Zasady_fizyki

m um

:
itófc :ssa
¡a■««. íj-«í
■ *£-?%£■
H í m I h I A
iiSS ■

4êw
;

- si «r
u.. wr-
im m pifSÄÄ
W00¿M:M¿
p ą p p S B ią B fe B lP
■ j

■O'*;,;.--.-:- ' - ■ , : ..¡ / r p.
P g ffö lra
g p j j g M i i i p f c ifcí- I
■y-, :“ ■
-. ■ ■/'*: :. V -'. ■■" ••■*; ;

p É lsilfiliiliil Ififé
iS liî l t 4„ ' T , -

ÍV -
I
' r

í § ‘ ; -J:*■i-\f ' f -
■ ilÉ S II . Ä ftÄ ^pg^üi
mm ¡Ü Ü
smA’rJíMiaíé#'*
SS:
r " -■'iHSf--àÿJ* /A .
iS Ü ïif . K-yy?:/ j
a"1'- ;>;:i :V:' ; '-V;7'.:^íí.-'-"í'-^-:.V-"v:'v>;-:í.;,-r,¡.-. i - : - . - " : ï ï .
fc-'.v^ ;7 v.0 :;-'r -"A .■':?.-'-,::"v;;:" ;;

v* -t1 , r‘ ' ¡ 's S m ' f® ill m > il - v’

ê'^Wk '': ^ & M :1 Ü 1 . ' ' . ^ ■■' “. A ' ‘" r .'' -;'C " Wjl

im . , . I '
mmmm
■ '( y \ . ‘
• : Í •
, :.;

B I B L I O T E K A W I E D Z Y T O M 18

DR A R T U R H A A S ^ r \ /%
P R O F . FIZYKI UNIW ERSYTETU W1EDEŃSK1EG

ZASADY FIZYKI
Ś W IA T Ł O — E L E K T R Y C Z N O Ś Ć
C I E P Ł O — M A T E R J A

Z 76 I L U S T R A C J A M I

PRZEŁOŻYŁ

DR . SZCZEPAN S Z C Z E N IO W S K I
PR O F. FIZYKI T E O R . UN. J . K A Z . WE LWOWI E

B I B L i
ftłfe fw w e g o Liceurx ^ 'o g itz n e g o
w G L IW IC C '~ i

Nr. V .‘

T R ZA SK A , E V E R T i M I C H A L S K I S. A.
WARSZAWA, KRAKOW SKIE PRZEDM IEŚCIE 13
GMACH HO TELU EUROPEJSKIEGO

TYTUŁ ORYGINAŁU
PH Y SIK FÜR J E D E R M A N N

¿U w

I dlA

•tefT

Si W

DRUKARNIA NARODOWA W KRAKOWIE

fizyka przeżywa dzisiaj okres niezwykle szybkiego rozwoju. Jednakże książki popularne. Lukę tę stara się wypełnić książka niniejsza. Od kilku już lat można zauważyć we wszystkich krajach. jakie ukazały się dotychczas w języku polskim. zarówno . uwzględniały prawie wyłącznie ostatnie zdobycze fizyki. czy to oryginalne. PRZEDM O W A TŁUMACZA. jak i szeregu książek popularnych. profesora fizyki Uniwersytetu Wie­ deńskiego. najważniejsze zdobycze i poglądy fizyki. dotyczące otaczającego nas „makroskopowego” świata. otwie­ rających zupełnie nowe horyzonty przed fizyką. wybitny wzrost zainteresowania się ogółu czytającej publiczności ostatniemi zdobyczami nauk przy­ rodniczych. Brak było dotąd książki. napisana przez Artura Haasa. bardzo doniosłych faktów oraz powstanie nowych teoryj. wkraczającej daleko w głąb „mikrosko­ powego” świata niedostrzegalnych dla nas bezpośrednio atomów. a zwłaszcza fizyki i astronomji. Profesor Haas. jak i sukcesy fizyki dzisiejszej. omawiając za­ równo zdobycze fizyki dawniejszej. Poczytność*-fa' stoi bezwątpienia w ścisłym związku z fak­ tem. wywołany przez odkrycie szeregu nowych. klasycznej. z pominięciem wszelkich wzorów matematycz­ nych. j a k i przekładów autorów zagranicznych. potrafił w swych „Zasadach Fizyki” omówić w sposób przystępny. autor zarówno uniwersyteckich podręczników fizyki. zarówno napisanych przez auto­ rów polskich. czy też przekłady. któraby w jasny i przystępny sposób przedstawiała całokształt fizyki. Świadczy o tem wymownie wzmożona poczytność szeregu popularnych książek z tych dziedzin.

S. N a szczególne podkreślenie zasługuje stale zwracanie przezeń w możliwie najszerszym zakresie uwagi na zastosowania techniczne fizyki.klasycznej. dotyczące stosunków polskich. fotograf ja. kinematograf ja i t. do­ tyczących radjotechniki i radjofonji. Dziękuję również P. takie jak radjo. p. Kierownikowi Obserwatorjum Magnetycznego w Świdrze. . jak i atomowej. dotyczących magnetyzmu ziemskiego. Prof. Wreszcie szczególnie gorąco pragnę podziękować P. Tłumacząc książkę Haasa uwzględniałem w miarę możno­ ści wszelkie dane. I. oraz P. S zczen iow ski. za stałą pomoc i współpracę. Kalinowskiemu. I. Dr. inż. S. Bobrównie. E. W związku z tem pragnę tu podziękować P . Wasiutyńskiej za pomoc w zakresie polskiej terminologji telekomunikacyjnej. bez której tłu­ maczenie książki niniejszej nie doszłoby wogóle do skutku. za łaskawe udzielenie mi danych. Rzymowskiemu za przejrzenie rozdziałów.

Opór e le k tr y c z n y ............. Polaryzacja ś w i a t ł a .. 80 25....... K ondensator..................................................................... 91 ......................... Załamanie p o d w ó jn e .................................................................. 63 21.. 73 24......................... 28 11..................................................................................................... Energia kwantów ś w ie tln y c h ....... Elektromagnetyzm i pojęcie natężenia prądu ................................................ Prędkość ś w i a t ł a ......................... O k o ............................................................... 24 10........................................... N apięcie elek tryczn e............................ Zjawisko D o p p l e r a ......................... Prąd p r z e m ie n n y .... 16 7.......... Oświetlenie elek try czn e.... 3 3........................... .... Uginanie ś w i a t ł a ..... .......................................... . Pole e le k t r y c z n e .................... 31 12................................ Prądy in d u k cy jn e..... Pole m agn etyczn e....... 84 26................... 34 13....................................................... Fotografia i k in e m a to g r a fia . 6 4.......................................... ... 67 22..... SPIS RZECZY Str............... ........................................... 1 2...... Interferencja ś w ia t ła ................ 21 9....................... Długości fal św ietln y ch .. ...... ........... Teoria undulacyjna i teoria emisyjna...................................................................... 53 18. Generatory prądu stałego i e le k tro m o to ry . 14 6......................... 57 19... Mikroskop i l u n e t a ............................................... 10 5............................ Przedmowa t ł u m a c z a ... 44 16.......................................... ............................................................ 19 8........................... 48 Część druga ELEKTRYCZNOŚĆ 17........ 70 23.................................... .......... 61 20........ D woisty charakter e le k t r y c z n o ś c i........................................................................................... V Część pierwsza ŚWIATŁO 1...... Soczew ki......... Odbicie i załamanie ś w i a t ł a ..................................................................... 37 14.............. 87 27........... ..... Widma p r ą ż k o w e ............................................................................... 40 15.......................... B a r w y ... ........................................................

220 59.........................................206 54.................................... Śmierć cieplna świata i Boltzmannowskie prawo en­ tropii ...... Maszyna p a r o w a ....................................................187 48..176 45.................. 191 50..........215 57............................................................................................. Drgania e le k tr y c z n e .......................................................... Telegraf ......... 173 44...............................184 47........ 141 38....... 145 39....... Maszyny c h ło d z ą c e ............ 105 31................. Bezwzględne ciężary a to m ó w ........................... Atomistyczna budowa e le k tr y c z n o śc i... 116 34............ 167 42.............................................................................................. Przekazywanie energii elektrycznej na odległość ...157 40................ Przewodnictwo c ie p l n e .............................. Temperatura i ilość ciep ła.......... Atomistyczna budowa m a t e r i i ...... Twierdzenie N e r n sta ... Wzmacniacze la m p o w e .................... T elefon............................... Promieniowanie c ie p ln e ... Promienie a l f a ........219 58.............. 162 Część trzecia CIEPŁO 41.......................................................................... Elektromagnetyczna istota ś w ia t ła ....................................... 108 32.............. Równoważność ciepła i pracy........ ............. 231 ...................................................... Przekazywanie obrazów i widzenie na odległość ............................................ ................................................................................................................. Motory sp alin ow e.................................. Jądro atom ow e............... P r o sto w n ik i...................................................................................................209 Część czwarta MATERIA 55...........................198 52.............................. ........................... 127 36............................. 178 46..........................194 51................................. Promienie k a to d o w e ...................................................................... Film d ź w ię k o w y . Zasady fizyki Str.......................................................... .... 28.... Promienie R ó n tg e n a .. Skraplanie g a z ó w . Entropia i n ie o d w r a c a ln o ść ........................................... 225 60............. R a d io f o n ia ................... ............. 203 53....... R o ztw o ry ........ 189 49.. Turbina parowa......................... 132 37................. Zmiany stanu skupienia.. 171 43....................... ..... 111 33.............................................................................. 212 56..228 61.. ................................................................119 ...............35. 97 29.......................................................... Odbiór fal e le k tr y c z n y c h ............. T ran sform ator...... W ysyłanie fal elek tr y c zn y c h .................................................................... 100 30................................................... .......

... Spis rzeczy Str.......................... .............................................................290 74......................................... Kinetyczna teoria m a te r ii................... 62...................... Fale m a te r ii.......................................................................................261 68.... 254 66...................... Neutron i dodatni e l e k t r o n ........................................................... Teoria kwantowa w id m ..................................................... 307 ..................................................................... Budowa a to m u ...... 297 Skorowidz n a z w is k ................................... 280 72....................................................... 300 Skorowidz rzeczowy................................... 236 63.............................................. Masa i en erg ia ...... Układ periodyczny p ie r w ia s t k ó w .......... M e ta le ......... 241 64............................................................................. 285 73........................ 302 Spis rz e c z y .............................. ■ .................................. 276 71.. Poziom y energetyczne atomów ..257 67....... Cząsteczki...............................292 75............................................................................. 264 69... ............ Nieoznaczoność świata atom ow ego...248 65.294 76.......... W szechśw iat...................... Widma rentgenowskie ...................................................................................... Rozbijanie a t o m ó w ..... ......... 271 70......................................................................................... P ro m ien io tw ó rczo ść......

.

p o ­ rów naj rod ział 39. że w pierwszym w y p a d k u światło księżyców Jowisza przebywa drogę do ziemi w czasie dłuższym. Pierwszym z badaczy. z ja k ą tego dokonano. był duński astronom R o m e r . z ja k ą promień świetlny przebiega przestrzeń. trzeba znać dwie wielkości: odległość A rk tu ra od ziemi. Fizyka współczesna zdołała bowiem ta k dokładnie określić prędkość światła. ja k a odegrała się w czasie otwierania na wiosnę 1933 r. w ciągu którego promień światła z A rktura był w drodze. k tó ry zdołał obliczyć prędkość światła. w zależ­ ności od tego. zapalił za pośrednictw em odpowiednich urządzeń morze świateł na wystawie.C Z Ę S C P I E R W S Z A Ś w i a t ł o i P R Ę D K O Ś Ć ŚW IA TŁA Scena. Przyczynę ty ch anomalii rozpoznał on w tym . k tóra została ustalona dzięki niezwykle subtelnym pom iarom astronom icznym . czy odległość Jowisza od ziemi rośnie. Aby określić czas. żyjący w X V II s tu ­ leciu. Ze znanych (na podstaw ie danych astronomicznych) odległości i z obserwowanych pozornych opóźnień chwil 1 P rom ień św ie tln y g w ia z d y p a d ł na k o m ó rk ę św ia tło c z u łą . Spostrzegł on. czy też maleje. 1 . to dokład­ ność. oraz prędkość. jest zaiste zdumiewająca. w ystaw y wszechświatowej w Chicago. O ile godne już jest podziwu.1 wysłany przed 40 laty przez gwiazdę A rktura. że udało się wyznaczyć ta k olbrzymią prędkość. aniżeli w w ypadku dru ­ gim. Zasady fizyki. wywarła głębokie wrażenie n a widzach. że możliwy błąd niewiele może przewyż­ szać milionową część znalezionej wartości. iż zaćmienia księżyców p lanety Jowisza ulegają pozornemu opóźnieniu lub przyśpieszeniu. gdy promień świetlny.

udało się fizykom wyznaczyć prędkość światła również i p rzy pom ocy pom ia­ rów. w ykonyw ając między każdymi dwoma następującym i po sobie położeniami 1/8 cał­ kowitego obrotu.000 kilometrów. pom iary zostały dokonane w czasie od 1921 do 1926 r. po odbiciu się od niego. równej długości obwodu ziemi na równiku. trafić z powrotem na jedną ze ścian pry zm a tu tak . P ry z m a t ten mógł w ykonyw ać bardzo szybkie obroty dookoła swej pionowej osi symetrii. przez amerykańskiego fizyka M i c h e l s o n a . czynionych na ziemi. które p ry z m a t ten zajmował kolejno w m iarę obrotu. idealnie sym etryczny. ja k dotąd. p ry z m a t wykonyw ał 1/8 1 P od a n o tu ta j n a tu ra ln ie ty lk o za sa d ę p om iaru M ich elson a. Najdokładniejsze. a ż e b y u m o żliw ić o sią g ­ n ięcie d ok ła d n o ści. Położenia te były tego rodzaju. mógł następnie dobiec do odległego zwierciadła. umieszczonego na wysokiej górze. Na prze­ bycie odległości. światło zużywa zatem zaledwie siódmą część sekundy. po czym. by ulec odbiciu do oka obserw atora. Znalazł on mianowicie. Dzięki symetrii p r y ­ zm atu istniało osiem wyróżnionych położeń. dzielącą p ry z m a t od zwierciadła. że światło przebiega w ciągu jednej sekundy około'300. gdy w czasie. umieszczono stosowne zwierciadło. n a d e r dokładnie określić prędkość świalła. p ry z m a t szklany o ścianach doskonale odbijających. u zy sk a n ej przez M ich elson a. że n a leża ło z a sto so w a ć m n ó stw o n a jr o z m a itsz y c h d o d a tk o w y c h p o m y słó w d o św ia d c z a ln y ch . . padający z odpowiedniego źródła światła na wirujący p r y ­ zm at. .Jasne jest.1 Skutkiem tego w czasie pom iarów Michelsona obserwa­ tor mógł jedynie w tedy stale widzieć źródło światła (przy czym światło biegło drogą okrężną. w odległości około 35 km od p ry zm a tu . Na wysokiej górze. Poczynając od połowy X I X stulecia. W pom iarach Michelsona główną rolę odgrywał ośmio­ k ątny. Obmyślane w ty m celu m etody dawały coraz doskonalsze wyniki dzięki stosowaniu coraz to nowych pomysłów eksperym entalnych. odbijając się od zwier­ ciadła). że promień.2 Z asad y fizy k i zaćmień zdołał Rom er już w 1676 r. w k tó ry m światło przebiegało tam i z powrotem przestrzeń.

prędkość światła odgrywa podstaw ow ą rolę. 3 W ed łu g te o r ii w z g lę d n o śc i en erg ia rów n a się m a sie. spodziewając się po­ lepszyć w te n sposób oświetlenie. że przypuszczenie to nie zawsze jest słuszne. jako najważniejsza spośród stałych. zapala drugą lampę.792 i 299. Możliwy błąd nie wynosi p rzy ty m więcej ponad 4 kilom etry na sekundę. w ystępujących w tej nauce.800 km/sek. jakie mogą uzyskać cząsteczki m a te ­ rialne i wiąże wreszcie ze sobą dwa najbardziej podstawowe pojęcia fizyki — a mianowicie uznane dzisiaj za równo­ rzędne sobie pojęcia m asy i energii. 2 P a trz ro zd zia ły 28 i 58. p orów n aj ro zd zia ł 7 5 . W fizyce współczesnej.796 kilom etrów na sekundę. że wspólne działanie dwóch źródeł światła przewyższa działanie jednego i że dodanie św iatła do światła wywołuje wzmożenie jasności. II DŁUGOŚCI F A L Ś W IE T L N Y C H Ktokolwiek w pokoju. czyli w artość rzeczywista leży między 299. k tó ry zapewne początkowo mógł się w ydaw ać bardzo nieo­ 1 P r y z m a t w y k o n y w a ł 5 3 0 o b ro tó w na sek u n d ę. czyni to. W ykryły one fakt. że prędkość światła wynosi 299. . o wiele przekraczającą dziedzinę optyki. sztucznie oświetlonym za pomocą lam py. p o m n o ż o ­ nej p rzez k w a d ra t p ręd k o ści św ia tła . ilo ść ob ro tó w m ierzo n o za p o m o cą w id e łe k str o jo w y c h . W codziennym życiu w y­ daje się nam zrozumiałe samo przez się. Na podstawie wielu setek o b se rw ac ji1 zna­ lazł Michelson za pom ocą tej m etody. Jednakże dokładniejsze obserwacje fizyczne w ykazały. stanowi górną granicę prędkości.3 Prędkość światła króluje dzisiaj we wszystkich działacli fizyki. ja k w ykażem y dokładniej w dal­ szych rozdziałach 2 tej książki. Prędkość światła w ystępuje mianowicie również w najw aż­ niejszych wzorach nauki o elektryczności. P ro m ie ń św ia tła p rzeb ie­ gał d rogę ta m i z p ow rotem w cią g u jed n ej 4 2 4 0 -te j c zęści sek u n d y . D łu g o śc i fal św ie tln y c h 3 pełnego obrotu.

odbitym i od szklanej soczewki.4 Z asad y fizy k i czekiwany: że mianowicie w pewnych w y padkach dodanie światła do światła w ytw arza miejscami ciemność. któ ry miał się stać podstaw ą dalszego rozwoju nauki o świetle: że mianowicie wzdłuż promienia świetlnego. w y k ry ty m przez fi­ zyków już w drugiej p o i. Posługując się tym i w yobrażeniami. szkło od okularów) na płytce szklanej i. interferencja promieni odbitych od płytki szklanej z promieniami. W takich falach w odnych zmieniają się kolejno grzbiety fal z ich dolinami. Ten stały odstęp nazyw am y długością fali promienia świetlnego — jest to określenie. jak to zostało zrozumiane przez Younga. J u ż N e w t o n wyciągnął z tego zjawiska wniosek. że przy współdziałaniu dwóch promieni świetlnych musi powstać ciemność wszędzie tam . pow stających na powierzchni jeziora. Y o u n g zdołał w po­ czątkach X I X stulecia nie tylko w ytłum aczyć powstawanie pierścieni Newtona. będziemy oglą­ dać miejsce zetknięcia się soczewki ze szkłem przez m ikro­ skop. znane dziś każdem u dzięki radiotechnice. pow tarzają się regularnie pewne własności. W w ypadku pierścieni Newtona następuje.X V II stulecia. W takich miejscach zachodzi. żółtej. czyli t a k zwana interfe­ rencja. ujrzym y wówczas dokoła tego miejsca szereg na prze­ m ian ciemnych i jasnych pierścieni współśrodkowych (rys. . podobną zmianę grzbietów i dolin p rzy jm u ją fizycy i w fałach świetlnych. lecz naw et obliczyć rzeczywistą długość fal świetlnych. Opierał się on na przeświadczeniu. gdy rzucim y do niego kamień. co pewien okre­ ślony odstęp. Gdy położymy soczewkę o niedużej krzywi- źnie (np. oświetlając ją promieniami określonej barw y. były t a k zwane pier­ ścienie Newlona. np. decydujące o zachowaniu się optycznym promienia. gdzie grzbiet fali jednego promienia spotka się z doliną drugiego. Pierwszym zjawiskiem tego rodzaju. wzajemne wygasza­ nie się działań obydwóch promieni. Fizycy X V II i X V I I I stulecia rozwinęli dalej te w y o b ra ­ żenia i przyrównali przebieg rozchodzenia się światła do znanego dobrze każdem u rozchodzenia się fal.l). według poglądu Younga.

k tóra wskazuje. podczas którego odbyło się jedno pełne drganie w pew nym określonym miejscu. niż w świetle czerwonym. Pierścienic Newtona. wyrażoną również w ce n ty m etrac h . . gdyż — ja k wskazuje doświadczenie — w świetle niebieskim pierścienie pojaw iają się w mniejszych odstępach pomiędzy sobą. ab y zatem znaleźć np. Długość ta okazuje się różna dla róż­ nych barw.000 km. ilekroć w ciągu sekundy powstaje w ty m sam ym miejscu grzbiet fali. przez długość fali. J a k już wyżej powiedziano. Z pojęciem długości fali Rys. Jeżeli wew nątrz obszaru. częstość drgań światła żółtego. wynosi 5900 jed ­ nostek A n g ś t r ó m a . rów ną częstości drgań. należy podzielić 300.1 Z najdujem y 1 M usim y p o d zielić 3 0 m ilia rd ó w p rzez 59 m ilio n o w y c h . D ługości fal św ietlnych 5 Zrozumienie tych zjawisk pozwoliło Youngowi obliczyć długość fal świetlnych. wiąże się bezpośrednio pojęcie częstości drgań. przebieganego przez fale. W ciągu okresu czasu. W yznaczona m e­ todą Y ounga długość fali światła żółtego. 1. przy czym przez tę jednostkę (na­ zwaną ta k na cześć pewnego fizyka szwedzkiego) rozum ie­ m y jed n ą stomilionową część c e ntym etra. Częstością drgań nazwiemy liczbę. jakie w ytw arza np. będziemy obserwować pewne określone miejsce. sól kuchenna w palniku gazowym . że grzbiety i doliny fal n a stępują po sobie w pewnej kolejności czasowej. to zauw ażym y. Długość fali świa­ tła żółtego znajduje się więc w takim mniej więcej stosunku do c e ntym etra.000 km na sekundę. fala przesuwa się naprzód dokładnie o jed n ą długość fali. fala świetlna przebiega 300. A więc w ciągu jednej sekundy fala posuwa się naprzód o liczbę długości fal. ja k ce n ty m etr do długości 200 m etrów. przeliczone na c entym etry.

odpowiadające rozciągłości głównych barw w widmie. Jeżeli jednak. Czas trw ania jednego takiego drgania jest zatem nie do pojęcia krótki. Tę sam ą kolejność barw. to nie wywołam y już żadnej więcej zm iany barw y (p.6 Z a sa d y fizy k i stąd. jakie wywiera na uczucie i w yobraźnię człowieka zjawisko tęczy. k tórych już dalej nie możemy rozłożyć. Gdy w praw im y tarczę w szybki ruch obrotowy. wybrane i uszeregowane w cudownej prawidłowości. przez n a tu rę stworzonym widowisku barw y najczystsze i najpiękniejsze. 2). za nią żółta. złożoną z promieni o rozm aitych barwach tęczy. rys. Po czerwieni następuje barwa pom arańczow a. i podchw ytując na białym ekranie promienie. jak to pokazał N e w t o n . ja k sekunda do 30 milionów lat. że p ry zm a t odchyla najmniej promienie czerwone. Okazuje się przy tym . znajduje się on w takim mniej więcej stosunku do sekundy. ta k zwane widm o. pomalowawszy . Z bogatej różnorodności otaczających czło­ wieka barw w ystępują w ty m wspaniałym . m ożna rów­ nież otrzym ać. 2). rzucając na tró jk ą tn y szklany p ry z m a t wiązkę promieni świetlnych. dzieląc okrągłą tarczę na wycinki. Równie łatwo możemy się o ty m przekonać. któ ry m n a d a je m y w ym iary. zro­ bimy w ekranie m ały otworek i przepuszczony przezeń promień określonej barw y rzucimy na drugi p ry zm a t. W ten sposób zostało dowiedzione. od­ chylone przez p ry zm a t (rys. stanowi rozkładalną na części mieszaninę. najwięcej zaś fiołkowe. które zwiemy białym. k tó ra dalej poprzez zieleń i błękit przechodzi nareszcie w fiolet. wynoszącą około 500 bilionów. przepuszczonych przez w ąską szczelinę. że światło. III BARWY Podania i poezje wszystkich ludów świadczą o głębokim wrażeniu. że światlcTżółte w ykonyw a w ciągu sekundy olbrzym ią ilość drgań.

Prążki Fraunhofcra. Okazało się. cz y li w zn aczen iu d w u n a stej p o tę g i d ziesięciu (1012). że czer­ wonej granicy widm a odpowiada długość fali około 8000. wydaje się ona nam prawie białą. opisane w poprzednim rozdziale. g d y ż u ż y w a n e z w y k le fa rb y m a la rsk ie n ie są c z y s ty m i b a rw a m i w id m o w y m i. a rozpoczyna błękit. że widmo słoneczne 1 N ie m o żn a u n ik n ą ć sza reg o o d cien ia . gdzie kończy się zieleń. zwiększa się odpowiednio od 400 bilionów dla czerwieni do około 800 bilionów dla fioletu. faktu. po­ zwala zastąpić jakościowe i subiektyw ne pojęcie barw y ilo­ ściowym i obiektyw nym poj ęciem długości fali. 3. a fioł­ kowej około4000 jednostek Ang- stro m a i że w m iarę przecho­ dzenia od czerwieni do fioletu wkolejności barw tęczowych dłu­ Rys. Jednakże do­ k ładna orientacja w widmie stała się możliwa po wykryciu przez F r a u n h o f e r a w 1801 r.2 Rozróżnianie poszczególnych barw widmowych jest n a ­ turalnie w dużej mierze dowolne. Częstość drgań wycji (schematycznie). 2. . Trudno jest ustalić miejsce Rys. B arw y 7 uprzednio wycinki odpowiednimi barwami.1 Odkrycie Y ounga. 2 U ż y w a m y w y ra zu b ilio n w zn a czen iu m ilion m ilio n ó w . N icrozkładalność barw widmo- gość fali maleje.

8 Z asad y fizy k i jest poprzecinane licznymi czarnymi prążkam i o dokładnie stałym położeniu. 2 Por. lecz jednak tylko w znaczeniu s ubiektyw nym . otrzym ane za pomocą czysto elektrycznych przyrzą­ dów (fale te miały wkrótce odegrać nader w ażną rolę jako fale radiowe). W iadomo. ja k tylko falami świetl­ nymi o niezwykle dużej długości. H e r t z 2 wykrył. Poza ty m możemy przekonać się za pomocą term om etru. a naw et najkrótsze fale radiowe m ają jeszcze długość kilku centym etrów. Fizykom udało się w ykryć promieniowanie podczerwone i nadfiołkowe już około 1800 r. przewyższają zatem długość fali światła widzialnego dokładnie sto tysięcy razy.1 pozo­ s tają dla nas niewidzialne i możem y je dostrzec tylko na drodze pośredniej. że działanie zaczerniające światła zwiększa się w kierunku od czerwieni do fioletu. Czułość błony fotograficznej nie kończy się bynajm niej przy 4000 i 8000 jednostek Angstro- ma. które każdy sam może wykonać. Proste doświadczenie. Jednakże znajdujące się poza tym i granicam i prom ie­ nie. nie są niczym innym . rys. Najsilniejsze z ty ch ta k zw anych prążków Fraunhofera zostały oznaczone w kolejności od czerwieni do fioletu przez duże łacińskie litery od A do Ii (por. że fale. 3). iż długości fal większości stacji nadawczych wynoszą setki m etrów. 32. lecz poza fiołkowym krańcem widma jest jeszcze silniejsze. 1 Z am iast w yra zu p o d czerw o n e u ży w a się cza sa m i w yrazu in fraczerw on e. iż działanie cieplne promieni słonecznych sięga daleko poza kraniec czerwony. Czerwień i fiolet stanowią bez w ątpienia granice widma. Te dwie barw y wyznaczają jedynie granice zdolności dostrzegania naszego oka. które zwane są nadfioletowymi i podczerwonymi. niż w obrębie widma widzialnego. nie obiektyw ­ nym. . Spró­ bujm y umieszczać zwykły fotograficzny papier kopiowy w rozm aitych miejscach widm a. W 1888 r. przekonywa nas o istnieniu tych niewidzialnych barw. i roz­ ciąga się daleko poza fiołkowy koniec. okaże się wówczas. rozdz.

niż czerwieni. krok po kroku. m ówimy czasami. badania doświad­ czalne przeniknęły z obydwóch stron: ta k od stro n y optycz­ nej. rozdz. ta k tó ra zawiera w sobie barw y tęczy od czerwieni do fioletu. J u ż okołor. Podobnie.1920 udało się w ytw orzyć fale elektryczne o długości zaledwie jednej dziesiątej m ilim etra. wynoszących od kilku dziesią­ tych m ilim etra do jednego m ilim etra. oczywiście rozumianego w szerszym znaczeniu tego w yrazu. 1 Por. 61. ja k i od strony elektrycznej. przez otrzym yw anie coraz to krótszych fal p rzy pomocy w yładow ań elektrycznych. T ak wąskie są granice poznawalno- ści naw et dla najdoskonalszego organu zmysłów ludzkich. Do ob­ szaru bowiem długości fal. T ak olbrzym ia przepaść dzieli dwa zjawiska identyczne co do swej istoty. że są również świa­ tłem. gdy m uzyka tylko siedem. że widmo widzialne obejm uje jedną oktaw ę.1 Jeżeli zaliczymy promienie podczerwone i nadfiołkowe do światła. co do któ ry c h przekonano się. Jednakże. . B arw y 9 Ponieważ fioletowi odpowiada dwa razy większa ilość drgań. przy czym przezwyciężono szereg trudności przez zastosowanie genialnych pomysłów doświadczalnych. przez badanie promieniowania podczerwonego. tylko o niesłychanie malej długości fali. to n a w e t bez fal radiowych i bez promieni R ónt- gena o p ty k a obejm uje piętnaście oktaw . Ale z piętn a stu oktaw optycznych jed n a tylko jedyna. W ty m znaczeniu najkrótsze fale radiowe leżą około siedem nastu o k taw niżej od widzialnej czerwieni. zba­ danie dziedziny promieni nadfiołkowych zostało dokonane stopniowo. ja k w dziedzinie promieni podczerwonych. gdy poprzednio wymierzono już promienie podczerwone o długości jednej trzeciej milimetra. pochodzi to stąd. jest widzialna dla oka. fizycy opanowali około sześciu ok taw w przedłużeniu widzialnego fioletu i w ten sposób nawiązali od strony optycznej łączność z dziedziną prom ieni Rónlgena. że w muzyce ton o podwójnej ilości drgań na sekundę nazyw am y o oktaw ę wyższym. jednakże współczesna fizyka doświad­ czalna potrafiła wypełnić przepaść tę całkowicie.

przykłady takich zjawisk . s k u t­ kiem falowej n a tu r y światła. już około 1660 r. p rzy czym na brzegach cieniów powstaje szereg na przem ian ciemnych i jasnych prążków. Rys. 4. przechodząc obok tych krawędzi. że. Grimaldi zauważył wówczas. że światło rozchodzi się po liniach prostych. odchyla się od kie­ runku prostolinijnego. Istotnie. W p u ­ szczał on światło przez m ały otworek do Rys. 5 i 6 wyobrażają. obserwującego n a ­ turę. a skutkiem tego oświetlone ciała nieprzezroczyste rzu­ cają ostro ograniczone cienie. Nie m ożna za­ tem dostrzec niczego poza nieprzezroczystą przeszkodą. IV U G IN A N IE ŚW IA TŁA Do pierwszych spostrzeżeń człowieka. Jednakże. pomimo to. G r i m a 1di od­ krył zjawisko ugina­ nia się światła. według nowo­ czesnych zdjęć fotograficznych. należy stwierdzenie. że światło. a więc ulega ugięciu. m usim y oczekiwać.ciemnego pokoju i U - stawiał na drodze bie­ gnącej z otworka smugi świetlnej przedm ioty o ostrych krawędziach. Zjawiska uginania światła na wąskiej prze. działanie świa­ tła powinno dać się od­ czuć i w bezpośrednim otoczeniu prostolinij­ nych torów promieni. 4.

dlaczego w ugiętym . 5. Zasad­ niczo Wyjaśnienie Fresneltl Rys. U ginanie światła na otw orku kolistym. U g in a n ie św ia tła 11 ugięcia. że te fale cząstkowe skutkiem interferen­ cji wzm acniają się i osłabiają wzajemnie. U ginanie światła na szczelinie prostokątnej szerokości 7* nam. oraz na założeniu. zwłaszcza w świetle jednorodnym . 6. opierało się na dwóch pod­ staw ach: na wypow iedzianym już przez H u y g e n s a . ty m wyraźniej jest widoczne ugięcie. W ytłum aczenie zjawisk ugięciazapomocąpojęcia fal świetlnych nie było łatwe. k tó ry pierwszy był twórcą ścisłej teorii światła. ta k zwanych fal cząstkowych. po­ glądzie. To wyjaśnienie tłum aczy również. Im węższy jest przedm iot uginający. udało się to po raz pierwszy około 1820 r. że k a ż d y p u n k t na powierzchni fali staje się samo- Rys. dzielnym źródłem nowych fal. F r e s n e l o wi.

pa d a ją c y ch ukośnie na siatkę. wzajemnie. gdzie należy oczekiwać największej jasności dla światła zielonego lub niebieskiego. Skutkiem tego można za pom ocą ugięcia otrzym yw ać widm a. gdy ich grzbiety falowe spo­ ty k a ją się ze sobą. BC. nie mogą na ogół pokrywać się z tym i miejscami. 2000 szczelin na długo­ ści jednego milimetra. Tc miejsca bowiem. CD. spuszczonej z p u n k tu C na kierunek promienia. nosi nazwę k ą ta ugięcia. dla którego A A ’ równa się jednej długości fali. Najlepsze siatki optyczne liczą ok. 7 literą cp. w zm acniają się. E F itd. drugi jasn y prążek pod k ą te m ugięcia. K ąt. wychodzące z A i C. „różnicę dróg“ obydwóch promieni. Działanie siatki tego rodzaju jest przedstawione schem a­ tycznie na rys.12 Z asad y fizy k i świetle białym w ystępują barw ne pasm a zam iast jasnych i ciemnych prążków. drugiego. . — szczeliny. Siatką dyfrakcy jną nazyw am y szereg wąskich szczelin równoległych. Od­ stęp pomiędzy dwiema sąsiednimi rysami tworzy. Odpowiednio odróżniamy więc k ą ty ugięcia pierwszego. gdy odcinek A A ’ równa się długości fali lub też podwójnej. a to zachodzi wówczas. trzeciego rzędu itd. przedstaw iająca tzw. składających się z równoległych. znajdujących się w jednakow ych odległo­ ściach od siebie. dla którego AA’ jest równe dokładnie dwom długościom fali itd. Na rysunku prze d sta ­ wiono wiązkę promieni świetlnych. FG itd. który tworzą promienie z prostopadłą do siatki. w tedy. Najczęściej używa się siatek. szczelinę. DE. n a to ­ m iast AB. równa się całkowitej długości fali lub jej wielokrotności. oznaczony na rys. jej wartości. potrójnej itd. w k tórych falc czerwone najsilniej wzm acniają się. o trzym ujem y pierwszy jasny p rą ­ żek pod k ątem ugięcia. 7. Promienie. j a k w ynika z teorii inter­ ferencji. w yobrażają rysy. A ’jest podstaw ą prostopadłej. Gdy światło jest jednobarwne. cieniutkich rys. do czego najlepiej jest posługiwać się sialką dyfrakcyjną. Dwa promienie wzm acniają się bowiem w tedy. przechodzącego przez A. gdy odległość A A ’. nakreślonych n a po­ wierzchni płytki szklanej lub metalowego zwierciadła.

W ten sposób pow stają piękne widm a siallwwe. U gin an ie św iatła 13 Mierząc k ą t ugięcia. dzięki czemu po­ w stają najrozm aitsze barw y mieszane.). długość fali można mierzyć za po­ mocą siatki dyfrakcyj­ nej z dokładnością do jednej milionowej. ile rys p rzypada na długość jednego centym e­ tra. każdej barwie odpo­ wiada inny k ą t ugięcia. 7. po jego ugięciu prążki rozm ai­ tych barw u k ład a ją się obok Siebie. a w wyższych rzędach widma n a k ła d a ją się na siebie coraz bardziej. N atom iast niebieskofiołkowa część widma trzeciego rzędu nakryw a już czerwoni) część w idm a drugiego rzędu. O ile chodzi o barw y widzialne. Ponieważ wykonanie siatki. widmo drugiego rzędu jest jeszcze całkowicie oddzielone od widma rzędu pierwszego. m ożna zatem. zbliżające się coraz bardziej do białej. znając szerokość szcze­ liny. pomiary zaś kątów mogą być poczynione w sposób bardzo do­ kładny. jeżeli wiemy. gdyż R ys. Gdy na siatkę pada światło białe. . w yznaczyć długość fali. Za pomocą odpowiednio zbudow anych siatek można 1 W y k o n a n ie po raz p ierw szy n ie z w y k le d o k ła d n y c h sia te k (tz w . przy k tó ry m m usim y zwa­ żać na zupełną równość 1 odstępów między rysami. może osiągnąć nadzw yczajną precyzyjność. sia te k w k lę sły c h ) b y ło za słu g a a m ery k a ń sk ie g o fizy k a R o w - l a n d a (ok oło 1880 r. Siatka dyfrakcyjna. przy ty m czerwień jest odchylona silniej niż fiolet. Zastosowanie siatki do wyznaczania długości fali nie ogranicza się oczywiście tylko do obszaru promieni widzial­ nych. szerokość szczeliny je s t znana. w k tórych barw y następują po sobie w porządku swych długości fal.

rozd z.14 Z asad y fizy k i było rozciągnąć m etody b a d a ń widmowych daleko w głąb podczerwieni. około dziesięciu tysięcyrazy mniejsze długości fal rentgenowskich. Piękne zjawiska ugięcia o trz y m am y również. Arturowi C o m p t o n o w i . gdy niebo pokryte jest lekkimi chm urkam i. por. Zastosowanie ich w dziedzi­ nie najkrótszych fal nadfiołkowych nastręczało dużo t r u d ­ ności. 10. ty m mniejsza musi być również szerokość szcze­ lin. Do atm osferycznych zjawisk ugięcia należy znane zjawisko lisiej czapki dokoła księżyca lub słońca — powstaje ono. Dzięki bardzo oryginalnem u pomysłowi doświad­ czalnemu udało się jednakże w 1925 r. rozdz. W idać to stąd. gdyż widma ugięcia nie mogą być otrzym ane zwykłą m e­ todą. 61. które przez dłuższy czas w ydaw ały się nie do pokona­ nia. 2 Por. Rów­ nież i w obszarze promieni nadfiołkowych siatki d y fra k ­ cyjne oddały największe usługi. W zjawisku tym chodzi tylko o pewne zależności geometryczne. am erykańskiem u fi­ zykowi. na tym oparta jest piękna gra barw perłowej macicy. przy czym do promieni podczerwonych o bar­ dzo dużej długości fali zastosowano siatki z drutów . używanych do badania światła widzialnego. patrząc przez tkaninę parasola (która stanowi pewien rodzaj płaskiej siatki) na latarnię uliczną. gdy odciśniemy powierzchnię perłowej macicy na czarnym laku i od tego odcisku będziemy odbijać światło. kiedy długość fali jest znacznie mniejsza od szerokości szczeliny.2 Powierzchnie o subtelnej budowie warstwowej w ykazują wspaniałe zjawiska barwne w świetle o d bitym . V I N T E R F E R E N C J A ŚW IA TŁA Założenie istnienia interferencji fal świetlnych pozwoliło nam wyjaśnić w sposób prosty powstawanie pierścieni New­ 1 W y z y sk a n o tu ta j z ja w isk o c a łk o w ite g o o d b icia . 1 wymierzyć za pomocą siatek. . że tę sam ą grę barw otrzym am y. Im mniejszy jest mianowicie rząd wielkości mierzonej długości fali.

istnieje pomiędzy nimi t a k daleko posunięta zgodność. w któ ry c h zastosowano dwa niezależne od siebie źródła światła. że mogą powstać zjawnska interferencyjne. Zależnie od barw y użytego światła. ja k można “ '"“ dimi“ 1“ “ ' było z góry przewidzieć. . które z kolei możem y uważać za dwa sąsiednie źródła światła (rys. najm niejsza dla fioł­ kowego. Doświadczenie wykazało. wychodzące z dwóch źródeł światła.1 Zjawiska interferencji w y stę p u ją naw et wówczas. m ogłyby bezpośrednio interferować ze sobą. gdy 1 T ę z g o d n o ść n a z y w a m y sp ó jn o ścią . że za­ chodzi wzajem na interferencja promieni. ukaże się na nim wów­ czas szereg prążków na przem ian jasnych sndiwśkfeioTofwfadi i ciemnych. nachylone pod bardzo m ałym kątem . Jeśli w odległości kilku m etrów od zwierciadeł ustaw im y biały ekran. w k tó ry m promienie. W ten sposób po w sta ją dwa bliskie siebie obrazy szczeliny. rzuca promienie na dwa zwierciadła. Po długich i bezowocnych wysiłkach rozmaitych badaczów stwierdzenie doświadczalne takiego zjawiska po­ wiodło się F r e s n e l o w i w roku 1824 za pomocą słynnego doświadczenia ze zwierciadłami. że fizycy dążyli do bezpośredniego stwierdzenia n a tu r y falowej światła za pom ocą doświadczenia. że wszystkie poprzednie pró­ by. odległość między nimi jest największa dla światła czerwonego. prążki są więcej lub mniej rozsunięte. W doświadczeniu ty m pionowa szczelina. przyjm ując. a mianowicie obrazówr w zwierciadłach. doznały niepowodzenia. Są one ta k ułożone. lecz sztucznych źródeł światła. gdy oba spotykające się promienie po­ chodzą z tego samego źródła światła. 8). dlaczego Fresnel użył do swego doświadczenia nie n a turalnych. Zrozumiałe więc jest. Było to je d n a k spowodowane tym . Na razie może w ydać się dziwne. biegnących od obydw u obrazów. że jedynie wówczas. In terferen cja św ia tła 15 tona i zjawisk ugięcia.silnie naświetlona światłem jednobarw nym .

co Huygens — teorii undulacyjnej.16 Z asad y fizy k i w czasie pomiędzy wysłaniem jednego a drugiego z dwu in- terferujących ze sobą promieni źródło światła wykonało wiele tysięcy drgań. H u y g e n s w 1680 roku.1 O tak dużą liczbę długości fal różnią się drogi. przebyte przez dwa promienie od wspólnego źródła do miejsca wzajemnego spot­ kania. . dzielili się na dwa obozy. 2 R ó żn ica dróg w y n o siła w te d y k o ło je d n e g o m etra .2 a więc tyleż drgań zostało w ykonanych przez źródło w okresie czasu pom iędzy chwilami wysłania ty ch promieni. Dopiero uczniowie jego z całą stanowczością przyjęli ujęcie korpuskularne i od tej chwili na przestrzeni dwóch blisko wieków fizycy. W edług d ru ­ giej światło miało składać się z drobniutkich ciałek. 3 P r o sto lin ijn y b ieg p rom ien i św ie tln y c h b y ł w e g łu g teorii em isy jn ej n a tu ra ln y m w y n ik ie m zn an ej z m ech a n ik i z a sa d y b e z ­ w ła d n o ści. zwanych korpuskułam i. VI T E O R IA U N D U L A C Y JN A I T EO R IA E M IS Y J N A Dużo miejsca w historii optyki zajm uje trw ająca dwie­ ście lat w alka pomiędzy teoriam i światła.3 1 S tw ierd zen ie tak d a lek o p o su n iętej z d o ln o ści in terferen cy jn ej u d ało się L u m m e r o w i i G e h r c k e m u .600. której początek dał. wynoszącej 2. które stały niegdyś w zupełnej sprzeczności ze sobą: były to teorie undulacyjna 1 em isyjna. Pierwsza. T eoriaem isyjnaznalazłam ocne oparcieprzede wszystkim wfakcie prostolinij nego rozchodzenia siępromieni świetlnych. ja k wspom ina­ liśmy wyżej. ujm ow ała światło jako ruch falowy tajemniczego „eteru świetlnego“ . Udało się otrzym ać interferencję promieni 0 „różnicy dróg“ . Podw aliny emisyjnej teorii światła położył N e w t o n mniej więcej w ty m sam ym czasie. w yrzucanych stale przez świecące s u b s ta n ­ cje. n a tu ra ln ie n ie ch o d ziło tu o d rogi w zd łu ż lin ii p rostej. jednakże N ew ton umyślnie uchylił się od wyraźnego przyjęcia jakiejś określonej hipotezy. dotyczącej n a tu r y światła.000 długości fal. zajm ujący się zagadnieniami optycznym i.

10-28 gr. jednakże na początku X X stulecia fizycy poznali zupełnie niespodziewanie nowe zjawiska i zależności. Od połowy X I X stulecia emisyjna teoria w ydaw ała się wobec tego pogrzebana na zawsze. Do zjawisk tych należało przede wszystkim ta k zwane zjawisko fotoeleklryczne. zwiększa jedynie ich liczbę. rozdz. Z p u n k tu widzenia teorii undulacyjnej ten wynik badań w ydaje się zupełnie niezrozumiały. że światło składa się z oddzielnych cząstek i że pojedyncze elektrony są wyzwalane przez pojedyncze cząstki światła. iż m etale. w yrzucają takie elektrony. T eo ria u n d u la e y jn a i te o ria em isyjn a 17 lecz zwolennicy jej musieli zamilknąć. Poczynając już od końca X I X w. GO Zasady fizyki \ . które zmusiły ich do wznowienia dawno porzuconej teorii korpuslcularnej. to zwiększenie natężenia światła oznacza tylko zwiększenie liczby trafiających powierzchnię m etalu cząstek świetlnych i ty m sam ym zwiększenie liczby ak tó w wyrzucania elek­ tronu.. a mianowicie 9. przekonano się. Jeśli bowiem pogląd taki jest słuszny. gdy F r e s n e l za po­ mocą swego doświadczenia ze zwierciadłami wykazał bez­ sprzecznie. Również i zjawiska ugięcia światła zdawały się przem aw iać za teorią undulacyjną.1 Lecz jeszcze osobliwsze było związane z ty m spostrzeżenie. posiadają ściśle określony i zmierzony ładunek u jem ny oraz również ściśle określoną i zmierzoną masę. a więc każdy w y latujący elektron uzyskuje zawsze tę sam ą 1 Par. że światło dodane do światła może wywołać ciemność.przeciwko emisyjnej. fizycy w iedzieli— ja k to zresztą będzie jeszcze dokładnie omówione w innych rozdziałach tej książki — iż najm niej­ sze w ogóle istniejące cząsteczki m aterialne. pędzące z olbrzym ią prędkością. zmusza on nas raczej do wniosku. Około 1900 r. p rzy czym każdy z ty ch ak tó w pozostaje bez zmiany. iż zwiększenie natężenia światła (w dziedzinie widzialnej powiedzielibyśmy — zwiększenie jasności) w żadnym w y­ p a dku nie zwiększa prędkości wyswobodzonych elektronów. na które pada światło fiołkowe lub nadfiołkowe. ta k zwane elektrony. a.

Mo­ żemy przekonać się o ty m za pomocą bardzo prostej analo­ gii. iż skutkiem własności gleby. ja k i undula- cyjne ujęcie zjawisk świetlnych jest słuszne i że powinno zatem być możliwe uzgodnienie obydwóch teorii. to na podstawie doświadczenia tego należało by przyjąć. roślinności. jak przedwczesny jest taki wniosek. pojawienie się zwierząt ssących w danej okolicy było mało praw dopodobne. Fizycy musieli więc dojść do przeświadczenia. Zakładam y naturalnie. że zarówno korpuskularne. co prze­ cież wydaje się absurdalne. Nie wyciągnie on jednak stąd zapewne wniosku. Przypuśćm y. że pewien zoogeograf ustalił. W jaki sposób jednakże można było tego dokonać? Do­ świadczenie. osiągnięte w ciągu X I X stulecia.18 Z asad y fizy k i prędkość. zo­ stała nagle zrehabilitowana. iż w pewnej okolicy b rak zwierząt ssących. że cząsteczki świetlne mogą się niszczyć nawzajem . że w miejscach ciemnych korpuskuły świetlne zniszczyły się nawzajem (co istotnie tru d n o by było sobie wyobrazić). że światło dodane do światła może w y­ wołać ciemność. Dopiero w X X stuleciu uświado­ mili sobie fizycy. a mianowicie fakt. O ptyczna teoria emi­ syjna. przemawiało na pozór raz na zawsze prze­ ciwko wszelkim usiłowaniom tego rodzaju. że prawdopodobieństwo trafienia cząstki w takie miejsce jest niezmiernie małe. . Zjawisko fotoełektryczne wyraźnie ujawniło istnienie in­ dywidualnych korpuskuł świetlnych. Przyjm ie on raczej. że barw a światła pozo­ staje wciąż bez zmiany. nie podlegały jednak żadnej wątpliwości. Rozum owano bo­ wiem w następujący sposób: jeśli teoria em isyjna jest słusz­ na. w której widziano już tylko ciekawostkę historyczną. że w tej okolicy zwierzęta ssące wytępiły się wzajemnie. możemy na to m ia st p rzy­ jąć. Znakom ite sukcesy teorii undu- lacyjnej. dawno porzucone naiwne błądzenie przeszłych czasów. klim atu itp. wysuwane zawsze przeciwko teorii emisyjnej. Podobnie powstawanie prążków interferencyjnych w do­ świadczeniu Fresnela ze zwierciadłami nie musi być b y n a j­ mniej tłumaczone w ten sposób.

gdzie trafia dużo cząstek. jeżeli zjawiska te ujm iem y z p u n k tu widzenia stalyslyczncgo. ciem­ ność ta m . 2* . Najlepiej znanym przykładem energii je s t zasób pracy. z p u n k tu widzenia n a to ­ m iast teorii korpuskularnej raczej przez energię. gdzie p a d a ich mało. składające się na prom ień świetlny. jak w ia d o m o . z a p y ta m y : ja k wielka jest energia czerwonej. p r z y p a d a ­ jącą na poszczególne korpuskuły. czy też częstość drgań. ja k to czyni fizyka współczesna. Jasność zn a jd u jem y ta m . uznam y obie te teorie za równorzędne. 1 E n ergia k in e ty c z n a w y r a ż a się. przy p a d a ją c y w udziale poruszającem u się ciału dzięki jego ruchowi i zwany siłą żywą lub energią kinetyczną ciała. Energia kw antów św ietlnych 19 Teoria k o rpuskularna daje się więc zupełnie dobrze po­ godzić z zaobserwowanymi zjawiskami interferencji. V II E N E R G IA K W A N T Ó W Ś W IE T L N Y C H Z p u n k tu widzenia teorii undulacyjnej promień światła. Ale ze statystycznego p u n ­ k tu widzenia ruch korpuskuł świetlnych podlega ty m wła­ śnie praw om . je s t scharakteryzow any przez swą długość fali. które w ynikają z założeń teorii undulacyjnej i które mogą być rozpatryw ane jako praw a fal świetlnych. zielonej lub niebieskiej cząstki świetlnej? Energia w znaczeniu fizycznym oznacza zdolność w yko­ nania pewnej pracy. siła ta może być uw ażana za m iarę energii cząstki świetlnej. p o ło w ą ilo ­ c zy n u m a sy ciała przez k w a d r a t jeg o p ręd k o ści. powstaje zasadnicze p ytanie: jaki związek istnieje pom iędzy energią jednej czą­ stki świetlnej a długością fali lub częstością drgań? F o rm u ­ łując dokładniej to zagadnienie.k tó ry wybiega z określoną silą żywą. Jeżeli więc ta k . ja k to już widzieliśmy. przy czym za najprostszą formę pracy m ożem y uważać podniesienie pewnego ciężaru na określoną wysokość.1 Gdy energia cząstki świetlnej zostaje zużyta na w y­ swobodzenie e le k tro n u .

jak a zostaje zużyta. Dokładne pom iary zjawiska fotoelektrycznego ujaw niają fakt. Gdy trafione krę­ gle za pewnym razem zostaną odrzucone gwałtowniej. Doświadczenia. przeprowadzone przede wszystkim przez L e n a r d a . . n ie p rzed staw ia ża d n y ch tru d n ości. zaczerpnię­ tego ze znanej powszechnie gry w kręgle. idąca w kierunku zmniejszenia długości fali.1 W praktyce za jednostkę energii p rzyjm ujem y ta k ą energię. je d n a k że w y r u g o w a n ie z d a n y c h p om ia ro w y ch tej p racy . p o trzeb n ą do w y rw a n ia elek tro n u z m eta lu . g d y ż w e w n ą tr z m e ta lu je s t on z w ią za n y przez siły p rzy cią g a ją ce. t a k zwanego erga. W analogiczny sposób m ożem y wywnioskować z obserwacyj zjawiska fotoelektrycznego. w ykazały natom iast. p otrzeb n ą d o p o d n iesien ia na w y so k o ść je d n eg o cen ty m etra ciężaru .gdy zwiększamy natężenie padającego promienio­ wania. U przystępnim y sobie. a E rg je s t p racą. zwiększa p ręd ­ kość wybiegającego elektronu. niż w innych razach. odwołując się do porównania. z u ż y te j na w y z w o le n ie e lek tro n u . im większa jest zatem częstość drgań. Por. rozdz.20 Z asad y fiz y k i wyzwalającej elektron. Ściślej związek między tym i jednostkam i jest n a stępujący: 98 milionów ergów odpowiada jednem u kilogramom etrowi. jest to mniej więcej praca. z większą prędkością. to zjawisko. wówczas wnio­ skujem y stąd. o d p o w ia d a ją ceg o sile jed n ej d y n y . podstawowy dla fizyki współczesnej. nie rośnie. że zmiana barw y. że w ty m w ypadku rzucona pom iędzy nie kula posiadała większą silę żywą czyli więcej energii. iż prędkość elektronów. W fizyce teore­ tycznej używ am y znacznie mniejszej jednostki. n a le ż y u w z g lę d n ić je sz c ze p racę. która może podnieść ciężar jed ­ nego kilograma na wysokość jednego m etra. im mniejsza jest długość fali. że mianowicie energia cząstki świetlnej zależy jedynie i wyłącznie od jej częstości drgań i jest do tej częstości proporcjonalna. Energia 1 O gólnie biorąc. niż w innych. że energia cząstki świetlnej jest tym większa. gdy podnosimy jeden m iligram na wysokość jednego centym etra. 17. być może. wyzwalanych w zjawisku fotoelektrycznym .2 W poprzednim rozdziale wspomniano już.

E i n s t e i n wprowadził poj ęcie kw antów świetlnych. w r.10"27 erga przez sekundę. pojęcie elemen­ tarnego k w a n tu działania i wyznaczył jednocześnie jego w ar­ tość.2 Planck doszedł do pojęcia elem entarnego k w a n tu działania dzięki swym b a d a ­ niom nad promieniowaniem cieplnym.1 P l a n c k pierwszy wprowadził w 1900 r. gdy długość fali jest dwa razy mniejsza. tak a . 10'a jed n ą ty sią c z n ą . a więc.8 W pięć la t później. że 10*2 ozn a cza je d n ą se tn ą . lub też. ja k ą m usim y wykonać. a — ja k w y n ik a z za sto so w a n ia p o jęcia w y m ia ru fiz y c zn eg o — r o z p a try w a n a p rzez n a s tu ta j sta ła u n iw ersa ln a p o sia d a w y m ia r en ergii d zielon ej przez c z ę sto ść d rgań . c zy li in a czej w y m ia r en ergii p om n ożon ej przez czas. iż w m ech a n ic e d zia ła n ie m n a z y w a m y ilo c z y n en erg ii p rzez czas. znajdziem y energię cząstki świetlnej. gdy częstość drgań jest dwa razy W yższa.5.5 . W ynosi ona 6. W id m a prążk ow e 21 ta je s t dw ukrotnie większa.1 0 ‘27. V III W ID M A P R Ą Ż K O W E Gdy była mowa o długości fali świetlnej. podnosząc ciężar jednego kilograma na wysokość 5 centym etrów . Dopiero energia około jednego tryliona (1018) fiołkowych kw antów świetlnych dorównywa pracy.1905. 3 Por. co oznacza to samo. a d o p iero na 27 m iejscu sto i je d y n k a . rozd z. Wobec tego musi istnieć pewna stała uniwersalna. że mnożąc ją przez częstość drgań. w k tó r y m po przecink u n a stę p u je 26 zer. wspomniano już o prążkach F raunhofera. . które w postaci bardzo wąskich ' U ż y t y tu term in k w a n t d z i a ł a n i a p o c h o d zi stą d . Zgodnie z powiedzianym wyżej energia k w a n tu światła czerwonego wynosi w przybliżeniu 2 % bilionowej erga. 50. a fiołkowego 5 bilionowych erga. 2 N a le ż y p rzy p o m n ieć. o trz y m am y energię w yrażoną w ergach. a 10-27 o zn a c z a u ła m ek d z ie się tn y . Tę stałą nazyw am y elementarnym kwantem działania i stąd również i cząstki świetlne zostały nazwane kw antam i św ietlnym i. jeśli częstość drgań na sekundę pom nożym y przez 6.

Za pom ocą analizy widmowej możem y w odpowiednich okolicznościach w ykryć ilości substancyj znacznie mniejsze od jednej dziesięciomilionowej miligrama. że ich odkrycie umożliwia przeprowadzanie analiz chemicznych. T a k np. czy też wreszcie o węglany lub siarczany sodu. podjęte przezeń wspólnie z B u n s e n e m . że w widmie płomienia świecy występuje jasny prążek żółty. Kirchhoff i Bunsen znaleźli. doprowadziły go w 1860 r. F ra u n h o fe r zauważył już również. J u ż Kirchhoff i Bunsen zdawali sobie sprawę z tego. jednakże już tu ta j należy nadmienić. że wridma p rąż ­ . do jednego z największych odkryć w historii fizyki. przewyższających pod względem czułości wszystkie przed­ tem znane m etody. zawierającego dany metal. co w y k ry ty przezeń czarny prążek D. k tó ry znacznie przewyższa pod względem jasności wszystkie po­ zostałe prążki jego widma. Prawie w pięćdziesiąt la t później K i r c h h o f f zajął się dokładniej t ą osobliwą obserwacją Fraunhofera. t a k samo dla potasu ch a ra k te ry ­ styczny jest jasn y prążek w fiolecie. że w widm ach świecących p a r związków metali w ystępują jasne prążki. k tó ry zajm uje w widmie dokładnie to samo miejsce. Kirchhoff i Bunsen wykazali również. Te prążki należy zatem uważać za coś c h a ra k te ry s ty ­ cznego dla danego m etalu. że fizyka współczesna rozporządza tablicami. żółty prążek. niezależnie od tego. będzie m owa w n a stępnych rozdziałach. czy chodzi 0 połączenie sodu z chlorem (jak w soli kam iennej). w k tórych zamieszczono dużo więcej niż 100.22 Z asad y fizy k i pasków przecinają widmo słońca.000 prążków widm owych według ich długości fal 1 przynależności do rozm aitych pierwiastków chemicznych. m a zawsze do­ kładnie tę sam ą długość fali. czy z bromem. mianowicie do odkrycia widm prążkowych. dla litu zaś — ja s n y p r ą ­ żek w czerwieni. O prawidłowościach w ystępujących w wid­ m ach prążkowych. k tó ry c h poło­ żenie nie zależy od te m p e ra tu ry i przede wszystkim nie zależy od rodzaju związku chemicznego. c h a ra k te ry ­ styczny dla pierwiastka chemicznego sodu. G runtowne badania. J a k dla sodu c h a ra k terystyczny je s t prążek żółty.

Jeżeli rzucim y na ekran np. zaw arta w pło­ mieniu. nie może zostać p o k ry ta przez promieniowanie własne płomienia sodowego. w k tó ry m naturalnie również występuje światło o długości fali charakterystycznego prążka żółtego. w k t ó r y m — o ile m am y do czynienia z sam ym tylko pło­ mieniem sodowym — powstaje znany jasn y prążek żółty. Na rys. lecz również i jako widma absorpcyjne o prążkach ciemnych. s tra ta natężenia. które m ogą same w y­ syłać. fali. widm em isyjnych o jasnych prążkach. W id m a prążkow e 23 kowe światła mogą występow ać nic tylko w postaci tzw. Ponieważ je d n a k światło płomienia sodowego jest znacznie słabsze od światła lam py łukowej. lecz również i po­ chłania takie światło. po przepuszczeniu światła przez płom ień. wywołana przez pochłanianie światła lam py. zabarw iony solą kuchenną. Wobec tego w doświadczeniu powyższym odpo­ wiednie miejsce w idm a musi w ydaw ać się stosunkowo ciem­ niejsze. W atmosferze słońca znaj­ du ją się p a ry najróżnorodniejszych metali. widmo lam py łukowej. że prążki emisyjne i absorpcyjne z a jm u ją te same położenia w widmie. Ponieważ własne promieniowanie par w atmosferze słonecznej nie może zastąpić znacznie intensywniejszego . P ochłaniają one z pełnego (ciągłego) w idm a promieniowania. 9 widać na przykładzie wo­ doru. nie tylko w y­ syła — ja k znaleźli Kirchhoff i Bunsen— żółte światło o c harak­ terystycznej d łu gości. P ara sodu. dostrzeżem y ciem­ ny prążek dokładnie w ty m sam ym miejscu. te długości fal. niż otoczenie. Dzięki odkryciu Kirchhoffa i Bunsena prążki F raunho- fera znalazły proste wyjaśnienie. wysyłanego przez w nętrze słońca.

Nieliczne tylko odkrycia fizyczne były ta k niezwykle i wielostronnie płodne. wszystkie prawie olbrzymie postępy fizyki w drugim i trzecim dziesięcioleciu naszego stulecia zawdzię­ czam y wskazaniom.1 W astronomii dala ona możność poznania własności chemicznych n a jd a l­ szych ciał niebieskich przez zbadanie wypromieniowanego przez nie światła.24 Z a sa d y fiz y k i promieniowania. przewyższającej p r a ­ wie bilion razy olbrzymią odległość pom iędzy ziemią i słoń­ cem. jak wykrycie przez Kirchhoffa i Bunsena widm prążkowych. D o p p l e r a . . lecz również i ruch tych ciał. b rak fal tych właśnie długości. praktycznie biorąc. jak i do dźwiękowych. g erm a n . zauważył 1 D o w y k r y ty c h w id m o w o p ierw ia stk ó w c h e m ic z n y c h n a leżą np. Zasada ta. n eon . a więc zarówno do fal świetlnych. więc. z iem ie rzad k ie. formułowana przez austriackiego fizyka. Przede w szystkim jednakże. W chemii niezwykle czuła m etoda analizy widmowej doprowadziła do w ykrycia no­ wych.Nie tylko jednak skład chemiczny ta k niew yobrażal­ nie dalekich ciał niebieskich może być o d c z ytany z widm prążkowych. ja k zoba­ czymy w krótce. k tóra stosuje się do wszelkiego rodzaju fal. pochodzącego z w nętrza słońca. K to z czytelników jest by stry m obserwatorem . poprzednio'nieznanych pierwiastków. h el. w 1842 r. dochodzącym do ziemi. ta l. została sformułowana pierwotnie dla zjawisk dźwiękowych i potwierdzona następnie przez obserwacje w tej dziedzinie. IX Z JA W IS K O D O P P L E R A Do największych zdobyczy ducha ludzkiego należy bez w ątpienia możność przeprowadzania za pom ocą widm a n a ­ lizy chemicznej naw et na odległości. Umożliwiła nam to pewna zasada. rubid i cez (ob a w y k r y te przez B u n sen a ). da n y m przez należycie zrozumiane widma prążkowe. w świetle słonecznym. g a l. ind.

musi dochodzić do nas w ciągu sekundy więcej fal głosowych. z k tó ry ch jed n a je s t sk iero w a n a . któ ry c h prędkość byłaby w ogóle po­ równywalna z prędkością światła. czyli tzw. co praw da. W dziedzinie widzialnej przejaw ią się one w w y padku zbliżania się ciała jako przesunięcia prążków widmowych ku fiołkowemu krańcow i widm a. przeciwnie zaś. Gdy źródło dźwięku zbliża się do nas. że gdy mija go gwiżdżąca loko­ m otyw a. dla bardzo wielu ciał niebieskich m ożna było wyznaczyć na tej drodze z ich widm również i prędkość ich ruchu w kierunku naszego wzroku. Spostrzeżenia takie łatwo jest czynić w dziedzinie a k u ­ styki. W dziedzinie optycznej. 1870. W ytłum aczenie tego zjawiska jest bardzo proste. następuje nagła zmiana tonu jej gwizdka. W ysokość słyszanego tonu zależy zaś od ilości fal. podczas oddalania się jej — niższy. gdy pociągi pośpieszne lub a u ta poruszają się z prędkością około 2 0 m etrów n a sekun­ dę. które dochodzą w c ią g u sekundy do naszego ucha. w za jem n ie do sieb ie p ro sto p a d łe . niż w w ypadku. gdy źródło dźwięku znajduje się w spoczynku. przeciwnie jest. w y n ik a ją z jego zasady zm iany barw y światła. ja k to już stwierdził sam D opp­ ler. k tó ry c h prędkość stanowi kilka setnych prędkości dźwięku. Nie istnieją na ziemi. niż gdy lokom otywa stoi nieruchomo. Prędkość dźwięku wynosi około 330 m etrów na sekundę. Ton wydaje się wyższy podczas zbliżania się lokomotywy. żadne dające się bezpośrednio zaobserwować ruchy.1 1 R z e c z y w istą p ręd k o ść m o ż e m y r o z ło ż y ć n a d w ie sk ła d o w e. prędkość radialną. a w w ypadku oddalania się — ku czerwonemu krańcowi. Z jaw isk o D op plera 25 zapewne niejednokrotnie. gdy źródło dźwięku oddala się od nas. Możemy za to na po d sta ­ wie zasady Dopplera oczekiwać zm ian barw w widm ach ciał niebieskich. gdyż w życiu codziennym n a p o ty k a m y dużo sposob­ ności do obserwacji ruchów. Zjawi­ sko to opiera się na zasadzie Dopplera. W samej rzeczy zjawisko takie jest dobrze znane a stro­ nom om już od r.

1 T ak ie g w ia z d y p o d w ó jn e n a z y w a m y sp e k tr o sk o p o w y m i w o d ­ różn ien iu od tzw . Taki stan rzeczy stwierdzono dzisiaj z całą pewnością dla przeszło setki ciał niebieskich. W w ypadku ciał niebie­ skich tego właśnie rodzaju. by mogły być widziane osobno. p o d w ó jn y c h w id z ia ln y c h . któ ry c h obserwacja przez lunetę nie pozwala zauważyć nic szczególnego i których złożona Rys. budowa pozostała wobec tego nierozpoznana. łączącej o b serw o w a n e ciało z zie m ią . Prążki widmowe ty ch ciał ulegają rozdwojeniu (zob. 10. . S k ła d o w a ta m oże b y ć sk ierow an a ku n a m lub w p r o st p rzeciw n ie.26 Z asad y fiz y k i Szczególnie efektownie przejawia się zjawisko Dopplera dla takich gwiazd podwójnych. w k tó ry ch ob ie g w ia z d y m ogą b y ć o d d zieln ie za o b serw o w a n e.1 Zjawisko to m ożem y wytłum aczyć w n a stępujący prosty sposób. Skutkiem obiegu obie gwiazdy na przem ian odda- w zd łu ż p rostej. 10). (Zjawisko D opplera). rys. Zdwojenie prążków w widm ach gwiazd podwójnych. zauważono osobliwe zjawisko widmowe. a następnie po pew nym czasie s ta ją się znowu pojedyncze i zjawisko to pow tarza się regularnie w kilkoletnich najczęściej odstępach czasu. w k tórych dwie krążące do­ koła siebie świecące m asy z n a jd u ją się zb y t blisko siebie.

sięgającym 24. a więc przesunięciu prążków widmowych jednej gwiazdy ku fioletowi odpo­ w iada przesunięcie prążków drugiej gwiazdy ku czerwieni. prążki obydwóch gwiazd n a k ła d a ją się wzajemnie na siebie. że zbliżaniu się jednej odpowiada oddalanie się drugiej. obliczonymi według tablic astronomicznych.0 0 0 la t ś w ie tln y c h .000 kilometrów na sekundę. od­ pow iadających prędkościom. 11 b). Jeżeli przytoczona w jed n y m z dalszych rozdziałów2 interpretacja. Z jaw isk o D op p lera 27 łają się od nas lub zbliżają. tłum acząca tę zależność jako wynik rozszerzania się wszech­ świata. w id zia ln a ju ż g o ły m ok iem . są o d le g łe od n a s p rzeszło o sto m ilio n ó w la t św ie tln y c h . jest słuszna. (R o k ie m św ie tln y m n a z y w a m y o d leg ło ść. którą św ia tło p rzeb y w a w cią g u je d n e g o rok u ). obli­ czone z zaobserwowanych przesunięć prążków. Za bezpośrednie stwierdzenie zasady Dopplera możem y przyjąć fakt. że prędkości planet. tzw . to istotnie zasada Dopplera dostarczy­ 1 A stro n o m ia w sp ó łcz e sn a u w a ża m g ła w ic e sp iraln e za u k ła d y ró w n orzęd n e n a szem u w ła sn e m u sy s te m o w i g w ia zd o w em u .u . w w ypadku zaś tzw. W ywołane przez to rozdwojenie się prążków jest najsilniej­ sze. całkowicie zgadzają się z p rę d ­ kościami. jed n a k tak. 76. N a jb liż sz a m g ła w ica sp ira ln a . gdy obydw a ruchy odbyw ają się wzdłuż kierunku spojrzenia ku gwieździe (rys. co stanowi osiem setnych prędkości światła. d o strz eg a ln e jesz c z e przez te le sk o p y . Rys. 2 P or. mgławic spi­ ralnych1 stwierdzono istnienie przesunięć ku czerwieni. wynoszące od kilku do kilkuset kilometrów na sekundę. że — ja k się okazało — wyznaczone w ten sposób radialne prędkości mgławic spi­ ralnych są proporcjonalne do ich odległości od nas. m g ła w ica A n d ro m ed y . rozdz. 11 a). W w ypadku gwiazd stałych znale­ ziono prędkości radialne. zjaw isko D oPP- lera u gwiazd podw ójnych. Najbardziej osobliwe było je d n a k to. . je s t o d d a lon a od n as o ok oło 8 5 0 . następnie prążki zbli­ żają się stopniowo do siebie i gdy obie gwiazdy poruszają się prostopadle do kierunku spojrzenia (rys. u k ła d o w i D rogi M leczn ej. N a jd a lsze z n ich .

chociaż promienie nie prze­ cinają się ta m w rzeczywistości. pion zaś tworzy jednakowe kąhj z kierunkam i obydwóch promieni (rys. Obraz ten jest jednak tylko „pozorny“.1 Obok zwierciadła płaskiego szczególnie ważne jest zwier­ ciadło wklęsłe. po­ łożony na przedłużeniu prostopadłej. zostaje częściowo odrzucony z powrotem przez powierzchnię rozdziału. czyli odbity. w ystaw im y prostopadłą do tej po­ wierzchni. ogólnie znanym przykładem jego zastosowa­ nia jest lustro do golenia. 12b). powie­ trza i wody. czyli promienie zachowują się jedynie tak. np. rys. p adający na granicę dwóch ośrodków. w któ ry m znajduje się obraz. częściowo zaś jako promień załam any wchodzi. Prawo odbicia było znane już w s ta ro ż y t­ ności. Z prawa odbicia w ynika również bezpośrednio. p rzy czym obraz ten znajduje się w takiej odległości poza zwierciadłem. iż zwier­ ciadło płaskie daje obraz każdego świecącego p u n k tu . do drugiego ośrodka. 12c) na- 1 W obrazie p u n k tu p r z e cin a ją się ty lk o p rzep ro w a d zo n e w m y śli przed łu żen ia w ste c z p rom ien i o d b ity c h . iż promień światła. Jeżeli w miejscu. jak gdyby wychodziły z p u n k tu .28 Z asad y fiz y k i łaby nam klucza do zrozumienia najpotężniejszego i n a j­ powszechniejszego procesu. przeprowadzonej z p u n k tu do zwierciadła. jaki w ogóle może być przed­ miotem rozważań fizykalnych. 12a). . Takie zwierciadło stanowi drobną część pewnej powierzchni kulistej. w jakiej p u n k t świe­ cący znajduje się przed zwierciadłem (porówn. P u n k t S (rys. zmieniając swój kierunek. to kierunek tego pionu oraz kierunki padającego i odbitego promienia leżą w tej samej płaszczyźnie (tzw. w k tó ry m promień trafia na po­ wierzchnię graniczną. płaszczyźnie padania). X O D B IC IE I ZAŁAM AN IE Ś W IA TŁA Do najdawniej zaobserwowanych zjawisk optycznych należy bez wątpienia codziennie sp o tykany fakt.

p ro sty i powiększony. Stosunkowo niewielki k ą t. środek powierzchni kulistej (O) — środkiem krzywizny. m ożem y schw ytać na ekran. nazyw am y ogniskiem zwierciadła (F). Jeżeli są nimi promienie słoneczne. prostą zaś. niż ogniskowa. Gdy n a ­ tom iast odległość ta przewyższy odległość ogniskową. Zależnie od tego. pod k tó ry m widzim y zwierciadło z jego środka. a od­ ległość jego od środka zwierciadła — odległością ogniskową. W ognisku skupiane są promienie. O dbicie i załam an ie św ia tła 29 żywa się środkiem zwierciadła. wów­ czas pow staje obraz rzeczywisty: promienie odbite przeci­ n ają się rzeczywiście ze sobą i obraz. łącząca te dwa p u n ­ k t y (OS) — osią zwierciadła. czy odległość przedm iotu od środka zwierciadła jest m niej­ . dzielący (OS) na dwie równe części. P u n k t. kto korzysta z lustra do golenia — zwierciadło wklęsłe daje obraz pozorny. Jeżeli przedm iot znajduje się w odległości mniejszej. to — j a k dobrze wiado­ mo każdem u. od środka zwierciadła. mogą one zapalić kaw ałek papieru. (a więc k ą t AOB). umieszczony w punkcie F (w ten sposób staje się zrozumiała nazw a ogniska). padające równolegle do osi. nazyw a się rozw artością zwierciadła. k tó ry j e s t w te d y zaw­ sze odwrócony.

obraz jest powiększony lub zmniejszony. k tó ry posiada większy spółczynnik załam ania.2 Sto­ sunek sinusów3 tych kątów nie zależy od k ą ta padania i s ta ­ nowi pewną stałą. czy też większa. 2 S n elliu s nie o g ło sił sw eg o o d k ry cia . „załamanie ku prostopadłej“ . g d y ż k ą t p a d a n ia rów n a się zeru. J a k w ykrył S n e l l i u s około 1620 r.4 1 Za k ą t p ad an ia p r z y jm u je m y . c h a ra k terystyczną dla dwu ośrodków. leżą c eg o n ap rzeciw teg o k ą ta w tró jk ą cie p r o sto k ą tn y m . Optycznie gęstszym nazyw am y ten z dwu ośrodków. N ad w y­ konaniem 200-calowego teleskopu dla tego samego obser­ w atorium trw a praca już od 1930 r. k tó rą nazyw am y względnym spółczynnikiem załam ania tych dwóch ośrodków. leży w płaszczyźnie padania. ja k mówimy. . wyznaczonej przez kierunek pionu padania i kierunek promienia padającego. Zwierciadła wklęsłe paraboliczne z n a jdują zastosowanie w reflektorach. nazyw a się kątem załamania (DBC na rys. n ie z a c h o d z i n a tu ra ln ie zm ia n a k ieru n k u . zachodzi więc. z powietrza do w ody lub z powietrza do szkła. W zględny spółczynnik załam ania w stosunku do powietrza lub jeszcze dokładniej w stosunku do próżni nazyw am y po prostu spółczynnikiem załam ania. Dla wody np. 12d). K ą t. ma on w artość 1. k tó ry tw o­ rzy promień załam any z przedłużeniem pionu. u c z y n ił to po raz p ierw szy z n a n y filo zo f D escartes. Przechodząc do ośrodka optycznie gęstszego. w k tó ry m n a jd łu ższy bok p o sia d a d łu g o ść rów n ą je d n o śc i. oraz w teleskopach astronomicznych.30 Z asad y fiz y k i sza.33.. istnieje prosta zależność pom iędzy k ą ta m i p adania i załam ania. 4 G d y p rom ień p ad a p r o sto p a d le . liczb o w o r ó w n y d łu ­ g o ści bok u. aniżeli promień krzyw izny (czyli po­ dwójna ogniskowa). o c z y w iśc ie . 3 S in u s p ew n ego k ą ta je st. prawo załam ania. ja k w ia d o m o . u tw o r z o n y p rzez k ierun ek p ad an ia z k ieru n k iem p ion u . promień zbliża się do prostopadłej. np. tak samo ja k promień odbity. Promień załam any. muszą jed n a k w tedy być wykonane bardzo starannie. Słynny teleskop obserw atorium na M ount Wilson w Kalifornii po­ siada zwierciadło o stu calach (254 cm) średnicy. k ą t.1 jest to tzw.

że dla żadnego rzeczy­ wistego k ą ta nie może być on większy od jedności. m ówimy. a więc np. by oświetlające je od w nętrza promienie świe­ tlne nie mogły wyjść z wody. przy przejściu ze szkła do powietrza — około 42 stopni. to. iż soczewka posiada zdol­ . strugom wody nadaje się taki kształt. z w ody do powietrza. gdy k ą t padania jest większy od kąta granicznego. Prom ień świetlny nie może więc przejść do ośrodka optycznie rzad­ szego. dzieląc prędkość światła w próżni przez spółczynnik zała­ m ania ośrodka. ja k gdyby wypełnione były rtęcią. w ystępuje zjawisko całkowitego odbicia. Ze znanej definicji sinusa wynika. Podobnie. dla którego sinus równa się względnemu spółczynnikowi załam ania (w ty m w ypadku spółczynnik ten jest mniejszy od jedności). w yglądają one. G dyby to było możliwe. Dwa główne ty p y so­ czewek stanow ią: wypukłe soczewki zbierające (rys. 13a) oraz wklęsłe — rozpraszające (rys. Tłum aczy ono pięk­ n y m etaliczny połysk pęcherzyków powietrza pod wodą lub też zanurzonych w wodzie p u stych w ew nątrz szkiełek. jak u zwierciadeł kulistych. W wodzie więc światło biegnie z prędkością. odległość ogniskowa odgrywa pod­ staw ową rolę również i u soczewek. S o czew k i 31 Prędkość światła w dowolnym ośrodku można otrzym ać. Gdy k ą t padania je s t większy od k ą ta granicznego. Przy przejściu światła z wody do powietrza ten k ą t graniczny wynosi 49 stopni. według praw a załam ania. Również rozpowszechnione dzisiaj wodotryski świetlne oparte są na zjawisku całkowitego odbicia. Gdy odległość ognisko­ wa wynosi jeden m etr. równą trzem czw artym prędkości światła w powietrzu. sinus k ą ta załam ania byłby większy od jedności. 13b). XI SO C ZEW K I W śród rozlicznych zjawisk załam ania światła najw aż­ niejszą rolę w fizyce grają te. które są związane z przejściem promieni świetlnych przez soczewki.

lub połowie dioptrii itd. Soczewki zbierające d a ją rzeczy w isty i odwrócony obraz. używana wówczas jako lupa. gdy przedm iot znajduje się w odległości mniejszej. z której znajduje się przedm iot. Jeżeli złożymy ze sobą dwie soczewki. Soczewka wklęsła daje zawsze proste i zmniejszone obrazy pozorne. Rozszczepienie barwne soczewki m ierzym y różnicą spół- czynników załamania dla skrajnej czerwieni i skrajnego fioletu. daje obraz prosty i powięk­ szony. 4. to taki układ nie będzie wpływał na przechodzące przezeń promienie. lecz również i wywołane przez nie rozszczepienie światła na barwy. obrazy te pow stają z tej samej strony. Gdy odległość ogni­ skowa wynosi 50 cm. We w skaza­ nym wyżej układzie soczewek znoszą się nawzajem nie tylko ich zdolności zbierające. tylko odwrotnie skierowanych krzywiz­ nach. soczewka zbierająca. gdy przedm iot znajduje się w odległości większej. dla tak zwanego flintu (szkła ołowianego) jest ono mniej więcej dwukrotnie więk- . 25 cm. niż ogniskowa. jednakże pozorny. Przeciwnie. o takich sam ych zdolnościach zbierających. równą jednej dioptrii. w ypukłą i wklę­ słą. S kutkiem tego za pomocą pojedynczej soczewki nie można otrzym ać prawdziwie ostrego obrazu. a więc o takich samych. lub 2 m etry. nato m ia st soczewki rozpraszające czynią promienie rozbieżnymi. np.32 Z a sa d y fizy k i ność zbierającą. należy jedynie uważać dioptrie soczewek wklęsłych za liczby ujemne. od soczewki. We wszystkich w y padkach so­ czewki zbierające załam ują padające na nie równoległe promienie ku sobie. to odpowiednia zdolność zbierająca równa się 2. niż ogni­ skowa. Ilości dioptryj dwu złożonych ze sobą soczewek dodają się zawsze do siebie. tak. lub też zwiększają istniejącą już rozbieżność. Rozszczepienie nie jest bynajm niej jednakow e dla wszystkich rodzajów szkła. Sam a przez się każda soczewka działa podobnie do p ry zm a tu : rozkłada światło białe na jego barwne części składowe. że właściwie dla każdej barw y otrzym ujem y osobne ognisko. czynią je więc zbieżnymi.

S oczew k i 33 sze. w ykonaną z crownu (rys. że gdy obraz B przedm iotu A. da on nam za pomocą tegoż przy­ rządu optycznego obraz. Dzisiaj nie używ am y już flintu i crownu. Zasady fizyki. W ten sposób rozszczepienia barwne oby­ dwóch soczewek zniosły się nawzajem . Układ działa więc ja k jedna. aniżeli dla crownu (szkła koronnego). według wskazówek A b b e g o i S c h o t t a . crow n n a to m ia st nie za w iera go zu p ełn ie. któ ry pokryje się z A2. k tó ­ rej liczba dioptryj wynosi połowę liczby dioptryj soczewki wypukłej. Zestawił on soczewkę wklęsłą z flintu z dwukrotnie grubszą pośrodku soczewką zbierającą o tej samej krzy- wiźnie.1 pomimo że obydw a te rodzaje szkła posiadają w przybliżeniu ten sam spółczynnik załamania. Na ty m fakcie opiera się bardzo ważny wynalazek soczewki achromalycznej. jak i takie. które m ając duży spółczynnik załamania. rozpatrujem y z kolei jako przedm iot. nato m ia st zdol­ ność załam ująca soczewki w y­ pukłej została zmniejszona tylko do połowy. wolna od barwnego rozszczepienia (achrom atyczna). dają względnie silne rozszczepienie barwne. Isto tn ą jej treść stanowi stwierdzenie. lecz odpowiednio dobranych szkieł jenajskich. c). Na tym opiera się możliwość przekształcenia każdego przyrządu 1 F lin t zaw iera d u żo ołow iu . W optyce geometrycznej ważną rolę odgrywa zasada odwracalności dróg świetlnych. 13. Szkła te zaczęto w yrabiać dla celów optycznych około 1880 r. dokonany przez angielskiego o p ty k a D o l l o n d a około 1750 r. z n a jdują się między nimi zarówno takie. które m ając mały spółczynnik za­ łamania. soczewka. 3 . o trz y m an y za pom ocą jakiegoś przyrządu optycznego. w y k a ­ zują stosunkowo małe rozszczepienie. 2 P op raw n iej b y ło b y m ów ić o p u n k cie p r zed m io to w y m i p u n k cie o b ra zo w y m .

W 1817 r. że fale świetlne muszą się różnić pod pew nym bardzo isto t­ nym względem od fal głosowych. podobnie ja k dźwięk. prostopadle do jego płaszczyzny). Gdy natom iast drgania zachodzą w pew nym dokładnie okre­ ślonym kierunku poprzecznym.34 Z asad y fizy k i optycznego. daje obrazy zmniejszone — w przyrząd. fale świetlne muszą być po­ przeczne. drgania powietrza wywołujące dźwięk odbyw ają się w kierunku rozchodzenia się dźwięku. używ ając go odwrotnie przy zastosowaniu specjalnych pomocniczych soczewek oświetlających czyli kondensorów. Istnieje nieskończenie wiele możliwych kie­ runków drgań poprzecznych do promienia (symbolicznie zaznaczono je na rys. X II PO L A R Y Z A C JA ŚW IA TŁA Z omówionych poprzednio zjawisk interferencji i ugięcia światła wynika w sposób przekonyw ający. że światło musi być zjawiskiem n a tu ry falowej. 14. iż promień przechodzi przez środek rysunku. Gdy bowiem. (jak było wiadomo już wówczas). u ż y ty jako ta k zwany obiektyw. Jeżeli żaden z tych możliwych po­ przecznych kierunków nie jest w fali świetlnej uprzywile­ jo w a n y — mówimy wówczas o świetle naluralnym . którego n a tu ra falowa uważana jest przez fizyków za oczywistą. projekcyjny. który. przy czym w yobrażam y sobie. Y o u n g na podstawie różnorodnych danych doświadczalnych doszedł jednak do wniosku. W przeciwieństwie do po­ dłużnych fal dźwiękowych. Gdy drgania nie za­ . drgania świetlne m uszą według Younga zachodzić prosto­ padle do kierunku promienia. Ustalenie tego poprzecznego c h arakteru drgań świetl­ nych prowadzi bezpośrednio do pewnego ważnego roz­ różnienia. nazyw am y światło spola­ ryzowanym (określenie niezbyt szczęśliwie dobrane i dające się wytłum aczyć tylko historycznie).

