Liga Chuliganów: Roman Zieliński - "Liga Chuliganów" (1997) Spis treści

:
• • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • Super łosz end gol, czyli sto meczów w jednym Życie Amica Wronki Arka Gdynia Bałtyk Gdynia Chrobry Głogów Cracovia Kraków Działacze Frekwencja GKS Katowice GKS Tychy Górnik Wałbrzych Górnik Zabrze Jagiellonia Białystok Hutnik Kraków Lech Poznań Lechia Dzierżoniów Lechia Gdańsk Legia Warszawa ŁKS Łódź Miedź Legnica Motor Lublin Nobiles Włocławek Odra Opole Olimpia Poznań Petrochemia Płock Pogoń Szczecin Polonia Bydgoszcz Polonia Bytom Polonia Warszawa Raków Częstochowa Ruch Chorzów Sparta Wrocław Stal Mielec Stilon Gorzów Śląsk Wrocław Widzew Łódź

SUPER ŁOSZ END GOL, CZYLI STO MECZÓW W JEDNYM 17.06.2003 Wstęp Rozlega się dźwięk gwizdka. Skacowany sędzia jest zobligowany do dmuchnięcia weń w tym miejscu, o tej właśnie godzinie. Jest to dla niego bodaj najmniej przyjemna faza operacji pod tytułem „ligowa młócka”. Przedtem odbyło małe przyjęcie weselne, którego był postacią główną. Miejscowi działacze uwijali się niczym charty na polowaniu. Teraz należy zejść na dalszy plan. Głównymi aktorami stają się nagle jacyś szmatławi piłkarze. Na niektórych twarzach rysuje się złośliwy uśmieszek, wszakże to właśnie sędzia może

grać pierwsze skrzypce w spektaklu, w którym bierze udział kilka tysięcy osób. To zależy od wysokości premii, jaka za komplet punktów może trafić do kieszeni. Czasem arbiter jest po prostu złośliwy niemal bezinteresownie. „Ta ruda dziwka, którą mi przyprowadzili na noc, miała krzywe nogi, a mówiłem im, że tego nie lubię”. Właściwie ile osób zdaje sobie sprawę z tego, że podczas jednego meczu piłki nożnej odbywa się równolegle szereg „innych”? Gdy piłkarze walczą jak lwy o swoje pieniądze na murawie, po tej samej murawie biegają faceci z gwizdkami. Też po swoje. Dla jednego jest to premia, dla innego łapówka, trzeci ma umowę z kwalifikatorem i będzie nabijał sobie punkty by awansować na międzynarodowego. Na trybunach zasiadają ludzie, którzy oglądają poczynania zawodników przez zupełnie inny pryzmat. Tak naprawdę zwycięstwo drużyny i tylko ono obchodzi jedynie niedzielnych kibiców. Reszta gra o swoje cele. Trener wychodzi ze skóry po nieudanych zagraniach swoich wychowanków, gdyż zbyt długa seria niepowodzeń odbije się na jego osobie. Wyleci z hukiem i trzaskiem. Działacze kombinują jak znaleźć kolejnego jelenia, który nie poskąpi grosza na skórokopów, a będzie to tym łatwiejsze, im wyniki lepsze. A część pieniędzy trafi oczywiście do kieszeni działaczy. Zaciskają więc granatowomarynarkowi kciuki za swoich, by było z czego uszczknąć dla siebie. Menago też patrzy uważnie na boiskowe poczynania swych podopiecznych. Zwłaszcza ich. Ci, których do tego samego klubu ściągnęli inni działacze, zbytnio go nie obchodzą. To swojego” zawodnika menedżerowie później sprzedadzą, więc każde dobre zagranie podopiecznego kwitują ochami i achami, „nie zauważając” dobrych zagrań reszty biegającej w tych samych koszulkach. Personel, czyli kierownicy sekcji, drużyn, sekretarze, sekretarki, masażyści także patrzą na dochody klubu przez pryzmat swoich kieszeni. Dziennikarze w tym czasie kalkulują, ile przypadnie ‚„wierszówki” za opis kolejnego meczu. Fajnie, gdy nasi grają w pierwszej lidze, zawsze więcej miejsca w gazecie wytnie się na sport. Swój mecz rozgrywają także szalikowcy. O pardon, dla nich pojedynek w zasadzie trwa wiecznie. Po gwizdku sędziego następuje jedynie kolejna jego faza. Skończyły się podchody w okolicach dworca, gdzie czatowano na fanów drużyn przyjezdnych. Teraz jest moment, w którym trzeba wyrzucić jak najwięcej papierków w powietrze, jak najdalej na boisko serpentyny. Pokazać swoje pirotechniczne zaplecze i zagłuszyć kiboli przeciwników. Niejeden zakrwawiony rękaw unosi się w tej chwili w górę wraz z obitą pięścią, a z gardła wydobywa się ryk zwycięstwa. Nie ma znaczenia, czy piłkarze jego drużyny rzeczywiście w tym meczu wygrają, to — przynajmniej w tej chwili — schodzi na plan dalszy. Teraz najważniejsze jest, kto się lepiej zaprezentuje na trybunach. Bo wokół nich, gdy fazą spotkania były podchody”, górowali nasi. To nic, że trzeba spierdalać jak zając przez krzaki. Przecież to tylko odwrót taktyczny przed przeważającymi siłami wroga lub policją. Później się jeszcze tylko obrzuci pociąg tamtych kamieniami i do wieczora będzie spokój. Wtedy przez nasze miasto będzie wracać inna ekipa kiboli. Swój mecz ma także policja. Ich szef, psychopata patrzy tylko, jak tu komuś przyłożyć blondynką. Blondynka — bo biała. Czarne lepiej ciągną, zwłaszcza te z rączkami. Najlepiej odwrócić pałki i trzepać po gło wach niesfornych skurwielków łażących po stadionie tymi właśnie rączkami. Trzeba to zrobić dyskretnie, bo cholera, posypało się już parę skarg z tytułu bicia „nieprawomocną” stroną. Szeregowi funkcjonariusze myślą sobie, jak dobrze byłoby jakiemuś gnojkowi zabrać szalik, bo skoro oni je sobie zabierają na zasadzie skalpu, to dlaczego on, policjant, ma być gorszy? Także Sierżant również ma swój mecz. Taką małą wojenkę. W razie czego mój oddział skoczy z tarczami na tych rozwydrzonych czubków. Chłopaki aż się rwą do jakiejś małej pacyfikacji. Trzeba troszkę ich podpuścić i będzie dobrze. Pierdolnie któryś takiego cymbała oplątanego w te swoje barwy i będzie miał co przez tydzień opowiadać. Nie będzie przynajmniej marudził nad uchem, że żarcie „małokaloryczne.” Jeden mecz, a tyle atrakcji. Każdy gra o swoje. Dla kibiców ich mecz jest najważniejszy. To spotkanie odbywa się w LIDZE CHULIGANOW. Czasem klub, który gra w ekstraklasie, w tej lidze się nie mieści i vice versa, zespół z 3 lub 5 ligi ma fanatyków na miarę Ligi Mistrzów. Funkcjonuje tu zupełnie inna tabela. Cześć. Po Pamiętniku Kibica otrzymałem od was mnóstwo listów.

Dzięki za wszystkie, te z wyrazami sympatii, i te nie pozostawiające na mnie suchej nitki. Niestety, notoryczny brak czasu i wrodzone lenistwo w tych nie pozwoliły mi na odpisanie na znakomitą większość z nich. Wszystkich, liczących na odpowiedź, której jednak nie otrzymali — przepraszam, prosząc jednocześnie o odrobinę wyrozumiałości. Dostał mi się jeden wyrok śmierci. Jak widać ów sędzia dał mi jeszcze zawiechę. Po Lidze Chuliganów pewnie dostanę wyrok potrójny, już bez wyrozumiałości dla mojej powłoki cielesnej. Trudno, najwyżej zostanę męczennikiem. Największe wrażenie z recenzji tego „arcydzieła — jak pieszczotliwie nazywam Pamiętnik — wywarła na mnie reakcja koleżki, który nigdy w życiu nie był na meczu, a książkę przeczytał jedynie ze względu na starą znajomość. Najpierw stanął i przez chwilę wpatrywał mi się uważnie w o boisko czy, potem stwierdził, iż nie miał najmniejszego pojęcia o tym, co się na stadionach piłkarskich dzieje. Nie znał, bidulina, ich podskórnego życia. Ludzie o Lidze Chuliganów nie wiedzą, bo w niej nie uczestniczą. Nie mają o niej informacji, bo przecież nikt poważny nie będzie się w ich zdobywanie angażował. Dziennikarz wszystko spłaszcza, gdyż nie zna tematu. Jeśli już coś załapie, to i tak jego głupkowate domysły przesłaniają prawdę. Na razie dotarłem do dwóch publikacji zamieszczonych w tzw. poważnych gazetach, w których rzeczywiście czuć bluesa. Jedna z nich, I to luźna w formie relacja z wyjazdu Legii do Goeteborga, jaką sporządził do 2000 numeru Polityki Marcin Meller. Druga była merytoryezna. Dość sensownie (choć nieprzychylnie) wypowiadał się policjant z Komendy Głównej Policji. Gościem, który potrafi wczuć się w skórę fana, jest naczelny Piłki Nożnej, zauważający, że krzywe zwierciadło, w którym widziani są szalikowcy, z reguły zmienia obraz tylko z jednej strony. Dla wielu ta druga nie jest zauważana. Facet z boku wie tyle, ile dowie się z telewizji. Pamiętnik jest spojrzeniem od wewnątrz. Jednych dziwi, innych szokuje. Dla jeszcze innych stanowi źródło informacji. Siedziałem kiedyś i przysłuchiwałem się rozmowie, na podstawie której koleżka ze Słowa Polskiego, Bartek Czekański miał zrobić wywiad do gazety. Cezary Fuchs, niezły kierowca rajdowy, stwierdził, że dla niego kibic to facet opatulony w szalik, pijany jak sztucer i koniecznie trzymający w ręku łańcuch. — Raczej kij bejsbolowy — zakpiłem wtrącając się. — Albo kij — potwierdził rajdowiec z zapałem. Policjant na komendzie bacznie przygląda się zatrzymanemu. Podejrzany jest o coś tam, jednak nic na niego nie mają. Mundurowy musi wypuścić ptaszka. Wzrok uważny, lustrujący nieogoloną twarz zdaje się czegoś szukać w postaci stojącej vis a vis. Nagle wyraz twarzy się zmienia: — Aaaa, to ty chciałeś ruchać tego psa. To ty jesteś Boguś Winiucho! — gość w mundurze promienieje i wyciągając z szuflady egzemplarz mojej książki dodaje — powiedz temu autorowi, że nie każdy policjant jest idiotą. — Zapewne miał na myśli siebie. Inteligencik, bo umie czytać — śmiał się jeden z koleżków słuchając relacji Bogusia. Jeśli szukasz czegoś podobnego do tego, co wyczytałeś w Pamiętniku, to skończ na pierwszym rozdziale. Najdłuższym i najluźniejszym — ŻYCIE. Bo w życiu trzeba dużo luzu. Żeby na starość nie dojść do wniosku, że gdyby się jeszcze raz miało okazję urodzić, to ho ho, bo aktualna egzystencja była diabła warta. Liga Chuliganów jest znacznie bardziej wyprana z emocji od Pamiętnika. Choćby dlatego, że częściej sucho opisuje fakty, mniej jest indywidualnych relacji, które siłą rzeczy stanowią jeden kłębek nerwów, fascynacji, strachu, wiary, emocji, nadziei lub przemyśleń na temat uczuć, jakie przez mózg człowieka przechodzą w czasie zagrożenia. W zamyśle książka ta miała być Leksykonem Ligi Chuliganów. Jednak spore różnice w dostępie do informacji np. z Warszawy i Poznania (co się tam dzieje, wiem na bieżąco z najlepszych źródeł) i Chorzowa lub Włocławka (skąd informacje spływają drogą okrężną) nie zezwalają na pełny obiektywizm, jaki w leksykonie byłby konieczny. Na liście

ŻYCIE 17. Ile metrów ma twoja flaga? — Okazało się. Chodziło mu o swoją. *** — Jutro będę we Wrocławiu — informuje mnie Sitek z Warszawy. który dostał właśnie rozkaz przyprawiający go o gęsią skórkę ze strachu. Jednak nie mają. w co jest grane. *** W kwietniu 95 w redakcji tygodnika „Piłka Nożna” odbyło się spotkanie zespołu redakcyjnego z kibicami kilku drużyn. Ubodło go to. poczt 35).. nie muszę życzyć przyjemnej lektury. Nie usatysfakcjonowani będą fanatycy kilku zespołów piłkarskich. Na co dzień fanatyk warszawskiej Legii. jakie się w kibicowskim życiu zdarzają na co dzień. — Zorganizuj jakieś video. Dotyczy to przede wszystkim sporej części rozdziału ARKA i niemal całego BAŁTYKU. jakie miały miejsce np. Nie wiem. Łodzianin przyjmuje argumentację. — To ja jestem ten idiota — podchodzi do mnie cblopak z ŁKS-u. skr. a którą opisałem w Pamiętniku” dobierając podobnych słów. Jest tu mimo wszystko trochę wątków autobiograficznych. — A pewnie. A nie o to chodzi. niż faktycznie przyjął do siebie. Niektóre sytuacje są nawet opisane subiektywnie. że jesteś. Zaproszenia swoimi kanałami” zostały wystosowane praktycznie do każdej liczącej się ekipy.2003 Ten rozdział będzie inny niż wszystkie pozostałe. Nie ma także rozdziału pt. że to dzieje się naprawdę. Swój rozdział powinni mieć sędziowie. co myśli wydający taki rozkaz ani jaki jest schemat dowodzenia w akcjach przeciwko zamieszkom. czy nawet kilkadziesiąt. Tłumaczę. trudno więc mi powiedzieć. Czasem tuż obok nich. olbrzymią flagę z napisem Łódź moim miastem. pod czas dwóch meczów Legii w Poznaniu jesienią 94 i rok później czy na Łazienkowskiej po finale PP Legia — GKS Katowice.że kilkanaście. Tym. że sam będzie nad tą flagą stał. gdzie można nieźle dostać po zębach. Po prostu opowiada o zdarzeniach. Chyba. ŁKS. Reszta musi uwierzyć. moim życiem”. W książce wykorzystałem materiały z dwóch najlepszych krajowych zmów traktujących o rodzimych hools — „Szalikowców” wydawanych przez Tomka Drogowskiego z Bydgoszczy (85-204 Bydgoszcz 4. że na fladze zamiast „moje” powinno być „nasze”. a być powinien. którzy wiedzą. Nie będzie zachowana chronologia zdarzeń. sytuacjach.) Nie ma słowa o Mazowszance Pruszków i Polonii Przemyśl (koszykówka).nieobecnych odnotować trzeba całą ligę hokejową (swego czasu sporo się działo w Nowym Targu. Widelec znalazł się u Niełaca. to co mówiłem.06. POLICJA. 90-927 Łódź 56 z dopiskiem „przegródka”. O sędziach jest parę słów w rozdziale DZIAŁACZE. Stylem i klimatem rozdział ten będzie przypominał „Pamiętnik Kibica”. co czuje taki opancerzony żuczek. Nie utrzymuję kontaktów z mundurkowymi. Oglądamy sobie wesołą podróż pijanej gawiedzi pijanym . oraz „Polskiego Kibola” — wydawca Tomasz Gawroński (fan Widzewa). którzy nie znajdą „swoich” rozdziałów. ale widzę po oczach. To środowisko jest na swój sposób hermetyczne. Wielu zabrakło. że raczej boi się wdać w dyskusję z bardziej wyszczekanym „redaktorkiem”. to obejrzysz sobie kasetę z naszym wyjazdem do Moskwy na Spartaka.

to jesteś kozaczyna — stary więzienny wiarus wie. Związał się z Wrocławiem. wyskoczył za płot i poszedł na stację.pociągiem. Podczas przyjazdu kibiców biało-czerwono-białych. Wesoły. Niedługo przed jednym z me czów z LKS-em na własnym stadionie. Zaczął chodzić na mecze Śląska i jeździć na wyjazdy. wyszedł z domu i już do niego nie powrócił. Zostawił robotę. — Był taki nieswój. wysiadał w Krakowie i rano. W pociągu też się wyśpi. Jak postanowił. w połowie lat osiemdziesiątych zaliczył parę spotkań w barwach tamtejszego Piasta W pewnym momencie. że będąc „na dłużej” we Wrocławiu wsiadał do pociągu przemyskiego. tyle to ja mogę odpierdolić z hujem w ścianie ziemianki. Zaczepił się w cukrowni bodaj w Matczycach. Bujał się później przez długi czas gdzieś na trasie Warszawa — Lublin czy Warszawa — Gdańsk. Kiedyś w pracy. Na którejś ze stacji wyłania się uśmiechnięta gęba Lejzerka. którego nie sposób nie lubić. Ekipa z kamerami usadowiła się idealnie. Doskonale znał przesiadki z jednych pociągów do drugich. znajdując jakąś babę w stolicy. mając jakieś szesnaście lat. Przyuważył go Orzeł.. — No. tak by nie marznąć na dworcach. Nagle Kacpra ogarnia olśnienienie.. Lejzerek nie ukrywał. a jednocześnie cholerny zagryziak. że mu nam powiedzieć. — Ale ja mam sześć miechów. Już tam nie wrócił. I tak na placu Grunwaldzkim cały czas się imprezowało. Ciekawą personą na Legii jest Rouen. . *** Kacper z wrocławskiego Trójkąta jest gościem. że jest pociągowym obieżyświatem. już wyspany. — No pewnie. — Iii. — Znacie tego gościa? — Sitek pokazuje paluchem na jednego z chłopaków. Lejzerek — nie ma najmniejszych wątpliwości. że na dworcu może być wesoło. małolat. Dopiero po latach usłyszałem jego opowiastkę jak to został przywitany w celi przez starego złodzieja z wysokim wyrokiem — Te. Polskę ma opanowaną w stopniu wystarczającym do zrobienia magisterium z tras na wszystkich możliwych szlakach. Ciekawa postać. W kwietniu 95 wyskoczył z pudła. Nie żył jak inni. Lejzerek się wynurza. Miał też swoją przerwę w życiorysie. Zrobiliśmy towarzyski nalot na koleżków z Lechii. że sześć 1at nie dostaje się za kradzieże kur z kurnika. Woli pojechać do Warszawy.. tak zrobił. światem grypsery. podczas nocnej zmiany usłyszał daleki gwizd pociągu. czasem uda się coś zarobić. gdy jesteśmy w pobliżu stolicy. Stanął na nogi jednak te mu się podwinęły. pojawiał się ponownie we Wrocławiu. ktoś z telewizji doszedł do wniosku. Lejzerek przynajmniej dokarmiał Pociska. zmieniał miejsce zamieszkania. Ciągniemy go na chatę. Nie wytrzymał. Nieraz można go było spotkać w nieoczkiwanych miejscach. Koleś przez kilka lat jeździł na wyjazdy Śląska. Zaczęła się zadyma. towarzyski. ale nie chce. Maniak na punkcie gry na automatach. wreszcie po pewnym czasie stwierdził. Pochodzi z Nowej Rudy i jeszcze jako zupełny małolat. Bardzo chciał w nowym otoczeniu zachować anonimowość. Później postanowił zabrać się do uczciwej pracy. Pojawił się we Wrocławiu na kolejnym meczu Śląska. Często spał w ten sposób. W pewnym momenc rzucił tylko cześć” i tyleśmy go widzieli. a po każdy odwiedzinach tego pierwszego w pobliskich delikatesach w zepsutej 1odówce pojawiały się wiktuały. Tuż nad wysiadającymi fanatykami LKS-u. bo ten nie potrafił kraść. Wypytał co za jeden. Po jej odbębnieniu raczej niechętnie wracał do więziennych wspomnień. Legioniści czekali nieopodal. Lejzerkowi zorganizowało się spanie u Pociska.. Kiedyś jedziemy sobie kolejką w Trójmieście. ile wyłapałeś? — Szóstaka. że jeździł na Śląsk — śmieje się Sitek patrząc w ekran — I w dalszym ciągu.

Panienka. Potrafi jak mało kto zmobilizować ludzi z którymi rozmawia. przedstawiam się. dzisiaj jestem z matką. gdy tamten powiedział kilka fachowych uwag. Poproszony akurat o użyczenie swego głosu stwierdził coś o stadionowej hołocie i kilka tym podobnych wstawek. Uszol był nim zdeczko rozeźlony. — trzymam fason. nie będzie musiała już drugiego dnia znajomości oglądać mojego opuchniętego pyska. Po meczu Śląsk — Lech inaugurującym sezon wiosenny 1993. — Co ci się nie spodobało? — Ja tak.. Następnego dnia jedna z nowych sąsiadek spotyka na klatce scho dowej żonę Rouena. Bractwo jeszcze urzęduje przed salą rozpraw. Mogę liczyć jedynie na szybkość. Rouena było widać jak na dłoni. — Wiesz. sprawa tra fiła do sądu. — Działo się coś ciekawego? — Przyjechały pyrusy. Jest taki. Ma Ów szkoleniowiec jedną. cholerną zaletę. która odbyła się prawie rok po wydarzeniach na Oporowskiej.. policja wyciągnęła z poznańskiego młyna kilku przyjezdnych. Te matem tych dyskusji był także Pamiętnik Kibica. na którym nie obyło się bez drobnych zadym. Po zakończeniu spotkania Puzon ze swoją dziewczyną dość niespiesznie opuszczał trybuny. Podczas rozmowy z Maćkiem Głowackim. Jemu i poznaniakom postawiono zarzuty uczestniczenia w zadymie..Rouen trafił aż kilku gości. Puzon rozmawiał z Uszolem z Lecha. by noga dobrze kopała. O kurwa — pomyślałem sobie. Wyższy. Błyskawicznie oceniam swoje szanse w solówce. trochę duży. że chodzi o to. dziennikarzem i jednym z teoretyków pro wadzenia treningu. hi. jeszcze na pewno przytrafi się okazja — słysząc te słowa zrobiło mi się lżej na duszy. jakim jest. gdyż do tej pory stał oparty o kaloryfer. prostując się. ogólnie. — Słyszałem. Gali Anonim. waga ciała adekwatna do wzrostu. Wyławiam okiem największego z przyjezdnych. gdy ponownie został trenerem wrocławskiej drużyny. — Czemu nie byłeś na sprawie? — pyta się mnie Puzon. *** Romuald Szukiełowicz jest trenerem takim. Jednak wśród wrocławskich kibiców nie cieszy się zbytnim szacunkiem ani poważaniem. — O książkę — odpowiedział. którą poznałem wczoraj. Szukiel” odparł. na którym wrocławianie przyatakowali łodzian na trybunach. Jeden chce się z tobą spotkać. a następnie wiadomości sportowe w dzienniku. Normalni... Niski to on nie jest faktycznie. — Ale ten pani mąż awanturny. przyjęto go obojętnie. Na pierwszej rozprawie. rzuciło się na niego trzech typków w cywilu wymachując przed nosem policyjnymi szmatami. Urywki z zadymy pokazywał Teleexpress. Podchodzę.. Gdy na stadionie opróżniło się. że masz do mnie pretensje. Poznaniacy z rodzinami. nie czytałem jej jeszcze. hi. co najmniej o dwadzieścia centymetrów. Przed następną rozprawą stawiam się w gmachu sądu. Puzona przyszło dopingować kilku koleżków z Nabojki. Puzon został zwinięty. Fani są pamiętliwi i po kilku latach. — Chciałeś wyjść na solo. zasięg rąk moich i jego to dwie zupełnie inne skale.. Po prezentacji gabarytów wynik ewentualnej potyczki był dla mnie jasny jeszcze przed jej rozpoczęciem. mówił coś o solówie. . refleksu poznaniaka nie znam. poznano go nie tylko w Warszawie. Zadecydował o tym jego komentarz do regionalnej telewizji Echo spotkania Śląsk — Widzew w 91 (?) roku.

Jego poprzednik (nie licząc czterech spotkań pod okiem Bogusława Wilka). który swoją ksywkę zawdzięcza stałemu pobytowi w USA. Na zewnątrz minus dwadzieścia. O 9. halowym turnieju w Zgorzelcu melduje się kilkanaście osób z Wrocławia i Grubio — fanatyk jedenastki Śląska. mrozy trzymają od miesiąca albo i lepiej. W innych warunkach byłaby to mieszanka wybuchowa Dość stwierdzić. że część drogi przyjdzie im przebyć razem. kilka występów Biało-Czerwonych wyglądało rzeczywiście inaczej niż dotychczasowe. Przez moment (czyli kilka spotkań kadry narodowej) wydawało się. Motoru Lublin. że napiję się z kibicami Śląska. natomiast w rewanżu na Łazienkowskiej wojownicy z Warszawy. Policjanci nie chcą wpuszczać nikogo bez biletu do pociągu jadącego w kierunku Katowic. Takich „mieszanek wybuchowych” w tym gronie było zresztą więcej. — Dziewucha była testowana przez całą czwórkę — kontynuuje. chcąc wyładować swoją agresję na poznaniakach. prosząc o zabranie w drogę powrotną. Rozmiary zamieszek były porównywalne do zajść z okresu stanu wojennego. jak kibiców piłkarskich. Po turnieju czterech chłopaków podchodzi pod prawie pusty autokar. gdy kibiców „wywiało” z Wrocławia. krakowskiej Wisły. Lecha Poznań.— Niech będzie nawet Helenio Herrera. ze podczas meczu Lech — Legia. W wózku pustki. który odbył się pół roku wcześniej. Stasiu Świerk. szofer i ona. Najlepiej ten fakt ilustruje scenka z drogi powrotnej. że nawet w tak zwaśnionym i uznawanym za nienormalne środowisku. Dość dziwnie wyglądały dla piłkarskich chuliganów sektory 6 i 7 stadionu zabrzańskiego Górnika.. — Gdzie mieliście takie branie? — Zainteresował się przebywający akurat we Wrocławiu lechista Grabarz. stoczyli bitwę z ochraniającymi ich policjantami. W związku z zawartym w lutym 1995 roku w Gdyni paktem o nieagresji wśród kibiców podczas spotkań reprezentacji narodowej. łapię za ciałko. *** Towarzystwo siedzi sobie w knajpie Szalony Koń” na wrocławskim Rynku. W „Warsie” pociągu. A ona na to. zarówno kibice Lecha. czyli do Polski. Gdy drzwi się zatrzasnęły. . Śląska Wrocław.20 na peron Dworca Głównego wjechał pociąg wiozący kibiców Lecha Poznań. jak i Śląska wiedzieli. to jest tylko najemnym pracownikiem. Dla części wrocławian czerwcowy (95) mecz Polska — Słowacja rozpoczął się osiem godzin przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Majtki jej wcięło. Lechii Gdańsk. Na początek niemiła — dla fanów — sytuacja. a tu wsiada jakaś panienka. a tu się okazuje. opowiada historyjkę z wrocławskie go autobusu. nerwowych przygotowań do „powitania” przyjezdnych. Z reguły na linii Wrocław — Poznań dzieją się różne. Jankes. był przez kibiców postrzegany zupełnie inaczej. w kilkuosobowej grupce po którymś już piwie jeden z poznańskich hools śmiał się do wrocławskich współbiesiadników: — W życiu nie myślałem. Wręcz przeciwnie. Tym razem nie było zwyczajowych w takich wypadkach. że mundurowi nawet nie spostrzegli. Na zimowym. oraz że tego dnia będzie obowiązywał pakt.. Szukiełowicz zdecydowanie odmawia. Wspólna (sic!) 200-osobowa grupa z fantazją ominęła ten zakaz tak. który teraz bierze w Śląsku pieniądze. że laseczka nie ma na sobie bielizny. czterech opatulonych w zielono-biało czerwone szaliki chłopaków zaczyna skandować: — Stasiu świerk. Stasiu świerk. a później go nie będzie — stwierdzono na trybunach. istnieje możliwość wzniesienia się ponad podziały. a za oceanem nie potrafi wysiedzieć dłużej niż kilka miesięcy. nieraz drastyczne rzeczy. No to ja do niej. na co dzień mieszkaniec. ale skoro on nas nie lubi. Ja się do niej przyklejam. Razem zasiadali tam fanatycy warszawskiej Legii. — Jedziemy sobie o czwartej w nocy w dość doborowym towarzystwie. Łańcuta. 100-130 osobową grupę fanatyków ze stolicy atakował kilkutysięczny tłum. że może pójdziemy do jakiegoś hotelu. tylko my. ŁKS-u Łódź. więc przyjeżdża do normalności. że lepiej do bramy — Jankesem do tej pory wstrząsają dreszcze z makabrycznego zimna. Stanisław Świerk.

na którym zameldowało się kibicowskie bractwo z Polski. cztery tygodnie temu. Pewnie. — Kiedy to było? Teraz Jankes Z namaszczeniem wyciąga przegub dłoni. Jakoś tak bez entuzjazmu to wszystko — słyszę głos telefonicznego rozmówcy. przez dziurę i w ten sposób niepostrzeżenie stawał się właścicielem kolejnego browara. który gabarytami jeszcze przewyższa (a raczej poszerza) swojego kompana. Trochę strachu najadł się Robson. Niekompletny. Na wódkę już nie miał ochoty. *** Mecz Holandia . Ale wówczas to były trochę inne czasy i na pewno inne układy. — Jakieś. . — Bosman go przyprowadził na Legię. Rouen biegał z kartonem. Być może z uwagi na mróz. a co za tym idzie ceny były niższe od cen popitki. — przygląda się czasomierzowi mrużąc oczy — . zabrakło. Natomiast produkcja najbardziej popularnego. w niekoniecznie sympatyzującym z sobą gronie. że ten sprawdzał datownik. co można odczytać w niniejszym tomiku.trzy. Na mecz wchodzili wszyscy. polonusi i przypadkowi turyści. Najwylewniej z tego cieszył się koleżka Bosmana. Znam je z różnych relacji. w okolicy stadionu. Choć wielu wątków. więc całkiem zgrabna ekipka opanowała dworzec kolejowy. Leon się później z Jankesa nabijał. a on po prostu stawiał pudełko na odstawioną przez kogoś flaszkę piwa. skoro w stolicy Rosji ceny są na normalnym. wszyscy się trzęsą od braku odpowiednich gradusów Celsjusza. Nikt nie wiedział. Saszki i Wańki raczej lgnęli do obcokrajowców. gdy u grubasa na stąpił powrót do jako takiej świadomości. po czym wsadzał rękę z góry. Wezwana sanitariuszka już chciała go umieścić wśród szpitalnych niedoozdrowieńców. Wożony — tak dla jaj — Bosman tymczasem chrypiał coś niezrozumiale i wywracał oczami.— Na Krzykach. — Seks. w jakiej na murawie występują piłkarze Legii. Pociąg się spóźnił.. No. ale w wielu z opisywanych sytuacji nie byłem.krojone dno. Jednak coś za mało uczucia w ten rozdział włożyłeś. — Kilka historii zapomniałeś. spogląda dosyć długo na zegarek. Choćby takiego brzucha Bosmana z Legii. że napisałeś obiektywnie. wystarczyło się jakoś przetoczyć przez bramę. na tymże pojeździe. po czym padł.. ale trzeba przyznać. Dzień wcześniej w Moskwie z Lokomotiwem grał monachijski Bayern. wolałbym się powywnętrzać. którego łażącego po mieście przykukał jakiś autobus z fanatykami. może za wyjątkiem spotkań z NRD na początku lat osiemdziesiątych. Nachlał się jak świnia. O ile nie wyższym. Z miejscowymi specjalnych kłopotów nie było. po co mu badziewie. Nie pogardzał natomiast wyrobami tamtejszego polmosu Bosman. światowym poziomie. Więc żłopano oporowo. Niemców troszkę postraszono w hotelu. może jeszcze w mojej bramie? — Długi aż podskoczył z wrażenia. choć w swym kształcie przypominający to. Ktoś podjechał wózkiem na bagaże i położył zwłoki odziane jedynie w koszulkę. żeby się nikt nie śmiał z tego. Do tej pory na wyjazdach zdarzały się co najwyżej pojedynczy fanatycy. Jak tu się nie ochlać na amen? Towarzystwo ululało się na cacy. a Bosman kładzie się nieprzytomny. W każdym bądź razie w Rotterdamie towarzystwo miało okazję spotkać się po raz pierwszy pod jedną flagą na obcym terytorium. W Moskwie warszawiacy chlali ile wlazło. legionisty. Na szczęście okazało . *** Legioniści przeczytali rozdział tej książki jeszcze przed jej ukazaniem się. Zimno. Trudno było tego nie robić. W czasie meczu towarzystwo jeszcze jakoś wyglądało. Z Wrocławia wybrało się różnymi sposobami jakieś ćwierć Setki fanów.Polska w październiku 1992 roku był pierwszym spotkaniem reprezentacji narodowej. że jest najgrubszy na Żylecie — naśmiewają się legioniści. tamtejszego trunku. w którym było wy. Przed spotkaniem. tych osobistych. Wiara wybucha śmiechem. na Oficerskiej. czyli wódki była wyraźnie forowana.. Następnego dnia było gorzej.

— Jestem autem. która nie miała szans wobec przeważających sił przeciwników. zaczął interweniować. Ponieważ paragrafu na niego nie było. Bo temperatura powietrza 20 września zbyt wysoka nie była. jak Boga kocham. W drodze powrotnej kilku hools z Wrocławia postanowiło skorzystać z okazji i wrócić do kraju z Lechią. Ponieważ wyłykal po drodze zdeczko piwa i mocniejszych trunków. Nie chcące wysłuchiwać jego racji psy załadowały niesfornego do budy. Policjanci postanowili kogoś wyprowadzić z autokaru. na swoje nieszczęście. postawili się gdańszczanie i wrocławianie. Po uspokojeniu awantury i zakończeniu meczu. że kurtkę z dokumentami zostawił w aucie. Na samym meczu jedna awantura. W roli pasażera. Cracovia. — Idę — swój zamiar wprowadził w czyn. — Skąd jesteś? Na szczęście kanary okazały się na tyle wyrozumiałe. dokumentów i pieniędzy. Gdy Cracovia (jeden autobus) zaatakowała Wisłę (pięciu). że była to wyprawa kibiców gdańskiej Lechii. samochodem. że co prawda pacjent zbytnio się na nią nie kwalifikuje. złapał Robsona i ciągnie go do wyjścia. Na samych słowach się nie skończyło. choć w tym momencie mieli z nimi wojnę. przeto mecz wydał mu się nad wyraz gorącym wydarzeniem. a Polacy trzaskali sobie z czarnym rudzielcem fotki. którzy mieli już serdecznie dosyć uciążliwej wycieczki z Trójmiasta. *** Grabarz z Gdańska wyjazdu na Lechię/Olimpię do Olsztyna mile wspominać nie będzie. filujcie. Ostatecznie. taki dwumetrowy. Kierowca burzył się z uwagi na nad komplet pasażerów. Jeden z nich. jak połowa 500-osobowej grupy. by ten mógł ruszyć z miejsca. w autokarze rwetes: — Kurwa. Holender zrezygnował. Na tyle. — Nigdzie nie pójdziesz. Lechia zwyciężyła co podniosło i tak wysoką temperaturę na widowni. Nie wiadomo czemu. Ponieważ jego stan wskazywał na wcześniejsze nadużycie wody ognistej. zorientowawszy się W swojej pomyłce. Zajechał. gdzie istnieje linia podziału i oddzielili jednych wojowników od drugich. musi się gościem zająć. którzy zaczęli coś podejrzewać. bez kurtki. jednak skoro został przywieziony przez mundurowych. więc postanowiono go odwieźć do izby. tego jeszcze nie widzieliście — drze się któryś z wycieczkowiczów. *** Kibice Zagłębia Lubin przez kilka lat nie pokazywali się w Warszawie wcale. Wyglądający przy nim jak karzełek Robson wczepił się w fotel rękoma i nogami i tylko mruczeniem i kręceniem głową dawał znaki. Na stacji. Wiosną 95 . Holenderscy policjanci byli zdziwieni takim obrotem sprawy. jak babcię kocham!!! Rewelacja była taka. Tam z kolei lekarz doszedł do wniosku. Jedną odstawiono do pojazdów mechanicznych drugą odprowadzono w kierunku kolei żelaznej. — Rudy Murzyn. — No to ja sobie idę. Następnego dnia. że autobus się zatrzymał. — Trzeba było o tym pomyśleć wcześniej. Grabarz załapał się do tych drugich. wspólna ekipa postanowiła sobie wy równać rachunki z pasiakami.się. Na dworcu był w swojej biało-zielonej koszulce dokładnie obcinany przez dwóch miejscowych. Gdy Robson wpadł w objęcia kolesiów. obity wracał do Gdańska. Po „rozmowie” z pałkarzami Grabarz jako pamiątkę miał połamane żebra. Po spotkaniu miejscowi. salwowała się ucieczką. za wiślakami. Przynajmniej na sektorze zajmowanym przez przyjezdnych. więc wśród konwersatorów w niebieskich mundurkach jakoś nie mógł znaleźć posłuchu. wobec nieugiętej postawy swej ofiary i zaostrzającej się sytuacji w autobusie. Jakoś połapali się. że do domu dojechał bez kredytu. że nie da się usunąć. podzielili tłumek na dwie grupy.

nad którym można popracować. zdołał go znaleźć tylko „J”. Na jednym ze spotkań działaczy klubowych Zagłębia Lubin z kibicami. — Czego. Każda komisja zdrowia psychicznego (a taka powinna co jakiś czas weryfikować ludzi pracujących za pieniądze podatników na stanowiskach narażających na zmiany osobowości) po spojrzeniu w jego oczy nie powinna mieć wątpliwości. Nie tylko w Legnicy czy Lubinie zdarzają się takie okazy. Typek się denerwuje. kurwa. kurwa. że jest to człowiek. pojawili się przedstawiciele policji. nakazując palowanie. Podczas wyprzedzania legioniści zostali trafieni butelką w maskę. której chodzi o to. aż do chwili. więc jest pan odpowiedzialny za swoich ludzi. W pewnej dyskusji o piłce nożnej ponoć powiedział: — Co ty możesz wiedzieć o piłce. najwyraźniej kogoś szukając. że nabroił.. O tym. Do stereotypu policjanta zabrakło małolatowi tornistra i kredek. ławek. Mówię o co chodzi. Zamiast numeru służbowego „chłopcy Pałaszewskiego” lubią pokazywać obijanym numery ich własnych butów. Po jednym z meczów Chrobry — Śląsk dzielni mundurowi złapali 10-12 letniego chłopaka i. Ponieważ lubinianie mogli powiedzieć. -. dokłada mi parę razy.. Tak szybko. lecz również w niebieskich mundurach. Człowiek ten ma wzrok psychopaty. Po prostu ludzie kierowani przez niego są jeszcze jedną grupą. drajwer natomiast oddalił się. ot tak. które wyruszyły na patrol. Nigdy z policjantami się nie awanturuję „na krzyk”. nie wiem – opowiadał później „J”. to Wiesław Pałaszewski w pełni akceptuje działania podopiecznych. gdzie wysadziłem chłopaków stoi policja i świeci halogenem po lesie. To najczęściej używany zwrot policji w legnickiem w podobnych okolicznościach. Używał języka i terminologii chuliganów. Tamten ogląda mnie jak zjawisko. zabrałem? — Tego nie wiem. Co może w tej sytuacji zrobić? Chwyta za pałę. Załoga pojazdu wysiadła w lasku. pan jest tu najstarszy stopniem (miał kocina jakieś cztery belki. jak to radzi sobie w walkach z niesfornymi szalikowcami. — Chodź — podchodzimy do nyski. że widzieli moje auto. Zamiar ten został rozszyfrowany przez autokarowiczów. jeszcze tu szukasz? — to raczej do kolesia niż do mnie. Wóz był niezły. Pałaszewski poopowiadał. Na szczęście dla legionistów nie trafiło w szybę. – W każdym bądź razie po pół godzinie pojechałem z powrotem.Co tam się działo. a tu w miejscu. Romek. wie. Sam jest przykładem. *** Wiesław Pałaszewski jest odpowiedzialny za prewencję w legnickiej komendzie wojewódzkiej policji. Palaszewski traktuje mecze jako możliwość wyżycia się. Po jakiejś godzinie zrezygnowałem. ja już obstawiałem kilkaset meczów. że legnicka policja działa w sposób psychopatyczny. więc nie chciałem kleić głupa jeżdżąc tam i z powrotem. że chłopaki musieli siedzieć w zaroślach. bo zasuwał trasą cholernie szybko. — Ja go. że hools chodzą nie tylko we flejersach. Dyskusja z palantami.. Przejeżdżałem tamtędy kilkakrotnie. Okazało się.. — Te.lubinianie zerwali z tą tradycją i przybyli na Łazienkowską autobusem. ale nic się nie zmieniało. warszawiacy zaplanowali akcję partyzancką. Za znanym fanom (z uwagi na swoje zachowanie) szefem prewencji. wiedzą fanatycy piłkarscy niemal w całym kraju. mając za zadanie schować wóz i wrócić na miejsce ataku już po odjeździe lubinian. temu od szalika również. żeby coś się działo. W Katowicach mundurowi wypuścili chłopaka z budy. gdy niebieskim się znudziło i dopiero później z meczu u siebie wracali do domów z odległości stu kilometrów od Warszawy. kto jest ich dowódcą kończy się zawsze w jeden . że z kilku aut. Spokojnie. Ostatecznie Zagłębie zostało w tyle. Przed niektórymi meczami zarządza on swoim podopiecznym suchą zaprawę. spałowali go. Gdy któryś z podkomendnych. Czteroosobowa załoga postanowiła wyprzedzić hoolsbusa i zaczaić się na niego w jakimś lesie. skurwiele zabrały mi szalik. szycha). dla jaj przyłoży komuś pałą po głowie.

Twarz nie szklanka. Mam tam mnóstwo kontaktów. — Alek. dogorywa u mnie na chacie. Fani Zagłębia rozłożyli swoją flagę na pustych ławkach. *** Jacek z Lubina opowiedział historyjkę z meczu Polska — Izrael rozegranego wiosną 95 w Zabrzu.sposób. do którego ma interes. Ale o tym można się przekonać tylko jeżdżąc na wyjazdy. Lechiści już nas „rozdysponowali”: jeden będzie spał tu. Zewsząd złażą się znajome pyski. To Alek miał robić za drajwera. Ale wcześniej jest wieczór. Za co mają jednak dostawać ci. Po jakimś czasie weszła ekipa Cracovii. — No jasne — nie skorzystać z takiej okazji to byłby grzech. że Łylego. kurwa? — stała w takich sytuacjach odzywka. Ale to była dopiero śpiewka przyszłości. czyli czas na chlanie. W sobotę przyszło sześć. to możesz przynajmniej oddać. gdy dostanie lanie. Coraz mniej czasu do pierwszego gwizdka. to ktoś od nas ci pożyczy. a może się zdarzyć. — Po co nóż do walki na solo? — Jak to po co? Nie masz noża. Trzeba go doprowadzić najpierw do jakiegoś stanu. — Co jest. Wreszcie zajeżdża. a my jeszcze nie wyjechaliśmy za rogatki Wrocławia. — To może pójdziemy na solo? — Dobra — Jacek był chętny do konfrontacji jeden na jednego. którzy nawet nie mają chęci pobroić? Gdy dostaniesz w łeb od kibica innej drużyny. Następnego dnia marznę czekając na Maćka. Nie zawsze jest tak. Ale sytuacja z Katowic opisywana ciut wyżej miała miejsce już po tej konferencji. Nie zdążymy. Tyle. — Masz nóż? — fan pasiaków zadał cokolwiek dziwne pytanie. Na razie ja ląduję na Chełmie. Sprawa się komplikuje. Co prawda po finale pucharu Polski Legia — GKS Katowice (95). Pijany nie pojedzie. Kibice Zagłębia Lubin i Cracovii nie darzą się szczególną sympatią. wieńczący ostatnią. Katowickie psy najbardziej popierdolone jeszcze nie są. Jesteś na równych prawach silniejszego. My jeździmy z nożami. do Warszawy wezwano odpowiedzialnych za zabezpieczanie porządku podczas imprez sportowych z komend wojewódzkich. — Nie wiem. że hools mają to akurat w nosie. Pod stadion zajeżdżamy w ostatniej niemal chwili. na szczęście w Śląsku pomyślano i dogadano się z Rakowem. W sumie do bójki na scyzoryki nie doszło. Cała kolejka ligowa odbędzie się w listopadową środę. Kilku krakusów przemaszerowało się po lubińskich barwach. Po ostatnim gwizdku wokół nas robi się zamieszanie. — No to wyruszamy o szóstej rano z Rynku. O 20 spotkamy się w . Sam. Nikt nie płacze. Oddasz psu — łapiesz się na wyrok. Z całego meczu obejrzeliśmy sobie ze dwie akcje. A ja Gdańsk lubię w sposób szczególny. Po drodze cały czas kontrola zegarka i przeliczanie kilometrów do zrobienia. gdy nabroi. Za kierownicą będzie musiał siąść Maciek. nie ma szans. jak wydaje się oglądając sytuację z ławek trybuny głównej. drugi tam. że ze mną w Trójmieście nie zginie. A tym bardziej z ekranu telewizyjnego. Zagłębiacy wkurzyli się. a następnie do auta. więc zamiast w środku tygodnia we Wrocławiu mecz zostanie rozegrany podczas weekendu. *** — Jedziesz z nami do Gdańska na Lechia — ŁKS? — Maciek wie. czwartą bramkę zdobytą przez biało-zielonych. na meczu się nie znajdzie. W środę byłoby może ze trzy tysiące widzów. że policja musi postępować według prawa. gdzie powiedziano im. Od słowa do słowa i zaczęło się ustalanie następstw. Jeszcze tylko ogłuszający ryk. pijany jak świnia.

że spotkamy się w czwartek w południe. Na liczniku 160. Wieczorem towarzystwo odprowadza mnie na dworzec. Jedziemy się nachlać. Gdy drzwi do „mamy” otworzyły się. — Pierwsza klasa do Wrocławia proszę — Bezan faktycznie zwariował. Z Łbem pakuję się ja. Tym razem ułańska fantazja kazała Łbowi powygłupiać się dodatkowo. To kręgle. Ostatecznie zostajemy jedynymi gośćmi w knajpie. — A myślisz. to znów chlanię w jakiejś kolejnej knajpie. Oczywiście spóźniliśmy się z Grabarzem i Mikołajem. To błąd. on jest niepełnosprawny umysłowo. — Reklamują. — Zadzwoń i odwołaj. Wisła. — Nie da rady. Polonia Bytom. możliwości. przecież Śląsk gra w sobotę. W każdej chwili coś się może zdarzyć. Lechia. że wracam nocnym pociągiem. ale nie przychodzi mu to łatwo. to będzie wiedział. lecz Maciek jak coś powie. śpisz grzecznie? Bo ja właśnie wiozę Alka i Romka na Długą. to salon gier. lecz do mojej mamy — twierdzi Bezan. brak trzeźwego szofera i. — Gajor? Co u ciebie. gdy chcę kupić przejazdówkę. Pogoń.. jak pozostała część ekipy właśnie się wtacza do knajpy. Zagłębie Lubin. Ciąga nas po jakichś knajpach i hotelach. — Romek. Zajeżdżamy oczywiście pierwsi. Kobieta głupieje. ha. — Temu panu proszę nie sprzedawać biletu. że skoro uparlem się jechać. Lech i my. Mieszanka wybuchowa. człowieku. ha. — Grabarz. to można na tym polegać. organizowany przez arkowców. luty 1995. Urywamy się z towarzystwa. — Jak to było? Jak coś powie. — Nie mogę. zdążysz — następnego dnia rano Grabarz próbuje przegadać mnie. — Dobra. Ustalamy. Z daleka widać. że żartuje. Krakowa i Gdańska ustala swoje ekipy na tą ceremonię. Cholernie punktualni są dziś wszyscy. każdy jak zwykle ma coś do powiedzenia. Arka. — Wieczorem jedziemy — upewniam się chłopaków. Ostatecznie ustalam. to można polegać? Tu jest Gdańsk. część taryfą. Na meczu hokeja Stoczniowiec — Polonia Bytom bractwo z Wrocławia. drzemy zelówki. Zajeżdżamy na umówione miejsce. że spanie mogą sobie odłożyć na następny dzień.knajpie. — Maciek mówi składnie. Ulubioną jego zabawą jest jazda ile fabryka dała A bryczka to nie maluch bynajmniej. — Alek to pewnie i nie. Chce im się spać. gdzie szukać. Będzie Legia. Wieczorem odbędzie się losowanie grup. w piątek rano jestem poumawiany. zmieniamy knajpę — zarządził Łeb. — Dobra. Ale towarzystwo jeszcze w miarę trzeźwe. Przyjechaliśmy do Trójmiasta na turniej kibiców. wrocławianie z przerażeniem stwierdzili. A Bezan zwariował. a on łapie za komórkowca i wystukuje kierunkowy do Wrocławia. Na szczęście jakoś na sobotni mecz dotarli do Wrocławia. — Przed godziną przyjechaliśmy — śmieją się na stadionie. to sam musi kupić mi bilet. Trzeba . Obiecują sobie. Alek z Maćkiem już też mają wszystkiego dosyć. bo zapowiada się ostre picie. *** Gdynia. ja wymiękam — marudzę. — Zostań jeszcze dzionek. że po moim odjeździe lądują zaraz w łóżku. bo wyraz twarzy Bezana wcale hie wskazuje na to. Wieczorem wyjazd z powrotem. Część jedzie z Wioletem. że reszta będzie się nadawała do jazdy?— coś się ten Grabarz dziwnie uśmiecha.. W tym momencie pewnie i moja fizjonomia nie odbiega daleko od tej nakreślonej przez Bezana. W tym czasie Grabarz już pada ze śmiechu. jakby Milan nas chciał znaleźć. ale nie jedziemy do mnie. a ja muszę płacić za niego trzydzieści baniek miesięcznie. — Chyba się będę sądził z tym Centertelem — żali się Łeb. Głośno) hałas. ale doszedł do wniosku. że ten telefon zarabia na siebie. nie odpowiada za siebie — Bezan pokazuje mnie kasjerce. Bałtyk. nie da rady. ha.

Jest kibicem Lechii. A na dodatek skąd wiedział. 20 Dogrywka. że młodzian buja się z wrocławskimi hools po osiedlu — sypialni Nowym Dworze. Darka miało nie być. — Dowiedziałeś się czegoś? — ten sam głos w dwa d później. kto będzie losował grupy? — niezbyt dobrze trzymający się na nogach Świniak daje tym samym do zrozumienia. — Jak on się tutaj znalazł? I to przed nami. gdynianie takiej możliwości nie mieli. jest przyjąć pierwszą część zdania. które między Bogiem a prawdą o graniczyło się do wykonania jednego telefonu i dwóch rozmów z małolatami. Relacjonuję ustalenia prywatnego śledztwa. — Świniak. po ko lejnej wizycie Grabarza z Tomkiem we Wrocławiu Długi Jakubowski: — To nie jest przyjaźń. w którym mogą za istnieć. *** — Musimy zrobić jakąś zgodę. towarzystwo kursuje na trasie w interesach. Po zerwaniu zgody z Górnikiem Zabrze. czy innych. choć twierdzą. — Jedziemy na turniej do Łodzi — towarzystwo ustała w Rynku. Powodem do wycieczki mogą być Dni Morza lub zwykłe zaproszenie na imprezę. Mecz nie kończy się w regulaminowym czasie. a to on. Gdy dopadamy do Heinekena w Gdyni. skoro zaalarmo wana policja nic nie wie na jego temat? Po kilku rozmowach wiem. Te znajomości kiboli starej daty przejmują małolaci. bordowogranatowymi flagami. Dżemika z Krakowa trudno była wysłać do domu. Mija rok. Ich zamierzenia zrealizowały się dopiero pod koniec stycznia 1996. gdyż jest remis. We Wrocławiu już nikt nie jest w stanie zorientować się. bo pijany w razie czego do niczego się nie przyda. Do Szczecina wyprawiają się mieszkańcy stolicy nie tylko z okazji meczów Pogoni. U nas zapanowała moda na jedną zgodę — stwierdzili podczas jakiejś rozmowy poznaniacy spod znaku Lecha je sienią 1994 roku. Stadion przy ul. Alek i Maciek z Wrocławia jeżdżą do Łylego po buty. Swiniak już rządzi w środku. Autobus się spóźnił. Podobne wędrówki odbywają się na trasie Szczecin — Warszawa. flagi Arki będą (?) pokazywane w relacjach telewizyjnych nie tylko regionalnych ośrodków. kolesiowi zerwał śię z domu syn. że zawarli jedynie układ. Zrywamy się z hali Olivii. ale to taka niewielka ekipa. Identycznie już od lat dzieje się na trasie Gdańsk — Wrocław. — Dobra. lekko zataczający pcha się do losowania grup. Wołają na niego Jasica. Łazienkowskiej na prawie każdym meczu poobwieszany jest olbrzymimi. Ostatecznie nie losował. że na taki dłuższy zryw mógł wybyć jedynie do Wrocławia. Możesz narobić sztrymu — próbuję wyperswadować nachlanemu koleżce. W tym przypadku żalił się kiedyś. Najbardziej eksponowanym układem jest zgoda Legii z Pogonią. choćby zdarzały się przy okazji załatwiania interesów. Robi się późno. I odwrotnie. jutro o 20 zajeżdżamy do Wrocławia. Aktualnie mamy jedynie z KSZO Ostrowiec. jesteś wypity. ty nie jedziesz. są równie silne zgody Sląska z Lechią czy Motorem. — A wiecie. Natomiast równie trudno. gdy podczas turnieju w hali Areny zjawili się kibice gdyńskiej Arki. A częste spotkania. gdyż jak rozpoczął łaziorkę. Ostatecznie coś tam chwycił i rusza głową. Poznaniacy. więc pomyślałem. Następnego dnia pod chatę zajeżdża . Znacznie mniej uzewnętrzniane. Możesz to sprawdzić? — telefon z Gdańska od starego fana biało-zielonych.trzeźwych. Trudno nie zgodzić się z drugą częścią tego zdania. mają swoją zgodę. Ceremonia odbyła się wcześniej. Przecież te interesy rozwinęły się na bazie wspólnych znajomości. to błąkał się po Wrocławiu i Gdańsku do przesady. Dzięki pierwszoligowemu układowi. Wiolet często właśnie we Wrocławiu załatwia swoje interesy. Kontakty kibiców w różnych miastach często owocują pielgrzymkami fanów pomiędzy tymi ośrodkami. natomiast dla gdynian Poznań stał się miejscem. że ta impreza nie może się odbyć bez niego. — Słuchaj. że losowanie odbędzie się właśnie w tym miejscu? — spoglądamy na siebie z Niełacem z niedowierzaniem. ilu młodych hools z Gdańska odwiedza swych rówieśników. Czy rzeczywiście jest szansa znalezienia 16 letniego chłopaka w siedemsettysięcznym mieście.

Najgroźniejsze zdarzenie miało miejsce tuż po zakończeniu rozgrywek grupowych. gdy większość ekip przebywała w oddalonej o kilometr restauracji. po krótkiej wymianie ciosów przy pomocy zdecydowanej postawy większości obecnych. Ełkaesiacy dozbroiwszy się w tasak i puste butelki po piwie postanowili odbić sobie bokserskie nie powodzenia. Jeśli się odnajdzie. że w promieniu kilku metrów od razu się u spokoiło. więc odgrażali się. łatwiej będzie nawiązać kontakt z rozmówcami. gdy poznał starszego ziomka z Gdańska. przygotowującą się do rozpoczęcia libacji. Bez rodziny czy kogoś kojarzącego się młodzianowi z familią. jeśli się przypomni pozaboiskowe wydarzenia ze spotkań Widzewa z Legią. Chrobrego Głogów. Do walki na ostre narzędzia nie doszło. czyli pojedynki jeden na jeden bez używania nóg i łapania za włosy. Wtedy młodzian będzie mieć pretensję do całego świata. Taki piłkarski boks. Nawet nie pamiętałem jego twarzy. Był nim jeden z organizatorów turnieju. Jedziemy na boisko na Nowym Dworze. Do mnie. walki u Rewelacyjne wrażenie zrobił jeden z młodych wrocławian. to z kolei może dostać szału. Oraz watahy miejscowych hools. w której za broń służyły puste butelki po piwie. z Grabarzem. Kilka miesięcy później w Gdańsku u Grabarza zjawia się koleżka. który też przyjechał. Już drugi. Lechii Gdańsk. Ojciec na szczęście nie robi awantury. czyli rozgrywek grupowych. Ci ostatni uznali to za policzek. że największe animozje występują wśród lokalnych rywali. czy Sląska z Pogonią. W potyczce na pięści lepsi okazali się dwukrotnie liczniejsi widzewiacy. Jedna z nich wylądowała na głowie. Na stadionie Orła stanęły naprzeciw siebie drużyny obu łódzkich klubów. Petrochemii Płock. Najbardziej obawiam się reakcji ojca. Lepiej. *** 4 lutego 1996 roku w Łodzi odbył się halowy turniej kibiców. W razie czego ubrałem się w koszulkę Śląska. Ostatecznie. — Chciał się przyjrzeć facetowi. Jeśli chłopaka me uda się odnaleźć. Tam okoliczni młodzi chuligani pijają wieczorami alkohol. łysych. Gdańszczanie też tam są. Jednak podczas pierwszej części turnieju. to źle. Wcześniej wspomniana piątka została zaatakowana w pobliskim parku przez dwudziestu kibiców Widzewa. wówczas widzieliśmy się może z dziesięć minut. jednak znalazł się chętny do wałki z tak wyekwipowanym napastnikiem. Stworzyło to odpowiedni „podklad” pod mające się rozpocząć następnego dnia rozgrywki kibiców. Skończyło się na .beemwica z czterema pasażerami. Czeskiego i Łysego. Teoretycznie — mieszanka wybuchowa. W tych wałkach prym wodzili wrocławianie. gdy pytam o Jasicę. doszli do wniosku. Legii Warszawa. widzewiak He Man. były to uznawane za normalne przez kibicowską społeczność wyjścia na solo. Śląska i Lechii wparowało trzech kibiców ŁKS-u. sympatyków ŁKS-u. Idziemy w kierunku auta. Choć krew kapała z kilku nosów i rozbitej głowy. Co prawda tasak robił niesamowite wrażenie. który także był wtedy we Wrocławiu. który w ciągu kwadransa odnalazł chłopaka. — To ja — odpowiada szczupły chłopak. Zwłaszcza. że bractwo poszło wypić tanie wina między bloki. Po chwili rozmowy zgadza się jechać do domu. którzy nad wyraz chętnie korzystali z propozycji stoczenia pojedynków przed halą Anilany lub w jej halu. Pogoni Szczecin i Śląska Wrocław. natomiast na parkiecie. który nad swoją. W przeddzień turnieju kibiców w Łodzi odbył się turniej piłkarzy. w której znajdowało się około dwustu fanów Widzewa. że rozgonią imprezę. którzy byli wspomagani byli przez dwóch skinów z Wrocławia. Śląska. gorzej. więc na turniej nie zaprosili rywali zza miedzy. Idę z Grabarzem. Dlatego początkowo są nieufni. byśmy byli we dwóch. Błyskawicznie. do wszystkiego co się rusza. Ostatecznie zaproszono ekipy Broni Radom. umieszczoną na wysokości dwóch metrów głową. którego chwytam twierdzi. szukanego przez policję kilka tygodni — śmieje się gospodarz. jeśli dochodziło do scysji. Młodzi kibole znają mój pysk. rozgorzała bijatyka kibiców obu łódzkich drużyn. udało się zapanować nad sytuacją i emocjami. przy pomocy przewodnika namierzamy dość liczną grupę kilkunastolatków. Do sali. kibice Widzewa. Organizatorzy. tak wymachiwał łańcuchem.

. w której zawarłem myśl. — Co on tam robił? — pytanie było dość cyniczne. w którym na parkiecie grali przeciw sobie sami dobrzy znajomi. choć na swój sposób. problemy ludzi z trybun stadionów. *** Jesienią 95 roku zawitała do Wrocławia delegacja PZPN. Po tej zadymie oraz solówce Rufia (Śląsk) z widzewiakiem. — Za książkę dziękuję — śmiał się sponsor Polonii. Tego dnia dyrektor Jerzy Fedorowicz postanowił zaprosić do jego gmachu nienawidzących się kibiców dwóch krakowskich klubów: Wisły i Cracovii. Jednak w duchu pomyślałem sobie o tym. Ponieważ mam w sobie potrzebę. Natomiast na parkiecie warte było odnotowania za chowanie jednego z najlepszych zawodników Chrobrego Głogów. Pieniądze Ryszarda Górki. że w meczu Śląsk — Lechia. wszakże byłem . Kępski strzelił gola na 3:1. — Ale ta dedykacja. co dzieje się na trybunach. że Wielgus zginął w katastrofie lotniczej gdzieś nad Dominikaną. które wsiąkły w wielkopolski futbol. W słuchawce daje się słyszeć głos koleżki z redakcji. mimo propozycji gry na 0:0. Nie dawno ci sami ludzie spotkali się po raz kolejny. łatwo było dojść do wniosku. Po sierpniowym spotkaniu w gmachu Sejmu wysłałem mu Pamiętnik Kibica z dedykacją. Rozumiejący. gdy już wiceprezes PZPN i jednocześnie poseł na Konwiktorską już zaglądać nie będzie. *** Dzień 19 lutego 1996 mógł się stać ostatnim istnienia Teatru Ludowego w Nowej Hucie. W związku z widoczną różnicą w podejściu Związku do prób po łączenia się Tych z Sokołem oraz Lechii z Olimpią. Nie z przypadku. Jednak strzelec przyznał się do zagrania dla Maradona.kilkudziesięciominutowej wymianie ostrych zdań i opinii na temat przyczyn konfliktu pomiędzy łodzianami. że jest to gość zaangażowany w sport. punków i skinheadów. Dotychczas wydawało mi się. Po nagraniu służbowej rozmowy z Wachem podszedłem do Marka Wielgusa. Na kilka dni przed ukończeniem Ligi Chuliganów siedzę w redakcji i wstukuję kolejne strony książki. Andrzeja Lewandowskiego: — Słyszałeś? Przed chwilą Telexspress podawał. że się znam na tym. Młodzież musi sama mówić o swoich sprawach i problemach. jak popieprzony jest ślepy los. że chodzi o pieniądze. Prawie nikt. włos zaczął mi się jeżyć na głowie. że kluby będą musiały pod naciskiem PZPN wyeliminować z trybun wrogie okrzyki. Zadecydował argument. — Co stało się inspiracją do zorganizowania takiego spotkania? — Cztery lata temu odbyło się podobne. Choć śmiałem się ze stwierdzeń posła. „Nie bądźmy tacy sami”. postanowiono walczyć na poważnie. a świadczy o tym chociażby fakt. Gdy zacząłem rozmawiać z kibicami o możliwości zorganizowania takiej dyskusji. Dla mnie wiodącym tematem była sprawa fuzji Lechii Gdańsk z Olimpią Poznań. którzy na trybunach pojawiali się zanim jeszcze Wielgus był ze stołecznym klubem. a w szczególności arbiter nie zauważył. Dzwoni telefon. Widzów na trybunach (sami fanatycy piłkarscy) było około tysiąca. jednak wiedziałem. że szalikowcy często mają pretensje do swoich piłkarzy za wchodzenie w różnego rodzaju układy. Rozmowa z radcą prawnym PZPN Andrzejem Wachem dała sporo do myślenia. przy stanie 2:1 dla głogowian. by było łagodnie i przyjemnie. Z dyrektorem rozmawiałem na tydzień przed planowaną imprezą. więc pomyślałem o możliwości znalezienia forum dla kibiców. po którym łodzianin „odjechal do boksu”. że na „. pozaboiskowych wydarzeń na hali Anilany już nie zanotowano.jego” Polonię Warszawa chodzą ludzie.. lecz rzeczywiście czujący go. Na boisku walczono fair. W me czu o trzecie miejsce z Lechią Gdańsk. choć wynik remisowy pozwalałby na zwiększenie szans obu zespołów na wyjście z grupy. że gol został zdobyty ręką. i że ci sami ludzie będą chodzić na Polonię.

Co dziwniejsze. to mi się robi słabo.. kamerzyści przezornie pobiegli przestawiać swoje samochody w odleglejsze miejsce. godzina 16. wśród których nie było jednak największych zadymiarzy. . wynika. była fantastyczna atmosfera. od ukrytych pod kominiarkami usłyszał. że gdy słucham niektórych opowieści. Najagresywniejsi fani Wisły jeździli po oko licznych ulicach samochodami wypatrując identycznych patroli pieszych i zmotoryzowanych. Raczej nie zakończyłoby się bez bójki. które obie strony podpiszą lub nie. Poniedziałek.. chcąc zachować przynajmniej ogólne założenia scenariusza. gdy w teatrze odbywał się happening. — Dogadywali się Kozacy z Tatarami. Będą certyfikaty. Jednak przyznaję. za moment pojawiła się zorganizowana. Wśród tych. Kibice Cracovii mają dać odpowiedź na dniach. Ze strony wiślaków mam już zapewnienie. — Z pańskich słów. to subkultura. 19 lutego. która momentalnie opanowała widownię. artystyczne przemyślenia na ich temat. da takie zapewnienie. to do bijatyk nie dojdzie. że sami nie stosują się do prawa. — Tu są zaangażowane olbrzymie pieniądze. ile mnie to kosztuje nerwów? — zwierza się dyrektor teatru i organizator przedsięwzięcia Jerzy Fedorowicz. że dojdzie do zadymy? W dotychczasowych spotkaniach fanów obu drużyn najczęściej używanym argumentem w rozmowach były pięści. a tu istnieje prawdopodobieństwo. wokół budynku odbywało się polowanie. trzydziestoosobową. Już wiem. Ja nie jestem uzdrowicielem. Gdy szalikowcy tych drużyn spotykają się na mieście w ruch idą pięści. Rzeczywiście. że kibice Cracovii nie pojawią się. Nasza rozmowa skończyła się po półtorej godzinie. Boję się. by je odzyskać. Stwierdzili. w Krakowie nie chcę specjalnego rozgłosu. — Boicie się pokazać twarze w kamerach? — spytała najodważniejsza dziewczyna z obsługi. — Telewizja telewizją. Szalikowcy często mówią o zachowaniu policji łamiącej swym postępowaniem prawo. że zadymy nie będzie. że Wisły będzie za dużo. uczestniczą w niej nie tylko ludzie z patologicznymi skrzywieniami. gdy ktoś chce komuś dołożyć. Zwracano uwagę na grupki młodych ludzi. niektórzy występują w naciągniętych na twarze kominiarkach. Sporo osób pojawiło się w szalikach wrocławskiego Śląska. Przywódca ich fanów początkowo powiedział. ze zaczyna się pan orientować w podskórnym życiu fanatyków sportowych. ale skoro nie przestrzegają go prezydent czy premier. Zawiodła mnie Cracovia. Odkryto jedną. a policja policją. a ja mam miejsce na 200 osób Pan jest z Wrocławia. W atmosferze zdominowanej nastrojami walki to i tak dużo. ale dlaczego. że połowa aktorów nie przyjdzie. którą fanatycy chcieliby utrzymać. Mnóstwo krzątających się ludzi. gdy obie grupy kibiców nie spotkają się. — Nieobecni nie mają racji — twierdzili fani Wisly. A później miałem telefon. — Kibice to nie są ludzie wymóżdżeni. Na drugoligowym meczu Wisła — Cracovia. ale tylko w przypadku. że kibice Cracovii nie przyszli. ze przyjdzie kilka tysięcy ludzi. Na widowni dała się odczuć atmosfera nienawiści. Ma pan na pewno swoje. ale także inżynierowie. masa poustawianego telewizyjnego sprzętu. Jerzy Fedorowicz uwijał się jak mógł. W Teatrze Ludowym w krakowskiej dzielnicy Nowa Huta panuje nerwowa atmosfera. Chyba jednak lepiej. Ci także postanowili me pojawiać się przed kamerami. Twierdzą. więc mech pan pisze. Metal. Na wiadomość kogo mają filmować. że podczas Świętej Wojny (tak w Krakowie nazywają spotkania derbowe) rozejm jest możliwy. Organizatorzy musieli się nieźle naprosić. mają cierpieć osoby postronne? — Jakiej frekwencji się pan spodziewa — Jestem właśnie po spotkaniu z krakowskimi dziennikarzami.Białej Gwiazdy”. że będzie za mną wstępnie rozmawiał pięć minut. Niemal natychmiast ze sceny zniknęły emblematy Cracovii.działaczem Wisły. którzy zdecydowali się przyjść.. Za 60 minut ma się rozpocząć spotkanie przed kamerami fanatyków dwóch krakowskich klubów Wisły i Cracovii. półtysięczna grupa kibiców „. na który przyszło sie demnaście tysięcy ludzi. Dzięki swej niesamowitej umiejętności wpływania na ludzi. że jeśli ich przywódca. Lecz to już nie tylko zwykłe uczęszczanie na mecze. Pragnął uzyskać deklarację o możliwości za przestania ulicznych i stadionowych walk. — Nie obawia się pan. pasy i kubły na śmieci. W tym samym czasie. — Wie pan. polujących na nich kibiców Cracovii.

gdzie jak śpiewali tubylcy „czekała ich śmierć”. Chciałem uściślić. którzy potrafili się pokazać na meczach wyjazdowych w miejscach. do żadnych scysji nie doszło. na moment znieruchomiał. sami lejąc „Pasów”. Prekursorzy stadionowego fanatyzmu. Ale Arka swoim postępowaniem sama się wyłamała z układu. to tylko policja — stwierdził z wyraźnym. Później. Do roku 80 trudno jest wytypować tego. jesteśmy niepoważni. co było powodem. zadzwoniłem do Wilczka z Arki. czyli po Paryzu. O tym kto był najlepszy. który był jej dziełem. kto się w niej liczył najbardziej. że my. Nie potrafimy się uszanować sami. W rewanżu wrocławianie nie ruszyli na Lecha. W 1981 roku na sam top wspięła się . *** Kilka dni przed oddaniem książki wydawnictwu. rozczarowaniem w głosie. dla którego gdynianie zaatakowali kibiców Zagłębia Sosnowiec na meczu Polska — Ru munia. Ruch i Gór nik. Potrafiła się pokazać Pogoń. *** Historia rodzimej Ligi Chuliganów nie jest długa.. Na pewno LKS. że są kibicami. Dzięki znacznej mobilizacji sił porządkowych w całej dzielnicy. Gdyż w tam tych czasach i takie mecze się zdarzały. Wisła Kraków. które żyły tym. którzy po meczu Polska — Słowacja uratowali Śląsk przed biciem od Cracovii. że o cielesność przyjezdnego zadba milicjant. Kto był mocny u schyłku dekady propagandy sukcesu? Na pewno Śląsk. Doszliśmy do wniosku. przewodnik niżej pod pisanego zobaczył stojącego na parkingu poloneza z czterema osobami w środku. Okazało się. Okazało się. Inni się żenili i również znikali z trybun. Wszędzie panował pewien schemat. „Pasom” pomogli gdynianie. w Warszawie jeszcze przed 76 rokiem. Pokazanie się dwukrotnie w Szczecinie. a nie najazdów autokarów załatwianych przez zakłady pracy. którzy byli inspiratorami turnieju w Gdyni i porozumienia kibiców na meczach międzynarodowych. a przed spotkaniem Polska — Rumunia ponoć (podkreślam to ponoć) do Gdyni dzwoniono z Warszawy i odgrażano się. które swymi korzeniami sięgały początków lat siedemdziesiątych. to sprawa tylko i wyłącznie Cracovii. gdy poznaniacy w sąsiednim sektorze lali się z Motorem. Porównywaliśmy do zachowania fanów Lecha. Oczywiście za najbardziej ostre ekipy uchodziły te. Legia.W otoczeniu kilkudziesięciu policjantów. hools Wisły. że w zasadzie nie było jakiegoś konkretnego powodu.. Nie było można wówczas liczyć na to. że Cracovia nie przystąpiła do układu (tak zadecydował Metal na meczu Polska — Słowacja). Zagłębie Sosnowiec. a lublinianie są we Wrocławiu więcej niż bardzo lubiani. gdy z Legią została zrobiona zgoda. — Nic się nie zdarzy. Więc zdanym się było tylko na własne siły. które mogło się okazać sensowną imprezą (kto by podskoczył Polakom?) i formie jego zerwania można powiedzieć jedno. że na najbliższym meczu reprezentacji dojdzie do wyrównywania rachunków. też już się nie rozstrzygnie. Mowa tu o wyjazdach grup kibiców. jakie łączą fanów Śląska z gdańszczanami. We Wrocławiu komentowaliśmy postawę Arki z Paryża. jednak zachowalibyśmy neutralność. także dwukrotnie w Poznaniu. Po zakończeniu spotkania Radek. Polonia Bytom. Na początku lat osiemdziesiątych ten stereotyp powoli zaczął zanikać. więc nie żądąjmy od innych. Lechia i Arka z Trójmiasta. w ramach którego fani po wyjściu z wojska odchodzili w prywatność. W Krakowie trwa piłkarska wojna. kibice. Po prostu w Paryżu doszło do zadymy Pogoni i Legii z Cracovią. Porównywaliśmy zaistniałą sytuację do hipotetycznej gdyby na miejscu Cracovii znajdowała się Lechia. Zawisza Bydgoszcz. Do tego czasu za największych piłkarskich chuliganów uważało się tych. Jednak nie było jeszcze grup skonsolidowanych. Czesiek zdefiniował sytuację jednoznacznie: To.” O całym porozumieniu. że mimo silnych więzi. gdy pomogła swoim ziomkom. Nie liczymy się z danym sobie słowem. by traktowali nas poważnie. wymagało sporo odwagi. mimo że ich sympatie na pewno nie były po wrocławskiej stronie.

Bydgoszczy i Lodzi (na LKS-ie). ha. O tym. Udowodnili to pokazując się w ciągu jednego sezonu w Gdyni. Bardziej od swoich ziomków widoczni na meczach kadry. ale lepiej zorganizowani. Z Ruchem krótko pojechała sama Wisła. Słabsza frekwencja na meczach reprezentacji w kraju. Wisła i Lechia — nasza ocena tych ekip była podobna. Arka — mimo że nie możemy napisać o nich niczego dobrego. Rok następny był bez wąt pienia rokiem Legii. W dalszym ciągu bardzo dobra była Legia. Krakowianie byli bezkompromisowi i niezwykle waleczni. Taką listę ułożyli fanatycy Zagłębia Sosnowiec: Śląsk. kiedy i gdzie ostatni raz zadymili. Polonia Bytom — jeszcze kilka lat temu mieli porządną ekipę na hokeju. Cracovia — dobrze zorganizowani. Nieźle się prezentowali na wyjazdach Ligi Mistrzów. w roku 95 chyba najlepsi w Polsce. zwłaszcza w mniejszych dymach. Sporo ich u siebie. TABELA LIGI CHULIGANÓW Poniższa klasyfikacja nie jest ułożona przeze mnie ani nikogo z Wrocławia. W 93 roku na topie zameldował się Śląsk. Górnik Zabrze — od ładnych paru lat bardzo słabi. ale nikt z nas nie pamięta. Dwa lata temu (list pisany na początku lutego 1996) najlepsi w Polsce. teraz mocno spuścili z tonu. stać ich na sporą frekwencję na meczach wyjazdowych i dymy. Legia — na dzień dzisiejszy największy młyn w Polsce na meczach u siebie. W latach 90-92 bardzo wysoko był sklasyfikowany Widzew. ha. ŁKS — mniej liczni od Widzewa. więc zamieszczamy ją razem. każdy zadecydować musi sam. Kto był najlepszy w 1995? Eksplodował poznański Lech. Słabi na meczach kadry. teraz słabo. gorzej to wygląda na wyjazdach. Przez moment wydawało się. Pogoń — u siebie jedni z lepszych w Polsce. Wszędzie odbyły się z tego tytułu spore zadymy. Lech — czołówka ligi hools. Ruch — najlepsi na Śląsku. słabi na wyjazdach. choć w rok po powrocie do ekstraklasy (piłkarskiej) fani z Chorzowa na pewno byli znacznie liczniejsi od krakowian.Legia. pokazała się Arka. nic poza tym. Od 86 na czubku tej specyficznej. że z tej pozycji mogą Białą Gwiazdę zepchnąć najpierw fani Jagielloni (lecz nie mieli takiej ilości dużych dymów z udziałem wielu hools). kto był najlepszy. GKS Tychy — dobrzy u siebie. Czy byli najlepsi trudno orzec. następnie Ruchu. Kibice Zagłębia na swojej liście umieścili jeszcze GKS Jastrzębie z zaznaczeniem. najagresywniejsi. Dwa lata później na szczyt Ligi Chuliganów wspięła się Lechia. ze dawno no mieli kontaktu z takimi ekipami jak . nawet u siebie. Poznaniu. którzy byli dobrze zorganizowani i potrafili się postawić policji. słabo wyglądali na kadrze. W tym czasie pod egidą Białej Gwiazdy przeewoluowało pojęcie „mocnych” i „słabych Ci pierwsi to tacy. nie formalnej tabeli usadowiła się Wisła. GKS Katowice — ha. Widzew— obok Legii największy młyn w Polsce. W kraju dawno się o nich nie słyszało. Duży plus to trzymanie się układu na meczach Polski. Bardzo słabo wyglądali na kadrze. Byli najliczniejsi. że jest to ich lokalny rywal Stwierdzili również. jak i za granicą. zwłaszcza poza krajem.

Tam zupełnie przypadkowo napatoczyli się na miejscowych hools. Bardzo pomocne były fanziny „Szalikowcy”. Capa. były one nieopisane (brak nazwy gazety i dat ukazania się artykułów). Pinia i Badosa z Pogoni. „Arcyłotry”. Materiały dostarczyły także gazety: „Piłka Nożna”. Bliźniaków i He Mana z Widzewa. To obeznanym w te macie mówi wszystko. kto zajmie pierwsze miejsce w tabeli po pierwszej rundzie. Dwie stacje pośpiesznym z Poznania w kierunku na Szczecin. Dwóch małolatów w zasięgu czujnych spojrzeń tatusiów siedziało w szalikach świadczących o zamiłowaniu do poznańskiego Lecha. jeszcze w II lidze. Nikt o zdrowych zmysłach by tego nie robił.2003 Gdyby nie więzienie. Przybyli tam w wesołym nastawieniu rozebrania po meczu piłkarzy z pamiątkowych strojów w których awansowali do ekstraklasy. Pół roku później na Wronki najechali Hunowie z Wrocławia. Wary. oraz Manola. Motor. Przebywali nie w sektorze wyznaczonym dla gości. Na kilkanaście minut przed końcem meczu bractwo wyłaziło przez ów płot górą i dołem. „Przegląd Sportowy”. Po awansie do drugiej ligi drużyny sponsorowanej przez fabrykę lodówek. Od fanów z całej Polski °. Radka i Długiego z Lecha. „Tempo”. „Piłkarscy Kibice”. że inna drużyna. bo paść musiał (oczywiście 0:0. AMICA WRONKI 01. tak więc natychmiast po zawieszeniu flag rozpoczęło się jego szybkie demontowanie. Płot był zrobiony z miękkiego drutu. młodzieżowców z Lechii. Polski Kibol”. by jeździć za piłkarzami na wyjazdy. kto będzie ich lał. Rouena. Mieli szczęście. Jacka z Zagłębia Lubin. jesienią 94. a z drugiej strony nikt nie chciał ryzykować od słonięciem się). Przypadkowo. stawiła się grupa robiąca na innych stadionach za „dziadków”. Krzyska Rymara i Maksia z Motoru. Lania nie dostali. bo i tak każdy będzie miał swoją klasyfikację Ligi Chuliganów A zwłaszcza samego jej czuba. Radomiak Ich opini o samym Zagłębiu nie przytoczę. by obejrzeć ostatni pojedynek sezonu. Kolejny wyjazd mieli do Gdyni na Arkę. Sitka i młodzieżowców z Legii. Małego i Faji z Zagłębia Sosnowiec. Do Bydgoszczy na Zawiszę (sezon 1994/5) wyprawili się w 17. Co do tych spostrzeżeń warto dodać Najlepiej nic. Lechista”. oraz gazetki kibicowskie Forza Legia”. znajdują swoje odbicie w wyładowaniach agresji u obrażanych. *** W przygotowaniu materiałów do książki korzystałem z pomocy Wilczka z Arki. lecz na trybunie pod dachem. Okrzyki obwieszczające. We Wrocławiu. Po tej imprezie mieszkańcom Wronek wyraźnie odechciało się oglądać swoich idoli na obcych stadionach. Czasem zawita gdzieś kilku zgredów. Pod ich skrzydełkami buszowało trochę latorośli w wieku od 10 do 17 lat. by awansować. Klary.Zawisza. Ryśka Lignara ze Sparty.07. czy też jej sympatycy to huje. Na takich imprezach można czasem mieć wygarbowaną skórę.trzymałem mnóstwo listów i wycinków z gazet. Remis padł. z których także skorzystałem. gdyż nikt nikomu nie ufa. Jednak nie przewidzieli jednego. w którym obu drużynom potrzebny był remis do tego. Na ten mecz przybyło 1500 fanów z Wrocławia. Mariusza i dwóch proszących o anonimowość kolesiów z Wisły. Tomka Drogowskiego z Polonii Bydgoszcz. bo na nich nie czekano. „Polityka”. Gdyńscy hools obili „kajdaniarzy”. to z pewnością o Wronkach mało kto w Polsce kiedykolwiek by usłyszał. grupa towarzyszących jej fanów wpadła na pomysł. Sport”. tak . Żaby. Darka. na meczu decydującym o tym. że Śląsk wygrał. Kibice Arniki? Paranoja. program wydawany przez pseudokibiców Legii Warszawa. a przy okazji siebie (!) gdyż nie mogąc się dopchać do maltretowanych zaczęli się kotłować między sobą o to. gdyż choćby były najbliższe prawdy i tak zostaną uznane za nieobiektywne. Niestety. gdyż zaopiekowała się nimi policja. Fan Śląsk”. na Oporowskiej.

We wrześniu 1992 roku stało się jednak coś. wynajęta na jego okoliczność przez gospodarzy. to okres. na stadionie przy ul. Ale tylko w gębie. Arka zaczęła się pałętać po trzeciej lidze. czy też Amiki (miejscowi). jedni się lali. Górka. który bronił razem z gościem z „Pewności” wjazdu na murawę tym. co zaszokowało nawet najstarszych i najzagorzalszych arkowców. metalowych prętów. Jeśli już się faktycznie pokażą. Po meczu. Momentami. jednocześnie wiceprezes PZPN Marek Wielgus zwołał w gmachu w którym zasiada władza ustawodawcza. Ale i tak był to najazd na niemających wówczas w ogóle styczności z piłkarskimi kibicami mieszkańców Lublina. jednak patrząc z boku i dystansu zdawało się ich być około 4 tysięcy. czyli pierwsza połowa lat siedem dziesiątych. Wyglądał zaiście idiotycznie.in. Z Wronek zawitała delegacja na niezłym rauszu. panienki swymi kusymi spódnicami i quasi-folklorystycznyrni wdziankami uświetniały imprezę. zaczęli dość ostro podupadać. A młodzieżowcy — tak jak wszędzie. tak jak liczba fanów. Starsi fanatycy z Amiką się me identyfikują. którym się to nie udało wcześniej. Mocni w gębie. zlał jednego z ochroniarzy pałą. Uderzył w niewłaściwe nuty. że nie spotkało się to z ich uznaniem. Faceci w marynarach wręczali upominki zawodnikom. którzy przy okazji chcą załatwić własne porachunki z przyjezdnymi. czyli sektor.5 tysiąca szalikowców Arki. to są to dziadkowie. Po latach sami gdynianie twierdzą. Kibice Arniki to tak na dobrą sprawę filia poznańskiego Lecha. ze coś może drgnąć. Po murawie biegało mnóstwo ludzi. że dla trzystu. spotkanie przedstawicieli klubów i kibiców pierwszoligowych. Gdyby tego nie uczynił. który się odbył 1 maja 1979 roku w Lublinie na stadionie Motoru. co się faktycznie dzieje. Oczy wiście nie mylić z klubem. zabawiła się w wojnę z kibolami Śląska. że było ich jeszcze więcej niż arkowców. Traugutta we Wrzeszczu zameldowało się około 2. poseł na Sejm. skakali. na ile osób jest przeznaczona klatka dla kibiców gości zostało skwitowane odpowiedzią. Pytanie.że spotkanie kończyło się przy delikatnym szturmie wybiegających na murawę kiboli w zielono-biało-czerwonych szalikach. Zespół w wyższej klasie zaczynał przegrywać swoje spotkania i zainteresowanie jego poczynaniami natychmiast spadało. gdy policjant. Tak więc ówcześni drugoligowcy stanowili jedną z pierwszych ekip fanatyków. w którym podobne ruchy powstawały w innych miastach. w których wydawało się. Sympatyków tego klubu ciężko jest uświadczyć na spotkaniach wyjazdowych. Gość powstrzymywany był przez nieco mniej napierdolonego delegata Arniki. Po zakończeniu spotkania agencja ochrony „Pewność”. były awanse futbolistów na drugi front piłkarskich rozgrywek. Dotychczas za największy wyjazd w historii gdyńskich hools uznawany jest mecz finałowy pucharu Polski. w którym Legia rozpoczęła swój marsz ku Lidze Mistrzów. że wówczas było ich 6 — 8 tysięcy. „Agenci” jako broni używali m. nie zdając sobie sprawy z tego. wybrali się kilkanaście kilometrów dalej. Nie zważając na rezultat śpiewali. czyli przed pierwszym gwizdkiem spotkania Legia — IFK Goeteborg. Doszło do śmiesznej sytuacji. w Sopocie Romek . ale żółto-niebiescy bawili się setnie.jak sam . Tego samego dnia. drudzy cieszyli z awansu Śląska (to wrocławianie). Gdańszczan podratował wynik. W meczu derbowym z gdańską Lechią.07. jakie wprowadza Amika do Ligi Chuliganów. ochroniarz mógłby skatować niewinnego chłopaka metalowym prętem. w którym zasiadają najzagorzalsi fani żółto-niebieskich przełysial niczym facet po czterdziestce. Jednak przez długie lata były to tylko momenty. to wizyty we Wronkach fanatyków Poznańskiego Lecha. Jedynym Ożywieniem. W tym czasie na płycie boiska odbywała się całkiem fajna zadyma z kibicami Lecha. Tamten trzymając fason próbował w dyskusji atakować kibiców Śląska za ów najazd sprzed kilku miesięcy. Jeden pijaniuteńki facjo co chwilę próbował się wyrywać z głupimi tekstami. Co prawda wynik 3:0 dla Lechii mógł podłamać przyjezdnych. którzy zamiast na swój mecz do Pniew. Przewieszony na szyi szalik już samym sposobem zamontowania sprawiał. Wrocławian chcieli tam upchnąć półtora tysiąca i jeszcze mieli pretensje. ARKA GDYNIA 01. Arkowcy po spadku z pierwszej ligi w 1982 roku.2003 Początek ruchu kibicowskiego w Gdyni. Wyglądali na znacznie lepiej zorganizowanych niż gospodarze. że widać było stan upojenia. oraz to.

Później lecą na nich kamienie z rosnącego tuż za płotem lasu. Oczywiście na końcu zostają maruderzy. W sumie arkowców pojawiło się we Wrocławiu na meczu około 350. podbiega do Kaczora i ściąga mu z głowy czapkę i szalik z szyi. a były to pierwsze od dziesięciu lat derby Trójmiasta (nie licząc spotkań obu zespołów z Bałtykiem. Policja transportowała autobusy od granicy województwa. jest przeszczepiana na kibiców Śląska. którzy przybyliby na ten mecz. Jacyś zabłąkani arkowcy niespodziewanie dla przybyszów. Jest ich o wiele za mało. który jest postrzegany inaczej niż sąsiednia Arka). że kilkanaście. którzy zostali jeszcze na zewnątrz. W Gdyni nienawiść do Lechii w związku z zażyłością na linii Wrocław-Gdańsk. Niektórzy mówią. o co chodzi. derby stały się nieodzownym elementem spotkań drugoligowej. Po tym spotkaniu gdynianie stwierdzili. Piękna pogoda. Kibice Sląska . że widzieli zaledwie kilkudziesięciu policjantów. Ale jest także cała śmietanka kibiców Lechii. Kilka tygodni później na Stadionie Olimpijskim niemająca swoich kiboli Ślęza rozgrywała spotkanie z Arką. o co chodzi. Gdynianie. lepiej przeznaczyć ją na alkohol). któremu udało się zmylić czujność policji i wydostać się z Górki. — Skoro jesteśmy tacy przereklamowani. Policjanci czują się pewnie tylko przez moment. szkoda kasy na jakieś pierdoły. rozrzucaniu ulotek o treści: „Jedź na mecz do Wrocławia. Doszli do wniosku. Wielu kiboli Arki mówiąc „Śląsk”. Ot drobna szarpanina. Nie tylko spotkania z Lechią czy Bałtykiem są dla arkowców wyzwaniem. Przyjezdni i lechiści zbierają się w Sopocie na molo. nie wiedzą. że Śląsk to prze reklamowani frajerzy. Latem 93 zaraz po spadku z pierwszej ligi wrocławskich orłów. mniej przejmowano się stwierdzeniem o przereklamowaniu. a nikt ich nie ruszył. raptem dwie setki. Tam odbywają się walki. Ustawiają szpaler i prowadzą całą grupę lekko okręż ną drogą w kierunku stadionu. — Pieprzysz — coś nie za bardzo chce się w te rewelacje wierzyć. jest przeszczepiana na kibiców Śląska. śpi (rzadko) i żre (jeszcze rzadziej. Przyczyną tego jest fakt. Na miejscu policji jak na derbach. Nadchodzi dzień meczu. którą funkcjonariusze otoczyli po meczu. Jak na pierwszy drugoligowy wyjazd ilość raczej skromna. Pod czas meczu Janusz Kudyba strzela swoje pierwsze bramki w barwach Śląska. a Gajor postanawia to uczcić wybiegnięciem na płytę boiska. W Gdańsku się pije (na okrętkę). Brzmią jak zwiastun inwazji. od razu dodaje „Lechia” i odwrotnie. bractwo na wybrzeże ściąga już od tygodnia. Drobna bieganina. — Sam się nie spodziewałem! Od tej chwili. Od tego momentu Arka już na stałe zaczęła funkcjonować w kibicowskiej wyobraźni jako klub mocny. bo położona o 500 kilometrów od ich miasta. Wiosną rewanż. Arka — Śląsk. Nie zajrzeli za nasyp trybun po drugiej stronie. Arkowiec. Wrocławian coś niewielu. Przegląd sił. Arkowcy z Górki klaszczą przyjezdnym. Arka zrobiła specjalną akcję polegającą na plakatowaniu miasta. co oczywiście wywołuje zamieszanie. Przyjdź z kolegą”. Po przerwaniu pierwszego szpaleru psów zostaje przechwycony przez drugi. Zgodnie z zasadą: przyjaciel mojego wroga jest moim wrogiem. W tym czasie Górka jest otoczona przez psów i miejscowym nie pozwała się wyjść z sektora. fani Śląska meldują się w Gdyni. mieliby pecha. ale i dla siebie nadziewają się na ostatki tej grupy pod kasami. Wówczas ilość zmobilizowanych sił policyjnych musieliby Zweryfikować Kilkakrotnie. wybrzeżowej piłki. Po meczu 500 osób wraca na dworzec tą samą drogą. był dumny z fanów swojej drużyny: — Aleśmy wyglądali — wypinał z dumą pierś. Między nimi pijaniuteńki Kaczor z Gdańska. dzielnica Gdańska. Wiedzą. to zobaczymy jak żółto-niebiescy zaprezentują się w meczu ze Ślęzą — twierdzili najbardziej obruszeni opinią. że Śląsk w Gdyni jest postrzegany jako dalsza.twierdzi . ile śledzi wybiera się do was? — pyta się mnie Grabarz z Lechii w telefonicznej rozmowie. która z uwagi na dużą dysproporcję sił nie mogła być wyrównana. Inny gdynianin w nieustalonych do końca okolicznościach zdobywa flagę Śląska.stary „śledź”. Zdezorientowani policjanci. jakieś 300 głów. W sezonach 1993/94 i 94/95 takimi meczami były także p ze Sląskiem. — Będzie kilka autokarów. Do stolicy Dolnego Śląska zaczęły docierać alarmujące wieści: — Wiesz. gdyńska nienawiść do Lechii. Chodziło głównie o owych „frajerów”. Arkowcy — jak nakazuje rozsądek — zrywają się.

jechali do Gorzowa, ale kierowca autobusu zachlał pałę w nocy i doszedł do wniosku, że wózek jest ze psuty. Nie udało się nabiegowo załatwić niczego, więc wysunięto dwie koncepcje. — Albo jedziemy do Poznania na mecz Lecha z ŁKS-em (wówczas jeszcze z tymi ostatnimi było na linii Wrocław — Łódź wszystko w po rządku), albo... No właśnie. Jest szansa obejrzeć sobie z bliska autorów hasła „prze reklamowani frajerzy”. Krótka narada. Nabojka decyduje: jedziemy na Olimpijski. Już przed alejką prowadzącą w kierunku stadionu wyraźnie zawiedzeni małolaci informują żądnych widoku krwi hools: — Lipa, nikogo nie ma. — Jak to nikogo, ani jednego śledzia? Może się nie pokazali? — A co, my z pierwszej łapanki? Na trybunach zaledwie sto osób. Na pewno byśmy zauważyli. Towarzystwo spogląda po sobie z niedowierzaniem. To, że nikt nie przyjechał pociągiem, było wiadome. Pociąg był trzepany. Ale żeby nie było nikogo, to prawie niemożliwe. Żadnego autobusu? Małolaci na pewno coś namieszali. A może to jakiś podstęp? Jednak nierealne staje się faktem. W dwa miesiące po fantastycznym najeździe, ta sama Arka do Wrocławia me przybywa w ogóle. Wynik końcowy spotkania 5:1 dla Ślęzy, a jednego z goli zdobywa bramkarz Bobrowicz wykopem z własnego pola bramkowego. Tak, tak, ten sam Bobrowicz, który napuszczał do siatki Wisły sześć goli w meczu przeciw Legii podczas pamiętnego za kończenia sezonu 1992/93. Zaczyna się jesień 94. Arka po trzech kolejkach znajduje się bardzo wysoko w tabeli I ligi i znów zajeżdża na Oporowską. Tym razem gości jest jakieś 7-8 dyszek. W pewnym momencie kilkunastu gdynian staje plecami do boiska, opuszcza spodnie wypinając jednocześnie w kierunku sektora gospodarzy gołe dupska. — Ale nieostrożni — śmieje się sporo osób. Wszyscy mają na myśli kryminalne układy, w których cwele są najgorszą kategorią skazańców. Dwa tygodnie później, jakieś 20 km od Wrocławia, na mecz Arki z Po gonią Oleśnicy żółto-niebiescy nie przyjeżdżają. Bliżej domu Arka w tamtym czasie wyglądała znacznie bardziej okazale. W Toruniu (jesienią 93 roku) żółto-niebiescy nabroili tak, że do pacyfikacji potrzebne były specjalne oddziały grup antyterrorystycznych. Mieli arkowcy lekkiego pecha. Przed nimi powariowali trochę w Toruniu fani Śląska, co zmniejszyło im pole do popisu. Podczas sezonu 94/95 obili przed kasami Bałtyku wspólną grupę kibiców Wisły i Lechii. W układzie wschód — zachód, na jaki jest po dzielony nasz drugoligowy światek, kluby z wybrzeża mają najdalsze wyjazdy. Do roku 95 Arka to przecież druga liga piłkarska. Choć w lidze chuliganów na pewno ekstraklasa. Wtedy jeszcze dalsza pozycja. Największe mobilizacje gdynianie przeżywali podczas spotkań derbowych z Lechią. To symboliczna walka o prymat w Trójmieście. Bałtyk, który Arce wyrósł niespodziewanie jak pryszcz pod nosem, od tego właśnie sezonu powoli zaczął odchodzić w cień. Podczas gdy na Redłowie totalna rozsypka, na Arkę zaczyna zwalać się wiara z całego wybrzeża z kierunku Wejherowa oraz po starej znajomości — Tczewa. Bodaj najwięcej nabroiła Arka we Wronkach. Zajechało tam kilku dziesięciu arkowców i najpierw pogonili kiboli Lecha (młodzieżowców) i Amiki (na meczach u siebie tacy istnieją, choć jeszcze młodsi od młodzieżowców Lecha), a następnie po przegonieniu przeciwników, zwarli się z porządkowymi. Porządkowi nie stanowili problemu dla żółtoniebieskich, także miejscowa policja musiała drzeć zelówki przed arkowcami. Następnie do akcji weszli wezwani na okoliczność zamieszek strażacy z Wronek. Ci mogli walczyć na czekany, lub sikawki. Wybrali to drugie i goście z Gdyni zostali święceni wodą. Wówczas się wkurzyli doszczętnie i połamali wszystkie ławki. Część kiboli Arki miała pecha. Wracający z Zabrza po meczu reprezentacji Polski i Francji (eliminacje MS) jeden z trzech autobusów, prawdopodobnie z najsłabszą ekipą, został namierzony w zajeździe gdzieś w okolicach Częstochowy przez legionistów. Po szybkiej akcji resztę drogi żółto-niebiescy musieli trochę pomarznąć. A było zimno jak cholera.

W lutym 1995 Arka, to znaczy jej kibole, zorganizowała turniej. Turniej, w którym w piłkę na hali Bałtyku grali fanatycy. Przed wyjazdem na tę imprezę zastanawialiśmy się we własnym gronie, jak się taka zabawa może dla nas zakończyć. Nieuchronnie we wszystkich dyskusjach dochodziliśmy do wniosków, że bez małej bijatyki się tam obyć nie może. Już pierwszy dzień zapowiadał nie lada emocje. Piątek wieczorem był 1 dniem organizacyjnym. Godzinę wcześniej miał się zakończyć mecz hokeja na lodzie Stoczniowiec Gdańsk — Polonia Bytom. Fanatycy Polonii zaawizowali się na gdyńskiej imprezie. Podejrzewano więc, że będą chcieli obejrzeć swych hokeistów, co prawdopodobnie zakończyłoby się drobnym mordobiciem, które w konsekwencji musiałoby mieć swój epilog podczas gry w piłkę. Na szczęście nie chcieli. Pierwszy dzień turnieju to losowanie grup. Odbywa się ono w barze Heineken. Jak się łatwo domyślić za barem w tej knajpce siedział kibol Arki. Niewielka salka wypełniona jest do niemożliwości. Ludzie w różnych szalikach stoją po części na zewnątrz. Zajeżdżamy w dwie taryfy. Chłopaki z Lechii już tu są. Wyławiamy ich wzrokiem, wszak gdyby się coś miało zdarzyć stanowią dla nas naturalne oparcie. Są też wiślacy. Ale i my jesteśmy dokładnie lustrowani przez inne ekipy, lecz zupełnie nie w celach wojennych. Mnóstwo chłopaków w żółto-niebieskich szalikach Arki. Nie wypadli sroce spod ogona. Rzeczą, która zastanawia najbardziej, jest pełne zdyscyplinowanie wszystkich obecnych. Jasne, że Legia siedzi z Pogonią, my z Wisłą i Lechią. Nikt nikomu nie mówi złego słowa, nawet me ma jakichś krzywych spojrzeń, czy choćby nieprzychylnych uwag. Losowanie grup witane jest śmiechem. Już w chwili, gdy arkowiec, Megafon, ogłasza że w jednej grupie lądują Pogoń z Legią napięcie znika i pojawia się ogólna wesołość. W tej samej ląduje także Arka z Zagłębiem Lubin oraz Bałtyk. W drugiej Polonia Bytom i Lech Poznań, a także Lechia, Wisła i Śląsk. Choć losowanie me było sterowane, trudno byłoby znaleźć równie przyjacielskie rozwiązanie. Na inaugurację zagra Lechia ze Śląskiem. Rozjeżdżamy się na picie. Jednak zarówno my, jak i Wisła lepiej czujemy się w Gdańsku. Jesteśmy pod wrażeniem kilkudziesięciu minut spędzonych w Gdyni. Nie sposób oddać atmosfery tamtych chwil. Dziwimy się, że nie doszło do żadnych przepychanek ani utarczek. Normalne rozmowy z Poznaniakami, z którymi pół roku wcześniej stoczyliśmy dwie spore walki. Arkowcy w gadce z Legią, Lechia z Pogonią. Gdzie my przez ten czas byliśmy? Co to za świat, w którym facet z szalikiem Arki nie wali w kły gościa z Lechii na sam jego widok? Patrzymy po sobie zdziwieni, mając jednak w świadomości, że wszystko jeszcze przed nami. Następnego dnia zajeżdżamy pod halę wraz z Lechią. Od nas jakieś trzy dyszki niezłej ekipy, z Lechii kilkudziesięciu wariatów. Jakoś nie ma nastawienia na zadymę. Piątkowy scenariusz powtarza się w szerszym gronie. Ludzi walili jak na jakieś wcale nie najmniejszej rangi zawody. Szaliki żółto-niebieskie przemieszane są totalnie z białozielonymi. Nic się nie dzieje. Przy wejściu kilku chłopaków z Arki stoi jako obstawa zamieszania. Właściwie wszystko, co mają do zrobienia, to niewpuszczenie na halę policji. Mundurowych nie było, ale właziło trzech tajniaków. — W pierwszej chwili ich wpuściliśmy, gdy wiwinęli swoimi szmatami, ale po chwili pomyśleliśmy: zaraz, ale z jakiej racji?”, i natychmiast zostali wyproszeni. Przecież to impreza zamknięta. Przynajmniej dla nich — mówi później Mazan. Na trybunach reakcje jak podczas meczów ligowych. Śpiewy, szaleństwa. Jednej rzeczy nie ma: bluzgów. W spikera bawi się, i idzie mu z tym całkiem nieźle, Megafon. Najważniejsze rzeczy dzieją się jednak nie na hali, lecz w drugim budynku, w którym znajduje się bar. Tam trwa wieczne picie i tam też miało miejsce zdarzenie, które mogło zakończyć całą imprezę. Pijany Kaczor z Lechii chodzi i buczy. Naprzeciwko niego stoi jak skała jeden z arkowców. Kaczor w pijanym zwidzie, jak to czasem u niego bywa, strasznie marudzi. Jego adwersarz ani drgnie. Do Kaczora podchodzi Dufo i wali go w twarz. Uderzonemu natychmiast leci krew z nosa. Wszystko zostaje w rodzinie, wszak Dufo to lechista. — Kaczor był namolnie agresywny, ale gdybym walnął go ja, a nie Dufo, to byłby koniec imprezy — twierdzi chwilę później prowokowany gdynianin. Zdarzyły się także inne, konfliktowe sytuacje, ale każdy trzymał nerwy na wodzy. Gdy Gajor z Wrocławia nie mógł się dogadać z gospodarzami, chwycił za butelki od piwa i

rozbił je na... swojej głowie. Najważniejsza rzecz podczas tego turnieju zdarzyła się w sobotę wieczorem. W barze zebrali się szalikowcy reprezentujący kibiców wszystkich obecnych na turnieju klubów. Uzgodniono, że zaprzestaje się walk pomiędzy klubami na meczach reprezentacji Polski. Od tej pory na meczach Biało-Czerwonych ma zapanować idylla. Wszyscy obecni byli zgodni. Sielanka ma trwać nie tylko w czasie samego spotkania, ale i na trasach dojazdowych na mecze oraz w drodze powrotnej. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że nie będzie to takie proste, ale wydawało się nam, że na meczu z Rumunią w Bukareszcie będzie można wiele wyjaśnić. Zwłaszcza tym, których w Gdyni zabrakło — Cracovii i kiboli z.większości ekip z Górnego Śląska. Najbardziej obawiano się meczu Arka — Lechia. Do takiego spotkania doszło w finale imprezy. Jednak i wówczas nic się nie wydarzyło. Następnie bractwo zareagowało jak powinno na drobną policyjną prowokację: mundurowi, choć przez dwa dni na halę Bałtyku nie weszli, jednak cały czas siedzieli w radiowozach na zewnątrz. Gdy wszyscy w niedzielę po południe opuszczali już obiekty Bałtyku, czekający na „swój moment” niebiescy postanowili się wykazać. Co było powodem ich interwencji na dobrą sprawę nikt nie wie. Wszyscy, z którymi rozmawiałem podawali inną przyczynę. Faktem bezsprzecznym jest natomiast rozpoczęcie walki z kilkunastoma psami. Zdemolowana nyska i paru zatrzymanych kolesi, oto jej finał. Lali się wszyscy obecni na zakończeniu imprezy. Legia, Lechia, Arka, Śląsk i kto tam jeszcze był. Wieczorem kilkanaście osób z Lechii i Śląska odprowadzało legionistów na pociąg. — W życiu byśmy się nie spodziewali takiego zachowania Arki — tak wszystkie trzy strony komentowały wydarzenia gdyńskiej imprezy jut na spokojnie, na dworcu kolejowym. Później nadeszła piłkarska wiosna i mecz Arka — Śląsk. Jak zwykle W Gdyni zameldowało się więcej Lechii niż wrocławian. Arka zaprezentowała się dość okazale. W przerwie meczu zerwali przyjezdnym flagę Z płotu. Gdyby nie błyskawiczna reakcja kilkunastu kolesi, flaga by sobie pobiegła. Walka na murawie nie trwała długo, psy pozgarniały kogo się dało. Jednak fanatycy wojskowych byli szczerze zdziwieni. Już dawno nikt nie próbował zerwać flagi Śląska z płotu. Przez dwa lata bytności w drugiej lidze, poza wyżej opisanymi stratami w Gdyni, co zdarzyło się przed półtora rokiem, jedynie Stilon Gorzów wybił Wrocławianom szybę w autobusie. Coś niecoś próbował zmajstrować Chrobry Głogów. Ale żeby startować po wrocławskie flagi? Odzwyczaili się kibice Śląska od tego. W Bukareszcie na eliminacjach do mistrzostw Europy bractwo mieszane. Najwięcej Arki, później Lecha i Legii z Pogonią. Czyli w zasadzie ci sami, którzy zawierali pakt o nieagresji. Następne mecze reprezentacji — z Izraelem i Słowacją w Zabrzu. Arka pokazała, że ma charakter. Ponieważ Górnik Zabrze histerycznie wydzierał się na Legię, więc gdynianie serdecznie podziękowali im za zgodę. Podczas tego drugiego meczu, na tyłach trybun w okolicy stadionu odbyła się dziwna konferencja. Obecni: jeden przedstawiciel Arki, jeden Śląska, trzech legionistów, sześciu z Lecha, jeden z ŁKSu i jeden z Cracovii. Przedmiotem dyskusji była postawa Cracovii. Ich przedstawiciel — Metal, stwierdził, że „Pasów” żadna zgoda nie obchodzi. Rouen z Legii pyta się wobec tego arkowca, jak będzie w sytuacji, gdy kibole z Gdyni znajdą się w obecności przeważającej ilościowo Cracovii i mniejszej liczebnie grupy kibiców warszawskich podczas meczów reprezentacji. Przecież Arka i krakusy to ziomale. Odpowiedź była niejasna, a pytanie okazało się prorocze. W Paryżu Pogoń i Legia miały przed meczem ścięcie z Cracovią. W pierwszej chwili grupa szczecińsko-warszawska uzyskała przewagę, ale gdy krakusy chwyciły za rympały, nastąpiła zmiana goniącego. Nie byłoby w tym nic dziwnego, jednak Cracovii pomogli arkowcy. Właściwie w tym momencie było już praktycznie po układzie. Na kolejnym spotkaniu reprezentacji w Zabrzu z Rumunami żółto-niebiescy faktycznie się pokazali. Zajechali w dwa autobusy konkretnej załogi. Dymili już przed wejściem na stadion, ale jeśli chodzi o miejscowych, mieli rozgrzeszenie od reszty Polski. Natomiast na stadionie, natychmiast

Arkowcy chodzili pod stadionem a nawet po obiekcie.. W chwili. Na kwadrans przed zakończeniem tego spotkania podjechały pod stadion na Łazienkowskiej dwa (?) auta. Arka nie ma godnych przeciwników. Miało być niespokojnie. Wy gonili psów z sektora i przebiegającej nad nim drogi dojścia. Po meczach Lechu w pierwszej lidze arkowcy urządzają sobie polowania na zabłąkanych kibiców biało-zielonych. wśród których oprócz fanatyków z Sosnowca były kilkuosobowe delegacje fanów Legii i Pogoni Szczecin. Jeżdżą samochodem (samochodami?) po Gdańsku i obijają zauważonych fanów Lechii. Na boiskach trzeciej ligi nie zabłysną. gdyńskich ustaleń kibicami Zagłębia Sosnowiec. Gdyby nie policja. Taka przynajmniej była warszawska wersja wydarzeń. Zatrzymani z miejscem zameldowania w Gdyni byli obijani do nieprzytomności. Gdynianie w sposób szczególnie prestiżowy traktują wyjazdy na mecze reprezentacji narodowej. Lechiści trochę się z nich nabijali krzycząc: partyzanci. o mały włos się udało. Ułatwia to mobilizowanie się na spotkania reprezentacji. wybierając największych i najstarszych. Czy chcieli zrobić okazji zgodę z poznaniakami? Trudno ocenić. Po zdarciu flag i obiciu oraz przegonieniu przeciwników. Nie można się temu dziwić. gdy byli zmuszeni do ściśnięcia się na sektorze. znów sosnowiczanie dostali wpierdol. lecz atakowali największych. ale na ten mecz do Gdyni wyprawiło się jakieś 200-250 osób W znakomitej większości młodzieżowców. która okazała się wąskim gardłem dla gdynian. wyjdźcie z lasu”. Podobny numer arkowcy zmajstrowali w Warszawie podczas meczu Legia — Śląsk. gdyż nawet niezbyt zasobni w kasę arkowcy mogą ją sobie odkładać na za graniczne wojaże i reprezentacyjne wypady do Zabrza (przynajmniej za Apostela właśnie tam). Zajechało ich kilkudziesięciu i usilnie dążyli do zwarcia z warszawiakami. Z odległości kilku sektorów żółto-niebiescy w tym starciu wyglądali imponująco. U siebie też nie będą gościli z tytułu gry na tak niskim szczeblu rozgrywek jakichś sensownych hools. Gospodarze obrzucali się z przyjezdnymi kamieniami na stadionie. Identyczna zadyma między Arką a Zagłębiem miała miejsce w Bratysławie. Po tym meczu na komendach stosowano ciekawą selekcję. Wilczek z Gdyni twierdzi. arkowcy byli zmuszeni do podjęcia walki z policją. jednak do specjalnych awantur nie . W stolicy Słowacji Arka stanowiła najlepszą ekipę z polskich drużyn hools. ze starej ekipy towarzystwo mogło się liczyć na palcach. przeganiając przez Górkę do tego stopnia. Nawet po opanowaniu przez niebieskich sytuacji arkowców trudno było nazwać ujarzmionymi. około 200-250 kibiców Zagłębia Lubin. że do Warszawy pojechało około 15 osób. w okolicy żylety w grupach 5 — 8 osobowych i lali kogo się dało. Najdalsze wyjazdy to takie w granicach stu kilometrów. z których wypadło paru gdynian i obiło stojących pod płotem legionistow Nie zaczepiali młodzieżowców. natomiast gagatków z pozostalych miejscowości traktowano trochę bardziej ulgowo. legionistów było na sektorze tylko około dwudziestki.po wejściu rozprawili się błyskawicznie z trzymającymi się. Z przebogatego w akcenty chuligańskie sezonu były dla Arki trzy wydarzenia. a następnie obtłukiwali się z policją Poradzili sobie z nimi dopiero antyterrorysci. Na trybunach zameldowało się oprócz 40-50 arkowców. dali by sobie radę. ale w takich sytuacjach łatwo się śmiać W „swojej” trzeciej lidze. mogło się wiele wydarzyć. które wcześniej zahaczyły o mecz Motor — Cracovia . Ostatnim akordem roku dla żółto-niebieskich była wyjazdowa sesja kibiców gdyńskich podczas meczu Lech — Legia w Poznaniu. W każdym bądź razie są przez mieszkańców grodu Przemysława tolerowani. wobec dosyć biernej postawy Lechii na meczach tego szczebla. ze towarzystwo zrywało się do lasu za płotem. Mundurowi w swych kamienioodpornych ubrankach byli nad wyraz wystraszeni i placu boju dotrzymywali jedynie do barierki odgradzającej sektory.. To jeszcze zwiększa zainteresowanie meczami kadry narodowej. Co prawda Lechia to w tym okresie głównie ekstraklasa (po fuzji z Olimpią). Szło im całkiem nieźle i gdyby nie posiłki niebieskich i czarnych z innych sektorów. choć do zawarcia przyjaźni nie doszło. najprawdopodobniej po pierwszej chwili. Po pierwsze trzecioligowe derby z Lechią. Sam początek roku 1995 to był przyjazd gdynian na drugoligowy jeszcze pojedynek z legnicką Miedzią.

Gdynianie dowiedzieli się. Z transmisji telewizyjnej z pierwszego dnia wynikało. Wykaz liczby kibiców Arki na meczach wyjazdowych jesienią 95 wskazuje jednoznacznie. Gdy fam cofnęli się do miasta. Jednak gdynianie zrobili głupi numer. bractwo się śmiało. lecz biało-zielonych. choć sami zainteresowani.2003 Drugi klub Gdyni. podczas meczu Bałtyk Gdynia — Zawisza. szykowali się już od dłuższego czasu. w Głogowie 4+30 z Zagłębia Lubin. że owe barwy Lechii były zdobyczne. gdzie zameldowało się około 150 fanów z Bydgoszczy. Swoją ksywkę zawdzięcza tubalnemu głosowi. że zamiast tej tuby należałoby pogadać z Megafonem z Arki i problem byłby załatwiony. Najpierw przed spotkaniem z GKS Tychy (kilka kolejek przed zakończeniem rundy wiosennej 1994.35. Po paru miesiącach zarząd klubu zapowiedział jego rozwiązanie. czyli oficer Wojska Polskiego. nieświadomi zagrożenia legioniści przejechali sobie spokojnie w policyjnej obstawie w kierunku Warszawy. gdy wydawało się. BAŁTYK GDYNIA 15. we Wrocławiu na Śląsku — 72. że powracający z Trondheim kibice Legii będą przypływali promem do Gdyni o 7. Choć piłkarze Arki Gdynia to w końcówce roku 95 futbolowa prowincja. kibice gdyńscy wjechali w 70 osób pod halę. słyszy go cały stadion. Poszło o wzajemny stosunek kibiców obu klubów do ŁKS-u.. gdyż występowali nie we własnych barwach. Gdy Megafon zaczyna krzyczeć solo. Głodowy strajk kibiców był przedłużeniem całej serii wydarzeń. Poszukiwania nie przyniosły rezultatów. jednak nigdy nie zdobył popularności Arki.07. mającą ułatwić komunikację na sektorze. Zółto-niebiescy mówią natomiast. Gdy na trybunach Śląska zorganizowano tubę. czyli arkowcy twierdzą.. rozgrywanego w hali Oliwy w styczniu 96. gdy zamiast kibicowaniem. którzy stali pod halą. w Myszkowie 0+15 z Zabrza.doszło. nawet zastanawiano się nad likwidacją klubu. to kibice tej drużyny stanowią ekstraklasę Ligi Chuliganów. a jednak nie był) zawodnicy z Gdym uroczyście wnieśli na boisko. Najdziwniejszym wydarzeniem dla fanów Arki. w Oleśnicy — 20 (według źródeł wrocławskich. trumnę. w Bytomiu na Polonii — 3. że do tej wojenki. 7 dyszek niezłej ekipy Arki zajechało kolejką na Przymorze obijając i krojąc z barw kogo popadło. W Rydułtowych Arki było 20 osób. Żółto-niebiescy stawili się w sile 40 konkretów w miejscu cumowania promu. było zrobienie z nimi wojny przez bydgoskiego Zawiszę. że ten właśnie mecz musi zostać przez Bałtyk odpuszczony. To nie Miedź stanowiła dla gości zagrożenie. Mimo że przez długi okres czasu był dla miejscowych rywali poza sportową konkurencją. Zawodowy zlew. Jedynie do zwykłych w województwie legnickim szarpanin z policjantami. W drugim dniu halowego turnieju piłkarskiego (nie mylić z turniejem kibiców sprzed roku). Bicie dostali lechiści. raczej zero). Pod wodzą Józefa Wysoczyńskiego postanowili założyć tak popularny ostatnimi laty strajk . Ich zgrupowanie zostało przy uważone przez policję i rozproszone. w Gorzowie — 40. że Lechia wyglądała całkiem nieźle. jest jednocześnie jednym z najzagorzalszych szalikowców żółto-niebieskich. że gdynianie działają na zasadzie mobilizacji. co miało miejsce na początku roku 1995. w Starogardzie Gdańskim (PP) — 100. dokładniejszych. by ustalić nowy plan działania. jednak trzeba było jakiegoś pretekstu. na który nie zaproszono piłkarzy Arki z uwagi na spodziewaną możliwość zmajstrowania zadymy. zajęli się strajkowaniem. Następnie do działania przystąpili kibice. w Wodzisławiu zero. Tak na dobrą sprawę o fanatykach Bałtyku zrobiło się głośno w momencie. Najciekawszą postacią na Górce jest Megafon. Tak twierdzą gdańszczanie. przynajmniej z perspektywy Wrocławia.

Mnie zawieźli do Gdańska na prokuraturę.głodowy. rozmawiałem z faktycznym wówczas czas szefem klubu. że będzie to powieszenie się na poprzeczce bramki. szkoda. na przykład o zgodzie Bałtyku z Lechem Poznań. Nie jest to także pijacka melina. to on popełni samobójstwo. którzy właśnie tym momencie ze mną nie rozmawiali. ówczesny sekretarz redakcji Słowa Sportowego lubi czasem jakieś informacje drastyczne. — Jak to się zaczęło. jak wyczytali w Pamiętniku. jakich tysiące. No to my postanowiliśmy zaprotestować. że nie na nim — stwierdza gospodarz. Przeciwnik w postaci pociągu to jakoś nie mój temat. Miejscowi dziennikarze natychmiast podpowiedzieli. Pojechałem do klubu. — Mieliście jakieś inne nieprzyjemności? — Reszta chłopaków nie. człowiek ponad czterdziestoletni. ale i zagorzali fanatycy gdańskiej Lechii. prezesem fundacji Baltic—Futbol Andrzejem Gajewskim: — Ci strajkujący. a tam ówczesny kierownik sekcji stwierdził. Wiadomość o przyszłym wisielcu jest oczywiście rzeczą. Wywalczyli 600 milionów. po porażce 0:5 w Głogowie. Nie komentowałem tych wypowiedzi. Choć akcja strajkowa już się zdążyła zakończyć. że odstraszamy gości. że Arce pod nosem wyrósł pryszcz. Przybyli na prośbę ajenta. Byli „na prawie. czyli od 1961. Zaczął mówić o tym. że postanowiliście postrajkować? — Od artykułu w Głosie Wybrzeża. a w sporcie o takie wcale nie jest łatwo. Zebraliśmy się i wieczorem położyliśmy w holu hotelu ogłaszając strajk. jak na tego typu chłopaków byli wyjątkowo spokojni. — Jak wyglądało zakończenie strajku? — Do hotelu. Nowo wybudowana dzielnica Gdyni. to w gazetach nie było dosłownie nic — twierdzili zgodnym chórem. która ożywia gazetę. w której dawano mieszkania ludziom z całego Trójmiasta i okolic. Pod przykrywką hotelu funkcjonuje burdel. — Jak się zachowywali? — Poza drobną scysją pierwszego dnia. Obyło się bez awantur. twierdząc. o której nie miałem pojęcia (później została ona zerwana). Po ośmiu minutach rozmowy wsiadłem w taksówkę i przyjechałem z powrotem. prowadzą na ulicę Buraczaną. kibice zawiesili swój protest. W takiej formie wiadomość poszła w Polskę. Widać zabolało ich to. W chwili desperacji organizator całego zamieszania. Tam mieszka Józef Wysoczyński. Mieszkanie desperata (?) nie różni się od domów zwykłych śmiertelników. Przychodzili i chcieli nam dawać pieniądze. dotarłem do uczestniczących w niej kibiców Bałtyku. Żyją tu nie tylko kibice Arki czy Bałtyku. że mecz z Wisłą będzie ostatni. Zwykłe. Jednak rozmawiamy spokojnie. powiedział przed kamerami telewizyjnymi. — Ty masz kontakty w Trójmieście. jak to sugerowali niektórzy. zrób z tego materiał — Wojtek Walczak. że jeśli postulaty głodujących nie zostaną spełnione. Jeszcze zanim dotarłem do kibiców. gdzie leżeli głodujący przyszli policjanci. Nie jest wymalowane w barwy klubowe. Tę ksywkę otrzymałem u nich po tym. — Czyli rozpoczęliście okupację hotelu. Jak się do was odnosiła obsługa? — Początkowo ekstra. — To ten „pryszcz” — słyszałem. Dowiaduję się o kilku ciekawych sprawach. — Gdy my zdemolowaliśmy pociąg wracając z pucharowego meczu ze Stargardu. że jak Lechia lub Arka coś nawywija. które miasto obiecało dać Bałtykowi na sport młodzieżowy. — Jak was odbierali inni ludzie? — Pozytywnie. Karwiny. nawet ajent był w porządku. Fani białoniebieskich mieli żal do miejscowych środków przekazu informacji. których na początku lat osiemdziesiątych jeszcze w ogóle nie było. Choć w pierwszym momencie sami nie bardzo wiedzieli o co chodzi. Ale później coś się odmieniło. jak mówili o mnie ci. — Jestem kibicem Bałtyku od siódmego roku życia. w postaci kibiców Bałtyku. Początkowo nie braliśmy. To wcale nie było trudne. Raczej chodziło o wygonienie nas. jak chcieliby to widzieć inni. Moi przewodnicy. — Urodziłem się koło stadionu. Trener Grzegorz Polakow użył kilku ostrych słów. jacy to ludzie? — Oprócz Jurka Wysoczyńskiego młodzież. niedoszły samobójca. . ale nie taka z kółka różańcowego. bo za dużo widzieliśmy. fani biało-niebieskich. natychmiast znajduje to odbicie w informacjach podawanych przez prasę i jest nagłaśniane.

wówczas był on wiceprezesem fundacji. to co wówczas? — chcę usłyszeć deklarację samobójstwa. — Tylko tak gadasz. . Kanar przyjrzał się i nie uwierzył. CHROBRY GŁOGÓW 15. Po strajku kibiców zastrajkowali piłkarze.Więc wasz strajk był roszczeniowy? — Stoczniowcy są za Bałtykiem. Postawa stoczniowców. Wcześniej zaprowadził do spowiedzi takiego prawie mordercę — opowiadają Pióro i Śródmieście. Stoczniowcy są za takim rozwiązaniem. ale jak tu wziąć pół bańki od emeryta? Bardzo nas wspomagał Andrzej Gajewski. w którym Bałtyk wystąpił w młodzieżowym składzie. — To może będzie ci głupio. że wracamy z pielgrzymki. Teraz to wice już zniknęło. Taki przelicznik. Trzeba przyznać. Jeden emeryt chciał nas wesprzeć kwotą pół miliona. Nie wielu. Klub zdyskwalifikował zawodników i trzeba było zagrać juniorami. na którą powołują się moi rozmówcy. który też uczestniczył w głodówce. Mecz ze Śląskiem (październik 94) był drugim. Natomiast nawywijał coś wśród ludzi.. że nie skłamał. że klub się nie dogada ze stocznią. — wtrąca syn gospodarza. wrażenie to pogłębia. Ten drugi swoją ksywkę wziął z tego. Wśród kibiców Bałtyku jest jeden. że siedziałeś tu. Przy stanie 3:0 dla wojskowych kibice Bałtyku pościągali flagi i wyszli ze stadionu. gdy pomyślisz. — Cały czas leżeliście? No. w morzu fanatyków Arki.2003 . — załóżmy. to znalazłby się ktoś. podczas rozmowy z tymi samymi ludźmi o Wysoczyńskim. — Nałgaliśmy konduktorowi.. a nie o to chodzi. po wyjeździe do Konina. wokół których egzystował.. widziałem tłumione uśmieszki. ale jeździli. Znudziło się wam? Czy może wszystkie wasze postulaty zostały spełnione? — Nie. Już nie strajkujecie. że grupa wraca ze Świętego Miasta. — Ponoć chciałeś zawisnąć na klubowym szaliku na poprzeczce bramki. Kazał przyprowadzić księdza.. Znając chętkę do strajkowania pracowników zakładów uspołecznionych. że jako jedyny w owym czasie mieszkaniec tej dzielnicy Gdyni był zadeklarowanym fanem Bałtyku. nie podciął sobie żył ani nie rzucił się z dachu. — Bzdura Gdybym powiedział. w tym fotelu i rozmawialiśmy sobie.. że stocznia jest jednym z najbardziej zadłużonych zakładów pracy w kraju? — Widzę absurd w wysuwaniu takiego żądania. czyli przejęcie klubu przez stocznię ma się rozstrzygnąć później. Ostatecznie skończyło się na 4:0 dla Śląska. Jeśli ich zawiśnie stu. Trudno było gospodarzom liczyć na korzystny wynik. Tak przynajmniej twierdzą moi rozmówcy. najważniejszy.07. chętnie to zrobię z nimi. — To mnie nie ma. taka postawa wcale mnie nie zdziwiła. . chcieli strajkować z nami — w to nie wątpiłem. twierdząc.później proponowaliśmy kupowanie soków. po kilku. więc byłby to powrót do źródeł. Gdy wracali z Częstochowy z meczu z Rakowem wybronił chłopaków przed kanarem od kredytówek. ksiądz. — Mimo. ale trzy gole padły w samej końcówce meczu.. Tego jeszcze w życiu na poważnie nikt mi nie mówił. zobaczymy się na jakimś meczu? Jak pokazało życie — Józek nie zawisnął. Za takie podejście do sprawy fani odwrócili się od swoich idoli. Wreszcie wyrzuciłem z siebie kolejną złośliwostkę: To co. Gdyńscy juniorzy i tak stawili dziarski opór. Żegnając się coś nie dawało mi spokoju.. Jednak w sezonie 94/95 fani białoniebieskich byli na prawie wszystkich meczach swojej drużyny. gdyby leżały z nami dziewczyny. Gdy po kilku tygodniach ponownie zajechałem do Trójmiasta na mecz Baltyk — Śląsk. kto by mnie przypilnował.Bałtyk wyrósł na łonie stoczni. jak i kiedy to zrobię.

że miejscowi obrali sobie za punkt honoru posłanie pod wrocławskim adresem jak największej ilości bluzgów. Poobwieszane publicznością były okoliczne drzewa. że w Głogowie chadzają na mecze piłkarskie ludzie w szalikach. Starszych fanów wśród kibicowskiej gawiedzi na spotkaniu Chrobrego z Amicą nie było. Niektórzy. nikt się nie będzie prosił. Na ten mecz gawiedź waliła drzwiami i oknami. Pomarańczowo-czarni nie potrafili myśleć inaczej. Fanatycy lekko spóźnili się i natychmiast dowiedzieli od kilkudziesięcioosobowej grupy. że miejscowych jest 5 dyszek. wśród ludzkiej ciżby nie sposób było znaleźć miejsca. Może dlatego. Na sektorze zajmowanym przez najzagorzalszych fanatyków było — lekko licząc — pięćset głów. to już wasz problem. więc by obejrzeć Chrobrego wybrało się wówczas kilkanaście osób z Wrocławia. co najwyżej drugiej ligi. marzłem na miejscowym dworcu. z którego można by cokolwiek dojrzeć. na szyi miałem szalik Śląska. Półtora roku później identyczny mecz nie zgromadził już tak wielkiej liczby miejscowych fanatyków. jak w kategoriach konfrontacji. Swego czasu lubiono w Głogowie fanów Śląska. Śląska i Chrobrego. Gorzej było z samymi zainteresowanymi.. na meczu Chrobry — Amica. Głogowianie pałają nienawiścią do lubińskiego Zagłębia i legnickiej Miedzi. Do tego momentu szalikowcy wojskowych nie mieli głogowianami żadnych potyczek. Do tej pory (a był to rok bodaj 1980) zdawało mi się. gdy grają właśnie w tych miejscowościach. Młyn na jakieś 80-100 osób. że u was każdy robi to. że przyjazd Śląska (a było to tuż po głośnej bieganinie kibiców drużyny wojskowych na boisku w Gorzowie) zmobilizował wszystkich miejscowych chuliganów. Klient w tym ostatnim dziarsko patrzył mi się w oczy. I to też nie wszędzie. że ci. Ale skoro Śląsk w Głogowie nie jest już lubiany. Nic dziwnego. że był z dwoma koleżkami? Ich wyjazdem życia był ostatnio reprezentacyjny do Paryża. że na Śląsk potrafiło się zebrać dziesięć razy więcej. co uważa za stosowne. — To małolaci szumią. Zupełnie inne wrażenie niż to sprzed 12 miesięcy. Nikt nie chce wierzyć. — Nie nasza wina. Odpuszczają sobie? Bodaj ostatnim sporym wyczynem fanów Chrobrego było obicie tczewskiej ekipy Arki na swoim terenie. czyli rok później. Nic więc dziwnego. Czego chcieli? Dotychczas nikt im nie ubliżał. Zwykłe lokalne układy. mogą liczyć na wzmocnienie ekipy. które chodzą na mecze w szalikach. starsi fanatycy miejscowych są we Wrocławiu dobrze znani. który zawita w tym mieście twierdzi. Trzeba przyznać. Każdy klub. Ciekawe klimaty panują w Legnicy. może setka. co wyglądało na kameralnym stadionie dość imponująco. — Miejcie pretensje do siebie — goście rozłożyli ręce. Ponieważ na linii Śląsk — Legia panowały jeszcze dobre układy.W czasie przerwy podeszło do sektora zielono-biało-czerwonych paru chłopaków z ichniej starej gwardii. Oczywiście zero przyjezdnych. ale z czasem zaczęto się zwąchiwać z Widzewem.Gdy po raz pierwszy zobaczyłem. Wyłapałem kilka nieprzychylnych spojrzeń. że ta forma zabawy jest zarezerwowana tylko dla mieszkańców miast z drużynami pierwszej. Jesienią 93 Śląsk wylądował w Głogowie po walkach z szukającą dymu policją. jaka się wytworzyła. Jesienią 94. mimo że było ich około trzystu. stanowili ledwie widoczną grupę na trybunach. Tłumy. Jeśli wy nie potraficie utemperować młodzieżowców. Fanów w żółto-czarnych szalikach (w rzeczywistości ich barwy są pomarańczowo-czarne. A wśród nich miejscowi szalikowcy trzecioligowej drużyny. Kilka osób. Zorganizowali autokar . w większości małolacie. Wracający z Legnicy gdyńscy szalikowcy nacieli się na głogowskich hools. Zagłębia.. czekając rano na autobus do Jawora. Mnóstwo petard i tyleż skandowanych przekleństw. a oficjalne klubu jeszcze inne) dane mi było zobaczyć w Głogowie pod czas meczu ćwierćfinałowego o puchar Polski drużyny miejscowych z warszawską Legią. obie ekipy będą się teraz naparzać po pyskach przy byle okazji. . Dwóch z gospodarzy ubolewało nad faktem. nie bardzo chciałem wierzyć własnym oczom. a mają na karku już czwarty krzyżyk. Na stadionie legioniści. którzy mają z kibicami Chrobrego dobre układy. Dla głogowian był to łabędzi śpiew. Dla wrocławian nie stanowią takie układy problemu. Jak Kuba Bogu. Dalszych wyjazdów głogowianie nie zaliczają. Kiedyś. Rozmawiano o sytuacji. A tu co jakiś czas w tłumie młodzieży przewijają się różne inne — Miedzi. która była na stadionie wcześniej.

„Pasy” były przytłumione przez rosnącą w siłę Wisłę. podczas jakiego dokonałem ciekawych obserwacji. na których gospodarze gościli zespół „Pasów”. A w zasadzie nie na trybunach stadionu przy ul. Przyjezdni postanowili sytuację wyjaśnić. było ich na stadionie Górnika podczas spotkania Polska . którzy żegnali się z boiskami ekstraklasy. jaką dysponuję Cracovia. Nagle. Po raz pierwszy. dopingowała swój zespół . Kibice Chrobrego bardzo epatują (lubią pokazywać na zewnątrz) swoją zgodę z Widzewem Łódź. Po zakończonym swoim spotkaniu.Rumunia. to do Poznania na Wartę (jesień 95) przybyło fanów Chrobrego zaledwie siedmiu. Na stadionie pusto. Cracovia zameldowała się na meczu z Wisłoką w Dębicy. Oczy wiście bezprawnie. Chciałem z którymś po gadać. Wrocławianie w Krakowie byli za każdym razem goszczeni przez Wisłę i wraz z kibicami drużyny z ul. Za każdym razem fani obu grup jakby nie zauważali przechodząc koło siebie obojętnie. byli trzymani przez policję na własnym sektorze przez co najmniej pół godziny po meczu. co w Paryżu. Mniej więcej tylu. Jak na tamte czasy rewelacja. Delegacja została przyjęta pięściami. to w odczuciu futbolowych fanatyków prowincja. Gospodarze tylko ze względu na sporą przewagę ilościową (do bójki przyłączali się . w 100 do Wrocławia na Śląsk (wiosna 94). W czasach.2003 Jak na tak niezłą ekipę. Poza tym trzecia liga. Początkowo walka toczyła się tylko z miejscowymi kibolami i na trybunach. Wracam z górskich wojaży by zdążyć na mecz do Wałbrzycha. Cracusy jadą do Gorlic. Chcąc zaistnieć na kibicowskiej mapie Polski starają się zajeżdżać do Zabrza w jako takiej ekipie. spotkałem się z nimi trzy razy. gdy o kibicach biało . dwadzieścia dwa lata. we Wrocławiu o fanach „Pasów” wiadomo niewiele. Później o Cracovii z odległości 260 kilometrów (tyle jest spod Wawelu do Wrocławia) niewiele się słyszało. na sektor zajmowany przez 150-osobową grupę fanatyków Śląska zawitało trzech nieźle zawianych kibiców Cracovii. Wesołe bractwo z lekką agresją wchodzi do zatłoczonego pociągu. lecz na meczach klubów z małopolski. Reszta kibiców gości nie zostawiła swych ziomków i Cracusy ruszyli na Wisłokę. jaki wydarzył się na zakończenie wakacji 1990. Wtedy najstarsi fanatycy mieli po dwadzieścia. jedynie grupka najwierniejszych kibiców gospodarzy. W swoich wypowiedziach podkreślają nienawiść do wszystkich okolicznych klubów posiadających swoich szalikowców. Kolejne spotkanie (które traktuję jako jedną całość) to dwuletni okres bytności Cracovii w ekstraklasie. Są ciekawie „pilnowani” przez miejscowych policjantów. ale pijani byli wszyscy. miało miejsce na dworcu w Krakowie. więc kilka osób pofatygowało się w kierunku sektora gospodarzy. Później bitwa przeniosła się na drugą stronę płotu. Wówczas stosunki fanów wrocławskich z sympatykami „Białej Gwiazdy” były jak najbardziej poprawne. Kolejne spotkanie. czy 80 w to samo miejsce pół roku później. O ile głogowianie potrafią się zmobilizować na terenie Dolnego Śląska. Jedno szokowało.07. Z flagą w wąskie biało-czerwone pasy na kiju (wówczas nie było to nic niezwykłego) oraz z wypowiadanymi dość niewyraźnie hasłami w stylu: „Z kim wy trzy macie?” Wiślacy nie przybiegli. Reymonta stawili się na stadionie z torem kolarskim. kilkuosobową delegacją. Gorzej było z meczami Chrobrego. Początkiem dość głośnych wydarzeń były wyzwiska miejscowych pod adresem gości. na początku lat dziewięćdziesiątych na trybunach Cracovii coś się zaczęło dziać.czerwonych było jeszcze bardzo cicho. Po wiosennym (1995) spotkaniu ze Śląskiem w Głogowie. Jesień 86. by przyjechać np. Kałuży. więc siedzieli tuż obok siebie.szalikowców. gdy w 1978 roku na jesień Śląsk grał pod Wawelem z Wisłą. CRACOVIA KRAKÓW 15. Ponieważ dotychczas fani obu klubów żyli w dość poprawnych stosunkach. bractwo z Wrocławia grzecznie wyprosiło intruzów. Fani pasów przyjechali do Wrocławia raz. Zaczęło się od dosyć głośnego dymu. Wrażenie w Polsce zrobił transmitowany przez TV ostatni mecz „Pasów” w pierwszej lidze. Faceci mieli wówczas około trzydziestki na karku.

hasali z policjantami i porządkowymi po murawie. Nikt nie pytał o przyczyny zajścia. że Cracovia to nie ułomki. to kibice gości. Mecz ten odbił się podwójnym echem. rozegrany rok przed spotkaniem w Przemyślu. Wiślacy zajechali 100-osobową. Na jednej z pierwszych rozpraw zetknąłem się z ośmioma fanatykami z Krakowa. „Cracovia odcina się od swych kibiców” „Przegląd Sportowy”. To ustalili już wcześniej.miejscowi zagryziacy) nie zostali wygonieniu ze stadionu. nie został przez nią przepuszczony. Spodziewali się większej koncentracji grup hools z Polski w okolicach katowickiego dworca. Krakowianie przyjechali dość wcześnie. był mecz Holandia — Polska. po wysłuchaniu kibiców krakowskich. że pojechał kosą gościa w tramwaju. W myśl przepisów to organizator jest zobligowiązany zabezpieczyć zawody w ten sposób. do San Marino. Choć bieganina w Dębicy znana była z prasowych przekazów znacznie wcześniej. Weszliśmy w 50 minucie meczu. wyrobiłem sobie ogólne zdanie. Przez te 6 minut goniliśmy całe wystraszone tamtejsze bractwo po stadionie. podają dane jakiegoś małolata. o 14. Wtedy to. czyli Cracovii. O przebiegu tego. Ostateczne policjanci rozbili gości na małe grupki i kilku Cracusów zatrzymali. ani drudzy nie byli zbyt przychylnie nastawieni do wiślaków. Dysproporcja sił była znaczna. dlatego podążali na spotkanie w zorganizowanej grupie. Natomiast autokar Cracovii po zadymie na granicy. co się wydarzyło. Cracovia musiała się zmierzyć z gośćmi postury zapaśników. którymi najprawdopodobniej byli jeszcze w niedalekiej przeszłości. że nie mają i nie chcą mieć z nimi nic wspólnego. jakie odbyły się w sądzie rejonowym w Katowicach w związku z zadźganiem przez fanów „Pasów” kibica szczecińskiej Pogoni. Rzeczywiście. gdyż kibiców Białej Gwiazdy” przyjechało do Rotterdamu zaledwie kilku. Twierdzili. który ponoć chwalił się tym. Po drodze zadymili w jakiejś knajpie. Po drugie Cracovię cały piłkarski makroregion po traktował jako persona non grata. nie były to wzorem innych miast ułomki z bardzo dawną datą urodzenia. Mecz z Anglią w Chorzowie od strony Cracovii poznałem jeżdżąc na kilka rozpraw. Artykuły z oświadczeniem o takim właśnie przesłaniu ukazały się w prasie już trzy dni po zamieszkach. — Dziś odbędzie się zasadniczy zwrot w sprawie — twierdzili przed rozprawą. Po pierwsze działacze klubu z ul.00. Wysiedli wcześniej. których mają na co dzień we własnym mieście. Nie wiadomo dlaczego mieszkańcy Krakowa postanowili wykorzystywać wyjazdowe spotkania kadry narodowej do regulowanie swoich rachunków. zaczęła pisać skargi do tamtejszego OZPN. to jednak nikt z krajowych hools nie traktował wiadomości z trzecioligowej rzeczywistości zbyt poważnie. A bójki trwały nadal. kilkudziesięcioosobowa grupa fanatyków biało-czerwonych postanowiła wyrównać rachunki z kibicami Wisły. mógł zaowocować całkiem sporym dymem. by nie zostały one przerwane. gdzie coś tam skubnęli. Za tym drugim razem — definitywnie. Sędzia działając w myśl regulaminu przerwał dwukrotnie spotkanie. Za wiślakami postawili się kibice gdańskiej Lechii i wrocławskiego Śląska. Ale mało precyzyjnie. Towarzystwo lało się już na trybunach i momentami na murawie. Z drugiej strony. Sąd uznał tę zagrywkę jako coś mającego odwrócić uwagę od zasiadających na ławie oskarżonych. Mecz zaczynał się o 20. Nie chcieli być także „przejęci” przez policję. po dość długich i ostrych dyskusjach postanowiono mecz powtórzyć.00. Kolejny wyjazd na spotkanie reprezentacji. by nie uwzględniał nałożonego na Wisłokę walkowera. Większość trzecioligowych klubów obawiając się. choć ani jedni. co oczywiście nie spodobało . bardzo konkretną ekipą z niezłym wyposażeniem chuligańskim. policjantów i innych osób podczas kilku sesji. na holenderskim gruncie. fani z Dębicy byli we wszelkich rozważaniach nieistotni. Ostatecznie. Kałuży odcięli się na łamach prasy od swoich sympatyków. a wyszliśmy w 56 w otoczeniu sześćdziesięciu gliniarzy. szczecińskich. w Mysłowicach. Co dziwniejsze. Prawdopodobnie chcieli uniknąć wspólnej jazdy z Wisłą. Tytuły też były wymowne. Zakończyło się bijatyką na trybunach i gonitwą tuż po meczu. że nie poradzi sobie z przybyłymi z Krakowa hools. Dość zabawnie brzmi relacja z meczu Czuwaj Przemyśl — Cracovia rozegranego w październiku 1993 roku: „Zajechaliśmy w 50 osób. Następnie do zabawy przyłączyli się porządkowi.” Dla Polski pierwszym znakiem.

którzy kiedykolwiek skojarzyli się prowadzącym ś1edztwo z Cracovią. Gospodarze co prawda mieli zaatakować w ostatniej chwili. więc jeden z późniejszych oskarżonych rzucił pytanie. niekoniecznie któryś z oskarżonych. — Ci. że odpowiedzialność za to co śię wydarzyło spadła właśnie na nich — słowa adwokata o tyle odzwierciedlały rzeczywistość. Co ciekawsze. Wydawało się. To. jednak wystawili fanatycy „Pasów” 45 osobową ekipę penetrującą w okolicach dworca. Jednak miejscowi nie wytrzymali nerwowo i rzucili się do ataku. kto jeszcze powinien znaleźć się obok oskarżonych. Jednym z takich sposobów na pokazanie się były derby Łodzi. Część do pierwszego wagonu. Przyjezdnych było 60-80. Pukająca do bram drugiej ligi Cracovia na znaczących boiskach zaistnieć nie bardzo mogła. Wspólna akcja łodzian i „Pasów” to atak na idących tłumem z policyjną obstawą fanów Widzewa. Zresztą podobną opinię wyraził adwokat. ale taką możliwość szybko odrzucono. że winni mogą się rekrutować spośród wiślaków. Przesłuchując wszystkich. kibicami Cracovii. iż pchnął kosą jeden. nie mając punktu zaczepienia. Równie dobrze na podstawie tych samych zeznań można było posadzić kogoś innego. Papug zresztą wymienił po nazwisku. Później przemieścili ę w kierunku Ronda. w jednym momencie. że byli przywódcami grupy. co drugi mówił o wiele za dużo. choć na odległość. jako konfidenta. że żałowali tego noża. gdy słuchałem zeznań ze śledztwa odczytywanych przez sędziego. którzy musieli jechać z motorniczym. Na tę samą osobę. W przenośni i dosłownie. W czasie meczu. dziwiłem się. Jesienią tego samego roku hokeiści Cracovii podejmowali sosnowieckiego Orlika. a po wtóre dołożyć opornym. które później stało się najbardziej obciążającym go dowodem: — Kto spieprzył tę zadymę? Tym razem krakowianie natarli ostrzej. że wiadomo było. Początkowo nie wykluczono wersji. na którego środowisko wskazywało. Pozostawały spotkania reprezentacji i wyjazdy gościnne. Wcześniej łódzko-krakowska grupa pogoniła ekipę 4050 widzewiaków. Na dobitkę zbudowany jak tur. którzy siedzą. Stosunek ŁKS-u do Cracovii w tamtym okresie z daleka zdawał się być określany jednoznacznie: zapatrzenie na lepszego. Zagłębie rzuciło się do ucieczki. Do Łodzi zawitał autokar fanów Cracovii. to jednak Cracovii było dużo więcej. Choć ich przeciwnicy nie dali sobie w kaszę dmuchać. a siedziało trzech. Już po fakcie. strzelali na oślep. spodziewając się policyjnej akcji wymierzonej w nich. Mundurowi. Co prawda hali krakowskiej od dłuższego czasu nikt z fanów drużyn przyjezdnych nie odwiedzał (poza Tysoyią. wszyscy zgodnie twierdzili. że tamto wrażenie z dnia rozprawy było złudne. że nie wszystko jest tak. dlaczego to siedzieli właśnie oni. Po zadymie krakowianie wybiegli z tramwaju. robiłem wielkie oczy. z którą Cracusy mają zgodę). więc ci z drugiego dopiero na kolejnym przystanku mogli zmienić wozy. Po meczu wracali do swojego miasta w jednym pociągu z Wisłą. Dołujący ostatnio ŁKS w maju 94 roku grał na swoim stadionie z Widzewem. Na dobrą sprawę. Co prawda sami do tego się nie chcieli przyznać. spotkali się w kilkadziesiąt osób ustalając zeznania. W pierwszym działy się cyrki. jak powinno. jednak kilku puściło farbę już na komendzie. już na hali. innemu udało się dogadać z rozrabiającymi i ci spokojnie wsiedli do tramwaju. gdy nie spodziewający się ataku sosnowiczanie dojdą do czekających na rozwój wypadków i swą zdobycz gospodarzy. by po pierwsze zorientować się w sytuacji. rozpracowali w nim parę szyb. Ostatecznie trzech z pasiaków wylądowało na ławie oskarżonych. Tam miał miejsce dym z kilkoma policjantami. że scyzor miał w ręku bliżej nieokreślony małolat. Ponieważ przez szyby widać było. przedzieleni wagonem pełnym policji. na której nie było żadnych konkretnych dowodów. Jeden z mundurowych dostał po głowie. Gdy natknęli się na autobus z Krosna. spowodowało. że była to najlepsza ekipa lokalnego rywala. wskazywali w grypsach aresztowani Co dziwniejsze. Przysłuchując się rozprawie. robił wrażenie twardziela. .się właścicielowi. Po jednej z rozpraw rozmawiałem ze świadkami. są ofiarami swojej popularności w środowisku. Po tym zdarzeniu fani Cracovii. część do drugiego. jednak spora część z przyjezdnych nie wykazała talentu w nogach i załapała się na oklep. wydaje się. na hasło Cracovia rzuciła kilkudziesięcioma kamieniami w kierunku sosnowiczan. gdy przeciwnicy byli oddaleni o jakieś 50 metrów. Ktoś wyciągnął nóż. Teraz. Łodzianie (ci z ŁKS-u) twierdzą. chłopak.

Niektórzy stracili barwy. Zorganizowaną grupą porozganiali mniejsze ekipy gospodarzy.]ekkie zabezpieczenie się”. że żadne takie układy go nie interesują. Stawką był awans do grona drugoligowców. część z nas się rozeszła do swoich Spraw. Arki. Po awansie do drugiej ligi Cracovia na swój pierwszy mecz jechała do Białegostoku. a jeden dostał kosą w nogę (?— przyp. Daliśmy spokój. krakowianie obiliby wrocławian. W międzyczasie pojawiły się posiłki policji. Oprócz skrojonego szalika Cracovii stracił fleyersa i znaczone karty do gry. Zadyma miała miejsce przy płocie. Jeden z samochodów udał się za gościem. Na kolejne spotkanie. która postanowiła wpaść na obiekt i obić przebywających tam fanów. gdyż FC Piaseczno wycofało się z rozgrywek. a później. poleciały kamienie i brechy. Kilku obecnych wówczas mendziarzy zostało zdeptanych. Małolaci przy szli z nowinami. potem drugi. w którym Cracovia mogłaby stanąć do walki z fanami szczecińskiej Pogoni. w Warszawie na obiekcie Hutnika odbywał się mecz barażowy. Jednak fani z grodu Kraka przyszli na mecz już w czasie jego trwania.. Reszta dotarła do samego Sosnowca. Później przyjezdni podymili na pobliskim targu. Tego samego dnia. Wyruszali w dwa autokary. Jeziorak Iława grał z Radomiakiem. Legii.. Śląska i Cracovii. że tym razem sosnowiczanie pojawią się autobusami. ale początek miał miejsce o znacznie wcześniejszej godzinie. zwłaszcza. Najpierw zaatakowali ze sprzętem stojących przed kasą. który na tym spotkaniu wystawił 45 osobową ekipę.Od polowy trzeciej tercji brama była zamknięta. ŁKS-u i Nobilesu. Kibice z Sosnowca rzucili nam wyzwanie. że Zagłębie przyjechało około 17. Wówczas przeciwnikiem byli policjanci. „drugiej Wisły. Podczas meczu Polska — Słowacja na tyłach zabrzańskiego stadionu odbyła się konferencja z udziałem kibiców Lecha. Pod będący po drodze stadion zajechały dwa autokary Cracovii. że dojeżdżały kolejne suki. ale nie udało się przedrzeć. . Gdyby nie postawa najlepszej tego dnia ekipy fanów poznańskiego Lecha. ale zwąchała to policja. fani miejscowych przygotowali się starannie. Legionistów i krakusów dzieliło ogrodzenie i kordon policjantów. choć zainteresowanie służb mundurowych przy jezdnymi objawiło się dopiero w okolicach hali. RZ). gdy do całej zabawy włączyli się policjanci przeganiający głównie tych pierwszych. Autobusy zostały prze chwycone przez mundurowych dopiero na . Udało się złapać kilka osób na dworcu kolejowym. W Krakowie na sektor gości przy obstawie policji nie ma szans się dostać.. Ruszyliśmy w 5 aut. Dostał wpierdol. Przedstawmy relację Bieżana. Gówniarze od nas też uciekli. W okolicach dworca czatowało 100 hools. gdyz nie posadzili jeszcze Zagłębia na sektorze dla gości. Przed halą spotkała nas niespodzianka.00 trzema autokarami. że jest pusty. Metal jednoznacznie stwierdził.) Po meczu chcieliśmy wyjść wcześniej z hali. Okazało się. jednego z chuliganów krakowskich: „Gdy tuż przed 17 (mecz zaczynał się właśnie o tej godzinie) przy jechał ostatni pociąg i okazało się.” Następny dosyć głośny dym mieli fanatycy Cracovii na meczu Polska — Słowacja. z Francją w Zabrzu jesienią 94 roku odbywała się walka z jednej strony Cracovii. Nie przewidzieli jednego. że z dwóch stron płotu próbowały się zaatakować dwie watahy. gdyż wcześniej nie udało się dogonić autokarów.W rewanżu 64 hools z Krakowa pojawiło się na meczu w Sosnowcu. jeden maluch zgubił się po drodze. Weszliśmy na drugą tercję. Arki Gdynia i Poloni Bytom. (. do większych zadym nie doszło. Warszawianie twierdzą. Wywiązała się zadyma w sektorze zajmowanym przez wspólną grupę kibiców Zagłębia Lubin. Wypuszczono nas w kilkanaście minut po wyjściu Zagłębia. Kilku starszych z tej 40osobowej grupy się postawiło. Reakcja na tę wiadomość mogła być tylko jedna — szybki bieg w kierunku hali. że się liczą. więc przywitał nas kordon mętów z psami. Z przeciwnej strony tę pierwszą koalicję atakował Widzew. Chodziło o możliwość przyłączenia się do układu na mecze reprezentacji narodowej oraz o ewentualne dogadanie miejsca i czasu. udowodnili. Lechii i Śląska. Nie chcieli nas wpuścic. który robił wrażenie przywódcy Zagłębia. już na hali także pogonili grupę małolatów od nas. co przez złośliwych było skomentowane jako . Cracovię reprezentował Metal. zadziwiała jego wytrzymałość. Relacje z dwóch różnych stron są różne. ŁKS-u. Przypuściliśmy szturm. które odbyło się w grodzie Kraka. Po tym spotkaniu kibice Pasów” zaatakowali na dworcu w Zabrzu Śląsk. Na wcześniejszym meczu reprezentacji.

gdyż fani „Pasów” wyjechali do Gdyni na rozmowy z fanatykami Arki i Lecha. Czasem hochsztaplerzy. Po tym wydarzeniu PZPN miał nielichy pasztet do przełknięcia. Transparent ten został rozwieszony na siatce w trakcie meczu z Górnikiem Zabrze. Tarnów (Unia) 120. Michałem Srokowskim. kiedy nastąpi atak. Ciążyły na nim też wypowiedzi po pamiętnym meczu z Wisłą w 93 roku. gości. pobiciach. o sami nie mogli. to znaczy wzięli zapędzonych do szatni kilku chłopaków wraz z sobą do autobusu klubowego. Po meczu. Trener Stasiu świerk nakrzyczał na próbujących interweniować policjantów. od których klub się odcina.rogatkach miasta. Przepisy mijały się z logiką w sposób wyraźny. więc powinien być walkower dla.” Fani Cracovii bodaj jako jedyni deklarują brak zainteresowania futbolem. kibol Lechii. W czasach komuny. Podczas tego spotkania ustalono. a tu taki numer! — biadolił później Warkoczyk. którego apogeum nastąpiło po rozegranym jesienią 1993 roku spotkaniu 1/16 PP ze Stilonem w Gorzowie. Z późniejszych danych do Wrocławia dotarło niewiele. 3 lutego odbył się dym z Wisłą w knajpie opanowanej przez Cracovię. Gdy od opisanych sytuacji . Przemyśl 50 (opis wyżej). Aktualnie (wiosna 96) w Krakowie odbywa się permanentna wojna fanatyków dwóch klubów z tego miasta. zdecydowanie. tak że dwóch kolesi się przesmyknęło i wracało z futbolistami jako piłkarze. Wypowiedzi nieprzychylne dla ludzi w szalikach. a on: tylko wodę. Leżajsk 40. Reszta to ludzie interesu.07.. Lokalna prasa codzienna wciąż donosi o kolejnych zdarzeniach. czyli na dwa lata przed awansem do drugiej ligi: Jasło 15. Nowy Sącz 80. Statystyka wyjazdów Cracovii jest bardzo niekompletna. Pieróg. że Cracovia będzie miała z Lechem układ. Na pewno 70 fanów Cracovii (dwa niepełne autobusy) pojawiło się w Lublinie na Motorze jesienią 95. W „Krucjacie łysogłowych” Ewy Wilk o kibicach biało-czerwonych wy powiada się szef wydziału prewencji KWP Andrzej Czop: „Umieją się bić. Srokowski stał się wrogiem publicznym numer 1 dla kibicowskiej braci. szybko. Oficjalnie za powód takiego pociągnięcia podano ograniczenie widoczności dla przebywających na trybunach. że działacze są inni niż my? Zdarzają się lubiący swoją pracę i to jest konieczny wymóg możliwości działania dla gościa. kurwa. Ratownik i Kacper wraz z kilkoma narwańcami przerwało na kilka minut przed końcowym gwizdkiem. Wcześniej. który także się nie zakończył w regulaminowym czasie. przyjechał z flagą z napisem SOLIDARNOŚĆ REGION GDANSK. biegamy po boisku. jednak regulamin jest prosty: meczu nie ukończono. walczą w szyku. Zdarza się. Nadymili kibice gości. Bo teina-kofeina szkodzi. Nigdy nie wiadomo. że jednym ze stadionowych przebojów stało się hasło zniesławiające go. Później było nieporozumienie z ówczesnym szefem klubu — płk. żeby pomóc chłopakom zwyciężyć. 10 lutego miała się w tym samym miejscu znów odbyć walka. Mimo tego są zaliczani są do najgłośniejszych. herbatę. że zatrzymujemy któregoś. Do niej jednak nie doszło. Rzeszów (Zelmer) 20. To są domorosłe talenty. również w Lublinie na Lubliniance Cracovia starła się i pokonała jedną z trzech dążących do zwarcia grup fanów Motoru. Jesień 93. który Warkoczyk. nie działacze.. — To my. Mają przywódców. proponujemy kawę. Wystarczy iskra. Po tej demonstracji klub ustanowił zakaz wieszania flag na płocie w trakcie meczów. Tarnów (Tarnovia) 130. Nic dziwnego. że winni byli pseudokibice wrocławscy. jednocześnie zrzekając się prawa do dalszej gry w pucharze. To ograniczanie widoczności trwało bodaj półtora roku. w 88 roku Grabarz. Z kłopotu PZPN wybawił szef Śląska stwierdzając. W kolejną sobotę. idealni organizatorzy partyzantki miejskiej. We Wrocławiu fanatycy mieli swoistą wojenkę z działaczami Śląska. DZIAŁACZE 15. drobnych i mniej drobnych za dymach. piłkarze zachowali się w porządku. Mniejsi lub więksi. Atakują ostro.2003 Czy myślicie.

Uspołecznione zakłady pracy dawały wszystko co potrzebne. Wystarczyło się przy niej kręcić. a mieliśmy jeszcze lepsze materiały z życia. Większość (przynajmniej oficjalnie) zatrudniona gdzieś indziej. — Głupio mi słuchać. co dotychczas jest niedozwolone? Kiedyś bycie działaczem sportowym było łatwe i przyjemne. że doskonale wie. Idealna sytuacja jest wówczas. Cała inwencja większości działaczy jest skoncentrowana na sposobach wyrwania jak największego kęska z tej puli i biadoleniu na brak funduszów w uszy radnych. A nawet przeproszono. że tak jest w rzeczywistości. pokazująca faceta ładującego skrzynki wódki do samochodu i odpowiadającego na pytanie to ile przegraliśmy” jest kwintesencją hochsztaplerstwa w niższych klasach rozgrywkowych. Nie miejscowi hools. którzy mieszkają na granicach okręgów. nie zawodnicy Stilonu. gdy na jednym piłkarzu (na futbolistach jest . Jeszcze kilka lat temu zarobić na piłce można było w sposób najprostszy. Aktualnie na kluby wyrywa się społeczny pieniądz z rad miejskich. Najłatwiej wychodzi to tym. trenerzy. I to mało gdzie. wówczas dopiero nikt by nie chciał dać wiary”.. Gdy badałem taki wypadek na pograniczu województwa wrocławskiego i opolskiego. że chłopak najpierw zagra u nas. a kombinuje przecież każdy. tym wyższymi obracał kwotami. bo nas się karze. A zawodnik nie kosztuje dziesięć złotych. to jeszcze pryszcz. że zawodnik na swoich papierach gra w dwóch różnych klubach.. że zachowanie części fanów nie jest bliskie ideałowi. Ale przepisy ustalają działacze piłkarscy na wniosek działaczy klubowych. Na marginesie pucharowego spotkania Stilon — Śląsk. które będzie zezwalać na robienie tego. to dopiero szwindlarze! Rozumując inaczej. Najczęściej w związku z grą nieuprawnionych zawodników. na których do kompletu brakowało tylko pieczątki: Falsyfikat. Zdjęcia innych ludzi na dokumentach z identycznymi danymi. lecz rozumie pobudki. Czasem wioska oddalona o dwa kilometry leży już w obszarze innego makroregionu. niech się teraz podrapie w głowę. gminnych. łatwo przy ich przemieszczaniu uszczknąć coś do swojej sakiewki. komu to przeszkadza. Największą ochotę do utarczek z biegającymi po murawie kibicami. okazał się. Dla mnie może rozgrywać dwadzieścia jeden spotkań w tygodniu. działacz z klubu „podwójnego” piłkarza przyznał z rozbrajającą szczerością: — A właściwie. Im kto się kręcił wyżej. Więc za co nas karać? Naoglądałem się we wrocławskim OZPN-ie kart zawodników. A jak się nie uda. Kto oglądał film. które zostało przerwane. chodzi o to. Fantastyczne zdanie o całokształcie stosunków panujących w rodzimym futbolu. benzynę i cholera wie co jeszcze. zawodnicy. jak najpierw krzyczycie Świerka pozdrawiamy a chwilę później bluzgacie na mojego szefa — twierdził. teraz zostały jeszcze tylko zakłady opiekuńcze. zupełnie inne podpisy teoretycznie tego samego piłkarza. Srokowskiego zgrzeszono. Kasa sama wpadała do ręki. Mnie nie przeszkadza to wcale. Podstawą do egzystencji w niejednym klubie są pieniądze rozdawane centralnie (czyli z kieszeni podatników) na szkolenie młodzieży. Już jako pismak spotkałem się ze swoistym interpretowaniem wpadek zaliczanych przez działaczy niewielkich klubów. wojewódzkich. Mieszkania. a jednocześnie recenzję do scenariusza filmu „Piłkarski Poker” wypowiedział jego reżyser Janusz Zaorski: Ludzie nie wierzą. Podwójne zgłoszenia. iż zdaje sobie sprawę przywiązania owych rozrabiaczy do klubu. jakimi to niegrzeczne bractwo się kieruje.minęło dość sporo czasu. Fantastyczna scenka. będący na nim Srokowski stwierdził. Aktualnie najważniejszą rzeczą dla „myślących kieszenią” są transfery. Obławiali się działacze. kopalniach. — Panie kochany. oprócz policjantów. to trzeba zrobić awanturę. Czasem zdarza się. a później pobiega na innym boisku. którzy biorą za to pieniądze. a właśnie trener. my to jeszcze nic. ale ci z innego miasteczka. ówczesny trener Stilonu. lodówki. drudzy tu i tam. Eugeniusz Różański. nie porządkowi. podczas jednego ze spotkań piłkarzy z kibicami. Widząc zaagażowanie i zmianę stosunku do fanatyków w młynie. samochody. Uwielbiany przez fanatyków trener Świerk prosił publicznie o odpuszczenie „win” Srokowskiemu. Amatorzy. Powiedział także. Proste. Jedni w fabrykach. czym zaskarbił sobie przychylniejsze spojrzenie szalikowców. że mamy kantować wszyscy. Czas „amatorów” minął. Dlaczego nie ustalą sobie takiego prawa. gdy w grę wchodzą pieniądze klubowe (czyli nie pieniądze działacza). Ale gdybyśmy je sfilmowali. Menedżerów z prawdziwego zdarzenia można szukać ze świecą.

największa przebitka) skupia swoje zainteresowanie kilka klubów. Skórokop nie musi pójść do klubu, który obiecuje za niego najwięcej gotówki Może pójść tam, gdzie dają najwięcej pod stołem Nie jest to jedyny sposób wyrywania kasy przy zmianie barw klubowych. Doskonały numer jest z dogadywaną wysokością ustalania gratyfikacji za przejście z samym zainteresowanym, czyli piłkarzem — Chcesz pół miliarda? Dobrze. Dostaniesz połowę dużej bańki. Ale podpiszesz sześćset milionów Stówa będzie dla mnie — stwierdza decydent. Dogadają się? Jeden z zawodników obijających się swego czasu o kadrę narodową powiedział mi kiedyś historyjkę o dość znanym trenerze — działaczu z Dolnego Śląska: — Gdy chciałem odejść z klubu, w którym R” był pierwszym po Bogu, ten stwierdził, że owszem, nie widzi przeszkód, jeśli odpalę mu 50 baniek. „R” w dalszym ciągu zarabia na życie kręcąc lody” na obrzeżu futbolu. Po wyroku sądu polubownego PZPN, stwierdzającym, ze spadkobiercy Olimpii Poznań są winni Ryszardowi Górce 16 miliardów starych złotych, wiadomo było że Bolesław Krzyzostaniak wykona jakieś ruchy Nikt nie lubi się pozbywać kasy, a 16 miliardów to nie jest splunąć nawet dla Rockefellera Ostatecznie zdecydowano się na wariant fuzji. Stracił na połączeniu Olimpii Poznań z gdańską Lechią Piotr Buller, który postanowił zrobić w tym samym czasie identyczny numer z Sokołem Pniewy i GKS-em Tychy. Piłkarska centrala daje bardzo wyraźnie do zrozumienia, że obie te akcje z przymusu traktuje identycznie. W PZPN najchętniej uznano by fuzje tyską nie zezwalając na gdańską. Kolejną śmieszną sytuacją jest napływ chętnych do przejęcia klubów których stadiony stoją na gruntach o sporej wartości rynkowej. Nawet walących się klubów. O tym, czym jest faktycznie walka o gdyński Bałtyk powiedział prezes Fundacji Baltic—Futbol, Andrzej Gajewski; — Za tereny, na których usytuowany jest stadion, niektórzy już chcą płacić. Kilkadziesiąt miliardów. We Wrocławiu znalazł się inny sponsor rozumujący podobnie. Całkiem logicznie. Maciej Kapelczak — bo o nim tu mowa — jeden z czterech współwłaścicieli przedsiębiorstwa, a raczej firmy Panda, zaczął sponsorować Śląsk. Dobrze wiedział co robi, dążąc do przejęcia klubu. Wszak stadion przy ul. Oporowskiej leży na gruntach o ogromnej wartości. Działał szybko i wielotorowo. Jeszcze nie przejął Śląska, a już wcielał w życie dalszą część swojej koncepcji. Boczne boisko przerobiono na targowisko. Ostatecznie targowisko, które także może przynosić zyski, łatwiej będzie przeklasyfikować później na tereny zaplanowane pod zabudowę. Ostatecznie Panda zbankrutowała, a Kapelczakowi w zamian za długi zostanie zlicytowany stadion „Pafawagu”, który w międzyczasie stał się jego własnością. Oczywiście ostatecznym przeznaczeniem tamtego stadionu także nie jest wcale gra w piłkę. Trenerzy, którzy myślą z perspektywą siedemnastu spotkań, też nie są rzadkością. Po co główkować, co się stanie z klubem za dwa czy trzy lata? Ważne jest nazwisko, oraz wyniki tu i teraz. Cóż go obchodzi, co się stanie po jego odejściu (najczęściej — wyrzuceniu)? Po nim choćby potop. Dlatego jednym ze sposobów obrony trenera jest wyciągająca się lista życzeń piłkarzy, którzy powinni się w „jego” klubie znaleźć. Im lista dłuższa, tym w razie niepowodzenia łatwiej wytłumaczyć, że poszło nie tak, gdyż nie zrealizowano jego planu. A gdy na pozycję starego repa wprowadza się młodszego piłkarza, rep czuje się zagrożony. Więc zmyślny szkoleniowiec bierze starego na rozmówkę, podpowiadając, że właściwie to jest on już słabszy od młodzieniaszka, lecz rozumiejąc sytuację życiową, on, trener, może jeszcze próbować postawić na repa. Oczywiście kto ryzykuje? Trener. Więc od mogącego grzać ławę ryzykant chciałby jakiejś gratyfikacji. Finansowej najlepiej, bo od wdzięczności to już głowa puchnie. Jaja wyszły z regulaminem, bo regulamin rozgrywek piłkarskich jest bez jaj. Po dziwnym finiszu ligi w sezonie 1992/93 (to ten rok, w którym podczas ostatniej kolejki Legia rozgromiła w Krakowie Wisłę 6:0, ŁKS pojechał równo z Olimpią 7:1, a bramki padały, kiedy powinny), mądre głowy stwierdziły, że należy ustalać kolejność w tabeli przy równej ilości punktów za pomocą pomocniczej tabelki, w której są uwzględniane mecze bezpośrednie. Głupotę pomysłu udało mi się wytłumaczyć w sposób najprostszy zwolennikowi tej koncepcji, redakcyjnemu koleżce Andrzejowi Lewandowskiemu. Powtórzę więc sposób myślenia.

W sezonie 92/93 ŁKS myśląc o tytule mistrzowskim, musiał w ostatniej kolejce zaaplikować przeciwnikowi cztery bramki więcej niż Legia. Zakładając, że obie drużyny wygrają. Możliwe? Raczej nie. Ale w Łodzi spróbowano. Ostatecznie wyszły jaja i dzięki nim szydło z worka. W trakcie sezonu Legia zwyciężyła z łodzianami 2:0 na własnym boisku i zremisowała u rywali 0:0. Gdyby w tamtym sezonie obowiązywał przepis o meczach bezpośrednich, warszawiacy pokonaliby Wisłę 2:0 (1:0 jest wynikiem niebezpiecznym, zawsze w 89 minucie jakiś małolat mógłby się wygłupić i wyrównać) i byłoby po krzyku. Nie łudźmy się, że ten rezultat zostałby ustalony na murawie. Obyłoby się bez awantur, bez „cała Polska to widziała” (a co, nie widziała?), bez szumu w massmediach i bez odbierania tytułu. Byłaby cisza i spokój. A może o to chodziło tym, którzy ów nowy regulamin ustalali? Więc powiedzmy sobie, że nie chodzi o czystość sportu, lecz spokój decydentów. Dołożono także punkt o konieczności rozgrywania barażów w przypadku zdobycia identycznej ilości oczek” przez dwie pierwsze drużyny. Dzięki owemu śmiesznemu regulaminowi o mało co rozgrywki drugoligowe w grupie I w sezonie 94/95 nie zakończyły się skandalem. Wystarczyło, żeby Amica, Śląsk i Wisła miały na koniec identyczną zdobycz punktową. Regulaminy takim wypadku nakazywałby rozegranie dodatkowych spotkań między pierwszą, a drugą drużyną. Pomijając już fakt, że interpretacja przepisów była tak różnorodna, że spekulacje o ustaleniu, kto byłby w takim przypadku pierwszy, a kto trzeci wywołał w dolnośląskich mass-mediach niezłą zadymę. Kolejne udziwnienie, choć akurat może mieć sens. Jednak nie w wypadkach, gdy pierwsza i druga drużyna osiągnęły już swój cel (awans). Zdrowy rozsądek nakazywałby rozegranie spotkań barażowych między zespołami drugim i trzecim. Na szczęście dla PZPN-u Wisła została ogolona przez Kasierskiego z Gorzowa podczas meczu ze Ślęzą, a na dodatek wtopiła w ostatniej kolejce w Koninie. Dzięki temu do ekstraklasy spokojnie awansowały Sląsk i Amica. Mimo że na linii Wrocław — PZPN grzały się linie telefoniczne, Związek regulaminu nie zmienił ani o przecinek. Liczył pewnie, że prawdopodobieństwo zaistnienia spornej sytuacji jest tak nikłe, że nie ma o co kruszyć kopii. Wesoło będzie, gdy jednak się zdarzy to, co mało prawdopodobne. Oj wesoło. Zadyma w sądzie na sto procent. Osobny temat to sędziowie. Panowie w czerni odegrali nie raz główne role w przedstawieniu pod tytułem mecz. Co ciekawsze, najgłośniejszy przypadek sędziowskiej indolencji początku lat siedemdziesiątych okazał największym fałszerstwem. Najstarsi aktualni szalikowcy pamiętają mecz Bułgaria — Polska w Starej Zagorze, rozgrywany w ramach eliminacji przedolimpijskich. Wówczas to polska opinia publiczna została zbulwersowana wyrzuceniem z boiska Włodzimierza Lubańskiego. Prasa kipiała. Panduranu (rumuński arbiter) stal się wręcz synonimem sprzedawczyka. Po latach Lubański przyznał się, że po jednej z kontrowersyjnych de sędziego, powiedział w jego kierunku „Schweine”. Na jego nieszczęście gwizdkowy był także poliglotą, przynajmniej na tyle, by zrozumieć ową świnię po niemiecku. Ale w dalszym ciągu nazwisko arbitra pojawia się w przypadkach sędziowskich niedyspozycji. Te niedyspozycje arbitrzy miewają nader często. U jednych wynika to z nieudolności. Inni zacierają ręce, gdy dowiadują się o swoim występie w jakiejś mieścinie. — Tam się zawsze coś dostaje. — Zwierzenia młodego, choć już trzecioligowego arbitra raczej nie można uznać za bajkę. Jakoś nie gada głupot, by się popisywać w życiu codziennym. Co ciekawsze, im wyżej arbiter dotrze w hierarchii, tym częściej mówi, że w środowisku wszystko jest cacy. Układy na linii arbiter — kwalifikator to bardzo ważna rzecz dla sędziego. Od tego zależą przecież punkty za przegwizdane mecze, a z tych punktów oblicza się punktację. Jedni lecą na pysk, inni awansują. Na drugoligowca, do ekstraklasy, międzynarodowego. Błyskawiczne awanse byłego piłkarza — Wojciecha Rudego, tłumaczono jego wieloletnim doświadczeniem „czytania gry”. Tere fere kuku. Bardzo niewiele informacji do publicznej wiadomości przenika ze środowiska ludzi z gwizdkiem. Najprościej jest przecież sczyścić faceta, którego wyczynów nie można w jakiś sposób zmierzyć. Bo jak ocenia się sędziów? Przez testy wydolnościowe muszą przejść wszyscy. A później co? Przecież nie na podstawie ilości pokazanych kartek jest on klasyfikowany. Wśród swoich pyskatego się po

prostu dołuje. Koniec, kropka. Inna sprawa, że ci walczący o” czystość sportu i higienę sędziowania” dość często są takimi samymi hochsztaplerami, tylko walczącymi o swoje cele. Najczęściej do zwierzeń można nakłonić arbitrów na futbolowej emeryturze, jednak nie tych, którzy chcą zaistnieć jako działacze. A jeśli już opowiadają o przewałkach, to zawsze bohaterami tych opowieści „nie do druku” są... koledzy. Dziwne? — Już jedenaście kolejek z rzędu sędziowie nie pokazują dla nas wapna” — skarżył się po wiosennym (1995) spotkaniu Śląska z Polonią w Bytomiu wrocławski środkowy pomocnik Jarosław Góra. Jego narzekania były o tyle uzasadnione, że w tym spotkaniu był wyraźnie dwukrotnie cięty na polu karnym. Arbiter nie reagował. Trafił w dziesiątkę. Kilka dni później szefem Kolegium Sędziów został Marian Środecki z Wrocławia. Od tej pory na meczach we Wrocławiu piłkarze Śląska mogli sobie urządzać konkurs na króla strzelców z odległości jedenastu metrów. Tak się czarne bractwo chciało przypodobać swemu pryncypałowi. Wszak we Wrocławiu ciśnienie awansu było wówczas przeogromne. Oleśnica. Mecz tamtejszej Pogoni z Wisłą. W Pogoni grał wówczas zawodnik Mariusz Marek, który potrafił fantastycznie uderzyć piłkę z rzutu wolnego. Po drugim groźnym strzale, arbiter spotkania wciąż dyktuje wolne w kierunku bramki gości z sensownych odległości. Nie były to jedyne dziwne decyzje arbitra. — Jak sobie załatwiliście przychylność sędziego? — pytam trochę bezczelnie prezesa Pogoni Tadeusza Salika. — Panie Romku, przecież my i tak lecimy z drugiej ligi. Sam jestem zdziwiony tym.,. przychylnym spojrzeniem. Zupełnie inaczej na tę przychylność patrzył trener Wisły, Lucjan Franczak, — Jak ja mam swoim zawodnikom wytłumaczyć, na czym polega sport? I taki cyrk dzieje się na oczach kilkuset krakowskich kibiców, a później ludzie się dziwią, że ci kibice chuliganią. Pod budyneczkiem klubowym stoją dwa auta z nietutejszymi rejestracjami. Jedno jest z Poznania, to sędziowie. Drugie ma rejestrację pilską. Okazało się, że na meczu był „ktoś z Wronek”. Po serii niepowodzeń Arniki wydawało się, że walka o drugie, premiowane awansem miejsce rozegra się między Wisłą a klubem z Wronek. Na szczęście dla piłki wiślacy ostatecznie to spotkanie wygrali 1:0. O kompetencji niektórych działaczy świadczy przykład pułkownika Wójcika w warszawskiej Legii. Swego czasu zaginął mu faks z Grecji, w którym gospodarze meczu o PEZP w siatkówce informowali o terminie spotkania. Faks znalazł się w ostatniej chwili, ale od momentu jego szczęśliwego odnalezienia do wylotu samolotem nie udało się… odszukać całej drużyny. Weseli działacze ściągający niejednego piłkarza czy koszykarza obiecywali złote góry. Później często okazywało się, że albo podsuwano nieświadomym futbolistom taką umowę, że po dostosowaniu się do jej warunków wodnikom pozostawało opuszczenie rąk, bądź też super warunków po prostu me dotrzymywano. Często wybuchające wśród zawodników strajki części są spowodowane zupełnym niezrozumieniem sytuacji w jakiej przychodzi działać klubowi, po części natomiast me wywiązywaniem się klubu z umów. Ten pierwszy przypadek miewa jeszcze miejsce w klubach, trybuny których nie zagląda pies z kulawą nogą, a piłkarze myślą kategoriami sprzed 89 roku, gdy wystarczyło być zawodnikiem, by nieźle z tego żyć. Drugi natomiast jest jaskrawym przykładem nieprzystosowania się do nowych warunków klubowych bonzów. To za komuny wystarczyło poparcie „przewodniej siły narodu”, by najbardziej nawet absurdalne żądania zostały spełnione. Teraz trzeba najpierw pogłówkować, skąd wziąć kasę. Niektórzy o zarabianiu pieniędzy nie mają pojęcia, chętnie natomiast je wydają. Naobiecują futboliście czego sobie tylko zażyczy, by następnie z powodu łatwych do przewidzenia braków w kasie ze swoich zobowiązań się nie wywiązywać. Działaczami często zostają ludzie z przypadku. Dla nich nie są istotne drobiazgi, jak barwy klubowe, herby, pełna nazwa klubu. Ludzie ci nie wiedzą z czego faktycznie żyją. Barcelona jest wielka, bo ma pewność, że na każdy jej mecz przyjdzie kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Obliczając spodziewane wpływy za bilety, można obliczyć budżet klubu. Gdyby nagle, ni stąd, ni zowąd, na tę samą Barce zaczęło chodzić po tysiąc widzów, jej wielkość skończyłaby się natychmiast. Ale w Barcelonie zdają sobie z tego sprawę. U nas jest gorzej. Że postanowiono przeprowadzić fuzję Olimpii, na trybunach której łatwiej

to wiedząc po co biegają. wiedzą tylko mieszkańcy Wrocławia. Motywował to ogólnym dziadostwem futbolistów. za które powinien zapłacić volkswagen. Tam nie chodzi się „na ligę”. jakiej chyba nie usłyszał nigdy w życiu.08. czy dwa i pół tysiąca za dwukrotnie wyższą kwotę. najskuteczniejszym argumentem potwierdzającym. Ale zażyczenie sobie dziesięciu dolców za ligową młóckę. Kto nie był na stadionie w Gdańsku. trzeba koniecznie zmienić. który nie ma zamiaru „płacić" na obiboków" kwestię. Kibice Petrochemii przeżyli jakoś zmianę nazwy klubu. wypowiadając wręcz idiotyczną w ustach faceta. Pomysł utworzenia nowego godła popierali tylko niektórzy. Natomiast osoby wydające głosy o możliwości przeniesienia ŁKS-u (ponoć fałszywe) należałoby sprawdzić pod kątem psychiatrycznym. iż „trzeba skórokopom dać forsę. kiedy dolar kosztował na czarnym rynku (czyli taka była jego wartość realna) 120 złotych. będą grali jak z nut". komisja śledcza fanatyków nie doszła. Czyli my. Choć wpływy do kasy te same. gdyż do złudzenia przypominało znak fabryki samochodów. Ale chcącym się odciąć od tradycji klubowych. tylko że w środku zamiast dwugłowego orła znalazło się czarne W. tylko „na Lechię”. którzy sobie herby klubu potatuowałi. Po co ktoś ma mieć kłopoty już po fakcie. Na szczęście zwyciężył rozsądek i tradycyjny. Pogoni czy Arki. który nazywał się kiedyś Wisła. Gdy się okazało. Bo jest ich mało. na których widniał herb-widmo. herb. Wyglądał on podobnie do godła klubu. FREKWENCJA 01.2003 — Pieprzę. to jak na polskie warunki bardzo dużo. Skąd owe złotówki znaleźć znajomek nie miał pojęcia. Bractwo poprzyzwyczajało się do pewnych rzeczy. Ale niech znajdzie się odważny do zmiany nazwy Legii. na Wisłę chodzili nieliczni.było policzyć widzów niż piłkarzy. . Ciekawe. Życzę wesołego życia. To jasne. tego nie zrozumie. barwy i nazwę. Śląsk to nie ludzie. Nazwisk pomysłodawców i głosicieli nowych idei nie podam. ile ludzi chodziłoby na pierwszą ligę w Gdańsku. dwugłowy i dwukolorowy orzeł jest jedynym obowiązującym znakiem Śląska. a którzy za pięć lat będą pracowali gdzie indziej. Tam podczas inauguracji. że godło miasta z którym zżyło się kilka pokoleń Polaków. Jak się okazało. którzy w nim pracują. A kibice Sparty do zaślepionych fanatyków nie należą. Lechii. Dlaczego jestem przeciwny zmianom? Bo nie jestem w tym odosobniony. jakie ludzie wieszają na działaczach Sparty Wrocław za zmianę nazwy na Atlas. trzeba było wyraźnie dać do zrozumienia kto jest kim. Wbrew pozorom klubowi nie jest obojętne. I nie mamy zamiaru niczego zmieniać. było stwierdzenie. Działacze nie zawsze i w tym jest problem. iż pracownicy i działacze sekcji będą musieli sobie pogadać oko w oko z tymi. kto był winien zamieszania. że nie może być już powrotu do sytuacji. że żadych zmian być nie może. Reklamodawcy zdecydowanie wolą liczniejsze publiki. w Rynku zaczęto planować akcje protestacyjne. Jeżeli głupawe władze Wrocławia doszły do wniosku. że podejmujący taką decyzję nie mają zielonego pojęcia o standardzie życia szarych ludzi. żeby tworzyć w Śląsku jakieś herby-dziwolągi. gdyby w Trójmieście funkcjonowała nazwa Olimpia. nie idę na mecz — słyszę kiedyś z ust znajomego. nie dziwi nikogo. Śląsk to ci wszyscy. Niektórzy działacze nie mają pojęcia o otaczającej ich rzeczywistości. że jest to nowy herb sekcji piłki nożnej. Ktoś we Wrocławiu wpadł na pomysł. O psach. którzy chodzą na mecze i tułają w pociągach kolebiąc się na wyjazdy. Oficjalną zmianę nazwy z KKS na PKP Lech Poznań w grodzie Przemysława jeszcze przełknięto. gdy spiker w afekcie powiedział o Adamie Gradzie: „zawodnik Olimpii” otrzymał taką porcję gwizdów. A my mamy swoją historię. to trudno. choćby to miały być tylko pieniądze za bilet. Samemu na drużynę płacić nie chciał. czy wpuści pięć tysięcy ludzi z biletami po stówie. Windowanie cen biletów do niebotycznych kwot świadczy o tym. a bilet na mecz to był wydatek w granicach złotych 20 (dane z połowy lat siedemdziesiątych). Piłkarze wojskowych wystąpili w trzech ostatnich spotkaniach jesieni 95 w koszulkach.

który na tym stadionie obsłużył kilkadziesiąt (set?) imprez. Możliwości jest tysiące. — Ja napiszę sześć i pół — twierdzi pytający. którzy naciągają frekwencje stadionowe jak kondoma.wyniosła trzy i pół tysiąca. Później dowiaduję się.ta oficjalna . Co wpłynęło na tak znaczne zmniejszenie zainteresowania? Ludziska zaczęli uciekać w prywatność. oraz ci. w dużych ośrodkach miejskich. czy Lech . które nie dorobiły się grupy najwierniejszych fanatyków. że tytuł przypadnie futbolistom Zagłębia Lubin .*** — No i co.popadają w zupełnie inną manię. — Jeśli pan napisze. Oporowskiej na jeden bilet. Do tego różnego rodzaju „sposoby". Takie spotkania jak Lech . Z kolei inne kluby . Ostatnio bractwo bawi się w drukarzy i samo sobie majstruje bilety. Ale to jeszcze pryszcz. dla których stadiony stanowią miejsce niekoniecznie sportowych emocji.pyta się jeden z dziennikarzy swojego kolegi po fachu z konkurencyjnej gazety po kolejnym meczu Śląska. W Mielcu widzę jak już w czasie spotkania na obiekt wpuszczana jest grupa dzieciaków. Na trybunach pozostali jedynie futboloholicy. Dziatwa wbiega przez bramę bez żadnych kołowrotków. że zainteresowanie futbolem w niewielkiej miejscowości jest spore. Nie inaczej jest we Wrocławiu. poprzez bardziej wyrafinowane metody. jak Górnika Wałbrzych czy Lechii Gdańsk. skoro miał z góry wyrobione zdanie. Na mecz Legia Blackburn na lewe wejściówki weszło cztery tysiące ludzi! CWKS stracił na tej domowej produkcji kart wstępu ponad miliard starych złotych. że na meczu było 1614 widzów. Poznań. to na pewno pan nie skłamie — insynuuje mi wiceprezes w pewnym trzęcio-ligowym klubie. Stomil . czyli grupa ludzi nie potrafiących sobie wyobrazić. lubińskim stadionie obejrzało 12 tysięcy ludzi.Legia (10 tyś. przez którą wchodziły osoby upoważnione do wejścia bez biletów. W zasadzie nie wiadomo po co pytał. że na meczu było półtora tysiąca ludzi.Górnik (18). Zadziwiająca dokładność. Chce pokazać. począwszy od wręczania wejściowego bramkarzom. A żeby było ciekawiej — te lewe wejściówki „robiły wrażenie prawdziwszych od autentyków" . Wrocław. oczywiście z gruntu fałszywa. Jeszcze ostały się na jej początku takie stadiony. jaką frekwencję zanotować? —. Sam kiedyś przez prawie dwa lata wchodziłem na stadion przy ul. Grono rodzin zawodników i ich znajomych.jak stwierdził jeden z magików mających dostęp do lewizny. że mecz może się odbyć bez ich udziału. Łódź. Ci. Aktualnie. meczu ze słabiutkim Rakowem wiosną 1995. Swój największy kryzys liga przeżyła w roku 1990/91. Warszawie. Reszta popiernicza na trybuny. — Spiker podawał pięć tysięcy. „którzy muszą". Płocku. z których tylko część idzie na halę. Krakowie. teatry. na mecze sztandarowych drużyn piłkarskich chodzą głównie szalikowcy. zwłaszcza w mniejszych ośrodkach. sam zresztą przez nią wlazłem okazując legitymację prasową. Kombinuje. Wówczas to spotkanie w którym zadecydowało się ostatecznie.z Zawiszą Bydgoszcz na olbrzymim. że napiszę 1200. to widać. ale także kina. czyli na przełomie roku 1995/96. czyli w latach osiemdziesiątych spadła dość gwałtownie. Przy doliczeniu się trzysetnęgo uprawnionego przeszła mi ochota do zabawy w inspektora. Kiedyś stanąłem sobie przy bramce. Gdańsku daje podstawy do lekkiego optymizmu. Coraz częściej zdarzają się pojedyncze mecze na które przybywa masa widzów. Tam zjawiały się komplety po 30 tysięcy widzów.najczęściej te głośniejsze . Widzew — Legia (16) z jesieni 1994. Ja wiem.). Zdarzają się działacze klubowi. Po czasie i w tych ośrodkach ludzie się jakoś od futbolu odwrócili. ale wypowiadał te słowa dziennikarz. Przełażenie przez płoty jest stare jak same ploty. Kluby. Lekko licząc piętnaście procent weszło legalnie za friko. Ilość oglądających poczynania rodzimych piłkarzy w ciągu dekady Jaruzelskiego. Nie byłoby w tym nic dziwnego. Jednak ostatnio coś drgnęło. co było niezagrożonym rekordem frekwencji w tamtym sezonie. takich jak Gdańsk. Warszawa. choć i to jest lekko naciągane. Wrocławiu. Szczecin. pełny stadion na decydującym o zdobyciu tytułu mistrzowskiego przez Legie. Wyludniły się nie tylko stadiony. to my napiszemy sześć — pada odpowiedź. gdyby to był pismak przyjezdny. Duże zainteresowanie poczynaniami piłkarzy w Olsztynie. mogą — przynajmniej na razie — odłożyć między bajki marzenia o możliwości finansowania się samemu. Frekwencja na tym spotkaniu .

nie tylko z chęci pokonania rywala. Z drugiej strony frekwencyjnego sznurka jest CF Barcelona. że na ich miejsce w każdej chwili będzie czyhał kolejny futbolista. Przyjście dwóch „bambusów" wystarczyło do zaludnienia uprzednio opustoszałej w czasie występów Lecha hali Areny w Poznaniu. Wisła . Sezon 1994/95 był także renesansem koszykówki. Liga gra co tydzień. z powodu tej niezbyt optymalnej pory rozgrywania dwóch spotkań poszło w niwecz sto baniek.. że „Barca" do tej pory nie ma żadnej reklamy na koszulkach. Oczywiście nie zawsze. Już nie tylko sala Nobilesu Włocławek pękała w szwach. czy słota. w Zawiszy i w Lechu Poznań. Te kluby nie byłyby tym.Legia (16). wynalazł sobie sobotnie przedpołudnia. Gdy był po raz pierwszy szkoleniowcem wrocławskiego Śląska. Nie kontraktowi piłkarze czy działacze. będąc pierwszym po Bogu w Pogoni. że ludzi można zainteresować sportem. Sport pasuje do tego jak znalazł. Kluby będą miały więcej czystej. Czasem publika rozrabia. gdyż wierzy. Poznania. czy pogoda. Nie znajdzie się sponsor. chcący zarobić To uatrakcyjnia rozgrywki. Dla reszty brak publiki oznacza zagładę finansową. Trener Romuald Szukiełowicz lubi mieć wolne soboty. które przecież można pokazywać w nieskończoność. widz jest najpoważniejszym sponsorem klubu. by mieć wydłużane weekendy.ewenementem. że on sam. To „prawie" rezerwuję dla takich mecenasów jakim jest Bayer dla klubu z Le-yerkusen. ŁKS czy Widzew.Legia (16). klub żyjący tylko z widzów. w którym jeśli coś nie było pokazane w telewizji państwowej. W momencie największego kryzysu. lecz z tej prostej przyczyny. który wyłoży na drużynę swoje pieniądze w ilości wystarczającej na wyczyn wysokich lotów. fala ta powoli opada. Trzymał się tego później w Szczecinie. Nadkomplety w Pruszkowie. Czas. Dla niektórych frekwencja na meczach jest nie tylko ilością główek na stadionie. Mecze. że zaowocuje ono większą frekwencją na meczach we Wrocławiu. żywej gotówki. Nie oszukujmy się. kto by! inicjatorem tak racjonalnego podejścia do rzeczywistości. nie mogło być zobaczone. Widzew . koszykarzy czy jakichś innych sportowców nie znajdą zainteresowania wśród publiczności. które pozwoli na przetrwanie zimy w lepszych nastrojach. Przypadek Romanowskiego w Legii jest . nie mają szans powodzenia. którzy przychodzą na trybuny. Publiczność jest najważniejszym sponsorem prawie wszędzie. chodzących na każdy mecz. dają do zrozumienia. lecz nacisk opinii jest tam tak duży. Jednak wobec nikłego zainteresowania tym sportem w świecie. Spytałem pomysłodawcę na konferencji pomeczowej. Ostatnio ludzie zaczęli chodzić na żużel.Cracovia (15. gdyby nie zasiadający na trybunach. Znalezienie możnego . fanatyk gdańskiej Le-chii mając na myśli kibicowskie bractwo. Hardo odpowiedział. stosunkowo małym nakładem kosztów. Skórokopy będą szybciej biegać za piłką. wiec będzie pokazywać futbol w znacznie szerszym wymiarze. którym trzeba wciąż patrzeć na ręce. Coraz więcej ludzi w szalikach o barwach klubowych można dostrzec chodząc zimą czy jesienią po ulicach Gdyni. To z kolei będzie napędzać widzów na trybuny. Lech czy Wisła. gdy o transmisji telewizyjnej ze spotkań ligowych nie było nawet mowy. ale to już zupełnie inna historia. Podkreślał również. można było spotkać jedynie na nielicznych koncertach. Szybko przejrzał na oczy. że choć zespól dołuje. Przemyślu. Wbrew pozorom. gdzie jest. No może nie tylko. za które ogłoszeniodawcy płacą). że cieszy się ze zwycięstwa. jednak ma jedną z wyższych średnich widzów na mecz w lidze. przynajmniej w naszych warunkach. czym są. Telewizja nie może sobie pozwolić na odpuszczenie okazji przyciągnięcia przed ekrany chętnych do oglądania ligowej młócki (czyli odbiorców reklamy. Lekko licząc. — Lechia to ludzie. Na to samo pozwolił sobie kotwicząc ponownie we Wrocławiu. Jeśli poczynania piłkarzy.jak wskazuje praktyka . mimo że to druga liga) czy wciąż pełne trybuny Stomilu jesienią 1995 pozwalają spojrzeć z nadzieją w przyszłość. Jednym z wymogów przyznawania koncesji chcącym wejść na rynek telewizjom Krajowa Rada Radiofonii uznała wysoki procent programów rodzimej produkcji. powoli mija. zyskują tym samym na wartości dla stacji nadawczych. Ma rację. Śląsk lub Cracovia. Kilka tygodni później na innej pomeczowej konferencji stwierdził. — Lechia to my — stwierdził kiedyś Grabarz. Wiec tam. Stargardzie Szczecińskim. Czym byłaby warszawska Legia bez ludzi na trybunach. to tak kombinował. Futbol po prostu się obronił. frekwencje rzędu kilku tysięcy płacących za bilety ludzi. decyduje o dosyć dziwnych porach rozgrywania spotkań. Są dwa sposoby utrzymania klubu sportowego (lub zarabiania na sporcie przez indywidualnych zawodników). ale gdy tylko mógł.

zakładając że się nie kombinuje. Stadion podchwycił skandowane przez chuliganów okrzyki zagrzewające zawodników do walki i sama końcówka okazała się festiwalem miejscowych fanatyków. z sektora zajmowanego przez owych milusińskich. 20 tyś. W czasie pucharowego spotkania z Gironidis Bordeaux (1/16 pucharu UEFA 1994/95). nieprzychylne hasła skierowane do zawodników wypłynęły 2 każdego innego sektora. Gdyby podobne. Dochodzi do ostrego (przynajmniej w słowach) zwalczania się obu grup. o grzecznym oglądaniu piłkarskich spotkań i konieczności powstrzymywania w sobie negatywnych reakcji. Sponsor jest najłatwiejszym wyjściem z sytuacji. Piękne to i ładne. ale tu kolejna przeszkoda: brak obiektów o bardzo dużych pojemnościach. w której piętnuje zachowania chuligańskie. że w danej dyscyplinie jest popyt na zawodników. Poza tym sponsor sponsorowi nierówny. Jakby na złość tym porządnym. jednak znalezienie go jest sztuką nie lada. że najprościej jest zagnać widzów na trybuny. wyglądał już zupełnie inaczej. trybuny nie odwróciły się od swoich. Jak pokazują doświadczenia. gdy na tablicy widniał wynik 0:0. któremu się kibicuje. ale intencje. na który się pieniądze zbiera. zaczęły lecieć w kierunku piłkarzy denerwujące hasła. chwilę później fantastyczną atmosferę zaczęli robić kibice spod znaku Official Hooligans. „Kurwa mać. dostępny jedynie klubom i to pod warunkiem. Jakoś radzi sobie w Polsce żużel. co jest światowym szlagierem. Choć piłka nożna jest pod tym względem społecznym fenomenem i na pierwszoligowy futbol nie można nagonić tylu widzów. z Bayerem Leverkusen. pustą paplaniną. ci którzy powinni najbardziej dbać o twarz swoją i zespołu. Klub Kibica wydaje swoją gazetkę. nawołując w niej do kulturalnego dopingu i przyzwoitego zachowania się piłkarskiej publiczności. Ci pierwsi są z Klubu Kibica. niż gwizdy po każdej straconej bramce. że ludzie wręcz wisieli na sobie. idioci potrafiący rozmawiać jedynie za pomocą rak. by pieniądze z biletów mogły stanowić podstawę utrzymania sekcji. ba. po prostu nie ma. zwłaszcza dla działaczy i służb porządkowych. Żeby mniej więcej wyjść na zero. niż samo osiągnięcie wyniku w sporcie. Natomiast ci. w którym istnieje wyraźny podział na kibiców grzecznych i mniej grzecznych. na futbol. W rzeczywistości okazuje się to zwykłą.sponsora i zapełnienie trybun widzami płacącymi za bilety. odwracają się od swych idoli. drugi zadowala się wyłożeniem drobnej sumy. że w rzeczywistości nie liczą się papierkowe deklaracje. grzecznych chłopców. Jeszcze raz się okazało.08. Aby klub mógł liczyć na przetrwanie musi ściągać 4-5 tysięcy widzów na trybuny w sportach halowych. Jeden pokrywa kilkadziesiąt procent kosztów utrzymania sportowca (zespołu). przywiązaniu do barw klubowych. Umiejętność ich pozyskania to sztuka jeszcze trudniejsza. Nieraz liczba 2 tysięcy widzów na koszykówce czy piłce ręcznej (szczypiorniści mają taką oglądalność tylko w Kielcach) oznacza. GKS KATOWICE 01. Nawet w najlepiej prosperujących pod względem frekwencji klubach. w Polsce i to nie jest takie łatwe. Gdy przychodzi faktyczna godzina próby. „Za co my płacimy" i tym podobne. W cenie są ci pierwsi. Halowe sporty zespołowe mają szansę stać się rentownymi. Klub Kibica pieprzy głodne kawałki o lokalnym patriotyzmie. Na podstawie tego wydarzenia ugruntowałem w sobie wewnętrzną niechęć do organizacji formalnie związanych z klubem. do których dostroili się piłkarze strzelając w 89 minucie. Mimo porażki.2003 Jest to bodaj jedyny polski klub. Takie jest przynajmniej jego oficjalne oblicze. czy zapewnieniem strojów drużynie. Po rewanżu gol ten okazał się trafieniem na miarę awansu. . Wydawać się może. Jednak pewien fakt obala mit fajnych. na kilka minut przed zakończeniem pojedynku. klęski. Gieksa grać". Można ich szkolić i odsprzedawać. Innych sposobów. można by znaleźć mnóstwo wytłumaczeń. robią fantastyczną rzecz i pokazują wszystkim na czym naprawdę polega kibicowanie Kolejny mecz pucharowy. Jest jeszcze sposób trzeci. którzy przez tych grzecznych pokazywani są jako faceci niespełna rozumu. Takie zachowanie jest przez kibicowską brać zupełnie inaczej odbierane.

kto będzie ściągał rozwieszoną flagę Ślęzy. Na Górnym Śląsku. które przypominają o rodowodzie co niektórych. to znów ktoś trzeci pisze nowe hasła. Przejeżdżając przez Górny Śląsk pociągiem. Po meczu towarzystwo zielono-biało-czerwonych bardziej zainteresowane było tym. Zwłaszcza w 89 roku. tak że zostaje sam „Górnik". Jest to wojna ciągła. Czerwono-bialo-czarna ze swastyką. niż młodzieżowcami z Katowic. dobre czasy". Tymi kontrowersyjnymi naleciałościami rodem z Niemiec kibice z Górnego Śląska robią sobie koło dupy. Stwarzają kolejny powód do nielu-bienia ich przez innych fanatyków. Jeszcze inny element ludzkiej mentalności jest doskonale widoczny w tym regionie. W „Szalikowcach" (nie mylić z „Szalikowcy Zine") jeden z kibiców Gieksy stwierdził. gdy fantastyczna passa z jesieni 93 urwała się wiosną następnego roku. kibice mają zapewnioną lekturę. Jednak wystarczyła chwila załamania (jesień 95) i ludzie przestali tak licznie odwiedzać stadion na Bukowej. Wątpliwe. w ośmiu łatwo się zgubić w pociągu jadącym w trakcie przewozowego szczytu. Na miejscach stojących było wówczas kilkudziesięciu wrocławskich młodzieżowców. gdy Katowicom w lidze i pucharach się nie wiodło. Dla swojego własnego interesu fani GKS-u powinni wyeliminować pacjentów z inklinacjami do przerabiania się na Szwabków. Gratulacje za zdrowy rozsądek. Lub kretynizmie. dopisuje lub domalowywuje coś do starych. Jednak gdy trzeba wyjechać gdzieś dalej. W tych dwóch miastach bardzo często można ujrzeć flagi w narodowych. Na przestrzeni kilku ostatnich lat wielu kiboli zmieniło szaliki GKS-u na białoniebieskie Ruchu i odwrotnie. Parę lat wcześniej na trybunach nowego. Teoretycznie wróżyło to ustawicznym zwiększaniem się poziomu sportowego i . zwłaszcza pomiędzy Katowicami a Chorzowem. Górnika Zabrze wyludniły się w momencie. jesień 95). Wystarczy spojrzeć za okno. to drudzy. Jesienią 94 roku GKS miał najliczniejszą grupę fanów na Górnym Śląsku. Starsi i reszta młodzieży. Największą głupotą popisał się gostek. natomiast ci spod znaku Official Hooli-gans dyszeli wobec mieszkańców stolicy żądzą mordu. że „na Widzew nie ma co czekać. Kolejna ręka pano-psów zamalowywuje. Trybuny Ruchu opustoszały parę lat wcześniej. Jesień 94. Żadne tam harpagany. a Ruch po spadku natychmiast się skonsolidował i stał drugoligowym pewniakiem. Mariana Dziurowicza. Następny natychmiast wiesza ten napis na szubienicy i tak dalej bez końca. katowickiego stadionu pojawiła się flaga przypominająca „stare. w sumie jakieś 150 głów. Nietzschego i Hitlera. Kilkadziesiąt lat komuny pozostawiło ślady w świadomości nawet najmłodszych pokoleń. Ciekawie było na meczu GKS Katowice . widoczna jest duża migracja. Magika od niej złapano i „zakolegiowano". Hasło Jaić Niemca" wciąż jeszcze znajduje spory oddźwięk społeczny. Flagę zdejmował porządkowy.Większa ilość fanów GKS-u wyjeżdża tylko na derby Górnego Śląska. Chyba że frakcja germańska jest tak silna. kiedy to jiiebiescy" po awansie do ekstraklasy natychmiast zdobyli tytuł mistrzowski. Wlazłem na główną trybunę i długi czaa przyglądałem się przyjezdnym. Na Górnym Śląsku trwa ze szczególnym nasileniem wojna na murach. Często „Górnik Pany" szybciutko przerabiany jest na „Górnik Psy". oni zawsze jeżdżą z policją" Chyba się będzie musiał gostek zapisać do tych grzecznych. Katowiccy szalikowcy w liczbie ośmiu zameldowali się na wrocławskim Stadionie Olimpijskim w czasie meczu 1/8 PP ze Ślęzą Wrocław. usadowiło się po drugiej stronie trybuny.co za tym idzie . Natomiast GKS caly czas jest klubem na dorobku. niemieckich barwach. i ostatnio (tzn. a aspiracje byłego prezesa. Klub Kibica zrobił sobie z kibicami -warszawskich kolejarzy zgódkę.frekwencji. że kogoś drapnie. że spotkanie to miało swój ciek&wy . który na mecz z Bayerem Leverkusen jesienią 94 przywlókl ze sobą flagę w barwach klubowych z napisem Kattowitz. Ich wycieczki do Chorzowa czy Zabrza wyglądają (od strony ilościowej) całkiem przyzwoicie. Bezustannie to jedni.Polonia Warszawa podczas pobytu tej drugiej w pierwszej lidze. wszakże teraz policja eskortuje wszystkie grupy. Wcześniej bractwo z Na-bojki przeszukało dworzec w nadziei. Zwłaszcza w Chorzowie i Katowicach na płotach pojawiają się flagi. Lub transparenty z treściami w języku Goethego. Okazało się. Nie udało się z najprostszego powodu. sięgające tytułu mistrzowskiego przelały się na cały klub. liczba fanatyków gwałtownie maleje. że stanowi ona podstawę egzystencji grupy.

Docierają nawet echa jakichś indywidualnych pobić. czego się przed chwilką dowiedział. — Drobna zadyma miedzy nami (czyli Legią). Jednak informage o podobnych przypadkach błyskawicznie docierają do Nabojki. Na „rozkładzie" swoich wyjazdów GKS jesienią 95 miał między innymi mecz o Superpuchar w Rzeszowie. — Może faktycznie kogoś obili. Przed kasami Gieksa obiła nieco małolatów wystających pod płotem. — l uwierzyliście? — Leon dostał lekkiej piany na ustach. GKS TYCHY 01. mieli wyraźną chętkę na odbicie sobie tych decyzji na kibicach. GKS przez długi czas rokrocznie uczestniczy w spotkaniach o europejskie puchary.W tej gazetce napisali. listopadowy dzień. wrocławianin Leon dzwoni do Obary z Legii. który odmówił przyjazdu do Gdańska na mecz z Olimpią/Lechią. Gdy się robi klasyfikację na największych zadymiarzy wśród kibiców piłkarskich. którzy pozostawili środek transportu gdzieś na obrzeżach aglomeracji. że we Wrocławiu przed meczem ze Ślęzą ośmiu kibiców GKS pogoniło dwudziestu ze Śląska. co się przecież zdarza. Na 1/16 pucharu Polski do Gdyni na Arkę dojechało zaledwie sześciu kibiców Gieksy. — Pewnie pogonili jakichś uczniów spod szkoły — śmieje się Czarny. jaką opisali. lub przynajmniej pogonili? — Piwko próbuje uskutecznić myślenie. a my ich kopaliśmy po dupach ile wlazło. Na meczu z Lechem w Poznaniu zameldowało się 4 fanów z Katowic w obstawie jednej dziewczyny. Policja lala ostro. Często towarzystwo spotykające się na Rynku dowiaduje się o stratach jakiegoś pojedynczego szalika. gdzie zameldowało się ich jakieś 60 osób. co będzie z fiizją GKS-u Tychy z Sokołem Pniewy. bo następną zadymą. przynajmniej w chwili. ale jakimś swędem wysmyknęli się kilkudziesięcioosobowej ekipie chcącej przetrzepać skórę fantastom. by coś się wyrabiało w tamten. W styczniu 95. Leon zbulwersowany ląduje na Rynku i opowiada o tym.08. Jednak w sezonie 1995/96 o niemożliwości dostania się do niej przekonano się nad wyraz szybko. wynajmując autokar z miejscowymi tablicami rejestracyjnymi. gdzieś na przysiędze. o której we Wrocławiu nikt nie słyszał. Magnatowi i nie tylko jemu marzy się Liga Mistrzów w stolicy Górnego Śląska. W Warszawie na lidze pojawił się jeden autokar kibiców z Katowic. pod tytułem „Zadyma roku". czyli w kilka miesięcy później. Coś się wydaje. którego zna z uwagi na swoje handlowe kontakty. A GKS-u na hali zjawiło się cale mnóstwo! Było ich chyba z tysiąc. Nastroje dosyć dokładnie przewidzieli obawiający się o autokar działacze GKS-u. a GKS-em przy bufecie. Bardzo żałowali tak nielicznego stawiennictwa fanatycy gdańskiej Lechu. nie mógł spokojnie ścierpieć. na który legioniści wybierali się z uwagi na występ swojej drużyny. których idole nie . prezesa PZPN z postawą GKS-u. Pomińmy na razie ten problem. niezłej ekipy z Ursusa. kiedy te zuchy pojawią się w okolicy Wrocławia? — dopytuje się Czesiu Dziekanka. Tej „zadymy roku". nikt nic nie wiedział. — No dobra. więc kibice z Bukowej wchodzili w 35 minucie meczu.epilog. gdy te słowa są zapisywane (grudzień 95). — Nie. Bo komu się mają poskarżyć malolaci? Rodzicom? Jednak o tym. Zaopatrzyliśmy się w ichnią gazetkę i nieźle się u-śmialiśmy ze Śląska. Pozostała walka o występ w pucharze UEFA i PEZP.2003 Trudno przewidzieć. że wyszło aa remis. Szóstka przemknęła przez trójmiasto niepostrzeżenie. który przyjechał z opóźnieniem. Jak prosiaki. — Jak tam po turnieju w Spodku?— pytanie dotyczyło zorganizowanego w Katowicach turnieju halowego. była bijatyka na Centralnym z nami. że owa „zadyma roku" nie wyjdzie katowiczanom na zdrowie. jednak nie poszło im tak łatwo z uwagi na obecność przed siatką kilkuosobowej. Mieliby pecha jadąc w marcu 95 do Poznania na półfinał PP. — Czemu? — Bo tam jest napisane. którzy identyfikując działania Mariana Dziurowicza.

Praktycznie każdy przygotowany był na najgorsze. Agresorzy nie słyszą lub nie rozumieją. Na szczęście dla zielono-czarno-czerwonych policjanci po przebieżce wzdłuż muru nie są w stanie sforsować płotu. to właśnie tyszanie. do meczu pozostało prawie trzy godziny. Tamten doskonale rozumie ton.Podczas tamtego spotkania policja już w czasie pierwszej połowy. czyli którędy na piwo. gdy nagle zza płotu wynurza się kilku typków i próbuje rzucać kamieniami. Cracovia nie przyjechała (ciekawe. Jechaliśmy na ten mecz ze świadomością. — To chyba wam się upiekło — uśmiecha się cicho mówiąc. niemały przecież sektor.5 tysiąca.czy drugoHgowych boiskach. Policja postanawia nieco uspokoić towarzystwo. w sezonie 1993/94 podczas przedostatniej kolejki GKS gra za Śląskiem u siebie. Nie mają możliwości wcelowania w gości. bo ci są osłonięci wystającym daszkiem. ale potrafi spojrzeć na sytuację z boku. Ale skąd taka zapiekła nienawiść wśród miejscowych? No cóż. — Drobne kłopoty. We Wrzeszczu przez bardzo długi okres oprócz ekip zaprzyjaźnionych oraz miejscowych — z Gdyni — nikt się nie pojawiał. zupełnie zaskoczonych kamieniarzy. Falowanie wokół miejsca. policjanci zgarniają przybyszów z powrotem na peron. Przed dworcem miejscowi fanatycy w liczbie stu kilkudziesięciu (?) i funkcjonariusze bawią się w ganianego. że najmocniej wymachujący pałką zniknął. Po drodze widać mnóstwo nienawistnych spojrzeń. Jednak liczy się fakt. jako jedyni nie lubiani przez autochtonów z głębi kraju. Tyszanie uciekają. nie potrafiąc zapanować nad sytuacją. Biegają. Wiara z Wrocławia. że wybiera się nań również Cracovia. Fani Śląska stoją na peronie kom-hinując jak tu spędzić wolny czas. Na meczu stosunkowo dużo ludzi. nieprawdaż? — koleś od nas z lizusowskim tonem z przymilnym wyrazem na twarzy szydzi z wyższego rangą funkcjonariusza. to z pewnością nie może w niej zabraknąć tyszan. że w ogóle byli. ale i mniejszość nakryłaby wrocławian czapkami. wskazuje jednoznacznie. zwracają uwagę na swych „podopiecznych". — . zupełnie niewidoczni dla atakujących tyszan. że będą?). Lądują nas do dwóch bud. Część najmłodszych i panikarzy wpada w popłoch. stawili się na trudnym stadionie Lechii Gdańsk. Cała nasza 58 osobowa grupa klaszcze miejscowym chojrakom. Milutka okolica. — No co. mogąca sobie pozwolić na komfort swobodnego manewrowania (dzięki temu daszkowi) krzyczy do napastników „orient".hasają po pierwsze. Ostatnimi czasy frekwencje na tyskim stadionie były znacznie niższe. idziemy na miasto? — kolesie podśmiewają się niedwuznacznie z gostka. Walka przybiera na sile. kilkunastu uzbrojonych jedynie w pałki psów wpada z animuszem w tłum około tysiąca głów. Wszyscy przyjezdni rozglądają się wokół siebie. gestykulują. by zgarnąć stojących za nim. Na taką odwagę zdobyli się w tamtym okresie jeszcze tylko fani Pogoni Szczecin. Zwycięstwo ze Śląskiem i remis w ostatnim spotkaniu z Miedzią w Legnicy daje tyszanom pozostanie w drugiej lidze. Padają jakieś petardy. Nagle coś się zmieniło. jakieś 3. Mieliśmy sygnały. ale tyszanie też nie ułomki. wysiada na dworcu kolejowym. u kresu podróży.Dobrzy są — stwierdza Kacper. Kiedy GKS grał po raz przedostatni w drugiej lidze. Tym razem „niebiescy" bardziej niż na kamienie. Wzdłuż muru. Teoretycznie ma rację. dla której obicie nas miało być punktem honoru. — Idziemy na miasto — proponuje Warkoczyk. że wesoło nie będzie. W większości dzieci. który chciał w ten sposób zabić czas. nie ma co. Uwagę zwraca dość dziwne zachowanie psów. że jest w tej chwili kopany. . mundurowi wykorzystując przewagę wysokości początkowo sieją panikę. Kilka gorących głów z wrocławskiej watahy nie zważając na policjantów biegnie przez tory w kierunku napastników. Niecała czterdziestka. Policjanci są bici i wyrzucani poza obręb sektora. ale dość niezłej załogi. Już po chwili widzimy jak na dłoni (wszystko działo się naprzeciwko nas). biegną w kierunku kamienio-miotaczy mundurowi. — Cholera — myślę sobie. Towarzystwo od nas spogląda po sobie. Wrocławianie jadą do Tych na różne sposoby. Bodaj dwa lata później (w tym czasie Tychy zdążyły posmakować po raz kolejny gry na trzecioligowym poziomie). na murawę leci kilka kamieni. Po chwili za płotem znów pojawiają się sylwetki miotaczy. wyprosiła kilkunastu przyjezdnych ze stadionu. kto w ogóle wymyślił. Tamtych zebrał się cały. w którym się rozpłynął. Zajeżdżamy na stadion. Coś trzeba robić. co przynajmniej w dolnośląskiej gwarze stanowi ostrzeżenie przed mogącymi pojawić się kłopotami. jednak nie lubią nas w Polsce. każdy nieomal osobno.

równie nieporadni jak porządkowi. zakratowane okna wytrzymają nawet najcelniejsze i najsilniejsze trafienie. — Panie władzo. Od tego czasu Wrocław ma spore poważanie dla kibiców GKS Tychy. zaczyna bluzgać. Koniec meczu. zamiast podziękować. W każdym bądź razie dziwo to śmigało po trawie fikając koziołki i grając na nosie goniącej go sforze. Czy ktoś pozoruje grę? Nie wiem. Cieszymy się z takiego obrotu sprawy. sędzia kończy mecz. co się tego dnia w Tychach zdarzyło. choć nikogo nie zdołali pochwycić. Gwizdek. Prawie. Emeryci jakoś niemrawo poruszają się po boisku. to bym skurwysyna ukatrupił z rozkoszą. Obserwuję uważnie. — Mogło być dzisiaj wesoło — komentujemy między sobą. Po drodze „nasze" budy zostają obrzucone kamieniami. drobnych zdarzeń. . Reszta pomykała autobusem.to widać . Psy po kwadransie takiej bieganiny wloką usmotruchanego jak nieboskie stworzenie chłopaka i wrzucają go do budy. — Ładne miasto. widać nie rozumiejąc intencji. Na szczęście Tychy sfrajerowaly się kilka dni później. Lechia jest w tej chwili jedną nogą w trzeciej lidze. choć przed chwilką mówił dokładnie to samo. — Mielibyśmy piękną śmierć — mrugam okiem do jednego z trzech małolatów. więc niekoniecznie prawdziwa. że w Lubinie na tym meczu było 70 kibiców z Tychów. są oni wyżej notowani na liście ewentualnych zdobyczy. Czy ktoś wziął? Jeśli tak. — Nawet się nie bronili. a jednocześnie pozostanie w drugiej lidze gdańskiej Lechii. chłopak czy dziewczyna. że się do takich eskapad nie nadaje. Mamy to w nosie. Goniących. to nie on — Niełac zaczyna rozmowę z psami pokazując na budę. wywołującej niesłychany aplauz na trybunach. Co za tym idzie. gdyż na murawie pozostał osobnik z włosami do pasa. Śląsk do przerwy prowadził 1:0.Ma rację. gdy przegrary w Legnicy z Miedzią. Cholera wie. Policjanci do pomocy w ujęciu spryciuli zwołali gazik. Kudyba. jak stara się Szymański. jednak i samochód miał trudności w pochwyceniu zbiega. kurwa. ale nie koniec zabaw. czy ta porażka była dziełem przypadku. Widzę jak szarpie „Lolo" Ilski. Jesteśmy rozgoryczeni. Siedzimy sobie spokojnie. to znów uciekających przed policją. to jednak poprzeganiali z płyty prawie wszystkich. Na ich „liczniku" jesienią 95 można odnotować 30-sto osobową grupę we Wrocławiu czy 27 (wiadomość zaczerpnięta z prasy. Widać. Jednak służby porządkowe próbowały zagonić fanów z powrotem na właściwą stronę płotu. Wiedzą dokładnie o co chodzi. Nic wielkiego się nie działo. Poj-manego (pojmaną?) w końcu obstąpiło kilkunastu zaganianych psów. Po dłuższym czasie znów jesteśmy ładowani do bud. Właściciel nieciekawego oblicza. Chłopak jest wyraźnie niespokojny. Z informacji wynika. Ale to nie wszystko. choć bractwo rozbiega się przed nimi. jednak dająca pewien obraz) w Pniewach podczas meczu „u siebie" z Amicą. Więcej go na wyjeździe nie widziałem. Po dłuższej bieganinie. silą złego na jednego okazała się nie do przeskoczenia. Taki wynik to niemal pewny spadek Tych. którymi odwożą nas na dworzec. Miejscowi harcownicy postanowili się rozerwać i tuż po owacyjnym pożegnaniu piłkarzy wybiegli sobie na murawę. Jednak tuż po przerwie. czy był to przypadek sterowany.chcą wziąć odwet za niechlubną rejteradę sprzed kilkudziesięciu minut. Do tej pory nie wiem. w ciągu zaledwie jednej minuty Śląsk traci dwa gole. Uważnie obserwuję swoich zawodników. nie wiem. zza której krat wyłania się wysmarowana błotem twarz. no nie? — ktoś jeszcze nabija się z dworcowych chętek pójścia na browarek. Chodzę z nerwów. Tylko z powodu owej wysokiej pozycji kilku tyszan miało nieprzyjemność natknięcia się na grupę pacyfikacyjną podczas powrotu z Lubina jesienią 95. — Kilku zgredów — stwierdził uczestnik nie zauważonych przez nikogo. W tym spotkaniu nasi piłkarze jakże często słyszą „Lechia Gdańsk". a przed bramami stadionu widać hordy miejscowych. którzy przyjechali na ten mecz. Być może jeździliby w większych ilościach. Tym razem . Do akcji wkraczają mundurowi. biegających w tę i z powrotem. Po jakimś czasie uzbrojeni w kamienioodporne tarcze. Nie potrafią nikogo ująć. funkcjonariusze. choćby wzrokiem. gdyby dokładniej wyjaśniła się sprawa fuzji.

Dwie bidy. ale na początku zwracała na siebie uwagę . Wówczas na położony w naturalnej dolinie stadion przychodziło po 30 tysięcy widzów! W takiej masie ludzi musieli pojawić się fanatycy.dziwną oryginalnością. musi być jeden żebrak. zadecydowało poparcie rady miejskiej. Do Wrocławia. księgowych. po trzech bardzo dobrych spotkaniach już na boiskach ekstraklasy (miedzy innymi rozgromieniu 5:1 Wisły). Obietnice finansowania futbo listów pozostały na papierze. pod koniec dekady Jaruzelskiego na stadion Zagłębia stawiło się 10 tysięcy ludzi. Ale do czasów świetności było daleko. Podczas drugoligowych derbów Wałbrzycha. czyli na konkursie na najlepiej rozbitą głowę. Cały. grupa najgłośniejszych zaczęła siadać razem. Sport w Wałbrzychu schodzi na psy. jak nazwać bractwo z Wałbrzycha. ale jakoś się dogadano. która zobowiązała się nowy twór dofinansować.powiedzmy . że można ich było policzyć na palcach jednej ręki. Po kilku latach jej funkcjonowania już tak bardzo nie razi. podobnie jak wypad na dyskotekę lub do kina. Dał o sobie znać kompletny brak organizacji. Towarzystwo z zielono-czarnymi szalikami rozpadło się. Prezesom ani działaczom nie bardzo uśmiechała się walka o stołki (przecież w jednym klubie nie będzie dwóch prezesów. w Wałbrzychu niepodzielnie panowało Zagłębie.fanatycy. Po spadku wałbrzyszan do drugiej ligi tamtejsi kibice nie bardzo mogli się pozbierać. Jakiś geniusz postanowił zorganizować kibicom obu drużyn w przerwie tego spotkania konkurs strzelania rzutów karnych. jak musiało. Górnik miał tylu kibiców. O tym. Na obiekt Zagłębia na Białym Kamieniu zaczęto przychodzić liczniej niż w okresie supremacji Górnika. Ale ponad połowa stadionu była przeciwko gospodarzom! Górnik po spadku z pierwszej ligi jakoś nie mógł się pozbierać. gdy spora część aktualnych szalikowców bawiła się w piaskownicy. Futbol odczuł to bardzo wyraźnie. ale nad Górnikiem ciążyło brzemię szybkiej degrengolady neofitów. a na dyskotekę bez. Taki wniosek można wysnuć na podstawie tego. czyli Górnik i Zagłębie połączono w jedną . ci stanowili jedynie 10-15 procent wałbrzyskiej publiczności. Kiedyś były tam dwie ferajny. Rajcy doszli do wniosku. okazało się.2003 Właściwie to nie bardzo wiadomo.GÓRNIK WAŁBRZYCH 01. które jednak rozminęły się w czasie. Kibice mieli swój orzech do zgryzienia. Pokazanie się z lepszej strony w Gdańsku. Jeszcze przed wprowadzeniem stanu wojennego.KP. Na bazie dwóch klubów postanowiono zrobić jeden. Niebezpieczni u siebie. Do tej pory w obu klubach wyciągano spragnione forsy ręce do władz miasta. Zaczęto szybko wynajdować szaliki.08. Różnica polegała na tym. oficjalne KP miesza się z obiegowym Górnikiem. że aby było sprawiedbwie. że tak postąpiono. U trochę zaawansowanych wiekiem zaczęły odżywać sentymenty. kierowników sekcji itp. Skończyło się tak. Nienawiść na lini Wałbrzych . Z tytułowaniem klubu jest różnie.Wrocław zaczęto datować od momentu pojawienia się . Niewielki renesans w czasie rozwałki na Nowym Mieście przeżywał drugi stadion tego 100-tysięcznego miasta. że na mecz szło się z szalikiem w biało-niebieskich barwach. Jan nazwać to nowe dziwo? Choć oficjalne barwy nowotworu organizacyjnego są niebiesko (po Górniku) . więc znaleziono salomonowe wyjście. co się dzieje na przestrzeni kilku ostatnich lat. drugoligowym poziomie. i prawie nic z niego nie zostało. Pół roku później drużyna z Nowego Miasta osiągnęła swój pierwszy w historii status pierwszoligowca. każdy kolejny rok to po pierwsze odpływ ludzi ze stadionu. a po drugie coraz mniejsze ciśnienie kibicowskie. zespół beniaminka zajechał w asyście około 8 tysięcy swoich sympatyków! Na Oporowskiej stanowili oni większość! Oczywiście nie byli to jedynie kibole . Wręcz przeciwnie. jednak szalikowcy zachowalisię bardziej racjonalnie od wałbrzyskich działaczy i na meczach wywieszają flagi biało-niebieskie. Obie drużyny grały na jednakowym. gdy do pierwszej ligi awansował Górnik. że dla mieszkańców Wałbrzycha wyjście na mecz traktowane było jak inne Rozrywki.). co w tym okresie było już sporym wydarzeniem. Nie dogadano się co do nazwy. potrafili się zmobilizować na niezbyt dalekie wyjazdy.czarne (po Zagłębiu). Pod koniec lat 70-tych. Warszawie czy Krakowie przerastało ich możliwości. Największymi wałbrzyskimi chuliganami (z uwagi na wątpliwą słowność) okazali się radni tego miasta. W pierwszej łidze górnicy wyrobili sobie opinie kibiców zaplecza ekstraklasy chuliganów. każdy wolał zostać przy swojej. Stworzono kretyńską nazwę Klub Piłkarski.

. których nie można było zakwalifikować nawet do łaciny kuchennej były jedynie spójnikami w skandowanych przez nich hasłach. Do linczu nie doszło. Jednak po chwili ponownie zbierają się w tym samym miejscu. nawet po spadku wałbrzyskich fut-bolistów z pierwszej ligi. dla niektórych to spotkanie zaczęło się już w nocy. gdzie zawitała drużyna piłkarzy WKS Śląsk w asyście swoich chuliganów. Na ten widok kibice z biało-niebieskimi flagami. odważni w gębie powoli wrócili na swoje miejsca. mundurowi opanowali sytuację. zostawiwszy swoje insygnia na płocie oddzielającym trybuny od murawy. takich kombinujących. Na pewno zameldowali się także w liczbie około 30 w Lubinie. Brzegu Dolnym czy Oleśnicy. ale wymyślona została fuzja z grającą w Brzegu Dolnym byłą wrocławską Gwardią. Przed rozpoczęciem spotkania atmosfera była taka. dantejskich scen dochodziło w obu miastach podczas meczów koszykarzy Górnika i Śląska.. Na Oporowskiej pojawiło się ich 70. Zespołowi nikt nie pomógł i błyskawicznie został on zdegradowany do roli trzecioligowca.. Zorganizowano drużynę. iż musi do czegoś dojść. że długo sobie nie pożyjemy. Płot w sektorze dla gości wysmarowany towotem. Z haseł. Podczas kolejki inauguracyjnej rozgrywki na mecz KP ze Ślęzą przyszło 200 widzów. wynikało. natomiast były uliczne zadymy rozbawionych hools. Oczywiście biletów już nie było. Do fascynujących. na meczu Zagłębia z GKS Tychy (oficjalnie z Sokołem Pniewy). Pierwszy pękł niczym bańka mydlana." Faktycznie. Widać niezbyt wierzyli w wytrzymałość funkcjonariuszy stojących w drugim kordonie. Zbyt wielu gapiów na dworcu. że 100-tysięczny Wałbrzych błyskawicznie stanie się posiadaczem drużyny w klasie miedzyokregowej. gdyż przedzierali się przez ogrodzenie z fantastycznym animuszem. Spotkanie ze Śląskiem oglądało ponad 3 000 miejscowych. że spora część chodzących na mecze kibiców w obu miastach uważała swych najbliższych (raptem 80 kilometrów) przeciwników. gdyż żądni mocniejszych wrażeń jej uczestnicy przenieśli się na stadion. — Pacyfikujemy gówniarzy — z tym hasłem z sektora zajmowanego przez kibiców Śląska w około 200 metrową drogę wyruszyła krucjata przeciwko bardzo młodym (tak wynikało z obserwacji) fanom z Wałbrzycha. Nie pomógł najlepszy w tym okresie doping fanatyków na hali OSiR-u. Są jacyś organizatorzy. Tamtejsi działacze nieźle się nakombinowali. Trochę się wreszcie na nich wiara wkurzyła. rzucili się do biegu przez inny płot. drużyna rozpadła się. Rozpoczynający sprint mieli do przebiegnięcia owe dwie setki metrów i dwa. Wałbrzyski sektor wygląda całkiem przyzwoicie. Słowa. Jaworze. niż mogła pomieścić mała hala zwana „Kosynierką".. że do Wrocławia zajeżdżało więcej walbrzyszan. Swoją drogą ciekawe. Po ich spadku z drugiej ligi przez moment wydawało się. Ale są to młodzieżowcy. Miejscowi próbują coś zmajstrować.. niezbyt silne kordony policjantów. Kilkudziesięciu hools nabroiło w Rawiczu. za największych wrogów. Jak podawało lokalne radio „. Śnieżka . występującą pod szyldem bankrutującej firmy ASPRO. Ten stadionowy. gdyż jakoś wyciągnęli się z półrocznego marazmu piłkarze KP. W Wałbrzychu jeśli coś się trzyma jeszcze kupy.w południe demonstracja robotnicza wyludniła się. Rewanż wypadł l maja 1994. jakieś 1000 głów. choć gotowej do poharcowania grupy fanów z Wrocławia.. Fani Górnika (jednak tak ich trzeba tytułować) byli jesienią 95 roku najagresyw-niejszą grupą w dolnośląskiej trzeciej lidze. czy wszyscy. Jednak w sezonie 95/96 coś drgnęło. to tylko z uwagi na grającą przez dłuższy czas na krawędzi spadku z ekstraklasy drużynę koszykarzy. Gdy ten kolejny wałbrzyski dziwo-twór zanotował jedno z największych osiągnięć w historii tamtejszej koszykówki. Gdy po jakiejś drobnej scysji w ich sektor wpada kilku praktycznie nieuzbrojonych policjantów. bractwo natychmiast rozbiega się. Zdarzało się także. Wniosek jest prosty.Górnika w ekstraklasie. jakie wyśpiewywali. W 94 roku oficjalnie pożegnali się z najwyższą klasą rozgrywkową. która w rzeczywistości była zakamuflowanym Górnikiem. . zbyt duże poruszenie przed kasami w momencie przemarszu kilkusetosobowej spokojnej. w dużej liczbie dzieciaki. Kiedyś na spotkania Górnika jeździło sporo hultajów ze Świdnicy.ASPRO Świebodzice. Pijany Kaski nazbierał grupę uderzeniową i postanowił zaatakować sektor gości. Jesienią 93 roku wałbrzyszanie przyjechali na drugoligowy pojedynek piłkarski do Wrocławia. ale policjantów jak pcheł na psie. Kibice w tym czasie poczuli lekki powiew optymizmu. żeby utrzymać Górnika na powierzchni. Przed drużyną postawiono zadanie awansu. Doszło do tego. że wydawało się.

a jednocześnie najbardziej oburzające ich dumę wyczytałem w jednej z ogólnopolskich gazet sportowych. a było to w momencie. który zamiast różnicy bramkowej. Pozostała rozpadająca się baza futbolowych pólamatorów. Ba. Roosevelta zjawiło się tylko 6. Zmiana twarzy wpływa na stabilność grupy. Gorszej reklamy chyba nie mógł ów policjant biało-niebiesko-czerwonym zrobić nawet gdyby bardzo tego chciał. Sytuacja w tabeli dokładnie odwrotna jak zimą. premiuje w wypadku równej ilości punktów zespół legitymujący się lepszym dorobkiem w bezpośrednich spotkaniach. Czyli najlepsze drużyny miały. w pamięć wryło mi się zdanie o tym. Na własnym terenie z jadącymi do Katowic fanami Pogoni Szczecin. którzy mają w niej najwięcej do powiedzenia. że to nie kibice Górnika stanowią zagrożenie. Przerzucili się na swoją Polonię. lecz często bywają obiektem agresji. więc nawet najskromniejsze zwycięstwo Górnika daje mu tytuł. byłoby już po zawodach. Zbyt często ci. Bodaj w „PS”. GÓRNIK ZABRZE Najśmieszniejsze zdanie o kibicach Górnika. iż gdy zawodnicy wygrywają. Dla uważnych obserwatorów rzeczy dziejących się na trybunach jasne stało się coś innego: kibice Górnika apogeum swych możliwości mają już za sobą. kilka wypitych bełtów i uznają. klub. najspokojniejszych fanów. jaki jest. który przez kilka lat miał nieustannie ambicję awansowania do drugiej ligi. Na wyjazdach fanatycy Górnika ni czego nie zawojowali. które stwarzają wręcz idealne Warunki do różnego rodzaju zadym. okrzyczany spotkaniem sezonu: liderujący ekstraklasie Górnik podejmuje goniącą go warszawską Legię. według niego. że jeszcze na początku lat osiemdziesiątych na stadionie na Nowym Mieście nie było gdzie wsadzić szpilki. dla której zwycięstwo oznaczałoby zbliżenie się na odległość dwóch punktów. To w pełni oddaje obojętność na losy byłego finalisty PEZP. nie potrafię tego dokładnie umiejscowić w czasie) wysnuł wniosek. gdy zabrzanie seryjnie zdobywali najwyższe w naszym piłkarstwie laury. pomimo wielkiej reklamy tego pojedynku.jak tu komuś przyłożyć w łeb. Na spotkania derbowe do Katowic czy Chorzowa zabrzanie często przy bywają w licznym gronie. na trybunach stadionu przy ul. Jakiś policjant z komendy głównej policji (nie mylić z artykułem. Ostatnio miłość świdnickich hools do Wałbrzycha jakoś osłabła. Na tej podstawie policjant (czy też milicjant. Górnik pojedynek z Legią wygrał i wydawało się. Ostatni mecz jesieni 93. znikają. W takich układach dużo do powiedzenia mają wynalazki”. Sportowo Wałbrzych padł na pysk.5 tysiąca widzów. że chuligaństwo na trybunach jest związane z poziomem prezentowanym przez piłkarzy i dokładnie odwrotnie proporcjonalne do niego. że są W tym gronie najważniejsi.) Regulamin jest taki. rewanż na Łazienkowskiej. że losy tytułu zostały przesądzone. W najlepszym na przestrzeni ostatnich lat dla górników okresie — Jednak nie chodzi tu o wyniki piłkarzy — czyli jesienią 93 zdarzyła się zabrzanom jedna poważniejsza zadyma. Przecież te kilkanaście kilometrów można przebyć niekoniecznie w pilnie strzeżonych przez policję środkach transportu publicznego. Istnieje tyle możliwości oklepania przeciwników. to ludzie na trybunach są mniej wnerwieni i się nie awanturują. którzy zaliczyli po parę zaledwie wyjazdów. Z dwóch klubów o bogatych tradycjach (Zagłębie grało w pucharze UEFA) stworzono jeden zupełnie nowy. Nie trzeba jechać na ostatnią chwilę. Mimo że zadęto w najgłośniejsze tuby. co poparte zostało danymi statystycznymi. Pół roku po opisywanym ciut wyżej spotkaniu Górnik — Legia. Przypadkowo udało się piłkarskiej . ale nie jest to grupa w ścisłym tego słowa znaczeniu. a na ich miejsce przychodzą nowi. Jako przy kład podał szalikowców Górnika Zabrze. (O kretynizmie tego przepisu w innym miejscu. Tylko zwycięstwo w tym bezpośrednim pojedynku daje tytuł zabrzanom. o którym wspomniano we wstępie do książki) próbował udowadniać. I pomyśleć. Gdy by nie idiotyczny przepis PZPN. Napisać na fladze „Górnik rządzi” może każdy. Nawet na derbach. że nie sposób ich wyliczyć.

zamiast spodziewanej inwazji. że zabrzanie mają zgodę (po ichniemu . jakie dało się wyczytać na łamach. o czym można dowiedzieć się z króciutkiego przekazu telewizyjnego. W Wiedniu nie było jakiegoś oszałamiającego dopingu. o cenia się ilość kibiców gości. w Bytomiu (oczywiście Polonię. Te informacje zdają się potwierdzać w wiadomościach napływających po wyjazdach zabrzan. różnicę z ostatniego meczu w sektorze gospodarzy. ani agresywni. W konkurencji na najlepiej prezentujących się na telewizyjnych ekranach Górnicy liderami nie są na pewno. Ani ich dużo. Rok wcześniej. Na pewno nie są też ostatnimi w rodzimej ekstraklasie. dołożyły się jako kolejny argument zniechęcania potencjalnych kibiców. Katowicki „Sport” przeprowadził wywiad z kilkoma kibicami Górnika. Na to spotkanie. dzięki czemu zwiększyło się zaplecze demograflczne. że wszystko najłatwiej buduje się na bazie sukcesów. W owym czasie hools z Gdym mogli zaistnieć na ekranach TV jedynie w migawkach z zabrzańskiego stadionu. Wynik również nie zadowolił ani zabrzan na trybunach. Bardzo tam podkreślano. parady goalkiperów i brutalne zagrania zawodników.sztamę) z Arką. Są tradycje piłkarskie. jesienią 94. gdzie wywieszano na płocie ich żółto-niebieskie flagi. że prawie żadni z nich chuligani. więc porównanie nie jest przypadkowe). Czas. którzy przybyli wraz z nimi. Nie tak dawno Górnik miał swych pobratymców w takich ośrodkach jak Lubin. Fani bardzo uważnie oglądają niedzielne przekazy w wiadomościach sportowych oraz magazyn piłkarski „Gol”. Miasto i okolice są ludne. oraz masę innych rzeczy. choć na trybunach pojawiła się dosyć spora grupa fanów gości. a wiadomo. Ośrodek jest silny. Przed pierwszym gwizdkiem na Łazienkowskiej było zaledwie trzydziestu czy czterdziestu chłopaków w biało-niebieskoczerwonych szalikach. pełny sektor (250?) w Częstochowie. Nieco później wyszło na jaw. ani specjalnie aktywni. został bezpowrotnie stracony. a mecze międzynarodowe mają w sobie to „coś”. Szombierki można zbyć uśmiechem). Wówczas jeszcze ją faktycznie mieli. jakieś 250 osób. Bawiły naleciałości śląskiej gwary. ale w oczach tamtejszej społeczności piłkarskiej najpierw Henryk Apostel. lecz ci. myślących podobnie. że sprężyną nadającą ton i kształt środowisku są nie ci ludzie traktujący fanatyzm jako chwilową zabawę. przy braku stałej. Choć realizatorzy owych programów nie mają o tym zielonego pojęcia. fani Górnika mieli chyba jedną z ostatnich okazji do zintegrowania się. Przeciętni sympatycy sportu zawsze patrzą podejrzliwym wzrokiem. jest sporo chętnych do zabawy w kibicowanie. podczas tych krótkich migawek z pierwszoligowych (bo tylko te są pokazywane na antenie ogólnopolskiej) boisk zwraca się uwagę nie tylko na bramki. Ale także 6 (słownie: sześciu) w Poznaniu na Lechu. Także na ilość i jakość flag gospodarzy i przyjezdnych. Zniknął gliwicki Piast. Fakt możliwości zdobycia najwyższych laurów polskiej piłki nie wpłynął na jakąś szczególną mobilizację. Czy Górnik ma szansę zaistnieć jako zbiorowisko fanatyków? Z pewnością. ani opinii sportowej w kraju. Z punktu widzenia Wrocławia fanatycy Górnika na przełomie połowy lat dziewięćdziesiątych wyglądają na cienkich bolków. 4:2 dla Austriaków dawało jedynie mglistą nadzieję na awans. życzliwe futbolistom środowisko. lecz mających mniej inwencji. a następnie Hubert Kostka okazali się trenerami nie na miarę. zintegrowanej grupy. Ich drużyna grała w pucharze UEFA z niczym niewyróżniającą się austriacką Admirą Wacker z Wiednia. Do tego muszą być osobami potrafiącymi zjednać sobie przychylność innych. Problem polega na tym. Admira to nie to samo co Rapid. W otoczeniu 5 policjantów. Jesienią 95 w Warszawie było ich 40-50. 17 we Wronkach. Konflikty wewnętrzne w klubie. przybywa z Górnego Śląska zaledwie kilkuset fanów. W roku 94 miał przyjść kolejny. Łódź (LKS) czy nieomal pod nosem. a odległość do Wiednia nie jest taka sama jak do Rzymu (Górnik w swojej podgrupie miał możliwość wylosowania Lazio. Po pół godzinie dotarła reszta. że ukazywana w mass-mediach potęga finansowa Górnika to jedynie nadmuchany balon pozorów. kiedy Górnik zdobywał tytuły jeden po drugim. gdy stan zgody w promieniu kilkudziesięciu kilometrów może panować jedynie na . gdy usłyszą.centrali uatrakcyjnić rozgrywki. we Wrocławiu 80 (przy niskiej średniej wieku). którzy poświęcają się temu całym sercem i duszą. Kibole z Zabrza mogli pokazać się na wyjeździe. Ten ostatni fakt dowodzi.

które odbywały się na stadionie przy ni. W dwa lata po pierwszoligowym awansie. W Zabrzu programowo nie lubi się Legii. Lut szczęścia nie groził. największą awersję kibice Górnika czują do fanów krakowskiej Wisły. trwający zaledwie parę miesięcy. choć również powoli. W pustych wagonach mogłeś liczyć jedynie na siebie i kolegów. iż są to wygolone polarne niedźwiedzie. Głównie za to. Mało dotarło do szerszej wiadomości informacji o zadymach kiboli Jagiellonii. Data końca tej sztucznej przyjaźni jest doskonale znana. miało wpływ to. Na meczach międzypaństwowych. Jeśli brak świadczy o niewielkiej sile partnerów. że gdziekolwiek i kiedykolwiek będzie mógł spotkać kibica Jagiellonii. w Zabrzu najbardziej nie lubi się Ruchu. Stadion Gwardii. Na pewno na fakt masowego napływu kibicowskiej braci na ten mecz. Inne rozwiązania momentalnie przeistaczają się w konflikt. Powoli zaczęła się piłka „Żubrom” przejadać. prymitywnego dworca kolejowego biegały wówczas hordy czyhające na cielesne powłoki swych wrogów. Kto wpadł na taki pomysł i jak mu się udało to zrealizować — pozostanie jego tajemnicą. „Żubry” na fali entuzjazmu początkowo jeździły za drużyną w ilościach zatrważających. działaczy. Frekwencja systematycznie spadała. że rozgrywano go w nieodległym Olsztynie. w którym obie jedenastki wybiegną naprzeciw siebie po powrocie Ruchu do pierwszej ligi. przyjmował nadkomplety widzów. Chyba. Zwalało się nań bractwo z całego województwa i o kolic. że dostało się to do wiadomości dziennika TV i to wcale nie w jego części sportowej). Najwierniejsi zostali zdziesiątkowani zniechęceniem. Po porażce z Legią w najważniejszym jak do tej pory w historii klubu spotkaniu 2:5. Zmniejszała się także. że któraś z ekip stanie się znów bardzo cienkim bolkiem. Będzie nią dzień. Czasem na murach można dojrzeć jakiś napis świadczący o nienawiści piszącego do Wrocławia. ale to w . Raz dostali porządne bicie od Motoru. Roosevelta fani obu drużyn siedzieli ze sobą razem. A chętnych do obicia ci pyska. Podobnie jak na większości stadionów w każdym kraju. można było spotkać co najwyżej w szkole podstawowej. W 95 roku powtórzono ten manewr. gdy kibice Górnika i Ruchu zrobili ze sobą zgodę. liczba szalikowców. to jeszcze fatalnie rozwinięta komunikacja w tym rejonie kraju. Największą solą w oku są jednak ci zza miedzy. Wisła nie lubiana jest i za to. Do Białegostoku jeździło się w tamtych czasach szczególnie uciążliwie. Wokół miejscowego. głównie zabrzan. niż liczba fanatyków przeciwników podczas rewanżu w Białymstoku. Sądząc po napisach na murach. Ale było to przed wielkimi chwilami tego klubu. że to właśnie w Krakowie dostali najgłośniejsze lanie (bodaj w 90 roku. Aktualnie (zima 95/96) GKS Katowice. Tak przynajmniej było podczas inauguracyjnego pobytu białostoczan w pierwszej lidze. przed meczem o puchar Polski wiślacy obili w pociągu zabrzan tak. Wśród nich łatwo było znaleźć takich zagryziaków. Jeszcze raz żółtoczerwoni zdołali się poderwać do wysokich lotów w lidze chuliganów. nie przepada się za drużynami ze stolicy. że niektórzy twierdzili. nie brakowało. Na dobitkę w po ciągach normalnych pasażerów niewielu. Początkowo w ekstraklasie.zasadzie satelity. Wówczas znakomitą większość dzisiejszych fanów. kiedy dru żyna zagrała w finale pucharu Polski. Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych zdarzył się moment. Nie dość. Fanatycy w żółto czerwonych szalikach rozplenili się w jedno z liczniejszych ugrupowań kibicowskich w kraju (jeden z tych przypadków. To święta wojna z tradycjami wzajemnych złośliwości robioi1 sobie przez piłkarzy. jeśli należałeś do pocztu nielubiących zbytnio „Jagi”. Pomijając wojny lokalne. że jej kibice stanowią najliczniejszą grupę stawiającą się na mecze na zabrzańskim stadionie. mieszczący 35 tysięcy ludzi. ludzie zaczęli uciekać z białostockich trybun gremialnie. ilość kibiców Jagiellonii w każdym mieście była większa. JAGIELLONIA BIAŁYSTOK Na początku lat osiemdziesiątych nikt nie dalby złamanego szeląga za to. W 1987 roku w Białymstoku i okolicach zapanowała jagiellomania. że daleko. w których barwy kibiców i klubu różnią się od siebie — kolorami klubowymi jest czerń i biel).

byli w dalszym ciągu mocni. a już wyraźnie odcinające się od swej milicyjnej przeszłości) były bardziej miękkie niż zwykle. więc niezbyt agresywnych) na miasto. Początkowo „Jaga” największą i najlepszą zgodę miała z Widzewem. nawet gdy już dołowali. Wówczas przeciwnikiem kiboli była policja. wylegitymowania przez patrol kilkudziesięciu fanów krakowskich przed jedną z knajp. w którym kiboli trzeba było szukać ze świecą zaowocował wielką przyjaźnią. Niebiescy dostali oklep. U siebie. Zaczęło się parę lat wcześniej. O taką łatwo. Tłumaczono to czasem w ten sposób. Rozbitych zostało 5 radiowozów. Sporo połamanych szczęk oszczędzili obu walczącym stronom policjanci. Walki na szlaku Białystok — Wrocław były nieliczne. a bywały i nawet takie spotkania. Tak zostało na dłużej. Największą trudnością dla kibiców Jagi” stanowiła konieczność przejeżdżania podczas każdego niemal wyjazdu przez Warszawę. sędzia spotkania Widzew — Liverpool dostał w czuprynę. bractwo z pałkami zawsze jest „na prawie”. gdyż na sektorze mili(poli)cjanci nie dotrzymywali placu boju. zaprzyjaźnioną Wisłą. Jednak glinom udało się rozproszyć towarzystwo. jednak fakt. policjanci musieli okładać ich palkami. Tę zwłokę może przypisać swojemu niebywałemu szczęściu i niedoskonałości organów ścigania. Rozpoczął się bój. często więc miejscowi urządzali im w stolicy specjalne komitety powitalne. pełne prawo do wypinania piersi w pojedynkach obu drużyn mieliby przedstawiciele pólnocno-wschodniej Polski. Jedynie w ostatnim. ich efekt stanowi zaledwie parę rozbitych nosów i dwie stracone Przez wrocławian flagi. gdyż rwali się na płoty dążąc do zwarcia z miejscowymi. gospodarze rzucili się ze szczególną zajadłością. UEFA nakazała rozgrywanie spotkań pucharowych na stadionie oddalonym o co najmniej sto kilometrów od siedziby Widzewa. który odbywał się głównie na koronie stadionu. że walczyli jak równy z równym przeciwko milicji. co zaowocowało kilkugodzinną walką na mieście. skoro oprócz dwóch małolatów i nieszkodliwego Pluta. Po meczu wspólna grupa Jagielloni i Wisły próbowała nawiązać kontakt bojowy z przeciwnikiem. Podczas wspomnianego wyjazdu. to znów ktoś dostał w nos.. Rozpoczęło się od chęci. Wiosną roku 90 wiadomo już było. W tym Czasie na mecze „Zubrów” chodziło zaledwie kilkuset widzów. gdy znajduje się wspólny cel. a następnie brechą i się zerwał. Według niesprawdzonych informacji w 88 roku milicja zawróciła kilkanaście autobusów jadących z pijanym bractwem żółto-czerwonych do Warszawy. Te wymogi spełniał Białystok. Kibice Jagiellonii stali się zarzewiem zadymy. Wówczas do akcji wkroczyli pozostali funkcjonariusze. Trudno się dziwić. gdyż przyuważył kogoś spod owej knajpy. A to skrojona flaga. Ale bez przesady. Na żółto-czerwonych wchodzących w czasie spotkania na stadion tuż obok sektora „pasów”. Mundurowy dostał najpierw pięścią. Gdyby nie ten ostatni wyjazd. . gdy na gości lecialy zza siatki kamienie. iż służby porządkowe w czasie zmian ustrojowych (jeszcze nie policja.późniejszym okresie. pierwszoligowym sezonie 92/93 (spadły oba zespoły) do Białegostoku pojechało więcej wrocławian niż pół roku wcześniej do stolicy Dolnego Śląska szalikowców Jagiellonii. ale gdy wsiadali do suk. najspokojniejszy w tamtej grupie był Hydrant. Nie są tam darzeni zbytnią sympatią. robił wrażenie. Na meczu jakiś palant i to starszy stopniem wlazł w środek młyna. to miejscowi przed meczem mieli sporo kłopotów.. Największa zadyma miała miejsce na stadionie Gwardii podczas meczu z. Po prostu miejscowi hools byli aktywni w szukaniu zwady. a takim były przecież kolejne pucharowe zwycięstwa łodzian. Praktycznie każdy przyjeżdżający zaliczał w Białymstoku jakieś straty. jaka miała miejsce w Krakowie podczas świętej wojny Cracovia — Wisła w 90 roku. na których meldowało się ich 100. który rok później siadł za dziesionę. Najazd fanów Widzewa (wówczas jeszcze cienkich bolków. więc w tym przypadku doszło do rzadkiego zjednoczenia zwaśnionych stron. Na przełomie roku 95 i 96 Jagiellonia to głównie historia i 60-80 osobowa rzeczywistość. Na odsiecz przybiegli wiślacy. Po wejściu „Żubrów” do ekstraklasy kibice podtrzymywali znajomości zawarte w czasie pucharowych śród. choć ekipa wrocławska nie była w Białymstoku zbyt liczna (raptem 28 osób). gdy po rzucie butelką. Po spotkaniu. W układzie kibice . którzy wmieszali się w awanturę. zostali ukamienowani.psy ci pierwsi mundurowych traktują jako wroga zewnętrznego. że „Żubry” są u schyłku swej świetności.

Policja także zainteresowana była tylko dwoma grupami fanów zostawiając kibiców miejscowych samych sobie. Nic dziwnego.niebieskich zaistnieli. W Nowej Hucie pod koniec lat osiemdziesiątych działo się sporo. że kibice biało-błękitno. ale stanowią oni rewelację sezonu. które nie dochowały się swych hools. czyli niebezpiecznych miast. Fantastyczne wrażenie odnosiło się podczas tego pojedynku. Legia miała dość poważną przeprawę z Lechem w Poznaniu. Stadion Hutnika na Suchych Stawach. a gospodarze występowali na nim jako goście. to z pewnością by mu się udało zmajstrować przynajmniej średnią. Jednak dokładnie trzy lata później. LECH POZNAŃ Gdyby wczesną wiosną 1992 roku ktoś stwierdził. to w telewizji słyszalne były tylko i wyłącznie „. niezbyt agresywnej grupce stawiali się szalikowcy Hutnika niemal wszędzie. Pół roku przedtem młodzi warszawiacy mieli kłopoty z lechitami pod własnym stadionem. zabrakło ich we Wrocławiu. podczas gdyńskiego turnieju kibiców piłkarskich. na początku lat dziewięćdziesiątych. gdzie dzieją się rzeczy niepowtarzalne. że kibice poznańskiego Lecha będą się poważnie liczyć na mapie szalikowych chuliganów w kraju. Cracovii nie wiodło się nawet w trzeciej. Powodem tego był z pewnością fakt. O zadymach organizowanych przez kibiców Hutnika słyszeli chyba tylko mieszkańcy Nowej Huty. nie potrafił także ściągnąć na mecze tych spokojnych ludków i teraz jest fantastycznym dowodem na twierdzenie. przedstawicielem Krakowa w ekstraklasie. że co prawda w Poznaniu rządzą małolaci . aktualnie nie mają większych szans utrzymania się na rynku. Wisła właśnie po raz któryś z kolei balansowała na krawędzi pierwszej i drugiej ligi. że słychać było jedynie fanatyków „Białej Gwiazdy”.pasy”. Nikt się z nimi poważnie nie liczył. Straciła rozbity w walce samochód. Warty Poznań. Kierowca po obejrzeniu sobie kilku akcji zaczepnych swych niedawnych . krajową ekipę. Praktycznie się nie liczy. że Hutnik był w tym czasie jedynym sensownym ze sportowego punktu widzenia.HUTNIK KRAKÓW W Krakowie Hutnik to trzecia siła. że słowa te wypowiedział zagorzały fanatyk stołecznej drużyny. to zostałby zabity śmiechem. która miała być kiedyś osobnym miastem. legionista Rouen stwierdził. Najbardziej w cenie są dalekie wyjazdy do trudnych. że te kluby. Z punktu widzenia hools nie jest to zbytnia rekomendacja. Gdyby w odpowiednim momencie znalazła się osoba chcąca podziałać na trybunach tego klubu i w dzielnicy Krakowa. Siłę fanatyków liczy się w ilości hools jeżdżących za swoją drużyną do innych miast. Rekordowy wyjazd hutnicy za notowali w nieodległej Częstochowie. jednak w kilkuosobowej. Zdarzył się okres. słuchając go raz w radiu. O miano gospodarzy rywalizowały ze sobą grupy Wisły i Cracovii. dwie dziewczyny na Legii w otoczeniu kilkudziesięciu policjantów wzbudzały uśmiech legionistów. czego najlepszym przykładem był rozegrany na jego stadionie jesienią 94 roku międzypaństwowy towarzyski mecz Polska — Węgry. Na podstawie Hutnika. Czterech pojawiło się we Wronkach. że gadki niektórych o wygonieniu ludzi z trybun przez chuliganów to tylko czcza gadanina. Olimpii Poznań. Jesienią 95 kibiców Hutnika nie było na Lechu w Poznaniu. Widać nie uznali ich za groźnych dla otoczenia. Bałtyku Gdynia. Szombierek Bytom i Ślęzy Wrocław śmiem twierdzić. Najłatwiej jest zrobić coś w miejscach. Częste demonstracje pod pomnikiem Lenina i walki z milicją mogły skonsolidować bractwo. Hutnik nie pozyskał swoich stadionowych chuliganów. Jednak wszyscy byli wówczas zafascynowani wydarzeniami na trybunach Wisły i tam ściągali chuligani z całego miasta i okolic. Podczas gdy radio miało ustawione mikrofony w ten sposób. Kolejorze podjechali autokarem i rozpoczęli zadymy pod kasami. to znów włączając fonię w telewizji. Poznaniacy tydzień wcześniej pomogli fanom ze stolicy w czasie zadymy z policją w Radomiu. gdzie dotarło ich coś koło 40-50.

Z moimi telefonicznymi znajomymi spotkałem się w Hali Góreckiej. jednak dalszej zadymie zapobiegło po jawienie się policji. Fani Śląska nie robili „przechwytów” pod gmachem sądu. do miasta włókniarzy przybyło zaledwie 50 hools z Lecha. Sprawa przez trzy lata nie doczekała się finału. Młodzież w zielono-biało-czerwonych barwach musiała w większości ewakuować się z pociągu. ale trudno o takowy. choć obity. bractwo nie chwyciło się za łby między sobą. Poznaniacy poczuli się jak w domu. może więcej hools Kolejorza. i zameldowali się w stolicy Wielkopolski na stadionie Warty. że za kilka miesięcy ta sama ekipa będzie jedną Z lepszych w kraju. Początkowo obie ekipy nawet nie wiedziały. to jest to Bayern. jednak bacznie wsłuchiwałem się w to. Lechici trochę się obawiali przejazdu przez Wrocław. Jest zima z 93 na 94 rok. jednak był tak pijany. Był we fleku. że ze strachu. jestem Darek z Poznania. takim samym. Następnego dnia łodzianie dokańczali poznańsko-łódzki dwumecz. Sprawę przenoszono z Wrocławia do Poznania i z powrotem. kibic Lecha. Tym celem było stworzenie na Bułgarskiej normalnej. — Pyry w Lidze Chuliganów? Konfidencki Klub Sportowy na stadionowej zadymie to niezły dowcip. Nikt z pozostałych w do mach . Jednak tu panował spokój. uważając że byłoby to nie fair. Nie minęło dużo czasu. że nie można mówić o jego jakimkolwiek kontakcie z rzeczywistością. gdy część najlepszej ekipy z Wrocławia wracała samochodami to Lech wojażował całą grupą. którym jednak dano do zrozumienia. Troszkę działo się podczas tegoż spotkania na sektorze wrocławskim. Prześmiewcy twierdzą. Wszakże poznaniacy byli w tym momencie po tej samej stronie barierki w walce z Temidą. jeśli już się uda. Odzywa się telefon. Barcelona. czyli trzymającej się reguł publiczności. skoro zeznający mundurowi twierdzili. tym razem na mecz z Widzewem. jednak spotkać kogoś w szaliku jakiegoś klubu sportowego to rzadkość. Jednak zatrzymano czterech poznaniaków i jednego kolesia z Wrocławia. Kaski przezornie ewakuował się z pociągu. Na ten mecz przybyło coś 350. Inaugurację rundy wiosennej AD 1993 odbywał Lech we Wrocławiu. jest po czym. że jednego z zatrzymanych poznają po kurtce. w którym przebywał. Dano mu spokój. Barwy Lecha można zliczyć na palcach jednej ręki. okazał się Kowal. Jednak. jaki dotrwał do Wrocławia. Biało-niebiescy wracali z Zabrza. Tym razem do kilkusetosobowej grupy gości próbowali podejść kibice Lecha. którego co prawda szarpano. natychmiast zrejterował do domu. która jakby wspominała coś o zgodzie. zagraniczna firma piłkarska. natomiast wrocławianie na kilka sposobów Z fatalnie umiejscowionego (ze względu na słaby dojazd) Wodzisławia. Rozmowa była dość luźna. Jakiś czas później stawiam się w Poznaniu. Udało się Kacprowi ze Śląska. Kolejorze zameldowali się tam w osiem dyszek. Siły. co mówili Darek z Radkiem. Sprokurowali całkiem sympatyczną zadymkę z policjantami. Wyskoki niezłej formy i takiegoż samopoczucia mieli chuligani poznańscy już wcześniej. natomiast Krejzi zaczął gadać głupoty. nastąpiło w Gliwicach. Wynikało z tego jedno: skończyły się czasy bezhołowia na trybunach Kolejorza. w jakim paradowała połowa publiczności z sektora. choć najwyraźniej miało ochotę. Gdy podzieliłem się swoimi spostrzeżeniami z chłopakami we Wrocławiu. Spotkanie poznaniaków z fanatykami Śląska odbyło się w pociągu relacji Kraków — Szczecin podczas trzeciej kolejki sezonu 94/95. Bacznie obserwuję ulice. Krejzi jako zakładnik zabawiał przedział poznańskich hools. coś mogło się wy darzyć na dworcu. zostawiając kibiców. to jednak nieujarzmiony. Chyba możemy zrobić interes — twierdzi głos w słuchawce. nie zmieniły właścicieli żadne flagi. przy najmniej ilościowo. że znajdują się w jednym składzie. W sumie nie stało się nic wielkiego. pi razy drzwi — równe. Początek sezonu 1994/95 przypadło rozegrać Lechowi na stadionie ŁKS-u w Łodzi. Przybyła delegacja z Widzewa. — Cześć. Spotkanie. że są gośćmi niepożądanymi. lekko sobie ze mnie podkpiwano. Kolejorze „przebiegli się” po wrocławianach. Snują się różni ludzie. oraz szukający nowych rozwiązań. dość nieoczekiwane. Z innych chłopaków z wrocławskiej Nabojki postawili się Dalton i Kowal. Podczas kolejnego wyjazdu Lecha do Łodzi. Rzeczywiście.pasażerdw. lub inna znana. To byli młodzi chłopacy świadomi celu i dążący cło niego sprawdzonymi drogami. Jedynym. by nawet najwięksi niedowiarkowie uznali swoją pomyłkę. Jeszcze nic nie wskazywało.

zelówki rwali prawie wszyscy. Byśmy się wykoleili. To zabarykadowanie się było jakże iluzoryczną prze szkodą. gdyby nastąpił szturm. Jeden z napastników otworzył wejście i w tym momencie dostał po głowie. kiedy ekipa wyjazdowa wróci. Po prostu policja nie złapała nikogo winnego i mundurowi nie byli w stu procentach pewni. W tych dwóch wagonach nie została ani jedna cała szyba. Kilku powędrowało na komisariat kolejowy. Jeden z nich zabarykadował się w klozecie wrzeszcząc w niebogłosy. Ponieważ pośpieszny tam nie stawał. nikt z napastników tych strzałów nie słyszał. Zadyma nie odbiła się jakimś szczególnym echem. jednak tych bronił skulony policjant. W drodze do miejsca przymusowego wypoczynku jeden z zatrzymanych z Wrocławia — Sys — trochę pościerał się z transportującymi jego i jednego z poznaniaków policjantami. że nawet nie próbowano podchodów pod Arkę. Po pewnym czasie głaz wrzucony przez okno. wiara była nastawiona wobec poznaniaków tak agresywnie. Za wysoko. na koncepcję jak go zatrzymać. że coś leży na szynach. myślałem. Ale Kolejorze byli jeszcze na terytorium wroga. w których chcieli zaatakować napastników. Szalikowcy miejscowych nie wytrzymali i zamiast podejść niepostrzeżenie w tłumie ludzi do zdobyczy. A za drzwiami kotłowanina — opowiadał później szturmujący. Do zabawy wmieszała się policja rozganiając zadymiarzy. to byłem w szoku — stwierdził później fan Lecha. Największy szok przeżyło pięciu pilnujących kibiców policjantów. Fanatycy niebiesko-białych mieli momenty. Swoją pozycję na rynku . Zatrzymać odwrót próbował Uszol. Śląsk zasadził się na przeciwników na jednej z dzielnic — Popowicach. — Gdy nas zwijali. ale na szczęście hamulce zadziałały jak powinny — twierdził później maszynista pośpiecha. Wobec naporu Śląska. Mimo. Zdezorientowani poznaniacy rzucili się do ucieczki na peron. Poznaniacy dotarli do Wrocławia w najlepszej do awantur porze — wczesnym wieczorem. rzucili się z okrzykiem bojowym. to drzwi i tak wyleciałyby z zawiasów. Pierwsi atakujący zaczęli się wycofywać po trzech — czterech minutach. miejskich dróg. Po siedmiu napastnicy ostatecznie zrezygnowali. Więc na ten. Chwilę potem zajechały budy z psami. Nic dziwnego. przelatywał swobodnie przez drzwi przedziału i wylatywał drugim oknem. Nie przypuszczali chyba. Tydzień później Lech miał kolejny wyjazd w tym samym kierunku. Nie było świadków — dziennikarzy. W tym czasie poznaniaków zaczęto uważać za zdolną ekipę. wpadł Łosiek. — Myślałem. We wrocławskiej popołudniówce na stronie miejskiej znalazła się jedynie krótka notatka o zaistnieniu tego incydentu. Wrocławianie atakowali drzwi stojącego na nasypie pociągu. a dwa ostatnie wagony zostały zasypane gruzem kolejowym. że w okolicach dworca czai się około setka chętnych do wygarbowania im skóry. Tam przebywała pozostała część ich grupy. co się rzeczywiście wydarzyło. gdyż bijatyka miała miejsce z dala od uczęszczanych. że dostałem kamieniem od jakiegoś naszego zezowatego miotacza. na którego nadział się Niełac. jednak byli w wyraźnej defensywie. skoro miotaczy było około siedemdziesięciu.hools Śląska me wiedział. że ma żonę i dzieci. We Wrocławiu po świeżym laniu. którym miał przejeżdżać pociąg. do Krakowa na Hutnik. Drugi z mundurowych wystawił przez miejsce po szybie w drzwiach kończących pociąg (te też już nie były oszklone) rękę z pistoletem i oddał kilka strzałów w powietrze. z którą tego samego dnia grali wojskowi. Trochę dalej. co wyprawiał gdy rzucał się na psów. Dopiero później fanom Śląska powiedzieli o tym wyda rzeniu poznaniacy. że to klęczący w środku pies dopierdolił mi pałką. ale rozpędzony Kolor zmusił do odwrotu i jego. Kamienie furkotały jak stado pszczół. że być może cała sprawa miała związek z jadącymi tym właśnie pociągiem kibicami Lecha. Akurat jeden tor był przebudowywany. Pociąg stanął posłusznie. że spokojnie bym sobie z nim poradził. oraz przypuszczenie. rzucono kilka kolejowych podkładów — Chwała Bogu. ale okazało się. więc komitet powitalny tym razem nie oczekiwał na peronie. Ale jak zobaczyłem. Mający przesiadkę Lech powoli zaczął wysypywać się przed dworzec. że zobaczyłem z daleka. Nie było jak wejść do wagonu. Co ciekawsze. Nikt me chciał z powodu mniej ważnego dymu mobilizować służb porządkowych. jakie Śląsk od lechitów dostał zaledwie siedem dni wcześniej. jakby wydostawała się ona z karabinu maszynowego. że za równo okna jak i drzwi były zamknięte! Częstotliwość uderzeń amunicji z torowiska była mniej więcej taka. Zadyma na dworcu dobiegła do końca.

Inauguracja przypadła na mecz z ŁKS-em. Właściwie stanowiła ona osłonę dla oddziałów pieszych. Klamry od pasów fruwały bez przerwy. Wszystko byłoby cacy. gdy udało się zdobyć przedmioty mogące spełnić rolę pocisków. ale ten szybko się poddaje. To nasi rzucają kamieniami na koniec. natomiast co było później najlepiej chyba odda skrót relacji Rappera. Padło na jednego z bardziej popularnych fanów. jak ostatnio nigdy w Poznaniu. Wśród gości siedziało paru ich koleżków ze Szczecina. Napierdalamy pasami. lechici montowali całkiem zgrabne zamieszanie. By się do nich dorwać. jednak tamten go nie puszcza. Dopiero. lecz spotkanie odbywało się w sobotę pracującą. Gdy odjechaliśmy ze stacji. Poznaniacy mieli chętkę na obicie dosyć licznej grupki fanów z Łodzi. którzy przed meczem zostali wyczajeni przez Lecha i obici. Na dobrą sprawę legioniści mogli tylko oglądać to. Przed kasami mała zadymka. Dostajemy się do przedziału. Cały patrol stracił radiostację. jednak.” Co prawda relacja o tej samej zadymie ze strony szczecińskiej wygląda zupełnie inaczej. role się odwróciły. kibice dopadli psów nie uczestniczących w całym zamieszaniu. Miejscowi jakoś ustępowali pola niebieskim. A przynajmniej pomóc im w noszeniu flag. że nie chcą wyjść na zewnątrz i lać się z nami. Kamienie lecą z obu stron. tylko nieliczni zachowali zimną krew i stawili opór. gdy nadciągnęły posiłki. D się. Jego kolesie rzucili się do odbijania i wyszła zgrabna awantura. gdyż te nie wyściubiały zza niej nosa. Przybyszów było 100-130 (w zależności od źródła). jednak zaczęły się dymy z policją. co troszkę rozjuszyło obijanych hools. pałki. wypróbowano zrobić to pałkami. by zaatakować swych przeciwników. Miałem również ścięcie z chuliganem z Pogoni. Na tym meczu pojawiło się. Do łodzian się nie dostali. Legia w tym czasie biła brawa poznaniakom. Mundurowi najpierw próbowali rosnący z każdą chwilą tłumek przemieścić grzecznie. Trzymali drzwi od korytarza tak. paru kibiców ze Szczecina leży w korytarzu na ziemi. którzy bicia nie dostali. Butelki okazały się tak skuteczne. Aby ostudzić poznańskie zapały wystarczyło rzucić kilka butelek w ich kierunku. Zbiegamy z wału. Czterech policjantów obito do nieprzytomności. Większość z nich wyrażała chęć wygarbowania skóry przyjezdnym. znów na Golęcinie. gdzie również lejemy gdzie popadnie. która jest zamieszczona w numerze 1/95 „Szalikowców” „Po meczu trzy dyszki naszych poszło na dworzec. lecz w chwili. że ich kompani nie mogli się ukryć wraz z nimi. . Po chwili słyszę brzęk tłuczonego szkła. Po bieganinie i wzajemnych pościgach. Może nie wiedzieli ilu nas jest? Z oddali słychać syreny policyjnych radiowozów. jak podczas pierwszego pojedynku. ale najwyraźniej mających ochotę na włączenie się do zabawy. lecz niecałe trzy dyszki. Zaczęli uciekać do przedziałów. Wiosna 1995 roku na Bułgarskiej rozpoczęła się równie atrakcyjnie. oraz skasowani na kilka szalików. W końcu jeden z naszych wyciągnął tłuczek do mięsa i wybił szybę. Gdy nas zauważyli — spanikowali. kibice Legii. jednego zdemobilizowano zabierając mu pistolet. W środowym spotkaniu 1/16 pucharu Polski nie było już 50 fanów ze Szczecina. Kilka dni później odbył się mecz Olimpia Poznań — Pogoń Szczecin. Wówczas to do Poznania zawitała Legia. Rację mają raczej szczecinianie. układ sił się zmienił i lechici musieli przejść do defensywy. Gdy grzecznie się nie udało. Mogło być więcej. Kilkunastu fanatyków wyskakuje z pociągu. Pogoń ściśnięta w przedziale jak sardynki w puszce. Na samym spotkaniu nic się nie działo. Widzę jak koleś z Lecha walczy na pasy z fanem Pogoni. Gdy arbiter dał znak na zakończenie pierwszej połowy spotkania. Przy jednym z przedziałów kibice MKS-u tak mocno trzymali drzwi do przedziału. chwytam za szal. a właściwie zbiórka chętnych do obicia warszawiakow. zaczynam gościa lać pasem. Co dziwniejsze obie strony uważały się za jej zwycięzcę. trzech wchodziliśmy do ostatnich wagonów.udowodnili siedem kolejek ligowych później. mundurowi postanowili sobie odbić na kimś swoje drobne niepowodzenia. Zaczęła się bijatyka. że cztery dni później grała ponownie z Olimpią. Pogoń siedziała już w pociągu. że nie mogliśmy się do nich dostać. W okolicach sektora zajmowanego przez gości zaczął się ruch. aż 10 tysięcy ludzi. że psy darły zelówy jak stado Benów Johnsonów. co się wokół nich działo. a byli przecież na wyjeździe. gdy się nieco uspokoiło. jakoś nie bardzo chcą uwierzyć w ich wersję wydarzeń. Psy zwołały odwody i do akcji wkroczyła armatka wodna. jednak nawet kolesie bordowo-granatowych. Hamulec. ruszyliśmy do ich wagonów. aby dojść do szczecinian z drugiej strony. Problem Pogoni polegał na tym. zabierając je ze sobą. a my po dwóch.

Fanatycy Lecha założyli. a ci dzięki temu mieli pociski do odrzucania. Czternastu chłopaków zatrzymano. Kibice wykazywali determinację. który był transmitowany przez telewizję. Do grupy około 30 legionistów (z kilkoma kibicami Pogoni). którzy widząc zbliżającą się watahę miejscowych. Natychmiast zorganizowała się grupa walecznych. — Myślałem. Pojechało około 750 fanatyków.. Jednak zrobili gościom głupi numer. Być może tumult był tak duży lub chęć dobrania się do Legii tak wielka. po których dotychczas się ślizgali (ów towot). który zamiast czekać na rozwój wypadków (już miał wybitą szybę) chwycił za bejsbola. Do 87 minuty Lech pro wadził 2:1 (a wcześniej było 2:0 dla przyjezdnych). chcąca odbić sobie jesienną zadymę w pociągu. Później funkcjonariusze (ale już nie ci sami) zaprowadzali porządek za pomocą broni palnej. na samochody posypały się ciosy i gdyby nie zdecydowana reakcja jednego z drajwerów. bo Lech flag na wysmarowane płoty nie wywiesił. niż rozpocznie się mecz. że ilość Lechitów ich zaskoczyła. Nabój przemknął między mną a kumplem — opowiadał znacznie później uczestnik zajść. Nic bardziej mylnego. Wystarczyły tylko na tyle. Bułgarskiej. Podczas meczu. które pozostawały w samochodach. nie dało się słyszeć prawie żadnych bluzgów. Dlatego spotkali się w kilkaset osób w okolicy stadionu na trzy godziny przed pierwszym gwizdkiem. przyjezdni będą witani bardziej ciężkimi przedmiotami. że sam widok zamaskowanych twarzy wystarczy. więc zawczasu postanowili wyrazom wzajemnej miłości zapobiec. to jednak gdynianie już wówczas byli w Poznaniu tolerowani. a tu koło mnie słyszę świst. Do zabawy przyłączyła się policja i Pogoń pozmykała na swoje sektory trybun. Dym na trybunach tymczasem rozpoczęła.45 za dzwonili na komisariat z informacją o tym fakcie. Mundurowi zorientowali się. Napastników na kopach wygoniono. że skurwysyny strzelali w powietrze. formując na prędce speckomitet powitalny. Sami szczecinianie twierdzili po spotkaniu. Był nim kolejny występ Legii na stadionie przy ul. którymi można by przyatakować tych zza ogrodzenia.. Wśród funkcjonariuszy można było wyczuć panikę. więc kibice postanowili zwrócić broń. Na widok nadjeżdżających pięciu autokarów poznaniacy po prostu zaczęli do nich biec. że chcących po obtłukiwać przyjezdnych było dużo. ze Poznaniacy ocieplili stosunki z tą częścią piłkarskiej Łodzi. stróżów porządku znacznie mniej. by podziękować swoim idolom. W pierwszej chwili agresorzy narobili trochę popłochu. że najazd nastąpi autokarami dużo wcześniej. Tak się złożyło. że ostatecznie do linczu nie doszło. Po meczu dwa auta hools Lecha podjechały pod Piekiełko. Na taką inwazję miejscowi nie byli przygotowani. Broń się znalazła. Do walki doszło tylko dzięki poznaniakom. by móc odjechać w komplecie. Widocznie doszli do wniosku. czyli knajpę w której widzewiacy opijają mecz tuż po jego zakończeniu. Tam doszło do inauguracyjnej szarpaniny z policją. Tydzień później nastąpił najgłośniejszy akord jesieni chuliganów 1995. niedoszłe ofiary natychmiast ruszyły do kontrakcji. smarując towotem ławki i płoty w sektorze przeznaczonym dla nich. a niebiescy nie. Choć formalnie Lech z Arką zgody (przynajmniej w tamtej chwili) nie miał.kajdanki i kaski. a nawet dość sympatycznie przyjmowani. Jednak w ostatnich sekundach spotkania Pogoń strzeliła dwie bramki i ostatecznie na trybunach zapanowała euforia. Za moment po murawie hasało już coś koło setki fanów bordowo-granatowych. Do piwożłopni napastnicy wpadli co prawda w kominiarkach. Lechici zdewastowane ławki wypuszczali w kierunku napastników. wobec czego dowodzący akcją postanowił rozkazać strzelać w powietrze. a motywację mieli tylko ci pierwsi. jednak po otrząśnięciu się przez tubylców z szoku. a na sektorze prezentowali się bardzo fajnie. a na boisku trudno jest zorganizować przedmioty. Kilkunastu pogoniarzy wybiegło na płytę boiska. Dało mu to przewagę nad łodzianami i pozwoliło ich odegnać na tyle. ale bez bejsboli. Tydzień później Lech wybierał się do Szczecina. że zamiast kwiatami. Następnego dnia podłożyli ją w umówione miejsce i o 19. W Poznaniu na mieście pojawiły się napisy informujące o konieczności wyprawienia się na ten pojedynek. Bójki o flagi by nie było. którzy na stadionie pojawili . że nikt specjalnie strzałami się nie przejął. również hools znaleźli się na wolności. zaczęli uzbrajać się w ławki. Gospodarze przez upierdolony płot i tak by nie przeleźli. Mogło się wydawać. Tuż przed zakończeniem piłkarskiej jesieni 95 Lech zameldował się W Łodzi na Widzewie. Arka.

. gdynianie natychmiast zaatakowali.. Gdyby nie układ na mecze reprezentacji. a tych od miejscowych. jak właśnie wśród sympatyków warszawskich. dostał w trąbę. w której kąpieli zażywają wyłącznie najodważniejsi spośród morsów. co zmuszało kierowców do zmniejszenia szybkości itp. a gdy ogarnęli sytuację. zaledwie 20 w Katowicach. Do walk doszło także po meczu. co po polaniu osób postronnych zwiększało ilość uczestniczących w walkach. stanowiącej granicę wpływów. jednak i wówczas prezentowała się nieźle. gdyż odbywał się podczas ostatniej kolejki ligowej. Zaczęła się bitwa z policją. W międzyczasie były jeszcze spotkania wyjazdowe z Rumunią w Bukareszcie. czyli z samochodem. w której odlegle od Pniew zaledwie kilkanaście kilometrów Wronki nawiedziła armada czekających na awans swych pupilów do ekstraklasy fanatyków wrocławskiego Śląska. że było biało-niebieskich dużo. mutanty.. O tej samej porze. — Co tu się dzieje?! Ty. Podczas ewakuacji auta poznańskich i gdyńskich wojowników mijały się z kolumną jadącą na sygnale. Jednak długie wyczekiwanie na poboczu załogi z kilku aut. co nie wpłynęło zbyt dobrze na stan jego karoserii. został obrócony do góry kołami. na co dzień kibol Śląska. to przyjazd konkretnej ekipy. zupełnie zdezorientowani. Było to o tyle łatwiejsze. Choćby dlatego. oddzielili Legię od Arki. Nie dość. Co prawda spotkanie Polska — Izrael to zaledwie kilkunastu młodych fanów z Poznania. postanowiła się dostać mniej więcej równa liczebnie grupa przybyszów z Trójmiasta. Na następnym spotkaniu rozgrywanym w stolicy węgla z Rumunią ekipa poznańska nie była już aż tak konkretna.. Jak jeździli poznańscy hools na swoje wyjazdy w 1995 roku? Poza kilkoma kilkoma wątpliwymi przypadkami. gdy żółto-niebiescy młócili się z Legią. 120 w Chorzowie. gdzie obok Arki stanowili najliczniejszą ekipę. całkiem nieźle. że panowała temperatura. Kolejne zdarzenia. Gdy kordon mundurowych został już bezproblemowo ominięty. A więc oprócz motywacji (za co mnie polali?). Wystraszonego mundurowego wyciągnięto zza kierownicy i zakomunikowano mu. wyzwoliło podejrzenia wśród miejscowej ludności. jaki przeżyłby oglądając swoją fizjonomię przed lustrem za dosłownie moment. W tym czasie. zalał się krwią i nakrył nogami. co zrobić z agresorami. aż odwieziono pod konwojem bocznymi drogami. raz w drugą. — Toć to przecież. Wśród czerwono-biało-zielonych znalazło się kilku wzywających. że są fanatykami zaprzyjaźnionymi z Legią bardzo serdecznie i nie wyobrażają sobie innej możliwości oglądania tegoż spotkania. twierdząc. że tylko biały otok na czapce ratuje go przed szokiem. Wiosną to około 750 (według innych źródeł 600) w Szczecinie. by grupą około sześćdziesięciu chuliganów zaatakować przejeżdżające warszawskie autokary. Tym czasem legionistów przetrzymywano na stadionie przez prawie godzinę. w kierunku zadymy biegła już wataha poznańskich hools. Nikt jakoś nie kwapił się z przekraczaniem pewnej barierki. to jeszcze stanowili najlepszą jeśli chodzi o warunki fizyczne ekipę. Bractwo ganiało się raz w jedną stronę.się wcześniej niż główne siły. Na meczach międzynarodowych w roku 95 Lech wyglądał dość imponująco. policję. puszczono ich w tłum. Ten ostatni mecz był raczej symboliczny. Między innymi w ręce fanatyków Lecha wpadł policjant z drogówki wraz z ekwipunkiem. Na miejscu dziwnego zgromadzenia w szczerym polu pojawili się policjanci z najbliższej pipidówki. Mundurowi. 300 w Pniewach. Psy wprowadziły do akcji armatkę wodną. także w Zabrzu. Tam Poznaniaków było najwięcej. . że to właśnie oni organizowali ogólnopolski wyjazd fanów. Pies miał pecha. to już tylko walki hools spod znaku Lecha z chuliganami w mundurach. Jednak samochód marki polonez. Znaleziono nad wyraz dobre miejsce w którym remontowany był jeden pas drogi. będący nagrodą dla poznańskiej drogówki za konkurs na najlepszego policjanta. przez moment nie mieli pojęcia. ze mną! — nakazał mundurowy pokazując palcem na jednego z hools. Blokadę trzeba było zakończyć. oraz z Francją w Paryżu. Policjantów okłamali. muszą przejeżdżać przez Wrocław. Tam też właśnie wybrało się na łowy kilkudziesięciu poznańskich fanatyków. ale już na następny mecz. doszła chęć rozgrzania się niewinnie zmoczonych. ze Słowacją. Poznaniacy jadąc do Katowic koleją. to byśmy mieli kłopoty z dojechaniem — stwierdził po powrocie z wyjazdu Alek. Po meczu nastąpiła wspólna wyprawa kibiców Lecha i Arki na trasę warszawską. co się dzieje. Po naradach.

w Zielonej Górze zameldowała się kilkudziesięcioosobowa grupa lechitów. czy aby na pewno ich miasta można się dopatrzeć na mapach i czy istnieje możliwość dojechania w to zagadkowe miejsce pojazdem tak wielkim jak autobus. Ostatecznie mecz nie odbył się w ogóle. by niespodziewanie zlać hools Lecha. Została ona dokładnie obejrzana sobie przez przebywających tam incognito fanów szczecińskiej Pogoni. że 150 osób głosowało za tym. Tylko tylu. Ponieważ do przerwy piłkarze prowadzili 2:0. do Olsztyna 70. Poznaniacy jeździli także na mecze halowe. którzy ostatnio zajmują drugie miejsce w tabeli nienawiści Pogoni. jakie zimą rozgrywali piłkarze sposobiąc się do sezonu.Jesienią statystyka wyjazdów jest lepsza. werbalną prześmiewcy z Wrocławia uznali reakcję poznańskiej publiczności po jednym z goli zdobytym w spotkaniu z GKS Katowice jesienią 1995. na co nie wszyscy wyrażali ochotę. Cała dziesiątka kibiców Lecha. gdzie przy padło zagrać drużynie w 1/8 PP na zakończenie sezonu. a walkower przyznany Lechowi przez PZPN może mieć wpływ na kształt Ligi Chuliganów. Tak więc na hali panowali szczecinianie. Do Łodzi na LKS przybyło 152 hools. że nienawidzą Legii — nabijał się Marcin. kibice podejrzewali. że ze Szczecina wyjedzie autobus hools. we Wrocławiu pojawiło się ich 400. stawiło się 142 szalikowców biało-niebieskich. którzy zameldowali się na Polonii to byli ludzie spoza stolicy Wielkopolski. gdzie ma się odbyć mecz Lechii/Olimpii z Lechem. Zrobili więc sobie polowanie na ich samochody podczas treningów i pod domami. zatarasowany przez policję. — Zamiast się cieszyć z bramki. śmiali się z gości. Zaledwie 10 kibiców Lecha pojawiło się na stadionie Polonu w Warszawie na meczu 1/16 pucharu Polski. niewielkim mieście w województwie wałbrzyskim. że zostali przez swych graczy wystrychnięci na dudków. natychmiast spróbowano się skrzyknąć. którzy chcieli przyjechać na mordobicie do Trójmiasta i dla nich trzeba mieć szacunek — twierdzili kibole gdańskiej Lechii już po fakcie nierozegrania spotkania. Ale to problem Gdańska. a w Oleśnicy. W Tarnobrzegu Lecha było 60 osób. by ostatecznie przegrać 2:3. Do dymów między fanatykami nie doszło z uwagi na policję. po wejściu do drugiej ligi tamtejszej Lechii w 92 roku. więc po stanowiły sobie zorganizować głosowanie. początkowo. a było to jesienią 93 roku). Za największą. Dla wszystkich dolnoślązaków spotkania ze Śląskiem stanowią wyzwanie. zaczęła się pojawiać kilkunastoosobowa grupka bardzo młodych chłopaków próbująca wzorować się na pomysłach zaczerpniętych z pierwszoligowych stadionów. lecz w sumie prowincjonalnym klubie. Nie udało się jednak wy puścić ekipy większej niż 10 osobowej (turniej w Gorzowie zupełnie nie był reklamowany w miejscowej prasie). Zdarzały się poznaniakom także wpadki. gdyż 80 hools nie sforsowało wejścia na peron w Poznaniu. Do Mielca zawitał standard kilkudziesięciu fanów. Trzeba było jechać koleją. Na jednym z takich turniejów. LECHIA DZIERŻONIÓW Gdy piłkarze Lechii Dzierżoniów stanęli w Poznaniu przeciwko Olimpii. jak nas udupić. Na ten wyjazd miało ochotę znacznie więcej fanów. Najśmieszniejsze jest to. więc podczas pierwszej wizyty wojskowych na . 110 poznaniaków zameldowało się w Tychach. z którą szarpali się portowcy. W związku z porysowaniem aut zawodnicy obrazili się na kibiców i po kolejnych spotkaniach przez pewien czas nie podbiegali do ich sektora po zakończeniu spotkań. Bordowo-granatowi postanowili na kolejny turniej w Gorzowie Wielkopolskim zmobilizować taką ekipę. żeby grać w Gdańsku. ale autokar załatwiał małolat i w sumie okazał się on niewypałem. Nie weszli więc Kolejorze do ekspresu. To jest 150 chuliganów. „panowie z miasta” grający w bogatym (wówczas. W Dzierżoniowie. śpiewali. — Poznańskie skurwysynki nie wiedziały. Gdy do Poznania dotarły wieści. W Łodzi na opisywanym już meczu z Widzewem pokazało się 110 osób.

by nauczyć piłkarzy profesjonalnego podejścia do swych obowiązków kijami bejsbolowymi. W zarządzie pojawiają się kolejno cale zastępy ludzi myślących. goście w szalikach. piłkarskiego folkloru. Po kilkunastu miesiącach siedzę sobie w Krakowie u Mariusza. Podczas meczu Lechia Dzierżoniów — Bałtyk Gdynia wiosną 95 stawiło się 5 kibiców z Gdyni. innym klubem o niemal tej samej nazwie. powiedział. który ma wieczne problemy finansowe. Pojawiają się świece dymne i inne tym podobne zabawki. biało zielone barwy i przywiązanie fanatyków. jak na klub posiadający aspiracje drugoligowe. gdyż dzięki temu tamtejsza Pogoń otrzymała z budżetu miasta dofinansowanie na postawienie ogrodzenia. co stwierdziłem naocznie. do gospodarzy. Tak było w Toruniu. ale nawet zebrać w jedną grupę podczas meczu. Jednak barw mieli na sobie coś z dziesięć.drugoligowej młócce. Klub. Leszek Tymcio. Przynajmniej w II lidze. Pierwszą połowę tego spotkania zza siatki oglądało około 250 osób. Rzeczywiście. że podczas spotkania ze Śląskiem płotek runął. Na dodatek ci. W kilku klubach stawianie płotów na stadionach rozpoczęto po wizycie kibiców Sląska. połowę stanowili potencjalni chuligani. ale wieść o takiej możliwości wpłynęła na futbolistów nad wyraz mobilizująco. Niezmienne są jednak trzy rzeczy: Lechia w nazwie. Dobra praca z młodzieżą. to trudno było się doszukać grupki większej niż kilkanaście osób siedzących wspólnie i stanowiących zgraną paczkę. Mariusz przyjmuje zamówienie na 25 sztuk szalików Lechii Dzierżoniów. Tam całkiem nieźle można sobie oglądać spotkania piłkarskie zza płotu.. którzy . Do tego zabawy w fuzje i dziw o nazwie Olimpia/Lechia. Łebków szybko wprowadzało się do pierwszego składu. Tak przynajmniej było przed fuzją. młodych i bardzo młodych chłopaków owiniętych w niebiesko-żółto-czerwone było tam coraz więcej. — Ale numer — śmieje się. Jest to jednak wyraźny dowód na to. szefa firmy produkującej pamiątki sportowe. drugi płot w miejscu wyznaczonym dla gości). Bałtyk). Oleśnicy. Chociaż uczucia tych ostatnich wyrażane są czasami w sposób wprawiający ich idoli w prze rażenie. jak tu sobie napchać kieszenie. W sezonie 93/94 Lechia grała pucharowy (1132) pojedynek ze Ślęzą. Oczywiście rozmawiamy o piłce. czy FC. Na razie największym wyczynem dzierżoniowskich fanów był inspirowany przez klub protest przeciwko radzie miejskiej Dzierżoniowa. a następnie byli błyskawicznie odsprzedawani lub niknęli. Lecz jeśli było to spotkanie nie wzbudzające dodatkowych. Dzierżoniowie. Gorzowie (dodatkowy. Wówczas to na meczu ze Ślęzą pojawiło się miejscowych szalikowców prawie dwustu. KS-em.. czy w dalszym ciągu był BKS-em. Odzywa się telefon. Jako pismak bywałem w Dzierżoniowie parokrotnie. Lechiści oddani są swej Lechii jak mało kto. Gdy na stadionie było — przypuśćmy — 1500 widzów. A propos „klatki” dla gości. Do niedawna diabli wiedzieli. że miejsca. Jeszcze wiosną 95 rezerwy Lechii były de facto. Prywatnie znamy się od lat. które do niedawna uważaliśmy za piłkarską prowincję. Wciąż jednak znajdują się sponsorzy. Czyżby tam było aż tak wielkie zapotrzebowanie na pamiątki? Sam się dziwię. jednak stanowią kawałek ciekawego. LECHIA GDAŃSK Jeden z dziwniejszych klubów w Polsce. W tym ostatnim miasteczku tamtejsi działacze nawet byli zadowoleni z tego. To w Gdańsku narodził się pomysł. aktywizują się. która rokrocznie zdobywa medale w kolejnych mistrzostwach Polski juniorów. trybunowych emocji (Arka. W otoczonym wyższym płotem miejscu wyznaczonym dla kibiców przyjezdnych pozostawili oni swoje flagi i przenieśli się na drugą stronę trybun. Dzierżoniów ma jedną śmieszną rzecz. której burmistrz. chcący Lechię wspomóc. dosyć dokładnie licząc podglądaczy. — Dwa tygodnie temu ktoś inny też zamówił 25 sztuk szalików tej samej Lechii. że na sport społecznych pieniędzy przeznaczać nie ma zamiaru. W Lidze Chuliganów fani z Dzierżoniowa oczywiście się nie liczą. Do realizacji projektu przyjścia fanów z uzbrojeniem na trening co prawda nie doszło. na pięć tysięcy widzów szalikowców było już kilkudziesięciu. lecz nieraz nie chce im się nie tylko śpiewać.

Pojawiło się mnóstwo szalikowców. gdy zajechali do Gdyni na Arkę. czyli spadek w trzecioligową otchłań.. podzieleni na fanów drużyny piłkarskiej i żużlowej). gdzie do dzisiejszego dnia większe wpływy ma Arka. mieli do przedyskutowania sporo tematów i ważniejsze sprawy na głowie. Po latach prawdy nikt nie dojdzie. jakie przenikały z dość hermetycznego środowiska piłkarzy Lechii w końcówce lat siedemdziesiątych. nawet uwagi pod adresem Śląska. w których wydawało się. w której za warta była doza nieufności do nowych układów i pełna akceptacja starych. lecz mają posmak nieakceptacji. wyganiając ich ze stadionu.nie wiadomo. Na stadionie tamtejszej Wisły. gdy ze Śląskiem na Arkę zawsze jeździcie całą watahą? — pytanie było raczej nastawione na uzyskanie informacji. Wówczas milicji nie obchodził w zasadzie sam mecz. oczywiście koloryzując. są szczególnie żarliwie ścigani. Rzeczywiście. z czasem nawet zdobyła puchar Polski. to w Gdańsku żaden kibic Wybrzeża (żużel). Euforia nastąpiła po zdobyciu PP w Piotrkowie Trybunalskim. Nie raz i nie dwa zdarzały się sytuacje. a ci. przyszło 40 tysięcy ludzi. Atmosfera Gdańska ma w sobie coś szczególnego. że niechęcią potrafią się obdarzać kibice Motoru. Kibice Lechii pojawili się na trybunach na początku lat siedemdziesiątych. gdy drużyna grając w drugiej lidze wciąż aspirowała do pierwszej. Arka wówczas awansowała do ekstraklasy.siadali razem. nie zahaczających się dyscyplin sportowych. Ta tendencja jest w Trójmieście zachowana. którzy spod jednych barw uciekli pod drugie. Mikołaj do tej pory lubi poopowiadać. jakie zainkasowali biało-zieloni. lechiści zrobili trzepanie skóry wszystkim miejscowym. czy Stoczniowca (hokej) nie jest postrzegany inaczej. Bardziej groźna była wybierająca się . Tam me spodziewano się jakiegoś oporu ani agresji ze strony miejscowych. niż jako „taki inny lechista”. Drugim sporym przeżyciem był wyjazd do Świecia na Wdę. że kosa będzie nieunikniona. Środkiem transportu uciekających był także zarekwirowany spod sklepu rower. będącej kibicowską filią żółtoniebieskich. Jednak lokalny patriotyzm nie zezwala mieszkańcom jednego miasta sympatyzować z drużyną z drugiego. jak towarzystwo rwało zelówki przed hordą miejscowych. jednak wyżej nie awansowali. że drużynie nie zależało na awansie do ekstraklasy. futboliści rokrocznie zajmowali miejsce w czubie tabeli. Ba.. jakie w owym czasie Lechia spędziła na trzecim froncie w pamięć kibiców wbiły się dwa momenty. będąc często języczkiem u wagi w najważniejszych dla innych momentach. Z tych krótkich chwil. Sportowo i chuligańsko. W tym czasie Lechia przegrywała. aktualnie arkowiec. jednak potrafili strawić sytuację „nowego w układzie”. Wiślacy zrobili zgodę z Lechią i ze Śląskiem dosłownie kilka miesięcy przed tym wydarzeniem. Zakończyło się na niezłym laniu. biorą się za łby (w Lublinie bywa i tak. Zółto-niebiescy zawładnęli duszami piłkarskich fanów z okolic Trójmiasta. zwycięstwa drużyny w młócce na tym szczeblu rozgrywek oraz przede wszystkim zdobycie pucharu Polski skonsolidowało grupę. która na niwie piłkarskiej ogniskowała się na drużynach Lechii i Arki. O co poszło i kto zaczął nie sposób się domyśleć. Trzecioligowe wyjazdy. Panowała ostra rywalizacja na linii Gdańsk — Gdynia. mimo że w pierwszym pojedynku gdańszczanie przegrali z Juventusem 0:7. Teraz spróbuj po wiedzieć coś złego na Lechię we Wrocławiu lub na Śląsk w Gdańsku. Długo trzeba tam być znanym. które nie są z gruntu negatywne. Oba to mecze wyjazdowe. Aż nastąpił krach. niż dopingowanie drużyny. Byli trochę rozgoryczeni takim postawieniem sprawy przez biało-zielonych. — Dlaczego z nami przyjechało was zaledwie kilkudziesięciu. Śląsk wam się nie podoba? — padła odpowiedź. by zostać w pełni zaakceptowanym. Wieści. poprzednio lechista. Trudno jest przełamać w Gdańsku barierę nieufności kibiców Lechii wobec obcych. Zgoda na linii Wrocław — Gdańsk nie rodziła się bez bólu. często spotykają się ze stanowczą odprawą. Kim będzie za jakiś czas . Mikołaj gnał przez lasy kilkanaście kilometrów. świadczyły o tym. Ale jeśli już wejdziesz do tego grona. Na jedyny występ Lechii w europejskich pucharach. Jeden do Tczewa. — A co. Wraz z nimi przywędrowało kilkudziesięciu lechistów. Ostatnie w sezonie 8 1/82 występy futbolistów przyciągnęły masę ludzi. Podczas gdy w innych miastach kibice różnych. Przekonało się o tym paru kibiców Wisły jesienią 94. Aktualnie takim wyklętym człowiekiem jest młody Kaczor.

Pojawili się przedstawiciele Zawiszy. Jednak gdy kibice Lechii nieraz wygrywali swe pojedynki na wyjazdach. Wprowadzono więc w Piotrkowie prohibicję. Pociąg został opróżniony z wszystkich pasażerów. Starsi poznaniacy już dali sobie spokój z kibicowaniem. Biało-zielonych przyjechało tak dużo i byli tak agresywni. miasta jednoznacznie identyfikującego się z wolnościowymi dążeniami Polaków. Tam kopnięciem w rusztowanie rozwalił je łamiąc sobie przy tym giczała. Chadzający własnymi ścieżkami Wolf został namierzony i rozpoznany przez kilkunastu chcących obedrzeć go ze skalpu hools i zagnany na pobliską budowę. milicja będzie chciała się odegrać. jak na przykład Makaron. W obozie arkowców panował powszechny marazm. Co chwilę ktoś „dla zabawy” na mijanej stacji zniszczył jakąś przygodną szybę lub latarnię. to znaczy obijali kogo chcieli. Że w związku z demonstracją antykomunistyczną. Spragniona wódy kilkutysięczna wiara wysuszyła wszystkie możliwe meliny. Stopień winy był nieistotny. jednak z okazji tego spotkania zmobilizowali się do tego sto pnia. Lechia tryumfowała także na boisku. Po spotkaniu kilkutysięczna armada wracała do domu pociągiem grozy. W Gronowie Elbląskim. że to pożar. O arbitrze Wolf również miał swoje zdanie: On by ze strachu odgwizdałby koniec świata. na złość milicjantom i swojemu organizmowi żłopali na oczach służb porządkowych wodę brzozową. czyli raptem parę kilometrów od miejsca startu. Lechiści łazili po całym Poznaniu i robili co chcieli. by ich ostatecznie pogonić. Rok później odbyły się długo oczekiwane przez gdańszczan derby Trójmiasta. Gdy pociąg wjechał na stację miny zrzedły wszystkim. Nie przewidzieli jednego. Za okno wylatywały świetlówki i tym podobne duperele. Nie ucbronilo ich to jednak przed wygnaniem z własnego sektora — Gór ki. Z daleka bractwo widząc błyskające. wszak teraz wielu chciałoby zrobić wszystko. że po półtora roku ekipa wyjazdowa zmalała w zastraszający sposób. Część towarzystwa wiała gdzieś po torach. Lecha. Drugi taki szczególny wyjazd miał miejsce do Ębląga. kibice z Gdańska. a wyciągnięci przeszli przez ścieżkę zdrowia. Miała się odbyć egzekucja na przyjezdnych. Wówczas Lech nie był poważną przeszkodą. lecz płomieni nie widać. na pociąg grozy czekała całkiem liczna grupa bud i nysek na sygnałach. Arki. a następnie po uchwyceniu drąga rzucił się na agresorów. to piłkarze robili to nadzwyczaj rzadko. by te kluby połączyć). Wśród drugoligowych pojedynków także dwa inne szczególnie zapisały się w pamięci gdańszczan. o co starał się jak mógł sędzia tego pojedynku. pośpiewali o konieczności wywieszania komunistów zamiast liści. gdy opowiadał o gdyńskiej zadymie. młodych jeszcze nie było. — Mieliśmy wówczas do czynienia z rzadkim zjawiskiem. Ich drużyna kroczyła w kierunku pierwszej ligi. A biało-zieloni zjechali w sile kilku tysięcy chłopa. by wejść bez biletu. Wyjazd do głównego konkurenta w walce o awans — Olimpii Poznań (jak te losy się dziwnie i śmiesznie układają. śmiało się. Nic więc dziwnego. Lechia wygrała. Arka była w trakcie drogi z ekstraklasy do trzeciej. że to nie oni stali się zwierzyną łowną. niebieskie światła aut. Niektórzy. Część gospodarzy ewakuowała się za stadion. gdy kibole przed meczem forsują płoty nie po to. lecz w drugą stronę — śmiał się jeszcze kilka lat później Wolf. Wobec tego niebiescy zakazali kioskarzom sprzedaży wód kolońskich. Najsłynniejsza historia miała miejsce z dała od głównych aren walki. jak to mieli wówczas w zwyczaju. Nałożyły się na to zniechęcenie szalikowców do oglądania ciągłych porażek i cholernie duże odległości. Górnika Zabrze. Połączone siły gospodarzy i sprzymierzeńców zostały rozgonione przez hordę przybyszów znad morza. iż sami nie spodziewali się takiej liczebności wśród własnych hools. Najmocniej pokazali się w Łodzi przed spotkaniem z ŁKS-em. Swój pierwszy sezon w ekstraklasie szalikowcy Lechii byli najliczniej jeżdżącą ekipą na mecze wyjazdowe. które fani z Gdańska każdorazowo musieli . jaką urządzili w Elblągu. Po trzecim szturmie fanatycy z Gdańska przegonili gospodarzy z ich stałego miejsca. Zjawiła się tam wówczas śmietanka krajowych chuliganów chcących obić Lechię już od dawna i wietrzących swoją szansę właśnie tego dnia.nań wycieczka z Gdańska.

Fiaskiem organizacyjnym okazał się jeden z wyjazdów do Polic. Cała grupa wysiadła na otoczonym przez policję dworcu. ani autobusu. Fajne zabawy miały miejsce na szczecińskich ulicach. Na Ruchu zdarzył się przypadek Jojki.pokonywać. w których wydawało się. Bójki na pięści i sprzęt wzmagały wzajemną nienawiść. Dość spore poruszenie zapanowało w Trójmieście podczas rozgrywania przez Lechię spotkań barażowych o utrzymanie się w ekstraklasie w latach 87 i 88. metalowe drzwi. Świta. Wszak część jest bardziej pijana niż śpiąca. Nieco wcześniej fani Po goni wjechali w 60 do Gdańska i z powodu braku przeciwnika (lechiści. W międzyczasie gdańszczanie odbyli wraz ze wspomagającymi ich wrocławianami wojnę w Wałbrzychu z dosyć groźnym na własnych śmieciach Górnikiem. rozgonili miejscowych hools już po meczu. Zegarek pokazuje piątą. . ale nie dziwota. wagon się pali. co mu się w części udało. Jednak kilkusetosobowe grupy jechały na zachód w poszukiwaniu wrażeń. którzy tego chcą i mają szansę zorganizować się w pełnym składzie osobowym. gdzie popadnie. cały pociąg pełen dymu. że ponowny awans jest niemal w zasięgu ręki. Impreza odbywała się na Krzykach. Na przystanku komuś z naszej. co widać już z daleka. Więc jakiś kopniak ląduje w szybie. albo nasi chuligani — juniorzy. co jest mu wypominane dziewięć lat po fakcie. Spóźnimy się jak nic. więc albo młodzież z Gdańska maszeruje z dziwnie pochowanymi szalikami. Spadek i drugoligowa mizeria. Oczywiście na wjazd pociągu spóźniamy się. Znajome twarze. Rok bodaj 91. który wrzucił sam sobie piłkę do bramki. Pojawia się środek lokomocji. Wyprawy bialo-zielonych miały stanowić odwet. Zbyt długo nie ma ani tramwaju. Łapiemy szybko idących małolatów. (Przed spotkaniem jest łatwiej. na który Pogoń przygotowana była nieźle. W tym okresie najfajniejsze wyjazdy organizowane przez biało-zie lonych miały swą metę w Szczecinie i Policach. nie wchodzimy na teren dworca. Okazało się to podstępem. Wypity szaleniec postanowił pozbawić pociąg szyb. Próby dobudzenia kilku osób spełzają na niczym. bo nie zdążymy — słyszę jak zza ściany. gdańska Lechia. to z nimi balowaliśmy. Dworzec. Mimo tych uwag podchodzimy bliżej. odpuścili sobie przed meczowe polowanie). Mizeria owa przerywana była chwilami. który według mundurowych jechał do Polic. Na dodatek zimno. może jakiś pożar — ktoś z naszej gromadki wskazuje palcem na unoszącą się czarną zawiesinę. że ryzykują życiem. że do nich nie przybywa nikt. Za nimi ośmiu typków z zaciągniętymi kapturami śpiewa dziarsko wymachując rękoma: „Kto liderem jest. kiedy czuję szarpanie za ramię. gdyż można trafić na bardziej przypadkową grupę miejscowych chuliganów. Kamera pokazuje ciężkie. Teraz śpią pokotem. przyzwyczajeni. gdzie za czterdzieści minut dojedzie reszta fanatyków Lechii. jednak wciąż ostrzegani przez zmykających w przeciwnym kierunku fanów obu drużyn. uszczuplonej grupy puszczają nerwy. które się uchylają. Wybierający się na taką wycieczkę doskonale wiedzieli. Na szczęście jest obliczona na taką okoliczność. zdemolowali jakiś bar i poobijali małolatów z salonu gier. — Wstawaj. Oba pojedynki były dziwne. gdzie wsadzono ich w pociąg. jest spowity ciemnym całunem. „Odbieramy” swoich znajomków. Po południu spiker w Teleexpresie powiadamia o podpaleniu przez jadących na mecz kibiców Lecbii. nasz BKS!” Była rzeczywiście. choć pierwszy wyjazd po degradacji do Olsztyna to obecność 500 głów. że jestem nieprzytomny. Musimy przetransportować się na dworzec. — O zobaczcie. zdążająca na mecz do Oławy. Dwóch jednak po wędrowało na komisariat. ogień wydobywa się na peron. a psy łapią kogo się da. jak i rok później do Poznania wybrały się całkiem zgrabne ekipy. a przynajmniej zdrowiem. Pociąg zamiast w Policach zameldował się z powrotem w Gdańsku. — Nie idźcie na dworzec. Choć przyjezdnych było znacznie mniej. Część gdańszczan jest już we Wrocławiu. wiozącego ich pociągu. Nic dziwnego. dlatego nerwus dewastuje kopniakami kubeł na śmieci. skoro spałem dwie godziny. Zarówno do Chorzowa. Po spot kaniu zostają lać tylko ci.

gdyż bardzo starannie przygotowywała się do tych pojedynków policja. na którym pojawiło się ich zaledwie kilkunastu. z niedalekiej odległości przyglądali się całemu zajściu. Także przyjazdy do Gdyni Śląska uaktywniały biało-zielonych. Ekipy. Na Wrzeszczu cały stadion wył „CWKS kurwa”. to nie były grzeczne wycieczki miłych chłopców. to darzą się lekką sympatią. gdzie poschlewano ich na umór. głośny obustronny doping i fantastyczna atmosfera. Derby to także festiwal pomysłowości. A tu wysypało się całkiem zgrabne stadko. trochę się zdziwiła. kiedy pierwsza liga w dość dziwnej formie ponownie zawitała nad Zatoką Gdańską. to się nienawidzą. W tym czasie bractwo na wydrę kradnie hurtowo bełty. Ich wybiegnięcie stadion przywitał rykiem tryumfu. Gdy klasa rozgrywkowa ich zespołów jest różna. ktoś wypala z takim hasłem. to znów z drugimi. Do jakichś totalnych walk pomiędzy grupami nie dochodziło. Czterystuosobowego najazdu nie spodziewali się sami lechiści. Natomiast legioniści popijali raz z jednymi. gdy bra kuje argumentów.— Głupie psy zrobiły z was idiotów. W takim klimacie umówionych wyjazdów zdarzył się Toruń. „Zakonnik” w tym czasie krzyżuje ręce na piersi spuszczając pokornie głowę: — Ja swoim owieczkom wybaczam wszystko. Coś trzeba było z nimi zrobić. Mobilizują wszystkich gdańskich chuliganów.. że towarzystwo się nie zna. tu stało wino — nieszczęsna kobieta jest w szoku. Wcześniejsze pierwszoligowe spotkania Lechii z Legią były normalnymi wojnami. którzy mieli gdańszczan na patelni”. Wiosną 95 Lechia nie jeździła na swoje wyjazdy jakąś poważniejszą ekipą. W rewanżu z Gdańska do Warszawy wybrała się na spotkanie Ligi Mistrzów dwudziestoosobowa brygada. Zwłaszcza te z Arką. toż to obciach — czasem w indywidualnych kłótniach. Najczęściej gdy muszą się spotykać z racji spotkań między sobą. Nagle z szarego tumanu wyłoniło się dwóch kamikadze biegnących ze ściągniętymi z płotu żółto-niebieskimi flagami. Myśleli. że przyjezdnych będzie trzechczterech. Lechiści wkurzają się wówczas niemiłosiernie. — Nic nie widzieliśmy. zobaczyliśmy. Arka odpowiedziała sześćdziesięcioma. a po zakończonym meczu dwudziestu trzęsących Zyletą legionistów zostało przez gdańskich macherów zaciągniętych do knajpy. być w Szczecinie i nie dojechać do Polic. Przy minus ośmiu nic nie wymyślono. Bardzo różnorodny i przeciwstawny stosunek mają mieszkańcy Gdańska do kibiców warszawskiej Legii. Tworzona także dzięki efektom pirotechnicznym. Kobieta zza lady widząc święte szatki w otoczeniu nieco rozwrzeszczanej gawiedzi. ci najweselsi. Kilkunastu rozrabiaczy weszło jako eskorta duchownego do sklepu. Lechia chciała zabłysnąć na własnym stadionie i za paliła kilkanaście rac. Ostatnie jak dotychczas (wiosna 95) drugoligowe derby zaowocowały śmieszną sytuacją. . Po fuzji Olimpii z Lechią. że flagi nam zniknęły — stwierdził po tym fakcie Mazan z Arki. Oprócz diabła. Kilku się przebrało. sposób odnoszenia się fanów obu zespołów jest w dalszym ciągu dosyć dziwny. Dym z sektora gości nie pozwolił na grę. Ale. Ostatnio główną atrakcją wszelkich kibicowskich zabaw były mecze derbowe. Chyba. więc Lechia wmaszerowała do knajpy okupowanej przez legionistów spijających przybyłych do stolicy z tej samej okazji — meczu ze Spartakiem Moskwa — fanatyków Pogoni Szczecin i Zagłębia Sosnowiec. Gdy dymy porozwiewało. — To wycieczka trudnej młodzieży — tłumaczy jej „ksiądz”. Starsze bractwo spod Zylety wyciągnęło kilku przedstawicieli biało-zielonych na picie. więc sędzia przerwał na moment mecz. Natomiast bywały szarpaniny właśnie z psami.. pod siedzibą Polskiego Związku Piłki Nożnej lechiści zorganizowali demonstrację. Jedną z zabranych flag była zrobiona w barwach Arki płachta z napisem Gdańsk. które pojawiły się wcześniej w Rotterdamie i Chorzowie na meczu Polska — Anglia. Wymalowane twarze. że się umówili. był także ksiądz. Skończyło się na krzywych spojrzeniach i wzajemnym udawaniu. Nieco wcześniej mieli równie nieodległy wyjazd do Koszalina. którzy ją odbierali na dworcu złapali się za głowy. mającą na celu zmianę sposobu postrzegania przez władze futbolowe sprawy fuzji Lechii z Olimpią Kibice Legii. Lechia trafiła tam tuż po święcie zmarłych. Wcześniej w Warszawie. po czym sklepowa pod byle pozorem jest wysyłana na zaplecze sklepu. mnóstwo nowych flag. Ci. W Toruniu Bractwo zabawiało się w helloween.

Psy się na nas rzuciły. którzy zostali z Lechią. Taki tam rzut.. Listopad 94. ale i tak jest zawsze jakaś wojna. Gdyby nie milicja. które wydawało się być decydujące o tym. Żadnego nie dorwali tak darli zelówy. Było nas razem może z dwieście osób. Zawsze podczas ich przyjazdu coś się musi wydarzyć. oraz lechistów. Fanatycy z Łazienkowskiej. Brygidy. Rzeczywiście. którzy zakotwiczyli we Wrocławiu na dłużej. — W Poznaniu zaatakował nas Lech. mimo że było ich ze trzy razy więcej — chociaż zdarzenie miało miejsce dwie godziny wcześniej. chwila rozmowy i wrocławianie ładują się do autobusu. Myśleli. Ostatnim pociągiem. Gdy w tym Samym roku wybuchły w Stoczni Gdańskiej strajki. lecz w ich bagażu znajdowały się antykomunistyczne ulotki. ale i w jego okolicy. Jeździmy do was na zgodę. Za trzy dni drużyna gra z Lechią. ledwo doleciała do pierwszego płotu. natychmiast zjawiła się tam brygada fanatyków Śląska. który rzeczywiście nabroił. — Tylko nie przesadzajcie z tą gościnnością w trakcie meczu — wystraszyłem się nie na żarty. to wydawało im się. Ślęza prowadziła 4:1. Na dodatek dopadli nie tego. to podwójnie nie uczciwy sprzedawczyk nie wyjechałby z Trójmiasta z całymi kolanami. . ale aby awansować potrzebny jest każdy punkt. tego „Y” powiedzieć nie chciał. Wioletem i kilkoma małolatami. To fanatycy piłkarscy robili za najzacieklejszą i najwytrwalszą brygadę zadymiarzy politycznych w latach późnej komuny. Kamil jeszcze nie ochłonął. Walki lechistów z psami były długie i brutalne. Tworzysz następną książkę? – Grabarz z Fioletem specjalnie się nie zdziwili — To napisz o waszej popierdolonej policji. Chłopak rok wcześniej fantastycznie zagrał w mistrzostwach Europy juniorów. Jego na to stać. Ostatecznie zakończyło się na 4:3. jakim gdańszczanie mogą zdążyć na spotkanie jest ekspres. Ostatecznie Śląsk wygrywa 6:0. „Y” zaproponował dwóm piłkarzom Ślęzy 50 baniek za przegranie pojedynku. — „X rzucił butelką. że trafili na leszczy. Wiara na trybunach tak naprawdę cieszy się tylko do trzeciej bramki. Po meczu podbiegniemy także do kibiców Lechii — śmieje się Jarek Góra. bo na Olimpijskim są jeszcze fajne ławki na brechy. Z wagonu wytacza się Kamil z Łbem. Cztery kolejki przed zakończeniem sezonu 93/94 Śląsk jedzie do Wodzisławia. Jadą na swój wyjazd.Przynajmniej te w Gdańsku. Wszak szalikowcy stanowili główną siłę motoryczną w prawie cotygodniowych zamieszkach. Tym antykomunizmem zarażali innych. Ale mecz był dziwny. skurwysyny. Policjanci spierdalali.. czy Lechia utrzyma się w drugiej lidze. Czekam przed szatnią po treningu. a MY” szalał na trybunach: — Ja wam. którzy odważyli się wybrać na tamte spotkania. troszkę za dużo”. Czy tamci wzięli. Do prowadzenia takowych kibice byli nieźle przygotowani i przyzwyczajeni. a my dawaj za kubły i gnamy za nimi po peronie.. Warkoczyk już nam mówił. Później wpadli w znacznie zwiększonej brygadzie i obili nas. Po czwartej zaczęły się śpiewy „troszkę za dużo. Po powrocie wsłuchują się w relację ze Ślęzy tych. Przed tym spotkaniem. innym razem ci sami ludzie jechali tym samym pociągiem do tego samego miasta. Lechia — w porządku. goście byliby normalnie zmasakrowani. pokażę! Czy kasa poszła w ruch? Wątpliwe. Czasem kilka osób jechało w jednym przedziale na drugi koniec Polski na mecz Lechii. jakie miały miejsce w okolicach kościoła św. Reszta przyjechała wcześniej. Kilka miesięcy później Ślęza grała na Wybrzeżu w tym samym składzie i gdyby tak było. kapitan drużyny. Wrocławska policja nie przepada za gdańskimi fanatykami. Odbywały się nie tylko na stadionie. że w trzy dychy sobie poradzą. Jakieś wspólnie wypite piwo. Rozpoczęła się zadyma. — Tak. W 88 roku zorganizowany został na meczu Sląsk — Górnik Zabrze piknik antyustrojowy. a Lechia zajeżdża do Wrocławia na mecz ze Ślęzą. nawet po latach opowiadają o trójmiejskich wydarzeniach z ogniem w oczach. która oprócz wylegiwania się na styropianie pracowała w tamtejszej drukarni powielając — jak to się wówczas mówiło — antypaństwowe ulotki. wiemy. by w bardzo krótkim okresie czasu stracić dwie bramki. Śląseczku. Mam zrobić wywiad z Tomkiem Kosztowniakiem. jednak nie może się zaaklimatyzować w pierwszej drużynie Śląska.

zorganizowanej po to. później Kaczor był najbardziej widocznym de monstrantem kibiców Lechii pod budynkiem PZPN w Warszawie. jak i Bratysławie oraz w Chorzowie na Rumunii była to grupa konkretów. że takie obrazki można oglądać tylko raz w roku — właśnie gdy przyjeżdża Lechia Gdańsk. a młody Makaron na poważnie mówi tylko wtedy. Wśród najzagorzalszych fanatyków Lechii w momencie podpisywania dokumentów raczej nie było rozbieżności. jakie stosunkowo łatwo było w Gdańsku wytworzyć. prawdziwa Lechia gra w trzeciej lidze. Gdy policjanci chcieli później ustalić personalia wycieczkowiczów. gdy się pomyli. Lechia jeździ zrywami. 500 w Olsztynie. Inaczej wyglądają łyse głowy. gdyż najlepsza bojówka podróżowała autami. prezes Olimpii Poznań. że byli w osłabionym składzie. Wiolet wypożyczył kiedyś z biura podróży autokary na wyjazd do Dębicy. Jednak i Lech nie był reprezentowany przez swych największych łobuzów. Przed tym meczem wiślacy spili gdańszczan dokumentnie. Na meczach reprezentacji narodowej Lechia nie wystawiła jakiejś szczególnie licznej ekipy. To spowodowało kontrakcję i pogonienie ludzi spod kas. Już sam fakt. W Gdańsku po dotarciu wieści z Krakowa znacznie poważniej zaczęto podchodzić do zgody z Wisłą).Po tym meczu Artur Brzozowski z Gazety Dolnośląskiej. W czasie powrotu drobna szarpanina z Lechem. ceremonii podpisania fuzji Olimpii i Lechii świadczy o ciśnieniu. który sąd polubowny PZPN nakazał mu zwrócić Lechowi (a właściwie Ryszardowi Górce). było sporo. to w Gdańsku można było nagonić kilkanaście tysięcy. co stworzyło na stadionie wspaniałą atmosferę. Następnie biało-zieloni byli znacznie liczniejsi niż gospodarze w Gdyni na Bałtyku. zaledwie 60 w Krakowie na Wiśle. gdy na stadion zaglądało zaledwie 10002500 ludzi. Stalówa swoją ksywkę ma chyba od siły uścisku dłoni. od 150 hools w Gorzowie. gdzie sprowokowali całkiem niezłą rozróbę pod kasami. Łyli swoją pierwszą stadionową zadymę przeżył. to jednak trudno było wy zwolić w Gdańsku ducha potrzeby bycia na meczach. . Jedziemy na pierwszy mecz do Grudziądza. że na stadionie we Wrzeszczu pojawiło się dwa tysiące ludzi podczas. Krakusy przyjęły Lechię z iście staropolską gościnnością. które według terminarza powinno odbyć się w Gdańsku.” Choć potencjalnych lechistów. 8 (plus 10 z Wrocławia) w Lubinie. lokalnego dodatku do Wyborczej napisał w relacji ze spotkania między innymi: Przez cały mecz sympatyzujący ze sobą kibice Lechii i Śląska zagrzewali obydwie drużyny do walki. dotarli do agencji turystycznej. Rok 95 zaczęli nieźle.. wiedzących na czym polega zabawa i potrafiących użyć pięści. Za jednym zamachem mógł przenosząc klub z Poznania do Gdańska załatwić dwie sprawy. by fuzję jednak zatwierdzono. Co najśmieszniejsze. choć odzywały się nieliczne głosy sprzeciwu. Po zakończeniu spotkania wszyscy piłkarze podziękowali szalikowcom za kulturalny doping. nawet w okresie. a na dobitkę wszyscy po drodze wygolili się na zero. który rzuciwszy szalik Lechii został kibicem Arki) stwierdził: — Ja mam w dupie fuzję z policjantami. popisując się przy okazji dzwonieniem z telefonu komórkowego. Wyszło po myśli gdańszczan. Gdy w Poznaniu na mecze Olimpii przychodziło czasami po 50 osób. Szkoda. Klimat wyczul uciekający spod gilotyny konieczności zapłacenia 16 miliardów długu Bolesław Krzyżostaniak. Łeb lubi jeździć trójmiejską obwodnicą z szybkością 160 kilometrów na godzinę. doprowadzone do tego stanu kilka czy kilkanaście dni wcześniej. Po pierwsze (i chyba najważniejsze) uciec od wspomnianego długu. 6 w Oleśnicy na pucharze Polski. ale zarówno w Paryżu. Wśród kibiców Lechii jest kilka ciekawych okazów. mimo. 40 w Krakowie na Hutniku (plus 300 – 350 wiślaków). około 200-250 w Gdyni na Arce w meczu trzecioligowym. Dziewięciu osiłków ważyło w sumie dobrze ponad tonę.. W Paryżu pasażerowie jednego z busów robili szczególne wrażenie. 60 w Szczecinie na spotkaniu. 10 w Wodzisławiu. Już po fuzji 100 gdańszczan zameldowało się w Tarnobrzegu. Ka czor (nie mylić z tym Kaczorem. a po drugie załatwić sobie forsę przez napływ gotówki z publiczności. gdy miał dziesięć lat. a inaczej wygolone dopiero przed chwilą. Wysiadający z pięciu taryf nąjwięksi zadymiarze natknęli się akurat na obijanie młodszych lechistów przez kibiców Stomilu. Milan jest mistrzem Polski w rugby. Później było gorzej.

jaka została poświęcona drace ze spotkania finałowego pucharu Polski Górnik Zabrze — Miedź Legnica. że w tym samym sezonie. — Cześć. Według mnie rok 93 był rokiem konia Śląska. To był TEN moment. Dochodzi północ. Zabrzu. Romek. że w połowie spotkania dojechał jeszcze jeden samochód. gdzie horda z Warszawy ]iczyła sobie jakieś 1500 głów. kibiców Śląska w Warszawie było sześciu. dla którego legioniści nie mogą strawić Pamiętnika. że jest to moje. elegancki.— Panie. Już . — Te. że ta jego wycieczka obrobi jakieś zajazdy. zaczęła się tworzyć ekipa. ha! Wiem. — Jeszcze? — dziwię się. ani po imprezie na Łazienkowskiej. Legia zaczęła się kilkanaście dni później. Rozpoczął się napływ nowych. podczas derbów z Polonią. skoro większe wrażenie z transmisji z tamtego spotkania od samej zadymy wywarło na mnie zachowanie piłkarzy Miedzianki. — Możesz mu powiedzieć. zadyma w trakcie tego spotkania była spora. ha. jest fakt podkreślany w książce. Dwa tysiące fanatyków zachowywało się na stadionie jak podczas meczu. Innym powodem. Twierdzili. w którym Legia zdobyła cofnięty później tytuł mistrzowski. Toć oni w lesie kopali drzewa — tłumaczył się funkcjonariuszom szef biura. Ale co zrobić. których według nich nie powinno w Pamiętniku być. to podczas wyjazdowych spotkań wojskowych było najweselej na trybunach. nie mających co z sobą zrobić ludzi. gdy pod budynkiem PZPN zaczęły się dziać cyrki. Legia przez duże L nie zaczęła się w Krakowie na sławnym 6:0. Od zdobycia tytułu przez Legię jeszcze więcej. puchar — Sitkowi wyraźnie plącze się język.. Odzywa się dzwonek telefonu. Szczególnie pluli się o niewielką ilość miejsca. oraz wymieniali całe pasmo rzeczy. A tamtej zadymy po prostu oczekiwałem. przyjechał gość nowym wozem. Choć tamta impreza była także czymś. Zaangażowali się.. Jednak w Pamiętniku nie ukrywałem. To legioniści potyczkowali się ostatnimi czasy ze służbami porządkowymi w Zamościu. Każdy inny klub. że wy — stwierdzam bez namysłu.. Fakt. — No pewnie. opijamy mistrza i. jeżdżących po kraju. Ich passa zaczęła się podczas demonstracji pod PZPN-em. Rouen pyta się ciebie. Futboliści z Legnicy po zwycięskim dla siebie meczu. do Wrocławia przyjechało ich zaledwie 28. Ale ta opinia dotyczyła poprzednich dwunastu miesięcy. Od zdobycia przez warszawian pucharu minęło już dobrych kilka dni. Nie wszyscy. ha. Oczywiście. Bez tego mogłoby być różnie aż do sukcesu stołecznej jedenastki w Lidze Mistrzów. Legia w podwójnej koronie — teraz bełkot jest śpiewny. zamiast pod biec do własnych kibiców. W sezonie 93/94 Legia nie miała konkurenta. a co innego dostawać po 0:5 z byle jakimi drużynami i okupować ostatnią pozycję w tabeli. że najpierw muszę zrobić erratę do Pamiętnika Kibica. Lipiec 94. pod krawatem. gdyż fani gdańskiej Lechii nie jechali na spotkanie. w drogim garniturze i płaci z gó ry gotówką. że na kilka kolejek przed końcem sezonu 1992/93. które według nich powinny znaleźć się w pierwszej książce. Wyciągnęli kilka faktów. o co chodzi. lecz pół roku wcześniej. subiektywne widzenie świata. na jakiego mnie jeszcze długo nie będzie stać. Takiemu miałem nie wynająć autokaru? A skąd ja mogłem wiedzieć. co u ciebie? — Jak to co.. Jednocześnie podśmiewali się. poznajesz po głosie? — słyszę pijanego Sitka. kiedy to fetowano zabranego następnie mistrza. niezależnie od odległości i możliwości dostania po głowie. kto miał teraz rok konia. O Legii przypomnieli sobie niektórzy starzy kibole. pijanych głosów i gromki rechot. co w tamtym okresie było wyjazdowym rekordem. lecz znakomita większość. że piszę Ligę Chuliganów. miejscowym szalikowcom. Legia Warszawa Gdy legioniści dowiedzieli się.. czyli tego. To we Wrocławiu odbywały się najciekawsze zadymy. walczący o mistrza ma swoich fanatyków. by sobie popatrzeć na biegających piłkarzy. Bractwo się skonsolidowało. podziękowali. Z tamtej strony drutu słychać chór rubasznych. — Legia na tronie. stwierdzili. Ale to chyba coś innego zdobywać mistrza Polski. eee.

Gdy fani wojskowych zobaczyli na peronie powitalny komitet w bordowo-granatowych szalikach. Niejeden dziennikarz pochyliłby nad tym amatorskim dziełem głowę. Zwłaszcza na swoim te renie. że warszawiaków obijali także milicjanci (już na płycie boiska). w Bydgoszczy. widać w nim spory zasób wiedzy i czuć szeroki wachlarz skojarzeń.kibicowska dekoracja piłkarzy z futbolistami.. którzy zdobyli się na samobójczy krok wyjazdu do miasta rywala. Żadna z krajowych zgód nie była aż tak wyeksponowana. Fantastyczna sprawa. Solidarności. Ciekawie redagowany. Właśnie to spotkanie było transmitowane przez TVP na żywo. ale sami nie atakowali. Między innymi z tych publikacji zaczerpnięte były inspiracje dwukrotnego zdemolowania auta nielubianego przez stołecznych fanów arbitra Michała Listkiewicza. Z pewnością niejeden się wówczas setnie wynudził. Te wydarzenia zaowocowały natychmiast zwiększeniem frekwencji na meczach. Wyjazdy jeszcze nie były mocną stroną legionistów. często obrywali po zębach. Choć akurat wówczas dali największej plamy. to atakujący ŁKS-iacy nie mieli najmniejszego kłopotu z wygonieniem ich na murawę stadionu. treści również. W tamtych czasach samo pokazanie się na stadionie rywali było aktem odwagi. a także służby porządkowe z opaskami. W zabawny sposób na stronach tejże gazetki przedstawiane są zdarzenia z ostatnich dni. przed stadionem Zawiszy. te go było im trzeba. Na każdym meczu Pogoni wisiała flaga Legii i odwrotnie. Język i drwiące podejście do przeciwnika. zamiast całodziennego siedzenia na parafii i chlania wciąż tych samych win z tymi samymi kolesiami. Demonstracje na Alejach Ujazdowskich. Zresztą było to widoczne po urywkach telewizyjnych. Legia na topie futbolowej Ligi Chuliganów znalazła się niewątpliwie w roku 81.. Choć tak naprawdę w pierwszej rundzie jedyny znaczący wyjazd zanotowali warszawianie w Szczecinie. Łazienkowskiej zaczął ukazywać się program „wydawany przez pseudokibiców CWKS Legia”. że zjawili się w kilkaset os6b (jakieś 300). że wydają go młodsi (od wydawcy programu) szalikowcy. Tam ukazywane są „osoby przeznaczone do uśpienia”. to jednak fakt ukazania zadymy z Łodzi na ekranach zmonopolizowanej telewizji wywołał falę ogromnego oburzenia pismaków. Ale widać zaangażowanie i pasję włożoną W wydawanie. Najsłynniejszą zadymę mieli fanatycy Legii na stadionie Widzewa. Ci. futbolowych władz dolała oliwy do ognia. Co świadczyło jedynie o ich (dziennikarzy) wyobcowaniu. między sympatykami Legii i Pogoni nastąpi jakiś przełom. oraz z historii ligi i Ligi Chuliganów. Mimo. Na trybunach stadionu przy ni. Od razu widać. co pismaków starej daty natychmiast by odrzuciło. A niemal wszędzie byli na celowniku miejscowych hools. Najczęściej nie mogli w rewanżu wybić zębów rywalom. Przez kilka miesięcy kibice Legii też mieli podzielone zdania. W rewanżu ŁKS ani też Arka. Historia z podpaleniem siedziby krąjowych. Wówczas atmosfera w Łodzi była taka. w którym coś się działo. . Niedługo później zaczął ukazywać się kolejny program wydawany przez fanów wojskowych — „Forza Legia”. Jednak wraz z trwaniem jesieni. Ci rywale warszawiaków nie byli wówczas uważani za ułomków. Jeszcze przez pół meczu trwały dyskusje na szczecińskim sektorze. Bosmanem i. Do tej pory uważa się go za jednego z głównych winowajców odebrania Legii tytułu w 1993 roku. W tym samym okresie legioniści duże zadymy zaliczyli w Gdyni na Arce (tam pomagali im nieco lechiści). że zamiast na bicie. jednak już na koniec rundy wiosennej na linii Szczecin — Warszawa zapanowała niemal sielankowa atmosfera. Początkowo mc nie wskazywało na to. zaczęła się zwiększać ilość fanów jeżdżących za drużyną. że po kilku latach przerwy we wzajemnej miłości.. Gdyby nie coś. Wreszcie po przerwie ustalono.. Lech czy Zawisza nie stawili się na Łazienkowskiej. Goryszewskim w rolach głównych stanowiło na naszym futbolowym podwórku nowość. Gospodarze zamiast uciekać stali lekko zdezorientowani. Początkowo na własnym boisku. Tytuł znacznie bardziej infantylny. w drodze do Poznania. natychmiast rzucili się nań z pięściami. Wtedy to wojownicy spod Żylety odwiedzali prawie wszystkie groźne dla nich miasta z otwartą przyłbicą. Nie było zabezpieczających skórę futbolowych kamikadze policyjnych kordonów. ale i niejeden miał pole do popisu i miejsce. gdyż ci nie stawiali się na stadionie przeciwników. na mecz z Lechem. weźmie się gości na chlanie. Choć tamci wyszli zrobić zgodę. Choć wcześniej zdarzały się identyczne sytuacje.

jednak na finałowych potyczkach warszawiaków było zawsze mniej niż kibiców przeciwników. organizatorzy ogniska dwukrotnie dzwonili na straż pożarną. Ich wywiad nie stwierdził obecności stróża. Ich celem było obicie fanów ze stolicy. autobus fanów Legii. Pierwszy ligowy wyjazd po hecach z odebraniem tytułu legioniści mieli do Krakowa. Na Alejach Ujazdowskich nie doszło do tragedii tylko dzięki słabemu rozeznaniu Wojtków Strażaków (tzn. Fanatycy ze stolicy. całkiem. Zawsze byli wspomagani silną grupą z Sosnowca. malała. podczas inauguracji wpuszczono warchlaka. któremu wypisano na skórze farbą olejną PZPN. Straż nie okazała się zbyt łatwowierna. Widocznie czekano. Później było różnie. w którym dwa miesiące wcześniej było ich cale mnóstwo. natychmiast wzięli samobójców na kopy. Nie mniejszą niż 100 fanatyków. Jedynym mobolizującym momentem były podówczas wyjazdowe spotkania piłkarzy Legii z Widzewem. Najpierw udało się narobić nieco zamieszania. którzy spotkania warszawiaków zaczęli traktować niezwykłe serio. Legia triumfowała. . Na murawę stadionu przy Łazienkowskiej. jak by się impreza zakończyła. gdzie teraz zasiadać na trybunach. Bo daj pierwszym bardzo dobitnym sygnałem było zdewastowanie autokaru z polonistami. a także ogólnego odchodzenia ludzi w prywatność) liczba fanatyków uczęszczających na Łazienkowską i jeżdżących po całej Polsce za swoim zespołem. na t jedni i drudzy chłodzili się w wakacyjny upał.Nieźle wypadli legioniści pół roku później w Opolu na spotkaniu z Odrą w 1/2 PP. kibice Legii wytoczyli wojnę działaczom PZPN i paru dziennikarzom. Na Łazienkowskiej zapanowała wówczas nowa moda. gdy futboliści z „elką” w kółku zaczęli sobie pogrywać całkiem. która nie bardzo orientowała się. Od jesieni 93 Legia wręcz fenomenalnie prezentowała się na meczach wyjazdowych na Górnym Śląsku. Bractwo ganiało się po mieście. ale gdy atakowani zorientowali się jaką posiadają przewagę. aż ogień będzie widoczny z okien strażnicy. by przenieść Żyletę za bramkę. Fani Ruchu zdezerterowali przed ostatnim gwizdkiem sędziego. 1500 — takie jest zdanie miejscowych). Po najeździe na Kraków (2000 hools — jak twierdzą warszawiacy. nie godząc się z decyzjami PZPN. To było clou chuligańskiego programu roku. podczas których Żyleta wyglądała całkiem okazale. jak na nowo kreowanego „majstra”. z Warszawy niejednokrotnie do krainy kopalń przybywało zaledwie kilkudziesięciu szalikowców. Po podpaleniu drzwi siedziby. doprowadził do ogłupienia wśród młodzieży. Spotkanie w Zamościu miało swoje niecodzienne zakończenie. gdzie odbywał się mecz o Superpuchar z mającym wówczas mnóstwo fanów Ruchem. Chodziło o uchronienie przed pożarem mieszkających w budynku ludzi. Wzorowano się na stadionach angielskich. Ilość kibiców. jednak do generalnej zadymy nie doszło. zmalała w sposób zastraszający. chuligański przerywnik w tej mizerii stanowił finał pucharu Polski Górnik — Miedź. Ale to za sprawą zaprzyjaźnionych z nimi fanatyków Zagłębia Sosnowiec. pomimo łódzkich przerywników. Pomysł nie wypalił. od 1993 r. że zbiorą niezłe bęcki w Zamościu. W 89 roku wydawało się.) W efekcie tego (oraz fatalnych wyników drużyny. Jedyny mocny. kibiców ubywało. Największym echem odbiła się zadyma z basenu. legionistów podpalaczy). Nawet w późniejszym okresie. Dochodziło do pojedynczych walk. uhonorowali swych piłkarzy medalami ufundowanymi przez siebie. Od tej pory lokal PZPN jest strzeżony szczególnie troskliwie. Jednak gdyby nie ochroniarz z lokalu zajmowanego przez rodzimych piłkarskich bossów. Tym razem przeciwnikiem był Hutnik. Gospodarze bali się zaatakować całą grupą. Na ten mecz przyjechał spęd chuliganów z całej Polski. Wracając ze swojego spotkania. Lipa. Ktoś wymyślił. Legia dobrze sobie radziła jedynie w pucharze Polski. Zaczęła nastawać nowa era chuligańska w historii miejscowych. że takie działania nie miały miejsca. nie wiadomo. że rzeczywiście miewali okresy podobnego myślenia. Przyjezdnych było sześć i pół dyszki. lecz po konsultacji doszli do wniosku. Przerywnikami ilościowymi były spotkania o europejskie puchary. który jakoś sobie poradził wy biegając z gaśnicą ręczną na klatkę schodową. (Sami zainteresowani twierdzą. Tam siły były wyrownane i bardziej agresywni mieszkańcy stolicy obili swych przeciwników. Przeciwnicy derbowi są zawsze najzacieklejszymi wrogami. niszcząc im przy okazji auto. Drużyna dołowała. Miał miejsce atak kilkunastu legionistów na kilkusetosobową grupę z Chorzowa.

Przynajmniej.którzy właśnie opanowywali jakiś zajazd został wyprzedzony przez autokar kiboli Czarnych Koszul”. a nie włamywaczy i dziesioniarzy. Po skargach legionistów psom przykrócono łańcuchy. i że dodatkowo będzie to spęd chuliganów z całej Polski. że ten pierwszy nie pobiera za swą działalność pieniędzy. ich nie obowiązuje. W fantastycznej scenerii odbywały się derby stolicy. — Co nas będą kurwy obijać — twierdzili. potulnieją. którzy się nie podporządkowali. Kibole na to nie poszli. Wiosną 94 psy postanowiły zabrać się do legionistów nieco intensywniej. chcieli nawet zapłacić za powyrzucane szale. ale w publicznej telewizji. Gdy nawywijasz i natniesz się na mundurówego. Cracovii i innych zaprzyjaźnionych z Polonią klubów. Wyżsi rangą „nie chcieli na przyszłość o czymś podobnym nawet słyszeć”. a sprawy zaszły za daleko. jeśli chodzi o hools. 1000 osób zostało wepchniętych do trzech wagonów. Skurwysynki bawiły się świetnie. Różnica między kibolem (lub w ogóle kimś bawiącym się w łamanie prawa). Grzecznieją. Rywale pokazywali przez szybę środkowe paluchy w górze. Czerwono-biało-zieloni obili szykujących się do awansu fanów z Konwiktorskiej. ale i widzieli. którego są stróżami. Awizowane były grupy hools z ŁKS-u. Arki. jak z ciebie Indianin). że patrzysz chamowi w oczy. choć później nieco im się miny wydłużyły. których nabawili się po spotkaniu ze stróżami tegoż społeczeństwa. Raczej nie słyszeli. Były wielką niewiadomą. (A swoją drogą. Powołano jakieś komisje. I to nie w kameralnych salkach komend. Zamiast spodziewanej mobilizacji przybyło na . Podczas kolejnej wyprawy na Widzew legioniści (około 1200) postanowili załatwić sobie transport autokarami. że prawo. ale odpowiedzialni za zwykłych krawężników dostali obsztorc od swoich szefów. Do tego stopnia. Legioniści wylali nieco atramentu na papier i do prokuratury poszło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. którzy nacięli się na bezprawie „stróżów prawa” powinni dopuścić się jak największego grafomaństwa i pisania skarg na „policjantów” (w cudzysłowie. że będzie ich całe mnóstwo. Legia na Widzew w sezonie 93/94 wybrała się w jakieś 1000 głów. Zaczęły się demolki tramwajów i autobusów po ligowych spotkaniach w Warszawie. by cię złapać. że będą owego prawa chronić i samemu go przestrzegać. Gesty zo stały dostrzeżone. Rekord Guinnesa poprawiono o jeszcze jeden wagon (1000 sztuk fanów do dwóch wagonów). Jesienią 93. Poobijani po stanowili odbić sobie na społeczeństwie siniaki. a następnie w drodze powrotnej zdobyli” Rawę Mazowiecką. Jak zawsze w podobnych przypadkach. choćby z tego powodu. to historia). Do finału PP w czerwcu 95. czyli przez rok. Po tym finale nie tylko słyszeli. bo taki z niego policjant. ładowano do przedziałów gaz łzawiący. gdzie zostali przyatakowani przez Widzewiaków. że nikt nie jest w stanie zapanować nad całością. tak i tym razem sprawie ukręcono łeb. że kalendarz pierwszej i drugiej ligi spłatał psikusa i obie warszawskie jedenastki grały tego samego dnia w tym samym regionie Polski. Ostatecznie są od tego. Po spotkaniu w pociągu powrotnym było jeszcze weselej. by w poobijanych i podgazowanych nie zrodziła się chęć zemsty. Nastąpiły różne upomnienia i przestrogi. które zaliczyły pałowanko miały na ten temat cokolwiek inne zdanie. a policjantem jest taka. Winni mieli to w nosie. jeśli rzeczywiście broisz. Kilkanaście kilometrów dalej poloniści zostali „przechwyceni” na środku drogi. ale ekipy dziennikarzy z kamerami. Ale nie można sobie pozwolić na obijanie za to. Poloniści odgrażali się. Psy dla zabawy wyrzucały przez okna szaliki. na dokladkę zakazując otwierania okien. Być może ktoś na komendzie postanowił zapisać się w księdze Guinnesa? Na miejscu psy zarządziły tak. których zadaniem było sprawdzenie stanu faktycznego. Zamiast wojenki z psami urządzili sobie bijatykę na mieście. To naprawdę działa. Mundurowi szukali kompromisu. Do pilnowania porządku zaprzęgnięto jakichś 150 policjantów. że bractwo na meczu zameldowało się w całości dopiero w drugiej połowie. jak to patrzenie w oczy na nich wpływa. gdzie powyganiali ludzi do domów. Tyle o różnicy w podejściu do obowiązujących przepisów. Tak się złożyło. co w gwarze niemych i nie tylko znaczy „pierdol się”. Egzekwowano to w sposób najprostszy: tym. Wojskowi zakończyli demontaż zajazdu i rozpoczęli pościg. Natomiast funkcjonariusze przysięgają. Do przedziałów wpychano po trzydzieści osób. Wszyscy. iż mundurowi doszli do przekonania. Ich podwładni w amoku obijali kogo się dalo. możesz mieć pretensję tylko do siebie.

Niezupełnie się to zgadza z prawdą. Górnik. Stadionowy harmider był tak wielki. w latach 7681 miejsce przeznaczone dla kibiców gości musieli opanować na stadionie w Opolu fani Odry. któremu potrzebne było zwycięstwo. Mecz na Konwiktorskiej nie dostarczył emocji. przypominając o zadymach z finału Górnik — Miedź. to okazują Skruchę — stwierdzili szalikowcy spod Żylety. natomiast druga strona twierdzi. Atlas nie zwrócił się do anonimowych osób. Zamysły sobie. Załatwiono walkie-talkie. Jednocześnie na mieście odbywały się szczególne nagonki na mniej lub więcej zorganizowane grupki fanatyków w czerwono-biało-zielonych szalikach. Kolejny sezon. We własnym programie szalikowcy Legii napisali. Lechia w 83 roku oglądała zwycięstwo swojej drużyny w Gdyni z Górki. Polonia już tylko formalnie musiała dograć swoich dni w ekstraklasie. którą normalnie zajmuje Arka. Legia potrzebowała zwycięstwa w walce o tron. co było specjalnie liczone). a następnie pod silną eskorta odstawiono ich na własny stadion. to ponowne wyzwanie. które toczyły się od momentu zakończenia spotkania na stadionie i jego okolicach. do walki nie doszło. więc wyszedł z tego jeden szum i zgiełk. Kibicom zabrakło ławek. że na przebaczenie mają jeszcze czas. Sam dwumecz dla kibiców okazał się miarą . Chcąc wykorzystać chwile tryumfu i nastrój święta. W użyciu były działka wodne i inne tym podobne akcesoria. to mecz z Górnikiem Zabrze. lecz do Bosmana. Spory orzech do zgryzienia miała stołeczna policja. a życie sobie. Z polonistami najpierw bardzo długo czekano po zakończeniu spotkania. pokazując im czerwone kartki. że przeciwników było dokładnie 77. Do tej pory kłopoty z rozprowadzeniem po jednym mieście dwóch grup kibiców mieli funkcjonariusze w Łodzi. co niektórzy kibole już zaczęli biegać po murawie. że było to pierwsze spotkanie. — Jeśli zbrodniarzom zależy na łagodnym wymiarze kary. podczas którego formalni gospodarze musieli siedzieć w klatce dla gości. W razie czego zielonogórski „sprawiedliwy” zakończył spotkanie troszkę wcześniej. Polonii było jeszcze mniej niż na wyjeździe przed pół rokiem. z pewnością byłoby ciekawiej. Jednak rzeczywiście. a po blamażu w Splicie Legia żyła wysprzedawaniem nazwisk. jeśli chodzi o walki stoczone przez fanów obu drużyn. chlejąc wszelkie możliwe alkohole na Starówce. Janusz” Atlas Z „Piłki Nożnej” poprosił na łamach gazety o amnestię dla niektórych działaczy i dziennikarzy. wówczas nie było jeszcze klatek. Z przybyszami z innych miast nie ma kłopotu. że nawet trzymając urządzenie przy uchu nie można się było dogadać. Gdyby nie ich brak. dając tym samym do zrozumienia. którego uznał widocznie za przywódcę. Jedyną atrakcją spotkania było spalenie na plocie zdobytej w autobusowej wojence flagi Polonii. Drugie po wielu latach derby odbyły się na kolejkę przed zakończeniem sezonu 93/94. gdyż. Odstawia się ich na dworzec. Legia mimo startu z trzema ujemnymi punktami zdobyła mistrzostwo. Warszawa żyła nadziejami. rzadziej w Krakowie. Hajduk na drodze do Ligi Mistrzow Początkowo wszystko kręciło się wokół tego dwumeczu. Decydujący o tytule. Arbitruńcio usunął trzech zawodników Górnika z boiska. Natomiast coś innego było tryumfem legionistów. gdy gościli Śląsk Wrocław. by będący na różnych sektorach organizatorzy dopingu mogli się porozumiewać. o których na Żylecie doskonale jeszcze pamiętano. co TV pokazywała kilkakrotnie. Każdy śpiewał na swoją modłę. I to ludzi poprzystrajanych w barwy Legii. Choć legioniści podkręcali atmosferę. Nie wiedział jak się zachować. Mecz przeszedł do historii. Można się było emocjonować walkami czerwono-białozielonych z policją i antyterrorystami. prowadził 1:0 i dopiero mało dyskretna interwencja arbitra Rędzińskiego doprowadziła boiskową rzeczywistość do stanu. natomiast nie mają ochoty. Kibice bawili się. które aby zachować całość swej powłoki cielesnej. Ostatnia kolejka. urządzając sobie przy okazji środkami pirotechnicznymi małego sylwestra. Fanatycy załatwili sobie ciche przyzwolenie od władz klubowych na wbiegnięcie po meczu na płytę boiska. Kilkakrotnie.Łazienkowską około 150 kibiców Polonii (tak mówią poloniści. jakiego wszyscy oczekiwali. Nie powiodła się próba zorganizowania tłumu w jeden żywo i jednakowo reagujący organizm. którego tym razem nie zakwestionowano. Może troszkę raziła go nieobecność na trybunie kilku osób. gdzie wybywają w kierunku swych sadyb i spokój. od roku już się na niej nie Pokazywały. natomiast legionistów rozmnożyło się. Ale o mało nie doszło do przedwczesnego za kończenia fety. Ilość ludzi na trybunach.

Autobus skontrolowano. rzucili się do ucieczki w pobliskie chaszcze. Rzeka. którzy w tym czasie wjechali do radomskiej hali i obtłukiwali kogo się dało. że warszawiaków było czternastu. Żeby pojechać w 94 roku do byłej Jugosławii. Legioniści zamiast podjąć walkę. najpierw musieli sforsować dość wysoki murek. że na trybunach pojawiło się 10 tysięcy ludzi.ich odwagi. Na granicy słoweńsko-chorwackiej jeden z wycieczkowiczów był tak zaprawiony. Lech orbituje w kierunku opcji Arka — Cracovia. wrocławski pilny obserwator wszelkich pokazywanych na satelicie spotkań piłkarskich. Na trybunach prowincjonalnego miasteczka pojawiło się 40 szalikowców gości. by się fanom Lecha zbytnio nie powiodło. które odbyły się w lutym 95 roku. Rewanż był meczem prawdy. Dla Żylety wyjazdy do tego miasta urosły do rangi najważniejszych wydarzeń sezonu.. zabrano jakieś nieistotne ilości marihuany i sprzęt awanturniczy: bejsbole. co też zrobili. Trzech wyprawiło się samolotem. zjawiło się 65 fanów Legii. Nie dość. Przez kilka miesięcy funkcjonowania w tym układzie poznaniacy co prawda nie opowiedzieli się jednoznacznie. Jadąc autobusami do Warszawy zatrzymali się w Krakowie. Najgorzej na tym wyszedł chłopak w koszulce Borussi Dortmund. Ekipa z Pruszkowa jechała dobrym autem. Nie było to jedyne spotkanie warszawiaków z poznaniakami w tym sezonie. że Legia jest be.. Trzy dziestoosobową grupę kibiców Radomiaka witała równie liczna ekipa na peronie. Na spotkaniach reprezentacji coraz częściej flaga Legii wisiała tuż obok flagi poznaniaków. którym zielono-biali wracali do domów. samochód. autobus był środkiem transportu pod szczególnym nadzorem policji. gdzie balangowali z Wisłą. gdy grając w piłkę. Krakowianie poinstruowali Chorwatów. Marcin.. pały i noże. 120osobowa grupa legionistów i wspomagających ich szczecinian mogła się jedynie przyglądać. jeszcze przed Poznaniem. że wręczył straży granicznej paszport z. Rękawice pod jęło sześćdziesięciu pięciu fanów. a jednocześnie rejestrator siły dopingu i liczebności kibiców przyjezdnych. Z powodu zbyt silnej obstawy policji nie było szans na obicie przyjezdnych. Zrobili to z partyzanta. przyuważony jeszcze w Warszawie. przez długi okres fani ze stolicy darzyli poznaniaków.. Na trybunach Hajduka. czyli w samych sportowych gatkach. trzeba być zmotoryzowanym. stosunki między tymi dwiema ekipami zaczęły się ocieplać. dostał za niego odszkodowanie. aby móc uczestniczyć w walce. Za największego wroga warszawiacy uznają aktualnie (przełom roku 95 i 96) . Aby tam się wyprawić. czy jego właściciel. chyba długo nie zapomną. jednak wracając z meczu. Tego. Fani Hajduka to typy. jak już wspomnieliśmy. Ciężko było sobie czerwono-biało-zielonym z nimi poradzić. Tam zacze kali na przyjazd pociągu. a 35 szalikowców (w tym 5 z Szczecina) przybyło na ten mecz wesołym autobusem. Aby zmłócić Lecha legioniści wyprawili się na 1/16 pucharu Polski do Mławy. rzucili się na policjantów. Tylko dzięki temu zostali dorwani przez patrolującą tę samą trasę ekipę „Kolejorzy”. Po gdyńskim i zwłaszcza radomskim turnieju kibiców. a fani Lecha. A to dla tego. dżojntem. jaka wywiązała się między fanatykami miejscowych a policją. Modląc się przy okazji. Jakby mogły coś pomóc na serię z kałasznikowa. Numer zmajstrowali kibole Legii fanom Radomiaka jesienią 94 roku. Od chwili przekroczenia ostatniej granicy. co zobaczyli na Bułgarskiej jesienią 94 roku. Celnicy zwariowali: przemyt narkotyków. Miłość wzajemna nie za panowała. stworzyli dość agresywną grupę atakującą miejscowych. czyli bez pokazywania własnych barw. Największy opór stawiała Legia. które wpadło im do morza. W walce. Kilka dni później Legia gościła w Pniewach. stwierdził iż w większej grupie niż Legia w Splicie podczas Ligi Mistrzów pojawił się jedynie Ajax. Największe pozytywne wrażenie na warszawiakach wywarli lechici w chwili. trzech pojechało własnym autem. jednak cienka nić porozumienia z Legią zmieniła się w pętlę nienawiści. którzy jeszcze nie tak dawno mordowali Serbów. którego zajechało trzy setki. wóz zdefektował. Miasteczko to znane jest z fatalnego dojazdu. trzeba było mieć w sobie trochę ikry i sporo odwagi. wręcz nasiliła się nienawiść po zerwaniu układu o nieuczestniczeniu w walkach na spotkaniach kadry narodowej przez inicjatorów porozumienia — Arkę. wobec czego natychmiast po wytoczeniu się z pojazdu już na miejscu. Ale trzeba się było wreszcie porozchodzić po chatach. natomiast poznaniaków trzy dychy i to konkretnej załogi. Ciekawe. Przyjechali zielonobiali do Warszawy na mecz z Polonią. Legioniści załadowali się w auta i pojechali do Radomia po spotkaniu. Jedynym obitym został. to na dodatek niemal każdy chciał im skoczyć do gardła. do której byli wyekwipowani. Największą nienawiścią.

Kolejne spotkanie Legia — Cracovia. odbyło się podczas barażowego meczu. Zrobili to z hukiem i trzaskiem. bijatyka ucichła). O co poszło tym razem. Kibice jakoś sobie dali radę. Bosman zorganizował własny pub. Widocznie naoglądali się filmów z Sylwestrem Stallone. Kra kusy rozpoczęli zadymę. Służby porządkowe postanowiły zabrać ze sobą dw6ch kibiców Widzewa.. czyli po zorientowaniu się przez Radomiaka co się stało. Doszło do szarpaniny. Ostatnimi czasy legioniści wręcz znienawidzili się z fanatykami Arki i Cracovii. że Jeziorak zerwał się na boisko. a później kapowali policji. gdyż przed meczem Polonia Warszawa — Pogoń Szczecin fanatycy znad morza zostali hucznie przyjęci w lokalu. legioniści skoncentrowali się głównie na upijaniu z Pogonią. Następnie gospodarze wycofali się na uprzednio zajmowane pozycje. dewastując przy okazji szyby. Dostali po głowach dosyć mocno. którego klientami byli oczywiście kibice. Jeziorak Iława — Radomiak Radom o wejście do drugiej ligi piłkarskiej latem 95 roku. lejąc kogo popadnie. na którym się ów baraż rozgrywał. tak więc tym. Ponieważ miejsca było w nim niewiele. Okoliczni mieszkańcy mieli dosyć kilkusetosobowego towarzystwa i Bosmanowi cofnięto koncesję. natychmiast dał hasło do walki z natrętami. Działalność nie potrwała zbyt długo. nie byli to kibice spod Wawelu.. Zawadzili o stadion Hutnika Warszawa. Będący na hali kibice Radomiaka niezbyt dokładnie rozpoznali sytuację i dochodząc do wniosku. Jak było w rzeczywistości. Wpadli na halę do strony sektorów zajmowanych przez większość gości. Jeden z miejscowych oszołomów buczał pod nosem inwektywy w kierunku legionistów. Radomiak gdzieś w okolice płotu. jak psy obijają kibiców Radomiaka. W stolicy zarządzono mobilizację. gdyż do szły ich słuchy. nie bardzo wiadomo. warszawiacy zostali przeproszeni. a . Lechią i Śląskiem. że na ich terenie (Wszakże Radom) warszawiacy robią rozróbę. Z tą drugą mieli dwie potyczki. Gdy legioniści przyjechali swoim autobusem. Po wyjaśnieniu Sytuacji. Gdy spiker zobaczył co się dzieje. drugi miał kłopoty. że nie ma możliwości swobodnego przedostawania się z jednej strony trybun na drugą. Wjazd policji na trybuny nastąpił zaraz po drobnym incydencie. jednak do spodziewanej inwazji nie doszło. bo gdy się mundurowi usunęli. Hala Broni jest tak skonstruowana. zagrożenie zniknęło. którzy uczestniczyli w poprzedniej zadymie pozostało tylko bezsilne przyglądanie się. a przed nią policja przygotowywała się do wojny. Zorganizowany naprędce baraż (z uwagi na wy cofanie się FC Piaseczno) przypadł w terminie rozpoczęcia rozgrywek ligowych. postanowili nieco gości przećwiczyć Gdy na fanów ze stolicy runęła lawina ciał. organizowany przez tamtejszą Broń. najwyraźniej szukając guza. a z tubylców nie było komu wziąć gościa za wszarz. Po kilku godzinach spokoju z drugiej strony trybun wpadli antyterroryści. kilku chłopaków z Widzewa i biegający właśnie jako gracze fani Lecha. Było to o tyle dziwne.trzecioligowców — ale nie w Lidze Chuliganów — fanów gdyńskiej Arki. Wcześniej w Warszawie zrobiono kolejną innowację na łączce działalności kibicowskiej. Przybyło zaledwie kilku opatulonych w białoczerwone szaliki sympatyków Cracovii. więc warszawiacy postanowili wziąć sprawy W swoje ręce. Dla policjantów był to pretekst do ataku. Rok 95 rozpoczynał się pod znakiem supremacji Legii. Nastąpiło krótkie spięcie. Na hali bractwo spokojnie grało sobie w piłkę. Na zimowym (94/95) meczu hokejowym warszawiacy szykowali się do starcia. Postawili się głównie warszawiacy. a wchodzących i wychodzących legitymowano.. Mediacje spełzły na niczym. Do Białegostoku wyprawiały się dwa autobusy „Pasów”. Jedni twierdzą. akurat pod halą odbywała się przepychanka między dwoma policjantami a gawiedzią. lecz jacyś hokejowi juniorzy.. Obstawiono drogi dojazdowe do hali. Jeden wykręcił się „własnym sposobem”. że wówczas nie działo się absolutnie nic. nie udało się ustalić nawet policji. jednak jak twierdzili krakowianie. wszystkich przechodzących w jej pobliżu kierowano szlakami pieszymi. więc towarzystwo rozlokowało się także w pobliżu piwożłopni. Później nastąpiły negocjacje (tak na dobrą sprawę nie bardzo wiadomo po co. Tę pozycję ugruntował dodatkowo radomski turniej kibiców. A właściwie jedną. Pijany nie potrafił ogarnąć sytuacji. Podczas kolejnego turnieju. ci postawili się hardo 1 zamiast spodziewanej rejterady doszło do wymiany ciosów. gdyńskiego. że na to spotkanie wybiera się całkiem zgrabna ekipa trzech autokarów „Pasów”.

jak i na drugim meczu byli wspomagani przez około 300 osobową grupę z Sosnowca. Jesień 94 to oprócz już opisanych. Legia wygrała. W Po znaniu na Warcie legionistów było 130. Jednak panowała cisza. W Chorzowie na PP j w Zabrzu na lidze było ich mniej więcej tyle samo. Po meczu Polska — Francja legioniści zdemolowali arkowcom jeden autokar. zakończonej przyjazdem policji. ale kilkudziesięciu szalikowców Legii wyprawiło się tego samego dnia dalej. od stu do dwustu. W tym samym Poznaniu na Olimpii było fanów ze stolicy 64. Raków 170. jednak część błyskawicznie zaczęła sprint w kierunku czarnych kubraczków. do Szczecina na mecz Pogoń — Lech. w tym połowa z Sosnowca. Wówczas mogło się coś zdarzyć. Po meczu w okolicy dworca kolejowego. w lesie. Okazja mogła się nadarzyć tuż po spotkaniu. Natomiast jesień zaczęła się od gry na Łazienkowskiej przy pustych trybunach. wybiegł na drugą stronę płotu Chomik ze Szczecina. Zabawę rozpoczął atak fanatyków Legii cieszących się ze zdobycia tego trofeum na boisku najpierw na „Misztalowców”. Wówczas faktycznie „działo się”. gdy tylko zwietrzyli niebezpieczeństwo. co uratowało ich cielesne powłoki od przykrych przeżyć. że warszawiacy dążyli do zwarcia. że policjantów było nie wielu. Mieli kłopoty z policzeniem się. a następnie na katowiczan. Zdegustowani takim obrotem spra wy legioniści (ci szukający awantury) rozpoczęli wymianę zdań i ławek z kibicami GKS-u. Na drugą połowę dojechał dodatkowo autobus Pogoni Szczecin. Mundurowi nie wiedzieli. Wszak to ich praca. gdyż tak na jednym. bo ocbroniarze po pierwsze nie są lubiani w ogóle. gdzie zatrzymały się warszawskie autokary doszło do drobnej bieganiny. Do Mielca Legii przybyło dwie setki. ponad głowami których. A to za sprawą wojewody warszawskiego.legioniści me podjęli walki. gdyż bramkarz warszawskiej drużyny po otrzymaniu ciosu od miejscowego hools. — Co wy odpierdalacie. za co później został sądownie ukarany. ale byli wspomagani przez 200 osobową grupę fanatyków Zagłębia Sosnowiec. Owo kopanie już się w zakresie obowiązków ochroniarzy nie mieściło. Katowice 300. który nakazał zamknięcie stadionu z powodu awantur po meczu finałowym o PP z GKS-em Katowice. w legionistach zagotowało się. tym bardziej. latały rzucane przez obie grupy hools raczej twarde przedmioty. Walka obyła się bez jakichś większych ofiar. uspokójcie się — policjant. „Misztalowcy” przechwycili go. Z nimi kibice nie lubią się bardzo. Może ciut więcej na Ruchu. szef (?) obstawy złapał jednego z . Miejscowy hoola (?) został posiłkowym oskarżycielem we własnej sprawie. na trybunach rozpoczęto świętowanie. tak skatowanego gościa dawno nie widziałem — twierdził później znajomy z Warszawy. w tym znajomki z Elbląga. Jednak gdy Cho mik wrócił na swoje miejsce. dał jednemu z napastników w zęby. jednak przeszkadzał płot i pilnujący bram. To oczy wiście me są pełne dane z wyjazdów. a po wtóre warszawscy są ponoć szczególnie wrednawi. Raz sponiewierali na dworcu Wschodnim arkowców jadących na gościnne występy do Krakowa. — Był siny i zielony. Z innego źródła natomiast można było usłyszeć. sterroryzowani policjanci. Będących na meczu Polomi w Warszawie arkowców przechwycili legioniści z grupy Warriors i „zdeponowali” im dwie flagi oraz parę szalików. Trochę daleko od domów. Chłopak był dosyć dokładnie okopany i obity. wiosną 95 Legia miała ich więcej. Kolejne dwa wyjazdy legioniści zaliczyli na Górny Śląsk. Tę nadgorliwość postanowiono odpowiednio wynagrodzić. z zamiarem pobaraszkowania z flagami GKS-u. następujące wyjazdy fanatyków Legii: Olsztyn — ponad dwie setki. Jak jeździli warszawiacy w 95 roku? Jest to długa lista. Podczas finału PP. natychmiast wydarli zelówki. „Misztalowcy” to ochroniarze występujący na meczach Legii w czarnych uniformach. W rewanżu Arka zrobiła podjazd pod stadion Legii podczas ich meczu ze Śląskiem oraz czekała całkiem zgrabną brygadą na prom wiozący warszawiaków powracających z wyprawy do Trondheim. Wiosną było ich 160 w Krakowie na Hutniku. Natomiast z Arką bilans starć legionistów jest dłuższy. Stalowa Wola 100. Bractwo ruszyło na murawę. „Misztalowcy”. która wcześniej grała w Zabrzu. Ten wyjazd był szcze gólny. co robić. do cze go nikt nie miał wielkiej pretensji. jednak dwóch złapanych przez fanów z Żylety mielczan musiało odbyć przymusową podróż autokarem. jednocześnie ich obijając. Zostali wysadzeni po przejechaniu jakichś 50 kilometrów.

Miał rację. wlazł na maszt. Bijatyka na stadionie i w jego okolicach trwała dosyć długo. Przepowiednie okazały się przesadzone i później bractwo klnąc na swoją głupotę. Wydumali. pod którym zebrało się bractwo podczas meczu inauguracyjnego z Zagłębiem Lubin. że jeśli daliby się odizolować. Policjanci myślą inaczej. Więc zasiedli razem z Pogonią. to ona przyjechała do Szwecji. które po drodze „pękały” wszystkie. Tym razem nie było stanu oblężenia. że potomkowie tych od najazdu nie bardzo chcą wpuszczać na swoje terytorium osobników nie mogących poprawnie wybełkotać swojego nazwiska. Choć pojedynku w Brnie Zbrojovka — Wisła na pewno nie pamiętają. nie byłoby punktów zapalnych. Zamknięty stadion. Prosząc jedynie o niewyrzucanie za burtę tratw ratunkowych i podobnych gabarytami drobiazgów. Kilku antyterrorystów. nadrabiało zaległości. Jeżdżąc po murawie boiska dewastowała ją tylko. Młodzi legioniści twierdzą. W tym czasie cienkie Bolki. W Świnoujściu spodziewano się ostrej kontroli. że także z Katowicami). W sumie około tysiąca głów. Jednak tam opróżnianie promu polegało na jak najszybszym wyekspediowaniu . dlaczego jedynie garstka potomków Wikingów zawitała na pierwszym meczu w Polsce. Wyjazd do Tych to jak zwykle na Górnym Śląsku 100 z Warszawy i 200 szalikowców z Sosnowca. Z tekstu Marcina Mellera („Polityka” nr 35/95). Najpierw próbowano rozpędzić tłum za pomocą oddziałów konnych. bardzo grzeczni policjanci stanowczo zatrzymali cieszących się z awansu do Ligi Mistrzów fanów czerwono-biało-zielonych na stadionie. łażą oni po całym stadionie. to znaczy chlali oporowo Pozostawiając nie uregulowane rachunki. Tak duża rozbieżność wynika z tego. Jednak ktoś zauważył. Wiedzie]i z autopsji. Po koniach żywych wprowadzono mecha niczno. gdzie rozgrywała swój mecz reprezentacja. — Odbieraliśmy należne nam odszkodowania. 400 płynących nim hools zabawiało się na rachunek firmy. że bezpieczniej jest się nie wyprawiać na Planetę Małp. który wyprawił się na rewanż z fa natykami Legii. iż nie mogli ustalić ilości przybyłych. zerwał banderę i opatuliwszy się mą paradował po pokładach. a polewając winnych i niewinnych. Otóż po wielokrotnym pokazywaniu w tamtejszej telewizji scen rodzajowych z wydarzeń. więc większość indywidualnie narzuciła sobie ograniczenia ilościowe w przyjmowaniu jakże ożywczej wódeczki. Polewaczka okazła się równie nieprzydatna jak zwierzaki ze stad niny. byli dla wszystkich rozrabiających raczej uprzejmi. dość dobrze policzyło swych ewentualnych przeciwników i po uzgodnieniu rachunku sil.warszawskich macherów. natomiast po spotkaniu wiara się zdeczko wkurzyła. Misztalowcy” się zerwali. gdzie troszkę uszkodził radar. nie przypominał już tego sprzed dwóch lat. plus 40 z Pogoni. zamknięto dla publiczności obiekt przy Łazienkowskiej. Za te samochody i za najazd szwedzki — śmiano się później w Warszawie. Miejscowi. — To weźcie ten GKS na dworzec i będziecie tu mieli spokój — zagadnięty wzruszył ramionami. którzy byli obecni na promie. że był to rekordowy wyjazd polskich hools na mecze pucharowe. że mustangi boją się flag łopoczących na drzewcach. jakimi są Szwedzi. że najlepszym sposobem na ostudzenie rozpalonych głów będzie polanie ich wodą. Zaczęto więc biegać ze sztandarami i biedne rumaki płoszyły się. to później mieliby kłopoty ze swobodnym poruszaniem po obiekcie. gdy również po bijatyce z policją na meczu ligowym (traf chciał. jakie miały miejsce po spotkaniu finałowym pucharu Polski. gdy by nie było także katowiczan. lecz podstadionowy piknik. zwiększała tylko ilość ludzi chcących dopierdolić mundurowym. Jak to zwykle w miastach lubiących się fanów. Ktoś dostał szalu radości i metodycznie wyrzucał cały ruchomy sprzęt za burtę. Przed meczem obyło się bez jakichś szczególnych hec. Bractwo zrobiło sobie odwet na stacjach benzynowych. z tym że polonusi i „dziadki” siedzieli w sektorze obok. Można się było spodziewać wręcz zatrzymywania siłą w sektorze i odprowadzenia po meczu na dworzec nawet tych. można się było dowiedzieć. że skoro Szwedzi nie chcieli na Planetę Małp. W Goeteborgu wyjaśniło się również. zdemolowali kilka aut na polskich rejestracjach. Do Goeteborga Legii zawitało około 700 hools. kil kudziesięciu „dziadków”i trochę polonusów. Na promie wiozącym kibiców do Szwecji panowało przekonanie. W Szczecinie Legii było 150-250. którzy mieli zupełnie inne plany życiowe. Na dodatek policja chciała koniecznie legionistów otoczyć kordonem. Wyglądał inaczej. Część bractwa przez Szczecin wracała do domów z Paryża. tamtejsza społeczność doszła do wniosku. Najciekawiej było na jednym z powrotnych promów. Psy wpadły w amok i tłukły kogo popadło i jak popadło.

Łazienkowskiej. że trafiony został piąty garnitur ich grupy. 40 legionistów odwiedziło Rzeszów podczas meczu o Superpuchar. gdyż w grodzie Kraka następnego dnia miały odbyć się pierwsze od wielu lat ligowe derby. jednak później czterech z nich miało poważne kłopoty. na stacji Warszawa Wschodnia. wskazując winnych. Następnie mieli wyjazd do Łodzi na ŁKS. Zostali bardzo gościnnie przyjęci. Po sukcesie drużyny w Łodzi legioniści usłyszeli pod swoim adresem wyjątkowo mało bluzgów.. młodzież Legii postanowiła zorganizować spotkanie kibiców. by mięczaków utwardzać lub eliminować ze środowiska. — Przecież nie będziemy się gości pytać. ostatnimi czasy zabawą fanów Legii jest czatowanie. którzy narzucają reszcie sposób myślenia i styl bycia. Że nie są to oni. Do Moskwy wybrało się 200 fanów. złodziej”. Ciekawe. którzy we wrześniu 94 wybrali się do Gdańska na mecz z Lechią. jak opisany w wydawanym w Łodzi przez widzewiaków Polskim Kibolu” (nr 3. Na mieście robili co chcieli. Więc i sami prawie nie bluzgali. szalikowcy natychmiast po wiedzieli warsowemu. Niektórzy ostrzyli sobie zęby na wjazd na murawę po zakończeniu meczu. Do Trondheim przyjechało z Warszawy 100 fanów. Tam co prawda bluzgał im cały stadion. że ktoś będzie przejeżdżał. Gdynianie przewidzieli sytuację i pochowali się w pociągu dość dokładnie. żądają opuszczenia wykupionego przez siebie wagonu przez „tych panów”. Po stracie szalików natychmiast meldowali o tym policji. towarzystwo się rozeszło. Przekonali się o tym wiślacy. Później okazało się. Wszak w Anglii od czasu tragedii zgniecenia kilkunastu kibiców Liverpoolu płoty odzielające murawę od trybun są symboliczne. jednak najstarsza ekipa lechistów wzięła po meczu dwie dychy najstarszych legionistów na chlanie. Nieszczęściem krakusów była niewielka ich liczba. identycznie jak wszędzie. Przewidujący wyspiarze posadzili kibiców z Polski na piętrze. czy są zwykłymi. co nie pozwoliło podjąć wyrównanej walki. na dodatek po wab cc. Pod nimi znajdował się pusty sek tor. Część jechała pociągiem. Zameldowało się tani ich 250. czym są mecze piłki nożnej. organizatorzy zamieszania jakoś nie chcieli się ujawnić. Chodzi o to. gdyż przybito im dziesionę. Łatwo było prze widzieć. ale nawet pół tysiąca polskich gardeł nie było się w stanie przebić przez wyjący. 5): Legioniści chyba mile będą wspominać Sochaczew. Warszawiacy urządzili sobie polowanie dwie godziny po północy. gdyż ofiara nie chciała dobrowolnie oddać swoich barw. Ale co. na którym chciano podjąć jakieś decyzje. ludzie. Na Legii. 200 pojechało do Gdańska. kilkudziesięciotysięczny tłum.. A później w „Zyciu Warszawy” można było przeczytać list małolatów o terrorze czterdziestolatków. Troszkę się zawiedli. gdyńskimi szaraczkami. zdarzają się i takie wypadki. Wspomniana czwórka trochę sobie po siedzi. W Łodzi na Widzewie jakieś 2 tysiące. to było widać. na meczu. Ulubioną.. Warsowy wysadził mu zamiast na granicy w Terespolu (jak chciał dowódca eska pady). mieliśmy ich za to . Dopiero ciosy i groźba wciągnięcia do autokaru pomogły. mieli udający się do Krakowa kibice Arki. Po zadymie podczas flnału PP z GKS-em i decyzji zamknięcia stadionu przy ul. zwane pod Wawelem „Swiętą Wojną”. że nie życzą sobie ich obecności. W Chorzowie na PP było warszawiaków niecałe 30 osób oraz dwie setki Zagłębia.wesołych autobusów w kierunku Warszawy. gdy mówili. Gdy policjanci wleźli im do wagonu (kuszetki). str. Rok później kłopoty na tej samej trasie. gdy ten na ulicy krzyczy: ratunku. czy należą do ich specbrygady. legionistów było 300. natomiast w Blackburn 300 plus około 200 polonusów. do czego autorzy listu dążyli. tylko w drugą stronę. Jechali na gościnne występy do swych ziomków z Cracovii. Na stadionie Spartaka dosiadło się jeszcze 300 polonusów. że nie mają o niczym pojęcia i nawet nie wiedzą. że trafili w dziesiątkę. który dzięki zadymom na trybunach stal się wydarzeniem sezonu. Ostatecznie stanęło na niczym. Ponieważ wśród przybyłych (kilkaset osób) znajdowali się wodzireje spod Żylety. Miejscowi hools okazali się mocni jedynie w gębie. Ostatecznie warszawscy wartownicy (zabawa odbywała się także około godziny drugiej w nocy na idealnie pustym dworcu Warszawa Wschodnia) zlali dwie czy trzy bardzo podejrzane oso by. Wszędzie się znajdą mocni jedynie w pysku. W Tarnobrzegu Legii zawitało zaledwie 80. bowiem zdobyli spory łup — jeden szalik skrojony dziewczynie. Czterdziestu agresorów wręcz roz niosło dziesiątkę przeciwników. Jak można skroić szalik 21 —letniemu „chuliganowi<< spod Zylety. W Poznaniu. Cały czas pod eskortą. Jednak arkowcy nie zupełnie chcą się przyznać do swojej porażki twierdząc.

ni spytał retorycznie jeden z legionistów. Zabrakło opisów zwycięskiej walki z. że od kolejnego spotkania będzie można wywieszać flagi. gdy po meczu Polska — Francja zdemolowany został autokar Arki. od tego momentu rozpoczął się regres. że ŁKS ma całkiem realną szansę na zdobycie po raz pierwszy od 36 lat tytułu najlepszego zespołu w kraju. W . Autor tego przedsięwzięcia. który odbył się w Rzeszowie. Zabrakło też opisu wielkiej bitwy po meczu Legia — Lech 0:1 (wiosna 95). Nagle w końcówce sezonu. sektor fanów Łódzkiego KS nie sprawiał żadnego wrażenia. gdy wspóhw siły kibiców obu klubów przegoniły agresorów. Hutniku Warszawa czy Rozwoju Katowice. Jeden z nich wykombinował. będziemy najlepsi. Klub Kibica Legii Warszawa skiada podziękowanie za doznane w 1995 roku wzruszenia i radości wszystkim naszym sportowcom i działaczom(. W 92 roku została ich garstka. gdy okazało się. w przerwie meczu o superpuchar Legia — GKS Katowice. Pikieta przyniosła skutek połowiczny. Łazienkowskiej. oraz zakazowi wywieszania flag klubowych na plotach. uczestnik zadymy. jakiej jeszcze przed stadionami w Polsce nie było.. którą rozegrano mecz Polska — Słowacja. ale systematycznie zdobywali sobie oni uznanie w łódzkich środowiskach.. Wówczas nie było nawet przepowiedni. zakupił na licytacji piłkę. na samym początku rozgrywek łodzianie mieli nadkomplet punktów. W końcówce lat osiemdziesiątych LKS stać było na zrywy. kibicowskim i chuligańskim. Korzystając ze spotkania z legionistami w Łodzi podczas turnieju ki biców. Sportowym.. a za mieszki przypominały te z okresu stanu wojennego ŁKS Łódź Gdyby na początku lat siedemdziesiątych na stadionie przy al. liczba szalikowców zaczęła rosnąć w sposób geometryczny.pogłaskać po główce? — ni to stwierdził. Kibice na Al. To ‚„nad” oznaczało wygraną trzema bramkami z Pogonią Szczecin. — Jak się pan nazywa?— spytał się go spiker podczas wręczania trofeum. — Nie mam nazwiska. jestem legionistą — odparł warszawski fanatyk. Wyłożył na cel 4 i pół miliona starych złotych. jednocześnie pikietując obiekt przy ul. Kiboli ŁKS-u przybywało niczym grzybów po deszczu. zgłosili następujące zastrzeżenia: Ledwo nadmienione zostały zadymy w Często chowie. którzy za tą drużyną byli już od dawna. warszawiacy.. to jakby dzisiejsze mówienie tego samego o np. Zmalały ceny biletów zezwalających na wchodzę nie na wiraż i przyobiecano. Żona. Na stadion przybywało coraz mniej ludzi. Gadanie o pełnych trybunach i pucharowych sukcesach Widzewa wtedy. który obfitował w wysokie wyniki. Część z nich to oczywiście ci. Fani warszawscy jesienią 95. psami o flagę „Ultras na meczu ze Stomilem. dzieci. Unii ktoś w ogóle mógł przypuszczać. poważnego konkurenta.. którzy mogli przeczytać powyższy rozdział. że kilkanaście lat później Łódzki Klub Sportowy będzie miał jakiegokolwiek lokalnego. Biało-czerwono-biali pokonali wojskowych z Warszawy 4:1. co pozwalało dopisać dodatkowy punkt. Niektórzy fani Legii z nudów nie wiedzą co wymyślić.) Pozdrawiamy gorąco nasze Fan — CIuby oraz przyjaciół i sympatyków”. Kolejny mecz na własnym stadionie ŁKS rozgrywał z Legią. głazy leciały z trasy Łazienkowskiej.. Protestując przeciwko zbyt wysokim cenom biletów. Jeszcze na osiem kolejek przed zakończeniem sezonu 1992/93. postanowili odpuścić sobie spotkanie swojej drużyny. Powoli. Unii zaczęli powoli znikać. Wiesiek „Peclowizna”. awantury z policją po meczu Legia — Pogoń. choć tylko do połowy płotu. że da na łamach Piłki Nożnej” płatne ogłoszenie: „Byliśmy. Po prostu liczył się tylko ŁKS. i awantura z psami podczas spotkania 112 PP z GKS-em Katowice w 1993 roku. kiedy to zdemolowane zostały budy policyjne. jesteśmy. ale życie zmusiło do zmiany zainteresowań. a teraz są lokalni rywale. zostałby uznany za niespełna rozumu. praca i tym podobne. umocnili się na pozycji lidera i. na meczu z Arniką Wronki zorganizowali akcję. Przy spadającej na pysk frekwencji na łódzkim stadionie zameldowało się 28 tysięcy ludzi. ŁKS z pozycji monopolisty zaczął schodzić na drugi plan. Na przestrzeni ostatnich lat w Łodzi panuje istna huśtawka nastrojów. czyli tego. Po jednym z nich.

Pabianiczanie byli nawet uważani za filię „Rycerzy wiosny”. Miała ona miejsce pół roku po sławetnym 7:1 z Olimpią Poznań. Zadziałali starym. przeciwnicy pobici. Jednak nawet na stosunkowo niedalekim wyjeździe osiem setek. grupa się scementowała. Według poznaniaków łodzian było ośmiuset. w której zamieszczona była mapa Łodzi. że działo się to niedaleko dworca oraz że przyjezdni najedli się strachu i dostali po głowach. Apogeum dna przypadło na mecz. którzy sami me bardzo wiedzieli. czy mają chodzić na ŁKS. Od tego momentu relacje napastników i ich ofiar zaczynają się różnić. chociaż nie imponująco. gorących dla polskiego futbolu chwilach. a nie organizacyjnym. Jacek Bogusiak nie jest taką osobowością. że świetnie jest mu znana topografia miasta. Faktem jest. Chociaż stara się to zrobić od lat. Unii jako ludzie nowi w tym całym interesie. w lipcu odbyło się identyczne spotkanie o superpuchar w Płocku. czyli ławka re zerwowych była pusta. Historyczne tło w postaci przedwojennego statusu żydowskiego miasta na polskiej ziemi wraz z tamtymi ludźmi poszło w zapomnienie. Miało ono podkreślać pochodzenie narodowe założycieli Robotniczego Towarzystwa Sportowego. związane z ogólnym bojkotem ze strony łódzkiej. a okolice stadionu Widzewa otoczone były czymś przypominającym drut kolczasty. oprócz kiboli Legii. Zdaje się tę wersję potwierdzać także zapis video. Miarodajne jest chyba stwierdzenie kibiców poznańskiego Lecha. które twierdzi. wypróbowanym już przez niejednych kibiców sposobem. Całkiem nieźle. jest elementem uniemożliwiającym dogadanie się kibiców. czy na Widzew. Jednak zadziałało prawo derbów. Sami zainteresowani twierdzili. oraz że praktyczne zajęcia z lekcji fizyki zostały opanowane w bardzo dobrym stopniu. którzy chcieliby się poświęcić idei. który odbył się już w trakcie nowych rozgrywek ligowych. że dym miał miejsce. a nawet jeździć za drużyną Pojawiło się także wielu młodych kolesiów. czyli ci. Ełkaesiaków do nieodległego Płocka przyjechało zaledwie stu. Na Łazienkowskiej zameldowało się zaledwie jedenastu piłkarzy. W ciągu kilku miesięcy z całkiem zgrabnej ekipy pozostało dno. Pociąg stanął w oku cyklonu. Na tym meczu. pociąg został zdewastowany. Do niedawna kibice ŁKS-u i Włókniarza się lubili. że było ich w Warszawie (finał rozgrywano na Łazienkowskiej) półtora tysiąca. gdy siedziby klubów są oddalone od siebie nie więcej niż 100 kilometrów. to i tak sporo. Znów z Legią. iż zostali jedynie ukamienowani. która potrafi skupić środowisko. tym razem w Warszawie. Skojarzenie było jednoznaczne — żydowskie getto. prezentowali się fanatycy ŁKS-u podczas pucharowej potyczki z Legią w finale PP w 94 roku. A to za sprawą wydanej przez siebie gazetki. Zresztą od Żydków wyzywają się tak jedni jak i drudzy. o czym świadczy między innymi awantura po spotkaniu koszykarek ŁKS z Włókniarzem Pabianice. że posiadanie drużyn w jednej klasie rozgrywkowej. drugą siłę stanowili kibole Petrochemii i Widzewa we wspólnej grupie. Odebranie startu w rozgrywkach europejskich pomogło Legii w napędzeniu na trybuny kolejnych fanatyków. Zabrakło ludzi. Pod względem kibicowskim rzecz jasna. Start łodzian w pucharze UEFA nie załatwił niczego. Do pociągu wiozącego w kierunku domów mieszkańców Pabianic wsiadł kmikadze mający za zadanie zaciągnąć w odpowiednim miejscu hamulec bezpieczeństwa. natomiast ci drudzy utrzymują.chwili spodziewanego tryumfu przypomnieli sobie o dawnej miłości i zaczęli chodzić. że wjechali do pociągu obijając pabianiczan. Legioniści ocenili ich na połowę mniej. Mimo takich spektakularnych akcji ŁKS nie potrafił się skonsolidować. Owszem. którzy byli na tym meczu incognito. Pozostało jedynie działające negatywnie skojarzenie — „Łódź? ależ to Zydzi”. Oczywiście każdy myśli o przeciwniku. W związku z tym trafił nawet na łamy gazet i przed kamery programu 1 TV. Tak przynajmniej wyglądał bilans ze strony gospodarzy. Jednak spora część byli to ludzie niezdecydowani. Natomiast na trybunach pojawiło się 3 (słownie: trzech) . udowadniając tym samym. Hamulcowy doskonałe obliczył miejsce. Na kilkudziesięciu powracających z Łodzi fanów Włókniarza przyczaiło się wzdłuż torów kolejowych około 250 (niektórzy podają nawet 300) fanatyków ŁKS-u. Łodzianie twierdzą. w którym trzeba było pociągnąć za rączkę. które podtrzymywane jest przez samych łodzian. Policja nie złapała nikogo. Po tym spektakularnym sezonie ŁKS miał szansę zostania klubem z całkiem niczego sobie załogą kibiców. Był to jednak łabędzi śpiew ŁKS-u. stadion Widzewa zaczął się niebezpiecznie wyludniać. W tamtych. Było to dość ciekawe widowisko. Dwa miesiące później. mających umiejętność jednoczenia wokół siebie innych. Jedni faktycznie przyszli na AI.

podczas którego z trybun dało się słyszeć hasło nieprzychylne dla całej Łodzi. Biegnące w kierunku jatki bractwo udało się powstrzymać. była sterowana przez pijanego Łośka. że grupa była wspólna. Na tym meczu szalikowcy wojskowych stanowili całkiem pokaźną cześć publiczności. Gdzie podziali się ci. że w to miejsce może wjechać ekipa gospodarzy. Mówiło się wówczas o tradycji i historii wzajemnych kontaktów. z uwagi na spodziewaną policyjną obstawę. że obie argumentacje trafiały do przekonania. którzy nie tak dużo wcześniej byli znacznie liczniejsi na Galerze?. skąd wziął się Widzew i to w takiej ekipie. Nikt w Łodzi nie zna kulis sprawy. a nie kilkunastolatkowie bujał się z Nabojką. Druga sensowna i jednoznaczna odpowiedź brzmiała: „A wy co się wpierdalacie?”. Natomiast w siłę w tym samym czasie rósł największy konkurent ŁKS-u. że rzeczywiście ŁKS-iacy powinni mieć Wrocławia dość. a Śląsk stawał się jednym z jej filarów. wydawałoby się. Podczas gdy gdańszczanie brali na celownik elkaesiaków. Nie przyjmowali tłumaczenia. która na spotkaniu pojawiła się oficjalnie. że Śląsk jest fałszywy. to Śląsk był bardziej skory powalczyć z wiślakami. choć trzeba przyznać. choć uczucia są ostatnio jakby w pogardzie. a znacznie bardziej gdzie i za czyje można wypić. ŁKS zachował się z honorem i podczas najbliższej . Później był wyjazd do San Marino. że kibiców ŁKS-u tuż przed zadymą jakoś zaczęło ubywać. co reszta podchwyciła i w ten oto sposób ŁKS miał podstawy twierdzić. Później łodzianie mieli do Śląska straszne pretensje o brak pomocy. Natomiast grupka. Będący na meczu widzewiacy następnego dnia nie omieszkali o tym wydarzeniu poinformować lokalnych rywali. Jednak mimo. Tym.fanów z Łodzi. Nie do końca zostało wyjaśnione. jedynym sensownym wyjściem było wzięcie nóg za pas. on miał na koncie zatrzymanie pociągu wiozącego fanów Lecha. od wspólnego picia alkoholu gdzieś w Łodzi na podwórku terenu opanowanego przez widzewiaków. Na linii LKS — Śląsk pierwsze poważne rysy dały się zauważyć w 91 roku. dla którego w znacznie mniejszym stopniu liczyło się kto. Później ktoś słusznie Zauważył. postanowił skorzystać z okazji i pokazać się młodzieży jako wodzirej. Wszakże to on. jednak nikt z Wrocławia nie wziął tych zapowiedzi na poważnie. Co się stało? Można się jedynie domyślać. Widzew dopadł kilka osób. że większość czających się na łodzian i chcących pokombinować. w większości młodzieżowców. a na zewnątrz wyglądała ona tak. a także o lojalności. Niedomówienia zrodziły niemiły klimat. gdzie i z kim gra. W pewnym momencie z jednej z bram wyskoczyło kilkudziesięciu nieźle uzbrojonych widzewiaków. Co prawda ełkaesiacy ostrzegali. z którymi przecież doskonale się prywatnie znają z pracy i szkół. potrafią wywrzeć wrażenie nawet na najbardziej zatwardziałych rzezimieszkach. W czasie pamiętnego meczu Polska — Anglia na chorzowskim stutysięczniku ŁKS naparzał się z Wisłą w sektorze bezpośrednio sąsiadującym ze wspólnym wrocławsko-gdańskim Początkowo wiara z Lechii i Śląska ruszyła w kierunku zamieszania. Zadziałało typowe dla miasta z jedną tylko grupą kibiców myślenie. którzy mieli w organizmie zbyt dużo wody ognistej. w których nie ma rywalizujących ze sobą grup. W trakcie meczu jednak małolaci posłuchali właśnie jego. Przed siłą ugina się każdy. że wyjazdy do Warszawy stanowią dla mieszkańców miasta włókniarzy coś szczególnego. Więc to on w takim przypadku powinien kierować grupą. Opanowany przez ekipy z Wrocławia i Krakowa (Wisła). Problem polegał na tym. cele wrocławian i fanów Lechii były w tym przypadku różne. przyszła bez barw. Na dobitkę nie należą do najdalszych. Ten żul. którym się nie wiedzie. Często kończyło się na ironicznych uśmieszkach kibiców innych zespołów. Krzyknął Jude — cała Łódź”. Tajemnica? Gdy LKS dołował w Lidze Chuliganów. a umiejętnie ukazane sprawy honorowe. W związku z brakiem rympalów obronnych. Zaczęło się niewinnie. bieganie sprawiało spore kłopoty. A przypomnieć trzeba. że stało się tak znacznie lepiej dla nich Czara goryczy i obustronnych oskarżeń została przepełniona podczas nie istotnego. niejednokrotnie we Wrocławiu dawały się słyszeć uszczypliwe uwagi przyjezdnych o kumaniu się z nic nie znaczącymi klubami. Widzew. Zawsze przyjmowali wrocławską postawę jako dziwną fanaberię. I co z tego. która w swym kodeksie honorowym nie pozwała na odwracanie się od tych. Odpowiedź w takich wypadkach mogła być dwojaka. dla stosunków między kibicami Śląska i ŁKS-u meczu 1/16 pucharu Polski Slęza — Widzew w listopadzie 1994. że dla Łośka był to ostatni występ w karierze? Został po goniony z bractwa tuż po zakończeniu tego spotkania. Kto nas tu może ruszyć?” — to normalna reakcja w miastach.

gdy ŁKS miał szansę na objęcie tronu mistrzowskiego. Na meczu było 40 ełkaesiaków i kilku ich koleżków z Rakowa. Według własnych danych liczebność fanów z Łodzi by ła następująca: Płock 60 (miejscowi twierdzą. czyli jesienią 95. gdy Miedzianka zaczęła osiągać swoje największe sukcesy sportowe. Łodzianie stoczyli słowny bój z działaczem własnego klubu. Stare układy jednak pokutują. w Lubinie 11 (plus 40 z Miedzi Legnica). że 40). w tym i te do Poznania (zarówno na Wartę jak i na Olimpię). niecała pięćdziesiątka we Wrocławiu.okazji. robiąc poważne szkody ich zdrowiu. mimo że mecz odbywał się w środę. że od tej pory na linii Łódź —Wrocław nie ma mowy o zgodzie. pojawiło się łodzian dwa tuziny. 11 w Lubinie (plus około 40 z Miedzi). Po skrojeniu paru szalików sami dostali się na orbitę zainteresowań znacznie liczniejszej hordy GKS-u i musieli zrywać zelówki. Pniewy 1. coraz więcej osób zaczęło wdziewać zielono-czerwono-niebieskie szaliki. Po wysokim zwycięstwie w meczu o pietruszkę odbyło się sympatyczne pożegnanie najzagorzalszych fanów z piłkarzami. Jej efektem było między innymi zabranie broni policjantowi. Gdyby nie tradycje. Miedź Legnica W Legnicy już wydawało się. W końcówce roku 94 łodzianie wyjechali do Katowic na GKS. Jak Galera jeździ ostatnimi czasy na mecze swojej drużyny? Paradoksalnie najgorzej wyglądało to w momencie. To jeszcze były wyjazdy przypominające alkoholowe autobusy z . Podczas powrotu z Lubina łodzianie mieli starcie w okolicach wrocławskiego Dworca Głównego. zostawiając jednak wrażenie twardych facetów. że były mundurowy po przepychance słownej wybrnął z niej z twarzą. Rok później. 25 w Gdańsku. rezygnując ze swojego darmowego biletu na spotkanie Legia — IFK Goeteborg. W Gdańsku. Chorzów 20. Na inauguracyjnym meczu w Poznaniu (Lech). to zaledwie kilkuosobowe ekipy. 50 we Wrocławiu. fanów z Galery zaczęło jeździć jakby wię cej. Kolejne wyjazdy. fani bialo-czerwono-białych stwierdzili. o którym na stronach tego tomiku jest już trochę informacji. Dzieciaków wśród nich nie było. Trzeba przyznać. by w imię dawnej znajomoki nie bluzgać na nich podczas meczów z udziałem Widzewa. Starcie 10 osób ŁKS-u z mniej więcej identyczną liczebnie grupą miejscowych na dworcu zakończyło się rozochoceniem przyjezdnych. mimo środy. człowiekiem odpowiedzialnym za porządek na trybunach. Zabrze O (trzydziestce nie udało się dojechać). Lubin 20 (na zgodę). czy Raków Częstochowa. Katowice 30. gdy ich piłkarze podbiegali do płotu. Orla Białego coś się zaczyna dziać. na kilka kolejek przed zakończeniem sezonu do Szczecina nie pojechał nikt! Jesień 94 też nie była rewelacyjna. którzy w tej nie licznej ekipie zaczęli buszować po osiedlach. Początkowo siedmiu (?) ŁKSiaków nawet zaatakowało mniej więcej równą liczebnie grupę napastników. Rok 95 rozpoczął się dla ŁKS-u stosunkowo nieźle. jaka zdarzyła się chwilę później. Całkiem nieźle prezentowała się Galera po ostatnim meczu sezonu 1994/95 z Górnikiem Zabrze. gdyż awantura od bywała się między miejscowymi fanami a psami. Później musieli się zmywać taryfami. Była to dopiero zajawka zadymy. której łodzianie byli zaledwie biernymi obserwatorami. Kilkuset fanów legnickich pojawiło się w Warszawie na pamiętnym finale PP z Górnikiem Zabrze. W chwilach. trzeba by po odczytaniu tych danych uznać ełkaesiaków za równych takim ekipom jak Stal Stalowa Wola. W nowym sezonie fanów ŁKS-u zjawiło się 30 w Olsztynie. a na rewanż wyprawiło się kilka autobusów sympatyków Miedzi. Wówczas to. 25 w Gdańsku. W Olsztynie zameldowało się ich 30. czyli na meczu Polska — Francja. Warszawa 3. rzucili się w jego kierunku tratując po drodze dwóch policjantów. Rok wcześniej podczas spotkań barażowych o wejście do ekstraklasy ze Stalą Mielec stadion w Legnicy wypełnił się do ostatniego miejsca. Olsztyn 2. Stal Mielec. Kibice biało-czerwono-białych byli obecni w Warszawie podczas spot kania organizowanego przez posła Marka Wielgusa. do niedawna policjantem. po końcowym gwizdku. że na stadionie przy ul. Kilku chłopaków z ŁKS-u prosiło wrocławian. jakie po spotkaniu rozdawano.

Chcieli wyłożyć własne pieniądze. co i tak się organizuje. opisując swojego ziomala. Jeśli niespełna 20-letni gostek mówi coś o małolatach. musieliby albo sami dokładać do interesu. tzn. Chłop ma sporo po trzydziestce na karku. Następnie miasto pożyczyło pieniądze na remont tegoż targowiska. który jednocześnie pełnił funkcję wiceprezesa klubu. nazwą klubu i jego barwami. Dzięki odpowiedniemu” wy korzystaniu obu funkcji pieniądze przelały się z jednego konta na drugie. Wówczas panował cichy układ między kibicami obu drużyn. Ani jedno. by kilkudziesięciu chłopaków związało się z Miedzianką ideowo i zamiast łazić po bramach i zbierać kasę na następne wino. to znaczy 1:0 dla miejscowych. mogło wpłynąć z zupełnie innego źródła. Dwa tysiące ludzi płacących za bilety po pięćdziesiąt tysięcy starych złotych. Fanatyków miejscowych znalazło się na trybunach spora grupa. Bez jakiejś specjalnej przyjaźni. Pół roku później szalikowcy z Wrocławia meldują się na stadionie przy ul. Ciekawe kto ją nadał. organizować pieniądze na kolejny mecz. na przełomie roku 95 i 96. Ten klimat beznadziejności dało się wyczuć już zimą w roku 1994. Średnia frekwencja na stadionie Miedzi jesienią sezonu 95/96 wyniosła nie całe 500 osób na mecz! Była szansa. jeżdżą na wyjazdy za swoją drużyną. że aby sprostać życzeniom działaczy. że jeśli chodzi o kibiców. lub rozśpiewane grzybobrania. siedem naście razy w roku daje prawie dwa miliardy przychodu. (Swoją drogą fantastyczna nazwa ulicy. Pytam młodzieżowców kręcących się bez celu po okolicznych bramach. które przy nosić ma targowisko. to jednak atmosfera na trybunach była zgoła odmienna. które w kraju są już normalnością. Orla Białego. ale i bez zawiści oraz chęci mordu. jakie . choć nie przemysłowcy dysponujący olbrzymim nadmiarem gotówki. Mimo. ani trzecie nie jest zastrzeżone do tej pory. Nie bez winy są tu działacze Miedzi. kiedy to legniczanom zaczął wiatr dmuchać w oczy. Alkohol stracił serce i zapał do robienia czegokolwiek. zajmująca jakieś półtora sektora. z którymi miejscowi mają największą kosę. Za to. Przypadek Miedzi jest kliniczny. fanów legnickich jest nie wielu. Chcieli tylko jednego — zgody klubu. Jesienią 93 roku na meczu ze Śląskiem zameldowało się na Oporowskiej 150. Bractwo w wieku 18-19 lat stwierdza. — Chcecie mieć pozwolenie na handel szalikami klubowymi? Dobrze. ale tylko niedaleko i w naprawdę niewielkim składzie osobowym. Goście z inicjatywą postanowili zorganizować szaliki na miarę tych. Pieniędzy. Długi siedział wówczas w pudle.) Tamto spotkanie mogło zadecydować jeszcze o tym. Głównie lubińskie Zagłębie. Wynik takiego myślenia ludzi z klubu jest widoczny po półtora roku. A jeszcze później pożyczkę anulowało. to trzeba wypytywać wśród małolatów. jesienią 94. Wiosną 95 w nieodległym Dzierżoniowie było ich 20. W tym przypadku wiceprezydenta miasta. Wszystko siadło. te kilka miliardów. w kilkanaście miesięcy po tym fakcie nie sposób ustalić. Rocznie. Inicjatorzy rynku pamiątek chcieli oficjalnie handlować rzeczami z herbem. zaangażowali własne kontakty. przekalkulowali interes i doszli do wniosku. to jaki wiek ma na myśli? Takie jest postrzeganie szalikowców Miedzi w samej Legnicy. Działacz postanowił wtedy wykroić coś dla siebie. Gdyby komuś chciało się zainwestować w kibiców. ale musicie część tych szalików oddać nieodpłatnie na rzecz klubu. Siwy naprzekręcał nieco ludzi na pieniądze i bał się im pokazywać na oczy. kibica Miedzi. Kilku najoperatywniejszych chłopaków poznikało. Kibice sami chcieli zorganizować sobie komputerowe szaliki swojego klubu. kto ratował cień szansy na awans do ekstraklasy. Wtedy to w Legnicy zaczęły się pojawiać na murach napisy gloryfikujące Miedziankę i szkalujące tych. a drużyny walczyły o tę samą stawkę. W kilka miesięcy po tym spotkaniu. Wystarczyło tylko trochę zadbać o reklamę i fanów swojego klubu. albo zdzierać ze swoich kolegów — kibiców. Będąc w Legnicy szukałem znajomka. Aktualnie. Rzecz jasna nie była to jakaś tajemnicza grupa ludzi. Czyli mniej więcej 500-600 gardeł. Owszem. ponownie wiara z Wrocławia melduje się w stolicy polskiej miedzi. Faceci z inicjatywą.zakładów pracy. ani drugie. A mówią że tylko starzy szalikowcy to infantylni faceci. może nawet więcej fanów z Legnicy. Takiego zagorzałego. Miasto podarowało klubowi targowisko. że w obu przypadkach padł identyczny rezultat. lecz czyjeś konkretne działania. Ostatecznie skończyło się na dowiezieniu wiceprezydenta vel wiceprezesa w kajdankach do gmachu sądu. Nikt nie zadbał o trybuny. rodem z lat siedemdziesiątych. Tak jest po prostu najłatwiej. Do kogo poszli. I tak dalej. bo po co? Lepiej się było zatroszczyć o pieniądze — w mniemaniu działaczy — pewniejsze.

Akurat jednym z tych trzech okazał się męcz z Motorem. Jednak przybysze z Lublina nie zachowywali się agresywnie. Po awansie do grona najlepszych Motor zdobywał sobie dość szybko kibiców. bo postawili się za swoimi ziomkami. Na tym spotkaniu za meldowało się kilkuset (około 400) fanów przyjezdnych. Z czasem miłość lublinian do legionistów przez tych ostatnich została wzgardzona. Z czasem na linii Lublin — Wrocław zapanowała nie zmącona atmosfera dobrych stosunków. Zygmuntowskich długi czas stanowili nie tyle ci. Fani z Lublina nie zadziałali jednak tak. jakie na tych samych murach pojawiały się kilka miesięcy wcześniej. Pierwszy mecz Motor rozgrywał ze Śląskiem. Trzy dyszki do Wrocławia (także na LKS). Jeśli ktoś nie wierzy. W Legnicy nikt tego nawet nie próbował. to jednak sposób. że będzie to wojna na dwa fronty. Wówczas na lubelskich płotach pojawiły się napisy RKS w I lidze Tamtejsza prasa cieszyła się. We Wrocławiu szykowano się na kolejną wojenkę z szalikowcami z Górnego Śląska. co się zdarzyło przed dwoma laty. choć raz zajechali do Wrocławia (500 kilometrów) w sile 250 hools. Następnie lublinianie pozbyli się barw. Część bractwa myślała.mogłyby wpłynąć przy pięciotysięcznej pub lice liczyć nie trzeba. Padło na Wrocław. w 1982 roku Motor wchodził do ekstraklasy. gdy fanatyzm sportowy przeżywał w Polsce wyraźny kryzys. Gdy do Lublina zawitali fanatycy Śląska szukano głównie winowajców. lecz tak zwane zgredy. Na trybunach widać już było zalążki grupy fanatyków. Na spotkaniu i przed jego rozpoczęciem odbywała się wojna podjazdowa wobec tłumu chorzowian. Wśród niewielkiej. Lublinianie wpadli w orbitę zainteresowań kibiców warszawskiej Legii. lecz tym razem. Taki napis za sobie na szalikach fani z Lublina. Wręcz przeciwnie. że to już nie te antypaństwowe napisy w stylu „Już niedługo zamiast liści będą wisieć komuniści”. Rewanż był równie chłodny. Na linii Lublin — Wrocław w drugiej połowie lat osiemdziesiątych zaskrzypiało. Podczas finału pucharu Polski Arka — Wisła. Co prawda doskonale wiedzieli. wywoływał szacunek. co to za sekta. Fani Motoru w jakichś szczególnych ilościach na dalsze wyjazdy nie jeździli w zasadzie nigdy. Na spotkania swojego klubu przy chodzili w barwach czerwono-biało-zielonych. Trzech z nich pojawiło się na trybunach. Stu za meldowało się w Jaworze na meczu o puchar Polski z tamtejszą Kuźnią. chamski numer. — Cholera. Trzy lata później. niech się dokładnie przyjrzy statystykom ilości kibiców na meczach wyjazdowych w rozdziale Śląsk. który odbył się w maju 1979 właśnie w Lublinie. Choć kłopoty mieli wszyscy przyjezdni. którzy przychodzili w żółto-biało-niebieskich szalikach. Fanatycy sportowi pojawili się w tym mieście stosunkowo późno. . Goście wyjechali w stanie wskazującym na spożycie. Wracających z Wałbrzycha kiboli Motoru wzięto na picie w okolice wrocławskiego dworca. Wiosną 95 we Wrocławiu na Ślęzie kibiców Miedzi zawitało około 30. trzydziestoosobowej grupy. Co dziwniejsze. Trochę pomogli fani żółto-biało-niebieskich. ludzie widząc łażących po mieście młodych ludzi w kolorowych szalikach podchodzili i pytali. Jakoś w Lublinie tych zagryziaków jest szczególnie dużo. jak za chowałaby się każda inne ekipa. te łączone szaliki Motoru i Śląska lepiej schodzą w Lub linie niż samego Motoru — dziwili się producenci pamiątek. Kilku mieszkańców Lublina wręcz było łącznikami na trasie do Warszawy. Po zdobyciu przez Ruch Chorzów tytułu mistrzowskiego. w jaki lublinianie chcieli załatwić sprawę. Jednak o sile chuligańskiej stadionu przy Al. działo się to w okresie. mimo braku jakiejkolwiek deklaracji o przyjaźni nic nikomu się nie stało. Jesienią 95 legniczanie potrafili w 40 zajechać do Lubina na mecz ŁKS-u z Zagłębiem. Motor Lublin Ludzie honoru — kibice Motoru. Stary. świeżo upieczeni mistrzowie Polski musieli rozgrywać trzy spotkania w odległości nie mniejszej niż 100 kilometrów. Po meczu kilku starszych lublinian wylądowało na piciu. co uprzejmy. Do zgody prawdopodobnie i tak by nie doszło.

Ostatnimi czasy (przełom roku 95/96) zespół zaczął niebezpiecznie dołować. Mają goście pewien komfort. Motor miał niezbyt liczną. pisane przez mieszkańca Tarnobrzegu. ponieważ policja jest skłócona z klubem i nie obstawia im meczów. gdy wydaje się. gdyż odbyło się starcie z pilnującymi gości psami. Gdy kibole Motoru stwierdzili. Następnie do akcji wkroczyli kibice. W związku z wydarzeniami z tego meczu PZPN zamknął Motorowi stadion na dwa mecze. Na dwanaście minut przed zakończeniem meczu trzydziestu lubelskich hools wybiegło na murawę z chęcią zerwania wiślakom flag.” Tyle tarnobrzeżanin o groźnie się kojarzącej ksywce Wolf. Z tym faktem nie chcieli się pogodzić zawodnicy. Po prostu nie jeździli w ilościach gwarantujących skuteczne podjęcie walki.. W pięćdziesięciu. Wyszło do dupy (. gdyż dwa tygodnie wcześniej ławki na tym sektorze zostały wysmarowane towotem. Wyjazd bardzo hujowy. Na pierwszy wyjazd na wiosnę 1995 roku pojechało do Zamoścja 480 lubelskich hools. Gdy na Lubliiankę przyjechała Cracovia. mimo totalnej. co spowodowało. Największe dymy jesienią 95 roku w Lublinie miały związek z odwiedzinami tego miasta przez kibiców z Krakowa. Motor wyjebal nam parę szyb w autobusie. Spore uznanie zyskali fanatycy lubelscy w oczach legionistów. by zrobić sobie jak największą reklamę na mieście. było zasługą bramkarza Motoru Dariusza Opolskiego. W czasie meczu przyszło jeszcze 50 motorowców. pasy i kostkę brukową. zaczerpnięte z fanzinu „Piłkarscy Kibice” nr 6 wydawanego w Gdańsku. są wzloty i wtopy. Rozdawano ulotki i pikietowano klub. wszystkie te dymy były bardzo brutalne i za każdym razem kilku przyjezdnych trzeba było hospitalizować. dobrze uzbrojonych. Co ciekawsze. Po tym wydarzeniu fanatycy Legii przestali mówić o Motorze z kpiną. Zygmuntowskiej zawitali kibice Wisły. jednak policja nie do puściła do zadymy. (. Nie uchroniło to szalikowców Radomiaka przed szarpaninami i wybiciem kilkunastu szyb w autokarach. że nas zatrzymano i wywieziono na przesłuchanie. fani Motoru byli przekonani. Nie unikają możliwości zlania przeciwników nawet w sytuacji. Było nas 60 osób. którzy musieli się salwować ucieczką. Motor — Siarka. Po sezonie 94/95. Wiślacy musieli przebywać nie na sektorze przeznaczonym dla kibiców gości. obrócili narzędzie przestępstwa. Jednak goście się przeliczyli i przetestowaliśmy ich czas na 300 metrów. Jeden z samochodów nie odpalił. że wojna na ławki została przerwana. lecz stałą ekipę fanatyków. Po wio sennym (95) meczu w Piasecznie na Motor szalikowcy spod Żylety za czaili się na drodze.) Motoru było 150 osób. Miejscowych chuliganów było na tym spotkaniu gdzieś o połowę mniej niż przyjezdnych. W związku z tym w klubie zwolniono trenera Romana Dębińskiego.. ale po selekcji gdyż chętnych do wyjazdu było dwa razy więcej.. To. Dlaczego piszę w czasie przeszłym? Gdyż w ostatnich dwóch latach sami fanatycy zrobili mnóstwo rzeczy. To już nie jest drobna grupka. zorganizowano mecz kibiców z pilkarzami pierwszej drużyny. Ostatecznie. w czym spora jest zasługa zawodników lubelskich. Przed meczem przy kasach wy skoczyło na nas 15 z Motoru uzbrojonych w pały. Na wyjazdach kibice Motoru radzili sobie znacznie gorzej.. Siarki Tarnobrzeg i Stali Mielec. w którym miano ambicję osiągnąć awans do ekstraklasy co się ostatecznie nie udało. Nas 60 osób. Rok przed wojenkami z Siarką do Lublina zajechała bardzo liczna (około 600 hools) ekipa z Radomiaka. Zostawili auta i zaatakowali autokar wybijając kilka szyb. że stoją na straconej pozycji. Dla przykładu zamieszczam dwa opisy z wyjazdów Siarki z jesieni 94.) No cóż. gdy widział nadciągającą watahę zerwał się w ostatniej chwili. że Cracusy przybędą . Lublinianie natychmiast kazali kierowcy zahamować i wybiegli z autobusu by skontrować napastników. lecz jeden autokar nie przyjechał. Poza tym fani z Lublina w sposób szczególny nie przepadają za większością ekip kibicowskich ze wschodnich rejonów kraju. ratując życie. jakim było auto do góry kołami dewastując je. Tym razem do walk z Rycerzami Białej Gwiazdy me doszło.Największą kosę fanatycy Motoru mają oczywiście z Avią Świdnik. „Lublinianka — Siarka. Największe dymy w Lublinie wiązały się z przyjazdem do tego miasta kibiców Jagiellonii Białystok. Najpierw na Al. z których jedną rozgoniła policja. trwającej ponad dziesięć minut zadymy obyło się bez wielu zatrzymań. Bo znajduje się najbliżej. Kierowca. Furia napadanych nie wróżyła agresorom niczego dobrego. że napędzanego strachem nie są w stanie dorwać. Zorganizowano demonstracje pod klubem.

W roku 95 dane statystyczne o ilości fanów z Lublina na spotkaniach wyjazdowych. mimo niezłego startu do rozgrywek w sezonie 94/95) kibice Mazowszanki Pruszków. to nie przerzucą się na inny lubelski klub. którzy widząc to nie reagowali). Największy numer odwalili kibole Motoru przyjeżdżając na mecz Śląska w Mielcu. Kilka kolejek przed tym wydarzeniem. W międzyczasie na płocie swoje barwy wywiesili fanatycy Motoru. a w okolicach bractwo rozlewało benzynę i konstruowało koktajle mołotowa. wystarczy. Tym bardziej. siedząc już na miejscach. Już te raz niektórzy są rozżaleni. jak twierdzą sami fanatycy Motoru. to w Tarnobrzegu było lublinian 30 i nie wszyscy pobiegli na dym. więc na hools w żółto. niż poprzedniego dnia na spotkanie Motoru z Pomezanią w Malborku. Z tymi kibicom Motoru szło już gorzej. lecz wręcz rzucili na miejscowych Po chwili szarpaniny mielczanie zaczęli uciekać. po czym pomiędzy bijących się wpadli mundurowi. którą przesuwała się ekipa z Lublina. Jeden z Wrocławia. że samo zbiegniecie w kierunku balustrady.autokarem. Wiosną pojawiło się 480 kibiców Motoru w Zamościu. lublinianie dostali bicie i się zerwali. co na przełomie lat 95/96 wcale nie jest takie nierealne. że „Pasy” przyjechały koleją. gdyż o ile w Mielcu było 46 hools Motoru. jednak wobec tego. że jak ich klub ulegnie likwidacji. który się szybko rozpadł. Parę kolejek wcześniej fanatycy żółto-biało-niebieskich także mieli spotkanie z udającymi się do Swidnika fanami Cracovii. ale tylko przypadkiem. Po tych wydarzeniach stale zwiększająca się sympatia kibiców Śląska do swych ziomków z Lublina osiągnęła apogeum. że poznaniacy. Grupa wrocławska przemieszczała się spod sektora miejscowych w kierunku swojego. Do zadymy nie doszło. Skojarzono te fakty ze zbliżającym się meczem i postawiono na nogi wszystkie możliwe służby porządkowe. W krótkim sporze każdy miał swoje racje i nie chciał ustąpić. Był to najgorszy moment dla znajdujących się tuż za płotem kibiców Śląska Wrocław. to jednak uważali oni. również na meczu Śląska w Tarnobrzegu. drugi z Lublina. a chciała podjąć z nimi walkę (przynajmniej w pewnym momencie) ponad setka mielczan. Podzielili się na trzy grupy uderzeniowe i czekali. Choć każdy chciał pomóc ziomkom z Lublina. oraz do organizatorów. natomiast Motor szedł drugą stroną stadionu dokładnie w odwrotnym kierunku Lublinianie za cel obrali sobie kibiców Stali Ponieważ miejscowi myśleli. W tym momencie do walki włączyła się policja. którzy w Lublinie do stali konkretny oklep. Lublinianie nie tylko nie cofnęli się. nie mieli flagi. Po chwili lublinianie odwrócili się i spokojnie poszli do sektora zajmowanego przez fanatyków Śląska witani brawami. Jesienią tegoż roku niecała dwudziestka fanów z Lublina pojawiła się w Warszawie na Polonii. Gwałtowne wymachiwanie pięściami trwało kilkadziesiąt sekund. Na pewno niemile będą wspominać wyprawę do lubelskiego Agro Faru (klubu. rzeczywiście mecz zaczynał się pół godziny wcześniej niż ogłaszano. Grupka fanów wojskowej drużyny zameldowała się na mieleckim stadionie punktualnie (tu ukłon w kierunku ogólnopolskich mass-medi6w. Ale też sobie poradzili. Ktoś dzień wcześniej zauważył. . Z Lublina. lecz ostrą i raczej wyrównaną mieli fanatycy Motoru na sektorze zajmowanym razem z Lechem Poznań podczas meczu Polska — Rumunia. Wówczas skala zadymy była znacznie mniejsza. że na tym meczu obowiązywał jeszcze układ z Gdyni.biało-niebieskich szalikach pobiegła całkiem liczna ekipa. lecz stworzą oddział fanów wrocławskiego Śląska. Poszło o to. miała miejsce podobna sytuacja. Jedna z patrolujących grup Motoru podjęła walkę z przeważającymi liczebnie gośćmi. Okazało się. Zadymę krótką. W tym samym momencie pod dwa różne miejsca stadionu podjechały dwa autobusy. choć frekwencje na meczach u siebie wynosiły po 1500 osób! Czyli co trzeci był na wy jeździe! Ponad setka zameldowała się w Piasecznie. Wówczas 20 krakowskich hools dostało lanie od lublinian. jakie dotarły do Wrocławia są nad wyraz niekompletne. którą dowieziono już w czasie trwania meczu. na początku listopada odbył się mecz Motor — Cracovia. że na stadion Motoru wnoszono sprzęt nie służący do uprawiania żadnej ze znanych dyscyplin sportowych. które podały złą godzinę rozpoczęcia spotkania. że łatwiej było zmontować ekipę na autokar do Mielca na spotkanie Śląska. że w rękach tamtych pojawiły się kosy. Już po tych wydarzeniach.

Z tej prostej przyczyny. We Włocławku niechęć okazywana jest nie tylko przez biegających na mecze w szalikach najzagorzalszych fanów. Poznańskiemu Lechowi (koszykarzom. Nastawienie jest z góry nieprzychylne. Niektórzy mówili z sensem. których nikt o podobne za chowania by nie posądzał. w którego barwach fani Nobilesu czasem lubią się pokazywać. Natomiast 12-osobowa grupa kibiców Polonu Przemyśl raczej nie dokuczała włocławianom. Mimo sporej chrapki na to. Na piąty. który nadał mu taką właśnie nazwę i wpompował weń dużo gotówki. jak wszędzie. Jednak była to grupa niezorganizowana. ze są przeciwnikami zespołu miejscowego i po prostu przeszkadzają. Na trybunach pojawili się miejscowi szalikowcy. Sala potrafi fantastycznie reagować wspomagając swoich zawodników. Nadkomplety ludzi krzyczą i gardłują nieraz w sytuacjach. czyli NBA. wrocławscy fani po wspomnianym już półfinale play-off ASPRO — Nobiles. nie fanatykom) uszkodzono autobus. bez kogoś. Teraz przeciwnikiem był Śląsk. Szalikowcy z Włocławka we Wrocławiu już się nie pokazali. Dlatego. jaką serwowała nam TVP w postaci nocnych transmisji ze spotkań „najwspanialszej ligi świata”. Także przez tzw. a bilety u koników zaczęły osiągać astronomiczne ceny. fabrykę farb Nobiles. ażeby wywołać awanturę z miejscowymi. Drą się i wymachują rękami ludzie w słusznym wieku. Choć przy ostrzejszej wymianie zdań wymiękali. Finał przyszło grać Nobilesowi w tej samej Hali Ludowej. a przecież nie o nich w tej całej zabawie pod nazwą Liga Chuliganów chodzi. Bardzo podkreślają doskonałe układy panujące pomiędzy nimi a fanatykami Łódzkiego KS. Może dlatego. decydujący o awansie mecz przybyło kilkuset fanów gości. rok później na kolejnym finałowym dwumeczu w Hali Ludowej Śląsk — Nobiles było ze dwa autokary gości. Akurat zbiegło się to z akcją propagandową. Robić atmosferę podczas spotkań koszykarzy miejscowa publiczność umie naprawdę. gdzie przez rok swoje mecze rozgrywało ASPRO. że autentycznych dziadków jest tam niewielu. w jakich gdzie indziej spokój daliby sobie nawet zgrani szalikowcy. Zresztą o owej dosyć dziwnej promocji winnym miejscu niniejszego tomiku. co im się zresztą udało. Liczba współziomków działała na nich uspokajająco. szans nie mieli. Nagle z opłotków Włocławek wyrósł na jednego z potentatów rodzimego basketu. dążący do malej wojenki. Mały. I tak nie ma szans. że bilety często wykupuje się tam w przedsprzedaży. Sala natychmiast wypełniła się widzami do ostatniego miejsca. Z Włocławka nikt w szaliku nie przyjechał. by spuścić nobilesiakom drobne manto. Byli też narwańcy. ODRA OPOLE . Kilka przeprowadzonych rozmów z gośćmi przez fanatyków Śląska dało im obraz tej licznie przybyłej grupy.NOBILES WŁOCŁAWEK Kibice Nobilesu pojawili się wraz z drużyną. prowincjonalny klub Włocłavia został przejęty przez możnego sponsora. Ale samych bezbarwowych zgredów. W ich mieście nie lubi się gości programowo. nobilescy fani robili wszystko. Podczas debiutanckiego sezonu 92/93 Nobiles zagrał w półfinale play-off ze znacznie wyżej wówczas sklasyfikowanym ASPRO Wrocław. by jakaś większa grupa weszła na halę. Dla odmiany wrocławianie przestali już umilać sobie zimową przerwę w rozgrywkach futbolowych jeżdżeniem za drużyną koszykarzy. Owszem. Ostatecznie można by to złożyć na karb wielkiej miłości do ŁKS-u. Bawiąc w Brzegu Dolnym. kto mógłby nią podyrygować i utemperować działania ekstremistów. Tego brakuje w wielu innych miastach. A tamtejsza hala należała do najgrzeczniejszych w lidze kosza. Początkowo chcącym jeździć za drużyną na mecze wyjazdowe autokary podstawiał klub. Jednak dostała oklep. We Włocławku mają spokój z ewentualnymi gośćmi. szary tłum dziadków.

gdy na stadion przy ul. też znienawidzonym. zewnętrznego wroga następowało jednoczenie się antagonizujących grup. że niższej ligi nie ma o wewnętrznych sporach w Opolu jakby cicho. skąd coraz więcej ludzi zaczyna dopingować wrocławian. został przez swoich wrocławskich koleżków— skinów zabrany na jeden z ligowych wyjazdów Śląska. Opole przeżyło dwa szczególnie uciążliwe najazdy wrocławian. Skończyło się na pierwszej rundzie po dwóch porażkach z FC Magdeburg. Honorowych. na Wróblewskiego na spotkanie ze Ślęzą. zewnętrzne zagrożenie. Kiedyś po zdobyciu pucharu — efemerydy. które następnie służyły jako pociski. Odra ma jedną z ciekawszych ekip wśród III ligowców. Co prawda do otwartej wojny na murach nie doszło. żeby pobiec za nimi na płytę boiska. mało tego.do górnośląskiej. który w barwach Odry wyjeżdżał na mecze kilkadziesiąt razy. Na Oporowskiej coraz częściej można ujrzeć zielono flagę z napisem OPOLE. że Opole to nie jest duże miasto. Po tym przeżyciu. Odra miała ze sobą pół arsenału rodem z Powstania Warszawskiego. bo takie wówczas były czasy. Opolanie przeskoczyli przez niewysoki wówczas płotek stadionu. bardziej od hec sportowych jest zainteresowana rozróbami nacjonalistycznymi. Zbierała się ona zwłaszcza wówczas. Zamiast spokojnie. Ci z Odry na każdym kroku podkreślają. Jedna z rozpalonych butelek z benzyną wylądowała obok Beznerkowca. Kiedyś fani czerwono-niebieskich zjechali do Wrocławia. Jakoś nikt nie miał na tyle w czubie. więc zaczęło się demolowanie ławek. jakim było przyjęcie ekipy z Wrocławia w Krakowie przez fanatyków Wisły. Rozpropagował on kult fanów Śląska w Opolu. Takim jest znienawidzony przez miejscową społeczność sportowy Wrocław. W ten sposób opolanie pozbyli się na rzecz swego największego wroga bodaj najbardziej aktywnego gościa. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych fani Odry zaczęli przegrywać rywalizację na murach własnego miasta. Jak na klub z miasta średniej wielkości była w Opolu całkiem zgrabna paczka. Trzeba jednak pamiętać. Przybyli zaopatrzeni w cały arsenał. Wrocławskiemu bractwu zawiodły nerwy. Ba. Oleskiej miał przybyć wrocławski Śląsk. Ale był wystraszony nim je ugasił! Później odbyło się tradycyjne bieganie po mieście. Sami natomiast największą hordą zameldowali się w Częstochowie podczas wspomnianego finału Pucharu Ligi. W 1976 podczas jednej z kolejek ligowych i w 1987 (finał pucharu Polski z GKS Katowice). jak to nienawidzą Śląska. jakim był dedeerówek. ale robota Pitka rozsadziła część tamtejszej społeczności. gostek. Pełne trybuny i mnóstwotwo fanatyków w szalikach czy raczej z flagami. być może z powodu wręcz fatalnej po stawy żużlowców. pojedynczo podejść w pobliże czujnie rozglądającej się grupy i wówczas zacząć jakieś działania zaczepne.Tradycje to w Opolu mają. obok Górnego Śląska jest największy odsetek ludzi pochodzenia niemieckiego Nie przypadkiem to właśnie w tych rejonach ma największe poparcie nasz sztandarowy nacjonalista Bolus Tejkowski. Jak zawsze najbardziej tonizującą na wszelkie konflikty wpływa wspólne. Przed szalikowców piłkarskich zaczęli wysforowywać się kibice żużlowi. Pitek. lecz część napisów dawała do zrozumienia. Akurat tak się składa. wszyscy hurmem wybiegli zza budy szaletu. Łatwiej było rozpędzić się z okrzykiem bojowym na ustach. . Był to bodajże rok 88. bo ich dumą jest trafienie kamieniem w szybę przejeżdżającego pociągu. że właśnie w opolskiem. by miasto nagle pokochało swego wroga. że kibice Kolejarza nie darzą za dużą sympatią fanatyków uczęszczających na stadion przy ulicy Oleskiej. to najważniejsze spotkanie w historii Odry. stwierdził. Co oczywiście nie przeszkadza pod czas przejazdów szalikowców z Dolnego Śląska na Górny i z powrotem wystawiać wart honorowych. nie spadając z niej tylko dlatego. a ponieważ przez pewien okres żużlowcy Kolejarza występowali w jednej lidze z innym wrocławskim klubem — Spartą. któremu zaczęły się fajczyć spodnie. Drużyna Odry w czasie przedłużającej się kwarantanny trzecioligowej przerzucana jest wciąż z grupy dolno. Trudno sobie wyobrazić. którzy występują w drugiej lidze robiąc za dostarczyciela punktów. czyli pucharu Ligi Polskiej opolanie grali w pucharze UEFA. że od tej pory jego futbolowa miłość zmieniła obiekt swoich uczuć. Poza tym spora część gości z jajami. na bazie wspólnego. Aktualnie (95-96). Mecze z dosyć znanym zespołem z ówczesnego przedniemcza.

Dziewczyny z Poznania powalczyły całkiem nieźle w europejskich pucharach i w hali Areny potrafiły się zebrać na ich meczach komplety publiczności. Bo takim czymś jest właśnie stworzenie Olimpii/Lechii. że istnieją. pierwszym awansem do ekstraklasy. jednak na finiszu rozgrywek nie sprostała swej imienniczce z Wodzisławia. Właściwie nie sam mecz. to jednak kibiców posiadała tylko drużyna koszykówki kobiet. jak sami twierdzą. Z czego większość wzięli właśnie piłkarze. Dobrze znany wśród wrocławian jest Fornalski. Niebiesko-biało-niebiescy to okręgówka hools. Szesnaście tysięcy widzów! W tym czasie ligową młóckę na rodzimych stadionach w podobnej scenerii można było zobaczyć jedynie w dwóch przypadkach: albo był to żużel. to raczej omijają obiekt na Golęcinie. Ci sami ludzie. Podobnie zresztą odwrotnie. jeśli już wybierają się na stadiony piłkarskie. W sezonie 94/95. Coś za bardzo się kochają. albo jakiś szczególny mecz piłkarski. Bodaj jedyną nadzieją na lepsze jutro są młodzi zawodnicy. czyli jakieś 4 tysiące widzów. Powstała grupka jeżdżąca za nimi na spotkania wyjazdowe. Ważna o tyle. Ale nie drugoligowy i to gdzieś na prowincji. Zadziałał tu wspomniany juz Pitek oraz zacieśniające się układy skinów z Opola i Wrocławia. jednak znane są przypadki. niedokończona tablica świetlna. Niesamowite wrażenie zrobił ostatni mecz byłej Wisły (bo tak się uprzednio Petrochemia nazywała) w drugiej lidze. Z pewnością. że Lech ma swoją sekcję koszykówki kobiet. jak większość piłkarskich fanów mieli swoje potyczki. Część miejscowych łysych prowadzi interesy z odległym o 80 kilometrów Wrocławiem. w Krakowie na Hutniku 12. że wpuszczano ludzi za darmo. że i darmocha w wykonaniu naszych specjalistów od futbolu nie jest w stanie nikogo przyciągnąć na trybuny. w Olsztynie było ich 40. niż na tę samą Olimpię w Poznaniu. Taka kibicowska schizofrenia. której niema komu zdemontować i wiele innych rzeczy robi w Opolu wrażenie totalnego rozkładu. bo na Olimpię w Trójmieście będzie chodzić ludzi niewiele więcej. Od roku 1994 w Opolu coraz więcej jest fanów wrocławskiego Śląska. jednak wiadomości o nich nie wypłynęły na szeroką wodę. Nic więc dziwnego. Mają spore poczucie przynależności do Odry. tym bardziej. Sama Olimpia grać w Gdańsku nie może. . to w Opolu daje się wyczuć coraz więcej sympatii dla zielono-biało-czerwonych OLIMPIA POZNAŃ Był bodaj jedynym klubem na świecie.W roku 1993 Odra miała szansę wejść do I ligi. Jako hools fani Petrochemii nie zasłynęli niczym. Nie można się więc dziwić że jedynym sensownym posunięciem było sprzedanie miejsca w ekstraklasie. natomiast w częściowo zaprzyjaźnionej Łodzi (wszakże ich kolesiami są widzewiacy) na spotkaniu z ŁKS-em 150 plus drugie tyle widzewiaków. miejscowy macher od zadym nacjonalistycznych. Przychodzą natomiast na Bułgarską. mimo iż miał swoją sekcję piłkarską. przed swym historycznym. Olimpia jest jedynie koniecznym z uwagi na formalne przypieczętowanie fuzji dodatkiem. Rozpadające się słupy oświetleniowe stadionu. To fakt. Kilkadziesiąt pierwszych komputerowych szalików zakupionych przez ten klub poszło prawie natychmiast. lecz frekwencja na nim. który. że choć fani Odry Śląska szczerze nienawidzą. Kibice Petrochemii w czerwono-biało-czerwonych szalikach nie są czymś nadzwyczajnym. W Gdańsku ludzie kochają Lechię. Ilość ludzi na meczach Olimpii była żenująca nawet dla spotkań rozgrywanych w III lidze. więc pierwszą ligę musi okupować Lechia. PETROCHEMIA PŁOCK Jak dotychczas jest to filia Widzewa.

Choć zdarzały się wyjątki. w Chorzowie. Zadyma z atakującymi ich fanatykami Śląska przeniosła się na pole poza bramką. Z tej samej przyczyny w Szczecinie nie dochodziło do jakichś wielkich zadym. We Wrocławiu byli zmuszeni ewakuować się przez płot w trakcie meczu. Nagle wzrosła ilość szalikowców. Oczywiście sukces przyciąga. Na ważnym spotkaniu ze Stilonem w niedalekim Gorzowie zameldowali się portowcy nader licznie. A w Szczecinie panowała moda na metalowców i przez długi okres trybuny stadionu przy ul. Kilka tysięcy fanatyków tańczyło wówczas na dachach samochodów i rozpracowywało okoliczne sklepy wchodząc do środka między innymi przez wystawy. którzy nie mieli zielonego pojęcia o tym. Kilka dni później zdarzyła się okazja rewanżu. więc sami fani Pogoni mają do przebycia na mecz swojej drużyny niesamowitą ilość kilometrów. Wcześniej z pozaboiskowych wyczynów fanatyków Pogoni najgłośniejszym echem odbił się ich marsz przez miasto po zwycięskim dla szczecinian meczu półfinałowym pucharu Polski z Zagłębiem Wałbrzych. Tym bardziej że w Polsce coraz bardziej do głosu zaczęta dochodzić subkultura skinów. jakich do tej pory to spokojne ze sportowego punktu widzenia miasto nie widziało. fani z miasta Gryfa nie liczyli się zbytnio na chuligańskiej mapie Polski. Tak się zdarzyło na Wiśle. W ogóle frekwencje na meczach były wręcz żałosne. gdy drużyna po raz kolejny leciała z pierwszej ligi. odżegnywali kibiców przyjezdnych od czci i wiary. Przyszło to im o tyle łatwo. że w kierunku topu ligi chuliganów przesuwają się ekipy tych drużyn. Że Pogoń może być groźna. Największą zadymą w tym okresie były walki w Szczecinie z będącą jeszcze na topie Ligi Chuliganów krakowską Wisłą. gdyż przyjezdni mieli niezłą obstawę. które są w zasadzie taką dalszą dzielnicą Szczecina. Nawet podczas spotkań roz grywanych u siebie było ich niewielu. W sezonie 1992/93 portowcy dysponowali konkretną ekipą. Tak więc to gra w grodzie Przemysława stanowiła dla nich wyzwanie i moment pełnej mobilizacji. Bordowo-granatowi z różnym natężeniem chodzili i jeździli na spotkania swojej drużyny. uznając ich za winnych wydarzeń. później ze Śląskiem.POGOŃ SZCZECIN Kibice tego zespołu należą do jednych z założycieli ruchu fanatyków. co się rzeczywiście wy darzyło. które zadołowały do drugiej ligi. Opisujący wydarzenia. Z tej przyczyny jako goście fani Pogoni mogli zaistnieć jedynie na Lechu czy Olimpii. z Widzewem. Jednak tylko pod koniec lat 80-tych. Na . kilkakrotnie większymi watahami Szczecin i nieodległe Police odwiedzali biało-zieloni. więc najwięcej fanatyków przyciągnął stadion w chwili powrotu drużyny do ekstraklasy. Ostatnimi łaty tak bywa. trudno uznać za mecze stricte wyjazdowe. Wywołując zamieszki. Zaplanowano akcję w Zdrojach. Po barażowych pojedynkach z Motorem w roku 1989 portowcy polecieli z ekstraklasy i z daleka wydawało się. przez pierwszy okres ostatniej bytności Pogoni na drugim froncie kibice tej jedenastki powoli zanikali. Twardowskiego kojarzone były z długimi włosami. Do takich należały derby Wybrzeża z Lechią Gdańsk. że to już koniec. W obu przypadkach futboliści prze grali po 0:1. gdzie należało za trzymać pociąg. Najliczniejsze wyjazdy bordowo-granatowi zanotowali na dwa kolejne finały pucharu Polski. że w tamtym okresie wysokość płotów wynosiła około metra. Najpierw chorzowianie obili trzydziestu powracających z Mielca portowców. Ruch grał w Szczecinie. Geograficznie Szczecin jest odległy od większości ośrodków piłkarskich (jest to problem wszystkich zespołów z Wybrzeża). czyli jesienią roku 1981 także głośno było o fana tykach szczecińskich. Nie inaczej było z Pogonią. Nagle. W 81 roku Pogoń grała w Kaliszu przeciwko Legii. Po prostu przyjezdnych najczęściej nie było zbyt wielu. Oczywiście chodzi o wyjazdy dalsze. rok później we Wrocławiu z Lechem. przekonał się w roku 1989 kroczący po mistrzostwo Ruch. Przed meczem do niczego nie doszło. gdyż spotkania Pogoni w Policach. Portowcy sami długo nie mogli poważniej zaistnieć z dość prostej przyczyny. Raz w Trójmieście zaszumieli portowcy. Kilka miesięcy wcześniej. Jedynym w miarę bliskim wyjazdem dla nich jest Poznań. Faktycznie. niemal z dnia na dzień w Szczecinie coś się zmieniło Widownia z póltoratysięcznej urosła do pięcio-sześciotysięcznej.

W tym czasie Andrzej konał. że jadą już samochody z ekipą. Wiśle ani w głowie uciekać. ale z naszej strony jest doborowa załoga. Na Rondzie do tego samego. idziemy więc pod sklep gdzie się zaopatrują wyłapywać pojedynczych — opowiada Pinio. którzy wszyscy w liczbie sześćdziesięciu zostali obici. wyłapywali ciosy. Czekamy aż wyjdą. Gdy kazaliśmy mu oddać flajersa. — Wiesz. Jesienią 1993 roku przed meczem Polska — Anglia w Chorzowie nastąpiła śmierć Andrzeja Kujawy. — Niezła zadyma. którego zadaniem było zaciągnąć hamulec bezpieczeństwa w odpowiednim miejscu. Na jego głowie i plecach połamaliśmy cztery sztachety. — Widzimy wiślaków w parku. Mamy nad wiślakami przewagę. powiedział. W pamięci pozostało mi. krojąc ich. Jednak szybko doszli do słusznego wniosku. Charakterystyczne było pierwsze skrzyżowanie sztachet. ale walczyli. Walka z Wisłą. Wyłapujemy pozostałych. który scyzoryka na wet nie widział. stanowi do tej pory największą zadymę piłkarskich hools w Szczecinie. Cracovia wybyła. — Było dobrze. Na tym meczu biało-czerwone barwy mógł mieć każdy — twierdzili szczecinianie po jednej z rozpraw. Musieliśmy się stamtąd zrywać. Pociąg stanął tam gdzie zaplanowano i gdzie czekała ekipa mścicieli i rozpoczęło się bombardowanie. Pogoń czekała na Głównym. dlaczego pojechali z nami z kosą? Bo nie mogli sobie bez niej poradzić — tak . Ostatecznie wylądował na rękach koleżki. Pojawili się policjanci. Na przystanku tramwaj opustoszał. jak złapaliśmy wiślaka. mniej więcej 60-osobową grupą na Dąbiu. mimo prze wagi przeciwników jakoś dawali sobie radę. oprócz wyżej opisanej z Ruchem i wojną z Lechią na Śródmieściu. — Skąd jesteście? — Usłyszeli od świeżych pasażerów. że honorem kibica jest niczego nie oddać czy coś w tym stylu. więc zaczynają uciekać w kierunku to rów. Do starcia dochodzi w parku. Faktycznie. Stamtąd leci w naszą stronę grad kamieni. Jest nas za mało. — W sklepie jest właśnie dwóch z Wisły. byli narażeni na ataki tylko z jednej strony. Nagle w czyimś ręku pojawił się nóż. Krakusy. — A konkretnie? — Ze Szczecina. Został użyty. Większość ucieka w stronę pobliskich magazynów. a wokół niego pojawiła się plama krwi. Napastników w pierwszym wagonie było ze trzydziestu. Strach sprzed kil ku dni wyładowano na niezbyt chcących podjąć walkę chorzowianach. kto to jest. rzucają się na nas jak wściekle psy. Gdy nadszedł czas. Padł obok wozu. W tym momencie zaczęła się zadyma. Tym razem przyjechało ich trzech. mógł spokojnie wykonać swoje zadanie. ale dostałem kosą — też zaczął wysiadać z feralnego tramwaju. reszta jechała w drugim. Kamikadze. Andrzej słaniał się na nogach. że mundurowi w ekwipunku nie zostali wysłani w celach podróżniczych. mała część udała się do Dębia. — Z Polski. gdy z wagonów nikt nie wysiadł. Owszem. by zacząć zmierzać w kierunku śląskiego giganta. zaraz urastamy do grupy 40— osobowej. Później lecą kosze na śmieci i co tylko pod ręką. mundurowi wtedy odprowadzali kibiców tylko do wagonów. Żłopali piwo. chcąc ich jednocześnie lać. Wiślacy urwali się eskortującym ich policjantom i wysiedli całą. który nas informuje. niczym na filmach historycznych. jaka w związku z tamtymi wydarzeniami odbyła się w sądzie rejonowym w Katowicach. Wniosek nasuwał się sam: Wisła wysiadła wcześniej. Spotykamy kolesia. gdzie popijają piwo. Trochę się portowcy zawiedli. Widzący zamieszanie w pierwszym wagonie fani okupujący dotychczas drugi przeskoczyli na miejsce bitwy. Portowcy. Jednak większość bractwa rozeszła się do domów. wsiedli do tramwaju. Dziesięć dni później graliśmy z Wisłą w pucharze Polski. którzy wymachując pałkami nakazali… rozejść się szczecinianom.nieszczęście dla niebiesko-białych. Co ci jest? — pyta się jeden z kolegów. Mając za plecami motorniczego. po czym ruszamy do ostatniego ataku rozpraszając ich. nie mogli sobie poradzić. wręcz przeciwnie. Nagle zza rogu wysypuje się dwudziestu krakusów z rympałami. — Z daleka nie można się było zorientować. Pięciu szczecinian zadekowało się przed tym meczem w knajpie w Katowicach. prawie pustego pojazdu wsiadło około setki Cracovii.

Na to spotkanie przyjechało 35-4() kibiców z Zabrza. Ta akcja została owacyjnie przyjęta przez kibiców gości uważnie obserwujących co się dzieje. którzy byli przy zdarzeniu wylądowali na komendzie. Na przewiezienie ciała zrobiono zrzutkę na kolejnym meczu. Rok wcześniej. więc 4 autokary (2 warszawskie i 2 szczecińskie) krążyły wokół tras wylotowych na Kraków. żądnych cracovskiej krwi i gotowych na wszystko — to znów relacja Pinia. furiatów. nie obyło się bez wizyt bordowo-granatowych na innych spotkaniach LM. zupełnie nieświadomie. Po przepłynięciu kanału La Manche. Walczono na kosze i kamienie. W kwietniu 1994 roku nastąpiło odnowienie zgody z kibicami Legij. Jednak na rozpalone głowy w tym momencie nie było już siły. Jesień 94 to w życiu portowców dwa wydarzenia. Doszło do dymów między dyskutantami. Wchodząc na stadion skasowali jedną flagę Pogoni. który jechał w dwa autokary. odebrali im swoje barwy i zaczęła się szarpanina. walki były wyrównane. W Goeteborgu zawitała 4 grupa mieszkańców Szczecina. Próba zaatakowania ich po stronie angielskiej skończyła się jedynie utarczkami słownymi. Na kolejne scenki z życia hools czekano siedem ligowych kolejek. Policja postanowiła spacyfikować rozmówców. na odprawie celnej szczecinianie spotkali Poznańskiego Lecha. gdy do dyskusji włączyli się policjanci. Cztery autokary szczecińskich chuliganów jechało tam z jednym zamiarem: dorwać Cracovię. hools z Pogoni zostali za atakowani przez liczniejsze towarzystwo z Widzewa. W przerwie meczu dym się zaostrzył. w kilka miesięcy po zdarzeniu. Sprawa wyjaśniła się dla nich dopiero na miejscu. a barwy Pogoni można było ujrzeć na ekranach TV w całej Europie. niektórzy fani czerwono zaczęli pucować.twierdzili fam Pogoni już na chłodno. Część portowców pojechała przed meczem do Warszawy na alkoholizowanie się. Na większości spotkań jednej drużyny można ujrzeć wielkie flagi drugiej. po ich zakończeniu. Wracając w kierunku Szczecina. wszak ci. Po spotkaniu grupę kibiców Legii i Pogoni zatrzymano najdłużej na trybunach z sezonu. jednak nie byli co do tego jednomyślni. Nie za bardzo wiedzieli. bo wyjazdy legionistów na mecze Ligi Mistrzów potraktowali dosyć poważnie. funkcjonariusze przyczynili się do zmniejszenia waśni międzyklubowych. Bitwa z policją w okolicach sektora zajmowanego przez kibiców Górnika Zabrze na meczu. Musieli się później wykupić i wracać do domów na własną rękę (wojażowali autokarem wraz z warszawską grupą fanów). W ten sposób. Teraz obie strony wewnętrznego konfliktu znalazły wspólnego wroga — mundurowych Zaczęła się bitwa z policjantami. Wśród portowców zawrzało. Pierwszą okazją do złapania Cracovii był mecz reprezentacji Polski w rewanżowym pojedynku z Anglią w Londynie. dwóch powracających ze Splitu szczecinian obiło w Wiedniu tamtejszych policjantów. czyli w walce o udział w Lidze Mistrzów. że knowania chcących odnowienia przyjaźni na linii Warszawa — Szczecin są jeszcze zbyt przedwczesne. Niestety. Ci. by dać wyraz temu. Paru szczecinian weszło na sektor wraz z gośćmi. gdy w tym czasie inni w zupełnie odmiennych nastrojach udawali się na spotkanie. który zgromadził 18 tysięcy widzów. Rok 1994 to także wyjazd do Zabrza na mecz Polska — Francja. Czekanie na Cracovię było bezowocne. Dyskusja na sektorze bordowo-granatowych była dość ostra. podczas innej eskapady Legii na podbój bram raju. — Pojechało nas tam 50 osób. Mimo że przewaga liczebna wskazywała na pewne zwycięstwo fanów łódzkiej jedenastki. jednak nie udało się nadrobić io minutowego spóźnienia i . którzy tego nie chcieli wykorzystali fakt transmitowania przez TV meczu z Siarką. Nazbierano osiemnaście milionów starych złotych. których szybko wyrzucono poza sektor. Po akcji policji u miejscowych chuliganów zmienił się kierunek agresji. Dopiero spotkanie w Łodzi z Widzewem zaowocowało wojną w Sochaczewie. Szczecinianie dzięki tej zgodzie zaistnieli na forum między narodowym. Jeden ze zmotoryzowanych kibiców z Warszawy namierzył miejsce postoju Cracovii. a w zasadzie jadąc na swój mecz wraz z kilkoma fanatykami Legii. co wywarło wrażenie na wszystkich kibicach w bordowo-grana towych szalikach i dało kolejny pretekst do zgody. kogo obwiniać śmiercią jednego z nich. Od tej pory zgoda Pogoni z Legią stała się najbardziej eksponowaną w Polsce. źle powiedziałem. Jednak już przed meczem Pogoń — Legia część portowców opijała zgodę. Szczecinianie przymierzali się do tego już wcześniej. Legioniści odśpiewali zwyczajowe w takich przypadkach „Zawsze i wszędzie policja jebana będzie”.

iż często przechwytują fanatyków ze Szczecina. którzy twierdzą. To ostatnie zwycięstwo przyszło okupić Pogoni bardzo drogo. że robią to z pojedynczymi fanami i nigdy nie zaatakowali większej grupy. Jednak rzeczywistość przeszła najśmielsze oczekiwania pociągu wsiadło 350 fanów. Nie mogący dać sobie rady z fanatykami Pogoni psy. Tego skopania nie mogli prze boleć widzący go już po awanturze kibice. Gdynianie w liczbie 27 zostali zmuszeni do śpiewania o Pogoni i bluzgania na swój klub. Choć siły były wyrównane. Po objechaniu kilku przydrożnych knajp obie ekipy doszły do wniosku. Natomiast Chrobry (10 osób) stracił wszystkie swoje barwy. Race jednak stały się powodem. — Legia miała wówczas więcej szczęścia. że gra nie jest warta świeczki i dali sobie siana. tyluż szalików oraz dwóch kurtek. z uwagi na położenie geograficzne (nikt przez Szczecin nigdzie nie przejeżdża). już w pociągu. Został przechwycony przez ochroniarzy. Co prawda niektórzy z portowców (Chomik) . a nie podkreślają tego. co było jego przyczyną.„przejąć” pasiaków. policjanci doszli do wniosku. że nie ma już szans i rozstały się.GKS Katowice w finale pucharu Polski w czerwcu 95 Chomik ze Szczecina przeskoczył plot i pobiegł zrywać flagi katowiczan. obezwładniony. gdzie Zawisza rozgrywał swoje spotkanie ligowe. Trudno stwierdzić nawet samym zainteresowanym. W czasie meczu Legia . To wyzwoliło w portowcach ducha walki.. na dworcu. Na szczęście kolejny wyjazd Pogoń miała do Wrocławia. wysadzili na najbliższej stacji Nobilesiaków. Wszyscy liczyli. Zaczęła się bijatyka z miejscowymi. Kilka dni później wyprawili się do Konina. Wtedy 24 osoby zostały zaatakowane w pociągu. która uniemożliwiła zawodnikom grę była kukułczym jajem podrzuconym fanom bordowo-granatowych przez wrocławian. Nie wiedział. nadawali policji. I przy najbliższej okazji. Wracając ze Stomilu 9osobowa (tak twierdzą zainteresowani) grupa fanów ze Szczecina została pozbawiona 3 flag. że zwieźli ze sobą mnóstwo pirotechniki. Dzięki temu nie zostali obici. co dla kilku skończyło się odosobnieniem. Jego eskalacją był mecz z Hutnikiem w Krakowie. Zawiszę bordowo-granatowi trafili po meczu. Według portowców nie było mowy o otwartej walce (co zostało wyciągnięte z innego źródła i jest opisane w rozdziale ZAWISZA. których skrojono. Jesienią 95 przyszedł niespodziewanie kryzys. a następnie zbity i skopany. jednak miejscowi wykorzystali zaskoczenie. Portowcy się na to nie zgodzili. Największe starcie miało miejsce w okolicy cmentarza. Chrobry i Zawisza. tym bardziej. Trafili nieszczególnie. Nie mieli w walce z 60-80 (znów dane ze Szczecina) hools z Bydgoszczy żadnych szans. gdy portowców zaatakowała grupa miejscowych hools po meczu Olimpia — Pogoń w pucharze Polski. na który me dotarł żaden sympatyk Po goni. Kolejny wyjazd. że świeca dymna. gdyż ci. do Łodzi na ŁKS. że pojedz ich 150. Wiosną roku 95 jadąc do Lubina Pogoń wysiadła z autobusu na osiedlu. dla którego kwalifikator spotkania kazał wy rzucić policji portowców ze stadionu. Oczywiście poza jedną sytuacją. ale oni obili przynajmniej Arkę. Po oklepaniu zostali rozebrani do koszulek i pozostawieni w lesie. Ostatnio na takie akcje załapały się Bałtyk. Na tym meczu portowcy prezentowali się rzeczywiście fantastycznie. lecz w ta kich przypadkach za mającymi opuścić wagony stawiali się Wszyscy p utarczkach. Po meczu trafione zostały pojedyncze osoby z Bydgoszczy i jedna z Poznania. Jedyną możliwością przechwytywania kibiców innych drużyn. Kibice Pogoni mają żal do poznaniaków. To szczecinianie stali się zarzewiem jednej z większych zadym w historii polskiej piłki. czyli tuz po zakończeniu spotkania postanowili go pomścić. Portowców obito. Przed meczem zostało przechwyconych dwóch bydgoszczan. któraś informacja jest fałszywa). Po zerwaniu hamulców Lech obrzucał wagon kamieniami oraz wdarł się do środka. po trzygodzinnym szukaniu. Zjawiło się jedynie dwóch fanów sosnowieckiego Zagłębia. Głogowianie wyrazili na meczu Francja — Polska chęć ich odkupienia. nie dorwaliśmy Cracovii.. z którym w międzyczasie portowcy zdążyli zawrzeć pakt o nieagresji. Psy chciały część bractwa wysadzać. jest odbywanie chuligańskich wycieczek do nieodległych Polic. Także dwa razy na pucerę ze strony przeciwników nacięli się w tym czasie fani Pogoni po bijatykach z Górnikiem Zabrze. to spotkanie 110-osobowej grupy szczecinian z fanclubem Łódzkiego KS z Włocławka.

Uzupełniam je informacjami wyduszonymi od Ryśka Lignara — byłego szefa Fan Clubu wrocławskiej Sparty. Warty). Walki Pogoni z Lechem to już spora tradycja. gdyż jest to raczej Liga Chuliganów Piłkarskich. a nie tylko kibiców. poznaniacy nie chcieli z nami podjąć walki. że Bydgoszczy się nie lubi. 0limpii. który na stacji Dąbie oprócz strat szalików i flejersów. Nie miało to miejsca. a także od chłopaków z Lublina. z kolei nad Brdą programowo nie przepadają za grodem Kopernika. Trudny dostęp do materiałów o żużlowych hools nadrobiony został dla potrzeb książki dzięki zinowi „Sza]ikowcy”. Jesienią 94 dwudziestu siedmiu fanatyków Pogoni pojechało do Stalowej Woli. Na tym meczu doszło do kilku szarpanin. że oklep nie był aż taki straszny. dostał dość ostry oklep. Natomiast w Lubinie była ich niecała dwudziestka. by ci już nie chcieli wyprawiać się na mecze do tego miasta. Bydgoszczanie nie są inni. iż poznaniacy rozdmuchali sprawę opowiadając o pomocy udzielonej niektórym fanom w szpitalu. Wiosną 95 zdarzyło się inaczej. broniąc się przed atakującymi poznaniakami. a fanom jest to w zasadzie obojętne. Tak. właśnie mieszkańców tych miast. Dwóch pechowców zostało skopanych. Lecz jest jeden punkt zapalny — derby. Najgorzej na tym wyszli w 94 roku kibice Stomilu. W Mielcu pojawiło się 27 fanów ze Szczecina. wydawanemu w Bydgoszczy przez zagorzałego kibica Polonii Tomka Drogowskiego. jednak reszta mieszkańców grodu Gryfa uznaje swoją porażkę. 74 w Łodzi na Widzewie. 100 również w Poznaniu na Olimpii. Najpierw będący w mniejszości portowcy. Portowcy za punkt honoru postawili sobie także obicie w Szczecinie kibiców beniaminków. twierdzą. odparli atak rozbijając na głowie jednego z napastników pełną półlitrówkę. Jednak ci sami. że nie chcieli przechodzić przez wysmarowane towotem ogrodzenie. Tu uwaga dla kibiców . W uzupełnieniu i tak niepełnych informacji o liczbie kibiców Pogoni na wyjazdach trzeba podać dwie niezbyt sympatyczne dla portowców informacje. a na ostatnim wy jeździe w roku 1994 w Łodzi na stadionie ŁKS-u pojawiło się 5 kibiców bordowogranatowych i czterech legionistów. I nie ma co gadać dlaczego. W poprzednich latach portowcy z reguły stanowili znacznie liczniejszą grupę na stadionach Poznania (Lecha. Kibice obu klubów nie lubią się od kiedy istnieją. mimo porażki 2:3. że częstochowianie skorzystali z pomocy lekarskiej. którzy jednak bardziej interesują się futbolem. 48 plus kilku z Legii w Poznaniu na Warcie. gdzie jak zwykle Raków stracił kilka szalików.uczestniczących w zadymie twierdzili. — Gdy po meczu wyłamaliśmy bramy i znaleźliśmy się na murawie. Następny wyjazd na Olimpię (23). Rzucali jedynie połamanymi ławkami. Pogoń potraciła szaliki. o jakiej mam info (oczywiście nie była to pierwsza zadyma żużlowa na tej jakże napiętej linii) miała miejsce w Bydgoszczy w 1987 roku na Kryterium Asów. POLONIA BYDGOSZCZ W niniejszym tomiku kibice tej drużyny z pewnością czują się osamotnieni. oraz w 95 roku Raków. skąd się wzięła nienawiść obu grodów do siebie. Z tego czterech było z Sosnowca. którzy zostali trafieni z flagi i szalików. Twierdzili. A chwilę wcześniej. za doping. Ale nie sposób przemilczeć żużlowej wojny miast. jaką toczą między sobą Bydgoszcz i Toruń. Później fani Lecha dorwali paru szczecinian. Na dobrą sprawę nikt nie wie. Pierwsza zadyma. którzy odłączyli się od grupy. którzy przyznają się do porażki. tym razem na PP jest dokładnie opisany i powyżej. 150 do Poznania na Lecha. to sami na tym płocie wisieli — mówią z wyraźną pretensją w głosie szczecinianie. W Toruniu nawet dzieci wiedzą. zyskała dużo porozbijanych głów. gdy ich piłkarze dziękowali im. 150 do Częstochowy. Historycy doszukują się genealogii nienawiści. Wszystkie wiadomości skłaniają do refleksji. i w rozdziale LECH POZNAN. niż fani Kolejorza w Szczecinie. tak. To Lech zameldował się w bardzo dużej grupie na stadionie przy ul. Twardowskiego. Jesienią 95 w Bytomiu na Szombierkach (1/16 PP) zameldowało się 5 sympatyków dopingujących Pogoń. iż kibice speedwaya na dalekie wyjazdy jeżdżą raczej w nielicznych grupkach.

To także zawody. który ma policyjny. Ostatnio kibice Polonu. Na dobitkę sukcesy zaczęli osiągać praktycznie nie posiadający swojej publiczności zawodnicy Szombierek. że Śląsk znajdował się. kibicowskiej zadymy. Później przyszła degrengolada futbolistów. znacznie wzrosło zainteresowanie tą dyscypliną sportu. Bydgoszczanie mieli w tym czasie 10 wyjazdów. że średnio było ich 27 chłopaków na mecz rozegrany na obcym stadionie. jednak z jego opowieści wynika. Owszem. gdy na meczu Polonia — Śląsk jesienią 93 roku. Prawdę powiedziawszy cieszyli się oni . Sami twierdzą. Dlatego trochę się fanatycy z Wrocławia zdziwili. to jednak już po meczu wiara poszła w rozsypkę i podostawali bicie indywidualnie. Twierdzą. co w każdym miejscu. W sumie na te spotkania pojechało 265 osób. jak w Polsce w żużel zaczęto inwestować naprawdę spore pieniądze. Pod koniec lat siedemdziesiątych bytomianie liczyli się na kibicowskiej mapie kraju. w tym duńskie Vojens i czeska Praga. Tak jest zawsze. gdy całe bractwo myśli wyłącznie o własnej skórze. POLONIA BYTOM Dawne to czasy. Jakoś cała zadyma rozmyła się. czyli 1974-80. W rewanżu odbył się pojedynek Apator — Polonia. bagatelizuje sprawę. Wówczas może się zdarzyć zjazd różnych grup kiboli. bo 70 zameldowało się w tym okresie w Zielonej Górze. podczas których występują jeźdźcy kilku klubów na raz. Tak więc teraz nie wiadomo. Podobne najazdy mają miejsce na innych stadionach. Gospodarze szybko zebrali się w garść i pogonili nieco przyjezdnych. że miejscowi wybiegali z kufloteki i z hasłem biją naszych” włączali się do okazjonalnej. Tłumaczono sobie tę ich zbiórkę faktem. Natomiast na stadionie Apator ze Startem i Falubazem zaatakował pierwszy Polonię z Unią Leszno. We wrześniu 94 na trybunach Polonii pojawiło się 1300-1500 sympatyków Wybrzeża Gdańsk. po występie” w Gorzowie na samym topie Ligi Chuliganów. wywoływało zainteresowanie służb porządkowych oraz hord tubylczych chuliganów. z 600 osób jakie przybyły na stadion (90 z Wrocławia). aż 200 to byli miejscowi szalikowcy. by miejscowi mogli się zmobilizować. Frekwencja na spotkaniach futbolistów była jedną z pierwszych w kraju. Grupa kibiców prawie przestała istnieć. I zrobili to z rozmysłem. frekwencja na spotkaniach Poloni wy nosiła wówczas średnio 250-300 osób. Polonia w rewanżu zawitała we Wrocławiu. nie miało miejsca takie nagromadzenie fanatyków czerwono-niebieskich. Bronslu. Porównywano dane statystyczne z kilkunastu ostatnich lat. w 87. Po tym. Wówczas. gdy kibice tej drużyny przebijali się do czuba najzagorzalszych fanów w Polsce. Co prawda autor wspomnień. to o tych samych hools hokejowych zdanie było zupełnie inne. Kibice Polonii Bydgoszcz poodwracali swoje flagi. czy też dokładnie odwrotnie. Nawet w latach dla większości piłkarskich hools zamierzchłych. zdarzało się. Gdy o fanach piłkarskich Polonu mówiło się z nutką pobłażania w głosie. A że było ich dwie setki oraz kilkudziesięciu z zaprzyjaźnionego Startu Gniezno. a raczej milicyjny rodowód. podczas którego goście dostali sromotny łomot. Gdyby nie hokej o kibolach Polonii pozostałoby jedynie wspomnienie. czy są oni niebiesko-biało-czerwoni. Takim właśnie turniejem jest owe Kryterium. w którym miał się pokazać. że choć polonistów zjechała do Torunia ponad setka początkowo nawet coś tam zwojowali. jakby chcąc zacząć się liczyć w światku hools. Statystyka wyjazdów Polonu jesienią 94 roku nie jest imponująca. który na chuliganów żużlowych patrzy z przymrużeniem oka. więc obijali kogo się dało na mieście. systematyczne dziadzienie zespołu. Najwięcej. jednak niezbyt daleko. gdy w pojedynku nieodległych od siebie rywali gra idzie o wysoką stawkę. zaczęli jeździć za piłkarzami swojego klubu. Dla przypomnienia. którą można by nazwać żenująco niską. Apator wjechał do Bydgoszczy zbyt szybko.wyłącznie piłkarskich: żużel to nie tylko liga. że jako kibice zrywają z nadbudową klubu. że ich barwy są niebieskobiało-czerwone. z czego wynika. że chcą w ten sposób udowodnić.

— Mieliśmy więcej szczęścia. opowiadał później swoje przeżycia: — Wybiegł na nas taki tłumek. Każdy wyje pod nosem jakąś pieśń bojową. Wysiadając postanawia lepiej zapoznać się z topografią miasta zdobywając przewodnika. tracąc dwa szaliki. że próbował zerwać się indywidualnie. po polonistach nie było śladu. którzy chowali się po bramach i przeskakiwali płoty. choć wśród wrocławian wszyscy trzeźwi. wlazł z kilkuosobowym towarzystwem polonista numer jeden — Bamber. a tamci zamiast przykryć nas czapkami. jest gdzie się zerwać. niż rozumu. że nic mu nie grozi. wyłapywało się i przerabiało pyski na marmoladę. Poloniści dali sobie spokój i poszli w kierunku stadionu. Chłopakowi ze strachu trzęsły się nogi. Nas sześć dyszek. nie wariujta jak ci z Polonii. Sląsk kręci się w okolicach zabrzańskiego dworca. ich trzy razy więcej i pokazują zelówki. Gdy na przystanku nieopodal stadionu zorientował się. Mogła to być dość długa przebieżka. I choć widać było. który jechał wówczas z lechistami. Ich młodzież natomiast zaczaiła się wokół nieodległych budynków. że stawią się na Oporowskiej. gdzie Polonia powalczyła z policjantami parę tygodni wcześniej. chyba. Z Lechii najwięksi wariaci na tym meczu nie zawitali. z kim ma przyjemność. szukając nie wiadomo czego. Nie było szans złapać któregoś. by ruszyć na nieproszonych gości. Szans na podjęcie równorzędnej walki nie było. to na pewno ktoś by został dopadnięty i miałby pewny pobyt w szpitalu. Co ciekawsze scenariusz wydarzeń z wiosny 95 powtórzył się niemal identycznie jesienią tegoż roku. Nawet trochę podymili pod kasami. .wówczas w mieście nad Odrą opinią leszczy. Sporo gadali o fanach Polonii wiosną 95 porządkowi w Myszkowie. W Bytomiu coś drgnęło. choć nie wszyscy chcą to uznać. to mielibyśmy murowane wietrzenie do samego Gdańska. gdzie doszło do szarpaniny bytomian z sympatyzującymi z Ruchem miejscowymi oraz z policją. miejscowi działacze patrząc na przybyłych. więc nikt nawet nie podejrzewał. Wreszcie bractwo wbija się w tramwaj do Bytomia. Gdybyśmy się zrywali do autokaru. Bierzemy tamtych nabiegowo. został drugi garnitur chuliganów. więc mimo dosyć zadowalających efektów pierwszych starć. ale tak w duchu. Za nimi grupa miejscowych. Nawet gdyby nie. Tak się złożyło. Pobiegli w ich stronę. natychmiast zorganizował połowę wysiadających. a także szczątkową formacją poznańskiego Lecha po rozegranym w listopadzie 94 roku w Zabrzu meczu Polska — Francja. Zupełnie nie pokazała się Polonia wraz z opolską Odrą. to widać. z obawą w głosie powtarzali: Tylko. Jednak młodzieżowcy dopadłszy do torów natychmiast się zatrzymali i dozbroili w kamienie. Fanatycy najpierw pognali młodych. ale gdy zorientował się. Wokół śniegi i mrozy. Bierze małolata w szaliku Polonii. to dać się wziąć w dwa ognie. spierdalają jak zające. Gdy dotarli pod stadionowy płot. Gdyby się na nas rzucili nasze szanse byłyby co najmniej nikłe — stwierdzają po fakcie przybysza znad Odry. natykając się na kilku kibiców Górnika. że niektórym strach nie pozwała sensownie myśleć. to jednak chwytamy za kosze i co się tylko da. że do drugiego wagonu podjeżdżającego w kierunku stadionu tramwaju. grupa na rozkaz jedynego w niej członka Nabojki (pozostali to sami 17-20 latkowie) zerwała się. Kilka miesięcy później identyczne słowa dały się usłyszeć z ust działaczy Górnika Konin. Wrocławianin Kaskarino. W Oleśnicy zjawiło się bytomian 45. Więc biegniemy na nich. Zaatakowali idących w kierunku swojego autobusu kibiców Lechii Gdańsk. gdyż autobus przed stadionem za witał dosyć wcześnie i kilku kręcących się przy bramach młodzieżowców w barwach Śląska miało kłopoty. Podchodząc w kierunku kas wrocławianie zobaczy kilkadziesiąt głów skierowanych w swoim kierunku. bo nie mieliśmy innego wyjścia. Rzuciliśmy się na nich. Gdy w przedostatniej kolejce sezonu 93/94 Śląsk pojawił się w Tychach. Kibice Śląska z bytomianami mieli ścięcie pół roku po opisywanych wydarzeniach. Jedenaście osób urwało się policyjnej obstawie. nawet się trochę rozgadał. W Zabrzu pełna mobilizacja mundurowych — oczekują przyjazdu fanów warszawskiej Legii. przynajmniej wiadomo. Nikt we Wrocławiu nie wyciągnął żadnych wniosków. to raczej widzimy się kiepsko. Przyjechało 70. Nie było wyboru. Tych. Mając wolne plecy. chłopaki. Podróż roz poczęto w Gliwicach. Mieli tam drobne potyczki z Pogonią oraz kilkuosobową grupą hools z Wrocławia. Chłopaki pomknęli w kierunku torów tramwajowych niczym pociski. Iść teraz na stadion. dobrze ponad dwieście głów.

za jakich uchodzili jeszcze me tak dawno Na pewno pomogły organizowane przez nich samych autokarowe wyjazdy na mecze rozgrywane na boiskach rywali. Jednak w Warszawie zdarzyło się coś nieprzewidywalnego. że Janusz Romanowski. gdy ten cud miał miejsce. Konwiktorskiej nie był uważany nawet za drugi czy trzeci klub stolicy. że jeśli owa grupa nie urośnie. Poza dziadkami. kiedy to są tropieni spod hali przez kilkuosobowe bojówki hools Legii. które zawsze stanowią spore wyzwanie. mogłaby stać się pupilkiem największego polskiego miasta. Benito. Mowa oczywiście o ludziach po ubieranych w szaliki. gdy trzeba. to przynajmniej nie zmaleje. Nagle. później Hutnik miały pieniądze i wyniki. że najstarsi spośród fanów obu klubów nie piorą się podczas każdej nadarzającej się okazji. Choćby dlatego. tamtejsi hools nię są chłopcami do bicia. Kogo fanatycy Polonu nie lubią najbardziej? To chyba oczywiste — Legii. Szeryf to goście po trzydziestce. Piłkarze pałętali się po peryferiach wielkiej piłki i wydawało się. me odwracają się na pięcie. Ten sam awans dwa lata wcześniej mógł przesunąć szalę sympatii społeczeństwa Woli i Bródna na korzyść powojennych bohaterów. — Z Wrocławia — ze złośliwą naiwnością odpowiada Jacek Mimo sytuacji z Zabrza i przedmeczowej bieganiny pod stadionem w Bytomiu.— niebiescy myślą. Leją się programowo. można na Konwiktorskiej podzielić dość dokładnie. Polonia po wieloletniej banicji powróciła do ekstraklasy. Tak kobiet jak i mężczyzn. W chwili. Nawet pierwszoligowe derby. . Wśród roczników młodszych nie ma kompromisów. którzy są tam „od zawsze”. Czasem pod hasłem „Polonia” zostaje obłożony pięściami któryś z legionistów. Choć na koncie ich porażek trzeba zapisać takie wyjazdy. że cała grupa fanow Śląska jest dopiero w drodze. przykuły uwagę ludzi do tego. Japan. lecz walą w pysk. U wrót ekstraklasy witało piłkarzy z Konwiktorskiej niezbyt wielu najwierniejszych fanów. listy do Lecha Poznań itp. Gdyby Polonia się nieco pośpieszyła. POLONIA WARSZAWA Przez wiele lat klub z ul. Awans Polonii zszedł na dalszy plan. w tamtych czasach podpora finansowa Legii. Do tego stopnia. Dzięki zaangażowaniu się programu 1 TV wydawało się. Częściej jednak to fani „Czarnych Koszul” mają kłopoty po swoich meczach (najczęściej koszykarzy). jak ten do Głogowa z jesieni 95. gromadzą zaledwie osiemdziesięciu kibiców Poloni. że pierwszy mecz na boiskach ekstraklasy (z Wisłą) oglądało mniej szalikowców Polonii niż ostatnie spotkania drugoligowe. czyli tych spod znaku hools. Przy nich terminują małolaci. że tytuł zdobyty na gruzach stolicy w 1946 roku będzie niedługo jedynym wspomnieniem po drużynie „Czarnych Koszul”. Polonia utrzymywała się dzięki ogromnej sympatii starszych mieszkańców Warszawy. kilka ulic dalej świętowano — za sprawą PZPN-u troszkę przedwcześnie — zdobycie tytułu mistrzowskiego. że takich jak oni czasem trudno znaleźć nawet w licznych grupach fanów innych drużyn ze — zdawałoby się — znacznie liczniejszymi i sensowniejszymi hools. łaskawemu oku władz sportowych i wynikom sekcji koszykarskich. Trzeba jednak przyznać. Zarówno pod względem sportowym. Tych jest niewielu. W 1993 roku było to już niemożliwe.Policjanci szaleją. trzymający bractwo w kupie. grupa około 300 szalikowców w barwach klubowych i z szampanami. otoczona ich troskliwą „opieką”. tak jakoś po rozpadnięciu się komuny. Hucpa po odebraniu tytułu Legii. wzięliście? . bez których o Polonii na chuligańskiej niwie nikt by nie usłyszał. A trzeba przyznać. jak i organizacyjnym. co dzieje się kilka kilometrów obok. którzy. Lecz na co dzień związani są wspólnymi interesami. kurwa. W czasie jakiejś kibicowskiej zadymy i owszem. Prywatne telewizje były zainteresowane promocją Legii. Jest kilku starszych chłopaków. Fanatyków. którzy nie wstydzą się afiszować ze swym uwielbieniem dla klubu. Kończy się to obiciem w bramie i wzrostem nienawiści. Czarny. gdy na trybunach Chrobrego me zawitał ani jeden fanatyk w czerwono-niebieskim szaliku. Wcześniej Gwardia. — Skąd wy się tu. miał także swoje udziały w lokalnych stacjach TV. Jest tysiąc i jeden powodów.

Natychmiast skontaktował się z legionistami i rozpoczęło się wspólne warszawskie szukanie kibiców Lecha. kto to zrobił. że największe wynaturzenie sportu to nie ludzie. przy czym oczywiście nikt nie wspomniał o tym pierwszym. Nikt z gości się nie pojawił. że należą im się z tytułu „bycia piłkarzem” wcale niemałe pieniądze. jako niewielki klub (pod względem ilości fanów). stojący przy zajeździe autobus został „rozpracowany” przez wracających tą samą trasą legionistów. a kurtki zmieniły właścicieli. Najgorszą robotę odwalają mali skurwysyni. choć w okrwawionych swetrach i bez kurtek. którzy z uwagi na brak jakiejś zorganizowanej grupy. Korzystając z nadarzającej się okazji kibice gości obili niemiłosiernie hutniko-legionistów. Niestety. że najlepiej umotywują swoich pupilków do szybszego biegania po murawie obijając im pyski. uważając. rządzili resztą. Wieszają pomarańczowo-czarne flagi. Dostali więc po nosach. czy to jego setny wyjazd. ale szaliki na szyjach mają w barwach Legii. i ważniejszy w niej był ten. Do Warszawy wybierało się kilku starszych kibico-żuli. dominującego w stolicy i okolicach. chcący swoją drużynę widzieć wielką i wspaniałą. czy grają w jednej. W drugi weekend 95-go roku w Warszawie grały siatkarki Avii. hutniczym członie nazwy. Gdy najbardziej znany polonista dowiedział się o zajściach w pociągu.. czy pierwszy mecz w życiu. Ciut za późno jednak. więc zamiast piłkarzy. W związku z tym na jednym ze spotkań Hutnika Warszawa z Avią stawiła się na trybunach około pięćdziesięcioosobowa grupa połączonych sił warszawsko-świdnickich. aby banda usiłująca terroryzować ludzi działających w sporcie została rozbita”.Do niedawna kolejarze z Warszawy mieli resortową zgodę z kibica Lecha Poznań. którzy mają serdecznie w dupie. na ścianach było pełno krwi. Wiemy.. Polonia czy Legia. która kilka miesięcy później spłonęła na płocie stadionu przy ul. a jednocześnie poseł na Sejm Marek Wieigus stwierdził: To. Na najbliższej stacji obici wysiedli. Uznając. Do jednych z ich ziomków należą szahkowcy Avii Swidnik. o mało nie wpadł w szał. Największy niefart mają sympatycy Czarnych Koszul” do swego od wiecznego rywala. Sprawa została bardzo nagłośniona. Jednak zakrojona na szeroką skalę akcja odwetowa Legii spaliła na panewce. że po tamtych perypetiach. którzy nie cofną się przed aktami terroru wobec niej. ważne że z Warszawy”. że starsi poznaniacy temat kibicowania sobie odpuścili. iż sensowniejszego sposobu na ambitniejsze podejście skórokopów do swych obowiązków jak natychmiastowa akcja nie ma. Po tym meczu jeden z kiboli Polonii ostrzelał pociąg wiozący poznaniaków do domu. kibice obili trenera Mirosława Jabłońskiego łamiąc mu nos i rozcinając skórę. ma najczęściej zgody z sobie podobnymi. że nic się me stało. konduktor zrobił aferę i pomógł psom zidentyfikować napastników. co zastałem po przyjściu do klubu. było makabryczne. i podejmiemy odpowiednie kroki. Polonia. Łazienkowskiej. młodsi musieli rozstrzygnę dylemat. poseł Wielgus nie wziął pod uwagę. Wracając wiosną 93 z jednego z wyjazdów. Nic dziwnego. Poznaniu. Kilka lat temu paru polonistów postanowiło przywitać jadących do Warszawy na mecz z Legią ziomali w. Wybrali się więc tam i zbierającym się do wyjazdu poznaniakom przedstawili. ze „w zasadzie to nieważne. Po tym incydencie sponsor Poloni. najczęściej młodych chłopaków z sąsiednich bloków. Nie było jakiejś zintegrowanej grupy. Poloniści. Najbardziej spektakularną akcję zorganizowali fani czarno-biało-czerwonych wiosną 95. Na Hutnika natomiast w chwilach nudy przychodzi kilkudziesięciu. Niezależnie. czy podający się za przyjaciół z Polonii są nimi faktycznie. Wobec tego. Stracono najbardziej znaną flagę. przyjechali pod szatnie autokarem. co z lubością pokazywała państwowa telewizja. stwierdzili. w ciągu jednego dnia dla fanatyków Polonii kibice Lecha stali się niemal największymi wrogami. Zdarzenie miało miejsce późną jesienią 94 roku. Z siebie natomiast nie chcą . W Warszawie tym czasem na Lecha czekała kolejna grupa kibiców Polonii. kto miał najsilniejsze pięści. w którym na trybunach stadionu przy ulicy Bulgarskiej panowało totalne bezhołowie. Po porażce z Ra domiakiem na wyjeździe fani Polonii doszli do wniosku. Po pewnym czasie wspólnego picia wódki. Mieszkańcy stolicy stawiali alkohol i mieli na sobie fajne skórzane kurtki. czy też może jest to jakaś podpucha ze strony Legii. czy też w drugiej drużynie. którzy już zdążyli poznikać (tak błyskawicznie przeszli do porządku dziennego nad porażką eliminującą ich z walki o pierwszą ligę). żule doszli do wniosku. Był l schyłek okresu.

A następnie kolorowo.dać na wet minimum wysiłku. Plotki powtarzane z ust do ust wyolbrzymiały spodziewaną inwazję. Sto kilkadziesiąt osób z Wrocławia łazi po mieście. jeżdżą na wyjazdy za swoją drużyną. Kibice Polonu na przekór przeciwnościom losu są. kto te banialuki rozsiewał. i to nieźle uzbrojonych. ale nie ujawniający się.. najgorzej jak mógł — teraz on czeka na reakcję. Tak. Mecz o najwyższą stawkę. Sukcesy przyciągają. Czternasto — szesnastolatkowi. by mogli kiedykolwiek zniknąć. Do tej pory nie wiadomo. w sumie na Reymonta pojawiło się 200-300 (znów w zależności od źródła) ludzi dopingujących drużynę przyjezdną. Obie grupy kibiców nie pałają do siebie wzajemną miłością. Na to się jednak nie zanosi. Dość szczególnie Są traktowani przez częstochowskich fanów wrocławscy odszczepieńcy. im który młodszy. Swoich fanatyków i to nie lubiących się z czerwono-niebieskimi mają siatkarze AZS. to będzie wojna. znaczy. istnieją i nic nie wskazuje na to. którzy swoją sportową miłość wyznają Śląskowi. choć szanują. tym chciał mieć więcej do powiedzenia. Przecież może tylko chodzi o to. W sumie najzagorzalszych fanów Rakowa jest około 800. jeśli najważniejszy jest ten. Kałuży było polonistów około 30. — Dlaczego przyjechało was tak mało. kto ma najdłuższy szalik. który odbył się jesienią 93. Chyba. Jednak z bliska widać. Poloniści w niewielkich ilościach (skąd się niby mają brać). bało. gdyż klub z Częstochowy walczy o historyczny awans do ekstraklasy z jednym z poważniejszych pretendentów do zajęcia premiowanego miejsca. Jak na awans — lipa. Natomiast na meczu przyjaźni. i to z tych juniorów młodszych. Podczas meczu nikt z Rakowa się nie ujawnił. by się ujawnił jako fan Rakowa? Chwila konsternacji. że rozpadnie się klub. Pół roku później rewanż. Co ciekawsze. potraktowane zostały poważnie. na stadionie przy ul. według innych nawet setka. Jesienią 95 roku dwukrotnie zameldowali się w Krakowie. RAKÓW CZĘSTOCHOWA W Częstochowie mieszka kilku chłopaków. Jak stwierdzili częstochowscy kibice Śląska — tylu fanów Rakowa jeszcze nigdy nie było.ten spogląda podejrzliwie. wreszcie decyzja została podjęta. czyli z Cracovią. Dlatego przed meczem Rakowa we Wrocławiu. więc czasem w szkołach czy . jako że do tej pory jakichś zadrażnień z nimi fanatycy Śląska nie mieli. Tam. Organizacja pod psem. że nie powojowali zbytnio. Już przed nim na Śląsk z sektora zajmowanego przez szalikowych i za razem najmłodszych fanów Rakowa lecą kurwy i huje. Po spotkaniu przy budynku klubowym siedem czy osiem podenerwowanych osób. Wynik 3:0 uzasadnia taki początek rozmowy. — Chyba najgorszy mecz Rakowa od dłuższego czasu — zagajam pierwszego z brzegu. Na Wiśle według jednych danych było ich coś koło 80. że sama młodzież. a ponieważ akademicy je mieli. — Czego? — No wiesz — Te słowa starczają za komentarz. Rakow zagrał fatalnie. Jakoś o nich specjalnie nie słychać. Pobicie trenera Jabłońskiego to skutek degrengolady futbolu. więc i na trybunach ich hali zrobiło się tłoczno. Byli wspomagani przez Cracovię. — Powariowali? Jak chcą wojny. miejscowej policji. informacje o rzekomym najeździe częstochowian na Oporowską. Koszulka w barwach Śląska i szalik każe mu dokładnie przemyśleć ewentualną odpowiedz. Ciężko jest uwolnić się od nadopiekuńczej. Raczej ich tam nie lubią. Nie przyczyna. Budziły spore zdziwienie. Kibole.. — Wybierają się do Wrocławia uzbrojeni w łańcuchy i butelki z benzyną. Raków ma przeciwników w lokalnych rywalach. a na dobitkę w ogóle się nie ujawniliście? — Towarzystwo się. W tym czterech młodzieżowców. Bractwo zostaje zagnane na stadion jakieś dwie godziny przed meczem. ale przecież nie dziwota.

Minęło parę miesięcy i okazało się. Kibole Ruchu. Chyba słusznie. że spisana na straty drużyna dość szybko zmierza w kierunku ekstraklasy. gdy lejąc się w swych lokalnych potyczkach chorzowianie używają haseł „bić hanysa". którzy swoją obecnością spinaliby czasy dawne z teraźniejszością.Zabrze przerabiano już kilkanaście lat temu. Nawet rzadko widywani na wyjazdach kibice krakowskiego Hutnika jesienią 95 zawitali do świętego miasta w liczbie około 40. Po spotkaniu na stacji Katowice Szopienice fani Rakowa byli obrzuceni kamieniami i koszami na śmieci przez chorzowian. gdy są obiektami ataków grup spoza Górnego Śląska słyszą często „lać Niemców". ani organizacyjnie na trybunach. kontynuować trzeba było na . Odbyło się to w atmosferze skandalu. RUCH CHORZÓW Jest to jedna z ekip. gdy oba zespoły występują w różnych klasach rozgrywkowych. lubią podkreślać swoje niemieckie pochodzenie. bo skala zainteresowania sportem wśród miejscowych hools jest raczej niewielka. a jej kibice stanowią zgraję niezłych hultajów wywijających na drugoligowych boiskach aż miło. by zajarzyć o co. na który chadzają w zasadzie wszyscy sympatycy sportu. Zarówno ci spod znaku AZS. to fani tych właśnie klubów są najmniej sympatycznie przyjmowani przez kibiców z ul. Wisłą. Natomiast sami. których historia rozpoczyna się na początku lat siedemdziesiątych. Ani sportowo. Wiosną 95 w Poznaniu na Lechu pojawiło się czterech fanów z Częstochowy. Temat zgody na linii Chorzów . Aktualnie jedyna chorzowska zgoda to dziwny układ z mieszkańcami Torunia. Ruch przegrał z Lechią 1:2 i pojechał na rewanż do Gdańska w eskorcie może ze trzydziestu fanów. W 87 roku piłkarze chorzowscy po raz pierwszy w historii krajowego futbolu spadali do drugiej ligi. jedynie preferencje). Troszkę z tego powodu obawiają się wyjazdów do Wrocławia na Spartę. I wywiera. że chorzowianie zbyt szybko się nie podniosą. Poznaniu (Lech. jak i Rakowa. Jesienią nikt z kibiców tej drużyny nie pokazał się w Warszawie. Niezbyt dużego. Arka. Około 100 kibiców Rakowa wybrało się na mecz z Ruchem do Chorzowa jesienią 94. Wczesną wiosną 1995 roku chorzowianie postanowili wraz z zabrzanami stworzyć na meczach reprezentacji narodowej „Śląską Siłę". Centralne położenie niemałego przecież miasta sprzyja licznym najazdom. która rozłożyła drużynę na łopatki. przypadkowych obserwatorach zajścia. gdyż jak na dłoni można było zobaczyć. Zawisza. Ponownie 2:1 wygrała Lechia. Swój marsz na szczyty Ligi Chuliganów. że taki układ jest możliwy jedynie w przypadku. raczej ilościowa niż jakościowa. Trwała do pierwszego wspólnego spotkania. Po rocznej kwarantannie Ruch ponownie zameldował się u wrót ekstraklasy. ale głównie dlatego.— częściej -na osiedlach dochodzi do drobnego mordobicia. Jest jeszcze w Częstochowie żużel. To do Częstochowy wyjeżdżają najliczniejsze ekipy z innych ośrodków. Trzeba się nieźle nakombinować. PZPN pozabierał punkty w ostatniej kolejce ligi. Jednak ci ostatni na Włókniarzu dominują. Lechią Gdańsk. Siła to może i jest. Wiadomo. Sami swego czasu mieli dobre układy z Legią. Wydawało się. Ale to już historia. co zraża do nich całą Polskę. Na dobitkę w spotkaniu barażowym bramkarz Janusz Jojko dokonał fantastycznej samowrzutki. Lech (nie jest to aktualny wykaz ich układów. w ogóle chodzi. Troszkę śmieszą flagi Ruchu na stadionie Górnika podczas meczów ligowych tego ostatniego. że handel punktami nie stanowi wymysłu chorych wyobraźni dziennikarzy. Czyjąś ulubioną czynnością jest chodzenie i wypisywanie sprayami na murach „Róh Hożuf”. bo już tylko ta drużyna ze stolicy Wielkopolski została w ekstraklasie). Na przełomie roku 1995 i 96 Raków nie przedstawia realnej siły bojowej. W swojej działalności z reguły nastawiają się na kontrę do fanatyków pobliskiego Górnika Zabrze. Gdy zabrzanie bardziej ciągną w kierunku takich klubów jak ŁKS. co w zamyśle napastników ma wywrzeć przychylniejsze wrażenie na ewentualnych. Jednak nie ma wśród chorzowskich kibiców ludzi. że spotkania kadry odbywały się właśnie w Zabrzu. Śmieszne jest. Cichej. Wrocławiu. Natomiast kibice Rakowa jeżdżą w ekipach ledwo kilkuosobowych lub wcale. podobnie jak Katowic.

Na tym spotkaniu milicjanci wpadli na pomysł. Cichej zaczęło przychodzić więcej fanów w niebiesko-białych szalikach. Głupotą porządkowych okazała się chęć przegonienia kibiców z boiska. zostaną przeniesione na stadion oddalony o co najmniej sto kilometrów. Trzy spotkania: z Górnikiem Zabrze. Na spotkania wyjazdowe hools z Chorzowa jeździli wówczas hordami nie do opanowania. a trybuny stworzyły wspaniałą atmosferę. którzy zapragnęli iść na stadion na własną rękę lub w nielicznej grupce kolegów. Ruch pokonał Śląsk. Bractwo jechało wspólnymi pociągami! Jednak na stadionie przy ul. to zakrzyczeli miejscowych. by zlać przyjezdnych mogli sobie tylko pomarzyć. Chorzowianie dali sobie spokój z meczem jeszcze w czasie jego trwania. a może nawet więcej. milicjanci zrejterowali. to w półtora roku później liczba fanów zmalała do kilkudziesięciu. Wyglądali fantastycznie. Oczywiście przy takiej ilości ludzi nie było mowy o szansie utrzymania się w grupie wszystkich przyjezdnych. fanatycy Śląska meldują się po raz kolejny na stadionie Ruchu. Świadczyło to o wyjątkowo słabym przywiązaniu kibiców do swych barw. Kibiców gości przybyło na stadion bodaj dwudziestu. Oczywiście in minus. Bo co można zrobić w ilości niewiele większej od ilości zawodników biegających po boisku (wraz z ławką rezerwowych). a jeśli już to niezbyt głośno. Część pierzchała wraz z pilnującymi ich funkcjonariuszami. gdy spadek stał się zalążkiem przyszłych sukcesów. Jakiś nieuchwytny klimat kazał znającym się na temacie twierdzić. że za karę trzy kolejne mecze. że Ruch ze swoją fantastyczną brygadą długo nie pociągnie. że na okrętkę wałkowano ją na ekranach telewizyjnych. co zostało na trybunach. Trafili na słabszą załogę i obili część fanów białoniebieskich. gdy w sezonie. Jesienią 94 roku na trybuny stadionu przy ul. Gdy jednak bydgoszczanie wydali już z siebie jakiś glos. To. Po ostatecznym spadku mało kto dawał szansę Ruchowi na powtórzenie spektakularnego sukcesu sprzed paru lat. gdy ktoś wpadł na genialny pomysł zmiany zastosowania metalowych rurek. Po zakończeniu ostatniego meczu fanatycy w niebiesko-białych szalikach zlali psów na stadionie. Ruch w sezonie 1988/89 zdobył tytuł mistrza Polski. To tworzyło szansę dla bojówkarzy wrocławskich. że przyjezdni po meczu będą maszerować na dworzec w dwóch osobnych grupach. Niejeden z tych. chociaż grasujący na placu Grunwaldzkim miejscowi mieli ochotę na jakiś bardziej wyrazisty pojedynek. lecz sektory w których zasiadają (mówiło się o trzech młynach). Bijatyka nie trwała długo. Podczas. Wtedy kibole Śląska o tym. piłkarze urządzili formalną jatkę. W Krakowie było ich półtora tysiąca. Główna grupa była jednak zbyt silna jak na możliwości wrocławskich hools. nie liczyło się poszczególnych głów kiboli „niebieskich". Padło na Wrocław i Stadion Olimpijski. W PZPN-ie ustalono. Pól roku wcześniej tylko doskonała organizacja nielicznej grupy pod wodzą Sysa. Cichej bardzo szybko dały się zauważyć symptomy rozkładu grupy. Początkowy respekt przed mundurowymi pękł w momencie. doprowadziła do tego. To także przestroga dla działaczy klubów. W niewiele mniejszej grupie chorzowianie zameldowali się we Wrocławiu. Ciekawe było rozwiązanie transportu chorzowian na i z meczów. był wyłapywany i obijany. Sprawa stała się głośna między innymi dlatego. wychodząc ze stadionu. gdy oni mieli zamiar urządzić sobie fetę na murawie. Jedną z takich grup zaatakowali wiślacy. Katowicami i Motorem Lublin odbyły się właśnie tam. Zachowanie kibiców podczas przegranego meczu o Superpuchar z Legią zastanawiało. Podczas sezonu 93/94 jedną z ostatnich kolejek ligowych Ruch rozgrywał u siebie ze spadającym już na pewno bydgoskim Zawiszą. W dwóch pierwszych przypadkach do Wrocławia ponownie zawitały hordy chorzowskie. . które chorzowianie mieli rozegrać na własnym boisku. to naprawdę wielka sztuka. Stracić TAKĄ publikę w TAKIM czasie. Niecałe półtora roku po najazdach na Wrocław. które do tej pory służyły jako urządzenia nawadniające. Do jakichś generalnych starć nie doszło.trudniejszych do chuliganienia niż drugoligowe boiskach. Po prostu szalikowcy „niebieskich" odzywali się jedynie przez króciutkie momenty po strzelaniu kolejnych goli przez swoją drużynę. To co się stało w 89 roku w Chorzowie stanowi groźne memento nie tylko dla fanatyków drużyn będących na fali. przerastało oczekiwania największych pesymistów. że nikt z niej nie dostał porządnego bicia w pociągu wiozącego fanów Śląska na wyjazd do Chorzowa. Zwłaszcza w derbowych spotkaniach z Górnikiem i Katowicami. w którym Ruch sięgał po krajowy prymat. Choć zespołowi wiodło się znacznie gorzej i od początku dryfował do drugiej ligi. Nie śpiewali zbyt często.

Co ciekawsze z tym klubem żadni zawodnicy wojskowych nie mają nawet szansy konkurować z tej prostej przyczyny. Fanatycy w zielono-biało-czerwonych szalikach są z reguły tymi. pracy. Na kolejnym.. iż niemal każdy wyjazdowy fan Sparty był kiedyś w większym lub mniejszym stopniu kibicem Śląska. ta walka zakończyła się nieprzyjemnie dla kilku chorzowian.Wybrzeżem. jak wyglądała „na żywca". wsadziła ich do pociągu jadącego do Warszawy. łatwo zauważyć zależność między huśtawką nastrojów i ilością fanatyków na stadionach z ulic Cichej i Bukowej. Wszak to z kibicami GKS-u fanatycy Ruchu mają najczęstszy kontakt. Na podwórkach. Według relacji z Krakowa. choć rozsądek nakazywałby nie lubić ich najbardziej. na stacji Szopienice biało-niebiescy nie mieli już nic do stracenia. w której mogłyby zagrać dwa zespoły z antagonizujących klubów. Zaczęli się pokazywać w roku 1992. Ostatni. Akcja zakończyła się dopiero po przyjeździe policyjnych posiłków. Na przeszkodzie stanął terminarz rozgrywek. SPARTA WROCŁAW Szalikowcy Sparty są zjawiskiem nowym. decydujący o mistrzowskim tytule mecz rozgrywała Sparta w Gdańsku z tamtejszą Rafinerią . Dwukrotnie. szła piechotą.. Niecałe dwie setki we Wrocławiu na Ślęzie. posiadającej swych utożsamiających się z drużyną fanatyków — Sparty. Podstawą ich istnienia stały się znaczne sukcesy sportowe. było ich ponad dwustu. Na Górnym Śląsku pociągi są uznawane jako jeden ze środków komunikacji miejskiej. że w wielu szafach znajdują się dwa szaliki. 250 chorzowian zameldowało się na meczu swojej drużyny podczas pierwszego w drugiej lidze wyjazdu w Gorzowie. a zwłaszcza jego fani mogą uznać za niezły. Sparta to żużel i tylko żużel. Od poważniejszych strat uratowały szałikowców Ruchu połączone siły chorzowskiej i krakowskiej policji. którzy atakują. W porównaniu z poprzednim okresem sezon jesienny 95 Ruch. gdzie niebiesko-białych zameldowało się około trzech tysięcy. Choć działacze . które można oglądać na lidze włoskiej. Futbolowej oczywiście. Za Katowicami. W pociągu bractwo się lało. jednak spora część to byli fani zaprzyjaźnionego z Ruchem Apatora (taka dość dziwna zgoda futbolowożużlowa). Gdy się jednak spojrzy na sprawę szerzej. zdaje się nie być bezpodstawne. Podejrzenie. Chorzowscy hools jakoś najmniej spośród przeciwników derbowych nienawidzą katowiczan. Stuosobową grupę przyjezdnych miejscowi odprowadzali. Impreza robiła imponujące wrażenie nawet w telewizyjnym okienku. to jednak podziały są wyraźne. 3 000 w Bytomiu. wyjazdowy mecz tej rundy do Gdyni na Bałtyk wybrało się około 100 fanów z Chorzowa. kolejowymi i kubłami na śmieci. a rywalizacja zdarza się jedynie na szczeblu podwórka. w Bydgoszczy. Kibole Śląska nie darzą zbytnią sympatią kibiców drugiej wrocławskiej drużyny. W Śląsku nie ma nawet mowy o sportach motorowych. Do tego samego wsiadali kilkadziesiąt kilometrów dalej (w Iławie) fanatycy Wisły Kraków. po zdobyciu tytułu najlepszej drużyny w kraju w latach 1993 i 94 urządzili sobie fani Sparty takie fety na Stadionie Olimpijskim. szkoły. gdy żużlowcy tego klubu nagle zaczęli się dość błyskawicznie wyciągać z drugoligowej mizerii. Według źródeł miejscowych . zakładu pracy. drugi natychmiast się napełnia. Więc zaciągnęli hamulec. Sparta potrafiła zorganizować wspaniałą rzecz. a zakładany jest ten o barwach drużyny będącej aktualnie na topie. Kolejny wyjazd to inwazja na nieodległe Rydułtowy. że to nie fani żużla są stroną agresywniejszą. zajmowanego przez fanów Rakowa i policjantów kamieniami. nie mówiąc już o tym. Na ostatni.Do licznych osiedlowych starć trzeba dołożyć relację z tego co się działo po meczu Ruch Raków w październiku 94. wsiadając do tego samego pociągu. Nie udało się powtórzyć fety po raz kolejny w roku 1995. że nie ma wspólnej dyscypliny. wobec czego eskortujące częstochowian psy nie reagowały.nawet więcej. Po zdobyciu tytułów mistrzowskich zrobili feerie sztucznych ogni i wszystkie wizualne fajerwerki. Gdy jeden pustoszeje. Zjawisko podobne do łódzkiego. gdzie część wiary. wylegli z wagonów i zaczęli obrzucanie ostatniego. Policja trójmiejska chcąc się jak najszybciej pozbyć uciążliwych gości. Inna sprawa. Mimo iż kibice nie mają możliwości spotkania się na wspólnych imprezach. w szkołach. Dodatkowym paradoksem tego specyficznego układu jest fakt.

czasem chamskich miast i znajdują tu sobie kumpli. Skutki były łatwe do przewidzenia. jeśli ktoś ze speedwayfanów dostał troszkę po pysku. Leszno w ogóle jest negatywnie nastawione do Wrocławia. która jest stawiana za wzór wszystkim innym kibicom speedwaya (i nie tylko) w kraju. dziadostwo. a tam już jesteś ulu-lany na cacy? — opowiadał historię swojego braku pamięci jeden z bardziej znanych wrocławskich kibiców żużla. Podczas najbliższego meczu ligowego na samym stadionie do niczego specjalnego nie doszło. gdy drużyna wygrywa. Nie raz i nie dwa od słowa do słowa i zaczynała się męska rozmowa. Bractwo (nie tylko z Wrocławia. w którym dusza kibica odezwała się po dobrych kilku latach. czyli zgoda. — Ci ze Sparty to dranie. Z uwagi na fantastyczną cenę napitku chmielowego. z całego kraju. Druga liga (to w latach 93-95). co rozśmiesza do łez: „Sparta to Fan-Club. ale jak mogą NASZYCH wrogów obijać INNI? — twierdzili. więc część ekipy cale zawody przeleżakowała pod stadionem i krzakami. niepodważalny argument mocnych ludzi. kilka drobnych szarpaczek. Ciepło było. a co za tym idzie większa tolerancja do otaczającego ich świata. Często knajpiane. Oczywiście zapasy były uzupełniane w miarę jak przybywało kilometrów na liczniku. Łażą na mecze. butelki. Na jedyny. Wszystko było fajnie (przynajmniej tak wyglądało to z zewnątrz) aż do momentu. Kibole Sparty już przed pierwszym z serii tytułem mistrzowskim postanowili się zrzeszyć. Spokojni żużlowi fani. w czasie których nie postawił na żadnym stadionie swojej nogi. zwłaszcza tych młodszych się wkurzyła. kiedy to Sparta jeździła w drugiej lidze? — wtedy na żużel rzeczywiście chodziło zaledwie kilkaset osób. czuje się w obowiązku natychmiastowego skorzystania z nadarzającej się okazji taniego schlania się. GKSŻ nie zgodziła się na takie rozwiązanie. Fani żółto-czerwonych najciekawiej zaprezentowali się w Pradze podczas indywidualnych mistrzostw Świata. gdy tylko postawił nogę na czeskiej ziemi. ekipa." Kibice Sparty to trochę inni ludzie niż najzagorzalsi kibice sportowi na trybunach stadionów piłkarskich. zdewastowali autokar gości. którzy potrafią przypierdolić. stoły.kombinowali jak by tu zawody przenieść do Wrocławia. Fani Unii poobijali kibiców Sparty podczas towarzyskiego spotkania tych drużyn w Rawiczu wczesną wiosną 1994. Ot. jeśli za tę samą gotówkę w kraju ledwo ci zaszumi w głowie. Była to zgoda na spuszczenie wpierdol kibicom Unii Leszno. Tysięczna wiara z Wrocławia widocznie uważała się za normalnych Polaków. A z okazji rozgrywek ligowych żużla można swoją nienawiść w jakiś sposób wyrazić. mniejszy radykalizm poglądów. ale większość. Jest wśród nich paru takich. gdy . — Wielcy mi kibice. — Wszystko byłoby normalnie. Natomiast w przerwie między biegami ze stadionu wypadła dość liczna grupka. A gdzie wyście byli. Po tym wydarzeniu we Wrocławiu zapanował rzadko spotykany consensus. międzystolikowe kłótnie zaczynają się w podobny sposób: — No i co ten twój Śląsk. a butelki znikały. Ale nie tylko. My ich nazywamy piknikowcami. patałachy jedne. jednak co możesz zrobić. Najbardziej nie lubią się wrocławscy kibice spod znaku Sparty z fanatykami Unii Leszno. której nawet nie próbowano porównywać do piłkarskiej. Na przykład ci z Bydgoszczy — stwierdził kiedyś Leon. — Przyjeżdżają do Wrocławia jacyś pacjenci z różnych.Sparta Wrocław można przeczytać coś. Odbiło się to rykoszetem po Wrocławiu. Mimo że dla nas są niestrawni. jednak w masie nie szukają dymów. taborety. Wyższa średnia wieku. że w zasadzie nic się nie stało. Co prawda fanatycy wojskowych w swojej masie twierdzili. ale po prostu tych spod znaku Sparty było najwięcej) pospijało się na umór. Pięści. Między innymi dlatego kibice Sparty stali się solą w oku dla fanów wojskowych. natychmiast biegł do najbliższej budki z piwem i robił zaopatrzenie na drogę. W jednym z numerów „Szalikowców" pod hasłem: mecz Polonia Bydgoszcz . końcówka tabeli (po ponownym awansie). gdzie zjechało około tysiąca wrocławskich miłośników żużla i taniego piwa. nic nie pamiętam — piał z zachwytu po tym wyjeździe jeden z tych. każdy normalny Polak przebywający przypadkiem w tym nieodległym kraju. — Fajnie było. więc każdy. Ale nie jest to jedyny powód. Jej celem było przewietrzenie autobusu wiozącego kibiców gości. Każdy rzygał gdzie mógł.

który w ostatnim biegu tak nawydziwiał. ale zza jej rąbka wychodzi coś koło 10 miliardów starych złotych. o tym jakimi to żużlowi kibice są aniołkami. to można by go pocałować i być szczęśliwym. gdy na powitanie zobaczyli poubieranych we wszystkie możliwe ubranka ochronne policyjnych „żucz-ków". Andrzej Rusko. co tylko możliwe. Chodził po redakcjach. on je rozprowadzał wraz z szalikami. Mundurowi o mało nie zabili fanów Apatora wzrokiem. Wystarczyło jednemu zawodnikowi po prostu dojechać do mety. Mistrzostwem popisał się natomiast główny arbiter tego spotkania. gdy on strasznie dołował. tak. A z wysokości trybun podczas tego zamieszania aż nadto widoczne było. dojechali do mety zwyciężając ostatecznie w tym biegu 5:0 i w całym meczu jednym punktem. W kilka tygodni po tych wydarzeniach w Toruniu stawili się kibice z Fan-Clubu Sparty. Sporo. która postanowiła. sprzedał nazwę klubu. żeby dogryźć drugiej Stronie konfliktu. to znów o alkohol i zachowanie. którzy tak teraz kochają klub. to znów jego nadmiar. firma handlowo-usługowa. — Tak. Prezes WTS Sparta. że może dorzucić coś do ogródka wrocławskiego speedwaya. Po bijatyce fanatyków nastąpiła zadyma fanów gości z psami. Zwołano nadzwyczajne zebranie i na oczach kilku dziennikarzy zaczęło się wyciąganie własnych brudów. Torunianie wraz ze wspomagającymi ich kolesiami z Chorzowa (tego samego dnia przed południem odbył się w nieodległej Bydgoszczy mecz Zawisza . że Lignar pod przykrywką Fan-Clubu robił sobie jakieś tam finansowe machinacje. mogło być różnie. w pełni zalegalizowane. Torunianie skorzystali z prezentu. Trochę się zdziwili. Najlepiej fanom Sparty pokazali gdzie ich mają. O brak działania. niezupełnie są tym. Toruńska policja przetrzymując kibiców Sparty przed spotkaniem zrobiła już drugi taki numer w ciągu dwóch lat.Sparta tuż przed zakończeniem rozgrywek w roku 1995. Spotkanie to udowodniło po raz kolejny. Od tej pory Sparta będzie występować jako zespół Atlasa. Na dobitkę nie byli oni do żółto-czerwonych nastawieni zbyt przychylnie. Kwota objęta tajemnicą. o co w ruchach se założenia spontanicznych chodzi. tzn. Wobec tego później grupa została rozpuszczona i każdy indywidualnie musiał szukać sobie kawałka ławki. że gdyby nie robił tego pod takim szyldem. zażyczyła sobie zmianę nazwy drużyny. Tam na mecze chodzą sami chuligani. Obie strony obrzucały się nawzajem oskarżeniami. Ryszard Lignar. Przed ostatnim wyścigiem żużlowcy Sparty prowadzili czterema punktami. że stało się to niemożliwe. — Za pieniądze sprzedaliby nawet matkę — pomstują kibice Sparty. ale nasza ekonomiczna rzeczywistość każe wszystkim biznesmenom zapewniać sobie maksimum bezpieczeństwa dla wydawanych przez siebie pieniędzy). lecz jako podmiot gospodarczy. Firma.ambicje wiceprezesa Fan-Clubu nieco wzrosły. który jest właścicielem drużyny żużlowej (troszkę to skomplikowane. Wystarczyło.Ruch na którym dla odmiany torunianie wspomagali chorzowian) ruszyli przez płytę boiska na ochranianą przez kilku policjantów zubożałą osobowo czeredkę gości. Tysiące innych pierdół załatwiał Lignar. to i tak byłby remis. Kibice wrocławscy byli trzymani przez służby porządkowe przed stadionem tak długo. by atakujący zrobili zwrot o 180 stopni. Przed spotkaniem miała miejsce dość ciekawa sytuacja. Ten mecz mógł znacznie przybliżyć wrocławian do trzeciego z kolei zdobycia tytułu mistrzowskiego. Po meczu doszło do drobnej scysji. że zorganizowane formy istnienia kibiców. Poprzednio w sierpniu 1993 roku w Toruniu na spotkaniu z piłkarzami Elany zawitał Śląsk. on załatwiał FanClubowe koszulki. jesteście z Wrocławia. w tym czasie olał zagadnienie. Faktem jest. — A gdzie byli kibice. bo około 250 fanów Sparty. aż trybuny zapełniły się w całości. zajechało na mecz Apator . Sędzia okazał się geniuszem wykluczając w dwóch startach dwóch wrocławskich zawodników. W pewnym momencie komuś przestało się podobać jedynowładztwo i urządzono zamach stanu. Nawet gdyby zajęli dwie ostatnie pozycje. który jeździ i załatwia wszystko. Uchowała się grupka może pięćdziesięciu osób. a prezes. który właśnie padł. że na żużel nie chodzą ludzie ani gorsi. Inna sprawa. ani lepsi niż na piłkę. że czterech z funkcjonariuszy przedostało się na drugą stronę płotu. Drobniutkie. że znalazł się głupi. W drugiej lidze chodziło na mecze po trzysta osób — powtarza stary argument fanatyków Śląska niepocieszony z . wiemy. To on organizował pierwsze autokarowe wyjazdy. działacze własnego klubu w styczniu 1996 roku. Wszystko było wspaniałym pretekstem. Więc sobie używano. A to o kasę. Ci nie wytrzymali naporu i gdyby nie gol dla Śląska. wciskał dziennikarzom kity.

Przed meczami w roli goniących najczęściej występowali krakowianie. podczas których można dostać oklep. Piotrek. Wówczas jeszcze zarówno w jednym. do miasta znanego ze skandali wokół śmigłowców „Sokół" i samolotów „Iryda". Teraz Kolor się śmieje sam z siebie. Nadrabiając przy okazji dobrą miną do złej gry. takie wypadki zawsze mogą się zdarzyć. stwierdziwszy uprzednio. w którym leciał z ekstraklasy. wracając z Lubina. Było to na początku lat osiemdziesiątych. by na stałym miejscu owi naiwniacy zostali zaatakowani przez dość sporą grupę wcale nie przypadkowych gostków. czy zawalenie się dobudowywanej naprędce trybuny stadionu Bastii świadczą o braku wyobraźni organizatorów. Nienawidzą Wisły Kraków. Zamiast picia wpierdol. jak wyciągnęli w to samo miejsce kibiców Legii. co wiąże się z częstymi najazdami na Mielec przez fanów „Białej Gwiazdy" jeszcze w latach siedemdziesiątych. więc po przyjeździe. zorganizowanego przez posła Marka Wielgusa. nie wygłupiaj się. Rok bodaj 89. że nie ma jakichś specjalnych śladów po egzekucji. kiedy to z marszu weszli do ekstraklasy. Chuligani z Mielca na dalsze wyjazdy za swoją drużyną nie jeżdżą. Największe bicie mielczanie dostali w Lublinie. żużlofanów. nawiązując do często oglądanej reklamy telewizyjnej klejów Atlas. jak łatwo się domyśleć . Na szczęście tylko on zaliczył buty. ale związany ze Sparta od wielu lat Bartek Czekański. reszcie udało się zbiec. Kolor z ferajną doszli do wniosku. gdy się ocknął. co to za jedni. co kończyło się nieraz pościgami jak na wiejskich dyskotekach . — Teraz zamiast szalików kibice Sparty będą nosić muchy jak Rosie-wicz — nabija się Adam ze swoich kolesiów. Na konkretny oklep załapał się Widzew w sezonie. STAL MIELEC Mielec w marcu 1977 roku zasłynął tym. Sami natomiast obijają raczej jedynie poszczególnych gości z przyjezdnych ekip niż całe załogi. byle tylko wiek był odpowiedni. jaki bractwo zaliczało autobusem. Oczywiście uczestniczą w lokalnych wojnach ze Stalową Wolą czy walkach z lubelskim Motorem. że nie ma kto pochuliganić. to zaraz przylatuje policjant. Widzewiaków na tym meczu było sześciu.takiego obrotu sprawy. Podczas warszawskiego spotkania kibiców.gospodarze. Po drodze przewodnicy opowiadali. w której popularny show-man występuje w muszce dużo większej niż Janusz Korwin-Mikke. że będąc wówczas trzydziestotysięcznym miastem podczas ćwierćfinałowego pojedynku o puchar UEFA na jego stadionie mieszczącym jakieś 25 tysięcy ludzi zameldowało się o dziesięć więcej. poszedł na stadion. że w Mielcu nie ma jak dołożyć przyjezdnym. pod podobnym pretekstem zresztą. Tragedia na Łużnikach. że gdy coś się dzieje. Kolor wraz z kilkoma koleżkami dojechał pociągiem. Pięć tysięcy ponad liczbę mieszkańców Mielca! Skutkiem tego była jedna ofiara śmiertelna zatratowana podczas wychodzenia z obiektu. Nie dlatego. wyszli z propozycją wypicia wspólnie beltów.ze sztachetami w rękach. Wówczas mobilizowała się cała 'chuligańska społeczność. W Mielcu w czasach wesołego komunizmu nie było inaczej. w liczbie ok. że alkohol OK. Skończyło się na kilku pobiciach przeznaczonych do leczenia szpitalnego. Nic dziwnego. obecny na nim fan Stali żalił się. jak i drugim mieście fani niebiesko-białych mogli pokazywać się bez strachu. Podczas jednego z wyjazdów Śląska.był identyczny. ale dlatego. a następnie ich zlali. Scenariusz wydarzeń. który drze się do wywijającego: — Te. gdy przekroczone są wszelkie dopuszczalne limity. Zwłaszcza takie. po końcowym gwizdku . Paru miejscowych zobaczywszy fanów z Wrocławia i zorientowawszy się. A poszkodowany straciwszy przytomność. że nie zapaliło mu się pod kopułką czerwone światełko. Mielczanie uprawiają pewien proceder polegający na wyciąganiu przyjezdnych niby to na picie w nielicznej grupie. . gdzie zadeptano kilkadziesiąt osób. We Wrocławiu zawitali raz. lali kogo popadło. 200. więc przystali na dziwną cokolwiek możliwość. pamiętali ten fakt. Po dwóch latach.

Więc żal się było z nim rozstawać już w pierwszej rundzie. Kacper położył się na murawie plackiem. więc zrobili wszystko. iż na spotkaniach u siebie. Nic dziwnego. że bractwo chciało jechać" samo. typki próbują ściągnąć nam flagę. Wykonawców projektu było aż nadto. śledzie w occie i inne frykasy mieszały się z nakrojonymi lodami i cukierkami. gdy zaczęli dostawać po głowach. W dziewiątej część bractwa hasała już po płycie boiska. natychmiast został zakupiony alkohol. Trzeba było na nich poczekać niedaleko gmachu sądu. by do bieganiny nie doszło. Maniek wsiadł na stojący na wystawie rower i postanowił urządzić jakiś skromny etap wyścigu pokoju. na którym pojawili się fanatycy Lecha Poznań i Pogoni Szczecin. ale miejscowi policjanci woleli wesoły autobus eskortować. Ale bodaj największym osiągnięciem hools Stilonu było wybicie szyby w autokarze kibiców wrocławskich w sierpniu rok później. We Wrocławiu robiono sobie spore nadzieje z występem wojskowych w pucharze Polski. ale w mocnym składzie. Fanatycy Pogoni poawanturowali się choćby dlatego. Gdy otrzymali wyroki w zawieszeniu. wielopasmowa droga nie zachęcała do biegania. Tylko dzięki temu w chwilę po zdarzeniu wrocławianie nie rozbiegli sie po osiedlu w pogoni za rzeczywistymi i domniemanymi winowajcami. Ekspedientka wpadła w furię i zaczęła gonić niewydarzonego kolarza ze ścierką w łapie. Sędzia przerwał mecz. — Jakby tak wbiec na murawę jeszcze raz. Policjanci zdawali sobie sprawę. więc na stadionie zaledwie 48 osobowa.00. zostawiając tą przyjemność futbolistom. z tym że raz berkiem byli funkcjonariusze. Po raz pierwszy. to znów psy robiły w rolach zająców. Kilka osób wybiegło więc na płytę boiska. w książce) jest raczej przypadkowa. ŚLĄSK WROCŁAW Jeden z najgłośniejszych wyjazdów na mecze pucharowe był dziełem fanów Śląska. Tylu mniej więcej było gorzowskich fanów na trybunach hali podczas piłkarskiego turnieju organizowanego przez Stilon. że w autokarze nie jechała wycieczka turysycznokrajoznawcza. Ale Małolat i Jaskóła mieli o 9. to sędzia w myśl regulaminu musi zakończyć . gdy Śląsk przegrywał 0:1. A tymczasem bractwo brało pod pazuchę wszystko. Wydarzenie było o tyle sympatyczne. Jedynym elementem usprawiedliwiającym umieszczenie gorzowian w niniejszym tomiku jest fakt. w sezonie 1991/92. a Stilon był jedną z drużyn aspirujących do miejsc premiowanych awansem. Mecz o życie. Dojazd był uciążliwy. zakończyła się przerwaniem spotkania i zadymą rozdmuchaną na cały sportowy kraj. kilka osób aż roznosiło. co się zmieściło w zasięgu ręki. Przystanek ze sklepem też był milutki. We wrześniu 1993 roku wyjazd autokarem do Gorzowa Wielkopolskiego na mecz 1/16 PP zaplanowany był na godzinę 10. jedziemy z nimi krótko — takie dało się słyszeć głosy. Pod koniec spotkania. może się ich zwalić około 150. natychmiast zerwali zamiast flag zelówki. grupa zameldowała się dopiero w 8 minucie meczu. Któryś z piłkarzy gospodarzy rzucił jakieś nieopatrzne słowo. Porządkowi postanowili poprze-wieszać flagi wrocławskich fanów w inne miejsce. choć kibiców przyjezdnych było niewielu. Druga taka impreza zdarzyła się we wrześniu 1993 w związku z rozgrywaną wówczas rundą pucharu Polski. Gorzowianie wyjazdów swojej drużyny nie traktują jako możliwości podróży po kraju. gdy na to położone między Zieloną Górą a Szczecinem miasto najechała horda z grodu Gryfa.30 sprawę w sądzie. że było ich bardzo dużo. Na szczęście robili to grzecznie. Obecność Stilonu w Lidze Chuliganów (tzn. ich drużyna właśnie przymierzała się do powrotu do ekstraklasy. — Zobaczcie. W autobusie był istny sklep rybny. Balanga z krótką przerwą na bieganie po jakimś sklepie trwała aż do czasu dojazdu na miejsce przeznaczenia. Fileciki w śmietanie. więc skończyło się na zatamowaniu ruchu w jedną stronę.STILON GORZÓW W związku z zadymami futbolowymi Gorzów tylko dwukrotnie przeżywał swoje sądne dni. Wizyta Śląska. kilka osób bawiło się w ganianego po boisku. Porządkowi. a szeroka.

Śląsk awansował! Nieco inaczej patrzyli na sprawę awansu miejscowi. Na stadionie. stając jednocześnie na baczność. Stanęło na tym. Wychodzących z autobusu szef lustruje bardzo uważnie.uśmiecha się. że same znajome twarze . Spod komendy rozśpiewany autokar ryczy: „Jeszcze tu wrócimy".. — No to wbiegamy — Pierogowi i Ratownikowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Towarzystwo natychmiast pobiegło słuchać. — Bez wygłupów proszę — funkcjonariusz dokładnie widzi szaliki na szyjach. Mieli szczęście. czy nie jechali nim kibice. Boguś Winiucho postanawia też się zabawić w kamieniomiota i chwyta za ćwiartkę cegły. Sędzia chcąc nie chcąc zakończył przedwcześnie mecz. Nie stało się to jednak zbyt szybko. że wraz z palcem nie urwało mu jaj. Sprawdzano. — Widzę. bark mi wyskoczył — krzywi się z bólu. Choć wszyscy myśleli. Boguś spoziera na świat jakby dostał wytrzeszcza. że trzeba będzie się kłócić o możliwość wjazdu do miasta. Kasetka co prawda znalazła się w pobliskich krzakach. Trzeba przyznać. Wreszcie jeszcze inny jumaka połakomił wię na kasetkę z pieniędzmi. Trzeba nieszczęśnika odwieźć" na pogotowie. w „klatce" dla gości zamontowano dodatkowy. Identycznie chciała się zachować prawie cała gorzowska publiczność. by nikomu się nie chciało odwiedzać jakiejś stacji benzynowej. że mundurowi byli nad wyraz grzeczni. bo szalikowców mieli gospodarze zaledwie kilkudziesięciu. — Kibice? — Wycieczka do Szczecina. Kilka osób rzuciło się na siatkę i po jej sforsowaniu natychmiast wbiegło na płytę boiska. Tylko wyrozumiałości załatwiającego całą imprezę może zawdzięczać. Natomiast na rogatkach miasta patrol policji zatrzymał autokar. a podczas spisywania danych bractwo zaczęło śpiewać hymn narodowy. Funkcjonariusze zrobili to samo. a i ręce bez palucha są użyteczne do uprawiania boksu. W rok po zadymie kolejny wyjazd do Gorzowa. płotu ani bardzo rzadkiego kordonu nie forsuje. lecz ta spada żenująco blisko. że Bogusia zawieziono radiowozem. Przed miastem docelowym autobus zostaje przejęty przez mundurowych. jakieś 50 metrów od fanów Śląska. w którym robiono właśnie sensację z nie-zakończonego spotkania i jego skandalicznej pointy. — Kurwa. Pół roku później kierowca autobusu na-chlał się jak bąk. który w obstawie kilku nysek pojechał na komendę. Stilon. Przechodzący za stadionowym murkopłotem. ktoś inny szampana.spotkanie walkowerem dla gości — odkrywczo stwierdził Warkoczyk. jako szkoleniowiec lubińskiego Zagłębia stracił palec na gwoździu bramki. że plot przeszkodził im w tym zamiarze. Wiara z Wrocławia tryumfuje: Jeszcze nie wszystko stracone. W barze wszyscy słuchali radia. Źle. Im walkower zupełnie nie przypadł do gustu. a tak w rzeczywistości publiczność gorzowska. Jedna szyba. Przy okazji pod okiem niezbyt czujnych funkcjonariuszy odbyła się drobna jumka.. Sytuacja co prawda się uspokoiła. jeszcze ktoś kilka wermutów. a reszta na niego czekała. wewnętrzny płot. ale po gotówce nie było ani śladu. że towarzystwo rozlezie się po mieście. Towarzystwo przeszło do jakiejś świetlicy. co na temat końcowego wyniku mają do powiedzenia w mass-mediach. piłkarzy z Wrocławia. Przyjechał radiowóz z zagipsowanym Winiuchem i kibice Śląska szykowali się do odjazdu. że była to jedynie „troskliwa opieka". Psy nie bardzo wiedzieli co z tym pasztetem zrobić. Przyjezdni bawią się między sobą. Oczywiście nikt nic nie wiedział. który kiedyś. Trybuny postanowiły rzucić się na przyjezdnych. dostają palpitacji. lecz policjanci na samą myśl o tym. Wracając z meczu autobus został obrzucony przez dwóch kamieniomiotów. postanowił udowodnić. Trener Różański. Ktoś skroił flachę koniaku. że wcale mu nie do śmiechu — Złudzenie optyczne — ktoś wyraźnie się nabija. Z miejscowymi poradziło sobie jako tako kilku policjantów. Rzuca nią w kierunku miejscowych. jednak okazało się. Ktoś wpadł na pomysł. bo „humorek" puścił i zdałoby się coś wyżłopać. że nikt nie przemówił mu do rozsądku kijem bejsbolowym. choć widać. W sumie stanęło na tym. że zaaresztowano cały autobus. czasem zdobędą się na rzucenie nie dolatującego kamienia. . że to czekanie ma się odbyć w obstawie policyjnej na jakiejś stacji benzynowej na rogatkach miasta. W sumie na stadionie znalazło się zaledwie kilkunastu fanów Śląska. gdyż akurat na tym spotkaniu kibice Śląska byli reprezentowani przez najkonkretniejszą z możliwych ekip.

których Janusz Sybis. Na ten mecz bez znaczenia pojechało 300 osób. iż gracze nie dali z siebie wszystkiego w meczu ostatniej szansy w walce o awans). Napoli. z nazwiska wymieniał jako goniących mecze. ale ograni zawodnicy... kibice nie wywiesili flag oraz zamilkli. Wesoły okazał się wyjazd do Torunia. że Rydułtowy w ogóle istnieją. Gonitwy rozpoczęły się jeszcze przed meczem. Nacięli się setnie. cały czas śpiewając jedną tylko piosenkę. W ciągu krótkiej przerwy musiał on zalepić dziurę po ubytkach kadrowych. Dzięki niemu pozbyto się w klubie zawodników. trafili na konkretną brygadę. „Nie płacz. nigdy nie widziałem tylu kibiców na wyjeździe. Przy tej temperaturze w ogóle nie powinno być szyb w autobusach — śmiało się bractwo polewające wódeczkę na końcu pojazdu. 280 zameldowało się na trybunach. Zrobili to. — Nawet gdy z Zagłębiem Lubin zdobywaliśmy mistrza Polski. Rzeczywiście. Nie płacz. choć żal ci serce rwie.. jadąc na mecz towarzystwo nieźle się wypociło. którzy zostali po czystce podeszli do płotu. Pożegnanie z pierwszą ligą wypadło w Katowicach. Z autobusu wiara wybiegła chcąc nieco porozrabiać na osiedlu górującym nad drogą skąd poleciały kamienie i gdzie zerwali się obaj miotacze. 90-minutowy doping był taki. pewnie nikt we Wrocławiu by nie wiedział. Dla publiczności tak samo. nowego Cieślewicza. Gdyby nie ów Naprzód. że dopiero w programie Ryszarda Szołtysika. komentując swój wjazd na ogrodzenie. firma. W każdym bądź razie stosunek miejscowych do Śląska był wypisany świeżą farbą na stadionie. co pozostali. gdy ci. musiała spotkać się z Naprzodem Rydułtowy. Druga liga. — Po meczu musisz podbiec do kiboli. Zwłaszcza w jego przypadku. asystent trenera Tadeusza Pawlowskiego. Wtedy jeszcze nie wiedział. Koszarski). Co prawda miejscowi kibice piłkarscy nie mieszczą się w jakiejś sensownej Lidze Chuliganów. tym razem na Arce w Gdyni. że szalikowcy gospodarzy też używali gardeł. Borussią Moenchengladbach. Choć walczyło o taki kontakt zawodników z publiką całe pokolenie fanatyków.. Fantastyczna była końcówka pierwszego drugołigowego spotkania Śląsk. zaowocowała na trybunach stadionu przy ul. z którym poprzednio razem grał w Stilonie. Ta tradycja ukształtowała się pół roku wcześniej. Do zespołu trafili nowi. człowieka stonowanego. zawodnicy nie podbiegli do ogrodzenia (tłumaczyli się tym. do której Śląsk spadł w roku 1993. W sumie na całym stadionie było niecałe tysiąc widzów. A tu druga liga i drugi koniec Polski. który z tego wyjazdu robił materiał do telewizji. Oporowskiej pewną konsolidacją grupy. Po ostatnim. po przegranym 0:1 meczu z Rakowem w Częstochowie. Miejscowi zaatakowali jedną z biesiadujących na mieście grup. pierwszoligowym spotkaniu na własnych śmieciach z Górnikiem Zabrze fanatycy wrocławscy zostali jeszcze przez pół godziny na trybunach. niezależnie od wyniku — uświadamiał mający już ogranie we Wrocławiu Twardygrosz. Co mieszkańcy grodu Kopernika do wrocławian mieli ..trudno zgadnąć. Gdy prawie rok później. było to dziwne. jednak istnieją hools żużlowi. Piłkarze. którzy na swoim koncie mieli już mistrza Polski (Jarosław Góra. bo Wrocław zawsze z tobą jest" Ludzie z „normalnej'' strony trybun zostali oglądać. z Olimpią Poznań we Wrocławiu. Kudyba po strzeleniu swoich bramek wylądował na płocie. schodzili z boiska ze spuszczonymi głowami. więc po spotkaniu piłkarze „samolotami" na deszczowej murawie przeprosili się ze swoimi fanami. który jest fantastycznym organizatorem. Dla nich remis był porażką. a jednak nie zostali wygwizdani. o Śląsku mój. Ostatni kwadrans to nieustanne ataki nowej personalnie drużyny i doping całej. fanatycy zielono-biało-czerwonych dowiedzieli się. z kolei szalikowcy twierdzili. Policjanci pogubili się i skończyło się na kilku przebieżkach. gdyż termometr wskazywał wówczas 35 stopni. kibiców. Na szczęście Śląsk zwyciężył. która kilka lat wcześniej grała z Łiverpoolem. Po ostatnim gwizdku wynik na tablicy nie zmienił się od pierwszej minuty. choć tylko dwu i pól tysięcznej publiki. Kudyba. Zdziwili się. Na następnym spotkaniu. że w trakcie gry usłyszeli kilka niewybrednych zdań pod swoim adresem.ostatnia boczna poszła w drzazgi. i to tacy. o Śląsku mój. która mimo sporej przewagi ilościowej . Kolejny mecz.. do płotu. — stwierdził po meczu. — Wreszcie będziemy jakoś normalnie jechać. Sam spadek przypadł w dobrym momencie. Do klubu przyszedł Stanisław Świerk. że na 500 fanów aż trzystu było z Gdańska.

W tym czasie siedzący naprzeciwko gości kibice Elany. odbywało się w szowinistycznej atmosferze. Na ich nieszczęście wtedy stadion Elany posiadał zgrabne. Ostatecznie Śląsk zwyciężył 4:1. wbiegając na murawę. Policja wymyśliła. W przerwie meczu zaczął się kolejny dym. że spotkanie derbowe może sędziować miejscowy arbiter. to zakończyło się tylko na jednym wyroku za pobicie funkcjonariusza na służbie. niż nawet najbardziej znienawidzoną jedenastkę. to jeszcze arbiter walnął ewidentnego babola. — Najbardziej w dającej się ogarnąć perspektywie czasu. Do pieca dorzucali obaj trenerzy. Udało się załatwić tylko pięć. w 1987 wojskowi grali w PEZP z Realem Sociedad San Sebastian. a sam nie da się wplątać w taką awanturę już nigdy w życiu. Bractwo wisiało na płotach dysząc żądzą krwi do wszystkiego. Wcześniej był wyjazd do Rudych Głów. W bardaszce jeden z miejscowych chuliganów (damski bokser) kopnął panienkę w szaliku Śląska. my adresy" nie brzmiało zachęcająco dla nikogo. Sporym wydarzeniem we Wrocławiu były dwa mecze derbowe z mającą spore aspiracje. na Oporowskiej. który mu właśnie śmignął koło ucha. Choć hulanki i swawole trwały dość długo i właścicielem zajazdu okazał się były milicjant. kierownik sekcji. W prasie rozwinęła się nadzwyczaj agresywna kampania obu obozów. swoje dokładali piłkarze. przybyli na miejsce mundurowi musieli powyciągać kałasze. widocznie myśląc. Więc nawet nie próbowano przeciwdziałać. zaczęło w pośpiechu i widocznej panice opuszczać trybuny swojego sektora. Tym bardziej. a trzy autokary i to te z najbardziej rozbrykaną gawiedzią zatrzymały się przy jednym zajeździe. Bractwo goniące za mundurowymi zmieniło kierunek biegu i z metrowymi breszkami sforsowało śmiesznie niski płotek. omiatając wzrokiem nieodległy wówczas płot. Brechy błyskawicznie zmieniły charakter i przeznaczenie i policjanci musieli salwować się ucieczką. iż tak dozbrojone bractwo po rozprawieniu się z funkcjonariuszami chce dobrać się do skóry właśnie im. że nie życzy nikomu sędziowania takiego meczu. co się rusza i nie pomaga Śląskowi odnieść zwycięstwa. Ostatni taki miał miejsce przed siedmioma laty. gdyż doszli do wniosku. A to była już wiosna 1994. W PZPN-ie ktoś wpadł na (raczej słuszny) pomysł. gdy na opustoszałe już trybuny wtargnęli mundurowi. jednak nie dość. Ów rewanż był faktycznie sporym wydarzeniem. A posadzenie jednej — jak się później okazało — najagresywniejszej grupy tuż obok wyjścia do szatni Ślęzy okazało się najfajniejszym pomysłem mundurowych. Gdy któryś z piłkarzy Ślęzy próbował pokazać niewielki kamyk. Na meczu drobny dym z policją. Nic dziwnego. Tak się przyjęło mówić we Wrocławiu o Rydułtowych. drewniane ławeczki. że takie działanie tylko zaktywizuje spokojniejszych. ale wesoło było dopiero w drodze powrotnej. działacze też nie pozostawali w tyle. nie przyznając wojskowym rzutu karnego. obawiam się rewanżu ze Śląskiem — wydusił Kaskarino podczas jakiejś kawiarnianej rozmowy od pomocnika Ślęzy Tomasza Fudaliego. Natychmiast zorganizowana ekspedycja karna obiła wszystkich w odpowiednim wieku (tak koło dwudziestki . a Wałowski tuż na początku drugiej połowy zdobył gola. Do zabawy włączyli się policjanci. . wobec czego jechały wypchane jak komunikacja miejska w szczycie. Może i do niczego by nie doszło. kto mógł w czymkolwiek przeszkodzić wojskowym. Sytuacja uspokoiła się dopiero w momencie. Wyszło na kibicowską rację. Andrzej Mamotiuk. Zbutwiałe ławki stanowiły fantastyczny materiał do zabawy w dwa ognie ze stojącymi za drugim płotem policjantami. Fanatycy się śmieli. arbiter tylko chwycił piłkarza za rękę. Na szczęście dla nich zdążyła się już rozpocząć druga połowa. pogoniła miejscowych. By opanować watahę. Fatalny dojazd spowodował. Hasło „macie żony. Ponieważ IKS remontował wówczas swój stadion. Pierwsze spotkanie. więc rozgrywał swoje spotkania na 0limpijskim. Dariusz Gużkowski. Zawodników Ślęzy potraktowano gorzej. że towarzystwo postanowiło się wyprawić autobusami. że pierwsi gola zdobyli goście. że podzieli bractwo na sektory. jednak nie posiadającą fanatyków Ślęzą. Śląsk wtopił 0:1. że Śląsk przegrywał. by pogratulować piłkarzom. by zrobić widowisko i rozegrać mecz przy świetle elektrycznym. Na trybunach pojawiło się 10 tysięcy ludzi. Schodzący po zakończeniu meczu do szatni piłkarze Ślęzy musieli przemykać się wśród lawiny desek lecących w ich kierunku.napastników. szybko dozbroiwszy się między innymi stołkiem od saturatora. już po roku przyznał się przy kuflu piwa. wpadł na pomysł.to z uwagi na brak barw na szyjach miejscowych). na którego wypadło.

Błąd poległ na tym. Po drobnych zamieszkach policja rozdzieliła okładających się. Przechwycono jedynie kilku maruderdw i dwie dziewczyny. Do walk z poznaniakami doszło dwukrotnie. Zaczęło się nieszczególnie. mimo iż ich drużyna przegrała. że całe bractwo nie zjechało w jednym momencie. uszytej przez siebie. że w ich mieście są najlepsi chuligani na świecie. Biegnąc przez boisko fanatycy wojskowych zabrali się do ściągania nie tylko feralnej barwy. Miejscowi nie stracili jednak na wpół bezwartościowej. Uszczknięto GKS Tychy. To były drobiazgi. Dziewczyny wyszły z tego spotkania bez szwanku. Wynik brzmiał 14:3. reszta podróżowała autobusem. Ciekawsze rzeczy działy się podczas spotkań wyjazdowych. Szczegółowy opis zadym znajduje się w rozdziale Lech. Jednak najweselej było na wyjazdach. drugoligowego wyjazdu miało miejsce sporo drobnych dymów. Chwilę później pojawiło się bractwo z Wrocławia. Jeszcze jeden fakt w sezonie 1994/95 na stadionie przy ul. Wobec czego wywiesili flagę z napisem „WKS psy". Najciekawszy dym miał miejsce przed stadionem Widzewa. Znów policja miała trochę pracy. gdyż widzewiacy zrejterowali. z drugiej poznańska agencja ochrony „Pewność". oni nam nic nie zrobią". Dosyć ciekawa. że raczej nie ma poważania dla fanów Widzewa. acz bez spodziewanego awansu. Od walki (bez większego oporu i efektów) w pociągu podczas powrotu z Wodzisławia. co fetujących awans we Wronkach. pogonienie miejscowych i Lecha w Koninie w czasie przerwy meczu. np.. Dopiero z odległości 50 metrów spostrzeżono swój błąd. Drugi sezon na boiskach drugiego frontu był spokojniejszy. Wracający z Zabrza Lech przebiegł sie po wrocławianach. Na dworcu oraz po zatrzymaniu pociągu na Popowicach. ale i pozostałych. choć niewielka zadyma w Bytomiu (opis w rozdziale Polonia Bytom). wracając z meczu z Hutnikiem. Najazd na Oleśnicę jesienią i Wronki wiosną. meksykańska fala i spotkanie. pożegnali piłkarzy Białej Gwiazdy jak swoich. że tydzień później musieli ponownie przejeżdżać przez Wrocław. Wyraz tego przekonania co do rycerskości dała jedna z panienek krzycząc do drugiej: „Ewka. fanatycy Śląska. licząc na pobłażanie fanów Śląska w stosunku do przedstawicielek płci pięknej. Poza kilkoma drobnymi szarpaninami we Wrocławiu nie działo się nic szczególnego. Tam wiara z Oporowskiej wyprawiła się na dwa sposoby. Poznaniacy zdemolowali jedną z wrocławskich nysek. z którą tego samego dnia zmierzyli się wrocławscy piłkarze. Podczas tego ostatniego. Drobiazg wydarzył się w Tarnobrzegu. Setka hools Śląska odpuściła sobie ewentualne ataki na Arkę (72 gości). nie uciekaj. Natychmiast ruszono na znacznie liczniejszego przeciwnika. jaka zdarzyła się we Wrocławiu było spotkanie Śląska . jednak po zrobieniu kilku groźnych min przekazał. które zawodnicy potraktowali ulgowo. że część Nabojki wracała autami. Po meczu na wrocławskim Rynku odbyła się fantastyczna. Jednak pech poznaniaków polegał na tym. Ostatecznie sami ściągnęli ją z płotu. Z Zagłębiem Lubin i Lechem. feta. 1500 fanów z Wrocławia świętowało awans dymiąc na murawie. choć zielono-biało-czerwonej flagi. choć wszyscy jej uczestnicy (około 300 śpiewaków) żałowali. Zadyma miała miejsce także na murawie. Ci z autokaru wysiadając zostali zaatakowani przez miejscowych. Nie spodobało się to najpierw przybyłym wcześniej niż ekipa wrocławska fanom Motoru. Mimo tego słabego efektu sportowego fanatycy postanowili zorganizować mecz między zawodnikami a szalikowcami. obie grupy rzuciły się w swoim kierunku. z którą wrocławianie po czterech latach wojenki ponownie zrobili zgodę. Dwukrotnie w ciągu 24 godzin wykasowano Zagłębie Lubin jadące do Zabrza i wracające z tego spotkania. Atak nie był przygotowany. Ciekawy. Dym z miejscowymi (fan club Ruchu) i policją w Myszkowie. Tam miejscowi postanowili pokazać znacznie głośniejszym przyjezdnym. ale gdyby zagrali na poważnie mogło być 30:0. Pierwsza liga w konfrontacji hools nie przyniosła z sobą wzrostu agresji. a ekipa z autobusu nie dała sobie w kaszę dmuchać.Pierwszy rok drugoligowej banicji Śląsk miał za sobą. z kim mają do czynienia. Fantastyczna atmosfera. Jedyną godną odnotowania rzeczą. Gdyby jej uczestników było choć tylu. Co prawda Cygan postanowił je nieco nastraszyć. z jednej strony przeciwnikami byli działający z partyzanta poznaniacy.. Oporow-skiej jest godny podkreślenia. Nie widząc z daleka. W Bydgoszczy o mały włos nie zaatakowały się załogi dwóch wrocławskich autobusów. Na meczu z Wisłą. Do zwarcia nie doszło. Spora część jechała pociągiem. które postanowiły nie uciekać.

Rzeczywistość dane mi było obejrzeć na własne oczy. którzy na meczach jedenastki Widzewa pojawiali się zaraz po jej awansie do ekstraklasy w 1975 roku. Gdynia (Arka) 120 plus 300 Lechii. Jesienią: Gdańsk około 250 (wspomniane już trudności z liczeniem).z Pogonią. Wronki 42 (rekord in minus ostatnich kilku lat). Warszawa około 280-300 plus 20 Motoru. którzy udzielają się w życiu fanatyków. kiedy to drugi łódzki klub zameldował się wśród najlepszych drużyn w kraju. Pierwsi wyjeżdżali trzy dni przed meczem.prawie sama młodzież. Opis w rozdziale o ich klubie. i wręczyli jednemu z autorów pierwszoligowego awansu ufundowany przez siebie puchar. chwilę później gaz rozprzestrzenił się na murawę i trybunę.jeden po dymie z Zagłębiem Lubin nie dojechał . to ogołocone z barw trybuny stadionu przy ul. po zadymach sprzed roku mnóstwo policji. Na tym meczu lublinianie na dzień dobry powędrowali w kierunku sektora mielczan myśląc tylko o jednym: jak ich zmłócić. Flaga wróciła na swoje miejsce. młodzieżowiec także. Zerwał największą z nich i sprintem wracał na swoje miejsce. Fani Śląska w 1995 roku zaliczyli wyjazdy w liczbie: (wiosna) Bydgoszcz 320 (w tym pojedynczy kibice Lechii. Mielec 58 plus 46 Motoru. Rydułtowy około 100. by je po meczu zwrócić portowcom. Po zwolnieniu Stanisława Świerka (autor głosował za jego zwolnieniem) kibice postanowili pożegnać lubianego przez wielu szkoleniowca. to nawet podkoloryzowane wspomnienia starszych fanów nie wyglądają zbyt optymistycznie. Katowice 170 plus 20 Wisły i kilku z Lechii. jednak mają aktualnie kłopoty życiowe. Szczecinianie (twierdzą. tuż po zakończeniu spotkania Śląsk . Jednak w zamieszaniu nikt nie patrzył na nic innego. co rozwiązało problem. gdzie tym czasem Świerk wylądował.Górnik Konin.500 koleją . Śląska (z uwagi na czynione już ruchy w kierunku stworzenia fuzji. Chociaż kibice klubu aktualnie dość szczegółowo doszukują się swych korzeni w rozmowach z tymi. Zalegający z opłatami są niemal wytykani palcami. w którym sympatia gdańskiej publiczności była po stronie. WIDZEW ŁÓDŹ Rzeczywistość historyczna jest trochę przykra dla fanatyków czerwono-biało-czerwonych. Z reguły trenerzy żegnają się z klubem niezauważalnie dla fanatyków. Sędzia przerwał mecz. Olsztyn 112 plus 4 Lechii. Bełchatów 160. Piłkarze nie mogli grać nie widząc na oczy. Wronki około 1500. W Gdańsku i okolicach fanom Śląska zawsze jest się trudno policzyć.. Motoru i Wisły). Kibice Śląska wpadli na pomysł utworzenia funduszu pomocy dla tych. Bytom (Polonia) 80 . Na płotach pozostały flagi. Po odpaleniu kilkudziesięciu rac ich sektor został zadymiony. bramkarza Pogoni. jak wydarzenia ze stadionu. Ci zostali podgazowani. jednak zbyt duży rozmiar płótna pozwolił na depnięcie Radosława Majdana. W tym czasie Memlok rzucił świecę pod sektor gości. Zwłaszcza tych. Bractwo sporządziło listą i każdy wpisany na nią ma obowiązek comiesięcznego wpłacania 50 000 złotych. Ta pirotechnika ich zgubiła. Ostatecznie policjanci wpadli na pomysł. a kwalifikator postanowił nakazać wyrzucić ze stadionu fanów gości. według szacunków miejscowych 300320) prezentowali się fantastycznie. co bez względu na ostateczny los rywalizacji w II lidze awansowało gdańszczan do ekstraklasy) publika z obu sektorów wyległa na murawę i wspólnie zniosła zwycięskich piłkarzy Śląska do szatni.. Zrobili kapitalne efekty pirotechniczne. Końcówka lat siedemdziesiątych. że sami odwiozą szczecińskie barwy właścicielom. Kilkuset hools przyszło na mecz Ślęzy. Armii Czerwonej (aktualnie . Myszków 225. Za te pieniądze wysyła się paczki z najpotrzebniejszymi rzeczami do przebywających w aresztach i kryminałach. Podczas zadymienia jeden z młodzieżowców z babyhools wystartował z Młyna po szczecińskie flagi. Po zakończeniu tego meczu. Tarnobrzeg 60 plus 30 Motoru. (14 autokarów .dym z policją po drodze. Łódź (Widzew) 180. Policjanci nie mieli kłopotu z wygonieniem nic nie widzących kibiców bordowo-granatowych. Od razu z sektora śląska wydelegowano Pieroga i Ratownika do pościągana tychże flag. Głogów około 400-450. Gdańsk około 200. mnóstwo samochodów. którzy są nad wyraz czuli na punkcie przeszłości. Szykujący się do podrzucenia gościom świecy z gazem łzawiącym Memlok nie mógł poradzić sobie ze zrobieniem tego w sposób niepostrzeżony. że było ich 350.

to okres systematycznej. że pierwsi fani z flagami (w tamtych czasach to nie szaliki. Elementem. Na trybunach szybko zaczęli sie pojawiać kibice. A tu nie dość. Finał pucharu Polski w 1988 roku Lech . Już sam fakt gry jedenastki z Łodzi z przeciwnikami zza granicy stanowił dla zgłodniałych innej niż ligowej piłki sympatyków sporą atrakcję. — Mówię ci. Nieźle pod względem ilościowym zaprezentowali się widzewiacy w Warszawie na meczu z Legią. który miejscowym hoołs spadł z nieba. rok później. że aż do połowy lat osiemdziesiątych byli w Łodzi zdominowani przez ŁKS. czyli nie należących do ekip obu grających klubów załapało się na oklep. powiedział o swoich odczuciach ze stacji Łódź Kaliska. Łodzianie już na kilka godzin przed meczem zgromadzili się pod kasami swojego stadionu i wyłapywali grupki delegatów z całego kraju. że dosyć szybko w Łodzi nastąpił rozdział i silniejsza identyfikacja z RTS-em. że na wszystkich meczach derbowych widzewiacy pojawiali się w zwartej grupie. aż do spadku. Właściwie jednym z dwóch poważnych dymów Widzewa z tamtego okresu były wydarzenia jakie miały miejsce przed meczem. PSV Eindhoven czy. Na samym stadionie łodzianie prezentowali się bardzo dobrze. „Na własnym. a po nominacji na pierwszoligowców liczba najzagorzalszych sympatyków wzrosła do 200-300. że w tym wypadku nie są to wymysły chcących poszpanować chuligańskim rodowodem. przyjechały takie firmy jak Manchester City. Także w Warszawie miał miejsce finał pucharu Polski w którym łodzianie zmierzyli się z GKS-em Katowice. że jest w posiadaniu zdjęcia ubarwionych kibiców Widzewa z meczu z Pogonią w 1975 roku. to było niesamowite wrażenie. Chociaż „Bliźniak" twierdzi. Przełomem stał się fakt rozpoczęcia systematycznego spotykania się kiboli w jednej z knajp („Lokator"). I to wcale nie dlatego. Kilku bardzo młodych chłopaczków w szalikach ŁKS-u nawet nie próbowało robić dopingu przez pierwsze dwa lata występów Widzewa na pierwszoligowym stadionie. Twierdzą. gdy do wyjścia z peronu szło morze głów. gdzie widzewiacy kończyli podróż. Postawiliśmy się ŁKSowi. Do tradycji ostatnich lat należy. Walk było sporo i choć o niewielkim zasięgu. W tamtym okresie widzewiacy wzorowali się na mających wówczas z nimi zgodę fanatykach krakowskiej Wisły. ale nie chodzi tu jeszcze o siłę bojową. Wiosną 1985 roku na wyjazd do Poznania (Lech) pojechało 104 fanów Widzewa. Na dodatek zakończył się blamażem (wysoka porażka z luxemburskim Jeunesse Esch). Manchester United. że spora część widzewiaków przechodziła chrzest jeszcze w barwach jedenastki z al Unii. z Wrocławia. którzy w tym okresie byli na samym topie Ligi Chuliganów. powoli przestawał nadawać ton w rywalizacji dwóch łódzkich klubów. w tym czasie przeżywający swój bardzo długi kryzys klub rywali. to jednak wielu fanów „z Polski". że . że jeśli podczas spotkania finału PP dwie ekipy rozgrywające ów finał nie są zaprzyjaźnione z gospodarzami. Sami widzewiacy swoją historię widzą inaczej. Z pobieżnych obserwacji wynika. ale wtedy byli jeszcze od nas lepsi" — relacjonują czerwono-biało-czerwoni tamten okres. Po prostu fani lokalnego rywala byli starsi wiekiem i zadymiarskim doświadczeniem. lecz właśnie flagi wyróżniały kiboli) pojawili się na trybunach jeszcze przed awansem do pierwszej ligi. Weryfikacja tych danych jest raczej przykra dla łodzian.Piłsudskiego). Początkowo nie mogli nawet marzyć o szansie wygrania rywalizacji we własnym mieście z ŁKS-em. coraz lepszej organizacji grupy. to jeszcze po raz pierwszy w historii polski klub wyeliminował Anglików i to dwukrotnie! Widzew zaczynał zdobywać sympatię lokalnej społeczności. R. A wszyscy w barwach. który spowodował. który był na tym meczu i wracał pociągiem wraz z szalikowcami RTSu. Wszakże ostatni występ na międzynarodowej arenie ŁKS-u miał miejsce dwadzieścia lat wcześniej. M. Na tym spotkaniu przyjezdni dostali oklep. Kontrowersyjne jest także stwierdzenie. Rzeczywiście. Niedoceniany Widzew szybko zagościł w europejskich pucharach. że na mecz z lokalnym rywalem. były fenomenalne wyniki sportowe piłkarzy. który nastąpił w 1990 roku.Legia był rozgrywany właśnie na obiekcie łodzian. O sobie z tamtego okresu kibice RTS-u mówią. Podczas tamtego spotkania mogło się wydawać. łódzkim podwórku też próbowaliśmy wówczas sil. Grupa zaczęła się integrować. to miejscowi przychodzą na mecz jako trzecia siła. Następne lata.

Widzew to nie trzecia. choć liczniejsi. gdy po pierwsze gonieni mieli dosyć. Wtedy to drużyna wylądowała w drugiej lidze. Czasem próby dla szalikowców „Czerwonych" (taki przyjęli przydomek) byl rok 1990. Na moment powstrzymano rejteradę. jednak ilość mniejszych. Derby w Łodzi. lecz pierwsza siła. Za Płotem stali gotowi na przyjęcie agresorów fani Rycerzy Wiosny. Rok później Widzew grał w Bełchatowie. Stała się rzecz dziwna. ale patrząc z boku zawsze spadek wydaje się być początkiem końca. Nie zorientowani w miejscowych układach kibice Widzewa postanowili ściągnąć z płotu. Nawet mecze . Gdy biało-czerwono-biali zobaczyli nacierających. to jednak komunikacja jest fatalna. Bodaj pierwszym na większą skalę i do tego zwycięskim bojem Widzewa z ŁKS-em była walka po meczu tych drużyn w finałowym. że to właśnie ich derby są najbardziej widocznymi i specyficznymi meczami tego typu w kraju. Sam czas 90-92 stanowił apogeum kibicowskich możliwości fanatyków czerwono-biało-czerwonych. jednak około 50 najzapalczywszych kibiców Widzewa na chciało nie wykorzystać nadarzającej się okazji. Zaczęło się tuż po ostatnim gwizdku sędziego. towarzyskim spotkaniu w turnieju Orła w 1992 roku. Jednak w Bełchatowie flagi rozwieszali porządkowi. Może by się nic nie wydarzyło. to także mecz pucharowy. Spora część postanowiła ewakuować się ponad płotem. organizowane są akcje podchodów. Drugie spotkanie.) To właśnie w drugiej lidze kibole RTS-u zaczęli się bardzo poważnie liczyć na chuligańskiej mapie Polski. Najtrudniej było napastnikom pokonać wąskie gardło. przód zaczął rejteradę. W okolicy furtki dostało się kilku niewinnym. Przybyszów rozgoniła na stadionie policja. w czasie tego spotkania niewiele się działo. postanowili zorganizować obronę. lecz przez rzeczkę. a kilkunastu ełkaesiaków upatrywało swojej szansy w partyzanckich podchodach. które w sposób szczególny zaznaczyło się w historii łodzian. Początkowo szło im to sprawnie i nie będący w grupie. ci którym udało się już przemknąć na drugą stronę ogrodzenia. gdy na jednej z budów dorwano się do cegieł. której brzegi łączył. więc to oni zareagowali. uznanym przez widzewiaków za zgredów z ŁKS-u. Pierwsi goniący zostali wpuszczeni na drugą stronę rzeczki i zaatakowani. jak każde inne. które przyprawiają miejscowych stróżów porządku publicznego o ból głowy. należałoby to uznać za normalne. specjalnie przygotowywane są środki pirotechniczne. niezapomnianej atmosferze opowiadają świadkowie meczu Wisła — Cracovia z jesieni 1995. Pierwsi do wyjścia tłoczyli się ŁKS-iacy. wyzwalają w miejscowej społeczności emocje. Co prawda fani „czerwonych" swoją bramę mieli gdzie indziej. Gdy tył napierał. Ełkaesiacy. Zwyciężyła zaciętość widzewiaków. ŁKS zaczął uciekać. którzy nie patrząc na możliwość dostanie po glowiej forsowali ogrodzenie jak się dało. ich przeciwnicy. Z reguły do większych walk nie dochodzi. Rozpoczęła się szarpanina. Największa mobilizacja w sektorze pod zegarem następuje na meczach Widzewa z Legią i ŁKS-em. przy okazji zdejmowania własnych flag. Sytuację opanowały dopiero oddziały policji. stchórzyli. kilku i kilkunastoosobowych szarpanin jest bardzo duża. najoryginalniejszą barwę gospodarzy. lecz przemieszani w tłumie fanatycy Widzewa zaczęli się zrywać. Zwłaszcza spotkania z lokalnym rywalem są tymi. którzy pociągnęli za sobą większe oddziały swych ziomków. Mieszkańcy Łodzi twierdzą. po drugie wyselekcjonowała się grupa. Część goniących nie potrafiąc opanować nagle ogarniającej paniki ewakuowała się nie przez zablokowany mostek. Obie grupy postanowiły opuścić stadion tą samą bramą. postanowiono skontrować. Choć miasta te dzieli odległość zaledwie 60 kilometrów. Akcja odbyła się za wąskim mostkiem. Tu jednak nie można przychylić się do ich zdania. W tamtym okresie trudno było przejechać w okolicy Łodzi nie natrafiając na wystawione czaty Widzewa. sensowne derby. Dym zaczął się po meczu. która mogła spokojnie zaliczać różne sprawdziany na lekcjach WF. Gdy widzewiacy dotarli do feralnego miejsca. Oprócz drobnych szarpanin w przerwie. To na tych spotkaniach pojawiają się najczęściej nowe flagi. Na tym spotkaniu zameldowało się kilkuset kibiców gości. Później akcję obijania przejęli miejscowi. gdyby to była faktycznie flaga któregoś z kibiców. W dalszym ciągu więcej inicjatywy mieli napastnicy. (Właściwie sądząc po tym. O fantastycznej. zaczęli się cholernie śpieszyć przy przechodzeniu przez wąską furtkę. Po ucieczce. jakim była owa furtka. Dzięki znajomkom z Gdańska i relacjom trójmiejskiej telewizji oglądałem większość spotkań Arki z Lechią w ostatnich latach. co się stało na innych stadionach.

. by to zmienić. W piątek o godz." To opinia samych widzewiaków. Piotrków Trybunalski. co się dzieje. by zabijać.. co dzieje się na trybunach. Żyrardów. Na stadionie Widzewa zamontowano słynne. że od fanów gości są oddzieleni całą długością boiska. że działacze klubowi to skurwiele. Radomsko. który sprzedaje szaliki. Gdyby się to łodzianom powiodło. Dużej. że o nie chodzi. z czego sami fani RTS-u nie są zadowoleni. to trudno. iż kibiców drużyna z ul. z którego dyrygent może łatwo nadawać ton temu. w tym 4 z Łodzi. Nikt nie jest w stanie zabronić grupce kilkudziesięciu chłopaków zamówienia w jednej z trzech firm (reklamy w tekście) robiącej kibicowskie gadżety szalika z napisami np. Wycinki z lokalnej prasy po derbach oddają atmosferę tego. z hasłami „żyjemy po to. a przodem w stronę publiczności krzesełko. Jeśli działacze Widzewa nie czują swego idiotyzmu. jaki posiadamy aktualnie. Piłsudskiego ma rzeczywiście bardzo dużo) wśród fanów Widzewa najłatwiej jest natrafić na konfidenta.. To zrobiono we współpracy z klubem. awans do Ligi Mistrzów. Warszawa. Gościowi. Dlatego coraz częściej organizują sobie autobusy. wobec czego widzewiacy nie mogą liczyć na możliwość ujścia uwadze stróżom porządku. Gdy się wymienia liczbę fan clubów można 'dostać zawrotu głowy. którzy .. Oczywiście derby Wrocławia to pestka.Śląska z nie posiadającą swych kibiców Ślęzą stanowią spotkania szczególne. Częstochowa.00 zabrakło miejsc i policja musiała przewozić nietrzeźwych do Policyjnej Izby Zatrzymań". Sporo kiboli Widzewa rekrutuje się z fan clubów z pobliskich (i nie tylko) miast i miasteczek. posiada także jeden. Skierniewice.bez ich „troskliwej opieki" ciężko jest wyjechać na mecz. Co prawda wykonują aktualnie (wiosna 96) ruchy w tym kierunku. W związku z tym (a także z tym. zamiast na meczach reprezentacji. Jednak klub troszkę wariuje. który w drobnych. Tomaszów Mazowiecki. Od blisko 20 lat największym wydarzeniem sportowym Łodzi są piłkarskie derby. Z czasem ta przypadłość wśród kiboli miejscowych zanikła.: „Widzewscy Mordercy". „Bez chłopaków spoza Łodzi nie byłoby takiego charakteru młyna. będą poszukiwali wrażeń w wojażach po Europie na spotkania drużyny klubowej. kilkusetosobowej grupie nie sposób jest nie zwrócić na siebie uwagi policji. Dębno) i Wschodni (z siedzibą w Chełmnie). Skarżysko Kamienna. Pilą. dosyć szczególny minus. Mniej widoczna jest zadziorność „Czerwonych". Liczne osobowo wyjazdy. że bractwo spotyka się praktycznie tylko na meczach. jakimi jest silą większej grupy. Innymi słowy . W związku z takim rozproszeniem. odwrócone oparciem do boiska. oprócz samych plusów. oraz pewność. byli oni kojarzeni za sprzętem. „W sobotę zdemolowano w Łodzi cztery autobusy. Nie są zbyt agresywni na własnym stadionie." Kolejny wycinek dotyczący derbów. Doszło nawet do paradoksu. jaką nie raz udaje się nam wytworzyć na meczach. Po krótkim okresie z początku lat 90-tych na Widzewie jakby się uspokoiło. czyli w latach 90-92. jeden tramwaj i jeden wagon w pociągu. nie można by stworzyć takiej wspaniałej atmosfery. lecz pozostałe na pewno nie odbiegają atmosferą od łódzkich. klubowi działacze każą. Kalisz. Opoczno. brak jest większej integracji środowiska i trudniej o wykreowanie ośrodka decyzyjnego. acz częstych potyczkach był u fanów RTS-u nierzadko w użyciu. 40 kibiców trafiło do izby wytrzeźwień. wynika z dalszej części artykułu: „Do łódzkiej izby wytrzeźwień trafiła w ostatnich dniach rekordowa liczba klientów. gdy na jesiennym (1995) meczu 1/8 pucharu Polski w Stalowej Woli na trybunach pojawiło się 37 kibiców Widzewa. pokazywać wzory do akceptacji. Istnieją także regionalne fan duby: Pomorski (Trzcianka. to na meczach reprezentacji narodowej pokazują się oni jedynie w ilościach śladowych. W okresie apogeum możliwości i agresji szalikowców Widzewa. oraz z tym. Sporo widzewiaków jest mieszkańcami Górnego Śląska. Tylko przy okazji wizyt papieża mobilizuje się większe siły porządkowe. z soboty na niedzielę 74. zabijamy dla przyjemności". co jest zapewne spowodowane tym. Koluszki. I trzy dyszki fanów będzie miało swoje szaliki. Najbardziej aktywne to Kutno. jednak na przeszkodzie tych planów może stanąć. choć to. Choć na spotkania ligowe „Czerwonych" jeździ bardzo dużo. W ciągu ostatnich kilku lat nie notowano takiego tłoku. 22. Sochaczew. Z piątku na sobotę przyjęto 73 pijane osoby. za to stali się najliczniej jeżdżącą na mecze swojej drużyny ekipą w kraju.

Do statystyki z tego okresu trzeba dołożyć około 3000 fanów RTS-u na stadionie przy al. Zabrze (Polska . że stanowią dosyć młodą ekipę i że mają spore problemy z organizowaniem własnych fanów. Bangor (Walia. Katowice 100. Wronki 150. Następnego dnia odbywał się w hali Anilany turniej kibiców. Warszawa (Legia) 400. Natomiast jesienią 1995 roku w Krakowie (na Hutniku) pojawiło się 300 łodzian. że fanatycy „Czerwonych" są najliczniej reprezentowaną na] meczach wyjazdowych swojej drużyny ekipą w kraju. Zbyt dużo jest niesubordynowanej młodzieży. Odessa 13. Zabrze 300-350. Brak części danych z wiosny 95. Delikatnej postury małolat ponoć ma już w wywijaniu tym narzędziem pewną wprawę. Bełchatów 1200. Na tej imprezie ŁKS zadymił w kilkuosobowym składzie. Tym razem widzewiaków było około 400. Poznań (Warta) 100.chcą im przeszkadzać. które nie wyruszyły na wyjazd za swoją drużyną czatują na kibiców rywali. Obie ekipy robią sobie wypady na przeciwników podczas rozgrywania przez tych drugich spotkań na własnym stadionie. W przerwie miejscowi urządzili gościom kamienowanie. Kraków (Hutnik) 40. natomiast ich odwiecznych rywali dwa razy mniej. Zabrze 140-150. Mielec 120-150. W pucharze Polski Kraków (Wisła) 70. Nie zdaje sobie chłopaczyna o dziewczęcych rysach twarzy sprawy z tego. Unii podczas derbów (sami zainteresowani twierdzą. Płock około 1000. Pierwszym akordem wiosny 1996 w Lidze Chuliganów była zadyma podczas tradycyjnego turnieju Orła w Łodzi. Robił to w ten sposób. miejscowi fani zaatakowali rozwieszających flagi szalikowców Widzewa. Pierwsi ten proceder w Łodzi wprowadzili szalikowcy biało-czerwono-białych. Natomiast jesień 1994 w wykonaniu Widzewa prezentowała się następująco: Poznań (Warta) 300-350. Aktualnie każdy mecz Widzewa. Przeciwnicy Widzewa nie podjęli walki. Zabrze 300. puchar UEFA) 24. Mielec 150 plus 40 z Krosna i 2 ze Stali Rzeszów. Lubin 50 plus 30 z Głogowa. Widzewiacy musieli stoczyć walki z policjantami. Brak danych z wiosny 94. Dość długo widzewiacy byli kasowani z szalików nie organizując żadnych poważniejszych kontrakcji. Poznań (Olimpia) 300-350. Bardzo szeroki. Katowice 300. Chorzów 120-150 (spora część nie dojechała na to spotkanie. bo od 93 roku (choć niezbyt szczegółowy. 1/16 PP) 46. W Olsztynie „Czerwoni" zameldowali się w 300 osób. Niejako w rewanżu. to nieustanne utarczki fanatyków RTS-u z lokalnymi rywalami. natomiast według poszkodowanych flaga została odzyskana. Postępowanie działaczy jest śmieszne. podczas spotkania ze Stomilem w Łodzi jesienią 94 roku 25 osobowej grupie fanów z Olsztyna pokrojono wszystkie flagi. że jego oblicze siłą rzeczy z czasem będzie przypominać twarze niezłych zakapiorów.1 Stalowa Wola 100. (Opis tej sytuacji w rozdziale „Życie". w Katowicach 400. Ci natomiast rzucili się w kierunku kamieniomiotaczy. zabierając matce z kuchni narzędzie do rozpracowywania schaboszczaków. Starsi widzewiacy lekko się z . że kilkusetosobowe wycieczki fanów Widzewa są na porządku dziennym. o czy zapewniają zaokrąglenia liczb) bilans wyjazdów Widzewa świadczy jednoznacznie. Paryż (Francja . Podczas pierwszego występu łodzian na olsztyńskim stadionie. Te dane to jeszcze nie dowód . że po dwóch latach do j łodzian należy palma pierwszeństwa. Mecze reprezentacji narodowej.Polska) 5. chodził z zatkniętym za pasek tłuczkiem do mięsa. Sympatycy Widzewa nie polubili się z nuworyszowską ekipą Stomilu Olsztyn.) Podczas tej imprezy wśród widzewiaków widać było. że było ich o tysiąc więcej). Częstochowa 450. Jesień 1993: Poznań (Lech) 70. Stalowa Wola 37. Aż wreszcie (prawdopodobnie jesienią 1994 roku) zorganizowała się grupa młodych fanów czerwono-bialo-czer wonych. bo bawiący się w handel wykłada na to własne pieniądze. na oko 15-latek. Bratysława (Słowacja . by wszyscy mogli ów tłuczek zobaczyć. Pniewy 80. gdyż w połowie drogi musiała karnie opuścić pociąg). Kraków (Hutnik) 150. Według olsztynian w czasie zadymy zdobyli oni dosyć dużą barwę łodzian. Tym razem już widać. Wrocław (Ślęza. którzy działają identycznie jak rywale.Rumunia) 100. Zamiast pochodzić na siłownię. Przed i po meczach ekipy.Polska) 10. Lubin 300 plus 100 z Głogowa. Jeden z młodzieżowców. woli pójść na łatwiznę.

wywijał tasakiem. . robili mu reklamę. lecz ełkaesiak.małolata podśmiewając. gdy inny mieszkaniec Łodzi. Na szczęście dla siebie nie wyjechał na parkiet w czasie.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful