. Ponieważ w pro­ cesie ty m pierwotne jądro azotu (ładunek 7. czyli protony. Długa cienka gałąź przedstaw ia to r pro­ tonu. — tylko pierwiastki o najw yższym ciężarze atom ow ym . wywołało to słusznie nie­ zwykle wielkie wrażenie. Rys. co mógł stwierdzić. LX\ R O Z B I J A N I E ATOM ÓW Promieniotwórcze przem iany pierwiastków stanow ią procesy. W dalszych doświadczeniach udało się R u t h e r f o r d o ­ . K ilka l a t później powiodło się B l a c k e t t o w i przez za­ stosowanie m eto d y W ilsona sfotografować bezpośrednio a k ty rozbijania jąder. p rzy czym był to pierwiastek o niskiej liczbie porządkow ej. m asa 1) na cząstkę a (ładunek 2. układające się w szeregi przem ian. W obec rzadkości tak ic h procesów należało w ykonać zdjęcia torów kilkuset tysięcy cząstek a.

w ysyłanym przez p r e p a r a ty promieniotwórcze. po czym rozpada się ono na dwie cząstki a. p a d a na lii. wytworzone sztucznie w wo­ dorze. że stosunkowo po­ wolne promienie protonowe. Cockcroft i W a lto n mogli zauważyć emisję cząstek a z litu już p rzy użyciu protonów przyspieszanych n apię­ ciem 30. iż mniej więcej jeden n a sto milionów protonów przenika do ją d ra litu. J a k o środek do rozbijania służyły początkowo cząstki a (mianowicie szczególnie p ręd­ kie cząstki. jak również K i r s c h o w i i P e t t e r - s s o n o w i rozbić jeszcze liczne inne pierwiastki. Gdy strum ień powolnych p ro to ­ nów.ha dwie. Rozbijanie atomów 255 w i i ('. przez to m asa tego ją d ra zwiększa się z 7 na 8.000 woltów. W roku 1932 C o c k c r o f t i W alton niespodziewanie wykryli. Ze w zrostem napięcia zwiększa się 1 R ad C1 p o w sta je za p o śre d n ic tw em p r z e m ia n y z radu C i p rzech o d zi n a stę p n ie w rad D p rzez p rzem ia n ę a. Można sądzić. zostaje wówczas w yrzucona z litu duża liczba cząstek a. odpow iadający prądow i o natężeniu jednej milionowej a m pera. a przede w szystkim pierwiastki o niskim ciężarze atom ow ym . i wyswobodzić z nich protony. posiada­ jących prędkość. odpow iadającą najszybszym cząstkom a. . stanow ią bardzo sku­ teczny środek wywoływania p rzem ian pierwiastków . wysyłane przez ra d C’1) jednakże za ich po­ średnictw em m ożna było ro­ zbijać tylko nieliczne ato m y i nigdy nie udało się uzyskać większych wydajności. ko w i.

M ożliw e je s t z a te m . zbadane przez B rascha i Langego. ty m w ię k sz a je s t siła o d p y c h a n ia . dały się rozbić. z którego w yrzucane były cząstki a o szcze­ gólnie dużym zasięgu. ż e w w y p a d k u r o zb ija n ia o ło w iu za c h o d z i w ła śc iw ie zja w isk o w tó r n e . O wiele jeszcze większe wydajności niż Cockcroft i W al- ton osiągnęli B r a s c h i L a n g e . dorów ny­ wały one prawie swą tw ardością promieniow aniu radu. gdy tym czasem cały św iatow y zapas r adu wynosi dzisiaj zaledwie około połowy kilograma. godzinami jeszcze m ożna następnie czy­ tać w świetle fosforescencji takiego kryształu. wywoływały rozpad od dziesięciu do stu milionów atom ów litu. 6 6). wśród nich.4 milionów woltów. W doświadczeniach ty ch autorów promienie protonowe.256 Z asady fizyki szybko liczba w yrzucanych cząstek a. Co się tyczy natężenia promieni. jakie byłoby wysyłane przez kilka tysięcy kilogramów radu. p rzy czym jądro boru po w bi­ ciu weń pro to n u rozpada się na trz y cząstki a. . co było dość nieoczekiwane. K ryształ szpatu islandzkiego zostaje pobudzony przez takie promienie do bardzo silnego świecenia o natężeniu.1 Stosując swe w yjątkow o wysokie napięcia Brasch i Lange zdołali następnie również otrzym ać niezwykle prze­ nikliwe i intensyw ne promienie katodow e i rentgenowskie. również i ciężki pier­ w iastek ołów. Również i ato m y boru o masie równej 11 są w znacznej mierze i-ozbijane przez promienie protonowe. sięgającym kilkuset świec. Praw ie wszystkie pierwiastki. Promienie katodow e o ta k wysokim napięciu mogą prze­ biec w powietrzu drogę około 10 m etrów. ja k ie w y w ie r a d o d a tn io n a ła d o w a n e ją d ro a to m o w e n a z b liż a ją c y się p ro to n lub c z ą stk ę a.4 milionów woltów. w y w o ła n e p rzez w y r z u co n e p o c z ą tk o w o n e u tr o n y (p or. gdy napięcie sięgało 2. P róby. k tórzy stosowali chwilowe napięcie 2. wytw orzone w czasie je d ­ nego w yładowania. ro zd z. uzyskanych wówczas przez ty ch badaczy. 1 Im w y ż sz a je s t ch em icz n a liczb a p o rzą d k o w a (a w raz z n ią i ciężar a to m o w y ). dorównywało już ono natężeniu pro­ mieniowania.

tak. nie mogą więc oczywiście wchodzić tu ta j w grę zwykłe obojętne a to m y wodoru. LXVI N E U T R O N I D O DA TNI E L E K T R O N Aż do roku 1932 powszechnie uważano za podstawowe cegiełki m aterii ujem nie naładow any elektron i 1838 razy cięższy dodatni proton. trafiając w dodatnio n ałado­ wane jądro atomowe. te bowiem posiadają stosunkowo dużą objętość1 i wobec tego bardzo m ały zasięg. Niezależnie od Chadwieka podobne wyniki uzyskali I r e n a C u r i e (córka pani Curie-Sklodowskiej. p rzy czym masa ich jest prawie równa masie protonu. Posiadają one wysoką przenikliwość. jakie­ m u podlegają dodatnie p ro to n y lub cząstki a. dotyczyły one neutronu i dodatniego elektronu. Zasady fizyki . okazały się nadzwyczaj skutecznym środ­ kiem wywoływania przem ian atomów. nie doznają one odpychania. zwane dzisiaj powszech­ nie neutronam i. Z początkiem tego roku C h a d - w i c k wykrył. 1932. Przyczyna tego leży praw dopodobnie w tym . że. że z berylu. dokonane w r. N e u tro n y w yrzucają z atom ów azotu i tlenu bardzo szybkie cząstki a. bom bardowanego cząstkam i a. To głęboko zakorzenione w yo­ brażenie zostało jednakże obalone przez dwa sensacyjne odkrycia. w yrzucane są pewne cząstki. są obecnie w toku w rozm aitych za­ kładach badawczych. Neutron i dodatni elektron 257 zmierzające do wytworzenia napięć. dochodzących do 10 milionów woltów. Te nienaładow ane cząsteczki. że wynikiem przem iany jest zmniejszenie m asy o 3 jednostki przy jednoczesnym obniżeniu liczby po rzą d ­ 1 Ś red n ica a to m u w o d o ru je s t ok o ło 1 0 . wsławionej odkryciem radu) i J o l i o t .0 0 0 r a zy w ię k sz a od śr ed n icy p ro to n u c z y też c z ą stk i a. które nie są naładowane elektrycznie.

W sk u te k tego cząstki te mogą przenikać p ły ty ołowiane o grubości dochodzącej do 10 m etrów . 1933 m etodę. m asa n a to m ia s t — masie elektronu. W ykrycie dodatniego e- lektronu było wynikiem b a d a ń n a d tzw. naładow anych elek­ trycznie i obdarzonych olbrzym ią energią. A nder­ son był w stanie stwierdzić. nie posiadające żadnego w ogóle elektronu. P orów nyw ając zasięgi ty c h cząstek. wywołało odkrycie dodatniego elektronu. są to więc atom y. któ ry c h ładunek odpowiada d o d atniem u ładunkow i ele­ m e n ta rn e m u . . J a k w iem y dzisiaj. odpow iadającą napięciom od 200 milionów do 10 m iliardów woltów. n a to m ia s t c z ą stk a a m a sę 4 i ła d u n ek 2. B la­ c k e tt i Occhialini wynaleźli w r. dokonane w r. promieniowanie to. 1912. Jeszcze większe bodaj wrażenie.258 Zasady fizyki kowej o dwie jedn ostki. k tóre praw dopo­ dobnie pochodzi z przestrzeni kosmicznych. niż odkrycie neutronu. foto- 1 N eu tro n m a m a sę 1 i ła d u n e k 0. zostało w y­ k ry te przez H e s s a jeszcze w r. w ytw a rz an y c h praw dopodobnie wtórnie przez działanie promieni kosmicznych. któ ry m b rak zatem zupełnie „układu p la n e t“ .1 Możemy uważać n e u tro n y za a to m y pierw iastka o liczbie porządkowej zero. składa się ono głównie z cząstek. Na jeden c e n ty ­ m e tr k w a d ra to w y powierzchni ziemi p a d a przeciętnie ze w szystkich kierunków w przybliżeniu 1 % cząstki „kos­ m icznej“ na sekundę. 1932 przez A n d e r s o n a i potwierdzone następnie przez B l a c k e t t a i O c c h i a l i n i e g o . przebiegających przez kom orę Wilsonowską. pozwala­ jąc ą auto m a ty c z n ie fotografować t o r y przenikliwych pro­ mieni. że istnieją wśród nich cząstki. A ndersonowi udało się sfotografować w spom inaną już często m e to d ą W ilsona to ry naładow anych elektrycznie cząstek. wielkości zakrzywień ich torów w polu m a ­ gnetycznym i wreszcie kierunki ty c h zakrzywień (przy czym znany był również kierunek biegu cząstek). prom ieniowa­ niem kosm icznym .

positronu. Pokazało się wyraźnie. ja k go nazwano później. w ciągu 1933 r. 73. zauważyli występow anie d odatnich elektronów również i w w a ru n k a ch czysto la b o ra to ry jn y c h pod działaniem bardzo tw ardych promieni y. (Należy zwrócić uwagę na półkole u góry na prawo). -Neutron i dodatni elektron 259 grafie te potw ierdzają odkrycie Andersona. p rzy czym zachodzi wówczas rzeczy­ wista materializacja świalla. a mianowicie przem iana świa­ 17* . że w procesie ty m k w a n ty promieni y o d d a ją swą ener­ gię na wytw orzenie p a r y elektronów : elektronu do­ datniego i ujem nego. gdy Rys. 73. a następnie I r e n a C u r i e i L i z a M e i t n e r . Istnienie dodatniego elektronu czy też. J e d n ą z nich w idzim y na rys. rozmaici badacze. Dośw iadczalne wykazanie istnienia elektronu dodatniego. przede w szystkim sam Anderson. zostało w zupełności ugruntow ane.

że listek aluminiowy. 1 P o tr z e b n a do te g o m in im a ln a en erg ia o k a z u je się rów n a w ła sn ej en ergii pary e le k tr o n ó w (p or. ro zd z. wyrzuca w dalszym ciągu positrony naw et po usunięciu p rep a ra tu . magnez czy też glin. a mianowicie w pewne c h a ra k te r y ­ styczne tw arde promienie X. podobnie do glinu zachow ują się również magnez i bor. . Znaleźli oni mianowicie. Szczególnie w ydajne źródło positronów uzyskujem y. osadzając polon na glinie i przykryw ając go znów glinem. Promienie a. P rz y pom ocy stosow nych m etod chemicznych Irena Curie i Jo lio t byli w stanie wykazać. radiokrzem u 3 % i wreszcie radiofosforu — 2 % m inuty.260 Zasady fizyki tła w m aterię. że positrony m ogą istnieć trw ale jedynie we­ w n ą trz ją d e r atom ów. że powstające w ten sposób swobodne positrony nie są trwałe i po k ró tk im czasie każdy z nich podlega znów demalerializacji wraz z jakim ś n a p o tk a n y m elektronem u jem nym . (wysyłające positrony). ja k i jej zanikanie. ato m y azotu. W doświadczeniach ty ch po raz pierwszy zaszedł w ypadek stwierdzenia metodami chem icznym i sztucznej przem iany pierw iastka. stanowiące nieznane poprzednio nietrwałe izotopy ty ch pierwiastków. 75). zależnie od tego. przy czym zostają wyzwolone positrony. dzięki k tórem u poznano zupełnie nowy rodzaj prom ienio­ twórczości. p rzy czym obie te cząstki przekształcają się w promieniowanie. krzem u lub fosforu. rozbijają a to m y glinu. p o d d a n y działaniu promieni a p r e p a ra tu polonu. przy czym p ro to n y stanow ią p rzy­ puszczalnie połączenia neutronów z positronam i.1 Odwrotnie. że. jak znalazł Joliot. czy bom bardow ano cząstkam i a bor. doświadczenie wykazało rów ­ nież. 1933 po raz pierwszy m ożna było rzeczywiście zaobserwować za­ równo sztuczne tworzenie m aterii. W ten sposób w r. Czas przepołowienia otrzym anego w te n sposób „ ra d ioazotu“ wynosi 14 m inut. W ydaje się. wysyłane przez promienio­ tw órczy polon. po­ w s ta ją promieniotwórcze. Stwierdzenie tego faktu doprow a­ dziło Irenę Curie i J o l i o f a do zadziwiającego odkrycia.

Poziom y energetyczne atomów 261

W r. 1934 udało się następnie F e r m i e m u wywołać
sztuczną promieniotwórczość (wysyłanie promieni fi) przez
bom bardow anie rozm aitych pierwiastków neutronam i.
Silne efekty występow ały np. w żelazie, chlorze, srebrze,
jodzie i chromie, przy czym radiopierwiastki, powstające
przez przem ianę ty ch pierwiastków, m a ją czasy przepo­
łowienia wynoszące od p a ru sekund do p aru godzin.

LXVII
PO Z IO M Y E N E R G E T Y C Z N E ATOMÓW

Procesy, zachodzące w jądrach atom ow ych, są zwią­
zane, ja k już widzieliśmy, z w ym ianam i stosunkowo ol­
brzym ich ilości energii, czy to wówczas, gdy doprow a­
d zam y energię z zewnątrz, wywołując sztucznie przem iany
atom ów, czy też gdy energia zostaje wyzwolona w prze­
biegających sam orzutnie procesach jądrow ych. Jeśli bę­
dziemy w yrażać energię, ja k to zostało przyjęte w fizyce
atom owej, w elektronow oltach, czyli m ierzyć ją ilością
woltów, ja k ą m usiałby przebiec elektron, ab y uzyskać
daną energię,1 m ożem y powiedzieć, że w procesach ją ­
drowych m a m y prawie zawsze do czynienia przynajm niej
z dziesiątkami tysięcy, albo setkam i tysięcy, albo też
naw et milionami elektronowoltów.
Znacznie mniejsze są ilości energii, wchodzące w ra ­
chubę w procesach, dotyczących układu planetarnego
atom u, czyli tzw. „powłoki zewnętrznej atom u“] odpo­
w iadają im na ogół ilości elektronowoltów, wynoszące od
1 do 100. Istnieje pewna prosta m etoda wywoływania zmian
w powłoce atom owej, szczególnie n a d ająca się do w y m a ­
gań fizyki atom owej. Poprzez gaz lub parę, której a to m y
chcem y zbadać, przepuszcza się wiązkę „pow olnych“
1 Z god n ie z za sa d ą za c h o w a n ia en ergii, en ergia k in e ty c z n a
elek tro n u , k tó r y p rzeb ieg ł p ew n e o k reślo n e n a p ięcie, rów na się
ilo c z y n o w i te g o n a p ięcia p rzez ła d u n ek elek tro n u .