Całkowita polaryzacja zachodzi wówczas. . m ożna wyobrazić sobie. że w odbitym świetle spolaryzowanym drgania zachodzą w kierunku prosto­ padłym do płaszczyzny padania.1 k ą t ten jest określony przez to. sp raw a p r o sto p a d ło śc i k ieru n k u d rgań św ie tln y c h w prom ien iu o d b ity m do p ła s z c z y z n y p a d a n ia z o sta ła c a łk o w ic ie . że. mogą więc nastąpić po sobie (schematycznie). Dla szkła np. Rozważania teoretyczne. miliony drgań w ty m sam ym kierunku. Jednakże należy p rzy­ puszczać. . prowadzą do ważnego wniosku. z o sta ło w y k r y te przez B r e w s t e r a w 1815 r. Można uzasadnić teoretycznie. że światło odbite zostaje zawsze mniej lub więcej spolaryzowane. czyli światło pochodzące bezpośre­ dnio z jakiegoś źródła światła. to światło takie nazyw am y czę­ ściowo spolaryzowanym. iż w świetle tak im kierunki drgań ulegają ta k szybkim zmianom. 2 J a k w ia d o m o . Światło naturalne.. ta n g e n s k ą ta w y ra ża się lic z b o w o p rzez d łu g o ść p rzeciw ległej d a n em u k ą to w i p rzy p r o sto k ą tn e j w tr ó jk ą c ie p ro ­ sto k ą tn y m . średnio biorąc. 3 Co p raw d a. a nie dostrzeżem y jeszcze wówczas jakiejkolwiek polaryzacji. jako spolaryzowane w każdej chwili. że tangens2 jego równa się spółczynnikowi załamania substancji od­ bijającej. gdy światło pada pod tzw. k ą t całkowitej polaryzacji wynosi 56 stopni. które daje się poznać po pewnych różnicach w zachowaniu się promieni w rozm aitych kie­ runkach poprzecznych. oparte na założeniu poprzecz­ nego charakteru fal świetlnych.3 Jeżeli np. w k tó ry m d ruga p r z y p r o sto k ą tn a rów n a się jed n o ści. i . . żaden kierunek nie je s t uprzywilejo- w a n y w stosunku do innych. P o la r y z a c ja św ia tła 35 chodzą wprawdzie wyłącznie w pewnym określonym kie­ runku. kąlcm całkowitej po­ laryzacji. . istnieje jed n a k pewne uprzywilejowanie określonego kierunku poprzecznego. zwiercia­ 1 P raw o. Ponieważ światło widzialne w ykonyw a w ciągu sekundy setki priczny^harakl i •i • . te r fal świetlnych bilionow drgań. k tó rem u p o d leg a k ą t ca łk o w itej p o la ry za cji.

Z teorii tej w y n ik a . Gdy kierunek drgań jest nachylony do pionu. iż odbijał go pod kątem całkowitej polaryzacji od jednego zwierciadła i rzucał następnie pod ty m sam ym k ą te m na drugie zwier­ ciadło. światło to padało na w y ja śn io n a d op iero przez e le k tr o m a g n e ty c z n ą teorię ś w ia tła . W n io sek te n n ie sto su je się do drgań m a g n e ty c z n y c h . Doświadczenie j est poziomy. a więc. ustawione prostopadle do poprzedniego (rys. Całko­ wite światło padające przenika wówczas w głąb szkła. Jeśli ju ż w promieniu padającym drgania od­ bywają się w kierunku pionowym. za ch o d zą p ro sto p a d le do p ła sz c z y z n y p a d a n ia . 2 P ro sto p a d ła do p io n o w o u sta w io n e g o zw iercia d ła le ż y n a tu ­ raln ie w p ła szczy źn ie p o zio m ej.2 a zatem (według p raw a odbicia) również i promień odbity leży w płaszczyźnie poziomej. Pierwsze zwierciadło zamieniało więc padające światło naturalne w światło spolaryzowane. stanow ią­ cej płaszczyznę padania. k tó re — ja k sk ą d in ą d w ia d o m o — w y w ier a ją d z ia ła n ie na k lisz ę fo to g ra ficzn ą . padający pod k ą te m 56 stopni. 15..36 Z asad y fizy k i dło1 jest ustawione pionowo. to drgania w promieniu odbitym zachodzą w kierunku pionowym. biegnie w płaszczyźnie poziomej. . Na gruncie tych rozważań staje się zrozumiałe słynne doświadczenie. że w ła śn ie d rgan ia e le k tr y c zn e . k tó ry m zadziwił swych współczesnych fizyk francuski M a l u s w 1808 r. kierunek drgań Rys. promień zaś. 1 U ż y w a się zw iercia d eł sz k la n y c h . gdy drgania te MalU(schcmatT«nic)dlami zachodzą w płaszczyźnie p a d ania — odbicie staje się niemożliwe. p o czern io n y ch z przeciw n ej str o n y . odbicie odbywa się w w arunkach ty m mniej korzystnych. a więc jeszcze przed sformu­ łowaniem hipotezy Younga. Gdy w promieniu p a d a ją c y m pod ką te m całkowitej polaryzacji. 15). Malus doprowadził promień światła do pozornego zaniku w ten sposób. zachodzą wówczas warunki szczególnie sprzyjające odbiciu. im silniejsze jest nachylenie. k tó re są za w sze p ro sto p a d łe do elek try czn y ch .

drgając w płaszczyźnie pad a n ia i — zgodnie z poprzednio powiedzianym — nie mogło zatem zostać odbite. że. zauważył on mianowicie. zw yczajny i nadzw yczajny promień nie mogą nigdy interferować 1 S z p a t isla n d zk i w y ró ż n ia się sw ą szczeg ó ln ą p r ze z r o c z y sto śc ią .2 W 1808 r. Z ałam anie pod w ójn e 37 drugie zwierciadło. k tó re. ulega podwójnemu za­ łam aniu i rozszczepia się wobec tego na dwa promienie. tak zwany promień zwyczajny. X III ZAŁAM AN IE P O D W Ó J N E Gdy światło przechodzi przez kryształy. . widzimy przedm ioty podwójnie. só l k a m ien n a .1 w y kazują również wszystkie kryształy. Rozstrzygające z na­ czenie dla dalszego rozwoju fizyki miało ustalenie około 1816 r. J u ż w 1669 r. Tę sam ą właściwość. nienależące do układu regularnego. pewnego faktu. H u y g e n s w ytłum aczył to spo­ strzeżenie zupełnie prawidłowo. ja k np . Dzięki tem u spostrzeżeniu Malus został od­ krywcą zjawiska polaryzacji optycznej. podlega zwykłemu praw u załam ania. co szpat islandzki. k tó ry zauważyli w swych b adaniach F r e s n e l i A r a g o . p o sia d a ją tr z y ró w n o w a żn e so b ie i w z a je m n ie d o sieb ie p ro sto p a d łe k ieru n k i. p adając na szpat islandzki. w ystępują zasługujące na szczególną uwagę zjawiska polaryzacyjne. 2 D o u k ład u regu larn ego n a leżą te w sz y stk ie k r y sz ta ły . nato m ia st spółczynnik zała­ m ania drugiego promienia. zależy od kierunku. w k tó ry m promień przechodzi przez kryształ. J a k się mianowicie okazało. patrząc poprzez kawałek islandzkiego szpatu. nadzwyczajnego. J e d en z nich. zakładając. że promień światła. że każdy z dwu pow sta­ jących przy podw ójnym załam aniu promieni nie zacho­ wuje się jednakowo w różnych płaszczyznach przezeń prze­ chodzących. duński mineralog B a r t h o l i n u s dokonał niespodziewanego odkrycia. zauważył M a l u s .

jak i p ry z m a ty Nicola są dwójłomne. B a rd zo tru d n o je s t u zg o d n ić p o p rzeczn y ch arak ter fal św ie tln y c h z ty m w y o b r a że n ie m . Podwójne załamanie w kryształach umożliwia budowę stosunkowo prostych przyrządów do w ytw arzania i ba­ dania światła spolaryzowanego. F r e s n e l mógł rozwinąć ścisłą teorię światła. Dwa p ry z m a ty Nicola (lub też dwie płytki turmalinowe) można zestawić ze sobą w taki sposób. rozdz. n a to m ia st promień nadzw yczajny przechodzi przez pryzm at. Y oung wyprowadził w 1817 r. ro z ch o d zą c y c h się w sp r ę ż y sty m eterz e . że w promieniu nadzw yczajnym drgania świetlne zachodzą prostopadłe do kierunku drgań w promieniu zwyczajnym. lecz przepuszczają one tylko promień n a d ­ zwyczajny.1 Z założenia poprzecznego ch a ra k te ru fal wynikało w szczególności. nazyw ane ta k na cześć ich wynalazcy. P ry z m a t Nicola jest w ykonyw any z kryształu szpatu islandzkiego. że jeden z nich będzie służył jako polaryzator do w ytw arzania światła 1T eoria F resn ela op ierała się na w y o b ra żen iu fal. p ły tk a turm alinow a jest zatem przezroczysta tylko dla promienia nadzw yczaj­ nego. W tych tak zwanych przy­ rządach polaryzacyjnych stosujem y p łytki turm alinow e lub p ry z m a ty Ni co la. . że absorpcja prze­ chodzącego przezeń światła w bardzo znacznym stop­ niu zależy od kierunku drgań świetlnych i skutkiem tego promień zwyczajny jest pochłaniany o wiele silniej. na której następnie w 1820 r. Z faktu tego. 33. jak już wspomniano wyżej. niż nadzwyczajny. Zarówno płytki turm alinowe. Praktycznie biorąc. W y jś c ie z ty c h tru d n o ści w sk a za ła d o p iero e le k tr o m a g n e ty c z n a teo ria św ia tła . że promień zwyczajny podlega całkowitem u odbiciu na płaszczyźnie cięcia. W turm alinie następuje to dlatego.38 Z asad y fiz y k i ze sobą. por. przeciętego w odpowiedni sposób na dwie części i sklejonego przezroczystym balsam em kan a d y jsk im tak . wniosek o poprzecznym charakterze drgań świetlnych i ty m sam ym stworzył podstaw ę.

drugi p ry z m a t nie przepuści światła. wychodzący z pierwszego. Bardzo ważne okazało się odkrycie B i o t a (1817). Załam anie p od w ójn e 39 spolaryzowanego. trzeba analizator obrócić o pe­ . Jeżeli do a p a ­ ra tu polaryzacyjnego o skrzyżowanych położeniach pola­ ry za to ra i analizatora wstawim y p ły tk ę kwarcową lub też odpowiednią rurkę. Za pom ocą takiego a p a ra tu polaryzacyjnego można ba­ dać zachowanie się różnorodnych ciał w świetle spolaryzo­ wanym . aby znowu nastąpiła ciemność. Rys. żowanymi nikolami. wówczas pole widzenia rozjaśnia się i. Pole widzenia przyrządu polaryzacyjnego. do badania tego światła. wy. promienia. w idziany świetle sodowym pom iędzy skrzyżowanymi w żółtym świetle sodowym pom iędzy skrzy. Gdy n a tom iast skrzyżujem y je ze sobą. k tó ry padał na nie. jest ciemne gdy nikole są skrzyżowane. przejdzie również przez drugi. złożonego z polaryzatora i analizatora. drugi zaś. jak w doświadczeniu Malusa drugie zwierciadło nie odbijało Rys. 16. K ryształ szpatu islandzkiego. Jeżeli p ry z m a ty są ustawione równolegle do siebie. napełnioną ta k im „optycznie czyn­ n y m “ roztworem. 17. gdy nikole są równoległe. to promień. dopóki nie osiągnie m axim um jasności. że kwarc i liczne roztwory m a ją zdolność skręcania pła­ szczyzny drgań światła spolaryzowanego. i rozjaśnia się w miarę obrotu analizatora dotąd. ta k samo. jako analizator. Płytka aragonitow a w żółtym cięty prostopadle do osi optycznej. nikolami.

ażebyśm y mogli zagłębiać się w nie tu ta j. położeniach. wyróżnio­ nych w ten sposób. Ze skręceniem płaszczyzny drgań związane jest zjawi­ sko. lecz w y­ tłumaczenie ich powstawania jest z b y t tru d n e . iż umieszczone w przyrządzie polaryzacyjnym bezbarwne płytki krystaliczne nie w y­ kazują zabarwienia tylko w dwóch określonych. X IV OKO K ażdy miał. sposobność do zaobserwo­ wania na ziemi w gęstym lesie owalnych plam świetlnych. znanego już w starożytności. pomimo kształtu kołowego tarczy słonecznej są one owalne. barwa widziana w przyrzą­ dzie jest mieszaniną wszystkich tych barw. 1 O czyw iście. Obrazy te zostały u tw o­ rzone przez małe szparki pomiędzy liśćmi. gdyż promienie słoneczne pad a ją ukośnie na ziemię. że w rurce długości 10 cm. które są właściwie obrazami słońca. . które nie zostały wygaszone przez analizator. 16 i 17 dają przykłady tzw. obrazów osiowych tego rodzaju. Chodzi tu istotnie o małe obrazy słońca.40 Z asad y fizy k i wien określony kąt. Dla przykładu m ożem y przytoczyć. że podczas zaćmienia słonecznego owalne plam ki p rzyjm ują k ształt sierpów. Bardzo piękne i pełne prze­ pychu barw są obrazy. ja k w ynika wyraźnie z faktu. Rys. Ze znalezionej przez pom iar wartości k ą ta skręcenia1 można wobec tego wyznaczyć bezpośrednio za­ wartość cukru w roztworze. napełnionej roztworem cukru. jakie dają kryształy w przyrządach polaryzacyjnych w świetle zbieżnym. polegające na ty m . bez wątpienia. lecz za sa d a p o z o sta ła ta sam a .665 stopnia. We wszelkich innych po­ łożeniach okazują one barw y. skręcenie na każdy gram cukru w 100 cm3 roztworu wynosi 0. m e to d y ta k zw an ej sa c h a r y m e tr ii z o sta ły z b ie ­ giem czasu bardzo w y su b te ln io n e .

za nią kom ora tylna. jest op a rta ta k z w a n a f ciemnia optyczna (camera obscura). Obraz ten musi być zmniejszony. co powstawanie tych obrazów słońca. optyczną (rys. odgrywa tęczówka. rolę przesłony. G — ciało szkliste. L — so­ czewka. 19. 19). Mały otworek w ścianie ciemnego obszaru po­ zwala. przedm iotu od otworka jest większa. K w = kom ora przednia. można L ’ ^1 uzyskać ostry obraz. niż odległość prze­ ciwległej ściany (rys. wypełniona cieczą wod­ nistą. gdy otwór jest większy. skutkiem prostolinijnego rozchodzenia się promieni. za o p a trzo n ej w so czew k ę. Przekrój poziom y prawego oka k r y ta od w ew nątrz ciemną ludzkiego. gdy otworek jest b. um ie­ \ftw szczając w otworze soczewkę zbierającą. g F = plamka żółta. zwalającej zwiększać ostrość obrazu. średnica jej może zmie­ niać się od 4 do 10 milimetrów.1 Oko nasze m usim y uważać również za ciemnię. po­ kówka. odpowiada ko­ niówka. wypełniona stałym ciałem 1 W y n a la z e k ciem n i. bF — plamka ślepa. 2 T ęczó w k a lu b iris je s t częścią za b a rw io n ą oka.2 Otwór. 18. m ały. p rzy p isu je się z w y k le P o r c i e {X V I w iek ). Rolę soczewki zbiera­ jącej odgrywa soczewka oczna: przed nią znajduje się we w nętrzu oka kom ora przednia. szare). C iem nia optyczna (schematycznie). . po­ Rys. — H — rogówka. otrzym ać na przeciwległej ścianie odwrócony obraz znaj­ dującego się zewnątrz przed­ m iotu. Oko 41 Na tej samej zasadzie. Obraz jest ostry oczywiście tylko w tedy. 18). Ś 5 ~ naczy­ naczyniówką. nazyw am y źrenicą. w e d łu g niej o k reśla m y barw ę oka (n ieb iesk ie. przez k tó ry wchodzą promienie. lecz naw eti wówczas. gdy odległość Rys. Gałka oczna. N N = siat­ morze. zielo n e.

Pomimo to oko może wytw arzać ostre obrazy zarówno bliskich. Ciecz wodnista. Pośrodku siatkówki. Siatków ka leży pom iędzy naczyniówką a ciałem szklistym. lecz do p sy ch o lo g ii. na której oko widzi jeszcze wyraźnie.42 Z a sa d y fizy k i szklistym. Po­ w stające w purpurze ocznej obrazy znikają je d n a k zawsze natychm iast. Odległość pom iędzy soczewką oka a żółtą plam ką jest n aturalnie niezmienna. rzeczywisty i zmniejszony obraz1 na siatkówkę. N ajmniejszą i największą odległość. nie n a le ż y d o zak resu fizy k i. przed takim i oczyma należy umieścić zatem soczewki wypukłe. Tylko te części obrazu na siatkówce. przecinają się już przed siatkówką. W oczach krótkow zrocznych promienie. Siatków ka zawiera niezwykle światłoczuły barw nik — p u rp u rę oczną. składającą się z rozgałęzień nerwu ocznego. co umożliwia przystosowanie soczewki do każdorazowej potrzeby. Oczy krótkowzroczne korygujem y przez zastosowanie szkieł wklęsłych. ja k na kliszę fotograficzną. nazyw am y odległością bliskiego i dale­ kiego p u nktu. barw nik zaś stale odnawia się. znajduje się plam ka żółta. Dla normalnego oka p u n k t bliski leży w od­ ległości 10 cm. p u n k t daleki w nieskończoności. Oko dalekowzroczne skupia promienie dopiero poza siatkówką. pozostałe części obrazu są ty m mniej ostre. pochodzące z oddalonych przedmiotów. k tó ra polega na możności zm iany krzywizny soczewki ocznej. a więc i jej zdolności zbierającej. na którą światło działa podobnie. w pobliżu p u n k tu wejścia nerw u ocznego. są widziane ostro. im dalej z n a jd u ją się od plamki żółtej. które p a d a ją na żółtą plam kę. Soczewka rzuca odwrócony. d laczego p om im o p o w sta w a n ia o d w ró co n eg o obrazu na sia tk ó w ce w id z im y p rz ed m io ty p ro sto . zdolności alcomodacijjnej. 1 P y ta n ie . skutkiem czego na odległościach większych od 30 cm oczy takie mogą widzieć jedynie nieostro. soczewka oczna i ciało szkliste stanow ią razem układ łam iący oka. ja k dalekich przedm iotów dzięki swej tzw. . a więc rozpraszają­ cych.

łączą się wówczas w jedno. skupiającego promienie i zbliżającego p u n k t bliski. W dzieciństwie jest ona największa. lewym — z lewej. tak. P ra w y m okiem wi­ dzimy przedm iot z prawej strony. że dopiero jednoczesne wi­ dzenie obydw om a oczyma umożliwia nam przestrzenne. iż wydaje nam się. p rzech o d zą ce p rzezeń . . iż p ro m ien ie św ie tln e . częścią zaś z kom órek w kształcie pręcików. na jeden m ilim etr k w adratow y p rzypada w przybliżeniu 13. u dziecka dzie­ sięcioletniego p u n k t bliski znajduje się w odległości 5 cm od oka. stereoskopie. inaczej dla lewego oka). każde oko widzi osobno jedną fotografię. P u n k t bliski odsuwa się na odległość od 40 cm do 50 cm. że widzimy przedm iot przestrzennie przed sobą. by ich obrazy utw orzyły się w obydwóch oczach w odpow iadających sobie miejscach siatkówek. im bliżej znajduje się oglą­ da n y przedm iot. a p u n k t daleki pozo­ staje w nieskończoności. k tóra przedstaw ia przedm iot tak. nie d o zn a ją z m ia n y sw eg o p ie rw o tn eg o k ieru n k u b iegu . potrzebuje ono szkła wypukłego.000 komórek. Oko 43 Zdolność akom odacyjna oka słabnie stopniowo z wie­ kiem. Dalekowzroczne oko nie może już zobaczyć ostro bliskich przedm iotów. wrażenia. W obu rodzajach kom órek z n a jdują się zakończenia rozgałęzień nerwu ocznego.1 wynosi 1 Ś rodk iem o p ty c z n y m so c z e w k ilu b uk ła d u so c z e w e k n a z y w a m y p u n k t. Pom iędzy 40 a 50 rokiem większość ludzi staje się dalekowzroczna ze względu na wiek. W z nanym przyrządzie. ja k widziałoby go dane oko (a więc inaczej dla prawego. wywołane przez oby­ dwa zdjęcia. w y r ó ż n io n y przez to . plastyczne dostrzeganie przedmiotów. widziana z optycznego środka oka. Szerokość takiej komórki. J e s t rzeczą ogólnie znaną.000 do 14. Obrazy tworzące się na dwu siatkówkach są zatem różne i przy ty m różnią się one ty m więcej. Gdy za pomocą odpowiedniego ustawienia tych fotografij p o sta ra m y się. Siatków ka składa się częścią z komórek kształtu czop­ ków. Różnice ty c h dwu obrazów pozw alają nam bezwiednie oceniać odległość i d ają wrażenie bryłowatości.

niż m inutę luku (dokładniej 50 sekund luku). W pierwszym w y padku stosujem y mikroskop. w y p e łn ia k ą t w id zen ia . gdy ich obrazy p a d a ją na dwie różne komórki siatkówki.44 Z asad y fizy k i w mierze kątow ej1 mniej. w p ob liżu jej p ow ierzch n i ty ln ej. XV M IK R O S K O P I L U N E T A Powiększenie kąla w idzenia. im większa jest jej krzywizna. że oko nasze może tylko w ty m w y padku rozróżnić dwa p u n k ty świetlne. w y n o sz ą c y jed n ą m in u tę. le ż ą c y p rzy w ierzch o łk u O w tró jk ą cie A O B . Jednakże za pomocą lupy nie możemy osiągnąć powiększeń silniejszych ponad 30-krotne. u sta w io n y p r o sto ­ pad le do kieru n k u w zrok u w o d leg ło ści 1 m od ok a . 2 W ia d o m o . pod któ ry m dostrzegam y przedm iot. Celem uzyskania silniejszych powiększeń używa się tak W oku p u n k t ten le ż y w ew n ę tr z so cz e w k i. k tórą umieszczamy bezpośred­ nio przed okiem i k tóra ty m silniej powiększa. . m in u tę na 60 sek u n d . w drugim — lunetę. iż sto p ie ń ( ~ okręgu k oła) d z ie lim y na 60 m in u t. gdy więc odległość kątow a pomiędzy tymi obrazami jest nie mniejsza od jednej m in u ty . Wniosek ten potwierdzają obserwacje astronomiczne. gdyż obrazy stają się wówczas zb y t zniekształcone. to znaczy soczewka wypukła. N ajprostszą formą mikroskopu jest zwykła lupa. O d cin ek d łu g o śc i 1/s m m . jest pożądane w dwóch w ypadkach: gdy przed­ miot jest zb y t m ały lub też gdy znajduje się on w zbyt dużej odległości. dotyczące możli­ wości rozpoznawania gwiazd podwójnych nieuzbrojonym okiem. W obydwu tych w ypadkach zwiększenie k ą ta widzenia i ty m sam ym zwiększenie ilości dostrzegal­ nych szczegółów przedm iotu osiągamy za pom ocą odpo­ wiednich przyrządów optycznych. 1 M iarą k ą to w ą d łu g o ści o d cin k a A B w sto su n k u do p u n k tu O je s t k ą t.2 Musimy przyjąć w związku z ty m .

a dzięki temu szkodliwe działanie rozszczepienia barwnego jest p rak ty c z ­ nie całkowicie usunięte. Te dwie soczewki pierwotnego mikroskopu zostały w mi­ kroskopach dzisiejszych zastąpione przez odpowiednie ukła­ dy soczewek. posiadające wspólną oś. M ikroskop i lu n eta 45 zwanego m ikroskopu złożonego. przez A b b e g o . Właściwie dopiero dzięki tem u udoskonaleniu stały się możliwe olbrzymie postępy bakteriologii w o statnim pięćdziesięcioleciu. Na zasadzie jego obliczeń stosuje się dzisiaj w dokładniejszych m ikroskopach jako obiektyw y tak zwane u k ład y apochrom atyczne. obiektyw i u ż y ty jako ciecz im- m ersyjna olejek cedrowy m a ją ten sam spółczynnik zała­ m ania. k tó ry działa jak lupa. zwrócona jest ku przedmiotowi i nosi miano obiektywu. n a zasadzie rozważań teoretycznych. w ytw orzony przez obiektyw. którego wynalazek przypi­ sują holenderskiemu optykowi J a n s e n o w i (około 1590 r. k tóra powiększa b a r­ dzo silnie. W układach apochro- m atycznych ogniska trzech różnych barw widma są spro­ wadzone do jednego i tego samego p u n k tu . . Za pomocą odpowiednich urządzeń uzyskuje się silne oświetlenie przedm iotu. (poprzednio nie zwracano na to 1 N a zw a ła ciń sk a ok a brzm i ocu lu s. J u ż w roku 1873 Abbe pierwszy wykazał. oglądam y obraz przedm iotu.). że można zwiększyć zdolność rozpo­ znawczą mikroskopu przez umieszczenie pom iędzy szkieł­ kiem przedm iotowym a obiektywem kropli cieczy. J u ż po­ przednio wiedziano. Dużym krokiem naprzód było również zastosowanie przez Abbego tak zwanej immersji jednorodnej.1 Przez okular. druga znajduje się przed okiem i dlatego została nazw ana okularem. k tóra pokryw a się z osią poczernionej wew nątrz ru ry mikroskopu. U A bbe­ go szkiełko pokrywkowe. Mikroskopy zostały nadzwyczajnie udoskonalone około 1880 r. Je d n a z nich. w ten sposób wszystkie trz y ośrodki tw orzą układ jednolity pod względem optycznym . W pierwotnej swej formie mikroskop składa się z dwóch soczewek zbierających.

10. podzielonej przez spółczynnik załam ania ośrodka. gdy odległość tych pu n k tó w spada poniżej najmniejszej dostrzegalnej przez mikroskop długości. J a k pokazał Abbe. najmniejsza rozpoznawalna przez mikroskop długość od­ grywa dużo ważniejszą rolę. niż istotne powiększenie mi­ kroskopu.500 jednostek Angstrom a (lub 2. najm niejsza dostrzegalna długość. rozpoznawalnej jeszcze w mikroskopie. Ta najm niejsza długość określa bowiem zdolność rozpoznawczą m ikroskopu. 10'5 cm). zam iast obserwować przedm iot w świetle widzial­ nym . lecz małe kółeczka. a jeszcze bardziej przez zastosowanie wspomnianej już cieczy imm ersyjnej. sfotografujem y go w świetle nadfiołkowym. odpowiadającej światłu określonej barw y w dowolnym ośrodku. a więc w świetle niebieskim około 2. że obraz. Gdy pro­ mienie p a d a ją ukośnie. rozd z. Istotnie.1 Jeśli wreszcie.46 Z asad y fizy k i uwagi). Nie możem y wprawdzie dostrzegać rzeczywistej postaci 1 Por. rozpoznawalną jeszcze w mikroskopie. Wobec ograniczonej w ten sposób sprawności mikroskopu nie m a celu stosowanie powiększeń. jest w zasadzie obrazem ugięcia światła przez oglądany przedm iot. możem y zejść aż do około 1000 jednostek A ngstrom a. wynosi około połowy długości fali. . cel użycia którego polega prze­ cież na dostrzeżeniu możliwie największej ilości szczegółów widzianego obrazu i poznaniu w ten sposób s tru k tu ry obserwowanego przedm iotu. przekraczających 2000 razy. czyli do jednej dziesięciotysięcznej milim etra. pow stający w mikroskopie. gdyż długość fali. gdy promienie p a d a ją prostopadle. po­ szczególne p u n k ty przedm iotu skutkiem ugięcia nie dają obrazów punktow ych.5 . Stąd długość fali użytego światła wyznacza najm niejszą długość. które zachodzą wzajemnie na siebie i przez to uniemożliwiają oddzielne rozpoznanie dwóch pu n k tó w przedm iotu. jako najmniejszej długości. J a k w ynika z teorii Abbego. długość ta może zostać jeszcze zmniejszona o mniej więcej jedną trzecią. równa się długości fali w powietrzu.

daje ona obrazy proste i nosi nazwę . 1903. złożona z dwóch so­ czewek w ypukłych. L u n e ta t a ma pewne niekorzystne cechy — dużą długość i znaczne s tr a ty światła. których w ym iary leżą poniżej granicy. iż naw et ślady jej nie dostają się do pola widzenia m ikroskopu. co jest konieczne. W ultram ikro- skopie na b a d a n y przedm iot pada z boku sm ukła wiązka świetlna w ten sposób. dodano do soczewek przyrządu Keplera jeszcze trzecią soczewkę w ypukłą. k tó ra służy do w yprostow ania odwróconego obrazu. obraz ten oglądam y przez drugą soczewkę. gdy chcemy stosować lunety do obserwacyj na ziemi. M ikroskop i lu n eta 47 przedmiotów. L u n e ty dzielą się na dwa rodzaje. jako okularu. (a wkrótce potem zupełnie niezależnie od tego przez G a l i l e u s z a ) została zbudow ana luneta. wynalezionej około 1650 r. m ożna jednak ustalić ich obecność i ruchy za pomocą ullram ikroskopu. złożona z soczewki zbierającej. aniżeli wynosi według Abbego najm niejsza rozpoznawalna długość. jak przez lupę. które dostrzegam y w postaci jasnych p lam ek na ciem nym tle. W a runek ten jest spełniony w roztworach koloidalnych. wynalezionego przez S i e d e n t o p f a i Z s i g m o n d y ’e g o w r. co nie przeszkadza ich stosowaniu do celów astronomicznych. Jedne z nich dają obrazy odwrócone. o dużej odległości ogni­ skowej. Jednakże dwie sąsiadujące ze sobą cząstki m uszą w ka ż d y m razie znajdow ać się od siebie w odległości większej. gdzie maleńkie czą­ stki zawiesiny pływ ają w cieczy. Głównym przedstawicielem lunet pierwszej grupy jest zbudow ana w 1611 r.. W tak zwanej lunecie ziem skiej. Około 1610 r. służy jako obiektyw i daje odwrócony i rzeczywisty obraz oddalonego przedm iotu. w Holandii. J e d n a z nich. jako obiektyw u i rozprasza­ jącej. drugie n a to m ia s t d a ją obrazy proste. Cząstki o przekroju niewielu milionowych m ilim etra (około 30 A) mogą wówczas zostać dostrzeżone dzięki wchodzeniu do m ikroskopu ugiętych przez nie wiązek światła. przez K e p l e r a ta k zwana lunela „astronomiczna“. w y­ znaczonej przez teorię.

udało się po raz pierwszy utrw alić obrazy. poza wynalezie­ niem i udoskonaleniem przyrządów optycznych. którym .1 XVI F O T O G R A F IA I K IN E M A T O G R A F IA Dążenie człowieka do rozszerzenia i uzupełnienia za­ sięgu i możliwości wzroku doprowadziło. u jem ną— iż może ona tylko stosunkowo nieznacznie zwiększyć k ą t wi­ dzenia. W czasie krótkotrwałego naświetlania fotografowanego przedm iotu obiektyw. D odatnią jej cechę stanowi m ała długość. dzięki wyzyskaniu wrażliwości2 soli srebrowych na działanie światła. podanego na rys. lecz pom iędzy obiektyw em i okula­ rem zachodzi czterokrotne cał­ kowite odbicie światła w p ry ­ zm atach szklanych. Dzisiaj do oglądania dalekich przedm iotów na ziemi stosujem y głównie tak zwane lunety p ry ­ zmatyczne. rozmieszczonych według schem atu. 20. Opierają się one na zasadzie lunety Keplera. umieszczony w przedniej ścianie 1 L u n eta p ry zm a ty c z n a z o sta ła w y n a le z io n a w p o ło w ie X I X w iek u przez P o r r a . skutkiem czego obraz zostaje wy­ prostowany. Podw aliny tej bardzo ważnej gałęzi optyki stosowanej położyli w 1830 r. N i e p c e i D a g u e r r e . 2 Z jaw isk o rozk ład u soli sreb ro w y ch p rzez św ia tło z o sta ło w y ­ k ry te ju ż w pierw szej p o ło w ie X V I I I w iek u p rzez lek arza S c h u l - z e g o w H alle. przede wszystkim do rozwoju fotografii. wytworzone w ciemni o p ty cz n e j. .48 Z asad y fizy k i lunety holenderskiej lub lunety Galileusza.

F o to g ra fia i k in em atografia 49 ka m e ry fotograficznej. D z ia ła n ie św ia tła na ta k ie p ły t y z a le ż y ty lk o od jeg o ja sn o śc i. blady błękit nieba — bardzo ciemny. 4 . ro zp u sz cz a ją ­ ceg o n iero zło żo n ą só l sreb row ą (n p . W ten sposób o trzym ujem y negatyw . S kutkiem naświetlenia roz­ poczyna się rozkład chemiczny soli srebrowej. k tó ry zostaje utrw alony1 za pom ocą odpowiedniego procesu chemicznego.rys. na których m ożna fotografować naw et w ciemności (naturalnie ciemności tylko dla oka ludzkiego). jako „sensy- b ilizatory“ (uczulacze) specjalnie silnie pochłaniają światło czerwone i żółte. Ażeby zatem otrzym ać „ortochrom atyczne“2 p ły ty lub filmy. Zieleń drzew i łąk (porów n. różnią się bardzo od widoków. p o k ry ty w arstw ą żelatyny. udało się otrzym ać dwa bardzo skuteczne uczulacze na podczerwień: rubrocjaninę i allocjaninę. zwykle brom ku srebra. Zasady fizyki. Umożliwiło to wyrób na szeroką skalę płyt i filmów. Sole srebrowe są wrażliwe przede w szystkim na działanie promieni niebieskich. Około 1930 r. dokonane na takich p łytach czułych na podczer­ wień. 1 U trw a len ia d o k o n y w a m y za p o m o cą ro ztw o ru . zawierającą zawiesinę soli srebra. Proces ten zostaje doprowadzony do końca przez „wywoływanie“ kliszy za pom ocą roztworu redukującego. k tó re są jed n a k o w o w rażliw e n a w sz y stk ie b a rw y . Podczas wywoły­ wania bromek srebra zostaje najbardziej zaczerniony w miejscach najsilniej zaatakow anych przez światło. Zdjęcia widoków. k tó rą z kolei utrw alam y. należy domieszać do soli srebrowych pewne substancje. n a to m ia s t prawie zupełnie nieczułe na promienie żółte lub czerwone. oglądanych bezpośred­ nio gołym okiem.21) wydaje się bardzo jasna. odległe góry zaś zarysowują się szczególnie wyraźnie. Gdy negatyw taki położym y na papier chloro-srebrny i oświetlimy. o trz y m am y odbitkę — pozytyw . które. rzuca obraz na płytę szklaną lub film. za p o m o cą tio sia r c z a n u so d o ­ w eg o ). w miej­ scach zaś słabo naświetlonych rozkład jest bardzo nie­ znaczny. 2 O r to ch ro m a ty czn y m i n a z y w a m y p ły t y fo to g ra ficz n e .

poruszany m otorkiem elektrycz­ nym . Jeżeli sfotografujem y zatem przebieg jakiegoś ruchu w szeregu zdjęć migawkowych. L u m i è r e w 1895 r. na które w obrazie padły zielone miejsca fotografowanego przedm iotu. lub też rzucam y na ekran. stąd czas naświetlania każdego . następujących po sobie bardzo szybko. Jednakże przy dokładniej­ szym obejrzeniu można poznać. i następnie prze­ suniemy tę serię zdjęć z tą sam ą mniej więcej szybkością przed widzem. k tóra opiera się na fakcie. o prze­ kroju około V100 milim etra. wypracowali bracia A. np. Dzięki umowie międzynarodowej znormalizowano na całym świecie form at filmu i tem po zdjęć. W ten sposób goto­ wy obraz wykazuje właściwe zabarwienie. Z fotografii momentalnej rozwinęła się kinem atografia. Ideę kinem atografu dał E d i s o n . które podczas zdjęcia rozkładają padające promienie na barw y zasadnicze. gdyż do świadomości jego nie d o trą przerwy między kolej­ nymi zdjęciami. robi 24 zdjęcia na sekundę. i L. odebrane przez oko. że obraz składa się z drob­ niutkich plam ek czerwonych. właśnie poza tymi zielonymi ziarnami. źe można otrzym ać wszystkie barw y z połączeń trzech barw zasadniczych: niebieskiej. Okresy czasu. potrzebne na wykonanie jednego zdjęcia i na jed n o ­ razowe przesunięcie taśm y pomiędzy dwoma kolejnymi zdjęciami. co 7 2 0 sekundy. to otrzym a on wrażenie rzeczywistego ruchu.50 Z asad y fizy k i Fotografia barwna opiera się zwykle na wyzyskaniu faktu. sty k a ją ­ cych się ze sobą drobniutkich barw nych ziarenek. W dzisiejszych „filmach b a rw n y c h “ przed w arstew ką świa­ tłoczułą znajduje się w arstw a gęsto rozsianych. nadającą się do praktycznego zastosowania. Obrazki m ają wysokość 19 m m. że każde wrażenie świetlne. zielonych i niebieskich. np. a więc taśm a filmowa przesuwa się z prędkością 456 mm na sekundę. są sobie równe. zielonej i czerwonej. Za pom ocą odpo­ wiednich działań chemicznych można osiągnąć przezroczy­ stość filmu w naświetlonych miejscach. trw a przez pewien czas — około 1/7 sekundy. postać. gdy oglądam y go. a p a ra t.

21. Zwykła fotografia krajobrazu (u góry) i te n sam krajobraz w świetle podczer- wonym (u dołu) w edług Angcrera.Rys. 4* .

Od 1930 r. w ykonać 1000 zdjęć na sekundę lub jedno na sekundę. z b y t wolno. lub też. m ożna np. które. Celem otrzym ania zdjęć ortochrom atycznych stosujem y filtry barwne. W ten sposób zostaje umożliwione badanie i uwi­ docznienie procesów. różniące się od zwykłego. S tarania techniki filmowej. zostały również uwieńczone dość dobry­ mi wynikami. o trz y m am y „lupę czasową“ lub też „porywacza czasu“. d a tu ją się początki filmu barwnego. ab y mógł je śledzić zwykły obserwator. dzięki czemu stały się zbyteczne podróże aktorów do oddalonych krajów. . p otrafim y dzisiaj robić niezależnie od siebie zdjęcia bliższego i dalszego tła. ja k rośnięcie roślin czy kryształów. pierwsze pró b y pozwalają liczyć na dalsze dobre wyniki. czy też na m inutę. jak np. zmierzające do powiększenia czułości filmów na światło. ostatnio zaś — aby uniknąć s tr a t światła — wprowadza się barwne źródła światła w odpowiednim zestawieniu. poszczególne ruchy sportowców lub lot owadów. przebiegają z b y t prędko. Jeżeli z a trzy m a m y zwykłe tem po w y­ świetlania. umieszczane przed obiektywem .52 Z asad y fiz y k i zdjęcia wynosi 1/ia sekundy. Aby otrzym ać dobre zdjęcia w ciągu ta k krótkiego czasu. Za pomocą przyrządów specjalnej budow y m ożna uzy­ skać tempo zdjęć. należy stosować obiektyw y o dużej rozwartości i używać bardzo silnych źródeł światła. Zastosowanie różnych sztuczek umożliwiło wprowadzenie znacznych uproszczeń do przebiegu zdjęć. T a k np.

że istnieją dwa wręcz przeciwne s ta n y elektryczne. jak się w ydaje. niż wiedza o innych zjawiskach fizycznych. J u ż w siódmym stuleciu przed Chrystusem było. stanow iący podstawową jej właściwość. znajdujące s ię w ty m s a m y m s ta n ie . lecz że m a m y tu ta j do czynienia z po­ wszechną własnością wszystkich ciał. Nie bez słuszności nazwano wiek nasz wiekiem elektryczności. wiadomo. Dopiero w X I X wieku rozpoczął się właściwie rozwój nauki o elektryczności. ta k . . nabierają przez pocieranie szczególnej wła­ sności przyciągania drobnych przedm iotów. Najprostsze obserwacje zjawisk elektrycznych sięgają bez w ątpienia jeszcze dalekiej starożytności. dwa ciała zaś w stanach przeciwnych p rzy ­ ciągają się. D ufay u s ta ­ lił. znajdujących się w ich najbliższym sąsiedztwie. Około roku 1600 G i l b e r t wykrył. Jednakże wiadomości nasze o zjawiskach elektrycznych d a tu ją się z czasów znacznie późniejszych. 1 E lek tro n je s t greck ą n a zw ą b u rszty n u . do k tórych przede wszystkim zaliczany był bursztyn. elektrycz­ ność narzuca cywilizacji współczesnej charakterystyczne piętno. W roku 1733 D u f a y w y k ry łd w o isty c h a ra k te r elektrycz­ ności. iż pewne ciała.C Z Ę S C D R U G A E L E K T R Y C Z N O S C X V II D W O IS T Y C H A R A K T E R E L E K T R Y C Z N O Ś C I Dzięki rozpowszechnieniu się radia i kina. oświetlenia i m aszyn elektrycznych. iż dwa ciała. iż zdolność tego ta k zwanego elektryzowania się1 przez pocieranie nie jest wyłącznym przywilejem pewnych w ybranych ciał. telegrafu i telefonu.o d p y c h a ją się wzajemnie.

iż siła. Wobec tego łatwo już było uczynić krok następny. Coulomb wykrył nadto dalej. a drugiej — żywica. potrojona itd. W ten sposób Coulomb ustalił zależność. gdy odległość zostanie podwojona. było pojęcie ilości elektryczności. k tó rą zwykle wypowiada się. Pierwszym takim poję­ ciem. gdy. z ja k ą działają na siebie dwa ciała naelektryzow ane (w jego doświadczeniach dwie kule metalowe). W ybór wypadł. czy też żywicznej wydawało się rzeczą całkowicie dowolną. Ponieważ głównym przed­ stawicielem jednej grupy było szkło. jakie powstało w nauce o elektryczności. jaki po­ siadali fizycy w X V I I I . wprost przeciwnie.54 Z asad y fizyk i Nie trudno było wyróżnić dwie grupy ciał. jako prawo Coulomba. jest odwrotnie proporcjonalna do k w a d ra tu odle­ głości między nimi. a mianowicie nadać jednem u rodzajowi nazwę elektryczności dodatniej. drugiemu — ujem nej. elektryzujące się przeciwnie przez pocieranie. dotyczącą zjawisk elektrycznych. a naw et jeszcze w połowie X I X wieku. było prawo C o u l o m b a . jest w prost . czy też o dpy­ chając. W 1785 r. w ystępująca pomiędzy dwom a naelektryzow anym i ciałami. pierwszą zaś zależnością liczbową. iż siła ta spada do po­ łowy. czy to przyciągając się.. musiała więc dążyć do wytworzenia takich pojęć. odbieram y jednej z kul połowę jej naboju przez zetknięcie z identyczną trze­ cią. niestety. A byrozw inąć się znauki czysto opisow ejw naukę ścisłą. siła maleje czterokrotnie. Coulomb wykrył. na u k a o elektryczności musiała przede w szystkim uzyskać możność mierzenia wielkości elektrycznych. znak do­ d a tn i nadano elektryczności szklanej. z którym i m ożna byłoby związać określone dane liczbowe. niż należało by sobie życzyć z p u n k tu widzenia fizyki dzisiejszej. w następującej formie: siła przyciągania czy odpychania. nie zmieniając odległości. dziewięcio- krotnie itd. więc przeciwstawiono sobie dwa rodzaje elektryczności: elektryczność szklaną i elektryczność żywiczną. W ty m stanie wiedzy. przyjęcie za d odatnią elektryczności szklanej. nienaładow aną kulą.

jest to tak zwana statyczna jednostka siły. jednostka dynam iczna. w ynika ze znanego newtonowskiego praw a ruchu. A więc ciężar jednego gram a nadaje masie jednego gram a przyśpieszenie równe 981 jednostkom . Je d n o stk ą dynam iczną siły. Badania tego uczonego zostały spowodo- . k tó ry działa z siłą równą jednej dynie na rów ny sobie nabój. jakie możemy nadać m ałym kulkom m etalow ym . k tó rą nazwano dyną. Mechanika Łechniczna przyjm uje za jednostkę siły ciężar jednego kilograma. jest siła. z n ajdujący się w odle­ głości jednego c e n tym etra. że naboje. obieram y za jednostkę ilości elektryczności taki nabój. Ażeby wytworzyć sobie przybliżone pojęcie o wielkości tej jednostki. Inna n ato m iast jednostka siły. Nabój taki nazyw am y jednostką elektrostatyczną naboju lub też po prostu jednostką elektro­ statyczną. D w oisty charakter elektryczności 55 proporcjonalna do iloczynu ich nabojów. nadm ienim y. które wyraża siłę jako iloczyn m asy przez przyśpieszenie. nadająca masie jednego grama przyśpiesze­ nie jednostkowe. J a k o trzecie wielkie odkrycie X V IIIstu lec ia w d z ie d z in ie elektryczności dołączyło się do odkryć D ufay’a i Coulomba odkrycie Y o l t y . Aby wyjaśnić Łę sprawę dokładniej. m usim y przedsięwziąć m ałą wycieczkę w dzie­ dzinę mechaniki. leżą pomiędzy jedną a dziesięcioma jednostkam i elektrostatycznym i. za jednostkę przyśpieszenia p rzyjm ujem y zaś z kolei takie przyśpieszenie. Prawo Coulomba w ty m ujęciu daje nam bezpośrednio możność określenia jednostki naboju i uzyskania w Len sposób m iary ilości elekLryczności. „elektryzując“ je za pomocą potartej laseczki szklanej. prędkość swobodnego spadku wynosi w końcu pierwszej sekundy 981 cm na sekundę. stąd dyna stanowi jed n ą 981-szą część ciężaru jednego gram a. Opierając się na prawie Coulomba. którem u odpowiada wzrost prędkości o jeden c e n ty m etr na sekundę w ciągu jednej sekundy. J a k wykazuje doświadczenie. czyli równa się ciężarowi 1.02 miligrama. podzielonego przez k w a d ra t odległości.

w k tó ry m płynie elektryczność do­ 1 G a lv a n i w y k r y ł w 1790 r. w drucie ty m powstawał stały prąd elektryczny. gdy łączono więc obie płytki przewodzą­ cym prąd drutem . Prostszą postać stosu stanowiło naczynie Volty. druga dodatnio. nader skomplikowane.. c z y burza w y w ier a rów n ież w p ły w na to zja w isk o . do wynalezienia stosu Volty. oddzielo­ nych od siebie zwilżonymi kaw ałkam i filcu. W ten sp osób G a lvan i p rzek on ał się o e le k tr y c z n y m ch a ra k terze o b serw o w a n eg o przez sieb ie zja w isk a .56 Z asad y fizy k i wane przez osobliwe. D op iero V o lta rozp o zn a ł. które pow stają przejściowo w związku np. g d y d o ty k a ł on k o ń cem n o ża do n erw ów . że zaw sze p o w sta w a ły d rg a n ia . Było ono napełnione roz­ cieńczonym kwasem. stw ie r d z ił on też d a lej. p ołą czo n e ze sob ą za p o śred n ictw em w ilg o tn e g o p rzew o d n ik a (w ty m w y p a d k u p op rzez w ilg o tn e ud k o ża b ie) e le k tr y z u ją się o d w ro tn ie. g d y ze zn a jd u ją cej się w p ob liżu m a sz y n y ele k tr y c z n e j tr y sk a ły isk ry . Pierwsza z nich ładowała się ujemnie. iż d w a m e ta le . rozdz. A b y zb a d a ć. g d y u d k o sty k a n o z że la z n ą poręczą. 2 Por. Skoro ju ż ra z wyróżniono elektryczność do d a tn ią i ujem ­ ną. że d rgan ia s ta w a ły się m o c n iejsze . obserwacje fizjologiczne G a l v a n i e g o 1 i doprowadziły go w 1799 r. ja k a b y ła g łó w n a p r z y cz y n a op isa n eg o w yżej zło żo n eg o zja w isk a .2 mogą być również w ytw arzane trwale przy użyciu stosu tego rodzaju. że na końcówkach stosu zjaw iają się zawsze naboje znaków przeciwnych i że wszystkie te zjawiska. w któ ry m zanurzano dwie płytki: cynkow ą i miedzianą. że św ieżo sp rep a ro w a n e ud k o ż a b ie d rgało. W ten sp o só b V o lta o d d zielił b a d a n ia n ad e le k tr y c z ­ n o ścią w m eta la ch od z a g m a tw a n y c h stu d ió w n ad e le k try c zn o śc ią zw ierzęcą. je d n a k że d rgania te s ta w a ły się sz c z eg ó ln ie siln e w te d y . z chwilowym prądem w yłado­ wania butelki lejdejskiej. 21. . O k azało się. Stos ten składał się z szeregu płytek na przem ian cynkowych i miedzianych. należało w dalszej konsekwencji obrać za kierunek przepływu p rąd u ten. G a lv a n i u w ią za ł u d k o ż a b ie ż e la z n y m dru ­ cik iem do rów n ież żela zn e j p o r ęc z y sw eg o b a lk o n u . p olega on a na ty m . Volta wykazał. g d y ud k o żab ie p r z y w ią zy w a n o do żela zn ej p o ręczy h a c z y k ie m m ie d z ia n y m .

a więc w prost przeciwny te m u . stanowiły je d n a k zaledwie wstęp do wspaniałego rozwoju nauki 0 elektryczności. Średniowiecze znało już z atem zjawisko m agnetyzm u ziemskiego. U schyłku średniowiecza znalazł zastosowa­ nie w Europie zachodniej kom pas. J u ż w starożytności wiedziano. Znajomość podstaw owych m agnetycznych własności ciał sięga zapewne tego samego mniej więcej okresu. przenoszone są w rzeczywistości naboje ujemne. Oersted ustalił. dzięki którem u n a ­ dano znak dodatni elektryczności szklanej. Mamy zatem dzisiaj wszelkie po­ wody do ubolewania nad przypadkiem . otrzym yw anej przez tarcie. Isto tn y kierunek ruchu nabojów elektrycznych w d ru ta c h jestw ięc w pro stp rz e ciw n y te m u . dotyczące elektryczności. iż n a ­ turalna m agnetyczna ruda żelazna przyciąga lekkie k a ­ wałki żelaza. jednakże jeszcze za czasów Oersteda n a u k a o m agnetyzm ie nie wyszła poza pierwsze początki. iż p rąd elektryczny odchyla igiełkę m agnetyczną. od k ry ­ ciem elektrom agnetyzm u przez O e r s t e d a . przewodzących p rąd elektryczny. j a k ­ kolwiek były bardzo doniosłe same w sobie. E lek tro m a g n ety zm i p o ję c ie n a tę ż e n ia prądu 57 datnia. iż istnieją dwa przeciwne sobie rodzaje . co i pierw­ sze najprostsze doświadczenia elektryczne. jak również wia­ dome już było. a nie żywicznej. iż w drutach.w k tó r y m przepływa elektryczność ujem na. Dzisiaj wiemy (jak zostanie szcze­ gółowo uzasadnione dalej). X V III ELEKTROMAGNETYZM I P O J Ę C I E N A T Ę Ż E N IA P R Ą D U Odkrycie Volty oraz zdobyte w X V I I I wieku fakty. k tó ry przy jm u ­ jem y za kierunek prąd u . k tó ry rozpoczął się w 1820 r. znany Chińczykom już na tysiąc la t przed Chrystusem . i wykrył w ten sposób związek pomiędzy dwiema tak tajemniczym i jeszcze za jego czasów siłami przyrody — elektrycznością 1 m agnetyzm em .

lecz nie możem y n a ­ dać jednem u ciału m agnetyzm u wyłącznie jednego rodzaju. k tóra na równą sobie ilość. zwane biegunami północnym i południowym. istnieje jednakże zasadnicza różnica pomiędzy stanam i elektrycznym i a m agnetycznym i. nazyw am y biegun wska­ zujący na północ — dodatnim . służących do zabaw y dzieciom. części jego zawsze stanowić będą całkowite m a ­ gnesy dwubiegunowe. Odkrycie Oersteda pozwoliło określić jednostkę natężenia p rądu elektrycznego przez m agnetyczne działanie prąd u ? . k tó rą można przyrów nać do iloczynu zaw artych w nich ilości m agnetyzm u. K ażdem u ciału nadać możemy nabój elektryczny wyłącznie dodatni lub też wyłącznie ujem ny. ja k mówią inaczej. iż to samo prawo. W znanych polakierowanych na czerwono m agnesach w kształcie podkowy. analogii. iż można mówić o jednym ogólnym prawie Coulomba. Pomimo analogii pomiędzy praw am i oddziaływań wza­ jem nych m as m agnetycznych oraz nabojów elektrycznych.58 Z asad y fizy k i magnetyzmu i że każde ciało m agnetyczne posiada dwa bieguny przeciwnego rodzaju. masa m agnetyczna każdego z bie­ gunów może wynosić do kilku setek takich jednostek. na południe — ujem nym . znajdującą sięwodległości jednego centym etra. Dwa bieguny m agnetyczne działają zatem na siebie z siłą p rzy­ ciągającą lub odpychającą. podzielo­ nego przez kw a d ra t ich odległości. Stosując związane ze zjawiskami m agnetyzm u ziemskiego czysto konwencjonalneoznaczenia. każdy magnes zawiera jednakow e ilości d o d a t­ niego i ujemnego m agnetyzm u. Za jednostkę ilości m a­ gnetyzm u lub też. każdy magnes posiada dwa bieguny i gdy posuniemy podział magnesu dowolnie daleko. J a k wskazuje doświad­ czenie. m asy m agnetycznej przy jm u je m y tę ilość m agnetyzm u. sięgającej tak daleko. naładow ane elektrycznie. działa z siłą równą jednej dynie. sto­ suje się również do dwóch biegunów m agnetycznych. według którego działają na siebie dwa ciała. północnego czy też południowego. Coulomb stwierdził.

każdy zwój działa jak samo­ dzielny obwód. . przepływ ający przez nowoczesne lam py żarowe ma natężenie około y2 A. który. stosowana zwykle w elektro­ technice. 5 6 . ja k o n a tę ż e ­ nie prądu. ile jednostek elektrostatycznych naboju przechodzi wciągu 1 W y stę p o w a n ie lic z b y '2n w y n ik a z p o d sta w o w e g o p raw a d zia ­ ła ń ele k tr o m a g n e ty c z n y c h . drucik miedziany. Ponieważ p rąd elektryczny rozpatrujem y jako przepływ elektryczności. zg o d n ie z b rzm ien iem p olsk im . p isz e m y go. znajdujący się w środku koła. najważniejszych przyrządów mier­ niczych w dziedzinie prądów. wywołane przez p rąd elek­ tryczny. Zakres wskazań odpowiednio zbudow a­ nych galw anom etrów różnych typów rozciąga się od t y ­ sięcy am perów do bilionowych części ampera. płynąc przez przewodnik w kształcie koła o promieniu centym etrów . sięga 100 A.2 Tysiączna część am pera (A) została nazw ana miliamperem (MA). któ ry w dwudziestych latach X I X stulecia położył wielkie za­ sługi w dziedzinie badań prądów elektrycznych. E lek tro m a g n ety zm i p o jęcie n a tę ż en ia prądu 59 Za jednostkę natężenia uważać będziemy natężenie takiego prądu. prąd. wysoce interesujące staje się zagadnienie. Ciało ludzkie może już odczuwać p rądy o n a ­ tężeniu zaledwie kilku MA. w od różn ien iu od n a zw isk a u czo n eg o fran ­ cu sk ieg o — A m père. stanow ią zasadę. pędzący tram w aje miejskie. W przyrządach tych prąd m ierzony przepływa przez cienki. porów naj rozdz.1180 m lgr srebra. galwanomelrów. Działania m agnetyczne. Jednostkę. 2 A m p er byw a o k reśla n y rów n ież e le k tr o lity c z n ie . Dziesiątą jej część stanowi amper. jak w y ż e j. nawinięty w postaci bardzo licznych zwojów na stosowną ram kę. Prąd. nazyw am y elektrom a­ gnetyczną jed n o stk ą natężenia prądu. C h od zi w ięc o k o ło o o b w o d zie 4 n z cm {7i = 3 . starannie izolowany. J e ż e li u ż y w a m y w y ra zu a m p er dla ozn a czen ia n a tężen ia prądu. działa z siłą jednej d y n y 1 na jednostkow y biegun.1 4 1 5 9 ). nazw ana ta k na cześć francuskiego fizyka. określoną w ten sposób. jednostka. na której oparto konstrukcję tzw. k tó r y w cią g u jed n ej se k u n d y w y d z iela 1.

jest to tzw. z którego nadzwyczajnej doniosłości ówcześni fizycy nie zdawali sobie jeszcze całkowicie sprawy. wynoszącym jednostkę elektrom agnetyczną.1 W ten sposób W eber i Kohlrausch po raz pierwszy wykryli ścisły związek pomiędzy elektrycznością i światłem i po raz pierwszy przeczuli identyczność istoty obu tych sił przyrody. a prędkość światła wynosi 3 .. jako jedna dziesiąta elektrom agnetycznej jed ­ nostki natężenia prądu. Odpowiedź na to pytanie udało się zdobyć dopiero w 1856 r. iż liczb a je d n o ste k e le k tr o sta ­ ty c z n y c h n a b o ju .1 . P o m ia ry te z o ­ s ta ły p o w tó rzo n e p óźn iej w e d łu g p o m y słu W eb era i K o h lra u sch a przez szereg b a d a czy p rzy z a sto so w a n iu c ią g ły c h u lep szeń . nie zo sta ło tu u w zg lęd n io n e.9 9 7 1 0 .9 9 7 9 6 . iż p rąd o natężeniu jednostkow ym przenosi w ciągu sekundy liczbę jednostek elektrostatycznych naboju. . 10® jednostkom elektrostatycznym .1010 cm /sek . p rz e n o szo n y ch w ciągu se k u n d y przez prąd o n a tężen iu je d n o s tk o w y m . n a jd o k ła d n iejsz e za ś p o m ia ry o p ty c z n e p ręd k ości św ia tła d a ły .0 0 0 0 0 . kulomb. wyrażonej w c e n tym etrach na sekundę. do­ prowadziła ona do wyniku w prost sensacyjnego.60 Z a sa d y fizy k i jednej sekundy przez dowolny przekrój przewodnika. więc kulom b odpowiada 3 . 1010 cm na sekundę. Weberowi i Kohlrauschowi. W e b e r i K o h l r a u s c h znaleźli mianowicie. Z god n ość tę m u sim y w g ra n ica ch b łęd u u zn a ć za z u p ełn ą . 1010 c m /se k . J a k o n a jd o k ła d n iejszą d o ty c h c z a s w a r to ść o tr z y m a n o z ty c h p o m ia ró w — 2 . 1010 cm /sek . 1010. 2 N iezn a czn e o d ch y le n ie w a r to śc i p ręd k o ści św ia tła od za o k rą g ­ lonej lic z b y 3 . Ponieważ arnper został zde­ finiowany.2 1 W eb er i K o h lra u sch m ierzy li p rzed e w sz y stk im c a łk o w itą ilo ść e lek try czn o ści. je s t rów n a 3. n a ­ stę p n ie ro zła d o w y w a li t ę b u te lk ę i p rz ep u szcza li prąd w y ła d o w a n ia przez g a lw a n o m etr. w którym płynie prąd o natężeniu. W elektrotechnice za jednostkę p rak ty c zn ą ilości elek­ tryczności przyjm ujem y ilość elektryczności. Z n aleźli oni. równą wartości pręd­ kości świalła. przenoszoną w ciągu jednej sekundy przez prąd o natężeniu jednego am pera. ja k w id z ie liś m y w y ż e j. za w a rtej w p ew n ej b u te lc e lejd ejsk iej. w a r to ść 2 .

J e s t rzeczą ja ­ sną. które posiada podobne znaczenie dla prądu elektrycz­ nego. Ilością woltów m ierzym y napięcie elektrycz­ ne. polegającymi na mechanicznym przesuwaniu ciał. przez fizyka amerykańskiego R o w l a n d a . W praw iał on w szybki o b ró t naładow aną elektrycznie tarczę i nie tylko mógł wywołać w ten sposób odchylenie znajdującej się w pobliżu igły m agnetycznej. o ile chodzi o dzia­ łania m agnetyczne. zwana też czasami silą elektro­ m otoryczną. ja k różnica poziomów jest przyczyną p rądu wodnego. ja k ą prze­ bywa woda na swej drodze. X IX N A PIĘ C IE E LE K TR Y C Z N E Pojęcie ilości woltów jest bardziej naw et znane każdemu laikowi z codziennego życia dzisiejszego. aniżeli pojęcie n a ­ tężenia prąd u . W nauce o elektryczności poję­ ciem. lecz ustalił również. lecz również i od różnicy poziomów. naładow anych elektrycznie. zależy nie tylko od ilości wody. przepływającego przez przewodzący d ru t. że zdolność w ykonania pewnej pracy. naładowane elektrycznie i poruszające się dostatecznie prędko. W ydaje się zatem. nie m a żadnej różnicy pomiędzy p r ą ­ dami przewodzonymi i ta k zwanymi prądam i konwekcyj­ nym i. j a k ą posiada prąd wody. bowiem różnica potencjałów t a k samo jest przyczyną pow staw ania p rąd u elektrycznego. wywoła działania. Je d n o stk ą n a ­ pięcia elektrycznego jest wolt. Możemy powziąć przybli­ . że. ja k różnica poziomów dla p rądu wody. przepływającej w ciągu sekundy. jest napięcie. że kierunek odchylenia zmienia się wraz ze zmianą kierunku obrotu tarczy lub ze zm ianą znaku naboju. analogicznym do różnicy poziomów. N a p ię c ie ele k tr y cz n e 61 Utożsamienie p rądu elektrycznego z przenoszeniem n a ­ bojów elektrycznych nasunęło myśl. czyli różnica potencjałów. podobne do działań prądu. że ciało. Przypuszczenie to zostało rzeczy­ wiście potwierdzone w 1876 r.

spływając z góry. . Trzechsetna część takiej jednostki napięcia została nazwana wollem. W podobny sposób zostaje w ykonana praca. ta k ą sam ą ilość pracy „uzyskujem y“ . aby ilość elektryczności. 20.0187 w olta. elektryczne zaś linie oświetleniowe z n a jd u ją się pod napię­ ciem 110 lub też 220 woltów. jest jed- 1 P o jęcie erga z n a jd z ie m y w ro zd ziale 7. gdy elektryczność prze­ pływa pomiędzy dwoma p u n k ta m i o różnych potencjałach. jednakże. Kierując się analogią. opada o 40 metrów.2 Praca. ze względu na jej wagę. równa elektrostatycznej jed ­ nostce naboju. k tó rą wykonyw a na sekundę prąd o natężeniu jednego am pera. gdy 10. w ykonana przez p rąd o mocy jednego w a tta w ciągu 1000 godzin. Każda zmiana poziomu ciężkiego ciała związana jest ze zużyciem. na cześć wynalazcy m aszyny parowej. ogólnie zapewne znanych. że nowoczesne lam py żarowe zużywają przeciętnie od 10 do 100 w attów . możem y określić jednostkę napięcia tak. 2 In n e (u sta w o w o p rzy jęte) ok reślen ie w o lta p o leg a n a ty m . rozdz.000 ton wody. Ogólnie praca p rądu na sekundę — czyli tak zwana sprawność albo moc p r ą d u —-w y raż o n a w w a tta c h . jest równa iloczynowi ilości woltów przez ilość amperów. mniej więcej pół w a tta na świecę. Praca. ta k zwana kilowallgodzina (KWG). Dla przykładu zaznaczy­ my. por. iż podniesienie każdego ciężkiego ciała na określoną wysokość w ym aga zu­ życia pewnej pracy i że odwrotnie.1 przeby­ wając napięcie jednostkowe. np. faktach: zwykłe bateryjki kieszonkowe w ytw arzają napięcie około 1 %wolta. w ykonyw ała pracę jednego erga. opierając się na dwu następujących. P rzypom nijm y przede wszystkim. przebyw ając różnicę potencjałów jednego wolta. iż n a p ięcie n orm aln ego ogn iw a k a d m o w eg o p r zy jm u je się za rów n e 1.62 Z asad y fiz y k i żone wyobrażenie o wielkości wolta. czy też z uzyskaniem pewnej pracy. musimy ją omówić choć w kilku wier­ szach. Ścisła definicja wolta jest nieco trudna. została nazw ana wolt-am perem lub też częściej walłem. gdy ciało to spada z tej wysokości.

niż w pierwszym. charakteryzującą elektryczne własności przew odnika. o d c h y le n ie tak iej je d n o stk i od je d n eg o om a w y n o si za led w ie kilka p ro cen tó w . Stąd iloraz napięcia przez natężenie prądu jest pewną wielkością mierzalną. Opór właściwy rtęci wynosi około jedności. ja k to stwierdził w r. kto korzysta z oświe­ tlenia elektrycznego. sp ra w n o ść o zn a cza p racę na je d n o s tk ę czasu . XX O PÓ R E L E K T R Y C Z N Y Gdy połączymy ze sobą przewodnikiem bieguny źródła p rądu o określonym napięciu. Opór elektryczny 63 no stk ą pracy1 dobrze znaną z życia codziennego. Opór d ru tu metalowego o długości 1 m etra i przekroju jednego mili­ m etra kwadratow ego nazyw am y oporem właściwym danego m etalu.in a sta n o w i je d n o s tk ę p racy. odwrotnie — do przekroju.1 Q. is to tn ie . której znaczenie uprzytam nia sobie każdy. zwa­ nego od jego nazwiska praw em Ohma. w k tó ry m napięcie (siła elektro­ m otoryczna) jednego wolta w ytw arza prąd jednego am pera. a mianowicie opór takiego przewodnika. natężenie p rądu jest dwa razy większe w drugim w ypadku. jed ­ nostką techniczną oporu jest „ O h m “ — . 1827 O h m . Opór przewodnika liniowego jest w prost proporcjonalny do jego długości. natężenie p rądu w określonym przewodniku jest proporcjonalne do napięcia. a następnie z astąpim y to źródło innym o napięciu podwójnym . Ogólnie biorąc. . iż w a tt je s t jed n o stk ą sp ra w n o ści n a to m ia st w a ttg o d z in a lu b ty sią c k r o tn ie w ięk sza k ilo w a ttg o d /. k tó ry spostrzeżenia swe wypowiedział w postaci prawa. 2 D aw n iej opór tak iej nici rtęcio w ej sto so w a n o rów n ież ja k o je d n o stk ę . Iloraz ten nazwano oporem. to znaczy. gdyż musi płacić za nią około 50 groszy. że słup rtęci o długości jednego m etra i przekroju jednego milimetra kwadratow ego2 posiada opór około 1 N a le ż y zw rócić u w agę na to.

traci. k tóre sam e przez się n ie u ja w n iły n a d p rzew o d n ictw a . około — 269° C (a więc zaledwie o 4 stopnie powyżej zera bezwzględnego). posiadających tę dziwną właściwość. u pewnych określonych metali. pośród n ich . praktycznie biorąc. całkowicie swój opór w pewnej ściśle określonej. których opór właściwy nie zależy. T ak np. 4 % niklu. gdy w pierścieniu ołowianym. od tem p e ra tu ry . charakterystycznej dla danego m etalu. W tem p e ra tu ra c h szczególnie niskich. w ykryte przez K a m e r l i n g h O n n e s a w 1911 r. 3 N iek tó re s to p y w y k a z u ją ró w n ież zja w isk o n a d p rze w o d n ic tw a .64 Z a sa d y fizy k i 1 Q (dokładniej 0. występuje osobliwe zjawisko nadprzewodnictwa. wówczas po usunięciu źródła p rąd ten krąży nadal w pierścieniu w ciągu długich godzin bez żadnego dostrzegalnego osłabienia. praktycznie biorąc.2 W a rto tu nadm ie- 1 S k u tk ie m te g o tem p era tu ra p ierścien ia o ło w ia n e g o je s t sta le u tr z y m y w a n a na p o zio m ie ok o ło 4° p o w y żej zera b e zw z g lęd n e g o . K ażdy z metali. 4 0 % niklu) i m anganina (84% miedzi. można wyzyskać do n a d ­ zwyczaj dokładnych pom iarów te m p e ra tu ry . 12% m anganu). szczególnie p r a ­ widłową w w ypadku platy n y . a mianowicie zwiększa się z jej wzrostem.017). jest powszechnie używ ana na przewody. . dochodzące zaledwie do jednej s tu ­ tysięcznej stopnia. ja k np. jako m etal stosunkowo tani.96 Q). Zależność tę. cynk. n a w e t s to p y m e ta li. Do stopów ty ch należy konslanlan (60% miedzi. za­ nurzonym do ciekłego helu. bardzo niskiej tem peraturze. Opór właściwy slopów znacznie mniej zależy od tem p e ra ­ tu ry . skutkiem tego miedź.016) i miedzi (0. Opór właściwy zmienia się z lempcralurą. rtęć. zgoła n ieo cz e k iw a n ie . Za pomocą elektrycznych term om etrów oporowych m ożna mierzyć różnice tem peratur. ołów. Szczególnie m ały jest opór wła­ ściwy srebra (0. Dzięki planow ym próbom udało się wytw orzyć stopy.1 w ytw orzym y p rąd przez chwi­ lowe przyłożenie źródła prądu.

1 Pom iar oporów polega zwykle na ich porównaniu z opo­ ram i norm alnym i. rozdz. 39. Przez a k u m u la to r musi być uprzednio przepuszczony p rąd z zew­ ną trz . (Porównaj rys. to na. jest węgiel. 1. złożone z całkowitych wielokrotności 100. gdy włączymy ich kilka do obwodu lub też gdy źródła te złączymy w baterię. J e d n a z p ły te k po­ kryw a się przy ty m dw utlenkiem ołowiu. służą do tego tak zwane pudelka opo­ rowe. gdy b a d a m y izolatory. zostaje on wówczas „naładow any“ skutkiem zacho­ dzących w nim zmian chemicznych. Składa się on z dwóch płytek ołowianych. Gdy w obwodzie p rąd u znajduje się kilka oporów. Opór elektryczny 65 nić jeszcze o osobliwej własności selenu. oraz na opór — linia zazębiona. na drugiej zaś 1 Por. czyli t a k zwaną elektrodą dodatnią. V10 i 1/100 oma. 22. Najw ażniejszym dzisiaj ogniwem galwanicznym jest aku ­ mulator. a k u m u la to r nie daje je d n a k jeszcze w ty m stanie żadnego prądu. Za pomocą specjalnych urządzeń. p ły tk ą dodatnią. Obszar mierniczy takich przyrządów sięga do dziesiątków tysięcy omów. którego opór właściwy obniża się znacznie pod wpływem naświetlenia. gdy n a to m ia s t elektrodę ujem ną tw orzy n a ­ czynie cynkowe ogniwa suchego. 10.pry¿ u2¿h°™ $ turalnie sum ują się one. lub reostaty. włączonych jeden po drugim. grających ważną rolę. mianowicie dwie równoległe kreski różnej długości. na k tó ry m są również widoczne powszechnie przyjęte symbole rysunkowe na źródło prądu. zawierające kom plety wzorców. zanu­ rzonych w czystym kwasie siarkowym . można je d n a k mierzyć opory.) Stosowane dzisiaj często w praktyce ogniwa suche za­ wierają pewną masę. Podobnie sum ują się siły elektrom otoryczne źródeł prądu. Zasady fizyki 5 . przesyconą roztw orem salm iaku. dochodzące do biliona omów. a w większości w ypadków również i różnej gru­ bości.

używany jako źródło prądu. Stosunek wartości napięcia częściowego pomiędzy p u n k tam i F i H do całkowitego napięcia 220 woltów jest równy stosunkowi części oporu F H do całkowi­ tego oporu FG. . przez opór części obwodu zawartej między A i B jest rów ny różnicy potencjałów punktów A i B. W stanie naładow anym a k u m u la to r jest „w tó rn y m “ ogniwem galwanicznym. wówczas ilo­ czyn natężenia prądu. k tó ry można dzielić na części za pom ocą ruchomego k o n ta k tu Ii.6 wolta. p o n iew a ż d op iero u p rzed n ie p rzep u szczen ie p ew n eg o p rąd u p ie rw o tn eg o u m o żliw ia p ó źn iejsze czerp a n ie prądu z o g n iw a n a k o sz t p rzem ian c h e m ic z ­ n y ch . sięgające do 10. lecz również i do dowolnej jego części. odgałęźmy następnie z p u n k tó w F i Ii obwód boczny. Gdy a k u m u ­ lator wyczerpie się. do oporu FG (rys. Niech A i B będą dwoma dowolnymi p u n k ta m i obwodu. stosuje się nie tylko do całego obwodu prądu. Praw o Ohma. W ynika stąd możliwość podziału napięcia. płynącego przez obwód. w ykazuje napięcie 2 wol­ tów. zużywający prąd. Przyłóżm y np. według którego iloczyn n a ­ tężenia p rądu przez opór równa się sile elektrom otorycznej. Przesuwając dowolnie ruchom y k o n ta k t H. n a p ię d a is c h e m a i). k tó ry odwrotnie może redukować dwu­ tlenek ołowiu na ołów metaliczny. w y w o ła n y c h przez prąd p ie r w o tn y .000 woltów. m ożna z pomocą takich bateryj otrzym ać wysokie napięcia. wynoszące 220 woltów. Można również zestawiać ak u m u la ­ to ry w baterie. można go na nowo naładować. prawo Ohma stosuje się do natężenia prądu i oporu każdej z gałęzi. napięcie miejskiej linii oświetleniowej. 23). 1 N a z y w a m y ogn iw o te g o rod zaju w tó r n y m . W w y padku rozgałęzienia prądu. do którego włączamy jakiś przyrząd. stosując odpowiednie izolacje. A kum u­ lator.1 A ku­ m ulator może dostarczać przez wiele godzin p rąd u o kierunku odw rotnym do p rąd u ładującego.66 Z asad y fiz y k i wydziela się wodór. nato m ia st do ładowania potrzebne jest napięcie 2.

Dalsze obserwacje w ykazują. że każdy galw anom etr o znanym oporze m ożna przekształcić w p rzy­ rząd mierniczy do napięć. czyli ta k zwany woltomierz. są. Jed n o stk ę tę nazwano faradem na cześć wielkiego fizyka angielskiego F a r a d a y ’a. gdy napięcie na niej wynosi jeden wolt. usta w m y je naprzeciwko siebie i po­ łączmy je chwilowo ze źródłem pewnego określonego n a ­ pięcia. Kondensator 67 możemy w ytworzyć w ten sposób dowolne napięcie czę­ ściowe. że fizyka dzisiejsza rozpo­ rządza jeszcze licznymi innym i m etodam i mierzenia różnic potencjałów. n osi m ia n o p o te n c jo m etru . 1 U rząd zen ie. umieszczone na izolowa­ nych podstaw kach. op isa n e tu ta j. z'miejską linią oświetleniową. proporcjonalne do przyłożonego napięcia. iż naboje elektryczne o przeciwnych znakach. XXI KONDENSATOR W eźm y dwie p ły ty metalowe. Wielkość tę nazyw am y pojemnością kondensatora.1 Z praw a Ohma w ynika wreszcie również. stan ten zaś trw a naw et po usunięciu doprowadzeń napięcia. k tóra skupia nabój. Okazuje się wówczas. chociażby np. która charakteryzuje opisany wyżej układ. równy jednem u kulombowi. jest ona jed n a k o wiele za duża dla celów technicznych. J e st zrozumiałe samo przez się. gromadzące się na każdej z płyt. zwany kondensatorem . gdy odległość pomię­ dzy p łytam i jest stała. gdy odległość między płytam i jest dana. Możemy więc przyrów nać nabój do iloczynu n a ­ pięcia przez pewną wielkość. 5* . Za jednostkę pojemności p rzyjm ujem y ta k ą pojemność. zwłaszcza o ile chodzi o bardzo małe i szcze­ gólnie wysokie napięcia. iż obie p ły ty zostają naładow ane elektrycz­ nością przeciwnych znaków.

1 zauw ażym y n a ty c h m ia ­ stowy spadek napięcia do 40 woltów. co m ożna bez­ pośrednio stwierdzić za pomocą wagi. . Odwrotnie. ile razy w zrasta pojemność kondensatora po wypełnieniu przestrzeni między płytam i t ą substancją. gdy pom iędzy jego płytam i znajduje się szkło zam iast powietrza. P ły ty kondensatora niosą naboje znaków przeciwnych i skutkiem tego przyciągają się nawzajem . F a r a d a y . Musimy stąd wyciągnąć wniosek. Pojemność kondensatora płytkowego jest odwrotnie proporcjonalna do odległości między płytkam i. że g ru b ość w su n ię te j sz y b y szk la n ej je s t rów n a o d le g ło śc i p o m ię d zy p ły ta m i. 1 M u sim y w y k o n a ć tę c z y n n o ść o stro żn ie. ebonitu — około 3. ja k stwierdził w 1835 r. Poprzednie napięcie — 220 woltów — ustala się jed n a k z powrotem. Liczbę tę n a ­ zwano slalą dielektryczną. Każdej substancji nieprzewodzącej elektryczności odpowiada w sposób analogiczny pewna c harakterystyczna liczba. poza ty m za k ła d a m y . je d n a k ż e sta ła d ie le k tr y c zn a p ow ietrza różni się bard zo m ało od je d n o śc i.00059.“ Stała dielektryczna szkła wynosi. w w ypadku wody ma ona olbrzymią wartość 81. zam iast powietrzem. że w tych samych w arunkach pojem ność kondensatora zwiększa się pięcio­ krotnie. gdy szybę szklaną usuniemy. doprowadzające napięcie. Jeżeli przyłożym y do kondensatora napięcie 220 woltów. porcelany — 4 % . można zastosować przyciąganie się wzajemne p ły t kondensatora do pom iaru różnic potencjałów. u n ik a ją c z e tk n ię c ia z n a ła d o w a n y m i p ły ta m i m e ta lo w y m i. gdy usu­ niemy d ru ty . W su ń m y pomiędzy naładowane płytki szybę szklaną. zostaje ono zachowane. w a rto ść jej w y n o si 1. zależy ona też w spo­ sób bardzo istotny od substancji.68 Z asad y fiz y k i W p raktyce używ am y jako jednostki t a k zwanego mikro- farada (MF) — któ ry stanowi milionową część farada. 5. znajdującej się pomiędzy p łytkam i metalowymi. zgodnie z wyżej powiedzianym. k tóra wskazuje. 2 P o w ietrzu m u sim y ró w n ież p rzy p isa ć p ew n ą sta łą d ie le k tr y c z ­ n ą w sto su n k u do p różn i. przy czym.

K on d en sator 69 Bardzo rozpowszechnionymi formami kondensatorów. P o te n c ja ł za ś k u li o d p o w ia d a p racy.2 W szczególnym więc w ypadku. ja k o pojemności kon­ densatora. są tzw. Na podstawie praw a Coulomba m ożna łatwo wywniosko­ wać. podzielonemu przez promień. 24. możemy mówić o pojemności każdego ciała przewodzącego elektryczność. P rzyjm ujem y wówczas za napięcie różnicę potencjałów Rys. a w o lt — 1/300 e le k tr o sta ty c z n e j je d n o s tk i n a p ięc ia . D zie- . czyli każdego „przew odnika“ . butelka lejdejska oraz płyta F ranklina. oklejonego obustronnie staniolem . a b y p rzen ieść ele k tr o m a g n e ty c z n ą je d n o s tk ę n a b o ju z n ie sk o ń c zo n o śc i do d o ­ w o ln eg o p u n k tu na p o w ierzch n i k u li. każdem u kątowi skręcenia odpowiada określona wartość pojemności. też pomiędzy przewodnikiem i jakim ś dowolnym ciałem. 2 N ab ój k u li d zia ła m ia n o w icie na ze w n ą tr z ta k . połączonym z ziemią (uziemionym).1 W technice współczesnej i w fizyce ekspery­ mentalnej używa się jako przyrządu o dającej się dokładnie regulować pojemności ta k zwanego kondensatora obrotowego. iż pojemność jego równa się promieniowi kuli. ty m siln iej w zra sta p o jem n o ść (stą d te ż p o c h o d z i n a zw a k o n d en sa to r). okazuje się.3 K ula metalowa 1 Im b liżej sieb ie zn a jd u ją się o b y d w ie w a r stw y sta n io lu . że potencjał kuli metalowej musi być rów ny jej nabo­ jowi.Kondensator pom iędzy przewodnikiem i ziem ią lub obrotowy. pom iędzy które w suw am y przez po­ kręcanie odpowiedniej gałki drugi układ p ły t (rys. gdy przew odnik ma ksz ta łt kuli. ja k ą trzeba w y k o n a ć p rzeciw k o siło m p o la . ja k g d y b y b ył ca łk o w icie sk u p io n y w środ k u k u li. posiadającym i również pewne znaczenie historyczne. Równie dobrze. Można rów­ nież łatwo wykazać. S tą d p rzez p ro sty rach u n ek (tzw .1 0 9 je d n o stk o m e le k tr o sta ­ ty c z n y m . 3 K u lo m b rów na się m ia n o w icie 3 . ca łk o w a n ie) d o c h o d z im y do p r z y to czo n ej w y żej z a leż n o ści. iż kula o promieniu 9 kilometrów posiada pojemność jednego m ikrofarada. Składa się on z szeregu p ły t m etalow ych w kształcie pół­ koli. 24). Oba te ty p y kon­ densatorów w ykonane są ze szklą.

d z ia ­ łającej na je d n o s tk ę n ab oju .1 Wobec tego natężenie pola po dajem y w woltach na c entym etr. równy napięciu linii oświetleniowej. 105 cm . X X II POLE ELEKTRYCZNE Z pojęciem napięcia. m u si b y ć rów n a sile. o d p o w ia d a 9 . . że (jak m ó w im y w ję z y k u m a te m a ty c z n y m ) p o ch o d n a p o te n c ja łu w zg lęd em o d le ­ g ło ści. czyli natężenie pola elektrostatycznego. technicz­ nie osiągalne. Spadek potencjału. a więc około 220 woltów. 10u ja k o w a r to ść farada w c e n ty m e tr a c h . pola m ają spadek rzędu kilku milionów woltów na centym etr. wiążą się bezpośrednio pojęcia pola elektrycz­ nego oraz natężenia pola elektrycznego. Skutkiem takich napięć na z n ajdujący się w polu nabój działa pewna siła. Najsilniejsze.1 0 9 przez 1 /3 0 0 . G dybyśm y nadali ta k olbrzymiej kuli potencjał. 1 Z d efin icji p o ten c ja łu w y n ik a m ia n o w icie. w z ię ta ze zn a k iem o d w ro tn y m . o trz y m ała b y ona nabój równy co do wielkości ilości elektryczności. czyli różnica potencjałów na centym etr. natężeniu pola elektrycznego. Nazwą pola elek­ trycznego obejm ujem y obszar. k tó ry m zajmowaliśmy się ju ż nie­ jednokrotnie. S tą d jed n em u m ik ro fa ra d o w i. ja k to łatwo wykazać.70 Z asad y fizy k i o promieniu rów nym promieniowi ziemi ma pojemność 707 m ikrofaradów. istniejący w pewnym punkcie pola w kierunku działania siły. równa się. Otaczająca nas atm osfera stanowi również pole elektryczne. w k tó ry m norm alny spadek potencjału wynosi na powierzchni ziemi około 1 wolta na ląc 3 . czyli napięcia elektryczne. Gdy podzielimy ją przez wielkość naboju. o trz y m am y „siłę na jednostkę n a b o ju “ . o tr z y m u je m y 9 . ja k a przepływa w ciągu jednej sekundy przez przekrój nitki zwykłej żarówki. pom iędzy p u n k ta m i którego istnieją różnice potencjałów. ja k o m ilio n o w ej części farada.

potrząsając nią z lekka. w ty m celu w ystarczy w ytw orzyć pole elektryczne na płytce szklanej i następnie. Elektryczne linie sił w polu kondensatora. że linie sil w ychodzą prostopadle z powierzchni naładowanego ciała . Możemy sobie wyobrazić. Jeśli w polu elektrycznym przeprowadzim y krzyw ą w ten sposób. D robniutkie kryształki gipsu ułożą się wówczas pod wpływem sił elektrycznych wzdłuż linii sił. 25 np. jednakże podczas burzy spadek ten może wzrosnąć do blisko 1000 woltów na centym etr. na płytce szklanej naklejono dwa kawałki staniolu i po­ łączono je ze źródłem wysokiego napięcia. 25. przedstaw ia linie sił pola kondensatora. że w każdym punkcie będzie ona miała kierunek natężenia pola w danym miejscu. o trz y m am y wówcz&s ta k zwaną linię siły. P o le elek try czn e 71 ce n ty m etr. Rys. Rys. Z rysunku widać (wynika to również i z rozważań teoretycznych). posypać ją sproszkowanym gipsem. Możemy jed n a k również bezpośrednio uwidocznić linie sił. że każde pole elektryczne wypełnione jest takim i limami sił.

zostałyby one n a ty c h m ia st w yrównane przez przepływ prądu. nie może również istnieć w nim i pole elek­ tryczne. Jeżeli do n ała­ dowanego dodalnio ciała A zbliżymy izolowany. ujem ny zaś pozostanie. Zachowanie się przewodników i izolatorów w polu elek­ trycznym jest zasadniczo odmienne. Istotna różnica pom iędzy przewodnikami i izolatorami polega właśnie na ty m . Wobec Lego. Ło. . zyska nabój ujem ny. Z możności poruszania się nabojów w ew nątrz prze­ wodnika w ynika dalej zjawisko indukcji2 elektrycznej. w yw ieranych przez nabój ciała A. W przewodnikach na to m ia st nie mogą istnieć różnice potencjałów. Gdy ciało A usunie­ 1 P rzed e w sz y stk im n a le ż y tu p o m y śle ć o e lek tro n a ch ! 2 O d k ryw cam i in d u k cji ele k tr y c z n e j b y li W ilk e i A ep in u s. iż w przewodniku nie mogą istnieć różnice potencjałów. będzie to wynikiem sił przyciągających i odpychających. zwrócona ku ciału A. chyba że napięcie jest podtrzym yw ane przez połączenie ze stałym źródłem p rądu (np. Nabój przewodnika może gromadzić się tylko na jego powierzchni. lecz i do pustych wew nątrz przewodników. Tylko w izolatorach mogą istnieć różnice potencjałów a więc w nich tylko mogą przebiegać linie sił bez jednoczesnego przepływu prądu.72 Z asad y fizyk i i również prostopadle kończą się na innym ciele naładow a­ nym. wykryŁe już w połowie X V I I I sLulecia. przewodnik B. Stosuje się to naturalnie nie tylko do pełnych. ogniwem galwanicznym). Roz­ liczne doświadczenia rzeczywiście bezpośrednio potwier­ dzają b rak pola we wnętrzu naładow anych przewodników. n ato m iast część odwrócona od ciała A — dodatni. skutkiem zdolności przesuwania się nabojów we wnętrzu ciała B. w izolatorach zaś jest to nie­ możliwe. nabój dodatni spły­ nie do ziemi. Gdy ciało B uziemimy. że w pierwszych istniejące w ciałach naboje elektryczne1 mogą poruszać się swobodnie wzdłuż linij sil. część jego. nienała- dow any uprzednio.

