You are on page 1of 13

MISTYCZNA TEORIA WOJNY

Jeeli widzicie mnie tu dzisiejszego wieczoru, pomimo e przez


dugi czas nie chciaem si zgodzi na wystpienie publiczne, to stao
si tak na skutek nalega moich przyjació. Powiedzieli mi oni: " Po
omiu miesicach uporczywych wysików, cierpie znoszonych po
stoicku, potrzebujemy znów posucha tych kojcych i porywajacych
zasad wieczystych ". W obawie przed popenieniem bdu dalszym
milczeniem, daem si przekona. Wybaczcie mi, e mog wam
ofiarowa jedynie sowa. W obliczu obecnych katastrof wszelkie sowa
wydaj mi si bez wartoci; najskromniejszy czyn jest cenniejszy od
najwspanialszych przemówie. Nie bd to ani wykady ani odczyty.
Nie miaem czasu co przygotowa. Bdziemy wic rozmawiali z sob
zupenie poprostu. Dzi omówimy sam wojn, tak jak wyglda ona w
planie niewidzialnym. Drugim razem zbadamy chrzecijanskie
podstawy patriotyzmu. W trzeciej pogadance przyjrzymy si walce,
mierci, szpitalowi, niewoli. W czwartej, zastanowimy si czy my,
ludzie cywilni, wypeniamy waciwie nasze obowizki. Wreszcie, by
moe, spojrzymy na nasz ojczyzn z punktu widzenia mistycznego. W
sumie nie powiem wam nic innego jak to co, podczas waszych
rozmyla, szepc wam dusze bohaterów-mczenników, waszych
synów, braci, mów, nie zalenie od tego czy walcz oni na tym
wiecie, czy po tamtej stronie prowadz walk u boku duchów
opiekuczych naszej ojczyzny i Anioów Chrystusa.
Wikszo z was zna mój punkt widzenia. Prosz szczególnie
tych którzy przyszli tu po raz pierwszy, aeby powstrzymali si z
odrzuceniem moich pogldów do koca tych pogadanek. Mam wiele
dziwnych rzeczy do wytumaczenia, a take czuj si w obowizku
wypowiedzie wiele przykrych stwierdze, bowiem, aeby zosta
uleczonym, trzeba nade wszystko uzna sw chorob. Ja wiem e
jestem chory. Jako rodacy, spirytualici i chrzecijanie czujemy si jak
w rodzinie. Trzeba wic, ebymy mogli powiedzie sobie wszystko,
bez zadawania sobie ran.

*
**

Zacznijmy rozpatrywa nasz problem od najmroczniejszej,


najboleniejszej jego strony. A wic: Dlaczego Bóg pozwala na wojny?
Co robi On, gdy miliony ludzi ginie w tych rzeziach i okruiestwach?
Otó, musz si przyzna z ca szczeroci e te pytania, które
syszy si zewszd, s dla mnie niezbyt zrozumiae. Poniewa wiem, e
Chrystus jest z nami, ze mn, z matk, maonk, z dzieckiem, z
onierzem, z rannym i z konajcym, wic nie potrzebuj wiedzie nic
wicej. onierz o nic nie pyta swego generaa, a my przecie, kroczc
nasza drog, mamy sta si onierzami Chrystusa.
Jednak nie wszyscy s tak mao ciekawi. Tak wic wasze,
poniekd suszne pytania zostan, by moe, zaspokojone
nastpujcymi pojciami.
Zawsze dostrzegamy jedynie skutki, nigdy nie widzimy
przyczyn. Podobnie jak my, ludzie cywilni, wiemy o sytuacji na froncie
tylko to, co sztab gówny zechce nam ujawni, tak samo bogowie
pozwalaj nam dostrzega jedynie drobne epizody bitwy ycia, lub w
najlepszym razie bardzo mgliste pojcia ogólne. Ta niewiedza jest
prób dla naszej pychy, lecz równie wyrazem przezornej troskliwoci
Boga. Obliczcie mnogo obowizków, jakie narzuca nam nasz
skromny baga wiedzy o yciu i sprawdcie ile z tych zobowiza nie
zostaje wypenionych. A teraz starajcie si oceni ogrom bolesnych
konsekwencji, które z tego powodu cigamy na siebie. Cóby si wiec
dziao, gdyby nasza wiedza o wiecie i yciu bya cakowita? Jaka
zaistniaaby dysproporcja pomidzy tym co bymy wiedzieli a tym co
moglibymy zdziaa? Gdy faktycznie nie potrafimy nic.
A ponad to, ta niewiedza jest dla nas niezwykle cenna. Rozum,
rozsdek, wadze umysowe sa pewnymi czynnikami przyrodzonego
rozwoju czowieka. Lecz na czym opiera si jego rozwój
nadprzyrodzony? Ten wysiek, t moc, która nas przerzuca ponad
przepaci, dzielc skoczono od nieskoczonoci, wiat stworzony
od niestworzonego, królestwo doczesne od Królestwa wieczystego, t
moc, która kieruje nas ku zawiatom, poza to co odczuwalne i
wiadome, Chrystus nazywa wiar. Otó domen wiary jest niewiedza.
Wszystko co mi jest znane nie wymaga wiary. Gdy wic w obliczu
nieszczcia, uparcie zamykam oczy mego rozumu i powtarzam sobie:
"Nic nie rozumiem, lecz Bóg jest ze mn, On wie, On widzi i rozumie,
On jest dobry i urzdza wszystko dla mojego dobra." - to taka postawa,
absurdalna dla mdroci ludzkiej, jest jedyn prawdziw i suszn
wedle Absolutu; i porywa ona ku temu Absolutowi moje serce i mego
ducha jednym uderzeniem skrzyde.
Wszelka dziaalno Boga jest dobra. wiat zosta przez Niego
zorganizowany na zasadzie dwoistoci, jak to mawia Pitagoras.
Wszystko odbywa si parami, dwoicie, przez przeciwiestwa. ycie
jest powszechn walk. Hekatomby wystpuj wszdzie w wiecie
stworzonym. Czy ten kwiat tak niewinny, ten majestatyczny las, te
wspaniae góry, ta harmonijna twarz nie s polem straszliwych walk?
Wszyscy wiemy to doskonale. A mimo to chcielibymy eby jedynie
narody yy w harmonii!
Nie lkajmy si spojrze w oczy tym rzeczywitociom. Wojna
podobnie jak Pokój s tworami Boga, tak samo jak Szatan i wity, jak
bohater i bandyta. Wojna panna szalona i Pokój, panna mdra, s
dwiema niemiertylnymi siostrami, lecz tylko pierwsza z nich nie
zdoaa wytrzyma próby. W naszym wiecie wszystko rodzi si ze
mierci. Kade olsniewajce pikno rodzi si z tysica ponurych
brzydot. Kade powicenie rozkwita na nawozie z dawnych,
zamarych egoizmów. Nie istnieje harmonia która by nie bya
dzieckiem niezgody. Spójrzcie wokó siebie: Gdzie spotkacie pokój
ducha, nie tkwicy korzeniami w przezwycianych niepokojach?
Jaka moc nie wznosi si na niezliczonych upadkach? adna pewno
nie jest trwaa jeeli nie wykuy jej zwtpienia. Gdyby okrutny egoizm
nie uczyni uprzednio twardymi wókien serca, czuo i dobro nie
mogyby w nim póniej zamieszka. Wy, którzy kroczycie wsk
drog, posiadacie t odrobin agodnoci, wiary i arliwoci tylko
dlatego e pokonywalicie w sobie gniew, obojtno i lenistwo.
Trzeba powtarza i gono woa, nawet na przekór pozornym
oczywistociom, e Bóg jest dobry, e tylko Ojciec jest dobry. Wobec
mierci drogich nam osób, w obliczu zniszcze, poarów, tortór rodzi
si pokusa oskarania Boga i niektórzy ulegaj jej. Jednak pamitajmy
o oczywistych prawdach; uciekajmy si do zwykego zdrowego
rozsdku, zmconego okropnoci katastrofy. Gdyby nie byo
nienawici pomidzy jednostkami nie byoby jej midzy rodzinami i
nie byoby jej midzy narodami. W zgniym owocu, rozkad rozpocz
si w jednej, niedostrzegalnej komórce. Epidemia pustoszca cae
regiony, pocztkowo umiercia tylko jedn osob, a w niej, na samym
pocztku, bya nieskoczenie maym mikrobem. Oto bd pacyfistów.
Chc oni obali drzewo, obcinajc jego gazie. Naleaoby uderzy w
sam korze. Zreszt sami ujawniaj sw sabo, gdy kóc si
pomidzy sob.
Jeeli wic, uznajc sw niewiedz, zrozumiemy, e korzenie
wszelkiego za tkwi w naszych sercach, wtedy powinnimy pogry
si w pokornej skrusze. Bo czy kady z nas, czy to jako osoba
prywatna czy jako obywatel, nie sta si sprawc licznych nieszcz
przez swe niedbalstwa lub wiadom z wol? Czy potrzeba
powoywa si na teori reinkarnacji? Czy i bez tego nie wiecie, e
zo, na które si godzimy, chociaby tylko myl, dy do przyjcia
ksztatu materialnego?
Czowiek jest orodkiem przeobraajcym, przez który
przechodzi caa rzeczywisto niewidzialna, aeby stac si widzialn.
Zreszt, oprócz tych fizjologicznych i psyychologicznych nastpstw, w
cigu lat ludzka wada dy do ucielenienia si. Jaki trujcy owoc,
jadowite zwierz, chorobotwórcze mokrada s fizycznymi postaciami
ongi uprawianych wystpków przez jednostki lub dawno wymare
narody. Oddawanie si mylom o zemcie, doprowadza, po kilku
pokleniach, do zbrodni. Chrystus ukazuje te fakty tym ze swych
uczniów, którym "otworzy oczy". A przecie i my te karmilimy
nieraz w naszych sercach uczucia nienawici, bywalimy cyniczni,
bezwstydni, rzucalimy oszczerstwa, zdradzalimy tych, którzy nam
ufali, brudzilimy delikatne uczucia, oszukiwalimy. Obecnie onierze
Antychrysta, na naszych oczach, dokonuj okropnych zdrad,
dopuszczaj sie okruciestw i podoci. Sprawiedliwo bogów
dopenia si w tej chwili.

*
**

Przepraszam was pokornie za to e pozwoliem sobie mówi tak


otwarcie o tych przykrych sprawach. Lepiej jednak, ebycie to teraz
usyszeli z ust towarzysza niedoli, ni od Sprawiedliwego Sdziego w
gronym dniu Jego triumfu. Wspólnie przyznajmy si do wszystkich
naszych win, od razu i do gbi. Przyniesie nam to ulg i mozliwo
zadouczynienia.
Ocemy wiec nasze zadanie. Owiadczam wam w obliczu
Prawdy - jest Ona tu obecna, gdy zebralimy si w Jej imieniu - : Zo
trwa bdzie a do koca wiata. Bóg mógby je zniszczy
natychmiast. Zreszt, pocó powoywa si a na interwencj Boga?
Zwyka modlitwa mogaby uwizi te mroczne legiony. Lecz one te
musz doj do wiata. Niech katolicy nie oburzaj si, sdzc e te
sowa s jak herezj. To co tu powiedziaem jest autentyczn ide
Chrystusa, za jeden z Ojców Kocioa, w. Augustyn, wypowiedzia t
sam prawd, równie jasnymi sowami.
A gdyby Sowo-Jezus, nie dotrzymujc Swej obietnicy, zagasi
ten "tlejcy si jeszcze ogarek", gdyby wiat za zosta nagle strcony
do pierwotnej nicoci, byoby to najwiksze nieszczcie dla rodzaju
ludzkiego. Jeli cokolwiek zrozumielimy z Prawdy, jeeli
dostrzegamy chociaby cie wieczystej wspaniaoci, jeeli potrafimy
si zdoby na najmniejszy gest dobroci - zawdziczamy to Zu. Dotd
nie dokonalimy wiele, lecz bez za nie uczynilibymy wogóle nic,
gdy nie musielibymy walczy. Bylibymy biednymi istotami,
wprawdzie niewinnymi, lecz jednoczenie bezwadnymi,
niewiadomymi, biernymi. Nie przeklinajcie wic ani Za ani
cierpienia; kochajcie t walk i szukajcie jej. Czy najarliwsi sudzy
Nieba nie nazywaj sie onierzami Chrystusa?
Gdybymi mogli chocia domyli si jak przyszo
przygotowywuje nam Ojciec, wtedy nie lkalibymy si niczego, a
poród najstraszniejszych spustosze nasz nieustraszony wzrok
zachowaby ekstatyczny odblask boskiego wiata, dostrzeonego
chociaby w czasie jednej sekundy. Uwierzcie mi, e nie podnosz
gosu eby was natchn zudnym zapaem. To o czym wam mówi jest
rzeczywistoci, a obraz wspaniaoci Królestwa, które wam tu opisuj,
jest niewspómiernie saby w porównaniu z rzeczywistocia.
Wojna jest wic nieuniknion koniecznoci ycia ziemskiego.
Gdyby pozostaa przy yciu jedynie garstka ludzi na tym padole, to po
kilku latach zaczliby si bi ponownie, a nawet w okresie pokoju
maltretowali by gleb, wycinali lasy i niepotrzebnie tpiliby zwierzta.

*
**

W wiecie stworzonym wszystko urzeczywistnia si za


porednictwem klisz. Klisze s pierwowzorami rzeczy, istot i zjawisk;
istniay one przed Czasem i bd istniay po nim. S to idee Ojca, ywe
i rozumne, podróujce w przestrzeniach wszechwiata po szlakach
uprzednio wytyczonych.
Oto podam wam kilka zobrazowa wyjaniajcych te sprawy.
Ojciec ujmuje pewn czstk Nicoci; nadaje jej szkielet, ksztat
i ustala tam pooenie przyszych ognisk ycia tego stworzenia,
nastpnie czy je wszystkie sieciami dróg. Póniej oywia ten
bezwadny kosmos i wówczas kada z tych niezliczonych komórek
skadowych rozpoczyna swe specyficzn prace, do realizacji których
Bóg j uksztatowa. Okazje do uruchomienia tych ukrytych energii s
duchowymi ksztatami tego wszystkiego co ma si póniej speni;
nazywamy to kliszami.
Wszystko co istnieje jest materializasj jakiej kliszy: planeta,
rasa, nauka, miasto, zjawisko chemiczne, kryzys duchowy itd.. Poza
tym wszystko jest kolejno, najpierw klisz a nastpnie tworem,
nawiedzonym przez klisz.
Te odwiedziny klisz s nieuniknione. Poniwa czowiek obawia
sie prób, a próba jest jedynym rodkiem postpu, wiec Przyroda nie
pozwala nam unika pracy. Tylko czowiek gotowy do powrotu do
Domu Ojca ma prawo rozkazywa kliszom a one s mu posuszne.
Kiedy mówiem wam o duchach, geniuszach, bogach i anioach.
Wykazaem wam e te pojcia nie wystpuj jedynie u ludów
pierwotnych lub u hierofantów, wizjonerów Chin i Egiptu, lecz e
zostay przyjte przez owiecone umysy Ojców Kocioa; midzy
innymi w. Tomasz z Akwinu pisze o anioach przydielonych kadej
istocie stworzonej, a równie o duchach porednich, które nie s
anioami ani demonami.
Otó wszystkie twory, nawet istoty kolektywne, ludy, narody,
rasy, s indywidualnociami yjcymi w wiecie niewidzialnym,
obdarzonymi osobowym "Ja", wolna wol, inteligencj, odmiennymi
ni wola i inteligencja globalna istot ludzkich wchodzcych w skad
tego kolektywnego ciaa. Owo "Ja" istnieje ju wczeniej ni powstao
dane ciao, dany obszar, dany ustrój spoeczny czy polityczny i
egzystuje nadal po ich przeobraeniu czy znikniciu. Róne klasy
spoeczne s organizmami fizycznymi i rozmaitymi wadzami tego
ducha kolektywnego, podobnie jak system nerwowy, minie,
okrelone zwoje mózgowe s organami naszych wadz psychicznych.
A kada komórka spoeczna, to znaczy obywatel otrzymuje
nieswiadomie od ducha swej ojczyzny specjalne wiata przystosowane
do funkcji obywatelskiej, do wypeniania której moe by powoany.
Poszczególne rasy a równie caa ziemska ludzko oraz
ludzkoci yjce niewtpliwie na innych wiatach, s zorganizowane
wedug tego samego planu; ich zespó, króleswo ludzkoci, to owa
przeogromna istota, któr Mojesz nazywa Adamem, za staroytni
mdrcy - wielkim czowiekiem niebiaskim.
Wszystkie te duchowe hierarchie s poddane prawu stworzenia.
Ci geniusze walcz pomidzy sob nieustannie; oczywicie kady z
nich kroczy drog wyznaczon mu przez Ojca; lecz ich drogi krzyuj
si; podróni nie chc sobie ustpowa, a gdy ich spory tocz si w
momencie gdy zblia si termin spaty dugów moralnych,
zacignitych przez ich ciaa fizyczne, czyli ziemskie narody, wówczas
z tych konfliktów wynika nieunikniona wojna.
Oto jak sprawy przedstawiaj si czsto po tamtej stronie.
Zreszt, dla wikszoci z was s to pojcia znane. A poniewa
badalimy ju wspólnie przenoszenie si si i zjawisk z jednego planu
na inny, wic nie bdziemy dzi do tego tematu powraca.

*
**

A oto inny do czsty przypadek. Jaki szczliwy naród


popada w upienie i staje si nieproduktywny. Geniusz Ziemi, jako
wadca interesowny, przygotowywuje si do pozbycia si tego balastu,
tak jak to czyni ludzki organizm z komórkami które przestay
pracowa. Wówczas zy anio tego narodu jest uradowany, gdy ma
nadziej, e z powodu zamtu wywoanego t operacj wykolei si
geniusz tego narodu. Lecz dobry anio stara si rozarzy "ten tlejcy
jeszcze ogarek"; gdy ów geniusz nie jest mu posuszny, wtedy
wyszukuje on jak komórk, czyli obywatela tego kraju, zdolnego do
odczucia tego wpywu i do posuenia mu w roli narzdzia. Gdy kogo
takiego znajdzie, wówczas zazwyczaj wybucha jaka rewolucja lub
przewrót. Jeeli nie znajdzie nikogo odpowiedniego, wtedy ucieka si
do innej taktyki, bowiem wszystko jest lepsze od tego stanu
odrtwienia. Bezwad jest samym dnem Otchani. Wtedy ów dobry
anio zwraca si do geniusza jednego z ssiednich narodów i zachca
go do skontaktowania si z tamtym opornym geniuszem. Z tego
kontaktu geniuszy zawsze wynika konflikt, bowiem istoty te, chocia
od nas znacznie potniejsze, nie przekroczyy jednak pewnego
stadium egoizmu. Te duchowe zjawiska powoli materializuj si,
wywoujc wreszcie wojn, lecz ta katastrofa realizuje si dopiero
wówczas, gdy mózg narodu, to znaczy rzd, wyrazi na to zgod.
Rzdy odgrywaj u narodów rol analogiczn do wiadomego
systemu nerwowego jednostki. Do nich to dochodz prdy rónego
rodzaju, nurtujce ich narody; odpowiedzialno rzdu jest ogromna.
Dlatego te czonkowie rzdu powinien posiada, oprócz specjalnych
zdolnoci intelektualnych (zawsze ograniczonych), nieskazitelne
charaktery, najwysz moralno, doskonae panowanie nad sob i
serce cakowicie opanowane arliwym pragnieniem suenia Dobru.
Powinni oni doskonale rozumie wszystkie, dochodzce do nich
proby ludu i by dostatecznie moralni czyci, eby w intuicjach
otrzymywanych od Geniusza narodu umie odróni szkodliwe
wpywy zego anioa od prawdziwych natchnie dobrego anioa. Kady
m stanu powinien by w sercu czowiekiem modlitwy.
Mówiem wam ju o tym, e gdy niektórzy przywódcy naszego
narodu, czyjc si bezsilni, w chwilach rozpaczliwych uciekaj si do
modlitwy, Niebo w odpowiedzi zsya cud; bylimy tego wiadkami.
Rzd nieudolny, zalepiony lub wykazujcy z wol zmusza
dobrego anioa, który pomimo wszystko chce ratowa kraj, do szukania
innego, bardziej podatnego narzdzia. Czsto si zdarza, e w takich
wypadkach Chrystus obarcza tym zadaniem Swego specjalnego
wysannika; ten za wybiera w narodzie istot zdoln do usyszenia
jego gosu i obdarzon waciwociami fizycznymi, fluidycznymi i
mentalnymi odpowiednimi do misji, któr ma by obarczony. Ów
nadzwyczajny wysannik Nieba ksztaci nieraz takiego osobnika przez
dugie lata. Czasami czowiek ten nie zdaje sobie sprawy z tej
tajemniczej pracy, odbywajcej si w jego osobie. Nastpnie ten
bohater wypenia sw misj i paci za to swym yciem. Póniej
historycy dokonuj drobiazgowej analizy faktów i wydarze i nie
potrafi nic wykry, oprócz martwych elementów, podobnie jak
anatom podczas sekcji zwok. Cay ten cudowny i ywy aspekt danej
epopei czasami bywa odczuty i wyraony przez ludow intuicj w
legendach. We Francji zdarzyo si to wielokrotnie podczas wojny
1870/71. Mógbym poda jeszcze inne podobne wypadki, gdyby nie to,
e nale jeszcze do zbyt niedawnej przeszoci.

*
**

Te skromne, bardzo zwize wyjanienia, które wam podaem


jedynie w celu odkrycia potniejszych motywów dziaania,
wymagayby dugich komentarzy. Poruszaj one bardzo trudne i
bolesne problemy. By moe w przyszoci, gdy nasza Ojczyzna
odniesie zwycistwo, gdy odbudujemy poniesione straty, gdy ju
poprawimy los nieszczliwych ofiar i gdy wreszcie znajdziemy troche
czasu na odpoczynek, wtedy, gdy Niebo pozwoli, wytumacz wam
tajemnice antynomii istniejcych pomidzy Bo dobroci a ludzk
zoci - dlaczego mczestwo Jezusa nie powstrzymao mczestw
patriotycznych, dla czego wieczyste Miosierdzie dopuszcza istnienie
potwornych katów, jak ci z za Renu.
Lecz narazie niech bije tylko nasze serce i trudzi si jedynie
nasze rami. Chwilowo upijmy nasz rozum który, zwaszcza przez
ostatnie pidziesicolecie, pata nam tylko zoliwe kaway. Obecnie
tylko jedno potrzebujemy wiedzie i pamita, e : pomimo
przeczcych pozorów, Bóg zawsze chce najwikszego dobra,
najwyszego rozwoju i najdoskonalszego szczcia Swoich tworów.
Jedynie naszej wasnej woli zawdziczamy, e droga któr kroczymy
jest tak cika. Oczywicie, Ojciec moe znale nieskoczon ilo
rozmaitych sposobów doprowadzenia czowieka do celu jaki mu
wyznaczy; lecz bdcie pewni e ten jaki wybiera jest zawsze
najlepszy. Nie pragnijcie za wszelk cen zrozumie wszystko
natychmiast. Czy macie pretensje do Rzdu za to e wszystkich nas nie
zaprasza do swych narad? Czy sdzicie, e gdybym zna tajemnicze
przyczyny naszego nieszczcia, gdyby Chrystus (co jest niemoliwe)
dopuci mnie do swych rozwaa, to sdzicie , e wyjawibym je
wam? Rzecz jasna, e nie. Bez wzgldu na to ile by mi ta dyskrecja
kosztowaa. A wreszcie, czy jestemy zdolni do zrozumienia tak
rozlegych planów.
..................................................................................................
To co oglda duch czowieka pozostaje najczciej poza
zasigiem jego inteligencji; i wanie dlatego zwracam si do waszych
serc; duch przemawia do nas przez serce. To wasze serca pamitaj
tego Wojownika pokoju, który jadc kiedy na olciu, powraca do
Swego miasta - mona rzec rodzinnego - i paczc nad nim powiedzia:
"O Jeruzalem! gdyby ty poznaa w owym dniu to, co moe ci
przynie pokój... Przyjd na ciebie dni, gdy otocz ci nieprzyjaciele i
powal na ziemi ciebie i twoje dzieci... gdy nie poznaa dnia, gdy
Bóg ci odwiedzi." Od nas zaley, eby los Jerozolimy nie spotka
Parya. onierze nie mog zrobi ju nic wicej; lecz my, ludzie
cywilni, moemy lecz dotd nie zrobilimy prawie nic. Czy wiele osób
cywilnych zmaro z powodu nocnych czuwa, podyktowanych
mioci bliniego lub wyzbyo si wszystkiego dla Ojczyzny? Ilo
takich wypadków jest niewspólmierna z niezliczonymi ofiarami
onierzy.
Wejdmy w siebie, spójrzmy bez pobaliwoci na siebie. Gdy
czowiek spotka na swej drodze jakiego witego a to
bogosawiestwo nie przeobrazi go, wówczas nie minie siedem
pokole - mówi to z ca pewnoci - a dosignie go samobójstwo,
aeby go przekona dowiadczalnie, e wieczyste wiato jest yciem.
Tak samo, gdy naród amie boskie Prawo i trwa uporczywie w swym
buncie, to równie nie minie siedem pokole jak zostanie napadnity
przez barbarzyców. Za pokolenie, które bd oni torturowa, bdzie
tym samym, jakie zgrzeszyo. Zebraem w szpitalach bardzo znaczce
wyznania na ten temat.
Z poród licznych racji, jakie mogem odkry, a które
przekonay mnie, e dzisiejsze straszne nieszczcia nie s
niezasuone, rozpatrz tylko jedn, co do której mam zupen
pewno. Inne z tych racji s, by moe, natury nazbyt metafizycznej i
mogyby miertelnie zrani nasz uczuciowo; wypowiedzenie ich
sprzeciwiaoby si celowi, jaki sobie wyznaczyem. A oto co mog
wam powiedzie.
Te masakry, poogi, krzyki bólu i nienawici, te zy, rany
fizyczne i moralne - wszystko to stanowi materialn krystalizacj za
niewidzialnego, wywoanego przez nasze grzech w wiecie duchów.
Ile to razy zaklinaem was, ebycie wstrzymywali si od o b m o w y
. Wydaje si nam, e obmowa jest bahostk; tak szybko i atwo si to
mówi, a poza tym suchacze wiedz, e to nie pociga za sob adnych
nastpstw, bo przecie wszyscy oczerniaj wszystkich. Tymczasem w
centralnym królestwie wiata niewidzialnego, gdzie tkwi korzenie i
rozwijaj si pki naszego ycia duchowego, OBMOWA jest zawsze
morderstwem, z caym swym arsenaem przewrotnoci, przemocy,
jków bólu. Otó wszystko co si dzieje w wiecie niewidzialnym dy
do spenienia si w wiecie fizycznym. Prdzej czy póniej kada
obmowa staje si morderstwem. Jest to nieuniknione. I prawie zawsze,
aktualny morderca jest tym który niegdy obmawia.
Rozwacie wic; jeeli tak proste wykroczenie w dziedzinie
mowy, pociga za sob takie konsekwencje, jak cikie musz by
nastpstwa naszych powaniejszych wykrocze.
Powiecie na to, e przecie Bóg jest dobry. Oczywicie, jest On
nieskoczenie dobry; ale to nasze serca s twarde. Posuchajcie
nastpujcej przypowieci:
Oto historia o biedaku i bogaczu. Ów bogacz kocha biedaka
mocnym i szczerym uczucziem. Wic proponuje mu: "Przyjm ci na
sub a za kilka lat uczyni ci swoim spadkobierc. - Nie chc,
odpowiada biedak; pragn na wasn rk zdoby majtek, poycz mi
wic odpowiedni sum pienidzy, ebym móg zrealizowa moje
zamierzenia. - Bogacz poycza; lecz biedak traci. Bogacz znów
poycza, po raz drugi, trzeci, dziesity. Niezrczny biedak wci traci.
Bogacz, który coraz bardziej kocha biedaka, w miar jak ten coraz
bardziej grznie i rozgorycza si, pragnie przemówi mu do rozsdku,
lecz biedak nie chce go sucha, obraa si i zoci. Wówczas, nie
mogc nic wskóra agodnoci, bogacz udaje zego wierzyciela i
posya do swego dunika komornika. Od tej chwili biedak zaznaje
prawdziwych przykroci, zajcia posiadanego dobytku a wreszcie
dostaje si do wizienia. Dopiero wtedy powoli traci sw mieszn
dum, przyczyn caego za i zaczyna sucha rad dobrego bogacza.
Ten, widzc e biedak sta si nareszcie skromny i wdziczny, pociesza
go i wreszcie oddaje mu swój majtek.
Tak to wanie Bóg pragn uczyni ludzi szczliwymi, lecz oni
nie zgodzili si na to; z ogromnym wysikiem pobudowali sw
cywilizacj i nauk, które niestety co krok obracaj si w ruin, gdy
opieraj si na Materii i ludzkim "Ja". Wtedy Ojciec posya komornika:
wojn, epidemi i inne katastrofy. Ale nie s to kary, gdy On si na
nas nie gniewa, bdc doskonale cierpliwym i dobrym. Zezwala na
reakcje ekspiacyjne, jedynie w granicach niezbdnego minimum. Za te
spaty duhów staj si dla nas bogosawiestwem. Chocia bowiem te
cierpienia, zgodnie ze sprawiedliwoci powinny by jedynie ekspiacj
popenionego za, dobry Ojciec udziela swemu dziecku, które cierpi,
pewnych nadprogramowych radoci, aeby umocni jego odwag i
doda mu otuchy.

*
**

Zarówno czowiek po przejciu cikiej choroby, jak i naród


przy kocu niszczcej walki, a raczej ich duchy, otrzymuj zasiew
nowych wiate. Akcja i reakcja oto zasada funkcjonowania ycia. Ta
wojna przyczyni si do ruiny materializmu, religii Wiedzy,
bawochwalstwa ludzkiej inteligencji. Zakosztowalimy z koniecznoci
gorzkiego smaku ich owoców: przemocy, wulgarnej przewrotnoci,
haniebnego okruciestwa. Poniewa Nauka sprowadzia nas z
powrotem do barbarzystwa, ludzie bd wzywa Mio i zwróc si
ku Miosierdziu.
Bdmy z sob szczerzy i pogódmy si z faktem e tragiczne
okropnoci, które rozgrywaj si obecnie w biay dzie ze zowrogim
haasem, s potwornymi dziemi niezliczonych drobnych okropnoci,
jakie nagromadzilimy w cigu wielu pokole. Te obmowy, podoci,
oszczerstwa, te drapiene kalkulacje w zdobywaniu bogactw, te
cyniczne gesty wystpku, te zdrady danego sowa, te legalne kradziee
a take morderstwa, oto zjawiaj si obecnie przed nami w brutalnoci
odactwa.
Jeeli wal si przepikne budowle, jeeli niszczej arcydziea,
to jest to dla nas lekcj, aebymy powrócili do surowej Sztuki, twardej
religii Pikna, która nie uznaje niewolników ambicji i zaszczytów.
Jeeli tysice domów rozpada si w gruzy, to jest tak dlatego, ebymy
poznali nico skpstwa. Jest to realizacja tych wieczystych Sów,
których nareszcie suchamy z uwag: "Za kadym razem gdy nie
dalicie je, nie dalicie pi, nie przyodzialicie, nie odwiedzilicie w
chorobie, nie pocieszylicie w strapieniu jednego z tych ndzarzy, od
których wszyscy si odwracaj, to nie uczynilicie tego wszystkiego
dla mnie." Niewinni gin w masakrach dlatego e zbrodniarze s
bezkarni, (a pewne zbrodnie s dozwolone). Gdy widzimy jak
uwicone wizy s zrywane haniebnymi rkami demonicznych
odaków, wtedy przypomnijmy sobie o wielu obietnicach, których nie
dotrzymalimy, o wielu przysigach, przez nas zdradzonych.
Daleki jestem od ohydnego uczucia potpienia innych. Daleki
jestem od podego i okrutnego uczucia, wyraanego sowami: "Dobrze
ci tak." Jestem zmuszony do mówienia o tych bolcych sprawach i
wypowiadam to z bólem i poczuciem wasnej winy; gdy dobrze wiem,
e nigdy nie speniem do koca swego obowizku. Lecz arliwie
pragn rozarzy najwiksz ilo serc, wszystkie serca, ogniem
skruchy aeby zostay oczyszczone, wybawione i odrodzone....
Sdz e wybaczycie mi surowo moich napomnie, z racji ich
szczeroci. Wiem e dotykam ran jeszcze otwartych, chocia staram si
czyni to z najwikszym szacunkiem. Lecz nie mog oderwa oczu od
dziea które zostao nam do spenienia....
Zwyczaj prawienia sobie nawzajem komplimentów prowadzi do
fatalnych skutków. Przyznanie si do swych win jest pierwszym
krokiem do poprawy. Bdmy surowi dla samych siebie....
Pewni utopici z uporem gosz mio do wrogów Ojczyzny.
le zrozumieli Ewangeli! Oczywicie, mamy kocha nieprzyjació,
lecz osobistych. Czy przebaczymy otrowi, który w tej chwili napada
na istot powierzon wam pod opiek? Byaby to bezgraniczna obuda.

*
**

Czy dobrze pojlicie te niezwykle wane sowa Chrystusa,


które naley sucha sercem: "Gdy usyszycie o wojnach i o
pogoskach wojennych, nie lkajcie si, gdy to musi nastpi...
Powstanie bowiem naród przeciw narodowi i królestwo przeciw
królestwu... miejscami wystpi wielkie trzsienia ziemi i klski godu,
lecz s to bóle porodowe..."
Bóle porodowe! O jakim tu mowa porodzie? Bóg nie wyraa si
symbolicznie. Gdy pragnie oszczdzi nasz sabo - przemawia w
przypowieciach. Lecz te przypowieci s te rzeczywistoci. Ów
poród to narodziny nowej ziemi, Królestwa wieczystego nareszcie
zstpujcego. Wówczas zobaczycie, dotkniecie, dowiadczycie czystej
Mioci.
Wszystkie nasze cierpienia zostan po stokro wynagrodzone a
ich wspomnienia znikn w dali jak mga w gbi doliny.... Ta
przyszo jest dla mnie pewnoci....
Ile to razy powtarzamy: "Przyjd Królestwo Twoje".
Zostaniemy wysuchani. Lecz zanim to nastpi Chrystus potrzebuje
"cieek naprostowanych" naszym trudem....
Oto dlaczego pozwoliem sobie powiedzie wam kilka prawd,
pomimo e mam prawo mówi prawdy tylko sobie...

Sédir
Pary, 4.4.1915