262 Zasady fizyki

swobodnych elektronów, w skutek czego zostają wywołane
zderzenia pom iędzy ty m i elektronam i i atom am i. Można
bardzo dokładnie mierzyć zachodzące przy tak ic h zde­
rzeniach s tr a ty energii elektronów, k tó ry m odpow iadają
równe co do w artości p rzy ro sty energii atom ów .1
B adania „zderzeń elektronowych“, przeprowadzone przez
F r a n c k a i G ustaw a H e r t z a , ujaw niły w r. 1913 bardzo
w ażny fakt, że a to m nie może pobierać dowolnych ilości
energii, lecz tylko pewne ilości ściśle określone. Przede
w szystkim je d n a k doświadczenia te w ykazały, że, o ile
nie zachodzą jakieś anorm alne w arunki (jak np. wysoka
tem p e ra tu ra ), o ile zatem, ja k to przyjęto mówić, atom
znajduje się „w stanie n o rm a ln y m “ , nie może on w ogóle
pobierać ilości energii, leżących poniżej pewnego określo­
nego m inim um . To m inim um zostało nazwane energią
pobudzenia danego pierwiastka. Znaleziono np., że w artość
jej w yrażona w elektronow oltach, wynosi dla sodu 2,1
zaś dla rtęci 4,9.
Za pom ocą zderzeń atom ow ych m ożna było w yznaczyć
bardzo dokładnie dla wielu pierw iastków również i tę
energię, jakiej należy udzielić atomowi, znajdującem u się
w stanie norm alnym , a b y oderwać od niego elektron,
oczywiście ten, k tó ry jest najsłabiej z nim związany, a b y
więc, ja k m ówimy, zjonizować ten atom . Energia jonizacji
wynosi np. dla sodu 5,1, zaś dla rtęci 10,3 elektrono wolta.
Z faktu, że energia jonizacji zawsze okazuje się większa
od energii pobudzenia, w ynika wyraźnie, że w stanie po­
budzonym a to m zawiera wprawdzie wszystkie elektrony,
lecz przynajm niej jeden z nich związany jest wówczas
słabiej, niż w stanie norm alnym . Obserwacje zderzeń
elektronowych u jaw niają dalej istnienie pewnych c h a ra k ­
tery stycznych dla różnych atom ów ilości elektronowol-
tów również i pom iędzy wartościam i energii pobudzenia
a energii jonizacji.
1 R o z str z y g a ją c e z n a c z e n ie m a lu la j fa k t, że m a sa ele k tr o n u
je s t b ard zo m ała w p o ró w n a n iu z m a są a to m u .

Poziom y energetyczne atomów 263

Okazuje się więc, że w k a ż d y m atom ie pierw iastka
chemicznego poza stanem norm alnym możliwy jest jesz­
cze cały szereg stanów „wyższych“ , przy czym każdy
z nich je s t scharakteryzow any przez pewną zupełnie okre­
śloną w artość energii, o k tó rą energia jego przewyższa
energię sta n u normalnego. W czym je d n a k leży głębsza
przyczyna tego osobliwego występowania poziomów energii
w atom ie? Odpowiedź na to p ytanie dało zrozumienie bu­
dowy najprostszego z atom ów, ato m u wodoru.
J u ż w roku 1910 a u to r niniejszej książki rozwinął po­
gląd, że budowa atomów musi zależeć od elementarnego
kw antu działania. W ten sposób udało m u się wówczas
znaleźć zależność, w iążącą podstaw ow ą stałą spektro­
skopii (tzw. stałą R ydberga, o której będzie jeszcze
niżej mowa) z elektrycznym ładunkiem elem entarnym
i z elem entarnym k w a n te m działania. Rozw ażania te
uzyskały doskonalszą postać dopiero w tedy, gdy B o h r
zastosował je w r. 1913 do powstałego na krótko przed­
tem Rutherfordowskiego modelu a to m u .1
Bohr założył, że w R utherfordow skim modelu atomu
wodoru iloczyn m asy krążącego elektronu przez jego
prędkość i przez obwód toru równa się elem entarnem u
kw antowi działania.2 Z akładając ponadto, że siła p rzy­
ciągania elektrycznego pom iędzy jądrem , a obiegającym
je dookoła elektronem , dokładnie równoważy silę od­
środkową, otrz y m ał B ohr zupełnie określone wartości na
promień normalnego atom u wodoru oraz prędkość ruchu
elektronu. W edług Bohra w artość prom ienia normalnego
ato m u wodoru jest równa 5,3.10"9 cm, zaś prędkość
elektronu wynosi 0,73% prędkości światła, a więc osiąga
w artość 2.188 km na sekundę.
B ohr przyjął dalej, że prócz sta n u norm alnego istnieje
jeszcze szereg anorm alnych stanów ato m u wodoru, dla
któ ry c h iloczyn m asy elektronu przez jego prędkość i przez
1 P o r. rozd z. 60.
2 G d y a to m je s t w s ta n ie n o r m a ln y m (u w . tł.).

264 Zasady fizyki

obwód jego to ru nie równa się elem entarnem u kwantowi
działania, lecz pewnej jego całkowitej wielokrotności. Odpo­
wiednią liczbę całkowitą nazwano liczbą kwantową. A więc
tor elektronu, znajdującego się w stanie norm alnym we­
w n ą trz ato m u wodoru, jest jednokw antow y, gdy n a to m ia s t
atom ten jest w jed n y m ze stanów anorm alnych, to r ten
może być dwu-, trój-, cztero-, pięcio-kwantowy itd. Dalsze
obliczenia w ykazują, że w atom ie wodoru różnica energii
pom iędzy dwom a sta n a m i o różnych liczbach kw antow ych
równa się energii jonizacji atom u, pomnożonej przez róż­
nicę odwrotności k w a d ra tó w odpowiednich liczb k w a n ­
towych. T a k np. różnica energii pom iędzy stanam i trój-
kw antow ym a d w u kw antow ym wynosi 5/36 energii joni­
zacji, ponieważ 5/36 równa się (% )2— (% )2-

LXVIII
T E O R I A K W A N T O W A W ID M

Gdy atom powraca ze sta n u wyższego, bogatszego w e-
nergię, do sta n u normalnego, m ożem y oczekiwać, że, jeśli
n a w e t nie zawsze, to je d n a k często n a d m ia r energii zo­
stanie wijprom ieniow any w postaci kw antu świetlnego. To
samo m ożem y również przyjąć i w w ypa d k u , gdy zacho­
dzi przejście pom iędzy dwom a stanam i anorm alnym i. W ią ­
żąc więc w ten sposób pojęcie kw an tu świetlnego z istnie­
niem poziomów energetycznych w atom ie uzyskujem y n a ­
ty c h m ia s t wyjaśnienie zasadniczego faktu doświadczal­
nego, że k a ż d y pierwiastek w ykazuje pewne jem u tylko
właściwe widmo prążkowe.1 Ponieważ bowiem zgodnie
z zasadą zachow ania energii i hipotezą kw a n tó w świetl­
nych częstość drgań wyprom ieniowanego k w a n tu świetl­
nego musi być równa różnicy energii dwu poziomów, po­
dzielonej przez stałą uniw ersalną — e lem entarny k w a n t
działania, zbiorowi p a r poziomów energetycznych odpo­
1 P or. rozd z. 8.

Teoria kwantowa widm 265

w iadać musi oczywiście zbiór w szystkich możliwych czę­
stości drgań prążków. Z prawidłowości, jakim podlegają
poziom y energetyczne, m uszą zatem w ynikać pewne okre­
ślone prawidłowości widm ; pierwszą prawidłowość tego
rodzaju w ykrył już w roku 1885 B a l m e r w widmie wo­
doru.
Balm er znalazł pewną p ro stą zależność liczbową po­
między długościami fal czterech należących do obszaru
widzialnego prążków wodoru (prążków czerwonego, nie­
bieskiego i dwu fiołkowych).1 W późniejszym, rozszerzo­
nym , ujęciu prawo Balm era, do którego prążki wodoru
stosują się zadziwiająco dokładnie, orzeka, że częstość
drgań jakiegoś prążka wodoru jest zawsze równa pewnej
stałej uniwersalnej, tzw. sialej Rydberga, pomnożonej
przez różnicę dwóch odwrotności k w a dratów prostych
liczb całkowitych. Z n a jdujem y np., że częstość drgań czer­
wonego prążka w odoru stanowi 5/36 stałej R ydberga.
Na podstaw ie tego, co zostało powiedziane w końcu po­
przedniego rozdziału, widzimy, że sformułowana znacznie
później teoria Bohra w yjaśnia w zupełności prawo B al­
m era. S tw ierdzam y jednocześnie, że czerwony prążek
wodoru zostaje w ysłany przez atom , k tó ry przechodzi ze
sta n u trój kw antowego do sta n u dwukw antow ego. Nie­
bieski prążek powstaje, gdy elektron zmienia to r cztero-
kw antow y na d w ukw antow y itd. W odw rotny sposób
pow stają prążki absorbcyjne; np. ten, k tó ry odpowiada
prążkowi czerwonemu, pow staje przez „podniesienie“ elek­
tronu z to ru dw ukw antow ego na trój kw antow y.
Zespół ty ch prążków wodoru, które są wysyłane dzięki
przejściu a to m u ze sta n u o większej ilości kw antów do stanu
dw ukw antow ego stanowi t a k zwaną opty cz n ą lub B alm e-
rowską serię wodoru. Z praw a Balm era wynika, że prążki
te m uszą się skupiać ku pewnej granicy, której częstość
drgań równa je s t jednej czwartej stałej R ydberga; granicy

1 P or. p op rzed n i ry s. 9.

266 Zasady fizyk i

tej odpowiada zatem długość fali, wynosząca 3.647 A, a więc
należąca już do nadfioletu. Rys. 74 przedstaw ia zdjęcie
fotograficzne serii Balm era, na k tó ry m wyraźnie je s t wi­
doczne zbieganie się prążków ku granicy. Przez przejście
a to m u ze stanów wielo kw antow ych do normalnego stanu
jednokw antow ego pow staje seria wodoru, leżąca w dalekim
nadfiolecie, co się zaś tyczy tych seryj, które są związane
z przejściami do stanów trój,- cztero-, czy też pięciokwan-

Rys. 74. Seria B alm era w prążkow ym w idm ie w odoru.

towego i które również m ożna już było zaobserwować,
należą one do podczerwieni.
Obok w idm a w odoru dużą przejrzystością swej b u ­
dowy w yróżniają się jeszcze w idm a metali alkalicznych
ja k np. sodu lub potasu. Przejrzystość tę zawdzięczam y
najpraw dopodobniej tem u, że w a to m a ch ty c h pierwiast­
ków (na co zresztą wskazuje również ich zachowanie się
chemiczne) jeden elektron je s t związany szczególnie słabo.
Serie prążków m etali alkalicznych d a ją się również opisać
przy pom ocy formuł, w k tórych podstaw ow ą rolę odgrywa
ta sam a stała, co i w widmie wodoru (tzw. stała R yd-
berga). Rys. 75 przedstaw ia dla przykładu część widm a
potasu.
Zespól prążków w w idm ach metali alkalicznych jest
znacznie bogatszy, niż w widmie wodoru; uporządkow anie
tych prążków doprowadziło do wniosku, że do sc h ara k te ­
ryzowania toru elektronowego nie w ystarcza podanie
jednej tylko liczby kw antow ej; trzeba jeszcze ponadto
odróżnić, ja k się to mówi, używając uzasadnionej histo­
rycznie terminologii, czy jest to „tor s, tor p, tor d c zy też

T eoria kwantowa widm 267

to r / “ . (Litery te stoją na początku nazw scharf (ostra),
prinzipal (główna), diffus (rozm yta) i fu n d am e n ta l (pod­
stawowa), k tóre nadano różnym seriom ).1
Decydujące znaczenie dla teorii kw antów
m a fakt, że, ja k w ykazują zgodnie z ob­
serwacją rozważania teoretyczne, stan
jednokw antow y może być tylko stanem s,
s ta n d w ukw antow y s ta n e m s lub p, stan
tró jk w a n to w y — stanem s lub p lub d, zaś
s ta n czterokw antow y — stanem s, lub p,
lub d lub /.2
W idm a pierwiastków drugiej grupy
uk ład u periodycznego, czyli ziem alkalicz­
nych (jak np. wapń), są już znacznie b a r ­
dziej złożone, niż w idm a pierwiastków grupy
pierwszej i w ogóle, im dalej postępujem y
z lewa na praw o3 w układzie periodycz­
nym , n a p o ty k a m y ty m bardziej zagm a­
tw ane zależności. J e d n y m z najw spanial­
szych sukcesów teorii widmowej je s t po­
myślne rozwikłanie budow y wyjątkow o
skomplikow anych widm prążkow ych gazów
szlachetnych i uporządkow anie ich w serie.
Duży postęp w rozwoju teorii widm s ta ­
nowiło zrozumienie w r. 1925 przez dwu
fizyków holenderskich, U h l e n b e c k a
i G o u d s m i t a , że elektronom należy p rzy ­
pisać ruch w irowy dokoła własnej osi i że
dzięki tem u wirowaniu elektrony nabierają
własności m ałych magnesów. Gdy m a m y
dane położenie osi obrotu elektronu, możli­

1 W y r ó ż n ie n ie r o z m a ity c h ro d za jó w sery j o p ty c z n y c h p o p rze­
dziło p o w sta n ie te o r ii k w a n tó w .
2 D la sta n u p ię c io k w a n to w e g o is tn ie je je sz c z e jed n a , p ią ta ,
m o żliw o ść itd .
3 Por. t.abl. 2 w ro zd z. 63.

268 Zasady fizyki

we są jeszcze dwa różne ruchy obrotowe w dwu przeciw­
nych zwrotach, podobnie ja k w w ypadku ziemi, która
przy ty m sam ym położeniu biegunów m ogłaby, zam iast
z zachodu na wschód, obracać się ze wschodu na zachód.
Rozważania, przeprowadzone na podstawie teorii k w a n ­
tów. w ykazują, że energia wiązania elektronu z atom em
zmienia się nieco, gdy zwrot ruchu wirowego elektronu
zmienia się na przeciwny. Liczne prążki widmowe, które
w słabszych przyrządach widm owych w yglądają, jak po­
jedyncze, są właściwie, jak się okazuje w przyrządach-
silniej rozszczepiających, podwójne lub potrójne, lub też
naw et złożone z jeszcze większej liczby sąsiadujących
ze sobą prążków. Uhlenbeck i Goudsm it wykazali, że p rzy ­
czyna tego zjawiska leży we w spom nianych wyżej nieznacz­
nych zm ianach energii, związanych z ruchem wirowym
elektronów. B adanie tej t a k zwanej subtelnej budowy
prążków widm owych jest zadaniem niezwykle tru d n y m ,
w y m agającym dużej bystrości i wielkiej cierpliwości. Za­
gadnienie to zostało je d n a k pomyślnie i całkowicie roz­
wiązane przez fizyków atom ow ych w dwudziestych latach
naszego stulecia.
W najściślejszym związku z zagadnieniem subtelnej
budow y prążków znajduje się badanie zmian, jak im pod­
legają prążki widmowe w polu magnetycznym. W ystępujące
przy ty m „rozszczepienie“ na kilka prążków zostało w y k ry te
przez Z e e m a n a już w r. 1896, zaś bezpośrednio potem
L o r e n t z podał teorię tego zjawiska. Teorię tę dzisiaj
m usim y wprawdzie uznać za niew ystarczającą,1 um oż­
liwiła ona jednakże po raz pierwszy przybliżone w yznacze­
nie m asy elektronu. Zadowalająca i zupełna teoria n a jb a r ­
dziej nawet skomplikow anych w ypadków zjawiska Zeema­
na została stw orzona dopiero na podstawie teorii kw antów

1 .NaLuralnie L oren tz n ic n ie w ie d z ia ł w ó w c z a s o e le m e n ta r n y m
k w a n cie d zia ła n ia , k tó r y z r e sz tą , ja k sie p ó źn iej o k a za ło , n ie w y s t ę ­
p u je w o g ó le w e w z o ra ch , o p isu ją c y c h zja w isk o Z eem an a w jeg o
n a jp ro stszej p o sta ci.