. wytworzone dotychczas przez fizyków. Natężenie poła równe jest jednem u gaussowi tam . Możemy więc nadać przewodnikowi B za pośrednictw em ciała A przez indukcję nabój elektryczny znaku przeciwnego.3 M agnetyczne linie sil możem y uwidocznić w podobny sposób. 17. X X III P O L E M A G N ETY CZN E W podobnym znaczeniu. opracował teorię m agnetyzm u. gdzie na biegun jednostkow y działa siła jednej dyny. za pom ocą w yładow ań elektrycznych udało się w ytw orzyć chwilowe pola m agnetyczne o natężeniu przewyższającym nawet milion gaussów. 3 P o w io d ło siQ teg o d o k o n a ć K a p ic y i je g o w sp ó łp ra co w n ik o m w 1930 r. działającą na biegun jednostkow y. lo elektryczność ujem na rozejdzie się po całym przewodniku B. sypiąc opiłki żelazne na tek tu rk ę. Pod tą nazwą rozum iem y obszar. rodz.2 Na powierzchni ziemi znajdujem y się stale w polu m agnetycznym ziemskim. odziemiając jednocześnie ciało B. przy czym natężeniem pola m agnetycz­ nego nazyw am y siłę. nie sty kając ze sobą bezpośrednio tych ciał. 2 B liższe szc z e g ó ły o „ d y n ie “ por.1 Zwykle używ aną jed n o stk ą natężenia pola magnetycznego jest „g a u s s nazw any tak dla uczczenia wielkiego m a te ­ m a ty k a niemieckiego. w którym na biegun m agnetyczny działa pewna siła. k tó ry około 1820 r. m a ją natężenie rzędu dziesiątków tysięcy gaussów. m ó­ wimy w fizyce również i o polu m agnetycznym . jak elektryczne. P o le m a g n e ty cz n e 73 m y. 1 O d efin icji b iegu n a je d n o stk o w e g o b y ła m ow a w ro zd ziale 18. którego n a tę ­ żenie wynosi około połowy gaussa. a poza ty m wspólnie z W eberem w y­ nalazł telegraf elektrom agnetyczny. Najsilniejsze trwałe pola m agnetyczne. ja k o polu elektrycznym .

otaczające d r u t w płaszczyźnie doń prostopadłej. 26 pokazu je przebieg linij sił pomiędzy dwom a m agne­ sami sztabkowym i. 28. We wnętrzu takiej szpuli panuje skutkiem tego prawie . wanej przez prąd. M agnetyczne linie sił.74 Z asad y fizy k i Rys. liniowego przewodnika. We wnę- Rys. Rys. prawie równo­ legle do siebie i prostopadle do płaszczyzny zwojów. 28. 27 wskazuje przebieg linij sił dokoła długiego prosto- Rys. w ty m w y padku linie sił tworzą koła współśrodkowe. a więc pomiędzy kilkoma biegunami. linie sił przebiegają. 27. 26. ja k wskazuje rys. przez k tó ry płynie prąd elektrycz­ ny. otaczające Rys. Linie sil we w nętrzu spirali opły- przew odnik prostoliniowy. Pole m agnetyczne pomiędzy dwoma magnesam i sztabkowymi. ta k zwanego „solenoidu“ . trzu obieganej przez prąd spirali.

Rys. O dpychanie się dw u prądów przeciw nie skierowanych. . Przyciąganie się dw u prądów jednakowo skierowanych. 30. Rys. 29.

że lin ie sil ani nie zb ieg a ją . 26 w ykazuje również wyraźnie. istniejące wzdłuż linij sił. gdy p rądy są jednakowo skierowane. 30. Używając giętkich przewodników. 29 i 30 ilustrują zatem zasadni­ cze prawo elektrodynam iczne. iż prostopadle do linij sił panuje pewne ciśnienie. Rys. skierowane przeciwnie wzglę­ dem siebie. że wzdłuż linij sił musi istnieć pewne napięcie. jak na rys. Natężenie pola m agnetycz­ nego jest tam praktycznie wszędzie jednakow e. a n i te ż nie rozb iegają się. m ożna również łatwo wykazać. Rys. co jest możliwe. a więc przyciągającym i się wzajemnie bie­ gunam i. 18.3 równoważna prądowi 1 W y n ik a to z fa k tu . ja k i do kierunku prądu.1 J a k wskazuje rys. Gdy magnetyczne linie siły przebiegają prostopadle do kierunku prąd u . wówczas linie sił przebiegają Lak. posypaną opiłkami żelaznymi. które je naciąga. sta ra ją się zbliżyć obydwa d r u ty do siebie.76 Z a sa d y fizy k i jednorodne pole m agnetyczne. które stara się rozsunąć linie. podobnie. ja k widzieliśmy wyżej. to. sąsiadujące ze sobą. o ile są one ruchome. czy też przeciwnie. Jeśli przez tekturkę. jak się to dzieje w n a piętym sznurze gumowym. że są one odchylane w polu m agnetycznym . rozdz. linie sil przebiegają pomiędzy przeciwnymi. 29. 2 Por. Ponieważ niosąca nabój elektryczny ruchom a cząstka m a ­ terii jest. m agnetyczne linie sił ułożą się tak. zależnie od tego. Gdy n a to m ia st przez d r u ty przepuścim y prąd y . przez A m pere’a. stąd wnioskujem y. ustalone w 1820 r. ja k na rys. napięcia. czy są skierowane jednakow o. następuje odchylenie w kierunku prosto­ padłym zarówno do linij sil. według którego p rą d y równoległe przyciągają się lub odpychają wzajemnie. 26. przetkniem y dwa prostolinijne d ru ty i przepuścim y przez nie prąd. jeżeli jako przewodników użyjem y giętkich linek m etalowych. . s ta ra ją się one w ty m w ypadku odsunąć oby­ dwa d ru ty od siebie. Prawo A m pere’a można z łatwością potwierdzić bezpośrednio.

Rys. obieganej przez prąd. W artości zboczenia dla głównych 1 Por. w kierunku z południa na północ. tw o­ rzy silny elektromagnes. lub też wygięty w kształcie podkowy czy półkola żelazny walec. Jeden biegun m agnetyczny ziemi znajduje się w podbiegunowej Ameryce Północnej. Wobec tego prostoliniowy. two­ rzy k ą t około 12° z osią obrotu ziemi. Pole m agnetyczne ziemi m usim y również uważać za pole magnesu niezwykle wielkich rozmiarów. przez k tó rą przepływa prąd (solenoid). z n a jd u ją c y się na p ó łn o cn ej p ó łk u li ziem sk iej. stanowiący rdzeń szpuli. z d a n y m i o p ro m ien ia ch k a to d o w y c h w ro z d zia le 58. Zawieszona swobodnie. je s t w ła ściw ie b ieg u n em p o łu d n io w y m .1 Szpula. 31). wywierane przez ta k ą szpulę z prą­ dem. na k tó ry p a trz ąc widzimy przepływ p rądu w kierunku odw rotnym do ruchu wskazówki zegara (rys. w ięc b iegu n m a g n e ty c z n y . ustawia się. Rys 3I Pom iary m agnetyzm u ziemskiego w ykazują. P o le m a g n ety czn e 77 konwekcyjnem u. 32 przedstaw ia nowo­ czesny „m agnes-olbrzym “ takiego rodzaju. 2 P o n iew a ż p ó łn o c n y (w sk a z u ją c y na p ółn oc) b iegu n ig ły k o m ­ pasu je s t p r z y cią g a n y p rzez p o łu d n io w e b ie g u n y m a g n e ty c z n e . . nachylenie m agnetyczne (inklinację) i składową poziomą. więc w poprzecznym polu m agnetycznym opisuje ona kolo. Siły magnetyczne. zachowuje się zupełnie tak.2 E lem entam i magnetyzmu ziemskiego nazyw am y zbo­ czenie m agnetyczne (deklinację). ja k magnes. (ss° h " ^ łącząca ze sobą bieguny m agnetyczne ziemi. podobnie do igiełki kom pasu. drugi na południe od Australii na południowym Oceanie Lodo­ w atym . że oś. z aw arty po­ między igiełką kom pasu a kierunkiem astronom icznym północ — południe. doznają bardzo znacznego wzmocnienia. a więc z linią łączącą bieguny geograficzne. Zboczeniem magnetycznym nazyw am y k ą t. Na północ wskazuje przy tym ten koniec szpuli. gdy pa^my wprowadzimy do jej w nętrza sztabkę z miękkiego żelaza.

przede wszystkim zaś żelaza. F a ra d a y ustalił jed n a k również. Dopiero w 1845 roku F a r a d a y wykrył. w kie­ runku linij sił m agnetycznych. Poznań — 3° 10’.78 Z asad y fizy k i m iast Polski są obecnie następujące (znak m inus oznacza zboczenie na zachód. Lwów + 0 ° 11'. W a rs z a w a — 1°37’. plus — na wschód). Wilno +1° 0’. E lem enty m agnetyzm u ziemskiego są równie niestałe. jak również zmianom długookresowym. Co praw da. chrom. należące do pierwszej grupy. Nazwę nachylenia magnetycznego nosi k ą t.190 gaussa. ja k niestałe jest położenie biegunów m agnetycznych: podlegają one w ahaniom dziennym i rocznym. wynosi ona w Polsce średnio mniej więcej 0. że tylko pewna część ciał ustaw ia się. p latyna. roztw ory wodne soli wielu metali. 1 P o łu d n ik iem m a g n e ty c z n y m n a z y w a m y p ła sz cz y zn ę p io n o w ą . zwanym wiekowymi (seku- larnymi). Poznań: 66° 49’. do drugiej — bizm ut. . Substancje. należące zaś do drugiej — diamagnetycznym i. Za trzeci elem ent m agnetyzm u ziemskiego p rzyjm ujem y wreszcie składową poziomą natężenia pola magnetycznego ziemskiego. K raków: 65° 51’. siarka i większość gazów. K raków — 1° 51'. pozostałe ciała ustaw iają się prostopadle do linij sił. że wszelka m ateria ujawnia pewne własności m a­ gnetyczne. zostały n a ­ zwane przez F a r a d y a ’a paramagnetycznymi. podobnie do igiełki kom pasu. Do pierwszej grupy należą np.1 Nachylenia m agnetyczne dla przytoczonych wyżej m iast wynoszą: W arszaw a: 67° 5’. Wilno: 68° 28’. Lwów: 64° 55’. jaki tworzy z płaszczyzną poziomą igiełka kom pasu. Aż do połowy X I X stulecia uważano m agnetyzm za w yłączną właściwość pewnych wyróżnionych ciał. w k tórej u sta w ia się ig iełk a k o m p a su . mogąca obracać się dokoła osi poziomej i ustawiona w płaszczyźnie po­ łudnika m agnetycznego.

p u n k ta c h Curie) żela z o . w którym się ono znajduje. D la n ik lu n p . n ik ie l i k o b a lt tra cą sw e w ła sn o ści ferr o m a g n ety czn e.. porównywalne z m agnetyzm em żelaza. M agnes-olbrzym K am erlingh-O nnesa. glinu i miedzi. się m agnetycznego. prądu. Zdolność łatwego i silnego magnesowania się posiada w szczególnie wysokim stopniu wynaleziony w 1925 r. Pom iędzy stalą a miękkim żelazem zacho­ dzi istotna różnica pod względem zachowania Rys. dla żela za 750° C. że w p ew n y ch śc iśle o k reślo n y ch tem p era tu ra ch (w tzw . traci jednakże swój m agnetyzm jednocześnie z przerwaniem np. 32. P o le m a g n ety czn e 79 p aram ag n ety czn y czy też diam agnetyczny ch a ra k te r ciała zależy również i od otoczenia. . w ykryte przez H e u s l e r a około 1900 r. Należą do nich prócz niklu i kobaltu2 jeszcze pewne stopy. zwane ferro­ magnetycznym i1 w y k a ­ zują własności m agne­ tyczne. 2 G od n y u w agi je s t fa k t. Stal trudniej daje się namagnesować. któ ry je magneso­ wał. zatrzym uje jednakże na stale raz wywołany w niej m agnetyzm . 1 F errum je s t ła ciń sk ą n a zw ą żela za . p u n k t C urie o d p o w ia d a tem p era tu rze 375°. Tylko bardzo nieliczne substancje. które składają się z metali prawie nie­ m agnetycznych.i dia­ m agnetyzm są niezwykle słabe. miękkie żelazo magnesuje się łatwiej. pewien stop m anganu. szcze­ gólnie silnie ferromagne­ tyczny jest np. W porównaniu z m agnetyzm em żelaza para.

na d r u t ten. Anglia. F a ra d a y początkowo nie miał je d n a k więcej szczęścia. że galw anom etr wykazuje drobne chwilowe od­ chylenie przy otwieraniu (wyłączaniu) lub też p rzy za­ m ykaniu (włączaniu) p rądu pierwotnego. że być może p rąd elektryczny potrafi również wywołać powstanie innego prądu. iż każdy przewodnik naelektryzow any może n a ­ ładować przez indukcję również i znajdujące się w pobliżu inne przewodniki. którem u zawdzięcza swe powstanie elektro­ technika i które wpłynęło na losy cywilizacji ludzkiej tak. . Jednakże.1 składający się z 7 8 % niklu i 2 2 % żelaza. galwano- m e tr nie wykazyw ał naw et śladów odchylenia. m ających po­ twierdzić to przypuszczenie. ja k może żadne inne. chociaż F a r a d a y coraz bardziej wzmacniał swą baterię. p r zen ik liw o ści m a g n e ty c z n e j. W doświadczeniach swych. tworzący pierw otny obwód prądu. przy czym od­ 1 Po a n g ielsk u sło w o a llo y z n a c z y sto p . XXIV PR Ą D Y IN D U K C Y JN E W 1931 r. przy współudziale wszystkich na­ rodów k u lturalnych świata. Było nim odkrycie prądów indukcyj­ nych przez F a r a d a y ’a. z b a terią galwaniczną. Wreszcie po długich bezowocnych próbach udało się F a r a d a y ’owi zauważyć. F a k t. uzyskał on już niezwykle duże znaczenie w technice. dobrze od niego izolowaną i połączoną z galw anom etrem . k tóra m o że słu ży ć za m iarę sto p n ia ferro m a g n ety zm u . perm zaś sta n o w i sk ró t od p e r m e a b ility . nawijał warstw ę w tórną. nasunął F a r a d a y ’owi myśl. po p o lsk u tzw . szczególnie w telefonii. m ian em ty m o zn a c z a m y p e w n ą w ła śc iw o ść fiz y c z n ą . obchodziła stuletni jubileusz odkrycia. niż wielu jego współczesnych.80 Z asad y fizy k i w Ameryce permalloy — stop. nawiniętego na drew nianą szpulę. Łączył on zwój d ru tu .

przez F r a n c i s z k a N e u m a n n a . p rzen ik liw o ść m a g n e ­ ty c z n a żelaza w y n o si ok oło 2 0 0 0 . R ozpatrzm y pewną powierzchnię. c h a r a k te r y z u ją c ą tę su b sta n c ję (a n a lo g ic z n ą d o sta łej d ie le k tr y c z n e j).. je d n a k ż e d zisiaj te n p o d zia ł m a zn a czen ie ty lk o h isto ry czn e. o trzym ujem y wówczas strum ień siły m agnetycznej. zastosował on w tym celu pojęcie strum ienia siły m agne­ tycznej. m usim y ilość m agnetycznych linii sił pom nożyć jeszcze przez ogólną liczbę zwojów. ta k n p . lecz za p e łn io n a ja k ą ś s u b s ta n c ją (np. J a k w ykazał wkrótce potem F a rad a y . przez k tó ry płynie prąd. a b y znaleźć strum ień siły m a ­ gnetycznej przez tę powierzchnię. P rą d y in d u k cy jn e 81 chylenia w obu tych w ypadkach zachodzą we wręcz przeciwnych kierunkach. Zasady fizyki 6 . 2 M ożem y n a tu ra ln ie p o d zielić p o w ierzch n ię i n a m ilim e tr y k w a d ra to w e i przez k a ż d y m ilim etr k w a d r a to w y p rzep ro w a d zić w m y śli ty le lin ij sił. że powstawanie lub zanikanie p rądu elektrycznego wywołuje w sąsiednich obwodach z przewodników prąd wtórny. J e d y n ie ciała ferro m a g n e ty c zn e p o sia d a ją p rzen ik liw o ść m a g n e ­ ty c z n ą z n a czn ie różn ą od je d n o ści. n a ­ zwany przezeń prądem indukcyjnym . Dzięki tej obserwacji F a r a d a y zrozumiał w 1831 r. c z y też p rzez m a g n es. c z y prąd in d u k c y jn y z o sta ł w y w o ła n y przez in n y prąd. otoczoną dru ­ tem . ro zró żn ia n o d a w n iej in d u k c ję „ w o lta ic z n ą “ i „ m a g n e ty c z n ą “ . trzeb a to w sz y stk o p o m n o ż y ć je sz c z e przez p ew n ą liczb ę.3 1 Z ależn ie od te g o . obieganym przez prąd. ta k zw a n ą p rzen ik liw o ść m a g n e ty c z n ą . ile w y n o si n a tę ż e n ie p o la w s e tk a c h g a u ssó w .1 Ilościowe praw a powstaw ania prądów indukcyjnych zo­ stały ustalone w 1845 r. płynący przez całą szpulę. ja k również przez zbliżanie lub odsuwanie zwykłego m agnesu. p rąd in d u kcyjny w pew nym obwodzie m ożna również wywołać przez zbliżanie lub odsuwanie innego obwodu. prow adzim y przez każdy jej cen ty m etr k w adratow y tyle linii sił m agnetycznych. ile gaussów wynosi wartość natężenia pola magnetycznego w d a n y m miejscu.2 Gdy zam iast pojedynczego uzwojenia m am y całą szpulę. 3 G d y szp u la n ie je s t w e w n ą tr z p u sta . żela z em ).

1 iż dąży on za pośrednictw em wywią­ zywanych przez się działań do przeciwdziałania przyczynie. Bardzo silne jest działanie samoindukcji w spiralach z prądem . równa się zmianie magnetycznego strum ienia sil na sekundę. gdy n a tom iast z a m ykam y obwód czyli włączam y prąd.82 Z asad y fizy k i N eum ann znalazł. a b y zawrsze prąd obiegał dwa sąsied­ nie zwoje w kierunkach odw rotnych (rys. a więc go osłabia. gdy otw ieram y lub za m y k a m y prąd. m o że p ły n ą ć rów n ie d ob rze w k ieru n k u ru ch u w sk a z ó w e k zeg a ra . Im prędzej zatem zachodzą te zmiany. wyrażona w jednostkach elektrom agnetycznych (z k tó ­ rych każda odpowiada jednej stumilionowej wolta). e k straprąd płynie w kierunku prze­ ciwnym prądowi. Z praw a indukcji wynika. jaka go wywołała. 33). ustalonej już w 1834 r. przez rosyjskiego fizyka L e n z a . że siła elektrom otoryczna indukcji. ja k i w k ie ­ runku w p ro st p rzeciw n y m . W edług tej reguły prąd indukow any płynie zawsze w ta k im kierunku. E k s tra p rą d opóźnia zatem narastanie natężenia prądu po jego włączeniu i przedłuża czas jego znikania po wyłączeniu. że w każdym przewodniku zmiana natężenia p rądu musi dzięki „sam oindukcji“ w y­ twarzać pewną siłę elektrom otoryczną. w id zia n ej z g ó ry . Wobec tego. Z reguły Lenza wynika. . gdy chcemy rozporządzać uzwo­ jeniem o możliwie najmniejszej samoindukcji (otrzymać określony opór omowy). k tórych energia prze­ 1 P rąd in d u k o w a n y w szp u li. że gdy otw ieram y obwód. a mianowicie tak. ek stra p rą d przeciwdziała przerywaniu p rądu i płynie w kie­ runku p rądu pierwotnego. m usim y naw inąć d r u t podwójnie. ty m silniejszy będzie prąd indukow any w danym obwodzie. powstaje w tó rn y ekslra- prąd. Bardzo silnie ujaw nia się również działanie samoindukcji w bryłach m etalowych. W ten sposób. elektrom otoryczna siła indukcji w ytw arza w nich chaotyczne p rą d y wirowe. Prawo N eum anna znajduje swe uzupełnienie w pewnej regule.

w tedy. Ogólnie biorąc. Wiele osób p am ięta za­ pewne jeszcze z wczesnego okresu rozwoju radia jedną z n a j­ prostszych form w ariom etru. A by przeszkodzić powstawaniu takich szkodliwych prądów wirowych.1 przez pewną wielkość. druga zaś mogła się obracać. J e d n o stk ą samoindukcji jest henry. Podobnie ja k kondensatory obrotowe o zmiennej po­ jemności. do jed n ej ty s ią c z ­ nej sek u n d y . P rz y rz ą d y takie nazyw am y w ariom etram i. możemy elektrom otoryczną siłę samoin- dukcji przyrównać do iloczynu szybkości zm iany prądu. lecz wiązek drutów . odniesionej do 1 sekundy (lub przerachowanej na jed n ą sekundę). Sam oindukcja zmieniała się zależnie od k ą ta obrotu. a n a stę p n ie p o m n o ż y ć p rzez ty s ią c . Z tego samego powodu żelazne części składowe maszyn elektrycz­ nych budujem y z w arstw żelaza. a mianowicie połączenie dwu płaskich cewek. w którym powstaje elektrom otoryczna siła samoindukcji. równa jednem u woltowi. izolowanych między sobą. 6 - . Sam oindukcję równą jednem u henry posiada przewodnik. nazw any tak na cześć pewnego fizyka amerykańskiego. c h a ra kterystyczną dla danego obwodu. m a ją spół- czynniki samoindukcji równe kilku tysiącznym henry. nad£Jtu?ie Cewki. k tó rą nazyw am y sam oindukcją lub indukcją własną. ważną rolę w elektrotechnice odgryw ają również specjalne przyrządy o zmiennej samoindukcji. na przem ian z w arstw am i izolatora. z k tórych jedna była nieruchoma. rdzeniom uzwojeń n a d a ­ jem y zawsze postać nie m asyw nych sztab żelaznych. stosowane w radiotechnice. 1 M ożem y rów n ież o d n ieść z m ia n ę p rą d u n p . gdy natężenie pol^ńe p rądu zmienia się o jeden am per na sekundę. P rą d y in d u k c y jn e 83 tw arza się w ciepło.

k tó ry ustawicznie zmienia swój kierunek. Możemy więc albo czerpać z cewki p rąd przemienny. Siła elektrom otoryczna indukcji w cewce. . wywołać w zewnętrznym obwodzie powstanie następujących periodycznie po sobie jednakowo skierowanych pulsacji prądu. które na wielką skalę przekształcają energię mechaniczną w elektryczną. pod wpływem takiego napięcia przemiennego powstaje w cewce prąd. w ten sposób zostają wytworzone p rą d y indukcyjne. W tego rodzaju „genera­ torach p rąd u stałego“ twornik obraca się zawsze w polu m agnetycznym .. których nie będziemy tu ta j bliżej rozpatryw ać. noszą one miano generatorów prądu. przenikającego układ cewek. w ytw orzonym przez nieruchom y magnes. Budow a wszystkich genera­ torów opiera się na zasadzie następującej: przez o b rót w y­ w ołujem y periodyczne zm iany strum ienia magnetycznego. Jednakże właściwy rozwój techniki prądów silnych roz­ począł się od 1867 r. XXV G E N E R A T O R Y P R Ą D U STAŁEGO I ELEKTROMOTORY Odkrycie prądów indukcyjnych przez F a r a d a y ’« stwo­ rzyło podstaw ę konstrukcji m aszyn. musi naturalnie również periodycznie zmieniać swój kierunek. przez P i x i i . J u ż w pierwszych dziesiątkach lat po odkryciu F a r a ­ d a y ^ 1 zbudowano różnego ty p u m aszyny. gdy S i e m e n s wpadł na szczęśliwy pom ysł wyzyskania powstającego p rądu indukcyjnego do wzmocnienia pola magnesów. W a h a się ona tam i z powrotem pom iędzy największą swą w artością w je d ­ nym kierunku i ta k ą sam ą w artością w kierunku przeciw­ nym . w ytw arzające prąd. zw any twornikiem. albo też za pom ocą specjalnych urządzeń. dzięki tem u Siemens zo­ 1 N a jsta rsza m a sz y n a do w y tw a r z a n ia prądu z o sta ła w y n a le ­ zion a w 1832 r. wprawionej w ruch periodyczny w polu m agnetycznym .

tw ornik jej zacznie się obracać pod wpływem sił przyciągających i odpychających. ja k to stwierdził Siemens. poprzednio. Ten „m agnetyzm pozostały“ nieruchomych elektromagnesów dynam ornaszyny w y s ta r­ cza już. dzięki czemu uzyskujem y dalsze spotęgowanie pola elektro­ magnesu. . W ten sposób w zrasta natężenie pola magnetycznego elektrom agnesu. Opar! się on na fakcie. raz namagnesowane. że żelazo. wykazującego bardzo małe tylko w ahania n a tę ­ żenia. osiągalna granica wzmocnie­ nia zależy od budowy maszyny. P rąd ten zostaje w dynam om aszynie skierowany do uzwojenia nieruchomego elektrom agnesu. G en eratory prądu sta łe g o i elek tro m o to ry 85 stał wynalazcą dynamornaszyny z samowzbudzeniem. Takie wzajemne wzmacnianie. p rzez G ra m m e’a d o k o n str u k c ji p ierw szej d y n a m o rn a szy n y . w y z y s k a n y w 1870 r. dzięki tem u stało się moż­ liwe wytw arzanie prawie zupełnie niezmiennego prądu stałego. n a d a ją cej się do p ra k ty cz n eg o u ż y tk u . Duży postęp w rozwoju dynam om aszyn stanowiło wynalezienie przez v. przez inną dynam om aszynę. do wytworzenia słabego p rądu indukcyjnego we w prawionym w ruch obrotow y tworniku. H e f n e r . trw ające podczas „puszczania w r u c h “ m aszyny. musiano stosować do zasilania elektromagnesów oddzielne m aszyny pomocnicze.1 Gdy do nieczynnej dynam ornaszyny doprowadzim y w j a ­ kikolwiek sposób z zewnątrz prąd. z kolei zaś dalej zwiększa się natężenie p rądu indukcyjnego. działają­ 1 P op rzed n ik iem w y n a le z io n e g o p rzez H e fn e r-A lte n e ck a „ tw o r­ nika b ę b n o w e g o “ b y ł w y n a le z io n y ju ż w 1860 r.A l t e n e c k a (1873) szczególnie racjonal­ nego ty p u nawijania tw ornika. doprowadza do osiągnięcia wysokich wartości natężenia p rąd u indukowanego i n a ­ tężenia pola elektrom agnesu. „p ierścień P a c i- n o tt ie g o “. rośnie również oczywiście i strum ień siły m agnetycznej. w ytw orzony np. zachowuje pewne ślady m agnetyzm u. W y k ry ta przez Siemensa „zasada dynam o-elektryczna“ umożliwiła w ten sposób budowę generatorów z sam ow zbu­ dzeniem. o ile nie korzystano ze słabszych o wiele magnesów stałych.

1 Napięcie pomiędzy przewodam i doprow adzającym i odprow adzającym wynosi około 500 woltów. ja k to już podkreśliliśmy. Z nanym dobrze z życia codziennego przykładem zasto­ sowania elektrom otorów są tramwaje elektryczne. Ponieważ elektrom otory posiadają z zasady tworniki o stosunkowo m ałym oporze. dostarczając pracy jako eleldromotor. Jeżeli oś twornika połączym y za pomocą pasa napędowego z dowolną m aszyną. Pew na część energii doprowadzo­ nego p rąd u zostaje co praw da zużyta w ew nątrz m otoru w postaci tzw. znanych z codziennego życia. Z innych. przy czym połączony z wozem sprężynujący kabłąk z d ru tu ślizga się wzdłuż przew odnika z prądem . dostarczaną np.86 Z asad y fiz y k i cych pom iędzy m agnesami i uzwojeniami. . należy więc przy „rozruchu“ m otoru używać specjalnych oporów regulacyjnych. P rąd jest doprow adzany zwykle ponad ziemią. dynam om aszyna będzie mogła wobec tego wprawić w ruch tę maszynę. „pracy biegu jałowego“. gdyż przed rozpoczęciem obrotu tw ornika natężenie p rąd u byłoby o wiele za silne i mogłoby spowodować szkody. przeto. m ożem y przytoczyć: pyło- chłon. nie m ożna ich łączyć bezpośrednio ze źródłem prądu. przez silę wody lub spalanie węgla. tę sa m ą zasadniczo budowę. w energię elektryczną. lecz wręcz przeciwne działania. Odprowadzenie p rądu do źródła odbywa się poprzez szyny. przez które płynie prąd. D ynam om aszyna p rąd u stałego i elektrom otor posia­ dają. w entylator i windę elektryczną. 1 Ze w zg lęd u n a istn ie n ie przerw p o m ię d z y są sia d u ją c y m i ze sob ą k a w a łk a m i sz y n y m u sim y dla u zy sk a n ia cią g łeg o p rzew od u z a sto so w a ć p a sk i m ied zia n e. O brót osi clektrom otoru przenosi się w nich na koła. D ynam om aszyna prze­ kształca energię mechaniczną. gdy chcem y puszczać je w ruch. które biegną po szynach i ciągną wóz wraz ze znajdującym się w nim mo­ torem. pozostała jednak część może być oddana na zewnątrz w postaci pracy. przyrząd do wiórkowania podłóg. m aszynę do prania. zastosowań elektrom otorów. odwrotnie.

O św ietlen ie ele k tr y cz n e 87

elektrom otor przekształca energię p rąd u elektrycznego
w pracę m echaniczną. Dwie takie odwrotnie działające m a ­
szyny w połączeniu ze sobą mogą zatem służyć do przeno­
szenia energii mechanicznej na odległość. Lepiej niż prąd
stały nadaje się do tego celu p rąd przem ienny, o którym
w związku z tym pom ówim y szczegółowiej w jednym
z najbliższych rozdziałów.

XXVI
O ŚW IE T L E N IE E LE K TR Y C Z N E

Do najważniejszych zastosowań p rądu elektrycznego
w dzisiejszym życiu codziennym należy bez wątpienia oświe­
tlenie elektryczne. W elektrycznych lampach żarowych w y­
zyskano silne nagrzewanie się ty ch części obwodu prądu
elektrycznego, które posiadają duży opór. E d i s o n , któ ry
w r. 1879 wynalazł żarówkę, zastosował cienkie włókna
węglowe, zamknięte w opróżnionej z powietrza gruszce
szklanej, aby je uchronić w ten sposób od stopniowego
spalania się. Długość i grubość włókna dobrane były w taki
sposób, aby przez przyłożenie określonego napięcia do
jego końców doprowadzić je do białego żarzenia.
Rozwój techniki lamp żarowych musiał z konieczności
dążyć do uzyskania możliwie najwyższej te m p e ra tu ry
żarzenia włókna. J a k w ynika bowiem z p raw promienio­
wania cieplnego, które będą jeszcze omówione dokładnie
w dalszych rozdziałach,1 energia promieniow ana przez
żarzące się ciało w zrasta w przybliżeniu proporcjonalnie
do czwartej potęgi te m p e ra tu ry absolutnej,2 tak, że np.
podwyższenie te m p e ra tu ry z 1700° C na 1900° C musi
już wywołać czterokrotne zwiększenie promieniowania.
Daleko szybciej jeszcze rośnie z te m p e ra tu rą użyteczne
promieniowanie światła widzialnego. W lam pach węglo­

1 Por. rozdz. 50.
2 Por. rozdz. 41.

88 Z a sa d y fiz y k i

wych prawie niemożliwe jest stosowanie tem p e ra tu r
wyższych ponad 1600° do 1700° C, gdyż wówczas lam pa
staje się z b y t prędko niezdatna do użytku w skutek zbyt
silnego rozpylania włókna, prócz tego zaś skutkiem
zaczernienia ścianek gruszki szklanej przez pył węglowy
pochłaniają one zb y t dużo światła.
Wobec tego, gdy na początku X X stulecia powiodło się
ciągnięcie bardzo cienkich nitek metalowych, lam pa z włók­
nem węglowym została wkrótce całkowicie w y p a rta przez
lam py z włóknem metalowym. Obecnie używa się wyłącznie
włókien z wolframu, gdyż m a on najwyższy ze wszystkich
metali p u n k t topnienia, leżący w okolicy 3300° C.1
Drucik wolframowy musi posiadać możliwie duży opór,
ażeby w ytworzyła się w nim jak największa ilość ciepła;
w ty m celu stosuje się druciki możliwie najcieńsze — o śred­
nicy zaledwie około czterech tysiącznych m ilim etra— oraz
możliwie najdłuższe,2 wobec czego nadaje się im k ształt
zygzakow aty lub też wąskiej spirali o licznych zwojach.
Przeciętny czas żarzenia się takiej nitki wynosi około tysięca
godzin; następnie posuwające się coraz dalej rozpylenie
prowadzi do przerwania nitki.
W ybór napięcia 110 woltów dla linii oświetleniowych
zawdzięczamy Edisonowi; od tego czasu na całym świecie
ustaliło się zwyczajowo używanie tego lub też dwukrotnie
wyższego napięcia. W związku ze swym wynalazkiem
żarówki elektrycznej Edison wprowadził do elektrotechniki
zasadę łączenia równoległego. Od źródła p rądu prowadzą
dw a przewody, które w ykazują stale tę sam ą różnicę po­
tencjałów, wszystkie zaś przyrządy, zużywające prąd, jak
żarówki czy m otory, są włączane niezależnie od siebie po­
między te dwa przewody.

1 L a m p y „ o sra m o w e“ m ają w łó k n a z w o lfra m u . „O sram “ je s t
ty lk o n azw ą firm y.
2 J a k w id z ie liś m y w ro zd zia le 2 0 , op ór p rzew o d n ik a je s t w p ro st
p ro p o rcjo n a ln y do jeg o d łu g o ści i o d w r o tn ie p ro p o rc jo n a ln y do
przekroju.

O św ietlen ie e le k tr y cz n e 89

Dzielność źródła światła podajem y w „świecach“ , do­
kładniej mówiąc, w świecach Hefnera. W drodze definicji
za jedną „świecę“ p rzyjm ujem y dzielność specjalnej lampki,
w której płonie octan amylu, przy czym płomień posiada
wysokość 40 m m .1 Dzielność żarówek elektrycznych, prze­
znaczonych do domowego użytku, wynosi najczęściej od
25 do 75 świec Hefnera. Bardzo ważną rolę odgrywa sprawa
ilości wallów, zużywanych przez żarówkę na jedną świecę.
Postęp techniki oświetleniowej wyraża się najdobitniej
w stopniowym zmniejszaniu tej liczby.
W lampie węglowej zużycie p rądu wynosiło 3 w a tty na
świecę, n ato m iast w lam pach wolframowych opisanego tu
rodzaju już tylko 1 do 1% w a tta . L am pa 25-świecowa zu­
żywa około 30 w a ttó w i pod napięciem 110 woltów prze­
puszcza p rąd około 0,3 am pera. Pomimo, że wolfram, jak
już wspomniano wyżej, topi się dopiero w 3300° C, jednakże
nie m ożna było w lam pach wolframowych przekroczyć
2100°, gdyż rozpylanie się nitki stawało się wówczas zbyt
silne. Poza ty m rozpylaniu się nitki sprzyja ta okolicz­
ność, że dla uniknięcia utleniania się nitki usuwano
powietrze z lam pki wolframowej, t a k samo, ja k poprzednio
z węglowej.
Dążenie do otrzym ania wyższy cli te m p e ra tu r doprowa­
dziło wobec tego do konstrukcji lamp, w k tórych nitka nie
znajduje się w próżni, lecz w atmosferze gazu, nie działają­
cego chemicznie na wolfram. Okazało się, że do tego celu
nadaje się najlepiej azot pod ciśnieniem, wynoszącym 1/3
normalnego ciśnienia atmosferycznego.2 W lam pach, n a ­
pełnionych gazem, te m p e ra tu ra żarzenia mogła zostać
podniesiona do 2400° C; dzięki tem u w bardzo silnych lam ­
pach (tysiąc i więcej świecowych) zużycie prądu zostało

1 O czy w iście, p rzep isa n e są d o k ła d n e w y m ia r y oraz p ew ien
o k reślo n y sp osób w y k o n a n ia w zo rco w ej la m p k i H efn era .
2 S tra ta ciep ła przez p r z ew o d n ictw o g a zu z o sta je zm n iejszo n a
przez w sp o m n ia n e w y żej n a d a w a n ie n itc e k sz ta łtu spirali.

90 Z a sa d y fiz y k i

zmniejszone do 7 2 w a tta na świecę. Z tego właśnie powodu
takie lam py zwiemy półw attów kam i.
L a m p y napełnione gazem w znacznej mierze wyparły
szeroko stosowane dawniej lam py łukowe. Zjawisko luku
elektrycznego zostało w ykryte w 1810 r. przez D a v y ’ego.
Jeżeli przyłożym y do dwóch stykających się ze sobą prę­
cików węglowych napięcie, wynoszące około 60 woltów,
to końce tych pręcików nagrzew ają się bardzo silnie; gdy
następnie pręciki bardzo nieznacznie rozsuniemy, wówczas—
j a k stwierdził D a v y — powstaje między nimi silnie świecący
łuk świetlny. Oba węgle rozżarzają się przy ty m niezwykle
silnie; węgiel dodatni, k tó ry głównie świeci, osiąga tem ­
peraturę dochodzącą do 3500° G. W ytłum aczenie zja­
wiska luku świetlnego1, k tó ry stanowi w zasadzie rodzaj
wyładowania elektrycznego w powietrzu lub w jakim ś
innym gazie, jest bardzo skomplikowane; m usim y je wobec
tego tu ta j oczywiście pominąć.
Zwykłe lam py łukowe m a ją dzielność od 300 do 2000
świec Hefnera i zużyw ają około ł/2 w a tta na świecę. Obecnie
światło łukowe stosujem y jeszcze przede wszystkim do
projekcji kinowej oraz do reflektorów, np. w latarniach
morskich. W kierunku, w k tó ry m skupione jest światło,
najsilniejsze obecnie reflektory działają tak, ja k źródła
św iatła o dzielności kilku m iliardów świec.
Gdy w luku węglowym źródłem światła jest rozża­
rzony k ra te r węglowy, w lu ku rtęciowym światło pochodzi
z samego łuku. Biegun ujem n y stanowi ciekła rtęć, bie­
gun dodatni jest z żelaza lub węgla, łuk zaś w ytw arza się
w pa ra c h rtęci.2 Światło lamp rtęciowych jest specjalnie
bogate w promienie nadfiolkowe; z tego też powodu znaj­
du ją one szerokie zastosowanie w lecznictwie, przede

1 N a zw a łu k u e le k tr y cz n e g o p o w sta ła stą d , że sm u g a św ie tln a
p o m ię d z y w ęg la m i nie je s t p rosta, lecz w y g in a się w k sz ta łt sierp a.
2 P o p rzy ło żen iu n a p ięcia do ta k iej o d p o m p o w a n ej la m p y r tę­
c io w ej w y sta r c z a p rzech y lić ją aż d o z e tk n ię c ia e le k tr o d y rtęcio w ej
z elek tro d ą sta łą , a b y w y w o ła ć p o w sta n ie („ za p a len ie s ię “) łu k u .

P rąd przem ien ny 91

wszystkim jako „sztuczne słońce górskie“ . Zwykłe szkło nie
przepuszcza promieni nadfiołkowych, gdyż je pochłania;
wobec tego ścianki lam py rtęciowej m uszą być w ykonane
z kw arcu lub też ze specjalnych gatunków szkła, np. ze
szkła uwiolowego,1 które jest wyrabiane w Jenie. L am py
rtęciowe w yróżniają się bardzo m ałym zużyciem prądu,
wynosi ono zaledwie 1/s w a tta na świecę.2
Działania świetlne p rądu elektrycznego polegają prze­
ważnie na pośrednim wyzyskaniu jego działań cieplnych.
Działania cieplne p rądu zna jd u ją jednak w technice
również i liczne zastosowania bezpośrednie. Ogólnie znane
są nowoczesne elektryczne piecyki dla ogrzewania i goto­
wania, zbiorniki z gorącą wodą, poduszki grzejące, żelazka
do prasow ania itp. Ł uk elektryczny stosujem y w elek­
trycznych tyglach do stapiania dla w ytw arzania szcze­
gólnie wysokich tem p eratu r, sięgających 3000°.
Wreszcie na działaniach cieplnych p rądu opierają się
również stopki bezpiecznikowe, wynalezione przez E d i s o n a .
M ają one na celu chronienie przyrządów elektrycznych
przed szkodliwym oddziaływaniem przypadkowego wzrostu
natężenia p rąd u ponad najw yższą dopuszczalną wartość.
Zabezpieczenia te są w ykonyw ane z ołowiu lub ze srebra
w postaci cienkich pasków. W y m ia ry ich dobiera się w ten
sposób, ab y po przekroczeniu najwyższej dopuszczalnej
wartości natężenia p rąd u opór ich w ystarczał do wywołania
stopienia paska przez wywiązywane w nim ciepło i do
przerwania w ten sposób zb y t silnego prądu.

X X V II
P R Ą D P R Z E M IE N N Y

W przew odniku, poddanym działaniu przemiennego n a ­
pięcia, powstaje prąd, k tó ry również zmienia swój kierunek
1 S ło w o u w io i p o w sta ło ja k o sk ró t sło w a n a d fio le t — po n ie ­
m ieck u U ltr a v io le tt.
2 O la m p a ch n e o n o w y c h p atrz ro zd z. 68.

92 Z asad y fizy k i

w ty m sam ym rytm ie, co i napięcie; wobec tego prąd ten
zwiemy prądem przem iennym . Natężenie p rądu przem ien­
nego n arasta od zera do pewnej najwyższej wartości,
tzw. wartości szczytowej, po czym zmniejsza się i spada
do zera. Następnie prąd zmienia kierunek, po czym natęże­
nie rośnie w przeciwnym kierunku znów do wartości m a ­
ksym alnej. Dalej spada ono znowu do zera, następnie
prąd zmienia ponownie swój kierunek i cały opisany tu
proces pow tarza się.
Liczbę zmian kierunku prąd u , zachodzącą w ciągu jed ­
nej sekundy, nazyw am y po prostu ilością zmian prądu.
Jed n ak ż e podczas jednego wyżej opisanego cyklu zachodzą
dwie zm iany kierunku, raz od — do + , drugi zaś raz od -f-
do — , jeżeli kierunki przepływu p rąd u wyróżniać będziemy
przez znaki — i + . W ynika stąd, że ilość okresów, czyli
częstość prądu, wynosi tylko połowę ilości zmian. P rą d y
przemienne, w ytw arzane w elektrowniach, m ają zwykle
ilość zmian równą 100, a więc częstość 50 na sekundę.
G dyby częstość była mniejsza (np. 162/3, ja k a jest stoso­
wana na kolejach elektrycznych), lam py żarowe daw ałyby
światło migające.
Wobec tego, że prąd przem ienny ulega periodycznym
wahaniom, m usim y wprowadzić specjalną definicję natęże­
nia takiego prądu. Za natężenie p rądu przemiennego
p rzyjm ujem y w drodze um ow y 7/io wartości m aksym alnej
zmieniającego się periodycznie natężenia.1 W analogiczny
sposób definiujemy również i napięcie p rąd u przemiennego.
Takie przyrządy miernicze, k tórych wychylenie zależy od
kierunku prądu, nie mogą być naturalnie stosowane do
prądów przemiennych. Używa się tu ta j przede wszystkim
przyrządów cieplnych; zawierają one n apięty drucik, k tó ry
wygina się pod wpływem ciepła, wytwarzającego się przy

1 7/:o je s t w p r zy b liże n iu rów n e p o ło w ie \] 2, c z y li 0 ,7 0 7 1 .
W o b ec tego k w a d ra t n a tę ż e n ia prąd u , zd efin io w a n eg o w w y żej
p o d a n y sp o só b , rów na się w p rzy b liżen iu śred n iej w a r to śc i k w a ­
dratu ch w ilo w eg o n a tężen ia prądu.

polegające na tym . co i m aszyny prądu stałego. im większa jest wartość indukcyjności własnej. samoin- dukcja obwodu powoduje w w y p a d k u prądów przem ien­ nych zwiększenie oporu. To t a k zwane przesunięcie fazy p rądu przemiennego jest ty m większe. Nie posiadają one tylko urządzeń prostowniczych. można oczywiście stosować tylko p rąd stały. lecz m uszą być sprzężone ze specjalną „m a­ 1 T ak ie p rzy rzą d y ciep ln e m o g ą b y ć n a tu ra ln ie sto so w a n e rów ­ n ież i d o p rąd ów sta ły c h . przewodzą one dobrze prąd stały. opierają się na tej samej zasadzie. w ytworzony zaś w nich prąd doprow adzany jest bezpośrednio z uzwojenia tworni- kowego do zew nętrznych przewodów. służące do w ytw arzania prądów przem ien­ nych.1 ] Ponieważ ustawiczne zm iany kierunku p rądu wywołują wciąż powstawanie prądów sam oindukcyjnych. iż w grubych prostych przewodnikach p rąd przem ienny nie rozkłada się jednostajnie na cały przekrój d ru tu . natom iast stanow ią zawadę prawie nie do przezwyciężenia dla p rą ­ dów przem iennych o wysokiej częstości. Zjawisko to nazyw am y efektem na­ skórkow ym lub skinefektem . czyli prądnice prądu przemiennego. przesunięcie fazy zbliża się do największej swej możliwej wartości. lecz zostaje zepchnięty na brzegi. . Gdy w artość współczynnika samoindukcji jest duża. P rąd p rzem ien n y 93 przepływie prądu niezależnie od jego kierunku. Cewki o szczególnie dużym spółczynniku samoindukcji zna jd u ją zastosowanie jako dławiki. ten ruch drucika zostaje przeniesiony na wskazówkę. iMaszyny. | Do magnesowania elektromagnesów. Wobec tego prądnice prądu przemiennego nie mogą nigdy działać samowzbudnie. wytw arzających pole.2 Sam oindukcja powoduje również pewne opóźnienie chwi­ lowych zmian natężenia prądu w stosunku do zmian n a ­ pięcia. a mianowicie do ćwierci okresu. W ynikiem samoin- dukcyjności je s t również zjawisko. które w odpowiednich okoliczno­ ściach może stać się bardzo znaczne. 2 Skóra je s t po an gielsk u skin.

w czasie próby. jak widzieliśmy. w y tw arzający pole. Nowoczesny generator prąd u przem iennego trójfazowego o osi pionowej. dającą p rąd stały. tw ornik zaś wiruje. w ykonany przez fabrykę Siem ensa-Schuckerta w Berlinie. nach p rą d u przemiennego okazało się celowe postępowanie odwrotne: m agnesy pola wirują. nieruchomy. na to m ia st tw ornik stoi nieruchomo. p rzy normalnej konstrukcji tych . regulacja tej m a­ szyny pozwala regulować napięcie prądnicy. 34a.94 Z asad y fizy k i szyną w zbudzającą“ . jest. wykonywający 167 obrotów na m inutę. Gdy w m a ­ szynach p rądu stałego magnes. w maszy- Rys. mocy 2500 kilowattów. Przy pomocy m aszyn p rąd u przemiennego m ożna otrzym ać znacznie wyższe napięcia niż w w ypadku m aszyn p rądu stałego.

a naw et i więcej. najczęściej do zastosowań technicznych używa się trzech obwodów. lecz kilka obwodów. N a j­ większe zbudowane dotychczas m aszyny p rąd u przem ienne­ go posiadaj ą moc około 50 milionów wattów . by dać prąd o częstości 50 okresów. w których płynące p rą d y są poprzesuwane względem siebie o jed n ą trzecią okresu. Rys. 34b. Tego rodzaju . O trzym ujem y wówczas nie jeden. Dzisiejsze prądnice p rądu przemiennego pozwalają uzy­ skać napięcia rzędu 10. czyli 60. w w ypadku m aszyny sześciobie- gunowej wystarcza już 1000 obrotów. spraw iam y.000 kon i parowych. iż m aszyna p rądu zmiennego daje p rąd „wielofazowy“. Rozmieszczając w odpowiedni sposób oddzielne uzwojenia na obwodzie twornika. Prąd przemienny 95 ostatnich iskrzenie nie pozwala przekroczyć pewnej granicy. wynoszącej około 1000 woltów. D w ie połowy nieruchom ej części generatora prąd u trójfazowego na krótko p rzed ich złożeniem celem wypróbowania. obieganych przez prąd przem ienny. Generatory p rądu przemiennego przekształcają 85 do 9 5 % dostarczonej im energii na energię elektryczną. Maszyna dwubiegunowa musi naturalnie w ykonać 50 obrotów na sekundę lub 3000 na m inutę.000 woltów.

96 Z a sa d y fizy k i p rąd trójfazow y nosi miano tró jp rą d u . Uzwojenia. gdy trz y p rą d y przemienne. lecz tylko trzech doprowadzeń. „R otor“ (część w irująca) pokazanego na rys. Odwrotnie. możną przy ty m połączyć ze sobą w taki sposób. R ys. poprzesuwane względem siebie w fazie o jed n ą trzecią okresu. z k tó ­ rych pobieram y tc trzy prąd y . 34 generatora p rą d u trójfazowego na krótko przed jego wpuszczeniem do specjal­ nego szybu w hydroelektrow ni na rzece Shannon w Irlandii. 35. przesy­ łam y do odpowiednio uszeregowanych uzwojeń na n ieru­ . czyli sześciu drutów doprowadzających. że do zastosowań zewnętrznych potrzeba nie trzech niezależnych od siebie przewodów.

opór zaś z kolei je s t odwrotnie proporcjonalny do przekroju przew odnika. 7 . X X V III T R A N S FO R M A T O R Nowoczesne dalekonośne przewody elektryczne przenoszą p rą d y elektryczne o mocy wielu milionów w a ttó w na odle­ głość setek kilom etrów od olbrzymich central elektrycz­ nych. jakich przykłady znajdujem y na rysunkach 34 i 35. Przekrój. prze­ wody dalekonośne s ta ły b y się ta k niesłychanie kosztowne. w tedy zaczyna on wirować sam przez się. Gdy w polu ty m znajduje się układ elektrom agnesów lub odpowiednio naw inięty twornik. spowodowanej przez w ytw arzanie się ciepła. 2 Por. z a sila n y c h je d n o fa z o w y m prądem p rzem ien n y m . k tó ry przezeń płynie. T ak silne natężenie prądu byłoby je d n a k konieczne już dla przekazania mocy około miliona w attów . gdyby napięcie p rą d u w przewodzie pozostawało równe napięciu miejskiej sieci oświetleniowej. Zasady fizyki. że wielkie elektrownie przestałyby się w ogóle opłacać. jest równa iloczynowi drugiej potęgi natężenia p rąd u przez opór.2 G dybyśm y więc chcieli dziesięciokrotnie zwiększyć n a tę ­ żenie prądu. rozdz. Transformator 97 chom ym pierścieniu z miękkiego żelaza. zależy naturalnie od natężenia prądu. 1 O w iele bardziej zło żo n e je s t d zia ła n ie siln ik ó w e le k tr y c z n y c h . m u ­ sielibyśmy stokrotnie zwiększyć przekrój przewodu. Gdyby natężenie p rąd u miało wynosić kilka tysięcy amperów. spowodo­ wana przez w ytw arzanie się ciepła. S tra ta energii. ta k zwane m agne­ tyczne pole wirowe. nie podwyższając przy ty m względnej s tr a ty energii. w ytw arzają one obracające się pole m agnetyczne. 20. jaki należy n a dać przewodowi. wyzyskujących energię spadku wody.1 Na tej zasadzie opierają się odgrywające bardzo ważną rolę w elektro­ technice silniki trójfazowe.

i w ty m leży przyczyna coraz dalej postępującego w tech­ nice prądów silnych w ypierania prądów stałych przez przemienne. ja k ilości zwojów. Transform o­ wanie p rąd u na wyższe napięcie musi być zatem połączone zawsze ze zmniejszeniem natężenia p rąd u i odwrotnie. Takie transform ow anie prądów daje się łatwo przeprowadzać. przy czym napięcia w obydwóch uzwojeniach m ają się do siebie mniej więcej tak.000 do kilku setek tysięcy woltów. Transform ator stanowi w zasadzie sprzężenie dwóch uzwojeń o rozmaitej ilości zwojów. Podwyższanie napięcia p rąd u odbywa się pomiędzy prąd- .000 woltów.98 Z asad y fizy k i Przy przekazywaniu energii elektrycznej na odległość m ogą zatem ze względów ekonomicznych wchodzić w grę tylko wysokie napięcia. wówczas w uzwojeniu w tó rn y m . napięcie użytkow e p rąd u w żadnym razie nie może przekraczać p aru setek woltów. jak i ze względu na konstrukcję sil­ ników i żarówek. Stosunek natężeń prądów musi więc być odwrotnością stosunku napięć. Jeśli je zaniedbam y to iloczyn pierwotnego natężenia p rąd u przez pierwotne napięcie musi być rów ny iloczynowi wtórnego natężenia p rądu przez napięcie w tórne. że pierwsze uzwojenie posiada np. zatem elektrotechnika stanęła wobec waż­ nego zadania transform ow ania prądów na wyższe lub też niższe napięcia. Przypuśćm y.p o siad a jąc y m np. nawiniętych na wspól­ nym rdzeniu. płynie p rąd o napięciu blisko 2000 woltów. ze względów zaś ekonomicznych nie obiera się dla prądnic napięć powyżej 10. 150 zwo­ jów i że przepływa przez nie p rąd o napięciu 100 woltów. ja k w ynika z teorii indukcji elektrom agnetycznej. Pow stające w p raktyce drobne kilkuprocentowe s tr a ty energii są spo­ wodowane przez w ytw arzanie się ciepła. w uzwojeniu drugim powstaje prąd przem ienny o tej samej częstości. Gdy przez pierwsze uzwojenie przesyłam y p rąd przem ienny. wówczas. gdy stosujem y p rą d y przemienne. Ponieważ zarówno ze wzglę­ dów bezpieczeństwa. sięgające od mniej więcej 30. 3000 zwo­ jów.

7* . służący Rys. obniżanie — pomiędzy przewodem dalekonośnym i stacją użytkującą. przekazyw anych na linię dalekonośną. 36 m am y przedstaw iony nowoczesny transform ator. ab y umożliwić bezpieczne mierzenie bardzo wysokich napięć lub też bardzo silnych natężeń prądu. Na rys. na 100. Transformator 99 nicą i przewodem dalekonośnym. Nowoczesny transform ator firm y Siem ens-Schuckert. 36.000 woltów. do podnoszenia napięcia z 6000 woltów. Również i w technice mierniczej posługujemy się odpo­ wiednimi transform atoram i. daw anych przez prądnicę.

węgiel brunatny. uzyskuje dzisiaj coraz większe znaczenie w gospodarce za­ sobami energii. lecz w znacznie nieraz oddalonych okolicach. W ten sposób przekazuje się przede w szystkim energię spadku wody. pierwsza hydroelektrownia. częściowo przez sztuczne w ytw arzanie różnicy poziomów. wynoszącą zaledwie od 5 do 10%. gdy chcemy wyzyskać m ałowarto- ściowy m ateriał opałowy. Przeka­ zywanie energii elektrycznej posiada jed n a k duże znacze­ nie również i wówczas. możemy przekazywać energię do odległych naw et miejsc jej zu­ życia ze s tra tą . którego przewożenie na duże odległości nie opłacałoby się. pozwalających pokryw ać chwi­ lowe w zrosty zapotrzebow ania na przewodach daleko- nośnych. Przem ysł w coraz szerszej mierze posługuje się możnością korzystania ze źródeł energii nie tam . rozd z. gdzie się one znajdują. a dzięki możności szyb­ kiego ich puszczania w ruch n a d a ją się szczególnie do urządzeń rezerwowych. tra n sfo rm ato ra i silnika elektrycznego. Wśród elektrowni. polegająca na sprzęganiu ze sobą prądnicy. a gdzie rzadko n a ogół istnieją odpo­ wiednie możliwości ich wyzyskania. gdzie istnieje istotna tego potrzeba. pędzonych energią cieplną. Dzięki zdobyczom elektrotechniki dzisiejszej.1 gdyż silniki te odznaczają się szczególnie k o rzystnym i prostym w y­ zyskaniem m ateriału opałowego. k tó rą uzyskujem y częściowo przez w yzy­ skanie istniejących już n a tu ra ln y c h spadków. J u ż w o sta tn im dziesięcioleciu X I X stulecia powstała słynna olbrzymia elektrownia p rzy wodospadzie Niagary. 53. ja k np. . X X IX PR Z E K A Z Y W A N IE E N E R G II E L E K T R Y C Z N E J NA ODLEGŁOŚĆ Metoda przekazywania energii. k tó ra zaopatryw ała w energię 1 Por. dużą rolę odgryw ają dzisiaj zakłady zaopatrzone w silniki Diesla.

przy u ży ciu n a p ięcia 2 7 . ty m zupełniej mogą być wyzyskane źródła energii i ty m rentowniejsze okazują się urządzenia. pierwsza na świecie o t a k wysokim napięciu. korzystającym i z węgla brunatnego jako pali­ wa. znajdujące się w bez­ pośrednim sąsiedztwie wodospadu. a więc dla całych krajów lu b te ż n a w e t dla kilku sąsiadujących ze sobą krajów. E n ergia tu rb in y w o d n ej o m o cy 300 k on i p a ro w y ch zo sta ła przek azan a z m iejsco w o ści L a u ffen n a w y s ta w ę . zarówno wodnych. .000 woltów w przewidywaniu możliwości przyszłego rozszerzenia sieci. W ostatnich czasach coraz wyraźniej występuje dążenie do sprzęgania ze sobą wielkich central energe­ tycznych. okazało się konieczne podniesienie napięcia na linii aż do 220. a częściowo naw et i koleje w promieniu setek kilometrów. na dużych obszarach. jak cieplnych. 1891 na w y sta w ie elek tr o te ch n icz n e j w e F ra n k ­ furcie. Poczynając mniej więcej od roku 1920 bardzo rozwinęła się budowa wielkich sieci energe­ tycznych. Pom iędzy powstałym i w ostatnich czasach wielkimi sieciami energetycznym i jedną z najlepiej urządzonych jest szeroko rozgałęziona sieć. P rzek a zy w a n ie en ergii e lek try czn ej n a o d le g ło ść 101 elektryczną1 nie tylko liczne fabryki. została od razu zbudowana na 380.przy czym linia ta. Im większy jest obszar. która sprzęga elektrownie wodne w Niemczech południowych.0 0 0 w o ltó w . nie­ zbędne dla w ytw arzania i odprowadzania prądu. ażeby uniknąć większych s tr a t energii na takich odległościach. sięgające 1000 kilometrów. w austriackim Yorarl- bergu i w Szwajcarii z elektrowniam i cieplnymi Niemiec środkowych. O trzym yw ana w ten sposób energia p rądu jest dopro­ wadzana przede w szystkim do obszaru przemysłowego nad- reńsko-westfalskiego. 1 P ie r w sz y p rzy k ła d p r z ek a z y w a n ia en erg ii n a o d leg ło ść z o s ta ł p o k a za n y ju ż w r. W ten sposób można za­ opatryw ać w prąd jednolicie i za pośrednictw em jednej rozdzielni centralnej wszystkie m iasta i fabryki. Trzeba tu było przekazywać energię elektryczną na odległości.000w oltów . lecz również i odlegle o 42 km miasto Buffalo. o d leg łą o 175 k m .

przewód taki nie jest jednakże gorszy. Ze względów bezpieczeństwa linie napowietrzne musi­ m y uzupełniać przynajm niej miejscami przez podziemne przewody kablowe. Na rys. że ważą mniej i kosztują t a n ie j. gdyż wspomniane już wyżej zajwisko naskórkowe powoduje i w pełnym prze­ wodzie zepchnięcie p rądu na jego powierzchnię. Pusty w ewnątrz przew ód wysokiego napięcia. m ają one tę zaletę. 38 pokazano m aszt linii najw yż­ szego napięcia w Yorarlbergu. W porównaniu z pełnymi przewodami o tej samej średnicy. w których poszczególne przewody z prąd e m są zaopatrzone w osłony papierowe. Na liniach napow ietrz­ nych zastosowano pusle wewnątrz przewody z brązu.000 woltów stosuje się zwykle tzw. są to kable.102 Z asad y fizy k i Dla takich przewodów najwyższego napięcia trzeba było obmyślić specjalne konstrukcje. dla zwiększenia wytrzymałości w jego wnę­ trzu znajduje się szkielet pod trz y m u ją c y w kształcie sprę­ żynującej śruby. Rys. . 37. impregnowane specjalną masą. gdyż niezbędna izolacja m usiałaby ze 1 T ak ie kable u k ład a się rów n ież i pod w o d ą . kable masowe. 37 przedstaw ia p u s ty przewód tego rodzaju o średnicy kilku Rys. Jednakże sto­ sowanie kabli m asowych do wyższych napięć byłoby nieekonomiczne.1 Do napięć poniżej 60. centym etrów .

Linia najwyższego napięcia. W ten sposób kabel znajduje się stale w ty ch sam ych w arunkach ciśnienia i jest stale równomiernie izolowany. aniżeli to. w y­ nik ten osiągam y dzię­ ki użyciu tzw. które będzie stosowane w rzeczywistości.gdy jegoobjętość rośnie w skutek nagrza­ nia przez p rąd . G dyby zechciano do najwyższych napięć stosować te same wy­ m iary. gdy kabel s ty ­ gnie. gdyż nie­ uniknione ich nagrzewanie zniszczyłoby jednorodność izola­ cji przez wytworzenie w niej dziur. Mimo to m ożem y opanować n a ­ wet napięcia rzędu kil­ kuset tysięcy woltów stosując kable o zwyk­ łych w ym iarach. naczynia te od­ dają olej Z powrotem . Rys. Izolatory muszą być wypróbowane przed wstawieniem do instalacji. to kable stałyby się już w k ró tk im czasie niezdatne do użytku. przy czym poddaje się je działaniu napięcia znacznie wyższego.38. co i do napięć poniżej 60. P rzek a zy w a n ie en ergii e lek try czn ej n a o d le g ło ść 103 względów bezpieczeństwa mieć zb y t duże w ym iary.000 woltów. kabli olejowych. Na liniach powietrznych najwyższego napięcia rzeczą wielkiej wagi jest odizolowanie drutów przewodzących od m asztów. do których przelewa się nadm iar oleju. Są one w y­ pełnione olejem o m a ­ łej lepkości i zawierają specjalne naczynia w y­ równawcze. od­ wrotnie. . Zdatność izolatora do u ż y tk u w ykazuje się przez spowodowanie przeskoku iskry.

Największa rosyjska elektrownia wodna. „Dnieproges“ . np.36 k o n ia p aro w eg o . na około 300 miliardów 1 1 k ilo w a tt o d p o w ia d a 1. ma 760 m etrów długości i 52 m etry wysokości. lecz przez powietrze (rys. Największe elektrownie współczesne mogą dostarczać p r ą d u o mocy kilkuset tysięcy kilow attów . zużywa ona na godzinę 150 ton wody na wytworzenie pa ry .000 kilow attów . Przeskok iskry poprzez izolator. co odpowiada kilkuset również tysiącom koni parow ychJW ielka elektrow­ nia cieplna. tam a . . zbudow ana w Berlinie około 1930 r. częściowo już w r. 39. spiętrzająca wodę. 39). 1933 uruchom iona. Całkowita światowa roczna wytwórczość energii elek­ trycznej była oceniana w 1930 r. posiada Rys.000 kilow attów .. moc 200. będzie posiadała po całkow itym wykończe­ niu moc 600.104 Z asad y fizy k i przy czym wyładowanie musi zachodzić nie przez izolator.

2 Gdy w próżni umieścimy kawałek rozżarzonego metalu naprzeciw kaw ałka m etalu zimnego i uczynim y te metale 1J e d n y m ze sta rszy ch ty p ó w są „ zesp o ły siln ik o w o -p rą d n ico w e“ . 5. np. Promieniowanie to składa się z najdrobniejszych cząstek materii. o k tórych była już mowa w jednym z poprzednich rozdziałów p rzy rozpatryw aniu zjawiska fotoelektrycz- nego. . np. z czego około 4 2 % przypada iia S tany Zjednoczone.1 W zasadzie opierają się one na w y k ry ty m przez R i c h a r d s o n a w r. P ro sto w n ik i 105 kilowattgodzin. XXX P R O S T O W N IK I Nie tylko podnoszenie lub obniżanie napięcia prądu. w k tó r y c h siln ik p rąd u p rzem ien n eg o pędzi p rą d n icę p rądu sta łe g o i w te n sp osób p rzek szta łca prąd p rzem ien n y na sta ły . Możemy przyjąć. do łado­ wania akum ulatorów . iż obecnie około 14% ogólnej produkcji energii całego świata ulega przemianie na energię elektryczną. najważniejszą rolę grają dzisiaj pro­ stow niki. jednak do napędu silni­ ków. c z y li p rzetw o rn ice. rozdz. nie m ożna w ogóle stosowrać prądu przemiennego. 10% zaś na Niemcy. Pośród urządzeń. Do celówr zaś elektrochemicznych. 1903 fakcie. są źródłem promienio­ wania elektryczności ujem nej. zwanych elektro­ nam i. Chociaż bo­ wiem zastosowanie prądów' przem iennych do przekazy­ wania energii na odległość daje wyjątkow e korzyści i można je w ytw arzać stosunkowo łatwo. 2 P or. lecz również i przekształcanie prądów' przem iennych na stałe stanowi ważne zadanie elektrotechniki. a prze­ de wszystkim rozżarzone metale. w tram w ajach elektrycznych. lepiej nadaje się p rąd stały. służących do przekształcania prądów przem iennych na stałe. iż ciała rozżarzone.

Stanowi ono. czyli miejscem doprowadzenia (w u- m ow nym znaczeniu) prądu. elek­ tro d a zaś gorąca. gdy żarząca się elektroda będzie połączona z ujem ną koń­ cówką. W pro ­ 1 Por. w k tó ­ rych w yzyskano zjawisko łuku elektrycznego. jest więc elektroda zimna. Jeżeli nato m ia st połączymy gorącą elektrodę z do­ d a tn im biegunem źródła prądu. gdyż elektrony. doprowadzając prąd elektryczny do jednego z nich i odprowadzając od drugiego. że przepływ elektryczności będzie zachodził tylko wówczas. Omawiane tu urządzenie zachowuje się zatem w stosunku do prądów jednego kierunku ja k prze­ wodnik. 18. to jasne jest. „an o d ą“ . że pędzi ono elektrony. według przyjętego określenia. połączona z biegunem dodatnim . W ten sposób duża ilość elektronów przechodzi od elektrody żarzącej się do zimnej. wysyłane przez żarzącą się elektrodę. nato m ia st elektroda zimna.1 m usim y więc powiedzieć. kierunek p rądu jest przeciwny do kierunku ruchu nabojów ujem nych. wentyl elektryczny. E lektroda gorąca. zgodnie z p rzyjętą poprzednio umową.106 Z asad y fiz y k i elektrodam i. połączona z bie­ gunem ujem nym . rozd z. czyli „żarząca się katoda“. do elektrody zimnej. jest miejscem odprowadzenia prądu. Ponieważ. Prąd ten nazyw am y zwykle anodowym . Pole elektryczne jest mianowicie tak w tedy skierowane. zostaną n a ty c h m ia s t zawrócone z powrotem przez odwrotnie teraz skierowane pole. Zasada w entyla elektrycznego znajduje najważniejsze zastosowanie techniczne w prostownikach rtęciowych. wysyłane przez rozżarzoną elektrodę. tzw. . odpycha wówczas niosące również ujem ny nabój elektrony. zimna elektroda na to m ia st z biegunem dodatnim . nic będziemy wówczas mogli zaobserwować przewodzenia elektryczności. że prąd płynie od elektrody zimnej do gorącej. przyciąga je ku sobie. w stosunku do prądów kierunku przeciwnego — j a k izolator. czyli z tak zwanym u jem n y m „biegunem “ źródła p rąd u .

z grafitu Rys. Prostowniki 107 stow nikach tych żarzącą się katodę stanowi powierzchnia rtęci. 40. Naprzeciw niej znajdują się dwie anody. p rzy czym ich te m p e ra tu ra dochodzi tylko do ciemno-czerwonego żaru. Prostow nik rtęciowy wiedeńskiej stacji radionadawczej. mogą więc one uchodzić za . lub żelaza.

2 T ech n ik a d ą ż y do ta k ie g o u d o sk o n a le n ia p ro sto w n ik ó w . oraz fizyków austriackich. ja k w ynale­ zienie przyrządu. im wyższe je s t napięcie.40) może „z atrz y m a ć “ napięcia przeciwnego kierunku. ja k m eta l. a b y m ożn a b y ło z a stą p ić p rą d n ice p rąd u sta łe g o . Oddaje on z powrotem 75 do 9 5 % pobranej energii. dochodzące do 20.2 Obok prostowników rtęciowych coraz większe znaczenie zyskują dla mniejszych mocy i niższych napięć tzw. iż p rzy k ażd orazow ej zm ia n ie k ieru n k u prądu w ę g ie l n ie s ty g n ie ta k szy b k o . Prostow nik rtęciowy (porówn. k tó ry umożliwił zwycięski po­ chód radia i filmu dźwiękowego. jest wzmacniacz lam pow y. r y s . ulepszony zaś następnie przez licznych in­ nych badaczów.000 wol­ tów. Dzięki zastosowaniu dwóch anod możemy za pom ocą odpowiedniego zręcznego pomysłu technicznego wyzyskać obydwie połówki okresu prądu przemiennego do przekształcania na prąd stały. prostowniki suche. łu k ś w ie tln y p o m ię d z y d w iem a e lek tro d a m i w ę g lo w y m i m o żn a za sila ć ró w n ież i prądem p rzem ien n y m . n a o d d z ia ły w a n ia c h k o n ta k to ­ w y ch . p o d o b n ie do o m a w ia n y ch n iżej d e te k to r ó w k r y sta lic z n y c h . p rzez p o łą ­ czen ia p rąd n ic prądu p rzem ien n eg o z p ro sto w n ik a m i. k tó ry pozwala osiągnąć dowolnie wielkie wzmocnienie p rądów przem iennych nie zmieniając ich częstości.108 Z asad y fiz y k i „zim ne“1 w porównaniu z k a to d ą o tem peraturze około 3000 stopni C. 3 S ą to w e n ty le e lek tr y c zn e . ty m więcej. 1 W p rzeciw ień stw ie d o łu k u rtę c io w e g o . przez fizyka amerykańskiego D e F o r e s t a . o p a rte. v o n L i e b e n a i S t r a u s s a .3 XXXI WZMACNIACZE LA M PO W E Niewiele chyba w ynalazków naszych czasów odegrało ta k doniosłą rolę w cywilizacji współczesnej. wynaleziony około 1910 r. Przyrządem tym . . n a p ię c ie k tó r y c h nie m oże p rzek ro czy ć p ew n ej ok reślon ej w a r to ści. Z jaw isk o to z n a jd u je w y tłu m a c z e n ie w fa k cie.

baterii anodowej. k tóra ma wchłaniać pozostałe jeszcze resztki gazu. W szczególnie wysokim stopniu jed n a k zależy natężenie prądu anodowego od napięcia. Siatka posiada najczęściej k ształt spirali. siatka. P rą d opuszcza wzmacniacz od strony k a ­ tody. przyłożonego pomiędzy anodą i katodą. Wzmacniacze lampowe 109 W najprostszej swej formie wzmacniacz lampoAvy składa się z wypróżnionej gruszki szklanej. połączonej z ujem nym biegunem baterii anodowej. pokryw any zazwyczaj tlenkam i ziem alkalicznych. że pomiędzy nimi znajduje się jeszcze trzecia elektroda. Ten sam sk u te k można zresztą osiągnąć. zwanego napięciem anodowym . Ja k o anody używa się bla­ chy metalowej. już sto­ Bateria ż a rz e n ia sunkowo słabe ogrzanie tych tlenków powoduje znaczną emisję elektronów. Zależy ono dalej od napięcia.1 W zmacniacze pokrywa się zwykle od wnętrza w arstw ą m agnezu. w ykonana z drucików metalowych. <11 nie u w zg lęd n io n o sp i­ raln ego k sz ta łtu sia tk i. w której umieszczone są naprzeciw siebie żarząca się k atoda i zimna anoda w taki sposób. możemy je zatem zmieniać przez regulowanie p rądu grzejącego. baterii grzejącej. K atoda jest włączona poza ty m w obwód drugiej baterii. które zwiemy napię­ ciem siatkowym. p a ­ nującego pomiędzy k a to d ą i siatką. . zewnętrzna powierzchnia wzmacniacza w y­ gląda dzięki tem u. Anodę łączy się z dodatnim biegunem tzw. k tó ra ma za zadanie wywołać żarzenie się k a to d y (rys. otaczającej drucik wolfra­ m owy. J a k mianowicie wykrył W e h n e l t . a więc w ystarcza wówczas słaba bateria grzejąca. Natężenie p rądu anodowego zależy naturalnie od tem ­ p e ra tu ry żarzącej się katody. dodając do wolframu drobne ilości toru. np. wapnia lub baru. jak zwierciadło. a mianowicie tzw. zwykle miedzianej lub też glinowej. 1 D la w ięk szej p rze jr z y sto śc i na ry s. 41) K a to d ą czynim y drucik wolframowy.

w sta w io n e j p o m ię d z y sia tk ą i k a to d ą . k tó ry osiągamy przez określone zm iany napięcia anodowego. ten sam wynik możem y osiągnąć. T ak np. Natężenie prądu anodowego (gdy te m p e ra tu ra żarzenia drucika jest dana) m ożem y zatem zwiększać lub zm niej­ szać przez odpowiednie zm iany napięcia anodowego. k tó ry chcemy wzmocnić. dodatnie napięcie siatki ułatwia wyjście elektronów z k a to d y i wzmacnia przez to prąd anodowy. Okazuje się jednak. 2 Z b a terii. nie zmieniając napięcia anodowego. że w ty m w ypadku spółczynnik wzmocnienia wynosi 10. Gdy chcem y podwoić istnie­ ją c y już w lampie prąd anodowy. wynoszące około 10 woltów. nie dając jednocześnie żadnego napięcia na siatkę. wynoszące 5 woltów. możemy otrzym ać przez znacznie już mniejsze zm iany napięcia siatkowego. Prąd przemienny.1 wówczas. prąd. Odwrotnie. Mówimy. k tórej b iegu n d o d a tn i łą c z y się z ro zża rzo n y m d ru cik iem w o lfr a ­ m o w y m . że zmiany napięcia anodowego m ożna zastąpić przez dziesięciokrotnie mniejsze zm iany napięcia siatkowego. chyba że napięcie siatki ma już t a k dużą wartość.110 Z asad y fiz y k i Gdy mianowicie do siatki przyłożym y napięcie ujem ne. sta n o w ią c y m k a to d ę w zm a cn ia cza . zanika całkowicie. że ten sam skutek. będą odrzucane z powrotem ku niej. czy też siatkowego. k tó ry w y tw arzam y w małej lampce przez przyłożenie napięcia anodowego 100 woltów.2 Z przytoczonych tu przykładów widzimy zatem. gdy dam y siatce ujemne napięcie. nie cz e r ­ p iem y je d n a k p rzy ty m z u p ełn ie p rądu! . elektrony. z 50 na 100 woltów. dzięki odpychającem u działaniu ujemnie nałado­ wanej siatki. wysyłane przez żarzącą się katodę. przepuszcza- 1 Ł ą c z y m y w ty m celu sia tk ę z u je m n y m b ieg u n em b a terii. wobec czego prąd ano­ dowy osłabnie i — przy dostatecznie wysokim napięciu siatki — zaniknie całkowicie. że dodatnio naładow ana siatka w ychw y­ tuje prawie wszystkie elektrony i nie pozwala im dojść do anody. lecz n adając siatce dodatnie napięcie. m usim y podwyższyć n a ­ pięcie anodowe np.

co i prąd w pierw otnym uzwojeniu tra n s­ form atora wstępnego.1 We wzmacniaczach z jedną siatką współczynnik wzmoc­ nienia ma wartość od 10 do 15. jest o wiele większe. Skutkiem tego we w tórnym jego uzwojeniu (S2) powstaje przez indukcję napięcie przemienne. jak zmieniałyby dziesięciokrotnie większe wahania napięcia anodowego.). W r z e c zy w isto śc i sto su je się jesz c z e w ie le różn o ro d n y ch u lep szeń . możem y osiągnąć wzmocnienia rzędu setek lub naw et tysięcy razy. mWiennych zmacnianie prądów prze­ (schem. k tó ry ch n ie m o że m y tu om a ­ w iać. płynie on z tą sam ą częstością. zm iany napięcia siatki będą go zmieniać tak. są to prądy. które p rzykładam y do siatki (G) wzmacniacza. Skutkiem tego we w tó rn y m jego uzwojeniu (T2) powstaje przez indukcję znowu p rąd przem ienny. jednakże dzięki oddziaływaniu siatki n a ­ tężenie prądu w uzwojeniu T2 Rys. Prócz baterii anodowej do zewnętrznego obwodu p rądu jest jeszcze włączone pierwotne uzwojenie (Ti) transform atora wyjściowego. 1 M o g liśm y tu ta j o c z y w iśc ie n a szk ico w a ć je d y n ie szczeg ó ln ie p ro sty sc h e m a t w zm a cn ia n ia prądu. 42). m ają zwykle częstość 50 lub 162/3 okresów na sekundę. oraz —W— w ty m sam ym rytm ie. Jednakże już w połowie X I X stulecia fizycy poznali p rądy przemienne o nadzwyczaj dużej częstości. w ytw arzane przez używane w przemyśle p r ą d ­ nice prądu przemiennego. Dzięki przyłożeniu stałego napięcia anodowego pomiędzy anodą (A) i k a to d ą (K) powstaje p rąd anodowy. 42. Stosując dwa lub kilka stopni wzmocnienia. . X X X II D R G A N IA E L E K T R Y C Z N E P rądy. D rg a n ia elek try czn e 111 m y przez uzwojenie pierwotne (Si) transform atora „wstęp­ nego“ (rys. jakie otrzym ujem y.

i połączmy te okładki ze sobą jakim kol­ wiek przewodnikiem. k tó ry powoduje wyrównanie się potencjałów okładek. W r. przy czym w ciągu jednego okresu w y stę p u ją dwa m axim a n a ­ tężenia światła. Feddersen fotografował obraz iskry. że jedna okład­ ka pewnego kondensatora1 jest naładow ana dodatnio.112 Z asad y fizy k i rozładowując kondensatory. i w te n sposób mógł zastąpić następstw o po sobie w a h a ń natężenia w czasie uszeregowaniem ty ch w a h a ń jed n o p o d ru g im w przestrzeni. spowodowanych przez w ytw arzanie się ciepła. ujem nie zaś — pierwszą. W yzyskał w ty m celu zjawisko. Pow staje wówczas p rąd rozładowania. im mniejsza jest pojem ność kondensatora oraz sam oindukcja obwodu przewodzącego. polegające na ty m . towarzyszącej rozładowaniu. które już dawało się wyraźnie dostrzec na fotografii. Elektryczność w ykonyw a ja k gdyby ruchy w aha­ dłowe ta m i z powrotem pom iędzy jed n ą i drugą okładką kondensatora. 21. William T h o m s o n pierwszy rozwinął około r. Gdy po wyrów naniu się potencjałów prąd rozładowania prze­ staje płynąć. dopóki w ahania nie zostaną wygaszone sk u tk ie m s tr a t energii. że czas trw ania jednego drgania je s t ty m mniejszy. czyli drganie zachodzi ty m szybciej. 1859 F e d d e r s e n o w i udało się rzeczywiście stw ier­ dzić na drodze doświadczalnej istnienie drgań. okładkę kondensatora. zanikając stop­ niowo. druga zaś ujemnie. p łynący dalej w ty m sam ym kierunku. N aładow any ponownie kondensator znów się rozładowuje i całe zjawisko pow tarza się. związanych z rozładowaniem butelki lejdejskiej. . 1850 teorię takich drgań elektrycznych i wykazał. rozdz. wówczas dzięki indukcyjności własnej obwodu powstaje p rąd samoindukcji. Przypuśćm y. iż okresowym w ahaniom natężenia p rąd u odpow iadają również okresowe w ahania natężenia światła iskry. p rąd ten ładuje z kolei dodatnio drugą. u tw o ­ rzony w szybko wirującym zwierciadle. 1 Por. a więc uprzednio ujem ną.

Znając ilość obrotów zwierciadła. alb o te ż p rzery w a cz e le k tr o lity c z n y . sposób na okres drgań wartości. m ożna w y ­ tworzyć za pom ocą cewki indukcyjnej. m ło te c z e k N eefa . 43 widzimy nowsze zdjęcie. Znalazł on w ten Rys. w y n a le z io n y przez W e h n e lta . D rg a n ia ele k tr y cz n e 113 Na rys. że na fotografii widać również wyraźnie okresowe zm iany kierunku prąd u . w ykonane według m eto d y Feddersena. z a n u rz o n y c h do ro z c ie ń c z o n eg o k w a su sia rk o w eg o i sta n o w ią c y c h d o p r o w a d zen ie i o d p r o w a d zen ie p rądu sta łe g o . d zięk i czem u p o w ło k a g a z o w a u leg a k o n d en sa cji i prąd z a c z y n a p ły n ą ć z p o w ro tem . S k ła d a się on z p ły t y oło w ia n ej oraz d ru cik a p la ty n o w e g o . 43. Trwale p rąd y przem ienne. w którego pierw otnym obwodzie płynie p rąd stały. perio­ dycznie przeryw any za pom ocą specjalnych. W te n sp o só b prąd z o sta je perio- Zasady fizyki . p rzy c z y m d o k o ła n ie g o w y tw a r z a się p o w ło k a g a zo w a . w k tó r y m przez p r z y c ią g a n ie e lek tr o m a g n e su w p ro w a d za się w ruch d rg a ją cy sp ręży n k ę. J a s n y koniec każdego z obrazów iskry odpowiada przy ty m zawsze ujemnej okładce kondensatora. a u to m atyczniei 1 J a k o p rzery w a cz a u to m a ty c z n y słu ż y a lb o tz w . lecz w k ażdym razie czę­ stość rzędu kilku tysięcy okresów na sekundę. wynoszące od jednej do 40 milionowych sekundy. D ru cik rozżarza się. w ó w c z a s d ru cik bardzo sz y b k o sty g n ie . nie posiadające wprawdzie podobnie wysokiej częstości. tak. k tó ra p rzeryw a prąd. mógł już Feddersen obliczyć ze swych fotografii czas trw a ­ nia jednego takiego drgania elektrycznego. W altera. Isk ry Fcddcrsenow skie w edług zdjęcia B. J e s t to transform ator.

44). słusznie obudziły w swoim czasie ogromne zainteresowanie w szerokich m asach. a niekiedy naw et ponad m e t r . n a z y w a m y jej p rzerw ą isk ro w ą . C zęsto u ż y w a n e są w p ra k ty ce rów n ież ta k z w a n e „ p rzery w a cze tu r b in o w e “. i sta n o ­ wiącą pierwotne uzwojenie tra n s fo rm a to ra .3 B utelka lej­ dejska musi być przy ty m stale na nowo ładow ana przez prąd pomocniczej cewki indukcyjnej. k tó re w sta w ia m y do w n ę tr z a u zw o jen ia p ierw o tn eg o . 1900. n iż p r z y z a m y k a n iu .2 J a k w ykazał T e s l a około r. (P rzy p . które mogą mieć długość sięgającą kilku centym etrów lub decymetrów.1 k tó ry wyróżnia się bardzo wysokim napięciem m aksym alnym . tłu m . dru gie jego u zw o jen ie sk ła d a się z b ard zo w ielu z w o jó w cie n k ie g o d ru tu . utw orzoną z niewielu zwojów grubego d ru tu miedzianego. pięknie zabarw ioną smugę świetlną. wówczas to wysokie napięcie w ytw arza się pomię­ dzy jego końcówkam i. można otrzym ać p rą d y przemienne o bardzo dużej częstości i jednocześnie nadzwyczaj wysokim napięciu. gdy przepuścim y p rąd rozładowania butelki lejdejskiej przez szpulę. w ykryte przez Teslę. Jeżeli np. ujrz y m y po­ między nimi ciągłą. Gdy uzwojenie w tórne jest otw arte. swobodne końcówki wtórnego uzwojenia tra n sfo rm ato ra Tesli znaj­ du ją się w powietrzu. 3 T ran sform ator T esli n ie p o sia d a rd zen ia ż ela z n e g o . d y c z n ie p rzerw a n y k ilk a ty s ię c y r a zy n a se k u n d ę.) . Zjawiska. 1 In d u k o w a n a siła e le k tr o m o to r y c z n a p o sia d a b o w iem p rzy otw iera n iu p rąd u k ieru n ek w p r o st p r zeciw n y . Gdy końcówki obwodu wtórnego połączym y z dwoma współśrodkowymi pierścieniami z d ru tu . wówczas z końcówek ty ch try sk a ją snopy iskier elektrycznych (rys. 2 N a jw ięk szą d łu g o ść isk ry. rzędu dziesiąt­ ków lub setek tysięcy woltów. prowadząc do pow stania iskier. ja k ą m o żn a o trz y m a ć z d an ej cew k i in d u k cy jn ej. obwód zaś pierw otny zostaje pobu­ dzony do drgań. K a żd e m u c e n ty m e ­ tro w i p rzerw y isk row ej o d p o w ia d a n a p ięcie od 8 0 0 0 do 18000 w o ltó w (za leżn ie od k sz ta łtu elek tro d ). Indukow any p rąd w tórny jest naturalnie prąd e m p rzem iennym .114 Z asad y fizy k i funkcjonujących urządzeń.

2 milionów woltów. rozdz. na w e t gdy natężenie ich jest dość znaczne. 56.2 o k tó ry m wspominano już uprzednio. równo­ legle napiętych drutów . 44. ro zd z. mające postać pęków iskier i w stęg płomiennych. Dzięki olbrzym im częstościom prądów Tesli w yróżniają się one szczególnie silnym efektem na sk ó rk o w y m . 1. naw et w znacznych odległościach od tra n sform atora. 27. wyw ołujem y jarzenie się powietrza w otoczeniu ty ch drutów na całej ich długości. D rg a n ia ele k tr y cz n e 115 Przyłączając końcówki wtórne do dwóch cienkich. bez doprowadzania do nich prądu. 3 7 ). . W yładowanie transform atora T esli o napięciu ok. 2 P or.3 1 P or. R urki geis- slerowskie 1 świecą w pobliżu tra n sfo rm ato ra Tesli naw et Rys. 3 N a jw a żn iejszą rzeczą w d o św ia d c z e n ia c h T esli je s t d o stro je n ie p ierw o tn eg o i w tó rn eg o o b w o d u do rezo n a n su (p o ró w n . rozd z. zawdzięczamy to wielkiej szybkości zmian k ieru n k u . Godna uwagi jest zupełna nieszkodliwość ty ch prądów dla ciała ludzkiego. że n a le ż y p o sta ra ć się o d o sta ­ teczn ie d o b rą izo la cję. Z rozu m iałe je s t sa m o przez się.

jak m łodociany wówczas jeszcze B oltzm ann. I dał m u jakiś popęd tajemniczy I odsłonił natury wiecznie czynne siły? (Tłumaczenie A l. byli nią równie zapewne wstrząśnięci. „prądu przesunięcia“ . wskazując na rok 1873. że do praw a Coulomba oraz znanych już podstaw ow ych p raw elektrom agnetyzm u i p rądów in d u k ­ cyjnych dołączyła ona nową hipotezę. k tó ry właściwie rok należy uważać za d a tę narodzin nowoczesnej fizyki. według której każda zmiana natężenia pola elektrycznego wywołuje powstanie tzw. Istotnie nową w niej rzeczą jest to. jakie zauważono w w y padku prądów w przewodnikach. Niewielu tylko fizyków zrozumiało wówczas całkowite znaczenie teorii. płynących z tego założenia. abyśm y mogli j ą tu ta j dokładnie rozpatrzyć. W t y m bowiem roku M a x w e l l opublikował swoją wspaniałą teorię. k tó ry sądził. Co lak wewnętrzne wrzenie we m nie uspokoił. Biedne me serce radością napoił. iż do wzorów m ate m atycznych nowej teorii należy zastosować słowa z „ F a u s ta “ Goethego: Czyliż to Boga palce znak len nakreśliły. lecz ci. przypisał zupełnie dowolnie hipotetycznym p rądom przesunięć własności analogiczne do tych. wówczas mielibyśmy zapewne słuszność. sformułowanej przez Maxwella. czyniąc krok nie­ zwykle śmiały. Krajewskiego) Teoria Maxwella jest oczywiście z b y t tru d n a . m agne­ tycznych i świetlnych miała skierować rozwój fizyki na zupełnie nowe tory. k tó ra dzięki jednolitem u ujęciu zjawisk elektrycznych. X X X III E L E K T R O M A G N E T Y C Z N A ISTOTA ŚW IA T Ł A G dyby nas zapytano. Do­ wolność ta znalazła świetne usprawiedliwienie w niezwykle płodnych w ynikach. Maxwell. Dzięki ty m poglądom doszedł Maxwell do słynnych . k tórzy zdołali ją pojąć.

p o p r z e c z n y c h a ­ rak ter drgań św ie tln y c h . że każ d a fala elektryczna musi być nie­ odzownie sprzężona z falą m agnetyczną i odwrotnie. k tó rą nieodzownie m u ­ simy przypisać falom świetlnym wobec istnienia zjawisk polaryzacji św iatła. Elektromagnetyczna istota światła 117 swych podstaw owych rów nań pola elektrom agnetycznego. m ó­ pola eteUtrycz. Z rów nań ty ch w ysunął on dalej wniosek niezwykle wielkiej wagi. że w punkcie ty m za- chodzą drgania elektryczne lub magne. ja k Maxwell wywnioskował z pom ia­ rów' W ebera i K o h lrauscha. Gdy natężenie pola elektrycznego lub magnetycznego ulega w pewnym punkcie periodycznym zmianom. każda fala m agnetyczna z elektryczną. 45.y“ «nie)_(5Ch<:ma- się w przestrzeni za pośrednictw em tych fal. k tó r y c h n ie m o ­ ż e m y tu ta j ro zp a try w a ć. Z teorii Maxwella wynika. lecz i jego kierunku. k tó re sp r o w a d z a ły św ia tło do d rgań e la s ty c z n y c h ta jem n icze g o „eteru ś w ie tln e g o “. a mianowicie możliwość istnienia fal elektro­ magnetycznych. 2 W d a w n ie jsz y c h teo ria ch .2 1 Por. !«««/»> tyczne. sta n o w i! z a g a d k ę n ie do r o zw ią za n ia . Fale elektrom agnetyczne są więc czysto poprzeczne. zwanych powszechnie od jego nazwiska rów naniam i Max- wella. 18. . W podobny sposób. z r o z m a ity c h w z g lę d ó w . które. również i drgania elektryczne lub m agnetyczne mogą wywoływać fale elektryczne lub m agnetyczne. oba zaś te kierunki są z kolei prostopadłe do wspólnego kie-: runku rozchodzenia się fal. które na ogół dotyczyć mogą nie tylko war. że obie te fale posuw ają się z t ą sam ą prędkością i że wreszcie natężenie pola m agnetycz­ nego jest stale prostopadłe do natężenia pola elektrycznego.1 m uszą rozchodzić się w próżni z prędkością światła. me- chaniczne drgania powietrza pow odują Rys 45 Fala clcktro_ powstawanie fal głosowych i rozchodzą magne. H a lę* en tości natężenia. K ierunki te zostały przedsta­ wione na rys. wim y wówczas. po­ siadają one zatem tę właśnie cechę. z uwzględnieniem praw idłowych zwrotów. ja k np. rozd z.

Ponieważ zupełnie ogólnie we wszelkich ruchach falowych długość fali równa się iloczynowi okresu drgania przez prędkość rozchodzenia się fali (którą w danym w ypadku należy utożsam ić z prędkością światła). że nowe te fale są identyczne co do swej istoty z fa­ lami świetlnymi. 1 Por. Równocześnie doświadczenia te wyraźnie w y k a ­ zały. około jednej milio­ nowej sekundy. że ciała gazowe rzeczywiście spełniają ten związek. je d n a k że w d alek iej p o d czerw ien i w sz y stk ie cia ła sto su ją się d o ­ k ład n ie do niej. dzięki słynnym doświadczeniom H enryka H e r t z a . wynoszące jeszcze około 300 m etrów. że H ertz za p u n k t wyjścia swych doświadczeń obrał rozpatrzone ju ż przez nas drgania kondensatora. 2 W d z ied zin ie św ia tła w id zia ln eg o cia ła sta łe i c ie k łe n ie sp e ł­ n ia ją relacji M axw ellow sk iej ze w z g lę d u n a zja w isk o d y sp ersji. utożsam iając te uznane przez siebie za teore­ tycznie możliwe fale elektrom agnetyczne z falami świetl­ nymi. doszedł ostatecznie do wniosku. ja k już wspomniano. któ ry c h istnienie Maxwell przewidział na drodze rozw ażań teoretycznych. Hertzowi udało się zmniejszyć długość fali do niewielu m etrów.118 Zasady fizyki Maxwell.2 Rzeczywiste doświadczalne wytworzenie fal elektro­ m agnetycznych. 1888. rozd z. przez zastosowanie zam iast butelki lejdejskiej dwóch kawałków mosiądzu od­ powiedniego kształtu. . 10 i 21. zwany relacją M axwella. Zrozumiałe jest. a m iano­ wicie w r. że stała dielektryczna każdego ośrodka musi być równa kwadratowi wartości jego optycznego spółczynnika załam ania -1 B o l t z m a n n w ykazał już w kilka miesięcy po ogłoszeniu prac y Maxwella. udało się jednakże do­ piero w 15 lat po ukazaniu się dzieła Maxwella. Gdy rozładow ujem y butelkę lejdejską. Z falami tej długości nie m ożna było naturalnie dokonywać do­ świadczeń. oddzielonych od siebie k ró tk ą prze­ rwą iskrową i ładow anych stale przez cewkę indukcyjną. wo­ bec tego najszybszym naw et z takich drgań odpowiadają długości fal. okres drgań wynosi. a n a w e t decymetrów.

"W polu elektrom agnetycznym . rozd z.1 Rozchodzenie się wywołanych w ten sposób drgań w postaci fal w ykazał H ertz za pom ocą pierścienia z d ru tu . polaryzacji i wreszcie m ogą inter- ferować ze sobą. podlegają ty m sam ym praw om . Ciśnienie. odpo­ wiednia zaś w artość pola magnetycznego około jednej pią­ tej wartości składowej poziomej m agnetyzm u ziemskiego. co i fale świetlne. .2 X X X IV TELEGRAF Od najdaw niejszych czasów jed n y m z najważniejszych celów techniki było umożliwienie szybkiego przekazyw ania wiadomości. 2 D o św ia d c z a ln ie is tn ie n ie ciśn ien ia św ia tła w y k a z a ł po raz p ierw szy L e b i e d i e w w r. Telegraf 119 W ten sposób H ertz zmniejszył znacznie zarówno pojem ­ ność. największa wartość periodycznie zmiennego natężenia pola elektrycz­ nego wynosi od 10 do 15 woltów na c entym etr. ja k i samoindukcję obwodu drgającego. w której fale wywo­ ływały przez rezonans powstanie iskry. jakie wywiera promień świetlny dzięki swemu charakterow i elektrom agnetycznem u na ciała. wyw oływ anym np. przez promienie słoneczne na powierzchni ziemi. Liczne w ynalazki X V I I I i początku X I X stulecia sta ra ły się cel ten osiągnąć za pom ocą sygnałów 1 P or. Z pom ocą tego prym ityw nego urządzenia mógł H ertz pokazać. znajdujące się na jego drodze. zaopatrzonego w niewielką przerwę. że istot­ nie fale. odpowiada w przybliżeniu ciężarowi jednego m iligrama na każdy m etr k w a d ra to w y . 32. a więc rozchodzą się z t ą sam ą prędkością. wytworzone przez drgania elektryczne. podlegają ta k samo odbiciu. załamaniu. 1901. Przypuszczenia Maxwella co do elektro­ m agnetycznej istoty światła sta ły się w ten sposób pew­ nością. ugięciu.

dalej przez elektrom agnes (M’) do p ły ty ziemnej stacji odbiorczej i s ta m tą d do p ły ty ziemnej stacji nadaw ­ . że przewód pow rotny m ożna zastąpić przez wyzyskanie przewodnictwa ziemi. Gdy chcem y nad a ć sygnał ze stacji nadawczej (z prawej strony). tak. naciskam y klucz. 46. S t e i n h e i l udoskonalił wkrótce potem wynalazek Gaus­ sa i W ebera i dokonał p rzy ty m niespodziewanego odkrycia. J u ż po upływie dwóch lat od wykrycia przez F a r a d a y ’a p rądów in d u k ­ cyjnych astronom G a u s s i fizyk W e b e r zbudowali w roku 1833 pierwszy telegraf elektromagnetyczny. k tó ry posłużył do połączenia I n s ty tu tu Fizycznego w Getyndze z t a m te j ­ szym obserw atorium astronom icznym . że zam iast dwóch dru tó w w y­ starcza tylko jeden. Jedn ak ż e ani a p a ra t Gaussa i W e­ bera. Powszechne zastosowanie znalazł dopiero samo zapi­ sujący a p a ra t elektrom agnetyczny. Zasadę telegrafu Morsego przedstaw ia schem atycznie rys. W 1843 r. wynaleziony w 1837 r. Dzięki tem u umożli­ wiam y przepływ p rąd u w nastę p u jąc y sposób: z baterii (B) przez linię do otwartego klucza stacji odbiorczej. ani a p a ra t Steinheila nie n ad aw ały się do szerszego użytku. przez A m erykanina M o r s e g o . została zbudow ana pierwsza praw idłowa linia te ­ legraficzna pom iędzy m iastam i W aszyngtonem i Baltimore. dotychczas jeszcze jest to jeden z najczęściej spotykanych a p a ra tó w telegraficznych.120 Z asad y fizy k i optycznych. lecz dopiero zastosowanie elektryczności umożliwiło rozwój właściwej telegrafii.

dzięki włączaniu dalszych pośrednich stacji przekaźniko­ wych staje się możliwe telegrafowanie na doAvolne od­ ległości. P rąd włączony przez przekaźnik można również zużytkow ać do zasilenia nowego odcinka linii. E lektrom agnes M’ przyciąga m ałą dźwignię. k tó ra z kolei może zam ykać za pom ocą dźwigni obwód p rądu baterii miejscowej. doznaje naturalnie znacznego osłabienia skutkiem s tra t. danego do przesłania. przesyłany ze stacji nadawczej. k tó ­ rej drugi koniec przyciska kółeczko. Po drugie trzeba było dążyć do podniesienia ilości liter. zaopatrzony w lekką kotwiczkę. . do ta ś m y papierowej. k tó ry wprowadził ta k zwany przekaźnik. więc każda z nich może odbierać i nadaw ać tele­ gram y. wynalezionej przez Morsego i przy zastosowaniu alfabetu Morsego. b y w ten sposób lepiej wyzyskać kosztow ną linię telegraficzną. ja k a może być przesyłana w ciągu m in u ty . że dalszy rozwój telegrafii d ą ­ żył w dwóch kierunkach. Po pierwsze należało usunąć utrudnienie. Prąd. W pierwotnej swej formie. Przekaźnik jest to elek­ trom agnes. znajdującej się na stacji odbiorczej. na pismo Morsego oraz po­ wtórnego transponow ania otrzym anej depeszy na pismo zwykle. złożonego z p u n ­ któw i kresek. ciągniętej przez m echanizm zegaro­ wy. spowodo­ w anych przez nieuniknione braki izolacji. związane z koniecznością transponow ania tekstu. Uzwo­ jenia przekaźnika są obiegane przez p rąd przewodowy. telegraf pozwala przesłać 40 do 60 liter na m inutę. Ponieważ obie stacje są zaopatrzone w identyczne p rzy­ rządy. przepływ ający przez długi przewód. 1839 pierw ot­ nego urządzenia Morsego przez W h e a t s t o n e ’a. Wobec tego isto tn y postęp stanowiło ulepszenie w r. z k tó ry c h Morse ułożył alfabet. pow stają p u n k ty i kreski. Na taśmie tej. zależnie od czasu naciskania klucza. T eleg ra f 121 czej. k tó ry wprawia w ruch p rzy­ rząd zapisujący. zwilżone farbą. Zrozumiałe jest. p rąd zaś baterii miejsco­ wej zasila ten elektrom agnes.

które umożliwiają odbiór telegram u w postaci zapisanej znakam i Morsego. 1850 przez am erykanina H u g h e s ’a. tł. potrzebny do prze­ słania depeszy. Przyrząd H ughes’a daje w ten sposób depeszę napisaną od razu zwykłym pismem na taśm ie papierowej. z n a jd u ją c e się n a p rzeciw ró w n ież p o ru sza ją ceg o się w a łk a z ta śm ą p a p iero w ą i p o sia d a ją c e r o zm ieszczo n e na sw y m o b w o d zie lite r y a lb a fe tu . rys. . 47).). dobiega do biegnącego synchronicznie przyrządu na stacji odbiorczej w tej wła­ śnie chwili. (U w . to nadzw yczajny postęp w ty m zakresie stanowiło w y­ nalezienie przez W h e a ts to n e ’a (r.122 Z asad y fizy k i Pierwsze ze wspom nianych wyżej dwu podstaw owych dążeń telegrafii zaspokaja lelegraf literowy. wynaleziony około r. Co się tyczy prędkości nadaw ania znaków. Spraw ­ 1 P o d sta w o w ą czę ść a p a ra tu H u g h e s’a sta n o w i o b ra ca ją ce się ró w n o m iern ie k oło. gdy w obydwóch przyrządach litera t a znaj­ duje się na kole literowym naprzeciw w ałka drukarskiego. wywołujący wydrukow anie litery. p rzy czym każdej literze odpowiada określona kom binacja otworków (por. Gdy w przyrządzie n adaw czym naciśniem y kla­ wisz. łączy on w sobie urządzenie nadawcze i odbiorcze.1 Znaki są nadaw ane za pom ocą specjalnej kla­ w iatury. k tó rą n a ­ stępnie nakleja się na papier i w tej postaci otrzym uje j ą odbiorca. które umożliwia jednoczesne tele­ grafowanie wzdłuż tego samego to ru w dwu kierunkach przeciwnych. odpow iadający pewnej literze. 1860) telegrafu m aszyno­ wego. Przesuwanie Łych otw orków przed odpowiednim urządzeniem wywołuje powstawanie impulsów prąd u . Sprawność a p a ra tu H u ghes’a wynosi w p rzy­ bliżeniu od 100 do 120 liter na m inutę. wówczas impuls prądu. A p a ra t ten stosow any jest jeszcze dzisiaj na większych stacjach bez istotnych zmian. A by możliwie zmniejszyć czas. Do lepszego wyzyskania linii telegraficznych posłu­ żyło przede wszystkim wprowadzenie ta k zwanego łą­ czenia przeciwsobnego. przed nadaw aniem wybija się te k s t jej na pasku papieru za pom ocą pewnego rodzaju m aszyny do pisania.

gdyż stała się ona zbyteczna ze względu na istniejące już inne połączenia kablowe i radiowe. fprzygotowanego do nadania telegrafem maszynow ym. Linia ta była czynna aż do r. 47.000 kilom etrów długości i po­ siadała 14 pośrednich stacji przekaźnikow ych. w ykonyw ującej od 100 do 200 obrotów na m inutę. znacznie jeszcze zwiększający sprawność tele­ grafu. wynalezionym około roku 1870 i noszącym nazwi­ sko swego ko n stru k to ra . w roku ty m przestano się nią posługiwać. źe odległość pom iędzy dwiema sąsiednimi stacjam i wynosiła około 1.000 km . przyrządy te są kolejno włą­ czane do obwodu p rądu w ten sposób. W ynalazek ten ma na celu wyzyskanie prze­ wodu również podczas przerw. że ka ż d y przyrząd . zbudowanej w r. ooo o oo ooo o oo ' o ooooooooooooooooooooooo OOO O O O O O O O O O d e n Rys. że po­ szczególne przekazyw ane telegraficznie znaki m uszą być dzielone pewnym i odstępam i. tak. Za pom ocą specjalnej tarczy rozdzielczej. na linii tele­ graficznej indo-europejskiej. w ynikających stąd. Część telegram u. że zawsze połączone są ze sobą na stacjach odbiorczej i nadawczej tylko odpowiadające sobie przyrządy. 1931. by było możliwe ich zapisanie. T eleg ra f 123 ność telegrafu maszynowego wynosi od 1000 do 1600 liter na m inutę. tak. odpow iada ona słowu niem iec­ kiem u „senden“. na jed n y m i ty m sam ym prze­ wodzie p racują cztery oddzielne przyrządy. W szeroko rozpowszechnionym telegrafie B a u - d o t a . Z a p a ra tó w W h e a ts to n e ’a korzystano np. ta k . Linia ta miała 14. Po wynalezieniu telegrafowania za pom ocą dziurkow a­ nej taśm y nadawczej nastąpił dalszy wynalazek telegrafii wielokrotnej. 1870 przez Siemensa.

o ile zastosujem y odpowiednie „filtry częstości“ . że do n a ­ dawania znaków zastosowano prądy przemienne.1 Ponieważ przyrząd B a udota czterokrotnie zwiększa sprawność telegrafu. g d z ie ró żn e p r zy r zą d y są d o łą cza n e d o p rzew od u n ie je d n o c z e śn ie . lecz ty lk o sz y b k o po so b ie w p ew n ej k olejn o ści. Telegrafia wielokrotna stworzyła możliwość jednoczesnego uzyskania kilku połączeń wzdłuż tego samego przew odni­ ka. niezależnie od swego przeznaczenia. które nie przeszkadzają sobie wzajemnie i mogą być ka ż d y z osobna odbierane przez dowolne przyrządy. k tó ry ch c z ę sto ść le ż y w p ew n y ch o k re ślo n y c h g ra n ica ch . 1920. n a le ż ą c e do o k reślo n eg o p rze­ d ziału c zęsto ści. sto so w a n eg o w teleg ra fii w ie lo k r o tn e j. 2 N a le ż y o d różn iać tę je d n o cz e sn o ść od d zia ła n ia na p rzem ian . że w p rzeciw ień ­ stw ie do p rzyrzą d ów . 3 F iltr y cz ę sto śc i są to u rzą d zen ia . może być 1 Is to tn ą cech ę a p a ra tu B a u d o ta sta n o w i to . dzięki tem u. Ilość torów. ja k się mówi obrazowo w języku elektrotechnicznym . możliwych do uzyskania w jednej żyle. p rzep u szcza ją ce ty lk o ta k ie p rą d y zm ien n e. n a d a w a n ie k ażd ej lite r y w ty m a p aracie trw a rów n ie d łu g o (m ia n o w ic ie 5 te le g r a ­ ficzn y ch je d n o ste k czasu ). . W ten sposób m ożna mianowicie wzdłuż tego samego przewodu przesyłać jednocześnie2 im pulsy p rą d u o rozmaitej czę­ stości. dzięki której każda linia telefo­ niczna. m ożna było z jego pomocą uzyskać szybkość nadaw ania. jedna i ta sam a „żyła przewodząca“ daje n a m od razu kilka „lorów“ telegraficznych. n a d a ją c y c h zn a k i M orsego. wynoszącą około 600 liter na m inutę n a w e t bez zastosowania dziurkowanej taśm y nadawczej.124 Z a sa d y fiz y k i odbiorczy może przyjm ować tylko doń należące im pulsy p rąd u .3 Gdy n a d to została opracow ana m etoda stosowania tzw. Za p o m o cą ta k ich filtró w m o ż n a w ięc w y d z ie lić z d o ­ w oln ej m iesza n in y p rą d y zm ien n e. zo­ stała jednak jeszcze znacznie powiększona około r. dochodząc do 12 a naw et do 24. telegrafii podakusłycznej.

poczynając od r. i zm ie n n e p rą d y te le fo n ic z n e m o g ą z o sta ć o d d zielo n e od sieb ie w p o d o b n y sp o só b . a b y ró w n ież i p rz y rzą d y . W telegrafii dzisiejszej rozpowszech­ n iają się n a to m ia st coraz bardziej przyrządy. . m o g ły w sp ó łp r a c o w a ć ze sob ą. tak. ty m bardziej. Duże trudności sprawiała początkowo okoliczność.2 W odrębną gałąź rozwinęła się. ja k butelka lejdejska o nadzwyczaj dużej pojemności. stało się obecnie zbyteczne. zewnętrzną — woda m orska. że kabel o długości tysięcy kilom etrów zachowuje się. telegrafia transoceaniczna czyli kablowa. sk o n stru o w a n e przez ro zm a ite firm y. Rozwijanie dużej prędkości przekazyw ania znaków. że p rą d y sta łe. 1860. 1866 oddano do stałego u ż y tk u pierwszą linię podw odną poprzez Ocean A tlan ­ tycki. przypom inające swą budow ą i sposobem użycia zwykłe m aszyny do pisania. by dwaj jej dowolni abonenci mogli łączyć się bezpośrednio ze sobą. nadzwyczajnie rozszerzono sieć telefoniczną w Europie i Ameryce Północnej. Za pomocą dalekopisu można naturalnie przyjm ow ać autom atycznie wiadomości rów­ nież i w nieobecności odbiorcy. Obecnie zm ierzam y do stw o­ rzenia dalekopisowej sieci łączności na wzór sieci tele­ fonicznej.1 ta osta tn ia o trzy­ m ała do swego rozporządzenia nadspodziewanie wielką ilość torów. na co musiano poprzednio kłaść Lak wielki nacisk. T eleg ra f 125 jednocześnie u ż y ta do celów telegrafii. Po wielu nieuda­ nych próbach wreszcie w r. 1925. Skutkiem ta k wielkiej pojemności kabel musiał być właściwie specjalnie ładow any a następnie znówr rozładow yw any dla przesłania każdego poszcze­ 1 T elegrafia p o d a k u sty c z n a op iera się na ty m . poczynając mniej więcej od r. zwane daleko­ pisam i. ja k p rą d y p rzem ien n e różnej c z ę sto śc i w e w sp o m n ia n ej w y żej m e to d z ie teleg ra fii p rzy u ży ciu prądu p rzem ien n eg o . u ży w a n e w teleg ra fii. w ew nętrzną okładkę stanowi przewodnik. że. 2 Z w aża się o c z y w iśc ie p rzy ty m na to . warstw ę zaś izolującą — ochronny płaszcz gutaperkow y.

1926 do 30 milionów w r. tele­ grafia podm orska weszła.126 Z a sa d y fizy k i gólnego sygnału. Dzięki zastosowaniu elektrycznych wzm acniaczy lam po­ wych oraz wynalezieniu tzw. co przeciwdziała wpływowi jego pojemności). 1931 pom iędzy New- foundlandem i Azorami. . Kabel ten pracuje pięciotorowym system em telegrafii wielo­ krotnej. przesyłanych rocznie za pośrednictwem A tlantyckiego Tow arzystw a Telegraficznego podniosła się z 10 milionów w r. zbliżała się do 400 milionów. 1930 około 6 milionów kilometrów. położony w r. rozd z. Jednakże przez zastosowanie zręcznie pom y­ ślanych schem atów połączeń oraz przez wypracowanie bardzo czułych typów przyrządów odbiorczych1 udało się ku końcowi X I X wieku zwiększyć sprawność kabla pod­ morskiego z początkowych 20 litera ż d o 200 liter na m inutę. N ajspraw niejszym kablem jest dzisiaj przypuszczalnie wielki kabel azorski. co naturalnie znacznie przedłużało tele­ grafowanie. kabla krarupizowanego. Średnica kabla wraz z izo­ lacją niewiele przekracza jeden ce n ty m etr. W nowoczesnych kablach głębinowych średnica żyły wynosi około % cm. otacza ją w arstw a m agnetyczna z perm alloy’u2 grubości kilku dziesiątych m ilim etra. 23. poczynając mniej w ięcejodr. wzrosła do 21. co pozwala nadaw ać do 2500 liter na m inutę. n a d a n y c h w ciągu tego roku. 1920 w okres szybkiego rozwoju. 2 Por. Liczba wyrazów. 1930. zostaje ona jed n a k zwiększona na 3 do 5 cm dzięki „pancerzow i“. 1 M uszą on e reagow a ć je sz c z e na p rą d y o n a tę ż e n iu za led w ie k ilk u se tn y c h m iliam p era . W edług K r a r u p a można skompensować szkodliwe działanie dużej pojemności w ten sposób. przecina­ jących północny Ocean A tlantycki. że owija się przewodzącą p rąd część kabla druci­ kiem z substancji o dużej przenikliwości magnetycznej (dzięki tem u zwiększa się znacznie indukcyjność kabla. k tó ry ochrania kabel od uszkodzeń zewnętrznych. Długość całej sieci telegraficznej św iata wynosiła w r. liczba zaś wszystkich depesz. przez to liczba kabli.

w praw iają z kolei jego znów m em branę w ruchy. Gdy m ówimy przed pręcikiem. odbyw ające się w rytm ie ty ch prądów . telefon znalazł po raz pierwszy zastosowanie praktyczne w Ameryce. wypowie­ dziane do pierwszego. .1 W pierwotnej swej formie telefon za­ wierał magnes sztabkowy. W ynaleziony w ty m celu przez Hughesa mikrofon składa się w najprostszej swej postaci z pręcika węglowego. odbywające się w rytm ie tych fal. otoczonego cewką z d ru tu . a n ie m o w ę lu d zk ą. przez pręcik przepływa p rąd z baterii. a więc zbliża się i oddala periodycznie od magnesu. 1876. Jednakże już w r. w ynalazł go B e l l w r. fale głosowe w yw ołują jego drgania i zarazem periodyczne zm iany oporu elektrycznego w miejscach ze­ tknięcia pręcika z klockami. skąd mówimy. W związku z ty m przez działania indukcyjne w cewce otaczającej m agnes pow stają p rą d y przemienne. umiesz­ czona była cienka m em brana żelazna. 1878 H u g h e s wpadł na szczę­ śliwy pom ysł ograniczenia działania głosu do „m odulacji“ prądu. W ty m prototypie telefonu mówiący musiał zatem w ytw arzać p rąd telefoniczny działaniem swego własnego głosu. Gdy m ówim y głośno przed m em braną. które. p rzy czym naprzeciw jednego z biegunów magnesu. XXXV TELEFON Podobnie ja k telegraf i żarówka. zaostrzonego z obu końców. M ógł on jed n a k p r z e k a z y w a ć je d y n ie to n y . czerpanego z odpowiedniej baterii. k tóre przekształcają 1 Z ró żn y ch w zg lę d ó w n a le ż y z r esz tą u w a ż a ć F ilip a R eisa (1 8 6 0 ) za p op rzed n ik a B ella . wówczas pod wpływem fal dźwięko­ wych zostaje ona wprawiona w drganie. k tó ry opiera się delikatnie tym i końcami o dwa klocki węglowe. Skutkiem tego również i natężenie p rąd u z b a ­ terii podlega rytm icznym w ahaniom . znajdującej się w miejscu. W ten sposób w drugim telefonie słyszym y słowa. po doprowadzeniu do cewki d ru ­ giego telefonu.

. stanow iących w zasadzie pewne transfor­ m ato ry . 1877 z a in s ta lo w a n o ok oło 20 sta c y j d o tele fo n ic z n e g o p r z e k a z y w a n ia d ep esz. A by powiększyć liczbę p u n k tó w zetknięcia stoso­ wane początkowo pręciki węglowe zastąpiono później powszechnie przez proszek węglowy. W ywołane przez działanie mi­ krofonu w ahania stosunkowo silnego p rą d u miejscowego in d u k u ją w ten sposób na linii p rą d y wyższego napięcia. 48). 2 W N ie m c z e c h zresztą ju ż w r. Pom iędzy dwom a stykającym i się ze sobą kaw ałkam i wę­ gla istnieją w rzeczywistości skutkiem nierówności ich po­ wierzchni tylko nieliczne drobne m ostki. Pierwsze miejskie sieci telefoniczne pow stały w Ame­ ryce już wkrótce po wynalezieniu telefonu. Mikrofon włączam y do pierwotnego uzwojenia od­ powiedniej cewki.2 Ponieważ 1 S ły s z y się n p . dopiero wtórne jej uzwojenie należy do właściwej linii dalekonośnej. po któ ry c h może prze­ pły w a ć elektryczność. co w ydatnie ułatwia prze k a ­ zywanie tych prądów na odległość (por.128 Z asad y fizy k i się w telefonie odbiorczym w drgania dźwiękowe o tym sam ym rytm ie. N a jd ro b ­ niejsze ru ch y w y sta rc z a ją już do w ydatnego zmniejszenia lub też powiększenia liczby tych m ostków. niezadługo zaś potem rozpowszechniły się one i w Europie. że „ s ty k “ w znaczeniu codziennym tego w yrazu nie ozna­ cza bynajm niej jeszcze styku w znaczeniu elektrycznym . Ze względu na duży opór właściwy węgla wystarcza to już do wywołania olbrzymich Ryp r z « < ^ ^ 1c i S ^ n 1 * ) 0ma w ahań prąd u . g ło śn o p ełza n ie m u c h y po m ik ro fo n ie. lecz mniejszego natężenia. W ysoka czułość m ikrofonu1 daje się w ytłum aczyć tym . Telefony zostały znacznie ulepszone przez wprowadzenie „przenośników“. rys.

na nią zaś z kolei nawinięta je s t luźna powłoka z suchego papieru. we­ dług m etody S t e i n h e i l a . Obecnie najbardziej używane. Dokoła przewodzącej p rąd „żyły“ owinięta jest w kształcie wyciągniętej spirali izolacja bawełniana. oraz że skutkiem połącze­ nia z ziemią mogą pojawiać się różne zakłócenia. zaczęto obsługiwać mikrofony abo­ nentów za pom ocą jednej jedynej baterii. 1910 zaczęły rozpowszechniać się coraz bardziej aulomalyczne centrale telefoniczne.1 Mniej więcej od r. Telefon 129 naturalnie niemożliwe jest połączenie ze sobą wszystkich abonentów telefonicznych bezpośrednimi przewodami. że na jed­ nej linii słychać wówczas również skutkiem indukcji i roz­ mowy z innych sąsiednich linij. podobnie ja k w telegra­ fii. Zasady fizyki 9 . po­ wstała więc konieczność wprowadzenia urządzeń pośred­ niczących w postaci central telefonicznych. W początkowych stadiach rozwoju telefonii stosowano jedynie linie napowietrzne. jak i w telegrafii. 1893. wynalezione przez A m erykanina S t r o w g e r a już w r.są w telefonii kable z izo­ lacją papierowo-powietrzną. Okazało się jednak. znajdującej się w centrali. Początkowo. posługiwano się i w telefonii przewodem ziem nym. 1900. szybko rosnąca liczba abonentów spowodowała wkrótce konieczność przejścia do budow y podziemnych kabli tele­ fonicznych'. w ten sposób stały się zbyteczne „miejscowe“ baterie przy poszczególnych a p a ra ta c h telefonicznych. dzięki tem u telefonowanie zostało uniezależ­ nione od szeregu zakłóceń. Poczynając mniej więcej od r. podobnie. zawierająca jedynie 1 D la o sią g n ięcia te g o trzeb a b y ło n a tu ra ln ie w is to tn y sp o só b z m ie n ić u k ład p ołączeń . Ponieważ jed n a k ilość dru tó w rozpiętych w m iastach nad powierzchnią ziemi nie może być zwiększana bezgranicznie. nieuniknionych przy użyciu linij napowietrznych. Pom iędzy papierem a przewodnikiem znajduje się więc przestrzeń pusta. musiano zatem w telefonii przejść całkowicie na stosowanie prze­ wodów podwójnych.

49). 1 S ta ła d ielek try czn a p o w ietrza w y n o si ty lk o 1. czasami naw et kilka tysięcy p a r żyl. Dalekonośny kabel telefoniczny. 49. W kablu telefonicznym znaj­ duje się zwykle kilkaset.1 Pojedyncze powłoki papierowe m ają Rys.130 Z asad y fizyk i powietrze. złączonych w wiązki (por. rys. . zawierający 4048 par przewodów. g d y n a to m ia s t sta ła d ielek try czn a g u ta p e r k i je s t rów n a 3. przez co szkodliwa pojemność kabla zostaje znacznie zmniejszona. średnicę niewielu milimetrów.

m ożna wnioskować. J u ż p rzy użyciu zwykłej p a ry przewodów można. 9* . są poprzecinane kablam i telefonicznymi. T elefon 131 Telefonowanie na większe odległości na lądzie1 sprawiało początkowo wielkie trudności. ja k Morze Pół­ nocne i B ałtyk oraz Morze Śródziemne. ja k wskazuje doświadczenie. Pierwszy głębinowy kabel telefoniczny został położony około r. dzięki wynalazkowi A m eryka­ nina P u p in a. gdyż na długich liniach napow ietrznych w ystępowały zb y t wielkie zakłócenia. Porozumiewanie się telefoniczne na wielkie odległości zaczęło się rozwijać na nadzwyczaj wielką skalę od czasu. 1890. gdyż na linii. 1890 pom iędzy Dover i Calais. że np. Udało mu się znacznie zmniejszyć w ten sposób s tr a ty prądów przem iennych i poważnie (około pięciu razy) zwiększyć zasięg rozmów. obok p a ry przewodów Berlin— P a ry ż konieczna jest druga para P a ry ż — Berlin. tak. używanej dla rozmów w jed n y m tylko kierunku. Opracowano ju ż pro je k t przerzu- 1 M ięd zy p a ń stw o w a k o m u n ik a cja te lefo n ic z n a ro zp o częła się ok oło r. Dzisiaj już wszystkie kom unikacyjnie ważne obszary morskie. gdy i w telefonii zastosowano wzmacniacze lampowe. że w sam ych tylko Niemczech wyprodukow ano już do dnia dzisiejszego o wiele więcej niż milion cewek pupinowskich. k a ­ ble zaś zb y t szybko absorbowały słabe p rą d y przemienne dzięki swej dużej pojemności. Ulepszenie jego polegało na rozmieszczeniu w kablach w dokładnie uprzednio obliczonych odległoś­ ciach cewek o również dokładnie obliczonych sam oinduk- cjach. P rzy pom ocy takiego „poczwórnego p rzew odu“ można jednakże pokonać największe n a w e t od­ ległości. N adzw yczajny postęp zo­ stał dokonany około r. osiągnąć zasiąg rozm owy od 400 do 600 k m przez włączenie wzm acniaczy w trzech p u n k ta c h pośred­ nich. Z tego. ja k duże znaczenie uzyskały one w nourszym rozwoju techniki telefonicznej. m ożna włączyć dowrolną ilość wzmacniaczy. 1900. Na większych odległościach należy stosować oddzielne p a ry przewodów dla przeciwnych kierunków.

Udało się do­ 1 D łu g o ść linij T elefonicznych w P o lsce w y n o siła w r. jakie możemy przejąć w odległości jednego zaledwie kilom etra.132 Z asad y fiz y k i cenią kabla telefonicznego przez Ocean A tlantycki. że fale elektryczne dadzą się zastosować przynajm niej do przekazyw ania wiadomości. ilo ść z a ś a p a ra tó w — ok o ło 2 0 0 . k tó ra mogłaby się oprzeć ol­ brzym iem u ciśnieniu wody morskiej na głębokości kilku km. za tem w P o lsc e p rzy p a d a ło o k o ło 6 a p a r a tó w n a 1. pro­ je k t ten przewiduje jako ochronę kabla papierowo-po- wietrznego specjalną rurę. (U w . Jeszcze większą jed n a k trudność nastręczałaby bu­ dowa sam oczynnych podm orskich stacyj w zm acniających oraz używanie kilku żył w jed n y m kablu. Ogólna długość linij telefonicznych w sam ych tylko S tanach Zjednoczonych. 1933 około 35 milionów. Ogólna liczba a p a ra tó w telefonicznych na całym świe- cie wynosiła w r. wyprom ieniowanej przez źródło.1 XXXVI W Y S Y Ł A N IE FA L E L E K T R Y C Z N Y C H Ju ż doświadczenia H ertza w ykazały możliwość przeka­ zywania energii elektrycznej na odległość bez pomocy przewodów. gdzie na cele telefonii w y­ datkow ano już dotychczas około 3 m iliardy dolarów.0 0 0 . Chociaż już te ilości energii. 1934 ok o ło 3 2 . 5 7 % tej liczby p rzy p a d a na S ta n y Zjednoczone Ameryki Północ­ nej. czyli słyszenia rozmów z sąsiednich obwodów. 9 % na Niemcy.0 0 0 km . Na 100 m ieszkańców przypadało w S tanach Zjednoczonych 16 aparatów .000 m ieszk a ń có w . wynosi prawie 100 milionów km. tł. jednakże można było mieć nadzieję.) . bez obaw y tak zwanego „przesłuchu“ . a w Niemczech około 5. czyli przeszło 2000 razy więcej od obwodu kuli ziemskiej. s ta ­ nowią z pewnością bardzo drobne tylko ułam ki energii.

które zastąpiły dawniejsze oscylatory H ertza. Podstaw owe zadanie radiotelegrafii polega na budowie przyrządów. W y sy ła n ie fa l e le k tr y cz n y c h 133 konać tego M a r c o n i e m u w r. Stały rozwój telegrafii bez d ru tu . a następnie prądnice p rądu przemiennego o bardzo wysokiej ilości okresów. Liczne układy. a w r. czyli radiotelegrafii. wysyłania. do­ prowadził do tego. nadających się do w ytw arzania. b y natężenie drgań pozostawało bez zmiany. w ykonyw ujące około 20. m aszyna ta k a posiada kilkaset bie­ gunów i daje wobec tego bezpośrednio p rą d y przem ienne . są dzisiaj zupełnie przestarzałe. byłyby n a ty c h m ia st pokryw ane. że dzisiaj stała się ona w ażną gałęzią elektrotechniki. w ykryw ania i odbioru fal elektrycznych. J e d n y m z najważniejszych celów. tak . W nowoczesnej radio­ technice najgłówniejszymi urządzeniam i do w ytw arzania drgań niegasnących są przede wszystkim generatory lam ­ powe. Do w ytw arzania drgań elektrycznych służą t a k zwane generatory wysokiej częstości. K ażdy przeskok iskry w oscylatorze wywołuje wprawdzie drgania. W Ameryce udało się A l e x a n d e r s o n o w i zbudow ać m aszyny p rąd u przemiennego. które służyły dawniej do tego celu i w swoim czasie odegrały dużą rolę. 1896. jed n a k drgania te n a ty c h m ia s t znów wygasają. czyli natychm iastow e prawie wygasanie jego drgań. rozpoczęty w pierwszych latach dwudziestego wieku. a więc takiego. 1902 udało mu się po raz pierwszy telegrafować bez d ru tu poprzez A tlan ty k . w k tó ry m s tr a ty energii drgań. Dużą wadę oscylatora H ertza stanowiło jego znaczne „tłum ienie“ . ku którem u zmierzali fizycy od chwili pow stania radiotelegrafii.000 obrotów na m inutę. został on w ten sposób tw órcą telegrafii bez drutu. wywołane przez tłumienie. J u ż w n a stę p n y m roku Marconi mógł przesyłać depesze iskrowe między lądem a statkiem na odległość 10 kilometrów. stanowiło zbu­ dowanie n ad ajn ik a drgań niegasnących.

a w ięc np .134 Z asad y fiz y k i o częstościach. o z n a c z a m y sy m b o lic z n ie p rzez d w ie ró w n o leg łe k resk i. sięgających 100. Generator lampowy.000 okresów na se­ kundę. k o n d en sa to r o b r o to w y . złożony z cewki L (samoindukcji) oraz z kondensa­ tora o dającej się regulować pojemności. że w obwód anodow y jest jeszcze włączony dodatkow o ta k zwany obwód d rg a ­ jący. p rzy pom ocy k tó ­ rych można kilka razy z rzędu podw ajać częstość. przepływ ając przez pierwszą cewkę. Dzięki tem u przez oddziaływanie in d u k ­ 1 K o n d en sa to r ze zm ie n n ą reg u lo w a n ą p o je m n o ścią . oraz inne. dające mniejsze częstości. Można jednakże stosować również i m aszyny. o ile tylko obie cewki są nawinięte wre właści­ w ym kierunku. ty m tylko. w pierwszej cewce p ow stają zanikające drgania. wówczas. p rąd zaś ten. umieszczona w ten sposób. . ja k to w yka- kmm^czniec)hc zuj e porównanie rys. że cewka L może wywo­ ływ ać powstawanie w niej prądów indukow anych dzięki wzajemnej indukcji obu tych cewek. Periodyczne w ahania napięcia siatki wywołują z kolei periodyczne w ahania p rądu anodowego o tej samej częstości. sprzężenia zwrotnego. wypracowanego przez M e i s s n e r a .50. stosow any do tego celu. 50 z poprzednim rys. lub n a d a j­ nik lampowy. za pośrednictw em któ ry c h m ożna otrzym ać dowolne nieparzyste wielokrotne częstości m aszyny.1 również i w ob­ wodzie siatkow ym znajduje się cewka sam oindukcyjna L ’. HllilMj • N ajbardziej używ anym obecnie sposobem w ytw arzania d rgań je s t zastosowanie tzw. skutkiem wrystępowrania p rąd u samoindukcji. Istnieją urządzenia. odróżnia Rys. następnie zaś podwyższać ilość okresów p rądu za pom ocą t a k zwanych tra n sfo rm a ­ torów częstości. które w yw ołują jednakże przez indukcję periodyczne w ahania napięcia w d ru ­ giej cewce i na siatce. doprowadza nową energię do obwodu drgającego. p rz ec ię te p o c h y łą strza łk ą . Nadajnik S'S od wzmacniacza lampowego. 41. Gdy włączamy baterię anodową.

N adajnik lam ­ powy w ytw arza więc drgania niegasnące. W ytw arzanie drgań niegasnących jest pierwszym pod­ staw ow ym zadaniem radiotechniki. wzbudzana z zewnątrz. 25. rozdz. w k tó ry m zachodzą drgania elektryczne. Nowoczesne stacje nadawcze pracują przy pomocy takich. sięgającej kilkuset kilowattów. wytworzone w obwodzie zam kniętym . Najsilniejsze lam py nadawcze mogą dostarczać mocy.2 Zam knięty obwód drgający wysyła na ze­ w nątrz w postaci fal elektrom agnetycznych tylko bardzo mało energii. n a to m ia st rozpięty w pow ietrzu d ru t. Rozumie się samo przez się. Dzięki omówionemu wyżej działaniu siatki lam pa. wzmacnia wówczas doprowadzane do niej drgania. stanowi obfite źródło tych 1 P or. W ty m celu drgania. mogące rozchodzić się swobo­ dnie w przestrzeni. W y sy ła n ie fal e le k tr y cz n y c h 135 cyjne zostają zwiększone w ahania napięcia siatki i w dal­ szym ciągu zachodzi w ten sposób coraz dalsze wza­ jem ne wzmacnianie. tak zwaną anlenę. wartość energii drgań. włączając w obwód siatki zew nętrzny obwód drgający. jak w dynam om aszynie. bieguny prądnicy p rąd u przemiennego o w y­ sokiej częstości. zostają przeniesione na obwód o tw a rty . podobnie. drugie polega na prze­ kształceniu drgań na fale. zależna od w arunków pracy. osiąga się to zwykle przez sprzężenie ty ch obwodów za pom ocą odpowiednich cewek indukcyjnych. że tak silne lam p y m uszą być chłodzone wodą. np. lub też obwód drgający innej lam py n a ­ dawczej z samowzbudzaniem . 2 P r z y p o m n ijm y so b ie tra n sfo rm a to r! . Poza takim „sam ow zbudzaniem “ można również po­ budzić lam pę nadaw czą do drgań za pomocą „wzbudzania z zew n ą trz “. połączeń lamp.1 dopóki nie zostanie osiągnięta pewna stała. których częstość możem y dowolnie regulować przez zastosowanie właści­ wych cewek i przez odpowiednie nastawienie kondensa­ tora obrotowego. często wielostop­ niowych.

czyli ab y jego własną częstość móc uczynić równą częstości tego obwodu. gdy częstość jego drgań własnych. przechodzącej przez jego środek. uziemiony na dolnym końcu. jest to zjawisko znane pod nazw ą „fadingu“. uw arunkow ana przez jego pojemność i spółczynnik samo- indukcji. 1 F a d in g je s t an g ielsk im w y ra zem o z n a c z a ją c y m „ z a n ik a n ie “. aniżeli p rzy użyciu mniejszych dłu­ gości fal. włącza się do d ru tu dające się regulować cewki i kondensatory. „ g a śn ięcie“. Zasiąg stacji zależy w znacznym stopniu od pory dnia. Na dużych stacjach nadawczych stosuje się a n te n y długości od 100 do 300 m etrów. przy czym do um ocowania i zawieszenia drutów nadawczych służą wysokie m aszty (por. 51). W nocy może on być 10 do 15 razy większy niż we dnie. . Podczas odbioru noc­ nego sygnały często chwilami słabną. rys. Do największych telegraficznych instalacyj nadawczych świata zalicza się niemiecka stacja w Nauen. w ty m w ypadku n a p o ty k a m y w dziedzinie elek­ tryczności na zjawisko dobrze każdem u znane z akustyki pod nazwą rezonansu. G dyby pionowy d r u t nadaw czy zawieszony był zupełnie swobodnie w przestrzeni. zgadza się z częstością doprow adzanych doń drgań. panujące w atmosferze i na powierzchni ziemi. promieniowanie m usiałoby głów­ nie odbyw ać się w płaszczyźnie poziomej. Z tego też powodu wielkie stacje radiotelegra­ ficzne p racują na falach długości od kilku do 20 kilometrów.136 Z asad y fizyk i fal. posiadająca dwie wieże wysokości po 260 metrów.1 Gdy stosujem y fale o dłu­ gości rzędu kilku kilometrów. N ajprostszą formą a n te n y jest długi. pionowy d r u t n a ­ dawczy. A by go dokładnie „dostroić“ do sprzężonego z nim obwodu drgającego. W takim drucie można wywołać szczególnie silne drgania elektryczne. zakłócenia te d ają się od­ czuwać o wiele mniej. W rzeczywistości jed n a k na promienio­ wanie w pływ ają w sposób isto tn y w arunki.

. M aszty antenow e rozgłośni warszawskiej.Rys. 51.

Interferencje pomiędzy falami powierzchniowymi.000 do 100. a mianowicie ta k zwanych fal krótkich o długości od 10 do 50 metrów. że na wysokości 60 do 100 kilo­ m etrów z n a jdują się w atmosferze w arstw y dobrze prze­ wodzące (przede w szystkim ta k zwana w arstw a Heavi- side’a). czyli falami rozprze­ strzeniającym i się wzdłuż powierzchni ziemi. że przy użyciu tych fal krótkich odbiór udaje się dobrze na stosunkowo m ałych odległościach. Od w arstw tych odbijają się fale. w której odbiór w ogóle nie jest możliwy.1 Początkowo sądzono. Szczególnie osobliwy w ydaje się fakt. i dopiero po przekroczeniu tej strefy m ożna znów uzyskać dobry odbiór. lecz tylko można je łatwiej zaobserwować w tej dziedzinie długości fal.000 „Hertzów“. lub też pomiędzy dwiema takim i falami odbitym i. i falą odbitą od przewodzącej w arstw y atm osfery.000 okresów na sekundę. P rz y ­ czynę fadingu stanowi to. w yw ołują zjawisko fa­ dingu. albo. Około roku 1925 dokonano jednakże niespodziewanego odkrycia. Zatem dopiero dzięki doświadcze­ niom nad falami krótkim i radiotechnicy zdobyli możność przeprowadzenia wyczerpujących badań nad rozchodze­ niem się fal elektrycznych i nad zjawiskiem fadingu. . Zjawisko to nie ogranicza się jednakże bynajm niej jedynie do fal k ró t­ kich. że fale o długości poniżej 1000 m etrów nie n a d a ją się do telegrafii bez d ru tu skutkiem swego z b y t małego zasięgu. 1 H ertz je s t w ięc je d n o stk ą c z ę sto śc i d rgań ob licza n ej na jed n ą sek u n d ę. ja k się mówi na cześć odkryw cy fal elektrycznych. biegnące ku górze. iż przy pomocy znacznie jeszcze krótszych fal. od 15. można rów­ nież uzyskać duże zasięgi.138 Z a sa d y fizy k i Odpowiada to drganiom o częstości od mniej więcej 15. W zrost fadingu w nocy i jego znikanie w dzień tłum aczym y rucham i w arstw y przewodzącej. i dochodzą znów do powierzchni ziemi dopiero w znacznej odległości od stacji nadawczej.000 do 100. następnie n a p o ty k a m y tak zwaną „strefę m a r tw ą “.

przez co zeszli znacznie poniżej najdłuższych ze znanych fal podczerwonych. zwią­ zane z koniecznością użycia bardzo m ałych pojemności i sam o in d u k c y j. że pod w p ły w e m ciśn ien ia n a p rzeciw leg ły ch p o w ierzch n ia ch k ry sz ta łu p o w sta ją ła d u n k i elek tr y c z n e zn a k ó w p rzeciw n y ch . Fale te uzyskały duże znaczenie także i w dziedzinie m edycyny. skutkiem zb y t dużego oporu. zo sta ło w y k r y te ju ż w r. W ty m celu stosuje się najczęściej sterowanie nadajnika kwarcem. gdy do przeciwległych powierzchni kryształu zostanie przyłożone napięcie elek­ tryczne. 1 Pod wpływem napięcia przemiennego kryształ kwarcu zostaje zatem dzięki swej sprężystości w p ra ­ wiony w drgania mechaniczne. . Z jaw isk o to . W ytworzenie bardzo krótkich fal elektrycznych o długości rzędu kilku centym etrów czy n a w e t milimetrów udało się już dawniej różnym fizykom. wnętrze czaszki). do k tó ­ rych. gdyż do­ piero dzięki nim została umożliwiona gtęboka diatermia. 1930 radiotechnika opanowała również jeszcze i ta k zwane fale ultrakrótkie o długości od kilku m etrów do kilku decym etrów. W y sy ła n ie fal ele k tr y cz n y c h 139 Do w ytw arzania fal krótkich stosuje się również n a ­ dajniki lampowe. Wobec bardzo bliskiego sąsiedztwa różnych częstości. opiera się ono na zjawisku rozszerzania się lub kurczenia kryształów kwarcu. kw arc p o sia d a tę w ła sn o ść . stosow anych w nowoczesnej radiotechnice. gdybyśm y doprowadzali go przez elektrody. zw a n e p iez o ­ e le k tr y c z n y m . przy czym trzeba było dużego kunsztu eksperym entatorskiego. mógłby dochodzić je­ dynie bardzo słaby prąd. k tórych długość sięga około y3 milimetra. które skutkiem rezo­ 1 O d w rotn ie. rzeczą wielkiej wagi je s t zapobieganie w ahaniom częstości nadawczej. by przezwyciężyć trudności. m niejszych od jednej dziesiątej mili­ m etra. lecz natężenie tych fal było bardzo małe. 1780. Mniej więcej około r. Za pom ocą tych fal można mianowicie ogrzewać i takie części ciała ludzkiego (jak np. W ytw a rz a ją c takie mikrofale doszli oni do długości fali.

Drgania akustycz­ ne. k tó r y ch c z ę sto ść sta n o w i c a łk o w itą w ielo k ro tn o ść cz ę sto śc i p o d sta w o w e j). ab y częstość jej wła­ snych drgań sprężystych zgadzała się z kontrolow aną częstością elektryczną. Możemy też spraw dzać stałość wysokich częstości drgań. m o żn a s to s o ­ w ać go rów n ież do fal k ró tszy ch od 100 m etró w . Zasadniczy ton m uzyczny (a raz kreślone) np. niż elektryczne. że kryształ kwarcu. w ytw arza silne zjawiska świetlne. m ożna wysyłać bez pomocy przewodów krótkie ciągi fal. są naturalnie znacznie po­ wolniejsze. lub też osłabiając je tylko. Częstość ta zależy przede wszystkim od grubości kryształu w kształcie płytki. Każde urządzenie. które m a ją być przekazane.140 Z asad y fizy k i nansu stają się szczególnie silne w tedy. które mogą być u żyte w zwykły sposób jako sygnały telegraficzne. Powolne drgania a k u ­ 1 G d y k o rzy sta się z ta k zw a n y c h d rg a ń h a rm o n icz n y c h k r y ­ sz ta łu o g ru b o ści 1 m m (a w ię c d rgań . W telefonie bez drutu fale wysyłane są „modulowane“ przez głos mówiącego lub przez m uzykę. . odpowiada 435 drganiom na sekundę. więc z pom ocą p łytki kwarcowej można istotnie uzyskać bardzo dokładną kontrolę. gdy tym czasem fala elektryczna długości 500 m e­ trów odpowiada 600. służące do przesyłania fal elektrycz­ nych. Ponie­ waż zmiana częstości o pół promilla w ystarcza już do w y­ gaszenia świecenia. drgając w rozrze­ dzonym gazie. grubości jednego c entym etra — fala elektryczna długości 1. Kryształowi grubości jednego m ilim etra odpowiada w w y padku rezo­ nansu 1 fala elektryczna długości około 100 m etrów. stanowiące pewne impulsy. płytce nadaje się przy tym ta k ą grubość.000 hertzom . a więc. nadaje się do celów telegrafii lub telefonii bez d ru tu . Przeryw ając nagle drgania a n te n y (na dłuższy lub krótszy przeciąg czasu). ja k się mówi w języku elektrotechnicznym . gdy częstość drgań elektrycznych zgadza się z częstością drgań wła­ snych kryształu. korzystając z tego.000 m etrów. 435 hertzom .

powstanie okresowo zm iennych pól. w ystępuje wówczas zjawisko rezonansu. a ty m sam ym powstanie prze­ m iennych napięć we wszystkich n a p o tk a n y c h przez nie ciałach. wypromieniowanej przez a n ­ tenę nadawczą. w ten sposób znoszą się . Fale elektryczne grają zatem w telefonie bez d r u tu rolę fal nośnych. zwłaszcza na większych odległościach. Odbiór fal e le k tr y cz n y c h 141 styczne o „niskiej częstości“ n a kładają się na drgania elektryczne „wysokiej częstości“ w ten sposób. wywołują we wszystkich miejscach. X X X V II O D B IÓ R FA L E L E K T R Y C Z N Y C H Fale elektryczne. Natężenie ty ch prądów jest zazwy­ czaj rzędu wielkości zaledwie może stutysięcznych miliam- pera. niż wykrycie słabych prądów s ta ­ łych. aby można było. w ykazać ich istnienie bez pom ocy specjalnych urządzeń. wykazanie zaś istnienia słabych prądów przem iennych jest znacznie trudniejsze. Gdy częstość własnych drgań elektrycznych obwodu przewodzącego zgadza się z częstością fali. Za pomocą zm iennych pojemności i sam oindukcyj można „dostroić“ w ten sposób d a n ą „antenę odbiorczą“ do dowolnej fali. do któ ry c h dobiegają. iż n a ­ tężenie drgań elektrycznych podlega periodycznym zmia­ nom. rozchodząc się w przestrzeni. które zachodzą w rytm ie drgań akustycznych. p rzy czym w jed n y m z nich p rąd jest skiero­ w a n y odwrotnie niż w drugim. w obwodach przewodzących pod działaniem tych napięć pow stają p rą d y przemienne. K ażdy okres p rąd u przemiennego składa się z dwóch półokresów. zmieniając swe natężenie w rytm ie przekazyw a­ nych tonów. wywołane w niej p rą d y przem ienne m ają o wiele za słabe natężenie. Ponieważ je d n a k an te n a odbiorcza może przejąć zale­ dwie drobny ułam ek energii. przy czym natężenie w yw ołanych przez falę elektrycz­ nych prądów przem iennych osiąga najw yższą możliwą wartość.

na której powstaje w ten sposób na zmianę napięcie dodatnie i ujem ne. Działa on jako prostownik 1 elektryczny. j a k już w spom nia­ no. gdyż — 1 Por. przy czym częstość tych zmian jest b a r­ dzo wysoka. zazwyczaj p iry tu lub galeny. gdyż audion.142 Z a sa d y fiz y k i nawzajem wszelkie te działania średnie prąd u . nie je s t niczym innym . P rą d anodow y drga więc z częstością akustyczną. o którego powierzchnię oparte jest ostrze metalowe. 31. rozd z. Odbierane fale są dopro­ wadzane w audionie poprzez m ały kondensator do siatki lam py. L am pa „audionowa“ ma tę przewagę nad detektorem kryształkow ym . przez co natężenie prądu anodowego spada. ja k tylko włączoną w pewien spe­ cjalny sposób lam pą elektronową. jednakże we wzm ocnionym stopniu. Gdy napięcie to je s t dodatnie. lekko sprężynujące. do których dwie połówki. Do w ykazania słabych prądów przem iennych w antenie odbiorczej służą zatem jako „detektory“ takie urządzenia. 2 P or. . niszcząc jedną połowę fali i dając w ten sposób jednakowo skierowane im pulsy p rądu. Detektor kryształkowy składa się z odpowiedniego m ine­ rału. że z działaniem prostowniczym łączy ona jeszcze wzmocnienie prądu. rozd z. Za pom ocą stosow­ nego schem atu połączeń można nie dopuścić do wzrostu ujemnego napięcia siatki ponad pewną w artość i wywołać w ten sposób powstanie w stałym prądzie anodow ym w ahań natężenia w ty m sam ym rytm ie. które odcinają jedną połowę fali i um ożliwiają w ten sposób powstanie dającego się stwierdzić działania przeciętnego. D z ia ła n ie p r o sto w n icze d e te k to r a k r y sz ta łk o ­ w ego p o leg a g łó w n ie na zja w isk a c h te r m o e le k tr y c z n y c h . 30. elektrony z rozżarzonej k a to d y dochodzą do siatki. n a to m ia st napięcie ujemne nie dopuszcza ich do s ia tk i. Najważniejszą rolę pośród urządzeń tego rodzaju grają: d e te k to r kryształkow y i lam pa elektronow a w „audiono- w y m “ schemacie połączeń. fal przyczyniają się w przeciwnym sensie. w jak im je s t m odulow ana fala n a d a jn ik a.2 Skutkiem tego pod działaniem fali elektrycznej siatka ładuje się ujemnie.

k tó ra w ty m w ypadku działa jako wzmacniacz wysokiej częstości. (Natężenie odbioru m ożna wreszcie wzmocnić dalej jeszcze przez wywołanie oddziaływania wzm ocnionych drgań w y­ sokiej częstości z obwodu anodowego pierwszego w zm ac­ niacza na ante n ę odbiorczą. czyli radiotelegrafu. 36 o n a d a j­ n ik u la m p o w y m . Gdy ten periodycznie drgający prąd anodowy doprowadzim y do telefonu. Dla polepszenia odbioru można ponownie wzmocnić wychodzące z detektora drgania niskiej częstości za po­ mocą lam py elektronowej. Za pom ocą ze­ stawienia tego rodzaju. przekazującego drgania elek­ tryczne a n te n y poprzez wzmacniacz wysokiej częstości do lam py audionowej i dalej poprzez wzmacniacz niskiej częstości do telefonu. można osiągnąć ta k znaczne wzmoc­ nienia. przez takie „sprzężenie zw rotne“ zmniejsza się szkodliwy wpływ tłum ienia 1 drgań w antenie odbiorczej).2 Na wielkiej niemieckiej stacji nadawczej w Nauen pod Ber­ 1 P orów n . O dbiór fa l e le k tr y cz n y c h 143 ja k ju ż zostało wyjaśnione w jed n y m z poprzednich rozdzia­ ł ó w — każda lam pa elektronowa działa jednocześnie jako wzmacniacz. odpowia­ dający ty m przekazanym m u drganiom „niskiej częstości“ . że stosowanie wysokich a nten odbiorczych staje się zbyteczne i w ystarczają już małe a n te n y ramowe. z ty m . można naturalnie uzyskać za pomocą d e tektora kryształkowego. . gwałtow ny rozwój telegrafu bez d ru tu . Ten sam wynik. 2 D o ob jęcia całej p o w ierzch n i z iem i w y sta r c z a ju ż n a tu ra ln ie z a sią g ró w n y p o ło w ie o b w o d u ró w n ik a . k tóra działa w ty m w ypadku jako wzmacniacz niskiej częstości. J u ż około roku 1920 zasiąg najw ięk­ szych stacyj iskrowych dorównał obwodowi kuli ziem skiej. pow staje w nim ton. tylko bez wzmocnienia. co zo sta ło p o w ied zia n e w ro zd z. poczynając mniej więcej od roku 1915. Udoskonalenie odbioru fal wywołało. Można również do­ prowadzić wychodzące z a n te n y modulowane drgania elektryczne jeszcze przed w yprostow aniem do włączonej na ich drodze lam py elektronowej.

T a k np. Centrale kom unikacji radiotelegraficznej są łączone za pośrednictw em specjalnych torów kablowych z odpowied­ nimi instalacjam i nadaw czym i i odbiorczymi. znajduje się instalacja odbiorcza. 1918 do około 18 milionów w roku 1930. Pierwsza regularna obsługa radiotelefoniczna poprzez ocean została o tw a rta w 1927 roku. k tó ra obejm uje również wiadomości o burzach.1 Zastosowanie do radiotelegrafii fal krótkich umożliwiło dzisiaj przesyłanie przeszło 1000 liter w ciągu 1 m inuty. Z licznych zastosowań radiotelegrafu p rzytoczym y tu jedynie krótko m iędzynarodow ą obsługę meteorologiczną. Jednakże urzęd­ nicy. instalacje te urządza się poza obrębem wielkich m iast. Ponieważ obecnie zostało już ustalone po­ łączenie radiotelefoniczne pom iędzy wszystkim i większymi krajam i. w odległości 35 km od berlińskiej centrali. m ożem y więc przez kom binację z liniami kablow ym i na lądzie stałym prowadzić ju ż dzisiaj rozm owy na odległość pom iędzy dwom a dowolnymi p u n k ta m i na kuli ziemskiej. lecz jedynie w centrali berlińskiej. w Geltow koło Pocz­ d am u. 1 W ciągu la t n a stę p n y c h n a stą p iło p ew n e c o fn ię c ie się sk u t­ k iem p og o rszen ia się w a ru n k ó w g o sp o d a r c z y c h . powodziach.144 Z a sa d y fizy k i linem ilość wyrazów. k tórzy rzeczywiście z a jm u ją się przesyłaniem wia­ domości w obydwóch kierunkach.. prac u ją nie w Nauen i nie w Geltow. np. wzrosła od jednego miliona w r. niemiecka instalacja n a ­ dawcza dla kom unikacji transatlantyckiej znajduje się w Nauen. z n a jd u ­ jących się na o tw a rty m morzu. . przesyłanych telegraficznie w ciągu roku. pomiędzy Niemcami i A rgentyną lub pom iędzy Anglią i Australią. która w ten sposób kieruje nadaw aniem na odległość. górach lodowych itp. pom iędzy L ondynem i New Yorkiem. przeznaczoną dla statków . następnie znów w odległości 30 km od Nauen. sygnały czasu oraz ogólnoświatową obsługę inform acyjną. oddzielo­ nym i jedne od drugich.

jako z pewnością jeden z największych postępów w dzie­ ja c h cywilizacji ludzkości. jak np. (U w . 1920 rozwinęło się zastosowa­ nie radia do służby informacyjnej w ograniczonym kole odbiorców.) Zasady fizyki 10 . służących do akustycznej m odulacji fal elektrycznych. lub też niektórych tow arzystw p ry ­ w atnych. stawiającej sobie za cel głównie nadaw anie produkcji m uzycznych. ulepszanie i wyczulanie p rzy­ rządów odbiorczych oraz budowę wielkich stacji nadaw ­ czych o coraz większej mocy. tak. policji czy wojska. W r. 1923 powstało Niemieckie R a d io . Dalszy rozwój radiofonii jest scharakteryzow any przez ciągłe udoskonalanie przyrządów. iż każdy posiadacz odpo­ wiedniego a p a ra tu odbiorczego mógł korzystać z ty ch słuchowisk. zakres częstości przekazyw anych 1 P o lsk ie R a d io p o w sta ło w r. 1921 rozpoczęło się przekształcanie radia ze środka porozum ienia w radiofonię rozrywkową. tł. o b ejm ującym przede wszystkim redakcje cza­ sopism i giełdy. W Ameryce przede w szystkim pow stały tow arzystw a.1 Rozwijając się gwałtownie. 1920 pierwszej stacji radiofonicz­ nej w P ittsburgu. Na krótko przed r. a w r. Po urządzeniu już w r. w przeciągu niewielu lat „radio“ rozpowszech­ niło się bardzo wśród wszystkich narodów kulturalnych. 1927. XXXVIII R A D IO F O N IA Mniej więcej do r. w następnych latach zbudowano w S ta ­ nach Zjednoczonych bardzo liczne stacje nadawcze. 1920 zastosowanie radiotelefonu ograniczone było jedynie do przesyłania wiadomości i to przede wszystkim dla uży tk u instytucji publicznych. W radiofonii. które organizowały o dczyty oraz produkcje muzyczne i przenosiły je za pomocą specjalnych instalacji nadaw czych na wysyłane w prze­ strzeń fale elektryczne.

mikrofon kondensatorow y i mikrofon elektrodynam iczny. w odległości około 1/50 m m . 2 P o jem n o ść z a le ż y . Gdy m ówim y do kondensatora. Proszek ten — umyślnie nie­ jednolity — składa się z ziarn różnej wielkości. wynaleziony przez Eugeniusza R e i s s a i noszący jego nazwisko. falistą taśm ę alum iniową (tak zwane m ikrofony taśmowe). jaki w ystarcza. 1 Por. 21. M ikrofon kondensatorowy jest to właściwie kondensator elektryczny w znaczeniu. zam knięte z wierzchu m em b ran ą gum ową i wypełnione w arstw ą proszku węglo­ wego. zostaje pod wpływem dźwięku wprawiony w drganie. por. znajdujący się pomiędzy biegunami nieruchomego m agnesu. . składa się z małego k aw ałka m arm u ru w kształcie sześcianu.146 Z a sa d y fiz y k i fal dźwiękowych musi być z n a tu r y rzeczy znacznie większy.1 Je d n a z p ły t jest utworzona przez specjalnie cienką m em branę m etalow ą (grubości w przybliżeniu 0. k tó ry po­ siada płaskie. Mikrofon. rozd z. a więc i jego pojem ność. dzięki czemu pow stają w nim przez indukcję p rą d y przemienne. że pod wpływem przyłożonego z zewnątrz napięcia pow stają p rą d y prze­ mienne.2 ta k .01 mm). spośród k tó ry c h najw aż­ niejsze są: mikrofon Reissa. Wobec tego do przejmow ania drgań akustycznych służą w radiofonii m ikrofony specjalnej konstrukcji. W mikrofonie ty m stosujem y albo cienką. kw adratow e wgłębienie. naprzeciwko niej. znajduje się nieruchoma tarcza m etalow a. omówionym już w yżej. od o d leg ło ści p o m ię d z y p ły ta m i. aniżeli zakres. co czyni go jednakow o czułym na wszelkie częstości. grubości 1 do 2 m m . W mikrofonie elektrodynamicznym przewodnik elektry­ czny o małej masie. rozdz. 21. zmie­ nia się przez to periodycznie odległość między jego pły­ tam i. albo też lekką ceweczkę z d ru tu aluminiowego. aby uczynić zro­ zum iałą mowę ludzką w zwykłym telefonie. ja k w ia d o m o .

do k tó r y ch n ie d o ch o d z ą ża d n e o d g ło sy zew n ętrzn e. iz o lo w a ­ n y ch d źw ięk o w o „ stu d ia c h “. służący do przejm ow ania dźwię­ ków. również i słuchawka telefoniczna w przyrządzie od­ 1 M ikrofony u sta w ia n e są w sp ec ja ln ie u rzą d zo n y ch . p o c h ła n ia ją c y c h rozp roszon e i o d b ite od śc ia n fa le d źw ięk o w e.1 R ys. tł. R ad iofon ia 147 W mikrofonie elektrodynam icznym zbędne jest specjalne źródło p r ą d u . w ten sp o só b u zy sk u je się d u żą c z y sto ść n a d a w a n y c h d źw ię k ó w . 5 2 ). 52. Studio kam eralne rozgłośni warszawskiej.) 10* . (U w . ry s. Podobnie. S tu d ia ta k ie z a o p a tr zo n e są w szereg o d ­ p ow ied n io ro zm ieszczo n y c h k o ta r (por. ja k mikrofon.

Używane dzisiaj powszechnie po­ kojowe głośniki elektrodynam iczne przenoszą ruchy z n a j­ dującej się w polu elektrom agnesu cewki. Później dopiero udało się zbudować działające bez zarzutu głośniki elektrodynam iczne. opływanej przez wzmocniony p rąd odbiorczy. na m em branę. tworzonej przez siatkę i anodę lamp obwodu wysokiej częstości. k tórych dźwięk m ożna słyszeć wyraźnie i czysto w odległościach.1 Stale w zrastająca moc stacji nadaw czych powoduje. . k tó ry jest odwróceniem mikrofonu cewkowego. że coraz ważniejszą rolę odgrywa spraw a budow y odbiorników „seleklywnych“. czyli tzw. Oddawanie dźwięków jest wystarczająco silne naw et dla dużych pomieszczeń. zostaje przez wa­ hania p rąd u w prawiona w drgania. od dobrego odbiornika zaczęto wym agać również i oddaw ania dźwięków przez głośnik. Do nadaw ania dźwię­ ków na otw artej przestrzeni i w wielkich salach stosuje się oparte na tej samej zasadzie „głośniki talerzowe“ .148 Zasady fizyki biorczym musiała przystosować się do zwiększonych wy­ m agań radiofonii. W głośniku cewkowym. odbioru helero- 1 W o b w o d zie n isk iej c z ę sto śc i p o jem n o ść u k ła d u sia tk a — a n od a nie je s t ta k szk o d liw a . przenoszone przez nią na powietrze. której nadaje się zwykle k ształt stożkowy. Ulepszenia radioodbiorników zmierzały przede w szyst­ kim do zwiększenia ich czułości. Zadaniem głośnika jest przetwarzanie dostarczanych przez odbiornik drgań p rądu w dostatecznie silne drgania powietrza i od­ danie dźwięków w postaci możliwie czystej i wolnej od zniekształceń. ceweczka aluminiowa. k o n stru k c ja ich opiera się głównie na zasadzie n a kładania dwu drgań. znajdująca się w polu m agnetycznym . sięgających 500 m etrów . Przez wprowadzenie neu- Irodynowego schem atu połączeń osiągnięto istotne ulepszenie wzm acniaczy wysokiej częstości. schem at ten pozwolił usunąć szkodliwe działanie pojemności. Na zasadzie konstrukcji telefonu rozwinął się przede wszystkim głośnik elektrom agnetyczny.

jeszcze innych dodatkow ych urządzeń. Gdy dawniej jeden odbiornik heterodynow y wym agał użycia aż do jedenastu lamp. używane do odbioru. w ten sposób m ożna osiągnąć nadzw yczajną selektywność odbiornika. k tóra jest niezależna od długości fali. Przez te ulepszenia odbiorniki stały się mniejsze i tańsze. Przez konstrukcję takich lam p wielo- sialhowych (np. równoważne kilku stopniom wzmocnienia w obwodach niskiej częstości. odpow iadającą w przybliżeniu fali o długości 2500 m etrów . mógł być znacznie zwiększony drogą w budow ania w lam pę prócz właściwej siatki. częstość pośrednia jest stopniowo w zm acniana jeszcze przed jej niezbędnym wyprostow aniem w szeregu jak najdokładniej dostrojonych do niej obwodów. że przez nałożenie drgań generatora na od­ bieraną m odulow aną falę pow stają drgania o zupełnie określonej „częstości pośredniej“ . Na tej drodze można było poza tym jeszcze znacznie zmniej­ szyć ilość stopni w odbiorze heterodynow ym i uzyskać za pom ocą jednej lam py działanie. k tó ra służy do sterowania prądem anodowym . p rzy czym częstość tę dobieram y w ten sposób. Stopień wzmocnienia. . analogicznych do siatki i utrz y m y w a n y ch pod określonym stałym napięciem. rów n a ró żn icy cz ę sto śc i n a k ła d a n y c h na sie b ie fal. a wreszcie również i wprowadzenie regu­ lacji za pośrednictw em jednej tylko gałki wywołało znaczne 1 P rzez n a ło żen ie d w ó ch c z ę sto śc i p o w sta je d zięk i ta k z w a ­ n y m „ d u d n ie n io m “ (zn a n y m ró w n ież i w m u z y c e ) n o w a c z ę sto ść.1 Zwykle obiera się częstość pośrednią. ekranowych) zbyteczny stał się używ any pierwotnie kłopotliwy w użyciu schem at neutrodynow y. obecnie można ju ż budować odbiorniki o tej samej sprawności i selektywności z trzem a tylko lam pam i. jaki d ają lam py. Radiofonia 149 dynowego. odbieranej z zew n ą trz . W sam ym odbiorniku w y tw a rz am y za pośred­ nictwem specjalnego generatora drgania o dającej się regulować częstości.

1 W pierwszych latach rozwoju radiofonii słuchacze radia zmuszeni byli do stosowania specjalnych baterii do żarzenia k a to d y oraz dla nadania napięcia na siatkę i anodę. 2 N a jw ięk szą tru d n o ść sp ra w ia ło ża rzen ie k a to d y za p o m o cą sto su n k o w o w y so k ieg o n a p ięcia sieci. są w ó w c z a s o d p o w ie d n io sp rzężo n e m e c h a n ic z n ie . Dwa lata przedtem istniało wprawdzie ju ż 208 stacji nadawczych. obejm ujące jeden stopień audionow y oraz jeden lub dwa szczególnie w ydajne wzmacniacze niskiej czę­ stości (w postaci lamp wielosiatkowych). A p a ra t taki posiada tylko jeden je d y n y dający się dostrajać obwód. . A by uniknąć w miarę moż­ ności wzajemnego zakłócania sobie odbioru przez różne stacje. długości fał są przydzielane stacjom na m iędzy­ narodow ych konferencjach (np. 1933 E uropa posiadała 235 stacji nadawczych o łącznej mocy 3140 kilowattów. włączane bezpo­ średnio do sieci oświetleniowej i dające czysty odbiór. w których zatem nie jest w ym agana selektyw­ ność. lecz łączna ich moc była sześciokrotnie mniejsza. ze sob ą. Dopiero po długotrwałych w y­ siłkach udało się zbudować odbiorniki. płynące przezeń słabe p rą d y zmienne są w yprosto­ wywane przez zwykły de te k to r kryształkow y i doprow a­ dzane bezpośrednio do słuchawki. W radiofonii stosowane są przeważnie długości fal od 200 do 600 i od 1000 do 2000 metrów. lecz tylko dobra jakość odbioru. w Lucernie). w y n o sz ą c e g o od 110 do 2 2 0 w o ltó w .2 W przyrządach przeznaczonych do odbioru jedynie s ta ­ cji lokalnych.150 Zasady fizyki uproszczenie w ich użyciu. w 1933 r. Obok odbior­ ników lam powych w odbiorze lokalnym z n a jd u ją jeszcze duże zastosowanie a p a ra ty detektorow e dawnego typu. Ja k o ogólną zasadę przyjęto. k tó re n a ­ le ż y je d n o c z e śn ie reg u lo w a ć. W r. ja k i moc slacji radionadawczych stale wzrasta. b y stacje n a ­ 1 R o z m a ite k o n d en sa to r y i c e w k i sa m o in d u k c y jn e . Zarówno ilość. stosowane są obecnie układy. pozostałe długości fal zarezerwowane są dla pew nych określonych potrzeb służby inform acyjnej.

) .000 hertzów w skali częstości. Radiofonia 151 dawcze położone blisko siebie posiadały możliwie różne dłu­ gości fal i by każda stacja nadawcza różniła się od swej n a j­ bliższej pod względem długości fali sąsiadki o odstęp 9. najnowszej w chwili pisania niniej­ szej książki (1933 r. Na ostatnim . c z y s to ś c i n a d a w a ­ n y c h d źw ięk ó w itd . stopniu. Później następuje jeszcze dw ukrotne wzmoc­ nienie m odulow anych drgań. że w y m ia n a progra­ m ów n ie o d b y w a się b ezp o śred n io b ez d ru tu m ię d z y sta c ja m i n a d a w czy m i. por. posiadających każda wysokość l 3/4 m etra (obok nich jako rezerwa.). której stałość utrz y m y w a n a je s t przy pomocy kw arcu. 2 W cza sie n a d a w a n ia k o n ieczn a je s t o c z y w iśc ie sta ła k o n tro la d zia ła n ia p o szczeg ó ln y ch sto p n i w zm o cn ie n ia . 53). wzmacnianie to odbyw a się za pom ocą dwóch lam p 300- kilow attow ych. (U w . 5 4 i 5 5 p r z e d sta w ia ją u rzą d zen ie p o ­ koju k o n tro ln eg o i n a jw a żn iejszej je g o c zęści — sto łu k o n tr o l­ n ego w rozgłośn i w a rsza w sk iej. 1933. Dopiero na p iąty m stopniu częstość nadawcza (stanowiąca częstość nośną) jest m odulow ana przez p rąd mikrofonowy. Podobnie ja k dokładniejszy odbiór możliwy jest tylko p rzy zastosowaniu szeregu lamp. rys. za antenę służy bezpośrednio stalowy 1 Cala eu ro p ejsk a k a b lo w a sieć te le fo n ic zn a zaw iera ju ż d zisia j sp ecja ln e ż y ły i u rząd zen ia w z m a c n ia ją c e . ta k . doprow adzany za pom ocą kabla ze studia radiowego. J e d y n ie w y ją tk o w a ja k o ść p r zek a zy w a n ia i b rak z a ­ k łó ceń w ta k ich k a b la ch są p r z y c z y n ą teg o . zbudow ana w r. następne sześć — do stopniowego zwiększania mocy. Pierwszy stopień służy do wytworzenia pierwotnej częstości n a ­ dawczej. tł. słu żą ce je d y n ie do w y m ia n y p rogram ów p o m ię d z y r o z m a ity m i to w a r z y stw a m i r a d io ­ fo n iczn y m i. stoją dwie dalsze.1. posiada np. Wielka wiedeńska stacja nadawcza.2 Na tej stacji nadawczej. ta k samo i każda stacja nadawcza radiowa pracuje na pewnej ilości lampowych slopni wzmocnienia. R y s. bezpośrednio przed przekazaniem drgań antenie. siódmym. siedem stopni. by akustycznie m odulow ana częstość jednej stacji nadawczej nie w k ra ­ czała w obszar drugiej.

gdy w dawniejszych instalacjach takie wieże Rys. Przez dodanie drugiej takiej samej wieży w od— . stanowiły jedynie oparcie dla specjalnej sieci drutów a n te ­ nowych. 53.152 Zasady fizyki m aszt konstrukcji kratowej o wysokości 130 m etrów (rys. Siódm y stopień w zmocnienia na wiedeńskiej radiostacji (dw ie czynne lam py katodowe 300 kilowattowe i dwie takież lam py rezerwowe). 56).

54. .Rys. Urządzenie pokoju kontrolnego rozgłośni warszawskiej. z lewej strony widać stół kontrolny.

. Widok stołu kontrolnego rozgłośni warszawskiej.Rys. 55.

wysokości 130 m. leglości długości fali uzyskano kierunkowe nadawanie głównie w kierunku zachodnim. M aszt antenow y w iedeńskiej stacji nadaw czej. 56. zgodnie z położeniem W iednia na wschodzie Austrii. W celu osiągnięcia specjalnie wielkiego zasięgu w o s ta t­ . Rys.

Powszechne zainteresowanie ulepszeniami technicznym i radiotelefonu i telegrafu bez d ru tu spowodowało również ożywioną działalność am atorów .156 Zasady fizyki nich czasach. jako ich cechę ujem ną. Instalacje nadawcze fal u ltrakrótkich budo­ wane są umyślnie na znacznej wysokości ze względu na prostoliniowe rozchodzenie się tych fal. Konigswusterhausen oraz P ittsburg. Obok stacji nadawczych krótkofalow ych zostały o s ta t­ nio zbudowane na próbę nadajniki fal ultrakrótkich. Pracom ty ch am atorów za­ wdzięczamy nagrom adzenie ogromnie bogatego m ateriału doświadczalnego. najważniejsza obecnie dla E u ro p y stacja am erykańska. że do ich nadaw ania w ystarczają już zupełnie małe energie. Powoduje to. że można je skupiać i kierować za pom ocą odpowiednich reflektorów t a k samo. ta k np. k tórzy stworzyli obecnie na całej kuli ziemskiej wielką sieć nadawczo-odbiorczą. a zwłaszcza fal krótkich. że nie m a ją one dużych zasięgów i wcho­ dzą w rachubę prawie jedynie tylko p rzy odbiorze lokalnym. Z drugiej strony je d n a k z prostoliniowością rozchodzenia się fal u ltrakrótkich związana jest ta ich zaleta. . że ku ogólnemu zdumieniu am atorom udało się porozumienie się ze sobą poprzez ocean za pom ocą zupełnie słabych stacji nadawczych. w Berlinie instalacja nadawcza fal długości 7 m etrów ustaw iona zo­ stała na wierzchołku 138-metrowej wieży radiowej. ta k . ty tu łe m próby. do tych stacji należy np. uwaga fachowców zo­ stała skierowana na zalety fal krótkich w ogóle tylko dzięki tem u. ja k fale świetlne. Dzięki m iędzynarodow em u porozumieniu am a to ro m tym pozostawiono do wyłącznego rozporządzenia pewne okre­ ślone przedziały częstości. program y niektórych stacji radiofonicznych nadaw ane są również z nadajników krótko­ falowych. dotyczącego rozchodzenia się fal elek­ trycznych. Fale u ltrakrótkie nie są odbijane od wyższych w arstw a tm o ­ sfery i rozchodzą się tylko prostoliniowo. poza ty m zaś ułatwione je s t zachowanie przesyłanych wiadomości w t a ­ jem nicy.

F ilm p rzed ­ sta w ia ł jed n eg o ze z n a jo m y c h E d iso n a . w roku 1927 rozpoczął się zwycięski pochód film u dźwię­ kowego. na każdy tysiąc mieszkańców Niemcy posiadały 66 a p a ra tó w odbiorczych. Film dźwiękowy 157 0 olbrzym im znaczeniu radiofonii dla nowoczesnego życia świadczy chociażby fakt. c z y li d zieło trzech . podobnie ja k w radiofonii. któ rz y zastosowali do tego celu obm yśloną już w r. Po odpowiednim ich wzmocnieniu drgania te zostają zamienione za pom ocą odpowiednich przyrządów w wahania natężenia światła. (U w . M a so lle’a i V o g ta z o sta ł o p a te n to w a n y pod n a zw ą „ T ri-E rg o n “. ja k pan u się p od ob a k in em a to g ra f? . że w 1932 r. 1900 przez R u h m e r a m etodę świetlnego zapisyw ania dźwięków. a Dania — 140. zostaje przede wszystkim.2 W filmie dźwiękowym w jego dzisiaj prawie wyłącznie przyjętej postaci mowa lub m uzyka. k tó ry osiąg­ nął niemniejsze znaczenie w naszej cywilizacji nowoczesnej. które z kolei zapisujem y foto­ 1 P o lsk a p o siad ała 10 a p a ra tó w o d b io rc z y c h na k a żd y ty s ią c m ieszk a ń có w . przekształcona za pom ocą m ikrofonu w drgania prądu elektrycznego. Został on wynaleziony w dzisiejszej swej postaci w roku 1923 przez trzech Niemców: E n g l a .1 X X X IX FILM D Ź W IĘ K O W Y W kilka lat zaledwie po okresie gwałtownego rozwoju radiofonii nastąpił triu m f nowego w ynalazku.) 2 W y n a la z e k E n g la . 1889. S ta n y Zjednoczone 138. k tó r y z d e jm o w a ł k a p elu sz. tł. m ó w ią c p rzy ty m : D zień d o b ry p an u . p a n ie E d iso n . M a s o l l e ’a i V o g t a . że w ła śc iw ie p ierw szy film d ź w ię k o w y z o sta ł w y k o n a n y przez E d iso n a p rzy za sto so w a n iu g ra m o fo n u ju ż w r. k tó rą pragniem y za­ pisać. Z a słu g u je na u w agę. Austria 73.

