You are on page 1of 21

1

SEDIR

RELIGIA ISTOTNA
KULT WIECZYSTY
2

SEDIR
SAKRAMENTY – EUCHARYSTIA

PYTANIA:1.- Co należy sądzić o Sakramentach i 2.- o Eucharystii?


1.- Sakramenty są użyteczne; istnieją one dlatego, że człowiek jest stworzeniem słabym,
moralnie ułomnym. Gdyby ludzie wypełniali jedyne, istotne przykazanie: miłość
bliźniego, nie potrzebowaliby sakramentów.
Jest jednak wielu ludzi, którzy, gdyby nie uważali za konieczne chodzenie do kościoła,
nie robiliby nic w zamian. Ponadto sakramenty posiadają pewną własność fluidyczną
(energię magnetyczną).
2.- Niewątpliwie Eucharystia została ustanowiona przez Jezusa; zaś Kościół zewnętrznie
przyozdobił tę prostą komemorację (ceremonię upamiętniającą).
Człowiek posiada w sobie moc odmieniania świata. W pojęciu katolika, hostia zawiera
samą „esencję” (istotę) Chrystusa; lecz ten rytuał nie posiada owej istotnej wartości
(essentia). Niezbędnym warunkiem jest, żebyśmy kochali jedni drugich, a wtedy
Chrystus zstępuje w nas, bez ceremonii i rytuałów.
Gdy ktoś zaprosi swego (osobistego) wroga do własnego stołu, wtedy Chrystus zstępuje
w tego człowieka. Jezus siadł do stołu z Judaszem, który miał go zdradzić i przebaczył
mu. Nawet gdy jakiś uczeń Chrystusa przyjmuje swych przyjaciół i nieprzyjaciół i dzieli
z nimi wspólny posiłek, może „na pamiątkę Chrystusa” uzyskać to, że chleb i wino
zawierać będą chrystusowe siły, z czego korzystać będą też goście.
Jeżeli rozpatrujemy tę kwestię, poza wszelką teologią, możemy wyprowadzić następujące
wnioski:
Chrystus posiadał i posiada pełnię władzy nad wszystkim. Chleb i wino spożywane w
okolicznościach analogicznych do tych, jakie miały miejsce podczas Świętej Wieczerzy,
to znaczy spożywane przez ucznia Chrystusa, który przebacza i kocha swych wrogów,
wówczas ten pokarm i napój stają się siłą witalną, cielesną Chrystusa i przechodzą do
witalności tego ucznia i pociągają za sobą własności ludzkie i boskie Chrystusa, w
stopniu, w jakim uczestnicy tego spotkania są zdolni je przyjąć.
Jezus- Słowo jest w całym wszechświecie, następnie w duszy ziemi, następnie w
zbiorowości chrześcijańskiej, a wreszcie w społeczności katolickiej. Można Go więc
przyjmować w każdym miejscu wszechświata, gdzie się znajdujemy. Katolik przyjmuje
katolicką „cząstkę” z totalnej istoty Chrystusa. A gdy gdzieś znajduje się jakiś
doskonalszy uczeń Chrystusa (bez względu na religię do jakiej należy), którego
miłosierdzie jest tak rozległe jak wszechświat, może on przyjąć „cząstkę” uniwersalną
(powszechną) z istoty Słowa.
3

PYTANIE: Jak rozumieć słowa Chrystusa: „Kto spożywa moje ciało i pije moją krew,
ten będzie miał żywot wieczny”?

- Jak wszystkie słowa Chrystusa, tak i te posiadają znaczenie fizyczne, znaczenie


magnetyczne i znaczenie duchowe. Chrystus posiadał rzeczywiście ciało i krew.
Istnieje jednak w Ewangelii pewien fragment, który nigdy nie został właściwie
wyjaśniony: „Są wśród ludzi tacy, którzy urodzili się z krwi i z woli ciała, lub z woli
człowieka, i inni – urodzeni z Boga”.
Rzeczywiście, większość ludzi rodzi natura, wola człowieka lub inne siły Wszechświata.
Lecz od czasu do czasu zjawia się człowiek zrodzony z woli Boga; w całej istocie takiego
człowieka, od szczytów ducha aż do ciała fizycznego nic nie zostało dostarczone przez
ziemię, ani przez plan stworzony. Tacy ludzie są wysłannikami Boga, zaś Chrystus
w swej naturze ludzkiej jest największym z nich. Ich ciało i krew są jedynie
„krystalizacją” ich cierpień i ich miłości.
Przypuśćmy, że mieliście okazję spełnić jakiś czyn miłosierny i zdołaliście to zrobić
doskonale, bez cienia egoizmu. Nikt tego nie wiedział. Wasza „lewa ręka nie widziała co
czyni prawa” i kosztowało to was wiele wysiłku i poświęcenia. Siły, które w was
dokonały tego czynu, komórki, które umarły z tego powodu, zrealizowały dzieło
doskonałe. Tym sposobem ich rola została zakończona. Komórki te odchodzą na
odpoczynek do pewnego, specjalnie zarezerwowanego pomieszczenia w domu Ojca.
Gdy Chrystus przyszedł na ziemię, uczynił to z doskonale czystej, dobrej woli, gdyż
nie było Mu to potrzebne. Otóż, wszystkie cierpienia, jakim się poddał, zstępując do
naszego świata, nawet najabstrakcyjniejsze i najsubtelniejsze były ogromne. To
doskonałe cierpienie było pewną siłą, która zstąpiła z Chrystusem z najwyższych
regionów aż tu na ziemię. Wszystkie te nagromadzone cierpienia pobudowały na ziemi
Jego fizyczne ciało. A miłość, jaką darzył wszystkie stworzenia, wszystkich światów,
przez jakie przeszedł, miłość, która ożywiała Jego cierpienia, zmaterializowane w czasie
tego bezmiernego zstępowania, utworzyły materialne molekuły Jego krwi.
To co powiedziałem nie jest bynajmniej poezją. Spójrzcie na jakiegoś artystę, na
przykład na Michała Anioła, jako na jednego z tych, którzy najwięcej cierpieli z powodu
swej twórczości. Gdy jakieś uczucie pożerało mu serce, pragnął wyrazić to w marmurze.
Jeśli do dziś te marmury wzruszają nas, to nie z racji doskonałej techniki i wiedzy
przyrodniczej, jaka je cechuje, lecz z powodu ożywiającej je duszy, która w nich płonie i
nie zagaśnie przez wieki.
Podobnie jest z dziełem Chrystusa, tylko że w nieskończenie większym i wyższym
stopniu. Więc, gdy mówi On: „Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ten posiada
życie wieczne”, to wyraża się On ściśle, gdyż spożywać Jego ciało znaczy przyjmować
wszystkie cierpienia dla dobra bliźniego, a pić Jego krew – to kochać całą przyrodę,
każdą istotę w każdym ułamku sekundy. Wszyscy karmimy się w kontakcie z
otaczającymi nas istotami, nieco od nas niższymi. W miarę jak się poświęcamy, nasza
prawdziwa istota karmi się ciałem i krwią Słowa i w końcu dochodzi do dostrzegania
w tym identyfikacji naszej duchowej istoty z duchową istotą słowa.
Wreszcie, u kresu naszej kosmicznej podróży, nasza duchowa istota staje się
doskonała przez nasze ciało chwalebne.
4

KULT W DUCHU I PRAWDZIE


PYTANIE: Co znaczą słowa: „Nadchodzi godzina i już nadeszła, kiedy prawdziwi
czciciele Ojca, będą Go czcili w duchu i w prawdzie”? (Jan IV,23)
- Od chwili gdy Ten, który jest Mistrzem Ducha przybył na ziemię, przybył też Duch.
Można to porównać z pociągiem, który jadąc, porywa ze sobą powietrze; gdy Słowo
zstępuje z głębi Królestwa Nieba, aż to na ziemię i jeszcze niżej. Jego zstępowanie
wywołuje rodzaj wiru we wszystkich środowiskach planetarnych, gwiezdnych i
mgławicowych, a w tym wirze czy smudze znajduje się Duch Boga. A ponieważ Duch
przybywa z Absolutu i sam jest Absolutem, więc gdy najmniejsza Jego „cząstka”
osiądzie w jakimś zakątku stworzenia, zaczyna się tam rozwijać, możnaby więc
powiedzieć, że obecnie jest „więcej” Ducha Świętego na ziemi niż przed dwoma
tysiącami lat.
Powinno to być dla nas zachętą do żarliwej pracy. A z drugiej strony, Duch zstąpił
dlatego, że na ziemi przebywał duch ludzki, zdolny do przyjęcia Go. Słusznie więc
określił Chrystus, że są na ziemi tacy czciciele Ojca w Duchu i w Prawdzie, a w ciągu
stuleci przybywa ich coraz więcej. Dzięki temu, adoracja Ojca w Duchu (co jest jedynym
kultem godnym Ojca), jest adoracja z głębi naszej istoty i w pełnej szczerości. Szczerość
serca jest w nas jedyną cechą podobną Duchowi.
Kult w Prawdzie to kult żywy. Prawda to rzeczywistość duchowa czyli to co „jest”. Kult
w Prawdzie jest kultem aktywnym, realnym, materialnym. Gdy pobożny człowiek,
wypełniający swe obowiązki, modli się do Boga, jego modlitwa jest wartościowa. Lecz
gdy ten człowiek cierpi bez skargi, wtedy celebruje on kult w prawdzie. Kult w świątyni
jest tylko formą zewnętrzną prawdy. Kult prawdziwy to taki kult, który wypełnia się w
czynach, realizując prawdę Ewangelii. Prawda pozostająca w intelekcie, w uczuciu, w
żarliwości i w uniesieniu nie jest prawdą.

JEDYNA PRAWDA TO CZYN


5

SEDIR
(Fragmenty z książki: „Lata dziecięce Chrystusa”, rozdz. „Trójca”)

Obrzędy pozostają symbolami, gdy nie są karmione czynami i ożywiane Miłością.


Jedynie ten chleb i to wino mistyczne udzielają mocy liturgiom i czynią je zdolnymi do
wznoszenia naszej duszy aż do progu Chwały.
Korzystanie z sakramentów bez równoczesnego wysiłku ascetycznego, bez
posłuszeństwa obowiązkom, jest potrójnym grzechem, grzechem lenistwa, grzechem
hipokryzji i grzechem profanacji. Jest to marnotrawienie pomocy bożych; a jakież tłumy
obarczone są tą winą, uprawiania tych niegodnych i złudnych praktyk?
Chrystianizm jest najpełniejszą i najzdrowszą z religii, a katolicyzm spośród wyznań
chrześcijańskich. Jednakże należy stwierdzić, że żaden Kościół nie jest tym, czym być
powinien. Kościół grecki jest chory na apatię; protestancki jałowieje przez nadużywanie
egzegezy i nieskrępowanych badań; co zaś do katolicyzmu, to św. Hildegarda,
św. Bernard, św. Katarzyna ze Sieny, św. Wincenty a’ Paulo, proboszcz z Ars i iluż
innych opłakiwało jego błędy. Różne formy pasożytniczej nabożności opanowują go
coraz bardziej; wirus propagandy i dążenia do sukcesów zatruwa go; i jakże wiele jeszcze
przykrych faktów mógłbym przytoczyć?.....
Lecz lepiej zrobię pamiętając o bardzo cierpliwym ogrodniku, który „nie łamie gałązki
nadłamanej”. Porzućmy polemiki, sprzeczności i apologie. Jezus nie potrzebuje ani
profesorów ani prelegentów; szuka On apostołów i robotników do Swej winnicy.
Wypowiadajmy naszą prawdę, żyjmy nią nade wszystko; w miarę jak uczynimy ją
identyczną z Prawdą wieczystą, bronić się będzie sama i zwycięży.
Gdy dostrzegamy w naszych rozmówcach zamiłowanie, a nawet zwykłą skłonność do
form religijnych, znaczy to, że taka religia będzie dla nich lepsza od surowej religii
Ducha; chociaż religia Ducha wydaje się surowa tylko tym, którzy znają ją jedynie z
zewnątrz. Trzeba więc prowadzić ludzi ku temu, co wydaje się im dobre. Trzeba im
wyjaśniać wartości kultu, którego pragną i pomagać im odkrywać tam Boga. Nade
wszystko, trzeba żeby zrozumieli, że w dziedzinie duchowej też „nie można gonić dwóch
zajęcy na raz”. Ażeby korzystać z jakiegoś Światła, trzeba wejść ciałem i duszą do
ugrupowania, które ono oświeca. Nie możliwością jest być jednocześnie na przykład
katolikiem i protestantem, katolikiem i spirytystą, czy katolikiem i teozofem. Trzeba
wybierać. Jeżeli zdecydujemy się na katolicyzm, trzeba przyjąć wszystko, co Kościół
nakazuje. W przeciwnym razie traci się korzyści, jakie spodziewamy się otrzymać od
dwu lub wielu zbiorowości duchowych.
Lecz powtarzam to: najgorszym błędem zbyt wielkiej liczby chrześcijan jest to, że
uważają się za takich, tylko dlatego, że chodzą regularnie na mszę, jednak nie porzucając
obmowy, skąpstwa, chytrości, bezwzględności wobec „maluczkich”, próżności
i karierowiczostwa. Kościół jest dostatecznie wielki i piękny, żeby jego synowie mogli
usłyszeć kilka słów krytyki, nie umniejszając z tej racji swej miłości dla niego. Otóż, jeśli
głosi on, że modlitwa i korzystanie z sakramentów jest niezbędne, to czy powtarza z
dostatecznym naciskiem, że nie trudzić się, zapominać o nieszczęśliwych i zastępować to
lenistwo asystowaniem w obrzędach jest hipokryzją? Prosić Boga o powodzenie
6

materialne, nie chcąc podjąć niezbędnego trudu, czyż nie znaczy to żądanie od Niego,
żeby stał się wspólnikiem naszego lenistwa? Pomagaj sobie, Niebo Ci pomoże.
Wybierając pomiędzy niewierzącym, który trudzi się żeby pomagać bliźnim i żeby żyć
jak uczciwy człowiek, a skrupulatnym nabożnisiem, żyjącym w wygodnym egoizmie lub
w pysznej bezwzględności, to należy uznać, że ów niewierzący jest bardziej
chrześcijaninem; gdyż Jezus zalecał działanie i dawał nam tego przykłady. Czyny są
niezbędne, sama wiara służy jedynie jako przygotowanie czynu; Ewangelia, na każdej
stronicy głosi niezbędność działania. Waszym obowiązkiem jest powtarzanie tego, nade
wszystko przykładem.
Co zaś do tych, którzy nie odczuwają potrzeby obrzędów, Chrystus ich nie potępi, byle
tylko wypełniali nakaz miłosierdzia, żeby nie uważali się za wyższych od
praktykujących, żeby trudzili się jedynie dla Nieba. Jeżeli podzielacie mój pogląd na tę
sprawę, to bądźcie roztropni i nie zrażajcie innych od liturgii, jeśli ją kochają i czerpią z
niej użyteczne pomoce. Miejcie ponadto podwójną żarliwość w służeniu Bogu dlatego,
że jest to powinność każdego chrześcijanina a oprócz tego z powodu tytułu przyjaciół
Jego Syna. Tytuł ten jest ciężkim brzemieniem, szczególnie jeśli się zważy, że Jezus
udziela go często przed czasem; straszna odpowiedzialność ciąży na was, znajdujecie się
jakby na pomoście, z którego wasze czyny i uczucia sięgają znacznie dalej niż
przypuszczacie. Promieniujcie mimowolnie, przez sam fakt przynależności do Jezusa.
Nie usiłujcie uświadomić sobie tego wpływu; wyczerpujcie swe energie w dążeniu do
jedynego tylko celu- stawania się zupełnie uległymi wstępnym operacjom, którym Mistrz
może was poddać. Z natury jesteśmy zwierzętami – raz drapieżnymi, to znów
pełzającymi; musimy się ujarzmić; jest to jedyna praca, o którą Bóg nas prosi lub raczej
żąda od nas; a gdy nie przykładamy się do niej dobrowolnie, to ma On tysiące sposobów
by nas do tego zmusić.
Ta tyrania i ta przemoc w stosunku do samego siebie jest konieczne by stać się
uczniem. Uczeń powinien wszystko rozumieć, wszystko wybaczać, wszystko
przyjmować, naginać się do wszystkiego. Wolno mu milczeć na temat swego życia
wewnętrznego: „Moja tajemnica jest dla mnie”, powiedziała św. Teresa. Lecz uczeń
Chrystusa troszczy się zawsze o to, by nigdy nie gorszyć tych naiwnych istot, tak
cennych dla Świętej Dziewicy, które nie odróżniają religii od jej form obrzędowych,
które nie dostrzegają istotnej treści bardzo licznych religijnych przemówień (rozpraw),
i które nie rozumieją, że Bóg może nas słyszeć ponad głowami kapłanów.
Uczeń Chrystusa ściśle przestrzega nakazu: „Nie sądźcie”. Zabrania sobie wszelkiej
krytyki; powinien nawet zabronić sobie wszelkich potępiających uczuć
niewypowiadanych. Niech będzie posłuszny, jak jego Mistrz, wszystkim prawom
i obyczajom; po to, żeby ujarzmić się do głębi, żeby nauczyć się posłuszeństwa, żeby
wreszcie osiągnąć coś wyższego od posłuszeństwa. Tak jak podporządkowuje się
prawom obywatelskim, tak uczestniczy we mszy, daje ochrzcić swoje dzieci, po to, żeby
nie gorszyć, żeby „nie gasić płomyka, który jeszcze tli się”; jest możliwe, że bardzo
pokorna modlitwa takiego ucznia, wlana w sztywną formę obrzędu, ożywi go i przywróci
mu młodzieńczy żar, jaki ożywiał go niegdyś. Gdyż nic nie znika z tej ziemi, żadna
istota, żadna idea, żadna instytucja, zanim nie przejdzie całej swojej drogi, zanim nie
wyczerpie cierpliwości Sprawiedliwości i czułej wyrozumiałości bożego Miłosierdzia.
Tak więc póki nie potraficie nie zwracać uwagi na sofistyczne wykorzystywanie
7

nakazów Chrystusa, przynajmniej nigdy nie potępiajcie kapłanów. Większość z nich


ugina się pod ogromnym brzemieniem kapłaństwa. Przeciwnik kieruje przeciw nim swe
najpotężniejsze działa i zastawia pod ich nogi najwymyślniejsze sidła; dźwigają oni
przerażającą odpowiedzialność; nie sądźcie więc ich, raczej podziwiajcie zapał
niektórych spośród nich, a jeśli uważacie, że ich urząd nie jest dla was użyteczny, to
w każdym razie nie zapominajcie, że żarliwością powinniście ich przewyższać,
i sprawdźcie czy chociaż im dorównujecie.
Gdyż łatwo jest powiedzieć: msza, spowiedź to dla ludzi powierzchownych, którzy
nie potrafią łączyć się z Bogiem bezpośrednio. Tak, niewątpliwie; lecz czy wy potraficie
się łączyć tak z Bogiem, który jednak jest tak blisko was? Ach! Bądźmy pokorni; pycha
przenika przez wszystkie kanały naszej istoty; rzućmy się w wewnętrzne otchłanie
pokory; trzeba czuć się bardzo małym, bardzo nagim, bardzo nędznym żeby zstąpił
Pocieszyciel.
A więc, gdy mówią wam o Kościele, o kapłanach, o dewocjach, ograniczajcie się do
powtarzania trzech zasad, co do których wszyscy teolodzy są zgodni, i które zostały
ogłoszone przez Jezusa: wierzyć, wspomagać bliźnich, modlić się. Powtarzajcie, że Jezus
nas kocha, że Jego jedynym pragnieniem jest zdobycie naszej miłości, i że to
błogosławieństwo jest proponowane wszystkim. Dźwigajcie brzemiona słabych,
zagrzewajcie letnich, wprowadzajcie wszędzie harmonię, unikajcie każdego słowa,
mogącego zrodzić nieufność. Waszym zadaniem nie jest wymagać od innych, lecz
samemu trudzić się dla innych, tak jak Jezus to czyni dla was i dla wszystkich.
Surowe nagany, jakich nie oszczędził On kapłanom owego czasu, mógłby, niestety
powtórzyć także dziś. Lecz wy jesteście tylko Jego uczniami, bardzo małymi uczniami;
nie znacie nawet alfabetu Księgi Życia. Krytyka nie jest waszą sprawą. Zwracajcie swe
potępienia przeciw samym sobie. Badajcie własną nicość. Dobro jakie spełniacie, to nie
wy, lecz Jezus spełnia je przez was. Najsurowsze walki przeciw własnym ułomnościom,
najrozpaczliwsze wysiłki przeciw własnemu egoizmowi są jedynie wezwaniem o pomoc
ku Bogu, naszej dobrej woli. Spójrzcie na świętych i na tych wszystkich, którzy ożywiali
swą własną substancją zamierający płomień mistycznej pochodni; byli to ludzie o
gigantycznej woli, a uważali się za ignorantów i bezsilnych.
Zamknijcie swe oczy na Zło, otwierajcie je tylko na Dobro, napełniajcie je blaskami
Piękna; bądźcie jak najbardziej dalecy od szukania okazji do krytykowania, szukajcie
przejawów szlachetności i podziwiajcie je; nie brak ich pomimo, że świat jest tak nędzny.
Niech wasz umysł, wasza wrażliwość, wasza miłość przyjmują wszystko, co się zdarza,
lecz sprawdzajcie wszystko na wadze Ducha.
Pan roli pozwala wzrastać zarówno kąkolowi jak i dobremu ziarnu; to nie człowiek
lecz inne istoty dokonują żniw. Trudźcie się jedynie w pomaganiu pszenicy w dobrym
dojrzewaniu. Tak jak Ojciec daje wszystkim życie, słońce, radość, wy też dawajcie
wszystkim to, co jest istotne w ich prośbach: mam na myśli – braterską pomoc i życzliwe
napomnienia, żeby kierowali się ku niewysłownym pewnościom, jakie wy już
otrzymaliście.
8

„Ty jesteś Skałą, a na tej Skale zbuduję kościół mój...”


„I tobie dam klucze królestwa...” (Mat.XVI,18-19)
Katolicy nie mają racji stosując już teraz do swego kościoła tę obietnicę skierowaną
przez Chrystusa do szefa apostołów; i protestanci też nie mają racji negując to. Chrystus
powiedział: „Dam Ci klucze królestwa”. Bo czyż mógł On powierzyć je temu, który w
kilka dni później zaprze się Go? Funkcja i władza, jaką obiecał On temu człowiekowi,
zostaną mu przyznane z pewnością, lecz później, gdy materiały na prawdziwy kościół
zostaną już zgromadzone. Ten idealny Kościół nie istnieje jeszcze; sanktuaria wszystkich
wyznań służyły zbyt wielu zbrodniom żeby mógł na nich oprzeć się Duch Święty. Zaś
Kościół wewnętrzny zapowiedziany przez niektórych Ojców Kościoła, przez Różo-
Krzyżowców, przez Łapuchina, Swedenborga, Eekurthausena, jest tylko przygotowaniem
świętego zgromadzenia, dzięki któremu nasza ziemia stanie się pewnego dnia
przyległością, filią Nieba.
Zanim będą mogły być konstruowane fundamenty tej ostatniej świątyni, trzeba żeby
nawet gleba została obmyta niewinną Krwią przeczystego Księcia, śmiercią Jezusa.
Zanim jakaś planeta zostanie odkupiona, jest konieczne żeby wszystkie istoty, jakie ją
stanowią i zamieszkują, poczynając od podziemnych otchłani aż do duchowych niebios –
otrzymały odwiedziny Światła; a to Światło nie może wejść do ciemności bez cierpienia;
i dlatego życie Jezusa było jednym pasmem cierpień, znacznie liczniejszych niż podaje
Ewangelia, i uwieńczone Świętą Męką.
Zresztą, Piotrowi zostało obiecane, że będzie podwaliną tego żywego gmachu a nie
szczytem. Fasadę widzą wszyscy, jest ona wystawiona na światło dzienne, i tę fasadę
będą stanowili docześni następcy pokornego, galilejskiego rybaka. Lecz nikogo nie
interesują ukryte w ciemnej i zimnej głębi fundamenty, a jednak to one dźwigają całą
budowlę. Czyż nie będzie to trudem tego silnego ducha, dzięki którego ukrytemu
poświęceniu, w ciągu dwudziestu stuleci, wszystko to, co piękne i wielkie w
katolicyzmie, mogło jednak jaśnieć i promieniować pomimo chciwości kleru i pychy
prałatów:
SEDIR. (Królestwo Boga – świadkowie Jezusa)

SCENA OSTATNIEJ WIECZERZY


... Jezus zajmuje miejsce po środku długiego stołu na honorowym miejscu; gospodarz
domu na drugim miejscu, po prawej stronie. Jan – po lewej, po stronie serca; dalej Piotr
(kapłan), zwraca się do mistyka – (Jana), żeby się coś od niego dowiedzieć; zaś Judasz
(skarbnik) stanie się zdrajcą. Cała późniejsza historia Kościoła jest w tym zawarta.
Mistycy klasztorów kontemplacyjnych też często o tym mówili.
SEDIR. (Ukoronowanie Dzieła – Rytuał Jedności)
9

RELIGIA ISTOTNA – KULT WIECZYSTY


Poświęcać swój czas innym, poświęcać swe wygody, wyrzekać się swych namiętnych
zamiłowań, narzucać sobie serdeczną postawę, gdy obojętność lub antypatia odpychają
nas od istoty cierpiącej: to czyny miłości, dostępne nawet dla najuboższych a cenniejsze
od jałmużny. Każdy taki wysiłek jest komunią rzeczywistą, Eucharystią cudotwórczą.
Oto istotna religia, kult wieczysty. Oto jedyny rytuał dostępny dla wszystkich ludzi, a bez
którego żaden inny rytuał nie ma wartości.
Uważajmy, żebyśmy z rytuałów nie tworzyli sobie fałszywych bóstw. Bez wątpienia,
rytuały, obrzędy są użyteczne. Wielu ludziom o słabej woli dają one oparcie. Dla wielu
rozwichrzonych wyobraźni są zabezpieczającą barierą. Lecz zawsze spełniają tylko rolę
pomocniczą, są jedynie symbolami a nieraz bywają tylko krępującym ogrodzeniem.
Są one jedynie zasłonami mistycznej Rzeczywistości.
Nie naśladujmy Izraelitów, którzy oczekiwali od Mesjasza jedynie królestwa
doczesnego. Nie naśladujmy tłumu dewotów, którzy sądzą, że dosięgną Boga samymi
pobożnymi gestami, a równocześnie zabijają Miłość więzami formalizmu. Ożywmy w
sobie tę prawie zagasłą prawdę, która nigdy jednak nie umiera: Bóg jest Ojcem
powszechnym. Tylko od niego otrzymujemy wszystko to, czym jesteśmy i czym
będziemy.
Ponieważ jest On Miłością, więc tylko Miłość z nim łączy.
... Od chwili, gdy serce, dzięki nieszczęsnym doświadczeniom, porzuca stworzenia,
ażeby oddać się ostatecznie Temu, którego nie zna, lecz wie, że On istnieje- to znaczy
Stwórcy – wtedy powstaje w tym sercu Religia Rzeczywista.
Sława, bogactwo, nauka są to tylko różne, bardzo kręte drogi, które nieodwołalnie kończą
się na wąskiej drodze Ewangelii, a ta z kolei jest jedyną drogą, prowadzącą do
Rzeczywistości Wieczystej.
Lecz czy przed spotkaniem z Bogiem, musimy zgłębić wszystkie znikomości i
zakosztować goryczy wszystkich upojeń! Nie, gdyż Bóg jest wszędzie, jest On ze
wszystkimi a nade wszystko ze szczerymi i pokornymi. Śledząc rozwój czynów ludzkich
aż do ich kresu, stwierdzamy, że wszelki wysiłek jest aktem religijnym. Trud dobrego
robotnika, czuwanie uczonego, niepokoje artysty są modlitwami najżywotniejszymi,
najświętszymi, cenniejszymi i piękniejszymi od wszystkich automatycznie odklepanych
pacierzy.
Przeanalizujcie i zbadajcie siły, jakie wspierają tych gorliwych pracowników, zawsze
poza wszystkimi odnajdziecie jedną, którą intuicja nazywa Bogiem, lecz nazywają ją też
Miłością, Życiem, Poświęceniem.
... Religią prawdziwą, rzeczywistą jest ta, która istnieje przed wszystkimi religiami,
współistnieje ze wszystkimi i trwa po wszystkich; jest to religia Ducha, którą pierwszy
ogłosił nam Chrystus.
... Miłosierdzie, (caritas) to jedyny rytuał prawdziwej religii.
... Śpimy w ciemnym baraku materialnych żądz; lecz u jego wejścia czuwa Chrystus.
Pewnego dnia, dzięki Jego staraniom, promień Słońca Ducha przedostanie się przez jakąś
szczelinę w ścianie, otworzy nasze oczy i obudzi się w nas zbawcza tęsknota do wzgórz
wieczystych.
Jezus obiecał tym, którzy pragną iść za Nim: „ Jestem z wami aż do spełnienia
10

wieków”. W słowach tych nie ma nic z retoryki. Każdy kto oddał się Bogu, stwierdza
prawdziwość tej obietnicy. Ale tylko ten, kto czuje się zupełnie mały, posiada dosyć siły
do całkowitego wyrzeczenia się siebie....
Otóż, świat nadprzyrodzony istnieje, cud jest zawsze możliwy... Gdy Jezus wędrował
po wioskach Izraela, był podróżnym podobnym do innych. Gdyby dziś powrócił, byłby
dla tłumu przechodniem jak wszyscy przechodnie; rozpoznaliby Go tylko ci, którzy mają
w sercu Jego Światło i żyją Jego życiem.
... Nie proszę was żebyście mi uwierzyli, proszę jedynie, żebyście zrobili doświadczenie,
jakie wam proponuję... Lecz należy rzetelnie przygotować elementy tego
doświadczenia...
Sedir ( Religia autentyczna. 1919)
... Nie sądzę żeby ktoś spośród moich przyjaciół kiedykolwiek krytykował dogmaty lub
dyscyplinę katolicyzmu. Podziwiamy jego świętych, jego katedry, język i myśli. Nigdy
nie pozwoliliśmy sobie na wypowiedzenie nawet jednej dwudziestej części krytyk, jakie
można znaleźć w dziełach wielu doktorów i ojców Kościoła. Wystarczy jeśli powiem, iż
w pewnych kołach antyklerykalnych twierdzono, że jesteśmy zamaskowanymi jezuitami.
I jak tu wszystkim dogodzić?...
Gdy pozwalam sobie zwracać uwagę szczerych ludzi, szukających prawdy, na ułudę
praktyk dewocyjnych, to nie dlatego, żebym uważał je za bezużyteczne, lecz że nie
stanowią one istoty życia religijnego. Uważam, że wolę Boga lepiej wypełnia matka
rodziny, która nieustannie poświęca się dla swego potomstwa, a w wolnych chwilach,
zamiast odpocząć, pomaga utrudzonej sąsiadce, niż nabożna dama, która wprawdzie
nigdy nie opuszcza mszy świętej i kwestuje na potrzeby swej parafii, lecz równocześnie
obmawia swych bliźnich i źle traktuje służbę. Zresztą Jezus powiedział nam to wyraźnie,
a wielu świętych powtórzyło to za Nim ...
... Nie zwracamy się do tych, którzy osiągnęli wewnętrzną równowagę w łonie tego czy
innego Kościoła, lecz do tych, którzy wszędzie szukają, trudzą się, goniąc za widmami
różnych deizmów czy ezetyryzmów lub też ludzkich mądrości, którzy przez długie
przeszukiwanie regionów pośrednich, utracili zdolność jasnego widzenia. Jedynie tym
ludziom staramy się ukazać Chrystusa, Światło pierworodne, niezmienne a równocześnie
najdostępniejsze.
Cóż można mówić o Bożym Miłosierdziu pokoleniom, na które zwaliły się
nieszczęścia najstraszniejsze i pozornie niewspółmierne z popełnionymi błędami? Czyż
nie należy prowadzić tych ludzi powoli, pośrednio, ukazując im to, co wiemy o
mechanizmach życia powszechnego, od przyczyn moralnych do skutków materialnych,
ku bardziej skromnemu mniemaniu o własnej wartości? Biorąc pod uwagę słabe efekty,
jakie przynoszą cierpiącym pocieszenia dewocyjne, czyż nie należy zwrócić ich
spojrzenia ku ich towarzyszom niedoli, jeszcze bardziej cierpiącym? I czyż nie należy im
mówić naprzód o Synu, zanim powie się o Ojcu?
Wszędzie głosimy, że niezbędnym warunkiem doskonałości czynów, jest spełnienie
ich nie dla zachowania godności własnej, ani w nadziei przyszłej nagrody, lecz ze
współczucia i posłuszeństwa ..., zaś posłuszeństwo ucznia Chrystusa nie jest przymusem
lecz płynie z dobrowolnej żarliwości...
... Oskarżają nas o panteizm, według jednych materialistyczny, według innych
idealistyczny, a według jeszcze innych – emanacyjny. Lecz my wierzymy w Boga
11

osobowego, w Boga wolnego, niezależnego od Swego dzieła i nie krępowanego przez


nie, oprócz niewoli, do jakiej Go skłania miłość, w osobie Jego Syna. Wieczysta dusza,
płonąca w ośrodku naszej istoty, nie jest cząstką Boga, tak jak to pojmują ludzie
Wschodu. Jest ona wieczystym światłem, obdarzonym zdolnością do łączenia się z
ludzkim „ Ja”. Nigdy nie twierdziliśmy, że doskonały uczeń Chrystusa utożsamia się ze
Słowem. Staje się on integralną cząstką Słowa, lecz nie Słowem. Pisałem, że wieczysta
dusza jest „oknem, przez które inne ogniska indywidualne mogą widzieć Boga”. A więc
nie jest ona Bogiem.
Nie jest też prawdą, że spoglądamy z pogardą na tłum chrześcijan. Okazujemy
największy szacunek tym wszystkim, w tym ogromnym tłumie, którzy nie uważają
obrzędów religijnych za sprawę ważniejszą od wysiłku moralnego i czynów miłości. A
czyż pierwotny katolicyzm nie udzielał swych nauk stopniowo? Natomiast my nie
pozwalamy sobie nawet na to. Mówimy po prostu tym, którzy się do nas zwracają:
„Jeżeli spełniacie to czego wymaga Jezus Chrystus i w stopniu, w jakim to realizujecie,
Duch Święty nauczy was wszystkiego co jest wam potrzebne.” A mówiąc to, bynajmniej
nie nawiązujemy do pelegianizmu, ani do kwietyzmu, luteranizmu czy kalwinizmu...
Jeżeli dążymy do duchowej prostoty, to nie czynimy tego drogą usuwania takich czy
innych praktyk religijnych lub jakiś przekonań. Upraszczać to nie znaczy odrzucać lecz
organizować. Nauka twierdzi, że tworami najdoskonalszymi są te, których cała złożona i
bogata struktura podlega jednemu prawu i opiera się na prostym planie. Bez wątpienia,
przynależność do jakiegoś Kościoła myślą, sercem i czynem zaspakaja potrzeby religijne
większości ludzi. Więc, gdy tacy ludzie zwracają się do nas ograniczamy się do
przypomnienia im, że czyn miłosierny jest najważniejszy, następnie wysiłek ascetyczny a
dopiero na końcu obrzędy.
Jednak są ludzie, którzy nawet po długich i sumiennych próbach nie czują się
zaspokojeni. Czy mają się uważać za opuszczonych, tylko dlatego, że potrzeby ich serca
czy umysłu nie są przystosowane do ran już istniejących? Czy Wielki Pasterz nie porzuca
swego stada, żeby udać się na poszukiwanie niesfornej owcy? A gdy ją wreszcie znajdzie
czy ukarze ją lub prowadzić będzie na postronku? Nie, przeniesie ją na Swych
ramionach.
Niech więc będzie nam wolno żyć naszą „utopią”, jeśli jest to rzeczywiście utopia.
Gdyż my wiemy, że jest to wspaniała rzeczywistość. Niech nam będzie wolno starać się
żyć według wskazań Jezusa i pomagać innym czynić to samo, w skromnych ramach
naszej egzystencji, w ognisku domowym, w pracowni, w biurze. Niech nam będzie
wolno mówić o Chrystusie, tak jak dyktuje nam serce, gdy zapytają nas o motywy
naszego postępowania ci, którym staramy się pomagać. Nie pragniemy niczego więcej,
jak skierować ich ku temu jedynemu, bardzo dobremu Mistrzowi. A jeżeli przerazi ich
takie osamotnienie w obliczu Chrystusa, pomimo Jego łaskawości i zniżenia się do naszej
ludzkiej małości i odejdą, żeby przyłączyć się do jakiejś grupy chrześcijan, bardziej ściśle
zorganizowanej, wtedy nie będziemy ich zatrzymywać. Niech idą do katolicyzmu czy
protestantyzmu. Wszędzie można się poświęcać, dawać bliźniemu to, co się posiada, swe
szczęście, swe życie; bo czyż Jezus Chrystus nie jest obecny wszędzie? A naszym
najgłębszym pragnieniem jest, żeby najwięcej ludzi służyło Mu jak najlepiej.
Sedir (Ewangelia i problem Wiedzy)
12

... Sądzę, że wiele poglądów dałoby się pogodzić, przy odrobinie tolerancyjnej
bezstronności. A więc, jeżeli mówię o światach niewidzialnych i o modlitwie, niech
racjonalista nie uważa mnie za człowieka zabobonnego. Jeżeli podziwiam dogmaty i
obrzędy katolickie, niech socjalista i człowiek postępowy nie uważają mnie za klerykała.
Jeżeli potwierdzam realność cudu, lub wielkość Marii Panny, niech protestant nie
zamyka tej broszury. Jeżeli mało praktycznego znaczenia przywiązują do egzegezy, niech
modernista nie zniechęca się. Jeżeli uznaję, że reinkarnacja jest możliwa, jeżeli żywię
nadzieję, że każdy twór będzie zbawiony, jeżeli wyrażam ubolewanie z powodu
krzewienia się bezdusznej dewocji, niech katolik nie gorszy się, gdyż św. Ireneusz, św.
Franciszek Salezy, Proboszcz z Ars byli tego samego zdania. Jeżeli twierdzę, że Jezus z
Nazaretu jest jedynym Synem Boga, przybyłym w ciele i cieleśnie zmartwychwstałym,
niech neospirytualista i zwolennik okultyzmu nie sprzeciwiają się.
Wszyscy dziś mówią o religijnym odrodzeniu. Zjawisko to wynikające z lęku przed
śmiercią, wspierane egoistycznym utylitaryzmem, kierowane ambicją, jest szczere i
prawdziwe jedynie u bardzo nielicznych osób...
... Nigdy jeszcze nie odmawiano tylu modlitw liturgicznych; nigdy tak wielu wiernych
nie przystępowało codziennie do komunii; nigdy jeszcze, z taką rozrzutnością nie
rozdawano medalików i odpustów , i nie wygłaszano tylu nabożnych formuł. A jednak,
nigdy jeszcze dewoci nie popełnili tylu oszczerstw i obmów, chciwcy nigdy nie byli
bardziej drapieżni a rozpustnicy bardziej wyuzdani.
Czy więc ośmielimy się twierdzić, że to Jezus nie dotrzymał danych nam obietnic?
Dwunastu biedakom, niezdarnym prostakom, Jezus dał najpotężniejsze moce, o jakich
nigdy nie mogła marzyć ludzka pycha; moc uzdrawiania ciał i dusz. Z pomocą jakich
środków? – Prawie żadnych, jedynie niedostrzegalnym tchnieniem współczucia. Lecz ci
ludzie byli Jego prawdziwymi uczniami. Nie pożądali już żadnego piękna w potężnej
Przyrodzie, ani niczego co istnieje. Pragnęli już tylko tego, co JEST. Ich uczniowie i
uczniowie tych uczniów wytrwali w tej abnegacji. Duch pozostawał nad nimi a cuda
nadal dokonywały się przez ich dłonie. Lecz cóż się stało później? Dlaczego słowa
Mistrza nie uzdrawiają już chorych i nie oczyszczają zbrukanych serc?
Czy wobec tego, mam się zwrócić do filozofii lub do nauki, w poszukiwaniu czegoś,
co by mi mogło zastąpić wieczyste słowa, z którymi ziemia stara się połączyć od dwóch
tysięcy lat? Poczekaj, poczekaj, mówią mistrzowie inteligencji, nie skończyliśmy jeszcze
naszych badań; brak nam jeszcze pewności co do kilku miliardów zjawisk. Czekać! Lecz
moje serce umiera z niepewności, zmęczenia i anemii!
Bez wątpienia, Wiedza i Kościół to bardzo wielcy i cenni nauczyciele. Lecz nie
wszystkim przynoszą ten głęboki spokój, który jest znakiem Prawdy. Na ich drogach
spotyka się niepokój i rozczarowania. A więc, nie są to drogi bezpośrednie.
Tylko Jezus wskazuje drogę bezpośrednią. Tak twierdzą ci, którzy po szukaniu
innych dróg, przyjęli Jego przewodnictwo...
... Zwracam się do ludzi miłujących dobro, do tych, którzy troszczą się o coś więcej niż o
pieniądze i pozycję społeczną, lub materialną. Zwracam się do tych, którzy myślą nieraz
o innych dzieciach a nie tylko o swoich, którzy chociażby rzadko, chociaż
powierzchownie odczuwają brzemię powszechnego cierpienia...
... Teologowie twierdzą, że istnienie Boga można udowodnić. Lecz cóż jest warta wiara,
oparta na rozumie? Gdy szukamy sensu życia, sił do znoszenia cierpień, środków do
pracy nad sobą (gdyż mamy stać się arcydziełami), potrzebna nam jest wizja Boga
13

bezpośrednia, osobista, wychodząca z naszego wnętrza. Trzeba , żeby Bóg przemawiał


do naszego serca.
Otóż w naszym sercu są dwa serca i jedna myśl; jedno serce Ciemności, materii,
egoizmu: nasze „Ja”, i serce Światła, ducha, serce miłości: nasza wieczysta dusza. Myśl
jest tylko zwierciadłem, ... w tym sanktuarium przemawia do nas Bóg. W tym
sanktuarium organizuje się nasza inteligencja. Z tego sanktuarium wypływają energie,
którymi sięgamy granic niemożliwego, wznosimy się ponad samych siebie, odnosimy
nad Śmiercią – nad wszelkiego rodzaju śmiercią – druzgocące zwycięstwo, właśnie w
chwili, gdy zdaje się, że ona nas zmiażdży ...
.... We wszechświecie wszystko jest Miłością, wszystko pochodzi z Miłości, wszystko
powraca do Miłości, po niezliczonych przemianach w królestwach Nienawiści. Walka o
byt jest podstawową szkołą Miłości.
Istoty przechodzą z szczęśliwości pierwotnej, nieświadomej do szczęścia
ostatecznego i wszechświadomego i wszechwiedzącego, poprzez niezliczone prace,
których zespół stanowi życie powszechne i egzystencje indywidualne. Odbywa się to na
tym naszym globie ziemskim, a także – dlaczegóż by nie? – na niezliczonych planetach,
przeważnie nie odkrytych jeszcze przez astronomów.
Pozytywistom powiem, że dusza jest nieśmiertelna, że umarli żyją i są tuż obok nas.
Gdyż we wszechświecie istnieją inne przestrzenie, niż ta, którą znamy, oraz inne układy
powiązań molekuł, niż te które zna nasza fizyka. Powiem im, że Bóg jest istotnością
indywidualną, że zajmuje się On nie tylko ogólnym kierownictwem światów, lecz
również losem indywidualnym każdego z nas; że może On nas ratować w naszych
małych, ludzkich nieszczęściach; że cud istnieje, a jeżeli uczeni twierdzą inaczej, to
dlatego, że nie chcieli wypełnić warunków niezbędnych do zaobserwowania tego
zjawiska.
Powiem katolikom, że Bóg nigdy nie unosi się gniewem, nigdy nikogo nie karze,
nigdy nie potępia definitywnie. Gdy ludzie z uporem popełniają zło, wtedy pozwala On
na naturalny bieg reakcji, co doprowadza do fatalnych konsekwencji, niesłusznie
nazywanych gniewem bożym.
Powiem też katolikom, że w Stworzeniu (Wszechświecie) zawsze istnieje piekło i raj,
jak istnieje nadir i zenit. Istoty przechodzą z piekieł do rajów, zależnie od jakości ich
czynów i od potrzeb, lecz w żadnym z tych miejsc nie pozostają na zawsze. Wszędzie
gdzie się trudzimy i cierpimy, tam jest pewien rodzaj piekła. Wszędzie, gdzie
odpoczywamy, tam jest pewien rodzaj raju.
Powiem im też, że ich katolicyzm jest najpiękniejszą, najwyższą i najpełniejszą z
istniejących religii, że prowadzi on ich, niezawodnie do tego Boga, którego adorują,
jedynego Boga prawdziwego, najbardziej zdradzanego, ze wszystkich bogów. Poproszę
ich, żeby ponownie przeczytali opis Męki Naszego Jezusa, Jezusa całej ludzkości, żeby
zastanowili się gdzie można dziś znaleźć Piłata i Kajfasza, i żeby sprawdziwszy to
zwrócili się ku Chrystusowi, stale krzyżowanemu, z wiarą bardziej żarliwą i z
całkowitym oddaniem.
Powiem racjonalistom Kościołów protestanckich i spirytualistom wszelkich
kierunków, że Jezus jest więcej niż człowiekiem i więcej niż jakimś bogiem; że objawia
się On bez żadnego pośrednictwa każdemu, kto rzeczywiście chce iść ku Niemu,
wypełniając Jego zalecenia; że ich wiedza będzie zawsze tylko szczątkowa, że życie
nadprzyrodzone istnieje, poza wszystkim, co w przyrodzie jest nieznane i tajemnicze.
14

A wszystkim mówię o tym w sposób prosty, po to, żeby chociaż raz to usłyszeli. Gdyż
wiem, że każda działalność jest użyteczna, że każdy człowiek idzie taką drogą, jaką jest
narazie zdolny iść. Wszystkie drogi wiodą do „wąskiej drogi” Ewangelii, którą kroczy
Miłość.
... Każde pragnienie zaspokojone, sprowadza rozczarowanie. Gdyby człowiek chciał
współuczestniczyć w planach Boga, spełniałby prace życiowe bezinteresownie, jedynie
po to, żeby wzbogacać życie. Lecz my nie jesteśmy zdolni do takiej postawy w
wypełnianiu obowiązków. Nie chcemy się trudzić bez widoków na korzyści osobiste.
Więc Przyroda traktuje nas jak dzieci, zwabia nas przynętą różnych przyjemności:
radościami ludzkiej miłości - przyciąga ludzi namiętnych, bogactwem – chciwych, sławą
– ambitnych, wiedzą – inteligentnych, nadzieją na beztroskie życie – ludzi miernych.
Dla zdobycia tych miraży, wszelki trud wydaje się nam przyjemny. A jednak pomimo
tych egoistycznych intencji, w godzinie śmierci, okazuje się, że tak czy owak
wykonaliśmy pożyteczną pracę. Stopniowo uczymy się pracować, już nie dla siebie, lecz
dla dobra ogólnego.
... Trudy i cierpienia oraz ich rodzice – pragnienia, są tylko ćwiczeniami przed
ostatecznym wysiłkiem, jakby odroślami pragnienia pierwotnego, nieustannego i
wiecznie trwałego. Należy o tym wiedzieć i ogłaszać, że każda istota ludzka nosi w sobie
namiętne pragnienie Boga. Każda istota ludzka powinna zrozumieć powszechne
cierpienie. Każda istota ludzka spełnia w zasadzie tylko jedną pracę: podbój Absolutu.
... Istnieje możliwość zachowania wewnętrznego spokoju, pośród najokropniejszych
nieszczęść. Istnieje możliwość, żeby kilka naszych słów przywróciło odwagę
człowiekowi pokonanemu przeciwnościami losu. Istnieje możliwość, żeby na naszą
pokorną prośbę, Niebo uzdrowiło chorego, zapobiegło nieszczęśliwemu wypadkowi,
wzruszyło zatwardziałe serce. Istnieje też możliwość, żeby Niebo odkryło nam Swe
tajemnice.
Jeżeli naprawdę chcecie, Chrystus weźmie was z Sobą. A wówczas, wyczerpując się
w trudach miłosierdzia, będziecie nieustannie umacniani płomieniem modlitwy.
Będziecie w Niebie, żyjąc równocześnie na ziemi i będziecie rozprzestrzeniać wokół
siebie atmosferę Nieba.
Lecz sami musicie tego chcieć. Nikt nie może za was dokonać tego trudu. Nikt –
oprócz Chrystusa - , nie może dostarczyć wam tej wody ze źródła wieczystego.
Ta woda dopływa do naszego serca przez sumienie a do naszego intelektu – przez
Ewangelię.
Cierpliwość i twarda dyscyplina moralna oczyszczają sumienie, a w miarę postępu
tego oczyszczenia, lektura Ewangelii karmi nasz umysł.
W Ewangelii jest wszystko: cała wiedza boska i ludzka, tajemna i jawna, spekulatywna i
praktyczna. Są tam zapisane tajemnice gwiazd i tajemnice duszy ludzkiej, tajemnice
sztuki i matematyki.
Człowiek nie potrzebuje drugiego człowieka, żeby zaspokoić pragnienie wodą z tych
źródeł, gdyż nikt nie jest tak blisko Boga jak każdy z nas sam. Zbyteczni są pośrednicy,
zbyteczne są inne rytuały, oprócz prostej, ufnej modlitwy, zbyteczny inny kult religijny,
oprócz czynnego miłosierdzia, zbyteczna inna dyscyplina oprócz miłości bliźniego.
15

Wszystko to można sprawdzić doświadczalnie. Są to fakty niewątpliwe. Ci, którzy te


fakty skonstatowali, mają obowiązek zachęcać swych braci bliźnich do podjęcia tych
samych prób doświadczalnych.
Wszyscy ludzie zostali zaproszeni na ten sam Bankiet, ażeby się wypełnił w
najpełniejszej mierze ten rozkaz boży, który jest równocześnie życzeniem i prośbą: „Tak
jak ja was ukochałem, kochajcie jedni drugich.”
Sedir (Droga do Boga)
16

SEDIR
PROBLEM RELIGIJNY
(artykuł w czasopiśmie „Almanacoo del Coenobium” w Lugano 1912r.)
Każda religia, każda sekta religijna, a nawet każda doktryna ezoteryczna jest odbiciem,
mniej lub bardziej zniekształconym wieczystej religii Ducha. Każda religia jest dobra dla
tego, kto urodził się pod jej obediencją. Ojciec przygotował nam chleb duchowy tak
samo jak pokarm dla ciała. Każda religia przygotowuje do zbawienia każdego, kto
wypełnia istotny i powszechnie obowiązujący nakaz miłości bliźniego.
Bóg jest samą zasadą naszego całkowitego życia. Jeśli istoty o kształcie ludzkim nie
czynią Go ośrodkiem wszystkich swych pragnień i źródłem wszystkich swych sił, to
znaczy, że posiadają one tylko ludzkie ciało i intelekt; ich dusza jest jeszcze w letargu.
Bóg jest naszym Ojcem, dbającym o wszystkie nasze potrzeby, dającym nam okazję do
wszechstronnego rozwoju, towarzyszącym nam w każdej minucie swą żywą
troskliwością, którą jest Jego Syn i Przyjaciele tego Syna.
Modlitwa jest wyrazem głodu duszy, tak jak głód jest modlitwą ciała. W całym
Stworzeniu wszystko modli się, od kamienia aż do promiennego geniusza rajskich sfer,
gdyż wszystko trudzi się. Tylko, że wiele istot modli się do rozmaitych bogów,
zapominając o Bogu. Tylko jeden twór nie modli się jeszcze – to Lucyfer.
Niemożliwością jest pojąć Boga; lecz można Go odczuć, w sposób ponad fizyczny i
ponad intelektualny, jeżeli przedtem staraliśmy się być Mu posłuszni. Nikt nigdy nie
powiedział nic istotnego o Absolucie, ani w Europie ani gdzie indziej. Liryczne wyznania
świętych są słowami bezbarwnymi.
Wschodnie abstrakcje, sentencja Bramanów: „Ani to, ani tamto”, wszystko to jest
niewystarczające. Bóg jest „i wszystkim tym i wszystkim tamtym” i jeszcze całą resztą,
wszystkim niepoznawalnym, niewyobrażalnym, niewymownym. Czy wiemy, na
przykład, w jaki sposób zero staje się jednostką? Tym bardziej nie możemy wiedzieć w
jaki sposób absolutne staje się względnym. A jednak, pewnego dnia będziemy to
wiedzieli.
Uczucie religijne – to działanie w nas organu boskiego. Istnieją zwoje (mózgowe)
pozwalające nam postrzegać barwy, liczby, kształty, porównania; istnieje inny układ,
jeszcze w fazie embrionalnej, notujący wrażenia naszego serca duchowego. Ten organ
rozwija się przez cierpienie, doświadczenie, miłość bliźniego i pokorę. To on wytwarza
wszystkie nadprzyrodzone stany mistyczne. Stany psychiczne przyrodzone, jak na
przykład mediumizm, somnambulizm, zjawiska magiczne, inne wywoływane przez
fakirów czy adeptów, pochodzą z innych ośrodków.
Właściwe wzruszenie religijne wymaga prawdziwej świętości.
Życie przyszłe istnieje; ogromna większość ciał niebieskich jest zamieszkała; ponadto
istnieją inne planety aktualnie niewidzialne i też zamieszkałe.
Ludzkie „Ja” żyje po śmierci. Jego los jest regulowany imanentną Sprawiedliwością,
łagodzoną Miłosierdziem. Miejsca, plany gdzie „ja” wypoczywa, są rajami, te gdzie
pracuje – to piekła. Piekła i raje wszystkich religii istnieją obiektywnie w światach
niewidzialnych. Oprócz tego, przy końcu tych wszystkich wędrówek, dusza powraca do
Absolutu, do królestwa Ojca. Ani raje, ani piekła nie zatrzymują swych mieszkańców na
wieczność. Reperkusje i następstwa aktów naszego życia też istnieją i trwają w planie
gdzie zostały spełnione.
17

Dogmat jest zaspokojeniem naszej intelektualnej ciekawości. Religia jest w swej istocie
miłością. W religii doskonałej, w której miłość bliźniego byłaby zupełna, nie byłoby już
narzucanych wierzeń, ani dogmatów. Lecz dusze dostrzegając to samo Światło,
samorzutnie wierzyłyby w to Światło. Dogmaty są potrzebne z powodu naszej
ułomności. Zmysł religijny rozpoczyna od wierzenia w istoty wyższe widzialne lub
niewidzialne; umacnia on swe siły, gdy osiągnie pojęcie Boga najwyższego; zaś
udoskonala się odkąd uzna dobrowolną ofiarę tego Boga, to co chrześcijanie nazywają
boskością Jezusa.
Wierzenia, mity, legendy religii przyrodzonych dają się pogodzić z wiedzą. Wiara, to
znaczy żarliwa akceptacja przez serce faktów niepojętych dla rozumu jest nie do
pogodzenia z wiedzą. A jednak właśnie taka wiara jest boską w samej swej zasadzie. Jej
funkcją nie jest dostarczanie intuicji i analogii do hipotez filozoficznych czy intuicji
ezoterycznych; funkcją wiary jest umożliwienie człowiekowi wywołania nowego
zstąpienia Absolutu na ziemię, spełnienia rzeczy niemożliwych, rozumienia rzeczy
niepojmowalnych, zadawania gwałtu Przeznaczeniu. Chrystus mówił tylko o takiej
wierze. Mędrcy tego nie uznają, gdyż ich bogiem jest ich własny rozum. Sentencja M.
Guyau: „wszystko rozumieć, żeby wszystko kochać”, dobrze wyraża ten problem, lecz z
punktu bożego jest ona niedokładna. Należy powiedzieć: „Wszystko pokochać, żeby
wszystko zrozumieć”.
Moralność bez religii, jak piękne byłyby jej pozorne owoce, jest wewnętrznie
spaczona. Jednak ludzie nabożni są tak opacznie religijni, że chociaż wierzą w bardzo
dobrego Ojca – ażeby działać potrzebują obietnicy nagrody lub groźby kary. Należy
czynić dobro dla dobra. Moralność laicka jest karykaturą religii, podobnie jak
syndykalizm (politycznie agresywne związki zawodowe) są karykaturą miłosierdzia.
Szkolnictwo bez Boga jest pozbawione żywotności. Szkolnictwo nie związane z
żadnym wyznaniem może być bardzo religijne. Minimum religijności, to uznanie
Przyczyny Pierwszej, sprawiedliwości imanentnej i braterstwa.
Urodziłem się w katolicyzmie, lecz nie spotkawszy mistycznego kierownika, szukałem
wszędzie żywego świata niewidzialnego i realnego pojęcia o troskliwości Ojca dla nas.
Zapoznałem się z teologią, ezoteryzmem, na ile było to dla mnie możliwe; spotkałem
wybitnych przedstawicieli wszelkich tradycji okultnych, zarówno w dziedzinie wiedzy
teoretycznej jak i od strony praktycznej, lecz zawsze odkrywałem w końcu słabe strony
każdego z tych systemów i każdej z tych sztuk tajemnych lub raczej to ktoś czynił mi
łaskę otwierania mi oczu podczas tych dwudziestu lat poszukiwań. Wreszcie ta sama
istota dostarczyła mi dowodów najbardziej materialnych, fizycznej rzeczywistości nauk
Ewangelii; wykazując mi, że wszystkie słowa tego Testamentu są materialnie ścisłe,
poczynając od abstrakcyjnych wzlotów św. Jana, aż do opisów cudów i do praktycznych
i prostych rad św. Mateusza. I odtąd trwam przy Ewangelii, w której znalazłem więcej
niż pozwalały mi domyślać się Wedy, King, Kabała i wiedza Hermetyczna.
Natomiast jeśli chodzi o stosunki między Kościołem a Państwem, to sądzę, że są one
konieczne dla zdrowia społecznego. Każdy organizm ziemski powinien być zawsze
związany ze światem niewidzialnym, bez czego następuje rozkład, korupcja, anarchia,
śmierć. Tylko, że kapłani powinni żyć jak uczniowie Jezusa: zadawalać się minimum
niezbędnym, modlić się, służyć biednym i oddawać im wszystko na czym im zbywa z
dóbr ruchomych i nieruchomych.
18

Wtedy Kościół byłby dawną, pierwotną społecznością chrześcijańską. Lecz jest to prawie
utopia.
Sedir (1910 – 1912)

...Teologia jest tylko ludzkim komentarzem do bożych faktów... Genialni teologowie są


tylko ludźmi, Duch Święty udzielał im natchnienia, nie wątpią w to; lecz Niebo wlewa
się w nas jedynie w miarę jak jesteśmy zdolni przyjąć Je. Zaś, Woda Życia Wiecznego
zawsze mąci się resztą błota pozostałego na dnie naszych serc i tak będzie aż do dnia
chrztu Ducha.
(Sedir – mistyka chrześcijańska)
... Światło intelektualne odchodzi od ludzi, którzy nie utrzymują w sobie światła
moralnego.
(Sedir – Wtajemniczenia)
... Jeżeli ludzie są tak często smutni, zatroskani lub zagubieni, jeśli „widzą” źle lub nie
widzą wcale, to dlatego, że nie przyjęli tego, co Słowo szepce w nich, nie chcą tego
słyszeć, powiedziałbym, że narazie boją się tej mowy, buntują się przeciw niej; później
przyjmą ją, lecz niestety po iluż walkach; a przecież mogliby być natychmiast szczęśliwi;
lecz narazie fascynuje ich materia, świat, rozum.
(Sedir – Uzdrowienia Chrystusa)
„ Z szacunkiem i wdzięcznością chylimy czoła przed wszystkimi wielkimi duszami ludzi
przeszłości i teraźniejszości – mędrcami, ludźmi sprawiedliwymi, prorokami, świętymi z
wszystkich kontynentów i ze wszystkich epok ludzkiej historii i jesteśmy gotowi nauczyć
się od nich wszystkiego czego chcą i mogą nas nauczyć. Lecz posiadamy tylko jedynego
wtajemniczyciela i jednego Mistrza.
Jezus Chrystus, Bóg – Człowiek jest tym wtajemniczającym i nie ma żadnego
innego.”
Valentin Tomberg

SEDIR
„Amities Spirituelles” a Katolicyzm
Do Pana N.
Takie same zarzuty, jakie pan nam czyni, spotykają nas często, lecz od ludzi
niezdecydowanych, podczas gdy pan jest ugruntowany w swych poglądach. Całkowicie
zgadzam się z panem, że poświęcenie życia Chrystusowi jest warunkiem zasadniczym i
koniecznym, więc dla tego nie chcę prowadzić z panem dyskusji teoretycznej, gdyż tak
samo jak dla pana, tak i dla mnie najważniejsze jest samo życie, zaś teoria jest sprawą
drugorzędną. Chcę jedynie w prosty sposób sprecyzować naszą postawę.
Nie jesteśmy ugrupowaniem, którego celem jest nawracanie innych lecz służenie im
pomocą. Ponad wszystko szanujemy wolną wolę bliźniego i nie chcemy sprowadzać
żadnej istoty z jej drogi. Tym, którzy są zadowoleni z tego, co posiadają, nie staramy się
19

nawet proponować nic innego. Sądzimy jednak, że mamy prawo zachęcać ich by w
swym codziennym życiu wcielali w czyny swe zasady czy doktryny. Innymi słowy,
istniejemy dla tych, którzy szukają a nie dla tych, którzy znaleźli swą drogę.
Ponieważ jest pan zupełnie zadowolony z katolicyzmu, więc to, co panu powiem nie
będzie kontrargumentem na pana argument, lecz jedynie odpowiedzią na różne
fragmenty pana listu, w celu sprecyzowania przy tej okazji naszego punktu widzenia, tak
jak pan to uczynił.
To, co pan w moich książkach nazywa pojęciami okultyzmu, nie jest w istocie
okultyzmem, lecz pewną tradycją, uznaną za prawdziwą przez licznych Ojców Kościoła i
mistyków chrześcijańskich. Wielokrotnie potępiłem okultyzm i zabroniłem sobie
uprawiać go.
Uważam, że wśród wszystkich religii oficjalnych, katolicyzm jest najlepszy, ale
uważamy również, że religia w duchu i w prawdzie, to znaczy ta, która polega na życiu
wedle Ewangelii, bez rytuałów i bez pośredników jest ponad katolicyzmem.
Co zaś do Mszy i Eucharystii, to nigdy nie odradzamy uczestnictwa w tych obrzędach
tym, którzy odczuwają ich potrzebę. Wierzymy jednak, że jeśli komunia z Chrystusem
może odbywać się przez sakrament, to spełnia się jeszcze lepiej przez życie i
posłuszeństwo Jego nakazom. Zresztą sam pan powiedział, że bez spełnienia tego
warunku wewnętrznego Sakrament staje się bezużyteczny. Dla nas komunia z Jezusem,
to przebaczanie osobistym wrogom – tylko ci, którzy starali się to spełnić, mają pojęcie
co to znaczy – przebaczać tak jak Jezus przebaczył zdrajcy i przyjął go do swego stołu w
wieczór Ostatniej Wieczerzy i należy spełnić ten akt na pamiątkę Tego, który powiedział,
że zanim przedstawimy Bogu naszą modlitwę i złożymy dar, powinniśmy pogodzić się z
naszym bliźnim.
Podziwiamy filozofię katolicką: Summa św. Tomasza z Akwinu wydaje nam się
wspaniałym dziełem ludzkiej inteligencji. Lecz nie sądzimy, żeby można było pojąć
Boga inteligencją i uważamy, że nigdy racjonalne argumenty nie otworzą ludzkiego serca
dla Prawdy. Zresztą Chrystus dziękował Swemu Ojcu za to, że ukrył tajemnice Królestwa
przed uczonymi i mądrymi a odsłonił je małym dzieciom. Zaś w innym miejscu
powiedział, że Królestwo Boga jest dla tych, których serca staną się znów podobne do
serc małych dzieci...
... Nie, moją misją nie jest sprowadzanie do Ewangelii specjalnie okultystów. Większość
księży, którzy czytali moje książki, potępiło je dlatego, że nie głoszą niemylności
Kościoła i możliwości zbawienia tylko w nim. Jest więc rzeczą zrozumiałą, że
przychodzą do nas albo dawni okultyści albo ci, których oficjalne kościoły nie
zadawalają. Jednak jest wielu katolików, którzy darzą nas głębokim uczuciem przyjaźni,
gdyż wiedzą, że nasze serca są oddane Chrystusowi, Synowi Jedynego Boga, i że naszym
najwyższym pragnieniem jest kochać Go i służyć Mu. Ta absolutna wiara, pragnąca
wyrażać się absolutnym posłuszeństwem, jest tym najsilniejszym węzłem, łączącym tych,
którzy powołują się na Niego.
... Zapewniam Pana nade wszystko, że Pana braterskie uczucia są dla nas bardzo cenne...
Pozostaję z Panem, mimo naszych zewnętrznych rozbieżności, w duchowej komunii z
Tym, który pragnie być coraz bardziej naszym Życiem.
Sedir 1921, Lettres Mystiques.
20

SEDIR
List na temat stowarzyszenia „Les Amities Spirituelles”
„Amities Spirituelles” istnieją tylko dla tych, którzy nie odczuwają potrzeby religii
zewnętrznej.
Ci, dla których kult zewnętrzny jest niezbędny, powinni być posłuszni swej potrzebie
duchowej. Lecz jeśli chce się korzystać z pomocy jakiejś organizacji religijnej, trzeba być
w niej całą duszą. Wspomniane osoby nie wyniosą żadnej korzyści z przynależności do
naszych „A.S.”. Nie można bez popadnięcia w hipokryzję, być na przykład katolikiem
(czy wiernym jakiegoś innego kościoła) nie będąc nim jednocześnie. Duch człowieka nie
może podążać dwiema drogami naraz.
Nam też nie są potrzebni zwolennicy z zastrzeżeniami. Taka sympatia nieowocna dla
obydwu stron.
Nasze „A.S.” nie są jakimś kościołem. Nie powstały jako przeciwieństwo jakiegokolwiek
ugrupowania. Powstały dla Chrystusa. Ich jedynym celem jest okazywać, że Chrystus jest
jedynym Synem Boga, i że jedyną sprawą niezbędną jest pełnienie miłosierdzia, co też
jest Jego jedynym nakazem.
Co zaś do uczestniczenia w obrzędach religii, w której się urodziliśmy, utrzymujemy, że
jest to postawa słuszna. Jezus uczestniczył w obrzędach judaizmu. Rodzicom, którzy nas
pytają, zawsze radzimy chrzcić dzieci, prowadzić je do komunii, zawierać śluby i
urządzać pogrzeby zgodnie z ich religią. Uważamy, że nie do nas należy zajmowanie się
możliwymi wadami nauki Kościoła, godnością czy niegodnością niektórych kapłanów,
gdyż nie jesteśmy uprawnieni do sądzenia naszych bliźnich.
Gdy mówimy, że katolicyzm jest najpełniejszą z religii chrześcijańskich, to nie mamy
na myśli, że trzeba stać się katolikiem. Po prostu wyrażamy swoją opinię i to wszystko.
Poza tym, uważamy, że nie należy zmieniać religii, chyba, że w wypadku gdy
pozostawanie w tej, w której urodziliśmy się, koliduje z naszym sumieniem. Nie chcemy
ani zwracać ludzi ku kościołom, ani też odwracać ich od kościołów, wierzymy bowiem,
że religia w duchu i w prawdzie, jest w swej istocie realizowaniem nakazów Ewangelii.
Niechaj więc ci, którzy czują potrzebę kościoła i jego obrzędów, korzystają z nich. Co
zaś do tych, którzy skłaniają się ku komunii z Bogiem bez pośredników, mogą oni
zrezygnować z ceremonii kościelnych, pod warunkiem, że mimo zrezygnowania z tego
środku pomocniczego, przyłożą się do wypełniania nakazów Ewangelii, z równą stałością
jak wierni praktykujący.

SEDIR

... Jak każe Boże Światło, nauka Jezusa uległa pewnym zniekształceniom. Jednak
katolicka teologia jest nadal najpełniejsza i najprawdziwsza, pośród wszystkich innych.
Zaś pewni pseudo wtajemniczeni, którzy pragną ją zniszczyć, dają tym samym dowód, że
nie zrozumieli słów Chrystusa...
Sedir (Droga Mistyczna)
21

Ewangelia jest zasadą chrześcijaństwa, którego jedynym dogmatem jest: wiara w boskość
Chrystusa i jedynym prawem: miłość bliźniego.
Ze wszystkich doktryn chrześcijańskich, droga katolicka daje pouczenia najprawdziwsze,
piękna najbogatsze, metody najsolidniejsze. Ale zdarzają się serca, którym jej ostrożne
metody wydają się zbyt powolne a dogmaty zbyt sztywne ... Chrystus nie odrzuci ich za
ich śmiałość.
Sedir („Królestwo Boga”)
Bóg wyznaczył dla pewnej części ludzkości pewien zespół pojęć i praktyk religijnych,
stanowiących wspaniały organizm Kościoła: teologię, liturgię, ascezę, powiązane z sobą i
wzajemnie od siebie zależne.
Lecz tak samo, jak może istnieć teologia równie prawdziwa jak tomizm, lecz
odmienna, mogą też istnieć liturgia, asceza, mistyka, inne niż katolicka, a również dobre.
Ewangelia zawiera je wszystkie...
.... Ojciec otworzył dla ludzi świeckich inne drogi wiodące do tego samego celu, a być
może jeszcze wyższego.
Sedir („Uzdrowienie Chrystusa”)