Teoria kwantowa widm 269

przez S o m m e r f e l d a i L a n d e g o w okresie czasu od
1920 do 1925 r. O harmonicznej piękności i precyzji z ja­
wiska mogą dać wyobrażenie dwa zdjęcia, przytoczone
na rys. 76.
J a k w ykazał doświadczalnie na przykładzie wodoru
S t a r k w r. 1913, prążki widmowe podlegają rozszczepieniu
nie tylko w polu m agnetycz­
nym , lecz i w elektrycznym .
O dstępy pom iędzy pow sta­
jąc y m i przez rozszczepie­
nie w polu elektrycznym
„składow ym i“ i pierw ot­
n y m prążkiem stanow ią
dokładne całkowite wielo­
krotności jednej i tej sa-
mej liczby, me w y stę p u ją Rys. 76. Zjawisko Zeemana.
tu je d n a k wszystkie ko­
lejne liczby całkowite, lecz tylko pewne w ybrane „liczby
porządkow e“ , które m ożna obliczyć z góry na podstawie
teorii k w antów .1
T a k np. w w y padku tego z dwóch prążków fiołkowych
wodoru,2 k tó ry leży bliżej prążka niebieskiego, liczby po­
rządkowe m a j ą wartości 0, 3, 7, 10, 13, 17 i 20, jeżeli
obserw ujem y rozszczepienie pa trz ąc w kierunku pola elek­
trycznego, czyli m a m y do czynienia z tzw. zjawiskiem
podłużnym . Należy podkreślić, że te rzeczywiście zaob­
serwowane „liczby porządkow e“ całkowicie zgadzają się
z obliczonymi uprzednio na podstawie teorii kw antów.
Zjawisko S ta rk a na prążkach wodoru stanowi jeden z n a j­
piękniejszych i najbardziej przekonyw ających dowodów,
że wszystkie zjawiska fizyczne w świecie atom ów są rzą­
dzone przez związki pom iędzy liczbami całkowitym i.
W ysyłanie prążków widm owych przez atom musi być
1 J e s t sa m o p rzez się z ro zu m ia le, że te lic z b y p o rzą d k o w e nie
m ają n ic w sp ó ln eg o z lic z b a m i p o rzą d k o w y m i M o se le y ’a.
3 Z azw yczaj o zn a cza się ten p rążek sy m b o le m Iły.

w y ­ c h o d zą ce ze sło ń ca . naświetlona prom ieniow aniem nadfiołkowym . . 2 Pole magnetyczne ziem i sk ie r o w u je p ro m ie n ie ele k tro n o w e . n a o k reślo n e to r y . w y w o łu ją on e jej św ię c e n ie. zachodzi w skutek zderzeń z innym i atom am i. wypro- m ieniowując przy ty m energię. pobudzone przez naświetlanie. ja k się zwykle mówi. że a to m y ciała świecącego. Najczęściej takie przejście. p rzen ik a ją c w g łą b a tm o ­ sfery . A to m y pobudzone trw a ją zazwyczaj w stanie anor­ m alnym jedynie przez czas niezwykle k ró tk i.270 Zasady fizyki n a tu ra ln ie zawsze poprzedzone przez uprzednie przeprow a­ dzenie a to m u w stan anorm alny. na ty m właśnie polega świecenie gazów rozrzedzonych w ru rk a c h do w yładow ań. k tóre s ta ją się coraz gwałtowniejsze w m iarę podwyższania te m p e ra tu ry . niż w stanie norm alnym . W ty ch p rzy p a d k a c h m ów im y o świeceniu tem peraturowym . wyw ołanych przez ruchy cieplne. p r z e b ieg a ją ce w o k o lica ch b ie g u n o w y c h .2 N iektóre gazy szlachetne.1 W silnych polach elektrycz­ nych pobudzenie może nastąpić przez uderzenie szybko biegnących jonów. Znane zjawisko fluorescencji polega na ty m . P ro m ie n ie t e w y w o łu ją p o w sta w a n ie zorzy po­ larnej (p ó łn o cn ej lu b p o łu d n io w e j). zwykle „czas pobudzenia“ jest rzędu wielkości zaledwie jednej stumilio- nowej części sekundy. może w y­ syłać światło widzialne. P ow rót ato m u do sta n u normalnego może odbyć się również i bez promieniowania. pobudzenie. lub. w racają następnie skokam i do sta n u normalnego. zaczynają świecić już pod stosunkowo niskim napięciem. dzięki tem u lam py jarzeniowe wypełnione gazami szlachetnym i znalazły sze­ rokie zastosowanie do celów reklam y świetlnej. w k tó ry m posiada on energię większą. Z orze p o la rn e leżą z w y k le na w y so k o śc i ok oło 100 km p o n a d z iem ią . A to m y m ogą zostać pobudzone również i przez pochła­ nianie światła. g d y ż . przede w szystkim neon. W ten sposób substancja. p rzy czym wyzw alająca się w ty m w y p a d k u energia zostaje zużyta 1 P rzez siln e o g rzew a n ie m o ż n a n a tu r a ln ie w y w o ła ć ró w n ież i jo n iza cję.

L X IX BU D O W A ATOMU Z asady teorii kw antów . p. Można więc w yznaczyć odpowiednią długość fali (np. m usim y oczekiwać. stanowi wspaniałe potwierdzenie doświad­ czalne założeń teorii widm i w ogóle teorii kwantów . że iloczyn elem entarnego k w a n tu działania przez częstość drgań wysyłanego prążka widmowego rów ny będzie energii pobudzenia. trzecia — dwu przeciwnym sobie możliwościom wirowego ruchu elektronu i wreszcie czwarta określa możliwości rozszczepienia magnetycznego. Jak wskazuje teoria. czy też pośrednio ze zderzeń elektronowych. w ysyłając przy ty m promienio­ wanie. do których sformułowania do­ prowadziło fizyków zbadanie widm prążkowych. ta ostatnia magnetyczna liczba kwantowa może przybierać tylko jedną war­ tość. Gdy a to m powraca do sta n u normalnego z najbliższego poziomu o większej energii. Budowa atomu 271 jedynie na podwyższenie wewnętrznego zasobu ciepła d a ­ nego ciała. gdy . d ostar­ czyły również klucza do zrozumienia budow y układu perio­ dycznego pierwiastków. 1924 P a u l i z p ra ­ widłowości. f. pod­ stawowego praw a. natomiast trzy różne wartości. Pierwszą z nich jest ta.1 wynika. Z pewnego. którą nazwaliśmy tutaj po prostu liczbą kwantową. bardzo ogólnego. w w y p a d k u sodu chodzi o znany jasn y prążek żółty) czy to bezpośrednio przy pom ocy spektroskopu. d. że scharakteryzowanie elektronu z punktu widzenia kwantowego wymaga podania czterech różnych liczb kwantowych. że atom może posiadać co najwyżej dwa 1 Aby umożliwić przybliżone choćby zrozumienie zasady Pauliego zauważymy. jakie dostrzegam y w budowie widm prążko­ w ych. opierając się na naszych poję­ ciach o k w a n ta ch świetlnych. k tóre wyczytał w r. druga odpowiada naszym symbolom literowym s. znanej z do­ świadczeń na d zderzeniami elektronowymi. F a k t. gdy elektron jest typu s. że obydwie te wartości zawsze zga­ dzają się ze sobą.

tró jk w a n to w y tylko na torze ty p u s lub p. że pierwszy okres zawiera tylko dwa pierwiastki. W tym . dwa dw ukw antow e elektrony ty p u s i sześć dw ukw antow ych elektronów t y p u p. dziesięć elektro­ nów ty p u d i czternaście elektronów ty p u / o takiej samej liczbie kw antow ej. k tó ra nie dopuszcza do tego.272 Zasady fizyk i elektrony ty p u s. S kutkiem tego a to m może zawierać najw yżej dwa elektrony jednokw antow e. zaś drugi okres zawiera rzeczywiście osiem pierwiastków. p ięć r ó żn y c h w a r to śc i. Z asad a P a u lie g o lub „ zak az P a u lie g o “ orzeka. W okresie trzecim do elektronów jedno. lub d itd. Jeszcze je d n a k przed dołączeniem się tró jkw anto- wych elektronów ty p u d uryw a się okres trzeci już na je s t on ty p u p . elektron dw uk w an to w y — tylko na torze ty p u s lub p. sześć elektronów ty p u p. ja k już wspom niano wyżej. czyli 32 czterokw antow e elektrony. dwa jednokw antow e e kletrony t y p u s. d ostrzegam y teraz od razu konieczne następstw o zasady Pauliego. do któ ry c h doszliśmy w ten sposób.i d w u k w a n ­ towych dochodzą z kolei elektrony trój kw antow e typów s i p. poprzednią tablicę 2). Liczby 2. g d y je s t on ty p u /. czyli 1S trój kw antow ych i n a j­ wyżej 2 + 6 + 1 0 + 1 4 . p o sia d a ją c y c h w s z y s tk ie c z te r y lic z b y k w a n ­ to w e jed n a k o w e. m usim y przyjąć. są zupełnie identyczne z tymi. Z drugiej strony. które c h a ra k te ry z u ją dłu­ gości poszczególnych okresów w układzie periodycznym (por. najwyżej 2 + 6 + 1 0 . czyli 8 dw ukw an- towych. elektron jednokw antow y może się znajdow ać jedynie na torze ty p u s. że w je d n y m a to m ie n ie m o że b y ć n ig d y d w u elek tro n ó w . 18 i 32. że wszystkie osiem pierwiastków drugiego okresu (od litu do neonu) zawierają w stanie norm alnym obok dwóch elektronów jednokw antow ych tylko elektrony dwu- kwantow e. a to m neonu zawiera np. Ponieważ w jed n y m atom ie nie może znajdow ać się więcej ponad osiem elektronów dw ukw antow ych. najwyżej 2 + 6 . 8. g d y je s t on ty p u d i w reszcie sied em r ó ż n y c h w a r to śc i. a b y w jed n y m a to ­ mie znajdowało się więcej ponad dwa elektrony jed n o k w a n ­ towe. .

Budowa atomu 273 ósm ym z kolei pierw iastku. gdyż przyciąganie ich przez nałado­ wane dodatnio jądro atom ow e jest w znacznej części zrównoważone przez działanie odpychające ujem nie nała­ dow anych e lektronów wew nętrznych. dążenie to zaś jest zaspokajane przez od­ dawanie elektronów na zew nątrz lub też przybieranie ich z zewnątrz. by znajdujące się w nich elektrony tw orzyły możliwie pełne grupy. zaś dopiero w okresie szóstym z 18 na 32 elektrony. decydują one je d n a k również i o aktywności chemicznej atom u. W sposób analogiczny grupa elektronów czterokw anto- w ych w zrasta z 8 na 18 dopiero w ram a ch piątego okresu. Zasady fizyki 18 . im wyższa je s t liczba k w antow a. zajm owane w układzie periodycznym przez ziem ie rzadkie. Te elektrony powierzchniowe są najsłabiej związane z atom em . że w budow anie w a to m 14 czterokw anto- wych elektronów ty p u / odbywa się dopiero w okresie szóstym. m ożna w y­ tłum aczyć ty m . Dlatego właśnie gazy szlachetne. Grupa elektronów pięciokwanto- wych obejm uje z końcem piątego okresu zaledwie 8 elek­ tronów i dopiero w szóstym okresie liczba ich podnosi się do 18. a więc już w obecności pięcio. E le k tro n y powierzch­ niowe w yw ołują powstaw anie widm optycznych. Dopiero w ram ach czwartego okresu zostają w budow ane w a to m również i trójkw antow e elektrony ty p u d. A ktyw ność ta jest bowiem wynikiem dążenia atom ów do tego. są pod względem chem icznym prawie całkowicie bierne. Również i godne uwagi osobliwe stanowisko. argonie. któ ry c h liczba wynosi 10.1 t a k też na ogół i w każdym atomie elektrony jednokw antow e stanow ią grupę najbardziej wewnętrzną. Podobnie. zam ykające kolejne okresy uk ład u periodycznego. stając się w ten sposób pełną. ja k w atom ie wodorowym tory elektronowe posiadają ty m większe rozm iary. zaś elektrony o najwyższej liczbie kwantowej — n a jb a r ­ dziej zew nętrzną.i sześciokwanto- 1 P ro m ie n ie to ró w k o ło w y c h w a to m ie w o d o ru rosn ą ja k k w a ­ d r a ty liczb k w a n to w y c h .

gdy zba­ dano dokładniej widm a rentgenowskie.i c z ter o k w a n - to w y c h — g ru p a m i M i N itd . Miedź. posiada własności dość do niego zbli­ żone.3 Zadow alająca teoria k w antow a dyspersji pow stała 1 Ze w zg lęd u na lo . P ierw iastek N r 72. srebro i złoto. podobnie ja k w idm a optyczne bu­ dowę g rupy zew nętrznej. a więc pierwiastki zbliżone do alkalicznych (por. Z dobyte drogą teoretycznych dedukcyj poglądy na związek pom iędzy budow ą atom u a układem periodycznym znalazły całkowite potwierdzenie doświadczalne. mianowicie w y k ry te do­ piero w r. L. n a to m ia s t 14 pierwiastków.2 Teoria kw antow a ato m u umożliwiła również głębsze zrozumienie zjawisk. polegających na w zajem nym oddzia­ ływaniu pom iędzy światłem i m aterią. rozd z. Pierw iastek 57-my. że właściwie istnieje w raz z lan ta n em piętnaście ziem rzadkich.274 Zasady fizyki w ych elektronów. gru p ę ele k tr o n ó w je d n o k w a n to w y c h ró w n ież n a z y w a m y gru p ą K (lu b „ w a rstw ą K “). zaj­ mu j ą te miejsca. n a s tę ­ pujących po lantanie. 3 Por. 3. 2 Z te g o p u n k tu w id z e n ia sz c z e g ó ln ie w a ż n ą rolę o d g ry w a p o ­ ró w n a n ie w id m a a to m u o b o ję tn e g o z w id m e m zjo n iz o w a n e g o a to m u o lic z b ie p orząd k ow ej w y ż sz e j o jed n o ść. M i N . piątego i szóstego okresu. ta k . g ru p y ele k tro n ó w tró j. Wobec tego w budow anie ty ch 14 elektronów nie zmienia w sposób isto tn y własności chemicznych ato m u oraz ty ch jego własności fizycznych.1 W id m a te odsła­ niają przed nam i przede wszystkim budowę w ew nętrznych grup elektronow ych. g ru p ę elek tr o n ó w d w u - k w a n to w y c h — gru p ą L. poprzednią tablicę 2). nie m a już nic wspólnego z zie­ miami rzadkimi. k tóre zależą od elektronów zewnętrznych. że w w id m a c h r e n tg e n o w sk ic h ro zró żn ia m y serie K . czyli dość głęboko w ew nątrz atom u. . je s t zupełnie różny od 56-go — b aru. w któ ry c h zostaje zakończona budowa w e w nętrznych grup elektronow ych w ram a ch czwartego. N ajdawniej zna­ nym zjawiskiem tego rodzaju je s t w y k ry te już przez N ew tona rozszczepienie barw. lantan. t a k zw ana dyspersja świa­ tła. 1922 hafnjum .

gdy zdano sobie sprawę z tego. T ę „ n a d su b te ln ą “ b u d o w ę n a le ż y za tem p ra w d o p o d o b n ie p rzy p isa ć w z a je m n y m o d d z ia ły w a n io m p o m ię d z y jąd ram i a to m o w y m i i e le k tr o n a m i-p la n e ta m i. porównać 1 W b ard zo siln ie r o z sz cz e p ia ją c y c h p rzy rzą d a ch prążk i w id ­ m o w e n ie k tó r y c h p ierw ia stk ó w . że zjawisko rozszczepienia światła bynajm niej nie zależy. Polega ono na ty m . jednakże dotychczas nie zdołaliśmy jeszcze dostrzec jakichś prawidłowości. lecz od zbioru wszystkich możliwych częstości drgań prążków w idm o­ wych danego atom u. w ystę­ puje w yraźne zwiększenie długości fali promieni rozpro­ szonych. od rzeczywistych czę­ stości obiegów elektronów w atom ach. o tyle badanie budowy jąder atomowych w y­ szło w' roku 1934 zaledwie z okresu pierwszych po­ czątków. Budowa atomu 275 dopiero około r. zachodzi wów­ czas zjawisko. które da ły b y się np. 0 ile teoria elektronowej powłoki atom u (czyli ato m o ­ wego „układu plan e tarn e g o “ ) jest już z głównych zarysach wykończona. k tó re są w y w o ła n e przez ru ch y w iro w e e le k tr o n ó w -p la n e t. które poznaliśm y już poprzednio. u ja w n ia ją b u d o w ę zło ż o n ą . w ykryte w r. C o m p t o - n a i zwane wobec tego zjawiskiem Com ptona. izo­ topii pierwiastków i ta k zwanej nadsubtelnej budow y prążków w idm ow ych1 d a ją nam pewne wskazówki. sz c ze g ó ln ie p ierw ia stk ó w o w y s o ­ k im cięż a rze a to m o w y m . elektron ten zostaje w yrzucony z atom u. tłum aczy się zderzeniami k w antów świetlnych z zaw artym i w atomie elektronam i. 18* . W praw dzie zjawiska promieniotwórczości. po­ tra fim y też już również pobudzać ją d ra atom owe i w y­ woływać wysyłanie przez nie krótkofalowego promienia. ja k to przypuszczano początkowo. 1920. jako zja­ wisko foloeleklryczne. p r z y c zy m o d leg ło ści p o m ię d z y p o sz c z e g ó ln y m i p rą żk a m i sk ła d o w y m i są bez p oró w n a n ia m n iejsze od ty c h . 1922 przez amerykańskiego fizyka A rtu ra H . Interesujące i ważne zjawisko. którego w artość nie zależy od długości fali pro­ mieni p a d a ją c y ch (czyli od ich twardości). Gdy oddziaływanie fali świetlnej na obiegający po swym torze elektron jest dostatecznie silne. że gdy promienie R ónt- gena ulegają rozpraszaniu przez lekkie pierwiastki.

to wiązki promieni elektro­ nowych. Napięciom ty m odpow iadają bowiem prędkości elektronów. odpow iadających napięciom od 10 do 100000 woltów. analo­ giczne do tych. przede w szystkim zaś nieciągłą budowę. Potrafili oni w ykazać. zostają odbite tylko w pew nych ściśle określonych kierunkach. Jeżeli pogląd ten jest słuszny. zupełnie ta k samo. De Broglie przyjął. . Wobec tego nasuwała się myśl. jak promienie B ontgena. jakie obserw ujem y w w y p a d k u promieni R óntgena.276 Zasady fizyki z tym i. padające n a powierzchnię k ry­ ształu. dzieląc e lem entarny k w a n t działania przez masę i przez prędkość cząsteczki. LXX F A L E M A T E R II W spółczesna teoria kw antów świetlnych przypisuje rów­ nież i światłu pewne podstaw owe własności. Istotnie w r. że ostatnio dokonane odkrycia n eu tro n u i do­ datniego elektronu stanow ią obiecujący początek jego roz­ wiązania. Być może. leżące z grubsza pomiędzy 108 i 1010 cm na sekundę. że promienie elektronowe. że z k a ż d ą poruszającą się cząsteczką m ate ria ln ą związana jest pewna fala. jakie rządzą własnościami chemicznym i pier­ wiastków. W te n właśnie sposób w r. powinny w ykazyw ać zjawiska interferencji. czy i odwrotnie nie m ożna by przenieść na m aterię najbardziej chai'akterystycznej wła­ sności światła-—jego n a tu r y falowej. a zatem odpow iadające im długości fal de Brog- lie’a zawarte są mniej więcej w granicach od 10"7 cm do 10‘9 cm. 1924 L o u i s d e B r o g l i e wprowadził do fizyki pojęcie fal m aterii jako odpowiednik teorii k w antów świetlnych. c h a ra k te ry z u ­ jące m aterię. Stworzenie kwantowej fizyki jąd e r a to m o ­ w ych stanow i jedno z najbliższych wielkich za d ań fizyki. której długość o trzy­ m am y. 1927 fizycy a m erykańscy D a ­ v i s s o n i G e r m e r zdołali stwierdzić doświadczalnie ist­ nienie interferencji elektronowej.

że nie tylko promienie elektronowe. w y k a z u ją zjawiska ugięcia. R u p - p o w i powiodło się w ykazać doświadczalnie istnienie zjawiska całkowitego odbicia promieni elektronow ych. zbadali promienie elektronowe. po­ trafił on wywołać ugięcie promieni elektronow ych naw et na zwykłych siatkach optycznych i wyznaczyć na tej pod­ stawie długości odpow iadających im fal de Broglie’a. Obecnie więc interferencja i uginanie się promieni . ugiętych na kryształkach jodku kadm u. U ginanie fal elektronow ych na kryształkach jodku kadm u (w edług F . które okazały się zgodne z obliczonymi teoretycznie. 77. przez cienkie folie metalowe i przez blaszki miki. K irchnera). Liczni inni badacze. lecz również i prom ienie protonowe. prow adząc dalej doświadczenia Davissona. Stwierdzono później. 77 pokazuje dla przykładu pierścienie interferencyjne promieni elektronow ych. Fale materii 277 których interferencja znana już była od czasu odkrycia Lauego. W ten sposób zauważono powstaw anie pierścieni ugięcia. odpowiadające n ajrozm aitszym ilościom woltów. Rys. a n a w e t i promienie mo­ lekularne (złożone z cząstek gazu). gdy elektrony przechodzą Rys.

odpow iadających roz­ m iarom atom ów. że tra d y c y jn a m echanika może posiadać podobne braki. J u ż de Broglie mógł w ykazać. że tylko wówczas możliwe są ru ch y periodyczne po torach zam kniętych. u jm u jąc ą zjawiska z grubsza oraz subtelniejszą o p ty k ą fizyczną fal. gdy n a to m ia st chodzi o zastosowania do obszarów. ja k w te d y tylko pow staw ać mogą tony. odpowiadające określonym długościom fali. Mecha­ nika ta zatem może prowadzić do praw idłow ych wyników. nasuwała się więc myśl przeniesienia i do dziedziny m echaniki c h a ra k te ry ­ stycznego dla teorii światła rozróżnienia pom iędzy geome­ try c z n ą o p ty k ą promieni. gdy długość to ru zam kniętego stanow i cał­ kow itą wielokrotność odpowiedniej długości fali de Bro- glie’a. T ra d y c y jn a m e ­ . ja k się zwykle mówi.278 Zasady fizyki m aterialnych stanow ią równie dobrze ugruntow ane fakty doświadczalne. chara k te ry z u ją c e fale świetlne. gdy stosujem y ją do obszarów dostatecznie dużych czyli. Z założenia tego w y n ik a bowiem. H ipoteza istnienia fal m aterii odsłoniła daleko sięgającą analogię pom iędzy rozchodzeniem się w przestrzeni k w a n ­ tów świetlnych i cząstek m aterialnych. m echanikę „ u n d u la c y jn ą “ . podobnie. 1926 pierwszy myśl. m akroskopow ych. Tylko w ty m w y p a d k u możliwy je s t ruch perio­ dyczny. posiadających wielkie znaczenie dla m echaniki atom ów. staw iając swą hipo­ tezę. na k tó ry c h pew na c h a ra k te ry z u ją c a ruch elektronu wielkość m echa­ niczna je s t rów na całkowitej wielokrotności elem entarnego k w a n tu działania. m usim y ją zastąpić przez doskonalszą. że przyjęcie istnienia fal m ate ria ln y c h prowadzi n a ty c h m ia s t do wniosków. „fizyczną“ . ja k o p ty k a geom etryczna. że w a to m a ch są dopuszczalne tylko pewne wyróżnione to ry elektronowe. ja k analogiczne do nich od daw na już-znane zjawiska. S c h r ö d i n g e r rozwinął w r. gdy dłu­ gość s tru n y jest równa całkowitej wielokrotności połowy danej długości fali. Dzięki założeniu de Broglie’a została zatem w yjaśniona w n a tu r a ln y sposób podstaw ow a za­ gadka teorii kw antów : to.

Przez konsekw entne rozwinięcie ty ch myśli Schrödin­ ger stworzył tzw. ty p u od. Schrödinger dążył do przerzucenia m ostu pom iędzy fizyką klasyczną i atom ow ą. daje się zrozumieć na podstaw ie i n te rp re ta c ji. że dwie te teorie pomimo ta k wręcz przeciwnych p u n k tó w wyjścia są sobie równoważne'. k tóre już od połowy 19-go stulecia stanow iły m ateriał gotowy do zużytkow ania. że istnienie poziomów ener­ getycznych grających podstaw ow ą rolę w fizyce atom u. W a rto ścio m za ś w ła sn y m p o d sta w o w e g o ró w n a n ia S ch rö d in g era o d p o w ia d a ją śc iśle rów n ież o k reślo n e w a r to ści en ergii. z w a n e „ w a rto ścia m i w ła s n y m i“ ró w n a n ia . k tóra jest co praw da n ader skom plikowana pod względem m a te m a ty c z n y m . że dwie te teorie są sobie zupełnie równo­ ważne m atem atycznie. . Fale materii 279 chanika czyli „m echanika prom ieni“ musi stanowić przy t y m pewien w yp a d e k szczególny m echaniki undulacyjnej. „mechanikę falową“ . jakie stanowiły p u n k t wyjścia Schrödingera.k tó rą m usim y w e d ł u g B o r n a za­ stosować do fal m aterii. w y stę p u ją c e w ró w n a n iu (p a ra m etry ). D o p u sz cz a on o na ogół is tn ie n ie ro zw ią za ń sk o ń c z o n y c h ty lk o w ty m w y p a d k u . W krótce po ich po­ w staniu ustalono. p o sia d a ją p ew n e ściśle ok reślo n e w a r to śc i. u Schrödingera całkowicie 1 R ó w n a n ie fa lo w e S ch rö d in g era . g d y w ielk o ści. stanowi konieczne następstw o pew nych prawidłowości m a ­ tem atycznych. d a w n a ju ż zn a n eg o m a te m a ty k o m . Heisenberg n a to m ia s t był mocno przeświadczony. chociaż Heisenberg wyszedł z poglą­ dów w p ro st przeciwnych tym . że jedynie całkowite zerwanie z w yobrażeniam i fizyki klasycznej i całkowite wyrzeczenie się wszelkiej poglądowości pozwoli rozwiązać zagadnienia fizyki atomowej. równocześnie mniej więcej rozwinięta przez H e i s e n b e r g a . je s t ta k z w a n y m „ rów n an iem r ó ż n ic z k o w y m “. W ścisłym związku z m echaniką falową Schrödingera znajduje się „mechanika kwantowa“. Pew ną. k tó re sta n o w i p o d sta w ę jeg o m ech a n ik i. W związku z ty m stało się od razu możliwe w yzyskanie do rozwiązywania zagadnień fizyki atomowej szeregu czysto m ate m a ty c z n y c h pojęć i m etod. To.1 Pozwoliła ona je d n a k ustalić.

Szczególnie godny uwagi wynik. podobnie ja k natężenie pola elek­ trycznego w postaci elektrom agnetycznych fal świetlnych. atom am i. Samo praw dopodo­ bieństwo jest wielkością sta ty sty c z n ą. zaw artym i w atom ie helu. . wielkość. LXXI CZĄSTECZK I Od chwili pow stania teorii elektronowej starano się spro­ wadzić istotę procesów chemicznych do sił elektrycznych. a więc zjonizowanymi. działających pom iędzy przeciwnie naładow anym i. w stosunku do której zap atry w a n ia Schrodingera w y d a ją się zupełnie uzasad­ nione. by m ożna je było Lu omawiać. podległych prawidłowościom sta ty sty c z n y m . Fizyka atom ow a musi jednakże 1 R o zró żn ia n ie m e c h a n ik i fa lo w ej od k w a n to w e j m a d zisiaj n a tu ra ln ie z n a czen ie je d y n ie h isto r y c z n e . Now opowstała m echanika falowa1 udowodniła swą wiel­ k ą użyteczność w fizyce atomowej przez liczne jej zastoso­ wania już w latach 1926 i 1927. że cząsteczka m aterialna znaj duj e się w pewnej określonej chwili w są­ siedztwie wziętego pod uwagę p u n k tu . uzyskać zadowalające wyjaśnienie zagadkowego przedtem ty p u widnia elektrycz­ nie obojętnego (a więc niezjonizowanego) ato m u helu. a więc związany z pewnym i drganiam i. za­ chodzi tu ta j rezonans pom iędzy dwom a elektronam i-pla- netam i.280 Zasady fizyki a b stra k cy jn ą . do jakiego prowadzi m echanika falowa. n a to m ia s t do procesów elementarnych. że pom iędzy procesami atom ow ym i. k tó ra rozchodzi się w przestrzeni w postaci fal m aterii. stanowi zrozumienie. zastosowania te są jednak zb y t trudne. mogą zachodzić zjawiska w rodzaju rezonansu. stosuje się ujęcie Heisen- berga. powiązał Born z prawdopodobieństwem fakt u. Przez uwzględnienie tego rezonansu falowo-me- chanicznego Heisenberg zdołał np. ze względu na ich c h a ra k te r undulacyjny.

W edług hipotezy A vogadry musiało więc po reakcji chemicznej po­ w stać tyle cząsteczek chlorowodoru. Cząsteczki 281 przyjąć. że w takich dw uatom ow ych cząsteczkach pierwiastków w ażną rolę musi odgrywać rezonans falowo-mechaniczmj pomiędzy dwoma jednakow ym i atom am i. . tw orzą więc 1 Por. 1927. że liczne pierw iastki posiadają w stanie gazowym cząsteczki dwu- alomowe. J u ż na początku 19 wieku chemicy stwierdzili. S tw ierd zo n o .. 2 C zą steczk i par p ier w ia stk ó w . że litr wo­ doru i litr chloru łączą się na 2 litry chlorowodoru. siarka zaś n a w e t o śm io a to m o w e . w irują w ty m sam ym kierunku. są p raw ie b ez w y ją tk u je d n o a to m o w e . Opierali się oni na h i p o t e z i e A v o g a d r y . O zon je s t tró ja to m o w ą o d m ia n ą tlen u . orlowodoru obydwa ją d ra wodoru. złączone w cząsteczkę. ile wynosi sum a d a ­ nych początkowo liczb cząsteczek wodoru i chloru. P o ­ nieważ je d n a k cząsteczki chlorowodoru m uszą składać się każda z dwóch atom ów. Zrozumieniu tego faktu fizycz­ nego zawdzięcza chemia niezwykle interesujące odkrycie parawodoru.1 Okazuje się np. iż g a z o w y fo sfó r i arsen za w iera ją c z ą ste c z k i c ztero - n to m o w o . jednakowe liczby cząsteczek. n a le ż ą c y c h do p ierw szy ch grup u k ład u p erio d y czn eg o . że prócz w iązań tego rodzaju istnieją również i wiązania pom iędzy a to m a m i obojętnym i.2 Nowoczesna teoria atom ow a wykazała. według której jednakow e objętości rozm aitych gazów zawierają pod ty m sam ym ciśnieniem i w tej samej tem peraturze. najw ażniej­ szym przykładem w iązań takich są te. rozd z. że w odór musi stanowić mieszaninę cząsteczek dwu różnych rodzajów. w cząstecz­ kach tzw. jakie istnieć mogą pom ędzy atom am i jednego i tego samego pierwiastka. 72. więc również i cząsteczki chloru oraz wodoru m uszą każda z kolei zawierać po dwa a to m y . Na podstaw ie obserwacyj spektroskopowych oraz rozważań kw antow o-teoretycznych D e n n i s o n i M a c L e n n a n wywnioskowali w r. to jest z jednego a to m u wodoru i jednego a to m u chloru.

widmo rotacyjne p a ry wodnej). w ynika to stąd. które leżą w bliższej podczerwieni i p ow stają wówczas. Dokładnie zbadano również i tzw. z któ ry c h każda posiada szereg własnych poziomów. że różni się on swym ciepłem właściwym i przew od­ nictwem cieplnym od zwykłego w odoru (a więc od norm al­ nej mieszaniny. obecność paraw odoru daje się stwierdzić dzięki tem u. skierowanym i w prost przeciwnie wzglę­ dem siebie. por. niż w idm a atom ów . rozd z. ja k o m ó w io n y p o p rzed n io ruch w ir o w y elek tro n ó w .2 Z teorii kw a n tó w w ynika dalej. zawierającej 2 5 % paraw odoru). że w wodorze o te m p e ra ­ turze norm alnej musi istnieć trz y k ro tn ie więcej cząsteczek ortow odoru niż paraw odoru. jednakże w m iarę obniżania te m p e ra tu ry ilość paraw odoru w zrasta. Najwięcej światła na budowę cząsteczek rzucają na ogół ich widm a. widma rolacyjno-oscylacyjne związków wodorowo- halogenowych. które są wywoływane jedynie przez zm iany pierwszej części składowej energii cząsteczki i leżą w dalekiej podczerwieni.1 w cząsteczkach paraw o- doru ją d ra te w iru ją w kierunkach przeciwnych. zaś energia ruchu elektronów pozostaje bez 1 R u c h w ir o w y p ro to n ó w m a w ty m p rzy p a d k u z u p e łn ie ten sa m ch arak ter. lecz p o sia d a ją p rzeciw n ie sk iero w a n e b ie g u n y . trzecia część wreszcie pochodzi od ruchów elektronów we w nętrzu atom ów. 2 M a g n esy te są w ię c w p r a w d z ie r ó w n o leg łe. że energia czą­ steczki składa się z trzech części. 282 Zasady fizyki magnesy jednakow o skierowane. B o n h o e f f e r o w i i H a r t e c k o w i udało się istotnie o trzym ać w r. są one więc magnesami. 1929 p raktycznie czysty paraw odór w tem p e ra tu rz e ciekłego powietrza. Fizycy znają istotnie tzw. gdy zm ieniają się dwa pierwsze składniki energii cząsteczki. Pierwszą część stanow i energia ruchu obrotowego samej cząsteczki. widm a rotacyjne (np. drugą — energia drgań w ykonyw anych w ew nątrz cząsteczki przez związane ze sobą jąd ra atom owe. . W idm a cząsteczek są znacznie bardziej zło­ żone. 68.

pomimo to już około r. Teoria kw antow a widm daje nam jed n a k również możność obliczenia ciepła dysocjacji na pod­ stawie własności w idm a cząsteczki. umożliwiając wyznaczanie ciepła dysocjacji cząsteczki na drodze optycznej. W wielu w yp a d k a c h można było wyznaczyć z widm rotacyjno-oscylacyjnych „częstości własne“ cząsteczek. zużyte zostaje wów­ czas pewne ciepło dysocjacji. leżące w dziedzinie widzialnej i w nadfiolecie. czyli częstości drgań związanych ze sobą w ew nątrz cząsteczki . ulegają rozpadowi na dwa odrębne atom y. O trzy­ m ano dobrą zgodność wartości. 1925 zdołano stworzyć zadowalającą i n a der doskonałą teorię widm cząstecz­ S kowych. Gdy dw uatom ow e cząsteczki pierwiastków. 78 w idzim y część widm a cząsteczki jodu (J2) jako przykład uszerego­ ■■ /:■m ': wania prążków w widmie cząsteczkowym. np. na podstawie pom iarów term ochem icznych m ożna w y­ znaczyć w zwykły sposób w artość tego ciepła. Cząsteczki 283 zmiany. wyznaczo­ nych bezpośrednio termochemicznie i pośrednio na dro­ dze optycznej. np. W idm a pasmowe d ają n a m piękny do­ wód słuszności zasadniczych pojęć teorii widm. niż badanie prążko­ w ych widm atom ów . N a rys. W idm a pasmowe składają się z licznych grup bardzo blisko siebie skupionych prąż ­ ków. dla jednego litra pary. T a k zwane widm a pasmowe. Badanie w idm pasm ow ych postawiło fi­ zykę teoretyczną wobec znacznie jeszcze trudniejszych zadań. cząsteczki p a ry jodu. p ow stają przez jednoczesne współdziałanie zmian wszystkich trzech składników energii cząsteczki.

przeprowadzone na n a jro z m a it­ szych związkach nieorganicznych i organicznych. niowania rozproszonego przez ciecz ostre prążki. przesunięte względem p rążka promieniowania padającego.284 Zasady fizyki ją d e r atom ow ych. Dalsze badania R a m a n a potwierdziły jego przypuszczenie. S ia tk i atomowe w kryształach należy również uważać za pewien szczególny w ypadek tw orzenia się cząsteczek. 1928 przez fizyka indyjskiego R a m a n a i nazw ane na jego cześć zjaw iskiem Rom ana. przy czym różnice częstości drgań promieniow ania rozproszonego i padającego okazały się niezależne od częstości drgań Lego ostatniego. Znacznie dogodniejszą m etodę b a ­ dania tych drgań nastręcza zjawisko. . Zjawisko R am ana w edług R am ana i K rish n an a. 79. dały olbrzymi m ateriał. 79. w y k ry te w r. u dołu w idm o światła rozproszonego przez czterochlorek węgla. u góry w idm o światła padającego. dotyczący częstości własnych cząsteczek. należące. ja k już wspom nieliśm y wyżej. Dokładne badania zjawiska R a m a n a . do obszaru podczerwieni. R a m a n przepuszczał światło jedno­ barwne przez rozm aite ciecze i znalazł w w idm ach promie- Rys. Rys. przedstaw ia nam jako przykład zja­ wisko R a m a n a dla czterochlorku węgla (CC14). że niektóre z ustalonych przezeń różnic częstości drgań zgadzają się ze znanym i już poprzednio podczerwonym i częstościami w łasnym i cząsteczki rozpra­ szającej.

istnieje na turalnie wiele innych typów . II.81. soli kamiennej. K ryształy stanow ią właściwie olbrzymich rozm iarów cząsteczki. gdyż polega ono na ruchach najm niejszych cząstek m aterialnych. tworząc wierzchołki sześcianów. Gdy n a stę p ­ nie w połowie 19 stulecia w y k ry to równoważność ciepła i prac y m echanicznej. jakie repre­ zentuje siatka soli kam iennej.1 a po­ śród nich niektóre bardzo naw et Rys. jednakże wobec prawidłowości upo­ rządkow ania atom ów w siatce m ożna cząsteczkom tym przyporządkow ać zupełnie określone form uły chemiczne. Kinetyczna teoria materii 285 Na rys. według którego ciepło jest n a tu r y m echa­ nicznej. z jakich składają się ciała. można było łatwo wyliczyć. na k tó ­ 1 D la p rzy k ła d u p r z y to c z y m y jesz c z e. Siatka krystaliczna skomplikowane. Obok siatek w y­ jątkow o prostego ty p u . i W. stworzone zostały podstaw y. 80 podano dla przykładu siatkę soli kamiennej (chlorku sodu): ato m y sodu i chloru porozmieszczane są na zmianę w jednakow ych od siebie odległościach. że w sia tc e d ia m e n tu c z te r y d o w o ln ie w z ię te są sia d u ją ce ze so b ą a to m y w ęg la sta n o w ią za w sze w ierzch o łk i p raw id ło w eg o czw o ro ścia n u . a więc odległość pomiędzy dwom a bezpośrednio sąsiadującym i ze sobą atom am i różnego rodzaju. w y ­ nosi 2. B r a g g ’ów (ojca i syna). że stała siatki.10"8 cm. L. . 80. Opierając się na znanej gęstości soli kamiennej i na w artościach ciężarów bezwzględnych jej atom ów składowych. LXXII K IN E T Y C Z N A T E O R I A M A T E R II J u ż z początkiem 19 wieku R u m f o r d pierwszy sfor­ mułował pogląd. przez W. Badanie budow y siatek krystalicz­ nych m etodam i spektroskopii rentgenowskiej zostało zapo­ czątkow ane w 1913 r.

czyli. Nazwę jednego mola n a d a je m y takiej ilości gra­ mów danej substancji. o ile więc reszta w arunków pozostaje bez zmiany. 41. stanowi pogląd. wówczas oczywiście dw ukrotnie większa liczba cząsteczek uderza w ty m sam ym czasie w pewną w ziętą pod uwagę część powierzchni ścianki. Podstaw ow ą myśl teorii gazów. tak. jako rój cząsteczek. k tó ry jest stały w danej te m ­ peraturze. zaś pomiędzy zderzeniami ożywione są rucham i jed n o sta jn y m i i prosto­ linijnymi. inaczej mówiąc. 1850 kinetyczna teoria m a ­ terii. Same cząsteczki w yobrażano sobie jako kulki doskonale sprężyste. początkowo jak o kinetyczna teoria gazów. Gdy po d w a ja m y gęstość gazu. odwrotnie pro ­ porcjonalne do objętości. biegnących szybko we w szystkich możliwych kierunkach. ciśnienie musi być proporcjo­ nalne do gęstości. której jed n y m z głównych twórców był C l a u s i u s . . jak cząstki w ciałach stałych i ciekłych. rozdz. ta k ja k nas uczy praw o.1 w y k ry te empirycznie przez B o y l e ’a już około połowy 17 wieku. W edług tego praw a iloczyn ciśnienia przez objętość. Należy więc w y o b ra ­ żać sobie gaz. p rzy czym na ruchy ich w pływ ają jedynie ścianki naczynia oraz zderzenia z innym i cząsteczkami. k tó ra równa je s t jej ciężarowi czą­ 1 P or. które p rzy zderzeniach całkowicie zachow ują swą energię ruchu. równy je s t w najogólniejszym w y p a d k u ilo­ czynowi ilości „molów“ gazu przez te m p e ra tu rę bez­ względną oraz przez pewną stałą uniwersalną. zw aną stałą gazową. K inetyczna teoria gazów prowadzi nas również do za­ sadniczego „prawa gazów“. W edług tego poglądu ciśnienie gazu jest spowodowane przez ustawiczne uderzanie szybko poruszających się czą­ steczek o ścianki naczynia. że cząsteczki w ga­ zach ożywione są jedynie ruchem postępow ym i nie są związane z określonymi położeniami równowagi.2S6 Zasady fizyki rych mogła rozwijać się od r.

Kinetyczna teoria materii 287 steczkowemu.0 1 6 gr. 4 4 ).008. a więc (jak tego uczy również i hipoteza A vogadry) zawsze tę sam ą liczbę cząsteczek. mnożąc liczbę molów przez stalą Loschm idta). zaś dla tlenu — około 420 m etrów na sekundę. k tó rą otrzym ujem y. w tem peraturze 0° przeciętna w artość energii ruchu cząsteczki jednoato- mowej wynosi 5 . 100 gr a z o tu zaw iera z a te m 3 . 3 S ta ła B o ltz m a n n a o d g ry w a za sa d n ic zą rolę ró w n ież i w B o ltz - m a n n o w sk im p raw ie en tro p ii (por.3 T a k np. g d y ż cięża r a to ­ m o w y a z o tu w y n o si 14.1 0 14 erga. srebra. musi zawierać tę sam ą we wszystkich w y p adkach liczbę molów. z praw a gazów w ynika n a t u ­ ralnie.2 W jednym centym etrze sze­ ściennym gazu w 0° pod ciśnieniem atm osferycznym znaj­ duje się 2. przypadającej na pojedynczą cząsteczkę. Prędkość ruchu cząsteczek.1 Odwrotnie. W ćdług kinetycznej teorii gazów te m p e ra tu ra je s t okre­ ślona przez średnią w artość energii ruchu. 57. jest ty m większa. W tem p e ra ­ turze 0° C wynosi ona dla wodoru około 1700. p o d ­ danego określonemu ciśnieniu i znajdującego się w okre­ ślonej tem peraturze. z jakim gazem jednoatom ow ym m a m y do czynienia. . W r.1019 cząsteczek. w postaci tzw. np. która rośnie proporcjonalnie do pierw iastka kw adratow ego z te m p e ra tu ry bezwzględnej. im lżejsza jest cząsteczka. (gdyż liczbę cząsteczek otrzym ujem y.71. dla azotu — około 450. dzieląc stałą gazową przez liczbę Loschm idta. Ilo c z y n tej sta łej p rzez (n a tu ra ln y ) lo g a r y tm s t a ty s ty c z n e g o p ra w d o p o d o b ień stw a (o d p o w ied n io zd efin io w a n eg o ) d a je w ła śn ie w a r to ść en tro p ii.6 . niezależnie od tego. ro zd z. jed en m ol a zo tu (N 2) w a ż y 2 8 . w w y p a d k u cząsteczki jedno- atom owej t a w artość przeciętna jest półtora raza większa od iloczynu te m p e ra tu ry bezwzględnej przez ta k zwaną stałą B o l t z m a n n a . 2 P or. że pewna określona objętość dowolnego gazu. rozd z.5 6 9 m olów . 1 N p . wybiegających z powierzchni parującego m etalu. 1920 udało się zresztą S t e r n o w i zmierzyć bezpośre­ dnio prędkość jednoatom ow ych cząsteczek.

musi zderzać się z innym i cząsteczkami kilka m iliardów raz y na sekundę. opierając się na danych doświadczalnych. Długość drogi swobodnej obliczył M a x w e l l . P rzew y ższa on o w p rzy b liż en iu o 10% w a r to ść ciep ła w ła ­ ściw eg o w sta łej o b ję to ści. k la ­ syczna teoria kinetyczna prowadziła do wniosku. z n a j­ dującego się w zwykłej tem p e ra tu rz e i poddanego zwykłe­ mu ciśnieniu. zdołał pierwszy. jakie w ynikały z kinetycznej teorii gazów. ciepło atomowe. znalazł on rzeczywiście Lakie w a r­ tości. zajm owanej przez gaz po skropleniu. wyznaczyć w przybliżeniu w 1865 r. ciepło gazów z postępow ym ruchem ich cząsteczek. ja k ą cząsteczka gazu przebiega przeciętnie pom iędzy dwom a zderzeniami. D u l o n g i P e t i t znaleźli na drodze doświadczalnej już w 1819 r. musi. w ykonyw anych przez a to m y ciała. p rzy ­ czynę ciepła ciał stałych odnajduje ona n a to m ia s t w drga­ niach. N astępnie L o s c h m i d t . gdy zm iany te m p e ra ­ tu ry zachodzą w stałej objętości. dotyczących lepkości gazów. ja k już widzieliśmy. jej droga swobodna. że prawie wszystkie ciała stałe w y k a z u ją tę właśnie w artość ciepła atom owego. rów ną cię­ żarowi atom ow em u). że cząsteczka jakiegokolwiek gazu. Dalszy rozwój teorii gazów doprowadził około 1860 r. odległość. do zrozumienia.1 Tzw. ja k już wspom niano wyżej.. K inetyczna teoria m aterii wiąże.2 1 M ó w im y tu ta j u m y śln ie o a to m a c h . 288 Zasady fizyk i „prom ieni atomowych“. k tó ra p o w in n a b y ć d o k ła d n ie rów na p otrójn ej sta łej g a zo w ej. k tó ry wziął p o n a d to pod uwagę w artość objętości. że ciepło właściwe jednego g ra m a to m u dowolnego pierw iastka s ta ­ łego. je s t wr zwykłych w a r u n ­ kach rzędu wielkości około jednej stutysięcznej c e ntym etra. ze w zg lęd u n a o m a w ia n y p o p rzed n io ob raz sia tk i a to m o w e j. 2 W r z e c z y w isto śc i m ie r z y się ciep ło w ła śc iw e pod sta ły m c iś n ie ­ n iem . czyli tzw. Istotnie. czyli tzw. bezwzględną wielkość cząsteczek i atomów. równać się potrojonej stałej gazowej. n ie za ś o c z ą ste c z k a ch . . a więc w przybliżeniu około sześciu kalo­ riom (gram atom em n a z y w a m y ilość gram ów.

później zaś w bardzo ni­ skich tem p e ra tu ra c h u wszystkich ciał stałych. 2 Im lż e js z y je s t a to m . grające podstaw ową rolę w kw a n ­ towej teorii ciepła właściwego ciał stałych. p o kryw ają się oczywiście z pewnym i częstościami drgań. ty m w ię k sz e są c z ę sto śc i jeg o d rgań i e le m e n ty en ergii. Bezładne ruchy cząstek. ujaw niają się bardzo wyraźnie w ta k zwranych ruchach B r o w n a . Zasady fizyki 19 . a sprężystym i własnościami ciał stałych. gdy E i n s t e i n wprowadził do kinetycznej teorii m aterii pojęcia kwantowe. 1907. ro zd z. pozwoliła istotnie przewidzieć w spom niane wyżej pozorne anomalie. d la te g o w ła ś n ie w sz e lk ie a n o m a lie w y stę p u ją sz c zeg ó ln ie siln ie u p ierw ia stk ó w lek k ich .1 znalazły zadowalające w ytłum aczenie w r. k tó ra zastąpi­ ła w związku z ty m w kinetycznej teorii m aterii dawniejszą. ru ­ chy te zauważył po raz pierwszy b otanik B rown w r. Często­ ści drgań atom owych. 3 W y m ia r y lin io w e ta k ic h zia ren ek w y n o sz ą za le d w ie ok oło 1 /2 00 m m . przy czym każdy elem ent energii rów ny jest iloczynowi elem entarnego kw an tu działania przez częstość drgań atom ow ych. unoszących się w wodzie. ja k beryl.2 „ S ta ty s ty k a k w a n to w a “ . 1827 na d robniutkich ziarenkach pyłku roślinnego. Dokładniejsza teoria kinetyczna ciał stałych musi naturalnie przyjąć za p u n k t wyjścia budowę w spom nianych już wyżej siatek atom owych. Einstein przyjął. analogicznych do kw antów świetlnych. jakie w yzna­ czono na drodze optycznej. 48. a zwłaszcza diam ent. k tórych istnie­ nie stwierdzono przede w szystkim u pierwiastków lekkich. Z d ru ­ giej stro n y ujaw niły się również pewne zależności po­ między tym i częstościami. że energia drgań atom ów ciał stałych składa się z elem entów energii. mniej dokładną. Kinetyczna teoria materii 289 Odchylenia od praw a Dulonga i P e tita . w ynikają stą d interesujące związki pom iędzy n a u k ą o cieple a spektroskopią. bezładne ruchy zygzakowate. „ sta ty sty k ę klasyczną“ . Małe ziarenka stałej zawiesiny w cieczy lub w ga­ zie w y konyw ają szybkie.3 R u c h y te nie stanow ią naturalnie rzeczywistych 1 P or. z których składa się m ateria.

że poruszające się tłum nie elektrony przenoszą zarówno ładunki elektryczne. coraz bardziej zaczął się um acniać pogląd. rozd z. gdyż te ruchy cieplne zachodzą ta k szybko. W edług bo­ wiem s ta ty s ty k i klasycznej elektron swobodny m usiałby 1 P or. LXXIII M ETALE Gdy pod koniec X I X stulecia istnienie elektronu stało się pewne. W roku 1900 D r u d e spróbował po raz pierwszy rozwinąć ten pogląd w teorię m etali. . Teoria Drudego dawała bardzo proste i przekonyw ające uzasadnienie praw a W iede m a n n a -F ra n z a . stosując do tych swobodnych elektronów m eto d y leorii gazów. w yw ołanych przez ciepło. że c h a ra kterystyczne zachowanie się melali pod względem elektrycznym należy przypisać obecności w ich wnętrzu swobodnych elektronów.290 Zasady fizyki przemieszczeń cząstki. zachodzące w dłuższych odstępach czasu. Praw o to w ynikało w teorii Drudego z faktu. Teoria ruchów Browna pozwala obliczyć z dużą dokładnością liczbę Loschm idta na podstaw ie zaobserwowanych wartości przesunięć w y­ padkowych. nie­ zależny od n a tu r y m etalu. tak. o k tó ry m wspo­ m inano już krótko w jed n y m z poprzednich rozdziałów. W postaci ruchów Browna ujaw niają się je d n a k przesunięcia w ypadkow e cząstek. J e d n a k ż e elektronowa teoria m etali Drudego natrafiła na trudności pozornie nie do przezwyciężenia. że w y m y k a ją się już one spod naszej obserwacji. ja k i energię swego ruchu. 49. stanow ią zatem jednocześnie p rąd elektryczny i strum ień ciepła. że oko ludzkie jest już w stanie je dostrzec.1 W edług tego praw a stosunek przew odnictw a cieplnego do przew odnictw a elektrycznego m eta lu rów ny jest iloczynowi te m p e ra tu ry bezwzględnej przez pewien czynnik stały.

teoria metali Drudego poszła stopniowo w zapomnienie. co i cząsteczka jednoatom ow a. a ponieważ trudno jest uważać liczbę swo­ bodnych elektronów za dużo m niejszą od liczby atom ów m etalu. że. to według sta ­ ty sty k i Fermiego „gaz elektronow y“ musi być całkowicie zwyrodniały już w tem p e ra tu rz e zwykłej. w której dość trudne szczegóły nie m ożem y się t ut aj zagłębiać. wynoszącą około 100. W sk u te k tego na w e t w gazach doskonałych w y­ stępować powinny w b. swobodhe elektrony pow innyby wyraźnie zwięk­ szać zasób energii cieplnej m etalu. w prow adzonym do fizyki teoretycznej przez F e r m i e g o w r. W r. W ynika to stąd. gdy te m p e ra tu ra gazu dowolnie naw et mało różni się od zera bezwzględnego. rozd z. 1 S ta ty s ty k a F erm ieg o w ią że się ze w sp o m n ia n ą ju ż w y żej (por. Metale 291 posiadać tę sam ą przeciętną energię ruchu. ja k dotąd. Teoria Sommerfelda każe nam przypisać ciśnieniu we­ w nętrznem u gazu elektronowego nieoczekiwanie wysoką wartość. „zw yrodnienia“ . Gdy je d n a k w gazach rzeczywistych zwy­ rodnienie może się ujaw nić jedynie wówczas. niskich te m p e ra tu ra c h objaw y tzw. 1926. jego energia i ciśnienie m uszą być wyższe od pewnej zupełnie określonej „energii zerowej“ i pewnego określonego n a der wysokiego „ciśnienia zero­ w ego“ . opierając się na tzw. Ze s ta ty s ty k i Fermiego. gdy poddam y je bardzo wysokim ciśnieniom w tem peraturze bardzo nie­ wielu stopni powyżej zera bezwzględnego. z powodze­ niem dalej. 2000 razy mniejsza od m asy najlżejszego atom u. okrągło licząc. teoria Sommerfelda nie n a p o ty k a już na wspom ­ nianą wyżej trudność i rozwija się.000 atmosfer. a n a w e t i w jeszcze wyższych tem p e ra tu ra c h . W idzimy stąd. Ponieważ w ynik taki znajduje się w oczywistej sprzeczności z doświadczeniem. że m asa elek­ tro n u jest.1 w ynika mianowicie. 19* . slahjshjce Fermiego. Wskrzeszenie swe zawdzięcza ona dopiero nowym ideom kw antow ym . 69) zasad ą P a u lie g o . 1927 S o m m e r f e l d zbu­ dował nową teorię metali.

Pogląd ten. S e e b e c k stwierdził już w 1821 r. k tóre d ają się dobrze w y tłum aczyć przez założenie istnienia w m etalach zwyrodniałego gazu elektro­ nowego. podczas przepływ u p rąd u przez obwód zam knięty. odwrotnie.292 Zasady fizyk i że siatka atom ow a m etalu musi działać na elektrony ze znaczną silą. prowadzi do w yniku. Do faktów. Ciepło właściwe gazu elektronowego okazuje się około 70 razy mniejsze od wartości. jedno z miejsc spojenia ogrzewa się. 1927. por. przewodnictwo elektryczne i cieplne m etali. k tó rą m ożna wyrazić iloczynem długości przez masę i przez prędkość. że. ab y zapobiec ich wybieganiu na zewnątrz. a więc wielkość. należy. gdy dwa miejsca spojenia z n a jd u ją się w różnych te m p e ra tu ra c h . której klasyczna teoria m etali nic była w stanie pokonać. wśród k tó ­ rych najważniejsze są w y k ry te już od daw na zjawiska See- becka i Peltiera. złożonym z dwóch różnych m e­ tali. w y z n a c z a n ie to ru elek tr o n u w e w n ę tr z u a to m u w od oru . . ja k już wspom niano wyżej. że w obwodzie zam kniętym . mającego 1 P r z y p o m n ijm y so b ie n p .1 składa się zawsze z całkowitej liczby kw antów elem entarnych.. w ykrył P e l t i e r . jakiej należało by oczekiwać według sta ty s ty k i klasycznej. 67. L X X IV NIEOZNACZONOŚĆ Ś W IA T A ATOM OW EGO J a k już przekonaliśm y się wielokrotnie. że działanie. nowoczesna fi­ zyka teoretyczna o p a rta je s t n a poglądzie. ro zd z. w sk u te k tego odpada całko­ wicie trudność. W 1834 r. utw orzony z dwóch m etali. ja k w ykrył H e i s e n b e r g w r. drugie n a to m ia s t oziębia. następnie m agne­ tyczne własności m etali a przede w szystkim również i zja­ wiska term oelektryczne oraz term om agnetyczne. dalej niejednokrotnie już om awiane i t a k ważne dla radiotechniki zjawisko w ysyła­ nia elektronów przez rozżarzone m etale. pow staje p rąd „termoelektryczny“ .

znając chwilowy stan układu fizykalnego. m ożem y dokładnie określić wszystkie . lub przypisanie im określonego kształtu czy też wyraźnych granic. nieunikniona we wszelkich takich procesach. co chcemy mierzyć wre wnętrzu atomów. Okazuje się mianowicie. Nigdy nie m ożem y jednocześnie znać dokładnie obu tych wielkości. jakimi są obciążone obie zna­ lezione wartości. Teoria kw antów prowadzi jednakże do wniosku. musi zawsze być co najm niej równy ele­ m e n ta rn e m u kw antow i działania. Niepewność. że możemy przypisyw ać a tom om b y t rzeczywisty jedynie w sensie odm iennym . W wieku bieżącym teoria atom ow a przekształciła się z hipotezy w jeden z najlepiej u g runtow anych pewników fizyki. N ie jest możliwe dokładne określenie położenia elektronów. Jeżeli n a w e t związana z ty m „niepewność“ nie posiada znaczenia dla fizyki praktycznej. G dy chcemy zatem bardzo dokładnie w yzna­ czyć położenie cząstki. które dostrzegam y naszymi zmysłami. Tego rodzaju opis w ym aga dokładnego wyznaczenia zarówno po­ łożenia. Nieoznaczoność świata atomowego 293 podstaw owe znaczenie dla nowoczesnego fizykalnego po­ glądu na świat. ja k i „ p ę d u “ cząstki (pędem nazyw am y według ogólnie przyjętego określenia iloczyn m asy cząstki przez jej prędkość). niż to czynim y w stosunku do otaczających nas w życiu codziennym przedmiotów'. m usim y to okupić bardzo dużą nieoznaczonością wartości pędu i odwrotnie. a więc np. elektronu. podzielonemu przez liczbę 2 n . że nie jest możliwy dokładny (w sensie mechaniki klasycznej) opis zachowania się elem entarnej cząstki m aterii. Zasada niepewności Heisenberga przekonała jednakże fizyków. ma ona rozstrzygające znaczenie we wszystkich procesach. W sk u te k tego w świecie atom ów tra c ą swój sens pojęcia zwykłej m echaniki. że przy każdej próbie jednoczesnego wyznaczenia położenia i pędu iloczyn niepewności. okazuje się mianowicie porównywalna z w ar­ tościami tego. według której. Za niewzruszalny dogm at fizyki uznawano zawsze za­ sadę przy czy nowości. zachodzących w ew nątrz atom ów.

jest względny i zależy od 1 D o św ia d c z e n ie M ich elso n a b y ło w ie lo k r o tn ie p o w ta rz a n e . k tó ry opisuje jakiś proces fizyczny. ze szczeg ó ln ie w ie lk ą d o k ła d n o śc ią w 1929 r. odkąd zasada zachow ania m asy stała się fu n dam entem chemii. które ze względów s ta ty s ty c z ­ nych m usim y przyporządkow yw ać licznym zbiorowiskiem dowolnych i przypadkow ych indyw idualnych procesów fizycznych. doświadczalnym zaś podło­ żem tej teorii było z kolei ustalenie w r. Za p u n k t wyjścia w ty m odkryciu posłużyła teoria względności Einsteina. Jeżeli jednakże s ta n obecny je s t z ko­ nieczności nieokreślony. LXXV MASA I E N E R G I A Pojęcia m asy i energii należą do najw ażniejszych w n a ­ uce o przyrodzie. p rzesu w a ją cy ch się ru ch em je d n o s ta jn y m i p r o sto lin io w y m w z g lę ­ d em sieb ie. i że m ożna wyznaczać jedynie wartości takich wielkości. „ sz c z e g ó ln e j“ teo rii w z g lę d n o śc i z roku 1905.1 E i n s t e i n w ysnuł w r. J e d n a k ż e odkrycie identyczności ty ch dwóch pojęć ta k wielkiej wagi przypadło w udziale dopiero początkowi X X wieku. Znaczna część fizyków skłania się dzisiaj do poglądu. tak n p . że w przyrodzie nie istnieją w ogóle żadne inne prawidłowości poza czysto sta ty sty c z n y m i. D o p iero w r. zaś zasada zachow ania energii — jed n ą z podstaw fizyki.294 Zasady fizyk i jego przyszłe stany. 1906 z w yniku doświadczenia Michelsona swą słynną zasadę względności. m ierzony przez obserw atora.2 Prow adzi ona do wniosku. 2 W p ierw o tn ej. 1915 u d a ło się E in ste in o w i sfo r m u ło w a ć „ o g ó ln ą “ teorię w zg lęd n o śc i. że ruch ziemi nie w y­ wiera żadnego wpływu na rozchodzenie się światła. . za sa d a ta d o ty c z y ła z r e sz tą ty lk o d w ó c h o b serw a to ró w . tz w . że czas. 1881 przez am e­ rykańskiego fizyka M i c h e l s o n a. wówczas oczywiście t a k sform u­ łowana zasada przyczynowości staje się bezprzedmiotowa.

G dy prędkość ta zbliża się do prędkości światła. Istotnie. a ty m bardziej jej przewyższyć. sto su n e k te n m a le je w m iarę w zro stu p ręd k ości. ale nigdy nie za­ obserwowano w artości od niej wyższych. jak to mógł wykazać Einstein. do posiadającego wielkie znaczenie wniosku. że masa poruszającego się ciała zależy od jego prędkości. podzielonej 1 M ierząc o d c h y le n ia w ią z k i p ro m ien i b e ta w p o la ch e le k tr y c z ­ n y m i m a g n e ty c z n y m o k r e śla m y w ła śc iw ie sto su n e k ła d u n k u do m a sy dla s ta n o w ią c y c h te p ro m ien ie ele k tro n ó w . W yniki pomiarów. m asa jego musi być już o 15% większa. dochodzące do 99.1 Zasada względności prowadzi wreszcie.8% prędkości światła. by dla każdego obserw atora świa­ tło zawsze i we wszystkich kierunkach rozchodziło się z tą sam ą stałą prędkością. nieskończenie wielką masę. polega na w ykazaniu. gdy prędkość ciała wynosi połowę wartości prędkości światła. gdy porusza się ono powoli. poruszającem u się wzglę­ dem niego z prędkością światła. niż wówczas. rów ną wartości zm iany energii. W edług relatyw istycznego wzoru na masę. pom iary prędkości promieni b e ta dały wartości. Z zasady względności wynika. Do wniosków ty ch należy przede w szystkim twierdzenie. dokonanych na prom ieniach beta. Dalszy w ażny wynik. ta k . Masa i energia 295 położenia i prędkości ruchu tego obserw atora. m asa jego staje się szesnastokrotnie większa od swej wartości norm alnej. do którego prowadzi zasada wzglę­ dności.8% prędkości światła. w ym agający. P o n iew a ż ła ­ d u n ek n ie z a le ż y od p ręd k o ści. że każda zm iana energii ciała musi jednocześnie wywołać zmianę jego masy o wartość. stw ierdzają słuszność relatyw istycznego wzoru na m asę. m asa rośnie bardzo szybko. Zmierzone przezeń wartości czasu są przy ty m uw arunkow ane przez postulat. że prędkość ruchu ciał materialnych nie może nigdy osiągnąć wartości prędkości światła. gdy n a to m ia s t prędkość ciała sięga 99. szereg wniosków wielkiego znaczenia dla fizyki. że obser­ w a to r m usiałby przypisać ciału. . ja k w ykazał E in ­ stein.

w ydaje się na to m ia st. zmniejsza się również i jego m asa w p o d a n y m stosunku. odwrotnie. zapas energii jakiegoś ciała zmniejsza się przez promieniowanie cieplne. W ypływ a stą d dalszy wniosek. J a k wiemy. że m ożna w y tłu ­ m aczyć drobne odchylenia m as sam ych izotopów od liczb całkow itych na podstaw ie relatyw istycznej zasady równo­ ważności m asy i energii. że-każda w ogóle energia posiada pew ną m asę i na odwrót. wyrzuconej z ato m u pierw iastka promienio­ twórczego. Gdy np. rów now ażną energii ruchu cząstki alfa. energię własną. której w artość otrzym ujem y. Ustalona niegdyś przez Lavoisiera zasada zachowania m asy oraz sform ułow ana przez Mayera i J o u le ’a zasada zachowania energii zostają w ten sposób złączone przez teorię względ­ ności w jed n ą zasadę. Z m iany m asy. zaw artej we wszech- świecie i całkowitej m asy świata. . pomnożonej przez kw a­ d r a t prędkości światła. są n a turalnie z b y t małe. Jeżeli obliczymy masę. każda m asa — pewną tzw. mnożąc m asę przez k w a d ra t prędkości światła. że jej równoważnik m asow y m o­ że już wywierać dostrzegalny wpływ na ciężar atomowy. związane z dostrzeganym i przez nas zm ianam i energii. by m ożna je było zauważyć i zmierzyć. m asa ciała pochłaniającego promieniowanie ulega zwiększeniu. W ty m nowym ujęciu wielkością stałą jest sum a całkowitej energii. ustalenie ciężarów atom ow ych izotopów umożliwia wyznaczenie energii we­ wnętrznej jąd e r atomów. E nergia w ew nętrzna ją d e r a to m o ­ w ych jest zatem ta k duża. jednakże zasada równoważności m asy i energii gra bardzo w aż n ą rolę w fizyce jąder atomo­ wych. Masa i energia sta ją się pojęciami identycznym i. że wynosi ona prawie jeden procent m asy a to m u wodoru. znaczne odchylenia wartości ciężarów a to m o ­ wych od liczb całkowitych zostały wyjaśnione dzięki od­ kryciu izotopów. okazuje się. Odwrotnie.296 Zasady fizyk i przez kwadrat prędkości światła. różniącym i się od siebie jedynie o uniw ersalny spólczynnik proporcjonalności.

że posiadam y cudowną m aszynę. że można by ją pędzić na koszt energii własnej dowolnego wprowadzonego do niej ciała. wynosząca 9. ja k ą dać m ogą do­ piero najpotężniejsze współczesne hydroelektrownie. zdołała zastąpić mgliste spekulacje przez ścisłe rozum ow ania. A stronom iczny obraz wszechświata rozszerza! się. 20 bilionów kaloryj. W y o b ra ź m y sobie teraz. t a k zbudow aną. Światło zużywa około 8 m in u t na przebycie 150 milionów kilometrów. W ysta rcz y ło b y wówczas w prow adzać do tej m a ­ szyny co godzinę kilka gram ów jakiejkolwiek substancji. czy też w ody albo n a w e t powietrza. w ynik ten m usim y uważać za jej szczególnie wielki sukces. dzieląca słońce od ziemi. O biekty te w większości w ypadków obserw ujem y w postaci mgławic spiralnych. LXXVI W S Z E C H Ś W IA T Równie żywo. ab y o trzym ać t a k ą ilość koni parow ych. będącej jed n y m z najbliższych obiektów. 1910. Poczynając mniej więcej od . okrągło licząc. zajm o­ wał od najdaw niejszych czasów fizyków i filozofów proble­ m a t odw rotny. jakiego dawniej tru d n o się było n a w e t spodziewać.1020 ergów lub. leżących pom iędzy nam i a słoń­ cem. po­ czynając mniej więcej od r. leżących już poza układem drogi mlecznej. a naw et i przez dane liczbowe. Fizyka współczesna. jak zagadnienie małości atom ów. W sz e ch św ia t 297 W ka ż d y m gram ie m asy drzemie olbrzym ia ilość ener­ gii własnej. odpow iadając na to ostatnie p ytanie. a mianowicie zagadnienie wielkości wszech­ świata. około 4 la t na przejście do ziemi od najbliższej gwiazdy stałej i 850000 la t na przejście od dostrzegalnej jeszcze gołym okiem mgławicy A ndrom edy. stali lub wełny. w t a k szybkim tempie. w głąb k tórych przenikały ścisłe b a d ania i coraz bardziej kurczyła się w po­ rów naniu z nimi wielka sam a przez się odległość. Coraz bardziej olbrzymie stawraly się odległości.

. ja k już w spom niano wyżej. p o w sta ła w r. w yrażoną w milionach la t świetlnych. podw a­ ja ją się w przeciągu 1300 milionów lat. 1915. Stosunek takich odległości do odległości ziemi od słońca jest mniej więcej taki. m ożna już było stwierdzić. zw a n a ró w n ież o g ó ln ą teo rią w z g lęd n o ści. że w szystkie odległości we wszechświecie powiększają się w przeciągu jednego miliona lat o jedną 1700-ną część swej wartości.1 w y k ry to prędkości ucieczki mgławic proporcjonalne do ich odległości i dochodzące do 24000 kilom etrów na sekundę (co równa się 8 % prędkości światła). przy założeniu oczy­ wiście. rozdz. gdyż odległość n a j­ dalszych zmierzonych mgławic w zrasta co dwie godziny o odstęp.1055 gram a. J e d n ak ż e nie tylko stwierdzenie istnienia ta k potwornie wielkich odległości wpłynęło w rozstrzygający sposób na nasze w yobrażenia o wszechświecie. pom nożonym przez jej odległość. rów ny odległości pom iędzy ziemią i słońcem. czyli. ja k stosunek tej ostatniej odległości do szero­ kości palca.298 Zasady fizyk i r. Teoria rozszerzającego się wszechświata prowadzi na podstawie względnościowej teorii graw itacji2 E i n s t e i n a do stosunkow o prostej zależności. 2 E in ste in o w sk a teo ria g r a w ita c ji. że m asa wszechświata je s t około dziesięciu bilionów (1013) razy większa od przeciętnej m asy jednej 1 Por. Z obliczeń tych wynika. że teoria E insteina jest słuszna. że wiele mgławic z n a j­ duje się w t a k wielkich od nas odległościach. inaczej mówiąc. że m asa wszechświata jest równa 2. Oznacza to nader szybkie rozszerzanie się wszechświata. Okazuje się więc. k tó ra pozwala obli­ czyć całkowitą masę wszechświata. znacznie większą rolę odegrały tu ta j badania nad zjawiskiem Dopplera w m gła­ wicach spiralnych. 1930. 9. W ynika stąd. dzięki k tórym . Prędkość ucieczki mgławicy okazuje się równa 180 kilom etrom na sekundę. że na ich przejście światło zużywa 100 do 200 milionów lat.

ja k do kosm o­ logii. jako zam kniętej w sobie przestrzeni. Zagadnienie wieku wszechświata stanowi bardzo t r u d n y pro b le m at w kosmologii. . niż wynosi wiek m inerałów ziem­ skich. P ro b le m a t budow y w szechśw iata należy do najciekaw ­ szych współczesnych zagadnień fizyki. Byłoby to niewiele tylko więcej. że. W sz e ch św ia t 299 mgławicy spiralnej i około 1022 razy większa od niesłychanie wielkiej m asy słońca.1 w ydaje się. . że rozszerzanie się wszechświata mogło się rozpocząć zaledwie przed jed n y m lub co najwyżej kilku m iliardam i lat. Z n a jd u je m y stą d dalej. nie d a ją liczb większych. że najwyższe szczęście myślącego człowieka polega na zbadaniu wszystkiego.Por. 64. że w ża d en sp o só b n ie m o żn a u z m y sło w ić so b ie ta k a b str a k c y jn e g o w y o b ra ż en ia . że liczba wszystkich elektronów we wszechświecie jest rzędu 10 79. k tóre p rzy­ b y w a ją z zew nątrz do naszego układu słonecznego. lecz bardzo już osobliwy jest fakt. rozdz. Na podstawie rozm aitych rozw ażań fizycy i astronom ow ie znaleźli.2 w yznaczenia wieku meteorów. 1 J e s t sa m o przez się zro zu m ia łe. ja k w spom i­ naliśm y wyżej. stanowiącej trójw ym iarow ą analogię do d wu ­ wymiarowej powierzchni kuli. opartej na fizyce. ab y spokojnie móc ukorzyć się przed nie- poznawalnem . co można zbadać. Gdy w latach od 1917 do 1932 fizycy skłaniali się raczej do pojm ow ania wszechświata. zastosować słowa Goethego. iż w roku 1933 pod wpływem now opow stałych teoryj zaczyna się zarysowywać raczej wycofywanie się z takiego stanowiska. Do żadnej je d n a k chyba gałęzi fizyki nie d a ją się t a k dobrze.

263 Blagden 188 D iesel 208 H aas. 8 118 119 B rasch 256 E in ste in 21 289 294 298 H ess 258 B rew ster 35 E ngl 157 H eusler 79 B roek. von 85 195 287 D ufay 53 H eisenberg 279 280 292 Bonhoeffer 282 D ulong 288 H elm holtz 172 B orn 279 H en ry 83 Boyle 168 182 184 286 E H ero 198 Bragg W . 285 Edison 50 87 88 91 157 H e rtz G . SKOROWIDZ NAZWISK A C Feddersen 112 113 A bbe 45 46 C agniard de Ia T o u r 185 F erm i 239 261 291 A epinus 72 C ailletet 186 F ran ck 262 Alexanderson 133 C arn o t 201 F ran k lin 69 A m père 59 76 Celsius 167 F ran z 191 290 A nderson 258 Chadw ick 244 255 257 Frau n h o fer 7 21 A ndrew s 185 Clausius 173 174 286 Fresnel 11 15 37 A ngstrom 5 C ockcroft 255 F rim an 239 Arago 37 C om pton 14 275 Aston 245 Coolidge 232 G Avogadro 219 281 C oulom b 54 58 G alileusz 47 179 Crookes 222 B G alvani 56 C u rie I. de 187 Bleakney 248 D ollond 33 H arteck 282 B ohr 263 D o p p ler 24 i nast. Heaviside 138 B oltzm ann 116 118 176— 178 D ru d e 290 H efner-A lteneck. L . van t* 189 B row n 289 Fah ren h eit 167 H ughes 122 127 B unsen 22 Faraday 68 78 80 215 216 219 H uygens 11 16 37 . (Sklodowska) 224 G ay-Lussac 168 Balm er 265 C urie P. van d en 242 H itto rf 222 Broglie (Louis de) 276 F H off. 257 259 2o0 Gauss 73 120 Bainbridge 246 C u rie M . H . 262 Bragg W . 224 G ehrcke 16 Barkla 236 G eissler 221 B artholinus 37 D G erm er 276 B audot 123 124 D aguerre 48 G iauquc 247 Becquerel 224 D alto n 212— 215 G ilb e rt 53 Bell 127 D avisson 276 G oudsm it 267 B enson 203 D avy 90 G ram m e 85 Bentley 181 D e F o rest 108 G rim aldi 10 B îot 39 D em o k ry t 212 B irge 247 D ennison 281 Black 170 179 180 D escartes 30 H B lackett 254 258 D ew ar 187 H aas A. 285 E h ren h aft 217 H e rtz H .

S ch o tt 33 Z sigm ondy 47 . M ariotte 168 W ien 196 R ow land 13 61 M asolle 157 W ilke 72 R uhm cr 157 M axwell 116— 119 288 W ilson 228 R um ford 285 M ayer R ob. J. 127 W att 198 M W eber 60 117 120 R eiss E. P e tit 288 Laval. Skorowidz nazwisk 301 J N Schrödinger 278 280 Jansen 45 N e e f 113 Schulze 48 Jo h nston 247 N e rn st 189— 190 Seebeck 292 Joliot 257 260 N eu m an n 81 82 Shim izu 229 Joule 171 186 N ew com en 198 Siedentopf 47 N ew ton 4 6 16 192 274 Siegbahn 239 K N icol 38 Siem ens 84 85 K am erlingh O nncs 64 79 187 N iepce 48 Snellius 30 K apica 73 Soddy 227 249 K arolus 159 O Som m erfeld 269 291 K aufm ann 223 S tark 269 O cchialini 258 K eesom 187 Stefan 195 O ersted 57 K epler 47 S tein h eil 120 O hm 63 K e rr 159 S te rn 287 Olszewski 186 K irchhoff 22 194 195 Strauss 108 O tto 207 Strow ger 129 K irsch 255 K ohlrausch 60 117 K orn 162 P T K raru p 126 P acin o tti 85 T esla 113 K rishnan 284 P an eth 253 T ho m so n J. 241 M ichelson 2 294 M illikan 217 218 219 S Z M orse 120 121 Scheele 194 Zeem an 268 M oseley 237 i nast. de 203 Pettersson 255 U L avoisier 296 Pixii 84 U hlenbcck 267 Lebiediew 119 Planck 21 197 U rey 247 L enard 20 Plücker 221 L enz 82 P o rro 48 V Lewis 248 Prdvost 195 V ogt 157 L ieben 108 P u p in 131 Volta 55 56 L inde 186 L orentz 221 268 R L oschm idt 219 288 VV L um ière 50 R am an 284 Ram say 227 242 W alton 255 L um m er 16 W ashburn 247 R eaum ur 167 R eis P h. 223 245 P ap in 183 198 T h o m so n W . 112 173 176 • L P arsons 203 186 L andé 269 Pauli 271 T u v e 248 Lange 256 P eltier 292 Laue 233 i nast. 14 M ac L ennan 281 W ehnelt 109 R ichardson 105 224 M alus 36 37 W heatstone 121 123 R öm er 1 M arconi 133 W iedem ann 191 290 R öntgen 231 i nast. 171 172 W róblew ski 186 R upp 277 M eissner 134 R u th erfo rd 227 230 249 254 M eitner 259 Y R u th s 206 M endelejew 241 Y oung 4 5 34 R ydberg 265 M eyer L .

SKOROWIDZ RZECZOWY A Cewka indukcyjna 113 D rgania elektryczne 111— 115 A bsorpcyjne w idm a 23 C hlorow ce 241 D yna 55 A chrom atyczne soczewki 33 C hłodnica absorpcyjna 211 D ynam om aszyna 85 A diabatyczny proces 173 Chłodnica m aszyny parow ej D yspersja 274 A komodacja 42 201 202 A ktyn 251 C iało szkliste (oko) 42 E A kum ulator 65 C iem nia optyczna 41 E fekt naskórkowy (skinefekt) Alfa cząstki 226 C ieplne przyrządy elektryczne 92 93 Alkaliczne m etale 241 266 E kstraprądy 82 A m per (jednostka) 59 Ciepło dysocjacji 283 Elektroliza 215 216 Analiza w idmowa 22 C iepło parow ania 180 E lektrom agnesy 77 79 A ngstróm (jednostka) 5 C iepło rozpuszczalności 187 Ciepło spalania 200 Elektrom agnetyczne falc 117- A nodow y p rąd 106 119 A ntena 135 136 137 Ciepło topnienia 179 Ciepło u tajone 179 Elektrom agnetyzm 57 A ntena odbiorcza 141 E lektrom otor 86 A ntykatoda 231 Ciepło w ew nętrzne ziem i 193 Elektrom otoryczna siła 61 A pochrom atyczne układy 45 C iepło właściwe 171 190 Elektronow e prom ienie 277 A tom istyka 212 C iśnienie gazu 286 287 Elektronow e zderzenia 262 Atomowa powłoka 261 C iśnienie osm otyczne 188 Elektronów interferencja 276 A tomowa siatka 284 292 C iśnienie pary 182 183 Elektronów ugięcie 277 A tomowe ciepło 288 C iśnienie światła 119 Elektronów w irow anie 267 A tomowe jądra 284 296 C om ptona zjawisko 275 E lektrony 223 Atom ow y ciężar 214 296 C oulom ba praw o 54 55 C urie-p u n k t 79 E lektronydodatnie258259260 A tom ów rozbijanie 254— 256 E lektrony powłoki pow ierz­ A tom u m odel 230 263 Czas pobudzenia atom u 270 chniow ej atom u 273 A tom w odoru 263 Czas przepołow ienia 250 E lektrony swobodne 290 A tom y 212 Czas (względny) 294 Elektrostatyczna jednostka na­ A vogadry hipoteza 287 Cząsteczki dw uatom ow e 281 boju 55 A vogadry liczba 219 C zęstość drg ań 5 Elektryczności ilość 54 A udionow e połączenie 142 C zęstość pośrednia 149 E lektryczność szklana 54 Elektryczność żywiczna 54 B D E lem ent galwaniczny 65 Barwy 6— 9 D alekopis 125 E lem entarny kw ant elektrycz­ Barw y zasadnicze 50 D etektor kryształkowy 142 ności 216 B ateria 65 D iam agnetyzm 78 Elem enty energii (kwanty) 289 Bensona m etoda 203 D iam ent 190 285 Em anacja ra d u (radon) 249 Biegun (m agnetyczny) 58 D iaterm ia 139 E nergia 19 294 Boltzm anna stała 287 D io p tria 32 E nergia jonizacji 262 B row na ruch y 289 D ław iki 93 E nergia pobudzenia 262 D ługość fal świetlnych 4 5 E nergia własna 296 297 C D opplera zjawisko 24— 27 298 E nergia zerowa 291 Całkowite odbicie 31 D ostrajanie 136 141 E ntropia 173— 176 287 C entralne ogrzew anie 193 D roga sw obodna 288 i E rg 20 .

Lam pa elektronow a 142 143 Ferrom agnetyzm 79 Izotopy chloru 245 Lam pa rtęciow a 90 Film dźwiękowy 157 i nast. Fotografia barw na 50 Jony 215 Lejdejska butelka 69 Fotografia w podczerw ieni 49 L enza reguła 82 Franklina płyta 69 K Liczba porządkow a 240 242 Fraunhofera prążki 7 21 K abel masowy 102 L in ie sił pola elektrycznego 71 Fresnela doświadczenie 15 K abel olejowy 103 L in ie sił pola m agnetycznego K abel podm orski 126 73— 76 G K abel telefoniczny 129 L oschm idta liczba 219 G alw anom etr 59 K aloria 171 L ód 180 G auss (jednostka) 73 K ą t graniczny 31 L ó d suchy 211 G az generatorow y 208 K ą t w idzenia 44 L u n eta 47 48 G azy szlachetne 241 K e rra kom órka 159 L upa 44 G azy trw ale 185 K ilogram om etr 20 L u p a czasowa 52 Geisslerow skie ru rk i 221 K ilow attgodzina 62 G enerator lampowy 134 Kinem atografia 50 52 157 L G eneratory p rą d u stałego 84 i nast.192 K w antow a statystyka 289 Fading 136 Izolator (elektryczny) 72 K w anty świetlne 21 Fale (elektrom agnetyczne) Izolator wysokonapięciowy Kwarcow a lam pa 90 117— 119 103 Fale ultrakrótkie 139 156 166 Izoterm icznc przem iany 173 L F a ra d 67 Izotopia 245 i nast. Ł adunek (nabój) elektryczny 85 K inetyczna teoria m aterii 54 55 G łośnik 148 285— 290 Ł adunek elektryczny jądra G ram atom 288 K ocioł Papina 183 244 G w iazdy podw ójne 26 K ocioł parow y 200— 203 Łączenie przeciw sobne 122 K om órka selenowa 160 Ł u k elektryczny 90— 91 H K ondensator (elektryczny) Ł ukow a lam pa 90 91 H afnjum 274 67— 69 H eavisideła w arstwa 138 K ondensator obrotow y 69 M H efnera świeca 89 K ondensor 34 M agnetyzm 57 58 H el 187 227 253 K on stan tan 64 M agnetyzm ziem ski 77— 78 H elu w idm o 280 K onw ekcyjne prąd y 61 M anganina 64 H e n ry (jednostka) 83 K osm iczne prom ieniow anie M asa 294 295 296 H e rtz (jednostka) 138 258 M asa m agnetyczna 58 H eterodynow y odbiór 149 K osm ologia 297— 299 M aszyna kom presyjna 210 H euslera stopy 79 K rótkie fale (elektryczne) 138 M aszyna o w ielokrotnym roz H ygrom etr 183 K rótkofalow y nadajnik 150 prężeniu 202 K rytyczna tem p eratu ra 185 M aszyna parow a 198— 203 I K rytyczny stan 185 M aszyna w zbudzająca elek­ Ilość ciepła 170 K ryształy 233 234 284 285 trom agnesy 94 Ilość zm ian p rą d u 92 K ryształy soli kam iennej 285 M aszyny chłodzące 209— 211 Im m ersja 45 K ryształy śniegu 181 M axwella relacja 118 Indukcja (elektrostatyczna) 72 K ulom b 60 M axwella rów nania 117 Indukcyjne p rąd y 80— 83 K w ant działania 21 197 263 M echaniczny rów now ażnik Interferencja elektronów 276 K w antow a liczba 264 ciepła 171 172 Interferencja światła 14— 16 K w antow a m echanika 279 M echanika falowa 279 . Skorowidz rzeczow y 303 F Izolacja cieplna . Izotopy tlen u 247 L am pa wielosiatkowa 149 F iltry częstości 124 Izotopy w odoru 247 Lam pa wolframowa 88 Fluorescencja 270 Lam pa żarow a 87— 89 Fotoelcktryczna kom órka 160 J Lam pow e stopnic w zm ocnie­ Fotoelektryczne zjawisko 17 Jądro atomowe 230 nia 151 275 Jądro w odoru 244 L am py jarzeniow e 270 Fotografia 48— 50 Jenajskie szkło 33 168 Lauego fotogram y 234 i nast.

Podw yższenie p u n k tu w rze­ Prom ieniotw órczość 224 248- A ltenecka 85 nia 188 253 N a wpół przepuszczalne błony Pojem ność (elektrostatyczna) Prom ieniow anie charaktery­ 188 67 styczne 236 Neonow e światło 270 Polaryzacja (światła) 34— 36 Prom ieniow anie cieplne 194— N eutrodynow e połączenie 148 P c a ry z ac ji kąt 35 198 N eutrony 257 Polaryzacyjne przyrządy 36 Prom ieniow anie słoneczne 195 N icola pryzm at 38 Pole elektryczne 70— 73 196 Pole m agnetyczne 73— 79 Prostow niki 105— 108 O Pole w irow e 97 P rostow nik rtęciow y 106— 108 O biektyw 45 Polon 250 Prostow nik suchy 108 O bniżenie pu n k tu zam arzania Porywacz czasu 52 Protony 255 188 Potencjałów różnica 61 Pryzm atyczna luneta 48 . Prom ienie beta 224 295 N apięcie siatki 109 Pierw iastki czyste (bez izoto­ Prom ienie dodatnie 245 N atężenie pola elektrycznego pów ) 246 Prom ienie gam m a 251 252 70 Piezoelektryczność 139 Prom ienie graniczne 236 N atężenie p rą d u 59 Pobudzenie atom u 270 P rom ienie katodowe 220— N aturalny szereg pierw iast­ Podczerw ień 8 9 224 ków 240 Podw ójne załam anie 37— 40 P rom ienie m olekularne 277 N aw inięcie podw ójne d ru tu 83 159 Prom ienie protonow e 277 N aw inięcie twfornika H efner. 304 Zasady fizyki M etale 290— 292 O brazy osiowe w kryształach P otencjom etr 66 67 M eteory (wiek) 253 40 Poziomy energetyczne (ato­ M gław ice 297 O chrona cieplna 192 mowe) 263 M gławice spiralne 297 O dbicie światła 28 29 Pozitrony 259 M ieszaniny oziębiające 188 O dbiorniki radiow e włączane Półwattówka 90 M ikrofale (elektrom agnetycz­ do sieci 150 P raca 19 62 ne) 139 Ognisko (optyczne) 29 Praw dopodobieństw o 280 M ikrofon 127 128 146 O gniw o galwaniczne 65 Praw o gazów 286 M ikrofon elektrodynam iczny O hm a praw o 63 66 Praw o K irchhoffa 194 146 O ko 40— 44 Praw o odbicia 28 M ikrofon kondensatorow y 146 O kular 45 Prawo prom ieniow ania (Plan­ M ikroskop 44— 47 O m (jednostka) 63 cka) 197 M odulacja 127 O pornik (reostat) 65 Praw o przesunięć (W iena) 196 M ol 286 287 O pór elektryczny 63— 67 Praw o Stefana-Boltzm anna M o to r benzynow y 208 O rtochrom atyzacja 49 195 M o to r czterotaktow y 207 O rtow odór 281 Praw o stosunków stałych 213 M o to r D iesla 208 O św ietlenie elektryczne 87— Praw o stosunków w ielokrot­ M o to r gazowy 208 91 n ych 214 M o to r lotniczy 208 O zon 281 P rąd elektryczny 56 M otory spalinowe 206— 209 P rąd przem ienny 91— 97 M otory w ybuchowe 207 P rąd przesunięcia 116 P Prądnice prądu przem iennego N P ara 180 182 183 93 i nast. N abój (ładunek) elektryczny P ara nasycona 182 P rąd y cieplne 193 54 55 Para w ysokoprężna 203 P rąd y indukcyjne 80— 83 N achylenie m agnetyczne 78 Param agnetyzm 78 P rądy T esli 114 115 N aczyniówka (oko) 41 Paraw odór 281 282 P rądy wirow e 82 83 N adajnik lampowy 134 Parow anie 183 Prędkość światła 1— 3 295 N adfiolet 8 9 Periodyczny układ pierw iast­ Proces kołowy (cykliczny) 175 N adprzew odnictw o 64 ków 241— 248 271 200 N adsubtelna budow a prąż­ Perm alloy 80 126 Projekcyjny przyrząd 34 ków w idm ow ych 275 P erp ctu u m m obile 174 P rom ienie alfa 225— 228 251 N apięcia podział 66 Pierścienie N ew tona 4 5 Prom ienie atom ow e 288 N apięcie elektryczne 61— 62 Pierw iastki 212 i nast.

tła 30 118 T ra n s fo rm a to r częstości 134 R adon (em anacja rad u ) 249 S p rzężen ie z w ro tn e 134 T ri-e rg o n 157 R am ana zjaw isko 284 S ta ła d ie le k try c zn a 63 118 T rójfazow e silniki 95—97 R e fle k to r 90 S ta ła gazow a 286 T rój p rąd 96 R entgenow ska d iag n o sty k a S ta ła sia tk i 285 T u rb in a p aro w a 203—206 235 S ta rk a zjaw isko 269 T u rb o g e n e ra to r 205 R entgenow ska terapia235236 S te re o s k o p 43 T urm alin 38 R entgenow skie lam py 231 232 S te ro w a n ie kw arcem 139 T w o rn ik b ę b now y 85 R entgenow skie w idm a 236 — S to p k i b ezp ieczn ik o w e 91 T w o rzen ie się lodow ców 180 241 274 Stru m ień siły m agnetycznej R ezonans 136 141 U 81 R ezonans falow o-m echanicz. R ad io tele g ra fia 133 i n a st. U gięcie e le k tro n ó w 277 Sublim acja 184 ny 280 281 U ginanie św iatła 10—14 S u b te ln a budow a prążków R ozszczepienie w idm ow e 274 U kład periodyczny p ie rw ia st­ w idm ow ych 268 R ozszerzanie się w szechśw ia­ ków 243 Ś w iatło n a tu ra ln e 34 35 ta 298 U ltra m ik ro sk o p 47 Ś w ia tło sp o lary zo w an e 34 35 R oztw ory 187 — 189 U ran 250 i nast. W 270 R y d b erg a s ta ła 263 265 W ario m e tr 83 T elefo n 127-132 W arto śc i w łasne (rów n. Skorowidz rzeczowy 305 P rzekazyw anie en erg ii elck-j S ia tk a d y frak c y jn a 12—14 T eleg rafia p o dakustyczna 124 try c z n c j na odległość ICO—| S ia tk a (w lam pie e le k tro n o ­ T eleg rafia w ie lo k ro tn a 123 105 w ej) 1G9 T eleg raficzn e p rzek azy w an ie P rze k a źn ik (relais) 121 S ia tk ó w k a (o k o ) 42—43 ob razó w 162 Przem iany pierw iastk ó w 249 S k a la te m p e ra tu r 167 T e m p e ra tu ra bezw zględna P rze rw a isk ro w a 114 S k in e fe k t (e fe k t n a sk ó rk o 168 169 P rzery w acze e le k try c zn e 113 w y) 93 T e m p e ra tu ra n a sycenia 182 P rzesu n ięcie fazy (p rąd u S k ła d o w a poziom a n atężen ia T eo ria em isyjna św iatła 16 przem iennego ) 93 po la m ogn. T e le g ra f 119 —126 S ch rS d in g era) 279 S a c h a ry m stria 40 T e le g ra f bez d ru tu 132 i n ast. Ś w iecen ie te m p e ra tu ro we270 R en tg en a prom ien ie 14 231—-j S y n c h ro n iz a c ja filmu 162 236 S zereg i przem ian pro m ien io ­ R ów nolegle łączen ie 83 V olty sto s 56 tw ó rczy ch 250 R urka do w yładow ań e le k tr. ziemi 78 T eo ria g ra w ita c ji (E in stein a ) Przew odnictw o ciep ln e 191 — S k ra p la n ie gazów 184—187 298 193 S k ra p la n ie p o w ie trz a 186 T eo ria un d u lacyjna 16 P rzew odnictw o ziemi 120 .J S k ręc e n ie płaszczyzny pola T e rm o d y n am ika 172—175 P rzew o d n ik i e le k try c z n e 72 ry zacji 39 T e rm o ele k try c z n o ść 292 P rzew o d y kablow e 102 Śm ierć ciep ln a w szechśw iata T e rm o m etr 168 i n a st. W a tt 62 Sam oindukcja (indukcja w ła ­ T e le g ra f lite ro w y 122 W en ty l (e le k try c z n y ) 106 sna) 82—83 T e le g ra f m aszynow y 122 W e n ty la to r 183 S c y n ty la c je 225 T e le g ra fia k ab lo w a (tr a n s ­ W idm a a b so rp cy jn e 23 S e le k ty w n y o d b ió r 148—150 o cean iczn a) 125 W idm a em isy jne 22 Z asady fizyki 20 . P rzew o d y w ysokiego n apię 176 T e rm o m etr gazow y 168 cia 102 Soczew ka oczna 41 T erm o m etr lek arsk i 169 P u n k t p o tró jn y 184 Soczew ki 31—33 T erm o m etr w odorow y 169 P u n k ty zasadnicze te rm o m e ­ Soczew ki ro z p ra sza ją ce 33 Term os 192 tru 167 S oczew ki sk u p iające 32 Tęcza 6 P y ro m e tria 170 So len o id 74 T ęczów ka (oko) 41 S p e k tro sk o p ia m asow a 245 Tłum ienie d rg a ń 133 R S pójność (o p ty czn a) 15 T o r (p ie rw ia s te k ) 251 R ad 224 249 Sp ó łczy n n ik w ydajności p ro ­ T o r (tele g ra fic z n y ) 124 R adiofonia 145 — 157 cesu kołow ego 201 T ram w aj e le k try c zn y 86 R adio telefo n ia 140 Sp ó łczy n n ik z ałam an ia św ia­ T ran sfo rm ato r 98 i n a st.

Z asad y term o d y n am ik i 172 W idm a p rążk o w e (liniow e) 111 173 174 189 21—24 26 4 -2 6 9 W zm acniacze niskiej c zę sto ­ Z asięg (prom ieni a ) 251 W idm a ro ta c y jn e 282 ści 143 Z asobniki cieplne(R uthsa)205 W idm a ro ta c y jn o -o sc y lac y j.Z jaw isko Z cem ana 268 W ielo siatk o w e lam py 149 wy 158 Z orza p o la rn a 270 W ilgotność 183 Z apis dźw ięków poprzeczny Z w ierciadła 28—29 W ilsona m eto d a 228 153 Z w ierciadło w klęsłe 28 29 W oda 171 Z a sad a H u y g en sa 11 Z w yrodnienie gazów 291 W oda c iężk a 248 Z a sad a niepew ności 293 W olt 61 62 Z asad a p rą d u w steczn eg o W o lto m ierz 67 (L inde) 186 Ż aró w k a z w łóknem m e ta ­ W rzen ie 180 Z asad a przyczynow ości 293 ! lowym 88 89 W szechśw iat 2 9 7 -2 9 9 Z asada zach o w an ia energii Ż arząca się k a to d a 106 W zględności te o ria 294 295 172 Ż yła (te le g ra fic z n a) 124 . 306 Zasady fizyki W idm a pasm ow e 232 283 W zm acniacze lam pow e 108—j. W zm acniacze w ysokiej czę ­ Z boczenie m ag n ety czn e 77 nc 282 sto ści 143 Z dolność em isyjna 194 W idm a siatk o w e 13 Z ero bezw zględne 168 W idm o sło n eczn e 6 7 Ziem ia (w iek) 252 253 W idm o w odoru 265 266 Z ałam anie św iatła 30 Z iem ie rz a d k ie 273 W idzenie na odległość 163 Z apis dźw ięków friatężeftip'.

U2 2013 -« a .1 tl .fe .11 $1 05. 1999 * 2009 -u-. IM *«i.