W obydw u m etodach wysokość dźwięku jest dana przez odległość dwu następujących po sobie m axim ów (szczebli lub ząbków). natężenie dźwięku n a to m ia s t m etoda natężeniowa oddaje przez stopień zaczernienia pasków poprzecznych. jasność zaś jego pozostaje bez zmiany. gdyż jest on złożony z rozmaicie zaczernionych smug poprzecznych je d n a ­ kowej długości (rys. Przy użyciu innej m etody. p o łą czo n e g o z g ło śn ik iem e le k tr o m a g n e ty c z n y m . w a h a ­ niom ulega długość obrazu szczeliny świe­ tlnej. co umożliwia synchroniczną kinem atografię obrazów i dźwięków. Przy użyciu ta k zwanej metody nalężeniowej w y tw a rz am y w ahania jasności źródła światła.1 Fotograficzny zapis dźwięków można otrzym ać dwiema m etodam i.158 Zasady fizyki graficznie na taśmie filmowej. otrzym uje się w ten sposób „zapis ząbko­ w a n y “ . zapis dźwię­ kowy ma zatem po wywołaniu filmu c h a ra k te r „szczeblo­ w y “ . .2 Światło pochodzi z silnego źródła światła o stałej jasno­ 1 In n a. na którym zaczerniony równomiernie ślad dźwięku posiada zmienną szerokość (rys. alb o też m e to d ą za p isu cza rn o -b ia łeg o . 58). K o n ie c zn e b y ły je d n a k w ó w c z a s sp e c ja ln e u rząd zen ia dla „ sy n c h r o n iz a c ji“ ob razów i d źw ięk ó w . 2 M etoda za p isu p op rzeczn eg o b y w a ró w n ież zw a n a m eto d ą o d ­ ch y le n io w ą . p rzestarzała ju ż d zisia j. w p rzeciw ie ń stw ie do op isa n ej tu m e to d y za p isy w a n ia św ie tln e g o . na u ży ciu g r a m o fo n u . m eto d a z a p isy w a n ia d źw ięk ó w op ierała się. m etoda zaś zapisu poprzecznego — przez ich długość. a mianowicie tak zwanego zapisu poprzecznego. 57).

3 1 N a tu ra ln ie m o żliw e b y ło b y ró w n ież w y w o ły w a n ie z m ia n n a tę ż e n ia źród ła św ia tła b ezp o śred n io za p o m o cą p rąd ów z m ik ro ­ fonu: w p r a k ty c e je d n a k ż e m e to d a ta n ie o k a za ła się k o r z y stn a . Film dźwiękowy 159 ś c i . komórka Kerra. pomiędzy k tó ­ rymi pozostawia się m a ­ leńką szparę. Ilość prze­ puszczonego światła zależy. . staje się to możliwe dopiero w tedy. jak w skazują rozważania te ­ oretyczne. J u ż w r. Ko­ m órka K erra w postaci. odbywaj ące się w r y tm ty c h p rą d ó w . 3 P o słu g u je m y się p rzy ty m d o d a tk o w y m n a p ię c ie m s ta ły m . tak . że kom órka K erra. szczególnie sil­ nie w ystępuje to „zjawisko K e rra “ u nitrobenzolu. że w polu elektrycznym ciecze izolujące lub też słabo prze- w odzącestająsię podwójnie łam iące. składa się z dwóch zanurzonych w ni­ trobenzolu okładek kon­ densatora. ta k .2 zestawionymi w ten sposób. rozd z. 1875 fizyk a n ­ gielski K e r r wykrył.od napięcia.W stęga filmowa z zapisem ząbko- obraz tej szpary zostaje rzucony na film. 13. zmniejszony m Rvs. jest nim tzw. 2 Por. p o d d a n a dzia­ łaniu prąd ó w .m oże w ytw orzyć w a­ hania natężenia św iatła. że bez pola światło nie może przejść przez nie oba. gdy do okładek doprow adzim y napięcie elektryczne i skutkiem tego w ni­ trobenzolu nastąpi podwójne załamanie światła. do omówienia której chcemy się tu ograniczyć. w metodzie natężeniowej.5S. 1924). nadanej jej przez K a r o - l u s a (r.p ły n ą c y c h z m ikrofonu. K om órka K erra jest umieszczona po­ między dwoma p ry z m a ta m i Nicola. 1 poprzez kondensor trafia ono na przyrząd sterujący zapisem. b y w a h a n ia n a tę ż e n ia św ia tła z a c h o d z iły d o k o ła p ew n ej w artości śred n iej.

a m ia n o w icie tz w . m o żn a z a n ie c h a ć w łą cza n ia d o d a tk o w e g o źród ła prąd u . W p rak tyce przyjęło się stosowanie obrazu szczeliny. że opór elek­ try c z n y selenu metalicznego 1 silnie spada w czasie jego n a ­ świetlania. zmniejszenie zaś obrazu uzyskuje się za pom ocą odpowiedniego obiektywu. polegające na tym . potrzebnych do wiernego od­ dania głosu w filmie dźwiękowym. płynącego przez fotokom órkę pod wpływem jej naświetlania. co wynosi w przybliżeniu 0.000 hertzów. k om órek p ó łp rze w o d z ą c y ch . 3 P rzez n a p ełn ien ie fo to k o m ó r k i g a ze m u z y sk u je się zn a czn e z w ię k sz e n ie prądu fo to e le k tr y c z n e g o . O parte na zjawisku fotoelektrycznym 2 fotokomórki (por. P rzy u ż y c iu fo to k o m ó rek d o d a tk o w e źródło prądu nie je s t b ezw a ru n k o w o k o n ie c z n e . po­ siadającego szerokość 0. rys.04 m m . sam ą szczelinę jednakże bierze się nieco szerszą. . w w ahania p rądu elektrycznego. je d n a k ż e je s t on o k o r z y stn e i z w y k le sto s u je m y je w p r a k ty c e . 6. 59) są to naczynia szklane. 2 P or. W pierwszych w y­ zyskuje się zjawisko. ja k już wspom nie­ liśmy wyżej. J e d y n ie p rzy u ży ciu k om órek p ew n eg o sp e c ja ln e g o ro d za ju . ponieważ zaś. z jednej strony pokryte od w nętrza w arstw ą am a lg am a tu potasu i zawierające bardzo roz­ rzedzony gaz szlachetny 3 (argon lub hel) lub też całkowicie pozbawione gazu. Natężenie prąd u . prędkość przesuwania się filmu została u s ta ­ lona na 456 m m na sekundę. powstające w czasie wyświetlania filmu. rozciąga się mniej więcej od 30 do 10. Szerokość obrazu szczeliny nie może więc w żadnym razie być większa.160 Zasady fizyki Zakres częstości drgaii tonów. je s t rzędu 1 S elen w y stę p u je w d w ó ch m o d y fik a c ja ch : czerw on ej n ie m e ta ­ liczn ej i szarej m eta lic zn ej.02 m m . zapis jednego drgania dla n a j­ wyższego tonu wym aga jednej dziesięciotysiącznej części 456 m m. Dla oddania zapisanego dźwięku należy przede wszyst­ kim za pom ocą komórek światłoczułych zamienić z powrotem drgania świetlne. rozdz. kom órki selenowe m ożna więc stosować tylko w połączeniu z d o datkow ym źródłem stałego p rąd u . W ty m celu stosujem y kom órki selenowe lub fotoelektryczne.

czyli odtw arza w ahania światła bez żadnego zapóźnienia. trafia przed „okienko dźwię­ kowe“ . lecz prąd ten nie wykazuje żadnej „bez­ w ładności“ . Film dźwiękowy 161 wielkości zaledwie jednego m ikroam pera (czyli milionowej części am pera). Skopiowane negatyw y zapisu dźwiękowego i filmu łączy się w jed n ą wspólną taśm ę — pozytyw . wywołane przez kom órkę Rys. W ahania prądu. selenową czy też fotokomórkę. skąd obraz zostaje rzucony przy użyciu silnego źródła światła na ekran. Odpowiednio do odstępu obu okienek obraz i odpo­ w iadający m u dźwięk z n a jd u ją się na taśm ie dźwiękowej Zasady fizyki 11 . rozwijający się z rolki. Następnie dopiero film. doprowadza się do w zm ac­ niaczy lampowych. a następnie do głośników elektrody­ nam icznych. 59. W czasie wyświetlania przesuwa się ona przede wszystkim przed „okienkiem filmowym “ . gdzie inne źródło światła prześwietla zapis dźwię­ kowy. N ow oczesna techniczna komórka fotoelektryczna.

dźwięk. Na początku r.162 Zasady fizyki w pewnej unormow anej odległości od siebie. 1927. W celu odtworzenia filmu dźwiękowego w innym języku niż ten. wyprzedza obraz. które doprowadziły do wynalezienia i udoskonalenia filmu dźwiękowego. 1930 ogólna liczba miejsc siedzących w kinem atografach wynosiła w Niemczech około 2 milionów. przy czym równocześnie bęben przesuwa się powoli w kierunku swej osi. zapoczątko­ wanej przez K o r n a już w roku 1902. m ożna naturalnie „zsynchronizować“ ponownie film. Należy je d n a k p rzy ty m zwrócić uwagę na to. XL P R Z E K A Z Y W A N I E O BRA ZÓW I W I D Z E N I E NA ODLEGŁOŚĆ Historia postępów technicznych. Na poruszający się w ten sposób bęben p a d a mała. obraz przekazyw any zostaje rozpięty na bębnie walcowym. do­ tyczy równocześnie pod wielu względami dziejów pow stania i rozwoju przekazyw ania telegraficznego obrazów oraz początków widzenia na odległość. P rzy zastosowaniu m etody telegraficznego przekazywania obrazów. k tóra stopniowo oświetla p u n k t po punkcie wzdłuż linii śrubo- . zachowując niezmie­ nioną kolejność obrazów. odpow iadały w m iarę możności ruchom warg i ułożeniu ust na obrazie. o tę odległość. Specjalne m etody oraz stosowne przyrządy. Pierwsze duże filmy dźwiękowe wyświetlono publicz­ nie w Ameryce w r. k tó ry był u ż y ty pierwotnie. równej dw u­ dziestu pojedynczym obrazkom . mówiącą w innym języku. orientujące osobę. k tó ry obraca się równomiernie. w ypow iadane w innym języku. zapisany na filmie. a w S tanach Zjednoczonych 18% milionów. J u ż około roku 1930 film niem y został całkowicie w y p a rty przez dźwiękowy. równą 38 cm. w całej Europie około 13 y2. ostra plam ka świetlna. ab y wyrazy. ułatw iają osiągnięcie tego celu.

Im bardziej można było zmniejszyć czas. przekazywane za pom ocą przewodu daleko- nośnego lub też radiotelegraficznie na miejsce odbioru. z o sta je (ze w z g lę d ó w zw ią z a n y c h z tech n ik ą p rzek a zy w a n ia na o d le g ło ść i w z m a c n ia n ia p rąd ów ) „ p o c ię ty “ p rzy p o m o c y sp ecja ln ej ta r c z y z o tw o r k a m i i p r z e tw o ­ r z o n y na szereg im p u lsó w św ie tln y c h . 1930 zorganizowano dla gazet praw idłową obsługę telefotograficzną pomiędzy dużymi m iastam i. W ten sposób kolejność prze­ strzenna p u n k tó w obrazu zostaje przekształcona na prze­ kazyw ane w pewnej kolejności czasowej po sobie sygnały elektryczne. czy plam ka świetlna pada na jaśniejsze. co umożliwia prasie dostarczanie swym czytelnikom obok wiadomości telegraficznych o ważnych zdarzeniach również od razu i odpowiednich fotografii. na k tó rą pada światło odbite. potrzebny do przekazania pojedynczego obrazu. tworząc ten sam obraz. odbija się więcej lub mniej światła. 60. sterują ta m za pośrednictw em kom órki K erra natężeniem promienia świetlnego. Sygnały te. pada na papier światłoczuły lub film. jak to widzimy na rys. czy też ciemniejsze miejsce obrazu. Mniej więcej od r. Im większa jest liczba przekazanych p u n k tó w obrazu. Przekazywanie obrazów i widzenie n a odległość 163 wej przesuwający się obraz. który. wychodząc z pomocniczego źródła światła. tak. k tó r y c h n a tę ż e n ie je s t m o d u lo w a n e p rzez obraz. tym wyraźniejszy jest obraz. Zagadnienie można było uważać za p raktycznie rozstrzygnięte z grubsza 1 W rzec z y w isto śc i p rom ień św ia tła . daje nam silniejszy lub słabszy prąd. W ten sposób przekazywane kolejno po sobie p u n k ty fotografii u k ład a ją się znów obok siebie. rów­ nież rozpięty na obracającym się bębnie i poruszający się ruchem śrubow ym . Zależnie od tego. że światło­ czuła kom órka.1 Zastosowanie na stacji nadawczej pewnych specjalnych urządzeń umożliwia otrzym anie bez­ pośrednio obrazu pozytywnego. ii* . ty m bliższe realizacji staw ały się marzenia o widzeniu na odległość. n a św ie tla ją c y p u n k t po p u n k cie obraz na b ęb n ie.

60.000 punktów. b) 10. a) 5.000 punktów. c) 30.000 punktów. O brazy przekazane na odległość za . Rys.

000 i 30. c) 30. a) 5.000Jpunktów . . 10.000 punktów . pośrednictwem 5.000 punktów .000 punktów.000. b) 10.

urządzenie takie umieszczono już rzeczywiście na dachu 102 piętrowego E m pire-State-B uilding w New Yorku: Jednakże należy jeszcze zaczekać na wiele różnych ulepszeń a p a ra tó w od­ biorczych. . składających się na r u ­ chom y obraz. pow tarzając obraz 25 razy w ciągu sekundy. musiano już zastosować pas częstości. Do tego p otrzebny był pas częstości. poczynając od około 50 milionów hertzów wzwyż. obejm ujący od 100. Ponieważ fale u ltrakrótkie rozchodzą się tylko prostoliniowo. okazuje się konieczny pas częstości. taki zakres częstości mógł być jeszcze dogodnie p rzekazyw any przez duże radiowe stacje nadawcze. Gdy następnie udało się osiągnąć przekazywanie 3.000 punktów . Do całkowicie doskonałego widzenia na odległość. pas tak i może być zadowalająco przekazyw any tylko za pomocą fal ultrakrótkich. obejm ujący około 7. Dopiero. jakiego wym agałoby np.500 hertzów.166 Zasady fizyki już wówczas.000 do 300. gdy stało się możliwe t a k szybkie przekazy­ wanie około tysiąca punktów . czyli od 10-metrowej długości fali w dół.000 hertzów. uda się może również uzupełnić możliwe ju ż dzisiaj słyszenie zachodzą­ cych gdzieś daleko zdarzeń równoczesnym ich widzeniem.500 hertzów . Przekazywanie odby­ wało się p rzy pom ocy modulacji fal elektrycznych. n a ­ daw anych przez kino na odległość. obejm ujący 37. pas taki można przekazywać jedynie za pomocą nadajników krótkofalowych. więc urządzenia nadawcze dla widzenia na odległość powinny być ustaw iane na wysokich wieżach. że cały ten proces m ożna było pow tó­ rzyć 12 razy w ciągu jednej sekundy. gdy to za­ gadnienie zostanie całkowicie rozwiązane. zanim stanie się możliwe śledzenie we własnym dom u jednocześnie wzrokiem i słuchem przedstawień. przesy­ łanie filmów na odległość.

1 1 F a h r e n h e it są d ził. lecz liczba 32. . — na 80 części. n a to m ia s t w skali R ćaum ura. jedynej używanej w nauce. dzisiaj jeszcze jed n a k bardzo rozpowszechnionej w k rajach anglosaskich skali F a h renheita. a więc znacznie później. k tóra również rozpoczyna rachubę stopni od p u n k tu topnienia lodu. ja k w innych skalach. w skali Celsjusza. odległość m iędzy zasadni­ czymi p u n k ta m i je s t podzielona na 180 części. te m p era tu rę ciała lu d zk ieg o . pu n k tó w zasadniczych jest podzielona na 100 części. punktow i topnienia lodu jednakże nie jest przyporządkow ana tak. niestety często jeszcze używ anej. jednakże n a u k a o cieple zaczęła się rozwijać w specjalny dział ścisłej fizyki dopiero w X V II I stuleciu. J a k powszechnie wiadomo. P rzyrost objętości pewnej cieczy ogrzanej od jednego z ty c h p u n k tó w do drugiego podzielono w sposób zresztą dowolny na określoną ilość równych części. Poczynając od pierwszej połowy X V I I I wieku. któ ry m przyporządkow ano stopnie te m p e ra tu ry . że n a jn iż sz a te m p e r a tu r a sz c z eg ó ln ie su ­ row ej z im y 1709 roku (k tó ra leża ła o 3 2 ° F p o n iżej p u n k tu to p n ie ­ n ia lod u ) j e s t a b so lu tn y m zerem te m p e r a tu r y . Pierw szym krokiem w ty m kierunku było ustalenie do­ kładnej skali temperatur przez wprowadzenie dwóch stałych punktów zasadniczych. liczba 0. przyjęto uw ażać za nie p u n k t zam arzania i p u n k t wrzenia wody (pod ciśnieniem norm alnym ). niż m echanika lub optyka.C Z Ę S C T R Z E C I A C l E P Ł O XLI T E M P E R A T U R A I ILOŚĆ C IE P Ł A Chociaż wiele obserwacyj nad zjawiskami cieplnymi sięga ju ż starożytności. W najstarszej. odległość . Za tr z e c i p u n k t z a sa d n ic z y sw ej sk a li F a h r e n h e it p rzy ją ł zresztą jesz c z e 96° F.

. 11. że dowolny gaz. powstające w związku z ty m zm iany objętości trw ają na ogół w szkle naw et w ciągu dłuższego czasu po ogrzaniu i mogą ujemnie wpływać na dokładność pomiarów. 2 P raw o B o y le ’a n iesłu sz n ie b y w a n a z y w a n e ró w n ież p raw em M a rio tte’a. B o y l e w ykrył ju ż w r. rozdz. że w stałej tem ­ peraturze ciśnienie i objętość gazu są do siebie odwrotnie proporcjonalne. ja k ą posiadała w 0°. że gdy ogrzewanie gazu odbywa się w stałej objętości. z a jm u ją c y się pom iaram i te m p e ra tu r. czyli dział fizyki. ogrzewany pod s ta ­ łym ciśnieniem.2 następnie na początku X I X stulecia G a y . jest bardzo prosta. że rozszerza się przecież nie tylko ciecz. prowadząca do dzisiejszych przyrządów. pozwalających wyznaczać te m p e ra tu ry w granicach po­ między p u n k tam i topnienia lodu i wrzenia wody z do­ kładnością do trzech tysiącznych stopnia. na której opiera się tzw. ja k ą zajmował w 0°. Lecz chociaż zasada.168 Zasady fizyki Ja k o ciecz term om etryczną stosuje się przeważnie rtęć w rurkach opróżnionych z powietrza. lecz również i rurka szklana. była długo­ trw ała i mozolna.L u s s a c ustalił. termometrami gazowymi. termometria. choć nie nadającym i się do bezpośredniego praktycznego uż y tk u . ta trudność została przezwyciężona przez porównanie term om etrów rtęciowych ze znacznie doskonalszymi. jed n a k droga. 1660. W ażne źródło błędów term o m e tru jest związane z tym . To źródło błędów zostało praktycznie biorąc usunięte przez wynalezienie specjalnych term om etrycznych rodza­ jów szkła (szkło jenajskie). Dalej Gay-Lussac znalazł również. rozszerza się na każdy stopień przyrostu te m p e ra tu ry o 1/273 część tej objętości. w której 1 P or. wówczas na każdy stopień przyrostu te m p e ra tu ry prężność jego w zrasta 0 7273 część tej wartości. Na podstawie obserwacyj Gay-Lussaca można już było określić jako absolutne zero tę tem p e ra tu rę .1 Dalsze źródło niedokładności stanowi nierównomierna rozszerzalność rtęci.

m ożna rów­ nież podnieść p u n k t wrzenia. Przede wszystkim gaz rozszerza się około 130 razy silniej. słu p ek z a tr z y ­ m u je się d zięk i o d p o w ie d n ie m u p rzew ężen iu rurki. G d y tem p era tu ra w zra sta . niż ciecze. . że w roku 1933 fizyka eksperym entalna osiągnęła już te m ­ peraturę. 46.który obejm uje tem p e ra ­ t u r y jedynie od p u n k tu zam arzania do p u n k tu wrzenia rtęci. jak i prężność „idealnego“ gazu m usiałyby całkowicie zniknąć. rozdz. Z pom iarów wynika.2°. gdy rozrzedzenie zawartego w nich gazu jest w ystarczające. nazyw am y te m p e ra tu rą bezwzględną. niż zakres term o m etru rtęciow ego. słu p ek te n p o su w a się ku g órze. że gazy rozsze­ rzają się znacznie prawidłowiej. T em peraturę. rtęć nato m ia st tylko 7 razy. naw et 1 Por. 2 W term o m etra ch do m ierzen ia g o rą czk i g ó r n y słu p ek rtę c i je s t o d d z ie lo n y od r e sz ty r tę ci za p o m o cą p ęch e r zy k a p o w ietrza . do­ dając 273. Skale norm al­ nych term om etrów rtęciow ych są wobec tego zwykle ce­ chowane przy pom ocy skali te m p e ra tu r lermornełru wodo­ rowego. g d y n a to m ia st ro zp o czy n a się sp a d ek te m p e r a tu r y . niż rtęciowy. niż zwykłe szkło. Najważniejszą rolę jed n a k gra fakt. z tym i term o m etram i norm alnym i są porównywane z kolei term o m e try przeznaczone do sprzedaży. ja k ą uzyskujem y.2° do te m p e ra tu ry . wyrażonej w skali Cel­ sjusza.2 Pod zwykłym ciśnieniem m ożna stosować term o m e try rtęciowe tylko do 357°. Temperatura i ilość eiepta 169 tak objętość. zwiększając ciśnienie. że praktycznie biorąc wszelkie rodzaje term o­ m etrów gazowych zgadzają się ze sobą. gdyż w tej tem peraturze rtęć wrze. w jakich można stosować te rm o m e tr gazowy. Ponieważ jednak. i należy zaznaczyć. jest znacznie większy. T erm om etr gazowy z trzech powodów posiada większą dokładność. różniącą się o mniej. Następnie obszar tem p e ra tu r. co ujaw nia się w tym . że te m p e ra tu ra absolutnego zera wynosi — 273. zawiera- bardzo wysokim ciśnieniem. m ożna więc stosować te r­ m o m e tru rtęciowe z trudno topliwego szkła. niż jedną dziesiątą stopnia1 od zera absolutnego.

nauki o cieple.2 pow stającą skutkiem różnicy tem ­ p e ra tu ry w miejscach zetknięcia się dwóch metali.170 Zasady fizyki w tem p e ra tu ra c h . jak już w spom niano. 50. rozdz.1 Do pom iarów precyzyjnych. alkohol etylowy. w y ­ syłane przez ciała rozżarzone5. ja k to czyniono pierwotnie. że nie można utożsam iać przyrostu te m p e ra tu ry z przy­ rostem ilości ciepła. W prowadzenie tego pojęcia jest przede wszystkim zasługą B l a c k a . a mianowicie pojęcie ilości ciepła. dochodzących do 750°. Do mierzenia niskich te m p e ra tu r stosuje się ciecze o szczególnie niskim punkcie zam arzania. ja k np. że rozm aite ciała posiadają rozm aitą pojemność cieplną. któ ry nadaje się do tego celu aż do — 2000. albo też zależny od te m p e ra tu ry opór d ru tu platynowego. mierząc promieniowanie. 73. a również dla bardzo w y­ sokich oraz bardzo niskich te m p e ra tu r. 20. który około r. .3 ta k znaczna. w y­ noszące zaledwie około Yioo ooo stopnia. posługujem y się m etodam i elektrycznym i. toluol lub przede wszystkim p e ntan. Wobec tego okazało się. P om iar ta k wysokich te m p e ra tu r stanowi zadanie osobnej gałęzi term om etrii. Dokładność elektrycznych pom iarów te m p e ra tu ry jest. rozdz. Musiano więc prócz stopni te m p e ra tu ry wprowadzić jako 1 U ż y w a n e są ró w n ież te r m o m e tr y n a p e łn io n e c ie k ły m tlen em pod zw ię k sz o n y m ciśn ien iem . 2 P or. rozdz. J u ż w drugiej połowie X V I I I stulecia z pojęcia tem ­ p e ra tu ry rozwinęło się drugie podstawowe p o jęc ie . Mierzy się przy ty m albo siłę e lektrom otoryczną. 1760 po raz pierwszy ustalił przez porównanie za­ chowania się wody i rtęci. Powyżej 1600° nie można już stosować naw et i metod elektrycznych. 3 Por. 4 P y r o zn a cza po greck u ogień . że przy użyciu tych m etod m ożna stwierdzać jeszcze różnice tem p e ra tu ry . tak. s Por. zwanej pyrom etrią* k tóra określa te m p e ra tu ry .

że we wszystkich w y p adkach tego rodzaju istnieje zupełnie określony stosunek pom iędzy zuż y tą czy też u zy sk an ą pracą.2 1 D o k ła d n iejsze ok reślen ie k alorii n ie m ów i o g ó ln ik o w o o o g rza ­ n iu jed n eg o gram a w o d y o jed en sto p ie ń . . J o u l e i R obert M a y e r stwierdzili nieza­ leżnie od siebie. X L II R Ó W NOW AŻNOŚĆ C IE P Ł A I P R A C Y Możemy codziennie obserwować szereg zjawisk.86 milionów ergów. jest więc w tej tem peraturze cięższa. oraz o trz y m a n ą czy też u tra c o n ą ilo­ ścią ciepła. d o 15V2° C. w k tó ­ rych dzięki pew nym procesom m echanicznym wywiązuje się ciepło lub też odwrotnie ciepło wywołuje powstanie ruchu. W 4° osiąga ona mianowicie n a j­ większą swą gęstość. Ilość jednostek energii. W oda ogrzana od 0° do 4° kurczy się 1 dopiero gdy nagrzew am y ją powyżej 4° rozszerza się ona podobnie do wszystkich innych ciał. W 1842 r. równoważną jednej kalorii. jakiej trzeba udzielić jednem u gramowi tego ciała. Równoważność ciepła i pracy 171 drugą jednostkę cieplną t a k ą ilość ciepła. Jed n o stk ę tę. w y k o n y w a n ą p r z y p o d n o ­ szen iu ciężaru 1 gram a na w y so k o ść jed n e g o m etra . ciepło właściwe lodu jest o połowę mniejsze. p orów n. która ogrzewa 0 jeden stopień jednostkę m asy pewnego ciała.03 i 0. wynosi on 426.2. Co się ty c z y erga. ro zd ział 7. ■ 2 G ram o-m etrem n a z y w a m y p racę. w ziętą w stosunku do 1 gram a wody i jednego stopnia skali Celsjusza. lecz ściślej o o grzan iu go od 14i/2° C.9 gram o-m etrów lub 41. nazwano mechanicznym równoważnikiem ciepła. jest ono równe jedności.1 Ciepłem właściwym jakiegoś ciała nazy w a m y tę ilość kaloryj. przyjętego za wzorcowe. nazwano kalorią. a dla większości m e­ tali w artość jego w aha się pomiędzy 0. W oda posiada największe ciepło wła­ ściwe spośród wszystkich ciał stałych i ciekłych (z w y­ jątk ie m ciekłego wodoru). W oda w y­ kazuje pew ną godną uwagi anomalię również i co do swej rozszerzalności cieplnej. niż w każdej innej. by ogrzać go o 1° C.

1 0 ” je d n o s te k e le k tr o ­ sta ty c z n y c h n a b o ju na sek u n d ę.239 kaloriom. Niezależnie od Mayera H e l m h o l t z rozwinął tę sam ą myśl i ogłosił ją w dokładniejszej formie w dwa lata później. 1847. tzw. Joule w yzna­ czył wartość równoważnika bezpośrednio. gdy natężenie p rąd u wynosi jeden amper. a g d y n a tę ż e n ie p rąd u w y n o si jed en a m ­ per p rzez przekrój p rzew o d n ik a p rze p ły w a 3 . 1845 rozszerzył zasadę równo­ ważności ciepła i pracy mechanicznej. które obejm uje ju ż nie tylko energię m echaniczną i term iczną. . Ponieważ p rąd elektryczny o mocy jednego w a tta w y­ tw arza w ciągu sekundy energię równą 107 ergów. Metodę tę n a tu r a l­ nie później bardzo udoskonalono. p rzy c zy m 1 w o lt s ta n o w i tr z e c h se tn ą c zę ść e le k tr o sta ­ ty czn ej je d n o s tk i n a p ięcia . że ciepło nie jest doprowadzane z zewnątrz. wypełnionym wodą lub rtęcią. W zastosowaniach tej zasady szczególnie ważną rolę grają dwa specjalne rodzaje przem ian: po pierwsze procesy. co było powiedziane wyżej. ani też nie jest na zewnątrz od­ 1 W y n ik a to stą d .1 więc. a więc w r. W nauce o cieple. Za pomocą opa­ dającego ciężaru wprawiał on w ruch wirowy zaopatrzone w łopatki koło. przebiegające w ten sposób. formułując bardziej ogólne prawo zachowania energii. że 1 w a tt je s t ilo c zy n e m 1 w o lta przez 1 am p er. zgodnie z tym . zasada równo­ ważności pracy i ciepła nosi nazwę pierwszej zasady termo­ dynam iki. Sam Mayer ju ż około r. jedna w a tt- sekunda odpowiada 0. mierząc jednocześnie w yw ołany przez ruch koła wzrost te m p e ra tu ry cieczy. umieszczone w naczyniu. dotyczących ciepła właściwego gazów. optyczną oraz chemiczną. m agnetyczną. Taka ilość ciepła jest więc w y tw arzana w ciągu sekundy w przewodniku o opo­ rze jednego om a. lecz również i ener­ gię elektryczną. termodynamice. przy czym korzystał z dawniejszych niedokładnych danych doświadczalnych.172 Zasady fizyk i Mayer obliczył równoważnik m echaniczny ciepła na podstawie rozważań teoretycznych.

w ykonyw ający pew ną pracę (np. Gdy pewien gaz rozszerza się adiabatycznie (pomyślmy np. Entropia i nieodwracalność 173 dawane. X L III E N T R O P IA I N IEO D W R A C A LN O ŚĆ Pierwszą zasadę term odynam iki stanowi stwierdzenie bardzo ważnego faktu równoważności ciepła i prac y przy wszelkich przem ianach jednej z tych wielkości w drugą. w jakich w aru n k a ch zachodzą i w jakim kierunku biegną takie przem iany. pozostaje w stałym połączeniu z dużym zbiornikiem ciepła (np. gdy jest sprężany adiabatycznie. które noszą miano izolermicznych. zasada ta nie mówi n a m jednakże nic o tym . o parze pod tłokiem m aszyny parowej) i w ykonyw a pracę. je s t rów n e w e ­ w n ętrzn ej p rężn o ści ga zu . przezwyciężając ciśnienie zewnętrzne. czy też oddana na zewnątrz w procesach izo- term icznych jest równa uzyskanej. sform ułowana w r. przem iany takie nazyw am y adiabatycznym i. w y w ie r a n e na g a z. 1850 i 1851 przez Cl a u s iu s a i Willia­ ma T h o m s o n a . W procesach adiabatycznych wykonanie pewnej pracy zewnętrznej musi według pierwszej zasady term odynam iki pociągać za sobą zmniejszenie zasobu ciepła układu. czy też zużytej pracy mechanicznej.2 to równocześnie musi się ochładzać. 2 Z ew n ętrzn e ciśn ien ie. oraz kiedy nie m ogą one następować. Zasada. zachodzące bez zm iany tem ­ p e ra tu ry . W edług pierw­ szej zasady term odynam iki ilość ciepła doprowadzona z zewnątrz. kotłem parow ym ). a dzisiaj powszechnie zwana drugą zasadą 1 P o greck u „ d ia b a in e in “ z n a c z y p rzech o d zić. gdy układ. para pod tłokiem m a ­ szyny parowej).3 Procesy izotermiczne zachodzą wówczas. gaz musi się ogrzewać. Odwrotnie. 3 N a tej za sa d zie op ierało się u ż y w a n e c z ę sto w d a w n ie jsz y c h cza sa ch k rzesiw o p n eu m a ty c z n e . .1 po drugie przem iany.

odebrać m u w ten spo­ sób energię cieplną i zużytkow ać ją w jakiś sposób. aby jakieś ciało. z k tó reg o ciep ło d o p ły w a lu b też do k tó reg o ciep ło o d p ły w a z cia ła . prze­ czy zupełnie tem u. co wiemy z naszego doświadczenia. E n tro p ię defi­ niujem y dla „idealnego“ procesu term odynam icznego jako wielkość. Druga zasada uzyskała ściślejsze sformułowanie dzięki stworzeniu przez Clausiusa pojęcia entropii. Należy teraz 1 N a z w a perpeluum mobile p ierw szeg o ro d za ju o zn a cza m a ­ sz y n ę . obniżając swą te m p e ra tu rę poniżej te m p e ra tu ry otoczenia.2 oraz wszelkiego tarcia. podzie­ loną przez te m p e ra tu rę bezwzględną układu. 2 M y ślim y tu ta j o w y r ó w n y w a n iu „ s k o ń c z o n y c h “ ró żn ic te m p e ­ ratu r w o d różn ien iu od ró żn ic n ie sk o ń c z e n ie m a ły c h . mogło nam służyć jednocześnie za a u to m a ty c z n ą chłod­ nicę i prócz tego jeszcze za źródło energii do napędu m otoru.1 Istotnie. Idealnym procesem term odynam icznym nazy w a m y przy ty m taki proces. że nie jest możliwa budow a takiej pe­ riodycznie działającej m aszyny. k tó ra by dostarczała pracy jedynie na koszt ochładzania pewnego zbiornika ciepła (maszynę ta k ą nazwano pe rp e tu u m mobile drugiego ro­ dzaju). która. W ydaje się rzeczą nie do pomyślenia. zmie­ nia się o wartość przyrostu lub u b y tk u ciepła. że można by bez zużycia pracy z zewnątrz ochłodzić pewne ciało. D ruga zasada w ujęciu Clausiusa głosi.174 Zasady fizyki term odynam iki. że ciepło nie może przejść samo przez się od ciała zimniejszego do cieplejszego. gdy ciepło dopływa lub odpływa. w k tó ry m uniknięto wszelkiego wyrów nyw ania tem p e ra tu r za pom ocą przew odnictw a cieplnego lub promieniow ania. która b y z n a jd o w a ła się sta le w b ieg u i d o sta rc z a ła n am p o n a d to p racy bez ża d n eg o d o p ły w u en erg ii z z e w n ą tr z . uzupełnia w isto tn y sposób pierwszą za­ sadę pod wyżej w spom nianym i względami. Thom son wypowiedział drugą zasadę w for­ mie stwierdzenia. myśl. . N ie ­ m o żliw o ść istn ien ia ta k ie g o perpeluum mobile p ierw szeg o rod zaju w y n ik a z z a sa d y za ch o w a n ia en ergii. M u sim y za k ła d a ć istn ie n ie n iesk o ń c z e n ie m a ły c h ró żn ic te m p e r a tu r p o ­ m ię d z y cia łem i zb io rn ik iem .

Procesy odwrotne. w ytw arzanie prac y z ciepła. K ażda w ym iana ciepła. znosiły się naw zajem w w yniku końcowym . gdy zachodzi bez zm iany entropii. które nie tylko kom ­ pensują u b y te k entropii. a więc zwiększanie już istnieją­ cych różnic te m p e ra tu r lub przem iana ciepła tarcia z po­ w rotem w energię mechaniczną zmniejszałyby bez w ą t ­ pienia entropię. P o d obny szereg przem ian term odynam icznych nosi nazwę procesu koło­ wego. Doświadczenie wskazuje jednakże. zmniejszające en­ tropię. Entropia i nieodwracalność 175 zauważyć. które by powodowały u b y te k entropii. w k tó ry m wyłączone są całko­ . a b y przyrosty i u b y tk i entropii. zwiększającymi entropię. zwiększa jego entropię. Odw racalny może więc być tylko proces term odynam iczny „idealny“ w w y­ żej w yjaśnionym znaczeniu. wywołane przez poszczególne procesy składowe. lccz w wyniku końcowym zostaje przyw rócony sta n początkowy. lecz n a w e t wywołują w rezultacie jej wzrost. idealny proces kołowy musi przebiegać w taki sposób. ja k w yrównyw anie się te m p e ra tu r i w ytw arzanie ciepła przez tarcie. ja k np. ten sam wynik daje każda przem iana energii mechanicznej w ciepło przez tarcie. J a k wskazuje teoria. jedynie procesów idealnych. że procesy. ja k już zaznaczyliśmy. nie zachodzą nigdy sam orzutnie. Dotyczy to. lecz możliwe są jedynie w połączeniu z procesami. to dowolny proces może być odw racalny tylko w ty m w y p a d k u . a więc takie. zachodząca we wnętrzu pewnego układu. zachodzą w przyrodzie stale i zupełnie sam o­ rzutnie. Jeśli je d n a k nie istnieją sam orzutnie przebiegające pro ­ cesy. czy przez promieniowanie. g dy n a to m ia st wszystkie procesy. czy to przez przewodnictwo. że mogą istnieć szeregi następujących po sobie procesów tego rodzaju. że każdy z nich wywołuje w pewnych ciałach lub zbiorach ciał („u k ła d ac h “) jakieś p rzem iany term odynam iczne. wywołujące zwiększanie entropii. entropia takiego pro­ cesu pozostaje więc bez zm iany w porów naniu ze stanem początkowym .

w k tó ry m energia jego po­ zbawiona zupełnie swej wartości. Pew ną „w artość“ posiadają jedynie postaci energii. m usim y jednakże przyjąć. W ciągłym wzroście entropii odbija się raczej „nieodwracalność“ wszystkich procesów przyrody. Rzeczywiste procesy m ogą się tylko zbli­ żać do tego idealnego przebiegu.176 Zasady fizyki wicie wszelkie zetknięcia cial o różnej tem peraturze. stały zaś w zrost . dąży do sta n u „śmierci cieplnej“. jak również i tarcie. Wszelkie procesy fizyczne. wszelkie zjawiska elektryczne lub optyczne. jakie je s t głębsze znaczenie tej tajem niczej. że entropia danego sta n u związana jest bezpo­ średnio z prawdopodobieństwem tego sta n u . od­ mienne od ciepła. Odpowiedź jego sprow adza się zasadniczo do stw ier­ dzenia. X L IV ŚM IER Ć C IE P L N A ŚW IA T A I B O L T Z M A N N O W S K IE PR A W O E N T R O P I I Chociaż całkowita energia świata jest wielkością stałą. 1866. nie osiągając go nigdy całkowicie. że skutkiem nieodwracalności procesów przyrody energia ta podlega stałem u „obniżaniu swej wartości“. naw et wszelkie przewodnictwo cieplne lub promieniowanie cieplne s ta ły b y się na zawsze niemożliwe po nastąpieniu śmierci cieplnej świata. czy też. energia zaś cieplna ma wartość tylko w tedy. j a k to oznajm ił po raz pierwszy T h o m s o n (r. inaczej mówiąc. Skutkiem stałego wzrostu entropii świat cały. wszelki ruch. gdy m ożem y wyzyskać istniejące już różnice tem ­ p e ra tu r. ciągłej degradacji. 1851). będzie składała się tylko z ciepła o zupełnie jednakow ej wszędzie tem peraturze. stopniowo zabijającej wszech­ świat entropii? W genialnie p ro sty sposób rozstrzygnął tę podstaw ow ą zagadkę wiedeński fizyk B o l t z m a n n w r. J a k i jest jed n a k powód tej wyróżnionej w porównaniu z innymi odm ianam i energii roli ciepła. Nie istnieją zatem rzeczywiste procesy od­ wracalne.

m ateria składa się z indyw idualnych czą­ stek. tylko od ciała cieplejszego do chłodniejszego. W edług d ru ­ giej zasady ciepło może przejść sam orzutnie. prędkości i kierunków ruchu wszystkich jego cząstek.2 Jeśli jed n a k druga zasada nauki o cieple daje się spro­ wadzić do rozw ażań n a d praw dopodobieństw em . rozd z. ale bardziej praw dopodobne jest przejście w k ierunku od ciała cieplej­ 1 Por. pom nożonem u przez pewien uniwersalny współczynnik proporcjonalności. Możemy to sobie uzmysłowić za pom ocą prostego przykładu: weźmy np. k tó ra zresztą jest w procesach fi­ zycznych nieporównanie częściej przestrzegana niż zanied­ byw ana. Śmierć cieplna świata i boitzmannowskie prawo entropii 177 entropii. można w ytłum aczyć dążeniem wszystkich układów do przejścia ze stanów mniej praw dopodobnych do stanów bardziej praw dopodobnych. Zasady fizyki 12 . to lic z b ę x n a z y w a m y lo g a r y tm e m y (w sto su n k u do z a sa d y 10). określonemu przez podanie położeń. 2 G d y y rów na się 10 do p o tę g i x -te j. k tó ry c h te m ­ p e ra tu ry różnią się od siebie o jeden stopień. to nie może być ona praw em w ścisłym znaczeniu tego wyrazu. a więc bez dodatkow ych kom pensacyj. pod uwagę dwa ciała. zjawiska zaś cieplne polegają1 na niewidocznych dla nas ruchach ty c h indywiduów. Boltz­ m ann doszedł do wniosku. jeśli w yjdziem y z p u n k tu widzenia ałomislycznego pojm ow ania przyrody. praw dopodobieństw o. Jeżeli bowiem. równej 1 ergowi. ja k również nieodwracalność zjawisk przyrody. m ożna przypisać pewne. to cała nauka o cieple sprow adza się ostatecznie do slalyslyki. 72. że entropia równa jest loga- rytm ow i tego praw dopodobieństw a. T a k a in te rp re ta c ja jest według B oltzm anna nieunik­ niona. i przypuść­ my. ja k się to ogólnie przyjm uje. odpowiednio zdefiniowane. że zaszła m iędzy nimi sa m orzutna w ym iana ciepła w nadzwyczaj małej ilości. Zgodnie z ujęciem B oltzm anna przejście ciepła możliwe jest w obydwóch kierunkach. lecz tylko pew ną regułą. Ze statystycznego zaś p u n k tu widzenia każdem u stanowi pewnego układu.

rozdz. gdybyśm y chcieli napisać wszystkie jej cyfry. . to praw dopodobieństw a. to mieliby oni jedynie niesłychanie małe widoki na to. XLV ZM IA N Y STA NU S K U P I E N I A Do ty c h zjawisk cieplnych. c h a ra k te ­ ryzujące fizykę atom ów . należą zm iany sianu skupienia. że ciepło nigdy sam orzutnie nie przechodzi w dostrzegalnej mierze od ciała zimniejszego do cieplejszego bez żadnych d o d a t­ kowych kom pensacyj. Możemy oszacować liczbę Z. że liczba ta posiada tak wielką wartość. jest zupełnie niewyobrażalnie małe. G dyby n a w e t miliony fizyków w ciągu milionów lat co m in u tę w y k o n y ­ wały na nowo doświadczenie. Istnieje jed n a k pewne skończone praw dopodo­ bieństwo. któ ry c h te m ­ p e ra tu ry różnią się o jeden stopień. znając stałe. z am iast od­ wrotnie. czyli przechodzenie jakiegoś ciała ze sta n u 1 Por. Gdy więc zgodnie z drugą zasadą tw ierdzim y. ab y móc choć raz zaob­ serwować przejście ciepła w ilości przynajm niej jednego erga od ciała zimniejszego do cieplejszego.178 Zasady fizyki szego do zimniejszego. że średnio jeden raz na Z w ypadków dana ilość ciepła ma przejść sam orzutnie od ciała zimniejszego do cieplej­ szego. z trudnością starczyłoby na to paska papieru o długości równej obwodowi kuli ziemskiej. że świat m ógłby n a odkrytej przez B oltzm anna dro­ dze pokonać śmierć cieplną przez odstępstw o od drugiej zasady term odynam iki. k tóre ju ż od najdaw niejszych czasów w zbudzały żywe zainteresowanie.1 Z najdujem y. choć jest ono również małe ponad wszelkie po­ jęcie. że wynik doświadczenia może okazać się sprzeczny z ty m twier­ dzeniem. iż. polegające na zetknięciu ze sobą w tem peraturze pokojowej dwóch ciał. to znaczy. W y ra ź m y praw dopodobieństwo przełam ania drugiej zasady stosunkiem 1 do Z. 72.

Pom iędzy ciałami ciekłymi w tem p e ra tu rz e pokojowej. w której pływa kaw ałek lodu. że dla wszystkich tych ciał zwiększenie ciśnienia wywo­ łuje podwyższenie te m p e ra tu ry topnienia.000 atmosfer. t a n ta l i przede wszystkim wolfram (3300°). i że są one dla każdego ciała określone przez jego skład chemiczny. aż 12* . ilość tę. w ykazuje bez zm iany te m p e ra tu rę 0°. k tó ry zestala się dopiero w tem peraturze — 200°. p e ntan. Z istnieniem utajonego ciepła topnienia związane jest powszechnie znane zjawisko. że zwiększanie objętości w ym aga w ykonania prac y prze­ ciwko ciśnieniu zewnętrznem u. że woda do picia. Z topnieniem przeważającej większości ciał związane jest zwiększenie objętości. Przez zastosowanie ciśnie­ nia 15. Z biegiem czasu dla ty ­ sięcy substancyj wyznaczono bardzo dokładnie tem p e ra ­ tu r y oraz ciepła topnienia. o trz y m a m y 2 kg wody o tem p e ra tu rz e 0°. iż z topnieniem i zam arzaniem po­ łączone są zm iany objętości. Gdy zmieszamy kilogram lodu o te m p e ra ­ turze 0° z 1 kg wody o tem peraturze 79. a z ty m wiąże się również fakt. J u ż G a l i l e u s z ustalił. zauważono wkrótce. W śród m etali szczególnie w y­ sokie p u n k ty topnienia posiadają p la ty n a . wynosi ono 79. Od­ wrotnie. wówczas. nazwano ciepłem topnienia. m ożna np. obli­ czoną na jednostkę m asy. ja k już wyżej wspomniano. Ciepło topnienia lodu jest szczególnie duże. o ile będziemy starannie unikać wszelkich s tr a t ciepła na ko­ rzyść otoczenia. wynoszącej — 39°. iryd. polegające na ty m . szczególnie niski p u n k t zam arzania w ykazuje. w ynika to stąd. Zmiany stanu skupienia 179 stałego w ciekły. dopóki lód nie rozpuści się w niej całkowicie. lub też z ciekłego w gazowy i odwrotnie. że w czasie topnienia zostaje zawsze zużyta określona ilość ciepła.7 kaloryj. w czasie krzepnięcia cieczy to ciepło „ u ta jo n e “ zostaje wyzwolone z powrotem . przesunąć p u n k t z am ar­ zania rtęci od wartości norm alnej. że p u n k ty topnienia i za­ m arzania są zawsze identyczne.7°. 1760 B l a c k dokonał ważnego odkrycia. Około r. a gdy rozwinęła się term o ­ m etria.

1760.000 ra zy p r z e w y ż sza ją ce g o n o rm a ln e c i­ śn ien ie p o w ietrza . 61. wynosi więc zaledwie niecałą p ią tą część tej ilości ciepła. Blisko spokrew niony ze zjawiskiem topnienia jest pro­ ces wrzenia. które dla wody wynosi nie mniej. T e m p era tu ra wrzenia zależy w sposób bardzo 1 C zyli ciśn ie n ia 15. polegające na ty m .1 W oda należy do bardzo nielicznych w y­ jątków . Możemy w ytłum aczyć na tej podstawie nie­ oczekiwane zjawisko. że możem y ślizgać się po lodzie. śnieg jest złożony z dobrze sform owanych drobnych kryształ­ ków wody. dla k tórych topnienie wywołuje zmniejszenie ob­ jętości. W ty m kryje się również przyczyna faktu. że d ru t.0075° z ka ż d y m zwiększeniem ciśnienia o jed n ą atmosferę. widzia­ nych przez mikroskop.180 Zasady fizyki do + 1 0 0. za­ czyna on ta m topnieć skutkiem obniżenia p u n k tu topnienia. a skutkiem tego zwiększenie ciśnienia obniża p u n k t topnienia wody. zam arza je d n a k z pow rotem n a ty c h m ia s t po ustaniu działa­ nia ciśnienia. obcią­ żony znacznym ciężarem i przerzucony przez bryłę lodo­ wą. niezwykłe piękno kryształków śnieżnych. niż 540 kaloryj. Pod olbrzym im ciśnieniem wiel­ kich mas śnieżnych dolne w arstw y śniegu topnieją. potrzebna do ogrzania pewnej m asy wody od 0° do 100°. k tó ry m zajął się po raz pierwszy dokładnie B l a c k około r. Gdy lód p o d d a m y w pew nym punkcie ciśnieniu. przesuwa się poprzez nią powoli ku dołowi. ażeby następnie stężeć na lód. nie możem y n a to m ia st ślizgać się po szkle lustrza­ nym . p u n k t zaś jego topnienia obniża się o 0. . Lód pływa na wodzie. Black ustalił również istnienie znacznego utajonego ciepła parowania. Również i proces tw orzenia się lodowców tłum aczy się w ten sam sposób. W przeciwieństwie do lodu. k tóra p otrzebna je s t jeszcze wówczas do przeprowadzenia tej wody o tem p e ra tu rz e 100° w sta n p a ry o tej samej tem p e ­ raturze. Ilość ciepła. przedstaw ia rys. W analogii do w ykrytego przez siebie ciepła topnienia.

Postacie kryształków śniegu według zdjęć m ikrofotograficznych W .Rys. 61. A. . B entley’a.

są szczególnie interesujące i bardzo ważne pod względem p ra k ty c zn y m . Zasadnicza różnica pom iędzy układem tego rodzaju a czystą. dostarczane czystej parze. nato m ia st prężność p a ry nasyconej zależy jedynie i w y­ łącznie od te m p e ra tu ry . prężność jej nie maleje. Teoria ciepła prowadzi do potwierdzonego całkowicie przez doświadczenie wniosku. gdy zaś zwiększamy objętość. gdy n a to m ia s t odbieram y ciepło układowi. a więc w „punkcie w rzenia“ wody. doprowadzane do takiego układu złożonego. jedynie jej objętość lub prężność ulega zmniejszeniu. następuje n a tom iast jej częściowe lub zupełne skroplenie. nazy­ w am y ją parą przegrzaną lub też parą nasyconą. i odwrotnie. gdy n a to m ia st ciepło. prężność jej nie wzrasta. Zależnie od tego. . polega na ty m . według którego jej prężność i objętość są do siebie odw rotnie proporcjonalne. powoduje jedynie zwiększenie jej objętości czy też prężności. Podobnie rzecz się przedstaw ia i w w ypadku odw rotnym : gdy czysta pa ra traci ciepło. każdej tem peraturze —. zostaje zużyte również i na przepro­ w adzanie wody w s ta n pa ry . w któ ry c h współistnieją obok siebie woda i para wodna. złożonemu z wody i pary. Gdy zm niejszam y objętość p a ry nasyconej. wówczas pa ra wodna i woda m ogą współistnieć ze sobą jedynie w pewnej ściśle określonej tem peraturze. W tem peraturze 100°. gdyż część współistniejącej z nią cieczy prze­ chodzi w s ta n pary.182 Zasady fizyki isto tn y od ciśnienia — nieco niżej zajm iem y się dokładniej tą sprawą.pewna ściśle określona prężność p a ry nasyconej. że gdy ciśnienie układu jest dane. Para przegrzana podlega wspo­ m nianem u już wyżej praw u Boyle’a. czy p a ra istnieje samoistnie. następuje jeszcze poza ty m przejście części pary w wodę. zajm ow aną przez parę nasyconą. samodzielnie istniejącą p a rą wodną. czy też znajduje się ona w obecności ciekłej wody. K ażdem u określonemu ciśnieniu p a ry nasyconej odpo­ wiada zatem pewna określona „ te m p e ra tu ra nasycenia“ . że ciepło. Układy.

Odwrotnie. znajdująca się pod ciśnieniem 2 atm osfer może wrzeć dopiero wówczas. gdy ciśnienie zewnętrzne nie przekracza prężności jej p ary nasyconej w tej tem peraturze. w 50°— 0. co tłum aczy n a m znaczne ochładzanie się silnie parujących cieczy. n a z y w a m y w ilg o tn o śc ią w z g lę d n ą . jest w yw ołany w znacznej mierze przez ochłodzenie s k u t­ kiem parow ania. itd. W ia tr i p rą d y powietrzne wywołują p a ­ rowanie na powierzchni naszej skóry. S to su n e k w ilg o tn o śc i b e zw zg lęd n ej do tej (z u p ełn ie z r esztą ok reślo n ej) ilo śc i p a ry . może wrzeć tylko wówczas. m ożem y wywołać spadek słupka rtęci o mniej więcej 20°.1 Przechodzenie cieczy w parę odbyw a się zresztą.12 i w 0° — 0. lecz zachodzi ono stale również i w te m p e ra tu ra c h niższych przez po­ wolne parowanie na powierzchni. w k tó ry m p o tra w y m ożn a ogrzew a ć siln iej n iż w n a c z y n ia c h o tw a r ty c h . dlatego też w z b y t ciepłych pomieszczeniach u s ta ­ wiam y w entylatory. .006 atm . Zmiany stanu skupienia 183 prężność nasyconej p a ry wodnej równa się naturalnie je d ­ nej atmosferze. woda wrze w 0° pod ciśnieniem 0. ja k to dobrze wiadomo.7 atm osfery.2 Proces ten połączony jest również ze zużyciem ciepła. ja k ą z a w ier a łb y c e n ­ ty m e tr sz e ś c ie n n y p o w ietrza o tej sa m ej te m p e ra tu r z e . w tem peraturze 50° pod 0..12 atm . nie tylko w czasie wrzenia. g d y b y para b y ła n a sy c o n a . Przejście w gazowy s ta n skupienia może odbyw ać się również i bezpośrednio ze sta n u stałego. gdy osiągnie te m p e ra tu rę 121°. pod ciśnieniem 3 a tm . W oda. Spadek tem p e ra ­ tury. Zwilżając eterem w atę. w y n a le z io n y ju ż ok oło r. k tó rą oto­ czyliśmy kulkę term o m e tru . Zgodnie z powiedzianym wyżej ciecz. z a w a rtą rzec z y w iśc ie w je d n y m c e n ty m e tr z e sz e śc ie n n y m p o w ie ­ trza o d an ej tem p era tu r z e. znajdująca się w pewnej określonej tem peraturze.006 a tm . ochładzając j ą w ten sposób. Dobrze znane 1 N a tej z a sa d zie op iera siQ k o cio ł p a ro w y do g o to w a n ia . dopiero po osiągnięciu aż 134° itd. 2 W ilg o tn o śc ią b ezw z g lęd n ą p o w ietrza n a z y w a m y ilo ść pary. w ystępujący po deszczu w gorące dnie letnie. w 90°— 0. 1680 p rzez P a p in a . w y r a ż a m y ją z w y k le w p ro cen ta c h i m ie r z y m y za p o m o cą h y g r o m e tr ó w .

2 S tą d te ż p o ch o d zi n a zw a p a ry „ p r zeg rza n ej“. że substancje. podlegającym i praw u Boyle’a. skoro to nastąpi. p u n k t p o tró jn y tej substancji. lub też zmniej­ szam y jej objętość. Dla wody p u n k to ­ wi potrójnem u odpowiada te m p e ra tu ra +0. stanowią: parow anie lodu oraz istnienie pewnych stałych substancyj pachnących. zwiększając w ten sposób zgodnie z praw em Boyle’a jej prężność.184 Zasady fizyki przykłady tego zjawiska. u k tórych nie można zauważyć śladów naw et przechodzenia w sta n ciekły. zwanego sublim acją.2 Gdy więc parę przegrzaną ochładzamy. para przegrzana o pewnej określonej prężności posiada wyższą tem p e ra tu rę . że przez zwiększanie ciśnienia lub też obniżanie te m p e ra tu ry uda 1 J a k m o żn a o czek iw a ć na p o d sta w ie z a sa d y z a c h o w a n ia en er­ g ii. aniżeli pa ra nasycona o tej samej prężności. Ponieważ p a ry przegrzane nie są niczym innym . ciep ło su b lim a cji je s t rów n e su m ie ciep ła to p n ie n ia i ciep ła parow an ia.0075° i ciśnie­ nie 0.006 atm . dane te okre­ ślają tzw. Przykładem procesu odw rot­ nego jest osadzanie się ta k zwanego kw iatu siarczanego z p a ry siarki.1 W odpowiednich w arunkach mogą współ­ istnieć obok siebie jednocześnie wszystkie trz y s ta n y sku­ pienia danego ciała. Można było zatem mieć nadzieję. rozpoczyna się konden­ sacja czyli wydzielanie się cieczy z pary. będą zachowywały się podobnie do par. znajdujące się w stanie gazo­ wym już w zwykłej tem peraturze. Dla każdej substancji jest to jednak możliwe jedynie w pewnej ściśle określonej tem peraturze i pod pew nym ściśle określonym ciśnieniem. m usim y wreszcie osiągnąć sta n nasycenia. można więc było oczekiwać. XLVI S K R A P L A N IE GAZÓW W każdej tem peraturze prężność p a ry przegrzanej jest mniejsza od prężności p a ry nasyconej. Innym i słowy. . ja k gazami.

powyżej której nie m ożna osiągnąć sta n u nasycenia. W rzeczywistości różnica pomiędzy p a rą wodną a gazem trw ałym zanika zarówno w tem p e ra tu ra c h po­ wyżej 374° (w k tórych pa ra wodna jest też trw ała). że dla każdego gazu istnieje pewna „tempera­ tura krytyczna“. Do ty ch gazów. poczęli nazywać te gazy trw ałym i. Skraplanie gazów 185 się również i te gazy przeprowadzić w stan nasycenia i skroplić je w ten sposób. scharakteryzow any przez te m p e ra tu rę k ry ty c z n ą oraz ciśnienie krytyczne.9 i wreszcie p a ry wodnej: 224. n a w e t gdy stosować będziemy dowolnie wielkie ciśnienia. ciśnienie krytyczne wodoru wynosi np. dw utlenku węgla: 72. jak i w tem p e ra tu ra c h . T e m p era tu ra k ry ­ tyczna wodoru wynosi — 240°. jest więc tylko o pięć stopni odległa od zera bezwzględnego. tlenu: — 119°. wynosi ona mianowicie — 268°. Przyczyna tajemniczej „trwałości“ niektórych gazów została w y k ry ta w r. Przez długi czas jednakże u niektórych gazów wszelkie próby tego rodzaju zawo­ dziły. które udało się skroplić. badacze. W ysokość te m p e ra tu ry krytycznej dw utlenku węgla w y ­ nosi +31°. im wyżej leży jego te m p e ra tu ra kry ty c z n a. aniżeli gazy „ trw ale“ .0. Ciśnienie krytyczne gazu jest ty m wyższe.2 atmosfery. azotu: — 146°. leżących poniżej te m p e ra tu ry k ry ty c z ­ nej rozpatryw anego gazu. Stan krytyczny. 14. T em p era tu ra kry ty c z n a p a ry wodnej wynosi około 374°. został zrealizowany przez C a g n i a r d d e l a T o u r a (1822) już na pół wieku przed odkryciem A ndrew s’a. W stanie k ry ty c z n y m ciecz . Szczególnie niska jest te m p e ra tu ra kry ty c z n a helu. n a ­ leżał przede wszystkim dw utlenek węgla. Ponieważ prężność p a ry nasyconej zależy tylko od te m p e ra tu ry . Stwierdził on mianowicie. dlaczego para w odna zachowuje się na pozór zupełnie inaczej. 1869 przez A n d r e w s ’a. więc tem peraturze krytycznej odpowiada również pewne ściśle określone „ciśnienie k ry ty c z n e “ . ta okoliczność wyjaśnia nam. zrezygnowani. stąd też dw utlenek węgla m ożna skroplić już w tem peraturze pokojowej i dlatego nie uznawano go za gaz trw ały.

Za po­ mocą przyrządu Lindego m ożem y skraplać dowolne ilości powietrza bez potrzeby uprzedniego jego ochładzania. Linde wyzyskał dla skraplania gazów zjawisko. 1 C a illetet o tr z y m a ł w ła śc iw ie ty lk o p rzejścio w e m g ły . które polega na tym .). Następnie ob­ niżał nagle ciśnienie do atmosferycznego. że m ożn a b y ło u sta lić jeg o fiz y c z n e w ła ­ sn o ści. W ró b lew sk i i O lszew sk i. 1883 ta k ie ilo ści sk ro p lo n eg o p o w ietrza . D o p iero d w aj b a d a cze p o lsc y . tł. płynie wciąż naprzeciw powietrza jeszcze sprężonego i odbiera m u cie­ pło. że stało się możliwe otrzym yw anie ciekłego powielrza w większych ilościach. Za pom ocą specjalnych pom p poddaw ał on gazy ciśnieniu 200— 300 atm osfer i ochładzał je jednocześnie stałym dw utlenkiem węgla. wy­ k ry te już znacznie wcześniej przez J o u le ’a i Thom sona. że zaczynał się skraplać. . że gdy gaz przeciskam y powoli bez w y m ian y ciepła z otoczeniem przez porow atą zatyczkę z obszaru o wyższym ciśnieniu do obszaru o ciśnieniu niż­ szym. ta okolicz­ ność znajduje ważne zastosowanie techniczne w opisanej nieco niżej metodzie Bensona. w której powietrze już się ze­ stala. Isto tn y postęp w technice skraplania powietrza stanowił a p a ra t. S kutkiem tego te m p e ra tu ra rozprężanego powietrza o pada coraz niżej i wreszcie zostaje ono skroplone. sprężony gaz rozszerzał się gwałtownie i ochładzał przy ty m dalej (zgodnie z pierwszą zasadą) ta k silnie. 1896. Inaczej rzecz się przedstaw ia w w y padku wodoru i helu. Skroplenie gazów trw ałych udało się po raz pierwszy C a i l l e t e t o w i w r.1 Szereg badaczów wydoskonalił tę m etodę postę­ powania tak. stopniowo posunięto się aż do te m p e ra tu ry — 215°. wówczas ulega on na ogół oziębieniu. wynaleziony przez L i n d e g o w r. z ło żo n e z d ro b n y ch k rop elek sk ro p lo n eg o g a zu . 1877. W przyrządzie Lindego powietrze. (U w . u z y sk a li w r. w k tó ry m znalazła zastosowanie zasada prądu wstecznego. sprowadzone już do niższego ciśnienia (rozprężone) i w skutek tego ochłodzone.186 Zasady fizyki przechodzi bez wrzenia bezpośrednio w parę.

Ciepło. Gdy rozpuścimy pewną ilość rodanku potasu w takiej 1 U d a ło m u się p o su n ą ć tak d a lek o przez z a sto so w a n ie roz- m a g n eso w y w a n ia p ew n y c h su b sta n c y j m a g n e ty c z n y c h . Pod norm alnym ciśnieniem wodór wrze w tem peraturze — 253°. za pom ocą ciekłego powietrza. a nie ochładzają. cukru w wo­ dzie) — jest też związane z pew ną w ym ianą ciepła z otocze­ niem. . można obniżyć tem pe­ raturę wrzenia jeszcze o dalsze 6° i przeprowadzić wodór w sta n stały po osiągnięciu przezeń te m p e ra tu ry — 259°. nazyw am y ciepłem rozpuszczalności. ochładzając go uprzednio za po­ mocą ciekłego wodoru. K a m e r l i n g h o w i O n n e s o w i udało się wreszcie skroplić w przyrządzie ty p u Lindego również i najtrw alszy ze wszystkich gazów — hel. chłodząc przed rozprężeniem gaz. zmniejszając ciśnienie. gdy w zwykłej tem p e ra tu rz e poddać je procesowi J o u le ’a — Thom sona. zużywane na rozpuszcze­ nie jednostki m asy danej substancji. przez zmniejszenie ciśnienia udało się K e e s o m o w i wywołać jego zamarznięcie. dopiero w te m p e ra tu ra c h bardzo niskich za­ chow ują się one ta k . rozpuszczalniku (np. aktowi rozpuszczania towarzyszy na ogół pewne oziębienie. jeżeli nie doprow adzam y jednocze­ śnie ciepła z zewnątrz. w roku 1933 d e I i a a s potrafił osiągnąć naw et tem p e ra ­ t u r y odległe o mniej niż jed n ą dziesiątą stopnia od zera bezwzględnego -1 X L V II ROZTW ORY Podobnie ja k przejście ciała ze sta n u stałego w ciekły lub też z ciekłego w gazowy. D e w a r o w i udało się skroplić wodór. poddany wysokiemu ciśnieniu. jednakże. R oztw ory 187 które wyjątkow o ogrzewają się. również i rozpuszczanie ciała stałego w cieczy — tzw. w ym iana ta polega zwykle na zużyciu pewnej ilości ciepła. W skutek tego. ja k powietrze. Pod norm alnym ciśnieniem hel wrze w tem peraturze — 269°.

które. wywierane przez roztwór. śnieg czy lód musi się uprzednio częściowo stopić. wykazuje podobne dążenie do zwiększania swej objętości. Gdy zmieszamy 100 części wagowych śniegu z 33 częściami soli kuchennej. Mieszając 143 części k r y s ta ­ licznego chlorku w apnia ze 100 częściami wagowymi śniegu. należy gips. 1788 B l a g d e n . zachowuje się np. zawierająca 3 do 4 % rozpuszczonej soli. rozpuszczone w cieczy. iż ciało. dwa razy większe dla dwuprocentowego roztworu cukru. dopiero w tem p e ra ­ turze — 2° do — 3°. W ykrycie doświadczalne tego ciśnienia. zam k nięty w n a ­ czyniu. zam arza np. ciepło zaś topnienia zostaje również pobrane na koszt mieszaniny. ażeby ciało to mogło się rozpuścić. Cienka błonka. Do niewielu substancyj. — . proporcjo­ nalne do stężenia roztworu. niż dla roztworu jednoprocentowego. substancje takie są przepuszczalne dla rozpuszczal­ nika. przepuszcza ona wodę. p u n k i wrzenia roztworu ulega podwyższeniu. ja k ju ż częściowo w ykrył również Blagden. nieprzepuszczalne n a to m ia s t dla ciała rozpuszczo­ nego. możem y uzyskać obniżenie te m p e ra ­ tu ry o 34°. lecz je wydzielają na zewnątrz. ja k to w ykrył już w r. nazwano osmo- lycznym . P u n ld zam arzania roztworu. o trz y m a m y wówczas mieszaninę oziębia­ jącą o tem peraturze — 22°. w taki właśnie sposób w sto­ sunku do wodnego roztworu cukru. W oda m orska. można osiągnąć naw et te m p e ra tu rę — 50°. są one np. gdy ciało stałe zmieszam y z lodem lub śniegiem. p o k ry ta w arstw ą żelazocyjanku mie­ dziowego. jak gaz. rozpuszczając się. Proces przechodzenia do roztworu jest zbliżony co do swej istoty do procesu parow ania. a n a s tę p ­ nie pom iar jego wielkości. Ciśnienie. niż p u n k t zam arzania czy­ stego rozpuszczalnika. nie zużyw ają ciepła.188 Zasady fizyki samej masie wody. Odwrotnie. Zm iany p u n k tu zam arzania i wrzenia są. stały się możliwe dzięki istnieniu szeregu substancyj na wpół przepuszczalnych dla roztw o­ rów. gdyż w tym w ypadku. świadczy o ty m fakt. Szczególnie silne oziębienia możem y osiągnąć. jest zawsze n iższy.

Twierdzenie Nernsta 189

n ato m iast z atrzym uje rozpuszczony cukier. Bardzo dużą
rolę odgryw ają błonki półprzepuszczalne w budowie or­
ganizmów, n a to m ia st sztuczne wytworzenie takich do­
kładnie półprzepuszczalnych ścianek udało się dotychczas
jedynie w stosunkowo niewielu w ypadkach.
Podobnie ja k ciśnienie gazu sta ra się w yrów nać różnice
jego gęstości, ciśnienie osmotyczne dąży do w yrównania
różnic stężenia roztworu; na ty m oparte są rozm aite m eto­
dy pom iaru ciśnienia osmotycznego. P om iary te, ja k rów­
nież i rozważania teoretyczne, umożliwiły sformułowanie
w r. 1885 przez v a n t ’H o f f a podstawowego praw a, we­
dług którego (analogicznie do ciśnienia gazów1) ciśnienie
osm otyczne roztworów rozcieńczonych2 jest proporcjo­
nalne do ich stężenia i do te m p e ra tu ry bezwzględnej.3

X L V I II
T W IE R D Z E N IE NERNSTA

Dwie zasady term odynam iki uzupełniło w sposób isto t­
ny twierdzenie, sformułowane przez N e r n s t a w r. 1906,
z którego d a ją się wyprowadzić ważne wnioski, dotyczące
zachowania się ciał w bardzo niskich temperaturach. Twier­
dzenie to zwane je s t często „trzecią zasadą term odynam iki“.
Podobnie ja k dwie poprzednie zasady, zostało ono u s ta ­
lone na podstawie danych doświadczalnych, w ty m w y­

1 Por. rozdz. 72.
2 A n a lo g ia z g a za m i w y stę p u je ca łk o w ic ie je d y n ie w w y p a d k u
d u ż y c h ro zcień czeń , a w ię c ty lk o w te d y , g d y m o ż n a z a n ie d b a ć
siły , d z ia ła ją c e p o m ię d z y n a jm n ie js z y m i c z ą stk a m i cia ła ro zp u ­
szczo n eg o .
3 Is to tn ą rolę zarów n o w e w zo rze na c iśn ie n ie o sm o ty c z n e , ja k
i w e w zo ra ch n a z m ia n y te m p e r a tu r y k rzep n ięcia i w rzen ia , o d ­
g ry w a cięża r c z ą ste c z k o w y cia ła r o z p u sz c z o n e g o . N a fa k c ie ty m
opiera się sto so w a n a c z ę sto m e to d a w y z n a c z a n ia cięża ru c z ą ste c z ­
k o w eg o ciała z w ie lk o śc i o b n iżen ia p u n k tu k rzep n ięcia ro ztw o ru
teg o ciała.

190 Zasady fizyki

padku danych n a tu r y chemicznej. Treść zasady N ernsta
stanowi w gruncie rzeczy stwierdzenie, iż całkowite ozię­
bienie dowolnego ciała aż do te m p e ra tu ry zera bezwzględ­
nego jest ta k ą sam ą niemożliwością, ja k — według pierw­
szej i drugiej zasady term odynam iki — budowa perpe-
tu u m mobile pierwszego, czy też drugiego rodzaju.
Nic m ożem y zastanaw iać się tu ta j bliżej na d bardzo
tru d n ą treścią zasady N ernsta. Zastosowania jej leżą
głównie w dziedzinie chemii. Z jej konsekwencyj fizycz­
nych jedna szczególnie zasługuje na uwagę: w m iarę
zbliżania się do zera bezwzględnego ciepło właściwe w szyst­
kich ciał stałych czy ciekłych musi dążyć do zera.
Na ogół w zwykłych w arunkach ciepło Avłaściwe jest
dość niezależne od te m p e ra tu ry . Do nielicznych w yjątków
należy, ja k zauważono już od daw na, diamenł. Gdy nauczo­
no się otrzym yw ać bardzo niskie te m p e ra tu ry , znaleziono,
że ciepło właściwe diam entu w ty m obszarze te m p e ra tu r
spada gwałtownie. W ynosi ono np. w — 50° w przybli­
żeniu jed n ą trzecią, a w — 190° ju ż zaledwie jedną
sześćdziesiątą tej wartości, ja k ą m a w tem p e ra tu rz e poko­
jowej. Ta sam a ilość ciepła, ja k a w zwykłych w arunkach
nie m ogłaby dostrzegalnie podnieść te m p e ra tu ry dia­
m entu, może zatem w bardzo niskiej tem p e ra tu rz e w y­
wołać jej podwyższenie o wiele stopni. W tem peraturze
— 250° nie m ożna ju ż było w ogóle ustalić wartości ciepła
właściwego diam entu, pomimo wyjątkow ej dokładności
pomiarów. Późniejsze badania dowiodły, że, podobnie do
diam entu, i inne ciała stałe w ykazują również spadek
ciepła właściwego, zgodny z w ym aganiam i zasady N ern­
sta. Jednakże dla innych ciał spadek ten nie jest ta k gwał­
towny, ja k dla d iam entu; dla miedzi np. ciepło właściwe
w tem peraturze — 186° spada do połowy, a w — 250° do
mniej więcej trzydziestej części w artości normalnej.

X L IX
P R Z E W O D N IC T W O C IE P L N E

Zgodnie z drugą zasadą, ciała o różnych tem p e ra tu ra c h
dążą do ich w yrównania, które może zachodzić bądź przez
przewodnictwo, bądź też przez promieniowanie cieplne.
Również i w nauce o cieple rozróżniamy, podobnie jak
w nauce o elektryczności, dobre przewodniki i izolatory.
Nie chodzi tu ta j o form alną jedynie analogię ze zjawiskami
elektrycznym i, lecz o rzeczywisty związek pom iędzy wła­
snościami elektrycznym i i cieplnymi, ja k to w ynika z fak­
tu, że wszystkie dobre przewodniki elektryczności są rów­
nież dobrym i przew odnikam i ciepła, wszystkie zaś izola­
to ry elektryczne również izolatorami cieplnymi. Jeszcze
wyraźniej związek ten ujaw nia się w prawie W iedem anna
i F ranza, które rozpatryw ać będziemy w jed n y m z n a ­
stępnych rozdziałów;1 według praw a tego w każdej te m ­
peraturze przewodnictwo elektryczne je s t proporcjonalne
do cieplnego.
Dobrym i przew odnikam i ciepła są przede wszystkim
m etale i, ta k samo ja k pod względem przew odnictw a
elektrycznego, na pierwszym miejscu stoi tu srebro. Przez
ce n ty m etr kw a d ra to w y poprzecznego p rzekroju p rę ta srebr­
nego przepływa w ciągu jednej sekundy jedna kaloria
(dokładniej 1,01 kal.), gdy spadek te m p e ra tu ry wynosi
1 stopień na c entym etr. Gdy spadek wynosi 2 stopnie
na c entym etr, przez przekrój p rę ta przepływa naturalnie
dw ukrotnie większa ilość ciepła.
Jeśli przyjm iem y, ja k to się zwykle czyni, przewodni­
ctwo srebra za 100, to przewodnictwo miedzi będzie w y ­
nosiło 93, złota 70, p la ty n y już tylko 17. Srebro przewodzi
ciepło w przybliżeniu 50 razy lepiej od najgorzej przewo­
dzących m etali (np. bizm utu), około 400 razy lepiej niż

1 P or. rozd z. 73.

192 Zasady fizyki

porcelana, okrągło 10.000 razy lepiej aniżeli w a ta i około
20.000 razy lepiej, niż powietrze.1
Na d o brym przewodnictwie cieplnym m etali opiera się
znany zapewne każdem u z własnego doświadczenia fakt,
że, zależnie od tego, czy te m p e ra tu ra powietrza jest wyż­
sza, czy też niższa od te m p e ra tu ry naszego ciała, metal
w ydaje się n a m cieplejszy lub zimniejszy niż drzewo,
pomimo iż te m p e ra tu ry obu ty ch ciał są jednakow e.
Dobrym przew odnictw em cieplnym m etali tłum aczy się
również godne uwagi zjawisko, polegające na ty m , że
siatka druciana niejako obcina płomień, do którego zo­
stała wprowadzona. Można też również zapalić gaz świetlny
n ad ta k ą siatką, przy czym płomień nie przejdzie przez
siatkę.
Izolatory zna jd u ją liczne zastosowania do celów ochrony
cieplnej. Znane je s t stosowanie słomy do ochrony drzew
od mrozu, zapełnianie popiołem przestrzeni pom iędzy po­
dw ójnym i ściankam i szaf ogniotrwałych, wstawianie ścian
korkow ych celem ochrony dom ów przed chłodam i zimo­
wymi. Szczególnie dobrą ochronę cieplną stanowi nieru­
choma w arstw a powietrza, np. powietrze zaw arte pom iędzy
podw ójnym i oknam i, łub też pom iędzy włóknami m a te ­
riałów naszych ubrań, np. w wełnie, a przede wszystkim
w futrach. N ajdoskonalszą ochronę cieplną daje oczywi­
ście próżnia. Z tego względu powszechnie znane flaszki
termosowe, służące do przechowyw ania napojów, które
przez dłuższy czas m a ją pozostawać gorące lub też zimne,
zaopatrzone są w podwójne ścianki szklane, oddzielone od
siebie przestrzenią opróżnioną z powietrza. Dla uniknięcia
s t r a t ciepła przez promieniowanie, wew nętrzne ścianki

1 C iepło w y p ły w a rów n ież za w sz e n a zew n ą trz p rzez p o w ierzch n ię
c ia ł o g rza n y ch . G d y ró żn ica te m p e r a tu r cia ła i o to c z e n ia je s t
n ie z b y t d u ża , ow o tz w . z e w n ętrz n e p rzew o d n ic tw o cie p ln e p o d ­
leg a praw u N e w to n a , k tó re orzek a , że ilo ść cie p ła , o d d a n a w je d ­
n o stc e cza su , je s t p rop o rcjo n a ln a d o ró ż n ic y tem p er a tu r .

Przewodnictwo cieplne 193

szklane flaszek term osow ych są n a d to p okryte w arstew ką
miedzi.
Pom im o że ciecze i gazy są same przez się bardzo złymi
przew odnikam i ciepła, umożliwiają one jednakże roz­
chodzenie się ciepła dzięki pow stającym z nich prądom
(przez tzw. konwekcję). Gdy jakaś ciecz, lub gaz, jak
np. powietrze, jest ogrzewany od dołu, to rozszerzające się
nagrzane jego części s ta ją się lżejsze i unoszą się ku gó­
rze, gdy n a to m ia st chłodniejsze części opuszczają się ku
dołowi, zajm ując miejsce poprzednich.
Tego rodzaju rozchodzenie się ciepła nie ma jednak
nic wspólnego z praw dziw ym przewodnictwem; wskazuje
na to wyraźnie fakt, że w postawionej ukośnie, napełnionej
wodą, rurce m ożem y przez ogrzewanie od góry doprow a­
dzić wodę do wrzenia, przy czym trz y m a n y na jej dnie
kaw ałek lodu nie topnieje.
P rą d y cieplne w wodzie z n a jd u ją ważne zastosowanie
techniczne w centralnym ogrzewaniu wodnym . Ogrzana
w oda unosi się z kotła do góry i ta m rozdziela się pomiędzy
poszczególne kaloryfery, zaopatrzone w kran y , umożli­
wiające regulację szybkości jej dopływu.1
Bardzo ciekawe zagadnienia nasuwa teorii przew odni­
c tw a cieplnego spraw a ciepła wewnętrznego ziem i. Gdy
schodzim y w głąb ziemi, te m p e ra tu ra podnosi się o jeden
stopień na każde posunięcie się o 30 do 40 m etrów w dół.
Roczne w ahania te m p e ra tu ry powierzchni ziemi przeni­
k a ją w głąb ziemi na głębokość około 20 m etrów, dzienne
zaś zaledwie na głębokość 1 do 2 m etrów.

1 G d y o g rzew a n ie cen tra ln e j e s t p a ro w e, w k o tle w y tw a r z a się
parę w o d n ą ; za p o śre d n ic tw em u k ła d u rur d o p ro w a d za się ją
n a stę p n ie do g rzejn ik ó w , w k tó r y c h z a c h o d z i sk ra p la n ie p ary
i o d d a w a n ie w sk u te k teg o ciep ła n a z ew n ą trz.
Zasady fizyki 13

L
PROMIENIOWANIE CIEPLNE

W yrów nyw anie te m p e ra tu r za pośrednictwem prom ie­
niowania cieplnego może oczywiście zachodzić tylko w ten
sposób, że ciało gorące przekształca część swej energii
cieplnej w energię fal elektrom agnetycznych i wysyła ją
w tej postaci w przestrzeń, inne zaś, chłodniejsze ciało po­
chłania pada ją c ą nań energię elektrom agnetyczną i prze­
kształca ją w ciepło, zwiększając w ten sposób swój zasób
energii cieplnej.
J u ż w X V I I stuleciu wiedziano, że w w y padku promie­
niowania cieplnego, w przeciwieństwie do przewodnictwa
cieplnego, nie musi zachodzić ogrzewanie ośrodka po­
średniczącego. Słynne było doświadczenie, polegające na
ty m , że zimą zapalano proch strzelniczy promieniami sło­
necznymi, skupionym i soczewką z lodu, k tó ra nie topiła
się przy ty m .1
Codzienne doświadczenie w ykazuje, że różne ciała nie
pochłaniają w jednakow ym stopniu padającego na nie
promieniowania. Niektóre, jak przede w szystkim sadza,
pochłaniają je prawie całkowicie, inne, np. metale, odbijają
z powrotem przew ażającą jego część. Spółczynnikiem po­
chłaniania nazyw am y liczbę, k tóra wskazuje, jaki ułam ek
padającej energii zostaje pochłonięty przez ciało. Dla ciała
zupełnie czarnego, ja k np. sadza, należy przyjąć zatem
spółczynnik pochłaniania za 1, lecz np. dla polerowanego
srebra wynosi on zaledwie 0,03, czyli srebro odbija 9 7 %
energii promienistej i pochłania tylko 3 % .
Podstaw owe prawo nauki o promieniowaniu cieplnym
podał w r. 1859 K i r c h h o f f . Praw o to orzeka, że zdolność
emisyjna jakiegoś ciała, czyli energia, promieniowana
w ciągu sekundy przez c e n ty m e tr k w adratow y jego po-
1 W d z ied zin ie b a d a n ia zja w isk p r o m ie n io w a n ia cie p ln e g o
szczeg ó ln ie d u że za słu g i p o ło ż y ł w d ru giej p o ło w ie X V I I I stu le cia
S ch eele.

m u sim y p rzy ją ć. Sposób. o trz y m am y wówczas na tej samej za­ sadzie negatyw rysunku. om aw iając żarówkę elektryczną. emitowanej w tej samej tem peraturze przez sadzę. W każdej więc tem p e ra tu rz e zdolność em isyjna jakiegoś ciała t a k się ma do zdolności emisyjnej ciała całkowicie czarnego.1 Prom ieniowanie słoneczne odgrywa oczywiście najw aż­ niejszą dla nas rolę pośród wszystkich znanych nam zja­ wisk promieniowania. że k a żd e cia ło w y p r o m ie n io w u je cie p ło . niż sam o w y sy ła w ty m ż e cza sie. jest proporcjonalna do spółczynnika pochła­ niania. 13* . niż otaczająca blacha. podwyższenie tem p e ra ­ tu ry z 1700° na 1900° C pociąga już za sobą czterokrotne zwiększenie ilości energii w yprom ieniowywanej. czemu plam a z a tra m e n tu na blaszce platynowej żarzy się silniej. następnie B o l t z m a n n dal ścisłe uzasadnienie teoretyczne tej zależności. W edług praw a S tefana-B oltzm anna zdol­ ność em isyjna ciała czarnego jest proporcjonalna do czwar­ tej potęgi jego temperatury bezwzględnej. przynoszona w ciągu jednej m in u ty powierzchni jednego ce n ty m etra k w a d ra ­ towego na granicy atm osfery ziemskiej przez padające prostopadle promienie słoneczne. w o b e c te g o za ś n a grzan ie ja k ieg o ś ciała p rzez p r o m ien io w a n ie o zn a cza je d y n ie . Ilość ciepła. 1879. że cia ło to p o ch ła n ia w p e w n y m o k r e ślo n y m c z a sie w ięcej p ro­ m ien io w a n ia . A zatem np. wynosi 3 kalorie. n a to m ia s t biała plam a z w apna na ciem nym że­ lazie — słabiej. Dzięki prawu Kirchhoffa m ożem y zrozumieć. Na po­ wierzchni ziemi wartość ta jest o jedną trzecią mniejsza 1 . poza ty m zaś zależy jedynie od te m p e ra tu ry ciała. zaopatrzony w r y ­ sunek czarno-biały.la k w y k a z a ł ju ż na p o czą tk u X I X stu le c ia P r é v o st. Promieniowanie cieplne 195 wierzchni. Gdy rozżarzym y talerz. J a k o ty m wspom niano. w jaki zdolność emisyjna ciała czarnego zależy od te m p e ra tu ry . jak spółczynnik pochłaniania tego ciała do jed ­ ności. w ykrył po raz pierwszy S t e f a n w r. srebro polerowane wysyła w każdej tem peraturze tylko jedną trzydziestą energii. czyli w zrasta nie­ zwykle szybko wraz z te m p e ra tu rą .

w ysyłana przeciętnie przez jeden gram m asy słońca. równą 1026 kaloryj. Tlość energii. Praw o S tefana-B oltzm anna mówi nam jedynie o cał­ kow itym promieniowaniu. 3 N a le ż y o d ró żn ia ć te m p e r a tu r ę p o w ierzch n io w ą sło ń ca od te m p e r a tu r y w n ętrza sło ń ca . gdy spalam y 1 gram najlepszego węgla.1023 koni parowych. znalezione przez W i e n a w r. W edług tego praw a iloczyn wspomnianej 1 O d ległość ta w y n o si o k rą g ło 1. Znając odległość ziemi od słońca. co odpowiada mocy około 5. Na pod­ stawie praw a Stefana możemy. jest co praw da dwa m iliardy razy mniejsza od całkowitej energii. 3 M asa sło ń ca w y n o si 2 . zostało przezeń sformułowane w postaci tzw.1 0 33 g ra m a . ja k a wyw ią­ zuje się.) Fizyka postawiła sobie przede w szystkim za za­ danie wyznaczenie tej długości fali.5 1013 cm . 1893.1 możem y łatw o obliczyć na podstawie powyższej liczby. (W yraz barw a bierzemy tu w najszerszym zna­ czeniu. o trzym yw ana przez ziemię w pew nym określonym czasie. nie bierze ono pod uwagę spo­ sobu rozkładu jego energii na różne obszary długości fal.2 w y­ nosi w przybliżeniu 2 ergi na sekundę. Bardzo w ażną rolę gra je d n a k również zagadnienie zależ­ ności rozkładu energii na poszczególne „ b a rw y “ — od te m ­ p e ra tu ry . k tó ra m u si b ez w ą tp ie n ia w y n o sić w iele m ilio n ó w sto p n i. odpowiada ona jednakże jeszcze mocy około 250 bilionów koni parowych. Energia. wysyłanej w ty m sam ym czasie przez słońce. . Rozwiązanie tego zagadnienia. że słońce wyprom ieniowuje na m inutę ilość ciepła. K a ż d y gram m asy słonecznej wysyła zatem w ciągu mniej więcej 5000 la t ilość ciepła. prawa przesunięć.196 Zasady fizyki w skutek pochłaniania promieniowania w atmosferze ziem­ skiej i wynosi tylko około 2 kaloryj. rów ną tej. dla której promienio­ wanie jest najsilniejsze w danej tem peraturze. albo 1.5 kalorii na rok.3 wynosi ona około 6000°. obejm ując nim również i promieniow ania niewi­ dzialne. znając ilość wypromienio- wywanego ciepła. obliczyć te m p e ra tu rę powierzchni słoń­ ca.

form ułując swą w spom nianą już wyżej genialną hipotezę1 istnienia elementarnego kwantu działania i stosując ją do zjawisk promieniowania. widzialnych dla oka ludzkiego. nieporównanie większa jej część należy do obszaru podczerwieni. lecz w najdoskonalszych n a w e t współczesnych żarówkach wol­ framowych m arn u je się bezużytecznie przeszło 9 0 % wysy­ łanej energii. Dzień. rozd z. a więc w granicach widzialnego w idm a od krańca czerwonego do fiołkowego. Położenie jej w widmie przesuwa się ze w zrastającą tem p e ­ ra tu r ą w kierunku od większych do mniejszych długości fal. W ykrycie praw a przesunięć stanowiło naturalnie czę­ ściowe tylko rozwiązanie głównego zagadnienia teorii promieniowania. Ze wzrostem te m p e ra tu ry stosunek ten ulega wprawdzie poprawie. 1 P or. przy p a d a na obszar długości fal. gdyż na pojęciu k w a n tu działania oparto następnie całą współczesną teorię atom ow ą. dotyczącego zależności rozkładu energii w widmie od te m p e ra tu ry . Za pom ocą tej hipotezy. Zaledwie bardzo drobny ułamek energii. doprowadziła w swym dalszym rozwoju do pow stania pojęcia k w antów świetlnych. równe ilo­ czynowi k w antu działania przez częstość drgań prom ie­ niowania. wypromienio- wywanej przez ciało gorące. która. Całkowite rozwiązanie dał do­ piero w roku 1900 P l a n c k . Planck założył. ty m mniejsza zatem jest ta wyróżniona długość fali. Znaczenie dziejowe praw a promieniowania P lancka sięga jednak daleko poza zakres nauki o cieple. a zaledwie 10% stanowi światło widzialne. jak już wyżej wspom niano. Im wyższa jest tem p e ra tu ra . Promieniowanie cieplne 197 długości fali przez te m p e ra tu rę bezwzględną ciała promie­ niującego m a w artość stałą. że zasadniczą rolę w akcie wysyłania promienio­ wania grają pewne elem entarne ilości energii. . zdołał P la n ck w y ­ prowadzić prawo prom ieniow ania. 7. dające dla wszelkich te m p e ra tu r całkowicie zgodny z obserwacjami doświad­ czalnymi rozkład energii promienistej.

A utom atycznie działający regu­ lator doprow adza parę do cylindra na przem ian z jednej i z drugiej stro n y tłoka. 1700). czy też w ydostaje się bezpośrednio w powie­ trze. 2 N a leża ł do n ich ju ż s ta r o ż y tn y fizy k i tec h n ik H ero z A le ­ k san d rii. o trz y m u je m y przez wyzyskanie materiałów pal­ nych i tylko 5 % przez wyzyskanie energii spadku wody. LI MASZYNA PA R O W A Jeszcze obecnie (por. okrągło licząc. 95% cał­ kowitej ilości energii. Za pomocą odpowiedniego urządzenia (tzw. W sk u te k tego tłok zostaje w p ra ­ wiony w m iarowy ruch tam i z powrotem . zostaje wprow adzona pod wysokim ciśnie­ niem do cylindra. był zaiste dniem n aro­ dzin fizyki dwudziestego stulecia. napędu korbowodowego) 1 D ziało się to d n . co jest czasami korzystne ze względu na konieczność zaoszczędzenia miejsca.198 Zasady fizyki w k tó ry m u schyłku X I X stulecia1 Planck przedstawił wywód swego praw a promieniowania cieplnego Niemiec­ kiemu Tow arzystw u Fizycznem u. w y tw a ­ rzana w kotle. rys. P rz y pow rotnym ruchu tłoka pa ra uchodzi czy to do chłodnicy. gdzie zostaje skroplona. gdzie rozpręża się i w ykonyw a w ten sposób pracę. 62). 1769 m aszyny parowej. 14 g ru d n ia 1900 r. jak wielkie znaczenie gospo­ darcze m a każdy istotny postęp w technice cieplnej i jak wiele zawdzięcza ludzkość w ynalazkom . Budowa m aszyny parowej jest znana dzisiaj każdem u: para wodna. 1680) i N ew co m en (o k o ło r. które umożli­ wiają nam coraz doskonalszą przem ianę ciepła spalania w pracę mechaniczną. w ytw arzanej przez przemysł świa­ towy. posuw ając przed sobą tłok. dalej P a p in {ok oło r. jeżeli pom i­ niem y odosobnionych pionierów. . Z liczb ty ch wyraźnie widać. Rozwój techniki cieplnej rozpoczyna się.2 od wynalezienia przez W a t t a w r.

62. . 1927.Rys. Światowa produkcja energii w r.

i wreszcie w skutek wysokiej tem pe­ ra tu r y gazów spalinowych. nośnik ciepła (w w ypadku m aszyny parowej zwykle p a ra wodna). Ciepło spalania kilo­ gram a węgla kamiennego wynosi około 8. niezupełnego spalania. na co zużywa się pew ną ilość pracy. u krytej w zuży­ ty ch m ateriałach palnych. które nie służy bezpo­ średnio do spalania.1 Znaczny jednakże ułam ek (od 20 do 30% ) tej ilości ciepła zostaje w rzeczywistości stracony w skutek promieniowania cieplnego kotła. .200 Zasady fizyki ruch ten zostaje przeszlitałcony w ruch obrotow y i prze­ niesiony (np. rozprężając się adiabatycznie. w ykonyw ające pracę. to je d n a k i wów­ czas otrz y m an a praca m echaniczna m usiałaby być m niej­ sza od mechanicznego równoważnika ciepła spalania. 1 K aloria k ilo g ra m o w a rów n a je s t ty s ią c o w i k alorii. dopóki tem p e ­ ra tu r a jego nie spadnie prawie aż do poziomu te m p e ra tu ry drugiego. ujaw nia się w postaci uzyskanej na tej drodze pracy mechanicznej. dalsze jeszcze s tr a ty ciepła zachodzą w skutek w ym iany ciepła pom iędzy gorącą p a rą a cylindrem. w ten sposób doprowadza się tę parę w przybliżeniu do sta n u wyjściowego. Jeśli n a w e t założymy. uchodzących przez komin. w ykonyw ające właściwą pracę. zimniejszego zbiornika (chłodnicy). cały proces pow tarza się ponownie. D robna tylko zaledwie część energii. że w idealnej m aszynie dałoby się uniknąć wszystkich ty ch s tr a t ciepła. Przebieg takiego procesu jest w gruncie rzeczy następujący. W y ­ nika to w nieunikniony sposób już z samej n a tu r y koło­ wego procesu cieplnego. za pom ocą napędu pasowego lub też kól zębatych) na m aszyny. Ciało. Pozostała w cylindrze p a ra zostaje po zamknięciu k anału wylotowego sprężona. czyli tzw. nagrzewania się tego powietrza. Część po­ branego ciepła zostaje oddana tem u zimniejszemu zbior­ nikowi. k tó ra zastępuje parę w ypędzoną na zewnątrz. Po dopływie nowej porcji pary.000 kaloryj kilo­ gram ow ych. odbiera pew ną określoną ilość ciepła z gorętszego zbiornika ciepła (z kotła) i następnie w y k o n y ­ wa pracę.

jest wyznaczona przez to. Ta ważna zależność została w zasadzie w y k ry ta . Z roz­ ważań term odynam icznych wynika.1 wynosi ona np. Idealny spółczynnik wydajności m aszyny parowej jest więc określony przez te m p e ra tu rę kotła parowego. ja k ą m ożna uzyskać za pomocą procesu kołowego w najkorzystniejszych w arunkach. chociaż je­ szcze w dość niejasnej formie. przedstaw ia w idealnym w y­ pad k u równowartość uzyskanej prac y m echanicznej. w ykonyw ają- cego pracę. że stosunek obu wspom nianych wyżej ilości ciepła jest ściśle określony w idealnym pro­ cesie kołowym: w procesie takim stosunek ten zależy je­ dynie od te m p e ra tu r obydwóch zbiorników. iż równa się on róż­ nicy te m p e ra tu r obydwóch zbiorników. jak w ynika z rozważań term odynam icznych. . przez S a d i C a r n o t a już w r. oddanej ciału p r a ­ cującemu przez cieplejszy zbiornik. 1824. tem p era tu ra za ś w r z e n ia — 100°. pod ciśnieniem 5 a tm o ­ sfer 152° C. został n a zw any ideal­ nym spółczynnikiem wydajności procesu kołowego. W tem p e ra tu rz e takiej prężność p ary wynosi 1 C iśn ien ie w k o tle o tw a r ty m r ó w n a ło b y się n a tu r a ln ie z e w ­ n ętrzn em u ciśn ien iu p o w ie tr za . Stosunek pracy. n a to m ia st jest zupełnie niezależny od n a tu r y ciała. do równo­ ważnika mechanicznego ilości ciepła. oraz przez te m p e ra tu rę chłodnicy. pod k tó ry m paruje woda w zam ­ kniętym kotle. po ustaleniu obu podstaw owych zasad nauki o cieple. Dokładniejsze uzasadnienie i ściślejsze sform u­ łowanie idei Carnota stało się możliwe jednakże dopiero później. W chłodnicy para ochładza się skutkiem w kraplania zimnej wody do te m p e ra tu ry mniej więcej 40— 50°. M aszyna parowa 201 W edług zasady zachowania energii różnica pomiędzy ilością ciepła. p o b ran ą z cieplejszego zbiornika. a oddaną zimniejszemu zbiornikowi. podzielonej przez te m p e ra tu rę bezwzględną zbiornika cieplejszego. T e m p era tu ra kotła zależy od ciśnienia. W a r­ tość ta.

ogrzewając te ścianki z zewnątrz. że para zostaje lepiej wyzyskana. a stąd teore­ tyczny idealny spółczynnik wydajności jest rów ny 160/473. praktycznie biorąc.1 rozdzielając go na szereg cylindrów. c z y li m a sz y n a o w ie lo ­ k ro tn y m ro zp rężen iu . dlaczego przez dłuższy czas nie m ożna było otrzym ać w m aszynach parowych spółczynnika wydajności. k tó ­ rych tłoki poruszają ten sam wal korbowy. sk ła d a się z w y k le z cy lin d ra o w y so k im c iśn ien iu . gdyż pociągnęłoby to za sobą w praktyce z b y t duże koszty i byłoby zatem 1 T e r m o d y n a m ic z n y proces k o ło w y je s t ty lk o w ó w c z a s o d w ra ­ c a ln y i „ id e a ln y “. chłodnicy zaś 40°. . technicy starali się przede wszystkim zmniejszyć te s tr a ty ciepła. te m p e ra tu ra bezwzględna cieplejszego zbiornika wynosi wówczas 473°. otrzym ujem y różnicę tem p e ra tu r równą 160°. cy lin d ra o śred n im i c y lin d ra o n isk im ciśn ien iu . wreszcie spadek ciśnienia pomiędzy kotłem i chłodnicą uczyniono bardziej „stopniow ym “ . Gdy tem p e ra ­ tura kotła wynosi 200°. czyli 34 % . niż gdyby ciśnienie jej spadło tylko do wartości normalnego ciśnienia powietrza. T ru d n o było myśleć o jakim ś znaczniejszym obniżeniu te m p e ra tu ry chłodnicy. wywołane przez niedoskonałość urządzeń grzejących i samej m aszyny. 1920 trudności. o k tó ry c h już wspom inaliśm y w y­ żej.2 Najważniejszym ulepszeniem byłoby oczywiście po­ większenie różnicy te m p e ra tu r kotła i chłodnicy. w y m ie n ia ją c y m i n a w za jem ze so b ą ciep ło . 2 T eg o rod zaju m a sz y n a sp rzężo n a . ale na drodze dążeń tego rodzaju piętrzyły się aż do mniej więcej r. prawie nieprzezwy- ciężalne. tak. gdy nato m ia st te m p e ra tu ra kotła dochodzi tylko do 150° C.202 Zasady fizyki zaledwie od 1/10 do 1/5 atm osfery. zmniejszono w ym ianę ciepła pom iędzy pa rą a ściankami cylindra. g d y n ie m a d o str z e g a ln y c h ró żn ic ciśn ien ia p o ­ m ię d z y cia ła m i. Uwzględniając znaczne s tr a ty ciepła. przekraczającego 10%. Celem zwiększenia praktycznego spółczynnika w y d a j­ ności. k tórych przyczyna leży w odchyleniach od idealnego procesu kołowego. wynosi on zaledwie 26% . Ulepszono urządzenia kotłów. zrozumiemy.

Nowoczesne instalacje stosują parę o prężności od 25 do 200 atmosfer. w k tórych bardzo wysokie ciśnienie nie było już niebezpieczne i w których m ateriały uszczel­ niające mogły w y trzym yw ać w ysoką tem peraturę. . Anglik P a r s o n s i Szwed d e L a v a l w y n a ­ 1 C zyn ion e ssi jed n a k różn e p ró b y w y z y sk a n ia je sz c z e ciep ła . woda przechodzi wówczas bez wrzenia bezpośrednio w parę. w p ro w a d za n ej do k o tła . rozdz. w której poddaje się wodę ciśnieniu krytycznem u 224 atmosfer. W 1884 r. wynoszący około 20% . jakie mogą po­ wstaw ać dzięki n a d e r złożonej budowie m aszyny parowej. T urbina parowa 203 nieekonomiczne.2 Nowoczesne m aszyny parowe o najwyższej prężności po­ siadają p r a k ty c z n y spółczynnik wydajności. Do w ytw arzania p ary o najwyższej prężności stosuje się ostatnio tzw. gdyż w parze nasyconej. L II T U R B I N A PA ROW A Ponieważ przekształcenie ruchu wahadłowego tłoka m aszyny parowej w ruch obrotow y wału w ym aga dość skomplikowanych urządzeń. Od roku 1925 szybko się rozpowszechniło zastosowanie pary wysokoprężnej. Dążenie to było w dużej mierze popierane przez wielki rozwój techniki prądów silnych. nasuwała się myśl w y tw a rz a ­ nia tego ruchu obrotowego bezpośrednio przez działanie pary i uniknięcia w ten sposób trudności. gdy stało się możliwe budowanie specjalnych urządzeń kotłowych. n p . d o w stę p n e g o n a g rzew a n ia w o d y . 46. ogrzewając ją jednocześnie do 374°. 2 Por. tnełodę B ensona. której z każdym rokiem udawało się zwiększać moc i ilość obrotów prądnic.1 Podwyższenie te m p e ra tu ry kotła jest związane naturalnie ze w zrostem ciśnienia. każdej tem peraturze odpowiada określona pręż­ ność. na wzrost zaś ciśnienia m ożna było pozwolić dopiero wówczas. o d d a w a n eg o p rzez sk ra p la n ą parę.

000 kilowattów. że pa ra działa na koło łopatkowe z olbrzym im im­ petem. w której pa ra dzięki swej energii wijphjwu wpraw ia w ruch łopatki kół wirujących. ja k to się dzieje w t u r ­ binie wodnej. związanych z wahadłowym i rucham i różnych części. . niż m aszyna tłokowa. w ykonyw ały one kilkaset obro­ tów na m inutę. Szczególną zaletę tu rb in y parowej stanowi to. podobnie. tak. dalej zaś un ik am y w niej ta k uciążliwych w maszynie tłokowej drgań. Prędkość wypływu wynosi wówczas ponad 1000 m etrów na sekundę. Później udało się zmniejszyć ilość obrotów.204 Zasady fizyki leźli jednocześnie i niezależnie od siebie turbinę parową. przepuszczając parę kolejno przez kilka kół łopatkowych. W dawniejszych turbinach prędkość obrotow a była jeszcze nadzwyczaj wielka. 63. zbliżając się do prędkości kuli arm atniej. wartość. T u rb in a parow a m ocy 60. prędkość jej wypływu osiąga niezwykle wielką Rys. że zaj­ m uje ona mniej miejsca. przy czym każde z nich zużytkow uje tylko część całko­ witej energii pary. J u ż gdy prężność p ary wynosi zaledwie 10 atmosfer.

63 jest przedstaw iona jedna z n a j­ większych parow ych tu rb in dzisiejszych.000 kilowattów.000. „zapotrzebowania szczyto­ wego“ ). Na rys. lub też w razie jakichś zakłóceń biegu. tur- Rys. Potężne tu rb in y parowe z n a jd u ją częste zastosowanie w sprzężeniu z prądnicam i elektrycznym i. moc jej wynosi 60. które w godzinach słabszego zużycia z a trz y m u ją na d m ia r pary. jako tzw. Instalacja zasobników Ruthsa- bogeneralory. ażeby móc go oddać z pow rotem w godzinach zwiększonego zapotrze­ bowania (dla pokrycia tzw. 64. T urbina parow a 205 Z tych powodów tu rb in y parowe znalazły szczególnie szerokie zastosowanie do napędu statków . jako chwi- . W ażne uzupełnienie kotłów parow ych w dużych elek­ trow niach stanow ią zasobniki cieplne. ilość obrotów na m inutę — 3.

gdyż w skutek spadku ciśnienia tworzy się znowu para nasycona. które reagują już na małe w ahania ci­ śnienia. Przełączanie z ładowania na rozłado­ wywanie odbywa się za pom ocą a u to m a ty c z n y c h przyrzą­ dów sterujących. 64 przedstaw ia dla przykładu instalację zasobników R u th sa elektrowni w C harlottenburgu. Dzięki tem u obsługa kotłów uniezależnia się od w ahań obciążenia sieci. ropa lub benzyna. które. M ateriał pa ln y zostaje w prowadzony bezpośrednio do cylindra w stanie gazu lub też w postaci . n a d m ia r zaś p a ry w d m u ­ chuje się do nich specjalnymi dyszami. które uzyskały nadzw y­ czaj wielkie i wciąż jeszcze rosnące znaczenie w nowocze­ snej technice. przy czym para skrapla się. napełnia się je w odą do 90% ich zawartości. k tó ra wpływa do przewo­ dów sieci użytkow ej. Są to zbiorniki w kształcie kotłów. że s ta ją się możliwe istotne oszczędności w zużyciu m ateriałów p alnych przez utrzym yw anie równomiernego płomienia pod kotłami. L III M O TO R Y S P A L IN O W E W y tw a rz a ją c ciepło spalania bezpośrednio w cylindrze pracującej m aszyny m ożna uzyskać spadek te m p e ra tu ry znacznie większy niż w maszynie parowej. tak . spalają się prawie całkowicie bez pozostałości.206 Zasady fizyki Iową rezerwę. Do napędu motorów' spalinowych n a d a ją się n a turalnie tylko takie m ateriały palne. noszące nazwisko swego wynalazcy. Najważniejszy ty p zasobników cieplnych stanow ią dzi­ siaj zasobniki B ułhsa. „w yładowa­ nie“ jest scharakteryzow ane przez spadek ciśnienia oraz obniżenie poziomu wody. Odwrotnie. oddając ciepło. ja k gaz świetlny. zam knięte ze wszystkich stron i mogące w y trzy m a ć znaczne ciśnienie. Na tej zasadzie rozwinęły się motory spalinowe. Rys. W czasie takiego „ładow ania“ te m p e ra tu ra i ciśnienie w zasobniku w z rastają zatem równocześnie z poziomem wody.

W czw artym takcie spa­ lone gazy zostają usunięte na zewnątrz przez otw iera­ jący się autom atycznie wentyl wylotowy. z których każdy odpowiada połowie obrotu korby m otoru. sprężając mie­ szaninę. w ytw arzanej elektrom agnetycznie. które wywołuje w trzecim takcie rozprężanie się bardzo gorących gazów. W ciągu pierw­ szego ta k tu tlok wsysa przez autom atycznie otwierający się w entyl mieszankę wybuchow ą. Po ukończeniu czwartego t a k t u zostaje osiągnięty z powrotem stan początkowy. gdyż tłok w ykonyw a pracę. doprow adzanym w stosownych ilościach. pracujące na dwa t a k t y . Podstaw ę rozwoju motorów spalinowych stanowiło w y­ nalezienie przez inżyniera niemieckiego O t t a w r. spala się on ta m w powietrzu. że gaz palny wpływa do cylindra z obu końców i działa zatem na obie strony tłoka. w m otorach takich na każdy obrót wału przypada w ybuch i w ykonanie pewnej pracy mechanicznej. Można wreszcie budować też m o to ry spali­ nowe działające obustronnie w ten sposób. T e m p era tu ra w ybuchu w m aszynach spali­ . Można jednakże budować również i m o­ tory. W chwili. W drugim takcie tłok porusza się w kierunku odw rotnym . m ieszanka zostaje zapalona za po­ mocą odpowiedniego urządzenia — dzisiaj zwykle za po­ mocą iskry. W skutek wybuchowego spalania w ytw arza się bardzo wysokie ci­ śnienie. 1876 tak zwanego motoru czlerolaklowego. przy czym te m p e ra tu ra ich spada. przy czym wentyl zostaje autom atycznie za­ m knięty. k tó ­ rymi zajm iem y się przede wszystkim . w motorach wybuchowych. W opisanym tu motorze czterotaktow ym jedynie co drugi o b ró t wału związany jest z w ybuchem i uzyskaniem użytecznej pracy. M otory sp a lin o w e 207 silnie rozpylonej zawiesiny. składającą się z m a te ­ riału palnego z domieszką powietrza. Pow stające w skutek tego wysokie ciśnienie działa na ru ­ chom y tłok i w ykonyw a w ten sposób pracę mechaniczną. gdy tłok zbliża się do p u n k tu n a j­ większego sprężenia. Na jeden pełny obieg takiego m otoru składają się cztery t a k t y .

m u szą b y ć w y w o ła n e sztu c z n ie .1 Najstarszy. p rzy p a d a ją c y na jednego konia parowego. p rzy p a d a ją ce n a ta k t y p ie r w sz y i d ru g i. n p . do zaledwie około połowy kilogram a. dostarczanym z gazowni. m u sim y go p o c z ą tk o w o „ za k ręcić “ . P ędzim y go albo gazem świetlnym. w y tw a rz an y m z węgla w u- rządzeniu pomocniczym. 3 W n a jlż e jsz y c li m o to ra ch z a le c ie m a ło ści ich cięża ru p rzeciw ­ sta w ia się n a tu ra ln ie zw ię k sz o n e z a p o tr z e b o w a n ie m a teria łu p a l­ n ego.2 W przeciwieństwie do m otorów gazowych i benzyno­ wych motory Diesla nie m a ją żadnego urządzenia zapala­ jącego. stosujem y przede w szystkim do napędu samochodów.208 Zasady fizyki nowych je s t nadzwyczaj wysoka. ja k to ogólnie wiadomo. jednakże dzisiaj jeszcze bardzo ważny. W m otorach w ybuchow ych mie­ szankę gazową doprow adzam y do cylindra w stanie go­ tow ym do zapłonu. Szczególną za­ letę ty ch m otorów stanow i ich m ały ciężar. ja k do oświetlenia. gazem generatorow ym . w m o to r z e c z te r o ta k to w y m p ro cesy . M otory Diesla pędzi się ciężkim i olejami (są nimi części składowe ropy lub też p ro d u k ty poboczne destylacji węgla 1 G d y m otor w y b u c h o w y c h c e m y w p ra w ić w ru ch . gdyż do ich napędu nie jest konieczny gaz ta k wysokiej jakości. M otory benzynowe. n a to m ia st w m otorach Diesla płynne lub rozpylone ciało palne zostaje za pom ocą odpowiednich w tryskiw aczy wprowadzone do powietrza. ciężar jednostkow y. czyli ciężar. W motorach lotniczych udało się sprowadzić tzw. typ m otoru spalinowego stanowi motor gazowy. połączonym z motorem. wobec tego należy chło­ dzić cylinder zim ną wodą. które przed sko­ kiem roboczym tłoka nagrzało się przez sprężenie do te m p e ra tu ry zapłonu ciała palnego. . albo też tzw. Użycie gazu generatorowego jest bardziej ekonomiczne w wiel­ kich m otorach. Spalanie m ateriału pędnego nie m a w nich zatem c h a ra k te ru wybuchowego. odbyw a się ono jed n a k bez­ pośrednio w cylindrach.

1 W m aszynach chłodzących zachodzi odwrócenie takiego procesu kołowego. Zasady fizyki 14 . w k tó ry m substancja robocza przychodzi pod wysokim ciśnieniem od gorętszego zbiornika ciepła. ja k to się d z ie je w m o to ra ch sp a lin o w y ch . przechodzącego z te m p e ra tu ry wyższej na niższą. przy czym pozostała część ciepła. zabiera ciepło zbiornikowi cieplejszemu i częściowo oddaje je zimniej­ szemu. docho­ dzącą aż do mniej więcej 38% . d o ­ p ro w a d z a m y p e r io d y cz n ie p ew n e ilo ści su b sta n c ji rob oczej b ez­ p ośred n io d o w y so k iej tem p e r a tu r y . rozprężając się. czerpiąc ciepło. c z y ob ieg w y k o n y w a ją za w sze te sa m e c z ą stk i su b sta n c ji ro b o czej. następnie zaś. o k reślo n e zaś jej c z ą stk i w y k o n y w a ją k a ż d y o b ieg w ła ściw ie raz ty lk o . niż 2% . W ydajność pierwszych maszyn W a tt a wynosiła nie więcej. LIV M A SZY N Y CHŁODZĄCE W szystkie m aszyny cieplne opierają się. J a k to już omówiliśmy wyżej. W ty m d ru gim w y ­ p ad k u su b sta n c ja rob o cza je s t sta le czerp an a na n o w o przed w p ro w a d zen iem jej do g o r ętsz eg o zb io rn ik a ciep ła . najnowszych zaś wysokoprężnych m aszyn tłokow ych i tu rb in parowych zaledwie od 2 2 % do 20% . Posiadają one wydajność p raktyczną. c z y też są on e s ta le z a stę p o w a n e przez in n e. W ty m sam ym czasie inna ilość substancji roboczej zostaje z kolei poddana wysokiemu ciśnieniu i doprowadzona do gorętszego zbior­ nika ciepła. Maszyny chłodzące 209 kamiennego). w zasadzie na tym . można w ynik tak i uzyskać za pom ocą pewnego procesu kołowego. N a tu ­ raln ie. zostaje przemieniona w użyteczną pracę. powstające przez spalanie innych ciał. w ykonyw a pew ną pracę. ja k to już wi­ dzieliśmy. p r a ­ cująca pomiędzy dwoma zbiornikam i ciepła. gdy w ydajność nowocze­ snych m otorów gazowych wynosi około 28% . że substancja robocza. w ta k im przebiegu odw rotnym nie zy­ 1 W p rocesie k o ło w y m nie m a o c z y w iśc ie zn a czen ia . is tn ie n ie od ręb n eg o g o rą ceg o zb io rn ik a ciep ła nie je s t n iezb ęd n e o ile.

T e m p era tu ra roztworu solnego opada p rzy ty m znacznie poniżej zera. ab y zmusić substancję roboczą do pobrania ciepła ze zbiornika zimnego i oddania go zbiornikowi „gorącem u“ . n a to m ia s t konieczne jest zużycie pewnej pracy. pobierając zużywane przy ty m ciepło od tru d n o za m a rz a ją ­ cego roztworu. J a k o ciało robocze w m aszynach chłodzących stosuje się najczęściej am oniak. k tó r y otacza parownię. skroplony gaz przechodzi w dalszym ciągu do parowni. pozostaje jednak zawsze wyższa od p u n k tu wrzenia ciała roboczego pod ciśnieniem norm alnym . uzyskuje on w ten sposób dużą prężność. k tó ry pod norm alnym ciśnieniem wrze w tem peraturze — 33°. kondensatora. u trz y m u ją c w nich stale pewną niską te m ­ peraturę. pobiera oczy­ wiście znowu pewne ilości ciepła. iż gaz ulega naw et skropleniu. które m a chłodzić. N astępnie silnie sprę­ żony gaz zostaje przeprow adzony do zbiornika. Gdy ciało robocze oddało już w ten sposób ciepło zbior­ nikowi o wyższej tem peraturze. t a k zwanego roztworu solnego. ciepło to jednak zostaje ponownie pochłonięte przez parownię. jakie przenika do dobrze n a w e t izolo­ w anych chłodni. zachodzącym w parowni. w da n y m w y p a d k u kon­ densatorowi. czasem zaś dw utlenek węgla lub kwas siarkowy.210 Zasady fizyki skujem y zatem pracy. te m p e ra tu ra kondensacji. . rozpoczynając nowy obieg. T u ta j p a ru je on pod zmniejszonym ciśnieniem. W ta k zwanych maszynach kompre- syjnych gaz zostaje wessany i zgęszczony przez odpowiedni kompresor. leżąca pon a d norm alną. W ten sposób m ożem y od­ prow adzać ciepło. Roztw ór solny. m ożem y również w yzyskać zimny roztw ór solny do w ytw arzania lodu. — k tó ry odbiera mu ciepło sprężenia do tego stopnia. przechodząc przez m iej­ sca. Gaz z parowni zostaje z pow rotem wessany przez k o m pre­ sor. k tó ry w ten sposób ochładza się dzięki procesom. przy czym naturalnie nagrzewa się. opływanego przez zim ną wodę — tzw. gdyż wysokiemu ciśnieniu odpowiada również wysoka.

w k tó ry m znajduje się woda. k tó ry w yparow uje bez pozostaw ia­ nia wilgoci). ryb. 14* . że o ile chodzi o zastosowania chłodni w niewielkich gospodarstwach domowych i w rzemiośle. w zakładach przemysłowych. przechodząc przez chłodnicę. i zbiera się w drugim . zostaje z niej w ypędzony przez ogrzewa­ nie. przy czym p a ra am oniaku zostaje ponownie wchłonięta przez wodę w parow niku. parow nik stygnie. k tó ry chcemy oziębić. otrzym yw ane bądź na koszt energii elektrycznej. które zużywają m inim alne tylko ilości energii mechaniczno-motorycznej. nasycona amoniakiem gazowym. Moż­ na przypuszczać. Gdy z aw arty w wodzie gaz zostanie już z niej usunięty. a przede w szystkim regulacja te m p e ra tu ry w w ytw órniach prze­ mysłowych. zużywając ciepło. bądź ze spalania gazu lub oleju. Do najważniejszych zastosowań przem ysłow ych te c h ­ niki chłodniczej należy w ytw arzanie sztucznego lodu. przyszłość należy do chłodni absorpcyjnych. co pociąga za sobą z kolei parowanie skroplonego am oniaku w przestrzeni chłodzonej. W m aszy­ nach tych sprężanie jest zastąpione przez ogrzewanie stosownego zbiornika. Gdy zao p atrz y m y je w stosowne wyłączniki. mogą one pracow ać bez doglądania. albo Leż w ogóle energii takiej nie potrzebują. „ parow nika“ . „suchego lodu“ (mianowicie zestalo­ nego dw utlenku węgla. m ieszkaniach oraz lokalach publicznych. dalej u trzym yw anie w stanie świeżym poży­ wienia (mięsa. wobec tego prężność p a ry nad wodą maleje. mleka. Ciepło parow ania am oniaku zostaje przy ty m pobrane z przestrzeni chłodzonej. owoców). zaabsorbo­ w any przez wodę. po­ ruszanych mechanicznie. Takie chłodnice absorpcyjne m a ją tę dużą przewagę nad kom presyjnym i. jarzyn. a o- statnio również i tzw. z n ajdującym się w obszarze. bądź wreszcie. Gaz. Maszyny chłodzące 211 Obok m aszyn kom presyjnych coraz większe znaczenie uzyskuje inny typ m aszyn chłodniczych. że nie posiadają one żadnych części. skrapla się on. na koszt resztek cieplnych m otorów. czy też te m p e ra tu rę osiąganą. regulujące czas działania. niżej położonym zbiorniku.

3) zw iązki chemiczne są połą­ czeniami atomów różnego rodzaju w ta k zwane cząsteczki (molekuły). 1 S to s u je m y tu w y r a ż en ie „rod zaje su b sta n c y j z a s a d n ic z y c h “ z a m ia st po p ro stu „ su b sta n cje z a sa d n ic z e “ ze w z g lęd u na w y k r y ty w w iek u X X fa k t istn ie n ia iz o to p ó w . . J u ż około roku 400 przed Chrystusem filozof grecki D e m o k r y t rozwinął szerzej te w yobrażenia i nazwał te najm niejsze cząstki składowe m aterii atomami. swych zwolenników. Por. gdy w roku 1808 D a l t o n powiązał ją z w y k ry ty m i przez siebie pod­ stawowym i praw am i chemii. ro zd z. Jed n ak ż e aż do początku X I X wieku pozostała ona tylko hipotezą spekulacyjną. D alton stał się tw órcą naukowej atom istyki dzięki trzem następującym . poczynionym przez siebie. Zrodzona na gruncie filozofii greckiej idea atom istyczna przetrw ała przez długie stulecia i była p o dtrzym yw ana przez coraz to nowych. ile m a m y rodzajów za­ sadniczych subslancyj chem icznych. założeniom: 1) istnieje tyleż rodzajów atomów. przy czym w żaden sposób nie m ożem y stwierdzić bezpośre­ dnio istnienia tych cząstek wobec ich małości. iż m ateria składa się z m aleń­ kich cząstek. chociaż przeważnie odosobnionych. Do nauki ścisłej wprowadzona została idea atom istyczna dopiero wówczas.C Z Ę S C C Z W A R T A M A T E R I A LV A T O M ISTY C ZN A B U D O W A M A T E R II Na długo jeszcze przed pow staniem fizyki naukowej n a p o ty k a m y już pogląd. 63. które same są już dalej niepodzielne.1 2) a to m y każdego rodzaju są scharakteryzow ane przez swój zupełnie okre­ ślony niezm ienny ciężar.

że cynober. związkach wodorowo-halogenowych.). n a le ż ą c y m i d o g ru p y ch lorow ców . czy też fluoru. pozostaje niezwiązany na d m ia r siarki. Dokładniejsza analiza w ykazuje. lub ze 127 gr jodu.1 które ro zp a trz y m y jako inny przykład. niż 16 części siarki — pozostałby pewien n a d m ia r rtęci. że 1 Z w iązkach w odoru z p ie r w ia stk a m i. że ciężary atom ow e rtęci i siarki m ają się do siebie. znany czerwony b a rw ­ nik..2 wówczas m usim y stą d wywnioskować. (U w . O ile cząsteczka cynobru składa się z jednego atom u rtęci i jednego atom u siarki. W edług pierwszego z tych praw wszystkie połączenia chemiczne zachodzą w zupełnie określonych stosunkach wagowych. stanowi połączenie rtęci z siarką. lub wreszcie z 19 gr fluoru. bromu. powyższe fak ty doświadczalne d ają się w zupełności w y­ tłum aczyć przez założenie. Staje się przede wszystkim zrozumiałe. ja k 100 do 16. W tzw. dlaczego pewne określone substancje che­ miczne (tak zwane substancje zasadnicze albo pierwiastki) w przeciwieństwie do wszystkich innych substancyj nie mogą być rozłożone dalej za pomocą żadnych czynności chemicznych. Teoria D altona daje również uzasadnienie w ykrytych przez Daltona praw chemicznych: praw a sto­ sunków stałych i praw a stosunków wielokrotnych. Jeżeli słuszne jest zało­ żenie. Atomistycz.ua budowa materii *213 Te założenia B altona istotnie w yjaśniają naty c h m ia st podstawowe f a k ty chemiczne. że w cząsteczkach tych związków zawsze jeden atom wodoru łączy się z jednym atom em chloru. Odwrotnie. m ożem y go rozłożyć na te dwa składniki lub też odwrotnie utworzyć go z nich syntetycznie. łączy się jeden gram wodoru z 3 5 % gr chloru. lub z 80 gr brom u. 11. W iem y np. że na 100 części wagowych rtęci przy p a d a zawsze 16 części wago­ wych siarki. 2 U z a sa d n ien ie słu sz n o ści te g o za ło że n ia z n a jd z ie m y w roz­ d ziale 71. G dybyśm y n a to m ia s t wzięli mniej. jodu. gdy do syntezy cynobru na 100 części wagowych rtęci użyjem y więcej niż 16 części w a ­ gowych siarki. .

w sposób czysto form alny p rzy jm u je m y ciężar a tom ow y tlenu za dokładnie rów ny 16. Na jed n ą część wagową wodoru p rzypada w wodzie 8 części tlenu. inaczej mówiąc. Ciężar atom ow y wodoru nie równa się już wówczas dokładnie jedności. lecz również i prawo stosunków wielokrotnych. 127 i 19. gdy pewien okre­ ślony pierwiastek. że a to m y dwu różnych pierwiastków mogą się łączyć ze sobą w rozm aitych kom binacjach. ciężary bezwzględne nie odgryw ają n a to m ia st żadnej roli w chemii praktycznej. lecz kilka różnych związków. m a ją się do siebie ja k 1:2 :3 :4 :5 . które w tych pięciu w ypadkach łączą się ze stu np. Uzasadnienie tego praw a o trz y m u je m y n a ty c h m ia st. możem y wyrazić ciążary atomowe chloru. ja k niewielkie liczby całkowite. mianowicie wodę i dw utlenek wodoru. a więc dokładnie podwójna ilość. że w w ypadkach. gram am i azotu. Prawo stosunków wielokrotnych uczy nas zatem. gdyż właściwie w chemii chodzi nam tylko o względne ciężary atomowe. atom jodu — 127 razy cięższy i wreszcie atom fluoru 19 razy cięższy. 80. daje z innym pierwiastkiem. Możemy postąpić w ten sposób. . niż atom wodoru. atom bromu — 80 razy cięższy. lecz do szesnastej części ciężaru a to m u tlenu. Z nam y pięć związków azotu z tlenem. z tlenem. nie jeden tylko. Praw o to dotyczy w ypadku. Gdy więc za jednostkę ciężaru atomowego przyjm iem y ciężar a to m u wodoru. n a to m ia st w dw utlenku wodoru 16 części. brom u. P rzy to c z y m y inny przykład: z nam y dwa różne związki wodoru z tlenem. gdy pomyślimy. np. azot. gdy pewna ilość jednego pierwiastka łą­ czyć się może z różnymi ilościami drugiego pierwiastka.214 Zasady fizyki a tom chloru jest 35 y2 raza cięższy. np. k tó rą przy jm u je m y za jednostkę. Hipoteza D altona w yjaśnia nam n a ty c h m ia s t nie tylko prawo stosunków stałych. W chemii współczesnej ciężary atom owe określam y nie w stosunku do wodoru. ilości te m a ją się do siebie. jodu i fluoru po prostu liczbami 35% . przy czym ciężary ilości tlenu.

ta k . jony zaś ujem ne — ku anodzie. mówiąc inaczej. zwane jonam i. N a j­ cięższy ze znanych atom ów jest atom uranu. ciężar a to ­ mowy tego pierw iastka wynosi 238. wówczas w m iej­ scu wchodzenia p rąd u w głąb cieczy. które niosą ładunki elektryczne znaków przeciwnych. tzw. zakładając. Przewodzenie elektryczności w cieczach polegałoby więc według tych w yobrażeń na przenoszeniu naładow anych elektrycznością atom ów. elektro­ liza. zachodzi rozkład chemiczny. J e s t to najm niejszy ciężar atom owy. gdy fizyka oprócz istnienia atom ów m aterii przyjęła istnienie również i atom ów elektryczności. że nie byłoby rzeczywiście możliwe przecho­ dzenie p rądu przez ciecz bez jednoczesnego wydzielania pewnych produktów rozkładu. Odkrycie D altona zo­ stało zadowalająco wytłum aczone za pom ocą hipotezy ato- mistycznej budow y m aterii. w miejscu zaś wychodzenia p rądu — na tzw. że cząsteczki ciała roz­ puszczonego rozpadają się w roztworze na dwie części składowe. atom wodoru jest najlżejszy z wszystkich atomów. LVI A TO M ISTY C ZN A BU D O W A E L E K T R Y C Z N O Ś C I Odkrycie przez D altona podstaw owych prawidłowości chemii znalazło w r. J u ż na początku X I X stulecia tłum aczono sobie zja­ wisko elektrolizy. że w każdej cieczy. Gdy np. mianowicie wynosi 1. 1833 uzupełnienie o niezwykle wiel­ kim dla fizyki znaczeniu w w y k ry ty c h przez F a r a d a y ’a podstawowych prawach elektrochemii. katodzie — wodór. anodzie. Obserwacje n a d przepływem p rąd u elektrycznego przez ciecze w ykazały już od daw na. odkrycie F a r a d a y ’a znalazło proste wyjaśnienie. przepuszczam y p rąd elektryczny przez kwas solny. Atomistyczna budowa elektryczności 215 lecz jest nieco większy. . przy czym jony dodatnie dążą ku katodzie. czyli w odny roztwór chlorowodoru.0078.1. wydziela się chlor. na tzw. przez k tó rą płynie prąd. czyli.

g d y ż a to m tlen u łą c z y się z d w o m a . g d y jed en je g o a to m łą c z y się z je d n y m ty lk o a to m e m w o d o ru . czy wówczas zjonizowany atom srebra posiada ten sam ładunek elektryczny. Gdy np. N a to m ia s t n p . m ają się do siebie tak. przenoszony przez nie podczas przepływu prądu. zależy jedynie i wyłącznie od ilości elek­ tryczności. M u sim y stą d w y ­ cią g n ą ć w n io sek . . weźm iemy pod uwagę w y ­ dzielanie elektrolityczne wodoru. srebro.1 Musimy zatem przyjąć. prąd o je d n a ­ kowym natężeniu wydziela w tym sam ym czasie tyleż a to ­ mów srebra. że ilość pewnej określonej substancji. że ciężary ilości wodoru i srebra. czy ten nabój elektryczny jest wielkością c h a ra k te ry z u ją c ą tylko wodór. że wszystkie jony wodorowe posiadają jednakow y ładunek elektryczny. tr ó jw a r to śc io w y z a ś trzy. P ie r w ia ste k n a z y w a m y je d n o w a r to śc io w y m w ó w cz a s. a mianowicie jest proporcjonalna do tego elektrycznego ładunku. jaka w ciągu tego czasu przepłynęła przez ciecz przewodzącą. n iż a to m ó w srebra. a z o t za ś tr ó jw a r to śc io w y . Ilość ta nazwana została elementarnym kwantem elektrycz­ 1 W w y p a d k u srebra n a p o ty k a m y co praw da z a le ż n o śc i s t o ­ su n k o w o p roste. P o d c z a s e le k tr o liz y ta sam a ilo ść e le k ­ tr y c z n o ś c i w y d z ie la liczb ę a to m ó w p ie r w ia stk a d w u w a r to ścio w e g o d w u k ro tn ie m n iejszą . co atom wo­ doru. tlen je s t d w u w a r to śc io w y . wydzielona elektrolitycznie w okre­ ślonym czasie. Nasuwa się od razu pytanie. w ynik powyższy można w ytłum aczyć tylko przez założenie. g d y ż ch o d zi tu ta j o p ierw ia ste k je d n o w a r to śc io w y .216 Zasady fizyki F a ra d a y znalazł przede wszystkim . jak ich ciężary atom owe. niezależną od c h a ra k terystycznych własności wodoru czy też srebra. czy też posiada on znaczenie ogólniejsze? Jeśli z am iast wodoru wydziela się np. iż istotnie pewna określona ilość elektryczności stanowi stałą uniwersalną. a z o tu za ś — z trzem a a to m a m i w o d o ru (w oda i a m o n ia k ). co wodoru. tr z y k r o tn ie za ś m n iejszą lic z b ę a to m ó w p ierw ia stk a tr ó jw a r to śc io w eg o . że d w u w a r to śc io w y a to m n iesie z so b ą d w a ła ­ du n k i e lem en ta rn e. czy też inny? F a ra d a y znalazł. wydzielonych w ciągu tego samego czasu przez prąd o ty m sam ym natężeniu. inaczej mówiąc.

o tr z y m a n o w p rzy b liżen iu w a r to ść ła d u n k u elem en ta rn eg o .2 Najdoskonalszą me­ todę jego pom iaru opracował około r. skierowanym ku górze. k tóra ciągnie cząstkę ku górze. umieszczone w polu elek­ trycznym . Szczególne zainteresowanie budziły oczywiście możliwości bezpośredniego wyznaczenia tego elem entar­ nego ładunku nie w ym agające opierania się na w yobraże­ niach o atom istycznej budowie m aterii. Gdy tylko stwierdzone zostało istnienie atom ów elek­ tryczności. n a stę p n ie m o żn a b y ło w y z n a c z y ć c a łk o ­ w ity ła d u n ek e le k tr y c z n y . gdyż w skutek 1 N ie n a le ż y n a tu ra ln ie m iesza ć teg o o k reślen ia z elem e n ta r n y m k w a n tem d zia ła n ia ! 2 W p om iarach ty c h k o rz y sta n o z w o ln o o p a d a ją c y c h m a ły ch ch m u rek m g ły . 1910 fizyk a m e ry k a ń ­ ski M i l l i k a n . że będzie ona bardzo nieznacznie tylko przewyższać ciężar cząstki.ua budowa elektryczności 217 ności. W y sta rcz y w ty m celu włączanie i wyłączanie w stosownych chwilach pola elektrycznego. W y o b ra ź m y sobie słabo n a ­ ładow ane cząstki m aterialne. i siły ciężkości. o b li­ c z y ć liczb ę kropel.1 m usim y uważać ją niejako za atom elek­ tryczności. Atoinistyc7. Jeżeli wartość siły elektrycznej dobierzem y w ten sposób. k tóra pędzi ją ku dołowi. podlegają one wówczas jednoczesnemu działaniu dwóch przeciwnie skierowanych sił: siły elektrycznej. tw o rzo n y ch w w a ru n k a ch la b o r a to r y jn y c h . fizycy bardzo energicznie zajęli się spraw ą wy­ znaczenia istotnej wielkości elem entarnego k w antu elek­ tryczności. n ie sio n y p rzez ch m u rę. wówczas będziemy mogli całymi godzinami obserwować przez m ikroskop ruchy jednej takiej cząstki ku górze i ku dołowi. a z a tem . M ożna b y ło n ap rzód ok reślić w ielk o ść i cięża r p o jed y n c z e j k rop li tak iej m g ły . po zn a le z ie n iu c a łk o w ite g o cięża ru c h m u r y . Metoda Millikana (analogiczną m etodę obmyśli! zresztą na krótko przedtem również i E h r e n h a f t ) opiera się na zasadzie stosunkowo prostej. D z ie lą c ten ła d u n ek przez ilo ść k rop el. J u ż w ostatnich latach X I X stulecia udało się na tej drodze wyznaczyć w przybliżeniu ładunek elem entarny. .

ja k nale­ żało oczekiwać. W doświadczeniach Mil- likana m ożna było zmierzyć bezpośrednio natężenie pola elektrycznego. jak niewielkie liczby całkowite. przy czym.218 Zasady fizyki dużego oporu powietrza ruchy te będą nadzwyczaj po­ wolne. najm niejsze zaobserwowane ła­ dunki elektryczne m a ją się do siebie.1 Millikan stosował maleńkie kropelki oleju o śred­ nicy rzędu tysiącznych m ilim etra. 22. że możliwy błąd nie może prze­ kraczać jednej tysiącznej tej wartości.10'10 jednostek elektrostatycznych. a zatem i ciężar m ałych kulistych cząstek. pozwalająca obliczyć średnicę. nastę p u jąc y co do swej wielkości bez­ pośrednio po najm niejszym . kropelki uzyskiwały zawsze pewien słaby dodatni ładunek elektryczny. skutkiem związanego z ty m tarcia. przeprowadzone na wielu tysiącach pojedynczych kropelek. otrzym yw ano je przez rozpylanie oleju. p r a k ty c z n ie biorąc. w sk u te k te g o sp a d a n ie z a ­ ch o d zi. Najm niejszym zaobserwow anym ładunkiem . który nale­ żało zatem utożsam ić z elem entarnym k w a n te m elek­ tryczności. okazała się ilość elektryczności.774. je s t n a tu r a ln ie rów n ież w y n ik ie m m a ło ści c z ą ste k . Po m ia ry Millikana. . że istotnie. gdy z nam y prędkość ich swobodnego spadku w powietrzu. trzeci co do wielkości — trz y k ro tn ie większy itd.2 ponieważ zaś ciężar zawieszonej nierucho­ mo w powietrzu cząstki musi być równy działającej na nią sile elektrycznej. Została ona wyznaczona z ta k ą dokładnością. b ez p r z y śp ie sz e n ia . 2 P o ję c ie n a tę ż e n ia p o la e le k tr y c z n e g o w p ro w a d z o n e zo sta ło w rozdr. okazał się dokładnie dw u­ krotnie większy od najmniejszego. ze sta łą p ręd k o ścią . wykazały. J u ż od połowy X I X stulecia fizykom znana była pewna zależność. równa 4. stojąc na gruncie hipotezy atom istycznej budow y elektryczności. E le m e n ta rn y k w a n t 1 D u ż y opór. w yrażającej się iloczynem ładunku przez natężenie pola. sp o w o d o w a n y p rzez ta rcie p o w ietrza . m ożna było wyznaczyć stąd ładunki pojedynczych kropelek oleju. Ł a d u n e k .

o trz y m a m y d o k ładny ciężar pojedynczego alomu wodoru. 18. LV II B E Z W Z G L Ę D N E C IĘ Ż A R Y ATOMÓW J u ż F a r a d a y ustalił. o trz y ­ m am y ważną stałą uniwersalną. Bezwzględne ciężary atomów 219 elektryczności jest więc ładunkiem bardzo m ałym . tyle więc ładunków elem entarnych p rzypada na 0. pierwsza nazwa została jej n a d a n a ku uczczeniu włoskiego chemika.285. Z pom iarów Millikana w ynika. k tó ry około r. ab y znaleźć bezwzględne ciężary atom ów rozm aitych pierwiastków. iż wartość ta odpowiada 6.1018 atom ów. więc 0. równa 6. a więc 1. Jeżeli podzielimy pierw­ szą z tych liczb przez drugą. że podczas elektrolizy p rąd o na­ tężeniu jednego am pera wydziela w ciągu jednej sekundy 0.06. nadaw ane kuleczkom z rdzenia bzowego przez dotknięcie ich p o ta r tą laseczką. na podstawie wyżej powiedzianego.1 prądowi jednego am pera odpowiada przepływ w ciągu jednej sekundy 3. 1820 rozwinął 1 Por.01044 m iligrama wodoru musi zawierać 6. J a k już poprzednio widzieli­ śmy. Liczbę tę nazyw am y liczbą A v o g a d r y . Ponieważ ładunek elem entarny stanowi ładunek jednego atom u wodoru. lub też liczbą L o s c ł i m i d t a . W artość liczby tej oka­ zuje się.000 milionów jednostek elektrostatycz­ nych ład u n k u . Gdy podzielimy tak zwany ciężar atom ow y wodoru. a mianowicie liczbę. . przez ciężar jednego a to m u wodoru.0078.01044 miligrama wodoru. ładunki.01044 mlgr wodoru. przez k tó rą należy dzielić „ciężary a tom ow e“ .662.1023. rozd z. podaw ane w t a ­ blicach chemicznych.285.1018 ład u n k o m elem entarnym .10'24 gram a. wynoszą już m iliardy elem entarnych kwantów elektryczności. w yrażony w m iligramach. Wynosi on (gdy przejdziemy od miligramów do gramów) 1.

1 druga — na p am iątkę fizyka austriackiego. rozdz. wówczas a to m y te. L V III P R O M IE N I E K A T O D O W E Prawie aż do końca X I X stulecia najlżejszy ze w szyst­ kich atom ów. . pokryłyby ją równom ierną w arstw ą grubości około 100 m etrów. W artości m asy atom u wodoru oraz stałej Loschm idta. już w n a j­ m niejszych dostrzegalnych przedm iotach codziennego u ż y t­ ku zawarte są niewyobrażalnie wielkie liczby atomów.3 Można by naw et powiedzieć. że p od a n a na p o c zą tk u teg o ro zd zia łu w a r to ść tak zw a n ej sta łej F a r a d a y ’a m o że b y ć w y z n a ­ czon a ze z n a czn ie je sz c z e w ięk szą d o k ła d n o śc ią . i wszystkie one. uważano jednocześnie za 1 Por. Najdrobniejsze ziarenko pyłku. 3 M ożna to sob ie w y ja śn ić ty m . zaledwie widzialne gołym okiem. w grani­ cach możliwych niewielkich błędów. zawiera liczbę atom ów większą od liczby w szyst­ kich ludzi żyjących. rozdz.2 kładąc przez to po raz pierwszy kres spekulacjom na t e m a t m a ­ łości atomów. są nadzwyczaj dokładne. k tó ry w roku 1865 pierwszy w yzna­ czył w przybliżeniu bezwzględną wielkość a to m u . lecz wieloma niezależnymi od siebie m etodam i. że dzisiaj nauka z na wartość m asy atom u znacznie dokład­ niej i ze znacznie większym stopniem pewności.220 Zasady fizyk i dalej teorię atom istyczną B a lto n a . rozsypane na powierzchni całej E u ro p y . zaw artych w zwykłej szklance. niż wartość m asy ziemi. Ale przecież fizyka współczesna mogła w y­ znaczyć ciężar atom ów nie jed n ą tylko. 71. J a k w ynika z wartości liczby L oschm idta. cilom wodoru. dały te same wartości. G dybyśm y mogli powiększyć każdy z atom ów powietrza. 2 Por. jakie podaje fizyka współczesna. praw dopodobnie możliwy błąd i tu nie przekracza jednej tysiącznej podanej wartości. do wielkości ziarnka grochu. 72.

Gdy więc L o r e n t z w r. Promienie te mogą również wywoływać znaczne działanie cieplne. następnie zaś badali je przede wszystkim 1 R u rk i ta k ie z o sta ły n a z w a n e ru rk am i G eisslera. że miejsce wejścia p rądu jest oto­ czone czerwonawym świeceniem. Gdy elektryczność przechodzi przez rurkę szklaną. wywołujące zielone świecenie (tzw. zorzą dodatnią. ja k to już znalazł F a ra d a y . Promienie katodow e zostały w y k ry te przez P l i i c k e r a około r. na cześć b a d a cza . promienie katodowe. 1896 obwieścił o istnieniu cząstki m aterialnej. stało się to pierw­ szorzędną sensacją naukow ą.1 można zauważyć. Przeszkody. Promienie katodowe 221 najm niejszą z istniejących w ogóle cząstkę materii. że ru rk a zawiera zaledwie koło jednej milionowej części swej normalnej ilości powietrza. fluorescencję) ścianki szklanej. istnienie tych najm niejszych. miejsce wyjścia n a to m ia s t niebieską „poświatą k a to d o w ą “ . gdy skupim y je na blaszce pla­ tynowej. niosącej ujem ny ładunek elem entarny i około dwu tysięcy razy lżejszy od ato m u wodoru. k tó r y je w y d o sk o n a lił. 1860. tzw. w której powietrze zostało rozrzedzone. Promienie katodow e pojaw iają się. Przypuszczenie Lorentza po­ parte było na razie omówionym w jednym z dalszych roz­ działów zjawiskiem Zeemana (rozszczepienie m agnetyczne prążków widmowych). rzucają ostry cień na świecącą jasnozieloną barw ą ściankę szklaną. mogą ją one do­ prowadzić do jasnego żarzenia. cząstek stało się jednak zupełnie pewne dzięki bliższemu zbadaniu własności prom ieni k a ­ todowych. przeciwległej k a to ­ dzie. która w m iarę zwiększania próżni odryw a się od k a to d y i rozsze­ rza się coraz bardziej na koszt zorzy dodatniej. Gdy stopień rozrzedzenia jest ta k duży. . staw iane na drodze promieni k a to d o ­ wych. przesu­ wając się jednocześnie ku anodzie. n a to m ia st pojaw iają się tzw. ujem ­ nie naładow anych. wprowadzonej do w nętrza rurki. wówczas zanika poświata katodow a. gdy wywołam y wy­ ładowania elektryczne w silnie rozrzedzonych gazach.

Gdy do wiązki promieni katodow ych zbliżymy m agnes w ten sposób. skądinąd jednakże w skutek swego ruchu stanow ią one rodzaj p rądu elektrycz­ nego1 i. gdy nie są poddane żadnym dostrzegalnym wpływom ze­ w nętrznym . zostają one tam wygięte w kształcie łuku paraboli. to znaczy. m ożna było również łatw o wywnioskować z kierunku zaobser­ wowanego odchylenia. . 1 P or. w rozd z. 18 w z m ia n k ę o p rą d a ch k o n w e k c y jn y c h . o trz y m u je m y dwie zależ­ ności. wówczas siła ciężkości nie wywiera n a ń dostrzegalnego wpływu. cząstki katodow e m uszą. że cząstki w promieniach k a to d o ­ wych są naładow ane ujem nie. że promienie te składają się z szybko biegnących. zostają odchylone w polu m agnetycz­ n y m . jak zresztą i każde inne ciało. Promienie katodow e ulegają również odchyleniu i w polu elektrycznym . na k tó ry działa siła przyciągania ziemi. z któ ry c h m ożna w yznaczyć dwie wielkości. Jeżeli cząstki są n ała­ dowane elektrycznie. jeśli ruch ten jest bardzo szybki. po­ dobnie. Mierząc odchylenia wiązki promieni katodow ych w polu elektrycznym i m agnetycznym . by m agne­ tyczne linie sil były prostopadle do kierunku biegu pro­ mieni. 2 P or. Pod sam k o n ie c X IX stulecia fizycy doszli do wniosku. P o ­ siadając bowiem masę. że własności promieni katodow ych d ają się w ytłum aczyć w sposób bardzo prosty przez założenie. 23. m uszą one n a turalnie doznawać od­ chylenia w polu elektrycznym . J e d n ą z nich jest prędkość.222 Zasady fizyk i H i t t o r f i C r o o k e s . z kulą karabinow ą. rozdz. H itio rf w ykrył już również odchy­ lanie magnetyczne tych promieni. że opisują one wówczas to ry tego samego kształtu. wówczas wychodząca z k a to d y ich wiązka zostaje zakrzywiona w ksz ta łt łuku kola.2 Opierając się na powyższych założeniach. poruszać się po liniach prostych. które posiadają również pewną masę. co rzucony poziomo kamień. naładow anych elektrycz­ nie cząstek. c h a ra k ­ teryzujące promienie katodow e. ja k to się dzieje np. w ystrzelo­ n ą do n iezbyt oddalonego celu. jako prąd.

Gdy napięcie wynosi 10. w ahały się od kilkuset woltów do kilkudziesięciu tysięcy woltów. prędkość jest równa około 60. w ynika stą d n a ty c h ­ m iast. pom iary dały na stosunek ty ch dwóch m as w a r­ tość 1838.000 woltów. do kilku milionów woltów. przez stopniowe przezwyciężanie dużych trudności technicznych. . Promienie katodowe 223 z ja k ą biegną cząstki. udało się dojść około r. Masa elektronu wynosi. U jem ne cząstki m aterii. zostały. powszechnie nazwane elektronami. otrzym ano doświadczalnie wartość. poczynając od r. drugą — stosunek ich ładunku do masy. Mogą one w y ­ wierać nadzwyczaj mino działania biologiczne i odgryw ają ważną rolę w próbach H/. poczynając od końca X I X stulecia. Później. że m asa tej cząstki jest około dwóch tysięcy razy mniejsza od m asy atom u wodoru. 1897 J. przew yższającą około dwóch t y ­ sięcy razy stosunek elem entarnego ła d u n k u do m asy atom u wodoru. ja k to się od razu nasuwa. Jeżeli przyjm iem y. k tórych m asa jest tylekroć mniejsza od m asy najlżejszego atom u. stosowane na przełomie wieków do rurek katodow ych. że ładunek cząstki katodowej jest dokładnie równy jed­ nem u ładunkow i elem entarnem u. Późniejsze. J . T h o m s o n o w i i K a u f m a n n o - wi. W yznaczenie tych wielkości powiodło się po raz pierwszy w r. Prom ie­ nie. w praw io­ ne w jej (ściankę. Napięcia elektryczne. odpowiadająco takim napięciom. m ogą przenikać i na zewnątrz rurki przez cienkie okienko aluminiowe. Prędkość okazała się niezwykle wielka i zależna od napięcia na rurce. przebiegają ono wówczas w zwykłym powietrzu drogi długości w idu m etrów. HK.10'28 gramów. Co się tyczy stosunku ład u n k u do m asy. 1925 do kilkimet tysięcy woltów i wreszcie.O. zgodnie z powie­ dzianym wyżej 8. bardziej dokładne. czyli około jednej piątej prędkości światła.000 kilometrów na sekundę.tueznego rozbijania atom ów .99. a więc od ilości woltów (jest ona propor­ cjonalna do pierw iastka kw adratow ego z ilości woltów).

m etalu. 1898. że p r e p a ra ty radioaktyw ne w yrzucają z siebie stale w postaci ta k zwanych prom ieni bela (fi) roje elektronów o prędkościach. 65. udało się im istotnie oddzielić te związki i w ykryć w ten sposób rad. jak to w ykrył B i c h a r d - s o n w r.224 Zasady fizyki o czym będziemy jeszcze mówić dokładnie w dalszych rozdziałach. wysyłanych w tych w arunkach przez pewne określone ciało. są przede wszystkim związki jakiegoś. które mogą zaczerniać płytę fotograficzną n a ­ wet poprzez osłonę nieprzezroczystą oraz w yw ołują (przez jonizację) przewodnictwo powietrza.8% prędkości światła. k tóra stanowi zatem górną granicę możliwych prędkości elektronów . Są one zaw arte w promieniowaniu. wynoszących od 3 0 % aż do 99. 1910). stwierdzili.2 Dwa lata później w r. P io tr C u r i e i Maria C u r i e . p a trz r o zd zia ł 75. 1896 B e c q u e r e l w ykrył mianowicie. że ele k tro sk o p s to ją c y w p o ­ bliżu k a w a łk a ru d y u ran ow ej tra ci sw ój ła d u n ek . są wysyłane przez ciała rozżarzone. że ru d y uranowe be i żadnych oddziaływań zewnętrznych stale wysyłają promienie. rozd z. W r.1 Prócz takich sztucznie wytw orzonych promieni elektro­ nowych fizyka zna również promienie „ n a tu ra ln e “ o bardzo wielkiej szybkości. 1 P or. . że źródłem promieniowania. 1903. wów­ czas jeszcze nieznanego. zależy tylko od jego te m p e ra tu ry . Do promieni katodow ych należy również zaliczyć roz­ p a try w a n e już poprzednio w związku z wzmacniaczami lam powym i roje elektronów. zwane promieniotwórczymi. 2 U ja w n ia się on o w te n sp o só b .3 Bliższe badania w ykazały. jak ró w n ież o w zro ście m a sy . w y­ syłanym przez substancje. 1 O ty m . które. 3 Co praw da oL rzym anie radu m e ta lic z n e g o u d a ło się p.S k ł o d o w s k a . wysyłanego przez ru d y uranowe. Liczba elektronów. Curie- S k ło d o w sk iej d op iero z n a cz n ie p ó źn iej (r.4 Najszybsze znane promienie fi odpow iadają napięciu 4 mi­ lionów woltów.

może z łatwością uzyskać bezpośrednie doświadczalne potwierdzenie atomistycznej teorii m aterii. skąd należy wnioskować. domieszane w bardzo nieznacznych ilościach do siarczku cynku. 3 S c in tilla z n a c z y po ła c in ie iskra. złożony z licznych drobniutkich. w y r z u c a n e p rzez a to m y su b sta n c ji p ro m ie­ n io tw ó rczej. W spom inaliśm y już. Zasady fizyki 15 . J a k w y k a z u ją obserwacje. przebiegającym we w nętrzu jednego tylko atom u. niż promieni /?.1 każdy zaś z ty ch drobnych błysków niesie wieść o pew nym pro­ cesie. iskierek. p o k ry tą siarczkiem cynku. gdyż zjawisko to jest wywoływane przez substancje promieniotwórcze. p re p a ra ty promieniotwórcze wysyłają je d n a k pon a d to również i takie promienie. zauw ażym y na niej. b y je g o w ra żliw o ść d o sta te c z n ie w zro sła .2 Jeśli w bezpośredniej bliskości p re p a ra tu promienio­ twórczego umieścimy płytkę. drob­ niutkie błyski świetlne. N a cy fra ch zegark a sa m o ­ św iecą ceg o c z ą stk i. pozornie przenikających się nawzajem . które w polu m agnetycznym zostają odchylone w kierunku przeciwnym. W idzim y mianowicie wówczas cudowny m iniaturow y fajerwerk. t a k zwane scyntylacje. lub jeszcze lepiej przez m ikroskop. Odchylenie ty ch ta k zwa­ nych prom ieni alfa (a) jest o wiele słabsze. 2 O d ch y len ie je s t n a tu r a ln ie ty m w ięk sze .3 nasuwa 1 Oko m u si p rzed tem n a tu r a ln ie n a le ż y c ie w y p o c z ą ć w c ie m n o ­ ści. niż promienie /?. n a k tó rą d zia ła p o le. wobec czego należy uważać. że pierwiastki promieniotwórcze stale w ysyłają elektrony w postaci ta k zwanych promieni/3. że niosą one ład u n k i dodatnie. k tó ry m po k ry te są cyfry i wskazówki samoświecącego zegarka. ta k . u d erzają w k r y sz ta łk i m a s y św ie c ą c e j. ja k to już było wyżej opisane. L IX P R O M I E N I E A L FA Ktokolwiek spojrzy w ciemności na cyfry jakiegoś ze zwykłych samoświecących zegarków przez dobrą lupę. im lże jsz a je s t c z ą stk a . że m asa składających je cząstek jest znacznie większa od m asy elektronów.

że prep a ra t. stosunek zaś ładunku do m asy jest dla nich dwa razy m niejszy. że dodatni ładunek jednej cząstki a wynosi dokładnie dwa elem entarne k w a n ty elektryczno­ ści. Na tej drodze znaleziono. zawierający jeden miligram rad u (np. niż ładunek jonu wodoru). W tym celu umieszczamy tu ż przed p re p a ra te m przesłonę. masa cząstki a musi być czterokrotnie większa od m asy ato m u wodoru. licząc błyski świetlne. w y­ rzucanych przez p re p a ra t promieniotwórczy. dostrzeżone np. podobnie ja k się to czyni w w ypad ku promieni katodow ych lub /?.314 m iligrama chlorku radu) w ysyła w ciągu sekundy 37. W ten sposób znaleziono. niż p ręd­ kość promieni /?). w ciągu jednej m in u ty . ile cząstek a wysyła p r e p a r a t w ciągu jednej m in u ty czy sekundy.2 miliona cząstek a. przez nią uzyskany.220 Zasady fizyk i się od razu pogląd. m ożem y oczywiście wyznaczyć ich p ręd ­ kość oraz stosunek ich ła d u n k u do m asy. która by przejmow ała dodatni ła ­ dunek b om bardujących ją cząstek i następnie zmierzyć po pew nym czasie ładunek. W ty m celu należało tylko umieścić w pobliżu odpowiednio przesłoniętego p re p a ­ r a tu m etalow ą płytkę. w postaci 1. Gdy poznano już tę liczbę. że prędkość cząstek a wynosi od 5 % do 7% prędkości światła (a więc jest znacznie mniejsza. m ożem y łatwo obliczyć. Scyntylacje um oż­ liwiają wobec tego bezpośrednie liczenie cząstek a. Mierząc odchylenie cząstek a w polach elektrycznym i m agnetycznym . zaopatrzoną w m aleńki otworek. Ponieważ ładunek czą­ stek okazał się rów ny dwu k w antom elem entarnym (a więc dw ukrotnie większy. w ynik ten ma duże znaczenie teoretyczne. niż dla zjonizowanego atom u wodoru w w y p a d k u elektrolizy. W przyrodzie w ystępuje jed n a k rzeczywiście pier­ . że k a ż d y błysk świetlny jest wyw ołany przez uderzenie jednej cząstki alfa. Z n a ­ leziono. m ożna było łatwo wyznaczyć również i ładunek jednej cząstki «. nie- przenikliwą dla promieni a (np. ołowianą).

k tó re tra ci o k reślo n ą ilo ść ła ­ du n k u u je m n eg o . p ó źn iej d op iero w a tm o sfe r ze ziem sk ie j. w r. 3 U d o w o d n io n o to p r z y p o m o cy sp e k tro sk o p u . . 1903 R a m s a y i S o d d y potrafili po­ kazać. używane. J e d n ak ż e do d a tn i ład u n e k cząstek a. rad i tor. z y sk u je p rzez to Laki sa m ła d u n e k d o d a tn i. do napełniania sterowców. 2 C iało e le k tr y c z n ie o b o ję tn e . a w r eszcie w p e w ­ n y c h m in era ła ch i źród łach . Jeszcze na dziesięć lat przed tymi pracam i zjawisko takie byłoby nie do p o m y ­ ślenia dla przeważającej większości chemików. jest to mianowicie ciało gazowe.3 W ten sposób po raz pierwszy stw ier­ dzono powstawanie pewnego znanego ju ż poprzednio pierw iastka z innego pierwiastka. rów ny dwu e lem entar­ ny m kw an to m elektryczności. posiadające o dwa elektrony m niej. tej ilo ści je d n a k ty lk o jed n a czw a r ta p rzy p a d a na sa m rad . Prom ienie alfa 227 w iastek chemiczny. Tę cie­ n iu tk ą rurkę szklaną umieszczano w drugim szklanym naczyniu. promienie a mogły z łatwością przenikać przez te ścianki. że są to a to m y helu. którego. hel.4 O pierając się na wartości 1 H el z o sta ł po raz p ie r w sz y w y k r y ty w a tm o sfe rz e sło ń ca m e to d ą a n a liz y w id m o w e j (stą d Leż p o ch o d zi n a zw a : h elio s = sło ń ce). ciężar atom ow y wynosi cztery. że cząstki a są identyczne z atom am i helu. że z cząstek a tw orzy się hel. że ciała promieniotwórcze. mogą w ywiązywać hel. narzucał wniosek. R u t h e r f o r d potrafi! następnie n a w e t w ykazać bez­ pośrednio.042 m ilim etra sześciennego. by mogły przepuszczać cząstki a.2 Istotnie. wynosi ona 0. 4 W r z e c z y w isto śc i w y tw a r z a się c z te r o k r o tn ie w ięc e j h elu . k tó rą następnie zatapiał. którego ścianki były ju ż je d n a k z b y t grube. 7.1 Nasuwało się zatem p rzy p u ­ szczenie. Umieszczał on p r e p a r a t prom ieniotwórczy w rurce szklanej o bardzo cienkich ściankach. niż a to m y norm alne. Można było zmierzyć bezpośrednio ilość helu. elektrycznie obojętne. ja k np. Po pewnym czasie można było stwierdzić spektroskopowo występow anie helu w szer­ szej rurce. j a k wiadomo. w y tw a ­ rzaną przez 1 miligram radu w ciągu jednego roku.

że te 0. o trz y m a n ą przez bezpośrednie liczenie cząstek a. p rzez c o n a d rod ze c z ą stk i a tw o r z y się śla d . Dobrą zgodność obydw u tych liczb m usim y naturalnie uważać za świetne potwierdzenie poglądów atom istycz- nych.042 m m 3 zawierają 1150 bilionów atom ów helu. układających się w cieniutkie pa­ semka mgły. (U w . W yrzucane przez p r e p a r a t czą­ s tk i a wywołują. albo też około 36 milionów w ciągu sekundy.) . dzięki swemu ładunkow i elektrycznem u.228 Zasady fizyk i stałej L oschm idta i znanej gęstości oraz ciężarze ato m o ­ wym helu. k tó re tw o rzą w y r a ź n y ślad to ru c z ą stk i a. R. aby uzyskać widzialność procesów atom ow ych. T e w ła śn ie n a ła d o w a n e e le k tr y c z ­ n ie c z ą stk i sta ją się o śro d k a m i k o n d e n sa c ji k ro p elek m g ły . J e d e n miligram radu w y­ tw arza zatem ta k ą liczbę atom ów helu w ciągu roku. 4 5 . rad B i rad C). W i l s o ­ n o w i udało się osiągnąć ten cel w zadziwiająco piękny sposób przez uzyskanie fotografii torów pojedynczych cząstek a. w y­ syłanych przez 1 m iligram radu w ciągu jednej sekundy. siln e d z ia ła n ia n a m ija n e p rzez się a to m y . a m ia n o w ic ie w y r z u c a ją z n ich e le k tr o n y . C. 2 D z ię k i n ie sio n y m p rzez sieb ie ła d u n k o m e le k tr y c z n y m . Umieścił on zatem m aleńki p r e p a r a t radow y w przezroczystej skrzynce. z ło ż o n y z u je m n y c h e le k tr o n ó w i d o d a tn io n a ła d o w a n y c h jo n ó w a to m o w y c h . Wilson w ykorzystał fakt. ro zd z. tł. że w przesyconej parze w odnej1 kropelki cieczy tw orzą się na naładow a­ n ych elektrycznie cząstkach. c z ą stk i a w y w ie r a ją b . tworzenie się kropelek. Liczba ta pokryw a się prawie dokładnie z przytoczoną poprzednio liczbą. m ożna łatwo obliczyć. 1 Co do p o jęcia p a ry p r z esy co n ej por.2 Wilson potrafił uzyskać fotografie ty ch p o z o sta łe za ś tr z y czw a r te n a p r o d u k ty ro zp a d u rad u (rad A. LX J Ą D R O ATOM OW E Od daw na już a tom istycy dążyli usilnie do tego. w której w y ­ tw arzał parę przesyconą. T.

skąd m u ­ simy wnioskować. T o ry cząstek 7 sfotografowane m etoda Wilsona. pom im o swego ład unku dodatniego. chodzić przez a to m y bez żadnej zm iany k ierunku i że jedynie w w y ją tk o ­ wych w y p a d k a c h jakaś bardzo wielka siła odchylająca w y trą c a ją z jej pierwotnego kierunku biegu. że na ogół. Ją d ro atomowe 229 pasem ek. Cząstki a przebiegają w zwykłym powie­ trzu drogę kilku cen­ tym etrów . Rys. o b m y ślo n e j p rzez fiz y k a ja p o ń sk ieg o S h im izu . jednakże w wielu w y­ p a d k a c h tu ż przed końcem toru widzimy ostre jego zagięcie pod znacznym kątem . że każda z nich prze­ chodzi poprzez wiele tysięcy atom ów . Ponieważ siły elektryczne bardzo szybko rosną w m iarę zmniejszania się odległości działających na siebie ładunków (mianowicie. 2 P or. 17. C z ą s t k a CL może prze. ja k już widzieliśmy przy om aw ianiu praw a Goulomba. 65. . otrz y m u ją c w ten sposób obrazy torów poje­ dynczych cząstek a (rys.2 w stosunku odw rotnym do k w a d ra tu odle­ 1 Za p o m o c ą a p a ra tu ry . Na podstaw ie zdjęć wil­ sonowskich powstał zatem pogląd. rozd z. m o żn a ró w n ież u z y sk a ć w id z ia ln o ść to ró w c z ą ste k o b ezp o śred n io d la ok a ob serw a to ra . to ry cząstek a są prostoliniowe i w pewnym miejscu u ry w a ją się nagle. 65)-1 J a k w y k a z u ją zdjęcia wilsonowskie.

o średnicy w yno­ szącej mniej więcej pół m etra. 1 m ożna według niego przyrów nać a to m do maleńkiego układu planetarnego. Ujemnie naładow ane elektrony podlegają na tu ra ln ie p rzy ­ ciąganiu elektrycznem u ze stro n y dodatniego ją d ra .otaczające jądro. P rzypuśćm y teraz. rosnące na ziemi. narzuca się in te rp re ta c ja zdjęć wilsonowskich w tym sensie. gdyż wówczas przyciąganiu przeciwstawia się działająca na elektrony siła odśrodkowa. do którego doszliśmy w ten sposób. które norm alnie są n a zew nątrz elektrycznie obojętne. wiśni. wypełniające dro b n ą jedynie część całej objętości atom u. W yobraźm y sobie globus. że do d atn i ładunek ją d ra jest skom pensow any przez elektrony. Jeżeli jednakże przypisujem y dodatnie ją d ra atom om . . przyciąganie to m usi być oczy­ wiście w jakiś sposób zrównoważone. taki. jakie 1 M odel a to m u R u th e r fo rd a je s t n ie c o w c z e śn ie jsz y od w y n ik ó w W ilso n a . że każdy a to m posiada pewne dodatnio nała­ dowane jądro. Rędziem y może mogli uzyskać pewne wyobrażenie o małości atom ów przez n a ­ stępujące porównanie. Model atom u. ja k np. by atom mógł istnieć trwale. został p o dany w r. n a to m ia st a to m y — średnice rzędu 10'8 cm. że potrafilibyśm y wykonać Len globus tak nadzwyczaj pre­ cyzyjnie i dokładnie. jakiego używ am y do zajęć szkolnych. otaczających jądro. w k tó ry m jądro gra rolę słońca. Zrównoważenie takie najłatw iej może zostać spowodowane przez szybki ruch obiegowy elektronów. m usim y w dalszym ciągu przyjąć. że ją d ra atom ow e posiadają średnice rzędu 10"13 cm. iż m ożna byłoby odŁworzyć na nim we właściwej skali naw et wszystkie drzewa owocowe. 1911 przez R u t h e r f o r d a . Modele niewielkich owoców.230 Zasady fizyki głości). lecz dopiero modele najdrobniejszych ziarenek pyłu. m ia ły b y wówczas wielkość rzeczywistych atom ów. Różnorodne obserwacje prow adzą do wniosku. k tóre go p o tw ie r d z iły .

W ykazał on mianowicie. tł. 2 W k a ż d y m g a z ie zn a jd u je się z a w sze p ew n a ilo ść jo n ó w .. W czasie pierwszych swych. (U w . nadające się do u ż y tk u praktycznego. w y ­ tw o r z o n y c h p rzez d z ia ła n ie p ro m ien i k o sm ic z n y c h (por. ro zd z. zo­ stały stworzone przez wprowadzenie do w nętrza r u ry do w yładow ań „ a n ty k a to d y “ z tru d n o topliwego m etalu. Pierwsze lam py rentgenowskie. lecz i dla wielu zbliżonych do niej gałęzi nauki. Promienie R entgena 231 można jeszcze dostrzec gołym okiem. 760 m m słu p a r tę c i. obserwacyj R öntgen za­ uważył. W y b ie g a ją c e z k a to d y p ro ­ m ien ie k a to d o w e w y tw a r z a ją z k o le i n a sw ej d ro d ze lic z n e d a lsze jo n y . raczej przypadkow ych. na an ty k a to d zie tej skupiano promienie katodowe. że te now oodkryte promienie w ychodzą ze szklanej ścianki zwykłej rurki do wyładow ań. które m ogą przenikać poprzez różne ciała nieprzezroczyste. Szybko rozwijająca się przede w szystkim dzięki zasto­ sowaniom lekarskim technika rentgenow ska posługiwała się w ciągu wielu la t wyłącznie lam pam i gazowymi. za­ czyna sam w ysyłać pewne promienie.). .2 U jem ną cechę tych 1 N o rm a ln em u ciśn ie n iu p o w ie tr za o d p o w ia d a . m iałyby w tym nie­ słychanym pomniejszeniu wielkość rzeczywistych jąder atom ow ych. że przedm iot.1 W lam pach ty c h promienie katodow e w ytw arzane są przez bom bardow anie k a to d y strum ieniem pędzących ku niej d odatnich jonów gazowych. jo n y te w y sta r c z a ją do ro zp o częcia w y ła d o w a n ia w la m p ie. u s ta ­ wianej na w p ro st k a to d y . ja k w ia d o m o . LXI P R O M I E N I E R Ö N T G E NA W r. k tó re p o d trzy m u ją w y ła d o w a n ie . w k tórych ciśnienie wynosiło mniej więcej od 1/200 do 1/20 m m słupa rtęci. n a k tó ry tra fia ją promienie katodow e. 66) i z a n ie c z y sz c z e ń p r o m ien io tw ó r cz y c h . 1895 powiodło się R ö n t g e n o w i dokonać odkrycia przełomowego nie tylko dla samej fizyki.

(U w . Gdy więc w r.232 Zasady fizyki lamp stanowiło przede w szystkim to. ja k również i do badania materiałów. m ożna bowiem regulować liczbę w ysyłanych elektronów. potrzebne do pew nych celów t e r a ­ peutycznych. pozbawioną gazu. praktycznie biorąc. przyłożone do lam py. Przez wzm acnianie lub osłabianie p rą d u grzejącego. że m ożna do niej stosować b a r ­ dzo wysokie napięcia (sięgające n a w e t mniej więcej pół m i­ liona woltów). że zdolność przeni­ kania. W lam ­ 1 A d so rp cja p olega na o sa d za n iu się c z ą ste c z e k g a zu n a śc ia n ­ k a ch n a c z y n ia . Przede wszystkim jednak w lam pach gazowych nie m ożna było zmieniać niezależnie od siebie twardości i natężenia promieni rentgenowskich. . w ytw a rz an y c h przez nie promieni R ontgena zależała od ciśnienia gazu i że w skutek tego p rzy dłuższym użyciu (prawdopodobnie dzięki zja­ wisku tzw. zmie­ niając napięcie. tł. n a le ż y u n ik a ć je d n a k ró w n ież i z b y t m ięk k ieg o p ro m ie n io w a n ia . pomimo. również w y k onana z wolframu. 1913 udało się fizykowi am erykańskiem u C o o l i d g e ’o w i stw orzyć lam pę rentgenow ską wysoko- próżniową. a zatem i natężenie w y tw arzanych promieni R ontgena. k tó ry rozżarza drucik. w ysyłane przez rozżarzony drucik. Dalsza zaleta lam py odgazowanej polega na ty m . m ożna dobierać zupełnie niezależnie od natężenia. W lam pach odgazow anych k a to d a składa się zwykle z żarzonej spirali wolframowej. a zatem. i otrzym yw ać w ten sposób bardzo tw arde promienie R ontgena. gdy n a to m ia s t tw ardość promieni. w której promienie R o n tg e n a były w ytw arzane jedynie przez elektrony. g d y ż p rzech o d zą o n e p o p rzez k o ści. adsorpcji1) lam p y staw ały się z b y t tw arde. przestając nadaw ać się do u ż y tk u .) 2 Z b y t tw a rd e p ro m ien ie d a ją n ie o str e zd jęc ia r e n tg e n o w sk ie. iż było to z różnych względów bardzo pożądane. ozna­ czało to przełomowy kro k naprzód w technice rentgenow ­ skiej. czyli ta k zwana tw ardość. naprzeciw której znajduje się a n ty k a to d a .2 w ym agały one wów­ czas specjalnej „regeneracji“ . g d y ż z o sta je o n o p o c h ło n ię te ju ż przez m ięśn ie.

zapobiegam y w ten sposób jej roz­ żarzeniu się pod wpływem uderzeń elektronów. nieprzenikliwą w arstw ą m etalu. A by skrócić czas naświetlania. a więc prze­ de w szystkim siatek dyfrakcyjnych. J e d n ak ż e w r. konieczny dla o trzym ania zdjęć. a po prostu kryształów. służących do celów diagnozy lekarskiej.1 Chociaż technika rentgenow ska rozwinęła się bardzo szybko do wysokiego poziomu. w k tó ry m elektrony skupiają się na antykatodzie. że promienie m ogą z nich wychodzić tylko w jednym określonym m iejscu. używ anych w optyce. Ogni­ sku. A n ty k a to d ę chłodzi się stale wodą. Nowoczesne lam py rentgenowskie są zwykle całko­ wicie otoczone grubą. m ineralodzy zaczęli uważać iż przyczyna prawidłowości kształtu kryształów leży w p r a ­ widłowym uporządkow aniu atom ów w ich w nętrzu. Laue 1 N a w e t w n a jle p sz y c h la m p a c h z a le d w ie je d e n p r o c e n t en erg ii p ro m ien i k a to d o w y c h p rzek szta łc a się w en erg ię p r o m ien io w a n ia ren tg en o w sk ieg o . że wszelkie p róby otrzym ania zjawisk interferencji lub ugięcia promieni R o n tg e n a p rzy zastosowaniu środków. gdyż wówczas ona z kolei sta ła b y się również źródłem elektro­ nów. . 1912 L a u e w padł na ge­ nialny pomysł zastosowania do ugięcia promieni R ontgena nie sztucznych siatek. długość fali promieni R o ntgena m usi być około dziesięciu tysięcy razy m niejsza od długości fali promieni widzialnych. że pro­ mienie R o ntgena są nadzwyczaj krótkim i falam i clcklro- m agnelycznym i. tak. nadaje się wówczas możliwie małe w ym iary. że o ile przypuszczenie to jest słuszne. Na razie więc musiało się wydaw ać. P oczynając już od połowy X I X stulecia. lecz rozm aite rozw ażania w skazyw ały rów­ nież. aby działało ono jako punktow e źródło promieniowania. zwiększa się możliwie najbardziej natężenie promieni. Promienie KOntgena 233 pach. są pozbawione wido­ ków powodzenia. dąży się przede w szystkim do o trzym ania ostrych obrazów. jednakże spraw a fizycznej n a tu r y promieni rentgenowskich pozostawała długo jeszcze niewyjaśniona. Fizycy przypuszczali co praw da.

U ginanie wiązki prom ieni R ontgena w krysztale blendy cynkowej. niż działanie siatki optycznej. co p raw d a działanie jego jest znacznie b a r ­ dziej skomplikowane. rozłożone prawidłowo i sy m etrycz­ nie (por. Stanowiło to nie tylko bezpośredni do­ wód doświadczalny analogicznej do światła n a tu r y promieni R ontgena. 66). 66. że długości fal promieni R ontgena są . są w siatce krystalicznej uporządkow ane przestrzennie. gdyż Rys. O ka­ zało się wówczas. rys. otrzym ali oni istotnie fotografię. ja k siatka dyfrakcyjna. p u n k ty .234 Zasady fizyk i wywnioskował stąd. odpow iadające szczelinom siatki optycznej. że kryształ powinien oddziaływać na bardzo krótkie fale elektrom agnetyczne tak. Gdy Laue i jego współpracownicy skierowali w odpo­ wiednich w a ru n k a ch doświadczalnych wiązkę promieni r e n t­ genowskich na kryształ. na której w ystąpiły g rupy czarnych plam ek. z „fotogramów L auego“ można było rów­ nież wyciągnąć wnioski co do budow y kryształów oraz w y­ liczyć długość fali ugiętych promieni rentgenowskich. za k tó ry m ustawili kliszę fotogra­ ficzną.

Do celów diagnozy rentgenowskiej stosuje się zwykle napięcia od 30. P rz y pom ocy promieni R o n t­ gena m ożem y zresztą również. Ołów i b iz m u t np. por. Pierw iastki chemiczne tym silniej pochłaniają promienie Rontgena.000 woltów. ż o łą d e k —-siarczanem baru. gdy prześwietlam y ciało ty m i promieniami. że pow stają na nich również cienie prześwietlanych przedm iotów. Tożsamość isto ty promieni R o ntgena i promieni świetl­ nych została stwierdzona również przez bezpośrednie obser­ wacje nad załam aniem promieni rentgenowskich. wypełnia się je silnie pochłaniającym i „środkam i k o n tra s to w y m i“ . 2). W śród zastosowań p rak ty c zn y c h promieni R ontgena najw ażniejszą rolę odgrywa lekarska diagnoza rentgenow­ ska. Promienie Rontgena rzeczywiście rzędu wielkości kilku sturnilionowych części m ilim etra (10‘9 cm). A by wyraźnie uwidocznić organy wewnętrzne. Promienie R ontgena stosuje się w m edycynie również . np. prze­ świetlić je bezpośrednio. szczególnie silnie po­ chłaniają promienie R ontgena i dlatego d a ją n a zdjęciach rentgenowskich silne cienie. Opiera się ona na ty m .000 do 100. spółczynnik zaś załam ania promieni R o ntgena okazał się mniejszy od jedności zaledwie o mniej więcej je d n ą milionową. jednakże fizycy. rozdz. gdy p a d a ją na nie promienie R ontgena. U żyw any w p raktyce obszar długości fal rozciąga się mniej więcej od 0. Załam anie to jest zresztą bardzo małe. im tw ardsze są promienie. dochodzące aż do 1000 A. że różne części ciała niejedna­ kowo silnie pochłaniają promienie R ontgena i że w skutek tego. tak. b adający promienie Rontgena. na foto­ grafii pojaw iają się cienie kości i organów w ew nętrznych.05 do 10 A (jeden Ang- stróm wynosi 10'8 cm. w t y m celu stosuje się e k ra n y fluoryzujące. co odpo­ w iada już obszarowi nadfioletu. ty m m niej­ sza jest długość fali. im wyższy jest ich ciężar atom ow y. jak również i znajdujących się w organizmie ciał obcych. które świecą w ciemności. zdołali otrzym ać znacznie jeszcze dłuższe fale. nie fotografując ciała.

ujaw n ia ją się przez słabsze pochłanianie wszelkie ich wewnętrzne wady.236 Zasady fizyki i do celów terapeutyczny cli. w k tó ry c h ju ż drobne w a d y m ogłyby spo­ wodować fatalne skutki. napięcia wewnętrzne). W przeciwieństwie do ty c h b a d a ń budow y ciał „z gru b ­ sza“ . mogących istnieć n a w e t wówczas. Do głębokiej terapii stosuje się napięcia rzędu kilkuset tysięcy woltów. ja k np. P oczynając mniej więcej od r. prom ieniow ania charakterystycznego pierwiastków . wiele braków tworzyw a. 1925. m ożem y zbadać w arstw ę żelaza lub stali grubości do mniej więcej 10 cm. gdy skład chemiczny i m etalograficzny tw orzyw a jest bez zarzutu (np. dziury w odlewie lub pęknięcia.000 woltów i stosując jednogodzinne naświe­ tlanie. do terapii po­ wierzchniowej używ a się n a to m ia s t promieni bardzo mięk­ kich. do 8 cm mosiądzu i aż do 50 cm glinu. takie ja k np. do ich w ytw arzania w y starczają już napięcia rzędu około 10. bardzo ważne zastosowanie prak ty c zn e uzyskała technika rentgenowska w dziedzinie badania materiałów. L X II W ID M A R E N T G E N O W S K I E W dziesięć l a t po odkryciu promieni R o ntgen a powiodło się niespodziewanie R a r k i i w r. W spom nim y tu jeszcze o b adaniu autentyczności i historii pow stania obrazów olejnych oraz prawdziwości banknotów i drogich kamieni. 1905 w y k ry ć istnienie tzw. przeprow adza się również badania subtelnej budowy m ateriałów za pom ocą fotogram ów Lauego. Prześwietleniu rentgenowskiem u poddaje się również i gotowe w yroby wysokiej jakości. Gdy prześw ietlam y k a ­ wałki m eta lu prom ieniam i R ontgena. Rozporządzając napięciam i od 200. t a k zw anych prom ieni granicznych.000 do 300. ujaw nia się przez zniekształ­ cenie i skrzywienie odpowiednich prążków na fotogramie.000 woltów. k tó ry c h długości fali leżą pom iędzy 1 i 2 A. części samolotów lub izolatory elektryczne.

stanowi c h a ra k te ­ rystyczną właściwość atom ów danego ciała. Moseley znalazł dalej. że tw ardość prom ieniow ania c harakterystycznego rośnie wraz z ciężarem atom ow ym . Można było w ten sposób sfotogra­ fować w idm a rentgenowskie pierwiastków chemicznych. 1913 M o s e l e y ’o w i. podobnie. jeszcze bardziej zaś miękkie składają się na serie M i N. podobnie ja k to się czyni ze światłem w idzialnym za pom ocą stosowanej w o p ty ­ ce siatki dyfrakcyjnej. k tó ry c h twardość. ja k w ykrył Barkla. W ystępuje więc tu ta j analogia z optycznym i p rążkam i widm owym i. Liczba prążków r e n t­ genowskich pierw iastka chemicznego leży pom iędzy 10 i 40. ja k m ów im y obecnie. P orów nyw ając ze sobą w idm a rentgenowskie rozm aitych pierwiastków. p rzy czym. również i w idm a rentgenowskie składają się z sze­ regu c h a ra k te ry sty c z n y c h prążków. udało się następnie przez zastosowanie powoli obracanego kryształu rozszczepić chara k te ry sty c z n e pro ­ mieniowanie w widmo rentgenowskie. wśród promieni ty ch przew ażają takie. n a k tóre p a d a ją szybkie elek­ tro n y lub też promienie R óntgena. Widma rentgenowskie 237 chemicznych. W r. z k tó ry c h o statnia została zresztą w y k ry ta dopiero po śmierci Moseley’a. czyli. najtw ardsze prążki (a więc prążki o najmniejszej dłu­ gości fali) tw orzą serię K (promieniowanie K Barkli). miększa grupa — serię L. ja k fotografujem y optyczne w idm a prążko­ we. K ażde ciało. każda luka ujaw nia się p rzy ty m n a ty c h ­ m iast przez z b y t wielki skok. tw ardsze „promieniowanie K “ i miększe „pro­ mieniowanie L “ . i rozróżnił w promieniowaniu. Moseley dokonał nadzwyczaj ważnego od­ krycia. B arkla stwierdził już również. wysyła samo również promienie rentgenowskie. że pierw iastki d a ją się uporządkow ać według swych widm rentgenowskich w pewien „szereg naturalny“] prążki rentgenowskie przesuwają się z najw iększą prawidłowością w m iarę przechodzenia od jednego pierw iastka w szeregu do następnego. ż ew jego . długość fali. k tó ry oparł się na odkryciu Lauego. w ysyłanym przez pierwiastki chemiczne.

na ogól biorąc. p o c zyna­ jąc od w apnia aż do cynku. 68. po­ przedza nikiel (58. W skazuje n a to w yraź­ nie rys. Z am iast cy n ­ ku Moseley użył ze wzglę- R ys. p o c z y n a ją c ju ż od so d u (N r 11) aż do k o ń c a (N r 9 2 ). P o c z ą te k szeregu . 2 B ezp o śred n ie p o m ia r y w id m r e n tg e n o w sk ic h . zaczerpnięty z prac y samego Mose- ley’a. je d n a k wzrost ten nie od­ bywa się w t a k ściśle praw idłow y sposób. czyli m osiądzu. Stopniowe. 67.1 k tó ry istotnie daje prążki zarówno miedzi. Serią K szeregu następujących po sobie r liW n r n li. Znaleziony przez Moseley’a n a tu r a ln y szereg pierwiast­ ków chemicznych jest przytoczony w tablicy l . iż w szeregu ty m kobalt. 67. ja k przesuwanie się prążków. od złota aż do biz­ m u tu . przerwa odpowiada rtęci. ja k cynku. pomimo swego większego ciężaru atomowego (58.tw /n w h c tn n n pierw iastków (w edług M oseley^).23S Zasady fizyki szeregu ciężar atomowy. U O yY p i C Z Il^ C ii S L O p U miedzi z cynkiem . o tr z y m y w a n y c h za p o m o cą k r y sz ta łó w . przerw a n a d ru ­ gim miejscu odpowiada skandowi. 2 Obejmuje 1 M osiądz j e s l o d p o rn ie jsz y na o g rzew a n ie.64). regularne przesuwanie się prążków w kie­ ru n k u m alejących długości fal jest również bardzo pięknie widoczne na rys. n iż c y n k . w zrasta w miarę przesuwania się wzdłuż szeregu. J u ż Moseley zauważył również. . u m o ż liw iły M o se ley ’ow i u sta le n ie szeregu n a tu ra ln eg o .94). przedstaw iającym serię L szeregu nastę p u jąc y c h po sobie pierwiastków. rysu n e k te n p rz e d - staw ia serię K szeregu nastę p u jąc y c h po sobie pierwiastków . ja k ró w n ież m ie jsc a . o d p o w ia d a ją c e p rzerw om .

na 85 i 87 miejscu. Au Tl Pb Bi Rys. 66).2 W czasie. lecz odtąd zdołano już w y­ kryć cztery dalsze pierwiastki: hafnium (Nr 72). 1 W k w ietn iu r. d o k o ­ n a n e n a p o g ra n iczu p o m ię d z y p r o m ie n ia m i n a d fio łk o w y m i i r e n t­ g en o w sk im i. F er m i o b w ie ścił w y k r y c ie p ie r w ia stk a N r 93. o tr zy m a n eg o sz tu c z n ie p rzez b o m b a r d o w a n ie u ran u n e u tr o ­ n a m i (por. ja k już wspom i­ naliśmy. ren (Nr 75) i illinium (Nr.1 p rzy czym według dzisiejszego sta n u badań z n a jd u ją się w nim najwyżej dwie luki. w iastek o ciężarze niższym. . P ó ź n ie jsz e p o m ia r y . tł.) 2 O g łoszon e w roku 1932 o d k r y c ie p ie rw ia stk ó w N r 85 i 87 (k tó ry m d a n o n a z w y a la b a m iu m i w irg in iu m ) nie je s t je sz c ze ca łk iem p ew n e. dalej argon i po­ tas (Nr 18 i 19). p o z w o liły p rze śle d z ić z m ia n y w id m . m azurium (Nr 43). p o c z y n a ją c od sod u w ste c z aż do h elu . Seria L szeregu następujących po sobie pierw iastków (w edług Frim ana i Siegbahna). a. 68. rozd z. b. Niekiedy pier­ w iastek o wyższym ciężarze atom ow ym poprzedza pier- 7 t>2 /!. M oseley w y z n a c z y ł. o p iera ją c się na cięż a ra ch a to m o w y c h i na p e r io d y c z n y m u k ła d zie p ie r w ia stk ó w . istniało jeszcze 6 luk. tellur i jod (Nr 52 i 53 )i praw dopodobnie również tor i p r o ta k ty n (Nr 90 i 91). 61). w ten sposób. W idma rentgenowskie 239 on 92 pierwiastki. (U w . zachow ują się kobalt i nikiel. gdy Moseley przeprowadzał swe b a ­ dania.

ty m więcej. neonu. krzem u i siarki. 12. im dalej posuw am y się w szeregu pierwiastków. czyli od ta k zwanej liczby porządkowej. m agnezu. 14 i 16. ciężar atom ow y jest dokładnie dwa razy większy od num eru w szeregu. 10. węgla.8. W innych w y p a d k a c h ciężar atom ow y przekracza podw ójną liczbę porządkow ą. Ciężar ato- .240 Zasady fizyki T A B L IC A 1 N a tu r a ln y szereg p ier w ia stk ó w 1 W odór 32 G erm an 63 E u ro p iu m 2 H el 33 A rsen 64 G ad olin 3 L it 34 S elen 65 T erb 4 B ery l 35 B rom 66 D y sp ro z 5 B or 36 K r y p to n 67 H olm G W ęg iel 37 R u b id 68 Erb 7 A zo t 38 S tr o n t 69 T ul 8 T len 39 Y ttr 70 Itterb 9 F lu or 40 C yrkon 71 K a ssjo p e ju m 10 N eon 41 N iob 72 H a fn iu m 11 Sód 42 M olibden 73 T a n ta l 12 M agnez 43 M azurium 74 W olfram 13 G lin 44 R u ten 75 R en 14 K rzem 45 R od 76 Osm 15 F o sfó r 46 P a lla d 77 Iryd 16 Siarka 47 Srebro 78 P la ty n a 17 C hlor 48 K adm 79 Z łoto 18 A rgon 49 Ind 80 R tę ć 19 P o ta s 50 C yna 81 T al 20 W ap ń 51 A n ty m o n 82 O łów 21 S k an d 52 T ellu r 83 B iz m u t 2 2 T y ta n 53 Jod 84 P o lo n 23 W an ad 54 K sen o n 85 — 24 C hrom 55 Cez 86 R adon 25 M angan 56 Bar 87 — 26 Ż elazo 57 L a n ta n 88 R ad 27 K o b a lt 58 Cer 89 A k ty n 28 N ik iel 59 P ra ze o d y m 90 T or 29 M iedź 60 N eodym 91 P r o ta k ty n 30 C ynk 61 Illin iu m 92 U ran 31 Gall 62 S am ar W w y padkach helu. oznaczonych kolejnymi num eram i 2.6. tlenu.

kse- non i radon). że jeśli u staw im y pierwiastki w szereg według rosnących ciężarów atom ow ych. w apń. Stwierdzili oni. czyli chlorowce (fluor. potas. że pierwiastki o parzystej liczbie porządkowej w y­ stę p u ją w przyrodzie częściej. m agnez. w yróżniające się prawie całkow itą obojętno­ ścią chemiczną. argon. rubid i cez). L X III U K Ł A D P E R IO D Y C Z N Y P IE R W I A S T K Ó W J u ż w roku 1869 chem ik niemiecki L o th a r M e y e r i badacz rosyjski M e n d e l e j e w w ykryli jednocześnie w ażny fa k t istnienia periodyczności chemicznej pierwiastków. Jeśli zatem wypiszem y poszczególne periody pod sobą. R z u t oka na szereg n a tu r a ln y w ykazuje poza tym od razu. brom .1 1 A ż do rok u 1927 u w a ża n o g a z y sz la c h e tn e za c a łk o w ic ie „ b iern e“ . Meyer i Mendelej ew stworzyli w ten sposób periodyczny układ pierwiastków. sód. chlor. podane w tablicy 2. stało się co p raw da możliwe dopiero wówczas. jod). c h a ra k terystyczne własności chemiczne i fizyczne pow racają periodycznie. in n ą znowu podgrupą są halogeny. w każdej zaś z nich jeszcze dalsze dwie podgrupy. Tego rodzaju podgrupy tw orzą np. m etale alkaliczne (lit. s tro n t. którego liczba porządkow a je s t 92. lub ziemie alkaliczne (beryl. Układ periodyczny pierwiastków 241 m owy uranu. neon. w k tó ry m szeregi pionowe zaw ierają pierwiastki o zbliżo­ nych własnościach. gdy dzięki znajomości liczb porządkow ych m ożna było dokładnie ustalić liczby miejsc w kolejnych periodach. wynosi np. m ożna utw orzyć pewne uporządkow anie pierwiastków. bar i rad). Szczególnie ciekawą podgrupę stanow ią gazy szlachetne (hel. 238. k ry p to n . W układzie periodycznym w yróżniam y według podobnych własności pierwiastków osiem grup. D okładne jego przedstawienie. niż pierwiastki o liczbie porządkowej nieparzystej. d op iero od te g o cz a su p o z n a n o r o z m a ite ich zw ią zk i Zasady fizyki 16 .

P eriody drugi i trzeci zaw ierają po osiem pierwiastków. 1 Z god n ie z u w a g ą n a str. W fizykalnej teorii periodyczności chemicznej powstaje naturalnie przede wszystkim zagadnienie teoretycznego znaczenia liczby porządkowej. a mianowicie wodór i hel. 2 x 32. srebro posiada w sze­ regu Moseley’a n um er 47. że układ periodyczny pierw iastków daje się sprowadzić do pewnych stosunkow o pro sty c h zależności a rytm etycznych. Pierwszy period zawiera zresztą dw a tylko pierwiastki. tł.242 Zasady fizyki K a ż d y period rozpoczyna się od m eta lu alkalicznego. stoją w pew nym szczególnym związku ze sobą. Czwarty i p ią ty period obejm ują po osiemnaście pierw iast­ ków. że sió d m y period u ryw a się n a sió d m y m m ie jsc u . nie oznacza to nic innego ponad to. 2 3 9 n a le ż a ło b y d ziś p o w ied zie ć. że ładunek dodatni ją d ra atom u srebra je s t 47 razy większy od elem entarnego ła d u n k u elektrycznego. G a zy sz la c h e tn e z n a n e są d op iero od k o ń ca X I X stu le c ia . i tu ta j również w podgrupie V I I I w y­ stępuje „ tr ia d a “ (platynowców). J u ż w kilka miesięcy po od­ kryciu Moseley’a w r. (U w . Szósty period zawiera aż 32 pierwiastki. kończy zaś na gazie szlachetnym . w periodach ty c h wszystkie p o dgrupy (16) są obsa­ dzone. przy czym podgrupa V I I I jest obsadzona nie po pro ­ s tu pojedynczo. 1913 V a n d e n B r o e k wypow ie­ dział pogląd. lecz n a w e t potrójnie. skąd m ożem y już przypuszczać. z o s ta ły w y k r y te p r z ew a żn ie przez R a m s a y ’a. G dy np. 18 i 32. Siódmy period wreszcie. urywa się na szóstym miejscu. 8. m ożna je mianowicie napisać również w postaci 2 x l 2. z ilu elektronów składa się „układ p la n e ta r n y “ atom u. ja k po prostu ładunek ją d ra . o ile pozwala n a m są­ dzić o ty m nasza dzisiejsza znajomość pierwiastków. r tę c ią ). na uranie. Liczba porządkow a w skazuje zatem również. 2 x 22. wyznaczające długości poszczegól­ nych periodów.1 Liczby 2. znajdującego się z in n y m i p ie r w ia stk a m i (n p .) . 2 x 4 2. p o n adto podgrupa III jest tu obsadzona piętnastokrotnie przez t a k zwane ziemie rzadkie. że liczba porządkow a nie oznacza nic innego.

O 00 c£> O co lO 00 > a rj< Ci ci Ci Gi 2 TABLICA £ co CQ periodyczny t> CO rp t-4 C3 CO C3 co r-< lO H co Oh CS CO co Ci !> tí .Q N o fco s CO Ra e o 3 § CO ci o 00 CD co 88 ci lO 3 to Xł a O K> £ * ci cc s O CO \d t- co uo 00 Ci t> 16* .S Ci co LON 89 c to . CU A O co Ł.a I ja O CO O co CU Th ci Ci Układ > CD co N § t-H co C3 ci o Ci I 90 Ci Tt< c3 £2 CQ O Ł-ł iO co O r-H t> Ac co co ^ ' 63°° CS O rl. o z < X c a OD CD lO CO CD co CU £ o d« co X* O) > ci 7Í o o t>* s lO o CS O CD o Ci r> Ph o CQ ł-H Ci l> lO Si2 w co lO a oo > ci lO lO Ci p ier w ia stk ó w CD o Í-.

Jeśli więc c h a ra k te r chemiczny ato m u zależy jedynie od ładunku jego jąd ra . F a k t. Poszczególne cząstki a doznają mianowicie wówczas w skutek posiadania d o d a t­ niego ład unku odpychań ze stro n y również dodatnio n ała­ dowanych ją d e r atom ow ych m etalu. W szeregu starannie przeprow adzonych doświadczeń Chadwick ustalił na tej drodze w r. podaw any . zwane również protonam i. J u ż z teorii zatem w ynika możliwość. gdyż ten wyznacza jego miejsce w układzie pierwiastków. tlenu — osiem. praktycznie biorąc. T a k np. że pierwiastki che­ miczne sk ładają się z atom ów kilku typów . oraz ładunek do d a tn i rów ny ładunkow i elem entarnem u. Gdy te rozm aite t y p y atom ów w y stę p u ją zawsze zmieszane razem w stosunku mniej więcej niezm iennym . 1"920 zupełną zgodność liczby porządkow ej Moseley’a z liczbą ładunków elem entarnych jąd ra .244 Zasady fizyk i w stanie elektrycznie ob o jętn y m (a więc niezjonizowanym). n a tu ra chemiczna pierw iastka nie powinna ulegać zmianie. czyli laką sam ą na­ turę chemiczną. wobec tego zaś z wielkości rozproszenia wiązki cząstek a m ożna obli­ czyć ładunki jąd e r rozpraszających. posiadają zatem masę. czy też trz y jednostki itd. gdy jednocześnie d o d a m y do jąd ra pro to n i elektron. o trz y m u je m y pewien w przybliżeniu stały ciężar miesza­ niny. rów ną masie a to m u wodoru. zależnie od tego. został potw ierdzony bezpośrednio przez doświadczenia G h a d w i c k a nad przechodzeniem promieni a przez cienkie folie metalowe. gdyż przeciwne ich ładunki elek­ tryczne zniosą się naw zajem . jądro azotu m a siedem planet. które. żelaza — dwadzieścia sześć. J ą ­ dra wodoru. rtęci zaś — osiemdziesiąt. ile takich par dołączym y do jądra. różnią się je d n a k swymi ciężarami atomo­ wym i. Je d n a k ż e nastąpiłoby wów­ czas zwiększenie ciężaru atomowego o je d n ą łub dwie. po­ siadając jednakow e ładunki jądrowe.. stanow iący „ p ra k ty c z n y “ ciężar atom owy. że ładunek elektryczny ją d ra atomowego jest istotnie rów ny iloczynowi liczby porządkowej przez ła d u ­ nek elem entarny.

w innych zaś w y p a d k a c h znacznie odbie­ gają od liczb całkowitych. ja k np. o ciężarach ato m o ­ 1 Isos łopos o z n a c z a po greck u to sa m o m ie jsc e (m ia n o w ic ie w u k ła d zie p e r io d y czn y m ). było stwierdzenie. F a k t.46) od liczby całkowitej.2. stanowi mieszaninę dwóch izotopów. utw orzonych z cząstek o różnej masie. podobnie ja k elektrony czy też cząstki a. tzw. a stą d w ynika możliwość oddzie­ lenia od siebie promieni. doskonaląc ją stale wraz ze swymi w spółpracownikam i. . Układ periodyczny pierwiastków 245 przez chemików w tablicach ciężarów atom ow ych. spektroskopię masową. prom ieniam i dodatnim i. W len sposób m ożem y również zrozumieć. zawartego w rurce.1 został po raz pierwszy w y k r y ty w r. Wielkość odchylenia zależy je d n a k od m asy. gdy próżnia jest dostatecznie wysoka. i o trzym ania na tej drodze oddzielnych śladów róż­ nych izotopów na kliszy fotograficznej. P ro ­ mienie dodatnie składają się z dodatnio naładow anych atom ów gazu. T h o m s o n a na przykładzie gazu szlachetnego. izotopów. neonu. doszedł on do tego. w w ypadku węgla i azotu. stanowi mieszaninę dwóch izotopów o m asach 20 i 22. którego tablicowy ciężar ato m o w y wynosi 20. W te n sposób T hom son mógł ustalić. uzyskanych przez A stona. 1913 przez J . k tó ry w ykazuje szczególnie silne odchylenie ciężaru atomowego (35. że pierw iastek może składać się z kilku odmian o różnych ciężarach atom ow ych. Thom son po­ sługiwał się tzw. 1919 m etodę T hom sona w tzw. dlaczego praktyczne ciężary atom owe w wielu w yp a d k a c h w y ra ż ają się licz­ bami prawie dokładnie całkowitymi. nieprzekraczającym jednej dzie- sięciotysięcznej ich wartości. że dzisiaj za po­ mocą spektrografu masowego m ożna porów nyw ać ze sobą m asy atom ów z błędem. J e d n y m z pierwszych i n a j­ piękniejszych wyników. że neon. Cząstki promieni do­ da tn ic h doznają w polu elektrycznym odchylenia. J . k tóre w ystę­ pu ją w ru rk a c h do w yładow ań jednocześnie z promieniami katodow ym i. że chlor. A s t o n rozwinął w r.

0 oraz 37. 2 S ta ło ść ciężaru a to m o w e g o m ie sz a n in y iz o to p ó w tłu m a c z y się po p ierw sze id e n ty c z n y m i w ła sn o śc ia m i c h e m ic z n y m i iz o to p ó w . Należy p rzy ty m na tu ra ln ie zastrzec się. z którego również bardzo ładnie w ynika. Astonowską m eto d ą spektroskopii masowej zbadano już większość pierw iastków pod względem ich składu izo­ topowego i jedynie niewiele spośród nich okazało się „czy­ stymi p ierw iastkam i“. że w jej składzie od­ m iana lżejsza w ystępuje w ilości mniej więcej trz y k ro tn ie większej. Z ciężaru m ieszaniny wynika. najcięższy — 124. że są z b y t rzadkie.70. pom ijając n a t u ­ ralnie pierwiastki czyste.1 W w y ­ p adku n a to m ia s t pierwiastków o parzystej liczbie porządko­ wej często zn a jd u jem y większą ilość izotopów. np. W edług K .246 Zasady fizyk i wych w yrażających się liczbami całkow itym i 35. B ain b rid g e^. niż odm iana cięższa. 69 przytoczony według B ainbridge’a spektrogram germ anu. o cięża­ rach atom ow ych różniących się o dwie jednostki. na którym uw ydatnia się istnienie pięciu izotopów. że ciężary atom ów są liczbami całkowitymi. Najlżejszy izotop cy n y m a ciężar atom ow y 112. gdy tablicow y ciężar atom ow y c yny wynosi 118. że i te pierwiastki mogą również zawierać izotopy. . jedynie p a r y izotopów. 69. niż jedenaście. liczbie porządkowej stwierdzono na ogół. Spektrogram masowy germ anu. dla cyny nie m niej. Spektroskopia masowa zawodzi na tu ra b iie w takich w ypadkach. T . p o d ru gie za ś — p ierw o tn ie g a z o w y m sta n e m k u li z ie m sk iej.0. W w y p a d k u pierwiastków o nieparzystej tH H 1 11 1 1 1 76 74 73 72 70 Rys. które nie zostały dostrzeżone jedynie w sk u te k tego. gdy jeden z izotopów jest reprezentow any 1 Is tn ie n ie trzecieg o iz o to p u ch lo ru o cięż a r z e 3 9 je s t w ą tp liw e .2 J a k o przykład spektro- gram u masowego m a m y n a rys.

1929 na drodze optycznej. Oddzielenie na drodze elektrochemicznej cięż­ kiego wodoru. Inni fizycy a m erykańscy wykryli następnie między innym i również i w azocie. Później udało się również różnym innym badaczom stwierdzić istnienie cięż­ kiego izotopu wodoru za pom ocą spektrografu masowego (rys. którego ciężar atom ow y wynosi 14. odkrycia tego dokonano do­ świadczalnie w r. J e d e n a to m tlenu o ciężarze 18 przy p a d a mniej więcej na 600 n orm alnych atom ów o ciężarze 16. mogli oni stwierdzić. Przełom owy postęp w m etodach badania izotopów sta n o ­ wiło zatem w ykrycie przez fizyków am erykańskich G i a u - q u e ’a i J o h n s t o n a w r. prze­ ciągnęli je d n a k czas naświetlania znacznie ponad zwykle przyjęte norm y. N ajwiększą sensacją w dziedzinie b a d a n ia izotopów stało się je d n a k odkrycie ta k zwanego ciężkiego wodoru o ciężarze atomowym dwa. rzadki izotop o ciężarze a to m o ­ w ym 15. powiodło się po raz . niż długość fali zwykłego czerwonego prążka wodoru.79 A większa. dwu rzadkich izotopów tlenu o ciężarach atom ow ych 17 i 18. Badacze ci znaleźli np. gdzie m ożna było icli oczekiwrać dla wodoru o masie ją d ra dw ukrotnie większej. niż m asa p ro ­ tonu. zgodnie z teorią prążek. zmieszany z azotem norm alnym mniej więcej w stosunku 1 do 300. Układ periodyczny pierwiastków 247 bardzo słabo jedynie w stosunku do izotopu głównego.008. 70). Przedłużyw szy czas 4. k tó ­ rego długość fali je s t o 1. U r e y oraz jego współpracownicy fotografo­ wali w ty m celu w zwykły sposób widmo wodoru. obok znanych prążków w idm owych w y­ stępują jeszcze dodatkow e bardzo słabe prążki właśnie w ty c h m iejscach.00) w y k ry to rzadki izotop o masie 13. 1932 n a podstaw ie poprzednich obliczeń B i r g e ’a. zawartego w wodzie.000 ra z y w stosunku do tego. a mianowicie przez dokładne zbadanie widm cząsteczko­ wych. że istotnie. jeden zaś atom tlenu o ciężarze 17 na mniej więcej 2000 do 3000 atom ów norm alnych. jak i jest niezbędny do o trzym ania doskonałej zwykłej fotografii w idm a wodoru. również i w węglu (ciężar atom ow y 12.

że promieniotwórczość zwią­ zana jest zawsze z przem ianam i pierwiastków. Badacze ci stwierdzili. oraz T u v e ze w sp ó łp r a c o w n ik a m i) stw ie r d z ili. Istotnie. że c ię ż k i w o d ó r zaw iera je sz c z e c ię ż sz y iz o to p w o d o ru .0 0 0 a to m ó w w od oru z w y k łe g o . lecz w 11. wrze w 101. M etoda ich zo­ stała t a k w ydoskonalona przez L e w i s a i jego w spółpra­ cowników.8° G. D ow ód doświadczalny istn ien ia izotopu w odoru o ciężarze atomowym 2. że zam arza ona w tem p e ra tu rz e 3. P o d cza s g d y w z w y k łe j w o d z ie z n a jd u je m y jed en a to m cięż k ieg o w od oru m n iej w ięcej n a 6 . że pod koniec r.i LXIV PR O M IE N IO T W Ó R C Z O Ś Ć Zgodnie z nowoczesnym ujęciem budow y układu pier­ wiastków m usim y oczekiwać.248 Zasady fizyki pierwszy W a s h b u r n o w i i U r e y ’o w i. o cięż a rze a to m o w y m 3. że ciężka woda posiada gęstość o mniej więcej 11% większą od zwykłej 17 16 13 12 H2 MM I /■u „ Rys. . 70. 1 W k w ietn iu roku 1931 b a d a c z e a m e r y k a ń sc y (B le a k n e y ze w sp ó łp ra co w n ik a m i.6° C. wody. 1933 rozporządzali już oni kilkuset ce n ty m etram i sześciennymi praw ie zupełnie czy­ stej „ciężkiej w o d y “ . c ięż k a w o d a za w iera m n iej w ięcej je d e n a to m n a jc ię ż ­ szeg o w od oru n a 3 m ilio n y a to m ó w w od oru c ięż k ieg o .42° G i wreszcie posiada największą gęstość nie j a k zwykła woda w 4°.

Z p u n k tu widzenia powstałej później jądrowej teorii a to m u . posiada ciężar a tom ow y o cztery jednostki niższy od radu. n a to m ia s t przem iana f i — o jedno miejsce w p r a w o . cząstka a posiada ładunek dodatni. jako gaz szlachetny. a wielkość ła d u n k u ją d ra określa c h a ra k te r che­ m iczny atom u. P rzem iana fi nato m ia st podwyższa liczbę porządkow ą o jednostkę bez dostrzegal­ nej zm iany ciężaru atomowego. m ożna je wszystkie. po w sta ją c y bezpośrednio z radu. spontanicznem u roz­ padowi. ja k już widzieliśmy. Ponieważ. a mianowicie rów ny 222. ro zd z. 60. czy też fi. rów ny dwu e lem entarnym k w a n to m elektryczności. przy czym odryw anie się w yrzucanych przez atom cząstek a i fi zmienia c h a ra k te r chem iczny atom u pozo­ stałego. czyli. Istotnie. gdyż cząstki fi są to po prostu elektrony. gdy ciężar atom ow y radu wynosi 226. Przem iana a przesuwa więc pierwia­ stek prom ieniotwórczy o dwa miejsca w lewo w układzie periodycznym . przem iana a obniża chemiczną liczbę porządkow ą o dwie jednostki i jed n o ­ cześnie ciężar atom ow y—-o cztery. masę zaś czterokrotnie większą od protonu. do zerowej. . czy rozp a d a ją c y się atom wyrzuca cząstkę a. J a k w y k azały dokładniejsze badania pierw iastków p ro ­ m ieniotwórczych. n a to m ia s t radon. że a to m y substancyj prom ie­ niotwórczych podlegają ciągłemu. 1902 R u t h e r f o r d i S o d d y potrafili uzasadnić doświadczalnie pogląd. poza nielicznymi 1 P or. Rad należy do d r u ­ giej g rupy układu periodycznego. istnieją dwa rodzaje przem ian. co oznacza to samo. do ósmej grupy. ponieważ zaś w yrzucane cząstki niosą ład u n k i elek­ tryczne. k tó ry w yrzucił cząsteczkę a. fa k t zachodzenia promieniotwórczych prze­ m ian pierwiastków staje się n a ty c h m ia s t zrozumiały. radon. które w yróżniam y jako przem iany a i przem iany fi.1 procesy rozpadu promieniotwórczego m uszą być oczywiście umiejscowione we w nętrzach jąder atomo­ wych. Promieniotwórczość 249 już w r. Zależnie od tego.

w ten sposób. Pow stająca z rad u przez przem ianę a su b stancja pochodna. i dlatego bywa również zw any ołowiem uranow ym .Z n ie j po­ w stają następnie kolejno k rótkotrw ałe pierwiastki. Rozpoczyna się on od uranu I. pierwiastek. li­ cząc wysyłane przezeń cząstki a. Najw ażniejszy z tych szeregów jest szereg uranowo- rad owy. że po upływie 4 y2 m iliarda lat początkowa ilość tego pierw iastka zmniejsza się do połowy w skutek ustawicznego rozpadu jego atom ów.5 dni. k tó ry stanowi pewną odm ianę ołowiu. p r a ­ szczura szeregu uranowego. odpowiednio do tego jego ciężar atom ow y jest o 32 niższy od ciężaru atomowego u ra n u I (206 zam iast 238). zwane r a ­ dami A . nieco trwalszy. co m ożna było stwierdzić bezpośrednio. w sz y stk ie p o z o sta łe n a to m ia st — p rzem ia n ie/? . przez ogółem 8 przem ian a i 6 przem ian fi. rad G. że każdy pierwiastek danego szeregu pow staje z poprzedza­ jącego go w tym szeregu za pośrednictw em przem iany a lub fi.250 Zasady fizyki w y ją tk a m i. m a czas przepołowienia rów ny tylko 3. E i F . R ad F. Czas przepołowienia rad u wynosi 1580 lat. Uran I ma ciężar atom ow y 238 i ta k zw any czas przepołowienia rów ny 4 ]/2 m iliarda lat. B . je s t z n a n y również pod nazw ą polonu. D . U ran I należy więc do długowiecznych pierwiastków promienio­ twórczych. . N a 1 0000 a to m ó w rad u C c z te r y p o d le g a ją p r z em ia n ie a. od niego z kolei prow adzą dwie następujące po sobie p rzem iany a w prost do radu. C . u ran II. zaś liczba porządkow a ołowiu uranowego wynosi 82. a więc trw ały. Za pośrednictw em jednej przem iany a i n a stę ­ pujących po niej dwóch przem ian /? powstaje z ur anu 1 znacznie krócej żyjący i dlatego rzadszy izotop jego. O sta te c z n ie je d n a k w s z y s tk ie a to m y radu C p rzech od zą w a to m y rad u D . cięższego z dwu izotopów pierw iastka o liczbie porządkowej 92. em anacja radow a lub r a ­ don. Pow staje on z uranu I. gdyż jego czas przepołowienia wynosi 136.8 d n ia. ustawić w trz y szeregi przem ian. oznacza to. przez przem ianę a pow staje z niego niepro- mieniotwórczy już. a więc jest o 10 mniejsza od liczby porządkowej u ranu (92)^ 1 P rzy ra d zie C za c h o d z i r o z g a łę z ie n ie szereg u p rzem ia n .

ja k stw ier d z o n o w roku 1933. wynoszącą od 5 % do 7 % prędkości światła. rozd z. Prom ienie a. (U w . w y rz u ­ cane z rozpadającego się jąd ra . cząstki a oraz noszące miano cząstek fi elektrony. pochodzące z jednego pier­ w iastka promieniotwórczego.1 Poza tym i trzem a szeregami w ła­ sności promieniotwórcze p o siad ają jeszcze pierwiastki potas i rubid. pierw iastka o liczbie porządkowej 91. w yw odzący się z pro- t a k ty n u .2 Czasy przepołowienia pierw iast­ ków prom ieniotwórczych w a h a ją się od mniej więcej bilio­ nowej części se kundy w w y p a d k u toru C. 2 N a sz c z e g ó ln ą u w a g ę za słu g u je fa k t. k tó r y z n a jd u je m y ja k o d o m ie sz k ę w uranie. 3 P or. zwanej zasięgiem. Promieniowanie. dalej sa m a r i niektóre inne ziemie rzadkie oraz. posiadają określoną prędkość początkową.3 nios. jak się zdaje.) .4 Gdy p ro ­ mienie a przechodzą przez powietrze lub inne sub­ stancje. uran Y . p o c h o d zą c e z je d n e g o p ierw ia stk a . zależnie od rodzaju przem iany. j a k już w spom niano wyżej. również i beryl. Cząstki a. Promieniotwórczość 251 Dużo analogii z szeregiem uran o w y m w y kazują dwa po­ zostałe szeregi. szereg torow y. pochodzący od to ru o liczbie porządkowej 90 i szereg aktynow y. c h a ra k te ry z u ją c ą ten pierwiastek. lecz pon a d to również bardzo krótkofalow e promieniowanie rentgenowskie. iz o to p toru . w po­ wietrzu zasięg cząstek a różnych pierwiastków prom ie­ 1 S u b sta n c jfi m a c ie r z y stą p r o ta k ty n u je s t p r a w d o p o d o b n ie tz w . sam ar oraz b ery l w y s y ła ją p ro m ien ie a. m a ją w sz y stk ie tę sa m ą p ręd k o ść. że. tł. w y ­ k a z a ły jed n a k . 59. ten ostatni szereg stanowi praw dopodobnie pewne odgałęzienie sze­ regu uranow o-radowego. do około biliona lat w w y p a d k u potasu i berylu. wychodzące z p re p a ra tó w promienio­ twórczych. zawiera nie tylko. działanie ich u staje raptow nie po przebyciu pewnej określonej odległości.i do­ d a tn i ład u n e k elektryczny i opuszczają substancję pro­ mieniotwórczą z prędkością. zwane prom ieniam i gamma. 1 D o k ła d n e b a d a n ia p rzep ro w a d zo n e w c ią g u o sta tn ic h la t. że n ie z a w sz e c z ą stk i a.

m a ją bardzo małe długości fali. W przeciwieństwie do naładow a­ nych elektrycznie cząstek a i /?. Na fotografii widać wyraźnie. G ru p a torów cząstek U.252 Zasady fizyki niotw órczych wynosi od 2 % do 11% cm. prócz tego widzimy jeden to r cząstki a o szczególnie du ż y m za­ sięgu. że liczba w ysyłanych w pew nym określonym czasie kw a n tó w prom ieni y jest rów na liczbie atom ów.10'11 cm) co odpowiada napięciu około dwóch milionów woltów. cały u ran przem ienia się stopniowo w izotop 1 P or. 71 po k a ­ zuje tego rodzaju zdjęcie promieni a. Zjawiska promieniotwórcze nastrę cz a ją interesującą możliwość w yznaczenia wieku ziem i. posiadają prędkości. wychodzących z to ru C. N a ogół zasięg jest ty m większy. im prędszem u rozpadowi podlega źródło pro ­ mieni a. jak już w spom nia­ no w yżej. Promienie ¿9. promienie y nie są odchy­ lane w polu m agnetycznym . jako w yjątkow o tw arde promienie rentgenowskie. Za pom ocą wilsonowskiej m eto d y sm ug mgły1 m ożna wyznaczyć dłu­ gość zasięgu bezpośrednio na fotografii. Rys. Rys. J a k ju ż zaznaczono uprzednio. że p r e p a r a t wysyła dwa rodzaje promieni a o różnych zasięgach. rozdz. . Promienie y. 60. D okładne p om iary w ykazały. schodzące aż do 0. 71. ro zp a dających się w preparacie w ty m sa m y m czasie. z to ru C.006 A (czyli 6. zbliżające się niekiedy aż do prędkości światła.

gdy na powierzchni ziemi w ytw orzyła się stała skorupa. Promieniotwórczość 253 ołowiu. Drogą ogrzewania m ożna wypędzić gaz z m inerału. 76. . k tóre na pewno nie należały do naszego układu słonecznego (o czym m ożna było sądzić z hyperbolicznej postaci ich toru) leży również w granicach od połowy do trzech miliardów lat. z ilości zawartego w nich helu. Na wiek m inerałów uranow ych z n a jd u jem y zatem na tej drodze wartości. a następnie po zo­ bojętnieniu elektrycznym pozostają w minerale w postaci atom ów helu. co i wiek ziemi. tak. mniej jed n a k dokładnie. że wiek takich na w e t m eteorów. W iek m inerałów prom ieniotwórczych m ożna również wyznaczyć. Istotnie. Ten wysoce nieoczekiw any w ynik pozwalałby zatem przy­ puszczać. k tó re zostają przeważnie zaham ow ane w minerale. że wiek wszechświata jest tego samego rzędu wielkości. Hel ten tw orzy się z cząstek a. rozd z. ja k a jego ilość powstała z uranu.1 1 P or. a następnie zebrać go i zmierzyć jego ilość. ja k a zaś znajdow ała się od po­ czątku w minerale uranow ym w postaci zwykłego ołowiu. Ponieważ ołów stanowi nierozpadający się już dalej p r o d u k t końcowy szeregu uranowego. że praw dopodobnie 2 m iliardy la t minęło już od czasu. k tó ry różni się jednakże od „zwykłego“ ołowiu swym ciężarem atom ow ym . Analizy w ykazały. Doprowadziły go one do w yniku. wobec tego m inerały uranowe o wieku 800 milionów l a t m u ­ siałyby zawierać 10% ołowiu uranowego itd. wszystkie m inerały uranowe zaw ierają ołów. że zaw artość ołowiu uranowego sięgać może aż do mniej więcej 2 3 % zawartości uranu. wyznaczenie ciężaru atomowego tego ołowiu pozwala n a ty c h m ia s t wywnioskować. dochodzące aż do około 1850 milionów lat. P a n e t h zdołał przeprowadzić t ą m eto d ą niezmiernie cie­ kawe określenia wieku meteorów. Ze zna­ nego czasu przepołowienia u ranu wynika. że w przeciągu około 80 milionów la t rozpada się 1 % początkowo danej ilości uranu.

m asa 14) zamienia jeden proton (ładunek 1. opierając się na wiel­ kości ich zasięgu oraz odchylenia ich torów w polach elektrycznym i m agnetycznym . W idzim y n a nim. R uth e rfo rd zdołał wyzwolić z ją d e r azotu jądra wodoru. zatem po zobojętnieniu powinniśm y otrzym ać w wyniku atom izotopu tlenu o ciężarze a to ­ m owym 17 (ładunek 8). k tó ra w yrzuca proton z ją d ra azotu. B o m b a rd u ją c azot cząstkam i a. krótsza gałąź — t o r odrzuconego wstecz pozbawionego protonu ją d ra azotu. W obec rzadkości tak ic h procesów należało w ykonać zdjęcia torów kilkuset tysięcy cząstek a. B ra k trzeciej jeszcze gałęzi w skazuje na to. Rys. K ilka l a t później powiodło się B l a c k e t t o w i przez za­ stosowanie m eto d y W ilsona sfotografować bezpośrednio a k ty rozbijania jąder. wywołało to słusznie nie­ zwykle wielkie wrażenie. że cząstka a. m asa 1) na cząstkę a (ładunek 2. W dalszych doświadczeniach udało się R u t h e r f o r d o ­ . czyli protony. układające się w szeregi przem ian. Długa cienka gałąź przedstaw ia to r pro­ tonu. m asa 4). Gdy więc w r. j a k ślad cząstki a rozgałęzia się w dwóch kierunkach. p o n a d to podlegają im. wyrzuconego z rozbitego ją d ra azotu. ażeby otrzym ać fotografie kilku w ypadków rzeczywiste­ go rozbicia. sam a p r a ­ w dopodobnie pozostaje w ty m jądrze. 72 przedstaw ia przykład takiego zdjęcia. — tylko pierwiastki o najw yższym ciężarze atom ow ym . co mógł stwierdzić. 1919 R u t h e r f o r d po raz pierwszy dokonał rozbicia alomu pier­ w iastka na drodze sztucznej. LX\ R O Z B I J A N I E ATOM ÓW Promieniotwórcze przem iany pierwiastków stanow ią procesy. Ponieważ w pro­ cesie ty m pierwotne jądro azotu (ładunek 7. przebiegające spontanicznie i nie poddające się ż adnym wpływom zew nętrznym .— przynajm niej o ile chodzi o przem iany promieniotwórcze. p rzy czym był to pierwiastek o niskiej liczbie porządkow ej.

. Cockcroft i W a lto n mogli zauważyć emisję cząstek a z litu już p rzy użyciu protonów przyspieszanych n apię­ ciem 30. posiada­ jących prędkość. Ze w zrostem napięcia zwiększa się 1 R ad C1 p o w sta je za p o śre d n ic tw em p r z e m ia n y z radu C i p rzech o d zi n a stę p n ie w rad D p rzez p rzem ia n ę a. p a d a na lii. Gdy strum ień powolnych p ro to ­ nów. iż mniej więcej jeden n a sto milionów protonów przenika do ją d ra litu. w ysyłanym przez p r e p a r a ty promieniotwórcze. jak również K i r s c h o w i i P e t t e r - s s o n o w i rozbić jeszcze liczne inne pierwiastki. ko w i. i wyswobodzić z nich protony. W roku 1932 C o c k c r o f t i W alton niespodziewanie wykryli. odpow iadający prądow i o natężeniu jednej milionowej a m pera. stanow ią bardzo sku­ teczny środek wywoływania p rzem ian pierwiastków .ha dwie. J a k o środek do rozbijania służyły początkowo cząstki a (mianowicie szczególnie p ręd­ kie cząstki. przez to m asa tego ją d ra zwiększa się z 7 na 8. Można sądzić. po czym rozpada się ono na dwie cząstki a. wysyłane przez ra d C’1) jednakże za ich po­ średnictw em m ożna było ro­ zbijać tylko nieliczne ato m y i nigdy nie udało się uzyskać większych wydajności. a przede w szystkim pierwiastki o niskim ciężarze atom ow ym . wytworzone sztucznie w wo­ dorze. zostaje wówczas w yrzucona z litu duża liczba cząstek a. że stosunkowo po­ wolne promienie protonowe. Rozbijanie atomów 255 w i i ('.000 woltów. odpow iadającą najszybszym cząstkom a.

ro zd z. 6 6). ty m w ię k sz a je s t siła o d p y c h a n ia . zbadane przez B rascha i Langego. również i ciężki pier­ w iastek ołów.256 Z asady fizyki szybko liczba w yrzucanych cząstek a. P róby. wywoływały rozpad od dziesięciu do stu milionów atom ów litu. ja k ie w y w ie r a d o d a tn io n a ła d o w a n e ją d ro a to m o w e n a z b liż a ją c y się p ro to n lub c z ą stk ę a. Co się tyczy natężenia promieni. uzyskanych wówczas przez ty ch badaczy. jakie byłoby wysyłane przez kilka tysięcy kilogramów radu. Promienie katodow e o ta k wysokim napięciu mogą prze­ biec w powietrzu drogę około 10 m etrów. co było dość nieoczekiwane. p rzy czym jądro boru po w bi­ ciu weń pro to n u rozpada się na trz y cząstki a. k tórzy stosowali chwilowe napięcie 2. ż e w w y p a d k u r o zb ija n ia o ło w iu za c h o d z i w ła śc iw ie zja w isk o w tó r n e . 1 Im w y ż sz a je s t ch em icz n a liczb a p o rzą d k o w a (a w raz z n ią i ciężar a to m o w y ). sięgającym kilkuset świec. dały się rozbić.4 milionów woltów. M ożliw e je s t z a te m . wytw orzone w czasie je d ­ nego w yładowania. dorów ny­ wały one prawie swą tw ardością promieniow aniu radu. gdy napięcie sięgało 2. dorównywało już ono natężeniu pro­ mieniowania. Również i ato m y boru o masie równej 11 są w znacznej mierze i-ozbijane przez promienie protonowe. w y w o ła n e p rzez w y r z u co n e p o c z ą tk o w o n e u tr o n y (p or. K ryształ szpatu islandzkiego zostaje pobudzony przez takie promienie do bardzo silnego świecenia o natężeniu. godzinami jeszcze m ożna następnie czy­ tać w świetle fosforescencji takiego kryształu.4 milionów woltów. gdy tym czasem cały św iatow y zapas r adu wynosi dzisiaj zaledwie około połowy kilograma.1 Stosując swe w yjątkow o wysokie napięcia Brasch i Lange zdołali następnie również otrzym ać niezwykle prze­ nikliwe i intensyw ne promienie katodow e i rentgenowskie. . z którego w yrzucane były cząstki a o szcze­ gólnie dużym zasięgu. Praw ie wszystkie pierwiastki. wśród nich. W doświadczeniach ty ch autorów promienie protonowe. O wiele jeszcze większe wydajności niż Cockcroft i W al- ton osiągnęli B r a s c h i L a n g e .

że wynikiem przem iany jest zmniejszenie m asy o 3 jednostki przy jednoczesnym obniżeniu liczby po rzą d ­ 1 Ś red n ica a to m u w o d o ru je s t ok o ło 1 0 . dokonane w r. bom bardowanego cząstkam i a. te bowiem posiadają stosunkowo dużą objętość1 i wobec tego bardzo m ały zasięg. tak. nie doznają one odpychania. nie mogą więc oczywiście wchodzić tu ta j w grę zwykłe obojętne a to m y wodoru. są obecnie w toku w rozm aitych za­ kładach badawczych. Neutron i dodatni elektron 257 zmierzające do wytworzenia napięć. trafiając w dodatnio n ałado­ wane jądro atomowe. dotyczyły one neutronu i dodatniego elektronu. wsławionej odkryciem radu) i J o l i o t . Niezależnie od Chadwieka podobne wyniki uzyskali I r e n a C u r i e (córka pani Curie-Sklodowskiej. okazały się nadzwyczaj skutecznym środ­ kiem wywoływania przem ian atomów. w yrzucane są pewne cząstki. p rzy czym masa ich jest prawie równa masie protonu. że z berylu. Posiadają one wysoką przenikliwość. Z początkiem tego roku C h a d - w i c k wykrył. Przyczyna tego leży praw dopodobnie w tym . że.0 0 0 r a zy w ię k sz a od śr ed n icy p ro to n u c z y też c z ą stk i a. zwane dzisiaj powszech­ nie neutronam i. LXVI N E U T R O N I D O DA TNI E L E K T R O N Aż do roku 1932 powszechnie uważano za podstawowe cegiełki m aterii ujem nie naładow any elektron i 1838 razy cięższy dodatni proton. N e u tro n y w yrzucają z atom ów azotu i tlenu bardzo szybkie cząstki a. To głęboko zakorzenione w yo­ brażenie zostało jednakże obalone przez dwa sensacyjne odkrycia. jakie­ m u podlegają dodatnie p ro to n y lub cząstki a. dochodzących do 10 milionów woltów. Te nienaładow ane cząsteczki. 1932. Zasady fizyki . które nie są naładowane elektrycznie.

niż odkrycie neutronu.1 Możemy uważać n e u tro n y za a to m y pierw iastka o liczbie porządkowej zero. A nder­ son był w stanie stwierdzić. wielkości zakrzywień ich torów w polu m a ­ gnetycznym i wreszcie kierunki ty c h zakrzywień (przy czym znany był również kierunek biegu cząstek). że istnieją wśród nich cząstki. promieniowanie to.258 Zasady fizyki kowej o dwie jedn ostki. foto- 1 N eu tro n m a m a sę 1 i ła d u n e k 0. n a to m ia s t c z ą stk a a m a sę 4 i ła d u n ek 2. któ ry m b rak zatem zupełnie „układu p la n e t“ . k tóre praw dopo­ dobnie pochodzi z przestrzeni kosmicznych. 1933 m etodę. w ytw a rz an y c h praw dopodobnie wtórnie przez działanie promieni kosmicznych. pozwala­ jąc ą auto m a ty c z n ie fotografować t o r y przenikliwych pro­ mieni. 1912. nie posiadające żadnego w ogóle elektronu. W ykrycie dodatniego e- lektronu było wynikiem b a d a ń n a d tzw. Jeszcze większe bodaj wrażenie. naładow anych elek­ trycznie i obdarzonych olbrzym ią energią. m asa n a to m ia s t — masie elektronu. W sk u te k tego cząstki te mogą przenikać p ły ty ołowiane o grubości dochodzącej do 10 m etrów . zostało w y­ k ry te przez H e s s a jeszcze w r. któ ry c h ładunek odpowiada d o d atniem u ładunkow i ele­ m e n ta rn e m u . dokonane w r. B la­ c k e tt i Occhialini wynaleźli w r. odpow iadającą napięciom od 200 milionów do 10 m iliardów woltów. . Na jeden c e n ty ­ m e tr k w a d ra to w y powierzchni ziemi p a d a przeciętnie ze w szystkich kierunków w przybliżeniu 1 % cząstki „kos­ m icznej“ na sekundę. J a k w iem y dzisiaj. przebiegających przez kom orę Wilsonowską. prom ieniowa­ niem kosm icznym . A ndersonowi udało się sfotografować w spom inaną już często m e to d ą W ilsona to ry naładow anych elektrycznie cząstek. są to więc atom y. składa się ono głównie z cząstek. wywołało odkrycie dodatniego elektronu. P orów nyw ając zasięgi ty c h cząstek. 1932 przez A n d e r s o n a i potwierdzone następnie przez B l a c k e t t a i O c c h i a l i n i e g o .

ja k go nazwano później. a mianowicie przem iana świa­ 17* . p rzy czym zachodzi wówczas rzeczy­ wista materializacja świalla. -Neutron i dodatni elektron 259 grafie te potw ierdzają odkrycie Andersona. że w procesie ty m k w a n ty promieni y o d d a ją swą ener­ gię na wytw orzenie p a r y elektronów : elektronu do­ datniego i ujem nego. (Należy zwrócić uwagę na półkole u góry na prawo). 73. positronu. zostało w zupełności ugruntow ane. 73. a następnie I r e n a C u r i e i L i z a M e i t n e r . Dośw iadczalne wykazanie istnienia elektronu dodatniego. gdy Rys. zauważyli występow anie d odatnich elektronów również i w w a ru n k a ch czysto la b o ra to ry jn y c h pod działaniem bardzo tw ardych promieni y. Istnienie dodatniego elektronu czy też. przede w szystkim sam Anderson. Pokazało się wyraźnie. rozmaici badacze. w ciągu 1933 r. J e d n ą z nich w idzim y na rys.

magnez czy też glin. Znaleźli oni mianowicie. wysyłane przez promienio­ tw órczy polon. krzem u lub fosforu. W doświadczeniach ty ch po raz pierwszy zaszedł w ypadek stwierdzenia metodami chem icznym i sztucznej przem iany pierw iastka. Czas przepołowienia otrzym anego w te n sposób „ ra d ioazotu“ wynosi 14 m inut.1 Odwrotnie. ato m y azotu. przy czym zostają wyzwolone positrony. Stwierdzenie tego faktu doprow a­ dziło Irenę Curie i J o l i o f a do zadziwiającego odkrycia. jak znalazł Joliot. przy czym p ro to n y stanow ią p rzy­ puszczalnie połączenia neutronów z positronam i. 1933 po raz pierwszy m ożna było rzeczywiście zaobserwować za­ równo sztuczne tworzenie m aterii. że positrony m ogą istnieć trw ale jedynie we­ w n ą trz ją d e r atom ów. podobnie do glinu zachow ują się również magnez i bor. Szczególnie w ydajne źródło positronów uzyskujem y. Promienie a. osadzając polon na glinie i przykryw ając go znów glinem. W ydaje się. po­ w s ta ją promieniotwórcze. rozbijają a to m y glinu. a mianowicie w pewne c h a ra k te r y ­ styczne tw arde promienie X. czy bom bardow ano cząstkam i a bor. radiokrzem u 3 % i wreszcie radiofosforu — 2 % m inuty. W ten sposób w r. (wysyłające positrony). 1 P o tr z e b n a do te g o m in im a ln a en erg ia o k a z u je się rów n a w ła sn ej en ergii pary e le k tr o n ó w (p or. P rz y pom ocy stosow nych m etod chemicznych Irena Curie i Jo lio t byli w stanie wykazać. ja k i jej zanikanie. ro zd z. doświadczenie wykazało rów ­ nież. że listek aluminiowy. że powstające w ten sposób swobodne positrony nie są trwałe i po k ró tk im czasie każdy z nich podlega znów demalerializacji wraz z jakim ś n a p o tk a n y m elektronem u jem nym . dzięki k tórem u poznano zupełnie nowy rodzaj prom ienio­ twórczości. . 75). p rzy czym obie te cząstki przekształcają się w promieniowanie. p o d d a n y działaniu promieni a p r e p a ra tu polonu. stanowiące nieznane poprzednio nietrwałe izotopy ty ch pierwiastków.260 Zasady fizyki tła w m aterię. wyrzuca w dalszym ciągu positrony naw et po usunięciu p rep a ra tu . zależnie od tego. że.

Poziom y energetyczne atomów 261

W r. 1934 udało się następnie F e r m i e m u wywołać
sztuczną promieniotwórczość (wysyłanie promieni fi) przez
bom bardow anie rozm aitych pierwiastków neutronam i.
Silne efekty występow ały np. w żelazie, chlorze, srebrze,
jodzie i chromie, przy czym radiopierwiastki, powstające
przez przem ianę ty ch pierwiastków, m a ją czasy przepo­
łowienia wynoszące od p a ru sekund do p aru godzin.

LXVII
PO Z IO M Y E N E R G E T Y C Z N E ATOMÓW

Procesy, zachodzące w jądrach atom ow ych, są zwią­
zane, ja k już widzieliśmy, z w ym ianam i stosunkowo ol­
brzym ich ilości energii, czy to wówczas, gdy doprow a­
d zam y energię z zewnątrz, wywołując sztucznie przem iany
atom ów, czy też gdy energia zostaje wyzwolona w prze­
biegających sam orzutnie procesach jądrow ych. Jeśli bę­
dziemy w yrażać energię, ja k to zostało przyjęte w fizyce
atom owej, w elektronow oltach, czyli m ierzyć ją ilością
woltów, ja k ą m usiałby przebiec elektron, ab y uzyskać
daną energię,1 m ożem y powiedzieć, że w procesach ją ­
drowych m a m y prawie zawsze do czynienia przynajm niej
z dziesiątkami tysięcy, albo setkam i tysięcy, albo też
naw et milionami elektronowoltów.
Znacznie mniejsze są ilości energii, wchodzące w ra ­
chubę w procesach, dotyczących układu planetarnego
atom u, czyli tzw. „powłoki zewnętrznej atom u“] odpo­
w iadają im na ogół ilości elektronowoltów, wynoszące od
1 do 100. Istnieje pewna prosta m etoda wywoływania zmian
w powłoce atom owej, szczególnie n a d ająca się do w y m a ­
gań fizyki atom owej. Poprzez gaz lub parę, której a to m y
chcem y zbadać, przepuszcza się wiązkę „pow olnych“
1 Z god n ie z za sa d ą za c h o w a n ia en ergii, en ergia k in e ty c z n a
elek tro n u , k tó r y p rzeb ieg ł p ew n e o k reślo n e n a p ięcie, rów na się
ilo c z y n o w i te g o n a p ięcia p rzez ła d u n ek elek tro n u .

262 Zasady fizyki

swobodnych elektronów, w skutek czego zostają wywołane
zderzenia pom iędzy ty m i elektronam i i atom am i. Można
bardzo dokładnie mierzyć zachodzące przy tak ic h zde­
rzeniach s tr a ty energii elektronów, k tó ry m odpow iadają
równe co do w artości p rzy ro sty energii atom ów .1
B adania „zderzeń elektronowych“, przeprowadzone przez
F r a n c k a i G ustaw a H e r t z a , ujaw niły w r. 1913 bardzo
w ażny fakt, że a to m nie może pobierać dowolnych ilości
energii, lecz tylko pewne ilości ściśle określone. Przede
w szystkim je d n a k doświadczenia te w ykazały, że, o ile
nie zachodzą jakieś anorm alne w arunki (jak np. wysoka
tem p e ra tu ra ), o ile zatem, ja k to przyjęto mówić, atom
znajduje się „w stanie n o rm a ln y m “ , nie może on w ogóle
pobierać ilości energii, leżących poniżej pewnego określo­
nego m inim um . To m inim um zostało nazwane energią
pobudzenia danego pierwiastka. Znaleziono np., że w artość
jej w yrażona w elektronow oltach, wynosi dla sodu 2,1
zaś dla rtęci 4,9.
Za pom ocą zderzeń atom ow ych m ożna było w yznaczyć
bardzo dokładnie dla wielu pierw iastków również i tę
energię, jakiej należy udzielić atomowi, znajdującem u się
w stanie norm alnym , a b y oderwać od niego elektron,
oczywiście ten, k tó ry jest najsłabiej z nim związany, a b y
więc, ja k m ówimy, zjonizować ten atom . Energia jonizacji
wynosi np. dla sodu 5,1, zaś dla rtęci 10,3 elektrono wolta.
Z faktu, że energia jonizacji zawsze okazuje się większa
od energii pobudzenia, w ynika wyraźnie, że w stanie po­
budzonym a to m zawiera wprawdzie wszystkie elektrony,
lecz przynajm niej jeden z nich związany jest wówczas
słabiej, niż w stanie norm alnym . Obserwacje zderzeń
elektronowych u jaw niają dalej istnienie pewnych c h a ra k ­
tery stycznych dla różnych atom ów ilości elektronowol-
tów również i pom iędzy wartościam i energii pobudzenia
a energii jonizacji.
1 R o z str z y g a ją c e z n a c z e n ie m a lu la j fa k t, że m a sa ele k tr o n u
je s t b ard zo m ała w p o ró w n a n iu z m a są a to m u .

Poziom y energetyczne atomów 263

Okazuje się więc, że w k a ż d y m atom ie pierw iastka
chemicznego poza stanem norm alnym możliwy jest jesz­
cze cały szereg stanów „wyższych“ , przy czym każdy
z nich je s t scharakteryzow any przez pewną zupełnie okre­
śloną w artość energii, o k tó rą energia jego przewyższa
energię sta n u normalnego. W czym je d n a k leży głębsza
przyczyna tego osobliwego występowania poziomów energii
w atom ie? Odpowiedź na to p ytanie dało zrozumienie bu­
dowy najprostszego z atom ów, ato m u wodoru.
J u ż w roku 1910 a u to r niniejszej książki rozwinął po­
gląd, że budowa atomów musi zależeć od elementarnego
kw antu działania. W ten sposób udało m u się wówczas
znaleźć zależność, w iążącą podstaw ow ą stałą spektro­
skopii (tzw. stałą R ydberga, o której będzie jeszcze
niżej mowa) z elektrycznym ładunkiem elem entarnym
i z elem entarnym k w a n te m działania. Rozw ażania te
uzyskały doskonalszą postać dopiero w tedy, gdy B o h r
zastosował je w r. 1913 do powstałego na krótko przed­
tem Rutherfordowskiego modelu a to m u .1
Bohr założył, że w R utherfordow skim modelu atomu
wodoru iloczyn m asy krążącego elektronu przez jego
prędkość i przez obwód toru równa się elem entarnem u
kw antowi działania.2 Z akładając ponadto, że siła p rzy­
ciągania elektrycznego pom iędzy jądrem , a obiegającym
je dookoła elektronem , dokładnie równoważy silę od­
środkową, otrz y m ał B ohr zupełnie określone wartości na
promień normalnego atom u wodoru oraz prędkość ruchu
elektronu. W edług Bohra w artość prom ienia normalnego
ato m u wodoru jest równa 5,3.10"9 cm, zaś prędkość
elektronu wynosi 0,73% prędkości światła, a więc osiąga
w artość 2.188 km na sekundę.
B ohr przyjął dalej, że prócz sta n u norm alnego istnieje
jeszcze szereg anorm alnych stanów ato m u wodoru, dla
któ ry c h iloczyn m asy elektronu przez jego prędkość i przez
1 P o r. rozd z. 60.
2 G d y a to m je s t w s ta n ie n o r m a ln y m (u w . tł.).

264 Zasady fizyki

obwód jego to ru nie równa się elem entarnem u kwantowi
działania, lecz pewnej jego całkowitej wielokrotności. Odpo­
wiednią liczbę całkowitą nazwano liczbą kwantową. A więc
tor elektronu, znajdującego się w stanie norm alnym we­
w n ą trz ato m u wodoru, jest jednokw antow y, gdy n a to m ia s t
atom ten jest w jed n y m ze stanów anorm alnych, to r ten
może być dwu-, trój-, cztero-, pięcio-kwantowy itd. Dalsze
obliczenia w ykazują, że w atom ie wodoru różnica energii
pom iędzy dwom a sta n a m i o różnych liczbach kw antow ych
równa się energii jonizacji atom u, pomnożonej przez róż­
nicę odwrotności k w a d ra tó w odpowiednich liczb k w a n ­
towych. T a k np. różnica energii pom iędzy stanam i trój-
kw antow ym a d w u kw antow ym wynosi 5/36 energii joni­
zacji, ponieważ 5/36 równa się (% )2— (% )2-

LXVIII
T E O R I A K W A N T O W A W ID M

Gdy atom powraca ze sta n u wyższego, bogatszego w e-
nergię, do sta n u normalnego, m ożem y oczekiwać, że, jeśli
n a w e t nie zawsze, to je d n a k często n a d m ia r energii zo­
stanie wijprom ieniow any w postaci kw antu świetlnego. To
samo m ożem y również przyjąć i w w ypa d k u , gdy zacho­
dzi przejście pom iędzy dwom a stanam i anorm alnym i. W ią ­
żąc więc w ten sposób pojęcie kw an tu świetlnego z istnie­
niem poziomów energetycznych w atom ie uzyskujem y n a ­
ty c h m ia s t wyjaśnienie zasadniczego faktu doświadczal­
nego, że k a ż d y pierwiastek w ykazuje pewne jem u tylko
właściwe widmo prążkowe.1 Ponieważ bowiem zgodnie
z zasadą zachow ania energii i hipotezą kw a n tó w świetl­
nych częstość drgań wyprom ieniowanego k w a n tu świetl­
nego musi być równa różnicy energii dwu poziomów, po­
dzielonej przez stałą uniw ersalną — e lem entarny k w a n t
działania, zbiorowi p a r poziomów energetycznych odpo­
1 P or. rozd z. 8.

Teoria kwantowa widm 265

w iadać musi oczywiście zbiór w szystkich możliwych czę­
stości drgań prążków. Z prawidłowości, jakim podlegają
poziom y energetyczne, m uszą zatem w ynikać pewne okre­
ślone prawidłowości widm ; pierwszą prawidłowość tego
rodzaju w ykrył już w roku 1885 B a l m e r w widmie wo­
doru.
Balm er znalazł pewną p ro stą zależność liczbową po­
między długościami fal czterech należących do obszaru
widzialnego prążków wodoru (prążków czerwonego, nie­
bieskiego i dwu fiołkowych).1 W późniejszym, rozszerzo­
nym , ujęciu prawo Balm era, do którego prążki wodoru
stosują się zadziwiająco dokładnie, orzeka, że częstość
drgań jakiegoś prążka wodoru jest zawsze równa pewnej
stałej uniwersalnej, tzw. sialej Rydberga, pomnożonej
przez różnicę dwóch odwrotności k w a dratów prostych
liczb całkowitych. Z n a jdujem y np., że częstość drgań czer­
wonego prążka w odoru stanowi 5/36 stałej R ydberga.
Na podstaw ie tego, co zostało powiedziane w końcu po­
przedniego rozdziału, widzimy, że sformułowana znacznie
później teoria Bohra w yjaśnia w zupełności prawo B al­
m era. S tw ierdzam y jednocześnie, że czerwony prążek
wodoru zostaje w ysłany przez atom , k tó ry przechodzi ze
sta n u trój kw antowego do sta n u dwukw antow ego. Nie­
bieski prążek powstaje, gdy elektron zmienia to r cztero-
kw antow y na d w ukw antow y itd. W odw rotny sposób
pow stają prążki absorbcyjne; np. ten, k tó ry odpowiada
prążkowi czerwonemu, pow staje przez „podniesienie“ elek­
tronu z to ru dw ukw antow ego na trój kw antow y.
Zespół ty ch prążków wodoru, które są wysyłane dzięki
przejściu a to m u ze sta n u o większej ilości kw antów do stanu
dw ukw antow ego stanowi t a k zwaną opty cz n ą lub B alm e-
rowską serię wodoru. Z praw a Balm era wynika, że prążki
te m uszą się skupiać ku pewnej granicy, której częstość
drgań równa je s t jednej czwartej stałej R ydberga; granicy

1 P or. p op rzed n i ry s. 9.

266 Zasady fizyk i

tej odpowiada zatem długość fali, wynosząca 3.647 A, a więc
należąca już do nadfioletu. Rys. 74 przedstaw ia zdjęcie
fotograficzne serii Balm era, na k tó ry m wyraźnie je s t wi­
doczne zbieganie się prążków ku granicy. Przez przejście
a to m u ze stanów wielo kw antow ych do normalnego stanu
jednokw antow ego pow staje seria wodoru, leżąca w dalekim
nadfiolecie, co się zaś tyczy tych seryj, które są związane
z przejściami do stanów trój,- cztero-, czy też pięciokwan-

Rys. 74. Seria B alm era w prążkow ym w idm ie w odoru.

towego i które również m ożna już było zaobserwować,
należą one do podczerwieni.
Obok w idm a w odoru dużą przejrzystością swej b u ­
dowy w yróżniają się jeszcze w idm a metali alkalicznych
ja k np. sodu lub potasu. Przejrzystość tę zawdzięczam y
najpraw dopodobniej tem u, że w a to m a ch ty c h pierwiast­
ków (na co zresztą wskazuje również ich zachowanie się
chemiczne) jeden elektron je s t związany szczególnie słabo.
Serie prążków m etali alkalicznych d a ją się również opisać
przy pom ocy formuł, w k tórych podstaw ow ą rolę odgrywa
ta sam a stała, co i w widmie wodoru (tzw. stała R yd-
berga). Rys. 75 przedstaw ia dla przykładu część widm a
potasu.
Zespól prążków w w idm ach metali alkalicznych jest
znacznie bogatszy, niż w widmie wodoru; uporządkow anie
tych prążków doprowadziło do wniosku, że do sc h ara k te ­
ryzowania toru elektronowego nie w ystarcza podanie
jednej tylko liczby kw antow ej; trzeba jeszcze ponadto
odróżnić, ja k się to mówi, używając uzasadnionej histo­
rycznie terminologii, czy jest to „tor s, tor p, tor d c zy też

T eoria kwantowa widm 267

to r / “ . (Litery te stoją na początku nazw scharf (ostra),
prinzipal (główna), diffus (rozm yta) i fu n d am e n ta l (pod­
stawowa), k tóre nadano różnym seriom ).1
Decydujące znaczenie dla teorii kw antów
m a fakt, że, ja k w ykazują zgodnie z ob­
serwacją rozważania teoretyczne, stan
jednokw antow y może być tylko stanem s,
s ta n d w ukw antow y s ta n e m s lub p, stan
tró jk w a n to w y — stanem s lub p lub d, zaś
s ta n czterokw antow y — stanem s, lub p,
lub d lub /.2
W idm a pierwiastków drugiej grupy
uk ład u periodycznego, czyli ziem alkalicz­
nych (jak np. wapń), są już znacznie b a r ­
dziej złożone, niż w idm a pierwiastków grupy
pierwszej i w ogóle, im dalej postępujem y
z lewa na praw o3 w układzie periodycz­
nym , n a p o ty k a m y ty m bardziej zagm a­
tw ane zależności. J e d n y m z najw spanial­
szych sukcesów teorii widmowej je s t po­
myślne rozwikłanie budow y wyjątkow o
skomplikow anych widm prążkow ych gazów
szlachetnych i uporządkow anie ich w serie.
Duży postęp w rozwoju teorii widm s ta ­
nowiło zrozumienie w r. 1925 przez dwu
fizyków holenderskich, U h l e n b e c k a
i G o u d s m i t a , że elektronom należy p rzy ­
pisać ruch w irowy dokoła własnej osi i że
dzięki tem u wirowaniu elektrony nabierają
własności m ałych magnesów. Gdy m a m y
dane położenie osi obrotu elektronu, możli­

1 W y r ó ż n ie n ie r o z m a ity c h ro d za jó w sery j o p ty c z n y c h p o p rze­
dziło p o w sta n ie te o r ii k w a n tó w .
2 D la sta n u p ię c io k w a n to w e g o is tn ie je je sz c z e jed n a , p ią ta ,
m o żliw o ść itd .
3 Por. t.abl. 2 w ro zd z. 63.

268 Zasady fizyki

we są jeszcze dwa różne ruchy obrotowe w dwu przeciw­
nych zwrotach, podobnie ja k w w ypadku ziemi, która
przy ty m sam ym położeniu biegunów m ogłaby, zam iast
z zachodu na wschód, obracać się ze wschodu na zachód.
Rozważania, przeprowadzone na podstawie teorii k w a n ­
tów. w ykazują, że energia wiązania elektronu z atom em
zmienia się nieco, gdy zwrot ruchu wirowego elektronu
zmienia się na przeciwny. Liczne prążki widmowe, które
w słabszych przyrządach widm owych w yglądają, jak po­
jedyncze, są właściwie, jak się okazuje w przyrządach-
silniej rozszczepiających, podwójne lub potrójne, lub też
naw et złożone z jeszcze większej liczby sąsiadujących
ze sobą prążków. Uhlenbeck i Goudsm it wykazali, że p rzy ­
czyna tego zjawiska leży we w spom nianych wyżej nieznacz­
nych zm ianach energii, związanych z ruchem wirowym
elektronów. B adanie tej t a k zwanej subtelnej budowy
prążków widm owych jest zadaniem niezwykle tru d n y m ,
w y m agającym dużej bystrości i wielkiej cierpliwości. Za­
gadnienie to zostało je d n a k pomyślnie i całkowicie roz­
wiązane przez fizyków atom ow ych w dwudziestych latach
naszego stulecia.
W najściślejszym związku z zagadnieniem subtelnej
budow y prążków znajduje się badanie zmian, jak im pod­
legają prążki widmowe w polu magnetycznym. W ystępujące
przy ty m „rozszczepienie“ na kilka prążków zostało w y k ry te
przez Z e e m a n a już w r. 1896, zaś bezpośrednio potem
L o r e n t z podał teorię tego zjawiska. Teorię tę dzisiaj
m usim y wprawdzie uznać za niew ystarczającą,1 um oż­
liwiła ona jednakże po raz pierwszy przybliżone w yznacze­
nie m asy elektronu. Zadowalająca i zupełna teoria n a jb a r ­
dziej nawet skomplikow anych w ypadków zjawiska Zeema­
na została stw orzona dopiero na podstawie teorii kw antów

1 .NaLuralnie L oren tz n ic n ie w ie d z ia ł w ó w c z a s o e le m e n ta r n y m
k w a n cie d zia ła n ia , k tó r y z r e sz tą , ja k sie p ó źn iej o k a za ło , n ie w y s t ę ­
p u je w o g ó le w e w z o ra ch , o p isu ją c y c h zja w isk o Z eem an a w jeg o
n a jp ro stszej p o sta ci.

Teoria kwantowa widm 269

przez S o m m e r f e l d a i L a n d e g o w okresie czasu od
1920 do 1925 r. O harmonicznej piękności i precyzji z ja­
wiska mogą dać wyobrażenie dwa zdjęcia, przytoczone
na rys. 76.
J a k w ykazał doświadczalnie na przykładzie wodoru
S t a r k w r. 1913, prążki widmowe podlegają rozszczepieniu
nie tylko w polu m agnetycz­
nym , lecz i w elektrycznym .
O dstępy pom iędzy pow sta­
jąc y m i przez rozszczepie­
nie w polu elektrycznym
„składow ym i“ i pierw ot­
n y m prążkiem stanow ią
dokładne całkowite wielo­
krotności jednej i tej sa-
mej liczby, me w y stę p u ją Rys. 76. Zjawisko Zeemana.
tu je d n a k wszystkie ko­
lejne liczby całkowite, lecz tylko pewne w ybrane „liczby
porządkow e“ , które m ożna obliczyć z góry na podstawie
teorii k w antów .1
T a k np. w w y padku tego z dwóch prążków fiołkowych
wodoru,2 k tó ry leży bliżej prążka niebieskiego, liczby po­
rządkowe m a j ą wartości 0, 3, 7, 10, 13, 17 i 20, jeżeli
obserw ujem y rozszczepienie pa trz ąc w kierunku pola elek­
trycznego, czyli m a m y do czynienia z tzw. zjawiskiem
podłużnym . Należy podkreślić, że te rzeczywiście zaob­
serwowane „liczby porządkow e“ całkowicie zgadzają się
z obliczonymi uprzednio na podstawie teorii kw antów.
Zjawisko S ta rk a na prążkach wodoru stanowi jeden z n a j­
piękniejszych i najbardziej przekonyw ających dowodów,
że wszystkie zjawiska fizyczne w świecie atom ów są rzą­
dzone przez związki pom iędzy liczbami całkowitym i.
W ysyłanie prążków widm owych przez atom musi być
1 J e s t sa m o p rzez się z ro zu m ia le, że te lic z b y p o rzą d k o w e nie
m ają n ic w sp ó ln eg o z lic z b a m i p o rzą d k o w y m i M o se le y ’a.
3 Z azw yczaj o zn a cza się ten p rążek sy m b o le m Iły.

w racają następnie skokam i do sta n u normalnego. wypro- m ieniowując przy ty m energię.270 Zasady fizyki n a tu ra ln ie zawsze poprzedzone przez uprzednie przeprow a­ dzenie a to m u w stan anorm alny. przede w szystkim neon. może w y­ syłać światło widzialne. Znane zjawisko fluorescencji polega na ty m . zaczynają świecić już pod stosunkowo niskim napięciem. P ro m ie n ie t e w y w o łu ją p o w sta w a n ie zorzy po­ larnej (p ó łn o cn ej lu b p o łu d n io w e j). p r z e b ieg a ją ce w o k o lica ch b ie g u n o w y c h . w y ­ c h o d zą ce ze sło ń ca . lub. wyw ołanych przez ruchy cieplne.1 W silnych polach elektrycz­ nych pobudzenie może nastąpić przez uderzenie szybko biegnących jonów. n a o k reślo n e to r y .2 N iektóre gazy szlachetne. A to m y m ogą zostać pobudzone również i przez pochła­ nianie światła. A to m y pobudzone trw a ją zazwyczaj w stanie anor­ m alnym jedynie przez czas niezwykle k ró tk i. że a to m y ciała świecącego. . W ty ch p rzy p a d k a c h m ów im y o świeceniu tem peraturowym . W ten sposób substancja. zachodzi w skutek zderzeń z innym i atom am i. g d y ż . dzięki tem u lam py jarzeniowe wypełnione gazami szlachetnym i znalazły sze­ rokie zastosowanie do celów reklam y świetlnej. w y w o łu ją on e jej św ię c e n ie. p rzen ik a ją c w g łą b a tm o ­ sfery . p rzy czym wyzw alająca się w ty m w y p a d k u energia zostaje zużyta 1 P rzez siln e o g rzew a n ie m o ż n a n a tu r a ln ie w y w o ła ć ró w n ież i jo n iza cję. pobudzenie. naświetlona prom ieniow aniem nadfiołkowym . ja k się zwykle mówi. w k tó ry m posiada on energię większą. na ty m właśnie polega świecenie gazów rozrzedzonych w ru rk a c h do w yładow ań. zwykle „czas pobudzenia“ jest rzędu wielkości zaledwie jednej stumilio- nowej części sekundy. k tóre s ta ją się coraz gwałtowniejsze w m iarę podwyższania te m p e ra tu ry . pobudzone przez naświetlanie. 2 Pole magnetyczne ziem i sk ie r o w u je p ro m ie n ie ele k tro n o w e . niż w stanie norm alnym . Najczęściej takie przejście. Z orze p o la rn e leżą z w y k le na w y so k o śc i ok oło 100 km p o n a d z iem ią . P ow rót ato m u do sta n u normalnego może odbyć się również i bez promieniowania.

że obydwie te wartości zawsze zga­ dzają się ze sobą. Gdy a to m powraca do sta n u normalnego z najbliższego poziomu o większej energii. że iloczyn elem entarnego k w a n tu działania przez częstość drgań wysyłanego prążka widmowego rów ny będzie energii pobudzenia. natomiast trzy różne wartości. w ysyłając przy ty m promienio­ wanie.1 wynika. Można więc w yznaczyć odpowiednią długość fali (np. 1924 P a u l i z p ra ­ widłowości. Budowa atomu 271 jedynie na podwyższenie wewnętrznego zasobu ciepła d a ­ nego ciała. m usim y oczekiwać. ta ostatnia magnetyczna liczba kwantowa może przybierać tylko jedną war­ tość. znanej z do­ świadczeń na d zderzeniami elektronowymi. Jak wskazuje teoria. którą nazwaliśmy tutaj po prostu liczbą kwantową. f. d. L X IX BU D O W A ATOMU Z asady teorii kw antów . że scharakteryzowanie elektronu z punktu widzenia kwantowego wymaga podania czterech różnych liczb kwantowych. druga odpowiada naszym symbolom literowym s. do których sformułowania do­ prowadziło fizyków zbadanie widm prążkowych. trzecia — dwu przeciwnym sobie możliwościom wirowego ruchu elektronu i wreszcie czwarta określa możliwości rozszczepienia magnetycznego. opierając się na naszych poję­ ciach o k w a n ta ch świetlnych. F a k t. czy też pośrednio ze zderzeń elektronowych. bardzo ogólnego. jakie dostrzegam y w budowie widm prążko­ w ych. że atom może posiadać co najwyżej dwa 1 Aby umożliwić przybliżone choćby zrozumienie zasady Pauliego zauważymy. Pierwszą z nich jest ta. gdy elektron jest typu s. d ostar­ czyły również klucza do zrozumienia budow y układu perio­ dycznego pierwiastków. k tóre wyczytał w r. p. gdy . Z pewnego. pod­ stawowego praw a. w w y p a d k u sodu chodzi o znany jasn y prążek żółty) czy to bezpośrednio przy pom ocy spektroskopu. stanowi wspaniałe potwierdzenie doświad­ czalne założeń teorii widm i w ogóle teorii kwantów .

p ięć r ó żn y c h w a r to śc i. Z drugiej strony. . 8. dwa dw ukw antow e elektrony ty p u s i sześć dw ukw antow ych elektronów t y p u p. Jeszcze je d n a k przed dołączeniem się tró jkw anto- wych elektronów ty p u d uryw a się okres trzeci już na je s t on ty p u p . k tó ra nie dopuszcza do tego. są zupełnie identyczne z tymi. g d y je s t on ty p u d i w reszcie sied em r ó ż n y c h w a r to śc i. S kutkiem tego a to m może zawierać najw yżej dwa elektrony jednokw antow e. Ponieważ w jed n y m atom ie nie może znajdow ać się więcej ponad osiem elektronów dw ukw antow ych. elektron jednokw antow y może się znajdow ać jedynie na torze ty p u s. W tym . że w je d n y m a to m ie n ie m o że b y ć n ig d y d w u elek tro n ó w . czyli 32 czterokw antow e elektrony. ja k już wspom niano wyżej. poprzednią tablicę 2). że pierwszy okres zawiera tylko dwa pierwiastki. a b y w jed n y m a to ­ mie znajdowało się więcej ponad dwa elektrony jed n o k w a n ­ towe. elektron dw uk w an to w y — tylko na torze ty p u s lub p. g d y je s t on ty p u /. zaś drugi okres zawiera rzeczywiście osiem pierwiastków. 18 i 32. d ostrzegam y teraz od razu konieczne następstw o zasady Pauliego. m usim y przyjąć. a to m neonu zawiera np. czyli 8 dw ukw an- towych.i d w u k w a n ­ towych dochodzą z kolei elektrony trój kw antow e typów s i p. dwa jednokw antow e e kletrony t y p u s. W okresie trzecim do elektronów jedno. lub d itd. sześć elektronów ty p u p. Z asad a P a u lie g o lub „ zak az P a u lie g o “ orzeka. tró jk w a n to w y tylko na torze ty p u s lub p. najwyżej 2 + 6 . czyli 1S trój kw antow ych i n a j­ wyżej 2 + 6 + 1 0 + 1 4 . Liczby 2. do któ ry c h doszliśmy w ten sposób. p o sia d a ją c y c h w s z y s tk ie c z te r y lic z b y k w a n ­ to w e jed n a k o w e.272 Zasady fizyk i elektrony ty p u s. najwyżej 2 + 6 + 1 0 . że wszystkie osiem pierwiastków drugiego okresu (od litu do neonu) zawierają w stanie norm alnym obok dwóch elektronów jednokw antow ych tylko elektrony dwu- kwantow e. które c h a ra k te ry z u ją dłu­ gości poszczególnych okresów w układzie periodycznym (por. dziesięć elektro­ nów ty p u d i czternaście elektronów ty p u / o takiej samej liczbie kw antow ej.

Zasady fizyki 18 . by znajdujące się w nich elektrony tw orzyły możliwie pełne grupy. m ożna w y­ tłum aczyć ty m . Budowa atomu 273 ósm ym z kolei pierw iastku. zam ykające kolejne okresy uk ład u periodycznego. E le k tro n y powierzch­ niowe w yw ołują powstaw anie widm optycznych.i sześciokwanto- 1 P ro m ie n ie to ró w k o ło w y c h w a to m ie w o d o ru rosn ą ja k k w a ­ d r a ty liczb k w a n to w y c h . argonie.1 t a k też na ogół i w każdym atomie elektrony jednokw antow e stanow ią grupę najbardziej wewnętrzną. A ktyw ność ta jest bowiem wynikiem dążenia atom ów do tego. Również i godne uwagi osobliwe stanowisko. decydują one je d n a k również i o aktywności chemicznej atom u. W sposób analogiczny grupa elektronów czterokw anto- w ych w zrasta z 8 na 18 dopiero w ram a ch piątego okresu. Podobnie. że w budow anie w a to m 14 czterokw anto- wych elektronów ty p u / odbywa się dopiero w okresie szóstym. Te elektrony powierzchniowe są najsłabiej związane z atom em . stając się w ten sposób pełną. są pod względem chem icznym prawie całkowicie bierne. zaś dopiero w okresie szóstym z 18 na 32 elektrony. im wyższa je s t liczba k w antow a. ja k w atom ie wodorowym tory elektronowe posiadają ty m większe rozm iary. Grupa elektronów pięciokwanto- wych obejm uje z końcem piątego okresu zaledwie 8 elek­ tronów i dopiero w szóstym okresie liczba ich podnosi się do 18. Dopiero w ram ach czwartego okresu zostają w budow ane w a to m również i trójkw antow e elektrony ty p u d. dążenie to zaś jest zaspokajane przez od­ dawanie elektronów na zew nątrz lub też przybieranie ich z zewnątrz. a więc już w obecności pięcio. zajm owane w układzie periodycznym przez ziem ie rzadkie. gdyż przyciąganie ich przez nałado­ wane dodatnio jądro atom ow e jest w znacznej części zrównoważone przez działanie odpychające ujem nie nała­ dow anych e lektronów wew nętrznych. Dlatego właśnie gazy szlachetne. któ ry c h liczba wynosi 10. zaś elektrony o najwyższej liczbie kwantowej — n a jb a r ­ dziej zew nętrzną.

gru p ę ele k tr o n ó w je d n o k w a n to w y c h ró w n ież n a z y w a m y gru p ą K (lu b „ w a rstw ą K “). M i N . n a s tę ­ pujących po lantanie.274 Zasady fizyki w ych elektronów. posiada własności dość do niego zbli­ żone. 3 Por. poprzednią tablicę 2). N ajdawniej zna­ nym zjawiskiem tego rodzaju je s t w y k ry te już przez N ew tona rozszczepienie barw. srebro i złoto. podobnie ja k w idm a optyczne bu­ dowę g rupy zew nętrznej. Miedź. Z dobyte drogą teoretycznych dedukcyj poglądy na związek pom iędzy budow ą atom u a układem periodycznym znalazły całkowite potwierdzenie doświadczalne.2 Teoria kw antow a ato m u umożliwiła również głębsze zrozumienie zjawisk. ta k . lantan. n a to m ia s t 14 pierwiastków. 3. a więc pierwiastki zbliżone do alkalicznych (por. t a k zw ana dyspersja świa­ tła. gdy zba­ dano dokładniej widm a rentgenowskie. nie m a już nic wspólnego z zie­ miami rzadkimi. L. rozd z. . 2 Z te g o p u n k tu w id z e n ia sz c z e g ó ln ie w a ż n ą rolę o d g ry w a p o ­ ró w n a n ie w id m a a to m u o b o ję tn e g o z w id m e m zjo n iz o w a n e g o a to m u o lic z b ie p orząd k ow ej w y ż sz e j o jed n o ść. w któ ry c h zostaje zakończona budowa w e w nętrznych grup elektronow ych w ram a ch czwartego. piątego i szóstego okresu. że właściwie istnieje w raz z lan ta n em piętnaście ziem rzadkich. je s t zupełnie różny od 56-go — b aru. k tóre zależą od elektronów zewnętrznych. mianowicie w y k ry te do­ piero w r. zaj­ mu j ą te miejsca. czyli dość głęboko w ew nątrz atom u. Pierw iastek 57-my.1 W id m a te odsła­ niają przed nam i przede wszystkim budowę w ew nętrznych grup elektronow ych. g ru p ę elek tr o n ó w d w u - k w a n to w y c h — gru p ą L. g ru p y ele k tro n ó w tró j.i c z ter o k w a n - to w y c h — g ru p a m i M i N itd . P ierw iastek N r 72. polegających na w zajem nym oddzia­ ływaniu pom iędzy światłem i m aterią. 1922 hafnjum .3 Zadow alająca teoria k w antow a dyspersji pow stała 1 Ze w zg lęd u na lo . Wobec tego w budow anie ty ch 14 elektronów nie zmienia w sposób isto tn y własności chemicznych ato m u oraz ty ch jego własności fizycznych. że w w id m a c h r e n tg e n o w sk ic h ro zró żn ia m y serie K .

tłum aczy się zderzeniami k w antów świetlnych z zaw artym i w atomie elektronam i. w ykryte w r. 0 ile teoria elektronowej powłoki atom u (czyli ato m o ­ wego „układu plan e tarn e g o “ ) jest już z głównych zarysach wykończona. o tyle badanie budowy jąder atomowych w y­ szło w' roku 1934 zaledwie z okresu pierwszych po­ czątków. jednakże dotychczas nie zdołaliśmy jeszcze dostrzec jakichś prawidłowości. którego w artość nie zależy od długości fali pro­ mieni p a d a ją c y ch (czyli od ich twardości). W praw dzie zjawiska promieniotwórczości. po­ tra fim y też już również pobudzać ją d ra atom owe i w y­ woływać wysyłanie przez nie krótkofalowego promienia. p r z y c zy m o d leg ło ści p o m ię d z y p o sz c z e g ó ln y m i p rą żk a m i sk ła d o w y m i są bez p oró w n a n ia m n iejsze od ty c h . u ja w n ia ją b u d o w ę zło ż o n ą . że zjawisko rozszczepienia światła bynajm niej nie zależy. sz c ze g ó ln ie p ierw ia stk ó w o w y s o ­ k im cięż a rze a to m o w y m . które da ły b y się np. gdy zdano sobie sprawę z tego. które poznaliśm y już poprzednio. 1920. porównać 1 W b ard zo siln ie r o z sz cz e p ia ją c y c h p rzy rzą d a ch prążk i w id ­ m o w e n ie k tó r y c h p ierw ia stk ó w . zachodzi wów­ czas zjawisko. elektron ten zostaje w yrzucony z atom u. C o m p t o - n a i zwane wobec tego zjawiskiem Com ptona. T ę „ n a d su b te ln ą “ b u d o w ę n a le ż y za tem p ra w d o p o d o b n ie p rzy p isa ć w z a je m n y m o d d z ia ły w a n io m p o m ię d z y jąd ram i a to m o w y m i i e le k tr o n a m i-p la n e ta m i. ja k to przypuszczano początkowo. Interesujące i ważne zjawisko. Polega ono na ty m . izo­ topii pierwiastków i ta k zwanej nadsubtelnej budow y prążków w idm ow ych1 d a ją nam pewne wskazówki. od rzeczywistych czę­ stości obiegów elektronów w atom ach. lecz od zbioru wszystkich możliwych częstości drgań prążków w idm o­ wych danego atom u. Gdy oddziaływanie fali świetlnej na obiegający po swym torze elektron jest dostatecznie silne. k tó re są w y w o ła n e przez ru ch y w iro w e e le k tr o n ó w -p la n e t. Budowa atomu 275 dopiero około r. jako zja­ wisko foloeleklryczne. 1922 przez amerykańskiego fizyka A rtu ra H . 18* . że gdy promienie R ónt- gena ulegają rozpraszaniu przez lekkie pierwiastki. w ystę­ puje w yraźne zwiększenie długości fali promieni rozpro­ szonych.

to wiązki promieni elektro­ nowych. Wobec tego nasuwała się myśl. że z k a ż d ą poruszającą się cząsteczką m ate ria ln ą związana jest pewna fala. jakie rządzą własnościami chemicznym i pier­ wiastków. W te n właśnie sposób w r. padające n a powierzchnię k ry­ ształu. której długość o trzy­ m am y. leżące z grubsza pomiędzy 108 i 1010 cm na sekundę. 1927 fizycy a m erykańscy D a ­ v i s s o n i G e r m e r zdołali stwierdzić doświadczalnie ist­ nienie interferencji elektronowej. Istotnie w r. De Broglie przyjął. czy i odwrotnie nie m ożna by przenieść na m aterię najbardziej chai'akterystycznej wła­ sności światła-—jego n a tu r y falowej. analo­ giczne do tych. Być może. jak promienie B ontgena. Napięciom ty m odpow iadają bowiem prędkości elektronów. Potrafili oni w ykazać. LXX F A L E M A T E R II W spółczesna teoria kw antów świetlnych przypisuje rów­ nież i światłu pewne podstaw owe własności. Jeżeli pogląd ten jest słuszny. jakie obserw ujem y w w y p a d k u promieni R óntgena. 1924 L o u i s d e B r o g l i e wprowadził do fizyki pojęcie fal m aterii jako odpowiednik teorii k w antów świetlnych. zupełnie ta k samo. zostają odbite tylko w pew nych ściśle określonych kierunkach. że ostatnio dokonane odkrycia n eu tro n u i do­ datniego elektronu stanow ią obiecujący początek jego roz­ wiązania. że promienie elektronowe. odpow iadających napięciom od 10 do 100000 woltów. a zatem odpow iadające im długości fal de Brog- lie’a zawarte są mniej więcej w granicach od 10"7 cm do 10‘9 cm. powinny w ykazyw ać zjawiska interferencji. Stworzenie kwantowej fizyki jąd e r a to m o ­ w ych stanow i jedno z najbliższych wielkich za d ań fizyki. . dzieląc e lem entarny k w a n t działania przez masę i przez prędkość cząsteczki. przede w szystkim zaś nieciągłą budowę.276 Zasady fizyki z tym i. c h a ra k te ry z u ­ jące m aterię.

przez cienkie folie metalowe i przez blaszki miki. Rys. Stwierdzono później. ugiętych na kryształkach jodku kadm u. R u p - p o w i powiodło się w ykazać doświadczalnie istnienie zjawiska całkowitego odbicia promieni elektronow ych. Liczni inni badacze. 77. że nie tylko promienie elektronowe. Fale materii 277 których interferencja znana już była od czasu odkrycia Lauego. które okazały się zgodne z obliczonymi teoretycznie. K irchnera). zbadali promienie elektronowe. U ginanie fal elektronow ych na kryształkach jodku kadm u (w edług F . W ten sposób zauważono powstaw anie pierścieni ugięcia. a n a w e t i promienie mo­ lekularne (złożone z cząstek gazu). 77 pokazuje dla przykładu pierścienie interferencyjne promieni elektronow ych. w y k a z u ją zjawiska ugięcia. lecz również i prom ienie protonowe. prow adząc dalej doświadczenia Davissona. po­ trafił on wywołać ugięcie promieni elektronow ych naw et na zwykłych siatkach optycznych i wyznaczyć na tej pod­ stawie długości odpow iadających im fal de Broglie’a. odpowiadające n ajrozm aitszym ilościom woltów. gdy elektrony przechodzą Rys. Obecnie więc interferencja i uginanie się promieni .

chara k te ry z u ją c e fale świetlne. m echanikę „ u n d u la c y jn ą “ . u jm u jąc ą zjawiska z grubsza oraz subtelniejszą o p ty k ą fizyczną fal. T ra d y c y jn a m e ­ . S c h r ö d i n g e r rozwinął w r. odpow iadających roz­ m iarom atom ów. na k tó ry c h pew na c h a ra k te ry z u ją c a ruch elektronu wielkość m echa­ niczna je s t rów na całkowitej wielokrotności elem entarnego k w a n tu działania. gdy długość to ru zam kniętego stanow i cał­ kow itą wielokrotność odpowiedniej długości fali de Bro- glie’a. gdy stosujem y ją do obszarów dostatecznie dużych czyli. ja k o p ty k a geom etryczna. m akroskopow ych. ja k się zwykle mówi. H ipoteza istnienia fal m aterii odsłoniła daleko sięgającą analogię pom iędzy rozchodzeniem się w przestrzeni k w a n ­ tów świetlnych i cząstek m aterialnych. ja k analogiczne do nich od daw na już-znane zjawiska. że tylko wówczas możliwe są ru ch y periodyczne po torach zam kniętych. Dzięki założeniu de Broglie’a została zatem w yjaśniona w n a tu r a ln y sposób podstaw ow a za­ gadka teorii kw antów : to. posiadających wielkie znaczenie dla m echaniki atom ów. podobnie. że tra d y c y jn a m echanika może posiadać podobne braki. nasuwała się więc myśl przeniesienia i do dziedziny m echaniki c h a ra k te ry ­ stycznego dla teorii światła rozróżnienia pom iędzy geome­ try c z n ą o p ty k ą promieni. J u ż de Broglie mógł w ykazać. Mecha­ nika ta zatem może prowadzić do praw idłow ych wyników. gdy n a to m ia st chodzi o zastosowania do obszarów. że w a to m a ch są dopuszczalne tylko pewne wyróżnione to ry elektronowe. gdy dłu­ gość s tru n y jest równa całkowitej wielokrotności połowy danej długości fali. 1926 pierwszy myśl. że przyjęcie istnienia fal m ate ria ln y c h prowadzi n a ty c h m ia s t do wniosków. m usim y ją zastąpić przez doskonalszą. Tylko w ty m w y p a d k u możliwy je s t ruch perio­ dyczny. ja k w te d y tylko pow staw ać mogą tony.278 Zasady fizyki m aterialnych stanow ią równie dobrze ugruntow ane fakty doświadczalne. odpowiadające określonym długościom fali. staw iając swą hipo­ tezę. „fizyczną“ . Z założenia tego w y n ik a bowiem.

że jedynie całkowite zerwanie z w yobrażeniam i fizyki klasycznej i całkowite wyrzeczenie się wszelkiej poglądowości pozwoli rozwiązać zagadnienia fizyki atomowej. W związku z ty m stało się od razu możliwe w yzyskanie do rozwiązywania zagadnień fizyki atomowej szeregu czysto m ate m a ty c z n y c h pojęć i m etod. że istnienie poziomów ener­ getycznych grających podstaw ow ą rolę w fizyce atom u. d a w n a ju ż zn a n eg o m a te m a ty k o m . ty p u od. równocześnie mniej więcej rozwinięta przez H e i s e n b e r g a . k tó re sta n o w i p o d sta w ę jeg o m ech a n ik i. W ścisłym związku z m echaniką falową Schrödingera znajduje się „mechanika kwantowa“. p o sia d a ją p ew n e ściśle ok reślo n e w a r to śc i. Fale materii 279 chanika czyli „m echanika prom ieni“ musi stanowić przy t y m pewien w yp a d e k szczególny m echaniki undulacyjnej. Heisenberg n a to m ia s t był mocno przeświadczony. k tóre już od połowy 19-go stulecia stanow iły m ateriał gotowy do zużytkow ania. g d y w ielk o ści. Schrödinger dążył do przerzucenia m ostu pom iędzy fizyką klasyczną i atom ow ą. chociaż Heisenberg wyszedł z poglą­ dów w p ro st przeciwnych tym . . W krótce po ich po­ w staniu ustalono.k tó rą m usim y w e d ł u g B o r n a za­ stosować do fal m aterii.1 Pozwoliła ona je d n a k ustalić. w y stę p u ją c e w ró w n a n iu (p a ra m etry ). je s t ta k z w a n y m „ rów n an iem r ó ż n ic z k o w y m “. z w a n e „ w a rto ścia m i w ła s n y m i“ ró w n a n ia . „mechanikę falową“ . D o p u sz cz a on o na ogół is tn ie n ie ro zw ią za ń sk o ń c z o n y c h ty lk o w ty m w y p a d k u . że dwie te teorie pomimo ta k wręcz przeciwnych p u n k tó w wyjścia są sobie równoważne'. To. daje się zrozumieć na podstaw ie i n te rp re ta c ji. jakie stanowiły p u n k t wyjścia Schrödingera. stanowi konieczne następstw o pew nych prawidłowości m a ­ tem atycznych. u Schrödingera całkowicie 1 R ó w n a n ie fa lo w e S ch rö d in g era . Przez konsekw entne rozwinięcie ty ch myśli Schrödin­ ger stworzył tzw. Pew ną. k tóra jest co praw da n ader skom plikowana pod względem m a te m a ty c z n y m . że dwie te teorie są sobie zupełnie równo­ ważne m atem atycznie. W a rto ścio m za ś w ła sn y m p o d sta w o w e g o ró w n a n ia S ch rö d in g era o d p o w ia d a ją śc iśle rów n ież o k reślo n e w a r to ści en ergii.

Szczególnie godny uwagi wynik. za­ chodzi tu ta j rezonans pom iędzy dwom a elektronam i-pla- netam i. .280 Zasady fizyki a b stra k cy jn ą . Przez uwzględnienie tego rezonansu falowo-me- chanicznego Heisenberg zdołał np. zaw artym i w atom ie helu. ze względu na ich c h a ra k te r undulacyjny. zastosowania te są jednak zb y t trudne. powiązał Born z prawdopodobieństwem fakt u. by m ożna je było Lu omawiać. do jakiego prowadzi m echanika falowa. że cząsteczka m aterialna znaj duj e się w pewnej określonej chwili w są­ siedztwie wziętego pod uwagę p u n k tu . działających pom iędzy przeciwnie naładow anym i. n a to m ia s t do procesów elementarnych. k tó ra rozchodzi się w przestrzeni w postaci fal m aterii. Now opowstała m echanika falowa1 udowodniła swą wiel­ k ą użyteczność w fizyce atomowej przez liczne jej zastoso­ wania już w latach 1926 i 1927. Samo praw dopodo­ bieństwo jest wielkością sta ty sty c z n ą. że pom iędzy procesami atom ow ym i. a więc związany z pewnym i drganiam i. Fizyka atom ow a musi jednakże 1 R o zró żn ia n ie m e c h a n ik i fa lo w ej od k w a n to w e j m a d zisiaj n a tu ra ln ie z n a czen ie je d y n ie h isto r y c z n e . podobnie ja k natężenie pola elek­ trycznego w postaci elektrom agnetycznych fal świetlnych. mogą zachodzić zjawiska w rodzaju rezonansu. LXXI CZĄSTECZK I Od chwili pow stania teorii elektronowej starano się spro­ wadzić istotę procesów chemicznych do sił elektrycznych. w stosunku do której zap atry w a n ia Schrodingera w y d a ją się zupełnie uzasad­ nione. atom am i. stosuje się ujęcie Heisen- berga. wielkość. uzyskać zadowalające wyjaśnienie zagadkowego przedtem ty p u widnia elektrycz­ nie obojętnego (a więc niezjonizowanego) ato m u helu. a więc zjonizowanymi. stanowi zrozumienie. podległych prawidłowościom sta ty sty c z n y m .

Opierali się oni na h i p o t e z i e A v o g a d r y .2 Nowoczesna teoria atom ow a wykazała. złączone w cząsteczkę. W edług hipotezy A vogadry musiało więc po reakcji chemicznej po­ w stać tyle cząsteczek chlorowodoru. są p raw ie b ez w y ją tk u je d n o a to m o w e . według której jednakow e objętości rozm aitych gazów zawierają pod ty m sam ym ciśnieniem i w tej samej tem peraturze. ile wynosi sum a d a ­ nych początkowo liczb cząsteczek wodoru i chloru. 2 C zą steczk i par p ier w ia stk ó w . O zon je s t tró ja to m o w ą o d m ia n ą tlen u . P o ­ nieważ je d n a k cząsteczki chlorowodoru m uszą składać się każda z dwóch atom ów.1 Okazuje się np. S tw ierd zo n o . w irują w ty m sam ym kierunku. więc również i cząsteczki chloru oraz wodoru m uszą każda z kolei zawierać po dwa a to m y . J u ż na początku 19 wieku chemicy stwierdzili. że prócz w iązań tego rodzaju istnieją również i wiązania pom iędzy a to m a m i obojętnym i. orlowodoru obydwa ją d ra wodoru. tw orzą więc 1 Por. 1927. Na podstaw ie obserwacyj spektroskopowych oraz rozważań kw antow o-teoretycznych D e n n i s o n i M a c L e n n a n wywnioskowali w r. że liczne pierw iastki posiadają w stanie gazowym cząsteczki dwu- alomowe. że w odór musi stanowić mieszaninę cząsteczek dwu różnych rodzajów. że litr wo­ doru i litr chloru łączą się na 2 litry chlorowodoru. siarka zaś n a w e t o śm io a to m o w e . rozd z. to jest z jednego a to m u wodoru i jednego a to m u chloru. jednakowe liczby cząsteczek. n a le ż ą c y c h do p ierw szy ch grup u k ład u p erio d y czn eg o . Zrozumieniu tego faktu fizycz­ nego zawdzięcza chemia niezwykle interesujące odkrycie parawodoru. w cząstecz­ kach tzw. Cząsteczki 281 przyjąć. że w takich dw uatom ow ych cząsteczkach pierwiastków w ażną rolę musi odgrywać rezonans falowo-mechaniczmj pomiędzy dwoma jednakow ym i atom am i. iż g a z o w y fo sfó r i arsen za w iera ją c z ą ste c z k i c ztero - n to m o w o .. jakie istnieć mogą pom ędzy atom am i jednego i tego samego pierwiastka. 72. najw ażniej­ szym przykładem w iązań takich są te. .

w ynika to stąd. widma rolacyjno-oscylacyjne związków wodorowo- halogenowych. widmo rotacyjne p a ry wodnej). lecz p o sia d a ją p rzeciw n ie sk iero w a n e b ie g u n y . niż w idm a atom ów . Najwięcej światła na budowę cząsteczek rzucają na ogół ich widm a. skierowanym i w prost przeciwnie wzglę­ dem siebie. zawierającej 2 5 % paraw odoru). ja k o m ó w io n y p o p rzed n io ruch w ir o w y elek tro n ó w . jednakże w m iarę obniżania te m p e ra tu ry ilość paraw odoru w zrasta. Dokładnie zbadano również i tzw. 2 M a g n esy te są w ię c w p r a w d z ie r ó w n o leg łe. zaś energia ruchu elektronów pozostaje bez 1 R u c h w ir o w y p ro to n ó w m a w ty m p rzy p a d k u z u p e łn ie ten sa m ch arak ter. por. . trzecia część wreszcie pochodzi od ruchów elektronów we w nętrzu atom ów. W idm a cząsteczek są znacznie bardziej zło­ żone. Fizycy znają istotnie tzw. że w wodorze o te m p e ra ­ turze norm alnej musi istnieć trz y k ro tn ie więcej cząsteczek ortow odoru niż paraw odoru.2 Z teorii kw a n tó w w ynika dalej. rozd z. są one więc magnesami. Pierwszą część stanow i energia ruchu obrotowego samej cząsteczki. obecność paraw odoru daje się stwierdzić dzięki tem u. drugą — energia drgań w ykonyw anych w ew nątrz cząsteczki przez związane ze sobą jąd ra atom owe. że różni się on swym ciepłem właściwym i przew od­ nictwem cieplnym od zwykłego w odoru (a więc od norm al­ nej mieszaniny. 68. które są wywoływane jedynie przez zm iany pierwszej części składowej energii cząsteczki i leżą w dalekiej podczerwieni. gdy zm ieniają się dwa pierwsze składniki energii cząsteczki.1 w cząsteczkach paraw o- doru ją d ra te w iru ją w kierunkach przeciwnych. które leżą w bliższej podczerwieni i p ow stają wówczas. 1929 p raktycznie czysty paraw odór w tem p e ra tu rz e ciekłego powietrza. widm a rotacyjne (np. z któ ry c h każda posiada szereg własnych poziomów. 282 Zasady fizyki magnesy jednakow o skierowane. B o n h o e f f e r o w i i H a r t e c k o w i udało się istotnie o trzym ać w r. że energia czą­ steczki składa się z trzech części.

ulegają rozpadowi na dwa odrębne atom y. p ow stają przez jednoczesne współdziałanie zmian wszystkich trzech składników energii cząsteczki. umożliwiając wyznaczanie ciepła dysocjacji cząsteczki na drodze optycznej. np. W wielu w yp a d k a c h można było wyznaczyć z widm rotacyjno-oscylacyjnych „częstości własne“ cząsteczek. cząsteczki p a ry jodu. leżące w dziedzinie widzialnej i w nadfiolecie. N a rys. 1925 zdołano stworzyć zadowalającą i n a der doskonałą teorię widm cząstecz­ S kowych. Badanie w idm pasm ow ych postawiło fi­ zykę teoretyczną wobec znacznie jeszcze trudniejszych zadań. Cząsteczki 283 zmiany. np. Gdy dw uatom ow e cząsteczki pierwiastków. niż badanie prążko­ w ych widm atom ów . pomimo to już około r. 78 w idzim y część widm a cząsteczki jodu (J2) jako przykład uszerego­ ■■ /:■m ': wania prążków w widmie cząsteczkowym. Teoria kw antow a widm daje nam jed n a k również możność obliczenia ciepła dysocjacji na pod­ stawie własności w idm a cząsteczki. zużyte zostaje wów­ czas pewne ciepło dysocjacji. W idm a pasmowe składają się z licznych grup bardzo blisko siebie skupionych prąż ­ ków. T a k zwane widm a pasmowe. O trzy­ m ano dobrą zgodność wartości. W idm a pasmowe d ają n a m piękny do­ wód słuszności zasadniczych pojęć teorii widm. czyli częstości drgań związanych ze sobą w ew nątrz cząsteczki . dla jednego litra pary. wyznaczo­ nych bezpośrednio termochemicznie i pośrednio na dro­ dze optycznej. na podstawie pom iarów term ochem icznych m ożna w y­ znaczyć w zwykły sposób w artość tego ciepła.

przy czym różnice częstości drgań promieniow ania rozproszonego i padającego okazały się niezależne od częstości drgań Lego ostatniego. ja k już wspom nieliśm y wyżej. u dołu w idm o światła rozproszonego przez czterochlorek węgla. 1928 przez fizyka indyjskiego R a m a n a i nazw ane na jego cześć zjaw iskiem Rom ana. do obszaru podczerwieni. 79. Znacznie dogodniejszą m etodę b a ­ dania tych drgań nastręcza zjawisko. Dalsze badania R a m a n a potwierdziły jego przypuszczenie. przeprowadzone na n a jro z m a it­ szych związkach nieorganicznych i organicznych. przesunięte względem p rążka promieniowania padającego. Rys.284 Zasady fizyki ją d e r atom ow ych. dotyczący częstości własnych cząsteczek. przedstaw ia nam jako przykład zja­ wisko R a m a n a dla czterochlorku węgla (CC14). S ia tk i atomowe w kryształach należy również uważać za pewien szczególny w ypadek tw orzenia się cząsteczek. u góry w idm o światła padającego. Dokładne badania zjawiska R a m a n a . Zjawisko R am ana w edług R am ana i K rish n an a. R a m a n przepuszczał światło jedno­ barwne przez rozm aite ciecze i znalazł w w idm ach promie- Rys. dały olbrzymi m ateriał. że niektóre z ustalonych przezeń różnic częstości drgań zgadzają się ze znanym i już poprzednio podczerwonym i częstościami w łasnym i cząsteczki rozpra­ szającej. niowania rozproszonego przez ciecz ostre prążki. 79. należące. . w y k ry te w r.

stworzone zostały podstaw y. przez W. tworząc wierzchołki sześcianów. a więc odległość pomiędzy dwom a bezpośrednio sąsiadującym i ze sobą atom am i różnego rodzaju. według którego ciepło jest n a tu r y m echa­ nicznej. Gdy n a stę p ­ nie w połowie 19 stulecia w y k ry to równoważność ciepła i prac y m echanicznej.81. i W. L. można było łatwo wyliczyć. 80. jednakże wobec prawidłowości upo­ rządkow ania atom ów w siatce m ożna cząsteczkom tym przyporządkow ać zupełnie określone form uły chemiczne. Badanie budow y siatek krystalicz­ nych m etodam i spektroskopii rentgenowskiej zostało zapo­ czątkow ane w 1913 r. . istnieje na turalnie wiele innych typów . B r a g g ’ów (ojca i syna).10"8 cm. w y ­ nosi 2. z jakich składają się ciała. soli kamiennej. Opierając się na znanej gęstości soli kamiennej i na w artościach ciężarów bezwzględnych jej atom ów składowych. gdyż polega ono na ruchach najm niejszych cząstek m aterialnych. jakie repre­ zentuje siatka soli kam iennej.1 a po­ śród nich niektóre bardzo naw et Rys. K ryształy stanow ią właściwie olbrzymich rozm iarów cząsteczki. że stała siatki. Kinetyczna teoria materii 285 Na rys. na k tó ­ 1 D la p rzy k ła d u p r z y to c z y m y jesz c z e. Obok siatek w y­ jątkow o prostego ty p u . 80 podano dla przykładu siatkę soli kamiennej (chlorku sodu): ato m y sodu i chloru porozmieszczane są na zmianę w jednakow ych od siebie odległościach. Siatka krystaliczna skomplikowane. II. LXXII K IN E T Y C Z N A T E O R I A M A T E R II J u ż z początkiem 19 wieku R u m f o r d pierwszy sfor­ mułował pogląd. że w sia tc e d ia m e n tu c z te r y d o w o ln ie w z ię te są sia d u ją ce ze so b ą a to m y w ęg la sta n o w ią za w sze w ierzch o łk i p raw id ło w eg o czw o ro ścia n u .

jak cząstki w ciałach stałych i ciekłych. 1850 kinetyczna teoria m a ­ terii. jako rój cząsteczek. zaś pomiędzy zderzeniami ożywione są rucham i jed n o sta jn y m i i prosto­ linijnymi. wówczas oczywiście dw ukrotnie większa liczba cząsteczek uderza w ty m sam ym czasie w pewną w ziętą pod uwagę część powierzchni ścianki. Nazwę jednego mola n a d a je m y takiej ilości gra­ mów danej substancji. Gdy po d w a ja m y gęstość gazu. 41. czyli. k tó ra równa je s t jej ciężarowi czą­ 1 P or. Same cząsteczki w yobrażano sobie jako kulki doskonale sprężyste. . biegnących szybko we w szystkich możliwych kierunkach. stanowi pogląd. o ile więc reszta w arunków pozostaje bez zmiany. które p rzy zderzeniach całkowicie zachow ują swą energię ruchu. W edług tego praw a iloczyn ciśnienia przez objętość. odwrotnie pro ­ porcjonalne do objętości. inaczej mówiąc. rozdz. ta k ja k nas uczy praw o. ciśnienie musi być proporcjo­ nalne do gęstości. k tó ry jest stały w danej te m ­ peraturze. p rzy czym na ruchy ich w pływ ają jedynie ścianki naczynia oraz zderzenia z innym i cząsteczkami. Podstaw ow ą myśl teorii gazów. równy je s t w najogólniejszym w y p a d k u ilo­ czynowi ilości „molów“ gazu przez te m p e ra tu rę bez­ względną oraz przez pewną stałą uniwersalną.1 w y k ry te empirycznie przez B o y l e ’a już około połowy 17 wieku. początkowo jak o kinetyczna teoria gazów. zw aną stałą gazową. której jed n y m z głównych twórców był C l a u s i u s . Należy więc w y o b ra ­ żać sobie gaz. że cząsteczki w ga­ zach ożywione są jedynie ruchem postępow ym i nie są związane z określonymi położeniami równowagi. K inetyczna teoria gazów prowadzi nas również do za­ sadniczego „prawa gazów“.2S6 Zasady fizyki rych mogła rozwijać się od r. W edług tego poglądu ciśnienie gazu jest spowodowane przez ustawiczne uderzanie szybko poruszających się czą­ steczek o ścianki naczynia. tak.

p o d ­ danego określonemu ciśnieniu i znajdującego się w okre­ ślonej tem peraturze. k tó rą otrzym ujem y. a więc (jak tego uczy również i hipoteza A vogadry) zawsze tę sam ą liczbę cząsteczek. rozd z. że pewna określona objętość dowolnego gazu. mnożąc liczbę molów przez stalą Loschm idta).1 0 14 erga. srebra. Prędkość ruchu cząsteczek. 2 P or. jest ty m większa. (gdyż liczbę cząsteczek otrzym ujem y. dzieląc stałą gazową przez liczbę Loschm idta. W r. z praw a gazów w ynika n a t u ­ ralnie. .1019 cząsteczek. Kinetyczna teoria materii 287 steczkowemu. np. jed en m ol a zo tu (N 2) w a ż y 2 8 .5 6 9 m olów . 1920 udało się zresztą S t e r n o w i zmierzyć bezpośre­ dnio prędkość jednoatom ow ych cząsteczek. ro zd z.6 . dla azotu — około 450. która rośnie proporcjonalnie do pierw iastka kw adratow ego z te m p e ra tu ry bezwzględnej. 57. 4 4 ). musi zawierać tę sam ą we wszystkich w y p adkach liczbę molów. w w y p a d k u cząsteczki jedno- atom owej t a w artość przeciętna jest półtora raza większa od iloczynu te m p e ra tu ry bezwzględnej przez ta k zwaną stałą B o l t z m a n n a .1 Odwrotnie. W ćdług kinetycznej teorii gazów te m p e ra tu ra je s t okre­ ślona przez średnią w artość energii ruchu. przypadającej na pojedynczą cząsteczkę.008.2 W jednym centym etrze sze­ ściennym gazu w 0° pod ciśnieniem atm osferycznym znaj­ duje się 2.0 1 6 gr. W tem p e ra ­ turze 0° C wynosi ona dla wodoru około 1700.71. im lżejsza jest cząsteczka. 1 N p . zaś dla tlenu — około 420 m etrów na sekundę. wybiegających z powierzchni parującego m etalu. 3 S ta ła B o ltz m a n n a o d g ry w a za sa d n ic zą rolę ró w n ież i w B o ltz - m a n n o w sk im p raw ie en tro p ii (por. w postaci tzw. niezależnie od tego.3 T a k np. g d y ż cięża r a to ­ m o w y a z o tu w y n o si 14. w tem peraturze 0° przeciętna w artość energii ruchu cząsteczki jednoato- mowej wynosi 5 . Ilo c z y n tej sta łej p rzez (n a tu ra ln y ) lo g a r y tm s t a ty s ty c z n e g o p ra w d o p o d o b ień stw a (o d p o w ied n io zd efin io w a n eg o ) d a je w ła śn ie w a r to ść en tro p ii. z jakim gazem jednoatom ow ym m a m y do czynienia. 100 gr a z o tu zaw iera z a te m 3 .

zajm owanej przez gaz po skropleniu. ciepło gazów z postępow ym ruchem ich cząsteczek. zdołał pierwszy. znalazł on rzeczywiście Lakie w a r­ tości. czyli tzw. k la ­ syczna teoria kinetyczna prowadziła do wniosku. jakie w ynikały z kinetycznej teorii gazów. musi zderzać się z innym i cząsteczkami kilka m iliardów raz y na sekundę. do zrozumienia. gdy zm iany te m p e ra ­ tu ry zachodzą w stałej objętości. 288 Zasady fizyk i „prom ieni atomowych“. D u l o n g i P e t i t znaleźli na drodze doświadczalnej już w 1819 r. a więc w przybliżeniu około sześciu kalo­ riom (gram atom em n a z y w a m y ilość gram ów. n ie za ś o c z ą ste c z k a ch . w ykonyw anych przez a to m y ciała. 2 W r z e c z y w isto śc i m ie r z y się ciep ło w ła śc iw e pod sta ły m c iś n ie ­ n iem . opierając się na danych doświadczalnych. czyli tzw. odległość. ja k już wspom niano wyżej. P rzew y ższa on o w p rzy b liż en iu o 10% w a r to ść ciep ła w ła ­ ściw eg o w sta łej o b ję to ści. Długość drogi swobodnej obliczył M a x w e l l . wyznaczyć w przybliżeniu w 1865 r.1 Tzw. że cząsteczka jakiegokolwiek gazu. ze w zg lęd u n a o m a w ia n y p o p rzed n io ob raz sia tk i a to m o w e j. równać się potrojonej stałej gazowej. je s t wr zwykłych w a r u n ­ kach rzędu wielkości około jednej stutysięcznej c e ntym etra. że prawie wszystkie ciała stałe w y k a z u ją tę właśnie w artość ciepła atom owego. k tó ra p o w in n a b y ć d o k ła d n ie rów na p otrójn ej sta łej g a zo w ej. dotyczących lepkości gazów. Dalszy rozwój teorii gazów doprowadził około 1860 r. K inetyczna teoria m aterii wiąże. Istotnie. ja k ą cząsteczka gazu przebiega przeciętnie pom iędzy dwom a zderzeniami. musi. N astępnie L o s c h m i d t . jej droga swobodna. bezwzględną wielkość cząsteczek i atomów.. ja k już widzieliśmy. . k tó ry wziął p o n a d to pod uwagę w artość objętości. ciepło atomowe. p rzy ­ czynę ciepła ciał stałych odnajduje ona n a to m ia s t w drga­ niach. z n a j­ dującego się w zwykłej tem p e ra tu rz e i poddanego zwykłe­ mu ciśnieniu. rów ną cię­ żarowi atom ow em u). że ciepło właściwe jednego g ra m a to m u dowolnego pierw iastka s ta ­ łego.2 1 M ó w im y tu ta j u m y śln ie o a to m a c h .

2 Im lż e js z y je s t a to m . bezładne ruchy zygzakowate. ru ­ chy te zauważył po raz pierwszy b otanik B rown w r.1 znalazły zadowalające w ytłum aczenie w r. przy czym każdy elem ent energii rów ny jest iloczynowi elem entarnego kw an tu działania przez częstość drgań atom ow ych. mniej dokładną. grające podstaw ową rolę w kw a n ­ towej teorii ciepła właściwego ciał stałych. 1827 na d robniutkich ziarenkach pyłku roślinnego. pozwoliła istotnie przewidzieć w spom niane wyżej pozorne anomalie. k tórych istnie­ nie stwierdzono przede w szystkim u pierwiastków lekkich. analogicznych do kw antów świetlnych. 48. ty m w ię k sz e są c z ę sto śc i jeg o d rgań i e le m e n ty en ergii. Bezładne ruchy cząstek. k tó ra zastąpi­ ła w związku z ty m w kinetycznej teorii m aterii dawniejszą. a zwłaszcza diam ent. później zaś w bardzo ni­ skich tem p e ra tu ra c h u wszystkich ciał stałych. jakie w yzna­ czono na drodze optycznej. że energia drgań atom ów ciał stałych składa się z elem entów energii.2 „ S ta ty s ty k a k w a n to w a “ . w ynikają stą d interesujące związki pom iędzy n a u k ą o cieple a spektroskopią. 3 W y m ia r y lin io w e ta k ic h zia ren ek w y n o sz ą za le d w ie ok oło 1 /2 00 m m . ujaw niają się bardzo wyraźnie w ta k zwranych ruchach B r o w n a . Zasady fizyki 19 . Einstein przyjął. Dokładniejsza teoria kinetyczna ciał stałych musi naturalnie przyjąć za p u n k t wyjścia budowę w spom nianych już wyżej siatek atom owych. gdy E i n s t e i n wprowadził do kinetycznej teorii m aterii pojęcia kwantowe.3 R u c h y te nie stanow ią naturalnie rzeczywistych 1 P or. „ sta ty sty k ę klasyczną“ . a sprężystym i własnościami ciał stałych. ro zd z. d la te g o w ła ś n ie w sz e lk ie a n o m a lie w y stę p u ją sz c zeg ó ln ie siln ie u p ierw ia stk ó w lek k ich . unoszących się w wodzie. Kinetyczna teoria materii 289 Odchylenia od praw a Dulonga i P e tita . p o kryw ają się oczywiście z pewnym i częstościami drgań. 1907. Często­ ści drgań atom owych. z których składa się m ateria. Z d ru ­ giej stro n y ujaw niły się również pewne zależności po­ między tym i częstościami. Małe ziarenka stałej zawiesiny w cieczy lub w ga­ zie w y konyw ają szybkie. ja k beryl.

coraz bardziej zaczął się um acniać pogląd. gdyż te ruchy cieplne zachodzą ta k szybko. że w y m y k a ją się już one spod naszej obserwacji. że oko ludzkie jest już w stanie je dostrzec. 49. w yw ołanych przez ciepło. W edług bo­ wiem s ta ty s ty k i klasycznej elektron swobodny m usiałby 1 P or.1 W edług tego praw a stosunek przew odnictw a cieplnego do przew odnictw a elektrycznego m eta lu rów ny jest iloczynowi te m p e ra tu ry bezwzględnej przez pewien czynnik stały. o k tó ry m wspo­ m inano już krótko w jed n y m z poprzednich rozdziałów. zachodzące w dłuższych odstępach czasu. W roku 1900 D r u d e spróbował po raz pierwszy rozwinąć ten pogląd w teorię m etali. tak. LXXIII M ETALE Gdy pod koniec X I X stulecia istnienie elektronu stało się pewne. J e d n a k ż e elektronowa teoria m etali Drudego natrafiła na trudności pozornie nie do przezwyciężenia.290 Zasady fizyki przemieszczeń cząstki. W postaci ruchów Browna ujaw niają się je d n a k przesunięcia w ypadkow e cząstek. rozd z. stosując do tych swobodnych elektronów m eto d y leorii gazów. ja k i energię swego ruchu. że poruszające się tłum nie elektrony przenoszą zarówno ładunki elektryczne. nie­ zależny od n a tu r y m etalu. . Praw o to w ynikało w teorii Drudego z faktu. stanow ią zatem jednocześnie p rąd elektryczny i strum ień ciepła. Teoria ruchów Browna pozwala obliczyć z dużą dokładnością liczbę Loschm idta na podstaw ie zaobserwowanych wartości przesunięć w y­ padkowych. Teoria Drudego dawała bardzo proste i przekonyw ające uzasadnienie praw a W iede m a n n a -F ra n z a . że c h a ra kterystyczne zachowanie się melali pod względem elektrycznym należy przypisać obecności w ich wnętrzu swobodnych elektronów.

z powodze­ niem dalej.1 w ynika mianowicie. w której dość trudne szczegóły nie m ożem y się t ut aj zagłębiać. a n a w e t i w jeszcze wyższych tem p e ra tu ra c h . swobodhe elektrony pow innyby wyraźnie zwięk­ szać zasób energii cieplnej m etalu. 1 S ta ty s ty k a F erm ieg o w ią że się ze w sp o m n ia n ą ju ż w y żej (por. Gdy je d n a k w gazach rzeczywistych zwy­ rodnienie może się ujaw nić jedynie wówczas. W ynika to stąd. gdy te m p e ra tu ra gazu dowolnie naw et mało różni się od zera bezwzględnego. W idzimy stąd. 1926. Ponieważ w ynik taki znajduje się w oczywistej sprzeczności z doświadczeniem. opierając się na tzw. jego energia i ciśnienie m uszą być wyższe od pewnej zupełnie określonej „energii zerowej“ i pewnego określonego n a der wysokiego „ciśnienia zero­ w ego“ . W sk u te k tego na w e t w gazach doskonałych w y­ stępować powinny w b. Ze s ta ty s ty k i Fermiego. okrągło licząc. że m asa elek­ tro n u jest. ja k dotąd. teoria metali Drudego poszła stopniowo w zapomnienie. rozd z. W r. gdy poddam y je bardzo wysokim ciśnieniom w tem peraturze bardzo nie­ wielu stopni powyżej zera bezwzględnego. 19* . Wskrzeszenie swe zawdzięcza ona dopiero nowym ideom kw antow ym . a ponieważ trudno jest uważać liczbę swo­ bodnych elektronów za dużo m niejszą od liczby atom ów m etalu. 2000 razy mniejsza od m asy najlżejszego atom u. teoria Sommerfelda nie n a p o ty k a już na wspom ­ nianą wyżej trudność i rozwija się. to według sta ­ ty sty k i Fermiego „gaz elektronow y“ musi być całkowicie zwyrodniały już w tem p e ra tu rz e zwykłej.000 atmosfer. wynoszącą około 100. co i cząsteczka jednoatom ow a. slahjshjce Fermiego. niskich te m p e ra tu ra c h objaw y tzw. Metale 291 posiadać tę sam ą przeciętną energię ruchu. Teoria Sommerfelda każe nam przypisać ciśnieniu we­ w nętrznem u gazu elektronowego nieoczekiwanie wysoką wartość. 1927 S o m m e r f e l d zbu­ dował nową teorię metali. „zw yrodnienia“ . w prow adzonym do fizyki teoretycznej przez F e r m i e g o w r. że. 69) zasad ą P a u lie g o .

jedno z miejsc spojenia ogrzewa się. w y z n a c z a n ie to ru elek tr o n u w e w n ę tr z u a to m u w od oru . gdy dwa miejsca spojenia z n a jd u ją się w różnych te m p e ra tu ra c h . której klasyczna teoria m etali nic była w stanie pokonać. Do faktów. że w obwodzie zam kniętym . .292 Zasady fizyk i że siatka atom ow a m etalu musi działać na elektrony ze znaczną silą. utw orzony z dwóch m etali. drugie n a to m ia s t oziębia. złożonym z dwóch różnych m e­ tali. 67.. W 1834 r. podczas przepływ u p rąd u przez obwód zam knięty. a więc wielkość. odwrotnie.1 składa się zawsze z całkowitej liczby kw antów elem entarnych. dalej niejednokrotnie już om awiane i t a k ważne dla radiotechniki zjawisko w ysyła­ nia elektronów przez rozżarzone m etale. prowadzi do w yniku. Ciepło właściwe gazu elektronowego okazuje się około 70 razy mniejsze od wartości. że działanie. ja k już wspom niano wyżej. następnie m agne­ tyczne własności m etali a przede w szystkim również i zja­ wiska term oelektryczne oraz term om agnetyczne. pow staje p rąd „termoelektryczny“ . ja k w ykrył H e i s e n b e r g w r. 1927. przewodnictwo elektryczne i cieplne m etali. w ykrył P e l t i e r . L X X IV NIEOZNACZONOŚĆ Ś W IA T A ATOM OW EGO J a k już przekonaliśm y się wielokrotnie. w sk u te k tego odpada całko­ wicie trudność. wśród k tó ­ rych najważniejsze są w y k ry te już od daw na zjawiska See- becka i Peltiera. jakiej należało by oczekiwać według sta ty s ty k i klasycznej. ab y zapobiec ich wybieganiu na zewnątrz. k tóre d ają się dobrze w y tłum aczyć przez założenie istnienia w m etalach zwyrodniałego gazu elektro­ nowego. ro zd z. mającego 1 P r z y p o m n ijm y so b ie n p . nowoczesna fi­ zyka teoretyczna o p a rta je s t n a poglądzie. że. Pogląd ten. należy. por. k tó rą m ożna wyrazić iloczynem długości przez masę i przez prędkość. S e e b e c k stwierdził już w 1821 r.

zachodzących w ew nątrz atom ów. Zasada niepewności Heisenberga przekonała jednakże fizyków. ja k i „ p ę d u “ cząstki (pędem nazyw am y według ogólnie przyjętego określenia iloczyn m asy cząstki przez jej prędkość). lub przypisanie im określonego kształtu czy też wyraźnych granic. podzielonemu przez liczbę 2 n . według której. znając chwilowy stan układu fizykalnego. które dostrzegam y naszymi zmysłami. okazuje się mianowicie porównywalna z w ar­ tościami tego. Za niewzruszalny dogm at fizyki uznawano zawsze za­ sadę przy czy nowości. Jeżeli n a w e t związana z ty m „niepewność“ nie posiada znaczenia dla fizyki praktycznej. N ie jest możliwe dokładne określenie położenia elektronów. Nigdy nie m ożem y jednocześnie znać dokładnie obu tych wielkości. G dy chcemy zatem bardzo dokładnie w yzna­ czyć położenie cząstki. Okazuje się mianowicie. a więc np. W sk u te k tego w świecie atom ów tra c ą swój sens pojęcia zwykłej m echaniki. W wieku bieżącym teoria atom ow a przekształciła się z hipotezy w jeden z najlepiej u g runtow anych pewników fizyki. musi zawsze być co najm niej równy ele­ m e n ta rn e m u kw antow i działania. jakimi są obciążone obie zna­ lezione wartości. Niepewność. że nie jest możliwy dokładny (w sensie mechaniki klasycznej) opis zachowania się elem entarnej cząstki m aterii. elektronu. Tego rodzaju opis w ym aga dokładnego wyznaczenia zarówno po­ łożenia. co chcemy mierzyć wre wnętrzu atomów. że przy każdej próbie jednoczesnego wyznaczenia położenia i pędu iloczyn niepewności. m usim y to okupić bardzo dużą nieoznaczonością wartości pędu i odwrotnie. m ożem y dokładnie określić wszystkie . Teoria kw antów prowadzi jednakże do wniosku. niż to czynim y w stosunku do otaczających nas w życiu codziennym przedmiotów'. ma ona rozstrzygające znaczenie we wszystkich procesach. nieunikniona we wszelkich takich procesach. że możemy przypisyw ać a tom om b y t rzeczywisty jedynie w sensie odm iennym . Nieoznaczoność świata atomowego 293 podstaw owe znaczenie dla nowoczesnego fizykalnego po­ glądu na świat.

1915 u d a ło się E in ste in o w i sfo r m u ło w a ć „ o g ó ln ą “ teorię w zg lęd n o śc i. 2 W p ierw o tn ej. Znaczna część fizyków skłania się dzisiaj do poglądu. „ sz c z e g ó ln e j“ teo rii w z g lę d n o śc i z roku 1905. LXXV MASA I E N E R G I A Pojęcia m asy i energii należą do najw ażniejszych w n a ­ uce o przyrodzie. że czas. odkąd zasada zachow ania m asy stała się fu n dam entem chemii. i że m ożna wyznaczać jedynie wartości takich wielkości. k tó ry opisuje jakiś proces fizyczny. doświadczalnym zaś podło­ żem tej teorii było z kolei ustalenie w r.1 E i n s t e i n w ysnuł w r. Jeżeli jednakże s ta n obecny je s t z ko­ nieczności nieokreślony. 1906 z w yniku doświadczenia Michelsona swą słynną zasadę względności. które ze względów s ta ty s ty c z ­ nych m usim y przyporządkow yw ać licznym zbiorowiskiem dowolnych i przypadkow ych indyw idualnych procesów fizycznych. za sa d a ta d o ty c z y ła z r e sz tą ty lk o d w ó c h o b serw a to ró w . . zaś zasada zachow ania energii — jed n ą z podstaw fizyki. tak n p . m ierzony przez obserw atora. 1881 przez am e­ rykańskiego fizyka M i c h e l s o n a. wówczas oczywiście t a k sform u­ łowana zasada przyczynowości staje się bezprzedmiotowa. jest względny i zależy od 1 D o św ia d c z e n ie M ich elso n a b y ło w ie lo k r o tn ie p o w ta rz a n e . że w przyrodzie nie istnieją w ogóle żadne inne prawidłowości poza czysto sta ty sty c z n y m i. D o p iero w r. Za p u n k t wyjścia w ty m odkryciu posłużyła teoria względności Einsteina. ze szczeg ó ln ie w ie lk ą d o k ła d n o śc ią w 1929 r.294 Zasady fizyk i jego przyszłe stany. tz w . że ruch ziemi nie w y­ wiera żadnego wpływu na rozchodzenie się światła. p rzesu w a ją cy ch się ru ch em je d n o s ta jn y m i p r o sto lin io w y m w z g lę ­ d em sieb ie. J e d n a k ż e odkrycie identyczności ty ch dwóch pojęć ta k wielkiej wagi przypadło w udziale dopiero początkowi X X wieku.2 Prow adzi ona do wniosku.

podzielonej 1 M ierząc o d c h y le n ia w ią z k i p ro m ien i b e ta w p o la ch e le k tr y c z ­ n y m i m a g n e ty c z n y m o k r e śla m y w ła śc iw ie sto su n e k ła d u n k u do m a sy dla s ta n o w ią c y c h te p ro m ien ie ele k tro n ó w . do którego prowadzi zasada wzglę­ dności. m asa jego staje się szesnastokrotnie większa od swej wartości norm alnej. P o n iew a ż ła ­ d u n ek n ie z a le ż y od p ręd k o ści. Do wniosków ty ch należy przede w szystkim twierdzenie.8% prędkości światła. Masa i energia 295 położenia i prędkości ruchu tego obserw atora. Z zasady względności wynika. że masa poruszającego się ciała zależy od jego prędkości. by dla każdego obserw atora świa­ tło zawsze i we wszystkich kierunkach rozchodziło się z tą sam ą stałą prędkością.1 Zasada względności prowadzi wreszcie. m asa rośnie bardzo szybko. Dalszy w ażny wynik. dokonanych na prom ieniach beta. że każda zm iana energii ciała musi jednocześnie wywołać zmianę jego masy o wartość. gdy prędkość ciała wynosi połowę wartości prędkości światła. jak to mógł wykazać Einstein. m asa jego musi być już o 15% większa. dochodzące do 99. szereg wniosków wielkiego znaczenia dla fizyki. gdy porusza się ono powoli. nieskończenie wielką masę. polega na w ykazaniu. stw ierdzają słuszność relatyw istycznego wzoru na m asę. ale nigdy nie za­ obserwowano w artości od niej wyższych. że obser­ w a to r m usiałby przypisać ciału. pom iary prędkości promieni b e ta dały wartości. poruszającem u się wzglę­ dem niego z prędkością światła. a ty m bardziej jej przewyższyć. Zmierzone przezeń wartości czasu są przy ty m uw arunkow ane przez postulat. ta k . ja k w ykazał E in ­ stein. gdy n a to m ia s t prędkość ciała sięga 99. sto su n e k te n m a le je w m iarę w zro stu p ręd k ości. . w ym agający. W yniki pomiarów. Istotnie. że prędkość ruchu ciał materialnych nie może nigdy osiągnąć wartości prędkości światła. rów ną wartości zm iany energii. niż wówczas. do posiadającego wielkie znaczenie wniosku.8% prędkości światła. W edług relatyw istycznego wzoru na masę. G dy prędkość ta zbliża się do prędkości światła.

odwrotnie. Gdy np. że m ożna w y tłu ­ m aczyć drobne odchylenia m as sam ych izotopów od liczb całkow itych na podstaw ie relatyw istycznej zasady równo­ ważności m asy i energii. ustalenie ciężarów atom ow ych izotopów umożliwia wyznaczenie energii we­ wnętrznej jąd e r atomów. związane z dostrzeganym i przez nas zm ianam i energii. że jej równoważnik m asow y m o­ że już wywierać dostrzegalny wpływ na ciężar atomowy. zapas energii jakiegoś ciała zmniejsza się przez promieniowanie cieplne. znaczne odchylenia wartości ciężarów a to m o ­ wych od liczb całkowitych zostały wyjaśnione dzięki od­ kryciu izotopów. Jeżeli obliczymy masę. Masa i energia sta ją się pojęciami identycznym i. Odwrotnie. . jednakże zasada równoważności m asy i energii gra bardzo w aż n ą rolę w fizyce jąder atomo­ wych. mnożąc m asę przez k w a d ra t prędkości światła. że-każda w ogóle energia posiada pew ną m asę i na odwrót. zmniejsza się również i jego m asa w p o d a n y m stosunku. m asa ciała pochłaniającego promieniowanie ulega zwiększeniu. są n a turalnie z b y t małe. J a k wiemy. której w artość otrzym ujem y. by m ożna je było zauważyć i zmierzyć. zaw artej we wszech- świecie i całkowitej m asy świata. W ty m nowym ujęciu wielkością stałą jest sum a całkowitej energii. wyrzuconej z ato m u pierw iastka promienio­ twórczego. Z m iany m asy. że wynosi ona prawie jeden procent m asy a to m u wodoru. Ustalona niegdyś przez Lavoisiera zasada zachowania m asy oraz sform ułow ana przez Mayera i J o u le ’a zasada zachowania energii zostają w ten sposób złączone przez teorię względ­ ności w jed n ą zasadę. energię własną. E nergia w ew nętrzna ją d e r a to m o ­ w ych jest zatem ta k duża. W ypływ a stą d dalszy wniosek. rów now ażną energii ruchu cząstki alfa. różniącym i się od siebie jedynie o uniw ersalny spólczynnik proporcjonalności. pomnożonej przez kw a­ d r a t prędkości światła. w ydaje się na to m ia st.296 Zasady fizyk i przez kwadrat prędkości światła. każda m asa — pewną tzw. okazuje się.

w ynik ten m usim y uważać za jej szczególnie wielki sukces. ja k ą dać m ogą do­ piero najpotężniejsze współczesne hydroelektrownie. A stronom iczny obraz wszechświata rozszerza! się. wynosząca 9.1020 ergów lub. że można by ją pędzić na koszt energii własnej dowolnego wprowadzonego do niej ciała. 1910. W y o b ra ź m y sobie teraz. a naw et i przez dane liczbowe. że posiadam y cudowną m aszynę. 20 bilionów kaloryj. a mianowicie zagadnienie wielkości wszech­ świata. stali lub wełny. Poczynając mniej więcej od . ab y o trzym ać t a k ą ilość koni parow ych. jakiego dawniej tru d n o się było n a w e t spodziewać. zdołała zastąpić mgliste spekulacje przez ścisłe rozum ow ania. będącej jed n y m z najbliższych obiektów. Fizyka współczesna. Światło zużywa około 8 m in u t na przebycie 150 milionów kilometrów. po­ czynając mniej więcej od r. Coraz bardziej olbrzymie stawraly się odległości. zajm o­ wał od najdaw niejszych czasów fizyków i filozofów proble­ m a t odw rotny. jak zagadnienie małości atom ów. O biekty te w większości w ypadków obserw ujem y w postaci mgławic spiralnych. czy też w ody albo n a w e t powietrza. LXXVI W S Z E C H Ś W IA T Równie żywo. około 4 la t na przejście do ziemi od najbliższej gwiazdy stałej i 850000 la t na przejście od dostrzegalnej jeszcze gołym okiem mgławicy A ndrom edy. leżących już poza układem drogi mlecznej. w głąb k tórych przenikały ścisłe b a d ania i coraz bardziej kurczyła się w po­ rów naniu z nimi wielka sam a przez się odległość. W ysta rcz y ło b y wówczas w prow adzać do tej m a ­ szyny co godzinę kilka gram ów jakiejkolwiek substancji. W sz e ch św ia t 297 W ka ż d y m gram ie m asy drzemie olbrzym ia ilość ener­ gii własnej. t a k zbudow aną. w t a k szybkim tempie. odpow iadając na to ostatnie p ytanie. leżących pom iędzy nam i a słoń­ cem. dzieląca słońce od ziemi. okrągło licząc.

że m asa wszechświata je s t około dziesięciu bilionów (1013) razy większa od przeciętnej m asy jednej 1 Por. Z obliczeń tych wynika. inaczej mówiąc. dzięki k tórym . w yrażoną w milionach la t świetlnych. p o w sta ła w r. Prędkość ucieczki mgławicy okazuje się równa 180 kilom etrom na sekundę. 9. ja k stosunek tej ostatniej odległości do szero­ kości palca. że teoria E insteina jest słuszna. Stosunek takich odległości do odległości ziemi od słońca jest mniej więcej taki. 2 E in ste in o w sk a teo ria g r a w ita c ji. Oznacza to nader szybkie rozszerzanie się wszechświata. Teoria rozszerzającego się wszechświata prowadzi na podstawie względnościowej teorii graw itacji2 E i n s t e i n a do stosunkow o prostej zależności. ja k już w spom niano wyżej. znacznie większą rolę odegrały tu ta j badania nad zjawiskiem Dopplera w m gła­ wicach spiralnych. przy założeniu oczy­ wiście. W ynika stąd.298 Zasady fizyk i r. podw a­ ja ją się w przeciągu 1300 milionów lat. że na ich przejście światło zużywa 100 do 200 milionów lat. czyli. rów ny odległości pom iędzy ziemią i słońcem. że m asa wszechświata jest równa 2. zw a n a ró w n ież o g ó ln ą teo rią w z g lęd n o ści. . 1915. k tó ra pozwala obli­ czyć całkowitą masę wszechświata. J e d n ak ż e nie tylko stwierdzenie istnienia ta k potwornie wielkich odległości wpłynęło w rozstrzygający sposób na nasze w yobrażenia o wszechświecie. 1930. pom nożonym przez jej odległość. Okazuje się więc.1055 gram a. m ożna już było stwierdzić. że wiele mgławic z n a j­ duje się w t a k wielkich od nas odległościach. rozdz. że w szystkie odległości we wszechświecie powiększają się w przeciągu jednego miliona lat o jedną 1700-ną część swej wartości. gdyż odległość n a j­ dalszych zmierzonych mgławic w zrasta co dwie godziny o odstęp.1 w y k ry to prędkości ucieczki mgławic proporcjonalne do ich odległości i dochodzące do 24000 kilom etrów na sekundę (co równa się 8 % prędkości światła).

jako zam kniętej w sobie przestrzeni. rozdz. że. Gdy w latach od 1917 do 1932 fizycy skłaniali się raczej do pojm ow ania wszechświata. Byłoby to niewiele tylko więcej. zastosować słowa Goethego. ab y spokojnie móc ukorzyć się przed nie- poznawalnem . że najwyższe szczęście myślącego człowieka polega na zbadaniu wszystkiego. k tóre p rzy­ b y w a ją z zew nątrz do naszego układu słonecznego. Do żadnej je d n a k chyba gałęzi fizyki nie d a ją się t a k dobrze. Na podstawie rozm aitych rozw ażań fizycy i astronom ow ie znaleźli. Zagadnienie wieku wszechświata stanowi bardzo t r u d n y pro b le m at w kosmologii. niż wynosi wiek m inerałów ziem­ skich. W sz e ch św ia t 299 mgławicy spiralnej i około 1022 razy większa od niesłychanie wielkiej m asy słońca. ja k w spom i­ naliśm y wyżej. Z n a jd u je m y stą d dalej. nie d a ją liczb większych.1 w ydaje się. stanowiącej trójw ym iarow ą analogię do d wu ­ wymiarowej powierzchni kuli. że rozszerzanie się wszechświata mogło się rozpocząć zaledwie przed jed n y m lub co najwyżej kilku m iliardam i lat. ja k do kosm o­ logii.2 w yznaczenia wieku meteorów. 64. 1 J e s t sa m o przez się zro zu m ia łe. lecz bardzo już osobliwy jest fakt. co można zbadać. .Por. że w ża d en sp o só b n ie m o żn a u z m y sło w ić so b ie ta k a b str a k c y jn e g o w y o b ra ż en ia . iż w roku 1933 pod wpływem now opow stałych teoryj zaczyna się zarysowywać raczej wycofywanie się z takiego stanowiska. P ro b le m a t budow y w szechśw iata należy do najciekaw ­ szych współczesnych zagadnień fizyki. że liczba wszystkich elektronów we wszechświecie jest rzędu 10 79. opartej na fizyce. .

de 187 Bleakney 248 D ollond 33 H arteck 282 B ohr 263 D o p p ler 24 i nast. H . (Sklodowska) 224 G ay-Lussac 168 Balm er 265 C urie P. 285 E h ren h aft 217 H e rtz H . 263 Blagden 188 D iesel 208 H aas. 262 Bragg W . van t* 189 B row n 289 Fah ren h eit 167 H ughes 122 127 B unsen 22 Faraday 68 78 80 215 216 219 H uygens 11 16 37 . 257 259 2o0 Gauss 73 120 Bainbridge 246 C u rie M . 224 G ehrcke 16 Barkla 236 G eissler 221 B artholinus 37 D G erm er 276 B audot 123 124 D aguerre 48 G iauquc 247 Becquerel 224 D alto n 212— 215 G ilb e rt 53 Bell 127 D avisson 276 G oudsm it 267 B enson 203 D avy 90 G ram m e 85 Bentley 181 D e F o rest 108 G rim aldi 10 B îot 39 D em o k ry t 212 B irge 247 D ennison 281 Black 170 179 180 D escartes 30 H B lackett 254 258 D ew ar 187 H aas A. 8 118 119 B rasch 256 E in ste in 21 289 294 298 H ess 258 B rew ster 35 E ngl 157 H eusler 79 B roek. 285 Edison 50 87 88 91 157 H e rtz G . von 85 195 287 D ufay 53 H eisenberg 279 280 292 Bonhoeffer 282 D ulong 288 H elm holtz 172 B orn 279 H en ry 83 Boyle 168 182 184 286 E H ero 198 Bragg W . SKOROWIDZ NAZWISK A C Feddersen 112 113 A bbe 45 46 C agniard de Ia T o u r 185 F erm i 239 261 291 A epinus 72 C ailletet 186 F ran ck 262 Alexanderson 133 C arn o t 201 F ran k lin 69 A m père 59 76 Celsius 167 F ran z 191 290 A nderson 258 Chadw ick 244 255 257 Frau n h o fer 7 21 A ndrew s 185 Clausius 173 174 286 Fresnel 11 15 37 A ngstrom 5 C ockcroft 255 F rim an 239 Arago 37 C om pton 14 275 Aston 245 Coolidge 232 G Avogadro 219 281 C oulom b 54 58 G alileusz 47 179 Crookes 222 B G alvani 56 C u rie I. Heaviside 138 B oltzm ann 116 118 176— 178 D ru d e 290 H efner-A lteneck. van d en 242 H itto rf 222 Broglie (Louis de) 276 F H off. L .

171 172 W róblew ski 186 R upp 277 M eissner 134 R u th erfo rd 227 230 249 254 M eitner 259 Y R u th s 206 M endelejew 241 Y oung 4 5 34 R ydberg 265 M eyer L . 127 W att 198 M W eber 60 117 120 R eiss E. de 203 Pettersson 255 U L avoisier 296 Pixii 84 U hlenbcck 267 Lebiediew 119 Planck 21 197 U rey 247 L enard 20 Plücker 221 L enz 82 P o rro 48 V Lewis 248 Prdvost 195 V ogt 157 L ieben 108 P u p in 131 Volta 55 56 L inde 186 L orentz 221 268 R L oschm idt 219 288 VV L um ière 50 R am an 284 Ram say 227 242 W alton 255 L um m er 16 W ashburn 247 R eaum ur 167 R eis P h. 14 M ac L ennan 281 W ehnelt 109 R ichardson 105 224 M alus 36 37 W heatstone 121 123 R öm er 1 M arconi 133 W iedem ann 191 290 R öntgen 231 i nast. S ch o tt 33 Z sigm ondy 47 . Skorowidz nazwisk 301 J N Schrödinger 278 280 Jansen 45 N e e f 113 Schulze 48 Jo h nston 247 N e rn st 189— 190 Seebeck 292 Joliot 257 260 N eu m an n 81 82 Shim izu 229 Joule 171 186 N ew com en 198 Siedentopf 47 N ew ton 4 6 16 192 274 Siegbahn 239 K N icol 38 Siem ens 84 85 K am erlingh O nncs 64 79 187 N iepce 48 Snellius 30 K apica 73 Soddy 227 249 K arolus 159 O Som m erfeld 269 291 K aufm ann 223 S tark 269 O cchialini 258 K eesom 187 Stefan 195 O ersted 57 K epler 47 S tein h eil 120 O hm 63 K e rr 159 S te rn 287 Olszewski 186 K irchhoff 22 194 195 Strauss 108 O tto 207 Strow ger 129 K irsch 255 K ohlrausch 60 117 K orn 162 P T K raru p 126 P acin o tti 85 T esla 113 K rishnan 284 P an eth 253 T ho m so n J. 241 M ichelson 2 294 M illikan 217 218 219 S Z M orse 120 121 Scheele 194 Zeem an 268 M oseley 237 i nast. M ariotte 168 W ien 196 R ow land 13 61 M asolle 157 W ilke 72 R uhm cr 157 M axwell 116— 119 288 W ilson 228 R um ford 285 M ayer R ob. J. P e tit 288 Laval. 112 173 176 • L P arsons 203 186 L andé 269 Pauli 271 T u v e 248 Lange 256 P eltier 292 Laue 233 i nast. 223 245 P ap in 183 198 T h o m so n W .

SKOROWIDZ RZECZOWY A Cewka indukcyjna 113 D rgania elektryczne 111— 115 A bsorpcyjne w idm a 23 C hlorow ce 241 D yna 55 A chrom atyczne soczewki 33 C hłodnica absorpcyjna 211 D ynam om aszyna 85 A diabatyczny proces 173 Chłodnica m aszyny parow ej D yspersja 274 A komodacja 42 201 202 A ktyn 251 C iało szkliste (oko) 42 E A kum ulator 65 C iem nia optyczna 41 E fekt naskórkowy (skinefekt) Alfa cząstki 226 C ieplne przyrządy elektryczne 92 93 Alkaliczne m etale 241 266 E kstraprądy 82 A m per (jednostka) 59 Ciepło dysocjacji 283 Elektroliza 215 216 Analiza w idmowa 22 C iepło parow ania 180 E lektrom agnesy 77 79 A ngstróm (jednostka) 5 C iepło rozpuszczalności 187 Ciepło spalania 200 Elektrom agnetyczne falc 117- A nodow y p rąd 106 119 A ntena 135 136 137 Ciepło topnienia 179 Ciepło u tajone 179 Elektrom agnetyzm 57 A ntena odbiorcza 141 E lektrom otor 86 A ntykatoda 231 Ciepło w ew nętrzne ziem i 193 Elektrom otoryczna siła 61 A pochrom atyczne układy 45 C iepło właściwe 171 190 Elektronow e prom ienie 277 A tom istyka 212 C iśnienie gazu 286 287 Elektronow e zderzenia 262 Atomowa powłoka 261 C iśnienie osm otyczne 188 Elektronów interferencja 276 A tomowa siatka 284 292 C iśnienie pary 182 183 Elektronów ugięcie 277 A tomowe ciepło 288 C iśnienie światła 119 Elektronów w irow anie 267 A tomowe jądra 284 296 C om ptona zjawisko 275 E lektrony 223 Atom ow y ciężar 214 296 C oulom ba praw o 54 55 C urie-p u n k t 79 E lektronydodatnie258259260 A tom ów rozbijanie 254— 256 E lektrony powłoki pow ierz­ A tom u m odel 230 263 Czas pobudzenia atom u 270 chniow ej atom u 273 A tom w odoru 263 Czas przepołow ienia 250 E lektrony swobodne 290 A tom y 212 Czas (względny) 294 Elektrostatyczna jednostka na­ A vogadry hipoteza 287 Cząsteczki dw uatom ow e 281 boju 55 A vogadry liczba 219 C zęstość drg ań 5 Elektryczności ilość 54 A udionow e połączenie 142 C zęstość pośrednia 149 E lektryczność szklana 54 Elektryczność żywiczna 54 B D E lem ent galwaniczny 65 Barwy 6— 9 D alekopis 125 E lem entarny kw ant elektrycz­ Barw y zasadnicze 50 D etektor kryształkowy 142 ności 216 B ateria 65 D iam agnetyzm 78 Elem enty energii (kwanty) 289 Bensona m etoda 203 D iam ent 190 285 Em anacja ra d u (radon) 249 Biegun (m agnetyczny) 58 D iaterm ia 139 E nergia 19 294 Boltzm anna stała 287 D io p tria 32 E nergia jonizacji 262 B row na ruch y 289 D ław iki 93 E nergia pobudzenia 262 D ługość fal świetlnych 4 5 E nergia własna 296 297 C D opplera zjawisko 24— 27 298 E nergia zerowa 291 Całkowite odbicie 31 D ostrajanie 136 141 E ntropia 173— 176 287 C entralne ogrzew anie 193 D roga sw obodna 288 i E rg 20 .

Lam pa elektronow a 142 143 Ferrom agnetyzm 79 Izotopy chloru 245 Lam pa rtęciow a 90 Film dźwiękowy 157 i nast. Fotografia barw na 50 Jony 215 Lejdejska butelka 69 Fotografia w podczerw ieni 49 L enza reguła 82 Franklina płyta 69 K Liczba porządkow a 240 242 Fraunhofera prążki 7 21 K abel masowy 102 L in ie sił pola elektrycznego 71 Fresnela doświadczenie 15 K abel olejowy 103 L in ie sił pola m agnetycznego K abel podm orski 126 73— 76 G K abel telefoniczny 129 L oschm idta liczba 219 G alw anom etr 59 K aloria 171 L ód 180 G auss (jednostka) 73 K ą t graniczny 31 L ó d suchy 211 G az generatorow y 208 K ą t w idzenia 44 L u n eta 47 48 G azy szlachetne 241 K e rra kom órka 159 L upa 44 G azy trw ale 185 K ilogram om etr 20 L u p a czasowa 52 Geisslerow skie ru rk i 221 K ilow attgodzina 62 G enerator lampowy 134 Kinem atografia 50 52 157 L G eneratory p rą d u stałego 84 i nast. Skorowidz rzeczow y 303 F Izolacja cieplna .192 K w antow a statystyka 289 Fading 136 Izolator (elektryczny) 72 K w anty świetlne 21 Fale (elektrom agnetyczne) Izolator wysokonapięciowy Kwarcow a lam pa 90 117— 119 103 Fale ultrakrótkie 139 156 166 Izoterm icznc przem iany 173 L F a ra d 67 Izotopia 245 i nast. Ł adunek (nabój) elektryczny 85 K inetyczna teoria m aterii 54 55 G łośnik 148 285— 290 Ł adunek elektryczny jądra G ram atom 288 K ocioł Papina 183 244 G w iazdy podw ójne 26 K ocioł parow y 200— 203 Łączenie przeciw sobne 122 K om órka selenowa 160 Ł u k elektryczny 90— 91 H K ondensator (elektryczny) Ł ukow a lam pa 90 91 H afnjum 274 67— 69 H eavisideła w arstwa 138 K ondensator obrotow y 69 M H efnera świeca 89 K ondensor 34 M agnetyzm 57 58 H el 187 227 253 K on stan tan 64 M agnetyzm ziem ski 77— 78 H elu w idm o 280 K onw ekcyjne prąd y 61 M anganina 64 H e n ry (jednostka) 83 K osm iczne prom ieniow anie M asa 294 295 296 H e rtz (jednostka) 138 258 M asa m agnetyczna 58 H eterodynow y odbiór 149 K osm ologia 297— 299 M aszyna kom presyjna 210 H euslera stopy 79 K rótkie fale (elektryczne) 138 M aszyna o w ielokrotnym roz H ygrom etr 183 K rótkofalow y nadajnik 150 prężeniu 202 K rytyczna tem p eratu ra 185 M aszyna parow a 198— 203 I K rytyczny stan 185 M aszyna w zbudzająca elek­ Ilość ciepła 170 K ryształy 233 234 284 285 trom agnesy 94 Ilość zm ian p rą d u 92 K ryształy soli kam iennej 285 M aszyny chłodzące 209— 211 Im m ersja 45 K ryształy śniegu 181 M axwella relacja 118 Indukcja (elektrostatyczna) 72 K ulom b 60 M axwella rów nania 117 Indukcyjne p rąd y 80— 83 K w ant działania 21 197 263 M echaniczny rów now ażnik Interferencja elektronów 276 K w antow a liczba 264 ciepła 171 172 Interferencja światła 14— 16 K w antow a m echanika 279 M echanika falowa 279 . Izotopy tlen u 247 L am pa wielosiatkowa 149 F iltry częstości 124 Izotopy w odoru 247 Lam pa wolframowa 88 Fluorescencja 270 Lam pa żarow a 87— 89 Fotoelcktryczna kom órka 160 J Lam pow e stopnic w zm ocnie­ Fotoelektryczne zjawisko 17 Jądro atomowe 230 nia 151 275 Jądro w odoru 244 L am py jarzeniow e 270 Fotografia 48— 50 Jenajskie szkło 33 168 Lauego fotogram y 234 i nast.

Prom ienie beta 224 295 N apięcie siatki 109 Pierw iastki czyste (bez izoto­ Prom ienie dodatnie 245 N atężenie pola elektrycznego pów ) 246 Prom ienie gam m a 251 252 70 Piezoelektryczność 139 Prom ienie graniczne 236 N atężenie p rą d u 59 Pobudzenie atom u 270 P rom ienie katodowe 220— N aturalny szereg pierw iast­ Podczerw ień 8 9 224 ków 240 Podw ójne załam anie 37— 40 P rom ienie m olekularne 277 N aw inięcie podw ójne d ru tu 83 159 Prom ienie protonow e 277 N aw inięcie twfornika H efner. 304 Zasady fizyki M etale 290— 292 O brazy osiowe w kryształach P otencjom etr 66 67 M eteory (wiek) 253 40 Poziomy energetyczne (ato­ M gław ice 297 O chrona cieplna 192 mowe) 263 M gławice spiralne 297 O dbicie światła 28 29 Pozitrony 259 M ieszaniny oziębiające 188 O dbiorniki radiow e włączane Półwattówka 90 M ikrofale (elektrom agnetycz­ do sieci 150 P raca 19 62 ne) 139 Ognisko (optyczne) 29 Praw dopodobieństw o 280 M ikrofon 127 128 146 O gniw o galwaniczne 65 Praw o gazów 286 M ikrofon elektrodynam iczny O hm a praw o 63 66 Praw o K irchhoffa 194 146 O ko 40— 44 Praw o odbicia 28 M ikrofon kondensatorow y 146 O kular 45 Prawo prom ieniow ania (Plan­ M ikroskop 44— 47 O m (jednostka) 63 cka) 197 M odulacja 127 O pornik (reostat) 65 Praw o przesunięć (W iena) 196 M ol 286 287 O pór elektryczny 63— 67 Praw o Stefana-Boltzm anna M o to r benzynow y 208 O rtochrom atyzacja 49 195 M o to r czterotaktow y 207 O rtow odór 281 Praw o stosunków stałych 213 M o to r D iesla 208 O św ietlenie elektryczne 87— Praw o stosunków w ielokrot­ M o to r gazowy 208 91 n ych 214 M o to r lotniczy 208 O zon 281 P rąd elektryczny 56 M otory spalinowe 206— 209 P rąd przem ienny 91— 97 M otory w ybuchowe 207 P rąd przesunięcia 116 P Prądnice prądu przem iennego N P ara 180 182 183 93 i nast. N abój (ładunek) elektryczny P ara nasycona 182 P rąd y cieplne 193 54 55 Para w ysokoprężna 203 P rąd y indukcyjne 80— 83 N achylenie m agnetyczne 78 Param agnetyzm 78 P rądy T esli 114 115 N aczyniówka (oko) 41 Paraw odór 281 282 P rądy wirow e 82 83 N adajnik lampowy 134 Parow anie 183 Prędkość światła 1— 3 295 N adfiolet 8 9 Periodyczny układ pierw iast­ Proces kołowy (cykliczny) 175 N adprzew odnictw o 64 ków 241— 248 271 200 N adsubtelna budow a prąż­ Perm alloy 80 126 Projekcyjny przyrząd 34 ków w idm ow ych 275 P erp ctu u m m obile 174 P rom ienie alfa 225— 228 251 N apięcia podział 66 Pierścienie N ew tona 4 5 Prom ienie atom ow e 288 N apięcie elektryczne 61— 62 Pierw iastki 212 i nast. Podw yższenie p u n k tu w rze­ Prom ieniotw órczość 224 248- A ltenecka 85 nia 188 253 N a wpół przepuszczalne błony Pojem ność (elektrostatyczna) Prom ieniow anie charaktery­ 188 67 styczne 236 Neonow e światło 270 Polaryzacja (światła) 34— 36 Prom ieniow anie cieplne 194— N eutrodynow e połączenie 148 P c a ry z ac ji kąt 35 198 N eutrony 257 Polaryzacyjne przyrządy 36 Prom ieniow anie słoneczne 195 N icola pryzm at 38 Pole elektryczne 70— 73 196 Pole m agnetyczne 73— 79 Prostow niki 105— 108 O Pole w irow e 97 P rostow nik rtęciow y 106— 108 O biektyw 45 Polon 250 Prostow nik suchy 108 O bniżenie pu n k tu zam arzania Porywacz czasu 52 Protony 255 188 Potencjałów różnica 61 Pryzm atyczna luneta 48 .

U gięcie e le k tro n ó w 277 Sublim acja 184 ny 280 281 U ginanie św iatła 10—14 S u b te ln a budow a prążków R ozszczepienie w idm ow e 274 U kład periodyczny p ie rw ia st­ w idm ow ych 268 R ozszerzanie się w szechśw ia­ ków 243 Ś w iatło n a tu ra ln e 34 35 ta 298 U ltra m ik ro sk o p 47 Ś w ia tło sp o lary zo w an e 34 35 R oztw ory 187 — 189 U ran 250 i nast.J S k ręc e n ie płaszczyzny pola T e rm o d y n am ika 172—175 P rzew o d n ik i e le k try c z n e 72 ry zacji 39 T e rm o ele k try c z n o ść 292 P rzew o d y kablow e 102 Śm ierć ciep ln a w szechśw iata T e rm o m etr 168 i n a st. R ad io tele g ra fia 133 i n a st. P rzew o d y w ysokiego n apię 176 T e rm o m etr gazow y 168 cia 102 Soczew ka oczna 41 T erm o m etr lek arsk i 169 P u n k t p o tró jn y 184 Soczew ki 31—33 T erm o m etr w odorow y 169 P u n k ty zasadnicze te rm o m e ­ Soczew ki ro z p ra sza ją ce 33 Term os 192 tru 167 S oczew ki sk u p iające 32 Tęcza 6 P y ro m e tria 170 So len o id 74 T ęczów ka (oko) 41 S p e k tro sk o p ia m asow a 245 Tłum ienie d rg a ń 133 R S pójność (o p ty czn a) 15 T o r (p ie rw ia s te k ) 251 R ad 224 249 Sp ó łczy n n ik w ydajności p ro ­ T o r (tele g ra fic z n y ) 124 R adiofonia 145 — 157 cesu kołow ego 201 T ram w aj e le k try c zn y 86 R adio telefo n ia 140 Sp ó łczy n n ik z ałam an ia św ia­ T ran sfo rm ato r 98 i n a st. W a tt 62 Sam oindukcja (indukcja w ła ­ T e le g ra f lite ro w y 122 W en ty l (e le k try c z n y ) 106 sna) 82—83 T e le g ra f m aszynow y 122 W e n ty la to r 183 S c y n ty la c je 225 T e le g ra fia k ab lo w a (tr a n s ­ W idm a a b so rp cy jn e 23 S e le k ty w n y o d b ió r 148—150 o cean iczn a) 125 W idm a em isy jne 22 Z asady fizyki 20 . Ś w iecen ie te m p e ra tu ro we270 R en tg en a prom ien ie 14 231—-j S y n c h ro n iz a c ja filmu 162 236 S zereg i przem ian pro m ien io ­ R ów nolegle łączen ie 83 V olty sto s 56 tw ó rczy ch 250 R urka do w yładow ań e le k tr. tła 30 118 T ra n s fo rm a to r częstości 134 R adon (em anacja rad u ) 249 S p rzężen ie z w ro tn e 134 T ri-e rg o n 157 R am ana zjaw isko 284 S ta ła d ie le k try c zn a 63 118 T rójfazow e silniki 95—97 R e fle k to r 90 S ta ła gazow a 286 T rój p rąd 96 R entgenow ska d iag n o sty k a S ta ła sia tk i 285 T u rb in a p aro w a 203—206 235 S ta rk a zjaw isko 269 T u rb o g e n e ra to r 205 R entgenow ska terapia235236 S te re o s k o p 43 T urm alin 38 R entgenow skie lam py 231 232 S te ro w a n ie kw arcem 139 T w o rn ik b ę b now y 85 R entgenow skie w idm a 236 — S to p k i b ezp ieczn ik o w e 91 T w o rzen ie się lodow ców 180 241 274 Stru m ień siły m agnetycznej R ezonans 136 141 U 81 R ezonans falow o-m echanicz. W 270 R y d b erg a s ta ła 263 265 W ario m e tr 83 T elefo n 127-132 W arto śc i w łasne (rów n. ziemi 78 T eo ria g ra w ita c ji (E in stein a ) Przew odnictw o ciep ln e 191 — S k ra p la n ie gazów 184—187 298 193 S k ra p la n ie p o w ie trz a 186 T eo ria un d u lacyjna 16 P rzew odnictw o ziemi 120 . Skorowidz rzeczowy 305 P rzekazyw anie en erg ii elck-j S ia tk a d y frak c y jn a 12—14 T eleg rafia p o dakustyczna 124 try c z n c j na odległość ICO—| S ia tk a (w lam pie e le k tro n o ­ T eleg rafia w ie lo k ro tn a 123 105 w ej) 1G9 T eleg raficzn e p rzek azy w an ie P rze k a źn ik (relais) 121 S ia tk ó w k a (o k o ) 42—43 ob razó w 162 Przem iany pierw iastk ó w 249 S k a la te m p e ra tu r 167 T e m p e ra tu ra bezw zględna P rze rw a isk ro w a 114 S k in e fe k t (e fe k t n a sk ó rk o 168 169 P rzery w acze e le k try c zn e 113 w y) 93 T e m p e ra tu ra n a sycenia 182 P rzesu n ięcie fazy (p rąd u S k ła d o w a poziom a n atężen ia T eo ria em isyjna św iatła 16 przem iennego ) 93 po la m ogn. T e le g ra f 119 —126 S ch rS d in g era) 279 S a c h a ry m stria 40 T e le g ra f bez d ru tu 132 i n ast.

Z jaw isko Z cem ana 268 W ielo siatk o w e lam py 149 wy 158 Z orza p o la rn a 270 W ilgotność 183 Z apis dźw ięków poprzeczny Z w ierciadła 28—29 W ilsona m eto d a 228 153 Z w ierciadło w klęsłe 28 29 W oda 171 Z a sad a H u y g en sa 11 Z w yrodnienie gazów 291 W oda c iężk a 248 Z a sad a niepew ności 293 W olt 61 62 Z asad a p rą d u w steczn eg o W o lto m ierz 67 (L inde) 186 Ż aró w k a z w łóknem m e ta ­ W rzen ie 180 Z asad a przyczynow ości 293 ! lowym 88 89 W szechśw iat 2 9 7 -2 9 9 Z asada zach o w an ia energii Ż arząca się k a to d a 106 W zględności te o ria 294 295 172 Ż yła (te le g ra fic z n a) 124 .Z asad y term o d y n am ik i 172 W idm a p rążk o w e (liniow e) 111 173 174 189 21—24 26 4 -2 6 9 W zm acniacze niskiej c zę sto ­ Z asięg (prom ieni a ) 251 W idm a ro ta c y jn e 282 ści 143 Z asobniki cieplne(R uthsa)205 W idm a ro ta c y jn o -o sc y lac y j. W zm acniacze w ysokiej czę ­ Z boczenie m ag n ety czn e 77 nc 282 sto ści 143 Z dolność em isyjna 194 W idm a siatk o w e 13 Z ero bezw zględne 168 W idm o sło n eczn e 6 7 Ziem ia (w iek) 252 253 W idm o w odoru 265 266 Z ałam anie św iatła 30 Z iem ie rz a d k ie 273 W idzenie na odległość 163 Z apis dźw ięków friatężeftip'. 306 Zasady fizyki W idm a pasm ow e 232 283 W zm acniacze lam pow e 108—j.

IM *«i.1 tl . 1999 * 2009 -u-.11 $1 05.fe .U2 2013 -« a .

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful